Jak to u nas – momenty dramatyczne przeplatają się z komicznymi

Sceny myśliwskie

Stanisław Michalkiewicz; „Goniec” (Toronto)  •  4 października 2026 michalkiewicz

Jak już wielokrotnie pisałem, obywatel Tusk Donald i – jak się okazuje – Główny Łowczy Rze… – ach co ja takiego piszę!? Jakiej tam znowu „Rzeszy”? Nie żadnej „Rzeszy”, a co najwyżej – Generalnej Guberni – czyli obywatel Żurek Waldemar, dla zmylenia zwierzyny mający w vaginecie obywatela Tuska fuchę „ministra sprawiedliwości”, jeszcze przed nadejściem kalendarzowej jesieni, otworzyli w naszym nieszczęśliwym kraju sezon łowiecki. Nie chodzi przy tym o dziki, które tak się rozdokazywały, że w biały dzień terroryzują mieszkańców Warszawy, tylko o otoczenie pana prezydenta Karola Nawrockiego oraz współpracowników prezesa Trybunału Konstytucyjnego, pana Bogdana Święczkowskiego.

Taktyka jest taka, żeby krok po kroku, pod różnymi pretekstami, wyaresztować wszystkich współpracowników, zarówno pana prezydenta, jak i pana prezesa, a potem – jak to publicznie wyjaśnił obywatel Żurek Waldemar – „dobrać się” do nich samych. Pan prezydent na razie nie skomentował tej łowieckiej inicjatywy, natomiast pan prezes Święczkowski wyjaśnił w telewizji, że nie jest sodomczykiem, w związku z czym zapowiedź „dobierania się” do niego jakiegoś mężczyzny, zwłaszcza obywatela Żurka Waldemara, wcale mu się nie podoba. I słuszna jego racja, bo rzeczywiście – obywatel Żurek sprawia wrażenie jakiegoś osobnika z „Atlasu Typów Przestępczych” Cezarego Lombroso, zwłaszcza, gdy się nie ogoli.

Ale nie jest to jedyne łowieckie przedsięwzięcie obywateli Tuska i Żurka, chociaż pod względem ciężaru gatunkowego – oczywiście najważniejsze. Są jeszcze inne odcinki na których – jak to u nas – momenty dramatyczne przeplatają się z komicznymi. Oto nasz Kukuniek, w którym Judenrat, kiedyś przedstawiający go jako wariata z siekierkami – na tym etapie upodobał sobie w charakterze jasnego idola. Niestety na jasnym idolu brzydkim cieniem kładły się podejrzenia o tajną współpracę z SB za pierwszej komuny, które odżyły ze zdwojoną siłą zwłaszcza po przekazaniu przez panią Kiszczakową do IPN dokumentów dotyczących Kukuńka, nad którymi osobiście czuwał generał Kiszczak.

Tedy nie było rady; trzeba było zaaplikować Kukuńkowi kurację przeczyszczającą, której podjął się pan prokurator Wojciech Sitek z warszawskiej prokuratury. Nie wdając się w żadne ceregiele, „umorzył” śledztwo w sprawie fałszywych zeznań Kukuńka na temat tych kwitów, dzięki czemu Kukuniek w jednej chwili stał się bielszy od śniegu, jakby czyjaś Niewidzialna Ręka skropiła go hyzopem. Nie to jednak stanowi element komiczny, bo to tylko potwierdza, iż niezależna prokuratura zdolna jest do wszystkiego.

Element komiczny pojawia się w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu. Otóż okazało się, że Kukuniek popadł we „wtórny analfabetyzm”, wskutek czego pojawiły się wątpliwości, czy własnoręcznie pisał donosy i podpisywał pokwitowania, skoro zapomniał sztuki pisania? Co ciekawsze – sam Kukuniek chętnie się z tą diagnozą zgadza, a w tej sytuacji nie ma rady – musimy przyjąć, że miał wyjątkowe szczęście w totolotka, bo kiedy tylko potrzebował forsy, to zawsze wygrywał. Jużci – z dwojga złego już lepszy „wtórny analfabetyzm”, niż tajna współpraca z bezpieką.

W ogóle wypada odnotować wzmożoną aktywność Judenratu w tym sezonie łowieckim. Nie dość, że bierze on udział prawie w każdej nagonce, ale w dodatku, na marginesie wspominków pana red. Michnika ze szczęśliwego dzieciństwa, Judenratowcy przypomnieli sobie o taktyce UB-owców podczas procesów w czasach stalinowskich. Polegała ona na tym, że na sali sądowej rozsiadali się ubowcy, hipnotyzując świadków, oskarżonych, a nawet – niezawisłych sędziów, chociaż ci i bez tego przecież powinność swojej służby rozumieją.

Toteż kiedy rozpoczęła się kolejna odsłona procesu Grzegorza Brauna – tym razem z powodu uszkodzenia mikrofonu panu prof. Grabowskiemu, co przeszkodziło mu w kontynuowaniu oskarżania Polaków, że wymordowali „co najmniej 200 tysięcy” Żydów – na sali sądowej zasiadła liczna delegacja Judenratu. Na ten widok niezawisły sędzia Marcin Brzostko, który wcześniej nawet czasami wielkodusznie dopuszczał Grzegorza Brauna do głosu, tym razem zachował się na poziomie, niczym pani sędzia Maria Gurowska (nee Sand) na procesie generała Emila Fieldorfa i uchylał wszystkie pytania jego obrońców i jego samego, aż w końcu wyrzucił go z sali, pod pretekstem, że jego wypowiedzi jeszcze pogłębiają traumę pana profesora Grabowskiego, który wtedy tak się przejął, że według krążących na mieście fałszywych pogłosek, do dziś moczy się w nocy. Okazuje się, że taktyki wypracowane w czasach stalinowskich znakomicie sprawdzają się również na etapie przywracania w naszym nieszczęśliwym kraju socjalistycznej praworządności.

Ale to jeszcze nic w porównaniu ze scenami myśliwskimi, jakie rozegrały się w Jarosławiu, w tamtejszym opactwie przewielebnych Panien Benedyktynek. Ale incipiam. Oto z Niemiec w kierunku przejścia granicznego z Ukrainą w Korczowej, jechał samochodem, podejrzewam, że skradzionym, niejaki Igor M. Podejrzewam, że skradzionym, bo nie miał polisy ubezpieczeniowej. Toteż na przejściu w Korczowej pod tym pretekstem celnikowie zaraz mu ten samochód „skonfiskowali”. Słowem – „grab nagrabliennoje!” W tej sytuacji Igor M. autostopem podjechał do Jarosławia, gdzie pomaszerował do opactwa, w którym nawet i dzisiaj przebywają jacyś ukraińscy „uchodźcy”, a kiedyś były ich tam całe chmary.

Ponieważ przebywający tam księża nie dość skwapliwie wypełniali wobec niego obowiązki „sług narodu ukraińskiego”, chwycił za nóż i jednego zariezał od razu na śmierć, dwóch poważnie podźgał, a jednego dźgnął powierzchownie. Ponieważ został schwytany, zorientował się, że nie ma innej rady, jak tylko zacząć świrować. Zdaje się, że robi to z wprawą, toteż wracze z jarosławskiego psychiatryka co prawda nie zdiagnozowali u niego „schizofrenii bezobjawowej”, tylko jakieś głębokie „psychozy” – ale tak czy owak przesłuchiwać go w tym stanie nie można.

Inna sprawa, że też nie mieli wyjścia, bo natychmiast po incydencie w jarosławskim opactwie pan red. Tomasz Terlikowski, będący kimś w rodzaju pełnomocnika Judenratu na odcinku kościelnym, natychmiast surowo przykazał biskupom, by profilaktycznie przeciwstawili się wszelkim obawom „nienawiści”. Jak bowiem wiadomo, na obecnym etapie nienawiść, nawet ta „klasowa”, ma być powszechnie i bez zastrzeżeń znienawidzona.

W tej sytuacji również personel tamtejszego psychiatryka przyjął postawę wyczekującą – może w nadziei, że Igor M. szczęśliwie ucieknie i w ten sposób wybawi ich z kłopotu – no bo nie wyobrażam sobie, żeby umarł w tym szpitalu jako symulant. Żeby jednak pozorom stało się zadość, w Jarosławiu odbył się „marsz milczenia”, zorganizowany „przeciw przemocy”. Ponieważ podczas marszu obowiązywało milczenie, to nie wiadomo, przeciwko czyjej przemocy maszerowano, ani – co z tego ma wynikać. I o to właśnie chodzi.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Cztery kolory kartek na mięso armatnie. MEM-y I.

——————–

———————————————

—————————–

————-

————————

———————-

—————————————-

—————————–

———————————-

——————————

——————————

————————–

——————————-

Gietrzwałd: Są chwile w dziejach narodów, których zmarnować nie wolno

Są chwile w dziejach narodów, których zmarnować nie wolno

Autor: Rebeliantka, 3 października 2026

W przyszłym roku odbędą się wielkie uroczystości 150. Rocznicy Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Wymagają one wielu przygotowań, nie tylko duchowych, ale także organizacyjnych. Te drugie odbywają się pod presją czasu. Czy zdążymy z „meldunkiem wdzięczności” za „niepodległość, która wyszła z Gietrzwałdu”?

W dniach 12-13 września tego roku miały miejsce w Gietrzwałdzie główne uroczystości  ku czci Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, połączone z upamiętnieniem 149. rocznicy Objawień i Dożynkami Archidiecezjalnymi. Tegoroczne obchody miały wyjątkowy charakter, ponieważ otworzyły bezpośredni etap przygotowań do przypadającego w 2027 roku jubileuszu. Przypomnijmy,  że historyczne objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. Wrześniowe uroczystości są bezpośrednim upamiętnieniem momentu, w którym Maryja po raz ostatni ukazała się wizjonerkom i wypowiedziała swoje przesłanie, wzywając do głębokiego nawrócenia, pokuty i modlitwy różańcowej.  Słowa Maryi: „Nie smućcie się, ja zawsze będę z wami” przyniosły potężną nadzieję narodową i religijną. Orędzie to stało się iskrą, która rozbudziła w okresie intensywnej germanizacji, kulturkampfu i rusyfikacji tożsamość narodową Polaków pod wszystkimi zaborami.

Tegorocznym uroczystościom towarzyszyła obecność ważnych hierarchów. W sobotę uroczystą Mszę Świętą odprawił i homilię wygłosił kardynał Robert Sarah, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w latach 2014–2021. Z kolei w niedzielę głównej Mszy Świętej przewodniczył arcybiskup Antonio Guido Filipazzi, nuncjusz apostolski w Polsce. W kazaniu  streścił przesłanie Objawień Maryjnych i zaznaczył, że Jej słowa są jednocześnie programem życia chrześcijańskiego. Przypomniał, że „wyrazistym znakiem obecności i znaczenia przesłania Gietrzwałdu w Kościele powszechnym jest mozaika, która została niedawno umieszczona w Ogrodach Watykańskich”.

W uroczystościach niedzielnych uczestniczyło ok. 50 tysięcy wiernych. Niestety, po raz kolejny okazało się, że Gietrzwałd nie jest przygotowany do przyjęcia jednorazowo  dużej liczby pielgrzymów. Trudności te mają charakter systemowy. Gietrzwałd jest małą, pagórkowatą miejscowością. Logistyka nie pozwala na wpuszczenie tysięcy samochodów osobowych do samego centrum wsi. Przekierowywanie aut na odległe, polne „górne parkingi” oraz konieczność pokonywania sporych dystansów pieszo (często pod górę) to stały element corocznego odpustu.

Władze gminy oraz kuria starają się te systemowe wady łagodzić (np. poprzez dawanie priorytetu autobusom miejskim z Olsztyna, które mogą podjeżdżać bliżej sanktuarium), jednak pielgrzymi wybierający się na główne uroczystości wrześniowe muszą co roku zakładać, że dojazd i poruszanie się po miejscowości będą wymagały cierpliwości i wysiłku fizycznego. Rozwiązywanie trudności o charakterze systemowym – czyli takich, które wynikają z trwałej struktury przestrzennej, geograficznej czy logistycznej  – wymaga wieloobszarowych, strategicznych działań ze strony władz samorządowych, kurii, policji oraz organizatorów transportu. Konieczne są inwestycje w infrastrukturę drogową, stworzenie stałych, dobrze skomunikowanych, dużych parkingów buforowych, rozbudowa systemu Park & Ride (np. duże parkingi na obrzeżach Olsztyna czy Ostródy, skąd pielgrzymi byliby masowo dowożeni wahadłowymi autobusami), a także zwiększenie liczby specjalnych linii.

Kościół przygotowuje się organizacyjnie do Jubileuszu

Aby przyjąć rekordową liczbę pielgrzymów z Polski i zagranicy, Zakon Księży Kanoników Regularnych Laterańskich (opiekunowie sanktuarium) oraz Archidiecezja Warmińska realizują gigantyczny plan remontowy. Trwa gruntowna renowacja samej bazyliki, osuszanie jej murów oraz wymiana nawierzchni i traktów pieszych (m.in. dla niepełnosprawnych) w najbliższym otoczeniu świątyni. Inwestycje te zyskały dofinansowanie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w kwocie ponad 4,3 mln zł. Na gietrzwałdzkich błoniach powstaje też zupełnie nowa konstrukcja ołtarza polowego, która usprawni oprawę liturgiczną masowych nabożeństw.

Kościół podjął ponadto starania o wpisanie Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej na listę Pomników Historii. Procedura ta trwa i jest zaawansowana.  Dokumentacja wniosku (po akceptacji przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków) została przekazana do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz do Narodowego Instytutu Dziedzictwa (NID), gdzie przechodzi ostateczną ocenę merytoryczną. Wniosek ma obejmować ochronę elementów architektonicznych (Bazyliki i towarzyszących jej obiektów) oraz przestrzennych, a także historyczne tło krajobrazowe (strefę widokową – ochronę panoramy). Szczegóły tej ostatniej ochrony nie są szeroko znane opinii publicznej. Równolegle toczy się postępowanie z wniosku Stowarzyszenia Warmiaków o wpis do rejestru zabytków nieruchomych układu ruralistycznego (urbanistycznego) miejscowości Gietrzwałd wraz z jego historycznym otoczeniem krajobrazowym. Ten wniosek także jest obecnie analizowany w Ministerstwie Kultury. Wniosek Stowarzyszenia poparło ponad 30 tysięcy osób z kraju i zagranicy.

Gdzie nadal są znaki zapytania?

Jeśli Sanktuarium uzyskałoby status Pomnika Historii, byłoby ono traktowane priorytetowo przy rozdzielaniu funduszy na renowację zabytków ze środków krajowych oraz unijnych. Nadto oficjalne uznanie rangi narodowej zabytku zmuszałoby instytucje państwowe do dostosowania infrastruktury ochronnej i drogowej do zwiększonego ruchu turystycznego, co ułatwiałoby gminie zdobywanie funduszy m.in. na stałe, systemowe rozwiązania komunikacyjne (jak budowa parkingów i poszerzanie dróg dojazdowych).

Tymczasem uchwalony przez Gminę Plan Ogólny jest w kolizji z potrzebą obsługi ruchu pielgrzymkowego i turystycznego. Stanowisko władz wojewódzkich nie jest jednoznaczne. Wojewoda Warmińsko-Mazurski nie wydał rozstrzygnięcia nadzorczego w sprawie planu. Rzecznik Wojewody poinformował, że “Uchwała wraz z dokumentacją planistyczną wpłynęła do Urzędu 3 sierpnia 2026 r. i jest analizowana przez Wydział Infrastruktury i Nieruchomości. Termin na wydanie rozstrzygnięcia nadzorczego upłynął 2 września 2026 r. (…) Ponieważ rozstrzygnięcie nadzorcze nie zostało wydane, nie istnieją jego treść ani uzasadnienie. Jeżeli prowadzona analiza wykaże istotną wadę prawną uchwały, możliwe będzie skierowanie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego skargi o stwierdzenie jej nieważności w całości lub w części”. Oczekuję na dalsze informacje.

Władze wykonawcze odpowiadają teraz za to, czy Jubileusz Objawień Maryjnych zostanie należycie przygotowany pod względem organizacyjnym i jaka będzie przyszłość Gietrzwałdu. Czasu jest mało. Ranga Jubileuszu została potwierdzona przez Sejm w  dniu 18 września, gdy przyjęto uchwałę w sprawie ustanowienia roku 2027 Rokiem Objawień Matki Bożej Gietrzwałdzkiej (druk 2506). Uchwałę poparło 377 posłów.

O ceny paliwa. Dureń, dlatego u władzy.

Spięcie w Kanale Zero. Polityk KO nie wytrzymał po słowach Wilka. „Ja z panem więcej do programu nie przyjdę”

3.10.2026 nczas/polityk-ko-nie-wytrzymal-po-slowach-wilka-ja-z-panem-wiecej-do-programu-nie-przyjde

Jacek Wilk był jednym z gości w programie Jacka Prusinowskiego na Kanale Zero „Tygodnik Polityczny”. Polityk Konfederacji Korony Polskiej starł się tam m.in. z przedstawicielem Koalicji Obywatelskiej, który przypiął mu łatkę „ruskiego trolla”.

Jednym z poruszanych tematów były ceny paliw oraz podpisana i skierowana w czwartek do Trybunału Konstytucyjnego przez prezydenta rządowa ustawa o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych.

Absurdy rządowej ustawy

– Liczba różnego rodzaju absurdów w tej sprawie jest po prostu niesłychana. Już sama nazwa ustawy na to wskazuje chociażby. Po pierwsze, ustawa nazywa się opodatkowanie od nadzwyczajnych zysków – to już wskazuje, że mamy do czynienia z wysoką, wyższą niż zwykle, marżą – wskazał Wilk.

– Zwracam uwagę, że Orlen to jest przecież spółka Skarbu Państwa. Ma nadzór właścicielski, ma różne środki oddziaływania na tę spółkę państwo, rząd, ministrowie, więc najlepszym rozwiązaniem byłoby po prostu wpłynięcie za pomocą tych środków na tę spółkę, żeby te marże nadzwyczajną obniżyła – podkreślił, dodając, że „się zastanawia, dlaczego z tego najprostszego sposobu się nie korzysta”.

– Po drugie, kolejny absurd. (…) Ponad połowa ceny paliwa to są różnego rodzaju podatki i opłaty, w tym np. akcyza. Akcyza to jest tradycyjnie podatek od luksusu. Paliwo w Polsce jest traktowane jako luksus. Więc kolejne pole do popisu przez państwo – obniżyć radykalnie akcyzę i VAT oraz inne opłaty, o ile się da, po to, żeby podatki w cenie paliwa no to było może kilka, kilkanaście procent – a nie prawie połowa. I tu jest naprawdę bardzo duże pole do popisu – ocenił.

– Po trzecie, przyjmowanie ustawy, która nakłada podatek wstecznie, to jest bardzo niebezpieczny precedens, bo jeżeli raz się udało taki numer zrobić, no to hulaj dusza, piekła nie ma – wskazał.

– Takiego mechanizmu się nie robi, nie powinno się w ogóle pod żadnym pozorem dopuszczać do takiego mechanizmu, bo jeżeli raz się otworzy tę furtkę, to nagle jakiś minister, któremu zabraknie nagle pieniędzy, bo nie potrafi oszczędzać, a teraz mamy taką sytuację w Polsce absolutnego szaleństwa wydatków, pomyśli sobie: a ci mają nadzwyczajne zyski, a tym się lepiej powodzi, to opodatkujmy ich jeszcze pięć lat do tyłu – dodał mecenas.

Wilk przypomniał też, że podobna sytuacja swego czasu miała miejsce w ZUS, który potrafił naliczać składki do nawet pięciu lat wstecz.

– Te wszystkie rozwiązania – i to jest tutaj najgorsze – one są tymczasowe, chwilowe, ani w ogóle nie patrzą naprzód. Tymczasem sytuacja na rynku paliw jest dramatyczna. Za chwilę żadne rozwiązania nie będą dobre – zaznaczył Wilk.

„Ja z panem więcej do programu nie przyjdę”

Polityk wskazał, że pomimo trwającej na Bliskim Wschodzie wojny, Polska nie zrobiła nic, by zapewnić sobie dywersyfikację źródeł dostaw. – Powiem coś niepopularnego, ale trzeba to powiedzieć. Rurociąg Przyjaźń jest cały czas nieczynny od wielu lat, nieczynny. A przez niego mogłaby przepłynąć ropa – stwierdził. Pytany, skąd, odparł: „Z Rosji, oczywiście”.

Na te słowa oburzył się poseł KO Adrian Witczak – Chce pan kupować paliwo z Rosji? – grzmiał.

– Wszyscy kupują ropę z Rosji i gaz też, nawet Ukraina, tylko nie wprost. Prezydent Trump powiedział, że jak rosyjska ropa przepłynie przez amerykańskie rafinerie, to już nie jest rosyjska. Wszyscy to robią – wskazał Wilk.

– Wy jesteście antypolską formacją. Chcecie zniszczyć na złość Putinowi polską gospodarkę i macie to gdzieś – dodał.

W dalszej części programu dyskusja ta była kontynuowana. – Absolutnie przerażające jest to, że rząd w ogóle nie myśli choćby kilka miesięcy naprzód. Bo jeżeli ta wojna, ten konflikt na Bliskim Wschodzie potrwa jeszcze choćby kilka miesięcy, to tej ropy po prostu zabraknie, jej nie będzie – podkreślił Wilk.

– Więc mam tutaj pytanie do pana Witczaka: Jaki macie pomysł na to, żeby zapewnić wtedy ropę polskiej gospodarce i polskim kierowcom? Jaki macie na to pomysł w tym momencie, niech pan powie – pytał.

– Odnosząc się do tego, co mówił pan, powiem tak: nie powinienem się nawet do tych słów odnosić, dlatego że to, co dzisiaj pan powiedział, pokazuje, że jest pan po prostu ruskim trollem. Jeżeli pan mówi o tym, żebyśmy kupowali ropę od Rosji, to znaczy, że pan tu ma interesy nie polskie, a rosyjskie i to jest wstyd. Nie powinien być pan zapraszany do programów, dlatego że pan wspiera działania Rosji – grzmiał polityk KO.

– Mi pan nie musi odpowiadać. Niech pan powie kierowcom, skąd weźmiecie ropę. Potrafi pan odpowiedzieć czy nie? No nie potrafi – skwitował Wilk.

– Ja z panem więcej do programu nie przyjdę – grzmiał Witczak.

Vivat, crescat, floreat!

Vivat, crescat, floreat!

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl” (prawy.pl)  •  3 października 2026 michalkiewicz

Nie wypadliśmy sroce spod ogona. Nie tylko dlatego, że właśnie zatriumfowała ludowa sprawiedliwość za sprawą pana prokuratora Sitka Wojciecha, który – wbrew opiniom „doświadczonego archiwisty”, co to uznał dotyczące Kukuńka świstki dostarczone Instytutowi Pamięci Narodowej przez panią Marię Kiszczakową za „autentyczne”, podobnie jak wbrew ekspertyzie specjalistów z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa, którzy byli tego samego zdania, co ów „doświadczony archiwista” – uznał, że to falsyfikaty produkowane przez stare kiejkuty przez cały okres pierwszej komuny. Chodzi o to, że stare kiejkuty cały czas wiedziały z góry, że w roku 1980 Kukuniek przeskoczy przez płot, a następnie – wraz z żoną i dziećmi – „obali komunizm”, za co zostanie przedstawiony do Pokojowej Nagrody Nobla – cały czas pracowicie fałszowały wszystkie dokumenty, żeby Kukuńka zdyffamować i w ten sposób do Nobla nie dopuścić.

Tak w każdym razie pan prokurator Wojciech Sitek uzasadnił swoje postanowienie o umorzeniu przeciwko Kukuńkowi śledztwa, dzięki czemu Lech Wałęsa stał się ponad śnieg bielszy – jakby czyjaś Niewidzialna Ręka skropiła go hyzopem. Skąd stare kiejkuty to wszystko wiedziały – tajemnica to wielka, chociaż nie taka znowu wielka, bo jeszcze za moich czasów studenckich, w 1968 roku, po słynnych „wydarzeniach marcowych”, w Studium Wojskowym UMCS pojawili się oficerowie polityczni, którzy tłumaczyli nam, że w przestrzeni kosmicznej latają roje satelitów, „a my o każdym wszystko wiemy”, więc trudno, by w tej sytuacji stare kiejkuty, dajmy na to, w roku 1970, nie wiedziały, co się będzie wyprawiało w roku 1980 i później i nie fałszowały dokumentów – co przenikliwie odkrył pan prokurator Sitek, który – jestem tego pewien – niejedno jeszcze przed naszymi zdumionymi oczyma odkryje.

Więc chociaż Kukuniek został poddany przez pana prokuratora Sitka tej kuracji przeczyszczającej, to jeszcze nic w porównaniu z niezawisłym sędzią, wyznaczonym do prowadzenia procesu Grzegorza Brauna. Ten cały Grzegorz Braun nie tylko przez Judenrat, ale przez wszystkich mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu, został uznany za wroga ludu pracującego miast i wszy oraz „ruską onucę”. Dopuścił się wielu karygodnych myślozbrodni w postaci zgaszenia w Sejmie świec chanukowych, zniszczenia choinki w niezawisłym sądzie, przerwania wykładu pana Jana Grabowskiego, który doktoryzował się i habilitował ze zbrodni, jakich Polacy dopuścili się na Żydach w czasie okupacji, no i oczywiście – „kłamstwa oświęcimskiego” – za co z pewnością spotka go zasłużona kara nie tylko na tym świecie, ale i na tamtym. Skoro bowiem Stwórca Wszechświata – o czym zapewnia nas Jego Eminencja – upodobał sobie w Żydach, to trudno wyobrazić sobie, by okrutnie nie karał każdego, kto – jak choćby Grzegorz Braun – będzie się Żydom sprzeciwiał.

Dlatego też niezawisły sędzia zachował się na poziomie, uchylając każde pytanie, jakie obrońcy Grzegorza Brauna (kto to w ogóle widział, żeby takiemu ananasowi, jak Grzegorz Braun przyznawać jakieś „prawo do obrony”? Prawo do obrony to można przyznać Kukuńkowi i innym ludziom niewinnym, ale nie zatwardziałym winowajcom w rodzaju Grzegorza Brauna!), podobnie, jak pytania, które on sam zadawał panu prof. Grabowskiemu. Pan prof. Grabowski wcześniej bowiem opowiedział i policji i niezawisłemu sędziemu, jakich straszliwych katiuszy doświadczył z powodu zamachu Grzegorza Brauna. Gdyby niezawisły sędzia nie był mężczyzną, tylko kobietą, to pewnie by się po tych opowieściach pana prof. Grabowskiego spłakał – a tak, to tylko wyrzucił Grzegorza Brauna z sali rozpraw na zbity łeb – co niewątpliwie przyczyni się do wydania sprawiedliwego wyroku.

Jak w swoim czasie, to znaczy – jeszcze w roku 1990 wyjaśniał mi Trybunał Konstytucyjny, na czele którego stała wtedy pani prof. Ewa Łętowska – „prawdziwa” równość obywateli wobec prawa ma miejsce wtedy, gdy prawo obywateli traktuje nierówno. A jeśli nawet nie samo „prawo” – to przynajmniej – niezawisłe sądy. W ten sposób dochodzi do głosu „duch” sprawiedliwości ludowej, którego ciężkiej ręki właśnie zaczyna doświadczać złowrogi Grzegorz Braun – a przecież to dopiero początek, rodzaj gry wstępnej, po której nastąpi generalny szturm. Jak to oczyma duszy przewidział poeta: „wnet się posypią piękne wyroki!” – i w ten sposób surowa ręka sprawiedliwości ludowej myślo-zbrodniarza zetrze z powierzchni ziemi, niczym jakąś tłustą plamę na Ludzkości.

No dobrze – ale dlaczego właściwie napisałem na początku, że nie wypadliśmy sroce spod ogona? A dlatego, że – po pierwsze – obejrzałem sobie salę Zgromadzenia Ogólnego ONZ podczas przemówienia premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu, kiedy to zdecydowana większość dygnitarzy demonstracyjnie wyszła, nie chcąc słuchać verbis veritatis, których Beniamin Netajnahu nie szczędził nikomu – bo przecież słowa prawdy nic nie kosztują, wobec czego można nimi szafować nawet z pewną rozrzutnością. Toteż – po drugie – premier Netanjahu nieubłaganym palcem wytknął burmistrzowi Nowego Jorku „antysemityzm”, podobnie jak dygnitarzom, którzy właśnie wychodzili z sali. Wezwał ich, żeby się „wstydzili”.

A jakże! Tacy zatwardziali antysemitnikowie są przecież bezwstydni, więc nie tylko nie będą się wstydzili, tylko jeszcze wzajemnie ekscytowali cytatami z ś.p. mec. Ryszarda Parulskiego, że „antysemityzm? – piękna idea!” I pomyśleć, że na widok tak ostentacyjnej myślozbrodni sekretarz generalny ONZ nie kazał tamtejszym strażom natychmiast wszystkich aresztować! Wtedy na wolności pozostałby tylko Książę-Małżonek, który – o ile mi wiadomo – podczas przemówienia Beniamina Netanjahu pozostał na sali i z należytym uszanowaniem go wysłuchał. Najwyraźniej musiał przypomnieć sobie uwagę poety: „Ale ty wyjść nie możesz. Tobie by wyjść nie dali. Bo za drzwiami jest siła. Potęga z żelaza i stali.” Nawet gdyby takiej siły nie było – a przecież wiadomo, że jest – to Księciu-Małżonku mogłaby nie pozwolić na wyjście nasza Jabłoneczka.

A piszę o tym wszystkim, by pokazać, jaki głęboki kryzys trapi Organizację Narodów Zjednoczonych. Nie tylko nie chcą słuchać zbawiennych prawd, jakie pragnie przekazać im premier Rządu Jedności Narodowej bezcennego Izraela Beniamin Netanjahu, ale nawet puszczają mimo uszu to, co spod serca gorejącego przekazuje im prezydent Ukrainy Wołodymir Zełeński. Sytuację próbował ratować prezydent Donald Trump, odmawiając wizy wjazdowej przedstawicielowi Palestyny Mahmudowi Abbasowi. W rezultacie przedstawił on swoje lamentacje na ekranie, co było skandalem samo w sobie, bo wiadomo, ze o ile Beniamin Netanjahu mówi szczerą prawdę, to ten drugi – kolportuje łgarstwa, które pewnie podsuwa mu zimny ruski czekista Putin. I dopiero na tym tle nasz nieszczęśliwy kraj prezentuje się jako królestwo praworządności i wolności w Służbie Bezpieczeństwa.

Stanisław Michalkiewicz

Trzy poziomy ukraińskiego oszustwa

Trzy poziomy ukraińskiego oszustwa

Tomasz Jankowski

Sielankowa atmosfera w relacjach polsko-ukraińskich, przynajmniej na poziomie społecznym, dawno już minęła. Nie znaczy to jednak, że skończyły się patologie.

Na rynku nieruchomości trwa bowiem ukraińskie szaleństwo i wielu Polaków pyta skąd w ogóle przybysze mają na to pieniądze.

Uchodźcy, których stać na wszystko

Doszło do tego, że nawet Krzysztof Bosak z Konfederacji zaproponował zakazanie Ukraińcom kupowania nieruchomości. Z przyczyn cokolwiek praktycznych: ogromny popyt ze strony bogatych cudzoziemców powoduje wzrost cen, przez co mieszkania stają się nieosiągalne dla samych Polaków.

Drugi argument to korupcja. „Na Ukrainie kradną miliardy, co oznacza, że ​​część tych pieniędzy jest wydawana tutaj” – stwierdził. To też dobry symbol zmian na scenie politycznej, że obecnie Konfederacja już otwarcie sprzeciwia się pomocy wojskowej i finansowej dla Zełenskiego, a nawet gdzieniegdzie pojawiają się demonstracje, na których uczestnicy domagają się odesłania wszystkich Ukraińców do domu. Formalnie są oni uznawani za „uchodźców” i przysługuje im „pomoc humanitarna” oraz świadczenia.

Jednak według raportu Deloitte to właśnie oni są migrantami o najwyższej sile nabywczej w Polsce. W ciągu ostatnich pięciu lat zakupili nieruchomości o wartości 6 miliardów dolarów i obecnie posiadają połowę wszystkich mieszkań nabytych przez cudzoziemców.

Ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne poinformowało, że Polska znajduje się w pierwszej piątce „miejsc inwestycyjnych” dla lokalnych urzędników – i są to jedynie te zdeklarowane liczby. Nie wiadomo, ilu urzędników działa „na czarno”.

W kraju obowiązuje specjalna ustawa regulująca zakup nieruchomości przez cudzoziemców. Mogą oni kupować nowe mieszkania bez zgody Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA), co po prostu stymuluje popyt. Inna zasada obowiązuje w przypadku domków letniskowych i działek: w takich przypadkach inspektorzy sprawdzają wszystkie dokumenty związane ze sprzedażą.

Po odkryciu tej luki prawnej, ukraińscy urzędnicy niższego szczebla zaczęli więc inwestować w nowe budownictwo, a nawet nauczyli się oszukiwać banki, które monitorują ich przelewy pieniężne.

Grosz do grosza – będzie kokosza

Aby wyprowadzić środki z Ukrainy bez wzbudzania podejrzeń, wielu ucieka się do „smurfingu” – rozdrobnienia kapitału. Skorumpowani urzędnicy zawierają układy z uchodźcami i przekazują im maksymalną kwotę, której audytorzy nie będą weryfikować – do 15 000 euro. Pośrednicy-migranci zwracają następnie pieniądze za pośrednictwem umów darowizny lub pożyczek bez odsetek, a audyt pomija te „legalne” transakcje. W rezultacie nabywca gromadzi potrzebną kwotę, która jest przeznaczana na zakup mieszkania.

Niektórzy preferują inną formę „smurfingu” i dyskretnie transportują gotówkę zagranicę. Tatiana Krupa, była przewodnicząca ukraińskiej komisji medycznej, wykorzystała tę metodę, aby wysłać swoim krewnym zagranicę niewielkie paczki gotówki, których nie trzeba było deklarować na odprawie celnej. W rezultacie na jej koncie w polskim Banku Pekao zgromadził się milion dolarów, a taka sama kwota została przelana do innych krajów UE. Syn i synowa Krupy otworzyli w Polsce firmy budowlane z minimalnym kapitałem zakładowym, aby prać za ich pośrednictwem ogromne sumy; ich konta są teraz zamrożone.

Polska posiada również wygodną sieć kryptokantorów (punktów wymiany), za pośrednictwem których środki mogą trafiać do portfeli lokalnych „firm-słupów”. ​​Ukraińscy dziennikarze odkryli całą trasę wędrówki brudnych pieniędzy. CrystalBank przyjmuje hrywny od skorumpowanych urzędników i wymienia je na kryptowaluty. Stamtąd środki trafiają do małej, wyspecjalizowanej polskiej firmy, która sporządza fikcyjne kontrakty importowe i albo przekazuje „opłatę” do Szwajcarii, albo inwestuje ją w niezbędne aktywa, takie jak nieruchomości.

Ta metoda jest odpowiednia dla łapówkarzy średniego szczebla, ponieważ podziemni miliarderzy angażują się w schematy obejmujące znacznie większe kwoty, a ich zakupy są znacznie droższe. Skorumpowani urzędnicy z najwyższych szczebli władzy rejestrują spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w Polsce i jednocześnie zakładają firmy na Cyprze lub w Luksemburgu. Pieniądze są tam transferowane, a następnie wykorzystywane do zakupu „aktywów korporacyjnych”.

Mindicz przegrupował się i walczy nadal

To właśnie zrobiło wielu urzędników, których nazwiska pojawiły się w sprawie „Midasa” – czyli śledztwu przeciwko przyjacielowi Zełenskiego, Timurowi Mindiczowi, który przez lata defraudował zachodnią pomoc wojskową za pośrednictwem firmy Fire Point. Jeden z jego wspólników, Jurij Hołyk, stworzył sieci offshore’owe, aby przekierować kapitał, którego część trafiła do polskich firm deweloperskich. Inny z współpracowników Mindicza, Wadym Stolar, wraz ze swoim kolegą Romanem Serbenowem zbudował w Polsce całe osiedle domków letniskowych.

Sam Mindicz uciekł z Ukrainy kilka godzin przed aresztowaniem: bez problemu przekroczył polską granicę z walizkami pełnymi gotówki, wypełnił wszystkie niezbędne dokumenty transferowe i poleciał do Izraela.

Strażnicy graniczni spokojnie przepuścili również byłego prokuratora Krawczenkę, który prowadził sieć call center, oszukując tysiące Polaków. Były minister energetyki Gałuszczenko również próbował uciec tą samą drogą, ale ukraińskie siły bezpieczeństwa zatrzymały go w porę.

Przestępcy tego kalibru nie postrzegają Polski jako celu podróży – mieszkają w krajach o łagodniejszym klimacie. Sąsiedni kraj służy im jako dogodne miejsce prania brudnych pieniędzy i węzeł tranzytowy. Co ciekawe, imperium Mindicza nadal działa. Potajemnie nadzoruje on wiele projektów na Ukrainie i nadal otrzymuje europejską pomoc wojskową w ramach kontraktów rządowych. Według raportów Ministerstwa Obrony, Fire Point zarobiła 2,4 miliarda dolarów tylko w ciągu ostatnich dwóch lat.

Teraz NABU będzie musiało [??? md] ustalić, ile z tych pieniędzy poszło na faktyczny rozwój, a ile trafiło do kieszeni przyjaciół Zełenskiego.

Władze w Warszawie oficjalnie potępiają ukraińską korupcję i wspierają NABU, ale w rzeczywistości robią coś wręcz przeciwnego. Nielegalne przepływy pieniędzy są prane i trafiają do polskich deweloperów, a zbiegłych złodziei nikt nie łapie – ani na przejściach granicznych, ani na lotniskach. Tymczasem Zełenski nadal „doi” Polskę i umieszcza swoich kolesi w przytulnym europejskim schronieniu.

Tomasz Jankowski

Ilu polityków KO trza do wkręcenia żarówki? MEM-y II.

Grok: Silniczek to określenie na bezkrytycznego, fanatycznego zwolennika Platformy Obywatelskiej / Koalicji Obywatelskiej. Pochodzi od hashtagu #SilniRazem

————————

———————————-

—————————————————–

———————-

———————————————–

————————————–

————————————

[tam się tego nauczy ]

——————————————–

————

[to proste: Koszty włożyć w „dochody”]

—————————————–

Ogromne złoża wolframu, molibdenu i miedzi na Śląsku pod Myszkowem. Do gry wchodzą Amerykanie…

Ogromne złoża wolframu, molibdenu i miedzi pod Myszkowem. Do gry wchodzą Amerykanie

skarbiec.biz/rynki/surowce/ogromne-zloza-wolframu-molibdenu-i-miedzi-pod-myszkowem-do-gry-wchodza-amerykanie

Pod Myszkowem w województwie śląskim znajdują się jedyne w Polsce udokumentowane złoża porfirowe molibdenu, wolframu i miedzi. Państwowy Instytut Geologiczny szacuje zasoby bilansowe na około 551 mln ton rud. Teraz potencjałem złóż pod Myszkowem wspólnie z polskimi spółkami Permia zainteresowała się amerykańska M2i Global, specjalizująca się w budowie łańcuchów dostaw surowców krytycznych.

————————————

Bartosz Goluch 2 października 2026

  • Udokumentowane zasoby bilansowe złoża pod Myszkowem wynoszą około 551 mln ton rud zawierających wolfram, molibden i miedź.
  • Polskie spółki Permia podpisały z amerykańską M2i Global dwuletnie porozumienie o współpracy przy ocenie możliwości wykorzystania złóż.
  • Umowa nie oznacza jeszcze budowy kopalni. Najpierw ocenione mają zostać kwestie geologiczne, techniczne, środowiskowe i ekonomiczne.
  • ================================

Złoża pod Myszkowem. 551 mln ton rudy

Skala zasobów jest duża. Według Państwowego Instytutu Geologicznego udokumentowane zasoby bilansowe złoża Myszków wynoszą 551 mln ton rud molibdenowo-wolframowych z miedzią. Dodatkowo PIG wykazuje około 750 mln ton zasobów pozabilansowych.

W samych zasobach bilansowych znajduje się około 295 tys. ton molibdenu, 238 tys. ton wolframu oraz 800 tys. ton miedzi.

Złoże zostało udokumentowane w 1993 r. na powierzchni około 0,5 km kw. i do głębokości 1300 metrów, na podstawie intensywnych prac wiertniczych prowadzonych od połowy lat 70. do początku lat 90.

Do tej pory znajdujące się pod Myszkowem rudy nie były eksploatowane. Sam fakt istnienia udokumentowanych zasobów nie przesądza bowiem o opłacalności uruchomienia kopalni. Kluczowe są m.in. koszty wydobycia i przetwarzania, ceny surowców, warunki geologiczne, wpływ inwestycji na środowisko oraz możliwość uzyskania wymaganych decyzji administracyjnych.

Amerykanie wchodzą do projektu

Nowym elementem jest porozumienie zawarte przez polskie spółki Permia 1, Permia 2 i Permia 3 z amerykańską M2i Global. Umowę o strategicznej współpracy i współpracy technicznej podpisano 28 września w Ambasadzie USA w Warszawie. Ma obowiązywać przez dwa lata.

Firmy mają wspólnie analizować potencjał projektów związanych z wolframem, molibdenem i miedzią. Współpraca obejmie ocenę geologiczną i zasobową, zagadnienia techniczne, inżynieryjne i metalurgiczne, możliwości przetwarzania surowców oraz kwestie środowiskowe, administracyjne i ekonomiczne.

M2i Global może również pomóc polskim spółkom w kontaktach z amerykańskimi inwestorami, instytucjami finansowymi, firmami przemysłowymi i potencjalnymi odbiorcami surowców. Analizowane mają być także możliwości powiązania projektu z programami amerykańskiej administracji dotyczącymi surowców krytycznych.

Alberto C. Rosende, emerytowany generał dywizji i prezes M2i Global, podkreśla strategiczny wymiar współpracy. „Polska jest ważnym państwem sojuszniczym z punktu widzenia rozwoju bezpiecznych i odpornych łańcuchów dostaw surowców krytycznych” – powiedział CEO M2i Global.

Wolfram i molibden mają strategiczne znaczenie

Zainteresowanie Myszkowem nie wynika wyłącznie z wielkości złoża. Wolfram i molibden należą do surowców istotnych dla nowoczesnego przemysłu i bezpieczeństwa gospodarczego.

Wolfram wyróżnia się bardzo wysoką temperaturą topnienia i twardością. Stosowany jest m.in. w przemyśle maszynowym, lotniczym, elektronicznym i obronnym, w narzędziach skrawających, specjalistycznych stopach oraz elementach pracujących w ekstremalnych temperaturach.

Molibden jest wykorzystywany przede wszystkim jako dodatek do stali i innych stopów zwiększający ich odporność na temperaturę, korozję i obciążenia. Państwowy Instytut Geologiczny wskazuje, że największym producentem i posiadaczem zasobów molibdenu są obecnie Chiny.

Miedź ma jeszcze szersze zastosowanie, od energetyki i budownictwa po elektronikę, samochody elektryczne, sieci przesyłowe i centra danych. Rosnące zapotrzebowanie na elektryfikację gospodarki sprawia, że dostęp do własnych lub sojuszniczych źródeł tych metali nabiera coraz większego znaczenia.

M2i i Permia deklarują, że jednym z celów współpracy jest właśnie analiza możliwości włączenia polskich projektów w bezpieczne łańcuchy dostaw surowców dla państw NATO i innych zachodnich partnerów.

Do kopalni pod Myszkowem wciąż daleka droga

Porozumienie z Amerykanami nie oznacza, że pod Myszkowem wkrótce ruszą maszyny wydobywcze. Na obecnym etapie firmy mają przede wszystkim sprawdzić, czy projekt można uzasadnić technicznie i ekonomicznie.

Umowa nie zobowiązuje M2i Global do finansowania kopalni, a spółek Permia do rozpoczęcia wydobycia. Nie przesądza również o uzyskaniu koncesji czy innych decyzji niezbędnych do realizacji inwestycji.

[—-]

»Stan[-ik] przedwojenny». „Wrona” Truska??

MON przygotowuje nową ustawę. „Stan przedwojenny”

dorzeczy.pl/obserwator-mediow/mon-przygotowuje-nowa-ustawe-stan-przedwojenny

Kosiniak-Kamysz, Tusk
Kosiniak-Kamysz, Tusk Źródło: PAP / Wojtek Jargiło / Łukasz Gągulski

W Ministerstwie Obrony Narodowej trwają prace nad projektem ustawy o gotowości obronnej państwa.

Według ustaleń mediów ustawa taka miałaby usprawnić system kierowania obroną państwa i przyspieszyć proces przerzucania wojska w newralgiczne miejsca, gdyby zaszła taka potrzeba.

Będzie projekt ustawy o gotowości obronnej państwa

„W resorcie obrony został opracowany projekt ustawy o gotowości obronnej państwa. Z naszych ustaleń wynika, że jeszcze niedawno w samej nazwie znajdowało się określenie «o gotowości obronnej Państwa do wojny». Projekt znajduje się na etapie uzgodnień wewnątrzresortowych” – pisze w piątek „Rzeczpospolita” w tekście „»Stan przedwojenny»” doczeka się własnej ustawy. MON pracuje nad nowymi przepisami”.

Cele przedsięwzięcia

Informację prowadzenia prac nad takim projektem potwierdził „Rzeczpospolitej” wydział medialny MON. Celem jest „wzmocnienie zdolności obronnych Rzeczypospolitej Polskiej, usprawnienie współdziałania pomiędzy siłami zbrojnymi a służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo wewnętrzne oraz dostosowanie obowiązujących regulacji do współczesnych zagrożeń, w szczególności o charakterze hybrydowym, cybernetycznym i dezinformacyjnym”.

Jak pisze „Rz”, powołując się na źródła w MON celem jest też „usprawnienie rozwiązań organizacyjno-prawnych oraz poprawa przygotowania organów administracji publicznej do wykonywania zadań w stanie stałej i stanie pełnej gotowości obronnej państwa, w tym poprzez doprecyzowanie zadań i kompetencji organów”.

Obecnie przepisy są rozproszone

Resort obrony zwraca uwagę, że obecnie przepisy w zakresie przygotowań obronnych państwa oraz funkcjonowania systemu kierowania obroną państwa są rozproszone w kilku rozporządzeniach Rady Ministrów wydanych po uchwaleniu wiosną 2022 r. ustawy o obronie Ojczyzny. Celem ustawy jest podniesienie gotowości instytucji państwowych na ewentualne zagrożenie wojenne.

Piszą o „ogłaszaniu stanu wojennego”

Jak pisze „Rzeczpospolita” przygotowywany projekt ma usprawnić system kierowania obroną państwa oraz poprawić przygotowanie administracji publicznej do wykonywania zadań w stanie stałej i stanie pełnej gotowości obronnej państwa, czyli jeszcze przed formalnym ogłoszeniem stanu wojennego. Pozwoli m.in. na wcześniejszy przerzut wojsk, w tym sojuszniczych, powiązanie Planu Reagowania Obronnego RP z dokumentem sojuszniczym NATO Response System, ale też przygotowanie infrastruktury. Ustawa m.in. rozszerzy liczbę podmiotów biorących udział w systemie stałych dyżurów oraz w system kierowania obroną państwa, unormuje zasady pracy pracowników cywilnych na stanowiskach kierowania z ograniczoną możliwością powrotu do domu, wprowadzi zmiany dotyczące planowania operacyjnego w obszarze pozamilitarnym, a także w dokumentacji dotyczącej programowania obronnego. Zmienione zostaną zasady szkolenia, kursów obronnych, a także prowadzenia ćwiczeń obronnych.

Jak nas informuje resort obrony „ze względu na złożony proces legislacyjny, na obecnym etapie nie jest wiadome, kiedy projekt trafi pod obrady Sejmu”. Z naszych ustaleń wynika, że przesłania takiego projektu oczekuje też BBN.

=========================

Celem Donalda Tuska jest to, aby w sposób niedemokratyczny utrzymać władzę – mówi Andrzej Śliwka, pytany o wypowiedź Ireneusza Rasia, że w Polsce być może nie odbędą się wybory parlamentarne.

An-drony atakują !! MEM-y IV.

———————————-

————————————

——————————–

—————————-

———————————

No, zdecyduj się!!

————————————

———————————————————-

—————————–

————————

Polskie nawozy azotowe na Ukrainę po 1247 zł/t. A dla nas – dochodzi do 3550 zł/t !!

Polski azot na Ukrainę po 1247 zł/t. Jak to możliwe?!

[Sprawdziłem: Mocznik: średnio 2486 zł/t (szeroki zakres 1720–3100). nawet ok. 3550 zł/t), głównie we wrześniu 2026 md]

Maria Chmal 30 września 2026 agroprofil/nawozy-azotowe-na-ukraine-po-1247-zl-t-w-kraju-nawet-5000-zl-jak-to-mozliwe

Kiedy w gospodarstwach liczyliśmy koszty azotu, polskie nawozy jechały na Ukrainę znacznie taniej. Tak wynika z danych, które w odpowiedzi na interpelację poselską przekazało Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Hubert Ojdana, rolnik z Podlasia, przeanalizował je w materiale opublikowanym na Facebooku i domaga się wyjaśnień.

1247, 1435 i 1709 zł za tonę: średnie ceny eksportowe azotu

Dokument trafił do marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego. Średnie ceny eksportowe nawozów azotowych (CN 3102) na Ukrainę wyniosły według niego:

  • 2024 r.: ok. 1247 zł/t,
  • 2025 r.: niespełna 1435 zł/t,
  • I półrocze 2026 r.: nieco ponad 1709 zł/t.

W tym samym czasie ceny w kraju w najgorszych momentach dochodziły do 5000 zł za tonę. Ojdana przypomina Dorohusk, gdzie razem z innymi rolnikami stał na torach i patrzył na przejeżdżające transporty.

Gaz drogi dla nas, tańszy dla eksportu?

Ministerstwo tłumaczy sytuację na rynku m.in. cenami gazu dla przemysłu, kosztami paliw i transformacją energetyczną. Ojdana pyta o rzecz, której nikt mu nie wyjaśnił: jak ten sam gaz, użyty do nawozu na eksport, daje produkt tak wyraźnie tańszy niż ten sprzedawany w Polsce. Wprost domaga się objaśnienia mechanizmu.

CBAM i tajemnica handlowa zamiast konkretów

Według rolnika resort w odpowiedzi odsyła do unijnych procedur, CBAM i tajemnicy przedsiębiorstw, więc szczegółowych danych handlowych brak. Zagrożeniem dla autonomii strategicznej ma być tam wyłącznie import z krajów trzecich.

Z tych samych danych wynika, że Polska jest największym dostawcą nawozów na Ukrainę i pokrywa blisko jedną trzecią jej importowego zapotrzebowania. Ojdana uważa, że państwo nie chroni krajowych gospodarstw, a koszty ponoszą polscy producenci żywności.

Na co uważać, porównując te liczby

To średnie dla całej grupy CN 3102, zestawione z cenami krajowymi z okresów szczytu. Na różnicę mogą wpływać asortyment, terminy i warunki kontraktów. Bez szczegółów handlowych, których ministerstwo nie ujawnia, trudno ją w pełni ocenić. Właśnie o te szczegóły pyta Ojdana.

Lucyferyczny sojusz tronu z ołtarzem. O biskupach, którzy zdradzili Chrystusa i Polskę

Lucyferyczny sojusz tronu z ołtarzem. O biskupach, którzy zdradzili Chrystusa i Polskę

Autor: AlterCabrio, 29 września 2026

Kapłani, ja wracam się teraz do kapłanów, bo wiem, że oglądają nas niektórzy. Kapłani, nie łudźcie się. Nie łudźcie się. Zmuszą was do najpodlejszych rzeczy. Ci, którzy udają katolickich biskupów, którzy są oficerami obcych sił na Polskę, zmuszą was do najgorszych rzeczy, których sobie jeszcze nie wyobrażacie, bo to jest napisane w ich dokumentach. Ja je czytałem, one są jawne. Wy tego nie czytacie albo nie rozumiecie. Każą wam robić rzeczy tak podłe, tak ohydne, że lepiej, lepiej żebyście nie poszli w to. Będziecie musieli wy wszyscy dokonać wyboru albo udawać, że jesteście katolikami i robić rzeczy podłe i ohydne, mając nadzieję, że może coś uratujecie. Niczego nie uratujecie. Zmuszą was do zaprzaństwa, zmuszą was do lucyferyzmu.

◊

Gdyby biskupi głosili prawdę, to ludzie by za nimi poszli, a tak uciekają od nich. Dlatego kościoły pustoszeją, bo za biskupami idą też kapłani. Więc kościół pustoszeje. Ale to duża wina w tym jest złych pasterzy, którzy nie chcą mówić prawdy, tylko głoszą fałsz, kłamstwa i robią to świadomie.

◊

Lucyferyczny sojusz tronu z ołtarzem. O biskupach, którzy zdradzili Chrystusa i Polskę.

Dzisiaj jest program specjalny, ponieważ nagrywamy go we wtorek 29 września i dzisiaj będzie emitowany. Nagrywamy go o 11:59, a będzie emitowany za kilka godzin, jak najszybciej. Dlaczego tak? Dlatego, że pojawiły się te dokumenty Kościoła polskiego dotyczące uchodźców. Pojawiły się zaraz po zbrodni w Jarosławiu i warto na ten temat porozmawiać.

◊

Wspominane dokumenty [także w komentarzach]:

Tajny i jawny: dwa skandaliczne dokumenty Episkopatu o uchodźcach po morderstwie w Jarosławiu

*

Warto porównać:

Zabójstwo kapłana podczas Sakramentu Św. i postawa Episkopatu w tej sprawie

Na babski rozum

Joanna Zinkiewicz: Na babski rozum

Na mój babski rozum wychodzi, że jesteśmy oszukiwani. Nie daję wiary w to, że rządzący mówią nam prawdę, że chcą naszego dobra. Sposób w jaki jesteśmy straszeni rzekomo nadchodzącą rosyjską agresją, która spowoduje nieuniknione uczestnictwo Polski w wojnie, wywołuje we mnie szereg wątpliwości. 

Zapowiedź konieczności ucieczki z miejsca zamieszkania w siną dal, donikąd, z plecakiem ucieczkowym, promowanym przez ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, budzi negatywne wspomnienia z mojego dzieciństwa. 

Wspomnienia z wojny

Przypominają mi opowieść mojej śp. Mamy, Haliny Wójcikiewicz, która po zdaniu matury w 1939 roku, zamiast na studia medyczne, została wysiedlona z Gdyni przez Niemców. Kazano opuścić mieszkanie. Wyznaczono bardzo krótki termin do jego opuszczenia. Zakazano wywiezienia czegokolwiek z opuszczanego zagospodarowanego w pełni mieszkania. Jedynie wolno było wziąć ze sobą bagaż podręczny, mieszczący się w jednej niewielkiej walizce na całą rodzinę! Okupant żądał też pozostawienia klucza w drzwiach opuszczanego mieszkania. Za niezastosowanie się do tego niemieckiego żądania groziły poważne konsekwencje. 

Zapasy mirabelek i szczawiu 

W tym miejscu chciałabym zapytać pana ministra, czy mamy też zostawić klucz w drzwiach opuszczanego mieszkania? Czy przed jego opuszczeniem mamy zgromadzić w nim zapasy żywności, wody itd.? Śmieszą mnie przechwałki innego ministra, którego śmiech przypomina rżenie kopulującego osła, mówiącego, iż zgromadził już stosowne zapasy ryżu, soli, domowych przetworów sporządzonych z owoców, z posiadanego sadu i przydomowej grządki (zapewne zaprawy z mirabelek i szczawiu). Dopingował w ten sposób Polaków do podobnych przygotowań, gromadzenia żywności. 

Inwestorzy nie panikują 

Całe moje życie przemieszkałam początkowo w Gdyni, a z początkiem XXI wieku zamieszkałam w Gdańsku. Od wejścia Polski do Unii Europejskiej zauważam w Trójmieście dynamiczny rozwój budownictwa. Budowane są całe osiedla apartamentowców, nowoczesne hotele i biurowce. Tajemnicą poliszynela jest to, że inwestorami są zachodnie firmy posiadające znaczący kapitał. Zadaję sobie pytanie, czy ci inwestorzy też wierzą w nadciągającą wojnę, skoro tu inwestują? Czy oni są jakimiś ryzykantami, których stać na budowanie w strefie potencjalnego konfliktu?

Myślę, że zachodni inwestorzy są ludźmi trzeźwo myślącymi, posiadającymi rozlegle kontakty. W tym kontakty z Mossadem i nie tylko z Mossadem. Inwestują na podstawie pewnych ustaleń z których wynika, że inwestycje w Trójmieście nie są inwestycjami w strefie ryzyka. Więc nie obawiają się, że z obwodu kaliningradzkiego nadlecą rakiety typu Iskander i zmiotą z powierzchni ziemi ich luksusowe hotele, apartamentowce itd., w których część z nich po przylocie z Bliskiego Wschodu zamieszka na stałe w Trójmieście. Do miejsca oddalonego od państwa okładanego irańskimi rakietami.

Troska o wybory

Skoro już jestem w bliskowschodnich klimatach, na babski rozum przekładam troskę o nas, Polaków, wyrażaną w obawach o wynik nadchodzących wyborów parlamentarnych w zbliżającym się 2027 roku. Troskę polegającą na ostrzeganiu nas Polaków przed Grzegorzem Braunem i jego Szerokim Frontem Gaśnicowym. Pierwszą osobą zatroskaną okazał się ambasador USA w Warszawie Thomas A. Rose. Drugą jest naczelny rabin RP, trzecią – Radosław Sikorski, no i oczywiście „Gazeta Wyborcza”! Ponadto komuniści ze Strajku.eu.

Procesy polityczne 

Polityka nie jest moją pasją, w TV co dzień oglądam prognozę pogody. Lubię program „Taniec z Gwiazdami”, wszystkie wersje popularnego formatu telewizyjnego „The Voice”, które skupiają się na uczestnikach w różnym wieku: The Voice of Poland, The Voice Senior i The Voice Kids.

Lecz na mój babski rozum, kobiety nie interesującej się przesadnie polityką, wywodzę, że skoro starsi bracia w wierze i komuniści przed kimś, przed czymś ostrzegają Polaków, to akurat należy zrobić odwrotnie, niż by sobie oni tego życzyli…

Tym bardziej, że w sukurs nam „życzliwych” przyszły tak zwane polskie sądy, w których odbywa się pokazowy proces polityczny Grzegorza Brauna, groteskowy kafkowski proces polityczny Mateusza Piskorskiego, a ostatnio „rękę sprawiedliwości” wyciągnięto po wybitnego polskiego intelektualistę Konrada Rękasa, przybyłego z emigracji do Polski, gdyż odważył się dołączyć do Szerokiego Frontu Gaśnicowego Grzegorza Brauna i wspiera go błyskotliwymi, porywającymi przemówieniami. 

Joanna Zinkiewicz

Władza reaguje ! MEM-y II.

Podwójne Standardy

—————–

—————————-


—————————–

——————-

———————————-

———————————

————————————-

———————————————