Szokujące wypowiedzi sygnalistów [whistleblowers], ujawnione materiały wideo i tajne nagrania ukazują przestępstwa popełniane przez media.
Project Veritas, Charlie Chester z CNN, Udo Ulfkotte, Julian Assange z WikiLeaks i nie tylko…
−∗−
W menu na dziś danie medialne. Przypomniany przez serwis DailyExpose materiał wideo z maja 2021 roku, będący kompilacją wypowiedzi kilku znanych osób, w tym dziennikarzy i polityków, świadczące o praktykowanych w mediach kłamstwach i manipulacjach. Film bez polskiego tłumaczenia, ale każdej wypowiedzi towarzyszy transkrypcja na dole ekranu. Czas ok. 20min.
Zapraszam do oglądania (i lektury).
____________***____________
Dziennikarze są uczeni, by kłamać, zdradzać i nigdy nie mówić prawdy
Poniższa kompilacja wideo pokazuje prawdziwą naturę mediów korporacyjnych.
Dziennikarzy uczy się kłamać, zdradzać i nigdy nie mówić prawdy.
Dziennikarze są opłacani za parcie do wojny.
Wojny są wynikiem kłamstw medialnych.
Politycy uczą się manipulowania ludźmi za pośrednictwem mediów.
Wskaźniki zgonów są używane do wywoływania strachu i kontrolowania twojego zachowania.
Rządy zwiększają liczbę przypadków Covid, aby przedłużać lockdowny.
Media forsują pozycjonowanie wybranych przez siebie przywódców politycznych.
Ich kolejnym ważnym celem są zmiany klimatyczne.
Wszyscy reporterzy wiadomości stosują ten sam scenariusz.
Chociaż powyższy film nie zawiera ani fragmentów programów BBC, ani konkretnych odniesień do nich, tam również są winni. BBC współpracuje z różnymi organizacjami medialnymi na całym świecie, a także z Big Tech. To największa machina propagandowa, jaką kiedykolwiek świat widział. Nie powinniśmy wierzyć w nic, co mówi BBC bez sprawdzenia tego w innym źródle.
=================
Film pokazuje wypowiedzi osób, w kolejności pojawiania się:
Marc van Ranst, wirusolog europejski. Fragment. Konferencja interesariuszy Jak połączyć siły w gotowości na pandemię grypy, podstawy planowania pandemii, dr Marc van Ranst, 22 stycznia 2019 (23 min), LINK. .
Charlie Chester, dyrektor techniczny CNN. Fragment z exposé w ramach Projektu Veritas. .
Upubliczniony materiał ze spotkania z udziałem przywódców afrykańskich, Cyril Ramaphosa, prezydent RPA .
Hans Nijenhuis, redaktor naczelny Algemeen Dagblad
Kłamliwy, ale przewidywalny Rząd może manipulować statystykami i przedstawiać je tak, aby „udowodnić” swoją aktualną narrację. A statystyki te często promują „wariant”, na którym to się opiera. I wszystko ma sprawiać wrażenie autentycznych […]
_____________
Lockdowny? To jeszcze nie koniec… Wygląda na to, że w zamian zostaną przemianowane na „lockdowny klimatyczne” i albo wymuszane, albo po prostu groźnie trzymane nad głową społeczeństwa. W ramach „lockdownu klimatycznego” rządy […]
_____________
Idiokracja – Wyuczona głupota Wyuczona głupota wyjaśnia, jak i dlaczego wysoce inteligentni ludzie, stojąc przed wyborem, raz po raz wybierają głupią, jeśli nie najgłupszą opcję. […]
_____________
Świadomy kult ignorancji A jeśli okaże się, że tworzenie ignorancji jest tak samo podstawową i stałą częścią życia, jak wytwarzanie wiedzy, a ponadto procesy, które ją generują, mają łatwe do zidentyfikowania struktury i […]
_____________
Propaganda czyli jak do nas mówią Wkrótce perswazja zamieni się w przymus, a z przymusu w jawną siłę. Jest już jasne, że podróżowanie samolotem będzie wymagało paszportów szczepionkowych, a transport publiczny, koncerty, biblioteki, restauracje i być […]
Jeśli Państwa lekarz jest „starej daty”, na pewno będzie pamiętał strofantynę. Jej działanie wzmacniające serce kiedyś nie miało sobie równych.
Ale później maszyna marketingowa przemysłu farmaceutycznego zalała rynek rzekomo „lepszymi” środkami na serce. Nadal jednak istnieje mała grupa lekarzy, którzy pozostają wierni strofantynie – i słusznie.
Strofantyna została odkryta podczas jednej ze sławnych afrykańskich ekspedycji Davida Livingstone’a. Podróżujący lekarze zwrócili uwagę na ten środek stosowany pierwotnie do zatruwania strzał, który przez miejscowych używany był do polowania na słonie.
Od początku XX wieku strofantyna należała już do standardowych leków stosowanych przy niewydolności serca lub chorobie niedokrwiennej serca (zwężenie naczyń wieńcowych).
Odkrycie strofantyny uznawane było kiedyś za ogromne osiągnięcie medycyny, porównywalne z odkryciem penicyliny czy insuliny.
Od 1960 roku środek ten był powoli wypierany przez inne leki nasercowe, jak glikozydy nasercowe, leki beta-adrenolityczne, leki moczopędne lub inhibitory konwertazy angiotensyny.
Ostatni preparat ze strofantyną (Strodival), bez problemu dostępny w niemieckich aptekach, został wycofany w 2012 roku.[p. Niżej: Na receptę [może być papierowa] można kupić w Niemczech]
Mimo to nawet dziś możecie państwo legalnie zdobyć ten środek (dokładne informacje znajdziecie Państwo w ramce poniżej).
Tak możecie Państwo nadal w legalny sposób otrzymać strofantynę: W aptekach strofantyna dostępna jest jedynie w postaci homeopatycznych preparatów bez recepty (np. Strophanthus tabletki nasercowe, DHU-Strophanthus). W przypadku chęci zastosowania substancji nie jako leku homeopatycznego, zawartość środka leczniczego jest tu zbyt niska, aby jego działanie było widoczne. Po otrzymaniu recepty od lekarza, można spróbować zamówić za pośrednictwem apteki od producenta leków homeopatycznych tzw. „nalewkę macierzystą” z wyższą zawartością strofantyny. Zażywanie 15 kropel tego środka jest równie skuteczne jak wcześniej stosowane tabletki nasercowe ze strofantyną. Dokładną dawkę powinni państwo ustalić ze swoim lekarzem. Ponadto warto poszukać aptek, które na receptę są w stanie przygotować preparaty ze strofantyną, której zawartość jest równa zawartości w starych, cenionych gotowych preparatach ze strofantyną. []Ja od 15 lat stosuję strofantynę , pod kontrola lekarza. Już raqz uratowała mi – chyba – życie, gdy w znanym szpitalu trzymano mnie, bez leczenia ani badan- 7 godzin na „SOR-ze”.Na receptę [może być papierowa] można kupić w Niemczech: Schloss-Apotheke, Hauptstrasse 53, 88326 Aulendorf, tel. 07525 92310. pudełko 100 szt [czyli na kwartał] kosztowało ok. 82 euro, już z VAT-em. MD]
Farmaceutyczny paradoks: strofantyna była za tania, aby utrzymać się na rynku
Strofantyna jest kolejnym przykładem na to, jak doceniane roślinne środki lecznicze są systematyczne eliminowane z rynku. Środek naturalny okazał się być nieinteresujący dla przemysłu farmaceutycznego, ponieważ nie można go było opatentować. Dlatego też strofantyna była nierentowna.
Z drugiej strony władze dopuszczające środki medyczne do użytku – w pełni słusznie – wymagają przeprowadzenia badań naukowych na szeroką skalę dotyczących działania i możliwych skutków ubocznych. Badania te w przypadku roślinnych substancji leczniczych nie są jednak możliwe do sfinansowania ze względu na małe przychody z ich sprzedaży.
Zauważ!
To współczesny paradoks: my pacjenci chcemy korzystać z pewnych, pozbawionych skutków ubocznych, tanich leków. Ale właśnie środki, które spełniają te wymagania – mianowicie preparaty roślinne – nie są dopuszczane do użytku, ponieważ koszt ich gruntownych badań jest zbyt wysoki.
Wielu osobom z Zagłębia Ruhry strofantyna uratowała życie
Strofantyna jest idealnym przykładem na to, że stary i tani środek w żadnym razie nie musi być zły. Doświadczeni lekarze do tej pory uważają ją za najlepszy lek nasercowy z najmniejszym spektrum skutków ubocznych. Strofantyna ma tzw. pozytywne działanie izotropowe. Oznacza to, że poprawia zdolności skurczowe mięśnia sercowego. Dzięki temu serce bije silniej i rytmiczniej.
W ten sposób strofantyna chroni serce i naczynia:
Wzmacnia bicie serca (wyższa zdolność pompowania)
Rozszerza naczynia wieńcowe
Obniża ciśnienie krwi
Normalizuje rytm serca
Zapobiega uszkodzeniu komórek w przypadku zawału serca
Jak zbawienny wpływ ma strofantyna, pokazują najlepiej doświadczenia z dawno zamkniętej kopalni w Gelsenkirchen. W okresie między 1972 i 1974 229 pracowników przeszło atak serca, w tym 8 przypadków zakończyło się śmiertelnie. Od końca 1974 roku w kopalni zawsze pod ręką były kapsułki ze strofantyną, na wszelki wypadek.
Kiedy jeden z górników dostawał zawału serca, mógł od razu rozgryźć taką kapsułkę. W kolejnych latach doszło do dalszych 280 przypadków ataku serca – tym razem jednak żaden nie przyniósł ofiar śmiertelnych!
Dobra rada na zakończenie: strofantyna jest bardzo skuteczna i prawie pozbawiona skutków ubocznych. Ale co do zasady jest to trucizna. Wszystko zależy od dawki, dlatego też środek ten nigdy nie powinien być stosowany bez konsultacji z lekarzem.
Przedstawiciele społeczności żydowskiej zamieszkującej w południowej dzielnicy Amsterdamu wyrazili zaniepokojenie w związku z planami zakwaterowania w lokalnym ośrodku pomocy 400 uchodźców z Syrii i Iraku.
https://www.bibula.com/?p=83801
——————————
Po ogłoszeniu przez władze miasta planów przyjęcia imigrantów i ulokowania ich w budynkach rządowych, również w tych położonych kilometr od Buitenveldert, największego skupiska Żydów mieszkających w Holandii, rozległ się sprzeciw społeczności żydowskiej.
Centralny Zarząd Żydowski (CJB) jest zaniepokojony „możliwością incydentów”, a szef CJB, Ron van der Wieken, nie mógł lepiej ukazać hipokryzji środowisk żydowskich, stwierdzając: „Aby nie było żadnych wątpliwości: społeczność żydowska jest całkowicie za przyjmowaniem uchodźców wojennych, ale [w tym przypadku] mamy duże zastrzeżenia”. Te zastrzeżenia dotyczą oczywiście nie tyle przyjmowania uchodźców – bowiem łatwo jest wypowiadać gładkie zapewnienia w imieniu innych – lecz lokowania ich w dzielnicach niedaleko społeczności żydowskich.
Innymi słowy: ci, co najwięcej rozprawiają na temat „ksenofobii” i „antyimigracyjnych nastrojów” u innych, gdy skonfrontowani zostają z rzeczywistością i poddani zostają tym samym warunkom, o które nawołują, sami stają się największymi wrogami przyjmowania uchodźców. Albo jeszcze krócej o hipokryzji żydowskich działaczy: są pierwsi w narzucaniu warunków innym, a ostatni w przyjmowaniu ich przez siebie.
Jest jeszcze jeden ważny element tak często pomijany w dyskusjach nad problemem imigrantów, a chodzi właśnie o prawdziwe przyczyny rozlokowywania obcych kulturowo imigrantów wśród społeczności – tak w Europie jak i w Stanach Zjednoczonych. Otóż najbardziej zainteresowaną grupą etniczną w dywersyfikacji narodowościowo-etniczno -religijno-kulturowej są właśnie Żydzi. Jak szczerze przyznał to swego czasu Leonard S. Glickman, prezydent Hebrew Immigrant Aid Society, w odniesieniu do podnoszenia kwot przyjmowania imigrantów w Stanach Zjednoczonych: „Im bardziej amerykańskie społeczeństwo jest zdywersyfikowane, tym bezpieczniej dla Żydów.”
Amerykańskie władze imigracyjne odmówiły wjazdu do Stanów Zjednoczonych ukraińskiej rodzinie, która próbowała przekroczyć przejście graniczne San Ysidro z Meksykiem. Odmówiły też przyznania azylu.
https://www.bibula.com/?p=132178
34-letnia matka z trójką swoich dzieci (6, 12 i 14 lat) próbowała wjazdu do USA w środę (9 marca), po długiej podróży z Ukrainy – informuje lokalna gazeta The Sun Diego Union-Tribune.
Sofija, bo tak prosiła aby ją nazywać, wyjechała z Ukrainy 24 lutego, najpierw samochodem do Rumunii, potem samolotem do Niemiec, a stamtąd do Mexico City. Sofija twierdzi, że nie ma nikogo poza rodziną mieszkającą w Kalifornii.
Władze imigracyjne Customs and Border Protection (CBP) odmówiły przyznania azylu i wjazdu do USA, motywując to obowiązującymi przepisami wydanymi na podstawie rekomendacji CDC („Title 42 Order Reassessment and Exception for Unaccompanied Noncitizen Children“). Przepisy mają „zapobiegać rozprzestrzenianiu się koronawirusa”.
Władze amerykańskie przyznały Ukraińcom przebywającym już w USA status „tymczasowej ochrony” (“temporary protected status”), jednak nie wprowadzono żadnych przywilejów dla przybywających ani specjalnej ścieżki przyjmowania osób z Ukrainy.
W przypadku Sofiji, prasa dodaje, że Sofija „uczyła się hebrajskiego na Ukrainie”, jak gdyby miało to cokolwiek wspólnego z możliwością wjazdu do USA czy uzyskania azylu. Widocznie jednak ma… Jak dodano, rodzina z Kalifornii interweniowała w konsulacie amerykańskim w Tijuana, a teraz władze imigracyjne „przyglądają się sytuacji”.
Postawa Stanów Zjednoczonych przyklasującym takim krajom jak Polska, przyjmującym morze nieznanych nachodźców, a sama wstrzymująca się od przyjęcia nawet pojedynczych osób, świadczy po raz kolejny, zarówno o cynizmie tzw. Zachodu, jak i o naiwności drugiej, eksploatowanej przez Zachód strony.
A naiwność ta będzie miała swój fatalny koniec. Nikt nie wie kogo Polska przyjęła, ilu wśród nachodźców jest zbrodniarzy, kryminalistów, terrorystów, szpiegów, ile osób jest zakażonych groźnymi chorobami, ile prątkuje…
W Polsce, gdzie dalej obowiązuje wiele bezsensownych przepisów związanych z „koronawirusem”, gdzie w jakimś satanistycznym rytuale zakłada sie maseczki, zdejmowane później (vide przyjęcie przez Andrzeja D. amerykańskiej rasistki – na zewnątrz witali się w maseczkach, a w pomieszczeniach rozmawiali bez maseczek…), w tym samym czasie zawiesza się te przepisy – dalej obowiązujące Polaków – dla przybywających nachodźców z Ukrainy.
Podobnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie nie wpuszcza się osób niezaszczepionych nie będących obywatelami, a obywateli poddaje się poniżającym procedurom „kowidowym”, wraz z obowiązkowym „testem”, w tychże Stanach Zjednoczonych na południowej granicy codziennie przechodzi przez nią nielegalnie dziesiątki tysięcy osób – bez sprawdzania, bez kontroli, bez badań. Próba wybudowania muru przez prezydenta Trumpa skończyła się linczem przez media i „intelektualistów”.
Przypomnijmy, że są środowiska, które radują się z takich sytuacji. Podczas gdy w Izraelu obowiązuje ściśle przestrzegane prawo antyimigracyjne (zob. linki poniżej), gdy grupy żydowskie protestują przeciwko rozlokowywaniu obozów dla tzw. uchodźców, to wszędzie indziej Żydzi chętnie nawołują do jeszcze większej imigracji, relokacji, tzw. integracji i mieszania ras i ludności.
W innych częściach świata zachodniego, który celowo i z premedytacją niszczony jest właśnie przez popieranie – legalnego i nielegalnego – importu ludzi kulturowo niezdolnych do adaptacji do norm naszej cywilizacji, najbardziej zainteresowaną grupą etniczną w dywersyfikacji narodowościowo-etniczno -religijno-kulturowej, są właśnie Żydzi. Jak szczerze przyznał to swego czasu Leonard S. Glickman, prezydent Hebrew Immigrant Aid Society, opisując sytuację w USA: „Im bardziej amerykańskie społeczeństwo jest zdywersyfikowane, tym bezpieczniej dla Żydów.” Środowiska i lobby żydowskie dążą – dla swojego bezpieczeństwa i dla ułatwienia kontroli nad społeczeństwami – do promowania imigracji, szczególnie zwracając uwagę na mieszanie kultur i ras.
Kontrola i paranoidalne restrykcje „kowidowe”, jak również masowe przepuszczanie przez granice ludzi, w sumie służą temu samemu: trzymaniu w ryzach tubylców, mieszaniu ludzi i wytworzeniu chaosu. Aby go „ogarnąć” i „zaprowadzić porządek” przyjdzie kolej na jeszcze większy zamordyzm.
Wszystkie trzykrotnie zaszczepione osoby dorosłe stracą 100% swojego potencjału immunologicznego (na wirusy i niektóre nowotwory) w ciągu 5 miesięcy, ale osoby w wieku od 18 do 39 lat stracą ją do połowy kwietnia 2022r. Następnie 40-49-latkowie, którzy stracą go do połowy maja.
Osoby te będą wówczas miały w pełni rozwinięty Zespół Nabytego Niedoboru Odporności [AIDS].
−∗−
W menu na dziś danie uzupełniające. Chociaż wciąż brak oficjalnych komunikatów o zaobserwowaniu zjawiska AIDS kojarzonego ze szczepieniami, nadal napływają informacje o możliwości jego wystąpienia. Tym bardziej analizy tworzone na podstawie oficjalnych danych z instytucji rządowych mogą napawać niepokojem osoby, które przyjęły szczepionkę przeciw covid-19.
Poniżej kolejne opracowanie.
Zapraszam do lektury.
____________***____________
Podczas gdy rozprasza was Rosja i Ukraina, rząd Wielkiej Brytanii po cichu opublikował dane potwierdzające, że potrójnie zaszczepionych dzieli zaledwie kilka tygodni od rozwoju Zespołu Nabytego Niedoboru Odporności [AIDS]
Najnowsze oficjalne dane brytyjskiej Agencji Bezpieczeństwa Zdrowia pokazują, że trzykrotnie zaszczepione osoby w wieku 30-70 lat straciły co najmniej 70% zdolności układu odpornościowego w porównaniu z naturalną odpornością osób niezaszczepionych.
Ich układ odpornościowy słabnie średnio od 10 do 30% tygodniowo, przy czym pogorszenie stanu zdrowia jest znacznie większe i szybsze w młodszych grupach wiekowych.
Jeśli utrzyma się to w obecnym tempie, wszystkie potrójnie zaszczepione osoby w wieku od 18 do 39 lat osiągną 100% degradację układu odpornościowego do połowy kwietnia 2022r., a u wszystkich pozostałych potrójnie zaszczepionych grup wiekowych nastąpi to niewiele później.
Innymi słowy, oficjalne dane rządu Wielkiej Brytanii zdecydowanie sugerują, że populacja potrójnie zaszczepiona szybko rozwija Zespół Nabytego Niedoboru Odporności [AIDS].
Dane liczbowe dotyczące Covid-19 w Anglii zostały opracowane przez brytyjską Agencję Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA), a poniższa tabela przedstawiająca liczbę przypadków według statusu szczepień między 6 a 9 tygodniem 2022r. pochodzi z ich raportu ‘Tydzień 10 – 2022 – Raport z nadzoru szczepień’ [Week 10 – 2022 – Vaccine Surveillance Report – strona 41]
Jak widać z powyższego, potrójnie zaszczepiona populacja stanowiła znaczną większość przypadków Covid-19 w każdej grupie wiekowej, z wyjątkiem osób poniżej 18 roku życia. Największą liczbę przypadków w tych czterech tygodniach odnotowano wśród osób w wieku 40-49 lat, które otrzymały potrójną dawkę – 105 111 potwierdzonych przypadków. To w porównaniu do zaledwie 10 400 przypadków wśród niezaszczepionych 40-49-latków.
UKHSA również dogodnie podaje w swoich raportach z nadzoru szczepień wskaźniki przypadków na 100 000 osób według statusu szczepienia, a poniższa tabela została zebrana razem z tabelami wskaźnika przypadków znajdujących się w Raportach z nadzoru szczepień w tygodniu 3, tygodniu 6 i tygodniu 10 –
Jak widać z powyższego, wskaźniki zachorowań na 100 tys. w ciągu tych 3 miesięcy były najwyższe wśród populacji potrójnie zaszczepionych, z wyjątkiem osób poniżej 18 roku życia we wszystkich 3 miesiącach oraz osób w wieku 18-29 lat jedynie w raporcie z trzeciego tygodnia.
Teraz, gdy już znamy dane, możemy użyć prostej formuły Pfizera dotyczącej skuteczności szczepionek, aby obliczyć rzeczywistą skuteczność szczepionki przeciw Covid-19 wśród osób zaszczepionych potrójnie.
Wskaźnik zachorowań wśród niezaszczepionych – Wskaźnik zachorowań wśród zaszczepionych / Wskaźnik zachorowań wśród niezaszczepionych x 100
Poniższy wykres przedstawia skuteczność szczepionki przeciw Covid-19 w populacji potrójnie zaszczepionej w Anglii w 4-tygodniowych okresach między 51. tygodniem 2021r. a 9. tygodniem 2022r.
Jak widać skuteczność szczepionek spadała z miesiąca na miesiąc, przy czym najniższą skuteczność odnotowano wśród 40-49-latków na poziomie minus -248,92%. Jednak największy spadek skuteczności zastrzyków odnotowano wśród 18-29-latków, do minus -201,52% w 9. tygodniu 2022r., z +10,19 między 51. tygodniem [’21] a 2. tygodniem [’22].
Jednak skuteczność szczepionki nie jest tak naprawdę miarą szczepionki, jest miarą działania układu odpornościowego osoby zaszczepionej w porównaniu z działaniem układu odpornościowego osoby niezaszczepionej.
Skuteczność szczepionki na poziomie +50% oznaczałaby, że osoby w pełni zaszczepione są o 50% bardziej chronione przed Covid-19 niż osoby niezaszczepione. Innymi słowy, w pełni zaszczepieni mają układ odpornościowy, który jest o 50% lepszy w walce z Covid-19. .
Skuteczność szczepionki na poziomie 0% oznaczałaby, że osoby w pełni zaszczepione nie są bardziej chronione przed Covid-19 niż osoby niezaszczepione, co oznaczałoby, że szczepionki są nieskuteczne. Innymi słowy, w walce z Covid-19 osoby w pełni zaszczepione mają układ odpornościowy równy temu jaki posiadają osoby niezaszczepione. .
Jednak skuteczność szczepionki wynosząca -50% oznaczałaby, że osoby niezaszczepione byłyby o 50% bardziej chronione przed Covid-19 niż osoby w pełni zaszczepione. Innymi słowy, działanie układu odpornościowego zaszczepionych jest o 50% gorsze niż działanie naturalnego układu odpornościowego osób niezaszczepionych. Dlatego też szczepionki na Covid-19 uszkodziły układ odpornościowy.
Na szczęście, korzystając ze wskaźników przypadków dostarczonych przez UKHSA, możemy również obliczyć wydajność układu odpornościowego. Wszystko, co musimy zrobić, to nieznacznie zmienić formułę skuteczności szczepionki dla ujemnej wydajności układu odpornościowego i użyć jej dla dodatniego działania układu odpornościowego.
Dodatnia wydajność układu immunologicznego = wskaźnik przypadków niezaszczepionych – wskaźnik przypadków zaszczepionych / wskaźnik przypadków niezaszczepionych x 100
Ujemna wydajność układu immunologicznego = wskaźnik przypadków niezaszczepionych – wskaźnik przypadków zaszczepionych / wskaźnik przypadków zaszczepionych x 100
Poniższy wykres przedstawia działanie układu odpornościowego populacji potrójnie zaszczepionej w Anglii według grup wiekowych w okresach czterech tygodni, w porównaniu z naturalnym układem odpornościowym populacji niezaszczepionej –
Jak widać najniższa wydajność układu odpornościowego występuje obecnie wśród osób w wieku 60-69 lat i wynosi minus -72,35%, ale wszystkie trzykrotnie zaszczepione osoby w wieku od 30 do 59 lat nie są daleko w tyle, z wydajnością układu odpornościowego na poziomie minus -70,83% do minus -71,34%.
Nawet osoby w wieku od 18 do 29 lat w tym regionie znajdują się na poziomie minus -66,84%, ze spadkiem wydajności układu odpornościowego na poziomie 11,35% między 51 tygodniem a 2 tygodniem, co oznacza, że cierpią na najszybszy spadek wydajności układu odpornościowego.
AIDS (Zespół Nabytego Niedoboru Odporności) to nazwa używana do opisania szeregu potencjalnie zagrażających życiu infekcji i chorób, które występują, gdy twój układ odpornościowy został poważnie uszkodzony.
Osoby z zespołem nabytego niedoboru odporności są narażone na zwiększone ryzyko rozwoju niektórych nowotworów i infekcji, które zwykle występują tylko u osób ze słabym układem odpornościowym.
Jeśli taka wydajność układu odpornościowego miałby osiągnąć poziom około -95%, to stanowiłoby to mocną przesłankę, że populacja zaszczepiona potrójnie wykształciła nową formę Zespołu Nabytego Niedoboru Odporności wywołanego przez szczepionkę Covid-19 i niestety, mając na uwadze obecny trend obserwowany w ciągu ostatnich 3 miesięcy, najmłodsze grupy wiekowe też nie będą musiały długo czekać.
Poniższa tabela przedstawia spadek wydajności układu odpornościowego, w każdym miesiącu, w każdej grupie wiekowej zaszczepionej potrójnie, a także średni miesięczny spadek. Średni miesięczny spadek został następnie wykorzystany do oszacowania, kiedy każda grupa wiekowa osiągnie 100% degradację układu odpornościowego, tj. całkowitą niewydolność układu odpornościowego, w oparciu o dane wyjściowe z 9 tygodnia 2022 roku.
Wszystkie trzykrotnie zaszczepione osoby dorosłe stracą 100% swojego potencjału immunologicznego (na wirusy i niektóre nowotwory) w ciągu 5 miesięcy, ale osoby w wieku od 18 do 39 lat stracą ją do połowy kwietnia 2022r. Następnie 40-49-latkowie, którzy stracą go do połowy maja. Osoby te będą wówczas miały w pełni rozwinięty Zespół Nabytego Niedoboru Odporności [AIDS].
Firma Pfizer początkowo twierdziła, że ich szczepionki mRNA miały skuteczność do 95%.
Liczby te wyraźnie pokazują, że to twierdzenie jest fałszywe, ale nie sądzimy, by ktokolwiek kiedykolwiek wyobrażał sobie, że liczby te pokażą, że szczepionki nie tylko tracą z czasem skuteczność do zera, ale zamiast tego, stopniowo uszkadzają układ odpornościowy, aż do osiągnięcia ujemnej skuteczności.
Skuteczność preparatu nadal spada? Analiza danych Wydaje się, że jedna dawka szczepionki zapewnia stosunkowo niski, ale stabilny wzrost ryzyka infekcji, dwie dawki zapewniają już wyższe, ale wciąż stabilne ryzyko infekcji, podczas gdy u osób, które otrzymały […]
___________
AIDS czy może coś gorszego? Istnieje pomysł, że „przerażający nowy wariant AIDS” nie jest tylko fantomem używanym do sprzedaży szczepionek, jak to się zawsze wydawało w przypadku COVID, ale w rzeczywistości może być przykrywką dla […]
___________
Covid w odwrocie czyli nadchodzą nowe ‘pandemie’ Wydaje się, że co tydzień jakiś nowy „ekspert”, który przez ostatnie dwa lata przewidywał, że wszyscy umrzemy, pojawia się w wiadomościach twierdząc, że powinniśmy „traktować Covid jak grypę”. Ale tylko […]
___________
VAIDS czyli skąd się bierze erozja immunologiczna „Niektórzy wykorzystali wyniki tego badania do poparcia powszechnego stosowania tak zwanych zastrzyków «wzmacniających» [boosters]. Trzeba powiedzieć jasno: nikt nie ma żadnych danych dotyczących bezpieczeństwa takiego planu. Jeśli erozja immunologiczna występuje […]
___________
Dr Sucharit Bhakdi: te szczepionki zostały zaprojektowane tak, aby zawiodły Nieustannie jesteśmy zalewani twierdzeniami przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego, mediów głównego nurtu, polityków i urzędników „zdrowia publicznego” – wszyscy powtarzają tę samą kwestię: że nowe szczepionki są całkowicie „bezpieczne i skuteczne”. Ale […]
___________
Gotowi na czwartą kolejkę? Rażąca porażka szczepionki wyziera z każdej strony, a mimo to wiele osób wciąż nie jest w stanie tego rozpoznać. Nie mogą tego dostrzec, ponieważ zostali wystraszeni, a covidowy establishment wyprał […]
============================
Wnioski wynikające z powyższych analiz są na tyle przerażające, że długo się zastanawiałem, czy wolno to opublikować – bo może to szerzenie niepotrzebnej paniki?
Dyskutowałem z dwiema osobami, do przenikliwości których mam uzasadnione zaufanie.
A przecież AlterCabrio, od którego to kopiuję, też się zastanawiał. Bardzo bym się cieszył, gdyby spece od „matematyki medycznej” znaleźli tu błędy. Proszę ich o ew. przysyłanie krytyk.
Może znajdą dane dla innych krajów?
Widząc jednak dotychczasowe ewidentne zbrodnie sił NWO – wnioskujemy, że opisana powyżej zbrodnia jest zupełnie prawdopodobna.
Sławomir Mentzen, prezes Kongresu Polskiego Biznesu, oraz wiceprezes partii KORWiN, był gościem programu opublikowanego na kanale „Biznes Misja″ na YouTube.
Polityk został zapytany o to, jakie mogą być skutki ekonomiczne masowej migracji do Polski, z którą mamy do czynienia. Przypomnijmy, że według najnowszych danych Straży Granicznej, od 24 lutego do Polski przyjechało już ponad 1,6 miliona uchodźców.
Mentzen: Będzie gorzej. Dobrze już było
– Tego nie wie w tym momencie nikt. Nie wiemy dokładnie, ile osób do Polski przyjechało, ile osób zamierza tutaj zostać, ile z tych osób podejmie pracę. Nie wiemy w tym momencie o ile zwiększy się popyt na miejsca w żłobkach, przedszkolach, szkołach, ile osób więcej trzeba będzie leczyć – zaczął odpowiedź Sławomir Mentzen.
– Nie wiemy co się stanie ze stopami procentowymi poza tym, że znacząco wzrosną. Nie wiemy co z inflacją. Wszyscy widzimy teraz ceny ropy, ceny benzyny, niedługo dołączą do tego ceny gazu, stąd przyszłość jest w tym momencie ciężka do przewidzenia – kontynuował. [??? to banały!! Sam przecież przewiduje. MD]
– To znaczy, to co można powiedzieć wprost, że będzie gorzej. Dobrze już było. Ceny były niskie, teraz będą tylko wysokie. Stopy procentowe pójdą do góry, koszty życia pójdą do góry, koszty żywności pójdą do góry, ceny pszenicy chyba wzrosły już dwukrotnie, teraz ceny wypieku tego chleba też wzrosną, przecież tam musimy za energię zapłacić, ceny transportu znacząco wzrosną po wzroście cen benzyny, więc wszystko będzie droższe.
– Inflacja będzie wysoka dalej, raty za kredyty hipoteczne będą dużo wyższe niestety, koszty życia będą wyższe, więc no niestety Polakom będzie żyło się trochę gorzej, ale tu nie ma co się dziwić, jeżeli jest wojna no to niestety – może ktoś na wojnie jest w stanie zarobić, np. producent broni – natomiast zwyczajni ludzie na wojnie z reguły tracą i musimy się z tym pogodzić, że będzie źle, a lepiej to już było – podsumował Mentzen. [VIDEO woryg. md]
W trzynastym dniu wojny na Ukrainie, w Polsce gorączka wojenna zaczyna przeradzać się w mocarstwowość. Właśnie pewien jegomość ogłosił, że Polska jest „supermocarstwem humanitarnym”. To chyba nawet prawda, bo do Polski przybyło już co najmniej 1200 tysięcy uciekinierów z Ukrainy, a nie jest to by najmniej ostatnie słowo, bo każdego dnia przybywa ich co najmniej 100 tysięcy. Dla porównania, uchodząca za mocarstwo – bo już nie supermocarstwo – Wielka Brytania udzieliła uciekinierom z Ukrainy 50 (pięćdziesiąt) wiz i upojona własną „hojnością” wcale nie zamierza łagodzić wizowego regulaminu. Inna rzecz, że Wielka Brytania ma więcej doświadczenia z mocarstwowością, niż Polska, toteż lepiej zdaje sobie sprawę, ile taka zabawa w mocarstwowość może kosztować.
Polskie władze chyba na razie o tym nie myślą, bo nie potrafią postawić żadnej bariery swojej hojności i właśnie Sejm przystępuje do stachanowskiego procedowania nad ustawą o uchodźcach, którym – zgodnie z poleceniem pana Adama Bodnara, powiązanego z Ukrainą pochodzeniem etnicznym – przyznane zostaną wszystkie prawa socjalne. Ile to będzie kosztowało i z jakich środków te wydatki będą pokryte – tego na razie nie wiemy, bo wszyscy upajają się własną wielkodusznością – ale przecież prędzej czy później nastąpi bolesny powrót do rzeczywistości i trzeba będzie na te kłopotliwe pytania odpowiedzieć.
Na razie Unia Europejska obiecuje jednorazowy finansowy zastrzyk, a jak będzie potem – tego jeszcze nie wiemy. Jak pisał Mikołaj Machiavelli, „łatwiej przeżyć śmierć ojca, niż utratę ojcowizny”, więc obawiam się, że państwa NATO nie zechcą w tych wydatkach partycypować. Nie wiemy nawet, czy ktoś je o to poprosił, bo na razie, w ramach zabawy w mocarstwowość, pan premier Morawiecki rozstawia całą Europę po kątach. To jednak nic nikomu nie szkodzi, ponieważ nic nie kosztuje, więc wszyscy wyrozumiale mu na to pozwalają.
Nawet Departament Stanu wielkodusznie „pozwolił” Polsce, by przekazała Ukrainie myśliwce MIG-29, w zamian za co USA sprzedadzą Polsce samoloty F-16. Chyba sprzedadzą, bo podczas debaty sejmowej nad ustawą o obronie Ojczyzny, Naczelnik Państwa powiedział, że Polska broń będzie „kupowała”. Najwyraźniej tedy żaden z Umiłowanych Przywódców nie ośmielił się zaproponować Amerykanom, by w ramach „wzmacniania wschodniej flanki NATO” sfinansowali uzbrojenie dodatkowych 200 tys. żołnierzy, o których ma być polska armia powiększona. Inna rzecz, że chociaż Departament Stanu „pozwolił” nam przekazać Ukrainie samoloty, to taktownie zastrzegł, że będzie to „suwerenna decyzja” Polski. Ale brytyjski minister obrony Ben Wallace wolałby, żeby Polska jednak suwerennie zdecydowała o przekazaniu Ukrainie samolotów. Jeśli Polska się na to zdecyduje, to Wielka Brytania ją „poprze”.
A skoro już jesteśmy przy samolotach, to grupa wpływowych osobistości amerykańskich oczekuje, iż prezydent Biden i NATO podejmą decyzję o zamknięciu przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. Dotychczas panowała opinia, że taki krok, podobnie jak udostępnienie polskich lotnisk Ukrainie, oznaczałby włączenie się NATO do wojny, czego Sojusz chce uniknąć. Ale wszystkie te inicjatywy wychodzą naprzeciw oczekiwaniom prezydenta Zeleńskiego, który chciałby jak najszybciej konflikt rosyjsko-ukraiński umiędzynarodowić. Wydaje się, że autorzy listu do prezydenta Bidena w sprawie zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą, jak i zwolennicy przekazania jej samolotów mają nadzieję, że ewentualne działania odwetowe Rosji, która właśnie ogłosiła, że takie kroki uzna za włączenie się do konfliktu, ograniczą się do Europy, a i to pewnie nie całej. Na przykład rząd włoski kategorycznie oświadczył, że o żadnym przekazywaniu samolotów Ukrainie nie może być mowy. Jednak z perspektywy Wielkiej Brytanii, a zwłaszcza USA, może to wyglądać inaczej. W końcu doktryna elastycznego reagowania zakłada, że mocarstwa wojujące mogą się wprawdzie haratać, ale tylko na przedpolach, taktownie oszczędzając własne terytoria. Ukraina stanowi znakomite przedpole, podobnie jak Polska i inne państwa Europy Środkowej, właśnie kuszone przez kongresmana Mike Rogersa z komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów Kongresu, stałymi bazami NATO na ich terytoriach.
Oczywiście oprócz pomysłów militarnych uruchamiane są też sankcje. Prezydent Biden właśnie ogłosił, że USA zakazują importowania z Rosji węgla, ropy i gazu. Jak na taki zakaz zareaguje Europa Zachodnia, do której z Rosji przez rurociąg biegnący przez Ukrainę, płynie ropa i gaz w ilości ponad 100 mln metrów sześciennych na dobę?
Tymczasem w Polsce ceny paliw płynnych rosną już nawet nie z dnia na dzień, ale niemal z godziny na godzinę i tylko patrzeć, jak dojdą do 10 zł za litr, co jest możliwe tym bardziej, że wartość złotego w stosunku do innych walut też szybko spada i kiedy to piszę, dolar kosztuje już 4,51, a euro – prawie 5 złotych. Tymczasem wśród Naszych Umiłowanych Przywódców, którzy nie chcą pozostać w tyle za mocarstwami, też rozważany jest zakaz importu rosyjskiego węgla. Importują go prywatne spółki, a import ten pokrywa niewiele ponad 16 procent krajowego zużycia, przede wszystkim przez gospodarstwa domowe. Czym te gospodarstwa będą w takiej sytuacji palić – tego nikt nie wie, więc może jednak rozsądek przeważy nad mocarstwowością?
Tymczasem, jeśli wierzyć oficjalnym doniesieniom, opierającym się wyłącznie na komunikatach strony ukraińskiej, zdemoralizowana armia rosyjska ucieka w popłochu, porzucając po drodze bezcenny sprzęt, zresztą wcześniej przez żołnierzy ukraińskich zniszczony, a trup ściele się gęsto, w odróżnieniu od Ukraińców, wśród których giną tylko cywile. Najwyraźniej żołnierzy kule się nie imają, ale nie o to chodzi, bo w takim razie dlaczego w takiej sytuacji tylu ukraińskich cywilów ucieka za granicę? Przypomina to sytuację z roku 1940, kiedy trwała już bitwa o Anglię i brytyjskie samoloty dokonywały rajdów na Niemcy. Do Berlina przyjechał sowiecki minister spraw zagranicznych Mołotow, który prowadził rozmowy z ministrem Ribbentropem. W pewnym momencie zawyły syreny alarmowe i obydwaj rozmówcy zeszli do schronu, gdzie minister Ribbentrop nadal usiłował przekonywać Mołotowa, że Anglia jest już całkowicie rozgromiona. – Dlaczego w takim razie siedzimy w schronie? – miał mu odpowiedzieć Mołotow.
Tymczasem Rosja 7 marca przedstawiła swoje warunki zaprzestania wojny. Po pierwsze – Ukraina ma zaprzestać działań wojennych. Po drugie – ma uznać przyłączenie Krymu do Rosji, po trzecie – ma uznać niepodległość republik donieckiej i ługańskiej i wreszcie – po czwarte – ma do konstytucji wpisać neutralność, co by oznaczało rezygnację z uczestnictwa w NATO teraz i w przyszłości, a więc – powrót do sytuacji ustalonej 20 listopada 2010 roku na szczycie NATO w Lizbonie. Ukraina stanowczo odmawia uznania przejęcia Krymu i niepodległości wspomnianych republik, natomiast gotowa jest dyskutować nad stosownym wpisem do konstytucji. Niczego nie ryzykuje, bo i tak na razie nikt Ukrainy do NATO nie przyjmie, więc nic dziwnego, że tu gotowa jest ustąpić. Czy jednak ze strony rosyjskiej mamy do czynienia z ultimatum, czy też z próbą wyjścia z twarzą – o tym przekonamy się w najbliższych dniach, bo Rosja zapowiada uderzenia „precyzyjną bronią” w obiekty ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Strażnicy wiary, strażnicy woli. Dlaczego Franciszek przekształca Kongregację Nauki Wiary
Krok po kroku papież Franciszek przeprowadza strukturalną reformę Kurii Rzymskiej. Jej główną ofiarą pada katolicka doktryna. Od 2013 roku w praktyce nauczanie Kościoła na niektóre tematy nie odgrywa zbyt dużej roli w działaniach Watykanu. Ten stan rzeczy Franciszek utrwalił również formalnie. Cel jest oczywisty: sprawić, by jedynym punktem odniesienia dla Stolicy Apostolskiej była wola panującego, a nie oficjalne nauczanie.
Katolicka doktryna po 2013 roku znalazła się w głębokiej defensywie. W imię prymatu miłosierdzia Stolica Apostolska de facto zawiesiła obowiązywanie własnego nauczania.
Dowodów na to jest całe mnóstwo, dlatego przytoczę tylko główne fakty.
– katolicka doktryna nie pozwala na udzielanie Komunii świętej rozwodnikom, ale pomimo tego Franciszek dał taką zgodę w Amoris laetitia, a wielu biskupów zmieniło dyscyplinę;
– katolicka doktryna nie pozwala na udzielanie Komunii świętej protestantom, ale pomimo tego Franciszek dał taką zgodę niemieckim biskupom i duża część z nich z tego skorzystała;
– katolicka doktryna uznaje karę śmierci za moralnie dopuszczalną, ale pomimo tego Franciszek zmienił zapisy Katechizmu Kościoła Katolickiego sugerując, że jest przeciwnie;
– katolicka doktryna głosi jedyność zbawczą Jezusa Chrystusa i Kościoła, ale pomimo tego Franciszek podpisał deklarację z Abu Zabi, w której twierdzi się, iż Bóg w pozytywnym sensie chce istnienia fałszywych religii;
– katolicka doktryna zabrania bałwochwalstwa, ale pomimo tego w roku 2019 czczono w Watykanie figury pogańskiego bóstwa, Pachamamy;
– katolicka doktryna określa, że katolicy tylko pod określonymi warunkami cieszą się zmysłem wiary, a pomimo tego Watykan w procesie synodalnym rozciąga to pojęcie bezwarunkowo na wszystkich ochrzczonych;
– katolicka doktryna wskazuje na zasady wojny sprawiedliwej, ale pomimo tego Franciszek we Fratelli tutti twierdzi, że Kościół nie popiera nauki o wojnie sprawiedliwej;
– katolicka doktryna zabrania przymusowego szczepienia ludzi, ale pomimo tego Stolica Apostolska zmusza swoich pracowników do szczepień;
– katolicka doktryna zabrania błogosławienia związków homoseksualnych, ale pomimo tego Watykan wspiera organizacje, które promują takie koncepcje;
– katolicka doktryna zabrania popierania aborcji, ale pomimo tego Watykan niemal otwarcie wspiera prezydenta USA Josepha Bidena w jego decyzji, by przyjmować Komunię, jednocześnie popierając legalność mordowania nienarodzonych.
Podkreślę, że to tylko kilka głównych problemów; pełny katalog niespójności między oficjalną doktryną Kościoła a działaniami Stolicy Apostolskiej musiałby być jeszcze dłuższy. W każdym razie, jest jasne, że od roku 2013 doktryna straciła swoje znaczenie.
Prymat woli suwerena
Doktryna jest traktowana jako luźny punkt odniesienia, który można zależnie od okoliczności albo stosować w pełni, albo częściowo, albo ignorować albo w ogóle całkowicie mu zaprzeczać. Tak naprawdę nie wiadomo, gdzie – zgodnie z praktyką Watykanu – należałoby szukać jakichkolwiek twardych i niezmiennych prawd. Wszystko jest płynne, zgodnie z twierdzeniem modernizmu: nawet dogmaty podlegają zmianie – i to nie tylko w swojej formie zewnętrznego wyrazu, ale co do ich treści. Jeżeli tak, nie mamy żadnej twardej podstawy wiary. Ostatecznie o wszystkim musi decydować wola tego, kto ma władzę.
Skoro decydująca jest wola tego, kto ma władzę, podlegający nie mają żadnej możliwości obiektywnego ustalenia, czego się od nich oczekuje i co mają robić. Nie wystarczy zajrzeć do Katechizmu: Katechizm nie ma już znaczenia. Nie wystarczy zajrzeć do Pisma Świętego: nie wiadomo, jak władza chce je interpretować. Nie wystarczy posiłkować się dokumentami Urzędu Nauczycielskiego: nie wiadomo, czy „jeszcze je popieramy”. Jedynym punktem odniesienia jest panujący.
Żeby tego rodzaju system mógł skutecznie funkcjonować, konieczne są odpowiednie kadry. Ludzie zatrudnieni w urzędach realizujących wolę panującego nie mogą poszukiwać żadnego źródła dla swoich działań poza tymi, które mają jego czytelną autoryzację, najlepiej pochodzą wprost od niego. W przeciwnym razie narażą się na w najlepszym wypadku zignorowanie, w najgorszym na odrzucenie.
Trzy historie: Müller, Morandi i Sarah
W 2017 roku taki los spotkał kardynała Gerharda Müllera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary. W sprawie Komunii świętej dla rozwodników kardynał starał się odwoływać do źródeł obiektywnych i potwierdzonych: Urzędu Nauczycielskiego. Błąd, bo zgodnie z modernistycznym paradygmatem dynamicznej interpretacji prawd wiary, powinien był odwoływać się wyłącznie do suwerena. A ten wyraził swoje zdanie w Amoris laetitia, nie bacząc na doktrynę. Postać kardynała Müllera była zbyt ważna, a sprawa zbyt głośna, dlatego suweren nie mógł go zignorować. Musiał go usunąć i kardynał utracił funkcję prefekta.
W 2022 roku podobny los spotkał sekretarza Kongregacji Nauki Wiary, abp. Giacomo Morandiego. W sprawie oceny homoseksualizmu arcybiskup starał się odwoływać do źródeł obiektywnych i potwierdzonych. Kongregacja ogłosiła dokument, który zabraniał błogosławienia związków homoseksualnych, opierając się na Urzędzie Nauczycielskim. Błąd, bo zgodnie z nowym paradygmatem należało odwołać się do suwerena, a ten w tym zakresie preferuje wymowne milczenie. Ze względu na niemożność jawnego ogłoszenia przez panującego, że ma ten temat inne zdanie, niż Urząd Nauczycielski, abp. Morandiego początkowo po prostu zignorowano, a usunięty został niemal po roku, gdy sprawa przycichła i związek między jego usunięciem a kwestią homoseksualizmu stracił na wyrazistości.
Nieco inną dynamikę, choć tę samą wewnętrzną zasadę naczelną, miała sprawa kardynała Roberta Sarah, prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Kardynał nie podzielał zapatrywań suwerena na temat liturgii i starał się kierować Urzędem Nauczycielskim. Suweren chciał dokonać w dziedzinie liturgii poważnych zmian, ale postać kardynała, ze względu na jego głębokie związki z poprzednim i wciąż żyjącym papieżem, miała zbyt dużą wagę kościelno-polityczną. Dlatego panujący odczekał, aż kardynał przejdzie na emeryturę, a dopiero później ogłosił w Traditionis custodes swoją wolę, nie licząc się z Urzędem Nauczycielskim, przy którym trwał kardynał Sarah.
Mądrze; wydaje się, że w przyszłości należy spodziewać się nasilenia tego rodzaju niekonfrontacyjnej polityki w obszarze doktryny. Potrzebne jest jednak przekształcenie instytucji i zmiana kadr, tak, by zminimalizować ryzyko, że komuś przyjdzie do głowy szukać podstawy w doktrynie, a nie w woli suwerena.
Fidem servare, czyli Kongregacja pozbawiona roli strażniczki wiary
Dlatego w lutym doszło do głębokich zmian w Kongregacji Nauki Wiary. Franciszek 11 lutego ogłosił motu proprio Fidem servare. Stworzył w Kongregacji dwa piony: doktrynalny i dyscyplinarny. Będą równoważne. To oznacza, że Kongregacja Nauki Wiary tak naprawdę przestaje być urzędem ds. wiary, a staje się urzędem ds. wiary i nadużyć seksualnych. Jest to formalizacja stanu faktycznego, ale zmienia ciężar zadań Kongregacji już oficjalnie. W tym momencie Kościół katolicki nie ma już żadnego urzędu, który jest dedykowany doktrynie. Żadnego! Prefekt Kongregacji ma oficjalnie dwa zadania.
Już w czerwcu zakończy się kadencja obecnego prefekta Kongregacji, kardynała Luisa Ladarii Ferrera. Nie jest to człowiek kontrrewolucji – ale pozostaje przywiązany do Urzędu Nauczycielskiego. Według watykanistów jest prawdopodobne, że zastąpi go osoba, która nie będzie miała wykształcenia dogmatycznego, na przykład abp Charles Scicluna, specjalizujący się w zagadnieniach przeciwdziałania nadużyciom na nieletnich. Jeżeli tak się stanie, Kongregacja także osobowo straci wymiar strażniczki doktryny.
Co więcej, Fidem servare rezygnuje z niektórych kluczowych sformułowań, które obecne były w poprzednim dokumencie określającym ramy funkcjonowania Kongregacji, Pastor bonus św. Jana Pawła II. Jak pisałem 15 lutego: „Fidem servare kładzie nacisk na prowadzenie przez Kongregację „dialogu” z autorami pism, które są „problematyczne” z perspektywy ortodoksji. Oczywiście, w Kościele czasy surowego piętnowania herezji minęły już dość dawno, ale dopiero teraz znajduje to tak wyraźne odzwierciedlenie. W Fidem servare nie ma też odniesienia między innymi do punktów 50. i 51. z Pastor bonus. Punkt 50. mówił o pomocy, jaką Kongregacja ma nieść poszczególnym biskupom. Punkt 51. mówił o trosce, aby wiara i moralność nie odniosły jakiejkolwiek szkody z powodu szerzonych błędów. Może to oznaczać realizację postulatu „nadania poszczególnym biskupom większych kompetencji doktrynalnych”, o czym Franciszek w kontekście roli Episkopatów pisał już w Evangelii gaudium, a o czym mówili też wielokrotnie jego bliscy współpracownicy (vide kardynał Maradiga z Rady Kardynałów)”.
Torowanie drogi
Podsumowując, papież Franciszek urealnia rzeczywistość kurialną. Skoro przyjęty został paradygmat dynamicznej interpretacji prawd wiary, Kongregacja musi zostać zarówno od strony prawnej, jak i od strony osobowej, pozbawiona potencjału dyskredytowania tego paradygmatu. Jej funkcje doktrynalne muszą zostać ograniczone tak, by z mniejszym prawdopodobieństwem dochodziło do napięć między konsultowaniem doktryny a wsłuchiwaniem się w wolę suwerena, a kadry powinny zostać „rozbrojone” z dogmatyków, którzy nie są zwolennikami nowego paradygmatu.
Taka jest, moim zdaniem, prawdziwa natura reformy Kongregacji realizowanej przez Franciszka. W przyszłości pozwoli na jeszcze prostsze żonglowanie doktryną i prowadzenie bardziej płynnej polityki duszpasterskiej i dyscyplinarnej.
Rosyjski atak na Międzynarodowe Centrum Pokoju i Bezpieczeństwa w obwodzie lwowskim, w pobliżu granicy z Polską, to sygnał dla NATO i próba niszczenia łańcucha transferów broni z UE na Ukrainę – powiedział w niedzielę doradca ministra spraw wewnętrznych Ukrainy Wadym Denysenko.
„To sygnał do NATO nawiązujący do wczorajszego oświadczenia Putina, że Rosja zniszczy wszystkie łańcuchy transferu broni z Zachodu na terytorium Ukrainy. W tym przypadku jest to jeden z takich sygnałów i niestety, taka będzie nasza rzeczywistość w nadchodzącym tygodniu” – oświadczył Denysenko, cytowany przez agencję Ukrinform.
„Wchodzimy w dość długą fazę wojny. Rosjanie nie odnieśli sukcesu w blitzkriegu. I mamy dwie opcje: albo poddać się, albo walczyć. A jesteśmy w stanie wojny, więc musimy być cierpliwi i nie zdemoralizować się. Przed nami zdecydowanie kilka trudniejszych psychologicznie tygodni” – zapowiedział.
W niedzielnym ostrzale rakietowym Międzynarodowego Centrum Operacji Pokojowych i Bezpieczeństwa w obwodzie lwowskim zginęło dziewięć osób, a 57 zostało rannych. Jak podały władze lokalne, rosyjskie lotnictwo zaatakowało rakietami manewrującymi powietrze-ziemia teren poligonu jaworowskiego. W sumie wystrzelono ponad 30 rakiet, kilka strąciła obrona przeciwlotnicza.
Międzynarodowe Centrum Operacji Pokojowych i Bezpieczeństwa, bardziej znane jako jaworowski poligon wojskowy, znajduje się niecałe 40 km od Lwowa i ok. 20 km od granicy z Polską – podaje Ukraińska Prawda.
===================
Wybuchy były słyszalne także w samym Lwowi oraz w Polsce. Rosjanie dokonali ataku prawdopodobnie za pomocą rakiet manewrujących Kalibr wystrzeliwanych z okrętów na Morzu Czarnym. Większość z nich trafiła precyzyjnie w koszary. Co najmniej 35 osób zginęło w ostrzale bazy a 134 osoby zostało rannych.
Rosyjskie MON: Zlikwidowaliśmy 180 najemników, ich ośrodek szkoleniowy i duża partia obcej broni zostały zniszczone .[A ta broń jechała zapewne przez Polskę, jawnie!! Wstyd! MD]
W niedawno opublikowanym materiale dr Stanisław Krajski porównał Bractwo św. Piusa X do faryzeuszów. Posłużył się w tym celu przeinaczonym fragmentem wypowiedzi ks. Karola Stehlina – w tym materiale porównam oryginalną wypowiedź z „cytatem” pana Krajskiego.
1. Analiza dotycząca płac jest tym bardziej istotna, że wkrótce doznamy napływu taniej siły roboczej z Ukrainy, a Nowy Ład zwiększył koszt zatrudnienia. Bardzo szybko okaże się, że rynek pracownika zmienił się w rynek pracodawcy.
2. Wielu to zszokuje, ale naszym zdaniem stopy procentowe powinny wynosić 10-12%. Jeśli są bardzo niskie, to napędzają inflacje, a ona premiuje tych co biorą kredyt mimo, że nie powinni tego robić. Zadajcie sobie pytanie – kto rozsądniej wydaje pieniądze: osoby, które wypracowały lub zaoszczędziły jakieś środki, czy kredytobiorcy próbujący za wszelką cenę żyć ponad stan.
3. Zwlekanie z podnoszeniem stóp doprowadziło do mieszanki wybuchowej. Mamy obecnie bardzo drogie nieruchomości, spore prawdopodobieństwo podnoszenia czynszu (napływ Ukraińców) przy jednocześnie rosnącej gwałtownie racie kredytu. Gdyby podwyżki rozpoczęto w 2019 roku, przeszlibyśmy przez obecne zawirowania znacznie spokojniej.
4. Przewidujemy, że nieodpowiedzialne zachowanie NBP zainicjuje i przyspieszy proces wchodzenia Polski do strefy euro i to przy pełnej aprobacie społecznej. W końcu dotychczas głównym argumentem za utrzymywaniem waluty narodowej miała być niezależność i rzetelność polskiej polityki monetarnej. Okazało się, że rozwodniliśmy własną walutę nieporównanie bardziej niż zrobił to Europejski Bank Centralny.
5. Dla zwolenników teorii spiskowych – być może osłabianie złotego do tego stopnia, nie jest przypadkowe. NBP nie pracuje nad CBDC, a skoro tak to nakaz zniszczenia złotówki mógł nadejść z Banku Rozrachunków Międzynarodowych z Bazylei.
https://independenttrader.pl/upadek-zlotowki.html
=======================
Jednym z efektów wybuchu wojny na Ukrainie było znaczące osłabienie się polskiego złotego względem większości walut. Jakby tego było mało, ropa naftowa zaczęła drożeć w bardzo szybkim tempie, co przełoży się w kolejnych tygodniach na wyższe ceny większości produktów i usług. O ile przed rosyjską napaścią oficjalna inflacja w Polsce zbliżała się do 10%, to możemy być pewni, że w marcu z hukiem przebije ten poziom.
Jak w tej sytuacji zareagowała Rada Polityki Pieniężnej, która wyznacza poziom stóp procentowych? Po niemal dwóch tygodniach od wybuchu konfliktu i po tym jak kurs EURPLN dotarł do rekordowego poziomu 5 złotych, RPP zdecydowała się podnieść stopy o 0,75% – z 2,75% do 3,5%.
Oczywiście w tej chwili prezes NBP oraz jego współpracownicy będą twierdzić, że za zamieszanie odpowiada Rosja, a stóp nie można podnosić zbyt szybko ze względu na sporą grupę kredytobiorców. To jednak mydlenie oczu. Jeśli przyjrzymy się dokładnie działaniom banku centralnego, to zobaczymy, że zrzucanie całej winy na wojnę na Ukrainie nie ma sensu.
Słabość złotego
Na początek tradycyjnie kilka danych, abyście mieli pewien punkt odniesienia. Poniższa grafika przedstawia inflację w poszczególnych krajach UE liczoną metodologią Eurostatu. W tym wypadku Polska zajmuje miejsce czwarte od końca.
Jeśli zerkniemy na krajowe statystyki to inflacja w Polsce w styczniu 2022 roku miała wynieść 9,2%. Jednocześnie do momentu wybuchu wojny na Ukrainie, RPP podniosła stopy do poziomu 2,75%. Oznacza to, że osoba trzymająca środki w polskiej walucie na koncie bankowym, traciła rocznie co najmniej 6,5%. Warto w tym miejscu przypomnieć, że część członków RPP jeszcze kilka miesięcy temu twierdziła, że inflacja jest „przejściowa”, w związku z czym nie było sensu reagować. Oczywiście za sprawą ich postawy, kredyt wydawał się tani, więc wiele osób nabywało nieruchomości z pomocą środków z banku.
Już przed wybuchem wojny na Ukrainie stało się jasne, że nie można mówić o przejściowej inflacji. Z kolei najnowsze założenia NBP na lata 2022-2024 całkowicie rozwiewają wątpliwości. Wynika z nich, że bank centralny spodziewa się w 2022 roku średniej inflacji na poziomie 10,8% (wcześniej zakładano 5,8%). Z kolei w 2023 roku miałaby ona znajdować się w przedziale 7-11%.
Oczywiście wojna dodatkowo bardzo komplikuje sytuację. Ostatecznie konflikt ma miejsce bezpośrednio za naszą wschodnią granicą. Istnieje też szansa, że wojna przybierze większy wymiar i Polska zostanie w nią wplątana. Mamy też gwarancję chaosu gospodarczego – w krótkim czasie przyjedzie do nas 1,5 – 2 mln uchodźców. Między innymi z tych powodów międzynarodowy kapitał uciekał od polskiego złotego. Te dwa tygodnie w połączeniu z wcześniejszą opieszałością banku centralnego doprowadziły do sytuacji, w której złoty osłabił się względem dolara (linia niebieska), euro (linia czerwona) i franka (linia żółta):
Źródło: tradingview.com
Oczywiście słabość złotówki w stosunku do wszystkich liczących się walut oznacza, że to co importujemy będzie dla nas droższe.
Co przed nami?
Mamy świadomość, że o drożyźnie sporo się już mówiło w poprzednich miesiącach. Niestety, to dopiero początek. Ucieczka od złotego w połączeniu z wojną na Wschodzie sporo zmieni. Pierwszy efekt wszyscy już widzieliśmy – na wielu stacjach cena za litr benzyny przebiła 8 złotych. Ceny ropy naftowej mają przełożenie na transport – w związku z tym im wyższa cena tego surowca, tym jest drożej w całej gospodarce.
Kolejna kwestia to fakt, że akurat Ukraina i Rosja to producenci żywności. Dodajmy do tego fakt, że już od pewnego czasu w górę szły ceny nawozów, teraz cały proces bardzo przyspieszył. Oznacza to, że te wszystkie uwagi o „drogich pomidorkach” trzeba zweryfikować, bo drogo to dopiero będzie.
Wojna to też zerwane łańcuchy dostaw. Chciałoby się rzec: po raz kolejny (wszyscy mamy w pamięci problemy wywołane przez lockdowny). Z Rosji do Europy Środkowej i Zachodniej trafia wiele produktów, przykładem jest chociażby stal, której w tej chwili praktycznie nie ma, a przecież rynek budowlany nadal jest rozgrzany. A zatem wiele osób będzie musiało zweryfikować koszty budowy, ponieważ w praktyce postawienie domu będzie znacznie bardziej kosztowne niż się wydawało.
Podsumowując, wydaje się, że na horyzoncie jest inflacja wyższa od tej, którą NBP zawarł w swoich najnowszych założeniach.
Reakcja banku centralnego
Być może część z Was zastanawia się dlaczego NBP nie reaguje bardziej stanowczo. Główny powód jest jasny – wyższe stopy procentowe, to droższy kredyt i gorsze nastroje społeczne. Tym bardziej, że w ciągu kilku ostatnich lat akcja kredytowa w Polsce szła pełną parą. Właśnie te działania wraz z polityką socjalną rządu sprawiły, że M3 (ogólna ilość waluty w obiegu) zaczęło rosnąć w coraz szybszym tempie. Tymczasem stopy procentowe nie były podnoszone nawet gdy M3 rosło w tempie o 17% w skali roku.
Źródło: opracowanie własne
Skoro raty kredytowe bardzo mocno uderzają w kieszenie Polaków (więcej o tym za chwilę), to automatycznie pojawia się presja, także ze strony rządzących, aby te podwyżki były ograniczone.
Może więc pora postawić sprawę jasno i głośno mówić o tym, że nie możemy przejmować się wyłącznie tą częścią społeczeństwa, która spłaca kredyt. Jeśli nie będziemy podnosić stóp procentowych w znaczący sposób, to kredytobiorcy na pewno na tym zyskają, ale po drugiej stronie znajdzie się sporo ludzi, którzy stracą. Będą to osoby oszczędzające, w przypadku których odsetki z lokat nawet w połowie nie zrekompensują inflacji. Będą to firmy, którym zwyczajnie łatwiej działa się w stabilnym otoczeniu, a nie w sytuacji kiedy inflacja rośnie z miesiąca na miesiąc. Dodatkowo pamiętajmy, że niskie stopy procentowe to stopniowo słabsza waluta, co przekłada się na drożyznę która dotyka wszystkich.
Zdajemy sobie sprawę, że wiele osób się oburzy i zwróci uwagę, że część kredytobiorców nie wytrzyma znaczących podwyżek stóp procentowych. Ale o tym trzeba było myśleć wcześniej! Na tym blogu raz po raz ostrzegaliśmy przed korzystaniem z taniego kredytu ze zmienną stopą. Trader21 kilkukrotnie dokonywał wyliczeń jak silnie mogą wzrosnąć stopy procentowe, a nawet przypominał co działo się na Ukrainie w 2014 roku.
Naturalnie w tym miejscu po raz kolejny trzeba też wspomnieć rolę jaką odegrał Narodowy Bank Polski. Ostatecznie jego przedstawiciele nie widzieli problemu w rosnących cenach nieruchomości. Tłumaczono wręcz, że dzięki dostępowi do kredytu, wielu Polaków mogło pozwolić sobie na własne mieszkanie. No to teraz zobaczymy efekty takiego podejścia, będziemy mieć najgorszy mix z możliwych, czyli wysokie raty kredytowe plus wysokie ceny nieruchomości.
Czy jednak można spodziewać się czegoś innego, skoro wśród członków Rady Polityki Pieniężnej są osoby, które twierdziły, iż „wyższe stopy będą oznaczać wyższą inflację”?
Dodajmy jeszcze, że przy okazji dyskusji na temat inflacji, często pojawia się stwierdzenie, iż „wynagrodzenia także rosną w szybkim tempie”. Według tej teorii wzrost płac ma rekompensować ludziom inflację. Do tego częstym punktem odniesienia jest średnia płaca. Przyjrzyjmy się tym kwestiom nieco bliżej.
Inflacja vs wynagrodzenia Najczęstszym argumentem rządzących, bagatelizujących wzrost cen jest wskazywanie na równoczesny wysoki wzrost płac w Polsce. Jeśli się chwilę zastanowimy to wzrost kosztów życia o 9% czy nawet 10% rocznie nie ma znaczenia, o ile tak samo lub bardziej wzrastają nasze pensje. Czy tak się dzieje? Faktycznie w zeszłym roku wzrost wynagrodzeń wynosił ok 8,5% przynajmniej jeśli odniesiemy się do oficjalnej średniej krajowej.
Niestety dane dotyczące wysokości wynagrodzeń, które publikuje GUS nie do końca wiernie odzwierciedlają rzeczywistość. Pewnie część z Was dowiadując się, że średnie wynagrodzenie w 2021 roku wynosiło 6644 zł brutto (4773 zł na rękę) złapie się za głowę i zada pytanie „Kto tyle zarabia?”. Będzie to prawidłowa reakcja, ponieważ 2/3 Polaków zarabia poniżej średniej krajowej, a dane publikowane oficjalnymi kanałami są mocno zawyżane i to na kilka sposobów:
1. Po pierwsze rząd chwali się średnią, a nie medianą wynagrodzeń. Ze statystycznego punktu widzenia to błąd, ponieważ na średnią duży wpływ mają wartości krańcowe. Małe grono osób zarabiających po kilka czy kilkanaście milionów rocznie jest w stanie wywindować średnią krajową znacznie powyżej wartości, z którą styka się przeciętny Kowalski. W praktyce ponad 50% ludzi zatrudnionych na polskim rynku pracy zarabia o wiele mniej, niż wynosi średnia krajowa, na co wskazuje mediana. Niestety medianą ani GUS ani politycy się nie chwalą. Czym jest mediana? To ustalenie wartości środkowej. Jeśli uznamy, że mediana zarobków wynosi 1 zł, oznacza to że 50% Polaków zarabia poniżej złotówki., a 50% zarabia więcej.
Jak ma się mediana do średniej zarobków? Tu niestety pojawia się problem, polegający na tym, że GUS dane dotyczące mediany publikuje rzadko (raz na 2 lata) i specjalnie się z tym nie afiszuje. Jeśli jednak porównamy dane historyczne dotyczące średniego wynagrodzenia i mediany to zauważymy, że ta druga jest niemal zawsze niższa o przynajmniej 20%.
Odnosząc dane historyczne do obecnej sytuacji, możemy wysnuć wniosek, że w 2021 roku mediana zarobków w Polsce wynosiła ok 5300 zł brutto lub 3818 zł na rękę. Czy te wartości nadal wydają się Wam za duże?
2. Drugim sposobem manipulowania danymi na temat wynagrodzeń jest branie pod uwagę tylko pewnego wycinka pracowników. Kwoty podawane przez GUS dotyczą ludzi pracujących w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających ponad 9 pracowników. Oznacza to, że statystyka ta dotyczy ok 6 mln najlepiej zarabiających podczas gdy pozostałe 16 mln ludzi aktywnych zawodowo jest w niej pominiętych. Rozwiązaniem tego problemu jest tzw. dominanta liczona dla wszystkich zatrudnionych w Polsce. Pokazuje ona jakie wynagrodzenie jest wypłacane najczęściej. Niestety GUS tę wartość również podaje jedynie co 2 lata, a w mediach kompletnie o niej nie słyszymy. Przyglądając się danym historycznym, zauważymy jednak, że tak jak mediana stanowi zazwyczaj ok 80% średniej krajowej to dominanta jedynie 48% tej średniej. Możemy więc łatwo wyliczyć, że na koniec 2021 roku najczęściej otrzymywane wynagrodzenie wynosiło ok. 3189 zł brutto (2291 zł na rękę). Tymi wartościami niestety rząd już się nie chwali.
3. Oczywiście nie wszystkiemu są winni rządzący czy GUS. Nie jest żadną tajemnicą, że oficjalne zarobki w naszym kraju to jedno, a rzeczywiste dochody są tak naprawdę nieznane. W przypadku zatrudnionych w mikroprzedsiębiorstwach (1-9 osób) spotykamy się zazwyczaj z płacą minimalną, ale ponad 2/3 pracowników otrzymuje resztę wynagrodzenia „pod stołem”. W takim wypadku niestety nie wiemy jakie są realne wynagrodzenia i ile rosną rok do roku.
Podsumowując zgodnie z oficjalnymi danymi wzrost wynagrodzeń w naszym kraju nadąża za inflacją i wyniósł w 2021 roku 8,5%. Niestety wartości nominalne średniej wyliczanej przez GUS nijak mają się do rzeczywistych dochodów większości Polaków, które są od średniej znacznie niższe. O ile nie widzimy istotnego zagrożenia dla niezadłużonych gospodarstw domowych, to te które do niedawna wzięły kredyt w złotówkach mogą być w prawdziwych opałach.
Pułapka na kredytobiorców
Jeszcze w październiku 2021 roku można było wziąć kredyt hipoteczny o bardzo niskim oprocentowaniu. O ile marże się od tego czasu nie zmieniły i zazwyczaj wynoszą 2% to już oprocentowanie mamy zupełnie inne. Wiele banków do ustalenia oprocentowania stosuje WIBOR 3M. Według tej stopy banki udzielają pożyczek innym bankom i muszą ją uwzględnić również podczas udzielania kredytów swoim klientom. Przez wiele lat WIBOR stał w miejscu, jednak podnoszenie stóp procentowych wpłynęło na jego wzrost.
Wielokrotnie ostrzegaliśmy przed braniem kredytu o zmiennym oprocentowaniu, wskazując, że nagły wzrost stóp procentowych przełoży się na podwojenie lub nawet potrojenie raty kredytu. Trader21 pisał o tym w swojej książce już w 2019 roku, a wyraźnie ostrzegał przed konsekwencjami takiej decyzji w nagraniu „Jaka jest prawdziwa inflacja w Polsce?”.
Teraz jeśli już wiemy, ile wynoszą realne płace w Polsce i o ile oficjalnie rosną porównajmy je do potencjalnego wzrostu raty kredytowej. Gdy jeszcze jesienią 2021 roku WIBOR 3M wynosił zaledwie 0,21% zdecydowana większość osób decydowała się na zmienne oprocentowanie. Taki kredyt było najłatwiej uzyskać i taki był najtańszy. Czy aby na pewno?
W tym miejscu wychodzą braki w edukacji i patrzenie na kredyt jedynie w kategorii „tu i teraz”, a przecież to zobowiązanie, które na siebie bierzemy zazwyczaj na okres 20-30 lat. W poniższej tabeli możecie prześledzić ile wynosiła rata kredytu na kwotę 500 tys. zł na okres 30 lat gdy WIBOR był na poziomie 0,21% (zaledwie pół roku temu), ile wynosi teraz, a ile może wynieść jeśli stopy procentowe wzrosną do 10% czy 15%. Niemożliwe? Wprost przeciwnie całkiem realne, przewiduje się, że do końca tego roku stopy procentowe wzrosną do ponad 7%.
Jeśli teraz weźmiemy pod uwagę medianę zarobków na poziomie 3800 zł na rękę i porównamy ją z ratą kredytu to wnioski nasuwają się same. Dodajmy tylko, że nawet nie rozpatrujemy sytuacji, w której zdolność do wzięcia takiego kredytu uzyskało gospodarstwo domowe, w którym zarobki są na znacznie niższym poziomie, choć jeszcze pół roku temu wydawać by się to mogło całkiem realne.
Sprawdźmy teraz jak można było łatwo i tanio zabezpieczyć swoją ratę. Gdy pod koniec sierpnia robiliśmy porównanie kredytów hipotecznych o stałym oprocentowaniu, uzyskaliśmy średnią na poziomie 3,57%. Okres takiego finansowania wynosił zazwyczaj 5-6 lat po czym musimy renegocjować warunki kredytu. Mimo to mieliśmy możliwość zablokowania wartości raty, płacąc miesięcznie jedynie o 19% więcej w porównaniu do kredytu ze zmiennym oprocentowaniem. Przy ówczesnych stopach różnica była naprawdę niewielka. Obecnie rata takiego kredytu jest już o 50% większa, a zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej.
Nie chodzi nam o to by potępiać ludzi, którzy wzięli kredyt lecz by pokazać, że w sprawach finansowych naprawdę trzeba być rozważnym i przede wszystkim się edukować by nie popełniać takich błędów. Zabrzmi to niepopularnie ale, dlaczego reszta społeczeństwa ma cierpieć w wyniku coraz większej inflacji tylko po to by chronić grupę tych zadłużonych po uszy? NBP tego nie rozumie lub nie chce zrozumieć. W końcu członkowie RPP są z partyjnego nadania, a partia musi dbać przede wszystkim o wyniki w sondażach i przy urnie wyborczej.
Podsumowanie:
1. Analiza dotycząca płac jest tym bardziej istotna, że wkrótce doznamy napływu taniej siły roboczej z Ukrainy, a Nowy Ład zwiększył koszt zatrudnienia. Bardzo szybko okaże się, że rynek pracownika zmienił się w rynek pracodawcy.
2. Wielu to zszokuje, ale naszym zdaniem stopy procentowe powinny wynosić 10-12%. Jeśli są bardzo niskie, to napędzają inflacje, a ona premiuje tych co biorą kredyt mimo, że nie powinni tego robić. Zadajcie sobie pytanie – kto rozsądniej wydaje pieniądze: osoby, które wypracowały lub zaoszczędziły jakieś środki, czy kredytobiorcy próbujący za wszelką cenę żyć ponad stan.
3. Zwlekanie z podnoszeniem stóp doprowadziło do mieszanki wybuchowej. Mamy obecnie bardzo drogie nieruchomości, spore prawdopodobieństwo podnoszenia czynszu (napływ Ukraińców) przy jednocześnie rosnącej gwałtownie racie kredytu. Gdyby podwyżki rozpoczęto w 2019 roku, przeszlibyśmy przez obecne zawirowania znacznie spokojniej.
4. Przewidujemy, że nieodpowiedzialne zachowanie NBP zainicjuje i przyspieszy proces wchodzenia Polski do strefy euro i to przy pełnej aprobacie społecznej. W końcu dotychczas głównym argumentem za utrzymywaniem waluty narodowej miała być niezależność i rzetelność polskiej polityki monetarnej. Okazało się, że rozwodniliśmy własną walutę nieporównanie bardziej niż zrobił to Europejski Bank Centralny.
5. Dla zwolenników teorii spiskowych – być może osłabianie złotego do tego stopnia, nie jest przypadkowe. NBP nie pracuje nad CBDC, a skoro tak to nakaz zniszczenia złotówki mógł nadejść z Banku Rozrachunków Międzynarodowych z Bazylei.
Sam tytuł wystarczy, aby hordy „prawych” skomentowały cały felieton, oczywiście bez czytania, jednym bojowym hasłem – „narracja Putina”. Nie dbam o to i jak zawsze powołuję się na fakty, a że wbrew pozorom obraz rzeczywistości nie jest skomplikowany, to wnioski praktycznie wyciągają się same.
Na początek warto ustalić na czym się opiera strategia Putina i Ukrainy. W przypadku Putina chodzi o zastraszenie zarówno Ukrainy jak i reszty świata. Plan zakładał, że wojska z demobilu ZSRR swoją liczbą i hukiem armat wywołają panikę wśród ludności, po czym Putin zrobi na Ukrainie co będzie chciał. Część terytorium na wschodniej części Ukrainy miał sobie po prostu wziąć, natomiast reszta miała stanowić kadłubowate państewko z marionetkowym rządem sterowanym z Moskwy. W całym procesie Zachód z założenia ma pełnić rolę biernego obserwatora, bo jeśli nie: „konsekwencje dla wrogów Rosji będą straszliwe i jakich jeszcze nie widzieli”.
Putinowi nie tylko nie zależało na wywołaniu wojny światowej, ale robił wszystko, żeby sparaliżować cały świat szantażem militarnym, łącznie z użyciem potencjału nuklearnego, gdyby świat do konfliktu na Ukrainie chciał się przyłączyć. I to są fakty, widoczne gołym okiem, zresztą potwierdzone przez obie strony. Dla Ukrainy z kolei bandycka strategia Rosji jest najgorszą z możliwych, ponieważ skazuje Ukrainę na samotną walkę, w której ma niewielkie szanse. Zełenski doskonale o tym wie i postępuje dokładnie odwrotnie, każdego dnia apeluje, epatuje i szantażuje poszczególne kraje, aby militarnie wsparły Ukrainę
Przykładów jest mnóstwo, ale skupię się na trzech najgłośniejszych z ostatnich dni.
Rzekome zbombardowanie szpitala w Mariupolu, pełnego dzieci i kobiet w ciąży, było najmocniejszą jak dotąd akcją propagandową zbudowaną z faktów, mitów i politycznych gier. Jeśli chodzi o fakty, to szpital rzeczywiście jest zniszczony i nikt przy zdrowych zmysłach tego nie zakwestionuje, ale cała reszta to już cyniczna inscenizacja na potrzeby polityczne, czego Zełenski specjalnie nie ukrywał. Zaraz po tej akcji wygłosił płomienne przemówienie z apelem do Zachodu, aby zamknięto przestrzeń powietrzną nad Ukrainą, w przeciwnym razie odpowiedzialność za śmierć kobiet i dzieci spadnie na sumienie Zachodu. . [por.: Szpital dziecięcy w Mariupolu: Był ewakuowany już 24 lutego? md]
Wczoraj odbyło się Zgromadzenie Narodowe, na które został zaproszony Zełenski i zabrał głos za pomocą zdalnego łączenia. Niczego nowego się nie dowiedzieliśmy, przekaz był bardzo podobny do wcześniejszych wstąpień, ale w pewnym momencie padły mocne słowa o Smoleńsku. Wiadomo co dla obozu rządzącego i szczególnie Jarosława Kaczyńskiego znaczy Smoleńsk, a ponieważ Zełenski jest jednym z nielicznych prezydentów, który niemal wprost mówił o zamachu, to choćby podświadoma wdzięczność i chęć zadośćuczynienia w biedzie się pojawia. Rzecz jasna nie wierzę, że Kaczyński, czy PiS zaraz wyślą polskie jednostki na Ukrainę, niemniej takie zabiegi ze strony ukraińskiego prezydenta nie były przypadkowe.
Podobnie sprawy się mają przy najnowszej akcji propagandowej z udziałem rzekomo zbombardowanego meczetu, w który ma się znajdować 80 ludzi, w tym obywateli Turcji. Jak dotąd nie pokazano ani jednego zdjęcia meczetu i ofiar, za to poszedł w świat następny komunikat naszpikowany emocjonalnym i religijnym przekazem. Cel jest jasny, Turcja powinna zareagować i wesprzeć Ukrainę, najlepiej poprzez włączenie się do konfliktu albo chociaż dostarczenie broni.
Z ukraińskiego punktu widzenia ta cyniczna strategia jest jedyną sensowną strategią i trudno mieć do nich pretensje, walczą o swoją wolność i swoje interesy. Prawdą jest też to, że świat nie chce Ukrainie udzielić militarnego wsparcia, z obawy przed reakcją Putina. Tak wygląda brutalna polityka i w tym miejscu trzeba zdefiniować strategię dla Polski. W naszym interesie leży, aby to Putin zebrał baty i w tym kierunku powinniśmy działać, ale wyłącznie do tej granicy, którą jest militarne zaangażowanie Polski. Ukraińskie prowokacje są szczególnie dla nas niebezpieczne, bo jesteśmy członkiem NATO w bezpośrednim sąsiedztwie konfliktu zbrojnego. My wykreowanymi obrazami „zbombardowanych dzieci i kobiet w ciąży” nie możemy się wzruszać, my musimy z taką samą polityczną brutalnością dbać o bezpieczeństwo Polski.
Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Lotniczych (IATA) rekomenduje zniesienie restrykcji w samolotach. Po dwóch latach eksperci doszli do wniosku, że pandemiczne wymysły są nieskuteczne w walce z koronawirusem.
Jak podaje portal fly4free.pl, IATA domaga się „zniesienia obowiązku zasłaniania ust i nosa w samolotach, rezygnacji ze wszystkich obostrzeń wjazdowych niezależnie od statusu szczepienia, a nawet pozbycia się formularzy lokalizacyjnych”.
Zrzeszenie przewoźników zauważa, że niektóre kraje UE już takie decyzje podjęły, więc teraz należałoby wszystko ujednolicić i ze wszystkimi restrykcjami skończyć.
„IATA wzywa do zniesienia wszystkich pozostałych ograniczeń COVID mających zastosowanie do podróży wewnątrz UE i strefy Schengen, w tym wszystkich wymogów dotyczących badań, konieczności przedstawienia dowodu szczepienia lub wypełnienia formularz lokalizacji pasażera (PLF)” – czytamy w oficjalnym komunikacie.
W dalszej części IATA postuluje także zniesienie masek w samolotach. Wskazuje, że skoro zniesiono obostrzenia wewnątrz niektórych krajów, to stosowanie ich przy przekraczaniu granicy lub w samolocie, nie ma najmniejszego sensu.
„Nawet w przypadku wykrycia nowego wariantu i natychmiastowego wprowadzenia ograniczeń w podróżowaniu, szczyt infekcji opóźnia się tylko o cztery dni. W rzeczywistości do czasu pojawienia się nowego wariantu, jego identyfikacji i wprowadzenia ograniczeń, wariant ten prawdopodobnie już krąży wśród ludzi na całym świecie. W scenariuszu, w którym ograniczenia są opóźnione o tydzień od identyfikacji, szczyt liczby infekcji jest opóźniony maksymalnie o dwa dni” – wyjaśnia IATA.
Plan Agendy 2030, wcześniej nazywany Agenda 21, w połączeniu z planem Great Reset WEF, doprowadzi do powstania społeczeństwa, w którym własność jest przestarzała, prywatność nie istnieje, a organizacje globalistyczne uzyskują pełną kontrolę
Niewielu jest współcześnie tzw. polityków demokratycznych, którzy pomimo wszech-otaczającej nas miałkości charakterów i postaw, wybijają się ponad przeciętność. Może nie jest to trudne w czasach deficytu mężów stanu, jednak każdy taki przypadek, tym bardziej, zasługuje na poświęcenie mu chociaż chwili uwagi.
Na pewno jednym z takich przywódców, który potrafił czytać znaki czasu i miał odwagę dzielić się swoimi przemyśleniami ze światem, był były prezydent Czech, Vaclav Klaus. Słynął on z bezceremonialnej krytyki prądów ideowych drążących kraje europejskie, zwłaszcza te tworzące UE, takich jak socjalizm w gospodarce, kulturowy neomarksizm, LGBT, czy postępująca biurokratyzacja i uniformizacja życia. Klaus nie oszczędzał Traktatu Lizbońskiego, jako wstępu do budowy unijnego superpaństwa pod przywództwem Niemiec. Ostatecznie Traktat podpisał, jednak uznał to za swoją porażkę i uczynił to w zaciszu gabinetu, bez bankietów i fleszy reporterów (w przeciwieństwie do prezydenta III RP, Lecha Kaczyńskiego). W 2015 roku, już jako były prezydent, krytykował politykę migracyjną UE, a podczas tzw. pandemii, Klaus głośno szedł pod prąd polityce antycovidowych restrykcji, demonstracyjnie nie nosił masek i wzywał do zniesienia lockdownów. Jego postawa, ze zrozumiałych względów, nie podobała się odgórnie narzuconemu i jedynie obowiązującemu przekazowi politycznemu i medialnemu i kiedy tylko nadarzała się okazja walono w Klausa jak w tarczę, również wówczas – a może zwłaszcza wówczas – gdy sam zapadł na koronawirusa.
Pewnie nie zaskoczę tu nikogo, wskazując jako innego polityka z zadatkami na męża stanu, premiera Węgier, Victora Orbana. Tyle psów już na nim powieszono w ostatnich latach, że nie ma sensu przypominać czym „podpadł” unijnym eunuchom. Nie ukrywam, że i mnie podpadł w ostatnich dwóch latach, podczas tzw. pandemii, gdy poddał się przekazowi narzuconemu przez WHO i globalistom i nie oszczędzał własnego narodu jeśli chodzi o covidowe restrykcje. Tłumaczę to sobie tym, że starał się – jak przystało na starego wyjadacza – ugrać coś, pod płaszczykiem „pandemii”, dla siebie i swojej partii. Ale teraz Orban ma odwagę znów iść pod prąd, i nie mam tu na myśli wyłamywania się z chóru piewców ukraińskiej potęgi.
Portal wnd.com przytacza fragmenty przemowy Victora Orbana, jaką wygłosił on 19 lutego 2022 roku, gdy spotkał się w Budapeszcie z przedstawicielami węgierskiej Izby Handlowej. Premier Węgier podzielił się swoimi przemyśleniami odnośnie tego, co czeka nas w nadchodzącej przyszłości. Według Orbana, pandemia koronawirusa była tylko testem przed skrajnościami jakie dopiero nadejdą ze strony ONZ i Światowego Forum Ekonomicznego. Takie programy jak chociażby Agenda 2030 to nic innego jak „tyrania rządu globalnego, który zniewoli całą ludzkość”. „Plan Agendy 2030, wcześniej nazywany Agenda 21, w połączeniu z planem Wielkiego Resetu WEF, doprowadzi do powstania społeczeństwa, w którym własność jest przestarzała, prywatność nie istnieje, a organizacje globalistyczne uzyskują pełną kontrolę” – mówił Orban.
Według niego czeka nas coś znacznie gorszego niż niedawna „pandemia”. Orban podkreśla, że Węgry muszą mieć silną gospodarkę, by móc próbować przeciwstawić się nadchodzącym trendom. Przywódca Węgier przywołał porozumienie, które zostało podpisane między Izbą a rządem i wyraził przekonanie, że pomoże ono „naszemu wielkiemu narodowemu osiągnąć cel strategiczny, jakim jest wzrost gospodarczy o 2-3 procent każdego roku powyżej wskaźnika Unii Europejskiej. Kiedy gospodarki europejskie są w stagnacji i lecą w dół, my musimy iść w górę. Około 2030 roku nastąpią różnego rodzaju zmiany na świecie, o których nie mam teraz czasu mówić, ale w drodze z Ameryki do Unii, wiele się wydarzy”.
Jak twierdzi Orban, naród „przede wszystkim musi zwalczać wszelką socjalistyczną politykę gospodarczą” i szanować własność prywatną. „Wierzę – powiedział premier Węgier – że własność prywatna ma moc tworzenia kultury. I tworzy dobrą kulturę, kulturę, na której można zbudować dobre życie, i na której naród może budować swoją przyszłość. Dlatego naszą podstawą pozostaje własność prywatna. Chcemy, aby ludzie mieli własne domy, własne oszczędności, własną ziemię, własne ogrody, własne narzędzia. Jesteśmy przekonani, że jest to nie tylko dobre dla gospodarki, ale także wzmacnia kulturę dbania o rzeczy, a tym samym o własne życie”. Przeciwieństwem tej kultury własności są dla Orbana „inne zachowania kulturowe”, gdy ludzie „mieszkają w cudzym domu, żyją z cudzych pieniędzy…”.
Victor Orban to nie byle chłystek z podwórka, tylko przywódca dumnego narodu. Wie, co mówi i przed czym przestrzega. Warto docierać do jego przemyśleń skrzętnie pomijanych przez media głównego nurtu i samemu wyciągać wnioski.
Najpierw „pandemia”, teraz wojna… Dla nas sprawy nie wyglądają dobrze, ale dla tych, którzy z ukrycia planują nam przyszłość, wszystko idzie pewnie zgodnie z planem…
Poczta Polska uruchomiła dystrybucję bezpłatnych kart SIM Orange przeznaczonych dla obywateli ukraińskich – poinformowała w piątek spółka. Dodała, że darmowa rejestracja karty jest możliwa na podstawie paszportów lub kart pobytu.
Dla obywateli Ukrainy Orange przygotował 110 tysięcy darmowych starterów z kartami SIM, które można już odebrać w urzędach i filiach Poczty Polskiej. Każdy pakiet zawiera 100 darmowych minut do Ukrainy, rozmowy, SMS-y i MMS-y bez limitu do wszystkich w Polsce i bezpłatnych 30 GB Internetu – podała spółka.
– Poczta Polska wprowadziła startery do darmowej dystrybucji w swoich placówkach, aby zapewnić obywatelom Ukrainy możliwość utrzymywania więzi z najbliższymi. Karty SIM wydajemy i rejestrujemy obywatelom Ukrainy bezpłatnie. Rejestracja karty jest możliwa na podstawie paszportów lub kart pobytu – poinformował rzecznik prasowy Poczty Polskiej.
Dodał, że darmowe startery na kartę zostały skonfigurowane tak, aby móc od razu po zarejestrowaniu korzystać z pakietu. Na podstawie jednego dokumentu można pozyskać maksymalnie trzy startery.
Rzecznik przypomniał, że Poczta Polska zaangażowała się w szereg działań pomocy Ukrainie, także na rzecz ofiar wojny w Ukrainie i uchodźców, m.in. nie pobiera opłaty za realizacje przekazu pieniężnego na Ukrainę, realizuje pilne dostawy zaopatrzenia dla uchodźców z Ukrainy, zaoferował transport osób, logistykę towarów, ponad 200 miejsc noclegowych oraz możliwość zatrudnienia osób uciekających.
Od 24 lutego br. trwa rosyjska agresja na Ukrainę. Jak poinformowała w piątek Straż Graniczna, już ponad 1,5 mln uchodźców wjechało z Ukrainy do Polski.
Starannie ulokowane za ukraińskimi nagłówkami rozklejonymi na pierwszych stronach, w zeszłym tygodniu odbyło się spotkanie Światowej Organizacji Zdrowia w celu omówienia globalnego ustawodawstwa mającego na celu upoważnienie WHO do zwalczania „przyszłych pandemii”.
−∗−
W menu na dziś kolejne danie przypominające. Pandemia covid-19 nie skończyła się. Pomimo skupienia uwagi opinii publicznej na konflikcie Rosja-Ukraina, sprawy dotyczące kwestii zdrowia publicznego toczą się nadal. Tym razem materiał poświęcony planom wprowadzenia rozwiązań dla przyszłych zagrożeń zdrowotnych oraz staraniom rządzących o standaryzację działań, które jeszcze niedawno należały do kategorii środków nadzwyczajnych. Felieton Kit Knightly.
Zapraszam do lektury.
____________***____________
Zderzenie z rzeczywistością: „Szczepionki 100-dniowe” NIE są możliwe.
Chcą, żebyśmy uwierzyli, że „następna pandemia” będzie miała bezpieczną szczepionkę w trzy miesiące. To kłóci się z rzeczywistością.
Starannie ulokowane za ukraińskimi nagłówkami rozklejonymi na pierwszych stronach, w zeszłym tygodniu odbyło się spotkanie Światowej Organizacji Zdrowia w celu omówienia globalnego ustawodawstwa mającego na celu upoważnienie WHO do zwalczania „przyszłych pandemii”.
Pierwsze konsultacje odbyły się 1 marca. A 3 marca UE przyjęła wniosek upoważniający blok do negocjowania takiego traktatu.
Nikt dokładnie nie wie, z czym wiążą się hipotetyczne regulacje międzynarodowe – nazwane „Traktatem Pandemicznym”, ale są pewne wskazówki.
Warto również zauważyć, że traktat ten jest opracowywany równolegle z brytyjską „reformą” ustawy o prawach człowieka z 1998r. mającą przejść w nową „brytyjską kartę praw”, która ma na celu zapobieganie „nadużywaniu” „kultury praw” i położenie nowego nacisku na „odpowiedzialność społeczną”.
Jednak szczegóły pozostaną tajemnicą, dopóki ostateczna propozycja nie zostanie opublikowana jeszcze w tym roku.
Wiemy jednak, że dużą częścią proponowanego „wzmocnienia” naszej reakcji na pandemię będą zwiększone fundusze i zasoby na opracowanie szczepionek, nawet szybciej niż stworzono szczepionkę na Covid.
Cel ten został ogłoszony podczas ostatniego Global Pandemic Preparedness Summit [Globalnego Szczytu ds. Gotowości na Pandemię] w Londynie, gdzie Coalition for Epidemic Preparedness Innovations (CEPI) [Koalicja na rzecz Innowacji w Gotowości na Epidemię] ogłosiła swoją „Misję 100 Dni”.
CEPI, dla tych, którzy nie wiedzą, jest fundacją finansowaną wspólnie przez (między innymi) Fundację Billa i Melindy Gates oraz Światowe Forum Ekonomiczne, i której deklarowanym celem jest „opracowanie szczepionek, aby powstrzymać przyszłe epidemie”.
W przyszłości CEPI chce wyprodukować nowe szczepionki na nieznane, pojawiające się choroby – to, co nazywają Chorobą X – w ciągu zaledwie 100 dni od wyizolowania patogenu.
Dla kontynuacji tych wysiłków, zabezpieczyli już 1,5 MILIARDA funtów szterlingów.
Przyjrzyjmy się temu dokładniej.
Ponad miliard funtów na wyprodukowanie szczepionek na chorobę, która – jak dotąd – nawet nie istnieje i może nigdy nie zaistnieć.
Wygląda to na kolejny krok w procesie, zapoczątkowanym przez narrację „pandemiczną”, polegającą na przedefiniowaniu wszystkiego, co wcześniej rozumieliśmy w zakresie interakcji czynników zakaźnych i szczepionek.
Covid, pamiętajmy, był narracją o chorobie, całkowicie oderwaną od całego społecznego, naukowego i historycznego kontekstu, aby stworzyć płynną, zaplanowaną, alternatywną rzeczywistość. I wygląda na to, że to ma być ta „nowa normalność”.
Oto mały kurs przypominający o tym, jak szybko szczepionki przeciw Covid przeszły przez zwykły proces naukowy:
Artykuł, na którym oparto wszystkie testy PCR, został zrecenzowany w czasie krótszym niż 24 godziny. _
Po dziesięcioleciach niepowodzeń rasa ludzka wyprodukowała kilkanaście skutecznych szczepionek na koronawirusa w mniej niż trzy miesiące. _
Te szczepionki zostały następnie „przetestowane pod kątem bezpieczeństwa” w mniej niż sześć miesięcy. _
W sumie, od „odkrycia” wirusa po zatwierdzenie szczepionki (szczepionek) do stosowania u ludzi, zajęło 300 dni.
Ten proces trwa zwykle co najmniej 3-10 lat.
Wprowadzenie na rynek w pełni przetestowanej szczepionki zajmuje zwykle co najmniej 5-10 lat. W artykule Pronkera et al, “Risk in vaccine research and development quantified” [„Ryzyko w badaniach i rozwoju szczepionek określone ilościowo”] (PubMed 2013) szacuje się, że średni czas opracowania nowej szczepionki wynosi ponad 10 lat.
Mówiąc najprościej, nigdy nie było możliwe zrobienie szczepionki na nową chorobę w 1000 dni, nie mówiąc już o 100.
Szybkość, z jaką wyprodukowano szczepionki przeciw covid, jest całkowicie bezprecedensowa w historii szczepionek.
Pomysł, że można jeszcze bardziej skrócić ten bezprecedensowo krótki czas i wyprodukować bezpieczną i skuteczną szczepionkę w zaledwie 100 dni, jest po prostu absurdalny. To surrealistyczne. Czysta fikcja.
Po pierwsze, zdecydowana większość kandydatów na szczepionki nie działa.
W artykule Pronkera stwierdzono, że ze wszystkich potencjalnych szczepionek poddanych badaniom, tylko około 6% faktycznie trafiło na rynek.
Tak więc, w prawdziwym świecie, producent szczepionek przejdzie przez ten 5-10 letni proces, wiedząc, że istnieje około 94% szans, że ostatecznie nic z tego nie wyjdzie.
Po dziesięcioleciach prób nie udało im się wyprodukować szczepionki przeciwko AIDS, grypie, malarii ani wielu innym powszechnym chorobom. Są to dolegliwości, które znają i (rzekomo) rozumieją, ale nie mogą zrobić dla nich szczepionek.
A więc w tym starym świecie prawdziwej rzeczywistości, nawet jeśli udało ci się zrobić szczepionkę w 100 dni, to są szanse, że albo nie wytworzy ona odporności, albo wytworzy, ale też wywoła szkodliwe skutki uboczne, albo może w ogóle nie zadziała.
Teraz, oczywiście, nauka i technologia nie są statyczne. Nieustannie idziemy naprzód i robimy postępy… ale w tej kwestii to akurat nie ma znaczenia, ponieważ nawet jeśli technologia produkcji szczepionek naprawdę w samą porę zrobiła ogromny krok naprzód, by walczyć z covidem, to nadal nie jest możliwe wyprodukowanie bezpiecznej szczepionki w 100 dni lub nawet 300 dni – bo ten proces POTRZEBUJE czasu.
Czasu, i to dużo czasu, wymagają chociażby rygorystyczne testy, aby ocenić długoterminowe skutki uboczne. Wskazówka jest w samej nazwie.
Żadna ilość nowych technologii nie pozwoli poznać dziesięcioletnich skutków szczepionki w czasie krótszym niż trzy miesiące.
Z uwagą opinii publicznej skupioną na Ukrainie, i z Covid teraz już mocno w lusterku wstecznym zbiorowej nieświadomości, rządzący próbują znormalizować to, co było z natury nienormalnym, nierzeczywistym (jeśli nie niemożliwym) procesem. Aby było łatwiej „następnym razem”.
Widzieliśmy już, jak Bill Gates lamentuje, że szczepionka była zbyt powolna i częściowo miał rację. Narracja Covid nie zahipnotyzowała ludzi na tyle, by zapewnić im [tj. rządzącym -tłum.] wszystko, czego potrzebowali, po części właśnie dlatego, że wprowadzenie tych ich „szczepionek” zajęło prawie rok.
Ale dla przyszłej „Choroby X” czekającej gdzieś za kulisami, oficjalnie zajmie to tylko trzy miesiące, a strach nadal będzie świeży. Fakt, że proces będzie całkowicie niezgodny z rzeczywistością lub po prostu bez sensu, nie będzie miał najmniejszego znaczenia.
Dla jasności: nie można opracować „bezpiecznej i skutecznej” szczepionki na zupełnie nową chorobę w ciągu trzech miesięcy.
Nie da się tego zrobić nawet w rok.
A jeśli w przyszłości stwierdzą, że to zrobili – będą kłamać.
Nadal ‘bezpieczne i skuteczne’? Najnowsze dane opublikowane przez brytyjską Agencję Bezpieczeństwa Zdrowia potwierdzają dramatyczny wzrost zgonów wśród populacji potrójnie zaszczepionej, podczas gdy wśród populacji niezaszczepionej ta liczba stale spada. Najnowsze dane pokazują też, że […]
____________
Czy przepisy covidowe mogą wejść na stałe? Utrwalenie tego niesie ogromne konsekwencje dla rozwoju w zakresie praw człowieka, nie wspominając o pozostawieniu systemu szeroko otwartego na nadużycia i oszustwa (wcześniejsze nagrywanie, poważne fałszerstwa lub inne manipulacje cyfrowe). […]
____________
Paszporty szczepień to przeszłość? Ależ skąd! WHO „przygotowuje bramę” [“setting up a gateway”] umożliwiającą wszystkim 194 państwom członkowskim, w tym Stanom Zjednoczonym, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii, stworzenie „elektronicznych świadectw szczepień” z kodem QR, […]
____________
Co można przeoczyć gdy rozprasza cię wojna? W grudniu ubiegłego roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła plany „międzynarodowego traktatu o zapobieganiu pandemii i gotowości na wypadek pandemii”. Według strony internetowej Rady Europy utworzono „międzyrządowy organ negocjacyjny”, który […]
____________
Covid w odwrocie czyli nadchodzą nowe ‘pandemie’ Wydaje się, że co tydzień jakiś nowy „ekspert”, który przez ostatnie dwa lata przewidywał, że wszyscy umrzemy, pojawia się w wiadomościach twierdząc, że powinniśmy „traktować Covid jak grypę”. Ale tylko […]
Może ktoś pamięta niesławne Białe Kaski, które w magiczny sposób pojawiały się w Syrii, by ratować szczególnie fotogeniczne dzieci z gruzów powstałych za sprawą diabolicznego Asada?
– I które kilkakrotnie używały tego samego dziecka lub nastolatka?
– Jak podaje Washington Post,owa ekipa organizująca show humanitarne, założona przez brytyjskiego agenta Mi6, Jamesa Le Mesuriera (tego na zdjęciu) – która w końcu rozproszyła się – organizuje się teraz ponownie i wraca na Ukrainę, aby “pomóc Ukraińcom w tworzeniu ich pierwszych jednostek ratowniczych”.
Niemal równocześnie z tymże doniesieniem rozpowszechniono typowe dla kampanii syryjskiej kłamstwo: o szpitalu, który rzekomo został zaatakowany przez Rosjan, podczas gdy w rzeczywistości został on ewakuowany jakiś czas temu, po czym został zajęty przez neonazistów, którzy zamienili go w fort; w komplecie z ciężarną kobietą graną przez aktorkę.
Tak, proszę państwa, zachodni Netflix przystąpił do wojny i wkrótce zaczniemy słyszeć te same kłamstwa, które zostały wypowiadane na Bliskim Wschodzie – oczywiście nieskontrolowane i natychmiastowo rozpowszechniane w gazetach, w telewizji i w sieci, za pomocą technik udoskonalonych (w stosunku do tych z przeszłości) podczas kreowania tzw. pandemii. A nadzieje na to, że ludzie będą zdolni do refleksji, są naprawdę bardzo nikłe.
A obecnie znajdujemy ich u boku nazistów. Włączenie owych ekstremistycznych najemników islamskich do wojny przeciwko Rosji na Ukrainie świadczy o zmowie między Izraelem, USA, NATO oraz wymienionymi grupami terrorystycznymi, co zostało już kilkakrotnie udokumentowane w Syrii. https://www.middleeastmonitor.com/20180924-its-official-israel-has-armed-extremists-in-syria-to-extend-its-control-of-occupied-golan/ Według niektórych przecieków, 300 z owych terrorystów to Syryjczycy, którym zagwarantowano wynagrodzenie w wysokości od 1200 do 1700 dolarów, natomiast kolejnych 150 to mieszanka najemników z Europy i Bliskiego Wschodu.
Tak czy inaczej, państwa członkowskie NATO po raz kolejny zamieniają suwerenny kraj w pole bitwy, wykorzystując najemników i fanatyków, a to demonizowanych, a to wielbionych – w zależności od potrzeby, ale zawsze na ich żołdzie, podobnie jak miało to miejsce w przypadku ISIS-u, który był wręcz finansowany przy pomocy ustawy Kongresu USA, podczas gdy udawano, że się z nim walczy. Celem, po raz kolejny jest realizacja obsesyjnego projektu blokowania i oblegania Rosji na jej zachodniej flance oraz zagwarantowanie ekspansji NATO na wschód, pomimo porozumień mińskich.
4 marca Putin 2022, rozmawiając z kanclerzem Niemiec Scholzem, ostrzegł, że tworzona jest sytuacja koncentracji terrorystów, ale nie dostał żadnej sensownej i spójnej odpowiedzi. Jedno jest jednak pewne: owe oddziały najemników doświadczą nieco innych wrażeń w konfrontacji z wojskami rosyjskimi; na terenach zajętych przez nich w Syrii mieli oni zapewnioną ochronę Zachodu i mieszkali w podziemnych bunkrach wyposażonych w długie korytarze ewakuacyjne, podczas gdy syryjscy cywile byli wykorzystywani jako żywe tarcze.
Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś na ten temat, przydatny może okazać się wywiad z handlowcem przetrzymywanym w niewoli przez brygadę Jabhat al Shamiya (powiązaną z Frontem Nusra, alias Al Kaidą, a więc tą samą formacją, której członkowie przybyli na Ukrainę) w szpitalu okulistycznym we wschodnim Aleppo – przez siedem tygodni, tuż przed jego uwolnieniem przez żołnierzy syryjskich.