Sam się usuń !! MEM-y III.

————————————–

————————————-

—————————————————————-

——————–

—————————————–

—————–

——————————————

———————————-

Ku swemu przeznaczeniu

Ku swemu przeznaczeniu

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)    13 września 2026 michalkiewicz

Nie jest dobrze. Wprawdzie vaginet obywatela Tuska Donalda otworzył już sezon łowiecki w związku z pragnieniem wysadzenia w powietrze pana prezydenta Karola Nawrockiego oraz uporządkowania tubylczej sceny politycznej przez zaplanowanymi na jesień przyszłego roku wyborami do Sejmu i Senatu – ale wszystkie te przedsięwzięcia mogą napotkać nieprzewidziane trudności. Plan wysadzenia w powietrze pana prezydenta uzależniony jest, podobnie jak plan uporządkowania tubylczej sceny politycznej, od prawidłowego obsadzenia Trybunału Konstytucyjnego „naszymi” sędziami. Chodzi z jednej strony o możliwość uruchomienia procedury przewidzianej w art. 131 konstytucji, kiedy to w przypadku, gdy prezydent nie może nawet poinformować marszałka Sejmu o niemożności sprawowania swego urzędu – na przykład z powodu, że nic o takiej sytuacji nie wie – to wtedy Trybunał o takiej niemożności „orzeka” i w ten sposób obowiązki prezydenta przejąłby towarzysz Czarzasty Włodzimierz. Podobnie prawidłowo obsadzony Trybunał mógłby zdelegalizować „niepotrzebne” partie: Konfederację Korony Polskiej a nawet – Konfederację – i w ten sposób uporządkować polityczną scenę naszego bantustanu, żeby „demokracja” mogła „zwyciężyć”.

Plan alternatywny polega na tym, by prezydenta umoczyć w aferę Zondakrypto, a następnie – zaciągnąć go przed Trybunał Stanu. To trochę trudniejsze, bo takie zaciągnięcie wymaga 2/3 głosów członków Zgromadzenia Narodowego – z czym mogą być trudności. Trzeci wreszcie – desperacki projekt, o którym wspomniał podczas Campus Polska obywatel Tusk Donald, sprowadza się do działań na tzw. „rympał”. Taki w każdym razie wniosek wyciągam z zapowiedzi obywatela Tuska, że to mogą być działania „nieestetyczne”. W każdym razie podcho9dy pod Trybunał Konstytucyjny doprowadziły do wyboru przez Sejm pana Macieja Berka na kandydata na sędziego TK. To na jego barkach miałoby spocząć zadanie przeprowadzenia pożądanej rewolucji w tym Trybunale. Nie wszyscy wierzą, że te podchody, podobnie jak sceny myśliwskie z Zondakrypto mają na celu wysadzenie w powietrze pana prezydenta Nawrwockiego9. Na przykład Wielce Czcigodny Partyk Jaki poczciwie przypuszcza, że chodzi jedynie o dobrostan sodomczyków i gomorytek – by mogli wreszcie zawierać „małżeństwa” w tak zwanym „majestacie prawa” – jak zaleca nie tylko Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, ale i ETS w Luksemburgu.

Ale i tu mogą pojawić się nieoczekiwane komplikacje w związku z wyborami do landtagu Saksonia-Anhalt, jakie odbyły się 6 września. Jak wiadomo, zwycięzcą tych wyborów okazała się AfD, z wynikiem 44 procent, podczas gdy CDU uzyskała zaledwie niewiele ponad 17 procent. Nie oznacza to oczywiście przejęcia przez AfD władzy w Niemczech bo ogólnoniemieckie wybory parlamentarne mają się odbyć dopiero w roku 2029 – ani nawet pewności, że będzie ona rządziła tym landem – bo do samodzielnego utworzenia rządu trochę jej brakuje – ale jedno wydaje się pewne – że cordon sanitaire, jaki dotychczas stosowały wobec AfD partie establishmentu, okazał się przeciwskuteczny.

W dodatku nie tylko z powodu zdecydowanie niechętnego stosunku tej partii do imigrantów, ale również – a może nawet przede wszystkim – z powodu głoszenia przez nią potrzeby znormalizowania stosunków z Rosją, odbudowy gazociągów Nord Stream, no i zaprzestania futrowania Ukrainy. Z tego powodu zirytowany obywatel Tusk Donald powiedział, że w Polsce radość z powodu wyniku wyborczego AfD mogą odczuwać tylko „idioci lub zdrajcy”. Z punktu widzenia samego obywatela Tuska ta irytacja wydaje się oczywista, bo w nim z zagadkowych powodów upodobali sobie politycy CDU, ale nie da się ukryć, że w przypadku, gdyby AfD uzyskała podobny wynik w roku 2029, Polska też musiałaby dokonać korekty dotychczasowego postępowania.

Nie tyle może w stosunku do imigrantów, co przede wszystkim – w stosunku do Rosji i Ukrainy – oczywiście o ile wojna przeciągnie się aż do tego czasu. Nie wydaje się to prawdopodobne nie tylko ze względu na przypadające na wiosnę przyszłego, roku wybory prezydenckie we Francji, w których faworytą wydaje się być Maryna Le Pen. Obecne sondaże dają jej w drugiej turze nawet ponad 60 proc. Jeśli tak byłoby rzeczywiście, to by znaczyło, że cordon sanitaire wobec Zjednoczenia Narodowego również we Francji okazałby się przeciwskuteczny. W takiej sytuacji jest prawdopodobne, że Francja obrałaby kurs na normalizację stosunków z Rosją, co miałoby też wpływ na politykę wschodnią Unii Europejskiej.

W tej sytuacji również Ukraina musiałaby wyciągnąć z tego wnioski i kończyć wojnę póki nie byłoby za późno. Co w tej sytuacji zrobiłaby Polska i mocarstwa bałtyckie – to by zależało od tego, czy u steru nadal pozostawałaby ekspozytura Stronnictwa Pruskiego, czy nie. Stronnictwo Pruskie bowiem mogłoby nie mieć nic przeciwko ogłoszeniu „sprawiedliwego pokoju” na Ukrainie – co w moim przekonaniu wiązałoby się z jakąś terytorialną rekompensatą dla tego państwa za terytoria utracone na rzecz Rosji na wschodzie – podobnie jak i nie miałoby nic przeciwko dokonanemu wbrew traktatowi moskiewskiemu z 12 września 1990 roku o ostatecznym uregulowaniu odnośnie Niemiec – dokończeniu procesu zjednoczenia Niemiec – o co mogłaby zabiegać AfD, naciskając na rząd federalny.

To by się nawet zgadzało z konsekwencjami nowelizacji traktatu lizbońskiego, która została już przecież rekomendowana przez Parlament Europejski. Z Polski zostałaby tylko Generalna Gubernia, z której Żydowie mogliby zaspokajać swoje majątkowe roszczenia, dotyczące „własności bezdziedzicznej”. Jak widzimy, wszyscy mogliby być z takiego rozwiązania zadowoleni, nie wyłączając Naszego Najważniejszego Sojusznika, dla którego Żydowie są niewątpliwie ważniejsi od nas.

Jeśli chodzi o Ukrainę, to ostatnia wizyta w Kijowie amerykańskich negocjatorów nie natchnęła chyba nikogo optymizmem tym bardziej, że dochodzą stamtąd coraz wyraźniejsze odgłosy walki między tamtejszymi poszczególnymi bezpieczniackimi watahami, które coś tam przecież muszą już wiedzieć i dlatego przepychają się gwoli uzyskania najlepszej pozycji wyjściowej wśród tamtejszych korupcjonistów. I tylko Polska, podobnie jak mocarstwa bałtyckie, wydaje się tego wszystkiego nie dostrzegać, ani – tym bardziej – wyciągać wniosków. To znaczy Volksdeutsche Partei wyciąga taki wniosek, by jak najszybciej doprowadzić do wysadzenia w powietrze pana prezydenta Nawrockiego i do uporządkowania tubylczej sceny politycznej, żeby nic nie mogło już zakłócić marszu naszego nieszczęśliwego kraju ku swemu przeznaczeniu, ku któremu dążymy ponad podziałami od czerwca 2003 roku, kiedy to w referendum w sprawie Anschlussu stręczył nam Unię Europejską nie tylko obywatel Tusk Donald, ale i Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Niemcy ostrzą sobie zęby na Solino. Czy stracimy magazyn na strategiczne rezerwy ropy?

Niemcy ostrzą sobie zęby na Solino. Czy stracimy magazyn na strategiczne rezerwy ropy?

Niemiecki kapitał jest gotowy do przejęcia kolejnej kluczowej polskiej firmy. W kopalni Solino, odpowiadającej za magazynowanie blisko połowy strategicznych rezerw ropy w kraju, od miesięcy trwa protest głodowy. Pracownicy alarmują: brak zdecydowanych działań sprawi, że nasze bezpieczeństwo energetyczne bezpowrotnie trafi w niemieckie ręce.

Wojciech Parol 19.07.2026 zero.pl//obajtek-w-solino-o-co-chodzi-w-strajku-glodowym-w-kopalni-chroniacej-polskie-rezerwy-ropy

Inowrocław, 09.07.2026. Europoseł Daniel Obajtek (2P) oraz wiceprezes PiS Przemysław Czarnek (P) podczas konferencji prasowej przed zakładem IKS Solino (fot. Agnieszka Bielecka / PAP)

  • Kopalnia Solino ma strategiczne znaczenie dla Polski. W solnych kawernach pod Inowrocławiem magazynowana jest znaczna część krajowych rezerw ropy naftowej i paliw.
  • Związkowcy alarmują o zagrożeniu dla przyszłości zakładu. Według protestujących bez nowych odwiertów i koncesji działalność kopalni może zostać ograniczona lub wygaszona w ciągu najbliższych lat.
  • Strajk głodowy w Solino trwa od marca. Część pracowników protestuje przeciwko planowanej sprzedaży aktywów niemieckiej firmie oraz domaga się inwestycji w dalszy rozwój kopalni.
  • Prezes kopalni Solino, Wojciech Kotlarek, odmówił wywiadu, nie przedstawiając szerzej swojego stanowiska wobec zarzutów i obaw zgłaszanych przez protestujących pracowników.
  • Bez odpowiedzi pozostaje pytanie: czy kopalnia, która jest fundamentem naszego bezpieczeństwa narodowego, zostanie przejęta przez niemiecki kapitał?
  • =================================

W ostatnich dniach zrobiło się niezwykle głośno o kopalni soli Solino w Inowrocławiu. Wszystko za sprawą Daniela Obajtka, byłego prezesa Orlenu i obecnego europosła, który niespodziewanie pojawił się na jej terenie. Polityk chciał osobiście wesprzeć górników prowadzących strajk głodowy przeciwko planom sprzedaży aktywów firmy Qemetica niemieckiemu koncernowi K+S.

Wizyta ta błyskawicznie przerodziła się w medialny spektakl. Między Obajtkiem a prezesem kopalni Wojciechem Kotlarkiem doszło do ostrej wymiany zdań oraz fizycznej szarpaniny. Gdy prezes próbował zablokować wejście i wezwał policję, były szef Orlenu oskarżył go o uderzenie i naruszenie nietykalności cielesnej. O co właściwie chodzi? Dlaczego sytuacja w kopalni Solino budzi tak intensywne emocje?

Czytaj też: Awantura w Solino. Szarpanina z udziałem Wojciecha Kotlarka i Daniela Obajtka

Wojna w kopalni Solino

Pod stopami mieszkańców Inowrocławia spoczywa gigantyczny, uśpiony skarb. Ponad kilkaset metrów pod ziemią, w hermetycznych, solnych jaskiniach, zmagazynowano paliwo na czarną godzinę. Mowa o blisko połowie strategicznych rezerw ropy naftowej w Polsce. To absolutny fundament naszego bezpieczeństwa energetycznego.

Tymczasem od marca w kopalni IKS Solino trwa dramatyczny protest głodowy, który w ostatnim czasie poparł Daniel Obajtek. Ludzie odmawiają przyjmowania posiłków, niektórzy z wycieńczenia trafili już do szpitala. Na miejscu, w samym sercu tego strategicznego klinczu, doszło do wojny domowej między związkami zawodowymi. Czy rzeczywiście grozi nam katastrofa – jak starają się przekonać protestujący – czy też mamy do czynienia ze zwykłą grą polityczną?

Spichlerz ukryty w soli: Jak działa Solino?

Zanim przyjrzymy się samej awanturze, warto wyjaśnić, czym w ogóle jest IKS Solino. To nie jest klasyczna kopalnia, w której górnicy z kilofami zjeżdżają windami na dół, by kruszyć bloki soli. Proces ten opiera się na technologii otworowej. W głąb ziemi wtłacza się wodę, która rozpuszcza złoża solne. Powstała w ten sposób solanka jest wypompowywana i sprzedawana do pobliskich zakładów chemicznych. Dla bezpieczeństwa kraju kluczowe jest jednak to, co zostaje pod ziemią po wypłukaniu soli – gigantyczne, puste komory zwane kawernami.

To tam, w całkowicie bezpiecznych i hermetycznych warunkach, przechowuje się strategiczne rezerwy ropy naftowej i paliw płynnych. Sól nie reaguje z paliwami, a setki metrów skały chronią te zasoby przed potencjalnym atakiem z powietrza czy konfliktem zbrojnym. Gdyby jutro całkowicie odcięto nam dostawy ropy z zagranicy, zgromadzone tu rezerwy mogłyby zasilać Polskę przez około trzy miesiące.

Czarna wizja Jerzego Gawędy: 10 lat do końca kopalni?

Liderem protestu głodowego jest Jerzy Gawęda, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w IKS Solino S.A. O co toczy się ta walka? Gawęda bije na alarm: obecne złoża solanki są na wyczerpaniu. Jeśli rząd i Orlen nie podejmą natychmiastowych decyzji o inwestycjach w nowe odwierty i pozyskiwaniu nowych koncesji, kopalnia przestanie istnieć w ciągu najbliższej dekady.

Co gorsza, od stycznia nie funkcjonuje wydział produkcji soli (dawna warzelnia). Zdaniem Gawędy, to dopiero początek katastrofy. Sprzedaż w 2014 r. firm odbierających solankę prywatnemu inwestorowi oraz wyłączenie ich infrastruktury z kategorii infrastruktury krytycznej pozbawiły te strategiczne zakłady państwowego parasola ochronnego.

Cyberatak na skrzynkę żołnierza. Wojsko ujawniło szczegóły incydentu

Kaczyński spotkał się z Morawieckim. Po 2,5 godziny rozmów padła deklaracja o jedności

Od kompromisu do rewolucji. Lewica odpowiada na blokadę w Pałacu Prezydenckim

Gawęda sugeruje, że cały dramat posiada tło geopolityczne. Blokowanie rozwoju Solino ma być jego zdaniem na rękę Niemcom i Rosjanom, którzy poprzez projekty takie jak Nord Stream chcieli kontrolować dystrybucję paliw i energii w Europie Środkowo-Wschodniej. Bez silnego, polskiego Solino, mamy stać się bezbronni i zależni od silniejszych sąsiadów. W swoich oskarżeniach posuwa się wręcz do zarzutów o nepotyzm w innych związkach zawodowych działających w Solino.

Murem za protestującymi: Stanowisko Daniela Obajtka

Jerzy Gawęda wyraźne wsparcie otrzymał od Daniela Obajtka. Były prezes Orlenu, a obecnie europoseł, jednoznacznie opowiedział się po stronie strajkujących pracowników, w pełni podzielając ich najbardziej niepokojące scenariusze. Obajtek publicznie alarmuje, że sytuacja w kopalni Solino to nie jest zwykły, lokalny konflikt pracowniczy, ale realna walka o uratowanie państwa przed katastrofą energetyczną. Jego zdaniem ewentualne oddanie kontroli nad tak strategicznym sektorem to potężny cios w suwerenność kraju.

W swoich wystąpieniach polityk stawia sprawę jasno i bezkompromisowo: „nie możemy doprowadzić, by przeszło to do Niemiec”. Obajtek przekonuje, że brak jasnej i zdecydowanej strategii obrony polskich interesów nieuchronnie doprowadzi do sytuacji, w której zagraniczny kapitał przejmie bezcenną infrastrukturę. Wspierając determinację protestujących, wielokrotnie podkreślał, że obrona kopalni to absolutna konieczność i polska racja stanu, od której nie wolno ustąpić ani na krok.

Mur milczenia: Jak zarząd Solino unika odpowiedzi

Narracja strony protestującej oraz stojącego za nimi Daniela Obajtka jest niezwykle alarmująca i maluje obraz nadchodzącej katastrofy. Jednak aby zachować pełny obiektywizm dziennikarski i nie stać się stroną w tym gorącym konflikcie, postanowiłem wysłuchać kontrargumentów drugiej strony.

\ Zwróciłem się więc bezpośrednio do prezesa kopalni Solino, Wojciecha Kotlarka.

Moje próby nawiązania merytorycznego dialogu zderzyły się jednak z biurokratycznym murem. Po rozmowie z Danielem Obajtkiem wysłałem oficjalnego maila z zaproszeniem na rozmowę do kierownictwa kopalni. W wiadomości wprost zaznaczyłem, że pracuję nad materiałem dla Kanału Zero, poznałem już argumenty byłego szefa Orlenu i zależy mi na oddaniu głosu zarządowi, oferując pełną przestrzeń do przedstawienia własnej perspektywy.

Pierwsza odpowiedź ze spółki ucinała temat krótkim tłumaczeniem, że rozmowa z prezesem jest w danym dniu niemożliwa z powodu natłoku jego obowiązków. Chcąc wyjść naprzeciw zarządowi, zaproponowałem elastyczne rozwiązanie – rozmowę online w dowolnym, wybranym przez prezesa dniu i o jakiejkolwiek godzinie. Niestety, w kolejnej wiadomości zwrotnej padło już tylko kategoryczne i ostateczne stwierdzenie: „niestety wywiad nie będzie możliwy”.

Taka postawa ze strony kierownictwa spółki o tak strategicznym znaczeniu budzi uzasadniony niepokój. W obliczu tak poważnych zarzutów i sporu o fundamentalnym znaczeniu dla kraju, elementarny profesjonalizm wymagałby chociażby przesłania odpowiedzi drogą mailową lub wyznaczenia rzecznika prasowego do obrony dobrego imienia firmy. Zamiast tego spotykamy się z całkowitym milczeniem. Trudno uciec od wrażenia, że ten mur ma na celu coś ukryć, a rzeczywista sytuacja w kopalni jest dla zarządu na tyle niewygodna, że prawda mogłaby wywołać potężny wstrząs wizerunkowy i społeczny.

Czy polski kapitał znowu przecieknie nam przez palce?

Obecna sytuacja w kopalni Solino to klasyczny i niestety dobrze znany z historii scenariusz. Istnieje ogromne ryzyko, że z powodu braku jasnej wizji rozwoju i zdecydowanego oporu, strategiczny dla nas rynek oraz potężne podziemne rezerwy zostaną bezpowrotnie zagospodarowane przez zagraniczną konkurencję, która tylko czeka na naszą bierność. Kiedy obcy kapitał przejmie kontrolę nad tym, co w polskiej gospodarce i energetyce kluczowe, my we własnym państwie będziemy mieli coraz mniej do powiedzenia.

Czytaj też: Daniel Obajtek przyznaje się do nepotyzmu i kumoterstwa w Orlenie

Zarząd Solino postanowił milczeć i umyć ręce od narastającego kryzysu, jednak tej sprawy nie da się po prostu przeczekać. Skoro gra toczy się o same fundamenty naszego bezpieczeństwa narodowego, odpowiednie służby państwowe powinny jak najszybciej prześwietlić cały ten proces.

Polska absolutnie nie może sobie pozwolić na to, aby kolejny kluczowy element rodzimego kapitału oraz strategicznej infrastruktury został bezkarnie oddany i przejęty przez Niemcy. Czas na zdecydowane działania i twardą obronę naszych interesów, zanim narodowy spichlerz energetyczny bezpowrotnie przecieknie nam przez palce.

Prof. Anna Raźny: Czy jest możliwy dialog z Rosją?

Prof. Anna Raźny: Czy jest możliwy dialog z Rosją?

Po pytaniu sformułowanym w tytule należy postawić związane z nim następne:

Czy o dialog z Rosją można pytać teraz, kiedy na Ukrainie nadal trwa wojna kolektywnego Zachodu – USA, Unii Europejskiej, a nade wszystko NATO – z Rosją? Kiedy Polska – zamykając rosyjski konsulat w Gdańsku, ostatni w naszym kraju – sprowadza do zera stosunki dyplomatyczne Warszawy z Moskwą? Kiedy nie wiemy, jaka będzie po tej wojnie nowa mapa Ukrainy, a zatem i Europy, a także – co nie jest wykluczone – Polski?


Właśnie teraz, gdy trwająca na Ukrainie wojna przyspiesza utrwalenie zaistniałego nowego, wielobiegunowego porządku świata, należy te pytania eksponować i szukać na nie odpowiedzi. Należy poddać ocenie obecne stosunki polsko-rosyjskie i zarysować perspektywę przyszłych – powojennych. Każdy kształt tej perspektywy jest niemożliwy bez uwzględnienia rusofobii, która od euromajdanu kijowskiego w 2014 roku opanowała polskie umysły nie tylko w sferze polityki, ale również nauki, kultury, życia społecznego, a nawet religii. Rusofobiczna postawa Polski ma wymiar nie tylko polityczny, ale również cywilizacyjno-kulturowy, psychologiczny, moralny.

Zarysowanie perspektywy dialogu z Rosją musi uwzględniać przezwyciężenie polskiej rusofobii nie tylko w świadomości elit, ale również większości społeczeństwa, poddawanego od lat manipulacyjnej propagandzie antyrosyjskiej. Pytanie o dialog jest pytaniem o możliwość przezwyciężenia najgroźniejszego w rusofobii nastawienia do Rosji i Rosjan – nienawiści, odmawiającej im prawa do istnienia. Tylko afirmacja istnienia – odwzajemnionego ze strony rosyjskiej – może stać się fundamentem naszych wzajemnych pokojowych relacji. Bez pokojowego współistnienia nie może być mowy o dialogu otwierającym pole współpracy. Współistnienie i współpraca zakładają wypracowanie przestrzeni wzajemności.

Owo wypracowanie wymaga przyjęcia przez obie strony dialogu uniwersalnych kryteriów porozumienia. Kryteria polityczne u swej genezy zakładają trudne do przezwyciężenia różnice wynikające z odmiennych geopolitycznych uwarunkowań Polski i Rosji. Łatwiejsze do obustronnej akceptacji są kryteria ekonomiczno-gospodarcze. Te jednak ulegają presji zmiennych napięć wolnorynkowych i dynamiki niekompatybilnych bloków politycznych. Nie mogą wiec stanowić trwałej gwarancji harmonijnego współistnienia, a tym bardziej owocnej dla obu stron współpracy. Jedyne, co łączy Polskę i Rosję, to wartości chrześcijańskie, wspólne dla obu cywilizacji, które ukształtowały nasze narody. Niezależnie bowiem od różniących nas konfesji na poziomie teologicznym oraz dogmatycznym – w obydwu stanowią one ten sam fundament moralny. Zarówno w łacińskiej – z której wyrósł nasz naród, jak i bizantyjskiej, która zbudowała rosyjską tożsamość. W przypadku tej drugiej pomijam czynnik turański, który jako stygmatyzujący ślad po niewoli mongolskiej zaburzał bizantyjskie, wschodnio-chrześcijańskie dziedzictwo Rosji. Obecnie jest on całkowicie marginalny i jako taki nie determinuje jej antropologicznego i aksjologicznego – ściślej – etycznego oblicza. [Ależ skądże! Ogrom na rola plemion wyznających islam, czy oligarchów żydowskich i /lub anty-łacińskich, razem to koło-obłęd, mieszanka cywilizacyj, nie cywilizacja bizantyńska. md]

Po upadku komunizmu i rozpadzie Związku Radzieckiego Rosja stała się bowiem opoką cywilizacji wschodnio-chrześcijańskiej – czego świadectwem jest jej konstytucja – z odwołaniem do Boga – i ustawodawstwo rugujące z jej przestrzeni antychrześcijańską ideologię genderyzmu i wybijające zęby skrajnemu ekologizmowi. Rosyjskie ustawodawstwo chroni zdecydowanie chrześcijan i chrześcijańskie wartości w powiązaniu z wartościami konserwatywnymi – z modelem tradycyjnej rodziny nie obejmującym jej patchworkowej odmiany, z tradycyjnym małżeństwem kobiety i mężczyzny, wykluczającym tzw. małżeństwa homoseksualne, z zakazem w kulturze, życiu politycznym (np. w programach partii politycznych), życiu społecznym, czy wreszcie w oświacie treści genderowych. W tych sferach współczesnej Rosji nie ma powiązań z turańskim wektorem cywilizacyjnym.

Również w tych regionach, w których dominuje ludność innego wyznania – np. islamskiego – czego przykładem jest Czeczenia – obowiązuje ta sama co w Moskwie konstytucja i te same ustawy. Jeśli jeszcze uwzględnimy triumfalne po upadku komunizmu odrodzenie chrześcijaństwa nie tylko na poziomie eklezjologicznym, ale również kulturowym i społecznym: seminaria, szkolnictwo, architektura, muzyka, film – gdzie nie ma szans na turańskie wątki i tzw. wartości Zachodu, nade wszystko Unii Europejskiej – koncepcja Feliksa Konecznego o bizantyńsko-turańskim kształcie cywilizacyjnym Rosji upada [życzeniowe poglądy… md] . Ślad turański jest bowiem widoczny jedynie w sposobie sprawowania władzy. Ten zaś sposób możemy przypisać każdemu autokratycznemu prezydentowi, np. Donaldowi Trumpowi.

Teza o odrodzeniu chrześcijaństwa i umocnieniu chrześcijańskiej cywilizacji we współczesnej Rosji nie jest rusofilskim fejkiem Jest faktem potwierdzonym przez dokumenty ustawodawcze, praktykę polityczną, społeczną, oświatową, kulturową Federacji Rosyjskiej. Wiedza Polaków na ten temat jest znikoma. Prawda o chrześcijańskiej współczesnej Rosji została bowiem wyrugowana z rusofobicznego polskiego przekazu. Ten, na który skazane jest polskie społeczeństwo, jest nie tylko fałszywy, ale również demoniczny, ukazujący Rosję jako szatańskie imperium zła.

Jego celem jest umocnienie strachu przed Rosją i przekształcenie go w nienawiść do wszystkiego, co rosyjskie. Ten obraz Rosji konieczny był polskim władzom i wspierającym je elitom w uzyskania akceptacji Polaków dla zaangażowania naszego państwa w wojnie z Rosją na Ukrainie. Fałszywy przekaz o tej wojnie – w której jakoby Ukraina broni naszej suwerenności – umocnił polską rusofobię i pogłębił wszystko to, co nas dzieli – przeciwstawne powiązania geopolityczne i idące za nimi gospodarczo-ekonomiczne, kulturowe, religijne…

Skutecznie natomiast ukrył wszystko to, co nas łączy: nie tylko chrześcijańskie wartości moralne, ale również te idee, które dla historii i geopolityki minionych epok obu narodów miały znaczenie eschatologiczno -metafizyczne i religijne. Dla polskiego była to romantyczna idea Polska Chrystusem narodów, zaś dla rosyjskiego idea Moskwy III Rzymu. Niezależnie od religijnego i politycznego znaczenia tych idei i epok, które je zrodziły, obydwie miały wymiar cywilizacyjno-kulturowy. Adam Mickiewicz w charakterystycznej dla epoki romantyzmu idei posłannictwa Polski widział taką właśnie jej rolę w po-napoleonowskiej Europie, zagrożonej ideami antychrześcijańskiej rewolucji. Cierpienie Polski pod zaborami miało stanowić catharsis dla zagrożonych narodów. Z kolei idea Moskwy III Rzymu – zrodzona z troski o losy chrześcijaństwa wschodniego po upadku Konstantynopola w 1453 roku – miała zminimalizować negatywne dla chrześcijaństwa wschodniego konsekwencje ostatecznego upadku cesarstwa wschodnio-rzymskiego, przejęcie przez Turków Konstantynopola i panowania nad wschodnim basenem Morza Śródziemnego, co otwierało imperium osmańskiemu drogę do podboju Europy. Podboju powstrzymanego dopiero w 1683 roku dzięki zwycięstwu króla polskiego Jana III Sobieskiego pod Wiedniem.

Obydwie te idee były i nadal są świadectwem potencjału mesjanistycznego obydwu narodów. Potencjału realnego, nie zaś utopijnego. Realnego, jak realna jest siła wskazywanych przez te idee wartości łączących naród polski czy rosyjski dla ich obrony. Te mesjanistyczne idee trzeba odczytać na nowo i wykorzystać we wspólnej walce z tymi, którzy doprowadzili do upadku chrześcijańską cywilizację Zachodu, zamieniając ją na cywilizację globalistyczno-liberalno- transatlantycką – współistniejącą jedynie z przejawami tej pierwszej. Taka mieszanka – jak każda mieszanka cywilizacyjna według Konecznego – jest trująca. I taka mieszanka zapanowała w Polsce. [tak md]

Niezależnie od jej zaistnienia, wciąż jest możliwy, a obecnie wręcz konieczny, dialog Polski z Rosją w formie wspólnej obrony wartości chrześcijańskich i konserwatywnych – wyrugowanych z przestrzeni cywilizacyjno-kulturowej dawnego cesarstwa zachodnio-rzymskiego. Jeśli dzięki obecności Rosji w Syrii ocalała ostatnia większa w tym kraju – związana w dziejach Kościoła ze św. Pawłem – enklawa chrześcijańska z centrum w Damaszku, to dlaczego mielibyśmy wykluczyć możliwość współpracy z Rosją w obronie przedstawionych wyżej wartości.

Wykluczyć – co jest w tym wypadku najistotniejsze – należy jej obecność militarną w Europie i Polsce. Wskazana natomiast byłaby gwarancja takiej współpracy w nowej doktrynie bezpieczeństwa europejskiego, uwzględniającej również bezpieczeństwo Rosji. To jest realna perspektywa wspólnego działania. I takie doświadczenie europejsko-rosyjskie, obejmujące również Polskę jako członka NATO mamy za sobą. To doświadczenie przyniosła powstała w 2002 roku Rada NATO-Rosja jako forum dialogu ukierunkowanego na współpracę w kwestiach bezpieczeństwa między państwami członkowskimi Sojuszu Północno-Atlantyckiego i Rosją. Oczywiście, tym bardziej jest realna taka współpraca w ramach stosunków dwustronnych między Polską i Rosją, niezależnie od przynależności do przeciwstawnych bloków militarnych, których wojenne starcie na Ukrainie dobiega końca. Rosja jest nawet lepiej od Polski przygotowana do takiej współpracy, ponieważ nie dopuściła do zapanowania w jej przestrzeni takiej toksycznej mieszanki cywilizacyjnej, jaka zawładnęła Zachodem z Polską włącznie. [Oj, dopuściła.. Może nie tej, ale równie toksycznej md]

To jest kusząca perspektywa nie tylko dla Rosji, która poczyniła już wiele w tym zakresie, ale również dla Polski, która nie chce uznać jej obecnych zasług w walce o respektowanie chrześcijańskich wartości etycznych i kulturowych w świecie poddanym globalnej westernizacji, narzucającej współczesnej ludzkości degradujące ją dwie ideologie: genderyzmu i skrajnego ekologizmu. Rosja je wykluczyła ze swojej przestrzeni cywilizacyjno-kulturowej, Polska je natomiast toleruje, a tym samym włącza do swej przestrzeni – pod hasłami fałszywych praw człowieka i fałszywej demokracji, zrównującej to co zdrowe z chorym, to, co zgodne z bytem z tym, co go neguje.

Pomimo już bardzo istotnych świadectw naszego uczestnictwa w mieszance cywilizacyjnej Zachodu doszło jednak do bardzo ważnego wydarzenia otwierającego realny dialog i realną współpracę Polski z Rosją na poziomie cywilizacyjno-kulturowym. Być może tylko dlatego, że nad tym wydarzeniem rozpostarty był parasol ochronny w postaci Rady NATO-Rosja – zlikwidowany w 2022 roku przez wybuch wojny na Ukrainie.

Tym wydarzeniem było podpisanie w Warszawie 17 sierpnia 2012 roku przez ks. arcybiskupa Józefa Michalika i patriarchę Wszechrusi Cyryla apelu o pojednanie narodów polskiego i rosyjskiego. Niestety nie uzyskał on należnego rozgłosu nie tylko w sferze politycznej i społecznej, ale także religijnej i kulturowej – zarówno w Polsce, jak i w Rosji. Nie wzbudził również zainteresowania badaczy tych nauk humanistycznych i społecznych, które tego typu dokumenty i fakty czynią przedmiotem analiz i interpretacji: religioznawstwa, socjologii, kulturoznawstwa, filologii, aksjologii, politologii, stosunków międzynarodowych.

Podejrzewać można, iż postawa obojętności wobec tego przesłania była rezultatem wciąż głębokich wzajemnych uprzedzeń i kultywowanych stereotypów, nie poddających się myśleniu według wartości. Z drugiej strony to świadome przemilczenie historycznego dokumentu ukształtował koniunkturalizm badawczy i moda na anty-aksjologiczny i anty-epistemologiczny postmodernizm. Popularny także wówczas w Rosji. Natomiast obojętność wobec tego wydarzenia – dokumentu decydenckich centrów religijnych, kulturowych, a nade wszystko politycznych w samej Polsce wynikała prawdopodobnie z zaawansowanych przygotowań Zachodu i jego zbrojnego ramienia jakim jest NATO do wojny z Rosją na terenie Ukrainy.

Z punktu widzenia historii kultury – obejmującej także historię Kościoła Katolickiego w Polsce, historię Cerkwi w Rosji i dzieje ekumenizmu po Soborze Watykańskim II – przesłanie jest wydarzeniem o charakterze fenomenu. Nie ma bowiem przesłanek genealogicznych, nazywanych niekiedy prześmiewczo archeologią wydarzenia. Nie posiada również odbicia w narracjach innych faktów dopełniających jego wymiar. Już pobieżna lektura przesłania skłania do konkluzji, iż mamy do czynienia z próbą przełamania konfliktogennego paradygmatu cywilizacyjnego: Polska – Rosja, ujmowanego w kategoriach napięć między łacinizmem a bizantynizmem i turanem.

Głęboki sens przesłania i jego znaczenie historyczne uwidaczniają się w perspektywie antropologiczno-religijnej oraz antropologiczno-kulturowej. W obu tych perspektywach badawczych pierwszorzędną rolę odgrywa kryterium aksjologiczne, pozwalające określić rolę wartości chrześcijańskich jako wartości uniwersalnych, kształtujących postawy nie tylko pojedynczych osób, ale również społeczeństw i narodów. One też wpływają na charakter kultur narodowych i budowaną na nich cywilizację.
Przesłanie o pojednanie narodów polskiego – rosyjskiego jest świadectwem wciąż żywego jeszcze trwania Polski w cywilizacji łacińskiej – aczkolwiek już nie na każdym jej poziomie – oraz triumfalnego powrotu Rosji do chrześcijaństwa.


Otwarcie na dialog i pojednanie było do tej pory stałą daną cywilizacji łacińskiej, natomiast słabą stroną cywilizacji bizantyjskiej. Można więc mówić o triumfalnym odrodzeniu cywilizacji wschodniego chrześcijaństwa na gruncie rosyjskim – bo wzbogaconego o ten właśnie nowy, nie tylko ekumeniczny, ale również cywilizacyjno-kulturowy dialog. Dokument zapowiada wspólną walkę z negatywną antropologią i dehumanizującą cywilizacją Zachodu oraz współdziałanie w obronie chrześcijańskich wartości. Kulturowe znaczenie tego dokumentu wyraża się w kluczowych jego słowach i pojęciach:
– Dziedzictwo chrześcijańskie Wschodu i Zachodu
– Duchowe oblicze i kultura naszych narodów
– Braterski dialog
– Przebaczenie krzywd i niesprawiedliwości odrzucające zemstę, zakładające jednak pamięć o nich
– Niezakłamana prawda historyczna
– Trwałe pojednanie jako fundament pokojowej przyszłości – mogące się dokonać „jedynie w oparciu o pełną prawdę o naszej wspólnej przeszłości”

Każde z tych pojęć i słów –kluczy jest emanacją chrześcijańskich wartościach moralnych, religijnych i kulturowych. Zakończenie przesłania zawiera ich umocnienie poprzez powtórzenie w innym kontekście i innej formie – politycznej i społecznej.
Apelujemy do wszystkich, którzy pragną dobra trwałego pokoju oraz szczęśliwej przyszłości: do polityków, działaczy społecznych, ludzi nauki, kultury i sztuki, wierzących i niewierzących, do przedstawicieli kościołów – stale podejmujcie wysiłki na rzecz rozwijania dialogu, wspierajcie to, co umożliwia odbudowanie wzajemnego zaufania zbliża ludzi do siebie oraz pozwala budować wolną od przemocy i wojen pokojowa przyszłość naszych krajów i narodów”.

Przesłanie jest przekroczeniem różnic kulturowych i cywilizacyjnych, jest rzeczywistą transgresją, nie zaś jej symulacją czy też dysymulacją, o których mówi Jean Baudrillard1. Wyrasta z historycznej i kulturowej rzeczywistości obu narodów, rzeczywistości obecnej i przyszłej, dotyczy ich obecnej kondycji i rysuje kształt przyszłej. Nie jest symulakrem budującym hiperrzeczywistość utopii. Nie ma tu również zwycięstwa jednej cywilizacji nad drugą, ponieważ przekroczenie ich granic dokonuje się w sferze wartości, nie zaś systemów i budowanego w ich ramach prawa. Podstawowe pojęcia i słowa kluczowe mają charakter odwołania do wartości duchowych, religijnych, kulturowych. Na ich gruncie przesłanie rysuje perspektywę budowania nowej świadomości obu narodów we wzajemnych relacjach, wzajemnym zrozumieniu i poszanowaniu godności każdej osoby i jednocześnie obu narodów.

Przesłanie jest już dokumentem historycznym i trzeba tak na niego spojrzeć. Jego realizacja jest nie tylko poddawana wątpliwościom, ale wręcza odrzucana w ramach trwającej wojny na Ukrainie. Nie zamyka jednak ani powrotu do wzajemnego zaufania, ani tym bardziej nie przekreśla jego uniwersalnych znaczeń.

Sam dokument, a także obecny kształt cywilizacyjny Polski i Rosji zmusza natomiast badaczy kultury do ponownego przemyślenia i rozwinięcia poglądów Feliksa Konecznego. Zwłaszcza tych, które dotyczą tzw. kołobędu Rosji i łacińskości Polski. Z jednej strony mamy bowiem liczne świadectwa wprowadzania do życia społecznego i politycznego, edukacji i ustawodawstwa w Rosji wysokich wartości tzw. konserwatywnych wpisanych w cywilizację łacińską. Z drugiej uczestnictwo Polski w strukturach i podmiotach politycznych Zachodu negujących te właśnie wartości i samą cywilizację łacińską, czego świadectwem jest Traktat Lizboński.

Pytanie o aktualność dokumentu jest truizmem. Jak nigdy do tej pory, jest on bardzo aktualny właśnie teraz – u schyłku wojny na Ukrainie. Faza przygotowań do jego odnowienia powinna się już rozpoczynać i powinna obejmować wszystkie etapy odrzucenia przesłania. Kryzys relacji Polska-Rosja nie jest bowiem kryzysem wartości chrześcijańskich, które wraz z wartościami konserwatywnymi nadal mają udział w kształtowaniu świadomości współczesnych Polaków. Natomiast w Rosji stanowią niezbywalną determinantę kultury i życia społecznego. One też mogą stanowić podstawę dialogu między Polską i Rosją. Mają bowiem charakter wartości uniwersalnych, kształtujących zarówno cywilizację łacińską – do której zaliczana jest Polska – jak i bizantyjsko-turańską, do której zaliczana jest Rosja.

W relacjach polsko-rosyjskich wartości chrześcijańskie jako wartości uniwersalne – moralne, kulturowe i religijne – były zawsze obecne. Nie odgrywały jednak roli najważniejszych i w największym stopniu determinujących charakter tych relacji. Rolę taką od czasów umacniania i poszerzania państwa moskiewskiego zaczęły spełniać wartości polityczne, ekonomiczne, witalne. One też zdecydowały o cywilizacyjnych różnicach między Polską i Rosją, zarówno przedrewolucyjną, jak i porewolucyjną – radziecką.


Po upadku komunizmu w paradygmacie cywilizacyjnym polsko-rosyjskim nastąpiły zmiany nieoczekiwane i nieprzewidziane przez teoretyków cywilizacji łacińskiej – m.in. przez Feliksa Konecznego. Stępiło się ostrze różnic cywilizacyjnych między Polską i Rosją, gdy ta druga po rozpadzie Związku Radzieckiego wróciła do chrześcijaństwa. Przesłanie o pojednanie polsko-rosyjskie jest wyjątkowym świadectwem tego powrotu. Zapowiada wspólną walkę z negatywną antropologią i dehumanizującą cywilizacją Zachodu oraz współdziałanie w obronie chrześcijańskich wartości. Ten właśnie kierunek rozwoju cywilizacyjnego Rosji powinien być dla Polski zachętą do dialogu, który zaowocuje wspólną walką w obronie naszego dziedzictwa duchowego.

Przesłanie nabiera nowego znaczenia w momencie, gdy rusofobia w Polsce osiągnęła punkt kulminacyjny w ramach trwającej ponad cztery lata na Ukrainie wojny Zachodu – USA, UE, NATO – z Rosją. Dla Polaków drogą osiągnięcia w niej pokoju jest przezwyciężenie – z jednej strony rusofobii jako imperatywu prowojennego, militaryzującego jednocześnie wszelkie relacje Warszawy zarówno z Kijowem, jak i z Moskwą.

Z drugiej strony jest również drogą do przezwyciężenie sztucznej ukrainofilii, uniemożliwiającej obiektywną ocenę nazistowskiego oblicza współczesnej Ukrainy. Impulsem dla przezwyciężenia tych dwóch negatywnych aspektów polskiej mentalności – także polityki -niech będzie istotna w wymiarze geopolitycznym niedawna wizyta szefa CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie, świadcząca o otwarciu Waszyngtonu na dialog z Federacją Rosyjską. Natomiast na poziomie cywilizacyjno-kulturowym impulsem dla naszego otwarcia na Rosję winna być jednoczesna w niej wizyta wysłannika Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej, arcybiskupa Paula Gallaghera, określona w serwisie informacyjnym Watykanu „Vatican News” mianem „misji pokoju i dialogu”.

prof. dr hab. Anna Raźny

Prof. dr hab. Anna Józefa Raźny (ur. 2 lutego 1944 roku w Batowicach) jest jednym z najwybitniejszych rosjoznawców i politologów. Przez wiele lat była związana naukowo z Uniwersytetem Jagiellońskim (UJ), gdzie pełniła m.in. funkcję dyrektora Instytutu Rosji i Europy Wschodniej. Jest członkiem Rady Fundacji Narodowej im. Romana Dmowskiego.

Tekst przemówienia na zjazd Klubów Myśli Polskiej w Garcynie.

Zełenski chce nas wkręcić w wojnę?

Zełenski chce nas wkręcić w wojnę?

Tuuuskkk

13 września, wpis nr 1425

Ostatnio prezydent Ukrainy Zełenski ostrzegł, żeby cywilne samoloty nie latały nad Rosją, bo może się przydarzyć krzywda, gdyż niebo nad matuszką Rassiją jest tak gęste od ukraińskiej nawały dronów i rakiet, że może dojść do nieszczęścia.

Można na te oświadczenie patrzeć się z kilku punktów widzenia. Po pierwsze – że to racja, po drugie, że to… troska Zełenskiego o rosyjskich pasażerów, których pewnie prezydent Ukrainy w rzeczywistości utopiłby w łyżce wody. Trzecie wyjście – moim zdaniem najbliższe prawdy w tym „pakiecie” – to groźba. Zełenski mówi, że może być nieszczęście niby na zapas i z troską, ale aspekt straszenia i to cywilów jest tu wyraźny.

Na cywila

Druga wojna ukraińska przeszła już dość dawno w wyraźną fazę, w której obiektem ataków jest ludność cywilna. I to po obu stronach. Na razie chodzi tu o tzw. zawoalowane groźby, bez szerszych ataków bezpośrednich, ale i tu sama groźba ma wywrzeć demoralizujący wpływ na morale ludności. A ta wojna w szczególności nas nauczyła, że wysiłek wojenny jeśli nie jest udziałem całego społeczeństwa, to nawet przy super armii nie ma szans na sukces. Jest to więc działanie stricte wojenne. Zwłaszcza w wojnie na wyniszczenie zasobów, z jaką mamy do czynienia. Po zawaleniu się idei „błyskawicznej operacji specjalnej” okazuje się, że głównym zasobem nie są tanki i amunicja, ale cierpliwość społeczeństwa. O to teraz jest gra.

Ale już nie tylko wojna ukraińska pokazuje nam ostatnio, że scenariusz, że tak powiem, irański nie daje gwarancji powodzenia. Przypomnieć należy że z kolei Trumpa pomysł na „błyskawiczną operację wojskową” polegał na tym, że zdekapituje się władze, wstrząśnie infrastrukturą Iranu do poziomu zapaści podstawowych usług państwa i lud wyjdzie na ulicę, wzburzony, a może tylko głodny. I obali przegrywów we władzach, choćby tylko by ratować własną, egzystencjalną skórę. Ten pomysł nie udał się, jak kiedyś pomysł Hitlera, by tym samym sposobem, przez codzienne naloty, rzucić na kolana Anglię. Zresztą alianci Niemcom odpłacali później w ten sam sposób. W obu tych wypadkach – angielskim i irańskim – skończyło się to konsolidacją narodu wokół flagi państwowej. Czy tak jest w obu przypadkach u Ukraińców i Rosjan?

Popatrzmy – jeśli Zachód liczy na zbuntowane tłumy na rosyjskich ulicach, to można tylko pogratulować niewiedzy lub/i naiwności. Putin dobrze stoi w sondażach, zwłaszcza, że unika mobilizacji, posługuje się najemnikami, szczególnie niewyczerpanym rezerwuarem wojsk Korei Północnej. Dla wielu Rosjan była to zdalna wojna, widziana w telewizorach i sprowadzona do kupowania mięsa armatniego od ochotników z zapyziałych regionów rosyjskiego imperium. Prędzej tam, jeżeli już, Zachód może liczyć na pałacowy zamach na Kremlu, ale musimy wziąć tu pod uwagę jedno zastrzeżenie. Jeżeli ktoś w ogóle krytykuje w Rosji Putina, to głównie z tego powodu, że się za bardzo z Ukrainą certoli. Tak, nad Kremlem krążą jastrzębie, które popychają do eskalacji, łącznie z walnięciem nukiem. Jeśli już, zakładajmy, miałoby dojść do zmiany Putina za pomocą wewnętrznej intrygi, to władze przejmie grono eskalacyjne, a to nie jest (chyba?) intencja Zachodu, tym bardziej (chyba?) Ukrainy.

Niechęć do pokoju

Cały czas się tu zastrzegam z tymi „chyba”, bo możliwy jest (i omawiany) inny scenariusz końca tej wojny. Otóż może Zachód, a także sam Zełenski nie są zainteresowani jakąkolwiek formą pokoju, tylko „wieczną wojną”, wszak to wojna na wyniszczenie. I im dłużej trwa tym bardziej wygrywa ten z lepszymi zasobami. Zachód może myśleć, że zajedzie Rosję, że ta nie wytrzyma materiałowo, ale i… moralnie, w obszarze recepcji społecznej. Ale to zgubna raczej strategia, bo może i lud wyjdzie na ulicę, może się tam na Kremlu zamachną z poduszką na Putina, ale wtedy władze – również w imieniu tłumu – przejmą jastrzębie i może jeszcze zatęsknimy za Putinem, który nagle nie okaże się wariatem, ale całkiem miłym koncyliacyjnym władcą. A więc jeśli Zachód i Zełenski nie chcą pokoju, to idą po cienkiej linie, gdyż eskalacja może doprowadzić Rosję, również z powodów wewnętrznych nastrojów, do działań desperacko agresywnych. I może o to chodzi i Zachodowi, i Zełenskiemu? Wtedy dopiero palec międzynarodowego oburzenia wreszcie wskazałby na Rosję, jako brutalnego agresora, którego popchnie się do działań jeszcze bardziej agresywnych.

Pojmowanie Rosji jako agresora trochę się stępiło obecnie, kiedy walki utknęły na stabilnych frontach, zaś Ukraina odpłaca Rosji dalekosiężnie (za pomocą głównie zachodniej broni) jak równy z równym. Ciężko więc utrzymać jednoczesną narrację, że Ukraina zwycięża, Putin się wali i w tym samym momencie odgrywać rolę bezbronnej ofiary. A jakby Putin walnął nukiem, albo sprawdził NATO na Bałtach, to by się podniosło, przycichłe obecnie, larum. A więc eskalacja jest na rękę wszystkim, pytanie tylko czy Putinowi?

Ukraińcy

Rozważaliśmy tu sytuację rosyjskiego narodu w jego reakcjach na wojenne przygody, wzmacniane przez Kijów. Trzeba teraz zajrzeć do Ukraińców. Cywile też, symetrycznie, są celem ataków Putina. Cywile, a zwłaszcza ich morale. Tam zaangażowanie Ukraińców jest bezpośrednie, szczególnie na froncie. Zagony najemników są symbolicznie małe, trzeba się wspierać rodzimym narybkiem, a ten jest coraz częściej zapraszany na front w formie ulicznych łapanek. Na to liczy Putin, na wyczerpanie się najważniejszego wojennego zasobu – siły żywej, głównie w postaci matek i żon, które jak widać na filmach bronią swoich przed „busikowym” poborem. Zachód może (do czasu) zasilać Ukrainę w sprzęt i amunicję, ale braków w sile żywej to nie zastąpi. (Jest jeszcze dość smutne zastrzeżenie, że jak się Ukraińcom skończą ludzie, to może Zachód sięgnąć zgadnijcie do jakich zasobów?) Dlatego jak Putin deklaruje, że planuje zbierać na „po wyborach” po 300-400.000 żołnierzy rocznie, to oznacza to złe wieści nie tylko dla ukraińskiego frontu.                

No, trzeba postawić pytanie czy przypadkiem i Putin nie liczy na wariant irański, tak jak Zachód, czyli, że naród ukraiński się wkurzy i pogoni prezydenta-komika? Mamy tu też kilka możliwości i to nie tylko z teorii, ale z przesłuchów. Może w ogóle nie dojść do tego scenariusza, choć wyraźnie obecna strategia Putina to „przygotowania do zimy”. To znaczy Rosjanie rozwalają infrastrukturę „na zimę”, przygotowując ciężkie zimowe czasy dla Ukraińców. Ci mają już nie wytrzymać.

Ale wiadomo – motywacje napadniętego są bardziej wartościowe: bronimy się, niecny wróg, nasi dobrzy, nawet jak źli – wewnętrznie rozliczymy się po wojnie. Pamiętamy przecież o polskich przykładach rachunków krzywd wewnętrznych, których „obca dłoń nie przekreśli”, ale „krwi nie odmówi nikt”… Obiecanki cacanki, a po wojnie rozliczył nasze krzywdy ktoś inny, spoza nas. Pamiętacie to? To nie wiersz tylko, ale mechanizm, który funkcjonuje w czasie wojny i jest to mechanizm znany władzy i przez nią wykorzystywany do bólu. Bólu całego narodu.

Warianty dodatkowe

Drugi wariant głosu ludu jest taki, że… da się go zorganizować. Jak dotąd, po rewelacjach od pani Wiktorii Nuland z CIA, okazało się, że z tymi spontanicznymi rewolucjami Ukraińców to naiwne mity. Nawet nie wystarczające by „wymienić” koszmarny mit narodowy banderowców. Jak się dało, okazuje się, że za parę drobnych miliardów, zorganizować zmianę władzy w Kijowie, to można zrobić to i teraz. I nie koniecznie muszą to zrobić albo ci z europejskiego Zachodu czy amerykańskiego Waszyngtonu, bo Zełenski jakoś im obecnie pasuje, ale może to być przewrót w wyniku walki pomiędzy grupami oligarchicznymi, oczywiście „pod kryszą” którejś z koterii zachodnich. Ale i tu – nie bez udziału spontanicznego jak najbardziej tłumu, który powróci do zawieszonych na czas wojny „rachunków krzywd”.

Trzeci wariant, można rzec historyczno-analogiczny to sytuacja, którą widzieliśmy już na kartach historii. Otóż z okopów, po jakiejś formie zawieszenia broni, wracają styrani żołnierze. Jest to dla państwa bardzo wrażliwy moment – bo trzeba postawić pytanie: jacy oni wracają z tej przygody? Zmęczeni, w oczekiwaniu na odpoczynek w ramionach swych żon (często w Polsce, co ma pewne niemiłe dla nas smaczki)? Czy jest to wojsko wkurzone (może i uzbrojone, a na pewno zaprawione w boju) i wkurzone na kogo? Dalej na Rosjan, czy może na Zełenskiego i jego ludzi, którzy nie tylko mogli podpisać porozumienie stambulskie w trzecim miesiącu wojny i z milion, jak nie więcej Ukraińskich, trupów temu? Czy będą chcieli wystawić rachunki za korupcyjne obrywy oligarchów z pieniędzy na pomoc humanitarną, a co gorsza – militarną?

A może poda się im winowajcę zastępczego, np. Polskę, nad czym od afery z Orderem Orła Białego Ukraina pracuje systematycznie i bezwzględnie, podczas kiedy my tylko łapiemy upuszczane przez nią talerze ze stołu aktywnej narracji? Pytanie jest zasadnicze – czy ideolo banderowskie jest w duszach okopowych obecnie żywe, czy tylko dotyczy jakichś azowowskich oddziałów aberracyjnych, z wytatuowanymi swastykami pod pachą i w sercach? Bo jeśli banderyzm jest jedyną motywacją do walki, to po pokoju – jak przyjadą do swych, jak słyszymy bitych przez Polaków żon – to z kogo będą niezadowoleni? Gdzie będą szukali winnych swej sytuacji? W obcym kraju, bez zniszczonej ojczyzny, w państwie polskich panów, Lachów-ksenofobów, którzy zamiast pomagać w walce za „wolność waszą i naszą” używali ichnich żon do prac ponurych, zabrali im socjal, i pluli na nie na ulicach? Gdzie będą mogli wyładować swą ostrzelaną frustrację, skoro nie będą mogli jej wyładować na Zełenskim?

Granice eskalacji

Zaczęliśmy od omówienia groźby Zełenskiego co do lotnictwa cywilnego. Jesteśmy więc bardzo blisko horyzontu, kiedy można przekroczyć granice eskalacji w sposób nieodwracalny. Ale zastanówmy się przez chwilę. Zełenskiemu zależy na takiej eskalacji, by wciągnąć Zachód do tej wojny w tzw. sensie kinetycznym. Bo Zachód wojuje aktywnie z Rosją w sposób już uznany międzynarodowo za udział w wojnie jako strona. Udostępnianie przestrzeni do przelotów, zaopatrywanie frontu, produkowanie na własnym terytorium na potrzeby frontu, szkolenia i ćwiczenia, transfer technologii, wywiadowcza świadomość sytuacyjna na terenie przeciwnika, tzw. targeting, czyli de facto celowanie ze swego terytorium – czegóż trzeba więcej, by to zakwalifikować – również przez Rosję – jako bezpośredni udział w wojnie?

Rosja w świetle prawa międzynarodowego może uznać w każdej chwili Zachód za stronę w tej wojnie, z bardzo przykrymi konsekwencjami. A to, że tego nie robi do tej pory – łącznie z tymi konsekwencjami – dowodzi tylko, że nie chce rozszerzenia tej wojny. O czym wiedzą… nasi przywódcy, którzy straszaka wojennego, tak jak kiedyś kowidowego, używają do powiększenia swej władzy nad obywatelami i realizacji już nie federalnego, ale centralistycznego scenariusza Brukseli.

Zełenski jest więc, również z powodów osobistych, zainteresowany rozszerzeniem tej wojny. Bo jakby się włączył w to Zachód, to nikt by już nie pytał o złote kible jego kolegów, za które można było kupić parę transporterów na jeden sanitariat. Zacząłby się taki zamęt, że nikt by już nie spoglądał w przeszłość. Uwaga – i ja to rozumiem. Tak rozumiem, że jest to Zełenskiego interes i trzeba o tym pamiętać jak się patrzy na ruchy ukraińskich władz. Mają to cały czas w głowie jako główny punkt ciężkości swej strategii. Przy takim myśleniu można już strzelić w Przewodowo, wypuścić, albo tylko wpuścić, stadko styropianowych dronów, czy wyciąć szynę kolejową.

Tu większy interes ma Zełenski niż Putin: dla Zełenskiego to upragnione zbliżanie się do artykułu piątego traktatu NATO, zaś dla Putina to nie tylko testowanie gotowości odpornościowej Zachodu, ale i groźba „obudzenia” się śpiącego dinozaura. Moim zdaniem trzeba to brać pod uwagę i tak czytać – bez moralnego podejścia – strategię ukraińską. Sam bym tak robił na ich miejscu. A tam króluje korupcyjny pragmatyzm, nie nasze podejrzenia o moralne motywacje działań wojennych.

I jeżeli interesem Zełenskiego jest umiędzynarodowienie tej wojny, to nasz interes jest dokładnie odwrotny. Tyle czy realizowany?

Wrzesień 1939

Pamiętacie czasy Września’39? Polska też robiła wszystko by umiędzynarodowić swoją przegraną pozycję. Ale – tu pech – my w odróżnieniu od Ukrainy mieliśmy traktaty i gwarancje bezpieczeństwa ze strony Zachodu. I to, że na nich polegaliśmy, to dlatego też między innymi polegliśmy w tym względzie. Po prostu sprawę załatwiono traktatowo, a nie „w realu”. Na atak na Polskę Francja i Wielka Brytania zachowały się traktatowo, wypowiedziały wojnę Hitlerowi i… poszły do domu się zbroić. I tak zeszedł rok „dziwnej wojny”, my zaś posłużyliśmy za „próg spowalniający” dla Hitlera. Za naszą zdradzoną krew Zachód kupił sobie trochę czasu na dozbrojenie. Francja nie zdążyła, Anglicy – tak.

A trzeba nam było wtedy przebrać paru komandosów w mundurki „ze sklepu wędkarskiego” i przyatakować taki Paryż czy Londyn i wciągnąć towarzystwo do wojny. Ale u nas myślano elegancko – honorowo i traktatowo. I co dostaliśmy za to od Zachodu na koniec zwycięskiej przecież wojny? Jałtę, nieobecność na defiladzie zwycięstwa polskich żołnierzy, by nie drażnić Stalina, który akurat to miał gdzieś. I jeszcze uwaga! – rachunek za nasz wysiłek wojenny na Zachodzie wystawiony nam (sic!) w postaci zarekwirowania polskich zapasów złota zgromadzonych w Wielkiej Brytanii.

Co ma Ukraina? Ano nie ma żadnych traktatów gwarancji bezpieczeństwa, nie ma więc na czym romantycznie i moralnie polegać. Polega więc na sobie. Nie wie, a może wie, tylko jej władze udają, że nie wiedzą, bo ich to nie będzie osobiście dotyczyć, że i tak zostaną oddani na pożarcie. Tym bardziej Zełenski będzie więc eskalował wojnę, by ta się rozszerzyła i nie ma co mu się dziwić. To desperacja, miotanie się w saku. Jeśli ta wojna się rozszerzy, to tylko na wymiar uzupełnienia „siły żywej” głównie o Słowian, użytych nie pierwszy raz do zachodniego pochodu na Rosję. A to, że i u nas są ochoczy do tego politycy i ich przerażająco głupi akolici, to osobna sprawa. Tych, jak dożyją, zobaczymy jeszcze w pierwszych szeregach narracji „a nie mówiliśmy, że będzie wojna”? Choć sami do tej wojny parli wdeptywaniem w ziemię Putina, własną słabością i służalczością klienta wobec swego zagranicznego patrona. Pal ich tam licho, ale dlaczego wciągnięto w to cały naród, bo nawet niechciana wojna – dotyczy go w całości?

Second to fight?

Pozostaje już tylko smutna satysfakcja, że to tym razem Ukraina, nie my, poszła jako pierwsza na ten front. Tym bardziej musimy Ukraińcom nie tyle współczuć, co ostrzegać ich przed tym, nieznanym im jako twór państwowy zdradzonego narodu, scenariuszem, który ćwiczyliśmy w swej historii przez stulecia. Słaba, jako się rzekło to satysfakcja, że inni idą naszą krwawą ścieżką. My idziemy bowiem zaraz za nimi, w drugim szeregu. 

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Dziś, 13-go: Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu, Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

13.09.26 Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu, Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

12/09/2026 przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam, Chryste!

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, Odkupiciel świata, i niech będzie pochwalona Niepokalana Matka, którą otrzymał wraz z nami od Ojca niebieskiego jako nieodzowną Pomoc w arcydziele Odkupienia!

W tym wyjątkowym roku, kiedy w naszej diecezji rozpoczęła się peregrynacja kopii Cudownego Obrazu Czarnej Madonny, a w całym kraju obchodzimy LXX rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu, w błogosławionym czasie Nowenny przed uroczystością Matki Bożej Bolesnej, Patronki Wałbrzycha, kiedy całe miasto staje się jakby jedną wielką parafią, a jego świątynią parafialną staje się mały kościółek od niepamiętnych czasów nazywany „Sercem Miasta”, będziemy mieli nie jedno, ale dwa a nawet trzy czuwania Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę.

Gdyż oprócz comiesięcznego czuwania dnia 13., które będzie miało miejsce w tym sanktuarium – jak przed pandemią Covid-19 – od godz. 15 do nabożeństwa fatimskiego o godz. 20 oraz Apelu Jasnogórskiego na zakończenie, także nazajutrz, 14.IX, będzie tu czuwanie Krucjaty, tym razem krótsze: od godz. 15 do mniej-więcej 17:30 (aby wszyscy pragnący uczestniczyć w sumie odpustowej Podwyższenia Krzyża Św. mogli dojechać na godz. 18 do sanktuarium na Podzamczu, tu zaś będzie w tym czasie pół godziny modlitwy w ciszy);

Nadto 15.IX, w samym dniu odpustu Matki Bożej Bolesnej, kiedy sztafeta modlitewnego czuwania wraz z cudowną figurą przenosi się do przestronnej kolegiaty, gdzie wszyscy wierni Wałbrzyszanie oraz pielgrzymi mogą zgromadzić się razem i poczuć się jedną wielką wspólnotą, pomodlimy się za naszą Ojczyznę i za nasze miasto, oraz o tryumf Niepokalanego Serca naszej Królowej i naszej Patronki:

najpierw odmówimy część bolesną Różańca św. za Polskę, aby była wierna Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, oraz Jasnogórskim Ślubom Narodu, a następnie Różaniec do 7 boleści Matki Bożej, by była Ona otaczana czcią i miłością wszystkich mieszkańców Wałbrzycha i ziemi wałbrzyskiej.

Sursum corda!

MP

Dożyliśmy ciekawych czasów

Dożyliśmy ciekawych czasów

Autor: CzarnaLimuzyna, 12 września 2026

Dożyliśmy ciekawych czasów. Jedni określają ten stan mianem dystopii, a inni początkiem czasów Antychrysta, czasów w których ofiara coraz częściej, jeżeli przeżyje, jest mianowana na sprawcę.

Algorytm bezmiaru orwellowskiej sprawiedliwości przewleka latami tysiące sądowych spraw, ale jeżeli ktoś mówi prawdę w ważnych sprawach, ten może liczyć na błyskawiczne tempo swojej sprawy pod fałszywym oskarżeniem.

Jedną z przyczyn jest stan świadomości większości Polaków przejawiający się w bierności, ale też w okazywanej nienawiści osobom prześladowanym. Jak zauważyłem większość społeczeństwa nie stara się nawet weryfikować podawanych „faktów”, nie odróżniając ich od opinii narratora połączonej dodatkowo z manipulacją.

Absurd do jakiego doszło można opisać za pomocą następującego przykładu. Wyobraźmy sobie studio telewizyjne w którym pada teoretycznie mało kontrowersyjna teza: dwa plus dwa równa się cztery. Większość obecnych nie neguje stwierdzenia (oprócz feministek).

Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy narrator mówi dłuższą wersję: dwa plus dwa równa się cztery – powiedział Grzegorz Braun. Wtedy się zaczyna. Padają oskarżenia, począwszy od łagodnych, o atak na “liczących inaczej”, a skończywszy na zarzutach o antysemityzm i szczucie na Ukraińców.

Niejeden czytelnik reagując na mój przejaskrawiony nieco opis, powie: To absurd, to się nie dzieje! Oczywiście, że jest to absurd, który dzieje się każdego dnia w różnych, dystopijnych wariantach.

Niedawno przypomniałem banalną prawdę – Kto skutecznie manipuluje, fałszując znaczenie słów, ten ma władzę, panując nad myślą, mową i uczynkami tłumu. Rzecz dotyczy głupców popierających totalitaryzm.

Chcąc odczuć skalę problemu niech każdy spróbuje porozmawiać ze swoim znajomym głupcem. Dodam, że sam nie raz poniosłem klęskę na tym polu, ale próbować warto, zaczynając od siebie, a potem od innych.

Czy w Polsce gromimy Ukraińców?

Czy w Polsce gromimy Ukraińców?

08/09/2026 Konrad Rękas a/nie/mowilem.pl

No przecież wiadomo, że nie. Jako Polacy mamy zwyczajnie dość ukraińskiej niewdzięczności.

Oczywiście nikt z milionów Polaków, którzy po lutym 2022 r. rzucili się do spontanicznej pomocy na rzecz przybyszów nie robił tego dla nagród czy podziękowań, jednak poziom ukraińskiej arogancji zaskoczył chyba najbardziej nawet życzliwych wobec wlewającej przez Bug masy.

Ukraińscy nachodźcy w Europie, w tym w Polsce, popełniają śmiertelny błąd zawierzania i naśladowania kijowskiej propagandzie, ciągle grzejącej absurdalne motywy „Ukraińcom się należy!”, „To Europa powinna być wdzięczna Ukrainie, a nie odwrotnie!” oraz zwłaszcza „Ukraina walczy za was!”. Te idiotyczne hasła słychać nawet, gdy kolejna bezczelna imigrantka domaga się, by przypadkowy Polak zapłacił w sklepie za jej zakupy! 

Junta Zełeńskiego nie tylko zatem wysyła Ukraińców na niepotrzebną śmierć, ale też odbiera całej reszcie tego narodu zdolność logicznego myślenia i rozumienia własnej sytuacji międzynarodowej, w tym także położenia imigrantów. To ukraińska bezczelność prowokuje spontaniczne akty sprzeciwu, którym jednak daleko jest do jakiejś zorganizowanej akcji. Żadna siła polityczna w Polsce nie nawołuje do pogromów, to wymysły głównonurtowych mediów.

Nawet remigracja, postulat w istocie umiarkowany, oparty o rosnące koszty pobytu… gości i oczywiste możliwości ich bezpiecznego rozlokowania na większości terenów ukraińskich nieobjętych działaniami wojennymi – pozostaje jednak postulatem opozycji, przede wszystkim Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

Nakręcanie spirali „źli Polacy biją ukraińskie dzieci” to nie tylko alibi dla dalszego finansowania Kijowa przez władze w Warszawie. To także element coraz wyraźniejszej na Ukrainie propagandy rewanżystowskiej, ukierunkowanej na znalezienie kolejnego wroga po przegranej wojnie z Rosją. W Kijowie wciąż wierzą, że Specoperacja nie osiągnie wszystkich swoich celów, a zatem, że kontrola nad znaczącą ukraińskiego terytorium pozostanie w rękach oligarchów i nazistów chronionych przez Anglosasów.

Taki nazistowski nowotwór z terytorium tzw. Hałyczyny, czy też Ukrainy Zachodniej, czyli w istocie części dawnych polskich Kresów Wschodnich – w oczywisty sposób parłby do konfrontacji z sąsiadami, pod pretekstem „obrony ukraińskiej mniejszości i imigrantów” na terytorium Polski, Węgier, Rumunii, Naddniestrza i Białorusi. W ten właśnie scenariusz wpisuje się propaganda, z którą mamy obecnie do czynienia w III RP, do znudzenia czyniąca z ukraińskich chuliganów i wyłudzaczy zasiłków niewinne ofiary polskiego nacjonalizmu.

To strategia do złudzenia przypominające lamenty Goebbelsa przez napaścią na Polskę we wrześniu 1939 r., jak i współczesne wypieranie przez banderowców odpowiedzialności za ludobójstwo dokonane ze szczególnym okrucieństwem na Polakach z Wołynia, Małopolski Wschodnie, Lubelszczyzny i Podkarpacia w okresie II wojny światowej i bezpośrednio po niej. Gdy przyjdą po nas z siekierami w rękach – i z bronią otrzymaną m.in. z Warszawy – też będą płakać, że są tacy biedni i to nie żadna rzeź, tylko od taki sobie „konflikt etniczny”, oczywiście wcale przez nich samych nie zawiniony.

Niestety i na nieszczęście przede wszystkim dla siebie samych – Ukraińcy nigdy nie dojrzeją i nie staną się poważnym narodem, jeśli nie odrzucą tych wszystkich fałszów historycznych i politycznych, nie przestaną się uważać za starożytny pępek świata, na który powinny spływać darmo wszystkie luksusy, słowem – jeśli nie dorosną. Bo na razie Ukraina i Ukraińcy są postrzegani i przez pryzmat swego p.o. prezydenta, klauna, narkomana i aroganckiego żebraka, i jako zbiór rozwydrzonych wyrostków rozrabiających w autobusach i drogich klubach, co jest przecież z wyraźną krzywdą dla tych, którzy chcą po prostu uczciwie żyć i pracować w pokoju.

Najlepiej we własnym, bezpiecznym kraju, wolnym od złodziej, nazistów i zachodnich nadzorców – czego przecież szczerze i na drogę Ukraińcom życzymy.

Konrad Rękas

Wszystkie banderowskie pomniki w Polsce do LIKWIDACJI! – prof. W. Osadczy

Wszystkie banderowskie pomniki w Polsce do LIKWIDACJI! – prof. W. Osadczy

Autor: AlterCabrio , 11 września 2026

Chciałbym na kanwie tych wydarzeń, które miały miejsce w ostatnim czasie z państwem podzielić się takimi swoimi wrażeniami, zdumieniem, a też myślami związanymi z kondycją, no trudno mówić o państwie polskim, bo obecna struktura polityczna, która ogarnia tereny Rzeczypospolitej, nie da się podciągnąć pod pojęcie państwa polskiego, ale jest to ustrój polityczny, w którym funkcjonujemy, więc jak daleko znaleźliśmy się w stanie upodlenia, w stanie bym powiedział ubezwłasnowolnienia, i używam zresztą takiego określenia, okupacja. Okupacja nie tylko w sensie metaforycznym, ale i bezpośrednim. Czyli, że ktoś obcy rządzi, ktoś obcy narzuca tutaj swoje standardy, sposoby życia, swoje symbole, swoją ideologię. Natomiast Polacy w państwie polskim w zasadzie to nie mają za wiele do powiedzenia. Jak zwykle na takie straszne wypaczenia związane z życiem politycznym wskazuje nam poprzez dość ekscentryczne postępowanie, dość ekscentryczne przyciąganie uwagi Polaków, europoseł Grzegorz Braun…

Wszystkie banderowskie pomniki w Polsce do LIKWIDACJI! – prof. Włodzimierz Osadczy

Warto porównać:

Grzegorz Braun et consortes zniszczyli elewację obelisku UPA
Symbole nazistowskie, sowieckie i banderowskie nigdy nie cieszyły się wśród Polaków szacunkiem. Polacy traktowali je z obrzydzeniem i nienawiścią ze względu na ścisły związek z ludobójczą ideologią, która pochłonęła miliony […]

Więcej: prof. Włodzimierz Osadczy

“Przebudzenie” Kaczyńskiego? Czy przeprosi? Co będzie po wyborach 2027?

“Przebudzenie” Kaczyńskiego? Czy przeprosi? Co będzie po wyborach 2027? – Bartosz Kopczyński

Autor: AlterCabrio, 11 września 2026

Ale Polacy wciąż na nich patrzą. Są zahipnotyzowani. To nie jest tylko zasługa mediów. To jest to, że Polacy się zajęli swoją osobistą konsumpcją. Za komuny brakowało wszystkiego. Mała stabilizacja. Mówiliśmy o tym niedawno. I teraz machnęli sobie ręką. Wiemy, że jesteście złodziejami. Mówią o politykach. Wiemy, że jesteście zdrajcami. Wiemy, że robicie machloje. Wiemy, że wasza polityka to jest bagno. Nie lubimy was. Ale machamy na to ręką, bo zajmujemy się swoimi sprawami. Jest nam dobrze. Mamy co jeść, gdzie mieszkać. Mamy to, czego nie mieliśmy za komuny. Byliśmy głodni tego, teraz to mamy. A więc co nas obchodzą te sprawy publiczne? To wasza sprawa. A my tutaj swoje życie urządzamy po swojemu.

Myślę, że to szybko ci ludzie musieliby skorzystać z tych plecaków ucieczkowych i wynosić się stąd, bo z jednej strony mieliby wściekły tłum ludzi, którym zaburzyli konsumpcję osobistą, a z drugiej strony mieliby swoich własnych podwładnych. I teraz jaki jest, jaki jest knyf [chwyt lub podstęp md] ? Jaki tutaj jest patent w tym wszystkim? O czym ci politycy III RP nie myślą? Myślę, że oni o tym nie myślą, to trzeba im to podpowiedzieć. Co ich może czekać.

Oni od czasu pandemii biorą udział w potwornych szwindlach globalnych. Wcześniej robili szwindle w Polsce. Potworne. Ale potem już weszli na wyższy poziom. Zostali wciągnięci do tego jako narzędzia. Więc te wszystkie sprawy związane ze szczepieniami, plandemia, a potem wojna ukraińska, ukrainizacja Polski, tak zwane wsparcie dla Ukrainy, to są tak grube szwindle, że my to sobie nawet nie wyobrażamy, co tam jest. I teraz ci, którzy ich to wciągnęli, oni dali im działę.

Czyli ci tutaj politykierzy III RP biorą udział w tych szwindlach, ale ktoś ma na to kwity. I teraz, ale oni też mają dowody na to. Oni, ponieważ oni są wspólnikami, to oni też mają dowody na to. I gdyby jakimś sposobem ta ich władza upadła, a gdyby wprowadzili stan wyjątkowy, to ich władza prędzej czy później by upadła z tego powodu, że zaburzyliby konsumpcję Polaków i Polacy by ich po prostu roznieśli. Część przynajmniej. I oni by gdzieś tam próbowali uciekać, a część pewnie udałoby się tutaj zatrzymać, żeby posadzić na ławach oskarżonych i zaczęliby sypać swoich wspólników tam z zagranicy. I oni to wiedzą ci wspólnicy. Ja myślę, że gdyby przyszło co do czego, to byłoby tak jak Chruszczow robił z przywódcami demoludów(…)

================================

Koszt wojny na Ukrainie uderzył w Polskę. GUS ujawnia gigantyczne straty

Gigantyczny koszt wojny na Ukrainie uderzył w Polskę. GUS ujawnia gigantyczne straty w PKB

admin3 pt., 11/09/2026 mianynaziemi/gigantyczny-koszt-wojny-na-ukrainie-uderzyl-w-polske-gus-ujawnia-gigantyczne-straty-w-pkb

Źródło: AI Generated

Główny Urząd Statystyczny oszacował, że w latach 2022–2025 Polska utraciła 490,1 mld zł wartości produktu krajowego brutto w związku z rosyjską agresją na Ukrainę. Kwota ta odpowiada mniej więcej 3,5 proc. łącznego PKB kraju w tym okresie i stanowi równowartość około 113,5 mld euro. Szacunek zaprezentował 9 września 2026 r. prezes GUS Marek Cierpiał-Wolan podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Dla porównania: w ustawie budżetowej na 2026 r. dochody państwa zaplanowano na 647,2 mld zł. Straty skumulowane przez cztery lata wojny są więc niemal tak duże, jak całoroczne wpływy do budżetu centralnego.

Największa część obciążenia spadła na gospodarstwa domowe – 292,1 mld zł. Sektor przedsiębiorstw stracił 126 mld zł, a sektor rządowo-samorządowy 72 mld zł.

GUS wyliczył także, że oszczędności gospodarstw domowych skurczyły się o 70 mld zł na skutek wyższej inflacji. Prezes urzędu wyjaśnił, że wysoka inflacja wywołała gwałtowny wzrost płac nominalnych, ale tempo wzrostu płac realnych wyraźnie wyhamowało. W 2022 r. wynagrodzenia realne spadły o 2 proc. Urząd przyjął ostrożne założenie, że jedna trzecia inflacji powyżej celu inflacyjnego wynikała z eskalacji wojny. Na tej podstawie oszacowano utratę siły nabywczej oszczędności.

Osobną kategorią są koszty, które państwo poniosło bezpośrednio. Dodatkowe wydatki na obronę narodową w latach 2022–2025 wyniosły 154,2 mld zł. Gdyby pozostały na poziomie zapisanym w pierwotnym projekcie ustawy o obronie Ojczyzny, byłyby właśnie o tę kwotę niższe. Cierpiał-Wolan podkreślił, że te pieniądze można było przeznaczyć na inne cele, potencjalnie bardziej efektywne z punktu widzenia wzrostu gospodarczego. Środki te finansowano w dużej mierze deficytem.

Z Funduszu Pomocy wydano dodatkowo 46,7 mld zł. W kalkulacjach uwzględniono skalę pomocy dla Ukrainy i obywateli Ukrainy przebywających w Polsce, sytuację na rynku pracy oraz zmiany gospodarcze i demograficzne.

Wstrząs gospodarczy wywołany wojną obniżył wartość dodaną brutto o 426,5 mld zł. Szczególnie mocno ucierpiało budownictwo – w tej sekcji wytworzono o 120,9 mld zł mniej wartości dodanej. Statystycy wiążą to m.in. z odpływem siły roboczej oraz skokiem cen materiałów: stali, cementu, szkła, asfaltu, kruszyw, metali nieżelaznych i tworzyw sztucznych. Wojna podniosła też koszty energii i surowców, a odcięcie od dostaw z Rosji dodatkowo zwiększyło presję cenową.

Nie wszystkie dziedziny gospodarki odnotowały spadek. Wzrosły wydatki w administracji, obronie narodowej, edukacji i ochronie zdrowia.

GUS zaznacza, że jest to szacunek, a nie roszczenie o natychmiastową wypłatę odszkodowania. Metodologię konsultowano z ekspertami, w tym z przedstawicielami ONZ. Jesienią urząd zapowiada pogłębione analizy regionalne i dziedzinowe oraz kolejne seminaria.

Celem opracowania jest – jak tłumaczono w Karpaczu – pokazanie, że koszty wojny ponoszą nie tylko państwo zaatakowane, ale także sąsiedzi i pozostali uczestnicy życia międzynarodowego. Ma to znaczenie perswazyjne w okresie powojennym i stanowi argument, że naruszenie prawa międzynarodowego da się wycenić także poza granicami Ukrainy.

Szacunek nie obejmuje wszystkich możliwych pozycji pozabudżetowych ani pełnego obrazu skutków społecznych. Skupia się na utraconej wartości PKB, sile nabywczej, wydatkach publicznych i wybranych efektach sektorowych. Jest to jednak pierwsze tak syntetyczne zestawienie przygotowane przez oficjalny urząd statystyczny.

Liczba 490 mld zł pokazuje skalę szoku, jaki pełnoskalowa inwazja wywołała w polskiej gospodarce: poprzez inflację, droższe surowce, wyższe wydatki obronne, pomoc humanitarną i zaburzenia w produkcji. Jednocześnie przypomina, że decyzje podejmowane po lutym 2022 r. – od polityki energetycznej po budżet obronny – miały konkretny, mierzalny rachunek, który spadł przede wszystkim na gospodarstwa domowe.

Źródła:

https://www.rp.pl/dane-gospodarcze/art45123441-ogromny-ra…

https://www.money.pl/gospodarka/gigantyczne-straty-polski…

https://wgospodarce.pl/informacje/158113-wojna-na-ukraini…

https://www.rmf24.pl/fakty/ekonomia/news-ile-kosztuje-nas…

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Rachunek-za-wojne-za-nas…

לכתוב בעברית [napisz po hebrajsku] MEM-y IX.

————————————————

———————————————-

——————————————————–

——————————————–

==========================================

——————————————

———————————-

————————————————————————

————————————

————————-

—————————–

Taaką dupę będziecie mieli ! MEM-y VIII.

————————————-

—————————————-

———————————

——————————————————

——————————————-

Signature: CEQkB4MvZnoOQLcrX5rhV6ltIPd69OAHtWmHKPwqFRA4gCgUdXNwwRHh1Gw4pMn4TRywHHnR01D1sACgqYKyuLdLthUakHMZ4wdVGkM7IjRjuI2WYt8vRyy4lT0utJsTIPdGqNzuVdu9s92THW12zerPZunnN/uII9rwAyWEDi4VnLuXXZeUYvgBnlTZ2G4SDGNv762urDThBMh5SfiPxw==

——————————————————

————————————————————–

Odessa

================================

————————————-

O geniuszu dyplomacji. I arytmetyki. MEM-y VII.

—————————————-

—————————————-

—————————–

————————–

—————————————-

———————————————

——————————————————

————————

——————————————-


Tędy łatwiej przekonywać. MEM-y VI.

——————————

———————————

———————————–

——————————————————

——————————————–

—————————————————————

—————————————————–

—————————————-

————————————————–

———————————————-

Narodowe MEM-y V.

—————————————————

——————————

—————————————–

——————————————–

————————————————

——————————-

————————————————

—————————————————-

———————————————

————————————–

———————————————-

[nie pal drewnem, bo ono daje ZERO co2 md]

Ubogacenie kulturowe a pech dzieci. MEM-y IV.

-[To w Bochni]

—————————————————-

——————–

——————————————————-

—————————————–

——————————————————–

————————————————————-

—————————————————

———————————————–

———————————-

Peron im odjechał. MEM-y II.

———————————————————-

————————————–

————————————————————-

—————————————————-

—————————————————

————————————————————

———————————

——————————————————

—————————————-

Pojałtańskie granice w Europie mają coraz słabszych obrońców

Pojałtańskie granice w Europie mają coraz słabszych obrońców

prof. Witold Modzelewski 

Jeszcze do niedawna słyszeliśmy, że oficjalnym celem naszej polityki wschodniej jest przywrócenie statusu quo ante bellum, czyli „wyzwolenie wszystkich okupowanych przez Rosję terytoriów Ukrainy”; z Krymem włącznie.

Nastąpiła zmiana w oficjalnej opowieści o konflikcie rosyjsko-ukraińskim: od 2022 roku toczy się ponoć „pełnoskalowa wojna”, a przedtem – jak można się domyślać – była też wojna „niepełnoskalowa”, mimo że wtedy posługiwano się pojęciem „aneksja”. Jest to zapewne jednym z największych paradoksów naszej polityki ostatnich ponad stu lat: stanęliśmy w obronie granic innego państwa, które to granice arbitralnie na swoim terytorium wyznaczył Związek Radziecki. Kształtowanie się granic „socjalistycznych republik radzieckich”, które wchodziły w skład ZSRR, było procesem skomplikowanym. Zachodnią granicę z Polską („linia Curzona” oraz podział Prus Wschodnich) określiła „Wielka Trójka” jeszcze w 1945 roku, a pokoleniu wychowanemu już w III RP przypomnę, że były to dwa na wskroś „zachodnie” państwa – USA i Wielka Brytania, oraz Związek Radziecki.

Skutkiem tej decyzji było wyrzucenie do kosza Traktatu Ryskiego z 1921 roku, w którym Polska z Bolszewikami i odrębnie z… Ukrainą (w wersji nienacjonalistycznej, lewicowej) ustaliła naszą granicę wschodnią. Nota bene odrębnie w 1922 roku w drodze faktów dokonanych powstała granica polsko-litewska („bunt Żeligowskiego”). Ale takimi szczegółami Wielka Trójka nie przejmowała się: do takich oto „państw związkowych” jak „socjalistyczne: Ukraina, Białoruś i Litwa”, które formalnie były częścią ZSRR, przyłączono wschodnie tereny II RP, nie pytając się o zgodę emigracyjnych władz naszego kraju, z którymi oba zachodnie mocarstwa miały stosunki dyplomatyczne a z Wielką Brytanią łączył nas (jak widać niewiele warty) sojusz wojskowy.

Pozostałe granice (wewnętrzne) tychże państw związkowych, czyli między „socjalistyczną Ukrainą” a jej wewnętrznymi sąsiadami („socjalistyczną Białorusią”, „socjalistyczną Rosją” i równie „socjalistyczną Mołdawią” wyznaczyły władze w Moskwie (pomijam tu mniej istotny dla naszych rozważań wątek granicy między ZSRR a Czechosłowacją, Węgrami i Rumunią). Na korzyść „socjalistycznej Ukrainy” nastąpił w pięćdziesiątych latach zeszłego wieku również podział… „socjalistycznej Rosji”: wtedy to Krym, który nigdy nie miał nic wspólnego z jakimkolwiek tworem państwa ukraińskiego, został podarowany Ukraińcom: czyli ów twór quasi-państwowy powstał również kosztem II RP oraz Rosji. W ten sposób powstała największa w historii wersja państwa ukraińskiego, która po samorozwiązaniu się ZSRR stała się odrębnym i samodzielnym (bytem) państwem. Pomysłodawcą i politycznym patronem tej wersji terytorialnej Ukrainy był Związek Radziecki, ale od 1991 roku tego państwa już nie ma.

Minęło od daty tego rozwiązania już prawie 35 lat, to dużo czasu. Można przyjąć diagnozę, że ani jeden z dwóch pozostałych twórców „wielkiej Ukrainy” nie będzie krwawić w jej obronie. Rosja już od dawna kwestionuje jej granice, w tym proponuje nawet rewizję granicy wschodniej i zachodniej, a USA i Wielka Brytania nie wyślą swoich wojsk na ten „front”.

My za to zaklinamy rzeczywistość i mówimy o jakiejś „bezwzględnej” i „bezwarunkowej” konieczności wsparcia dla „walczącej Ukrainy”. W imię czego? Obrony postradzieckich granic? To mało realne: nie stać nas na taki wysiłek finansowy – to zbyt duży ciężar. Nie stać na to również europejskich państw NATO oraz Unii Europejskiej, które utrzymują władze w Kijowie na kredyt, który ma spłacić… Rosja z wypłaconych kiedyś Ukrainie reparacji, co jest mało prawdopodobne. USA już nie finansują władz w Kijowie: więcej – zapowiadają wycofanie się z tej części świata. Nie będzie również żadnego „Trójmorza” pod patronatem Waszyngtonu.

Jest jeden istotny prawny motyw naszego zaangażowania się w obronę postradzieckiej wersji „wielkiej Ukrainy”. Rewizja jej granic prawdopodobnie wywoła efekt domina, bo przecież również nasze granice, w tym polsko-niemiecka, są pomysłem radzieckim, a współczesna Rosja nie musi być patronem (już nie jest?) Polski w wersji sięgającej Odry i Nysy wraz ze Szczecinem i Dolnym Śląskiem. Problem jednak w tym, że gdy przed trzydziestu laty dzielono Jugosławię czy Czechosłowację, nie broniliśmy „granic jałtańskich”: wręcz odwrotnie – polityczne wspieraliśmy likwidację tych państw.

Dlatego porażka polityki wschodniej, bo prawdopodobnie nie obronimy przed podziałem „wielkiej Ukrainy”, będzie kolejnym pretekstem dla dalszej rewizji „granic jałtańskich”. Kto w przyszłości stanie w ich obronie? USA? To mało prawdopodobne.

prof. Witold Modzelewski 

Myśl Polska, nr 37-38 (13-20.09.2026)