Od razu o czym tu nie będzie. Nie będzie tu o tym czy Trump zwariował, czy porwało go własne ego, oraz czy nie jest to przypadkiem przemyślna strategia z potrójnym dnem, realizacja jakichś dalekowzrocznych planów, których my maluczcy nie rozumiemy.
Będzie o tym, co – bez względu na Trumpa motywacje – może się z nim stać politycznie. Dożyliśmy czasów, gdzie – jak celnie spostrzegł Ziemkiewicz – może jesteśmy w mocy czterech pierdzieli; my znaczy się świat cały, gdy to ich własne, niekoniecznie racjonalne motywacje trzęsą ludzkością. Te jak najbardziej osobiste intencje miałyby zaprzeczać wyrachowaniu w moszczeniu się mocarstw w skorupie nowej normalności.
Jest tu i władca Chin, władca Kremla, politycznym mesjasz z Izraela i nasz dzisiejszy bohater – Trump z USA.
Kadencje
Nasze tu dywagacje będą się skupiały na kilku wariantach rozwoju sytuacji, ale tylko Trumpa. Zacznijmy od pierwszej, najprostszej choć wydaje się ona jedną z mniej możliwych. Zakłada ona pełną kadencję, jeszcze ponad dwuletnie trwanie Trumpa przy władzy, a wydaje się mało możliwa głównie z powodu tego, że jego dotychczasowa polityka staje się nieznośna, a właściwie niezrozumiale nieprzewidywalna dla coraz większych rzesz nie tyle już tylko politycznych sfer, ale i społeczeństw. Jest to jak z Tuskiem, jest tak fatalnie, że nikt sobie nie wyobraża szkód wynikających z trwania pełnej kadencji, więc liczy się na jakiś cudowny scenariusz. Co do Trumpa to pal licho tzw. światową społeczność, można też spuścić zasłonę obłudnego milczenia na gnębienie, upokarzanie i eksterminację coraz większej ilości narodów, ale jako, że operujemy (na razie) w sferze demokracji to najważniejszy jest tu inny aspekt.
Trump zawodzi swoich wyborców w stopniu narastającym i to może mieć duży wpływ na los nie tylko samego Trumpa, ale i Amerykanów, ba – całego świata. Wciąż się skupiamy na międzynarodowych harcach POTUSa (POTUS, to skrót od President of the United States), coraz częściej przezywanego PATUS-em. To wyborca amerykański trzyma klucze do kariery Trumpa. Lud wydał już swój pozytywny wyrok w wyborach i teraz – jak to w demokracji – wybraniec ma kadencyjny placet na rządzenie. Jest wolny na tyle, że może się bezkarnie nawet sprzeniewierzyć (do pewnego stopnia) swym obietnicom i wyborcom. Do pewnego stopnia – i te warianty tu też rozpatrzymy –, gdyż w demokratycznych regulacjach ustrojowych zawiera się zawsze jakiś bezpiecznik pozwalający odwołać w czasie kadencji funkcjonującego wybrańca, ot, na wypadek, gdyby zdradził czy zwariował.
Ale w pierwszym wariancie zakładamy, że nic takiego się nie stanie i Trump dojedzie do końca swej kadencji – uwaga! w świadomości, że będzie to jego ostatnia, bo druga kadencja. To z jednej strony pozwala mu zachowywać się bezceremonialnie, bo nie ma się co cackać w obawie o reelekcję, ale – biorąc pod uwagę jego widowiskowe ego – napawa obawami, nie tylko Amerykanów, czy Trump nie złamie tej zasady dwukadencyjności. W końcu zasada jest taka, jak mówi łacińska paremia, że „cuius est condere, eius est abrogare”, czyli kto ustanowił (prawo), może je i znieść. Co prawda to nie Trump ustanowił limit dwukadencyjności, ale ma wyraźne inklinacje do chodzenia po ustrojowej bandzie.
W 1951 roku wprowadził prezydencką dwukadencyjność Kongres USA, wyciągając wnioski z czterokadencyjnej misji prezydenta Roosevelta. Ale żeby przybić Trumpowi zgodę na kolejne kadencje wymagałoby to najpierw zgody 2/3 Kongresu, a potem ratyfikacji ¾ legislatur stanowych. A Trump jest coraz dalszy od tego, do czego jeszcze wrócimy w innym kontekście. A więc bez zamachu stanu nic z tego nie będzie, stąd pewnie pomysły na nieformalne przewodzenie innym, światowym i alternatywnym ciałom, tak jak dożywotnie królowanie Trumpa w coraz bardziej niesławnej w obliczu wszczynanych wojen – Radzie Pokoju. Mamy tu też do czynienia z wątkami wręcz… dynastycznymi, odkąd na początku marca tego roku Melania Trump, jako pierwsza dama USA, przewodziła amerykańskiej delegacji podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ w Nowym Jorku.
Chaos trwania
No dobra, zakładamy, że Trump dorządzi do końca kadencji, a więc trzeba się zastanowić nad nieodgadnionym, czyli jak taka cała kadencja może wyglądać. Jej dominantą będzie najpewniej stresująca dla świata niepewność. Trudno więc przewidywać co się stanie, gdyż trudno przewidzieć skutki wielowątkowego chaosu. Skoro obiecujący światowy pokój ruchowi MAGA jej lider od razu zaczął prokurować wojny, skoro pretendujący do pokojowej nagrody Nobla zalicza do zakończonych wojen nawet te, które sam wywołał – trudno coś prorokować. Zdezorientowany umysł odbiorców tego pomieszania próbuje racjonalizować te paroksyzmy, ale kłopot polega na tym, że ich autor coraz to zaprzecza wszelkim racjonalnym spekulacjom co do swych poczynań.
Jednym z bardziej frapujących scenariuszy jest podejrzenie, że Trump dogadał się z Putinem na Alasce, że zrobi to co zrobił (na razie wiemy o Wenezueli i Iranie), żeby paliwowo osłabić Chiny, w zamian za wyraźne wzmocnienie pozycji Rosji. Ale takiemu wyrafinowaniu przeczą od razu paniczne gesty Trumpa, któremu jak przestała iść wojna z Iranem przyszło do głowy prosić o pomoc… Chińczyków w wyjściu z lejka w cieśninie Ormuz. Innych wersji jest w opór i – jako się zastrzegliśmy na początku – nie będziemy ich rozwijać, skupimy się bowiem nad możliwymi wariantami losów Trumpa przy założeniu różnego rozwoju wydarzeń w systemie politycznym USA.
Trzeba założyć, i to z dużą dozą prawdopodobieństwa, że pewne jest jedno – za takie wygibasy Trump może zapłacić utratą popularności wśród swoich amerykańskich wyborców, co może mieć efekty wielowątkowe. Ale jest raczej pewne, że poczynania Trumpa na arenie międzynarodowej nie przysporzą mu popularności u siebie, gdyż jest prawdopodobne, że dojdzie do dużego kryzysu gospodarczego, który prędzej niż później poważnie uderzy w społeczeństwo amerykańskie. Jak tam pójdzie POTUSowi na świecie, tak pójdzie, ale jego losy rozstrzygną się nad Potomakiem. A tu wariantów jest kilka.
Trump traci wewnętrznie
Trzeba zacząć od tego, że awantura z Iranem, która postawiła świat na krawędzi III wojny światowej, ale przede wszystkim potężnej zapaści gospodarczej raczej Trumpowi nie pomoże w wyborach niesłusznie nazwanych połówkowymi. Wybory na jesieni dotyczą bowiem wybrania całego nowego Kongresu (taki nasz Sejm) i 1/3 Senatu (taki nasz niby Senat, ale z realnymi w porównaniu do polskiego – kompetencjami). Tu mamy dwa warianty porażki w tych wyborach, na którą na razie mocno pracuje Trump. Pierwszy wariant jest taki, że prezydentowi będzie po prostu trudniej rządzić, bo teraz ma w Kongresie i Senacie przewagę swojej partii, którą to przewagę zapewne w obu izbach niedługo utraci. Ważny jest tu Senat, gdyż jest na styk, bowiem Republikanie mają tam 53 na 100 senatorów i jeśli w obrębie wybieranej 1/3 jego składu zdarzy się raczej pewna klęska Republikanów, to obie izby będą stracone dla Trumpa i wielu rzeczy będzie musiał albo zaniechać, albo przepychać kolanem, na znanej nam skądinąd zasadzie „prawa jak je rozumiemy”.
Ale tu otwiera się kolejny poziom gałęzi drzewka możliwości. Jest nim kwestia impeachmentu, czyli pozbawienia prezydenta stanowiska w trakcie trwania jego kadencji. Powodów merytorycznych dostarcza przeciwko sobie Trump codziennie, można mu więc przypiąć wszystko, od nadużycia władzy, do zarzutów wręcz mentalnych. Nie to jest jednak ważniejsze. Chodzi o reperkusje wyborów jesiennych jeśli chodzi o możliwości impeachmentu. Trzeba się przypatrzeć w tym kontekście całej procedurze.
Złożenie ze stanowiska
Otóż proces impeachmentu inicjuje zwykła większość w Kongresie, którą mogą na jesieni zdobyć Demokraci. To wystarczy, by postawić prezydenta w stan oskarżenia. Ale to dopiero początek procesu – tu, jeśli przyjąć pozycję Kongresu jako oskarżyciela, w drugim etapie rolę sędziego przejmuje Senat. Ten jednak, by ostatecznie „skazać” prezydenta na opuszczenie urzędu musi uzyskać 2/3 swych głosów. I tak, jak zwykła większość w Kongresie Demokratom może pozwolić na postawienie w stan oskarżenia Trumpa, tak w przypadku nawet przejęcia Senatu, to rozmiary tego przejęcia nie wydają się wystarczające do osiągnięcia przewagi 2/3 głosów, by doprowadzić sprawę do końca. Ale sam proces wytoczony przez przejętą Izbę Reprezentantów rozpocznie długotrwałą akcję grillowania Trumpa, z nadzieją na efekty w przyszłych wyborach prezydenckich. To dlatego, oprócz podobno samego sprzeciwu wiceprezydenta wobec wojny Iranie, J.D. Vance gdzieś nam zniknął, co sprawia, że w przyszłych wyborach może nie być kojarzony z błędami Trumpa, co może przybliżyć w przyszłych wyborach prezydenckich szansę wygraną kandydata Republikanów.
Wszystkie te spekulacje zakładają jednak jedną rzecz: że Republikanie będą stali za Trumpem, bez względu na to co ten będzie wyprawiał. Szczególnie reprezentanci i senatorowie ze zdradzonego ruchu MAGA mogą się zachować niespecjalnie lojalnie wobec prezydenta. Mogą ulec pewnej kalkulacji, która może być warta ryzyka.
Otóż jeśli w Kongresie i Senacie część Republikanów poprze impeachment Trumpa, to po jego złożeniu z urzędu fotel POTUSa przejmie J.D. Vance, a ten, jak wykazaliśmy, ma stara się mieć czystą kartę jeśli chodzi o wszczynanie wojen i jako kandydat Republikanów w przyszłych wyborach prezydenckich może uratować ich zdobycze. Dla wielu jest J.D Vance jakąś, jednak wciąż mglistą, szansą na kontynuowanie rewolucji zdrowego rozsądku, z której dziś pozostały działania rewolucyjne, ale w odczuciu wielu nic nie mające wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.
Zmarnowana szansa?
Tu warto się zatrzymać na wnioski końcowe. Wygrana Trumpa dała nadzieje na odwrócenie szaleństwa globalizmu przebranego dla tłumów w lewicowe ciuszki deklarowanej równości. A jako rzekł pewien zasłużony dysydent rosyjski – prawdziwa równość istnieje tylko w łagrze. Świat szykuje nam więc łagier na całego, z tym, że Bukowski, bo o nim tu mowa, nie dopowiedział jednej rzeczy: w łagrze równi są tylko więźniowie, ale ci mają nad sobą strażników o całkiem innym statusie.
Do czasów nastania Trumpa szliśmy po równi pochyłej w dół tego scenariusza. Mniej uważni mogli to zauważyć dopiero w czasach pandemii kowidowej, dla tych, których przegapili nawet ten reset „nowej normalności” nie masz już nadziei na przebudzenie. Ci pójdą na rzeź podśpiewując jak Izraelici w schronach.
Wybór Trumpa stał się dużym resetem tego światowego resetu – pochód globalizmu został powstrzymany. Większość szaleństw tej mieszaniny korporacyjnego lewactwa stał się już tylko udziałem pokracznych form europejskich resentymentów. Dopiero po rozpięciu się Ameryki z tego transatlantyckiego tandemu widać tę kuriozalność czasów byłych, aczkolwiek wciąż nam grożących. I pech świata może polegać na tym, że ta szansa na powstrzymanie upadku (zachodniego) świata została zrządzeniem losu złożona w nieodgadnione ręce. Jako się tu rzekło: może i rewolucja, ale czy na pewno – zdrowego rozsądku?
Drugiej kadencji Trumpa nie będzie, ale miejmy nadzieję, że świat będzie. A skoro tak, to pozostaje kwestia kto będzie po Trumpie rządził Ameryką. Jeśli to będzie demokrata, to grozi nam bidenizm do kwadratu: wrócą amerykańskie czerwone agendy, transatlantycki obszar zepnie się tęczową flagą ze Starym Kontynentem, zaś wiatraki zasyfią krajobrazy i energetyczne miksy. Europejski dziś już tylko globalizm odzyska możnego i agresywnego poplecznika i wszystko wróci do zatrzymanej na 4 lata normy.
Z drugiej strony obecna agenda nie jest zadowalającą alternatywą do czasów na razie minionych. Jeśli zaś po Trumpie ma wygrać Republikanin, to pytanie jak to się stanie, a także kto nim będzie? Jeśli J.D. Vance to wydaje się to lepszym wyjściem niż jego obecny szef. Jest bardziej „MAGA”, czyli pamięta jeszcze hasła, pod którymi ta ekipa doszła do władzy. Ale czy pamiętanie zasady „America First” nie jest przypadkiem dla nas takim samym zagrożeniem jak postawa Trumpa? Czyż obaj bowiem panowie nie sprzedadzą nas choćby i Putinowi jeśli tego będzie wymagało ich pojęcie realizacji prymatu USA?
Spekulacje czy to przez wielkiego ego mieszkańca Białego Domu, czy przez porno- i pedo-afery wywiadowczej pułapki na zdemoralizowane elity, czy przez to, że go namówił lub pocisnął Netanjahu miałaby znaczenie, gdyby były to czynniki do odwrócenia lub choć do powstrzymania. Sytuacja wydaje się jednak bardziej zagmatwana, bo tu już nie chodzi o motywy, tylko, o to, że ciąg zdarzeń popycha Amerykę w lejek eskalacji, która obejmie bardziej świat, niż nią samą. Jeżeli ma się podpalić świat przez ambicje czterech pryków, czy z powodu szantażu, czy mistycznych wręcz wizji własnych misji kilku panów tego świata, to tylko gorzej dla niego – tego świata. Skoro miliardy ludzi dały się doprowadzić do takiego upodlenia ze strony kilku facetów i kilku możnych i wszechmocnych korporacji, to widać zasłużyliśmy na taki reset.
Obietnica rządzenia światem za pomocą demokratycznej ułudy obywatelskiej sprawczości właśnie płonie w naftowych szybach Zatoki Perskiej, przygnieciona ruinami Gazy, przy eutanazyjnych łóżkach „starców mrących, niepotrzebnych światu”.
Niepogrzebane zwłoki: Jak amerykańskie imperium przetwarza faszyzm
Od europejskich nazistów po japońskich zbrodniarzy wojennych, od latynoamerykańskich szwadronów śmierci po salafickich dżihadystów – imiona aktorów i wrogów mogą się zmieniać, ale scenariusz pozostaje ten sam.
================================
To piszą jacyś umysłowi potomkowie komuch →ów, czy marksów. Ale fakty i opis są prawdziwe. md]
Żyjemy w globalnym konflikcie powiązanych kryzysów. Gaza, Iran, Wenezuela, Morze Południowochińskie i Ukraina, gdzie bataliony ozdobione neonazistowskimi insygniami walczą z zachodnią bronią. Tymczasem w salach europejskich potęg rodowód przywódców rozbrzmiewa echem faszystowskiej kolaboracji. Nie są to historyczne wypadki, lecz symptomatyczne drgawki Imperium w ciągłości, które wykorzystuje swoje najstarsze narzędzia, by zachować fundamentalnie niezmieniony rdzeń władzy. Za nagłówkami sojuszy wojskowych i ideologicznych bitew kryje się głębsza, bardziej niepokojąca prawda – wojna toczona nie przeciwko faszyzmowi, ale z nim .
Ta seria, „Anatomia Imperium” , prześledziła mroczną ścieżkę, która doprowadziła nas na skraj przepaści. To historia nie przypadku, lecz chłodnej kalkulacji; nie odosobnionych kompromisów, lecz systemowej logiki realizowanej z nieustępliwą determinacją. Widzieliśmy, jak motory akumulacji kapitału wymagają globalnej ekspansji i jak surowa siła militarna została zinstytucjonalizowana, aby ją zapewnić. Teraz przechodzimy do najbardziej cynicznej i trwałej adaptacji systemu: masowego wchłaniania pokonanego wroga przez infrastrukturę zaprojektowaną do walki z kolejnym wrogiem.
Fragmenty tej historii są znane, często przedstawiane jako odosobnione incydenty i usprawiedliwiane jako moralne kompromisy w imię realpolitik. Ale to nieprawda. Razem stanowią one zimną, jasną, wykalkulowaną strategię, realizowaną z dalekowzrocznością, mającą na celu całkowite włączenie infrastruktury faszyzmu w architekturę kolejnej wojny wyboru Imperium: zimnej wojny.
Nie chodziło tu jedynie o rekrutację kilku pożytecznych jednostek, ale o systematyczną integrację personelu, taktyk i ideologii w agencjach wywiadowczych, programach naukowych i dowództwach wojskowych. Tajna architektura, której logicznym celem nie jest pokój, lecz stan nieustannej, niewypowiedzianej wojny, prowadzonej za pomocą demokratycznych fasad i faszystowskich instrumentów.
Było to przejęcie korporacyjne, które przekształciło grupę rozproszonych regionalnie start-upów w globalną franczyzę.
Nieszczęśliwe niedopatrzenie?
Artykuł BBC.
W czerwcu 2025 roku, gdy brytyjski rząd ogłosił mianowanie Blaise Metreweli pierwszą kobietą na stanowisko szefowej Secret Intelligence Service (MI6), odkrycie w niemieckim archiwum wywołało poruszenie w świecie dyplomacji. Dziadek nowego szefa wywiadu, Konstantin Dobrowolski, był nie tylko żołnierzem, ale i oddanym kolaborantem nazistowskim na okupowanej przez Niemcy Ukrainie.
Dowody archiwalne, z których część była nadal poszukiwana przez władze sowieckie jeszcze w 1969 roku, określają go mianem „Rzeźnika” lub „Agenta 30”. W listach do nazistowskich przełożonych pisał „Heil Hitler”, chwalił się osobistym zaangażowaniem w „eksterminację Żydów” i był zamieszany w grabieże ofiar oraz wyśmiewanie przemocy seksualnej wobec więźniarek. Metreweli nigdy nie spotkała swojego dziadka, a brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, bagatelizując to powiązanie, stwierdziło, że jej przodkowie „mieli cechy konfliktu i podziałów, podobnie jak wielu ludzi pochodzenia wschodnioeuropejskiego”.
To coś więcej niż osobista rodzinna tajemnica; to głęboka ironia instytucjonalna. Nowo mianowana liderka jednej z najpotężniejszych agencji wywiadowczych Zachodu jest potomkinią człowieka, który służył ideologii, którą alianci przysięgali zniszczyć. Jej kariera stanowi szczyt zachodniej potęgi państwowej, jednak historia jej rodziny jest zakorzeniona w faszystowskich siłach, które władza zmobilizowała, by je pokonać. Ta sprzeczność nie jest anomalią, lecz schematem – takim, który rozpoczął się jeszcze przed opadnięciem popiołów II wojny światowej.
Przypadek rodziny Blaise Metreweli pokazuje, w jaki sposób dziedzictwo tych wyborów i cienie odtworzonych faszystów wplatają się w samą tkankę współczesnego państwa bezpieczeństwa.
Ten skandal z 2025 roku ma swoje korzenie w decyzjach podjętych bezpośrednio po wojnie, począwszy od takich postaci jak generał SS Karl Wolff. Oto historia o tym, jak i dlaczego podjęto te decyzje.
Kości zostały rzucone: pakt z diabłem
W zimny marcowy poranek 1945 roku, gdy Trzecia Rzesza chyliła się ku upadkowi, generał SS Karl Wolff, człowiek doskonale znający mechanizmy ludobójstwa, przemknął przez granicę szwajcarską. Jego celem była cicha willa nad jeziorem Lugano. Jako były komendant procesu deportacyjnego obozu zagłady w Treblince, Wolff odpowiadał za śmierć setek tysięcy osób. Był dokładnie takim architektem terroru, jakiego świat spodziewał się ujrzeć na ławie oskarżonych w Norymberdze, skazanego na powieszenie za zbrodnie przeciwko ludzkości.
Zamiast tego, targował się z Allenem Dullesem, czołowym amerykańskim szpiegiem w Europie. Umowa, którą zawarli, była skrajnie pragmatyczna: W zamian za zorganizowanie kapitulacji wszystkich sił niemieckich w północnych Włoszech, przeszłość Wolffa miała zostać po cichu zapomniana. Miał wyjść na wolność. Dulles, który wkrótce miał zostać pierwszym cywilnym dyrektorem Centralnej Agencji Wywiadowczej, stworzył przerażający precedens. Dla rosnącego w siłę amerykańskiego imperium egzystencjalnym wrogiem nie był już faszyzm – był nim socjalizm. A faszyści, wcale nie pogrzebani pod gruzami Berlina, mieli zostać wchłonięci przez nowy, globalny projekt Waszyngtonu.
Nie był to odosobniony akt realpolitik, lecz fundamentalny wzorzec. Stany Zjednoczone nie zniszczyły faszyzmu z popiołów II wojny światowej; one go selektywnie ocaliły. Te same siły, które świat zjednoczył, by militarnie go pokonać, zostały systematycznie włączone do rodzącej się architektury Zachodu z czasów zimnej wojny. Oto historia tego wielkiego projektu recyklingu – projektu, który ukazuje faszyzm nie jako obcego intruza w zachodnim porządku, ale jako jego mrocznego bliźniaka, opcję awaryjną, której kapitalizm nigdy nie bał się wykorzystać.
Od europejskich nazistów po japońskich zbrodniarzy wojennych; od południowoamerykańskich szwadronów śmierci po salafickich dżihadystów – imiona aktorów i wrogów mogą się zmieniać, ale scenariusz pozostaje ten sam.
Mapa z podręcznika szkolnego Niemiec Wschodnich przedstawiająca byłych urzędników nazistowskich służących w Niemczech Zachodnich po wojnie.
Faszyzm: Kapitalizm zdemaskowany
Aby zrozumieć, w jaki sposób amerykańskie imperium jest w stanie wchłonąć najbardziej wsteczne, reakcyjne elementy z taką moralną swobodą, kluczowe jest zrozumienie natury faszyzmu i jego związku z kapitalizmem.
Historia głównego nurtu często traktuje faszyzm jako aberrację – psychotyczny przełom w rozwoju liberalnej demokracji, zrodzony z narodowego upokorzenia i demagogicznej gorączki. Ta pocieszająca narracja jest głębokim nieporozumieniem. Faszyzm nie jest obcą intruzją w kapitalizmie. To sam kapitalizm, pozbawiony demokratycznej fasady, mobilizowany otwartą przemocą, gdy system czuje, że jego władza jest zagrożona egzystencjalnie.
W swej istocie kapitalizm jest systemem dominacji klasowej. W normalnych czasach liberalna demokracja służy jako jego najskuteczniejsza polityczna powłoka. Wybory, parlamenty i konstytucje dają iluzję suwerenności ludu, podczas gdy podstawowa rzeczywistość władzy gospodarczej – monopole korporacyjne, elity bankowe, sojusze imperialistyczne – pozostaje nienaruszona. Ale gdy kryzysy się pogłębiają – gdy ruchy robotnicze rosną w siłę, gdy narody kolonialne domagają się wyzwolenia, gdy grozi załamanie gospodarcze – klasa rządząca sięga po ostrzejsze narzędzia. Faszyzm staje się opcją awaryjną kapitalizmu: sposobem na obronę własności i imperium poprzez terror, nacjonalizm i wojnę.
W międzywojennej Europie włoski i niemiecki faszyzm nie narodził się z próżni. Był finansowany przez przemysłowców i właścicieli ziemskich, przerażonych rewolucją socjalistyczną. Czarne Koszule Mussoliniego i Brunatne Koszule Hitlera były rekrutowane jako oddziały szturmowe przeciwko związkom zawodowym, komunistom i strajkującym robotnikom. Elita korporacyjna kalkulowała, że lepiej zaryzykować dyktaturę niż stracić własność prywatną i imperialne rynki. Faszyzm jest w istocie bojowym skrzydłem kapitalizmu, niszczącym demokrację w celu utrzymania władzy kapitalistów.
Imperializm nadał tej dynamice globalny wymiar. Wojna ekspansjonistyczna nie miała charakteru wyłącznie ideologicznego; miała charakter ekonomiczny. Dążenie Hitlera do Lebensraum na Wschodzie polegało na zdobywaniu zasobów naturalnych i zniewalaniu siły roboczej dla niemieckiego przemysłu. Imperium japońskie w Chinach i Azji Południowo-Wschodniej, uzasadniane gadaniną o przeznaczeniu rasowym, służyło monopolom przemysłowym spragnionym ropy naftowej, kauczuku i metali. Niespotykana brutalność faszyzmu była niepohamowanym głodem kapitalizmu, ukrytym pod płaszczykiem języka narodu i rasy.
Po II wojnie światowej mocarstwa zachodnie twierdziły, że raz na zawsze pogrzebały tego potwora. Trybunały norymberskie i tokijskie przedstawiano jako moralny rozrachunek. Jednak w trakcie procesów toczył się równoległy proces. Siły faszystowskie były po cichu ekshumowane i ponownie włączane w porządek zimnej wojny. Naziści zostali wchłonięci przez amerykański wywiad; japońscy zbrodniarze wojenni zostali oszczędzeni, aby zbudować amerykański system sojuszy azjatyckich; reakcyjne milicje i sieci emigracyjne zostały ponownie wykorzystane jako broń przeciwko socjalizmowi w Europie i poza nią. Kiedy liberalna demokracja nie wystarczyła do zabezpieczenia imperium, faszyści ponownie zostali wezwani jako oddziały szturmowe.
Organizacja Gehlena: odrodzony szpieg Hitlera
Zaledwie kilka miesięcy po zakończeniu wojny, w amerykańskim obozie jenieckim w Bawarii, generał Reinhard Gehlen – szef wywiadu Hitlera na froncie wschodnim – wygłosił przemyślaną propozycję do amerykańskich porywaczy. Skrupulatnie zachował swoje akta dotyczące Sowietów. Miał siatki agentów wciąż aktywne w całej Europie Wschodniej. Potrzebował jedynie wsparcia USA, aby je reaktywować. Nowo powstała CIA, dostrzegając bezprecedensowy przypływ informacji wywiadowczych, przystała na jego prośbę.
W ten sposób narodziła się Organizacja Gehlena, stając się trzonem amerykańskiego szpiegostwa w Europie. Zatrudniona przez tysiące weteranów Wehrmachtu i SS, dostarczała Waszyngtonowi dane z czasów zimnej wojny, jednocześnie po cichu chroniąc swoich przed oskarżeniami. Nie był to jedynie sojusz z wyrachowania; było to całkowite przejęcie nazistowskiego aparatu wywiadowczego. W 1956 roku siatka Gehlena została formalnie zinstytucjonalizowana jako oficjalna służba wywiadowcza Niemiec Zachodnich, Bundesnachrichtendienst (BND). W zdumiewającej rzeczywistości system szpiegowski NATO był dosłownie nazistowskim przedsięwzięciem pod nowym kierownictwem.
Ta tajna współpraca zapewniła przykrywkę jeszcze mroczniejszym przedsięwzięciom. Pod parasolem projektu MKUltra, CIA przeprowadzała tajne eksperymenty z kontrolą umysłu i przesłuchaniami na terytorium Niemiec Zachodnich. Wysokie dawki LSD, elektrowstrząsy, deprywacja sensoryczna i tortury psychologiczne były podawane nieświadomym osobom w bezpiecznych domach i placówkach medycznych. W jednym z makabrycznych epizodów agencja sfinansowała eksperymenty na 311 duńskich sierotach w latach 60. XX wieku, poddając je działaniu LSD i elektrowstrząsów w celu zbadania schizofrenii. Aby wspomóc te działania, CIA aktywnie rekrutowała byłych nazistowskich naukowców, wykorzystując ich wiedzę specjalistyczną w zakresie eksperymentów na ludziach, zdobytą podczas wojennych okrucieństw. Etyczna otchłań obozów nie została zamknięta; została przekształcona, a większość dokumentacji została celowo zniszczona w latach 70. XX wieku, aby ukryć jej istnienie.
Operacja Spinacz: Naukowcy o Zagładzie
Równolegle do zamachu stanu w służbie wywiadowczej nastąpił zamach naukowy. Operacja „Paperclip” była tajnym programem, którego celem było sprowadzenie ponad 1600 niemieckich naukowców, inżynierów i techników – w tym wielu byłych członków NSDAP i oskarżonych zbrodniarzy wojennych – do pracy w Stanach Zjednoczonych. Uzasadniona koniecznością pozbawienia Sowietów tej wiedzy, stanowiła świadomy kompromis moralny na oszałamiającą skalę.
Rekruci nie byli postaciami drugoplanowymi. Wśród nich był Wernher von Braun, pionier rakietoznawca, który później stał się ukochaną amerykańską ikoną jako szef programu Apollo NASA. Jego rakiety V-2, zbudowane niewolniczą pracą więźniów obozów koncentracyjnych z Mittelbau-Dory, spadły na Londyn i Antwerpię. Sprowadzono również jego kierownika programu, Arthura Rudolpha, pomimo jego bezpośredniego udziału w brutalnym wykorzystywaniu tych niewolników. Podobnie Hubertus Strughold, tak zwany „ojciec medycyny kosmicznej”, brał udział w makabrycznych eksperymentach na więźniach obozów koncentracyjnych. Ich przeszłość została wybielona, a ich wiedza fachowa ceniona bardziej niż życie, które zniszczyli.
Logika była zimna i jasna: technologiczny imperatyw zimnej wojny górował nad moralnym imperatywem sprawiedliwości. Rakiety, które terroryzowały miasta aliantów, miały teraz wynieść Amerykę na Księżyc, a ich źródło w niewyobrażalnym ludzkim cierpieniu zostało wygodnie zapomniane.
Wernher von Braun przy swoim biurku w Marshall Space Flight Center.
Od nazisty do NATO
Recykling kontynuowano również na poziomie operacyjnym wojska. Byli oficerowie Wehrmachtu i SS byli systematycznie włączani do struktur wojskowych NATO i zachodnich służb wywiadowczych. Zachodni planiści argumentowali, że doświadczony niemiecki personel wojskowy jest niezbędny do zbudowania skutecznej siły przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Do 1955 roku około 300 byłych oficerów Wehrmachtu zostało włączonych na wysokie stanowiska w armii zachodnioniemieckiej (Bundeswehrze).
Do godnych uwagi przykładów należeli Adolf Heusinger (były generał porucznik Wehrmachtu, który został przewodniczącym NATO) i Hans Speidel (były szef sztabu Rommla, który został dowódcą NATO). Obaj byli zamieszani w nielegalne działania wojenne, ale zostali zrehabilitowani ze względu na swoje strategiczne doświadczenie i antykomunistyczne poglądy.
Operacja Gladio: tajne sieci NATO i strategia napięć
Operacja Gladio stanowiła jedną z najbardziej rozbudowanych powojennych kontynuacji działań personelu i metodologii z czasów faszyzmu, włączając byłych sympatyków i agentów faszystów do struktur wspieranych przez NATO. Chociaż „Gladio” odnosiło się konkretnie do włoskiej filii NATO, termin ten jest powszechnie stosowany do podobnych operacji w całej Europie Zachodniej.
Utworzona w 1956 r. jako tajna sieć mająca na celu zorganizowanie oporu w przypadku podboju Europy przez Układ Warszawski, organizacja ta stworzyła struktury paramilitarne, które zajmowały się operacjami psychologicznymi i atakami terrorystycznymi pod fałszywą flagą.
Dowody łączą te sieci z kilkoma incydentami terrorystycznymi, do których doszło we Włoszech w latach 70. i 80. XX wieku w okresie „Ołowia”, w tym z zamachem bombowym na Piazza Fontana (1969) i masakrą w Bolonii (1980). Celem tych okrucieństw było zdyskredytowanie lewicowych ruchów politycznych i utrzymanie antykomunistycznej dominacji politycznej w Europie Zachodniej. Sieci zostały ostatecznie rozwiązane w 1990 roku, po tym jak ich istnienie zostało ujawnione publicznie.
Duchy Bandery: Od operacji aerodynamicznej do Brygady Azow
Wraz z końcem II wojny światowej i nadejściem zimnej wojny, wczorajsi faszyści szybko stali się jutrzejszymi bojownikami o wolność. Nigdzie nie jest to bardziej widoczne niż w historii operacji Aerodynamic, tajnego programu CIA uruchomionego pod koniec lat 40. XX wieku w celu rehabilitacji i uzbrojenia ukraińskich ultranacjonalistów – epizodu, który ma reperkusje sięgające czasów współczesnych.
Program był skierowany przeciwko pozostałościom Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN-B) Stepana Bandery i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Jednostki te aktywnie współpracowały z nazistowskimi Niemcami, brały udział w pogromach Żydów i Polaków oraz przeprowadzały kampanie masowych czystek etnicznych. Jednak dla Waszyngtonu ich fanatyczne antyradzieckie poglądy przeważały nad faszystowskimi zbrodniami.
Aerodynamic przekazywał pieniądze, propagandę i broń do sieci Bandery, rekrutując byłych członków Waffen-SS Galicja i przemycając ich przez Żelazną Kurtynę, by stworzyć antysowiecki opór. Choć w dużej mierze nieskuteczny z powodu sowieckiego kontrwywiadu, program ten miał głęboki, długofalowy wpływ. Kierując środki do ukraińskich grup emigracyjnych na Zachodzie, pomógł utrzymać skrajnie prawicową ideologię, która w przeciwnym razie by zanikła. Przez dekady publikacje emigracyjne, finansowane i wspierane przez zachodni wywiad, gloryfikowały spuściznę Bandery jako nacjonalistycznego bohatera, a nie faszystowskiego kolaboranta.
Ta pielęgnowana mitologia powróciła na Ukrainę ze zdwojoną siłą po upadku Związku Radzieckiego. Wraz z rozpadem kraju w latach 90. XX wieku, te ultranacjonalistyczne ruchy, podtrzymywane pod patronatem Zachodu, znalazły żyzny grunt. Do zamachu stanu na Majdanie w 2014 roku skrystalizowały się w formacje paramilitarne, takie jak Batalion Azow. Ikonografia Azowa – symbole Wolfsangel, insygnia w stylu SS i otwarta cześć dla Bandery – nie jest przypadkiem historycznym. To żywa kontynuacja ideologii faszystowskiej.
Dziś Azow jest formalnie włączony do ukraińskiej armii i otrzymuje szkolenia NATO oraz zachodnią broń. Genealogia jest jasna: od emigrantów sponsorowanych przez CIA po faszystowskie pułki frontowe, ciągłość jest nieprzerwana.
Odtajnione akta CIA dotyczące operacji AERODYNAMIC
Rozczłonkowanie Jugosławii: cyniczne arcydzieło
Sieci takie jak te użyte przeciwko Związkowi Radzieckiemu posłużyły do demontażu innego wieloetnicznego państwa socjalistycznego: Jugosławii. Tolerowana przez Zachód jako cierń w boku Moskwy, Jugosławia straciła swoją użyteczność po upadku Związku Radzieckiego. Dla nowo zjednoczonych Niemiec i ich sojuszników z NATO republiki bałkańskie stanowiły doskonałą okazję do wyprzedaży aktywów, rynków zbytu i zasobów taniej, wykwalifikowanej siły roboczej.
Atak był wielotorowy. W latach 80. Międzynarodowy Fundusz Walutowy udzielił Belgradowi pożyczek, by później dokręcić śrubę, narzucając brutalny reżim oszczędności, prywatyzacji i demontażu samorządu pracowniczego. Rezultatem była rozpacz gospodarcza, hiperinflacja i celowe zerwanie umowy społecznej, która spajała republiki.
Do tej wybuchowej mieszanki zachodnie agencje wywiadowcze dolały oliwy do ognia. BND – ta sama organizacja Gehlena, która zrodziła się z SS – wykorzystała swoje sieci byłych kolaborantów nazistowskich z czasów zimnej wojny, w tym znaną z brutalności chorwacką partię ustaszy i serbskich czetników. Te faszystowskie siły, cenione za żarliwy antykomunizm i zamiłowanie do przemocy, były wykorzystywane do dostarczania broni, szkoleń i zasobów ultranacjonalistycznym frakcjom, pogłębiając podziały etniczne i zapewniając krwawy i decydujący konflikt. Zachodnie media albo wybielały tych aktorów, albo przymykały na to oko, prezentując uproszczoną narrację o dawnej nienawiści etnicznej, aby ukryć celową kampanię ekonomicznego i tajnego sabotażu politycznego.
Teatr Pacyfiku: Od potworów do sojuszników
Ten model resocjalizacji miał zasięg globalny. W Japonii w 1945 roku niewielu mężczyzn wydawało się bardziej nieodkupionych niż Nobusuke Kishi – dziadek Shinzo Abe. Jako kluczowy planista japońskiego imperium wojennego, nadzorował programy pracy przymusowej i wyzysku ekonomicznego w marionetkowym państwie Mandżukuo, zyskując przydomek „potwór ery Showa”. Aresztowany jako podejrzany o popełnienie zbrodni wojennych klasy A, miał stanąć przed szubienicą.
Nobusuke Kishi z prezydentem Richardem Nixonem w Gabinecie Owalnym.
Zamiast tego, wraz z zaostrzeniem się zimnej wojny po zwycięstwie Mao w Chinach, amerykańskie priorytety uległy zmianie. Japonia stała się teraz potrzebna jako przemysłowy bastion przeciwko komunizmowi. Kishi, zwolniony z więzienia w 1948 roku bez procesu, ponownie stał się centralną postacią japońskiej polityki konserwatywnej. Dzięki wsparciu CIA, które trafiło do nowo utworzonej Partii Liberalno-Demokratycznej, jego wojenne umiejętności technokratyczne stały się teraz sławne. W 1957 roku ten dawny „potwór” był już premierem, negocjującym traktat bezpieczeństwa między USA a Japonią i tłumiącym krajowe protesty lewicowe. Dla Waszyngtonu był doskonałym dowodem na to, że wczorajszy wróg może stać się dziś niezastąpionym sojusznikiem.
Ta moralna abdykacja osiągnęła apogeum w Jednostce 731. Ta japońska jednostka broni biologicznej w Mandżurii przeprowadziła śmiercionośne eksperymenty na setkach tysięcy chińskich i koreańskich jeńców, testując dżumę, wąglik i odmrożenia. Po wojnie generał Douglas MacArthur potajemnie wynegocjował układ: pełny immunitet przed oskarżeniem dla całego personelu Jednostki 731 w zamian za obszerne dane badawcze. Celem było zdobycie przez Japonię wiedzy o zaawansowanej broni biologicznej, zanim zrobią to Sowieci. Twórcy niektórych z najstraszniejszych zbrodni wojennych nigdy nie zostali postawieni przed sądem, a ich dane uznano za strategiczny atut w nowym konflikcie.
Jednostka 731 w Mandżurii.
Od faszystów do dżihadystów: szablon wciąż żywy
Cyniczny recykling sił reakcyjnych, dopracowany w popiołach II wojny światowej, nie zakończył się wraz z upadkiem Związku Radzieckiego. Ten schemat tworzenia i wzmacniania potworów nadal definiuje imperializm XXI wieku. Szablon ten po prostu znalazł nowych wrogów i nowe zasoby. W latach 80. XX wieku administracje Cartera i Reagana, patrząc na sowiecką inwazję na Afganistan przez pryzmat zimnej wojny, rozpoczęły operację Cyclone, zakrojony na szeroką skalę program CIA mający na celu uzbrojenie i finansowanie bojowników islamistycznych.
Mudżahedini byli gloryfikowani w zachodnich mediach jako „bojownicy o wolność”, a ich średniowieczna ideologia i brutalna taktyka były ignorowane w służbie szerszego celu geopolitycznego. Podobnie jak w przypadku nacjonalistów Bandery, ich żarliwy antykomunizm prał ich ekstremizm. Z tego właśnie, finansowanego przez CIA tygla, zahartowanego i globalnie powiązanego, wyłoniła się Al-Kaida Osamy bin Ladena.
Na Bałkanach przekonujące dowody wskazują, że zachodnie agencje wywiadowcze, dążąc do demontażu Jugosławii, wykorzystały nie tylko odrodzone siatki faszystowskie, ale także zaangażowały elementy dżihadystyczne – weteranów wojny w Afganistanie, którą sponsorowały Stany Zjednoczone – do walki z siłami serbskimi. To cyniczne połączenie starych i nowych sił reakcyjnych uwypukla brutalny pragmatyzm: każda broń, każdy sojusznik się nada.
Szablon ten rozpowszechnił się na całym świecie. W Ameryce Łacińskiej amerykańska doktryna wspierania antykomunistycznego terroru przejawiła się w szkoleniu i wspieraniu szwadronów śmierci w celu tłumienia ruchów lewicowych. Najbardziej niesławnym instruktorem był Klaus Barbie, „Rzeźnik z Lyonu”. Po tym, jak został chroniony i zatrudniony przez amerykański wywiad w Europie, poszukiwany szef Gestapo został ostatecznie deportowany do Ameryki Południowej. Tam udostępnił swoją wiedzę specjalistyczną w zakresie tortur i zwalczania rebelii brutalnym reżimom w Boliwii i innych krajach, a nawet rzekomo pomógł CIA w schwytaniu i pojmaniu Che Guevary w 1967 roku. Koło się zamknęło: nazista, uratowany przez Amerykę, został wykorzystany do zniszczenia ikony socjalistycznego ruchu.
Dekady później scenariusz pozostał niezmieniony. Inwazja na Irak w 2003 roku celowo doprowadziła do demontażu państwa świeckiego, tworząc próżnię władzy, która wzmocniła milicje wyznaniowe i ostatecznie doprowadziła do powstania Państwa Islamskiego. W Syrii i Libii interwencje USA i ich sojuszników ponownie skierowały broń do mozaiki ugrupowań rebelianckich, bezpośrednio wzmacniając elementy salaficko-dżihadystyczne w imię obalenia niepożądanych rządów.
Rezultat jest ten sam: regionalne zniszczenia, niewyobrażalne ludzkie cierpienie i wzmocnienie sił ekstremistycznych, które zagrażają globalnej stabilności. Nazwy i ideologie aktywów się zmieniają, ale imperialna logika pozostaje niezmienna: w obliczu wyzwania dla swojej dominacji kapitalizm zawsze będzie szukał najbardziej bezwzględnych oddziałów szturmowych, jakie są dostępne, bez względu na długofalowe koszty.
Wniosek: Aby naprawdę pokonać faszyzm, musimy pokonać kapitalizm
Historie o wolności Karla Wolffa, organizacji Reinharda Gehlena, karierze Wernhera von Brauna i wskrzeszonym dziedzictwie Stepana Bandery to nie tylko opowieści o moralnym kompromisie. Stanowią one plan imperium. Stany Zjednoczone nie zniszczyły faszyzmu w 1945 roku; uratowały go, integrując jego personel, metodologię i ideologiczny zapał z własną architekturą bezpieczeństwa. „Szlaki szczurów”, które pomogły nazistom uciec do Ameryki Południowej, armie pozostające w tyle w ramach operacji Gladio, które wykorzystywały faszystów do terroryzowania ruchów lewicowych w Europie, wsparcie dla Franco w Hiszpanii – wszystko to było częścią tej samej spójnej strategii.
Ta historia obala pocieszający mit, że faszyzm stoi w diametralnej opozycji do zachodniej demokracji. Prawda jest brutalniejsza i bardziej przerażająca: liberalna demokracja i faszyzm to dwie strony tej samej kapitalistycznej monety. Jedna twarz nosi maskę praw, wolności i norm proceduralnych; druga obnaża zęby w otwartej represji i przemocy na tle rasowym. Kiedy robotnicy i uciskani ludzie powstają, gdy wyzwania dla kapitału i imperium stają się zbyt potężne, system bez wahania zmienia maski.
Lekcja jest dobitna. Faszyzmu nie da się trwale pokonać, broniąc wyłącznie liberalnej demokracji, ponieważ to właśnie z kryzysów tego systemu czerpie on swoją siłę. Wyrasta z wewnętrznych sprzeczności kapitalizmu i nieustającej przemocy imperializmu. Aby przerwać jego nieustanny cykl recyklingu – aby w końcu pochować trupa, który Stany Zjednoczone i ich sojusznicy noszą w sobie od osiemdziesięciu lat – musimy stawić czoła systemowi, który go przywraca do życia, i go zdemontować: globalnemu panowaniu samego kapitału.
Trump odnosi jedynie sukcesy. Za brak sukcesu odpowiadają inni. Zwolnienie pani prokurator generalny Pam Bondi zapoczątkowało czystkę w strukturach administracji Białego Domu i Pentagonu. Według doniesień szef Pentagonu Pete Hegseth zażądał natychmiastowej dymisji szefa sztabu armii, generała Randy’ego George’a, a dwóch innych wysokich rangą oficerów zostało zwolnionych bez podania oficjalnego powodu.
Od razu skojarzyła mi się sytuacja wśród niemieckich generałów pod koniec drugiej wojny światowej. Nie zamierzam porównywać Trumpa z Hitlerem. Inne czasy inna polityka. Porównuje sytuację poprzedzającą upadek potęgi militarnej z ambicjami hegemonii nad światem.
Skala zwolnień (1942-1945): W kontekście całego ostatniego okresu wojny, doniesienia prasowe i historyczne mówiły o zwolnieniu od kilkudziesięciu do ponad 100 generałów. Tylko w 1945 roku, w obliczu ostatecznej klęski, rotacja na stanowiskach dowódczych była ciągła.
Armia Estonii wysłała wsparcie dla koalicji Epsteina w celu udrożnienia Cieśniny Ormuz.
Zniszczone amerykańskie bazy wojskowe nie stanowią już zaplecza dla tysięcy żołnierzy, którzy muszą się ukrywać na prywatnych kwaterach i w hotelach w krajach, które mieli bronić. Kolejny myśliwiec przychwytująca F-15E został strącony nad zatoką Perską i do tej pory nie ma wieści o losach dwóch pilotów. Wysłane na pomoc dwa helikoptery typu Apache również zostały zestrzelone. Takie zdarzenia nie mają zapewne decydującego wpływu na sukcesy operacji specjalnej, świadczą jednak o braku zapowiedzianej dumnie dominacji powietrznej USA.
W odpowiedzi największa demokracja świata robi to, co zawsze robiła: atakuje cywilów wroga, którego sama wytypowała. Mosty, uniwersytety, szpitale i szkoły – takie są dla skompromitowanej armii cele w Iranie. Pomimo intensywnych obserwacji satelitarnych, resztek szpiegów Mosadu i CIA w Iranie, nie wiedzą, gdzie znajdują się fabryki dronów, rakiet, magazyny i wyrzutnie rakietowe. Podobnie jak w Wietnamie, gdzie zrzucali napalm na wioski wietnamskie, teraz stosuje ważące ponad 13 ton bomby GBU-57. IDF używa bomby z białym fosforem.
Generałowie, którzy nie chcą ginąć za Izrael, zostali zwolnieni w USA. Źródło.
Nie tylko sprzeciw ważnych generałów spędza sen z oczu Donalda Trumpa. Armia USA boryka się z problemami zdrowotnymi rekrutów. Nadmierna otyłość, chroniczne choroby i spowodowane przez „ratujące życie” pseudoszczepionki mRNA choroby serca. Także wśród żołnierzy przeprowadzono badania naukowe dotyczące spowodowanych przez tę inwazję medyczną chorób serca. To badanie zostało opisane w artykule na thefocalpoints.com opublikowane 31 marca. Połowa personelu wojskowego zaszczepionego przeciwko COVID-19 cierpiała na subkliniczne obciążenie serca.
Prof. Jeffrey Sachs potwierdza, że psychiatrzy sądowi klinicznie uznali Donalda Trumpa za psychopatę w czystej postaci:
"To impulsywny, paranoiczny megaloman, całkowicie niezdolny do racjonalnego myślenia, wciągający Amerykę w katastrofalną wojnę." pic.twitter.com/85sHrHsLjL
Marynarka wojenna irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) stanowczo odrzuciła żądanie Donalda Trumpa dotyczące otwarcia cieśniny Ormuz. Wcześniej prezydent USA w pełnej przekleństw wypowiedzi zagroził eskalacją ataków w razie utrzymania blokady cieśniny.
Na koncie przypisywanym marynarce wojennej IRGC w serwisie X w niedzielę późnym wieczorem pojawił się wpis, w którym zadeklarowano, że „cieśnina Ormuz nigdy nie powróci do dawnego stanu, zwłaszcza dla Ameryki i Izraela” – przekazał portal brytyjskiej stacji Sky News.
Marynarka IRGC zapowiedziała, że jest w trakcie finalizowania przygotowań operacyjnych do planu zaprowadzenia „nowego porządku w Zatoce Perskiej”.
W niedzielę Trump zapowiedział na platformie Truth Social, że Iran ma jeszcze 48 godzin na zawarcie porozumienia albo otwarcie cieśniny Ormuz, a jeśli nie zrobi tego w wyznaczonym czasie, straci elektrownie i mosty.
„Wtorek będzie Dniem Elektrowni i Dniem Mostów w jednym. Czegoś takiego jeszcze nie było. Otwórzcie tę pier… cieśninę, wy szaleni dranie, albo będziecie żyli w piekle” – głosi niedzielny wpis Trumpa na Truth Social.
Termin upływa w nocy z wtorku na środę (o godz. 2 czasu polskiego). A w sobotę Trump mówił, że daje Iranowi czas do poniedziałku wieczorem.
Dowództwo irańskich sił zbrojnych ostrzegło, że dalsza eskalacja wojny przez USA i Izrael zamieni cały region w piekło. Rzecznik centralnego dowództwa armii oświadczył, że „iluzja pokonania Islamskiej Republiki Iranu zamieniła się w bagno, w którym się pogrążycie”.
Po rozpoczęciu przez USA i Izrael wojny z Iranem 28 lutego władze w Teheranie zablokowały Ormuz – ważny dla arabskich krajów Zatoki Perskiej morski szlak eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego.
W ubiegłym tygodniu media, w tym dziennik „New York Times”, informowały, że irański parlament pracuje nad ustawą mającą narzucić opłaty statkom przepływających przez Ormuz. Ustawa miałaby potwierdzać „niezależność, kontrolę i nadzór” Iranu nad kluczową dla światowego handlu cieśniną. Należność miałaby być uiszczana z pominięciem tradycyjnego systemu finansowego – w chińskich juanach lub kryptowalutach. Armatorzy planujący przeprawienie się przez cieśninę mieliby kontaktować się z firmą brokerską powiązaną z IRGC.
Cieśnina, stanowiąca najwęższy punkt Zatoki Perskiej, leży na wodach terytorialnych Iranu i Omanu, ale zgodnie z prawem międzynarodowym jest traktowana jako międzynarodowy szlak wodny – przypomniał „New York Times”. Iran nigdy nie ratyfikował odnośnych dokumentów prawnych.
Spora część niemieckiej prasy i komentatorów już od 13 marca przewiduje polityczną, a przede wszystkim gospodarczą i finansową porażkę władz USA i ich sojuszników wskutek dalszej wojny z Iranem i po jej zakończeniu. Przewidują oni także zapaść niektórych branż przemysłu i transportu Niemiec i recesję całej niemieckiej gospodarki.
W opinii szeregu niemieckich ekonomistów od stycznia br. niemiecka gospodarka znów słabnie. Dane za styczeń okazały się bowiem znacząco gorsze, niż przewidywali. Niemiecki GUS podał między innymi, że w styczniu liczba nowych zamówień w przemyśle spadła aż o 11,1 proc. względem grudnia 2025 r. Tak dużego spadku tych zamówień nie było ani razu w ciągu ostatnich ponad dwóch lat. Stopniowo kurczy się też produkcja. W przemyśle i budownictwie wolumen produkcji był w styczniu br. o ponad 1,5 proc. mniejszy niż w grudniu. A sytuacja w lutym nie uległa jakiemuś wyraźnemu polepszeniu.
Natomiast od 28 lutego, tj. od rozpoczęcia zbrodniczej wojny terrorystycznych władz Izraela i władz USA z Iranem i Libanem, sytuacja gospodarcza Niemiec i krajów okolicznych pogarsza się z każdym dniem. Od 9 marca już nawet federalne Ministerstwo Gospodarki zaczęło mówić dość wyraźnie i wprost, pierwszy raz od kilku lat, o dalszym „odczuwalnym zmniejszaniu zamówień i produkcji”. Według ww. resortu „najbliższa przyszłość” może nie przynieść żadnej poprawy – właśnie ze względu na skutki wojny na Bliskim Wschodzie i związanych z nią bardzo wysokich cen ropy naftowej, gazu ziemnego, nawozów dla rolnictwa i innych podstawowych surowców i towarów. Ekonomiści ostrzegają, w tym między innymi renomowany monachijski Instytut Badań Ekonomicznych Ifo, że im dłużej potrwa wojna Izraela i USA z Iranem, tym poważniejsze będą jej negatywne skutki dla niemieckiej gospodarki. Nastąpi m.in. wzrost inflacji, dalszy wzrost kosztów i cen paliw i transportu, żywności i innych podstawowych dóbr (wg jungefreiheit.de).
Niektórzy jednak uważają, że nawet w razie przedłużania się tej wojny syjonistów z Izraela, przewidywane przez rząd RFN w grudniu i styczniu umiarkowane gospodarcze ożywienie w Niemczech w skali całego roku 2026, przynajmniej w większości branż, nie ulegnie całkowitemu zahamowaniu. Przede wszystkim z powodu zaplanowanych już w roku ubiegłym dodatkowych wielomiliardowych wydatków rządu RFN na niemiecką infrastrukturę, na „neutralność klimatyczną” i cele wojskowo-obronne. Wydatków z już zaciągniętych i przyszłych pożyczek – w sumie ogromnych.
„Epicka porażka” władz USA?
Tymczasem wojenno-zbrodnicza, bo bardzo niszcząca i krwawa „operacja” władz USA i Izraela przeciwko Iranowi – zatytułowana dość pretensjonalnie i śmiesznie jako „Epicka furia”, stała się już przedmiotem krytyki i niekiedy nawet satyry niektórych niemieckich mediów. Np. 13 marca dziennik ekonomiczny „Handelsblatt” nazwał przewidywany polityczny i ekonomiczno-gospodarczy rezultat tej niepotrzebnej wojny „epicką porażką” USA i ich sojuszników. Nie tyle w sensie bieżącym – tym w okresie od 28 lutego do 12 marca, ale w sensie przewidywanej przyszłej bolesnej porażki politycznej i ekonomicznej USA i ich wojennych sojuszników – w perspektywie kilkumiesięcznej i dłuższej. Między innymi na polu gospodarczym, ale także w przypadku już chyba nieuchronnej porażki partii Donalda Trumpa i innych z rządu USA w listopadowych wyborach do Kongresu.
Na pierwszej stronie dziennika „Handelsblatt” z 13 marca widniał tytuł: „Operacja »Epicka porażka«”. A niżej: „Z każdym dniem coraz wyraźniej widać, że prezydent USA zaczął wojnę z Iranem bez wyraźnego celu, a teraz nie może znaleźć wyjścia z niej. Ceny surowców rosną, sojusznicy USA skarżą się codziennie, a światowa gospodarka cierpi”.
Co gorsza, po 13 dniach wojny i chaosu „nic nie wskazuje na rychły pokój na Bliskim Wschodzie”. Wprawdzie „atakujący [z Izraela i USA] zabili część irańskiego kierownictwa oraz przywódcę Iranu Alego Chamenei, osłabili wojsko reżimu i zniszczyli infrastrukturę energetyczną, jednak irański rząd najwyraźniej wcale nie stoi na krawędzi upadku, a koszty wojny [dla USA i spółki] rosną do niebotycznych wysokości – zarówno koszty polityczne, jak też ekonomiczne”. A ponadto „choć Iran jest już słabszy militarnie”, to „pod względem strategicznym sytuacja wygląda inaczej: wystarczy jeszcze tylko kilka skutecznych uderzeń wojsk Iranu, aby wywołać cenowy szok na światowym rynku energii”. „Wystarczy też kilka ataków na zakłady odsalania wody, infrastrukturę turystyczną lub elektrownie krajów Zatoki Perskiej, a rozszerzenie wojny poza granice Iranu stanie się rzeczywistością”. Opiniotwórczy dziennik z Düsseldorfu konkludował, że w tej wojnie we władzach USA nadal widać „brak planu i brak końca wojny w zasięgu wzroku – po prawie dwóch tygodniach tej wojny taki jest bilans »Epickiej furii«”. Richtig!
Inną ciekawą i słuszną opinię nt. wojny syjonistów z Iranem wyraził w rozmowie z „Handelsblatt” sławny ekonomista i laureat Nagrody Nobla Joseph E. Stiglitz: „Prezydent Stanów Zjednoczonych rzucił granatem w gospodarkę amerykańską i w całą gospodarkę świata”.
Inne niemieckie media przypominają między innymi, że ta krwawa wojna o interesy władz Izraela i zamknięcie Cieśniny Ormuz przez (broniące swej suwerenności) władze Iranu już spowodowały nie tylko duże wzrosty cen ropy naftowej i gazu ziemnego, ale też nieuchronnie spowodują wzrosty cen nawozów rolnych – może nawet o jedną trzecią. Więc ceny żywności też w Europie mogą wyraźnie wzrosnąć, co doprowadzi do poważnego kryzysu. Jak podał serwis „Deutsche Welle”, według danych firmy Signal Group, zajmującej się analizą rynków zamorskich, na same kraje wokół Zatoki Perskiej przypada bowiem aż ponad 20 proc. światowego obrotu nawozami amonowymi, fosforowymi i siarkowymi.
A według danych Bloomberg Intelligence prawie połowa światowego handlu mocznikiem – najczęściej stosowanym nawozem azotowym – pochodzi z regionu Zatoki Perskiej. Sam Katar odpowiada za jedną dziesiątą światowej podaży tego nawozu. Kiedy w drugim tygodniu wojny firma Qatar Energy wstrzymała produkcję wskutek irańskich ataków na Ras Laffan, największy w świecie ośrodek produkcji gazu ziemnego skroplonego i nawozów, to od razu setki tysięcy ton kluczowych składników nawozów zostało wyłączonych z obrotu handlowego. Super!
Podobno od początku tej żydowskiej wojny z Iranem tylko do 12 marca ceny nawozów wzrosły w różnych krajach świata aż o 10–30 proc. Np. Indie należą do krajów najbardziej narażonych, ponieważ aż dwie trzecie importu nawozów azotowych, w tym znaczna część mocznika, pochodzi właśnie z krajów regionu Zatoki Perskiej. A możliwe niedobory nawozów zagrożą zbliżającemu się sezonowi sadzenia w porze monsunowej, co może wywołać gwałtowny wzrost kosztów produkcji ryżu, pszenicy i innych podstawowych produktów dla około 1,5 miliarda ludzi. Z kolei np. Brazylia, jeden z największych eksporterów produktów rolnych na świecie, pokrywa aż około 40 proc. swojego zapotrzebowania na mocznik i nawozy azotowe też z krajów regionu Zatoki Perskiej. Więc jakiekolwiek długotrwałe zakłócenia w dostawach tych nawozów zagrażają plonom soi i kukurydzy, w czasie gdy światowe zapasy są już mocno ograniczone.
Kto zapłaci za te i inne prawdopodobne wielomiliardowe szkody i straty Brazylii, Indii i wielu innych krajów świata? Też tych z Europy? Czy może zapłacą za to, choć częściowo, zbrodnicze władze terrorystyczno -syjonistycznego państwa – okupującego od ponad 77 lat historyczne tereny Palestyny i chrześcijańskiej Ziemi Świętej?
Ciężkie porażki FDP i SPD
Po wyborach w Badenii-Wirtembergii doszło do wyrazistego ukazania kolejnego absurdu obecnej niemieckiej demokracji: Rządzący Niemcami od roku 1949 chadecy z CDU mogliby łatwo utworzyć wspólny rząd krajowy wraz z prawicową Alternatywą dla Niemiec (AfD), bo razem mieliby w landtagu w Stuttgarcie wyraźną większość poselskich mandatów – CDU 56, a AfD 35. Ale „demokratyczni” postchadecy z CDU tego nie chcą, bo wolą nadal izolować AfD od współrządzenia i wpływania na jakiekolwiek władze i wolą kontynuować w tym landzie swoje wspólne, już blisko 10-letnie, rządy z radykalną lewicą z partii Zielonych.
Bo 8 marca w wyborach do parlamentu Badenii-Wirtembergii dość niespodziewanie ponownie zwyciężyli euro-komunistyczni Zieloni – współrządzący w tym landzie od 2011 r. Otrzymali aż 30,2 proc. wyborczych głosów (choć o 2,4 proc. mniej niż 5 lat wcześniej) i też 56 poselskich mandatów. CDU, współrządząca tam z Zielonymi od roku 2016, uzyskała 29,7 proc. wyborczych głosów (o 5,6 proc. więcej niż w 2021 r.), a narodowo-konserwatywna Alternatywa dla Niemiec 18,8 proc. (aż o 9,1 proc. więcej niż 5 lat temu). Wyborczą klęskę ponieśli socjaliści z SPD, uzyskując zaledwie 5,5 proc. głosów i 10 mandatów, a także liberałowie z FDP, którzy po raz pierwszy w historii do parlamentu tego dużego i bogatego landu nie weszli. W tym swoim historycznym mateczniku zdobyli bowiem teraz tylko 4,4 proc. poparcia – aż o 6,1 proc. mniej niż w 2021 r. Schlimm!
Zwycięstwo Zielonych to przede wszystkim sukces głównego kandydata tej partii do objęcia stanowiska szefa rządu w Stuttgarcie – doświadczonego 60-letniego Cema Özdemira, który w kampanii wyborczej dystansował się od szalonych władz centralnych swej partii i prezentował postulaty znacznie bardziej rozsądne. Özdemir opowiadał się między innymi za utrzymaniem możliwości produkcji samochodów z silnikiem spalinowym, za większym wsparciem rządu landu dla branży motoryzacyjnej i tej od produkcji maszyn, a nawet za pewnym zaostrzeniem warunków imigracji i polityki imigracyjnej. Özdemir zapowiadał też już od jesieni kontynuację polityki swego partyjnego towarzysza – dotychczasowego popularnego premiera Badenii-Wirtembergii, 78-letniego Winfrieda Kretschmanna. Dzięki tej zręcznej propagandzie Zieloni odrobili w faktycznych wyborach aż 14–15 proc. strat poparcia, które jeszcze 5–6 miesięcy wcześniej dzieliły ich w sondażach od prowadzącej CDU (!).
Warto zauważyć, że na tych „zielonych” euro-komunistów głosowały, jak zawsze, głównie kobiety zatrudnione na etatach w tysiącach różnych urzędów, biur, szkół itd. A także liczni niepracujący młodzi. A więc głównie taki współczesny i rzekomo „dyskryminowany” czy „molestowany” partyjny nowy „proletariat” tych nowych komunistów – z faktycznego braku dawnego proletariatu fabrycznego. Tym więcej było takich niepracujących i jeszcze nieznających trudów życia młodych, którzy oddali swój wyborczy głos na Zielonych, że w tych wyborach w Badenii-Wirtembergii po raz pierwszy w historii mogli już głosować też 16-latkowie i 17-latkowie. Sehr schön und demokratisch!
Widać tu jak na dłoni, że powszechna i totalna demokracja – w sensie powszechnych głosowań – to konieczny warunek i początek każdego rodzaju socjalizmu i euro-komunizmu.
Tak więc Cem Özdemir ma teraz wielką szansę zostać pierwszym w historii RFN premierem o pochodzeniu imigracyjnym – premierem rządu dużego i przemysłowego landu. Urodził się bowiem w Niemczech w grudniu 1965 r., ale jako syn tureckich legalnych gastarbeiterów. Turek niemieckim premierem! W dodatku Turek „zielony” i trochę „czerwony”! Gott bewahre Deutschland!
W ciągu jednego dnia doszło do utraty dwóch amerykańskich maszyn wojskowych. Incydenty miały miejsce niemal równocześnie i dotyczyły różnych typów samolotów oraz odmiennych okoliczności operacyjnych. Pierwsze zdarzenie to katastrofa szturmowca A-10 Thunderbolt II nad rejonem Cieśnina Ormuz. W tym samym czasie nad terytorium Iranu zestrzelony został myśliwiec F-15E Strike Eagle.
Katastrofa A-10 nad Ormuz
Szturmowiec A-10 rozbił się podczas wykonywania lotu operacyjnego. Przyczyny zdarzenia nie zostały dotąd oficjalnie wyjaśnione. Według informacji podawanych przez The New York Times pilot zdołał się katapultować. Następnie został podjęty przez jednostki ratunkowe i przetransportowany w bezpieczne miejsce. Maszyna tego typu jest wykorzystywana głównie do wsparcia wojsk lądowych. Charakteryzuje się dużą odpornością na uszkodzenia oraz możliwością działania w trudnych warunkach bojowych.
Zestrzelenie F-15 nad Iranem
Równolegle doszło do bardziej bezpośredniego incydentu bojowego. Myśliwiec F-15E został zestrzelony nad terytorium Iranu. Na pokładzie znajdowało się dwóch członków załogi. Jeden z nich został odnaleziony i uratowany. Trwają poszukiwania drugiego lotnika. W operację zaangażowane są amerykańskie siły specjalne. Działania prowadzone są w trudnym i niebezpiecznym środowisku operacyjnym.
Iran oferuje nagrodę za pilota
Władze irańskie poinformowały o ogłoszeniu nagrody za informacje dotyczące zaginionego pilota. Według dostępnych danych może ona wynosić równowartość około 60 tys. dolarów. Tego typu działania mają zwiększyć szanse na odnalezienie lotnika, ale jednocześnie podnoszą napięcie w regionie.
Możliwe kolejne straty sprzętu
Pojawiają się również doniesienia o trafieniu śmigłowca Sikorsky UH-60 Black Hawk. Maszyna miała uczestniczyć w akcji poszukiwawczej. Na tym etapie brak oficjalnego potwierdzenia tych informacji.
W niezwykle kontrowersyjnym wywiadzie z sędzią Andrew Napolitano w kanale „Judging Freedom” z 2 kwietnia 2026 roku, emerytowany pułkownik Douglas Macgregor wydał surowe ostrzeżenie przed potencjalnym rozmieszczeniem wojsk amerykańskich w Iranie. Doświadczony ekspert wojskowy określił ten pomysł jako strategiczną katastrofę, ostro skrytykował obecną politykę USA i oskarżył administrację o drastyczne niedocenianie potencjału Iranu. Macgregor, który od dziesięcioleci uważany jest za jednego z najwnikliwszych krytyków amerykańskich awantur militarnych, przedstawił ponury obraz konsekwencji takiej eskalacji.
Pułkownik rozpoczął od fundamentalnej krytyki amerykańskiej polityki zagranicznej. Stwierdził, że niewypowiedziane wojny stały się niestety normą w Stanach Zjednoczonych. Rząd prowadził wojny prewencyjne – czyli wojny agresywne – bez protestów amerykańskiej opinii publicznej. Ludzie przyzwyczaili się do bezprawnego stosowania siły przez państwo.
Macgregor zacytował ideały amerykańskich Ojców Założycieli: „Co, jeśli czasami jedynym sposobem na kochanie swojego kraju jest zmiana lub obalenie rządu? Co, jeśli Jefferson miał rację? Co, jeśli najlepszy rząd to taki, który rządzi najmniej? Co, jeśli niebezpiecznie jest mieć rację, gdy rząd się myli? Co, jeśli lepiej umrzeć za wolność niż żyć w niewoli?”
Największe zagrożenie dla wolności istnieje właśnie teraz.
Straty i lokalizacja baz amerykańskich
W wywiadzie dla Napolitano, Macgregor najpierw potwierdził, że liczba ofiar wśród Amerykanów była znacznie większa, niż oficjalnie przyznano. Większość ofiar stanowił personel naziemny baz amerykańskich w Zatoce Perskiej, które zostały mocno zaatakowane, a w niektórych przypadkach zniszczone.
Wyraził zdziwienie, że w ogóle stacjonuje tam jeszcze jakikolwiek personel. Bazy zostały przejęte przez Stany Zjednoczone po wycofaniu się Brytyjczyków w latach 60. XX wieku – początkowo za prezydenta Cartera w reakcji na postrzegane zagrożenie sowieckie ze strony Afganistanu, które w dużej mierze było propagowane przez Izrael.
W rzeczywistości Emiraty i inne państwa Zatoki Perskiej domagały się obecności USA, ponieważ liczyły na ochronę ze strony Iranu. Teraz stało się jasne, że Stany Zjednoczone nie są w stanie zapewnić tej ochrony – to gorzka lekcja dla całego regionu.
Brak ewakuacji i błędna ocena Iranu
Pomimo ataków, bazy nie zostały ewakuowane. Żołnierze, a prawdopodobnie także lotnicy i marines, wycofali się do budynków cywilnych, takich jak piwnice budynków mieszkalnych. Nie jest to jednak rozwiązanie długoterminowe.
Macgregor jasno dał do zrozumienia: Stany Zjednoczone drastycznie niedoceniły potencjału militarnego Iranu. Gdyby sytuacja została oceniona realistycznie, wszystkie siły zostałyby wycofane już dawno temu.
Ruchy wojsk i rzeczywistość wojskowa
Odnosząc się do około 10 000 dodatkowych żołnierzy lądowych – piechoty i piechoty morskiej – wysłanych z USA w ciągu ostatnich dwóch tygodni, Macgregor stwierdził, że nie byli oni obecni w atakowanych bazach. Niektóre jednostki mogły przedostać się do regionu w celu rozpoznania potencjalnych miejsc rozmieszczenia, na przykład w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie lub Bahrajnie.
Najnowsza grupa marines została jednak wysłana na Diego Garcia. Flota amerykańska pozostaje w odległości setek kilometrów od wejścia do Zatoki Perskiej, aby uniknąć irańskich ataków.
Kwestia, jak w tych warunkach wprowadzić wojska do regionu, jest niezwykle trudna: samoloty są niezbędne, ale Iran dysponuje kompleksowym, stałym systemem nadzoru – zarówno w obrębie własnych granic, jak i w promieniu do 1000 kilometrów. Dzięki rosyjskiemu i chińskiemu wywiadowi satelitarnemu Teheran może nie tylko wszystko widzieć, ale także podsłuchiwać rozmowy na ziemi. W takich warunkach ataki z zaskoczenia są praktycznie niemożliwe.
Krytyka przedstawienia Iranu przez Trumpa
Macgregor odniósł się następnie do przemówienia prezydenta Trumpa z poprzedniego wieczoru. W żadnym wypadku nie przekonała go logika inwazji. Trump jedynie powtórzył argumenty Benjamina Netanjahu: Iran jako państwo terrorystyczne, jako sponsor terroryzmu, jako największe zagrożenie dla świata.
To jednostronna, izraelska perspektywa, forsowana przez media od lat. W rzeczywistości Iran od dawna nie jest państwem terrorystycznym.
Macgregor przypomniał, że generał Kasem Sulejmani pomagał USA w Iraku w latach 2006-2007, pośrednicząc w zawieraniu porozumień z milicjami szyickimi i nakłaniając je do zaprzestania walk. Później te same milicje odegrały kluczową rolę w pokonaniu ISIS i uratowaniu tysięcy osób niesunnickich, w tym chrześcijan i Druzów.
Twierdzenie, że Iran buduje ogromny arsenał pocisków balistycznych, aby zagrozić Stanom Zjednoczonym lub Europie, jest absurdalne. Iran znacząco rozszerzył arsenał tych pocisków i dronów właśnie dlatego, że nie posiada broni jądrowej i chce chronić się przed atakami Izraela. Poprzedni Najwyższy Przywódca wyraźnie zakazał budowy bomby.
Ocena nalotów
Poprzednie amerykańskie naloty, z użyciem ponad 11 000 precyzyjnych pocisków kierowanych i kosztujące miliardy dolarów, nie zakończyły się sukcesem. Iran nadal wystrzeliwuje precyzyjne pociski rakietowe i drony – zarówno w kierunku Izraela, jak i Emiratów Zatoki Perskiej.
Izraelska obrona powietrzna, w tym Żelazna Kopuła, została w dużej mierze wyczerpana. Zamiast obiecanej kapitulacji w ciągu 96 godzin, Izraelczycy musieli teraz wytrzymać trzy tygodnie intensywnych bombardowań.
Co gorsza: nowy Najwyższy Przywódca Iranu zniósł wszelkie zakazy dotyczące rozwoju broni jądrowej. To, czemu Trump chciał zapobiec, najprawdopodobniej się spełni. Polityka USA prowadzi zatem do proliferacji broni jądrowej na całym świecie. Każde mocarstwo średniej wielkości zdaje sobie sprawę, że bez własnej broni jądrowej atak ze strony USA i Izraela jest możliwy w każdej chwili.
Krytyka doktryny wojskowej i planów operacyjnych
Macgregor skrytykował również historyczne błędne oszacowanie siły powietrznej. Od czasów teorii Billy’ego Mitchella i Curtisa LeMaya uważano, że wroga można powalić na kolana wyłącznie za pomocą bombardowań, bez udziału wojsk lądowych.
To nigdy nie zadziałało – ani podczas II wojny światowej, ani w Serbii w 1999 roku, po 78 dniach walk powietrznych. Teraz schemat się powtarza: po niepowodzeniu nalotów rozlega się wezwanie wojsk lądowych. To katastrofa.
Plany Pentagonu, w tym operacja komandosów mająca na celu przejęcie wzbogaconego uranu, są iluzoryczne. Iran dysponuje milionem uzbrojonych żołnierzy, kompleksowym systemem nadzoru i licznymi systemami obrony powietrznej. Siły specjalne są w takim środowisku niezwykle wrażliwe – jak szukanie igły w stogu siana. Przynęty i podstępy już wielokrotnie zmyliły naloty.
Obawy związane z prawem międzynarodowym
Macgregor uznał za szczególnie alarmujące zapowiedź Trumpa, że masowo zbombarduje irańskie elektrownie, jeśli nie zostanie osiągnięte porozumienie. Ataki na infrastrukturę cywilną stanowią zbrodnię wojenną w świetle prawa międzynarodowego.
Stany Zjednoczone robiły to już wcześniej, ale to nie zmienia faktu, że jest to nielegalne. Irańczycy nigdy nie podporządkują się Izraelowi – a tym samym Stanom Zjednoczonym. Historia i mentalność tego kraju po prostu na to nie pozwalają.
Iran jest bombardowany nie dlatego, że stwarza egzystencjalne zagrożenie dla USA, ale w celu wzmocnienia dominacji Izraela.
Globalne konsekwencje gospodarcze
Na koniec, Macgregor ostrzegł przed globalnymi konsekwencjami. Światowa gospodarka już teraz odczuwa ogromne straty: Przemysł tworzyw sztucznych w Korei i Japonii stanął w miejscu, a 47 kluczowych produktów wymagających ropy naftowej jest dotkniętych skutkami.
Indie cierpią; na całym świecie występują niedobory żywności, paliwa, surowców i nawozów. Zbliża się głód.
Mimo to Trump nie wspomniał w swoim przemówieniu o względach humanitarnych, ani słowem nie wspomniał o konsekwencjach dla ludności cywilnej na całym świecie. Zamiast tego, działania podejmowane są w próżni.
Wniosek
Podsumowując, pułkownik Macgregor opisał cały plan jako logicznie niespójny, lekkomyślny i niekompetentny.
Rozmieszczenie wojsk lądowych – czy to w celu okupacji wysp, poszukiwania uranu, czy realizacji innych celów – jest niezwykle niebezpieczne. Flota jest zbyt daleko, samoloty-cysterny są tracone, a zaopatrzenie jest praktycznie niemożliwe.
Irańskie pociski balistyczne i drony mogłyby z łatwością trafiać w cele na małych wyspach (często o powierzchni zaledwie 14–15 kilometrów kwadratowych). Nawet najlepsi marines i siły specjalne nie byłyby w stanie zapewnić ochrony w tym nowym świecie ciągłego nadzoru i precyzyjnych kontrataków.
Macgregor zacytował byłego zastępcę sekretarza obrony Roberta Worka: Takie operacje desantowe lub powietrznodesantowe są możliwe jedynie wtedy, gdy całkowicie wyeliminowana zostanie zdolność wroga do rozpoznania i uderzenia – co w tym przypadku nie ma miejsca.
Ostateczne wezwanie
Wywiad zakończył się apelem Macgregora o rozsądek i realizm. Stany Zjednoczone powtarzały błędy minionych wojen.
Zamiast pokazać siłę, pokazali słabość i ryzykowali nie tylko życiem amerykańskich żołnierzy, ale także globalną katastrofą humanitarną i gospodarczą.
Pułkownik Douglas Macgregor jasno stwierdził: Oecność wojsk lądowych USA w Iranie nie będzie zwycięstwem – będzie katastrofą.
Człowiek, którego dziś widzicie, streścił całą historię Ameryki w kilku zdaniach. Ten człowiek nazywa się Bernie Sanders, jest członkiem amerykańskiego Senatu i dziś stanął naprzeciwko Trumpa podczas amerykańskiej demonstracji pod hasłem „Nie dla królów”, wygłaszając bardzo poważne oświadczenia.
Powiedział, że naród amerykański jest nieustannie oszukiwany: podczas wojny w Wietnamie mówiono nam, że wygraliśmy, a potem okazało się, że była to upokarzająca porażka.
Następnie w wojnie w Iraku wmawiano nam, że to oficjalna misja i obrona Ameryki, a później okazało się, że była to operacja grabieży i kradzieży złota.
Dziś, w kontekście Iranu, Trump codziennie mówi nam o zwycięstwach Ameryki, a my odkrywamy w mediach spadki naszych samolotów, pożary lotniskowców i amerykańskich okrętów — bez żadnego realnego zwycięstwa. Do tej pory jesteśmy przegrani.
Trzeba powiedzieć prawdę: jesteśmy państwem zbudowanym na niszczeniu świata, a Trump jest przywódcą mafii, który rabuje pieniądze dla własnych korzyści i nie obchodzi go śmierć ludzi.
Ameryka w czasach Trumpa stała się znienawidzona przez wszystkich i przez wszystkie kraje świata. Powinien był pójść drogą pokoju w świecie, którego nie znał, lecz oszukał nas, mówiąc w poprzednich wyborach, że jest prezydentem pokoju — a rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Wojna między USA a Izraelem przeciwko Iranowi zmienia porządek geopolityczny i może wywołać kryzys gospodarczy. Ekonomista Michael Hudson omawia szok na rynku ropy naftowej i wyzwanie, jakie Teheran stawia USA.
Wojna między USA i Izraelem a Iranem zmienia porządek geopolityczny i może nawet wywołać globalny kryzys gospodarczy. Konflikt spowodował największy w historii szok cenowy ropy naftowej, wstrząsnął światowymi rynkami i podniósł ceny paliw i żywności.
Aby lepiej zrozumieć globalne implikacje, Ben Norton, redaktor Geopolitical Economy Report, przeprowadził wywiad z ekonomistą Michaelem Hudsonem. Hudson omówił, w jaki sposób Iran podważa dominację dolara amerykańskiego i osłabia kontrolę Waszyngtonu nad światowym rynkiem ropy naftowej, będącym kluczowym filarem amerykańskiej polityki zagranicznej.
==========================================
BEN NORTON : Wojna, którą Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły przeciwko Iranowi, ma ogromny wpływ na światową gospodarkę.
Dotknięte są wszystkie kraje świata, ponieważ wojna pomiędzy USA i Izraelem spowodowała największy szok cenowy ropy naftowej w historii – większy niż szoki cenowe ropy naftowej z 1973 i 1979 roku.
Efekty są szczególnie widoczne w Azji, gdzie większość importowanej ropy naftowej pochodzi z Zatoki Perskiej.
Filipiny ogłosiły stan wyjątkowy i obecnie reglamentują energię, ponieważ z powodu wojny nie mają wystarczającej ilości ropy naftowej.
Ponadto 32 państwa członkowskie Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) jednomyślnie podjęły decyzję o uwolnieniu 400 milionów baryłek ropy naftowej ze swoich rezerw awaryjnych.
Jest to jednak tylko rozwiązanie wymuszone, bardzo doraźne. Nie jest to rozwiązanie długoterminowe.
W związku z tym globalna cena ropy spadła jedynie nieznacznie w reakcji na doniesienia o uwolnieniu rezerw. Od tego czasu stale rośnie, ponieważ dopóki trwa wojna między USA i Izraelem z Iranem, na rynku energii będą występować ogromne zakłócenia.
Biorąc pod uwagę, że ropa naftowa jest najważniejszym surowcem na Ziemi – wykorzystywanym w wielu innych produktach i służącym do transportu żywności i innych dóbr we wszystkich dziedzinach życia społecznego – światowi przywódcy ostrzegają obecnie, że może to wywołać globalną recesję .
Ta wojna podnosi ceny nie tylko benzyny, ale także żywności, ponieważ wiele nawozów i substancji chemicznych wykorzystywanych w nawozach pochodzi z regionu Zatoki Perskiej.
Prawdopodobnie doprowadzi to do wzrostu stóp procentowych, co z kolei przełoży się na wyższe oprocentowanie kredytów hipotecznych i innych pożyczek dla osób fizycznych. Najmocniej ucierpią osoby najuboższe.
Aby zrozumieć, jaki wpływ ta wojna będzie miała na światową gospodarkę, rozmawiamy dziś ze znanym ekonomistą Michaelem Hudsonem, autorem licznych książek, w tym „ Superimperialism : The Economic Strategy of American Empire” .
Dzieje się tak, ponieważ Iran bezpośrednio podważa globalną dominację dolara amerykańskiego, a w szczególności systemu petrodolara – fakt, że przez dekady większość ropy naftowej na rynku światowym była wyceniana i sprzedawana w dolarach. Iran teraz to kwestionuje.
W odpowiedzi na tę agresywną wojnę między USA i Izraelem, Teheran zamknął Cieśninę Ormuz, zdecydowanie najważniejsze wąskie gardło w transporcie ropy naftowej na świecie.
Przez tę wąską cieśninę przepływa codziennie około 20% ropy naftowej będącej przedmiotem handlu na świecie – lub co najmniej 20% ropy naftowej przepływało przez tę cieśninę zanim USA i Izrael rozpoczęły tę wojnę.
Iran żąda teraz, aby inne kraje, jeśli chcą przepłynąć przez Cieśninę Ormuz, zgodziły się sprzedawać ropę nie za dolary amerykańskie, lecz za chińską walutę – juany.
Biorąc pod uwagę ogromne geopolityczne i ekonomiczne konsekwencje tej wojny, uznałem, że Michael Hudson będzie idealnym gościem.
Bez zbędnych ceregieli przedstawimy teraz najciekawsze fragmenty wypowiedzi Michaela, a następnie przejdziemy bezpośrednio do wywiadu.
MICHAEL HUDSON : Iran uznał to za punkt zwrotny: od teraz będziemy na zawsze kontrolować Cieśninę Ormuz w Zatoce Perskiej i handel ropą naftową.
Oznacza to, że zamiast planów Stanów Zjednoczonych, które miały wykorzystywać ropę naftową jako narzędzie nacisku na inne kraje, aby wymusić na nich podporządkowanie się amerykańskiej polityce zagranicznej, Iran przejął kontrolę nad tym narzędziem i może nakładać sankcje na USA i ich sojuszników, sankcje na Izrael, sankcje na Europejczyków lub innych sojuszników Stanów Zjednoczonych.
To odwróciło bieg wszelkich prób USA wykorzystania ropy naftowej jako narzędzia kontroli. Pytanie brzmi, czy Iranowi uda się osiągnąć to, na czym opiera się cała polityka zagraniczna USA: kontrolę nad międzynarodowymi dochodami z eksportu ropy naftowej.
…
Amerykańska filozofia jest taka: Po pierwsze, bombardowanie cywilów narusza wszelkie zakazy prawa międzynarodowego. Cywile są bombardowani, aby ich zdemoralizować.
A jeśli skupimy się na tym, co Trump zrobił kilka tygodni temu, wspólnie z Izraelem, to bombardujecie szkoły , bombardujecie szpitale . Taka jest amerykańska polityka zagraniczna.
Najbardziej widoczne jest to w przypadku polityki Izraela w Strefie Gazy, a teraz także na Zachodnim Brzegu. Jest to ta sama polityka, którą Stany Zjednoczone prowadzą wobec Iranu.
Chodziło o to, aby zdemoralizować społeczeństwo i sprawić, by Irańczycy pozbyli się ajatollahów, mówiąc: „Nie chcemy już być bombardowani; chcemy uratować dzieci; wynegocjujmy umowę i wyznaczmy przywódcę akceptowalnego dla Stanów Zjednoczonych, aby zaprzestali bombardowania nas”.
To była bzdura od samego początku, ale stanowiła przewodnią zasadę amerykańskiej polityki zagranicznej: bombardowanie kraju prowadzi do zmiany reżimu, a ostatecznie do jego upadku.
…
Konflikt w Iranie zadecyduje o przyszłości światowej gospodarki. Czy przywróci Ameryce kontrolę nad handlem ropą naftową i zapewni USA upragnioną kluczową pozycję w światowej gospodarce? A może będziemy niezależni od Stanów Zjednoczonych?
O to właśnie chodzi w tej wojnie.
BEN NORTON : Michaelu, to zawsze dla nas przyjemność; dziękuję ci bardzo, że jesteś dziś z nami.
Mówił Pan już o niektórych kwestiach, które są obecnie przedmiotem dyskusji na świecie w związku z wojną w Iranie – zwłaszcza o dominacji dolara i systemie petrodolara. Pisze Pan o nich od dziesięcioleci, od lat 70. XX wieku.
W rzeczywistości rząd USA od dziesięcioleci planuje potencjalną wojnę z Iranem. To nic nowego.
Donald Trump jest teraz pierwszym prezydentem na tyle szalonym, by spróbować. Ale pamiętam, że za rządów George’a W. Busha, po inwazji USA na Irak, dużo mówiło się o możliwej inwazji na Iran.
Więc, Michaelu, proszę, wyjaśnij swoje spojrzenie na tę wojnę. Jaki jest jej szerszy kontekst i jak wpłynie ona na świat?
MICHAEL HUDSON : Wspomniałeś, że odnosi się to do ostatnich kilku lat lub dekad; tak naprawdę sięga pół wieku.
Już w połowie lat 70., gdy pracowałem dla Hudson Institute na kontraktach z Departamentem Skarbu, Białym Domem i Departamentem Obrony, brałem udział w spotkaniach, na których wielokrotnie omawiano, że Stany Zjednoczone będą musiały ostatecznie przejąć kontrolę nad całą ropą naftową na Bliskim Wschodzie, co oznaczało podbój Iranu.
Na przykład w połowie lat 70. Herman Khan oświadczył na konferencji wojskowej, że Beludżystan oferuje prawdopodobnie najlepszą okazję do podziału Iranu na terytoria zależne etnicznie. Położony między Pakistanem a Iranem, Beludżystan był prawdopodobnie idealnym miejscem do rozpoczęcia ruchu separatystycznego. Istniały plany wojskowe.
W połowie lat 70. pracowałem w sektorze naftowym i w obszarze bilansu płatniczego. Przez wiele lat zajmowałem to stanowisko w Chase Manhattan Bank. Byłem właściwie jedyną osobą – tak nisko w hierarchii, technik po dwudziestce – która miała dostęp do wszystkich szczegółów operacyjnych i statystyk głównych amerykańskich firm naftowych, aby móc obliczyć rolę ropy naftowej w bilansie płatniczym, a tym samym jej wpływ na dolara.
Stało się to tuż po tym, jak Stany Zjednoczone zostały zmuszone do porzucenia standardu złota w 1971 r. z powodu wojny w Wietnamie.
Stany Zjednoczone od początku zdawały sobie sprawę, że to, co widzimy dzisiaj, będzie ostateczną bitwą o – jak miały nadzieję – umocnienie amerykańskiej kontroli nad ropą naftową na Bliskim Wschodzie. Chciały zająć decydujące miejsce, ponieważ centralnym punktem, najsilniejszą dźwignią amerykańskiej polityki zagranicznej w ubiegłym stuleciu, była kontrola nad światowym handlem ropą naftową.
Ponieważ jest to niezwykle zyskowne dla samych amerykańskich firm naftowych – daje im to ogromną kontrolę nad polityką USA – a także potencjalną kontrolę nad gospodarką USA nad innymi krajami, poprzez możliwość odcięcia dostaw ropy naftowej do innych krajów, a tym samym zatrzymania produkcji energii elektrycznej, produkcji chemicznej i produkcji nawozów z wykorzystaniem gazu ziemnego.
Przemysł naftowy obejmuje również przemysł gazowy, ponieważ są one ze sobą ściśle powiązane. Wszystko to jest starannie rozważane. Co roku wojsko aktualizuje długoterminowe plany na wypadek, gdybyśmy faktycznie musieli użyć siły, aby wyegzekwować naszą kontrolę nad Bliskim Wschodem; jeśli z jakiegokolwiek powodu państwa naftowe OPEC uniezależnią się od Stanów Zjednoczonych i zechcą inwestować swoje zyski z ropy poza Stanami Zjednoczonymi, zamiast przekazywać je w całości Stanom Zjednoczonym, aby inwestować je w obligacje rządowe, obligacje korporacyjne, depozyty bankowe i akcje; jeśli choć jedno z nich zechce skorzystać ze swojej suwerenności i pójść własną drogą, będziemy musieli przejąć kontrolę; a w każdym razie będziemy musieli przejąć kontrolę nad Iranem, ponieważ jest to najpotężniejszy, ostateczny punkt oparcia dla amerykańskiej kontroli.
Wszystko to było całkowicie transparentne. To nie jest po prostu wojna Donalda Trumpa. To wojna, którą rozpoczął właśnie w tym czasie, ponieważ w wyniku wojny – najpierw na Ukrainie, a potem w dostawach do Izraela – Ameryka systematycznie traciła siłę gospodarczą i militarną, a także broń, pociski, samoloty i bomby.
Nigdy więc nie będzie bardziej sprzyjającego czasu na wojnę niż teraz. I oczywiście, to zły czas, ale nie aż tak zły, jak się stanie w niedalekiej przyszłości. A wojsko, neokonserwatyści, którzy za nim stoją, i CIA, która za nim stoi, nie odpuszczą.
Mówią: „Co mamy do stracenia? Jeśli teraz nie zabezpieczymy dostaw ropy z Bliskiego Wschodu, stracimy to, co stało się najważniejszą dźwignią amerykańskiej polityki zagranicznej”.
Donald Trump wierzył, że może podbić Iran w ciągu dwóch do czterech tygodni. I naprawdę w to wierzył.
Miał nadzieję, że do czasu planowanej podróży do Chin będzie mógł skonfrontować się z Chinami i powiedzieć: „Cóż, właśnie doprowadziliśmy do zmiany reżimu w Iranie. Zainstalowaliśmy irańską oligarchię kliencką, dyktatora klienckiego, który przejmuje władzę i stanie się, że tak powiem, irańską wersją Borysa Jelcyna, zarządzającą irańską ropą naftową w interesie Stanów Zjednoczonych”.
„Mamy więc teraz prawo nałożyć na was sankcje, Chiny. Moglibyśmy odciąć wam dostawy ropy. Ale wiecie, nie chcemy tego robić. Jeśli zaczniecie eksportować surowce, gal, wolfram i wszystkie inne rzeczy, których potrzebujemy dla naszej armii, na które nałożyliście kontrolę eksportu, to oddamy wam ropę”.
Trump miał nadzieję zaprezentować to zwycięstwo Chinom. Cóż, to marzenie najwyraźniej legło w gruzach. Wojsko źle obliczyło sytuację, bo nie było w stanie wymyślić alternatywy, która mogłaby zagrozić temu wielkiemu planowi.
Przypomnij sobie wszystkie amerykańskie ataki militarne z ostatnich 50 lat, od wojny w Wietnamie – wszystkie wojny USA, od Wietnamu po Irak, Afganistan, Syrię i Wenezuelę.
To zawsze Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, koalicja chętnych, walczyły przeciwko poszczególnym krajom. To pierwsza wojna, jaką Ameryka stoczyła od II wojny światowej, w której wrogie kraje są ze sobą sprzymierzone.
Nie chodzi już tylko o walkę z Iranem. Chodzi o walkę z Iranem, wspieraną przez Rosję i Chiny, bo wszyscy wiedzą, że to walka do samego końca o odpowiedź na pytanie: Czy Stany Zjednoczone będą w stanie odzyskać kontrolę nad światową gospodarką dzięki monopolom? Monopolowi naftowemu, pożądanemu monopolowi informatycznemu, monopolowi na chipy komputerowe, monopolowi technologicznemu, ale także ich zdolności do zaopatrywania innych krajów w żywność, eksportu i kontroli nad zbożem.
To ostatnia szansa. I to właśnie pewna desperacja początkowo skłoniła amerykańskich planistów do zaangażowania się w ten projekt.
I wierzę, że to się nie uda. Wszyscy generałowie mówili im, że to się nie uda. Pesymistyczni generałowie zostali praktycznie wyrzuceni z wojska i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ponieważ: „Skoro jesteś pesymistą, to dlaczego się nie angażujesz? Dlaczego nie jesteś częścią zespołu? A może jesteś marionetką Putina? Po prostu musisz wierzyć”.
Ameryka wierzyła, że nie może przegrać wojny, ponieważ jej polityka bombardowania innych krajów zawsze okaże się skuteczna.
Amerykańska filozofia jest taka: Bombardując cywilów, łamiesz wszystkie zasady prawa międzynarodowego, które tego zabraniają. Bombardujesz cywilów, żeby ich zdemoralizować.
A jeśli skupimy się na tym, co Trump zrobił kilka tygodni temu, wspólnie z Izraelem, to bombardujemy szkoły, bombardujemy szpitale. Taka jest amerykańska polityka zagraniczna.
Najbardziej widoczne jest to w przypadku polityki Izraela w Strefie Gazy, a teraz także na Zachodnim Brzegu. Jest to ta sama polityka, którą Stany Zjednoczone prowadzą wobec Iranu.
Chodziło o to, aby zdemoralizować społeczeństwo i sprawić, by Irańczycy pozbyli się ajatollahów, mówiąc: „Nie chcemy już być bombardowani; chcemy uratować dzieci; wynegocjujmy umowę i wyznaczmy przywódcę akceptowalnego dla Stanów Zjednoczonych, aby zaprzestali bombardowania nas”.
To była bzdura od samego początku, ale stanowiła przewodnią zasadę amerykańskiej polityki zagranicznej: bombardowanie kraju prowadzi do zmiany reżimu, a ostatecznie do jego upadku.
Tego właśnie Ameryka oczekiwała od Rosji.
Ale zasadniczo Iran podziela tego samego ducha, co Patrick Henry w amerykańskiej rewolucji przeciwko Wielkiej Brytanii w 1776 roku. Krzyczał: „Dajcie mi wolność albo dajcie mi śmierć!”. I właśnie to mówi Iran.
Ma to dla nich kluczowe znaczenie, ponieważ wiedzą, jakie są plany USA, skoro Stany Zjednoczone tak otwarcie je ujawniły.
Tak, chcą zmiany reżimu; chcą zniszczyć Iran; chcą przejąć kontrolę nad irańską ropą naftową i wykorzystać dochody z jej eksportu do podtrzymania dolara amerykańskiego, a w zasadzie amerykańskiej gospodarki. Chcą dać amerykańskiej polityce zagranicznej możliwość pozbawiania innych krajów ropy naftowej i powiedzieć: „Możemy zamknąć wasz przemysł, wasz przemysł chemiczny, wszystkie wasze gałęzie przemysłu, które potrzebują energii elektrycznej, ropy i gazu; możemy to wszystko zrobić, jeśli będziecie prowadzić niezależną politykę i przestrzegać własnej suwerenności. A my w Stanach Zjednoczonych odrzucamy zasadę Organizacji Narodów Zjednoczonych, że każdy naród posiada swoją własną suwerenność”.
To fundamentalna zasada cywilizacji zachodniej ostatniego półwiecza, fundamentalna zasada Karty Narodów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone odrzucają ją w całości.
Dzięki temu inne kraje zrozumiały, że to rzeczywiście ostatni konflikt.
Konflikt w Iranie zadecyduje o przyszłości światowej gospodarki. Czy przywróci Ameryce kontrolę nad handlem ropą naftową i zapewni USA upragnioną kluczową pozycję w światowej gospodarce? A może będziemy niezależni od Stanów Zjednoczonych?
O to właśnie chodzi w tej wojnie.
BEN NORTON : Dobrze powiedziane, Michaelu. Poruszyłeś tak wiele ważnych kwestii. Trudno powiedzieć, od czego zacząć.
Chciałem tylko krótko skomentować fakt, że Stany Zjednoczone od dziesięcioleci przygotowują się do wojny z Iranem i, jak powiedziałeś, czekają na najmniejszy zły moment.
Uważam, że to całkowicie słuszne, ponieważ w ciągu ostatnich dwóch lat miały miejsce dwa ważne wydarzenia, które doprowadziły do wojny w Iranie.
Po pierwsze, doszło do obalenia rządu syryjskiego w 2011 r., co zapoczątkowało wojnę o zmianę reżimu, zakończoną ostatecznie sukcesem pod koniec 2024 r. i stanowiącą ważny krok w kierunku wojny z Iranem.
Następnie Izrael zabił także przywódców libańskiego ruchu oporu, co ich zdaniem wyeliminowałoby Liban z równania.
Eliminując Liban i Syrię – lub przynajmniej wierząc, że wyeliminowały Liban – USA i Izrael były w stanie zaatakować Iran, izolując Teheran od jego sojuszników.
Widzimy, że opór w Libanie trwa, mimo że Izrael dokonał inwazji i próbuje skolonizować południe kraju.
Teraz chciałbym omówić system dolarowy bardziej szczegółowo. Myślę, że jest to kluczowe dla zrozumienia tej wojny.
Rozmawiamy o tym, w jaki sposób USA zamierzają wykorzystać swoją kontrolę nad światowym rynkiem ropy naftowej, aby wesprzeć dolara.
System petrodolara ma swoje początki w 1974 r., kiedy to rząd Richarda Nixona, po odłączeniu dolara od standardu złota, zawarł porozumienie z Arabią Saudyjską, która w tamtym czasie była największym producentem ropy naftowej na świecie, w celu zapewnienia, że ropa naftowa będzie handlowana wyłącznie w dolarach, co zagwarantowało globalny popyt na dolara.
Wygląda na to, że Iran doskonale rozumie, jakie to ma znaczenie dla hegemonii USA, jak ważne jest dla systemu dolarowego i petrodolara, ponieważ bezpośrednio wziął to na celownik.
Iran zamknął Cieśninę Ormuz i żąda, aby kraje przepływające przez nią handlowały ropą naftową w juanach chińskich.
Co więcej, pojawiły się doniesienia, że irańskie wojsko bierze na celownik nie tylko amerykańskie bazy wojskowe w regionie, ale także biura dużych amerykańskich korporacji, w tym amerykańskich instytucji finansowych i dużych firm technologicznych, które budują duże centra danych AI w takich miejscach jak ZEA.
Myślę więc, że Iran zdaje sobie sprawę, jak ważny jest aspekt ekonomiczny w tej wojnie. Czy chciałby Pan o tym porozmawiać?
MICHAEL HUDSON : Tak, plany Stanów Zjednoczonych dotyczące kontroli militarnej nad Bliskim Wschodem nie opierały się na własnych operacjach bojowych, ponieważ Stany Zjednoczone były wyczerpane wojną w Wietnamie – pamiętamy, że w połowie lat 70.
Stany Zjednoczone miały dwie armie klienckie walczące na Bliskim Wschodzie.
Przede wszystkim Izrael jest armią klientelną. Porozumienie osiągnięto już w latach 70. XX wieku – a Herman Kahn z Instytutu Hudsona odegrał w nim kluczową rolę. Uzgodniono z senatorem Henrym „Scoopem” Jacksonem, jednym z czołowych senatorów amerykańskich opowiadających się za wojskiem, że wykorzysta on Izrael jako armię zastępczą USA.
BEN NORTON : Joe Biden, będąc jeszcze senatorem, dał temu jasno do zrozumienia. W przemówieniu powiedział: „Izrael to najlepsza inwestycja, jaką możemy poczynić”.
JOE BIDEN : (1986) Gdyby Izrael nie istniał, Stany Zjednoczone musiałyby stworzyć Izrael, aby chronić swoje interesy w regionie. Stany Zjednoczone musiałyby zatem podjąć działania i ustanowić Izrael.
(W 2022 r.) Często mówiłem, Panie Prezydencie, że gdyby to nie był Izrael, musielibyśmy go wymyślić.
(W 2023 r.) Już dawno powiedziałem: gdyby Izrael nie istniał, musielibyśmy go wymyślić.
MICHAEL HUDSON : Tak, wtedy było bardzo otwarcie.
Później, po wydarzeniach 11 września i po tym, jak prezydent Carter poparł mudżahedinów w Afganistanie jako alternatywę dla świeckich rządów w tym kraju, Al-Kaida przekształciła się w wahhabicką armię terrorystyczną.
A wahhabici są drugą siłą wysłaną przez Amerykę.
Wspomniałeś o Syrii. Oczywiście, przywódcy ISIS, terrorystów, są w Syrii. I są zajęci mordowaniem wszystkich nie-sunnitów. Zabijają alawitów, zabijają chrześcijan. Są w zasadzie ścinaczami głów.
Są to zatem dwie armie zastępcze Stanów Zjednoczonych [Izrael i Wahhabici].
Dlaczego więc to wszystko jest teraz tak pilne? Po pierwsze, wahhabici ściśle współpracują z Izraelem od dziesięciu lat. Izrael jest jedyną grupą niesunnicką, której nie zaatakowali. Współpracują ze sobą od lat.
Cóż, tym, co zmusiło wojsko w Izraelu do działania, był atak Izraela na Strefę Gazy i opór ze strony Libanu, wojna domowa, która rozprzestrzeniła się na cały Bliski Wschód, a także ogólnoświatowa krytyka ludobójstwa w Strefie Gazy, której świadkami byli przedstawiciele Organizacji Narodów Zjednoczonych i Międzynarodowego Trybunału Karnego.
Wszystko to postawiło USA i Izrael przed koniecznością zadania sobie pytania: „Czy pozwolimy na przejęcie władzy?”
Izrael próbuje teraz przejąć władzę w Libanie. Podejrzewam, że Izraelczycy będą potrzebować wyjścia, jeśli Iranowi uda się zniszczyć gospodarcze fundamenty państwa izraelskiego.
To są ramy wojskowe dla tego wszystkiego, a oto są ramy finansowe.
Chciałbym jeszcze raz poruszyć kwestię kontroli petrodolarów, o której pan wspomniał.
Nie chodziło tylko o wycenę ropy w dolarach. Wszystkie kraje wyceniały eksport miedzi, właściwie wszystko, w dolarach, ponieważ to wciąż była główna waluta.
Kraje niemal bezproblemowo przeniosły swoje rezerwy walutowe ze złota i dolarów amerykańskich, które były równie wartościowe jak złoto, na dolary amerykańskie, nawet gdy dolar nie był już tak wartościowy jak złoto. Nadal handlowano dolarami amerykańskimi.
Pytanie więc brzmiało: Gdzie zainwestować te środki?
Zgodnie z dyrektywami Kissingera – a wszystko to zostało mi wyjaśnione przez Departament Skarbu i Departament Stanu w latach 1974 i 1975 – wojsko amerykańskie poinformowało Arabię Saudyjską i inne kraje OPEC: „Możecie żądać dowolnej ceny za ropę, ale nadwyżki musicie zainwestować w Stanach Zjednoczonych. Nie pozwolimy wam przejąć kontroli nad dużymi amerykańskimi firmami. Nie możecie kupić amerykańskich firm; tylko my możemy przejąć kontrolę nad zagranicznymi gospodarkami. Będziecie kupować obligacje. Możecie finansować amerykański przemysł i amerykańskie firmy. Możecie kupować akcje tych firm. Możecie zarabiać pieniądze, po prostu deponując swoje pieniądze w bankach”.
To były petrodolary. Petrodolary stanowiły oszczędności krajów OPEC, które były inwestowane w bankach.
Cóż, ponowne wykorzystanie nadwyżek OPEC nie jest dziś tak ważne, jak w latach 70. Wtedy petrodolary napływały do amerykańskich banków. I co się z nimi stało? Pożyczano je krajom Globalnego Południa, aby sfinansować deficyt handlowy i bilans płatniczy.
Doprowadziło to ostatecznie do załamania się dolara Ameryki Łacińskiej i innych długów zagranicznych. Później z kolei doprowadziło do azjatyckiego kryzysu finansowego w 1998 roku, który, jak sądzę, posłuży jako doskonały przykład dalszych wydarzeń w tym roku.
Jednak Arabia Saudyjska i inne kraje przez ostatnie 10–20 lat wykorzystywały przychody z eksportu do rozwijania swoich gospodarek w sposób wręcz szalony, budując ogromne luksusowe posiadłości na pustyni i wznosząc wielkie zakłady odsalania wody, aby dostarczać wodę na potrzeby całego kraju.
Ale nadal dysponują ogromnymi oszczędnościami w postaci obligacji, akcji i inwestycji finansowych w Stanach Zjednoczonych.
Ponieważ kraje OPEC są obecnie pozbawione dochodów z eksportu, ogłosiły: „Rzeczywiście obciążyliśmy naszą gospodarkę długiem. Pomimo naszego bogactwa, nasze projekty i inwestycje w nieruchomości są finansowane długiem, a teraz musimy zacząć sprzedawać nasze amerykańskie papiery wartościowe i złoto, aby utrzymać równowagę budżetową i bilans płatniczy”.
Wszystko to prowadzi obecnie do wyprzedaży dolara. W rezultacie cały efekt petrodolara – cały napływ funduszy OPEC do waluty, czyli cena ropy w dolarach – uległ odwróceniu. To wywiera obecnie znaczną presję na dolara.
To jest kolejne zagrożenie.
Iran oświadczył: „To punkt zwrotny. Teraz będziemy na zawsze kontrolować Cieśninę Ormuz w Zatoce Perskiej. Dlatego nazywa się Zatoka Perska, bo należy do nas. I będziemy kontrolować handel ropą”.
Oznacza to, że to nie Stany Zjednoczone wykorzystują już ropę naftową jako narzędzie nacisku na inne kraje, aby wymusić na nich podporządkowanie się amerykańskiej polityce zagranicznej, lecz Iran kontroluje teraz ten punkt nacisku i może nakładać sankcje na USA i ich sojuszników, sankcje na Izrael, sankcje na Europejczyków i innych sojuszników Stanów Zjednoczonych.
To odwróciło sytuację i uniemożliwiło Stanom Zjednoczonym wykorzystanie ropy naftowej jako środka kontroli.
Pytanie brzmi, czy Iranowi uda się osiągnąć to, na czym opiera się cała polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych: kontrolę nad międzynarodowymi dochodami z eksportu ropy naftowej.
I ustalenie, kto może kupić ropę, gaz ziemny i hel – te trzy rzeczy – a także kontrola nad Cieśniną Ormuz, kontrola nad importem żywności i innych dóbr do krajów OPEC, tak aby stanowiła ona wąskie gardło zarówno dla krajów OPEC, jak i zagranicznych konsumentów ropy.
BEN NORTON : Tak, Michaelu, chciałbym tutaj rozwinąć kwestię energii.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna określiła obecny kryzys energetyczny mianem największego szoku podażowego w historii świata.
Jest on poważniejszy niż kryzys naftowy wywołany embargiem OPEC z 1973 r., który również był powiązany z agresywną wojną Izraela.
A potem, w 1979 r., w wyniku rewolucji irańskiej nastąpił kolejny kryzys naftowy.
Ale dziś jesteśmy świadkami największego kryzysu naftowego w historii.
Cena ropy naftowej gwałtownie wzrosła, co napędzi inflację na całym świecie, ponieważ ropa naftowa jest kluczowym surowcem do produkcji wielu innych produktów i jest potrzebna do transportu większości towarów, zwłaszcza żywności.
Co więcej, wiele nawozów i chemikaliów używanych w nawozach pochodzi z Zatoki Perskiej. Może to zatem wywołać kryzys żywnościowy, który szczególnie mocno dotknie kraje Globalnego Południa.
Kraje eksportujące ropę naftową mogłyby naturalnie skorzystać na wyższych przychodach – jednak znaczna część infrastruktury naftowej i gazowej w regionie Zatoki Perskiej została zniszczona przez wojnę. W związku z tym niektóre z tych państw Zatoki Perskiej mogą nie skorzystać ze wzrostu przychodów z eksportu.
Większość krajów Globalnego Południa importuje jednak ropę naftową, energię i inne surowce. A wraz ze wzrostem cen surowców będzie to miało znaczący wpływ na ich gospodarki.
Prawdopodobnie doprowadzi to do deficytów na rachunku bieżącym. Oznacza to, że w krajach Globalnego Południa wiele walut straci na wartości w stosunku do dolara, co prawdopodobnie doprowadzi do odpływu kapitału – tak zwanego „gorącego pieniądza”, ponieważ zagraniczni inwestorzy po prostu sprzedadzą wszystkie swoje aktywa na rynkach wschodzących.
Możemy zatem doświadczyć kryzysów walutowych, gospodarczych, energetycznych i żywnościowych.
Ta wojna wyborcza, ta agresywna wojna rozpoczęta przez Trumpa i Netanjahu, może wywołać potężny kryzys gospodarczy, który szczególnie mocno uderzy w globalne Południe.
Czy widzisz to tak samo?
MICHAEL HUDSON : Tak, i wszystko to było przewidywalne.
Jeśli chcesz zobaczyć paradygmat, model tego, co się wydarzy, spójrz najpierw na to, co stało się z niemieckim przemysłem po tym, jak Stany Zjednoczone i Europa nałożyły sankcje na zakup rosyjskiego gazu i ropy.
Niemiecki przemysł załamał się, a Europa i Niemcy pogrążają się w depresji. Stoją w obliczu głębokiej depresji.
To, co wydarzyło się w Niemczech, zniszczyło gospodarkę kraju i doprowadziło do zamknięcia przemysłu chemicznego.
Ropa naftowa nie jest wykorzystywana wyłącznie do produkcji energii. Jak wspomniałeś wcześniej, ropa jest również wykorzystywana w przemyśle chemicznym. Jest składnikiem przemysłu szklarskiego i produkcji nawozów.
Nawozy są teraz szczególnie ważne, ponieważ powstają z gazu ziemnego. A zanim Iran zbombardował Katar, Katar był wiodącym eksporterem skroplonego gazu ziemnego.
Ten gaz ziemny był wykorzystywany w innych krajach, zwłaszcza w sojusznikach Ameryki – Japonii, Korei i na Filipinach – do produkcji nawozów. Wszystkie te kraje przeżywają kryzys.
A hel, podobnie jak gaz ziemny – faktem jest, że na przykład hel nie jest dostępny dla Tajwanu i jego przemysłu półprzewodnikowego ani energetycznego. Tajwan nie ma również dostępu do ropy naftowej.
Jak Tajwan ma produkować półprzewodniki, które mają być kluczem do amerykańskiej kontroli nad technologią informatyczną, do wszystkich chipów komputerowych i monopoli, które Ameryka miała nadzieję osiągnąć? To zatem dalekosiężne pytanie.
Co więcej, na półkuli północnej zbliża się sezon sadzenia, a w tym okresie potrzebne jest nawożenie.
Ceny nawozów, w dużej mierze wytwarzanych z gazu ziemnego, już rosną w Stanach Zjednoczonych. To wywiera presję na rolnictwo. Amerykańscy rolnicy – podobnie jak z pewnością rolnicy w całej Europie i na Globalnym Południu – narzekają: „Nie możemy zarobić na sprzedaży naszych plonów po dzisiejszych cenach, skoro musimy płacić tak wysokie cła na nawozy i sprzęt rolniczy, które Trump nałożył na nas, że tracimy pieniądze na uprawę”.
Co więc zrobią?
Doprowadzi to do kryzysu w rolnictwie. A kraje, które ucierpią najbardziej, to oczywiście te, które najmniej mogą sobie pozwolić na wyższe ceny nawozów, benzyny i ropy naftowej. To kraje Globalnego Południa.
Ponieważ oprócz kosztów ropy naftowej i gazu oraz ich produktów ubocznych, muszą również spłacać zaległe długi zagraniczne w dolarach. Coś musi się zmienić.
Będą zaległości w płatnościach. Inne kraje będą się zastanawiać: „Co powinniśmy zrobić? Czy chcemy pójść w ślady Europy i powiedzieć: »Mamy kryzys budżetowy, ceny ropy rosną. Musimy dotować właścicieli domów, żeby mogli ogrzewać swoje domy gazem lub olejem. Nasi pracownicy już żyją na granicy ubóstwa i zadłużają się coraz bardziej. Przegramy wybory w Europie, tak jak w Ameryce, jeśli konsumenci będą musieli wydawać o wiele więcej pieniędzy na ropę, gaz, ogrzewanie i prąd w przypadku zaległości w płatnościach. Będziemy więc musieli ograniczyć wszystkie inne wydatki socjalne i jednocześnie zwiększyć wydatki na wojsko«”.
Doprowadzi to zatem do kryzysu politycznego, do konfliktu między zwolennikami i przeciwnikami wojny, między zwolennikami i przeciwnikami USA, od Europy po kraje globalnego Południa i kraje azjatyckie będące sojusznikami Ameryki.
W jaki sposób Korea i Japonia mogą zebrać 350 miliardów dolarów, które koreański parlament rzekomo właśnie zatwierdził, uzasadniając to następująco: „Zapłacimy Donaldowi Trumpowi 350 miliardów dolarów, które będzie mógł wykorzystać według własnego uznania, abyśmy nie stracili rynku eksportowego USA dla naszych produktów”?
Japonia zobowiązała się do wydania 650 miliardów dolarów. Jak mają to zrobić, skoro nie mają gazu i ropy naftowej potrzebnych do eksportu do Stanów Zjednoczonych?
Ktoś tam pewnie pomyślał: „Jeśli nie będziemy mieli ropy i gazu, nie będziemy eksportować do Stanów Zjednoczonych. Nie musimy więc dawać Stanom Zjednoczonym 350 miliardów dolarów z Korei i 650 miliardów dolarów z Japonii”.
Wszystkie te umowy zawarte przez Trumpa zostaną wtedy anulowane.
BEN NORTON : Cóż, Michaelu, myślę, że to idealne zakończenie. Bardzo dziękuję, że tu jesteś.
Niestety, wygląda na to, że ta wojna będzie trwała, ale jestem pewien, że wkrótce zaproszę Cię ponownie, aby omówić globalny wpływ tego konfliktu bardziej szczegółowo. Dziękuję.
MICHAEL HUDSON : Nie mogę się doczekać. Dziękuję za zaproszenie.
Następne 10 dni zadecydują, czy USA przekroczą ten sam próg, co w marcu 1965 roku.
Następne dziesięć dni pokaże – zanim jeszcze sprawa trafi na pierwsze strony gazet – czy Stany Zjednoczone przystąpią do wojny lądowej z Iranem.
Decydującym wskaźnikiem nie jest liczebność wojsk. Zależy to od tego, czy Stany Zjednoczone będą w stanie zbudować system logistyczny niezbędny do zaopatrywania żołnierzy znajdujących się pod ostrzałem. To właśnie ten proces – a nie jakiekolwiek ogłoszenie – zadecyduje o tym, co stanie się dalej.
Przebieg stopniowej eskalacji w Wietnamie jest niezwykle wymowny.
I. Wzór zaczyna się przed pierwszym nalotem bombowym
Wojny takie jak ta nie zaczynają się od nalotów. Zaczynają się wcześniej – poprzez tajne interwencje mające na celu wpłynięcie na równowagę wewnętrzną państwa docelowego.
Wietnam, początek 1964 roku:
Około 16 000 amerykańskich doradców zostało już włączonych do południowowietnamskich sił zbrojnych. Tajne operacje w ramach operacji OPLAN-34A wymierzone były w Wietnam Północny. Chociaż amerykański personel formalnie nie znajdował się w stanie wojny, operacyjnie znajdował się w samym środku konfliktu.
Iran, 2025:
Według publicznych doniesień, izraelskie i amerykańskie agencje wywiadowcze działały w Iranie już przed obecną wojną. Mossad zachęcał do protestów po konflikcie w czerwcu 2025 roku, a New York Times donosił o próbach „wzniecania” niepokojów. Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) rozszerzyła swoje sieci gromadzenia informacji i rekrutacji.
Na początku wojny w Wietnamie i Iraku Stany Zjednoczone nie były jeszcze w stanie wojny.
Ale nie byli już poza konfliktem.
II. Od sił powietrznych do objawienia
Sytuacja szybko eskalowała.
Wietnam:
• Sierpień 1964: Zatoka Tonkińska → Autoryzacja rozmieszczenia sił zbrojnych
• 2 marca 1965 r.: Rozpoczyna się operacja Rolling Thunder – naloty
• Luty 1965: żołnierze amerykańscy giną w ataku Wietkongu w Pleiku.
Iran:
• Czerwiec 2025: Izrael i USA bombardują irańskie obiekty nuklearne
• 28 lutego 2026 r.: amerykańskie i izraelskie ataki powietrzne mające na celu wyeliminowanie przywódców
• Natychmiastowe ataki odwetowe na bazy Izraela i USA w Zatoce Perskiej (zabici żołnierze amerykańscy)
• Kontynuacja ataków rakietowych i dronów do marca. Siły powietrzne powinny przywrócić kontrolę.
Zamiast tego stworzyło zagrożenie.
III. Mechanizm eskalacji
Mechanizm jest uwarunkowany strukturalnie:
Naloty tworzą placówki.
Placówki stają się celami.
Cele wymagają ochrony.
Ochrona wymaga wojsk lądowych.
Nie jest to preferencja polityczna. Eskalacja jest koniecznością wynikającą z przebiegu wojny.
IV. Transformacja w Wietnamie: Jak naprawdę wyglądały sygnały
Przejście z walki powietrznej do walki lądowej w Wietnamie nie nastąpiło w wyniku jednej decyzji.
Trwało to około sześciu tygodni, o czym świadczą obserwowalne wskaźniki.
Nasilenie ataków na pozycje amerykańskie • 7 lutego 1965 r.: Atak na Pleiku zabija 8 Amerykanów i rani ponad 100 • Powtarzające się ataki obnażyły podatność amerykańskich baz lotniczych
Misja została rozszerzona w ciszy • „Rolling Thunder” rozpoczął się jako sygnał • Szybko nastąpiło przejście na ciągłe, nieokreślone bombardowanie.
Wprowadzono rozmieszczenie wojsk obronnych • 8 marca 1965 r.: 3500 marines ląduje w Da Nang • Oficjalna misja: obrona bazy lotniczej
Najpierw przeniesiono logistykę – i szybko ją rozbudowano. Zanim piechota morska mogła otrzymać zaopatrzenie, Stany Zjednoczone stanęły przed fundamentalnym ograniczeniem: nie miały systemu logistycznego do prowadzenia wojny lądowej.
Porty były ograniczone. Pojemność magazynów była niewystarczająca. Struktury dowodzenia operacjami zaopatrzeniowymi na dużą skalę jeszcze nie istniały.
Sytuacja ta zaczęła się zmieniać w tygodniach poprzedzających eskalację.
Zwiększono transport lotniczy do rejonu operacyjnego. Wydłużono pasy startowe, aby obsłużyć większy ruch. Zapasy paliwa i amunicji gwałtownie wzrosły. Oddziały inżynieryjne zostały rozmieszczone w celu zwiększenia przepustowości baz i przygotowania nowych centrów logistycznych poza zatłoczonym korytarzem Sajgonu.
Nie były to działania poboczne. Sygnałem były logistyka i rozbudowa sieci.
Stany Zjednoczone nie tylko wysłały wojska. Zbudowały system niezbędny do utrzymania ich przy życiu i zdolności do działania w warunkach ciągłych bombardowań.
Gdy system ten nabrał kształtu, odwrócenie tej zmiany stało się praktycznie niemożliwe.
Role „defensywne” zatarły się z ofensywnymi • Kwiecień 1965: Marines otrzymali zezwolenie na operacje ofensywne • Do lipca: Zatwierdzenie znacznego zwiększenia liczebności wojsk
Mówiąc jasno: prezydent Johnson ogłosił wysłanie większych amerykańskich wojsk lądowych do Wietnamu dopiero 28 lipca 1965 r. – kilka miesięcy po rozpoczęciu kampanii powietrznej „Rolling Thunder”.
Tego dnia Johnson ogłosił na transmitowanej w telewizji ogólnokrajowej konferencji prasowej w Białym Domu, że wydał rozkaz natychmiastowego zwiększenia liczebności sił zbrojnych USA z 75 000 do 125 000, a także potwierdził, że w celu wsparcia zaostrzonych walk zostaną wysłane dodatkowe oddziały.
W grudniu 1965 r. liczebność sił zbrojnych USA wynosiła 184 000.
Kluczowy punkt:
Wojna lądowa nie rozpoczęła się wraz z wylądowaniem wojsk. Wszystko zaczęło się od stworzenia systemu, który miał im pomóc.
V. Na jakim etapie wojny z Iranem obecnie się znajdujemy
Pojawiają się te same znaki.
Placówki są zagrożone. Amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej były wielokrotnie atakowane, w wyniku czego w zeszłym miesiącu ponad 300 żołnierzy amerykańskich zostało rannych, a co najmniej 13 zginęło.
Siły powietrzne są aktywne, ale nie zdecydowane; ataki osłabiają cele, ale nie zapobiegają działaniom odwetowym.
Trwa rozmieszczanie wojsk; około 5000 marines znajduje się obecnie w rejonie działań. Przegrupowywane są jednostki 82. Dywizji Powietrznodesantowej, w tym jednostki piechoty szybkiego reagowania i sztaby dowodzenia.
Teraz uwaga skupia się na logistyce – nie na tym, czy wojska można przemieścić, ale na tym, czy można je zatrzymać.
To doprowadza nas tutaj:
pomiędzy „Rolling Thunder” (2 marca) i Da Nang (8 marca).
Punkt zwrotny. W Wietnamie ta szansa trwała tylko sześć dni.
VI. Prawdziwy próg: Etap 3 pułapki eskalacji
Mała siła naziemna nie jest stabilna. Stwarza to wybór binarny: Zwiększ lub strać.
Rozważmy prawdopodobny przypadek:
Siły amerykańskie zdobywają strategiczny węzeł – obiekt energetyczny, wyspę, wąskie gardło. Początkowy sukces jest prawdopodobny. Utrzymanie go już nie.
Utrzymanie tego wymaga ciągłego:
Paliwo
· Amunicja
Obrona powietrzna
wsparcie medyczne i techniczne
Iran zaatakuje każdy szlak dostaw – irańskie rakiety i drony wielokrotnie uderzały w amerykańskie obiekty w Arabii Saudyjskiej i w całym Zatoce Perskiej, w tym w bazę lotniczą Prince Sultan w zeszłym tygodniu.
Szlaki morskie są narażone na pociski, miny i ataki rojowe. Szlaki powietrzne opierają się na dużych samolotach transportowych operujących z odsłoniętych baz. Gdy tylko te przepływy zaopatrzenia zostaną zagrożone, logika natychmiast się zmienia:
Aby utrzymać swoje siły zbrojne, Stany Zjednoczone muszą rozbudować system.
Więcej instalacji obronnych. Więcej statków eskortowych. Więcej baz.
Każdy krok jest defensywny. Każdy krok zaostrza wojnę.
Pentagon ogłosił pod koniec ubiegłego tygodnia, że 10 000 dodatkowych żołnierzy amerykańskich przygotowuje się do wysłania do Zatoki Perskiej.
VII. Zegar
Wojska bojowe przemieszczają się w ciągu kilku dni. Logistyka przemieszcza się w ciągu kilku tygodni.
Aby przekroczyć próg, Stany Zjednoczone muszą zbudować następujące obiekty:
— wstępnie rozmieszczone zapasy paliwa i amunicji
— zrównoważone cykle transportu lotniczego (C-17/5/130)
— Systemy dowodzenia obszarem operacyjnym (obecnie stacjonuje 82. Dywizja Powietrznodesantowa). Można je zaobserwować. I zaczynają stawać się coraz bardziej widoczne.
Jak potwierdza Wall Street Journal: władze USA aktywnie przygotowują obecnie plany awaryjne na wypadek trwających operacji lądowych, w tym potencjalnego rozmieszczenia konwencjonalnej piechoty poza obecnymi siłami morskimi i powietrznymi.
Oznacza to, że oś czasu nie jest już czysto teoretyczna.
Następne 10 dni pokażą, czy system ten zostanie zbudowany na szeroką skalę.
VIII. Iluzja kontroli
Na tym etapie najbardziej niebezpiecznym założeniem jest to, że eskalacja jest opcjonalna i że kolejny krok mógłby ustabilizować sytuację.
Wietnam sugeruje co innego.
Po rozmieszczeniu wojsk lądowych presja na ich wzmocnienie staje się strukturalna.
Żaden rząd nie pozwoli, aby ujawnione siły zbrojne zawiodły.
· Poziom zaangażowania rośnie.
• Krok po kroku.
Nieodwracalny.
IX. Okno decyzyjne dla fazy 3
Stany Zjednoczone nie przystąpiły jeszcze do wojny lądowej. Zbliżają się jednak do momentu, w którym ta opcja stanie się realna.
A gdy tylko stanie się to wykonalne, stanie się bardziej prawdopodobne. Ponieważ ograniczenie się zmienia:
· od pytania, czy jest to wykonalne
· w kierunku pytania, czy to, co zostało zbudowane, jest faktycznie użytkowane
To jest moment, na który należy zwrócić uwagę.
Nie, jeśli zostaną wysłane wojska.
Ale tylko jeśli stojący za nimi system będzie gotowy.
X. Relacja na żywo na temat eskalacji strategicznej: 4 kwietnia o godz. 16:00 czasu środkowoamerykańskiego, godz. 17:00 czasu wschodnioamerykańskiego
Dla tych, którzy chcą śledzić to na bieżąco – zanim stanie się to oczywiste – przedstawię dokładne wskaźniki, harmonogramy i progi na odprawie na żywo dotyczącej eskalacji strategicznej w najbliższą sobotę: 4 kwietnia o 16:00 czasu centralnego, 17:00 czasu wschodniego.
Jeśli chcesz zrozumieć nie tylko to, co dzieje się teraz, ale także to, co wydarzy się wkrótce, to jest moment, na który powinieneś zwrócić uwagę.
To są rzeczy, które jakby nam ktoś powiedział kilka lat temu, że to jest mainstream amerykański, to byśmy się puknęli w głowę, że to niemożliwe.
Jacek Hoga – historyk, ekspert ds. bezpieczeństwa i prezes Fundacji Ad Arma, mówi o wszystkich przyczynach Wojny z Iranem i ocenia ją z różnych punktów widzenia.
Transkrypcja (fragmenty) oraz film
Publiczne wzywanie w stu kilkudziesięciu jednostkach amerykańskich wojskowych do tego, żeby przyspieszyli Armageddon poprzez walkę z Iranem, bo jest to według radykalnych heretyków amerykańskich, okazja do stworzenia okoliczności, w których Żydzi będą mogli stworzyć trzecią świątynię. To są rzeczy, które jakby nam ktoś powiedział kilka lat temu, że to jest mainstream amerykański, to byśmy się puknęli w głowę, że to niemożliwe.
Także sekretarz obrony łamany na wojnę (Pete Hegseth), a są materiały wideo sprzed kilku lat, kiedy on mówi, że należy marzyć o sytuacji, w której doprowadzimy do tego, że będą okoliczności, w których pomożemy Izraelowi odbudować, doprowadzić do takiej sytuacji politycznej, żeby oni mogli odbudować Trzecią Świątynię. W związku z czym, z perspektywy tych syjonistycznych, ewangelikalnych heretyków, to jest okazja religijna, to jest dla nich Święta Wojna.
Z jednej strony mamy heretyków, którzy uważają, że to jest Święta Wojna. Z drugiej strony mamy pogan, którzy uważają, że to jest Święta Wojna, a z trzeciej strony mamy Izraelitów rabinicznych, którzy też uważają, że to jest świetna okazja do odtworzenia Trzeciej Świątyni. W związku z czym to nie jest gospodarka, to nie są ceny ropy, czy złota, czy szlaki komunikacyjne.
To są rzeczy, o których polscy analitycy geostrategiczni chcieliby zapomnieć. Ludzie mają głębsze motywy niż tylko pieniądze.
Jeszcze chwilę i się okaże, że zmieniliśmy w 1989 roku, czy 1991, flagi z czerwonej, z sierpem i młotem na inną, równie złą.
– Hoga cytuje nie wymienionego z nazwiska generała Wojska Polskiego.
Ja nie twierdzę, że podczas zimnej wojny Amerykanie byli tymi złymi, bo z naszej perspektywy z pewnością nie. I z obiektywnej wydaje się, że nie. Że tam prawda, dobro i piękno miały więcej możliwości działania niż za kurtyną, gdzie but radziecki był na naszym karku.
Natomiast całe zachowanie administracji amerykańskiej w tej niesprowokowanej napaści na Iran, który nie jest z mojej bajki. To jest kliniczny przykład wojny agresywnej i niesprawiedliwej.
Przedstawiamy przegląd najważniejszych wydarzeń mijającej nocy: Szef Sztabu Wojsk Lądowych USA Randy George został odwołany ze stanowiska przez sekretarza obrony Pete’a Hegsetha; Donald Trump nałożył 100-procentowe cła na importowane leki patentowe; Kuba poinformowała o uwolnieniu ok. 2 tys. więźniów w ramach „humanitarnej i suwerennej decyzji”.
Oto przegląd najważniejszych wydarzeń, które miały miejsce w nocy z 2 na 3 kwietnia:
Szef sztabu wojsk lądowych USA odwołany przez Pete’a Hegsetha
Gen. Randy George, Szef Sztabu Wojsk Lądowych USA, został odwołany ze stanowiska przez sekretarza obrony Pete’a Hegsetha – podaje Reuters. Agencja Reutera zwraca uwagę, że odwołanie tak wysokiego rangą generała w czasie prowadzonych przez USA działań wojennych jest decyzją bezprecedensową.
Pentagon potwierdził, że generał George, który miał jeszcze ponad rok do końca kadencji, „odchodzi na emeryturę ze stanowiska 41. szefa sztabu wojsk lądowych w trybie natychmiastowym”. W wydanym oświadczeniu Departament Obrony podziękował gen. George’owi za dekady służby.
Sekretarz wojny Pete Hegseth poprosił szefa sztabu armii, generała Randy’ego George’a, o ustąpienie ze stanowiska i natychmiastowe przejście na emeryturę.
Dwa źródła agencji Reutera twierdzą, że Hegseth odwołał także generała Davida Hodnego, który stał na czele Dowództwa Transformacji i Szkolenia Wojsk Lądowych oraz generała Williama Greena, stojącego na czele Korpusu Kapelanów Wojskowych.
Pentagon nie podaje powodów dymisji gen. George’a. Liczące 450 tys. żołnierzy Wojska Lądowe są największym amerykańskim rodzajem wojsk. Dotychczas, w trwającej wojnie z Iranem, uczestniczyli przede wszystkim żołnierze Sił Powietrznych USA i Marynarki Wojennej, ale w ostatnim czasie na Bliski Wschód zaczęli być przerzucani żołnierze elitarnej 82. Dywizji Powietrznodesantowej, co zostało odebrane jako zapowiedź potencjalnego rozpoczęcia działań lądowych przeciw Iranowi.
Gen. George ma za sobą służbę w Iraku i Afganistanie. Szefem Sztabu Wojsk Lądowych był od 2023 roku Kadencja na tym stanowisku trwa cztery lata.
Nieoficjalne doniesienia o kolejnych dymisjach w administracji Donalda Trumpa
„The Atlantic” pisze, że z administracji Donalda Trumpa mogą wkrótce odejść dyrektor FBI Kash Patel, sekretarz armii Daniel Driscoll i sekretarz pracy Lori Chavez-DeRemer.
Władze Kuby poinformowały, że uwolnią ponad 2 tysiące więźniów – podały kubańskie media państwowe. To już druga taka amnestia w tym roku (w marcu uwolniono 51 więźniów). Dochodzi do niej w czasie, gdy władze w Hawanie prowadzą negocjacje z administracją Donalda Trumpa, który wcześniej wprowadził stan nadzwyczajny w relacjach z Kubą i praktycznie odciął wyspę od dostaw ropy.
Foto: PAP
Kubański dziennik „Granma” uwolnienie 2 010 więźniów nazwał „humanitarnym i suwerennym gestem”, dokonanym po „uważnej analizie zbrodni popełnionych przez skazanych, ich dobrego zachowania w więzieniu i faktu, że odbyli znaczną część swoich wyroków, a także przez wzgląd na ich stan zdrowia”. Nie jest jasne, ilu z uwolnionych więźniów to pospolici przestępcy, a ilu – więźniowie polityczni (tych mają być w kubańskich więzieniach setki).
W poniedziałek doszło do wielkie awarii krajowej sieci energetycznej na Kubie w wyniku czego ok. 10 mln mieszkańców wyspy zostało pozbawionych dostępu do elektryczności.
Do jednej z największych amnestii w ostatnich latach na Kubie doszło dzień po tym, jak Lianys Torres Rivera, najwyższej rangi kubańska dyplomatka w USA, publicznie poprosiła administrację USA o pomoc w przebudowie pogrążonej w kryzysie gospodarki Kuby, w ramach trwających negocjacji na linii Waszyngton-Hawana.
Przeciętny mieszkaniec naszej planety ma odruch wymiotny po konfrontacji z konfabulacją prezydenta Stanów Zwyrodniałych. Dlatego moi czytelnicy nie będą zmuszani do słuchania tej niedorzecznej brei w stylu Joe Bidena. Dla masochistów zawsze zostaje możliwość otwarcia tych farmazonów, ale skutki zdrowotne mogą być poważne.
Nowa karykatura jemeńskiego artysty Kamala Sharafa poświęcona niekończącym się kłamstwom Trumpa!
W przeciwieństwie do oderwanych od rzeczywistości sprzecznych z sobą twierdzeń Trumpa, jak balsam działa na nas logiczne i autentyczne środowe orędzie prezydenta Iranu Masouda Pezeshkianiego:
Naród irański nie żywi wrogości do innych narodów, w tym do mieszkańców Ameryki, Europy ani krajów sąsiednich. Nawet w obliczu powtarzających się zagranicznych interwencji i nacisków w swojej chlubnej historii, Irańczycy konsekwentnie i wyraźnie rozróżniali rządy od narodów, którymi rządzą. Jest to głęboko zakorzeniona zasada w irańskiej kulturze i zbiorowej świadomości, a nie tymczasowa postawa polityczna. Z tego powodu przedstawianie Iranu jako zagrożenia nie jest zgodne ani z rzeczywistością historyczną, ani z obserwowanymi obecnie faktami. Takie postrzeganie jest wynikiem politycznych i ekonomicznych kaprysów możnych – potrzeby stworzenia wroga, aby uzasadnić presję, utrzymać dominację militarną, utrzymać przemysł zbrojeniowy i kontrolować rynki strategiczne. W takim otoczeniu, jeśli zagrożenie nie istnieje, zostaje ono wymyślone.
Odkąd Izrael rozpoczął bombardowanie Libanu na początku marca, libański muzyk Mahdi al Sahely publikuje mini-koncerty w zbombardowanych dzielnicach Bejrutu.
W jednym ze swoich postów gra melodię z filmu Stevena Spielberga „Lista Schindlera” z 1993 roku, skomponowaną przez Johna Williamsa. Jest to prawdopodobnie jedno z najważniejszych dzieł, które od ponad trzech dekad uwrażliwia publiczność, zwłaszcza na Zachodzie, na cierpienie Żydów podczas II wojny światowej.
Dzięki Sahely’emu ponadczasowa ścieżka dźwiękowa rozbrzmiewa teraz w ruinach stolicy kraju, który – według analityków takich jak Max Blumenthal – państwo Izrael zaczyna krok po kroku poddawać czystce etnicznej.
Kontrast między procesem twórczym muzyki a niszczycielską siłą wojny znajduje tu swoje ucieleśnienie.
Libański wiolonczelista gra „Listę Schindlera” wśród ruin Bejrutu. Źródło.
Po obu stronach konfliktu cierpią zwykli ludzie. To oni są rzeczywistymi bohaterami tej tragikomedii. Patrzą jak ciała ich bliskich są wydobywane spod gruzów. Mówią w języku, którego nie rozumiesz, ale to nie znaczy, że są postaciami z jakiejś gry komputerowej. Odczuwają tak jak ty, mają rodziny, których stratę opłakują. Cierpienia nie są wirtualne.
Teraz, kiedy potomkowie ofiar okrutnych represji nazistowskiego reżimu stworzonego w Niemczech i wspieranego przez wielką finansjierę zachodniego świata, sami stają się oprawcami, świat zatoczył wielkie koło swojej tragicznej historii. Nie doczekają się przyjścia Mesjasza. Jedyne czego się doczekają to wielka pustynia gruzów.
Może właśnie tak miała wyglądać ta ich długo wyczekiwana świątynia?
W północnej części okupowanej Palestyny, w tym w Hajfie, Tamrze, Szfaramie i Kirjat Atta, rozległy się syreny ostrzegające przed atakiem rakietowym po wystrzeleniu rakiet z Iranu.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Imperium traci zdolność ukrywania swojej brzydkiej natury
„Oby wszystko się objawiło” – to moja modlitwa za nasz świat od wielu lat. To głęboko skrywane pragnienie właśnie się spełniło, a prawda wygląda równie brzydko, jak się spodziewano.
Kiedyś trudno było pokazać ludziom Zachodu zepsucie amerykańskiego imperium. Teraz jest ono widoczne dla wszystkich w postaci brutalnych nagrań z ludobójstwa i szalenie okrutnej wojny o bezpośrednich konsekwencjach ekonomicznych.
Trzeba było włożyć wiele wysiłku, aby uświadomić przeciętnemu mieszkańcowi Zachodu, że agresje NATO aktywnie sprowokowały wojnę na Ukrainie, że zachodni interwencjonizm odegrał znaczącą rolę w przemocy i chaosie w Syrii, a także że amerykańska wojna gospodarcza była w dużej mierze odpowiedzialna za cierpienia Kubańczyków i Wenezuelczyków. Mordercze okrucieństwo imperium było ukrywane za warstwami zaciemniania, co pozwalało propagandystom przedstawiać zachodnią strukturę władzy jako biernego świadka nadużyć obcych reżimów.
Teraz propagandziści mają bardzo mało do roboty, więc takie zaciemnianie rzeczywistości nie jest już możliwe. Nie da się przedstawić szkoły pełnej dzieci, która została wysadzona w powietrze przez amerykański nalot, jako czegoś innego niż jest w rzeczywistości. Manipulacja narracyjna, jaką można przeprowadzić na podstawie surowego nagrania wideo ludobójstwa wspieranego przez Zachód, rozgrywającego się na oczach całego świata, dzień po dniu, przez lata, jest ograniczona. Nie da się wmówić ludziom Zachodu, że chcą płacić o wiele więcej za paliwo i artykuły spożywcze.
Widziałem, jak były członek Parlamentu Europejskiego Luis Garicano narzekał na Twitterze, że działania Trumpa sprawiają wrażenie, jakby lewicowcy przez cały czas mieli rację co do amerykańskiego imperium, mówiąc: „Wielu z nas, liberalnych Europejczyków, spędziło dekady sprzeciwiając się karykaturalnej wersji Ameryki prezentowanej przez europejską skrajną lewicę (to wszystko ropa/imperializm/bogacenie się kosztem innych), a potem przychodzi jakaś głupia administracja i perfekcyjnie odtwarza tę karykaturę”.
Cały światopogląd Garicano opiera się na jego zdolności unikania uznania oczywistej prawdy: że tak zwana „skrajna lewica” zawsze miała rację, a imperium, które czci, zawsze było złe. Po prostu coraz trudniej jej ukryć swoją prawdziwą naturę, z powodu tego samego zła, które próbowała ukryć.
Wszystko staje się coraz bardziej jawne. Coraz bardziej przejrzyste. To, co kiedyś było dziełem wyłącznie sygnalistów, dziennikarzy śledczych, aktywistów i mediów dysydenckich, teraz jest dziełem samego imperium, bo prawda o czymś tak złośliwym może być ukrywana tylko do pewnego momentu. Imperium, które spajają kłamstwa, korupcja i niekończące się rzezie, nigdy nie miało pozostać niezauważone. Brutalność niezbędna do dominacji nad planetą musiała w końcu wyjść na jaw.
„Oby wszystko się objawiło” – to moja modlitwa za nasz świat od wielu lat. To głęboko skrywane pragnienie właśnie się spełniło, a prawda wygląda równie brzydko, jak się spodziewano.
Niech wszystko zostanie ujawnione. Niech wszystko, co ukryte, stanie się widoczne. W imperium. W naszych rządach. W naszej kulturze. W naszej społeczności. W naszych relacjach międzyludzkich. W nas samych.
Wszelkie nadużycia ostatecznie sprowadzają się do braku jasnego spojrzenia. Rządy mogą znęcać się nad ludźmi, ponieważ dynamika korupcji i tyranii nie jest wyraźnie dostrzegana przez społeczeństwo, które gwałtownie zbuntowałoby się, gdyby naprawdę zrozumiało, co ich przywódcy robią im i ich światu. Przemoc domowa i wykorzystywanie seksualne w rodzinie mogą trwać tylko wtedy, gdy reszta społeczności nie widzi i nie rozumie, co robi sprawca. Nasze własne skłonności do nadużyć mogą trwać tylko tak długo, jak długo nasze reakcje na traumę i nieadaptacyjne mechanizmy radzenia sobie z nią pozostają ukryte w cieniu naszej podświadomości.
Wszystkie te dysfunkcyjne dynamika stracą swoją trwałość, gdy będziemy coraz bardziej świadomi tego, co naprawdę się dzieje w nas samych i w naszym świecie. Teraz sytuacja wygląda brzydko, bo prawda jest brzydka, ale tylko dzięki ujawnieniu się prawdy możemy dążyć do zdrowia i harmonii jako gatunek.
Jeśli kiedykolwiek głęboko pracowałeś nad swoją psychologią, widziałeś, jak to się rozgrywa w twoim osobistym doświadczeniu. Możesz uleczyć swoje wewnętrzne zranienia, jeśli zbierzesz się na odwagę, by zanurzyć się we własnej ciemności i stawić czoła z bezkompromisową szczerością niewygodnym realiom, których unikałeś w sobie przez całe życie – ale z jakiegoś powodu trzymałeś je w nieświadomości. Są przerażające. Są bolesne. Są wstydliwe. Stawienie im czoła może wydawać się końcem świata. Jednak tylko poprzez wydobycie ich na światło świadomości można je w pełni dostrzec, pogodzić się z nimi i uleczyć.
Cały świat jest taki sam. Ludzie jako kolektyw nie są w stanie rozwiązać problemów, których nie dostrzegamy i nie rozumiemy. Nasi władcy wkładają mnóstwo energii w podtrzymywanie wpływowych operacji, takich jak propaganda medialna, hollywoodzkie operacje psychologiczne, manipulacje algorytmami Doliny Krzemowej i tajność rządowa, aby utrudnić nam jasne widzenie i rozumienie.
Ale teraz wszystko to wychodzi na światło dzienne. Coraz więcej staje się widoczne.
Niech kłamstwa i zaciemnienia nadal będą ujawniane. Niech prawda nadal będzie widoczna.
„Módlmy się… Ojcze, w Księdze Estery napisałeś, że Persowie – Irańczycy – chcieli zabić wszystkich Żydów…” „Dziś Irańczycy – nikczemny reżim tego rządu – chcą zabić każdego Żyda i zniszczyć go ogniem atomowym, ale ty podniosłeś prezydenta Trumpa”…👇pic.twitter.com/WL5eIHCbTi
Gdy piszę te słowa trwa dziewiętnasty dzień trzydniowej izraelsko-amerykańskiej Specjalnej Operacji Demokratycznej przeciwko Iranowi. Oczywiście, z przekąsem piszę o „trzech dniach” przypisywanych Putinowi i parafrazuję nazwę Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie. Ale już tylko parafraza nam została, gdyż na naszych oczach Donald Trump dokonuje unicestwienia wszystkich założeń trumpizmu.
Dlaczego topi? Dlatego, że obiecał Amerykanom nie wszczynać żadnych wojen, a nawet zakończyć tę na Ukrainie. Został wybrany pod hasłami izolacjonistycznymi, pod hasłami walki z ideologią globalistyczną, pod hasłami walki z neokonserwatywną agresywną i imperialną polityką zagraniczną. Teraz okazał się Georgem Bushem 2.0. Najpierw był akt państwowego terroryzmu w postaci ataku na Wenezuelę i porwania jej prezydenta. Amerykanie nie cieszyli się tym zwycięstwem, gdyż zapachniało neokonserwatyzmem, ale akcja była szybka i zwolennicy prezydenta jakoś mu to wybaczyli.
Teraz Trump uwikłał USA w absolutnie „nieswoją wojnę”, toczoną za Izrael i dla Izraela, którą najprawdopodobniej sprokurowali dwaj syjoniści: związany z Chabadem zięć Trumpa Jared Kushner i Steve Witkoff. Dzielnie pomagał im w tym dziele nawiedzony religijnie fanatyk ewangelikalny Pete Hegseth, stojący na czele tzw. chrześcijańskich syjonistów w ruchu trumpowskim. Powiedzmy sobie szczerze, że ruch MAGA nie przetrzyma tej wojny, dzieląc się na MAGA „właściwy”, skupiający amerykańskich patriotów spod znaku „America First!”, ze skłonnością do izolacjonizmu i dobrowolnej rezygnacji z hegemonii nad światem, aby podzielić się rządami z Chinami i Rosjanami w postaci tzw. koncertu mocarstw.
Niestety, w Białym Domu górę wzięła frakcja budowniczych Trzeciej Świątyni i oczekiwania na mesjasza – ale nie tego samego, który już dawno się ujawnił i został ukrzyżowany 2.000 lat temu. Dla tego apokaliptycznego celu USA ma wzniecić III wojnę światową. Z polskiej perspektywy aż trudno uwierzyć, że tak irracjonalna idea może mieć za Oceanem kilkadziesiąt milionów fanatycznych zwolenników. Przy Pecie Hegsecie, ambasadorze amerykańskim w Izraelu Mike’u Huckabeem i osobistej doradczyni do spraw duchowych prezydenta Trumpa Paulą White irańscy ajatollahowie to wolterianie, wolnomyśliciele i religijni sceptycy. Za całym tym biznesem stoi w cieniu ateista Bibi Netanjahu i śmieje się z szaleńców z USA, którzy dali się wciągnąć w wojnę za Izrael, a właściwie to dla ratowania głowy Bibiego ściganego w Jerozolimie za łapówkarstwo przez cały batalion prokuratorów.
Po rozkładzie ruchu MAGA nie widzę szans na wygranie przez Republikanów tzw. wyborów cząstkowych do Kongresu w przyszłym roku, w wyniku czego Donald Trump straci większość parlamentarną. Nie widzę też szans na wygrane wybory prezydenckie przez J.D. Vance’a, acz widać, że racjonalnie nie wychyla się i nie wypowiada, nie chcąc być obciążonym klęską trumpizmu. Ale ludzie i tak będą go z Donaldem Trumpem już zawsze kojarzyć. Przyszłym prezydentem Stanów Zjednoczonych zostanie więc demokrata.
Izraelsko-amerykańska wojna napastnicza na Iran stała się katalizatorem przemian w polityce światowej. Od samego początku Trump słusznie twierdził, że czas hegemonii amerykańskiej skończył się, gdyż pozycja USA w świecie spada z powodu szybkiego wzrostu znaczenia innych państw. Własny potencjał nie spada, rośnie, lecz świat rośnie szybciej. Dlatego trzeba się panowaniem nad światem podzielić. Stąd była polityka paktowania z Putinem, inicjatywa grupy G5, Rady Pokoju, etc. Była to polityka racjonalna i sam ją osobiście chwaliłem.
Niestety, dla Bibiego i za poradą zięcia, Trump sam pogrzebał swoją własną koncepcję porządku światowego, wkraczając na drogę podbojów głoszoną przez wrogich mu neokonserwatystów. Ale świat się zmienił i do hegemonii USA nie ma powrotu. Europa nie uznaje już hegemonii amerykańskiej. Pod naciskami Trumpa na wojnę Wielka Brytania zgodziła się wysłać… 8 żołnierzy w celu ewentualnego rozbrajania min morskich. Pełne poparcie militarne zadeklarowały tylko Estonia i Albania, ale jakoś nie spodziewam się, aby Siódma Flota imperium estońskiego przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść amerykańską. Stany Zjednoczone zostały same, osamotnione i izolowane w świecie, który nie ma żadnego pomysłu jak wygrać tę wojnę nie wysyłając na wieloletnie walki w górach armii lądowych, gdzie czekają na nią milionowa armia perska i całe tabuny dronów najróżniejszych rodzajów.
Co więcej, świat już wie, że amerykańskie bazy nie chronią własnego terytorium. Gorzej, niczym czerwona płachta na byka przyciągają pociski balistyczne i drony przeciwnika na własne terytorium. Obrona przeciwlotnicza satrapii arabskich szejków nie radzi sobie, co grozi upadkiem petrodolara i dedolaryzacją gospodarki, a to może spowodować ekonomiczny cyklon w USA. Po odcięciu importu żywności i zniszczeniu fabryk odsalania wody w satrapiach może zapanować głód i pragnienie, co może skończyć się rewolucją polityczną.
Po trzech tygodniach słyszymy, że amerykańskie arsenały są puste, a przemysł amerykański potrzebuje miesięcy lub nawet lat, aby je odbudować. Uruchomiono żelazne rezerwy pocisków manewrujących Tomahawk, trzymane na wypadek wojny z Chinami. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że Amerykanie wyprowadzili całą produkcję do Azji, bo było tam taniej i w warunkach globalnego rynku taniej było wszystko sprowadzać. Pomysł genialny, o ile… nie prowadzi się wojny z Azją.
Iran oczywiście tej wojny militarnie nie wygra, ale remis jest możliwy, co dla Iranu byłoby sukcesem, a dla USA klęską. Kto tę wojnę wygra? Typuję Chiny. W pewnym momencie Xi Jinping zostanie przez wyczerpane walczące strony poproszony o pośrednictwo w negocjacjach. Wyjdzie z tych negocjacji jako imperator świata, który podyktował pokój.
Przełożona podróż Trumpa do Chin i konsekwencje z perspektywy Pekinu
Trump przełożył planowaną podróż do Chin z kwietnia na maj z powodu wojny w Iranie. To, co brzmi jak błaha wiadomość, ma globalne znaczenie polityczne – nie tylko z chińskiej perspektywy.
Anti-Spiegel 31 marca 2026
W kontekście wojny iracko-irańskiej niemieckie media jedynie, w najlepszym razie, wspomniały mimochodem, że prezydent USA Trump przełożył długo planowaną i bardzo ważną podróż do Chin. Pierwotnie planowano ją na kwiecień, ale według Białego Domu przełożono ją na maj, choć Chiny nie potwierdziły jeszcze nowej daty. Ta pozornie błaha informacja ma istotne implikacje geopolityczne, które korespondent TASS w Chinach zbadał w przetłumaczonym przeze mnie artykule.
USA–Chiny: Iran jako przeszkoda, czyli dlaczego Trump nie pojechał do Pekinu
Korespondent TASS Andrej Kirillov relacjonuje z Pekinu przełożoną wizytę prezydenta USA w Chinach: Co poszło nie tak z Trumpem i jak Chińczycy odbierają przełożenie wizyty?
Fiasko Białego Konia
Oczywiste jest, że Donald Trump pracował w show-biznesie, zanim wszedł do polityki. Jest utalentowanym reżyserem, organizatorem i mózgiem wielkich spektakli z elementami dramatycznymi i komediowymi, tragicznym chórem i profesjonalną obsadą. Jego wizyta w Pekinie, ogłoszona podczas zeszłorocznego spotkania z prezydentem Chin Xi Jinpingiem, również miała być wydarzeniem o globalnym znaczeniu. Zgodnie ze swoją wizją, Trump miał wjechać do stolicy Chin na białym koniu.
No cóż, amerykańscy prezydenci zazwyczaj podróżują przez zagraniczne miasta w konwoju kilkudziesięciu czarnych amerykańskich samochodów, mijając miejscowych, którzy są oczarowani tym imperialnym przepychem. Trump miał przybyć do Pekinu na białym koniu, odnosząc szybkie i spektakularne zwycięstwo nad Iranem. A może na białym słoniu.
Jednak Chińczycy, a zwłaszcza chiński przywódca Xi Jinping, mają silne poczucie historii. Nie chodzi o to, że Iran i Chiny nawiązały kompleksowe partnerstwo strategiczne dziesięć lat temu podczas wizyty państwowej prezydenta Chin w Teheranie. Iran (Persja) był ważnym partnerem handlowym Chin od wieków. Przez kraj przebiegał Jedwabny Szlak, podobnie jak inne rozległe terytoria zamieszkane przez ludy irańskojęzyczne. Oprócz handlu, istniała ożywiona wymiana kulturowa z Persją, a nawet słynny chiński taniec lwa i chińskie słowo oznaczające „lew” mają, według badaczy, korzenie perskie.
Najwyraźniej amerykański prezydent planował szybkie zwycięstwo nad Iranem od zeszłego roku, jeszcze przed spotkaniem z chińskim prezydentem na szczycie APEC w Pusan w Korei Południowej w październiku. Zaplanował swoją wizytę w Chinach dokładnie na ten dzień, ale marzec nie poszedł zgodnie z planem.
Teraz w chińskich mediach społecznościowych krąży film wygenerowany przez chińską sztuczną inteligencję, opatrzony komentarzami użytkowników. Widać na nim bielika amerykańskiego – wiecie, jak on wygląda – ugrzęzniętego w błocie pod gradem kamieni rzucanych w niego przez ludzi w czarnych turbanach. Pod koniec filmu orzeł odlatuje z obietnicą: „Wrócę”.
Pekin radzi Trumpowi, aby odświeżył swoją wiedzę.
25 marca rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt oświadczyła na regularnej konferencji prasowej, że długo oczekiwane spotkanie prezydenta Trumpa z prezydentem Chin Xi odbędzie się w Pekinie w dniach 14 i 15 maja. Dodała z wielkim optymizmem, że rewizyta chińskiego prezydenta w USA jest również spodziewana „w dalszej części roku”.
Następnego dnia rzecznik chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Lin Jian uniknął podania konkretnych dat, zauważając jedynie, że obie strony „kontaktowały się w sprawie wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa w Chinach”.
„Dyplomacja szefów państw odgrywa niezbędną rolę strategiczną w stosunkach chińsko-amerykańskich” – stwierdził zwięźle.
Jednak pekiński „Global Times”, anglojęzyczna publikacja państwowego dziennika „Dziennik Ludowy”, opublikował artykuł redakcyjny zatytułowany „Poznawanie Chin z pierwszej ręki: lekcja, której amerykańscy urzędnicy muszą pilnie się nauczyć”. Artykuł odzwierciedla reakcję Pekinu, której nie da się wyrazić zwięzłym językiem dyplomatycznym i w gruncie rzeczy oznacza: „Nie tak się postępuje z Chinami”. Powołując się na amerykańskie źródła, gazeta wskazała na katastrofalną sytuację w USA, gdzie brakuje kompetentnego personelu, który mógłby choć trochę zrozumieć Chiny.
„Chociaż stosunki między Chinami a Stanami Zjednoczonymi są najważniejszymi relacjami dwustronnymi na świecie, kontakty te od wielu lat utrzymują się na niskim poziomie, a ostatnia wizyta prezydenta USA w Chinach miała miejsce prawie dziesięć lat temu” – podkreślono w artykule. „To nie jest normalne i nie może trwać wiecznie”. „Global Times” jako przyczynę tej anomalii podaje „coraz bardziej toksyczną atmosferę w Waszyngtonie wobec Chin”. Amerykańska kultura polityczna, jak dalej wyjaśnia, charakteryzuje się wyraźnym „kompleksem Mesjasza”. „W rezultacie wielu członków amerykańskiej elity politycznej uważa, że nie ma potrzeby inwestowania w międzynarodową wymianę polityczną i kulturalną, a inne kraje muszą po prostu zrozumieć i zaakceptować amerykańskie instytucje i idee” – ubolewa gazeta. Sytuację pogarsza „sztywność i izolacja amerykańskiej kultury decyzyjnej”. Polityka Chin wobec Stanów Zjednoczonych jest natomiast „spójna, stabilna i przewidywalna, kładąca nacisk na wzajemny szacunek, pokojowe współistnienie i obopólnie korzystną współpracę”.
„Mamy nadzieję, że amerykańscy decydenci będą spędzać więcej czasu na odwiedzaniu Chin i oglądaniu sytuacji na własne oczy. Tylko wtedy będą mogli pozbyć się arogancji, skorygować uprzedzenia i skorygować swoje postrzeganie poprzez bezpośrednią wymianę poglądów” – radzi „Global Times”.
Czy Chiny są w defensywie?
Choć filmy o trudnościach USA, generowane przez chińskie sieci neuronowe, mogą być zabawne, Chiny poniosły znaczne straty geopolityczne w kilku miejscach w ciągu zaledwie jednego do dwóch i pół roku. Aresztowanie prezydenta Wenezueli Maduro podważyło znaczące interesy Chin w tym kraju. Panamski Urząd Morski zajął dwa kluczowe porty na Kanale Panamskim, wcześniej obsługiwane przez firmę z Hongkongu, mającą bliskie powiązania z Pekinem.
Nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć, że zostanie tam ustanowiona bezpośrednia lub pośrednia kontrola amerykańska. To zasadniczo podważyło postępy chińskiego megaprojektu Inicjatywy Pasa i Szlaku w Ameryce Łacińskiej. Wenezuela, Arabia Saudyjska i Iran zajmują trzy pierwsze miejsca na liście krajów o największych rezerwach ropy naftowej. Niezależnie od tego, co twierdzą zwolennicy zielonej gospodarki, to paliwo kopalne odpowiada za jedną trzecią globalnego zużycia energii i jest mało prawdopodobne, aby ta sytuacja uległa zmianie w dającej się przewidzieć przyszłości.
To tylko odosobnione epizody w globalnej rywalizacji między „pierwszą” a „drugą” gospodarką świata, jakkolwiek arbitralne mogą być te klasyfikacje. Stany Zjednoczone, które nieco złagodziły swoją retorykę wobec Chin w swojej nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, nadal dążą do długoterminowego powstrzymania Chin i ograniczenia ich obecności gospodarczej, logistycznej, politycznej i kulturowej – czy to w Azji Południowo-Wschodniej, obu Amerykach, czy Europie.
Waszyngton promuje relokację zagranicznych i wspólnych zakładów produkcyjnych, a także innowacyjnych ośrodków naukowo-technologicznych z Chin, jeśli nie do samych Stanów Zjednoczonych, to do krajów i regionów znajdujących się pod ich wpływem. Jednocześnie blokowane są chińskie próby inwestowania kapitału, tworzenia zakładów produkcyjnych lub eksportu towarów za pośrednictwem innych krajów, głównie sąsiednich (np. Wietnamu i Tajlandii). Wyraźnie widać wysiłki mające na celu zwiększenie presji nie tylko na sąsiadów Chin, ale na wszystkie kraje, w których Chiny są zauważalnie obecne i na które Stany Zjednoczone mogą wywierać wpływ.
Nie jest to bynajmniej polityka specyficzna dla obecnego prezydenta USA, lecz raczej długotrwała strategia amerykańska. Trump jednak osobiście narzuca ten kurs. Oprócz preferowanej taktyki ceł, opiera się również na bezpośrednich interwencjach wojskowych (w Wenezueli, a teraz w Iranie). Oczywiste jest, że działania USA w tych przypadkach mają wiele celów, ale jednym z głównych motywów jest antychińska postawa.
Ograniczenia taryfowe Trumpa (które można interpretować jako agresywną politykę celną) są skutecznym instrumentem, ale Chiny znalazły własne środki zaradcze i – co najważniejsze – odważyły się je wdrożyć, wykorzystując eksport pierwiastków ziem rzadkich. Cóż, w pewnym sensie Pekin ustąpił. Przykładowo w przypadku sprzedaży TikToka, choć zysk Amerykanów w tym przypadku wcale nie jest oczywisty, chińska firma zachowała znaczący udział w zyskach sieci.
W obliczu presji ze strony Ameryki Chiny wykazały się niezwykłą odpornością. Przede wszystkim kraj ten pozostaje kluczowym motorem napędowym światowej gospodarki, zajmując drugie miejsce po USA pod względem nominalnego PKB i wyprzedzając je pod względem parytetu siły nabywczej. Według Państwowej Administracji Walutowej (PAMF), całkowity eksport towarów i usług wyniósł w lutym 309,2 mld dolarów, a import 257,3 mld dolarów, co przełożyło się na nadwyżkę handlową w wysokości 51,9 mld dolarów. Pod koniec ubiegłego i na początku bieżącego roku prezydent Francji, premierzy Kanady i Wielkiej Brytanii oraz kanclerz Niemiec odwiedzili Pekin. Podczas tych rozmów zachodni przywódcy odłożyli na bok dotychczas kontrowersyjne kwestie polityczne (Tybet, Sinciang, prawa człowieka) i skupili się wyłącznie na kwestiach gospodarczych. Chińska dyplomacja również uznała te wizyty za sukces.
Kontakty są utrzymywane, ale czy przyniosą jakieś namacalne rezultaty?
Nie można jednak powiedzieć, że Pekin zdecydował się na ograniczenie relacji z Waszyngtonem w świetle presji amerykańskiej, a zwłaszcza sprzecznej polityki prezydenta USA (która sama w sobie może być postrzegana jako forma nacisku).
Wręcz przeciwnie, Chiny zamierzają w pełni wspierać istniejące formaty negocjacji. Chiny są gotowe do zacieśnienia wielostronnej i regionalnej współpracy z USA w dziedzinie handlu i gospodarki. Oświadczył to niedawno chiński minister handlu Wang Wentao podczas spotkania z przedstawicielem ds. handlu Jamisonem Greerem na marginesie 14. Konferencji Ministerialnej WTO w Jaunde w Kamerunie, jak donosiła chińska państwowa stacja CCTV. Według Wanga, Pekin dąży również do osiągnięcia „pozytywnych rezultatów” na spotkaniach APEC i G20.
Jednak chiński minister handlu wyraził zaniepokojenie dochodzeniami prowadzonymi przez USA w kilku krajach, w tym w Chinach, w sprawie domniemanej nadwyżki mocy produkcyjnych i braku zakazu importu produktów wytwarzanych z wykorzystaniem pracy przymusowej.
Chiński minister handlu wyraził jednak zaniepokojenie śledztwami prowadzonymi przez USA w kilku krajach, w tym w Chinach, w sprawie domniemanej nadwyżki mocy produkcyjnych i braku zakazu importu produktów wytwarzanych z wykorzystaniem pracy przymusowej.
Aby przeciwdziałać presji ze strony Ameryki, Chiny wszczęły dwa śledztwa handlowe przeciwko Stanom Zjednoczonym, poinformowało Ministerstwo Handlu. Rozpoczęły się one 27 marca. Ministerstwo stwierdziło, że działania te są odpowiedzią na sankcje USA. Według wstępnych danych Ministerstwa Handlu, Stany Zjednoczone stosują powszechne praktyki blokujące dostęp chińskich towarów do rynku amerykańskiego oraz ograniczające eksport zaawansowanych technologii i inwestycje dwustronne. Narusza to zasady Światowej Organizacji Handlu i znacząco szkodzi uzasadnionym interesom chińskich firm.
A jakich międzynarodowych zobowiązań nie naruszył rząd USA! Do tego dochodzą amerykańskie przepisy. Na przykład, podczas śledztwa w sprawie Chin i kilku innych krajów w sprawie domniemanej pracy przymusowej, władze USA powołały się na artykuł 301 amerykańskiej ustawy handlowej z 1974 roku. Artykuł ten upoważnia prezydenta do jednostronnego nakładania środków ograniczających w celu przeciwdziałania polityce handlowej innych krajów. Chiny ostro zaprotestowały i ogłosiły gotowość do podjęcia działań przeciwko protekcjonistycznej polityce Waszyngtonu. W odpowiedzi na artykuł 301 wydajemy nasze 101. ostrzeżenie! (Uwaga tłumacza: wyrażenie „to 101. ostrzeżenie” oznacza po rosyjsku, że jest to ostatnie ostrzeżenie).
To nie tak, że chińscy Laobaixingowie (chińscy Meierowie, Müllerowie i Schmidtowie) cierpliwie i po cichu akceptują wszelkiego rodzaju wstrząsy na froncie polityki zagranicznej. Również w tym przypadku użytkownicy mediów społecznościowych krytykują rząd za skrajną powściągliwość Chin w reagowaniu na różne problemy, w tym kryzys irański. W odpowiedzi odpowiednie władze publikują w mediach społecznościowych własne filmy, tłumacząc swoim współobywatelom, że Chiny produkują pojazdy elektryczne, które z powodzeniem podbijają rynki zagraniczne, że chińskie roboty antropomorficzne są bezkonkurencyjne, a ich mechanizmy obronne z każdym dniem stają się silniejsze. A wszystko to, jak twierdzą, dzieje się w imię wzmocnienia potęgi państwa.
Nawiasem mówiąc, w zeszłym roku Departament Handlu USA zakazał importu i sprzedaży samochodów z dostępem do internetu, wyprodukowanych w Chinach lub wykorzystujących chińską technologię.
A gdyby prezydent USA rzeczywiście udał się do Pekinu, miałby wiele do omówienia z prezydentem Chin. Zwłaszcza że sam Trump niedawno oświadczył na forum inwestycyjnym w Miami, że Chiny zasługują na powszechny szacunek, niezależnie od osobistych odczuć.
„Spójrzcie na Chiny, jak dobrze sobie radzą, jak dobrze prosperują w produkcji” – powiedział. „Trzeba szanować to, co robią. Niezależnie od tego, czy się je lubi, czy nie, trzeba je szanować”. Prezydent USA potwierdził, że planuje wizytę w Chinach w maju i oświadczył, że utrzymuje dobre stosunki z prezydentem Chin.
Wiem, na czym polegają tajemne pertraktacje USA z Iranem. Trump nas nie okłamuje, on naprawdę prowadzi rozmowy w sprawie zawieszenia broni. Niekoniecznie z ludźmi sprawującymi realną władzę w Iranie, ale jednak. Dlaczego nie udało się żadnemu z dziennikarzy dotrzeć do tych negocjatorów? Odpowiedź jest prosta: ponieważ strona amerykańska ma taki zwyczaj, że usuwa wszelkich świadków negocjacji. Zgodnie z zasadą, że dobry negocjator, to martwy negocjator. Taktykę tę Amerykanie udoskonalili, pertraktując dawno temu z Indianami. Domyślam się, że zgodnie z tradycją częstowali mediatorów wodą ognistą.
Jeśli ktoś się do tej pory nie zorientował, chciałbym zwrócić uwagę na dzisiejszą datę… Dalej będzie już w miarę poważnie.
Pomysł na negocjacje nie jest wcale zły. Może pomóc Trumpowi wyjść z twarzą z tej awantury, na którą namówili go najlepsi przyjaciele. Może pomóc, ale nie pomoże, o ile Iran nadal będzie odpalał swoje ponoć dawno zużyte zasoby rakiet i wysyłał drony. A Iran nie zamierza po raz drugi dogadać się z odwiecznymi wrogami. Bo i po co? Żeby w najbliższej przyszłości zostać narzędziem pomagającym w budowie trzeciej świątyni dla wyznawców Mojżesza?
Według „Wall Street Journal”, doniesienia o fałszywych wiadomościach dotyczących negocjacji, wyolbrzymione zagrożenia militarne oraz „terapia rozmową” prezydenta USA nie są już w stanie powstrzymać spadku wartości akcji ani wpłynąć na ceny ropy.
Mądry człowiek może dać się raz nabrać. Zdezorientowany, da się nabrać i drugi raz, ale za trzecim będzie już bardziej ostrożny. To właśnie dlatego mówi się, że kłamstwo na krótkie nogi. Nie róbmy wariata z prezydenta USA. Może się tak właśnie zachowuje, ale nie chcemy przecież, by wyłgał się przed karą, jeśli daj Boże stanie kiedyś przed sądem.
Nadal uważam, że gdyby dzisiaj prezydentem była Kamala Haris, to także doszłoby do wojny z Iranem, a mielibyśmy dodatkowo pełną gamę tęczy, inwazji nachodźców, integrację polityczną USA ze Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich, przymus szczepionkowy histerię klimatyczną i powiększony podatek za wydychanie dwutlenku węgla.
Trump uciekł do Indii po tym, jak rozwalił z Bibi Bliski Wschód, Iran i gospodarkę światową. Chciał rozpocząć nowy biznes, zaczynając całkiem na dole. Dlaczego w Indiach? Ponieważ w Indiach nie ma ICE. Źródło: Telegram 31,03,2026 r. 10:23.
Teraz wybór broni należy do Trumpa. Albo pozwoli, żeby skończył w zakładzie psychiatrycznym, albo podtrzymując amerykańską tradycję, pozostawi przyjaciela szantażystę na Bliskim Wschodzie własnemu, niezbyt godnemu pozazdroszczenia losowi i opublikuje wszystkie dokumenty sprawy wyspy E., którymi go Bibi szantażował. Odejdzie w niesławie, ale przynajmniej nie jako ten, który doprowadził świat do katastrofy zagłady. I jeszcze jedno: niech da sobie spokój z pokojową nagrodą Nobla – naprawdę nie ma o co walczyć. To żadna chluba stać w jednym szeregu obok zbrodniarza Baracka Obamy i donosiciela Bolka.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Moderator:Wspomniał Pan już o Europie w pierwszej połowie rozmowy, która znów znalazła się w niezwykle dziwnej sytuacji. Najpierw Trump poprosił Europejczyków o pomoc, potem obraził się na Starmera za zaoferowanie pomocy w „nieodpowiednim momencie” i tak dalej.
Europejskie orły
——————————————————–
Pańskim zdaniem, czy Europa nadal posiada jakąkolwiek niezależność – nie tylko w stosunku do Trumpa, ale także w kontekście wojny w Zatoce Perskiej, ponieważ to ona najbardziej ucierpi? Czy nadal ma ona jakikolwiek wpływ na bieżące wydarzenia polityczne?
Aleksander Dugin: W tym kontekście, trzymając się metafory wyspy Epsteina, Europa jest czymś w rodzaju wspólnika, strażnika lub pomocnika w przerażających zbrodniach popełnionych przez głównych sprawców. Mają ograniczony zakres wolności, ale w istocie są jedynie pracownikami tej wyspy. Nie są głównymi przestępcami, ale nie są też zwykłymi ofiarami. W głębi duszy chcieliby być wśród „pierwszej kategorii”, ale wiedzą, że w każdej chwili mogą zostać porzuceni i stać się ofiarami.
Belgijski premier powiedział, że istnieje różnica między wasalem a niewolnikiem, ale w rzeczywistości jej nie ma: wasal jest traktowany z szacunkiem, ale wymaga całkowitego podporządkowania; niewolnik nie otrzymuje szacunku. Właśnie taka jest sytuacja Europy. Gdyby Trump był życzliwy, nazwałby ich „lojalnymi wasalami”, jak to czasami robi. Kiedy jest zły, traktuje swoich pracowników jak niewolników – nie poklepuje ich po plecach, ale gryzie i bije.
Pozycja wasala-niewolnika jest taka: pan jest szalony, ale co można zrobić? Można czekać, aż trafi do szpitala psychiatrycznego, sabotować operacje, twierdzić, że twój departament nie jest zamieszany w działalność przestępczą. Wtedy zostanie się zwolnionym albo ostatecznie padnie ofiarą. Pole manewru UE jest ograniczone: chcą, żeby horror się skończył, żeby szaleniec zniknął, żeby mogli stać się dumnymi wasalami. Dopóki Trump traktuje ich jak zbuntowanych niewolników, próbują uciec na wyspę Epsteina i sami stają się ofiarami tych samych sił, którymi Trump manipuluje wedle własnego uznania.
W tym przypadku następuje de-subiektywizacja wszystkich, z którymi Trump wchodzi w interakcje: on jest jedynym podmiotem. Traktuje każdego, kto może zostać uprzedmiotowiony, wykorzystany, zabity lub zgwałcony. Europa zajmuje pozycję pośrednią: w istocie są również „gośćmi” na wyspie, którzy w każdej chwili mogą zostać przekształceni ze sprawców w ofiary.
My, Chiny i wielki Iran, który demonstruje swoją godność i wolę, by nie stać się przedmiotem, odmawiając de-subiektywizacji – sprzeciwiamy się temu rozpętanemu szaleńcowi. Nasz potencjał, nasza strategiczna broń jądrowa, nasza gospodarka, nasza wola, nasz prezydent i nasz naród, oddani tradycyjnym wartościom, a nie wartościom Epsteina. Mówimy o suwerenności i nie jesteśmy gotowi być wasalami, nawet jeśli jesteśmy rozpieszczani. Próbowaliśmy tej roli w latach 90. i wiemy, jak się kończy.
W. Putin i D. Trump – zaczęło się kiedyś obiecująco
—————————————————————————-
Każde negocjacje z nami i Chinami to dla Trumpa poważne obciążenie psychologiczne, ponieważ ma do czynienia z podmiotami. Odprzedmiotowienie nas nie jest takie łatwe i to jest główny problem. Musimy teraz, udzielając Iranowi maksymalnego wsparcia, opracować kontr-strategię, ponieważ nie możemy pozwolić na taki porządek świata: musimy zastanowić się, jak okiełznać tego szaleńca i sprowadzić go do bezpiecznej strefy. Wielu debatowało nad dalekowzrocznością naszego prezydenta, kiedy powiedział, że Kamala Harris byłaby lepsza. Wszyscy uważaliśmy to za ironię, wierzyliśmy, że Trump dotrzyma obietnic. Okazuje się, że nasz prezydent przejrzał szum medialny. Jest zadziwiająco dalekowzroczny.
Mamy teraz do czynienia z globalną katastrofą: balansujemy na krawędzi wojny nuklearnej, ponieważ u steru mocarstwa stoi osoba wyraźnie chora psychicznie, z urojeniami, zrujnowaną psychiką i ewidentną demencją. To niebezpieczne dla wszystkich, więc musimy zastanowić się, jak się chronić. Nawiasem mówiąc, Europa powinna zwrócić się do nas, ponieważ jesteśmy przewidywalni.
Moderator:Kontynuujmy od tego momentu. Pomijając osobowość Trumpa, widzimy, że to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie – szok energetyczny i gospodarczy – nieuchronnie prowadzi Europę do katastrofy. Praktycznie wszyscy eksperci to mówią. Europejczycy idą jak baranki na rzeź.
Jaki jest powód takiego zachowania? Czy to wynik krótkowzroczności i dekadencji elit, które po prostu nie rozumieją, że ten kryzys przyniesie im jedynie zubożenie i upadek, czy też celowa zdrada ze strony kierownictwa UE, takiego jak von der Leyen i inni, którzy doskonale wiedzą, do czego to prowadzi, ale mimo to kontynuują? Jak wytłumaczyć prawdziwie samobójczą postawę Europy?
Aleksander Dugin: Po prostu nie mają wyboru. Naprawdę. Są po prostu częścią tego systemu, zwykłymi pracownikami.
Moderator:Ale czy nie mogliby się zbuntować przeciwko Trumpowi, wesprzeć pozycje Iranu, Rosji, Chin itd.? Wyobraża pan to sobie?
Aleksander Dugin: Nie, oczywiście, że nie. Co, Macron – ten zwinny polityk o niejasnym kierunku, czy pracownik BlackRock Merz, który wygląda jak Himmler w koszmarze, czy absolutny idiota Starmer – czy oni powołają się na europejską suwerenność? Wszyscy, którzy mogli – Schröder w Niemczech czy politycy we Francji, tacy jak Mitterrand i Chirac – odeszli. Ci politycy byli suwerenni: choć postępowali zgodnie z zasadami zachodniego, atlantyckiego świata, posiadali prawdziwą suwerenność.
Od tego czasu seria zmian w elitach sprowadziła ich do roli jedynie personelu pomocniczego. Być może są próżni, ale nie reprezentują ani interesów społeczeństwa europejskiego, ani niezależnej geopolityki. Są częścią systemu amerykańsko-centrycznego, pozbawionego jakiejkolwiek wolności. Globalistyczni przywódcy USA grzecznie maskowali to podporządkowanie elit UE: mówili o multilateralizmie, twierdząc, że opinie partnerów mają znaczenie. To jak wiadomość na automatycznej sekretarce: „Twoja opinia jest dla nas ważna”, ale w rzeczywistości – zachowaj ją dla siebie.
Moderator:Czy to zatem głupota, czy zdrada?
Aleksander Dugin: To wynik długoterminowych wysiłków; To nie tylko głupota czy zdrada – Europa utraciła suwerenność po 1945 roku. Gdy tylko Stany Zjednoczone stały się supermocarstwem, przejęły odpowiedzialność za najpilniejsze problemy militarne, polityczne, a następnie gospodarcze Europy, a kompetencje Starego Świata zmalały.
Oczywiście europejscy przywódcy często próbowali uwolnić się od tej amerykańskiej hegemonii i ustanowić Europę suwerennym podmiotem z własnymi interesami, celami i wartościami – pomyślmy o de Gaulle’u, który całkowicie wycofał się z NATO. Ale ponieśli porażkę, ponieważ Waszyngton powiedział: „Dlaczego chcecie się odłączyć? Dzielimy wspólne wartości; jesteście naszymi partnerami”. Nazywano ich partnerami, ale w rzeczywistości pozostali wasalami, których traktowano „dobrze”. „Nie potrzebujecie własnej tożsamości; to nasza sprawa; pomyślimy za was”. Jak mawiało niemieckie przysłowie: „Zostawcie nam swoje sumienie; Führer pomyśli za was” – dziś jest tak samo: „Przywódcy europejscy, Waszyngton pomyśli za was”.
Teraz mają szaleńca na czele tego porządku. Oczywiście nie spodziewali się, że będą posłuszni kompletnie niezrównoważonemu władcy, który otwarcie ich upokarza. Wysysa z nich energię, a na pytanie: „Dlaczego?” odpowiada:„Bo chcę. Nie ma już prawa międzynarodowego, jestem tylko ja i moja moralność”. Jeśli chcą ropy, mogą udać się do Cieśniny Ormuz i wypowiedzieć wojnę Irańczykom; to nie jego problem.
Może wkrótce ogłosić: „Wygrałem, Ameryka zadała decydujący cios, Iran już nie istnieje, umywam ręce”. I wszystko pozostanie po staremu: bomby na Izrael, wybuchy nowych baz – ale Trump będzie twierdził, że to wszystko fake newsy. Już teraz mówi, że wszystkie szkody, jakich doświadcza Izrael, są spowodowane przez sztuczną inteligencję, ani jeden pocisk nie przebił „Żelaznej Kopuły”, wszystko jest w porządku.
W tym halucynacyjnym, solipsystycznym świecie można ogłosić zwycięstwo, a Europa musi ponieść konsekwencje.
Donald i Melania Trumpowie – podobno żyją w separacji
=========================================
Gdzie mają się zwrócić? Nie ma pola manewru. Ci przywódcy nie lubią Trumpa, a kto mógłby go lubić? Kiedy patrzę na Melanię Trump, zastanawiam się: Co jej chodzi po głowie? Z kim spędziła życie? To naprawdę przerażające. Jak można kochać kogoś takiego? Można ich tolerować, będąc niewolnikiem, ale nic więcej. Jej surowa mina pokazuje, że wie: sytuacja jest bardzo zła; jest ofiarą. Być może nawet wysyła sygnały, mówiąc: „Jestem jasnowidzem, wizjonerem” – w rzeczywistości krzyczy: „Ratuj mnie!”.
Moderator:Więc wie więcej niż my…
Aleksander Dugin: Z pewnością wie więcej, a ta wiedza zatruwa jej życie. Ale zostawmy ją na boku. Jeśli chodzi o Europę, to nie jest ona nawet ukochaną żoną, ale czymś o wiele bardziej niefortunnym na tej wyspie Epsteina, w którą przekształcił się cały Zachód.
Przywódcy europejscy są „w pułapce”: nie chcieli tego; marzyli o innym statusie, chcieli ustalać zasady, ale im się nie udało. Nie mam dla nich żadnej litości – zasłużyli na to, co ich spotyka, a nawet na gorsze rzeczy. Dlatego musimy polegać wyłącznie na własnych siłach, wygrać tę wojnę, zbliżyć się do naszych sojuszników – Iranu, Korei Północnej, Chin – i szukać innych partnerów dla wielobiegunowego świata.
Musimy przekonać wszystkich, którzy wciąż posiadają odrobinę suwerenności, co ich czeka, jeśli ta hegemonia się utrzyma, i zbudować nasz wielobiegunowy świat. Jeśli w Europie wybuchną rewolucje i liberalne, globalistyczne elity zostaną obalone – cóż, myślę, że wyciągniemy do nich pomoc, nawet „rurociąg” pomocy, a może nawet kilka. Ale najpierw muszą uwolnić się od swojej zależności.
Narody Europy cierpią podwójnie: rządzą nimi szaleńcy, którzy z kolei podlegają jeszcze gorszemu szaleńcowi. Wyobraźcie sobie, jak oni muszą się czuć. A najgorsze jest to, że nawet nie są już karmieni. Wasale i niewolnicy kiedyś mieli co jeść; teraz pan odmawia im jedzenia. Epstein i Bill Gates kiedyś dyskutowali o tym, co zrobić z biednymi, i doszli do wniosku, że należy ich wyeliminować.
Być może właśnie tak ten plan się teraz realizuje.