Archiwum autora: Mirosław Dakowski
Tam na Czerskiej, w kibucniku, wiszą gacie po Michniku. Kto chce w Polsce awansować… Anatomia sukcesu.
Tam na Czerskiej, w kibucniku, wiszą gacie po Michniku. Kto chce w Polsce awansować…
Anatomia sukcesu premiera Morawieckiego
Stanisław Michalkiewicz
Bardzo dużo zależy od tego, kto chwali, a kto krytykuje. Gdyby na przykład Judenrat “Gazety Wyborczej” ni stąd ni zowąd zaczął chwalić, dajmy na to, mnie, to bardzo by mnie to zaniepokoiło i zaraz zacząłbym się zastanawiać, czy nie robię przypadkiem czegoś głupiego, albo – czy nie dopuszczam się jakiegoś łajdactwa. Natomiast kiedy Judenrat mnie krytykuje, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Mam bowiem taką metodę; kiedy nie mogę wyrobić sobie od razu poglądu na jakąś sprawę, zaglądam do żydowskiej gazety dla Polaków pod redakcją pana red. Adama Michnika i kiedy ona wyraża się pozytywnie, to wiem, że to podejrzana sprawa, a prawdopodobnie – jakieś łajdactwo. Natomiast kiedy krytykuje, albo – jeszcze lepiej – energicznie potępia – to już wiem, że to dobra sprawa. Oczywiście dobrze jest zasięgnąć informacji również gdzie indziej, ale w sytuacjach nagłych to metoda wystarczająca.
Poza tym jestem przekonany, że mikrocefale, stanowiący środowisko “Gazety Wyborczej”, też ją stosują, tylko z odwrotnej pozycji. Dlatego, gdyby na przykład panu redaktorowi Michnikowi zepsuł się telefon komórkowy, to dla tego środowiska mogłaby to być tragedia; nie wiemy, co myślimy. Wreszcie do Judenratu dostrajają się rozmaici ambicjonerzy, którzy chcą uzyskać rozgłos albo nawet dołączyć do grona autorytetów moralnych – bo obecnie sytuacja podobna jest do tej, za pierwszej komuny, kiedy to popularny wierszyk głosił, że “W Poroninie, na jedlinie wiszą gacie po Leninie. Kto chce w Polsce awansować, musi gacie pocałować”.
Teraz Lenin jest już passe, po pierwsze dlatego, że wprawdzie Żyd, ale jednak ruski, a skoro tak, to i żydostwo nic mu nie pomoże, a poza tym teraz podlizujemy się Naszemu Panu z Waszyngtonu, który na razie próbuje unikać ostentacji i żeby nikogo nie płoszyć, do Lenina jeszcze się nie przyznaje, chociaż komunistyczną rewolucję zaczyna eksportować na cały świat, dzięki czemu Sanhedryn światowy go toleruje, a nawet wspiera w rozmaitych terminach. Toteż dzisiaj wspomniany wierszyk trzeba by strawestować, na przykład tak: “Tam na Czerskiej, w kibucniku, wiszą gacie po Michniku. Kto chce w Polsce awansować…” – i tak dalej.
Wspominam o tym wszystkim, bo właśnie portal “Onet”, który – podobnie jak dajmy na to – “Oko-Press” – z żydowską gazetą na tym etapie kolaboruje, wpisując się w ten sposób w żydowsko-niemiecką koordynację, właśnie pochwalił premiera Mateusza Morawieckiego, że “wszystkich ograł”. “Wszystkich” – to znaczy – nie tylko “ziobrystów”, ale cześć polityków PiS, a nawet część opozycji, bo wbrew nim przeforsował w Sejmie nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, łudząc pozostałych mikrocefali sejmowych, że dzięki temu Komisja Europejska odblokuje szmal z funduszu odbudowy i każdy będzie mógł pysk umoczyć w melasie.
Tymczasem – dowodzi natchniony autor, który coś tam przecież może wiedzieć – przed wyborami nic takiego nie nastąpi, bo dopiero wtedy, gdy wygra je Donald Tusk na czele Volksdeutsche Partei, to zostanie w ten sposób przez niemieckich mocodawców wynagrodzony. Wszystko to oczywiście być może, bo kiedy przyjrzymy sie działalności pana premiera Morawieckiego, to widzimy, że za parawanem patriotycznej, a nawet tromtadrackiej retoryki, chociaż wyraźnie kontrastuje ona z jego wymoczkowatym wyglądem, spełnia on w podskokach wszystkie niemieckie życzenia.
Podejrzewam, że właśnie dlatego Naczelnik Państwa akurat tego byłego doradcę premiera Tuska zrobił wicepremierem w rządzie Beaty Szydło, a kiedy ktoś starszy i mądrzejszy zasuflował mu (“wiecie, rozumiecie, Naczelniku”) “głęboką rekonstrukcję rządu” – to i premierem. Bo Naczelnik jest taki sam; uwodzi swoich wyznawców patriotycznymi deklamacjami, ale kiedy na przykład trzeba w Sejmie przeforsować ratyfikację ustawy o zasobach własnych UE, na podstawie której Komisja Europejska uzyskała prawo zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej “Niuni Europejskiej”, to wykonał zadanie dzięki kolaboracji z bezbożną i zdradziecką Lewicą. Jego wyznawcy, wbrew oczywistym faktom, naturalnie nie przyjmują tego do wiadomości, potwierdzając w ten sposób trafność spostrzeżenia Franciszka de La Rochefoucauld, że tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego.
Wróćmy jednak do sukcesu sejmowego pana premiera Morawieckiego i rozbierzmy go sobie z uwagą. Głównym pretekstem tej sprzecznej z konstytucją i zdrowym rozsądkiem nowelizacji, było odblokowanie środków z funduszu odbudowy. Jeszcze tego samego dnia się wyjaśniło, że to nie wystarczy, że to dopiero – jak powiedział rzecznik Komisji Europejskiej – “pierwszy krok”, za którym poszedł od razu następny w postaci zakazu walki z wiatrakami. Ale mniejsza o to, bo ważniejsza jest natura tych środków. Z pozoru, wśród tych prawie 160 miliardów złotych przyznanych Polsce, dotacje stanowią 106 mld, a pożyczki – resztę. Przypomnijmy jednak, w jaki sposób Komisja Europejska zgromadziła środki finansowe na ten „fundusz odbudowy”. Otóż korzystając z nowego uprawnienia do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii, pożyczyła 750 mld euro, emitując obligacje dla lichwiarskiej międzynarodówki. Zatem WSZYSTKIE środki zgromadzone na unijnym funduszu odbudowy, to pieniądze pożyczone, które potem każdy członkowski bantustan będzie musiał zwrócić w proporcji, jaka przypadnie na niego z rozdzielnika.
W takiej sytuacji te 106 mld rzekomych “dotacji”, to zwykła blaga, mająca na celu zamydlenie oczu naiwniakom, którzy nadal wierzą w istnienie darmowych obiadów. Oznacza to, że uchwalając nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, podyktowaną panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi) przez Komisję Europejską, Sejm oddał kolejny kawał suwerenności politycznej państwa ZA DARMO, bo wszystko to, co Polska ewentualnie dostanie, będzie musiała zwrócić do ostatniego centa, być może nawet ze stosownymi procentami. A komu? Ano – jak wspomniałem – tej samej lichwiarskiej międzynarodówce, która kupiła od Komisji Europejskiej obligacje.
No to jakże możemy się dziwować, że Judenrat “Gazety Wyborczej” już nie mógł się doczekać finału i wieszał psy na Solidarnej Polsce i Konfederacji, które domagały się odrzucenia tej nowelizacji w całości? Również na tym przykładzie widać, że przyjęta przeze mnie metoda jest bardzo skuteczna, bo po rozebraniu sobie całej sprawy z uwagą, możemy nawet zorientować się, jakie Judenratowi przyświecają motywy.
Rząd Niemiec NIE spala setek milionów kowidowych maseczek !!! Teraz to „termiczne przetworzenie”. A posiada jeszcze 3,7 miliarda…
Rząd Niemiec NIE spala dziesiątków milionów kowidowych maseczek !!! Teraz to „termiczne przetworzenie”.
Rząd federalny planuje pozbyć się 790 milionów maseczek, których minął „termin ważności”. A posiada jeszcze 3,7 miliarda maseczek.
Niemieckie rządy związkowe i federalny zmuszone zostały do spalenia maseczek kowidowych, które zalegają magazyny.
Nawet w zakresie tak prozaicznej czynności jak zwykłe spalenie maseczek, polityczna poprawność wytworzyła nowotwór językowy i pozbycie się tych bezużytecznych rekwizytów zwie sie teraz „termicznym przetworzeniem” (niem. „Thermische Verwertungen“, ang. „thermal reprocessing”).
Poszczególne landy spaliły dotychczas dziesiątki milionów maseczek (np. Badenia-Wirtembergia zniszczyła 6,1 mln masek, Saksonia 5,5 mln, Nadrenia Północna-Westfalia 5 mln) i chciałyby pozbyć się ich jeszcze więcej, lecz w praktyce wiele z tych zasobów jest własnością federalną.
Na początku tzw. pandemii przywódcy niemal wszystkich krajów – ogłupieni przez media i sterroryzowani przez światowe siły zła – zamówili ogromne ilości maseczek mających „chronić przed koronawirusem”, pomimo tego, że wszystkie dotychczasowe dane medyczno -techniczno-epidemiologiczne jednoznacznie pokazywały, że nie nadają się one do tego celu. Jednak dążąc do rozniecenia paniki, media i „eksperci medyczni” doprowadzili do rewolty nauki i to co dotychczas było oczywiste, stało się nagle „dezinformacją”, a to co uważano za bzdurę stało się „wiedzą naukową”.
Wspierając się radami „medycznych autorytetów”, politycy dokonali zakupów maseczek, „przyłbic”, żeli, fartuszków i innych komediowych rekwizytów, ku uciesze głównie chińskich producentów. Według danych niemieckiego Ministerstwa Zdrowia, rząd federalny posiada jeszcze 3,7 miliarda maseczek, a landy niemal 200 milionów.

Jak na razie, rząd federalny planuje pozbyć się 790 milionów maseczek, których minął „termin ważności”.
Tak więc niemieckie rządy pozbywają się nowych, nieużywanych maseczek, spalając je w kontrolowanych warunkach w specjalnych procesach termicznego przekształcania odpadów, co rodzi pytanie: a jak zaplanowano i przeprowadzono pozbywanie się używanych maseczek, tych, które wszak realnie były siedliskiem bakterii, grzybów i wszelkich patogeów? Odpowiedź jest jedna: nikt nie planował i w żadnym państwie nie było procedur utylizacji tych odpadów medycznych. (Według MIT codziennie wyrzucano około 7 tysięcy ton maseczek; pomnóżmy to przez 2 lata i otrzymamy 5 milionów ton! Ileż to niepotrzebnie zużyto materiału, wody, pracy ludzkiej, pieniędzy…) Wyrzucano maseczki gdzie popadnie i potem walały się one po trawnikach, na wysypiskach śmieci, w lasach, jeziorach, morzach i oceanach. Oczywiście nie wpłynęło to w żaden sposób na ekosystem, o którym kretyni w rządach tak hałaśliwie gardłują.
A czy ktoś jeszcze przypomina sobie śmieszną hucpę w Polsce, kiedy to zaangażowano do celów propagandowych największy samolot świata – radziecki kolos An-225 Mrija, używany przez ukraińską firmę – aby przywieźć z Chin 96 ton bezużytecznego towaru („76 ton kombinezonów medycznych, 11 ton osłon na twarz i 9 ton masek ochronnych”)? Ach, jak potrzebne było to pisowskim politykom, a potem tę panikę sprzedano rozgorączkowanej gawiedzi, która chętnie kupiła jedno kłamstwo („koronawirus”, „maseczki chronią”), a potem jeszcze większe, szczepiąc się eksperymentalnymi produktami („bezpieczne i skuteczne”).

Pora na rozliczenie tej szumowiny politycznej, która teraz angażuje się w Davos szuflując społeczeństwom kolejne kłamstwa.
Oprac. www.bibula.com 2023-01-20 na podstawie Die Welt (20-01-2023), FAZ Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁY md]
SŁAWA UKRAINIE A POLSCE NA POHYBEL
SŁAWA UKRAINIE A POLSCE NA POHYBEL
Krzysztof Baliński 2.I. 2023.
„W oknie Pałacu Prezydenckiego zapłonęła świeca jako znak pamięci o cierpieniu i tragedii milionów ofiar Wielkiego Głodu w Ukrainie. Pamiętamy o ofiarach sowieckiego ludobójstwa!” – poinformowała kancelaria prezydenta. „Wieczna pamięć pomordowanym. Krzyczymy głośno: Nie dla nienawiści, nie dla antysemityzmu, nie dla antyukrainizmu. Nigdy więcej wojny, nigdy więcej Holokaustu”- takie podniosłe słowa wykrzyczał Duda w Auschwitz. Ze słów, które padły później wiemy, że nie miał na myśli polskich ofiar obozu, ani Polaków pomordowanych przez Ukraińców. Gdy ukraińska rakieta zabiła dwóch Polaków i gdy zamiast ubolewania i przeprosin doczekaliśmy się krętactw niegodnych sojusznika, Duda rzekł: „Rosja jest odpowiedzialna za tę wojnę i Rosja jest odpowiedzialna za wszystkie nieszczęścia, które z tej wojny wynikają”. A więc nie tylko Rzeź Wołyńska to „nasza wspólna tragedia”, bo jak Ukraina wali rakietą, to też „nasza wspólna tragedia”.
Gdy Sejm przyjął uchwałę w sprawie rocznicy Wielkiego Głodu, przeciw głosował tylko Grzegorz Braun, za co stratowało go ogłupiałe pędzące w ukrainofilskim amoku stado sejmowych baranów. Gdy 8 lat temu Sejm przyjął uchwałę oddającą hołd „ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP” – Wierchowna Rada uznała ją za „przejaw upolitycznienia tragicznych stronic ukraińsko-polskiej historii, antyukraińskiej histerii i podważenie dyplomatycznego dorobku na rzecz wzajemnego przebaczenia i upamiętnienia niewinnych ofiar konfliktu, wśród których są Ukraińcy i Polacy”.
Inny, wymowny incydent: Ukrainizacja języka polskiego, poprzez nakaz stosowanie nowotworów językowych „w Ukrainie”, „do Ukrainy”, narzucony Polakom przez Radę Języka Polskiego PAN. Przy czym zmiany w języku (o który Rada statutowo troszczy się) nakazała deputowana Wierchownej Rady (jedna z 423) z ramienia partii, która w wyborach otrzymała 5,84% głosów. A więc chmara nadzwyczajnych i zwyczajnych profesorów, areopag uczonych renomowanych polskich uniwersytetów nie zachowali się, jak „sługa narodu ukraińskiego, ale jak sługa jednej Ukrainki, która w liście do Sejmu zażądała takich zmian, bo „kiedy po polsku pisze się lub mówi ‘na Ukrainę’ my, Ukraińcy, słyszymy narracje Stalina i Putina”. W liście mamy też inne cudaczne słowa: „Wierzymy, że dobra, demokratyczna, europejska Polska zrozumie swojego sąsiada i będzie mogła zdecydować się na zmianę słowników języka polskiego. Doprowadzi do eliminacji form ‘na Ukrainie’ z użytkowania na poziomie komunikacji urzędowej, pracy z dokumentami urzędowymi, a także z języka każdego Polaka”. Jest też deklaracja gotowość do przeprowadzenia w Polsce „misji edukacyjnej”.
Szanujmy nasz język. Nie pozwólmy, żeby obcoplemieńcy zmieniali go w lingwistyczny śmietnik tak, jak było z Jidysz i tak, jak jest z Chachłackim, bo tak nazywa się twór językowy używany na Ukrainie, w tym przez inkryminowaną deputowaną, gotową do przeprowadzenia w Polsce „misji edukacyjnej”.
W najbliższym czasie zagrożenie rosyjskimi tankami jest mało realne. Ale realnym jest agresywnie forsowana przez Kijów antypolska polityka historyczna. Przy czym ukraińscy dyplomaci są bardzo asertywni, by nie powiedzieć – agresywni. W dodatku wzmocnił ich były ambasador w Berlinie. Przypomnijmy – gdy Andrij Melnyk, na zarzut, że Ukraińcy „dokonywali masakr na Polakach” odpowiedział: „podobne masakry dokonywane były przez Polaków na Ukraińcach, dziesiątki tysięcy, a Ukraińcy byli uciskani przez Polaków w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić” (i gdy zrównał Polskę z hitlerowskimi Niemcami i Związkiem Sowieckim), odezwał się Zbigniew Rau: Odbyłem rozmowę z moim przyjacielem Dmytro Kuleba. Podziękowałem mu za szybką publiczną interwencję w tej sprawie. A na czym owa „szybka interwencja” polegała? Na wpisie jakiegoś urzędniczyny, w którym nie było słowa ‘przepraszam’ i który wybrzmiał jak kpina: „Słowa ambasadora są jego osobistym zdaniem”. Rau w ogóle nie zareagował, gdy jego „przyjaciel Dmytro Kuleba” pokazał Blinkenowi mapę z Przemyślem w granicach Ukrainy.
Z kieszeni polskiego podatnika rokrocznie wyciekają 2 miliony dla „Naszego Słowa”, które zamieszcza banderowską symbolikę i zaprzecza ludobójstwu na Polakach. Ale do takiej roboty nie potrzeba ukraińskiej gadzinówki, bo są inne gazety ukraińskie dla Polaków, też futrowane z kasy państwowej, też wpisujące się w hasło „sława Ukrainie, a Polsce na pohybel”. Samuel Pereira, główny kreator polityki informacyjnej TVP, wygłosił komentarz: „Jeśli wiceminister ukraińskiej dyplomacji Andrij Melnyk chce poprawić sobie wizerunek wśród Polaków, to wchodzenie w interakcje z antyukraińskimi szurami (a tym samym uwiarygodnianie ich) nie jest najlepszym pomysłem”. Tomasz Terlikowski, po uderzeniu ukraińskiej rakiety w Przewodowo napisał: „Dla ofiar państwowy pogrzeb, dla ich rodzin pomoc psychologiczna. Ukrainie zaś jeszcze więcej pomocy, solidarności, broni i wsparcia. Rozum i serce po stronie Ukrainy”. Ten sam wcześniej ogłosił na łamach gazety mającej w tytule „Polska”: „Polska nie jest państwem narodowym, Polska jest rzeczpospolitą, rzeczą wspólną Polaków i Ukraińców, Polaków i Żydów, Polaków i Ormian, Niemców i Litwinów. Tych, którzy się tu urodzili, i tych, którzy chcą tu zostać. To jest w Polsce piękne, a nie endeckie mrzonki”.
Przerzucanie odpowiedzialności z UPA na Rosjan zapoczątkował Bronisław Komorowski, w wywiadzie „Za Wołyń odpowiadają Sowieci”. Zainspirował go do tego ukraiński aktywista Mirosław Czech, który w „Wyborczej” stwierdził: „Sowieci poszczuli Niemców na ukraińskich policjantów, w ich miejsce przyszli Polacy. Spirala mordów się nakręciła. Rosyjscy agenci działali według precyzyjnie ułożonego planu”. Kropkę nad „i” postawił Antoni Macierewicz, mówiąc w TVP Info: „Prawdziwym wrogiem, który rozpoczął, i który użył ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni ludobójstwa jest Rosja. To tam jest źródło tego straszliwego nieszczęścia”.
Gdy gościliśmy w Warszawie konferencję antyirańską, świat dowiedział się od sekretarza stanu, że bohaterem narodów amerykańskiego i polskiego nie są Kościuszko i Puławski, lecz Frank Blajchman, funkcjonariusz UB, nadzorca stalinowskich łagrów i herszt bandy rabunkowej. Dziś inny „strategiczny sojusznik” każe nam uznać, że bohaterem Obojga Narodów jest Zełenski i Bandera. Bo jak widzimy, kogo zrobili wiceszefem MSZ, to nic innego na myśl nie przychodzi. Żeby chociaż zadekretowali bohaterstwo Zełenskiego zamiast Bandery. Żeby chociaż zamiast pomników żydożercy stawiali pomniki Żyda. Ale gdzie tam – pomniki Zełenskiego będą stać obok pomników Bandery. Przy czym ustalmy – wytłumaczeniem nie jest to, że Naczelnik lubi małych ludzi i lubi koty, bo – w odróżnieniu od małych ludzi – koty liżą dupę tylko sobie. I jeszcze jedno – Zełenski rozpoczął karierę polityczną jak komik, a kończy jak prezydent z hasłem: „Jak zakończymy wojnę to cała Ukraina będzie wyglądała jak wielki Izrael”. A Duda? Rozpoczął jak prezydent, a kończy jak komik z hasłem: „Tu jest Polin”.
Gdy ukraiński IPN ogłosił, że „Siły Zbrojne Ukrainy kontynuują tę samą walkę, jaką prowadziła UPA”, gdy ukraiński Sąd Najwyższy uznał, że symbol dywizji SS-Galizien nie jest nazistowski”, gdy doradca prezydenta Zełenskiego ujawnił, że „Polacy zgodzili się zapomnieć Rzeź Wołyńską”, nie było dementi polskiego MSZ. A Duda? Głosił, że „trudna historia obu narodów straciła znaczenie w obliczu konieczności zjednoczenia”. Wygłosił też na Placu Zamkowym w Warszawie: „Stało się coś, o czym powiedział ostatnio prezydent Ukrainy, że wobec tego, co zrobili Polacy cała historia jest nieważna”, co w praktyce oznaczało, że Zełenski wybaczył nam zbrodnię na Banderze i że będziemy mieć pomniki UPA w Polsce i przepraszanie Ukraińców za „polski kolonializm”. A sojuszników znajdą w noblistce Tokarczuk, w posłach w Sejmie, ekspertach rozmaitych klubów jagiellońskich, w kardynale Nyczu, redaktorach „Gazety Polskiej”, a nawet w działaczach prawicy narodowej, jak ten, który rzucił Polakom w twarz, „kto dziś wymachuje Wołyniem jest skurwysynem”. [sprawdziłem: To Robert Winnicki. md] No i w polskich dyplomatach, którzy wprost wyręczają ambasadę Ukrainy w wyciszaniu wszelkich głosów domagających się stawiania polskich interesów wobec Kijowa.
11 Listopada, Festiwal Niepodległej, na scenę muzyczną na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego zawitali artyści członkowie kapeli ENEJ i odegrali prymitywną, kaleczącą uszy podróbkę cygańskich rytmów. Ale nie w tym rzecz – okazuje się, że zespół nazwę przyjął na cześć ukraińskiego zbrodniarza, który własnoręcznie odrąbywał Polakom głowy. „Enej” to pseudonim Petro Olijnyka, pułkownika UPA, który kierował masowymi mordami na Polakach. Jeszcze gorsze wrażenie robiły teksty piosenek, rojące się od skojarzeń związanych z mordami na Wołyniu. No i ten ukraiński haft na łachach artystów, nawiązujący do czerwono-czarnych barw UPA. Musieli mieć niezły ubaw, spoglądając ze sceny na tłum podrygujących Polaków (i na prezydent Warszawy, który zespół zamówił i opłacił). Myśleli sobie: dziś potańczysz, a jutro odrąbię ci łeb. Z okazji dnia niepodległości Ukrainy, Trzaskowski zorganizował fetę na Placu Zamkowym, podczas której wygłosił podniosłą mowę w języku ukraińskim. Bo jak się okazuje, potrafi obchodzić godnie święta narodowe. Pod jednym wszakże warunkiem, że nie są to święta polskie. A Enej jak Polakom śpiewał, tak śpiewa.
Do promocji Polski w świecie powołane zostały instytuty kultury polskiej. Dyrektorem takiego instytutu w Kijowie został Robert Czyżewski, chwalący się ukraińskimi korzeniami apologeta banderowców, autor słów: „Strona polska również nie jest bez winy (…) nie chcemy dostrzec, że reakcja, odpowiedź polska w latach 1944/45 była brutalna i również naznaczona akcjami o charakterze zbrodni wojennych”. Przywołajmy też słowa Piotra Skwiecińskiego, dyrektora instytutu w Moskwie: „Dla Polski lepiej jest, żeby w Kijowie rządzili nie tylko banderowcy, ale nawet sam Bandera, niż odbudowa imperium”. Przypomnijmy jeszcze, że mająca w tytule słowo „Polska” ukraińska gazeta dla Polaków pisał: „Lepsza jest Ukraina banderowska, niż Ukraina sowiecka”, a jeden z pracujących dla niej ekspertów pisał: „Idea jagiellońska to idea Polski wielkiej, wielonarodowej, swymi granicami sięgającej niemal po mury Kremla i po stepy Zaporoża, której obywatele wznosili modły w kościołach, cerkwiach, zborach, meczetach i synagogach. Rzeczpospolita, jako związek Polaków, Białorusinów, Ukraińców i Żydów powinna wrócić na polityczną mapę świata”.
Słudzy narodu ukraińskiego w MSZ zalecili polskim placówkom dyplomatycznym aktywne służenie polityce historycznej Ukrainy. I tak – Adrian Kubicki zwołał w siedzibie polskiego konsulatu w Nowym Jorku panel dyskusyjny „Kryzys emigracyjny na Ukrainie”. To ten sam, który u zarania swej misji ogłosił: „Diasporę żydowską w nowojorskim okręgu konsularnym należy włączyć w definicję Polonii”. I wszystko poszło jak z płatka – całą swą konsularną aktywność nakierował nie na amerykańskich Polaków i umacnianie ich tożsamości narodowej, ale na obcą grupę etniczną, wrogo nastawioną do Polski. I czy dziś nie czas na apel: Diasporę ukraińską włączyć w szeroką definicję Polonii? Konsul generalny RP w Chicago Paweł Zyzak wraz z konsulem Ukrainy otwarli wystawę „Mamo, ja nie chcę wojny”. To zestawienie przechowywanych w polskich zasobach historyczne rysunków polskich dzieci z roku 1946, będących zapisem ich przeżyć z czasu wojny i okupacji niemieckiej, oraz współczesnych rysunków dzieci ukraińskich, związanych z wojną toczącą się obecnie na Ukrainie. A było to w dzień po tym, gdy na terenie wsi Przewodów zginęło dwóch Polaków po eksplozji ukraińskiej rakiety.
Kiedy kilka tygodni temu pojawiła się informacja: nasz „strategiczny partner” wykonał wiekopomny gest – zezwolił na poszukiwania, ekshumację i upamiętnienia polskich ofiar, szybko okazało się, że zgoda dotyczy tylko dawnej wsi Puźnik koło Buczacza i otrzymał ją nie IPN, czyli instytucja do tego powołana, ale Fundacja Wolność i Demokracja, i że jak nie było, tak nie ma zgody na ekshumację dziesiątków tysięcy Polaków z tysięcy dołów śmierci i chrześcijański pochówek ofiar UPA. Okazało się też, że nie chodzi o ekshumację, bo groby pomordowanych w Puźniku są od dawna znane. Wyszło też na jaw, że w tym wszystkim chodziło jedynie o propagandowe ocieplenie wizerunku Ukrainy i wypromowanie szefostwa Fundacji. Założona przez obecnego ministra Michała Dworczyka, w stu procentach finansowana przez Kancelarię Premiera oraz spółki skarbu państwa (64 miliony w latach 2017-21) – chociaż ma w statucie: Pomoc Polakom na Wschodzie; kultywowanie pamięci o polskim dziedzictwie kulturowym i polskiej historii Kresów; wspieranie rozwoju oświaty polskiej – zajmuje się wyłącznie pomocą dla Ukraińców i szczyci się: wyekspediowaniem na Ukrainę blisko 100 „TIR-ów” z pomocą humanitarną; ewakuacją 7,2 tys. ukraińskich rodzin z kompleksowym wsparciem rzeczowym i finansowym; pomocą dla kilkunastu szpitali wojskowych.
Ambasador Ukrainy w Polsce, występując z okazji święta niepodległości Ukrainy na tle pomnika Powstania Warszawskiego, porównał Ukraińców walczących z rosyjską armią do powstańców warszawskich: „Jak powstańcy warszawscy, dziś żołnierze ukraińscy stanęli do nierównej walki z brutalnym wrogiem. Jak powstańcy warszawscy, dziś potrzebujemy jak najwięcej broni. I jak powstańcom warszawskim, dziś nam, Ukraińcom i Ukrainkom, nie brakuje odwagi i determinacji w walce o wolność i niepodległość”. Ambasador ujawnił, że jego przełożony, odwiedzając Muzeum Powstania Warszawskiego był bardzo wzruszony, widząc Warszawę zniszczoną w czasie II Wojny” i porównał obraz Warszawy z powstania do tego, co dzieje się w Mariupolu. Inne medialne świństwo – wiceminister Paweł Jabłoński, komentując doniesienia o odkryciu grobów w ukraińskimIzjum, wydurnił się na Twitterze: „Przerażające. I nie da się nie porównać tego do Katynia”. A żeby było jeszcze straszniej, portal „wPolityce” ocenił: „Mocny wpis Jabłońskiego”.
Jakim trzeba być głupkiem, żeby stawiać znak równości między Izjum a Katyniem! Jaką trzeba być kanalią, żeby przyrównać zniszczenia Warszawy do zniszczenia kilka chałup w Mariupolu lub tak, jak „Gazeta Polska”, zorganizować Marsz Żołnierzy Wyklętych w barwach ukraińskich! Przypomnijmy: Ukraińcy mordowali powstańców i ludność cywilną Warszawy, a Rosjanie przeprosili za Katyń, odtajnili dokumenty, wybudowali mauzoleum, sfinansowali budowę cmentarza, na którym Putin złożył wieniec. A co do Izjum, to po jego „wyzwoleniu” natychmiast przystąpili do „derusyfikacji ulic” i już tam mamy aleję Bandery i ulicę Szuchewycza.
Impuls partaninie dał Duda, reklamując wystawę zestawiającą zburzoną Warszawę z kilkoma chałupami w Mariupolu. Nic też dziwnego, że prezes Reduty Dobrego Imienia poczuł się uprawniony do wpisu: „Ukraińcy mają teraz swoje Powstanie Warszawskie”. Podłączył się też pod inne świństwo – przerzucania na Rosjan odpowiedzialności za mordy rezunów. Portal „wPolityce” informował: „Maciej Świrski, twierdzi, że za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej odpowiedzialni mogą być sowieci. Naturalną konsekwencją takiej tezy byłoby zniesienie albo przynajmniej umniejszenie odpowiedzialności Ukraińców za wybitnie bestialskie zbrodnie nawet jak na warunki II wojny”. „Są poszlaki o inspiracji NKWD. Jesteśmy na tropie” – tak inkryminowany opisał to na TT. Świrski to nie byle kto. To b. prezes utworzonej przez 17 spółek Skarbu Państwa, z zadaniem promowania wizerunku Polski za granicą Polskiej Fundacji Narodowej, która tylko w latach 2016–19 wydatkowała 254 mln zł, ale nie potrafiła przeprowadzić ani jednej porządnej akcji broniącej dobrego imienia Polski za granicą. To ona zmarnowała wspaniałą okazję – 100-lecie Niepodległości, bo obchodom nie nadano żadnego wymiaru międzynarodowego. Chyba że za takowe uznać wprowadzenie do obiegu znaczka z izraelską flagą i napisem „wspólne dziedzictwo” i wysłanie w rejs dookoła świata zdezelowanego jachtu, z napisem na burcie „Polska 100”. Świrski to także przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i członek Rady Dyplomacji Historycznej.
Gdy Zełenski przyrównał ofiary Mariupola do Holokaustu, izraelskie media nie zostawiły na nim suchej nitki – „to „balansowanie na granicy negowania Holokaustu”. Żydzi nie dopuszczają do zrównywania innych ofiar z Holokaustem. My, a raczej „Nasi”, robimy dokładnie odwrotnie. Nie tylko godzimy się na wykorzystywanie polskiej martyrologii przez propagandę innych państw, ale sami podsuwamy pomysły. Powstanie Warszawskie w służbie Ukrainy to działalność antypolska, to plucie Polakom w twarz, to demolowanie polskiej polityce historycznej. Przypominanie zbrodni na Polakach to nasz główny oręż w zwalczaniu obowiązującego paradygmatu: Ofiarami wojny byli wyłącznie Żydzi, a prześladowcami Naziści oraz Polacy, i ci ostatni muszą za to zapłacić.
Wypowiedź ukraińskiego prezydenta o „Ukraińcach ratujących Żydów podczas II wojny” to nie tylko niesmaczny żart byłego komika. Tu chodzi o wysłanie w świat przesłania: To nie Ukraińcy, ale Polacy tworzyli formacje pomocnicze w niemieckich obozach zagłady; To nie UPA, ale Polacy, uciskając Ukraińców „w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić” przećwiczyli mordowanie Żydów. I jeszcze jedno – Melnyk pokajał się wobec Żydów, Polaków nie przeprosił. I czy to nie jest kopiowanie żydowskiego modus operandi. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Niechcący przyznał rację narracji rosyjskiej o potrzebie denazyfikacji Ukrainy – i niech Ruscy robią z nim, co chcą. No i piszmy „Rzeź Wołyńska” z dużych liter tak, jak Żydzi piszą „Holokaust”!
Dbanie o wizerunek własnego kraju za granicą to rzecz niezwykle istotna. Odpowiedzialne za to w Polsce instytucje i służby państwowe nie wypełniają swej roli, kupczą pamięcią o ofiarach zbrodni na Polakach, uczestniczą w przedsięwzięciach jawnie antypolskich. Hańba domowa – tak Jacek Trznadel nazwał kolaborację bierutowskich elit ze Stalinem w negowaniu zbrodni katyńskiej i przypisywaniu jej sprawstwa Niemcom. Dzisiaj hańbą domową jest kolaboracja elit III RP z potomkami Bandery.
Krzysztof Baliński
Profesjonalne kłamstwo – narzędziem samozniszczenia człowieka i ludzkości
BKP: Profesjonalne kłamstwo – narzędziem samozniszczenia człowieka i ludzkości
wideo: http://vkpatriarhat.org/pl/?p=20091 https://reakce.wistia.com/medias/kednu1xv6e
https://rumble.com/v24wmay–profesjonalne–klamstwo.html cos.tv/videos/play/41660410303123456
ugetube.com/watch/ieIHRKnAIpIzZzT bitchute.com/video/Ei2kmIMZA14V/
„Diabeł jest kłamcą i zabójcą” (J 8:44).
„Nic dziwnego. Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości. Nic przeto wielkiego, że i jego słudzy podszywają się pod sprawiedliwość. Ale skończą według swoich uczynków!” (2 Kor. 11:14-15). Czeka ich piekło!
„Na zewnątrz są psy, guślarze, rozpustnicy, zabójcy, bałwochwalcy ikażdy, kto kłamstwo kocha i nim żyje” (Ap 22:15).
Komu służy internet, google, portale społecznościowe, środki masowego przekazu? Duchu prawdy czy duchu kłamstwa?
Twórcy mediów społecznościowych wypowiedzieli się, że publikowanie prawdy rzekomo jest dla ludzi nudne. Ludzie chcą słyszeć kłamstwo. Publicznie przyznali , że stosunek prawdy do kłamstwa w tych środkach masowego przekazu wynosi 1:6. Ale ci, którzy przyjęli kłamstwo jako własne, uważają je za prawdę i nie chcą przyznać, że zostali oszukani. Co więcej, rozpowszechniają to kłamstwo dalej jako prawdę. Dzisiejsze media głównego nurtu, a zwłaszcza internet, są kontrolowane przez tych, którzy służą duchowi kłamstwa i śmierci. Na kłamstwie jest zbudowany cały obecny antychrystowy system. Pismo Święte ostrzega: „Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą… działanie z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, aby dostąpić zbawienia. Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu” (2 Tes 2:9-11)
Ostrzeżenie to odnosi się również do obecnego Kościoła katolickiego [dużej części hierarchii. md] , który nie miłuje prawdę i nie służy jej. Wręcz przeciwnie, promuje i miłuje herezje i rażące kłamstwa, jak to widzimy na przykładzie współczesnego pseudo-papieża Franciszka i jego kłamliwych zwolenników wśród hierarchii, skoncentrowanych w Watykanie i Niemczech.
W człowieku działa szczególne prawo: nawet jeśli zostanie tysiąc razy oszukany, nadal będzie wierzył w kłamstwo. W prawdę będzie zawsze wątpił, a jeśli będzie zmuszony cierpieć za prawdę, z oburzeniem ją odrzuci. Czemu? Ponieważ troszczy się o własne ego, które jest źródłem zła. Wnętrze pierwszego człowieka zostało duchowo zakażone ojcem kłamstwa, piekielnym wężem (por. J 8:44) (Rdz 3:13). Osoba, znajdująca się pod wpływem ego, nie chce, aby wcielona Prawda uwolniła ją od kłamstw i obdarzyła życiem wiecznym. Nie chce nawet przyznać, że kłamstwo, z którym się połączyła, szkodzi nie tylko jej, ale i innym. Człowiek ma silną skłonność do kłamstwa i samooszukiwania się. Tego, kto go pochlebnie oszukuje, będzie bronił aż na śmierć, ale tego, kto powie mu prawdę, znienawidzi.
Jak to możliwe, że dzisiaj istnieją prawa, zgodnie z którymi można ukraść dzieci z jakiejkolwiek rodziny? Jeszcze w niedalekiej przeszłości, jeśli rodzicom zostało skradzione dziecko, ogłaszano ogólnoświatową obławę. Gdyby przestępca został znaleziony, otrzymałby najsurowszą karę. Co więcej, jak to możliwe, że z tekstów nowych ustaw nie można rozpoznać, że jest to zaprogramowane przestępstwo? Nawet najlepsi prawnicy nie są w stanie tego wykryć i szczerze powiedzą: „To prawo jest doskonałe”. W rzeczywistości jest w nim zaszyfrowany przestępczy program.
Były czeski prezydent Klaus nie chciał podpisać ustawy o manipulacyjnym tytule „O socjalnej i prawnej ochronie dzieci”, którą trzy lata narzucała mu ONZ. Wtedy środki masowego przekazu zrobiły z prezydenta cynika, który rzekomo nie dba o dzieci, a nawet o sieroty. On ale w rzeczywistości dzieci chronił. Doskonale wiedział, co naprawdę zawiera to podstępne prawo, dlatego ciągle je wetował. Jednak wobec medialnej kampanii był bezsilny. W końcu ustawę przepchnęli. Co to za system kłamstw?! Co więcej, gdy prawnik otwarcie wskazuje na nadużywanie prawa, ustawa jest dalej nadużywana, a prawnik jest narażony na prześladowania. Następnie zbrodniczą ustawę przyjmuje jedno państwo po drugim. Dlaczego prawdziwe ujawnienie przestępstwa nie ma mocy? W końcu kwestia kradzieży dzieci jest najbardziej delikatną sprawą.
Nowe międzynarodowe prawo ze swoimi konwencjami, rezolucjami i zaleceniami fanatycznie broni przywileje wszystkich możliwych seksualnych orientacji czyli perwersji. Należą do nich już nie tylko homoseksualiści, ale także pedofile, transseksualiści, zoofile, sadomasochiści i mordercy seksualni. Jeden z nich z tą tzw. wrodzoną seksualną orientacją podciął gardła ponad 50 kobietom. Ale mimo to osoby zboczone są uważane za niewinne i skrzywdzone ofiary. Ta fałszywa opinia publiczna została stworzona celowo. Ktokolwiek nazwie ich prawdziwym imieniem, zostanie ukarany jako przestępczy „fob”. Prawo bowiem zezwala na sądzenie osoby już za przypuszczenie, że myśli krytycznie o sodomicie, transseksualiście lub o kimś z Q-orientacją. Oskarżony zgodnie z tymi pseudoprawami już nie ma prawa do domniemanej niewinności. Może zostać ukarany jako homofob lub Q-fob i grozi mu do trzech lat więzienia.
W ustawodawstwie doszło do uprzywilejowania niemoralności i jednocześnie oficjalnej przestępczości wobec dzieci! A to legislacyjne kłamstwo jest realizowane pod pozytywnymi pojęciami „praw dziecka” lub „najlepszy interes dziecka”. W rzeczywistości jest to cyniczna niesprawiedliwość i najwyższy interes likwidacji dziecka! Na przykładzie tych pseudo-praw możemy zobaczyć, jak sugestywnie działają kłamstwa. To tak zwane międzynarodowe prawodawstwo nie jest zbudowane na prawdzie czy sprawiedliwości, ale na najokrutniejszych kłamstwach i propagowaniu przestępczości w celu eksterminacji ludzkości na tak zwany złoty miliard.
Dziś absurdalne i głupie kłamstwo zwane gender ideologią rozrosło się ponad miarę. W szkołach i przedszkolach dzieci są zmuszane do myślenia, że nie są chłopcem czy dziewczynką, ale że mogą wybrać, kim chcą być. Następnie zmuszają ich uwierzyć, że zdecydowanie nie są tym, kim są. Dziecko przeżywa psychiczną traumę i ciągłą tyranię na myśl, że czeka go proces okaleczenia, który kończy się operacją zmiany płci.
To szaleństwo popiera i pseudo-papież Franciszek. W Irlandii sugestywnie nakłaniał rodziców, że nie mogą swoim dzieciom mówić prawdy, iż ich w szkole okłamali. Jakie okrucieństwa są wtedy oficjalnie popełniane za pomocą tego zbrodniczego kłamstwa na nieletnich dzieciach! Np. 15-letnia dziewczyna przeszła tę operację wbrew woli rodziców. Zaraz po operacji duch kłamstwa jakby ustąpił, a ona zobaczyła, jakiej życiowej tragedii stała się ofiarą. Ta dziewczyna w końcu popełniła samobójstwo. W USA w tych dniach zostało wdrożone głupie i sadystyczne prawo w sprawie tzw prawa dzieci do zmiany płci od 12 roku życia! Jednocześnie w szkołach wprowadza się psychologiczny terror w celu promowania transseksualizmu. Owocem tego prawa będzie masowa zbrodnia na dzieciach i samobójstwo narodu. Rosyjski prezydent o architektach NWO, którzy promują to okrucieństwo, powiedział, że już zwariowali do reszty i że to jest zaprogramowany satanizm.
Poszczególne państwa są zmuszane do przyjęcia samobójczej gender ideologii pod presją ekonomicznych i innych sankcji. Pewien prezydent w Afryce oświadczył: „Wolelibyśmy jeść trawę, niż zaakceptować takie samobójcze warunki”. Niestety niewielu prezydentów ma tyle zdrowego rozsądku i tyle odwagi w obronie prawdy i życia, a aby nie podporządkować się międzynarodowej mafii. A jeśli ją mają, to środki masowego przekazu zaczną sugestywnymi kłamstwami prać ludziom mózgi, a oszukana większość społeczeństwa zwróci się wtedy przeciwko swemu wybawcy. Tak stało się np. z premierem Fico na Słowacji, kiedy otwarcie zadeklarował, że Słowacja nigdy nie zaakceptuje Konwencji Stambulskiej, która legalizuje ideologię gender i kradzież dzieci związaną z wprowadzeniem tzw. GREVIA. Przeciwko premierowi zorganizowali pucz, wybrali sakralną ofiarę i w dwa wieczory przy pomocy zorganizowanej i oszukanej młodzieży zmusili go do dymisji. Tak więc zwyciężyło kłamstwo, a ten, który chciał dla młodzieży dobra, został wygwizdany przez zmanipulowaną młodzież jako przestępca.
Kto szczególnie manipuluje młodszym pokoleniem? Media społecznościowe. Młodzież otrzymuje od nich fragmentaryczne informacje i nie jest już w stanie samodzielnie myśleć. Po prostu biernie wszystko akceptuje i staje się ofiarą systematycznie zaprogramowanego kłamstwa. Żyje bardziej w nierzeczywistości niż w rzeczywistości.
Niesamowitą kpiną z prawdy, sprawiedliwości i moralności jest tzw. Traktat lizboński. Prawdę zastąpiono kłamstwem, a prawo bezprawiem. Kiedy Irlandia w referendum Traktat lizboński odrzuciła, została zmuszona do przeprowadzenia drugiego referendum.
Każde słowo w ustawie musi być precyzyjnie zdefiniowane, aby uniknąć nadużycia. W międzynarodowym prawodawstwie zaczęto używać dwuznacznych terminów, co otworzyło drzwi profesjonalnym kłamstwom i przestępstwom. Były czeski prezydent Klaus powiedział: „Tylko w sądzie dowiecie się, o co tak naprawdę chodziło w tej czy innej ustawie”, czyli z samego brzmienia ustawy nie da się tego dowiedzieć.
Około 20 lat temu ponadnarodowe organizacje, takie jak ONZ, WHO, EU czy Rada Europy, zaczęły domagać się, aby prawodawstwo poszczególnych państw podlegało tzw. rezolucjom, zaleceniom i konwencjom. Do przepisów stanowych dodano preambułę, stwierdzającą, że pierwszeństwo ma międzynarodowe pseudo-prawodawstwo. W praktyce jest to kolosalne oszustwo i najokrutniejsze przestępstwa wymiaru sprawiedliwości.
Celowo te pseudo-ustawy są rozwlekłe, tak że duża ilość tekstu sprawia, że ustawa jest niejasna. Często posłowie przed głosowaniem nie mają nawet czasu na jej przeczytanie. Wtedy nikt nie wie, co tak naprawdę aprobuje. W rzeczywistości są to fatalne oszustwa. Ponadto posłowie zatwierdzają codziennie nawet dziesięć różnych poprawek do ustaw.
Następna forma fałszywej manipulacji miała miejsce np. w przypadku Traktatu Stambulskiego, gdzie pod zwodniczymi sformułowaniami o walce z tyranią kobiet, potajemnie uchwalają gender ideologię i mechanizm GREVIO dla kradzieży dzieci rodzicom. W dodatku, dali, przedstawicielom państw podpisać jej przyjęcie z pakietem ustaw o rybołówstwie, więc tego kłamstwa i manipulacji tutaj nikt nie przewidział.
Rocznie w Norwegii 60-100 dzieci ze skradzionych rodzin, popełnia samobójstwo. Niemniej przestępczy mechanizm nadal działa, a nagłaśnianie w mediach tych przestępstw przeciwko dzieciom jest pod groźbą kary zabronione. Kiedy w Finlandii policja dobywała się do domu, aby ukraść dzieci, ojciec z rozpaczy zabił dzieci i siebie, aby uniknąć tyranii wymiaru sprawiedliwości dla nieletnich.
Edukacja systematycznie promuje demoralizację młodzieży. W Anglii wiele szkół zostało poddanych zbrodniczemu eksperymentowi, w którym dzieciom intensywnie narzucali transseksualizm. Około 98% dzieci miało myśli samobójcze, a niektóre nawet próbowały popełnić samobójstwo.
Opieka zdrowotna została globalnie nadużyta do eksperymentalnych szczepień poprzez profesjonalne kłamstwo.
Dlaczego Bóg to wszystko dopuścił? Biblia daje odpowiedź: ludzie nie miłowali prawdy. Chcą być oszukani. Ale za kłamstwem stoi duch kłamstwa i śmierci, a jest nim szatan. Ludzie porzucili Boga, porzucili Boże prawa i wprowadzili genderowe pseudo-prawa. Pan przez proroka ogłasza:
„Ziemia została splugawiona przez swoich mieszkańców, bo pogwałcili (Boże) prawa, przestąpili (Boże) przykazania, złamali wieczyste przymierze. Dlatego ziemię pochłania przekleństwo, a jej mieszkańcy odpokutowują; dlatego się przerzedzają mieszkańcy ziemi i mało ludzi zostało” (Iz 24:5-6).
+ Eliasz
Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu
+ Metodiusz OSBMr + Tymoteusz OSBMr
biskupi-sekretarze
Bóg przez proroków wielokrotnie ostrzegał groźbą kary. Ale jeśli naród pokutował, kara została odwrócona. Dzisiaj ludzkość przygotowuje sobie samozniszczenie w wyniku porzucenia Boga i odrzucenia Jego praw. Do tego odnoszą się słowa Jezusa Chrystusa: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy zginiecie!” (Łk 13:3). Dlatego niech każdy pokutuje za swoje osobiste życie. Podstawą jest samokrytyka i poświęcenie czasu na modlitwę. Chodzi o pionową komunikację z Bogiem. Bóg w prawdziwej modlitwie da swoim wojownikom światło i siłę. W przypadku bierności profesjonalne kłamstwo ludzkość zniszczy. Za kłamstwem stoi ojciec kłamstw – szatan – i jego słudzy, architekci NWO. Teraz jest najwyższy czas stanąć w obronie prawdy! Jak zacząć? Walką z samooszukiwaniem siebie samego ! Wtedy zdemaskujesz profesjonalne kłamstwo na świecie i pokonasz ducha kłamstwa i śmierci.
17. 12. 2022
Profesjonalne kłamstwo – narzędziem samozniszczenia człowieka i ludzkości
vkpatriarhat.org/en/?p=22560 /english/
vkpatriarhat.org/it/?p=9434 /italiano/
vkpatriarhat.org/fr/?p=16016 /français/
vkpatriarhat.org/es/?p=12671 /español/
vkpatriarhat.org/pg/mentiras-profissionais/ /português/
——————————————–
Zapisz się do naszego newsletter bit.ly/3PJRfYs
Armator Havila Kystruten zakazuje samochodów elektrycznych na promach. Ich pożary stanowią zagrożenie.
Pierwszy armator Havila Kystruten zakazuje samochodów elektrycznych na promach. Stanowią zagrożenie.
Armatorzy badają, z jakim ryzykiem wiąże się transport pojazdów elektrycznych na promach. Pierwsza linia zakazała już wpuszczania na pokład aut z napędem elektrycznym, hybrydowym i wodorowym. Chodzi o trudne i czasochłonne do ugaszenia pożary, które znikąd wybuchają w elektrykach.
Punktem wyjściowym do rozważań o bezpieczeństwie transportu elektryków był ogromny pożar frachtowca Felicity Ace w 2022 roku.
Na pokładzie znajdowało się tysiące aut, w tym także elektryczne. Pożaru nie udało się opanować. Jednostka zatonęła w okolicach archipelagu Azorów.
=======================================
UPDATE: Li-ion batteries in the EVs on board the vehicle carrier Felicity Ace have caught fire & the blaze requires specialist equipment to extinguish. It wasn’t clear whether the batteries first sparked the fire. Around 1,100 Porsches & 189 Bentleys were on board, no Teslas.
@SawyerMerritt
·
NEWS: Cargo Ship Full of Porsches and VWs Is On Fire & Adrift in the Atlantic. The ship measures 656 feet long & 104 feet wide. Fully loaded, the ship could carry nearly 4,000 vehicles. The 22 crew on board have been successfully evacuated from the ship. https://thedrive.com/news/44330/car
===================================
Był to trzeci pożar w ciągu ostatnich dwóch lat frachtowca transportującego elektryki lub komponenty do nich. W związku z tym firmy zaczęły analizować ryzyko pożarów wywołanych samochodami elektrycznymi, a dokładniej – bateriami litowo-jonowymi, w które są wyposażone.
Allianz Global Corporate & Specialty wskazuje, że pożary statków są coraz większym problemem, a wspomniane baterie są istotnie czynnikiem znacznie zwiększającym ryzyko.
Podkreśla się, że o ile elektryki niekoniecznie częściej płoną niż samochody spalinowe, to opanowanie takiego pożaru jest znacznie trudniejsze. Trwa kilka godzin, potrzeba gigantycznych ilości środków gaśniczych, które z oczywistych względów na prom można zabrać w ograniczonym zakresie.
CZYTAJ TAKŻE: Gaszenie samochodu elektrycznego. Trudna i czasochłonna akcja pochłaniająca gigantyczne ilości wody [VIDEO]
Norweska linia nie chce elektryków na promie
Norweski przewoźnik Havila Kystruten jako pierwszy na świecie zakazał przewożenia na swoich promach samochodów elektrycznych, hybrydowych i wodorowych. Armator obawia się, że w przypadku pożaru elektryka załoga nie poradzi sobie z akcją gaśniczą. W przeciwieństwie do ewentualnego pożaru samochodu spalinowego, który opanować stosunkowo łatwo.
Konkludując, potencjalny pożar elektryka wiązałby się nie tylko z konieczną pomocą z zewnątrz w akcji gaśniczej, ale czas potrzebny na ugaszenia palącego się „eko” samochodu (kilka godzin) stwarzałby ogromne ryzyko zarówno dla pasażerów, jak i samego statku.
Przewoźnik zaznacza, że jego statki są wyposażone w najnowsze systemy gaśnicze, ale nawet one w przypadku pożaru elektryka okażą się niewystarczające.
Niektórzy zarzucają armatorowi hipokryzję, ponieważ sam chwali się, że ma napędy hybrydowe, które pozwalają na kilkugodzinne rejsy przy wykorzystaniu wyłącznie zakumulowanego prądu. A aut na prąd nie chce na pokładzie.
Norweska linia odpiera zarzuty wskazując, że akumulatory ma zamontowane w odizolowanych od otoczenia, ognioodpornych pomieszczeniach wyposażonych w dodatkowe urządzenia gaśnicze. Dla samochodów elektrycznych takich warunków nie da się stworzyć.
Bolesne podobieństwa między upadkiem Niemiec i Imperium Azteków.
Bolesne podobieństwa między upadkiem Niemiec i Imperium Azteków.
[pisał Niemiec. Możemy tu wstawić „EU„. md]
https://thesaker.is/painful-similarities-between-the-german-collapse-and-the-aztec-empire/
Imperium Azteków, znane również jako „Trójprzymierze” lub „Imperium Mexica”, było jednym z najpotężniejszych bloków politycznych w prekolumbijskiej Ameryce. W szczytowym okresie, Aztekowie kontrolowali znaczną część dzisiejszego Meksyku i część Ameryki Środkowej. W takim momencie, na początku XVI wieku, przybyło tam 11 statków z Europejczykami.
Pomimo ogromnej wiary Azteków w ich duchową, technologiczną i ekonomiczną przebiegłość, ich imperium składające się z 500 plemion – czyli 3,2 miliona ludzi – upadło z powodu konfliktów politycznych, ingerencji zewnętrznych, imigracji młodych mężczyzn z Europy, a przede wszystkim absurdalnej i idiotycznej „Polityki Gościnności”, prowadzonej przez azteckiego władcę Montezumę II.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, Aztekowie nie byli starożytną cywilizacją, porównywalną z Egipcjanami, Babilończykami, Grekami, Chińczykami Xia czy hinduskimi Guptami. Aztekowie pod rządami Montezumy II byli jeszcze stosunkowo młodym, niedawnym „Imperium”, które trwało 170 lat (około 1350 do 1521), porównywalnym, być może, do pierwszego zjednoczonego Cesarstwa Niemieckiego pod rządami Wilhelma I, które jednak przetrwało tylko 47 lat (1871-1918).
W większości współczesnych podręczników historii czytamy, że los Imperium Azteków został przesądzony, gdy hiszpański megaloman Hernán Cortéz przybył do Meksyku w 1519 roku. Czytamy opowieści, powtarzane przez klikę zachodnich uczonych, o tym, jak Aztekowie początkowo „witali Hiszpanów jako prawdopodobnych przedstawicieli boga Quetzalcoatla” – tak jakby Meksykanie byli aż tak wspaniałomyślni i zabawni. „Polityka gościnności” Montezumy i współpraca z pierwszą grupą seks-turystów tamtych czasów, „doprowadziła do fatalnego nieporozumienia”, jak się to nam wmawia. Nieporozumienie rzekomo polegało na tym, że najeźdźcy wcale nie chcieli ich ziemi, ich złota i ich kobiet.

W końcu „Konkwistador Cortéz” [dosłownie: „Corti Zdobywca”] i jego 500 ludzi, siłą wyjaśnili nieporozumienie. Następnie pochwalił Montezumę II za „jego zaangażowanie w hiszpańską politykę ’Inkluzywności, Różnorodności i Multikulturalizmu’, jak to ogłosił w Rzymie papież Klemens VII.” Hiszpańscy okupanci używali Montiego jako marionetkowego gubernatora, podobnie jak amerykańscy okupanci używali Tirarda do rządzenia niemiecką Nadrenią w 1918 roku.
Wszyscy wiemy, że Niemcy powstali przeciwko tej obcej okupacji. Skończyło się to dla Niemców źle, doprowadzając do największego rozlewu krwi jaki widział świat czyli II wojny światowej i spektakularnego upadku Niemiec.
Aztekowie zrobili dokładnie to samo, zaledwie 400 lat wcześniej. Również doprowadziło ich to do spektakularnego upadku. Tak się złożyło, że przeciwko hiszpańskiej okupacji również stanął dyktator. Był nim brat Montezumy, Cuitlahuac – ktoś, kogo dziś nazwalibyśmy faszystą. Ogłosił się przywódcą i powiedział, że „osuszy bagno” i „uczyni Azteków znowu wielkimi”. Wyrzucił zagranicznych lichwiarzy, podkręcił aztecką gospodarkę wojenną i ogłosił zupełnie nową 1000-letnią „Rzeszę Azteków”. Symbole również mają duże znaczenie. Cuitlahuac nie przyjął jednak za symbol kroczącej Swastyki, ponieważ Budda nie był jeszcze modny w tamtym czasie. Wybrał ruchomego Ollina, a w zasadzie oko przebiegłego boga Ropuchy – Xolotla.

Niestety, 30-tysięczna armia aztecka była zbyt zblazowana, zbyt przyjacielska i nie mogła się równać z hiszpańskimi „uchodźcami”, którzy mieli, sponsorowane przez Europejczyków, 30 koni, 100 muszkietów i 3 nowoczesne działa. Co gorsza, Hiszpanie nie byli już tylko Hiszpanami, ale także Portugalczykami, Włochami, murzyńskimi niewolnikami , innymi europejskimi najemnikami i meksykańskimi renegatami.
Upadek Imperium Azteków był imponujący. Jeśli ufać książkom historycznym (nie wolno tego robić!), szacuje się, że 95% wszystkich Azteków „zniknęło”. Europejczycy do dziś upierają się, że nie mordowali masowo, nie głodzili, ani nie prali Meksykanom mózgów w celu doprowadzenia do ich bezpłodności. Raczej, tak jak w przypadku wszystkich innych podbitych cywilizacji mezoamerykańskich, Europejczycy twierdzili, że Aztekowie po prostu „mieli zerową odporność na choroby przyniesione przez naszych nowoczesnych żeglarzy”. Przykro nam ! [Wrócimy do tego za chwilę].
II. Imponujące zwycięstwo
W czasach współczesnych można porównać los Azteków z sytuacją w Europie. Oczywiście Unia Europejska nie zaczęła się jako „Trójporozumienie”, ale jako „Sześcio-porozumienie”, pomiędzy Berlinem, Brukselą, Paryżem, Rzymem, Luksemburgiem i Hagą, pod okupacją USA-NATO. Sojusz rozrósł się na wschód do imponującej liczby 27 członków. Ci nowi członkowie, to nie rodzime plemiona germańskie i wcale nie są lojalni. To trochę tak, jakbyśmy dodali do Azteków także Olmeków, Inków, Majów i – w międzyczasie – Apaczów, Komanczów, Czirokezów, Seminoli i inne „rdzenne plemiona amerykańskie”, znane ogólnie jako „zaginieni Indianie”.
Europa jest oczywiście zjednoczona politycznie; trudno temu zaprzeczyć. Jednocześnie, Europa jest częściowo od 1918 roku, a całkowicie od 1945; militarnie, kulturowo i ekonomicznie okupowana przez amerykańskie imperium sankcji [i kłamstw]. Stany Zjednoczone zadbały o to, by wynagradzać proamerykańskich zdrajców, instalować proamerykańskie marionetkowe reżimy w Berlinie, Brukseli, Paryżu, Rzymie, Luksemburgu i Hadze, i karać wszelkie narodowo-wyzwoleńcze powstania (naziści! komuniści! terroryści! rasiści!…).
Współczesnym „Montezumą” Europy była Angela Merkel, kanclerz Niemiec w latach 2005-2021. Współpracowała z okupantami USA, międzynarodowymi lichwiarzami i różnymi innymi zagranicznymi grupami interesów, a w końcu w 2015 roku zainicjowała politykę „otwartych granic” dla Niemiec i całej Europy Środkowej i Północnej. Sama Syria wysłała 1,5 miliona „konkwistadorów”- mężczyzn w wieku poborowym. Po przybyciu na miejsce, ci mężczyźni zostali poinstruowani, aby zachęcić swoje rodzeństwo, rodziców, wujków, a nawet liczne żony, o dołączenie do nich. Niemcy powiększały się o 1 milion muzułmanów i Afrykanów rocznie, podczas gdy 500 000 rodowitych Niemców rocznie wyjeżdżało ze swojego kraju. Jeśli dziś odwiedzicie centra Berlina, Duisburga, Kolonii, Dortmundu, Essen, Bochum i setek innych miast, to zobaczycie orientalne i pozbawione tubylców ośrodki.

Najeźdźców z 2015 r. nazwano eufemistycznie „biednymi uchodźcami”, a kolejnej fali osadników z 2018 r. nadano patynę „wzbogacenia kulturowego”. Szybko podporządkowali sobie miejscowych i zdominowali podwórka szkolne, centra handlowe, baseny i imprezy noworoczne. Następnych pięć milionów zagranicznych najeźdźców, od 2020 roku – nazwano Facharbeiter: „fachowcami”. Gdy w każdym kraju świata, pozwolenia na pracę dla cudzoziemców są niezwykle trudne do zdobycia, Niemcy faktycznie płacą 5.000 euro miesięcznie najeźdźcom za to, aby nie pracowali. Po pewnym czasie, wyhodowane i wykarmione siły migrantów zażądają również więcej ziemi, lepszych mieszkań, łatwych kobiet, stanowisk, i jeszcze bardziej uprzywilejowanego traktowania.
Podobnie jak zwiedzeni przywódcy Azteków „witali Hiszpanów jako przedstawicieli swoich bogów”, tak przymuleni przywódcy Niemiec przyjęli biednych uchodźców z otwartymi ramionami, jak gdyby ci zostali wysłani przez samego Jezusa Chrystusa. Niemcy oddali swoje mieszkania, szkoły, sale gimnastyczne, darmowy transport, darmową opiekę medyczną i budżety tym biednym cudzoziemcom. Wspaniale było „dzielić się bogactwem” i „oddawać” je zupełnie obcym ludziom. W zamian, ci obcy ludzie odwdzięczali się swoimi ciemnymi włosami i karmelowo-czekoladową skórą, a jeśli Niemiec ich dotknął, stawał się od razu „lepszym człowiekiem”. Tak powiedział aztecki socjaldemokrata Martin Schulz z europejskiego El Dorado, w 2016 roku: „To, co przynoszą nam migranci, jest cenniejsze niż złoto!”.
Porównania są przezabawne. Rdzenni Niemcy płacą za zdradę swoich przywódców tak samo, jak robili to rdzenni Aztekowie. Już teraz prowadzą niewolniczą egzystencję i muszą rozstać się z 50% swoich dochodów na rzecz władców. Z reszty płacą czynsz, opłaty, arbitralne kary, transport do pracy. Płacą podatek dochodowy, podatek od nieruchomości, podatek konsumpcyjny, podatek solidarnościowy, podatek spadkowy, podatek od podatku. Rządzący zabierają te wszystkie nienależne im pieniądze, większość wysyłają do Ameryki i lichwiarzy, a resztę wrzucają do kieszeni „nowych Niemców”.
W efekcie, tradycyjne plemiona germańskie, „starzy Niemcy”; Teutoni, Frankowie, Sasi, Goci, Nordycy i tak dalej, są teraz ekonomicznie drenowani, wywłaszczani i pluje się na ich rasistowskie groby. Poza tym, wielu Niemców umiera teraz „nagle i niespodziewanie” z powodu „braku odporności na jakiś wirus pochodzący z zagranicy”, słyszeliście już to od „naszych naukowców”.
Mając nowych panów w mieście, nie można ich po prostu aresztować, prawda? Policja, sądy i partie polityczne otrzymały rozkaz, by chodzić wokół nich na palcach i przymykać oko na przestępstwa i wykroczenia nowych osadników, a rdzennych mieszkańców ścigać za to, że są „świadkiem i przeszkodą w tym najeździe obcych w procesie Wielkiej Wymiany”.
Oficjalna niemiecka narracja mówi, że najeźdźcy są tylko niewinnymi, straumatyzowanymi ofiarami, które znalazły zasłużony Eden w Europie, „gdzie wszyscy chcą” mieszkać, ponieważ „my Europejczycy jesteśmy mili i tolerancyjni dla wszystkich”. [Co ciekawe, król Hiszpanii, Karol I, jeszcze w 1521 roku powiedział to samo o „najmilszym i najbardziej tolerancyjnym narodzie Mexica”].
Tak jak Montezuma kolaborował z wrogimi nachodźcami, tak Angela Merkel kolaborowała z historycznymi przeciwnikami Niemców, co doprowadziło do szeregu nieodwracalnych konsekwencji, w tym do powstania prawicowego populizmu (ruch oporu) i w coraz większych nastrojów anty-imigranckich. Te, oczywiście, zostałyby bezwzględnie zgniecione. To „torturowanie” rdzennych Niemców rozpoczęło się dużo wcześniej, w latach 60-tych, od kontroli urodzeń, niszczenia rodziny i polityki krzyżowania ras. Rok 2015 był jednak krytycznym punktem zwrotnym. Wtedy to, środek ciężkości przeniósł się poza to, co nieliczni pozostali Niemcy mogli wspierać jako „Vaterland” – ziemię ojców. Między 1977 a 2015 rokiem liczba urodzonych niemieckich dzieci zmniejszyła się dwukrotnie. Na dwóch kolegów, których miałem w dzieciństwie, jeden już się dzisiaj nie rodzi. Niemcy urodzeni w 2022 roku nie mają żadnych kolegów. Siedzą naprzeciwko jednego bliskowschodniego i drugiego azjatyckiego uzurpatora, którzy stają się coraz bardziej antagonistyczni.

Przykład 1. Diaspora turecka w samym tylko niemieckim pasie przemysłowym Nadrenii Północnej-Westfalii liczy obecnie 4,5 miliona osób. Ci „niemieccy Turcy” mają jeszcze swoją ojczyznę, Turcję, która liczy 85 milionów mieszkańców, czyli więcej niż Niemcy. Nie dajcie się nabrać na „oficjalne” statystyki niemieckiego reżimu, są one całkowicie fałszywe i zmanipulowane. Na przykład w jednym roku wymieniają tylko 1,2 mln Turków, podczas gdy w rzeczywistości kolejne 3,3 mln Turków w Nadrenii Północnej Westfalii to „uśpieni Turcy” z niemieckimi paszportami.
Gdyby amerykańskie Imperium Sankcji [i Kłamstw] pewnego dnia postanowiło ukarać Berlin za nieposłuszeństwo, na przykład nie przyłączenie się do wojny przeciwko Irakowi, Rosji, czy Chinom, to daleka Ankara, również satelita US-NATO, mogłaby zostać poproszona o zmobilizowanie 4,5 miliona Turków w Niemczech i rozbicie większości Zagłębia Ruhry, i obrócenie miast takich jak Hagen, Wuppertal, czy Hamm w całkowicie wrogie ośrodki. Nie wierzycie w to? 'Kolorową rewolucję’ można łatwo sprowokować. Na przykład: „Niemieckie władze desperacko dyskryminują turecki język i kulturę!”. Nie słyszeliście o tym?
Taka wiadomość może trafić na pierwsze strony gazet już jutro rano. To całkowicie wymknęło się spod kontroli niemieckich przywódców. Niemiecki marionetkowy reżim chce utrzymać Niemców-Turków z dala od władzy, co jest zrozumiałe, ale jak długo to może trwać, gdy syjoniści zasieją ziarno niezadowolenia? Turcy chcą tego co ich, nie ma znaczenia czy teraz czy za 10, 20 czy 40 lat. To co będzie miało znaczenie to szantaż! Już teraz Berlin liczy, że do 2040 roku w Niemczech Zachodnich trzeba będzie wybudować kolejne 2200 meczetów. Islam jest teraz wszędzie. A więc pozostaje tylko czekać i patrzeć.
Przykład 2. Ponad 60% dzieci urodzonych w 2020 roku w dużych niemieckich miastach, takich jak Berlin czy Frankfurt, ma obecnie tzw. pochodzenie migracyjne. Nie są one białe. Oczywiście nie-biali nazywają pozostałych białych Niemców „rasistami” i „szowinistami” oraz domagają się aby tzw. „kolorowi”, zastąpili nienawistnych niemieckich tubylców w urzędach publicznych, w policji, w szpitalach, w żłobkach, w szkołach, w zarządach firm, ale także w telewizji oraz w reklamie i filmie. Niemieccy władcy muszą prześladować Niemców, aby uzyskać względy od najeźdźców… a najeźdźcy uzurpują sobie także prawo do rządzenia. To proste. Zapytajcie Montezumę II. Oddał ostatnią koszulę i ukochaną córkę Cortézowi.
W ciągu dwóch lub trzech pokoleń większość pozostałych niemieckich kobiet wybierze do prokreacji dominującego mężczyznę-imigranta, który będzie miał tyle a tyle przywilejów i status boga… LUB nie będzie miała żadnych dzieci z pokonanymi, wykastrowanymi i pozbawionymi wszelkich praw, rodzimymi mężczyznami.
Zapytajcie Hernána Cortéza. Wziął sobie 20 azteckich małżonek i zmusił tysiące bezdzietnych tubylców do niewolnictwa na swojej plantacji.
Część III. Rotacja
„Nie tak prędko” – powie niemiecki reżim. „Jest jedna wielka różnica między tymi dwoma sytuacjami”, ekscytują się obrońcy integracji, różnorodności i wielokulturowości: „Aztekowie”, powiadają, „zostali przytłoczeni przez siłę militarną o wyższym poziomie technologicznym!”. I jeszcze jedno: „Unia Europejska jest rozwiniętym i zamożnym kontynentem!”. Zatem, miliony migrantów z Afryki, Azji Południowo-Wschodniej i Bliskiego Wschodu są nieprzystosowane i stoją poniżej poziomu Europy.
Jest to jednak dość ryzykowne przekonanie, ponieważ traktuje ambicje, inteligencję i pomysłowość pół-białych, nieidealnych białych i białych renegatów jako podrzędne. Czy Irlandczycy w Ameryce nie byli kiedyś nieudacznikami i nie byli uważani za kretynów? Nawet gdyby Ghanijczycy, Afgańczycy czy Irakijczycy rzeczywiście byli umysłowo niedorozwinięci i bezbronni, to wystarczy jeden inteligentny przywódca, prawda? Co do broni, to Niemcy też nie noszą broni. Stany Zjednoczone rozbroiły Niemców, począwszy od roku 1948. Poza tym, czyż amerykańskie podręczniki do historii nie mówią nam właśnie, że 95% Azteków nie zginęło od strzału, ale od biegunki i hiszpańskiej odry?
Obrońcy całkowitego podporządkowania obcych argumentują, że obecne kraje europejskie są bardziej przygotowane do radzenia sobie z imigracją niż Aztekowie. Ale i ten argument jest stronniczy. Mówi on, używając rozmaitych określeń, że skoro to małpa, to mamy europejskie zasady, których małpy muszą przestrzegać. Jednym słowem, trzymamy małpę w klatce. Czyż nie tak, Pani Merkel?
Czyż to „pakowanie” wszystkich stworzeń, rzeczy i myśli do klatki, nie jest właśnie imperialistyczną kwintesencją europejskiej kontroli – tej dehumanizującej biurokracji! Nawet nie używając słów „cudzoziemcy” czy „małpy”, większość z nas wie dokładnie, co pociąga za sobą „gospodarka migracyjna”. Gospodarka migracyjna” w Niemczech jest warta 100 miliardów euro, więcej niż kosztuje wojna na Ukrainie [która, nawiasem mówiąc, przyniosła nam kolejne 2 miliony uchodźców, tym razem Słowian]. Pociąga ona za sobą bezduszną hodowlę ludzi. Reżim właśnie awansował niewolników na fachowców czy jak im tam.
Przyczyną takiego bagatelizowania [eufemizm] „bezradnych migrantów-ofiar” jest to, że Europejczycy w jakiś sposób wierzą, że inne rasy nie mogą ich podbić, ponieważ Europejczycy są bardzo dobrze zorganizowani, zaawansowani technologicznie i intelektualnie stoją na wyższym poziomie. Podobnie myśleli zorganizowani, zaawansowani i stojący na bardzo wysokim poziomie intelektualnym władcy Aten, którzy zostali rozjechani przez oberwanych i bosych Spartan, żyjących z perskich dotacji. Grecy odebrali wtedy ważną lekcję ukarania ὕβρις – pychy!
@#$%&!(w slangu internetowym bardzo brzydkie słowo – [nie wiem, jakie… MD]) był prawdopodobnie ostatnim mezoamerykańskim okrzykiem sprzeciwu; podobnie jak w przypadku poprzedzających go wyższych cywilizacji; chińskiej, hinduskiej i rzymskiej: „Poradzimy sobie z każdym zagranicznym barbarzyńcą” – przechwalała się kiedyś cesarzowa Dowager Cixi. „Jesteśmy tacy genialni! Jesteśmy El Kitai dla poszukiwaczy złota! Zobacz, przychodzą do nas, bo jesteśmy najbogatsi i najlepsi! To widać!” – przechwalała się. Następnie, trzy przesilenia letnie później, Chiny Qing rozpadły się na kawałki… @#$%&!
Więc co? Trzeba wytresować swój naród. Pozbawić ich dumy, patriotyzmu, honoru! Tak się dzieje w Niemczech, od kiedy się urodziłem i odkąd pamiętam. Wmawiają nam od dzieciństwa, że więzy krwi, rodowód i historia to tylko groteskowe „hitlerowskie” idee i pojęcia – bardzo antysemickie i niedemokratyczne! „Musicie się ich oduczyć!” Jeśli chodzi o (bezdzietną) tyrankę Merkel, tutaj sprawa jest jasna: zapomnijcie o strasznych ideach ojczyzny i rodowodu. „Każdy, kto tu mieszka”, powiedziała przywódcom świata, „jest Narodem”. Jest to dokładnie to, co powiedział Montezuma, w tamtych czasach. Powiedział : „Aztecja to kraj imigrantów!”. Tak właśnie powiedział! [bo nie umiał pisać].
Przy takim przywódcy, kto potrzebuje zagranicznych najeźdźców z prymitywnymi dozownikami kul? Nowoczesnym migrantom wręcza się zaawansowaną broń; taką jak amerykańskie smartfony, zagraniczne grupy interesu kibicujące im, powiązania rodzinne, systemy wsparcia amerykańskiego wywiadu, globalistyczne media propagandowe i wojsko US-NATO, aby chronić ich interesy w zakresie praw człowieka. Co zwykli Niemcy mogą na to poradzić? Nic! To już koniec.

Merkel przeszła na emeryturę w 2021 roku, ale Niemcy są i tak już skończeni. Ona jest szanowana przez wszystkie obce mocarstwa na świecie, podobnie jak Montezuma został okrzyknięty „Bogiem tęczy” i „Tym, który trzymał nas wszystkich razem”. Był szanowany przez wszystkich tylko nie przez jego własny naród, który zdradził. Merkel zapowiedziała nawet, że 10 milionów cudzoziemców w Niemczech otrzyma wkrótce niemieckie paszporty, prawdopodobnie do 2024 roku! I czyż nie jest to dokładnie to, co Monti zrobił w Tenochtitlan? Kiedy jego doradcy powiedzieli: „Patrz, Hiszpanie zgwałcili córkę wodza Xhotla, a także zarazili ją grypą”, cesarz pacnął ich po głowach i zawołał: „Wy głupcy, nie ma tu żadnych Hiszpanów, wszyscy jesteśmy Tenochtitlanami!”.
Różnorodność jest naszą siłą, Inshallah! Jeśli miałbym nakreślić niesprawiedliwe porównanie, powiedziałbym, że 900 000 muzułmańskich „ekspertów i wykwalifikowanych pracowników” przemycanych do Bonn, Stuttgartu i Norymbergi każdego roku od 2018 r. jest o wiele bardziej skutecznych i lepiej wyposażonych do całkowitego przejęcia władzy niż 30 niepiśmiennych hiszpańskich konkwistadorów, którzy byli wtedy w Aztec City. Ludzie bez wyższego wykształcenia po prostu nie czytają podręczników. Nie mają pojęcia, ile osób jest potrzebnych do zrobienia tego czy tamtego. Przykład: 9 osób ustanowionych przez Cortéza dla sprawowania władzy, rządziło 140 000 mieszkańcami Tenochtitlan. Inny przykład. Cortéz ani razu nie został zaatakowany przez 3000 swoich nieszczęsnych niewolników. Po prostu wystarczy jeden, by rządzić wieloma. W każdej sytuacji, i za każdym razem.
Jeśli nadal nie jesteście pewni powagi niemieckiej transformacji, ponieważ Waszyngton, Bruksela, Berlin i medialna machina propagandowa US-NATO okłamują was non stop i mówią, że nie macie czego obawiać ze strony 60 milionów imigrantów gotowych do marszu do EU-Idiotstanu, rozważcie to. Mówią wam „60 milionów uchodźców nie ma gdzie się podziać z powodu zmian klimatycznych”. Przecież jest 1,4 miliarda ludzi, którzy tam zostali… pomimo zmian klimatycznych!
Jest jeden sprawdzony, pewny test, który pozwoli sprawdzić, jak „oburzeni są Grecy”. Jeśli w „najbardziej tolerancyjnej i zróżnicowanej Europie wszech czasów” nie możesz krytykować niekończących się amerykańskich wojen, zmian reżimu i celowego ataku na naszą cywilizację, i jeśli to sprawiłoby, że natychmiast staniecie się prawicowymi ekstremistami, azteckimi teoretykami spiskowymi, oznacza to, że 95% z was prawdopodobnie umrze w ciągu najbliższych 100 lat. Tylko przypominam.

Prowadzi mnie to do ostatniego problemu czyli podręczników historii. Pomyślcie! Jeśli 95% Meksykanów NAPRAWDĘ zniknęło, to jakim cudem ich liczebność wzrosła z 3 milionów w 1519 roku, do 132 354 424 w 2023 roku? Jest to oszustwo.
Pozwólcie mi wyjaśnić ten fenomen rzekomo „zaginionych ludzi” w historii świata. To, co tak naprawdę chciał zamaskować historyk propagandy 95%, to „rotacja”. Dawny lud aztecki w (prawie) całości został po prostu przekazany nowemu, hiszpańskiemu historykowi.
Tak więc ten nowy historyk, mówiąc obrazowo, wymazuje 95% populacji Imperium Azteków, i dodaje je do Imperium Hiszpańskiego. Od tego czasu, każdy skorumpowany naukowiec po prostu powtarzał ten skandaliczny numer. Historia Europy, która tak naprawdę jest historią świata, jest zbiorem heterogenicznych [zróżnicowanych] danych z ogromnymi ilościami spuścizny źródłowej, opisanej alfabetem łacińskim na sprasowanych włóknach celulozowych (książki). Historia Azteków, z drugiej strony, została ostentacyjnie spalona, nieobecna albo nigdy nie odnaleziona. To, co wam wydaje się, że wiecie o przed-europejskiej historii Mezoameryki, to w rzeczywistości postkolonialne przepisywanie. Nie wierzycie, że dworscy historycy wciskają nam kit, i to cały czas? Przekartkujcie podręczniki akademickie podające 95% azteckiego/mezoamerykańskiego „wymarcia”.
Podobnie, całkowicie „naukowym” stwierdzeniem jest to, że „Niemcy jako cywilizacja są skończeni”, a 95% z nich prawdopodobnie wymrze (jak to uczynił profesor Sieferle w swoim Finis Germania). Inny „resetowy historyk UE” tęskni za 100-milionowym Centerlandem. Nie ma tu żadnej sprzeczności, po prostu pojawia się przy tablicy nowy, „zaufany” nadworny historyk. Kto kilka tysięcy lat temu dokonał tego jako pierwszy? Czy był to Grek, Bramin, czy Mandaryn? Pozwólcie, że zdradzę wam… mały sekret… o naszych skorumpowanych „akademikach podręcznikowych”. Ci manipulanci regularnie żonglują danymi. [Nie wiedzieliście o tym, prawda?] Z ich punktu widzenia, jest całkowicie uprawnione naukowo, aby napisać że 3.000.000 Mezoamerykanów zostało zmasakrowanych w tamtych czasach i wskrzesić ich w innych czasach.

Każde wołanie tubylców o pomoc, każdy lament tubylczych kobiet, każda próba oporu wobec ciemnych hord ze Wschodu, jest teraz karana jako „niewybaczalny rasizm i podła zbrodnia nienawiści.” Nasi nadworni historycy uczynią z nich Proces Historyczny.
Podsumowanie
Dyskurs publiczny jest więc w tej sprawie zamknięty. Starzy historycy, którzy was chronili, poumierali. Dwoje psychopatów, Montezuma i Merkel, którzy bez wyrzutów sumienia niszczyli swoje kraje i swoich ludzi, upodabniając się do siebie w doprowadzeniu do upadku swoich wspaniałych cywilizacji, oświadczyli po prostu, że „kryzys migracyjny i polityka radzenia sobie z nim są zbyt złożone i zbyt wielowymiarowe, by je omawiać, i […] i tak nie ma jednoznacznego rozwiązania tego zagadnienia, a więc nie byłoby słuszne wyciąganie bezpośredniej paraleli między upadkiem imperium Azteków a obecnym upadkiem Europy.” I to by było na tyle. Dwór dostaje nowego historyka. Być może jest nim Yuval Noah Harari?

Sama nazwa „Deutschland” (kraj Niemców) jest nieintegracyjna, dyskryminująca i wręcz obraźliwa dla 25 milionów nie-Niemców, którzy obecnie tu mieszkają. Precz z „Deutschland”! Podobnie z określeniem „das Volk” (naród), ponieważ jest to dawna mowa nazistowska i wywołuje silny nacjonalizm. Precz z „das deutsche Volk”!
Hiszpańscy konkwistadorzy nigdy nie uznali azteckiego królestwa. Musiało ono zostać zdemontowane. Naród aztecki byłby naprawdę rasistowski i odrażający. Podobnie amerykańscy zdobywcy nie mogli pozwolić na istnienie suwerennego królestwa niemieckiego. Nie mówię, że to co nastąpi po tym nie będzie ważne. Po prostu mówię, że następuje rotacja, a bałagan będzie jeszcze większy. Niemcy, podobnie jak Europejczycy, już nie posiadają ani Niemiec, ani Europy.
Wystarczy tam pojechać i popatrzeć samemu. To jest przerażające.
Thorsten J. Pattberg tłum. Sławomir Soja
Franciszek „nawraca się” na buddyzm? … By zacieśnić współpracę międzyreligijną i wzmocnić klimatyzm…
Franciszek „nawraca się” na buddyzm?
Spotkał się z buddystami by zacieśnić współpracę międzyreligijną. Tematem spotkania „nawrócenie ekologiczne”
19 stycznia 2023 https://pch24.pl/papiez-spotkal-sie-z-buddystami-tematem-spotkania-nawrocenie-ekologiczne/

Franciszek spotkał się z delegacją kambodżańskich buddystów, którzy przybyli do Rzymu, by zacieśnić współpracę międzyreligijną. Tematem spotkania było tzw. nawrócenie ekologiczne. Papież w swoim przemówieniu powołał się na buddyjską praktykę nieszkodzenia istotom żyjącym (metta), porównując ją z chrześcijańskim nakazem szacunku wobec Stworzenia.
Buddyści są większością w Kambodży, stanowią aż 97 proc. całej populacji. Ich delegacja podejmie w Rzymie rozmowy z Dykasterią ds. Dialogu Międzyreligijnego. Papież wyraził nadzieję, że spotkanie da przestrzeń do zwiększenia współpracy w sprawie troski o wspólny dom w całym regionie Indochin. Wskazał również, że może być to poważny wkład religii w „społeczne uzdrowienie i odbudowę ekonomiczną, jakie następują po dekadach kryzysu” w Kambodży.
„Nawrócenie ekologiczne ma miejsce wtedy, gdy ludzie uznają ludzkie korzenie obecnego kryzysu ekologicznego; gdy prawdziwa skrucha prowadzi do spowolnienia lub zatrzymania szkodliwych procesów, ideologii i praktyk, które nie szanują stworzenia; oraz gdy ludzie angażują się w promowanie modeli rozwoju leczących rany zadane przez chciwość, nadmierną pogoń za zyskiem, brak solidarności z sąsiadami i brak szacunku dla środowiska” – wyjaśnił Franciszek. Wskazał, że „dialog ujawnia głębokie bogactwo, jakie nasze tradycje religijne oferują w zakresie wspierania wysiłków zmierzających do kultywowania odpowiedzialności ekologicznej”.
„Stosując się do zasad, które Budda przekazał swoim uczniom (Pratimoksa), w tym do praktyki zwanej «metta», polegającej na nieszkodzeniu żywym istotom (por. Metta Sutta n 1.8), oraz prowadząc prosty styl życia, buddyści mogą nabyć współczującą postawę wobec wszystkich istot oraz wobec ziemi, będącej ich domem. Ze swej strony chrześcijanie realizują odpowiedzialność ekologiczną, gdy jako godni zaufania kustosze chronią stworzenie, dzieło, które Bóg powierzył człowiekowi, aby je uprawiał i o nie dbał (por. Rdz 2, 15; «Laudato si’» p. 95, 217)” – podkreślił papież.
KAI / oprac. PR

Kard. Burke: nie ma czegoś takiego, jak grzech ekologiczny!
Kardynał Raymond Leo Burke przyznał, że zaproponowany przez papieża Franciszka Globalny Pakt Edukacyjny, związany m.in. z promowaniem ekologizmu, niesie ze sobą promocję idei jednego, światowego rządu. A to stoi w sprzeczności z Chrystusowym Królestwem. Duchowny odniósł się także do podejmowanej przez niektórych hierarchów kwestii istnienia „grzechu ekologicznego”.PCH24.pl 0 Komentarzy

Papież Franciszek dołączył do grona sygnatariuszy dokumentu, w którym podkreślono różnorodność i pluralizm w dziedzinie koloru skóry, rasy czy płci. W dokumencie jednak znalazł się również fragment wskazujący na to, że różnorodność religijna została dozwolona przez Boga, dlatego jakikolwiek przymus w tej kwestii jest niedopuszczalny. Deklaracja zawiera również fragment o solidarności z działaniami ONZ i … Czytaj dalej Papież Franciszek podpisał dokument mówiący, że różnorodność religii jest częścią „woli Bożej w stworzeniu”PCH24.pl
Czemu socjalizujący lewicowcy „robią” za partie prawicowe, katolickie?? Pół godziny.
Czemu socjalizujący lewicowcy „robią” za partie prawicowe, katolickie?
Czemu wepchnęli nas do UE [Lizbona]?
GRZECHY I ZBRODNIE JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO .
pół godziny.
Czemu socjalizujący lewicowcy „robią” za partie prawicowe, katolickie? Jan Olszewski: Bo lewica jest już zagospodarowana.
———————-
Autentyczna anegdotka: Niedawno [2021?] w tłumie, więc przypadkiem, na korytarzu sądu spotkali się J. Kaczyński z Wałęsą. Wałęsa spytał: „czemu ja pana zrobiłem ministrem?” JK odpowiedział: „A czemu ja pana zrobiłem prezydentem?”.
Protestujemy! Politycy zabierają pracę kabareciarzom
Protestujemy! Politycy zabierają pracę kabareciarzom
Odcinek 10 Robert Górski12 https://podcasty.rp.pl/audycje/gorskicieslik-polska-od-ucha-do-ucha
Miliarderzy proszą, aby ich opodatkować. Oświadczyny Pana Michała, który zastąpił Panią Basię na Nowogrodzkiej. Kto jest przeszkodą do wyniesienia polskiej gospodarki na wyższy poziom cywilizacyjny? Gdzie Andrzeja Dudę najbardziej cieszy jego prezydentura?
Robert Górski i Mariusz Cieślik zapraszają na satyryczny przegląd wydarzeń tygodnia.
Grupa bardzo bogatych ludzi zwraca uwagę na rosnące nierówności i wzywa do walki z ekstremalnym bogactwem. W przeciwnym razie – jak czytamy w liście miliarderów – napięcia społeczne mogą stać się zagrożeniem dla demokracji. „Czy to byli prawdziwi bogacze?” – pytają Górski i Cieślik.
Pod koniec grudnia 2022 roku w kopalni Bogdanka bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, Michał Moskal, oświadczył się swojej wybrance prawie 1000 metrów pod ziemią. „Wreszcie górnicy dostali trochę radości” – mówią Górski i Cieślik.
„To była owacja dla całego naszego społeczeństwa za (…) serce, za otwartość” – powiedział prezydent Andrzej Duda, odnosząc się do tego, jak entuzjastycznie został przyjęty przez mieszkańców Lwowa. „Jest miejsce, gdzie Andrzej Duda może choć trochę pocieszyć się z prezydentury” – komentują Górski i Cieślik
„Jeżeli na skutek wysokiej inflacji utrwalają się oczekiwania płacowe, to jedynym sposobem ich przełamania jest doprowadzenie do takiego bezrobocia, które powstrzyma ludzi przed żądaniem podwyżek” – mówi Bogusław Grabowski, ekonomista, członek pierwszej Rady Polityki Pieniężnej. „Czyli temu aby w Polsce było dobrze, przeszkadzają tylko Polacy?” – pytają Górski i Cieślik.
Na koniec… próbują także rozstrzygnąć spór: kto jest ferrari, a kto twingo? Kto rolexem, a kto casio? Oczywiście, między sobą.
Przyznanie się – czy kontrolowane przecieki – czyli skąd ta nowa narracja. Dlaczego to? Dlaczego teraz?
Przyznanie się – czy kontrolowane przecieki – czyli skąd ta nowa narracja. Dlaczego to? Dlaczego teraz?
Przyznanie się czy kontrolowane przecieki czyli skąd ta nowa narracja
AlterCabrio
Przez prawie dwa lata ci z nas, którzy wyrażali zaniepokojenie możliwymi szkodami wyrządzanymi przez narzucanie nieprzetestowanych i niepotrzebnych terapii genowych miliardom ludzi, byli albo ignorowani przez hałaśliwą większość, albo przez nią oczerniani. Dotyczy to zarówno mediów mainstreamowych, jak i alternatywnych.
−∗−
Tłumaczenie artykułu z serwisu Off-Guardian na temat zaskakujących zmian w narracji dotyczącej powikłań poszczepiennych w przypadku covid 19 i jakie mogą być tego przyczyny. /AlterCabrio – ekspedyt.org/
_____________***_____________

Dlaczego W KOŃCU „przyznają”, że szczepionka przeciw Covid może być szkodliwa?
Piarowcy narracji głównego nurtu – począwszy od polityków, przez CDC, po media – zaczęli zgłaszać „możliwe szkody” spowodowane „szczepionkami” na Covid.
Jest to potencjalnie zasadnicza zmiana w narracji, ale jak zwykle musimy zadać odwieczne pytania –
Dlaczego to?
Dlaczego teraz?
Przez prawie dwa lata ci z nas, którzy wyrażali zaniepokojenie możliwymi szkodami wyrządzanymi przez narzucanie nieprzetestowanych i niepotrzebnych terapii genowych miliardom ludzi, byli albo ignorowani przez hałaśliwą większość, albo przez nią oczerniani. Dotyczy to zarówno mediów mainstreamowych, jak i alternatywnych.
W rzadkich przypadkach „antyszczepionkowiec” miał jakikolwiek posłuch, zwykle był to albo starannie dobrany dziwak, albo pomniejsza celebrytka argumentująca emocjami.
Rzeczywista nauka – i profesjonaliści przekazujący tę naukę – zostali wygnani z głównego nurtu. Wymazani z zasięgu wzroku i umysłu.
Szczepionki zostały oznaczone jako „bezpieczne i skuteczne” przez wszystkich na całym świecie.
Do teraz.
W zeszłym tygodniu brytyjska BBC News zaprosiła dr Aseema Malhotrę do omówienia zaleceń dotyczących statyn zapobiegających chorobom serca (tak – to kolejna kwestia, ale innym razem).
Podczas swojego siedmiominutowego wywiadu powiązał „szczepionki” mRNA na covid z potencjalną chorobą serca:
O ile mi wiadomo, jest to pierwszy raz, kiedy lekarzowi pozwolono ujawnić te fakty w mediach głównego nurtu.
Ale dlaczego tak się stało?
I dlaczego stało się to teraz?
„Oficjalna” wersja mówi, że był to moment konsternacji. Że w jakiś sposób dr Malhotra po prostu „prześlizgnął się przez sieć”, został zaproszony do dyskusji na temat statyn, a nie Covid, i po prostu sprytnie odwrócił scenariusz i będąc tymczasowo przy głosie wykorzystał to do rozpowszechniania prawdy.
Przeanalizujmy ten pomysł i zobaczmy, co mamy.
Pierwszą rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę, jest to, że dr Malhotra w żadnym wypadku nie jest ukrytym sceptykiem wobec szczepionek.
Ma konto na Twitterze ze znaczną liczbą obserwujących, na którym regularnie kwestionuje szczepionki mRNA.
Wielokrotnie pojawiał się w GB News, kwestionując szczepionki.
Wydaje się wielce nieprawdopodobne, aby jakikolwiek researcher z BBC nie odkrył, jakie były jego opinie na temat szczepionki.
I nawet zakładając, że „prześlizgnął się przez sieć”, kiedy zaczął mówić o szczepionkach, dlaczego prezenterka pozwoliła mu kontynuować?
Widzieliśmy w przeszłości, jak główne media traktują ludzi, którzy zaczynają mówić rzeczy, których nie powinni mówić:
Gość odchodzi od tematu, a dziennikarka, jako prowadząca wywiad miałaby pełne prawo popchnąć go z powrotem w stronę pytania. Ale jeśli obejrzysz wywiad, zobaczysz, że praktycznie nawet nie próbuje tego zrobić. W rzeczywistości zamiast zmieniać temat, krytykować go za bycie „teoretykiem spiskowym antyszczepionkowców” lub po prostu odciąć mikrofon… prezenterka aktywnie podąża za tematem, zadając mu dalsze pytania, aby go ośmielić.
Dlaczego miałaby to robić, skoro „prześlizgnął się przez sieć”?
I tu zaskoczenie: tego samego dnia, w którym wydarzył się ten „wypadek”, Reuters poinformował, że amerykańskie CDC i FDA badają możliwy związek między zastrzykami i udarami firmy Pfizer, pod nagłówkiem:
„Amerykańskie FDA, CDC dostrzegają wczesne sygnały o możliwym związku biwalentnej szczepionki Pfizer na COVID z udarem”
To naprawdę powinno stanowić ostatni gwóźdź do trumny argumentu o „wypadku”. Przynajmniej dla każdego, kto rozumie, jak działa tworzenie narracji.
To, co możemy z tego wywnioskować, to to, że celowo trwa ruch mający na celu zmianę narracji i umożliwienie częściowej, ograniczonej dyskusji na temat szkód spowodowanych przez szczepionki.
Palącym pytaniem jest dlaczego.
Ufam, że każdy, kto to czyta, jest świadomy, że możemy wykluczyć wszelkie pomysły, iż BBC, CDC i inni nagle zdali sobie sprawę, że popełnili ogromny błąd.
Cały globalny establishment nie ignorował ryzyka związanego ze szczepionkami, ponieważ czegoś nie rozumieli. To nie była jakaś jedna wielka, ponadnarodowa, mózgowa bździna.
Oni kłamali, aktywnie i celowo, przez lata.
Po prostu z jakiegoś powodu przestali, zwięźle i w najprostszy możliwy sposób.
Po drugie, jakkolwiek uspokajająca może być taka myśl, nie zostali zmuszeni do przyznania się do prawdy samą wagą dowodów.
Nie tak działa psychopatyczny świat polityki i tworzenia narracji. Nic nie jest aż tak prawdziwe, aby główni rozgrywający i ich oswojone media były zmuszone o tym mówić. Wręcz przeciwnie, rutynowo zaprzeczają niezaprzeczalnej oczywistości każdego dnia, rok po roku, tak długo, jak to konieczne lub na ile mają chęć.
Prawda nie ma znaczenia w ich leksykonie, chyba że służy również innemu celowi. Opowiadają historie dla wygody, relacjonują tylko to, co służy tym opowieściom.
I nie zapominajmy – nie przyznali się do prawdy.
Nawet nie zaczęli tego robić i prawie na pewno nigdy tego nie zrobią.
Właśnie przestali aktywnie tłumić jedną część tłumionej rzeczywistości.
Jednak nawet to małe nano-ziarno uczciwości potencjalnie stanowi bezpośrednie zagrożenie dla głównego nurtu narracji, w taki sposób, w jaki pojedynczy kamyk staczający się ze wzgórza może potencjalnie wywołać osuwisko – i dobrze o tym wiedzą, ponieważ natychmiast otoczyli swoje „przyznanie się” odwołaniami i zastrzeżeniami – tak na wszelki wypadek.
W ciągu kilku godzin po pojawieniu się dr Malhotry’ego w wiadomościach, BBC zaprosiło „starszych lekarzy” do przeciwstawienia się jego twierdzeniom, a „Guardian” opublikował artykuł cytujący różnych „oburzonych” lekarzy krytykujących BBC za to, że go w ogóle wpuściła na antenę.
Niecałe 24 godziny po tym, jak CDC/FDA przyznały, że analizują możliwy związek szczepionki z udarami… ogłosili swoje wyniki i stwierdzili, że niczego nie znaleźli.
Cała ta operacja była wyraźnie dokładnie kontrolowana. Najmniejsza dopuszczalna zmiana narracji, pod bardzo surowymi warunkami.
W końcu śmiertelna dawka prawdy jest zaskakująco mała.
Wróćmy więc do naszego początkowego pytania: Dlaczego to? Dlaczego teraz?
Po co to w ogóle robić? Po co narażać dwa lata „bezpiecznego i skutecznego” prania mózgu na ryzyko? Co się tutaj dzieje za kulisami?
Oto kilka możliwych wyjaśnień:
- Walka o władzę – wewnętrzna walka polityczna między zwolennikami Wielkiego Resetu a tymi bardziej tradycyjnymi frakcjami politycznymi, które chcą zdyskredytować „Nową Normalność”.
. - „Wojny szczepionkowe” – wewnętrzne walki wielkich firm farmaceutycznych, nic tylko korporacyjna chciwość wygrywająca ze spójnością narracji (w końcu wszyscy oni wyraźnie kwestionują w tym momencie tylko szczepionki mRNA).
. - Więcej strachu – jeśli celem gry jest przestraszenie ludzi, to powiedzenie 4 miliardom zaszczepionych osób, że mogli zostać otruci, na pewno jest potężnym posunięciem.
. - „Nowe i ulepszone szczepionki” – być może jest to próba zebrania niezaszczepionych poprzez „przyznanie się” do (małego) problemu, a następnie „naprawienie go” poprzez kolejną zaktualizowaną wersję dawki przypominającej.
Oczywiście nie możemy całkowicie wykluczyć sabotażu. Możliwe, że niektórzy ludzie w establishmentu mają autentyczne wątpliwości co do przebiegu wydarzeń od 2020 roku i próbują ukradkiem ujawnić informacje. Chociaż skoordynowany charakter publikacji sprawia, że jest to mało prawdopodobne, jednak nie niemożliwe.
Niezależnie od tego, nadal musimy mieć oczy szeroko otwarte. Może to być zwycięstwo, ale może to być też coś innego.
Stara mantra ma tu zastosowanie: zawsze bądź sceptyczny wobec mediów, nawet gdy – zwłaszcza wtedy – mówią ci to, co chcesz usłyszeć.
________________
Why are they FINALLY “admitting” the Covid Vax could be harmful?, Kit Knightly, Jan 19, 2023
−∗−
Powiązane tematycznie:
Oficjalne instytucje potwierdzają: to nie działa
Pojawiło się kilka badań naukowych, które podają w wątpliwość bezpieczeństwo i skuteczność szczepionek przeciw covid-19, uruchamiając dzwonki alarmowe dotyczące potencjalnych szkód, jakie mogą powodować, oraz ich zdolności do zapobiegania zakażeniom […]
________________
mRNA w domu i zagrodzie czyli to dopiero początek
Nie tylko nasze rządy i media nadal chwalą technologię mRNA, ale intencją jest, aby szczepionki mRNA leczyły również wiele innych chorób, przynosząc kolejne miliardy dolarów firmom farmaceutycznym oraz ekspertom i […]
________________
„To osłabia odporność każdego, kto wciąż żyje” – dr Chris Shoemaker (wywiad)
Jeśli masz znacznie uszkodzony układ odpornościowy, to bardziej prawdopodobne jest, że będziesz cierpieć z powodu dziwnych lub kłopotliwych lub zbyt częstych infekcji. Ale w rzeczywistości to całe społeczeństwo jest dotknięte, […]
Chrystus ma moc odnowić Polskę. Nigdy z masonem nie bylim w aliansach.
Mocami Chrystusa (możemy) odnowić Polskę. Nigdy z masonem nie bylim w aliansach.
Proklamujmy Powstanie Styczniowe A.D. 2023 (albo konfederację '2023), aby oddać władzę Chrystusowi Królowi. Bo to On ma władzę nad całym światem (duchowym i materialnym), a dzieci Boże narodu polskiego mają prawo i obowiązek stoczyć walkę o zbawienie pod sztandarem Chrystusa Króla Króla Polski, jako rycerze Niepokalanej – Jego Matki.
Taką misję wytyczył ks. prof. Jerzy Bajda, opisaną hasłem „Mocami Chrystusa (możemy) odnowić Polskę„, a jako zwieńczenie Polska ma dokonać intronizacji Chrystusa Króla Króla Polski – nawróceniem, hołdem władz i wiernością Ewangelii.
Motto „Mocami Chrystusa (możemy) odnowić Polskę„-precyzyjniej ujmując- rozumiemy jako: „Chrystus ma moc odnowić Polskę„, na co zwrócił uwagę x. Grzegorz Ś.
Ważne jest to, że podążać musimy drogą onegdaj wytyczoną przez św. Piusa X: „Wszystko odnowić w Chrystusie„
I jak onegdaj śpiewali Konfederaci Barscy, tak i my (podobnie):
Nigdy z masonem nie bylim w aliansach,
i przed tym wrogiem nie ugniemy szyi,
bo u Chrystusa my na ordynansach –
słudzy Maryi!
Z takimi intencjami zapowiadamy Pokutny Marsz Różańcowy 22-01-2023 ulicami Łomży, po Mszy świętej w intencji Ojczyzny w Kościele św. Andrzeja Boboli, głównego patrona Polski tych trudnych czasów.

Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!
Nie żyje Krzysztof Balawejder. Miał 44 lata. „Z duma i radością informuję, że przyjąłem trzecią dawkę. Płaskoziemcy mogą odliczać dni do mojego końca. Nauka nas nie zawiedzie”. W dniu swej śmierci anonsował 3 inne pogrzeby z MZK.
Nie żyje prezes wrocławskiego MPK Krzysztof Balawejder. Miał 44 lata. 19 stycznia 2023.
„Z duma i radością informuję, że przyjąłem trzecią dawkę. Płaskoziemcy mogą odliczać dni do mojego końca. Nauka nas nie zawiedzie”.

==================================

==================================
To wszystko 19 stycznia 2023:

Pojawiła się informacja, że prezes MPK miał zawał serca lub udar mózgu. O pozostałych ofiarach z MZK- nie wiadomo.
Seria niewygodnych pytań do szefa Pfizera Bourli w Davos.
Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos szef Pfizera Albert usłyszał serię niewygodnych pytań od niezależnych dziennikarzy. Szef farmaceutycznego giganta i producenta szprycy wymownie uchylał się od odpowiedzi.
Dziennikarze na ulicach Davos spotkali Bourlę i zapytali go m.in. o to, kiedy dowiedział się, że szpryca nie zatrzymuje transmisji koronawirusa oraz jak długo ukrywał to przed opinią publiczną.
Na tak postawione pytania Bourla odparł: „Dziękuję bardzo”. Założyciel Rebel News Ezra Levant jednak nie dawał za wygraną i wciąż próbował uzyskać jakąkolwiek sensowną odpowiedź. Przypomniał szefowi Pfizera, że początkowo zachwalał swój produkt jako w 100 proc. skuteczny, później liczby te spadały do 90 proc., 80 proc., 70 proc., „ale teraz wiemy, że szczepionki nie zatrzymują transmisji”. – Czemu trzymał to pan w tajemnicy? – pytał redaktor.
– Miłego dnia – odparł tym razem szef Pfizera. – Nie będę miał dobrego dnia, dopóki nie poznam odpowiedzi – skwitował dziennikarz i ponowił pytanie.
Drugi z reporterów Avi Yemini zapytał zaś, czy to już czas, by przeprosić świat i oddać pieniądze państwom, które zainwestowały w preparaty, które nie działają. Dociekał również, czy Bourla nie wstydzi się za to, co robił przez ostatnie lata oraz czy jest dumny, że w ten sposób się dorobił. Odpowiedzi jednak nie było.
Levant pytał natomiast, o czym szef Pfizera myśli na swoim jachcie czy prywatnym odrzutowcu. Czy myśli o odpowiedzialności za szprycę, czy o zapaleniu mięśnia sercowego, którego doznają jego klienci.
Dziennikarze pytali także o nagłe zgony młodych ludzi, m.in. z powodu ataków serca.
– Jak pan myśli, ile boosterów potrzeba, żeby był pan wystarczająco zadowolony ze swoich zarobków? – zapytał Yemini.
======================
Rebel News USA@RebelNews_USA·ObserwujWE CAUGHT HIM! Watch what happened when @ezralevant & @OzraeliAvi spotted Albert Bourla, the CEO of Pfizer, on the street in Davos today. We finally asked him all the questions the mainstream media refuses to ask. Story: http://rebelne.ws/3IZvjbo SUPPORT: http://WEFreports.com
Prezydent Andrzej Duda ze śmiechem przyznał w Davos, że polska armia została rozbrojona. Słuchacze też pękali ze śmiechu…
Prezydent Andrzej Duda ze śmiechem przyznał w Davos, że polska armia została rozbrojona.
Źródło: 123rf.com
Trzeba przyznać, że jest jeden z nielicznych dobrych aspektów spędów globalistów knujących jak się pozbyć zbędnych ludzi. W trakcie spotkań można wysłuchać szczerych wypowiedzi pacynek globalistów spowodowanych stresem i chęcią przypodobania się.

Prezydent Andrzej Duda przyznał w Davos, że świadomie rozbroił Wojsko Polskie ze sprzętu, który był w użyciu, mimo, że na horyzoncie jawi się ryzyko wojny z Rosją. Duda przyznał, że uczynił Polskę słabszą, a współuczestnicy panelu głośno śmiali się z niego, a on śmiał się z nimi, zapewne nie zdając sobie sprawy, że to publiczne przyznanie się do działania wbrew obronności Polski w obliczu rzekomo realnego zagrożenia.
Prezydent Andrzej Duda w Davos łamanym angielskim potwierdził to co wiedziano od dawna nieoficjalnie. Wcale nie oddaliśmy polskich czołgów z rezerw tylko rozbroiliśmy własną armię wysyłając na Ukrainę wozy bojowe z jednostek wojskowych. Duda publicznie pochwalił się zatem czymś, za co chyba powinien stanąć przed Trybunałem Stanu.
Wymienia nawet rodzaje broni, których Polska z tego powodu praktycznie już nie ma. Rozmówcy Dudy śmiali się z tego jak Andrzej Duda opowiadał, że Polacy oddali wszystko Ukraińcom, a on zaczął im przytakiwać i też sie zabawił dodając, że oddaliśmy Ukrainie też wszystkie nasze ręczne zestawy przeciwlotnicze jakie mieliśmy w tym typu Stinger i Piorun.
W sumie po co mają to ustalać rosyjscy agenci, skoro prezydent Duda może sam publicznie ogłosić takie informacje. I pomyśleć, że kiedyś śmialiśmy się z prezydenta Bronisława Komorowskiego.
Można dodać, że tłumacz, który dokonywał przekładu z łamanego angielskiego Dudy na polski, zdał sobie sprawę co tu się opowiada i złagodził przekaz do Polaków, bo zrozumiał, że Duda się wysypał mówiąc, że pomogliśmy „more than we afford” – tłumacząc to na „bardzo dużo” a tymczasem prezydent powiedzial ze „dalismy wiecej niz moglismy sobie na to pozwolić”. Radosny Duda obwieścił, że rozbrojenie Wojska Polskiego jeszcze się nie zakończyło i dodał, że ma nadzieje, że Niemcy wyrażą zgodę na oddanie Ukraińcom resztek polskich czołgów w tym nowoczesne Leopardy 2, które potem pójdą na przemiał na front tak jak polskie armatohaubice Krab.
W tym samym czasie kiedy w Davos wysypał się Andrzej Duda, do Berlina poleciał premier Mateusz Morawiecki, który zamiast zabiegać o reparacje dla Polski za II wojnę światową, albo żądać odblokowania pieniędzy z KPO, zaczął błagać Niemców o zgodę na oddanie Ukraińcom wspomnianych polskich czołgów Leopard 2. Niemcy jako producent zastrzegli sobie taką akceptację i gdyby nie to zapewne już byśmy tych czołgów nie mieli.
O dozbrajaniu Ukraińców: „Oddawanie za darmo to z całą pewnością jest przestępstwo”.
Michalkiewicz OSTRO o dozbrajaniu Ukraińców: „Oddawanie za darmo to z całą pewnością jest przestępstwo”.
W najnowszym cyklu pytań i odpowiedzi redaktor Stanisław Michalkiewicz odniósł się m.in. do kwestii przekazywania Ukrainie polskiego uzbrojenia. W jego ocenie jest to przestępstwo malwersacji.
– Dlaczego, pana zdaniem, żaden polski generał nie protestuje przeciwko rozbrajaniu armii polskiej przez PiS? Czy przekazywanie Ukrainie mienia narodowego, jakim jest sprzęt, uzbrojenie jest zgodne z polskim prawem? – pytał Stanisława Michalkiewicza jeden z widzów.
– Moim zdaniem sprzedaż by nie była sprzeczna z polskim prawem, natomiast oddawanie za darmo z całą pewnością to jest przestępstwo malwersacji, powiedziałbym. Bo rząd bierze podatki – a poza tym zadłuża państwo strasznie – za to m.in. kupuje uzbrojenie, które potem przekazuje Ukrainie za darmo – i broń i amunicję – więc z całą pewnością – odparł redaktor.
– A że generałowie nie protestują, to niestety takich mamy generałów – skwitował Michalkiewicz.
Polska oddała Ukrainie czołgi z jednostek
Przypomnijmy, że podczas dorocznego zlotu globalistów w Davos prezydent naszego biednego kraju Andrzej Duda przyznał, że Ukraina dostała od Polski czołgi nie z rezerw, tylko ze stacjonujących jednostek.
Duda przypomniał, że Polska przekazała już ponad 260 poradzieckich czołgów, co w praktyce było „początkiem tego ogromnego wsparcia militarnego dla Ukrainy”.
Zdradził też, że część z przekazanych czołgów to były te stacjonujące w jednostkach, a nie znajdujące się na wyposażeniu rezerwy. Wychodzi więc na to, że polskie jednostki były czasowo pozbawione czołgów.
– Z tego co pamiętam, było to pół roku temu, w lipcu. W tamtej chwili Ukraińcy pilnie potrzebowali tych czołgów. Dlatego też zdecydowaliśmy się, aby je wysłać. Wysłaliśmy ich bardzo dużo. Nie mieliśmy tych czołgów w naszych rezerwach. To były czołgi, które zabraliśmy de facto z naszych jednostek – mówił Duda.
Na drodze do nowej utopii. Założenia rewolucji centralnie planowanej.
Na drodze do nowej utopii. Założenia rewolucji centralnie planowanej.
Tomasz Teluk https://niezalezna.pl/471887-na-drodze-do-nowej-utopii
Podobnie jak rewolucja komunistyczna – Wielki Reset opiera się na „jedynej słusznej ideologii”, z którą się nie dyskutuje, ponieważ ma ona, według architektów tego projektu, niekwestionowaną wyższość moralną, podzielaną przez kreatorów zmian, do którego inni mają się po prostu dostosować.
Jeden wódz, jedna myśl
Nie jest to pierwsza próba „kanonizowania” ideologii lewicowo-liberalnej. Ponad 30 lat temu, gdy upadł ZSRS, amerykański politolog Francis Fukuyama ogłosił rozbudowany esej pt. „Koniec historii”, gdzie odwołując się do filozofii Hegla, Nietzschego i nauk przyrodniczych, udowadniał, że liberalna demokracja odniosła epokowe zwycięstwo i od tego czasu nie będzie dochodziło do konfliktów między wielkimi systemami politycznymi. W tym sensie Fukuyama ogłosił koniec historii, a my dzisiaj, spoglądając na wojnę na Ukrainie i dynamicznie rozwijające się zagrożenie ze strony komunistycznych Chin, możemy obserwować, jak bardzo się mylił.
Klaus Schwab, założyciel i prezes zarządu forum, rozumuje w podobny sposób. Nie podlega dla niego wątpliwości, że globalizacja nie może być procesem spontanicznym i ktoś musi nią sterować. Mają to robić „elity” związane z kręgami rządowymi, organizacjami międzynarodowymi i wielkimi korporacjami. To one decydują, co jest dobre, a co jest złe. Opierają się natomiast na jedynej słusznej ideologii lewicowo-liberalnej, której dogmatami są na poziomie politycznym odchodzenie od demokracji i stwarzanie przestrzeni wyłącznie dla partii i organizacji respektujących wartości lewicowe, odchodzenie od mechanizmów rynkowych, w szczególności od mechanizmu informacji cenowej, tworzenie rynków interesariuszy [to taki wciskany nowotwór językowy, znaczy np. : nabywca, konsument, petent, reflektant, kontrahent, kupujący] państwowych dotacji i wszechobecnego interwencjonizmu państwowego. Na poziomie obywatelskim jest to zmniejszenie zakresu wolności poprzez wywłaszczanie, opodatkowanie i rozmaite ograniczenia swobód obywatelskich, czego przekładem były np. paszporty covidowe.
Aby nie być gołosłownym, Klaus Schwab oraz Peter Vanham, dyrektor biura komunikacji Światowego Forum Ekonomicznego, w książce „Kapitalizm interesariuszy” ubolewają, że społeczeństwa stają się podzielone i nie wyznają już wspólnych wartości. Efektem przesunięcia sympatii politycznych z centrum są partie prawicowe określane jako populistyczne, stanowiące zagrożenie dla prezentowanych przez nich idei. W Europie jako partie potencjalnie niebezpieczne wymieniane są jednym ciągiem: obecny koalicjant rządowy we Włoszech Liga Północna, Prawo i Sprawiedliwość, węgierski Fidesz, Wolnościowa Partia Austrii, hiszpański Vox czy francuskie Zjednoczenie Narodowe.
Według Schwaba i jego akolitów partie konserwatywne i narodowe wzbudzają „niepokoje społeczne”, tworzą podziały i sprzeciwiają się radykalnym zmianom wprowadzanym przede wszystkim w kwestiach społecznych czy ekologicznych. Dlatego najlepiej, gdyby nie istniały, a jeśli istnieją, należy tak utrudniać im funkcjonowanie, aby tworzyć grupy wyborców, które zgadzałyby się nawzajem.
Założenia rewolucji centralnie planowanej
Inicjatywa Wielkiego Resetu jako projekt transformacji rzeczywistości gospodarczej świata zbiegła się z pandemią COVID-19. Światowe Forum Ekonomiczne przedstawiło założenia programu, które spotkały się ze zrozumieniem jego uczestników. Twarzą przedsięwzięcia, obok Klausa Schwaba, stał się ówczesny książę Walii Karol, dziś król Anglii Karol III, znany ze swoich „postępowych poglądów” na monarchię i organizację życia społecznego.
Środowisko WEF przedstawia trzy podstawowe warunki Wielkiego Resetu. Pierwszym jest stworzenie „gospodarki interesariuszy”, które dopuszcza do procesów władzy wielkie ponadnarodowe korporacje, których wielkość i wpływy są porównywalne obecnie do wielu państw. Gospodarka ma być budowana z wykorzystywaniem wskaźników środowiskowych, społecznych i zarządzania. Wreszcie mają ją napędzać innowacje czwartej rewolucji przemysłowej.
Kristina Georgieva, dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), przedstawiła to jeszcze w sposób bardziej syntetyczny. Świat ma się stać bardziej ekologiczny, inteligentny i sprawiedliwy. Szczególnie podkreślany jest tutaj aspekt ekologiczny, rozumiany jako wdrażanie gospodarki niskoemisyjnej, także w wymiarze indywidualnym.
Potwierdził to król Karol III, stwierdzając, że motorem Wielkiego Resetu będzie sektor prywatny, natomiast rządy dostarczą mu odpowiednich narzędzi, takich jak regulacje cen emisji dwutlenku węgla czy zachęty inwestycyjne. Czwarta rewolucja przemysłowa ma być fuzją technologii, szczególnie z takich dziedzin jak sztuczna inteligencja, nanotechnologia czy biotechnologia. Duńska posłanka Ida Auken, w latach 2011–2014 minister środowiska, przedstawiła, jak wyobraża sobie taki idealny świat. Twierdzi ona, że nowe technologie wyeliminowałyby indywidualne koszty życia (stałyby się one kosztami publicznymi). Znikłyby także zmiany klimatyczne, choroby cywilizacyjne, kryzysy uchodźcze, bezrobocie i zanieczyszczenie środowiska naturalnego. „Nic nie posiadam, nie mam prywatności, a życie nigdy nie było lepsze” – stwierdziła Auken, postulując, by własność prywatna została zlikwidowana, a prywatność uspołeczniona. Byłaby to więc swego rodzaju komunistyczna utopia, w której władzę nad jednostkami dzierżyłyby firmy namaszczone przez państwo.
Powszechny „Truman show” – koniec epoki prywatności
Wiele dyskutowanych elementów doczekało się już wdrożeń. Świat bez własności czy prywatności realizuje się na naszych oczach. Systemy inwigilacji budowane są na wzór chiński, czyli regulacje poważnie ograniczające wolność indywidualną i gospodarczą na podstawie paszportów zdrowotnych z kodami QR, zostały w zasadzie zaaprobowane bez szemrań.
W zakresie konsumpcji postulowana jest kultura „dzielenia się” dobrami czy usługami. Mieszkanie można wynajmować w długim okresie, pozbywając się trudu związanego z inwestycją, często na całe życie. Podobne przeobrażenia widoczne są na rynku motoryzacyjnym. Auta elektryczne są tak drogie i tak nieefektywne, że proponuje się jako alternatywę: albo ich wynajem, albo przesiadkę do transportu publicznego. Kwestię dobrobytu chce się rozwiązać za pomocą wypłacania dochodu podstawowego, czyli pensji za nicnierobienie. Nie trzeba będzie posiadać wysokoemisyjnej kuchenki czy lodówki, skoro jedzenie można zamówić i dostarczone będzie ono wprost na stół. Wydawcy kart kredytowych – pilotażowo robi to nawet jeden z banków na rynku polskim, na razie wyłącznie w celach informacyjnych – mają już gotowe systemy kalkulacji indywidualnego śladu węglowego. Gdy limit konsumpcji zostanie wyczerpany, może być ona czasowo dezaktywowana.
Opisując to obrazowo, nasz świat ma być doskonale wyreżyserowany jak z filmu „Truman Show”. Zgodnie z filozofią Juwala Noaha Harariego elity będą mogły korzystać ze zdobyczy transhumanizmu. Ich dobrostan zdrowotny ma być monitorowany w czasie rzeczywistym, a zużyte organy wymieniane, aż do rozwiązania problemu cierpienia, starości i śmiertelności. Organizacja życia społecznego skończy także epokę prywatności. Już dziś wiemy, że to, co jemy, nie jest sferą prywatną, lecz publiczną. Dlatego wkrótce będziemy musieli się zgodzić na zmianę naszej diety. Zostanie z niej wyeliminowane wysokoemisyjne białko zwierzęce, które będzie zastąpione jego odpowiednikami, nie zawsze przyswajalnymi.
Człowieka uszczęśliwi także nowe życie społeczne. Dowolnie określana i kształtowana płeć, poli-amoria, narodziny wyłącznie z in vitro, po genetycznym wyeliminowaniu wad i zaprojektowaniu pożądanych cech dziecka. Czy to nie jest „Nowy Wspaniały Świat”?
Autor jest założycielem i dyrektorem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org ).
Jak Łukaszenka broni gospodarki przed „zachodnim biznesem”.
Polski biznesmen: Białoruskie KGB przychodzi do nas na wywiady. Pyta, czy nie jesteśmy nękani.
[na podst.: https://www.money.pl/gospodarka/polski-biznesmen-bialoruskie-kgb MD]
Aleksandr Łukaszenka wszedł na ścieżkę wojenną z zachodnim biznesem. Zapowiedział, że ten, kto wywiezie z kraju maszyny, straci je. A ten, kto będzie działał na szkodę swojej firmy – straci firmę.
– Funkcjonariusze białoruskiego KGB już od dłuższego czasu regularnie odwiedzają nasze przedsiębiorstwo, ale te wizyty są mniej traumatyczne niż kontrole polskiej skarbówki – mówi z gorzkim uśmiechem polski biznesmen, którzy prowadzi interesy na Białorusi.
Opisuje, że wizyty KGB mają na celu sprawdzenie, czy wszystkie maszyny stoją na swoim miejscu, czy firma płaci na czas swoim pracownikom oraz swoje zobowiązania wobec państwa, a także – co ciekawe – czy nie jest ona nękana przez różnych spekulantów, którzy chcieliby ją odkupić.
Zagranicznych inwestorów na Białorusi za doprowadzenie firmy do upadku lub działania zmierzające do jej likwidacji czekają poważne konsekwencje. Na przykład wymiana dotychczasowych menedżerów na zarząd komisaryczny złożony z przedstawicieli lokalnych oraz centralnych władz Białorusi czy pełna nacjonalizacja, czyli konfiskata majątku.
Łukaszenka: maszyny zostają w kraju
Umożliwia to opublikowana w nocy 6 stycznia 2023 r. ustawa o „Konfiskacie mienia” przyjęta przez białoruskie Zgromadzenie Narodowe jeszcze w grudniu. Jest żywą kalką przepisów obowiązujących w Rosji, przyjętych w 2022 r.
Już w ubiegłym roku Aleksandr Łukaszenka zapowiedział przedsiębiorcom – zarówno tym białoruskim, jak i zagranicznym – że ten, kto będzie próbował wywieść z Białorusi maszyny, straci je – przypomina Kamil Kłysiński, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich.
Teraz te zapowiedzi stały się obowiązującym prawem, a podmioty z „państw nieprzyjaznych, w tym Polski” – jak określono w ustawie zachodnie firmy – muszą mieć się na baczności.
Ich postawa wobec reżimu jest bowiem nieustannie monitorowana i indywidualnie oceniana. A że Białoruś jest krajem zinformatyzowanym – państwo wie o nich wystarczająco dużo.
Od zagranicznych firm oczekuje się przede wszystkimzachowania neutralności: nieangażowania się w bieżące sprawy polityczne, niewspierania opozycji, powstrzymania się od publicznej krytyki tamtejszej władzy – wylicza Kamil Kłysiński.
Dodaje, że od tego, czy biznesmeni pozostaną bierni, zależy los ich firm. Łukaszenka pokazał już w przeszłości nie raz, że prywatna własność nie jest dla niego żadną świętością. Państwo odbierało już przedsiębiorcom firmy, również bez „żadnego trybu”.
Sankcje działają, ale…
Na razie – jak ocenia polski biznesmen, z którym rozmawiał money.pl – poza nowymi przepisami i kontrolami z KGB nie ma innych niepokojących działań ze strony białoruskich władz.
– Łukaszence zależy, by ludzie mieli zapewnioną pracę, by zagraniczne firmy działały i płaciły tam podatki oraz by zagraniczny kapitał nie wyciekał z kraju – mówi nasz rozmówca.
Przypomnijmy, że na władze w Mińsku Komisja Europejska nałożyła sankcje zarówno w związku ze sfałszowanymi wyborami prezydenckimi w 2020 r., prześladowaniem opozycji politycznej, jak i wspieraniem Rosji w wojnie w Ukrainie.
Obejmują one kilkadziesiąt osób uznanych za niepożądane w UE, kilkanaście firm, którym zamknięto drzwi do Europy, a także kilka białoruskich banków, które zostały odcięte od systemu SWIFT. Obowiązuje również całkowity zakaz dostarczania na Białoruś euro.
Polski biznesmen, pytany o to, czy – w związku z już wprowadzonymi na Białorusi sankcjami – ma problemy z dokonywaniem tam transakcji bankowych, mówi, żejeśli chodzi o transakcje w euro, to przez bank, który nie jest na czarnej liście, przelewy przechodzą bez zakłóceń.
Według niego na Białorusi nie ma również większych problemów z nabyciem walut. Są one dostępne i nie są limitowane. Czy tak pozostanie, nie wiadomo.
Komisja Europejska – ustami Ursuli von der Leyen – zapewniała niedawno, że kolejny, dziesiąty już pakiet sankcji na Rosję obejmie również jej pomocników: Białoruś i Iran. Kilka dni później ukazały się jednak sensacyjne doniesienia dziennikarza Radia Svaboda, Rikarda Jozwiaka, że Ukraina oręduje w Komisji Europejskiej za tym, by Białoruś nie była objęta nowym pakietem sankcji.
W dziesiątym pakiecie, którego treść utrzymywana jest na razie w tajemnicy, ma być mowa m.in. o odcięciu wszystkich banków na Białorusi od systemu SWIFT. W ubiegły poniedziałek zapytaliśmy Komisję Europejską o te doniesienia, ale do czasu publikacji tekstu odpowiedź z Brukseli nie przyszła.
Wojna się skończy. Trzeba żyć dalej
Dlaczego władze w Kijowie miałyby bronić Białorusi? Kraju, z którego w ich kierunku wystrzeliwane są rosyjskie rakiety? Według Rikarda Jozwiaka Ukraina w ten sposób chce trzymać Białoruś z daleka od wojny, licząc, że w zamian Białorusini nie wesprą Rosjan i nie zaatakują ich od północy.
Okazuje się jednak, że jest jeszcze jeden istotny powód, który może tłumaczyć taką strategię Ukrainy. Jest nim gospodarka. W połowie 2022 r.wymiana handlowa pomiędzy Ukrainą a Białorusią została wstrzymana. Tracą na tym zarówno ukraińskie, jak i białoruskie firmy.
Giennadij Czyżikow, przewodniczący Izby Przemysłowo-Handlowej Ukrainy, w wywiadzie udzielonym kilka dni temu Radiu Svoboda podkreślał, że wielkość handlu ukraińsko-białoruskiego sięgała pod koniec 2021 r. 7 mld dol., z czego białoruski eksport to ponad 5 mld dol.
– To prawda, że Białoruś więcej zarabiała na dostawach dla Ukrainy niż Ukraina na handlu z Białorusią. Ale ukraińskie przedsiębiorstwa sprzedawały na rynek białoruski gotowe produkty, a nie surowce, jak to robiły firmy białoruskie – mówił Czyżikow.
Dodał, że od połowy ubiegłego roku handel ten bardzo wyhamował. Część przedsiębiorców nadal próbowała ratować podpisane umowy za pomocą platform zorganizowanych na zachodniej granicy Białorusi, gdzie produkty były dostarczane i przeładowywane do transportu przez europejskich przewoźników.
Jednak coraz trudniej było go odprawić w urzędzie celnym Ukrainy – na produkty białoruskie nie stosuje się zerowych stawek celnych przy imporcie z terytorium Polski. Ponadto Ukraina wypowiedziała umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania.
– Produkty białoruskie były bardzo dobrze znane na rynku ukraińskim – są to maszyny, trolejbusy, produkty rolne i nawozy, z kolei ukraińskie produkty to stopy żelaza, i produkty rolne – wyliczał Czyżykow.
Teraz ukraińskie firmy coraz częściej zwracają się do sądów, by te zobowiązały białoruskich producentów i dostawców do zwrotu przekazanych im pieniędzy za produkty, których nie otrzymali. Sprawy sądowe liczone są w setkach tysięcy i milionach dolarów, zarówno w dużych przedsiębiorstwach, jak i dziesiątkach tysięcy w małych firm – podał Czyżykow.
Ukraiński biznes uważa, że udział Białorusi w wojnie spowodowałby, że po zakończeniu działań militarnych w Ukrainie wznowienie wzajemnych relacji gospodarczych byłoby bardzo trudne. Obie strony bardzo by na tym straciły.
Katarzyna Bartman, dziennikarz money.pl
==============================
mail:
Każdy normalnie myślący człowiek, po tych informacjach, stwierdzi, że
tak powinien zachować się przywódca kraju który chroni jego gospodarkę
przed złodziejską prywatyzacją. My, Polacy doświadczamy tego procederu
od przeszło 30 lat./ Ostatnimi czasy- wyhamowano, bo nie ma już za
wiele do grabienia./ Firmy zachodnie /przedstawiciele korporacji/
przebierają nogami jakby tu dorwać się do zasobów na Białorusi. A
najważniejszym z nich jest czysta, słodka woda. Tu nie chodzi o żadną
demokrację ale o możliwość ograbienia kraju z bogactw naturalnych.
Dziwić się Łukaszence, że gotów nawet zawierać pakt z diabełkiem a nie
oddawać się w łapska samego Lucyfera.?!
Co nam z tego, że mamy „nowoczesność w zagrodzie” jak już prawie nic do
nas nie należy?! I nic od nas też już nie zależy!
MK
„Ukraiński szowinizm poważnym zagrożeniem dla Polski i Polaków” – dr Kulińska
„Ukraiński szowinizm narodowy poważnym zagrożeniem dla Polski i Polaków” – dr Kulińska
15 stycznia 2023 http://kresywekrwi.blogspot.com/2023/01/ukrainski-szowinizm-narodowy-powaznym.html?
„Ukraiński szowinizm narodowy poważnym zagrożeniem dla Polski i Polaków” – dr Kulińska [WYKŁAD]
Organizatorem wykładu w ramach krakowskiej debaty geopolitycznej pt.: „Czy grozi nam niebezpieczeństwo” są „Watahy Głosu Obywatelskiego”.
https://www.youtube.com/watch?v=NBZb_zSaVLk
https://banbye.com/watch/v_RdpijqvwFUFJ
================
Odkłamujemy historię ataków UPA na Birczę! Co naprawdę się tam wydarzyło? Prof. A. Zapałowski
https://banbye.com/watch/v_VYlsXhrVrGpb
Dzięki uprzejmości Pani profesor Lucyny Kulińskiej, która udostępniła mi pełen tekst swojego wykładu, wygłoszonego podczas Konferencji i Debaty Geopolitycznej „Czy Grozi Nam Niebezpieczeństwo?”, zorganizowanej przez Watahy Głosu Obywatelskiego w Krakowie 14 stycznia 2023 roku. Zapraszam do lektury. (J.B.)
Część 1
JĄDRO NACJONALIZMU UKRAIŃSKIEGO TO BEZWZGLĘDNOŚĆ, OKRUCIEŃSTWO, RASIZM, ANTYPOLONIZM.
Ideologia ukraińskiego szowinizmu ma długą i mroczną tradycję. Wystarczy zajrzeć do dzieł literatury ukraińskiej, odwołującej się do etosu kozaczyzny. Nie mamy tu jednak miejsca na ich analizowanie, a chętnych odsyłam do książki „Hajdamacy” w moim opracowaniu, gdzie we wstępie starałam się problem ten zwięźle omówić w ujęciu historycznym. Przejdźmy więc do okresu II Rzeczypospolitej czyli do lat 1918-1939. Znaczącą rolę w propagowaniu nienawiści wobec Polaków odegrał wówczas, zafascynowany faszyzmem ideolog nacjonalizmu ukraińskiego Dmytro Doncow. Ogłoszona w roku 1926 w pracy pt. „Nacionalizm” doktryna wywarła potężny wpływ na kształtowanie się postaw młodych Ukraińców1: […] Bądźcie napastnikami i zdobywcami, zanim będziecie mogli stać się włodarzami i posiadaczami […] wrogość jest nieunikniona…”2. Jeden z rozdziałów tej pracy nosi tytuł: Twórcza przemoc oraz mniejszość inicjatywna, jako siły porządkujące…. Realizacją owej koncepcji było w czasie II wojny światowej powołanie w OUN Bandery Służby Bespeky – terrorystyczno-policyjnego organu „lepszych ludzi” stosującego przemoc wobec słabszych, jak choćby chłopskiej ludności Wołynia i Małopolski Wschodniej. W rozwinięciu swych idei Doncow pisał: Bez przemocy i żelaznej bezwzględności niczego w historii nie stworzono […] przemoc, żelazna dyscyplina i wojna – oto metody, przy pomocy których wybrane narody szły drogą postępu […]3. Siłą motoryczną tak sformułowanej idei nacjonalizmu miała być ekspansja terytorialna: pragnąć świetności swego kraju, oznacza pragnąć nieszczęścia swoich sąsiadów […] ekspansji swojego kraju wyrzeka się tylko ten, u kogo całkowicie obumarło poczucie patriotyzmu […] bowiem gdy historia jest walką o panowanie i władzę, o wzięcie w posiadanie – to twórcza przemoc musi odgrywać dużą rolę w tym procesie, albowiem zawłaszczanie, to przede wszystkim pragnienie pokonania4.
Te właśnie tezy stały się podstawą ideologii ukraińskiego nacjonalizmu, będącego specyficzną odmianą nazizmu, jeszcze brutalniejszą od oryginału. Obok wątków rasistowskich nie brakuje tu fanatyzmu i nietolerancji. Najbezwzględniejsi przywódcy nacjonalizmu ukraińskiego, dzisiaj bohaterowie Ukrainy: Stepan Bandera i Roman Szuchewycz, wychowali się na ideach Dmytro Doncowa.
Jeszcze przed I Kongresem Ukraińskich Nacjonalistów w roku 1929, został opracowany „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”, autorstwa Stepana Łenkawśkiego. „Dekalogu” tego uczyła się na wyrywki ukraińska młodzież nacjonalistyczna:
- Zdobędziesz państwo ukraińskie, albo zginiesz w walce o nie
- Nie zawahasz się wykonać największego przestępstwa, jeśli tego wymagać będzie dobro sprawy
- Nienawiścią i podstępem będziesz przyjmować wroga twojej nacji
- Będziesz dążyć do poszerzenia siły, chwały, bogactwa i przestrzeni państwa ukraińskiego, nawet w drodze zniewolenia obcoplemieńców5.
Najbardziej spektakularnym środkiem „propagandy” był terror i anarchizowanie państwa. Setki zamachów, napadów, podpaleń, służyły szerzeniu agresywnych postaw, wywoływały strach, podważały wiarę w siłę i stabilność Rzeczypospolitej. Ukraińskie organizacje nacjonalistyczne pełniły rolę V kolumny. Dostarczały polskie dokumenty państwowe i wojskowe nie tylko Niemcom, ale także Sowietom i Litwie. Ich pozyskiwanie było nagminne, bo Ukraińcy służyli w polskim wojsku na wszelkich szczeblach, pracowali w policji, sądownictwie, a nade wszystko stanowili liczną grupę pracowników kolei, którzy kradli, niezbyt przezornie wysyłane tą drogą materiały. Handel ten stanowił podstawowy sposób utrzymania komórki UWO-OUN rezydującej w Berlinie.
W latach trzydziestych do tradycyjnych form wywiadu i dywersji doszła współpraca z Oddziałem I berlińskiej centrali Abwehry. Niemcy potrzebowały ukraińskich agentów do akcji przeciwko Polsce. W tym celu przygotowywali nacjonalistów analogicznie do dzisiejszego szkolenia komandosów służb specjalnych. Tą drogą podążać będą także podczas II wojny światowej, szkoląc grupy Ukraińców na bezwzględnych morderców (siekierników, dusicieli).
W przededniu wojny OUN podjęła przygotowania do zorganizowania antypolskiego powstania, skoordynowanego z napadem sąsiednich krajów na Polskę. Gdyby nie odwołanie rozkazu wystąpienia przez Niemców, a potem powstrzymanie mordowania Polaków przez Rosjan, to do masowego ludobójstwa polskiej ludności cywilnej Kresów doszłoby już jesienią roku 1939.
Wspomniany „Dekalog Ukraińskiego Nacjonalisty” nie pozostał w sferze teorii. „Przykazania” dotyczące postępowania z „obcoplemieńcami”, czyli głównie z Polakami, wprowadzono w czyn, gdy tylko nadarzyła się okazja! Chodziło o zniszczenie ludności polskiej terenach uznawanych przez Ukraińców za ukraińskie6. Idea brutalnej czystki etnicznej na tych ziemiach stanowiła wręcz istotę nacjonalizmu ukraińskiego7.
Ukraińcy zrealizowali ten plan przy ścisłej współpracy z wrogami Polski i z pomocą ich aparatu państwowo-represyjnego 8. Obiecano ukraińskim chłopom, że ziemia i własność zostanie Polakom i innym czużyńcom odebrana bez jakiegokolwiek wykupu czy odszkodowania. Aby usprawiedliwić takie łamanie prawa odwoływano się do koronnego argumentu „historycznej krzywdy ukraińskiej”.
Część 2
Nacjonalizm ukraiński miał zawsze charakter silnie antypolski. Tak było przed II wojną światową, w jej trakcie (kiedy przybrał bestialski, ludobójczy wymiar), tak jest i dzisiaj. Tezy Doncowa prezentowane są ogółowi społeczeństwa, a kult OUN i UPA czy SS Galizien stał się na Ukrainie oficjalną „religią” państwową. Niepotępione zbrodnie doprowadziły nie tylko do zafałszowania historii, ale i do odrodzenia się tego ruchu. Wracają faszystowskie reminiscencje, pochwalanie i propagowanie barbarzyńskich metod walki. Nie zmieni tego faktu deklarowana przez rządzących Polską bezwarunkowa miłość wobec Ukrainy. Zdaniem autorki jest to miłość bez wzajemności, maskowana jedynie – i to rzadko – przez stronę ukraińską fałszywą, koniunkturalną retoryką. Prawdziwym celem jest chęć wszechstronnego materialnego wykorzystania dorobku Polaków i wciągnięcie nas do wojny z Rosją.
Dowodów jest aż nadto. Mimo stałej pomocy finansowej i politycznego wsparcia na arenie międzynarodowej, Ukraina zachowuje się wobec Polski lekceważąco. Nie brakuje też przejawów niechęci, a nawet nienawiści. Znajdziemy je zarówno w deklaracjach ideowych samych nacjonalistów (np. Prawego Sektora, Swobody), które z czasem stały oficjalną wykładnią państwową, jak i we wrogich, agresywnych wypowiedziach polityków czy duchownych greckokatolickich. W efekcie mamy konkretne, szkodzące Polsce działania ekonomiczne i polityczne. Doszło do tego, że Ukraina prowadzi z nami wojnę gospodarczą, transportową i celną. Podczas gdy rynek polski stoi przed towarami ukraińskimi otwarty na oścież , na polski eksport nakłada się drastyczne cła lub wręcz utrudnia przepływ towarów, czego uwieńczeniem było zablokowanie – i to tuż przed wybuchem kolejnej fazy wojny z Rosją na początku roku 2022 – transportów kolejowych z Chin. Naraziło to nasz kraj na poważne straty.
W ramach wymuszania kolejnych koncesji na wjazdy ukraińskich aut do UE napadani są polscy kierowcy tirów nawet ci, którzy wiozą pomoc dla ofiar wojny.
Już wcześniej dochodziło na zachodniej Ukrainie do drastycznych incydentów antypolskich. Organizowano ataki, nawet z użyciem granatnika, na polską ambasadę i placówki konsularne. W trakcie tych prowokacji bezczeszczono i niszczono polskie symbole, darto i deptano flagi, a pod adresem naszego kraju wykrzykiwano i wypisywano obelgi. Znieważano oficjalnych przedstawicieli państwa, w tym kolejnych prezydentów. Okradano biznesmenów, którzy ośmielili się inwestować na Ukrainie, napadano na naukowców. Dochodziło nawet do zabójstw (np. dr Robert Kuwałek we Lwowie 2014 r). Jednocześnie bezprecedensowe, totalitarne prawodawstwo dopuszcza prześladowanie naukowców za podejmowanie badań o zbrodniach OUN-UPA i SS Galizien, czy o haniebnych postępkach Bandery, Szuchewycza, Kłyma Sawura itp. Opisywane incydenty trzyma się w tajemnicy przed polską opinia publiczną.
Ukraińskie władze wbrew konwencjom, wbrew tradycji, wbrew zwykłej ludzkiej przyzwoitości, nie pozwalają na ekshumacje polskich ofiar II wojny światowej, szczególnie tych, pomordowanych przez OUN-UPA i SS Galizien9. Całe lata nacjonaliści bezkarnie dopuszczali się niszczenia i bezczeszczenia nielicznych upamiętnień ofiar ukraińskiego ludobójstwa (Huta Pieniacka, Bykownia, Podkamień, pomnik pomordowanych profesorów lwowskich na Wzgórzach Wóleckich itp.). Na niszczonych pomnikach sprawcy wypisują obelgi wobec ofiar, swastyki, wilcze haki, symbole SS. Osoby pielgrzymujące do tych miejsc w kolejne rocznice zbrodni są napadane, zastraszane i znieważane przez liczne grupy z banderowskim flagami. Działo się to nawet w obecności wysokich przedstawicieli polskich władz, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Śledztwa prowadzono opieszale, by nie wykryć sprawców.
Nierozliczenie zbrodni na Polakach i innych nacjach oraz niepiętnowanie haniebnej kolaboracji z Niemcami doprowadziło do odrodzenia się nazizmu na Ukrainie. Co gorsza, w poczuciu pełnego rozgrzeszenia sprawców, Ukraińcy uznali okrutne czyny banderowców, melnykowców oraz ukraińskich ss-manów i policjantów za powód do dumy. Żyjącym daje się „odszkodowania” i bonusy. Mordercom stawia się pomniki, tworzy się dla nich panteony. Nie ma nic bardziej demoralizującego naród!!!
Tu należy szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego Ukraińcy nie poczuwają się do przeproszenia i zadośćuczynienia Polakom. Nie tylko za ludobójstwo, ale i dzisiaj, na przykład atak rakietowy w Przewodowie w którym zginęli obywatele polscy, albo za podłożenie uzbrojonego granatnika, grożącego eksplozją i licznymi ofiarami… Wiedzą, widać, że nie muszą się tłumaczyć z niczego. Że mogą nas lekceważyć. KTO SIĘ NIE SZANUJE TEGO NIE SZANUJĄ.
Analizując to głębiej należy stwierdzić, że za takim postępowaniem stoi ideologia etnicznej nienawiści i zaboru. Rozszerzanie się nacjonalizmu ukraińskiego nieuchronnie prowadzi do konfliktów z sąsiadami. To państwa graniczące z Ukrainą będą ponosić konsekwencje głoszonych przez szowinistów haseł budowania „Wielkiej Ukrainy”, poprzez włączenie do tego państwa wszystkich „historycznych ukraińskich ziem etnicznych”, nie wykluczając także m.in. części obecnej Polski. W wypadku Polski oznacza to sięgnięcie po kilkanaście powiatów wschodnich. Już teraz rejony pogranicza wypełniają się milionami niechcianych przybyszów, których w osiedlaniu i nabywaniu nieruchomości wspierają przedstawiciele dobrze usadowionej w lokalnych władzach mniejszości ukraińskiej i, niestety, władze „w Polsce”. Trzeba liczyć się z tym, że Ukraina może podjąć próbę zrekompensowania sobie utraty obszarów wschodnich podnoszeniem pretensji terytorialnych do naszego państwa. Jakimi metodami mogłoby to być realizowane – wiemy aż za dobrze! Jest to wielce prawdopodobne, a znając historię, Niemcy odbiorą tę napaść z satysfakcją – i do rozbiorów Polski ochoczo dołączą …
PODSUMOWANIE.
Jak widać zagrożenia istnieją i potęgują się z każdym miesiącem. Spowodowało je wpuszczenie w nasze granice bez kontroli 9 milionów Ukraińców i obciążenie nas kosztami ich utrzymania. Są wśród nich są osoby o poglądach banderowskich, wrogich Polakom, które mogą liczyć na współpracę szowinistycznych środowisk ukraińskich żyjących w Polsce i za granicą. Do naszego kraju przenika bardzo dużo broni i przestępców. Poza pospolitą przestępczością, rozbojami, kradzieżami, wypadkami drogowymi, prostytucją, korupcją, pijaństwem, chorobami, wyłudzeniami świadczeń
itp. narażeni jesteśmy na bojówkarstwo, terroryzm i szpiegostwo. Destabilizacja państwa postępuje. Podobnie, jak przed II wojną światową
Władze wikłają Polskę w wewnętrzne sprawy Ukrainy. Narażając nas na konflikt z Rosją, stawiają naród wobec faktów dokonanych.
Informacje o kolejnych prowokacjach wobec Polski (budowa pomników mordercom Polaków, uznanie formacji SS za godną gloryfikacji, rewizjonistyczne i zakłamujące historię wypowiedzi ukraińskich notabli, jak Melnyk, Wiatrowycz a nawet sam Zełeński ) docierają rzadko. Są przemilczane przez rządzących i przez media. Środowiska i osoby protestujące przeciw takim działaniom, są etykietowane jako agenci Putina. Szerzy się w tej kwestii swoisty terror intelektualny, który ma wyeliminować z przestrzeni publicznej i medialnej środowiska niewpisujące się w wojnę propagandowo – agitacyjną toczoną z Rosją przez Zachód. Wojna wypowiedziana dysydentom w mediach i na forach internetowych jest bezwzględna i zaangażowano w nią tysiące Ukraińców. To oni za pieniądze Polaków, prześladują ich we własnym kraju.
Wydaje się że, według znanej metody, kryzys ukraiński został aż tak wyeksponowany w mediach, by ukryć dramatyczny stan naszego państwa. Ma to odwrócić uwagę od stanu polskiej gospodarki, zadłużenia, masowej emigracji młodzieży itd.
Obrana droga wydaje się szkodliwa, niebezpieczna, i głęboko upokarzająca. Niegodne i służalcze zachowanie polskich polityków, budzi zażenowanie. Brakuje reakcji władz i MSZ na antypolskie wypowiedzi i zachowania polityków ukraińskich typu Melnyka, Deszczycy, Załużnego, Podolaka itp. Koresponduje z tym skandaliczna i bezkarna wypowiedź rzecznika rządu pana dr. Łukasza Jasiny (Ukraińca, absolwenta KUL, wyszlifowanego w kanadyjskich banderowskich szkołach), który bezkarnie pozwolił sobie nazwać Polaków sługami Ukrainy. Przypomina to obrzydliwą, prześmiewczą karykaturę polskiego hymnu propagowaną przez banderowców: Jeszcze Polska nie umarła, ale umrzeć musi, jeszcze Polak Ukraińcom buty czyścić musi. Pan dr. Jasina nie stracił stanowiska po swojej skandalicznej wypowiedzi. Władze – powtarzam to! – bezkarnie narażają Polaków na niewyobrażalne straty i ryzyko wplatania nas w wojnę z Rosją po stronie wiarołomnych Ukraińców! Moim zdaniem Ukraina powinna zostać, jak Niemcy po wojnie, objęta programem bezwzględnej DENAZYFIKACJI.
===================================
Wszystkim tym, którzy w to wątpią i nie protestują gdy w nasze granice wpuszczane są setki tysięcy ludzi zarażonych bakcylem banderyzmu, warto przypomnieć pieśni do dziś popularne na Ukrainie :
Marsz na Warszawę czyli Ukraińska marsylianka
Ogniem płonie Ukraina
W Dniestrze płynie niewinna krew:
I woła nas srogo do boju,
Do broni woła surma znów!
Już nie zatrzymamy się w Zamościu!
Nie ucieknie Lach od zemsty!
Od bram Krakowa aż do Warszawy,
Wyścielimy lackim trupem szlak!
Do broni Kozacy,
Wścieka się gniewny Lach!
Od bram Krakowa aż do Warszawy,
Wyścielimy Lachami szlak!
Już dość nam Lachy cięli rany
Palą się one i budzą gniew,
Już rychło spadnie zemsty grzmot
Na Łódź, Warszawę i Kraków!
Do broni Kozacy,
Wścieka się gniewny Lach!
Od bram Krakowa aż do Warszawy,
Wyścielimy lackim trupem szlak!
Gniewem płonie Ukraina
Od gór karpackich i do rzeki Don,
I duch zemsty podnosi flagę,
Zbliża się nasz Napoleon!
To kłamstwo „kultura” i „Europa”!
Czcze przechwalanie się nowych katów!
My po „barbarzyńsku” zburzymy do szczętu
I Łódź, Warszawę i Kraków!10
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
„ Za Wisłę przegonimy przeklętych Polaków”
Za Wisłę przegonimy przeklętych Polaków
I staniemy na granicy
Żeby do nas nie wtargnął Lach
Leje się wraża krew wszędzie
Gdzie stąpa oddział Rizunów
Uciekajcie na kraj świata
Bo nadchodzi zemsty czas
Będziemy rżnąć i strzelać
I dusić będziemy was.
Źródła” 1 W roku 2008 w Krakowie ukazało się nowe wydanie: D. Doncow, Nacjonalizm, tłumaczenie i opracowanie W. Poliszczuk.
2 Ibidem, passim.
3 Doncow D., op. cit., passim. To co zatrważające, człowiek głoszący takie hasła, w czasie ostatniej wojny wcielone w czyn, nie został nigdy osądzony, potępiony, ani nawet otoczony ostracyzmem, pozostając do dziś guru skrajnych nacjonalistów ukraińskich.
4 Ibidem.
5 Za: L. Kulińska, Działalność terrorystyczna i sabotażowa nacjonalistycznych organizacji ukraińskich w Polsce w latach 1922-1939, Kraków 2009, s. 56-57. Tekst ten cytowany jest w pełnym brzmieniu w oryginalnym opracowaniu II Oddziału Sztabu Generalnego z lat 30: Geneza i rozwój ukraińskiego ruchu wywrotowego U.W.O.-O.U.N., CA MSWiA, zesp. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, sygn. R I/138 (dziś w BU IPN). Jego zniekształconą formę rozpowszechnił R. Drozd w publikacji pt. Ukrajińska Powstańcza Armia, Warszawa 1998. Szerzej na ten temat też w: K. Łada, Pomiędzy wypędzeniem a eksterminacją. Nacjonaliści ukraińscy wobec Polaków na Kresach [w:] Cz. Partacz, K. Łada, Polska wobec ukraińskich dążeń niepodległościowych w czasie II wojny światowej, Toruń 2003, s. 69–95 oraz w pracach W. Poliszczuka, w tym głównie Źródła zbrodni OUN i UPA, tom I, Zasady ideologiczne nacjonalizmu ukraińskiego i Ukraiński ruch nacjonalistyczny: struktura organizacyjna i założenia programowe, Toronto 2003; Nacjonalizm ukraiński w dokumentach cz. 1 i 2 Toronto 2002.
6 Powstała w 1929 r. OUN, uważająca się za reprezentanta ludności wszystkich ziem, które zamieszkiwali Ukraińcy, oparła w całej rozciągłości swą przyszłą działalność na myśli D. Doncowa i jego prekursorów, uznając narody żyjące na terytorium „etnicznie ukraińskim” za zagrożenie na drodze ku niepodległości oraz za przeszkodę w rozwoju „jednoplemiennego” narodu.
7 Tadeusz Piotrowski niezwykle trafnie zauważa, że czystka etniczna była integralnym komponentem przygotowywanej przez OUN rewolucji. Autor, używając gry słów, ocenił intencje i charakter ideologii OUN: Tak jak Sowieci, mobilizowali oni chłopów ukraińskich w celu „rewolucji socjalnej” z jej integralnym komponentem: czystką etniczną (być może na tym polega prawdziwe znaczenie pojęcia „nacjonalizm integralny”). Za: T. Piotrowski, Poland`s Holocaust. Ethnic Strife, Collaboration with Occupying Forces and Genocide in the Second Republic, 1918- 1947, Jefferson, NC: McFarland 1998, s. 204.
8 Warto zapoznać się z pracami przybliżającymi zagadnienia nacjonalizmu ukraińskiego z nieco innych pozycji. Patrz: T. Stryjek, Ukraińska idea narodowa okresu międzywojennego. Analiza wybranych koncepcji, Wrocław 2000; A. Wróbel, Polska i Polacy w koncepcjach współczesnych ukraińskich partii nacjonalistycznych, Warszawa 2003.
9 Jak na ironię , „na odczepkę” w roku 2022 udzielono zgody na ekshumacje na fragmencie cmentarza w miejscowości Puźniki, w dawnym województwie tarnopolskim, które to pochówki są znane i zewidencjonowane.
10 O. Iwach, Bojowa surma Ukrainy, Winnipeg 1931, s.1-2. Poezje zawierające tego typy „poezje” banderowskie opracowane zostały po wojnie w postaci książeczki pt. „ Słuchaj mój bracie” i wielokrotnie wznawiane min. w Łucku w roku 1992 przez wydawnictwo „Wimpex”.
3 komentarze:
- Tadeusz16 stycznia 2023 Dr. Kulińska od lat stara się przypomnieć o wcześniejszych zbrodniach Rusinów na Polakach. Jeszcze podczas trwania I wojny światowej i w krótkim okresie istnienia ZURL trwał genocyd Polaków. Przy Sejmie II RP działała Sejmowa Komisja Śledcza kierowana przez posła Ziemi Tarnopolskiej prezesa Związku Ludowo-Narodowego w Małopolsce pana Jana Zamorskiego. W dniu 9 lipca 1919 r wygłosił on mowę sejmową „O okrucieństwach hajdamackich” (dostępna w internecie) gdzie szczegółowo omawia zbrodnie i okrucieństwa na Polakach w Galicji Wschodniej. Hańbiono kościoły katolickie, mordowano księży i gwałcono mniszki. Kradzieże mienia Polaków to najmniejsze z przestępstw. Mordowano zdemobilizowanych żołnierzy z byłej armii CK Austrii i Rosji wracających do stron rodzinnych. Tworzono obozy dla osób cywilnych np. we Lwowie, Tarnopolu, Mikulińcach, Jazłowiec. Słynny dowódca legionowy płk. Lis Kula zginął nad Styrem przeprowadzając żołnierzy do Polski. \strzelano do dzieci na ulicach miast za mówienie po polsku. I co? A nic. Imć Piłsudski zakazał prowadzenia dochodzeń w tych sprawach. Mało tego w prasie zaczęła obowiązywać swoista cenzura (tak jak w tym czasie) mówienia prawdy o zbrodniach Rusinów. KotMorski16 stycznia 2023 Ten [—] Piłsudski przedsięwziął „wyprawę kijowską”, która była Polsce na nic, a której jedynym celem było skutecznie sprowokować Sowdepię. Cel ten został osiągnięty: napaść Bolszewii na nas w r. 1920, która – mimo iż sowietyzm był antytezą Rosji – jako żywo przypomina współczesny konflikt na Ukrainie. Jest taką samą brednią obecnie, że – Das Perfide Russland po trupie Ukrainy pójdzie dalej na „Polskę i Europę” (cudzysłów, bo co to-to ma jeszcze z Polską i Europą wspólnego ?) – jak wówczas było brednią, że po trupie „jaśniepańskiej Polski” Sowdepia zamierza uderzyć na Zachód, i jeśli tylko Szatan pozwoli – dojść aż do Gibraltaru. Zamierzał to, owszem, jeden Trocki i jego frakcja, ale zostali szybko przywołani do porządku najpierw przez Lenina a potem przez Stalina. [—-] Interwencja FR na Ukrainie jest odpowiedzią na „interwencję kijowsko-majdańską” Szatanów Zjednoczonych, bo – mimo iż Rosja i Bolszewia to jak woda i ogień – geopolityka jest wieczna i niezmienna.
- Tadeusz16 stycznia 2023 07:01 Przed wojną bolszewicko -polską trwała wojna ukraińsko -polska o przyszłe granice Polski. Strzelcy siczowi podlegli armii CK Austrii przejęli Lwów od gubernatora austriackiego i rozpoczęli eksterminacje Polaków i Żydów w mieście, za przykładem Lwowa oddziały Rusinów zaczęły genocyd Polaków w Tarnopolu ( późniejsza kolebka banderyzmu) , Jazłowcu, Łucku i innych miasteczkach Galicji Wschodniej. To na Galicji Wschodniej kultywowano nienawiść do Polaków, za cichym przyzwoleniem władz austriackich. Pamiętać należy przy tym, że to hr. Stadion „wymyślił” naród ukraiński w XIX wieku.
Bezwarunkowy dochód podstawowy. Tak globaliści chcą zapobiegać buntom. Co łączy polityków, cybernetyków, futurystów i biedotę?
Bezwarunkowy dochód podstawowy. Tak globaliści chcą zapobiegać buntom.
Co łączy polityków, cybernetyków, futurystów i biedotę?
Agnieszka Stelmach https://pch24.pl/bezwarunkowy-dochod-podstawowy-jako-sposob-zapobiegania-buntom-spolecznym/
W lutym 2019 r. fiński rząd zakończył dwuletnie testy z bezwarunkowym dochodem podstawowym (BDP). Władze uznały, że nie popierają tego „socjalistycznego eksperymentu” – jak stwierdził ówczesny minister finansów Petteri Orpo. Doświadczenie po prostu się nie powiodło. Na świecie, również na terenie UE, podejmowane są starania, aby wprowadzić powszechne i bezwarunkowe, ale stosunkowo niskie wypłaty dla mieszkańców. Powodów jest wiele, podobnie jak i motywacji.

Jednym z głównych celów fińskiego eksperymentu było sprawdzenie, czy osoby bezrobotne będą bardziej zachęcane do poszukiwania pracy mając do dyspozycji bezwarunkowy dochód podstawowy, czyli otrzymując co miesiąc bez żadnych warunków pewną sumę pieniędzy, która miałaby wystarczyć na zapewnienie podstawowych potrzeb. Jak można było przypuszczać, wyniki były odwrotne od spodziewanych. Pobieranie dochodu, nawet niskiego (560 euro), nie motywowało ludzi do zawodowej aktywności.
Minister Orpo przyznał, że osobiście nigdy nie był zwolennikiem BDP, jednak przeprowadzenie doświadczenia było bardzo ważne dla partii tworzących rząd. Pierwsze wyniki pokazały, iż zatrudnienie nie wzrosło, a jedynie poprawiło się samopoczucie uczestników. – Dla mnie to nie było zaskakujące, ponieważ każdego miesiąca potrzeba było coraz mniej biurokracji, aby otrzymać pieniądze. Po wynikach wszystkie główne partie, czyli socjaldemokraci, partia premiera oraz moja są przeciwko bezwarunkowemu dochodowi podstawowemu. Chcemy warunkowości systemów zabezpieczenia społecznego. Dlatego uważam, że sprawa jest w Finlandii zamknięta – podsumował. W ocenie fińskiego ekonomisty i polityka, tego typu rozwiązanie nie powinno być stosowane także w innych krajach. Orpo zasugerował, by w obliczu cyfryzacji i automatyzacji, które mają pozbawić zatrudnienia około połowy Europejczyków, zreformowany został system zabezpieczenia społecznego. Chodzi o to, by mimo wszystko zachęcać ludzi do podejmowania nawet gorzej płatnej pracy, bo od tego zależy ich dobrobyt i prosperity całego kraju.
Eksperyment przeprowadzono w związku z zaleceniami Komisji Europejskiej, która zleciła sprawdzenie, czy właściwym byłoby wprowadzenie BDP w całej UE. Fiński minister twierdzi, że to zły pomysł.
Zwolennicy bezwarunkowego dochodu uważają, że w przypadku Finlandii doświadczenie nie powiodło się, ponieważ nie zlikwidowano istniejącego systemu zabezpieczenia społecznego, a jedynie dodano nową płatność. BDP miałby zastąpić systemy socjalne, którym grozi bankructwo.
Jak poradzić sobie z zadłużeniem państw, ubóstwem i utratą pracy z powodu automatyzacji?
Zgodnie z Agendą 2030 na rzecz Zrównoważonego Rozwoju, planowano uporać się z zadłużeniem państw poprzez wypłatę wszystkim takiej samej, minimalnej pensji – niezależnie od liczby przepracowanych lat. Kwota miałaby zaspokajać jedynie minimalne potrzeby, by zmobilizować starzejące się społeczeństwo do jak najdłuższej aktywności zawodowej. Neoliberalni zwolennicy tego rozwiązania postulują, by BDP zastąpił wszystkie inne świadczenia socjalne.
W analizie wyników fińskiego eksperymentu wskazano, że miał on pozytywny wpływ jedynie na samopoczucie osób go otrzymujących. Rozładowywał napięcie, złość i inne uczucia, które sprzyjały „populizmowi”. I to właśnie jeden z powodów, dla którego zarówno globaliści, jak i lewica chcieliby go wykorzystać w charakterze „narzędzia stabilizującego” życie polityczne i zapobiegającego gwałtownym konfliktom społecznym w związku z kumulującymi się negatywnymi skutkami globalizmu oraz Czwartej Rewolucji Przemysłowej (4IR).
Bezwarunkowy dochód podstawowy (Unconditional Basic Income) miałby z założenia służyć walce z ubóstwem i nierównościami, ograniczyć biurokrację i przyczynić się do oszczędzania środków budżetowych.
Finowie jednak uznali, że wolą brytyjskie rozwiązanie: uniwersalny system kredytowy, który polega na wypłacaniu – w skrajnych przypadkach – w sytuacji osób bezrobotnych jednego, niższego zasiłku socjalnego, zamiast kilku innych.
2 sierpnia 2022 r. włoski producent popularnego wina musującego Prosecco żalił się, że nie może znaleźć 20 pracowników. Mówił, iż nikt nie zgłosił się na rozmowę rekrutacyjną, bo ludzie „wolą pobierać dochód podstawowy niż pracować”. Narzekał na tworzenie „nowej klasy próżniaczej”. – Kto może pracować, ale woli pobierać dochód obywatelski, ten jest złodziejem – powiedział kategorycznie cytowany przez włoskie media Sandro Bottega. Właściciel stuletniej winnicy i linii produkcyjnej Prosecco z okolic Treviso w Wenecji Euganejskiej, z powodu braków kadrowych musiał zrezygnować z realizacji części zamówień na ponad 10 mln euro.
Jak informował PAP, był to już „kolejny notowany w ostatnim czasie przypadek poważnych problemów z pracownikami we Włoszech. Brakuje ich też między innymi w hotelarstwie, turystyce, gastronomii oraz w rolnictwie. Przyczyna jest zawsze ta sama: przyznawany bezrobotnym i ubogim tzw. dochód obywatelski, czyli realizacja sztandarowego hasła Ruchu Pięciu Gwiazd (…)”. Chodzi o wypłatę około 500 euro miesięcznie dla osób gorzej sytuowanych.
Na drodze do hiper–socjalizmu
W 2016 roku Szwajcarzy w powszechnym referendum zdecydowanie odrzucili propozycję wprowadzenia BDP. Przeciwko było ponad trzy czwarte Helwetów, którzy obawiali się upowszechnienia lenistwa i problemów finansów publicznych. Gdyby propozycja przeszła, gorzej zarabiający mieliby otrzymywać 2,5 tysiąca franków co miesiąc, bez żadnych warunków. Dzieci dostałyby jedną czwartą kwoty, a osoby zarabiające więcej – nic.
Zwolennicy „dochodu bezwarunkowego” przekonywali, że kwota ta pozwoliłaby ludziom na „bardziej twórczą” aktywność niż „żmudna praca”.
Referendum w Szwajcarii odbyło się w związku z unijnym projektem z 2013 r. W międzyczasie eksperymenty przeprowadzono np. w holenderskim Utrechcie czy hiszpańskiej Barcelonie. Ponadto pilotażowe programy wdrażane były w Iranie, w krajach ubogich, na przykład ośmiu wioskach Indii (2011 rok) lub nieco wcześniej w wiejskim rejonie Namibii – Otjivero – Omitara. A ostatnio prowadzi się tego rodzaju doświadczenia społeczne w Kenii, Niemczech, w północnej części Polski, w Walii, Brazylii itd. Już w 2013 r. promował je w naszym kraju między innymi Ryszard Kalisz. Testy przeprowadziły w latach 70. ubiegłego wieku USA oraz Kanada.
Co jakiś czas w UE pojawiają się projekty dotyczące BDP. Ostatni zgłoszony przez Klausa Sambora z Austrii i wsparty przez EBI Politische Teilhabe in Europa gemeinnützige UG, nie powiódł się. KE uruchomiła dwuletni proces zbierania deklaracji poparcia dla tej inicjatywy w 2020 r. W lipcu ubiegłego roku poinformowano o fiasku projektu wprowadzenia BDP w całej UE. Gwarantowany dochód miałby „zapewnić wszystkim podstawowe środki do życia oraz możliwość uczestniczenia w życiu społecznym”.
Inicjatorzy, powołując się na traktaty unijne, wskazywali, że BDP może służyć „realizacji celów określonych we wspólnym oświadczeniu Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej z 2017 roku. Zgodnie z dokumentem „UE i jej państwa członkowskie będą w walce z różnicami w traktowaniu również wspierać skuteczne, trwałe i sprawiedliwe systemy zabezpieczenia społecznego, aby zapewnić bezwarunkowy dochód podstawowy (…)”.
Jak się okazuje największymi entuzjastami projektu byli: Hiszpanie, Słoweńcy, Włosi i Niemcy, W dalszej kolejności: Łotysze, Grecy. Estończycy i Węgrzy. W Polsce inicjatywę poparło nieco ponad 6 procent. Najmniejszym entuzjazmem cieszyła się ona m.in. w Czechach, na Malcie czy w Luksemburgu.
Unijna inicjatywa przewidywała wprowadzenie BDP, który miałby być „raczej uzupełnieniem” systemu opiekuńczego, a nie go zastępować i miał „przesunąć punkt ciężkości z wypłaty rekompensat w kierunku emancypacji”.
Zdefiniowano BDP i zaznaczono, że prawo do otrzymywania tego dochodu uzyskałaby każda osoba, bez względu na wiek, pochodzenie, obywatelstwo, miejsce zamieszkania, zawód itd. Mechanizm miałby „zagwarantować prywatność oraz zapobiegać sprawowaniu kontroli przez niektóre osoby nad innymi”, a także umożliwić podejmowanie „własnych, niezależnych decyzji”.
Uznano nawet, że BDP jest „prawem człowieka” i musiałby być „wystarczająco wysoki”, by gwarantować „godny standard życia, odpowiadający społecznym i kulturowym standardom w danym kraju”. Powinien „zapobiegać deprywacji materialnej i zapewniać możliwość uczestnictwa w życiu społecznym. Oznacza to, że kwota netto BDP ma być wyższa od poziomu zagrożenia ubóstwem zgodnie ze standardami UE, co odpowiada 60 procent tzw. krajowej mediany ekwiwalentu dochodu netto”.
W krajach o niskich dochodach należałoby zastosować inny wskaźnik np. koszyk towarów i usług. BDP służyłby „osiągnięciu celów godności ludzkiej, wolności i równości, które są zapisane w podstawowych dokumentach Unii Europejskiej”, np. w Traktacie o Unii Europejskiej (TUE). Mimo teoretycznie tak korzystnego rozwiązania, chętnych na wdrożenie systemu nie było wielu.
Nowa umowa społeczna, „reforma kapitalizmu” i „innowacje społeczne”
Dlaczego pomimo to idea dochodu podstawowego jest testowana, promowana, a nawet forsowana przez władze, think tanki i szefów wielkich korporacji IT? To rozwiązanie ma być czymś w rodzaju nowej umowy społecznej, sposobem na zapobieżenie buntom społecznym i niestabilności politycznej w związku z drastyczną utratą miejsc pracy jako następstwami postępu Czwartej Rewolucji Przemysłowej (4IR), głównie cyfryzacji i automatyzacji. Miałby ułatwić przejście od „paradygmatu gospodarki kapitalistycznej do ekologicznej” (zrównoważony rozwój), a ostatecznie do powszechnego komunizmu.
W 2017 roku podczas spotkania w Davos globaliści zaproponowali reformę kapitalizmu. Amit Bajaj, szef jednej z największych indyjskich korporacji i dyrektor zarządzający Europe for Tata Consultancy Services, która doradza eurokratom, a także szefowa Europejskiej Organizacji Konsumenckiej Monique Goyens mówili o tym, że w UE trwają prace nad tzw. gwarantowanym dochodem podstawowym i uelastycznieniem cen energii elektrycznej, by zmienić nasze nawyki poprzez wyższe ceny usług.
Ekonomiści, politycy i bankowcy zgromadzeni w szwajcarskim centrum dorocznych mityngów WEF stwierdzili, że rosnące nierówności, polaryzacja społeczna i zmiany klimatyczne wymuszają reformę kapitalizmu. Przedstawiając raport Global Risks 2017 autorzy wezwali do ścisłej współpracy światowych przywódców, by uniknąć „dalszych trudności i niestabilności w nadchodzącym dziesięcioleciu”.
750 ekspertów, oceniając 30 globalnych zagrożeń zasugerowało, że decydenci powinni skupić się na sposobie podziału dochodów i bogactwa, które „stają się coraz bardziej politycznie destrukcyjne”, grożąc wybuchem wielkiej rewolty. Jednym ze sposobów przeciwdziałania buntom miało być wprowadzenie BDP.
Biuro Analiz Parlamentu Europejskiego zaproponowało ustanowienie tego mechanizmu w 2016 r. W związku z tym podjęto testy w Finlandii czy Holandii. Wcześniej tego typu rozwiązania sprawdzano na mniejszą skalę w USA, ZSRS, Namibii, Kenii, Kanadzie, Indiach, Niemczech. Ostatnio podobny program został wdrożony w Polsce w północnej części kraju (wypłata 1,3 tys. złotych przez kilka lat).
Warto zauważyć, że za BDP są przedstawiciele światowej lewicy i globaliści, w tym krezusi z Doliny Krzemowej, cybernetycy, futuryści. Ideę poparł papież Franciszek i szef ONZ Antonio Guterres.
Analitycy przewidują bowiem utratę pracy przez co najmniej jedną trzecią zatrudnionych w krajach zachodnich (w Kanadzie czy USA może to być niemal połowa), dlatego proponuje się wypłacanie minimalnej pensji każdemu.
Amit Bajaj tłumaczył w Davos, że „aby zarządzać zmianami i przekształcić gospodarkę, zamożne kraje muszą eksperymentować i szybko wdrożyć nowe modele, które pozwolą im rozwijać się w bardziej innowacyjny sposób”. Co miał na myśli? Marksistowskie innowacje społeczne i powrót do czasów, gdy notorycznie trzeba się zmagać z brakiem podstawowych dóbr.
Indyjski innowator przywołał wyniki raportu McKinseya z 2017 r., prognozującego średni wzrost PKB w Europie na poziomie około 2 procent. Tak niski poziom nie wystarczy, by Stary Kontynent poradził sobie z globalną konkurencją. Dlatego Bajaj wskazał na „innowacje społeczne”. – Trzeba będzie dużo eksperymentować. Na przykład uniwersalne dochody podstawowe mogą być jednym z narzędzi skłaniania ludzi do przemieszczania się w poszukiwaniu nowych miejsc pracy (…) oraz zachęcania pracowników by uczyli się przez całe życie – tłumaczył w Davos.
Inną innowacją jest powszechne wdrażanie koncepcji jugaad. Na czym to polega? Na improwizacji, zmuszaniu ludzi do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, gdy pozbawi się ich np. dostaw prądu. Jugaad to indyjskie słowo oznaczające improwizację, rozwiązanie problemu małym nakładem środków, na bazie tego, co jest akurat do dyspozycji. Koncepcję tę określa się mianem „przełomowej strategii wzrostu”. Nacisk kładzie się na prostotę, improwizację, intuicyjność, empatię w sytuacji zmniejszenia się dostępności zasobów, na „powrót do korzeni”. Sześć podstawowych zasad charakteryzujących jugaad, pozwalających na skuteczne wdrażanie innowacji, głosi: poszukuj okazji w przeciwnościach losu, osiągaj więcej za mniej, zachowaj prostotę (zamiast produktów idealnych należy tworzyć wyroby gorszej jakości, „wystarczająco dobre”), włączaj tych, którzy są na marginesie, kieruj się sercem.
Indyjski doradca zaznaczył, że nadszedł czas, by Europejczycy przyzwyczajali się do mniejszego dobrobytu, wykazali się większą mobilnością w poszukiwaniu pracy (niekoniecznie dobrze płatnej) i byli gotowi do ciągłego uczenia się. BDP, który pozwoli przeżyć, ale nie funkcjonować na odpowiednim poziomie – jak wyjaśnia Bajaj – powinien zmusić Europejczyków do ciągłego przekwalifikowywania się i pozostawania na rynku pracy jak najdłużej.
Związane z tym „uelastycznienie” cen energii elektrycznej ma „pozwolić umiarkować naszą konsumpcję niemal w czasie rzeczywistym”.
W ostatnim czasie rządy w kilku krajach europejskich testują różne warianty BDP (płatności dla pewnych grup ludzi z ubogich dzielnic przez pewien okres). Z założenia dochód gwarantowany powinien być wypłacany w jednakowej wysokości – bez żadnych warunków – dla wszystkich obywateli, w tym dzieci. Nie miałaby to być wysoka suma – zresztą jej wysokość zależałaby od możliwości budżetowych poszczególnych krajów i kosztów życia. Teoretycznie – jak argumentują neoliberałowie – taka płatność powinna zastąpić wszystkie inne zasiłki wypłacane w ramach pomocy społecznej, także emerytury i renty. Tego typu środki generalnie mają chronić przed negatywnymi konsekwencjami zmiany modeli biznesowych wynikających z cyfryzacji i automatyzacji pracy.
Bank Światowy definiuje BDP w następujący sposób: „Program, który ma być dostarczany w gotówce, bezwarunkowo i dla wszystkich (…), i bez targetowania”. Bank dodał, że stanowi to wyzwanie dla obecnych praktyk w różnym stopniu i jedynie kilka krajów wypróbowało systemy BDP, ale żaden nie wdrożył go na dłuższą metę.
W amerykańskim stanie Alaska od 1982 r. istnieje forma dochodu gwarantowanego, gdzie każdy mieszkaniec otrzymuje coroczną wypłatę z Alaska Permanent Fund, czerpiącego dochody z dzierżawy pól naftowych i kopalni. Co roku wypłacana jest mieszkańcom suma uzależniona od cen ropy na świecie, ale zwykle wynosi od tysiąca do 2 tysięcy USD. Za 2021 r. wypłacono po 1 114 dolarów.
New Economic Foundation sugeruje, że „zamiast BDP lepszym rozwiązaniem byłaby reforma systemów opieki społecznej i budowa większej liczby usług publicznych o lepszej jakości”.
Zwolennicy BDP wskazują, że to „solidny fundament bezpieczeństwa ekonomicznego i pozytywnej wolności”, który wpływa na decyzje obywateli.
Faktem zaś jest to, że wskutek finansjalizacji gospodarki oraz globalizacji (pojawienie się nowych modeli biznesowych – „uberyzacja”) szybko rosną nierówności, spada siła nabywcza pracowników, topnieje klasa średnia i przybywa biedoty pracującej.
BDP – „obietnica równych szans”, „nowy początek”
BDP miałby być „obietnicą równych szans, a nie równych wyników”, „nową linią startową ustaloną powyżej granicy ubóstwa”. Miałby pozwolić na pełną lub częściową konsolidację innych programów socjalnych i ulg podatkowych, które zostałyby zlikwidowane.
Innym argumentem „za” jest fakt, że 70 procent pracowników nie jest zaangażowanych w pracę – nie satysfakcjonuje ich ona – przez co spada produktywność. To zaś może się przekładać na utratę potencjalnie nawet około 500 miliardów dolarów rocznie w samych USA. Słabe zaangażowanie w pracę ma zniechęcać do wpłacania darowizn na różne cele, wolontariatu czy pomagania innym, co osłabia spójność społeczną.
Można spotkać takie argumenty, że gdyby zagwarantować powszechny BDP, to obecnie osoby, które wykonują niesatysfakcjonującą ich pracę, mogłyby starać się poszukać lepiej płatnej, a bezrobotni, którzy nie mogli uzyskać nawet najgorzej wynagradzanych zajęć, a chcieliby mimo to pracować, wejdą na rynek i zlikwiduje się strukturalne bezrobocie. Pracodawcy mogliby oferować – w miejsce atrakcyjniejszej pensji – krótszy tydzień pracy, co poniekąd ma już miejsce w amerykańskich korporacjach. Rozwiązano by problem nie tylko bezrobocia, ale także ograniczonej wydajności.
Optymiści sugerują, że BDP naprawi rynek zatrudnienia, czyniąc go opcjonalnym, bez płacy minimalnej i z elastycznymi godzinami pracy. Ludzie, którzy chcieliby więcej zarabiać, musieliby pozostawać na tym rynku i często przekwalifikowywać się.
Co więcej, możliwa byłaby szybsza automatyzacja zawodów, na które jest niski popyt. Bardziej opłacałoby się przedsiębiorcy zainwestować w maszyny. Jednocześnie pracownicy o niskich kwalifikacjach dzięki BDP nie pozostaliby bez środków do życia i mogliby skupić się na wolontariacie, opiece nad osobami starszymi czy schorowanymi, wyręczając państwowy system opieki społecznej. Ponadto miałoby to sprzyjać ograniczeniu przestępczości i poprawie zdrowia fizycznego oraz psychicznego, przez co zmniejszyłoby się obciążenie systemów opieki zdrowotnej.
BDP miałby być „bezpieczną bazą ekonomiczną – nowym fundamentem przekształcenia niepewnej teraźniejszości i budowania solidniejszej przyszłości”. Optymistycznie zakłada się, że BDP to „nowy, równy punkt wyjścia dla wszystkich”.
Przeciwnicy wskazują, iż tego typu rozwiązania będą sprzyjały mniejszej podaży pracy, lenistwu, szerzeniu patologii, spadku etosu pracy i drenażowi budżetu. Jednak zwolennicy uważają, że kosztowne rozwiązanie miałoby się i tak bardziej opłacać niż większy wzrost nierówności, napięć społecznych, które kosztowałyby rządy jeszcze więcej i zaburzyłyby działalność gospodarczą. Bo do buntów i tak dojdzie, o ile szybko nie spróbuje się rozwiązać problemu powiększających się nierówności i poziomu biedy prekariatu.
Propagatorzy tej idei mówią, że „nie powinno się pytać, czy można znaleźć środki na wdrożenie projektu, ale jak je znaleźć?”
Środki na program dzięki wyższym podatkom oraz konsolidacji zasiłków i ulg
Jedną z propozycji jest stworzenie globalnego „sprawiedliwego” systemu opodatkowania. Wymaga to ścisłej współpracy krajów i wymiany danych ponad granicami, aby powstrzymać ludzi i korporacje przed uchylaniem się od płacenia podatków („koniec z prywatyzacją zysków i uspołecznianiem strat”). Przy czym OECD, której członkami są kraje rozwinięte sugeruje, by ustalić „pewne akceptowalne podstawowe zasady, którymi będą kierować się rządy i biznes. Takie ramy mogą pomóc przedsiębiorstwom w przenoszeniu kapitału do miejsc, w których mogliby optymalizować swój zwrot, bez utrudniania realizacji celu rządów krajowych, jakim jest spełnienie uzasadnionych oczekiwań obywateli dotyczących sprawiedliwego udziału w korzyściach i kosztach globalizacji”. Inna propozycja przewiduje zaprzestanie subsydiowania paliw kopalnych.
Jak na razie BDP nie został wdrożony na dużą skalę i nie sprawdzono warunków wykonalności projektu.
Globalne zarządzanie poprzez miasta wdrażające BDP. Smart cities oraz wise cities
Za jego wprowadzeniem wydaje się, że w większym stopniu optują włodarze miast, którzy bezpośrednio muszą radzić sobie z ubóstwem i licznymi konsekwencjami globalizacji. Przynajmniej tak było w Holandii, gdzie władze centralne planowały obciąć wydatki socjalne, a rządzący w kilkudziesięciu miastach domagali się wdrożenia BDP.
Miasta stały się „laboratoriami” testowania rozwiązań ekonomii behawioralnej. Dziś oprócz smart cities czyli tzw. inteligentnych miast – gdzie testuje się rozwiązania technologiczne związane z automatyzacją i cyfryzacją, co sprzyja inwigilacji i prywatyzacji usług publicznych, przekłada się także na wysokość świadczonych usług oraz przejmowanie infrastruktury zbudowanej z funduszy publicznych i danych o obywatelach przez korporacje IT – mamy również wise cities czyli tak zwane mądre miasta. Proponują one eksperymenty społeczne, mające zapewnić większą odporność i spójność społeczną (np. idea 15-minutowego miasta), by zająć się większym ubóstwem i deprywacją.
Wise cities zarządzają projektowaniem i wdrażaniem zasad predystrybucji. Mają one na celu tworzenie wspólnego dobrobytu zgodnie z zasadami integracji, odporności i zrównoważonego rozwoju, bardziej bezpośrednio interweniując na rynku pracy właśnie poprzez BDP.
BDP jest „klasycznym przykładem polityki predystrybucji” i pomysłu pierwotnie wymyślonego – w celu zwalczania przestępczości i eliminowania ubóstwa – przez Thomasa More’a w XVI wieku, a później spopularyzowanego przez Thomasa Paine’a w XVIII w. Pisał o tym także Mill czy Monteskiusz.
Dziś uznano, że ten stary pomysł sprawdzi się w systemie pokapitalistycznym, a poprzez „oddolne podejście do nowych form innowacji społecznych” w miastach będzie możliwe nowe globalne zarządzanie.
Ma to istotne znaczenie w dobie tworzenia nowej techno-gospodarki, wytwarzającej wartość bez jej dystrybucji. Tak zwana „gospodarka o zerowych kosztach krańcowych” (pisze o niej np. Jeremy Rifkin, doradca Merkel, Obamy i Sarkozy’ego. Uważa, że wyłania się nowy model ekonomii, w którym coraz więcej towarów i usług jest niemal za darmo) zastępuje neoklasyczne efekty ekonomiczne tworzenia miejsc pracy oraz polityki redystrybucji opartej na płacach i podatkach. Jej skutkiem są skrajne nierówności – 1 procent światowej populacji posiada tyle samo, co pozostałe 99 procent. I nic dziwnego, że propagatorami BDP są krezusi z Doliny Krzemowej, którzy obawiają się sprzeciwu wobec nowych modeli biznesowych. Stąd sami uruchomili testy z BDP np. w Kalifornii czy Afryce wschodniej. Musk i inni sugerują, że wkrótce to maszyny będą zarządzać produkcją i czynnościami tworzenia wartości wydajniej niż ludzie (technologia cyfrowych bliźniaków). Rzekomo nie będzie konieczne zarabianie na życie. Nie będą potrzebne pensje, a opodatkowanie zostanie przeniesione z pracy na technologię. Praca ma przestać być filarem społecznej organizacji życia. W nowym „postpracowniczym” i „postkapitalistycznym” świecie nie będzie stereotypów i konieczności istnienia partii. Ludzie jednak wciąż będą musieli mieć co zjeść, w coś się przyodziać i gdzieś mieszkać. Dlatego BDP ma pomóc zaspokoić te podstawowe potrzeby.
Profesor Alice O’Connor, dyrektor Blum Center on Global Poverty Alleviation and Sustainable Development na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara wskazuje, że BDP to „transformacyjna technologia społeczna sama w sobie obiecująca nieosiągalne stopnie indywidualnej wolności i samorealizacji”. Dodaje, że decydenci z Davos chcą „uwolnić ludzi od walki o dochód”, a popularyzacją tej idei zajmują się biznesmeni, inwestorzy technologiczni, krezusi Doliny Krzemowej czy były organizator kampanii Obamy i postępowy przedsiębiorca, analityk danych Jim Pugh. Jest współzałożycielem projektu Universal Basic Income Project z 2016 r.
Co łączy cybernetyków, futurystów i biedotę?
Chociaż ta utopijna idea jest stara, to ponad 50 lat temu grupa futurystycznych intelektualistów i aktywistów, znana jako Komitet Ad Hoc ds. Potrójnej Rewolucji, w 1964 roku wezwała administrację Lyndona B. Johnsona w USA do ustanowienia gwarantowanego dochodu dla wszystkich. Impulsem tej inicjatywy było zaniepokojenie perspektywą bezrobocia wywołanego przez cybernetykę. Wysuwano wówczas argumenty „o potrzebie zapewnienia wolności jednostki, sprawiedliwości społecznej i rasowej, wspólnym bogactwie i demokracji uczestniczącej”, proponując redystrybucyjny program robót publicznych i dóbr społecznych oraz edukację. Potem dołączyli do wspomnianej grupy działacze ruchów obywatelskich na rzecz praw socjalnych, różne międzywyznaniowe organizacje ruchu biedoty, domagające się prawa do dochodu umożliwiającego utrzymanie jako jednego z podstawowych warunków demokracji. Następnie włączyli się ekonomiści np. Milton Friedman, który liczył na likwidację systemu Social Security.
Od późnych lat 60. do 70. XX wieku rząd federalny USA sponsorował cztery zakrojone na szeroką skalę badania BDP w New Jersey, Pensylwanii, Indianie, Karolinie Północnej, Kolorado i stanie Waszyngton, starając się przetestować wpływ systemu na aktywność na rynku pracy, skutki zdrowotne, edukacyjne i społeczne. Odnowienie projektów nastąpiło dekadę temu w Dolinie Krzemowej (projekt Y-Generator).
BDP w postaci „Mincome” testował w latach 1974–1979 rząd prowincji Manitoba z czasów Pierre’a Trudeau w Kanadzie. Eksperymenty nie przyniosły satysfakcjonujących rezultatów i prowadziły nie tylko do porzucania pracy, ale także do rozpadu rodzin. Obecnie do idei przekonani są działacze Black Lives Matter. Propaguje ją Basic Income Earth Network (BIEN) powstała z Sieci Europejskiej ds. Dochodu Podstawowego utworzonej w 1986 r., czy nawet American Enterprise Institute, oczywiście mający inne motywacje niż ruchy biedoty.
Teoretyk i promotor BDP
Jeden z głównych teoretyków BDP, prof. Gay Standing przekonuje, że to rozwiązanie konieczne z powodu nieodwracalnego załamania się powojennego systemu dystrybucji dochodów na Zachodzie, który zasadniczo wiąże zarobki i świadczenia z zatrudnieniem.
Standing argumentuje, iż system ma być częściową rekompensatą za utratę dóbr wspólnych, przywłaszczonych przez uprzywilejowane elity i korporacje w celu generowania prywatnego bogactwa.
Ponadto ma to być gwarant wolności libertariańskiej (wolność od wszelkich ograniczeń); wolności liberalnej i wolności republikańskiej (wolność od dominacji nieodpowiedzialnej władzy, np. w patologicznych związkach).
BDP ma pozwolić uporać się z koniecznością zapewnienia opieki dzieciom, chorym i starzejącym się osobom, umożliwić przejście od kryzysu do trwałego dobrobytu, zwalczać ubóstwo i nierówności, zmiany klimatu i autorytarny populizm.
System BDP miałby skutki w skali makroekonomicznej, zwiększając siłę nabywczą gospodarstw domowych o niskich dochodach. Dzięki temu umożliwiałby większą konsumpcję podstawowych produktów, pobudzając ich podaż, co z kolei miałoby służyć tworzeniu większej liczby miejsc pracy i zwiększaniu zarobków. Miałoby to także zachęcać do przedsiębiorczości. Ludzie mogliby podejmować większe ryzyko, wiedząc, że mają na czym się oprzeć, jeśli ich przedsięwzięcie się nie powiedzie.
Wreszcie zmniejszyłoby się zagrożenie związane z oporem społecznym wobec automatyzacji. Również więcej ludzi zostałoby wciągniętych na rynek pracy, przy czym część osób mogłaby rozwiązać problem opieki nad starszymi i chorymi (wolontariat itp.).
Standing uważa, iż system dochodu podstawowego mógłby być ważną częścią skutecznych planów łagodzenia zmian klimatycznych. Dzięki większej liczbie podatków węglowych i innych „ekologicznych” opłat zmuszałoby się ludzi do ograniczenia konsumpcji, zwłaszcza towarów luksusowych. Szybciej następowałoby przejście do społeczeństwa ekologicznego. Ludzie oszczędzaliby zasoby i mogli skupić się na opiece nad potrzebującymi, pracy społecznej czy rzemiośle.
Konieczne byłoby nałożenie wysokich podatków od konsumpcji towarów – do produkcji których wykorzystuje się dużo zasobów – a także kontrola używania dóbr luksusowych.
BDP miałby sprzyjać bezpieczeństwu ekonomicznemu, altruizmowi, empatii i tolerancji. Dzięki uwolnieniu czasu na zaangażowanie społeczne i polityczne, osłabiono by „atrakcyjność wszelkich form populizmu”.
Standing twierdzi, że przeciwnicy BDP „zwykle koncentrują się na kosztach, uniwersalności lub negatywnych skutkach ubocznych” programu. Jego zdaniem koszty nie są tak wysokie, jak się sugeruje. Wystarczy „ustalenie poziomu, powiedzmy, 50–60 procent mediany dochodu, pomnożenie tego przez wielkość populacji i porównanie tego całkowitego kosztu z bieżącymi wydatkami socjalnymi”. Badacz argumentuje, że udałoby się zaoszczędzić na kosztach administracyjnych.
Ponadto środki można by było pozyskać z subsydiów na paliwa kopalne i likwidując ulgi podatkowe. Zachęcając do angażowania się w pracę opiekuńczą i wolontariat zmniejszyłyby się wydatki publiczne na usługi zdrowotne i społeczne.
Teoretyk BDP stara się odpierać zarzuty jakoby ten system sprzyjałby lenistwu. Jego zdaniem, to „pułapka ubóstwa wbudowana w zasiłek zależny od dochodów działa zniechęcająco do podejmowania nisko płatnej pracy, wymagając groźby sankcji w celu zmuszenia ludzi do jej podjęcia”. Standing jest przeciwny krytyce socjaldemokratów, którzy wskazują, że każda osoba powinna wnosić społecznie niezbędny czas pracy. Tłumaczy, że „popychanie ludzi do niskopłatnych lub bezpłatnych prac obniża zarobki”. Pyta, „co z całą społecznie niezbędną pracą, która jest nieopłacana?” Tymczasem BDP „lepiej umożliwia ludziom wykonywanie społecznie niezbędnych zajęć polegających na opiece nad dziećmi, osobami starszymi lub chorymi bliskimi”. Zaś „koszty wyeliminowania niewielkiej części potencjalnych symulantów, zadowolonych z życia ze skromnej pensji, znacznie przewyższyłyby oszczędności”.
Jednym z argumentów za BDP jest także to, że jest go łatwo zaprojektować. Bo płatności dostawaliby ci, którzy jednak nie osiągają pewnej wysokości dochodów. Osoby wykazujące dochody powyżej mediany nie otrzymywałyby żadnej korzyści netto. Im podniesiono by obciążenia podatkowe tak od dochodów, jak i majątku.
Na argument, że BDP sprzyjałby dalszej pauperyzacji z powodu obniżenia pensji i wysokiej inflacji, Standing odpowiada, że ludzie mieliby zapewnione minimum bezpieczeństwa i nawet wzmocniłoby to ich pozycję przetargową w negocjacjach z pracodawcą. Jeśli chodzi o napędzanie inflacji, Standing sugeruje, że firmy podnoszą ceny w odpowiedzi na większy popyt, ale z kolei dodatkowy popyt na podstawowe towary i usługi prawdopodobnie zwiększy również podaż i pobudzi tworzenie lokalnych sklepów, supermarketów, zmuszając je do obniżki cen.
BDP miałby zachęcać pracowników do wspierania związków zawodowych i innych organizacji kolektywnych w negocjacjach o wyższe płace. Ostatecznie miałby stać się szansą na „stopniowe przechodzenie od kapitalizmu rentierskiego do bardziej sprawiedliwej, etycznej i ekologicznej gospodarki”.
Prof. Guy Standing wykłada w School of Oriental and African Studies na Uniwersytecie Londyńskim. Jest współzałożycielem Basic Income Earth Network (BIEN) i autorem opracowania Plunder of the Commons: A Manifesto for Sharing Public Wealth („Grabież dobra wspólnego: manifest na rzecz dzielenia się majątkiem publicznym”).
Jednak BDP w gruncie rzeczy uzależnia obywateli od rządu i zniechęca do poprawy swojej sytuacji, do brania odpowiedzialności za swoje życie. W konsekwencji wpłynie na pogorszenie usług oferowanych przez państwo i wygeneruje jeszcze większy problem z systemem opieki społecznej.
Tak przynajmniej wydaje się na podstawie eksperymentów przeprowadzonych w latach 90. w Kanadzie, gdzie jeszcze w 1994 roku około jeden na ośmiu mieszkańców (12,2 procent) korzystał z pomocy społecznej. Świadczenia socjalne osiągnęły zaś poziom porównywalny z pracą w pełnym wymiarze czasu za minimalną stawkę.
Zmusiło to władze państwowe do reformy systemu opieki społecznej. Zmiany polegały na zaostrzeniu zasad kwalifikowalności, wprowadzeniu wymagań związanych z pracą (takich jak jej poszukiwanie) i zmniejszeniu transferów pieniężnych. W rezultacie do 2012 roku odsetek osób korzystających z opieki społecznej spadł z 12,2 proc. w 1994 r. do 6,3 procenta.
Stany Zjednoczone, w których przeprowadzono podobny zestaw reform, doświadczyły wyraźnego spadku dobrobytu. Warto zwrócić uwagę na różnice między ubóstwem przejściowym a długotrwałym lub stałym, powodowanym m.in. przez uzależnienia, a nie brak dochodów, problemy ze zdrowiem psychicznym, poważną niepełnosprawnością fizyczną, nieukończeniem szkoły średniej itp.
BDP raczej będzie zachęcać do większej liczby patologii i przyczyni się do zabetonowania ubóstwa niż do rzeczywistego rozwiązywania problemów wywołanych promowaniem określonych modeli biznesowych. Przybędzie jeszcze więcej biedoty. Będzie sprzyjać kastyzacji, bo omnipotentne państwo nie pozwoli zdecydowanej części społeczeństwa na bogacenie się, wyjście poza pewien próg, łupiąc je podatkami. Utrwali nie tylko obecne podziały, ale pogłębi monopolizację, przyczyni się do wzrostu sfer prekariatu i deprywacji, spychając na niższy szczebel drabiny społecznej nieco ambitniejsze osoby, pragnące wybić się ponad pewną przeciętność. Nawet w Namibii ludzie wskazywali, że woleliby mieć jednak jakąś pracę niż otrzymywać stałą, bezwarunkową pensję…