Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 2 sierpnia 2026 michalkiewicz
Wprawdzie to już tylko formalność, ale formalnościom też musi stać się zadość, więc chociaż o północy z czwartku na piątek upłynął termin ultimatum, jakie Naczelnik Państwa przedstawił Mateuszowi Morawieckiemu i jego pretorianom – żeby nie tylko zlikwidowali stowarzyszenie „Rozwój Plus”, ale i rewokowali w specjalnie sporządzonych lojalkach – że będą słuchać Naczelnika – ale gwoli zadośćuczynienia formalnościom, utrata członkostwa w PiS zostanie 28 lipca zatwierdzona przez Biuro Polityczne, to znaczy – pardon; nie żadne „Biuro Polityczne”, które było organem PZPR, tylko oczywiście Komitet Polityczny.
Nie ulega wątpliwości – jak mawiała stara niania – że Biu… – ach, co ja piszę; nie żadne „Biuro”, tylko oczywiście – Komitet Polityczny wszystko zatwierdzi i w ten oto sposób „rozłam” w PiS stanie się faktem. Jak z kronikarskiego obowiązku wspominałem, część wyznawców Naczelnika Państwa uważa, że to tylko taka ustawka, której celem jest wciągnięcie obywatela Tuska w pułapkę: niech sobie myśli, że PiS się rozpadło, („Nie płoszmy ptaszka; niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje…”), a tymczasem na pół roku przed przyszłorocznymi wyborami, Mateusz Morawiecki ponownie „zleje się” z Naczelnikiem Państwa i w ten oto sposób osiągnięte zostanie ostateczne zwycięstwo.
To jasne, że wyznawcy Naczelnika Państwa w coś przecież wierzyć muszą, więc dlaczego nie w ustawkę, która to wiara ufundowana jest zresztą na przekonaniu, iż Naczelnik jest wirtuozem intrygi? Może i jest – ale warto zwrócić uwagę, że nader często potyka się o własne nogi. Tak było w przypadku Kazimierza Marcinkiewicza, tak było w przypadku Andrzeja Dudy i tak właśnie jest w przypadku Mateusza Morawieckiego.
Warto bowiem zwrócić uwagę, że stowarzyszenie Rozwój Plus powstało w kwietniu br. – to znaczy akurat wtedy, gdy Niemcy proklamowały strategiczne partnerstwo z Ukrainą – co oznacza, że realizują politykę, jaką Cesarstwo Niemieckie prowadziło w Europie Środkowo-Wschodniej w roku 1917, zezwalając na utworzenie Ukraińskiej Republiki Ludowej, by za pomocą tego narzędzia szachować Rosję i trzymać w ryzach Polaków. Ponieważ za sprawą Judenratu i innych ośrodków propagandowych, znaczna część Polaków jak ognia boi się posądzenia o „ruskie onuctwo” i szachowanie Rosji przez Niemcy przy pomocy Ukrainy uważa za wielkie osiągnięcie, to w cieniu tego wielkiego osiągnięcia już zupełnie nie zauważa, że Ukraina ma jeszcze jedno zadanie – mianowicie – trzymania w ryzach Polaków.
Z tych powodów wolę trzymać się teorii spiskowej, według której Mateusz Morawiecki właśnie realizuje trzecią część swego zadania w postaci neutralizacji PiS. Żaden listek figowy nie jest już w Polsce Niemcom do niczego potrzebny, no i właśnie to pokazują najnowsze sondaże. Na pozycji lidera plasuje się Volksdeutsche Partei z satelitami z poparciem ponad 28 procent. Na drugim miejscu PiS – ale z wynikiem niecałych 16 procent, na trzecim – Konfederacja z wynikiem 13,5 procenta, na kolejnym – Konfederacja Korony Polskiej z wynikiem 12,3 procenta, potem jeszcze Lewica (7,9 proc.) i wreszcie – grupa Mateusza Morawieckiego z wynikiem 7,5 proc. Nie zapominajmy jednak o innych następstwach rozłamu. Z Mateuszem Morawieckim wyszło z PiS 40 parlamentarzystów. Każdy z nich zdążył się jakoś tam ukorzenić w terenie, to znaczy – we własnym okręgu wyborczym. W tej sytuacji bardzo ważna jest okoliczność, czy taki parlamentarzysta będzie wyrywany z korzeniami, czy też przynajmniej część korzeni nadal będzie służyła Naczelnikowi Państwa, którego siła polega m.in. na przekonaniu, że każdy powinien się dla niego poświęcać.
Dopóki ta wiara jest podzielana przez część opinii publicznej, dopóty Naczelnik Państwa może swoich wyznawców uwodzić – ale w miarę rozwoju sytuacji, a zwłaszcza – w miarę topnienia wpływów PiS w terenie – również możliwości uwodzicielskie będą się kurczyły. Od razu bowiem między rozłamowcami rozpoczęły się tzw. potępieńcze swary. „Maślarze” zauważyli ze zgrozą, że Mateusz Morawiecki był doradcą Donalda Tuska – co im przedtem – to znaczy – ani w roku 2015, ani w roku 2017, kiedy Morawiecki zostawał premierem rządu „dobrej zmiany” z namaszczenia Naczelnika – absolutnie nie przeszkadzało – podobnie jak i to, że na stanowisku premiera rządu Mateusz Morawiecki podpisywał wszystko, co mu tam Niemcy podsunęli do podpisu.
Inni jednak mogą zacząć dociekać, dlaczego w takim razie Naczelnik Państwa upodobał sobie akurat w Mateuszu Morawieckim i do kogo jeszcze musi się akomodować – a wtedy uwodzicielskie możliwości Naczelnika mogą skurczyć się jeszcze bardziej. I o to właśnie w tej trzeciej części zadania, którą właśnie wykonuje Mateusz Morawiecki, chodzi.
Ale przebudowa sceny politycznej naszego bantustanu to jedna sprawa, bo drugą sprawą jest toczący się równolegle proces coraz mocniejszego chwytania za twarz tubylczych Polaków. Na wieść o strategicznym partnerstwie niemiecko-ukraińskim, główny cadyk warszawskiego Judenratu, pan red. Adam Michnik rzucił hasło – „wszyscy jesteśmy Ukraińcami”. Z punktu widzenia „krajowych cudzoziemców”, za jakich uchodzą Żydowie, przynależność do tej czy innej z mniej wartościowych tubylczych nacji jest sprawą płynną. Toteż kiedy pan red. Michnik doszedł do wniosku, że wobec proklamowania strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego Polska już jest passe – rzucił wspomniane hasło – natychmiast zostało ono podchwycone przez funkcjonariuszy Propaganda Abteilung, którzy natychmiast ruszyli ławą, by piętnować polską „ksenofobię” i inny tubylcze myślozbrodnie. Dodając tak zwanego „dramatyzmu” Judenrat „Gazety Wyborczej” zaczął lansować pogląd – donos, że w Polsce narasta „atmosfera przedpogromowa” wobec goszczących u nas 2 mln Ukraińców.
To bardzo poważna zastawka, która może stanowić podstawę do ewentualnej interwencji w Polsce, gdyby się okazało, że własnymi siłami tubylcza administracja nie jest w stanie tych wszystkich myślozbrodni stłumić. Jest oczywiście mało prawdopodobne, by za pacyfikowanie Polaków wzięli się bezpośrednio Niemcy – bo jeszcze swąd po Oświęcimiu do końca się nie rozwiał – ale od czego ukraińska diaspora? Ta mogłaby otrzymać nie tylko wolną rękę, nie tylko zachętę, ale i wsparcie w postaci broni i pieniędzy do urządzenia tubylczym Polakom „wołynki” – żeby raz na zawsze zrozumieli, że nie powinno się wierzgać przeciwko ościeniowi. Propagandową padgatowką do tego mogą służyć codzienne doniesienia o atakach – jak nie na ukraińskie dziewczęta, to na ukraińskich chłopców – aż przewielebna siostra Małgorzata Chmielewska, na łamach prowadzonej przez warszawski Judenrat „Gazety Wyborczej”, dała wyraz swoim uczuciom wobec mniej wartościowego narodu tubylczego, a nawet „kraju”. Przewielebna siostra Małgorzata Chmielewska wprost wije się ze wstydu za „mój kraj” w w ogóle – zalewa ją „gorycz”. Jeśli tedy mniej wartościowy naród tubylczy się nie opamięta, to nieuchronnie spadnie na niego surowa ręka sprawiedliwości ludowej. Doprawdy – ostatnia chwila do nawrócenia.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
W wyniku intensywnych czynności operacyjnych policjanci kryminalni z Komenda Miejska Policji w Gdyni zatrzymali 76- letniego mężczyznę- obywatela Polski, który przedwczoraj zaatakował 40-letnią obywatelkę Ukrainy. Sprawca dwukrotnie uderzył ją drewnianą laską spacerową w
NCZAS.INFO | Ukraińscy kierowcy kazali Polakom „spier… do Polski”. Foto; print screen X
Banda Ukraińców obrażała i groziła polskim kierowcom ciężarówek na ukraińskim terminalu celnym. Używano wobec nich słów „pszeki”, co jest pogardliwym określeniem Polaków. Film udostępnił na TikToku Ukrainiec. Oryginał został już usunięty, ale udało się zachować nagrania ukazujące kolejny przykład agresji Ukraińców, który niestrudzenie będą ignorować politycy i wielkie media.
30 lipca użytkownik TikToka SV_VINNYTSIAUTO opublikował nagranie z Winnicy ukazujące sytuację na ukraińskim terminalu. Trzech Ukraińców podeszło do polskich kierowców z zaopatrzeniem. Ukraińcy zaczęli słownie atakować Polaków. Nazywali ich „pszakami”, kazali „wypierda**ć” i grozili, że „ich jest tutaj pełny terminal, a Polaków kilku”.
Portal kresy.pl zaznaczył, że w sobotę materiał zniknął z konta ukraińskiego użytkownika. Jednak w sieci zachowały się kopie.
Oddzielne nagranie z tego samego incydentu nagrał drugi z Ukraińców o nazwie Мішаня___0001. W sobotę konto użytkownika było niedostępne. W tym przypadku także internauci zarchiwizowali film dowodzący agresji Ukraińców wobec Polaków.
Według użytkownika X Codziennik z Mordoru, Polacy przywieźli na Ukrainę pomoc. W momencie ataku Ukraińców na nich byli w drodze do sklepu po zakupy. Taka to ukraińska wdzięczność.
Rzecz jasna, w TVN o tym wszystkim nie powiedzą ani słowem. Zamiast tego do spóły z politykami rządzącej koalicji i poprzedniego rządu będą rozczulali się nad rzekomą „polską agresją wobec Ukraińców”.
Wybitny polityk Mateusz Morawiecki rozpoczynając Kampanię Wyborczą 2027., zaprosił na swój piknik programowy wiele podobnych osobliwości. Jedną z gwiazd był Jan Rokita, który stwierdził wprost, że każda Ukraina, nawet Ukraina nazistowska czcząca SS Galizien powinna być traktowana jako nasz sojusznik.
Mogę dopytać? Chcę podostrzyć trochę. Czy Ukraina biorąca na sztandary SS Galizien, ale bijąca się z Rosją, jest w dalszym ciągu naszym sojusznikiem?
Każda Ukraina.
– odpowiedział Rokita
Dla Rokity Ukraina biorąca na sztandary SS Galizien nadal będzie naszym sojusznikiem.
Nazistowska szmata. Tfuu. – napisał Coolfon na X
Nazistowska szmata? Eee tam… od razu szmata. Onuca. Ukraińska. Ze starego zestawu, A te, jak wiadomo, śmierdzą tak samo albo gorzej od rosyjskich.
Jan Maria Rokita to wybitny asceta intelektualny, w oczach innych ascetów intelektualnych uchodzący za intelektualistę – stwierdził prof. Adam Wielomski.
Asceta? I tu prof. Wielomski się myli, Rokita intelektualistą nie jest, ale sroce czyli żydokomunie spod ogona nie wypadł. Poddany selekcji jako były członek lewicowej organizacji „Wolność i Pokój” przez wiele lat był na partyjnym piedestale UW , a potem w PO. Zwolennik sojuszu PO i PiS aż do czasu, gdy zmieniła się potworność etapu. Dziś podpora intelektualna „Gangu Pinokia”.
Najbardziej niewygodne pytanie zadał Tomasz Sommer:
A jakby tak Ukraińcy, jak w 1941 r., zaczęli mordować Żydów, to to też się »może nie podobać«, ale nadal trzeba będzie ich wspierać?
Co to, to już nie. Tu potworność etapu jest niezmienna. Wytłumaczyła to już Barbara Engelking, Według jej egzegezy śmierć Żyda miała walory metafizyczne, a śmierć Polaka była kwestią mniej skomplikowaną – „kwestia biologiczna, naturalna – śmierć jak śmierć”.
Na przykład śmierć polskiego dziecka porąbanego przez Ukraińca siekierą lub ciężkim młotem.
Zostawiając popaprańca Rokitę , przechodzimy do kolejnej gwiazdy „Gangu Pinokia”, do drogiego Bronisława, nie Geremka, lecz Wildsteina
Przerażenie ponad podziałami
Dokonując szybkiej kwerendy z Gazety Wyborczej, TVN-u, a nawet z Gnoma Sromotnika… [to Jarosław Kaczyński (lider PiS), podaje Grok md]. tak sądzę, bo nie podejrzewam, aby było to B’nai B’rith, ADL albo Chabad Lubawicz, a już na pewno nie minister Żurek albo Tusk…
Drogi Bronisław powiedział:
Zdumiewa mnie i przeraża…
Co takiego? Zdumienie rzecz ludzka, przerażenie też, ale żeby aż tak, na grillu u Pinokia, niepokoić poczciwą publiczność?
Jeżeli program partii wygląda tak dokładnie, literalnie, jakby był napisany na Kremlu, jakby przemyślany głęboko, tak po to, żeby Polskę skompromitować, żeby po prostu realizować politykę kremlowską…
…jeżeli bliżej tej partii jest do Iranu niż do Stanów Zjednoczonych i mógłbym wymienić i tak dalej, jeżeli wiemy o tej partii tylko tyle, że jest ufundowana na antysemityzmie i ukrainofobii…
Po tych słowach już wiadomo o kogo chodzi, a skandal jest podwójny, no bo jak nie można kochać USraela? Dodam tylko, że w kwestii antysemityzmu zapewne nie chodziło o mordowanie palestyńskich i libańskich semitów, bo w tym gronie jest to temat tabu.
„Jeżeli wiemy o tej partii tylko tyle”
Akurat w to nie uwierzę. Nie wierzę, aby jeden z bardziej inteligentnych imprezowiczów wiedział „tylko tyle”. Potworność etapu zobowiązuje.
Stanisław Michalkiewicz: Nikt nam nie zrobi nic magnapolonia
Co tu dużo gadać; możemy uważać się za szczęściarzy. Nawet nie dlatego, że rakieta, która spadła na Lubelszczyźnie w gminie Turobin, została najpierw „przechwycona” ale mimo to spadła, wybiła w ziemi lej o średnicy 10 metrów, więc prawdopodobnie mogła nawet wybuchnąć, ale to wszystko drobiazg, w porównaniu z tym, że od samego początku wszystko było pod kontrolą. Tak w każdym razie zapewniają nas nasze władze, więc nie wypada zaprzeczać. Obywatel Tusk Donald twierdzi nawet, że mogliśmy ją zestrzelić, ale widocznie ze względu na jakieś wyższe konieczności tego nie zrobiono.
Złośliwcy, których nigdzie, a już zawłaszcza w naszym nieszczęśliwym kraju nie brakuje twierdzą, że owszem, „mogliśmy” ale tak naprawdę nie mogliśmy, bo wcześniej pociski do baterii systemu „Patriot” Ministerstwo Obrony przekazało Ukrainie, Jak zatem widzimy czarno na białym, wszystko jest w jak najlepszym porządku – ale przecież nie dlatego, a zwłaszcza – nie przede wszystkim dlatego możemy uważać się za szczęściarzy.
Za szczęściarzy możemy się uważać dzięki temu, że wśród naszych Umiłowanych Przywódców mamy człowieka na miarę czasów w osobie Księcia-Małżonka, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda piastuje fuchę ministra spraw zagranicznych. Nie chodzi o to, by Książę-Małżonek prowadził jakąś zagraniczną politykę, bo przecież każde dziecko wie, że prowadzenie polityki zagranicznej władze naszego nieszczęśliwego kraju mają od Naszych Sojuszników surowo zakazane – ale dlatego, że jest on postacią wybitną.
Nie tylko jest zadowolony ze swego rozumu, czemu nieustannie składa dowody na Twitterze i gdzie tylko może, nie tylko dlatego, że w sztuce wiązania krawatów ociera się o genialność, ale przede wszystkim dlatego, że – jak się właśnie okazało – wspierają go proroctwa.
Dlatego tak jest – tajemnica to wielka, bo formalnie rzecz biorąc, Książę-Małżonek jest – jak to mówią starsi i mądrzejsi – „głupim gojem” – ale z drugiej strony nie możemy zapominać, że „Spiritus flat ubi vult” – co się wykłada, że Duch tchnie, kędy chce – a poza tym ludowe przysłowie powiada, że jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści. „Z kija” – a cóż dopiero – z Księcia-Małżonka, który choćby ze względu na bycie Księciem-Małżonkiem powinien cieszyć się specjalnym względami Stwórcy Wszechświata. I chyba się cieszy – bo czyż w przeciwnym razie wspierałyby go proroctwa?
Prawdę na tym odcinku spenetrowali już dawno władcy Cesarstwa Austriackiego, o czym świadczy znana sentencja: „bella gerant alii, tu felix Austria nube” – co się wykłada, że niech inni toczą wojny, a ty szczęśliwa Austrio zawieraj małżeństwa. Nic więc dziwnego, że ostatnio pojawiły się na mieście pogłoski, że nie ma lepszego kandydata na przyszłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, jak Książę-Małżonek zwłaszcza gdyby został on przekształcony w Generalną Gubernię – a to przecież tylko kwestia czasu.
Zwracam uwagę, że mimo iż te pogłoski od pewnego czasu krążą po mieście, pan ambasador Tomasz Róża nie wyraził wobec tej kandydatury żadnych zastrzeżeń, podczas gdy w przypadku Grzegorza Brauna od razu wszedł zaporowo, że sobie „nie wyobraża”. Widać zatem jak na dłoni, że Księcia-Małżonka wspierają nie tylko Moce niebieskie, ale i Różne Inne, których z ostrożności procesowej wolę nie wymieniać.
Wyjaśnienia w tym względzie dostarcza Pismo Święte głosząc, że wszelkie królestwo podzielone wewnętrznie nie ma przed sobą przyszłości, więc jeśli nawet Nasz Najważniejszy Sojusznik czasami sprawia wrażenie królestwa podzielonego, to najwyraźniej musi spajać je jakiś najtwardszy rdzeń, który to wszystko utrzymuje w całości ponad podziałami.
A co się tyczy proroctw, jakie wspierają Księcia-Małżonka, to wszyscy pamiętamy, jak przestrzegał nas przez ruskimi prowokacjami, w których mogą być wykorzystane ukraińskie rakiety, czy drony. Putin – jak wiadomo – zdolny jest do wszystkiego, więc dlaczego nie do posłużenia się w zbrodniczych prowokacjach ukraińskimi rakietami, albo choćby dronami?
Okazuje się jednak, że chyba nawet nie musiał, bo przecież z ukraińskich rakiet albo dronów trzeba by się było tłumaczyć – jak w przypadku Przewodowa, gdzie – zgodnie ze słowami piosenki Bułata Okudżawy – „jeszcze dziś winnych szuka świat” – więc w tej sytuacji rozsądek nakazuje posłużyć się rakietą ruską.
Oczywiście – jak poucza nas Pismo Święte – „z obfitości serca usta mówią” – i pewnie dlatego ukraiński minister spraw zagranicznych pan Sybiha nie tylko od razu spenetrował prawdę, że w gminę Turobin uderzyła ruska rakieta, ale nawet oznajmił to światu zanim jeszcze nasza niezwyciężona armia natrafiła na jej ślad – żeby świat wiedział, czego się trzymać i jak nawijać.
Warto tedy dodać, że prezydent Zełeński w drodze powrotnej z Waszyngtonu, zatrzymał się w Lublinie, gdzie na audiencji przyjął obywatela Tuska Donalda, informując go, że teraz Ukraina dostanie licencję na produkcję pocisków do „Patriotów” – a poza tym przestrzegając go przed dalszym tolerowaniem „pogromów” obywateli ukraińskich w Polsce, o których każdego dnia donosi Judenrat oraz inne niezależne media głównego nurtu.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać; skoro strategiczny partner Republiki Federalnej Niemiec kieruje taką przestrogę obywatelu Tusku, to on powinność swej służby rozumiejąc, wyda już odpowiednie rozkazy. Toteż obywatel Żurek Waldemar ma początek utworzył specjalny zespół prokuratorów, który wszystkim, wskazanym przez Judenrat, albo przedstawicieli diaspory ukraińskiej, pogromowcom pokaże ruski miesiąc, wybijając im ze łbów wszelką „nienawiść”, gdy będzie trzeba – to razem z mózgami.
To jest zresztą dla obywatela Tuska Donalda i jego vaginetu ważny egzamin. Albo potrafi on opanować „przed-pogromową” sytuację własnymi siłami, albo sprawę wezmą w swoje ręce starsi i mądrzejsi, którzy już tam będą wiedzieli co robić, by w Warszawie zapanował porządek. Wprawdzie swąd po Oświęcimiu jeszcze całkiem się nie rozwiał – ale od czego wiadoma, dwumilionowa diaspora, którą na wieści o „pogromach” z pewnością mogą świerzbieć ręce? W tej sytuacji Putin jest oczywiście na wagę złota, bo wcale nie jest wykluczone, że rakieta, która spadła w gminie Turobin, rzeczywiście była wystrzelona z Rosji.
I to jest dodatkowy powód, byśmy mogli uważać się za szczęściarzy – chociaż najważniejszy jest oczywiście ten, że jest z nami Śmig… to znaczy – pardon; nie żaden „Śmigły-Rydz”, tylko oczywiście – Książę-Małżonek.
1 sierpnia 1944 r. w Warszawie wybuchło powstanie, które – pomimo bohaterstwa żołnierzy i cywilów – zakończyło się klęską, śmiercią ok. 200 tys. osób i olbrzymimi stratami materialnymi. Z okazji 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego przypominamy opinię na jego temat lidera Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
W Warszawie 1 sierpnia 1944 r. do walki stanęło ok. 40-50 tys. powstańców. Powstanie planowane na kilka dni trwało ponad dwa miesiące. W czasie walk w stolicy zginęło ok. 18 tys. powstańców, a 25 tys. zostało rannych.
Poległo również ok. 3,5 tys. żołnierzy z Dywizji Kościuszkowskiej, którzy we wrześniu 1944 roku przeprawili się przez Wisłę, aby pomóc walczącemu miastu.
Straty wśród ludności cywilnej wyniosły ok. 180 tys. zabitych. Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy, ok. 500 tys., wypędzono ze zniszczonego miasta, które po powstaniu Niemcy niemal całkowicie zburzyli.
Braun o Powstaniu Warszawskim
Z perspektywy czasu decyzję o rozpoczęciu powstania w Warszawie krytycznie ocenia prezes Konfederacji Korony Polskiej i polski poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun.
– Bardzo chciałbym, aby młodzi Polscy patrioci nie zatrzymywali się na poziomie auto egzaltacji tą hekatombą, tym horrorem, chciałbym, aby czcząc pamięć dzielnych rodaków, żołnierzy, z których nie wszyscy byli profesjonalnymi żołnierzami, żeby nie popadali w pochwałę amatorszczyzny w prowadzeniu wojny. Żeby nikt nie czcił składania ofiary z 11-letnich chłopców na ołtarzu ojczyzny. Bardzo chciałbym, abyśmy wydorośleli – komentuje Powstanie Warszawskie i kult wokół niego stworzony Grzegorz Braun.
– Zróbmy Polskę tak, żeby to nie wymagało składania ofiary z dzieci. Każdy niech złoży ofiarę z własnego życia, jeśli uzna to za stosowne, ale niech nie rozporządza cudzym życiem – podkreślił poseł.
– Zaprawiajmy się do profesjonalnej wojaczki, a nie rozpaczliwych aktów, które jak się okazuje nikogo do niczego nie przekonują i nie dają nam żadnej gwarancji, polisy ubezpieczeniowej, przed spychaniem do kategorii najgorszych wyrzutków historii. Mimo Powstania Warszawskiego, przecież Polacy są bardzo łatwo zaliczani do obozu nazistów, antysemitów, faszystów i winowajców II wojny światowej i Powstanie Warszawskie nas przed tym w żaden sposób nie zabezpiecza – powiedział Braun.
– Nigdy więcej, niech nigdy więcej wojskowi nie wyręczają się cywilami, niech nigdy więcej dorośli nie wyręczają nieletnimi, mężczyźni niech się nie zasłaniają kobietami, nigdy więcej niech się to nie powtórzy. My sobie w cichości ducha tak mówmy, niech inni na około myślą, że jesteśmy wariatami skłonnymi do samobójstw, ale my na poziomie elity przywódczej nigdy więcej nie traktujmy insurekcjonizmu jako wzorcu, po który wolno sięgnąć polskiemu politykowi, liderowi, przywódcy – podkreślił. Lider Konfederacji KP przypomniał, że kiedyś nieudane samobójstwa były karane – nawet więzieniem.
Rozmowa portalu Ukraina.ru z red. Konradem Rękasem.
Ukraina.ru: Panie Redaktorze, niedawno Pan prezydent Rosji Władimir Putin wyraził przekonanie, że prędzej czy później Ukraina utraci swoje zachodnie ziemie na rzecz ich historycznych właścicieli, wspominając między innymi o byłych ziemiach polskich. Czy sama Polska przygotowuje się na taki scenariusz?
Konrad Rękas: III Rzeczpospolita, czyli obecna forma państwowości polskiej – nie, bo jest całkowicie niesamodzielna wobec Anglosasów i prędzej sama stałaby się częścią UkroPolinu, pro-zachodniej unii polsko-ukraińskiej niż ośmieliłaby się oficjalnie zgłosić roszczenia wobec historycznych ziem polskich pod tymczasowym zarządem ukraińskim.
Natomiast naród polski tak, jak najbardziej jest gotów powrócić na polskie Kresy Wschodnie i połączyć się w jednym państwie z naszymi rodakami, zamieszkującymi obecną Ukrainę, siłą oddzielonymi od ojczyzny i narażonymi na szowinistyczną politykę Kijowa skierowaną przeciw wszystkim mniejszościom.
Jedyną wątpliwością, wyrażaną niekiedy przez Polaków, żywo dyskutujących w internecie, bywa kwestia Ukraińców zamieszkujących obecnie Lwów, Łuck, Równe, Tarnopol, Stanisławów, Żytomierz, Winnicę i Kamieniec Podolski. „Po co nam więcej Ukraińców?!” – pytają, odnosząc się do przeszło 3,5-milionowej rzeszy ukraińskich nachodźców, zamieszkujących obecnie w Polsce.
Takie obawy łatwo jednak można rozproszyć. Wszak kiedy po wygranej II wojnie światowej Polska odzyskiwała swoje historyczne Ziemie Zachodnie – takie miasta jak Wrocław, Gdańsk czy Szczecin były wciąż pełne Niemców. A jednak w ciągu ledwie kilkunastu miesięcy gremialnie opuścili oni odradzające się państwo polskie.
Zmiana granic pociąga za sobą zmiany etniczne, wiedzą o tym mieszkańcy serbskiej Krainy czy Cypru. Kiedy polskie Wilno przyłączono do Litwy w 1939 r. było tam mniej niż 1 procent Litwinów, Lwów przed 1944 r. był miastem od kilku stuleci rdzennie polskim. Powrót tych miast do Polski przywróciłby ich pierwotny skład etniczny, a dynamiczna akcja repolonizacyjna zatarłaby szybko powierzchowne ślady ukrainizacji czy lituanizacji. Wystarczy jeden szybki ruch i ukraiński epizod w długiej historii Lwowa i całych Kresów odszedłby w niepamięć, na którą zasłużył. Ukraina jest pasożytem na ziemiach polskich i jak pasożyt powinna zostać potraktowana.
Ukraina.ru: We wrześniu br. w Polsce odbędą się ćwiczenia wojskowe tzw. koalicji chętnych. Oprócz żołnierzy polskich, zapowiedziano udział 1500 żołnierzy francuskich i brytyjskich. Organizatorzy tych ćwiczeń nie kryją, że ich celem jest przygotowanie do rozmieszczenia wojsk europejskich na Ukrainie. Czy Pana zdaniem jest to możliwe, a jeśli tak, to na jakich warunkach?
KR: Siły europejskie nie muszą wchodzić na Ukrainę, bo już tam są, wystarczy, że się ujawnią. Bez zachodniej, a dokładniej amerykańskiej pomocy nie byłyby możliwe ukraińskie ataki dalekiego zasięgu na cele w głębi Rosji. Bez brytyjskiego i niemieckiego udziału nie byłyby możliwe ukraińskie akty sabotażu i dywersji. Polscy żołnierze udający najemników działają na Ukrainie od euromajdanu.
Rozszerzenie i umiędzynarodowienie konfliktu można uzyskać także w inny sposób, relokując kijowskie bojówki do krajów bałtyckich, do Mołdawii, a także do Polski, gdzie mogłyby służyć zdyscyplinowaniu Polaków buntujących się przeciw ukraińskiej dominacji.
Nie miejmy złudzeń, Rosja walczy z koalicją zachodnią już co najmniej od 2014 r., od 2022 roku wreszcie czyni to zbrojnie, jednak cały czas wypiera się to z rosyjskiej świadomości. Rosjanie zostali napadnięci przez taką samą międzynarodową koalicję, jaka stanęła w szeregach Kawalerów Mieczowych przeciw Aleksandrowi Newskiemu, u boku Karola XII przeciw Piotrowi Wielkiemu, pod wodzą Napoleona przeciw Kutuzowowi i pod przewodem Hitlera przeciw narodom sowieckim. Ta wojna wróciła i dalej trwa.
Ukraina.ru: W kwietniu ogłoszono, że Francja planuje wspólne ćwiczenia sił powietrznych z Polską z udziałem myśliwców wielozadaniowych Rafale uzbrojonych w pociski nuklearne. Ćwiczenia te mają obejmować symulowane ataki na cele w Rosji i na Białorusi. Jednocześnie władze Warszawy starają się o udział w programie Nuclear Sharing, który zakłada rozmieszczenie amerykańskich bomb atomowych. Skąd ta samobójcza chęć uczynienia z Polski celu nuklearnego?
KR: Taktyczna / ograniczona wojna jądrowa pozostaje jedną z metod akceptowalnych w ramach NATO-wskiego planu aktywnej obrony strategicznej, czyli faktycznie ataku wyprzedzającego na Rosję i Białoruś. Co konkretnie wyprzedzającego – dowódcy NATO nigdy nie uważali za stosowne wyjaśnić, grunt, żeby to ich kody odpalające zostały wczytane pierwsze. Bomby jądrowe mają zaś to do siebie, że muszą gdzieś wybuchnąć – oczywiście na terytorium wroga spadając na cele uznawane za istotne strategicznie, np. główne centra przemysłowe i decyzyjne kraju, zaś na własnym terenie… Cóż, na własnym terenie należy znaleźć i wyeksponować takie obszary, z których straty mogłyby zostać uznane za akceptowalne z punktu widzenia Londynu, Berlina i Paryża. Tak jak Polska, Rumunia i Pribałtika.
Ukraina.ru: W ostatnich miesiącach różne sondaże udokumentowały narastające negatywne nastawienie Polaków do Wołodymyra Zełenskiego, Ukrainy i Ukraińców. Ten ostatni punkt potwierdzają trwające konflikty wewnętrzne z obywatelami Ukrainy w Polsce. W tej sytuacji zarówno rząd, jak i znaczna część opozycji apelują o utrzymanie poparcia dla Kijowa ze strony Warszawy. Czy nadchodzące wybory parlamentarne mogą odwrócić ten trend?
KR: Elity polityczno-medialne III RP dość długo myślały jak zareagować na falę wyraźnego społecznego przesytu pro-kijowską propagandą w Polsce. Wszystko, co w głównym nurcie umiano wymyślić to jednak tylko łzawe historyjki o biednych ukraińskich nastolatkach, na które ktoś nakrzyczał w tramwaju, bo kładły nogi w butach na oparciach siedzeń.
W tak opisywanej historii jeden burkliwy starszy Polak nie tylko miałby równoważyć kilkaset tysięcy Polaków ludobójczo pomordowanych przez ukraińskich nazistów podczas Rzezi Wołyńskiej. Polacy, którzy nie chcą dalej płacić Ukraińcom za darmowe zasiłki, przejazdy, leki, opiekę medyczną emerytury okazują się być nagle gorsi od „bomb Putina!”. Nie trzeba dodawać, że tak przerysowana, jeszcze bardziej histeryczna propaganda zamiast przekonywać Polaków do Kijowa i dalszego wspierania ukraińskich nazistów i oligarchów – działa tylko bardziej otrzeźwiająco i odstręczająco. Polacy się budzą i ani szantażowani ukraińskimi burdelami politycy, ani sprzedajni dziennikarze z mediów należących do niemieckiego i amerykańskiego kapitału zmienić już tego nie są w stanie.
Ukraina.ru: W lipcu w całej Polsce odbyły się masowe uroczystości upamiętniające ofiary Rzezi Wołyńskiej, w których sam Pan uczestniczył. Tymczasem na Ukrainie nasilają się gloryfikacje osób i organizacji, które dopuściły się tej zbrodni. Czy nie nadszedł czas, aby Polacy przypomnieli sobie tezę Jerzego Giedroycia, że Polska nie powinna wspierać nacjonalistycznego rządu na Ukrainie, a w takim przypadku Moskwa byłaby naturalnym, choć taktycznym, sojusznikiem Warszawy – jako przeciwwaga dla ukraińskiego nacjonalizmu?
KR: Nie trzeba ani lubić Rosji i Rosjan, ani nawet życzyć im zwycięstwa, by rozumieć, że Polska skazana jest na współpracę z Rosją – w swoim najlepszym interesie, zaś dla Rosjan Polacy mogliby być znakomitymi partnerami i pośrednikami w dziele odbudowie relacji z Europą, oczywiście z pominięciem jej wyalienowanych elit.
Dyplomacja narodów przeciw wojnie oligarchów byłaby najlepszym wyjściem z obecnego kryzysu, który w Europie Zachodniej objawia się wzrostem kosztów życia, spekulacją energetyczną, katastrofą imigracyjną i rozkładem cywilizacyjnym. Polska tyle razy i często bez własnego udziału była bramą do zachodnich inwazji na Rosję, najwyższy czas, byśmy wyciągnęli wnioski z historii i jak mówił polski ksiądz prymas, Stefan kardynał Wyszyński, oparli się o ścianę wschodnią, słowiańską.
Nasza współpraca znakomicie pomogłaby też w denazyfikacji Ukrainy, która potrzebuje naszej wspólnej pomocy w uwolnieniu spod jarzma międzynarodowej finansjery, rodzimych oligarchów i nazistów.
Ukraina.ru: W zeszłym tygodniu Prawo i Sprawiedliwość, największa partia opozycyjna w Polsce, rozpadła się po raz piąty. Czy powinniśmy spodziewać się w związku z tym znaczących zmian w polskiej klasie politycznej, czy skończy się to kolejnym „przestawianiem łóżek w burdelu”?
KR: Podział sceny politycznej III RP na liberalno-europejską PO i konserwatywno-amerykańskie PiS, zainicjowany po wyborach w 2005 r., nareszcie dobiega końca, podobnie jak wcześniejsza (równie fikcyjna) konkurencja post-Solidarności z post-komuną. Naturalne starzenie się frontmenów i dorastanie kolejnych pokoleń wyborców skłaniają do restrukturyzacji sceny politycznej.
Zmieniają się szyldy, poprzedni drugi szereg staje się nagle odświeżonym pierwszym, jednak w istocie w Polsce, podobnie jak i w innych państwach Europy Środkowej istnieją całe hodowle polityków partyjnych, prezenterów telewizyjnych, celebrytów, kierowników polityki gospodarczej, którzy mają służyć tylko jednemu celowi – utrzymaniu stanu zależności Polski od Zachodu, a Polaków w pułapce średniego wzrostu, dającego pozory spokojnego życia mimo skrajnie niskich zarobków i stałego wzrostu cen oraz braku samodzielności ekonomicznej.
Ruch z ex-premierem Morawieckim należy widzieć w tych właśnie kategoriach. To próba oddziaływania na wyborców zdezorientowanych, zrażonych do dotychczasowych partii, ale niegotowych, by całkowicie zerwać z dotychczasowym systemem, ciągle tymi samymi nazwiskami, twarzami i… kapitałami. To także rozpaczliwy odruch obronny systemu, przerażonego wzrostem nastrojów, nad którymi nie panuje i których nie jest w stanie zmanipulować. Nie udało się wypromować polityków PiS, ani PSL, wypróbowanych sług narodu ukraińskiego, na antybanderowskich patriotów, tworzone są więc byty, mające zapewnić pro-zachodnią i pro-kijowską większość po wyborach jesienią 2027 r.
Tymczasem jeśli za rok dojdzie do powstania jakiegoś rządu ocalenia narodowego przed populizmem i rosyjskimi agentami w Polsce, wówczas w ciągu najdalej kilkunastu miesięcy III RP się zawali, podobnie jak i jej układ zależności od Zachodu, a władzę w Polsce przejmą po prostu Polacy. I będą rządzić po polsku i w polskim interesie.
No chyba, że wówczas władza, wzmocniona wsparciem Zachodu i na jego rozkaz – zdecyduje się na rozwiązanie siłowe. A wówczas, zgodnie z wielowiekową już tradycją, oby miał nam kto udzielić pomocy.
Tak na okrągło opowiadają nam politycy (wszyscy, prawie bez wyjątku), a oni przecież wiedzą wszystko najlepiej. Nie tylko na temat Rosji.
Przecież lepiej wiedzą od władz amerykańskich co jest w interesie USA, podobnie w przypadku władz w Kijowie, a nawet Chin. Co prawda ostatecznie państwa te okazują się „nieprzewidywalne”, bo nie dostosowują się do „ichnich” prognoz.
Może tylko dlatego, że tych prognoz nie znają, bo wtedy na pewno postępowałyby zgodnie z naszymi zaleceniami. Ciekawe, czy Rosja zna nasze prognozy i dokona „nieuchronnej” agresji? Na kogo? Z tego co wiemy z naszych obowiązujących prognoz, to na jakieś „państwo wschodniej flanki NATO”. Czyli może na nas. Jakie jest (nasze) uzasadnienie nieuchronności tej „agresji”? Do końca nie wiadomo, ale podawane są motywy ogólne, bo Rosja „ma (jakoby) cechy imperialne”, „chce przetestować jedność NATO” lub chcę „odtworzyć ZSRR”.
W dodatku w tych uzasadnieniach są rażące sprzeczności, bo od ponad czterech lat przekonują nas, że dopóki Ukraina walczy z Rosją to właśnie nas „ruskie” nie zaatakują. Przedtem słyszeliśmy, że po likwidacji banderowskich władz w Kijowie „Rosja się nie zatrzyma” i pójdzie dalej na Zachód po to, aby zdobyć zagraniczne hipermarkety umiejscowione w naszym kraju. Teraz dowiadujemy się, że jedno drugiemu nie przeszkadza i „ruszą na Zachód” już teraz. Jeśli brać to na serio, to nasze wsparcie dla „walczącej Ukrainy” nie miało żadnego sensu, bo Rosja, mimo że „przegrywa (naszą) wojnę”, musi nieuchronnie dalej atakować. Jak już rozsypią się te wszystkie „teorie”, pozostanie jeszcze na deser przekonanie o „nieprzewidywalności” Rosji.
Ale mogło być jeszcze gorzej. Od kilku lat w tzw. kręgach dobrze poinformowanych powtarzana jest opowieść o planie udziału naszego państwa w… podziale Ukrainy wespół z Węgrami przy milczącej akceptacji Rosji, której udział w tym podziale byłby największy. Ostatnio przypomniał o tej legendzie (?) znany polityk będący również adwokatem, a jeden z ważnych ministrów upowszechnił jego wypowiedź. Przypomnę, że Węgry miałyby wziąć Zakarpacie, a my większość ziem, które należały przed wojną do II RP (łącznie z Wołyniem?). Ponoć koronnym dowodem prawdziwości tej opowieści była wizyta wysokich oficjeli jeszcze „PiS-owskiego rządu” na Ukrainie na początku tej wojny, gdy zaproponowaliśmy, żeby na te tereny wkroczyły „wojska NATO” (czyli polskie).
W ciągu ostatnich czterech lat opowiadano najbardziej absurdalne wizje naszej roli w stosunkach z Ukrainą. Byli nawet tacy, którzy chcieli nas do niej… przyłączyć: miały się odbywać wspólne posiedzenia parlamentów obu państw oraz ich rządów. Przy okazji wyjaśnię dlaczego używam słowa „przyłączenie” (a nie „połączenie”) i to w dodatku do Ukrainy (a nie odwrotnie – do Polski). Tę koncepcję lansowali (?) polscy komentatorzy, celebryci a nawet naukowcy, którzy obwieszali się flagami ukraińskimi, które powiewały również na gmachach publicznych naszego państwa (przypomnę, że na Ukrainie nikt polskich flag nie wywieszał) i nie bez powodu zasłużyli oni na miano „sług narodu ukraińskiego”. Zresztą owo przyłączanie było wyłącznie w interesie obecnych władz w Kijowie, a dla nas byłoby oczywistą katastrofą.
Była również wspomniana już koncepcja (równie absurdalna) owego podziału, czyli wchłonięcia przez państwo polskie kolebki banderyzmu, czyli na wskroś antypolskiej części tamtego państwa. Wraz z pomnikami UPA i ich przywódców. Byłby to z punktu widzenia Polski i Polaków krok samobójczy (w każdym tego słowa znaczeniu). Przypomnę, że przed wojną istniały na tych terenach zbrojne bojówki antypolskie, Ukraińcy zabijali polskich funkcjonariuszy publicznych (nawet ministra spraw wewnętrznych), a Wojsko Polskie pacyfikowało zbuntowane wsie ukraińskie. Opresyjna II RP rządzona niepodzielnie przez „Marszałka”, nie dawała sobie rady z banderowcami. O naszej słabej, w dodatku do cna skłóconej państwowości, która miałaby objąć we władanie ziemie zdominowane politycznie przez antypolską tradycję, lepiej nie myśleć: skończyło się to wojną, którą – podobnie jak przed 1939 rokiem – przegralibyśmy.
A wracając do „agresji rosyjskiej” – jedynym racjonalnym z punktu widzenia Moskwy wariantem zakończenia ich wojny jest właśnie pozostawienie samej sobie banderowskiej części Ukrainy, która jest (i będzie) zarówno antyrosyjska, jak i antypolska. Ma być ona „niepodległa” i powinna być przyjęta do UE. Wtedy nie będziemy mieć wyjścia: albo my albo oni, bo wstąpienie do UE okrojonej od wschodu Ukrainy będzie największym sukcesem politycznym Rosji, bo rozsadzi od wewnątrz tę organizację.
Każdy wariant przyszłości jest zły, albo nawet jeszcze gorszy. Przecież przez ostatnie lata „wyhodowaliśmy” najbardziej złowrogi dla nas wariant przyszłości. Gdyby ktoś tu umiał wykroczyć poza granice swojej nienawiści wobec Rosji, w dodatku w imię przeciwstawienia się „agresji rosyjskiej”, to po cichu nie przeszkadzałby podporządkowaniu Rosji całej Ukrainy, a przede wszystkim jej zachodnich rubieży: pacyfikacja tych ziem „okupanta” zużywałaby przez lata jej siły i środki bez szansy na sukces. Nawet nienawidząc Rosji i działając na jej szkodę, można postępować racjonalnie albo na własną szkodę. Jak dotąd (nawet z perspektywy rusofobów) popełniamy te same błędy.
Stanisław Michalkiewicz serwis „Prawy.pl” 1 sierpnia 2026 michalkiewicz
Nie jest tajemnicą, że Naczelnik Państwa cieszy się, przynajmniej w kręgu swoich wyznawców, opinią wirtuoza intrygi, chociaż wielu obserwatorów dodaje, że takiego, który z reguły na końcu potyka się o własne nogi.
Za jeszcze większego wirtuoza intrygi uchodził książę Beneventu Karol Maurycy Talleyrand-Perigord. Sowiecki historyk Tarle twierdzi, że przede wszystkim był on łapownikiem – ale jeśli nawet, to musiał być przecież jakiś powód, dla którego wszyscy dawali mu łapówki. Najpierw służył rewolucji, potem – Napoleonowi, którego w końcu zdradził, a właściwie zdradzał, kiedy jeszcze zajmował to stanowisko. – „Po cóżeś Wasza Cesarska Mość tu przyjechał – szeptał w ucho rosyjskiemu cesarzowi Aleksandrowi I w 1808 roku w Erfurcie. – Napoleon przegra, już prędko przegra”. Była to oczywista zdrada, ale z drugiej strony niepodobna odmówić słuszności Talleyrandowi, kiedy mówił: zawsze służyłem Francji, niezależnie od ustroju mojego państwa.
Jaka szkoda, że nie możemy przypisać podobnych słów żadnemu z Naszych Umiłowanych Przywódców!
Polsce nie służą oni na pewno; przeważnie – jakimś Naszym Sojusznikom, a w najlepszym razie – sobie. Wracając to Talleyranda, to nawet kiedy umarł, wielu ludzi dopatrywało się w tym jakiejś kolejnej, piekielnej intrygi: „co on chce przez to powiedzieć?” Podobnie za intryganta uważany był Otto Bismarck, chociaż – w odróżnieniu od Talleyranda – w publicznych deklaracjach bywał nawet brutalnie szczery – na przykład formułując zasadę „siła przed prawem”, którą teraz, pod dyktando bezcennego Izraela, próbuje stosować amerykański prezydent Donald Trump. Otóż kiedy Bismarck zadeklarował, iż podróż niemieckiego księcia do Hiszpanii nie ma żadnego, ale to żadnego znaczenia politycznego, rosyjski cesarz Aleksander III na marginesie raportu zanotował: „czto to zatiewajet etot obier-skot, no czto imienno – nieizwiestno” (coś knuje to ober-bydlę, ale co konkretnie – nie wiadomo).
Toteż nic dziwnego, że cała Polska, a nawet – jak powiadają – cały świat wstrzymał oddech w oczekiwaniu na orędzie, jakie 24 lipca w samo południe Naczelnik Państwa wygłosił. Orędzie potwierdziło wprawdzie, że PiS się rozpadło, a Biuro Polityczne wkrótce ten fakt sformalizuje – ale nadal nie wiemy, co w związku z tym będzie z nami, to znaczy – z Polską i ze światem?
Na szczęście wyjaśniła się sytuacja polityczna na Ukrainie. Żeby lepiej zrozumie istot sprawy, musimy przypomnieć, że Ukraina jest oligarchią oligarchów, którzy decydują, kto będzie prezydentem i w ogóle – podczas gdy w Rosji, to prezydent decyduje, kto może być oligarchą. Jak wiadomo, w bieżącym roku Ukraina dostała od Unii Europejskiej najpierw 90, a potem – jeszcze 70 mld euro.
Nic dziwnego, że w gronie tamtejszych oligarchów musiało dojść do nieporozumień – ile kto może sobie sprywatyzować. W związku z tym prezydent Zełeński musiał spuścić z wodą panią premier Swirydenko – co nie wywołało żadnego większego rezonansu – ale również ministra obrony narodowej Fedorowa. Tu interesy jakiejś grupy oligarchów musiały zostać naruszone, bo wynajęli oni mnóstwo młodych ludzi w Kijowie, żeby demonstrowali za przywróceniem Fedorowa na stanowisko ministra obrony. Uprzejmie zakładam, że ci młodzi ludzie musieli być wynajęci i opłaceni, podobnie jak nasze „Ostatnie Pokolenie” – bo w przeciwnym razie musiałbym uznać, że nie mają oni większych zmartwień, jak to, kto będzie ministrem obrony Ukrainy.
Widocznie jednak inni oligarchowie mieli lepsze argumenty, bo prezydent Zełeński owszem – oferował Fedorowowi nawet stanowisko Doradcy Doskonałego – ale powrót do Ministerstwa Obrony – wykluczony. Tedy pełniącym obowiązki ministra został pan Chmara, a nowym dowódcą tamtejszej niezwyciężonej armii – generał Drapaty, którego ukraińskie media wprost nie mogą się nachwalić – jaki dzielny i w ogóle. Znaczy – teraz on poprowadzi niezwyciężoną ukraińską armię do ostatecznego zwycięstwa.
Jak wiadomo, musi ono nadejść, bo tak zostało zatwierdzone – ale nie tak prędko – bo kiedy oligarchom będzie lepiej, jak nie podczas wojny? Korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny – nawołują militaryści – i słuszna ich racja. Dopóki bowiem wojna trwa, dopóty „Europa” będzie ukraińskich oligarchów futrowała miliardami euro – więc czegóż chcieć więcej?
Inaczej jest na Bliskim Wschodzie. Po 60-dniowym zawieszeniu broni nie zostało nawet wspomnienie i Stany Zjednoczone znowu obrzucają złowrogi Iran ponaddźwiękowymi dzidami, a złowrogi Iran w odwecie obrzuca ponaddźwiękowymi dzidami niektórej kraje Zatoki Perskiej i zwasalizowaną przez Izrael Jordanię. Powoduje to wiele szkód, a nawet giną amerykańscy żołnierze – bo strat ludzkich mniej wartościowego narodu irańskiego nikt nie liczy – ale nikt już nie wie, o co właściwie w tej wojnie chodzi.
Czyż nie z tego właśnie powodu bezcenny Izrael ogłosił, że on w tym konflikcie udziału nie weźmie – chociaż przecież żyje mnóstwo ludzi pamiętających, że to właśnie bezcenny Izrael wkręcił w tę wojnę amerykańskich twardzieli. Do tej pory podobno kosztowała ich ona co najmniej 40 miliardów dolarów, ale to przecież dopiero początek, ponieważ zaprzyjaźnieni ze złowrogim Iranem Huti z Jemenu właśnie włączyli się do wojny, zablokowali cieśninę Bab el Mandab na południowym skraju Morza Czerwonego, a nawet ostrzelali próbujące tamtędy przepłynąć dwa saudyjskie tankowce z ropą. Wygląda na to, że ani przez Cieśninę Ormuz, ani przez Cieśninę Bab el Mandab żadnej żeglugi nie będzie, w związku z czym cena ropy znowu poszybowała w górę do poziomu 100 dolarów za baryłkę.
Wprawdzie Ameryka tamtejszej ropy nie kupuje, ale ogólny wzrost cen odbija się również na cenach paliw w USA 20 lipca br. litr benzyny kosztował w Ameryce 1,146 dolara, podczas gdy na Białorusi – 93 centy, a w Rosji – nawet 92 centy. Za to w Polsce – 1,8 dolara. Ciekawe, że na Ukrainie benzyna jest tańsza niż w Polsce (1,7 USD za litr), ale za to w bezcennym Izraelu trzeba płacić aż 2,5 dolara za litr. No a tu jeszcze ci Huti! Prezydent Trump w desperacji obiecał Arabii Saudyjskiej nawet pozwolenie na cywilny program nuklearny – ale pod warunkiem, że najpierw „uzna” ona bezcenny Izrael. Wygląda na to, że wojna na Bliskim Wschodzie będzie się ślimaczyła co najmniej do października, kiedy to w Izraelu maja odbyć się wybory. Rzecz w tym, że dopóki premier Beniamin Netanjahu prowadzi wojnę, to znaczy – ludobójstwo w Stefie Gazy i w Libanie, to Żydowie w Izraelu popierają go prawie tak samo, jak Niemcy Adolfa Hitlera po pokonaniu Francji w roku 1940.
W tej sytuacji prezydent Trump nie ma wyboru; musi tańczyć, jak mu Żydowie zagrają, bo w przeciwnym razie AIPAC (American Israel Public Affairs Committee) zrobi z niego i ze wszystkich tych amerykańskich twardzieli marmoladę.
Ingerencja innych państw lub sił ponadpaństwowych. Lista chętnych do interwencji w Polsce jest długa: Niemcy, Ukraina, Rosja, Wielka Brytania, Francja, USA, Izrael i Żydzi, NATO, Unia Europejska, globalne korporacje finansowe. Jakakolwiek z powyższych sytuacji dałaby pretekst Unii Europejskiej i / lub Niemcom do ingerencji w polskie sprawy i wprowadzenie zarządu komisarycznego nad Polską. Władza na Ukrainie mogłaby wykorzystać te okoliczności do zwiększenia presji na Polskę w kwestii członkostwa w UE lub zdobycia przywilejów w Polsce. Te same siły mogą wprost prowokować powyższe zagrożenia, i wszystko wskazuje na to, że właśnie to robią.
Robię wszystko, aby zrozumieć prawdziwe zagrożenia dla Polski i uświadomić to moim rodakom. Działania te napotykają na kilka przeszkód: dezinformacja propagandy głównego nurtu, brak dostępu do dużych mediów i opór ze strony Polaków.
Ostatnio zaszedł postęp w tej dziedzinie, media głównego nurtu dostrzegły, doceniły i powtórzyły moją wypowiedź z Marszu Wołyńskiego, jaki odbył się w Warszawie w dniu 12 lipca 2026 r. Takie wypowiedzi wiecowe kierują się swoimi prawami, nie należy więc gadać zbyt długo, bo inni czekają, można więc przedstawić tylko najważniejsze wątki. Tak też zrobiłem, odnosząc się do tego, co nam naprawdę zagraża ze strony Ukrainy, Ukraińców, Rosji, Niemiec, NATO, Żydów, Unii Europejskiej. Wypowiedź tą zamieszczam tutaj:
Działania Konfederacji Korony Polskiej i środowiska Grzegorza Brauna jak widać są obserwowane przez mainstream, mimo że zwykle pomijane milczeniem. Tym razem jednak prawaccy redaktorzy prowadzący, a kto wie, może i oficerowie nie wytrzymali i uznali za słuszne przerwać milczenie. Oni też mają bowiem misję podobną do mojej: ostrzegać Polaków przed zagrożeniami. Tyle, że dla nich zagrożeniem jest Grzegorz Braun i ludzie z jego otoczenia, poza tym Tusk i Putin. Moją wypowiedź zacytowała więc i TV Republika, i Gazeta Polska, nawet dość wiernie, dodając oczywiście swój komentarz. Cytat z wypowiedzi był objawieniem prawdy w tych popularnych mediach, a komentarz dostarczył wglądu w sposób myślenia ludzi, kształtujących opinię publiczną wśród Polaków o prawicowych sympatiach. Poświęcono mi czas w głównym wydaniu wiadomości, w programie „Kulisy manipulacji” (nomen omen) i główny artykuł w Gazecie Polskiej nr 30 z dnia 27 lipca 2026 r. Oto linki do TV Republika:
Ta sytuacja pokazała mi w pełni problem w komunikacji społecznej, który rzutuje na stan bezpieczeństwa Polski, mianowicie kompletny brak świadomości Polaków co do zagrożeń rzeczywistych i fałszywą świadomość co do zagrożeń iluzorycznych. Jako że zgłębiam te tematy od pewnego czasu i mam już niejaką wiedzę, postaram się główne zagrożenia wyliczyć w niniejszym artykule.
Punkt 1. Zagrożenia ze strony imigracji, funkcjonującej w Polsce według stanu na lipiec 2026 r. Ta imigracja składa się z kilku grup. Po pierwsze Ukraińcy, jacy znaleźli się w Polsce przed lutym 2022 r. w charakterze zarobkowym. Ci są najlepiej wtopieni w społeczeństwo polskie i w większości nie powodują problemów, choć ich wtopienie z pewnością jest wykorzystywane przez obce służby, głównie ukraińskie, ale nie tylko. Po drugie, Ukraińcy, jacy wjechali w liczbie kilku milionów od lutego 2024 r., przy czym nie wiadomo, ilu i kogo mamy dziś na naszym terytorium. Po trzecie, imigranci sprowadzani w czasach rządów PiS, głównie z Azji i Ameryki Południowej. Zagrożenia te są następujące:
penetracja wywiadowcza przez agentów, ukrywających się w masie obcokrajowców;
potencjalne akty sabotażu, np. podpalenia, ataki na infrastrukturę krytyczną, obiekty strategiczne;
zorganizowana przestępczość, bardzo brutalna;
spontaniczne ataki na ludność cywilną;
konkurencja na rynku pracy;
koszta socjalne dla państwa;
prowokacje przeciw Polakom i państwu polskiemu;
zagrożenie konfliktami etnicznymi i politycznymi;
zagrożenie destabilizacją kraju;
zagrożenie interwencją obcych sił w wewnętrzne sprawy polskie.
Wymienione wyżej okoliczności z pewnością zostaną wykorzystane przez każdą siłę, której przeszkadza państwo polskie lub / i naród polski, lub która będzie chciała załatwić swoje sprawy za pomocą i na koszt Polski. Dzięki tej imigracji jako system staliśmy się mniej odporni na zagrożenia, bardziej podatni na ingerencję z zewnątrz, mniej zdolni do przeciwdziałania zagrożeniom. Na potwierdzenie warto odnotować policyjne statystyki przestępczości, liczne pożary dużych obiektów, akty sabotażu na liniach komunikacyjnych, incydenty z udziałem obcokrajowców, głównie Ukraińców. Te ostatnie natychmiast wykorzystywane są przez ukraińską dyplomację do ataków na Polskę, zarówno wewnątrz Polski, jak i za granicą.
Punkt 2. Zagrożenia ze strony imigracji, jaka może pojawić się w Polsce w przyszłości. Tu czekają w kolejce dwie grupy. Po pierwsze, kolejne masy Ukraińców, szczególnie z jednostek frontowych po przegranej wojnie, przyzwyczajonych do agresji i bezwzględności, wściekłych na świat i oskarżających Polskę o przyczyny swoich frustracji. Po drugie, młodzi mężczyźni z globalnego Południa, sprowadzani do Europy w ramach Paktu Migracyjnego. Dwa strumienie młodych mężczyzn, obcych lub wrogich, bezwzględnych, nie mających niczego do stracenia, wygłodniałych dóbr i kobiet, gotowych do agresji i przemocy. Warto odnotować niedawny atak islamisty na Paradę Równości w Berlinie, gdzie jedna Polka zginęła, a druga znalazła się wśród 29 poszkodowanych. Niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, czyli służba kontrwywiadu cywilnego opublikowała niedawno statystyki, że w Niemczech mieszka ponad 28000 radykalnych islamistów, z czego około 9000 jest skłonnych do używania przemocy. To dzieje się u naszego sąsiada, który chce nam przysyłać tym imigrantów, których nie chce u siebie. Zagrożenia te, w połączeniu z imigracją wcześniejszą mogą być następujące:
radykalizacja obcokrajowców, przebywających w Polsce;
wzrost przemocy i brutalizacja życia;
zamachy terrorystyczne;
napaści na służby polskie i ludność cywilną;
konflikty zbrojne o charakterze zamieszek lub wojny domowej.
Punkt 3. Ingerencja innych państw lub sił ponadpaństwowych. Lista chętnych do interwencji w Polsce jest długa: Niemcy, Ukraina, Rosja, Wielka Brytania, Francja, USA, Izrael i Żydzi, NATO, Unia Europejska, globalne korporacje finansowe. Jakakolwiek z powyższych sytuacji dałaby pretekst Unii Europejskiej i / lub Niemcom do ingerencji w polskie sprawy i wprowadzenie zarządu komisarycznego nad Polską. Władza na Ukrainie mogłaby wykorzystać te okoliczności do zwiększenia presji na Polskę w kwestii członkostwa w UE lub zdobycia przywilejów w Polsce. Te same siły mogą wprost prowokować powyższe zagrożenia, i wszystko wskazuje na to, że właśnie to robią. Mogą one zostać wykorzystane do dowolnych zamiarów, jakie w/w wymienione siły będą miały w tym regionie świata, do celów biznesowych, politycznych, militarnych, geopolitycznych. Każde takie wykorzystanie zawsze będzie odbywać się kosztem Polaków i państwa polskiego. Wcześniej jako pretekst do ataków na Polskę i ingerencji w polskie sprawy były już wykorzystywane mniejszości seksualne, pseudo-obrońcy praw zwierząt, pseudoekolodzy, ruchy feministyczne. Przykłady: oskarżenia na forum UE o nietolerancję w Polsce, co powodowało blokadę funduszy z UE; tzw. strajk kobiet; blokady dużych inwestycji i uderzanie w działające przedsiębiorstwa pod pretekstami ekologii i ochrony klimatu. Ataki te utraciły już swą skuteczność, gdyż Polacy zorientowali się co do ich natury, mimo że żadne władze nad Polską nie robiły niczego, aby ochronić przed nimi Polskę. Imigracja służy więc głównie jako dźwignia nacisków na Polskę i narzędzie destabilizacji naszego kraju.
Punkt 4. Groźba wciągnięcia Polski do wojny. Obecnie toczą się dwie, które nas dotyczą: Ukrainy przeciw Rosji i Usraela przeciw Iranowi. Obie są powiązane i spowodowane przez te same siły, panujące na Zachodzie. Od 2022 r. nasi zachodni sojusznicy, reżim kijowski i siły w Polsce dążą do wciągnięcia Polski do wojny ukraińskiej, co mogłoby pociągnąć za sobą NATO. Taka eskalacja pozwoliłaby trwale zablokować ekspansję Chin na świat i zrealizować dalekosiężne cele Usraela i Żydów. Jak dotąd, nie udało się popędzić Polaków do samobójczego ataku na Rosję, ani Rosji sprowokować do ataku na jakieś państwo NATO. Ukraina to bowiem za mało, aby spowodować konflikt globalny, potrzeba wciągnąć do bezpośredniego konfliktu dwa mocarstwa atomowe, np. USA i Rosję, a drogą do tego jest wciągnięcie do wojny dużego sojuszu wojskowego, jakim jest NATO. Można to zrobić prowokując wejście do działań Polski lub któregoś z państw bałtyckich. Oficjalne władze Polski, Litwy, Łotwy, Estonii bardzo są chętne do wprowadzenia swoich państw do wojny wbrew interesom swoich narodów. Jest tak dlatego, że reprezentują interesy tych samych sił, które chcą wywołać globalny konflikt, aby poukładać świat po swojemu. Jednym z celów tej układanki polega na usunięciu Słowian z terenu Polski i Ukrainy, aby ich zastąpić innymi ludźmi. W szerszym kontekście dążenie wymiany ludności dotyczy całej chrześcijańskiej Europy, jest bowiem kontynuacją wojny Synagogi z Eklezją.
Warto odnotować, że armia ukraińska atakuje cele na terenie Federacji Rosyjskiej, które nie mają niczego wspólnego z sytuacją na froncie ukraińskim. Rodzi to podejrzenie graniczące z pewnością, że są to ataki na zamówienie, wykonywane przez państwo najemnicze, a cała romantyczna otoczka o walce o niepodległość tylko przykrywa fakt, że Ukraina jest narzędziem w ręku globalnych koszernych podżegaczy. Państwo ukraińskie wyczerpuje jednak swoje zasoby materiałowe i ludzkie, reżim kijowski jest więc zdeterminowany, aby wciągnąć NATO do wojny. Może więc prowokować atak Rosji na Polskę lub kraje bałtyckie, wykonując atak pozorowany tzw. fałszywej flagi. Tym łatwiej, że Polska jest penetrowana przez ukraińską imigrację i agenturę. Należy też odnotować, że niedawno główni politycy w Polsce ostrzegali, że nastąpią ataki pod fałszywą flagą, z tym, że ono powiedzieli, że to Rosja użyje sprzętu ukraińskiego. Trudno się spodziewać, że mają informacje ze sztabu wojsk rosyjskich, ale można założyć, że takie dostali polecania. Ukraina więc nie będzie nawet musiała się starać, by pozyskać sprzęt rosyjski, może użyć swojego, a propaganda w każdym przypadku powie, że to Rosja, nawet, gdy zaatakuje nas Ukraina. Fałszywa flaga może mieć następującą postać:
atak Ukraińców na Rosję lub Białoruś z terytorium Polski, udający atak państwa polskiego, aby sprowokować Rosję do ataku odwetowego na kraj NATO;
taki sam atak z terytorium któregoś z państw bałtyckich;
atak sabotażowy na terytorium Polski na jakiś ważny obiekt, lub powodujący ofiary cywilne, widowiskowy i budzący potężne emocje, który propaganda Ukrainy i podżegaczy od razu przypisze Rosji, aby sprowokować atak odwetowy NATO na Rosję;
Wojna Usraela z Iranem pozornie tylko jest daleko on nas. Już wpływa na nas w cenach paliw, odciśnie się na całej gospodarce i wyższych kosztach wszystkiego. Może również spowodować wejście NATO do wojny przeciw Iranowi. Jak dotąd, poza USA i Wielką Brytanią pozostałe kraje NATO okazały powściągliwość w sprawie irańskiej. Jest ona jednak kluczowa nie tylko dla Trumpa, ale też dla Izraela i Żydów, więc naciski na NATO będą się ponawiać. Warto odnotować, że kilka miesięcy Temu rząd Hiszpanii odmówił udostępnienia swoich baz, zaś w lipcu wybuchły tam ogromne pożary lasów. Wejście NATO do wojny przeciw Iranowi może nastąpić na trzy sposoby. Sposób pierwszy, naciski dyplomatyczne, przez które rządy państw NATO zgodzą się wysłać swoje wojska. Istnieje ryzyko, że rząd w Warszawie zrobi to również, jako posłuszny wykonawca poleceń.
Sposób drugi, to atak odwetowy Iranu na bazę USA w którymś z państw NATO w Europie. Warto odnotować, że Iran atakowany jest z baz USA, rozmieszczonych w różnych krajach Zatoki Perskiej, a Iran skutecznie odpowiada na te ataki, atakując te bazy. Iran nie traktuje tego jako ataku na te państwa, ale na siły USA. Ostatnio rząd Bułgarii wyraził zgodę na wykorzystanie baz lotniczych NATO w Bułgarii do tankowania samolotów, wykonujących loty przeciw Iranowi. Rząd Iranu oficjalnie ostrzegł rząd Bułgarii, że będzie te bazy traktował jako uzasadnione cele. Armia irańska ma takie środki, aby sięgać do Europy. Istnieje ryzyko, że rząd w Warszawie jako posłuszny wykonawca udostępni bazy w Polsce do działań przeciw Iranowi, albo Amerykanie wykorzystają jedną ze swoich baz w Polsce bez pytania Polaków o zgodę, a Iran odpowie na to atakiem na te bazy. Zostanie to przez media i polityków w Polsce potężnie nagłośnione i wykorzystane do wciągnięcia Polski do wojny z Iranem.
Sposób trzeci to użycie Ukrainy jako narzędzia i państwa najemniczego. Armia ukraińska, tak, jak atakuje cele na Bałtyku, Uralu i Dalekim Wschodzie, tak może zaatakować każdy cel, na jaki dostanie zamówienie. Mogą to być cele irańskie, co zostanie medialnie sprzedane jako atak na sojusznika Rosji. Ponieważ cały Zachód wspiera Ukrainę, w tym NATO, USA i Koalicja Chętnych, do której należy Polska, mogą te siły rozszerzyć swoje wsparcie. I tak, jak Ukraina jest wspierana w wojnie z Rosją, tak będzie wspierana w wojnie z Iranem.
Punkt 5. Celowe bankructwo. Państwo polskie jest systematycznie zadłużane, szczególnie od czasów plandemii. Najpierw sztuczne zamknięcie gospodarki przez rząd Morawieckiego i wzrost zadłużenia pod pretekstem walki z plandemią. Potem jeszcze większe zadłużenia dla finansowania Ukrainy, co nieprzerwanie jest robione przez obie sylaby popisu od 2022 r. Do tego należy dołożyć celową fatalną politykę gospodarczą i finansową rządu. Teraz doszły kolejne preteksty do zadłużenia, mianowicie konieczność zbrojeń przeciw Rosji, które mają zbankrutować całą Europę. Symbolem jest pożyczka SAFE, ale jest tych narzędzi więcej. Stworzono sztuczne zagrożenie ze strony Rosji, przekonując Polaków i Europejczyków, że Rosja szykuje się do ataku na całą Europę. Wywołano panikę i psychozę, działając na emocje, używając polityków i tzw. ekspertów, w tym wojskowych. Tak zbudowano przyzwolenie na wielkie wydatki wojenne i zaciąganie pożyczek bankrutacyjnych. Nie zwiększają one bezpieczeństwa tych krajów ani trochę, wręcz przeciwnie. Kraje te są rozbrajane na rzecz Ukrainy i zmuszane do ponoszenia zawyżonych wydatków na wojskowość, co rujnuje ich gospodarki i zwiększa zadłużenie. W ten sposób całe państwa przechodzą na własność bankierów, głównie koszernych. Dla ludności będzie to oznaczało podporządkowanie całego życia potrzebom wojennym i nałożenie reżimów wojskowych na całą ludność, czyli biedę i niewolę. Należy również spodziewać się odpływu inwestorów z krajów, zagrożonych wojną, czyli również z Polski. Cały czas podkreślam, że zagrożenie to zostało wywołane i jest podtrzymywane sztucznie.
Punkt 6. W dalszym horyzoncie czasowym biologiczna likwidacja narodu. Wciągnięcie Polski do wojny oznaczać będzie przymusową mobilizację mężczyzn na mięso armatnie i przymusową ewakuację ludności cywilnej. Mężczyźni mogą zostać zlikwidowani, a kobiety i dzieci mogą być uprowadzone w jasyr do innych krajów, zaś terytorium gotowe do zasiedlenia przez nową ludność. Jeśli do tego nie dojdzie, bieda, ucisk i imigracja do Polski będą wypychać Polaków za granicę. Dalsze pogorszenie warunków życia spowoduje dalsze pogorszenie i tak fatalnej demografii. Każdy z tych scenariuszów przewiduje Polskę bez Polaków, otwarta pozostaje tylko kwestia, ile czasu to zajmie.
Punkt 7. Jako potężne zagrożenie należy wyróżnić współudział władzy nad Polską w powyższych planach. Władza ta realizuje masoński wzorzec dla całego Zachodu: władza chce zabić lud, aby go zastąpić nową ludnością, plastyczną i łatwą do rządzenia. Jest to konsekwencja walki Synagogi z Eklezją. W tym wzorcu władza niszczy swój kraj na dwa sposoby: czynny i bierny. Sposób czynny to prowadzenie aktywnej polityki antynarodowej. Używane są tu preteksty, które działają na emocje i powodują akceptację tej polityki przez społeczeństwo. Te preteksty to: praworządność, klimat, prawa zwierząt, prawa kobiet, prawa mniejszości seksualnych, prawa imigrantów wielokulturowych, wsparcie Ukrainy przeciw Rosji, walka z reżimem w Iranie, walka z antysemityzmem, walka z przemocą. Wszystkie posunięcia rządu w imię tych pretekstów służyły do niszczenia narodów państw europejskich. Sposób bierny to brak reakcji władzy w państwie na działalność, skierowaną w rdzenną ludność tego państwa. Jest to przykrywane potężną propagandą mediów, polityków i tzw. ekspertów, które używają w/w pretekstów, aby ukryć prawdziwe problemy. Ci ludzie, którzy o nich informują, zostają przez tą propagandę okrzyknięci następującymi epitetami: szur, oszołom, antyszczepionkowiec, płaskoziemca, foliarz, zwolennik teorii spiskowych, prymityw, homofob, mizogin, patriarchat, przemocowiec, faszysta, naziol, antysemita, nacjonalista, szowinista. Te wyzwiska lecą na tych, którzy chcą bronić swojego kraju i narodu przed w/w zagrożeniami. Współpracują w tym następujące ośrodki władzy i wpływów:
oficjalne rządy;
służby i sądy;
administracja terenowa i samorządy;
partie polityczne głównego nurtu;
lewostronne organizacje pseudo-społeczne, finansowane przez koszernych podżegaczy;
wszystkie grupy tzw. elit społecznych, szczególnie, gdy zależne są od środków publicznych;
główne media, w tym tzw. kultura i rozrywka;
tzw. specjaliści w mediach głównego nurtu;
episkopaty krajowe.
Współpraca wszystkich czynników oficjalnych z koszernymi podżegaczami prowadzi wszystkie te siły do polityki antynarodowej. W oficjalnym przekazie medialnym prawdziwe zagrożenia są ukrywane. Wskazane są tylko: Rosja, Iran, oraz ci, którzy mówią o prawdziwych zagrożeniach i próbują im przeciwdziałać. Służby i sądy mają wytyczne, aby nie zwalczać ludzi, powodujących prawdziwe zagrożenia, ale by zwalczać ludzi, broniących siebie, swoich krajów i narodów. Jest to element wzorca, w którym władza zabija rdzenną ludność, aby zastąpić ją nową ludnością. Siły te działają tak, ponieważ składają się z trzech głównych grup: Obcy Udający Swoich, zdrajcy i głupcy. Zdrajcy są zarówno przekupywani, jak i szantażowani dowodami własnych grzechów.
Punkt 8. Współudział samych ludzi we własnym zabójstwie. Pomimo jawnych dowodów większość ludności zachowuje bierność, a część wprost współpracuje z własnymi niszczycielami, co jest przejawem masowych tendencji samobójczych w Europie. Współudział samobójczy ludności Europy, w tym Polski przejawia się następująco:
zaufanie do partii głównego nurtu i wybieranie wciąż tych samych zdrajców politycznych;
zaufanie do głównych mediów i ufanie wciąż tym samym zdrajcom medialnym;
brak podjęcia jakichkolwiek działań informacyjnych, aby dowiedzieć się prawdy;
brak podjęcia jakichkolwiek działań energo-materialnych, aby zorganizować opór przed masowym wymieraniem;
atakowanie tych ludzi, którzy uświadamiają innych i organizują przeciwdziałanie wobec koszernych podżegaczy;
współpraca ludności z siłami, dążącymi do jej likwidacji.
Można ten punkt ująć tak: ludzie wolą kłamstwo od prawdy, zło od dobra i wroga od sojusznika, i wykazują w tym wiele energii. Ludzie działają więc dla własnej zguby i uniemożliwiają działania, które mogą ich uratować. Dzieje się tak na skutek postępującej debilizacji, o czym piszę w „Poradniku świadomego narodu”.
Państwo musi prowadzić politykę w interesie narodu i państwa polskiego, a nie w interesie jakichś innych grup i sił. Aby to zrobić, należy zmienić sposób sprawowania władzy w Polsce, a to jest możliwe tylko poprzez wymianę osób sterujących, co wymaga, aby Polacy zaczęli masowo popierać środowiska Grzegorza Brauna. Następnie należy zneutralizować główne zagrożenie strategiczne dla Polski, czyli Nową Chazarię u naszych granic. Najlepiej to zrobić inicjując nowy format współpracy państw Europy Środkowej: Europejską Strefę Bezpieczeństwa, wolną od terroryzmu. Europie zagrażają trzy terroryzmy: banderowski, islamski i lewacki. Następnie należy podjąć współpracę z Białorusią i Rosją w celu wspólnego sojuszniczego zarządzania terytorium Nowej Chazarii, tak, jak zarządzane były Niemcy po II Wojnie Światowej. Jednocześnie należy podjąć współpracę gospodarczą z Chinami i innymi państwami BRICS w celu utorowania Nowego Jedwabnego Szlaku. Nie należy jednocześnie zrywać relacji z Zachodem, ale wzmocnić je, inicjując Globalną Oś Pokoju Waszyngton – Warszawa – Pekin. Polska na tej osi byłaby Mostem i Strażnicą Eurazji, umożliwiając współpracę handlową Wschód – Zachód i Północ – Południe. Jest to możliwe, na przeszkodzie stoją jednak interesy Izraela, Żydów, koszernych bankierów, Unii Europejskiej (nie samych Europejczyków), władzy w Berlinie (nie samych Niemców), władzy w Londynie (nie samych Brytyjczyków), władzy popisowej w Warszawie (nie samych Polaków).
Tak wygląda w skrócie nasza sytuacja. Albo Polacy się z tego otrząsną i zaczną działać dla dobra swojego i innych narodów, albo dalej będą robić to, co dotąd, dla dobra koszernych podżegaczy, aż zostaną zlikwidowani jako naród. I tak zataczam pętlę i wracam do początku: działam dla uświadomienia, bo to jest podstawa dla ratunku przez trwałym usunięciem Polaków z historii, przy ogromnych cierpieniach ludzi na masową skalę. Polska jest jak Czerwony Kapturek, nieświadomy intencji wilka. Czy uda się uniknąć paszczy wilka? Czy będzie konieczny leśniczy? Kto nim zostanie?
W celu rozjaśnienia tych dylematów powstaje „Poradnik świadomego narodu”, a także moja najnowsza książka o tych sprawach:
O zagrożeniach, wojnach, Żydach, gojach, Ukrainie, Rosji, Chinach, Ameryce, i wyjściu z matni piszę w mojej najnowszej książce: Nasza polska walka. Tak odniesiemy zwycięstwo. Link do książki: sklep
Kiedy Polacy się obudzą? – Bartosz Kopczyński A skoro tak, nie ma również pomysłów, co takiego zrobić, aby jednak ci śpiący Polacy zechcieli łaskawie przebudzić się na tyle, aby zająć się na poważnie swoimi sprawami i uchronić […]
*
Polacy: pomiędzy paniką a obojętnością – prof. Jacek Janowski – Znajdujemy się ostatnio między dwoma szczękami imadła sprzecznych oddziaływań. Z jednej strony jesteśmy mocno straszeni, z drugiej strony taka permanencja w straszeniu może nas prowadzić do zobojętnienia i przez […]
Decyzja o wywołaniu powstania w Warszawie w 1944 roku była szaleństwem! Chwała Powstańcom! Hańba tym, którzy je wywołali! Piszę dzisiaj te gorzkie słowa, pozostawiając jutrzejszy dzień na rozmyślania.
Mija 82. rocznica Powstania Warszawskiego. To jeden z najbardziej tragicznych rozdziałów naszej polskiej historii. Na bezsensowną śmierć i kalectwo poszło wtedy 40 000 żołnierzy – w tym najbardziej ofiarni najlepiej wykształceni młodzi Polacy. Wysłali na śmierć dzieci! Zginęło 200 000 naszych rodaków, a stolice zmieniono w kupę zgliszczy i gruzów.
Przepadły skarby kultury narodowej – nasze zabytki, infrastruktura, przemysł, księgozbiory. Powstanie lepiej spełniło polityczne cele Niemiec niż nasze – polskie. „Z punktu widzenia historycznego jest [jednak] błogosławieństwem, że Polacy to robią. Po pięciu, sześciu tygodniach wybrniemy z tego. A po tym Warszawa, stolica, głowa, inteligencja tego byłego 16-17-milionowego narodu Polaków będzie zniszczona, tego narodu, który od 700 lat blokuje nam Wschód i od czasu pierwszej bitwy pod Tannenbergiem leży nam w drodze. A wówczas historycznie polski problem nie będzie już wielkim problemem dla naszych dzieci i dla wszystkich, którzy po nas przyjdą, ba, nawet już dla nas” – radośnie meldował wodzowi III Rzeszy Heinrich Himmler. Po 63 dniach walk Warszawa padła.
Zamiast analizy, zadumy i wyciągania wniosków znów będzie patriotyczne bicie piany. Jaki był polityczny i militarny sens tego Powstania? Jaki był jego cel i czy mogło ono cokolwiek Polsce dać? Przy uroczystych obchodach jego tragicznej rocznicy znów powtarza się jałowe pretensje do Stalina i twierdzenie, że nastroje były już tak rewolucyjne, iż nie dało się tego wyhamować i rozkaz do powstania musiał paść. Ale czyż aż tak trudno było ówczesnym analitykom przewidzieć jak może się zachować i jak zachowa się Stalin? Dokładnie wiedzieli jaka jest optyka ZSRR i co jest celem nadrzędnym.
Słyszę wspominki że liczyliśmy na większą pomoc Anglików. Naprawdę? Dlaczego nie wyciągnięto wniosków z wiarołomnej postawy aliantów w 1939 roku, tylko znów naiwnie postawiono wszystko na jedną kartę? Czy w ogóle coś robiono, aby gorące serca i głowy studzić i wlewać do nich więcej rozsądku? Gdzie była wtedy praca polityczna ówczesnego kierownictwa i dowództwa? Ile był wart „rząd londyński”?
Nie sprawdziły się ówczesne elity. Umiały tylko ulec romantycznemu nastrojowi ulicy. Odpowiedzi na te pytania dostarcza zresztą i dzisiejszy stan świadomości Polaków, który wciąż jest w ogólnym zarysie do tamtego podobny. Tamte elity mają kontynuatorów na dzisiejszej scenie politycznej. Obowiązuje od wielu lat schemat irracjonalnej nienawiści do wszystkiego, co ze Wschodu, i wciąż ta sama naiwna wiara w automatyczną pomoc z Zachodu. Wciąż to samo kretyńskie przekonanie, że tam wymusimy jakąś wdzięczność, albo że mamy tam obowiązek przynależenia.
Idiotyczne są deklaracje polityków – zwłaszcza obozu solidarnościowego – że tym powstaniem coś udowodniliśmy światu i sobie. Skandaliczne są wypowiedzi mówiące o tym, że dzięki powstaniu być może uniknęliśmy losu którejś z republik ZSRR. Zapomnieli ówcześni przywódcy i dzisiejsi nie pamiętają przestrogi Romana Dmowskiego: „Bytu Polski ryzykować, jej przyszłości przegrywać nie wolno ani jednostce, ani organizacji jakiejkolwiek, ani nawet całemu pokoleniu. Bo Polska nie jest własnością tego czy innego Polaka, tego czy innego obozu, ani nawet pokolenia”.
Powstanie Warszawskie na długo pogrążyło nas jako naród w kadrowej i moralnej niemocy. Henryk Sienkiewicz pisał że „krwi nie żal, byleby na marne nie szła”. Ale tej krwi żal. Żal, bo przelana na daremnie w imię romantycznych bzdur wciskanych młodym ludziom przez nieodpowiedzialnych polityków. Nie wystarczy znicz i pamięć – tę ranę trzeba rozdrapać i wyciągać wnioski. Czasem trzeba umierać za ojczyznę, ale ważniejsze by mądrze dla niej żyć. I aby więcej nie powtarzać tych niewybaczalnych błędów trzeba promować trzeźwy patriotyzm i uczciwe myślenie o polityce.
Chwała dzielnym Powstańcom – tym z AK, AL, ZWM, KB, PAL, BCh, NSZ. Hańba sprawcom tragedii.
Łukasz Jastrzębski
PS. Warto szczególnie dzisiaj przypomnieć, że Polaków w czasie powstania mordowali nie tylko Niemcy. Pamiętajmy o tragedii Woli. Czytajmy wspomnienia choćby cudem ocalałej Wandy Lurie.
================================
Na koniec trzy opinie o powstaniu w Warszawie:
Paweł Jasienica miał rację „Powstanie Warszawskie było skierowane militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciwko Rosjanom a faktycznie przeciwko samym Polakom”
Prof. Wiesław Chrzanowski pisał – „Wywołanie Powstania jest karygodną zbrodnią, za którą ponoszą odpowiedzialność pewne polskie ośrodki. Tak te wypadki ocenia polskie społeczeństwo, tak wyglądają one w rzeczywistości. Winni muszą ponieść odpowiedzialność”.
Prof. Jan Ciechanowski – „Powstanie zakończyło się straszliwą klęską, katastrofą i ruiną, która nie dotknęła żadnej innej stolicy w Europie od czasu najazdu Hunów na Rzym. 200 tysięcy ludzi zginęło, 500 tys. wygnano i skazano na poniewierkę. Miasto zrównano z ziemią. To największy błąd popełniony przez dowództwo AK.”