Bezwarunkowy dochód podstawowy. Tak globaliści chcą zapobiegać buntom. Co łączy polityków, cybernetyków, futurystów i biedotę?

Bezwarunkowy dochód podstawowy. Tak globaliści chcą zapobiegać buntom.

Co łączy polityków, cybernetyków, futurystów i biedotę?

Agnieszka Stelmach https://pch24.pl/bezwarunkowy-dochod-podstawowy-jako-sposob-zapobiegania-buntom-spolecznym/

W lutym 2019 r. fiński rząd zakończył dwuletnie testy z bezwarunkowym dochodem podstawowym (BDP). Władze uznały, że nie popierają tego „socjalistycznego eksperymentu” – jak stwierdził ówczesny minister finansów Petteri Orpo. Doświadczenie po prostu się nie powiodło. Na świecie, również na terenie UE, podejmowane są starania, aby wprowadzić powszechne i bezwarunkowe, ale stosunkowo niskie wypłaty dla mieszkańców. Powodów jest wiele, podobnie jak i motywacji.

Jednym z głównych celów fińskiego eksperymentu było sprawdzenie, czy osoby bezrobotne będą bardziej zachęcane do poszukiwania pracy mając do dyspozycji bezwarunkowy dochód podstawowy, czyli otrzymując co miesiąc bez żadnych warunków pewną sumę pieniędzy, która miałaby wystarczyć na zapewnienie podstawowych potrzeb. Jak można było przypuszczać, wyniki były odwrotne od spodziewanych. Pobieranie dochodu, nawet niskiego (560 euro), nie motywowało ludzi do zawodowej aktywności.

Minister Orpo przyznał, że osobiście nigdy nie był zwolennikiem BDP, jednak przeprowadzenie doświadczenia było bardzo ważne dla partii tworzących rząd. Pierwsze wyniki pokazały, iż zatrudnienie nie wzrosło, a jedynie poprawiło się samopoczucie uczestników. – Dla mnie to nie było zaskakujące, ponieważ każdego miesiąca potrzeba było coraz mniej biurokracji, aby otrzymać pieniądze. Po wynikach wszystkie główne partie, czyli socjaldemokraci, partia premiera oraz moja są przeciwko bezwarunkowemu dochodowi podstawowemu. Chcemy warunkowości systemów zabezpieczenia społecznego. Dlatego uważam, że sprawa jest w Finlandii zamknięta – podsumował. W ocenie fińskiego ekonomisty i polityka, tego typu rozwiązanie nie powinno być stosowane także w innych krajach. Orpo zasugerował, by w obliczu cyfryzacji i automatyzacji, które mają pozbawić zatrudnienia około połowy Europejczyków, zreformowany został system zabezpieczenia społecznego. Chodzi o to, by mimo wszystko zachęcać ludzi do podejmowania nawet gorzej płatnej pracy, bo od tego zależy ich dobrobyt i prosperity całego kraju.

Eksperyment przeprowadzono w związku z zaleceniami Komisji Europejskiej, która zleciła sprawdzenie, czy właściwym byłoby wprowadzenie BDP w całej UE. Fiński minister twierdzi, że to zły pomysł.

Zwolennicy bezwarunkowego dochodu uważają, że w przypadku Finlandii doświadczenie nie powiodło się, ponieważ nie zlikwidowano istniejącego systemu zabezpieczenia społecznego, a jedynie dodano nową płatność. BDP miałby zastąpić systemy socjalne, którym grozi bankructwo.

Jak poradzić sobie z zadłużeniem państw, ubóstwem i utratą pracy z powodu automatyzacji?

Zgodnie z Agendą 2030 na rzecz Zrównoważonego Rozwoju, planowano uporać się z zadłużeniem państw poprzez wypłatę wszystkim takiej samej, minimalnej pensji – niezależnie od liczby przepracowanych lat. Kwota miałaby zaspokajać jedynie minimalne potrzeby, by zmobilizować starzejące się społeczeństwo do jak najdłuższej aktywności zawodowej. Neoliberalni zwolennicy tego rozwiązania postulują, by BDP zastąpił wszystkie inne świadczenia socjalne.

W analizie wyników fińskiego eksperymentu wskazano, że miał on pozytywny wpływ jedynie na samopoczucie osób go otrzymujących. Rozładowywał napięcie, złość i inne uczucia, które sprzyjały „populizmowi”. I to właśnie jeden z powodów, dla którego zarówno globaliści, jak i lewica chcieliby go wykorzystać w charakterze „narzędzia stabilizującego” życie polityczne i zapobiegającego gwałtownym konfliktom społecznym w związku z kumulującymi się negatywnymi skutkami globalizmu oraz Czwartej Rewolucji Przemysłowej (4IR).

Bezwarunkowy dochód podstawowy (Unconditional Basic Income) miałby z założenia służyć walce z ubóstwem i nierównościami, ograniczyć biurokrację i przyczynić się do oszczędzania środków budżetowych.

Finowie jednak uznali, że wolą brytyjskie rozwiązanie: uniwersalny system kredytowy, który polega na wypłacaniu – w skrajnych przypadkach – w sytuacji osób bezrobotnych jednego, niższego zasiłku socjalnego, zamiast kilku innych.  

2 sierpnia 2022 r. włoski producent popularnego wina musującego Prosecco żalił się, że nie może znaleźć 20 pracowników. Mówił, iż nikt nie zgłosił się na rozmowę rekrutacyjną, bo ludzie „wolą pobierać dochód podstawowy niż pracować”. Narzekał na tworzenie „nowej klasy próżniaczej”. – Kto może pracować, ale woli pobierać dochód obywatelski, ten jest złodziejem – powiedział kategorycznie cytowany przez włoskie media Sandro Bottega. Właściciel stuletniej winnicy i linii produkcyjnej Prosecco z okolic Treviso w Wenecji Euganejskiej, z powodu braków kadrowych musiał zrezygnować z realizacji części zamówień na ponad 10 mln euro.

Jak informował PAP, był to już „kolejny notowany w ostatnim czasie przypadek poważnych problemów z pracownikami we Włoszech. Brakuje ich też między innymi w hotelarstwie, turystyce, gastronomii oraz w rolnictwie. Przyczyna jest zawsze ta sama: przyznawany bezrobotnym i ubogim tzw. dochód obywatelski, czyli realizacja sztandarowego hasła Ruchu Pięciu Gwiazd (…)”. Chodzi o wypłatę około 500 euro miesięcznie dla osób gorzej sytuowanych.

Na drodze do hiper–socjalizmu

W 2016 roku Szwajcarzy w powszechnym referendum zdecydowanie odrzucili propozycję wprowadzenia BDP. Przeciwko było ponad trzy czwarte Helwetów, którzy obawiali się upowszechnienia lenistwa i problemów finansów publicznych. Gdyby propozycja przeszła, gorzej zarabiający mieliby otrzymywać 2,5 tysiąca franków co miesiąc, bez żadnych warunków. Dzieci dostałyby jedną czwartą kwoty, a osoby zarabiające więcej – nic.

Zwolennicy „dochodu bezwarunkowego” przekonywali, że kwota ta pozwoliłaby ludziom na „bardziej twórczą” aktywność niż „żmudna praca”.

Referendum w Szwajcarii odbyło się w związku z unijnym projektem z 2013 r. W międzyczasie eksperymenty przeprowadzono np. w holenderskim Utrechcie czy hiszpańskiej Barcelonie. Ponadto pilotażowe programy wdrażane były w Iranie, w krajach ubogich, na przykład ośmiu wioskach Indii (2011 rok) lub nieco wcześniej w wiejskim rejonie Namibii – Otjivero – Omitara. A ostatnio prowadzi się tego rodzaju doświadczenia społeczne w Kenii, Niemczech, w północnej części Polski, w Walii, Brazylii itd. Już w 2013 r. promował je w naszym kraju między innymi Ryszard Kalisz. Testy przeprowadziły w latach 70. ubiegłego wieku USA oraz Kanada.

Co jakiś czas w UE pojawiają się projekty dotyczące BDP. Ostatni zgłoszony przez Klausa Sambora z Austrii i wsparty przez EBI Politische Teilhabe in Europa gemeinnützige UG, nie powiódł się. KE uruchomiła dwuletni proces zbierania deklaracji poparcia dla tej inicjatywy w 2020 r. W lipcu ubiegłego roku poinformowano o fiasku projektu wprowadzenia BDP w całej UE. Gwarantowany dochód miałby „zapewnić wszystkim podstawowe środki do życia oraz możliwość uczestniczenia w życiu społecznym”.

Inicjatorzy, powołując się na traktaty unijne, wskazywali, że BDP może służyć „realizacji celów określonych we wspólnym oświadczeniu Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej z 2017 roku. Zgodnie z dokumentem „UE i jej państwa członkowskie będą w walce z różnicami w traktowaniu również wspierać skuteczne, trwałe i sprawiedliwe systemy zabezpieczenia społecznego, aby zapewnić bezwarunkowy dochód podstawowy (…)”.

Jak się okazuje największymi entuzjastami projektu byli: Hiszpanie, Słoweńcy, Włosi i Niemcy, W dalszej kolejności: Łotysze, Grecy. Estończycy i Węgrzy. W Polsce inicjatywę poparło nieco ponad 6 procent. Najmniejszym entuzjazmem cieszyła się ona m.in. w Czechach, na Malcie czy w Luksemburgu.

Unijna inicjatywa przewidywała wprowadzenie BDP, który miałby być „raczej uzupełnieniem” systemu opiekuńczego, a nie go zastępować i miał „przesunąć punkt ciężkości z wypłaty rekompensat w kierunku emancypacji”.

Zdefiniowano BDP i zaznaczono, że prawo do otrzymywania tego dochodu uzyskałaby każda osoba, bez względu na wiek, pochodzenie, obywatelstwo, miejsce zamieszkania, zawód itd. Mechanizm miałby „zagwarantować prywatność oraz zapobiegać sprawowaniu kontroli przez niektóre osoby nad innymi”, a także umożliwić podejmowanie „własnych, niezależnych decyzji”.

Uznano nawet, że BDP jest „prawem człowieka” i musiałby być „wystarczająco wysoki”, by gwarantować „godny standard życia, odpowiadający społecznym i kulturowym standardom w danym kraju”. Powinien „zapobiegać deprywacji materialnej i zapewniać możliwość uczestnictwa w życiu społecznym. Oznacza to, że kwota netto BDP ma być wyższa od poziomu zagrożenia ubóstwem zgodnie ze standardami UE, co odpowiada 60 procent tzw. krajowej mediany ekwiwalentu dochodu netto”.

W krajach o niskich dochodach należałoby zastosować inny wskaźnik np. koszyk towarów i usług. BDP służyłby „osiągnięciu celów godności ludzkiej, wolności i równości, które są zapisane w podstawowych dokumentach Unii Europejskiej”, np. w Traktacie o Unii Europejskiej (TUE). Mimo teoretycznie tak korzystnego rozwiązania, chętnych na wdrożenie systemu nie było wielu.

Nowa umowa społeczna, „reforma kapitalizmu” i „innowacje społeczne”

Dlaczego pomimo to idea dochodu podstawowego jest testowana, promowana, a nawet forsowana przez władze, think tanki i szefów wielkich korporacji IT? To rozwiązanie ma być czymś w rodzaju nowej umowy społecznej, sposobem na zapobieżenie buntom społecznym i niestabilności politycznej w związku z drastyczną utratą miejsc pracy jako następstwami postępu Czwartej Rewolucji Przemysłowej (4IR), głównie cyfryzacji i automatyzacji. Miałby ułatwić przejście od „paradygmatu gospodarki kapitalistycznej do ekologicznej” (zrównoważony rozwój), a ostatecznie do powszechnego komunizmu.

W 2017 roku podczas spotkania w Davos globaliści zaproponowali reformę kapitalizmu. Amit Bajaj, szef jednej z największych indyjskich korporacji i dyrektor zarządzający Europe for Tata Consultancy Services, która doradza eurokratom, a także szefowa Europejskiej Organizacji Konsumenckiej Monique Goyens mówili o tym, że w UE trwają prace nad tzw. gwarantowanym dochodem podstawowym i uelastycznieniem cen energii elektrycznej, by zmienić nasze nawyki poprzez wyższe ceny usług.

Ekonomiści, politycy i bankowcy zgromadzeni w szwajcarskim centrum dorocznych mityngów WEF stwierdzili, że rosnące nierówności, polaryzacja społeczna i zmiany klimatyczne wymuszają reformę kapitalizmu. Przedstawiając raport Global Risks 2017 autorzy wezwali do ścisłej współpracy światowych przywódców, by uniknąć „dalszych trudności i niestabilności w nadchodzącym dziesięcioleciu”.

750 ekspertów, oceniając 30 globalnych zagrożeń zasugerowało, że decydenci powinni skupić się na sposobie podziału dochodów i bogactwa, które „stają się coraz bardziej politycznie destrukcyjne”, grożąc wybuchem wielkiej rewolty. Jednym ze sposobów przeciwdziałania buntom miało być wprowadzenie BDP.

Biuro Analiz Parlamentu Europejskiego zaproponowało ustanowienie tego mechanizmu w 2016 r. W związku z tym podjęto testy w Finlandii czy Holandii. Wcześniej tego typu rozwiązania sprawdzano na mniejszą skalę w USA, ZSRS, Namibii, Kenii, Kanadzie, Indiach, Niemczech. Ostatnio podobny program został wdrożony w Polsce w północnej części kraju (wypłata 1,3 tys. złotych przez kilka lat).

Warto zauważyć, że za BDP są przedstawiciele światowej lewicy i globaliści, w tym krezusi z Doliny Krzemowej, cybernetycy, futuryści. Ideę poparł papież Franciszek i szef ONZ Antonio Guterres.

Analitycy przewidują bowiem utratę pracy przez co najmniej jedną trzecią zatrudnionych w krajach zachodnich (w Kanadzie czy USA może to być niemal połowa), dlatego proponuje się wypłacanie minimalnej pensji każdemu.

Amit Bajaj tłumaczył w Davos, że „aby zarządzać zmianami i przekształcić gospodarkę, zamożne kraje muszą eksperymentować i szybko wdrożyć nowe modele, które pozwolą im rozwijać się w bardziej innowacyjny sposób”. Co miał na myśli? Marksistowskie innowacje społeczne i powrót do czasów, gdy notorycznie trzeba się zmagać z brakiem podstawowych dóbr.

Indyjski innowator przywołał wyniki raportu McKinseya z 2017 r., prognozującego średni wzrost PKB w Europie na poziomie około 2 procent. Tak niski poziom nie wystarczy, by Stary Kontynent poradził sobie z globalną konkurencją. Dlatego Bajaj wskazał na „innowacje społeczne”. – Trzeba będzie dużo eksperymentować. Na przykład uniwersalne dochody podstawowe mogą być jednym z narzędzi skłaniania ludzi do przemieszczania się w poszukiwaniu nowych miejsc pracy (…) oraz zachęcania pracowników by uczyli się przez całe życie – tłumaczył w Davos.

Inną innowacją jest powszechne wdrażanie koncepcji jugaad. Na czym to polega? Na improwizacji, zmuszaniu ludzi do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, gdy pozbawi się ich np. dostaw prądu. Jugaad to indyjskie słowo oznaczające improwizację, rozwiązanie problemu małym nakładem środków, na bazie tego, co jest akurat do dyspozycji. Koncepcję tę określa się mianem „przełomowej strategii wzrostu”. Nacisk kładzie się na prostotę, improwizację, intuicyjność, empatię w sytuacji zmniejszenia się dostępności zasobów, na „powrót do korzeni”. Sześć podstawowych zasad charakteryzujących jugaad, pozwalających na skuteczne wdrażanie innowacji, głosi: poszukuj okazji w przeciwnościach losu, osiągaj więcej za mniej, zachowaj prostotę (zamiast produktów idealnych należy tworzyć wyroby gorszej jakości, „wystarczająco dobre”), włączaj tych, którzy są na marginesie, kieruj się sercem.

Indyjski doradca zaznaczył, że nadszedł czas, by Europejczycy przyzwyczajali się do mniejszego dobrobytu, wykazali się większą mobilnością w poszukiwaniu pracy (niekoniecznie dobrze płatnej) i byli gotowi do ciągłego uczenia się. BDP, który pozwoli przeżyć, ale nie funkcjonować na odpowiednim poziomie – jak wyjaśnia Bajaj – powinien zmusić Europejczyków do ciągłego przekwalifikowywania się i pozostawania na rynku pracy jak najdłużej.

Związane z tym „uelastycznienie” cen energii elektrycznej ma „pozwolić umiarkować naszą konsumpcję niemal w czasie rzeczywistym”.

W ostatnim czasie rządy w kilku krajach europejskich testują różne warianty BDP (płatności dla pewnych grup ludzi z ubogich dzielnic przez pewien okres). Z założenia dochód gwarantowany powinien być wypłacany w jednakowej wysokości – bez żadnych warunków – dla wszystkich obywateli, w tym dzieci. Nie miałaby to być wysoka suma – zresztą jej wysokość zależałaby od możliwości budżetowych poszczególnych krajów i kosztów życia. Teoretycznie – jak argumentują neoliberałowie – taka płatność powinna zastąpić wszystkie inne zasiłki wypłacane w ramach pomocy społecznej, także emerytury i renty. Tego typu środki generalnie mają chronić przed negatywnymi konsekwencjami zmiany modeli biznesowych wynikających z cyfryzacji i automatyzacji pracy.

Bank Światowy definiuje BDP w następujący sposób: „Program, który ma być dostarczany w gotówce, bezwarunkowo i dla wszystkich (…), i bez targetowania”. Bank dodał, że stanowi to wyzwanie dla obecnych praktyk w różnym stopniu i jedynie kilka krajów wypróbowało systemy BDP, ale żaden nie wdrożył go na dłuższą metę.

W amerykańskim stanie Alaska od 1982 r. istnieje forma dochodu gwarantowanego, gdzie każdy mieszkaniec otrzymuje coroczną wypłatę z Alaska Permanent Fund, czerpiącego dochody z dzierżawy pól naftowych i kopalni. Co roku wypłacana jest mieszkańcom suma uzależniona od cen ropy na świecie, ale zwykle wynosi od tysiąca do 2 tysięcy USD. Za 2021 r. wypłacono po 1 114 dolarów.

New Economic Foundation sugeruje, że „zamiast BDP lepszym rozwiązaniem byłaby reforma systemów opieki społecznej i budowa większej liczby usług publicznych o lepszej jakości”.

Zwolennicy BDP wskazują, że to „solidny fundament bezpieczeństwa ekonomicznego i pozytywnej wolności”, który wpływa na decyzje obywateli.

Faktem zaś jest to, że wskutek finansjalizacji gospodarki oraz globalizacji (pojawienie się nowych modeli biznesowych – „uberyzacja”) szybko rosną nierówności, spada siła nabywcza pracowników, topnieje klasa średnia i przybywa biedoty pracującej.

BDP – „obietnica równych szans”, „nowy początek”

BDP miałby być „obietnicą równych szans, a nie równych wyników”, „nową linią startową ustaloną powyżej granicy ubóstwa”. Miałby pozwolić na pełną lub częściową konsolidację innych programów socjalnych i ulg podatkowych, które zostałyby zlikwidowane.

Innym argumentem „za” jest fakt, że 70 procent pracowników nie jest zaangażowanych w pracę – nie satysfakcjonuje ich ona –  przez co spada produktywność. To zaś może się przekładać na utratę potencjalnie nawet około 500 miliardów dolarów rocznie w samych USA. Słabe zaangażowanie w pracę ma zniechęcać do wpłacania darowizn na różne cele, wolontariatu czy pomagania innym, co osłabia spójność społeczną.

Można spotkać takie argumenty, że gdyby zagwarantować powszechny BDP, to obecnie osoby, które wykonują niesatysfakcjonującą ich pracę, mogłyby starać się poszukać lepiej płatnej, a bezrobotni, którzy nie mogli uzyskać nawet najgorzej wynagradzanych zajęć, a chcieliby mimo to pracować, wejdą na rynek i zlikwiduje się strukturalne bezrobocie. Pracodawcy mogliby oferować –  w miejsce atrakcyjniejszej pensji –  krótszy tydzień pracy, co poniekąd ma już miejsce w amerykańskich korporacjach. Rozwiązano by problem nie tylko bezrobocia, ale także ograniczonej wydajności.

Optymiści sugerują, że BDP naprawi rynek zatrudnienia, czyniąc go opcjonalnym, bez płacy minimalnej i z elastycznymi godzinami pracy. Ludzie, którzy chcieliby więcej zarabiać, musieliby pozostawać na tym rynku i często przekwalifikowywać się.

Co więcej, możliwa byłaby szybsza automatyzacja zawodów, na które jest niski popyt. Bardziej opłacałoby się przedsiębiorcy zainwestować w maszyny. Jednocześnie pracownicy o niskich kwalifikacjach dzięki BDP nie pozostaliby bez środków do życia i mogliby skupić się na wolontariacie, opiece nad osobami starszymi czy schorowanymi, wyręczając państwowy system opieki społecznej. Ponadto miałoby to sprzyjać ograniczeniu przestępczości i poprawie zdrowia fizycznego oraz psychicznego, przez co zmniejszyłoby się obciążenie systemów opieki zdrowotnej.

BDP miałby być „bezpieczną bazą ekonomiczną – nowym fundamentem przekształcenia niepewnej teraźniejszości i budowania solidniejszej przyszłości”. Optymistycznie zakłada się, że BDP to „nowy, równy punkt wyjścia dla wszystkich”.

Przeciwnicy wskazują, iż tego typu rozwiązania będą sprzyjały mniejszej podaży pracy, lenistwu, szerzeniu patologii, spadku etosu pracy i drenażowi budżetu. Jednak zwolennicy uważają, że kosztowne rozwiązanie miałoby się i tak bardziej opłacać niż większy wzrost nierówności, napięć społecznych, które kosztowałyby rządy jeszcze więcej i zaburzyłyby działalność gospodarczą. Bo do buntów i tak dojdzie, o ile szybko nie spróbuje się rozwiązać problemu powiększających się nierówności i poziomu biedy prekariatu.

Propagatorzy tej idei mówią, że „nie powinno się pytać, czy można znaleźć środki na wdrożenie projektu, ale jak je znaleźć?”

Środki na program dzięki wyższym podatkom oraz konsolidacji zasiłków i ulg

Jedną z propozycji jest stworzenie globalnego „sprawiedliwego” systemu opodatkowania. Wymaga to ścisłej współpracy krajów i wymiany danych ponad granicami, aby powstrzymać ludzi i korporacje przed uchylaniem się od płacenia podatków („koniec z prywatyzacją zysków i uspołecznianiem strat”). Przy czym OECD, której członkami są kraje rozwinięte sugeruje, by ustalić „pewne akceptowalne podstawowe zasady, którymi będą kierować się rządy i biznes. Takie ramy mogą pomóc przedsiębiorstwom w przenoszeniu kapitału do miejsc, w których mogliby optymalizować swój zwrot, bez utrudniania realizacji celu rządów krajowych, jakim jest spełnienie uzasadnionych oczekiwań obywateli dotyczących sprawiedliwego udziału w korzyściach i kosztach globalizacji”. Inna propozycja przewiduje zaprzestanie subsydiowania paliw kopalnych.

Jak na razie BDP nie został wdrożony na dużą skalę i nie sprawdzono warunków wykonalności projektu.

Globalne zarządzanie poprzez miasta wdrażające BDP. Smart cities oraz wise cities

Za jego wprowadzeniem wydaje się, że w większym stopniu optują włodarze miast, którzy bezpośrednio muszą radzić sobie z ubóstwem i licznymi konsekwencjami globalizacji. Przynajmniej tak było w Holandii, gdzie władze centralne planowały obciąć wydatki socjalne, a rządzący w kilkudziesięciu miastach domagali się wdrożenia BDP.

Miasta stały się „laboratoriami” testowania rozwiązań ekonomii behawioralnej. Dziś oprócz smart cities czyli tzw. inteligentnych miast – gdzie testuje się rozwiązania technologiczne związane z automatyzacją i cyfryzacją, co sprzyja inwigilacji i prywatyzacji usług publicznych, przekłada się także na wysokość świadczonych usług oraz przejmowanie infrastruktury zbudowanej z funduszy publicznych i danych o obywatelach przez korporacje IT – mamy również wise cities czyli tak zwane mądre miasta. Proponują one eksperymenty społeczne, mające zapewnić większą odporność i spójność społeczną (np. idea 15-minutowego miasta), by zająć się większym ubóstwem i deprywacją.

Wise cities zarządzają projektowaniem i wdrażaniem zasad predystrybucji. Mają one na celu tworzenie wspólnego dobrobytu zgodnie z zasadami integracji, odporności i zrównoważonego rozwoju, bardziej bezpośrednio interweniując na rynku pracy właśnie poprzez BDP.

BDP jest „klasycznym przykładem polityki predystrybucji” i pomysłu pierwotnie wymyślonego –  w celu zwalczania przestępczości i eliminowania ubóstwa – przez Thomasa More’a w XVI wieku, a później spopularyzowanego przez Thomasa Paine’a w XVIII w. Pisał o tym także Mill czy Monteskiusz.

Dziś uznano, że ten stary pomysł sprawdzi się w systemie pokapitalistycznym, a poprzez „oddolne podejście do nowych form innowacji społecznych” w miastach będzie możliwe nowe globalne zarządzanie.

Ma to istotne znaczenie w dobie tworzenia nowej techno-gospodarki, wytwarzającej wartość bez jej dystrybucji. Tak zwana „gospodarka o zerowych kosztach krańcowych” (pisze o niej np. Jeremy Rifkin, doradca Merkel, Obamy i Sarkozy’ego. Uważa, że wyłania się nowy model ekonomii, w którym coraz więcej towarów i usług jest niemal za darmo) zastępuje neoklasyczne efekty ekonomiczne tworzenia miejsc pracy oraz polityki redystrybucji opartej na płacach i podatkach. Jej skutkiem są skrajne nierówności – 1 procent światowej populacji posiada tyle samo, co pozostałe 99 procent. I nic dziwnego, że propagatorami BDP są krezusi z Doliny Krzemowej, którzy obawiają się sprzeciwu wobec nowych modeli biznesowych. Stąd sami uruchomili testy z BDP np. w Kalifornii czy Afryce wschodniej. Musk i inni sugerują, że wkrótce to maszyny będą zarządzać produkcją i czynnościami tworzenia wartości wydajniej niż ludzie (technologia cyfrowych bliźniaków). Rzekomo nie będzie konieczne zarabianie na życie. Nie będą potrzebne pensje, a opodatkowanie zostanie przeniesione z pracy na technologię. Praca ma przestać być filarem społecznej organizacji życia. W nowym „postpracowniczym” i „postkapitalistycznym” świecie nie będzie stereotypów i konieczności istnienia partii. Ludzie jednak wciąż będą musieli mieć co zjeść, w coś się przyodziać i gdzieś mieszkać. Dlatego BDP ma pomóc zaspokoić te podstawowe potrzeby.

Profesor Alice O’Connor, dyrektor Blum Center on Global Poverty Alleviation and Sustainable Development na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara wskazuje, że BDP to „transformacyjna technologia społeczna sama w sobie obiecująca nieosiągalne stopnie indywidualnej wolności i samorealizacji”. Dodaje, że decydenci z Davos chcą „uwolnić ludzi od walki o dochód”, a popularyzacją tej idei zajmują się biznesmeni, inwestorzy technologiczni, krezusi Doliny Krzemowej czy były organizator kampanii Obamy i postępowy przedsiębiorca, analityk danych Jim Pugh. Jest współzałożycielem projektu Universal Basic Income Project z 2016 r.

Co łączy cybernetyków, futurystów i biedotę?

Chociaż ta utopijna idea jest stara, to ponad 50 lat temu grupa futurystycznych intelektualistów i aktywistów, znana jako Komitet Ad Hoc ds. Potrójnej Rewolucji, w 1964 roku wezwała administrację Lyndona B. Johnsona w USA do ustanowienia gwarantowanego dochodu dla wszystkich. Impulsem tej inicjatywy było zaniepokojenie perspektywą bezrobocia wywołanego przez cybernetykę. Wysuwano wówczas argumenty „o potrzebie zapewnienia wolności jednostki, sprawiedliwości społecznej i rasowej, wspólnym bogactwie i demokracji uczestniczącej”, proponując redystrybucyjny program robót publicznych i dóbr społecznych oraz edukację. Potem dołączyli do wspomnianej grupy działacze ruchów obywatelskich na rzecz praw socjalnych, różne międzywyznaniowe organizacje ruchu biedoty, domagające się prawa do dochodu umożliwiającego utrzymanie jako jednego z podstawowych warunków demokracji. Następnie włączyli się ekonomiści np. Milton Friedman, który liczył na likwidację systemu Social Security.

Od późnych lat 60. do 70. XX wieku rząd federalny USA sponsorował cztery zakrojone na szeroką skalę badania BDP w New Jersey, Pensylwanii, Indianie, Karolinie Północnej, Kolorado i stanie Waszyngton, starając się przetestować wpływ systemu na aktywność na rynku pracy, skutki zdrowotne, edukacyjne i społeczne. Odnowienie projektów nastąpiło dekadę temu w Dolinie Krzemowej (projekt Y-Generator).

BDP w postaci „Mincome” testował w latach 1974–1979 rząd prowincji Manitoba z czasów Pierre’a Trudeau w Kanadzie. Eksperymenty nie przyniosły satysfakcjonujących rezultatów i prowadziły nie tylko do porzucania pracy, ale także do rozpadu rodzin. Obecnie do idei przekonani są działacze Black Lives Matter. Propaguje ją Basic Income Earth Network (BIEN) powstała z Sieci Europejskiej ds. Dochodu Podstawowego utworzonej w 1986 r., czy nawet American Enterprise Institute, oczywiście mający inne motywacje niż ruchy biedoty.

Teoretyk i promotor BDP

Jeden z głównych teoretyków BDP, prof. Gay Standing przekonuje, że to rozwiązanie konieczne z powodu nieodwracalnego załamania się powojennego systemu dystrybucji dochodów na Zachodzie, który zasadniczo wiąże zarobki i świadczenia z zatrudnieniem.

Standing argumentuje, iż system ma być częściową rekompensatą za utratę dóbr wspólnych, przywłaszczonych przez uprzywilejowane elity i korporacje w celu generowania prywatnego bogactwa.

Ponadto ma to być gwarant wolności libertariańskiej (wolność od wszelkich ograniczeń); wolności liberalnej i wolności republikańskiej (wolność od dominacji nieodpowiedzialnej władzy, np. w patologicznych związkach).

BDP ma pozwolić uporać się z koniecznością zapewnienia opieki dzieciom, chorym i starzejącym się osobom, umożliwić przejście od kryzysu do trwałego dobrobytu, zwalczać ubóstwo i nierówności, zmiany klimatu i autorytarny populizm.

System BDP miałby skutki w skali makroekonomicznej, zwiększając siłę nabywczą gospodarstw domowych o niskich dochodach. Dzięki temu umożliwiałby większą konsumpcję podstawowych produktów, pobudzając ich podaż, co z kolei miałoby służyć tworzeniu większej liczby miejsc pracy i zwiększaniu zarobków. Miałoby to także zachęcać do przedsiębiorczości. Ludzie mogliby podejmować większe ryzyko, wiedząc, że mają na czym się oprzeć, jeśli ich przedsięwzięcie się nie powiedzie.

Wreszcie zmniejszyłoby się zagrożenie związane z oporem społecznym wobec automatyzacji. Również więcej ludzi zostałoby wciągniętych na rynek pracy, przy czym część osób mogłaby rozwiązać problem opieki nad starszymi i chorymi (wolontariat itp.).

Standing uważa, iż system dochodu podstawowego mógłby być ważną częścią skutecznych planów łagodzenia zmian klimatycznych. Dzięki większej liczbie podatków węglowych i innych „ekologicznych” opłat zmuszałoby się ludzi do ograniczenia konsumpcji, zwłaszcza towarów luksusowych. Szybciej następowałoby przejście do społeczeństwa ekologicznego. Ludzie oszczędzaliby zasoby i mogli skupić się na opiece nad potrzebującymi, pracy społecznej czy rzemiośle.

Konieczne byłoby nałożenie wysokich podatków od konsumpcji towarów – do produkcji których wykorzystuje się dużo zasobów – a także kontrola używania dóbr luksusowych.

BDP miałby sprzyjać bezpieczeństwu ekonomicznemu, altruizmowi, empatii i tolerancji. Dzięki uwolnieniu czasu na zaangażowanie społeczne i polityczne, osłabiono by „atrakcyjność wszelkich form populizmu”.

Standing twierdzi, że przeciwnicy BDP „zwykle koncentrują się na kosztach, uniwersalności lub negatywnych skutkach ubocznych” programu. Jego zdaniem koszty nie są tak wysokie, jak się sugeruje. Wystarczy „ustalenie poziomu, powiedzmy, 50–60 procent mediany dochodu, pomnożenie tego przez wielkość populacji i porównanie tego całkowitego kosztu z bieżącymi wydatkami socjalnymi”. Badacz argumentuje, że udałoby się zaoszczędzić na kosztach administracyjnych.

Ponadto środki można by było pozyskać z subsydiów na paliwa kopalne i likwidując ulgi podatkowe. Zachęcając do angażowania się w pracę opiekuńczą i wolontariat zmniejszyłyby się wydatki publiczne na usługi zdrowotne i społeczne.

Teoretyk BDP stara się odpierać zarzuty jakoby ten system sprzyjałby lenistwu. Jego zdaniem, to „pułapka ubóstwa wbudowana w zasiłek zależny od dochodów działa zniechęcająco do podejmowania nisko płatnej pracy, wymagając groźby sankcji w celu zmuszenia ludzi do jej podjęcia”. Standing jest przeciwny krytyce socjaldemokratów, którzy wskazują, że każda osoba powinna wnosić społecznie niezbędny czas pracy. Tłumaczy, że „popychanie ludzi do niskopłatnych lub bezpłatnych prac obniża zarobki”. Pyta, „co z całą społecznie niezbędną pracą, która jest nieopłacana?” Tymczasem BDP „lepiej umożliwia ludziom wykonywanie społecznie niezbędnych zajęć polegających na opiece nad dziećmi, osobami starszymi lub chorymi bliskimi”. Zaś „koszty wyeliminowania niewielkiej części potencjalnych symulantów, zadowolonych z życia ze skromnej pensji, znacznie przewyższyłyby oszczędności”.

Jednym z argumentów za BDP jest także to, że jest go łatwo zaprojektować. Bo płatności dostawaliby ci, którzy jednak nie osiągają pewnej wysokości dochodów. Osoby wykazujące dochody powyżej mediany nie otrzymywałyby żadnej korzyści netto. Im podniesiono by obciążenia podatkowe tak od dochodów, jak i majątku.

Na argument, że BDP sprzyjałby dalszej pauperyzacji z powodu obniżenia pensji i wysokiej inflacji, Standing odpowiada, że ludzie mieliby zapewnione minimum bezpieczeństwa i nawet wzmocniłoby to ich pozycję przetargową w negocjacjach z pracodawcą. Jeśli chodzi o napędzanie inflacji, Standing sugeruje, że firmy podnoszą ceny w odpowiedzi na większy popyt, ale z kolei dodatkowy popyt na podstawowe towary i usługi prawdopodobnie zwiększy również podaż i pobudzi tworzenie lokalnych sklepów, supermarketów, zmuszając je do obniżki cen.

BDP miałby zachęcać pracowników do wspierania związków zawodowych i innych organizacji kolektywnych w negocjacjach o wyższe płace. Ostatecznie miałby stać się szansą na „stopniowe przechodzenie od kapitalizmu rentierskiego do bardziej sprawiedliwej, etycznej i ekologicznej gospodarki”.

Prof. Guy Standing wykłada w School of Oriental and African Studies na Uniwersytecie Londyńskim. Jest współzałożycielem Basic Income Earth Network (BIEN) i autorem opracowania Plunder of the Commons: A Manifesto for Sharing Public Wealth („Grabież dobra wspólnego: manifest na rzecz dzielenia się majątkiem publicznym”).

Jednak BDP w gruncie rzeczy uzależnia obywateli od rządu i zniechęca do poprawy swojej sytuacji, do brania odpowiedzialności za swoje życie. W konsekwencji wpłynie na pogorszenie usług oferowanych przez państwo i wygeneruje jeszcze większy problem z systemem opieki społecznej.

Tak przynajmniej wydaje się na podstawie eksperymentów przeprowadzonych w latach 90. w Kanadzie, gdzie jeszcze w 1994 roku około jeden na ośmiu mieszkańców (12,2 procent) korzystał z pomocy społecznej. Świadczenia socjalne osiągnęły zaś poziom porównywalny z pracą w pełnym wymiarze czasu za minimalną stawkę.

Zmusiło to władze państwowe do reformy systemu opieki społecznej. Zmiany polegały na zaostrzeniu zasad kwalifikowalności, wprowadzeniu wymagań związanych z pracą (takich jak jej poszukiwanie) i zmniejszeniu transferów pieniężnych. W rezultacie do 2012 roku odsetek osób korzystających z opieki społecznej spadł z 12,2 proc. w 1994 r. do 6,3 procenta.

Stany Zjednoczone, w których przeprowadzono podobny zestaw reform, doświadczyły wyraźnego spadku dobrobytu. Warto zwrócić uwagę na różnice między ubóstwem przejściowym a długotrwałym lub stałym, powodowanym m.in. przez uzależnienia, a nie brak dochodów, problemy ze zdrowiem psychicznym, poważną niepełnosprawnością fizyczną, nieukończeniem szkoły średniej itp.

BDP raczej będzie zachęcać do większej liczby patologii i przyczyni się do zabetonowania ubóstwa niż do rzeczywistego rozwiązywania problemów wywołanych promowaniem określonych modeli biznesowych. Przybędzie jeszcze więcej biedoty. Będzie sprzyjać kastyzacji, bo omnipotentne państwo nie pozwoli zdecydowanej części społeczeństwa na bogacenie się, wyjście poza pewien próg, łupiąc je podatkami. Utrwali nie tylko obecne podziały, ale pogłębi monopolizację, przyczyni się do wzrostu sfer prekariatu i deprywacji, spychając na niższy szczebel drabiny społecznej nieco ambitniejsze osoby, pragnące wybić się ponad pewną przeciętność. Nawet w Namibii ludzie wskazywali, że woleliby mieć jednak jakąś pracę niż otrzymywać stałą, bezwarunkową pensję…

Chciał okraść kościół. Miecz św. Michała Archanioła zranił go w szyję.

Chciał okraść kościół. Miecz św. Michała Archanioła zranił go w szyję.

https://pch24.pl/zlodziej-chcial-okrasc-kosciol-miecz-sw-michala-archaniola-zranil-go-w-szyje/ n

32-letni złodziej Carlos Alonso chciał okraść kościół pw. Chrystusa Króla w centrum Monterrey w Meksyku, ale zamiast spodziewanego łupu wyniósł ze świątyni poważną ranę szyi.

Złodziej, będący pod wpływem alkoholu (media podają też, że według lekarzy był pod wpływem narkotyków), włamał się do kościoła o świcie 14 stycznia, przechodząc przez ogrodzenie i rozbijając szklane drzwi.

Postanowił ukraść figurę św. Michała Archanioła. Gdy zamierzał uciec z łupem, potknął się, a miecz z figury przebił mu szyję.

Przypadkowi przechodnie zauważyli zakrwawionego złodzieja w bramie kościoła i wezwali pomoc medyczną. Alonso trafił do szpitala z ciężką raną. Po wyzdrowieniu będzie musiał odpowiedzieć przed sądem za przestępstwo.

Figura św. Michała Archanioła pozostała nienaruszona.

źródło: aciprensa.com; planoinformativo.com

Prawda dla lekarza i naukowca to nie przywilej, tylko obowiązek

Prawda dla lekarza i naukowca to nie przywilej, tylko obowiązek

specjalnie dla www.wiedzainauka.pl https://wiedzainauka.pl/2023/01/16/prawda-dla-lekarza-i-naukowca-to-nie-przywilej-tylko-obowiazek/

rozmowa z prof. dr hab. Stefanem W. Hockertzem – immunologiem, farmakologiem i toksykologiem

Prof. dr hab. Stefan W. Hockertz, ur. w 1960 roku, jest immunologiem, farmakologiem i toksykologiem oraz partnerem zarządzającym TPI Consult AG w Szwajcarii (www.tpi-consult.ch). Jest uważany za jednego z czołowych konsultantów w dziedzinie toksykologii i technologii farmakologicznych w Europie. Pracował jako dyrektor i profesor Instytutu Toksykologii Eksperymentalnej i Klinicznej w Uniwersyteckim Centrum Medycznym Hamburg Eppendorf (od 1999 do końca 2004 roku).
Wcześniej, w latach 1995 – 2002 był członkiem zarządu ds. toksykologii i medycyny środowiskowej w Instytutu Fraunhofera w Hamburgu, a w latach 1986 – 2001 pracował jako naukowiec w Towarzystwie Fraunhofera w Hanowerze.
Profesor Stefan W. Hockertz jest członkiem EUROTOX – Europejskiej Federacji Toksykologicznej Europejskich Towarzystw Toksykologicznych. Posiada tytuł doktora habilitowanego z biologii na Uniwersytecie w Hanowerze, habilitację z medycyny w zakresie toksykologii i farmakologii, był profesorem immunotoksykologii molekularnej w Uniwersyteckim Centrum Medycznym Hamburg Eppendorf i jest profesorem Uniwersytetu w Hamburgu.
===========================================


Wiedza i Nauka: Jeszcze w 2020 roku nazwał pan odpowiedź polityczną na tzw. pandemię COVID-19 “nieproporcjonalną, autorytarną, opiniotwórczą i nieumiarkowaną”. Czy nadal podtrzymuje pan to stwierdzenie?

Prof. Stefan Hockertz: Bardzo wcześnie określiłem reakcje polityczne na choroby układu oddechowego jako opiniotwórcze, autorytarne i nieumiarkowane, wzywając jednocześnie rządzących do rozsądnego i wyważonego działania opartego na wiedzy naukowej.

To stwierdzenie i wezwanie jest bardziej aktualne, niż kiedykolwiek w przypadku wielu krajów, w tym Polski i Niemiec. Istniały i istnieją wyraźnie lepsze sposoby reagowania na tę chorobę, niż te zapewniane przez rządy, które nie wzięły pod uwagę wielu medycznie skuteczniejszych środków.

– Jakie to byłyby np. środki medyczne?

– COVID-19 jest zwykle bardzo uleczalny. Lubię powoływać się na książkę Roberta Kennedy’ego: “Prawdziwy doktor Antoni Fauci”. Przetłumaczyliśmy tę przełomową książkę na język niemiecki. Niestety, nie ma tłumaczenia na język polski. W książce szczegółowo pokazano, że istnieje szereg bardzo skutecznych terapii, takich jak iwermektyna czy hydroksychlorochina, które jednak są dyskredytowane na rzecz bardziej lukratywnej eksperymentalnej terapii genowej. Z drugiej strony tzw. szczepienie przeciwko koronawirusowi jest przedstawiane jako nie mające alternatywy, choć od dawna wiemy, że zdrowa dieta uzupełniona o witaminę D, cynk i w razie potrzeby echinacynę, może całkiem dobrze chronić własne mechanizmy obronne naszego organizmu przed chorobami układu oddechowego.

– Dlaczego tak mało jest naukowców i lekarzy krytycznie wypowiadających się na temat tej tzw. pandemii? W kryzysie ludzie często są zdominowani przez strach. Gdzie ludzie mogą w sposób możliwie obiektywny poinformować się o przyczynach i sposobach wyjścia z tej sytuacji oraz znaleźć rozwiązania?

– Zgodnie z art. 30 Konstytucji RP godność człowieka jest przyrodzona i niezbywalna. Jest ona źródłem wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej przestrzeganie i ochrona jest obowiązkiem władzy publicznej. Jednocześnie w myśl art. 39 Konstytucji RP nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody. Podobnie Konstytucja RP stanowi w art. 54 ust. 1, iż Każdemu zapewnia się wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, zaś w myśl ust. 2,
Cenzura prewencyjna w środkach komunikacji społecznej jest zabroniona.
Od pewnego czasu widzimy jednak, że media głównego nurtu często tracą swoją dziennikarską niezależność. Kwestionowanie i podważanie działań koronawirusa było często zabronione, a czasem nawet karane. Widzimy, że sprawozdawczość oparta na nauce jest coraz bardziej cenzurowana, ponieważ to właśnie nauka – a nie dziennikarstwo – kwestionuje politykę i wymaga działań opartych na dowodach. Naukowiec musi mieć w sobie naprawdę dużo siły, determinacji i odporności, żeby znaleźć rzetelne wyjaśnienie i rozwiązanie danego problemu. Ta odporność to nie tylko odwaga mówienia prawdy ale także przestrzeganie etyki naukowej i niepodążanie za zyskiem finansowym.

– Co pan rozumie przez odwagę w mówieniu prawdy?

– Kiedy używam tego terminu, mam na myśli moją odpowiedzialność jako chrześcijanina, aby nie poddawać się fałszywemu świadectwu, ale stawać w obronie dobra i prawdy w chrześcijańskiej miłości i pojednaniu. Stanąć z ludźmi, którym rządy przyklejają etykietkę ludzi drugiej kategorii, bo nie są “zaszczepieni”, wskazać to palcem. Oczywiście, jestem gotów poddać moją opinię pod dyskusję i zająć publicznie stanowisko w tej sprawie. Ale właśnie ten dyskurs, którego tak pragnę, nie ma miejsca od 3 lat i jest aktywnie tłumiony. Odwaga dla prawdy to także zajrzenie do Słowa Bożego i przeczytanie w Biblii, jak powinniśmy postępować z ludźmi, którzy mają inne zdanie i którzy nie zachowują się jak ogół. Upominanie się o godność człowieka, odbieranie mu lęku i strachu, zgodnie z modelem chrześcijańskim (nie lękajcie się) w zasadzie jest nie tyle osiągnięciem odważnym, co powinno być w cywilizowanym społeczeństwie oczywistością.

– Dlaczego poddaje pan krytyce terapię genową przeciwko koronawirusowi ?

– Sprzeciwiłem się wprowadzeniu obowiązkowych szczepień w odniesieniu do terapii genowych. Środki terapii genowej, popularnie błędnie nazywane “szczepieniami”, zostały niedostatecznie przebadane, zarówno przedklinicznie, jak i klinicznie. Podam przykład, który dziś odpowiedzialni za zaistniałą sytuację niechętnie przywołują, bo prawda już dawno ich dopadła: W pierwszym badaniu klinicznym zgłoszonym przez Pfizer/BioNTech randomizowano 43 548 uczestników, z których 43 448 otrzymało preparaty. Szczepionkę eksperymentalną (BNT162b2) podano 21 720 osobom, a 21 728 otrzymało placebo (tę grupę zresztą rozwiązano). W obu grupach odnotowano łącznie 170 przypadków COVID-19, z czego 162 wystąpiły w grupie placebo, natomiast 8 przypadków zaobserwowano w grupie BNT162b2. W oparciu o te liczby – 8/162 = 5 proc. – Pfizer twierdził, że skuteczność wynosi 95 proc. Oczywiście skuteczność ta jest tylko wartością względną – w wartościach bezwzględnych wynosi ona 0,75 proc. grupy placebo zachorowało na COVID-19, podczas gdy 0,036 proc. chorych to grupa “zaszczepionych”. Dziś widzimy, że tzw. szczepionki przeciwko COVID-19 nie wywołują odporności jałowej ani nie chronią przed chorobami i ich ciężkim przechodzeniem, jak również nie przerywają łańcuchów zakażeń. Wręcz przeciwnie, te terapie genowe wykazują skutki dla zdrowia ludzi, które przyprawiają nas o dreszcze, by wymienić tylko kilka: zapalenie mięśnia sercowego, zakrzepy, gonty, szybko rosnące guzy. Rozpoznałem to bardzo wcześnie i opublikowałem. Należy całkowicie wykluczyć terapię genową u dzieci, ponieważ dzieci prawie nigdy lub w ogóle nie chorują na tę infekcję i dlatego nie ma dla nich żadnych korzyści, a jedynie płynące z tych tzw. szczepień zagrożenia. Tak więc wszelkie szczepienia przeciwko COVID-19 u dzieci nie wytrzymują żadnej oceny ryzyka w odniesieniu do oczekiwanych korzyści.

– Media twierdzą, że preparaty mRNA po dwóch, trzech lub czterech dawkach lepiej chroniłyby przed infekcją niż regeneracja immunologiczna. Czy opracowane w rekordowym czasie preparaty mRNA są naprawdę lepsze niż odporność zbudowana w organizmie poprzez jego własną skuteczną obronę?

– Naturalnie nabyta odporność, która notabene jest dożywotnia, jest z pewnością lepsza od jakiejkolwiek sztucznej odporności, zwłaszcza gdy – jak w przypadku SARS-CoV-2 – nie jest to choroba, którą można łatwo kontrolować i która jest śmiertelna tylko w nielicznych przypadkach, jak w przypadku dżumy, Eboli czy ospy. Preparaty mRNA nie chronią przed zakażeniem, co wykazały eksperymenty na ludziach w ostatnich latach.
Zastrzyk mRNA, który koduje tylko jeden antygen, z naukowego punktu widzenia nigdy nie może być tak skuteczny jak naturalna odporność. Dziś wszyscy musimy sobie boleśnie uświadomić, że nieistniejąca korzyść (zaszczepieni ciężko chorują na COVID-19) jest równoważona bardzo wysokim ryzykiem ogromnych skutków ubocznych. Dlatego, aby spełnić obowiązek minimalizacji szkód preparaty te muszą być natychmiast wycofane z rynku.

– Czy pańscy koledzy tego nie wiedzą? Dlaczego w takim razie twarza się wrażenie, że nawet rekonwalescenci powinni się szczepić?

– Poziom kształcenia lekarzy w zakresie immunologii i immunotoksykologii był już wcześniej przeze mnie krytykowany w kontekście mojej uniwersyteckiej działalności dydaktycznej. Treść i głębokość szkolenia nie oddają jeszcze sprawiedliwości rosnącemu znaczeniu immunologii w klinice. Od dawna skarżą się na to odpowiednie towarzystwa zawodowe, także w Polsce. Ponadto PsychoneuroImmunologia (PNI) jest wciąż młodą nauką, która dzięki swojemu holistycznemu podejściu z trudem zdobyła trwałą pozycję wśród lekarzy. Nie dziwi więc fakt, że często brakuje pogłębionej wiedzy immunologicznej i że w związku z tym lekarze błędnie oceniają znaczenie “szczepień” z zastosoaniem terapii genowej i naturalnego powrotu do zdrowia.

– Co powinien zrobić ktoś, kto raz lub nawet kilka razy został potraktowany preparatem inżynierii genetycznej z mRNA? Czy istnieje jakieś lekarstwo? Jeśli tak, to co to jest i jak się to przyjmuje?

– Terapia genowa mRNA silnie atakuje trzy makrosystemy organizmu: psychikę, układ nerwowy i układ odpornościowy. Moim zdaniem nie da się usunąć z organizmu substancji czynnej, czyli białka kolcowego, co tak często jest pożądane przez osoby dotknięte chorobą. Dlatego naszym jedynym wyjściem jest wzmocnienie ciała, umysłu i duszy. W ubiegłym roku intensywnie zająłem się tym zagadnieniem i opracowałem w Szwajcarii produkt, który jest dostępny również w Polsce. Jest to suplement diety o nazwie Recovery Box PNI, gdzie PNI to skrót od PsychoNeuroImmunology (psychoneuroimmunologia). Dzięki tej doustnej aplikacji psychika, układ nerwowy i układ odpornościowy są jednocześnie wzmacniane i uzdatniane do przetrwania ataku implantowanego w komórkach mRNA i powstającego białka kolca. Recovery Box PNI dostępny jest również w wersji Kid dla dzieci.

– Na pańskim kanale w aplikacji Telegram https://t.me/ProfHockertz jest obecnie ponad 37 tys. subskrybentów. Skąd wziął się u pana pomysł, by pracować dodatkowo jako publicysta, dziennikarz?


– Postrzegam siebie jako naukowca, który ma obowiązek udostępniać wyniki swoich badań naukowych szerokiej publiczności, zarówno w recenzowanych czasopismach, jak i osobom, które te badania finansowały. Postanowiłem więc udostępnić wszystkim ludziom wyniki badań naukowych na temat SARS – CoV-2 i COVID-19, w ramach edukacji opartej na wiedzy. Mainstreamowe media są zamknięte na publikowanie moich publikacji mającej rozjaśnić Czytelnikowi omawiane przez nas tutaj zagadnienia, nie mówiąc już o uczciwym angażowaniu się w nie, dlatego korzystne jest to, że wolność słowa wynikająca z ustawy zasadniczej wciąż jest w niektórych alternatywnych mediach realizowana. Miejmy nadzieję, że taka możliwość utrzyma się jeszcze długo i że cenzura nie doprowadzi do ograniczeń sprzecznych z konstytucją. Dlatego miło mi powitać na moim kanale w Telegramie jako czytelników ponad 37,5 tys. osób.

– Bardzo dziękuję panu profesorowi za rozmowę.

rozmawiał: Marek Skowroński

Pan Jezus prosi – Król- Słońce odpowiada… WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (39)

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (39)

Pan Jezus prosi

Był rok 1689, dzień 17 czerwca. Przed Marguerite-Marie Alacoque znów stanął jej Boski Oblubieniec. Tym razem z najdziwniejszą ze wszystkich próśb.

– Powiadom króla, żeby poświęcił Francję mojemu Najświętszemu Sercu i Serce to umieścił na sztandarach królestwa.

Słowa te zmroziły Marguerite, ale przecież wiedziała, że nie może odmówić.

Reakcja króla nietrudna była do przewidzenia.

– Kochanki, trucizny, pani de Montespan, po kraju rozpełza się plaga jansenistów – religijnych szaleńców, usiłujących podkopać ustrój państwa i jeszcze teraz jakaś wariatka z prowincji. Mam poważniejsze sprawy na głowie niż Serce Jezusa… Mnie Ono niepotrzebne, a dla Francji zbędne. To potężne królestwo i nigdy nie upadnie.

Ale wielkimi krokami zbliżała się nowa epoka, epoka, której Ludwik XIV w najstraszniejszych nawet koszmarach nie mógłby wyśnić. Epoka, która się zaczęła w roku 1717, w dwa lata po śmierci monarchy…

* * *

Skryty za framugą drzwi wiodących do przyległej komnaty, zerkał na króla i z nieskrywanym zadowoleniem słuchał jego słów ów tajemniczy, nikomu w Paryżu bliżej nieznany cudzoziemski szlachcic, markiz de Montferrat, bywalec salonów, a niegdyś także i mentor i wspólnik wiedźmy z rue de la Tannerie…

Co zastanawiające, mimo upływu blisko ćwierćwiecza on się w ogóle nie postarzał. Tak jak w roku 1667, tak i teraz, w 1689, wyglądał najwyżej na czterdzieści lat…

– Czas, czas – półgłosem powiedział sam do siebie ów dziwny szlachcic. – Czas opuścić Francję. Pora udać się w inne strony…

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

Prezydent [Czy namiestnik? Czyj ??] na Cmentarzu Orląt: Obrońcy Lwowa bronili go przede wszystkim przed sowietami.

Prezydent [Czy namiestnik? Czyj ??] na Cmentarzu Orląt: Obrońcy Lwowa bronili go przede wszystkim przed sowietami.

https://www.bibula.com/?p=138175

Prezydent Andrzej Duda po powrocie ze Lwowa oświadczył, że na Cmentarzu Orląt Lwowskich pogrzebani są „obrońcy Rzeczypospolitej” i „obrońcy Lwowa”, którzy bronili miasta „przede wszystkim przed sowiecką agresją”.

W ubiegły czwartek, podczas konferencji prasowej prezydent Andrzej Duda relacjonował swoją kolejną wizytę na Ukrainie. Przypomnijmy, że prezydent spotkał się wówczas we Lwowie z prezydentami Ukrainy i Litwy, Wołodymyrem Zełenskim i Gitanasem Nausedą, w ramach tzw. Trójkąta Lubelskiego.

Podczas wizyty we Lwowie, prezydenci Polski i Ukrainy wspólnie złożyli wizytę na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Podczas konferencji Andrzej Duda zwrócił na to szczególną uwagę, gdyż był to istotny element o charakterze

– [Była to – red.] nasza, moja i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego wizyta na lwowskim cmentarzu, Polskim Cmentarzu Wojennym. Na cmentarzu, gdzie pogrzebani są obrońcy Rzeczypospolitej, obrońcy Lwowa, przede wszystkim przed sowiecką agresją, Orlęta Lwowskie, i tam razem oddaliśmy hołd poległym. Oddaliśmy hołd poległym polskim żołnierzom, a także poległym żołnierzom ukraińskim, tym, którzy zginęli w obronie Ukrainy od 2014 roku, kiedy stają przeciwko rosyjskiej agresji i tym, którzy także i wcześniej ramię w ramię z polskimi żołnierzami bronili Rzeczypospolitej – powiedział prezydent Polski. 

Należy zaznaczyć, że Andrzej Duda w swojej wypowiedzi nie mówił o obronie Polski, lecz ogólnikowo, o „obrońcach Rzeczypospolitej”. Z kolei mówiąc o „obrońcach Lwowa” oświadczył, że chodzi mu przede wszystkim o tych, którzy bronili miasta „przed sowiecką agresją”.

Z dalszej części wypowiedzi wynika, że miał na myśli zarówno żołnierzy polskich, jak i ukraińskich. Nie wspomniał nic o walkach z Ukraińcami o Lwów w latach 1918-1919. Wymienił co prawda Orlęta Lwowskie, ale z kontekstu wypowiedzi nie wynikało, że chodzi o młodych Polaków, którzy polegli w obronie polskiego Lwowa w walkach z Ukraińcami. Wspomnienie o nich w dalszej kolejności, po „obrońcach Lwowa przed sowiecką agresją” mogło wręcz wywołać u niezorientowanych odbiorców wrażenie, iż Orlęta Lwowskie walczyły wyłącznie z sowietami w 1920 roku.

Na te kwestie zwróciła uwagę część komentatorów w mediach społecznościowych. Wśród nich jest ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

„Przez 8 lat Andrzej Duda bał się odwiedzić Cmentarz Obrońców Lwowa #OrlętaLwowskie. Jak już pojechał, to zaczął fałszować historię, mówiąc, że to obrońcy „przede wszystkim przed sowiecką agresją”. O tym, że walczyli z Ukrainą nawet się nie zająkną” – napisał ks. Isakowicz-Zaleski.

Jak pisaliśmy, według ustaleń portalu Interia.pl, podczas wspólnej wizyty prezydentów Polski i Ukrainy, Andrzeja Dudy i Wołodymyra Zełensiego na Cmentarz Orląt Lwowskich, „z nekropolii zniknęły czerwono-czarne flagi”. Charakterystyczna symbolika OUN-UPA jest na nim od dłuższego czasu eksponowana, szczególnie tam, gdzie spoczywają również Ukraińcy polegli w ostatnich latach podczas walk z Rosją. Znajdują się tam także liczne groby członków OUN i UPA. Na cmentarzu tym łącznie spoczywa już ponad 300 upa-owców.

Kresy.pl Za: Kresy.pl (18 stycznia 2023)


PiS przyznaje: banderowskie flagi w pobliżu Andrzeja Dudy były „niepożądane”.

W odpowiedzi na interpelację posła Roberta Winnickiego z Ruchu Narodowego Jan Dziedziczak (PiS), wiceminister spraw zagranicznych, przyznał, że kwestia obecności czerwono-czarnej flagi OUN w obecności prezydenta Dudy w Kijowie wymaga zbadania.

W interpelacji numer 238 Winnicki pytał:

„Kto personalnie odpowiada za dopuszczenie do sytuacji, podczas której prezydent Andrzej Duda składał hołd ofiarom zamieszek na Majdanie w towarzystwie czerwono-czarnej flagi Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (dalej: OUN) i czy resort spraw zagranicznych będzie się zwracał o wyciągnięcie z tego faktu konsekwencji służbowych do Kancelarii Prezydenta?”– czytamy na stronach sejmowych. „Czy stronie ukraińskiej zgłaszano, iż polska strona uważa za gest wysoce nieprzyjazny obecność flag OUN w bezpośrednim otoczeniu polskiej delegacji z Prezydentem RP na czele?”– pytał również prezes Ruchu Narodowego.

Odpowiedź ze strony resortu spraw zagranicznych przyszła ze strony wiceministra Jana Dziedziczaka, odpowiedzialnego za kontakty z Polonią i Polakami za granicą:

„Odnosząc się do pytań Pana Posła R. Winnickiego, pozostających w kompetencji MSZ (pytania nr 7 i 8), w szczególności w odniesieniu do kwestii oddania przez Prezydenta RP, Pana Andrzeja Dudę hołdu poległym na Majdanie Bohaterom Niebiańskiej Sotni w bliskości czerwono-czarnej flagi OUN-UPA, pragnę zapewnić, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych w porozumieniu z Kancelarią Prezydenta RP, przedstawiciele której uczestniczyli w przygotowaniu i realizacji rzeczonej wizyty, zbada okoliczności zaistniałej sytuacji i podejmie odpowiednie działania dyplomatyczne wobec strony ukraińskiej”– czytamy na stronach Sejmu RP.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Ukraińcy przywitali polskiego prezydenta w Kijowie flagami OUN-UPA [+VIDEO / +FOTO]

sejm.gov.pl / Kresy.pl

Za: Kresy.pl (1 lutego 2016)

 


 

KOMENTARZ BIBUŁY: Czy potrzeba więcej przykładów ukazujących poważne przypadki choroby umysłowej zwanej ukrainofilią?… Co gorsza, ta ostatnia informacja – z usunięciem flag banderowskich podczas wizyty pana Dudy – pochodzi z 2016 roku, a więc sprzedawanie Polski i przeinaczanie historii jest integralną, długofalową częścią elit pisowskich.

„My ważyć słów nie będziemy”. W tym roku przypada 80-ta rocznica rzezi na Wołyniu.

„My ważyć słów nie będziemy”. W tym roku przypada osiemdziesiąta rocznica rzezi na Wołyniu.

Zygmunt Bronislaw Polatynski https://gloria.tv/share/VWYcbPkqcqpF3PnVNxSAhX3Eq

„W tym roku przypada okrągła, osiemdziesiąta rocznica rzezi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Z uwagi na tę szczególną datę Witold Listowski z Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich postanowił już w styczniu zwołać zjazd wszystkich działaczy, którzy wejdą w skład komitetów powołanych do organizacji uroczystości rocznicowych. Choć sprawa wydaje się oczywista i nie powinna budzić żadnych kontrowersji, to jak zaznacza prezes Listowski, mogą pojawić się wszelkiej natury utrudnienia, przede wszystkim generowane przez obóz obecnej władzy.

Dotychczas bywało już tak, że przedstawiciele organizacji kresowych byli zapraszani na państwowe obchody różnych rocznic, ale nikt nie otrzymał prawa do zabrania głosu. Kiedy ksiądz Isakowicz-Zaleski zwrócił się w ubiegłym roku do prezydenta Andrzeja Dudy z apelem o nielekceważenie rodzin ofiar usłyszał, że „należy miarkować słowa”.

Kilka lat wcześniej, ale już za rządów Prawa i Sprawiedliwości z tablicy wiszącej na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie usunięto wpis o bohaterskich obrońcach Birczy, którzy w latach 1945-46 dwukrotnie stawili czoła atakom Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zdaniem Witolda Listowskiego nie ma wątpliwości, iż obecna władza pomaga przede wszystkim Ukraińcom, a nie Polakom.

Sam fakt, że ani prezydent, ani premier, ani nawet żaden z ministrów nigdy nie pojawił się na obchodach rocznic wołyńskich organizowanych przez środowiska kresowe wiele mówi. W tym roku może być jednak inaczej, ponieważ zbliżają się wybory. Jeśli rząd Mateusza Morawieckiego nie wesprze organizacji uroczystości 11 lipca, to przynajmniej może nie będzie ich utrudniać. Taką nadzieję ma Listowski, który wierzy, że na osiemdziesiątą rocznicę „krwawej niedzieli” uda się zmobilizować ludzi ze wszystkich warstw społecznych, zawodów i środowisk politycznych, a przede wszystkim z całej Polski. „W Warszawie jest niezwykle trudno podjąć patriotyczne dzieło, ale razem zjednoczeni będziemy mogli coś zmienić” – mówi prezes Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich. Wybór członków komitetu honorowego i społecznego komitetu organizacji obchodów Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian odbędzie się 20 stycznia w hotelu Elgrom Falenty Park położonym w osadzie Falenty, w powiecie pruszkowskim, pod Warszawą”

„Pewnie niejednemu z Państwa przez głowę przeszła myśl: gdyby nie wojna rosyjsko-ukraińska, Duda by tak nie postąpił. Po pierwsze, wojna za naszą wschodnią granicą nie jest żadnym wytłumaczeniem takiego zachowania. Po drugie, nie po raz pierwszy mieszkaniec Pałacu Prezydenckiego oddał hołd ukraińskim zbrodniarzom. 

„”Wcześniej zrobiła to Pierwsza Dama Agata Kornhauser-Duda. W czerwcu 2019 roku w trakcie wizyty na Ukrainie złożyła wieniec pod pomnikiem Ukraińskiej Armii Galicyjskiej, która w czasie wojny polsko-ukraińskiej mordowała Polaków i zwalczała polską niepodległość na Kresach.””To nie był wypadek przy pracy. Zatem, komu ci ludzie służą ? „

O dobroludzizmie: Jest koniecznie, a nie tylko przypadkowo, moralną anarchią.

O dobroludzizmie: Jest koniecznie, a nie tylko przypadkowo, moralną anarchią.

https://www.bibula.com/?p=138164

Prof. Bartyzel: To moralna anarchia

– Aby zrozumieć w pełni niebezpieczeństwo szerzenia się – i to nie tylko wśród „zwykłych wiernych”, ale za zachętą płynącą ze szczytów hierarchii – tzw. dobroludzizmu (nie jest ważne w co wierzysz i czy wypełniasz obowiązki nakładane przez wiarę i moralność, ale tylko to, czy jesteś „dobrym człowiekiem”), warto pamiętać o dokonanym przez prekursora takiego podejścia, czyli J.-J. Rousseau, rozróżnieniu (zob. „Marzenia samotnego wędrowca”, r. VI) pomiędzy „człowiekiem dobrym” a „człowiekiem moralnym” – napisał na Facebooku prof. Jacek Bartyzel.

– Człowiek moralny jest wprawdzie niezbędny w społeczeństwie obywatelskim, ale jest w nim coś „sztucznego” (jak samo to społeczeństwo), ponieważ działa on w poczuciu obowiązku, starając się żyć według zasad koniecznych dla podtrzymania tegoż społeczeństwa, musi zatem trzymać na wodzy swoje „naturalne” popędy, co wymaga wysiłku i pracy, co jest nużące.

Człowiek dobry natomiast podąża za swoimi naturalnymi instynktami popychającymi go do doświadczania przyjemności, które czynią go – co Rousseau przyznaje otwarcie, ale i z pełną aprobatą, a nawet wyznając, że sam tak żyje (zob. „Wyznania”) – „leniwym zwierzęciem”, rozmarzonym wędrowcem, któremu nic się nie chce, i który jest życzliwym przyjacielem i czułym kochankiem, ale bez żadnych zobowiązań, gdyż kierującym się wyłącznie uczuciem – dodał.

– Wynika z tego że „dobroć” jest koniecznie, a nie tylko przypadkowo, moralną anarchią– podsumował prof. Jacek Bartyzel.

facebook.com Za: Kontrowersje.net (17 stycznia 2023) | https://kontrrewolucja.net/kosciol/prof-bartyzel-o-dobroludzizmie-moralna-anarchia

Jak wyłączyć „podsłuch” w telefonie z systemem Android.

Jak wyłączyć „podsłuch” w telefonie z systemem Android

18. I. 2023 https://panlaptop.blogspot.com/2022/12/jak-wyaczyc-podsuch-w-telefonie-z.html [Obrazki – ich dużo – w oryginale MD]

Smartfony zbierają o nas mnóstwo informacji a opcje pozwalające ograniczyć to zjawisko dla zwykłego użytkownika są zaszyte w gąszczu ustawień. Z tego poradnika dowiesz się jak w łatwy sposób wyłączyć opcje, które nas szpiegują. Dodatkowo zmiana tych ustawień powinna wydłużyć czas pracy na baterii.

Przed przystąpieniem do zmiany ustawień pamiętaj, że niektóre aplikacje w telefonie mogę nie działać prawidłowo. Zawsze możesz przywrócić poprzednie ustawienia postępując zgodnie z poniższą instrukcją z tą różnicą, że włączasz wymienione funkcje.
Aby zwiększyć naszą prywatność wystarczy wykonać 7 poniższych kroków. W zależności od modelu smartfona lub wersji systemu Android, opcje mogą być inaczej nazwane. Na dodanych grafikach widać jak wo wygląda w smartfonie Xiaomi z Androidem 9.

Krok 1

Wchodzimy w Ustawienia – Prywatność – Zaawansowane – Użycie i diagnostyka – wyłączamy funkcję.

Krok 2

Wchodzimy w Ustawienia – wpisujemy w wyszukiwarkę „klawiatura” – na liście wyników wybieramy „Klawiatura ekranowa” – wybieramy „Gboard” – Zaawansowane – wyłączamy opcję „Udostępnij statystyki użytkowania.
Alternatywa: wyszukujemy frazę „Zarządzanie klawiaturami”. 

Krok 3

Wchodzimy w „Sklep Play” – wybieramy w prawym górnym rogu na logo / zdjęcie profilowe – Play Protect – wybieramy ikonę ustawień (koła zębatego w prawym górnym rogu) – wyłączamy funkcję „Popraw wykrywanie szkodliwych aplikacji”.

Krok 4

Wyłączamy nagrywanie tego co mówimy w obecności telefonu. Wchodzimy w Ustawienia – wpisujemy w wyszukiwarkę „język” – na liście wyników wybieramy „Języki i metody wprowadzania” – wybieramy opcję „Zamiana tekstu na mowę” – „Preferowany mechanizm” (ikona koła zębatego) – wyłączamy funkcję „Anonimowe raporty użytkowania”.
Alternatywa: wyszukujemy frazę „Zamiana tekstu na mowę”.

Krok 5

Wchodzimy w Ustawienia – Google – Autouzupełnianie – Udostępnianie numeru telefonu – wyłączamy „Udostępnianie numeru telefonu”.

Krok 6

Wchodzimy w Ustawienia – Google – Reklamy – klikamy link „Więcej informacji” – wybieramy „Włączenie i wyłączenie reklam spersonalizowanych” – otwieramy link „Użytkownicy zalogowani na konto Google” – klikamy przycisk „Otwórz moje centrum reklam” – wyłączamy funkcję.

Krok 7

Wchodzimy w Ustawienia – Google – Ustawienia aplikacji Google – klikamy „Google Wallet” – wybieramy w prawym górnym rogu na logo / zdjęcie profilowe – wybieramy w prawym górnym rogu na logo / zdjęcie profilowe – Ustawienia aplikacji portfel – wyłączamy opcje „Najnowsze informacje dotyczące Twoich kart” oraz „Aktualizacje z portfela i Google Pay”.

Gotowe! Nasz smartfon nie wysyła teraz tylu informacji o nas.

Wieża Babel w opałach. Panika w Brukseli. Antonio Panzeri będzie sypał w zamian za niższy wyrok.

Wieża Babel w opałach. Panika w Brukseli. Antonio Panzeri będzie sypał w zamian za niższy wyrok.

https://www.magnapolonia.org/panika-w-brukseli-antonio-panzeri-bedzie-sypal-w-zamian-za-nizszy-wyrok/

Były włoski eurodeputowany Pier Antonio Panzeri, który został aresztowany w ramach śledztwa w sprawie korupcji w Parlamencie Europejskim, zawarł ugodę z belgijską prokuraturą. W zamian za informacje o łapówkach może liczyć na niższy wyrok.

Przypomnijmy, w grudniu Panzeriemu postawiono zarzuty udziału w organizacji przestępczej, prania pieniędzy i korupcji.

Belgijska prokuratura w komunikacie, cytowanym przez brukselski portal informacyjny Politico, poinformowała, że Panzeri przekaże śledczym kluczowe dla toczącego się śledztwa szczegóły. Były włoski lewicowy europoseł poda m.in. informacje na temat ustaleń finansowych, zaangażowanych krajach, beneficjentach i zaangażowanych osobach. Panzeri zgodził się również ujawnić, kogo sam przekupywał.

Panzeri w zamian ma otrzymać mniejszy wyrok. Grozi mu kara więzienia, grzywna i konfiskatę mienia, które nabył w nielegalny sposób, a którego wartość jest szacowana na 1 mln euro.

The Wolff „Wilk“ of Wall Street SPEZIAL: Cyfrowe waluty i Światowe Forum Ekonomiczne.

The Wolff „Wilk“ of Wall Street SPEZIAL: CBDC i Światowe Forum Ekonomiczne.

Najwyższy czas sprzeciwić się zniesieniu gotówki i wprowadzeniu cyfrowych walut banku centralnego.

– Ernst Wolff

https://apolut.net/the-wolff-of-wall-street-spezial-cbdcs-world-economic-forum/

Jesteśmy w grudniu 2022 r., pod koniec trzeciego roku globalnego stanu wyjątkowego. Odpowiadają za to trzy procesy:

Najwyższa koncentracja bogactwa w coraz mniejszej liczbie rąk,

najwyższa koncentracja władzy w coraz mniejszej liczbie instytucji

możliwy dzięki temu historycznie wyjątkowy demontaż demokracji.

Nigdy wcześniej na całym świecie nie podjęto tak wielu autorytarnych działań w tak krótkim czasie, jak od początku 2020 roku. Decydującym czynnikiem jest tutaj wyrażenie „na całym świecie”. Wszystkie trzy procesy miały miejsce na pięciu kontynentach w około 200 krajach. To nie przypadek, ponieważ siła napędowa, która za tym stoi, nie zatrzymuje się na granicach państw, a właśnie podporządkowała sobie całą planetę.

Chodzi tutaj o CYFROWY KOMPLEKS FINANSOWY największych korporacji IT, Apple, Amazon, Alphabet, Microsoft i Meta oraz największych zarządzających majątkiem, BlackRock i Vanguard. Tworzą największy i najpotężniejszy kartel, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi.

Ten kartel podporządkował sobie prawie wszystkie dziedziny życia w ciągu ostatnich kilku dekad i obecnie kontroluje całą światową gospodarkę, politykę międzynarodową, wszystkie media głównego nurtu, badania naukowe, naukę i w dużej mierze kulturę.

Powodem, dla którego tak niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, jest to, że kartel często sprawuje swoją władzę w ukryciu – za pośrednictwem innych organizacji, które albo sam założył, albo przejął i dostosował się do nich poprzez kontrolę przepływu pieniędzy i danych. Fundamenty odgrywają tutaj szczególną rolę.

W przestrzeni publicznej fundacje postrzegane są jako instytucje, za pomocą których ludzie odnoszący szczególne sukcesy chcą oddać część swojego majątku społeczeństwu jako tzw. filantropi. W rzeczywistości jednak prawo fundacyjne zostało wprowadzone po to, aby właśnie tym osobom umożliwić unikanie podatków. W ostatnich dziesięcioleciach dodano jednak inny cel: wpływ ultra-bogatej mniejszości na politykę i gospodarkę w celu ominięcia parlamentów i sądownictwa.

Szczególnie wyróżniało się ŚWIATOWE FORUM EKONOMICZNE (WEF). W ciągu pierwszych dwóch dekad po założeniu w 1971 roku WEF zapewniał coraz bliższe kontakty między liderami biznesu i politykami a ultra-bogatymi świata. WEF pomogło utorować drogę do zjednoczenia Niemiec i pomogło rosyjskim oligarchom utrzymać się przy władzy po przejęciu własności państwowej pomimo powszechnych protestów. Umożliwiło to Chinom połączenie się z globalną gospodarką i odegrało kluczową rolę w ciągłej kontroli Partii Komunistycznej.

Od początku lat 90. WEF szkoli światową elitę korporacyjną i polityczną w ramach „Global Leaders for Tomorrow” i „Young Global Leaders”, znacząco wpływając tym samym na decyzje zapadające w najważniejszych światowych gabinetach i w salach posiedzeń przez duże korporacje i instytucje finansowe. Ponadto WEF utorował drogę do powstania Światowej Organizacji Handlu (WTO), GAVI Vaccine Alliance i G20, a także odegrał kluczową rolę w założeniu kilku inicjatyw związanych z biometryczną rejestracją ludzkości.

Jako największa i najpotężniejsza organizacja lobbystyczna na świecie, WEF liczy około 1000 korporacji z miliardowymi obrotami wśród swoich partnerów i około 120 w grupie tzw. partnerów strategicznych. Pierwsza grupa co roku pobiera pięciocyfrowe kwoty za członkostwo, druga płaci nawet wysokie sześciocyfrowe składki, aby móc korzystać z dobrodziejstw członkostwa.

Wysiłek powinien być tego wart, ponieważ członkowie nie tylko uzyskują wiele poufnych informacji, które posiada tylko WEF, ale także mogą uczestniczyć w nieformalnych spotkaniach kadry kierowniczej z całego świata, gdzie omawiane i inicjowane są przyszłe projekty – i długo zanim jakikolwiek parlament o nich usłyszy.

Dotyczy to również tego, co jest obecnie prawdopodobnie najważniejszym projektem w globalnym systemie finansowym – rozwoju cyfrowych walut banku centralnego (po angielsku :central bank digital currencies , czyli w skrócie CBDC) . Chociaż do tej pory prawie nie dyskutowano o tym publicznie, wiele banków centralnych naciska na jego wprowadzenie za kulisami – i to nie samodzielnie, ale starannie koordynowane przez globalnego koordynatora, jakim jest WEF.

WEF powołał globalną społeczność banków centralnych w 2019 r., aby przygotować ramy polityczne dla przyjęcia waluty cyfrowej. Na szczycie w Davos w styczniu 2020 r. WEF założył następnie „Globalne Konsorcjum ds. Walut Cyfrowych”.

Musisz wiedzieć, co następuje: Podczas światowego kryzysu finansowego 2007/08 banki centralne popadły w fatalną zależność. Ponieważ w tamtym czasie desperacko potrzebowały informacji, aby uratować system, ale nie miały ich wystarczająco dużo, największe z nich – Fed, EBC i Bank Anglii – były zmuszone zwrócić się do systemu analizy danych finansowych Aladdin i jego właściciela BlackRock jako bliskiego doradcy.

Od tego czasu banki centralne polegały na jednym z gigantów kompleksu cyfrowo-finansowego zarówno w zakresie finansów, jak i danych. Ale nie tylko to: założyciel i dyrektor generalny BlackRock, Larry Fink, zasiada w najwyższym gremium WEF wraz z Klausem Schwabem i szefową EBC Lagarde.

Jednak fuzja idzie dalej. Jednym z partnerów WEF aż do jego bankructwa była FTX, trzecia co do wielkości giełda kryptograficzna na świecie, która zbankrutowała 11 listopada 2022 roku , a jej upadek wstrząsnął do głębi całym sektorem kryptograficznym. Ich dyrektor generalny, choć winny miliardowych oszustw, wciąż chodzi po ulicy jako wolny człowiek. Dlaczego?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzyjmy się bliżej CBDC. Wraz z nimi powinien zostać wprowadzony system pieniężny 2-klasowy, ponieważ powinny istnieć tak zwane hurtowe CBDC, którymi można handlować tylko między bankiem centralnym a dużymi firmami finansowymi, oraz powinny istnieć detaliczne CBDC dla nas obywateli, z którymi nasze pieniądze mogą być przeznaczone na określony cel lub z terminem ważności, z którym można nałożyć na nas indywidualne stawki procentowe i podatkowe oraz dzięki któremu w każdej chwili możemy zostać odcięci od wszelkich przepływów finansowych.

Taki historycznie unikalny 2-poziomowy system byłby końcem wszelkiej wolności finansowej, a jego wprowadzenie skłoniłoby wiele osób do szukania alternatywy – i oczywiście zdecentralizowane kryptowaluty same by się zaoferowały.

Jeśli poważnie myślisz o wprowadzeniu cyfrowych walut banku centralnego, musisz zabrać ludziom tę alternatywną opcję.

Czy istnieje lepszy sposób niż całkowite zdyskredytowanie tych walut w oczach międzynarodowej opinii publicznej i sprawienie, by cała scena kryptograficzna wyglądała na przestępczą? A czy jest lepszy sposób, aby to zrobić, niż pozwolenie oszustowi-miliarderowi na swobodne poruszanie się i rozpowszechnianie jego oburzających kłamstw we wszystkich mediach…?

Mało prawdopodobne.

Najwyższy czas sprzeciwić się zniesieniu gotówki i wprowadzeniu cyfrowych walut banku centralnego.

Ernst Wolff

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Ten artykuł pojawił się po raz pierwszy 12 grudnia 2022 na stronie https://apolut.net/the-wolff-of-wall-street-spezial-cbdcs-world-economic-forum/

Protest rolników w Świnoujściu. Nie chcą Zielonego Ładu. Ani ukraińskiego „zboża technicznego” (przeznaczone na cele niespożywcze np. na spalanie) – na chleb.

Protest rolników w Świnoujściu. Nie chcą Zielonego Ładu. Ani ukraińskiego „zboża technicznego” (przeznaczone na cele niespożywcze np. na spalanie) – na chleb.

Krystian Rusiniak https://medianarodowe.com/2023/01/17/protest-rolnikow-w-swinoujsciu-nie-chca-zielonego-ladu/

Holandia

Rolnicy domagają się określenia terminów realizacji postulatów przedstawionych premierowi Mateuszowi Morawieckiemu na ubiegłotygodniowym spotkaniu. Są wśród nich m.in.: ochrona gospodarstw rodzinnych oraz utrzymanie opłacalności produkcji rolnej.

W tym celu rolnicy domagają się m.in. zawieszenia wdrażania Zielonego Ładu, wprowadzenia paliwa rolniczego na wzór krajów Unii Europejskiej i obniżenia cen nawozów. Kluczowym postulatem jest zatrzymanie niekontrolowanego napływu zboża z Ukrainy.

Wszyscy potwierdzają, że było to zboże techniczne (przeznaczone na cele niespożywcze np. na spalanie).. Z informacji, którą nam przedstawił minister rolnictwa, nie ma  możliwości zablokowania importu bezcłowego zboża, czyli kukurydzy, pszenicy i rzepaku, bo to są główne produkty. (…) Sytuacja na południu Polski jest szczególnie krytyczna i ten rynek został bardzo mocno zdestabilizowany. Również to zboże dotarło do województwa zachodniopomorskiego

– przekazał wiceprzewodniczący rolniczej “Solidarności” Edward Kosmal.

Senatorzy stanu Wyoming wnoszą o zakaz samochodów elektrycznych do roku 2035.

Senatorzy stanu Wyoming wnoszą o zakaz samochodów elektrycznych do roku 2035.

January 17, 2023 https://www.bibula.com/kleksy/?p=651

Frakcja republikańskich parlamentarzystów w stanie Wyoming zaproponowała ustawę zakazującą sprzedaży i używania samochodów elektrycznych w ich stanie, do roku 2035.

Projekt ustawy przedstawionej przez senatora Jim Andersona i sen. Briana Bonersa stwierdza,że “Rozprzestrzenianie się pojazdów elektrycznych kosztem pojazdów zasilanych benzyną będzie miało szkodliwy wpływ na społeczność stanu Wyoming i będzie szkodliwe dla gospodarki Wyoming i zdolności kraju do efektywnego zaangażowania się w handel”.

Projekt stwierdza, że wydobycie i produkcja oleju napędowego jest jednym z “najbardziej wartościowych i pełnych prestiżu stanowych przemysłów, zaś brak infrastruktury do ładowania elektrycznych samochodów, czyni używanie samochodów elektrycznych “niepraktycznymi”.

Według najnowszego raportu sporządzonego przez pozarządową agencję International Energy Agency z siedzibą w Paryżu, wyprodukowanie samochodu elektrycznego pochłania sześć razy więcej surowców mineralnych niż samochodu z silnikiem spalinowym, w tym takich cennych jakich miedź, lit, nikiel, kobalt, grafit. cynk czy inne rzadkie minerały.

“Niezbędne minerały stosowane w bateriach elektrycznych nie są łatwe do recyklingu lub utylizacji, co oznacza, że składowiska komunalne w Wyoming i innych miejscach będą musiały opracować praktyki pozwalające na pozbywanie się tych minerałów w bezpieczny i odpowiedzialny sposób” – czytamy w rezolucji. 

Jakkolwiek legislatorzy nie spodziewają się wielkiego sukcesu swojej inicjatywy, to celem jest zwrócenie uwagi na powagę sytuacji, szczególnie wobec wprowadzonego przez stanu Kalifornia irracjonalnego zakazu sprzedaży samochodów spalinowych, począwszy od 2035 roku. Pragną oni również rozpoczęcia publicznej dyskusji nad niepraktycznością samochodów elektrycznych w obecnym czasie.

Oprac. www.bibula.com 2023-01-16
na podstawie Cowboy State Daily (January 13, 2023)

Szokujące wyznanie Dudy w Davos. Polska oddała Ukrainie czołgi z jednostek wojskowych! A inne – KUPI.

Szokujące wyznanie Dudy w Davos. Polska oddała Ukrainie czołgi z jednostek. „Wysłaliśmy ich bardzo dużo”.

My – przekazujemy, potem KUPUJEMY.

https://nczas.com/2023/01/17/szokujace-wyznanie-dudy-w-davos-polska-oddala-ukrainie-czolgi-z-jednostek-wyslalismy-ich-bardzo-duzo-video/

Podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos prezydent Andrzej Duda ujawnił, że Polska przekazała Ukrainie czołgi. Nie z rezerw, tylko ze stacjonujących jednostek.

Czy w ten sposób nastąpiło świadome rozbrojenie Polski?

Podczas zjazdu globalistów w Davos często poruszany będzie temat wojny na Ukrainie. Pierwsze aktywności prezydenta Dudy na WEF dotyczą właśnie tej kwestii.

Duda rozpoczął swój udział w forum od panelu dyskusyjnego pt. „In Defence of Europe”. Następnie wziął udział w otwarciu wystawy nt. rosyjskich zbrodni wojennych na Ukrainie.

Państwa zachodnie wciąż debatują czy i ile czołgów przekazać Ukrainie. Duda pytany o to, czy udało się przełamać impas w tej kwestii stwierdził, że ma nadzieję, iż decyzja Polski o chęci przekazania Ukrainie jednej kompanii, czyli ok. 14 czołgów typu Leopard „rozpocznie nowy rozdział pomocy wojskowej”.

– Mamy nadzieję, że producent niemieckich czołgów również będzie uczestniczył w tym, moim zdaniem, bardzo dobrym pomyśle – podkreślił polski prezydent.

Przywołał swoje rozmowy z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, który twierdzi, że jedyne, co aktualnie może pomóc Ukrainie, to dostarczenie nowoczesnych czołgów, broni innego typu oraz amunicji do nich.

Jednocześnie Duda przypomniał, że Polska przekazała już ponad 260 poradzieckich czołgów, co w praktyce było „początkiem tego ogromnego wsparcia militarnego dla Ukrainy”.

Zdradził też, że część z przekazanych czołgów to były te stacjonujące w jednostkach, a nie znajdujące się na wyposażeniu rezerwy. Wychodzi więc na to, że polskie jednostki były czasowo pozbawione czołgów.

– Z tego co pamiętam, było to pół roku temu, w lipcu. W tamtej chwili Ukraińcy pilnie potrzebowali tych czołgów. Dlatego też zdecydowaliśmy się, aby je wysłać. Wysłaliśmy ich bardzo dużo. Nie mieliśmy tych czołgów w naszych rezerwach. To były czołgi, które zabraliśmy de facto z naszych jednostek – mówił szczerze Duda.

O tym, że Polska finalnie odda wszystkie Leopardy Ukrainie, otwarcie mówią od pewnego czasu eksperci. Zaznaczają jednak, że nastąpi to dopiero, gdy nasz kraj kupi czołgi amerykańskie i koreańskie. W przypadku, o którym mówił na Światowym Forum Ekonomicznym Duda, wychodzi na to, że Polska oddała czołgi, choć w tamtym momencie nie miała nic w zamian…

Cała dyskusja do obejrzenia – w oryginale MD

Składka zdrowotna to podatek. Zapaść „służby zdrowia”. Mamy jeden z najbardziej niesprawiedliwych systemów globu.

Składka zdrowotna zmieniła się w podatek. Zapaść „służby zdrowia”. Mamy jeden z najbardziej niesprawiedliwych systemów globu.

Zbigniew Bartuś https://forsal.pl/gospodarka/aktualnosci/artykuly/8634716,skladka-zdrowotna-w-polsce-kto-ile-placi.html

Rekordzista Polski, współwłaściciel dużej firmy technologicznej, płaci obowiązkową składkę zdrowotną na NFZ w wysokości ponad 100 tysięcy złotych MIESIĘCZNIE.

Składka zatrudnionego przezeń specjalisty wynosi ponad 2000 zł miesięcznie, początkującego informatyka – 750 zł, a portiera – 320 zł.

Jaką usługę kupują ubezpieczeni w NFZ za te pieniądze? I na ile jest ona inna (lepsza?) od tej, jaką większość rolników dostaje od państwa za darmo, a reszta wykupuje sobie średnio po 10 złotych?

Klasyczna składka ubezpieczeniowa wiąże się z konkretnymi świadczeniami za konkretne pieniądze. Tak jest np. z samochodowym AC. Albo z ubezpieczeniem medycznym przy wyjazdach zagranicznych: płacisz, dajmy na to, 100 złotych za tydzień i – jakby co – możesz się leczyć za 100 tysięcy euro. Tymczasem obowiązkowa składka zdrowotna w Polsce – niezależnie od kwoty – daje każdemu takie samo prawo do tkwienia w kolejkach do „państwowych” lekarzy.

Te kolejki w 2022 roku, mimo formalnego zniesienia przez resort zdrowia limitów przyjęć, mocno się wydłużyły: wedle raportu Fundacji Watch Health Care, jesienią 2022 r. na wizytę u specjalisty trzeba było czekać średnio 4,1 mies. (rok wcześniej 2,9 mies.), a na badania diagnostyczne – 2,5 mies. (przed rokiem 1,9 mies.). Próbując ominąć tłumy zdesperowanych pacjentów, zamożniejsi i średniacy korzystają masowo z grupowych pakietów medycznych oferowanych już nie tylko przez korporacje, ale i mniejszych pracodawców.

Brniemy w ten sposób w pełną paradoksów fikcję, co wzmaga wśród płatników poczucie absurdu – i niesprawiedliwości. Wielu pyta: jak to jest, że im wyższe „składki” płacę na NFZ, tym rzadziej mogę korzystać z dobrodziejstw publicznej opieki zdrowotnej? Inni zauważają tu jeszcze drugie (trzecie?) dno: im więcej lekarzy – których liczba jest przecież ograniczona – angażuje się w realizację prywatnych (pakietowych) usług medycznych, tym mniej są oni dostępni „na NFZ” – przez co kolejki do publicznych świadczeń zdrowotnych stają się jeszcze dłuższe. Ta fikcja jest przyczyną wielu tragedii.

Dane GUS o liczbie zgonów Polek i Polaków oraz radykalnym skróceniu średniej długości życia (w skali kraju u mężczyzn średnio o ponad dwa lata, ale w Podlaskiem o prawie cztery) w latach 2020-21 – szokują. Eksperci podkreślają, że nie wszystko da się tu zwalić na morderczego koronawirusa. Dramat wziął się w ogromnej mierze z ograniczonego dostępu do specjalistycznych badań, porad i zabiegów.

Śmiertelna i bolesna (nie)dostępność

Bulwersujący przypadek z ostatnich tygodni – z zachodu Małopolski.

Trzy siostry: Kasia, Magda i Jagoda oraz sześciomiesięczna Róża, córka tej ostatniej, jadą do rodziców. Prowadząca auto Magda traci przytomność. Samochód wypada z trasy, dachuje i uderza w drzewo. Tylko maleńka Róża wychodzi bez szwanku. Kobiety mają połamane żebra, ręce i nogi, pęknięte kręgi szyjne, niezliczone urazy głowy, stłuczenia, rany twarzy… Lekarze szybko wyjaśniają, czemu Magda straciła przytomność: guz mózgu, glejak II/III stopnia, wywołał atak padaczki i omdlenie. Czołowi specjaliści, z Warszawy, Krakowa i Śląska, orzekają zgodnie, że trzeba operować dziś, jutro, NAJDALEJ pojutrze. Ale termin „na NFZ” jest śmiertelnie odległy; mimo że chodzi o onkologię, w której oficjalnie od lat nie ma limitów – i kolejek. Wszakże stawką jest, dosłownie, życie.

Co robi rodzina? To samo, co wszystkie w podobnej sytuacji: przyspiesza zabieg prywatnie. Koszt: 80 tys. zł. Gdyby w chwili wypadku trzem ponadprzeciętnie zarabiającym siostrom, zamiast życia, przeleciały przed oczyma wszystkie zapłacone w karierze składki na NFZ, uzbierałoby się ponad pół miliona złotych. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Podobnie jak fakt, że ich dziadek, jako prezes największej firmy w okolicy (dziś na emeryturze), ufundował pierwszy w dziejach tomograf dla miejscowego szpitala powiatowego.

Pieniądze na zabieg Magdy trzeba pozyskać. Już. A muszą to zrobić ciężko ranne siostry ofiary, straumatyzowani rodzice i 90-letni dziadkowie. Całe szczęście – są jeszcze przyjaciele oraz ci, którzy zapamiętali hojność dziadka potrzebującej. Organizują zbiórkę na SiePomaga, idą do mediów. W dobę udaje się zebrać niezbędną kwotę. Dwa dni później Magda przechodzi zabieg. To jej daje szansę na przeżycie.

Na SiePomaga i innych popularnych portalach crowdfoundingowych są dziesiątki tysięcy zbiórek. Za każdą kryje się dramat. Zdecydowanej większości z nich nie byłoby, gdyby składki, jakie potrzebujący i ich bliscy wpłacili na NFZ, dawały realny dostęp do skutecznej opieki zdrowotnej. Nie dają. Obowiązuje tu prosta zasada: płać i niczego nie wymagaj. O tym, jak jest źle, donoszą regularnie – publikowane od 2011 r. – raporty wspomnianej Fundacji Watch Health Care. Zawierają nie tylko dane o średnim czasie oczekiwania na poszczególne badania, zabiegi i wizyty u specjalistów, ale też wyimki z aktualnych perypetii (i diagnoz) pacjentów. Kilka cytatów:

Wizyta u onkologa – kolejka 1,0 mies., było 3 dni. Mężczyzna 38 lat z usuniętym lewym jądrem (z powodu potwierdzonego badaniem histopatologicznym złośliwego nowotworu jądra – nasieniak) w zdjęciu RTG (rentgenowskim) wykryto zmiany przerzutowe do płuc.

Wizyta u diabetologa – kolejka 7,4 mies., było 2,6 mies. Mężczyzna 19 lat, nieuregulowana cukrzyca typu I; wielomocz (poliuria), w ostatnim miesiącu duży ubytek wagi ciała; mocz o zapachu acetonu; posiada skierowanie od lekarza rodzinnego.

Wizyta u hematologa – kolejka 5,4 mies., było 1,9 mies. Dziecko 6 lat; przewlekle powiększone węzły chłonne pachowe i pachwinowe; znacznie podwyższony poziom leukocytów pomimo leczenia antybiotykami o szerokim spektrum.

Wizyta u okulisty – kolejka 8,8 mies., było 4,4 mies. Kobieta 36 lat; silne bóle umiejscowione nad oczodołami; występowanie jaskry w rodzinie; podejrzenie jaskry; posiada skierowanie od lekarza rodzinnego.

Wizyta u ortodonty – kolejka 11,7 mies., było 1,8 mies. Dziecko 8 lat; zbyt wąska żuchwa, wyrastające zęby stałe zachodzą na siebie.

Eksperci WHC alarmują, że z powodu ograniczonego dostępu do lekarzy specjalistów wydłuża się tzw. etapowość leczenia. Np. w przypadku operacji wymiany zastawki serca, od wizyty u lekarza POZ do zabiegu mija średnio ponad rok. By doczekać endoprotezoplastyki stawu kolanowego pacjent musi się tułać po lekarzach ponad 26 miesięcy, w celu usunięcia żylaków kończyn dolnych – blisko 31 miesięcy. Rehabilitacja „na NFZ” stała się fikcją równie olbrzymią, jak „państwowe” leczenie zębów. Najbardziej niepokoi jednak zapaść w onkologii, w której liczy się – dosłownie – każdy dzień.

– Aż 56 procent pacjentek zgłasza się do nas na operację zbyt późno, gdy stan choroby jest już bardzo zaawansowany. Trafiają do nas kobiety, które diagnostykę pod kątem nowotworu rozpoczęły w lutym, a skierowanie na zabieg otrzymały dopiero w sierpniu – mówi Joanna Szyman, jedna z najbardziej doświadczonych menedżerek w branży medycznej, dziś m.in. szefowa spółki NeoHospital, która w krakowskim Szpitalu na Klinach – dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej – prowadzi pierwszy w Polsce program badawczo-rozwojowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej z wykorzystaniem systemu robotycznego. W jego ramach kobiety (z całej Polski) z rakiem trzonu i szyjki macicy mogą przejść bezpłatny zabieg wykonywany przez czołowych europejskich fachowców w asyście robota chirurgicznego. Ta najbardziej zaawansowana technologicznie metoda leczenia jest małoinwazyjna i pozwala pacjentkom błyskawicznie wrócić do zdrowia – i normalnego życia. Ale większość kobiet nie może z niej skorzystać m.in. dlatego, że system diagnostyki i szybkich konsultacji u specjalistów nie działa lub działa zbyt wolno. Z obserwacji Joanny Szyman wynika, że na niektórych obszarach kraju jest on wręcz iluzją.

Tymczasem Polska jest w pierwszej dziesiątce krajów o najwyższej zachorowalności na raka trzonu macicy. Co roku diagnozuje się ponad 6 tys. przypadków. Ich liczba rośnie w tempie 5 proc. rocznie. Śmiertelność na ten nowotwór jest u nas o ponad połowę wyższa od europejskiej średniej (powyżej 30 proc. wobec 20). Wydłużające się kolejki do lekarzy i gabinetów diagnostycznych mogą tylko pogorszyć sytuację.

Równi i równiejsi

Pytani o kotłujące się pod lekarskimi gabinetami tłumy pacjentów – szefowie placówek zdrowia wskazują zawsze na zbyt skąpe środki. I te globalne, i te w postaci wyceny poszczególnych usług (procedur medycznych). Plan finansowy NFZ na 2023 rok zakłada wpływy i wydatki na poziomie blisko 144,2 mld zł (dekadę temu było to niespełna 67 mld zł). Z obowiązkowych składek ma pochodzić 134,5 mld zł (93,3 proc.), w tym 130,8 mld zł z ZUS i 3,7 mld zł z KRUS. Składki stanowią więc fundament całego systemu finansowania „darmowej” opieki zdrowotnej.

Polski system ubezpieczeń zdrowotnych opiera się , w teorii (jak większość innych) na idei solidaryzmu, zgodnie z którą mniej zamożni mają płacić składki na miarę swoich możliwości, a bogatsi – odpowiednio wyższe. W praktyce udało nam się (bo to jednak sztuka!) stworzyć jeden z najbardziej chaotycznych, niesprawiedliwych i absurdalnych systemów globu.

Najciekawszy wniosek z przeprowadzonej przez nas analizy składek na NFZ, płaconych w styczniu 2023 r. przez różne grupy kolejkowiczów w Polsce, nie dotyczy – wbrew pozorom – rozpiętości stawek (w większości krajów Europy normą jest wzrost danin wraz z dochodami), lecz faktu, że przy IDENTYCZNYCH dochodach jedni muszą oddawać do kasy Funduszu pokaźne kwoty, inni płacą od lat marne grosze, a jeszcze inni nie płacą nic.

– Piekielnie trudno nazwać to coś systemem ubezpieczeniowym. To jest chaos, który ewoluował. Po zmianach tzw. Polskiego Ładu składka zdrowotna przeistoczyła się w klasyczny podatek. Wystarczy ją porównać ze składkami emerytalnymi, by dostrzec fundamentalną różnicę: tam jednak wciąż istnieje jakaś zależność między wielkością składki a wysokością emerytury; dlatego zresztą wprowadzono limit 30-krotności składek, by ZUS nie musiał wypłacać astronomicznych świadczeń. W składce zdrowotnej limitu nie ma. I związku między wysokością składki a jakością usługi – również. Niezależnie od tego, ile zapłacisz, otrzymujesz to samo. Czyli, de facto, coraz mniej – komentuje prof. Adam Mariański, partner w Mariański Group, dyrektor Centrum Myśli Podatkowej Uczelni Łazarskiego.

Zwraca uwagę, że za sprawą Polskiego Ładu (który on i wielu innych ekspertów konsekwentnie nazywa „nieładem”) większość objętych zmianami podatników zaczęło płacić na NFZ znacznie więcej niż dotąd. Dotyczy to zarówno osób o bardzo wysokich dochodach (bo jako się rzekło składka zdrowotna nie jest w żaden sposób limitowana), jak i średniaków (bo składki nie można odliczyć od PIT; co więcej – podatek dochodowy trzeba dziś zapłacić również od składki), a także – a może przede wszystkim – najmniej zamożnych, których (wedle oficjalnych przekazów) nowy system miał chronić, a nawet obłaskawić. Podatnicy o symbolicznych dochodach, nie płacący – dzięki podwyższonej kwocie wolnej – podatku dochodowego, nie są w żadnym stopniu zwolnieni z obowiązku łożenia na NFZ. Ich składka naliczana jest od każdej zarobionej/pozyskanej złotówki. Bez roztrząsania faktu, że może to być ostatnia złotówka na chleb.

– Miałoby to może jakieś uzasadnienie, gdyby nie fakt, że inne grupy obywateli, często o znacznie wyższych dochodach, płacą groszowe składki lub są z nich całkowicie zwolnieni – zachowując jednakowoż prawo do „bezpłatnej” opieki medycznej. W tym coraz bardziej kuriozalnym systemie są ewidentnie równi i równiejsi – zauważa prof. Adam Mariański.

Przykład z życia? 42-letni Andrzej, mieszkający z żoną i dwójką dzieci na pierwszym piętrze domu pod Krakowem, zarabia jako robotnik w wiejskiej mikrofirmie 3.490 zł brutto (2,7 tys. zł netto), czyli (od 1 stycznia 2023) płacę minimalną. Dzięki obniżonej w lipcu 2022 stawce podatkowej (12 proc. zamiast 17 proc.) i wyższej od początku 2022 r. kwocie wolnej (30 tys. zł) jego zaliczka na PIT jest symboliczna (31 zł miesięcznie), ale składka zdrowotna (9 proc.) wynosi aż 271 zł. Rocznie daje to 3252 zł, co oznacza, że mężczyzna wyda za prawo do stania w kolejkach do „państwowych” lekarzy 120 procent swej miesięcznej pensji netto.

Beata, bliźniacza siostra Andrzeja, mieszka na parterze tego samego domu z mężem i dwójką dzieci. Ma 10 hektarów pola i jest ubezpieczona w KRUS. Wprawdzie (jak wszyscy rolnicy w Polsce) co do zasady nie płaci podatku dochodowego, ale jej dochód jest zbliżony do Andrzejowego. Skąd to wiemy? Kiedy córka Beaty złożyła wniosek o stypendium socjalne na uczelni, specjalistka wyliczyła jej dochód w oparciu o ogłaszane przez GUS dane o dochodach z tzw. hektara przeliczeniowego (za 2021 r.: 3288 zł rocznie, a więc 274 zł miesięcznie; po pomnożeniu przez 10 ha wyszło 2740 zł). Składka Beaty na ubezpieczenie zdrowotne wynosi 10 zł miesięcznie.

Podsumowując: Andrzej kupuje miejsce w kolejce do publicznej służby zdrowia za 3252 złote rocznie, a jego siostra – przy identycznych dochodach – za 120 złotych rocznie.

– Kompletnie nie wiem, dlaczego. I nie wiem, czy ktokolwiek wie. Oczywiście, poza politykami, którzy dbają w ten szczególny sposób o swój wiejski elektorat – komentuje prof. Adam Mariański.

To dbanie ma zresztą o wiele większy wymiar niż mogłoby się wydawać z przytoczonego wyżej przykładu. Jak nas informuje Teresa O’Neill, wicedyrektor i rzecznik prasowy KRUS, symboliczną składkę zdrowotną w wysokości złotówki za (pełny) hektar opłaca za siebie i bliskich tylko 37 proc. rolników (a ściślej – mieszkańców wsi, bo prawdziwi rolnicy stanowią raptem kilka procent) ubezpieczonych w KRUS.

– W listopadzie 2022 r. było 401 406 takich osób – podaje Teresa O’Neill. Kto płaci za pozostałe 63 procent, czyli 662 441 osób? Budżet państwa (ów przywilej dotyczy gospodarstw poniżej 6 ha). Czyli m.in. Andrzej, brat Beaty. Bo już ona – nie.

W przypadku ubezpieczonych w ZUS, drastyczny wzrost składek na NFZ nastąpił w ramach Polskiego Ładu zarówno u etatowców, jak i przedsiębiorców – choć u tych ostatnich w różnym stopniu, bo zależnie od formy prowadzenia działalności i rozliczeń z fiskusem obowiązuje ich kilka zupełnie odmiennych systemów i podsystemów naliczania składek. Ubezpieczony w ZUS etatowy pracownik zarabiający 5445 zł brutto, czyli 4410 zł na rękę – taka była w 2022 r. w Polsce mediana wynagrodzeń – płaci co miesiąc ponad 430 zł składki, przedsiębiorca o takim samym dochodzie rozliczający się wedle skali podatkowej lub liniowiec (19 proc.) oddaje do NFZ od 1 stycznia ponad 314 zł (od lipca zapłaci 324). Wynika to z nowej „filozofii” składki zdrowotnej, zgodnie z którą od 1 stycznia 2022 r. m.in. nie ma możliwości odliczenia od podatku dochodowego 7,75 proc. z 9 proc. zapłaconej składki (ale część przedsiębiorców może coś – znowuż na różnych zasadach – odliczyć). W praktyce oznacza to, że podatek dochodowy płacimy także od składki.

Osoby zarabiające w 2022 r. płacę minimalną (3010 zł brutto), przeważnie nie zdawały sobie sprawy, jak dużo pieniędzy brał od nich NFZ. Z uwagi na podwyższoną kwotę wolną, nie zapłaciły przez rok ani grosza podatku dochodowego, ale musiały oddać „na zdrowie” 2805 zł z groszami – czyli ponad jedną miesięczną pensję.

Co więcej, wszyscy ci słono ubezpieczeni spotykają się dziś w kolejce do „darmowego” lekarza z tymi, za których składek nie płaci literalnie nikt. Od 1 stycznia 2023 krąg tych drugich zasadniczo się powiększył, gdyż w nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz niektórych innych ustaw rząd – bez konsultacji z nikim – przemycił klasyczną wrzutkę znoszącą finansowanie z budżetu państwa składek m.in. za uczniów, studentów, doktorantów, dzieci w placówkach wychowawczych lub opiekuńczych, bezrobotnych, inwalidów, kombatantów, żołnierzy odbywających zasadniczą służbę wojskową lub ćwiczenia i terytorialsów oraz szereg innych osób. Pomysłodawcy (?) tłumaczą, że chodziło o „optymalizację wydatków budżetowych”.

– Wszyscy wymienieni w ustawie zachowali jednak status ubezpieczonych. Czyli prawo do leczenia „na NFZ” – jednakowoż bez stosownych dotacji na ten cel. Mamy zatem mniejsze wpływy NFZ, a zadania te same – komentuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Zaorać i napisać od nowa

Zdaniem Joanny Szyman, sytuację w opiece zdrowotnej mogłoby – nomen omen – uzdrowić z jednej strony wprowadzenie powszechnej, jednolitej, składki zdrowotnej, a z drugiej – dopuszczenie konkurencji w usługach medycznych. Bez tego efektywność placówek świadczących usługi „na NFZ” nigdy nie zbliży się do tej osiąganej przez placówki prywatne; ergo: w obecnym systemie możemy wpłacać do kasy Funduszu dowolnie astronomiczne kwoty, łupiąc bezlitośnie wybrane grupy płatników (czytaj: nieswoich wyborców), a i tak nie doprowadzi to do skrócenia kolejek do lekarzy.

Dr Tomasz Lasocki z Katedry Prawa Ubezpieczeń Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla, że – zgodnie z konstytucją – państwo polskie powinno zapewnić obywatelom jak najszerszy, powszechny dostęp do opieki zdrowotnej. – Jest to zgodne z zachodnioeuropejskim modelem zakładającym, że nikt – mówiąc w dużym skrócie – „nie może umierać na ulicy”. W niewydolnych systemach niejeden nie doczeka pomocy, umierając w kolejce do lekarza, ale jest to sytuacja niedopuszczalna – system ma być ogólnodostępny i wydolny. Skoro każdy ma mieć dostęp, to model ubezpieczeniowy się do tego nie nadaje, ponieważ ktoś bez ubezpieczenia powinien nie otrzymać opieki, czego jako społeczeństwo nie chcemy. Jak to zatem sfinansować? Po prostu z podatków, przy czym nie ma sensu tworzenie odrębnego „podatku zdrowotnego” – a tak naprawdę właśnie nim jest obecnie tzw. składka na NFZ – komentuje naukowiec.

Zastrzega, że alternatywnie można sobie wyobrazić jednolitą składkę ryczałtową od każdego obywatela (czyli jakąś formę „pogłównego”), ale jeśli nie odmawialibyśmy opieki nawet w razie jej nieopłacenia, to i tak byłby to podatek – choć ryczałtowy. Dołączenie dzisiejszej „składki zdrowotnej” do podatku dochodowego jest pomysłem prostszym, bo ewolucyjnym w stosunku do tego, co mamy.

Aby to jednak miało głębszy sens, system musi być przejrzysty, logiczny i w miarę sprawiedliwy. Człowiek musi wiedzieć, za co płaci i czego może w zamian za to oczekiwać od państwa. Dzisiaj związek między płaconą daniną a usługą zdrowotną po prostu nie istnieje. Mamy misz-masz, nieprzenikniony i kompletnie niezrozumiały konglomerat wielu zasad: innych dla etatowców, innych dla różnych grup przedsiębiorców, innych dla miasta, innych dla wsi, innych dla różnych grup rolników, do tego całą masę przywilejów, wyjątków… Płacimy kilka różnych podatków zdrowotnych, których nikt nie rozumie i nikt nie potrafi wyjaśnić, kwituje dr Lasocki.

Prof. Adam Mariański mówi wprost: obecnego systemu składki zdrowotnej nie da się naprawić, ponieważ jest on ściśle powiązany z jeszcze bardziej chaotycznym, absurdalnym i niesprawiedliwym systemem podatku dochodowego. – Po szoku Polskiego (Nie)Ładu jedyne, co można zrobić, to to wszystko zaorać. I napisać od nowa – uważa profesor.

======================

Mail:

Gdyby to była „składka”, to można by się na nią nie zgodzić: W razie potrzeby sam sobie opłacę doktora.

2] Znajoma nauczycielka na pól etatu – płaci dwa razy „składkę zdrowotną” Drugi – jaki właścicielka mikro-firmy, prawie bez dochodu.

Polityk Roku 2022

Polityk Roku 2022

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  17 stycznia 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5321

Centralne Biuro Badania Opinii Społecznej przeprowadziło badanie, który polityk w Polsce zasługuje na miano „Polityka Roku 2022”. Okazało się, że pan prezydent Andrzej Duda.

Co prawda uważa tak tylko 12 procent badanych, ale dobra psu i mucha, bo na pozostałych Umiłowanych Przywódców wskazało jeszcze mniej. Co innego w skali światowej. W skali światowej 20 proc. Polaków wskazało na prezydenta Ukrainy Włodzimierza Zełeńskiego, podczas gdy na prezydenta USA Józia Bidena zaledwie 15 procent.

Czytając te statystyki doznaję tak zwanych „mieszanych uczuć”. Z jednej strony za najpopularniejszego polityka w Polsce uchodzi pan prezydent Duda, ale – jak wspomniałem – na poziomie raczej minimalnym. Myślę tedy, że taki rezultat osiągnął pan prezydent nie dzięki jakimś swoim zasługom, bo chyba nie wynaleziono jeszcze aparatu fotograficznego, który te zasługi mógłby utrwalić, tylko dlatego, że propaganda zarówno z jednej strony, to znaczy – ze strony obozu „dobrej zmiany” – wycelowana jest na Donalda Tuska i z rządowej telewizji codziennie możemy się dowiedzieć, jakim to łajdakiem jest Donald Tusk, a ze strony drugiej, to znaczy – obozu zdrady i zaprzaństwa, propaganda nacelowana jest na Jarosława Kaczyńskiego i na przykład z TVN, możemy codziennie dowiedzieć się, jakim to łajdakiem jest Jarosław Kaczyński, a w najlepszym razie – któryś z jego pretorianów.

Słowem – możemy się dowiedzieć tyle, co nic – bo chociaż i jedna i druga opinia może być przecież prawdziwa, to co tu ukrywać – specjalnie naszej wiedzy ani o Polsce, ani o świecie nie poszerza. Korzysta z tego pan prezydent Duda, który – nawiasem mówiąc – wcale nie jest ani gorszy ani głupszy od poprzednich prezydentów naszego nieszczęśliwego kraju. Taki na przykład generał Jaruzelski wprawdzie był prezydentem, ale – jak relacjonował francuski dziennikarz Guy Sorman, który zbierając materiały do książki „Wyjść z socjalizmu” odwiedził go w Belwederze – panowała tam cisza i pustka. Lech Wałęsa; no cóż – jak opowiadali mi jego współpracownicy – oddawał się on „pracy naukowej” to znaczy – rozwiązywaniu krzyżówek – i żeby przypadkiem nikt go przy tej czynności nie zaskoczył, Mieczysław Wachowski przeniósł mu gabinet na piętro, dzięki czemu można było zyskać na czasie i nawet w razie niespodziewanej wizyty jakiegoś etranżera, materiały służące pracy naukowej ukryć. O Aleksandrze Kwaśniewskim nie mogę powiedzieć ani jednego dobrego słowa, może poza tym, że nosił garnitury i mówił językami – bo nie wykorzystał on ani jednej okazji, żeby załatwić dla Polski jakiś interes państwowy, chociaż takie możliwości podczas jego podwójnej, 10-letniej kadencji się pojawiały.

Prezydent Lech Kaczyński z kolei koncentrował się na działaniach pozornych, na podstawie których dzisiaj jego wyznawcy przypisują mu nawet zdolności profetyczne. Z kolei prezydent Komorowski zasłynął chyba najbardziej z występu w Japonii, gdzie stojąc na fotelu speakera tamtejszego parlamentu, prowadził dialog z panem generałem Koziejem, jako swoim „siogunem”.

No a teraz pan prezydent Andrzej Duda, o którym w ramach myślenia pozytywnego, do którego wszyscy nas zachęcają mogę powiedzieć, że – podobnie jak prezydent Lech Kaczyński – nie został zarejestrowany jako tajny współpracownik ani polskiej, ani żadnej innej bezpieki, co przytrafiło się panu premierowi Morawieckiemu. Nie jest to wiele, ale cóż robić; taki los wypadł nam, że na prezydentów naszego bantustanu rodacy wybierają akurat takich jegomościów? Zwłaszcza dwukrotny wybór Aleksandra Kwaśniewskiego dowodzi moim zdaniem całkowitego zaniku instynktu politycznego naszego narodu, który upodobał w nim sobie chyba ze względu na ludowe przysłowie, że „pokorne cielę dwie matki ssie”. Aleksander Kwaśniewski rzeczywiście udowodnił, że jest wyjątkowo zdolnym ssakiem, bo wyssał co się tylko dało i z komuny i z demokracji.

Co sprawiło, ze na drugą kadencję wybrany został pan prezydent Duda – trudno zgadnąć – chyba, że przypomnimy sobie, iż jego konkurentką początkowo była posągowa pani Małgorzata Kidawa-Błońska, której Wielce Czcigodny poseł Pupka musiał scenicznym szeptem podsuwać prawidłowe odpowiedzi na konferencjach prasowych, a potem – pan Rafał Trzaskowski, którego uważam za zarozumiałego blagiera. Tymczasem przegrał z panem prezydentem Andrzejem Dudą minimalnie, co wzbudza podejrzenia, że rodacy nie mają nic przeciwko temu, by na czele ich państwa stał właśnie ktoś taki.

O ile jednak wyniki badań CBOS na temat tubylczych Umiłowanych Przywódców potwierdzałyby smutną prawdę o stopniowym zanikaniu instynktu politycznego, to z kolei wyniki odnoszące się do polityków w skali światowej dowodzą czegoś jeszcze gorszego – mianowicie całkowitej utraty zdolności do myślenia w kategoriach politycznych. Jakiż bowiem inny wniosek można wyciągnąć z faktu, że w rankingu na Polityka Roku 2022 w skali światowej 20 procent uzyskał ukraiński prezydent Włodzimierz Zełeński, podczas gdy amerykański prezydent Józio Biden uzyskał zaledwie 15 procent?

Jeszcze za głębokiej komuny będąc we Wschodnim Berlinie, rozmawiałem z moim niemieckim przyjacielem, człowiekiem rozgarniętym i wykształconym, o wybitnym przywódcy socjalistycznym Adolfie Hitlerze. Mój rozmówca twierdził, że był on również wybitnym politykiem, bo nie tylko podniósł Niemcy z politycznego upadku, ale natchnął Niemców ideą panowania jeśli nie nad całym światem, to przynajmniej znaczną jego częścią. Zatem – i wielki i w dodatku – skuteczny. Że wielki – z tym specjalnie się nie spierałem, bo wszyscy politycy uznani za „wielkich”, jak na przykład Aleksander Macedoński, Juliusz Cezar, Czingis Chan, czy Napoleon Bonaparte, o którym z taką czułością śpiewamy w naszym hymnie, dążyli albo do władzy nad światem, albo przynajmniej nad jakąś jego częścią, więc Adolf Hitler również na ten przymiotnik zasługuje. Natomiast ze skutecznością, to całkiem inna sprawa. Adolf Hitler, w ciągu zaledwie 12 lat, jakie dzieliły rok przejęcia władzy w Niemczech od samobójczej śmierci, doprowadził do rozgromienia Niemiec i likwidacji tego państwa. Trudno w tej sytuacji uznać go za polityka skutecznego, skoro rezultat tak się różnił od intencji.

Wspominam o tamtej rozmowie, bo wydaje mi się, że nie tylko rzuca ona światło na osiągnięcia prezydenta Zełeńskiego, ale również – i to jest znacznie gorsze – na stan myślenia politycznego naszego społeczeństwa. Co prawda, prezydent Zełeński, będący wynalazkiem żydowskiego „oligarchy” Igora Kołomojskiego, który zrobił z niego prezydenta, tylko kontynuował politykę, w jaką Ukraina została wkręcona w roku 2013 przez amerykańskiego prezydenta Obamę, który wyłożył 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie „Majdanu” i dokonanie tam przewrotu politycznego pod hasłami narodowo-wyzwoleńczymi, ale nawet w tych okolicznościach powinien był zrobić wszystko, by uchronić swój kraj przed wepchnięciem go w rosyjską maszynkę do mięsa.

Jak bowiem szczerze zauważył podczas swojej pielgrzymki do Kijowa amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin, z amerykańskiego punktu widzenia celem wojny na Ukrainie jest „osłabienie Rosji”, a cena, jaką za ten, nawiasem mówiąc, wcale nie taki pewny rezultat, zapłacą Ukraińcy, nie ma większego znaczenia. Jakie były warunki Putina, zanim Rosja dokonała inwazji, co Putinowi powiedział Józio Biden podczas dwukrotnych, długich rozmów w czerwcu I lipcu 2021 roku i zatem – na jakich warunkach można było uchronić Ukrainę przed nieuchronną dewastacją, a naród ukraiński – przed stratami, które – co gorsza – w tym roku mogą być jeszcze większe – tego wszystkiego polska opinia publiczna nie wie, ponieważ jest skazana na prawdy preparowane przez pierwszorzędnych fachowców z ukraińskiego Sztabu Generalnego, któremu z kolei linię postępowania i propagandy wyznaczają pierwszorzędni fachowcy z Pentagonu. Wiemy tyle, że Putin to bandyta, a Zełeński – to „heroj”, a herojam – wiadomo – nic, tylko „sława” – no i – jak myślę – dlatego aż 20 procent rodaków uważa Włodzimierza Zełeńskiego za „Polityka Roku 2022”, a prezydenta Józia Bidena za takiego uważa zaledwie 15 procent.

Tymczasem na tytuł „Polityka Roku 2022” i to nie na poziomie 15, ani nawet 20 procent, tylko całych 100 procent, zasługuje właśnie Józio Biden. Nie tylko wykorzystał okazję, jaką stwarzało uwikłanie Rosji w konflikt z Ukrainą w rezultacie „Majdanu”, żeby Ukrainę uzbroić po zęby, nie tylko skutecznie usztywnił prezydenta Zełeńskiego wobec Rosji, by wkręcić Ukrainę w ruską maszynkę do mięsa, dzięki czemu może prowadzić z Rosją wojnę na odległym od USA, europejskim przedpolu i to bez użycia własnych żołnierzy, których szczęśliwie udało się ewakuować z Afganistanu, tylko – do ostatniego Ukraińca – a być może również – ostatniego Polaka – o ile spełniłyby się mrzonki pana prezydenta Dudy o oddaniu Polski Ukrainie, czyli „unii” i marzenia pana Bartosiaka, który już teraz wysłałby do Rosji polskich żołnierzy, żeby w ruską maszynkę do mięsa wkręcić również Polskę.

Polska bowiem, w odróżnieniu od Ukrainy, gotowa jest za dostawy amerykańskiej i koreańskiej broni i amunicji płacić. Przynajmniej pod tym względem prezydent Zełeński jest mądrzejszy od prezydenta Dudy, rządu „dobrej zmiany” i obozu zdrady i zaprzaństwa, chociaż z drugiej strony zdewastowana Ukraina płacić nie bardzo ma czym, pozostając już nie na finansowej kroplówce, co na prawdziwej finansowej transfuzji Zachodu. Bo prezydentowi Bidenowi pod pretekstem wojny o „osłabienie Rosji” udało się mocno chwycić Europę za twarz, wskutek czego europejska gospodarka ulega też postępującej dewastacji wskuktek obosiecznych „sankcji”, podczas gdy USA na wojnie zarabiają. Rząd zaciąga kredyty w Rezerwie Federalnej, która wprawdzie kreuje dolary z powietrza, ale już koncerny zbrojeniowe za broń i amunicję nie tylko dostają forsę „prawdziwą”, ale w dodatku płacą rządowi od tego podatki, więc – jak to się mawiało w sferach kupieckich – „biznes sze kręczy” – a w związku z tym wojna z Rosją na Ukrainie może trwać jak najdłużej, niechby i do ostatniego Ukraińca. Co tu ukrywać; prawdziwy majstersztyk! Czy to wykombinował sam prezydent Józio Biden, czy też doradził mu ktoś starszy i mądrzejszy – to nieważne, bo chodzi tylko o to, komu powinien przypaść tytuł „Polityka Rosku 2022”.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

W… „Mennicy Polskiej” biją i sprzedają OBECNIE „monety kolekcjonerskie” z Lilith, Belzebubem, Mefisto, Szatanem itp. Idealne na czarne msze. Niedrogo…Już się w ogóle nie kryją

W… „Mennicy Polskiej” biją OBECNIE „monety kolekcjonerskie” z Lilith, Belzebubem, Mefisto, itp. Niedrogo…

[Na podstawie: Szatańskie nasienie http://pioter.szkolanawigatorow.pl/szatanskie-nasienie MD]

Kamerun zamawia satanistyczne monety, medale w… „Mennicy Polskiej” Czy istnieje jako państwo? 

[pytanie dotyczy tak Kamerunu, jak Polski. Poniższy tekst głównie powielam, niektóre zdania uważam za zbyt łagodne. Mirosław Dakowski].

===========================================

Tu już nie chodzi o to, że koncesję na wyrób świecidełek udających monety sprzedano jakim szemranym firmom. Takie rzeczy działy się w różnych miejscach i w różnym czasie, nawet w Polsce w latach 80-tych. Zawsze jednak należało z władzami wydającymi koncesje uzgadniać końcowe efekty. A Kamerun nie ma już żadnego wpływu na to, co się na monetach opatrzonych ich godłem znajduje.

Nakłady są niewielkie. 500 sztuk tylko. Ale to jest przełamanie pewnego tabu, które nie powinno być nigdy naruszone. Bo nawet jeśli kiedyś pokazywano na monetach demony, to było to zawsze w takiej formie, że osoby postronne nie były w stanie tego stwierdzić. W Kamerunie natomiast wszystko jest jasne.

. Na wszystko znajdą się kupcy. I zawsze znajdą się ludzie, którzy będą próbowali zarobić na tym.

Przenoszenie jednak demonologii do numizmatyki do niczego dobrego nie doprowadzi.

Czym innym bowiem są różnego rodzaju żetony czy medale. Ich funkcja jest bowiem nagrodowa czy rozpoznawcza. A czym innym są monety – nawet tylko takie błyskotki – które z definicji mają umarzać zobowiązania. Ale w tym wypadku żadne zobowiązania podlegać umorzeniu nie będą. Z demonami bowiem nie można nie można dyskutować o pięknie, prawdzie czy też użyteczności. Nie można z nimi wogóle dyskutować, bo wszelka dyskusja jest tylko złudzeniem.

Te monety pojawiały się w ofercie różnych firm numizmatycznych od 2020 roku.

 Co roku wybijano jeden model w Mennicy Polskiej w Warszawie. Wszystkie są srebrne o wadze 2 uncji (62 g). I pewnie znajdują nabywców, bo inaczej by z tego precederu zrezygnowano.

==================================

MD: Przykład z reklamy w „Mennicy Polskiej”:

Mefistofeles, 2000 franków CFA, Seria: Diabły i Demony

Seria: Diabły i Demony

Cena produktu:

1 119,00 zł

Opis

Oto mroczny król podziemia

  • Nowoczesny projekt
  • Najwyższy kunszt sztuki mincerskiej
  • Dwie uncje srebra próby
  • Ponadczasowe zdobienia

Fascynują Cię ciemne moce? Belzebub, utożsamiany z Lucyferem, synonim diabła i uosobienie wszelkiego zła, przedstawiany jest jako demon bądź władca much. Ten upadły anioł i piekielny książę zajmuje ważne miejsce w ikonografii wielu kultur. Chciałbyś widzieć go w swojej kolekcji?

=================================

===================================

W Warszawie potrzebni są egzorcyści.

Скандал на Украине: В Киеве проговорились: Летевшую над Днепропетровском ракету сбили. Она взорвалась, когда упала на подъезд.

Скандал на Украине: В Киеве проговорились, что на самом деле случилось в Днепре

15.01.2023 „Oбещайте все, вешать будем потом„…

Летевшую над Днепропетровском ракету сбили. Она взорвалась, когда упала на подъезд.

https://rusonline.org/ukraine/skandal-na-ukraine-v-kieve-progovorilis-chto-na-samom-dele-sluchilos-v-dnepre

Трагедия в Днепропетровске произошла по вине сил ПВО ВСУ, атаковавших цель прямо в жилом квартале. Это только что признал Алексей Арестович в эфире у Марка Фейгина.

Напомним, при страшном взрыве в Днепропетровске разрушен жилой дом, погибли люди. Видео опубликовано в закрытом телеграмм канале „ШТОРМ Новости”.

Как мы сразу писали — это результат работы ПВО ВСУ. Теперь это то-ли специально, то-ли по глупости официально признал Арестович, чем вызывал настоящий скандал.

„ПРОСТО ВЗЯЛ И ВСЁ ОБНУЛИЛ”

Украинские паблики уже откровенно признают, что Арестович сорвал им психологическую спецоперацию в виде плясок на костях погибших жителей Днепра и обвинений России.

Мэр Днепра, кровавый рейдер Боря Филатов („обещайте все, вешать будем потом„) тоже возмущен внезапным срывом психологической спецоперации по дискредитации России. Он призвал СБУ и контрразведку отреагировать на заявление Арестовича. Вот так вот. Кто-то старался, устраивал шоу на ходу, но впопыхах не успел со всеми согласовать. Это фиаско братан. Кстати, скандальное видео заявления Арестовича, а также мощный взрывы в Днепре уже опубликованы и детально разобраны в закрытом телеграмм канале „ШТОРМ Новости”

==================

mail:

Nawet sam Arestowicz (rzecznik Zełenskiego) wygadał się, że uderzenie rosyjskiej rakiety w blok mieszkalny to błąd ich obrony plot. – chyba ukamienują go za zepsucie propagandowej zabawy na bazie tej tragedii.
Natomiast „ranna dziewczyna z bloku” to kolejna ustawka – to „aktorka” Nastia Szwec, zatwardziała nazistka, banderówka. Jej liczne popisy odnaleziono w soc-sieciach.