Dzisiaj mija dokładnie 6 lat od czasu, kiedy napisałem mój pierwszy artykuł tego blogu. Do dzisiaj powstało w każdej z trzech wersji językowych ponad 1.200 artykułów i nie zanosi się na to, żebym szybko z tym skończył.
Świat wyraźnie przyspieszył od tych sześciu lat. Taka ilość celowo wywołanych katastrof, jak plandemia, masowa broń biologiczna rozprzestrzeniana przy pomocy strzykawki, wojna z rodziną (gender), wojna zastępcza na Ukrainie, chemitrails, sztucznie wywołane pożary, powodzie i trzęsienia ziemi (HAARP), oszustwo klimatyczne, wojna migracyjna, liczne operacje psyop, powszechna cenzura i manipulacja, nadużywanie prawa, negowanie wszelkich ustalonych przez wieki reguł i wreszcie wojna w Zatoce Perskiej, to są jedynie słowa kluczowe, opisujące nasze czasy. Takie zestawienie pozwala łatwiej dostrzec cały las, kiedy my koncentrujemy naszą uwagę na poszczególnych drzewach.
Mój blog jest jedną z wielu prób wyjaśnienia, kto za tymi katastrofami stoi. Dlatego strona mojego blogu nosi nazwę world – scam, czyli oszustwo na skalę całego świata. Dzisiejszy artykuł jest kolejnym, dotyczącym jednego z tych drzew. Plandemia nie została dotychczas rozliczona – to jest otwarta rana, którą jej twórcy-ludobójcy najchętniej zamietliby pod dywan.
„840 tysięcy Amerykanów zginęło z powodu szczepionki” – epidemiolog ujawnia przemilczane fakty naukowe. Można włączyć polskie napisy.
Ta rozmowa stanowi połączenie wieloletnich badań, danych ze świata rzeczywistego i analiz z pierwszej ręki, tworząc kompleksowy opis zaplanowanej z góry globalnej katastrofy zdrowia publicznego.
ZNACZNIKI CZASU:
00:00 — Najgorszy eksperyment medyczny w historii.
04:04 — Jak Hulscher to sobie wyobrażał: styczeń 2020.
06:59 — Oś czasu mRNA: UNC, Ralph Baric i zysk funkcji.
10:24 — Planowanie w czasie pandemii: Połączenie Event 201.
11:38 — Dlaczego to nigdy nie była szczepionka: Odkrycie terapii genowej.
15:06 — Kryzys związany z zapaleniem mięśnia sercowego i nieodwracalne blizny na sercu.
23:16 — Turbo Cancer: ponad 100 badań, 136 000 dodatkowych zgonów z powodu raka.
23:25 — Integracja genowa: Rak pęcherza moczowego w stadium 4 u 31-letniej kobiety.
31:24 — Zeznania przed Kongresem: Co widzą ustawodawcy.
40:38 — Dlaczego ludzie nadal nie potrafią tego zaakceptować: Psychoza masowa.
44:10 — Co robi w tej sprawie Fundacja McCullough. Źródło.
Przedstawiono tysiące dowodów na fałszywą pandemią. Ci, którzy nie chcą tego wiedzieć, ignorują te doniesienia. Są wspierani przez zawsze przecież „prawdomówne” media. Strategia ignorancji jest, jak widać skuteczna – nikt nie poniósł odpowiedzialności za uśmiercenie milionów ludzi na świecie przez wstrzyknięcie eliksiru śmierci. Zwolennicy lockdownów i paniki wirusowej argumentują, że większość zaszczepionych przecież nadal żyje. Oczywiście. Gdyby wszyscy umierali po tym środku masowej zagłady jak po podaniu cyjanku potasu, zbrodnia byłaby zbyt ewidentna. Dlatego wojskowi planiści koronnego wirusa zdecydowali się na rozpowszechnianie wielu różnie groźnych serii preparatu i przeżycie było zależne jedynie od tego, na jaki rodzaj dawki się trafiło.
Zakłamanie rzeczywistości spowodowane strachem i związane z nim odrzucenie przez ludzi podstawowych zasad logicznego myślenia jest zjawiskiem psychologicznym sprytnie wykorzystanym przez tych, którzy zaplanowali dla nas ten kompleksowy las „przypadkowych” zdarzeń, będących zbrodnią wobec ludzkości.
Dla wszystkich, którzy myśleli, że maski chronią: oto wasz „schron przeciwlotniczy” na III wojnę światową.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Wczoraj nastąpiła fundamentalna zmiana strategicznej sytuacji w Zatoce Perskiej. Atak na stację uzdatniania wody w Kuwejcie ukazuje zupełnie inną rzeczywistość niż ta przedstawiana w zachodniej telewizji. W kranach mieszkań najbogatszego niegdyś państwa świata zabrakło wody i długo jej nie będzie.
Przerwy w dostawie prądu są dla ludzi przyzwyczajonych do stałych dostaw energii wielkim problemem. Wielogodzinne alarmy rakietowe, są także dużym obciążeniem dla ludności. Jednak widmo śmierci z pragnienia bije wszystkie te koszmarne sytuacje na głowę. Człowiek bez wody przeżyje najwyżej trzy dni – potem nadchodzi okrutna śmierć. Kuwejt nie jest w stanie dostarczyć wody dla wszystkich mieszkańców. Straż pożarna i tak przeciążona gaszeniem pożarów spowodowanych irańskimi pociskami, nie poradzi sobie z tym dodatkowym obciążeniem. Do tego trzeba uwzględnić, że ten kraj importuje 98% żywności i jedyna droga dla kontenerowców z pożywieniem prowadzi przez Cieśninę Ormuz.
Al Jazeera podała, że Iran uszkodził elektrownię i zakład odsalania wody w Kuwejcie. Źródło.
To jest także wojna medialna. We wczorajszym artykule na ZeroHedge czytamy:
Irańskie wojsko zaprzeczyło w poniedziałek, jakoby stało za niedawnym atakiem na zakład odsalania wody w Kuwejcie. Nazwało atak amerykańsko-izraelską operacją pod fałszywą flagą, mającą na celu „destabilizację i zniszczenie regionu”.
„Brutalna agresja reżimu syjonistycznego na zakład odsalania wody w Kuwejcie, przeprowadzona w ostatnich godzinach pod pretekstem oskarżenia Islamskiej Republiki Iranu, jest oznaką nikczemności i zepsucia syjonistycznych okupantów” – ogłosiła w oświadczeniu Kwatera Główna irańskiej armii Chatam al-Anbija. Źródło.
Planowana przez USA inwazja na Iran ma wyglądać w ten sposób według ściśle tajnych planów Pentagonu:
„Nawet nie zdają sobie sprawy, że nadchodzimy…” Źródło.
Ansar Allah – Huti w Jemenie pokazali już, jak potrafią walczyć z ponoć największą potęgą świata. Armia Iraku także czeka z uderzeniem na Kuwejt, aż pojawi się kilka tysięcy kowbojów. Amerykanie próbowali już 46 lat temu odbić zakładników z Iranu. Akcję nazwano wtedy Orli Szpon i poniosła sromotną porażkę. Źródło.
Wbijanie gwoździ do własnej trumny.
Upadające imperium z reguły nie uczy się na własnych błędach, ponieważ nie traktuje ich jako błędy.
Z 12-dniowej wojny w czerwcu ubiegłego roku, kiedy premier państwa umieszczonego tam, gdzie sobie tego życzy, błagał o zakończenie konfliktu, wyciągnęli wniosek, że Iran wystrzelił już większość posiadanych rakiet. Dlatego byli tak zaskoczeni eskalacją konfliktu na całą Zatokę Perską po tym, jak wymordowali irańskich przywódców.
Amerykańskie bazy wojskowe opustoszały na Bliskim Wschodzie po irańskich atakach. Wojsko przeniosło się do hoteli, w które również trafiają irańskie rakiety. Trumpowi będzie coraz trudniej wskazać miejsce na wypas krów pilnowanych przez kowbojskie siły zbrojne.
Nie jestem zwolennikiem NATO, a jeszcze bardziej skostniałej Mumii Europejskiej. Jednak w tym przypadku uważam, że słusznie czynią, pokazując pełną izolację dwóch krajów nieudolnie realizujących politykę bezsensownej ekspansji.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Istnieje pewna kwestia, która zjednoczyła Zachód tuż po zakończeniu II wojny światowej, a mianowicie kult Churchilla, którego Trump pozostaje zagorzałym wielbicielem – do tego stopnia, że na swoim biurku trzyma popiersie owego angielskiego mężu stanu.
Ale gdyby Hitler – w swojej patologicznej obsesji na punkcie “Lebensraum’u” – zaczął najpierw od pokonania Wielkiej Brytanii, zamiast połamania sobie zębów na Związku Sowieckim, dziś o Churchillu mielibyśmy zupełnie inne wyobrażenie: wcale nie jako o polityku, który z ogromną determinacją ocalił imperium brytyjskie, ale jako o elitarnym konserwatyście i podżegaczu wojennym, który wpędził swój kraj w poważne kłopoty. Churchill wiedział, że może liczyć na Stany Zjednoczone i ich zamiar przystąpienia do konfliktu: jego determinacja była determinacją lokalnego wielmoży, który miał zapewnione wsparcie.
Nie skupiajmy się jednak zbytnio na tym fakcie, ponieważ istnieje coś, co mogłoby połączyć Trumpa i Churchilla o wiele silniej: to właśnie ten ostatni – pełniąc funkcję pierwszego lorda Admiralicji w latach 1911–1915 – był pomysłodawcą operacji desantowej w Dardanelach, znanej również jako kampania na półwyspie Gallipoli, która zakończyła się jedną z najbardziej upokarzających porażek w historii Anglii. wikipedia.org/wiki/Gallipoli_campaign
Chcąc przejąć kontrolę nad Cieśniną Dardanelską, która znajdowała się wówczas w rękach Turcji – ówczesnego Imperium Osmańskiego i sojusznika państw centralnych – aby umożliwić przepływ statków i dostaw do i z Rosji, Churchill zaplanował i przeforsował tęże szaloną próbę inwazji, sądząc, że armia turecka jest zdezorganizowana, słaba i niemal anachroniczna.
Pomysł polegał na sforsowaniu cieśniny przez flotę angielsko-francuską, która następnie miała wysadzić siły inwazyjne, które w wyobraźni Churchilla miały w krótkim czasie dotrzeć do Stambułu. Zakładano, że zdecydowana akcja morska w połączeniu z desantem szybko wywoła bunt ludności przeciwko rządowi Envera Paszy i zmusi Osmanów do kapitulacji.
Były to jednak złudzenia, ponieważ dowództwo nad tureckimi oddziałami sprawowali oficerowie niemieccy, a także dlatego, że forty w Dardanelach były bronione przez doskonałe działa firmy Krupp – w szczególności przez haubice kalibru 152 mm, które były również bardzo mobilne i mogły być nieustannie przemieszczane, co pozwalało uniknąć ostrzału morskiego; i wreszcie dlatego, że Turcy – w momencie, gdy zostali zaatakowani – w ogóle nie myśleli o buncie.
Już sama wstępna kampania morska okazała się katastrofą – wiele okrętów zostało poważnie uszkodzonych lub zatopionych, w tym trzy pancerniki i jeden krążownik liniowy. Doprowadziło to do wniosku, że kwestii tej nie da się rozwiązać wyłącznie z daleka, tj. przy pomocy ciężkiej artylerii okrętowej i konieczne będzie przeprowadzenie zakrojonej na szeroką skalę operacji desantowej: efektem tego było 250 tysięcy ofiar śmiertelnych [z obu stron md] na przestrzeni roku bezsensownych starć, aż do momentu, gdy wojska Ententy zostały zmuszone do wycofania się, ale stało się to nie wcześniej niż po zastąpieniu Churchilla przez lorda Balfoura, któremu – po zakończeniu wojny – zawdzięczamy zaaranżowanie Bliskiego Wschodu w sposób, jaki znamy.
W zeszłym tygodniu, Douglas MacGregor zwrócił uwagę na niepokojące podobieństwo do tego, co administracja Trumpa próbuje osiągnąć podczas wojny z Iranem. Ostrzega on, że jakiekolwiek siły amerykańskie, które spróbują wylądować na którejś z wysp Zatoki Perskiej lub na wybrzeżu Cieśniny Ormuz, poniosą katastrofalne straty z powodu potężnej siły ognia, jaką dysponuje Iran. I nie chodzi tu tylko o uzbrojenie: podobnie jak w przypadku Dardaneli, irańskie wybrzeże jest dość niedostępne i otoczone górami, więc trudno będzie przedostać się dalej niż na pierwsze odcinki plaży – nawet jeśli okręty zdołają dotrzeć do nich na odpowiednią odległość – nie ulegając wcześniej zniszczeniu lub zatopieniu przez irański ostrzał.
Jak pisze znany komentator: „Arogancja prezydenta, który uchylił się od służby wojskowej podczas wojny w Wietnamie, w połączeniu z infantylną i psychotyczną postacią sekretarza ds. wojny oraz hollywoodzkim wizerunkiem bohatera w stylu Churchilla, to przepis na katastrofę”.
Trump ma wprawdzie popiersie Churchilla na swym biurku, ale jest nader mało prawdopodobne, by posiadał jakąkolwiek wiedzę historyczną i zdawał sobie sprawę z tego, że jego idol był sprawcą bezsensownej rzezi, która kosztowała go stanowisko. Prawdopodobnie nie wie też, że to właśnie Churchill przekonał administrację Eisenhowera do rozpoczęcia operacji zmiany reżimu w Iranie w roku 1953, po tym jak premier Mohammad Mossadeq znacjonalizował przemysł naftowy kraju, znajdujący do tamtej pory w rękach Brytyjczyków, jak również takich wpływowych akcjonariuszy, jak dynastia Sabaudów. Ale to już inna historia. To MI6 przeprowadziło całą operację, która wyniosła na tron szacha, tak uwielbianego przez światowe magazyny plotkarskie, a który w rzeczywistości był niczym innym jak okrutnym dyktatorem.
Tak więc, (mówiąc obrazowo)duch Churchilla unosi się nad głową Trumpa: niemal jako alfa i omega trwających sto lat wysiłków zmierzających do podporządkowania.
Właśnie ukazał się najnowszy wywiad Glenna Diesena z pułkownikiem Lawrence Wilkersonem, który zawiera niezwykle krytyczną i niepokojącą analizę konfliktu z Iranem i przyszłości Izraela.
Pułkownik Wilkerson zdobył doświadczenie z pierwszej ręki w sercu amerykańskiej potęgi: Jako oficer Armii Stanów Zjednoczonych, profesor, a później kluczowa postać w szkoleniu wojskowym, ale przede wszystkim jako szef sztabu Colina Powella (2002-2005), w procesie decyzyjnym podczas wojny w Iraku.
Zarządzanie Trumpa i wpływ Netanjahu
Wilkerson uważa, że prezydent Trump jest „po szyję” w kryzysie, w którym nie wie, jak sobie poradzić i że wykorzystuje ciągłe odliczanie do niszczenia irańskiej infrastruktury aby po prostu „kupić czas.”
Według pułkownika Trump został wciągnięty do tej wojny przez Benjamina Netanjahu, który najwyraźniej nie ma współczucia dla amerykańskiego prezydenta i jest gotów „zabrać go ze sobą do piekła.”
Krytyka amerykańskiej strategii wojskowej
Wilkerson nazywa kierownictwo obecnego dowództwa wojskowego „najgorszym”, jakie kiedykolwiek widziano. Potępia niewłaściwe użycie sił operacji specjalnych (takich jak Rangers i 160 Pułk Lotnictwa Operacji Specjalnych) w próbach szybkich uderzeń na wyspy w Zatoce Perskiej, mających na celu naśladowanie tego, co wydarzyło się w Wenezueli.
Twierdzi, że nie ma jasnej misji i że przywódcy wojskowi marnują miliardy bez rezultatów.
Możliwy upadek Izraela
Jednym z najpotężniejszych aspektów wywiadu jest przepowiednia, że Izrael zniknie jako państwo żydowskie w Lewancie.
Izrael może zniknąć i rozpocząć atak nuklearny:
Wilkerson przytacza kilka oznak tego zbliżającego się upadku:
Kryzys personalny: Wezwanie dodatkowych 400 000 rezerwistów jest postrzegane jako akt desperacji, biorąc pod uwagę, że 30% z poprzednich 300 000 nie zgłosiło się.
Porażka militarna: IDF nie udało się pokonać Hamasu w Gazie i ponosi ciężkie straty w Libanie przeciwko Hezbollahowi.
Upadek wewnętrzny: Wilkerson opisuje izraelskie przywództwo ogarnięte histerią i wojsko na skraju upadku strukturalnego.
Ryzyko nuklearne: pułkownik przytacza informacje otrzymane od profesora Teda Postola, zgodnie z którymi istnieje 75-80% prawdopodobieństwo, że Iran ma już broń jądrową i technologię montażu jej na rakietach. [MAEA zaprzecza. Rozsądek również md]
Wyraża również obawę, że Netanjahu, jeśli zostanie zapędzony do kąta, może zdecydować się „wypuścić dżina z butelki” i jako pierwszy użyć broni jądrowej, wywołując globalną wymianę z udziałem Rosji i Chin.
Globalne konsekwencje gospodarcze
Wilkerson ostrzega, że świat jest już w recesji i zmierza w kierunku globalnej depresji. Blokada Cieśniny Ormuz, gdzie utknęło około 4000 statków, zakłóca dostawy kluczowych surowców, takich jak hel (niezbędny do wyrafinowanych chipów) i mocznik, rzucając światową gospodarkę na kolana.
Ocena przywództwa USA
Analiza kończy się ostrym atakiem na przywództwo Waszyngtonu, charakteryzującym je jako zbiór „głupców” i „pawianów” (w szczególności cytując takie postacie jak Pete Hegseth i Mike Johnson), którzy używają religii jako broni politycznej i nie mają wiedzy technicznej, szczególnie w krytycznych obszarach, takich jak zarządzanie energią jądrową.
Według Wilkersona ta „imperialna arogancja” wynika z błędnej interpretacji końca zimnej wojny, fałszywie postrzeganej jako zwycięstwo militarne, a nie sukces dyplomatyczny.
To, co się teraz dzieje, to przetwarzanie globalnego systemu operacyjnego. A nowy system operacyjny działa na platformie Petroyuan.
Piekielna machina eskalacji dociera do strefy rozpaczy.
Sekretarz Wiecznych Wojen, mianowany przez pawiana barbarzyństwa, który twierdzi, że jest „zmęczony wygrywaniem”, rozważa kilka scenariuszy „inwazji lądowej” równolegle z niszczycielską kampanią bombardowań, która rzekomo ma zadać „ostateczny cios” Iranowi.
Wyspa Kharg to taktyka dywersyjna: jest zbyt oddalona od głównego celu. Przejęcie statków po wschodniej stronie Cieśniny Ormuz jest niewykonalne: nieuchronnie spotkałoby się to z gradem pocisków przeciwokrętowych.
Pozostają dwa scenariusze: zdobycie Abu Musy oraz dużej i małej wyspy Tunb na północ od Zjednoczonych Emiratów Arabskich (do których prawa zgłaszają Zjednoczone Emiraty Arabskie) lub strategiczna mała wyspa Larak (na wschód od większej wyspy Keszm), część korytarza morskiego, gdzie marynarka wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej kontroluje przepływ tankowców, które uiściły opłatę za przejazd w Cieśninie Ormuz.
Jedyną drogą do Larak jest droga przez Keszm.
Keszm jest większy niż Okinawa. Podczas II wojny światowej zdobycie Okinawy zajęło trzy miesiące, 184 000 żołnierzy i co najmniej 12 500 ofiar. Keszm jest usiany niezliczonymi irańskimi pociskami przeciwokrętowymi i dronami, ukrytymi na przestrzeni setek kilometrów w klifach i jaskiniach.
Teraz o trzech wyspach irańskich, do których roszczenia zgłaszają również Zjednoczone Emiraty Arabskie.
ZEA odrzuca nawet możliwość zawieszenia broni z Iranem. Ich ambasador w USA, Yousef al-Otaiba, opublikował podżegający do wojny felieton, w którym domagał się „ostatecznego wyniku” wojny – czyli pokonania „irańskiego zagrożenia”. Później potwierdził, że Abu Zabi zamierza poprowadzić „koalicję chętnych”, aby ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz (która nie jest zamknięta, a jedynie dla narodów wrogo nastawionych do Iranu).
Tak naprawdę liczy się aspekt „podążania za pieniędzmi”: Yousef al Otaiba potwierdził zaangażowanie inwestycyjne ZEA na kwotę 1,4 biliona dolarów w imperium chaosu –[USA md] obejmuje to liczne transakcje w obszarach energetyki, infrastruktury AI, półprzewodników i produkcji.
Piekielna machina eskalacji działa na pełnych obrotach. Teheran skrupulatnie przeanalizował każdą formę bezpośredniego zaangażowania ZEA – zarówno w wybuch wojny, jak i w obecną eskalację konfliktu. Abu Zabi nie tylko gości amerykańskie bazy wojskowe, ale także umożliwiło Stanom Zjednoczonym wykorzystanie niektórych własnych baz lotniczych do ataków na Iran i pomogło wrogim podmiotom w tworzeniu baz danych celów, wykorzystując infrastrukturę sztucznej inteligencji Emiratów.
Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Abu Zabi jest de facto kluczowym sojusznikiem osi syjonistycznej w Zatoce Perskiej.
Teheran pokazuje Abu Zabi drogę do piekła
ZEA de facto przystępuje do wojny z Iranem. Nic więc dziwnego, że Teheran określił już pięć kluczowych celów swojego śmiercionośnego kontrataku – jak donosi agencja prasowa Fars:
Kompleks Jebel Ali do produkcji energii elektrycznej i odsalania w Dubaju
Elektrownia jądrowa Barakah w Abu Zabi
Elektrownia Al Taweelah
Stacja M w Dubaju
Park Solarny im. Mohammeda bin Rashida
Ataki na te pięć potwierdzonych celów spowodowałyby rozległe przerwy w dostawie prądu, sparaliżowałyby odsalanie wody i zamknęły centra danych w Emiratach. Teheran z góry pokazuje Abu Zabi, że jeśli amerykańscy marines rozpoczną operację w Ormuzie z terytorium Emiratów, to droga do piekła będzie niechybna.
Abu Zabi nie wiedziałoby, co je spotkało. Dodatkowym celem mógłby być ponownie rurociąg Habshan-Fujairah: 380 kilometrów lądem, łączący pola naftowe Abu Zabi z portem Fujairah nad Zatoką Omańską, transportujący 1,5 miliona baryłek dziennie – z całkowitej produkcji wynoszącej 3,4 miliona baryłek – i omijający Cieśninę Ormuz.
Dla Abu Zabi sojusz z imperium chaosu jest kategorią bezwzględną – ze względu na już zadeklarowane 1,4 biliona dolarów. Dżabal Ali musi działać z pełną prędkością, ponieważ ZEA jest centralnym węzłem w – obecnie de facto niedziałającym – korytarzu IMEC (Indie–Bliski Wschód–Europa), który jest w istocie izraelskim korytarzem łączącym Europę z Indiami przez Emiraty.
Grupa AD Ports w Abu Zabi posiada 30-letnią koncesję w Akabie, jedynym jordańskim porcie towarowym. DP World of Dubai posiada 30-letnią koncesję o wartości 800 milionów dolarów w Tartusie w Syrii, kluczowym porcie we wschodniej części Morza Śródziemnego. Oznacza to, że ZEA jest znaczącym graczem na ważnych szlakach morskich między Azją a Europą.
ZEA jest obecnie skutecznie wypychane z i tak już podupadającego IMEC. Cenne ładunki do i z Azji nie przepływają już przez Dżabal Ali, ale przez porty w Omanie, Arabii Saudyjskiej (koleją do Jordanii, a następnie do Syrii, Turcji i Europy) lub w Katarze (trasą lądową do Arabii Saudyjskiej). Powstaje zupełnie nowy korytarz logistyczny.
Dżabal Ali do tej pory korzystał z wizerunku niezastąpionego centrum przeładunkowego w Azji Zachodniej, generując znaczne zyski z rocznego wolumenu handlu wynoszącego 1 bilion dolarów. Ten model biznesowy chyli się ku upadkowi – wraz z błyszczącą maszyną do prania brudnych pieniędzy w Dubaju.
Niejasna rola Pakistanu
Imperium chaosu polegało – i może nadal polegać – na wykorzystaniu przewidywalnej odmowy Teheranu zaangażowania się w pośrednie „negocjacje” na temat wojny w Pakistanie jako uzasadnienia dla kolejnego „ostatecznego ciosu”.
Wszystko to nie wydaje się zakłócać starannego planowania Teheranu, gdyż główne cele pozostają niezmienne: stworzenie nowego porządku geopolitycznego i bezpieczeństwa w Azji Zachodniej, utrzymanie odstraszającej siły Iranu zdobytej w wyniku ataków oraz ustanowienie dominacji nad arabskimi petro-monarchiami i „kultem śmierci” w Azji Zachodniej.
ZEA chce przystąpić do wojny? Z punktu widzenia Teheranu to idealne rozwiązanie: idealne uzasadnienie zniszczenia całej kluczowej infrastruktury.
Można było przewidzieć, że 15-punktowy plan ekipy Trumpa, przekazany za pośrednictwem Pakistanu, był skazany na porażkę od samego początku. Był to wymuszony akt kapitulacji – dokument kapitulacji podszywający się pod „negocjacje”.
Teheran odmówił dalszej rozmowy z duetem „Heckle and Jeckle”, Witkoffem i Kushnerem, których irańscy dyplomaci uważają za zdrajców. Para ta nie była nawet w stanie zrozumieć hojnych propozycji Iranu sformułowanych w Genewie i przetłumaczonych na uproszczony angielski przez omańskich dyplomatów.
Natychmiast trzeba było zmienić narrację: teraz wiceprezydent JD Vance miał omówić plan i rzekomo spotkać się z przewodniczącym irańskiego parlamentu Ghalibafem w Islamabadzie.
Ale i to się nie powiodło – głównie dlatego, że nie można ufać pakistańskiemu dowództwu wojskowemu.
„Pawian barbarzyństwa” [ Pakistan] twierdził, że Iran zaoferował mu osiem tankowców z ropą naftową. Tankowce te przepłynęły przez Cieśninę Ormuz pod banderą Pakistanu i zostały „zaoferowane” Amerykanom dopiero później. Nic dziwnego, że Iran wstrzymał tranzyt ropy do Pakistanu przez Cieśninę Ormuz.
Najważniejszym sojusznikiem Langley w Pakistanie jest generał armii, dowódca generalny Asim Munir – członek grupy, która obaliła i uwięziła byłego premiera Imrana Khana. Munir utrzymuje bezpośredni kontakt z Trumpem.
Obaj rozmawiali długo o Iranie, przy czym Munir wykorzystywał nieoficjalne kanały komunikacji między Teheranem a duetem Witkoff-Kushner – wszystko pod pretekstem „negocjacji”.
Munir jest zagorzałym anty-szyitą, wręcz salafickim w swoich poglądach i ma bardzo bliskie powiązania z Arabią Saudyjską, która namawia Trumpa do całkowitego zaatakowania Iranu.
Ponure perspektywy dla Rady Współpracy Zatoki Perskiej
Wszystko to wydarzyło się po tym, jak rosyjskie kanały wywiadowcze dostarczyły Korpusowi Strażników Rewolucji Islamskiej potwierdzonych informacji, że „szybka” wojna syndykatu Epsteina, której celem była zmiana reżimu w Teheranie, była w pełni wspierana przez Arabię Saudyjską – finansowana przez Arabię Saudyjską, ZEA i Katar.
Ponadto większość używanych pocisków ma zasięg zaledwie 200–300 mil – co oznacza, że zostały wystrzelone z państw będących monarchiami naftowymi Rady Współpracy Zatoki Perskiej.
To jasno pokazuje, co może czekać państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej – z wyjątkiem Kataru i Omanu, które zajęły neutralne stanowisko i nie udostępniają swojego terytorium do ataków.
Kuwejt jest fikcją i w dłuższej perspektywie może zostać wchłonięty przez Arabię Saudyjską lub Irak.
Bahrajn jest siedzibą dużej amerykańskiej bazy wojskowej, która została zniszczona. Jeśli szyicka większość podejmie działania, Bahrajn może znaleźć się w irańskiej strefie wpływów – lub, alternatywnie, pod kontrolą Arabii Saudyjskiej.
ZEA pod rządami MbZ to projekt w odwrocie. Model Dubaju już umarł – gospodarka portowa, system finansowy, centrum prania pieniędzy. W dłuższej perspektywie Emiraty mogą powrócić do Omanu, tak jak przed 1971 rokiem.
Iraccy analitycy już otwarcie dyskutują o możliwych reorganizacjach terytorialnych: Bahrajn z powrotem przyłączony do Iranu, Kuwejt do Iraku, Emiraty do Omanu, Arabia Saudyjska mogłaby przejąć Katar.
Arabia Saudyjska pozostaje decydującym czynnikiem. Uderzające jest to, że Rijad nie jest częścią grupy mediatorów (Turcja, Egipt, Pakistan).
MbS wspierał ataki USA przed wojną i teraz mógł sam interweniować. W takim przypadku Iran zniszczyłby całą saudyjską infrastrukturę energetyczną, a Huti zablokowaliby Morze Czerwone.
Kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) mogłyby odegrać kluczową rolę w potencjalnym załamaniu się światowego systemu finansowego, gdyż byłyby zmuszone do masowego wycofania kapitału ze Stanów Zjednoczonych.
Chiny i Petro-yuan
Chiny uważnie śledzą rozwój sytuacji. Obalenie Asada zerwało kluczowe ogniwo Inicjatywy Pasa i Szlaku.
Chiny polegały na połączeniu kolejowym między Iranem, Irakiem i Syrią, aby ominąć wąskie gardła na morzu. Kontrola Iranu nad Cieśniną Ormuz mogłaby teraz stanowić gospodarczy kontratak.
Iran zinstytucjonalizował petro juan jako system płatności w Ormuz. Osiemdziesiąt procent dochodów z ropy naftowej było już przetwarzane w juanach. Teraz system obejmuje również opłaty transportowe, omijanie dolara, sankcji i SWIFT – co stanowi jedno z najpoważniejszych wąskich gardeł w światowej gospodarce.
ZEA nie korzysta z tego rozwoju. Globalny system operacyjny jest przepisywany – i działa na platformie Petro0yuan.
Aleksander Dugin o wojnie eschatologicznej i irańskiej strategii oporu.
Z definicji Trump nie mógłby wygrać wojny z Iranem. I nie może. Pytanie tylko, jak dokładnie ją przegra. To, co mówi, jest niemal bez znaczenia. To po prostu agonia – nie tylko jego osobista agonia, ale agonia całego systemu.
Lobby izraelskie, mimo swojej niezwykłej skuteczności, pociągnie Trumpa w dół. A on pociągnie je w dół ze sobą. To gwarantowane wzajemne zniszczenie.
W lobby syjonistycznym wszystko jest niezwykle racjonalne i starannie wykalkulowane – aż do momentu, gdy nastąpi ostateczny akt: przyjście Mesjasza. To jest weksel, na którym wszystko jest zbudowane. Jest on wystawiony na przyszłe wydarzenie. Jeśli ta przyszłość się nie ziści, wszystko się zawali.
Chrześcijański syjonizm jest jeszcze gorszy: wszystko opiera się w nim na czystej halucynacji (wniebowzięcie ich kościoła itd.), która nie może się wydarzyć, bez względu na to, jak bardzo się tego pragnie.
W ten sposób suma racjonalnych kroków podjętych przez siły, które przejęły kontrolę nad Trumpem, kończy się irracjonalnym akordem. Nieuchronnie.
Iran ma swoją własną eschatologię. Ale nie na niej polega; opiera się na oporze. Cokolwiek Irańczycy mogą sobie wymarzyć, właśnie teraz bronią swojej ojczyzny przed inwazją robactwa, morderców i koalicji Epsteina. Po upadku kompromisowego przywództwa, w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej pozostały tylko najtwardsze, najbardziej nieugięte siły – ludzie, którzy nie mają nic do stracenia i nic do negocjacji. A już najmniej z robactwem, mordercami i koalicją Epsteina.
Irańczycy głęboko gardzą tchórzliwymi, chwiejnymi Arabami. A sztuczny raj, który ci Arabowie tak pieczołowicie zbudowali – z łatwością go zniszczą. Już go niszczą. Dotarcie do Izraela jest trudniejsze, ale oni również tam dotrą.
Z jeszcze większym zapałem gotowi są wysadzić w powietrze światową gospodarkę, systemy energetyczne i handel, zerwać kable internetowe na dnie Cieśniny Ormuz i zatopić tak zachwalaną flotę zachodnią – wojskową i cywilną – przy użyciu tanich dronów morskich.
Syjoniści postępują eschatologicznie; szyici bronią się eschatologicznie. Irańczycy nie żyją w oczekiwaniu na przyszłość. Stawiają desperacki opór, wszelkimi możliwymi sposobami, tu i teraz.
Widząc to, Trump zachwiał się. Oczywiście, nie wierzy w żadnego mesjasza, ani w czasy zbawienia, ani w Amaleka, ani w Goga i Magoga. Wierzy w siebie i w ryzykowne, nieskrępowane spekulacje giełdowe. To nie fanatyzm religijny, a raczej egocentryczna psychopatia na tle ogólnego wyczerpania starczego i konsekwencji jego burzliwych eskapad na wyspie Epsteina, które pozostawiły głębokie blizny.
Niewykluczone, że Trump w ostatniej chwili zdecyduje się porzucić ten kurs – który ewidentnie zmierza ku katastrofie – zrzucić winę za wszystko na alkoholika Hegsetha i spróbować płynąć na fali, z której właśnie zsuwa się po linie. Ale wtedy musiałby poświęcić syjonistów. Upubliczniliby nagrania z akt Epsteina, ale wtedy Trump mógłby się tym nie przejmować. Albo mógłby ich nie poświęcić i po prostu pójść na dno jak kamień. Albo mógłby umrzeć z powodu stresu. Nie jest już młody. Już zasypia na konferencjach prasowych i czasami nie rozpoznaje ludzi wokół siebie. Śmiał się z Bidena, ale lata robią swoje.
W tej chwili najważniejsze jest to, że Iran wytrzyma – że wytrzyma jeszcze chwilę. Od tego zależy los ludzkości. Wszystko stoi na krawędzi ostatecznego upadku, ale ten, kto upadnie pierwszy, daje stronie przeciwnej szansę na przegrupowanie się i podjęcie działań.
Jednocześnie, tech-bracia z Doliny Krzemowej mają swoją własną eschatologię. Prezes NVIDII ogłosił przedwczoraj, że sztuczna inteligencja ogólna (AGI) już istnieje; w konsekwencji, osobliwość, przed którą ostrzegał Elon Musk, nadeszła. Ludzie nie są już potrzebni, konkludują chłodno tech-bracia – i być może mają własny plan wobec tych eschatologicznych bitew. To nie przypadek, że ich ideolog, Peter Thiel, podróżuje po Europie, wygłaszając wykłady na temat „Antychrysta i Katechona”. Mówiąc „Antychryst”, ma na myśli Sorosa, globalistów i Gretę Thunberg (co jest prawdą); mówiąc „Katechon”, ma na myśli siebie i Sztuczną Inteligencję Ogólną (AGI) – co jest całkowicie błędne, ponieważ to również jest Antychryst, tylko bardziej zaawansowany, współczesny.
Tytuł artykułu jest cytatem z wiersza Adama Asnyka Daremne żale z roku 1877 (Gietrzwałd!).
Daremne żale – próżny trud, Bezsilne złorzeczenia! Przeżytych kształtów żaden cud Nie wróci do istnienia.
Świat wam nie odda, idąc wstecz, Zniknionych mar szeregu: Nie zdoła ogień ani miecz Powstrzymać myśli w biegu.
Trzeba z żywymi naprzód iść, Po życie sięgać nowe… A nie w uwiędłych laurów liść Z uporem stroić głowę!
Wy nie cofniecie życia fal! Nic skargi nie pomogą! Bezsilne gniewy, próżny żal! Świat pójdzie swoją drogą.
Trzymanie się usilnie mitu byłej potęgi USA niczego już nie zmieni. Upadł „szereg zniknionych mar” – kto dzisiaj wierzy w obronną tarczę made in USA? Praktycznie wszystkie amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej, które samą swoją obecnością miały odstraszać, budzą teraz strach wśród uciekających stamtąd żołnierzy.
W Iraku ambasada USA nakazała wszystkim swoim obywatelom opuszczenie tego okupowanego od 23 lat kraju i ostrzegła, żeby w żadnym wypadku nie zbliżali się do baz wojskowych, budynku ambasady (największej na świecie ambasady USA) i konsulatu.
Ambasada Stanów Zjednoczonych w ufortyfikowanej „Zielonej Strefie” w Bagdadzie po ataku dronów 14 marca 2026 r.
Szacuje się, że USA przekazała do Iraku po roku 2003 od 12 do 40 miliardów dolarów. Oczywiście, że głównie w celu eksploatacji irackich zasobów naftowych.
Teraz ten okupowany niewdzięczny kraj „zdradza” Stany Zjednoczone i iracka armia czynnie wspiera proirańskich bojowników, atakujących wszystko, co ma wspólnego z USA. Liga Arabska zażądała od Iraku oświadczenia wsparcia koalicji Epsteina. Odpowiedziało jej milczenie.
Miało to być kolejne łatwe zwycięstwo jak w Libii lub Syrii, lub akcja porwania prezydenta Wenezueli. Odwaga i mądrość Persów doprowadziła do sytuacji, w której USA znalazło się w pułapce bez wyjścia. Jakiekolwiek próby rozwiązania tej patowej sytuacji mogą jedynie dalej pogrążyć Stany Zjednoczone i ich prezydenta. Czas gra na korzyść Iranu. Pomimo poważnych strat wśród ludności cywilnej. Prognozowany wynik jesiennych wyborów w USA nie wygląda dobrze dla partii Republikańskiej. W latach 70. Jan Pietrzak w swoim kabarecie drwił z propagandy telewizji w PRL-u, mówiąc o amerykańskim ropociągu na Alasce: … przecieka i przecieka! Do czego się nie wezmą, to spieprzą! Jak to doskonale opisuje dzisiejszą politykę Białego Domu, chociaż zapewne nie odzwierciedla opinii pana Pietrzaka.
Profesor Mohammed Marandi wykłada na Uniwersytecie w Teheranie. Z powodów jego wywiadów USreal wpisał go na listę osób zakwalifikowanych do usunięcia.
Koalicji Epsteina kończy się amunicja, brakuje drogich rakiet do obrony przed dużo tańszymi irańskimi pociskami i dronami. Opierali się na brutalnej sile, która znacznie osłabła z ich własnej przyczyny.
Ambasada Iranu w RPA opublikowała zdjęcia dwóch dowódców, którzy wydali rozkaz ataku na szkołę, w wyniku którego zginęło 170 dzieci, i napisała: „Zapamiętajcie tych dwóch przestępców. Leigh R. Tate, dowódca, oraz Jeffrey E. York, pierwszy oficer okrętu USS Spruance, którzy trzykrotnie wydali rozkaz wystrzelenia pocisków Tomahawk, zabijając 168 niewinnych dzieci w szkole w Minab. Czy oni sami nie mają dzieci?”
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
W nocy 28 marca 2026 roku konflikt na Bliskim Wschodzie gwałtownie się zaostrzył. Iran odpowiedział szeroko zakrojoną kampanią odwetową na wcześniejsze ataki USA i Izraela na jego infrastrukturę – w tym huty stali, uniwersytety i obiekty cywilne.
Szczególną uwagę poświęcono ciężkiemu atakowi na bazę lotniczą Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej, gdzie stacjonują wojska amerykańskie.
Profesor Mohammad Marandi, irański politolog i stały gość debat międzynarodowych, przeanalizował te wydarzenia w obszernym wywiadzie udzielonym amerykańskiemu analitykowi Danny’emu Haiphongowi.
Marandi podkreśla irański punkt widzenia: Iran nie rozpoczął tej wojny, nie chce eskalacji, ale zdecydowanie odpowiada na agresję.
.
===================================
Atak na bazę lotniczą Prince Sultan – symboliczna i militarna porażka
Baza Lotnicza Prince Sultan (PSAB), położona na południe od Rijadu, jest jedną z najważniejszych baz USA w regionie. Służy jako centrum operacji lotniczych, tankowania w powietrzu i nadzoru.
W nocy 28 marca 2026 roku irańskie rakiety i drony zaatakowały bazę. Według źródeł amerykańskich, rannych zostało od 12 do 15 amerykańskich żołnierzy, kilku z nich poważnie (niektórzy z urazami mózgu). Co najmniej dwóch żołnierzy było w stanie krytycznym.
Jeszcze poważniejsze są straty materialne: trafionych zostało kilka samolotów KC-135 Stratotanker – samolotów mających kluczowe znaczenie dla powietrznego tankowania samolotów myśliwskich. Niektóre z nich zostały zniszczone lub poważnie uszkodzone.
Raporty wskazują, że uszkodzeniu lub zniszczeniu uległo osiem tankowców. Dodatkowo, co najmniej jeden samolot E-3 Sentry AWACS (Airborne Warning and Control System) został poważnie uszkodzony lub zniszczony.
System ten jest niezbędny do obserwacji przestrzeni powietrznej, koordynacji ataków i wykrywania wrogiej obrony powietrznej. Utrata tak cennych celów znacząco osłabia zdolność operacyjną Sił Powietrznych USA w regionie Zatoki Perskiej.
Iran ostrzegł cywilów i personel cywilny, aby opuścili ten obszar przed atakiem – Marandi wielokrotnie podkreśla tę praktykę, aby podkreślić różnicę w porównaniu z atakami drugiej strony.
Z bazy korzysta również Arabia Saudyjska, co jest symbolem ścisłej współpracy wojskowej między państwami Zatoki Perskiej a USA.
Marandi uważa, że skuteczne przełamanie obrony powietrznej pomimo ingerencji USA i Arabii Saudyjskiej jest dowodem odporności Iranu.
Dalsze irańskie ataki na państwa Zatoki Perskiej i cele gospodarcze
Atak na Arabię Saudyjską był częścią szerszej fali odwetu. Iran wystrzelił setki pocisków w kierunku Zatoki Perskiej, trafiając w infrastrukturę w kilku krajach.
Zjednoczone Emiraty Arabskie: Zakład aluminium Emirates Global Aluminium (EGA) w Al Taweelah (strefa ekonomiczna Khalifa w Abu Zabi) doznał „znacznych uszkodzeń”. Zakład jest jednym z największych producentów aluminium na świecie, produkującym ponad 1,6 miliona ton rocznie. Kilku pracowników zostało rannych, a produkcja jest poważnie zakłócona lub tymczasowo wstrzymana. Iran nazwał atak ukierunkowaną odpowiedzią na ataki na irańskie zakłady przemysłowe.
Kuwejt: Zgłoszono pożary na międzynarodowym lotnisku i w hucie stali. Kuwejt jest uważany za szczególnie dotknięty, ponieważ jego infrastruktura wojskowa została już wcześniej poważnie uszkodzona.
Bahrajn: Zaatakowano również fabrykę aluminium Aluminium Bahrain (Alba), gdzie potwierdzono uszkodzenia.
Marandi wyjaśnił, że Iran celowo atakował infrastrukturę, w której stacjonują siły USA lub która wspiera wojnę z Iranem (poprzez wykorzystanie przestrzeni powietrznej, baz i logistyki).
Podkreślił, że ciosy te nie były bezładne, lecz stanowiły proporcjonalną, a nawet nieproporcjonalną reakcję mającą na celu powstrzymanie dalszej agresji.
Jednocześnie oskarżył zachodnie „główne media” (MSNBC, Fox News, BBC, CNN) o to, że początkowo bagatelizowały szkody i dopiero teraz, gdy nie dało się już dłużej zaprzeczać zniszczeniom, częściowo je przyznały.
Główne przesłanie Marandiego: Iran nie rozpoczął wojny i nie chce jej eskalacji.
Profesor Marandi wielokrotnie powtarzał: „Iran nie rozpoczął tej wojny”.
Ataki na irańskie huty stali (w wyniku których zginęli pracownicy), uniwersytety w Teheranie i Isfahanie, szpitale, posterunki policji, a zwłaszcza szkołę w Minab (gdzie według doniesień zginęło 168 lub więcej dziewcząt) wymusiły reakcję.
Określił je jako celowe próby zniszczenia irańskiego społeczeństwa obywatelskiego, młodzieży i spójności społecznej.
Szczególnie krytycznie odniósł się do bombardowań dziennikarzy (w Libanie, a wcześniej w Strefie Gazy i Jemenie), ratowników medycznych i placówek medycznych.
Media zachodnie ignorowałyby te ofiary lub bagatelizowały je, określając je jako „straty uboczne w bastionach Hezbollahu i Hamasu”.
Marandi nazwał zachodnich dziennikarzy „żołnierzami ludobójstwa”, którzy służyli narracji „koalicji Epsteina” (jego polemiczne określenie pro-izraelskiego sojuszu USA, Izraela i niektórych elit).
Zwrócił uwagę na jedność społeczeństwa irańskiego: pomimo ataków rakietowych na zgromadzenia i miasta, ludzie pozostali na ulicach, a młodzi ludzie nie poddali się.
Jest to silniejsze niż w latach 80. podczas wojny w Iraku.
Iran wyjdzie z tego konfliktu silniejszy, podczas gdy druga strona będzie popełniać kolejne błędy w ocenie sytuacji.
Rola Trumpa, Netanjahu i „lobby syjonistycznego”
Marandi wyraził pogląd, że prezydent Donald Trump faktycznie szukał wyjścia z sytuacji, ale uniemożliwiało mu to „lobby syjonistyczne” i Benjamin Netanjahu.
Jako przykład podał rezygnację Joe Kenta, który wyraził podobną krytykę.
Polityka ta służy interesom nie amerykańskim, lecz izraelskim.
Państwa Zatoki Perskiej (Arabia Saudyjska, ZEA, Kuwejt, Bahrajn) stają się coraz bardziej niejednoznaczne, ponieważ ich infrastruktura i gospodarka są niszczone.
Ich armie są niewielkie i uzależnione od najemników oraz wsparcia Zachodu.
Załamanie gospodarcze może doprowadzić do wewnętrznych niepokojów i ewentualnych zmian reżimów – nie w Iranie, ale w tych krajach.
Globalna katastrofa gospodarcza jako konsekwencja eskalacji
Centralna i szczególnie szczegółowa część analizy Marandiego skupia się na globalnych konsekwencjach gospodarczych.
Ataki na zakłady naftowe, gazowe, aluminiowe i petrochemiczne, w połączeniu z zaburzeniami w Cieśninie Ormuz i potencjalnie na Morzu Czerwonym, grożą wywołaniem poważnego kryzysu:
Ceny ropy mogą wzrosnąć do 150–200 dolarów za baryłkę, a nawet więcej.
Niedobory LNG, nawozów i surowców sparaliżowałyby fabryki.
Łańcuchy dostaw zostałyby zakłócone na tygodnie lub miesiące, ponieważ statki musiałyby okrążać Afrykę.
Marandi ostrzegł, że jeśli USA podejmą dalsze działania (np. okupację wysp lub rajdy komandosów), Iran odpowie jeszcze ostrzej – trwale uszkodzi tankowce, elektrownie i infrastrukturę eksportową.
Wówczas Cieśnina Ormuz straci na znaczeniu, a globalna depresja trwająca kilka lat stanie się nieunikniona.
Jemen (Ansar Allah/Houthi) oficjalnie włączył się do wojny i ostrzelał rakietami Izrael.
Irackie grupy oporu mogłyby zaatakować Kuwejt lub Arabię Saudyjską.
Nikt nie uratuje tych małych państw Zatoki Perskiej, z których niektóre mają mniejszą populację niż duże irańskie miasto.
Oś oporu pozostaje nienaruszona.
Marandi odrzucił zachodnią narrację, że „oś oporu” (Iran, Hezbollah, Huti, grupy irackie, Hamas) uległa rozpadowi.
Wręcz przeciwnie: Hezbollah nadal zaciekle atakuje Izrael (straty izraelskie w atakach na czołgi Merkava idą w miliony), Huti otworzyli nowy front, a Iran stawia opór mimo miesiąca ataków.
Zachodnie media uwikłały się w myślenie życzeniowe – o „upadającym Iranie”, „zaginionych rakietach” lub „osłabionym Hezbollahu”.
Zamiast tego widoczna jest siła ideologii cywilizacyjnej, antyhegemonicznej i nastawionej na ofiarę, opartej na takich wartościach jak wsparcie dla Palestyny, Kuby czy Wenezueli.
Podkreślił wymiar religijny i kulturowy: pamięć o Karbali i imamie Husajnie kształtuje kulturę oporu przeciwko ciemiężycielom.
To wyjaśnia, dlaczego Iran nie rozpada się pomimo bombardowań, lecz jednoczy się.
Perspektywy: eskalacja czy otchłań?
Marandi zakończył swoją wypowiedź ponurym ostrzeżeniem: USA i Izrael uwikłały się w spiralę błędnych kalkulacji.
Każda dalsza eskalacja (np. operacje lądowe) doprowadzi do większej liczby ofiar śmiertelnych, zniszczenia infrastruktury i ostatecznie do globalnej katastrofy.
Iran nie ma wyboru – chodzi o przetrwanie.
Mimo to Teheran powstrzymuje się, aby nie dopuścić do całkowitego załamania światowej gospodarki.
Wywiad z Mohammadem Marandim ukazuje jasną irańską kontr-perspektywę wobec narracji zachodnich.
Pokazuje dynamikę eskalacji, militarne porażki USA i ich sojuszników, ryzyko gospodarcze i głęboką motywację ideologiczną Iranu.
Pozostaje pytanie, czy w ciągu najbliższych godzin lub dni nastąpi dalsza eskalacja czy deeskalacja.
Jedno jest pewne: wydarzenia ostatnich 24 godzin po raz kolejny pokazały, jak krucha jest sytuacja bezpieczeństwa regionalnego i jakie ma to globalne implikacje.
Świat z zainteresowaniem – i niepokojem – obserwuje sytuację w regionie Zatoki Perskiej.
Murray twierdzi, że mimo iż Trump sprawia wrażenie klauna, byłoby strasznym błędem brać to za prawdę, ponieważ Trump jest bezwzględny i bardzo niebezpieczny, a jego celem jest zniszczenie Palestyńczyków w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, Iranu i Irańczyków, a jednocześnie wspiera przejęcie Libanu i Syrii przez Izrael na rzecz Wielkiego Izraela i Stanów Zjednoczonych.
„Same kłamstwa i żarty, a jednak człowiek słyszy to, co chce słyszeć, a resztę ignoruje” „Bokser”, Paul Simon
Słuchanie Donalda Trumpa jest jak wpatrywanie się w płytę kręcącą się na gramofonie i odkrywanie, że umysł wiruje wraz z oczami. Coś, co tu gra, przyprawia o szaleństwo, nie w sensie Patsy Cline, która śpiewała „Crazy” o utraconej miłości, ale raczej w sensie oryginalnego tytułu piosenki – „Stupid” – według Willy’ego Nelsona, autora.
Trump jest jak gangster Vincent Gigante, który przechadzał się po Greenwich Village w kapciach, piżamie i szlafroku, próbując przekonać prokuratorów federalnych, że jest szalony. Bełkot Trumpa to podobny wybryk. Tylko bardzo głupi człowiek dałby się na to nabrać. Irańczycy nie są głupi i my też nie powinniśmy być.
Jego ostatnia czcza gadanina pojawiła się wczoraj rano, kiedy po kilku dniach gróźb „zniszczenia” irańskiej sieci energetycznej, jeśli ten nie otworzy Cieśniny Ormuz w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, oświadczył, że odkłada takie ataki na pięć dni, ponieważ USA i Iran przeprowadziły „produktywne rozmowy”. Powiedział:
Poleciłem Departamentowi Wojny odroczenie wszelkich ataków militarnych na irańskie elektrownie i infrastrukturę energetyczną na okres pięciu dni, pod warunkiem powodzenia trwających spotkań i dyskusji.
Niedługo potem Iran zaprzeczył, jakoby takie negocjacje miały miejsce. Materiał irańskiej PRESSTV brzmiał: „Negocjujemy z wrogami za pomocą uderzeń o dużej sile rażenia”, jednocześnie bombardując Izrael falami pocisków.
Trzeba mieć ogromne kłopoty z pamięcią, żeby zapomnieć o tym, że Trump w przeszłości używał „negocjacji” jako pretekstu do ataku na Iran. To podstępny kłamca i to prawdopodobnie kolejna rażąca taktyka opóźniająca, która potrwa dzień, dwa, a może nawet pięć.
Staje się to szczególnie prawdziwe, gdy Simplicius i inni donoszą, że 82. Dywizja Powietrznodesantowa USA „otrzymała instrukcje rozmieszczenia”, a piechota morska kieruje się do Iranu. Istnieje również prawdopodobieństwo, że Pakistan potajemnie wysyła wojska amerykańskie do Iranu od wschodu.
27 lutego, dzień przed atakiem USA i Izraela na Iran, zadałem pytanie: „Czy to tylko zbieg okoliczności, że podczas gdy Trump gromadzi siły uderzeniowe na zachód i południe od Iranu, Pakistan atakuje Afganistan, który to kraj rozciąga się wzdłuż 950-milowej wschodniej granicy Iranu?”
W odpowiedzi na takie ataki Trump stwierdził: „Pakistan [który ma około 170 głowic nuklearnych] radzi sobie znakomicie”.
Kiedy amerykańskie media głównego nurtu donoszą, że Trump rozważa opcje dotyczące wojsk w Iranie, można być niemal pewnym, że już podjął taką decyzję. Właśnie usłyszałem od znajomego, że jego syn, żołnierz, otrzymał wszystkie szczepienia, a jego jednostka jest wysyłana na misję. Dokąd? Nie potrafi powiedzieć.
Ta wojna nieubłaganie zmierza w kierunku niezwykle niebezpiecznej fazy, a ponieważ Amerykanie i rosnąca liczba żołnierzy amerykańskich sprzeciwiają się jej, rośnie ryzyko ataku pod fałszywą flagą w USA, który wywołałby oburzenie Amerykanów wobec Iranu. Były analityk CIA, Ray McGovern, właśnie ostrzegł przed taką możliwością.
Przez lata panował powszechny konsensus wśród mediów głównego nurtu i niezależnych, że dwukrotne objęcie przez Trumpa urzędu prezydenta było zerwaniem z tradycją, ponieważ jest on osobliwą postacią bez żadnego doświadczenia politycznego itd. Tę opinię wyrażali zarówno ci, którzy go kochają, jak i ci, którzy go nienawidzą. Ja od lat argumentuję coś przeciwnego: że od samego początku jest postacią establishmentu, w kostiumie scenicznym, że tak powiem. Niewielu się z tym zgadza. Niedawno napisałem:
Niektórzy twierdzą, że to dlatego, że jest zupełną anomalią i udało mu się dwukrotnie zostać prezydentem dzięki dziwnemu zrządzeniu losu. Jeśli tak jest, byłby to pierwszy i drugi raz w historii nowożytnej, kiedy to się zdarzyło. Człowiek bez politycznego doświadczenia, komiczny żart rodem z reality show, napuszony, gruby imprezowicz z dziwacznie farbowanymi włosami, który mówi jak dziewczyna z Doliny Wschodniego Wybrzeża, kobieciarz, bardzo bogaty nowojorski handlarz nieruchomościami itd. zdobywa głosy przeciętnych Amerykanów, którzy tracą pracę w rolnictwie i fabrykach i są wściekli na rząd. Podawano najróżniejsze wyjaśnienia tej „anomalii”, z tym jednym wyjątkiem, że poza wyglądem anomalią to nie było.
Wygląda na to, że coraz więcej osób podziela tę opinię. W niedawnym artykule „Seeing Trump Clearly” Craig Murray, były brytyjski dyplomata, pisarz i szkocki obrońca praw człowieka, który uczestniczył w procesie ekstradycyjnym Juliana Assange’a i relacjonował jego przebieg, napisał:
Pocieszające jest widzieć Trumpa jako błazna, akceptować prezentowaną powierzchowność pyskatego i niewykształconego ignoranta, który miota się między opcjami politycznymi i nie rozumie świata geopolityki.
Ale to bzdura.
Murray twierdzi, że mimo iż Trump sprawia wrażenie klauna, byłoby strasznym błędem brać to za prawdę, ponieważ Trump jest bezwzględny i bardzo niebezpieczny, a jego celem jest zniszczenie Palestyńczyków w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, Iranu i Irańczyków, a jednocześnie wspiera przejęcie Libanu i Syrii przez Izrael na rzecz Wielkiego Izraela i Stanów Zjednoczonych.
Tak, to prawda, że Trump i jego skorumpowana rodzina również dorabiają się na Bliskim Wschodzie, dokonując zabójczych interesów finansowych, ale jego polityka jest częścią długoterminowej strategii USA. Co najważniejsze, Murray pisze [podkreślenie moje]:
Niezbędne jest, aby nie stracić z oczu ponadpartyjnego charakteru długoterminowego planu Stanów Zjednoczonych. W bardzo realnym sensie Trump kontynuuje – choć znacznie przyspieszył – politykę Bidena, który chronił i umożliwiał ludobójstwo w Strefie Gazy. Sukces tej polityki USA jest fenomenalny. Wystarczy pomyśleć, że zaledwie 18 miesięcy temu syjonistyczni „prezydenci” Al-Dżolani z Syrii i Aoun z Libanu nie byli u władzy. Obaj zostali wyniesieni do władzy w wyniku działań militarnych wspieranych przez USA, przez działania Izraela przeciwko Hezbollahowi oraz przez aktywność sił HTS sponsorowanych przez CIA i MI6. Wprowadzeni przez Bidena, są teraz centralnym elementem strategii Trumpa.
To samo można powiedzieć o ponadpartyjnym charakterze strategii USA wobec ukraińskiej wojny zastępczej przeciwko Rosji i agresywnych posunięć wobec Chin, przewidywanych dziesięć lat temu przez nieżyjącego już, wybitnego dziennikarza Johna Pilgera w jego poruszającym filmie dokumentalnym „Nadchodząca wojna z Chinami”.
Pewnego wieczoru mężczyzna wybrał się na spacer po swojej dzielnicy mieszkalnej w małym, bardzo liberalnym (Partia Demokratyczna) miasteczku w Nowej Anglii. Nie spotkał nikogo poza wiewiórką, kilkoma wronami i stadem czarnych sępów krążących nad głową.
Gdy wracał do domu, z bocznych drzwi dużego domu, na którym od lutego 2022 roku wisiała flaga Ukrainy, wyszedł mężczyzna. Rozpoznał w nim mężczyznę, który przekazał lokalnej bibliotece dużą kolekcję książek o CIA, Rosji, Philipie Agee (byłym dysydencie CIA) itp.
Mężczyzna zaczął rozrzucać żelki na trawniku. Spacerowicz zapytał go, co robi, a mężczyzna odpowiedział, że robi to, aby powstrzymać Irańczyków przed inwazją. Spacerowicz powiedział: „Ale Irańczycy nas nie najeżdżają”. Na co mężczyzna odparł: „Widzisz? To działa. Rosjanie boją się żelek”.
27 marca 2026 roku stał się dniem przełomowym w kontekście napiętych relacji między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. W wyniku zmasowanego ataku rakietowo-dronowego przeprowadzonego przez Irańską Gwardię Rewolucyjną, doszło do zniszczenia amerykańskiego samolotu E-3 Sentry AWACS w bazie Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej. To dramatyczne wydarzenie rzuca nowe światło na sytuację w Zatoce Perskiej, podważając amerykańską dominację w regionie.
Amerykański E-3 Sentry, znany jako AWACS, to kluczowy element wczesnego ostrzegania i kontroli przestrzeni powietrznej. Jego utrata stanowi poważne osłabienie dla sił USA, które od dekad opierają swoje operacje w regionie na możliwościach tego typu maszyn. AWACS-y, dzięki zaawansowanym systemom radarowym, dostarczają danych o ruchach powietrznych i morskich, co jest nieocenione w trudnym środowisku bliskowschodnim.
Atak na bazę Prince Sultan był niezwykle precyzyjny. Według dostępnych informacji, Iran użył zaawansowanych technologicznie rakiet i dronów, co pozwoliło na jednoczesne uderzenie w kilka celów. Obok E-3 Sentry, zniszczone lub uszkodzone zostały także inne amerykańskie maszyny, w tym tankowce powietrzne KC-135R. To pokazuje, że Iran posiada zdolność do przeprowadzenia złożonych operacji wojskowych, które mogą skutecznie zakłócić działania jednego z najpotężniejszych militarnie państw na świecie.
Konsekwencje tego incydentu są wielowymiarowe. Po pierwsze, zniszczenie AWACS-a to nie tylko cios w amerykańską obecność militarną w regionie, ale także poważny sygnał dla innych krajów zaangażowanych w konflikty na Bliskim Wschodzie. To również ważny test dla amerykańskiej strategii obronnej, która musi teraz uwzględnić możliwość dalszych ataków tego typu.
Po drugie, incydent ten może mieć długotrwałe skutki dla sytuacji geopolitycznej w regionie. Zatoka Perska, będąca kluczowym szlakiem transportu ropy naftowej, staje się coraz bardziej niestabilna. Ataki na amerykańskie instalacje wojskowe mogą skłonić inne kraje do przemyślenia swojej obecności i zaangażowania w regionie. Dodatkowo, nie można wykluczyć wzrostu napięć między Iranem a sąsiednimi państwami arabskimi, które obawiają się rosnącej potęgi militarnej Teheranu.
Dla Stanów Zjednoczonych, które od lat starają się utrzymać przewagę technologiczną i militarną nad Iranem, incydent ten jest poważnym wyzwaniem. Władze w Waszyngtonie będą musiały podjąć decyzję, jak zareagować na tak bezpośrednie naruszenie ich interesów. Możliwości są rozmaite – od dyplomatycznych protestów po potencjalne działania odwetowe. Każda z opcji niesie jednak ze sobą ryzyko dalszej eskalacji konfliktu. Iran, z kolei, zademonstrował swoją zdolność do strategicznego myślenia i wykorzystania nowoczesnych technologii wojskowych. Atak na bazę w Arabii Saudyjskiej to jasny sygnał, że Teheran nie zamierza ustępować w swoim dążeniu do zwiększenia wpływów w regionie. W obliczu międzynarodowych sankcji i presji ze strony Zachodu, Iran pokazuje, że jest gotów na bezpośrednią konfrontację wojskową, jeśli uzna to za konieczne.Podsumowując, zniszczenie amerykańskiego AWACS-a w bazie Prince Sultan to wydarzenie, które może mieć dalekosiężne skutki dla bezpieczeństwa w Zatoce Perskiej i całym Bliskim Wschodzie. W obliczu narastających napięć, społeczność międzynarodowa będzie musiała znaleźć sposób na złagodzenie sytuacji i zapobieżenie dalszej eskalacji konfliktu. Jedno jest pewne – 27 marca 2026 roku zapisze się na kartach historii jako dzień, który zmienił układ sił w regionie. Źródła:
W obliczu eskalacji konfliktu, który ogarnął cały świat, znany analityk geopolityczny i niezależny dziennikarz Pepe Escobar analizuje dramatyczne wydarzenia na Bliskim Wschodzie w niedawnym wywiadzie. Podczas gdy Iran bombarduje Izrael i państwa Zatoki Perskiej precyzyjnymi pociskami i redefiniuje Cieśninę Ormuz, zapowiedziana operacja militarna Trumpa grozi pogrążeniem się w chaosie, błędnych kalkulacjach i załamaniu gospodarczym. Escobar opisuje „teatr absurdu”, w którym irański opór wstrząsa fundamentami hegemonii USA, nie tylko militarnie, ale także geoekonomicznie.
[Film w oryginale md]
Nowa rzeczywistość w Cieśninie Ormuz: Irańska bramka poboru opłat „Petro-Juan”
Pepe Escobar szczegółowo wyjaśnia, jak sytuacja w Cieśninie Ormuz radykalnie zmieniła się od wczoraj. Do niedawna tankowce z Chin, Indii, Pakistanu, Iraku, Bangladeszu, a nawet krajów takich jak Sri Lanka i Tajlandia mogły korzystać z przeprawy – pod warunkiem spełnienia trzech jasnych warunków: musiały przekazać wszystkie dane brokerowi powiązanemu z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), który je weryfikował. Jakiekolwiek powiązanie z interesami USA, Izraela lub wrogimi stronami natychmiast wstrzymywało przeprawę.
Po drugie, należało uiścić opłatę w wysokości dwóch milionów dolarów amerykańskich za każdy tankowiec – gotówką (najlepiej w juanach) lub kryptowalutą za pośrednictwem niezwykle szybkiego blockchaina Tron (rozliczenie w zaledwie trzy sekundy). Po zapłaceniu i otrzymaniu płatności następował trzeci krok: Statki musiały skorzystać z precyzyjnie określonego kanału żeglugowego o szerokości zaledwie ośmiu kilometrów, znajdującego się na północ od wyspy Keszm, między Keszm a małą wyspą Larak.
Zasady te, które Escobar określa mianem „prywatyzacji lub nacjonalizacji” Cieśniny Ormuz, zostały obecnie wpisane do prawa irańskiego przez parlament. Są one wzorowane na Kanale Sueskim: koniec z swobodnym przepływem. Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej kontroluje nie tylko wody terytorialne, ale także rozległy obszar – od południowego Keszm, przez zachodnią część Zatoki Perskiej do wyspy Qaruh, a dalej obejmując Zatokę Perską, Cieśninę Ormuz i Zatokę Omańską, aż do granicy irańsko-pakistańskiej.
Jednak na dzień dzisiejszy cały ruch został wstrzymany: żadne statki nie przepływają, ponieważ wszyscy spodziewają się rychłej operacji USA. Escobar podkreśla, że zasady pozostają w mocy i będą ściśle egzekwowane. Osoby, które nie są uznawane za „państwa wrogie”, mogą przepłynąć – ale tylko za opłatą i wyznaczoną trasą.
Ten środek to prawdziwy przełom. W ciągu zaledwie kilku dni Iran ustanowił alternatywny system płatności, który skutecznie funkcjonuje jako „petrojuan” – czego nie udało się osiągnąć przez lata szczytów BRICS. Rosja i Chiny, podobnie jak Globalne Południe, obserwują to z wielkim zainteresowaniem. IRGC czerpie bezpośrednie dochody z opłat, a system jest już w pełni operacyjny.
Możliwa inwazja USA i spekulacje na temat „lądowania w Normandii”
Escobar przedstawia scenariusze, które obecnie dręczą świat. Krążą pogłoski o „desantowaniu w stylu normandzkim” – prawdopodobnie na wyspie Larak, do której najpierw należałoby zabezpieczyć Keszm. Inne możliwe cele to region Sistan-Beludżystan w pobliżu portu Czabahar, wyspa Abu Musa (irańska, ale roszczona przez Zjednoczone Emiraty Arabskie) lub inne odcinki wybrzeża. Rząd USA wysyła tysiące marines i do 10 000 żołnierzy, ale nawet amerykańscy urzędnicy ostrzegają Trumpa w swoich negocjacjach: żadna z opcji lądowych nie wygląda obiecująco. Niemniej jednak Waszyngton nadal eskaluje – pomimo niedawnego oświadczenia Trumpa, że jest „znudzony wojną” i chce „iść dalej”. Escobar nazywa to „zdumiewającym”: po tym, jak Trump nazwał konflikt „wycieczką”, teraz jest nim znudzony.
Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej jest w stanie najwyższej gotowości. Escobar ostrzega: Cokolwiek wydarzy się w ten weekend lub w nadchodzących dniach, będzie katastrofalne w skutkach. Niezależnie od tego, czy będzie to mini-inwazja, czy potężny atak bombowy, konsekwencje są nieprzewidywalne.
Ofensywa rakietowa Iranu i niszczenie potęgi USA i Izraela
Pomimo twierdzeń USA, że jedna trzecia irańskiego systemu rakietowego została zniszczona (wbrew narracji Trumpa o „wszystkim zniszczeniu”), Iran codziennie ostrzeliwuje Tel Awiw, cele izraelskie i porty Zatoki Perskiej precyzyjnymi pociskami. Escobar mówi o „zdecentralizowanej strategii mozaikowej”, która jest codziennie udoskonalana. Irańska armia publikuje selfie z wystrzeliwania pocisków – to wyraźne zwycięstwo w tej narracyjnej bitwie. Izrael informuje o zniszczeniu ich prawie 100 czołgów przez sam Hezbollah, a armia jest na skraju upadku. Bazy USA w Azji Zachodniej są zniszczone w ponad 90% i nie zostaną odbudowane.
Iran nie wykorzystał jeszcze w pełni swojego potencjału: niewidzialne podziemne miasta rakietowe na południowym wschodzie i wschodzie kraju (w pobliżu granicy z Afganistanem) są nieznane Amerykanom. Cele pozostają jasne: maksymalne zniszczenie Izraela (być może nieodwracalne), całkowite wyparcie USA z Zatoki Perskiej i utworzenie nieodwracalnego mechanizmu odstraszającego.
Rola państw Zatoki Perskiej: ZEA jako podpalacz, Arabia Saudyjska jako obrońca
Pozycja Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) jest szczególnie napięta. Escobar cytuje „przerażający felieton” ambasadora ZEA w USA w „Wall Street Journal”: Emiraty otwarcie przystępują do wojny po stronie USA. Powód: 1,4 biliona dolarów zainwestowanych w amerykańską gospodarkę (sztuczna inteligencja, półprzewodniki itp.). Ich model biznesowy – Dubaj jako centrum „błyskotek”, Dżabal Ali jako kluczowy port – leży w gruzach. Inne porty w Tartusie (Syria), Akabie (Jordania) i Hajfie są sparaliżowane. Iran opublikował już listę pięciu megacelów: elektrowni, zakładów odsalania wody i innych. Jeśli ZEA przystąpią do wojny, ich gospodarka – w tym centra sztucznej inteligencji i lotniska – będzie zagrożona całkowitym zniszczeniem.
Arabia Saudyjska działa ostrożniej, ale pozostaje zaangażowana. Rozumownia Escobara przywołują historyczne ambicje: Kuwejt należał kiedyś do prowincji Basra, Bahrajn do Iranu (do 1971 roku), a Emiraty do Omanu. Iraccy analitycy otwarcie mówią o zwrocie tych terytoriów. Katar i Oman natomiast pozycjonują się sprytnie: potępiają wojnę i nie oferują swojego terytorium do ataków na Iran – widzą, „w którą stronę wieje wiatr”.
Farsa negocjacyjna i „Teatr Absurdu”
Escobar opisuje nieudane negocjacje jako szczyt absurdu. Omańscy dyplomaci przetłumaczyli irańskie propozycje (hojne oferty wzbogacania uranu) na pidgin angielski – ekipa Trumpa („Heckle and Jackal”) ich nie zrozumiała. Później J.D. Vance miał polecieć do Islamabadu, ale Pakistan zdradził Iran: osiem tankowców z irańską ropą, pływających pod pakistańską banderą, zostało zajętych przez Stany Zjednoczone. Trójstronny sojusz Turcji, Egiptu i Pakistanu, pełniących rolę mediatorów, rozpadł się. Iran powtórzył swoje główne żądania: wycofanie wszystkich baz amerykańskich, reparacje, zniesienie sankcji, swobodny cywilny program nuklearny oraz brak ograniczeń dotyczących pocisków rakietowych i sojuszy z Hezbollahem i Ansar Allah.
Trump ogłasza wygraną wojnę i „nudzi się”. Ale rzeczywistość jest taka: obecność USA w Zatoce Perskiej została niemal całkowicie zniszczona, Izrael stoi na krawędzi upadku, a rynki ropy naftowej i obligacji spadają.
Apokalipsa gospodarcza: cena ropy 150 dolarów i globalna recesja
Rynki obligacji zmuszają Trumpa do wycofania się: rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji zbliżyła się do 5%, zanim odroczenie ultimatum na krótko ją uspokoiło. Larry Fink z BlackRock otwarcie ostrzega przed dwoma scenariuszami: ropa naftowa po 40 lub 150 dolarów – ten drugi oznacza globalną recesję. Przy cenie 120 dolarów (która jest już w zasięgu ręki) recesja już się zaczyna. Europa, bez rosyjskiego lub katarskiego gazu, zapłaci najwyższą cenę. Kaskadowe skutki już wpływają na globalne Południe, Azję Południowo-Wschodnią i Indie.
Rosja i Chiny: sztuka milczenia
Rosja i Chiny zachowują strategiczne milczenie – „Nigdy nie przerywaj wrogowi, gdy popełnia poważny błąd”. Udzielają Iranowi wsparcia technicznego (Beidou zamiast GPS, Intel dla planów USA, ulepszone drony), nie przyznając się do tego publicznie. Putin jest przekonany, że wojna zakończy się maksymalnie w ciągu czterech tygodni. Dla Chin petrojuan to dar: alternatywny system płatności w najistotniejszym punkcie zapalnym świata – osiągnięto w trzy tygodnie to, czego nie udało się osiągnąć przez 20–30 lat dyplomacji. Iran walczy samotnie z nuklearnym supermocarstwem i regionalnym mocarstwem atomowym – i wygrywa.
Suwerenny opór Iranu: 2500 lat historii kontratakuje
Pomimo 47 lat brutalnych sankcji – rozpadającej się infrastruktury, podupadłych hoteli, rozpadających się systemów kanalizacyjnych – Iran dysponuje wybitnym kapitałem ludzkim: światowej klasy uniwersytetami, inżynierami, fizykami i matematykami. Zbudowali ukryty kompleks militarno-przemysłowy, który przeraża supermocarstwo. Escobar jest pod wrażeniem: średniej wielkości mocarstwo regionalne w pojedynkę odwraca sytuację. Globalne Południe podziwia Iran jako obrońcę większości ludzkości.
Ten konflikt oznacza prawdziwy punkt zwrotny XXI wieku – nie 11 września. Hegemonia USA chyli się ku upadkowi, wyłania się wielobiegunowy świat. W ciągu zaledwie kilku tygodni Iran zniweczył wszystkie rzekome zdobycze z października 2023 roku (Liban, Syria). To, co nastąpi, zapisze się w historii: suwerenny opór Persji przeciwko imperiom, które nie odrobiły lekcji. Świat patrzy z zapartym tchem – i wyciąga wnioski.
On zerżnął od Rosjanina, nie od Uczty. Nie podał ani autora, ani linku.
Myśmy tę pozycję zauważyli u Pana. Jako że w przeszłości, Ruszkiewicz podawał jako swoje teksty Blondeta, pofatygowaliśmy się, żeby poszukać prawdziwego autora artykułu i żeśmy go znaleźli. A potem opublikowaliśmy tłumaczenie, oddając sprawiedliwość autorowi tekstu. Ot co.
[No, wiec to ptaszysko łykające żabę ma więcej znaczeń.. MD]
Teheran przejął strategiczną inicjatywę w tej wojnie, zamykając Cieśninę Ormuz. Stany Zjednoczone nie są obecnie w stanie wycofać się, przeprowadzić inwazji lądowej ani zrobić sobie przerwy w działaniach. Z tego powodu Amerykanie doświadczają upokorzeń bez precedensu w historii ich „globalnej hegemonii”.
We wtorek, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zaszokował rynki i opinię publiczną wpisem w mediach społecznościowych, w którym ogłosił, że rozmowy pokojowe z Iranem są w toku i przebiegają pomyślnie. W następstwie owych rozmów, Pentagon ogłosił nawet rozejm odnośnie bombardowania infrastruktur energetycznych Iranu.
Jednak reakcja Teheranu jest naprawdę zaskakująca w kontekście globalnej sceny politycznej. Irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oświadczyło, że nie prowadzi żadnych rozmów ze Stanami Zjednoczonymi, ani bezpośrednio, ani za pośrednictwem pośredników. Komunikaty Waszyngtonu dotyczące negocjacji i zawieszenia broni mają na celu wyłącznie zyskanie na czasie i obniżenie cen ropy. Innymi słowy, był to gest dobrej woli. Biały Dom zaproponował Irańczykom wymianę: my przestaniemy bombardować wasze elektrownie na kilka dni, wy udacie, że o to poprosiliście, a w zamian odblokujecie Cieśninę Ormuz dla naszych tankowców.
A Iran, jak się wydaje, wysłał Biały Dom do diabła.
Tego jeszcze nie było. „Światowy hegemon” prosi o dialog z krajem, który ogłosił pariasem, zasypywał rakietami, którego przywódców zrównał z bandą terrorystyczną i wszystkich zabił. A „kraj-parias” odrzuca wyciągniętą „rurkę pokoju” i gardzi kontaktami z „błyszczącym miastem na wzgórzu”.
Jest oczywiste, że Iran ma wszelkie powody, by tak reagować. Jak można rozpocząć negocjacje z krajem, który je przerywa, zabijając negocjatorów? Z krajem, który rozpoczyna inwazję wojskową po tym, jak strony uścisnęły sobie dłonie przy stole negocjacyjnym?
Należy jednak podkreślić, że Irańczycy mają nie tylko potencjał, ale i korzyść w tym, by odrzucić propozycję Amerykanów. Teheran przejął strategiczną inicjatywę w tej wojnie. Stany Zjednoczone nie dysponują obecnie dobrymi posunięciami na szachownicy – dysponują wyłącznie złymi.
Operacja powietrzna zakończyła się niepowodzeniem. Planowano zniszczyć Iran w ciągu kilku dni, ale bombardowania trwają już prawie miesiąc, a Islamska Republika Iranu stawia opór. Aby wygrać wojnę, Stany Zjednoczone i Izrael muszą walczyć na poważnie, czyli przeprowadzić operację lądową. Tylko że nikt jej nie przygotował. Dlaczego – patrz wyżej: wierzyli, że Iran upadnie w ciągu kilku dni.
Przygotowanie się do inwazji lądowej wymaga czasu. Ale również Iran przez cały ten czas będzie się przygotowywał. A zatem albo Amerykanie rzucą się do walki dysponując siłami nieprzygotowanymi do tego, albo będą musieli zmierzyć się ze starannie zaplanowaną odpowiedzią na agresję. W obu przypadkach, dla amerykańskich żołnierzy będzie to krwawa rzeź.
Ale jaka jest alternatywa wobec poświęcenia marines? Scenariusz inercyjny: bombardowanie Iranu z powietrza, aż wyczerpie on swoje zasoby? Również w tym przypadku zakładano, że nie ma on żadnych zasobów, a reżim ajatollahów upadnie przy pierwszym ataku.
Jednak operacja trwa już prawie miesiąc, a jej końca nie widać, i nie wiadomo, komu wcześniej wyczerpią się zapasy: wojskom irańskim czy też Amerykanom zabraknie rakiet.
Jeszcze ważniejsze jest to, ile czasu minie, zanim wyczerpie się cierpliwość sojuszników Stanów Zjednoczonych w Zatoce Perskiej. Irańczycy atakują amerykańską obecność na ich terytorium, Cieśnina Ormuz jest zamknięta i nie mogą dostarczać ropy. Jeśli ta sytuacja będzie się przedłużać, arabscy szejkowie prędzej czy później stracą cierpliwość i będą negocjować bezpośrednio z Irańczykami. Teheran postawi podstawowy warunek: zerwanie sojuszu z Waszyngtonem i wycofanie amerykańskiej obecności z ich krajów, co oznacza wydalenie Amerykanów z regionu.
Taki sam warunek, tj. wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu – a co za tym idzie, rezygnacja z kontroli nad światowym przemysłem naftowym – będzie miał kluczowe znaczenie przy negocjacjach z USA, o ile życzenie Trumpa by do nich doszło, urzeczywistni się.
Iran może sobie pozwolić na narzucenie takich warunków, ponieważ obecnie działa z pozycji siły, trzymając przeciwnika za gardło. Amerykanie natomiast występują w roli przegranych, co jest dla nich nie do zniesienia: postawili wszystko na zero (ruletka) i przegrali. Wszystkie możliwe rozwiązania są fatalne. Wycofanie się ze świata islamskiego jest nie do pomyślenia: co stanie się z ropą, co stanie się z Izraelem? Przeprowadzenie inwazji lądowej to gwarantowana tragedia dla narodu amerykańskiego, a nikt nie może zagwarantować sukcesu interwencji. Kontynuowanie obecnej polityki może doprowadzić do wyrzucenia Amerykanów z regionu. Gdziekolwiek się nie spojrzy – wszędzie trudności.
Nie ma wątpliwości, że przyszło nam żyć w historycznym momencie, kiedy decydują się losy przyszłego świata. Każdy dzień przynosi zaskakujące wiadomości, które wywracają nasze dotychczasowe pojmowanie świata. Kiedy ponad trzy dekady temu upadł i to całkiem zasłużenie ZSRR, jego konkurent USA pozostał jedynym hegemonem świata. Swoją władzę opierały Stany Zjednoczone na bezspornej potędze militarnej oraz powszechnej akceptacji dolara jako waluty stosowanej do wszystkich większych transakcji międzynarodowych.
Dolar traci swoją przywódczą rolę. Nic dziwnego – przy tak wielkich długach, że rząd USA musi zaciągać nowe, by spłacić procenty od tych długów. Każdy, kto żyje ponad stan, wie, jak to się musi skończyć.
Koniec ery petrodolara jest również końcem hegemonii USA.
Naćpaj się z odrobiną pomocy od moich przyjaciół – śpiewał Joe Cocker na Woodstock w roku 1969. Dzisiaj jest ta rada jak najbardziej aktualna. Gdy „przyjaciel” namówi cię na udział w awanturze, to zostaną ci jedynie prochy, by jakoś to dalej ciągnąć. Upadek idei petrodolara nie jest jedynym kłopotem Trumpa. Jego potęga militarna staje się powoli mitem, którym zawsze była. Wystarczyło tupnąć i dotychczas wszyscy wrogowie kulili ze strachu ogon. Ta powszechna opinia o przeważającej potędze militarnej USA topnieje z każdym nowym incydentem na Bliskim Wschodzie.
Cóż z tego, że technicznie rzecz biorąc, USA ma najsilniejszą flotę i najwięcej lotniskowców ze wszystkich krajów na świecie? Taki potężny okręt z tysiącami żołnierzy, z samolotami i helikopterami na pokładzie, z dużym zapasem rakiet balistycznych oraz z najbardziej wyrafinowaną technicznie obroną przeciwrakietową, okazuje się pomimo eskorty wielu okrętów wojennych możliwym celem ataków. Według Pentagonu dwa tygodnie temu amerykańska perła marynarki wojennej lotniskowiec USS Gerald R. Ford został zaatakowany przez pralki na pokładzie, których pożar sprawił, że to cacko nadaje się jedynie do naprawy mającej trwać około roku. Tu trzeba dodać, że także ochrona przeciwpożarowa tego okrętu stała na najwyższym możliwym poziomie.
Iran twierdzi, że trafił lotniskowiec USA – Pentagon milczy o tym, co naprawdę się stało!
Po wstępnym przeglądzie „pożarowych” szkód na najdroższym lotniskowcu świata dokonanym na greckiej wyspie Kreta okazało się konieczne odesłanie tej „łódki” na poważniejszą naprawę do chorwackiego Splitu na Adriatyku. Tak więc Iran pozbył się w ten prosty sposób jednego kolosa US Navy.
Wyrafinowana technika ma poważną wadę – jest bardzo kosztowna i może zostać zniszczona przy użyciu wielokrotnie tańszych środków. Nie ma 100% ochrony, o czym przekonał się Izrael i pobliskie kraje arabskie. Nie można przewidzieć wszystkich możliwych wariantów ataku. Zawsze jest jakaś luka w obronie i tę wykorzystuje właśnie Iran.
19.03.2026 r. Amerykańskie okręty przeciwminowe opuszczają Zatokę Perską i nagle pojawiają się w Malezji. Źródło.
Także sprzymierzone z Iranem oddziały Hezbollah (uznane przez USA i Izrael za terrorystyczne, podczas gdy terrorystą jest właśnie USrael) przynoszą poważne straty Izraelowi. Można o tym przeczytać we wczorajszym artykule na tkp.at: Armia izraelska poniosła największe straty czołgów od ponad 40 lat.Źródło.
W pełnym emocji wywiadzie udzielonym sędziemu Andrew Napolitano w jego programie „Judging Freedom” 26 marca 2026 r. były pułkownik armii amerykańskiej Douglas Macgregor przedstawił bezkompromisową ocenę amerykańsko-izraelskiej operacji wojskowej przeciwko Iranowi.
Macgregor, doświadczony strateg wojskowy i ostry krytyk polityki interwencjonistycznej, wyjaśnia, dlaczego prezydent Donald Trump zmaga się z coraz większą presją w obliczu niespodziewanie przedłużającego się konfliktu – i jakie katastrofalne skutki dalsza eskalacja może mieć dla USA, regionu i światowej gospodarki.
[wywiad gadany – w oryginale. md]
Fundamentalna krytyka polityki zagranicznej USA
Pułkownik rozpoczyna swoją analizę od fundamentalnej krytyki amerykańskiej polityki zagranicznej:
Niewypowiedziane wojny i agresja prewencyjna stały się niestety normą, bez żadnego oporu ze strony społeczeństwa amerykańskiego. Społeczeństwo przyzwyczaiło się do bezprawnego użycia siły przez państwo.
Aby stworzyć prawdziwie wolne społeczeństwo, należy fundamentalnie odrzucić zasadę prawa inicjatywy. Macgregor przywołuje słowa Thomasa Jeffersona i retorycznie stawia pytanie, czy czasami konieczna jest zmiana lub obalenie własnego rządu, aby kochać kraj – i czy największe zagrożenie dla wolności nie zbliża się właśnie teraz.
Nieudana strategia blitzkriegu
Sednem rozmowy jest aktualna sytuacja w Zatoce Perskiej:
Trump stoi w obliczu podwójnego upokorzenia – zarówno w kraju, jak i za granicą. Jego pierwotny plan krótkiej, zdecydowanej kampanii mającej na celu ścięcie irańskich przywódców, demontaż rządu i wywołanie wewnętrznych niepokojów zakończył się spektakularną porażką.
Zamiast tego nastąpiła długa i wyczerpująca faza bombardowania, podczas której cele wybierano z powodów militarnych i innych.
Teraz Trump planuje pięciodniową przerwę w celu przygotowania „ofensywy ostrzegawczej” z powietrza za pomocą rakiet i bomb – ostatni desperacki krok w celu odzyskania inicjatywy.
Ograniczenia opcji militarnych
Macgregor podkreśla, że ofensywa lądowa z udziałem dużych kontyngentów wojsk nigdy nie miała miejsca i nie jest realistyczna.
Iran ma 93 miliony mieszkańców i jest mniej więcej wielkości Europy Zachodniej. Inwazja wymagałaby ogłoszenia stanu wyjątkowego, przywrócenia poboru i co najmniej 12-18 miesięcy przygotowań z udziałem dwóch do trzech milionów żołnierzy – scenariusz nie do pomyślenia z politycznego i militarnego punktu widzenia.
Jedyna pozostała „opcja lądowa” jest niezwykle ograniczona: chodzi o zajęcie kilku strategicznych wysp w Cieśninie Ormuz, w tym wyspy Kharg (w transkrypcji określanej jako „Wyspa Car”), wyspy Kish lub wyspy Keshm, a także mniejszych wysepek u wybrzeży Bandar Abbas.
Na tych wyspach stacjonują jednostki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wyposażone w łodzie motorowe i pociski rakietowe. Ale nawet tutaj ich przydatność jest wątpliwa.
Cieśnina Ormuz i wojna gospodarcza
Macgregor zauważa, że Cieśnina Ormuz została zamknięta nie w wyniku działań militarnych Iranu, lecz z inicjatywy Lloyd’s of London:
Żaden armator bez ubezpieczenia nie odważyłby się wysłać przez wąski przesmyk tankowców wartych setki milionów dolarów.
Irańczycy sprytnie to wykorzystali, pozwalając na przepływanie statkom z krajów niezwiązanych sojuszem, takich jak Chiny, Indie i Japonia – pod warunkiem zapłaty za ropę.
Osłabia to petrodolara i pokazuje, że konflikt toczy się na dwóch poziomach: wojny ekonomicznej, którą USA już przegrywają, oraz nowej, asymetrycznej formy wojny, prowadzonej przez Iran.
Nowa wojna: rakiety i drony
Pułkownik zestawia klasyczny amerykański model wojny z czasów II wojny światowej – lotniskowce, niszczyciele, okręty podwodne i samoloty z baz w regionie, a nawet ze Stanów Zjednoczonych i Diego Garcia – z irańską odpowiedzią w XXI wieku:
Ogromne ilości precyzyjnie kierowanych pocisków i bezzałogowych systemów (dronów), które można wystrzeliwać z podziemnych obiektów oddalonych nawet o 1000 mil.
Iran nie potrzebuje ani sił powietrznych, ani marynarki wojennej, a jedynie armii, rakiet i dronów.
Strategia ta wysunęła amerykańską flotę daleko w morze, wymusza stałe uzupełnianie paliwa w powietrzu nad Irakiem, Arabią Saudyjską i innymi obszarami i okazała się niezwykle skuteczna.
Irańskie systemy obrony powietrznej są nadal skuteczne poniżej pułapu 15 000 stóp, co sprawia, że misje śmigłowców lub samolotów Osprey są niezwykle ryzykowne.
Krytyka historii sukcesu Trumpa
Dwa dni wcześniej Trump oświadczył, że wojna została „wygrana”, że Irańczycy nie mają ani marynarki wojennej, ani sił powietrznych i nie mogą nic zrobić przeciwko amerykańskim samolotom nad Teheranem.
Macgregor obala te twierdzenia, uznając je za absurdalne i nieaktualne.
Użyte wskaźniki – zniszczone czołgi, okręty i samoloty, określone na podstawie raportów pilotów lub zdjęć satelitarnych – są takie same, jak te, które zawiodły już w wojnie w Wietnamie i Iraku.
Od czasu obalenia szacha Iran nie dysponował znaczącymi siłami powietrznymi.
„Zatopiona flota” składa się ze starych fregat i setek małych, załogowych lub bezzałogowych łodzi wyposażonych w pociski i materiały wybuchowe – celów, które można bombardować tygodniami bez całkowitego ich unieszkodliwienia.
Prawdziwe straty są często wyolbrzymiane lub przypisywane fikcyjnym twierdzeniom, jak to miało już miejsce w Kosowie w 1999 r.
Globalne konsekwencje gospodarcze
Globalne skutki gospodarcze są jeszcze bardziej dramatyczne.
Zakłócenia w dostawach ropy naftowej i gazu mają wpływ na cały świat: pojawiają się kryzysy żywnościowe, paliwowe, nawozowe i paszowe.
Wielka Brytania za dwa tygodnie zostanie bez rezerw ropy naftowej, Indie zamykają przemysł, a na stacjach benzynowych tłoczą się miliony ludzi, Japonia zmaga się z podobnymi problemami.
Lepiej przygotowane są tylko Chiny, ze względu na duże rezerwy strategiczne.
Irańczycy doskonale wiedzieli, że globalna presja na Waszyngton, by zakończył wojnę, będzie wzrastać.
W tym samym czasie gospodarka USA stoi na krawędzi załamania: budżet obronny wzrósł z biliona do 1,5 biliona dolarów, a inflacja i kruchość systemów finansowych dają o sobie znać.
Minister finansów Janet Yellen lub podobne osoby (w transkrypcji „Besson”) po prostu drukowałyby pieniądze i skupowały własne długi – a to byłby przepis na przyszłą katastrofę.
Cele strategiczne i krytyka
Macgregor uważa, że prawdziwym celem wojny nie są negocjacje, lecz zniszczenie Iranu i późniejszy podział jego zasobów – zwłaszcza ropy naftowej i gazu – między USA i Izrael.
Jest to powtórka nieudanej strategii wobec Rosji na Ukrainie, gdzie sankcje okazały się nieskuteczne, a Rosja czerpała zyski nawet ze sprzedaży ropy.
Stany Zjednoczone dysponują obecnie jedynie około 10 000 lekkozbrojnymi żołnierzami piechoty, którzy mogliby uczestniczyć w ewentualnych operacjach na wyspach. Jest to niezwykle niebezpieczna misja obarczona dużym ryzykiem dla żołnierzy.
Sytuacja amunicyjna i rzeczywistość wojskowa
Odnosząc się do kwestii amunicji, Macgregor powołuje się na analizę Royal United Services Institute (RUSI):
Izrael stoi na skraju upadku; osiem na dziesięć rakiet przebija izraelski system obronny.
USA borykają się również z niedoborem wysokiej jakości systemów, takich jak THAAD i PAC-3; po kilku tygodniach muszą uciekać się do „głupich bomb” z bombowców B-52 – bombardowań obszarowych jak w czasie II wojny światowej, które jednak nie pozwalają wygrać wojny.
Same ataki powietrzne nigdy nie rozstrzygnęły wojny; prawdziwa okupacja Iranu nie miałaby sensu strategicznego i w dłuższej perspektywie doprowadziłaby do powstania wrogiego państwa.
Najlepszym przykładem jest Irak: po okupacji Bagdad znajduje się na linii frontu przeciwko USA i wspiera Teheran.
Krytyka doradców wojskowych
Pułkownik ostro krytykuje doradców, takich jak ten, który szepnął Trumpowi w wózku golfowym, że dwie jednostki ekspedycyjne marynarki wojennej mogą przejąć wyspy takie jak Iwo Jima i doprowadzić do „upadku reżimu”.
Takie analogie do II wojny światowej są niebezpieczne i ignorują rzeczywistość: wiele wysp Pacyfiku zostało kupionych po niepotrzebnie wysokich cenach, Okinawa była krwawą łaźnią i doprowadziła do wybuchu bomby atomowej.
Ta wojna nie służy interesom Ameryki, a wyłącznie Izraela i jego wpływowych lobbystów w USA.
Siły zbrojne USA miałyby zostać zdegradowane do roli „sił najemnych” działających na rzecz interesów zagranicznych – ocenę tę podzielił się również młody żołnierz piechoty morskiej w wywiadzie dla Tuckera Carlsona.
Możliwe konsekwencje upadku Iranu
Nawet jeśli „ofensywa kończąca wojnę” odniesie sukces i państwo irańskie upadnie, nadal grozi chaos:
Efekt uboczny: Turcja, Syria, Półwysep Arabski i w końcu Europa.
Rosja i Chiny nie zaakceptują trwałego zamknięcia Cieśniny Ormuz i rozwiązania Rady Współpracy Zatoki Perskiej.
Państwa Zatoki Perskiej zniknęłyby, a odbudowa regionu zajęłaby dziesięciolecia.
Krytyka społeczna w USA
Macgregor kończy gorzką refleksją na temat społeczeństwa amerykańskiego:
Zniesienie obowiązkowej służby wojskowej i utworzenie armii składającej się wyłącznie z ochotników umożliwiło prowadzenie wojen bez poważnych konsekwencji społecznych – ciężar ten ponosi mniej niż jeden procent Amerykanów.
Od czasów Ronalda Reagana i George’a H.W. Busha mało kto przejmuje się żołnierzami.
George W. Bush krzyknął „Idźcie na zakupy” dopiero po 11 września.
Dziś warto zadać sobie pytanie, czy ta wojna ma rzeczywiście sens dla USA.
Trump jest zdesperowany, ponieważ wojna nie idzie zgodnie z planem, ani pod względem militarnym, ani gospodarczym, kończy się amunicja, świat cierpi, a presja polityczna w kraju rośnie.
Zapowiedziana ofensywa to ostateczny rzut kością – niosący ze sobą nieobliczalne ryzyko dla amerykańskich wojsk, światowej gospodarki i stabilności całego regionu.
Czy doprowadzi to do upragnionego „zwycięstwa”, czy też przyniesie jedynie dalsze upokorzenie, pozostaje pytanie.
Analiza Macgregora stanowi mocny apel o rozwianie złudzeń i zastanowienie się nad kosztami wojny, która nigdy nie leżała w żywotnym interesie Stanów Zjednoczonych.
Donald Trump zasłużył jako nieugięty pacyfista, na pokojową nagrodę Nobla.
W najnowszym artykule zatytułowanym „Ataki Iranu zmuszają amerykańskich żołnierzy do pracy zdalnej” dziennik „The New York Times” naprawdę pominął najważniejsze informacje. Artykuł wspomina, że przed wybuchem konfliktu z Iranem Pentagon dysponował w regionie około 40 000 żołnierzy, a obecnie wielu z nich zostało rozproszonych w wyniku irańskiej kampanii bombowej w Zatoce Perskiej – nawet aż do Europy – i musi „pracować zdalnie”.
Do podboju dużo mniejszego Iraku w roku 2003 zmobilizowano około 300 tysięcy żołnierzy (250 000 żołnierzy amerykańskich wspieranych przez około 45 000 żołnierzy brytyjskich, 2000 australijskich i 200 polskich). Teraz Pentagon wysyła przeciwko Iranowi najwyżej 70 tysięcy, grożąc przy tym boosterem – to takie skojarzenie z wojną biologiczną sprzed 6 lat – 10 tysięcy dodatkowych żołnierzy.
Tymczasem szykuje się kolejna blokada na Morzu Czerwonym, która zamknie okrętom dostęp do Kanału Sueskiego.
Jemen jest gotowy militarnie do przystąpienia do wojny po stronie Iranu i otwarcia kolejnego frontu przeciwko Stanom Zjednoczonym i Izraelowi poprzez wprowadzenie blokady morskiej na Morzu Czerwonym.
Większość z nas uważa, że nasz świat zwariował. Zabijamy nieznanych nam ludzi na podstawie spreparowanych w tym celu zarzutów. Dzielimy świat na wrogi i przyjazny, chociaż po obu stronach są ludzie tacy sami jak my. Po obu stronach propaganda wojenna tworzy z normalnych ludzi potwory, które trzeba zniszczyć. Tak naprawdę, jedynie garstka zbrodniarzy podjudza do takiej nienawiści, ponieważ dostrzega swoje korzyści na prowokowaniu tragedii świata.
Problemy świata zaczęły się, gdy zebry w białe paski zaczęły nienawidzić zebr w czarne paski.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Trump odnosi jedynie sukcesy i nigdy nie popełnia błędów, dlatego należy znaleźć tych, którzy „naprawdę” zawinili. Niektórzy twierdzą, że sposób z kozłem ofiarnym jest starszy niż same kozły. Na początku marca Trump uzasadnił operację (furii szaleństwa) między innymi konsultacjami ze Stevem Witkoffem i swoim zięciem Jaredem Kushnerem. Zapewne dostał niezłą reprymendę od zięcia, dlatego wczoraj przypisał tę inicjatywę amerykańskiemu ministrowi obrony Pete’owi Hegsethowi: „Pete, to ty byłeś pierwszy. To ty powiedziałeś: «Zróbmy to»”. Doświadczenie mi mówi, że w końcu winnym okaże się Putin.
Powodów do zmartwień nie brakuje. Raport „New York Timesa” na temat skali zniszczeń w amerykańskich bazach w całym regionie:
🔹 Największe straty poniosły najwyraźniej amerykańskie bazy w Kuwejcie, położone w pobliżu Iranu.
🔹 W wyniku ataku na port Shuaiba zniszczono centrum operacji taktycznych armii, w wyniku czego zginęło sześciu amerykańskich żołnierzy.
🔹 Irańskie drony i pociski uderzyły również w bazę lotniczą Ali Al Salem, uszkadzając hangary lotnicze.
🔹 W Camp Buehring uderzono podobno w obiekty paliwowe i serwisowe.
🔹 Zniszczono system radarowy wczesnego ostrzegania w bazie lotniczej Al Udeid.
🔹 Iran zaatakował również siedzibę Piątej Floty Marynarki Wojennej USA w Bahrajnie.
🔹 W bazie lotniczej Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej irańskie pociski i drony uszkodziły sprzęt łącznościowy oraz kilka samolotów tankujących. Źródło: Telegram, 26 marca 2026 r., godz. 03:40.
Tysiące młodych Amerykanów wysyła się na pewną śmierć jako ofiary krwi dla „Wielkiego Izraela”. Umrą, a to nie przyniesie korzyści ani bezpieczeństwu narodowemu, ani interesom gospodarczym Ameryki – zyskają na tym częściowo syjonistyczni pedofile i miliarderzy-filantropi. Źródło.
Najpoważniejszym problemem w negocjacjach pokojowych jest brak chętnych do pertraktacji. Nic dziwnego, skoro „koalicja Epsteina” wymordowała większość irańskich negocjatorów. Nie z takimi problemami walczył skutecznie pan prezydent. Skoro władze w Teheranie odmawiają jakichkolwiek pertraktacji, to najwyższa pora wymyślić takowe. Po co? Żeby pomóc rodzinie i przyjaciołom w spekulacjach giełdowych. Działa to na krótko, ale wystarczy wiedzieć, co powie wkrótce Trump na temat Iranu, żeby odpowiednio zainwestować na wzrost lub spadek cen ropy, by w tak łatwy i nielegalny sposób dorobić się fortuny.
Stąd właśnie dowiadujemy się o tak dobrych „negocjacjach” pokojowych oraz o wielkim prezencie od irańskich przywódców dla Trumpa.
Wielki obrońca pokoju prowadzi twarde negocjacje z Iranem! Źródło.
Sytuacja, w którą Trump sam siebie – z niewielką pomocą przyjaciela Beni [Bibi?? md] – wmanewrował, jest rzeczywiście trudna. Skąd mógł wiedzieć, że najsilniejsza na świecie armia ulegnie zacofanemu, dzięki sankcjom USA, Iranowi.
Mądra strategia, wieloletnie przygotowanie militarne do takiej sytuacji oraz wspomagający sprzymierzeńcy, bez konieczności utraty niezależności przez Iran i oczywiście odwaga, to najważniejsze powody przegranej przez agresorów wojny.
Najnowsza okładka The Spectator World.
Jedynym sposobem dla Trumpa, żeby wyjść z tej dramatycznej sytuacji, byłoby odwrócenie uwagi od wojennej katastrofy przez publikację wszystkich dokumentów ze śledztwa Epsteina.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Larry Johnson: Nierealne cele militarne armii USA w Iranie – szczegółowa analiza
uncut-news.ch
W niedawnym wywiadzie z byłym analitykiem CIA i gospodarzem sonar21.com Larrym Johnsonem, rzuca on światło na wysoce nierealistyczne i ryzykowne plany militarne Stanów Zjednoczonych w konflikcie z Iranem. Johnson, doświadczony ekspert w dziedzinie wywiadu i wojskowości, ostro krytykuje rozbieżność między oficjalnymi oświadczeniami Waszyngtonu a brutalną rzeczywistością militarną i geopolityczną. Opierając się na obecnych ruchach wojsk, oświadczeniach publicznych i historycznych tendencjach, ostrzega przed potencjalną katastrofą, która może wpłynąć nie tylko na siły zbrojne USA, ale na całą globalną gospodarkę.
Podcast z Danielem Davisem z formatu „Deep Dive” koncentruje się wokół pytania, czy Stany Zjednoczone rzeczywiście przygotowują się do wojny lądowej z Iranem – czy też jest to mieszanka oszustwa, wewnętrznej kalkulacji politycznej i strategicznej pomyłki. Johnson krok po kroku obala te plany i pokazuje, dlaczego nawet ograniczone operacje, takie jak zajęcie wysp w Zatoce Perskiej, są militarnie niepraktyczne.
Johnson zaczyna od konkretnych dowodów na zatuszowane straty USA. Jest przekonany, że oficjalna wersja zestrzelenia tankowca KC-135 to „bezczelne kłamstwo”: samolot został zestrzelony nie w wyniku zderzenia, lecz przez irański pocisk. Podobny sceptycyzm wyraża w odniesieniu do doniesień o rzekomym zestrzeleniu myśliwca F-18 marynarki wojennej USA przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Podczas gdy dowództwo wojskowe USA (CENTCOM) temu zaprzecza, Johnson argumentuje, że kłamstwo jest powszechne w czasie wojny – zwłaszcza gdy pilot katapultuje się nad terytorium Iranu, a akcja ratunkowa jest w toku.
Jeszcze bardziej uderzający jest przypadek lotniskowca USS Gerald R. Ford. Oficjalnie „pożar pralni” unieruchomił okręt na ponad rok. Johnson uważa to za absurd: zwykły pożar pralni nie mógł zniszczyć stalowych konstrukcji na wiele godzin i wywołać 30-godzinnego pożaru. Zdjęcia pokazywały uszkodzenia zewnętrzne, które bardziej wskazywały na uderzenie pocisku lub drona. Jako porównanie przytacza incydent na USS Forrestal z 1967 roku, gdzie awaria amunicji trwała 19 godzin – w tym przypadku rzekomo trwała 11 godzin dłużej. Rząd po prostu nie chce przyznać się do uszkodzeń bojowych, aby uniknąć uznania własnej słabości.
Negocjacje jako fasada – Iran dyktuje warunki
Pomimo wszystkich publicznych sygnałów z Białego Domu – od „15-punktowego planu pokojowego” po rzekome pięciodniowe zawieszenie broni – Johnson nie dostrzega rzeczywistej woli Iranu do negocjacji. Teheran już dwukrotnie zgodził się na negocjacje i został następnie zaatakowany. Panuje całkowity brak zaufania. Iran stawia teraz własne żądania i oczekuje, że Stany Zjednoczone je spełnią, zanim rozmowy w ogóle się rozpoczną. Oświadczenia irańskich urzędników, w tym rzecznika Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, wcale nie brzmią jak kapitulacja, a raczej jak pewność siebie: „Stany Zjednoczone negocjują same ze sobą”.
Johnson ujawnił również element manipulacji: optymistyczne zapowiedzi Trumpa w poniedziałek doprowadziły do spadku cen ropy i wsparły notowania giełdowe – najwyraźniej była to umowa z insiderami, o której inwestorzy z Wall Street zostali wcześniej poinformowani. W rzeczywistości masowe transporty lotnicze mające na celu rozmieszczenie sił specjalnych rozpoczęły się już 12 marca. Twierdził, że jest to sprzeczne z autentycznymi działaniami na rzecz pokoju.
Masowe ruchy wojsk – przygotowania do podboju wysp?
Johnson szczegółowo analizuje ruchy obserwowane od 12 marca: ponad 35 lotów transportowych C-17 z baz amerykańskich (lotniska Hunter Army, bazy wspólnej Lewis-McChord, Fort Bragg, Oceana, Fort Campbell) do baz w Jordanii i Izraelu. W działania zaangażowane są elitarne jednostki, takie jak 75. Pułk Rangerów, Delta Force, SEAL Team 6, 82. Dywizja Powietrznodesantowa oraz oddziały 160. Pułku Lotnictwa Operacji Specjalnych (Night Stalkers). Dodatkowo, pod koniec marca spodziewane jest przybycie dwóch jednostek ekspedycyjnych piechoty morskiej (31. i 11. MEU).
Prawdopodobne cele: wyspa Charg (w północnej części Zatoki Perskiej, główny irański terminal naftowy obsługujący 90% irańskiego eksportu) oraz wyspa Keszm (w najwęższym miejscu Cieśniny Ormuz). Johnson ostrzega: To nie jest „zwykła operacja polegająca na przemieszczaniu się między wyspami”. Charg jest płaski i odsłonięty, Keszm zamieszkuje około 150 000 Irańczyków. Garstka amerykańskich marines lub rangersów (realnie tylko 800–1000 żołnierzy na jednostkę MEU) stanęłaby w obliczu przytłaczającej przewagi wroga. Iran od lat fortyfikuje ten region – za pomocą min, dronów, okrętów podwodnych, motorówek i pocisków nadbrzeżnych.
Nawet generał Keith Kellogg (były doradca Trumpa) i Lindsey Graham promowali ten pomysł, powołując się na „rzymskie legiony” i desantowe siły szybkiego reagowania. Johnson ripostuje sucho: Okręty musiałyby zbliżyć się na kilka mil do irańskiego wybrzeża – stając się „łapkami na pożarcie” irańskich ataków. Zajęcie okrętów nie tylko otworzyłoby Cieśninę Ormuz, ale wręcz ją całkowicie zamknęło: Iran już teraz grozi zaminowaniem całej Zatoki. Co więcej, okręty nie są zaprojektowane do długotrwałej okupacji – linie zaopatrzeniowe nie byłyby bezpieczne, a ludność cywilna mogłaby stać się katastrofą wizerunkową.
Johnson powołuje się na własne szkolenie w CIA: To, co wydaje się wykonalne na papierze, zawodzi w praktyce z powodu terenu, pogody, logistyki i odporności człowieka. 800 marines przeciwko uzbrojonej populacji liczącej dziesiątki tysięcy ludzi? To kończy się jak misja Custera – tylko bardziej nowocześnie, z dronami i pociskami.
Kontekst historyczny: USA jako agresor
Johnson obala narrację o „47 latach irańskiej agresji”. W rzeczywistości Stany Zjednoczone namawiały Saddama Husajna do ataku na Iran w 1980 roku, dostarczały broń chemiczną i dzieliły się informacjami wywiadowczymi – co doprowadziło do śmierci setek tysięcy Irańczyków. Później Stany Zjednoczone uzbroiły organizację terrorystyczną MEK (Mudżahedin-e-Khalq) i wykorzystały ją do przeprowadzenia ataków w Iranie. Prawdziwymi „potworami” w regionie nie jest Teheran, ale Waszyngton.
Konsekwencje ekonomiczne i globalne
Operacja miałaby katastrofalne skutki. Iran już teraz pompuje więcej ropy (1,5 miliona baryłek dziennie zamiast 1,1 miliona) i sprzedaje ją po wyższej cenie (97 dolarów zamiast 47 dolarów). Zamknięcie Cieśniny Ormuz podniosłoby ceny ropy do 150–200 dolarów, podwoiłoby ceny benzyny w USA i wywołało globalny kryzys. Łańcuchy dostaw helu, kwasu siarkowego i nawozów uległyby załamaniu. Iran już zapowiada zmiany w przepisach dotyczących żeglugi i pobieranie opłat tranzytowych w juanach – cios dla petrodolara.
Nawet brytyjscy eksperci (były szef MI6 i były minister obrony) mówią teraz o „wojnie nie do wygrania”. Johnson uważa, że Trump jest w pułapce: posłuchał rad Izraela i teraz może tylko eskalować. Jeśli to się nie powiedzie, będą szukać kozłów ofiarnych takich jak Tulsi Gabbard.
Wnioski: Krótkowzroczność militarna i porażka strategiczna
Larry Johnson maluje jasny obraz: plany USA są nie tylko niepraktyczne, ale wręcz samobójcze. Elitarne jednostki bez odpowiedniego zabezpieczenia, niewystarczająca logistyka, niedoceniana obrona Iranu oraz zignorowana lekcja z Ukrainy i Bliskiego Wschodu: drony i wojna asymetryczna sprawiają, że konwencjonalna przewaga jest bezwartościowa. Zamiast zmiany reżimu czy kontroli nad ropą naftową, wisi w powietrzu globalna katastrofa gospodarcza – wraz z utratą wszelkiej wiarygodności, jaką Stany Zjednoczone mogłyby mieć jako potęga militarna.
Johnson kończy ostrzeżeniem: Każdy, kto planuje takie operacje bez zrozumienia realiów ludzkich, logistycznych i geopolitycznych, powtarza błędy minionych wojen – tyle że tym razem stawka jest wyższa dla całego porządku świata. Nadchodzące dni pokażą, czy zwycięży rozsądek, czy pycha.