Wojny, męczennicy i testosteron

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  10 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5210

Przechodząca w stan przewlekły wojna na Ukrainie powoli usuwana jest z pierwszych stron gazet i portali internetowych – bo ludziom znudziły się już doniesienia o ukraińskich sukcesach, a nawet pogłoski o cudownej broni. Na razie wykuwana jest ona w mrokach podziemia, ale pewnego dnia przemówi i zapewni Ukrainie ostateczne zwycięstwo. Ale to już wiadomo od dawna, bo stosowne decyzje w tej sprawie zapadły jeszcze w lutym, więc coraz więcej ludzi przestaje się tym ekscytować.

Powstałą w ten sposób próżnię zaczyna wypełniać wojna polityczna, jaką toczą ze sobą formacje stojące za rządem „dobrej zmiany”, z Prawem i Sprawiedliwością na czele i formacje tworzące obóz zdrady i zaprzaństwa, na czele z Platformą Obywatelską, przez złośliwców nazywaną również Volksdeutsche Partei. Wprawdzie do wyborów parlamentarnych jeszcze rok, ale zarówno Naczelnik Państwa, który porzucił rząd, by kaptować sobie zwolenników, podobnie jak Donald Tusk, odwiedzają coraz to nowe miejscowości naszego nieszczęśliwego kraju. Naczelnik Państwa wprawdzie pochyla się z troską nad rozmaitymi bolączkami, które tu i ówdzie jeszcze występują, ale zapewnia, że w Polsce i tak jest lepiej, niż gdzie indziej, to znaczy – że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej.

Donald Tusk odwrotnie; wprost nie znajduje słów potępienia dla rządu „dobrej zmiany” i odgraża się, że jak tylko wygra wybory – a to podobno jest już zatwierdzone – i obejmie w Polszce władzę, to tak wszystkich urządzi, że zapamiętają to do końca życia.

Wielu obywateli wierzy i w jedno i w drugie, bo w coś przecież trzeba wierzyć, więc wierzący w Naczelnika Państwa wznoszą na jego cześć okrzyki w rodzaju: „Ja-ro-sław-Pol-skę zbaw!”, podczas gdy wyznawcy Donalda Tuska wznoszą na jego cześć okrzyki przypominające cudzoziemskie słowo: „heil!” I jedne i drugie reakcje odnoszą się do opowieści, jak to jedni i drudzy będą przychylać nieba nam wszystkim, a zwłaszcza tak zwanym „szarym obywatelom”. W tej sytuacji szarzy obywatelowie utwierdzają się w poczuciu swojej ważności, co niekiedy prowadzi do sytuacji niejednoznacznych z punktu widzenia prawnego.

Tak było w Tczewie, kiedy to jegomość uczestniczący w charakterze publiczności w spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim, wykrzykiwał do niego: „spieprzaj dziadu!” – za co natychmiast został zatrzymany przez policję, która wcześniej próbowała mu to wyperswadować. Policjantom wyjaśniał, że on tylko zacytował prezydenta Lecha Kaczyńskiego, więc karany za to być nie może i nie tylko nie zapłaci sztrafu, ale zaciągnie państwo polskie przed niezawisły sąd, który już powinność swej służby zrozumie i ujmie się za szarym obywatelem, który chciał przekazać panu premierowi, jak się w Tczewie żyje.

Indagowany w tej sprawie mecenas powiedział, że albo sąd odrzuci skargę na państwo polskie, albo nie odrzuci, tylko przeprowadzi rozprawę i jegomościa uniewinni. Wprawdzie pan mecenas taktownie już nie wyjaśnił, dlaczego zachowania niezawisłego sądu mogą być tak różne, więc wyjaśniamy, iż wszystko zależy od tego, czy będzie to sąd rządowy, czy też sąd nierządny. Sądy bowiem, podobnie jak Umiłowani Przywódcy, podzieliły się na wrogie stronnictwa. Sędziowie nierządni kolaborują z Volksdeutsche Partei i w podskokach zrobią wszystko, byle na złość Jarosławowi Kaczyńskiemu i Zbigniewowi Ziobrze, podczas gdy sędziowie rządowi chętnie użyją surowej ręki sprawiedliwości gwoli poskromienia wrogów PiS.

Sytuację dodatkowo zaognia decyzja rządu, by dwojgu niezawisłym sędziom, którym Międzynarodowy Trybunał Praw Człowieków w Strasburgu przyznał po 15 tys euro odszkodowania za to, że nie otrzymali upragnionego awansu, nie zapłacić tych pieniędzy. Jak wiadomo, prawo do awansu jest podstawowym prawem człowieka, podobnie, jak prawo do jazdy metrem, a tymczasem obojgu awans został zablokowany, najpierw przez Krajową Radę Sądownictwa, a potem jeszcze przez Izbę Kontroli nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, która ich skargę odrzuciła. Wskutek tego – jak twierdzą – zostali pozbawieni „prawa do rzetelnego procesu”. No, to nic osobliwego; w kraju walczącym o praworządność, to jest rzecz zwyczajna i jeszcze nigdy nie słyszałem, by jakikolwiek sędzia przeprowadził chociaż jeden rzetelny proces, ale Trybunał w Strasburgu, pewnie kierując się solidarnością zawodową, zgodnie z którą kruk krukowi łba nie urwie, mimo wszystko odszkodowanie im przyznał.

Jednak minister spraw zagranicznych pan Zbigniew Rau, odmawia nie tylko wypłacenia pieniędzy, ale nawet jakiejkolwiek dyskusji na ten temat, powołując się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie, przez Judenrat „Gazety Wyborczej” nazywany szyderczo „trybunałem Julii Przyłębskiej”, według którego art. 6 konwencji o prawach człowieków jest sprzeczny z tubylczą konstytucją w zakresie uzurpowania sobie przez strasburski Trybunał prawa kontrolowania statusu tubylczych sędziów krajowych. I co teraz będzie? Nie ma innej rady, jak tylko zaciągnąć państwo polskie przed jakiś niezawisły sąd, najlepiej obsadzony przez sędziów, którym odmówiono wypłacenia odszkodowania, a sprawiedliwości zaraz stałoby się zadość. Chodzi bowiem o pieniądze, a nie jakieś konstytucyjne dyrdymały, a zgodnie ze spostrzeżeniem Machiavellego, łatwiej przeżyć śmierć ojca, niż utratę ojcowizny.

Tymczasem, chociaż jeszcze nie ucichły echa podanej przez panią Edytę Górniak niedyskrecji, że w przemyśle rozrywkowym pracuje bardzo wielu tzw. „reptilian”, co to nie mają duszy, a już opinią publiczną wstrząsnęła sprawa pana red. Tomasza Lisa, którego z posady naczelnego redaktora tygodnika „Newsweek Polska” wygryzł pan Tomasz Sekielski, autor głośnego filmu o trzech duchownych pedofilach, którzy przed laty wkładali ręce gdzie nie trzeba, od czego dotykani cierpią do dzisiejszego dnia straszliwie katiusze. Okazało się, że pan red. Lis dopuszczał się „mobingu” zwłaszcza na pani red. Renacie Kim. Podobno zachowywał się „jak autokrata”, co „wielu osobom sprawiało ból”.

Sprawiało ból”… Czy nie chodzi przypadkiem o spuszczenie krwi z nosa – jak w swoim czasie w oskarżycielskiej piosence „Testosteron” śpiewała pani Katarzyna Szczot, używająca pretensjonalnego pseudonimu „Kayah”: „Oskarżam cię o to cierpienie, wojen płomienie, przelaną krew”? Najwyraźniej na widok pani red. Renaty Kim w panu red. Tomaszu Lisie testosteron dlaczegoś zaczynał się gotować i pewnie niewiele brakowało, by porzuciła ona „posadę (…) w tej firmie kłamstwa, żelaza i papieru” – ale wolała donieść na szefa do HR – czyli chyba takiej jaczejki od „zasobów ludzkich” i do związków zawodowych, dzięki czemu już zaczyna zażywać reputacji autorytetu moralnego, podczas gdy pan red. Tomasz Lis dołącza do długiego, białego orszaku męczenników, na czele którego od lat kroczy bohatersko pan sędzia Igor Tuleya.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Wykluczenie klapkowe

Izabela Brodacka

Nauczyciele zaprzyjaźnionej szkoły poinformowali mnie, że otrzymali z Urzędu Miasta Warszawy następujące pismo: ( język oryginału) 

 „uprzejmie informuję, że szkoły, w których naukę pobierają uczniowie uchodźcy z Ukrainy otrzymają środki na zakup strojów sportowych w wysokości 400 zł. na ucznia. Każdy komplet sportowy powinien składać się co najmniej z koszulki, szortów i stroju kąpielowego w tym klapki i czepek. Komplety strojów sportowych należy zakupić i przekazać ukraińskim uczniom do 24 czerwca br. Termin ten wynika z faktu, że stroje sportowe powinny zostać przekazane uczniom przed wakacjami. (-) Zakupione komplety powinny zostać na opakowaniu oznaczone przez szkołę logiem UNICEF. Organizacja UNICEF kładzie ogromny nacisk na dokumentowanie swojej działalności. Proszę więc o wykonywanie dokumentacji zdjęciowej np. sfotografować zakupione stroje sportowe i na kilku zdjęciach moment ich wręczania. Ważne jest to, żeby na zdjęciach tych widoczne było logo UNICEF”. 

Podobne pisma otrzymały wszystkie szkoły w Warszawie i okolicach.

To bardzo szlachetnie, że UNICEF troszczy się o to żeby dziecko ukraińskie nie poczuło się wykluczone ze względu na brak klapek. Zastanówmy się jednak co oznacza to zarządzenie dla nauczycieli szkoły w której uczy się kilkadziesiąt osób z Ukrainy, przysłane nota bene na tydzień przed zakończeniem roku szkolnego. Gdyby nauczyciele chcieli swoje zadanie potraktować poważnie powinni iść z każdym dzieckiem osobno na zakupy. Każdy kto zna psychologię dzieci  w wieku szkolnym i dość okrutne prawa ich oceny przez grupę rozumie, że bardziej wykluczający niż brak klapek jest strój nie dobrany rozmiarem, wyglądający na odziedziczony po starszym bracie.

Oczywiście nie ma możliwości indywidualnych zakupów,  stroje sportowe zostaną więc zakupione w najbliższej hurtowni i nawet jeżeli będą miały zróżnicowane rozmiary, będą przydzielane dzieciom jak mundury w wojsku albo uniformy w więzieniu. Dzieci ukraińskie z zamożniejszych rodzin wyrzucą taki strój do kosza, albo odłożą na półkę. Dzieci z rodzin niezamożnych, wysłane na jakieś kolonie, będą rozpoznawane właśnie po niedobranym stroju.

Nie mamy powodu ani prawa troszczyć się na co UNICEF wydaje swoje pieniądze, można tylko zastanowić się czy warto czynnie popierać podobne idiotyzmy.

Również czy przepracowani pod koniec roku nauczyciele powinni zamiast wystawiać oceny i wypisywać świadectwa dokumentować fotograficznie obdarowywanie ukraińskich dzieci klapkami, czyli pracować za darmo na rzecz PR UNICEFU?

Przydzielanie nauczycielom takiego zadania pod sam koniec roku szkolnego przypomina mi jako żywo czasy realnego socjalizmu, gdy szkoła w której pracowałam pod koniec roku obrachunkowego kupowała do gabinetu dyrektora paprotki i zupełnie zbędne, paskudne ( innych nie było) reprodukcje na ściany, bo pieniądze trzeba było wydać w całości, żeby w kolejnym roku nie obniżono szkole dotacji.

Swego czasu komentowałam obietnicę Tuska, że każde dziecko w Polsce dostanie w prezencie laptop. Na szczęście niespełnioną. W zamożniejszych rodzinach każdy ma swój komputer, czy tablet więc prezent Tuska leżałby wśród zbędnych rzeczy i wylądował w końcu na śmietniku.

W rodzinach biednych problemem nie jest brak komputera lecz brak środków na niezbędne wydatki więc sprzedaż komputera prędzej czy później zatkałaby jakąś dziurę w budżecie. W tak zwanych rodzinach patologicznych komputer zostałby sprzedany natychmiast i to na wódkę. Na szczęście dla finansów kraju Tusk należy do polityków, którzy jak mówią – to mówią. Nie takie obietnice i nie takie ordynarne kłamstwa słyszeliśmy z jego ust. Można się tylko cieszyć, że nie rozproszył kolejnych miliardów. (Liczba uczniów w Polsce to około 5 milionów mnożona przez tysiąc złotych czyli cenę taniego laptopa) na szlachetną, ale tylko z pozoru inicjatywę.

 Und hier ist der Hund begraben. ( i tu jest pies pogrzebany).

Nie bez przyczyny posługuję się niemieckim idiomem. Wszystkie takie szlachetne (ale tylko na pozór) inicjatywy okazują się być utopijne i przynoszą więcej szkody niż pożytku.

Jak pięknie pomyśleć na przykład, że możemy czerpać energię wyłącznie ze słońca i wiatru. Jak miło uwolnić się od brudnego węgla. Starsi ludzie pamiętają umorusanych węglarzy rozwożących w powojennych latach węgiel na platformach ciągniętych przez ogromne perszerony i dym z kominów unoszący się nad dachami domów. Jednak te niemiłe dla obecnych ideologów zielonego ładu widoki oznaczały dla nas bezpieczeństwo i ciepło w domu.

Właśnie Niemcy, którzy postawili na utopię czystej energii nie tylko zapłacili za swoje fanaberie wysoką ceną energii elektrycznej lecz zmuszeni będą obecnie powracać do węgla. Nie mogą ryzykować nieuchronnej destabilizacji społecznej i politycznej kraju gdy ludzie zaczną zamarzać w swoich domach. Poza tym do świadomości społecznej dociera fakt, że materiały stosowane w panelach słonecznych i akumulatorach czyli lit i kobalt są silnie toksyczne. Dlatego nie wolno tych akumulatorów wyrzucać na wysypiska śmieci. Samo wydobycie metali ziem rzadkich stanowi również poważne zagrożenie dla środowiska.[No i te murzyniątka i kitajczonki… md] Dlatego państwa zachodnie nie wydobywały ich u siebie, lecz kupowały (z właściwa sobie hipokryzją) w Chinach. 

Polonistka jednej ze znanych mi szkół podstawowych zadała dzieciom wypracowanie: „ Jak czuje się gwóźdź wbijany w deskę?”. Można takie pytania ciągnąc w nieskończoność. A jak czuje się deska w którą wbijany jest gwóźdź?  Jak czuje się zarodek gotowany na miękko w jajku? Jak czuje się wesz traktowana delacetem?

Stawianie sobie takich pytań oznacza niezgodę na jedyny świat jaki znamy i musimy w nim żyć. Próby arbitralnego poprawiania tego świata prowadzą do nieszczęść o wiele poważniejszych niż te, którym usiłuje się przeciwdziałać.

Likwidacja nierówności społecznych oznaczała wyrżnięcie milionów ludzi. Likwidacja zabijania zwierząt oznaczałaby wyrżniecie wszystkich istot mięsożernych.  

Dlatego przestańmy zajmować się wykluczeniem klapkowym.

Skupmy się na poważniejszych, realnych problemach. 

Po oskarżeniu Polaków o dokonanie zbrodni wołyńskiej – Polska przekaże Ukrainie milion euro na szpital. Szuchewycz – bohaterem…

https://www.bibula.com/?p=135008

To się w głowie nie mieści. Ambasador Ukrainy w Niemczech posądza Polskę o dokonanie zbrodni Wołyńskiej i porównuje nasz naród do Hitlera, jednak polski MSZ nie widzi w tym żadnego problemu i tego samego dnia podejmuje decyzję o przekazaniu „braciom” transportu humanitarnego. W całej tej sprawie mimo wszystko największą hipokryzją jest decyzja o przeznaczaniu 1 mln euro na utworzenie ośrodka rehabilitacyjnego na terenie Ukrainy

Do Lwowa przyjechał nasz dobry przyjaciel, burmistrz Wrocławia Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk. Mamy ważne wieści. Wrocław przeznaczy 1 mln euro na utworzenie ośrodka rehabilitacyjnego UNBROKEN Ukraine – napisał w dniu 03 lipca 2022 roku na swoim koncie w rosyjskiej aplikacji TELEGRAM mer Lwowa Andrij Sadovyj.

To jest to, krok po kroku, dzięki przyjaciołom i partnerom idziemy do realizacji naszego wielkiego celu. NIEZNISZCZALNI to ekosystem wsparcia i opieki nad ludźmi, którzy ucierpieli z powodu wojny.” – czytamy we wpisie mera.

Niestety nasza kultura nie pozwala słów skomentować po tym jak ich przedstawiciel władzy na terenie Niemiec oskarżył nas o dokonanie zbrodni wołyńskiej w 1943 stwierdzając przy tym, że Ukraińcy jedynie się bronili przed Polakami.

Za: Kancelaria Lega Artis (4 lipca 2022)

======================================


Gloryfikacja ludobójcy Szuchewycza to kolejny cios w relacje polsko-ukraińskie

Roman Szuchewycz, kolaborant hitlerowski i dowódca ludobójczej UPA, na okolicznościowych kartkach, pieczątkach i znaczkach, wydanych na Ukrainie tuż przez polskim Narodowym Dniem Pamięci 11 Lipca

.

Panowie Ministrowie Dmytro Kuleba i Zbigniew Rau, to też tylko „prywatne opinie”?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski Za: isakowicz.pl (4 lipca 2022)

Skutki „Zielonego Ładu” i kryminalnych ustępstw „rządu”: Rekordowe ceny energii elektrycznej w Polsce.

Skutki „Zielonego Ładu” i kryminalnych ustępstw „rządu”: Rekordowe ceny en. elektrycznej w Polsce. Tak drogo jeszcze nie było… [ a o przyczynach inflacji – same bzdury !! md]

[Poniższy text i jego slogany – umieszczam jako ilustrację niewiedzy przyczyn, bezczelności i niekompetencji „decydentów”. Mirosław Dakowski]

https://nczas.com/2022/07/08/rekordowe-ceny-pradu-w-polsce-tak-drogo-jeszcze-nie-bylo/

W ostatnich dniach ceny prądu w Polsce osiągnęły rekordową wysokość, a nasz system energetyczny znalazł się nad przepaścią. Wśród głównych problemów eksperci wyliczają m.in. trudno dostępny węgiel, którego ceny na rynkach dochodzą do 400 dolarów za tonę.

Tylko w czwartek cena prądu z opcją dostawy na rok 2023 na Towarowej Giełdzie Energii przekroczyła 1500 zł za MWh. Według „Rzeczpospolitej” składa się na to kilka czynników.

Już w poniedziałek 4 lipca prąd w Polsce był najdroższy w całej Unii Europejskiej. Na tzw. Rynku Bilansującym cena wyniosła blisko 2500 zł za MWh.

Mimo że padł historyczny rekord, nie jest to wynik ostateczny. Ceny bowiem mogą się zmieniać w ciągu najbliższych dni czy tygodni.

Do wzrostu cen mogły przyczynić się m.in. dwie poważne awarie dużych jednostek wytwórczych. – W efekcie dostępna dla operatora rezerwa w godz. 19 w poniedziałek nie była wystarczająca – tłumaczyły w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Polskie Sieci Energetyczne.

Zdaniem ekspertów problemem jest też dostępność węgla. [A wielkie polskie górnictwo węglowe- wspólnie ze wspólnikami z UE – niscza od trzech dziesięcioleci. MD]

Polskie elektrownie już niebawem mogą zacząć kupować [sic !!! md] ten surowiec z zagranicy. Jego ceny, w portach Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia, wynoszą nawet 400 dolarów za tonę. Polski węgiel także jest coraz trudniej dostępny i coraz droższy.

Na tym jednak nie koniec polskich problemów. Są bowiem przestoje w systemie energetycznym. Wyłączono m.in. blok w elektrowni Kozienice.

Sytuacja ta spowodowana jest istotnym wzrostem produkcji energii wynikającym ze znacznie wyższego niż planowane zapotrzebowania Krajowego Systemu Energetycznego” – wyjaśniła Enea, do której należy B11.

Problemy odnotował także Tauron – z powodu chwilowego spadku mocy jednego ze swoich bloków. W weekend przeprowadzony ma być natomiast remont bloku w elektrowni Turów.

===========================

A oto Zielony Ład w Dakocie:

Multimedia w nagłówku

Skies turn green during South Dakota storm

Czy Morawiecki reaktywuje PRL-owską Państwową Komisję Cen?

Rząd PiS wyspecjalizował się w przeróżnych tarczach, działaniach osłonowych, rekompensatach i dopłatach. Pod tym względem coraz mniej różni się od działań Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W czasach PRL powołano nawet Państwową Komisję Cen, która na bieżąco analizowała sytuację „na rynku”.

Morawiecki nie kryje swoich socjalistycznych ciągotek, choć słowo „socjalizm” zastąpił sloganem „strategia zrównoważonego rozwoju”.

Rząd dopłaci do opału, do benzyny, do paneli, do auta elektrycznego, a nawet do dekodera tv. Choć Morawiecki pozuje na dobrodzieja, tak naprawdę jest zwykłym Janosikiem, a kim był Janosik nie trzeba przypominać. Chętnie obdarowywał ubogich, jednak nie z tego, co wypracował, lecz z tego, co zrabował innym. No, chyba że działalność grabieżczą nazwiemy pracą. Ale to już byłaby dewiacja. Morawiecki robi podobnie – rozdaje to, co wcześniej komuś zabrał. Obdarowuje nas więc naszymi własnymi pieniędzmi, bądź długiem, który kiedyś trzeba będzie spłacić. Współczesny Janosik rabuje więc nie tylko, tu i teraz, nas, nasze dzieci i wnuki, ale nawet tych, którzy jeszcze się nie urodzili.

W swoim archiwum znalazłem dokument Państwowej Komisji Cen, której w 1981 roku przewodniczył słynny minister prof. dr hab. Zdzisław Krasiński, ten od „chrupiących bułeczek”. Poniżej tylko dwa zrzuty tego dokumentu (jest zbyt obszerny, by publikować go tu w całości). Jak myślicie, kto w dzisiejszym rządzie Morawieckiego mógłby pełnić rolę ówczesnego Krasińskiego? A może sam Morawiecki?

Zdzisław Krasiński

Daliśmy się ponieść efektownej ustawce w postaci partyjnej wojenki, całkowicie gubiąc po drodze to co istotne.

W potrzasku – Przemysław Piasta https://www.bibula.com/?p=135078

Powoli, choć wyraźnie opada proukraiński amok, który tej wiosny masowo opętał Polaków. Składają się na to dwie przyczyny. Po pierwsze emocje, jak to z emocjami zwykle bywa, stosunkowo szybko wypaliły się.

Po drugie mamy wakacje, zatem ci z mieszkańców naszego pięknego kraju, którzy posiadają umysły skonstruowane do zajmowania się co najwyżej jedną czynnością na raz, skupili się na spożywaniu grillowanej kiełbasy obficie podlewanej napojami. Zatem chwilowo utracili zdolność do dzielenia się z ludzkością perłami swych geostrategicznych analiz. Wobec przycichnięcia patriotyczno-histerycznego jazgotu, coraz wyraźniej słychać krytyczne analizy. Do niedawna pojedyncze i silnie zakłócane przez ośrodki rządowe.

Tym, co łączy większość z nich jest pytanie o przyszłość Polski.

Co ciekawe jest to pytanie w znacznej mierze bezzasadne. Bowiem czas, kiedy w jakimś godnym odnotowania obszarze mogliśmy samodzielnie decydować o naszym losie, zwyczajnie minął. Zadowoleni z ciepłej wody w kranie i okazjonalnych wakacji w Turcji oderwaliśmy się od rzeczywistości. Daliśmy się ponieść efektownej ustawce w postaci partyjnej wojenki, całkowicie gubiąc po drodze to co istotne. Skupieni na sobie nawet nie zauważyliśmy, że nasze państwo z dnia na dzień traci kolejne atrybuty suwerenności.

Dlatego rozważanie geopolitycznych scenariuszy w rodzaju sojuszu z blokiem euroazjatyckim (jeśli takowy powstanie) czy nawet wyboru pomiędzy blokiem anglosaskim a kontynentalnym europejskim jest dzisiaj niczym innym jak fantazjowaniem. Snuciem scenariuszy political-fiction, które ziścić się mogą jedynie na papierze.
O miejscu w świecie, które zajmuje dziś Polska zdecydowały już bowiem potężne siły zewnętrzne. Zaś wdrożeniem tych ustaleń ochoczo zajęły się lokalne kompradorskie „elity”.

Sprzymierzeńcy

Od 1999 r. Polska jest formalnie stroną Traktatu Północnoatlantyckiego i członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Członkostwo w NATO cieszy się poparciem przytłaczającej większości Polaków, którzy upatrują w nim gwarancji militarnego bezpieczeństwa. Co ciekawe przez ostatnie dwie dekady odsetek zwolenników sojuszu wzrósł z nieco ponad 60 do 90% populacji. Tym samym przebija nawet poparcie dla członkostwa Polski w UE szacowane obecnie na ok 82%.

Paradoksalnie polski entuzjazm wobec członkostwa w atlantyckich strukturach militarnych jest naszą słabością. Nie jesteśmy traktowani jako mniejszy, lecz liczący się partner, a raczej jako „sprzymierzeniec”. W znaczeniu antycznym. Jeśli nie uważaliście Państwo na lekcjach historii służę małym repetytorium. Sprzymierzeńcami republiki rzymskiej były plemiona lub organizmy państwowe, początkowo z terenu Italii, później nawet znacząco oddalone. Rzym zawierał z nimi porozumienia nakładające na nie obowiązek dostarczenia posiłków wojskowych. Stopniowo były one coraz bardziej uzależniane politycznie, militarnie i ekonomicznie od Rzymu. A z czasem zupełnie mu podporządkowane. Nic dodać nic ująć.

Niezależnie od tego jak bardzo, pomimo entuzjazmu naszych rodaków, nie podoba nam się taka rola dla Polski, chwilowo jesteśmy na nią skazani. Głównie dlatego, że jako naród nie byliśmy wystarczająco mądrzy by temu zapobiec. Co jest tym bardziej przykre, że jak pokazuje przykład Węgier czy Czech, było to całkowicie w naszym zasięgu.

Gdzie jest Polska, a gdzie być powinna?

Wszystkie niekorzystne aspekty międzynarodowego położenia Polski uwypukliły się wraz z narastaniem kryzysu ukraińskiego. Jego przejście z fazy politycznej w militarną ostatecznie zdefiniowało naszą dzisiejszą geopolityczna rolę. Jesteśmy zatem obecnie peryferyjnym państwem bloku atlantyckiego, pełniącym rolę zaplecza ekonomicznego dla toczącego się na obszarze Ukrainy konfliktu. Zła wiadomość jest taka, że ta „zaszczytna” funkcja kosztuje. I to słono. W znacznej mierze już teraz odczuwacie to Państwo w swoich portfelach.

Paradoksalnie jednak mogło być gorzej. Póki co Polska nie została wyznaczona do roli państwa frontowego. Zatem tracimy już dziś zasoby, jednak nie tracimy ludzi. Póki co.

„Póki co” jest w tym przypadku sformułowaniem kluczowym. Bowiem nie wiemy jakie są dalekosiężne plany Anglosasów zarządzających blokiem atlantyckim. Przypominam jednak nieco już zakurzoną aferę z przekazaniem Ukrainie polskich MiG-ów. Byliśmy wtedy o symboliczny krok od wplątania się w bezpośrednie starcie z Rosją.
To co znamienne, w przedmiotowym konflikcie Polska przejawia znaczącą aktywność. Tak jakby w naszym interesie leżała jego eskalacja. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Zgadzam się w tym obszarze z diagnozą Piotra Panasiuka, który napisał niedawno:

„Będąc słabszą i stale zagrożoną – aby przetrwać – Polska musi prowadzić politykę balansowania pomiędzy silniejszymi podmiotami i zmuszona jest dążyć do utrzymywania stanu pokoju w naszej części Europy. Dla naszych przodków Druga Wojna Światowa stanowiła wystarczającą lekcję, która potwierdziła naszą słabość militarną i przemysłową względem sąsiadów. To krwawe doświadczenie okupione zostało hekatombą 20% narodu i dewastacją naszych ziem. Dlatego po roku 1945 Polska, pomna niedawnych klęsk, zawsze była forpocztą wszelkich inicjatyw pokojowych na kontynencie.

Ukształtowanie terenu i położenie Polski w samym centrum Europy sprawia, że przez nasze ziemie przebiegają najważniejsze szlaki kontynentalne Wschód- Zachód łączące Zachód kontynentu z Rosją i dalej z Chinami i całą Azją. To sprawia, że jesteśmy naturalnymi pośrednikami w wielkiej wymianie towarowej i możemy czerpać z tego faktu olbrzymie korzyści. Ponadto będąc bliżej źródeł surowców z Rosji, jak i sami dysponując olbrzymimi zasobami minerałów możemy być podwykonawcami wielkiej gospodarki niemieckiej i z tego tytułu rozwijać nasze zaplecze przemysłowe. Dzięki temu jesteśmy niewątpliwie bardziej konkurencyjni ekonomicznie niż państwa południa i zachodu Europy. Dlatego też w warunkach spokoju i równowagi na kontynencie, Polsce nie zagrozi nigdy ani głód ani bezrobocie.” (Piotr Panasiuk, Wybieram Europę, myslpolska.info)

Jaki jest nasz cel?

Przyjęcie postawy realistycznej skłania nas do postrzegania rzeczywistości taką jaka jest. Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy owa rzeczywistość daleka jest od naszych wyobrażeń. Realizm nie zmusza nas jednak do godzenia się z zaistniałą sytuacją. Nie jest usprawiedliwianiem dla bierności. Wymaga jedynie takiego doboru instrumentów naszego działania, by były one adekwatne do naszych możliwości i stwarzały perspektywę skuteczności. Realizacji naszych celów.

Przed każdym pokoleniem rysują się inne wyzwania, szanse i zagrożenia. Determinują one cele, które powinnyśmy definiować jako narodowe. Podstawowym z nich jest utrzymanie Polski jako niepodległego bytu państwowego i obrona jej narodowego charakteru. Zarówno przed czynnikami zewnętrznymi jak i wewnętrznymi. Posiadanie przez naród własnego państwa jest nieodzownym warunkiem jego zdrowego rozwoju, powiększania potencjału ekonomicznego, demograficznego i politycznego. Należy więc traktować je jako punkt wyjściowy wszelkich politycznych planów i poczynań. Wszystkie czynniki zewnętrzne dążące do likwidacji państwa narodowego należy zatem rozpatrywać jako potencjalnie wrogie. Zaś dążenia wewnętrzne o analogicznym charakterze, z narodowego punktu widzenia stanowią zdradę.

Celem dalekosiężnym jest natomiast przywrócenie Polsce roli podmiotu w stosunkach międzynarodowych. Osiągnięcie takiej pozycji jest jedynym realnym gwarantem bezpieczeństwa i stabilności rozwoju. Ogranicza też prawdopodobieństwo skuteczności niekorzystnych dla nas ingerencji zewnętrznych. Choć zatem nie stanowi warunku sine qua non przetrwania i rozwoju narodu w znaczący sposób zwiększa prawdopodobieństwo obu zdarzeń. Jest zatem z punktu widzenia interesu narodowego więcej niż pożądane.

Żadnych złudzeń Panowie

Wskazane cele wydają się tak odległe, że niemal nieosiągalne. I w istocie takimi są. Działamy w niekorzystnej sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej. Z jednej strony stanowiąc peryferyjne państwo agresywnego bloku polityczno-miltarnego. Z drugiej będąc wewnętrznie sparaliżowani przez monopolizujące masowy przekaz kompradorskie „elity”.
Dlatego nie stać nas na trwonienie potencjału. Nie stać nas na złudzenia, fobie ani dogmaty. Nie stać nas na spoglądanie na rzeczywistość poprzez pryzmat własnego chciejstwa. Obserwuję jak wielu komentatorów, krytycznie nastawionych wobec rzeczywistości, idealizuje jako potencjalną alternatywę wobec bloku atlantyckiego np. Chiny, Rosję a nawet Unię Europejską. Równie wielu w swoich poglądach kieruje się np. antyamerykańskimi, antyrosyjskimi czy antyniemieckimi fobiami.

Tymczasem jest to postawa całkowicie bezproduktywna. Jeśli nasza praca ma być czymś więcej niż przyjemną, acz czczą, intelektualną rozrywką, jeśli ma przynieść pożytek naszej wspólnocie, powinniśmy opierać nasze prognozy i analizy na stanie faktycznym a nie postulowanym czy idealizowanym. By zmienić „tu i teraz” nie wystarczy wskazać kierunek. Należy także wytyczyć ścieżkę i postawić na niej pierwsze kroki. Zachowując świadomość, że może czekać nas bardzo długa droga.

Jeśli wyruszymy w nią we właściwym momencie i po drodze nie zmylimy szlaku być może uda nam się uniknąć geopolitycznego potrzasku, w który sami się wpakowaliśmy. Jeśli nie, biada nam.

Przemysław Piast

W potrzasku – Przemysław Piasta

Powoli, choć wyraźnie opada proukraiński amok, który tej wiosny masowo opętał Polaków. Składają się na to dwie przyczyny. Po pierwsze emocje, jak to z emocjami zwykle bywa, stosunkowo szybko wypaliły się.

Po drugie mamy wakacje, zatem ci z mieszkańców naszego pięknego kraju, którzy posiadają umysły skonstruowane do zajmowania się co najwyżej jedną czynnością na raz, skupili się na spożywaniu grillowanej kiełbasy obficie podlewanej napojami. Zatem chwilowo utracili zdolność do dzielenia się z ludzkością perłami swych geostrategicznych analiz. Wobec przycichnięcia patriotyczno-histerycznego jazgotu, coraz wyraźniej słychać krytyczne analizy. Do niedawna pojedyncze i silnie zakłócane przez ośrodki rządowe.

Tym, co łączy większość z nich jest pytanie o przyszłość Polski. Co ciekawe jest to pytanie w znacznej mierze bezzasadne. Bowiem czas, kiedy w jakimś godnym odnotowania obszarze mogliśmy samodzielnie decydować o naszym losie, zwyczajnie minął. Zadowoleni z ciepłej wody w kranie i okazjonalnych wakacji w Turcji oderwaliśmy się od rzeczywistości. Daliśmy się ponieść efektownej ustawce w postaci partyjnej wojenki, całkowicie gubiąc po drodze to co istotne. Skupieni na sobie nawet nie zauważyliśmy, że nasze państwo z dnia na dzień traci kolejne atrybuty suwerenności.

Dlatego rozważanie geopolitycznych scenariuszy w rodzaju sojuszu z blokiem euroazjatyckim (jeśli takowy powstanie) czy nawet wyboru pomiędzy blokiem anglosaskim a kontynentalnym europejskim jest dzisiaj niczym innym jak fantazjowaniem. Snuciem scenariuszy political-fiction, które ziścić się mogą jedynie na papierze.
O miejscu w świecie, które zajmuje dziś Polska zdecydowały już bowiem potężne siły zewnętrzne. Zaś wdrożeniem tych ustaleń ochoczo zajęły się lokalne kompradorskie „elity”.

Sprzymierzeńcy

Od 12 marca1999 r. Polska jest formalnie stroną Traktatu Północnoatlantyckiego i członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Członkostwo w NATO cieszy się poparciem przytłaczającej większości Polaków, którzy upatrują w nim gwarancji militarnego bezpieczeństwa. Co ciekawe przez ostatnie dwie dekady odsetek zwolenników sojuszu wzrósł z nieco ponad 60 do 90% populacji. Tym samym przebija nawet poparcie dla członkostwa Polski w UE szacowane obecnie na ok 82%.

Paradoksalnie polski entuzjazm wobec członkostwa w atlantyckich strukturach militarnych jest naszą słabością. Nie jesteśmy traktowani jako mniejszy, lecz liczący się partner, a raczej jako „sprzymierzeniec”. W znaczeniu antycznym. Jeśli nie uważaliście Państwo na lekcjach historii służę małym repetytorium. Sprzymierzeńcami republiki rzymskiej były plemiona lub organizmy państwowe, początkowo z terenu Italii, później nawet znacząco oddalone. Rzym zawierał z nimi porozumienia nakładające na nie obowiązek dostarczenia posiłków wojskowych. Stopniowo były one coraz bardziej uzależniane politycznie, militarnie i ekonomicznie od Rzymu. A z czasem zupełnie mu podporządkowane. Nic dodać nic ująć.

Niezależnie od tego jak bardzo, pomimo entuzjazmu naszych rodaków, nie podoba nam się taka rola dla Polski, chwilowo jesteśmy na nią skazani. Głównie dlatego, że jako naród nie byliśmy wystarczająco mądrzy by temu zapobiec. Co jest tym bardziej przykre, że jak pokazuje przykład Węgier czy Czech, było to całkowicie w naszym zasięgu.

Gdzie jest Polska, a gdzie być powinna?

Wszystkie niekorzystne aspekty międzynarodowego położenia Polski uwypukliły się wraz z narastaniem kryzysu ukraińskiego. Jego przejście z fazy politycznej w militarną ostatecznie zdefiniowało naszą dzisiejszą geopolityczna rolę. Jesteśmy zatem obecnie peryferyjnym państwem bloku atlantyckiego, pełniącym rolę zaplecza ekonomicznego dla toczącego się na obszarze Ukrainy konfliktu. Zła wiadomość jest taka, że ta „zaszczytna” funkcja kosztuje. I to słono. W znacznej mierze już teraz odczuwacie to Państwo w swoich portfelach. Paradoksalnie jednak mogło być gorzej. Póki co Polska nie została wyznaczona do roli państwa frontowego. Zatem tracimy już dziś zasoby, jednak nie tracimy ludzi. Póki co.

„Póki co” jest w tym przypadku sformułowaniem kluczowym. Bowiem nie wiemy jakie są dalekosiężne plany Anglosasów zarządzających blokiem atlantyckim. Przypominam jednak nieco już zakurzoną aferę z przekazaniem Ukrainie polskich MiG-ów. Byliśmy wtedy o symboliczny krok od wplątania się w bezpośrednie starcie z Rosją.
To co znamienne, w przedmiotowym konflikcie Polska przejawia znaczącą aktywność. Tak jakby w naszym interesie leżała jego eskalacja. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Zgadzam się w tym obszarze z diagnozą Piotra Panasiuka, który napisał niedawno:

„Będąc słabszą i stale zagrożoną – aby przetrwać – Polska musi prowadzić politykę balansowania pomiędzy silniejszymi podmiotami i zmuszona jest dążyć do utrzymywania stanu pokoju w naszej części Europy. Dla naszych przodków Druga Wojna Światowa stanowiła wystarczającą lekcję, która potwierdziła naszą słabość militarną i przemysłową względem sąsiadów. To krwawe doświadczenie okupione zostało hekatombą 20% narodu i dewastacją naszych ziem. Dlatego po roku 1945 Polska, pomna niedawnych klęsk, zawsze była forpocztą wszelkich inicjatyw pokojowych na kontynencie.

Ukształtowanie terenu i położenie Polski w samym centrum Europy sprawia, że przez nasze ziemie przebiegają najważniejsze szlaki kontynentalne Wschód- Zachód łączące Zachód kontynentu z Rosją i dalej z Chinami i całą Azją. To sprawia, że jesteśmy naturalnymi pośrednikami w wielkiej wymianie towarowej i możemy czerpać z tego faktu olbrzymie korzyści. Ponadto będąc bliżej źródeł surowców z Rosji, jak i sami dysponując olbrzymimi zasobami minerałów możemy być podwykonawcami wielkiej gospodarki niemieckiej i z tego tytułu rozwijać nasze zaplecze przemysłowe. Dzięki temu jesteśmy niewątpliwie bardziej konkurencyjni ekonomicznie niż państwa południa i zachodu Europy. Dlatego też w warunkach spokoju i równowagi na kontynencie, Polsce nie zagrozi nigdy ani głód ani bezrobocie.” (Piotr Panasiuk, Wybieram Europę, myslpolska.info)

Jaki jest nasz cel?

Przyjęcie postawy realistycznej skłania nas do postrzegania rzeczywistości taką jaka jest. Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy owa rzeczywistość daleka jest od naszych wyobrażeń. Realizm nie zmusza nas jednak do godzenia się z zaistniałą sytuacją. Nie jest usprawiedliwianiem dla bierności. Wymaga jedynie takiego doboru instrumentów naszego działania, by były one adekwatne do naszych możliwości i stwarzały perspektywę skuteczności. Realizacji naszych celów.

Przed każdym pokoleniem rysują się inne wyzwania, szanse i zagrożenia. Determinują one cele, które powinnyśmy definiować jako narodowe. Podstawowym z nich jest utrzymanie Polski jako niepodległego bytu państwowego i obrona jej narodowego charakteru. Zarówno przed czynnikami zewnętrznymi jak i wewnętrznymi. Posiadanie przez naród własnego państwa jest nieodzownym warunkiem jego zdrowego rozwoju, powiększania potencjału ekonomicznego, demograficznego i politycznego. Należy więc traktować je jako punkt wyjściowy wszelkich politycznych planów i poczynań. Wszystkie czynniki zewnętrzne dążące do likwidacji państwa narodowego należy zatem rozpatrywać jako potencjalnie wrogie. Zaś dążenia wewnętrzne o analogicznym charakterze, z narodowego punktu widzenia stanowią zdradę.

Celem dalekosiężnym jest natomiast przywrócenie Polsce roli podmiotu w stosunkach międzynarodowych. Osiągnięcie takiej pozycji jest jedynym realnym gwarantem bezpieczeństwa i stabilności rozwoju. Ogranicza też prawdopodobieństwo skuteczności niekorzystnych dla nas ingerencji zewnętrznych. Choć zatem nie stanowi warunku sine qua non przetrwania i rozwoju narodu w znaczący sposób zwiększa prawdopodobieństwo obu zdarzeń. Jest zatem z punktu widzenia interesu narodowego więcej niż pożądane.

Żadnych złudzeń Panowie

Wskazane cele wydają się tak odległe, że niemal nieosiągalne. I w istocie takimi są. Działamy w niekorzystnej sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej. Z jednej strony stanowiąc peryferyjne państwo agresywnego bloku polityczno-miltarnego. Z drugiej będąc wewnętrznie sparaliżowani przez monopolizujące masowy przekaz kompradorskie „elity”.
Dlatego nie stać nas na trwonienie potencjału. Nie stać nas na złudzenia, fobie ani dogmaty. Nie stać nas na spoglądanie na rzeczywistość poprzez pryzmat własnego chciejstwa. Obserwuję jak wielu komentatorów, krytycznie nastawionych wobec rzeczywistości, idealizuje jako potencjalną alternatywę wobec bloku atlantyckiego np. Chiny, Rosję a nawet Unię Europejską. Równie wielu w swoich poglądach kieruje się np. antyamerykańskimi, antyrosyjskimi czy antyniemieckimi fobiami.

Tymczasem jest to postawa całkowicie bezproduktywna. Jeśli nasza praca ma być czymś więcej niż przyjemną, acz czczą, intelektualną rozrywką, jeśli ma przynieść pożytek naszej wspólnocie, powinniśmy opierać nasze prognozy i analizy na stanie faktycznym a nie postulowanym czy idealizowanym. By zmienić „tu i teraz” nie wystarczy wskazać kierunek. Należy także wytyczyć ścieżkę i postawić na niej pierwsze kroki. Zachowując świadomość, że może czekać nas bardzo długa droga.

Jeśli wyruszymy w nią we właściwym momencie i po drodze nie zmylimy szlaku być może uda nam się uniknąć geopolitycznego potrzasku, w który sami się wpakowaliśmy. Jeśli nie, biada nam.

Przemysław Piasta

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (7-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/06/w-potrzasku/

Wesprzyj naszą działalność

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (7-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/06/w-potrzasku/

Wesprzyj naszą działalność

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej. Zniknął trójząb z nabitym na niego chłopcem oraz płot z główkami dzieci

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej. Zniknął trójząb z nabitym na niego chłopcem oraz płot z główkami dzieci. Jaki jest powód? Cenzura [ZDJĘCIA]

Jaka ”cenzura”?! To jest zniszczenie mienia łącznie z kradzieżą!

Osoby odpowiedzialne za ten pomnik powinny natychmiast złożyć zawiadomienie do prokuratury. Mamy nadzieję, że podczas Upamiętnienia 11 lipca w całej Polsce demonstranci będą mieli ze sobą takie rekwizyty: widły i dziecko wbite na sztorc.

Cenzura Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej. Zniknął trójząb z nabitym na niego chłopcem oraz płot z główkami dzieci. Jaki jest powód? [ZDJĘCIA] - Zdjęcie główne

Red. Gazeta Warszawska https://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/8012-cenzura-pomnikarzezi-wolynskiej

======================
Autor: Grzegorz Lipiec 

Podkarpacie Kolejne problemy inicjatorów ustawienia Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Domostawie na Podkarpaciu. Tym razem z monumentu zniknęło kilka elementów, które przypominają o brutalnych sposobach mordowania dzieci przez ukraińskich nacjonalistów z Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). 

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej to dzieło Andrzeja Pityńskiego. Wybitnego rzeźbiarza rodem z Ulanowa, który zmarł 18 września 2020 roku. Monument w 2017 roku został zaprojektowany na zamówienie Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Po odlaniu w brązie w Gliwickim Zakładzie Urządzeń Technicznych nadal tam czeka na to, żeby został przetransportowany do gminy Jarocin. Monument stanie w Domostawie.

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej przy S19. Kolejne kłopoty z odsłonięciem tego monumentu. – Pomimo różnych trudności stanie pod „polskim niebem” – mówi tarnobrzeski historyk sztuki Witold Zych [ZDJĘCIA]

Pomnik ma 14 metrów wysokości i kształt orła. Waży 10 ton.

W jego środku znajduje się wycięty krzyż, ze wbudowanym trójzębem, na który nabite jest dziecko. Znajduje się tam stojąca w płomieniach rodzina i odcięte głowy, które są osadzone na sztachetach płotu. W górnej części pomnika, na skrzydłach orła umieszczone zostały nazwy miejscowości, w których doszło do mordów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na Polakach. Kilka dni temu pisaliśmy o kłopotach jakie mają przedstawiciele Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska”.

SZABLON

11 lipca na pewno nie odbędzie się uroczyste odsłonięcie pomnika.

– Kilka dni temu, gdy  poprosiłem dyrektora Gliwickiego Zakładu Urządzeń Technicznych Jerzego Trzoska o przesłanie nam szablonu, który jest niezbędny do tego aby projektant odpowiednio zaplanował w podstawie fundamentowej śruby do przykręcenia pomnika wyraził na to zgodę. Potem w rozmowie telefonicznej odmówił wysłania tego szablonu, uzasadniając to  obecną sytuacją geopolityczną. Umówiłem się więc, że sam przyjadę do Gliwic i odwzoruję sobie szablon na przygotowanym kartonie. W przeddzień wyjazdu pan dyrektor zadzwonił do mnie i oznajmił, żebym  nie przyjeżdżał, bo on i tak nie udostępni szablonu. Dyrektor odlewni wycofał się także z obietnicy przewiezienia i zamontowania pomnika w najbliższej przyszłości. Kazał mi poszukać sobie firmy, która to uczyni. O powyższym zawiadomiłem Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce – mówi Zbigniew Walczak, wójt gminy Jarocin oraz prezes Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” w Domostawie.

CENZURA

To jednak nie jest koniec. Do Gliwic wybrali się historyk sztuki z Tarnobrzega – doktor Witold Zych oraz wójt gminy Jarocin i prezes zarządu Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” w Domostawie – Zbigniew Walczak.

Okazało się, że z pomnika zniknęło kilka elementów. – Smutny widok. Pomnik „Rzeź Wołyńska” śp. Mistrza Andrzeja Pityńskiego stojący od pięciu lat w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych, gdzie odlano go w brązie został „tymczasowo ocenzurowany” z powodów których można się domyślać. Usunięto ciało polskiego chłopca nabitego na trójzębne widły oraz płot z nabitymi na sztachety główkami dzieci. Dobrze, że wkrótce pomnik zostanie zdemontowany i przewieziony do Jarocina na Podkarpaciu, by docelowo w całości ze wszystkimi jego elementami stanąć w Domostawie przy trasie Via Carpatia.- zaznacza Witold Zych.

Mamy zapewnienie, że pomnik przy S19 będzie miał wszystkie elementy. 10 lipca w Domostawie ma odbyć się wmurowanie Aktu Erekcyjnego oraz urny z prochami z miejsc kaźni na Wołyniu.

UROCZYSTOŚCI

Uroczyste poświęcenie i wmurowanie aktu erekcyjnego oraz urny z prochami pobranymi z miejsc kaźni na Wołyniu odbędzie się 10 lipca w Domostawie. Początek: godzina 15 – nabożeństwo polowe.

=================

Mail: grzegorz.lipiec@korso.pl / twitter.com/grzegorzlipiec

Gen. Pacek: Ukraina przegrywa. Problem: nie chcemy o tym słyszeć.

https://www.wnp.pl/przemysl-obronny/ukraina-niestety-przegrywa-problem-nie-chcemy-o-tym-slyszec,599178.html

O sytuacji militarnej na Ukrainie, celach wojsk rosyjskich, o tym, co się musi stać, by Ukraina nie przegrała. Jaka może być rola Polski w najbliższych latach – mniej lub bardziej gorącej wojny. O tym WNP.PL rozmawia z gen. prof. Bogusławem Packiem, byłym rektorem Akademii Obrony Narodowej i doradcą NATO ds. Ukrainy, prezesem Fundacji – Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego.

  • – Przekaz z wojny na Ukrainie, jaki otrzymujemy, jest mocno podkoloryzowany. Znacznie przesadzony w stosunku do tego, jak wygląda rzeczywistość – twierdzi gen. Pacek.
  • – Rosja przewyższa Ukrainę wielkością armii i liczbą ciężkiego uzbrojenia, nawet jeśli jest ono czasem wyjątkowo stare. Dlatego może dokonywać dalszych, powolnych zdobyczy terytorialnych – podkreśla.
  • – Dotychczasowe obietnice Zachodu znacznie przewyższają realną pomoc – uważa. Trzeba, jego zdaniem, rewolucyjnych zmian w skali pomocy, by zrównoważyć siły obrońców z potencjałem agresora.
  •  Jestem przeciwnikiem panikowania oraz straszenia – podkreśla gen. Pacek. – Dzisiaj nie można jednak bez obaw patrzeć w przyszłość. Trzeba się do wojny przygotowywać po to właśnie, by nigdy ona nie nastąpiła. 

Jak obecnie wygląda sytuacja na Ukrainie? Jedni eksperci uważają, że Ukraina już tę wojnę wygrała, drudzy, że Putin robi swoje i nie spocznie, dopóki nie zajmie Kijowa. Armia rosyjska jest w znacznym stopniu osłabiona bohaterskim oporem Ukraińców, ale wciąż mozolnie posuwa się do przodu. Nie wygląda na to, by Ukraina wygrywała tę wojnę, choć wszyscy jej tego życzymy.

– Przyczyny tego są dość jasne. Większość ekspertów, analityków i dziennikarzy od czterech miesięcy podąża głównie za ukraińską narracją wojny. Nie korzysta – z sympatii dla broniących się mężnie przed rosyjskim agresorem – z innych źródeł informacji.

Chcąc pomóc Ukrainie, świadomie powtarzają to, co mówią Ukraińcy i Kijów, którzy przedstawiają obraz toczonych walk jako wojnę hybrydową z Rosją – obraz budowany dla pokrzepienia serc, pocieszania i podtrzymywania na duchu społeczeństwa.

To obraz mocno podkoloryzowany. Brutalnie rzecz nazywając, znacznie przesadzony w stosunku do tego, jak wygląda rzeczywistość. Ukraina, chociaż wciąż wygrywa wojnę propagandową, przegrywa w działaniach bojowych. Prawda jest taka, że obecnie przebieg wojny nie jest dla Ukrainy optymistyczny.

Już od wielu tygodni ponosi duże straty w ludziach i sprzęcie. Rosja ma wyraźną przewagę. Wprawdzie wolniej, niż spodziewano się, ale zdobywa kolejne cele.

Zwłaszcza na wschodzie Ukrainy.

– Wojska rosyjskie zajęły cały obwód ługański, a po wycofaniu resztek wojsk broniących Siewierodoniecka prowadzą działania na dużą skalę w obwodzie donieckim. Zajęli już ponad 50 proc. terytorium tego obwodu. Teraz zdobyli Lisiczańsk i sforsowali rzekę Doniec.

W obwodach zaporoskim i chersońskim – to dwa bardzo istotne obwody – sytuacja jest bardziej umiarkowana. Rosjanie nie prowadzą tam żadnych intensywnych walk. Jest tam jednak prowadzona duża rosyjska kampania, która przygotowuje te obwody do referendum.

Rosjanie chcą, tak jak było to na Krymie, by mieszkańcy tych obwodów zagłosowali za „samostanowieniem”, czyli – bo tak to należy czytać – za przyłączeniem się do Krymu.

Dzisiaj trudno powiedzieć, jak się rozwinie sytuacja. Obydwa te obwody są inne niż prorosyjski Donbas, ale wciąż narodowościowo niejednolite. Część tamtejszej ludności jest za Rosją.

[dalej w oryg.: ]

Ukraina wyraźnie przegrywa wojnę

Obietnice Zachodu mocno przewyższają realną pomoc dla Ukrainy

Dr. Zbigniew Hałat zmarł nagle i niespodziewanie. Jego strona zaraz też znikła – nagle i niespodziewanie. Oto ona.

Dr. Zbigniew Hałat, były wiceminister zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny, zmarł nagle i niespodziewanie 17 kwietnia 2022. Jego strona zaraz też znikła – nagle i niespodziewanie.

Poczciwy Kret ją jednak wykopał – oto ona, tj. ogromna jej część.

https://web.archive.org/web/20220625173015/https://halat.pl/

„Gaz za ruble”, kto przegrał? Czy w tym bratnim uścisku zaduszą nas na śmierć?Ceny gazu w USA: 25 €/MWh, u nas: 123 €.

Ceny gazu w USA: 25 €/MWh, i u nas: 123 €.

Andrzej Szczęśniak https://www.bibula.com/?p=135013

Głośno było ostatnio o przejściu na ruble w płatnościach za gaz. Bardzo dużo szumu… a potem cisza… Co się stało, czemu przycichło? Czyżby jakaś wstydliwa tajemnica? Rzeczywiście, kryje się za tą ciszą coś, co trzeba skrzętnie ukryć przed opinią publiczną…

Gdy Polska (PGNiG) jako pierwsza podejmowała tę decyzję o rezygnacji z płatności w nowym systemie, razem z nią takiego samego wyboru dokonała Bułgaria (Bulgargaz). Później dowiedzieliśmy się o kolejnych, którzy odmówili płacenia: fiński Gazum, holenderska GasTerra, międzynarodowy Shell, duński Orsted i litewski Ignitis.

Niewiele, szczególnie że oprócz polskiego kontraktu pozostałe były bardzo skromne lub miały się właśnie zakończyć. A przecież wciąż obowiązują 54 kontrakty Gazpromu. Te „porzucone” też, jedynie ich realizacja została zawieszona ze względu na brak płatności, a ich wielkość to 18 mld m3 rocznie (na 155 mld importu EU z Rosji w 2021 r.). Jednak Rosjanie szacują ubytek na 5-10% dostaw do Europy, gdyż wiele z tego gazu płynie dalej poprzez pośredników.

Polska była pierwsza… ale sprowadza rosyjski gaz przez Niemcy. Finlandia odrzucając rosyjski gaz za ruble, gwałtownie zwiększyła zakupy… rosyjskiego LNG. Kontrakt zupełnie inny, też długoterminowy, ale w płatności rublami nie obowiązują. Novatek dostarcza LNG z terminalu Kriogaz w Wysocku nad Bałtykiem, bo to najbliżej i najtaniej, gdzie najwięcej kupują… Litwa i Finlandia.

Od rosyjskiego gazu odcięło się zaledwie kilku odbiorców. I też nie do końca. Reszta spokojnie kupuje dalej. A na temat tego „straszliwego szantażu” zapadła cisza. Zero podsumowań, analiz, wniosków.

Kilka krajów wpadło we własne sidła ostrej retoryki pod publiczkę, która uniemożliwia podjęcie racjonalnej decyzji w trudnym momencie. Wepchnęła je w nie Bruksela, jej stanowisko było pryncypialne aż do bólu. Wpłata w walucie kontraktu była do przyjęcia, jednak już konwersję na ruble uznawano za naruszenie sankcji. Przypominali o tym najwyżsi rangą biurokraci brukselscy z Ursulą von der Leyen na czele. Jednak podstaw prawnych nie miało to żadnych, zapisane zostało w jednym z tysięcy dokumentów typu FAQ (odpowiedzi na najczęstsze pytania). Żadnej rangi dokument, a mógł spowodować natychmiastowe odcięciem całej Unii od 40% (a Niemiec od 60%) dostaw kluczowego surowca dla przemysłu i energetyki. To doprowadziłoby do natychmiastowej katastrofy energetycznej i szerzej – gospodarczej.

Nacisk najmocniej działał na kraje słabe i nie broniące swoich interesów. One wypowiedziały kontrakty, odcięły się od wschodu, a w efekcie popadły w energetyczne uzależnienie od Starej Europy, tak jak Polska od Niemiec. Peryferia Unii popadły w jeszcze większe uzależnienie od swoich starszych i bogatszych partnerów. Teraz mogą jedynie pokiwać palcem w bucie.

W żadnym stopniu pokrzykiwania Unii nie działały na państwa, które wiedzą, że interesy gospodarcze to istota rzeczy. Niemcy zawsze dyskretnie opierały się pogłębianiu uzależnienia od USA, a przede wszystkim od kontrolowanych przez nie źródeł ropy i gazu. Dlatego przez partnerstwo z Rosją chciały zmniejszyć dominację Ameryki w Europie. Jednak przy dzisiejszym natężeniu presji, przy uruchomieniu wszelkiego rodzaju narzędzi wpływu – politycy europejscy, szczególnie niemieccy, zrejterowali. Jednak nie na tyle, by nie było odwrotu. Gdy nacisk osłabnie, Ukraina i Rosja zakończą wojnę, wrócą do osłabiania uścisku sojusznika i użyją Rosji jako strategicznej przeciwwagi.

Waszyngton ma ogromną ilość narzędzi nacisku na Europę, a gdy będzie jeszcze kontrolował dostawy energii, a szczególnie jej ceny, może być bardzo niewesoło. Już dzisiaj jest, wystarczy porównać ceny gazu w USA: 25 €/MWh, i u nas: 123 €. Europa ma 5-krotnie wyższe ceny gazu niż Ameryka i jej gospodarka w tym bratnim uścisku może zostać zaduszona na śmierć.

A Stany odgryzają dla siebie coraz większy kawałek europejskiego tortu gazowego, podpisując kontrakty na eksport LNG do Europy. EnBW podpisał właśnie pierwszy w historii niemiecki kontrakt długoterminowy na zakup LNG.

Sytuacja jest niebezpieczna, czasy są wojenne i nieprzewidywalne. Mamy wojnę na Ukrainie, ale mamy też wojnę energetyczną (handlową, finansową) Zachodu z Rosją. Każdy scenariusz jest możliwy i poruszamy się po polu minowym, gdzie każdy krok może skończyć się wybuchem. Niemcy już ostrzegają, że cały ten „rynek” może się w każdym momencie zawalić, określając tę sytuację jako gazowy „efekt Lehman Brothers” – najsłynniejszego bankructwa XXI wieku, które wywołało globalny kryzys finansowy w 2008 roku.

Andrzej SzczęśniakMyśl Polska, nr 27-28 (3-10.07.2022)

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (3-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/03/gaz-za-ruble-kto-przegral /

Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁA md]

Jak piją Polacy? W latach 2002-2017 alkohol był przyczyną przedwczesnych zgonów 110 tys. Polaków.

Jak wypadamy na tle świata? Raport OECD o spożyciu alkoholu

W latach 2002-2017 alkohol był przyczyną przedwczesnych zgonów 110 tys. Polaków pomiędzy 20 a 64 rokiem życia.

Monika Mikołajska https://www.medonet.pl/narodowy-test-zdrowia-polakow/zyj-zdrowiej,picie-alkoholu—jak-wypadaja-polacy–nowy-raport-oecd,artykul,90827573.html

Średnio 11,3 litra czystego alkoholu rocznie przypada na mieszkańca kraju należącego do UE – wynika z raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), uwzględniającego 52 kraje świata. Ile piją ich mieszkańcy? Jak często się upijają, gdzie jest najwięcej uzależnionych? Jak to wpływa na długość życia? I wreszcie, jak sytuacja wygląda w Polsce? Poznajcie szczegóły.

  1. Wg raportu przynajmniej raz w miesiącu upija się 30 proc. dorosłych (powyżej 15 lat)
  2. W krajach OECD od alkoholu uzależnionych jest 3,7 proc. populacji – to ok. 50 mln ludzi
  3. Na jednego Polaka rocznie przypada średnio 11,7 litra czystego alkoholu, co najmniej raz w miesiącu upija się 35 proc. dorosłych
  4. Do 2050 r. z powodu chorób i urazów spowodowanych piciem alkoholu średnia długość życia skróci się u nas o 1,6 roku. To jeden z wyższych wskaźników

Raport OECD: przynajmniej raz w miesiącu upija się 30 proc. dorosłych

„Alkohol może być źródłem przyjemności i jest ważną częścią gospodarki w wielu krajach. Jednak jego szkodliwe spożywanie jest głównym czynnikiem ryzyka przedwczesnej śmierci, urazów, wielu chorób niezakaźnych” – przestrzega Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w nowym raporcie poświęconym zapobieganiu szkodliwemu spożywaniu alkoholu (to tylko niektóre z konsekwencji).

Z opracowania wynika tymczasem, że problem ten jest stosunkowo powszechny – przynajmniej raz w miesiącu upija się 30 proc. dorosłych (osoby powyżej 15. roku życia) i jeden na pięciu nastolatków, którzy 15 lat jeszcze nie ukończyli. Co więcej, raport pokazuje, że szkodliwe picie alkoholu wśród młodych dorosłych jest powszechne. Alkohol pije ponad 60 proc. nastolatków w wieku 15 lat, a co piąty już co najmniej dwukrotnie doświadczył nietrzeźwości.

To wyniki analiz przeprowadzonych w 52 państwach, które uwzględnia raport organizacji – są to członkowie OECD, Unii Europejskiej i kraje G20 (zrzesza najbogatsze państwa świata, w tym USA i Chiny). Wśród badanych państw znalazła się oczywiście również Polska – o tym, jak wypadliśmy, w dalszej części tekstu.

Autorzy dokumentu szacują, że wśród mieszkańców krajów należących do OECD w 2018 r. na osobę przypadało 10 litrów czystego alkoholu – odpowiada to dwóm butelkom wina lub prawie 4 litrom piwa tygodniowo. Średnia dla państw Unii Europejskiej wynosi 11,3 litra na mieszkańca, w państwach G20 to o niemal 3,5 litra mniej – 7,9 litra na głowę.

Mężczyźni spożywają więcej alkoholu niż kobiety (średnio trzy razy więcej).

[—]

Państwa, w których pije się najwięcej

Gdzie konkretnie spożywa się najwięcej czystego alkoholu? Do państw, w których wskaźniki te są najwyższe należą wg raportu OECD m. in. Łotwa i Austria.

Spożycie alkoholu (litry czystego alkoholu) wśród dorosłych (wiek 15+), ok. 2018 r.

Na Łotwie rocznie na mieszkańca przypada 12,8 litra czystego alkoholu (mężczyźni 20,9 litra; kobiety 6,1 litra). Odpowiada to mniej więcej 2,6 butelkom wina lub 4,9 litrom piwa tygodniowo na osobę w wieku 15 lat i starszą. Co najmniej raz w miesiącu upija się 44 proc. dorosłych. Jeżeli chodzi o młodzież, przynajmniej raz w życiu upiło się 25 proc. chłopców i 24 proc. dziewcząt w wieku 15 lat.

W Austrii zaś na jednego mieszkańca rocznie przypada 12 litrów czystego alkoholu (mężczyźni 18,5 litra, kobiety 5,8 litra). To odpowiada mniej więcej 2,5 butelkom wina lub 4,6 l piwa tygodniowo na osobę. Co najmniej raz w miesiącu upija się 33 proc. dorosłych. 36 proc. chłopców i 28 proc. dziewcząt w wieku 15 lat piło co najmniej dwa razy w życiu.

Co z Polską? Jak pokazuje powyższa grafika, zajmujemy pod tym względem 10. miejsce.

Jak podaje raport, w krajach OECD od alkoholu uzależnionych jest 3,7 proc. populacji, czyli ok. 50 mln ludzi. Podczas gdy średnia dla krajów Unii Europejskiej jest podobna, dla krajów G20 wynosi ona 2,9 proc. We wszystkich krajach częstość występowania uzależnienia jest wyższa u mężczyzn niż u kobiet. Na tym tle wyróżniają się Łotwa, Węgry i Federacja Rosyjska. Szczegóły przedstawia poniższa grafika.

Spożycie alkoholu w Polsce. Szczegóły raportu OECD

Co na temat Polski mówi najnowszy raport OECD? W jakich ilościach pije się u nas alkohol i jakie są tego skutki? Poniżej najważniejsze informacje.

Wg analiz OECD na jednego Polaka rocznie przypada średnio 11,7 litra czystego alkoholu. To odpowiada mniej więcej 2,4 butelki wina lub 4,5 litra piwa tygodniowo na osobę w wieku 15 lat i więcej. Co najmniej raz w miesiącu upija się 35 proc. dorosłych – oznacza to, że na jedną „okazję” wypijamy ponad 80 proc. butelki wina lub 1,5 litra piwa.

W rozróżnieniu na płeć – mężczyźni w naszym kraju spożywają 18,4 litra czystego alkoholu na mieszkańca rocznie, w przypadku kobiet jest to 5,6 litra. Co ciekawe, kobiety o 62 proc. częściej upijają się (w miesiącu), jeśli mają wyższe wykształcenie.

Jeżeli zaś chodzi o młodzież, 17 proc. chłopców i 21 proc. dziewcząt w wieku 15 lat co najmniej dwa razy w życiu piło alkohol. Autorzy raportu podkreślają, że dzieci, które nigdy nie były pijane, mają o 42 proc. większe szanse na dobre wyniki w szkole.

Jak takie spożywanie alkoholu może wpłynąć na oczekiwaną długość życia? Analizy w 52 krajach wskazują, że generalnie do 2050 r. średnia długość życia spadnie o 0,9 roku. Największe spadki prognozowane są jednak w krajach Europy Środkowej i Wschodniej.

Wg szacunków w ciągu następnych 30 lat z powodu chorób i urazów spowodowanych piciem alkoholu średnia długość życia skróci się u nas o 1,6 roku. Prognozy te uwzględniały wypijanie jednego drinka dziennie u kobiet i średnio 1,5 drinka dziennie u mężczyzn.

To wysoki wynik (na pokazanym wykresie jest to wskaźnik HALE). Gorzej od nas wypada tylko Litwa (długość życia skróci się o 1,9 roku) i Rosja (1,7 roku). Wskaźnik dla Estonii i Łotwy również wynosi 1,6 roku. Szczegóły przedstawia poniższy wykres.

Wpływ spożycia alkoholu na długość życia

Wpływ spożycia alkoholu na długość życia

[cd. w oryginale. MD]

===================================

Tymczasem w „Rynku zdrowia” podają dane błędne, chyba 10 razy zaniżone: „Statystyczny Polak wypija rocznie średnio 3 litra wódki”.[sic!!]. I nie poprawili!!

Tak piszą tu: https://www.rynekzdrowia.pl/Uslugi-medyczne/Prof-Zatonski-za-picie-placimy-krotszym-zyciem-ostatni-rok-byl-rekordowy,203728,8.html

=================================

Prof. Zatoński, załamanie wskaźników dotyczących oczekiwanej długości życia zbiegło się z decyzją (z 2002 r.- red)  ówczesnych władz o obniżeniu o 30 proc. akcyzy na wyroby spirytusowe.

Dane są zatrważające. W latach 2002-2017 alkohol był przyczyną przedwczesnych zgonów 110 tys. Polaków pomiędzy 20 a 64 rokiem życia.

Nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary ludobójstwa

http://isakowicz.pl/spoleczne-ogolnopolskie-upamietnienie-ofiar-ukrainskiego-ludobojstwa-polakow-3-14-lipca/

Społeczne ogólnopolskie upamiętnienie Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa Polaków, 3 – 14 lipca

Na prośbę Rodzin Ofiar Ludobójstwa oraz organizacji patriotycznych i kresowych zamieszczam informację o najważniejszych upamiętnieniach.

Uwaga: Program stale uzupełniany.

Nowe informacje można przesyłać na e-mail tadeusz@isakowicz.pl

Niedziela 3 lipca – Jasna Góra – XXVIII Zjazd i Pielgrzymka Kresowian.

9.30 –Kaplica NMP. Msza św. za wypędzonych, poległych i pomordowanych na Wschodzie. Homilia – ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski.

10.30 – Marsz pokoleń kresowych. Przekazanie wotum do Kaplicy Pamięci Narodu i Apel Pamięci pod tablicami poświęconymi Polakom zamordowanym na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939–1947 oraz Ukraińcom udzielającym Polakom pomocy.

11.15 – Sala Papieska – Otwarte Forum Kresowe: KRESY- PAMIĘĆ POKOLEŃ.

Organizator – Światowy Kongres Kresowy

Czytaj więcej

Sobota 9 lipca – Warszawa

g. 13.00 – Msza św. za Ofiary Ludobójstwa Polaków i obywateli polskich innych narodowości na Kresach Wschodnich RP (kościół Wszystkich Świętych, pl. Grzybowski)

g. 14.30 – konferencję popularno-naukową (gmach PAST-y, ul. Zielna).

Organizator – Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć’.

Czytaj więcej   

Sobota 9 lipca – Kędzierzyn-Koźle – XIX. Wojewódzkie Dni Kultury Kresowej oraz Narodowy Dzień Pamięci 11 lipca 1943 r.

Godz. 10.00 – Msza Święta w Kościele p. w. Wniebowzięcia NMP
przy ul. Wojciecha Czerwińskiego 5 w Koźlu w intencji Polaków pomordowanych na Kresach Wschodnich II RP.


Godz. 11.20 – Marsz Pamięci do PSP Nr 12 uczestników Mszy
Świętej z kompanią honorową i orkiestrą oraz pocztami sztandarowymi,
pod tablicę upamiętniającą dokonane ludobójstwo Polaków na Kresach
przy ulicy Piramowicza 30. Odczytanie Apelu Pamięci. Oddanie salwy
honorowej, odegranie Hymnu Państwowego i Roty. Złożenie wiązanek
kwiatowych pod tablicą pamięci.

Godz. 14.30 – Miejski Ośrodek Kultury
w Koźlu, ul. Skarbowa 10 – Konferencja naukowo-historyczna poświęcona tragicznym wydarzeniom na Kresach, w której uczestniczyć będą znani polscy historycy zajmujący się tymi zagadnieniami.

Niedziela, 10 lipca – Domostawa, gm. Jarocin (Podkarpacie) -Wmurowanie kamienie węgielnego pod pomnik Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”

g. 15.00 – Nabożeństwo polowe

Po nabożeństwie:

– Powitanie gości

– Przedstawienie stanu prac nad wzniesieniem pomnika

– Odczytanie i podpisanie Aktu Erekcyjnego

– Poświęcenie Aktu Erekcyjnego oraz urny z prochami,

– Wmurowanie Aktu Erekcyjnego oraz urny z prochami

– Złożenie wieńców oraz salwa honorowa.

Organizator – Społeczny Komitet Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” i Wójt Gminy Jarocin

Czytaj więcej

Niedziela 10 lipca – Przemyśl

g. 18:30  mszy świętej za dusze pomordowanych Polaków na Wołyniu. Następnie spod kościoła oo. franciszkanów nastąpi tradycyjny przemarsz pod pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej na cmentarzu przy ul. Słowackiego.

Niedziela 10 lipca – Kielce

g. 11.00 – Katedra Biskupia – msza św. za Ofiary Ludobójstwa. 

g. 12.00 – Marsz Milczenia spod Katedry pod Krzyż Wołyński na cmentarzu.

Niedziela 10 lipca – Dębno (Zachodniopomorskie)

Godz. 11.00 – Msza św. w parafii pw. św. Ap. Piotra i Pawła

Godz. 12.00 – Wystąpienia okolicznościowe. Modlitwa za ofiary ludobójstwa. Złożenie kwiatów przed Głazem Pamięci Ofiar Ludobójstwa.

Organizator – Stowarzyszenie Kresy Wschodnie – Dziedzictwo i Pamięć – Oddział w Dębnie

Niedziela 10 lipca – Guelph (Kanada)

g. 12,00 – msza św. za Ofiary Ludobójstwa w Kościele Sacred Heard w Guelph na rogu Alice St. i Huron St.

Organizator: Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego “Orzeł Strzelecki” w Kanadzie i Związek Polaków w Kanadzie Grupa # 11 z Guelph.

Niedziela 10 lipca – Essen (Niemcy)

g. 12.30 w kościele pw. Świętego Clemensa, w Polskiej Misji Katolickiej w Essen Msza Święta w intencji Ofiar Ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich.

Niedziela 10 lipca – Legnica

godz. 13.00 – Kościół św. Jana (franciszkanie konwentualni) – msza św. za Ofiary Ludobójstwa. Przewodniczy i kazanie wygłosi ks. biskup-senior Marian Buczek ze Lwowa.

Po mszy św. złożenie kwiatów pod tablicą pamiątkową oraz panek dyskusyjny w klasztorze, sala nr 8 . Uczestnicy ks. bp Marian Buczek ze Lwowa, prof. dr hab. Stanisław Nicieja – Uniwersytet Opolski, prof. dr hab. Włodzimierz Osadczy – KUL, Czarnowski – pisarz, dr Michał Siekierka – IPN Wrocław.

Poniedziałek, 11 lipca – Wrocław

godz. 10:00  – Pomnik-Mauzoleum pomordowanej ludności polskiej na Kresach Płd.-Wsch. przez OUN i UPA przy skwerze Ksawerego Dunikowskiego we Wrocławiu.     

– hymn państwowy,

– przemówienia okolicznościowe,

– modlitwa i złożenie kwiatów.

godz. 12:00  – Msza Święta w Kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku we Wrocławiu.

Organizatorzy – Wojewoda Dolnośląski, Dowódca Garnizonu Wrocław i Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów

od 9:00 do 13:00 będzie można oddać krew przy ul. Oławskiej, o godz. 18:00 odbędzie się konferencja popularnonaukowa (Pl. Solidarności 1/3/5, sala im. Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki) , na której jednym z gości będzie świadek historii, pisarz, poeta Stanisław Srokowski, a o godz. 20:00 z Placu Solidarności wyruszy Marsz Pamięci.

Szczegóły: https://www.facebook.com/events/1081171679162001

Poniedziałek 11 lipca 2022 – Szczecin

godz. 10:30 – msza św. za Ofiary Ludobójstwa w Kościele Szkolnym pw. NMP Wspomożenia Wiernych na ul. Ku Słońcu 124.

godz. 12:00 – pod Pomnikiem Ofiar Nacjonalistów Ukraińskich 1939 – 1947, który znajduje się na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.

Organizatorzy – Stowarzyszenie Kresy Wschodnie – Dziedzictwo i Pamięć, Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki i Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Szczecinie.

Poniedziałek 11 lipca – Polkowice (Dolny Śląsk)

g. 20.00 – Apel Pamięci pod Golgotą Wschodnią na pl. Kościelnym.

Poniedziałek, 11 lipca – Grudziądz

godz. 11,00 Msza święta w intencji Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich w kościele rzymskokatolickim pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, ul. Moniuszki.

godz. 12,00 – Uroczystości pod pomnikiem Ofiar Ludobójstwa, róg ulicy Królewskiej i Rapackiego

Organizator – Towarzystwo Miłośników Kresów Wschodnich w Grudziądzu. 

Poniedziałek 11 lipca – Bełchatów

godz 18 msza św. za Ofiar Ludobójstwa w kościele NMP Nieustającej Pomocy, ul. ks. J Popiełuszki 9. 

Poniedziałek 11 lipca – Kraków

9.30 – msza święta w kościele karmelitów bosych pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, ul. Rakowiecka 13 za ofiary ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Polakach – mieszkańcach Kresów Południowo-Wschodnich, w latach 1939-1946
11.00 – oddanie hołdu Polakom – ofiarom ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich II RP (pomnik ofiar ludobójstwa – cmentarz Rakowicki)

Poniedziałek 11 lipca – Tarnobrzeg (Podkarpacie).

g. 18. 00 – Parafia Chrystusa Króla, ul. Niepodległości – msza św. za Ofiary Ludobójstwa i modlitwa pod pamiątkową tablicą.

g. 19.20 – prelekcja dr. Artura Brożyniaka z Oddziału IPN w Rzeszowie o nacjonalizmie ukraińskim. 

Organizator – Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów w Tarnobrzegu.

Poniedziałek 11 lipca – Brzesko (Małopolska) – g. 18.00 msza św. w Sanktuarium św. Jakuba Starszego Apostoła przy Drodze „Via Regia” w intencji Ofiar Ludobójstwa. Intencja zamówiona przez Burmistrza, Przewodniczącej Rady Miejskiej oraz Radnych Miejskich.

Poniedziałek 11 Lipca – Tymbark (Małopolska)

g. 21.00 – Jednostka Strzelecka nr 2007 im. kpt. Tadeusza Paolone ZS „ Strzelec „ OSW w Tymbarku upamiętni kolejną rocznicę ludobójstwa na Wołyniu poprzez zapalenie zniczy pamięci oraz organizację wirtualnego biegu pamięci w dniach 10 – 11 lipca 2022 roku.

Poniedziałek 11 lipca – Żary (Lubuskie)

g. 12.00 – Uroczystości pod Krzyżem Wołyńskim na Cmentarzu Komunalnym.

Organizator: Klub Tarnopolan i Kresowe Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze im. Orląt Lwowskich.

Poniedziałek 11 lipca – Poznań

g. 17.00 – msza św. z Ofiary Ludobójstwa w kościele św. Jana Kantego.

Czwartek 14 lipca – Chodzież (Wielkopolska) 

g. 17.00 – przy kamieniu „WOŁYŃ 1943-1945” na cmentarzu parafialnym w Chodzieży.

Organizator – Chodzieskie Towarzystwo Patriotyczne.

Kaczyński chwali się zmianą Polski. – Taaak.. Mamy największy kryzys demograficzny od czasów drugiej wojny światowej.

Zbudował kraj pełen dziadków bez wnuków. Tu nie ma przyszłości

[ wg mnie – wnioski Autora są pospieszne, ale niestety – wskazują właściwie wyniki rządów PiS. MD]

https://nczas.com/2022/07/03/kaczynski-chwali-sie-zmiana-polski-zbudowal-kraj-pelen-dziadkow-bez-wnukow-tu-nie-ma-przyszlosci/

– Myśmy powiedzieli sobie w naszych programach, że doprowadzimy do tego, że Polska będzie inna w swoim kształcie społecznym – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński na spotkaniu z mieszkańcami w niedzielę w Ostrowcu Świętokrzyskim. I udało mu się – zbudował kraj emerytów z wielkim długiem.

„Myśmy powiedzieli sobie w naszych programach, które przygotowywaliśmy, kiedy byliśmy w opozycji, że doprowadzimy do tego, że Polska będzie inna w swoim kształcie społecznym. I kiedy szedłem tutaj i słyszałem +twoja wina, twoja wojna+, to pomyślałem, ze chętnie +winę+ za zmianę tego systemu biorę na siebie, choć jest to nie tylko moja +wina+” – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński w niedzielę w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Dodał, że wielu osobom było dobrze w dawnym systemie, bo „w mętnej wodzie doskonale ryby łowili”.

„A kiedy woda została przeczyszczona, jeszcze niedostatecznie, ale jest już czystsza, i okazało się, że liczą, to jest im trudniej. I oni nas za to nienawidzą, naprawdę nas nienawidzą. Jak ktoś nie wierzy, niech posłucha wczorajszej konwencji PO w Radomiu” – stwierdził Jarosław Kaczyński.

Powiedział, że zdaje sobie sprawę, że „są tam tacy, których nie da się naprawić”, ale są tacy, którzy „może zmienią zdanie i do nich się zwracamy”. „Na czym polegało usprawiedliwienie tamtej polityki? Polegało na twierdzeniu, że innej polityki się nie da prowadzić, że +pieniędzy+ nie ma i nie będzie, że nie ma guzika, który można naciskać, żeby ceny spadały. Teraz ten pan, którego nazwiska nie chcę wypowiadać, odkrył ten guzik, bo powiedział, że jak dojdą do władzy, to zniknie inflacji” – stwierdził prezes PiS.

======================================

Rządzący PiS pod przywództwem Jarosława Kaczyńskiego żadnej wody nie przeczyścił. Po prostu powsadzał swoich na wszystkie możliwe stanowiska, a dodatkowo namnożył tych stanowisk w administracji państwowej i spółkach skarbu państwa do rozmiarów nieznanych wcześniej w historii. PiS nie rozliczył żadnej afery z poprzednich lat, a wyjątkiem jest Sławek Nowak, który gdyby nie wpadł na Ukrainie to nikt by o nim już dawno nie słyszał.

PiS po prostu zadłużał nas ile się da, „drukował” pieniądze, które rozdawał swoim i grupom społecznych, które go popierały, głownie emerytom. Dzięki temu mamy największy kryzys demograficzny od czasów drugiej wojny światowej. Dzieci się rodzi coraz mniej. Polska to dzisiaj kraj emerytów, dziadków bez wnuków. To nie jest przyszłościowe, to nie jest rozwój. Polska wymiera dzięki polityce Jarosława Kaczyńskiego i jego partii.

Szczytowanie przed dołowaniem

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  3 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5207

28 czerwca prezydent Andrzej Duda wsiadł do samolotu, by polecieć na dwudniowy szczyt NATO w Madrycie, który rozpoczął się we wtorek uroczystą kolacją z hiszpańską rodziną królewską. Zanim jednak wsiadł, na płycie wojskowego lotniska w Warszawie wygłosił przemówienie o tym, czego się po szczycie spodziewa i co będzie robił, gdy stamtąd powróci. Przede wszystkim pan prezydent spodziewa się, że w Madrycie nastąpi demonstracja jedności Sojuszu Północnoatlantyckiego w obliczu rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Wszytko to oczywiście być może, bo sam widziałem, jak amerykański prezydent Józio Biden komplementował niemieckiego kanclerza Scholza, że jest najlepszym szermierzem jedności Sojuszu i że gdyby nie on, to nie wiadomo, czy wszystko by się tak pięknie udało. Tymczasem rządowa telewizja w Warszawie od tygodni chłostała niemiecki rząd, nieubłaganym palcem wytykając mu, że nie tylko nie pomaga Ukrainie tak, jakby tego chciał pan premier Morawiecki, ale w dodatku sprawia wrażenie, jakby grał w jednej drużynie ze znienawidzonym Donaldem Tuskiem i jego Volksdeutsche Partei. Jeśli jednak, zgodnie z marzeniem pana prezydenta Dudy w Madrycie ma być zademonstrowana jedność – a taki chyba też jest rozkaz – to chyba pan prezes Kurski będzie musiał nałożyć pani redaktor Danucie Holeckiej jakiś tłumik – bo ostatnio nawet niemiecki ambasador w Warszawie ubolewał, że „nie rozumie”, o co właściwie rządowi „dobrej zmiany” chodzi. Nie jest w tym odosobniony, bo Naczelnik Państwa, który właśnie ustąpił w rządzie miejsca swemu faworytowi, panu Mariuszowi Błaszczakowi, podczas przemówienia do wyznawców, jakie wygłasza w kolejno odwiedzanych miastach, w Inowrocławiu dał do zrozumienia, że istnieje antypaństwowy spisek deweloperów, tak zwany „układ deweloperski” który sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów. Wskutek tego nie buduje się tylu mieszkań, co za Gierka, który w oczach Naczelnika Państwa niezmiennie musi uchodzić za jasnego idola. Reprezentujący tę branżę związek firm deweloperskich w odpowiedzi zwrócił uwagę, że duże, ponadregionalne firmy, obejmują zaledwie około 3 procent rynku, podczas gdy resztę – małe, rodzinne firmy nie wychodzące poza własny region. W tych warunkach możliwość stworzenia potężnego „układu deweloperskiego” jest niemożliwa. Ale Naczelnik wie swoje i „już z nowym wrogiem toczy walkę”.

Wracając do Madrytu, to pan prezydent Duda spodziewa się jeszcze, że odpowiedź NATO na rosyjską agresję będzie „twarda i silna” tym bardziej, że ma nadzieję, iż za największe zagrożenie dla NATO zostanie uznana Rosja. W związku z tym sekretarz generalny NATO, pan Stoltenberg zapowiada wzmocnienie sił szybkiego reagowania z 40 do 300 tysięcy żołnierzy, którzy mają być zorganizowani już nie tylko w batalionowe grupy bojowe, ale w brygadowe. Niestety chyba polskie supliki w sprawie dostarczenia z Zachodu broni i sprzętu zamiast tego, który Polska przekazała Ukrainie, nie zostaną wysłuchane, a pan prezydent ponownie chyba nie ośmieli się zaproponować prezydentowi Bidenowi, by w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO, USA sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tys, żołnierzy, o których, zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny, ma zostać powiększona nasza niezwyciężona armia. Ale jestem pewien, że poza tym pan prezydent Duda może wygłosić najmocniejsze ze wszystkich przemówienie na całym szczycie, którego dodatkowym celem będzie zmłotowanie Turcji, by zgodziła się na przyjęcie do NATO Szwecji i Finlandii.

Warto w związku z tym zwrócić uwagę, że szczyt w Madrycie odbywa się niejako w towarzystwie dwóch innych szczytów, jakie odbyły się wcześniej. Pierwszy – to szczyt państw uczestniczących w porozumieniu BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) w Pekinie. Szczyt opowiedział się za podjęciem rokowań między Ukrainą i Rosją, ale odnoszę wrażenie, że to był tylko taki listek figowy, który miał przesłonić poparcie, jakie zostało tam udzielone Rosji. Ma ono całkiem spory ciężar gatunkowy, bo BRICS skupia ponad 3 miliardy ludzi, podczas gdy NATO i kraje zależne od USA, jak Tajwan, czy Korea Południowa – tylko ponad 700 milionów. Na tym tle łatwiej zrozumieć, dlaczego zachodnie sankcje przeciwko Rosji są tak mało skuteczne. Poza tym kontynuowanie wojny na Ukrainie w sytuacji, jaka się wytworzyła, paradoksalnie wydaje się najbezpieczniejsze dla wszystkich zainteresowanych. Nie mówię już o USA, które nawet specjalnie nie ukrywają pragnienia, by wojna trwała jak najdłużej, tylko o Rosji, która ma nadzieję, że dzięki temu dokończy zaplanowany rozbiór Ukrainy, pozbawiając ją wschodnich, uprzemysłowionych obwodów oraz odcinając od Morza Czarnego. W tej sytuacji również zgoda prezydenta Zełeńskiego na wdanie się w dyskusję, nad „dopuszczalnym” rozbiorem Ukrainy, byłaby pocałunkiem śmierci nie tylko dla niego, ale i dla jego otoczenia. W tej sytuacji przejście wojny na Ukrainie w stadium przewlekłe, wydaje się nieuchronne.

Poza tym w Bawarii odbył się szczyt G 7, na którym wystąpił – oczywiście wirtualnie – prezydent Zełeński, przedstawiając w formie dość ultymatywnej, jak to ma we zwyczaju, nie tylko żądania dalszego wpierania Ukrainy dostawami broni, amunicji no i oczywiście – pieniędzy – a poza tym domagał się, by najbogatsze państwa zobowiązały się do sfinansowania odbudowy Ukrainy po ostatecznym zwycięstwie, które jego zdaniem może nastąpić już pod koniec bieżącego roku. Nie da się ukryć, że prezydent Zełeński, chociaż znajduje się razem z całą Ukrainą na finansowej kroplówce Zachodu, w odróżnieniu od pana prezydenta Dudy, wcale nie kuca przed swoimi dobroczyńcami, najwyraźniej wychodząc z założenia, że kto nawarzył piwa, ten powinien je teraz wypić. Inna sprawa, że co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie, więc może pan prezydent Duda uważa, iż – w odróżnieniu od prezydenta Zełeńskiego – nie na wszystko może sobie pozwolić.

Podczas gdy światowe potęgi szczytują przed prawdopodobnym dołowaniem, nieubłaganie nadchodzi sezon ogórkowy, który ma swoje prawa nawet w sytuacji wojny, jaką Rosja prowadzi z Sojuszem Atlantyckim na Ukrainie. Oto opinię publiczną, a w każdym razie – jej postępową część – wzburzyło wystąpienie pani Edyty Górniak, Już nawet nie chodzi o to, że nie wierzy w epidemię, co wśród mikrocefali uchodzi za myślozbrodnię, ale o to, iż ujawniła, że w przemyśle rozrywkowym funkcjonuje bardzo wiele istot człekopodobnych, tak zwanych „reptilian”, którzy nie mają duszy. Ta niedyskrecja wywołała w mondzie zrozumiałe poruszenie, a panią Górniak skrytykował nawet pewien ksiądz, wytykając jej nieubłaganym palcem, że wszyscy mają duszę.

Na jego miejscu nie byłbym taki pewny, już nawet nie dlatego, że taki np. pan Aleksander Kwaśniewski twierdzi, że on duszy nie ma, co po bliższym przyjrzeniu mu się wygląda całkiem prawdopodobnie, a poza tym – któż może takie rzeczy wiedzieć lepiej od niego? Ważniejszym powodem jest dialog z judaizmem, w którym Talmud jasno sugeruje, że „goje” są istotami człekopodobnymi, chociaż, w odróżnieniu od pani Górniak, nie nazywa ich „reptilianami”. Dlaczego z Talmudem można tedy prowadzić „dialog”, a z panią Górniak, która przecież mniej więcej mówi to samo – już nie? Poza tym, w tej sytuacji, w pryncypialnej krytyce pani Górniak można dopatrzyć się ukrytych intencji antysemickich, co już byłoby sprawą bardzo poważną. Dlatego też z ulgą można powitać światełko w tunelu w postaci deklaracji pana mecenasa Romana Giertycha, że będzie kandydował w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Jeszcze nie wiadomo, czy z Volksdeutsche Partei, czy z „Róbmy Sobie Na Rękę”, ale to nieważne, bo już Tadeusz Boy-Żeleński pisał, o pewnym osobniku, że „żadnych politycznych nie ma on przesądów; każda partia dobra, byle dojść do rządów” – a w przypadku pana mecenasa Giertycha immunitet parlamentarny jest na wagę złota.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Realne problemy z ukraińskimi uchodźcami –

Agnieszka Piwar https://www.bibula.com/?p=134962

25 czerwca Straż Graniczna poinformowała, że od 24 lutego granicę polsko-ukraińską przekroczyło ponad 4,32 mln uchodźców z Ukrainy. O ile za chwalebny uważam odruch zwykłych Polaków z pomaganiem zwykłym Ukraińcom, tak za haniebne uważam celowe wprowadzanie Polaków w błąd i narażanie naszego społeczeństwa na problemy i niebezpieczeństwo.

Za pomocną rozmaitych technik dezinformacji wmówiono Polakom, że konieczne jest przyjęcie Ukraińców, gdyż grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo. Polacy bezkrytycznie otworzyli swoje serca i domy. Tymczasem polskie społeczeństwo zostało oszukane.

Otóż, wielu przybyszy zza wschodniej granicy wyjechało z terenów nieobjętych działaniami zbrojnymi, a więc nie było bezpośredniego zagrożenia dla ich życia. Wielu z nich skuszonych rozmaitymi profitami przyjechało do Polski, by zgarnąć zasiłki i skorzystać z innych przywilejów (darmowe bilety, mieszkania, 500 plus, itp).

Pierwsza lampka ostrzegawcza powinna się włączyć Polakom przy okazji Wielkanocny, kiedy wielu obywateli Ukrainy pojechało na Święta do swoich domów i nierzadko już tam zostali. Gdyby faktycznie groziło im tam śmiertelne niebezpieczeństwo, to nie zdecydowaliby się na taką podróż w drugą stronę. Oczywiście nie chcę generalizować. Nie mam wątpliwości, że spora część osób z Ukrainy realnie potrzebuje pomocy, gdyż wskutek działań zbrojnych w każdej chwili mogli zginąć od pocisków i/lub ich domy zostały zrównane ziemią.

Dziwić natomiast powinno, że nie udzielono im schronienia w innych regionach Ukrainy. Przypominam, Ukraina jest prawie dwa razy większa od Polski i wiele terenów jest tam względnie bezpiecznych.[80-90% md]

Tymczasem znam sporo osób – także z mojej rodziny – które w spontanicznym odruchu przyjęły pod swój dach przybyszów z Ukrainy. Co ciekawe, nie wszyscy przyjezdni na tej fali to Ukraińcy. Dla przykładu, moi bliscy znajomi otworzyli swój dom dla dwóch studentów kijowskiej uczelni, którzy są obywatelami Libii. Początkowo niespecjalnie chcieli oni opuścić Kijów, ale ostatecznie zdecydowali się wyjechać, gdyż wszyscy mieszkańcy akademika skorzystali z tzw. okazji i wyjechali zagranicę. Młodzi Libijczycy przyznali, że bardzo ich dziwi otwartość Polaków na przybyszów z Ukrainy. Znając ukraińskie nastroje z bezpośrednich kontaktów i internetowych forów, zapytali nas wprost: «Nie boicie się przyjmować Ukraińców? Przecież oni nienawidzą Polaków!».

Ponadto libijscy studenci pokazali nam wymowne filmiki z ukraińskich kanałów, podpisane szyderczo: «pomoc humanitarna z Polski». Kamera uwieczniła wysłane w darze dla potrzebujących puszki z żywnością, które „przedsiębiorczy” Ukraińcy sprzedawali potem za konkretną sumę hrywien. Przypominam, dzieje się to w czasie, gdy ceny w Polsce za żywność drastycznie poszybowały w górę, Polacy klepią coraz większą biedę i wielu naszych rodaków nie stać już na zatankowanie samochodu.

Na szczęście nie wszyscy obywatele Ukrainy widzą w nas frajerów do wydojenia. Czuję się w obowiązku odnotować, że poznałam przykłady honorowych i uczciwych Ukrainek. Nie chciały one od państwa polskiego żadnych zasiłków, tylko znalazły sobie w Polsce uczciwą pracę, a za każdą okazaną pomoc od polskich rodzin były serdecznie wdzięcznie i chciały to jakoś pożytecznie odpracować. Niestety takie budujące przykłady zdają się być ledwie zauważalne w gąszczu roszczeniowej postawy naszych wschodnich sąsiadów. Do Polaków zaczyna powoli docierać, że zostali zrobieni w bambuko. Wiąże się to z tym, że eskalacja polsko-ukraińskiego napięcia dopiero przez nami.

Pewne nastroje można wyczytać z przeglądarki Google. Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy «Ukraińcy są», w uzupełnieniu pojawiają się kolejno następujące wyniki: bezczelni, roszczeniowi, niewdzięczni, wybredni. Gdy zaś wpisze się frazę «Polacy są», wyskakuje uzupełnienie: sługami narodu ukraińskiego, sługami Ukraińców, itp. Skąd powyższe wyniki? Przytoczę pierwszą z brzegu historię, którą opowiedziała mi moja fryzjerka. Gdy kilka miesięcy temu Ukraińcy masowo przybyli do Polski, niektóre ukraińskie kobiety ruszyły dodatkowo do polskich salonów piękności. Na miejscu zamawiały sobie rozmaite usługi: farbowanie, baleyage, strzyżenie, nakładanie odżywek, itp. Były to nierzadko bardzo drogie zabiegi, wszak wymagały czasu, użycia farb i innych preparatów, za które polska fryzjerka czy kosmetyczka musiała wcześniej zapłacić z własnej kieszeni. Na koniec Ukrainki oznajmiały, że nie mają czym zapłacić za usługę, bo są biednymi uchodźcami, więc im się to należy za darmo. W takiej sytuacji fryzjerki są kompletnie bezradne. Okazuje się bowiem, że nawet wezwanie Policji nic tutaj nie wskóra.

Ogromnym problemem, o którym się u nas nie mówi, jest nadużywanie alkoholu przez uchodźców. Z pewnych konkretnych źródeł wiem, że opieka społeczna w Polsce ma teraz dodatkowo pełne ręce roboty. Chodzi o liczne interwencje z odbieraniem dzieci pijanym w sztok ukraińskim matkom. Poznałam różne przerażające historie. Wygląda na to, że wiele z tych kobiet nie radzi sobie nową sytuacją, albo nie uporały się ze starymi problemami. W efekcie, na obczyźnie dosięga nich załamanie nerwowe czy inna psychoza, którą nierzadko „leczą” rozmaitymi pigułkami popijanymi wódką.

Znajoma opowiadała mi, że w bloku jej rodziców mieszkają uchodźcy z Ukrainy, którzy nieustanne robią zakrapiane imprezy, zakłócające życie sąsiadów. Najbardziej zdziwił ją fakt, skąd oni mają tyle pieniędzy na alkohol, bo przecież nigdzie nie pracują. Ta sama znajoma pracuje w służbie zdrowia. Zdenerwowana mówiła o roszczeniowej postawie ukraińskich pacjentów, którzy na szpitalnym korytarzu robią dzikie awantury. Żądają natychmiastowego przyjęcia do lekarza czy na zabieg – bo im się należy, gdyż są z Ukrainy. I często udaje im się to osiągnąć, podczas gdy polscy pacjenci nadal muszą czekać w długich kolejkach.

To są realne problemy, o których media w Polsce milczą jak zaklęte. Cenzura obowiązuje u nas na całego.

Jedna z moich przyjaciółek dołączyła do Polaków pomagających uchodźcom. Na portalu społecznościowym napisała taki komentarz: «Mieszkają pod moim dachem 4 osoby z Ukrainy. I tak się składa, że mają prorosyjskie poglądy, czego na samym początku bali się ujawniać widząc tę psychozę w Polsce i zbiorowe poparcie dla Zełenskiego. I nie wyjechali z Kijowa, bo bali się armii rosyjskiej, która była poza miastem. Uciekli, bo Ukraińcy sami do siebie zaczęli strzelać. Bo Zełenski powypuszczał kryminalistów z więzień i rozdał im wszystkim broń.»

Powyższy wpis administracja Facebooka szybko usunęła, a koleżanka otrzymała komunikat o treści: «Ten komentarz narusza standardy społeczności w zakresie treści propagujących nienawiść».

Co się jeszcze musi wydarzyć i ile czasu upłynie, zanim Polacy otworzą oczy i zaczną usuwać flagi Ukrainy z przestrzeni publicznej? Jedno wydaje się być nieuniknione – prędzej czy później coś strasznego sprawi, że czara goryczy zostanie przelana.

Agnieszka Piwar

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (2-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/02/realne-problemy-z-ukrainskimi-uchodzcami/

Wesprzyj naszą działalność

Tak Zachód [NWO] chce odbudować Ukrainę.

2 lipca 2022 [tu wersja NWO -dla ludu. Zobaczymy za parę dni, co o tym powie TVPiN. md]

Simonetta Sommaruga (posłanka do szwajcarskiego parlamentu z ramienia partii socjaldemokratycznej, dwukrotnie sprawowała urząd Prezydenta Szwajcarii, było to w latach 2014 i 2020 – urząd Prezydenta w Szwajcarii jest obejmowany kolejno przez każdego z ministrów – członków Rady Federalnej, każdy pełni rolę Prezydenta przez jeden rok- przyp. tłum.) opowiada o zbliżającej się „Konferencji Odbudowy” Ukrainy, która odbędzie się w Lugano w dniach 3-4 lipca 2022 r.

Dania opiekuje się regionem Mikołajów, Wielka Brytania opiekuje się Kijowem, Portugalia opiekuje się szkołami: W Lugano mają zostać utworzone sponsoringi na odbudowę. Szwajcaria pomaga w cyfryzacji.

3 i 4 lipca podczas Konferencji Odbudowy Ukrainy w Lugano międzynarodowi przywódcy (link 1 https://www.bluewin.ch/de/news/international/ukraine-betont-bedeutung-der-wiederaufbaukonferenz-in-lugano-1282069.html ) chcą dyskutować o tym, jak kraj może stanąć na nogi po rosyjskim ataku. Ważnym aspektem jest system sponsoringu, który poszczególne państwa powinny przyjąć dla określonych obszarów.

Premier Ukrainy Denys Szmyhal przedstawił w połowie czerwca plan naprawy Ukrainy, znany jako „United24” (link 2 https://www.kmu.gov.ua/en/news/velika-britaniya-mozhe-zigrati-odnu-z-klyuchovih-rolej-u-vidbudovi-ukrayini-denis-shmigal ). „Opieramy się na podejściu regionalnym, zgodnie z którym jeden z krajów partnerskich dba o konkretny region lub branżę” – mówi 46-latek.

656 szpitali, 300 mostów i 12 lotnisk

Po 128 dniach wojny zawsze jest dość do zrobienia. Sama Ukraina niedawno oszacowała zapotrzebowanie na infrastrukturę na 104 miliardy dolarów. Do tej pory ofiarą rosyjskiej agresji padło 45 milionów metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej.

Co więcej, 656 szpitali, ponad 1200 placówek edukacyjnych, 300 mostów, 12 lotnisk i prawie 25 000 kilometrów dróg musiałoby zostać odbudowanych. Ogólnie Kijów i Komisja Europejska szacują koszt odbudowy Ukrainy na 500 do 600 miliardów euro.

– Dlatego mówimy, że zwycięstwo Ukrainy na polu bitwy byłoby połową sukcesu – powiedział Schmyhal. „Pozostałe 50 procent to przywrócenie i odbudowa naszego państwa, przekształcenie naszej gospodarki, energetyki i infrastruktury.”

Szwajcaria zaangażuje się w „cyfrową transformację”

Czy istnieje obszar, w który rząd federalny chce się szczególnie zaangażować? „Jednym z tematów, w które szczególnie zaangażowana jest Szwajcarska Współpraca Międzynarodowa (IZA), jest transformacja cyfrowa”, odpowiada rzecznik FDFA Andreas Heller, zapytany przez blue News. „Już przed wojną Szwajcaria wspierała ukraińskie Ministerstwo Cyfrowej Transformacji w konkretnych projektach”.

Wraz z wojną transformacja cyfrowa stała się jeszcze ważniejsza i będzie odgrywać ważną rolę w odbudowie, jak twierdzi departament spraw zagranicznych. „Możemy już rejestrować zgłoszenia szkód za pośrednictwem aplikacji”, wyjaśnia Heller. „W związku z tym Szwajcaria rozszerza współpracę w tym obszarze i wspiera Ministerstwo Transformacji Cyfrowej kwotą 15 mln CHF do końca 2023 r.”

Jednak po konferencji w Lugano nie należy spodziewać się cudów: Wydarzenie to jest raczej „rozgrywką”, wyjaśnia specjalny przedstawiciel EDA w „Blicku”: „Chodzi o zasady odbudowy, o proces”, mówi Szymona Pidoux. „Aby uchwalić plan Marshalla, wojna powinna się skończyć. Byłoby na to za wcześnie”. Pidoux zwraca jednak uwagę, że Plan Marshalla został przygotowany dwa lata przed końcem II wojny światowej.

Instrumenty i metody” dla „ostatecznego planu”

W Ticino zadaniem uczestników nie jest wypracowanie ostatecznego rozwiązania, ale „narzędzia i metody do opracowania ostatecznego planu”. Ambasador Ukrainy w Szwajcarii dodaje: „Ukraińcy chcą wrócić do domu. Musimy zapewnić infrastrukturę krytyczną – wyjaśnia Artem Rybchenko – szpitale, przedszkola i szkoły, które zostały zniszczone.

Nawiasem mówiąc, Magdalena Martullo-Blocher nie wierzy, że Szwajcaria odegra „znaczącą” rolę na konferencji. „Selenskyj może być połączony przez wideo, Rosjanie w ogóle nie przyjdą” – skarży się w NZZ. „Możesz negocjować tylko wtedy, gdy partnerzy w negocjacjach wykazują do tego fundamentalną chęć”. Pozycję rządu federalnego osłabiło przyjęcie sankcji UE. Ale pani polityk mówi też: „Musimy spróbować!”

Ukraine Recovery Conference

3 i 4 lipca nawet 1000 uczestników będzie dyskutować o odbudowie Ukrainy w Lugano. Pochodzą z 38 krajów i reprezentują swoje państwo lub jedną z 14 organizacji międzynarodowych. Kijów wysyła do Szwajcarii około 100 osób, w tym premiera Denysa Schmyhala, ministra spraw zagranicznych Dmytro Kulebę i pięciu innych członków gabinetu. Wołodymyr Zełenski nie może przyjechać: Prezydentowi jako „pierwszej osobie odpowiedzialnej” nie wolno obecnie opuszczać kraju – tłumaczy ambasador Ukrainy w Szwajcarii. Artem Rybchenko wie, że zamiast dwugodzinnego lotu delegacja musi podróżować dłużej – „około półtora do dwóch dni pociągiem, samolotem i samochodem”.

Tłumaczył : Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Oryginał ukazał się 2.07.2022 roku na https://www.bluewin.ch/de/news/schweiz/so-will-der-westen-die-ukraine-wieder-aufbauen-1283457.html

Koncepcja goni koncepcję

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5206 2 lipca 2022

Niedawno dostałem list od Czytelnika z informacją, że niespodziewanie odwiedził go dzielnicowy, który bez żadnego uprzedniego uprzedzenia poinformował go, iż musi dostarczyć informacje na temat swego poboru do wojska oraz pobytu w wojsku, a także, co – jak pisze – bardzo go zaniepokoiło – również wymiaru swojej głowy, wielkości klatki piersiowej, nóg i stóp. W związku z tym Czytelnik obawia się, czy przypadkiem Polska nie przygotowuje się na wojnę i to z jego osobistym udziałem. Z dalszej części listu wynika, że nie ma on na to ochoty i nie szczędzi gorzkich słów, których już cytował nie będę, bo jeden proces mi wystarczy, pod adresem pana premiera Morawieckiego, któremu ktoś powinien podarować szklany nocnik – żeby zobaczył, co narobił.

Myślę, że coś może być na rzeczy, bo skoro już państwo oczekuje od obywatela, że poda rozmiar głowy, klatki piersiowej nóg i stóp, to nieomylny to znak, że pragnie go umundurować i to w dodatku prawidłowo – żeby przypadkiem nie wyglądał, jak dobry wojak Szwejk. To jeszcze nie jest takie niepokojące, bo gdyby dzielnicowy zażądał również podania wagi, to sprawa byłaby poważniejsza, bo można byłoby nabrać podejrzeń, że chodzi o dostarczenie odpowiedniej ilości mięsa armatniego.

Ale wątpliwości i tak się pojawiają, bo skoro – jak wynika z orzeczeń różnych operetkowych urzędów, które teoretycznie mają służyć ochronie prywatności, ale tak naprawdę, to oczywiście chodzi o stworzenie dla rozmaitych przyjaciół możliwości rozwiązania sobie problemów socjalnych dzięki synekurom w sektorze publicznym – nie można podać nazwiska swojego wierzyciela, na rzecz którego komornik ściąga prawie 200 tysięcy złotych – to czy uprawnione jest zmuszanie obywatela do podawania rozmiarów swojej głowy, nóg, stóp i klatki piersiowej? Rozmiar głowy w przypadku wielu obywateli, zwłaszcza czytelników „Gazety Wyborczej”, nazywanych niekiedy „mikrocefalami”, też może należeć do tak zwanych „danych wrażliwych”, które obywatel chciałby zakonspirować jeszcze bardziej, niż, dajmy na to, nazwisko, czy tak zwaną „orientację seksualną” – jak obecnie, zgodnie z rozkazami promotorów komunistycznej rewolucji, którzy – zgodnie z zaleceniem Antoniego Gramsciego – właśnie zdobywają władzę nad językiem mówionym – nazywane są stare, poczciwe zboczenia płciowe.

Wracając tedy do naszej niezwyciężonej armii, to – zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny – ma ona zostać powiększona do 300 tys. żołnierzy, w związku z czym tych dodatkowych 200 tysięcy trzeba będzie umundurować, no i chyba też uzbroić, więc nic dziwnego, że rząd „dobrej zmiany” wstępne rozeznanie powierzył dzielnicowym.

Skąd rząd weźmie pieniądze i na to umundurowanie i zwłaszcza – na uzbrojenie – o to niech nas głowa nie boli, bo obecnemu rządowi pieniądze mnożą się jak króliki, podczas kiedy pan Rostowski – minister finansów w rządzie Donalda Tuska – zawsze twierdził, że „pieniędzy nie ma i nie będzie” – co z mściwą satysfakcją wielokrotnie cytuje rządowa telewizja. Podobno wtedy nie było pieniędzy, bo Donald Tusk i jego koledzy z Volksdeutsche Partei wszystko rozkradli.

Teraz pieniędzy nikt nie kradnie; wszyscy dostają je legalnie, już to jako urzędnicy osadzeni na synekurach, już to jako członkowie zarządów lub rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa, już to wreszcie – jako niezależni publicyści, co to piszą i mówią prawdę, całą prawdę i tylko prawdę i to w dodatku wcale nie tę ruską, tylko tę prawdziwą.

Okazuje się, że zarządzanie państwem, zwłaszcza takim, jak nasze, wcale nie jest takie znowu skomplikowane, skoro radzi sobie z nim pan premier Mateusz Morawiecki i jego rząd „dobrej zmiany”. Jak pieniędzy brakuje, to trzeba je dodrukować i po krzyku. Okazuje się, że pan Jacek „Vincent” Rostowski chyba tego nie wiedział. Nawiasem mówiąc, to trochę dziwne, bo podobne pomysły pojawiały się już na początku lat 90-tych. Szef Konfederacji Polski Niepodległej, pan Leszek Moczulski to właśnie proponował, a z kolei ja, w czynie społecznym proponowałem, żeby nie drukować złotówek, tylko od razu dolary, albo funty – co jeszcze bardziej wzbogaciłoby nasz nieszczęśliwy kraj.

Oczywiście dolarów teraz nie drukujemy, bo dopiero Nasz Najważniejszy Sojusznik natarłby uszu nie tylko panu prezydentowi Dudzie, ale i panu premierowi Morawieckiemu, a nawet wicepremierowi i ministrowi obrony narodowej, panu Mariuszowi Błaszczakowi, chociaż ten bez szemrania kupuje od Naszego Najważniejszego Sojusznika wszystko, co mu tamten zaproponuje i podobno wcale się nie targuje. Zwłaszcza ta ostatnia okoliczność wzbudza rozmaite wątpliwości – czy przypadkiem nie jest to realizowanie żydowskich roszczeń majątkowych, zgodnie z ustawą numer 447.

Gdyby tak było rzeczywiście, to rząd „dobrej zmiany”, zwłaszcza pod kierownictwem pana Mariusza Błaszczaka może liczyć nie tylko na następną ale i na wiele dalszych kadencji – bo kogóż innego nasz mniej wartościowy naród tubylczy miałby popierać? Gołodupców, co to przyznają się nie tylko, że nie mają pieniędzy, ale i że nawet nie zamierzają ich mieć? Co komu z takich przyjdzie? Natomiast z takich, co to potrafią wycisnąć pieniądze nawet z kamienia, nie mówiąc już o podatnikach, korzyści jest co niemiara, zwłaszcza gdy temu wyciskaniu towarzyszy akompaniament patriotycznych, tromtadrackich frazesów. Toteż nie ma tu żadnych wątpliwości, kogo w tych kryzysowych czasach popierać w charakterze jasnego idola.

Myślę, że i nasz mniej wartościowy naród tubylczy to zrozumie i w miarę jak Naczelnik Państwa będzie usuwał się w cień, będzie się zakochiwał w panu Mariuszu Błaszczaku, jako jasnym idolu, a Donald Tusk ze swoją kompanią, w ciasnym kółku, jak w krzywym zwierciadle, będzie się zadręczał własną niemożnością.

W takiej sytuacji jeszcze raz rzucam projekt racjonalizatorski, który wymyśliłem, kiedy prezydent Wałęsa wpadł na „koncepcję” zorganizowania sympozjonu pod tytułem: „Jak wydobyć się z ubóstwa”. Proponowałem, aby zaprosić na sympozjon osoby, które już z ubóstwa się wydobyły i wystarczy, że każdy opowie swoją historię, a program dla kraju gotowy. Ponieważ wydobywaniu się z ubóstwa z reguły towarzyszyło piastowanie jakichś publicznych urzędów lub synekur, proponowałem, by każdy obywatel, przynajmniej na pół roku, zostawał posłem, senatorem lub ministrem. Jeśli w tym czasie nie potrafi wydobyć się z ubóstwa, to sam sobie winien i nie ma co takim nieudacznikiem się zajmować. Wprawdzie pan Lech Wałęsa nie jest już prezydentem naszego nieszczęśliwego kraju, ale cóż by szkodziło, gdyby tę „koncepcję” przejął pan prezydent Duda?

Znowu Polska rosłaby w siłę, a ludzie żyli dostatniej – jak za Gierka.

GDZIE JEST Ministerstwo Spraw Zagranicznych?

Krzysztof Baliński 2 lipca 2022

Sytuacja geopolityczna Polski niezwykle trudna. Ważą się losy naszego kraju. Potrzebna jest finezyjna dyplomacja. Potrzebni są profesjonalni dyplomaci. Tymczasem ostatnie dni przynoszą przykłady dyplomatycznych posunięć, wręcz absurdalnie sprzecznych z fundamentalnymi interesami Polski. Sankcje wobec Rosji, które najbardziej uderzają w Polskę. Oddanie wszystkich zasobów dyplomatycznych i politycznych (nie mówiąc o wojskowych i finansowych) do dyspozycji Ukrainy. Kłótnie ze wszystkimi sojusznikami, partnerami i sąsiadami w Europie, w tym narażanie wielowiekowych tradycji przyjaźni i współpracy z Węgrami. Retoryka obelg i inwektyw, publiczne obrażanie głów obcych państw, z których najłagodniejsze to knajacka odzywka 1-szego dyplomaty RP pod adresem Putina („Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz”) i przyrównanie Macrona do Hitlera.

Gdzie jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych? Czy zasadnym jest nazwanie go „ministerstwem spraw obcych i przegranych” i czy to w ogóle ministerstwo czy jego atrapa?Raz po raz zapytujemy też: Dlaczego polska dyplomacja daje się wikłać w obce kombinacje dyplomatyczne? Czy jest suwerenna? Kto nią kieruje? Czy Zbigniew Rau jest sternikiem dyplomacji, czy tylko podwykonawcą? Dlaczego tak się dzieje? Poza tym, że w urzędzie powołanym do prowadzenia polityki zagranicznej głos ma V kolumna i poza profesjonalną nędzą zatrudnionych tam urzędników, powód jest prosty – Polityką zagraniczną zajmują się wszyscy, tylko nie MSZ. Wszyscy tylko nie minister spraw zagranicznych.

Jak do tego doszło? MSZ rozparcelowano, i to oficjalnie. Sprawy Unii Europejskiej przeniesiono do Kancelarii Premiera. Sprawy atlantyckie i stosunki z USA, w tym stosunki z diasporą żydowską przejęła Kancelaria Dudy. Ministrowi spraw zagranicznych pozostawiono stosunki z III światem. Ale też nie całkiem. Bo i do nich „skutecznie” wtrynia nos słynący z wszelakich talentów dyplomatycznych prezydent. Podczas wizyty Dudy w Kairze, nie dość, że już na płycie kairskiego lotniska złożył deklaracjęPrzyjechałem tu z misję zleconą mi przez Zełenskiego”, że rozmawiał wyłącznie o interesach Ukrainy, sankcjach na Rosję oraz wspieraniu ukraińskiego eksportu zboża, to osłupiałemu prezydentowi Egiptu zapowiedział: Polska rusza Egiptowi z odsieczą, bo głodujący przez Putina Egipcjanie wkrótce dokonają inwazji na kontynent europejski i skutecznie go zdewastują.

Pomińmy przy tym dyplomatyczne faux pas takie jak to, że zlecający Dudzie misję Zełenski, to skrajnie proizraelski sowiecki Żyd i że do Kairu Duda wybrał się w towarzystwie żydowskiej żony oraz żydowskich doradców. No i to nazwisko! Duda w języku arabskich znaczy tyle, co… pospolity pasożyt „tasiemiec”.

20 czerwca 2022, na spotkaniu z ambasadorami RP, Duda wymienił priorytety polskiej dyplomacji. Poza udzieleniem schronienia uchodźcom (których nazwał „gośćmi z Ukrainy”) do priorytetów zaliczył wsparcie dla europejskich aspiracji Ukrainy, sankcje wobec Rosji (które „powinny być utrzymane dotąd, aż Ukraina nie powie, że można je zdjąć, a dopóki nie powie, to te sankcje trzeba zwiększać”). Wszystkie bzdury przebił mówiąc o dostawach broni dla Ukrainy. Odchodząc od tekstu napisanego mu przez doradców, z głowy (czyli z niczego) wygłosił następującą myśl: „To się może w głowie nie mieści, że Polska wysłała taką pomoc – ale faktycznie wysłaliśmy (…) wysłaliśmy prawie że bez zastanowienia. Żeby tego było mało, mówiąc o ogołoceniu polskiej armii z broni, zaznaczył: Polska wzmacnia też znacznie swój potencjał militarny.

Innymi słowy – Idiota szkodzi Polsce i jeszcze się głupotą chwali.

Ale to nie wszystko. W dyplomatycznych wyczynach wspomaga go Jakub Kumoch, szef Biura Polityki Międzynarodowej prezydenckiej kancelarii. Gdy był ambasadorem RP w Szwajcarii (a faktycznie ambasadorem RP przy tamtejszej gminie żydowskiej) zajmował się nie stosunkami polsko-szwajcarskimi, ale pracą historyczno-archiwistyczną – odkrył istnienie grupy dyplomatów polskich, którzy podczas wojny uratowali 800 Żydów, dzięki wydawaniu fałszywych paszportów. Kumoch doprowadził też do tego, że to strona polska, a nie żydowska zakupiła za 400 tysięcy dolarów kolekcję archiwalną dokumentującą tę akcję. Ale to nie wszystko – na placówce w Ankarze, już pierwszego dnia urzędowania złożył deklarację: „Polska popiera przystąpienie Turcji do UE. Absolutnie chcemy, aby Turcja była członkiem UE i to powinno pozostać naszym celem”. Zabrakło elementarnej refleksji: Czy członkostwo Turcji w UE nie prowadzi w prostej linii do kolejnych milionów imigrantów w Europie? Czy wprowadzenie Turcji do tak osłabionego organizmu nie oznacza, pogłębienia kryzysu tożsamości i zupełnego rozkładu kulturowego Europy oraz, że partia Erdoğana byłaby najsilniejszą partią w Parlamencie Europejskim? Bajdurzenie Kumocha miało miejsce w dniach, gdy zaogniał się spór między Turcją i UE, gdy Erdoğan przerzucał islamistów do Syrii (a także na Synaj i do Libii), gdzie walczą u boku Państwa Islamskiego, gdy w interesie NATO leżało odejście Erdoğana, zanim nie doprowadzi do katastrofy na całym Bliskim Wschodzie. I wreszcie, gdy decyzją Erdoğana bazylika Hagia Sophia w Konstantynopolu zamieniona została w meczet. Ale na tym nie koniec – w tych dniach Kumoch przystąpił do finezyjnej rozgrywki – udał się z tajną misją do Turcji, by spotkań się z pewnym pohańcem (tak nazywano u Sienkiewicza Tatarów). Żeby, chociaż, jak otumaniony przez kabalistów Mickiewicz, chciał montować Legion Żydowski do walki z Rosją. Ale gdzie tam – chodzi o islamistów z Krymu.

W lutym 2020 roku doszło do napięć w stosunkach między Turcją i Rosją. Przewodniczący działającej przy Dudzie Rady ds. Bezpieczeństwa i Obronności (i szef Rady Politycznej PiS) Przemysław Żurawski vel Grajewski wpadł w euforię: „Stworzyć przeciw Rosji koalicję z Turcją. Proste narzędzia jak zamknięcie wszystkich cieśnin czarnomorskich i bałtyckich dla rosyjskich statków. Ułatwiliby też sytuację Czeczeni i Tatarzy, a może Syberia głośniej domagałaby się autonomii (…) przypuszczalnie już wejście w granice Ukrainy pierwszych uzbrojonych międzynarodowych ochotników skłoniłoby zbrodniarza Putina do rozmów”. Wszystko to byłoby śmieszne, gdyby nie to, że ten doradca Dudy i autor tekstów jego wystąpień, jest rozważany jako kandydat na stanowisko ministra spraw zagranicznych.

No i jeszcze jeden: Zastanawiam się, czy koncepcja jakiejś unii polsko-ukraińskiej albo Rzeczypospolitej wielu narodów nie mogłaby być wspaniałą przygodą dla pokolenia młodych ludzi – zapowiedział w wywiadzie dla „Gazety Pomorskiej prezydencki doradca od wszystkiego Andrzej Zybertowicz. Na prawdziwą uwagę zasługują tu wygłoszone przy innej okazji jego słowa, w których wyłożył jasno filozofię polityczną Dudy: „Prawda bardzo często w polityce przegrywa. Aby polityk mógł zabiegać o prawdę, musi zachować władzę, ażeby zachować władzę, często musi ulegać siłom zewnętrznym, które na to pozwolą i w tym pomagają”. Czyli, dokonując przekładu z ichniego żargonu na polski, najważniejsze jest zachowanie władzy, nawet za cenę zdrady interesów własnego państwa.

Polityką zagraniczną w rządzie zajmuje się, kto chce. Grażyna Bandych (szef kancelarii prezydenta): „Ukraina dostaje od Polski to, o co prosi”.  Michał Dworczyk (szef kancelarii premiera): „Gdy otrzymamy środki z KPO powinniśmy pewną częścią wspomóc Ukrainę”. Zbigniew Kuźmiuk (europoseł PiS): „Należy zwiększyć składki członkowskiej w UE, by stworzyć specjalny fundusz pomocowy dla Ukrainy”. Paweł Jabłoński (urzędniczyna z MSZ): „My jesteśmy gotowi do tego, żeby w tej sprawie działać w każdy możliwy sposób, który będzie przede wszystkim uzgodniony z Ukrainą. Jeżeli Kijów będzie chciał, my będziemy gotowi. Najważniejsze będą oczekiwania samej Ukrainy”.

Podczas polsko-ukraińskich konsultacji międzyrządowych w Kijowie, Jarosław Kaczyński ujawnił doktrynę polityki zagranicznej rządu: „W ten sposób realizuje się marzenie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego”. Przy okazji wylansował nową doktrynę gospodarczą – „Lepiej być trochę zadłużonym niż okupowanym. Wtórował mu wicepremier Henryk Kowalczyk: „Lepiej być zadłużonym, więcej płacić za żywność, niż na własnej skórze przeżywać to, co teraz Ukraińcy”. Innymi słowy – im bardziej Polska w ruinie, im większa inflacja, im droższa benzyna, tym mniej ruskich bomb spadnie na nasze głowy. No i z gruntu chory inny gospodarczy zamysł – członkostwo Ukrainy w UE i to szybkie, bez oglądania się na zagrożenia i katastrofalne konsekwencje dla naszego rolnictwa.

Politykę zagraniczną, zamiast warszawskiego MSZ, prowadzi MSZ i ambasador Ukrainy. Przy czym ukraińscy dyplomaci są, w przeciwieństwie do „naszych”, bardzo asertywni, by nie powiedzieć wręcz agresywni. Pozwalają sobie na protekcjonalne zachowania, aroganckie pouczania, wydawanie polskim politykom instrukcji, rozkazów, a nawet traktowanie ich, jak chłopców na posyłki. Krótko mówiąc – zachowują się jak kierownik polityczny Polski.

Przy tym, co jest kuriozum na skalę światową, Ukraina nie jest żadnym podmiotem politycznym w regionie, jest krajem przegranym (już przed wojną upadłym), rządzonym przez osobnika, którego ugrupowanie wzięło nazwę z telewizyjnego programu satyrycznego. No i mamy to, co mamy: „Robicie dobrą robotę. Róbcie tak dalej”; „Polski rząd powinien być ambasadorem interesów Ukrainy na świecie”; „Doceniamy przywództwo polski w rezygnowaniu z rosyjskich nośników energii i zablokowania handlu między Rosją, a innymi państwami, który przechodzi przez terytorium Polski”;  „Bardzo dużo zostało już zrobione przez stronę polską w sferze wzmocnienia zdolności obronnych Ukrainy, ale konieczne są kolejne wysiłki, kolejne kroki”; „Musimy zamknąć granicę rosyjską i białoruską”.

Wszyscy kierują się w stosunkach międzynarodowych własnym interesem, definiują go i bronią. A „naszemu” MSZ ukraińscy przyjaciele narzucili motto: „Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”.

O roli bezpieki w dyplomacji dużo powiedziano. Dużo też pisano o tym, że polski MSZ jest opanowany przez dwie szajki – żydowską i bezpieczniacką oraz że są rozliczne i namacalne dowody świadczące o tym, że  Bronisław Geremek kompletują swój „zespół”, kierował się regułą: żydowskie pochodzenie, bezpieczniackie przeszkolenie i rekomendacja Michnika.

Wiele też napisano o szkodliwych dla polskiej racji stanu dyplomatycznych wyczynach Kamińskiego z Wąsikiem. Na przypominanie roli wywiadu brytyjskiego w dyplomacji Radka Sikorskiego szkoda czasu. Dzisiaj powiedzmy coś o bezpiece ukraińskiej. Bo jest rzeczą oczywistą, że Amerykanie i Brytyjczycy wykorzystują ją do formatowania polityki zagranicznej Polski. Jak i rzeczą oczywistą jest, że preferują Ukraińców, bo są bardziej profesjonalni, tańsi i bardziej bezwzględni.

Afera z nagraniem z podkarpackiego lupanaru z udziałem Marka Kuchcińskiego (dziś przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych!) i medal dla redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” to tylko wierzchołek góry lodowej.

Pisano dużo o zbirach z OUN/UPA pozyskanych przez CIA do „pracy operacyjnej” na terenie b. ZSRR, a nic nie mówi się, że Amerykanie wciągnęli na listy „swych sukinsynów” także członków i sympatyków UPA, którzy po wojnie pozostali w PRL. Zadziwia jak wielu Ukraińców zrobiło po 1989 r. kariery polityczne (i wielkie majątki). Czy do tego nie zostali wcześniej przygotowani? Czy czystym przypadkiem jest, że w MON i polskiej armii etniczny komponent ukraiński jest b. silny, że ministrem obrony był Tomasz Siemoniak, członek władz Związku Ukraińców w Polsce, a wiceministrem Mychajło Dworczuk? Jeżeli dodamy do tego to, że 40 procent oficerów Policji to Ukraińcy z okolic Wyższej Szkoły Policyjnej w Szczytnie oraz zamieszczony na łamach „Wyborczej” postulat b. rzecznika praw obywatelskich, aby ukraińscy przesiedleńcy mieli prawo głosu w wyborach samorządowych (czyli pewność, jak Amen w pacierzu, że zwyciężą w tych wyborach, a Polacy pójdą do rezerwatu), to wyłaniający się obraz sytuacji jest przerażający.

Przypomnijmy, że Dworczuk/Dworczyk w ubiegłym roku złowieszczo zapowiedział „uproszczenie procedur i możliwości związanych z osiedleniem się w Polsce wszystkich potomków mieszkańców I i II Rzeczypospolitej, którzy deklarują związek z Polską”, co jednoznacznie oznaczało, że rząd chce ułatwić, pod pretekstem „deklarowania związku z Polską”, masowe osiedlanie się w Polsce niepolskich nacji.

Gdy przyjrzymy się ludziom majstrującym przy polskiej dyplomacji na odcinku wschodnim i dyplomatom zatrudnionym w „polskich” placówkach dyplomatycznych na Wschodzie, to nie sposób nie zauważyć, że Polaków tam nie ma. Tymczasem pochodzenie etniczne dyplomaty ma znaczenie i trzeba o nim głośno mówić, a także pytać: Czy u Ukraińca nie dojdzie do konfliktu lojalności? Czy daje gwarancję obrony polskiego interesu narodowego? Czy powinien działać w MSZ na odcinku ukraińskim lub pracować w komórce wschodniej Agencji Wywiadu? Czy powodem tego, że pion śledczy IPN nie osądził ani jednego zbrodniarza UPA, a nawet wszystkich skazanych rezunów zrehabilitował i zaliczył w poczet osób „represjonowanych przez PRL ze względów politycznych” nie jest to, że wiele stanowisk w obsadzonych jest tam Ukraińcami? Czy nie z tego powodu padają plackiem przez Ukraińcami?

I czy nie przydatna byłaby tu rada Władysława Gomułki z Marca ‘68: „Z racji swych kosmopolitycznych uczuć ludzie tacy powinni unikać dziedzin pracy, w których afirmacja narodowa staje się rzeczą niezbędną”? À propos Dudy – zachodzimy w głowę, jak można łączyć skrajny filosemityzm ze skrajną pro-ukraińskością. Bo to przecież nikt inny jak jego jedna ulubiona nacja – Ukraińcy, wymordowała podczas wojny 450 tysięcy przedstawicieli jego drugiej ulubionej nacji – Żydów. Wytłumaczeniem może być tu legendarna już inteligencja „prezydenta Polin”, która nie pozwala mu na skojarzenie dwóch prostych faktów? W tym kontekście nie sposób nie przypomnieć, że za przyzwoleniem Dudy quasi monopol na stosunki z diasporą żydowską i Izraelem ma Muzeum Polin, przy którym, też za przyzwoleniem Dudy, akredytowane jest przedstawicielstwo dyplomatyczne Amerykańskiego Komitetu Żydów, i w którym, tym razem z inicjatywy ministra Zbigniewa Rau, odbyła się w ramach polskiej prezydencji w OBWE konferencja poświęcona walce z antysemityzmem.

Nie mniej sprawy gmatwa to, że w MSZ żaden zastępca ministra nie ma doświadczenia w dyplomacji. No i mamy to, co mamy – toczy się wielka geopolityczna rozgrywka i zakulisowe gry dyplomatyczne, w których polska dyplomacja stoi z góry na przegranej pozycji. Zamiast finezyjnej i profesjonalnych dyplomatów, mamy bezmyślne, pozbawione głowy i własnej strategii, ślepo wykonujące polecenia z zewnątrz, notorycznie przegrywające miernoty, zakompleksionych nieudaczników, którzy nigdy nie walczyli, a jeśli walczyli, to o „certyfikat koszerności” wystawiany przez media żydowskie w Ameryce. Zamiast trzymać się z daleka od konfliktów, które Polski nie dotyczą, wsadzają palce między drzwi i futrynę, wdają się w gry, których zasad nie znają i w których są pionkami. Nawet nie udają, że chodzi im o interes Polski. Ostentacyjnie pokazują, że w ich interesie jest, żeby wojna trwała jak najdłużej, żeby przypadkiem nie zakończyło za wcześnie, że Polska będzie miejscem prowadzenia działań wojennych. „Nie jest dopuszczalny żaden zgniły kompromis” – tak to podsumował Bartosz Cichocki, wysłannik ministra w Kijowie.

Co robić? Najprościej byłoby wymieść to towarzystwo żelazną miotłą z gmachu MSZ przy alei Szucha i zbudować elity dyplomatyczne zdolne do prowadzenia suwerennej polityki zagranicznej. Ale nie oszukujmy się – na to koniunktury nie ma. Jak i nie ma na powołanie Trybunału Narodowego dla osądzenia zaprzańców. Pozostaje jedynie sporządzanie listy z nazwiskami tych, którzy przyczyniają się do upodlenia Polski. No i artykuł 231 KK jednoznacznie mówiący, że jeśli funkcjonariusz publiczny nie dopełni obowiązków i naraża przez to państwo na szkodę, wówczas w grę wchodzi czyn karalny ścigany z urzędu.

Dzisiejsza Białoruś – wyjazdy polecam.Miło i tanio.



„Łukaszenka znosi wizy dla Polaków, a (anty)polskie MSZ zaleca „unikania podróży na Białoruś”

Zamiast aplauzu i rozkręcenia turystyki do odwiedzenia dzisiejszej Białorusi i pięknych ziem b. Rzeczpospolitej, (anty) polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP, zaleca „unikanie podróży na Białoruś”, bo „jest to państwo, które czynnie wspiera rosyjską agresję na Ukrainę” – powiedział wiceszef MSZ Paweł Jabłoński.Czynna wrogość władz polskich wobec sąsiada wyciągającego rękę w geście dobrej woli, jest kolejnym przykładem, że rządy w Warszawie – a obecny rząd PiS-u w szczególności – konsekwentnie prowadzą politykę skłócającą się ze wszystkimi bliższymi i dalszymi sąsiadami i nie potrafią ułożyć sobie dobrosąsiedzkich i partnerskich relacji.

(Relacje służalcze z proamerykańskim i neonazistowskim rządem w Kijowie potwierdza tylko tę normę, a ta bezwolność przyczynia się już teraz do tworzenia Piątej Kolumny ukraińskich potomków nazistowskich zbrodniarzy, zapuszczających korzenie w Polsce.)”

MK

============================

MD: Tam przyjaźnie, pięknie, tanio, a Polacy tam mieszkający łakną kontaktów z rodakami. Białorusini też…

===============================

Ewa Rzeuska

Szanowni Państwo,

dzięki decyzji Pana Prezydenta Łukaszenki, Polacy mogą uciekać na Białoruś z psychiatryka KL ukroPolin – na Białorusi jest spokój i ceny dla ludzi, około 2 zł. za litr paliwa !

Jak to możliwe, skoro tam jest zbrodniczy reżim, a u nas demokratyczny raj ?

A do tego, na Białorusi jest czysta woda – nie w posiadaniu braci z Izraela – oraz zdrowa żywność i przemysł narodowy, którego globaliści nie zdołali przejąć !

Co za bezczelny reżim )))

=====================

podam wam aktualne ceny:

Benzyna litr 2.78zł

masło 250gr 2.80

1kg sera żółtego 10.30

bochenek chleba 1.30

0.5L wódki 40% 12zł

1kg szynki bez konserwantów 15zł

Kaczyński kończy z “nierządem”? Nie. Optymizm jest przedwczesny

Kaczyński kończy z “nierządem”? Nie. Optymizm jest przedwczesny

Kategoria: Archiwum, Polecane, Polityka, Polska, Ważne Autor: CzarnaLimuzyna, 2 lipca 2022

Portret nieznanej księżnej z 1513 r., autorstwa flamandzkiego malarza Quentina Matsysa

Poprzednie rządy Tuska et consortes były określane przez zwolenników PiS mianem “nierządu”. Z tego powodu oraz przede wszystkim ze względu na to, co wyprawia formacja aktualnie rządzących antynarodowych socjalistów określenie nierząd wydaje się być uzasadnione. Wybitny myśliciel i teolog polityczny Nicolás Gómez Dávila określał polityków tego typu mianem sprzedajnych, a prezydent USA Ronald Reagan wiązał działalność niektórych z nich z wykonywaniem “najstarszego zawodu świata”. Oczywiście, Mateusz Morawiecki już dawno temu zadeklarował głębokie związki socjalistycznej myśli robotniczej z uprawianą przez siebie polityką, a ostatnio cofnął się nawet do heglowskich korzeni. Z tego powodu przywołani przeze mnie na początku antysocjaliści mogą wywołać u zwolenników PiS odruch Michnika- Pawłowa z werbalizacją na poziomie onucy.

Wycofanie się prezesa Kaczyńskiego z nierządu, termin publicystyczny, daje okazję, aby przyjrzeć się najbardziej świeżej inspiracji, transhumanizmowi, któremu hołdują w tajemnicy przed swoim otumanionym elektoratem, politycy PiS. Temat niełatwy, i na ogół poza zasięgiem osób, którzy codziennie oglądają telewizję, dlatego polecam artykuł wyjaśniający istotę inspiracji pod którą codziennie podpisują się tej miary, opisani powyżej- politycy: “Nowy reżim nadzoru czyli skąd mutuje transhumanizm”. Zwolennicy programów typu  “pytanie na śniadanie” lub nowego programu politycznego „PLAN DNIA” prowadzonego przez Magdalenę Ogórek na pewno będą chcieli zajrzeć pod ten l i n k.

Nowy rodzaj wolności

Komentatorzy polityczni tego formatu, co pani Ogórek, a także pan Rachoń oraz inni z mocno zaprzyjaźnionej amerykańskiej telewizji TVN, przypomnijmy: spolonizowanej (zgodnie z obietnicą) przez PiS w poprzedniej kadencji, komentatorzy tej miary, co opisani wcześniej politycy, na pewno odnotowali niedawną wypowiedź Morawieckiego o tym, że “trzeba będzie się szczepić co roku”. Na co? Nie “na co” tylko po co? Ułatwiając niektórym zrozumienie dziejowej misji, a innych zaciekawiając, napiszę: Rząd PiS podjął się niełatwego zadania polegającego na obdarowywaniu Polaków nowym rodzajem wolności, ale do tego, jak powiedział prezes PiS potrzeba jeszcze dwóch kadencji. Potrzeba czasu do “wyzwolenia z biedy” oraz zaprowadzenia nowego porządku w myśl znanego już hasła: szczepionki-czipy-biotechnologia czynią wolnym.

Jeżeli ktoś nie do końca rozumie mojej ironii lub nie pojął jeszcze prawdziwych przyczyn energetycznego lockdownu, to mam na koniec “łatwiejszy” temat. Jak zapewne większość wie, jeden z ważnych Ukraińców, Andrij Melnyk w randze ambasadora w zaprzyjaźnionych Niemczech obraził Polaków, bezczeszcząc pomięć pomordowanych na Wołyniu. Ambasador powiedział, że Polska w czasie II Wojny światowej była dla Ukraińców “takim samym wrogiem jak nazistowskie Niemcy i ZSRR“. Melnyk w kontekście zbrodni ludobójstwa dokonanych przez Ukraińców stwierdził, że “takich masakr dokonywali również Polacy“. Szef  MSZ, Zbigniew Rau nazwał wypowiedzi ukraińskiego ambasadora “fałszującymi historię”. Ukraiński ambasador stwierdził również, że antysemityzm OUN i Bandery należy do kategorii rosyjskiej narracji, a on sam nie dystansuje się od spuścizny banderowców. Przypomnijmy, że podobny brak dystansu manifestował swego czasu aktualny prezydent Zelensky.

Brak odpowiedniej reakcji rządu PiS i MSZ Ukrainy

MSZ Ukrainy wydało oświadczenie, w którym stwierdzono:”Opinia ambasadora Ukrainy w Niemczech, Andrija Melnyka…  jest jego osobistą opinią i nie wyraża stanowiska MSZ Ukrainy”

Tajemnicą poliszynela jest to, że według powszechnej opinii większość polityków ukraińskich ma prywatnie takie same poglądy. Nie chodzi o to, aby nazwać czyjś pogląd “osobistą opinią”, ale o to, aby powiedzieć lub napisać prawdę. Tego nie zrobił niedawno również prezydent Zelensky kłamiąc: “Ukraińcy nie mordowali”. Minister Zbigniew Rau podziękował ukraińskiemu odpowiednikowi za “szybką, publiczną interwencję w tej sprawie”. Jak widać deklaracja rzecznika ministerstwa o pełnionej służbie “Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego” wciąż pozostaje lapidarnym opisem polityki zagranicznej PiS.