USA schizmą cywilizacji łacińskiej

USA schizmą cywilizacji łacińskiej

[Raczej Herazją md]

Dla Polaków Stany Zjednoczone Ameryki są przodownikiem cywilizacji zachodniej a nie schizmą od katolickich zasad, które kiedyś ufundowały Zachód. Obowiązująca w Polsce optyka patrzenia na przechodzi do porządku dziennego nad reformacją oraz Oświeceniem, które zdefiniowały USA jako państwo protestanckich emigrantów.

Liczni autorzy poza Feliksem Konecznym [on zdecydowanie odróżnia. MD] nie odróżniają cywilizacji łacińskiej od cywilizacji zachodniej (np. Emmanuel Todd, czy Kevin MacDonald). Perspektywę Konecznego wyznaczało doświadczenie bliższego obcowania z Rosją i Niemcami niż z Anglosasami. Dzisiejszą perspektywę wyznacza upadek katolicyzmu na Zachodzie. Teza niniejszego artykułu jest taka, że Zachód jest schizmą od katolickości a przeciwne przekonanie skutkiem post-oświeceniowej, głównie amerykańskiej kultury, która najchętniej wymazałaby katolicyzm z historii, zostawiając w niej najwyżej pogański Rzym i Grecję. O ile bowiem republikański oraz imperialny Rzym znajduje swoje odzwierciedlenie w ustroju politycznym (a nawet w neoklasycznej architekturze USA) o tyle nie znajdziemy tam znaczących wpływów katolickich. Wydarzenia polityczne ostatnich dekad pozwalają na uświadomienie sobie tych faktów a tym samym korektę stereotypu.

Inwigilacja Logosu

Wyciek dokumentu z biura FBI w Richmond w 2023 roku ujawnił, że służby specjalne USA traktują przedstawicieli katolicyzmu jako zagrożenie. FBI sugerowała powiązania między „radykalno – tradycyjnymi katolikami” (RTC) a grupami ekstremistycznymi. Dokument został udostępniony ponad 1000 pracownikom FBI w całym kraju przed jego publicznym ujawnieniem. W opracowaniu i przeglądzie dokumentu uczestniczyły biura terenowe w Buffalo, Milwaukee, Louisville i Portland. Dochodzenie Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów z lipca 2025 roku wykazało, że w sprawę zaangażowana była również kwatera główna FBI w Waszyngtonie. FBI opierało się na definicjach skrajnie lewicowych organizacji (np. Southern Poverty Law Center), uznając za podejrzane takie postawy jak „odrzucenie Soboru Watykańskiego II”, „przywiązanie do tradycyjnych wartości rodzinnych” czy „niechęć do nowoczesności”. Inwigilacja rozszerzyła się również na kontakty międzynarodowe, w tym współpracę z biurem FBI w Londynie w celu monitorowania tradycjonalistów za granicą.

Obecnie FBI pod nowym kierownictwem Kasha Patela ujawniła dodatkowe 1300 stron dokumentów, których administracja Bidena-Wraya wcześniej nie chciała udostępnić Kongresowi. Udokumentowano przypadki śledzenia wiernych katolików (np. nauczycielki Christine Crowder) w ramach programów nadzoru lotniczego, mimo braku jakichkolwiek powiązań kryminalnych. Inwigilacja ta nie ustała, lecz uległa profesjonalizacji. Środowiska przywiązane do Mszy łacińskiej i klasycznej metafizyki są postrzegane jako „podatne na wpływy zagraniczne” (głównie rosyjskie lub chińskie), ponieważ odrzucają antropocentryczną i progresywną wizję współczesnego Zachodu. Autorzy tacy jak amerykański tomista Edward Feser są monitorowani przez algorytmy jako promotorzy „sztywnego myślenia”, które może prowadzić do oporu wobec globalnych zmian strukturalnych.

W 2024 roku nastąpiła semantyczna zamiana pojęć. Samodzielność informacyjna została zdefiniowana jako „podatność na wrogą dezinformację”. Jeśli jednostka używa logiki do podważenia oficjalnych narracji, jest to niebezpieczną „radykalizacją”. Dzięki temu liberalna demokracja może stosować cenzurę algorytmiczną i inwigilację (jak wspomniane akcje FBI wobec tradycjonalistów), twierdząc, że robi to w celu „ochrony instytucji demokratycznych”.  Służby amerykańskie (FBI, NSA) traktują zatem tradycyjne wzorce myślenia jako zagrożenie, którą należy objąć kontrolą informacyjną i wywiadowczą.

Wspólny interes imperiów

Opozycja wobec obcej Stanom Zjednoczonych tradycji łacińskiej nie będzie zaskakująca jeśli popatrzy się na to, co działo się w Kościele katolickim przed II Soborem Watykańskim. Józef Mackiewicz w swojej analizie „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy” zdiagnozował wektor ataku ze Wschodu. Watykan pod wpływem Jana XXIII i Pawła VI, poprzez Ostpolitik kardynała Casarolego, zaczął układać się z Moskwą. Mackiewicz jako zdeklarowany antykomunista, widział w tym zdradę. Dokumenty z archiwum Mitrochina potwierdziły, że agenci bloku wschodniego infiltrowali Sobór, by zablokować potępienie komunizmu. Rzeczywiście II Sobór Watykański jest jedynym soborem w historii, który nie potępił żadnego błędu, oszczędzając mordującą miliony ideologię komunistyczną.  W 2026 roku warto wreszcie dostrzec drugi wektor – ten, który płynął z Waszyngtonu.

KGB i CIA miały w czasie Soboru wspólny interes. KGB dążyło do neutralizacji przeciwnika. Natomiast CIA potrzebowała Kościoła, który zaakceptuje liberalizm i laickość. Oba imperia były zainteresowane wprowadzeniem ekumenizmu i dialogu w miejsce przedsoborowej struktury. Dlatego w czasie gdy SB inwigilowała polskie parafie, zachodnie fundacje i służby formatowały elity katolickie, między innymi środowisko „Znaku”, czy „Tygodnika Powszechnego” w Polsce. Promowano w tym celu katolicyzm otwarty Jacquesa Maritaina i Johna Courtney’a Murray’a. Odtajnione przez Kasha Patela dokumenty FBI pokazują zatem, iż dzisiejsze inwigilowanie tradycjonalistów w USA ma swój precedens we wcześniejszych operacjach.

Mackiewicz myślał, że ucieczka w stronę Zachodu jest ucieczką ku wolności. Tak jak Koneczny nie dostrzegał, że Zachód buduje własny, bardziej subtelny system, oparty na długu i kontroli informacyjnej a nie na gułagu. Polscy patrioci od dekad zaczadzeni zagrożeniem ze Wschodu przeoczyli, że przemiany Kościoła nie były procesem wyłącznie religijnym. Waszyngton aktywnie finansował i promował tych teologów oraz te nurty, które osłabiały tradycyjne struktury na rzecz elastycznego modelu religii demokratycznej, łatwiejszej do wkomponowania w strukturę interesów współczesnego establishmentu. Podejrzenie, że USA maczały ręce w obradach Soboru Watykańskiego II jest nie tylko uzasadnione cybernetycznie, ale znajduje coraz silniejsze oparcie w badaniach historycznych. CIA nie musiało przekupywać 2500 biskupów. Wystarczyło wzmacniać sygnały kryzysu modernistycznego, zgodnie z amerykańskim celem. Jeśli przyjmiemy, że USA po 1945 roku budowały masońską republikę przeciwko blokowi komunistycznemu, to Vaticanum Secundum oraz ruch ekumeniczny były dla nich najważniejszym odcinkiem frontu ideologicznego.

Teologia pod nadzorem CIA

Przed 1958 rokiem Kościół pod Piusem XII posiadał własny autorytet, którego CIA nie mogła wymienić. Wierni słuchali bowiem Rzymu a nie Waszyngtonu. Dla architektów amerykańskiej potęgi taki Kościół był problemem, który należało rozwiązać. Finansowanie powstałej w 1948 roku Światowej Rady Kościołów (WCC) oraz wpływanie na europejskie elity teologiczne miało wypromować służący pacyfikacji doktrynalnej ekumenizm. Jeśli katolicyzm stałby się jedną z wielu religii, to straciłby swoją zdolność sterowniczą i tym samym łatwo poddawałby się instrumentalizacji.

A USA potrzebowały szerokiego frontu religijnego przeciw ZSRR. Aby go zbudować, trzeba była namówić hierarchów Kościoła do rezygnacji z wyłączności zbawienia, czyli z katolickiego dogmatu: extra Ecclesiam nulla salus. CIA wspierała zatem progresywnych teologów  z Europy Zachodniej, którzy głosili konieczność „otwarcia na świat”.  Belgia, Holandia, Niemcy i Francja po 1945 roku były pod całkowitą kontrolą wywiadowczą i finansową USA w związku z realizacją planu Marshalla. CIA wiedziała, że jeśli Rzym zaakceptuje amerykański model rozdziału Kościoła od państwa (laickość), to USA staną się nowym autorytetem moralnym świata, co zresztą potwierdził Paweł VI przemawiając na forum ONZ.  Wspieranie tzw. „nowej teologii” (nouvelle théologie) przez amerykańskie fundacje i stypendia pozwalało na wykształcenie kadr soborowych, które były mentalnie sformatowane pod zachodni liberalizm.

W latach 50. XX wieku CIA, pod kierownictwem Allena Dullesa, przekazywała ogromne kwoty na wsparcie prozachodnich ruchów katolickich. Wywiadowcze fundusze płynęły do organizacji powiązanych z Akcją Katolicką i polityków chadeckich, aby zapobiec dojściu komunistów do władzy. CIA przekazywała licznym biskupom i księżom darowizny na ich ulubione organizacje charytatywne, przy czym hierarchowie często nie znali prawdziwego źródła pochodzenia pieniędzy. Postać Johna Courtney’a Murray’a, głównego architekta deklaracji Dignitatis Humanae o wolności religijnej na II SW jest najlepiej udokumentowanym przykładem styku teologii z interesami Waszyngtonu. Murray był wspierany przez potężne postacie amerykańskiego establishmentu, jak Henry Luce (wydawca magazynów „Time” i „Life”), który uważał, że katolicyzm musi zostać zmodernizowany, aby stać się ideologicznym wsparciem dla amerykańskiej hegemonii. USA promowały zatem murrayowską wizję laickości państwa zabójczą dla tradycyjnej koncepcji państwa katolickiego a formującej Kościół na modłę amerykańskiego liberalizmu.

Operacja „polski papież”

Spektakularnym sukcesem tych działań okazał się Karol Wojtyła. Przyjaźń z Anną Teresą Tymieniecką, tłumaczką opus magnum Wojtyły „Osoba i czyn”, była kanałem transmisyjnym, przez który amerykański establishment rozmiękczał tomistyczny fundament przyszłego papieża. Mąż Tymienieckiej, Hendrik Houthakker – profesor Harvardu i doradca ekonomiczny prezydentów USA Nixona i Forda oraz Zbigniew Brzeziński – doradca do spraw bezpieczeństwa w Białym Domu byli łącznikami z samym jądrem deep state. Będący ewenementem wykład Wojtyły na Harvardzie w 1976 roku był de facto jego prezentacją dla amerykańskich elit. To tam Houthakker i ludzie powiązani z Radą Stosunków Zagranicznych (CFR), oraz niedawno powstałą Komisją Trójstronną Davida Rockefellera, mogli ocenić, czy Wojtyła jest przydatny w ramach ich strategii. Wyjazd ten był pilnie obserwowany przez służby. USA szukały kogoś, kto mógłby rozbić blok wschodni od środka. Kogoś kto nie byłby sztywnym konserwatystą, lecz kimś rozumiejącym prądy  nowoczesności.

Zbigniew Brzeziński, wówczas doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jimmy’ego Cartera i współzałożyciel Komisji Trójstronnej, odegrał kluczową rolę.  Po wyborze w 1978 roku Jan Paweł II faktycznie skierował do Brzezińskiego słowa podziękowania (według relacji Brzezińskiego i świadków). Jan Paweł II, mimo swoich (zapewne dobrych) intencji, stał się głównym promotorem autorytetu ONZ i struktur międzynarodowych. Jego przemówienia w ONZ o „rodzinie narodów” były wygłaszane w tym samym czasie, gdy finansiści z Wall Street przygotowywali plan drenażu tychże narodów w ramach rządu światowego (o rządzie światowym jest zresztą mowa w konstytucji soborowej Gaudium et spes).

Jan Paweł II ostatecznie przypieczętował soborowy ekumenizm w Asyżu w 1986 roku. Jeśli papież modli się z szamanami, to znaczy, że prawda katolicka nie ma znaczenia, stając się narzędziem władzy politycznej.

Opisany powyżej mechanizm sterowania stał się tematem twórczości Vladimira Volkoffa. Oficer francuskiego wywiadu (SDECE) w swoich powieściach, takich jak Montaż, Werbunek czy Gość papieża, pokazuje, że najskuteczniejsza nie jest władza, która używa łatwo identyfikowalnej siły, lecz ta, która operuje trudnym do wykrycia miękkim wpływem. Według Volkoffa celem dezinformacji nie jest proste kłamstwo, lecz takie przekształcenie obrazu świata w głowie przeciwnika, by zaczął on pragnąć tego, co jest korzystne dla agresora. Dlatego służby nie tyle niszczą instytucje, co podmieniają od środka ich parametry. Agentem nie jest ten, kto nosi legitymację CIA czy KGB, ale ten, kto powiela narzuconą mu siatkę pojęciową (np. „ekumenizm”, „dialog”, „inkluzję”), myśląc, że to są jego własne poglądy. To jest sterowanie informacyjne w czystej postaci: nie proste kłamstwo, ale budowanie fałszywego obrazu rzeczywistości przy użyciu prawdziwych elementów.

Jan Paweł II dostarczył prawdy, dobra i miłości, które były autentyczne, ale zostały wmontowane w szerszy projekt polityczny. Świętość czy autorytet papieża stały się idealną osłoną dla procesu, którego wierni mogliby nie zaakceptować, gdyby podano im go wprost. Tym sposobem amerykański establishment nie podbił Kościoła siłą, lecz uwiódł go obietnicą wpływu na świat.

Kto się boi katolicyzmu?

Państwo które inwigiluje Kościół i steruje jego przekazem nie realizuje wzorca łacińskiego lecz protestancką zasadę „cuius regio eius religio”. Do tego samego skutku prowadzi również model bizantyjski (prawosławny), polegający na niewykonalnej próbie utożsamienia państwa z Kościołem. Kościelnego autorytetu solidarności nie da się połączyć w jedno z państwowym autorytetem sankcji. W odróżnieniu od przymusu państwowego przynależność do Kościoła jest dobrowolna. Katolicyzm jest zatem „libertariański” w tym sensie, że nie narzuca nikomu wiary,  dysponując tylko oddziaływaniem kulturowym, czyli tak zwaną „miękką siłą”.

Narosłe przez wieki nieporozumienia zapoznają, że autorytet solidarności nie wyklucza się procedurami weryfikacji spójności systemu. Historyczna inkwizycja kościelna (w odróżnieniu od jej państwowych mutacji, jak inkwizycja hiszpańska) nie była narzędziem przymusu wobec niewiernych, lecz wewnętrznym protokołem sprawdzającym, czy ci, którzy dobrowolnie przyjęli katolicki Logos, nadal pozostają mu wierni. Podobnie Państwo Kościelne, będące polityczną osłoną dla politycznej niezależności papieża, nie było tożsame z samym Kościołem jako depozytariuszem Prawdy. W modelu łacińskim przymus (sankcja) pojawia się dopiero tam, gdzie kończy się dobrowolność wyznania, a zaczyna domena świeckiego porządku, który ma wypływać z katolickich zasad, nie będąc jednak przez nie same zastępowanym.

Skoro katolicyzm steruje się autorytetem solidarności, to jedyną możliwą relacją do państwa jest przyjęcie wspólnego celu, czyli dobrowolnym uznaniu przez państwo wiary Kościoła. Model łaciński polega zatem na informacyjnym podporządkowaniu państwa Kościołowi. Państwo ma ten sam cel co Kościół (w zależności od przyjętej perspektywy: chwałę Bożą lub zbawienie dusz). Różnica leży w używanych środkach, które w państwie są świeckiej a w Kościele sakralnej (nadprzyrodzonej) natury. Tę właśnie decydującą o łacińskim charakterze cywilizacji zasadę wyrażają słowa Jezusa Chrystusa: „oddajcie Bogu, co boskie a cesarzowi, co cesarskie”.

Wbrew temu co się często sądzi oraz pisze państwo katolickie jest państwem wyznaniowym i tym różni się od świeckiego państwa protestanckiego. Autonomia świeckiego państwa logicznie musi oznaczać używanie religii, jako ideologicznego narzędzia władzy świeckiej, gdyż niemożliwa jest władza „neutralna światopoglądowo”, czyli obojętna wobec własnych celów. Taki właśnie podporządkowany charakter religii jest zasadą ustroju USA. Dotychczasowy brak twardej egzekucji tego podporządkowania odpowiada za powszechne mylenie ustroju Ameryki z zasadami łacińskiego Zachodu.

USA jako wróg cywilizacji łacińskiej

W ustroju liberalnym religiami zarządza się w ramach logiki rynkowej, zgodnie z pomysłem jego fundatora Johna Locka. Angielski myśliciel słusznie wykluczył z niego katolików i Żydów, uznając, że obie konfesje są zagrożeniem dla demokratycznego porządku. FBI daje tylko temu świadectwo inwigilując ludzi za czytanie Arystotelesa, czy chodzenie na Mszę trydencką. Gdy słabnie sterowanie informacyjne, czyli gdy ludzie przestają wierzyć, system musi przejść na sterowanie energetyczne (przymus, inwigilację itd.). Upadek narracyjny i przejście do sterowania energetycznego falsyfikuje mit demokratyczny, sprowadzając go do mechanizmu obsady stanowisk. Liberalna demokracja kończy się systemem procedur chroniących elity przed własnym społeczeństwem, pokazując tym samym opresyjny charakter władzy państwowej  autonomicznej wobec religijnych zasad.

W demokracji wyborcy nie posiadają u polityków znaczącego autorytetu epistemicznego (N wie lepiej, więc słucham go jako eksperta). Żaden polityk nie uważa, że lud wie lepiej niż on, jak zarządzać państwem. Dziedziną w której polityk uznaje głos wyborców jest jedynie selekcja wskazanego uprzednio wyborcy personelu. Tylko tu wyborca jest autorytetem deontycznym (N ma prawo rozkazywać, więc  słucham go jako szefa) i może wskazać poprzez swój głos, kto zajmie fotel. Ponieważ autorytet jest relacją trójczłonową (N posiada autorytet wobec O w dziedzinie D) poza  aktem wyborczym relacja autorytetu przestaje istnieć. Polityk po wyborach przestaje uznawać wyborcę za kogoś, kogo powinien słuchać, ponieważ dziedzina, w której wyborca miał głos, została zamknięta w momencie ogłoszenia wyników. Przez resztę czasu władza jest autonomiczna i to ona wbrew mitowi demokratycznemu steruje wyborcą poprzez propagandę.

Sytuacja nie odbiega od przedstawionej przez Bolesława Prusa w powieści „Faraon”. Jeśli kontroluje się to, co ludzie wierzą, to kontroluje się ich strach i posłuszeństwo. Młody władca Ramzes chce władzy ale przegrywa, ponieważ kapłani kontrolują energię (pieniądz) oraz informację. Skarbiec jest pusty, a państwo zadłużone u Fenicjan. Powieściowi Fenicjanie pełnią rolę dzisiejszych funduszy inwestycyjnych i globalnych korporacji. Nie interesuje ich dobro Egiptu, lecz stopa zwrotu i przejmowanie fizycznych aktywów państwa. Zmagazynowane w Labiryncie zyski zabezpieczone są skomplikowaną procedurą i psychologicznymi sztuczkami, niczym współczesny system finansowy, z którego przeciętny człowiek rozumie dokładnie tyle, co egipscy chłopi z zaćmienia Słońca.

Jeśli władza ludu ogranicza się do obsady stanowisk, wyborca wybiera zarządcę Labiryntu, ale nie ma żadnego wpływu na to, jak Labirynt jest zbudowany. Politycy niczym arcykapłan Herhor z powieści Prusa zaciekle walczą o kontrolę nad informacją, produkując jej coraz dziwniejsze odsłony. Chcą by moment, w którym uznają autorytet ludu, był maksymalnie przez nich kontrolowany. To sprawia, że liberalna demokracja jest w istocie oligarchią legitymizowaną rytualnie przez wybory. Jednak gdy dług USA sięga 120% PKB a lotniskowce US Navy tracą swoją dotychczasową nietykalność, oligarchia władzy staje się bardziej brutalna. Skoro lud w przypływie desperacji mógłby zwolnić cały zarząd, dyrekcja musi zadbać o to, by lud nie miał dostępu do rzetelnych danych. W szczególności do odzyskania „łacińskiego libertarianizmu”, czyli uznania, że nad państwem musi stać obiektywny Logos, którego nie da się ani przegłosować, ani zadłużyć.

Włodzimierz Kowalik

Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.03.2026)

Albo Iran, albo Izrael muszą zniknąć

Albo Iran, albo Izrael muszą zniknąć

Irańczycy pokazali, że Trump znacznie niedocenił ich możliwości. Trump wzywa teraz inne kraje – z niewielkim powodzeniem – do wysłania swoich okrętów wojennych w celu utrzymania Cieśniny Ormuz, ponieważ zadanie to jest zbyt duże dla Marynarki Wojennej USA. Próbuje też zawrzeć z Putinem i Modim porozumienia w sprawie zniesienia sankcji na rosyjską ropę w zamian za dostawy tej ropy do Europy, a nie do Azji.

Trump lub jego doradcy opracowali plan zajęcia wyspy Kharg, co bardziej przypomina misję samobójczą.

Irańczycy trzymają się mocno na jednym froncie, ale zdają się chwiać na innym, nie zdając sobie z tego sprawy. Nie jestem przekonany, czy Irańczycy w pełni rozumieją sytuację. Na przykład Mohsen Rezaee, były dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, a obecnie członek Rady Doraźnej, powiedział, że „obecność USA w Zatoce Perskiej przez ostatnie 50 lat była główną przyczyną braku bezpieczeństwa”. Stwierdził, że zakończenie wojny wymaga „wycofania się USA z Zatoki Perskiej”.

Moim zdaniem generał Rezaee źle rozumie sytuację. To nie sama obecność Amerykanów jest przyczyną braku bezpieczeństwa. Powodem jest to, że amerykańskie bazy służą Izraelowi. Co więcej, prawdziwą przyczyną braku bezpieczeństwa dla wszystkich państw muzułmańskich jest syjonistyczny plan Wielkiego Izraela. Kiedyś definiowany jako „od Nilu do Eufratu”, Wielki Izrael został ostatnio zdefiniowany jako „od Nilu do Pakistanu”.

=============================

Tymczasem: Domaganie się przez potomków jednej linii rodowej Abrahama całej ziemi od Nilu do Eufratu, jest zupełnie bezpodstawne. Abraham a Izrael. Całe potomstwo Abrahama już otrzymało ziemię „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”, Izrael chce ją odebrać ! md]

==========================

Generał zdaje się nie rozumieć, że wycofanie się USA z Zatoki Perskiej nie zniweczy syjonistycznego planu Wielkiego Izraela. Iran powinien domagać się odrzucenia tego syjonistycznego planu.

Nawet prezydent Iranu Masud Pezeshkian nie rozumie sytuacji. Twierdzi, że „jedynym sposobem na zakończenie tej wojny” jest uznanie praw Iranu, wypłacenie mu reparacji i udzielenie solidnych gwarancji na wypadek przyszłej agresji. Jest w całkowitym błędzie. Wojnę mogliby wstrzymać jedynie irańscy urzędnicy, którzy nie rozumieją sytuacji, ale jedynym sposobem na jej prawdziwe zakończenie byłoby porzucenie przez Izrael syjonistycznego planu Wielkiego Izraela. A Izrael tego nie zrobi.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi odrzucił rozmowy o negocjacjach pokojowych. Stwierdził, że Trump już dwukrotnie oszukał i zaskoczył Iran w trakcie negocjacji i że Iran nie popełni tego błędu ponownie.

W rzeczywistości Iran popełnia jeszcze większy błąd. Syjonistyczny plan Wielkiego Izraela jest nie do pogodzenia z istnieniem muzułmańskiego Iranu (ani Turcji i Arabii Saudyjskiej). Jeśli ten plan nie zostanie porzucony, Iran nie będzie miał innego wyboru, jak walczyć aż do upadku własnego lub Izraela. Fakt, że Iran nigdy nie przejął inicjatywy, nigdy nie wykorzystał swojej przewagi strategicznej, lecz czekał i praktycznie sam się prowokował, sugeruje, że Iran nie rozumie tego planu.

Amerykanie, Europejczycy i media też tego nie rozumieją. Prawdziwa przyczyna wojny jest po prostu ignorowana. Jeśli Iran nie stanie się mądrzejszy, ryzykuje, że zostanie wciągnięty w kolejną bezsensowną umowę.

Tłumaczenie: Albo Iran, albo Izrael musi odejść

US aircraft carrier moves away from Iran war for repairs after fire

US aircraft carrier moves away from Iran war for repairs after fire

Haley Britzky cnn.com/us-ford-carrier-fire-iran-war

The US Navy aircraft carrier USS Gerald R. Ford departs Souda Bay on the island of Crete on February 26, 2026.

The US Navy aircraft carrier USS Gerald R. Ford departs Souda Bay on the island of Crete on February 26, 2026.Costas Metaxakis/AFP/Getty Images/File

The USS Gerald R. Ford aircraft carrier is moving away from operations tied to the Iran war and sailing to the US Navy’s base in Crete for repairs after a fire broke out in the ship’s laundry area last week, a US official said.

The movement of the Navy’s most advanced aircraft carrier comes as military operations against Iran are still in full swing, particularly as the US is seeking ways to reduce Iran’s threat to shipping in the Strait of Hormuz. The carrier has served as a ready platform for American fighter jets to participate in the campaign.

The fire on March 12 was not combat-related, the US military said at the time. Two sailors received medical treatment for non-life-threatening injuries and were in stable condition.

The US official said the Ford, which was sailing in the Red Sea, would be at Souda Bay in Crete “for a brief period to conduct repairs,” which would determine what can be fixed immediately and what may need to be fixed when the ship goes back to its home port after its deployment. The other ships within the Ford Carrier Strike Group are remaining where they are in the region and not joining the Ford at Souda Bay.

USNI News first reported that the Ford was heading to Souda Bay for repairs.

The Pentagon declined to comment for this story.

Chairman of the Joint Chiefs of Staff Gen. Dan Caine said Friday that the Pentagon was aware of the fire on board the Ford.

“We’re thinking about the crew there who were injured in the fire,” Caine said during a Pentagon press briefing. “We believe and hope that everyone will be OK and we’re grateful for that.”

The Ford — the Navy’s most advanced aircraft carrier — has been deployed for months, first to the Caribbean as part of the US military’s buildup in the region amid heightened tensions with Venezuela. In February, President Donald Trump said he was sending the carrier strike group to the Middle East in a move to apply more pressure on Iran.

The strike group entered the Mediterranean Sea in late February. The USS Abraham Lincoln Carrier Strike Group has also been deployed in the region.

The Ford could break a record for the longest carrier deployment post-Vietnam if it remains deployed through mid-April, according to USNI News. It left for deployment to the Caribbean on June 24, 2025, according to US Southern Command.

The fire last week followed reports of consistent plumbing issues aboard the carrier, though the Navy said those issues had no impact on the carrier’s operations.

The New York Times reported this week that it took more than 30 hours to put out the fire, and that 600 crew members lost their beds. The US official said, however, that the entire effort in responding to the fire took 30 hours — putting out the fire, cleaning up water damage or other substances used to put out the fire, and ensuring there were no flare-ups — not that the fire itself burned for 30 hours.

The official also said that slightly more than 100 beds were damaged in the fire, as some sleeping areas are adjacent to the laundry area. But they acknowledged roughly 600 sailors total were displaced from their sleeping areas or bunks. Displacement could happen because their bed specifically was impacted — beds are sometimes shared by service members who are on opposite shifts — or because the entire space is deemed uninhabitable because of smoke or water damage to some of the beds.

The Ford strike group consists of the carrier and its carrier air wing, as well as Arleigh Burke-class guided missile destroyers the USS Mahan, USS Bainbridge, and the USS Winston S. Churchill.

Świat w chaosie. Lekcje dla Trumpa

salon24/dziobaty/swiat-w-chaosie-wedlug-raya-dario-lekcje-dla-donalda-trumpa

Świat w chaosie według Raya Dario. Lekcje dla Donalda Trumpa

Dziobaty


Ray Dalio jest miliarderem i założycielem największego funduszu hedgingowego na świecie — Bridgewater Associates... Dario ostrzega, przed wielkim chaosem na świecie i rozpadem powojenny porządku globalnego. W najnowszym eseju „Koniec Pax Americana” z 13 marca 2026 roku, na platformie LinkedIn przekonuje, że świat wszedł w fazę „wielkiego nieporządku”, w której dominują konflikty mocarstw, chaos gospodarczy i zasada siły zamiast reguł. Pisze o tym Fortune z 16 marca 2026.

W sporo starszym poście umieszczonym na LinkedIn w 2023 roku, Ray Dalio napisał w że jest apolityczny, ale uważa się za „silnego, ponadpartyjnego umiarkowanego.”  Argumentował, że walka o przyszłość USA nie toczy się między Republikanami a Demokratami, lecz między umiarkowanymi a ekstremistami... Rzeczywiście, Dario do żadnej amerykańskiej partii nie należy, ale jak na dobrego biznesmana przystało, kieruje się zdrowym rozsądkiem sponsorując  „jedynych posłusznych linii partii” polityków… Jest to o tyle ważne, że finansista Ray Dario, wielokrotnie wypowiadał się na temat polityki gospodarczej i społecznej prezydenta Donalda Trumpa… Czy uważa Trumpa za ekstremistę?

W ostatnim tekście oraz powiązanych ostatnich publikacjach z 2026 roku Dario analizuje koncepcję „Wielkiego Cyklu” — modelu opisującego wzloty i upadki imperiów. Jego zdaniem znajdujemy się obecnie w „Szóstej Fazie”, przypominającej lata 30. XX w. Wówczas kryzysy zadłużeniowe, protekcjonizm, nacjonalizm i ekstremizmy polityczne doprowadziły do II wojny Światowej … Dalio podkreśla, że wielkie konflikty często zaczynają się od napięć ekonomicznych – wojen handlowych, zamrażania aktywów, sankcji i embarg. Dziś obserwujemy „wojny kapitałowe”, w których restrykcje finansowe stają się pierwszą linią starcia. Najgroźniejszym punktem zapalnym pozostaje rywalizacja USA–Chiny o Tajwan, dochodzi wojna o atom i ropę naftową z Iranem; w cieniu pozostaje wojna Rosji z Ukrainą — są to konflikty, które mają zarówno militarny, jak i finansowy wymiar i które powodują rosnącą polaryzację między mocarstwami.

Dalio wcześniej ostrzegał przed kryzysem finansowym w 2008 r.; teraz apeluje o ostrożność. W jego ocenie w czasach geopolitycznego starcia i wysokiego zadłużenia największym zagrożeniem dla majątku jest inflacja oraz utrata zaufania do instytucji. Dlatego zamiast polegać wyłącznie na walutach fiducjarnych czy cyfrowych aktywach, rekomenduje realne zabezpieczenie kapitału… Standard złota został w USA zawieszony w USA w 1971 r. – w obliczu narastającej niestabilności dolara Dalio zaleca redukcję zadłużenia oraz zwiększenie udziału złota w portfelu. Jego zdaniem wojny i kryzysy są finansowane przez dodruk pieniądza i wzrost długu publicznego, co prowadzi do osłabienia walut i obligacji. Złoto jako zasób trwały i ograniczony; ma według niego chronić wartość majątku w czasach inflacji i kryzysów systemowych… Warto jednak wiedzieć, że  chociaż w 2024 roku oficjalne rezerwy złota w Stanach Zjednoczonych były prawie 4 x  większe niż w Chinach, w tym samym roku  Chiny wyprodukowały około 380 ton metrycznych złota, a USA około 160 ton. Produkcja złota w USA od 2017 roku systematycznie spada.

Bridgewater Dario jest również sceptyczny wobec kryptowalut. Uważa, że mogą one zwiększać kontrolę państw nad przepływem pieniędzy i ograniczać prywatność użytkowników – w jego ocenie cyfrowe eksperymenty monetarne nie dają takiej trwałości jak fizyczne aktywa…. Donald Trump w pełni przyjął Bitcoina i kryptowaluty, co jest zwrotem w stosunku do jego pierwszej kadencji … Obecnie wyraźnie identyfikuje się jako „Crypto President” i chce uczynić USA „światową stolicą kryptowalut” i centralnym elementem swojej platformy gospodarczej….

Dario zgadza się z Trumpem że chce on osłabić i odsunąć świat od dolara, bo jako waluta fiat zawsze będzie gospodarce dodawać minusy…. Świat się podzielił; Trump zapewnia, że zachodnia półkula jest strefą amerykańską i  reindustrializacja USA jest jej dużą częścią. Według Trumpa wszystkie jego ruchy są częścią tego planu… Globalizm jest praktycznie martwy, ale to nie oznacza zniknięcia handlu, lecz w przyszłości selektywne umowy handlowe i ochronne … Klasa średnia ma problemy od około 1980 roku, a globalizm przynosił największe korzyści 1-5%  elitom… Chiny z mapy świata nie znikną i pozostaną największym wrogiem Stanów Zjednoczonych, mając za plecami Rosję i Iran… Europa przestaje być sojusznikiem.

Dalio opisał USA jako zmierzające pod rządami Trumpa w stronę autokracji w stylu lat 30. Wskazuje na wzmożoną interwencję państwa administracji w sektorze prywatnym — na przykład przejmowanie udziałów w prywatnych firmach takich jak Intel — jako dowód na „silne autokratyczne przywództwo” mające przejąć kontrolę nad gospodarką.

Początkowo Dalio postrzegał politykę pro-biznesową i obniżki podatków Trumpa jako stymulujące wzrost; później ostrzegał, że korzyści te mogą zostać zniwelowane przez  „szkodliwe skutki” populistycznych i protekcjonistycznych agend. Wyraźnie ostrzegł, że droga gospodarcza Trumpa może prowadzić do „czegoś gorszego niż recesja”, jeśli nie będzie odpowiednio zarządzana.

Dalio postrzega politykę zagraniczną Trumpa „America First” jako znak końca powojennego porządku światowego opartego na zasadach po II wojnie światowej… czy sugeruje zalety nowej „żelaznej kurtyny”? … Wyraził głębokie zaniepokojenie, że styl polityki Trumpa pogłębia wewnętrzne podziały.. . Ocenił ryzyko ” wojny domowej” jako wysokie ze względu na te spolaryzowane warunki… Kto jeszcze przyczynia się do polaryzacji warunków w walce o władzę, Dalio nie wspomina.

Dalio uważa cła Trumpa za „pragmatyczne” w budowaniu samowystarczalności wewnętrznej w nieprzyjaznym klimacie globalnym… nazwał je też wysoce zakłócającymi globalny system produkcyjny… Dario jednocześnie „zapala świeczkę i gasi ogarek”. Komu zapala, komu gasi, zależy od kursów giełdowych.

Dalio utrzymuje, że nie ocenia Trumpa moralnie, lecz jedynie opisuje „zależności przyczynowo-skutkowe” jego polityki oparte na cyklach historycznych… Właściwie – jak Dalio ocenia Trumpa? … W swojej ostatniej publikacji napisał –„Teraz jest jasne, że Donald Trump i jego wyborcy reformują rząd i kraj, niczym korporacyjny rajder prowadzący wrogie przejęcie nieefektywnej firmy”.

Jako gracz który zawsze gra na zwiększenie swoich akcji na giełdzie, Ray Dario na pewno wie co mówi.

Zapiszcie to w historii…

ww 20 III.

⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj na świecie trafił F-35.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj upokorzył Amerykę w Cieśninie Ormuz, czyniąc ją bezradną i zmuszoną do szukania pomocy.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj sprawił, że Żelazna Kopuła okazała się jedynie dziurawą bańką.
⚡️ Zapiszcie to w historii… Iran jako pierwszy kraj zniszczył większość amerykańskich baz wojskowych w regionie.
⚡️ Zapiszcie to w historii… zdobył szacunek świata za obronę ziemi, nauki i geografii.


= Oto supermocarstwo na Ziemi w regionie Bliskiego Wschodu.
#wojna_z_Iranem
#Tel_Awiw_płonie 

USA kontra BRICS: globalna walka o władzę

Escobar: USA kontra BRICS: globalna walka o władzę

USA kontra BRICS: Globalna walka o władzę, której nikt nie może ignorować – to tytuł wywiadu, którego znany analityk geopolityki Pepe Escobar udzielił sędziemu Andrew Napolitano 18 marca 2026 r. w programie Judging Freedom.

W obliczu gwałtownej eskalacji na Bliskim Wschodzie Escobar analizuje wybuchową sytuację i jej dalekosiężne konsekwencje dla porządku światowego.

Konflikt między USA a sojuszem BRICS osiągnął nowy, niebezpieczny poziom. Podczas gdy Zachód, na czele z USA i Izraelem, podejmuje działania militarne przeciwko Iranowi, wielobiegunowy projekt BRICS rozpada się od wewnątrz.

Escobar kreśli ponury obraz: atak na irańską cywilną infrastrukturę energetyczną oznacza przejście do wojny totalnej, która może wtrącić światową gospodarkę w otchłań.

Ostateczna eskalacja: atak na South Parks

Escobar stanowczo podkreśla, że ​​ostatnie wydarzenia stanowią punkt, z którego nie ma powrotu.

Izrael – wspierany i pod presją Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich – wspólnie z USA zbombardował rafinerię na złożu gazu South Pars, największym na świecie złożu gazu. Złoże to jest współdzielone przez Iran i Katar (North Dome).

Atak nie był wymierzony w cele wojskowe, lecz w cywilną infrastrukturę energetyczną. Escobar interpretuje to jako próbę gospodarczego i politycznego upadku państwa irańskiego.

Iran zareagował natychmiast, wydając nakaz ewakuacji licznych obiektów energetycznych w Zatoce Perskiej i grożąc odwetem: atakiem objęte mają zostać rafinerie w Arabii Saudyjskiej (np. Samref i Jubail), pole gazowe Al-Hosn w Emiratach Arabskich, kompleks petrochemiczny Mesaieed (powiązany z Chevronem) oraz rafinerie Ras Laffan (fazy 1 i 2) w Katarze – w tym największy na świecie terminal eksportowy gazu.

Escobar cytuje irańskie źródła: „Jesteśmy gotowi na wojnę totalną”.

Ceny ropy naftowej już wcześniej przekraczały 150 dolarów za baryłkę; eksperci spodziewają się cen na poziomie 200 dolarów lub więcej.

Escobar twierdził, że USA i Izrael ignorują globalne konsekwencje gospodarcze. Ich cel: zniszczenie wszystkich struktur oporu w Iranie.

Poprzednie próby, takie jak zamachy (np. na ajatollaha Chameneiego) lub bombardowania, nie powiodły się z powodu zdecentralizowanej irańskiej „strategii mozaikowej”, która nie naruszała podziemnych baz rakietowych i dronów. [Ani 31 niezależnych (w razie napaści) dowódców okręgów wojskowych md]

Aby zapewnić ciągłość, mianowano nowych przywódców, takich jak Saeed Jalili (były szef programu nuklearnego).

Bez drogi powrotnej: Cena wojny totalnej

Escobar ostrzega: To już nie jest ograniczony konflikt.

Iran od dawna domagał się wycofania wszystkich amerykańskich baz wojskowych z Azji Zachodniej, reparacji i rozwiązania problemu Libanu jako warunków zawieszenia broni.

Negocjacje zakończyły się fiaskiem; specjalny wysłannik USA Steve Witkoff wysyłał SMS-y do irańskiego ministra spraw zagranicznych, ale bezskutecznie.

Trump wydaje się być „poza rozsądkiem” i „całkowicie kontrolowany” przez „logikę psychozabójcy”, a jego siłą napędową jest rozpacz po nieudanych planach.

Gospodarka światowa stoi w obliczu katastrofy: wojna energetyczna w Zatoce Perskiej zniszczyłaby łańcuchy dostaw, spowodowałaby gwałtowny wzrost inflacji i wzrost cen benzyny w USA do 150 dolarów za galon.

Cieśnina Ormuz: Iran wprowadza nowe zasady

Iran nie blokuje cieśniny Ormuz całkowicie, a wręcz ją reorganizuje.

Escobar opisuje system „poboru opłat”: tankowce płacą w petrojuanach (nie dolarach), kontaktują się z irańskimi władzami i płyną blisko irańskich wód terytorialnych.

Pakistański tankowiec (Karaczi) niedawno dokonał tego pomyślnie – zapłata w Petro-Yuan, cło na rzecz Iranu, trasa wzdłuż granicy irańskiej.

Mogłoby to potencjalnie przynieść Iranowi 70 miliardów dolarów rocznie i jeszcze bardziej zmarginalizować dolara amerykańskiego.

BRICS w kryzysie: zdrada i upadek

Istota tytułu: Konflikt USA kontra BRICS.

Escobar, który sam pochodzi z kraju BRICS, uważa, że ​​sojusz jest „w głębokiej śpiączce”.

Indie pod rządami Modiego „zdradziły wszystkie ścieżki” dla BRICS:

  • Modi uległ naciskom Trumpa i zmniejszył import rosyjskiej ropy, powracając później do pierwotnego planu – ale teraz Rosja nie przyznaje żadnych zniżek, jedynie ceny spot.
  • 48 godzin przed „uderzeniem dekapitacyjnym” przeciwko Iranowi (28 lutego 2026 r.) Modi odwiedził Izrael, nazywając go „ojczyzną”, a Indie „ojczyzną” – otwartym sojuszem z „Syndykatem Osi”.

Powody: transakcje zbrojeniowe z Izraelem, ideologiczna bliskość suprematyzmu hinduistycznego i syjonizmu, interesy finansowe indyjskich elit.

Escobar: „Jeśli to nie jest zdrada, to co nią jest?”

Arabia Saudyjska i Emiraty (członkowie BRICS) podburzyły Trumpa przeciwko Iranowi – należy je wykluczyć.

BRICS mógłby przetrwać bez Indii, najlepiej poprzez zawieszenie lub upomnienie (np. ze strony Ławrowa). Jednak uprzejmość (zwłaszcza ze strony Rosji) temu zapobiega.

BRICS jako nadzieja na wielobiegunowy porządek świata jest „martwy” – przynajmniej do następnego szczytu w Indiach.

Perspektywy: Świat na krawędzi

Escobar podsumowuje pesymistycznie: Nikt nie śpi tej nocy.

Konflikt grozi zniszczeniem światowych zasobów energii, dalszym osłabieniem dolara i rozpadem BRICS.

Iran jest przygotowany na asymetryczne, zmasowane ataki na amerykańsko-izraelskie bastiony. USA stawiają wszystko na zmianę reżimu – ale Iran trzyma się mocno.

Wywiad ten pokazuje, że konflikt pomiędzy USA i BRICS nie jest już abstrakcyjną koncepcją.

Objawia się to bombami na polach gazowych, gwałtownym wzrostem cen i zrywaniem sojuszy.

Wizja wielobiegunowa umiera – albo wyłania się na nowo z chaosu.

Następne godziny i dni zadecydują, czy świat pogrąży się w niekontrolowanej wojnie energetycznej i gospodarczej.

Escobar: Iran zmierza ku totalnej wojnie przeciwko kultowi zmarłych

Escobar: Iran zmierza ku totalnej wojnie przeciwko kultowi zmarłych.

Pepe Escobar

Paraliż strukturalny. Starannie zaprogramowany. Nie do zatrzymania. Już w toku.

Atak na irańskie pole gazowe Południowy Pars – największe na świecie – stanowi ostateczną eskalację.

Neokaligula, w swoim typowym tchórzliwym i pyskatym „prawdopodobnie społecznym” trybie, desperacko próbuje zrzucić winę na kult śmierci w Azji Zachodniej i uwolnić się od wszelkiej odpowiedzialności: twierdzi, że Izrael zaatakował Południowy Pars „z gniewu” i że USA „nic nie wiedziały o tym konkretnym ataku”. Katar „w żaden sposób nie był w to zamieszany”. Iran zaatakował katarski gaz ziemny w odwecie „opierając się na fałszywych informacjach wywiadowczych”.

To wszystko? Czy mamy po prostu dalej tańczyć?

Raczej nie. Przeciwnie, kult śmierci otwarcie wykorzystał syjonistyczne media w USA, aby przedstawić całą sprawę jako wspólną operację – wciągnąć imperium chaosu i grabieży jeszcze głębiej w aroganckie bagno; wpędzić je w totalną wojnę energetyczną o niszczycielskich konsekwencjach; i całkowicie nastawić petromonarchiczne państwa Zatoki Perskiej przeciwko Iranowi (które już wcześniej podjęły działania przeciwko Iranowi, zwłaszcza Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar).

NeoKaligula może się chwalić, ile chce. Ale oczywiste jest, że operacja o takiej wrażliwości i skali – jako sposób wywierania presji na Teheran – wymaga głębokiego zaangażowania ze strony CENTCOM-u i aprobaty prezydenta.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada zatem, że Waszyngton po raz kolejny traci kontrolę nad własną polityką zagraniczną – jeśli kiedykolwiek ją miał.

Wszyscy zaangażowani w konflikt aktorzy, których niezdolność do czytania szachownicy została wielokrotnie udowodniona, najwyraźniej wierzyli, że Teheran ugnie się po ataku na jego krytyczną infrastrukturę energetyczną.

Jak można było przewidzieć, reakcja Iranu była dokładnie odwrotna: ostra eskalacja. Lista celów kontrataku została natychmiast opublikowana i ma być ściśle przestrzegana, począwszy od katarskiej rafinerii Ras Laffan.

Obserwuj obiekty LNG

Można by sądzić, że NeoKaligula próbuje zdystansować się od niekontrolowanego, całkowicie zdesperowanego kultu śmierci, potencjalnie oferując Teheranowi drogę ucieczki, a jednocześnie przyznając, że zniszczenie Południowego Parsu miałoby katastrofalne skutki, jednocześnie zobowiązując się do „masowego zniszczenia” Południowego Parsu (nie należy oczekiwać spójności umysłu od szalonego, megalomańskiego, narcystycznego gangstera).

W tragedii w South Pars stawką są instalacje LNG („pociągi”).

Pociąg” składa się z komponentów do przetwarzania, oczyszczania i konwersji gazu ziemnego na LNG. Nazwa ta wynika z faktu, że urządzenia – zwłaszcza systemy sprężarek – są zorganizowane sekwencyjnie w celu przemysłowego przetwarzania i skraplania gazu ziemnego.

Projekt Qatar 2 w dużej rafinerii Ras Laffan był koordynowany przez Chiyoda i Technip, japońsko-brytyjskie joint venture. To samo dotyczy obiektów 4 i 5, które należą do największych instalacji LNG na świecie.

Obiekty te są obsługiwane przez Qatar Gas, ExxonMobil, Shell i ConocoPhillips. W rzeczywistości są to obiekty powiązane z Ameryką i Zachodem – a zatem, z irańskiej perspektywy, legalne cele.

Na świecie jest tylko 14 takich obiektów – i nie będzie przesadą stwierdzenie, że zachodnia „cywilizacja” jest od nich zależna. Wymiana jednego z nich zajmuje od 10 do 15 lat. Wszystkie 14 obiektów znajduje się w zasięgu irańskich pocisków balistycznych i hipersonicznych. Przynajmniej jeden z nich został podpalony podczas irańskiego kontrataku. Sytuacja jest więc tak poważna.

Pierwsza wojna totalna z udziałem zaawansowanych technologii w Azji Zachodniej

Eskalacja konfliktu w Południowym Parsie była nieunikniona po tym, jak nowe zasady ustanowione przez Iran w Cieśninie Ormuz rozwścieczyły syndykat Epsteina.

To nie potencjał militarny irańskich dronów i pocisków, a raczej panika zachodnich ubezpieczycieli skutecznie zablokowała drogę. Później Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) ogłosił, że droga jest otwarta dla Chin, dla innych państw negocjujących – takich jak Bangladesz – oraz dla państw Zatoki Perskiej, które wydaliłyby ambasadorów USA.

W końcu wprowadzono nowe zasady. Działają one następująco:

  • Jeśli Twój ładunek został sprzedany w Petroyuan, możesz mieć prawo do bezpłatnego przewozu.
  • Musisz zapłacić opłatę.
  • Dopiero wtedy możesz przejść – wzdłuż irańskich wód w pobliżu wyspy Keshm, a nie środkiem drogi.

Irański minister spraw zagranicznych Araghchi jasno i jednoznacznie stwierdził: „Po wojnie opracujemy nowe mechanizmy dla Cieśniny Ormuz. Nie pozwolimy naszym wrogom korzystać z tego szlaku wodnego”. Cokolwiek się stanie dalej, Cieśnina Ormuz będzie odtąd miała stały punkt kontrolny pod irańską kontrolą.

Profesor Fouad Azadi, którego miałem przyjemność spotkać w Iranie lata temu, stwierdził już, że w przyszłości statki będą musiały płacić 10% cło. Mogłoby to generować do 73 miliardów dolarów rocznie – wystarczająco dużo, aby zrekompensować szkody wojenne i sankcje USA.

Iran jest już w trakcie czegoś, co można w zasadzie określić jako pierwszą w Azji Zachodniej totalną wojnę z udziałem zaawansowanych technologii.

Jak wyjaśniają irańscy analitycy, strategicznie oznacza to mnóstwo nowych koncepcji.

Po pierwsze, „Wielkie Ograniczenie”, realizowane za pomocą wysoce precyzyjnej strategii wyniszczania. Cel przesunął się z Sił Obronnych Izraela (IDF) na zniszczenie izraelskiej infrastruktury cywilnej.

Następnie mamy „łamacza tarcz o prędkości 16 Machów” – z technologicznie najlepszymi modelami Khorramshahr-4 i Fattah-2, które osiągają prędkość 16 Machów (5,5 km/s).

Oznacza to, że podczas gdy wróg wciąż próbuje obliczyć trajektorię przechwycenia, głowica już uderzyła. Prowadzi to do „paradoksu obrony o sumie zerowej”: Izrael wydaje miliony na obronę – praktycznie bez szans na sukces, podczas gdy Iran osiąga trafienia przy stosunkowo niewielkim wysiłku.

Następnie przedstawiono „doktrynę czterech organów witalnych”.

9-milionowa populacja Izraela jest zależna od zaledwie dwóch głównych portów głębinowych. Dlatego Teheran w ramach swojej strategii paraliżu strukturalnego koncentruje się na czterech newralgicznych punktach:

  • Uduszenie hydrologiczne: atak na 85% zasobów wody pitnej poprzez pięć zakładów odsalania
  • Protokół Blackout: Atak na elektrownię Orot Rabin
  • Blokada żywnościowa: Atak na porty w Hajfie i Aszdodzie (importujące 85% pszenicy)
  • Dekapitacja energetyczna: Atak na rafinerie w Hajfie

Paraliż strukturalny. Starannie zaprogramowany. Nie do zatrzymania. Już w toku.

Źródło: Iran przechodzi do wojny totalnej przeciwko kultowi śmierci

Nie opłakujmy demokracji

Autor artykułu Marek Wójcik

1222. Nie opłakujmy demokracji

20. marca 2026 world-scam/nie-oplakujmy-demokracji/

… prawo międzynarodowe jako zamknięty i wiążący system prawny nie istnieje, a wręcz nigdy nie istniało. Wreszcie prawda wychodzi na jaw. Prawda, która z niezrozumiałych już powodów była przez pewien czas utrzymywana w tajemnicy, ukrywana i głośno zaprzeczana. Prawo międzynarodowe? Strach na wróble, nicość – w najlepszym razie usprawiedliwienie arbitralnych działań zwycięzców, choć nawet to nie jest już konieczne. Siła wyższa nie musi się usprawiedliwiać. Gdzie byśmy skończyli, gdybyśmy to zrobili, a raczej skąd się wzięliśmy? Źródło.

Nie płaczmy za demokracją. Mieliśmy zaledwie jej pozory, a teraz i te nam zabrano. Czy ktoś wymyślił jakiś działający system polityczny, gdzie rządzi naprawdę rozsądek, a celem jest dobro człowieka oraz jego środowiska? Wszystko, co nam przychodzi do głowy to więcej kontroli. Właśnie to otrzymujemy, więc nie ma się czym przejmować. Prawda?

Może dodajmy nowe kadry kontrolerów, kontrolujących już tych, co właśnie kontrolują? To brzmi jak obsesja kontrolowania wszystkich i wszystkiego. Może jednak demokracja bezpośrednia? Działa od lat w Szwajcarii i globalistom udało się także i ją przechytrzyć.

Nie mam gotowej recepty na bolączki naszego świata. Może ktoś z 8 miliardów ludzi poda jakieś rozsądne rozwiązanie?

W geopolityce zawsze działała jedna jedyna reguła: ten ma rację, kto może ją poprzeć dominującą siłą. Ta reguła połączona z indoktrynacją sfery politycznej najważniejszych państw pozwoliła osiągnąć dodatkową przewagę. Wczorajszy atak Izraela na rafinerię South Pars w Bandar Kangan nad Zatoką Perską – jeśli wierzyć Trumpowi, a ja mu nie wierzę – nastąpił wbrew woli pechowego kandydata do pokojowej nagrody Nobla.

Wiemy przecież, że zarówno amerykańskie samoloty wojskowe, jak i rakiety, kontrolowane są przez Pentagon. I istnieje możliwość blokady także na odległość. A kto by tam blokował najważniejszego sojusznika, szczególnie kiedy ten posiada haki Epsteina na ważnych polityków w Waszyngtonie? Takie są więzi przyjaźni i tak działa polityka. Ten, kto kupił wyspę Little Saint James w archipelagu Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych (wyspę Epsteina), posiada – jak to zwykł mówić Trump – odpowiednie karty made in Israel.

Gra Trumpa w wielowymiarowe szachy.

No właśnie, jakie karty ma teraz Trump? Ma największą armię świata i wsparcie Estonii w walce o wolność dla tankowców w Cieśninie Ormuz. Ma największy na świecie lotniskowiec z zepsutą kanalizacją, spaloną pralnią i niedoborem 600 koi dla załogi. Wygląda na to, że znalazł się chętny na zakup tego okrętu-miasta.

—————

Po tym nakreśleniu ramy sytuacyjnej przyszedł najwyższy czas na sprawozdanie z działań wojennych z ostatnich godzin. Dzień 20. izraelsko-amerykańskiej wojny agresywnej przeciwko Iranowi. Źródło.

Krążą niepotwierdzone pogłoski, że razem z premierem Netanjahu zginął także radykalny Minister Bezpieczeństwa Izraela Itamar Ben-Gvir.

Izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gvir opublikował film przedstawiający platformę egzekucyjną przygotowaną specjalnie do wieszania Palestyńczyków.
Źródło:
Telegram 18.03.2026 r. 20:38.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Fałszywa narracja, którą chcą nam sprzedać: Larry Johnson ujawnia propagandę w wojnie z Iranem

Fałszywa narracja, którą chcą nam sprzedać: Larry Johnson ujawnia propagandę w wojnie z Iranem

W niezwykle aktualnym i brutalnie szczerym wywiadzie z podcasterem Dannym Davisem, były analityk CIA i ekspert ds. Bliskiego Wschodu Larry Johnson bezlitośnie obalił oficjalną retorykę zwycięstwa rządu USA i jego sojuszników.

Podczas gdy rzecznik Pentagonu Pete Hegseth i prezydent Trump mówią o „rozbitej” armii irańskiej i rychłym zwycięstwie, Johnson maluje zupełnie inny obraz: Iran jest bardziej odporny niż kiedykolwiek, zachodnie systemy obrony powietrznej są na skraju wyczerpania, gospodarka już teraz cierpi – a USA ryzykują strategiczną katastrofę.

Johnson, współpracownik Sonar21.com i wieloletni ekspert w dziedzinie regionu, bezpośrednio porównuje obecną propagandę do błędnych kalkulacji z początku wojny na Ukrainie w 2022 roku. Wtedy, przez tygodnie, twierdzono, że Rosja jest „skończona” i nie ma już pocisków rakietowych. Dziś dokładnie ta sama narracja jest tworzona na temat Iranu – i jest ona równie nieprawdziwa.

Irańska ofensywa rakietowa: liczby mówią co innego

Podczas gdy Hegseth ogłosił prasie, że irańskie możliwości „nadal maleją”, a jego własne „rosną”, wykres codziennych irańskich ataków rakietowych i dronów pokazuje dokładnie odwrotną sytuację. Po początkowym spadku w pierwszych kilku dniach (kiedy Iran celowo używał starszych, 10-15-letnich modeli, aby „wyprzedzić” zachodnie systemy obrony powietrznej), liczba ataków systematycznie rośnie od 7.-8. dnia. Iran ponownie wystrzeliwuje więcej pocisków dziennie – a są to systemy nowocześniejsze, precyzyjniejsze i potężniejsze.

Powód: amerykańskie i izraelskie systemy obronne są wyczerpane. Johnson oblicza: Całkowita produkcja pocisków THAAD od początku masowej produkcji wynosi zaledwie 900 sztuk. Ponieważ do wystrzelenia jednego pocisku balistycznego zazwyczaj potrzebne są dwa pociski THAAD, wystarcza to na maksymalnie 450 wystrzeleń. Iran wystrzelił już ponad 1000 pocisków balistycznych – samo to teoretycznie uczyniłoby THAAD bezużytecznym.

Sytuacja nie jest lepsza w przypadku pocisku PAC-3 (Patriot): do końca 2025 roku wyprodukowano maksymalnie 4620 egzemplarzy. Co najmniej 1000 z nich trafiło na Ukrainę, a pozostałe wykorzystano w poprzednich misjach. W najlepszym razie pozostało 2620 pocisków – wystarczająco dużo, aby zniszczyć około 1000 celów balistycznych. Po tym okresie produkcja zostaje wstrzymana.

Johnson potwierdza z własnego źródła, że ​​amerykańska baza w regionie Zatoki Perskiej całkowicie wyczerpała zapasy pocisków PAC-3 w zeszłym tygodniu. Co więcej, wskaźnik skuteczności przechwytywania jest niższy niż 10-20%. To wyjaśnia, dlaczego coraz więcej irańskich pocisków dociera do celu.

Podziemna twierdza: dlaczego USA „nic nie widzą”

Zachód twierdzi, że „zniszczył wszystkie wyrzutnie”. Johnson śmieje się: najnowocześniejsze irańskie pociski wystrzeliwane są z kilometrowych podziemnych silosów i systemów tuneli. Obiekty są tak głębokie, że satelity nie są w stanie ich wykryć. To gra „Whac-a-Mole” na skalę przemysłową: wyrzutnia pojawia się, odpala i znika. USA niszczą puste otwory.

Jednocześnie staje się jasne: Iran nigdy nie miał klasycznej marynarki wojennej ani sił powietrznych w zachodnim rozumieniu – i nie potrzebował ich. Zamiast tego Teheran opiera się na śmiercionośnej straży przybrzeżnej z małymi łodziami, dronami morskimi i przede wszystkim arsenałem rakietowym. Ten arsenał pozostaje nietknięty.

Zestrzelenie F-35 – nieudany SEAD

Krótko przed emisją Pentagon potwierdził, że samolot F-35 został trafiony nad Iranem i zmuszony do awaryjnego lądowania. Johnson postrzega to jako ostateczny dowód na to, że system tłumienia obrony powietrznej wroga (SEAD) zawiódł. Stany Zjednoczone nadal wykonują niemal wyłącznie loty z oddaleniem poza irańską przestrzeń powietrzną. Twierdzenie, że można „latać gdziekolwiek, nie będąc ostrzelanym”, jest po prostu kłamstwem.

Izraelski atak na Północny Pars – eskalacja i samozniszczenie gospodarcze

Izrael zaatakował złoże gazu Północny Pars w Zatoce Perskiej – wspólny projekt irańsko-katarski, który dostarcza również energię elektryczną do Iraku.

Stracono 31 000 megawatogodzin, a Katar i Irak są wściekłe. Iran zapowiedział natychmiastowy odwet. Johnson postrzega to jako punkt zwrotny: Teheran wypowiedział „wojnę totalną” i chce wypędzić USA z Zatoki Perskiej. Albo Waszyngton zniszczy Iran (co jest niemożliwe bez katastrofy humanitarnej), albo musi się wycofać.

Konsekwencje ekonomiczne są już dramatyczne: indeks Dow Jones stracił 10% od początku wojny (z ponad 50 000 do 45 000 punktów). Ceny benzyny rosną o 8–10 centów co dwa do trzech dni – na Florydzie już o całego dolara za galon. Tankowanie 20-galonowego zbiornika kosztuje o 20 dolarów więcej. Przy cotygodniowym tankowaniu daje to dodatkowe 1000 dolarów rocznie – zagrożenie dla źródeł utrzymania milionów obywateli USA, którzy żyją od wypłaty do wypłaty.

Olej napędowy jest o 2 dolary droższy, co podnosi ceny wszystkich surowców. Do tego dochodzi utrata 20–25% światowych mocy produkcyjnych skroplonego gazu ziemnego (LNG) (Katar + Izrael). 35% światowych nawozów bazuje na gazie ziemnym – ceny rosną o 25–50%. Półkula północna zmaga się z kryzysem plonów.

Johnson ostrzega: To nie jest problem krótkoterminowy, ale początek globalnej niestabilności.

Trump, Hegseth i łańcuch kłamstw

Trump twierdził na portalu Truth Social, że Izrael zaatakował pole gazowe „z gniewu” – mimo że Stany Zjednoczone koordynują każdy lot za pośrednictwem Centrum Operacji Połączonych Powietrznych (CAOC) w Al-Udeid. Johnson: „Trump kłamie i wie, że kłamie”.

Później Trump zagroził nawet zniszczeniem całego złoża South Pars, jeśli Iran zaatakuje Katar – mimo że Katar jest bliskim sojusznikiem, a Irak jest zależny od tego gazu. Czysta niekonsekwencja.

Konferencja prasowa Hegsetha jest wyśmiewana przez Johnsona jako „reklama zaburzeń erekcji” („Jutro będziemy więksi!”). Generał Keith Kellogg twierdzi, że Cieśnina Ormuz jest „otwarta, wystarczy odwaga”. Johnson ripostuje sucho: „Gdyby żaba miała skrzydła, nie uderzyłaby się w nią, skacząc po niej”. Cieśnina jest całkowicie osłonięta irańskimi pociskami i bateriami nadbrzeżnymi – nawet zajęcie Wyspy Kharg („Wyspy Węża”) byłoby samobójstwem. Chiny i Rosja mogą przez nią przepłynąć, ale statki amerykańskie i izraelskie nie.

Brian Hook (były specjalny wysłannik) porównuje wojnę z Iranem do „sukcesów” Izraela w walce z Hamasem i Hezbollahem. Johnson to demaskuje: Hamas wciąż istnieje po 2,5 roku, Hezbollah zniszczył wczoraj siedem czołgów Merkava i nadal ostrzeliwuje rakietami. Pomysł „demilitaryzacji” Iranu zakłada 4-milionową armię i kosztuje 2 biliony dolarów – nie do pomyślenia.

Tulsi Gabbard i oszustwo „nadchodzącego ataku nuklearnego”

Joe Kent zrezygnował ze stanowiska zastępcy dyrektora Wywiadu Narodowego, ponieważ nie dostrzegał „bezpośredniego zagrożenia nuklearnego” i uważał, że Stany Zjednoczone zostały „wciągnięte” w wojnę przez Izrael i media. Podczas przesłuchania dyrektor Departamentu Wywiadu Narodowego, Tulsi Gabbard, nie potwierdziła, że ​​amerykańskie agencje wywiadowcze dostrzegły takie zagrożenie.

Johnson nazywa to „hańbą” i „politycznym oszustwem”. Zadaniem dyrektora wywiadu narodowego jest przedstawienie właśnie takiej oceny – a nie unikanie jej.

Nadużycia religijne i bankructwo moralne

Pod koniec wywiadu Davis pokazuje przemówienie Pete’a Hegsetha, który zwraca się do swojego 13-letniego syna: „Zginęli za ciebie, żeby twoje pokolenie nie musiało doświadczyć nuklearnego Iranu”. Johnson i Davis, obaj pobożni chrześcijanie, są zbulwersowani. Jezus jest tu wykorzystywany jako podżegacz wojenny.

Johnson: „Jezus kocha również Irańczyków”.

Zamiast tego chrześcijanie powinni modlić się, aby osoby odpowiedzialne za tę sytuację opamiętały się – również z powodu 170 irańskich dziewcząt zabitych w atakach.

Wniosek: Polityka autodestrukcyjna

Larry Johnson wydaje druzgocący werdykt: Stany Zjednoczone pogrążyły się w wojnie, której nie mogą wygrać ani militarnie, ani gospodarczo. Osłabiają własną obronę powietrzną, ryzykują konflikty z Chinami lub Rosją bez amunicji i niszczą globalną gospodarkę.

Iran utrzymuje swoją pozycję – dzięki tunelom, rakietom i woli wyparcia USA z regionu. Narracja „my wygrywamy, oni upadają” jest właśnie tym: narracją.

Rzeczywistość jest przyspieszającą katastrofą, która już teraz dotyka każdego Amerykanina w postaci wyższych cen i spadających cen akcji.

Ci, którzy chcą usłyszeć prawdę, nie muszą słuchać komunikatów prasowych Pentagonu – ale analityków takich jak Larry Johnson, którzy odmawiają przyjęcia oficjalnego kłamstwa.

Wojna z Iranem jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła.

Trump 2.0. – Uczyńmy Amerykę Zbrodniarzem ! „Make America Criminal”

Trump 2.0. – uczyńmy Amerykę zbrodniczą! „Make America Criminal”

Tomasz Jankowski myslpolska/jankowski-trump-2-0-uczynmy-ameryke-zbrodnicza

168 zamordowanych irańskich uczennic z Minab może za sobą pociągnąć do grobu Donalda Trumpa, przynajmniej w politycznym rozumieniu tego pojęcia. 

Choć Amerykanie próbowali na różne sposoby tej zbrodni zaprzeczyć, to jednak nawet w Stanach Zjednoczonych mało kto ma wątpliwości co do sprawstwa.

Nic o tym nie wiem, ale to Iran jest winny

Formalnie struktury państwa prowadzą śledztwo, ale na tyle ślamazarnie, że za podobną pracę wzięli się dziennikarze. Specjaliści z BBC Verify, CNN i Deutsche Welle przeanalizowali zdjęcia satelitarne i dane geolokalizacyjne. Potwierdzili, że w szkołę jednocześnie uderzyły trzy pociski Tomahawk. I choć jednocześnie dziennikarze „New York Timesa” i Reutersa wskazali na niedaleko znajdującą się bazę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, to fakt posiadania „nieaktualnych” danych niewiele już wizerunkowo pomoże.

Bo Donald Trump szedł w zaparte i posuwał się do coraz to bardziej absurdalnych tez. Według jednej z nich, Irańczycy mieli Tomahawka… kupić na wolnym rynku i dokonać ataku na własnych obywateli. Zapewne po to, by teraz Trumpa i jego administrację skompromitować.

Przeciwnicy polityczni natychmiast podchwycili te wymysły prezydenta. Lider większości w Senacie Chuck Schumer nazwał wypowiedzi Trumpa „niezwykle idiotycznymi”, dodając: „Mówi wszystko, co mu przyjdzie do głowy, niezależnie od tego, jaka jest prawda”.

W obliczu lawiny krytyki Trump zdał sobie sprawę, że jego improwizowane uwagi tylko dolewają oliwy do ognia. Nowa strategia obronna Białego Domu polega na całkowitym ignorowaniu problemu, a prezydent zdaje się mówić „nic o tym nie wiem”. Pentagon prawdopodobnie dokładnie wie, kto jest odpowiedzialny za zbrodnię w Minab, ale dowództwo wojskowe nadal ukrywa się za wewnętrznym dochodzeniem. Przyznanie się do jednej z największych zbrodni wojennych w historii nowożytnej poważnie podważyłoby casus belli USA przeciwko Iranowi. Zwłaszcza co do narracji Waszyngtonu o „reżimie terrorystycznym” i rzekomym pragnieniu ajatollahów, by zaatakować Amerykę.

Wielopoziomowa wpadka wizerunkowa

W rezultacie administracja próbuje zmienić temat. Sekretarz Wojny Pete Hegseth ucieka się do teatralnych konferencji prasowych, gdzie oskarża media o stronnicze relacjonowanie wojny. Podczas niedawnego briefingu skarżył się, że stacje takie jak CNN, Fox News i MSNBC ignorują heroizm amerykańskich pilotów i złożoność tankowania w powietrzu. Hegseth wyraźnie tęskni za medialnym środowiskiem z czasów inwazji na Irak w 2003 roku, kiedy to w amerykańskim społeczeństwie dominował silny konsensus prowojenny.

To się jednak „ne vrati”.

Bo choć rząd może wpływać na relacje telewizyjne, nie jest w stanie kontrolować mediów społecznościowych. Internet jest zalewany zdjęciami i filmami przedstawiającymi ofiary śmiertelne w Iranie, cierpienie ludności cywilnej i masowe pogrzeby 168 uczennic. Z drugiej strony viralowe nagrania pokazują ludzi urządzających przyjęcia i świętujących wesela w piwnicach i na parkingach podziemnych Tel Awiwu. Ten jaskrawy kontrast uderza także w wizerunek Izraela, znowu uchodzącego za agresora.

Nie śpi także opozycja. Demokraci aktywnie wykorzystują śmierć uczennic w wewnętrznych walkach politycznych, skutecznie łącząc tragedię z wybuchem „nielegalnej wojny”. Zbrodnie wojenne na Bliskim Wschodzie w połączeniu z masowymi deportacjami i zabójstwami lewicowych aktywistów w Minneapolis, szybko stają się podstawą do uruchomienia procedury impeachmentu prezydenta. Przynajmniej retorycznie.

Ameryka jest sama?

Trump pochopnie rozpoczął działania militarne przeciwko Teheranowi, nie doceniając potencjału militarnego Iranu i jedności jego przywództwa politycznego. Podobnie jak Stany Zjednoczone, Islamska Republika Iranu opiera się na zakorzenionych instytucjach. Usunięcie najwyższego przywódcy nie zburzyło struktury dowodzenia w kraju, pozostawiając Waszyngton w kropce, bo bez planu awaryjnego. Nikt w Białym Domu nie potrafi już określić celów tej wojny.

A przecież przed konfliktem administracja Trumpa przygotowywała się do wizyty w Chinach 1 kwietnia. Stratedzy mogli założyć, że Stany Zjednoczone skutecznie odetną Pekin od wenezuelskiej i irańskiej ropy naftowej, kontrolując jednocześnie linie dostaw z państw Zatoki Perskiej. Prezydent wyobrażał sobie, że będzie dyktował warunki kapitulacji Xi Jinpingowi w trwającej wojnie handlowej, ale już wiadomo, że te plany całkowicie wzięły w łeb. Może dlatego wizyta zostałaprzełożona”.

Ameryka została z tą wojną sama sobie i próbuje się nią podzielić. Apele o ochronę Cieśniny Ormuz skierował Waszyngton i do europejskich członków NATO i do… Chińczyków. Od Trumpa odwraca się także Turcja, gdzie demonstracyjnie składano hołd ofiarom ataku na szkołę i rozprawiano o tym kto następny. Do tego wszystkiego doszła jeszcze… oscarowa gala, gdzie było wyjątkowo dużo filmów irańskich, jeden z nich zatytułowany To był tylko wypadek.

Tomasz Jankowski

Girls School Bomber. MEM-y II.

———————————

——————————————

——————————————–

—————————————-

—————————————————-

————————————————

———————————————

——————————————

——————————

———————————————–

Niezamierzone [przez USA] konsekwencje irańskiego oporu

Niezamierzone konsekwencje irańskiego oporu

przez Thierry’ego Meyssana voltairenet-org/article 17 marca 2026 r.

Stawiając opór nielegalnemu atakowi Izraela i Stanów Zjednoczonych na swój kraj, Irańczycy doprowadzili do ujawnienia się „papierowego tygrysa”. W ciągu kilku dni udowodnili, że wyrafinowana i droga broń Pentagonu nie nadaje się do ich wysoce ekonomicznego stylu prowadzenia wojny. Zdestabilizowali globalny rynek ropy naftowej, który gwarantuje dolara amerykańskiego. Wreszcie, przedstawili nową koncepcję, nad którą zastanawiają się wszyscy przeciwnicy dominacji anglosaskiej. Skłoniła ona już Chiny do całkowitej rewizji planów obronnych w przypadku ataku USA na Tajwan.

Sieć Voltaire | Paryż (Francja)

Wojna z Iranem jest inna niż wszystkie. Po raz pierwszy nie ma znaczenia, które cele zostaną zniszczone. Bohaterowie koncentrują się na ekonomicznych konsekwencjach swoich działań. To doświadczenie rewolucjonizuje sposób prowadzenia wojny i skłoniło już Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą do rewizji planów bojowych.

Dron Shahed kosztuje około 35 000 dolarów. Aby mu przeciwdziałać, Stany Zjednoczone musiałyby wystrzelić dwa pociski Patriot, każdy kosztujący 3,3 miliona dolarów. Jeśli pozwolą dronowi Shahed trafić w cel – jakikolwiek – będzie to oznaczać, że nie są w stanie obronić siebie ani swoich sojuszników. Wystrzeliwując drona, Iran prawie na pewno zmusi Stany Zjednoczone do wydania 6,6 miliona dolarów, czyli około 188 razy więcej niż wynosi irańska inwestycja.

Stany Zjednoczone posiadają system antydronowy Merops, ale znajduje się on dopiero w fazie testów na Ukrainie od półtora roku. Systemy te są również rozmieszczone wzdłuż granic Polski i Rumunii. Pentagon zdecydował się na odsłonięcie wschodniej granicy NATO, aby wprowadzić Merops do Zatoki Perskiej.

„Otrzymaliśmy konkretną prośbę ze strony Stanów Zjednoczonych o pomoc w ochronie” przed irańskimi systemami dronów – powiedział 12 marca niewybrany ponownie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Ukraińscy oficerowie natychmiast udali się do Zatoki Perskiej.

Co więcej, Stany Zjednoczone od lat eksperymentują z laserami przeciw-dronowymi. To bardzo ekonomiczne rozwiązanie, ale na razie nie wiadomo, jak ta broń mogłaby zostać wykorzystana, nie mówiąc już o masowej produkcji. Upłynie wiele lat, zanim Pentagon użyje jej na polu bitwy.

Co więcej, zapasy rakiet Patriot kurczą się na naszych oczach. Nawet jeśli Pentagon utrzymuje dostępne zapasy w tajemnicy, wszystkie inne możliwości sprowadzenia Patriotów na Bliski Wschód są ujawniane. Wiadomo jedynie, że amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy może produkować nie więcej niż 700 jednostek rocznie, podczas gdy Iran wystrzelił już kilka tysięcy pocisków Shahed.

Tutaj skupiamy się wyłącznie na misjach niszczenia dronów Shahed. Obrona Stanów Zjednoczonych i Izraela przed pociskami dalekiego zasięgu to nie tylko problem finansowy, ale i krótkoterminowy: wyczerpywanie się zapasów pocisków przechwytujących THAAD, których tygodniowo można produkować zaledwie około dziesięciu  [ 1 ] .

W każdym razie Stany Zjednoczone oficjalnie wydały 5,6 miliarda dolarów na amunicję w ciągu pierwszych dwóch dni nielegalnej wojny z Iranem  [ 2 ] . Kwota ta wzrosła do 11,3 miliarda dolarów zgodnie z oświadczeniem Pentagonu dla Kongresu z 10 marca. W przypadku 1444 zabitych Irańczyków odpowiada to kosztowi około 8 milionów dolarów na ludzkie życie od 12 marca, zgodnie z danymi irańskiego Ministerstwa Zdrowia  [ 3 ] . Najdroższa wojna w historii.

Dla porównania, Irańczycy doświadczyli dwóch poważnych traum: I wojny światowej – w której w Iranie zginęło więcej ludzi niż w Niemczech i Francji razem wziętych – która pochłonęła około 6 milionów ofiar. Wojna narzucona im przez Irak pochłonęła co najmniej 500 000 ofiar. Zrozumiałe jest zatem, że obecne kilkaset ofiar nie powali tego kraju na kolana.

Kolejną irańską innowacją jest odwet Teheranu na sąsiadach. Opierając się na prawie międzynarodowym i oświadczeniach przywódców Izraela i USA, Iran zaatakował amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej i Lewancie. Nie mam tu na myśli ataków libańskiego Hezbollahu (Partii Boga) i irackiej Saraya Awliya al-Dam (Brygady Krwawych Strażników), a jedynie ataki irańskie.

Iran z niepokojem przypomniał Zachodowi o rezolucji 3314 (XXIX) z 14 grudnia 1974 r.  [ 4 ] . Przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne ONZ bez głosowania, wyjaśnia ona pojęcie agresji, o którym mowa w Karcie San Francisco. Prasa międzynarodowa, zdominowana przez Anglosasów, przekonała się, że prawo międzynarodowe zabrania wjazdu na terytorium obce. Na tej podstawie Zgromadzenie Ogólne ONZ potępiło rosyjską specjalną operację wojskową na Ukrainie. Iran ożywił ten zapomniany tekst.

Tekst ten upoważnia do użycia siły w celu wsparcia „ludów podległych reżimom kolonialnym lub rasistowskim”, podobnie jak ma to miejsce w przypadku rosyjskiej pomocy dla republik Donbasu (artykuł 7). Zakazuje on nie tylko agresji na Iran ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych, ale także udziału w takiej agresji państw trzecich, na terenie których znajdują się bazy wojskowe Izraela lub USA (artykuł 3). Wynika z tego, że Iran ma prawo do odwetu na terytoriach państw Zatoki Perskiej i Lewantu.

Widzimy, że państwa te są zaniepokojone reakcją Iranu i że ich gospodarki są sparaliżowane. Państwa te, głównie te w Zatoce Perskiej, są znaczącymi producentami ropy naftowej. Dlatego starają się uwolnić od Izraela i Stanów Zjednoczonych, które wcześniej zapewniały im bezpieczeństwo, a teraz ponoszą odpowiedzialność za ich nieszczęście. Gdyby ich pragnienie niepodległości skłoniło je do sprzedaży ropy nie w dolarach amerykańskich, ale w innych walutach, wartość dolara gwałtownie spadłaby. W rzeczywistości wartość ta nie jest gwarantowana przez PKB Stanów Zjednoczonych, ale przez międzynarodowy rynek węglowodorów.

Kiedy prezydent Nicolás Maduro został porwany, podkreślaliśmy, że Stany Zjednoczone nie dążyły do ​​przejęcia znacznych rezerw ropy naftowej tego kraju, lecz do przywrócenia handlu ropą opartego na dolarze. To, co odniosło sukces w Wenezueli, może zakończyć się porażką na Bliskim Wschodzie i oznaczać początek końca Stanów Zjednoczonych.

To, co dzieje się obecnie na Bliskim Wschodzie, nagle staje się inspiracją dla wszystkich krajów, które narzekają na dominację Stanów Zjednoczonych, począwszy od Chin.

Pekin przygotowuje się do konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi i Japonią o swój region Tajwanu. Należy pamiętać, że Chiny nie zamierzają okupować tej wyspy, ale uważają każdą próbę przyznania jej niepodległości za akt agresji  [ 5 ] . Z perspektywy Chin Czang Kaj-szek nie miał prawa do secesji, a Tajwan pozostaje regionem chińskim. Kuomintang, partia następcza Czang Kaj-szeka, zgodziła się, a jedynie bardzo mała Demokratyczna Partia Postępowa (DPP) prezydenta Lai Ching-te dąży do niepodległości. Ta kwestia pojawia się tylko dlatego, że Stany Zjednoczone ją podnoszą.

Pekin właśnie zdał sobie sprawę, że prawo międzynarodowe zezwala na odwet przeciwko amerykańskim bazom wojskowym w regionie Azji i Pacyfiku w przypadku agresji ze strony USA. W jednej chwili Armia Ludowo-Wyzwoleńcza zrewidowała wszystkie swoje plany [5]. Nie skierowała już pocisków w stronę Tajwanu, lecz w stronę 24 amerykańskich baz wojskowych w regionie.

Wszystkie państwa, w których znajdują się amerykańskie bazy wojskowe i przewidują problemy, z jakimi borykają się obecnie państwa Zatoki Perskiej i Lewantu, podążają za tym trendem. Nie ma wątpliwości, że wkrótce zakwestionują obecność tych baz.

Abstrahując od konfliktu irańskiego, wydaje się obecnie, że irański model oporu narzuca się wszystkim, którzy spodziewają się konfliktu militarnego z Waszyngtonem, i że rewolucjonizuje on nasze pojmowanie równowagi sił.

Ważne jest, aby zrozumieć, że Stany Zjednoczone dały się zmanipulować własnej propagandzie. Były przekonane, że wydarzenia po upadku banku Ayandeh spowodowały ponad 40 000 ofiar, wszystkie przypisywane Gwardii Rewolucyjnej. To oczywiście całkowita nieprawda. Większość ofiar była wynikiem ataków ISIS i paniki wywołanej przez snajperów na dachach, w wyniku której zginęli zarówno protestujący, jak i policjanci. Rzeczywista liczba ofiar jest co najmniej sześciokrotnie niższa.

Przekonywali również samych siebie, że wszyscy ci demonstranci byli „antyrządowi”, zakładając, że ci, którzy domagali się zwrotu aktywów bankowych, byli z konieczności przeciwni ajatollahowi Aliemu Chameneiemu. W ten sposób wrzucili do jednego worka protestujących ekonomicznie, przeciwników religijnego totalitaryzmu i tych, którzy chcieli być rządzeni na wzór zachodni. Teraz odkrywają, że można dać się zrujnować systemowi bankowemu, żywić urazę do mułłów, fascynować się około czterdziestoma zachodnimi kanałami telewizyjnymi nadającymi amerykańskie seriale w języku perskim, a mimo to bronić swojego kraju.

Ta błędna kalkulacja, porównywalna z tą, która w 1979 r. doprowadziła do rezygnacji i ucieczki szacha Rezy Pahlawiego oraz do zorganizowania powrotu imama Ruhollaha Chomeiniego z Francji, obecnie prowadzi ich do klęski militarnej, a nawet do ich upadku.

Thierry Meyssan Tłumaczenie Horsta Frohlicha. Korekta Wernera Leuthäussera.

Kompleks gazowy Ras Laffan w Katarze zniszczony – Iran jednym atakiem obnażył szaleństwo europejskiego Zielonego Ładu

Kompleks gazowy Ras Laffan w Katarze

został zniszczony –

Iran jednym atakiem obnażył

szaleństwo europejskiego Zielonego Ładu

19/03/2026 – zmianynaziemi/kompleks-gazowy-ras-laffan-w-katarze-zostal-zniszczony-iran-jednym-atakiem-obnazyl

Przez lata unijni urzędnicy przekonywali, że gaz ziemny to bezpieczny pomost między węglową przeszłością a odnawialną przyszłością. Wystarczyła jedna salwa irańskich rakiet, by ten most runął. Atak na Ras Laffan w Katarze – największy obiekt skraplania gazu na świecie – nie jest tylko kolejnym epizodem bliskowschodniego konfliktu. To brutalny rachunek wystawiony Europie za dekadę energetycznego szaleństwa.

18 marca 2026 r. irańskie pociski uderzyły w kompleks Ras Laffan Industrial City. QatarEnergy potwierdziła „rozległe uszkodzenia”. Wybuchły pożary, instalację ewakuowano, produkcję LNG wstrzymano. To nie był pierwszy atak – już 2 marca drony irańskie zmusiły Katar do zawieszenia eksportu. Ale marcowy uderzenie rakietowe to już zupełnie inna skala zniszczeń. Ras Laffan odpowiada za około 20% światowej produkcji skroplonego gazu ziemnego. Jego główni odbiorcy to Europa i Azja. Trudno o bardziej czuły punkt całej globalnej energetyki.

Tło konfliktu jest złożone. Pod koniec lutego 2026 r. Izrael zaatakował irańskie pole gazowe South Pars – to samo, które Iran współdzieli z Katarem. Teheran odpowiedział uderzeniami na infrastrukturę Zatoki Perskiej. Prezydent Trump zagroził publicznie, że jeśli Iran ponownie zaatakuje Ras Laffan, Stany Zjednoczone zniszczą całe South Pars. Jednocześnie powstrzymał Izrael przed dalszymi nalotami na irańskie instalacje naftowe. Katar wydalił irańskich dyplomatów. Arabia Saudyjska zgłosiła ataki na własne rafinerie. Region płonie – i to dosłownie.

Skutki dla rynków energii są natychmiastowe i dotkliwe. Ceny ropy Brent od początku konfliktu wzrosły o ponad 20 dolarów, oscylując między 92 a 103 dolarami za baryłkę. Gaz ziemny w Europie – notowany na giełdzie TTF – drożeje w tempie, którego analitycy HSBC nie przewidywali nawet w czarnych scenariuszach. Wzrosty sięgają 40% powyżej prognoz na cały 2026 rok. Cieśnina Ormuz jest częściowo zablokowana. Europejskie elektrownie gazowe, które miały być filarem transformacji energetycznej, stoją przed widmem przestojów. Niemcy, Holandia, Polska – kraje, które w ostatnich latach postawiły na import LNG jako alternatywę dla rosyjskiego gazu – mogą wkrótce zmierzyć się z poważnymi problemami z dostawami energii.

I tu dochodzimy do sedna. Przez ostatnie kilkanaście lat Komisja Europejska budowała Zielony Ład na fundamencie, który okazał się piaskiem. Gaz miał być paliwem przejściowym – czystszym od węgla, tańszym od atomu, łatwiejszym do wdrożenia niż OZE w skali przemysłowej. Po 2022 roku, gdy Rosja zakręciła kurek, Bruksela z entuzjazmem zastąpiła rosyjskie dostawy katarskim i amerykańskim LNG. Nikt nie zadał głośno pytania: co się stanie, gdy Bliski Wschód stanie się areną kolejnej wojny? Teraz pytanie zadaje sama rzeczywistość – i odpowiada na nie płonącym kompleksem w Katarze.

Zielony Ład nie był tylko programem klimatycznym. Był projektem politycznym opartym na założeniu, że świat pozostanie w miarę stabilny, a handel energią będzie funkcjonował wedle reguł wolnego rynku. Geopolityka to założenie właśnie skasowała. Europa uzależniła się najpierw od Rosji, potem od Zatoki Perskiej, i za każdym razem płaci cenę tej naiwności. System handlu emisjami ETS, nakładany na europejski przemysł i energetykę jak kaftan bezpieczeństwa, w obliczu kryzysu okazuje się narzędziem autodestrukcji. Włochy i Niemcy już żądają jego zawieszenia. Debaty w Parlamencie Europejskim i Radzie UE z 19–20 marca mogą przynieść decyzje, które jeszcze miesiąc temu byłyby nie do pomyślenia.

Osiem państw – Hiszpania, Holandia, Dania i inne – ostrzega przed krokiem wstecz w polityce klimatycznej. Ale gdy obywatele stają przed perspektywą blackoutów i rachunków za energię, które pożerają połowę pensji, ideologiczne zobowiązania klimatyczne szybko tracą na wadze. Węgiel, przez lata przedstawiany w Brukseli niemal jako substancja toksyczna, nagle wraca na salony jako gwarancja bezpieczeństwa energetycznego.

Dla Polski to moment, który może zmienić krajową politykę energetyczną. Spółki węglowe notowane na GPW – LW Bogdanka i Jastrzębska Spółka Węglowa – znalazły się w zupełnie nowej sytuacji rynkowej. Rosnące ceny węgla energetycznego i koksowego, połączone z możliwym zawieszeniem lub ograniczeniem ETS, oznaczają wyższe marże i odbudowę pozycji sektora, który jeszcze niedawno był skazywany na likwidację. Bogdanka dostarcza węgiel do elektrowni, które teraz mogą być jedyną realną rezerwą mocy. JSW produkuje koks dla hutnictwa, które w warunkach kryzysu energetycznego może wrócić do sprawdzonych technologii. Polskie bloki gazowe o łącznej mocy około 3000 MW mogą stanąć z braku surowca. Kopalnie, które jeszcze rok temu zasypywano pod presją unijnych regulacji, nagle okazują się aktywem strategicznym.

Nie należy jednak popadać w euforię. Powrót do węgla to rozwiązanie doraźne, nie strategiczne. Polska potrzebuje energetyki jądrowej, rozbudowy OZE i uniezależnienia się od jakichkolwiek zewnętrznych dostaw paliw – niezależnie czy płyną z Rosji, Kataru czy Stanów Zjednoczonych. Kryzys pokazuje tylko, że droga do tej niezależności była blokowana przez regulacje, które bardziej służyły interesom politycznym niż realnym potrzebom bezpieczeństwa.

Atak na Ras Laffan to nie lokalny incydent. To zwierciadło, w którym Europa powinna przejrzeć się bez retuszu. Obraz jest nieprzyjemny: kontynent, który przez lata mylił pobożne życzenia z polityką energetyczną, stoi teraz przed konsekwencjami własnych decyzji. Komisja Europejska ma szansę wyciągnąć wnioski. Pytanie, czy ideologia okaże się silniejsza niż rzeczywistość.

Źródła:

https://www.reuters.com/world/middle-east/qatarenergy-rep…

https://www.aljazeera.com/news/2026/3/18/qatar-says-iran-…

https://www.bbc.com/news/articles/c93j37egjdeo

https://www.cnbc.com/2026/03/18/iran-war-qatar-ras-laffan…

https://www.bbc.com/news/articles/c78x83lpgngo

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-03-18/qatar-…

USA jak w narkotycznym cugu. „The Spectator” wieszczy rychły koniec trumpizmu

USA jak w narkotycznym cugu. „The Spectator” wieszczy rychły koniec trumpizmu

pch24.pl/usa-jak-w-narkotycznym-cugu-the-spectator-wieszczy-rychly-koniec-trumpizmu

Życie wyborcy Donalda Trumpa przypomina codzienność uzależnionego od heroiny: przeżywasz regularne napady przerażenia i śmiertelnego zagrożenia, których ostatecznym rezultatem jest – w najlepszym razie – powrót do normalności – pisze Christopher Caldwell na łamach brytyjskiego konserwatywnego tygodnika „The Spectator”.

„Rok temu, cła wprowadzone w Dzień Wyzwolenia, niemal doprowadziły do paraliżu amerykańskiej gospodarki, zanim Chiny łaskawie odpuściły sobie tę sprawę. Potem pojawiła się jeszcze bardziej lekkomyślna decyzja o przyłączeniu się do Izraela w bombardowaniu irańskiej instalacji jądrowej w Fordow” wymienia publicysta.

Caldwell przekonuje, że wraz atakiem na Iran z 28 lutego, szczęście w końcu opuściło Donalda Trumpa. Jego niefrasobliwe decyzja skończyła się dla wszystkich fatalnie: polityk wciągnął Stany Zjednoczone w kolejną długą wojnę na Bliskim Wschodzie, doprowadził do kryzysu paliwowego na całym świecie i spowodował globalny wzrost nastrojów antyamerykańskich. Do tego potężnie zachwiał zaufaniem sojuszników z NATO.

Co najbardziej istotne, decyzję o zaatakowaniu Iranu Trump zdradził oczekiwania swojego własnego żelaznego elektoratu. Influencerzy, którzy uważani byli dotychczas za rzeczników trumpizmu – Joe Rogan, Tucker Carlson, Megyn Kelly, Candace Owens – zareagowali na inwazję z niedowierzaniem. W konsekwencji „Trump może bawić się prezydenturą przez następne trzy lata (o ile nie dojdzie do impeachmentu), ale wzajemny szacunek między nim a jego ruchem został zerwany, a jego rewolucja zasadniczo dobiegła końca” – ocenia publicysta.

Caldwell sugeruje, że spadek notowań Trumpa wynika przede wszystkim z jego charakteru; przekonaniu o własnej nieomylności, czy absolutnej niewrażliwości na nawet najmniejszą krytykę. Charyzmatyczna aura prezydenta USA z jednej strony pozwoliła wygrać wybory, ale w dłuższej perspektywie – doprowadziła do szeregu katastrofalnych decyzji. Brytyjski autor sugeruje, że w ten sposób na naszych oczach objawia się słabość amerykańskiego systemu prezydenckiego, którego pierwotny charakter przywróciła „kontrrewolucja” MAGA.

Paradoksalnie – tłumaczy publicysta – trumpizm był ruchem na rzecz demokracji. Donald Trump szedł do wyborów z hasłem rozprawienia się z „głębokim państwem” (ang. deep state), rozumianym jako nieformalna władza ukryta w sieci powiązań pomiędzy władzami uniwersyteckimi, liderami opinii, tajnymi służbami, organizacjami pozarządowymi czy instytucjami finansowymi. Ponowny wybór Donalda Trumpa oznaczał powrót do pierwotnej wersji systemu pomyślanego przez Ojców Założycieli, gdzie decyzji prezydenta nie ogranicza silne „społeczeństwo obywatelskie” ze swoimi instytucjami.

„Właśnie dlatego przed 1788 rokiem nikt nie odważył się wprowadzić systemu prezydenckiego na wzór amerykański i właśnie dlatego postępowcy ograniczyli uprawnienia prezydenta poprzez stworzenie „głębokiego państwa”. Bez tego istnieją w rzeczywistości tylko dwa zabezpieczenia przed samowolną władzą wykonawczą. Po pierwsze, społeczeństwo musi wybrać osobę o nienagannym charakterze i oddanej sprawie publicznej, a po drugie, osoba ta musi przestrzegać konstytucji” – podkreśla Caldwell.

Zdaniem autora, Amerykanie nie spodziewali się, że wady charakteru Trumpa mogą stanowić dla nich zagrożenie w sferze polityki zagranicznej. Dzisiaj politykę Stanów Zjednoczonych wobec Iranu kształtuje na dobrą sprawę zięć Trumpa, Jared Kushner blisko związany z premierem Izraela, oraz jego przyjaciel z branży nieruchomości, Steve Witkoff. Żaden z nich nie został zatwierdzony przez Senat, jak to jest wymagane w przypadku czołowych dyplomatów i członków gabinetu, a Kushner nie opublikował nawet oświadczenia majątkowego.

„Nie można winić Netanjahu za to, że wykorzystał tę sytuację – prawdopodobnie jego kraj już nigdy nie będzie miał do czynienia z tak łatwowiernym prezydentem” – podkreśla Caldwell. Choć Trump niejednokrotnie wykazał się zaskakująca umiejętnością wychodzenia z sytuacji kryzysowych, to – zdaniem publicysty – „nie pozwoli to jego ruchowi przetrwać”. Prezydent USA wydaje się bowiem kompletnie ignorować sygnały płynące z wnętrza własnego elektoratu.

„Trump realizuje obecnie politykę tych samych ekspertów z think tanków i propagatorów demokracji, z którymi obiecał walczyć. Wygląda na to, że minęło już wiele miesięcy, odkąd ludzie, w imieniu których prowadził kampanię, choćby przemknęli mu przez głowę” – konkluduje Caldwell.

Źródło: spectator.com

PR

Trump coraz bardziej kręci. Zaakceptował atak na pole gazowe South Pars, a teraz twierdzi, że „nie wiedział”

Trump coraz bardziej kręci. Zaakceptował atak na pole gazowe South Pars, a teraz twierdzi, że „nie wiedział”

19.03.2026 nczas/trump-coraz-bardziej-kreci-zaakcpetowal-atak-na-pole-gazowe-south-pars-a-teraz-twierdzi-ze-nie-wiedzial

Prezydent USA Donald Trump zapewnił w środę wieczorem, że USA nie wiedziały o izraelskim ataku na irańskie złoże gazowe South Pars, co jest niemożliwe. Zapowiedział jednocześnie, że jeśli Iran jeszcze raz uderzy w katarskie obiekty LNG, to USA wysadzą w powietrze całe złoże South Pars.

„Izrael, rozzłoszczony tym, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, agresywnie uderzył w duży obiekt znany jako złoże gazowe South Pars w Iranie. Została zaatakowana stosunkowo niewielka część całości. Stany Zjednoczone nie wiedziały nic o tym konkretnym ataku i Katar w żaden sposób ani w żadnej formie nie był w to zaangażowany, ani nie miał pojęcia, że do tego dojdzie” – napisał Trump w serwisie Truth Social.

„Niestety Iran nie wiedział ani o tym, ani o żadnych innych istotnych faktach dotyczących ataku na South Pars i w sposób nieuzasadniony i niesprawiedliwy zaatakował część obiektu gazowego LNG Kataru. IZRAEL NIE PRZEPROWADZI WIĘCEJ ATAKÓW na to niezwykle ważne i cenne złoże South Pars, chyba że Iran nierozsądnie zdecyduje, by zaatakować bardzo niewinny w tym przypadku Katar. W takim przypadku USA, za pomocą i zgodą Izraela albo bez, wysadzą w powietrze całość South Pars z taką siłą i mocą, jakich Iran nigdy wcześniej nie widział” – dodał.

„Nie chcę autoryzować tego poziomu przemocy i zniszczenia ze względu na długoterminowe skutki dla przyszłości Iranu, ale jeśli LNG Kataru zostanie ponownie zaatakowane, nie zawaham się. Dziękuję za uwagę. Prezydent DONALD J. TRUMP” – zakończył wpis.

Wcześniej tego dnia przedstawiciele władz amerykańskich, cytowani przez dziennik „Wall Street Journal”, powiedzieli, że Trump wydał zgodę na środowy izraelski atak na South Pars, ale nie chce więcej uderzeń na obiekty energetyczne w Iranie.

Trump wiedział zawczasu o planowanym izraelskim ataku i poparł uderzenie, chcąc w ten sposób wysłać sygnał Teheranowi w związku z blokowaniem przez Iran cieśniny Ormuz – czytamy. Prezydent uważa, że Iran odebrał ten sygnał i obecnie jest przeciwny atakom na irańską infrastrukturę energetyczną – przekazały źródła.

Faytuks News @Faytuks

There’s no chance that the US administration wasn’t aware of the Israeli attacks against the South Pars Gas Field today [something US and Israeli officials have confirmed] Trump is trying to mitigate the fall-out from a possible uncontrolled escalation in attacks on oil and gas infrastructure across the middle east.

===============================

President Trump, in a post this evening, threatens to „massively blow up the entirety of [Iran’s] South Pars Gas Field at an amount of strength and power that Iran has never seen or witnessed before” if Iran attacks Qatari LNG facilities again.

Zdjęcie

Mirosław Dakowski

Dan Dan @Daniering8

No US or Israeli officials have confirmed this. Anonymous reporting during this war have largely been false. This is the same nonsense with the Israeli strike on Doha and anonymous reporting claiming US prior knowledge.

The Widow’s Son @widowssun33

yeah someone should have stopped that post being sent out for sure. At least hes not fake though i mean id rather have this kind of immaturity than just being lied to my face like a bush or other do

Aletheia @Parmenides5BCE

Mitigating the fallout if necessary, but first trying to prevent further escalation, probably fruitlessly.

Trend Sniper @SnipingTrends

It’s likely the GCC asked him to put out that message, and Netanyahu also agreed The GCC did the equivalent of “putting their honor on the line” earlier today… so if attacked more they’ll have no choice but to enter the war fully This is their last chance at an off-ramp

=========================================

W głównym irańskim zakładzie gazowym, położonym w Bandar Kangan nad Zatoką Perską, doszło w środę do pożaru w wyniku ataku. Irańska telewizja przekazała, że część zakładów została trafiona pociskami USA i Izraela. Izraelskie media donosiły natomiast, że atak na South Pars został przeprowadzony przez Izrael za zgodą Stanów Zjednoczonych.

Jak przypomniała agencja AFP, South Pars/North Dome to największe znane złoże gazu na świecie, dzielone przez Iran z Katarem. Dostarcza ono około 70 proc. gazu ziemnego zużywanego przez Iran, który eksploatuje je od końca lat 90. XX wieku.

W środę w wyniku irańskiego ataku na najważniejszą instalację gazową Kataru – Ras Laffan – wybuchł pożar. Władze katarskie powiadomiły, że pożar spowodował „znaczne” szkody. Obiekt, należący do QatarEnergy, dostarcza około jednej piątej globalnego zaopatrzenia w skroplony gaz ziemny (LNG). W 2025 roku QatarEnergy wyeksportował 80,97 mln ton LNG.

Ameryka nie ma żadnych sojuszników poza Izraelem

/tsargrad.tv/u-ameriki-net-sojuznikov-krome-izrailja

Ameryka nie ma żadnych sojuszników poza Izraelem

Wojna na Bliskim Wschodzie to upomnienie dla Rosji. Głównym tematem dyskusji jest stosunek USA do sojuszników i gotowość do ich zawiedzenia. Nie będzie ochrony ani jednolitej odpowiedzi ze strony NATO, co oznacza, że ​​nadszedł czas, aby nasz kraj podjął niewygodne decyzje militarne.

Iran przeprowadził ataki rakietowe na szereg krajów Bliskiego Wschodu.

Oprócz Izraela, zaatakowano amerykańską bazę morską w Bahrajnie, rafinerie ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej, lotniska w Abu Zabi, Kuwejcie, Iraku, wieżowce w Dubaju i Bahrajnie, bazę Bundeswehry w Jordanii oraz porty morskie.

Wszystkie te kraje są strategicznymi partnerami Stanów Zjednoczonych.

Dopiero w listopadzie 2025 r. Arabia Saudyjska podpisała ze Stanami Zjednoczonymi „historyczne” porozumienie obronne, którego celem jest wzmocnienie partnerstwa obronnego i odstraszanie zagrożeń.

Jordania, Bahrajn i Kuwejt od ponad 20 lat posiadają status „głównego sojusznika spoza NATO” (MNNA), co wiąże się z bliską współpracą obronną. Katar uzyskał podobny status cztery lata temu. Piąta Flota USA stacjonuje w Bahrajnie, gdzie również doszło do niszczycielskich ataków.

W 2017 roku Zjednoczone Emiraty Arabskie podpisały umowę o współpracy obronnej ze Stanami Zjednoczonymi, która „zapewnia armii USA możliwość lepszego reagowania na szereg scenariuszy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i ich okolicach, jeśli zajdzie taka potrzeba”. Nie jest to umowa o wzajemnej obronie, ale stanowi, że obecność wojsk amerykańskich w Zjednoczonych Emiratach Arabskich służy jako środek odstraszający dla potencjalnych agresorów.

Ogólnie rzecz biorąc, Stany Zjednoczone mają obowiązek chronić swoich sojuszników. Jednak w marcu 2026 roku to amerykańskie bazy stały się głównym celem irańskiego kontrataku.

Izrael i Stany Zjednoczone nie mogły tego nie zrozumieć. Dzień wcześniej irański Sztab Generalny ogłosił, że nie przeprowadził i nie przeprowadza ataków dronów na terytorium swojego zaprzyjaźnionego sąsiada, Omanu. Amerykański komentator polityczny Tucker Carlson stwierdził, że agenci Mossadu zostali zatrzymani w dwóch krajach Zatoki Perskiej. Planowali oni eksplozje w tych państwach, aby zrzucić winę na Iran.

Wszystko to dowodzi, że USA i Izrael wciągają swoich sojuszników w niepotrzebną wojnę za wszelką cenę. Trump nazwał irańskie ataki na Bahrajn, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie „największą niespodzianką”, ale to, czy można mu ufać, to pytanie retoryczne.

Artykuł 5 NATO

Wojna wisiała w powietrzu wśród sojuszników NATO. Wielka Brytania potwierdziła, że ​​jej baza wojskowa na Cyprze została zaatakowana przez irańskiego drona. Ataki mogły również zostać przeprowadzone na amerykańsko-turecką bazę lotniczą Incirlik w Turcji (Turcja pospiesznie zdementowała tę plotkę).

Turcja jest członkiem NATO. Cypr jest najbliższym sojusznikiem Sojuszu, który zainicjował proces przystąpienia do NATO.

Tymczasem słynny Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego wyraźnie stanowi:

„…Zbrojna napaść na jedną lub więcej Stron w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim… Jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, każda ze Stron, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, udzieli pomocy Umawiającej się Stronie zaatakowanej, podejmując natychmiast takie indywidualne lub wspólne działania, jakie uzna za konieczne, włączając w to użycie siły zbrojnej…”

To właśnie na Artykuł 5 powołało się kierownictwo NATO w odpowiedzi na ataki terrorystyczne z 11 września 2001 r.

Wraz z dojściem Trumpa do władzy, blok stracił resztki swojej sprawczości. Kiedy Sekretarz Generalny NATO, Mark Rutte, mówi: „Donald Trump jest bardzo ważny dla NATO i bardzo oddany NATO… Europa powinna być wdzięczna Trumpowi za to, że nas obudził”, to jest to wypowiedź niewolnika skierowana do wasala. Amerykański przywódca traktuje NATO z całkowitym brakiem szacunku.

Już w 2016 roku, podczas swojej pierwszej kampanii wyborczej, Trump zakwestionował Artykuł 5 NATO:

„Estonia to przedmieście Sankt Petersburga. Czterdzieści procent Estonii to Rosja. Nie jestem pewien, czy chciałbym ryzykować wojnę nuklearną, aby bronić miejsca, które jest przedmieściem Sankt Petersburga.”

W 2018 roku, podczas swojej pierwszej kadencji, Trump kwestionował potrzebę obrony Czarnogóry, która niedawno przystąpiła do NATO: „To malutki kraj z bardzo agresywnymi ludźmi. Mogą się wściekać i – gratulacje! – mamy III wojnę światową”.

Rok później prezydent USA niespodziewanie odwołał swoją ostatnią konferencję prasową i przedwcześnie opuścił szczyt NATO.

To właśnie Trump wywierał presję na Stany Zjednoczone, aby obniżyły swój bezpośredni wkład do wspólnego budżetu NATO (przeznaczony na siedzibę główną i ogólne operacje) z 22% do 16%, zmuszając Europejczyków do pokrycia różnicy.

Podczas kampanii wyborczej w 2024 roku Trump powiedział, że jeśli Rosja zaatakuje „sojusznika, który nie płaci”, to nie tylko nie będzie go chronił, ale wręcz „będzie zachęcał Rosję, żeby robiła, co jej się żywnie podoba”.

Czy Trump będzie bronił któregokolwiek członka NATO? Pytanie jest retoryczne.

Uzasadnione cele

Stany Zjednoczone potrzebują silnej Europy jeszcze mniej niż swoich sojuszników w krajach Zatoki Perskiej.

Zjednoczona Unia Europejska bez poważnych wewnętrznych sprzeczności jest potężnym blokiem handlowym i produkcyjnym, który mógłby przejąć sporą część amerykańskiego tortu.

  1. Silna Europa dyktuje własne zasady (podatki cyfrowe, normy środowiskowe, kary antymonopolowe dla Apple i Google), które uderzają bezpośrednio w USA. Silna Europa mogłaby nawet przyjąć protekcjonizm, broniąc się przed amerykańskimi towarami i usługami.
  2. Silna Europa może na przykład powiedzieć „nie” amerykańskim sankcjom wobec Chin lub prowadzić własną politykę na Bliskim Wschodzie.
  3. Silne euro stanowi potencjalne zagrożenie dla dominacji dolara.

Zatem, zdaniem Trumpa, Europa musi być wystarczająco silna, aby kupować amerykańskie towary, w tym broń i LNG, ale jednocześnie wystarczająco słaba, aby nie mieć własnej, zjednoczonej armii i, w idealnym przypadku, globalnych centrów produkcyjnych.

Cała broń, jaką Europa może obecnie produkować, zostanie skierowana przeciwko Rosji, co – znów podążając logiką Trumpa – osłabi Europę, wciągając ją jeszcze głębiej w wojnę.

Zdecydowana większość ciężkiej broni i amunicji jest obecnie dostarczana do Kijowa przez Polskę i Rumunię. Dostawy te opiewają na dziesiątki miliardów dolarów i obejmują tysiące sztuk sprzętu.

Polski, niegdyś zacofany przemysł zbrojeniowy, stał się jednym z najszybciej rozwijających się sektorów w Europie. Produkcja amunicji artyleryjskiej kalibru 155 mm wzrośnie z 30 000 sztuk w 2022 roku do 300 000 sztuk w 2028 roku – dziesięciokrotnie. Polska obecnie rozszerza produkcję południowokoreańskich czołgów K2 Black Panther, samobieżnych haubic K9 Thunder i innego sprzętu.

Polska naśladuje sąsiednie kraje bałtyckie. W 2025 roku na Litwie rozpoczęła się budowa zakładu Rheinmetall produkującego te same pociski kalibru 155 mm (inwestycja o wartości około 180 milionów euro). Kraj aktywnie rozwija również produkcję dronów, dążąc do stania się regionalnym centrum systemów bezzałogowych.

Estonia buduje państwowy park przemysłu obronnego, w którym prywatne firmy będą mogły produkować amunicję i materiały wybuchowe. Rząd utworzył specjalny „Fundusz Obrony” o wartości 100 milionów euro, aby wspierać startupy wojskowe.

Łotwa zatwierdziła państwową strategię rozwoju przemysłu obronnego do roku 2036. Celem jest zwiększenie udziału krajowych zamówień publicznych w sektorze zbrojeniowym do 30% i zwiększenie udziału sektora obronnego w PKB do 5%.

Rumunia, wykorzystując tę ​​okazję, staje się największym centrum logistyki wojskowej w Europie Wschodniej i rozwija swój przemysł zbrojeniowy, wykorzystując technologie niemieckie i południowokoreańskie.

Wiadomo, komu ten sprzęt zostanie sprzedany i z kim będzie toczyła się walka.

Kraje bałtyckie, Polska i Rumunia są wykorzystywane przez Stany Zjednoczone w taki sam sposób, jak terytoria monarchii arabskich.

Lekcje i wnioski

Ostatnie doświadczenia arabskie pokazują, że nikt nie spieszy się z obroną sojuszników własnym kosztem. Nie ma pilnych dostaw obrony powietrznej. Nie wysyła się natychmiast żadnych wojsk. Nie ma nawet żadnych znaczących zapowiedzi, poza tą o „wielkiej niespodziance”.

Jedynym krajem, którego Stany Zjednoczone będą nadal bronić wszelkimi możliwymi środkami, jest Izrael. Izrael od dawna jest de facto władcą amerykańskich elit, a dzięki kompromitującym materiałom Epsteina dosłownie trzyma Waszyngton za gardło.

Prawdziwe imperium chroni swoje peryferie i wasali. Pseudo-imperium chroni tylko swojego pana.

Reszta ich sojuszników jest dla nich zbędna. A Rosja ma pełne prawo wykorzystać ten zbędny materiał, przeprowadzając celowe ataki na fabryki wojskowe, magazyny i centra logistyczne. Kraje bałtyckie, Polska i Rumunia stają się naszymi prawowitymi celami. Czas wyciągnąć z tego wnioski.

Agresja na Iran grozi globalnym kryzysem nawozowym i drożyzną żywności

Konflikt w Iranie grozi globalnym kryzysem nawozowym i drożyzną żywności

18/03/2026 zmianynaziemi/konflikt-w-iranie-grozi-globalnym-kryzysem-nawozowym-i-drozyzna-zywnosci

Eskalacja konfliktu w Iranie stwarza zagrożenie dla światowych rynków nawozów sztucznych. Eksperci ostrzegają, że zakłócenia w transporcie przez Cieśninę Ormuz mogą spowodować gwałtowny wzrost cen żywności i zagrożić bezpieczeństwu żywnościowemu krajów rozwijających się. Problem dotyczy nie tylko bieżących dostaw, ale również fundamentalnych słabości globalnego systemu produkcji rolnej.

Około jedna czwarta światowej produkcji nawozów przechodzi przez Cieśninę Ormuz, strategiczny szlak wodny łączący Zatokę Perską z Oceanem Indyjskim. Każde zaburzenie w tym rejonie natychmiast przekłada się na światowe rynki. Już w pierwszych dniach konfliktu ceny urei – jednego z najważniejszych nawozów azotowych – wzrosły o 19 procent. To tylko początek potencjalnych perturbacji, które mogą dotknąć rolników na całym świecie.

Zależność rolnictwa od nawozów sztucznych jest ogromna. W ostatnich latach nawóz stanowił od 33 do 44 procent kosztów produkcji kukurydzy oraz od 34 do 45 procent kosztów uprawy pszenicy. Dla rolników każdy wzrost cen nawozów bezpośrednio uderza w rentowność gospodarstwa. Skok cen nawozów to nie tylko kwestia logistyki – to zagrożenie dla stabilności finansowej milionów gospodarstw rodzinnych na całym świecie.

Sytuacja jest szczególnie poważna dla krajów Afryki subsaharyjskiej, gdzie użycie nawozów jest już i tak niskie. Wzrost cen będzie zmuszać rolników do ograniczenia stosowania nawozów, co doprowadzi do spadku plonów i pogorszenia bezpieczeństwa żywnościowego. Kraje, które już borykają się z niedostatkiem żywności, mogą stanąć przed dramatyczną sytuacją. Dla najbiedniejszych społeczności wzrost cen żywności oznacza bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i przetrwania.

Problem sięga jednak głębiej niż sama dostępność nawozów. Siarka, będąca kluczowym składnikiem do wzrostu roślin, jest głównie produktem ubocznym przetwarzania ropy naftowej i gazu. Jeśli przepływy energii przez Cieśninę Ormuz zostaną zakłócone, produkcja siarki spadnie razem z eksportem paliw. Oznacza to, że kryzys nawozowy uderzy nie tylko w dostęp do gotowych nawozów, ale również w możliwość ich produkcji w innych regionach świata. Światowy system rolniczy okazuje się bardziej kruchy, niż mogłoby się wydawać.

Ekonomiści zwracają uwagę na dodatkowy problem. Wzrost cen żywności historycznie koreluje z niepokojami społecznymi i destabilizacją polityczną. Banki centralne, skupiające się przede wszystkim na inflacji paliwowej, mogą niedoceniać wpływu niedoboru nawozów na ogólny wzrost cen. Co istotne, kryzys nawozowy nie ujawnia się z taką natychmiastowością jak szoki paliwowe. Jego skutki będą narastać stopniowo, ale systematycznie, co może utrudnić szybką reakcję na kryzys.

„Konflikt w Iranie” ujawnia fundamentalną słabość współczesnego rolnictwa – jego uzależnienie od nawozów sztucznych i od kilku krytycznych szlaków handlowych. Dla wielu krajów rozwijających się oznacza to brak alternatywy i podatność na zewnętrzne wstrząsy. Rolnicy na całym świecie są uzależnieni od stabilnych dostaw i cen nawozów, a każde zaburzenie w tym łańcuchu dostaw odbija się na portfelach konsumentów.

Obecna sytuacja pokazuje, że świat potrzebuje bardziej odpornych systemów rolnych. Zmniejszenie zależności od nawozów sztucznych, inwestycje w zrównoważone praktyki rolnicze i dywersyfikacja źródeł nawozów to nie tylko kwestie środowiskowe – to imperatywy bezpieczeństwa żywnościowego. Bez zmian w podejściu do rolnictwa kolejne kryzys będzie tylko kwestią czasu, a jego cena będzie płacona przez najuboższych.

Źródła:

https://www.livescience.com/planet-earth/iran-war-could-c…

https://www.reuters.com/business/energy/how-does-iran-war…

https://www.nbcnews.com/business/consumer/iran-war-fertil…

https://theconversation.com/how-the-iran-war-could-create…

https://blog.ucs.org/kathryn-anderson/iran-war-shows-why-…

https://www.cfr.org/articles/the-iran-wars-hidden-front-f…

Scott Ritter: Czy urzędnikom USA można postawić zarzuty zbrodni wojennych?

Scott Ritter: Czy urzędnikom USA można postawić zarzuty zbrodni wojennych?

Podsumowanie i analiza transkrypcji wywiadu Scotta Rittera z sędzią Andrew Napolitano w programie Judging Freedom z 17 marca 2026 r. Skupiono się na głównych zarzutach: ataku USA na szkołę dla dziewcząt w Minab (Iran), możliwych zbrodniach wojennych i szerszym kontekście wojny z Iranem prowadzonej przez USA.

W ramach trwającego amerykańsko-izraelskiego ataku wojskowego na Iran, który rozpoczął się pod koniec lutego 2026 r., 28 lutego 2026 r. doszło do jednego z najtragiczniejszych wydarzeń: w wyniku ataku rakietowego zniszczona została szkoła podstawowa dla dziewcząt Shajarah Tayyebeh (lub podobnie nazwana) w nadmorskim mieście Minab nad Zatoką Perską, niedaleko Cieśniny Ormuz.

Według irańskich źródeł i niezależnych raportów zginęło ponad 160–175 osób, w tym co najmniej 160–170 dziewcząt w wieku od 6 do 12 lat i nauczycielek.

Budynek był kiedyś częścią opuszczonej bazy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), ale został opuszczony około 2016 roku, odbudowany, oddzielony murami, przekształcony w szkołę i wyposażony w place zabaw i murale.

Na mapach Departamentu Obrony USA wyraźnie oznaczono to miejsce jako szkołę i szpital (część kompleksu).

Scott Ritter, były inspektor ONZ ds. broni i oficer wywiadu marynarki wojennej USA, opisuje atak jako celową zbrodnię wojenną i obarcza bezpośrednią odpowiedzialnością sekretarza obrony Pete’a Hegsetha.

Przebieg ataku według relacji Rittera

Była baza IRGC (Brygady Rakietowej Arif) była od lat znana i intensywnie monitorowana przez Marynarkę Wojenną USA (5. Flota w Bahrajnie) – za pomocą dronów, satelitów, przechwytywania sygnałów i HUMINT (np. wywiadów z rybakami).

Wszystkie istotne dane zebrano w „Target Deck” (katalogu celów), który był regularnie aktualizowany.

Od 2016 r. teren ten był wykorzystywany do celów cywilnych: w części północnej mieściła się szkoła z osobnym wejściem, w części centralnej szpital – obie miejscowości znajdowały się na „listach osób nieobjętych strajkiem”.

Mimo to kompleks został zaatakowany już pierwszego dnia wojny czterema pociskami manewrującymi Tomahawk (z okrętów i łodzi podwodnych Aegis):

  • Trzy cele: zawaliły się dwa magazyny i były budynek głównej siedziby (obecnie budynek szkoły).
  • Czwarty pocisk manewrujący (z kamerą na pokładzie) wystrzelił, przesłał obraz i został przeprogramowany zgodnie z BDA (Battle Damage Assessment), ponieważ ruchy (ewakuacja dzieci i nauczycieli) zostały zinterpretowane jako „personel IRGC”.
  • Po pierwszym uderzeniu uczniowie uciekli do wzmocnionego pokoju modlitewnego („Bezpiecznego Pokoju”).
  • W ostatnim uderzeniu użyto amunicji przeciwpancernej o podwójnym działaniu (350 funtów tytanowej łuski, 450 funtów materiału wybuchowego), która roztrzaskała się na tysiące ostrych odłamków, odparowując/kalecząc ludzi. Dodatkowo, użyto resztkowego materiału pędnego (JP-10) do uzyskania efektu wybuchu paliwa i powietrza → burzy pożarowej; 69 dzieci uległo spaleniu.

Ritter: Nie było to niedopatrzenie, lecz wynik przemyślanej polityki.

Odpowiedzialność i droga do zbrodni wojennych

Ritter oskarża Pete’a Hegsetha o rozwiązanie Jednostki ds. Łagodzenia Szkód Cywilnych (jednostki Departamentu Obrony powołanej w 2023 r. w celu zapobiegania ofiarom wśród ludności cywilnej) w marcu 2025 r. (wkrótce po inauguracji Trumpa) – pod pretekstem, że chcieli być „śmiercionośni”, nie chcieli „głupich zasad użycia siły” ani „oświeconych” przeglądów JAG.

Zamiast tego: „Zabijamy rzeczy. Niszczymy rzeczy”.

Celem było „Szok i przerażenie”: więcej celów psychologicznych, które miałyby zmusić Irańczyków do zmiany reżimu (w tym zabicie Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego).

W tym celu wykorzystano sztuczną inteligencję (Claude), która przeszukała stare dane i zasugerowała nieaktualne cele, takie jak kompleks Minab – bez ingerencji człowieka, ponieważ jednostka redukująca ryzyko nie działała.

Ritter nazywa Hegsetha „chodzącym, gadającym zbrodniarzem wojennym”, który łamie amerykańską ustawę o zbrodniach wojennych z 1996 r., konwencje genewskie (protokół dodatkowy z 1977 r.), podręcznik prawa wojennego Departamentu Obrony oraz zasadę rozróżnienia (wojskowe i cywilne).

Zamiar był jasny: „Brak szacunku do zasad”, „zwiększona śmiertelność”, komendy w rodzaju „bez litości”.

Szerszy kontekst wojny

Trump został poddany presji ze strony Netanjahu 11 lutego 2026 r.; Szefowie Połączonych Sztabów i Dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard ostrzegali: Nie ma bezpośredniego zagrożenia, nie ma programu nuklearnego, Iran zaatakuje bazy, Cieśnina Ormuz zostanie zamknięta, zmiana reżimu się nie powiedzie.

Zignorowany na rzecz „pochlebców” takich jak Hegseth, Rubio, Bessent; JD Vance tchórzliwie milczał.

Irańskie kontrataki: Precyzyjne uderzenia w izraelską infrastrukturę (rafinerie, elektrownie, bazy), panika w Izraelu, możliwa masowa emigracja (do 20% populacji), długotrwały koniec państwa żydowskiego jako takiego → Palestyna jako większość.

Brak obaw przed użyciem broni jądrowej przez Izrael: Zmusiłoby to Iran i Pakistan do eskalacji; zamiast tego konieczna byłaby kontrola ze strony Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i rozbrojenie, jak w RPA.

Joe Kent (dyrektor NCTC, weteran MAGA) zrezygnował: „Iran nie stanowił bezpośredniego zagrożenia” – wojna służy Izraelowi, a nie USA.

Wnioski i perspektywy

Ritter żąda: postawienia Hegsetha przed sądem amerykańskim (ustawa o zbrodniach wojennych), postawienia Trumpa w stan oskarżenia (blokada ułaskawień), sądów międzynarodowych (brak przedawnienia).

Wojna ta jest nielegalną wojną agresywną („najwyższą zbrodnią międzynarodową” zgodnie z Norymbergą).

Trump zaprzecza, że ​​USA ponoszą odpowiedzialność („Iran zbombardował własną szkołę”), ale Departament Obrony potwierdza, że ​​to USA dokonały ataku.

Ritter uważa to za strategiczną porażkę USA, upokorzenie i moralny upadek.

Niniejszy artykuł opiera się na wypowiedziach Rittera z wywiadu; niezależne źródła (np. AP, NYT, Bellingcat) potwierdzają zaangażowanie Stanów Zjednoczonych za pośrednictwem rakiet Tomahawk i nieaktualnych danych wywiadowczych, podczas gdy Trump/Hegseth zaprzeczają temu lub prowadzą dochodzenie.

Debata na temat zbrodni wojennych pozostaje bardzo aktualna.

Kłamali w sprawie zamachu bombowego w szkole w Iranie i będą kłamać dalej

Kłamali w sprawie

zamachu bombowego

w szkole w Iranie

i będą kłamać dalej

Przypomnijcie sobie wszystkich hasbarystów i apologetów imperium, którzy twierdzili, że to niecelny irański pocisk trafił w szkołę. Przypomnijcie sobie, jak agresywnie i jednolicie wszyscy forsowali to kłamstwo, łącznie z prezydentem Stanów Zjednoczonych. A potem zrozumcie, że będą tak kłamać przez całą wojnę.

Caitlin Johnstone

13 marca 2026 r.

Czytanie Tima Foleya :

Jak donoszą źródła, trwające wewnętrzne dochodzenie armii USA wykazało, że Stany Zjednoczone są odpowiedzialne za atak rakietowy Tomahawk na irańską szkołę dla dziewcząt, w wyniku którego zginęło co najmniej 175 osób na początku amerykańsko-izraelskiej ofensywy.

Przypomnijcie sobie wszystkich hasbarystów i apologetów imperium, którzy twierdzili, że to niecelny irański pocisk trafił w szkołę. Przypomnijcie sobie, jak agresywnie i jednolicie wszyscy forsowali to kłamstwo, łącznie z prezydentem Stanów Zjednoczonych . A potem zrozumcie, że będą tak kłamać przez całą wojnę.

Pamiętacie, jak sekretarz wojny Pete Hegseth chwalił się, że Stany Zjednoczone pozbyły się „głupich zasad walki” mających chronić ludność cywilną, i jak stanowczo mówił: „To nigdy nie miała być uczciwa walka i nie jest uczciwa. Bijemy ich, gdy leżą na ziemi, i tak właśnie powinno być”.

Te słowa brzmią teraz nieco inaczej, gdy wiemy, że mówił o masowych mordach małych dziewczynek.

Z perspektywy czasu myślę, że nikogo nie powinno dziwić, że facet, który napisał książkę zatytułowaną „Amerykańska krucjata”, natychmiast zmienił tytuł na Sekretarza Wojny i zainicjował krucjatę przeciwko światu muzułmańskiemu.

Policja stanu Queensland rozpoczęła aresztowania protestujących, którzy wykrzykiwali nielegalne hasło „Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna”. Jednemu z demonstrantów postawiono zarzuty, za które grozi mu kara do dwóch lat więzienia.

Jak już mówiłem , to nowe prawo stanowe Queensland to najbardziej absurdalny atak na wolność słowa w historii Australii, a poprzeczka jest postawiona bardzo, bardzo wysoko. Syjonizm zatruwa nasz kraj i doprowadza wszystko do szaleństwa. Nie ma większego zagrożenia dla wolności słowa w naszym społeczeństwie niż Izrael i jego zwolennicy.

Wszyscy w mediach społecznościowych wyśmiewają najnowszą wersję wydarzeń , jakoby Iran planował atak dronów na Kalifornię. Wielu uważa to za oczywistą prowokację pod fałszywą flagą. 

To całkowicie rozsądne założenie, ale warto wspomnieć, że Iran miałby pełne prawo zbombardować Stany Zjednoczone już teraz. Świadczy to tak bardzo o tym, jak bardzo Amerykanie są oderwani od rzeczywistości i okrucieństw, jakich ich rząd dopuszcza się wobec innych krajów, że możliwość bombardowania Stanów Zjednoczonych przez Iran, podczas gdy Teheran zamienia się w ludzką rzeźnię, budzi nawet wątpliwości. 

Od kiedy zajmuję się komentowaniem, słyszę, jak eksperci i analitycy twierdzą, że Iran zamknie Cieśninę Ormuz, jeśli zostanie zaatakowany przez Stany Zjednoczone. Nikogo to nie zaskoczyło. Wiedzieli, że tak się stanie, i mimo wszystko postanowili rozpocząć tę wojnę.

To szaleństwo, jak ogromna część religii chrześcijańskiej została zrewidowana i zrestrukturyzowana tak, że teraz koncentruje się wyłącznie na udzielaniu wsparcia militarnego narodowi młodszemu od Dolly Parton.

„Chrześcijański syjonizm” stał się główną siłą polityczną dopiero w latach 70. XX wieku. Przez dwa tysiąclecia chrześcijaństwo funkcjonowało bez żadnego współczesnego państwa o nazwie „Izrael”, na które można by zwrócić uwagę, a nawet po całkowitym powstaniu tego państwa w 1948 roku większość chrześcijan przez dekady nie zwracała na nie większej uwagi. Dopiero gdy dziwacy tacy jak Jerry Falwell i Billy Graham zaczęli wmawiać chrześcijanom, że Bóg nakazuje im głosować na polityków, którzy wyślą helikoptery Apache do Tel Awiwu, ten psychotyczny światopogląd zyskał znaczącą akceptację w świadomości społecznej.

I w tym momencie faktycznie przekształciło się w zupełnie inną religię. Dla tych odłamów chrześcijaństwa centralną postacią nie był już Jezus, Biblia ani Kościół, ale to zupełnie nowe państwo etniczne, rządzone przez zachodnich imigrantów, które nie może istnieć bez nieustannej przemocy militarnej. Spalili dwa tysiące lat teologii i tradycji, spalili wszystko doszczętnie, a na ich miejscu zbudowali religię końca XX wieku, której sednem jest wysyłanie amerykańskiej machiny wojennej do Azji Zachodniej.

Nie twierdzę, że chrześcijaństwo było wspaniałą religią, która nie robiła nic złego przed pojawieniem się chrześcijańskiego syjonizmu, ale niewątpliwie było to zupełnie inna wiara od tej, która uznaje militarne wsparcie dla współczesnego państwa Izrael za swoją centralną i naczelną wartość. I to po prostu dziwne, jak rzadko ludzie to zauważają i o tym mówią.

Doszło do kolejnego ataku na synagogę , tym razem w Michigan. Według doniesień dokonał go mężczyzna, którego członkowie rodziny zostali zabici przez izraelskie siły w Libanie.

Ryan Grim z Drop Site donosi : „Mężczyzna, który dziś wjechał ciężarówką wypełnioną materiałami wybuchowymi w synagogę w Michigan, nazywał się Ayman Ghazaleh, według źródła znającego sytuację. Ghazaleh opublikował w nocy zdjęcia członków swojej rodziny, w tym małych dzieci, które zginęły w niedawnym izraelskim ataku na miasto Mashghara w Libanie”.

Już wiesz, o co chodzi.

Krok 1: Pomóż Izraelowi mordować dzieci w ludobójstwach i wojnach agresywnych. 

Krok 2: Czekaj na reakcję w postaci ataków ekstremistów na zachodzie. 

Krok 3: Wykorzystaj reakcję łańcuchową, aby uzasadnić autorytarną politykę wewnętrzną w imię walki z terroryzmem. 

Krok 4: Powtórz czynności od kroku 1.

Zbudowali całe imperium, wydobywając zasoby i siłę roboczą z globalnego Południa, aby zapewnić obywatelom centrum imperium chleb i igrzyska, które są na tyle tanie, aby powstrzymać ich przed zgilotynowaniem miliarderów, którzy są właścicielami i zarządzają wszystkim.

Zamknięcie Cieśniny Ormuz popycha Europę w stronę Rosji

Zygmunt Białas 18.03.2026 zygmuntbialas/zamkniecie-ciesniny-ormuz-popycha-europe-w-strone-rosji

uncutnews.ch/die-schliessung-der-strasse-von-hormus-draengt-europa-in-richtung-russland-und-untergraebt-trumps-iran-krieg

Napisał: Alan Macleod Opracował: Zygmunt Białas

============================================================

Zamknięcie Cieśniny Ormuz popycha Europę w stronę Rosji

Chociaż Amerykanie zdołali zamordować ajatollaha Chameneiego, ich plany zmiany rządu w Iranie nie przebiegają tak sprawnie jak oczekiwano. Wraz z zamknięciem Cieśniny Ormuz globalna gospodarka stoi na krawędzi załamania, a sojusznicy Waszyngtonu dystansują się od USA. Jednocześnie europejscy politycy, zmagający się z kryzysem energetycznym i otwarcie odmawiający udziału w wojnie Trumpa, dyskutują już o normalizacji stosunków z Rosją i zakończeniu swojego zaangażowania w wojnę na Ukrainie.

Zamknięcie Cieśniny Ormuz przez Iran najwyraźniej zaskoczyło Amerykanów. Ceny energii, metali, nawozów i innych niezbędnych surowców już teraz gwałtownie rosną, a każda przedłużająca się blokada grozi dewastacją światowej gospodarki. Około jedna piąta światowych dostaw ropy naftowej i gazu przepływa przez wąską cieśninę między Iranem a Półwyspem Arabskim, co czyni ją jednym z najpoważniejszych wąskich gardeł na świecie.

Główny błąd w kalkulacji

Sam Trump zdawał się panikować z powodu tej perspektywy. W rozmowie z dziennikarzami zapewniał, że siłowe otwarcie cieśniny byłoby ‚bardzo niewielkim przedsięwzięciem’. Jednocześnie zwrócił się do swoich sojuszników z NATO i Azji, a także do Chin, o pomoc dla USA, deklarując: „Naprawdę proszę te kraje, aby interweniowały i chroniły swoje interesy, ponieważ stamtąd czerpią energię. I powinny tam przyjść i je chronić. Można argumentować, że być może w ogóle nie powinniśmy tu być, bo nie jest nam to potrzebne”.

Dodał: „Robimy to [bombardowanie Iranu] dla całkiem dobrych sojuszników, których mamy na Bliskim Wschodzie”oświadczenie, które można interpretować jako odniesienie do Izraela. Mimo to żaden z głównych sojuszników nie ogłosił zamiaru udziału w operacji. W rzeczywistości większość kategorycznie ją odrzuciła. Premier Mark Carney, na przykład, był jednoznaczny, stwierdzając: „Kanada nie uczestniczy w ofensywnych operacjach Izraela i Stanów Zjednoczonych i nigdy tego nie zrobi”.

Podobnie w Europie brakuje entuzjazmu dla militarnych działań destrukcyjnych. „To nie jest wojna NATO” – powiedział rzecznik kanclerza Niemiec Friedricha Merza. „NATO to sojusz mający na celu obronę terytorium sojuszu. Stany Zjednoczone nie konsultowały się z nami przed tą wojną i dlatego uważamy, że nie jest to sprawa NATO ani rządu Niemiec”.

Niemiecki minister obrony Boris Pistorius wyraził podobny sprzeciw: „To nie jest nasza wojna. Nie my ją rozpoczęliśmy. Czego Donald Trump oczekuje od kilku europejskich fregat w Cieśninie Ormuz, czego nie może dokonać potężna marynarka wojenna USA?”.

Wielka Brytania tradycyjnie była najbliższym europejskim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Premier Keir Starmer dał jednak jasno do zrozumienia, że jego kraj „nie da się wciągnąć w tę wojnę”.

Włochy odmówiły wysłania swojej potężnej floty, aby wspomóc Waszyngton w konflikcie z Iranem. Premier Giorgia Meloni nie tylko podkreśliła, że Włochy „nie uczestniczą i nie zamierzają brać w tym udziału”, ale także nakazała ewakuację setek włoskich żołnierzy z regionu, popierając swoje słowa czynami.

Jednak to Hiszpania stawiła Trumpowi najsilniejszy opór. Rząd Pedro Sáncheza publicznie skrytykował amerykańsko-izraelski atak na Iran i odwołał swojego ambasadora z Tel Awiwu. Co więcej, odmówił siłom amerykańskim stacjonującym w Hiszpanii wykorzystania ich do ataków, zmuszając je do przeniesienia się do Niemiec. W odwecie Trump zagroził wybuchem wojny handlowej przeciwko Hiszpanii na pełną skalę, sugerując, że potraktuje ten kraj podobnie jak Koreę Północną, Kubę, Wenezuelę i Iran.

Bart De Wever

Najbardziej niepokojące dla planistów wojennych w Waszyngtonie były jednak wypowiedzi belgijskiego premiera Barta De Wevera. W wywiadzie dla lokalnej gazety ‚L’Echo’, De Wever stwierdził, że ataki Trumpa na Iran zmuszą Europę do szybkiego zawarcia niezależnego porozumienia z Rosją, aby uniknąć finansowej ruiny w obliczu zbliżającego się kryzysu energetycznego. „Musimy znormalizować stosunki z Rosją i odzyskać dostęp do niedrogiej energii. To zdrowy rozsądek” – powiedział, dodając: „Prywatnie europejscy przywódcy zgadzają się ze mną, ale nikt nie odważy się powiedzieć tego głośno. Musimy zakończyć ten konflikt w interesie Europy, nie popadając w naiwność wobec Putina”.

Podczas gdy Trump grozi Europie i podkreśla, że jego administracja uważnie monitoruje jej działania, europejscy przywódcy mogą zmierzać w kierunku zerwania sojuszu transatlantyckiego.

Jak Ameryka zagraża Europie

Niektórzy twierdzą, że mają ku temu powody. Na polecenie Stanów Zjednoczonych państwa NATO zgodziły się zwiększyć wydatki na obronność do 5% PKB. Ponieważ Stany Zjednoczone są zdecydowanie czołowym producentem broni na świecie, umowa ta oznacza ogromny napływ funduszy do amerykańskiej gospodarki.

Polityka USA wobec Ukrainy skłoniła również kraje europejskie do transferu miliardów euro do Waszyngtonu. Wcześniej korzystająca z rosyjskiej energii, Europa zaczęła importować znacznie droższy skroplony gaz ziemny (LNG) z USA, aby zrekompensować niedobory po zniszczeniu gazociągu Nord Stream 2. Administracja Trumpa otwarcie planuje również aneksję Grenlandii należącej do Danii, członka NATO, podczas gdy europejscy przywódcy wyrazili jedynie umiarkowany sprzeciw wobec tego posunięcia.

Niemniej jednak niezwykle agresywna polityka zagraniczna Trumpa, która w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy obejmowała bombardowania w siedmiu krajach, porwanie głowy państwa obcego i wspieranie ludobójstwa w Palestynie, jest coraz częściej postrzegana jako zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu Europy. A ponieważ Trump zasugerował już, że ponownie zbombarduje Iran ‚dla zabawy’  i rozważa dalsze operacje zmiany reżimu, perspektywy stabilności na świecie wydają się coraz bardziej ponure.

uncutnews.ch/die-schliessung-der-strasse-von-hormus-draengt-europa-in-richtung-russland-und-untergraebt-trumps-iran-krieg

Napisał: Alan Macleod

Opracował: Zygmunt Białas