Szok w USA. Dyrektor Centrum Antyterroryzmu rzucił stanowisko. Protest przeciwko wojnie z Iranem

Szok w USA. Dyrektor Centrum Antyterroryzmu rzucił stanowisko. To protest przeciwko wojnie z Iranem

pch24.pl/szok-w-usa-dyrektor-centrum-antyterroryzmu-rzucil-stanowisko-to-protest-przeciwko-wojnie-z-iranem

Joe Kent, dyrektor Narodowego Centrum Antyterroryzmu, zrezygnował z urzędu. Wybrany na to stanowisko przez Donalda Trumpa ogłosił, że nie może poprzeć wojny w Iranie.

Joe Kent to były żołnierz, członek wojsk specjalnych USA (Zielone Berety), oficer CIA. Stracił żonę w walkach z Państwem Islamskim. Na początku 2025 roku prezydent Donald Trump uczynił go dyrektorem Narodowego Centrum Antyterroryzmu. „Joe pomoże Ameryce dając jej bezpieczeństwo, usuwając wszelki terroryzm, od terrorystów na świecie, po kartele na naszym podwórzu” – napisał wtedy Trump.

17 marca Joe Kent ogłosił, że rezygnuje ze stanowiska.

„Po długim zastanowieniu, podjąłem decyzję o rezygnacji ze stanowiska Dyrektora Narodowego Centrum Antyterroryzmu – ze skutkiem w dniu dzisiejszym. Nie mogę w zgodzie ze swoim sumieniem poprzeć trwającej wojny z Iranem. Iran nie stwarzał bezpośredniego zagrożenia dla naszego narodu. Jest jasne, że rozpoczęliśmy tę wojnę pod naciskiem Izraela i jego wpływowego lobby w Ameryce” – napisał.

Jak dodał, popierał wartości, które reprezentował prezydent Trump. „Do czerwca 2025 roku rozumiał Pan, że wojny na Bliskim Wschodzie są pułapką, która zabierała Ameryce cenne życia naszych patriotów i pozbawiała nasz naród bogactwa i dobrobytu” – dodał.

Według Kenta prezydent Donald Trump został wprowadzony w błąd, co doprowadziło go do decyzji o wojnie z Iranem. Przekonanie, że „trzeba uderzyć teraz, co miało stanowić prostą drogę do zwycięstwa, było kłamstwem”, stwierdził. „Taką samą taktykę Izraelczycy zastosowali, żeby wciągnąć nas w katastrofalną wojnę z Irakiem” – napisał.

Jak dodał, jako człowiek, który stracił swoją „ukochaną żonę Shannon na wojnie zorganizowanej przez Izrael”, nie może poprzeć „wysyłania kolejnego pokolenia na wojnę, która nic nie daje narodowi Ameryki”.

„Modlę się, by zastanowił się Pan nad tym, co i dla kogo robimy w Iranie. Czas na odważne działania jest teraz. Może Pan zmienić kurs i wytyczyć nową drogę dla naszego narodu, albo może Pan pozwolić, byśmy dalej staczali się w stronę upadku i chaosu. To Pan ma karty w ręku” – podsumował.

Źródło: X Pach

Pierwsza rezygnacja w administracji @POTUS, na tak wysokim szczeblu, w proteście przeciwko wojnie z Iranem.

Marek Magierowski @mmagierowski

Pierwsza rezygnacja w administracji @POTUS , na tak wysokim szczeblu, w proteście przeciwko wojnie z Iranem. Odchodzi Joe Kent, dyrektor Narodowego Centrum Walki z Terroryzmem.

Zdjęcie

Zdjęcie

15,4 tys. wyświetlenia

Syndrom Boga II. Naśladowca Nerona ??

Syndrom Boga II

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska/zinkiewicz-syndrom-boga-ii

Po napisaniu felietonu Syndrom Boga, który ukazał się na początku lutego 2025 roku, nie spodziewałem się, że zajdzie konieczność kontynuowania tego tematu. Wynika ona nie tylko z coraz bardziej zaskakującego zachowania prezydenta Donalda Trumpa, ale przede wszystkim z tego, iż przyjął sposób sprawowania władzy nieadekwatny do dotychczasowych standardów sprawowania urzędu prezydenta USA. 

Jego sposób sprawowania władzy z przykrością odbieram jako despotyczne, nieobliczalne rządy współczesnego cesarza rzymskiego Nerona, a nie jako rządy prezydenta demokratycznego kraju, jakim są Stany Zjednoczone Ameryki.

Naśladowca Nerona

Nerona (Nero Claudius Cesare Augustus Germanista, 37–68 n.e.) znamy głównie z tego, że przypisuje się mu wzniecenie pożaru Rzymu (64 r. n.e.) w akcie szaleństwa. Podczas pożaru, który strawił 10 z 14 dzielnic, krążyły pogłoski, że Neron obserwował zniszczenia, śpiewając i grając na lirze, a winą obarczył chrześcijan, co zapoczątkowało ich prześladowania. Choć początkowo jego rządy były łagodne, zasłynął jako okrutny tyran. Okres jego rządów naznaczony był licznymi morderstwami politycznymi, w tym zabójstwem matki (Agrypiny) i żony (Oktawii), a także wielu senatorów (spisek Pizona). Po wybuchu buntu namiestników prowincji i uznaniu go przez Senat za wroga publicznego, popełnił samobójstwo 9 czerwca 68 r. n.e., wypowiadając słowa: „Jaki artysta ginie we mnie”.

Mesjanizm żydowski o Iranie

W artykule The Messiah Is Coming His Year – And the War Wit Iran Is the Proof (Mesjasz nadchodzi w tym roku – a wojna z Iranem jest dowodem) z dnia 8 marca, Adam Eliyahu Berkowitz, starszy redaktor Israel 365 News, który ukończył studia prawa żydowskiego i otrzymywał święcenia rabiniczne w Izraelu, na podstawie wypowiedzi rabina Mendela Kessina, jednego z najbardziej oryginalnych i najbardziej wnikliwych znawców Tory żyjących dzisiaj, w audycji The Messianic Secret of the Destruction of Iran (Mesjańska tajemnica zniszczenia Iranu) z dnia 6 marca między innymi dowodzi, że wojna z Iranem, którą realizuje prezydent Trump u boku Izraela, nie rozpoczęła się na podstawie planów operacyjnych Pentagonu.

Według rabina Kessina, to, czego świat jest teraz świadkiem, zostało napisane tysiące lat temu jako dosłowne proroctwo. W wykładzie opublikowanym na YouTube Kessin przedstawił zapierające dech w piersiach ramy łączące obecną kampanię amerykańsko-izraelską przeciwko Iranowi z ostatecznym odkupieniem narodu żydowskiego, upadkiem Hamana, rolą Donalda Trumpa jako postaci mesjańskiej i rychłą odbudową – odtworzeniem Trzeciej Świątyni w 2026 roku.

„Armie zła”

„Donald Trump w odczytaniu rabina Kessina jest gilgulem Ezawa – częścią dobra, jak tradycja nazywa teshuvat Eisav. Bóg uratował Trumpa od kuli zabójcy o ćwierć cala. Dlaczego? – zapytał rabin Kessin. – Cóż, teraz widzimy, dlaczego – aby zniszczyć Iran”.

Pozornie nieoczekiwany zwrot Trumpa z wewnętrznej polityki MAGA do agresywnego, niemal wyjątkowego skupienia się na demontażu „najniebezpieczniejszych reżimów na świecie” – wenezuelskiego Maduro schwytanego w bezbłędnej operacji wywiadowczej, wyeliminowanego szefa meksykańskich karteli, a teraz ataku i dekapitacji przywództwa Iranu – nie jest polityczną anomalią. To jest misja. „Szatan umiera” – powiedział rabin Kessin. „Nie ma mocy na dworze, w niebie. W przeciwnym razie, jak można było zobaczyć tak wiele spadających głów armii zła?”.

Chrześcijański syjonizm

Paweł Lisicki w książce Mesjasz i trzecia Świątynia pisze: „…o chrześcijańskim syjonizmie i jego duchowych owocach, a więc o religii ’synów Noego’ – zjawisku praktycznie w Polsce nieznanym. Bez jego poznania nie da się jednak zrozumieć ani polityki amerykańskiej na Bliskim Wschodzie, ani, niestety, postępującej degradacji tradycyjnego chrześcijaństwa. Idee, a szczególnie te teologiczne, które są najważniejszym źródłem ludzkiego działania, mają swoje polityczne, praktyczne konsekwencje.

Książka opisuje dwie wielkie siły, które zjednoczyły się w walce o jeden cel, o odbudowę Trzeciej Świątyni w Jerozolimie. Chociaż Chrystus zapowiedział, że świątynia żydowska raz na zawsze pozostanie zburzona, chrześcijańscy syjoniści i żydowscy mesjaniści chcą pospołu wznieść ją od nowa. Gotowi są realizować swój projekt, nawet jeśli doprowadziłoby to do konfliktu globalnego”.

Applebaum przeciwko Trumpowi 

Do realizacji tego projektu, „nawet jeśli doprowadziłoby to do konfliktu globalnego”, prezydent Donald Trump doskonale się nadaje. Z artykułu w „The Atlantic” opublikowanego 18 października 2024 roku autorstwa Anne Applebaum, amerykańskiej dziennikarki, a prywatnie żony polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego Trump Is Speaking Like Hitler, Stalin, and Mussolini dowiadujemy się o inklinacjach politycznych Donalda Trampa. W USA wywołał on falę dyskusji zapoczątkowanych 24 października 2024 roku audycją Trump speaks like Hitler, Stalin, Mussolini, says Pulitzer prize-winning historian (Trump mówi jak Hitler, Stalin, Mussolini, mówi nagrodzona Pulitzerem historyk). Z jej treści dowiadujemy się, że Anne Applebaum dołącza do Chrisa Hayesa, aby udowodnić, że Trump mówił jak dyktatorzy z przeszłości i jest to czymś nowym, groźnym w amerykańskiej polityce. [Też sobie Zinkiewicz autorytet wynalazł… md]

Język Trumpa językiem Hitlera

Audycja Clip: How voters will react to Trump’s escalating rhetoric and fascist accusations (Klip: Jak wyborcy zareagują na eskalującą retorykę Trumpa i faszystowskie oskarżenia) zawiera interesującą dyskusję, w której można dostrzec krytyczną antycypację przyszłych zachowań Donalda Trumpa. Uczestnicząca w dyskusji Kamala Harris (sprawująca wówczas urząd wiceprezydenta USA) nazywa Trumpa faszystą po doniesieniach, że wyraził podziw dla sposobu, w jaki Hitler kierował swoją armią. Najbardziej adekwatną wypowiedzią przystającą do obecnej rzeczywistości w 2026 roku, jest wypowiedź Applebaum (z 2024 roku) na zadane jej pytanie: „Jesteś między innymi badaczką sowieckiego komunizmu i autorytaryzmu. Czym jest faszyzm?” –  odpowiada: „Tak więc faszyzm był ruchem, który powstał w latach trzydziestych i ma – trudno to zdefiniować, ponieważ naprawdę – chodzi bardziej o emocje górujące nad rozsądkiem. Chodzi o stworzenie przywódcy, który mówi, że ucieleśnia wolę ludzi i że jego wola jest silniejsza niż praworządność i silniejsza niż Konstytucja. To typowy ruch – zazwyczaj faszystowscy przywódcy lub przywódcy, którzy stosują faszystowską taktykę, podzielą naród na prawdziwych ludzi i osoby z zewnątrz, imigrantów, no wiesz, obcokrajowców, zdrajców i starają się stworzyć rodzaj kultu nienawiści przeciwko nim, aby zbudować wrażliwość większości.

Jeffrey Goldberg: Prawda. I twierdziliście, że Donald Trump używa faszystowskiego języka do opisania Ameryki? Czy to uczciwa charakterystyka?

– Anne Applebaum: Cóż, używa – jest kilka konkretnych słów, których użył, które nigdy wcześniej nie pojawiły się w polityce USA, przynajmniej nie w polityce prezydenckiej głównego nurtu. Czasami podczas wojen ludzie wymyślają dehumanizujące imiona dla wroga. Ale używając języka, mówił o imigrantach zatruwających krew narodu. To znaczy, to jest… można to znaleźć w przemówieniach Hitlera. Kiedy napisałem ten artykuł, to wszystko, co zrobiłem, to szukanie tych cytatów, wiesz, albo mówi o robactwie. Mówi o radykalnej lewicy, która jest szkodnikiem. I to jest język, który pochodzi z lat trzydziestych. Właściwie to nie tylko Hitler go używał. Mussolini go używał. Stalin go użył. Używała go wschodnioniemiecka Stasi. I to jest część tego rodzaju polityki”[znów: Też sobie Zinkiewicz autorytet wynalazł… md]

O krok od zakłady atomowej 

Dla zrozumienia śmiertelnego zagrożenia spowodowanego przez rządy administracji współczesnego Nerona i jego kamaryli dla chrześcijan, a szczególnie dla katolików, zamieszkałych również w Polsce, koniecznym jest uważne wysłuchanie audycji (z dnia 14 marca br.) na YouTube Religijna wojna XXI wieku. Niesprawiedliwa napaść USA i Izraela. Reasumując: to nie Rosja i Putin stanowi zagrożenie dla współczesnego świata lecz koalicja Epsteina realizująca plan, o którym mowa powyżej.

Prezydent Donald Trump zapowiedział atak na Iran o bezprecedensowej sile rażenia. W tym stanie rzeczy, wiodący rosyjski politolog Dmitrij Jewstafiejew zapytany przez prowadzącego audycję „Полный контакт” na temat możliwości użycia broni nuklearnej przeciwko Iranowi, odpowiada: „Izrael jest w 1/2 kroku od użycia broni nuklearnej, Donald Trump w trakcie, w ciągu najbliższych dni, maksimum tygodni”

Eugeniusz Zinkiewicz

Wojna w Iranie: Genialne „Szachy 5D” czy strategiczna kompromitacja USA?

Wojna w Iranie:

Genialne „Szachy 5D” czy

strategiczna kompromitacja USA?

Paweł Śmietana independenttrader.pl/wojna-w-iranie-genialne-szachy-5d-czy-strategiczna-kompromitacja-usa

Zablokowana Cieśnina Ormuz, pękające łańcuchy dostaw, europejski kryzys energetyczny i widmo powrotu inflacji – to nie są już teoretyczne scenariusze. To brutalna rzeczywistość wywołana wojną w Iranie, gdzie sytuacja wydaje się eskalować z dnia na dzień.

Kiedy Stany Zjednoczone wraz z Izraelem uderzały na Iran, oficjalny przekaz zapowiadał szybki i precyzyjny pokaz siły. Tymczasem dziś jesteśmy świadkami chaosu informacyjnego i wydatków wojennych rzędu miliardów dolarów na zwalczanie tanich dronów przeciwnika. Na asymetryczną odpowiedź Iranu Amerykanie zdają się nie mieć jasno określonej strategii, obnażając swoją decyzyjną bezradność. 

Z drugiej strony możemy spotkać się z odmienną narracją, wedle której USA nie kroczą drogą usłaną strategicznymi porażkami i chaosem decyzyjnym. Według niej obserwujemy cyniczną partię „szachów 5D” rozgrywaną przez administrację Trumpa, w której głównym celem nie jest Iran, a Rosja i Chiny.

Czy zatem to, co obserwujemy ze strony amerykańskiej administracji, jest genialnym blefem, czy też strategiczną głupotą? W tym artykule zestawię obok siebie te dwie narracje, aby zobaczyć, która z nich jest bliżej prawdy i określić, czy dotychczasowy globalny hegemon rzeczywiście ma sytuację pod kontrolą. 

Ameryka traci kontrolę. Fakty dowodzące porażki USA.

Stany Zjednoczone zaangażowały się w kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie, która może przerodzić się w pełzający konflikt, czyli coś, czego Donald Trump na pewno chciał uniknąć. Z każdym dniem Biały Dom dostarcza szereg przesłanek, by sądzić, że działa chaotycznie, w nieprzemyślany sposób i po prostu nie potrafi skutecznie zarządzać tą sytuacją. Przyjrzyjmy się więc poszczególnym aspektom tej narracji. 

Uzależnienie od Izraela. Wojna na cudze życzenie?

Dotychczas twierdzenia o wpływie Izraela na politykę zagraniczną USA nie spotykały się z aprobatą szeroko pojętej społeczności amerykańskiej. Jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że optyka uległa zmianie i dziś wielu komentatorów jasno wskazuje na kluczową rolę Tel Awiwu. Można tutaj wymienić chociażby zbrodnie dokonywane w Gazie na ludności cywilnej – wszystko to przy wyraźnej aprobacie USA i wsparciu militarnym. Dziś wojna z Persami po raz kolejny uwypukla tę specyficzną relację, w której to ogon macha psem.

Już w 2020 roku mogliśmy w symboliczny sposób zobaczyć stosunek prezydenta USA do Izraela. Trump osobiście zaprojektował wielki „Klucz do Białego Domu”, a jego pierwszy egzemplarz wręczył w Gabinecie Owalnym właśnie Netanjahu, mówiąc: „To klucz do naszego kraju i naszych serc”. Kilka lat później w grudniu 2025 roku, a więc na 3 miesiące przed wybuchem wojny, podczas przyjęcia hanukowego w Białym Domu, publicysta Mark Levin przedstawił Trumpa jako pierwszego żydowskiego prezydenta. Ten nie oponował, ale z uśmiechem i przy klaszczącej sali stwierdził, że to prawda. 

To oczywiście nie wszystko. Za gestami idą wielkie pieniądze i bezwzględna polityka wpływu.

W tym miejscu należy wspomnieć o AIPAC (American Israel Public Affairs Committee), czyli potężnej grupie lobbingowej, której celem jest de facto zagwarantowanie spójności pomiędzy amerykańską polityką zagraniczną a interesami Izraela. Stworzyli własne komitety polityczne (tzw. Super PACs, np. United Democracy Project), które mogą zbierać i wydawać nielimitowane kwoty od miliarderów i korporacji na kampanie wyborcze. Mówimy tu o dziesiątkach milionów dolarów pompowanych w każdy cykl wyborczy. Efekt jest taki, że jeśli polityk głosuje za wspieraniem militarnym Izraela, to może liczyć na hojne datki ze strony AIPAC. Tym bardziej przed zbliżającymi się w listopadzie wyborami połówkowymi (midterms), żaden amerykański polityk (zarówno demokratyczny, jak i republikański) nie odważy się postawić Tel Awiwowi, który w takim wypadku urządziłby czarną kampanię przeciwko takiemu rebeliantowi.

Przejdźmy więc do analizy wydarzeń ostatnich tygodni. Przede wszystkim Izrael zaatakował dokładnie w momencie, gdy USA negocjowały z Iranem warunki deeskalacji. Teheran był gotowy na ustępstwa, co sprawiło, że Tel Awiw postanowił zadziałać wyprzedzająco i postawić Stany przed faktem dokonanym. Sekretarz Stanu Marco Rubio przyznał przed dziennikarzami, że uderzenie nie wynikało z bezpośredniego zagrożenia dla Ameryki, ale z faktu, że Izrael podjął decyzję wcześniej:  

Wiedzieliśmy, że nastąpi izraelska akcja. Wiedzieliśmy, że to sprowokuje atak na amerykańskie siły i wiedzieliśmy, że jeśli nie uderzymy prewencyjnie, zanim oni [Iran] wyprowadzą te ataki, poniesiemy wyższe straty. 

Jeszcze dosadniej wyraził się Mark Warner, zasiadający w Komisji ds. Wywiadu. Usłyszał na zamkniętym spotkaniu, że Iran stanowił zagrożenie dla Izraela, a nie USA. Zrównanie ze sobą bezpośredniego zagrożenia dla Izraela z bezpośrednim zagrożeniem dla Ameryki określił jako wejście na nieznane terytorium. Określenie „bezpośrednie zagrożenie” pozwala prezydentowi na podjęcie samodzielnej decyzji o ataku bez zgody Kongresu. Izrael nie ma żadnej oficjalnej umowy o wzajemnej obronie z USA, ani nie należy do NATO. Wygląda więc na to, że interes obcego państwa został postawiony na równi z interesem Stanów Zjednoczonych. Jest to wydarzenie bez precedensu i stwarza ryzyko podejmowania przez Trumpa samodzielnych decyzji o ataku i to właśnie Warner określa alarmistycznie jako wejście na „nieznane terytorium”. Dotychczas USA nigdy nie „oddały” swojej armii do dyspozycji obcego kraju, z którym nie ma nawet ścisłego paktu obronnego. 

Izrael w swoich atakach rakietowych poszedł bardzo daleko. Zrzucił bomby na cztery irańskie terminale naftowe wokół Teheranu. Dym zasłonił słońce i doprowadził do opadów kwaśnego deszczu. W sieci krążą również nagrania ukazujące użycie białego fosforu w Libanie – broni chemicznej, powodującej poważne poparzenia. Nawet skrajnie proizraelski senator Lindsey Graham stwierdził, że pewne działania Izraela zaszły za daleko. To pokazuje, jak radykalny w swoim działaniu jest Izrael i jak bardzo zależy mu na maksymalnym zniszczeniu Iranu, co z pewnością nie jest na rękę Stanom, gdyż prowadzi do niekontrolowanej eskalacji, o czym później.

Skoro Stany Zjednoczone walczą w Iranie w interesie innego kraju i nawet szczególnie nie kryją się ze swoją proizraelską postawą, to podstawowe pytanie w tym momencie brzmi: dlaczego to robią?

Odpowiedzią mogą być m.in. ujawnione na przełomie stycznia i lutego akta Epsteina, które wstrząsnęły opinią publiczną, mimo iż część z nich wciąż jest ocenzurowana (ukrycie sprawców) i nieujawniona. Na tej fali rozgorzały dyskusje o powiązaniach Trumpa z Epsteinem. Niewykluczone, że Jeffrey Epstein wspólnie z Ghislaine Maxwell (córką Roberta Maxwella, wieloletniego agenta Mosadu) prowadzili gigantyczną sieć szantażu seksualnego wycelowaną w zachodnie i amerykańskie elity polityczno-finansowe w imieniu państwa Izrael. Bezwarunkowa uległość Administracji USA może po części również wynikać z chęci wyciszenia całego tego zamieszania w zamian za przeprowadzenie ataku na Iran. Na ten moment wydaje się, że temat akt zszedł na drugi plan, co potwierdza zainteresowanie hasłem „Epstein Files” w Google: 

W czasie, gdy Izrael i USA bombardują Iran, pojawiają się informacje o tym, że część nieujawnionych akt jest niszczona. Jednocześnie Donald Trump publicznie wezwał do odrzucenia w nadchodzących wyborach Thomasa Massiego, odpowiedzialnego za proces ujawniania akt. Czy światowy hegemon walczący na zlecenie mniejszego i słabszego państwa, może zostać uznany za kraj zdolny do prowadzenia skutecznej walki o światowy prymat? Nawet pomimo tak rażących zależności od Izraela zręczna kampania informacyjna mogłaby skutecznie je ukryć, sprzedając Amerykanom narrację, w którą by uwierzyli. Czy tak rzeczywiście jest? 

Czytaj dalej: Independent Trader – niezależny portal finansowy

Źródło: Independent Trader Autor: Paweł Śmietana

Złapał Kozak Tatarzyna…

Złapał Kozak Tatarzyna…

marek.w salon24/marek-w/zlapal-kozak-tatarzyna

„Od zawsze” w Pentagonie  Oddział G 3 zajmował się planowaniem i przygotowywaniem przyszłych operacji wojskowych, opierając się na dostępnej informacji oraz przewidując możliwe zagrożenia.

Aktualnie co najmniej od 2 miesięcy Pentagon musiał brać pod uwagę możliwą wojnę z Iranem, w którą Amerykanie zostaną wciągnięci przez Izrael i przygotować się do niej wszechstronnie. Na początek rozpoczęto koncentrację sił morskich i lotniczych oraz wzmocniono OPL [Obrona przeciwlotnicza] wokół baz wojskowych w krajach arabskich, po czym po wielu tygodniach nieudanych negocjacji z władzami Iranu Prezydent Trump rozpoczął „krótką, zwycięską wojenkę”.

Początek był wspaniały, jeszcze nigdy w dziejach wojen z wykorzystaniem lotnictwa atakujące samoloty nie miały tak ogromnej przewagi nad OPL broniącego się państwa. Dość powiedzieć, że w trakcie kilkunastu tys. nalotów irańskie (a ściślej rosyjskie i chińskie) baterie przeciwlotnicze nie zestrzeliły ani jednego wrogiego samolotu. Jeszcze raz- ANI JEDNEGO! Stracono kilka maszyn na skutek „przyjaznego ognia” arabskiego samolotu oraz wypadku lotniczego, ale żadnego od ostrzału przeciwnika. A potem „zaczęły się cuda”- pominę sprawę kiepskiego przygotowania sojuszniczej OPL w krajach arabskich, bo to osobny, ciekawy temat, natomiast zajmę się CIEŚNINĄ ORMUZ, przez którą transportuje się ok. 20% całości wydobywanej na świecie ropy naftowej, a więc wyjątkowo ważnego miejsca dla całej globalnej gospodarki.

Jak już pisałem, zadaniem G 3 jest analiza sytuacji oraz przewidywanych w trakcie operacji zagrożeń i zaplanowanie odpowiednich działań, a przede wszystkim mobilizacja odpowiednich sił dla ich wykonania. Pentagon miał na to co najmniej 2 miesiące, w trakcie których przygotował się do nalotów na Iran, natomiast  najwyraźniej zlekceważył samą Cieśninę,  a konkretnie możliwość jej zablokowania przez Iran, co doprowadziło do wielkiej kompromitacji amerykańskiej armii no i samego Trumpa.

Zablokowanie Ormuzu  spowodowało natychmiastowy gwałtowny skok cen na ropę i gaz, windowanych przez giełdowych spekulantów, co zmusiło Najwspanialszego Prezydenta Ameryki do dość rozpaczliwego szukania pomocy zarówno u uprzednio lekceważonych sojuszników z NATO, jak i u obcych mocarstw, jak Chiny i Indie. Co gorsza, dalszy rozwój operacji nosi wszelkie cechy dość rozpaczliwej improwizacji, jeszcze mocniej pogrążając władze w Białym Domu. Co się tu, do diabła, dzieje?!

Jedna rzecz jest dla mnie absolutnie oczywista –  absolutnie nie wierzę, aby G 3 w Pentagonie tak się zbłaźnił,  nie dostrzegając oczywistych zagrożeń. W końcu amerykańscy generałowie i admirałowie wielokrotnie udowodnili wysokie kompetencje, a wyjątkowe znaczenie Cieśniny jak to się mówi, nawet ślepy by dostrzegł! Ale po kolei : Cieśninę można zablokować na kilka sposobów, po pierwsze zwyczajnie ją minując, zarówno wykorzystując łodzie podwodne, jak i większe motorówki, skoro większe okręty zostały zatopione. Po drugie stosując terrorystyczny ostrzał z irańskiego brzegu rakietami lub dronami bezbronnych tankowców, co Irańczycy robią z wielkim entuzjazmem. Nadal istnieje również zagrożenie ze strony ocalałych łodzi podwodnych, mogących torpedować bardzo łatwe cele. 

Do ochrony przed minami najlepsze są trałowce, jednak tak ciekawie się złożyło, że stacjonująca na miejscu eskadra amerykańskich trałowców  została przerzucona na Morze Czerwone,  gdzie ma pilnować drugiego ważnego szlaku wodnego przed Huti, którzy, o dziwo, nie palą się do kolejnej awantury, widząc zgromadzone siły uderzeniowe. Natomiast innych trałowców jakoś nie ma, pewnie przez roztargnienie…. o wiele groźniejszy jest ostrzał z brzegu, dla jego powstrzymania konieczna jest koncentracja lotnictwa, atakującego wyrzutnie oraz same rakiety i drony jeszcze nad Iranem, jednak na razie lotnictwo ma inne, na pewno ważniejsze zadania.

Ponieważ samo lotnictwo nie wystarczy, konieczny będzie system konwojów osłanianych przez niszczyciele i fregaty, o których też chyba wcześniej zapomniano, a nikt inny nie kwapi się do dostarczenia własnej floty pod uderzenia Iranu w ciasnej cieśninie. Najbardziej radykalnym rozwiązaniem jest wysadzenie desantu na brzeg i odcięcie wojsk irańskich od możliwości ostrzeliwania tankowców, w pierwszym etapie trzeba zająć wyspę Keszm, leżącą w samym gardle Cieśniny, a potem nawet 10 tys. km2 wybrzeża, co oznacza pełno skalowe walki lądowe ze wszystkimi z tym związanymi „przyjemnościami”. Tego jednak na razie Biały Dom nie musi się bać, ponieważ pierwsza elitarna Grupa bojowa Marines dopiero płynie przez Atlantyk, a innych sił nie ma, w tym żadnych sojuszniczych, rwących się do walki z Irańczykami.

Według mnie są tylko dwa wytłumaczenia tak dziwnej delikatnie mówiąc sytuacji. Pierwszym,  iż Pentagon postanowił powtórzyć bardzo ciekawą „operację wewnętrzną”  dla usunięcia mocno nielubianych polityków na rzecz bardziej sensownych. Przypomnę, że działo się to w roku 1980, w trakcie kampanii wyborczej na Prezydenta USA. W Białym Domu zaplanowano akcję odbicia zakładników w Teheranie, ale wojsko dziwnym zbiegiem okoliczności do akcji wysłało morskie śmigłowce bez filtrów piasku nad pustynię, co zakończyło się wielkim skandalem i przegraną Cartera.

Identycznie po 45 latach wpakowano Trumpa i jego radosny Gang Olsena na podobną minę, z zimną krwią oglądając, jak się wywijają niczym goły w pokrzywach :-), bo jest jasne, że cała afera jest dla nich jedną wielką niespodzianką. Z tej pułapki Trump ma szansę wyjść tylko pod warunkiem opanowania wyspy Kharg, będącej centralnym portem eksportu gazu i ropy w Iranie, bo wtedy będzie mógł ją wymienić na odblokowanie Cieśniny Ormuz. Na to jednak trzeba poczekać, aż przypłyną Marines lub przyleci Brygada z 82 Dywizji Spadochronowej, no i Trump będzie musiał podjąć decyzję o desancie ze związanymi z tym ofiarami w ludziach, od czego tak się odżegnywał.

Druga wersja tłumaczenia jest nawet jeszcze ciekawsza, ponieważ  zakłada świadomą akcję Trumpa  w celu czasowego zablokowania Cieśniny. Chodzi przy tym o podniesienie cen ropy i gazu, co da amerykańskim koncernom naftowym dodatkowy, bardzo mile widziany zysk, przy czym szczególnie dotyczy to firm wydobywających paliwa ŁUPKOWE, z samej zasady mające wyższe koszty wydobycia. Jak się spojrzy dokładniej na dotychczasową politykę Trumpa w tej dziedzinie, zaczyna to wyglądać bardziej prawdopodobnie.

Przypomnę bezwzględne wypychanie Rosjan z rynku światowego , szczególnie Europy na rzecz amerykańskich koncernów, przejęcie Wenezueli z jej ogromnymi zapasami czy sam atak na Iran, którego głównym celem może być zdobycie kontroli nad jego eksportem paliw. Wtedy te wszystkie błazenady Trumpa mogą okazać się sprytną „maskirowką” właściwych celów. Jeśli zaś chodzi o gwałtowny wzrost cen na amerykańskich stacjach benzynowych, to Trump i tak ma ostatnią kadencję i  być może mało go obchodzi dalsza polityka, natomiast bardziej konkretne dowody wdzięczności ze strony amerykańskich koncernów dla niego i jego rodziny. A swoją partię MAGA potraktuje identycznie jak Kurdów, Ukraińców, Opozycję Demokratyczną w Wenezueli czy w gruncie rzeczy Putina.

Jak widać, dla odmiany dzisiaj sam dałem się wciągnąć w „spiskową teorię dziejów”, jednak trudno mi uwierzyć w tłumaczenie tak oczywistych spraw samą tradycyjną głupotą trepów i polityków (choć jak zwykle mogę jednak być zbytnim optymistą :-))

Eskalacja na Bliskim Wschodzie: Larry Johnson przewiduje wycofanie się USA z wojny z Iranem

Eskalacja na Bliskim Wschodzie: Larry Johnson przewiduje wycofanie się USA z wojny z Iranem

Były analityk CIA Larry Johnson w swojej niedawnej analizie przedstawił ponury obraz trwającej wojny między USA i Izraelem przeciwko Iranowi (stan na marzec 2026 r.).

Według Johnsona strona amerykańska ponosi ogromne straty – w tym zestrzelenie samolotu-cysterny KC-135 przez siły irańskie lub sojusznicze – podczas gdy Iran utrzymuje strategiczną przewagę pomimo intensywnych bombardowań.

Johnson opisuje Stany Zjednoczone jako „tonącego”, który rozpoczął wojnę, której nie może wygrać. Twierdzi, że Iran przejął kontrolę nad konfliktem, a konsekwencje gospodarcze (ceny ropy naftowej, inflacja, niedobory nawozów) mogą powalić Zachód na kolana szybciej niż środki militarne.

Domniemane zestrzelenie samolotu KC-135: kłamstwo Pentagonu?

Johnson poświęca sporo uwagi katastrofie samolotu KC-135 Stratotanker nad zachodnim Irakiem (marzec 2026 r.).

Oficjalnie amerykańskie wojsko (CENTCOM) określa to jako „katastrofę”, w której zginęło wszystkich sześciu członków załogi. Johnson uważa, że ​​ta relacja jest celowym tuszowaniem.

Samolot leciał na stabilnej wysokości (około 20 000–25 000 stóp) przy dobrej pogodzie – spontaniczne zderzenie z powodu awarii mechanicznej, przesunięcia ładunku lub burzy piaskowej było zatem mało prawdopodobne. Typowe scenariusze katastrof zdarzają się podczas startu lub lądowania, a nie w trakcie lotu.

Zaznacza, że ​​odpowiedzialność za zestrzelenie samolotu wzięła na siebie iracka grupa oporu (iran-nah).

Johnson dostrzega tu pewien schemat: Pentagon celowo minimalizuje liczbę ofiar, aby nie narażać na szwank poparcia społecznego.

Pośrednie dowody wysokich strat dostrzega w raportach ze szpitali wojskowych USA.

4 marca 2026 r . Regionalne Centrum Medyczne Landstuhl (Niemcy) – centralny punkt kontaktowy dla rannych z obszarów objętych kryzysem – zamknęło oddział położniczy, aby skoncentrować się na swoim „podstawowym zadaniu” (rannych w walce).

W tym samym czasie pobliska baza w Kaiserslautern zaapelowała o oddawanie krwi.

Duże autobusy do transportu medycznego zauważono w bazie lotniczej Andrews Air Force Base , przewożące pacjentów do szpitala Walter Reed (Bethesda) .

Wszystko to wskazuje na dużą, ukrytą liczbę ofiar.

Ogromne straty USA: zniszczone bazy, statki i tankowce

Johnson wymienia dalsze niepowodzenia:

  • Agencja Bloomberg podaje, że około połowa irańskich wyrzutni rakietowych jest nienaruszona i trudna do zlokalizowania – ukryta w górach i tunelach.
  • Doniesienia o pożarach na USS Gerald R. Ford i odwrocie USS Abraham Lincoln po starciu z małą irańską łodzią.
  • Zniszczenie co najmniej pięciu tankowców KC-135 na ziemi w bazie Prince Sultan (Arabia Saudyjska) oraz jednego zestrzelonego nad Irakiem – łącznie siedem, co poważnie ogranicza możliwości tankowania w powietrzu.
  • Co najmniej jedna amerykańska baza całkowicie wyczerpała swoje systemy obrony powietrznej – żołnierze nie są teraz chronieni przed dronami i pociskami rakietowymi.

W pierwszych dniach po atakach USA (w tym po zabiciu wysoko postawionych przywódców) Iran systematycznie niszczył instalacje radarowe odpowiedzialne za wczesne ostrzeganie i koordynację .

Bazy w Bahrajnie (5. Flota USA) , Katarze (Al Udeid) , Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich zostały poważnie uszkodzone.

Bahrajn jest praktycznie bezużyteczny, książę Sultan „zdziesiątkowany” .

W rezultacie Izrael jest w dużym stopniu ślepy na nadlatujące rakiety (czas ostrzeżenia wynosi zaledwie 1-2 minuty ).

Przewaga powietrzna USA jest iluzoryczna, gdyż Iran odpowiada na nią mobilnymi systemami, takimi jak rakieta 358 .

Dlaczego inwazja lądowa jest niemożliwa

Johnson uważa, że ​​zapowiadane rozmieszczenie 2500–5000 marines jest bezcelowe i samobójcze.

Takie wojska musiałyby wylądować statkiem – w zasięgu irańskich rakiet i dronów.

Nawet gdyby lądowanie się powiodło, żołnierze byliby narażeni na niebezpieczeństwo – bez bunkrów, z ograniczoną ilością amunicji i problemami z zaopatrzeniem (woda, żywność, amunicja).

Iran jest ogromny; prawdziwa kontrola wymaga 3–4 milionów żołnierzy – ze stratami katastrofalnymi spowodowanymi przez drony, artylerię i piechotę.

Porównuje to do roku 2003 (inwazja na Irak) :

W tym czasie w Kuwejcie/Arabii Saudyjskiej mogło maszerować bez przeszkód 160 000 żołnierzy .

Dziś gromadzenie wojsk (jak ma to miejsce na Ukrainie) to wyrok śmierci za pomocą dronów .

Stary scenariusz ćwiczeń amerykańskich sił specjalnych ( sprzed 16–17 lat ), nad którym nadzór sprawował Johnson, wykazał już:

Inwazja na Iran w celu zniszczenia jego obiektów nuklearnych jest nierealna.

Strategia Iranu: kontrola Cieśniny Ormuz i presja ekonomiczna

Johnson twierdzi, że to Iran dyktuje warunki wojny.

Z powodu częściowego zamknięcia Cieśniny Ormuz (przez nią przepływa jedna trzecia światowej ropy naftowej i nawozów), ceny ropy naftowej rosną (prawie 100 USD/baryłkę ), a ceny oleju napędowego i benzyny gwałtownie rosną (w USA +70 centów/galon w krótkim czasie).

Globalne niedobory nawozów w sezonie siewu na północy doprowadzą do niedoborów żywności i stagflacji w ciągu 6–7 miesięcy .

Iran żąda zniesienia wszystkich sankcji jako ceny za normalizację.

Johnson: Iran doprowadził świat do takiej samej sytuacji, w jakiej znalazł się już wcześniej – ubóstwa i niedostatku.

Korzyści odnieśli sojusznicy tacy jak Rosja i Chiny .

Państwa Zatoki Perskiej ( Arabia Saudyjska, ZEA, Katar ) poczuły się zdradzone przez USA i coraz częściej zwracały się ku Rosji i Chinom.

Nowy lider i opcja nuklearna

Johnson podkreśla rolę nowego prezydenta Iranu, Mostafy Chameneiego (syna Alego Chameneiego).

„Wojownik-prorok”, który walczył w wojnie iracko-irańskiej (od 17. roku życia) – w przeciwieństwie do zachodnich „szczęśliwych synów”.

Jest zdecydowany i szanuje śmierć.

Johnson doradza Iranowi (w analizie teorii gier):

Potajemnie buduj broń jądrową, a potem ją ujawniaj – jak Korea Północna .

Tworzy to efekt odstraszający i zapobiega atakom nuklearnym ze strony Izraela lub USA.

Wniosek: Wojna kończy się z powodu wyczerpania USA.

Konflikt nie zakończy się bombardowaniami USA ( 30 000 celów ), ale paniką gospodarczą i wyczerpaniem.

Iran trzyma USA „za jaja” (cytat Johnsona).

Trump kłamie w sprawie kapitulacji Iranu.

Stany Zjednoczone utraciły kontrolę nad sytuacją i ryzykują geopolitycznym załamaniem na Bliskim Wschodzie.

Analiza Johnsona (opublikowana m.in. na stronie sonar21.com ) jest prowokacyjna i stoi w ostrej sprzeczności z oficjalnymi sprawozdaniami USA.

Odzwierciedla sceptyczne, anty-interwencjonistyczne podejście, które znajduje oddźwięk w mediach alternatywnych.

Wojna trwa nadal ( trzeci tydzień, marzec 2026 r .) i towarzyszą jej ciągłe ataki ze strony Iranu oraz globalne zawirowania gospodarcze.

Jak Iran i Chiny kształtują szachownicę wojny

uncutnews-ch/wie-iran-und-china-das-schachbrett-des-krieges-formen

Jak Iran i Chiny kształtują szachownicę wojny

Dwutorowa odpowiedź Chin na wojnę USA i Izraela z Iranem odzwierciedla szerszą strategię geopolityczną i gospodarczą, rozciągającą się od pola bitwy po globalny system finansowy.

Pepe Escobar

Chiny oficjalnie odpowiadają na wojnę „syndykatu Epsteina” – lub wojnę USA i Izraela – przeciwko Iranowi na dwa równoległe sposoby: za pośrednictwem rzecznika dyplomatycznego i rzecznika wojskowego.

Tłumaczenie: Chiny postrzegają wojnę zarówno jako skrajne napięcie polityczne i dyplomatyczne, jak i zagrożenie militarne.

Rzecznik chińskiego wojska, pułkownik Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ChALW), posługuje się metaforami. Wyraźnie stwierdził, że Stany Zjednoczone są „uzależnione od wojny”, mając zaledwie 250 lat historii i zaledwie 16 lat pokoju.

Jasno przedstawia USA jako globalne zagrożenie. I zagrożenie moralne .

Prezydent Chin Xi Jinping za wszelką cenę chce ustanowić trwałe powiązanie między marksizmem a konfucjanizmem.

Kluczowym wkładem Konfucjusza w myśl polityczną jest precyzyjne posługiwanie się językiem. Tylko ktoś, kto posługuje się precyzyjnymi metaforami i ma moralny autorytet, może rządzić narodem.

Dlatego Chiny starannie opracowują spójną, moralną i etyczną krytykę amerykańskiej wojny wyborczej z Iranem. Podkreślają, że jest to atak ze strony kraju, który utracił swój moralny kompas.

Globalne Południe w pełni rozumie to przesłanie.

Ponadto fakty z pola bitwy pokazują, że Chiny również zmieniły zasady prowadzenia wojny w Iranie.

Irańska sieć jest teraz w pełni zintegrowana z systemem satelitarnym BeiDou. To wyjaśnia, jak Iran może teraz atakować z najwyższą precyzją, ponieważ każdy ruch sojuszu amerykańsko-izraelskiego napotyka chińską barierę technologiczną (ponad 40 satelitów BeiDou na orbicie). Zapewnia to doskonałą celność irańskich pocisków i zwiększoną odporność na zakłócenia.

W ramach 25-letniego, kompleksowego partnerstwa strategicznego Chiny dostarczyły Iranowi również radary dalekiego zasięgu zintegrowane z systemami satelitarnymi. Kluczowym punktem jest znacznie krótszy czas reakcji Iranu w porównaniu z 12-dniową wojną.

Rosja zapewniała Iranowi równoległą pomoc, umożliwiając mu zastosowanie wiedzy zdobytej na Ukrainie w zakresie zachodnich systemów, takich jak Patriot i IRIS-T. Nie chodzi tu tylko o taktykę masowego nasycenia dronami, ale o naukę rosyjskiego sposobu koordynowania rojów dronów z salwami pocisków balistycznych. I to właśnie okazuje się druzgocące w najnowszych fazach operacji True Promise IV.

Gra w Go: Chodzi o Petroyuan

Teraz skupiamy się na kluczowym gambicie Cieśniny Ormuz. Kluczowa kwestia to to, że Iran zezwala na tranzyt tylko tankowcom, których ładunek jest rozliczany w petrojuanach. Żadnych dolarów. Żadnych euro. Tylko juany.

Chiny rozpoczęły demontaż systemu Bretton Woods/petrodolara już w grudniu 2022 r., kiedy Pekin zaprosił petromonarchie Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) do handlu ropą i gazem na Szanghajskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Teraz łączymy to wszystko z chińskim 15. Planem Pięcioletnim, który właśnie został omówiony i zatwierdzony w Pekinie.

Mówi o głębokiej wizji systemowej.

W prawdziwie holistyczny sposób planiści Pekinu ustalili wzrost PKB na poziomie czterech procent; gospodarkę cyfrową na poziomie 12,5 procent PKB; rozwiązania w zakresie zielonej energii na poziomie 25 procent; jakość wód powierzchniowych na poziomie 85 procent; lawinę wysokiej jakości patentów; wszystko to i wiele więcej, na równych zasadach, z ambitnymi celami do osiągnięcia i wiążącymi wskaźnikami do 2030 roku.

Oznacza to, że Chińczycy traktują gospodarkę, bezpieczeństwo energetyczne, ekologię, edukację i opiekę zdrowotną jak organy jednego, zdrowego organizmu. Na przykład, urbanizacja napędza produktywność: wysokie inwestycje w badania i rozwój prowadzą do wzrostu liczby patentów; patenty napędzają gospodarkę cyfrową; a zielone rozwiązania energetyczne napędzają strategiczną niezależność.

Najnowszy plan pięcioletni dobitnie pokazuje, jak skrupulatnie Chiny planują zostać liderem nadchodzącej technologicznej przyszłości. I to wykracza daleko poza rok 2030, aż do połowy stulecia.

Nic dziwnego, że demontaż petrodolara odgrywa kluczową rolę w procesie zmiany obecnego systemu stosunków międzynarodowych. Iran wręcza go teraz Chinom na srebrnej tacy, zastępując petrodolara petrojuanem w najpoważniejszym na świecie wąskim gardle, przez które przepływa 20 procent globalnej ropy naftowej.

Działania Iranu nie mają charakteru militarnego, lecz finansowy i nuklearny . Ułatwia to fakt, że Iran już stanowi wzór dla reszty Globalnego Południa: prawie 90 procent eksportu ropy naftowej z Teheranu jest rozliczane w juanach za pośrednictwem systemu płatności CIPS.

Globalne Południe mogłoby ostatecznie utrwalić ten bardzo prosty model. Teheran nie twierdzi, że Cieśnina Ormuz jest zablokowana. Jest zablokowana jedynie dla wrogiego syndykatu Epsteina – Stanów Zjednoczonych – i jego wasali opartych na petrodolarze. Szlaki żeglugowe stają się filtrami politycznymi w czasie rzeczywistym.

Podczas gdy Globalne Południe migruje do Petrojuanu, hegemoniczny Petrodolar wymiera od 1974 roku.

Każdy trader na świecie wie teraz, jak działa petrodolar. Po kryzysie naftowym w 1973 roku, w 1974 roku kraje Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) i OPEC uzgodniły, że ropą można handlować wyłącznie w dolarach amerykańskich.

Eksporterzy ropy naftowej są zmuszeni reinwestować swoje zyski w dolarach w obligacje skarbowe i akcje USA. To wzmacnia rolę dolara amerykańskiego jako waluty rezerwowej; finansuje amerykańskie inwestycje technologiczne; finansuje kompleks militarno-przemysłowy i jego „wieczne wojny”; i, co najważniejsze, skutecznie finansuje – niemożliwy do spłacenia – dług USA.

Chiny, Rosja i Iran, jako członkowie BRICS, są na czele działań promujących alternatywne systemy płatności; kluczowym czynnikiem jest tu obejście petrodolara.

Chodzi więc o coś znacznie więcej niż tylko kontrolę nad ropą naftową – rzekome uzasadnienie podejrzanej, nieplanowanej „wycieczki” (terminologia Trumpa) do Iranu.

Z praktycznego punktu widzenia, fakty na miejscu wskazują już na poważną porażkę . Kontratak jest na zupełnie nowym poziomie.

IRGC nazywa się Sun Tzu

Uzbrojenie Cieśniny Ormuz to Sun Tzu, zrewidowane przez irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Zarówno korytarz komunikacyjny – Cieśnina Ormuz – jak i waluta – juan – są teraz bronią imperialnej zagłady. Po co komu w ogóle bomba atomowa?

Stawką jest kontrola nad globalnym systemem finansowym – daleko poza rok 2030, aż do połowy stulecia, a nawet dalej. Jesteśmy świadkami tego, jak Persowie grają w szachy – osiągając w tym mistrzostwo – ale z elementami chińskiej gry Weiqi („Go” po angielsku).

Go jest grą organiczną. Kiedy małe elementy gry łączą się, tworzą kształt i zapewniają długoterminową kontrolę nad całą szachownicą. W naszym przypadku, szachownicą geopolityczną/geoekonomiczną. Chodzi o pozycjonowanie, cierpliwość, gromadzenie przewagi i strategiczne zarządzanie.

Oto „sekret”, dlaczego wojna z Iranem daje teraz Chinom decydujący ruch. Przez lata Pekin cierpliwie kształtował szachownicę: tworząc instytucje wielostronne, odgrywając kluczową rolę w BRICS i SCO, budując Inicjatywę Pasa i Szlaku (BRI), inwestując w alternatywne systemy osadnicze i stosując turbo-dyplomację.

Go jest niezwykle racjonalne. Jeśli odpowiednio ukształtujesz planszę, nie poniesiesz porażki. Gra toczy się sama. Właśnie w tym miejscu teraz jesteśmy. I dlatego imperialny pyskaty gaduła, ze swoimi pochlebcami, pomocnikami i wasalami, jest zdezorientowany i sparaliżowany: uwięziony we własnym bagnie pychy.

Źródło: Jak Iran i Chiny ukształtowały szachownicę wojny

Sraczka w USA: Dzwonią po całym świecie. Przekonują kraje do działań przeciwko Iranowi

Amerykanie dzwonią po całym świecie. Przekonują kraje do działań przeciwko Iranowi

17.03.2026 nczas/amerykanie-dzwonia-po-calym-swiecie-przekonuja-kraje-do-dzialan-przeciwko-iranowi

Prezydent USA Donald Trump. Foto: PAP/EPA
NCZAS.INFO | Prezydent USA Donald Trump. Foto: PAP/EPA

Sekretarz stanu USA Marco Rubio polecił w poniedziałek amerykańskim dyplomatom na całym świecie, by przekonywali zagraniczne rządy do podejmowania działań, mających ograniczyć możliwości ataku ze strony Iranu – podała stacja ABC News.

Rubio zaapelował do dyplomatów USA, by przekonywali inne kraje do „podejmowania szybkich działań w celu ograniczenia możliwości atakowania naszych narodów i obywateli przez Iran i powiązane z nim grupy terrorystyczne” w związku z „podwyższonym ryzykiem ataku” ze strony Iranu i jego sojuszników.

Nie podano więcej szczegółów na temat ryzyka, lecz zaznaczono, że wspólne podejście to najlepsza strategia przeciwdziałania zagrożeniu.

„W naszej ocenie irański reżim jest bardziej podatny na zbiorowe działania niż na działania jednostronne i jest to bardziej prawdopodobne, że wspólna presja ma większe szanse na wymuszenie zmiany zachowania reżimu niż jednostronne działania” – napisano w rozesłanym komunikacie, cytowanym przez ABC News.

Dyplomaci w krajach, które nie uznały jeszcze Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i Hezbollahu za organizacje terrorystyczne, mają namawiać rządy do tego, by „szybko” to zrobiły.

Polecono, by dyplomaci przekazali powyższe informacje „na najwyższym właściwym szczeblu” do 20 marca.

Jak podkreśliła ABC News, administracja prezydenta Donalda Trumpa zabiega o zdobycie międzynarodowego poparcia dla swojej kampanii wojskowej przeciwko Iranowi, szczególnie w kontekście utworzenia koalicji, która miałaby na celu odblokowanie cieśniny Ormuz. W poniedziałek prezydent zapowiedział, że niedługo ogłosi, które kraje pomogą USA w zabezpieczeniu tej cieśniny.

Вот культурно !! Raport Pentagonu: Generał doznał wstrząśnienia mózgu po libacji na Ukrainie i zostawił tajne mapy w polskim pociągu

Вот культурно !!

Raport Pentagonu.

Generał zostawił tajne mapy w polskim pociągu

i doznał wstrząśnienia mózgu

po libacji na Ukrainie

17.03.2026 nczas/raport-pentagonu-general-zostawil-tajne-mapy-w-polskim-pociagu-i-doznal-wstrzasnienia-mozgu-po-libacji-na-ukrainie

pentagon
NCZAS.INFO | Pentagon / fot. ilustracyjne / fot. David B. Gleason from Chicago / CC BY-SA 2.0 / Wiki

„Emerytowany generał Antonio Aguto, były dowódca jednostki odpowiedzialnej za wsparcie Ukrainy pozostawił w pociągu w Polsce tajne mapy wojskowe” – wykazało śledztwo inspektora generalnego Pentagonu. Generał miał też nabawić się wstrząśnienia mózgu w Kijowie po wypiciu dwóch butelek gruzińskiej czaczy.

Jak przekazał w poniedziałek portal „Military Times”, ustalenia te zostały zawarte w nowym raporcie inspektora generalnego Pentagonu na podstawie anonimowych donosów na gen. Aguto, który przeszedł w stan spoczynku w sierpniu 2024 r. Dotyczyły one wizyty generała w Kijowie w maju 2024 r., kiedy pełnił jeszcze rolę dowódcy zespołu SAG-U, jednostki koordynującej wsparcie dla Ukrainy.

Według raportu, podczas jednej z kolacji dowódca wypił dwie półlitrowe butelki gruzińskiej czaczy o zawartości 40-50 proc. alkoholu i był nietrzeźwy jeszcze następnego dnia, podczas spotkań służbowych, w tym z sekretarzem stanu USA Antonym Blinkenem. Raport ujawnił, że w tym stanie dowódca upadł na ziemię co najmniej trzy razy, nabawiając się wstrząsu mózgu.

Co więcej, podczas powrotu z Kijowa do bazy w niemieckim Wiesbaden, gdzie mieściła się siedziba SAG-U, zespół generała zostawił w pociągu w Polsce zapakowane w cylindryczne opakowanie wojskowe mapy opatrzone klauzulą „tajne”. Mapy zostały odnalezione dzień później, najwyraźniej nietknięte.

Choć to nie on osobiście zostawił mapy, gen. Aguto wziął na siebie odpowiedzialność za zdarzenie. Generał miał też tłumaczyć, że otrzymał ustną zgodę od dowódcy US Army Europe na wypicie więcej niż przepisowych dwóch porcji alkoholu ze względu na „kulturowe znaczenie” picia alkoholu podczas uroczystych kolacji. [Вот культурно !! md]

Jednostka kierowana przez generała od czasu jej założenia w 2022 r. odgrywała czołową rolę w dostarczaniu i koordynacji dostaw sprzętu na Ukrainę. W wyniku decyzji szczytu NATO w Waszyngtonie z 2024 r., rola ta została przekazana sojuszowi. [kogo z kim?? md]

USA: Republikanie mają obowiązek wspierać Izrael, a tradycyjni katolicy to „pasożyty”.

Republikanie mają obowiązek wspierać Izrael,

a tradycyjni katolicy to „pasożyty”.

Kontrowersyjny wpis republikańskiego senatora

pch24.pl/republikanie-maja-obowiazek-wspierac-izrael-a-tradycyjni-katolicy-to-pasozyty-kontrowersyjny-wpis-republikanskiego-senatora

(fot. U.S. Customs and Border Protection, Public domain, via Wikimedia Commons)

Dlaczego część amerykańskich konserwatystów obawia się katolików? Esej udostępniony przez senatora Teda Cruza w mediach społecznościowych sugeruje odpowiedź na to pytanie. Autorka tekstu nazywa tradycyjnych katolików „pasożytami” i ostrzega, że mogą oni podważyć fundament amerykańskiego konserwatyzmu – chrześcijański syjonizm i bezwarunkowe poparcie dla Izraela w Partii Republikańskiej.

15 marca republikański senator z Teksasu Ted Cruz udostępnił na platformie X długi, antykatolicki esej opublikowany przez republikańskie syjonistyczne konto „Insurrection Barbie”, komentując go jako „najlepsze i najbardziej kompleksowe wyjaśnienie tego, z czym walczymy”.

Autorka tekstu twierdzi, że partia Republikańska jest wręcz przejmowana przez niewielką grupę katolików, którzy nie chcą już popierać idei „chrześcijańskiego syjonizmu”. Według niej, głównym źródłem wpływu na tę grupę mają być „twardogłowi zwolennicy Mszy łacińskiej”, zwłaszcza środowiska związane z Bractwem św. Piusa X (FSSPX), a także katolicy uznający istnienie kryzysu w Kościele.

Wśród osób i środowisk zaliczanych do tego „bloku” wymieniono portal apologetyczny Catholic Answers oraz takie postacie jak Tucker Carlson, Candace Owens, Nick Fuentes, Adrian Vermeule, Sohrab Ahmari, Patrick Deneen i Gladden Pappin. Autorka zaznacza przy tym, że „zwykli katolicy” „nawet nie wiedzą, że to się dzieje”.

Autorka artykułu używa wielu ostrych i kontrowersyjnych określeń wobec rzekomego katolickiego bloku w Partii Republikańskiej. Padają takie sformułowania jak „pasożyty”, a także oskarżenia o „kradzież” i „powolne zatruwanie istniejących instytucji”. W jej opinii katolicy odwołujący się do nauczania św. Tomasza z Akwinu „stosują średniowieczny schemat teologiczny” przeciwko chrześcijańskiemu syjonizmowi.

Zarzuca im również, że ich celem nie jest szerzenie Ewangelii, lecz bycie „oszustami i naciągaczami” oraz wzbudzanie wątpliwości wobec ideologii chrześcijańskiego syjonizmu.

Esej krytykuje także katolicką doktrynę społecznego królowania Chrystusa, przedstawiając ją jako rzekomą „teokratyczną monarchię”, w której duchowieństwo rządzi społeczeństwem. Zdaniem autorki wizja ta stoi w sprzeczności z ideą chrześcijańskiego syjonizmu.

Pisze ona wprost, że współczesny amerykański konserwatyzm „opiera się na twierdzeniu teologicznym”, według którego  „Bóg zawarł wieczne, bezwarunkowe przymierze z narodem żydowskim, że współczesne państwo Izrael jest wypełnieniem proroctwa biblijnego i że chrześcijanie, którzy „błogosławią Izrael”, wykonują bezpośredni boski nakaz”.

Jeśli takie myślenie rzeczywiście podzielają politycy Partii Republikańskiej, może to tłumaczyć ich niemal bezwarunkowe poparcie dla Izraela i jego zbrodniczych działań.

Autorka obawia się, że kandydat Republikanów w wyborach prezydenckich w 2028 r. może już nie składać „tych samych wyraźnych zobowiązań wobec ewangelikalnej teologii Izraela, jakie składał każdy republikański kandydat od czasów Reagana”.

Ostrzega, że w przyszłości partia zostanie zdominowana przez katolicki i prawosławny „nacjonalizm”, a protestanci nie będą mogli już narzucać swojej teologicznej wizji chrześcijańskiego syjonizmu. „Relacja USA–Izrael będzie traktowana jako interes podlegający negocjacji, a nie biblijny imperatyw” — czytamy w artykule.

Ponieważ wielu katolików w internecie protestowało przeciwko poparciu Teda Cruza dla tego eseju, sam senator próbował później złagodzić swoją wypowiedź. – Odczytałem to dokładnie odwrotnie. Desperacko POTRZEBUJEMY zachować silny sojusz wiernych katolików i ewangelikalnych protestantów – to była podstawa współczesnego ruchu konserwatywnego. Artykuł pokazuje, jak szkodliwe są skoordynowane wysiłki, aby wbić między nich klin – napisał na X 16 marca.

Jeszcze przed udostępnieniem eseju Cruz stwierdził również, że hasło „Christ is King” („Chrystus jest Królem”) ma być rzekomo antysemickim „internetowym kodem” oznaczającym nienawiść wobec Żydów.

Źródło: lifesitenews.com

AF

Jesteśmy złoczyńcami w tej historii

Jesteśmy złoczyńcami w tej historii

„Dorastałeś, bardzo pragnąc być Lukiem Skywalkerem, ale zdałeś sobie sprawę, że tak naprawdę byłeś szturmowcem.” ~ Daniel Crimmins

Between 1971 and 2021, the US murdered 38 million people

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone-com-au/we-are-the-villains-in-this-story

Nikt nie chce uwierzyć, że to oni są złoczyńcami w tej historii. Nikt nie chce uwierzyć, że jego rządem kierują psychopaci, którzy wyrządzają niewyobrażalne zło populacjom na całym świecie, aby rządzić światem.

Znacznie przyjemniej jest wierzyć, że jesteście dobrymi ludźmi. Znacznie łatwiej pogodzić się z myślą, że rząd może tu i ówdzie popełniać niewinne błędy, ale ogólnie rzecz biorąc, jest siłą napędową dobra ludzkości i z pewnością przewyższa złoczyńców, z którymi prowadzi wojnę.

To jednak fikcja. To wygodne kłamstwo. Bajka, którą ludzie Zachodu opowiadają sobie, by uniknąć głęboko niewygodnej prawdy.

==================================================================

Momodou @MomodouTaal

No other nation comes even close. Every nation that you have been taught to hate, every leader you have demonised, every government that you call “regime”, none come close to these numbers. N. Americans will hear this and still believe they’re the good guys. Irredeemable place.

Glenn Diesen @Glenn_Diesen

Prof. John Mearsheimer: Between 1971 and 2021, the US murdered 38 million people

Osadzony film

12,8 tys.

===========================

Prawda jest taka, że ​​to my jesteśmy złoczyńcami.

Jesteśmy terrorystami.

Jesteśmy tyranami.

Jesteśmy złym reżimem.

Nasi żołnierze nie bronią naszego kraju, oni mordują ludzi za obronę swojego kraju. Nie walczą o wolność i demokrację, walczą o pieniądze i władzę.

————————————————-

Daniel Crimmins z 3. Dywizji Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych napisał w 2015 r. następujące słowa na temat wojny w Iraku:

„Wtedy zdajesz sobie sprawę, że nie widziałeś niczego, co potwierdzałoby tezę, że ci biedni skurwysyni stanowią zagrożenie dla twojego domu. Rozglądasz się i widzisz wszystkich wykonawców zarabiających sześciocyfrowe pensje za naprawianie twojego sprzętu, szkolenie Irakijczyków, konserwację tych absurdalnych SUV-ów, którymi jeżdżą te kretyni z KBR. Zastanawiasz się nad tym, że każdy pocisk kalibru 25 mm kosztuje jakieś czterdzieści dolców, a twoja firma rozdaje to skurwysyństwo jak cukierki o smaku odłamków. Myślisz o całym paliwie, które zużywasz, o amunicji, pociskach i granatach. Myślisz o tym, że za każdym razem, gdy tracisz pojazd, armia kupuje nowy. Może zaczynasz dostrzegać, jak wielu ludzi zarabia krocie na ogromnych ilościach ludzkiego cierpienia.

„A potem idziesz na urlop i uświadamiasz sobie, że Ayn Rand nie ma pojęcia, o czym, kurwa, mówi. Uświadamiasz sobie, że Fox News, Limbaugh i John McCain nie szanują ciebie ani twoich kumpli. Nie obchodzi ich, czy dostaniesz paradę czy lożę po powrocie do domu, jesteś dla nich tylko rekwizytem.

„A potem wychodzisz i nienawidzisz wiadomości. Nienawidzisz apatii i morderstw dokonywanych w twoim imieniu. Dorastałeś, tak bardzo pragnąc być Lukiem Skywalkerem, ale uświadamiasz sobie, że byłeś w zasadzie szturmowcem, bezimiennym, bezimiennym strzelcem, dzierżącym włócznię dla imperium, i zaczynasz akceptować zdumiewająco oczywistą prawdę, że „wróg” to ludzie tacy jak ty”.

=======================================

they/them might be giants ☭ @babadookspinoza

One of the most stunting liberal beliefs you have to uproot is that the United States bumbles its way into the horrors it creates rather than facing the fact that they are calculated decisions on behalf of capital. It’s not short-sightedness or miscalculation, it’s empire.

===========================================

Taka jest rzeczywistość, moi drodzy. Możemy się obudzić i zacząć żyć w rzeczywistości albo możemy pozostać pogrążeni we śnie w fikcji.

Czas obudzić się i uświadomić sobie, że zachodnia cywilizacja to zdeprawowana dystopia, w której większość ludzi lunatykuje w otępieniu propagandowym, pod rządami imperium napędzanego ludzką krwią. Czas obudzić się i uświadomić sobie, że jako ludzie Zachodu naszym obowiązkiem jest zburzyć to imperium cegła po cegle, dla dobra naszych dzieci i wnuków oraz dla dobra naszych bliźnich.

Scott Ritter: Trump wysyła 2500 marines w śmiertelną pułapkę – Iran niszczy bazy USA… i Izraela !

uncutnews-ch/scott-ritter-trump-schickt-2-500-marines-in-eine-todesfalle-iran-vernichtet-us-basen-und-israel

Scott Ritter: Trump wysyła 2500 marines w śmiertelną pułapkę – Iran niszczy bazy USA… i Izrael!

W niedawnym wywiadzie były inspektor ONZ ds. uzbrojenia i ekspert wojskowy Scott Ritter analizuje decyzję Stanów Zjednoczonych o wysłaniu na Bliski Wschód jednostki ekspedycyjnej piechoty morskiej (MEU) liczącej około 2500 żołnierzy. Ritter stanowczo ostrzega, że ​​ten krok może doprowadzić do katastrofalnej pułapki.

Przedstawia historyczne paralele i realistycznie ocenia sytuację militarną: USA i ich sojusznicy tkwią w przegranej wojnie z Iranem, który ma inicjatywę i dyktuje warunki eskalacji.

Rozmieszczenie: Jednostka Ekspedycyjna Piechoty Morskiej w drodze na Bliski Wschód

Według doniesień „Wall Street Journal”, na Bliski Wschód wysyłana jest Wojskowa Jednostka Operacyjna (MEU) na pokładzie okrętu USS Tripoli, stacjonującego obecnie w Japonii – prawdopodobnie z piechotą morską z Okinawy. Jednostka ta składa się z około 2500 żołnierzy, w tym wzmocnionego batalionu z dodatkowymi jednostkami rozpoznawczymi, logistycznymi, śmigłowcami, samolotami i artylerią (bez czołgów, ponieważ zostały one wycofane ze służby przez Korpus Piechoty Morskiej USA).

Ritter wyjaśnia, że ​​jednostki MEU są przeznaczone do szybkich operacji ekspedycyjnych. Często operują z pokładów statków desantowych, lądują za pomocą barek desantowych lub śmigłowców i są samowystarczalne przez ograniczony czas.

Jednostka może być jednak wykorzystywana tylko na krótki okres i ma ograniczone możliwości bojowe. Ritter zastanawia się, który dokładnie MEU jest wykorzystywany – czy jest już w użyciu, czy pochodzi z baz takich jak Okinawa czy Australia.

Rozmieszczenie wojsk nastąpiło dwa tygodnie po rozpoczęciu konfliktu, w którym Stany Zjednoczone i Izrael, jako agresorzy, ponoszą ogromne straty. Ta eskalacja jest desperacką reakcją na irańską inicjatywę, a nie autentyczną strategią.

Krytyka historyczna i strategiczna: Dlaczego ataki desantowe są przestarzałe

Ritter cytuje byłego dowódcę Korpusu Piechoty Morskiej, generała Davida Bergera, który dokonał przeglądu strategii bezpieczeństwa narodowego. Berger doszedł do wniosku, że tradycyjne koncepcje desantu morskiego z czasów II wojny światowej (np. Iwo Jima, Tarawa) stały się przestarzałe w obliczu nowoczesnej broni A2/AD (Anti-Access/Area Denial), takiej jak pociski rakietowe i drony.

Trafienie w okręt desantowy mogło kosztować nawet 900 żołnierzy piechoty morskiej, co oznaczało koniec operacji.

Berger próbował wprowadzić nowe struktury na Pacyfiku: mniejsze okręty z maksymalnie 75 marines, rozproszone siły i broń dalekiego zasięgu przeciwko Chinom. Jednak ta koncepcja została później uznana za porażkę. Ritter opisuje cały pomysł jako „fantazję i zamki na piasku”.

Pojedyncza jednostka MEU – zaledwie wielkości batalionu – nie byłaby w stanie utrzymać strategicznych celów, takich jak wyspa Qeshm (często zapisywana fonetycznie jako „Car Island” w transkrypcji). Batalion jest zbyt słaby, aby utrzymać stałą okupację. Posiłki wymagałyby brygady, co znacznie eskalowałoby operację.

Siły irańskie na tych wyspach są dobrze ugruntowane, dysponują przygotowanymi stanowiskami ogniowymi, dronami i ograniczoną amerykańską obroną powietrzną (głównie przenośnymi systemami obrony przeciwlotniczej z ograniczoną amunicją). Fale dronów mogłyby przytłoczyć piechotę morską.

Możliwe scenariusze: Od nalotu do katastrofy

Pełnoskalowy atak byłby niemożliwy, ale rajd – szybki postęp, po którym następuje odwrót – mógłby być wykonalny.

Piechota morska jest uważana za mistrzów takich operacji, jak: zaskoczenie, skrajna przemoc, niszczenie celów, przechwytywanie i późniejszy planowany odwrót.

Małe łodzie i helikoptery mogłyby być wysyłane z bezpiecznych baz, np. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, bez narażania dużych okrętów, takich jak USS Tripoli, na kontakt z irańskimi rakietami.

Ale nawet nalot niesie ze sobą ogromne ryzyko. Ritter wspomina incydent z Mayaguezem w 1975 roku na wyspie Koh Tang: helikoptery zostały zestrzelone, siły zostały rozdzielone i niemal rozgromione, trzech marines zostało porzuconych, schwytanych, a następnie straconych.

Według Rittera, Qeshm może stać się „następnym Koh Tang” – irańskie siły zbrojne są przygotowane.

Ritter, opierając się na własnych doświadczeniach, opowiada o planach nalotu na irackie cele logistyczne podczas wojny w Zatoce Perskiej pod dowództwem generała Ala Graya. Plany te zostały porzucone, ponieważ byłyby propagandą i niepotrzebnie naraziłyby kompanię piechoty morskiej na niebezpieczeństwo.

Miał nadzieję, że dzisiejsze dowództwo marynarki wojennej podejmie taką samą decyzję: będzie chronić życie ludzkie, a nie zajmować się politycznym efekciarstwem.

Dominacja Iranu: inicjatywa, pętla OODA i dźwignia ekonomiczna

Iran przejął inicjatywę i dyktuje tempo eskalacji.

Ritter objaśnia pętlę OODA Johna Boyda (Obserwuj, Orientuj się, Podejmuj, Działaj): Iran obserwuje działania USA, orientuje się szybciej, podejmuje decyzje i działa – i w ten sposób zawsze jest o krok do przodu.

Stany Zjednoczone jedynie zareagowały: systemy THAAD i Patriot zostały wycofane z Korei Południowej i regionu Pacyfiku, rozważano też wysłanie wojsk lądowych – wszystko to w odpowiedzi na sukcesy Iranu.

Iran kontroluje również Cieśninę Ormuz. Pomimo twierdzeń USA, że irańska flota została zatopiona, duże okręty wojenne nie mają znaczenia dla tego zadania.

Brygada IRGC-Arif, dysponująca czterema batalionami pocisków nadbrzeżnych, mogłaby zablokować przejście. Dałoby to Iranowi możliwość zamknięcia drogi w dowolnym momencie, co miałoby poważny wpływ na globalną gospodarkę.

Ritter odrzucił komentarze sekretarza obrony USA Pete’a Hegzetha („Droga jest otwarta, dopóki Iran nie strzela”) i Donalda Trumpa („Statki muszą być dzielne”) jako niedorzeczne. Nazwał Hegzetha „sprzedawcą”, który wciska bzdury, a nie prawdziwym liderem.

Według Rittera wojna ta ukazuje porażki USA: brak zmiany reżimu, niezdolność do powstrzymania irańskich rakiet oraz ataki, których celem często były jedynie puste budynki lub cele cywilne, takie jak szkoła dla dziewcząt.

Propaganda, incydenty i porażka przywódców

Ritter krytykuje również amerykańskie Centralne Dowództwo CENTCOM.

Pożary na USS Ford, irańskie statki w pobliżu USS Lincoln i zderzenie dwóch tankowców KC-135 u wybrzeży Iraku, w którym zginęło sześć osób, zostały przedstawione jako „wypadki” lub „błędy”. Ritter uważa to za przejaw zaprzeczania faktom.

Do kolizji tankowców dochodzi często z powodu zatłoczonej przestrzeni powietrznej, wzmożonej aktywności operacyjnej, sytuacji awaryjnych oraz integracji izraelskich operacji powietrznych.

Zabici nie byli niczemu winni – według Rittera odpowiedzialność spoczywała na przywódcach politycznych i wojskowych, takich jak Trump, Hegseth, Rubio i generałach.

Chwali Tulsi Gabbard, która ostrzegała przed wojną: bez zwycięstwa nie będzie zmiany reżimu. Te ostrzeżenia zostały zignorowane.

Ritter domaga się nawet wszczęcia śledztwa karnego przeciwko Hegsethowi pod kątem możliwych zbrodni wojennych na mocy ustawy o zbrodniach wojennych z 1996 r., na przykład w związku z zbombardowaniem szkoły dla dziewcząt.

Wnioski: Spektakl propagandowy niosący ze sobą śmiertelne ryzyko

Według Rittera przeniesienie MEU jest przede wszystkim „pokazem siły” i propagandą – nie przynosi żadnych realnych korzyści militarnych.

Jednocześnie ryzykuje duże straty bez żadnych strategicznych korzyści.

Z inicjatywą ze strony Iranu i defensywą USA, wojna jest praktycznie przegrana.

Ritter apeluje o wyciąganie wniosków z historii, aby uniknąć błędów. Dowództwo marynarki wojennej musi chronić życie, a nie angażować się w symbolikę polityczną.

Trump rozpaczliwie szuka „drogi ucieczki”, ale nadal publikuje hasła w rodzaju „Pokój poprzez siłę”.

Marines mogli przybyć za późno – lub wpaść prosto w pułapkę.

Trump żąda wysłania okrętów do Cieśniny Ormuz i grozi upadkiem NATO. Odp: WAŁA.

Donald Trump żąda

wysłania okrętów

do Cieśniny Ormuz

i grozi upadkiem NATO

16/03/2026 zmianynaziemi/trump-zada-wyslania-okretow-do-ciesniny-ormuz-i-grozi-upadkiem-nato

Donald Trump postawił sojusznikom ultimatum, które brzmiało jak rozkaz. Jeśli kraje NATO nie wyślą okrętów do Cieśniny Ormuz, czeka je „bardzo zła przyszłość”. Prezydent USA liczył na szybką mobilizację europejskich flot. Zamiast tego otrzymał milczenie, a w niektórych przypadkach jasne „nie”. To pierwszy sygnał, że tradycyjny model sojuszu atlantyckiego może się kruszyć.

Wszystko zaczęło się od decyzji Trumpa, którą podejmował bez konsultacji z Kongresem i sojusznikami. Amerykańskie siły powietrzne zbombardowały irańskie instalacje naftowe w Zatoce Perskiej. Świat obserwuje to z niedowierzaniem i złością. A teraz Waszyngton oczekuje, że Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Kanada i Norwegia wyślą swoje okręty na patrol w tej niestabilnej strefie. Odpowiedź światowych potęg jest jednoznaczna.

Wielka Brytania, choć od lat stara się odbudować relacje z USA po brexicie, wyraźnie powiedziała „nie”. Premier Keir Starmer wydał oświadczenie, w którym zaznaczył, że jego kraj nie będzie wrzucać najnowocześniejszych lotniskowców w strefę aktywnego konfliktu. HMS Queen Elizabeth i Prince of Wales zostają w bazie w Portsmouth. Brytyjskie media już mówią o największym kryzysie w sojuszu od lat.

Francja poszła jeszcze dalej. Emmanuel Macron, znany z gry na dwie strony, mówi o rozważeniu wsparcia, ale nie teraz. Najpierw powinna nastąpić deeskalacja. To oznacza zero okrętów, zero samolotów, zero pieniędzy. Francuski Charles de Gaulle, jedyny lotniskowiec Francji, stoi w Tulonie. Paryż boi się, że zaangażowanie w konflikt z Iranem zamrozi handel ropą, a Francja importuje ponad 40 procent surowca z Zatoki Perskiej. Macron woli być mediatorem niż uczestnikiem wojny.

Niemcy zajmują stanowisko jeszcze bardziej ostrożne. Minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock wprost stwierdziła, że Berlin nie wejdzie aktywnie w konflikt, który zaczął się bez wiedzy i zgody Niemiec. Bundeswehra nie ma nawet zdolności do szybkiego przerzutu fregat do Zatoki, ale nawet gdyby miała, rząd nie zamierza ryzykować. Niemiecka opinia publiczna od lat jest antywojenną, a po doświadczeniach z Ukrainą społeczeństwo jest zmęczone angażowaniem się w cudze konflikty. Kanclerz Scholz milczy, co oznacza jasne „nie”.

Kanada i Norwegia nawet nie odpowiedziały na apel Trumpa. Ottawa dysponuje zaledwie jedną fregatą zdolną do operacji oceanicznych i nie widzi sensu w wysyłaniu jej do Zatoki. Norwegowie, choć posiadają nowoczesne fregaty typu Fridtjof Nansen, wolą pilnować Arktyki. Ich minister obrony stwierdził lakonicznie: to amerykańska sprawa.

Australia natychmiast odcięła się od pomysłu. Minister transportu Catherine King powiedziała wprost: nie wyślemy żadnego okrętu do Cieśniny Ormuz. Sydney boi się, że Iran odpowie na blokadę atakami na tankowce. Australia eksportuje do Azji 80 procent swojej ropy i gazu.

Japonia, która kupuje prawie 90 procent ropy z Zatoki, również milczy i nie chce prowokować Teheranu.

Trump grozi, że sojusz może nie przetrwać, jeśli kraje nie posłuchają. To klasyka jego stylu: jeśli nie po jego myśli, to grozi rozwiązaniem całej struktury. Tym razem jednak nikt się nie przestrasza. Europa widzi w tym nie zagrożenie, ale szantaż. Stany Zjednoczone same rozpoczęły konflikt bez mandatu ONZ i bez konsultacji. Dlaczego więc europejskie kraje miałyby płacić rachunki za amerykańską awanturę?

Iran zapowiedział zamknięcie Cieśniny na 48 godzin, co wystarczy, aby cena ropy skoczyła o 30 procent. Europa i Azja szukają alternatyw, ale bez okrętów NATO nie będzie efektywnej blokady. I nie będzie jej.

Źródła:

https://www.independent.co.uk/news/world/middle-east/iran…

https://www.foxnews.com/world/trump-warns-nato-very-bad-f…

https://www.theguardian.com/world/2026/mar/15/uk-china-ja…

https://www.theguardian.com/world/live/2026/mar/16/iran-w…

https://www.npr.org/2026/03/16/nx-s1-5749109/trump-threat…

https://www.theguardian.com/world/2026/mar/16/strait-of-h…

W USA „ewangelikanie” postrzegają wojnę z Iranem jako wolę Bożą

W USA postrzegają wojnę z Iranem jako wolę Bożą

freedert.online/der-nahe-osten/usa-fuehren-krieg-gegen-iran

Napisał: Geworg Mirsajan

[To nie są „ewangelicy”, jak w Polsce nazywamy luteran itp. To są „ewangelikanie„, czyli „ruchy ewangelikalne”. md]

==================================================

Powszechnie uważa się, że za agresją Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran stoją wyłącznie interesy ekonomiczne. Jednak w obu krajach istnieją wpływowe i potężne grupy, które przypisują temu konfliktowi głębokie znaczenie religijne. Wierzą, że prowadzą wojnę przepowiedzianą w Biblii.

Donald Trump otrzymuje błogosławieństwo od pastorów ewangelickich w Gabinecie Owalnym, 5 marca br.

Amerykańska propaganda znalazła się w trudnej sytuacji. Po niepowodzeniu blitzkriegu przeciwko Iranowi, gdy stało się jasne, że konflikt będzie się przedłużał, musiała wyjaśnić amerykańskiemu społeczeństwu powód tej wojny. I cel, dla którego należy ponieść wszystkie związane z nią straty – jak dotąd głównie ekonomiczne.

Stosuje się sprawdzone mantry. Argument jest taki, że konieczne jest pozbawienie władzy ‚fanatyków religijnych’  w Iranie, którzy ponoć uciskają kobiety i wieszają protestujących na ulicach. Iran jest podobno o krok od zbudowania bomby atomowej. Pete Hegseth, sekretarz obrony USA, twierdzi: „Szaleńcze reżimy takie jak Iran, opętane proroczą herezją islamską, nie powinny posiadać broni jądrowej”.

W USA istnieje znaczna grupa ludzi, których nie trzeba przekonywać. Nie postrzegają wojny z Iranem przez pryzmat obrony USA ani ‚wyzwolenia narodu irańskiego’, ale raczej jako prawdziwą wolę Boga. Lub, cytując łacińskie motto krzyżowców, a raczej tatuaż na ramieniu Pete’a Hegsetha: Deus Vult.

Dla wszystkich z nich wojna z Iranem jest prawdziwą wojną świętą. Jest dosłownie nakazana przez Boga. Mówimy o licznych ruchach ewangelikalnych, kościołach i sektach, których dziesiątki milionów członków należą do najbardziej zagorzałych zwolenników Partii Republikańskiej i osobiście Donalda Trumpa.

Ich poglądy można usłyszeć nie tylko na ulicach czy w kościołach, ale także w Senacie i Białym Domu. Na przykład Mike Pence, który pełnił funkcję wiceprezydenta w pierwszej kadencji Trumpa, był radykalnym ewangelikiem. Ambasador USA w Izraelu, Mike Huckabee, twierdził, że dobrze by było, gdyby Izrael podbił cały Bliski Wschód od Nilu do Eufratu, ponieważ ziemia ta została mu obiecana w Biblii. Zatem tacy ludzie istnieją zarówno wśród tych, którzy podjęli decyzję o ataku na Iran, jak i wśród ich wyborców.

Pete Hegseth: „Nie brać jeńców, nie okazywać litości pokonanym”

Ci ludzie wierzą, że przymierze między Bogiem a Izraelem jest nierozerwalne, a negowanie go oznacza negowanie świętego tekstu Biblii. Wierzą, że podbój całej ‚Ziemi Obiecanej’  od Nilu do Eufratu przez żydów jest jednym z wydarzeń zwiastujących drugie przyjście Chrystusa.

Mówiąc wprost, powrót ‚Ziemi Obiecanej’  do żydów jest celem każdego „pobożnego chrześcijanina”. Właśnie dlatego osoby te popierają budowę osiedli na Zachodnim Brzegu, aneksję dowolnego terytorium przez Izrael, a w konsekwencji wszelkie działania Trumpa w interesie Izraela. Dotyczy to również wojny z Iranem, ponieważ „święte teksty” głoszą, że żydzi niszczą swoich wrogów.

W związku z tym wśród żołnierzy amerykańskich rozpowszechniają twierdzenia, że Trump został namaszczony przez Jezusa, aby rozpalić w Iranie ogień sygnałowy, który doprowadzi do Armagedonu i zwiastuje powrót Chrystusa na Ziemię. Tymczasem sam prezydent Trump zgromadził w Gabinecie Owalnym dwudziestu kilku pastorów ewangelikalnych, aby nałożyli na niego ręce i modlili się o jego zwycięstwo.

Nawiasem mówiąc, po lewej stronie Trumpa podczas tej zbiorowej modlitwy siedziała Paula White-Cain, główna doradczyni religijna Białego Domu. To ona odegrała kluczową rolę w ożywieniu praktyki odpustów, sprzedając osobiste ‚anioły stróże’  za 1000 dolarów. W religijnym transie namawiała Trumpa, by „bił, bił, bił, bił, bił, aż pokona każdego wroga, który mu się sprzeciwi”.

Ci ludzie, czasami nazywani ‚chrześcijańskimi syjonistami’, są prawdziwym dobrodziejstwem dla Benjamina Netanjahu. Oczywiście, dla ewangelików chodzi nie tyle o miłość do żydów, co o instrumentalizację ich dla własnych celów religijnych. Według ewangelików, przed drugim przyjściem Chrystusa wszyscy żydzi, z wyjątkiem tych, którzy nawrócą się na chrześcijaństwo, zginą w Armagedonie.

Jednak izraelskie władze nie zwracają uwagi na takie szczegóły; ściśle współpracują z ewangelikami, aby promować interesy Izraela w Stanach Zjednoczonych. Ron Dermer, były ambasador Izraela w USA, wprost zalecił, aby Tel Awiw przeznaczył więcej funduszy na lobbing w USA na rzecz ‚entuzjastycznych amerykańskich ewangelików’  niż na amerykańskich żydów, którzy ‚nieproporcjonalnie’ krytykują Izrael.

Teraz, w kontekście wojny z Iranem, izraelski premier Benjamin Netanjahu schlebia nie tylko swoim religijnym fundamentalistom, ale także amerykańskim ewangelikom: „W Torze czytamy: ‚Pamiętajcie, co wam uczynił Amalek’. Pamiętamy i działamy”. Czyniąc to, Netanjahu porównuje przeciwników Izraela do biblijnych Amalekitów, którzy rzekomo jako pierwsi zaatakowali żydów po ich wyjściu z Egiptu i w związku z tym zasłużyli na całkowitą zagładę.

Ogólnie rzecz biorąc, zarówno Stany Zjednoczone, jak i Izrael przedstawiają wojnę z Iranem na każdym poziomie jako świętą wojnę, która ma być prowadzona w celu wypełnienia biblijnych proroctw. Problem polega jednak na tym, że wartość tego argumentu maleje dla amerykańskiego elektoratu. Starsze pokolenie ewangelików nadal opowiada się za Izraelem, ale poparcie dla państwa żydowskiego wśród młodszego pokolenia spadło z 75% w 2018 roku do zaledwie 34% w 2021 roku.

Jest wiele przyczyn tego stanu rzeczy, a przede wszystkim ogólny spadek liczby pobożnych wierzących wśród obywateli USA. Odsetek osób wierzących, że Biblia jest słowem Bożym, spadł z 40% w 1980 roku do 20% w 2022 roku, podczas gdy odsetek tych, którzy wierzą, że jest ona jedynie zbiorem historii spisanych przez ludzi, wzrósł z około 10% do 29%. Co więcej, całe gałęzie ewangelizacji koncentrują się obecnie na szerzeniu idei sprawiedliwości społecznej – a ich zdaniem działania zarówno USA, jak i Izraela przestają być ‚wolą Bożą’. W związku z tym wojna z Iranem może stać się ostatnią ‚świętą wojną USA’  w historii.

freedert.online/der-nahe-osten/usa-fuehren-krieg-gegen-iran

Napisał: Geworg Mirsajan

Opracował: Zygmunt Białas

Teraźniejszość często wydaje się być zbudowana z rozbitych fragmentów dawnych zmagań

Jak przeszłość szepcze teraźniejszości w Iranie

Alfred Mc Coy laprogressive/foreign-policy/past-whispers

Historycy określają dziś zjawisko polegające na tym, że umierające imperium podejmuje desperacką interwencję militarną, aby odzyskać gasnącą imperialną chwałę, mianem „mikro-militaryzmu”.

Alfred McCoy

W pierwszym rozdziale swojej powieści z 1874 roku The Gilded Age Mark Twain sformułował trafną obserwację dotyczącą związku między przeszłością a teraźniejszością:

„Historia nigdy się nie powtarza, lecz… teraźniejszość często wydaje się być zbudowana z rozbitych fragmentów dawnych legend.”

Wśród tych „dawnych legend”, które mogą najlepiej pomóc zrozumieć prawdopodobny wynik obecnej interwencji Stanów Zjednoczonych w Iranie, znajduje się kryzys sueski z 1956 roku, który opisuję w mojej nowej książce Cold War on Five Continents.

Po tym jak egipski przywódca Gamal Abdel Naser znacjonalizował Kanał Sueski w lipcu 1956 roku, wspólna brytyjsko-francuska armada sześciu lotniskowców zniszczyła egipskie lotnictwo, podczas gdy izraelskie oddziały rozbiły egipskie czołgi na pustyniach półwyspu Synaj. W ciągu mniej niż tygodnia wojny Naser utracił swoje strategiczne siły, a Egipt wydawał się bezradny wobec przytłaczającej potęgi tej potężnej imperialnej machiny.

Jednak zanim siły angielsko-francuskie wylądowały na północnym krańcu Kanału Sueskiego, Naser wykonał mistrzowski ruch geopolityczny, zatapiając dziesiątki zardzewiałych statków wypełnionych kamieniami u północnego wejścia do kanału. W ten sposób odciął Europę od jej życiowej linii zaopatrzenia prowadzącej do pól naftowych w Zatoce Perskiej.

Kiedy brytyjskie wojska wycofywały się z Suezu w poczuciu porażki, Wielka Brytania została objęta sankcjami ONZ, jej waluta znalazła się na skraju załamania, aura imperialnej potęgi wyparowała, a globalne imperium zmierzało ku zagładzie.

Historycy określają dziś zjawisko polegające na tym, że umierające imperium podejmuje desperacką interwencję militarną, aby odzyskać swoją gasnącą imperialną chwałę, mianem „mikro-militaryzmu”.

A w kontekście słabnącego wpływu imperialnego Waszyngtonu na rozległym obszarze Eurazji, niedawny amerykański atak militarny na Iran zaczyna wyglądać jak amerykańska wersja właśnie takiego mikro-militaryzmu.

Nawet jeśli historia nigdy naprawdę się nie powtarza, w tej chwili wydaje się całkowicie uzasadnione zastanowić się, czy obecna interwencja Stanów Zjednoczonych w Iranie nie okaże się amerykańską wersją kryzysu sueskiego.

A jeśli próba zmiany reżimu w Teheranie zainicjowana przez Waszyngton miałaby w jakiś sposób „się powieść”, nie należy nawet przez chwilę zakładać, że jej rezultatem będzie stabilny nowy rząd zdolny dobrze służyć swojemu społeczeństwu.

70 lat zmiany reżimów

Wróćmy do zapisu historycznego, aby odkryć prawdopodobne konsekwencje zmiany reżimu w Iranie.

W ciągu ostatnich 70 lat Waszyngton wielokrotnie próbował doprowadzić do zmiany rządów na pięciu kontynentach — początkowo poprzez tajne operacje CIA w ciągu 44 lat zimnej wojny, a w dekadach po jej zakończeniu poprzez konwencjonalne operacje militarne.

Chociaż metody się zmieniały, rezultaty — pogrążanie dotkniętych społeczeństw w dekadach gwałtownych konfliktów społecznych i nieustannej niestabilności politycznej — były niestety podobne. Wzorzec ten można dostrzec w kilku najbardziej znanych operacjach CIA w czasie zimnej wojny.

W 1953 roku nowy parlament Iranu zdecydował się znacjonalizować brytyjską koncesję naftową, aby finansować usługi społeczne dla rozwijającej się demokracji. W odpowiedzi wspólny zamach stanu CIA i MI6 obalił reformistycznego premiera i przywrócił władzę synowi wcześniej obalonego szacha.

Niestety dla narodu irańskiego okazał się on niezwykle nieudolnym przywódcą, który przekształcił bogactwo naftowe kraju w powszechne ubóstwo — co doprowadziło do islamskiej rewolucji w Iranie w 1979 roku.

Do 1954 roku Gwatemala realizowała historyczny program reformy rolnej, który dawał jej w większości majańskiej ludności rdzennej warunki do pełnego obywatelstwa. Jednak sponsorowana przez CIA inwazja doprowadziła do ustanowienia brutalnej dyktatury wojskowej, pogrążając kraj w 30-letniej wojnie domowej, która pochłonęła 200 000 ofiar w populacji liczącej zaledwie pięć milionów ludzi.

Podobnie w 1960 roku Kongo, po stuleciu brutalnych rządów kolonialnych Belgii, wybrało charyzmatycznego przywódcę Patrice’a Lumumbę. CIA szybko jednak doprowadziła do jego obalenia i zastąpiła go wojskowym dyktatorem Josephem Mobutu, którego 30 lat kleptokracji doprowadziło do przemocy, która przyczyniła się do śmierci ponad pięciu milionów ludzi podczas drugiej wojny w Kongu (1998–2003) i do dziś zbiera swoje żniwo.

W nowszych dekadach: interwencje militarne

W bardziej współczesnych dekadach podobnie ponure rezultaty przyniosły próby zmiany reżimu podejmowane przez Waszyngton przy użyciu konwencjonalnych operacji militarnych.

Po atakach terrorystycznych z września 2001 roku siły amerykańskie obaliły rządy talibów w Afganistanie. W ciągu następnych 20 lat Waszyngton wydał 2,3 biliona dolarów — i nie, to „bilion” nie jest pomyłką! — na nieudaną próbę budowy państwa, która została zmieciona z powierzchni ziemi, gdy odradzający się talibowie zdobyli stolicę, Kabul, w sierpniu 2021 roku, pogrążając kraj w mieszance surowego patriarchatu i masowej nędzy.

W 2003 roku Waszyngton dokonał inwazji na Irak w poszukiwaniu nieistniejącej broni nuklearnej i ugrzązł w bagnie 15-letniej wojny, która doprowadziła do śmierci około miliona ludzi i pozostawiła po sobie autorytarny rząd, który stał się w istocie klientem Iranu.

W 2011 roku Stany Zjednoczone poprowadziły natowską kampanię powietrzną, która obaliła radykalny reżim pułkownika Muammara Kaddafiego w Libii. Doprowadziło to do siedmiu lat wojny domowej i ostatecznie pozostawiło kraj podzielony między dwa antagonistyczne, upadłe państwa.

Kiedy próby zmiany reżimu podejmowane przez Waszyngton kończą się niepowodzeniem — jak miało to miejsce na Kubie w 1961 roku czy w Wenezueli w ubiegłym roku — często prowadzi to do jeszcze większego umocnienia autorytarnych rządów, których kontrola nad policją polityczną zostaje wzmocniona, a ich uścisk nad gospodarką kraju staje się jeszcze silniejszy.

Dlaczego — można by zapytać — takie interwencje Stanów Zjednoczonych niemal zawsze prowadzą do tak ponurych rezultatów?

W społeczeństwach, które próbują osiągnąć kruchą stabilność społeczną w warunkach gwałtownych przemian politycznych, zewnętrzna interwencja — czy to tajna, czy jawna — wydaje się niezmiennie przypominać uderzenie w stary zegarek kieszonkowy młotkiem, a następnie próbę ponownego wciśnięcia wszystkich jego kół zębatych i sprężyn na właściwe miejsce.

Geopolityczne konsekwencje wojny z Iranem

Analizując geopolityczne konsekwencje najnowszej interwencji Waszyngtonu w Iranie, można wyobrazić sobie, w jaki sposób wojna wybrana przez prezydenta Donalda Trumpa może stać się własną wersją kryzysu sueskiego dla Waszyngtonu.

Tak jak Egipt w 1956 roku wyrwał dyplomatyczne zwycięstwo z paszczy militarnej porażki poprzez zamknięcie Kanału Sueskiego, tak Iran zamknął teraz inny kluczowy punkt strategiczny Bliskiego Wschodu, wysyłając swoje drony Shahed przeciwko pięciu statkom towarowym w Cieśninie Ormuz (przez którą przepływa około 20% światowej ropy i gazu ziemnego) oraz przeciw rafineriom na południowym wybrzeżu Zatoki Perskiej.

Uderzenia dronów Iranu zablokowały ponad 90% wypłynięć tankowców z Zatoki Perskiej i zamknęły ogromne katarskie rafinerie produkujące 20% światowych dostaw skroplonego gazu ziemnego. Spowodowało to wzrost cen gazu ziemnego o 50% w wielu częściach świata i aż o 91% w Azji, przy czym cena benzyny w Stanach Zjednoczonych zmierza w kierunku 4 dolarów za galon, a cena ropy może w najbliższym czasie osiągnąć 150 dolarów za baryłkę.

Ponadto, poprzez przetwarzanie gazu ziemnego w nawozy, Zatoka Perska jest źródłem niemal połowy światowych składników odżywczych dla rolnictwa. Ceny nawozu mocznikowego wzrosły o 37% na rynkach takich jak Egipt, co zagraża zarówno wiosennym zasiewom na półkuli północnej, jak i bezpieczeństwu żywnościowemu w globalnym Południu.

Znaczenie Zatoki Perskiej dla gospodarki światowej

Niezwykła koncentracja produkcji ropy naftowej, międzynarodowej żeglugi oraz inwestycji kapitałowych w Zatoce Perskiej sprawia, że Cieśnina Ormuz jest nie tylko wąskim gardłem dla przepływu ropy i gazu, ale również dla przepływu kapitału w całej globalnej gospodarce.

Dla zrozumienia skali:

Zatoka Perska posiada około 50% światowych potwierdzonych rezerw ropy, szacowanych na 860 miliardów baryłek, czyli około 86 bilionów dolarów przy obecnych cenach.

Aby zobrazować koncentrację kapitału w infrastrukturze regionu:

Narodowe kompanie naftowe państw Rady Współpracy Zatoki zainwestowały 125 miliardów dolarów w 2025 roku w swoje instalacje produkcyjne. Światowa flota tankowców liczy około 7500 statków. Pojedynczy duży tankowiec typu „Suezmax” kosztuje około 100 milionów dolarów. Na morzach znajduje się około 900 takich jednostek, o łącznej wartości około 90 miliardów dolarów

Ponadto Dubaj posiada najbardziej ruchliwe międzynarodowe lotnisko świata, będące centrum globalnej sieci około 450 000 lotów rocznie — które obecnie zostało sparaliżowane przez ataki irańskich dronów.

Skala działań militarnych

Pomimo medialnej narracji Białego Domu o niszczycielskiej sile ostatnich nalotów, 3000 wspólnych amerykańsko-izraelskich nalotów na Iran w pierwszym tygodniu wojny blednie w porównaniu z 1 400 000 misji bombowych nad Europą podczas II wojny światowej.

Kontrast między tymi liczbami sprawia, że obecne naloty na Iran przypominają z militarnego punktu widzenia strzelanie do słonia z wiatrówki.

Co więcej:

Stany Zjednoczone posiadają ograniczone zapasy około 4000 rakiet przechwytujących, które kosztują nawet 12 milionów dolarów za sztukę. Ich produkcja nie może być szybko zwiększona. Tymczasem Iran dysponuje niemal nieograniczoną liczbą: około 80 000 dronów Shahed, z możliwością produkcji 10 000 miesięcznie, przy koszcie około 20 000 dolarów za sztukę.

W praktyce oznacza to, że czas nie działa na korzyść Waszyngtonu, jeśli wojna przeciągnie się na więcej niż kilka tygodni.

Czyje wojska na lądzie?

Podczas gdy presja ekonomiczna i militarna rośnie, by wojna była jak najkrótsza, Waszyngton stara się uniknąć wysłania wojsk lądowych, próbując zmobilizować mniejszości etniczne Iranu, które stanowią około 40% ludności kraju.

Jak Pentagon dobrze sobie zdaje sprawę, amerykańskie wojska lądowe napotkałyby ogromny opór ze strony:

– milionowej milicji Basij,

– około 150 000 członków Gwardii Rewolucyjnej (dobrze przygotowanych do asymetrycznej wojny partyzanckiej),

– oraz 350 000 żołnierzy regularnej armii irańskiej.

Ponieważ inne grupy etniczne — jak Azerowie na północy — nie są skłonne do walki, a inne, jak plemiona Beludżów na południowym wschodzie, są zbyt daleko od stolicy, Waszyngton próbuje zagrać „kartą kurdyjską”, tak jak czynił to przez ostatnie 50 lat.

Kurdowie, liczący około 10 milionów ludzi, zamieszkują górskie obszary na granicach Syrii, Turcji, Iraku i Iranu. Są oni największą grupą etniczną na Bliskim Wschodzie, która nie posiada własnego państwa. Z tego powodu od dawna zmuszeni są uczestniczyć w imperialnej „Wielkiej Grze”, stając się czułym wskaźnikiem zmian w globalnej równowadze sił.

Chociaż prezydent Trump w pierwszym tygodniu najnowszej wojny dzwonił do przywódców autonomicznego regionu Kurdystanu w Iraku, oferując im „rozległe wsparcie lotnicze USA” w przypadku ataku na Iran — a Stany Zjednoczone posiadają nawet bazę lotniczą w stolicy Kurdystanu, Erbilu — Kurdowie okazują się jak dotąd wyjątkowo ostrożni.

Waszyngton ma bowiem długą historię wykorzystywania i porzucania kurdyjskich bojowników, sięgającą czasów sekretarza stanu Henry’ego Kissingera, który uczynił zdradę Kurdów swoistą sztuką dyplomatyczną.

Po tym jak w 1975 roku polecił CIA wstrzymać pomoc dla kurdyjskiego ruchu oporu przeciwko Saddamowi Husajnowi, Kissinger powiedział jednemu ze swoich współpracowników:

„Obiecaj im wszystko, daj im tyle, ile dostaną, a jeśli nie potrafią znieść żartu, to trudno.”

Gdy irackie wojska wkroczyły do Kurdystanu, zabijając setki bezbronnych Kurdów, ich legendarny przywódca Mustafa Barzani, dziadek obecnego przywódcy irackiego Kurdystanu, błagał Kissingera:

„Wasza Ekscelencjo, Stany Zjednoczone mają moralną i polityczną odpowiedzialność wobec naszego narodu.”

Kissinger nie odpowiedział nawet na ten desperacki apel, a przed Kongresem stwierdził jedynie:

„Tajnych operacji nie należy mylić z działalnością misyjną.”

W styczniu ubiegłego roku Biały Dom Trumpa podjął niezwykle niefortunną decyzję, zdradzając Kurdów po raz kolejny — zmuszając syryjskich Kurdów do oddania 80% terytorium, które kontrolowali w wyniku dziesięcioletniego sojuszu z Waszyngtonem.

W południowo-wschodniej Turcji radykalna kurdyjska Partia PKK zawarła porozumienie z premierem Recepem Tayyipem Erdoğanem i faktycznie się rozbraja, podczas gdy iracki Kurdystan pozostaje poza wojną, respektując porozumienie dyplomatyczne z Teheranem z 2023 roku dotyczące pokojowej granicy iracko-irańskiej.

Prezydent Trump miał nawet zadzwonić do jednego z przywódców irańskich Kurdów, którzy stanowią około 10% ludności Iranu, zachęcając do zbrojnego powstania. Jednak większość z nich wydaje się bardziej zainteresowana autonomią regionalną niż zmianą reżimu.

Wobec milczenia zarówno Kurdów, jak i społeczeństwa irańskiego w odpowiedzi na wezwania do powstania, Waszyngton może zakończyć tę wojnę jedynie z jeszcze silniej umocnionym reżimem islamskim w Iranie — pokazując światu, że Ameryka jest nie tylko siłą destabilizującą, lecz także mocarstwem w fazie schyłku, bez którego inne państwa mogą się obejść.

W ciągu ostatnich ponad stu lat naród irański sześciokrotnie mobilizował się w próbach ustanowienia prawdziwej demokracji. Wydaje się jednak, że ewentualna siódma próba nastąpi dopiero długo po tym, gdy obecna amerykańska armada opuści Morze Arabskie.

Od szczegółów do geopolityki

Jeśli spojrzymy szerzej, poza szczegółową analizę irańskiej polityki etnicznej, malejące wpływy Waszyngtonu w Kurdystanie odzwierciedlają spadek amerykańskiego wpływu w całej Eurazji, która od pięciu stuleci pozostaje centrum geopolitycznej potęgi świata.

Przez niemal 80 lat Stany Zjednoczone utrzymywały globalną hegemonię, kontrolując oba krańce Eurazji: poprzez NATO w Europie Zachodniej, oraz poprzez cztery dwustronne pakty obronne wzdłuż wybrzeży Pacyfiku — od Japonii po Australię.

Jednak obecnie, gdy Waszyngton coraz bardziej koncentruje swoją politykę zagraniczną na półkuli zachodniej, jego wpływy szybko słabną na ogromnym łuku Eurazji rozciągającym się od Polski, przez Bliski Wschód, aż po Koreę.

Ten obszar geopolitycy tacy jak Halford Mackinder i Nicholas Spykman określali jako „rimland” — strefę konfliktu.

Jak ujął to Spykman:

„Kto kontroluje Rimland, rządzi Eurazją; kto rządzi Eurazją, kontroluje losy świata.”

Od czasu pojawienia się polityki zagranicznej America First Donalda Trumpa w 2016 roku wiele państw wzdłuż tego eurazjatyckiego pasa zaczęło stopniowo dystansować się od wpływów Stanów Zjednoczonych.

Dotyczy to między innymi:

Europy (która zaczęła się ponownie zbroić),

Rosji (kwestionującej rolę Zachodu w wojnie na Ukrainie),

Turcji (pozostającej neutralną w obecnym konflikcie),

Pakistanu (zacieśniającego sojusz z Chinami),

Indii (oddalających się od amerykańskiego sojuszu Quad),

Japonii (która buduje bardziej autonomiczną politykę obronną).

———————————————

To oddalanie się od wpływów USA widać również w braku międzynarodowego poparcia dla interwencji w Iranie, co stanowi wyraźny kontrast z szerokimi koalicjami, które wsparły Stany Zjednoczone podczas wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku czy podczas okupacji Afganistanu w 2002 roku.

Jeśli mikro-militaryzm Trumpa w Iranie ujawni granice amerykańskiej potęgi, osłabienie wpływów Waszyngtonu w Eurazji może przyspieszyć powstanie nowego ładu światowego, który wykracza poza dotychczasową hegemonię Stanów Zjednoczonych.

Tak jak premier Anthony Eden jest dziś w Wielkiej Brytanii pamiętany jako nieudolny przywódca, który doprowadził do upadku imperium w czasie kryzysu sueskiego, tak przyszli historycy mogą uznać Donalda Trumpa za prezydenta, który osłabił międzynarodową pozycję Stanów Zjednoczonych, między innymi poprzez swoją mikro-militarną przygodę na Bliskim Wschodzie.

Wraz z powstawaniem i upadkiem imperiów geopolityka pozostaje stałym czynnikiem kształtującym ich los — lekcją, którą autor stara się przekazać w swojej książce Cold War on Five Continents.

W trudnych czasach, gdy wydarzenia wydają się chaotyczne i trudne do zrozumienia, „rozbite fragmenty dawnych legend”, o których pisał Mark Twain, mogą przypominać nam o analogiach historycznych — takich jak upadek potęgi Wielkiej Brytanii czy Związku Radzieckiego — które pomagają zrozumieć, jak przeszłość często szepcze do teraźniejszości, tak jak dzieje się to dziś w Cieśninie Ormuz.

Amerykańskie pociski przeciwrakietowe THAAD i Patriot są już użyte lub wkrótce zostaną uszkodzone

Amerykańskie pociski przeciwlotnicze THAAD i Patriot PAC3 są uszkodzone lub wkrótce zostaną uszkodzone.

Wojna między Iranem a koalicją amerykańsko-izraelską trwa już od trzech tygodni i nie widać jej końca. Choć Izrael dysponuje znacznie większą siłą powietrzną, nie jest w stanie przeciwstawić się irańskiemu arsenałowi rakietowemu. To wojna na wyniszczenie i bez względu na to, jak często Donald Trump będzie twierdził, że Iran został zniszczony, a USA wygrały, Iran będzie nadal codziennie bombardował Izrael co najmniej trzema falami ciężkich ataków rakietowych, aż do osiągnięcia porozumienia w drodze negocjacji.

Chciałbym przedstawić uproszczony model ilustrujący równowagę sił na korzyść Iranu. Załóżmy, że Izrael i Iran miałyby wystrzelić w siebie nawzajem 50 bomb/rakiet o wadze 2000 funtów (ok. 900 kg) dziennie. Teoretycznie irańskie bomby pokryłyby całe terytorium Izraela w niecałe trzy lata, podczas gdy izraelskie bomby potrzebowałyby ponad dwóch stuleci, aby osiągnąć ten sam poziom w Iranie.

To ilustruje asymetrię: mniejsze rozmiary Izraela sprawiają, że jest on znacznie bardziej podatny na ciągłe ataki powietrzne. Oto obliczenia dotyczące bombardowań obszarowych przeprowadzanych przez obie strony:

Dla Izraela (bombardowanego przez Iran)  : 8019 mil kwadratowych ÷ 8,1 mil kwadratowych/dzień ≈  990 dni  (około 2,7 roku).

W przypadku Iranu (bombardowanego przez Izrael)  : 636 372 mil kwadratowych ÷ 8,1 mil kwadratowych/dzień ≈  78 600 dni  (około 215 lat).

Nikt poza Irańczykami nie wie, ile pocisków balistycznych i manewrujących posiada ten kraj. Ale biorąc pod uwagę nagrania z ogromnych podziemnych  wyrzutni rakietowych  , zakładam, że kraj może przeprowadzać wiele wystrzeleń rakiet dziennie przez co najmniej sześć miesięcy. Systemy obrony powietrznej Izraela są poważnie osłabione… W rzeczywistości systemy THAAD i Patriot mogą być już w dużej mierze niesprawne.

Rozważmy rzeczywistą liczbę systemów THAAD.

Lockheed Martin otrzymał swoje pierwsze zamówienie produkcyjne na początkowe pociski, wyrzutnie i komponenty w styczniu 2007 roku. Do stycznia 2025 roku Lockheed Martin dostarczył ponad 900 pocisków przechwytujących THAAD (ogłoszono dostawę 900. pocisku). Odpowiada to średniej rocznej produkcji 50 pocisków w ciągu tych 18 lat. Standardową praktyką przechwytywania nadlatującego pocisku balistycznego jest wystrzelenie dwóch systemów THAAD. Gdyby Stany Zjednoczone przekazały wszystkie swoje systemy THAAD Izraelowi, oznaczałoby to, że po 450 irańskich wystrzeleniach pocisków Izrael nie miałby już dostępnych pocisków THAAD.

Od początku wojny 28 lutego Iran wystrzeliwuje średnio 40 pocisków dziennie w kierunku Izraela. Oznacza to, że Iran wystrzelił już 640 pocisków balistycznych w kierunku Izraela. Biorąc pod uwagę te liczby, spodziewam się, że nie będzie już dostępnych pocisków THAAD. Zapasy są albo wyczerpane, albo prawie wyczerpane. To prosta matematyka.

Izrael i Stany Zjednoczone mają ten sam problem z pociskami Patriot. Jak wyjaśniłem w poprzednim artykule, Stany Zjednoczone wyprodukowały w sumie 4620 pocisków PAC3 do 1 stycznia 2026 roku. Około 1000 z nich zostało już rozmieszczonych na Ukrainie, co zmniejsza pozostałą liczbę do 3620. Dowództwo Pacyfiku Stanów Zjednoczonych (USINDOPACOM) ma co najmniej 1296, a prawdopodobnie nawet 1728 pocisków PAC3. Załóżmy niższą liczbę.

Ach, i zapomniałem o USEUCOM… Ma jeden batalion pocisków Patriot, co oznacza minimum 432 pociski PAC3 (założyłem 6 baterii po 72 pociski każda). Zatem USZENTCOM-owi pozostało tylko 1892 pociski PAC3. Nie wiem, ile broni dostarczono Izraelowi przez US CENTCOM, ale według publicznie dostępnych źródeł kilka baterii Patriot zostało wysłanych do Arabii Saudyjskiej, Kataru, Bahrajnu i Kuwejtu. Zakładając, że każda bateria została wyposażona w 72 pociski PAC3 i że w każdym z tych czterech krajów stacjonowała tylko jedna bateria, to w sumie Izrael dysponuje 1584 pociskami Patriot.

To jest najlepszy scenariusz, oznaczający, że Izrael może przechwycić maksymalnie 792 irańskie pociski balistyczne i manewrujące. Jeśli izraelski arsenał nie jest już wyczerpany, to wkrótce się to stanie.  Semafor  , amerykański portal informacyjny, doniósł, że Izrael poinformował w tym tygodniu Stany Zjednoczone, że liczba posiadanych przez niego pocisków przechwytujących jest krytycznie niska, biorąc pod uwagę trwający konflikt z Iranem, i że Izrael przystąpił do obecnej wojny, mając już za mało pocisków przechwytujących wystrzelonych podczas ubiegłorocznego konfliktu z Iranem.

Chociaż przedstawiciele USA i Izraela temu zaprzeczają, powyższe liczby, moim zdaniem, potwierdzają  raport Semafora  .

Źródło: US Air Defense Rakiety THAAD i Patriot PAC3 są uszkodzone lub wkrótce zostaną uszkodzone

Tłumaczenie: LZ

O wojnie i nacjonalizmie. MEM-y I.

—————————

———————————–

——————————————–

—————————————————

————————————————-

———————————-

————————————–

———————————————-

———————————————————-

——————————————

ATAK NUKLEARNY JEST NIEUNIKNIONY? Pędzą w głąb leju??

ATAK NUKLEARNY JEST NIEUNIKNIONY

theburningplatform/nuclear-attack-is-inevitable

Pomimo wezwań do inwazji lądowej w niektórych kręgach, biorąc pod uwagę połączenie bieżących wydarzeń na ziemi, odporność Iranu i logistykę, jest to [inwazja] po prostu niemożliwe. 

Dlatego Stany Zjednoczone stoją w obliczu ograniczonego zestawu opcji w obliczu eskalacji kryzysu egzystencjalnego. Zbieżność krajowego przetrwania politycznego, sojuszniczej desperacji, wojskowego wyczerpania i osobistej psychologii władzy wykonawczej tworzy szybkowar, w którym użycie taktycznej broni jądrowej przechodzi od absolutnego tabu do bardzo realnego ponurego rachunku strategicznego.

Centralnym elementem tego równania jest mściwa natura prezydenta Trumpa, cecha, która przekształca geopolityczne niepowodzenia w osobiste pretensje, potęgowane przez „czynnik Bibi”: czteroletnia obsesja Benjamina Netanjahu na punkcie konfrontacji z Iranem, która teraz osiąga punkt katastrofalnej desperacji, gdy każda strategiczna droga zawodzi.

Netanjahu poświęcił większość swojego życia politycznego konfliktowi z wyłaniającym się Islamskim Iranem. Przez czterdzieści lat opowiadał się, knuł i naciskał na zdecydowane działania. Teraz, gdy Izrael jest codziennie pod ostrzałem, a konwencjonalne opcje prawie wyczerpane, jego wpływ na Waszyngton staje się niestabilnym przyspieszaczem. Ale bardziej niebezpieczną zmienną może nie być izraelska presja na Amerykę, ale raczej Izraelska akcja niezależna od Ameryki. Izrael posiada broń jądrową. Zdesperowany Izrael, w obliczu egzystencjalnego zagrożenia, może obliczyć, że tylko atak nuklearny może powstrzymać atak. Jeśli Izrael wystartuje pierwszy, Stany Zjednoczone natychmiast staną się współwinne. Pytanie przesuwa się z „czy Ameryka użyje broni nuklearnej?” do “jak reaguje Ameryka, gdy robi to jej sojusznik?”

Ten scenariusz wyzwala specyficzną i katastrofalną dynamikę eskalacji. Iran konsekwentnie zasygnalizował, że każdy egzystencjalny atak spotka się z nieproporcjonalnym odwetem na jego głównym adwersarzu: Izraelu. Atak nuklearny nie zmusiłby Teheranu do kapitulacji; gwarantowałby totalny atak Iranu skupiony w przeważającej mierze na izraelskich skupiskach ludności i prawdopodobnie centrum nuklearnym w Dimonie.

Odwet nie byłby mierzony; byłby egzystencjalny. Dla Trumpa stwarza to niemożliwe wiązanie. Jego mściwość wymaga ukarania Iranu, ale jego spuścizna zależy od ochrony Izraela. Jeśli Iran zemści się z niszczycielską siłą, Trump stoi przed dwoma wyborami: zaakceptować bliskie zniszczenie kluczowego sojusznika Ameryki, ugruntować swoją spuściznę jako prezydenta, który stracił Bliski Wschód, lub dalej eskalować. Każda ścieżka pogłębia bagno. Do tego dochodzi pytanie, czy Iran ma lub szybko nabywa broń nuklearną, która byłaby używana w jakiejkolwiek reakcji odwetowej.

Potęgowanie tej pułapki to całkowity upadek zaufania. Każdy dyplomatyczny zjazd wymaga minimalnej rezerwy wiarygodności między przeciwnikami. Administracja Trumpa systematycznie paliła każdy most. Precedens ataku 28 lutego w trakcie negocjacji zasygnalizował, że rozmowy nie są drogą do rozwiązania, ale chwytem, aby powstrzymać przeciwnika. Deeskalacja teraz prawie na pewno wymagałaby od Trumpa podjęcia znaczących, jasnych i weryfikowalnych jednostronnych pierwszych kroków: zawieszenia broni, złagodzenia sankcji i publicznych ustępstw. W obecnym klimacie takie działania nie byłyby odczytywane jako akt męża stanu; byłyby interpretowane jako kapitulacja przez wielu w Ameryce, zwłaszcza jego zagorzałych sojuszników.

Dla przywódcy, którego tożsamość polityczna opiera się na projekcji siły i eksploatowaniu postrzeganych słabości, jednostronna deeskalacja jest politycznie nie do odróżnienia od kapitulacji. Deficyt zaufania nie tylko komplikuje dyplomację; zbliża się do wyeliminowania jej jako realnego instrumentu.

Ten brak zaufania wzmacnia logikę eskalacji na każdym kroku. Iran, wierząc, że amerykańskie zapewnienia są bezwartościowe, nie ma motywacji do okazywania powściągliwości. Izrael, wątpiąc, że dyplomacja może powstrzymać zagrożenie, ma wszelkie zachęty do działania w pojedynkę. Trump, przekonany, że wszelkie oznaki słabości zostaną wykorzystane, nie ma przestrzeni politycznej, by oferować ustępstwa. System staje się samo-wzmacniający: nieufność usprawiedliwia agresję, agresja pogłębia nieufność, a przestrzeń kompromisu wyparowuje. Instytucjonalne poręcze – wojskowa struktura dowodzenia, Rada gabinetu, Nadzór Kongresu – zachowują teoretyczną wagę, ale są przytłoczone rozmachem kryzysu. Kiedy każdy aktor wierzy, że drugi działa w złej wierze, powściągliwość pojawia się jako wrażliwość, a zdesperowanemu człowiekowi eskalacja wydaje się jedyną racjonalną reakcją.

Konsekwencje globalne i krajowe, jakkolwiek katastrofalne, są dyskontowane w rachunku bezpośrednim. Precedens użycia broni jądrowej zniszczyłby reżimy nierozprzestrzeniania i wyrównałby globalną potęgę. Jednak w momencie presji egzystencjalnej to długoterminowe ryzyko jest podporządkowane zapotrzebowaniu na przetrwanie i zemstę. Krajowy sprzeciw pozostaje możliwy, ale stronnicze ekosystemy medialne i kreowanie izraelskiej ofiary mogą raczej zaostrzyć publiczną determinację niż ją złagodzić. Można zauważyć, że polityczny koszt postrzeganej słabości przewyższa koszt eskalacji.

Strach Trumpa przed negatywną spuścizną łączy się z silnym żądaniem ochrony sojusznika pod ostrzałem i ukarania przeciwnika, który jego zdaniem upokarza amerykańską potęgę od prawie pół wieku.

Podsumowując, decyzja opiera się na ostrzu noża, zaostrzonym przez pewność odwetu Iranu na Izraelu i niemożność odwrotu dyplomatycznego. Deficyt zaufania nie jest problemem peryferyjnym; to filar, który blokuje system w procesie eskalacji. Bez opcji naziemnej, bez wiarygodnego zjazdu z rampy, desperackiego sojusznika posiadającego zdolności nuklearne i mściwego lidera, który utożsamia kompromis z porażką, użycie broni jądrowej jawi się nie jako celowy wybór polityki, ale jako wyłaniająca się właściwość upadku systemowego.

Tabu przeciwko broni jądrowej trwa tylko tak długo, jak aktorzy uważają, że powściągliwość służy ich przetrwaniu. Kiedy przetrwanie jest postrzegane jako zależne od eskalacji i kiedy zaufanie – podstawowa waluta deeskalacji – wygasło, to, co nie do pomyślenia, staje się nieuniknione. Stany Zjednoczone mogą nie wykonać pierwszego ruchu, ale mogą nie być w stanie zatrzymać reakcji łańcuchowej, którą umożliwiły. Obawy Trumpa mogą nie być kształtowane przez jego decyzję, ale przez jego niezdolność do ucieczki od logiki, w której każda ścieżka naprzód prowadzi głębiej w katastrofę. Świat nie obserwuje debaty politycznej, ale rozwikłanie odstraszania, dyplomacji i powściągliwości w czasie rzeczywistym. Wynik nie zostanie wybrany, będzie kwestią przetrwania.

Boże dopomóż nam wszystkim.

Autor: Ashes of Pompei (Popiół Pompei)

Tłumaczenie: Ryszard Kulczyński

theburningplatform/nuclear-attack-is-inevitable

Co i kto rządzi „Anglosasami”

Co i kto rządzi „Anglosasami”

Olaf Swolkień myslpolska/co-i-kto-rzadzi-anglosasami

Pompeo i Netanyahu

======================================

„Mimo, że w powszechnym odbiorze współczesna polityka, a na pewno amerykańska jawi się jako działalność pragmatyczna, cyniczna, nakierowana na realizację celów egoistycznych, wymiernych, biznesowych, jest ona skrajnie

      Paweł Lisicki

„Abstrakty rządzą historią… i Żydami także.”

Feliks Koneczny

„Związek Nowego Testamentu ze Starym jest jednak w gruncie rzeczy tylko powierzchowny, przypadkowy, ba, wymuszony, a jak już wspomniano, jedynego punktu zaczepienia dostarczyły nauce chrześcijańskiej dzieje grzechu pierworodnego, zresztą w Starym Testamencie odosobnione i z których dalej nie czyni się użytku.”

Artur Schopenhauer

Na krótko przed najnowszą odsłoną agresji Izraela i USA na Iran Tucker Carlson przeprowadził wywiad z amerykańskim ambasadorem w Izraelu Mikiem Huckabee’em. Zarówno treść wywiadu jak i okoliczności mu towarzyszące warte są uwagi i głębszego zastanowienia, gdyż podważają wiele opinii na temat motywów polityki amerykańskiej, a nawet na temat polityki i jej źródeł w ogóle. Z drugiej strony nasycone ideologią tak zwanego chrześcijańskiego syjonizmu wypowiedzi ambasadora wpisały się wzorcowo w brutalną agresję jaka nastąpiła potem. Jednocześnie były one ważnym impulsem toczonej w USA debaty na temat relacji żydowsko i izraelsko amerykańskich. Po raz pierwszy w najnowszej historii USA mówi się tam w sposób otwarty to co od długiego czasu tak zwani prości ludzie myśleli i mówili po cichu, a co wierzącym w ludzki racjonalizm teoretykom nie mieściło się w inteligenckich głowach i było wypychane ze świadomości za pomocą wygodnych, udających rozsądek i socjologię intelektualnych gotowców w rodzaju oskarżeń o tzw. teorie spiskowe, a przede wszystkim o czające się za jakąkolwiek krytyką Izraela czy żydowskich wpływów; antysemityzm czy wręcz nazizm. To także kolejny przykład tego jak technologia wpływa na bieg dziejów. Gdyby nie internet i nowe demokratyczne media, to głosy Carlsona, Candace Owens oraz innych bojowników o prawdę i honor w Ameryce mogłyby zostać łatwo zagłuszone, zresztą oboje są przykładem, że media tzw. głównego nurtu, w których wcześniej robili wielkie kariery, nie tolerowały ich postawy.

Jakiś czas temu w audycji Minął Tydzień cytowałem fragment wywiadu jaki Carlson przeprowadził z senatorem Tedem Cruzem, w którym republikanin powoływał się na cytat z Pisma Świętego mówiący, że Bóg błogosławi tym, którzy sprzyjają Izraelowi, zapytany o miejsce, nie umiał go wskazać, ale powołał się na szkółkę niedzielną, w której go o tym uczono. Kolega w czasie audycji stwierdził, że tą informacją skradłem mu pomysł na michałek. W wywiadzie z M. Huckabee’em sprawa została uściślona.

Chodzi o następujący fragment w rozdziale 12 Księgi Rodzaju: „Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię; staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli i ja będę złorzeczył.” T. Carlson zapytał jak w takim razie należy rozumieć fragment rozdziału 15 tej samej księgi, który brzmi: „Wtedy to właśnie Pan zawarł przymierze z Abramem, mówiąc: „Potomstwu twemu daję ten kraj, od Rzeki Egipskiej (Nil – przyp. O.S.) aż do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat.”

Dyplomata nie potwierdził wprost aktualności tak daleko idących roszczeń terytorialnych, ale także ich nie zanegował, co wywołało niemrawy protest ze strony Arabii Saudyjskiej. Te wypowiedzi to przykład, że nie brana poważnie w Polsce, dosłowna interpretacja Biblii (taką interpretację przypisuje się głównie świadkom Jehowy) jest traktowana jak najbardziej serio przez ważnych amerykańskich polityków. Dyplomata został też zapytany czy porównanie przez Benjamina Netanjahu Palestyńczyków do Amalekitów oznacza, że Premier Izraela wzywa do realizacji także zawartych w Biblii następujących wersów: „Dlatego teraz idź, pobijesz Amaleka i obłożysz klątwą wszystko, co jest jego własnością; nie lituj się nad nim, lecz zabijaj tak mężczyzn, jak i kobiety, młodzież i dzieci, woły i owce, wielbłądy i osły.”

Co więcej Jehowa miał pokarać Izraelitów za to, że oszczędzili „najlepsze owce i większe bydło”. W tym wypadku ambasador próbował jednak tłumaczyć słowa Netanjahu jako metaforę. Cały wywiad pełen jest uników i dwuznaczności, ale co uderzające; w żadnym wypadku amerykański ambasador nie zgodził się z jakąkolwiek krytyką Izraela i najwyraźniej serio traktował starotestamentową groźbę. Nawet ludobójcze działania w strefie Gazy uznał za zachowania bardziej humanitarne niż te stosowane przez armię USA, gdyż według niego wojsko Izraela ostrzega ludność cywilną przed pobytem w miejscach, które ostrzeliwuje, a armia amerykańska tego nie czyni. Potwierdzeniem dziwnego braku równowagi we wzajemnych relacjach było wcześniejsze przyjęcie przez Huckabee’ego w ambasadzie amerykańskiej Jonathana Pollarda – jednego z najgroźniejszych izraelskich szpiegów, którego w USA skazano na dożywocie i wypuszczono po niemal 30 latach.

Po osiedleniu w Izraelu Pollard nie wykazał skruchy, ale wręcz namawiał Żydów by naśladowali jego postawę. To posunięcie Huckabee’ego wobec izraelskiego szpiega było krańcowo różne od jego zachowania wobec Amerykanina. Choć spotkanie odbyło się z inicjatywy ambasadora, to ambasada USA odmówiła Carlsonowi nie tylko oficjalnej ochrony, ale nawet wysłania samochodu z szoferem na lotnisko, a wszystko w sytuacji gdy Izrael próbował wcześniej zastraszać rodzinę dziennikarza, a premier Netanjahu jego samego nazywał nazistą i antysemitą. W rezultacie wywiad miał miejsce w pomieszczeniu dla dyplomatów na lotnisku. Do kolejnego skandalu doszło po nagraniu, kiedy jak ich określa Carlson niezidentyfikowane zbiry zaczęły pod presją zatrzymania paszportów przesłuchiwać współpracowników Carlsona, pytając o to jak przebiegał wywiad, czy padały wrogie wypowiedzi, ale także o szczegóły nie związane ze spotkaniem na lotnisku.

Huckabee, z którym Carlson zna się od trzech dekad nie tylko nie interweniował, ale nazwał rodaka kłamcą, nie wysłuchawszy jego wersji. Podsumowując całą sytuację Carlson stwierdził, że ambasador jego własnego państwa, któremu jako podatnik płaci pensję, zarówno podczas wywiadu jak i wobec szykanowania amerykańskiego obywatela zachowywał się jakby był reprezentantem interesów Izraela, a nie Stanów Zjednoczonych, co słynny dziennikarz uznał za upokarzające. Ja natomiast miałem déja vue, bo pomyślałem o zachowaniu polskich polityków po morderstwie Damiana Sobóla przez armię izraelską i o śmierci dwóch Polaków w Przewodowie, w wyniku ukraińskiej próby wciągnięcia Polski do nie naszej wojny z Rosją.

Podobieństwa dotyczą jednak całej narracji jaką polska klasa polityczna z chlubnym wyjątkiem Grzegorza Brauna prowadzi wobec Izraela i Ukrainy. W rozmowie obu Amerykanów były zresztą inne elementy sugerujące, że tak jak Polacy są według  polskich polityków sługami Ukraińców, tak samo Amerykanie są sługami Żydów. Przez cały wywiad przewijała się kwestia wojen i amerykańskich interwencji na Bliskim Wschodzie. Carlson przypominał, że atak na Irak uzasadniany był fałszywymi informacjami, a sama wojna była w interesie Izraela, a nie USA, a on wolałby żeby zamiast prowadzenia wojen na drugiej półkuli zajęto się warunkami życia w jego dzielnicy w Ameryce. W odpowiedzi usłyszał, że Izrael broni „naszej” cywilizacji, także na granicy z Libanem. Huckabee zbagatelizował też problem agresywnego zachowania Żydów wobec chrześcijan odwiedzających Ziemię Świętą, którzy są często opluwani, (swego czasu podobnie potraktowano tam polskiego ambasadora).

W wywiadzie padło też kluczowe pytanie o to, kto według Huckabbee’ego jest Żydem. Odpowiedź zawierała trzy komponenty: język, etniczność i religię. Ponieważ jednak syjoniści zakładający Izrael byli nacjonalistami lub mocno komunizującymi ateistami mówiącymi w jidysz i najczęściej po polsku pozostała etniczność. Jednak Huckabee nie umiał odpowiedzieć na pytanie dlaczego Izrael nie przeprowadza w takiej sytuacji testów DNA wśród przybyszy z Europy i np. nie porównuje ich z wynikami Palestyńczyków. Dlaczego Netanjahu, którego przodkowie przez wiele wieków mieszkali na terenie Europy Środkowo-Wschodniej ma większe prawa do ziemi w Palestynie od muzułmanów i chrześcijan, którzy mieszkają tam bez przerwy od starożytności. Czy stosując podobną logikę pierwotni mieszkańcy mogliby żądać np. terenów Anglii powołując się na starożytne budowle jak te w Stonehenge? Wszystkie te wątpliwości spotykały się z jednym argumentem: Bóg obiecał Abrahamowi ziemię w Palestynie 3800 lat temu. W wywiadzie nie było o tym mowy, ale każdemu Polakowi powinna się w takim momencie zapalić czerwona lampka z napisem Polin czy Judeopolonia.

Huckabee ma za sobą długą i nie pozbawioną sukcesów karierę polityczną, jednak w świetle powyższych wypowiedzi dla jego politycznej tożsamości ważniejszy wydaje się fakt, że był także pastorem w kościele baptystów. Jest to jedna z wielu protestanckich sekt składających się na ruch tzw. ewangelistów wyznających osobliwą religię chrześcijańskiego syjonizmu. Ich liczbę w USA szacuje się na około 60 milionów. Nie należy ich w żadnym wypadku łączyć ze znanymi w Europie tradycyjnymi wyznaniami protestanckimi jak np. ewangelicy.

Ich praktyki religijne charakteryzuje emocjonalność, której erupcje następują podczas ogromnych mityngów, w czasie których doznają silnych uniesień, a nawet wpadają w swego rodzaju transy, na ogół pozostając pod ogromnym wpływem charyzmatycznych mówców i autorów bestsellerowych książek. Są zdyscyplinowanymi wyborcami kierującymi się wskazaniami liderów w wyborach politycznych. Paweł Lisicki w swoich znakomitych książkach, przedstawił wnikliwe analizy ich wierzeń, a ostatnia praca „Mesjasz i trzecia świątynia. Herezja chrześcijańskiego syjonizmu, jej wyznawcy i ich wojny” w całości poświęcona jest temu zjawisku i powinna stać się lekturą każdego kto chce je zrozumieć.

Wiara chrześcijańskich syjonistów w największym skrócie polega na uznaniu aktualności przyrzeczeń danych plemieniu Abrahama i jego następców. Jak godzą to z wyznawanym jednocześnie komponentem chrześcijańskim, dla którego kluczowa jest postać Jezusa i przekonanie, że jego przyjście na świat i męczeńska śmierć wypełniła dawne proroctwa, a uniwersalny chrześcijański kościół zastąpił naród wybrany?  Służy temu teoria dwóch równoległych dróg do zbawienia: jednej chrześcijańskiej, ale także drugiej, wywodzącej się wprost ze Starego Testamentu, która nadal obowiązuje.

Takim karkołomnym zabiegom sprzyja uprawiany w ostatnich dekadach przez kolejnych papieży tzw. dialogizm i zapoczątkowany przez „papieża Polaka” mit „starszych braci w wierze”. Chrześcijanie powinni więc jednocześnie miłować nieprzyjaciół, uznawać, że wobec Boga „nie ma Żyda ani Greka”, ale jednocześnie popierać współczesną wersję masakry Amalekitów i innych ludów czy jednostek, które tak jak Palestyńczycy czy Tucker Carlson sprzeciwiły się Izraelowi, a więc w domyśle woli Bożej.

Znani współcześni rabini nie ustają w zabiegach aby uzyskać od kolejnych papieży deklarację poparcia dla państwa Izrael opartą na Piśmie Świętym. Co więcej, „chrześcijańscy syjoniści” traktują Biblię dosłownie i drobiazgowo przypisują konkretnym zdarzeniom historycznym wypełnienie równie konkretnych proroctw sprzed kilku tysięcy lat. Nowy okres tych realizacji zaczął się w 1948 r. wraz z powstaniem nowoczesnego Izraela, kolejny etap to zajęcie Jerozolimy po agresji w 1967 r. oraz okupacja Samarii i Judei czyli Zachodniego Brzegu Jordanu. Następne jakie mają nastąpić to budowa Trzeciej Świątyni po wyburzeniu zajmujących stosowne miejsce jerozolimskich meczetów Omara i Al – Aksa.

Ponieważ jednak wywołałoby to wojnę z muzułmanami aby tego dokonać trzeba najpierw zdemolować jakiekolwiek zorganizowane siły mogące się temu przeciwstawić. Temu służyło zniszczenie Iraku, Syrii, Libanu i w ciąg takich działań logicznie wpisuje się konsekwentne dążenie do zniszczenia Iranu jako państwa z własną zaawansowaną technologicznie armią i infrastrukturą pozwalającą stawić znaczący opór regionalnemu hegemonowi.

Niektóre z interpretacji identyfikują również w Starym Testamencie Rosję i Moskwę jako wrogie siły Goga i Magoga z kraju Meszek i Tubal opisane w księdze Ezechiela. Co szczególnie niepokojące z tak odbudowanej świątyni najpierw panować ma Antychryst, a dopiero potem nadejdzie 1000 letnie panowanie Mesjasza.

Jak to możliwe, że kojarzeni w Polsce z pragmatyzmem, wolnością i realizmem Amerykanie ulegli tego typu szaleńczym wizjom i pozwolili podporządkować im swoją politykę?

Prawdopodobnie kluczowym momentem, który zaczął ten proces, a miał miejsce jeszcze na starym kontynencie było powstanie protestantyzmu, który położył znacznie większy nacisk na Stary Testament, a następnie emigracja jego najbardziej fanatycznych przedstawicieli do Ameryki. W ten sposób powstało państwo z jednej strony lokujące się w samej szpicy oświeceniowego postępu utożsamianego z rozumem, realizmem i prawami człowieka, ale którego obywatele karmieni byli stale opisami dokonywanych w imię Boga starotestamentowych masakr i jeszcze w XX wieku utrzymywali rasową segregację. Euforia i poczucie mocy związane z sukcesami w walkach z praktycznie bezbronnymi Indianami, łatwo podbijany bogaty, oszałamiający przyrodniczo i przyjazny klimatycznie kraj rodziły przekonanie, że Amerykanie także mają do czynienia z nową ziemią obiecaną, a sami są nowym narodem wybranym lub zaginionym plemieniem Izraela. Wszystko to o wiele bardziej pasowało do ducha Starego Testamentu niż do Chrystusowego „królestwo moje nie jest z tego świata.”

Można więc mówić o silnym pokrewieństwie ducha zrodzonym z podobnych mitów i splątanych z nimi doświadczeń. Jedna z ostatnich książek badającego te zjawiska E. Michaela Jonesa nosi znamienny tytuł: „Z Biblią i z karabinem. Wzrost, upadek i powrót amerykańskiej tożsamości.” (tłum. O.S.) Cytowany przez P. Lisickiego prowadzący przy pomocy najnowocześniejszych samolotów, rakiet i czołgów eksterminację uzbrojonych w karabiny i domowej produkcji rakiety arabskich mieszkańców Palestyny Premier Netanjahu ujął to następująco: „Nasze roszczenie do tej ziemi oparte jest na największym i bezspornym dokumencie w całym stworzonym świecie – Świętej Biblii. To Biblia dała nam prawo do tej ziemi.”

Kolejnym powodem przejmowania ideowej władzy nad amerykańskimi umysłami, a w konsekwencji nad polityką był upadek moralny i religijny tradycyjnych elit, które opisywał krytycznie np. C. Wright Mills w swojej popularnej kiedyś w Polsce „Elicie władzy”, a upadek których zanalizował ostatnio E. Todd w „Klęsce Zachodu”. Todd w odróżnieniu od Millsa wskazywał na pozytywne aspekty dawnego etosu znających się od pokoleń członków rodzin określanych w skrócie jako WASP – Biali, AngloSascy Protestanci.

Akta Epsteina i stopień deprawacji jaki się z nich wyłania to zwieńczenie dłuższego procesu, którego początek datuje się najczęściej na lata rewolucji obyczajowej lat 1960. Równocześnie z upadkiem moralnym i obyczajowym postępował też upadek wpływów politycznych. WASP tracili swoje pozycje kolejno w finansach, w sztuce, w nauce, we władzy sądowniczej, aż przyszła kolej na najbardziej widoczne pozycje jakimi są stanowiska wybieralnych, demokratycznych polityków. Postacie Baracka Obamy, ale także Donalda Trumpa i sporej części jego ekipy dobrze odzwierciedlają tę zmianę, trzeba jednak pamiętać, że polityka, którą widzimy to wierzchołek góry lodowej, zmiany na jej szczycie to rezultat długich i sięgających głębiej procesów.

W sytuacji upadku dawnych elit i zaniku tradycyjnych etosów wzrost znaczenia mniejszościowych, ale silnie zmotywowanych, a nie rzadko wręcz sfanatyzowanych grup religijnych był ułatwiony. Co więcej nakłada się na to kryzys moralny i doktrynalny Kościoła katolickiego. Jak trafnie podsumowuje to P. Lisicki: „Mniejsza, ale dobrze zorganizowana i mająca własny program wspólnota jest nieporównywalnie bardziej potężna niż wspólnota amorficzna, wewnętrznie sparaliżowana.” I znowu nasuwają się smutne analogie do współczesnego społeczeństwa polskiego i jego zadziwiającej podatności na manipulacje obcych, spojonych różnymi typami solidarności grup mniejszościowych.

P. Lisicki poświęca także fragmenty swojej książki datującemu się od prezydentury Ronalda Reagana nagłemu wzrostowi znaczenia wyznającej rasistowskie idee sekty Chabad-Lubawicz. W tym świetle inaczej należy spojrzeć na zgaszenie Chanuki w polskim sejmie przez Grzegorza Brauna. Symbole i rytuały są związane z ideami i tak samo jak tamte mają konsekwencje.

Religia, polityka, pieniądze, ludzkie namiętności mieszają się w historii od zawsze niczym w bulgoczącym tyglu. Dlatego stworzona przez Szekspira mająca miejsce w XV w. scena, w której Henryk V wysłuchuje uzasadnienia swoich pretensji do francuskiego tronu, a zawiłe zależności dynastyczne wyłuszczają niewiele z tego rozumiejącym wojownikom, mający w tym finansowy interes katoliccy zakonnicy, nadal tłumaczy politykę nie gorzej, a w wielu wypadkach lepiej niż analizy nawet utytułowanych autorytetów i ich słuchaczy, którzy nie mogą się nadziwić dlaczego Ameryka działa wbrew logice, rozsądkowi i interesom własnych obywateli. Fakt, że wielu Amerykanów wierzy niczym dawni krzyżowcy iż „Bóg tak chce” nadal nie może być ignorowany, choć miecze i kopie zostały zastąpione przez drony, rakiety, satelity i pozostające póki co w odwodzie bomby atomowe, tylko Chrystusa zastąpił krwiożerczy Jehowa.

W tym miejscu warto zauważyć, że postulat radykalnego zerwania ze Starym Testamentem pojawił się w chrześcijaństwie już w II wieku n.e. w postaci nauki Marcjona, który jednak przegrał i został uznany za heretyka. Z kolei autor motta tego artykułu Artur Schopenhauer patrząc na religie z zewnątrz wskazał na to co odczuwa każdy uważny słuchacz kolejnych czytań w czasie Mszy świętej. Trudno o większy kontrast niż ten jaki zachodzi między tekstami ze Starego i Nowego Testamentu. Ten pierwszy według wielkiego Gdańszczanina jest optymistyczny, skierowany na doczesny sukces, podczas gdy chrześcijaństwo przenosi nasze nadzieje na lepszy świat poza ziemską rzeczywistość, wzywa do wyrzeczeń i ascezy. Dlatego chrześcijaństwo, a szczególnie katolicyzm według autora rozdziału  „O zaprzeczeniu woli życia” ma znacznie więcej wspólnego z wzywającymi do uwolnienia się z sansary buddyzmem i Wedami niż jak chciał JPII z religią  „naszych starszych braci w wierze”.

Roman Dmowski następująco przełożył to na realia polityki: „Niewątpliwie głębokie rozumienie i szczere wyznawanie zasad chrześcijańskich oraz zasad Ewangelii, które istnieją w katolicyzmie – bo protestantyzm nawrócił od Ewangelii ku staremu Testamentowi – nie godzi się z bezwzględnym egoizmem narodowym. Każe rozróżniać w walce  między narodami wojnę sprawiedliwą od niesprawiedliwej, potępia brak skrupułów w wybieraniu środków walki.”

Żyjemy w czasach ciekawych, więc takie pytania może powrócą. Tak jak u Szekspira w cieniu rozważań nad uzasadnieniami prawno – religijnymi toczy się tzw. realna polityka. Akcja na ogół wywołuje reakcję. W obliczu tak jawnego podporządkowania polityki amerykańskiej Izraelowi i lobby żydowskiemu w USA amerykańscy patrioci wracają do spraw upychanych od dekad w worku z napisem teorie spiskowe. Jeffrey Sachs przypomina, że zamordowany w do dzisiaj niewyjaśnionych okolicznościach JF Kennedy przeciwstawiał się uzyskaniu przez Izrael broni jądrowej, a jego politykę sabotowała CIA, T. Carlson pyta dlaczego nie ujawniono akt dotyczących ataku na WTC, Thomas Massie i członkowie ruchu MAGA mówią o wpływie AIPAC i nie pozwalają by bomby na Iran przykryły akta Epsteina. Z głębokiego cienia wyłoni się być może sprawa Rezerwy Federalnej, kreowania pieniądza z niczego, tego kto i dlaczego ma na to monopol. I wtedy zrobi się jeszcze ciekawiej.

Olaf Swolkień Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.03.2026)

Widziałeś moją siostrę?

Widziałeś moją siostrę?

14. marca 2026 Autor artykułu Marek Wójcik world-scam.com/archive/widziales-moja-siostre/

Dwa tygodnie temu rozpoczęto najgłupszą, ale niemniej jednak okrutną wojnę. Myśleli, że jak zwykle wprowadzą bombami szybką „demokrację” w Iranie. I wpadli w pułapkę, z której nie ma dobrego wyjścia. Sądzili, że zmienią irański rząd na syna znienawidzonego i obalonego przez Irańczyków szacha. Nic z tych mrzonek nie wyszło. Wyszła natomiast wojna, której nie mogą zakończyć, kiedy chcą.

Ambasada Iranu w Hiszpanii wywiesiła transparent przedstawiający zamordowane uczennice szkoły podstawowej w Minabie, potępiający atak amerykańsko-izraelski na tę szkołę.

Trump może sobie ogłaszać zakończenie wojny. Zakończy się wtedy, gdy także Iran tego będzie chciał. Najłagodniejszym warunkiem Iranu jest zakończenie sankcji gospodarczych. Największym – wycofanie wszystkich amerykańskich baz wojskowych w regionie i rozbrojenie Izraela. Irańskie warunki nie zostały jeszcze przedstawione, ale w jakim kierunku będą stawiane, świadczą przecieki w irańskich mediach. Iran ma czas, który gra na korzyść państwa Persów. Odrzuca wszelkie prośby o zawieszenie broni. Nic dziwnego. Zawieszenie broni zostało przez Iran przyjęte w czerwcu i jak widać, był to błąd, skoro teraz USrael, czyli koalicja Epsteina, ponownie wykazuje niczym nieuzasadnioną agresję.

W hołdzie 168 irańskim uczennicom szkoły podstawowej, które zginęły w wyniku ataku amerykańsko-izraelskiego w Minab.
Źródło:
Telegram 14.03.2026 r. 06:03.

Iran nie wyraził zainteresowania zawieszeniem broni, argumentując, że nie chce być ponownie atakowany po kilku miesiącach. Celem Iranu jest wyraźne osiągnięcie trwałego porozumienia pokojowego, które powstrzyma ekspansję Izraela, zmusi dyktatury Zatoki Perskiej do neutralności zamiast wasalstwa czy nawet współpracy z USA oraz zniszczy wpływy USA w regionie. Cytat z dzisiejszego artykułu na tkp.at omawiającego najnowsze wydarzenia na tej wojnie: Dzień 15. izraelsko-amerykańskiej wojny agresywnej przeciwko Iranowi. Źródło.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) po raz pierwszy ujawnia: „Zapasy dronów”.
Uwaga: to tylko jedna z podziemnych baz; w całym Iranie jest ich wiele.

Źródło: Telegram 14.03.2026 r. 06:03.

Różne są teorie na temat prawdziwych przyczyn tej wojny. Moim zdaniem główną przyczyną była bezpodstawna wiara w potęgę militarną USA. Ci politycy są niereformowalni. Nie wystarczyły im doświadczenia z Korei, Wietnamu czy Afganistanu. Potrzebują nowych dowodów ich bezsilności. Właśnie są im dostarczane. Jakkolwiek dopóki ten zbrodniczy system niosący światu amerykańsko-izraelską „wolność” się nie zawali, będą nas uszczęśliwiać swoją doktryną pseudodemokracji.

Niektórzy twierdzą, że ta wojna ma uciszyć zainteresowanie zbrodniami Epsteina. Donald Trump ma swoją metodę, by się tych dokumentów pozbyć.

[Nyyyyyy… a o Wielkim Izraelu niedobra mówić?? md]

Widzimy rozwiązanie zagadki: w jaki sposób zniknęły niektóre dokumenty ze śledztwa w sprawie Epsteina?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com