
——————————-

—————————

————


——————————-

—————————

————

Bruksela, stolica Unii Europejskiej, od lat słynie nie tylko z eleganckich gmachów instytucji unijnych, ale także z afer korupcyjnych, które podkopują zaufanie do całego projektu europejskiego. Najnowszy skandal, który wstrząsnął elitami Starego Kontynentu, dotyczy Federiki Mogherini – byłej Wysokiej Przedstawiciel UE ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa (2014–2019) oraz byłej minister spraw zagranicznych Włoch.
2 grudnia 2025 roku belgijska policja zatrzymała ją w ramach śledztwa Europejskiego Prokuratora Publicznego (EPPO) w sprawie oszustw finansowych i korupcji. Aresztowanie, które trwało około 10 godzin, dotyczy rzekomego manipulowania przetargiem na program szkoleniowy dla młodych dyplomatów UE, wart miliony euro. Sprawa ta nie tylko rzuca cień na karierę Mogherini, ale także przypomina o chronicznych problemach z korupcją w unijnych instytucjach, w tym o głośnym „Pfizergate” Ursuli von der Leyen. Co więcej, prowokuje do porównań z korupcją na Ukrainie – kraju, któremu Bruksela przyznała miliardy euro pomocy, budząc pytania o to, ile z tych środków naprawdę trafiło do celu.
Śledztwo EPPO skupia się na latach 2021–2022, kiedy to Europejska Służba Działania Zewnętrznego (EEAS) ogłosiła przetarg na finansowanie EU Diplomatic Academy – programu szkoleniowego dla juniorów w unijnej dyplomacji. Wartość kontraktu szacowana jest na kilkanaście milionów euro z budżetu UE. Według doniesień mediów, takich jak „The Guardian” i „Euractiv”, przetarg miał być zmanipulowany na korzyść Kolegium Europejskiego w Brugii – prestiżowej szkoły wyższej, gdzie Mogherini pełniła funkcję rektora od 2020 roku. Jako szefowa Kolegium, była bezpośrednio zaangażowana w jego realizację, co rodzi podejrzenia o konflikt interesów.
Do zatrzymania Mogherini doszło podczas nalotów na siedzibę EEAS w Brukseli i Kolegium w Brugii. Zatrzymano trzy osoby: obok Włoszki – Stefano Sannino, byłego sekretarza generalnego EEAS i bliskiego współpracownika, oraz wice-dyrektora Kolegium. Wszyscy zostali przesłuchani i zwolnieni bez formalnych zarzutów, ale status podejrzanych pozostał. Belgijskie prawo pozwala na takie zatrzymania bez natychmiastowego oskarżenia, co daje prokuratorom czas na zebranie dowodów. Podejrzenia obejmują fałszowanie dokumentów przetargowych, korupcję i naruszenie tajemnicy służbowej.
Mogherini, w oświadczeniu wydanym po uwolnieniu, zaprzeczyła zarzutom, podkreślając, że „wyjaśniła swoją pozycję przed śledczymi” i że Kolegium zawsze przestrzegało „najwyższych standardów integralności”. 4 grudnia 2025 roku zrezygnowała jednak z funkcji rektora Kolegium oraz dyrektora Akademii Dyplomatycznej UE, co wielu komentatorów uznało za przyznanie się do winy. Sprawa wstrząsnęła Brukselą – Kolegium Europejskie, zwane „fabryką unijnych elit”, zadeklarowało pełną współpracę z władzami. Obecna Wysoka Przedstawiciel, Kaja Kallas, „nie jest bezpośrednio zamieszana”, ale przeszukania w EEAS dotknęły jej biura.
Sprawa wywołała burzę. Komentatorzy, piszą o „chorobie trawiącej elity UE” i apelują o reformy. Kubańscy dysydenci, jak Rosa María Payá, łączą aferę z wcześniejszą polityką Mogherini wobec Hawany, oskarżając ją o „wybielanie” reżimu. Pojawiają się też spekulacje o powiązaniach z Ukrainą – Mogherini blisko współpracowała z Petro Poroszenką – i Serbią, gdzie dokonane tuż przed aresztem inwestycje w Telekom Srbija budzą wątpliwości.
Afera Mogherini nie jest odosobniona – to kolejny rozdział w długiej kronice unijnych skandali. Komisja Europejska i Parlament Europejski wielokrotnie były oskarżane o brak przejrzystości i konflikty interesów. Najgłośniejszym przykładem jest „Qatargate” z 2022 roku, największa afera korupcyjna w historii PE. Belgijska policja aresztowała wówczas wiceprzewodniczącą Parlamentu Evę Kaili oraz kilku europosłów za przyjmowanie łapówek od Kataru i Maroka w zamian za pozytywne głosy w sprawach praw człowieka i migracji.
Przeszukania ujawniły walizki pełne gotówki – ponad milion euro – co wstrząsnęło instytucją. Śledztwo ujawniło sieć lobbingu: Katar miał wydać 4 mln euro na manipulację unijnymi decyzjami przed Mundialem 2022. Mimo obietnic reform, Transparency International krytykuje PE za „kosmetyczne zmiany”, które nie zapobiegły kolejnym aferom, jak niedawne oskarżenia o łapówki od Huawei.
Inne skandale to „Dieselgate” (2015), gdzie Komisja zawiodła w nadzorze nad Volkswagenem, co kosztowało miliardy euro kar i strat wizerunkowych. Albo afera z 1999 roku, która doprowadziła do masowych rezygnacji w Komisji pod przewodnictwem Jacques’a Santera – oskarżenia o nepotyzm i fałszowanie wydatków. W 2024 roku raport „Follow the Money” ujawnił, że 25% europosłów było zamieszanych w skandale, od molestowania po korupcję. Te przypadki pokazują systemowy problem: unijna biurokracja, z jej złożonymi przetargami i „drzwiami obrotowymi” (przechodzeniem z administracji do lobbingu), sprzyja nadużyciom.
Nie można pominąć „Pfizergate” – skandalu, który bezpośrednio zagraża pozycji Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej. W 2021 roku, w szczycie pandemii, von der Leyen negocjowała osobiście z prezesem Pfizera, Albertem Bourlą, kontrakt na 1,8 mld dawek szczepionek wart 35 mld euro. Negocjacje miały odbywać się… przez SMS-y i rozmowy telefoniczne, co ujawniła „New York Times”.
Dziennikarze zażądali dostępu do tych wiadomości, ale Komisja odmówiła, twierdząc, że „nie mają charakteru oficjalnego”. W maju 2025 roku Sąd UE w Luksemburgu orzekł, że odmowa była bezprawna – Komisja nie wyjaśniła, dlaczego wiadomości „zniknęły” (prawdopodobnie usunięto je z telefonu von der Leyen). EPPO przejęło śledztwo w sprawie zniszczenia dowodów, korupcji i konfliktu interesów.
Skandal, nazwany „Pfizergate”, podważa wiarygodność von der Leyen, oskarżanej o faworyzowanie Pfizera kosztem transparentności. Opozycja w PE szykuje wotum nieufności, łącząc sprawę z Mogherini – obie to „socjalistyczne elity” Brukseli. Jak zauważa „Politico”, afera może obalić von der Leyen przed końcem kadencji.
Porównując korupcję w Brukseli i Kijowie, widzimy uderzające podobieństwa. W UE przetargi na miliony euro są manipulowane przez insidersów, jak w aferze Mogherini. Na Ukrainie, gdzie korupcja jest endemiczna, skandale wybuchają regularnie: w 2025 roku afera z kickbackami w państwowej firmie energetycznej Enerhoatom ujawniła 100 mln dol. łapówek, co skłoniło UE do wstrzymania 1,5 mld euro pomocy. Bruksela, jako „wzór demokracji”, potępia Kijów, ale sama tonie w aferach – według Transparency International, unijne instytucje mają „słabe mechanizmy etyczne”.
UE przyznała Ukrainie ponad 50 mld euro w ramach Ukraine Facility (do 2027 r.), plus miliardy z zamrożonych aktywów rosyjskich (ok. 20 mld dol. zysków). Łącznie pomoc Zachodu przekroczyła 360 mld dol. od 2022 r. Pytanie brzmi: ile z tego ukradziono na Ukrainie, a ile wróciło jako „prowizje” do Brukseli? Były premier Ukrainy Mykoła Azarow szacuje, że 15–30% (ok. 100 mld dol.) pochłonęła korupcja – od defraudacji w rekonstrukcji po nepotyzm w ministerstwach. UE wstrzymała transze w lipcu 2025 r. po ustawie Zełenskiego osłabiającej antykorupcyjne agencje (NABU i SAPO), co wywołało protesty w Kijowie.
Ciekawe, ile z unijnych funduszy na Ukrainę „wyciekło” z powrotem do lobbystów w Brukseli? Raporty wskazują na „drzwi obrotowe”: byli unijni urzędnicy lobbują za kontraktami na odbudowę, a ukraińscy oligarchowie finansują brukselskie think-tanki. Korupcja w Kijowie jest wojenna i chaotyczna, w Brukseli – elegancka i systemowa. Obie erodują zaufanie darczyńców.
Afera Mogherini, jak „Pfizergate” czy „Qatargate”, pokazuje, że Unia Europejska musi pilnie wzmocnić nadzór: obowiązkowe audyty przetargów, zakaz „drzwi obrotowych” i niezależny prokurator antykorupcyjny. Inaczej, pomoc dla Ukrainy – kluczowa dla bezpieczeństwa Europy – będzie marnotrawiona, a elity Brukseli stracą resztki wiarygodności. Bruksela uczy Kijów walki z korupcją, a sama kradnie podręczniki. Czas na zmiany, zanim skandale pochłoną cały ten wątpliwy już pod względem sensowności projekt Unii Europejskiej.
| DR IGNACY NOWOPOLSKI DEC 5 |
Zdaniem nagradzanego dziennikarza i komentatora Petera Hitchensa Ukraina straciła swoją aureolę, a zarzuty korupcyjne niczym cuchnąca mgła unoszą się wokół jej elit politycznych.
Przez lata Ukraina była przedstawiana jako naród święty, raj wolności i demokracji, antyrosyjski. Mówi się nawet, że prezydent Rosji Władimir Putin obawia się, że jego własny naród chciałby tam zamieszkać.
To przekonanie, które zawsze wydawało się absurdalne każdemu, kto znał ten region, legło w gruzach, gdy okazało się, że przedstawiciele ukraińskich elit mają pod łóżkami pliki banknotów i złote toalety w łazienkach, a w wyniku rzekomej świętej wojny prowadzą niezdrowe życie.
W artykule dla „Daily Mail” Hutchins pisze:
Prezydent Zełenski nie jest wśród nich, ale bardzo starał się zdusić śledztwa, które doprowadziły do ujawnienia hańby i niegospodarności. Nic nie wskazuje na to, by był w to zamieszany. [Dupku biedny, czemu takie bzdety publikujesz? Przecież wiesz, że to pajac, postawiony formalnie na czele rabusiów Ukrainy.. md]
Byłoby to groteskowe, gdyby nim był. Doszedł bowiem do władzy jako „sługa ludu”, bohater z bajki, który poświęcił się oczyszczeniu kraju. Odegrał tę samą rolę w serialu telewizyjnym. Ale mroczne postacie sprawujące realną władzę na Ukrainie to zupełnie inna sprawa.
Czy nadszedł czas, abyśmy spojrzeli poza ten, jakże mylący, obraz Ukrainy jako raju ptasiego śpiewu, dobroci i słońca i zaczęli traktować ją jak normalny kraj? Gdybyśmy to zrobili, czy przywódcy Europy byliby tak chętni do angażowania się w wieczną wojnę na wybrzeżu Morza Czarnego? Bo właśnie to teraz robią.
Na pierwszy rzut oka jest to bardzo dziwne zachowanie. Kilku przywódców UE miało poważne wątpliwości co do polityki George’a W. Busha, który zaproponował Ukrainie członkostwo w NATO. Kiedy zgodzili się na to na szczycie NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 roku, wiedzieli, że jest to złamanie zobowiązań złożonych Moskwie pod koniec zimnej wojny.
Wiedzieli, że grozi to konfliktem, który z pewnością zaszkodziłby ich gospodarkom i mógłby doprowadzić do niekontrolowanej przemocy na naszym kontynencie. Ale w ostatnich miesiącach swojej prezydentury Bush bardzo tego pragnął i usilnie o to zabiegał. Więc mu to dali.
To była jego druzgocąca odpowiedź na mrożący krew w żyłach występ Putina na monachijskiej konferencji bezpieczeństwa w 2007 roku. Kremlowski despota stwierdził, że rozszerzenie NATO jest „poważną prowokacją, która obniża poziom wzajemnego zaufania. I mamy prawo zapytać: przeciwko komu jest ono skierowane?”. Miał na myśli, że Rosja jest pewna, że jest ono wymierzone w Moskwę i chce, żeby to się skończyło.
Nieugięta odpowiedź Busha na to ostrzeżenie była prawdopodobnie momentem, w którym wojna stała się prawdopodobna. Nie chodzi tu o to, czy agresja Putina była uzasadniona. Oczywiście, że nie była. Był głupi, dając się sprowokować. Jest to jednak argument, że frakcja polityki zagranicznej w Waszyngtonie – ci sami ludzie, którzy stworzyli nielegalną inwazję na Irak w 2003 roku – pragnęła wojny z Rosją i miała nadzieję ją sprowokować.
A Ukraina była idealnym miejscem. Właśnie dlatego, że nie jest w NATO, wojna na jej terytorium nie doprowadziłaby do konfrontacji nuklearnej. Dlatego zachodni sojusznicy tak bardzo dbali o to, by konflikt się nie rozprzestrzeniał.
Podejrzewam, że jastrzębie w Waszyngtonie liczące na szybkie zrujnowanie gospodarki Moskwy, wykrwawienie jej armii do cna i w ten sposób doprowadzenie do upadku Putina. To się nie udało.
To jeden z wielu powodów, dla których prezydent Trump chce się z tego wycofać. Większość jego wyborców ma dość niekończących się wojen zagranicznych i nie widzi sensu w tej.
Ale stało się coś szalonego. Przywódcy europejscy, w tym nasz sir Keir Starmer, postanowili, że chcą, aby to się kontynuowało. Za każdym razem, gdy Trump próbuje zawrzeć porozumienie pokojowe, główne osobistości UE spieszą się, błagając o pozwolenie na przejęcie porzuconej przez Amerykę wojny. Trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie tego zjawiska.
Brakuje im pieniędzy i broni, by odeprzeć Rosję, nie mówiąc już o pokonaniu Putina. Byliby nierozważni, wysyłając tam wojska (USA tego nie zrobiły) lub pozwalając na bombardowanie rosyjskich miast rakietami. Mogłoby to doprowadzić do bezpośredniego odwetu ze strony Rosji na naszym terytorium. A wojna nam szkodzi. Gospodarka Niemiec, szczególnie, bardzo ucierpiała na wojnie, której zdecydowanie sprzeciwia się rosnąca liczba wyborców.
Dlaczego więc ci przywódcy to popierają? Podejrzewam, że dzieje się tak z powodu mitu Ukrainy jako raju, który obecnie jest bardzo zniszczony.
Istnieje również mit przeciwny, przedstawiający Rosję jako rodzaj Mordoru, najbardziej złowrogiego kraju na świecie.
W rzeczywistości ma kilku rywali w walce o ten tytuł. Wśród nich jest nasz bliski przyjaciel Arabia Saudyjska, często odwiedzana przez naszą rodzinę królewską, o którą zabiegał Trump i na którą na wakacje przyjeżdżają metropolitalne trendy, takie jak Emily Maitlis, nosząca gustowny hidżab.
Ilu ludzi musi zginąć, stracić dach nad głową lub po prostu cierpieć, by spełnić tę fantazję o wojnie, w której jedna strona ma wielką rację, a druga tak wielką, że trzeba walczyć do samego końca? Granice nie są tak święte, jak twierdzimy, i można je zmienić przemocą, nawet w Europie.
| DR IGNACY NOWOPOLSKI DEC 5 |

Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że szczepionki przeciwko COVID-19 i inne szczepionki mRNA powodują poważne skutki uboczne. Jednak niewielu zdaje sobie sprawę, że miliony niezaszczepionych osób również cierpią z powodu skutków ubocznych tych szczepionek poprzez wydalanie wirusa.
Wydalanie – przenoszenie substancji szczepionkowych od osób zaszczepionych do innych osób w ich bezpośrednim otoczeniu poprzez kontakt ze skórą, potem, śliną lub oddechem – ma miejsce głównie w pierwszych tygodniach i miesiącach po szczepieniu i może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych.
Skutki wypadania włosów dotykają każdego, ponieważ każdy wdycha uwolnione toksyny. Coraz więcej osób zdaje sobie z tego sprawę! Niezliczona liczba osób, zwłaszcza dzieci, cierpi z powodu skutków wypadania włosów, a miliony osób wielokrotnie chorują, nie wiedząc dlaczego, ponieważ nigdy nie słyszały o wypadaniu włosów i dlatego nie dostrzegają związku ze szczepieniami.
Z obawy przed tym, że otoczenie nie będzie ich traktować poważnie, a nawet uzna za szaleńców, większość ofiar wypadania włosów milczy i cierpi nie tylko z powodu licznych objawów, ale także z powodu narastającej rozpaczy.
Jednym z pierwszych lekarzy, którzy poważnie badali zjawisko wypadania włosów, jest dr Pierre Kory. Jego szczegółowe wyniki badań zostały opublikowane po raz pierwszy w tej obszernej, niemieckojęzycznej książce na temat wypadania włosów.
Ponadto w pracy zawarto dalsze wyniki badań różnych badaczy, liczne wypowiedzi osób dotkniętych tą chorobą, znacznie więcej dowodów na realność wypadania włosów, a także pomocne wskazówki, jak chronić się przed zachorowaniem i jak pozbyć się istniejących objawów wypadania włosów.
„Najbardziej zdumiewającą rzeczą, jaką zaobserwowaliśmy w związku ze „szczepionkami”, jest ich zdolność do „wydzielania” i szkodzenia tym, którzy ich nigdy nie otrzymali”. (Dr Pierre Kory)
Małgorzata Todd
Szanowni Państwo!
Oto poniżej czterdziesty siódmy w tym roku SOBOTNIK.
Proszę też spojrzeć na kolejne spotkanie z DUCHEM CZASU w załączniku.
===================================
Demokracja durni 47/2025(751)
„Ludzie, którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów nie są ich ofiarami. Są ich wspólnikami” Georg Orwell.
Wypisz, wymaluj – sytuacja w Polsce od 13 grudnia 2023 r. Mamy rząd proniemiecki działający na naszą zgubę w każdym aspekcie życia Polaków. To już pewnie okupacja.
Różne miewaliśmy demokracje przymiotnikowe, takie jak: ludowa, walcząca, czy tylko warcząca.
Demokracja durni, to tylko twór na potrzeby felietonu. Durnie nie wiedzą, co to jest demokracja. Im potrzebny jest jedynie Führer, który za nich pomyśli i zadecyduje. Wolą demonstrować i głosić hasła w stylu: „Murem za Tuskiem”.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd www.mtodd.pl
NIEDORZECZNOŚĆ DOSKONAŁA
Małgorzata Todd
– Z czego bierze się tak gwałtownie rosnący deficyt po stronie przychodów? – spytała Małgorzata.
– To wina rozrzutności PiS-u, który przekupował elektorat takim na przykład 800+ –
odparł mężczyzna z ekranu.
– Zdawało mi się, że premier przypisywał te 800+ swojemu rządowi.
– Jeśli nawet, to nie umniejsza winy PiS-u za opłakany stan finansów.
– Ja nie pytałam o bilans, tylko o przychody pochodzące z podatków i akcyzy, które
dramatycznie spadają rok do roku, odkąd rządzi obecna koalicja.
– Wszystkiemu winien PiS. Kiedy wreszcie wszyscy zostaną zamknięci, to przywróci-
my prawdziwą demokrację i praworządność.
– Przyznaje pan, że obecny rząd jest ich pozbawiony?
– Czego?
– No, demokracji i praworządności.
– Mamy wojnę, a wojna, to nie klub dyskusyjny.
– Z kim ta wojna? – spytała Małgorzata.
– Z Rosją, która chce nas napaść, ale boi się armii niemieckiej.
– To jest taka armia?
– Pani nie jest przygotowana do tej rozmowy – powiedział mężczyzna rozłączając się.
– Rozmowy z kim? – spytał Duch, który swoim zwyczajem pojawił się niepostrzeżenie.
– Z niedorzecznikiem rządu.
‒ Strata czasu i atłasu na taką marionetkę.
– Atłasu, powiadasz? Ciekawe ile atłasu można by kupić za jego pensję?
‒ Atłas wyszedł z mody, a moda na niedorzeczności dopiero się rozkręca.
30.11.2025 r., Małgorzata Todd
Ewa Marcinkowska https://myslpolska.info/2025/12/04/wyrezyserowany-spektakl-i-polityczna-tresura/

Kilka dni temu uczestniczyłam w spotkaniu z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim. Poszłam tam jako osoba, która od lat obserwuje politykę, zna jej zakulisowe mechanizmy i widzi długofalowe konsekwencje podejmowanych decyzji.
Mimo to muszę przyznać, że w atmosferze starannie wyreżyserowanej narracji bardzo szybko poczułam głęboki dyskomfort. Nie chodziło o różnice polityczne. Chodziło o coś znacznie bardziej fundamentalnego – o poczucie, że jestem świadkiem zaprojektowanej komunikacji nie po to, aby informować, lecz aby sterować emocjami słuchaczy i formatować ich świadomość. Sala była niemal w całości wypełniona jego zwolennikami – w dużej mierze ludźmi wykształconymi, inteligentnymi, obytymi, teoretycznie w pełni zdolnymi do krytycznego myślenia. Kolokwialnie mówiąc: „wyższa półka”.
A jednak, ku mojemu zdumieniu, w chwili gdy minister wszedł na scenę, nastąpiła wyraźna metamorfoza. Publiczność, do tej pory zdawałoby się trzeźwa, zaczęła zachowywać się tak, jakby uczestniczyła w seansie Kaszpirowskiego. Z niemal nabożnym uwielbieniem wpatrzeni w prelegenta, bezkrytycznie przyjmowali każdą jego wypowiedź – nawet tę pozbawioną logiki czy stojącą w sprzeczności z faktami.
Wystarczył jeden kontrowersyjny głos z sali, by wywołać wśród zebranych wyraźne oburzenie. Jak śmiano zakłócić tak piękną celebrację? Co gorsza, ministrowi puściły nerwy i w emocjonalnej odpowiedzi obraził Grzegorza Brauna. Poważny błąd jak na polityka, który uważa siebie za figurę „światowego formatu”. Określając swojego politycznego adwersarza mianem „kreatury”, dał wyraz całkowitemu brakowi klasy.
Podsumowując: wystąpienie ministra było formalnie poprawne, lecz treściowo jałowe. Dominowały w nim uogólnienia, sugestie, półprawdy, tanie odwołania do emocji oraz uproszczenia, które trudno pogodzić z powagą tematów dotyczących bezpieczeństwa państwa. Można było odnieść wrażenie, że przekaz został precyzyjnie skrojony na miarę publiczności, która wypełniała salę. Nie był to obiektywny przekaz faktów, ani próba dialogu, lecz kierunkowe formowanie opinii publicznej. Ludzie ci mieli usłyszeć tylko jedną „prawdę” – i w nią uwierzyć. Przez cały czas w tle wystąpienia pulsował jeden podprogowy komunikat: Rosja jest wrogiem, Rosja dąży do wojny, a my – bez względu na koszty – musimy w niej brać udział. To nic innego jak emocjonalne oswajanie społeczeństwa z możliwością wojennej mobilizacji i po raz kolejny poniesienia polskiej ofiary.
Właśnie to budzi mój największy niepokój, ponieważ na szczeblu rządowym nie widać woli dialogu, ani próby porozumienia. Dominuje zaciekły, brutalny i nierozsądny kurs, prowadzący do konfrontacji. A wobec braku zaplecza i realnych możliwości militarnych, bez zdolności realnego oporu, bez rozsądnego strategicznego planu – taka polityka staje się wyjątkowo ryzykowna. To prosta droga do całkowitego i bezwarunkowego poświęcenia narodu i Polski.
Pojawia się więc pytanie, które powinno wybrzmieć głośno: czy rząd działa w interesie narodu polskiego? Dlaczego w państwie, które ponoć jest demokratyczne, nie istnieje przestrzeń na debatę? Dlaczego każdy głos odmienny od odgórnej narracji jest natychmiast dyskredytowany, atakowany, wyśmiewany? Dlaczego młody człowiek, który odważył się zadać pytanie niezgodne z linią rządową, został potraktowany jak intruz, wróg, element „niebezpieczny”?
Odpowiedź jest bolesna, ale prosta: w dzisiejszej demokracji rację ma ten, który głośniej krzyczy, a nie ten, który mówi prawdę. I w tym krzyku coraz częściej ginie zdrowy rozsądek, a wraz z nim – bezpieczeństwo państwa.
Patrząc z tej perspektywy, rodzi się kolejne pytanie: czy demokracja rzeczywiście jest najlepszym systemem, w którym możemy żyć? Od kilku stuleci powtarza się ten sam paradoks: im głośniej świat mówi o demokracji, wolności i równości, tym szybciej te hasła stają się narzędziem do skoncentrowania władzy w rękach nielicznych. Mechanizmy polityczne, które obserwujemy dzisiaj, nie są zjawiskiem nowym ani zaskakującym. To logiczny ciąg procesów ukształtowanych jeszcze w czasach Cromwella – jednego z architektów nowoczesnego państwa i zarazem zwiastuna politycznej techniki, która do dziś funkcjonuje. Cromwell, ogłaszając reformy, nie zburzył hierarchii; jedynie przeniósł jej środek ciężkości. Władza przestała być osobistym przywilejem monarchy, a stała się siecią operacji podejmowanych bez wiedzy i zgody obywateli. To właśnie on zapoczątkował tradycję politycznego „zarządzania z cienia”, cichej władzy, gdzie odpowiedzialność rozmywa się w jej strukturach i biurokracji.
W kolejnych wiekach filozofowie, tacy jak Thomas Hobbes i John Locke nadali temu procesowi ideologiczne uzasadnienie. Hobbes twierdził, że człowiek w stanie natury jest egoistyczny i zagraża innym, dlatego potrzebuje silnej władzy, która zapewni mu bezpieczeństwo. Natomiast Locke głosił wolność jednostki i prawo do własności, co stało się później inspiracją dla rewolucji amerykańskiej. W teorii ich koncepcje wolności, praw jednostki i umowy społecznej miały chronić obywateli przed nadużyciami. W praktyce stały się fundamentem rewolucji, wojen, tragedii, które cały czas są przedstawiane jako triumf wolności. Jednak niezależnie od wzniosłych słów, rzeczywistość często wyglądała inaczej. W imię demokracji i wolności powstawały systemy, które realną władzę dawały tylko w ręce nielicznych. Ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych zostali uwiecznieni jako bojownicy o wolność – choć wielu z nich było właścicielami niewolników, których traktowali na równi z bydłem. Dali wolność sobie, ale już nie innym. To jest fundamentalna sprzeczność, o której dziś często się milczy. Demokratyczna władza, którą ustanowili, nie miała precedensu w historii, a w krótkim czasie stała się potężniejsza i bardziej opresyjna niż ta, którą obalono w imię „wolności” i „sprawiedliwości”. Ich rewolucja nie była buntem „narodu”, lecz interesem wąskiej, zamożnej elity, która przejęła władzę po usunięciu króla i natychmiast w brutalny sposób umocniła własną dominację. Mechanizm ten powtarza się z zadziwiającą regularnością: jakże często szczytne hasła mobilizują masy, a efekt końcowy służy przede wszystkim tym, którzy je tworzą. Jak zawsze wielkim przegranym pozostaje „naród”, podporządkowany nowej formie despotyzmu.
To samo widzieliśmy podczas rewolucji francuskiej, kiedy obietnica równości zamieniła się w politykę terroru, a później w militarne imperium. Podobnie w czasie rewolucji bolszewickiej – podżegane masy ruszyły do walki w imię sprawiedliwości, a skończyły w gułagach pod butem aparatu represji. Dwie wojny światowe, choć przedstawiane jako starcia o wolność i niepodległość, w istocie również wynikały z walki o władzę, zasoby, wpływy i przebudowę świata według interesów garstki decydentów. Za każdym razem społeczeństwa wierzyły, że walczą o wyższą ideę.
Za każdym razem kończyło się to konsolidacją władzy i bogactwa w rękach tych, którzy kierowali procesem. Dzisiejszy świat, chociaż technologicznie i organizacyjnie nieporównywalny z tamtym, powiela te same schematy. Różnica polega na tym, że współczesna władza nie ma za przeciwnika monarchy, a zwykłego człowieka. Jest rozproszona, mglista, ukryta w zależnościach pomiędzy korporacjami, instytucjami finansowymi, aparatem państwowym i globalnymi sieciami gospodarczymi. Decyzje o strategicznym znaczeniu podejmowane są w salach zarządów wielkich firm, w zamkniętych gremiach technologicznych, w strukturach inwestycyjnych zarządzających niewyobrażalnymi kapitałami. Nie podlegają one żadnej społecznej, a już najmniej demokratycznej debacie czy kontroli. To właśnie tam znajduje się dziś ta niewidzialna dla większości władza. Nie potrzeba żadnej tajnej organizacji ani też wielkiego spisku – wystarczy, że interesy kilku kluczowych podmiotów nakładają się na siebie, a odpowiedzialność za skutki ich działań rozpływa się w gąszczu zbudowanej do tego celu sieci. Tak naprawdę polityka jest jedynie sceną, na której toczą się wydarzenia zaplanowane w gabinetach wspomnianych struktur.
Współczesna władza, tak jak każdy totalitaryzm, na potrzeby propagandy potrzebuje wyrazistego wroga, więc walczy ze złym, nieodpowiedzialnym „mordercą Putinem”, skrzętnie ukrywając swoje zbrodnie. Zawsze jest też gotowa ratować innych naszym kosztem. W tym kontekście rośnie ryzyko konfliktu globalnego. Niektórzy podsycając narrację konfrontacji, wierzą, że współczesny świat jest zbyt mocno powiązany gospodarczo, by dopuścić do globalnej wojny. To jest jednak myślenie życzeniowe. Technologia, która miała dać nam bezpieczeństwo, stworzyła narzędzia zdolne zniszczyć planetę w ciągu godzin. Wraz z jej rozwojem rosną możliwości, szybkość podejmowania decyzji i skala możliwych błędów. Połączone jest to z wyścigiem zbrojeń, regionalnymi starciami, niestabilnością polityczną i narastającą presją ekonomiczną. W tym układzie wystarczy kilka źle skoordynowanych posunięć, aby wywołać reakcję łańcuchową, której nikt już nie będzie wstanie zatrzymać. Właśnie to logiczne ryzyko, a nie emocjonalny strach, każe patrzeć na przyszłość z niepokojem.
W poprzednich epokach nawet najbardziej okrutni przywódcy nie mieli możliwości unicestwienia całej cywilizacji jedną swoją decyzją. Dzisiaj społeczeństwa, odcięte od rzetelnych informacji, żyją w przekonaniu, że ryzyko jest abstrakcją. W tym ujęciu spotkanie z ministrem jest tego potwierdzeniem. Dlatego społeczeństwo musi usłyszeć prosty i klarowny przekaz: mechanizmy polityczne, gospodarcze, finansowe i technologiczne działają według własnej logiki – logiki zysku, przewagi i ekspansji – a nie odpowiedzialności i dobra jednostki. Jednostka dla systemowej władzy nie istnieje. Społeczeństwo musi zrozumieć, że żadna jednostka nastawiona na zysk (bank, korporacja) nie będzie dbała o dobro strony, którą wyzyskuje. Świat zmierza w kierunku globalnej katastrofy, a obowiązkiem obywateli jest powiedzieć „dość”, zanim proces ten przekroczy punkt, z którego nie będzie powrotu. Historia daje nam rozwiązania, niemniej jednak należy ją konsekwentnie analizować i wyciągać właściwe wnioski. Smutna prawda jest taka, że demokracja jest dobra, ale tylko teoretycznie, praktyka na przestrzeni kilku stuleci pokazuje zupełnie coś innego.
Społeczeństwa, które nie dostrzegają tych mechanizmów, stają się ofiarą. A te, które wierzą, że „ktoś na górze zajmie się ich sprawami”, oddają swoją przyszłość w ręce struktur, których nawet nie rozumieją, czego wspomniana sala jest niezbitym dowodem. Natomiast Radosław Sikorski jest pokornym przedstawicielem systemowej władzy – stanowiska, które zajmował i decyzje które podejmował potwierdzają ten fakt. Można różnić się światopoglądem, interpretacją wydarzeń czy oceną poszczególnych polityków, ale jedno wydaje się oczywiste: gdy polityka staje się kwestią kreowania emocji, gdy jedynie słuszna narracja zastępuje debatę, a uproszczenia – analizę, społeczeństwo przestaje być podmiotem, a staje się narzędziem manipulacji. Wówczas demokracja przeistacza się potwora pożerającego wszystko, co napotka na swojej drodze.
Reasumując: żyjemy w układzie politycznym wywodzącym się z czasów Cromwella. Na przestrzeni kilku wieków wiele razy podrywano narody do walki w imię wolności, demokracji, obalenia tyrana i lepszego życia. Niestety dla walczących mas wszystkie te próby kończyły się jeszcze większymi opresjami niż te, z którymi walczono (rewolucja amerykańska, francuska, bolszewicka oraz I i II wojna światowa). Jesteśmy w przededniu kolejnej wojny, do której w imię demokracji i wolności dążą konkretne siły polityczne, której efektem będzie odebranie społeczeństwu własności i ubezwłasnowolnienie, czego zapowiedzią jest słynne hasło Światowego Forum Ekonomicznego: „Nie będziesz miał niczego, ale będziesz szczęśliwy”.
Patrząc na obecną globalną sytuację geopolityczną, której jesteśmy częścią, należy postawić kolejne pytanie: czy system w którym żyjemy, nie wyczerpał już swoich prób walki o demokrację, wolność i sprawiedliwość? Czy może należałoby sięgnąć do przeszłości, odkurzyć model jednego władcy i dać mu kolejną szansę?
W przeciwieństwie do demokratycznych przywódców, monarcha z natury rzeczy kierował się długofalowym interesem własnego państwa, bo wiedział, że władzę przekaże swojemu następcy. Dla niego bogaty naród oznaczał bogate i silne państwo, a silne państwo to fundament jego własnej potęgi. Jego interes prywatny niemal automatycznie łączył się z interesem publicznym. Natomiast demokratyczny prezydent, premier czy posłowie, funkcjonujący w cyklach cztero- czy pięcioletnich kadencji, nie mają nic trwałego do stracenia i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje decyzje. Ich horyzont myślenia jest krótkodystansowy i bardziej interesuje ich utrzymanie wpływów, stanowisk i zaplecza politycznego niż dbałość o kondycję państwa. Dlatego nie będą kierowali się interesem narodu, tylko wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi będą działali zgodnie z przekazanymi im poleceniami.
Spotkanie z Radosławem Sikorskim było w mikroskali przykładem demokracji i manipulacji społeczeństwem. Prawda jest taka, że w żadnym systemie społeczeństwo nie miało i nie będzie miało realnej władzy. A więc być może nadszedł już moment, by rozpocząć poważną dyskusję i działania na rzecz zmiany systemu na taki, który będzie dbał o nasze dobro i interes państwa polskiego.
Ewa Marcinkowska
Fot. profil X Radosława Sikorskiego
Myśl Polska, nr 49-50 (7-14.12.2025)
Oprac. Sabina Treffler 5.12.2025, https://niezalezna.pl/gospodarka/obcokrajowcy-kupuja-coraz-wiecej-mieszkan-w-polsce-zaciagaja-na-nie-wysokie-kredyty/558246
Portfel kredytów udzielonych obcokrajowcom przez sektor bankowy i pożyczkowy jest wart niemal 29 mld zł i systematycznie rośnie. Większość pieniędzy to kredyty mieszkaniowe. Zaciągają je przede wszystkim Ukraińcy, ale są i inne nacje, które zaciągają zobowiązania dużo wyższe niż Polacy.
„Obserwujemy systematycznie rosnący udział obcokrajowców w udzielonych kredytach mieszkaniowych ogółem. W tej chwili zbliżamy się do prawie 10 proc. wartości udzielonych kredytów. W przypadku gotówkowych to ok. 2,5 proc.” – powiedział cytowany przez „PB” Sławomir Grzybek, dyrektor Business Intelligence w Biurze Informacji Kredytowej.
Wg gazety, od stycznia do końca października br. banki sprzedały obcokrajowcom kredyty na kwotę 11,63 mld zł, w tym 7,65 mld zł to hipoteki (wzrost o 42 proc. r/r), 2,57 mld zł – kredyty gotówkowe (wzrost o 46 proc. r/r), a 1,42 mld zł pozostałe (wzrost o 57 proc. r/r).
Cudzoziemcy decydują się na wyższe kwoty kredytów mieszkaniowych niż Polacy – to średnio odpowiednio 513 tys. zł i 449 tys. zł. „To zaskakujące, ponieważ jeśli większość obcokrajowców to Ukraińcy, a oni raczej wykonują prostsze zawody, to spodziewałbym się, że średnie kwoty będą niższe, a tymczasem są zbliżone do tych, na które decydują się Polacy. Natomiast są inne nacje, które mocno podbijają średnie kwoty udzielonego kredytu mieszkaniowego. W przypadku Białorusinów to ok. 600 tys. zł, a najwyższe pod względem wartości kredyty hipoteczne w Polsce zaciągają obecnie Hindusi” – powiedział „PB” Sławomir Grzybek.
Gazeta przypomina, że w Polsce pracuje obecnie 1,1 mln cudzoziemców. Według danych GUS to o 5,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Na rynku kredytowym i pożyczkowym pojawia się coraz więcej obcokrajowców, zaciągających zobowiązania. W bazach Biura Informacji Kredytowej (BIK), zarówno w sektorze bankowym, jak i pożyczkowym jest ich obecnie 321 tys. Przeważającą część (227 tys.) stanowią Ukraińcy, 31 tys. to Białorusini (31 tys.), a 63 tys. to pozostałe nacje.


—————————-

———————————–

——————————————

————————

———————————–

—————————-


———————————–

——————————–

———————————

————————————-

——————————–

—————————–

——————————-


Kosmici spoza Układu Słonecznego, może z naszej Galaktyki, nas WIZYTUJĄ…
Mirosław Dakowski, XII 2025
Od bardzo dawna, a właściwie od czasów starożytnych, zawsze trafiają się ludzie, którzy nie chcą zgodzić się z dowodami, że zostaliśmy stworzeni, że zadziałała tu myśl Stworzyciela. Już Demokryt był takim marzycielem – materialistą.
Ale skoncentrujmy się na ostatnim stuleciu czy dwóch. Lamarck, czy obaj Darwinowie, to jest dziadek i wnuk, i inni starali się przekazać argumenty, że nowe gatunki mogą powstawać samorodnie, na skutek oddziaływania otoczenia, bez ingerencji Planisty.
Omijali jednak podstawową kwestię to jest jakim sposobem powstało na planecie życie. Przecież, przypuszczenie że powstało ono poprzez przypadkową ewolucję chemikaliów, jest absurdalne. „Mądra sól czy błoto”??
Ale jeszcze w XX wieku, czy obecnie ateiści starają się przekonać naiwnych, że na pewno był jakiś Elan Vital, czy też panspermia, przez którą życie zawitało na Ziemię z Kosmosu. I potem się rozwinęło do obecnej jego postaci… Jest to sprzeczne z matematyka, logiką.
Por. np.: CZY EWOLUCJONIZM JEST NAUKĄ. MATEMATYKA EWOLUCJI A LOGIKA EWOLUCJONISTÓW
Wszechświat a fantazje głupków – grozą i gnozą wieje !
Różnice i podobieństwa wiary w płaską Ziemię i w darwinizm.
============================================
Ogromne miliardy poszły na poszukiwanie przez astronomów, radio fizyków i podobnych – sygnałów istot rozumnych. Z kosmosu. Projekt Ozma, programy SETI [Search for Extraterrestial Inteligence ] i podobne.
W ostatnich latach uwaga tych fantastów, amatorów astronomii skupiła się na kilku kometach, czy meteorach które mają pochodzenie pozaukładowe, to jest – z pewnością przylatują z odległych rejonów Galaktyki. Ciągle czytam donosy o tym, że na przykład ostatnia teraz lecąca w kierunku słońca kometa, „zachowuje się dziwnie.” To jest obraca się wokół własnej osi, czy wychodzą z niej strumienie gazu w dziwnych kierunkach i duża część fantastów, zwanych przez ich zwolenników „ekspertami”, uważa że na pewno to są statki kosmiczne obcych. Np.: Międzygwiezdny obiekt 3I/ATLAS pulsuje światłem. Naukowiec z Harvardu widzi w tym ślad obcej technologii
===============================================
Tymczasem zdrowy rozsądek i logika nakazują zauważenie, że przy znanej, bo mierzonej prędkości tych obiektów musiałby one wystartować przed dziesiątkami milionów, czy też miliardami lat [jeśli z Galaktyki] – jeśli z większej odległości, np. z Mgławicy Andromedy – to jeszcze parę rządów wielkości czasu – dawniej. A wtedy nawet Czasu nie było, bo on zaczął się ok. 13.7 miliarda lat temu…
A gdyby celem tych galaktycznych ludzików był nasz Układ Słoneczny, to musieliby już dawno wyhamowywać czy poruszać się w sposób racjonalny, na przykład zacząć okrążać Ziemię. Bo te, mające setki milionów lat wieku, ludziki galaktyczne musiałyby przylecieć w sposób racjonalny czyli sterować swoją pojazdem kosmicznym. Tymczasem te wszystkie kamienie lecą ruchem bezwładnościowym, zgodnie z mechaniką niebieską.I lecą niesamowicie powoli!!
Proszę więc, by moi czytelnicy, jeśli natrafią na podobny tytuł, do środka artykułu nie zaglądali, bo są tam tylko antynaukowe brednie i fantazje. Jak ludzie z tytułami naukowymi mogą to-to wymyślać i publikować???
No, ale przecież „ogromna większość ekspertów” głosi klimatyzm..
Autor: CzarnaLimuzyna, 4 grudnia 2025

Do ostatnich, najważniejszych projektów Bestii, Marek Chodorowski zalicza: Izrael, Unię Europejską i Ukrainę. To właśnie na styku tych projektów z cywilizacją łacińską, przebiega linia frontu prawdziwej wojny z dzisiejszą Bestią. Linia frontu tej wojny przebiega w Polsce. Jak na razie Polska tę wojnę przegrywa.
O naturze Bestii i jej wpływie na człowieka najwięcej jest w Biblii. O gmachach cywilizacji wznoszonych przez Bestię i ludzi pisał też Feliks Koneczny. O języku Bestii i o konsekwencjach jego używania mówił Krzysztof Karoń. O światopoglądzie akolitów profesora Diabelskiego i paroksyzmach jego ofiar opowiada historia filozofii, a także niezafałszowana historia dziejów i częściowo psychologia.
Największą namiętnością diabła jest kłamstwo i morderstwo. Najgorszym rodzajem morderstwa jest zabicie ducha.
Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. /Mt 10,28/
Bestia w czasach naszej ery – czasu liczonego od Objawienia Jezusa Chrystusa dążyła w kolejnych swoich wcieleniach do osłabienia, zniszczenia i ostatecznego zdominowania, zastąpienia religii katolickiej fałszywym systemem wierzeń – ideologią.
W zależności od swojej siły i zasięgu sataniści robili to lokalnie lub globalnie przy pomocy swoich narzędzi czyli herezji, rewolucji, wojen, kryzysów i operacji specjalnych.
Do ostatnich, niewątpliwych sukcesów degeneratów należy stworzenie nowej religii pod szyldem trans humanizmu połączonej z religią klimatu i zwierząt oraz ogromne postępy w niszczeniu Europy za pomocą antykultury i migracji. Za częściowo udany eksperyment można uznać tzw. pandemię covidową.
Do najważniejszych projektów Bestii, Marek Chodorowski zalicza: Izrael, Unię Europejską i Ukrainę.
To właśnie na styku tych projektów z cywilizacją łacińską, przebiega linia frontu prawdziwej wojny z dzisiejszą Bestią. Linia frontu tej wojny przebiega w Polsce. Jak na razie Polska tę wojnę przegrywa.
Język Bestii pojawia się wszędzie tam, gdzie trzeba ukryć prawdę. Prawdę o jej kapłanach, wyznawcach, prawdę o jej ofiarach. Zło nazywane jest dobrem a kłamstwo prawdą. Powstaje „prawo” chroniące różne przejawy życia diabelskiego. W taki właśnie sposób buduje się państwo wyznaniowe Lucyfera.
W ramach wspomnianych powyżej trzech projektów Bestia wykonała ostatnio, przeciwko Polsce, następujące ruchy:
TRAKTAT ROZBIOROWY
„Dzisiaj jesteśmy w takim przykrym momencie, w takim tragicznym momencie, w którym my jako prawnicy analizujemy traktat rozbiorowy. Bo on jest. On został napisany.
Traktat rozbiorowy został nie tylko napisany, ale został przegłosowany w Parlamencie Europejskim w rezolucji w listopadzie 2023 roku. I został opublikowany i ogłoszony. I tak się zastanawiam czasami, w szczególności gdy słyszę doskonałe wystąpienia historyków.
Czy trochę tak nie było w owym XVIII wieku, że rozbiór, upadek Rzeczypospolitej, że do końca się to nie chciało mieścić w głowie. Że nie do końca dowierzano, co to będzie oznaczało. No zmiana pana, zmiana monarchy, to o czym mówił Pan Profesor przed chwilą, nie raz się zdarzało w historii naszych przodków. Ale to, że to będzie koniec państwowości, to mogło się bardzo wielu po prostu w głowach nie mieścić. I bardzo wielu mogło głosować na tym Sejmie Rozbiorowym z taką nonszalancją, myśląc, ach nie takie rzeczy działy się w Rzeczypospolitej. Nie takie rzeczy przetrwaliśmy…
A dzisiaj ten traktat rozbiorowy jest” /fragment całości/.
PROJEKT WPIERANIA ŻYCIA DIABELSKIEGO W POLSCE
KOLEJNY ETAP REALIZACJI PLANU ZASIEDLENIA POLSKI PRZEZ UKRAIŃCÓW
Aby wykoślawić rzeczywistość funkcjonariusze Bestii w Polsce posługują się tresurą wzorowaną na metodzie Pawłowa – Michnika wykształcającą odruch fałszywego skojarzenia poszczególnych pojęć z desygnatem. Prawie wszystko, co dobre, gadzi język określa po swojemu czyli pejoratywną nazwą. Najogólniej: rzeczom normalnym, postawom moralnym przypisuje się złe cechy. Normalność jest traktowana jako okropna skrajność i nazywana radykalną.
Niestety, na aktualnym etapie zaawansowania – etapie wytresowania w sensie wytworzonych skojarzeń, rzeczy pozytywne takie jak prawica, nacjonalizm, rycerstwo, cnotliwość, ksenofobia, naród budzą emocjonalny odruch Pawłowa – Michnika. Każdy może zrobić sobie dodatkowy test, sprawdzając własną reakcję na poszczególne słowa. Do puli testowej dorzućmy jeszcze: antysemityzm, ksenofilię, qrwofilię, qrwofobię, migrantów, ukraińskie onuce, antydiabelskość. Zwróćmy uwagę na pojawiające się emocje i towarzyszące im skojarzenia.
Wracając do pytania: czy „skrajna normalność” zaszkodzi Bestii… Aby być tego pewnym należy ją (normalność) wzmocnić zbroją, dodając miecz.
nczas/braun-uderzyl-w-stol-powinien-byc-na-dobre-wykluczony-z-polityki
Braun uderzył w stół. „Powinien być na dobre wykluczony z polityki”
===============================
MD: w NCz jest ponad stronę o tych oburzonych. Nudne, opuszczam. Oto meritum:
…A co takiego właściwie powinno wywoływać obrzydzenie i natychmiastową chęć potępienia w każdym człowieku, który chciałby móc jeszcze pokazać się w Towarzystwie?
W Oświęcimiu Braun powiedział, że „kwestia żydowska jest tą, o której najlepiej milczeć, bo kto mówi, ten zostanie oskarżony o definiowany przez samych Żydów antysemityzm”. „Tak zwana robocza definicja antysemityzmu, wprowadzona jako fałszywa moneta do polskiego obiegu prawnego przez poprzednie już rządy Beaty Szydło, wicepremiera (Piotra – przyp. red.) Glińskiego, ta robocza definicja antysemityzmu, którą sami Żydzi zaproponowali i skutecznie narzucili już w bardzo wielu krajach, to w dużym skrócie (…) wszystko, co samym Żydom się nie podoba, będzie definiowane jako antysemickie” – ocenił.
Lider Korony stwierdził, iż przytaczana już Strategia nie powinna być przyjęta, ponieważ ustanawia „strategię nierówności wobec prawa”.
„Wyróżnienie jednej szczególnej grupy wedle kryterium narodowościowego i stworzenie pewnych wyjątkowych, szczególnych przywilejów dla tej grupy jest równoznaczne z dyskryminacją ogółu obywateli polskich, innego niż żydowskiego pochodzenia” – powiedział Braun, a w dalszej części swojego wystąpienia pytał o to, w jaki sposób rząd będzie definiował „życie żydowskie” oraz czy „będą ściągnięte z archiwów bibliotek ustawy norymberskie III Rzeszy Adolfa Hitlera”. „Jak odróżnić Żyda od nie-Żyda? To jest problem, który stwarza sama propozycja przyjęcia takiego rozwiązania” – powiedział polityk, wskazują na dokument.
W dalszej części swojego wystąpienia Braun ocenił, że „Oświęcim jest poligonem zawłaszczania przestrzeni publicznej i świadomości historycznej (…) jest miejscem, w którym to się już dokonało”, a „teren niemieckiego, nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau jest to strefa de facto eksterytorialna”.
Prezes Korony zadeklarował także, że jego partia, „uzyskawszy adekwatny wpływ na bieg spraw publicznych w Polsce, rozpędzi Międzynarodową Radę Oświęcimską na cztery wiatry”. „Polska dla Polaków (…). Inne nacje mają swoje państwa. Mają Żydzi swoje państwo położone w Palestynie. I tam właśnie w ostatnich latach dali spektakularny pokaz swoich możliwości i inklinacji” – powiedział Braun.
„Jeśli się komuś zdaje, że promując żydowskie życie w Polsce, zaprasza sobie tutaj do nas jakiegoś sympatycznego »Skrzypka na Dachu«, Tewje Mlecarza, niegroźnego, a miłego sąsiada, to może się srodze pomylić, bo może to nie skrzypek na dachu, a może to raczej doktor Hannibal Lecter wprowadza się po sąsiedzku i będzie się za chwilę legitymował tą nadzwyczajną kartą atutową, w którą chce go wyposażyć rząd warszawski” – stwierdził polski poseł do PE.
Oprócz tego warto zacytować dwa fragmenty zdań, podawane przez media. Braun powiedział podczas konferencji o poniewieraniu Polaków przez wyznawców Talmudu, a także perspektywie „policji gettowej, trzaskającej kopytami przed żydowskimi nadludźmi”.
To właśnie te słowa, a także wspomnienie o tym, że Żydzi mają swoje państwo, szczególnie nie spodobały się dziennikarzowi „Rzeczpospolitej” Bogusławowi Chrabocie, według którego „strąciły [one] polską politykę do piekieł”. Ponadto Chrabota stwierdził, że „za te słowa Grzegorz Braun powinien być na dobre wykluczony z polityki, zapomniany i kompletnie zmarginalizowany”. Zdaniem redaktora naczelnego „Najwyższego Czas-u!” Tomasza Sommera „Chrabota nie rozumie, że rasizm żydowski to też rasizm i Oświęcim jest miejscem szczególnie symbolicznym, gdy walczy się z rasizmem”. W swym artykule Chrabota pomstował ponadto na to, że Braun nie tylko nie został zmarginalizowany, ale „dzieje się coś innego” i popularność zarówno polityka, jak i jego partii rośnie. W sondażach bowiem Konfederacja Korony Polskiej notuje stabilne poparcie, pozwalające na przekroczenie progu wyborczego i wprowadzenie do Sejmu swych przedstawicieli.
„Modę na Brauna” widać także podczas jego spotkań w całej Polsce. W piątek 21 listopada sympatycy polityka wypełnili salę w Oświęcimiu po brzegi, a kolejnego dnia, podczas debaty o Unii Europejskiej w Jabłonnie, ludzie wprost „wysypywali się” na korytarz. Poparcie dla formacji Brauna rośnie dzięki przejmowaniu wyborców Konfederacji Wolność i Niepodległość oraz – głównie – dawnych zwolenników Prawa i Sprawiedliwości.
To stwarza sytuację – paradoksalnie – niekorzystną dla uśmiechniętej koalicji, która walcząc z polskim posłem do PE, pomoże mu w mitologizowaniu własnego „męczeństwa” oraz przyczyni się do dalszych wzrostów poparcia dla Korony.
Simulation World; Źródło i więcej: https://jarek-kefir.art/2025/12/01/budzet-2026-finansowa-bomba-a-w-nfz/
https://www.salon24.pl/u/simulation-world/1476398,budzet-2026-finansowa-bomba-atomowa-w-nfz
Jak tam zdrówko, KODziarze, wy moje owieczki tuskowe? Mówiłem, że skończycie pod śmietnikiem, przewracając oczami jak śnięta ryba wyrzucona na brzeg. A wy dalej swoje: „Tusk zbawi, Unia nakarmi i da euro, Domański uleczy”. No to macie leczenie. I to jakie! Leczenie budżetu, a nie waszych organizmów, które za chwilę zaczną się sypać jak tekturowe domki w grudniowej szarudze i plusze.
Bo oto wypłynął tajny dokument Ministerstwa Zdrowia z 29.10.2025. A właściwie nie „dokument”, tylko akt oskarżenia wobec całego narodu.
10,3 miliarda złotych cięć w NFZ na rok 2026. Nie „racjonalizacja”. Nie „efektywność”. Tylko brutalne, bezlitosne odcięcie tlenu pacjentom, żeby liczby w Excelu zgadzały się z tym, co trzeba pokazać w Brukseli.
Galeria poniżej: przeciek (tzw. pszecieg) tajnych dokumentów. Aby wyświetlić dokument w powiększeniu, kliknij na niego. Przekonaj się sam! [to w oryginale md]
—————————–
Wracają limity do specjalistów: -3,36 miliarda „oszczędności”, czyli kilka milionów ludzi odbitych od drzwi przychodni jak muchy od szyby.
Diagnostyka obrazowa TK i MRI: -1,26 miliarda. Czyli skrócone kolejki? Nie, nie skrócone, zamrożone, po prostu ludzie przestaną się zapisywać, bo dostaną terminy na 2028, i statystyki cudownie spadną.
Operacje zaćmy: -94 tysiące zabiegów.
To nawet nie metafora, to oznacza dziesiątki tysięcy starszych ludzi, którzy będą chodzić na oślep przez kolejne lata, bo system uznał, że widzenie to luksus.
A dalej leci już jak strzał granatem z bazooki w twarz. Szpitale powiatowe, te, które utrzymują przy życiu lokalne społeczności, dostają po plecach jak nigdy wcześniej. Refundacje leków 65+ wycinane jak chwasty. Program „dobry posiłek w szpitalach” wywalony. Wrócą stare czasy, gdy pacjent dostawał breję w plastikowej misce i czuł się jak w kolonii karnej.
Ale to jeszcze nie wszystko. Bo im dalej się czyta ten dokument, tym bardziej wygląda to jak przygotowania do medycznego stanu wojennego.
Wyciekły też dane o: planowanym ZAMKNIĘCIU kilkudziesięciu oddziałów pediatrycznych w mniejszych miastach, bo „nieopłacalne”, obcięciu finansowania ratownictwa medycznego o kolejne 600 mln, redukcji nocnych i świątecznych dyżurów w 40 powiatach, ograniczeniach refundacji dla chorób przewlekłych (cukrzyca, POChP, RZS), zamrożeniu wynagrodzeń pielęgniarek i ratowników na 2026, wycofaniu trzech programów lekowych dla onkologii, „bo za drogie”.
A wiecie co jest najlepsze? Że w tym samym czasie, jak donoszą inne przecieki, rząd planuje zwiększyć koszty administracyjne ministerstwa o ponad 420 milionów. Czyli dla urzędników będzie nowa kawa z luksusowego automatu, nowe fotele, nowe biura, nowe „strategie cyfryzacji”, a dla pacjentów…. no cóż. Zawsze pozostaje modlitwa i czekanie na cud.
I nazwijcie to „planem finansowym”. Albo „racjonalizacją”. Albo „odpowiedzialnością za budżet”. Nie łudźcie się – to jest polityka robiona na plecach chorych ludzi. Polityka, która ma jedno zadanie: pokazać Brukseli, że Polska potrafi przyciąć własny naród, żeby się przypodobać eurokratom.
A najgorsze jest to, że wszystko to było do przewidzenia. Od miesięcy krążyły sygnały, że NFZ nie domyka finansów, że planują zwijać system od środka, że prywatna ochrona zdrowia szykuje się na „złotą dekadę”, bo miliony Polaków nie będą miały wyjścia. Ten dokument jest tylko potwierdzeniem, że przestali udawać.
Bo ktoś musi powiedzieć to wprost: ZDRADA! I właśnie dlatego będziemy o tym KRZYCZEĆ. Głośno. Ostrzej niż kiedykolwiek. W każdym mieście, w każdej komisji, na każdym posiedzeniu, na każdej ulicy, na każdym ekranie.
Źródło i więcej: https://jarek-kefir.art/2025/12/01/budzet-2026-finansowa-bomba-a-w-nfz/
Prawdziwe źródła t. zw. edukacji seksualnej
Ewa Piesiewicz
Polemika z: Roberto de Mattei ujawnia: Sowieckie korzenie tzw. edukacji seksualnej
Redakcja PCh dopuściła się niewybrednej manipulacji drukując artykuł Roberto de Mattei pod powyższym tytułem, podczas gdy w oryginale ( w Corrispondenza Romana) tytuł brzmi:„Dlaczego lewica chce edukacji seksualnej w szkołach”. Być może motywem była chęć redaktorów jeszcze mocniejszego pognębienia znienawidzonej Rosji ( dokopania Putinowi) która większości współczesnych Polaków kojarzy się jednoznacznie z Sowietami.
Ale jednocześnie, redakcja, może nieświadomie, wzięła udział, wspólnie z autorem, w „maskirowce”, jaką jest ukrycie rzeczywistego pochodzenia autorów komunistycznego programu demoralizacji dzieci i młodzieży poprzez seksualizację.
Wymienieni w tekście trzej panowie, propagatorzy wynaturzeń, ujętych w tzw. teorię Freuda, zwaną psychoanalizą, to niemieckojęzyczni:
Gyorgy Lucatcs, właściwie Gyorgy Bernat Lowinger, syn „zamożnego żydowskiego bankiera Jozsefa Lówingera i Adeli Wertheimer „ (wiki),
Wilhelm Reich, urodzony na terenie ówczesnej Galicji „syn bogatego hodowcy pochodzenia żydowskiego”(wiki), założyciel tzw. SEXPOLU ( Seksualpolitik) , jako oddziału Komunistycznej Partii Niemiec oraz hasła: „Nowy porządek życia płciowego musi rozpoczynać się od reedukacji dziecka”,
Herbert Marcuse,”niemiecko-amerykański filozof pochodzenia żydowskiego” ( wiki), zwany ojcem późniejszej rewolucji 1968r. na Zachodzie.
Natomiast jedyna, wymieniona kobieta Vera Schmidt, urodziła się na terenie Rosji jako córka Elizawiety Grossman-Janitzkiej i już w latach 20-tych ( za ciemnej stalinowskiej nocy) podróżowała wraz z mężem do Wiednia, aby u źródła Freudowskich nauk zaczerpnąć wiedzy psychoanalitycznej. Prowadzony przez nią Dietskij Dom został wkrótce zamknięty z powodu przerażających skutków jej pedagogicznych działań.
Zachęcam poznania do szczegółów życiorysu i osiągnięć tej, również niemieckojęzycznej osoby, zamieszczonych obszerniej (wiki milczy) tu: https://www.psychoanalytikerinnen.de/russland_biografien.html#Schmidt
https://pch24.pl/roberto-de-mattei-ujawnia-sowieckie-korzenie-tzw-edukacji-seksualnej

(Prof. Roberto de Mattei/youtube/TVP)
Od wielu lat wprowadzenie tak zwanej edukacji seksualnej do szkół włoskich pozostaje jednym z najbardziej pożądanych celów partii lewicowych. Systemowa deprawacja obyczajowa już od wczesnej młodości, obok rozwodów, aborcji i eutanazji, należała do pakietu „zdobyczy cywilizacyjnych”, o które w latach siedemdziesiątych zabiegali komuniści, socjaliści i radykałowie, pragnąc rozchwiać włoskie społeczeństwo u samych jego podstaw.
Te postulaty mają odległe korzenie. Bez sięgania aż do Rewolucji Francuskiej wystarczy przypomnieć, że rewolucja komunistyczna XX wieku, zwłaszcza w swojej pierwszej fazie – leninowsko-trockistowskiej – zamierzała przekształcić nie tylko porządek społeczny i gospodarczy, lecz także wizję człowieka, rodziny i wychowania.
W krótkim, lecz burzliwym okresie Węgierskiej Republiki Rad (marzec–maj 1919) György Lukács, filozof marksistowski i komisarz ludowy do spraw oświaty i kultury, podjął jedną z najśmielszych prób przeobrażenia kulturowego europejskiego narodu według zasad bolszewizmu. Podczas tych zaledwie dwóch miesięcy – badanych przez historyków takich jak Werner Jung (Georg Lukács, Metzler, 2017) oraz Michael Löwy (Georg Lukacs. From Romanticism to Bolshevism, Verso Books, 1979) – węgierski rewolucjonista skoncentrował się na radykalnej reformie programów szkolnych.
Do najważniejszych posunięć należało zniesienie katolickiego nauczania religii, przez stulecia kształtującego moralną świadomość rodzin i młodzieży. Nauczanie to zastąpiono socjologią marksistowską, uważaną przez Lukácsa za teoretyczny fundament niezbędny do stworzenia „nowego typu człowieka”, uwolnionego od chrześcijańskiej tradycji i naturalnych instytucji – na pierwszym miejscu od rodziny. Równocześnie Lukács wprowadził w szkołach program edukacji seksualnej, pomyślany jako element zerwania z moralnością religijną. Celem nie było jedynie przekazanie informacji o ciele, lecz rozmontowanie tego, co Lukács nazywał „represyjną moralnością społeczeństwa mieszczańskiego”, czyli chrześcijańskich zasad dotyczących czystości, wstydu i związku między seksualnością a odpowiedzialnością rodzinną.
Choć środki te trwały bardzo krótko z powodu szybkiego upadku Węgierskiej Republiki Rad, wyznaczyły historyczny precedens: po raz pierwszy w Europie rząd rewolucyjny próbował reformować seksualność i moralność, zaczynając od szkoły, zastępując magisterium rodziny i Kościoła edukacją opartą na ideologii politycznej. Idee Lukácsa nie pozostały odosobnione. Znajdowały oddźwięk w Rosji komunistycznej, gdzie w kolejnych latach różne eksperymenty pedagogiczne – jak psychoanalityczne przedszkole Wiery Szmidt w Moskwie – zmierzały w tym samym kierunku: uwolnić dziecko od tradycyjnych „więzów moralnych”, sprzyjając wczesnej ekspresji impulsów, także seksualnych, w imię przyszłego, odnowionego społeczeństwa socjalistycznego.
W 1929 roku przywódcy sowieccy zaprosili ucznia Freuda, austriackiego psychoanalityka Wilhelma Reicha, na cykl wykładów, które doprowadziły do opublikowania w Moskwie eseju pt. „Materializm dialektyczny a psychoanaliza”, stanowiącego tekst założycielski tak zwanego freudo-marksizmu. W nim i w późniejszych pracach Reich przedstawiał rodzinę jako najbardziej represywną instytucję społeczną. Twierdził, że sedno ludzkiego szczęścia tkwi w zaspokojeniu płciowym. Edukacja seksualna była integralną częścią jego projektu rewolucyjnego przekształcenia społeczeństwa. Idee Reicha i innych teoretyków freudo-marksizmu, jak Marcuse, zatriumfowały wraz z rewolucją 1968 roku i weszły do politycznego zasobu międzynarodowej lewicy.
Kościół i prawy rozum ukazują nam natomiast, że przekazywanie życia dokonuje się w rodzinie, w wychowaniu tego, kto jest owocem aktu miłości Boskiej i ludzkiej: człowieka obdarzonego duszą i ciałem. Benedykt XVI podkreślał, że wychowanie należy do tak zwanych wartości nienegocjowalnych, obok życia i rodziny, z którymi jest ściśle związane. Prawo rodziców do wychowania własnych dzieci jest wcześniejsze niż prawo społeczeństwa obywatelskiego i nie może być przez państwo usunięte, zwłaszcza tam, gdzie usiłuje się zastąpić wychowanie religijne i moralne edukacją seksualną opartą na wizji człowieka sprzecznej z chrześcijańską antropologią.
Edukacja seksualna jest zawsze zła, gdy rości sobie prawo do bycia szkolną, a więc publiczną, podczas gdy z samej natury może być jedynie osobista i prywatna, i dlatego powinna być powierzona rodzinom. W przeciwnym razie grozi przekształceniem się w formę kulturowego i moralnego zepsucia. […]
Lewica pozostaje konsekwentna, domagając się obowiązkowej edukacji seksualnej we wszystkich szkołach, na każdym poziomie nauczania. Nie jest konsekwentny ten, kto deklaruje sprzeciw wobec lewicy, a potem jej żądaniom ulega lub się do nich przyłącza w dziedzinie tak delikatnej i wrażliwej, jak wychowanie naszych dzieci.
Roberto de Mattei Corrispondenza Romana
Pach
Lider KKP Grzegorz Braun w rozmowie z redaktorem naczelnym „Najwyższego Czasu!” Tomaszem Sommerem komentował dyskryminację KKP przez marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Jak podkreślił, „łajdacy czują się swobodnie”, a „ujadający chór codziennie podżega do przestępstwa”.
========================================
– Czarzasty, ten marszałek Sejmu, komunista, wyrzucił KKP, ale też Razem i Kukiza z dostępu do prezydium Sejmu. I w ogóle wypowiedział podczas tego aktu wyrzucania, bo to taki zrobił demonstracyjny akt wyrzucania podczas konferencji prasowej, powiedział, że KKP jest, jak się wyraził, „na granicy agenturalności”. Dlaczego nie można pozwać tego Czarzastego, tak jak ta słynna Schnepf-Wysocka, złożyć wniosku o zabezpieczenie, żeby Czarzasty nie mógł się wypowiadać przez rok na temat KKP, jeżeli opowiada takie bzdury? – zapytał prowadzący program redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.
– No można to zrobić i to się robi. I nie chcę uprzedzać faktów, ale panowie mecenasi, którzy w ostatnich dniach nie mogą nastarczyć ze swoim zaangażowaniem, dlatego że właściwie co dzień dostajemy jakąś podstawę procesową – odpowiedział Grzegorz Braun.
– Musimy bardzo starannie selekcjonować. Nie możemy też zbytecznie nobilitować łajdaków, oszczerców, kłamców, którzy na nasz temat… – mówił dalej lider KKP, na co wtrącił prowadzący wspomniał, że „kiedyś mówiło się 'potwarców’”.
– Potwarców i generalnie i anonimowej, i występującej pod nazwiskiem, ale też i w wysokich rangach państwowych, występującej szumowiny. Nie możemy nobilitować każdego, zwłaszcza, że praktyka sądownictwa post-PRL-owskiego, ta praktyka dowodzi, że obrona tzw. dóbr osobistych i osób indywidualnych i osób fizycznych takich jak partia polityczna jest bardzo trudna, a wręcz bywa niemożliwa – kontynuował Braun.
– Za przykład podaję proces, który prowadzimy, w który wdaliśmy się, pozywając media centralne za kłamstwa. I ten proces trwa piąty rok. I potrwa jeszcze szósty, bo najbliższy termin rozprawy mam na lipiec 2026, kiedy to wreszcie będzie mi dane złożyć wyjaśnienia. Więc to jest kontekst, w jakim działamy i dlatego też ci łajdacy, tak jak kolejni marszałkowie rotacyjni, czują się dość swobodnie. Zwłaszcza, że wśród tego chóru, bo to już jest chór rosnący który codziennie podżega do przestępstwa, jakim byłoby uniemożliwienie działania Konfederacji Korony Polskiej. Do tego chóru przecież dołączył… nie, on współinicjował tę falę nagonki, minister niesprawiedliwości – powiedział dalej lider KKP.
Następnie Grzegorz Braun zauważył, że „minister niesprawiedliwości systematycznie właśnie powtarza insynuacje”.
– Tam cała plejada ministrów, bo Żurek, Sikorski, Kierwiński, teraz Czarzasty. No przecież to jest jakaś zorganizowana histeria taka oszczercza i trzeba by chyba to jasno powiedzieć, że trzeba to zatrzymać? – wtrącił pytanie Sommer.
– No więc, szanowni państwo, zwróćcie uwagę, bo oczywiście wrażenia, których nam co dzień dostarcza rzeczywistość, zacierają szybko pamięć. Ale zaledwie dwa tygodnie temu […] a może to już trzeci tydzień mija, skierowałem pismo do ministra koordynatora służb specjalnych, ministra Siemoniaka, zwracając uwagę na potrzebę sprawdzenia i zabezpieczenia należytej osłony kontrwywiadowczej Konfederacji Korony Polskiej. I czekam na odpowiedź pana ministra – podkreślił Braun.
– Czekam na odpowiedź. Wszystko po kolei. Pan minister Siemoniak notabene również śpiewa w tym chórze. „Śpiewa” to może nie jest adekwatne słowo, bo oni raczej ujadają, obszczekują nas, prawda? No ale sami się troszkę już zadryblowali, troszkę się zaplątali we własne nogi, bo przecież właśnie minister niesprawiedliwości Żurek z jednej strony moim zdaniem dopuszcza się deliktu polegającego na podżeganiu do przestępstwa, jakim byłoby łamanie praw konstytucyjnych moich, moich towarzyszy partyjnych, naszych wyborców, naszych odbiorców, naszych sympatyków. Słowem, wszystkich, którzy działają politycznie, interesują się polityką. Przestępstwem byłoby uniemożliwienie nam udziału w życiu politycznym na tych zasadach, które są przewidziane konstytucyjnie i ustawowo – ocenił lider KKP.
– Więc sam minister Żurek powiedział, że delegalizacja jest możliwa, kto wie, może nawet i konieczna, ale – uwaga – musi tego dokonać Trybunał Konstytucyjny – podsumował Grzegorz Braun.
Poniżej cała rozmowa Sommera z Braunem.
4.12.2025 Janusz Korwin-Mikke https://nczas.info/2025/12/04/nasz-najwiekszy-wrog

Proszę pamiętać: to nie JE Donald Trump, nie JE Włodzimierz Putin, nie JE Dzong-Il Kim nakłada na nas niszczące podatki, płaci jeszcze bardziej szkodliwe zasiłki, zakazuje używania węgla, nakazuje Zielony Ład, szczepi pod przymusem; to robi „nasze państwo” – NASZ NAJWIĘKSZY WRÓG!
Nasza koncepcja państwa, to spory – ale chudy, żylasty Pies, siedzący na łańcuchu, warczący na wrogów, którego możemy z tego łańcucha spuścić, by ich zagryzł.
Koncepcja etatystyczna to ogromne, tłuste rozlazłe Psisko, które szwenda się wyżerając wszystko, które warczy na nas, swoich właścicieli i nawet często ich gryzie. I ten Pies dyktuje nam, ile mamy dawać mu żarcia!! Ba! Ten Pies nawet projektuje ustawy!!! Niby Sejm je uchwala, ale w rzeczywistości…
Złodzieje nie boją się Psa, bo Pies przecież sam kradnie, więc są w siuchcie. Nikt naokoło się tego Psa nie boi, Ukraina, a pewno i Niemcy, załatwiliby „nasze państwo” lewą ręką, a raczej jednym kopem. O Rosji nawet nie mówię: nie fatygując się przerzucaniem wojsk do Królewca obrzuciliby nas taką liczbą rakiet, że po dwóch dniach odechciałoby się nam wojny.
Do 1569 Polska była własnością Króla – który dbał o SWOJĄ WŁASNOŚĆ i nie pozwalał, by niszczył ją jego własny Pies. I dlatego Polska była mocarstwem. Potem to już tylko trochę rozpędem…
Królewicz jest od dzieciństwa uczony: „Pamiętaj: Twoim głównym wrogiem są Twoi urzędnicy!”. Jak sobie tego nie przyswoi – i zamiast rządzić, trzymając urzędników za mordę, opiera się na biurokracji – to, prędzej czy później: klops.
U nas prezydent nie jest właścicielem Polski, więc nie ma interesu, by o nią dbać narażając się na pogryzienie. Obecny Prezydent nie boi się Psu przeciwstawić – ale często ulega pod wpływem natarczywego szczekania. Senatorowie, a już na pewno posłowie czują się wręcz szczęśliwi, gdy mogą Psu podsunąć – kosztem Polski – jakiś smaczny kąsek. Zresztą Pies ma w Sejmie swoją większość. I, oczywiście, wpływ na sądy.
I to WSZYSTKO trzeba radykalnie zmienić. Żeby Pies nie miał żadnych „zaufanych ludzi” – ani w sądach, ani w Senacie, ani w Sejmie, ani w NIKu, ani na stolcu prezydenckim. Pies ma żreć, co mu dają – i gryźć, kogo każą.
Chyba proste?
| DR IGNACY NOWOPOLSKI DEC 4 |
Według doniesień polskojęzycznych mediów „głównego nurtu”, Polska znów awansuje do grona „prymusów”.
Dla tych, którzy nie pamiętają sławetnego roku 1989, w którym to Polska „odzyskała niezależność”, przypominam, że natychmiast została Ona mianowana „prymusem” wśród byłych sowieckich wasali z Europy Środkowej, których wchłonęło Zachodnie Imperium Kłamstwa, a konkretnie UE.
W miarę przekształcania się Polski w trzeciorzędną unijną kolonię, zapomniano o tym pięknym tytule.
Dlatego też, z przerażeniem skonstatowałem fakt tego, że Moja Ojczyzna staje się „przyjacielem USA”!
Poniżej cytaty z polskojęzycznych elektronicznych szmatławców głównego nurtu.
polska/doradca-donalda-trumpa-rozplywa-sie
Amerykanie zorganizują na swoim terenie spotkanie największych gospodarek świata. Zaproszenie dostaną “przyjaciele, sąsiedzi i partnerzy” — zapowiedział Marco Rubio sekretarz stanu USA. Przy tej okazji sporo ciepłych słów padło o Polsce.
Stany Zjednoczone, które 1 grudnia przejęły przewodnictwo w grupie G20, zapowiedziały, że Polska zostanie zaproszona na przyszłoroczny szczyt w Miami.
Marco Rubio, sekretarz stanu USA, podkreślił, że nasz kraj zasługuje na miejsce w gronie największych gospodarek świata.
Stany Zjednoczone po raz pierwszy od 2009 roku będą gościć w przyszłym roku 20 największych gospodarek świata — zaznaczył Rubio w opublikowanym w środę komunikacie.
Sekretarz stanu napisał, że “szczyt G20 w 2026 roku będzie okazją, by docenić wartości innowacyjności, przedsiębiorczości i wytrwałości, które uczyniły Amerykę wielką i które wyznaczają ścieżkę do dobrobytu dla całego świata”.
Wiele lat temu sekretarz stanu USA, Henry Kissinger wypowiedział znamienną i niezwykle trafną sentencję:
„Niebezpiecznie jest bycie wrogiem Stanów, jedyne co jest jeszcze bardziej groźnie, to bycie ich przyjacielem”.
Setki amerykańskich agentów, marionetek na kluczowych stanowiskach, zdrajców swych własnych narodów, itd. przekonało się już o tym na własnej skórze. Wielu dopiero się o tym przekona.
W kolejce czekają już Jarosław Kaczyński, Wladimir Zelenski, itd.
Lech Kaczyński już się o tym przekonał, jak Saddam Hussein, Osama bin-Laden i cała plejada innych.
Dlatego z głębokim niepokojem obserwuję „zaloty” amerykańskiego globalisty i członka deep state „premiera USA” Marco Rubio w stosunku do Naszej nieszczęsnej Ojczyzny.
Czyżby nasz nowy Prezydent Karol Nawrocki, już sprzedał się Zachodniemu Imperium Kłamstwa?
Jego ostatnie obraźliwe zachowanie w stosunku do węgierskiego Premiera Viktora Orbana, może to sugerować.
W tysiącletniej polskiej historii nie brak zdrajców i głupców.
Można więc spokojnie założyć, że Pan Nawrocki jest kolejnym z nich.[oby nie… md]
Jednakowoż moment do zdrady jest wyjątkowo niefortunny, zarówno dla Polski, jak i ewentualnych zdrajców.
Zachodnie Imperium Kłamstwa z USA na czele znajduje się na ekspresowej autostradzie do zagłady.
Wielka szkoda, że polityczne hieny, masowo okupujące polską „scenę polityczną”, nie są w stanie tego pojąć.
Stwierdzenie Rubio, że „innowacyjność, przedsiębiorczość i wytrwałość uczyniły Amerykę wielką”, zakrawa na kpinę. Zbrodnie, kłamstwa i finansowe manipulacje uczyniły Amerykę jednym z największych zbrodniarzy w historii świata. That is it!
Równie komiczna jest jego „pochwała” odnośnie „wielkości polskiej gospodarki”.
Na obecnym etapie „rozwoju” polska gospodarka z trudem produkuje opakowania, w które wkłada się importowane produkty. That is it!
Jednakowoż w dzisiejszej transformacji geopolitycznej, Nasza Ojczyzna pod mądrymi i patriotycznymi rządami, mogłaby ponownie znaleźć się w czołówce państw świata, zamiast w czołówce neokolonialnych rabów Zachodniego Imperium Kłamstwa.