Kiedy hierarchowie Kościoła wyjaśnią, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana. + Carlo Maria Viganó.

Kiedy hierarchowie Kościoła wyjaśnią, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana. + Carlo Maria Viganó.
https://remnantnewspaper.com/web/index.php/fetzen-fliegen/item/6349-vigano-homily-on-the-feast-of-the-chair-of-saint-peter-in-rome
Nadejdzie dzień, kiedy hierarchowie Kościoła wyjaśnią, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana, i dlaczego z lękiem wspierali jego ekscesy lub stawali się wspólnikami tego pełnego pychy, heretyckiego tyrana.

===================================
Boże, powierzając Swojemu Apostołowi, Świętemu Piotrowi, klucze Królestwa Niebieskiego, udzieliłeś mu arcykapłańskiej władzy wiązania i rozwiązywania, spraw przeto, abyśmy za jego przyczyną wyzwolili się z więzów swoich grzechów

Kolekta z Mszy o Święcie Katedry Św. Piotra Apostoła

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus!

Dzisiaj Kościół Rzymski obchodzi Święto Katedry Świętego Piotra. Władza, jaką Nasz Pan powierzył Księciu Apostołów, znajduje w Katedrze swój symbol i wyraz. Ślady tego święta odnajdujemy już w III wieku, ale dopiero w 1588 roku, w czasach herezji luterańskiej, Paweł IV postanowił, że święto Katedry qua primum Romæ sedit Petrus (na której pierwszy zasiadał w Rzymie Piotr) będzie obchodzone 18 stycznia, w odpowiedzi na negowanie obecności Apostoła w Rzymie. Inne święto Katedry Św. Piotra, obchodzone jest przez Kościół powszechny 22 lutego, na pamiątkę założenia przez Św. Piotra pierwszej diecezji w Antiochii.

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na ten ważny aspekt. Podobnie jak organizm ludzki wytwarza przeciwciała, gdy pojawia się choroba, aby ją pokonać, gdy zostanie zainfekowany; tak też  Kościół broni się przed zarażeniem błędem, gdy ten się pojawia, zaznaczając z większą stanowczością te aspekty dogmatu, które są zagrożone herezją. Z tego powodu, Kościół z wielką mądrością, ogłaszał prawdy wiary w pewnych okresach, a nie wcześniej, ponieważ prawdy te były dotychczas wyznawane przez wiernych w mniej wyraźnej i wyartykułowanej formie i nie było jeszcze potrzeby ich precyzowania.

Święte kanony Ekumenicznego Soboru Nicejskiego były odpowiedzią na ariańskie zaprzeczenia Boskiej natury naszego Pana, a ich echem są wspaniałe kompozycje starożytnej liturgii. Odpowiedzią na zanegowanie ofiarnego charakteru Mszy Świętej, transsubstancjacji, sufragmentów (wstawiennictwo za Dusze czyśćcowe – dop. tłumacza) i odpustów były święte kanony Soboru Trydenckiego, a wraz z nimi także wzniosłe teksty liturgiczne. Dzisiejsze święto jest odpowiedzią na antypapieskie zaprzeczenie założenia diecezji rzymskiej przez Apostoła Piotra. Święto zostało ustanowione przez Pawła IV właśnie po to, aby powtórzyć prawdę historyczną kwestionowaną przez protestantów i wzmocnić doktrynę, która się z niej wywodzi.

Prawie wszystko, co Mistyczne Ciało Chrystusa mądrze rozwijało przez wieki – a szczególnie w drugim tysiącleciu ery chrześcijańskiej – wzrastając harmonijnie jak dziecko, które dorasta i umacnia się w ciele i duchu, zostało teraz świadomie zaciemnione i ocenzurowane. Dokonano tego pod zwodniczym pretekstem powrotu do pierwotnej prostoty chrześcijańskiej starożytności, w niewypowiedzianym celu zafałszowania Wiary katolickiej. Wszystko po to,  aby zadowolić wrogów Kościoła.
Jeśli weźmiecie do ręki Mszał Montiniego, nie znajdziecie w nim wyraźnych herezji; ale jeśli porównacie go z tradycyjnym Mszałem, przekonacie się, że pominięto tam wiele modlitw skomponowanych w obronie Prawdy Objawionej. Spowodowało to, że Msza Reformowana stała się możliwa do przyjęcia nawet przez luteranów, co sami przyznali po promulgowaniu tego zgubnego i wieloznacznego obrządku. Na dowód tego, nawet Święta Katedr Św. Piotra w Rzymie i Antiochii zostały połączone w jedno, w imię „kultury unieważniania” , którą sekta modernistyczna zaadoptowała w sferze kościelnej na długo przed tym, jak „przebudzona” lewica przywłaszczyła ją sobie w przestrzeni świeckiej.
Dziś celebrujemy chwałę papiestwa, której symbolem jest Cathedra Apostolica,  artystycznie skomponowana przez geniusz Berniniego, na ołtarzu absydy Bazyliki Watykańskiej, nad którą dominuje alabastrowe okno przedstawiające Ducha Świętego i której strzegą czterej Doktorzy Kościoła: Święty Augustyn i Święty Ambroży dla Kościoła łacińskiego, Święty Atanazy i Święty Jan Chryzostom dla Kościoła greckiego. W pierwotnym projekcie, który pozostawał  nienaruszony przez wieki, tron Św. Piotra znajdował się nad ołtarzem.  Jednak niszczycielska furia innowatorów nie oszczędziła nawet tej aranżacji, przenosząc go między absydę a baldachim Konfesji. 
A jednak właśnie w architektonicznej jedności ołtarza i tronu – która dziś została celowo wymazana – odnajdujemy fundament doktryny o Prymacie Piotra, którym to fundamentem jest Chrystus – lapis angularis(kamień węgielny). Dlatego też ołtarz ofiarny, który jest symbolem Chrystusa, również wykonany jest z kamienia.
Dzisiaj celebrujemy papiestwo w historycznym momencie poważnego kryzysu i apostazji, która uniosła się nawet do wysokości Tronu, na którym po raz pierwszy zasiadał Piotr.  Podczas gdy łamane są nasze serca, gdy rozważamy ruiny spowodowane dewastacją innowatorów, ze szkodą dla wielu dusz i chwały Boskiego Majestatu; podczas gdy błagamy  Nieba o światło, które pozwoli nam zrozumieć, jak połączyć obietnicę Naszego Pana Non prævalebunt z nieustannym strumieniem herezji i skandali szerzonych przez tego, którego Opatrzność zadała nam na czele Kościoła jako karę za grzechy popełnione przez Hierarchię w ostatnich dziesięcioleciach; podczas gdy widzimy podział na tych, którzy łudzili się, że mają jeszcze papieża zamkniętego w klasztorze…i schizmę w diecezjach Europy Północnej z ich niegodziwą drogą synodalną, tak mocno pożądaną przez Bergoglio… przypomnijmy sobie  proroctwo Leona XIII , które zechciał umieścić w modlitwie egzorcyzmu przeciwko szatanowi i  aniołom apostazji. Są to straszne słowa, które w tamtych czasach musiały brzmieć niemal skandalicznie, ale które dziś rozumiemy w ich nadprzyrodzonym sensie:
„Ci najsprytniejsi wrogowie są przepełnieni i upici goryczą wobec Kościoła, Oblubienicy niepokalanego Baranka, i położyli swoje bezbożne ręce na tym co ma najświętsze.
W samym Świętym Miejscu, gdzie ustanowiono Stolicę Św. Piotra i Tron Prawdy jako światło świata, wyniosą na tron swoją ohydną bezbożność, z niecnym planem, że kiedy uderzą w Pasterza, rozpierzchną się owce.

To nie są przypadkowe słowa: zostały napisane po tym, jak Leon XIII, pod koniec Mszy, miał wizję, w której Pan dał szatanowi okres około stu lat, aby sprawdził ludzi Kościoła. Są one echem przesłania Najświętszej Dziewicy w La Salette, pięćdziesiąt lat wcześniej: „Rzym utraci wiarę i stanie się siedzibą Antychrysta”, i poprzedzają o niewiele ponad dekadę, trzecią część tajemnicy fatimskiej, w której, według wszelkiego prawdopodobieństwa, Matka Boża przepowiedziała apostazję Hierarchii wraz z Soborem Watykańskim II i reformą liturgiczną.
Wierni na przestrzeni wieków mogli spoglądać na Rzym jako latarnię prawdy. Żaden papież, nawet ten najbardziej kontrowersyjny w historii,  Aleksander VI, nigdy nie ośmielił się uzurpować sobie świętej władzy apostolskiej w celu zburzenia Kościoła, zafałszowania jego Magisterium, zepsucia jego moralności i zbanalizowania jego liturgii. Pośród najbardziej tragicznych burz, Tron Piotrowy pozostawał niewzruszony i pomimo prześladowań, nigdy nie zawiódł w wypełnianiu pełnomocnictwa powierzonego mu przez Chrystusa: Paś baranki moje. Paś owce moje (J 21,15-19).
 Obecnie, i to już od dziesięciu lat, karmienie trzody Pańskiej jest uważane przez tego, który obecnie zajmuje Tron Piotrowy za „patetyczne  głupstwo”, a polecenie, które Pan dał Apostołom – Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je zachowywać wszystko, co wam przykazałem (Mt 28: 19-20) – jest postrzegane jako godny ubolewania „prozelityzm”, tak jakby boska misja Kościoła Świętego była przyrównana do heretyckiej propagandy sekt. 

Powiedział on to 1 października 2013;  powtórzył 6 stycznia 2014; 24 września 2016; 3 maja 2018; 30 września 2018; 6 czerwca 2019; 20 grudnia 2019; 25 kwietnia 2020, i ponownie zaledwie tydzień temu 11 stycznia 2023. I oto upada ostatni, gasnący ślad SW II, który uczynił „misję” [missionarietà] swoim hasłem przewodnim, nie rozumiejąc, że aby głosić Chrystusa pogańskiemu światu, trzeba przede wszystkim wierzyć w nadprzyrodzone prawdy, których nauczył On Apostołów i których Kościół ma obowiązek wiernie strzec. Rozwadnianie doktryny katolickiej, wyciszanie jej i zdradzanie, aby zadowolić mentalność czasów w jakich żyjemy, nie jest dziełem wiary, ponieważ ta cnota opiera się na Bogu, który jest Najwyższą Prawdą. Nie jest też dziełem nadziei, ponieważ nie można mieć nadziei na zbawienie lub pomoc Boga, którego Objawienie i zbawczą miłość się odrzuca. Nie jest też dziełem miłości, ponieważ nie można kochać Tego, któremu w istocie się zaprzecza.

Na czym polega ta rana, która dotknęła Kościół, umożliwiając apostazję Hierarchii, do tego stopnia, że powoduje ona zgorszenie nie tylko u katolików, ale także u innych ludzi na świecie? Jest to nadużycie władzy. Jest to przekonanie, że władza pochodząca od Boskiego Autorytetu może być realizowana w celu zupełnie przeciwnym do tego, w jakim przez ten Autorytet została powołana. Jest to zajmowanie miejsca Boga, uzurpowanie sobie Jego najwyższej władzy do decydowania o tym, co jest słuszne, a co nie, decydowanie o tym, co można jeszcze powiedzieć ludziom, a co, imię postępu i ewolucji, należy uznać za staroświeckie lub przestarzałe. 

 Jest to używanie mocy Świętych Kluczy do rozwiązywania tego, co powinno być związane i wiązania tego, co powinno być rozwiązane. Polega to na niezrozumieniu tego, że władza należy do Boga i do nikogo innego, i że zarówno władcy państw, jak i hierarchowie Kościoła są hierarchicznie poddani Chrystusowi Królowi i Najwyższemu Kapłanowi. Krótko mówiąc, jest to oddzielanie Tronu od Ołtarza, oddzielenie sługi i pełnomocnika od władzy Tego, który czyni tę władzę świętą, zatwierdzoną góry, ponieważ posiada jej pełnię i jest jej Boskim źródłem.

Wśród tytułów Papieża Rzymskiego, obok Christi Vicarius( Wikariusz Chrystusa), pojawia się także Servus servorum Dei (Sługa Sług Bożych). Jeśli pierwszy z nich został lekceważąco odrzucony przez Bergoglio, to jego decyzja, by zachować ten drugi, brzmi jak prowokacja, co pokazują jego słowa i czyny. Nadejdzie dzień, kiedy hierarchowie Kościoła zostaną poproszeni o wyjaśnienie, jakie intrygi i spiski wyniosły na tron tego, który działa jako sługa sług szatana, i dlaczego z lękiem wspierali jego ekscesy lub stawali się wspólnikami tego pełnego pychy, heretyckiego tyrana.
Niech drżą ci, którzy to wiedzą, a mimo to milczą, z fałszywego poczucia roztropności. Swoim milczeniem nie chronią honoru Kościoła Świętego, ani nie chronią wiernych przed zgorszeniem. Przeciwnie, pogrążają Oblubienicę Baranka w hańbie i poniżeniu, a wiernych odsuwają od Arki Zbawienia w chwili Potopu.
Módlmy się, aby Pan raczył obdarzyć nas świętym papieżem i świętymi władcami. Błagajmy Go, aby położył kres tej udręce, dzięki której – jak każdemu wydarzeniu dozwolonemu przez Boga – rozumiemy teraz lepiej, jak fundamentalne jest owo „instaurare omnia in Christo”, ustanowienie wszystkiego w Chrystusie.

Jak piekielny – dosłownie – jest świat, który odrzuca Panowanie Chrystusa, i o ile jeszcze bardziej piekielna jest religia, która z pogardą odziera się ze swoich królewskich szat – szat unurzanych Krwią Baranka na Krzyżu – aby stać się sługą możnych, Nowego Porządku Świata, sekty globalistów. Tempora bona veniant. Pax Christi veniat. Regnum Christi veniat – Nadchodzą dobre czasy. Niech nastąpi Pokój Chrystusa. Niech nadejdzie Królestwo ChrystusoweAmen

+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup
18 stycznia 2023
Na Święto Katedry Św. Piotra Apostoła, na której po raz pierwszy zasiadał w Rzymie
tłum. Sławomir Soja

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają

Rafał Drzewiecki https://forsal.pl/artykuly/892182,dzieci-pierdoly

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają. Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką czy wzięciem odpowiedzialności za innych.

=====================

„Witam, czy wasze dzieci były na obozie harcerskim? Wszystko OK, tylko przerażają mnie te namioty w środku lasu. A co w sytuacji, jak jest burza?” – pyta Beata na internetowym forum pod hasłem „Obóz harcerski”. „Namioty namiotami. Moje dziecko zraziło się w zeszłym roku brakiem higieny. Syf, brud, kąpiele sporadyczne, wróciła totalnie brudna” – odpowiada jej Zofia. Tę bezradność rodziców i dzieci potęgują obecne przepisy. Rok temu sanepid chciał zamknąć obóz harcerski koło Ustki, bo nie było tam elektryczności. Dwa lata temu w Bieszczadach kazano organizatorom obozu survivalowego pociągnąć rurami wodę z ujęcia oddalonego o trzy kilometry. W sumie trudno się więc dziwić, że w styczniu tego roku wychowawca zimowiska koło Karpacza zorganizował zamiast ogniska „świecznisko” w świetlicy, bo na zewnątrz było minus 10 stopni i dzieciaki poskarżyły się rodzicom, że nie chcą marznąć, a ci zagrozili opiekunowi interwencją w kuratorium, jeśli nie odwoła „niebezpiecznej zabawy”.

– Jak zaczynałem przygodę z harcerstwem, wiele lat temu, obozy przygotowywaliśmy od zera. W las pierwsi jechali najbardziej sprawni i silni harcerze, cięli siekierkami drzewa, kopali latryny, myli się w górskim lodowatym strumieniu. Cały obóz budowaliśmy własnymi rękoma. Nikt się nie zastanawiał, czy jajka na jajecznicę zostały wyparzone w „wydzielonym, oznakowanym stanowisku wyparzania jaj”. Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości. Woli pozostać anonimowy, bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży.

– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy.

Z łezką w oku czyta dziś w necie wspomnienia ludzi z jego pokolenia, jak w latach 80. wcinali jagody bez strachu, że chory lis je obsikał. Teraz jest psychoza, więc na wszelki wypadek dzieci do lasu nie wysyła się w ogóle, dlatego przerażają je pająki, komary czy osy, a z grzybów znają tylko pieczarki. Z rozrzewnieniem przypomina sobie, jak ganiał w krótkim rękawku w deszcz, przeziębił się i babcia dała mu miód ze spirytusem, cytryną i czosnkiem, i nikt nie oskarżył babci o rozpijanie młodzieży, a on wstał następnego dnia zdrów jak ryba. Dziś na lekki ból gardła dzieciaki dostają antybiotyki, a po złamaniu palca zwolnienie na cały rok z WF. Nikt mu nie pomagał odrabiać lekcji, bo musiał się uczyć sam, a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś. Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił. A skakali do wody z wysokiego brzegu aż miło. Gdy rozbił nos na rowerze, ciężkim, stalowym składaku bez przerzutek i profilowanych opon, w szkole sińce pod oczyma nie zaalarmowały wychowawców i do rodziców nie przyjechała z interwencją opieka społeczna w obstawie policji. Teraz miałby rozmowę z psychologiem, która uświadomiłaby mu, że jest wrażliwym człowiekiem, z pełnymi prawami i nie wolno nikomu przekraczać jego prywatnej strefy, więc jeśli rodzice go biją, powinien to zgłosić.

– Gdy dostałem manto od silniejszego zabijaki z podwórka i wróciłem zapłakany do domu, ojciec powiedział, żebym się nie mazgaił, bo mężczyzna musi stawiać czoła przemocy. Siłą. Czasami przegram, czasami wygram, ale takie jest życie. A następnego dnia pojechaliśmy do klubu sportowego, gdzie zapisał mnie na boks – opowiada.

„Kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nas należy »dobrze« wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu” – takie wspomnienia w internecie młodzi czytają dziś jak bajkę o żelaznym wilku.

Ale dwie lewe ręce mają nie tylko najmłodsi. W domach gniją całe pokolenia niedorajdów, włącznie z trzydziestolatkami, przekonanymi, że guzika w koszuli nie da się przyszyć bez certyfikatu krojczego. I nie jest to pusta konstatacja autora tego tekstu w myśl przekonania każdego dorosłego, że „za moich czasów młodzież była bardziej zaradna”, tylko wyniki naukowych analiz. Gdziekolwiek spojrzeć, jest gorzej, niż było.

Jaka jest kondycja dzieci i młodzieży w Polsce?

Naukowcy Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie od wielu lat badają kondycję fizyczną polskiej młodzieży. Ich wnioski są zatrważające: 30 lat temu dzieciaki były znacznie bardziej sprawne niż ich rówieśnicy obecnie. Uczniowie szkół podstawowych z miejsca skakali w dal 129 cm, dzisiaj skoczą najwyżej metr. 600 m przebiegali dawniej średnio w 3 minuty i 5 sekund, teraz wloką się 40 sekund wolniej. Ale prawdziwy dramat widać w sile – kiedy nie było jeszcze internetu, uczeń potrafił w zwisie wytrzymać 17 sekund, teraz zaledwie 7.

O załamaniu sportowych wyników mówią też trenerzy – mimo specjalistycznych planów wysiłkowych, nowoczesnego sprzętu i odzieży, ogólnodostępnych siłowni czy placów do ćwiczeń osiągnięcia sportowe są – delikatnie mówiąc – mizerne. I to mimo że sport uprawia dziś dwa razy więcej osób niż 20–30 lat temu. Tyle że to ćwiczenia tylko do pierwszego potu. Psycholodzy mówią o syndromie nadmiaru możliwości i wynikającego z tego braku wytrwałości. Młodzi rezygnują z doskonalenia się w danej dziedzinie, jeśli tylko napotkają pierwszą trudność. Od razu próbują nowych rzeczy. W konsekwencji mamy mnóstwo nowych dyscyplin, hobby czy możliwości spędzania wolnego czasu. Wszystko to jednak robią po łebkach, żeby tylko zaliczyć, żeby się pokazać na słitfoci w portalu społecznościowym. To powierzchowne próbowanie wszystkiego oznacza, że tak naprawdę nie potrafią niczego.

– Dziś żyjemy w świecie panoptykonu, o którym mówił Michel Foucault, więzienia, w którym wszyscy wszystkich obserwują. Dążymy więc do tego, by się pokazać z jak najlepszej strony. Cokolwiek zaczynamy robić, robimy już nie tyle dla siebie, co dla poklasku, dla pokazania innym. Nie biegamy już dla zdrowia, dla kondycji, tylko żeby pokonywać kolejne dystanse, bić kolejne rekordy, które od razu wrzucamy do internetu. Podobnie jak jazda na rowerze czy ćwiczenia w siłowni. Jednak ten imperatyw ciągłego zdobywania sukcesu powoduje, że zawsze jesteśmy przegrani. Bo jeśli tylko na tym budujemy system własnej wartości, wystarczy drobne potknięcie, żeby ta cała psychologiczna konstrukcja się zawaliła. I wtedy stajemy się bezradni – tłumaczy psycholog Małgorzata Osowiecka z Uniwersytetu Humanistyczno-społecznego w Sopocie.

Podczas zeszłorocznych wykładów w The Royal Institution w Londynie prof. Danielle George z Uniwersytetu w Manchesterze przedstawiła badania, z których wynika, że młodzi, ale już dorośli ludzie stali się uzależnieni od gotowych rozwiązań technologicznych oferowanych przez rynek. W przypadku domowej awarii nawet nie próbują sami naprawić zepsutego kontaktu czy przerwanego kabla odkurzacza. Ba, większość z nich uważa, że urządzenia „po prostu działają”, i nie ma pojęcia, co robić, jak się coś z nimi stanie. Najczęstszymi rozwiązaniami są wezwanie na pomoc specjalistycznej firmy albo wymiana niedziałającego urządzenia na nowe. Kto bogatemu zabroni, ale problem polega na tym, że pytani przez badaczy, czy pomyśleli o naprawie, przylutowaniu zerwanego kabelka, nie zdawali sobie nawet sprawy, że tak można. Pochłonął ich świat jednorazówek.

Czy warto być supermanem?

Dla tego jednak, kto sądzi, że taka życiowa postawa pierdoły to domena osób niezbyt lotnych, kubłem zimnej wody niech będą słowa prof. Jonathana Droriego, który podczas konferencji naukowej TED (Technology, Entertainment and Design) w Kalifornii, organizowanej przez amerykańską organizację non profit Sapling Foundation, opowiedział o eksperymencie przeprowadzonym kilka lat temu w Instytucie Technologicznym w Massachusetts (MIT), uważanym za jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie. Naukowcy odwiedzili świeżo upieczonych inżynierów z MIT i zapytali, czy można zapalić żarówkę za pomocą baterii i drutu. – Zapytaliśmy: umiecie to zrobić? Powiedzieli, że to niemożliwe. I nie wyśmiewam tu Amerykanów. Tak samo jest w Imperial College w Londynie – opowiadał rozbawionym słuchaczom prof. Drori.

Lecz to śmiech przez łzy, bo to przecież ci młodzi ludzie niebawem przejmą, a nawet już przejmują stery rządów, gospodarek, bo to oni zaczynają decydować o kierunkach rozwoju świata. Tymczasem dochowaliśmy się, i nadal tak wychowujemy, rzeszy wydmuszek nasączonych wiedzą, z której nie potrafią skorzystać, o skorupkach tak słabych, że pękają od pierwszego niepowodzenia, ba – od niepochlebnej opinii czy krytyki. Inżynierowie z MIT z pewnością doskonale poradzą sobie z odczytaniem schematów silników rakietowych, ale mają problemy z wyzwaniami codziennego życia.

Już ponad 10 lat temu historyk literatury, eseista, profesor Uniwersytetu Gdańskiego Stefan Chwin alarmował, że błędem współczesnego modelu wychowawczego jest tyrania optymizmu, tyrania udawania, że wszystko będzie OK – tylko się starajcie i uczcie pilnie. Że wystarczy wiara, iż wszyscy mogą wszystko, że wystarczy chcieć, by móc. Jednak takie głosy rozsądku przegrały z przekonaniem, iż wszyscy są równi i mają takie same szanse, a szczęśliwy człowiek to człowiek sukcesu. – Zastąpiliśmy zasady i wartości hiper-liberalizmem, który zaprowadził nas na manowce – wskazuje prof. Joanna Moczydłowska z Politechniki Białostockiej.

Przede wszystkim równość to fikcja. Są ludzie bardziej i mniej zdolni, inteligentni i gamonie. – Ludzie są po prostu różni. Jedni mają temperament flegmatyczny, inni choleryczny. To są cechy wrodzone, niezależne od oddziaływania rodziny, szkoły czy pracodawcy. To właśnie geny decydują, dlaczego tak rozbieżne potrafią być ścieżki kariery rodzeństwa, które wychowywane było w jednym domu, w tych samych warunkach, które miało taki sam start i potencjalne możliwości środowiskowe – tłumaczy prof. Moczydłowska.

Zdolnej, inteligentnej młodzieży nie przybędzie dlatego, że udało się wmówić młodym ludziom, że mogą sięgnąć po nieosiągalne. 20 lat temu do szkół z maturą szło najwyżej 30 proc. uczniów po podstawówce. Dziś wskaźnik ten sięgnął prawie 90 proc. Na rynku pojawiła się więc armia z dyplomami, niestety zbyt często bez zdolności, umiejętności i pasji. – Wielu ludziom robimy tym krzywdę. Tej nadprodukcji magistrów rynek nie przyjmuje, rodzi się za to frustracja z niespełnienia oczekiwań, którymi ładuje się ich od najmłodszych lat. Jeśli kibol, który się spełnia, ćwicząc z ciężarkami, pozostanie w dorosłym życiu na swoim poziomie i w swoim otoczeniu, będzie żył w zgodzie z samym sobą, to z punktu widzenia psychologii jest dla wszystkich korzystne. Jeśli ulegnie ułudzie i pójdzie na studia, którym intelektualnie nie jest w stanie sprostać, będzie to groźne dla jego psychiki i otoczenia, na którym może wyładować swoją późniejszą frustrację – zauważa.

Społeczeństwo zachłysnęło się – jak to nazywają specjaliści – amerykanizacją oczekiwań, że każdy może wszystko, i napakowaniem energią do nieustannego odkrywania w sobie supermena. Sęk w tym, że imperatyw wzlatywania ponad poziomy nie ma poduszki bezpieczeństwa. W dzisiejszym świecie jest tylko jeden cel: osiągnięcie sukcesu, ale nie ma porażki. Jest tylko pochwała, ale nie ma krytyki. Jest tylko rozwiązywanie problemów, ale nie ma problemów.

Dzieciom zakłada się kaski, gdy jadą rowerem czy na nartach. Dodatkowo nakolanniki, nałokietniki i ochraniacze na dłonie – gdy zakładają rolki. Przy jeździe konnej modne stały się żółwiki, czyli ochraniacze na kręgosłup. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. Zapomina się jednak przy tym o najważniejszym – o zrozumieniu przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Jeśli postąpi nierozważnie, powinno zaboleć, bo ból ostrzega i uczy. Jeśli postąpi głupio, powinno zaboleć mocno i boleć długo, bo ból to najlepszy nauczyciel. Ale nie zaboli w ogóle, bo są środki ochronne. A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze plus nieuwaga są groźne i mogą wywołać ból, Jan nie zrozumie, że szybkość auta plus nieuwaga oznacza już śmierć.

– Mnożenie zakazów i nakazów sprawia, że młodzi ludzie nie potrafią sami sobie wyznaczać granic. Nie rozumieją konsekwencji swoich czynów, nie mają kontroli nad swoim zachowaniem i postępują bezrefleksyjnie. Dlatego nawet najbardziej agresywne reklamy społeczne przedstawiające skutki zażywania dopalaczy nie będą skuteczne, bo zadziała tu mechanizm obronny – nie damy sobie rady z taką hardkorową informacją, więc musimy ją odrzucić. I młodzi niemający własnych fatalnych doświadczeń taki przekaz odrzucają – zaznacza psycholog Małgorzata Osowiecka.

– I do tego ta nieustająca nadopiekuńczość. Ostatnie badania wskazują, że już 43 proc. Polaków mieszka razem z rodzicami, a w wielu przypadkach powodem nie są wcale problemy finansowe. Tak czują się bezpieczniej, wolą pozostać pod rodzicielskim parasolem. Gdy byli mali, rodzice mówili: nie biegaj, bo się wywrócisz i stłuczesz kolano, do szkoły nosili za nich ciężkie tornistry, a teraz mówią: nie pracuj, masz jeszcze czas, my ci pomożemy. Takie ograniczanie samodzielności u dorosłego człowieka to dramat, bo on nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie i innych. Rezygnuje z podejmowania wyzwań w imię trwania w sferze komfortu – przestrzega prof. Joanna Moczydłowska.

Być to być widzianym

Szklany klosz, pod którym chowamy nasze dzieci, nie wystawiając ich na trudy życia i ryzyko porażki, powoduje, że zatracają umiejętności krytycznego postrzegania rzeczywistości. W USA według sondażu przeprowadzonego przez Columbia University aż 85 proc. rodziców wierzy, że trzeba wmawiać dzieciom, iż są inteligentne, i chwalić je na każdym kroku. Tymczasem – jak przekonuje psycholog Carol Dweck – to błąd wychowawczy.

Przez 10 lat badała osiągnięcia uczniów kilkunastu szkół w Nowym Jorku. Z jej eksperymentów i analiz wynika, że dzieci, które po udanym rozwiązaniu testu były chwalone za mądrość i zdolności, szybciej osiadały na laurach i unikały kolejnych wyzwań, niż te, u których doceniano wysiłek i ciężką pracę w osiągnięcia sukcesu. Te „mądre z natury” bały się porażki przy trudniejszych zadaniach, bo podważałaby one ich wysoką samoocenę. Nie chciały się przekonać, że jednak nie są tak inteligentne, jak uważa otoczenie. A jak już podejmowały ryzyko i skończyło się to niepowodzeniem, rezygnowały z dalszych prób, by nie pogłębiać poczucia przegranej. Te zaś, których sukces był skomentowany jako efekt ciężkiej pracy, dużo chętniej sięgały po bardziej skomplikowane zadania, a niepowodzenie tylko motywowało je do dalszej pracy.

Amerykański psycholog społeczny, prof. Roy F. Baumeister z Uniwersytetu Stanowego Florydy, mówi wprost, że bezstresowe wychowanie prowadzi do spadku motywacji. Porównując zachowanie uczniów USA z rówieśnikami z Japonii i Chin, gdzie rodzice i nauczyciele stosują kary cielesne za złą naukę, doszedł do wniosku, że to właśnie stres i strach zwiększają szansę na osiągnięcie celów. Zaś sztuczne wzmacnianie u dzieci poczucia własnej wartości i puste pochwały powodują, że gdy dorastają, nie radzą sobie nawet z niewielkimi porażkami. Utożsamiają je z własnymi słabościami – przecież wszyscy są ponoć równi i każdego stać na wszystko – czują się oszukani i odreagowują niepowodzenia agresją.

Przez ostatnie lata – kontynuuje prof. Baumeister – tysiące naukowych prac rozwodziły się w samych superlatywach nad „pozytywnymi skutkami wychowywania bez stresu”, budowania w młodych poczucia własnej wartości i wysokiej samooceny, traktowanych jako lekarstwo na całe zło dojrzewania. Ograniczono, wręcz zlikwidowano krytykę, stawiając na piedestale pochwałę. Agresję dorastającej młodzieży odczytywano zaś jako próbę gwałtownego uzupełniania niskiej samooceny. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że jest odwrotnie. Przez te lata wyhodowaliśmy „praise junkie”, uzależnionych od pochwał, którzy w zderzeniu z rzeczywistością nie umieją sobie z tym poradzić i reagują agresją z powodu zbyt wysokiego mniemania o sobie. – Ta konkluzja to największe rozczarowanie nauki w mojej karierze – przyznaje profesor Baumeister.

Przeżywamy kryzys wartości – zaznacza prof. Moczydłowska. – Kiedyś oddzielało się „być” od „mieć”, jakość życia od jego poziomu. 20 lat rozpasania konsumpcjonizmu sprawiło, że dzisiaj zrównaliśmy te pojęcia. Nie tylko „być” utożsamia się z „mieć”, ale „być” oznacza być widzianym. Stąd tak gwałtowny wzrost popularności wszelkich talent show, stąd powiedzenie, że „jak cię nie ma na Facebooku, to nie istniejesz”. Stąd miarą wartości człowieka stały się internetowe lajki, a wzorem sukcesu życiowego kariera celebryty – wylicza psycholog.

Młodzi napompowani fantazjami, że są mądrzy, zdolni, wyjątkowi, karmią swoje ego pochwałami – ze strony rodziny, nauczycieli i głównie świata wirtualnego – oraz zarozumialstwem, uznając to za siłę, a skromność za słabość. Potem lądują na kasie w supermarkecie i trudno im to zaakceptować. Ale nawet ci, którzy mają szczęście i trafiają do lepszych z pozoru prac, zderzają się z trudnymi do pokonania różnicami pokoleniowymi. – Różnice między pokoleniami zawsze istniały, ale teraz to jest przepaść. To są już wrogie plemiona. Gdy młody człowiek trafia do firmy, jej szef ma co najmniej 40 lat. A z reguły więcej. I pojawia się trudność nawet na poziomie podstawowej komunikacji. Oni używają innego języka, te same słowa mają dla nich inne znaczenie. A co dopiero mówić o różnicach w aspiracjach, mentalności, postawach życiowych, kulturze – wskazuje psycholog z Politechniki Białostockiej.

Jak pokonać bezradność?

Niespełnione nadzieje i wzajemne nierozumienie w tak powszechnym rozmiarze czynią społeczeństwo słabym. Zamiast leczyć przyczyny, ludzie wybierają antydepresanty, zakładając kolejne kaski ochronne mające uchronić przed skutkami. Efekt? 40 proc. wrocławskich studentów przyznaje się do lęków i zaburzeń nastroju, co 20. cierpi na głęboką depresję, która wymaga leczenia – alarmują naukowcy z Katedry Psychiatrii Akademii Medycznej we Wrocławiu. Z raportu „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej” z 2012 r. wynika, że 2,5 mln Polaków ma zaburzenia lękowe, milion – depresje i manie, kolejny bierze narkotyki, a ponad 3 mln to alkoholicy. Nastąpił lawinowy wzrost przypadków lekomanii i uzależnień od psychotropów. Wśród ofiar największy odsetek to właśnie młodzi.

– Wzrost postaw roszczeniowych idzie w parze z wyuczoną bezradnością. Jedni biorą pastylki, inni ukrywają ją za drogim ciuchem, autem czy gadżetem. Lęk i bezsilność przykrywają tysiącami znajomych na portalach społecznościowych i kolekcjonowaniem lajków dla każdego swojego działania. Jeszcze inni korzystają z usług coachingu, gdzie płacą za odkrywanie ich własnego ja. To patologia – podsumowuje prof. Moczydłowska.

Obok kryzysu wartości psycholog wskazuje również na kryzys tożsamości. Poprawność polityczna obowiązująca w przestrzeni publicznej przeniknęła w sfery prywatne. Rozmyły się tradycyjne role społeczne obu płci, obowiązuje uniseksualność.

– Jak dziś wygląda wychowanie mężczyzny? Bardzo często chłopca wychowuje samotna matka wspierana przez babcię lub nianię, a wychowawca w szkole to też najczęściej kobieta. Chłopak rozwija się w kobiecej sferze, gdzie dba się o paznokcie i ciało. On przejmuje te wzorce. Pomyliliśmy rozwój z absurdem, odeszliśmy od praw natury, gdzie każda płeć ma swoje uwarunkowane biologicznie i kulturowo miejsce. Doszło do tego, że w Szwecji na chłopcach wymusza się zabawę lalkami, by ich rozwój nie był zdefiniowany płcią. To sztuczne, a walka z naturą zawsze kończy się źle. Efekty już zresztą widać. Chłopcy zaczynają się gubić, nie rozumieją swoich predyspozycji, nie znają potencjału. To niestety promieniuje wyżej – na uczelniach pojawił się przedmiot: alternatywna rodzina. Skoro nie umiemy zdefiniować tak podstawowego bytu jak rodzina, nie dziwmy się, że młodzi nie wiedzą, kim są i dokąd zmierzają – zauważa prof. Joanna Moczydłowska.

Dodaje, że gdy swoich studentów poprosiła o podanie trzech cech, które są mocnymi i słabymi stronami ich osobowości, w większości nie potrafili tego zrobić. – A jak nie wiesz, dokąd idziesz, to nie wiesz, gdzie dojdziesz – konkluduje.

Agregaty agresji

Agregaty agresji

https://web.archive.org/web/20130913120411/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=563&Itemid=80

Przypominam wielkiego Polaka, publicystę, zmiażdżonego „postępem”. Ostrzegawczy tekst sprzed lat 15-tu [2008] MD

=============================

Piotr Skórzyński   

            Telewizja jest zjawiskiem, które określa naszą epokę w tym samym stopniu, w jakim średniowiecze określane było przez ambonę, a Oświecenie przez półlegalne druki. Stanowi jednocześnie sposób spędzania czasu, jak i aparat wychowawczy, a przy okazji „legitymizuje” akcje polityczne i ich mocodawców.
            „Do żadnego innego adresata telewizja nie wysyła tak wielkiej dawki horroru, koszmaru i głupoty jak do dzieci”.

Konkluzja ogłoszonego 28 marca 2002 roku raportu nowojorskich naukowców zamieszczonego w czasopiśmie „Science”, brzmi: „Nie ma już żadnej wątpliwości, że przemoc w mediach prowadzi do przemocy w życiu”. Coraz bardziej wynaturzone sceny, którymi telewizja codziennie zalewa widzów znajdują potem naśladowców w rzeczywistości. Wskazują na to wyniki badań prowadzonych pod kierunkiem prof. Jeffreya Johnsona z Instytutu Psychiatrycznego New York State i Columbia University. Od 1975 roku uczeni obserwowali 707 losowo dobranych rodzin. Najbardziej przerażające jest to, że telewizja jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Nadmiar telewizji w wieku dojrzewania oddziałuje w sposób widoczny dopiero w wieku dorosłym.
            Częstotliwość oglądania telewizji jest wprost proporcjonalna do prawdopodobieństwa uczestniczenia w wieku dorosłym w aktach przemocy. O ile przy tym u chłopców przejawia się to w fizycznej agresji, to u dziewcząt wzrasta skłonność do kradzieży lub szantażu. Zauważono też niższą kreatywność, stany lękowe a nawet koszmary senne, wreszcie nadmierną pobudliwość wyrażająca się trudnością w skupieniu.
            Jak stwierdziła psycholog Joanna Mazan: „Do żadnego innego adresata telewizja nie wysyła tak wielkiej dawki horroru, koszmaru i głupoty jak do dzieci. W jednym tylko odcinku serialu „Młody Herkules” emitowanego przez Polsat zobaczyć można duszenie i zrzucenie ze skały, kopanie, strzelanie z pistoletu maszynowego, topienie, ciosy w szczękę i próbę gwałtu. Koszmarne postacie mają tylko jeden cel: zabić przeciwnika”.
            Badania Katedry Psychologii Wychowawczej KUL wykazały, że w ciągu dnia w TVP1 pojawia się 726 obrazów destrukcyjnych, a w Programie II – 1673. TVN dostarcza ich 2181. W ciągu godzinnego programu dla dzieci popełnia się przeciętnie ok. 25 aktów przemocy, a tylko ok. 5 w godzinach największej oglądalności. Przygodowe filmy animowane opowiadają zatem w istocie o problemach siły i władzy. Dzieci i nastolatki oglądają ok. 250 tys. aktów agresji rocznie.
            Oglądany program lub gra komputerowa mogą wzbudzać silne emocje. Jednak w związku z tym, że emocje te następują bardzo szybko, jedna po drugiej – żadna z nich nie jest głębiej przeżywana. W rezultacie powodują one tylko poczucie ogólnego oszołomienia. Jeśli są to uczucia dramatyczne, towarzyszące np. obrazom krzywdy, częste ich przeżywanie może rodzić zobojętnienie.
            „Oceny moralne formułowane przez widzów, którzy nie znają danych postaci, ujawniają idealistyczną hierarchię moralną i w tym przypadku nie jest ważne czy dane postacie są sympatyczne czy nie. Natomiast w stosunku do postaci, które są widzom znane i wobec których żywią oni określone uczucia, oceny moralne są całkowicie odmienne. To, co potępiają u postaci nieznanej, uważają za dopuszczalne u postaci znanej i cieszącej się ich sympatią. Działanie jest oceniania jako moralne lub niemoralne zależnie od tego kto je wykonuje, a nie zależnie od tego co dzieje się naprawdę. (…) Te uproszczone widzenie rzeczywistości wydaje się nam dobrze znane; jest to wizja moralna pięcioletniego dziecka. Szkody powodowane przez telewizję są wielorakie. (…) Treść programów telewizyjnych zawiera skrajną przemoc nieporównywalną z życiem codziennym, które telewizja rzekomo obrazuje” – pisze Joanna Mazan.
            Kategoryczny osąd mediów sformułował sześć lat temu Maciej Iłowiecki. „Po pierwsze – i uważam to za o wiele groźniejsze od samej agresji w mediach – chodzi o narzucanie i lansowanie pewnego modelu życia. Owe podsuwane wzorce zachowań (…) można nazwać w skrócie „moralnym luzem” albo „kulturą przyzwalania”. (…) Chodzi więc o to, by stworzyć młodym ludziom złudzenie wyboru drogi życiowej, ukazując im wszakże tylko jedną drogę. Chodzi o to, by odebrać im prawo decydowania o sobie, wskazując, iż wszelka odpowiedzialność czy wierność jakimś zasadom moralnym jest ograniczeniem ich wolności. Przez dobór i akcentowanie pewnych tematów, pewnych zachowań – zwłaszcza osób występujących w telewizji – tworzy się u odbiorców wrażenie, że normy i wzorce są dowolne… i że tworzą je tzw. idole. (…)
            Z kolei ciągłe gmatwanie rzeczy, które mogły być proste i mieszanie prawdy z fałszem, stwarza nową normę: zakłamania, cynizmu, krętactwa. W narzucaniu takich wzorów wielki udział ma oczywiście prasa bulwarowa. (…) 50 milionów – tak, ok. 50 mln egzemplarzy każdego miesiąca – plotkarskich pism dla kobiet i młodzieży usiłuje przekazać właściwy dla siebie wzór życia. (…) Tak więc, reasumując, najgroźniejszym dziś przejawem kryzysu kultury jest powszechne zamazywanie granic. Granic między prawdą i nieprawdą, uczciwością i nieuczciwością, dobrem i złem”. Trzeba sobie uświadomić zadziwiający stan rzeczy, z jakim mamy do czynienia. Co roku na całym świecie wydaje się setki książek psychologicznych o potrzebie miłości i życzliwości w stosunkach rodzinnych, a także międzyludzkich.

            Obowiązującą w całym „wolnym świecie” – a nominalnie także w Rosji – ideologią jest doktryna Praw Człowieka, a oficjalną i nauczaną w szkołach postawą – humanizm. A jednak ogromna większość twórców ze scenarzystami hollywoodzkimi na czele, ma nam do przekazania zupełnie inne przesłanie. Głosi ono, że świat jest piekłem, zaś prawdę o nim znają jedynie narkomani, prostytutki, bandyci i nieodmiennie cyniczni funkcjonariusze służb specjalnych. Najłagodniejszą formę tej filozofii przedstawiła niezmiernie poczytna swego czasu książka Williama Whartona, w której największym mędrcem jest obłąkany chłopak.
            Świat jest pozbawionym stałych wartości chaosem – oto w największym skrócie „filozofia” obecnej, tak „wyższej” jak i „niższej” literatury. Wynika to, naturalnie, z odrzucenia religii i dawnych autorytetów, które przedstawiane są jako trujący balast. Ludzi, którzy próbują ich bronić nazywa się konserwatystami i wpuszcza się do mediów jedynie odświętnie, gdy nie ma komu skomentować jakiejś rocznicy. Toteż, gdy młody człowiek styka się z opinią, iż życie nie jest po prostu polowaniem na coraz to nowe przyjemności, zwykle nie jest on w stanie zrozumieć tego poglądu; a gdy już ogarnie go intelektualnie – odruchowo go odrzuca. Ci bardziej inteligentni wspierają się oczywiście odpowiednimi przykładami ludzkich niedoskonałości. Tak jakby trudność w dążeniu do celu eliminowała jego znaczenie.
            Rodzice i nauczyciele abdykują ze swej roli wychowawczej a instytucje, takie jak szkoła rezygnują z próby kształtowania postaw młodzieży. Wirtualny świat mediów staje się jednym z niewielu czynników wpływających na światopogląd i zachowania młodego pokolenia. Dlatego to ludzie młodzi są szczególnie zagrożeni przekazem telewizyjnym nasyconym przemocą, agresją i nihilizmem.
Piotr Skórzyński

Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny

J. R. R. Tolkien Dwie Wieże, tom II https://web.archive.org/web/20130913190158/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5404&Itemid=80

[to zachęta do wchodzenia do Archiwum MD]

====================================

 … Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytał Pippin. – Kto jest wierny?

– Drzewa i entowie – odparł Drzewiec. – Sam nie wszystko z tego, co się dzieje, rozumiem, więc nie mogę wam wytłumaczyć. Niektórzy z nas są po dziś dzień prawdziwymi entami i na swój sposób mają dużo życia w sobie, wielu jednak ogarnia już senność i drzewieją, jeśli tak można rzec. Większość drzew to po prostu tylko drzewa, lecz są między nimi na pół zbudzone. A niektóre zbudziły się na dobre i są, no… jak by to powiedzieć?… entowate.

I te przemiany dokonują się ciągle. Otóż przekonacie się, że niektóre spośród drzew mają złe serca. Nie mam na myśli spróchniałego rdzenia, nie, chodzi o coś zupełnie innego. Znałem na przykład kilka zacnych starych wierzb nad Rzeką Entów; niestety, od dawna już ich nie ma! Były do cna zbutwiałe w środku, rozsypywały się w proch, ale zostały do końca ciche i łagodne, jak świeżo rozkwitły liść.

A są w dolinach pod górami drzewa zdrowe jak rydz i mimo to na wskroś zepsute. Szerzy się ta choroba coraz bardziej. Zawsze były w tym kraju bardzo niebezpieczne okolice. I są tutaj po dziś bardzo ciemne miejsca.

Świat się zmienił,

Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny  

J. R. R. Tolkien Dwie Wieże, tom II https://web.archive.org/web/20130913190158/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5404&Itemid=80

[to zachęta do wchodzenia do Archiwum MD]

====================================

 … Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytał Pippin. – Kto jest wierny?

– Drzewa i entowie – odparł Drzewiec. – Sam nie wszystko z tego, co się dzieje, rozumiem, więc nie mogę wam wytłumaczyć. Niektórzy z nas są po dziś dzień prawdziwymi entami i na swój sposób mają dużo życia w sobie, wielu jednak ogarnia już senność i drzewieją, jeśli tak można rzec. Większość drzew to po prostu tylko drzewa, lecz są między nimi na pół zbudzone. A niektóre zbudziły się na dobre i są, no… jak by to powiedzieć?… entowate.

I te przemiany dokonują się ciągle. Otóż przekonacie się, że niektóre spośród drzew mają złe serca. Nie mam na myśli spróchniałego rdzenia, nie, chodzi o coś zupełnie innego. Znałem na przykład kilka zacnych starych wierzb nad Rzeką Entów; niestety, od dawna już ich nie ma! Były do cna zbutwiałe w środku, rozsypywały się w proch, ale zostały do końca ciche i łagodne, jak świeżo rozkwitły liść.

A są w dolinach pod górami drzewa zdrowe jak rydz i mimo to na wskroś zepsute. Szerzy się ta choroba coraz bardziej. Zawsze były w tym kraju bardzo niebezpieczne okolice. I są tutaj po dziś bardzo ciemne miejsca.

lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny  

J. R. R. Tolkien Dwie Wieże, tom II https://web.archive.org/web/20130913190158/https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5404&Itemid=80

[to zachęta do wchodzenia do Archiwum MD]

====================================

 … Świat się zmienił, lecz pozostał jeszcze gdzieniegdzie wierny.

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytał Pippin. – Kto jest wierny?

– Drzewa i entowie – odparł Drzewiec. – Sam nie wszystko z tego, co się dzieje, rozumiem, więc nie mogę wam wytłumaczyć. Niektórzy z nas są po dziś dzień prawdziwymi entami i na swój sposób mają dużo życia w sobie, wielu jednak ogarnia już senność i drzewieją, jeśli tak można rzec. Większość drzew to po prostu tylko drzewa, lecz są między nimi na pół zbudzone. A niektóre zbudziły się na dobre i są, no… jak by to powiedzieć?… entowate.

I te przemiany dokonują się ciągle. Otóż przekonacie się, że niektóre spośród drzew mają złe serca. Nie mam na myśli spróchniałego rdzenia, nie, chodzi o coś zupełnie innego. Znałem na przykład kilka zacnych starych wierzb nad Rzeką Entów; niestety, od dawna już ich nie ma! Były do cna zbutwiałe w środku, rozsypywały się w proch, ale zostały do końca ciche i łagodne, jak świeżo rozkwitły liść.

A są w dolinach pod górami drzewa zdrowe jak rydz i mimo to na wskroś zepsute. Szerzy się ta choroba coraz bardziej. Zawsze były w tym kraju bardzo niebezpieczne okolice. I są tutaj po dziś bardzo ciemne miejsca.

Tylko dla uczonych: Scholastyczna rewolucja w pojmowaniu czasu według Pierre Duhema.

Scholastyczna rewolucja w pojmowaniu czasu według Pierre Duhema.

Krystian Zawistowski 23 styczeń 2023

W dynamice, elektrodynamice, mechanice kwantowej i wielu innych teoriach podstawowe równania zawierają pochodne wielkości po czasie. Dobrze znaną wielkością tego typu jest szybkość, pochodna długości toru ruchu po czasie. Czas w fizyce jest pewnym dodatkowym wymiarem, zbliżonym do trzech wymiarów przestrzennych. Wybierając punkt w przestrzeni i punkt w czasie otrzymujemy zdarzenie. Łącząc wiele takich punktów otrzymujemy ciąg, który może być na przykład częścią toru ruchu. Ten model po dziś dzień leży u podstaw wielu teorii fizycznych, np. Ogólnej Teorii Względności.

Nie zawsze myślano jednak o czasie tak, jak się myśli obecnie. Według dawnej teorii arystotelików to, co postrzegamy jako upływ czasu jest wynikiem ruchu ciał niebieskich – a dokładnie to pewnych “instynktów”, które one mają, jako żyjące istoty. Rozważmy przykład: wyobraźmy sobie tor ruchu ciała x(t) i położenie kątowe Słońca a = v t, gdzie v jest pozorną prędkością kątową. Możemy wyrazić x(a) – tor ruchu w zależności od pozycji Słońca na niebie. Tym sposobem pozbywamy się czasu wyrażonego jawnie, jako “czwartego wymiaru” fizyków. Nadal można, w naturalny sposób, liczyć dni, jako rewolucje Ziemi. Ktoś mógłby obliczyć nawet prędkość – np pewien człowiek może przejść 40 kilometrów w ciągu dnia.

Szkopuł jednak w tym, że wówczas tory ruchu istnieją wyłącznie relatywnie, w odniesieniu do innych torów ruchów i procesów zachodzących w czasie (niezależnie, czy użyjemy za wzorzec Słońca, czy klepsydry czy jakiegoś wahadła). Człowiek nauczony tylko takiego postrzegania rzeczywistości nie wpadnie łatwo na to, że upływ czasu istnieje niezależnie. Co więcej, według arystotelików wszystko musi mieć przyczynę, którą można poznać przez rozum i obserwację – to była ich główna zasada, której można przypisać pewne istotne walory. Chcąc mieć przyczynę, dlaczego czas płynie można wybrać jakiś jeden uprzywilejowany ruch – na przykład ruch ciał niebieskich, które u starożytnych były istotami boskimi i były stworzone z niebiańskiej materii. Najlepiej nadaje się Słońce, którego wpływ powoduje cykl dnia i nocy, a także pór roku. Skoro więc Słońce powoduje jedne zjawiska przyrodnicze, to może powodować też inne.

Z powyższego wynika (zdaniem arystotelików), że gdyby Słońce się zatrzymało, to zatrzymałyby się też wszystkie procesy i ruchy na Ziemi. Gdyby Słońce przyspieszyło dwukrotnie to wszystkie ruchy by przyspieszyły. Co więcej, musi istnieć jedna uprzywilejowany system, który powoduje upływ czasu – gdyby było ich wiele implikowałoby to sprzeczność. To znaczy z kolei, że może istnieć tylko jeden układ planetarny. Co więcej, skoro jedno ciało niebieskie ma tak ogromny wpływ na rzeczywistość, to, prawdopodobnie, inne ciała niebieskie też go posiadają w jakimś zakresie – trzeba go tylko odkryć. Stąd prosta droga do wróżbiarstwa z gwiazd (cieszącego się wśród starożytnych wielką estymą jako zajęcie dla inteligentnych ludzi) i teorii wiecznych cykli – że co 36 tysięcy lat, gdy planety powracają do tego samego punktu, wszystkie wydarzenia się powtarzają. Oto telegraficzny zarys kosmologii starożytnego świata.

Dziś łatwo deprecjonować powyższe jako absurd. Niemniej będzie to oznaką braku wnikliwości:

a) bez nowożytnej dynamiki udowodnienie, że czas wcale się nie zatrzyma, gdy Słońce się zatrzyma będzie bardzo trudne.

b) motyw wpływu ruchomych mas na czasoprzestrzeń pojawiał się w nauce nie raz – można np. wskazać hipotetyczne zjawisko wleczenia eteru elektromagnetycznego, albo mikroskopijny efekt wleczenia układów inercjalnych w Ogólnej Teorii Względności.

Doktryna Arystotelesa ma pewne istotne problemy: trudno wskazać różnice między zatrzymaniem się czasu, a spoczynkiem, a także między punktem czasu, a małym interwałem czasu. Te dwa niezrozumienia są głównym motywem paradoksu strzały Zenona, (wraz z analogicznym problemem miejsca i położenia) – i jest jasne, że doktryna ta nie pozwala łatwo go rozwiązać (bo “przyczyna czasu” – ruch Słońca podlega takim samym problemom jak ruch strzały). Oto paradoks Zenona (cyt. z „Fizyki” Arystotelesa):

“Jeśli wszystko, jeśli zajmuje równą przestrzeń jest w spoczynku w danym momencie czasu i jeśli coś, co jest w ruchu zawsze zajmuje taką przestrzeń w każdym momencie, lecąca strzała jest w bezruchu w jednym punkcie czasu i w kolejnym punkcie, ale jeśli weźmiemy dwa punkty jako ten sam albo też ciągły punkt czasu, to jest w ruchu.”

Dla nas rozwiązanie jest trywialne, bo rozumiemy lepiej małe i infinitezymalne (nieskończenie małe) przedziały czasu. “Punkt czasu” jest pojęciem używanym np. gdy mówimy, że zdjęcie wykonano o 10:00. Naprawdę wykonywano je przez krótką chwilę (czas otwarcia migawki), a nie w punkcie czasu, a czas rozpoczęcia znamy tylko z pewną dokładnością. A jeśli rozważymy prędkość chwilową strzały, to jest jasnym, że im mniejszy interwał czasu rozważymy tym mniejszą drogę ona pokona – w spoczynku jednak będzie tylko wtedy, gdy interwał zrównamy do zera.

Ta zbieżność do zera w czasie jest kluczowa dla rachunku różniczkowego. Ktoś mógłby zapytać – czy jeśli będę rozważał coraz mniejsze interwały czasu i coraz mniejsze przesunięcia strzały, to czy ich iloraz będzie zbiegał do wielkości stałej. Ten iloraz to właśnie jest prędkość chwilowa i zarazem przykład użycia rachunku różniczkowego. Do tego jednak trzeba zrozumieć czas lepiej, niż starożytni.

Inną ważną dla nowożytnej nauki obserwacją jest to, że planety Układu Słonecznego to zwykłe ciała materialne, a nie boskie intelekty. Pomysł, że planety są materialne i obdarzone czymś w rodzaju energii kinetycznej wymyślił już chrześcijanin Jan Filopon w Viw., ale nie znalazł on przez dłuższy czas kontynuatorów.

Oto są problemy które trzeba było pokonać. Nawet do XIII wieku zwolennicy Arystotelesa – jak Awerroiści czy Robertus Angelus (DH 297) utrzymywali, że bez dziennego ruchu Słońca na niebie w ogóle nie byłoby czasu.

Pierre Duhem (DH 295) w “Le Systeme du Monde” wskazuje początek przełomu na koniec XIII wieku, co jest związane z potępieniami paryskimi 1277, które nazywa on “certyfikatem urodzenia nowożytnej nauki”. O ile wcześniej próbowano uzgodnić arystotelizm z teologią przez dość zachowawcze poprawki, o tyle po 1277 przyszła radykalna rewizja. Wtedy to bł. John Duns Scotus (dziś znany głównie z wkładu w dogmat o Niepokalanym Poczęciu) opracował następującą tezę: nawet gdyby niebiosa się zatrzymały, albo nawet gdyby nie istniały, czas nadal będzie płynął i mierzył ruch. Co więcej, nawet gdyby wszystkie ruchy się zatrzymały, to i tak czas będzie płynął i mierzył długość spoczynku.

Duns potrzebuje tu zrobić parę kluczowych rozróżnień.
Po pierwsze (według arystotelików) wielkość obiektu jest wynikiem miary obiektu (“zależy esencjalnie” od miary) – w pewnym sensie: sterta siana o masie 1000 funtów jest złożona z 1000 części po 1 funt każda, a lina o długości 10 stóp z 10 części po 1 stopie. Inaczej jest jednak, gdy użyjemy liny z odrysowaną podziałką, by zmierzyć wzrost człowieka: wówczas wzrost człowieka (np 6 stóp) nie zależy esencjalnie od miary, tj kawałka liny o długości 1 stopy. Niekoniecznie więc, wskazuje Duns, pomiar czasu przy użyciu Słońca zakłada rzeczywistą (“esencjalną”) zależność. Raczej mierzymy jeden ruch w oparciu o drugi w sposób arbitralny. Dlatego też, wskazuje Duns, nawet gdyby Słońce się zatrzymało, to i tak można nadal mierzyć czas w oparciu o długość dnia.

Po drugie, “nawet gdyby ruch nie istniał, to może istnieć spoczynek” (DH 296). To znaczy, ciało może zachowywać się dokładnie tak samo jak się zachowuje: tzn może się nie poruszać, może nie zmieniać koloru ani kształtu ani temperatury i tak dalej. Spoczynek może istnieć w czasie, który płynie, nawet gdy nie istnieje żaden ruch – zauważa Duns. Jakiś byt rozumny mógłby postrzegać bryłę metalu, która nie rusza się ani nie zmienia w żaden sposób i w myślach liczyć kolejne przedziały tego trwania w bezruchu. Tak oto otrzymujemy czas niezależny od ruchu ciał niebieskich – potencjalny i prywatny. Potencjalny – nie istnieje tu i teraz, ale ma możność stawania się. Prywatny – to znaczy będący wytworem myśli człowieka. Na tym jednak Duns nie poprzestaje – raczej wykazuje, że czas nie jest prywatny. To znaczy okres czasu może być znany w sposób obiektywny o ile ustalimy miarę tego czasu i miarą może być ruch Słońca i księżyca, albo też coś innego (w naszym wypadku sekundy, godziny itd). Podobnie długość płótna można odmierzyć łokciem, albo sążniem i miara ta może różnić się nieco, jeśli różni ludzie będą używać swoich łokci – ale to nie ma żadnego związku z istnieniem płótna i tym, że jego długość jest wielkością obiektywną.

Czas Dunsa nie jest czasem istniejącym tylko w umyśle, ale czasem uniwersalnym. Jest to przeciwne zarówno teorii arystotelików, jak i tej św. Augustyna – i spełnia warunki postawione w potępieniu biskupa Tempiera z 1277. (DH 299) (Niech będzie wyklęty, kto by nauczał, że)

(79) Gdyby niebiosa stały w miejscu, ogień nie paliłby lnu, bo czas by nie istniał”

(86) Czas i wieczność nie maja istnienia w rzeczywistości, ale tylko w umyśle.”

Duns był aktywny nieco później (urodził się w 1266) i jest oczywiste, że główną siłą napędową powyższych rozważań była potrzeba uzgodnienia filozofii z teologią.

Teza o tym, że czas by się zatrzymał, gdyby Słońce się zatrzymało była niezgodna z religią katolicką. Duns wskazuje na to dwa argumenty:

– Podczas bitwy Jozuego z Filistynami słońce się zatrzymało, ale nie powstrzymało to upływu czasu.

– Po zmartwychwstaniu (na końcu świata) niebiosa się zatrzymają, a ruch będzie nadal możliwy.

Nieco młodszy od Dunsa (ur. 1280) Piotr Auriol rozwinął nieco argument na to, że czas nie jest prywatny. Tutaj też główną metodą jest analiza semantyczna. Fizyka Arystotelesa jest związana z pewnym stosunkiem języka do rzeczywistości – więc chcąc wiedzieć, czym jest czas, doktorzy scholastyczni badali, co mamy myśli mówiąc “czas”.

Auriol wskazuje, że czymś innym jest czas jako fenomen i czas jako miara wielkości. Czas sam w sobie jest jego zdaniem “niczym więcej niż tym co było i tym co będzie, do czego dodajemy ciągłość” (DH 300). To znaczy, pewne stany rzeczy następują po sobie, w sukcesji w sposób ciągły, podobnie jak to ma miejsce w ruchu, albo dowolnym innym procesie fizycznym zależnym od czasu. Tak zdefiniowany czas (wskazuje Duhem) “nie ma części” – gdyż “jest sukcesją części”, podobnie jak wielkość ciągła nie ma części w tym sensie. Inaczej jednak jest, gdy mówimy o wielkości czasu – wówczas wielkość ciągła jest złączona z innymi wielkościami, przez to, że ją wyrażamy przez inne wielkości. Na przykład: „ten okres czasu trwa dwa dni”, „ta lina ma trzy metry” i tak dalej. To pozwala powtórzyć z większą jasnością rozumowanie Dunsa, że czas nie jest tworem umysłu.

Kolejnym filozofem, którego wspomnimy jest Franciszek de Marchia, zmarły w 1344. Odpowiadając na zagadnienie, czy “czas jest czymś innym od ruchu” poczynił on pewne intrygujące obserwacje (DH 321), na przykład:

”Jak miejsce i ciało, które w tym miejscu lokujemy zachowują się w stosunku do siebie? Termin ‘miejsce’ nie tylko opisuje pewną objętość, ale relację tej objętości, do ciała, które ona zawiera. To samo mogę powiedzieć o ruchu (przemianie – K.Z.) i czasie. Czas nie jest tożsamy z ruchem, gdyż podobnie opisuje pewną relację ruchów do ruchu, który mierzy wszystkie inne. ”

Potem zaś dodaje “Więc gdy nazywamy ruch pierwszych niebios czasem, mamy na myśli ten ruch w relacji do innych ruchów”. Jest to inny argument niż Dunsa Szkota i co innego tutaj się demaskuje. Logiczną pułapką było traktowanie słowa “czas” podobnie do rzeczowników posiadających definicję ostensywną (można zdefiniować słowo “kot” albo “deska” przez wskazanie obrazka, albo zbioru obrazków). Myślenie o języku w ten sposób jest bardzo naturalne, ale zawodzi w wypadku abstrakcyjnych terminów, jak “miejsce”, albo “czas” właśnie. Można na coś wskazać i nazwać to “czas”, tylko definicja taka będzie chybiona.

Ostatnim scholastykiem, którego chciałbym tu przytoczyć był Mikołaj Bonet, biskup Malty (zm. 1343) – czwarty z rzędu franciszkanin. Pracując nad zagadnieniami miejsca i czasu poczynił on ważną obserwację i opracował ją wyczerpująco i w szczegółach. Bonet zauważa, że trzeba świadomie rozgraniczyć, o jak rzeczywistych obiektach mówimy (albo o jak abstrakcyjnych). Czy istnieje absolutnie nieruchome ciało, względem którego poruszają się inne? Bonet (DH 352) wskazuje, że bezsensownym jest szukać rzeczywistego obiektu tego rodzaju, bo wszystkie ciała są zdolne do jakiegoś ruchu. Da się wskazać jakąś objętość przestrzeni i powiedzieć – o tutaj, to jest mój punkt odniesienia – ale nie wskazujemy w ten sposób rzeczywistego obiektu, tylko obiekt matematyczny, który istnieje wyłącznie w naszych myślach. Takie koncepcyjne obiekty mogą “mieć większą lub mniejszą abstrakcję”, ciało może być pomyślane, jako mające taką czy inną substancję, czy własność fizyczną.

Podobnie mówiąc “linia” zdaniem Boneta mówimy zupełnie co innego w sensie rzeczywistym i w sensie matematycznym. Linia matematyka (DH 357) to pewien odcinek ustalonej długości, niezwiązany z żadną materią, ani cechami fizycznymi. Linia rzeczywista to może być kij, sznur itd – długość takiej linii może się nawet zmienić przez rozciągnięcie, albo przycięcie.

“Matematyk abstrahuje od zmian, jakiemu podlega przedmiot; więc linia tak rozumiana nie zmienia się w żaden sposób gdy zmienia się jej przedmiot. (…) To samo trzeba stwierdzić [o czasie]. Matematyk rozważa długość ruchu dziennego (tzn. Słońca) i oddziela, przez abstrakcję, wszelką materię i wszelki ruch.”

W ten intuicyjny sposób, Bonet stwierdza, że nawet jeśli Słońce pewnego dnia przyspieszy albo zwolni to czas będzie płynął tak samo – dzień matematyczny pozostanie okresem 24 godzin, dzień fizyczny zaś się zmieni. Powyższe rozumowanie powinno być znajome dla każdego naukowca, bo w fizyce powtarza się ono wiele razy. Stosując np II zasadę Newtona do poruszającego samochodu, abstrahujemy od tego, z czego on jest zrobiony, jaki ma kształt, dlaczego jedzie i tak dalej. Rozważamy tylko ile waży, jak przyspiesza i jakie siły nań działają. Bonet położył też fundament pod nowożytne pojęcie układu inercjalnego, wskazując na niemożność znalezienia absolutnie nieruchomego ciała w rzeczywistości fizycznej.

Oto ledwie urywki 100 lat historii, które wywróciły kompletnie pojmowanie czasu przez Europejczyków – znacznie więcej można znaleźć w dziele Duhema, które gorąco polecam.

Nie sądzę, aby dodano do tego wiele przez kolejne 500 lat, to jest do momentu, gdy teoria elektrodynamiki położyła fundament pod szczególną teorię względności. Niektórzy pisząc dziś o tezie Duhema, o średniowiecznych początkach nauki, skupiają się na pierwszych konkretnych efektach – np odkryciach z dynamiki u Buridana, Oresme, de Soto i innych. Moim zdaniem bardziej albo tak samo istotny jest aparat pojęciowy wytworzony przez scholastyków i jego ogromny, długoterminowy wpływ na europejską myśl naukową. Nie muszę już snuć hipotez o przyczynach, gdy widzę pojęcia które mógłby wymyślić nowożytny fizyk, opisane w XIIIw., niewiele później, niż dużo bardziej archaiczne i chybione teorie późnych arystotelików.

To uważam za jeden z najistotniejszych fundament ruchu naukowego, obok wynikającej z Księgi Mądrości tezy o istnieniu uporządkowanego, zrozumiałego porządku świata, (którą to cytował Newton i inni uczeni) i obok serii nieprawdopodobnych w świetle obowiązującej nauki faktów, które przewidzieli teologowie w potępieniach z 1277. Nie sposób przecenić, jak wielką i chwalebną filozofią jest scholastycyzm, gdy porówna się jego poznawcze dokonania do wszelkich innych prądów myślowych. Jedynie nieliczni filozofowie położyli na tym polu pewne istotne zasługi (Ernst Mach, główny nasz bohater Pierre Duhem, czy też aktywny dość późno Karl Popper i jego następcy), a prawie wszyscy inni tkwili z godnym lepszej sprawy uporem w dziś całkowicie obalonych wymysłach. Można to podsumować słowami samego Duhema: “Jak chrześcijanin mógłby za to nie dziękować Bogu”.

Na marginesie dodam, że wielką pracę wykonał też redaktor wersji angielskiej R. Ariew, który przełożył i wydał akurat te fragmenty wielotomowego “Le Systeme du Monde” pod tytułem “Medieval Cosmology: Theories of Infinity, Place, Time Void and the Plurality of the Worlds”. Pozostaje liczyć, że podobna książka kiedyś ukaże się po polsku.

(DH) Pierre Duhem “Medieval Cosomology” – edited by Roger Ariew,

STARY plan Lucifer Trust – i porównanie z praktyką Globalistów 

STARY plan Lucifer Trust – i porównanie z praktyką Globalistów 

z książki UKRYTA STRONA DZIEJÓW

Masoneria i tajne organizacje, Epiphanius,

https://sklep.antyk.org.pl/p,ukryta-strona-dziejow-nowy-porzadek-swiata

ROZDZIAŁ XXX [zob. w dwóch osobnych artykułach, tu tylko PLAN  i Wykonanie  MD]

 ===============================

           W świetle wydarzeń upływającej dekady (lat 90-tych)  można wysnuć wniosek, że globaliści w swoich działaniach trzymają się pewnego modus operandi, który pozwala im zyskiwać kontrolę nad niestabilnymi, a zarazem strategicznie ważnymi regionami. Kolejność działań jest zazwyczaj następująca:

1. Dozbrajanie potencjalnie wrogich frakcji, między którymi tli się zarzewie konfliktu (sprzeczne interesy, rywalizacje, waśnie etniczne); podsycanie tych antagonizmów.

2. Dochodzi do aktów terroru lub innych krwawych wydarzeń. Spora część ludności w nadziei na większe bezpieczeństwo chroni się do miast. Pojawia się widmo głodu.

3. Wybucha wrzawa medialna. Telewizje całego świata pokazują sceny grozy, migawki, gdzie widać wygłodniałe i okaleczone dzieci, zrozpaczone kobiety.

4. W bogatych krajach organizowane są zbiórki żywności i środków medycznych, by nieść pomoc potrzebującym.

5. Organizacje humanitarne, które często są w stanie dostarczać pomoc tylko jednej stronie konfliktu, są brane na celownik przez drugą stronę.

6. „Siły rozjemcze” wysłane pod tym czy innym pretekstem przez ONZ są narażone na krzyżowy ogień ze strony obu zwalczających się formacji, w związku z czym proszą o posiłki. Opinia publiczna, znająca sytuację tylko z doniesień mediów, akceptuje wysyłanie dodatkowych oddziałów w przeświadczeniu, że przyczyni się to do „zaprowadzenia pokoju”.

7. W tej fazie operacja wojskowa nabiera impetu; można koncentrować wysiłek wojenny na pewnych kierunkach, uzyskując kontrolę w strategicznych obszarach.

8. Siedzący w zaciszu swych gabinetów stratedzy spokojnie czekają, aż rejon konfliktu zostanie zrównany z ziemią, a stronom skończy się amunicja. W międzyczasie potajemnie wspierane jest to stronnictwo, które będzie oparciem dla przyszłego rządu.

9. Wreszcie kraj, w którym szalała wojna, znajduje się pod kontrolą Narodów Zjednoczonych. „Siły pokojowe” pozostaną tam tak długo, aż nowo zainstalowany rząd będzie w stanie wywiązać się ze swojej roli gwaranta Nowego Porządku.

10. Rozpoczyna się odbudowa zniszczonego kraju. W tym celu nowy rząd musi zadłużyć się w Banku Światowym i w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, przy okazji stawiając do dyspozycji Wysokiej Finansjery swe bogactwa naturalne, szlaki komunikacyjne, siłę roboczą itd.

11. Zostaje osiągnięty cel, czyli uzależnienie skolonizowanego kraju od międzynarodowych banków.

Uczmy się od Pakistańczyków, jak walczyć z kryzysem energetycznym.

Uczmy się od Pakistańczyków, jak walczyć z kryzysem energetycznym.

Taszczą gaz na własnych plecach.

https://nczas.com/2023/01/23/odpowiedz-na-kryzys-energetyczny-taszcza-gaz-na-wlasnych-plecach-video/

W dystrykcie Karak, położonym w północno-zachodniej części Pakistanu, można zobaczyć w tym miesiącu młodych mężczyzn poruszających się z wielkimi białymi balonami na plecach. Nie jest to pakistański karnawał, ale transport w balonach na użytek domowy… metanu.

Kryzys energetyczny sprowokował do wymyślania chałupniczych metod przeciwdziałania. Pakistańczycy nielegalnie podbierają metan z gazociągów i transportują go w wielkich plastikowych workach na własnych plecach. Później służy na wioskach do gotowania i ogrzewania.

W regionie są spore zasoby ropy i gazu w regionie, ale większość większość mieszkańców nie ma dostępu do gazociągów. Według pakistańskiego dziennikarza Ghulama Abbasa Shaha, tak zwana metoda zasilania „gazem workowym”, to wysokie ryzyko wybuchu. Tragarze są prawdziwymi „chodzącymi bombami”.

Pakistan od lat polega na imporcie głównie katarskiego skroplonego gazu ziemnego (LNG). Teraz ma problemy z zaopatrzeniem się w metan, bo przeznaczone dla niego transporty LNG zostały „podkupione” głównie przez kraje Unii Europejskiej po wybuchu wojny na Ukrainie.

Pakistan i Bangladesz mają problemy. Brak infrastruktury nie pozwala łatwo zmienić kierunku dostaw, np. z Rosji. Dla przykładu październiku żaden dostawca nie zgłosił się do ogłoszonego przez Islamabad przetargu na dostawy LNG do Pakistanu na lata 2023-2029.

Do 2030 roku roczny koszt importu LNG do Pakistanu może przekroczyć 32 miliardy dolarów. Dla porównania, kraj ten w 2021 zapłacił za dostawy gazu 2,6 miliarda dolarów. Nastąpił już gwałtowny wzrost cen. Krajowe zapotrzebowanie na gaz wynosi tu ok. 2,5 mld m3/dobę, podczas gdy podaż sięga obecnie 1,7 mld m3/dobę.

Z tego powodu władze Pakistanu pozwoliły głównym dostawcom podnieść ceny o około 75%. Dla najuboższych to katastrofa. Wygląda na to, że alternatywa w postaci „gazu w workach” będzie się rozwijała…

Źródło: Korii

New York Supreme Court reinstates all employees fired for being unvaccinated, orders backpay. Being vaccinated 'does not’ stop the spread of COVID-19

New York Supreme Court reinstates all employees fired for being unvaccinated, orders backpay

State Supreme Court found that being vaccinated 'does not’ stop the spread of COVID-19

https://www.foxnews.com/us/new-york-supreme-court-reinstates-all-employees-fired-being-unvaccinated-orders-backpay

====================

A New York state Supreme Court ordered all New York City employees who were fired for not being vaccinated to be reinstated with back pay.

The court found Monday that „being vaccinated does not prevent an individual from contracting or transmitting COVID-19.” New York City Mayor Eric Adams claimed earlier this year that his administration would not rehire employees who had been fired over their vaccination status.

NYC fired roughly 1,700 employees for being unvaccinated earlier this year after the city adopted a vaccine mandate under former Mayor Bill de Blasio.

Many of those fired were police officers and firefighters.

=-=============

[reszta w oryginale… MD]

Polska pariasem Europy. Dlaczego Polacy są biedni?

Polska pariasem Europy

Marek Ciesielczyk Antypartia 20 stycznia 2023, https://marekciesielczyk.neon24.org/post/170572,polska-pariasem-europy

Dlaczego Polacy są biedni?

Po 1989 roku kolejne ekipy rządzące wmawiały Polakom, że nasz kraj jest „drugą Japonią”, „gospodarczym tygrysem Europy”, „zieloną wyspą” etc.

Patrz film: https://youtu.be/IHgumrED_d8

Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Jesteśmy w dalszym ciągu nie tylko jednym z najbiedniejszym państw Europy, ale także daliśmy się wyprzedzić w ostatnich latach przez te kraje, które jeszcze niedawno były w znacznie gorszej sytuacji niż Polska!  Dzieje się tak dlatego, iż od 30 lat naszym krajem rządzą ciągle ci sami ludzie, zmieniający jedynie barwy partyjne – mało inteligentni, nieuczciwi i tchórzliwi, którzy nie myślą o zapewnieniu Polakom wyższej stopy życiowej, lecz dostaniu się do koryta i zapewnieniu „konfitur” sobie, swojej rodzinie i najbliższym kumplom.

Na liście obrazującej średnie miesięczne wynagrodzenie netto w 31 europejskich państwach (patrz tabela nr 1), Polska zajmowała w 2029/20 roku  6. miejsce od końca ! Mniej zarabiali wówczas tylko obywatele Łotwy, Słowacji, Węgier, Rumunii i Bułgarii. Zauważyć trzeba, że zarówno Łotwa jak i Słowacja niewiele traciły do Polski. Słowacja rok później nas już wyprzedziła w zarobkach brutto.



Polacy zarabiają netto – według tych danych – prawie 6 razy mniej niż mieszkańcy Liechtensteinu, ponad 3 razy mniej niż Irlandczycy, prawie 2 razy mniej niż Hiszpanie, ok. półtora raza mniej niż Estończycy czy Słoweńcy!

W roku 2021/22 Polska znalazła się jeszcze niżej na liście rankingowej przedstawiającej zarobki brutto w UE (patrz tabela nr 2). Tutaj wyprzedzamy tylko 4 państwa: Łotwę (nieznacznie), Węgry, Bułgarię i Rumunię.

Według tych danych Polacy zarabiają brutto ponad 4 razy mniej niż Duńczycy, prawie 2 razy mniej niż Słoweńcy i ok. 1,2 raza mniej niż Czesi, Litwini czy Estończycy.


Należy zauważyć, iż jeszcze niedawno uwikłana w wojnę domową (w ramach dawnej Jugosławii) Słowenia zdołała wyprzedzić Hiszpanię i dogania Włochy, a byłe republiki sowieckie Litwa i Estonia znacząco wyprzedzają Polskę. Także Chorwaci zarabiają już więcej niż Polacy, choć jeszcze niedawno byli znacznie od nas biedniejsi po wspomnianej wyżej wojnie domowej w Jugosławii.

Jeśli nasz kraj będzie w dalszym ciągu rozwijał się gospodarczo w tak wolnym tempie, nie można wykluczyć, iż już niedługo także Rumuni i Bułgarzy będą zarabiać więcej niż obywatele naszego kraju.

Najwyższy chyba czas, by wyborcy polscy wyciągnęli stosowne wnioski z nieudolności i nieuczciwości nowej nomenklatury, która rządzi Polską po 1989 roku.

========================

mail:

Muzyk, pisarz i kompozytor Mike O’Mara: „Umieram. Zamordowany przez Modernę”.

„Umieram. Zamordowana przez Modernę”.

https://gloria.tv/post/HMYjfaJ2cwUe2GmzGgBBGZKd8

Ofiara ludobójstwa szczepionkowego opowiada swoją historię przed śmiercią: bez ogródek ostrzega, że jego ciało się pogarsza, narządy zawodzą, nerwy umierają, a to morderstwo w zwolnionym tempie odbywa się na naszych oczach

Stefan Stanford

Przeglądając wiadomości we wtorek po tym, jak dowiedziałem się w poniedziałek wieczorem o śmierci dr Harriet Hall, zagorzałej krytyk „ antyszczepionkowców ” i medycyny alternatywnej, która zmarła nagle we śnie , wpadłem na absolutnie rozdzierający serce wątek na Twitterze, w którym występuje muzyk, pisarz i kompozytor o imieniu Mike O’Mara, którego można usłyszeć grającego na pianinie w pierwszym filmie na dole tego artykułu , wątek, w którym Mike opowiada nam o swojej pogłębiającej się chorobie , która prowadzi do śmierci, i która w końcu nastąpiła.

Założyciel niezależnej szkoły muzycznej , Mike bez ogródek mówi nam o tym, czego inni się obawiają, bez ogródek obwiniając „ wielką mafię farmaceutyczną ” i zastrzyk śmierci mRNA za zabicie go w tej chwili, jego ciało się pogarsza, nerwy obumierają, tkanka mięśniowa rozpuszcza się, jego układ trawienny zatrzymuje się, a jego narządy zawodzą.
Twierdząc w jednym tweecie : „To niesamowite, straszne uczucie wiedzieć, że wkrótce będziesz martwy. Wiedzieć, że każda mała rzecz, którą robisz, każda czynność, o której nie pomyślałbyś dwa razy, może być robiona ostatnim razem. Stanie, chodzenie, jedzenie, spanie, podnoszenie rąk… to wszystko się kończy”.– powiedział światu w poprzednim tweecie tego samego dnia : „Budząc się, czuję się, jakby małe kałuże kwasu zostały wylane w różne miejsca gdzie mięśnie łączą się, gdy nadal rozpuszczają się w moim ciele. Za każdym razem, gdy myślę, że tortury nie mogą się pogorszyć przed końcem, tak się dzieje. W jakiś sposób może mnie to zranić jeszcze bardziej, zanim mnie zabije.

Ostrzeżenie w kolejnym tweecie następnego dnia „Do widzenia wszystkim. Moje nerwy umierają, moja tkanka mięśniowa się rozpuszcza, ostatnie kawałki drgają, gdy zawodzą. Moje trawienie jest zatrzymane, narządy zawodzą powoli, ale nieuchronnie. Czekam na ostatnią jazdę do mój ostatni przystanek przed jakąkolwiek ostateczną porażką, która mnie zabije. Miłość do tych, którzy mnie wspierali. Do widzenia” , był dość dosadny w tym, kogo i co obwiniał za tortury, przez które przechodził w 3 innych tweetach:

Ciągle coś się nie udaje. Zanik mięśni postępuje, nieustanny jak horror, który następuje. Nie mam jeszcze oficjalnej diagnozy skazującej na śmierć, ale nadejdzie. Podobnie jak wielu innych zamordowanych przez szczepionki COVID , wszyscy będą zachowywać się jak zaskoczeni. Znam od miesięcy . Umieram. Zamordowany przez Modernę . Masa mięśniowa w moim ciele zniknęła. Żadna dieta, ćwiczenia, suplementy itp. nie działały i nie będą działać. Na całym świecie dochodzi do masowego morderstwa . Nie bądźcie jak ci, którzy stali z boku i nie chcieli robić hałasu w latach 30-tych… Miałbym jakąkolwiek nadzieję, że uda mi się przeżyć ten uraz poszczepienny / morderstwo w zwolnionym tempie, gdyby nie dosłowne części mnie, których brakuje teraz z powodu zaniku mięśni w postępującym ALS. To przerażające, nieskończenie bolesne, a ci, którzy zrobili to światu, zasługują na powieszenie .

O’Mara mówi nam w innym tweecie , że wygląda na to, że zostanie całkowicie wyrzucony z Facebooka za opowiedzenie tam swojej historii, jednocześnie ostrzegając, że prawdopodobnie wkrótce zostanie zbanowany przez youtube za opowiedzenie tam swojej historii, a także można usłyszeć ją w tym wideo poniżej, ostrzegł w innym tweecie, że wielu lekarzy odmawia mu pomocy, której potrzebuje, zwrócił uwagę, jak okrutny stał się nasz okrutny świat.: W jakiś sposób wielu lekarzy odmawia pomocy w szybkim ponownym przyjęciu na ostry dyżur, ponieważ sytuacja nadal się pogarsza. Dlaczego aktywnie umierający ludzie muszą błagać, aby ich zobaczyli, potraktowali poważnie i otrzymali szybką ocenę oraz komfortową opiekę, jest więcej niż okrutne. Wciąż błagając o pomoc…

W innym tweecie powiedział nam, że był zdrowy i kiedyś ćwiczył, ale teraz jego mięśnie całkowicie się rozpuszczają. Mówi nam również, że wielu ludzi go nienawidzi za podzielenie się swoją rozdzierającą serce historią i że wyniszczająca choroba na co teraz cierpi, została spowodowana przez szczepionkę. Ostrzeżenie, wydaje się, że to coś „średniowiecznego”, ilu jeszcze czeka podobny los w nadchodzących dniach, tygodniach i miesiącach?

Mam dwie reakcje na moją okropną, nieodwracalną wyniszczającą chorobę wywołaną przez szczepionkę COVID – pogarda/nienawiść lub litość, ja też nie chcę tego. Chciałem swojego życia. To takie okrutne, jak to wszystko trwa i trwa, krok po kroku. Jakże chciałbym, żeby to się teraz dla mnie skończyło. Niech to się skończy. Niech to się skończy! Boże, proszę, zabierz mnie z tego zrujnowanego życia. Pozwól mi odejść, gdy śpię. Proszę proszę. Nic nie zostało. Nigdy nie będzie radości, nigdy nie będzie wyzdrowienia, nigdy nie będzie niczego, na co można by czekać, ale będzie coraz więcej cierpienia. Pozwól mi odejść. Nie mogę uwierzyć, że umieram w ten sposób. Z całym moim mięśniami systemowo rozpuszczonymi. Wszystkie moje narządy powoli i pewnie wykazują coraz większe uszkodzenia. Najwolniejsze, najbardziej torturujące morderstwo, jakie można sobie wyobrazić, jak coś „średniowiecznego” . I byłem zdrowy, miałem życie do przeżycia. Wszystko zniknęło .

I z absolutnie przerażającym doświadczeniem, przez które przechodzi O’Mara, jest tylko większym potwierdzeniem, że ci z nas, którzy zdecydowali się odrzucić szczepionkę, podjęli właściwą decyzję, a jego otwartość jest bardzo potrzebną i odświeżającą zmianą w porównaniu z tym, co wciąż dostajemy od agencji rządowych, mediów głównego nurtu i wielu agencji zdrowotnych, nawet jeśli coraz więcej Amerykanów „umiera nagle”, czuje się dziwacznie, jakbyśmy żyli w odcinku „Strefy mroku”, z połową kraju wciąż nie widzącą rzeczywistości.

Jak wspomniano pokrótce powyżej, według tej historii z Gateway Pundit , dr Harriet Hall, emerytowany lekarz Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych i chirurg lotniczy, a także zagorzały krytyk „antyszczepionkowców” i ogólnie „ medycyny alternatywnej ”, właśnie odszeła we śnie. Wraz z dr Hall, która jest również zdeklarowaną zwolenniczką „ mandatu szczepień ”, która dobrze wyraziła swoją opinię, że ponownie jest Iwermektyną i wszelkimi „całkowicie naturalnymi lekami” na COVID, jej mąż Kirk właśnie napisał na Facebooku: „Z wielkim smutkiem muszę wam powiedzieć, że moja ukochana żona odeszła cicho i nieoczekiwanie zeszłej nocy we śnie. W tej chwili prawdopodobnie po prostu poprosiłaby was o dobre myśli, bycie dla siebie życzliwi i kontynuowanie aby wesprzeć jej wiarę w prawdę”.

Mimo że przyczyna śmierci dr Halla nie została podana, nie trzeba być lekarzem ani chirurgiem mózgu, aby zobaczyć wszystkie niepokojące zgony, które mają miejsce teraz w 2023 roku, ludzi umierających we śnie lub z powodu nagłej i nieoczekiwane ataki serca, a dr Hall nawet zapowiadała własną śmierć we wpisie z 24 maja 2021 r. na swoim blogu Skeptical Inquirer zatytułowanym „Odmawiający szczepionek nie są głupi”. Powtarzając w tym wpisie te same argumenty, które słyszeliśmy w kółko przez ostatnie kilka lat od dr Anthony’ego Fauci, „wielkiej mafii farmaceutycznej”, głównego nurtu mediów i medycznego establishmentu „bezpiecznych i skutecznych”, powtórzyła te same bzdury, o których teraz wiemy, że są kłamstwami, jednocześnie wydobywając kilka bardzo dobrych punktów z tej historii:

Autorytarny rząd może wymagać szczepień i karać każdego, kto nie zastosuje się do nich lub rozpowszechnia negatywne informacje na temat szczepionek . Ale żyjemy w demokratycznym społeczeństwie, które ceni wolność słowa i osobistą autonomię. „Nie pochwalam tego, co mówisz, ale do śmierci będę broniła twojego prawa do mówienia tego”. Jeśli po prostu scharakteryzujemy odmowę szczepienia jako „głupią”, nie mamy powodu, by wchodzić w interakcje z odmawiającymi. Kto chciałby zawracać sobie głowę słuchaniem ich głupich twierdzeń? Ale jeśli spróbujemy zrozumieć powody ich odmowy, być może uda nam się z nimi porozumieć i wpłynąć na niektórych z nich, aby zaakceptowali szczepienie.

Ale spójrz, jak blisko tego byliśmy! Z „ rządem ” używającym „ wielkiej technologii ” do cenzurowania różnych opinii na temat zabójczego strzału COVID, z lekarzami zakazanymi na Twitterze, Facebooku i tym podobnych za dzielenie się różnymi opiniami medycznymi, wyobraź sobie, gdzie bylibyśmy w tej chwili jako kraju, gdyby zebrali nas wszystkich i „ wstrzyknęli ” nam coś, o czym teraz wiemy na pewno, że zabija ludzi, i to w coraz większej liczbie każdego dnia! Jesteśmy na dobrej drodze do ludobójstwa na pełną skalę!

Całkowicie zgadzamy się więc z Mikiem O’Marą i jego jednym tweetem powyżej: „Ci, którzy zrobili to światu, zasługują na powieszenie”. Jednak dopóki naród amerykański i dobrzy ludzie na świecie nie pociągną tych morderczych diabłów do odpowiedzialności za ich masowe ludobójcze zbrodnie, wciąż nie jesteśmy na dobrej drodze.
Jak wskazano w doskonałym komentarzu jednego z komentatorów na jednym z tych wątków na Twitterze: To okropna sytuacja, w której się znaleźliśmy… Po prostu myślę tutaj na głos – ale to wszystko może być bardzo inteligentnym, wysoce zaplanowanym sposobem, w jaki Wielcy Resetujący w końcu wybiją kapitalizm i zachodnią demokrację i sprowadzą swój nowy typ autorytarnej / rządy totalitarne. Innymi słowy, rosnąca liczba zgonów i obrażeń spowodowanych przez szczepionki mogła być przez cały czas kluczową częścią planu mającego na celu zniszczenie obecnych systemów, gdy ludzie powstaną przeciwko niemu… rozwiązanie problemu . Tak, w jakim bałaganie jest Ameryka.

youtube.com/embed/NKzimpCeLiU

Victim Of Vax Genocide Tells His Story Before He Dies

Szczyt WEF w Davos – Sodoma i Gomora naszych czasów.

Za: Global Research, 19 stycznia 2023 r

https://www.globalresearch.ca/wef-davos-new-sodom-gomorrah/5805074
Redakcja tekstu: Jan Rybski

W 2023 roku Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) osiągnęło nowy punkt kulminacyjny jako ośrodek luksusowej i drogiej prostytucji, o pardon, „usług towarzyskich”. Jak nigdy przedtem ilość specjalnych zamówień i standardy, tj. oczekiwania jego „gości”, nie były postawione tak wysoko. Jest to szeroko relacjonowane przez międzynarodowe media. Jednak z nielicznymi wyjątkami główne szwajcarskie media dziwnie o tym milczą. Niby dlaczego?…To, że zlot WEF był od zawsze „must to take part” nie jest niczym nowym dla luksusowych dziwek, które teraz, aby lepiej wtopić się w tło „regularnych” uczestników WEF, pojawiają się tam w eleganckich strojach biznesowych. Ale WEF 2023 osiągnął nowy poziom w zakresie popytu na ich usługi. 

Nadzwyczajny popyt na „High Level Escort” (z żądaniem między innymi, że luksusowe kurwy mają być niewyszczepione) oraz coraz bardziej dystopijne wymagania towarzyszące seksomanii magnatów nawiedzających Davos, mogą sygnalizować końcową, schyłkową fazę WEF. Casus Sodomy i Gomory się kłania…Podczas gdy globalna elita udaje, że zajmuje się największymi problemami świata – w tym nierównością płci – szczyt w Davos napędza gwałtowny wzrost obecnej tam prostytucji. Usługi towarzyskie i seksualne przeżywają podczas „szczytu w Davos” od lat rozkwit. I tym razem polityczni i finansowi „tytani” uczynili z Davos podczas 53. edycji WEF (od 16 do 21 stycznia 2023 r.) swoistą Mekkę dla luksusowych prostytutek z całego świata. To swoisty signum temporis tej imprezy…

Nie dość jednak płatnej prostytucji. Molestowanie seksualne ze strony bogatych mężczyzn jest podczas WEF „tak powszechne”, że, jak donosi austriacki EXPRESS, gościom „płci pięknej” odradza się samotne uczestnictwo w tamtejszych wydarzeniach. Według raportu brytyjskiego Timesa z 2020 r. kobiety – nawet jeśli są akredytowanymi uczestnikami WEF – są „ rutynowo nękane ” przez mężczyzn, dominujących na tym „konklawe”. W tym roku zaś zaczęto już wręcz ostrzegać kobiety, aby nie wychodziły samotnie po zmroku, „bo jeśli coś się stanie z jakimś „big bossem”, to komu uwierzy policja? Nękanej czy jemu?” Jak powiedziała jedna z luksusowych „escort lady”: „Uwierz mi, nie będziesz chciała iść z nimi na spór sądowy”. Po cichu ostrzega się także kobiecy personel WEF w Davos, aby nie reagował na zaczepki ze strony polityków i magnatów biznesowych. 

Dlaczego Szwajcaria gości chętnie co roku tą Sodomę i Gomorę naszych czasów, politycznie poprawnie nazywaną „chaosem w Davos”, podczas gdy sami mieszkańcy Davos coraz bardziej nie lubią tego „spotkania” WEF, które zakłóca nie tylko ich spokój, ale także przyjemność korzystania ze sportów zimowych przez ich gości, co szkodzi interesom i image. Turyści trzymają się bowiem w tym czasie od Davos z daleka. Nie chcą bowiem mieć do czynienia z pięcioma – i więcej – tysiącami policjantów i wojskowych, obecnych w tym czasie na ulicach alpejskiego, spokojnego, wręcz sennego zwykle Davos. 

Oczywiście, wszyscy ci funkcjonariusze są tutaj dla „zapewnienia bezpieczeństwa”. Jednak spoglądanie co krok w lufę pistoletu uzbrojonego po zęby żandarma lub żołnierza stojącego na każdym rogu ulicy nie należy do przyjemności. Szczególnie podczas urlopu. Sceneria ulic w Davos przypomina w tym czasie bardziej zlot gangsterów z mafii narkotykowej w jednym z krajów południowoamerykańskich niż szczyt „umiłowanych” przywódców i liderów świata, z tą jednak różnicą, że prywatną ochronę tych pierwszych zastępuje w Davos zmilitaryzowana ochrona na koszt podatnika szwajcarskiego, którego pilnowanie spokoju tych swoistych „elit” kosztuje ciężkie miliony franków. Rząd szwajcarski hojnie i bez zająknięcia wydaje je na wsparcie corocznych spotkań WEF oraz na policyjną i wojskową ochronę jego „gości”: udających „zbawicieli świata”, zamaskowanych w najlepsze garnitury gangsterów i zbrodniarzy oraz ich skorumpowanych pomocników, zwanych politykami, zlatujących się corocznie do Davos w ramach ochrony klimatu prywatnymi i rządowymi jetami na ten swój swoisty sabat. Na ulicach Davos widzimy zatem jak na dłoni z kim de facto mamy do czynienia i kogo trzeba chronić przed „dowodami uwielbienia ze strony miłującego tłumu”, tj. wg nomenklatury „czczonych” tam idoli – „useless people”, dla których chcą oni czynić samo dobro prowadzące do totalnego zniewolenia.  

W ciągu ostatnich dekad – od czasu neoliberalnego „wzlotu” ludzkości ku przepaści – celem wszelkich nieprzyjemności narzucanych ludziom na całym świecie i omawianych uprzednio podczas WEF jest oczywiście „ich własne bezpieczeństwo” i, co za tym idzie, „ich własne dobro” – o które ich beneficjenci nie są w ogóle pytani, czy się na nie zgadzają, czy też nie. Ta mantra „bezpieczeństwo ku dobru ludzkości” ucisza wszelkie krytyki tego satanistycznego zlotu. Mantra ta powtarzana jest tam i potem na całym świecie tak często, że także sami „beneficjenci” zaczynają w nią wierzyć, nie zauważając przy tym, jak pętla zniewolenia z roku na rok zaciska się coraz bardziej na ich szyi.

Świat byłby zdecydowanie lepszym miejscem do życia bez tego sabatu czarownic, bez tych wszystkich oligarchów i finansowych gigantów, którzy wspierają i obficie finansują WEF. Niepisane motto szczytu, jak co roku: „sehen und gesehen werden”, „widzieć i być widzianym”. Kogo nie ma na udostępnianej publicznie i nerwowo przeglądanej w poszukiwaniu własnego nazwiska liście zaproszonych, nie żyje lub co najmniej popadł w niełaskę wielkiego demiurga, Schwaba. Jego zaproszenie, samozwańczego capo de tutti  capi, nobilituje. To swoista przepustka dla satanistów do piekła pichconego w kuchni WEF dla świata. Co roku jest w nim goręcej. A każdy z zaproszonych ma nadzieją na zajęcie w nim pozycji palacza a nie spalanego w kotle „udoskonalającej” transhumanizacji według recepty opisanej przez szefa piekła, Klausa Schwaba, w jego „Czwartej rewolucji przemysłowej”. 

Schwaba i jego „gości” łączy też ze sobą siła rzeczy swoisty związek, „Hassliebe”, miłość z nienawiści. Obie strony tego związku wiedzą już bowiem, że sprawy zaszły za daleko, że są na siebie jakby do końca skazane. Połączone wspólną więzią satanizmu i zbrodni ludobójstwa. W roku 2023 jest to nawet dla tych najgłupszych z nich równie wiadomym jak to, że koniec ich jest bliski. Stąd też wyraz przerażenia na nieskażonym dobrem i intelektem obliczu przemawiającego na otwarciu zlotu demiurga – Schwaba. 

Klaus Schwab, równie wielki megaloman jak intelektualny karzeł, który wygląda jak zjawa z otchłani piekła i mówi jak potwór nienawidzący ludzkości, jest tak niepopularny na całym świecie, że wydaje się, że tylko on sam nie ma o tym pojęcia. Jego niepopularność chyba najlepiej odzwierciedla komentarz czytelnika po przemówieniu Schwaba na niedawnym spotkaniu G20/B20 na Bali:„Chciałbym, żeby Klaus Schwab dostał wszystko to, czego życzą mu ludzie na całym świecie…”  Nic dodać, nic ująć. Te kilka słów mówi wszystko za siebie. 

Pytanie zatem, czy nie byłby to dla Schwaba odpowiedni moment, by z wiadomym dla niego wdziękiem i gracją ulotnić się i pozwolić WEF na bezgłośne zawalenie się – i zniknięcie raz na zawsze z powierzchni świata – pozostaje retoryczne. Rozpusta w Sodomie i Gomorze trwała do końca. Tak będzie i w przypadku WEF: podczas tych 52 lat i 53 spotkań w Davos wyrządzono na świecie wystarczająco dużo szkód, aby świat ten pozwolił na tego typu ciche ulotnienie się – dyskretnie, „po angielsku”. Bal satanistów musi zatem trwać do końca…

Daniel Turner@DanielTurnerPTF·FollowJohn Kerry at the World Economic Forum: A 'select group of human beings’ have a plan for 'saving the planet’ and it is almost 'extra terrestrial.’

802Reply

Aż świat się o nich nie upomni i nie postawi przed Międzynarodowym Trybunałem ds. Globalnej Zbrodni wobec Ludzkości. Czy WEF będzie miało zatem zakończenie a la Sodoma i Gomora – na pewno tak. 

============================

A teraz o samym „szczycie”. Wbrew temu, co się dzieje na świecie i co powoduje panikę na twarzy Schwaba & Co. dyktatorskie i dystopijne podejście WEF do problemów świata osiągnęło w 2023 r. swoje nowe apogeum.  Chociaż słowa „demokracja” i „wolność” są tam zawsze na pierwszym planie i odmieniane przez wszystkie przypadki, rzadko są jednak stosowane w praktyce głoszonych tam herezji. Są jedynie aktem nieustannej propagandy – są bytem w niebycie. Ale jak mówił dr Joseph Goebbels, minister propagandy Hitlera, ponad 80 lat temu: „Kłamstwo powtarzane wystarczająco często staje się prawdą”. Ta fałszywa prawda wyprała mózg prawie każdemu mieszkańcowi Zachodu. Jesteśmy stopniowo zniewalani, wciąż wierząc, że żyjemy w demokracji, która de facto stało się patokracją: samoobsługującym się systemem zarządzanym przez skorumpowanych przez swych pryncypałów działających z tylnego siedzenia socjo- i psychopatów. WEF jest kuźnią tego systemu i źródłem stałego strumienia propagandy zalewającej cały świat. Jej dystopijnym „mistrzem ceremonii” obłędnie brodzącym w tym strumieniu jest Klaus Schwab, któremu od pewnego czasu towarzyszy w tym procesie gejowski pseudo intelektualny przydupas, satanista rodem z Izraela,  Yuval Noah Harari. Ten od „bezużytecznych zjadaczy chleba, dla których tylko narkotyki i gry komputerowe”… Zapomniał chyba biedak o swoim popleczniku, Bill’u Gates’ie i jego wychwalanych swego czasu jako depopulacyjnie najtańsze i najbardziej skuteczne, śmiercionośnych zastrzykach, które na całym świecie zbierają obecnie swe wielomilionowe żniwo – a to dopiero jego początek… Ciekawe nota bene, że Szwajcarzy, tak chlubiący się swą „demokracją”, nie wydalili jeszcze Schwaba i WEF wiele lat temu ze swego terytorium. Gdyby głoszoną przez siebie „demokrację” traktowali poważnie, powinni byli już dawno aresztować jego i całą tą zbrodniczą bandę za podżeganie i legitymowanie zbrodni przeciwko ludzkości. Ale jak widać i tu wart Pac pałaca…

„Ciekawym” wydarzeniem była też wizyta na „szczycie” WEF komika pełniącego rolę prezydenta Ukrainy, Żełeńskiego, który został zaproszony do Davos aby wygłosił swoje przemówienie. Ten żydowski, totalnie skorumpowany, ludobójczy w rzeczy samej aktorzyna-zbrodniarz wojenny, skazujący na rozkaz płynący z Waszyngtonu i Jeruzalem słowiańskich mieszkańców terytorium zwanego od 1991 roku Ukrainą na niechybną i masową śmierć (co jest jak gdyby prolongatą nie do końca „udanie” zrealizowanego ludobójczego planu sowieckiej żydobolszewickiej, zwanego „Gołodomor” z lat 1932-33), zamiast nawoływać o pokój błagał w Davos o więcej pieniędzy i broni, aby osiągnąć niemożliwe, tj. „pokonać” Rosję i zatknąć ukraińską flagę na Kremlu. Czynił to w dobrze pojętym własnym interesie. Nikt bowiem nie wie, ile z dziesiątków miliardów dolarów „pomocy dla Ukrainy” trafia na prywatne konta jego i jego popleczników w tej zbrodni.

Afera upadłej, trzeciej co do wielkości, giełdy kryptowalutowej FTX prowadzonej przez Żyda Samuela Bankmanna-Frieda odkryła tylko czubek góry lodowej procederu prania pieniędzy „pomocowych” via Ukraina. „NATO, proszę, pomóż nam i uczyń nas członkiem swojego wojennego klanu” – błagał w Davos ten clown wymachując plastikową szabelką w stronę Rosji, a zwłaszcza prezydenta Putina. Kłamstwo za kłamstwem, kłamstwem popędzane. Reżim Żełeńskiego popełnia bowiem zbrodnie wojenne w postaci masakry własnych obywateli na Donbasie i w innych miejscach (sławna prowokacja w Buczy) tylko po to, aby obwinić Rosjan o krwawe masakry na ludności cywilnej. Zaś dziennikarzom na miejscu, którzy widzieli, co tak naprawdę tam się dzieje, grożono, że albo się zamkną albo… Kilku z nich, którzy nie chcieli zamilknąć, „zniknęło” bez śladu… Jak każdy faszystowski reżim i ten nie toleruje tych, co zaglądają mu w garnki… Prawda na Ukrainie jest codziennie gwałcona i mordowana, ku ukontentowaniu Schwaba i jego kamaryli zebranej w Davos. W ich dystopijnym świecie tak ma bowiem być… 

„Demokratycznie” rzecz ujmując, jeśli Żełeńskiemu udostępniono mównicę w Davos, to i prezydent Putin powinien był być również zaproszony do przedstawienia swojej prawdy. Tak się jednak oczywiście nie stało. Jego obecność na WEF mogłoby stworzyć sposobność dla nawiązania rozmów pokojowych. Ale nie o pokój tutaj przecież chodzi, tylko o to, że ta wojna na depopulacyjne wybicie Ukraińców ma trwać. To, że WEF zgodnie ze swoją misją  „zaangażowania w poprawę stanu świata” mogłoby sponsorować negocjacje pokojowe, to tylko mrzonka. Zamiast tego Schwab i zaproszeni przez niego do Davos „czołowi politycy” ułatwiają wysłanie na Ukrainę jeszcze większej ilości jeszcze bardziej śmiercionośnej broni. Dystopijny faszystowski rząd komika-marionetki wspierany jest bowiem przez dystopijne przywództwo USA / UE, nie mające żadnej strategii zakończenia tego konfliktu i nadal udzielające najbardziej skorumpowanemu krajowi w Europie bezwarunkowej pomocy wojennej, wysyłając w nieskończoność kolejne armaty, czołgi i rakiety, wciąż zachęcając Żełeńskiego do „walki do końca”, czyli do ostatniego Ukraińca – czego ogłupiali od nazistowskiej propagandy lub totalnie zastraszeni przez swe faszystowskie władze Ukraińcy nie chcą lub nie mogą pojąć. Szacowana na dzisiaj na 600.000 liczba ofiar tego konfliktu (zabici, ranni, zaginieni) to dopiero początek zamierzanej redukcji zaludnienia tego jakże bogatego w resursy terytorium. Do docelowych 4-5 milionów droga jeszcze daleka. Schwab w roli pasera tych dostaw i wszyscy jego „goście”, dostawcy broni z UE / NATO / USA, stają się de facto mordercami tego pseudo narodu. Zatem czy nie powinno się ich natychmiast aresztować i postawić pod sąd?… Na dłuższą metę, a może już niebawem, WEF może stać się ciężarem dla Szwajcarii. Już teraz jest ciężarem dla świata. Szwajcarzy potrzebują widocznie więcej czasu, aby to dostrzec… Zanim jednak do tego dojdzie Sodoma i Gomora a la Schwab i WEF może upaść pod swym zbrodniczym ciężarem. Oby…

==============================

Davos 2023 – podsumowanie sabatu.

Davos 2023 – podsumowanie sabatu

Kategoria: Archiwum, Biologia, medycyna, Co piszą inni, Gospodarka, Polecane, Polityka, Polska, Pudło, Świat, WażneAutor: AlterCabrio, 21 stycznia 2023

Dziś dobiega końca coroczny tygodniowy szczyt Światowego Forum Ekonomicznego. Nie wiedziałbyś tego, gdybyś czytał gazety głównego nurtu, które ‘zakopały’ to pod doniesieniami o Ukrainie.

Ale dla tych z nas, którzy uważali, to było pracowite pięć dni w Davos. Przyjrzyjmy się kilku kluczowym rozmowom wyznaczającym agendę na nadchodzący rok.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu Off-Guardian podsumowującego główne wydarzenia właśnie zakończonego szczytu w Davos. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

_____________***_____________

Najważniejsze wydarzenia w Davos 2023

Dziś dobiega końca coroczny tygodniowy szczyt Światowego Forum Ekonomicznego. Nie wiedziałbyś tego, gdybyś czytał gazety głównego nurtu, które ‘zakopały’ to pod doniesieniami o Ukrainie.

Ale dla tych z nas, którzy uważali, to było pracowite pięć dni w Davos. Przyjrzyjmy się kilku kluczowym rozmowom wyznaczającym agendę na nadchodzący rok.

Nieufność i dezinformacja

We wtorek doszło do epickiego podwójnego uderzenia z redaktorką opinii z New York Timesa, Kathleen Kingsbury, prowadzącą „Disrupting Distrust” [Przerwać nieufność] i byłym redaktorem CNN Brianem Stelterem, który przewodniczył „The Clear and Present Danger of Disinformation”.

W ogromnej mierze dwie strony tego samego medalu. Zasadniczo „jak sprawić, by ludzie nam wierzyli” i „cenzurować ludzi, którzy się z nami nie zgadzają”.

Panel ‘Distrust‘ to 45 minut najgorszego rodzaju korporacyjnych sloganów, jakie kiedykolwiek słyszałeś. Katorga, przez którą trzeba przejść, ale z pewnością da się zauważyć niewypowiedziany strach – „Jak powstrzymać ludzi przed zwróceniem się przeciwko nam, gdy gospodarka się załamie?”

Najciekawszą częścią jest dyskusja na temat organizacji pozarządowych (NGO) i tego, jak mogą one wykorzystywać politykę tożsamości, aby podstępem skłonić ludzi by im zaufali i – między innymi – wciskać szczepionki biednym mniejszościom.

Prowadzi to do tego, że dyrektor generalny firmy zajmującej się sondażami korporacyjnymi, Richard Edelman, lamentuje nad upadkiem zaufania do organizacji pozarządowych:

„Grupy prawicowe wykonały naprawdę dobrą robotę pozbawiając organizacje pozarządowe praw obywatelskich. Rzucili wyzwanie grupom finansującym, powiązali cię z Billem Gatesem i George’em Sorosem, powiedzieli, że jesteś wielkim światowcem, w przeciwieństwie do tego, czym jesteś, a przecież działamy lokalnie.”

Według Edelmana, pięć lat temu organizacje pozarządowe znajdowały się na szczycie rankingu zaufania, teraz są na dole. To zwycięstwo mediów alternatywnych, które prowadzą skrupulatne badania źródeł finansowania i polityki dla wszystkich dobroczynnie brzmiących organizacji pozarządowych, które pojawiają się obecnie wszędzie.

Panel ds. dezinformacji jest znacznie bardziej bezpośredni, a przewodniczący z „New York Timesa” stwierdził w swoim wystąpieniu otwierającym, że dezinformacja „odwzorowuje każde inne główne wyzwanie, przed którym stoimy jako społeczeństwo” .

Większość dyskusji można przewidzieć. Post-prawda to, cenzura tamto. Wielokrotne wezwania do reklamodawców do wycofania pieniędzy na promocję z platform, które rozpowszechniają „dezinformację”.

Ale jeśli wysłuchasz całych 90 minut obu rozmów – co zrobiłem, nie ma za co – zauważysz nowy powracający temat: lokalizacja. Powtarza się to ad nauseam. Ludzie bardziej ufają lokalnym wiadomościom, lokalne wiadomości mają większe zastosowanie w codziennym życiu ludzi, organizacje pozarządowe odnoszą sukcesy, gdy ludzie myślą, że są lokalne. I tak w kółko.

Spodziewajcie się odrodzenia „lokalnych wiadomości” jako odpowiedzi na rozprzestrzenianie się niezależnych wiadomości. Organizacje pozarządowe i fundacje mogą równie dobrze zacząć przelewać pieniądze do małych lokalnych gazet, aby stworzyć iluzję wspólnoty i niezależności. To chyba już się dzieje.

[UWAGA: Jeśli możesz przetrwać monolog Setha Moultona o nauczaniu okupowanych Irakijczyków, że propaganda jest zła, bez odruchów wymiotnych i plucia inwektywami w monitor, to jesteś silniejszym człowiekiem niż ja.]

Szczepionki. Wszędzie szczepionki

Wcale się temu nie dziwię. We wtorek zostaliśmy zaproszeni na panel z udziałem dyrektora WHO Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa na temat wyeliminowania gruźlicy, ze szczególnym uwzględnieniem nowych „bezpiecznych i skutecznych” szczepionek.

Najwyraźniej od ponad stu lat nie były dostępne żadne nowe szczepionki przeciw gruźlicy, ale obecnie opracowywanych jest szesnaście nowych produktów.

Trochę jak koronawirusy, przeciwko którym nie można było się zaszczepić przez dziesięciolecia, tylko po to, by prawie każda firma farmaceutyczna na świecie zrobiła zwrot i wypluła działającą szczepionkę na covid w nieco ponad rok.

Dobrą wiadomością jest to, że przynajmniej te szczepionki przeciw gruźlicy (jeśli kiedykolwiek trafią na rynek) nie zostały stworzone, przetestowane i zatwierdzone w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Bo taki jest plan na „następną pandemię”.

Tak, wracamy do „Misji 100 dni” – inicjatywy WHO mającej na celu stworzenie systemu, w którym każda przyszła epidemia choroby będzie miała nową szczepionkę gotową do użycia w ciągu 100 dni.

======================================

Tedros Adhanom Ghebreyesus@DrTedros·ObserwujWe know that #COVID19 will not be the last Disease X. That’s why @CEPIvaccines’ 100-day mission is so important. Ambitious partnerships like this are crucial for ensuring that when the next Disease X arrives, the world is more ready than it was this time. #wef2

======================================

Wczoraj kolejny panel omawiał przyszłość gotowości na wypadek pandemii i „misję 100-dniową”. Z gwiazdorską obsadą, w którym udział wzięli dyrektor generalny firmy Pfizer, Tony Blair oraz Helen Clark, główna autorka analizy covid przeprowadzonej przez ONZ.

Clark wspomina o planowanym przez WHO Traktacie Pandemicznym i zreformowanych Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych, co jest ważnym przypomnieniem, że globalne ustawodawstwo jest już na horyzoncie.

Dyrektor generalny firmy Pfizer, Albert Bourla, opłakuje „upolitycznienie” szczepionek na covid i granice państwowe, które pomniejszyły możliwości rozpowszechniania ich produktów na całym świecie.

Ale cytaty dnia należą do Blaira, który radośnie ogłasza, że ​​na horyzoncie pojawia się „cały nowy zestaw szczepionek i preparatów do wstrzykiwania”, a covid dał możliwość stworzenia „infrastruktury cyfrowej”.

==================

Disclose.tv@disclosetv·ObserwujNEW – Tony Blair calls for a „digital infrastructure” to monitor who is vaccinated and who is not for the „vaccines that will come down the line” at Klaus Schwab’s World Economic Forum.

============================================================

Żeby było jasne, 100-dniowe szczepionki nie są możliwe. Ale to nie powstrzyma ich przed forsowaniem tego.

I w końcu…

Kanadyjska aktorka Evangeline Lilly (znana z Zagubionych i Ant-Mana) na początku tego tygodnia obrała ciekawy sposób na zakończenie swojej kariery, kiedy promowała transmisję na żywo o tematyce Davos Russella Branda na swoim Instagramie:

W ciągu zaledwie jednego dnia pojawiły się artykuły oskarżające ją o rozpowszechnianie dziwacznych „teorii spiskowych”.

To zabawne, szczerze mówiąc. Co roku najbogatsi i najpotężniejsi ludzie na świecie – korporacyjni giganci, politycy, miliarderzy i potentaci medialni – spotykają się na tydzień, aby porozmawiać o tym, jak planują rządzić światem, ale zwrócenie uwagi na to ludziom sprawia, że stajesz się ​​„teoretykiem spiskowym”.

*

Inne potencjalnie odkrywcze rozmowy w programie obejmowały:

  • Transformacja Medycyny, Przedefiniowanie Życia – Podczas którego panel omawia między innymi bioinżynierię i „zmieniającą się definicję bycia człowiekiem”.
    .
  • Rewolucja w bezpieczeństwie żywnościowym – obalanie mitów o mięsie i zmianach klimatycznych oraz programu dot. zmian klimatycznych, a także omówienie „wzmacniania” żywności i reformowania rolnictwa.

A co wy sądzicie? Czy przegapiliśmy coś ważnego?

Pięć dni rozmów to napięty harmonogram, więc zachęcamy do dzielenia się wszelkimi znaleziskami, kąskami lub rewelacjami w komentarzach poniżej.

________________

Highlights of Davos 2023, Off-Guardian, Jan 20, 2023

−∗−

Powiązane tematycznie:

Nowa Normalność – 100 dni na szczepionkę
Starannie ulokowane za ukraińskimi nagłówkami rozklejonymi na pierwszych stronach, w zeszłym tygodniu odbyło się spotkanie Światowej Organizacji Zdrowia w celu omówienia globalnego ustawodawstwa mającego na celu upoważnienie WHO do zwalczania […]

________________

„Traktat Pandemiczny” czyli kto ma klucze do WHO
„Traktat Pandemiczny”, który unieważnia lub uchyla decyzje rządów krajowych lub lokalnych, przekazałby ponadnarodowe uprawnienia niewybieralnemu biurokracie lub „ekspertowi”, który mógłby z nich korzystać całkowicie według własnego uznania i w oparciu […]

________________

Great Reset czyli prawdziwym wrogiem jest sama ludzkość
Globaliści od wielu lat próbują zmienić nazwę i przepakować swój program Nowego Porządku Świata, a Wielki Reset był tym, co wymyślili. Zamiast brzmieć nieszkodliwie, termin ten grozi systemowymi wstrząsami i […]

________________

Great Reset czyli co szykują ludzkie paniska
Nadzór na każdym kroku, powszechny dochód gwarantowany powiązany z oceną kredytu społecznego, likwidacja własności prywatnej, masowa cenzura, zamrożenie i zajęcie rachunków bankowych, technologie wdrożone w celu przeprogramowania ludzi — ten […]Tagi:100-dniowe szczepionki, Albert Bourla, bioinżynieria, Brian Stelter, Davos 2023, dezinformacja, Evangeline Lilly, gates, Kathleen Kingsbury, Off-Guardian, polityka żywnościowa, Przedefiniowanie Życia, rolnictwo, sabat, Soros, szczepionki, Tedros Adhanom Ghebreyesus, teorie spiskowe, Tony Blair, traktat pandemiczny WHO, Transformacja Medycyny, tyrania, who

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

3 komentarze

  1. AlterCabrio 21 stycznia 2023 Warto zajrzeć: Tony Blair w Davos: musimy stworzyć „cyfrową infrastrukturę” celem ustalenia „kto został zaszczepiony, a kto nie”. Konieczne podczas „następnej pandemii”
  2. AlterCabrio 21 stycznia 2023
  3. Kłopoty w globalistycznym raju: wybuch buntu na Światowym Forum Ekonomicznym
  4. Klaus Schwab stoi na czele Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) od ponad pół wieku. Niemniej jednak istnieje ostra krytyka jego pozycji we własnych szeregach.Grupa obecnych i byłych pracowników WEF skontaktowała się z brytyjską gazetą The Guardian, aby wyrazić swoje zastrzeżenia. Piszą, że 84-letni Schwab działa na własną rękę i otacza się „wałkoniami” [good-for-nothings], którzy nie są w stanie kierować organizacją, którą założył na początku lat 70. Ocenzurowane Nie jest w żaden sposób odpowiedzialny przed ludźmi wewnątrz i na zewnątrz organizacji, mówi grupa, która chce pozostać anonimowa. „Wahamy się, czy się ujawnić, ponieważ Klaus ma bardzo dobre koneksje i może bardzo utrudnić nam życie, nawet po opuszczeniu WEF”.
  5. Grupa pracowników WEF twierdzi, że opublikowała krytyczny artykuł na LinkedIn, ale został on usunięty na prośbę Światowego Forum Ekonomicznego, czemu organizacja zaprzecza.„Gniazdo żmij”W artykule czytamy między innymi, że WEF jest niczym bez Klausa, a zarząd to „gniazdo żmij”. Pracownicy oczekują, że członkowie zarządu będą skakać sobie do gardeł, gdy tylko Klaus odejdzie.Były premier Wielkiej Brytanii, socjalista Tony Blair, został wskazany jako potencjalny następca Schwaba. Trouble in Globalist Paradise: Mutiny Erupts Within the World Economic Forum

Teologia strategiczna, strategia teologiczna

Teologia strategiczna, strategia teologiczna

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  22 I 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5324

To już nie nowa, a także wcale nie świecka tradycja. Mówię oczywiście o „Dniach Judaizmu”, które od 1997 roku celebrowane są w Kościele w Polsce 17 stycznia. Tym razem padło na Siedlce, gdzie przybyły z Jerozolimy rabin Boaz Pash oświecał kleryków z tamtejszego seminarium duchownego, księży i katechetów w kwestii interpretowania Starego Testamentu. Było też o holokauście, a na koniec JE abp Grzegorz Ryś w siedleckiej katedrze celebrował „międzyreligijną celebrację Słowa Bożego”. Metropolita łódzki przestrzegł, że „bez nieustannie pogłębianej świadomości żydowskich korzeni i zawsze aktualnego, żydowskiego wymiaru chrześcijańskiej wiary, sama tożsamość chrześcijaństwa i Kościoła ulega zagubieniu”.

To ważna przestroga, bo dotychczas wydawało się, że przyczyną „zagubienia tożsamości chrześcijaństwa i Kościoła” są zupełnie inne rzeczy, na przykład – parabumbizm i bzykanie, a tu proszę – okazuje się że – podobnie jak to było w przypadku Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – cały czas chodzi o to samo, to znaczy – o zerwanie więzi partii z masami – w tym przypadku – żydowskimi. Skoro jednak ową „świadomość żydowskich korzeni” i „zawsze aktualnego, żydowskiego wymiaru chrześcijańskiej wiary” powinniśmy „nieustannie pogłębiać”, to w końcu musi to doprowadzić do identyfikacji chrześcijaństwa z judaizmem. Nie ma w tym oczywiście nic złego, bo w coś wierzyć trzeba; jak nie w jedno, to w drugie – chociaż mogą pojawić się pewne kłopoty z rewolucyjną teorią, bo judaizm zdecydowania odrzuca Jezusa Chrystusa, podobnie jak i koncepcję Trójcy Świętej, która z kolei stanowi istotę chrześcijaństwa. Ale nie martwmy się na zapas, bo pierwszorzędni fachowcy od ekumenizmu na pewno podadzą wtedy do wierzenia formułę o takim stopniu ogólności, że takie drobiazgi przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie.

O ile jednak na odcinku religijnym wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku, o tyle na odcinku politycznym sprawy się komplikują. Wprawdzie 13 stycznia Sejm 198 głosami przeforsował nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, na mocy której sprawy dyscyplinarne sędziów będą rozpatrywane przez Naczelny Sąd Administracyjny, a powszechną praktyką stanie się wzajemne „testowanie niezawisłości” sędziowskiej, którego konsekwencją musi być podważanie orzeczeń zapadłych choćby z udziałem sędziego „nielegalnego”, ale nie kończy to procesu legislacyjnego. Ustawa trafiła bowiem do Senatu, który teoretycznie mógłby ją rozpatrzyć już w lutym, ale potrzeby finansowe rządu wydają się tak palące, że chyba stanie się to wcześniej. Ta nowelizacja bowiem miała być warunkiem odblokowania oczekiwanych przez Polskę środków z funduszu odbudowy. Tak w każdym razie z miedzianym czołem zapewniał pan premier Morawiecki, ale jeszcze tego samego dnia okazało się, że to nieprawda, bo rzecznik Komisji Europejskiej oświadczył, że jest to „ważny krok” na słusznej drodze, dając do zrozumienia, że droga jest jeszcze daleka.

I rzeczywiście – zaraz okazało się, że kolejnym warunkiem odblokowania wspomnianych środków jest zakaz walki z wiatrakami – i tak dalej – bo „kamieni milowych”, od których spełnienia tak naprawdę wszystko zależy, jest aż 150. Toteż minister Ziobro, którego Solidarna Polska, razem z Konfederacją głosowała przeciwko nowelizacji ustawy o SN, napisał do pana prezydenta Dudy „list otwarty”, w którym sugeruje, by ustawy nie podpisywał, a w zamian zainicjował ogólnonarodową debatę. Chodziłoby w niej nie tylko o nakreślenie warunków ostatecznego przefrymarczenia suwerenności państwowej, ale również zwrócenie uwagi opinii publicznej, że ów „fundusz odbudowy”, to nie żadna darmocha, tylko pożyczka i to dosyć droga. Z pozoru tak nie jest, bo w ramach prawie 160 mld złotych z tego funduszu, dotacja stanowi 106 mld a pożyczka – resztę, ale warto zwrócić uwagę, że cały ów fundusz powstał w następstwie pożyczki, jaką Komisja Europejska zaciągnęła w Europejskim Banku Centralnym we Frankfurcie nad Menem w imieniu całej Unii Europejskiej. Tę pożyczkę wszystkie członkowskie bantustany będą musiały spłacić według rozdzielnika, więc wychodzi na to, że suwerenność państwową przefrymarczamy za darmo. Ładny interes! Co zrobi pan prezydent – tego nie wiemy – bo właśnie bawi na Forum Ekonomicznym w Davos, gdzie starsi i mądrzejsi, a w każdym razie – bogatsi – podpowiedzą mu, co ma zrobić. Może nie wszyscy na raz, ale Klaus Schwab, który zaprosił pana prezydenta na obiad, już tam go oszwabi, jak przystało na budowniczego IV Rzeszy.

Zresztą chyba nie jest on jedynym preceptorem pana prezydenta, który w swoim przemówieniu w Davos uchylił rąbka tajemnicy wojskowej, ujawniając, że czołgi, których ponad 200 Polska przekazała była Ukrainie, nie pochodziły bynajmniej z jakichś rezerw, bo tych Polska nie miała, tylko zwyczajnie – zostały zabrane z jednostek wojskowych. Wprawdzie pan prezydent 3 maja ubiegłego roku mówił o „unii” ukraińsko-polskiej, ale optymistycznie zakładam, że jego oddanie sprawie ukraińskiej nie idzie jeszcze tak daleko, by Polskę całkiem zlikwidować, a w związku z tym pomysł rozbrojenia państwa musiał podsunąć mu Nasz Najważniejszy Sojusznik, który w dymach bijących z wojny na Ukrainie wędzi sobie rozmaite swoje półgęski – jak to pięknie w roku 1967 ujął „sowizdrzał świętokrzyski”, czyli Józef Ozga-Michalski.

Z obfitości serca usta mówią, więc uchylone zostały też rąbki innych tajemnic wojskowych. Za panem generałem Romanem Polko, który przebąknął o tym pierwszy, również cywilny wiceminister zdradził, że w nowej strategii Polska odchodzi od koncepcji obrony na linii Wisły, ku znanej z 1939 roku doktrynie, że „nie oddamy ani guzika”. To oczywiście bardzo ładnie, chociaż z drugiej strony pojawia sie pytanie, w jaki sposób Polska ten cel osiągnie, skoro zamierza przekazać Ukrainie nie tylko kompanię (14 czołgów) Leopard, ale również te, które ma otrzymać z USA i kupić w Korei Południowej? Ale – jak mówił Sędzia Soplica w „Panu Tadeuszu” – „jakoś to będzie” – co też potwierdza i dobry wojak Szwejk, zwracając uwagę, że jak tam było tak tam było, zawsze jakoś było, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było. Jak widzimy, nasza myśl strategiczna oparta jest na podstawach solidnych, jak mało które, więc i o ostateczne zwycięstwo powinniśmy być spokojni tym bardziej, że w ostatecznym razie do akcji włączy się Matka Boska .

Podobnie i na Ukrainie, gdzie ostateczne zwycięstwo od blisko roku jest już w zasięgu ręki, chociaż i tam tu i ówdzie trafiają się niedociągnięcia. Oto doradca prezydenta Zełeńskiego Ołeksij Arestowycz powiedział, że ruska rakieta, która zniszczyła blok mieszkalny w Dnieprze, została wcześniej trafiona przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Na takie dictum zawrzał gniewem mer Dniepru pan Borys Fiłatow i zażądał, by Arestowyczem zajęła się Służba Bezpieki Ukrainy. Ten nie czekał, aż to nastąpi, tylko zawczasu podał się do dymisji i złożył samokrytykę, chociaż nie wiadomo, czy to wystarczy, bo – jak twierdził w „Faraonie” arcykapłan Pentuer – „kto by zdradził tak wielką tajemnicę, umrze podwójnie – ciałem i duszą”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Szefowa unijnej cenzury bezczelnie grozi Twitterowi. „My jesteśmy również obrońcami wolności słowa”.

Szefowa unijnej cenzury bezczelnie grozi Twitterowi. „My jesteśmy również obrońcami wolności słowa”.

„Czas Dzikiego Zachodu dobiegł końca”, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej ds. wartości i transparentności Věra Jourová ostrzegła Elona Muska w obliczu zdarzeń wynikających z przejęcia Twittera przez miliardera za 44 miliardy dolarów (40,6 miliarda euro).

W rozmowie z Euronews Next na Światowym Forum Ekonomicznym (WEF) w Davos w środę, Jourová powiedziała, że platforma spotka się z sankcjami, jeśli nie będzie działać w zgodzie z nowymi unijnymi przepisami internetowymi.

Zapytana, czy blok ma wystarczającą siłę przebicia, aby duże platformy, takie jak Twitter, przestrzegały nowych przepisów, które mają na celu stworzenie bezpieczniejszych przestrzeni cyfrowych, powiedziała, że „nie ma nic silniejszego 

niż obowiązujące przepisy”.

„Będziemy mieć ustawę o usługach cyfrowych [DSA]. Będziemy mieć kodeks postępowania jako część tego prawodawstwa” – powiedziała Jourová.

„Tak więc po tym, jak pan Musk przejął Twittera ze swoim„ absolutyzmem 

wolności słowa ”, my jesteśmy również obrońcami wolności słowa”.

„Jednocześnie jednak nie możemy akceptować np. nielegalnych treści w Internecie itp. Nasz przekaz jest więc jasny: mamy zasady, których należy przestrzegać, w przeciwnym razie będą sankcje” – dodała.

Źródło: https://www.euronews.com/next/2023/01/19/the-time-of-the-wild-west-is-over-eu-vera-jourova-warns-elon-musk-twitter-from-davos-wef

Może jeszcze znajdą się inne kwiatki wyrosłe na glebie Davos….

Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (1)

Ks. Wawrzyniec Scupoli

Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej (1)

Utarczka duchowa czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej. Przez Księdza Scupoli, Teatyna. Przełożył z francuskiego X. S. U. W. C. (Ks. Stanisław Ulanecki), Warszawa 1858. Pozwolenie Władzy Duchownej:

X. A. Dąbrowicz, Cenz. Ksiąg duch. w Archid. Warsz., Warszawa dnia 4 marca 1858 r.

APPROBATUR. Varsaviae die 11 Martii 1858 anno. Leo Topolski, Judex Surrogatus C. M. V.

L. CZAJEWICZ, Secret.

PRZEDMOWA

Maluczką przedstawiam Ci czytelniku książeczkę; ale wielkiej wartości: książeczkę, która Franciszka Salezego urobiła na wielkiego świętego, na szczególnego miłośnika Jezusa; którą On nieodstępną swą zwał towarzyszką, i żadnego nie pominął dnia, aby jakiego z niej nie odczytał ustępu, aby nie zastosował swego życia do odczytanych z niej uwag. Ona go powiodła do osobliwszej miłości Boga, wywołała z Jego duszy cudny traktat o tejże miłości.

Zarzucisz mi: – dawna to musi być legenda, kiedy już św. Franciszek ją czytywał.

Odpowiadam. Jak Bóg jest niezmienny, tak wszelka prawda jest niezmienna; chociaż dawna, odwieczna; ale zawsze świeża, zawsze wdzięcznie kwitnąca. Dawność, właśnie stanowi jej zaletę, daje niezłomną rękojmię jej pewnych, niewzruszonych zasad. Ona już niejednego urobiła świętego, wskazała prostą do Niebian krainy drogę, i my zatem jej przewodnictwu śmiało się powierzyć, za jej radami i uwagami bezpiecznie iść możemy. Jest dawną, a zatem nie płodem tegoczesnym, który dziś z chciwością czytają, poklaskami obsypują, a jutro cały urok traci, w zapomnienie idzie. Nie jest utworem bajecznej etriadny, która dzienne namoty, w nocy rozrywa; nie jest pomysłem tegoczesnej filozofii, której zasady jeden po drugim mędrek przewraca, rozrywa, burzy, niszczy.

Jezus nie umiera, ten sam jest dziś co wczora, ten sam do skończenia wieków. Religia św. ma też same trwałości, znamiona i pisma religii, prawdziwie z natchnienia kreślone, tym samym nacechowane są piętnem. Psalmy co Dawid, przy swej arfie, na tysiąc lat nucił przed Chrystusem i dziś jeszcze nie przestarzały się, i dziś z sędziwą powagą starca, ą siłą młodzieńczą, obijają się wdzięcznie o Świątyń sklepienia, porywają umysł i serce. Pierwotne dzieje istnienia świata, ludzi, które Mojżesz nakreślił; mimo czterotysiącznej lat przestrzeni, nie straciły nic z swej prostoty i prawdy. Najbieglejsi mędrcy, zbogaceni tylu wieków znawstwem, mimo swej zawiści i wysileń, nie mogą ani jednego usprawiedliwić zasadnie zarzutu, nie mogą w niczym naruszyć powagi Pięcioksięgu.

Dzieła św. Augustyna i innych Ojców Kościoła, tak samo dziś jak przed półtora tysiącem lat z zajęciem i pożytkiem dla ducha czytamy. Książeczka o Naśladowaniu Chrystusa, Maryi, zawsze jest świeża, rzewnie do duszy przemawia.

Pisma prawdy, jak prawda sama, trwają na wieki.

Tego właśnie rodzaju książeczkę, usnutą na czystej Rzymsko-Katolickiego Kościoła prawdzie, niosę Ci czytelniku. Mogła ona na stylu, na wyrażeniach nieco utracić; ale pył kilkowiekowy choć niedołężnie z niej utrząsnąwszy, część jej rdzenna znowu w właściwej okazuje się piękności.

Nosi ona nazwę Utarczki duchowej, bo też i życie człowieka na ziemi jest utarczką. Militia est vita hominis super terram (Hiob VII, 1). Utarczką nie jednodzienną, chwilową, ale całego życia; nie w czasie, ale dopiero w wieczności się kończącą, w nagrodę się zmieniającą, wedle wyrazów Pisma: Przez wszystkie dni walczę, czekam aż przyjdzie odmienienie moje, – Milito, donec veniat immutatio mea (Hiob XIV, 14). Za sprawiedliwością ulatawaj, o prawdę bojuj aż do śmierci, – usque ad mortem certa pro justitia (Ekkles. IV, 33); bojuj, ale w prawdziwej chrześcijańskiej roztropności. Nie sprzeciwiaj się obliczu możnego, ani usiłuj przeciw bystrości rzeki (ibidem).

Utarczka ta, jest duchowa, daleka od sposobów świeckiego wojowania; bo dobry żołnierz Jezusa Chrystusa, walcząc dla Boga, nie wikła się sprawami świeckimi (2 Tym. II, 3), i my chodząc w ciele, jak nas poucza Apostoł narodów, nie wedle ciała walczymy; broń żołnierstwa naszego, nie jest cielesna, ale Bogiem mocna (2 Kor. X, 4). Broń ta zasadza się na dźwiganiu krzyża, na zaprzeniu siebie, na naśladowaniu cichego Baranka, który wiedzion na zabicie, nie otworzył ust swoich (Izaj. LIII, 7).

Wrogiem, przeciw któremu do boju występować mamy, są pożądliwości, które walczą w członkach naszych (Jakub IV, 1), są chuci cielesne, które walczą przeciw duszy (1 Piotr. II, 11).

W całej tej książeczce, jak gdybyśmy słyszeli samychże do nas każących Apostołów, wołających: Ty człowiecze Boży, chroń się (pychy, chciwości, porubstwa….) a naśladuj sprawiedliwości, pobożności, wiary, miłości, cierpliwości, cichości. Staczaj dobry bój, mając wiarę i dobre sumienie. Pracuj, jako dobry żołnierz Jezusa Chrystusa, dostępuj żywota wiecznego, do którego jesteśmy wezwani (1 Tym. VI).

Celem wreszcie tej książeczki jest, abyśmy zwyciężając w ciągu życia jednego, po drugim wrogów duszy; mogli im się mężnie i w chwilę skonu oprzeć, i odezwać do Pana z tąż samą co Apostoł ufnością: Potykaniem dobrym potykałem się, zawodu dokonałem, wiarę zachowałem, odłożon mi jest, przeto wieniec sprawiedliwości, który mi odda Pan, Sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, ale i tym którzy miłują przyjście Jego (2 Tym. IV, 7).

Jakby życzyć należało, aby to drobne pisemko znalazło się w ręku osób kierujących sumieniami innych; osób pragnących nabyć prawdziwej pobożności, nie tak na zewnętrznych sprawach, ale głównie zasadzającej się na urobieniu serca, podług Najsłodszego Serca Jezusowego.

Oby czytelnicy tej książeczki, nie tak usty, jak sercem, ją czytali, aby nauczyli się potykać i zwyciężać wrogów swej duszy i zbawienia; oby usłyszeli i skutkiem otrzymali obietnicę, przez Pana na Niebiosach zapewnioną: Zwycięzcy dam mannę utajoną, nowe imię, koronę żywota! – Vincenti dabo manna absconditum, nomen novum, coronam vitae (Objaw. św. Jana r. II, w. 17. 10).

Pisałem w Czermiernikach

w dzień Oczyszczenia Najświętszej Maryi Dziewicy,

2 lutego 1858 r.

ROZDZIAŁ I. O doskonałości chrześcijańskiej, potrzebie duchowej utarczki i o sposobach wyjścia z niej zwycięsko

„Kto na placu się potyka, nie bierze wieńca, ażby się mężnie potykał”. – 2 Tymot. r. 2, w. 5.

Synu! jeśli pragniesz dosięgnąć doskonałości Ewangelicznej i tak się zjednoczyć z Bogiem, iżbyś w duchu jedno z Nim stanowił: wypada przede wszystkim, abyś poznał co jest doskonałość duchowa, na czym zależy, i jak jej nabyć można.

Wiele osób zasadza życie duchowe na zewnętrznych czynach, na włosiennicy, paskach, postach, czuwaniach i tym podobnych umartwieniach ciała.

Inni znowu, a zwłaszcza niewiasty, sądzą, że już są bardzo doskonałe w cnocie, kiedy nawykną odmawiać usty wiele modłów i różańców, kiedy po kilka mszy słuchają, na każdym są obecne nabożeństwie, przesiadują długie godziny w kościele i często komunikują.

Są i tacy, a nawet z pomiędzy osób zakonnych, co mniemają, że to jest doskonałość, kiedy kto prawie nieustannie znajduje się w chórze, miłuje zacisze, milczenie, zachowuje regułę zakonną.

A tak, jedni na tych, drudzy na owych ćwiczeniach gruntują doskonałość; wszyscy ci jednak bardzo błądzą i mylą się; zasadzają bowiem doskonałość na zewnętrznych czynach, które są usposobieniem do doskonałości, albo jej wypływem, – ale nigdy na nich istotna nie polega doskonałość.

Wymienione powyżej czyny zewnętrzne, są dzielnymi środkami do dojścia do prawdziwie duchowego życia; a kiedy są roztropnie użyte, wzmacniają naszą słabą naturę tak skłonną do złego, tak leniwą do dobrego; służą do odparcia natarczywości i zasadzek wroga duszy; przyczyniają się na koniec do otrzymania od Ojca miłosierdzia, potrzebnej pomocy, tak koniecznej sprawiedliwym, a zwłaszcza wstępującym dopiero na drogę sprawiedliwości.

Są także powyżej wskazane czyny, już wynikiem doskonałej cnoty, osób prawdziwie rządzących się duchem świętych; które trapią swe ciało, już dla ukarania za ubiegłe zdrożności, już dla upokorzenia go, poddaniem go całkowicie pod wolę Boga. Takie osoby uchodzą w zacisze, miłują osobność, milczenie, unikają stosunków z światem, aby uchroniły się najmniejszych uchybień, aby ich towarzystwem było jedynie Niebo i Anieli! Zajmują się one dobrymi czynami, nabożeństwem; spędzają czas na modłach, na rozpamiętywaniu życia i męki Zbawcy; nie z ciekawości, ani dla pociech i jakiegoś zadowolenia; lecz aby poznały i dobroć Boga i swoją niewdzięczność; aby się nauczyły miłować Boga a gardzić sobą; nieść krzyż Pański, a wyrzec się woli własnej; komunikują one często, ale dlatego, aby uwielbić Boga, jednoczyć się z Nim coraz ściślej, umocnić się przeciw wszelkim potęgom piekła.

Przeciwnie się dzieje z osobami jeszcze zmysłowymi, dalekimi od doskonałości, które całą pobożność swoją zasadzają na powierzchownych sprawach; te bowiem sprawy powierzchowne bardzo często są im do zguby powodem i więcej im szkodzą niż jawne upadki; nie dlatego, aby były złe same w sobie, ale dlatego, że ich źle owe osoby używają. Tak mocno się przywiązują do ćwiczeń zewnętrznych, że już zaniedbują wszelkiej baczności na poruszenia i skłonności swego serca, dają mu całą wolność, nie przeszkadzają iść za własnym popędem i tak wystawiają to biedne serce na ułudę szatańską: ten zaś duch kłamu, zważając że się oddalają z drogi prawej, nie tylko je zachęca, aby z upodobaniem ćwiczenia, do jakich nawykły, wykonywały, ale jeszcze napełnia ich wyobraźnię marzeniami niebieskich rozkoszy, tak, że się im zdaje, że już są w gronie Aniołów, że cieszą się widzeniem Boga. Posuwa on złość swoją dalej jeszcze: w samych modłach, poddaje im myśli wzniosłe, ciekawe, przyjemne, i one zacząwszy zaledwie zapominać świata i rzeczy doczesnych, już się uważają być wzniesionymi aż do trzeciego nieba.

Nie potrzeba długo zastanawiać się nad ich stanem, bardzo łatwo możemy poznać ich zbłąkanie się, ich oddalenie od drogi prawdziwej doskonałości; we wszystkich bowiem rzeczach, czy to większej czy małej wagi, zawsze pragną być uważanymi za lepszych od drugich, zawsze idą za swym uwidzeniem, zawsze pełnią wolę własną, a mając zamknione oko na własne sprawy, zwracają nieustanną uwagę na działania i czyny drugich i te ciągle nicują. Niechże kto naruszy choć w drobnostce ich dobrą sławę, jaką mniemają że posiadają u ludzi, i o którą tak są troskliwi; niechże kto im zaleci opuścić niektóre z tych ćwiczeń pobożności do których nawykli, jakże się zaraz burzą, niepokoją. Kiedy nawet sam Bóg dla ich nauki, dla pokazania im drogi prawdziwej doskonałości, zsyła na nich przeciwności, choroby, ciężkie utrapienia, jako najpewniejsze sposoby doświadczenia wierności sług swoich, i które nigdy nam się nie przydarzają bez woli i dopuszczenia Pańskiego; o! wtenczas najlepiej poznać możemy, jak w głębi duszy są schorzałymi, jak ich mocno zaraziła duma.

We wszystkich, bądź pomyślnych, bądź przeciwnych wypadkach tego życia, nie wiedzą wcale, co to się stosować do woli Boga, uniżać się pod Jego potężną prawicą, poddawać się Jego sprawiedliwym choć niezbadanym wyrokom; nie wiedzą, jak na wzór cierpiącego i pokornego Jezusa, poczytywać się niższym nad wszelkie stworzenie; jak kochać prześladowców, których Opatrzność Boska zsyła już dla umartwienia nas, już znowu do współdziałania z tąż Opatrznością Boga nad ich zbawieniem i nawróceniem. Stąd pochodzi, że zawsze są w widocznym niebezpieczeństwie zguby, albowiem patrząc na siebie, na swe zewnętrzne, w samych sobie dobre sprawy, oczyma zamglonymi miłością własną, unoszą się w pychę, sądzą się być doskonałymi, pogardzają bliźnimi i częstokroć tak ich zaślepia duma, że potrzeba nadzwyczajnej łaski nieba do ich nawrócenia.

A tak samo doświadczenie nam wskazuje, że daleko łatwiej jest naprowadzić na dobrą drogę jawnego grzesznika, aniżeli grzesznika który w dobrowolnej upornej zostaje ułudzie, skryty maską zwodniczej cnoty.

Poznajesz teraz synu, że życie duchowe nie zależy wcale na wszystkich powyżej pomienionych ćwiczeniach, powierzchnio uważanych: ale zasadza się właściwie, na poznaniu, z jednej strony, nieskończonej dobroci i wielkości Boga, a z drugiej, naszej własnej nikczemności i skłonności do grzechu; na kochaniu Boga, a pogardzie siebie samych i na poddaniu się nie tylko Bogu, ale wszelkiemu stworzeniu, przez wzgląd na Boga; na wyrzeczeniu się całkowitym woli własnej, w pełnieniu woli Boga; a nade wszystko, zasadza się na tym, abyśmy wszelkie sprawy wykonywali jedynie dla uświęcenia Imienia Pańskiego, w tym jedynie zamiarze, abyśmy się Bogu podobali, i dlatego, że Bóg chce, że jest godzien, aby Go wszelkie stworzenie kochało i Jemu służyło.

Na tym zawisło prawo miłości, jakie Duch Święty wyrył na sercach sprawiedliwych, na tym zasadza się owo zaprzenie samych siebie, tak zalecone przez Zbawcę w Ewangelii, to jest co czyni jarzmo Jego słodkie, a ciężar lekki; na tym zależy dokładne posłuszeństwo, jakiego Pan zawsze i słowy i przykłady nas nauczał. Następnie, jeśli pragniesz postąpić dalej w doskonałości, winieneś ciągłą wieść utarczkę i przyłożyć wszelkiego starania do wyniszczenia w sobie chuci nieporządnych, choćby te najbardziej małymi się wydawały; z stałością zatem i mężnym zapałem masz się przygotować do utarczki, bo nikt zwycięskiego nie otrzyma wawrzynu, kto mężnie potykać się nie będzie.

Uważ jednak dobrze synu, że jak z jednej strony, nie masz bardziej trudnej uporczywej walki nad obecną, bo przeciw samym sobie walcząc, przez nas samych pokonanymi bywamy; tak z drugiej, nie masz zwycięstwa tak przyjemnego Bogu, a nam chwalebniejszego nad niniejsze: bo ktokolwiek jest tak mężnym, że trzyma na wodzy swe żądze, poskramia wewnętrzne zapędy, powstrzymuje najdrobniejsze woli swej zachcenia, ten dokonał dzieła największej zasługi przed Bogiem, większego, niż gdyby porozdzierał swe ciało dyscyplinami, większego niż gdyby, na wzór pierwszych pustelników, ścisłymi trapił się postami, większego niż gdyby tysiące nawrócił grzeszników.

Jakkolwiek bowiem, biorąc rzeczy same w sobie, więcej Bóg ceni nawrócenie jednej duszy, niż poskromienie jakiej chuci nieporządnej; każdy jednak starać się szczególniej powinien, wykonać to, co Bóg osobliwiej po nim wymaga. Bóg zaś przede wszystkim wymaga, abyśmy najsilniej pracowali nad poskromieniem swych żądz; i to daleko więcej Mu się podoba, aniżeli żebyśmy z sercem niepohamowanym nieśli Mu daleko znakomitsze usługi.

Kiedyśmy już poznali, na czym doskonałość chrześcijańska zawisła, że abyśmy do niej doszli, potrzeba nam wieść koniecznie utarczkę przeciw sobie samym, zacznijmy teraz, że tak powiem, uzbrajać się w cztery rzeczy, które są niby oręże, bez jakich trudno, niepodobna by nam było wyjść zwycięzcami z tej walki. Te zaś cztery rzeczy są: Nieufność sobie samym. – Ufność w Bogu. – Dobre użycie władz duszy i ciała. – Modlitwa.

O tych po szczególe w następnych będziemy mówili rozdziałach.

Książkę postaci papierowej można nabyć tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Utarczka_duchowa_Wawrzyniec_Scupoli.html



Udawanie

Udawanie

Małgorzata Todd

https://mtodd.pl/?wysija-page=1&controller=email&action=view&email

       Szanowni Państwo!
       Unia Europejska udaje, że dba o „praworządność” w Polsce, co jest sardoniczną kpiną dla każdego. Chodzi jedynie i wyłącznie o destabilizację naszego państwa, co też jest dla każdego, myślącego człowieka oczywiste.

Nasz rząd udaje, że wierzy unijnym biurokratom co jest niepojęte i bardzo niepokojące.
       Czyżby chodziło o wzajemną manipulację? Czy premier udaje przed Unią, że Polacy to taki ciemny lud, któremu wystarczy obiecać i zainstalować niemieckie wiatraczki, żeby zgodził się na wszystko? Czy chodzi o to, żeby wmówić skorumpowanym unijnym biurokratom, że nie trzeba zmieniać rządu na bardziej proniemiecki, bo już ten odda suwerenność za czapkę śliwek?
       Tusk od dawna nie był w tak komfortowej sytuacji. Jego senat może ustawę „poprawiać”, albo nie. Obydwie opcje są dla niego korzystne. Żadnych pieniędzy z KPO i tak nie „dostaniemy”, będzie więc mógł mówić, że stoi na straży konstytucji, albo „unijnych dyrektyw”. Mam jednak nadzieję, że i na to koalicja antyPOlska jest za głupia.
       Wniosku o pilną debatę w sprawie największej afery korupcyjnej w historii UE na 700 europosłów nie poparło tylko 4, w tym aż 3 z Polski! Ewa Kopacz (PO) Andrzej Halicki (PO) Krzysztof Hetman (PSL) zamiatanie skandali pod dywan mają we krwi.
       Unia się wali.

Może wobec aresztowań skorumpowanych unijnych biurokratów, takie upieranie się ze strony polskiego rządu, że nadal wierzy w unijną „praworządność” ma sens?
       Retoryka, nie bacząc na starożytne tradycje, ma przyszłość.
      

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

Tam na Czerskiej, w kibucniku, wiszą gacie po Michniku. Kto chce w Polsce awansować… Anatomia sukcesu.

Tam na Czerskiej, w kibucniku, wiszą gacie po Michniku. Kto chce w Polsce awansować…

Anatomia sukcesu premiera Morawieckiego

Stanisław Michalkiewicz

Bardzo dużo zależy od tego, kto chwali, a kto krytykuje. Gdyby na przykład Judenrat “Gazety Wyborczej” ni stąd ni zowąd zaczął chwalić, dajmy na to, mnie, to bardzo by mnie to zaniepokoiło i zaraz zacząłbym się zastanawiać, czy nie robię przypadkiem czegoś głupiego, albo – czy nie dopuszczam się jakiegoś łajdactwa. Natomiast kiedy Judenrat mnie krytykuje, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Mam bowiem taką metodę; kiedy nie mogę wyrobić sobie od razu poglądu na jakąś sprawę, zaglądam do żydowskiej gazety dla Polaków pod redakcją pana red. Adama Michnika i kiedy ona wyraża się pozytywnie, to wiem, że to podejrzana sprawa, a prawdopodobnie – jakieś łajdactwo. Natomiast kiedy krytykuje, albo – jeszcze lepiej – energicznie potępia – to już wiem, że to dobra sprawa. Oczywiście dobrze jest zasięgnąć informacji również gdzie indziej, ale w sytuacjach nagłych to metoda wystarczająca.

Poza tym jestem przekonany, że mikrocefale, stanowiący środowisko “Gazety Wyborczej”, też ją stosują, tylko z odwrotnej pozycji. Dlatego, gdyby na przykład panu redaktorowi Michnikowi zepsuł się telefon komórkowy, to dla tego środowiska mogłaby to być tragedia; nie wiemy, co myślimy. Wreszcie do Judenratu dostrajają się rozmaici ambicjonerzy, którzy chcą uzyskać rozgłos albo nawet dołączyć do grona autorytetów moralnych – bo obecnie sytuacja podobna jest do tej, za pierwszej komuny, kiedy to popularny wierszyk głosił, że “W Poroninie, na jedlinie wiszą gacie po Leninie. Kto chce w Polsce awansować, musi gacie pocałować”.

Teraz Lenin jest już passe, po pierwsze dlatego, że wprawdzie Żyd, ale jednak ruski, a skoro tak, to i żydostwo nic mu nie pomoże, a poza tym teraz podlizujemy się Naszemu Panu z Waszyngtonu, który na razie próbuje unikać ostentacji i żeby nikogo nie płoszyć, do Lenina jeszcze się nie przyznaje, chociaż komunistyczną rewolucję zaczyna eksportować na cały świat, dzięki czemu Sanhedryn światowy go toleruje, a nawet wspiera w rozmaitych terminach. Toteż dzisiaj wspomniany wierszyk trzeba by strawestować, na przykład tak: “Tam na Czerskiej, w kibucniku, wiszą gacie po Michniku. Kto chce w Polsce awansować…” – i tak dalej.

Wspominam o tym wszystkim, bo właśnie portal “Onet”, który – podobnie jak dajmy na to – “Oko-Press” – z żydowską gazetą na tym etapie kolaboruje, wpisując się w ten sposób w żydowsko-niemiecką koordynację, właśnie pochwalił premiera Mateusza Morawieckiego, że “wszystkich ograł”. “Wszystkich” – to znaczy – nie tylko “ziobrystów”, ale cześć polityków PiS, a nawet część opozycji, bo wbrew nim przeforsował w Sejmie nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, łudząc pozostałych mikrocefali sejmowych, że dzięki temu Komisja Europejska odblokuje szmal z funduszu odbudowy i każdy będzie mógł pysk umoczyć w melasie.

Tymczasem – dowodzi natchniony autor, który coś tam przecież może wiedzieć – przed wyborami nic takiego nie nastąpi, bo dopiero wtedy, gdy wygra je Donald Tusk na czele Volksdeutsche Partei, to zostanie w ten sposób przez niemieckich mocodawców wynagrodzony. Wszystko to oczywiście być może, bo kiedy przyjrzymy sie działalności pana premiera Morawieckiego, to widzimy, że za parawanem patriotycznej, a nawet tromtadrackiej retoryki, chociaż wyraźnie kontrastuje ona z jego wymoczkowatym wyglądem, spełnia on w podskokach wszystkie niemieckie życzenia.

Podejrzewam, że właśnie dlatego Naczelnik Państwa akurat tego byłego doradcę premiera Tuska zrobił wicepremierem w rządzie Beaty Szydło, a kiedy ktoś starszy i mądrzejszy zasuflował mu (“wiecie, rozumiecie, Naczelniku”) “głęboką rekonstrukcję rządu” – to i premierem. Bo Naczelnik jest taki sam; uwodzi swoich wyznawców patriotycznymi deklamacjami, ale kiedy na przykład trzeba w Sejmie przeforsować ratyfikację ustawy o zasobach własnych UE, na podstawie której Komisja Europejska uzyskała prawo zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej “Niuni Europejskiej”, to wykonał zadanie dzięki kolaboracji z bezbożną i zdradziecką Lewicą. Jego wyznawcy, wbrew oczywistym faktom, naturalnie nie przyjmują tego do wiadomości, potwierdzając w ten sposób trafność spostrzeżenia Franciszka de La Rochefoucauld, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o  bezskuteczności pierwszego.

Wróćmy jednak do sukcesu sejmowego pana premiera Morawieckiego i rozbierzmy go sobie z uwagą. Głównym pretekstem tej sprzecznej z konstytucją i zdrowym rozsądkiem nowelizacji, było odblokowanie środków z funduszu odbudowy. Jeszcze tego samego dnia się wyjaśniło, że to nie wystarczy, że to dopiero – jak powiedział rzecznik Komisji Europejskiej – “pierwszy krok”, za którym poszedł od razu następny w postaci zakazu walki z wiatrakami. Ale mniejsza o to, bo ważniejsza jest natura tych środków. Z pozoru, wśród tych prawie 160 miliardów złotych przyznanych Polsce, dotacje stanowią 106 mld, a pożyczki – resztę. Przypomnijmy jednak, w jaki sposób Komisja Europejska zgromadziła środki finansowe na ten „fundusz odbudowy”. Otóż korzystając z nowego uprawnienia do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii, pożyczyła 750 mld euro, emitując obligacje dla lichwiarskiej międzynarodówki. Zatem WSZYSTKIE środki zgromadzone na unijnym funduszu odbudowy, to pieniądze pożyczone, które potem każdy członkowski bantustan będzie musiał zwrócić w proporcji, jaka przypadnie na niego z rozdzielnika.

W takiej sytuacji te 106 mld rzekomych “dotacji”, to zwykła blaga, mająca na celu zamydlenie oczu naiwniakom, którzy nadal wierzą w istnienie darmowych obiadów. Oznacza to, że uchwalając nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, podyktowaną panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi) przez Komisję Europejską, Sejm oddał kolejny kawał suwerenności politycznej państwa ZA DARMO, bo wszystko to, co Polska ewentualnie dostanie, będzie musiała zwrócić do ostatniego centa, być może nawet ze stosownymi procentami. A komu? Ano – jak wspomniałem – tej samej lichwiarskiej międzynarodówce, która kupiła od Komisji Europejskiej obligacje.

No to jakże możemy się dziwować, że Judenrat “Gazety Wyborczej” już nie mógł się doczekać finału i wieszał psy na Solidarnej Polsce i Konfederacji, które domagały się odrzucenia tej nowelizacji w całości? Również na tym przykładzie widać, że przyjęta przeze mnie metoda jest bardzo skuteczna, bo po rozebraniu sobie całej sprawy z uwagą, możemy nawet zorientować się, jakie Judenratowi przyświecają motywy.

Rząd Niemiec NIE spala setek milionów kowidowych maseczek !!! Teraz to „termiczne przetworzenie”. A posiada jeszcze 3,7 miliarda…

Rząd Niemiec NIE spala dziesiątków milionów kowidowych maseczek !!! Teraz to „termiczne przetworzenie”.

Rząd federalny planuje pozbyć się 790 milionów maseczek, których minął „termin ważności”. A posiada jeszcze 3,7 miliarda maseczek.

https://www.bibula.com/?p=138314

Niemieckie rządy związkowe i federalny zmuszone zostały do spalenia maseczek kowidowych, które zalegają magazyny.

Nawet w zakresie tak prozaicznej czynności jak zwykłe spalenie maseczek, polityczna poprawność wytworzyła nowotwór językowy i pozbycie się tych bezużytecznych rekwizytów zwie sie teraz „termicznym przetworzeniem” (niem. „Thermische Verwertungen“, ang. „thermal reprocessing”).

Poszczególne landy spaliły dotychczas dziesiątki milionów maseczek (np. Badenia-Wirtembergia zniszczyła 6,1 mln masek, Saksonia 5,5 mln, Nadrenia Północna-Westfalia 5 mln) i chciałyby pozbyć się ich jeszcze więcej, lecz w praktyce wiele z tych zasobów jest własnością federalną.

Na początku tzw. pandemii przywódcy niemal wszystkich krajów – ogłupieni przez media i sterroryzowani przez światowe siły zła – zamówili ogromne ilości maseczek mających „chronić przed koronawirusem”, pomimo tego, że wszystkie dotychczasowe dane medyczno -techniczno-epidemiologiczne jednoznacznie pokazywały, że nie nadają się one do tego celu. Jednak dążąc do rozniecenia paniki, media i „eksperci medyczni” doprowadzili do rewolty nauki i to co dotychczas było oczywiste, stało się nagle „dezinformacją”, a to co uważano za bzdurę stało się „wiedzą naukową”.

Wspierając się radami „medycznych autorytetów”, politycy dokonali zakupów maseczek, „przyłbic”, żeli, fartuszków i innych komediowych rekwizytów, ku uciesze głównie chińskich producentów. Według danych niemieckiego Ministerstwa Zdrowia, rząd federalny posiada jeszcze 3,7 miliarda maseczek, a landy niemal 200 milionów.

Jak na razie, rząd federalny planuje pozbyć się 790 milionów maseczek, których minął „termin ważności”.

Tak więc niemieckie rządy pozbywają się nowych, nieużywanych maseczek, spalając je w kontrolowanych warunkach w specjalnych procesach termicznego przekształcania odpadów, co rodzi pytanie: a jak zaplanowano i przeprowadzono pozbywanie się używanych maseczek, tych, które wszak realnie były siedliskiem bakterii, grzybów i wszelkich patogeów? Odpowiedź jest jedna: nikt nie planował i w żadnym państwie nie było procedur utylizacji tych odpadów medycznych. (Według MIT codziennie wyrzucano około 7 tysięcy ton maseczek; pomnóżmy to przez 2 lata i otrzymamy 5 milionów ton! Ileż to niepotrzebnie zużyto materiału, wody, pracy ludzkiej, pieniędzy…) Wyrzucano maseczki gdzie popadnie i potem walały się one po trawnikach, na wysypiskach śmieci, w lasach, jeziorach, morzach i oceanach. Oczywiście nie wpłynęło to w żaden sposób na ekosystem, o którym kretyni w rządach tak hałaśliwie gardłują.

A czy ktoś jeszcze przypomina sobie śmieszną hucpę w Polsce, kiedy to zaangażowano do celów propagandowych największy samolot świata – radziecki kolos An-225 Mrija, używany przez ukraińską firmę – aby przywieźć z Chin 96 ton bezużytecznego towaru („76 ton kombinezonów medycznych, 11 ton osłon na twarz i 9 ton masek ochronnych”)? Ach, jak potrzebne było to pisowskim politykom, a potem tę panikę sprzedano rozgorączkowanej gawiedzi, która chętnie kupiła jedno kłamstwo („koronawirus”, „maseczki chronią”), a potem jeszcze większe, szczepiąc się eksperymentalnymi produktami („bezpieczne i skuteczne”).

Pora na rozliczenie tej szumowiny politycznej, która teraz angażuje się w Davos szuflując społeczeństwom kolejne kłamstwa.

Oprac. www.bibula.com 2023-01-20 na podstawie Die Welt (20-01-2023), FAZ Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁY md]

SŁAWA UKRAINIE A POLSCE NA POHYBEL

SŁAWA UKRAINIE A POLSCE NA POHYBEL

Krzysztof Baliński 2.I. 2023.

„W oknie Pałacu Prezydenckiego zapłonęła świeca jako znak pamięci o cierpieniu i tragedii milionów ofiar Wielkiego Głodu w Ukrainie. Pamiętamy o ofiarach sowieckiego ludobójstwa!” – poinformowała kancelaria prezydenta. „Wieczna pamięć pomordowanym. Krzyczymy głośno: Nie dla nienawiści, nie dla antysemityzmu, nie dla antyukrainizmu. Nigdy więcej wojny, nigdy więcej Holokaustu”- takie podniosłe słowa wykrzyczał Duda w Auschwitz. Ze słów, które padły później wiemy, że nie miał na myśli polskich ofiar obozu, ani Polaków pomordowanych przez Ukraińców. Gdy ukraińska rakieta zabiła dwóch Polaków i gdy zamiast ubolewania i przeprosin doczekaliśmy się krętactw niegodnych sojusznika, Duda rzekł: „Rosja jest odpowiedzialna za tę wojnę i Rosja jest odpowiedzialna za wszystkie nieszczęścia, które z tej wojny wynikają”. A więc nie tylko Rzeź Wołyńska to „nasza wspólna tragedia”, bo jak Ukraina wali rakietą, to też „nasza wspólna tragedia”.

Gdy Sejm przyjął uchwałę w sprawie rocznicy Wielkiego Głodu, przeciw głosował tylko Grzegorz Braun, za co stratowało go ogłupiałe pędzące w ukrainofilskim amoku stado sejmowych baranów. Gdy 8 lat temu Sejm przyjął uchwałę oddającą hołd „ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP” – Wierchowna Rada uznała ją za „przejaw upolitycznienia tragicznych stronic ukraińsko-polskiej historii, antyukraińskiej histerii i podważenie dyplomatycznego dorobku na rzecz wzajemnego przebaczenia i upamiętnienia niewinnych ofiar konfliktu, wśród których są Ukraińcy i Polacy”.

Inny, wymowny incydent: Ukrainizacja języka polskiego, poprzez nakaz stosowanie nowotworów językowych „w Ukrainie”, „do Ukrainy”, narzucony Polakom przez Radę Języka Polskiego PAN. Przy czym zmiany w języku (o który Rada statutowo troszczy się) nakazała deputowana Wierchownej Rady (jedna z 423) z ramienia partii, która w wyborach otrzymała 5,84% głosów. A więc chmara nadzwyczajnych i zwyczajnych profesorów, areopag uczonych renomowanych polskich uniwersytetów nie zachowali się, jak „sługa narodu ukraińskiego, ale jak sługa jednej Ukrainki, która w liście do Sejmu zażądała takich zmian, bo „kiedy po polsku pisze się lub mówi ‘na Ukrainę’ my, Ukraińcy, słyszymy narracje Stalina i Putina”. W liście mamy też inne cudaczne słowa: „Wierzymy, że dobra, demokratyczna, europejska Polska zrozumie swojego sąsiada i będzie mogła zdecydować się na zmianę słowników języka polskiego. Doprowadzi do eliminacji form ‘na Ukrainie’ z użytkowania na poziomie komunikacji urzędowej, pracy z dokumentami urzędowymi, a także z języka każdego Polaka”. Jest też deklaracja gotowość do przeprowadzenia w Polsce „misji edukacyjnej”.

Szanujmy nasz język. Nie pozwólmy, żeby obcoplemieńcy zmieniali go w lingwistyczny śmietnik tak, jak było z Jidysz i tak, jak jest z Chachłackim, bo tak nazywa się twór językowy używany na Ukrainie, w tym przez inkryminowaną deputowaną, gotową do przeprowadzenia w Polsce „misji edukacyjnej”.

W najbliższym czasie zagrożenie rosyjskimi tankami jest mało realne. Ale realnym jest agresywnie forsowana przez Kijów antypolska polityka historyczna. Przy czym ukraińscy dyplomaci są bardzo asertywni, by nie powiedzieć – agresywni. W dodatku wzmocnił ich były ambasador w Berlinie. Przypomnijmy – gdy Andrij Melnyk, na zarzut, że Ukraińcy „dokonywali masakr na Polakach” odpowiedział: „podobne masakry dokonywane były przez Polaków na Ukraińcach, dziesiątki tysięcy, a Ukraińcy byli uciskani przez Polaków w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić” (i gdy zrównał Polskę z hitlerowskimi Niemcami i Związkiem Sowieckim), odezwał się Zbigniew Rau: Odbyłem rozmowę z moim przyjacielem Dmytro Kuleba. Podziękowałem mu za szybką publiczną interwencję w tej sprawie. A na czym owa „szybka interwencja” polegała? Na wpisie jakiegoś urzędniczyny, w którym nie było słowa ‘przepraszam’ i który wybrzmiał jak kpina: „Słowa ambasadora są jego osobistym zdaniem”. Rau w ogóle nie zareagował, gdy jego „przyjaciel Dmytro Kuleba” pokazał Blinkenowi mapę z Przemyślem w granicach Ukrainy.

Z kieszeni polskiego podatnika rokrocznie wyciekają 2 miliony dla „Naszego Słowa”, które zamieszcza banderowską symbolikę i zaprzecza ludobójstwu na Polakach. Ale do takiej roboty nie potrzeba ukraińskiej gadzinówki, bo są inne gazety ukraińskie dla Polaków, też futrowane z kasy państwowej, też wpisujące się w hasło „sława Ukrainie, a Polsce na pohybel”. Samuel Pereira, główny kreator polityki informacyjnej TVP, wygłosił komentarz: „Jeśli wiceminister ukraińskiej dyplomacji Andrij Melnyk chce poprawić sobie wizerunek wśród Polaków, to wchodzenie w interakcje z antyukraińskimi szurami (a tym samym uwiarygodnianie ich) nie jest najlepszym pomysłem”. Tomasz Terlikowski, po uderzeniu ukraińskiej rakiety w Przewodowo napisał: „Dla ofiar państwowy pogrzeb, dla ich rodzin pomoc psychologiczna. Ukrainie zaś jeszcze więcej pomocy, solidarności, broni i wsparcia. Rozum i serce po stronie Ukrainy”. Ten sam wcześniej ogłosił na łamach gazety mającej w tytule „Polska”: „Polska nie jest państwem narodowym, Polska jest rzeczpospolitą, rzeczą wspólną Polaków i Ukraińców, Polaków i Żydów, Polaków i Ormian, Niemców i Litwinów. Tych, którzy się tu urodzili, i tych, którzy chcą tu zostać. To jest w Polsce piękne, a nie endeckie mrzonki”.

Przerzucanie odpowiedzialności z UPA na Rosjan zapoczątkował Bronisław Komorowski, w wywiadzie „Za Wołyń odpowiadają Sowieci”. Zainspirował go do tego ukraiński aktywista Mirosław Czech, który w „Wyborczej” stwierdził: „Sowieci poszczuli Niemców na ukraińskich policjantów, w ich miejsce przyszli Polacy. Spirala mordów się nakręciła. Rosyjscy agenci działali według precyzyjnie ułożonego planu”. Kropkę nad „i” postawił Antoni Macierewicz, mówiąc w TVP Info: „Prawdziwym wrogiem, który rozpoczął, i który użył ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni ludobójstwa jest Rosja. To tam jest źródło tego straszliwego nieszczęścia”.

Gdy gościliśmy w Warszawie konferencję antyirańską, świat dowiedział się od sekretarza stanu, że bohaterem narodów amerykańskiego i polskiego nie są Kościuszko i Puławski, lecz Frank Blajchman, funkcjonariusz UB, nadzorca stalinowskich łagrów i herszt bandy rabunkowej. Dziś inny „strategiczny sojusznik” każe nam uznać, że bohaterem Obojga Narodów jest Zełenski i Bandera. Bo jak widzimy, kogo zrobili wiceszefem MSZ, to nic innego na myśl nie przychodzi. Żeby chociaż zadekretowali bohaterstwo Zełenskiego zamiast Bandery. Żeby chociaż zamiast pomników żydożercy stawiali pomniki Żyda. Ale gdzie tam – pomniki Zełenskiego będą stać obok pomników Bandery. Przy czym ustalmy – wytłumaczeniem nie jest to, że Naczelnik lubi małych ludzi i lubi koty, bo – w odróżnieniu od małych ludzi – koty liżą dupę tylko sobie. I jeszcze jedno – Zełenski rozpoczął karierę polityczną jak komik, a kończy jak prezydent z hasłem: „Jak zakończymy wojnę to cała Ukraina będzie wyglądała jak wielki Izrael”. A Duda? Rozpoczął jak prezydent, a kończy jak komik z hasłem: „Tu jest Polin”.

Gdy ukraiński IPN ogłosił, że „Siły Zbrojne Ukrainy kontynuują tę samą walkę, jaką prowadziła UPA”, gdy ukraiński Sąd Najwyższy uznał, że symbol dywizji SS-Galizien nie jest nazistowski”, gdy doradca prezydenta Zełenskiego ujawnił, że „Polacy zgodzili się zapomnieć Rzeź Wołyńską”, nie było dementi polskiego MSZ. A Duda? Głosił, że „trudna historia obu narodów straciła znaczenie w obliczu konieczności zjednoczenia”. Wygłosił też na Placu Zamkowym w Warszawie: „Stało się coś, o czym powiedział ostatnio prezydent Ukrainy, że wobec tego, co zrobili Polacy cała historia jest nieważna”, co w praktyce oznaczało, że Zełenski wybaczył nam zbrodnię na Banderze i że będziemy mieć pomniki UPA w Polsce i przepraszanie Ukraińców za „polski kolonializm”. A sojuszników znajdą w noblistce Tokarczuk, w posłach w Sejmie, ekspertach rozmaitych klubów jagiellońskich, w kardynale Nyczu, redaktorach „Gazety Polskiej”, a nawet w działaczach prawicy narodowej, jak ten, który rzucił Polakom w twarz, „kto dziś wymachuje Wołyniem jest skurwysynem”. [sprawdziłem: To Robert Winnicki. md] No i w polskich dyplomatach, którzy wprost wyręczają ambasadę Ukrainy w wyciszaniu wszelkich głosów domagających się stawiania polskich interesów wobec Kijowa.

11 Listopada, Festiwal Niepodległej, na scenę muzyczną na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego zawitali artyści członkowie kapeli ENEJ i odegrali prymitywną, kaleczącą uszy podróbkę cygańskich rytmów. Ale nie w tym rzecz – okazuje się, że zespół nazwę przyjął na cześć ukraińskiego zbrodniarza, który własnoręcznie odrąbywał Polakom głowy. „Enej” to pseudonim Petro Olijnyka, pułkownika UPA, który kierował masowymi mordami na Polakach. Jeszcze gorsze wrażenie robiły teksty piosenek, rojące się od skojarzeń związanych z mordami na Wołyniu. No i ten ukraiński haft na łachach artystów, nawiązujący do czerwono-czarnych barw UPA. Musieli mieć niezły ubaw, spoglądając ze sceny na tłum podrygujących Polaków (i na prezydent Warszawy, który zespół zamówił i opłacił). Myśleli sobie: dziś potańczysz, a jutro odrąbię ci łeb. Z okazji dnia niepodległości Ukrainy, Trzaskowski zorganizował fetę na Placu Zamkowym, podczas której wygłosił podniosłą mowę w języku ukraińskim. Bo jak się okazuje, potrafi obchodzić godnie święta narodowe. Pod jednym wszakże warunkiem, że nie są to święta polskie. A Enej jak Polakom śpiewał, tak śpiewa.

Do promocji Polski w świecie powołane zostały instytuty kultury polskiej. Dyrektorem takiego instytutu w Kijowie został Robert Czyżewski, chwalący się ukraińskimi korzeniami apologeta banderowców, autor słów: „Strona polska również nie jest bez winy (…) nie chcemy dostrzec, że reakcja, odpowiedź polska w latach 1944/45 była brutalna i również naznaczona akcjami o charakterze zbrodni wojennych”. Przywołajmy też słowa Piotra Skwiecińskiego, dyrektora instytutu w Moskwie: „Dla Polski lepiej jest, żeby w Kijowie rządzili nie tylko banderowcy, ale nawet sam Bandera, niż odbudowa imperium”. Przypomnijmy jeszcze, że mająca w tytule słowo „Polska” ukraińska gazeta dla Polaków pisał: „Lepsza jest Ukraina banderowska, niż Ukraina sowiecka”, a jeden z pracujących dla niej ekspertów pisał: „Idea jagiellońska to idea Polski wielkiej, wielonarodowej, swymi granicami sięgającej niemal po mury Kremla i po stepy Zaporoża, której obywatele wznosili modły w kościołach, cerkwiach, zborach, meczetach i synagogach. Rzeczpospolita, jako związek Polaków, Białorusinów, Ukraińców i Żydów powinna wrócić na polityczną mapę świata”.

Słudzy narodu ukraińskiego w MSZ zalecili polskim placówkom dyplomatycznym aktywne służenie polityce historycznej Ukrainy. I tak – Adrian Kubicki zwołał w siedzibie polskiego konsulatu w Nowym Jorku panel dyskusyjny „Kryzys emigracyjny na Ukrainie”. To ten sam, który u zarania swej misji ogłosił: „Diasporę żydowską w nowojorskim okręgu konsularnym należy włączyć w definicję Polonii”. I wszystko poszło jak z płatka – całą swą konsularną aktywność nakierował nie na amerykańskich Polaków i umacnianie ich tożsamości narodowej, ale na obcą grupę etniczną, wrogo nastawioną do Polski. I czy dziś nie czas na apel: Diasporę ukraińską włączyć w szeroką definicję Polonii? Konsul generalny RP w Chicago Paweł Zyzak wraz z konsulem Ukrainy otwarli wystawę „Mamo, ja nie chcę wojny”. To zestawienie przechowywanych w polskich zasobach historyczne rysunków polskich dzieci z roku 1946, będących zapisem ich przeżyć z czasu wojny i okupacji niemieckiej, oraz współczesnych rysunków dzieci ukraińskich, związanych z wojną toczącą się obecnie na Ukrainie. A było to w dzień po tym, gdy na terenie wsi Przewodów zginęło dwóch Polaków po eksplozji ukraińskiej rakiety.

Kiedy kilka tygodni temu pojawiła się informacja: nasz „strategiczny partner” wykonał wiekopomny gest – zezwolił na poszukiwania, ekshumację i upamiętnienia polskich ofiar, szybko okazało się, że zgoda dotyczy tylko dawnej wsi Puźnik koło Buczacza i otrzymał ją nie IPN, czyli instytucja do tego powołana, ale Fundacja Wolność i Demokracja, i że jak nie było, tak nie ma zgody na ekshumację dziesiątków tysięcy Polaków z tysięcy dołów śmierci i chrześcijański pochówek ofiar UPA. Okazało się też, że nie chodzi o ekshumację, bo groby pomordowanych w Puźniku są od dawna znane. Wyszło też na jaw, że w tym wszystkim chodziło jedynie o propagandowe ocieplenie wizerunku Ukrainy i wypromowanie szefostwa Fundacji. Założona przez obecnego ministra Michała Dworczyka, w stu procentach finansowana przez Kancelarię Premiera oraz spółki skarbu państwa (64 miliony w latach 2017-21) – chociaż ma w statucie: Pomoc Polakom na Wschodzie; kultywowanie pamięci o polskim dziedzictwie kulturowym i polskiej historii Kresów; wspieranie rozwoju oświaty polskiej – zajmuje się wyłącznie pomocą dla Ukraińców i szczyci się: wyekspediowaniem na Ukrainę blisko 100 „TIR-ów” z pomocą humanitarną; ewakuacją 7,2 tys. ukraińskich rodzin z kompleksowym wsparciem rzeczowym i finansowym; pomocą dla kilkunastu szpitali wojskowych.

Ambasador Ukrainy w Polsce, występując z okazji święta niepodległości Ukrainy na tle pomnika Powstania Warszawskiego, porównał Ukraińców walczących z rosyjską armią do powstańców warszawskich: „Jak powstańcy warszawscy, dziś żołnierze ukraińscy stanęli do nierównej walki z brutalnym wrogiem. Jak powstańcy warszawscy, dziś potrzebujemy jak najwięcej broni. I jak powstańcom warszawskim, dziś nam, Ukraińcom i Ukrainkom, nie brakuje odwagi i determinacji w walce o wolność i niepodległość”. Ambasador ujawnił, że jego przełożony, odwiedzając Muzeum Powstania Warszawskiego był bardzo wzruszony, widząc Warszawę zniszczoną w czasie II Wojny” i porównał obraz Warszawy z powstania do tego, co dzieje się w Mariupolu. Inne medialne świństwo – wiceminister Paweł Jabłoński, komentując doniesienia o odkryciu grobów w ukraińskimIzjum, wydurnił się na Twitterze: „Przerażające. I nie da się nie porównać tego do Katynia”. A żeby było jeszcze straszniej, portal „wPolityce” ocenił: „Mocny wpis Jabłońskiego”.

Jakim trzeba być głupkiem, żeby stawiać znak równości między Izjum a Katyniem! Jaką trzeba być kanalią, żeby przyrównać zniszczenia Warszawy do zniszczenia kilka chałup w Mariupolu lub tak, jak „Gazeta Polska”, zorganizować Marsz Żołnierzy Wyklętych w barwach ukraińskich! Przypomnijmy: Ukraińcy mordowali powstańców i ludność cywilną Warszawy, a Rosjanie przeprosili za Katyń, odtajnili dokumenty, wybudowali mauzoleum, sfinansowali budowę cmentarza, na którym Putin złożył wieniec. A co do Izjum, to po jego „wyzwoleniu” natychmiast przystąpili do „derusyfikacji ulic” i już tam mamy aleję Bandery i ulicę Szuchewycza.

Impuls partaninie dał Duda, reklamując wystawę zestawiającą zburzoną Warszawę z kilkoma chałupami w Mariupolu. Nic też dziwnego, że prezes Reduty Dobrego Imienia poczuł się uprawniony do wpisu: „Ukraińcy mają teraz swoje Powstanie Warszawskie”.  Podłączył się też pod inne świństwo – przerzucania na Rosjan odpowiedzialności za mordy rezunów. Portal „wPolityce” informował: „Maciej Świrski, twierdzi, że za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej odpowiedzialni mogą być sowieci. Naturalną konsekwencją takiej tezy byłoby zniesienie albo przynajmniej umniejszenie odpowiedzialności Ukraińców za wybitnie bestialskie zbrodnie nawet jak na warunki II wojny”. „Są poszlaki o inspiracji NKWD. Jesteśmy na tropie” – tak inkryminowany opisał to na TT. Świrski to nie byle kto. To b. prezes utworzonej przez 17 spółek Skarbu Państwa, z zadaniem promowania wizerunku Polski za granicą Polskiej Fundacji Narodowej, która tylko w latach 2016–19 wydatkowała 254 mln zł, ale nie potrafiła przeprowadzić ani jednej porządnej akcji broniącej dobrego imienia Polski za granicą. To ona zmarnowała wspaniałą okazję – 100-lecie Niepodległości, bo obchodom nie nadano żadnego wymiaru międzynarodowego. Chyba że za takowe uznać wprowadzenie do obiegu znaczka z izraelską flagą i napisem „wspólne dziedzictwo” i wysłanie w rejs dookoła świata zdezelowanego jachtu, z napisem na burcie „Polska 100”. Świrski to także przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i członek Rady Dyplomacji Historycznej.

Gdy Zełenski przyrównał ofiary Mariupola do Holokaustu, izraelskie media nie zostawiły na nim suchej nitki – „to „balansowanie na granicy negowania Holokaustu”. Żydzi nie dopuszczają do zrównywania innych ofiar z Holokaustem. My, a raczej „Nasi”, robimy dokładnie odwrotnie. Nie tylko godzimy się na wykorzystywanie polskiej martyrologii przez propagandę innych państw, ale sami podsuwamy pomysły. Powstanie Warszawskie w służbie Ukrainy to działalność antypolska, to plucie Polakom w twarz, to demolowanie polskiej polityce historycznej. Przypominanie zbrodni na Polakach to nasz główny oręż w zwalczaniu obowiązującego paradygmatu: Ofiarami wojny byli wyłącznie Żydzi, a prześladowcami Naziści oraz Polacy, i ci ostatni muszą za to zapłacić.

Wypowiedź ukraińskiego prezydenta o „Ukraińcach ratujących Żydów podczas II wojny” to nie tylko niesmaczny żart byłego komika. Tu chodzi o wysłanie w świat przesłania: To nie Ukraińcy, ale Polacy tworzyli formacje pomocnicze w niemieckich obozach zagłady; To nie UPA, ale Polacy, uciskając Ukraińców „w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić” przećwiczyli mordowanie Żydów. I jeszcze jedno – Melnyk pokajał się wobec Żydów, Polaków nie przeprosił. I czy to nie jest kopiowanie żydowskiego modus operandi. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Niechcący przyznał rację narracji rosyjskiej o potrzebie denazyfikacji Ukrainy – i niech Ruscy robią z nim, co chcą. No i piszmy „Rzeź Wołyńska” z dużych liter tak, jak Żydzi piszą „Holokaust”!

Dbanie o wizerunek własnego kraju za granicą to rzecz niezwykle istotna. Odpowiedzialne za to w Polsce instytucje i służby państwowe nie wypełniają swej roli, kupczą pamięcią o ofiarach zbrodni na Polakach, uczestniczą w przedsięwzięciach jawnie antypolskich. Hańba domowa – tak Jacek Trznadel nazwał kolaborację bierutowskich elit ze Stalinem w negowaniu zbrodni katyńskiej i przypisywaniu jej sprawstwa Niemcom. Dzisiaj hańbą domową jest kolaboracja elit III RP z potomkami Bandery.

Krzysztof Baliński