Rosja Putina czy Maryi? Roberto de Mattei: Putin to fałszywa alternatywa. Prawdziwą jest Fatima

Roberto de Mattei: Putin to fałszywa alternatywa. Prawdziwą jest Fatima

Przesłanie z Fatimy jest kluczem do interpretacji dramatycznych wydarzeń z ostatnich dwóch lat. W szczególności zaś tego, co dzieje się obecnie na Ukrainie.

Zrozumiałe, że to doświadczenie powinno być obce współczesnemu człowiekowi zanurzonemu w relatywizmie. Najbardziej jednak uderza ślepota tak wielu katolików niezdolnych, by wznieść się na poziom, który pozwala pojąć te wydarzenia mające miejsce w dramatycznych godzinach historii. A po pandemii Covid doświadczamy dramatycznej godziny wojny.

Fakty są następujące: 21 lutego 2022 roku Władimir Putin w przemówieniu do narodu ogłosił uznanie niepodległości separatystycznych republik Doniecka i Ługańska, a następnie zlecił, by oddziały weszły w do rejonu Donbasu w celu zapewnienia pokoju. 24 lutego Putin ogłosił w kolejnym przemówieniu, że autoryzował specjalną operację militarną nie tylko w Donbasie, ale także na wschodniej Ukrainie. Rosyjska inwazja na Ukrainę wkrótce okazała się dużo większa i bardziej tragiczna niż tego oczekiwano, wywołując na całym świecie atmosferę głębokiego lęku.

Jak zareagowały Włochy i Zachód w obliczu rosyjskiej agresji wymierzonej w Ukrainę? Z jednej strony był to wybuch uczuć oburzenia i solidarności z narodem ukraińskim. Jednakże z drugiej strony pojawiło się poczucie sympatii do inicjatywy Putina, co spowodowało powstanie frontu, który nazwę kolaboranckim. Określenie kolaboracjonizm wskazuje w języku politycznym na ideologiczne wsparcie dla obcego państwa, które dokonuje inwazji. Termin ten został ukuty w czasie II wojny światowej, by określić współpracę z hitlerowcami na okupowanych przez nich terytoriach.

Kolaboracjonizm nie jest jedynie aktem kolaboracji, lecz ideologią – jednoznacznie lub w pewien sposób domniemaną. To zjawisko wskazuje, że inwazja Rosji na Ukrainę zasługuje na analizę pod względem trzech różnych ekspresji, jakie przybrała do tej pory.

Pierwsze stanowisko należy do tych, którzy mówią lub myślą, że Putin całkowicie nie ma racji, ale że wygrywa i że stawianie mu oporu doprowadzi Europę i Ukrainę do większego zła niż zło inwazji. Na przykład według włoskiego dziennikarza Vittoria Feltriego, Zełeński jest gorszy od Putina, któremu wydał na rzeź swój nieprzygotowany naród. Cytuję: „Ukraiński lider powinien był się poddać i nie stawiać oporu. W rzeczywistości lepiej być pokonanym niż martwym”. Otóż „lepiej być pokonanym niż martwym” to slogan, który zawiera filozofię życia tych, którzy stawiają swój partykularny interes ponad wszelkie inne względy wyższego porządku. Nie ma wartości czy dóbr jakkolwiek wysokich, dla których warto się poświęcić i umrzeć.

Jeśliby preferować rosyjską inwazję nad oporem, to oznacza, że życie – życie materialne – tak spokojne i długie, jak to możliwe, jest najwyższym i podstawowym dobrem. Jest to filozofia życia pacyfisty, który w latach 90. XX wieku, kiedy sowieci instalowali swoje pociski SS przeciwko Europie, sprzeciwiał się pociskom NATO sloganem: „Lepiej być czerwonym niż martwym”. To filozofia życia tych, którzy w 1939 roku zastanawiali się, czy słuszne było umierać za Gdańsk, według sloganu zainicjowanego przez socjalistycznego deputowanego Marcela Déata. Argumentowano, że nie było warto ryzykować wojny dla obrony miasta Gdańska, którego podbiciem ambicja Hitlera prawdopodobnie byłaby zaspokojona. A socjalista Déat będzie znany z założenia partii z inspiracji narodowo-socjalistycznych reprezentując typowy przykład kolaboracjonizmu.

Jeśli jest to stanowisko, które zająć trzeba w obliczu agresora, to żądania Putina należy zaspokoić, by uniknąć śmierci i cierpienia ludzi. Nawet jeśli po Ukrainie miałby najechać kraje bałtyckie, a stosując szantaż nuklearny również Europę Zachodnią. Taka jest ta logika. Ukraińscy mężczyźni, którzy nie opuszczają swojego kraju albo wracają, by walczyć po zapewnieniu bezpieczeństwa swoich rodzin na Zachodzie – porzuceni przez relatywistyczną i bezwzględną Europę – wyrażają swoim wyborem przeciwną filozofię życia. To filozofia ludzi gotowych by poświęcić własne życie dla swojej wiary, z miłości do wolności i niepodległości swojej ojczyzny, z miłości do honoru i osobistej godności. Prawdziwy postęp, prawdziwy rozwój życia narodów jest silnie związany z tym duchem poświęcenia. To tutaj rodzą się uosobienia świętości i heroizmu.

Drugie stanowisko kolaboracjonizmu można sformułować następująco: Putin nie ma racji, ale nie dotyczy to tylko jego. Albo – co sprowadza się do tego samego – Putin także ma swoje powody. Jakie są te powody? Na przykład fakt, że po upadku Muru Berlińskiego Zachód rzekomo upokorzył Rosję otaczając jej terytorium oddziałami NATO. Wydaje się to być rozsądny argument. Jednak, jeśli chcemy być całkowicie rozsądni, musimy pamiętać, że NATO zrodziło się jako system obrony przeciwko wojskom Paktu Warszawskiego; że Rosja nie wygrała, ale przegrała zimną wojnę i że zimna wojna pomiędzy dwiema superpotęgami wynikła z niefortunnego pokojowego Traktatu Jałtańskiego z lutego 1945 roku. Wówczas za zgodą zachodnich rządów Europę podzielono na dwie strefy wpływów. A komunizm sowiecki stał się absolutnym panem Europy Wschodniej.

Pokój jałtański, który redefiniował granice Europy po II wojnie światowej, był z kolei owocem Traktatu Wersalskiego, który obarczył Niemcy całkowitą odpowiedzialnością za I wojnę światową. Narzucił też ciężkie sankcje na Niemcy i przekazał Polsce korytarz gdański. Czy powinniśmy powiedzieć, że Hitler miał swoje powody najechać Polskę, ponieważ miasto Gdańsk nie było mniej niemieckie niż Donbas rosyjski? Jakiekolwiek były jego powody, Hitler miał plan, który był równie ekspansyjny, jak plan Putina. A dzisiejszy historyk, tak jak wczorajszy polityk, nie zgadza się z Nevillem Chamberlainem, który 30 września 1938 r. wrócił triumfalnie z Monachium z kruchym pokojem w ręku. Ale zgadzamy się z Winstonem Churchillem, który powiedział: Otrzymaliście wybór pomiędzy wojną a hańbą, my wybraliśmy hańbę a i tak będziemy mieli wojnę.

Być może po to, by uniknąć tego łatwego zastrzeżenia, kolaboracjonizm popada w trzecią formułę, bardziej spójną, ale jednocześnie bardziej zaskakującą niż pierwsze dwie. Przedstawiając prosto: wojna Putina jest wojną sprawiedliwą, a jeśli jest to wojna sprawiedliwa, opór ukraińskiego narodu jest niesprawiedliwy, a zachodnie sankcje na Rosję są niesprawiedliwe, ponieważ sankcje stosuje się wobec tych, którzy nie mają racji. A nie wobec tych, którzy mają rację.

A dlaczego Putin miałby mieć rację, dlaczego jego wojna miałaby być sprawiedliwa? Nie tylko dlatego, że broni interesów narodowych swojego kraju zawstydzonego przez Zachód, jak mówią, ale ponieważ jego wojna ma wymiar etyczny. Jak Cerkiew prawosławna nas zapewnia słowami moskiewskiego patriarchy Cyryla, Putin walczy przeciwko zdeprawowanemu Zachodowi, który autoryzuje parady dumy gejowskiej. Ponadto sam Putin często przedstawia się jako obrońca rodziny i wartości tradycyjnych porzuconych przez Zachód.

Jednakże w przemówieniu dla Klubu Wałdajskiego 22 października 2021 roku, w którym Putin zaatakował teorię gender i cancel culture, przyznał, że Rosja doświadczyła na długo przed Zachodem moralnej degradacji, którą on teraz potępia. 7 grudnia 1917 roku, kilka tygodni po przejęciu władzy przez bolszewików wprowadzono rozwody w Rosji. A aborcję zalegalizowano w roku 1920. I był to pierwszy raz na świecie, że zrobiono to bez żadnych ograniczeń. I to w Rosji wprowadzono przejście od rewolucji politycznej do rewolucji seksualnej, z np. eksperymentalnym przedszkolem Very Schmidt.

Był to eksperyment stworzony w 1921 r. w centrum Moskwy, gdzie dzieci wprowadzano w przedwczesną seksualność. Hamulce dla aborcji i rewolucji seksualnej wprowadził jednak nie Putin, ale Stalin w 1936 roku. Uświadomił sobie bowiem, że jego polityka siły będzie podminowana przez upadek moralności w Rosji. I Putin kontynuuje w podobnym duchu. Rosja jest dzisiaj krajem charakteryzującym się aborcjami i rozwodami, mając największy wskaźnik rozwodów na świecie. Nawet jeśli zakazuje parad gejowskich.

A jakie są tradycyjne wartości, z których Putin czerpie swą inspirację? Są to wartości moskiewskiego patriarchatu, który dzisiaj polega na Putinie, tak jak wczoraj polegał na Stalinie. Putin z kolei, podobnie jak Stalin, polega na patriarchacie moskiewskim. Patriarchat moskiewski wykorzystuje władzę polityczną, by bronić prymatu prawosławia. A państwo korzysta z Cerkwi, by skonsolidować poczucie tożsamości i patriotyzmu rosyjskiego narodu.

Rosyjska misja imperialna nie koresponduje jedynie z geopolitycznymi ambicjami Putina, ale także z wymogami patriarchy Cyryla, który powierzył Putinowi misję stworzenia euroazjatyckiego III Rzymu na ruinach II katolickiego Rzymu, którego przeznaczeniem jest zniknąć, jak całego Zachodu. Jednak czy katolik może zaakceptować tę perspektywę? To ogromnie godne pożałowania, że katolicki arcybiskup taki jak Carlo Maria Viganò przedstawia wojnę Putina jako wojnę sprawiedliwą w celu pokonania Zachodu.

Otóż Zachód jest pierworodnym synem Kościoła, dzisiaj coraz bardziej oszpeconym przez rewolucję, ale wciąż pierworodnym. Europejczyk, który się tego wypiera pod pretekstem walki z Nowym Ładem Światowym jest jak syn, który wypiera się swojej matki. Ponadto Nowy Ład Światowy jest starą utopią, która została zastąpiona nowym światowym nieładem. Władimir Putin jest jak George Soros agentem światowego nieładu. Putin, jak zauważa międzynarodowy ekspert Bruno Maçães, jest przekonany, że chaos jest fundamentalną energią władzy i że z dobrego powodu może on być uważany za Yaldabaotha, gnostyckiego demiurga, syna chaosu i lidera duchów świata podziemnego. A nowy nieporządek światowy przypomina nam o nieporządku doświadczonym przez zachodnie cesarstwo rzymskie pod wpływem inwazji barbarzyńców. 

Wśród dat, które przeszły do historii, zapisał się 31 grudnia 406 r., kiedy masy ludów germańskich przekroczyły skuty lodem Ren i wtargnęły w granice imperium. Jeden z tych ludów, Wandalowie, wtargnęli do Galii, przeszli Pireneje, przekroczyli Cieśninę Gibraltarską, podzielili prowincje rzymskiej Afryki. Imperium rzymskie było pogrążone w relatywizmie i hedonizmie, tak jak Zachód jest dzisiaj. Jednym z wiodących centrów zepsucia była Kartagina. Stolica rzymskiej Afryki cieszyła się reputacją raju dla homoseksualistów.

Ówczesny chrześcijański autor Salwian z Marsylii pisze, że barbarzyńskie armie potykały się wokół murów Kartaginy, kiedy chrześcijańscy wierni z miasta bawili się w cyrkach i szli do teatrów. Niektórym z nich podcinano gardła poza murami, gdy inni wciąż cudzołożyli w murach – pisze Salwian. Wandalowie zamiast tego, jak ludy germańskie opisane przez Tacyta, żyli w ascezie, niezepsuci przez pokusę publicznych widowisk, nie pobudzani bankietami. Ponieważ, jak pisze Tacyt, nie sprzyjają przywarom, a bycie zepsutym nie jest nazywane modą.

Co powinni byli zrobić chrześcijanie? Otworzyć bramy Wandalom? Kilka kilometrów od Kartaginy w mieście Hippona, gdzie był biskupem, św. Augustyn medytował właśnie nad inwazją barbarzyńców, gdy skomponował swoje arcydzieło „Państwo Boże”. Prefektem rzymskiej Afryki był Bonifacjusz, wierny przyjaciel św. Augustyna, którego Prokopiusz z Cezarei, wraz z Flawiuszem Aecjuszem, nazwał „ostatnim prawdziwym Rzymianinem”.

Biskup Hippony, św. Augustyn, nie wzywał do poddania, ale do stawiania oporu barbarzyńcom. I napisał do Bonifacjusza: „Pokoju nie szuka się, by wywołać wojnę, ale wojnę prowadzi się, by uzyskać pokój. A zatem pielęgnuj ducha pokoju, aby w zwycięstwie móc poprowadzić do dobra pokoju tych, których pokonasz”.

Bonifacjusz zawarował się w Hipponie, oblegany przez Wandalów. A podczas oblężenia, które trwało 14 miesięcy, św. Augustyn zmarł w sierpniu 430 r. w wieku 76 lat. Dopiero, kiedy zamilkł jego głos, Wandalowie zdobyli miasto. Opór Bonifacjusza pozwolił wschodnim wojskom wylądować w Afryce i połączyć swoje siły z siłami Bonifacjusza.

W ciągu tych samych lat inni biskupi zachęcali do oporu przeciwko barbarzyńcom. Św. Nikazy udał się na śmierć w katedrze w Reims. Św. Eksuperiusz, biskup Tuluzy, stawiał opór Wandalom, aż do swojej deportacji. Święty Lupus bronił Troyes, którego był biskupem. Święty Anian, biskup Orleanu, zorganizował obronę swojego miasta przeciwko Hunom, pozwalając rzymskim legionom dopaść Attylę i pokonać go. Katoliccy biskupi nie powiedzieli: Lepsi barbarzyńcy niż śmierć.

Jeśli chcemy pozbyć się wojny, musimy pozbyć się przyczyn wojny. A prawdziwą i głęboką przyczyną wojny, pandemii i kryzysu gospodarczego, który nabiera kształtu na horyzoncie, są grzechy ludzkości, która odwróciła się plecami do Boga i Jego prawa.

Podczas objawień fatimskich w 1917 roku Matka Boża powiedziała, że odejście narodów Europy od Boga prowadzi do Bożej kary w postaci wojny.

Cytuję: „Bóg (…) ukarze świat za jego zbrodnie poprzez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii świętej w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju”.

Przesłanie z Fatimy nie jest ogólnym zaproszeniem do modlitwy i pokuty. Jest to ponad wszystko obwieszczenie kary i ostatecznego triumfu Bożego miłosierdzia w historii. Są tacy, którzy myślą, że poświęcenia Rosji już dokonał Jan Paweł II. Kiedy w 25 marca 1984 na Placu św. Piotra poświęcił świat Niepokalanemu Sercu Maryi w odniesieniu do narodów, „których poświęcenia i powierzenia przez nas oczekujecie”.

Siostra Łucja początkowo powiedziała, że była niezadowolona z tej konsekracji, w której Rosja nie była wprost wspomniana. Ale później „zmieniła zdanie”, uważając akt Jana Pawła II za ważny [podobno zmuszona do tego „nakazem posłuszeństwa”.. MD] . Opinia siostry Łucji z pewnością jest autorytatywna, ale jest ona w sprzeczności z bardziej autorytatywnymi słowami Matki Bożej, które ta sama siostra Łucja nam przekazuje. 29 sierpnia 1931 r. w rzeczywistości siostra Łucja wysłała biskupowi Leirii straszne proroctwo naszego Pana. Otrzymała bezpośredni przekaz, według którego: „Oni nie chcą usłuchać mojej prośby. Jak król Francji, będą żałować i zrobią to, ale będzie to późno. Rosja już rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania przeciwko Kościołowi, Ojciec Święty wiele wycierpi”.

Cóż, upłynęło 38 lat od 25 marca 1984 roku. Spektakularne rozwiązanie sowieckiego reżymu bez powstania czy wojen w roku 1991 wydaje się być i być może było częściowym wynikiem tego poświęcenia. Jednakże Rosja się nie nawróciła, a komunizm nie umarł. Władimir Putin jest narodowym komunistą, który nie wyparł się błędów komunizmu. A Chiny to oficjalnie kraj komunistyczny, który w marcu 2022 ogłosił, że jego przyjaźń z Rosją jest solidna jak skała. Jednak nawet wśród katolików są ci, którzy uważają Putina za przeszkodę do realizacji Nowego Ładu Światowego, tarczę przeciwko Antychrystowi, którym jest Zachód, którym jest Rzym Piotra.

Mówi się, że wojna jest przedłużeniem stanu pogotowia pandemicznego i to nie może być zbieg okoliczności. Odpowiadamy: To prawda, przyjście wojny tuż po pandemii z jej skutkiem w postaci reżimu sanitarnego nie może być zbiegiem okoliczności. Ponieważ nie ma czegoś takiego, jak zbieg okoliczności. Ale Ten, który trzyma w dłoniach wątki wszechświata, nie jest Wielkim Bratem Orwella, jakimś bogiem wszechwiedzącym i wszechpotężnym, jak zły bóg gnostyków.

To, co rządzi wszechświatem i prowadzi wszystko ku chwale Boga to Boża Opatrzność.

Stąd wynikają kary, które chłoszczą nieskruszoną ludzkość dzisiaj. Epidemie, wojny, a jutro być może globalny kryzys gospodarczy, to wszystko nie jest przygotowaniem na przyjście Antychrysta, ale jest realizacją zlekceważonego proroctwa z Fatimy. Ukraińscy biskupi poprosili papieża Franciszka o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. Gorliwie przyłączamy się do tego apelu, który nadchodzi z Kijowa. Z bombardowanego Kijowa.

Z Moskwy nie przychodzi światło nadziei. Czy światło mogłoby przyjść z Kijowa? W Fatimie Matka Boża prorokowała nawrócenie Rosji. Ale nawrócenie oznacza powrót do źródeł, a źródła Rosji sięgają wstecz do nawrócenia świętego Włodzimierza, księcia Kijowa [to był zdobywca, wiking. MD] .

Ruś kijowska była jednym z pierwszych narodów, które weszły w świat średniowiecznego chrześcijaństwa przed popadnięciem pod dominację Mongołów, a potem książąt Moskwy, którzy przejęli antyrzymskie dziedzictwo Bizancjum. Część narodu ukraińskiego zachowała katolicką wiarę i wówczas Sobór Florencki w roku 1439, a następnie Unia Brzeska w 1595 r. odnalazły dla nich drogą do Rzymu. Encyklika Orientales omnes ecclesias z 23 grudnia 1945 zachęca Ukraińców do trwania w ich wierności Rzymowi. I stwierdza tutaj: „Wyjawiajcie przebiegłe drogi tych, co obiecują ludziom ziemskie korzyści i większe szczęście w tym życiu, ale niszczą ich dusze. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mego powodu, znajdzie je”.

W V wieku Goci, Wandale i Hunowie najechali imperium rzymskie, by podzielić się jego łupami. Dzisiaj Rosja, Chiny, Turcja, świat arabski chcą przejąć bogate dziedzictwo Zachodu, który uważają, jak powiedziano, za śmiertelnie chory.

Ktoś może powiedzieć: Gdzie jesteś Bonifacjuszu, który broniłeś Afrykę przed Wandalami? Gdzie jesteś Aecjuszu, który pokonałeś Hunów? Gdzie jesteście chrześcijańscy wojownicy, którzy chwyciliście za broń, by bronić świata, który umierał?

Odpowiadamy, że przeciwko atakującym wrogom mamy potężne bronie. Przeciwko bombie nuklearnej grzechu Matka Boża włożyła w ręce papieża poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi. I włożyła w nasze ręce Różaniec oraz nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca. Ale nade wszystko włożyła w nasze serca pragnienie triumfu Niepokalanego Serca nad ruinami reżymu Putina, reżymu chińskiego komunizmu, reżymu islamu i reżymów zepsutego Zachodu. Tylko Ona może tego dokonać. Nas poprosiła o niewzruszoną ufność, że tak się stanie, ponieważ nieomylnie to obiecała. To dlatego nasz opór trwa.

Roberto de Mattei

Tłum. Jan J. Franczak

Artykuł stanowi tłumaczenie spisanego materiału video „Russia’s War and the Message of Fatima” zamieszczonego przez Fondazione Lepanto na platformie YouTube.

W dymach bijących z wojny rosyjsko-ukraińskiej niektórzy próbują uwędzić sobie swoje półgęski ideowe. Objawy wojennej gorączki.

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  17 marca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5141

Gdyby dzisiaj żył literat i działacz Józef Ozga-Michalski, to pewnie znowu by napisał, że „w dymach bijących z wojny rosyjsko-ukraińskiej niektórzy próbują uwędzić sobie swoje półgęski ideowe”. Skoro mógł tak napisać przy okazji wojny izraelsko-arabskiej w roku 1967, to dlaczego nie miałby napisać podobnie teraz, tym bardziej, że to przecież prawda.

Wprawdzie z okazji koncertu charytatywnego na rzecz Ukrainy, wszystkie uczestniczące w nim gwiazdy straszliwie się pożarły na tle finansowym, ale skoro jest rozkaz, by podkreślać solidarność kobiet ponad wszelkimi granicami, to jakże nie podkreślać, zwłaszcza w dniu 8 marca? Toteż „Gazeta Wyborcza”, która z łaski starego żydowskiego grandziarza finansowego, próbuje całkowicie przejąć w Polsce rząd dusz mniej wartościowego narodu tubylczego, strasznie się nasładza „siostrzeństwem w czasie wojny”, podkreślając, że „tylko kobiety” mogły pomyśleć, że „ich siostry” będą potrzebowały rozmaitych rzeczy. Pani dr Monika Waluś, która to napisała, z pewnością chciała jak najlepiej, ale czy przypadkiem z tej gorliwości nie popadła w sprośne błędy Niebu obrzydłe z postaci zbrodniczego seksizmu? Jakże bowiem można, zwłaszcza w „Gazecie Wyborczej”, utrzymywać, że „tylko kobiety…” – i tak dalej – skoro przecież wszyscy, od niemowlęcia do starca, wiemy, że pan redaktor Michnik, z ogromną i nieustającą troską, myśli o wszystkim, więc jakże mógłby zapomnieć o siostrzanych potrzebach, zwłaszcza w czasie wojny? Wprawdzie pani Monika Waluś ma tytuł uczonego doktora habilitowanego i to w dodatku – z teologii – ale świadczy to tylko o tym, ze również uczeni doktorowie mogą popełniać błędy, zwłaszcza, gdy zapadną na wojenną gorączkę, która przybiera już postać kolejnej epidemii, mogącej z powodzeniem zastąpić epidemię zbrodniczego koronawirusa.[Por. sprostowanie na dole. MD]

To już właściwie się stało, bo – jak możemy się przekonać na podstawie wzruszających obrazków z Medyki i innych przejść granicznych – setkom tysięcy uciekinierów nikt nie robi testów na obecność zbrodniczego koronawirusa, nikt nie soli im mandatów za brak maseczek, podczas gdy pani kierowniczka Sejmu nadal po staremu pod tym pretekstem tradycyjnie wyklucza z obrad posła Grzegorza Brauna, nikt nie umieszcza ich na kwarantannie, tylko autobusy, jeden za drugim, rozwożą ich po całej Polsce, aż wzbudza to niepokój ekspertów medycznych, którzy przez ostatnie dwa lata zdążyli się przyzwyczaić do sprawowania władzy. Jak widać, nie ma rzeczy doskonałych, co zresztą już dawno odkrył Kukuniek, formułując teorię o plusach dodatnich i ujemnych. Nawiasem mówiąc, pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby Kukuniek własną osobą chciał pojechać walczyć o wolność dla Ukrainy. Wyobrażam sobie, jak ta pogłoska musiała przerazić Putina, bo skoro Kukuniek obalił komunizm, to czyż Rosja się przed nim ostoi?

Chętnych do zawojowania Rosji jest zresztą znacznie więcej, bo cały Legion pod komendą Pana Komendanta Adama Słomki, który nie zamierza wrócić na ojczyzny łono, aż dopiero po zdobyciu Moskwy. Jak się okazuje, jednym z objawów wojennej gorączki, która ogarnia nasz nieszczęśliwy kraj, są majaczenia o szpadzie. Jakże inaczej bywało w czasach, kiedy Polska rzeczywiście była mocarstwem. „Niech kogo świerzbią plecy, wsiada na Tatary. Ja z niego drwię pijęcy petercyment stary” – śpiewano w „Pieśni w obozie pod Żwańcem”. Ten Żwaniec przypadkowo leży akurat na Ukrainie, nad Dniestrem, w obwodzie chmielnickim. Co tam dzisiaj śpiewają – Bóg jeden wie – ale na pewno nie to.

Innym z kolei objawem wojennej gorączki jest zabawa w mocarstwowość, ogarniająca zwłaszcza środowisko Naszych Umiłowanych Przywódców. Odnoszę wrażenie, że tę właśnie przypadłość zamierzają wykorzystać Nasi Sojusznicy; zarówno ten Najważniejszy, jak i ci Mniej Ważni. Wychodząc naprzeciw naleganiom prezydenta Żełeńskiego, by jak najszybciej umiędzynarodowić konflikt tak, by wojna rozlała się na całą Europę, Departament Stanu „pozwolił” polskiemu rządowi przekazać Ukrainie posiadane przez Polskę samoloty MIG-29. Pan premier Morawiecki wprawdzie nie podejmuje starań, by Stany Zjednoczone sfinansowały uzbrojenie 200 tysięcy dodatkowych żołnierzy, o których Polska ma powiększyć swoją armię – bo Naczelnik Państwa w swoim przemówieniu podczas debaty nad ustawą o obronie Ojczyzny powiedział, że broń Polska będzie „kupowała – ale za to całą Europę rozstawia po kątach. Najwyraźniej podsycanie wojennej gorączki zwrotnie musi oddziaływać również na niego, zresztą na innych też – ale pojawiają się także, co prawda jeszcze nieliczni, ozdrowieńcy. Odpowiadając na „pozwolenie”, jakiego tubylczemu rządowi udzielił Departament Stanu, rzecznik rządu oznajmił, że to musi być „suwerenna decyzja” Polski. Najwyraźniej ktoś zrozumiał, że w interesie Naszego Najważniejszego Sojusznika mogłoby leżeć wpuszczenie Polski na minę, by w ten sposób wojna Ameryki z Rosją toczyła się na odległych przedpolach, zgodnie ze strategią elastycznego reagowania. „

Bella gerant alii, tu felix Austria nube” (niech inni wojują, a ty szczęśliwa Austrio zawieraj małżeństwa) – mawiano w dawnych czasach, a wiadomo, że słuszna myśl raz rzucona w powietrze, prędzej, czy później znajdzie swego amatora. Jeszcze bardziej stanowczo zareagował na takie zachęty rząd włoski oświadczając, że o żadnym przekazaniu Ukrainie włoskich samolotów „nie ma mowy”. [Por.: Broń zamiast pomocy humanitarnej: Na lotnisku w Pizie, pracownicy odmawiają załadunku samolotów do Rzeszowa, dalej na Ukrainę… ]

Nie tylko zresztą wojna, bo chociaż „cały świat” podziwia Polskę za wielkie serce, które nakazuje nam wpuszczać z Ukrainy setki tysięcy uchodźców na dobę, to Nasz Mniej ważny sojusznik, czyli Wielka Brytania, która i Ukrainie i Polsce niedawno zaoferowała sojusz, pochwaliła się udzieleniem ukraińskim uchodźcom 50 (pięćdziesięciu) wiz, podkreślając przy tym własną „hojność”.

Ale na tym nie koniec, bo jak tak dalej pójdzie, to doczekamy się również uchodźców z Rosji. Dobiegają stamtąd wprawdzie fałszywe pogłoski, jakoby aż trzy czwarte Rosjan popierało wojnę i Putina, ale – w odróżnieniu od tego, co podają nasze niezależne media głównego nurtu – nie ma w tym ani słowa prawdy, tylko putinowska propaganda. Prawda jest bowiem taka, że „cały naród” jest przeciw, w tym nawet znajomi oligarchowie pana Aleksandra Kwaśniewskiego, którzy są „mocno spacyfikowani”, a nawet „zastraszeni”.

Zresztą jakże inaczej, kiedy nawet taki pan Roman Abramowicz, w którego obronie stanął sam Yad Waszem, dzięki czemu nie został objęty sankcjami, na wszelki wypadek wyprzedaje się ze wszystkiego? Wprawdzie Yad Waszem oświadczył, że objęcie sankcjami pana Abramowicza „byłoby niesprawiedliwe wobec żydowskiego świata”, a więc w gruncie rzeczy – antysemickie – ale miejmy nadzieję, że płomienni bojownicy o wolność w końcu się opamiętają i ani nie będą popadać w seksizm, jak to się przytrafiło pani doktor Monice Waluś, ani w antysemityzm, kiedy przypomną sobie porzekadło: „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie!

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

=======================

Zadzwoniła do mnie pani Monika Waluś, oburzona tym, że w felietonie pt. Objawy wojennej gorączki, pomyliłem ją z dziennikarką „Gazety Wyborczej” o takim samym imieniu i nazwisku. Podobno jest aż sześć pań o takim imieniu i nazwisku i jedna z nich napisała w „Gazecie Wyborczej” artykuł – ale to nie była pani Monika Waluś, która do mnie zadzwoniła, informując, że jeśli w felietonie nie wykreślę tytułów naukowych przed nazwiskiem autorki publikacji w „GW”, to będę miał do czynienia „z prawnikiem”. Ponieważ ostatnio mam wiele do czynienia z prawnikami, to kontakt z jeszcze jednym nie sprawiłby mi żadnej przyjemności. Toteż chętnie wyjaśniam to nieporozumienie, przepraszając panią Monikę Waluś za przypuszczenie, że mogła ona pisywać artykuły do „Gazety Wyborczej”. Wykreślam również z felietonu tytuły naukowe, które prawdziwej autorce publikacji w „Gazecie Wyborczej” nie przysługują.

Stanisław Michalkiewicz

Ukraińcy będą mogli po „godziwym kursie” wymienić hrywnę na złote

Urszula Gwiazda https://www.rmf24.pl/news-ukraincy-beda-mogli-po-godziwym-kursie-wymienic-hrywne-na-zl,nId,5898869?utm_source=wykop.pl&utm_medium=link-6568037&utm_campaign=wykop-poleca#crp_state=1

—————————–

Być może już w przyszłym tygodniu bank  PKO BP będzie gotów do przyjmowania hrywien w ramach wymiany walutowej uzgodnionej ze stroną ukraińską – pisze czwartkowy „Puls Biznesu”. „Wszystko wskazuje na to, że już wkrótce Ukraińcy będą mogli po godziwym kursie wymienić hrywnę na złote na prostych zasadach” – czytamy.

Informacja w języku ukraińskim dla klientów kantoru przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie / 	Paweł Supernak   /PAP

Informacja w języku ukraińskim dla klientów kantoru przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie / Paweł Supernak /PAP

Dwa tygodnie temu Zbigniew Jagiełło, były prezes PKO BP, publicznie zaapelował do instytucji krajowych i unijnych o stworzenie funduszu, z którego byłyby wypłacane „niewielkie” kwoty dla uchodźców z Ukrainy.

Jak podkreśla gazeta, wielu z nich opuściło kraj bez środków do życia. „Ci natomiast, którzy zabrali ze sobą pieniądze, przekonali się, że hrywna jest praktycznie walutą niewymienialną, a jeśli ktoś gotów jest ją skupować, to po lichwiarskim kursie” – czytamy w gazecie.

Według „PB” problem prawdopodobnie będzie można rozwiązać w inny sposób. „Na początku minionego tygodnia Narodowy Bank Ukrainy (NBU) zezwolił lokalnym bankom na skup hrywny za granicą za dolary. To był pierwszy krok do odblokowania rynku międzybankowego i przywrócenia wymienialności ukraińskiej waluty. Dwa dni później Narodowy Bank Polski (NBP) zapowiedział, że wspólnie z NBU i PKO BP pracuje nad rozwiązaniem, które umożliwi Ukraińcom wymianę hrywny w placówkach tego banku” – czytamy.
Z informacji „Pulsu Biznesu” wynika, „że być może będzie to możliwe już w przyszłym tygodniu, a najpóźniej za kilkanaście dni”.

„PKO BP pracuje nad dostosowaniem 50-60 oddziałów w kraju do skupu hrywny. Kurs wymiany jest jeszcze ustalany ze stroną ukraińską. Ma obowiązywać limit na osobę w wysokości 1,2-1,3 tys. zł. Hrywna będzie skupowana tylko od osób legitymujących się paszportem ukraińskim” – czytamy w „PB”.

Zobacz również:

Winnice, jachty, wille, hotele – majątki rosyjskich oligarchów we Włoszech

Winnice, jachty, wille, hotele - majątki rosyjskich oligarchów we Włoszech

Ruszyło wydawanie numerów PESEL dla Ukraińców

Do środy, do godz. 15 nadaliśmy 17 tysięcy numerów PESEL dla dorosłych obywateli Ukrainy i prawie 15 tysięcy numerów dla dzieci – powiedział w środę pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa Janusz Cieszyński.

Największy w Polsce punkt wydawania numeru PESEL dla uchodźców z Ukrainy ruszy w sobotę na Stadionie Narodowym w Warszawie. To będzie około 100 stanowisk, gdzie w jednym momencie będzie można wydać numer PESEL stu osobom.

Nadanie nr PESEL nie oznacza wyrobienia dowodu osobistego. „Dowód osobisty jest dla obywateli polskich, który potwierdza także obywatelstwo Rzeczpospolitej Polskiej” – informuje MSWiA.

Kolejka do punktu obsługi uchodźców przed urzędem dzielnicy Warszawa Wola /Radek Pietruszka /PAP

Mail:

Pojebało ich.

Przecież 

a) jeśli Ukraina wygra – i tak Hrywna będzie latami mało warta bo odbudowa kosztuje

b) Ukraina przegra – Hrywna do utylizacji

c) Rozejm – Hrywna też g. warta.

Naprawdę widać że nas traktują gorzej niż ukrów.

Nikt by nas do domów na zachodzie nie przyjmował, nikt by nam złotówek jak się zawali, nie przyjmował po starym kursie. Nikt by nam nie pomógł.

Są różnice miedzy rozważna pomocą – opiekuję się rodziną , zostało mi 200 zł to pomogę . A co innego jak oddam wypłatę ukrom i moje dzieci będą głodne.

Bp. Schneider asks world’s bishops to unite with Pope in consecration of Russia on March 25


We hope, that even in the absence of a formal invitation from the Pope, many bishops will unite themselves to this act of consecration.

[Publikuję bo NASZE MODLITWY, teraz, mogą w dobrą stronę nagiąć wolę Głównych Aktorów tej sprawy. Mirosław Dakowski]

Dr. Maike Hickson https://www.lifesitenews.com/blogs/bp-schneider-asks-worlds-bishops-to-unite-with-pope-in-consecration-of-russia-on-march-25/

——————————-

(LifeSiteNews) – Today, Bishop Athanasius Schneider issued a statement calling upon the world’s bishops to join Pope Francis when he consecrates Russia and Ukraine to the Immaculate Heart of Mary on March 25, the Feast of the Annunciation.

LifeSite reached out to him yesterday, asking whether he could issue such a statement, after LifeSite’s founders John-Henry Westen and Steve Jalsevac issued a similar call, imploring readers to contact their bishops and ask them to join the March 25 consecration. They stated that “in all of our 25-year history, we have never put out a more urgent request than the one we are about to lay out to you now.”

The consecration of Russia is one key message of Our Lady of Fatima, who appeared numerous times to poor children in Fatima, Portugal, in 1917, with added requests given to one of the seers, Sister Lucia. Our Lady of Fatima requested this consecration in order to bring about peace to the world and the conversion of Russia.

In light of the Vatican’s announcement of the upcoming consecration of Russia and Ukraine, Bishop Schneider wrote in the statement as sent to LifeSite (see full text below) that this “ought to fill all Catholics with deep joy, consolation and encouragement, and we hope that it will also bring joy and solace to our dear Orthodox brothers and sisters in Russia and Ukraine.”

He then reminded us that, according to what Our Lady told Sister Lucia, “the Pope should invite all bishops to unite themselves with him in making this consecration.”

We hope, that even in the absence of a formal invitation from the Pope, many bishops will unite themselves to this act of consecration,” he added.

In the face of the “unprecedented spiritual crisis” that Church and state are currently undergoing, “the common collegial act of consecration to the Immaculate Heart, made by the Pope in union with the world’s bishops, will be a powerful instrument for Divine Providence to pour out those special graces which the Church and the world so urgently need,” Bishop Schneider concluded.

On February 24, a long-coming Russia-Ukraine war began. There are now millions of refugees and much suffering, so much so that at the beginning of March, the Ukrainian bishops had called upon Pope Francis to consecrate Russia to the Immaculate Heart of Mary. LifeSite reported today that they now also call upon all the bishops of the world to unite with Pope Francis and his consecration.

The Latin American bishops have already announced that they will join Pope Francis in his consecration of Russia and Ukraine.

Bishop Schneider also sent LifeSite a prayer for the consecration of Russia that he wrote earlier and that he now proposes as a novena in preparation for the March 25 consecration of Russia and Ukraine:

Preparatory Novena prayer for the Consecration of Russia and Ukraine to the Immaculate Heart of Mary

O Immaculate Heart of Mary, Holy Mother of God and our most tender Mother. Look down upon the distress in which the Church and all humanity finds itself due to the spread of godlessness, materialism and the persecution of the Catholic Faith, errors of which you warned in Fatima.

You are the Mediatrix of all graces. Obtain for us the grace that all the bishops of the world, in union with the Pope, may consecrate Russia and Ukraine to Your Immaculate Heart on March 25, 2022. By this consecration we hope – as you told us in Fatima – that, at a time appointed by God, Russia will be converted, and mankind will be granted an era of peace. We hope that by this consecration, the triumph of Your Immaculate Heart will soon draw near and the Church will be authentically renewed in the splendor of the purity of the Catholic Faith, the sacredness of the liturgy and the holiness of the Christian life.

O Queen of the Holy Rosary and our most tender Mother, turn Your merciful eyes toward the Pope, the bishops and each of us, and graciously hear our fervent and trusting prayer. Amen.

Full statement by Bishop Athanasius Schneider:

The Holy See has announced that Pope Francis will consecrate Russia and Ukraine to the Immaculate Heart of Mary on Friday, March 25, the Feast of the Annunciation, during a 5pm penance service in St. Peters’s Basilica. This news ought to fill all Catholics with deep joy, consolation and encouragement, and we hope that it will also bring joy and solace to our dear Orthodox brothers and sisters in Russia and Ukraine. As we know from Our Lady’s request to Sister Lucia, the Pope should invite all bishops to unite themselves with him in making this consecration.

We hope, that even in the absence of a formal invitation from the Pope, many bishops will unite themselves to this act of consecration. At a time when the Church and the world are passing through an unprecedented spiritual crisis, the common collegial act of consecration to the Immaculate Heart, made by the Pope in union with the world’s bishops, will be a powerful instrument for Divine Providence to pour out those special graces which the Church and the world so urgently need.

=============================

Dr. Maike Hickson was born and raised in Germany. She holds a PhD from the University of Hannover, Germany, after having written in Switzerland her doctoral dissertation on the history of Swiss intellectuals before and during World War II. She now lives in the U.S. and is married to Dr. Robert Hickson, and they have been blessed with two beautiful children. She is a happy housewife who likes to write articles when time permits.

Dr. Hickson published in 2014 a Festschrift, a collection of some thirty essays written by thoughtful authors in honor of her husband upon his 70th birthday, which is entitled A Catholic Witness in Our Time.

Hickson has closely followed the papacy of Pope Francis and the developments in the Catholic Church in Germany, and she has been writing articles on religion and politics for U.S. and European publications and websites such as LifeSiteNews, OnePeterFive, The Wanderer, Rorate Caeli, Catholicism.org, Catholic Family News, Christian Order, Notizie Pro-Vita, Corrispondenza Romana, Katholisches.info, Der Dreizehnte,  Zeit-Fragen, and Westfalen-Blatt.

Francja przedstawiła „rządowe plany” walki z nasturcją pnącą i z pluskwami. Plan ten obejmuje lata 2022-2030.

https://nczas.com/2022/03/17/francja-przedstawila-rzadowe-plany-walki-z-gatunkami-inwazyjnymi-i-z-pluskwami
Nie ma to, jak państwo etatystyczne. Wszystko musi być „interministerialne” i zatwierdzane przez najwyższe władze. Takim krajem jest Francja, gdzie przedstawiono właśnie „krajowy plan zwalczania inwazyjnych gatunków obcych”.

Chodzi o gatunki zwierząt i roślin wprowadzone poza ich zwykłe środowisko. Na liście są m.in. nutrie, szerszeń azjatycki, pierwiosnek pełzający, a nawet gołębie, które przybyły na francuską Gwadelupę, czy nasturcja pnąca, która pojawiła się na Reunion.

Sekretarz stanu ds. różnorodności biologicznej Bérangère Abba przedstawiła 15 marca krajowy plan walki z inwazyjnymi gatunkami obcymi. Plan ten obejmuje lata 2022-2030. Plan ocenia, że największe zagrożenie dotyczy terytoriów zamorskich.

Przewiduje się około 500 operacji tępienia inwazyjnych gatunków do 2025 roku. Mają być wprowadzone ograniczenia na handel, transport i posiadanie niektórych gatunków, takich jak krab niebieski, roślinę grubosz Helmsaz Nowej Zelandii, małża guagga z Ameryki, czy szerszenia wschodniego.

Kilka dni wcześniej (10 marca) także na poziomie rządowym, w Paryżu przedstawiono z kolei krajowy plan zwalczania pluskiew. Rząd wyznaczył nawet międzyresortowego koordynatora do jego realizacji.

Pluskwy stały się plagą wielu miast. Praktycznie wytępione we Francji w połowie XX wieku, pluskwy powróciły w ostatnich latach. Gniazdują w materacach lub prześcieradłach, ich ukąszenia swędzą i mogą być szczególnie trudne do zwalczania.

Plan walki” koordynuje François Lefort, członek Rady Generalnej ds. Środowiska i Zrównoważonego Rozwoju. Nie ma swojego budżetu, ale każde ministerstwo ma go współfinansować.

Planuje się kilka rodzajów działań. Zostaną uruchomione „kampanie uświadamiające”, pierwsza na początku 2023 r., ministerstwa mają nadzorować „zagrożone sektory”, jak hotelarstwo, placówki służby zdrowia, kina, itp. Będą szkolenia personelu medycznego z zakresu rozpoznawania ukąszenia pluskwy

We wrześniu 2022 r. zostanie utworzone „ogólnokrajowe obserwatorium”, które będzie gromadzić dane na temat tego zjawiska. Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia (ANSES) ma też przedłożyć pod koniec 2022 r. raport o pluskwach i skuteczności dostępnych środków owadobójczych w ich przypadku.

Departamenty i metropolie mają się włączyć w dezynsekcje i przekazać na to pieniądze z funduszy solidarności mieszkaniowej. Uruchomiono także infolinię i strony internetowe o pluskwach ( stop-punaises.gouv.fr ).

Źródło: France Info

A przecież już 120 lat temu krążyli po zaborach „węgrzy”, którzy sprzedawali patentowane środki przeciw pluskwom:

„Bierze pani danom pluskwę, otwiera jej pyszczek, i kroplę patentowanego środka do gęby”.

– No, ale jak ją mam, to przecież mogę zadusić?!?.

– Można tak, można i tak.. odpowiadał „węgier”.

TOGA CHAŁATEM PODSZYTA

3 marca 2022

Nie kasta lecz mafia” – tak wielu Polaków komentowało wypowiedź sędzi Ireny Kamińskiej podczas Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich we wrześniu 2016 roku. Prelegentka, występująca jako prezes Stowarzyszenia Sędziów “Themis” raczyła określić swoje koleżanki i kolegów jako zupełnie nadzwyczajną kastę ludzi.

https://moto.media.pl/toga-chalatem-podszyta/

Osobiście zgadzam się z sędzią Kamińską w stu procentach. Myślę, że dobrze wiedziała, co mówi. Członkowie mafii, po pierwsze – mają świadomość, że działają wbrew prawu i prędzej czy później odpowiedzą za swoje czyny, po drugie – muszą liczyć się z konkurencją innych mafii, które wymierzają “sprawiedliwość” po swojemu, czyli bez procesów i apelacji, a przy tym ostatecznie.

Członkowie kasty takich zagrożeń nie mają. Są bezkarni dożywotnio i z dodatkowym zagwarantowaniem “w stanie spoczynku” apanaży, o jakich ofiary ich “pomyłek” mogą tylko pomarzyć. Oczywiście, jeśli żyją. Przypadek Stefana Michnika, mordercy sądowego z czasów stalinowskich, który spokojnie dożył 92 lat pobierając emeryturę z kasy państwa także wówczas, gdy oficjalnie odcięło się od sowieckiej dyktatury jest tutaj wymowny lecz nie jedyny.

Po 1989 roku dekomunizacja miała również objąć środowisko sędziowskie. Niestety, nie objęła. Znacząca w tym zasługa niejakiego Adama Strzembosza, wiceministra sprawiedliwości w rządzie Tadeusza Mazowieckiego (1989–1990), a później m.in. pierwszego prezesa Sądu Najwyższego (1990–1998). Tenże autorytatywnie stwierdził, iż środowisko sędziowskie oczyści się samo. Albo taki naiwny, albo wręcz przeciwnie – realizował starannie zaplanowany scenariusz. Dodajmy od siebie – jak przystało na niegdysiejszego członka Związku Młodzieży Polskiej oraz magistra prawa z dyplomem uzyskanym terminowo i bezproblemowo w apogeum czasów stalinowskich. Teraz bredzi o honorze sędziowskim lecz szuka go tylko u sędziów z PiS-owskiego nadania. Sobie zapewne nie ma nic do zarzucenia. Nawet w kwestii “samooczyszczenia”.

Oczywiście, dzisiaj sędziowie nie mogą skazywać nikogo na karę śmierci, zatem i ewentualność potraktowania sędziowskiej togi jako skutecznej ochrony przed zarzutem popełnienia zbrodni sądowej spada do zera. Nie oznacza to jednak, iż ta sama toga nie chroni przed odpowiedzialnością za przestępstwa innego rodzaju, skutkujące w skrajnych przypadkach doprowadzaniem niesprawiedliwie osądzonych obywateli np. do wieloletniego więzienia czy do skutecznych prób samobójczych.

Gdybym miał scharakteryzować najkrócej kastę sędziowską w realiach obecnej, ponoć demokratycznej Polski, wówczas musiałbym odnieść się nie do tego środowiska jako całości lecz jego, co najwyżej kilkunastuprocentowej grupy, uosabianej przez spadkobierców stalinizmu, zarówno w ujęciu genetycznym, jak i ideowym. Są wprawdzie nieliczni lecz wyjątkowo wpływowi. Nawet nie muszą zajmować znaczących funkcji w sądowych strukturach. Wystarczy, że mają wiedzę o każdym, kto taką funkcję obejmuje lub – po prostu – chce w sądzie nadal pracować i awansować.

A jaka to wiedza? Ot, choćby o skłonnościach podwładnego do kilkudniowych imprez z alkoholem, narkotykami i prostytutkami w knajpach pozornie dyskretnych i godnych zaufania lecz nie na tyle, aby zabrakło stosownej dokumentacji, gdy zajdzie taka potrzeba. O ogłaszanych przez sędziego/sędzię wyrokach za kasę przekazaną przez – zawsze usłużnych – adwokatów, jeździe samochodem pod wpływem alkoholu, zdradach małżeńskich lub potrzebach finansowych wynikających z hazardowego nałogu względnie checi zamiany ciasnego mieszkania na wygodny dom. Zawsze znajdzie się jakiś “boss”, “caryca” czy “sekretarz”, którzy wiedzą, że takich ludzi najłatwiej “zadaniować”, czyli zlecać sprawy do rozstrzygnięcia pod aktualnie niezbędne – z powodów politycznych, prywatnych, biznesowych itp. – potrzeby.

Trudno zlekceważyć również ponadprzeciętne nasycenie tego środowiska agentami służb specjalnych. Kiedyś były to Urząd Bezpieczeństwa, Służba Bezpieczeństwa i Wojskowe Służby Informacyjne pod nadzorem sowieckiego NKWD, GRU i KGB, teraz często ci sami ludzie donoszą i realizują zlecenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (przed 2002 rokiem Urząd Ochrony Państwa), Służby Wywiadu Wojskowego (przed 2006 rokiem WSI) i Centralnego Biura Antykorupcyjnego pod dominującą kontrolą izraelskiego Mosadu. Wątpiącym warto przypomnieć akcję UOP z początku lat 90-ych ubiegłego wieku pod kryptonimem “Temida”, polegającą na werbowaniu agentury wśród “niezawisłych” sędziów. Ten sam UOP zatrudniając etatowych funkcjonariuszy weryfikował ich przydatność przede wszystkim po dokonaniach w tropieniu przejawów “antysemityzmu”. Efekty takiego pozyskiwania zawodowych szpicli poznałem aż nadto dobrze na własnej skórze. Mam doświadczenie z kilkunastu procesów w różnych rolach i praktycznie w każdym jako kluczowy zarzut wytaczany mi przez obrońców strony przeciwnej, a często i samych sędziów dotyczy rzekomego “antysemityzmu”, chociaż nigdy nie był on przedmiotem postępowania. Co ciekawe, mój “antysemityzm” polega na negatywnym – czego nie kryję – stosunku do potomków tzw. żydochazarów nie mających nic wspólnego z Semitami. Piszę o nich obszernie w tekście pt. “METRYKA KOCZOWNIKA”.

I jeszcze jeden paradoks – od wielu lat słowem i piórem bronię Palestyńczyków, ostatniego narodu semickiego (ok. 80 proc. populacji) przed zbrodniami dokonywanymi na nich przez izraelskich żydochazarów, wbrew wszelkim prawom międzynarodowym i zupełnie bezkarnie. Niestety, to ideowi i genetyczni spadkobiercy twórców zbrodniczej żydokomuny (leninowskiej, stalinowskiej, hitlerowskiej, maoistowskiej itd.) decydują, komu można przypiąć łatkę antysemity tylko dlatego, że nie cierpi na żydofilię.

W kontekście historycznym skamienielina tworząca tzw. wymiar sprawiedliwości III/IV RP nie ma bynajmniej swoich korzeni w sowieckim desancie na Polskę z 1944 roku. Nie warto ich również dociekać w następstwach Rewolucji Październikowej z 1917 roku. Nie tyle korzeni, co wręcz fundamentów pod obowiązujące obecnie prawodawstwo szukać bowiem należy w powstałym piętnaście wieków wcześniej żydowskim Talmudzie, “świętej księdze” judaizmu rabinicznego – religii, a raczej ideologii, której zasadniczym przesłaniem jest nieograniczona władza żydów nad gojami, zwłaszcza chrześcijanami. Tworzenie oraz egzekwowanie obowiązującego prawa to jedno z kluczowych narzędzi w realizowaniu tego planu.

Wymowny, a przy tym aktualny dowód na potwierdzenie tej tezy mają wydarzenia z 11 listopada 2021 roku w Kaliszu. Donośny i wszechobecny klangor wywołany przez “święcie” oburzonych żydów oraz usługujących im szabas-gojów zagłuszył niemal całkowicie główny powód tej demonstracji, jakim było spalenie reprintu tzw. Statutu Kaliskiego z 16 sierpnia 1264 roku, aktu nadającego szczególne prawa żydom. Dokument ten wydany przez ówczesnego księcia wielkopolskiego, Bolesława Pobożnego zawiera 36 punktów. Poniżej kilka ciekawszych:

1. Kiedy jest sprawa przeciwko żydowi, nie może przeciw niemu świadczyć chrześcijanin sam, lecz razem z innym żydem.

2. Kiedy chrześcijanin pozywa na żyda o zastaw, żyd zaś utrzymuje, że żadnego nie wziął, wtedy żyd przysięgą się uwolni.

3. Kiedy chrześcijanin utrzymuje, że na zastaw od żyda mniej pieniędzy otrzymał, aniżeli żyd teraz żąda, żyd przysięgą dowód złoży…

7. Kiedy zastaw chrześcijanina przez ogień lub kradzież u żyda zginie, żyd od nalegającego chrześcijanina przysiegą się uwolni…

10. Za zabicie żyda słuszna kara i konfiskata majątku.

14. Chrześcijanin niszczący cmentarz oprócz kary zwyczajnej majątek traci…

18. Za zranienie żyda, żyd płaci karę zwyczajną.

19. Przysięga na dziesięć przykazań nie powinna być żydowi naznaczoną, tylko o wartość przechodzącą szacunek 50 grzywien srebra, a w mniejszych rzeczach przed szkołą przysięgać będzie…

29. Zastawy od nich (żydów – przyp. H. Jez.) gwałtem biorący ściągnie na siebie karę.

30. Nie wolno żydów oskarżać o używanie krwi chrześcijańskiej.

31. Występki żydów w ich szkołach sądzone być mają…

34. Mincarzom nie wolno chwytać żydów pod pretekstem, że fałszują pieniądze.

W 1334 roku Statut Kaliski został rozszerzony przez Kazimierza III Wielkiego na całą Koronę Polską, a jego postanowienia potwierdzili także kolejni królowie: Kazimierz IV Jagiellończyk (1453), Zygmunt I Stary (1539) oraz Stanisław August Poniatowski (1765).

Taka przychylność władców, nie tylko zresztą polskich, sprawiła, że żydom już nie wystarczała daleko posunięta autonomia sądownicza w goszczących ich krajach. Chcieli czegoś więcej – rozszerzenia swojego prawodawstwa na wszystkich gojów, jako jednego z podstawowych warunków podbijania całego świata. Zwycięskie rewolucje wszczynane przez żydomasonerię, w tym Rewolucja Francuska 1789 roku z szyderczym – zwłaszcza w kontekście jego praktycznej realizacji – hasłem “Wolność, Równość Braterstwo” na sztandarach, znacznie przyspieszyły te działania.

W 1859 roku rabin Reichhorn wykładając swoim wpływowym ziomkom z całego świata podczas ich zjazdu w Pradze, szczegółowy program wprowadzania żydowskiej władzy nad światem wyjątkowo dużo uwagi poświęcił kwestii stanowienia i egzekwowania prawa. Poniżej kilka wymownych cytatów:

Najporęczniejszym jest dla żydów kierować się na doktorów prawa i medycyny, kompozytorów muzyki, autorów w rozmaitych przedmiotach ekonomicznych,a to z przyczyny, że wszystkie te powołania i zajęcia nierozłączne są ze spekulacją…

Prawnictwo jest dla nas bardzo ważną rzeczą. Adwokatura to wielki krok naprzód, bo fach ten, prowadzący do najwyższych szczebli godności, najwięcej idzie w parze z chytrością i krętactwem, jakie są w nas od dzieciństwa wpajane i uważane za zalety, a które tak potężnie mogą dopomóc nam wznieść się do władzy i do wywierania wpływu na stosunki naszych naturalnych, a śmiertelnych nieprzyjaciół… chrześcijan…

Zrozumiałe jest, że w warunkach podobnych do powyższych klucz od świątyni będzie pozostawał w naszym ręku i że nikt, prócz nas, nie będzie kierował siłą prawodawczą…”

Co ciekawe, rabin Reichhorn nie omieszkał odnieść się specjalnie do przeciwników politycznych. Sposób ich traktowania przedstawił jednoznacznie:

Chcąc przestępców politycznych pozbawić nimbu dzielności, będziemy ich sadzali na ławie oskarżonych obok złodziejów, zabójców oraz innych brudnych i wstrętnych przestępców. Wówczas w umysłach ogółu zjednoczy się pojęcie takich przestępstw politycznych”.

Przykładów na praktyczną realizację powyższego zalecenia mamy aż nadto i to bez sięgania do czasów PRL, zwłaszcza okresu stalinowskiego w latach 1944-56 oraz stanu wojennego w latach 1981-89. Wystarczy sięgnąć do wspomnianego wcześniej kaliskiego Marszu Niepodległości z 11 listopada br. Szefowa Prokuratury Rejonowej w Kaliszu o personaliach Katarzyna Socha z satysfakcją poinformowała media, że sędzia Sądu Rejonowego w Kaliszu o personaliach Joanna Urbańska-Czarnasiak przychyliła się w całości do prokuratorskiego wniosku, skazując trzech organizatorów demonstracji tj. Wojciecha Olszańskiego, Marcina Osadowskiego i Piotra Rybaka na… trzy miesiące aresztu. Zestawienie tej kary – podkreślmy: jeszcze nie ostatecznej – z uniewinniającym wyrokiem w sprawie Adama “Nergala” Darskiego, który podczas koncertu grupy “Behemoth” w 2007 roku podarł Biblię, a Kościół katolicki określił “największą zbrodniczą sektą” wydaje się jednoznaczne: żydom lub realizującym ich scenariusze pachołkom wolno wszystko, gojom – niewiele lub nic. Warto też przypomnieć casus działacza „Samoobrony”, Mariusza Piskorskiegoprzetrzymywanego bezprawnie w areszcie w latach 2016-2019, a więc za rządów PiS, które trąbi o konieczności reformy sądownictwa w kierunku jego większej sprawności i praworządności. Co istotne, Piskorski został zwolniony z aresztu dopiero po interwencjach organizacji międzynarodowych.

Niestety, przekleństwem dla Polaków jest nietypowy, mongolski rodowód żydokomuny, która począwszy od przewrotu majowego 1926 roku zdominowała struktury państwowe Polski, a apogeum tej dominacji nastąpiło w latach 1944-56 i trwa od roku 1989 do chwili obecnej. “Nasi” żydzi to w absolutniej większości potomkowie wspomnianych wcześniej żydochazarów. Powyższy fakt pozwala łatwiej zrozumieć podglebie ideowe i kadrowe “naszego” wymiaru sprawiedliwości oraz zadziwiającą bezkarność morderców w sędziowskich, prokuratorskich, a często także w adwokackich togach. Według szacunków IPN, lista prokuratorów i sędziów wydających wyroki śmierci w okresie stalinowskim, tj. w latach 1944 – 1955 liczyła 1100 osób, a ich “dorobek” tego syndykatu zbrodni to prawie 6 tys. wyroków kary śmierci na polskich patriotach. Część spośród nich po październiku 1956 roku, za aprobatą ciągle zażydzonego rządu PRL, nie nękana procesami i rozliczeniami wyjechała do Izraela, Rosji, krajów Europy zachodniej lub USA, oczywiście zachowując pełne prawa do wysokich emerytur.

Większość pozostała jednak w Polsce. Jeśli nawet nie dotrwała do szczęśliwego przebrnięcia przez kolejną, magdalenkową “pieriestrojkę” z 1989 roku, to przecież w odwodzie pozostało jeszcze potomstwo, dobrze przygotowane do nowej wprawdzie roli przedstawicieli “demokratycznego państwa prawa” lecz ciągle z zachowaniem żydokomunistycznego genotypu. I trzeba być osobą wyjątkowo naiwną, aby uwierzyć że PiS-owska “reforma” coś w tym względzie zmieni. Zwłaszcza, gdy i bez niej systematycznie przybywa prokuratorów oraz sędziów lojalnych wobec nowego dysponenta politycznego, nad wyraz skrupulatnie wywiązujących się z powierzonych zleceń.

Już tylko te przesłanki wystarczają, aby praca sędziów podlegała szczególnej kontroli społecznej. Podkreślam – kontroli społecznej, a nie np. kontroli rządu PiS wobec sędziów i prokuratorów z nadania PO lub odwrotnie. Jako dziennikarz z blisko 45-letnim stażem, specjalizujący się w reportażach interwencyjnych znam aż nadto prawdziwe oblicze wymiaru sprawiedliwości zarówno w okresie PRL, jak i obecnej III/IV RP.

Kiedyś była to wiedza zdobywana głównie przez pryzmat doświadczeń bohaterów moich reportaży. Od kilku lat wzbogacam ją doświadczeniem własnym – jako oskarżyciel lub powód w sądowej walce z oszczercami względnie jako oskarżony lub pozwany za moje publikacje demaskujące obcą agenturę w szeregach solidarnościowych “bojowników o wolność i demokrację” lub w instytucjach powołanych do ochrony Polski i Polaków. Ten status ma swoją niezaprzeczalną zaletę – ułatwiony dostęp do akt sądowych, a co za tym idzie większą możliwość udowodnienia swoich tez.

Oczywiście, wiedzieć to jedno, natomiast rozpowszechnić tę wiedzę i ostrzec tym samym innych rodaków przed bolesnymi skutkami zderzenia z “wymiarem sprawiedliwości” III/IV RP to drugie. Tu z pomocą powinny przyjść zaprzyjaźnione niezależne media, a także portal PolskaWolna.pl, w którym jako wyłączny wydawca jestem sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem.

Trudne to wyzwanie oraz wielce ryzykowne zważywszy choćby na liczne powiązania kasty sędziowskiej nie tylko z adwokaturą, prokuraturą i policją ale także z politykami i… przestępcami. Jeśli je jednak podejmuję to z dwóch zasadniczych powodów. Pierwszym jest dziennikarski obowiązek służenia nie władzy lecz społeczeństwu, któremu pozostaję wierny od 1977 roku i który znajduje odzwierciedlenie w setkach publikacji do sprawdzenia w egzemplarzach archiwalnych m.in. tygodników “Polityka”, “Czas”, “Wybrzeże”, “Przegląd Tygodniowy” oraz “Dziennika Bałtyckiego” i “Głosu Wybrzeża”. Powód drugi to wynikająca z długoletniego doświadczenia reporterskiego świadomość, że ta walka nie musi być wcale przegrana. Dla żydokomunistycznych dysponentów zdemaskowani wykonawcy ich poleceń – obojętnie czy żydzi, czy szabas-goje – stają się narzędziami bezużytecznymi, nie dającymi żadnych gwarancji zrealizowania ukrytych celów w przyszłości. Przekonałem się wielokrotnie, że negatywni bohaterowie moich publikacji, mimo wysokiej pozycji w hierarchii partyjnej bądź państwowej, nie od razu wprawdzie lecz konsekwentnie odsuwani byli w niebyt lub przynajmniej na drugi, mniej intratny i mniej prestiżowy plan. Tym sposobem maleje liczba dyspozycyjnych janczarów żydokomuny, a i do tych, którzy pozostali dociera sygnał, że mogą zapłacić jakąś cenę za swoje czyny.

Taka stawka warta jest podjęcia ryzyka w postaci zainicjowania cyklu pt. “Zapiski podsądnego”, opartego nie tylko na osobistych doświadczeniach ale także na dokumentach spraw sądowych, do których mam – póki co – zagwarantowany prawem dostęp. Konkrety już wkrótce.

Henryk Jezierski
fot. Internet(04.03.2022)

PS

A propos tytułu… Nieprzypadkowo obowiązek noszenia tóg przez przedstawicieli tzw. polskiego wymiaru sprawiedliwości wprowadzony został w czasach żydokomuny sanacyjnej, po wcześniejszej, masońskiej przeróbce godła Rzeczypospolitej Polskiej (zastąpienie korony pełnej i zwieńczonej krzyżem, koroną otwartą sugerującą państwo niesuwerenne oraz zwieńczenie skrzydeł pięcioramiennymi gwiazdami). Przy okazji – ta zmiana dokonana została mocą rozporządzenia z 13 grudnia 1927 roku, gdyż po zamachu majowym dokonanym przez Józefa Piłsudskiego i jego siepaczy Sejm RP został rozwiązany, a ustawy zastąpione zostały przez piłsudczyków doraźnymi dekretami.

Ci sami, sanacyjni dekretyni nie zapomnieli również o innych zmianach w sądownictwie, akurat jeszcze bardziej istotnych niż narzucenie obowiązku noszenia śmiesznych narzut, zwanych togami. Wprawdzie nie zanegowali potrzeby istnienia – zagwarantowanej Konstytucją z 17 marca 1921 roku – instytucji polskiego prawa procesowego w postaci ławy przysięgłych, złożonej z obywateli nie będących sędziami (tzw. czynnik społeczny) lecz dekrety w tej kwestii z 1928 roku nie doczekały się rozporządzeń wykonawczych aż do wybuchu wojny, a po jej zakończeniu żadna władza – włącznie z obecną, ponoć demokratyczną i suwerenną – nie uznała za wskazane dopuścić zwykłych obywateli do patrzenia sędziom na ręce.

H. Jez.

„OSTATNIA >LASKA< GEREMKA" JUŻ W SPRZEDAŻY!

15 marca 2022

„OSTATNIA >LASKA< GEREMKA” JUŻ W SPRZEDAŻY!

Częstochowskie Wydawnictwo 3DOM nie musiało zbyt długo zastanawiać się nad wybraniem tytułu na okładkę najnowszej książki Henryka Jezierskiego. Napisana w pozornie lekkiej, felietonowej formie „Ostatnia >laska< GEREMKA” biła bowiem rekordy popularności wśród czytelników Magazynu Zmotoryzowanych „MOTO” od momentu jej premiery na przełomie 2008 i 2009 roku. Wysoką pozycję zachowuje również teraz, już jako materiał rozpowszechniany tylko w internecie, m.in. dzięki niniejszemu portalowi. Trudno się temu dziwić. Zarówno okoliczności śmierci „drogiego Bronisława”, jak i sposób prowadzenia śledztwa w tej sprawie przez prokuraturę do dzisiaj wzbudzają tzw. mieszane uczucia.

Nie mniejszym zainteresowaniem cieszy się felieton „Cel uświęca trupy”, opublikowany w maju 2010 roku i nawiązujący do katastrofy pod Smoleńskiem. Autor prezentuje w nim swoje tezy na temat przyczyn, okoliczności oraz skutków tego wydarzenia, kpiąc przy okazji bezlitośnie ze sposobu rozumowania wyznawców tzw. sekty smoleńskiej. Co ciekawe, z perspektywy minionych 12 lat jego argumenty uznać można za bardziej prawdopodobne niż to, co ciągle usiłuje wmówić Polakom Antoni Maciarewicz. Do dzisiaj na internetowych forach krąży poniższy fragment tego felietonu:

Co za sukinsyn podmienił nam w Smoleńsku prezydenta 3/4 RP?Z Warszawy wyleciał mściwy, małostkowy kurdupel bezwzględnie realizujący żydowskie geszefty, Wrócił natomiast… „wielki mąż stanu”, prawdziwy Polak, patriota i katolik”, godny miejsca na Wawelu”.

We wstępie do swojej książki Henryk Jezierski zastrzega, iż nie wszystkie z jego przewidywań i ostrzeżeń dla Polski, opublikowanych po magdalenkowym negocjacjach 1989 roku okazały się trafne. Naszym zdaniem, jest to zbytnia skromność. Z okrągłej liczby pięćdziesięciu tekstów zamieszczonych w książce, te który nie wytrzymały próby czasu można policzyć na palcach jednej ręki. Skąd zatem taka skuteczność? Wydaje się, że w tym wypadku zadecydowało długoletnie (od 1977 roku) reporterskie doświadczenie w połączeniu z inżynierską analizą faktów oraz ich racjonalną interpretacją, To różni zdecydowanie Henryka Jezierskiego od setek różnej maści komentatorów, których książkowe „ekspertyzy” zdają się psu na budę często już po kilku miesiącach od ich przedstawienia.

Powyższy atut sprawia, że przesłanie książki, a zwłaszcza jej demaskatorski charakter w pokazywaniu prawdziwych intencji „elit” III/IV RP nie tylko pozostaje aktualne dzisiaj lecz będzie zyskiwać na znaczeniu jeszcze bardziej w następnych latach. Zwłaszcza, że praca nad odmóżdżaniem społeczeństwa – nie tylko zresztą polskiego – postępuje w szybkim tempie. „Pandemiczna” propaganda udowodniła nam to wymownie.

W wypadku tej książki samo zachęcanie do kupna i lektury to zbyt mało. Bardziej na miejscu byłaby tutaj zachęta do kupna, lektury i rozpowszechnienia wśród jak największej liczby znajomych. Wielu spośród nich, zwłaszcza tych racjonalnie myślących, odnajdzie w spostrzeżeniach i diagnozach Henryka Jezierskiego dużo wspólnego ze swoim postrzeganiem otaczającej nas rzeczywistości. Znajdzie także – i to jest niezwykle istotne – sporo pokrzepiających wniosków. Jeden z nich znalazł się w felietonie pt. „Fachowiec schodzi ostatni” z 11 marca 2003 roku: „W górę serca i… narzędzia”.

P.L. (15.03.2022)

Wybrane fragmenty:

APETYT NA „BAWARKĘ”

Europa już dawno przestała być kontynentem w miarę jednorodnym etnicznie i kulturowo. Mógłbym wskazać wiele europejskich, wydawałoby się, metropolii w których funkcjonują całe dzielnice przeniesione jakby żywcem np. z Tel-Awiwu czy Algieru. Ba, rdzenny Europejczyk traktowany jest w nich na podobieństwo jeśli nie intruza to przynajmniej „jelenia”, którego należy maksymalnie oskubać z gotówki. To też jest Europa i warto czasami zapytać naszych „chorążych ” czy przypadkiem nie namawiają nas do pogoni za takim właśnie celem. Mnie osobiście Europa np. na wzór skomuszałego Paryża czy pełnej bliskowschodnich akcentów Antwerpii zupełnie nie interesuje, toteż trwam konsekwentnie w poszukiwaniu innych wzorców.

10 września 1997

CZAS NAJEMNIKÓW?

Amerykański ekonomista Morgan Garrett wykazał, że w USA w 1780 roku aż 80 proc. obywateli było właścicielami swojego warsztatu pracy. Około 1850 roku „na swoim” pracowało 37 proc. Amerykanów, a według danych sprzed sześciu lat do kategorii właścicieli zaliczało się już tylko 6 proc. ludności, natomiast dalsze 8-10 proc. to menedżerowie, zwykle mający udział w zyskach firm. Reszta – pomijając bezrobotnych – to typowi pracownicy najemni. Burzy to zdecydowanie obraz Stanów Zjednoczonych jako czołowego państwa liberalnego kapitalizmu i skłania do obaw przed rozwojem podobnych, socjalistycznych tendencji w Polsce.

Gdy unijnym egzekutorom uda się zmniejszyć liczbę gospodarstw rolnych do planowanych 200 tysięcy, a rzesze właścicieli małych sklepów i ich kooperantów zwiną swoje interesy pod naporem supermarketów, wówczas wrócimy do nieco innej formy kołchozu i „wolność gospodarcza” stanie się tak samo wyświechtanym pojęciem jak teraz „demokracja”.

10 maja 2000

ANATOMIA CHAMA

W antylepperowskiej krucjacie dominuje wątek chama i chamstwa, interpretowany tyleż swobodnie, co bezzasadnie. Warto zatem przypomnieć propagandowym pachołkom prawdziwy źródłosłów “chama”. Otóż określenie to pochodzi w prostej linii od biblijnego Chama, jednego z trzech synów Noego (tego od barki). Rzeczony Cham zauważywszy swojego ojca w stanie nietrzeźwości, najpierw obnażył go z szat, a następnie uczynił przedmiotem drwin i szyderstw. Zwróćmy uwagę na perfidię chamskiego zachowania. Zawiera się ono – najkrócej mówiąc – w aktywnym doprowadzeniu bliźniego do stanu poniżenia i bezsilności, który to stan daje następnie powód do jeszcze mocniejszego naigrywania się ze swojej ofiary.

Jakże bliska i uzasadniona jest tu analogia z zachowaniami przedstawicieli “elyt”, którzy w okresie dwunastu lat niczym nieskrępowanych rządów przez swoją głupotę lub złodziejstwo (zwykle – i jedno, i drugie) wyprzedali za bezcen majątek narodowy oraz doprowadzili znaczną część społeczeństwa do biedy i braku perspektyw, a teraz – na podobieństwo spasionych cudzym kosztem świń – ostro chrząkają, poszturchują, a nawet depczą każdego, kto chce utrudnić im dostęp do kolejnego, tym razem unijnego, koryta.

10 grudnia 2001

POPiS-owy PRZEKRĘT KAHAŁU

A przecież pełna zgodność i współdziałanie nieformalnej koalicji PO oraz PiS nie kończy się bynajmniej na samej akceptacji Traktatu Lizbońskiego, choć to dla Polski akt najbardziej zabójczy, przysłowiowy gwóźdź do trumny. Proszę sprawdzić, czy cokolwiek różni te partie np. w kwestii wysyłania polskiego mięsa armatniego do Afganistanu, przyjęcia do strefy euro, wspierania żydowskich interesów na Białorusi i Ukrainie, traktowania resztek polskiego haraczu odzyskiwanego z brukselskiej kasy jako „dotacji unijnych” czy iście żydofilskiego zaangażowania w walce z „antysemityzmem” (vide: propagandowy cyrk ze skradzionym napisem nad bramą muzeum obozu Auschwitz-Birkenau lecz bez jakichkolwiek konsekwencji dla jego szefa, Piotra Cywińskiego – notabene katalogowego przechrzty i prominentnego działacza… Klubu Inteligencji Katolickiej). Przykłady można by mnożyć w nieskończoność.

5 lutego 2010

WARTO BYĆ POLAKIEM”, CZYLI PATRIOTYZM PO ŻYDOCHAZARSKU

Nigdy nie uważałem J. Kaczyńskiego za człowieka inteligentnego, ponieważ przebiegłość i mściwość nie ma nic wspólnego z inteligencją. Wystarczy przypomnieć jego „genialny” manewr z wycięciem LPR i Samoobrony, a następnie ogłoszeniem przedterminowych wyborów w 2007 roku. J. Kaczyński liczył na zwycięstwo w cuglach. Skończyło się sromotną klęską i oddaniem władzy złodziejskiej koalicji PO/PSL na długie osiem lat.

Przed zupełną zagładą uratował PiS zamach warszawski z 2010 roku, w którym, zginął L. Kaczyński „cieszący się” na miesiąc przed kolejnymi wyborami prezydenckimi ledwie 18-procentowym poparciem. Można powiedzieć, że tragiczna śmierć brata uratowała PiS przed iście kretyńskim posunięciem – ponoć mądrzejszego – J. Kaczyńskiego. Teraz pozwala sobie na równie kretyński manewr odwracając się od elektoratu wiejskiego na rzecz lewicowego. Czy naprawdę jest tak tępy, by liczyć że tym ruchem zyska dozgonną wdzięczność swołoczy sowieckiej?

Powiedzmy sobie jasno; uderzenie w rolników to nie ostatnie słowo PiS-owców. Wsparci cichym poparciem PO-paprańców oraz lewaków i sodomitów (przetrenowanym udanie przy okazji tzw. pandemii) dobiją jeszcze nas zmaterializowaniem słynnej USrAelskiej ustawki o kryptonimie „447” (300 mld. dolarów dla żydowskiej międzynarodówki tytułem tzw. mienia bezspadkowego), a jeśli to nie pomoże to w odwodzie pozostaną inne narzędzia. Np. podatek egzekwowany przez nowych, żydochazarskich właścicieli resztek polskiego mienia od Lasów Państwowych po nieruchomości Skarbu Państwa. Zaprawdę „warto być Polakiem”…

16 października 2020

OSTATNIA „LASKA” GEREMKA

Format A-5, 164 str., okładka miękka,
Cena (z kosztami wysyłki na terenie Polski) – 39,50 zł
Wpłaty na konto:
Henryk Jezierski, PKO Inteligo nr 50 1020 5558 1111 1172 6980 0030

Bernard Henry Lévy: Ponadnarodowa „elita” przechadza się po Odessie, ciesząc się wojną. Nadano mu przydomek “Jeźdźca Apokalipsy”.

Date: 15 marzo 2022Author: Uczta Baltazara https://babylonianempire.wordpress.com/2022/03/15/bernard-henry-levy-ponadnarodowa-elita-przechadza-sie-po-odessie-cieszac-sie-wojna/

Marc MacKinnon, dziennikarz holenderskiego dziennika The Globe and Mail, donosi, że Bernard-Henri Lévy spotkał się z ukraińskimi bojownikami w Odessie. Dziennikarz zamieścił zdjęcie “BHL” na swoim koncie na Twitterze.

Immagine

Zauważyli go (również) Serbowie. Zdjęcie szybko obiegło cały świat, oczywiście poza głównymi kanałami informacyjnymi: Bernard Henry Lévy przechadza się obecnie szczęśliwie po Odessie, eskortowany przez ukraińskich goryli.

Ale kim jest Bernard Henry Levy, znany również jako BHL?

https://en.wikipedia.org/wiki/Bernard-Henri_L%C3%A9vy

Jest słynnym francuskim filozofem, inspiratorem prezydentów od Sarkoziego po Macrona, milionerem i miłośnikiem dobrego życia. Przede wszystkim jednak jest on być może najbardziej znanym francuskim członkiem podżegającej do wojen ponadnarodowej elity intelektualnej, która jest przekonana, że jej zadaniem jest zmienianie kształtu świata.

Niektórzy nadali mu przydomek “Jeźdźca Apokalipsy”: za każdym jego pojawieniem się nadciąga wojna lub kolorowa rewolucja.

Zaczął od Serbii w roku 1990, kiedy to w swoich artykułach wzywał kraje NATO do zbombardowania Jugosławii i wspierał bojowników UCK w Kosowie. Levy uznał “interwencję humanitarną” za “optymalne rozwiązanie polityczne” i wezwał do jak najszybszego jej przeprowadzenia.

Operacja się powiodła, więc z radością kontynuował swoją misję podsycania konfliktów. Również w latach 90-tych zalecał, aby kraje zachodnie uznały prezydenta samozwańczej Czeczeńskiej Republiki Iczkerii, Asłana Maschadowa.

W roku 2003 wspierał rewolucję róż w Gruzji. W roku 2008 wezwał do wywarcia polityczno-wojskowego nacisku na Rosję podczas konfliktu w Osetii Południowej.

W roku 2011 Lévy bardzo zainteresował się “arabską wiosną”, do tego stopnia, że nazwano go “duchowym ojcem rewolucji”.

Uważa się, że to on przekonał Nicolasa Sarkozy’ego do podjęcia decyzji o interwencji wojskowej w celu obalenia reżimu Muammara Kaddafiego – wojna ta doprowadziła do zniszczenia Libii. Na zdjęciu, oto on w Trypolisie, podziwiający z satysfakcją rezultaty:

Następnie, w roku 2013, zajął się Syrią, prowadząc kampanię propagandową przeciwko syryjskiemu rządowi i wzywając (ponownie) do inwazji na ten nieszczęsny kraj.

Oczywiście nie mógł też pominąć Euromajdanu: w roku 2014, BHL pojechał do Kijowa, aby “wesprzeć” bohaterskich uczestników zamachu stanu, udzielając wywiadu bezpośrednio na placu.

BHL, uważany przez prasę światową za “ostatniego humanistę”, podjął walkę z maltuzjanami, którzy widzieli w pandemii doskonałą okazję do pozbycia się nadmiaru ludzi, twierdząc, że wirus “doprowadza do szaleństwa”. Ostatni humanista, o gustach retro, może preferować tradycyjną metodę wzajemnej eksterminacji za pomocą łuków i strzał lub pocisków balistycznych.

Widok jego spaceru po Odessie, w całkowitym spokoju, pomimo sytuacji wojennej, z tym jego zawadiackim uśmiechem kota z Cheshire, przyprawił o dreszcze zarówno Ukraińców, jak i Rosjan. On, zwiastun Apokalipsy, jest z pewnością bardziej przerażający niż sankcje.

https://visionetv.it/bernard-henry-levy-lelite-transnazionale-passeggia-per-odessa-godendosi-la-guerra/

Niezwyciężona. Marzenie o polskiej armii. Geopolityka.

[ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLKOWANY W 84. NR. MAGAZYNU POLONIA CHRISTIANA. WYDANYM PRZED ZAATAKOWANIEM UKRAINY PRZEZ ROSJĘ. Styczeń-luty 2022]. Silni wspierają tylko silnych. Słaby może się uwiesić u klamki silnego i tak wisieć, jak zapomniany płaszcz w zamkniętej szatni, w nieskończoność, a nic nie wskóra. Choćbyśmy więc sobie wargi starli aż do zębów od całowania klamek możnych tego świata, nic nam to nie pomoże.

https://pch24.pl/niezwyciezona-marzenie-o-polskiej-armii/

A wyobraźmy sobie inną sytuację. Oto w jakimś kraju – ościennym bądź dalszym – dochodzi do jakiegoś antypolskiego ekscesu. Wraz z notą protestacyjną polskiego rządu z pobliskiego lotniska natychmiast podrywa się klucz ciężkich dronów szturmowych, by ostentacyjnie naruszyć przestrzeń powietrzną tegoż kraju, a nasz ambasador akredytowany przy tamtejszym rządzie spieszy z uspokojeniem:

O, sorry, coś się operatorom pomerdało. Dobrze, że któryś jakiegoś guzika nie nacisnął

Z taką Polską wszyscy by się liczyli; taką Polskę wszędzie by pierwsi zapraszali; ku takiej Polsce słaliby wyrazy nieszczerej sympatii; taką Polskę – nawet wbrew sobie – by szanowali.

Kiedy walczą słonie, najbardziej cierpi trawa – głosi stare, afrykańskie przysłowie. Ileż mądrości w tych prostych słowach! – przyznamy nawet bez głębszego zastanowienia. Chwila refleksji jednak pozwoli nam dostrzec w nich to, co na pierwszy rzut oka zupełnie nieoczywiste. Oto spoza narzucającego się wyobraźni siłą rzeczy afrykańskiego entourage’u wyłania się obraz… Polski.

Jesteśmy dziś trawą. Nie zawsze tak było, acz od samego zarania swego tysiącletniego żywota Polska – bądź to jako księstwo czy królestwo, bądź jako rzeczpospolita czy jej trup poćwiartowany – jest przewiewną równiną między morzem a górami. Dopiero jednak ostatnie dwa stulecia uświadomiły ponad wszelką wątpliwość – zarówno nam, Polakom, jak i całemu światu – że nieokiełznanym wichrom historii może być nader łatwo hulać po niej, bezkarnie gnąc, szarpiąc, łamiąc i wyrywając z korzeniami miliony Bogu ducha winnych źdźbeł, których jedyną „przewiną” był fakt wyrośnięcia z ziemi właśnie tutaj…

Ale skoro już Pana Boga przywołaliśmy, to nie omieszkajmy zauważyć, że to z Jego woli wyrastamy tu właśnie, a nie na przykład na zboczach Kaukazu, pod palmami Andaluzji czy pośród gejzerów Islandii. I z Jego to zrządzenia rośniemy bujnie złocistą pszenicą, a nie skąpym porostem czy suchą trzciną. Wypielęgnowany trawnik wspaniale zdobi okolicę, a zadbany łan zboża ją żywi. Polska gleba przez wieki żywiła Europę, a polski krajobraz wywoływał zachwyt w sercach przybyszów ze Wschodu i Zachodu (czego niejednokrotnie dali wyraz w piśmie i sztuce).

Nie zawsze jednak byliśmy trawą, a zasiewów naszych i pięknych klombów umieliśmy pilnie strzec przed nieproszonymi gośćmi, żeby ani świnia nie weszła w szkodę, ani pies nie napaskudził. Byliśmy twardą skałą i kolczastym żywopłotem. Kiedyś dobrze wiedzieliśmy, że skoro przechowujemy skarb w naczyniach glinianych (2 Kor 4, 7), to musimy oblekać pełną zbroję (Ef 6, 10), aby kwietna łąka naszej Ojczyzny za sprawą niszczycielskiego wroga nie stała się jałową pustynią.

A dziś jesteśmy trawą – dlatego inni chodzą po naszej ziemi tam i z powrotem, pasąc się, gdzie chcą i śmiecąc na potęgę.

Co może zrobić trawa? Albo obrosnąć wokół ciernistym płotem, albo w środku tak stwardnieć, by boleśnie raniła stopę każdego agresora, który zechciałby ją deptać lub kosić.

Nikt się za nami nie ujmie

Polska jest sama i musi się bronić sama. Albo z pomocą tych, którzy upatrują w tym interes do tego stopnia dla nich istotny, że sami (bez nalegania z naszej strony) zechcą udzielić nam pomocy. Ale pamiętajmy, że „pomoc” oznacza wzięcie mniejszościowego udziału w czyimś wysiłku (w przeciwnym razie nie jest to pomoc, lecz wykonanie danej pracy za głównego zainteresowanego). Nie możemy, wręcz nie wolno nam liczyć na to, że pracę na rzecz zapewnienia Polsce bezpieczeństwa i skutecznej obrony w przypadku zagrożenia ktoś wykona za nas. Powtórzmy więc dobitnie: bronić się musimy przede wszystkim sami!

Polska zresztą zawsze była sama – jak dowodnie wykazuje cała jej historia.

Kto ją wspierał przeciwko krzyżackim zakusom? Nikt – za to pod krzyżackie sztandary garnęło się rycerstwo z całego Zachodu.

Kto udzielił wsparcia, gdy zmagała się z Moskwą za Batorego? Nikt – a do tego papież wszczął działania na rzecz ratowania wrogich jej schizmatyków (sic).

Kto współdzielił z Rzecząpospolitą szaniec na przedmurzu chrześcijaństwa przeciw muzułmańskiej nawale? Nikt – ale chętnie ją wykorzystano do ratowania Wiednia.

Kto pospieszył nam na ratunek, gdy kraj nasz zalewał szwedzki potop? Nie dość, że nikt się z pomocą nie zaofiarował, to jeszcze zawiązała się koalicja na rzecz rozbioru Rzeczypospolitej.

Kto, widząc terminalną chorobę naszej Matki-Ojczyzny, wyciągnął dłoń z lekarstwem? Taki się nie znalazł, za to trzech rzuciło się kroić jej żywe jeszcze ciało.

Kto się ujął za Polakami w ich rozpaczliwych zmaganiach o niepodległość? Gdzie były zachodnie armie, gdy Wojsko Polskie zagradzało bolszewickiej dziczy drogę do stolic Zachodu?

Jak się zachowali oficjalni sojusznicy Rzeczypospolitej we wrześniu 1939? To pytanie w zasadzie powinno zawisnąć w wymownej próżni, gdyby nie warto było dla kontrastu wspomnieć, że zanim jeszcze Francja i Wielka Brytania zdobyły się na jakikolwiek gest, głosy potępienia hitlerowskiej agresji na Polskę padły ze strony sojuszników Hitlera – Włoch i Hiszpanii.

Tępi uczniowie Klio

Miał rację stary Cyceron – historia jest wspaniałą nauczycielką życia. Ma rację każdy, kto twierdzi, że Polacy są wyjątkowo tępymi jej uczniami. Czego bowiem nauczyliśmy się przez wieki na powyższych przykładach? Niczego.

Nie sięgając zresztą zbyt głęboko w przeszłość – jaką naukę wyciągnęliśmy z lekcji roku 1939? Żadnej. A z Teheranu, Jałty i Poczdamu – jeszcze mniejszą.

Nasi niedawni towarzysze broni, wespół z którymi, i de facto dla których, wylaliśmy morze polskiej krwi, bez mrugnięcia okiem oddali nas Stalinowi za frajer – jak worek kartofli (nie zdobywając się nawet na gest w istocie bez znaczenia w postaci zaproszenia polskiego żołnierza na defiladę zwycięstwa w Londynie).

Dlaczego dziś miałoby być inaczej? Na jakiej podstawie przypuszczamy, że nas tak samo nie oddadzą?

Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Jeśli wybuchnie przewidywana przez ekspertów wojna amerykańsko-chińska, Polska natychmiast padnie łupem Rosji. I to za aprobatą Waszyngtonu.

Konflikt amerykańsko-chiński bowiem – czy to się komuś podoba, czy nie – siłą rzeczy stanie się konfliktem rasowym, starciem żółtego człowieka z białym. A żółty człowiek, stanowiący w nim przytłaczającą większość, ani przez chwilę nie zawaha się – lekceważąc zachodnie standardy politycznej poprawności – nadać swemu zmaganiu charakteru rasowego. Choćby po to, by nośnym hasłem Azja dla Azjatów! destabilizować azjatyckich sojuszników USA, z których trzy piąte stanowią kraje żółte.

W takiej sytuacji Waszyngton na gwałt będzie poszukiwał sojuszników białych, a tu idealny, praktycznie jedyny wybór nasuwa się sam – Rosja. Ta zaś będzie szczególnie zainteresowana białym sojuszem, bo jeśli ogień żółtego rasizmu zapłonie w Azji (a dlaczego miałby nie zapłonąć, gdy Azjaci umiejętnie pokierowani przypomną sobie wszystkie prawdziwe i urojone upokorzenia, jakich przez stulecia mieli doznawać od Indoeuroejczyków?), to rosyjski stan posiadania za Uralem znajdzie się w poważnym zagrożeniu.

Ale Rosja – nawet zagrożona – nie zwykła niczego dawać za darmo, a Stany Zjednoczone jako wzór kapitalizmu wiedzą, że tylko to, za co się słono zapłaci, ma prawdziwą wartość (stąd właśnie lekceważenie Polski, która się im za darmo oddaje), więc chętnie zapłacą. A czym? A wydaniem Moskwie w dowolne użytkowanie całej przestrzeni między Bałtykiem a Morzem Czarnym i Adriatykiem, z Polską na czele.

Siła, rozum, elastyczność

Tak bowiem działają mechanizmy prawdziwej polityki, w której sientimientow niet (Amerykanie świetnie znają to porzekadło, bo swego czasu sporo ze Stalinem rozmawiali). Tylko jeden czynnik może powstrzymać papierowego sojusznika przed zdradą swego papierowego partnera – siła. Silny sojusznik nie jest papierowy, lecz realny. Gdyby Polska cieszyła się realną siłą polityczną bądź militarną (a w praktyce ta druga warunkuje tę pierwszą), byłaby nader pożądanym sojusznikiem – dla wszystkich zresztą. Byłaby asem (lub przynajmniej królem) skrzętnie zachowywanym aż do walnej rozgrywki, a nie blotką, którą się rzuca w pierwszym rozdaniu.

Zdumiewające, że poważni, wydawałoby się, ludzie naprawdę sądzą, iż jakaś zewnętrzna siła zdecyduje się prowadzić wojnę w obronie kraju, który sam nie potrafi bądź nie chce się bronić?! No chyba, że mając w perspektywie aneksję tego kraju. W takiej sytuacji Amerykanie odpadają, a naszych sąsiadów raczej nie chcielibyśmy widzieć w tej roli…

Gdybyż to Polska cieszyła się w świecie powszechną sympatią, ba, choćby taką jak Grecja…

Tymczasem przeciętny zjadacz chleba na Zachodzie, o ile ma w ogóle jakąkolwiek wiedzę o tej ziemi, to jest ona zgodna z przekazem tamtejszych mediów. Te zaś przedstawiają nasz kraj jako w najlepszym razie zacofany skansen, w najgorszym zaś – jako inkubator faszyzmu. Jeśli więc na demokratycznych forach Zachodu karmionych od lat taką propagandą (cóż z tego, że fałszywą, skoro wszechobecną) stanie kwestia polska, kto zagłosuje za udzieleniem pomocy takiej faszystowskiej gadzinie?

A jeśli atak przyjdzie z kierunku zachodniego? Gdy się tak dobrze zastanowić, to kto wie, czy już dziś nie jesteśmy bardziej zagrożeni od tej strony niż od przeciwnej. To wszak z Zachodu płyną do Polski wszystkie rozkładowe nurty obecnej antykultury i antycywilizacji. Rosja w tej optyce stanowi mniejsze niebezpieczeństwo. Dziś bowiem sytuacja przedstawia się diametralnie odwrotnie niż w roku 1939, kiedy mówiło się, że Niemcy mogą nam zabrać niepodległość; Sowieci zatrują nasze dusze. Obecnie jad trujący nasze dusze sączy się między innymi z Niemiec (i całej reszty świata euroatlantyckiego); czy utrata niepodległości na rzecz Rosji byłaby od tego znacznie gorsza?

Takie pytania powinniśmy sobie zadawać – bo nie ma głupich pytań, jest tylko niechęć do użytkowania szarych komórek. Powinniśmy być elastyczni w myśleniu, nie zaskorupiać się w raz przyjętych opiniach, nie tkwić w przebrzmiałych mitach.

Jeżeli nie chcemy być trawą, musimy mieć oczy dookoła głowy – dostrzegać zagrożenia, jeszcze in statu nascendi, zanim przybiorą realny kształt, bo wtedy zazwyczaj jest już za późno…

Wróćmy jednak do przerwanej myśli: czy możemy się spodziewać ataku z zachodu? Dlaczego nie? Gdy mniej więcej za pół wieku – jak szacują eksperci od demografii – czas rozpasania w zachodniej Europie dobiegnie końca i wiara Mahometowa uporządkuje tamtejszą stajnię Augiasza, nad Polską zbiorą się nowe czarne chmury.

I oto któryś piękny poranek roku Pańskiego 2089 ujrzy gdzieś nad Odrą najnowszej generacji machiny bojowe z wymalowanym na burtach czarnym półksiężycem. Pancerna szpica zatrzyma się, by dowodzący nią śniady oberleutnant Omar Piefke metodycznie przeskanował perymetr i, nie zauważywszy niczego niepokojącego, ufny we własne siły skomenderował:

Vorwärts!

A jego podkomendni odpowiedzą chórem:

Sieg heil! Allah mit uns!

Fantazja? Czyżby? W roku 1929 nikt nie wierzył, że Niemcy jeszcze kiedykolwiek zbudują czołg…

Czasu jest niewiele

Na taki scenariusz też musimy być gotowi. W ogóle, tak bogaci w doświadczenia dziejowe, powinniśmy być gotowi na dosłownie każdy scenariusz.

I wreszcie uwierzyć w siebie. Jeżeli nie chcemy być trawą, musimy przede wszystkim uświadomić sobie własne możliwości, które naprawdę są niemałe. Polska to spory kraj; i ludny – jest nas trzydzieści osiem milionów (a na całym świecie – sześćdziesiąt milionów). Społeczeństwo jest jednolite narodowo, bez znaczących (jeszcze na razie) mniejszości; terytorium zwarte, o niemal kwadratowym kształcie, dodatkowo z trzech stron otoczone naturalnymi granicami; ziemia oferuje jakie takie bogactwa naturalne, a gdyby tak pogrzebać głębiej, znalazłoby się ich więcej; nasza gleba jest w stanie wyżywić wszystkich Polaków.

To wszystko znamiona istotnego potencjału obronnego, który tylko należy odpowiednio wykorzystać. Podobnie jak fakt, iż wciąż istnieje nie do końca unicestwiony polski przemysł zbrojeniowy, który odpowiednio doinwestowany mógłby wkrótce stanąć w szranki z firmami światowymi. Co więcej, mamy produkt krajowy brutto większy niż Izrael, który przecież trzęsie całym Bliskim Wschodem (i nie dajmy sobie wmówić, że Izrael jest silny wyłącznie siłą Stanów Zjednoczonych, bo już pół wieku temu samodzielnie pokonał on jednocześnie trzech sąsiadów silnych siłą Związku Sowieckiego – i to w sześć dni, żeby zdążyć na szabas!).

Jeżeli więc jeszcze dzisiaj nie jesteśmy w stanie obronić się sami, to z całą pewnością już dzisiaj powinniśmy podjąć wzmożone działania na rzecz zmiany tego stanu rzeczy. Zacząć od pozbycia się wyhodowanej przez trzy czwarte wieku życia w komunie i postkomunie mentalności wasala. Uzmysłowić sobie, że my też mamy własne interesy – i niezwłocznie zacząć je realizować. Państwo polskie ma bronić nie jakiegoś wydumanego ładu światowego, tylko własnych obywateli!

Pracujmy więc, myślmy, twórzmy, bogaćmy się i mnóżmy. Rośnijmy w siłę. Skupiajmy wokół siebie mniejszych sąsiadów, by wspólnie budować stumilionową Rzeczpospolitą Wielu Narodów – między Bałtykiem a Morzem Czarnym i Adriatykiem – orzech twardy do zgryzienia zarówno od wschodu, jak i od zachodu. A w szerszej perspektywie – kto wie – może warto postawić na żółtego konia? Może z Pekinem okaże się nam bardziej po drodze w kwestii realizacji naszej racji stanu niż z Waszyngtonem?

Nade wszystko zaś pamiętajmy, że czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei (Hi 7, 6). Trzy dekady sprzyjających okoliczności już zmarnowaliśmy – kto wie, ile nam jeszcze pozostało?

Jerzy Wolak

ARTYKUŁ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W 84. NR. MAGAZYNU POLONIA CHRISTIANA. WYDANYM PRZED ZAATAKOWANIEM UKRAINY PRZEZ ROSJĘ (styczeń-luty 2022)

Kaczyński i Morawiecki na Ukrainie. Szef pisowskiej oligarchii wzywa do III wojny światowej

https://kontrrewolucja.net/wiadomosci/kaczynski-i-morawiecki-na-ukrainie-szef-pisowskiej-oligarchii-wzywa-do-iii-wojny-swiatowej
Wicepremier i prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz premier Mateusz Morawiecki przybyli wczoraj do Kijowa. Podczas konferencji prasowej Kaczyński wezwał NATO do „misji pokojowej” na Ukrainie, co de facto jest wzywaniem do zaangażowania się konflikt i wybuchu III wojny światowej.

Kaczyński i Morawiecki przybyli do Kijowa wraz z premierem Czech Petrem Fialą oraz premierem Słowenii Janezem Janszą. Spotkali się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i premierem Denysem Szmyhalem.

Przemówienie Kaczyńskiego zwróciło uwagę wielu komentatorów. De facto szef pisowskiej oligarchii wzywał do rozpoczęcia III wojny światowej. Widać chciałby włączenia się w wojnę rosyjsko-ukraińską, choć żadne z państw biorące w niej udział nie jest sojusznikiem Polski.

– Chcę tutaj w Kijowie powiedzieć kilka słów, które zwrócone są do przywódców państw Unii Europejskiej, państw NATO. Chciałbym odwołać się do ich sumień, ale także do ich konsekwencji. Oni głoszą pewne zasady, my te zasady podzielamy. Ale jeżeli takie zasady się głosi, to trzeba z nich wyciągać także wnioski – mówił Kaczyński.

Trzeba także zmienić pewną zasadę, która została przyjęta. Sądzę, że potrzebna jest misja pokojowa NATO, ewentualnie jeszcze jakiegoś szerszego układu międzynarodowego, ale taka misja, która będzie wstanie także się obronić i która będzie działała na terenie Ukrainy. To misja, która będzie działała na terenie Ukrainy, która znajdzie się za zgodą prezydenta i rządu Ukrainy na terenie tego państwa i nie będzie to misja bezbronna – kontynuował.

– To będzie misja, która będzie dążyła do pokoju, do udzielenia pomocy humanitarnej, ale jednocześnie będzie też osłonięta przez odpowiednie siły, siły zbrojne – dodał i przekonywał, że „to jest w tej chwili coś, czego Ukraina, Europa, cały demokratyczny świat bardzo potrzebuje”.

Ostatnio pisaliśmy o tzw. „planie A”, czyli symulacji wojny jądrowej pomiędzy NATO i Rosją, bez udziału Chin. W kilka godzin państwa obydwu stron uruchomiłyby prawie półtora tysiąca głowic, niszcząc znany nam świat. W efekcie wojny nuklearnej, w znacznym stopniu ucierpiałaby m.in. Polska. TUTAJ więcej na temat symulacji.

interia.pl / kontrrewolucja.net

======================

mail:

Ciekawe, jak pociąg z prezesem i premierem dotarł do oblężonej stolicy Republiki Ukraińskiej.
Aby dotrzeć do oblężonego Berlina potrzebna była Hanna Reitsch, as lotnictwa.
Czy prezes i premier nie dają tym do zrozumienia, że ta wojna jest na niby, tak jak na niby była epidemia.
Prawdziwe są miliony Ukraińców osiedlane w Polsce, tak jak prawdziwe były choroby i zgony po zastrzykach.
Ciekawe jest też, dlaczego Rosja pozwala sobie grać tak na nosie.

A swoją drogą, jak pobożny prezes, który laseczką wystukiwał sobie drogę do żoliborskiego kościoła Św. Stanisława Kostki, stał się takim zagorzałym zwolennikiem bomby atomowej, która może spaść i na Żolibórz?
rw

Prof. Bartyzel: To nie jest humanitarna pomoc dla uchodźców, tylko wielka akcja przesiedleńcza

Profesor Jacek Bartyzel stwierdził, że działania warszawskiego rządu to nie jest pomoc uchodźcom, ale „wielka akcja przesiedleńcza”, którą można porównać „do tej po 1945 roku”. Historyk ostrzega, że zmieni ona „nieodwracalnie strukturę etniczną Polski”.
https://kontrrewolucja.net/wiadomosci/prof-bartyzel-to-nie-jest-humanitarna-pomoc-dla-uchodzcow-tylko-wielka-akcja-przesiedlencza

To nie jest humanitarna pomoc dla uciekinierów czy uchodźców (zresztą nie nadaje się im statusu uchodźców, chociaż należałoby), tylko wielka akcja przesiedleńcza – porównywalna do tej po 1945 roku – która może zmienić nieodwracalnie strukturę etniczną Polski, bo przybysze otrzymujący przywileje większe od ludności tuziemczej nie mają motywacji, by powrócić do zrujnowanego kraju, nawet jeśli wojna ustanie – napisał na Facebooku prof. Jacek Bartyzel.

Zwrócił następnie uwagę, że „na razie” specustawa „zakreśla horyzont pobytu 18-miesięcznego, ale przecież zawsze można go przedłużać kolejnymi ustawami”.

– Chyba, że ktoś ma nadzieję na asymilację w ciągu dwóch, trzech pokoleń, ale ja bym na to nie liczył – stwierdził profesor.

Wpis wywołał różne reakcje. Jeden z internautów napisał, że „znam sporo osób z Ukrainy, które są tutaj od ledwie paru lat i się zasymilowały doskonale, wiele mówi po polsku bez akcentu”. – Te skromne skądinąd przywileje są tylko na okres dwóch miesięcy i wcale nie sprawiają, że są lepiej traktowani od Polaków – wszak przyjechali tutaj bez niczego, a Polacy mieli całe życie, by się tutaj urządzić – napisał pan Rafał.

Nauczenie się języka kraju pobytu nie jest jeszcze asymilacją, co najwyżej ją ułatwia, i sam Pan przyznał niechcący, że chodzi o „urządzenie się”, a to jest przeciwieństwem tymczasowości – podsumował profesor Jacek Bartyzel.

facebook.com

https://youtu.be/MjKkAgSai8g

Uważam, że akcje ostatnich lat zostały wcześniej starannie zaplanowane [NWO].

Najpierw biologiczne osłabienie narodów, w tym przypadku polskiego [plandemia] , przyzwyczajenie go do wykonywania absurdalnych nakazów „ władzy”.

Teraz w przewidzianym odruchu dobroci czy 'solidarności’ – akcja przesiedleńcza – przyjęcie paru milionów Ukraińców.

Ich ziemie, majątki, żyzne gleby – potrzebne będą „narodowi wybranemu” [przez siebie] gdy już będą musieli opuścić ziemie Palestyny, palącą im się pod nogami z powodu nienawiści uciemiężonych tam tubylców. Plan zasiedlenia „ziemi przodków” – Chazarów – przez miliony Izraelczyków, jest przecież opublikowany, a ciągle doskonalony. Wyludnienie Ukrainy temu służy.

Mirosław Dakowski

==========================

mail:

Батько наш — Бандера, Україна — мати,
Ми за Україну буде́м воювати!

ЛЬВІВ – В українському сегменті соціальних мережах не спадає популярність кількох рядків із пісні – «Батько наш – Бандера, Україна – мати. Ми за Україну будем воювати», яку співає українська молодь від Львова до Донеччини. 

Все почалося із відео, у якому четверо львівських школярок заспівали цю пісню у класі, започаткувавши таким чином флешмоб і спричинивши шквал обурень у російському інформаційному просторі.

Чому патріотична пісня стала популярною серед української молоді і вже не вперше так рознервувала російські і проросійські сили? Як народилась ця пісня?

У різних українських містах і селах молодь підхопила пісню «Батько наш – Бандера» і цей флешмоб набуває дедалі більшої популярності у Twitter, TikTok та Instagram. Школярі та студенти співають пісню у різних місцях.

Oby Ojciec Święty poświęcił Rosję w łączności z BISKUPAMI CAŁEGO ŚWIATA

https://pch24.pl/krystian-kratiuk-oby-ojciec-swiety-poswiecil-rosje-w-lacznosci-z-biskupami-calego-swiata/

To wielka, historyczna chwila – tak skomentował zapowiedź poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi przez papieża Franciszka Krystian Kratiuk, redaktor naczelny PCh24.pl.

Wyraził nadzieję, że zgodnie z życzeniem Matki Bożej, ten doniosły akt dokonany zostanie w łączności z biskupami całego świata.

– Drodzy Państwo, to jest wielka chwila, chwila historyczna. Dzisiaj, kiedy do Państwa mówię, pozostało jeszcze kilka dni do 25 marca. Mam olbrzymią nadzieję, że Ojciec Święty zechce i skłoni biskupów całego świata, żeby dokonać tego aktu w łączności z nimi – powiedział redaktor Kratiuk, nawiązując do wyraźnie wypowiedzianych przez Matkę Bożą w Fatimie warunków konsekracji.– To, że wiekopomne wydarzenie dokona się w bazylice świętego Piotra i w Fatimie to jeszcze nie wszystko. Wtedy jest szansa, że przepowiednia fatimska się spełni, na naszych oczach – zaznaczył.

Szef portalu PCh24.pl przypomniał o apelu do papieża Franciszka w sprawie wypełnienia życzeń Matki Bożej z Fatimy. Poświęcenie Rosji miało się dokonać w duchowej jedności z hierarchami całego Kościoła.

– Dziękujemy wszystkim, którzy poparli nasz apel do Ojca Świętego o wysłuchanie prośby biskupów Ukrainy – podkreślił redaktor Krystian Kratiuk.

Źródło: PCh24TV

Apelujemy do Papieża Franciszka, by poświęcił Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi. Dołącz do akcji!

Broń zamiast pomocy humanitarnej: Na lotnisku w Pizie, pracownicy odmawiają załadunku samolotów do Rzeszowa, dalej na Ukrainę…

Jak zawsze, klasa robotnicza okazuje się bardziej godna reprezentowania Włoch niż niegodna klasa polityczno-ekonomicznych oligarchów sprawujących władzę. Publikujemy ten ważny komunikat USB, prosząc o jego jak najszersze rozpowszechnienie.

Niektórzy pracownicy cywilnego lotniska im. Galileo Galilei w Pizie poinformowali nas o bardzo poważnej sytuacji: z Cargo Village na lotnisku cywilnym odlatują loty “humanitarne”, które powinny być wypełnione prowiantem, żywnością, lekarstwami i wszystkim, co może się przydać narodowi ukraińskiemu, od tygodni nękanemu bombardowaniami i walkami. Ale tak nie jest!

Kiedy pracownicy znaleźli się pod samolotem, stanęli twarzą w twarz ze skrzyniami pełnymi różnego rodzaju broni, amunicji i materiałów wybuchowych.

Gorzka i straszna niespodzianka, potwierdzająca klimat wojny, w który wciąga nas rząd Draghi’ego.

Postawieni przed tym brzemiennym w skutkach faktem, pracownicy odmówili załadowania ładunku: samoloty te lądują najpierw w bazach USA/NATO w Polsce, następnie ładunki są wysyłane na Ukrainę, gdzie w końcu zostają zbombardowane przez wojska rosyjskie, co powoduje śmierć innych pracowników zatrudnionych w bazach dotkniętych atakami.

Zdecydowanie potępiamy to jawne fałszerstwo, które w cyniczny sposób wykorzystuje przykrywkę “humanitarną” do dalszego podsycania wojny na Ukrainie.

Żądamy:

1) aby służby kontroli ruchu lotniczego na lotnisku cywilnym natychmiast wstrzymały te loty śmierci w przebraniu pomocy “humanitarnej

2) aby pracownicy nadal odmawiali załadunku broni i materiałów wybuchowych, które nakręcają spiralę wojny, którą będziemy mogli zatrzymać tylko dzięki natychmiastowemu zawieszeniu broni i wznowieniu rozmów pokojowych;

3) aby mieszkańcy Pizy wzięli udział w demonstracji w sobotę 19 marca 2022 przed lotniskiem im. Galileo Galilei (godz. 15.00) pod hasłem “Z Toskanii mosty pokoju, a nie loty militarne!”.

Unione Sindacale di Base – Federazione di Pisa (włoski związek zawodowy)

https://www.lantidiplomatico.it/dettnews-armi_allucraina_mascherati_da_aiuti_umanitari_a_pisa_i_lavoratori_si_rifiutano_di_caricare_gli_aerei/45289_45601/
https://www.repubblica.it/esteri/2022/03/14/news/aiuti_italiani_allucraina_in_tredici_giorni_27_voli_italiani_verso_la_base_polacca_di_rzeszow_jasionka-341383353/

Wyjazd Kaczyńskiego i Morawieckiego do Kijowa to „kozacka” pokazówka

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/wyjazd-kaczynskiego-i-morawieckiego-do-kijowa-to-kozacka-pokazowka/

W warunkach wojennych, jakie znamy nie tylko z surrealistycznej komedii „Czterej pancerni i pies”, ale i z podręczników historii, wyprawa czterech przywódców państw do obleganego miasta byłaby niemożliwa.

Jedynym odstępstwem są negocjacje pomiędzy skonfliktowanymi stronami i zawieszenia broni na czas wizyty.

Tymczasem do Kijowa, gdzie według doniesień medialnych [tych ukraińskich md]nie tylko non stop spadają bomby, ale na rogatkach miasta stacjonuje kolumna wojsk rosyjskich rozciągająca się na 60 km, jednym pociągiem podróżuje sobie kilka głów państw: premier Morawiecki i wicepremier Kaczyński z Polski, premier Czech Petr Fiala oraz premier Słowenii . Mało tego, o wizycie i trasie przejazdu może dowiedzieć się każdy użytkownik Internetu, czyli odziały specjalne, ale i przypadkowy szaleniec są w stanie dokonać sabotażu, z tragicznymi skutkami.

Do niedawna Morawiecki organizował telekonferencje w maseczkach, żeby “chronić życie swoje i innych”, a teraz pakuje się w sam środek frontu?!

Powyższy obraz pokazuje absurd i złamanie wszelkich reguł, jakie w czasie wojny obowiązują, a to nakazuje po raz kolejny się zastanowić o co tutaj chodzi? W mojej interpretacji nic się nie zmienia, konsekwentnie podtrzymuję, że nie ma mowy o wojnie na Ukrainie, natomiast z całą pewnością mamy do czynienia z aktem agresji i aktami o charakterze terrorystycznym. Putin usiłuje sterroryzować Ukrainę przy pomocy punktowych ostrzałów, głównie skierowanych na cele wojskowe i infrastrukturę, ale wiadomo, że takie operacje niosą za sobą ryzyko zniszczenia obiektów cywilnych i to też się dzieje. Ludzie naprawdę giną, domy naprawdę się palą i zawalają, tylko skala tych dramatów nie przystaje do medialnej wojny, którą widzimy co dzień.

Politycy doskonale sobie z tego zdają sprawę, dlatego wyprawa przywódców państw do Kijowa jest całkowicie bezpieczną wycieczką. Wiadomym jest, że Putin nie odstrzeli pociągu, chociaż ma ku temu idealną okazję, gdyby to zrobił nie zyskałby nic prócz światowego oburzenia, jeszcze większej izolacji i następnych sankcji. Poza tym ta wizyta dla Kremla nie ma najmniejszego znaczenia, co widać po jej randze. Do Kijowa jedzie rezerwowy skład Zachodu: Czechy, Słowenia, Polska i ta delegacja nie ma żadnych kompetencji, aby cokolwiek Zełeńskiemu obiecać, nie mówiąc o realnych decyzjach.

Wszystko jest polityczną pokazówką z bardzo czytelną “bojową” symboliką, w Polsce z dodatkowym podtekstem gruzińskim i smoleńskim. Kaczyński z Morawieckim pokazują się jako „mężowie stanu”, na wzór śp. Lecha Kaczyńskiego, który poleciał do Gruzji, jednak tamta wizyta miała głęboki sens i przyniosła spodziewane rezultaty, Putin się wycofał z Gruzji. Obecny spektakl jest całkowicie pusty w treści, za to pozwala Morawieckiemu i Kaczyńskiemu złapać parę punktów na polskim podwórku politycznym, choć i to nie jest takie proste. Widać po pierwszych komentarzach, że „jednoczenie Polaków” zaczyna się sypać i środowiska związane z opozycją komentują tę eskapadę jeszcze nie jak Palikot Smoleńsk, ale dużo nie brakuje. Skojarzenia z tragicznym lotem najważniejszych osób w państwie i jazdą pociągiem w podobnym składzie, podświadomie uruchamia przewidywalne reakcje. W tym obszarze na pewno jeden głos z Polski nie popłynie i to pierwsze „dzielnie Polaków”, jakiego Morawiecki z Kaczyńskim swoją wizytą w Kojowie dokonali. Z drugiej strony emocje wokół „wojny” na Ukrainie ciągle są tak wielkie, że PiS spokojnie pozamyka usta krytykom i w efekcie na pewno swoje polityczne frukta zbierze.

Czy to się komuś podoba, czy nie, na Ukrainie nie ma wojny, ale odbywa się krwawy teatr wojenny i coraz więcej aktorów poszukuje angażu. W najmniejszym stopniu wizyta premierów kilku drugorzędnych państw nie pomoże Ukrainie, co więcej niska ranga tej wizyty jest jednoznacznym sygnałem dla Moskwy. Skład delegacji: Biden, Schulz, Macron i Morawiecki w wymiarze politycznym i symbolicznym mógłby uzyskać podobny efekt, do historycznej wizyty w Gruzji. W zaistniałych okolicznościach po prostu nie stanie się nic, panowie pojechali pierwszą klasą z pustymi rekami i z tym samym wrócą. Nikomu włos z głowy nie spadnie, bo nikt tu niczym nie ryzykuje, za to paru polityków na potrzeby polityki wewnętrznej zrobi wokół siebie bohaterski szum.

Koniec ze WSZYSTKIMI restrykcjami. Brytyjczycy wracają do stanu sprzed ogłoszonej pLandemii

Koniec ze WSZYSTKIMI restrykcjami. Brytyjczycvy wracają do stanu sprzed ogłoszonej pLandemii

W najbliższy piątek, 18 marca zostaną zniesione ostatnie pozostające w mocy wymogi dla podróżnych wjeżdżających do Wielkiej Brytanii, które wprowadzono z powodu pandemii Covid-19. Dotyczy to też niezaszczepionych.
https://nczas.com/2022/03/15/koniec-ze-wszystkimi-restrykcjami-oni-wracaja-do-stanu-sprzed-ogloszonej-pandemii

Decyzję ogłosił brytyjski minister transportu Grant Shapps.

„Wszystkie pozostałe covidowe wymogi podróżne, w tym formularz lokalizacji pasażera i testy dla wszystkich przylatujących, zostaną zniesione w przypadku podróży do Wielkiej Brytanii od godz. 4 rano 18 marca. Zmiany te są możliwe dzięki programowi szczepień i oznaczają większą swobodę przed Wielkanocą” .

Wielka Brytania jako jedna z pierwszych państw na świecie wycofała się z innych covidowych wymysłów. W lutym zniesiono m.in. maski, izolacje, kwarantanny, limity – itd.

„No i panie kto za to płaci”? „Minister pandemii” Niedzielski: WY, GŁUPKI !

Przygotowani jesteśmy na finansowanie dostępu do ochrony zdrowia każdemu obywatelowi Ukrainy [VIDEO]

https://nczas.com/2022/03/15/no-i-panie-kto-za-to-placi-niedzielski-przygotowani-jestesmy-na-finansowanie-dostepu-do-ochrony-zdrowia-kazdemu-obywatelowi-ukrainy-video/

W rozmowie z „Faktem” „minister pandemii” Adam Niedzielski odniósł się m.in. do kwestii zapewnienia opieki medycznej w Polsce uchodźcom z Ukrainy. Ujawnił także, kto za to zapłaci.

Pytany, czy nasz system zdrowia wytrzyma jeszcze dodatkowe obciążenie, Niedzielski stwierdził, że „paradoksalnie pandemia przygotowała nas do zarządzania kryzysowego, z jakim mamy do czynienia przy napływie pacjentów z ogarniętej wojną Ukrainy”.

– Musieliśmy zapewnić 30 tys. miejsc tylko dla chorych na COVID-19. Pewne procedury mamy przetrenowane. W tej chwili mamy gotowych 13 tys. miejsc i to nie w szpitalach tymczasowych, ale w 120 szpitalach w całej Polsce. Na razie nie ma aż takiej presji, by te miejsca były wykorzystywane. Jak wizytowałem szpitale pediatryczne, które będą poddawane największej presji nowych pacjentów, to na dziś nie widać byśmy zbliżali się do liczb granicznych – zapewniał.

Nie zabrakło jednak pytania o to, skąd Polska weźmie na to pieniądze. Jak się okazuje, rozwiązanie jest także bliźniacze w stosunku do „pandemicznego”.

– W specustawie, która od soboty obowiązuje, wskazane jest, że wszystkie wydatki na leczenie pacjentów z Ukrainy niezależnie czy na poziomie POZ, specjalistyki czy szpitalnictwa są refundowane. Oznacza to, że NFZ płaci za wszystko i otrzyma z tego tytułu pokrycie z budżetu państwa (czyt.: z pieniędzy podatników – przyp. red.). To rozwiązanie sprawia, że ze składek zdrowotnych finansowane jest na bieżąco leczenie wszystkich obywateli naszego kraju – przyznał Niedzielski.

– My przeprowadziliśmy szacunki finansowe i przygotowani jesteśmy na finansowanie dostępu do ochrony zdrowia każdemu obywatelowi Ukrainy, który pojawi się w Polsce, uciekając przed rosyjską agresją – zapewniał.

Słowa Niedzielskiego, w których „wyjaśnia”, skąd na to wszystko rząd „znajdzie” pieniądze, przywodzą na myśl kultową scenę z „Rejsu”.

Dr. Klaus Schwab or: How the CFR Taught me to Stop Worrying and Love the Bomb

The World Economic Forum wasn’t simply the brainchild of Klaus Schwab, but was actually born out of a CIA-funded Harvard program headed by Henry Kissinger and pushed to fruition by John Kenneth Galbraith and the “real” Dr. Strangelove, Herman Kahn.

This is the amazing story behind the real men who recruited Klaus Schwab, who helped him create the World Economic Forum, and who taught him to stop worrying and love the bomb.

Johnny Vedmore March 10, 2022 https://unlimitedhangout.com/2022/03/investigative-reports/dr-klaus-schwab-or-how-the-cfr-taught-me-to-stop-worrying-and-love-the-bomb/

———————————–

The World Economic Forum’s recorded history has been manufactured to appear as though the organisation was a strictly European creation, but this isn’t so. In fact, Klaus Schwab had an elite American political team working in the shadows that aided him in creating the European-based globalist organisation. If you have a decent knowledge of Klaus Schwab’s history, you will know that he attended Harvard in the 1960s where he would meet then-Professor Henry A. Kissinger, a man with whom Schwab would form a lifelong friendship. But, as with most information from the annals of the World Economic Forum’s history books, what you’ve been told is not the full story. In fact, Kissinger would recruit Schwab at the International seminar at Harvard, which had been funded by the US’ Central Intelligence Agency. Although this funding was exposed the year in which Klaus Schwab left Harvard, the connection has gone largely unnoticed – until now.

My research indicates that the World Economic Forum is not a European creation. In reality, it is instead an operation which emanates from the public policy grandees of the Kennedy, Johnson and Nixonian eras of American politics; all of whom had ties to the Council on Foreign Relations and the associated “Round Table” Movement, with a supporting role played by the Central Intelligence Agency.

There were three extremely powerful and influential men, Kissinger among them, who would lead Klaus Schwab towards their ultimate goal of complete American Empire-aligned global domination via the creation of social and economic policies. In addition, two of the men were at the core of manufacturing the ever present threat of global thermonuclear war. By examining these men through the wider context of the geopolitics of the period, I will show how their paths would cross and coalesce during the 1960s, how they recruited Klaus Schwab through a CIA-funded program, and how they were the real driving force behind the creation of the World Economic Forum.

Henry A. Kissinger

Heinz Alfred Kissinger was born in Bavaria, Germany, on 27 May 1923 to Paula and Louis Kissinger. The family had been one of many Jewish families fleeing the persecution in Germany to arrive in America in 1938. Kissinger would change his first name to Henry at 15 years old when arriving in America by way of a brief emigration to London. His family would initially settle in Upper Manhattan with the young Henry Kissinger attending George Washington High School. In 1942, Kissinger would enroll in the City College of New York, but, in early 1943, was drafted into the US Army. On 19 June 1943, Kissinger would become a naturalised US citizen. He would soon be assigned to the 84th Infantry Division where he would be recruited by the legendary Fritz Kraemer to work in the military intelligence unit of the division. Kraemer would fight along Kissinger during the Battle of the Bulge and would later become extremely influential in American politics during the postwar era, influencing future politicians such as Donald Rumsfeld. Henry Kissinger would describe Kraemer as being “the greatest single influence on my formative years”, in a New Yorker article entitled, The Myth of Henry Kissinger, written in 2020.

The writer of that article, Thomas Meaney, describes Kraemer as:

A Nietzschean firebrand to the point of self-parody—he wore a monocle in his good eye to make his weak eye work harder—Kraemer claimed to have spent the late Weimar years fighting both Communists and Nazi Brown Shirts in the streets. He had doctorates in political science and international law, and pursued a promising career at the League of Nations before fleeing to the US in 1939. He warned Kissinger not to emulate “cleverling” intellectuals and their bloodless cost-benefit analyses. Believing Kissinger to be “musically attuned to history,” he told him, “Only if you do not ‘calculate’ will you really have the freedom which distinguishes you from the little people.””

During World War II, whilst Kissinger was serving in the U.S. Counter-Intelligence Corps, he would be promoted to the rank of sergeant and would go on to serve in the Military Intelligence Reserve for many years after peace was declared. During that period, Kissinger would take charge of a team hunting down Gestapo officers and other Nazi officials who had been labeled as “saboteurs”. After the war, in 1946, Kissinger would be reassigned to teach at the European Command Intelligence School, a position he would continue to work in as a civilian after officially leaving the army.

In 1950, Kissinger would graduate from Harvard with a degree in political science where he would study under William Yandell Elliott, who would eventually be a political advisor to six US presidents and would also serve as a mentor to Zbigniew Brzezinski and Pierre Trudeau, among others. Yandell Elliott, along with many of his star pupils, would serve as the key connectors between the American national security establishment and the British “Round Table” movement, embodied by organisations such as Chatham House in the UK and the Council on Foreign Relations in the United States. They would also seek to impose global power structures shared by Big Business, the political elite and academia. Kissinger would continue to study at Harvard, gaining his MA and PhD degrees at the prestigious university, but he was also already trying to forge a career path in intelligence, reportedly seeking recruitment as an FBI spy during this period.

In 1951, Kissinger would be employed as a consultant for the Army’s Operations Research Office, where he would be trained in various forms of psychological warfare. This awareness of psyops was reflected in his doctoral work during the period. His work on the Congress of Vienna and its consequences invoked thermonuclear weapons as its opening gambit, which also made an otherwise dull piece of work a little more interesting. By 1954, Kissinger was hoping to become a junior professor at Harvard but, instead, the dean of Harvard at the time, McGeorge Bundy – another pupil of William Yandell Elliott, recommended Kissinger to the Council on Foreign Relations (CFR). At the CFR, Kissinger would start managing a study group on nuclear weapons. From 1956 to 1958, Kissinger also became the Director of Special Studies for the Rockefeller Brothers Fund (David Rockefeller was vice-president of the CFR during this period), as well as going on to direct multiple panels to produce reports on national defense, which would gain international attention. In 1957, Kissinger would seal his place as a leading Establishment figure on thermonuclear war after publishing, Nuclear Weapons and Foreign Policy, a book published for the Council on Foreign Relations by Harper & Brothers.

In December of 1966, The Assistant Secretary of State for European Affairs, John M Leddy, announced the formation of a 22-man panel of advisors to help “shape European policy”. The five most prominent actors of this panel of advisors included: Henry A Kissinger representing Harvard, Robert Osgood of the Washington Center of Foreign Policy Research (funded by Ford, Rockefeller and Carnegie money), Melvin Conant of Rockefeller’s Standard Oil, Warner R Schilling of Columbia University, and Raymond Vernon who was also of Harvard. The other people on the panel included four members of the Council on Foreign Relations, Shepard Stone of the Ford Foundation, with the rest being a mix of representatives from leading American universities. The forming of this panel could be considered the laying of the proverbial foundation stone marking the American branch of the “Round Table” establishment’s intent to create an organisation such as the World Economic Forum, whereby Anglo-American imperialists would mold European policies as they saw fit.

Post-war Europe was at a vital stage of its development and the powerful American Empire was beginning to see opportunities in the rebirth of Europe and the emerging identity of its younger generation. In late December of 1966, Kissinger would be one of the twenty-nine “American authorities on Germany” to sign a statement declaring that “recent state elections in West Germany do not indicate a rebirth of Nazism”. The document, also signed by the likes of Dwight Eisenhower, was meant to signal that Europe was starting afresh and was meant to begin putting the horrors of European wars in the past. Some of the people involved in creating the aforementioned document were those who had already been externally influencing European policy from abroad. Notably, one of the signatures alongside Kissinger and Eisenhower was Prof. Hans J Morgenthau who was also representing the Council on Foreign Relations at the time. Morgenthau had famously written a paper entitled, Scientific Man versus Power Politics, and argued against an “overreliance on science and technology as solutions to political and social problems”.

In February 1967, Henry Kissinger would target European policy making as having been the reason for a century of war and political turmoil on the continent. In a piece entitled, Fuller Investigation, printed in the New York Times, Kissinger would state that a work by Raymond Aron, Peace and War. A Theory of International Relations, had remedied some of these issues.

In this article, Kissinger would write:

In the United States the national style is pragmatic; the tradition until World War II was largely isolationist; the approach to peace and war tended to be absolute and legalistic. American writing on foreign policy has generally tended to fall into three categories: analyses of specific cases or historical episodes, exhortations justifying or resisting greater participation in international affairs, and investigations of the legal bases of world order.”

It was clear that Prof Henry A Kissinger had identified American involvement in European policy creation as being vital in the future peace and stability of the world. At this time, Kissinger was based at Harvard University in Cambridge, Massachusetts. Here, the future founder of the World Economic Forum, a young Klaus Schwab, would catch the eye of Henry A Kissinger.

Kissinger was the executive director of the International seminar, which Schwab often mentions when recollecting his time spent at Harvard. On 16 April 1967, it would be reported that various Harvard programs had been receiving funding from the Central Intelligence Agency (CIA). This included $135,000 of funding for Henry Kissinger’s International Seminar, funding which Kissinger claimed he was unaware had come from the US intelligence agency. The CIA’s involvement in funding Kissinger’s international seminar was exposed in a report by Humphrey Doermann, the assistant to Franklin L Ford, who was dean of the Faculty of Arts and Science. Humphrey Doermann’s report, written in 1967, only centred on the CIA funding from between 1961 to 1966, but Kissinger’s International seminar, which had received the most funding out of all the CIA-funded Harvard programs, would still run through 1967. Klaus Schwab arrived at Harvard in 1965.

On 15 April 1967, The Harvard Crimson would publish an article, attributed to no author, concerning Doermann’s report that stated, “There were no strings attached to the aid, so the government could not directly influence research or prevent its results from being published.” The dismissive article, entitled, CIA Financial Links, nonchalantly closes out by stating,”In any case, were the University to refuse to accept CIA research grants, the shadowy agency would have little trouble channeling its offers through another agrecy.” (agrecy being a pun meaning a form of intelligence).

The evidence points to Klaus Schwab having been recruited by Kissinger into his circle of “Round Table” imperialists via a CIA funded program at Harvard University. In addition, the year he graduated would also be the year in which it was revealed to have been a CIA-funded program. This CIA-funded seminar would introduce Schwab to the extremely well-connected American policy-makers who would help him create what would become the most powerful European public policy institute, the World Economic Forum.

By 1969, Kissinger would be sitting as the head of the US National Security Council, of which the sitting president, Richard Nixon would “enhance the importance of” during his administration. Kissinger was Assistant to the President for National Security Affairs between 2 December 1968 to 3 November 1975, serving concurrently as Richard Nixon’s Secretary of State from 22 September 1973. Kissinger would dominate the making of US foreign policy during the Nixon era and the system he would bring to the National Security Council would seek to combine features of the systems previously implemented by Eisenhower and Johnson.

Henry Kissinger, who had been one of the people to manufacture tensions between thermonuclear powers over the previous two decades, was now to act as “peacemaker” during the Nixon period. He would turn his focus to the European stand-off and would seek to relax the tensions between the West and Russia. He negotiated the Strategic Arms Limitation Talks (culminating in the SALT I treaty) and the Anti-Ballistic Missile Treaty. Kissinger was attempting to rebrand himself as a trusted statesman and diplomat.

In the second term of President Richard Nixon’s administration, their attention would turn to relations with Western Europe. Richard Nixon would describe 1973 as being the “Year of Europe”. The United States’ focus would be on supporting the states of the European Economic Community (EEC) which had become economic rivals to the US by the early 1970s. Kissinger grasped the “Year of Europe” concept and pushed an agenda, not only of economic reform, but also arguing to strengthen and revitalise what he considered to be the “decaying force”, the North Atlantic Treaty Organisation (NATO). Throughout this period, Kissinger would also promote global governance.

Years later, Henry Kissinger would make the opening address of the World Economic Forum’s 1980 conference, telling the elites at Davos: “For the first time in history, foreign policy is truly global”.

John K. Galbraith

John Kenneth Galbraith (often referred to as Ken Galbraith) was a Canadian-American economist, diplomat, public policy maker, and Harvard intellectual. His impact on American history is extraordinary and the consequences of his actions in the late 1960s alone are still being felt around the world today. In September 1934, Galbraith would initially join the faculty at Harvard University as an instructor with a salary of $2,400 per year. In 1935, he would be appointed a tutor at John Winthrop House (commonly known as Winthrop House) which is one of twelve undergraduate residential houses at Harvard University. In that same year, one of his first students would be Joseph P. Kennedy Jr, with John F. Kennedy arriving two years later, in 1937. Soon after, the Canadian Galbraith would become naturalised as a US citizen on 14 September 1937. Three days later, he would marry his partner, Catherine Merriam Atwater, a woman who, a few years before, had been studying at the University of Munich. There, she had lived in the same rooming house-dormitory as Unity Mitford, whose boyfriend was Adolf Hitler. After marrying, Galbraith would travel extensively in Eastern Europe, Scandinavia, Italy, France, but also Germany. Galbraith had been due to spend a year as a research fellow at the University of Cambridge under famed economist John Maynard Keynes, but Keynes’ sudden heart attack would see Galbraith’s new wife persuade him to study in Germany instead. During the summer of 1938, Galbraith would study German land policies under Hitler’s government.

The following year, Galbraith found himself involved in what was termed at the time, “the Walsh-Sweezy affair” – a US national scandal involving two radical instructors who had been terminated from Harvard. Galbraith’s connections with the affair would result in his appointment at Harvard not being renewed.

Galbraith would take a demotion to work at Princeton, where he would soon after accept an invitation from the National Resource Planning Board to be part of a review panel into New Deal spending and employment programs. It is this project which would see him first meet Franklin D. Roosevelt. In 1940, as France fell to Nazi forces, Galbraith would join the staff of the National Defense Advisory Committee, at the request of FDR’s economic advisor, Lauchlin Curry. Although that committee would be swiftly dissolved, Galbraith soon found himself appointed to the Office of Price Administration (OPA), heading up the division tasked with price control. He would be dismissed from the OPA on 31 May 1943. Fortune Magazine had already been trying to headhunt Galbraith since as early as 1941, and would soon scoop him up to join their staff as a writer.

The biggest shift in focus for Galbraith happened in 1945, the day after the death of Roosevelt. Galbraith would leave New York for Washington, where he would be duly sent to London to assume a division directorship of the United States Strategic Bombing Survey, tasked with evaluating the overall economic effects of the wartime bombing. By the time he had arrived at Flensburg, Germany had already formally surrendered to the Allied forces and Galbraith’s initial task would change. He would accompany George Ball and be part of the interrogation of Albert Speer. In this one move, Galbraith had gone from being a policy advisor dealing with statistics and projections concerned with pricing, to the co-interrogator of a high-ranking Nazi war criminal. Speer had been in various important positions during the war, including as the Reich Minister of Armaments and War Production, one of the key men behind the organisation, maintenance and arming of every part of the Nazi Wermacht.

Soon after, Galbraith would be sent to Hiroshima and Nagasaki to evaluate the effects of the bombing. In January 1946, John Kenneth Galbraith was involved in one of the defining moments of American economic history. He would take part in the American Economic Association meetings in Cleveland, where, alongside Edward Chamberlin of Harvard and Clarence Ayres of Texas, he would debate Frank Knight and other leading proponents of classical economics. This event marked the coming-out of Keynesian economics, which would come to dominate post-war America.

In February 1946, Galbraith would return to Washington, where he would be appointed director of the Office of Economic Security Policy. It is here, in September of 1946, where Galbraith was tasked with drafting a speech for the Secretary of State, William Byrnes, outlining American policy towards German reconstruction, democratisation, and eventual admission into the United Nations. Galbraith, who opposed the group of politicians at the time referred to as “the Cold Warriors”, would resign from his position in October of 1946, returning to Fortune Magazine. He would also be awarded the Presidential Medal of Freedom that same year. In 1947, Galbraith would co-found the organisation, Americans for Democratic Action, alongside others including Eleanor Roosevelt, Arthur Schlesinger Jr., and Ronald Reagan. In 1948, Galbraith would return to Harvard as a lecturer in Agricultural Forestry and Land-Use Policy. Soon after, he would be installed as a Professor at Harvard.

By 1957, Galbraith was beginning to form a closer relationship with his former student John F. Kennedy, who was by then junior senator for Massachusetts. The following year, JFK would publicly declare Galbraith as the “Phileas Fogg of the academic world” after receiving a copy of Galbraith’s book, A Journey to Poland and Yugoslavia, where he examined socialist planning up close. It is also in 1958 where Galbraith published “The Affluent Society” to critical acclaim, where he coined terms such as “conventional wisdom” and the “dependence effect”. It is around this time when Galbraith became the Paul M. Warburg Chair in economics at Harvard. This is the same position he would hold when he would first be introduced to a young Klaus Schwab.

By 1960, John Kenneth Galbraith had become an economic advisor to the Kennedy campaign. After Kennedy was elected President, Galbraith began staffing the new administration, famously being the man who recommended Robert S. McNamara for Secretary of Defense. In 1961, Kennedy would name Galbraith as ambassador to India and, later in the year, Galbraith would travel to Vietnam, at the behest of the President, to give a second opinion on the Taylor-Rostow report. On Galbraith’s advice, Kennedy would begin to withdraw troops from Vietnam.

In 1963, Galbraith would return to the United States, refusing an offer from Kennedy to take up an ambassadorship in Moscow, so as to return to Harvard. On the day Kennedy was assassinated, Galbraith was in New York with the publisher of the Washington Post, Katharine Graham. Galbraith would go straight to Washington and would be the man who drafted the original version of the new President’s speech to the joint session of congress. The year following JFK’s assassination, Galbraith would return to Harvard to develop a famous and highly popular course in Social Science that he would go on to teach for the following decade. He would still retain his position as an advisor to President Johnson, but would spend the rest of the year writing his final academic journals exclusively in economics.

By 1965, Galbraith had become increasingly louder in his opposition to the war in Vietnam, writing speeches and letters to the President. This rift would persist between Galbraith and Johnson, with Galbraith finally assuming the presidency of Americans for Democratic Action and going on to launch a national campaign against the Vietnam War entitled, “Negotiations Now!” In 1967, the rift between Galbraith and Johnson would only become wider when Senator Eugene McCarthy was persuaded by Galbraith to run against Johnson in the coming primary elections. Robert F. Kennedy was also hoping to recruit Galbraith to his own campaign but, although Galbraith had formed a close bond with the late JFK, he had not been so keen on Robert F. Kennedy’s distinctive style.

By the late 1960s, John K. Galbraith and Henry A. Kissinger were both considered to be two of the foremost lecturers, authors and educators in America. They were also both grandees at Harvard, Galbraith as the Paul M. Warburg Professor of Economics, and Kissinger as a Professor of Government, and the two men were focused on the creation of foreign policy for both America and the emerging new Europe. It was announced on 20 March 1968 that Kissinger and Galbraith would be the first speakers of the spring session of what was referred to as the “Mandeville Lectures series”, due to take place at the University of California, San Diego. Galbraith’s speech would be entitled, “Foreign Policy: The Cool Dissent”, whilst Kissinger’s speech was called “America and Europe: A New Relationship”.

Kissinger would introduce Klaus Schwab to John Kenneth Galbraith at Harvard and, as the 1960’s came to a close, Galbraith would help Schwab make the World Economic Forum a reality. Galbraith would fly over to Europe, along with Herman Kahn, to help Schwab convince the European elite to back the project. At the first European Management Symposium/Forum (the original name/s of the WEF), John Kenneth Galbraith would be the keynote speaker.

Herman Kahn

Herman Kahn was born in Bayonne, New Jersey on 15 February 1922 to Yetta and Abraham Kahn. He was brought up in the Bronx with a Jewish upbringing, but would later become atheistic in his beliefs. Throughout the 1950s, Khan would write various reports at the Hudson Institute on the concept and practicality of nuclear deterrence, which would subsequently become official military policy. He would also compile reports for official hearings, such as the Subcommittee on Radiation. It is in the primordial hysteria of the earliest years of the Cold War where Kahn would be given the intellectual, and some may say ethical and moral, space to “think the unthinkable”. Khan would apply game theory – the study of mathematical models of strategic interactions among rational agents – to wargame potential scenarios and outcomes concerning thermonuclear war.

In 1960, Kahn would publish, The Nature and Feasibility of War and Deterrence, which studied the risks and subsequent impact of a thermonuclear war. The Rand Corporation sums up the kinds of deterrents discussed in Kahn’s work as: the deterrence of a direct attack, the use of strategic threats to deter an enemy from engaging in very provocative acts other than a direct attack on the United States, and, lastly, the acts that are deterred because the potential aggressor is afraid that the defender or others will take limited actions, military or non-military, to make the aggression unprofitable.

The following year, Princeton University Press would first publish Herman Kahn’s seminal work, On Thermonuclear War. This book would have an enormous impact on the near and distant future of global politics and would drive American Establishment politicians to create foreign policy specifically designed to counter the potential worst case thermonuclear scenario. On the release of Kahn’s terrifying work, the Israeli-American sociologist and “communitarian”, Amitai Etzioni, would be quoted as saying, “Kahn does for nuclear arms what free-love advocates did for sex: he speaks candidly of acts about which others whisper behind closed doors”.

Khan’s complex theories have often been erroneously paraphrased, with most of his work being impossible to sum up in just a sentence or two, and this is emblematic of his ideas concerning thermonuclear war. Kahn’s research team were studying a multitude of different scenarios, a constantly evolving, dynamic, multipolar world, and many unknowns.

On Thermonuclear War had an instant and lasting impact, not only on geopolitics, but also on culture, expressed within a few years by a very famous movie. 1964 saw the release of the Stanley Kubrick classic, Dr Strangelove, and from the moment of its release, and ever since, Khan has been referred to as the real Dr. Strangelove. When quizzed about the comparison, Khan would tell Newsweek, “Kubrick is a friend of mine. He told me Dr. Strangelove wasn’t supposed to be me.” But others would point out the many affinities between Stanley Kubrick’s classic character and the real life Herman Kahn.

In an essay written for the Council on Foreign Relations in July 1966, entitled, Our Alternatives in Europe, Kahn states:

Existing U.S. policy has generally been directed to the political and economic as well as the military integration or unification of Western Europe as a means to European security. Some have seen unification as a step toward the political unity of the West as a whole, or even of the world. Thus, the achievement of some more qualified form of integration or federation of Europe, and of Europe with America, has also been held to be an intrinsically desirable goal, especially as national rivalries in Europe have been seen as a fundamentally disruptive force in modern history; hence their suppression, or accommodation in a larger political framework, is indispensable to the future stability of the world.”

This statement suggests that the preferred solution for future European/American relations would be the creation of a European union. Even more preferable to Kahn was the idea of creating a unified American and European superstate.

In 1967, Herman Kahn would write one of the most important futurist works of the 20th century, The Year 2000: A Framework for Speculation on the Next Thirty-Three Years. In this book, co-authored by Anthony J Wiener, Khan and company predicted where we would be technologically at the end of the millennium. But there was another document released soon after Kahn’s The Year 2000, which had been written simultaneously. That document entitled, Ancillary Pilot Study for the Educational Policy Research Program: Final Report, was to map out how to achieve the future society Kahn’s work in The Year 2000 had envisaged.

Under a section titled “Special Educational Needs of Decision-Makers”, the paper states: “The desirability of explicitly educated decision-makers so that they are better able, in effect, to plan the destiny of the nation, or to carry out the plans formulated through a more democratic process, should be very seriously considered. One facet of this procedure would be the creation of a shared set of concepts, shared language, shared analogies, shared references…” He goes on to state in the same section that: “Universal re-teaching in the spirit of the humanistic tradition of Europe – at least for its comprehensive leadership group – might be useful in many ways.”

When you study the previously mentioned rhetoric and decipher what it means, in this document Herman Kahn suggests subverting democracy by training only a certain group in society as potential leaders, with those pre-selected few who are groomed for power being able to define what our shared values as a society should be. Maybe Herman Kahn would agree with the World Economic Forum’s Young Global Leader scheme, which is the exact manifestation of his original suggestion.

In 1968, Herman Kahn would be asked by a reporter what they do at the Hudson Institute. He would say, “We take God’s view. The President’s view. Big. Aerial. Global. Galactic. Ethereal. Spatial. Overall. Megalomania is the standard occupational hazard.” This was reportedly followed by Herman Kahn rising out of his chair, pointing his finger towards the sky and suddenly shouting out: ‘Megalomania, zoom!’”

In 1970, Kahn would travel to Europe with Galbraith to support Klaus Schwab’s recruitment drive for the first European Management Symposium. In 1971, Kahn would be sitting centre stage to watch John Kenneth Galbraith’s keynote speech at the historic first session of the policy making organisation which would eventually become the World Economic Forum.

In 1972, the Club of Rome published “The Limits to Growth”, which cautioned that the needs of the global population would exceed available resources by the year 2000. Kahn spent much of his final decade arguing against this idea. In 1976, Khan would publish a more optimistic view of the future, The Next 200 Years, which claimed that the potentials of capitalism, science, technology, human reason, and self-discipline were boundless. The Next 200 Years would also dismiss pernicious Malthusian ideology by predicting that the planet’s resources set no limits to economic growth, but rather, human beings would “create such societies everywhere in the solar system and perhaps to the stars as well.”

Schwab’s Three Mentors

Kahn, Kissinger and Galbraith had become three of the most influential people in America with regards to thermonuclear deterrence, foreign policy creation, and public policy making, respectively. Most of the focus throughout these men’s career had been on Europe and the Cold War. However, their varying roles in other important events of the period all have the potential to easily distract researchers from other more subversive and well hidden events.

These three powerful Americans were all linked with each other in various ways, but one interesting and notable thread in particular ties these men together during the period between 1966, with the creation of the Kissinger-led 22 man panel of advisors to help “shape European policy”, through to 1971, and the founding of the World Economic Forum. All three men were members of the Council on Foreign Relations, the American branch of the Anglo-American imperialist “Round Table” movement. Kissinger already had deep ties to the CFR, having been recruited by them straight after graduation. Galbraith had reportedly resigned his membership of the CFR in a “highly public way” in 1972, stating that the CFR was boring and telling a journalist, “Most of the proceedings involve a level of banality so deep that the only question they raise is whether one should sit through them.” Although there is no public date of when Galbraith became a member of the CFR, he had written for their publications from as early as July 1958 with “Rival Economic Theories in India,” being printed in Foreign Affairs, the official CFR journal/magazine. Khan could also be found publishing some of his essays through the CFR, writing the piece “Our Alternatives in Europe” in July 1966, and “If Negotiations Fail” in July 1968, both whilst working as an official advisor to the State Department.

Before the 1960s, these three extremely influential American intellectuals had each been deeply involved in trying to understand the problems of a postwar Europe, and mapping out the future of the war-stricken continent. Galbraith had traveled extensively throughout Europe, including studying policies in Germany during the Third Reich, and, after the collapse of Hitler’s Germany, Galbraith would go on to study the Soviet systems in much the same way. Galbraith’s influence over the future president, John F. Kennedy, from a very early age cannot be understated, and Galbraith was powerful enough to see JFK begin withdrawing troops from Vietnam on his recommendation. When Kennedy was assassinated in Dallas, Galbraith would be the man to draft the incoming president’s initial address to the nation, but Galbraith was soon to be pushed off to the sidelines. During the turmoil of the 1960s, Galbraith would be close with Henry Kissinger, both men being Harvard Professors, members of the CFR, and both men having the same goal of making Europe stable so that the Continent was well defended against any potential Soviet aggression.

To Galbraith and Kissinger, and also to the wider American political Establishment, Europe was the main threat to not only global stability, but also to the prevailing American hegemony in general. The relative stability in Europe during the postwar period was perceived as being due to the thermonuclear stand-off, and, from very early-on, Kissinger identified this dynamic and began to manipulate the situation for the benefit of American supremacy. Henry Kissinger was not alone in trying to understand the complex dynamics at play in relation to thermonuclear deterrence and how it affected policy making. Herman Kahn was the leading figure on thermonuclear strategic planning during the same period and Kissinger’s work concerning the same subject matter from the mid-50s onwards would see him cross paths with Kahn on many occasions.

Kahn offered Kissinger something which all politicians and policy makers crave, the ability to predict future events with relative accuracy. Kahn was a veritable prophet concerning the technological advancements of the not-so-distant future, and his work, although often stoic and bereft of human emotion, has stood up very well to the test of time. Kahn and Kissinger’s goals would overlap during the mid and late 1960s, and as the threat assessments Kahn made during this period became more optimistic, Kissinger would see Kahn’s work as being fundamental in offering a new future to the people of the world.

However, Henry Kissinger’s vision of the future was not of a free and fair society advancing into a “brave new world” together, but rather, Kissinger intended to create an image of the world which had been skewed by his own CFR-driven Establishment perspective. Although he would attempt to rebrand himself as a true statesman, Kissinger would continue to subvert not only foreign democratic processes, but also to undermine the American system for the eventual benefit of a globalist agenda. When Schwab was first recognised by Kissinger as a potential future globalist leader, the relatively young German would soon be introduced to Galbraith and Kahn. This would coincide with Kahn’s work identifying the need to specifically train individuals with leadership potential separately from those who attend the prevailing standard educational models.

In the year Klaus Schwab left Harvard, he was approached by Peter Schmidheiny, who had just sold Escher Wyss to the Sulzer Group. Escher Wyss’ Ravensberg factory during World War II had been managed by Schwab’s father, Eugen Schwab, and had been involved in making heavy water turbines for the secretive Nazi atomic bomb effort. Schwab speaks in one interview about the moment Schmidheiny called him up, saying, “You come from Harvard now and know modern management methods, help to make the integration a success”. What Klaus wouldn’t mention in that interview is that he would help Sulzer and Escher Wyss to merge, resulting in a new company called Sulzer AG. That company, where Schwab would serve as director, which would go on to break international law by aiding the South African apartheid regime in its illegal thermonuclear bomb program.

Klaus Schwab had only just left the sphere of influence of some of the most significant experts in thermonuclear war, and within the same year as leaving Harvard, he would head up the merger of a company dealing in the propagation thermonuclear bomb technology to despotic regimes.

For many of us who don’t map out terrifying extinction scenarios, we may be left believing that apartheid South Africa gaining the nuke at this point in history would be one of the worst things that could’ve happened. But, Herman Kahn’s thermonuclear disaster scenarios had led the rotund genius to believe that, barring a disaster, sabotage, or an accident, no major nuclear power would dare fire a thermonuclear weapon as an act of aggression for the foreseeable future. In fact, the Establishment thinking had changed significantly, to the point where Herman Kahn and others were advising that, in certain scenarios, making a country such as France a nuclear power could have significant benefits to security both regionally and globally, whilst also helping to reduce US defence spending.

Thermonuclear war was no longer the be all and end all of strategic defence policy, and it was in the dying embers of the 1960s where the same people who had caused all of the fear of a thermonuclear apocalypse, really did stop worrying and learnt to love the bomb.

Caution: Fallible Humans Ahead

Is Klaus Schwab the real brains behind the formation of the World Economic Forum? What are we to make of the CIA involvement in the seminar Kissinger used to recruit Schwab? Were the powers that lurk behind organisations like the CFR the real founders of the globalist policy making organisation? Was the World Economic Forum meant to simply unite Europe? Or was it then actually meant to go on to unite Europe with America, followed by the remaining superstates, into a New World Order designed by powerful CFR grandees like Kissinger, Khan and Galbraith?

These three powerful men each saw in Schwab a reflection of their own intellectual desires. Klaus had been born in the latter half of the same decade in which the technocratic movement had begun and he would come from the first generation to have their formative years in a post-war world. Khan’s predictions for the future had not only been an exercise in human wonder, it had also been a project to make these predictions a reality as quickly as possible and regardless of the consequences.

In 1964, Klaus Schwab would be trying to decide what he was going to do with his career. He was 26 years old and looking for direction and he would find that direction from a familial source. His father, Eugen Schwab, had been on the wrong side of history during World War II, and had been involved in the Nazi atomic bomb effort. Eugen Schwab would tell his son that it will only be at Harvard where he’d truly be able to flourish. In a divided postwar Germany, the intense fear which came from the ever impending and well dramatised threat of thermonuclear war had become an everyday part of people’s psyche. Harvard was well known at the time for playing a central role in Cold War policy-making targeting European affairs and Klaus Schwab would put himself right in amongst the main movers and shakers on the thermonuclear disaster scene.

Whilst at Harvard, Schwab would attend Kissinger’s “International seminar” which was funded by the CIA via a known conduit. Through this process, Klaus Schwab would be introduced to a group of men who were actively trying to influence European public policy by any and all methods, including using the fear of impending nuclear doom. They would recognise his potential straight away, so much so that they would be there for Schwab all through the founding of the World Economic Forum, with Kahn, Kissinger and Galbraith bringing perceived credibility to the project. It was not easy for Schwab alone to explain to European elites what he intended to do, so he would bring Kahn and Galbraith to Europe to persuade other important players to become part of the project. Galbraith would be the first Keynote Speaker at the forum, with Kahn’s presence also drawing significant interest, but the second World Economic Forum would stall without the presence of the bigger names and Klaus Schwab knew he would need something to draw in the crowds for the third installment of his forum’s annual meeting.

In 1972, the Club of Rome’s founder Aurelio Peccei had published his controversial book “The Limits to Growth”, a book that had been commissioned by the Club of Rome and which took a Malthusian approach to overpopulation. The book would call into question the sustainability of global economic growth and Peccei would be invited by Schwab to make the keynote speech at the 1973 World Economic Forum. This risqué public relations strategy paid dividends for Schwab and his organisation. From that point on, the forum would grow in size, scale and power. But it all began with a CIA-funded course run by Henry Kissinger at Harvard.

Schwab has become more than just a technocrat. He has been very vocal on his intention to fuse his physical and biological identities with future technology. He has become a living caricature of an evil bond-like villain, conducting secretive meetings with the elites, high up in the mountain-top chalets of Switzerland. I do not think that the image we have of Schwab is an accident. In the postwar years, something very unique happened in Western culture, when the government began using mainstream media as a tool to target the public with military grade psychological operations. The ruling Establishment would discover that marrying the drama of conflict scenarios with media such as film would be extremely useful, almost akin to creating self-propagating propaganda in some cases. Films like Stanley Kubrick’s Dr Strangelove were fantastic vehicles for people to understand the absurdity of thermonuclear disaster scenario planning.

If people perceive you as an all powerful evil villain then you may not gain the support of the common man, but you will gain the attention from those who seek power and wealth, or, how Klaus Schwab would refer to them, the “stakeholders” in society. This is very important to understand – the projection of extreme wealth and power will attract and bring the “stakeholders” of society to the World Economic Forum’s table. With those “stakeholders” on board, Klaus Schwab’s main ideological product, “stakeholder capitalism”, will see the transfer of power away from true democratic processes and onto a system of governance by a small preselected leadership group, who will be trained to continue the agenda set for them by the previous generation, as predicted by Herman Kahn. They will hold all the cards, whilst the common people will be left with just illusory pseudo-democratic processes, poverty, and constant absurd psychological operations to distract us all constantly. Klaus Schwab would soon become everything Herman Kahn had feared during his most pessimistic predictions. When the Club of Rome produced “The Limits to Growth” report, Herman Kahn would refute its findings and rally against its pessimism, whilst, at the same time, Klaus Schwab would make it central to his machinations and have their founder be the keynote speaker at his forum in Davos.

Our current geopolitical situation is seemingly regressing back towards the East vs West dynamic of the Cold War era. Again, with recent events in Ukraine, the mainstream media is regurgitating nuclear talking points which are completely paralleled to those of 60 to 70 years ago. I believe that there is a very obvious reason for our return to Cold War rhetoric – it’s a very obvious sign that Klaus Schwab and his backers are out of ideas. They appear to be returning to a geopolitical paradigm in which they feel safer and, most importantly, which will cause mass fear of thermonuclear war. This rinse and repeat cycle will always happen once an ideological movement is running out of original ideas. Since the late 1960s, Klaus Schwab has been trying to create the world which Herman Kahn predicted. But Kahn’s vision of the future, even though pretty accurate, is over half a century old. Schwab’s technocratic movement depends on the successful development of innovative technologies which will advance us towards a vision largely manufactured in 1967. Just by studying a more refined list of Kahn’s predictions, you can see every idea which Schwab promotes is almost entirely based on Kahn’s “Year 2000” and that documents vision of what our future may look like, predictions dating back to the late 60’s. But, what Schwab appears to ignore, whilst forcing this futuristic agenda on us all, is that many of Kahn’s predictions were also combined with warnings of the dangers which will be created from future technological advancements.

As Schwab reaches the end of his life, he appears to be desperate to push forward a radical futurist agenda with the obvious potential for global disaster. I believe that the World Economic Forum is reaching its maximum level of expansion before its inevitable collapse, because eventually those people who love their own national identities will stand up against the immediate threat to their specific cultures and they will fight back against the globalist rule. Quite simply, you cannot make everyone a globalist, no matter how much brainwashing is applied. There is a natural contradiction between national freedom and globalist rule, which make the two completely incompatible.

As a very pertinent final thought, Herman Kahn would write something extremely significant during the same year in which Schwab would leave Harvard. In the aforementioned Hudson Institute document of 1967 entitled, Ancillary Pilot Study for the Educational Policy Research Program: Final Report, Khan writes:

It has become increasingly clear that our technological and even our economic achievements are mixed blessings. Through progress issues arise such as the accumulation, augmentation, and proliferation of weapons of mass destruction; the loss of privacy and solitude; the Increase of governmental and/or private power over individuals; the loss of human scale and perspective and the dehumanization of social life or even of the psychobiological self; the growth of dangerously, vulnerable, deceptive, or degradable centralizations of administrative or technological systems; the creation of other new capabilities, so inherently dangerous as to seriously risk disastrous abuse; and the acceleration of changes that are too rapid or cataclysmic to permit successful adjustment. Perhaps most crucial, choices are posed that are too large, complex, important, uncertain, or comprehensive to be safely left to fallible humans.”

Największymi ruskimi agentami są „patrioci”, którzy handlują polską krwią

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/najwiekszymi-ruskimi-agentami-sa-patrioci-ktorzy-handluja-polska-krwia/

W polityce w ogóle, a już w polityce na najwyższym poziome agresji, w tym agresji zbrojnej, nie ma miejsca na żadne wzruszenia i tanie emocje. Obrazy rozmaitych dramatów, szczególnie z udziałem dzieci i kobiet to wyłącznie brutalna walka na froncie propagandowym. Trzeba bardzo uważać, żeby w tym wszystkim się nie pogubić i co najważniejsze nie doprowadzić do tragedii narodowej. Ostatnią rzeczą, która jest teraz Polsce potrzebna to bojowe okrzyki bezrozumnych „patriotów” wyzywających do walki z Moskalem.

Gdyby to była tylko głupota, można by machnąć ręką, niestety to jest coś więcej, mianowicie skrajnie niebezpieczna polityka podsycana każdego dnia prawdziwymi albo zmyślonymi ofiarami bombardowań. Polska wbrew wszelkim „życzliwym” radom powinna się od konfliktu na Ukrainie trzymać z daleka i broń Boże nie angażować militarnie.

Kilka razy przedstawiałem strategie Putina i Zełenskiego [chodzi oczywiście o ich „prowadzących” md] , ale jeszcze raz powtórzę, że Putinowi chodzi po przejęcie kawałka Ukrainy na wschodzie i zdestabilizowanie całej Ukrainy do takiego poziomu, aby nie była zdolna do zachowania własnej państwowości. W tym planie nie ma miejsca na wojnę światową, przeciwnie Putin mówi wyraźnie, żeby świat się nie wtrącał do „jego strefy wpływów”, bo w przeciwnym razie Rosja odpowie nawet atakiem nuklearnym. Putin nie chce wojny ze światem, Putin chce, żeby świat nie kiwnął placem w obronie Ukrainy. Zełenski ma dokładnie odwrotną strategię. Każdego dnia próbuje wciągnąć NATO do konfliktu, domaga się zamknięcia przestrzeni powietrznej, co de facto oznacza udział NATO w konflikcie zbrojnym z Rosją. Oczekuje dostarczenia broni na Ukrainę i tutaj bezpośrednio próbował wciągnąć Polskę, mam na myśli wielodniowe przepychanki z polskimi Migami, ale też żąda dostaw od innych członków NATO. Reakcje ze strony największych graczy są znane, Ameryka reaguje dyplomatycznie, Niemcy bezczelnie, Francja całkowicie stoi z boku, coś tam robią Brytyjczycy, ale Londyn od Moskwy jest bardzo daleko.

Polska w opisanych okolicznościach nie ma żadnego wyboru, nasze położenie geopolitycznie sprawia, że powinniśmy przy każdej prośbie Ukrainy o jakiekolwiek wsparcie, pokazywać palcem na NATO i Unię Europejską. Czy tak się dzieje? Niestety nie, rząd PiS-u zachowuje się tak samo gorliwie, jak się zachowywał na początku pomoru, tylko wtedy zamykał lasy, co jeszcze nie miało wielkich konsekwencji, a teraz przyjmie dwa miliony uchodźców z Ukrainy. Z tego błędu będziemy bardzo długo wychodzić, olbrzymim kosztem ekonomicznym, bo tylko ktoś niespełna rozumu może uwierzyć, że 2 miliony kobiet i dzieci będzie zastrzykiem dla rynku pracy. Na szczęście ten problem nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla życia Polaków, w przeciwieństwie do nieodpowiedzialnego pokrzykiwania „patriotów”, którzy przywołują pozornie logiczne argumenty – dziś Ukraina, jutro Polska. Prawdą jest, że Putin i cała Rosja przyjmują tylko i wyłącznie argumenty siły, ale problem polega na tym, że Polska żadną siłą nie dysponuje i swoim bojowym zachowaniem wywołuje jedynie śmieszność.

Nie mamy potencjału gospodarczego, politycznego i przede wszystkim militarnego, żeby przeciwstawić się Rosji. Igranie polskim bezpieczeństwem w takiej sytuacji jest po prostu zbrodnią, nie patriotyzmem. Dostaliśmy od historii kolejną szansę na wyciągniecie wniosków. Putin popełnił kolosalny błąd atakując całą Ukrainę i nie ma innego wyjścia, będzie musiał się z tej przegranej operacji wycofać z większymi albo mniejszymi stratami. Od pierwszego ataku na Ukrainę w 2014 roku minęło 8 lat i jeśli Rosji wpadnie do głowy powtórzyć coś podobnego, to z pewnością będzie potrzebowała tyle samo albo i więcej czasu. Polska ma przynajmniej kilka lat na zbudowanie armii większej, sprawniejszej i nowocześniejszej niż ukraińska i to jest nasza jedyna właściwa strategia, plus działania dyplomatyczne zmierzające do trwałego podziału na linii Zachód-Rosja. Dlatego też strzeżcie się prawdziwych ruskich agentów, którzy chcą Polskę wciągnąć do konfliktu tu i teraz, gdy mamy w hangarach ruskie przedpotopowe Migi i niemieckie czołgi z demobilu.

Great Reset czyli Wielki Szwindel

Great Reset czyli co szykują ludzkie paniska

Nadzór na każdym kroku, powszechny dochód gwarantowany powiązany z oceną kredytu społecznego, likwidacja własności prywatnej, masowa cenzura, zamrożenie i zajęcie rachunków bankowych, technologie wdrożone w celu przeprogramowania ludzi — ten „Wielki Reset” to — cud cudów — zestaw planów, które w pełni rozwinęły się w umysłach Humanitarnych Liderów PO ogłoszeniu covid w styczniu 2020 roku.

https://www.bibula.com/?p=132208 [Zwiększam liczbę czytelników – bo przecież w meRdiach „nie ma cenzury” md]

−∗−

W menu na dziś danie ze szwindlem w tle.

Felieton Jona Rappoporta stawiający tezę, że Great Reset nie jest oddzielnym projektem, ale ma być następstwem tzw. ‘pandemii covid’, która miała stanowić swojego rodzaju ‘wyzwalacz’. Jakich środków używają twórcy i co chcą osiągnąć? O tym w poniższym materiale.

Zapraszam do lektury.

AlterCabrio 14 marca 2022

____________***____________

Great Reset czyli Wielki Szwindel

Ponad rok temu zwracałem uwagę, że nie należy szukać logiki, próbując dowiedzieć się, dlaczego COVID wymusza Wielki Reset.

To zamieszanie i to niezbyt dobre.

Główny oszust PR-owy, Klaus Schwab, założyciel Światowego Forum Ekonomicznego, wskazuje na niszczycielskie konsekwencje gospodarcze pandemii. A w związku z tym musimy zmienić porządek na całej planecie.

Ale kopiąc parę centymetrów poniżej jego zamroczenia, widzimy to: dewastacja gospodarcza równa się LOCKDOWNY.

Innymi słowy, rządowa polityka lockdownów doprowadziła do ekonomicznego horroru – a teraz, aby naprawić TĘ akcją – która nigdy nie powinna była zostać podjęta w pierwszej kolejności – musimy przekształcić świat poprzez oddanie globalistom pełnej kontroli.

Jeśli kupujesz ten tok myślenia, to mam na sprzedaż apartamenty na Jowiszu.

Oto kolejne tłumaczenie tego, co mówi Schwab: Gdy ludzie są zszokowani z powodu restrykcji covidowych, globaliści mogą dowoli fałszować obraz i ukraść wszystko, czego jeszcze nie ukradli.

Następnie Schwab kontynuuje z nowym bełkotem o przekształcaniu korporacji w „kapitalistów interesariuszy” [stakeholder capitalists].

Tłumaczenie: Firmy takie bardziej dbałyby o swoich pracowników, społeczności, wpływ na środowisko i planetę.

Te niejasne ogólniki są wskazówką. Ktoś będzie musiał je zdefiniować i egzekwować. To byłby… kto? Ogromna biurokracja pracująca dla globalnego organu zarządzającego.

Jeśli pokładasz wiarę w taki system, sprzedam ci całego Jowisza. Tylko gotówka, płatne z góry.

Teraz słowo o wpływie na środowisko. Gdyby same zanieczyszczające środowisko korporacje nie kontrolowały krajowych departamentów sprawiedliwości, mielibyśmy już znacznie czystsze środowisko. A wielu dyrektorów generalnych z tych korporacji — przyjaciół Schwaba — siedziałoby w więzieniu.

Przekształcenie „ładu globalnego” nie rozwiąże problemów środowiskowych. Zmniejszenie „naszego śladu węglowego” poprzez zmniejszenie produkcji energii na całym świecie – a tym samym zwiększenie ubóstwa – nie jest rozwiązaniem.

Potrzeba resetu nie wynika z COVID. Fałszywa pandemia została uruchomiona, PO TO by można było wprowadzić reset.

Niestety, mamy miliony buraków i głupków [rubes and yokels], którzy — kiedy miliarderzy mówią MIŁOŚĆ I POKÓJ i WSZYSCY JESTEŚMY W TYM RAZEM [WE’RE ALL IN THIS TOGETHER]— padają na kolana i wykrzykują O, WRESZCIE LEPSZY ŚWIAT.

A z czego właściwie składałby się ten lepszy świat?

Nadzór na każdym kroku, powszechny dochód gwarantowany powiązany z oceną kredytu społecznego, likwidacja własności prywatnej, masowa cenzura, zamrożenie i zajęcie rachunków bankowych, technologie wdrożone w celu przeprogramowania ludzi — ten „Wielki Reset” to — cud cudów — zestaw planów, które w pełni rozwinęły się w umysłach Humanitarnych Liderów PO ogłoszeniu covid w styczniu 2020 roku.

Jasne. No, pewnie. Acha, już.

Najstarszy szwindel nad szwindlami: przynęta i haczyk [bait and switch].

Zwabić ludzi opowieścią o wirusie, a następnie, a gdy „chronisz ich” przed zmyślonym zarazkiem, przełącz się na Reset. I powiedz: „Nie martwcie się, to część ochrony”.

Oto argument, który lubią wysuwać ludzie z upośledzeniem umysłowym: jeśli naprawdę szczerze pragniesz lepszej planety, tylko to się liczy. Szczegóły i kto zajmie się tworzeniem tej planety, nie mają większego znaczenia. Zostaw tę robotę ekspertom.

Ale samo chcenie nie sprawi, że ​​tak się stanie. Ogólniki nie przekładają się automatycznie na pożądane wyniki.

Jak myślisz, jak przywódcy zawsze oszukiwali swoich zwolenników? Obiecując im ból, cierpienie, ubóstwo i niewolę? Nie. Liderzy oferują spokój i szczęście. Muszą. Szczęście nadejdzie w tym albo następnym życiu. I będzie zarządzane przez podmioty wypromowane przez liderów.

Nawet jeśli menedżerem jest sam Bóg, to nie jest to twój Bóg, to bóg z historyjek opowiadanych przez przywódców politycznych. To ten, którego oni chcą, abyś czcił. Wiedzą, że masz własnego i próbują sprawić, abyś uwierzył, że ten ich i ten twój, to ten sam.

Mówią, że na ziemi jest Zaraza, a Bóg, Diabeł, Natura lub Laboratorium ją zesłały. Ale tuż nad horyzontem znajduje się jakaś wszechogarniająca Odpowiedź, piękny Świt. Obietnica.

Ale to nie jest Obietnica w twoim sercu, ale w ich.

Więc użyj swoich sił, aby zajrzeć w ich serca.

I zobacz, co tam jest.

Jon Rappoport

[Źródło:] The Great Reset is The Great Con, Jon Rappoport, March 11, 2022

___________

Za: Legion sw. Ekspedyta – ekspedyt.org (14 marca 2022) | https://www.ekspedyt.org/2022/03/14/great-reset-czyli-co-szykuja-ludzkie-paniska/

Potrójnie zaszczepiony były prezydent USA Barack Hussein Obama II ma pozytywny wynik testu covida. Namawia dalej do szpryc.

14 marca 2022 https://nczas.com/2022/03/14/potrojnie-zaszczepiony-byly-prezydent-usa-ma-covida

————–

Były prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Hussein Obama II uzyskał pozytywny wynik testu na koronawirusa. Zapewnia, że czuje się dobrze.

Obama jest trzykrotnie zaszczepiony przeciw COVID-19. Na początku grudnia ub.r. aktywnie uczestniczył w kampanii podawania trzeciej, przypominającej dawki covidowej szczepionki.

Od początku gorąco wspierał także nakaz maskowania oraz stosowania dystansu społecznego, choć – jak na hipokrytę przystało – prywatnie niekoniecznie do tego się stosował. Media ujawniły, że gdy w USA obowiązywały restrykcje, które Obama oczywiście popierał, sam zorganizował huczne przyjęcie urodzinowe z okazji 60. urodzin, gdzie sanitaryzm nie obowiązywał.

Teraz Obama poinformował, że ma covida. Jednocześnie zachęcił, by szczepić się przeciwko koronawirusowi.

„Właśnie uzyskałem pozytywny wynik testu na COVID. Od kilku dni drapało mnie w gardle, ale poza tym czuję się dobrze” – napisał Obama na Twitterze w niedzielę.

Michelle (żona – red.) i ja jesteśmy wdzięczni, że zostaliśmy zaszczepieni i uodpornieni (boosterem – red.), a jej wynik testu jest negatywny” – dodał były prezydent.

„To przypomnienie, aby się zaszczepić, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, nawet jeśli liczba pozytywnych przypadków ostatnio spada” – dodał na koniec Obama.

https://twitter.com/BarackObama/status/1503092299173089288?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1503092299173089288%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fnczas.com%2F2022%2F03%2F14%2Fpotrojnie-zaszczepiony-byly-prezydent-usa-ma-covida%2F