On zerżnął od Rosjanina, nie od Uczty. Nie podał ani autora, ani linku.
Myśmy tę pozycję zauważyli u Pana. Jako że w przeszłości, Ruszkiewicz podawał jako swoje teksty Blondeta, pofatygowaliśmy się, żeby poszukać prawdziwego autora artykułu i żeśmy go znaleźli. A potem opublikowaliśmy tłumaczenie, oddając sprawiedliwość autorowi tekstu. Ot co.
[No, wiec to ptaszysko łykające żabę ma więcej znaczeń.. MD]
Teheran przejął strategiczną inicjatywę w tej wojnie, zamykając Cieśninę Ormuz. Stany Zjednoczone nie są obecnie w stanie wycofać się, przeprowadzić inwazji lądowej ani zrobić sobie przerwy w działaniach. Z tego powodu Amerykanie doświadczają upokorzeń bez precedensu w historii ich „globalnej hegemonii”.
We wtorek, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zaszokował rynki i opinię publiczną wpisem w mediach społecznościowych, w którym ogłosił, że rozmowy pokojowe z Iranem są w toku i przebiegają pomyślnie. W następstwie owych rozmów, Pentagon ogłosił nawet rozejm odnośnie bombardowania infrastruktur energetycznych Iranu.
Jednak reakcja Teheranu jest naprawdę zaskakująca w kontekście globalnej sceny politycznej. Irańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oświadczyło, że nie prowadzi żadnych rozmów ze Stanami Zjednoczonymi, ani bezpośrednio, ani za pośrednictwem pośredników. Komunikaty Waszyngtonu dotyczące negocjacji i zawieszenia broni mają na celu wyłącznie zyskanie na czasie i obniżenie cen ropy. Innymi słowy, był to gest dobrej woli. Biały Dom zaproponował Irańczykom wymianę: my przestaniemy bombardować wasze elektrownie na kilka dni, wy udacie, że o to poprosiliście, a w zamian odblokujecie Cieśninę Ormuz dla naszych tankowców.
A Iran, jak się wydaje, wysłał Biały Dom do diabła.
Tego jeszcze nie było. „Światowy hegemon” prosi o dialog z krajem, który ogłosił pariasem, zasypywał rakietami, którego przywódców zrównał z bandą terrorystyczną i wszystkich zabił. A „kraj-parias” odrzuca wyciągniętą „rurkę pokoju” i gardzi kontaktami z „błyszczącym miastem na wzgórzu”.
Jest oczywiste, że Iran ma wszelkie powody, by tak reagować. Jak można rozpocząć negocjacje z krajem, który je przerywa, zabijając negocjatorów? Z krajem, który rozpoczyna inwazję wojskową po tym, jak strony uścisnęły sobie dłonie przy stole negocjacyjnym?
Należy jednak podkreślić, że Irańczycy mają nie tylko potencjał, ale i korzyść w tym, by odrzucić propozycję Amerykanów. Teheran przejął strategiczną inicjatywę w tej wojnie. Stany Zjednoczone nie dysponują obecnie dobrymi posunięciami na szachownicy – dysponują wyłącznie złymi.
Operacja powietrzna zakończyła się niepowodzeniem. Planowano zniszczyć Iran w ciągu kilku dni, ale bombardowania trwają już prawie miesiąc, a Islamska Republika Iranu stawia opór. Aby wygrać wojnę, Stany Zjednoczone i Izrael muszą walczyć na poważnie, czyli przeprowadzić operację lądową. Tylko że nikt jej nie przygotował. Dlaczego – patrz wyżej: wierzyli, że Iran upadnie w ciągu kilku dni.
Przygotowanie się do inwazji lądowej wymaga czasu. Ale również Iran przez cały ten czas będzie się przygotowywał. A zatem albo Amerykanie rzucą się do walki dysponując siłami nieprzygotowanymi do tego, albo będą musieli zmierzyć się ze starannie zaplanowaną odpowiedzią na agresję. W obu przypadkach, dla amerykańskich żołnierzy będzie to krwawa rzeź.
Ale jaka jest alternatywa wobec poświęcenia marines? Scenariusz inercyjny: bombardowanie Iranu z powietrza, aż wyczerpie on swoje zasoby? Również w tym przypadku zakładano, że nie ma on żadnych zasobów, a reżim ajatollahów upadnie przy pierwszym ataku.
Jednak operacja trwa już prawie miesiąc, a jej końca nie widać, i nie wiadomo, komu wcześniej wyczerpią się zapasy: wojskom irańskim czy też Amerykanom zabraknie rakiet.
Jeszcze ważniejsze jest to, ile czasu minie, zanim wyczerpie się cierpliwość sojuszników Stanów Zjednoczonych w Zatoce Perskiej. Irańczycy atakują amerykańską obecność na ich terytorium, Cieśnina Ormuz jest zamknięta i nie mogą dostarczać ropy. Jeśli ta sytuacja będzie się przedłużać, arabscy szejkowie prędzej czy później stracą cierpliwość i będą negocjować bezpośrednio z Irańczykami. Teheran postawi podstawowy warunek: zerwanie sojuszu z Waszyngtonem i wycofanie amerykańskiej obecności z ich krajów, co oznacza wydalenie Amerykanów z regionu.
Taki sam warunek, tj. wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Bliskiego Wschodu – a co za tym idzie, rezygnacja z kontroli nad światowym przemysłem naftowym – będzie miał kluczowe znaczenie przy negocjacjach z USA, o ile życzenie Trumpa by do nich doszło, urzeczywistni się.
Iran może sobie pozwolić na narzucenie takich warunków, ponieważ obecnie działa z pozycji siły, trzymając przeciwnika za gardło. Amerykanie natomiast występują w roli przegranych, co jest dla nich nie do zniesienia: postawili wszystko na zero (ruletka) i przegrali. Wszystkie możliwe rozwiązania są fatalne. Wycofanie się ze świata islamskiego jest nie do pomyślenia: co stanie się z ropą, co stanie się z Izraelem? Przeprowadzenie inwazji lądowej to gwarantowana tragedia dla narodu amerykańskiego, a nikt nie może zagwarantować sukcesu interwencji. Kontynuowanie obecnej polityki może doprowadzić do wyrzucenia Amerykanów z regionu. Gdziekolwiek się nie spojrzy – wszędzie trudności.
Nie ma wątpliwości, że przyszło nam żyć w historycznym momencie, kiedy decydują się losy przyszłego świata. Każdy dzień przynosi zaskakujące wiadomości, które wywracają nasze dotychczasowe pojmowanie świata. Kiedy ponad trzy dekady temu upadł i to całkiem zasłużenie ZSRR, jego konkurent USA pozostał jedynym hegemonem świata. Swoją władzę opierały Stany Zjednoczone na bezspornej potędze militarnej oraz powszechnej akceptacji dolara jako waluty stosowanej do wszystkich większych transakcji międzynarodowych.
Dolar traci swoją przywódczą rolę. Nic dziwnego – przy tak wielkich długach, że rząd USA musi zaciągać nowe, by spłacić procenty od tych długów. Każdy, kto żyje ponad stan, wie, jak to się musi skończyć.
Koniec ery petrodolara jest również końcem hegemonii USA.
Naćpaj się z odrobiną pomocy od moich przyjaciół – śpiewał Joe Cocker na Woodstock w roku 1969. Dzisiaj jest ta rada jak najbardziej aktualna. Gdy „przyjaciel” namówi cię na udział w awanturze, to zostaną ci jedynie prochy, by jakoś to dalej ciągnąć. Upadek idei petrodolara nie jest jedynym kłopotem Trumpa. Jego potęga militarna staje się powoli mitem, którym zawsze była. Wystarczyło tupnąć i dotychczas wszyscy wrogowie kulili ze strachu ogon. Ta powszechna opinia o przeważającej potędze militarnej USA topnieje z każdym nowym incydentem na Bliskim Wschodzie.
Cóż z tego, że technicznie rzecz biorąc, USA ma najsilniejszą flotę i najwięcej lotniskowców ze wszystkich krajów na świecie? Taki potężny okręt z tysiącami żołnierzy, z samolotami i helikopterami na pokładzie, z dużym zapasem rakiet balistycznych oraz z najbardziej wyrafinowaną technicznie obroną przeciwrakietową, okazuje się pomimo eskorty wielu okrętów wojennych możliwym celem ataków. Według Pentagonu dwa tygodnie temu amerykańska perła marynarki wojennej lotniskowiec USS Gerald R. Ford został zaatakowany przez pralki na pokładzie, których pożar sprawił, że to cacko nadaje się jedynie do naprawy mającej trwać około roku. Tu trzeba dodać, że także ochrona przeciwpożarowa tego okrętu stała na najwyższym możliwym poziomie.
Iran twierdzi, że trafił lotniskowiec USA – Pentagon milczy o tym, co naprawdę się stało!
Po wstępnym przeglądzie „pożarowych” szkód na najdroższym lotniskowcu świata dokonanym na greckiej wyspie Kreta okazało się konieczne odesłanie tej „łódki” na poważniejszą naprawę do chorwackiego Splitu na Adriatyku. Tak więc Iran pozbył się w ten prosty sposób jednego kolosa US Navy.
Wyrafinowana technika ma poważną wadę – jest bardzo kosztowna i może zostać zniszczona przy użyciu wielokrotnie tańszych środków. Nie ma 100% ochrony, o czym przekonał się Izrael i pobliskie kraje arabskie. Nie można przewidzieć wszystkich możliwych wariantów ataku. Zawsze jest jakaś luka w obronie i tę wykorzystuje właśnie Iran.
19.03.2026 r. Amerykańskie okręty przeciwminowe opuszczają Zatokę Perską i nagle pojawiają się w Malezji. Źródło.
Także sprzymierzone z Iranem oddziały Hezbollah (uznane przez USA i Izrael za terrorystyczne, podczas gdy terrorystą jest właśnie USrael) przynoszą poważne straty Izraelowi. Można o tym przeczytać we wczorajszym artykule na tkp.at: Armia izraelska poniosła największe straty czołgów od ponad 40 lat.Źródło.
W obliczu eskalacji konfliktu, który ogarnął cały świat, znany analityk geopolityczny i niezależny dziennikarz Pepe Escobar analizuje dramatyczne wydarzenia na Bliskim Wschodzie w niedawnym wywiadzie. Podczas gdy Iran bombarduje Izrael i państwa Zatoki Perskiej precyzyjnymi pociskami i redefiniuje Cieśninę Ormuz, zapowiedziana operacja militarna Trumpa grozi pogrążeniem się w chaosie, błędnych kalkulacjach i załamaniu gospodarczym. Escobar opisuje „teatr absurdu”, w którym irański opór wstrząsa fundamentami hegemonii USA, nie tylko militarnie, ale także geoekonomicznie.
[Film w oryginale md]
Nowa rzeczywistość w Cieśninie Ormuz: Irańska bramka poboru opłat „Petro-Juan”
Pepe Escobar szczegółowo wyjaśnia, jak sytuacja w Cieśninie Ormuz radykalnie zmieniła się od wczoraj. Do niedawna tankowce z Chin, Indii, Pakistanu, Iraku, Bangladeszu, a nawet krajów takich jak Sri Lanka i Tajlandia mogły korzystać z przeprawy – pod warunkiem spełnienia trzech jasnych warunków: musiały przekazać wszystkie dane brokerowi powiązanemu z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), który je weryfikował. Jakiekolwiek powiązanie z interesami USA, Izraela lub wrogimi stronami natychmiast wstrzymywało przeprawę.
Po drugie, należało uiścić opłatę w wysokości dwóch milionów dolarów amerykańskich za każdy tankowiec – gotówką (najlepiej w juanach) lub kryptowalutą za pośrednictwem niezwykle szybkiego blockchaina Tron (rozliczenie w zaledwie trzy sekundy). Po zapłaceniu i otrzymaniu płatności następował trzeci krok: Statki musiały skorzystać z precyzyjnie określonego kanału żeglugowego o szerokości zaledwie ośmiu kilometrów, znajdującego się na północ od wyspy Keszm, między Keszm a małą wyspą Larak.
Zasady te, które Escobar określa mianem „prywatyzacji lub nacjonalizacji” Cieśniny Ormuz, zostały obecnie wpisane do prawa irańskiego przez parlament. Są one wzorowane na Kanale Sueskim: koniec z swobodnym przepływem. Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej kontroluje nie tylko wody terytorialne, ale także rozległy obszar – od południowego Keszm, przez zachodnią część Zatoki Perskiej do wyspy Qaruh, a dalej obejmując Zatokę Perską, Cieśninę Ormuz i Zatokę Omańską, aż do granicy irańsko-pakistańskiej.
Jednak na dzień dzisiejszy cały ruch został wstrzymany: żadne statki nie przepływają, ponieważ wszyscy spodziewają się rychłej operacji USA. Escobar podkreśla, że zasady pozostają w mocy i będą ściśle egzekwowane. Osoby, które nie są uznawane za „państwa wrogie”, mogą przepłynąć – ale tylko za opłatą i wyznaczoną trasą.
Ten środek to prawdziwy przełom. W ciągu zaledwie kilku dni Iran ustanowił alternatywny system płatności, który skutecznie funkcjonuje jako „petrojuan” – czego nie udało się osiągnąć przez lata szczytów BRICS. Rosja i Chiny, podobnie jak Globalne Południe, obserwują to z wielkim zainteresowaniem. IRGC czerpie bezpośrednie dochody z opłat, a system jest już w pełni operacyjny.
Możliwa inwazja USA i spekulacje na temat „lądowania w Normandii”
Escobar przedstawia scenariusze, które obecnie dręczą świat. Krążą pogłoski o „desantowaniu w stylu normandzkim” – prawdopodobnie na wyspie Larak, do której najpierw należałoby zabezpieczyć Keszm. Inne możliwe cele to region Sistan-Beludżystan w pobliżu portu Czabahar, wyspa Abu Musa (irańska, ale roszczona przez Zjednoczone Emiraty Arabskie) lub inne odcinki wybrzeża. Rząd USA wysyła tysiące marines i do 10 000 żołnierzy, ale nawet amerykańscy urzędnicy ostrzegają Trumpa w swoich negocjacjach: żadna z opcji lądowych nie wygląda obiecująco. Niemniej jednak Waszyngton nadal eskaluje – pomimo niedawnego oświadczenia Trumpa, że jest „znudzony wojną” i chce „iść dalej”. Escobar nazywa to „zdumiewającym”: po tym, jak Trump nazwał konflikt „wycieczką”, teraz jest nim znudzony.
Marynarka Wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej jest w stanie najwyższej gotowości. Escobar ostrzega: Cokolwiek wydarzy się w ten weekend lub w nadchodzących dniach, będzie katastrofalne w skutkach. Niezależnie od tego, czy będzie to mini-inwazja, czy potężny atak bombowy, konsekwencje są nieprzewidywalne.
Ofensywa rakietowa Iranu i niszczenie potęgi USA i Izraela
Pomimo twierdzeń USA, że jedna trzecia irańskiego systemu rakietowego została zniszczona (wbrew narracji Trumpa o „wszystkim zniszczeniu”), Iran codziennie ostrzeliwuje Tel Awiw, cele izraelskie i porty Zatoki Perskiej precyzyjnymi pociskami. Escobar mówi o „zdecentralizowanej strategii mozaikowej”, która jest codziennie udoskonalana. Irańska armia publikuje selfie z wystrzeliwania pocisków – to wyraźne zwycięstwo w tej narracyjnej bitwie. Izrael informuje o zniszczeniu ich prawie 100 czołgów przez sam Hezbollah, a armia jest na skraju upadku. Bazy USA w Azji Zachodniej są zniszczone w ponad 90% i nie zostaną odbudowane.
Iran nie wykorzystał jeszcze w pełni swojego potencjału: niewidzialne podziemne miasta rakietowe na południowym wschodzie i wschodzie kraju (w pobliżu granicy z Afganistanem) są nieznane Amerykanom. Cele pozostają jasne: maksymalne zniszczenie Izraela (być może nieodwracalne), całkowite wyparcie USA z Zatoki Perskiej i utworzenie nieodwracalnego mechanizmu odstraszającego.
Rola państw Zatoki Perskiej: ZEA jako podpalacz, Arabia Saudyjska jako obrońca
Pozycja Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) jest szczególnie napięta. Escobar cytuje „przerażający felieton” ambasadora ZEA w USA w „Wall Street Journal”: Emiraty otwarcie przystępują do wojny po stronie USA. Powód: 1,4 biliona dolarów zainwestowanych w amerykańską gospodarkę (sztuczna inteligencja, półprzewodniki itp.). Ich model biznesowy – Dubaj jako centrum „błyskotek”, Dżabal Ali jako kluczowy port – leży w gruzach. Inne porty w Tartusie (Syria), Akabie (Jordania) i Hajfie są sparaliżowane. Iran opublikował już listę pięciu megacelów: elektrowni, zakładów odsalania wody i innych. Jeśli ZEA przystąpią do wojny, ich gospodarka – w tym centra sztucznej inteligencji i lotniska – będzie zagrożona całkowitym zniszczeniem.
Arabia Saudyjska działa ostrożniej, ale pozostaje zaangażowana. Rozumownia Escobara przywołują historyczne ambicje: Kuwejt należał kiedyś do prowincji Basra, Bahrajn do Iranu (do 1971 roku), a Emiraty do Omanu. Iraccy analitycy otwarcie mówią o zwrocie tych terytoriów. Katar i Oman natomiast pozycjonują się sprytnie: potępiają wojnę i nie oferują swojego terytorium do ataków na Iran – widzą, „w którą stronę wieje wiatr”.
Farsa negocjacyjna i „Teatr Absurdu”
Escobar opisuje nieudane negocjacje jako szczyt absurdu. Omańscy dyplomaci przetłumaczyli irańskie propozycje (hojne oferty wzbogacania uranu) na pidgin angielski – ekipa Trumpa („Heckle and Jackal”) ich nie zrozumiała. Później J.D. Vance miał polecieć do Islamabadu, ale Pakistan zdradził Iran: osiem tankowców z irańską ropą, pływających pod pakistańską banderą, zostało zajętych przez Stany Zjednoczone. Trójstronny sojusz Turcji, Egiptu i Pakistanu, pełniących rolę mediatorów, rozpadł się. Iran powtórzył swoje główne żądania: wycofanie wszystkich baz amerykańskich, reparacje, zniesienie sankcji, swobodny cywilny program nuklearny oraz brak ograniczeń dotyczących pocisków rakietowych i sojuszy z Hezbollahem i Ansar Allah.
Trump ogłasza wygraną wojnę i „nudzi się”. Ale rzeczywistość jest taka: obecność USA w Zatoce Perskiej została niemal całkowicie zniszczona, Izrael stoi na krawędzi upadku, a rynki ropy naftowej i obligacji spadają.
Apokalipsa gospodarcza: cena ropy 150 dolarów i globalna recesja
Rynki obligacji zmuszają Trumpa do wycofania się: rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji zbliżyła się do 5%, zanim odroczenie ultimatum na krótko ją uspokoiło. Larry Fink z BlackRock otwarcie ostrzega przed dwoma scenariuszami: ropa naftowa po 40 lub 150 dolarów – ten drugi oznacza globalną recesję. Przy cenie 120 dolarów (która jest już w zasięgu ręki) recesja już się zaczyna. Europa, bez rosyjskiego lub katarskiego gazu, zapłaci najwyższą cenę. Kaskadowe skutki już wpływają na globalne Południe, Azję Południowo-Wschodnią i Indie.
Rosja i Chiny: sztuka milczenia
Rosja i Chiny zachowują strategiczne milczenie – „Nigdy nie przerywaj wrogowi, gdy popełnia poważny błąd”. Udzielają Iranowi wsparcia technicznego (Beidou zamiast GPS, Intel dla planów USA, ulepszone drony), nie przyznając się do tego publicznie. Putin jest przekonany, że wojna zakończy się maksymalnie w ciągu czterech tygodni. Dla Chin petrojuan to dar: alternatywny system płatności w najistotniejszym punkcie zapalnym świata – osiągnięto w trzy tygodnie to, czego nie udało się osiągnąć przez 20–30 lat dyplomacji. Iran walczy samotnie z nuklearnym supermocarstwem i regionalnym mocarstwem atomowym – i wygrywa.
Suwerenny opór Iranu: 2500 lat historii kontratakuje
Pomimo 47 lat brutalnych sankcji – rozpadającej się infrastruktury, podupadłych hoteli, rozpadających się systemów kanalizacyjnych – Iran dysponuje wybitnym kapitałem ludzkim: światowej klasy uniwersytetami, inżynierami, fizykami i matematykami. Zbudowali ukryty kompleks militarno-przemysłowy, który przeraża supermocarstwo. Escobar jest pod wrażeniem: średniej wielkości mocarstwo regionalne w pojedynkę odwraca sytuację. Globalne Południe podziwia Iran jako obrońcę większości ludzkości.
Ten konflikt oznacza prawdziwy punkt zwrotny XXI wieku – nie 11 września. Hegemonia USA chyli się ku upadkowi, wyłania się wielobiegunowy świat. W ciągu zaledwie kilku tygodni Iran zniweczył wszystkie rzekome zdobycze z października 2023 roku (Liban, Syria). To, co nastąpi, zapisze się w historii: suwerenny opór Persji przeciwko imperiom, które nie odrobiły lekcji. Świat patrzy z zapartym tchem – i wyciąga wnioski.
W pełnym emocji wywiadzie udzielonym sędziemu Andrew Napolitano w jego programie „Judging Freedom” 26 marca 2026 r. były pułkownik armii amerykańskiej Douglas Macgregor przedstawił bezkompromisową ocenę amerykańsko-izraelskiej operacji wojskowej przeciwko Iranowi.
Macgregor, doświadczony strateg wojskowy i ostry krytyk polityki interwencjonistycznej, wyjaśnia, dlaczego prezydent Donald Trump zmaga się z coraz większą presją w obliczu niespodziewanie przedłużającego się konfliktu – i jakie katastrofalne skutki dalsza eskalacja może mieć dla USA, regionu i światowej gospodarki.
[wywiad gadany – w oryginale. md]
Fundamentalna krytyka polityki zagranicznej USA
Pułkownik rozpoczyna swoją analizę od fundamentalnej krytyki amerykańskiej polityki zagranicznej:
Niewypowiedziane wojny i agresja prewencyjna stały się niestety normą, bez żadnego oporu ze strony społeczeństwa amerykańskiego. Społeczeństwo przyzwyczaiło się do bezprawnego użycia siły przez państwo.
Aby stworzyć prawdziwie wolne społeczeństwo, należy fundamentalnie odrzucić zasadę prawa inicjatywy. Macgregor przywołuje słowa Thomasa Jeffersona i retorycznie stawia pytanie, czy czasami konieczna jest zmiana lub obalenie własnego rządu, aby kochać kraj – i czy największe zagrożenie dla wolności nie zbliża się właśnie teraz.
Nieudana strategia blitzkriegu
Sednem rozmowy jest aktualna sytuacja w Zatoce Perskiej:
Trump stoi w obliczu podwójnego upokorzenia – zarówno w kraju, jak i za granicą. Jego pierwotny plan krótkiej, zdecydowanej kampanii mającej na celu ścięcie irańskich przywódców, demontaż rządu i wywołanie wewnętrznych niepokojów zakończył się spektakularną porażką.
Zamiast tego nastąpiła długa i wyczerpująca faza bombardowania, podczas której cele wybierano z powodów militarnych i innych.
Teraz Trump planuje pięciodniową przerwę w celu przygotowania „ofensywy ostrzegawczej” z powietrza za pomocą rakiet i bomb – ostatni desperacki krok w celu odzyskania inicjatywy.
Ograniczenia opcji militarnych
Macgregor podkreśla, że ofensywa lądowa z udziałem dużych kontyngentów wojsk nigdy nie miała miejsca i nie jest realistyczna.
Iran ma 93 miliony mieszkańców i jest mniej więcej wielkości Europy Zachodniej. Inwazja wymagałaby ogłoszenia stanu wyjątkowego, przywrócenia poboru i co najmniej 12-18 miesięcy przygotowań z udziałem dwóch do trzech milionów żołnierzy – scenariusz nie do pomyślenia z politycznego i militarnego punktu widzenia.
Jedyna pozostała „opcja lądowa” jest niezwykle ograniczona: chodzi o zajęcie kilku strategicznych wysp w Cieśninie Ormuz, w tym wyspy Kharg (w transkrypcji określanej jako „Wyspa Car”), wyspy Kish lub wyspy Keshm, a także mniejszych wysepek u wybrzeży Bandar Abbas.
Na tych wyspach stacjonują jednostki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wyposażone w łodzie motorowe i pociski rakietowe. Ale nawet tutaj ich przydatność jest wątpliwa.
Cieśnina Ormuz i wojna gospodarcza
Macgregor zauważa, że Cieśnina Ormuz została zamknięta nie w wyniku działań militarnych Iranu, lecz z inicjatywy Lloyd’s of London:
Żaden armator bez ubezpieczenia nie odważyłby się wysłać przez wąski przesmyk tankowców wartych setki milionów dolarów.
Irańczycy sprytnie to wykorzystali, pozwalając na przepływanie statkom z krajów niezwiązanych sojuszem, takich jak Chiny, Indie i Japonia – pod warunkiem zapłaty za ropę.
Osłabia to petrodolara i pokazuje, że konflikt toczy się na dwóch poziomach: wojny ekonomicznej, którą USA już przegrywają, oraz nowej, asymetrycznej formy wojny, prowadzonej przez Iran.
Nowa wojna: rakiety i drony
Pułkownik zestawia klasyczny amerykański model wojny z czasów II wojny światowej – lotniskowce, niszczyciele, okręty podwodne i samoloty z baz w regionie, a nawet ze Stanów Zjednoczonych i Diego Garcia – z irańską odpowiedzią w XXI wieku:
Ogromne ilości precyzyjnie kierowanych pocisków i bezzałogowych systemów (dronów), które można wystrzeliwać z podziemnych obiektów oddalonych nawet o 1000 mil.
Iran nie potrzebuje ani sił powietrznych, ani marynarki wojennej, a jedynie armii, rakiet i dronów.
Strategia ta wysunęła amerykańską flotę daleko w morze, wymusza stałe uzupełnianie paliwa w powietrzu nad Irakiem, Arabią Saudyjską i innymi obszarami i okazała się niezwykle skuteczna.
Irańskie systemy obrony powietrznej są nadal skuteczne poniżej pułapu 15 000 stóp, co sprawia, że misje śmigłowców lub samolotów Osprey są niezwykle ryzykowne.
Krytyka historii sukcesu Trumpa
Dwa dni wcześniej Trump oświadczył, że wojna została „wygrana”, że Irańczycy nie mają ani marynarki wojennej, ani sił powietrznych i nie mogą nic zrobić przeciwko amerykańskim samolotom nad Teheranem.
Macgregor obala te twierdzenia, uznając je za absurdalne i nieaktualne.
Użyte wskaźniki – zniszczone czołgi, okręty i samoloty, określone na podstawie raportów pilotów lub zdjęć satelitarnych – są takie same, jak te, które zawiodły już w wojnie w Wietnamie i Iraku.
Od czasu obalenia szacha Iran nie dysponował znaczącymi siłami powietrznymi.
„Zatopiona flota” składa się ze starych fregat i setek małych, załogowych lub bezzałogowych łodzi wyposażonych w pociski i materiały wybuchowe – celów, które można bombardować tygodniami bez całkowitego ich unieszkodliwienia.
Prawdziwe straty są często wyolbrzymiane lub przypisywane fikcyjnym twierdzeniom, jak to miało już miejsce w Kosowie w 1999 r.
Globalne konsekwencje gospodarcze
Globalne skutki gospodarcze są jeszcze bardziej dramatyczne.
Zakłócenia w dostawach ropy naftowej i gazu mają wpływ na cały świat: pojawiają się kryzysy żywnościowe, paliwowe, nawozowe i paszowe.
Wielka Brytania za dwa tygodnie zostanie bez rezerw ropy naftowej, Indie zamykają przemysł, a na stacjach benzynowych tłoczą się miliony ludzi, Japonia zmaga się z podobnymi problemami.
Lepiej przygotowane są tylko Chiny, ze względu na duże rezerwy strategiczne.
Irańczycy doskonale wiedzieli, że globalna presja na Waszyngton, by zakończył wojnę, będzie wzrastać.
W tym samym czasie gospodarka USA stoi na krawędzi załamania: budżet obronny wzrósł z biliona do 1,5 biliona dolarów, a inflacja i kruchość systemów finansowych dają o sobie znać.
Minister finansów Janet Yellen lub podobne osoby (w transkrypcji „Besson”) po prostu drukowałyby pieniądze i skupowały własne długi – a to byłby przepis na przyszłą katastrofę.
Cele strategiczne i krytyka
Macgregor uważa, że prawdziwym celem wojny nie są negocjacje, lecz zniszczenie Iranu i późniejszy podział jego zasobów – zwłaszcza ropy naftowej i gazu – między USA i Izrael.
Jest to powtórka nieudanej strategii wobec Rosji na Ukrainie, gdzie sankcje okazały się nieskuteczne, a Rosja czerpała zyski nawet ze sprzedaży ropy.
Stany Zjednoczone dysponują obecnie jedynie około 10 000 lekkozbrojnymi żołnierzami piechoty, którzy mogliby uczestniczyć w ewentualnych operacjach na wyspach. Jest to niezwykle niebezpieczna misja obarczona dużym ryzykiem dla żołnierzy.
Sytuacja amunicyjna i rzeczywistość wojskowa
Odnosząc się do kwestii amunicji, Macgregor powołuje się na analizę Royal United Services Institute (RUSI):
Izrael stoi na skraju upadku; osiem na dziesięć rakiet przebija izraelski system obronny.
USA borykają się również z niedoborem wysokiej jakości systemów, takich jak THAAD i PAC-3; po kilku tygodniach muszą uciekać się do „głupich bomb” z bombowców B-52 – bombardowań obszarowych jak w czasie II wojny światowej, które jednak nie pozwalają wygrać wojny.
Same ataki powietrzne nigdy nie rozstrzygnęły wojny; prawdziwa okupacja Iranu nie miałaby sensu strategicznego i w dłuższej perspektywie doprowadziłaby do powstania wrogiego państwa.
Najlepszym przykładem jest Irak: po okupacji Bagdad znajduje się na linii frontu przeciwko USA i wspiera Teheran.
Krytyka doradców wojskowych
Pułkownik ostro krytykuje doradców, takich jak ten, który szepnął Trumpowi w wózku golfowym, że dwie jednostki ekspedycyjne marynarki wojennej mogą przejąć wyspy takie jak Iwo Jima i doprowadzić do „upadku reżimu”.
Takie analogie do II wojny światowej są niebezpieczne i ignorują rzeczywistość: wiele wysp Pacyfiku zostało kupionych po niepotrzebnie wysokich cenach, Okinawa była krwawą łaźnią i doprowadziła do wybuchu bomby atomowej.
Ta wojna nie służy interesom Ameryki, a wyłącznie Izraela i jego wpływowych lobbystów w USA.
Siły zbrojne USA miałyby zostać zdegradowane do roli „sił najemnych” działających na rzecz interesów zagranicznych – ocenę tę podzielił się również młody żołnierz piechoty morskiej w wywiadzie dla Tuckera Carlsona.
Możliwe konsekwencje upadku Iranu
Nawet jeśli „ofensywa kończąca wojnę” odniesie sukces i państwo irańskie upadnie, nadal grozi chaos:
Efekt uboczny: Turcja, Syria, Półwysep Arabski i w końcu Europa.
Rosja i Chiny nie zaakceptują trwałego zamknięcia Cieśniny Ormuz i rozwiązania Rady Współpracy Zatoki Perskiej.
Państwa Zatoki Perskiej zniknęłyby, a odbudowa regionu zajęłaby dziesięciolecia.
Krytyka społeczna w USA
Macgregor kończy gorzką refleksją na temat społeczeństwa amerykańskiego:
Zniesienie obowiązkowej służby wojskowej i utworzenie armii składającej się wyłącznie z ochotników umożliwiło prowadzenie wojen bez poważnych konsekwencji społecznych – ciężar ten ponosi mniej niż jeden procent Amerykanów.
Od czasów Ronalda Reagana i George’a H.W. Busha mało kto przejmuje się żołnierzami.
George W. Bush krzyknął „Idźcie na zakupy” dopiero po 11 września.
Dziś warto zadać sobie pytanie, czy ta wojna ma rzeczywiście sens dla USA.
Trump jest zdesperowany, ponieważ wojna nie idzie zgodnie z planem, ani pod względem militarnym, ani gospodarczym, kończy się amunicja, świat cierpi, a presja polityczna w kraju rośnie.
Zapowiedziana ofensywa to ostateczny rzut kością – niosący ze sobą nieobliczalne ryzyko dla amerykańskich wojsk, światowej gospodarki i stabilności całego regionu.
Czy doprowadzi to do upragnionego „zwycięstwa”, czy też przyniesie jedynie dalsze upokorzenie, pozostaje pytanie.
Analiza Macgregora stanowi mocny apel o rozwianie złudzeń i zastanowienie się nad kosztami wojny, która nigdy nie leżała w żywotnym interesie Stanów Zjednoczonych.
Donald Trump zasłużył jako nieugięty pacyfista, na pokojową nagrodę Nobla.
W najnowszym artykule zatytułowanym „Ataki Iranu zmuszają amerykańskich żołnierzy do pracy zdalnej” dziennik „The New York Times” naprawdę pominął najważniejsze informacje. Artykuł wspomina, że przed wybuchem konfliktu z Iranem Pentagon dysponował w regionie około 40 000 żołnierzy, a obecnie wielu z nich zostało rozproszonych w wyniku irańskiej kampanii bombowej w Zatoce Perskiej – nawet aż do Europy – i musi „pracować zdalnie”.
Do podboju dużo mniejszego Iraku w roku 2003 zmobilizowano około 300 tysięcy żołnierzy (250 000 żołnierzy amerykańskich wspieranych przez około 45 000 żołnierzy brytyjskich, 2000 australijskich i 200 polskich). Teraz Pentagon wysyła przeciwko Iranowi najwyżej 70 tysięcy, grożąc przy tym boosterem – to takie skojarzenie z wojną biologiczną sprzed 6 lat – 10 tysięcy dodatkowych żołnierzy.
Tymczasem szykuje się kolejna blokada na Morzu Czerwonym, która zamknie okrętom dostęp do Kanału Sueskiego.
Jemen jest gotowy militarnie do przystąpienia do wojny po stronie Iranu i otwarcia kolejnego frontu przeciwko Stanom Zjednoczonym i Izraelowi poprzez wprowadzenie blokady morskiej na Morzu Czerwonym.
Większość z nas uważa, że nasz świat zwariował. Zabijamy nieznanych nam ludzi na podstawie spreparowanych w tym celu zarzutów. Dzielimy świat na wrogi i przyjazny, chociaż po obu stronach są ludzie tacy sami jak my. Po obu stronach propaganda wojenna tworzy z normalnych ludzi potwory, które trzeba zniszczyć. Tak naprawdę, jedynie garstka zbrodniarzy podjudza do takiej nienawiści, ponieważ dostrzega swoje korzyści na prowokowaniu tragedii świata.
Problemy świata zaczęły się, gdy zebry w białe paski zaczęły nienawidzić zebr w czarne paski.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Trump odnosi jedynie sukcesy i nigdy nie popełnia błędów, dlatego należy znaleźć tych, którzy „naprawdę” zawinili. Niektórzy twierdzą, że sposób z kozłem ofiarnym jest starszy niż same kozły. Na początku marca Trump uzasadnił operację (furii szaleństwa) między innymi konsultacjami ze Stevem Witkoffem i swoim zięciem Jaredem Kushnerem. Zapewne dostał niezłą reprymendę od zięcia, dlatego wczoraj przypisał tę inicjatywę amerykańskiemu ministrowi obrony Pete’owi Hegsethowi: „Pete, to ty byłeś pierwszy. To ty powiedziałeś: «Zróbmy to»”. Doświadczenie mi mówi, że w końcu winnym okaże się Putin.
Powodów do zmartwień nie brakuje. Raport „New York Timesa” na temat skali zniszczeń w amerykańskich bazach w całym regionie:
🔹 Największe straty poniosły najwyraźniej amerykańskie bazy w Kuwejcie, położone w pobliżu Iranu.
🔹 W wyniku ataku na port Shuaiba zniszczono centrum operacji taktycznych armii, w wyniku czego zginęło sześciu amerykańskich żołnierzy.
🔹 Irańskie drony i pociski uderzyły również w bazę lotniczą Ali Al Salem, uszkadzając hangary lotnicze.
🔹 W Camp Buehring uderzono podobno w obiekty paliwowe i serwisowe.
🔹 Zniszczono system radarowy wczesnego ostrzegania w bazie lotniczej Al Udeid.
🔹 Iran zaatakował również siedzibę Piątej Floty Marynarki Wojennej USA w Bahrajnie.
🔹 W bazie lotniczej Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej irańskie pociski i drony uszkodziły sprzęt łącznościowy oraz kilka samolotów tankujących. Źródło: Telegram, 26 marca 2026 r., godz. 03:40.
Tysiące młodych Amerykanów wysyła się na pewną śmierć jako ofiary krwi dla „Wielkiego Izraela”. Umrą, a to nie przyniesie korzyści ani bezpieczeństwu narodowemu, ani interesom gospodarczym Ameryki – zyskają na tym częściowo syjonistyczni pedofile i miliarderzy-filantropi. Źródło.
Najpoważniejszym problemem w negocjacjach pokojowych jest brak chętnych do pertraktacji. Nic dziwnego, skoro „koalicja Epsteina” wymordowała większość irańskich negocjatorów. Nie z takimi problemami walczył skutecznie pan prezydent. Skoro władze w Teheranie odmawiają jakichkolwiek pertraktacji, to najwyższa pora wymyślić takowe. Po co? Żeby pomóc rodzinie i przyjaciołom w spekulacjach giełdowych. Działa to na krótko, ale wystarczy wiedzieć, co powie wkrótce Trump na temat Iranu, żeby odpowiednio zainwestować na wzrost lub spadek cen ropy, by w tak łatwy i nielegalny sposób dorobić się fortuny.
Stąd właśnie dowiadujemy się o tak dobrych „negocjacjach” pokojowych oraz o wielkim prezencie od irańskich przywódców dla Trumpa.
Wielki obrońca pokoju prowadzi twarde negocjacje z Iranem! Źródło.
Sytuacja, w którą Trump sam siebie – z niewielką pomocą przyjaciela Beni [Bibi?? md] – wmanewrował, jest rzeczywiście trudna. Skąd mógł wiedzieć, że najsilniejsza na świecie armia ulegnie zacofanemu, dzięki sankcjom USA, Iranowi.
Mądra strategia, wieloletnie przygotowanie militarne do takiej sytuacji oraz wspomagający sprzymierzeńcy, bez konieczności utraty niezależności przez Iran i oczywiście odwaga, to najważniejsze powody przegranej przez agresorów wojny.
Najnowsza okładka The Spectator World.
Jedynym sposobem dla Trumpa, żeby wyjść z tej dramatycznej sytuacji, byłoby odwrócenie uwagi od wojennej katastrofy przez publikację wszystkich dokumentów ze śledztwa Epsteina.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Larry Johnson: Nierealne cele militarne armii USA w Iranie – szczegółowa analiza
uncut-news.ch
W niedawnym wywiadzie z byłym analitykiem CIA i gospodarzem sonar21.com Larrym Johnsonem, rzuca on światło na wysoce nierealistyczne i ryzykowne plany militarne Stanów Zjednoczonych w konflikcie z Iranem. Johnson, doświadczony ekspert w dziedzinie wywiadu i wojskowości, ostro krytykuje rozbieżność między oficjalnymi oświadczeniami Waszyngtonu a brutalną rzeczywistością militarną i geopolityczną. Opierając się na obecnych ruchach wojsk, oświadczeniach publicznych i historycznych tendencjach, ostrzega przed potencjalną katastrofą, która może wpłynąć nie tylko na siły zbrojne USA, ale na całą globalną gospodarkę.
Podcast z Danielem Davisem z formatu „Deep Dive” koncentruje się wokół pytania, czy Stany Zjednoczone rzeczywiście przygotowują się do wojny lądowej z Iranem – czy też jest to mieszanka oszustwa, wewnętrznej kalkulacji politycznej i strategicznej pomyłki. Johnson krok po kroku obala te plany i pokazuje, dlaczego nawet ograniczone operacje, takie jak zajęcie wysp w Zatoce Perskiej, są militarnie niepraktyczne.
Johnson zaczyna od konkretnych dowodów na zatuszowane straty USA. Jest przekonany, że oficjalna wersja zestrzelenia tankowca KC-135 to „bezczelne kłamstwo”: samolot został zestrzelony nie w wyniku zderzenia, lecz przez irański pocisk. Podobny sceptycyzm wyraża w odniesieniu do doniesień o rzekomym zestrzeleniu myśliwca F-18 marynarki wojennej USA przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Podczas gdy dowództwo wojskowe USA (CENTCOM) temu zaprzecza, Johnson argumentuje, że kłamstwo jest powszechne w czasie wojny – zwłaszcza gdy pilot katapultuje się nad terytorium Iranu, a akcja ratunkowa jest w toku.
Jeszcze bardziej uderzający jest przypadek lotniskowca USS Gerald R. Ford. Oficjalnie „pożar pralni” unieruchomił okręt na ponad rok. Johnson uważa to za absurd: zwykły pożar pralni nie mógł zniszczyć stalowych konstrukcji na wiele godzin i wywołać 30-godzinnego pożaru. Zdjęcia pokazywały uszkodzenia zewnętrzne, które bardziej wskazywały na uderzenie pocisku lub drona. Jako porównanie przytacza incydent na USS Forrestal z 1967 roku, gdzie awaria amunicji trwała 19 godzin – w tym przypadku rzekomo trwała 11 godzin dłużej. Rząd po prostu nie chce przyznać się do uszkodzeń bojowych, aby uniknąć uznania własnej słabości.
Negocjacje jako fasada – Iran dyktuje warunki
Pomimo wszystkich publicznych sygnałów z Białego Domu – od „15-punktowego planu pokojowego” po rzekome pięciodniowe zawieszenie broni – Johnson nie dostrzega rzeczywistej woli Iranu do negocjacji. Teheran już dwukrotnie zgodził się na negocjacje i został następnie zaatakowany. Panuje całkowity brak zaufania. Iran stawia teraz własne żądania i oczekuje, że Stany Zjednoczone je spełnią, zanim rozmowy w ogóle się rozpoczną. Oświadczenia irańskich urzędników, w tym rzecznika Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, wcale nie brzmią jak kapitulacja, a raczej jak pewność siebie: „Stany Zjednoczone negocjują same ze sobą”.
Johnson ujawnił również element manipulacji: optymistyczne zapowiedzi Trumpa w poniedziałek doprowadziły do spadku cen ropy i wsparły notowania giełdowe – najwyraźniej była to umowa z insiderami, o której inwestorzy z Wall Street zostali wcześniej poinformowani. W rzeczywistości masowe transporty lotnicze mające na celu rozmieszczenie sił specjalnych rozpoczęły się już 12 marca. Twierdził, że jest to sprzeczne z autentycznymi działaniami na rzecz pokoju.
Masowe ruchy wojsk – przygotowania do podboju wysp?
Johnson szczegółowo analizuje ruchy obserwowane od 12 marca: ponad 35 lotów transportowych C-17 z baz amerykańskich (lotniska Hunter Army, bazy wspólnej Lewis-McChord, Fort Bragg, Oceana, Fort Campbell) do baz w Jordanii i Izraelu. W działania zaangażowane są elitarne jednostki, takie jak 75. Pułk Rangerów, Delta Force, SEAL Team 6, 82. Dywizja Powietrznodesantowa oraz oddziały 160. Pułku Lotnictwa Operacji Specjalnych (Night Stalkers). Dodatkowo, pod koniec marca spodziewane jest przybycie dwóch jednostek ekspedycyjnych piechoty morskiej (31. i 11. MEU).
Prawdopodobne cele: wyspa Charg (w północnej części Zatoki Perskiej, główny irański terminal naftowy obsługujący 90% irańskiego eksportu) oraz wyspa Keszm (w najwęższym miejscu Cieśniny Ormuz). Johnson ostrzega: To nie jest „zwykła operacja polegająca na przemieszczaniu się między wyspami”. Charg jest płaski i odsłonięty, Keszm zamieszkuje około 150 000 Irańczyków. Garstka amerykańskich marines lub rangersów (realnie tylko 800–1000 żołnierzy na jednostkę MEU) stanęłaby w obliczu przytłaczającej przewagi wroga. Iran od lat fortyfikuje ten region – za pomocą min, dronów, okrętów podwodnych, motorówek i pocisków nadbrzeżnych.
Nawet generał Keith Kellogg (były doradca Trumpa) i Lindsey Graham promowali ten pomysł, powołując się na „rzymskie legiony” i desantowe siły szybkiego reagowania. Johnson ripostuje sucho: Okręty musiałyby zbliżyć się na kilka mil do irańskiego wybrzeża – stając się „łapkami na pożarcie” irańskich ataków. Zajęcie okrętów nie tylko otworzyłoby Cieśninę Ormuz, ale wręcz ją całkowicie zamknęło: Iran już teraz grozi zaminowaniem całej Zatoki. Co więcej, okręty nie są zaprojektowane do długotrwałej okupacji – linie zaopatrzeniowe nie byłyby bezpieczne, a ludność cywilna mogłaby stać się katastrofą wizerunkową.
Johnson powołuje się na własne szkolenie w CIA: To, co wydaje się wykonalne na papierze, zawodzi w praktyce z powodu terenu, pogody, logistyki i odporności człowieka. 800 marines przeciwko uzbrojonej populacji liczącej dziesiątki tysięcy ludzi? To kończy się jak misja Custera – tylko bardziej nowocześnie, z dronami i pociskami.
Kontekst historyczny: USA jako agresor
Johnson obala narrację o „47 latach irańskiej agresji”. W rzeczywistości Stany Zjednoczone namawiały Saddama Husajna do ataku na Iran w 1980 roku, dostarczały broń chemiczną i dzieliły się informacjami wywiadowczymi – co doprowadziło do śmierci setek tysięcy Irańczyków. Później Stany Zjednoczone uzbroiły organizację terrorystyczną MEK (Mudżahedin-e-Khalq) i wykorzystały ją do przeprowadzenia ataków w Iranie. Prawdziwymi „potworami” w regionie nie jest Teheran, ale Waszyngton.
Konsekwencje ekonomiczne i globalne
Operacja miałaby katastrofalne skutki. Iran już teraz pompuje więcej ropy (1,5 miliona baryłek dziennie zamiast 1,1 miliona) i sprzedaje ją po wyższej cenie (97 dolarów zamiast 47 dolarów). Zamknięcie Cieśniny Ormuz podniosłoby ceny ropy do 150–200 dolarów, podwoiłoby ceny benzyny w USA i wywołało globalny kryzys. Łańcuchy dostaw helu, kwasu siarkowego i nawozów uległyby załamaniu. Iran już zapowiada zmiany w przepisach dotyczących żeglugi i pobieranie opłat tranzytowych w juanach – cios dla petrodolara.
Nawet brytyjscy eksperci (były szef MI6 i były minister obrony) mówią teraz o „wojnie nie do wygrania”. Johnson uważa, że Trump jest w pułapce: posłuchał rad Izraela i teraz może tylko eskalować. Jeśli to się nie powiedzie, będą szukać kozłów ofiarnych takich jak Tulsi Gabbard.
Wnioski: Krótkowzroczność militarna i porażka strategiczna
Larry Johnson maluje jasny obraz: plany USA są nie tylko niepraktyczne, ale wręcz samobójcze. Elitarne jednostki bez odpowiedniego zabezpieczenia, niewystarczająca logistyka, niedoceniana obrona Iranu oraz zignorowana lekcja z Ukrainy i Bliskiego Wschodu: drony i wojna asymetryczna sprawiają, że konwencjonalna przewaga jest bezwartościowa. Zamiast zmiany reżimu czy kontroli nad ropą naftową, wisi w powietrzu globalna katastrofa gospodarcza – wraz z utratą wszelkiej wiarygodności, jaką Stany Zjednoczone mogłyby mieć jako potęga militarna.
Johnson kończy ostrzeżeniem: Każdy, kto planuje takie operacje bez zrozumienia realiów ludzkich, logistycznych i geopolitycznych, powtarza błędy minionych wojen – tyle że tym razem stawka jest wyższa dla całego porządku świata. Nadchodzące dni pokażą, czy zwycięży rozsądek, czy pycha.
Państwo, którego wydatki wojskowe sięgają blisko tysiąc miliardów dolarów, okazało się bezbronne wobec garstki bezzałogowców. Pomimo zaangażowania USA w wojnie dronowej na Ukrainie, Stany Zjednoczone najwyraźniej przegapiły zagrożenie mogące wyniknąć z zastosowania dronów przez przeciwników.
W trakcie intensywnej fazy operacji „Epic Fury” przeciwko Iranowi baza sił powietrznych Barksdale w Luizjanie – centrum dowodzenia amerykańską flotą bombowców atomowych i centrum dowodzenia Global Strike Command – była przez wiele dni oblegana przez roje najnowocześniejszych dronów. Potężne bombowce B-52 musiały przerwać starty, a personel wojskowy uciekł do bunkrów. Prawdziwie szokującym aspektem tego incydentu jest to, że supermocarstwo było całkowicie bezbronne wobec atakujących. Barksdale nie ma własnej obrony powietrznej. Nie ma tam myśliwców, które mogłyby zestrzelić intruzów.
A elektroniczne urządzenia zakłócające, mające zakłócać połączenia GPS i transmisję danych? Kompletna porażka. Drony praktycznie zakpiły z obrony USA: w falach po 12–15 urządzeń krążyły wokół bazy nawet przez cztery godziny dziennie – z włączonymi światłami! Chciały być widoczne. Uniemożliwiały wszelkie próby zagłuszania, działały autonomicznie i inteligentnie omijały środki obronne.
[To jest zupełnie absurdalne. Przecież wystarczyło przywieźć ze dwie baterie sprzężonych ckm-ów przeciwlotniczych i zestrzeliwać te drony jak kaczki. Można było też wziąć helikopter ze stalową siecią i złowić czy wyłowić wszystkie jak karpie. A jeśli były sterowane online, to przecież nie trudno namierzyć skąd i złapać tych facetów. md]
Obrazek sprzed 14 lat nic nie stracił na aktualności.
Przecież USA posiada 11 wielkich lotniskowców! Owszem posiada. Jednak nie trzeba frontalnie atakować takiej fortecy. Wystarczy mały sabotaż urządzeń sanitarnych lub pomieszczenia z pralkami. To na pewno to Rosjanie ukradli chipy z pralek tego okrętu, by wyprodukować więcej Oreszników! Propaganda dla kompletnych kretynów.
Nie ma potrzeby budować drogiej i doskonale uzbrojonej armii, żeby zwyciężyć USA. Wystarczy zastosować inteligentną strategię i zaskoczyć nią pewnego siebie byłego, światowego hegemona.
Jacob G. Hornberger jest założycielem i prezesem fundacji The Future of Freedom Foundation (przyszłość wolności).
Istnieje jedna i tylko jedna możliwość, żeby doszło do pełnego otwarcia Cieśniny Ormuz. Jak tego dokonać? Rozwiązanie jest bardzo proste. Opisał je Jacob Hornberger w piątkowym artykule: Jak otworzyć Cieśninę Ormuz?Źródło.
Oczywiście, że nie da się rozwiązać tego problemu tak, by wszyscy byli zadowoleni. Podany sposób będzie nie w smak najgorszemu na świecie państwu stosującemu politykę terroru – czyli Izraelowi. Oczywiste jest także, że Stany Zjednoczone nie są jeszcze gotowe na takie rozwiązanie. Jeszcze nie, ponieważ potrzebują do tego zdecydowanie większej porażki, a ta realizuje się właśnie na naszych oczach.
Strzelanie drogą i zaawansowaną technicznie armatą do muchy – tak można opisać strategię USA. Nie trzeba zdobywać szturmem tej armaty, wystarczy uszkodzić jeden jej element: wysoko precyzyjny celownik, by ta broń stała się nieskuteczna.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Po raz pierwszy od II wojny światowej amerykańska baza lotnicza została ubezwłasnowolniona w przypadku wojny. I to nie gdzieś na Bliskim Wschodzie, ale w sercu Stanów Zjednoczonych.
W środku gorącej fazy „Operacji Epickiej Furii” przeciwko Iranowi, Baza Sił Powietrznych Barksdale w Luizjanie – centrum nerwowy amerykańskiej floty bombowców nuklearnych i centrum dowodzenia Global Strike Command – przez wiele dni była oblegana przez najnowocześniejsze roje dronów. Potężnie bombowce B-52 musiały odwołać swoje starty, wojskowi uciekli do bunkrów.
Przerażająca rzecz w tym incydencie: Supermoc była całkowicie bezradna wobec napastników. Barksdale nie ma własnej obrony przeciwlotniczej. Nie ma tam myśliwców, które mogłyby ściągnąć najeźdźców z nieba. A elektroniczne zagłuszacze, które powinny wyciąć GPS i połączenia danych? Kompletna porażka całkowita. Drony naśmiewały się z amerykańskiej obrony: W falach od 12 do 15 urządzeń krążyły nad bazą do czterech godzin każdego dnia – i przy włączonym oświetleniu! Chcieli być widziani. Przeciwstawiły się wszystkim próbom ingerencji, działały autonomicznie i inteligentnie unikały środków obronnych.
Eksperci ds. bezpieczeństwa alarmują: Te samoloty są znacznie bardziej zaawansowane niż wszystko, co wiemy z wojny na Ukrainie, i znacznie przekraczają możliwości Iranu. Wszystko wskazuje na Chiny. Technologia przewyższa prawie wszystko, co USA mają w swoim arsenale. Czy to zemsta Pekinu za zestrzelony balon szpiegowski z 2023 roku? Założenie jest oczywiste: Chiny nie tylko dostarczają Iranowi broń, ale teraz również dostarczają mułłom najbardziej intymnych tajemnic amerykańskiej wojny w czasie rzeczywistym.
================================== To jest zupełnie absurdalne. Przecież wystarczyło przywieźć ze dwie baterie sprzężonych ckm-ów przeciwlotniczych i zestrzeliwać te drony jak kaczki. Można było też wziąć helikopter ze stalową siecią i złowić czy wyłowić wszystkie jak karpie. A jeśli były sterowane online, to przecież nie trudno namierzyć skąd i złapać tych facetów. md]
==============================
Konsekwencje tego ataku są znaczące. Bombowce B-52 z Barksdale miały zrzucić masowe bomby „Bunker Buster” (GBU-57) na irańskie obiekty jądrowe, takie jak Taleghan-2, gdzie reżim mułłów majstruje przy detonatorach nuklearnych. [a to bzdura; propagandowa. Nie ma żadnych „detonatorów nuklearnych” ani w Iranie [MAEA potwierdza] – ani w podobnym miejscu. md]
Poprzez przymusowe opóźnienia startowe w USA Iran otrzymał cenny czas na zapewnienie transportu krytycznych zasobów w bezpieczne miejsce. Co gorsza, nie jest jasne, czy drony nie przechwyciły nawet tajnych planów wojennych i danych komunikacyjnych od Amerykanów.
Jednak Barksdale to tylko wierzchołek góry lodowej. Bezprecedensowa seria inwazji dronów wstrząsa obecnie najbardziej wrażliwymi obiektami w USA:
Ucieczka odrzutowców F-22: Nad Bazą Sił Powietrznych Langley w Wirginii roje dronów pojawiały się przez wiele tygodni. Niektóre urządzenia miały ponad sześć metrów długości i ścigały się w bazie z prędkością 160 km/h. Zagrożenie było tak ogromne, że USA musiały ewakuować swoje najdroższe odrzutowce F-22 stealth!
Szpiegowanie „Skunk Works”: Nad legendarnym rusznikarzem w Palmdale w Kalifornii, gdzie Lockheed Martin i Boeing pracują nad ściśle tajnymi projektami, niezidentyfikowane drony również krążyły.
Cel rządu USA: absolutny szczyt śmiałości, czy bezczelności miał miejsce w marcu 2026 roku w Waszyngtonie. Drony przeleciały nad Fort McNair – dokładnie tą bazą, w której mieszkają minister spraw zagranicznych Marco Rubio i minister obrony Pete Hegseth. Jednoznaczne zagrożenie ze strony wrogów Ameryki bezpośrednio pod adresem amerykańskiego przywództwa!
USA nie mają obecnie funkcjonującej obrony krajowych dronów. Chociaż powstają nowe bronie mikrofalowe, te ogromne systemy nie zostały jeszcze zintegrowane z obroną przestrzeni powietrznej. Dopóki Ameryka nie będzie mogła ponownie chronić własnej przestrzeni powietrznej, miną lata. Pojawia się jednak również pytanie, ile czasu może potrwać irańskie uśpione komórki, aby wykorzystać tę słabość do masowych ataków na amerykańskie bazy wojskowe bezpośrednio na amerykańskiej ziemi.
Amerykanie muszą pilnie przedyskutować, w jaki sposób przywrócić warunki, które mogłyby doprowadzić do odbudowy państwa rządzonego przez interesy samych Amerykanów.
Zachodnia machina propagandowa – najpotężniejsza broń strategiczna Zachodu – wielokrotnie twierdziła, że siły amerykańskie odniosły szybkie i zdecydowane zwycięstwo nad Iranem. Jednocześnie izraelscy oficerowie wywiadu informują zachodnie media, że obserwują coraz więcej oznak rozpadu i „chaosu” w reżimie w Teheranie, dodając, że irański łańcuch dowodzenia został poważnie zakłócony przez poważne awarie.
I dlaczego nie należałoby wysuwać takich roszczeń do całkowitego zwycięstwa? Trump prawdopodobnie wyruszył na wojnę z absolutną wiarą w siłę militarną Ameryki, która zniweczy irańską strukturę państwową, jej sieć dowodzenia i potencjał militarny. Jego generałowie zdawali się popierać ogólną tezę o potencjale destrukcyjnym – ale dodali kilka „ale”, które prawdopodobnie nie pasowały do toku myślenia Trumpa.
I właśnie to zrobił Trump – kompleksową „anihilację”; nieustanne fale bombardowań dalekiego zasięgu. Tym, którzy wątpili w jego sukces w demontażu irańskiej struktury państwowej, odpowiedział po prostu: „Wtedy zniszczymy jeszcze więcej”. „Zabijemy jeszcze więcej ich przywódców”.
Media zachodnie (w tym izraelskie) również chwaliły niszczycielski wpływ ataku na irańskie przywództwo polityczne i wojskowe w towarzyszących mu reportażach po atakach z 28 lutego.
Nie podjęto próby krytycznej oceny wpływu na państwo, które przez 20–40 lat przygotowywało się do asymetrycznej odpowiedzi na zbliżającą się wojnę. Nie podjęto też próby rozważenia rzeczywistych konsekwencji bombardowania państwa, które ukryło całą swoją infrastrukturę wojskową (w tym siły powietrzne) pod powierzchnią ziemi, a następnie ukryło ją w głębokich, podziemnych miastach.
Nie podjęto próby oceny wpływu zamachu na irańskich przywódców politycznych i wojskowych na nastroje społeczne. Nie zrozumiano, w jaki sposób zdecentralizowana „mozaika” irańskich przywódców mogłaby ułatwić szybką, zaplanowaną reakcję na oderwanie się przywódców. Nie wzięto również pod uwagę, że tak rozproszona struktura przywódcza pozwoliłaby Iranowi prowadzić długotrwałą wojnę na wyniszczenie przeciwko USA i Izraelowi – w przeciwieństwie do nacisku USA i Izraela na krótkie wojny, które nie nadwyrężają odporności społeczeństwa.
W przeciwieństwie do tego wszystkie główne doniesienia skupiały się na rozmiarze zniszczeń wyrządzonych Teheranowi i jego mieszkańcom – przy jednoczesnym ukrytym założeniu, że zniszczenie infrastruktury i duża liczba ofiar cywilnych same w sobie doprowadzą do powstania opozycji, która „powstanie” i „przejmie” stery przywództwa narodowego.
Fakt, że konflikt ten wzbudził tak małe zainteresowanie, odzwierciedla fakt, że USA coraz bardziej dostosowują swoje podejście do wojny do modeli od dawna stosowanych przez Izrael – co może mieć daleko idące konsekwencje dla przyszłości Zachodu.
Oczywiście, niektórzy zawodowi oficerowie armii amerykańskiej wielokrotnie ostrzegali przed nieskutecznością masowych bombardowań jako samodzielnego instrumentu strategicznego, twierdząc, że nigdy nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Jednak ich ostrzegawcze przesłania miały niewielki wpływ na panujące wówczas przekonanie o „zagładzie”.
Język używany przez Trumpa i jego zespół do opisywania Irańczyków jako „złych” i „morderczych, zabijających dzieci” podludzi ma wyraźnie na celu polaryzację konfliktu do tego stopnia, że inne strategie militarne niż dalsza „unicestwienie” są wykluczone.
Trump powiedział dziennikarzom „New York Timesa” , że nie czuje się „ skrępowany żadnymi międzynarodowymi prawami, normami, mechanizmami kontroli i równowagi ” i że „ jedynymi ograniczeniami jego możliwości wykorzystania amerykańskiej potęgi militarnej ” są „moja własna moralność. Mój własny umysł. Tylko to może mnie powstrzymać”.
Z doniesień wynika, że wyraził zdziwienie, iż niespodziewany atak Ameryki na irańskie przywództwo wywołał natychmiastową reakcję w postaci ataków odwetowych na amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej: „Nie spodziewaliśmy się tego” – powiedział Trump; nie przewidywał też późniejszego wybiórczego zamknięcia Cieśniny Ormuz, mimo że Irańczycy wyraźnie ostrzegali, że właśnie to zrobią. Zdawał sobie sprawę z ryzyka, ale mimo to podjął działania, mówiąc, że „nie sądzi”, by Irańczycy przejęli kontrolę nad Cieśniną Ormuz.
Kontrola Iranu nad około 20% światowego rynku ropy naftowej i podobną ilością gazu transportowanego przez cieśninę Ormuz daje mu wyjątkowy wpływ na całą gospodarkę opartą na dolarze. Stanowi to jednak szczególne zagrożenie dla państw Zatoki Perskiej, ponieważ cieśnina Ormuz służy również jako korytarz dla nawozów, żywności i wielu innych dóbr.
Selektywna blokada Ormuz ma zatem globalne konsekwencje gospodarcze drugiego i trzeciego rzędu dla świata. Jak zauważył wczoraj Lloyd’s Intelligence :
„Kilka rządów – w tym Indii, Pakistanu, Iraku, Malezji i Chin – prowadzi bezpośrednie rozmowy z Teheranem i koordynuje ruch morski za pośrednictwem nowo utworzonego systemu rejestracji i kontroli obsługiwanego przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej… Lloyds… oczekuje, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wprowadzi w najbliższych dniach bardziej formalny proces zatwierdzania statków”.
Dlaczego więc Izrael sprowokował tak strategiczną eskalację, atakując irańskie terminale, które otrzymują gaz ze złoża gazu Południowy Pars, które Iran dzieli z Katarem? Izrael twierdzi, że Trump dał im zielone światło na atak. Trump odpowiedział , że „Izrael zaatakował irańskie złoże gazu Południowy Pars wczesnym rankiem, nie informując o tym Stanów Zjednoczonych ani Kataru”.
Zgodnie z oczekiwaniami, atak na irańską infrastrukturę energetyczną wywołał eskalację konfliktu poprzez irańskie ataki rakietowe na infrastrukturę energetyczną w Zatoce Perskiej, co przerodziło się w poważną wojnę ekonomiczną .
Zasadniczo pytanie brzmi teraz, na jakich warunkach świat będzie mógł kupować ropę i gaz. Czy nabywcy będą mogli kupować energię w walutach innych niż dolar? Wydaje się, że tak – Pakistanowi udało się wynegocjować przewóz ładunku przez Cieśninę Ormuz właśnie w ten sposób – udowadniając, że ładunek został zakupiony w juanach .
Nie chodzi więc tylko o obecność wojsk USA w regionie – których wycofania domaga się Iran – ale raczej o irańskie żądania całkowitego zakończenia handlu dolarami w regionie.
Jeśli Iran wygra, może to oznaczać trudną drogę do przetrwania gospodarczego dla państw Zatoki Perskiej.
Państwa Zatoki Perskiej mogą wkrótce musieć zdecydować, jakie stanowisko zająć w tej wojnie. Z jednej strony w pełni zaakceptowały merkantylistyczny styl życia Stanów Zjednoczonych. Ale Iran grozi obaleniem tego paradygmatu. Z drugiej strony, przyszłe perspektywy państw Zatoki Perskiej – coś, co muszą wziąć pod uwagę – mogą zależeć od tego, czy Iran pozwoli im przejść przez Cieśninę Ormuz.
Jeśli Iran wybiórczo wykorzysta swoją „stopę na gardle” światowego systemu gospodarczego – według swoich konkretnych kryteriów – możliwe jest, że inne państwa (w tym europejskie) zostaną zmuszone do zasiadania przy „stole negocjacyjnym” z Teheranem, aby zabezpieczyć swoją przyszłą pomyślność gospodarczą.
Ukryte struktury władzy w USA
Jednak nie tylko kraje Zatoki Perskiej muszą zastanowić się nad swoją pozycją – monarchie Zatoki Perskiej – po tej nierozsądnej i potencjalnie bardzo szkodliwej wojnie handlowej. W Stanach Zjednoczonych pojawiają się głosy, że Amerykanie również muszą omówić swoje stanowisko.
Amerykański komentator Bret Weinstein niedawno trafił w czuły punkt wielu Amerykanów, którzy podobnie jak on aktywnie wspierali Trumpa, ale teraz są zdezorientowani i niepewni, ponieważ Trump opowiadał się za wojną z Iranem – zwłaszcza że w związku z tym jego prezydentura jest zagrożona:
„Dlaczego człowiek taki jak Trump, który zna się na polityce, popełniłby tak oczywisty błąd?”
W rozmowie z Tuckerem Carlsonem Weinstein zasugerował, że jedną z odpowiedzi jest to, iż Trump tak naprawdę nie ma kontroli:
„My, Amerykanie, musimy porozmawiać sami ze sobą – nie tylko o tym, jak bardzo zepsuty jest system i do czego nas zmusza, ale także o tym, jak on właściwie działa. [Kto] popycha nas do tego, co robimy?”
Pytanie jest głębsze niż sam fakt, że Trump złamał swoją obietnicę wyborczą, że „nie będzie nowych wojen za granicą”. ( Agencja Reutersdonosi dziś, że „administracja Trumpa rozważa wysłanie tysięcy dodatkowych żołnierzy amerykańskich na Bliski Wschód – podczas gdy Trump myśli o kolejnych krokach wobec Iranu, które mogą obejmować próbę zabezpieczenia Cieśnin”).
W rozmowie z Tuckerem Carlsonem Weinstein zauważył, że system amerykański wydaje się być poważnie nadszarpnięty od pewnego czasu (od 1961 lub 1963 roku): nie leży mu już na sercu interes amerykański. W istocie, argumentował, amerykańskie rządy w wielu dziedzinach – od finansów po opiekę zdrowotną – są wyraźnie sprzeczne z rzeczywistymi interesami Amerykanów. A od wydarzeń z listopada 1963 roku państwo przekształciło się w strukturę „niekonstytucyjną” – dokładne przeciwieństwo tego, czym powinny być Stany Zjednoczone.
Weinstein przypisał tę sytuację „czemuś”, co nie jest ujawnione; czemuś, czego nie da się dostrzec gołym okiem. Wskazał na „ukrytą strukturę władzy”, której kontrola i interesy są niejasne: „Co nimi kieruje? Kto dokładnie sprawuje władzę w tym systemie? Nie wiemy” – argumentował. Jakie ukryte interesy popchnęły Stany Zjednoczone do tej serii wojen zagranicznych na Bliskim Wschodzie?
Dlatego właśnie sprawa Epsteina jest tak istotna – podkreślił Weinstein: Nieliczne opublikowane szczegóły ukazały obraz struktury władzy opartej na agencjach wywiadowczych, pieniądzach i korupcji. To wskazuje na niewypowiedziany kryzys konstytucyjny i ostry kryzys bezpieczeństwa w USA.
Amerykanie pilnie potrzebowali informacji o tym, czym jest ta struktura władzy – i jakie są jej interesy . A następnie omówienia swojego stanowiska i tego, jak mogą odzyskać elementy, które mogłyby doprowadzić do odbudowy państwa rządzonego przez ich własne interesy.
W niedawnym wywiadzie z ekspertem wojskowym Danielem Davisem („Deep Dive”), wysoko odznaczony emerytowany pułkownik Douglas Macgregor wydał surowe ostrzeżenie przed potencjalną ofensywą lądową wojsk amerykańskich w Iranie. Porównuje planowane operacje – takie jak okupacja wysp czy kontrola nad Cieśniną Ormuz – do historycznych katastrof, takich jak kampania w Gallipoli w 1915 roku i inwazja na Normandię w 1944 roku. Pomimo całej przewagi technologicznej Stanów Zjednoczonych, argumentuje Macgregor, wojska lądowe mogą wpaść w pułapkę, z której nie ma łatwej ucieczki. Poniższy fragment transkryptu (zaczynający się od 11:52) stanowi sedno jego ostrzeżenia i pokazuje, dlaczego nawet pozornie lepsze operacje wojskowe są niezwykle ryzykowne.
Lekcja historyczna z Normandii – i jej gorzkie znaczenie dzisiaj
Macgregor rozpoczyna od przypomnienia wydarzeń poprzedzających lądowanie aliantów w Normandii w czerwcu 1944 roku. Do tego czasu niemiecka Luftwaffe na Zachodzie została praktycznie unicestwiona:
„Wszyscy zapominają, że przed naszą inwazją na Normandię w Europie Zachodniej prawie nie było niemieckich sił powietrznych… Kiedy wylądowaliśmy w Normandii w czerwcu 1944 roku, w niemieckich siłach powietrznych pozostały tylko dwa myśliwce, które mogły wystartować i walczyć z nami… W 1943 roku, zanim to się stało, były setki, a nawet tysiące myśliwców, które mogły wyrządzić nam ogromne szkody… Ale wszystkie były na froncie wschodnim. Na Zachodzie niewiele zostało. A co tam było? Cóż, po prostu nie było to coś z najwyższej półki”.
Pomimo drastycznego osłabienia wroga i pomimo ogromnej przewagi powietrznej własnych sił – Alianci mieli 5000 samolotów myśliwskich operujących nad Normandią – Niemcom udało się odpierać ataki sił inwazyjnych przez ponad miesiąc.
„Mieliśmy 5000 myśliwców w powietrzu nad Normandią. Mimo to Niemcy powstrzymywali nas przez ponad miesiąc. W pewnym momencie wyglądało na to, że zepchną nas do morza”.
Macgregor wyciąga z tego jasny wniosek, który bezpośrednio odnosi do możliwych operacji USA w Iranie:
„Musimy więc zrozumieć, że takie operacje są niezwykle niebezpieczne i bardzo trudne do przeprowadzenia. Mam nadzieję, że ktoś gdzieś powie o tym światu”.
Dlaczego Iran może stać się pułapką
Pułkownik wyjaśnia: Współczesna wojna wymaga nie tylko przewagi powietrznej, ale także całkowitej dominacji w zakresie gromadzenia informacji wywiadowczych (ISR), zniszczenia wrogiego wsparcia rakietowego, dronów i satelitarnego oraz pełnej kontroli nad terenem. Właśnie tych warunków brakuje w scenariuszu irańskim.
Iran dysponuje ogromnym arsenałem pocisków balistycznych, pocisków manewrujących, systemów bezzałogowych i mobilnych wyrzutni – wiele z nich rozmieszczonych w podziemnych bazach. Do tego dochodzą atuty topograficzne: strome klify nadbrzeżne, wąskie cieśniny i teren sprzyjający obrońcom – podobnie jak w Gallipoli, gdzie wojska brytyjskie i alianckie, pomimo miażdżącej przewagi, wpadły w katastrofalną pułapkę.
Macgregor ostro krytykuje obecne plany:
Stany Zjednoczone wysyłają lekkie jednostki piechoty (np. piechotę morską z 31. Jednostki Powietrznodesantowej lub elementy 82. Dywizji Powietrznodesantowej) z okrętami desantowymi, takimi jak USS Tripoli czy USS New Orleans. Takie „lekkie i szybkie” operacje mają na celu zabezpieczenie wysp lub odcinków Cieśniny Ormuz. Jednak bez uprzedniego całkowitego wyeliminowania zagrożenia ze strony Iranu, wojska te byłyby niezwykle podatne na ataki precyzyjne, roje dronów, a nawet łodzie motorowe i pojazdy podwodne. Nawet jeśli Stany Zjednoczone odniosą krótkotrwałe sukcesy, okupacja nie będzie mogła być kontynuowana. Historia pokazuje, argumentuje Macgregor, że takich celów nie da się zdobyć „po drodze”.
Wymiar polityczny i niebezpieczeństwo samooszukiwania się
Emerytowany pułkownik, były doradca ministra obrony i wysoko odznaczony weteran, postrzega debatę na temat wojsk lądowych w Iranie jako powtarzający się wzór nadmiernej pewności siebie Zachodu. Uważa, że lekcje z Gallipoli (ponad 300 000 tureckich obrońców, silny ostrzał artyleryjski, przewaga terenowa) i Normandii popadają w zapomnienie.
Zamiast uznać rzeczywistość – że Iran może liczyć na wsparcie Rosji i Chin, posiada praktycznie niewyczerpany arsenał rakietowy i jest gotowy do walki asymetrycznej – kurczowo trzymają się iluzji „szybkiego zwycięstwa”.
Macgregor domaga się zatem: Ktoś musi jasno i jednoznacznie przedstawić te twarde fakty osobom odpowiedzialnym w Waszyngtonie. Wysłanie wojsk lądowych do Iranu bez stworzenia niezbędnych warunków byłoby nie tylko niezwykle niebezpieczne pod względem militarnym – mogłoby doprowadzić do strategicznej katastrofy, która kosztowałaby życie tysięcy amerykańskich żołnierzy i jeszcze bardziej zdestabilizowałaby region.
Wniosek
Ostrzeżenie pułkownika Douga Macgregora nie jest pacyfistycznym apelem, lecz trzeźwą analizą doświadczonego stratega wojskowego. Normandia pokazała, nawet w idealnych warunkach, że operacje lądowe przeciwko zdeterminowanemu wrogowi są kosztowne, krwawe i nieprzewidywalne.
W Iranie, gdzie warunki są znacznie mniej sprzyjające, pojawia się pułapka, która może być o wiele poważniejsza niż wszystko, czego Stany Zjednoczone doświadczyły od dziesięcioleci.
Czy to ostrzeżenie zostanie wzięte pod uwagę, czas pokaże – ale historia uczy nas, że takich głosów nie należy ignorować.
Każdy z tych casus belli był oczywiście oszustwem – fałszywą flagą, sprowokowanym incydentem lub całkowicie fikcyjną, pozorną akcją, mającą na celu rozbudzenie w masach żądzy krwi i pragnienia zemsty. Warto jednak zauważyć, że w każdym z tych przypadków marionetkarze amerykańskiego imperium musieli przynajmniej spróbować oszukać opinię publiczną, aby zyskać jej poparcie dla wojny w jakimś odległym kraju.
——————————————————————————————–
Jakie więc uzasadnienie dano nam dla wojny z Iranem? Dlaczego USA i Izrael dopiero teraz podjęły tę wojnę ?
Jak zwykle, są trzy odpowiedzi: bzdura podawana masom; bzdura podawana przeciętnym, którzy uważają się za lepszych od mas; i prawda.
Dzisiaj przyjrzyjmy się kłamstwom i znajdźmy ziarno prawdy na dnie dymiącego krateru, który pozostał po wojnie z Iranem.
Ustalmy to: mamy uwierzyć, że Donald Trump tak bardzo przestraszył się „ bezpośredniego zagrożenia ” atakiem ze strony Iranu (którego program nuklearny CAŁKOWICIE ZNISZCZYŁ w zeszłym roku), że musiał nagle zacząć bombardować Iran w trakcie negocjacji pokojowych — negocjacji, co do których nawet osoby z wewnątrz przyznają, że Iran podejmował je w dobrej wierze?
A ci sami etatyści o inteligencji na poziomie temperatury pokojowej, którzy upierali się, że Trump będzie „prezydentem pokoju” i którzy bełkotali, że będzie „lepszy od Kamali”, teraz mówią nam, że to wszystko jest częścią jakiegoś 16-wymiarowego manewru w backgammonie [(tryktrak)] , mającego na celu osłabienie państwa głębokiego, odwrócenie losów Netanjahu, uwolnienie narodu irańskiego lub cokolwiek innego, czym wariaci QAnonsense i wyborcy Trumpa się obecnie pocieszają? [„QAnonsense” is a derogatory blending of the terms „QAnon” and „nonsense,” used to describe the unfounded conspiracy theories. md]
…Ale chwila. Jeśli to wszystko naprawdę miało na celu unicestwienie Wielkiego Złego Ajatollaha i zapewnienie wolnego i demokratycznego Iranu, to dlaczego irański rząd ma teraz czerpać korzyści finansowe z tych ataków?
Hmmm. Gdybym nie wiedział lepiej, powiedziałbym, że okłamują nas w sprawie tej „wojny”. Co o tym myślisz?
Tak, nie trzeba być geniuszem, żeby się domyślić, że w tej wojnie na pewno nie chodzi o irański program nuklearny ani o zapobieżenie jakiemukolwiek postrzeganemu zagrożeniu ze strony Iranu.
W rzeczywistości nie musimy nawet ryzykować, aby dojść do takiego wniosku. Możemy zawierzyć brytyjskiemu doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Jonathanowi Powellowi, który był obecny na rozmowach USA z Iranem w Genewie w lutym i który twierdzi, że był „zaskoczony tym, co Irańczycy przedstawili” i tym, jak blisko byli porozumienia pokojowego.
Następnie mamy tu Tulsi Gabbard, dyrektor amerykańskiego wywiadu narodowego, która zeznawała przed senacką komisją ds. wywiadu, że „irański program wzbogacania uranu został zniszczony” w wyniku ubiegłorocznego ataku i że nie podjęto „żadnych wysiłków w celu odbudowy potencjału w zakresie wzbogacania”.
A żeby nie było żadnych wątpliwości, Joe Kent zrezygnował w zeszłym tygodniu ze stanowiska dyrektora Narodowego Centrum ds. Zwalczania Terroryzmu, stwierdzając, że Iran „nie stanowi bezpośredniego zagrożenia” dla Stanów Zjednoczonych.
Dlaczego więc USA poszły na wojnę ?
Powell nie przebierał w słowach, mówiąc o tym, co zobaczył podczas negocjacji w Genewie: „Uważaliśmy [amerykańskich negocjatorów] Witkoffa i Kushnera za izraelskie narzędzia, które wciągnęły prezydenta w wojnę, z której chce się wydostać”.
Kent nie przebierał w słowach, wyrażając swoją własną interpretację sytuacji: „Izraelczycy podjęli decyzję o podjęciu takich działań, o których wiedzieliśmy, że doprowadzą do serii zdarzeń, ponieważ Irańczycy odpowiedzą odwetem”.
A jeśli to wszystko jest dla Ciebie za mało, co powiesz na to: jak zauważa Stephen McIntyre , komunikat prasowy Białego Domu z 2 marca na temat „ Dekad terroryzmu irańskiego wobec obywateli amerykańskich ” został niemal dosłownie skopiowany z dokumentu z czerwca 2025 r. sporządzonego przez byłego pracownika AIPAC pracującego dla Fundacji Obrony Demokracji, finansowanej przez syjonistów, prowojennej, antyirańskiej grupy lobbystycznej, której celem jest „poprawa wizerunku Izraela w Ameryce Północnej”.
Ale nie musimy brać tego od tych znanych, wysoko postawionych wariatów spiskowych. Czemu nie wziąć tego od arcy-neokonserwatywnego (i sprawdzonego przez Larry’ego Ellisona ) pachołka państwa głębokiego, Marco Rubio? Wywołał on zamieszanie na początku miesiąca, kiedy powiedział głośno tę cichą część :
Było zupełnie jasne, że gdyby Iran został zaatakowany przez kogokolwiek – Stany Zjednoczone, Izrael czy kogokolwiek innego – [Irańczycy] zareagowaliby i to przeciwko Stanom Zjednoczonym. Wiedzieliśmy, że nastąpi akcja izraelska. Wiedzieliśmy, że doprowadzi to do ataku na siły amerykańskie i wiedzieliśmy, że jeśli nie zaatakujemy ich prewencyjnie, zanim rozpoczną te ataki, poniesiemy większe straty.
Innymi słowy: Izrael zamierzał zaatakować Iran, co skłoniłoby Iran do odwetu na amerykańskich celach w regionie. W związku z tym Stany Zjednoczone musiały uderzyć prewencyjnie na Iran, zanim Irańczycy zdołają odpowiedzieć na ataki, które jeszcze nie nastąpiły.
Brzmi dla mnie jak idealna logika Alicji w Krainie Czarów!
W każdym razie wygląda na to, że znaleźliśmy odpowiedź: USA zaatakowały, ponieważ Izrael podjął taką decyzję.
Teraz doszliśmy do kolejnego pytania: dlaczego Izrael zaatakował Iran?
DLACZEGO IZRAEL ZAATAKOWAŁ?
Gdy już przejdziemy przez prymitywną, karykaturalną propagandę serwowaną widzom Fox News, wyborcom Trumpa i innym prostakom, docieramy do drugiego poziomu tej propagandowej piramidy: Izrael to zrobił!
A kiedy już uznamy, że izraelski marionetkarz pociąga za sznurki amerykańskiego imperium, możemy zacząć analizować motywy tego marionetki. Jaki powód ma Izrael, by wciągać USA w kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie?
Po raz kolejny możemy przeanalizować (i szybko odrzucić) propagandę serwowaną przez rząd Izraela, aby wyjaśnić te ataki masom. W rzeczywistości wystarczy zapytać premiera Izraela (i nieskazanego zbrodniarza wojennego ) Benjamina Netanjahu, dlaczego tak bardzo zależy mu na bombardowaniu Iranu, a z przyjemnością nam odpowie. Jedyne pytanie brzmi, której dekady niekończącej się retoryki Netanjahu na temat wojny z Iranem powinniśmy posłuchać.
Był rok 2025, Netanjahu : „Jeśli nikt go nie powstrzyma, Iran może w bardzo krótkim czasie wyprodukować broń jądrową”.
A Netanjahu z lat 2010 .: „Do przyszłej wiosny, a najpóźniej do przyszłego lata, przy obecnym tempie wzbogacania, [Irańczycy] zakończą etap średniego wzbogacania i przejdą do etapu końcowego. Stamtąd zajmie im tylko kilka miesięcy, być może kilka tygodni, zanim zdobędą wystarczającą ilość wzbogaconego uranu do pierwszej bomby”.
A Netanjahu z lat 2000 .: „Sądzę, że Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) właśnie znalazła ślady plutonu i uranu do produkcji bomb atomowych. Te bomby są w pierwszej kolejności wymierzone w Izrael. Nie ma co do tego wątpliwości. Ale nie zamierzają uderzyć tylko w Izrael. Iran przygotowuje się do produkcji 25 bomb – bomb atomowych – rocznie. 250 bomb w ciągu dekady”.
I kto mógłby zapomnieć o słowach Netanjahu z lat 90 .: „Iran będzie w stanie samodzielnie — bez importowania czegokolwiek — wyprodukować bomby atomowe w ciągu trzech do pięciu lat”.
Usłyszeliście to tutaj pierwsi, ludzie! Ajatollahowie byli o tygodnie od zrzucenia bomby atomowej na cały świat przez ostatnie 30 lat! W związku z tym Izrael musiał wypowiedzieć wojnę Iranowi (oczywiście za pośrednictwem USA).
Naturalnie, obawy dotyczące nieistniejącego irańskiego programu nuklearnego były i są teatralnym zabiegiem rodem z wrestlingu, uzupełnionym o bomby w stylu kreskówek Looney Tunes i inne tanie chwyty mające na celu przyciągnięcie uwagi i oszukanie tych, których łatwo wprowadzić w błąd.
W rzeczywistości geopolityczna pozycja Izraela wobec Iranu ewoluowała od czasu sojuszu izraelsko-irańskiego, który panował za czasów dynastii Pahlawich, rządzącej Iranem od 1925 roku do obalenia szacha w 1979 roku. Iran był w rzeczywistości drugim krajem o muzułmańskiej większości, który uznał państwo Izrael. Oba państwa łączyła w tym okresie bliska współpraca, a izraelski Mossad pomagał w szkoleniu budzącej grozę tajnej policji szacha, SAVAK. W latach 70. XX wieku kraje te wymieniły się nawet ambasadorami.
Jednak wraz z rewolucją islamską w 1979 roku stanowisko Izraela wobec Iranu uległo zmianie. Izrael rzeczywiście pośredniczył w aferze Iran-Contras dla Stanów Zjednoczonych , dostarczając broń Iranowi w imieniu Wujka Sama, ale za tym działaniem krył się ukryty motyw. Jak później przyznał były minister obrony Izraela Mosze Arens , prawdziwym celem Izraela w przekazywaniu broni Iranowi „było sprawdzenie, czy uda nam się znaleźć jakieś punkty kontaktu z irańskim wojskiem, aby obalić reżim Chomeiniego”.
Do 1996 roku strategia Izraela wobec Iranu uległa ponownej zmianie. To właśnie w tym roku proto-neokonserwatyści Richard Perle, Douglas Feith i David Wurmser pomogli w opracowaniu dokumentu „ Czysty przełom: Nowa strategia bezpieczeństwa królestwa ” (A Clean Break: A New Strategy for Securing the Realm), dokumentu planowania polityki zagranicznej dla ówczesnego premiera Izraela Netanjahu. W dokumencie tym izraelskie planowanie koncentrowało się na destabilizacji irańskich sojuszników w regionie, w tym Syrii i Libanu, jako sposobie na ograniczenie wpływów Iranu na Bliskim Wschodzie.
W latach 2000. Izrael — wzmocniony sukcesem, jaki osiągnął, wciągając USA do wojny w Iraku — nabrał odwagi do prowadzenia tajnej wojny z Iranem.
W swoim artykule z 2007 roku pt. „ The Redirection ” dziennikarz Seymour Hersh opisał, jak administracja Busha, kierując się wskazówkami izraelskiego wywiadu, zmieniała swoją politykę wobec Bliskiego Wschodu, aby osłabić Iran. W 2012 roku Hersh opublikował raport „ Our Men in Iran ”, w którym szczegółowo opisał, jak amerykańskie Połączone Dowództwo Operacji Specjalnych (Joint Special Operations Command) współpracowało z izraelskim Mosadem w celu szkolenia Mudżahedinów-e-Khalq, „irańskiego ugrupowania opozycyjnego”, które cieszyło się podwójnym przywilejem: znajdowało się na liście zagranicznych organizacji terrorystycznych Departamentu Stanu USA i było ulubioną sektą terrorystyczną neokonserwatystów syjonistycznych .
Ale machinacje amerykańskiego państwa głębokiego w Iranie w tym okresie się na tym nie skończyły. To ten sam okres, w którym potwierdzono współpracę CIA z Dżundullahem, sunnicko-salaficką organizacją bojowników w południowo-wschodnim Iranie, którą agencja rozważała wykorzystać „jako element tajnej kampanii przeciwko Iranowi”, zanim rzekomo uznała, że grupa jest „niekontrolowana i zbyt blisko powiązana z Al-Kaidą”.
Dopiero gdy Trump powrócił do Gabinetu Owalnego w styczniu 2025 r., Netanjahu i jego towarzysze, syjonistyczni podżegacze wojenni, zdali sobie sprawę, że w końcu osiągną swoje marzenie, któremu od dziesięcioleci poświęcali uwagę: skłonią Stany Zjednoczone do zbombardowania Iranu.
Znamy machinacje, które doprowadziły do bombardowań irańskich obiektów nuklearnych w czerwcu ubiegłego roku, tzw. „ wojny dwunastodniowej ”, która rzekomo „ zniszczyła ” irański program nuklearny.
Wiemy, że to Izrael zainicjował tę wojnę, rozpoczynając „Operację Powstającego Lwa”, czyli falę ataków na Iran, które Netanjahu nazwał „celową operacją militarną mającą na celu odparcie irańskiego zagrożenia dla przetrwania Izraela”, a które zakończyły się użyciem przez USA bomb bunkrowych w silnie ufortyfikowanym irańskim ośrodku nuklearnym Fordow.
Potem pytanie tylko, kiedy Netanjahu ponownie poprosi swojego wiernego sługę Trumpa, by wrócił i dokończył dzieło, dokonując totalnej inwazji na Iran. Po drodze doświadczyliśmy kilku naprawdę niezwykłych izraelskich zbrodni wojennych: nie tylko trwającego, rozwijającego się ludobójstwa w Strefie Gazy – które Trump próbował legitymizować swoją śmiesznie nazwaną „ Radą Pokoju ” – ale także bombardowania Kataru , neutralnej strony trzeciej, która gościła trwające negocjacje między Hamasem a Izraelem.
A teraz wszystkie figury na szachownicy ułożyły się po myśli Izraela. Rozkaz został wydany i, według Rubio, Kenta i innych kompetentnych źródeł, Izrael zdecydował się rozpocząć wojnę z Iranem za pośrednictwem USA.
No i proszę: Izrael zaatakował Iran za pośrednictwem USA. Sprawa zamknięta!
…I tu właśnie ci, którym udało się przejrzeć pierwszy poziom oszustwa – kaczkę w stylu „oni mieli nas zaatakować!” – zadowolą się tym, że przestaną. Izrael to zrobił. I tyle.
===================================
Ale są też inne elementy tej układanki, które wskazują na coś jeszcze większego, co odgrywa rolę w tych wydarzeniach.
CZYM JEST RZECZYWISTOŚĆ 3D?
No dobrze. Teraz wszystko wydaje się całkiem jasne: Netanjahu wykorzystał swoją przewagę nad Trumpem, aby skłonić USA do przyłączenia się do jego wojny z Iranem, w celu zapewnienia Izraelowi regionalnej dominacji.
…Ale jeśli taka jest narracja, to musimy się na chwilę zatrzymać. Są pewne elementy tej układanki, które wydają się nie do końca do siebie pasować.
Widzicie, zamiast pokazywać nieodpartą, niesamowitą, niepowstrzymaną potęgę amerykańskiego molocha, ten konflikt pokazuje wręcz coś przeciwnego: USA nie są w stanie nawet zabezpieczyć Cieśniny Ormuz, nie mówiąc już o obaleniu irańskiego rządu. W rzeczywistości Iran nie tylko może ogłosić, że to on „ wygrywa ” ten konflikt, ale wręcz ujawnia, że jego sprzęt wojskowy jest bardziej zaawansowany, niż wcześniej sądzono .
A wynikający z tego kryzys naftowy skłonił Stany Zjednoczone do zniesienia sankcji na irańską ropę , co bezpośrednio sprzyja „reżimowi”, który Waszyngton tak bardzo pragnie zmienić.
Trump nie jest w stanie ponownie otworzyć tego ważnego szlaku morskiego, ogłaszając zwycięstwo i odchodząc. Zamiast tego jego wojna z Iranem – i konkretna kwestia Cieśniny Ormuz – zdefiniują resztę jego prezydentury i mogą dręczyć jego następców.
Dzieje się tak, ponieważ zamknięcie cieśniny stwarza zarówno natychmiastowy kryzys, jak i długoterminowy dylemat strategiczny. Obecny problem polega na tym, że im dłużej jest ona zamknięta, tym większe jest zagrożenie globalną recesją. Przyszły dylemat polega na tym, że Iran zdaje sobie sprawę, że kontrola nad Cieśniną Ormuz daje mu całkowitą kontrolę nad światową gospodarką. Nawet jeśli na krótko rozluźni swoją kontrolę, może ją ponownie zacieśnić w przyszłości.
Och, świetnie. Więc nawet w absolutnie najlepszym scenariuszu – gdyby Trump miał się z tego wydostać, ogłosić zwycięstwo, spakować wojska i wrócić do domu – państwo głębokie już zapewniło, że wojna nigdy się tak naprawdę nie skończy. W każdej chwili mogą wykorzystać swoje anonimowe źródła, by podłożyć kolejną straszną historyjkę o nieistniejących minach morskich (lub jakimkolwiek innym fikcyjnym zagrożeniu, jakie zechcą wykreować), a światowa gospodarka znów padnie na kolana.
Nie, w tej wojnie nie chodzi o „uwolnienie narodu irańskiego” ani o „zatrzymanie irańskiego programu nuklearnego”. Ale każdy, kto miał choć trochę oleju w głowie, już o tym wiedział.
Ta wojna nie wybuchła również dlatego, że po trzydziestu latach prób nakłonienia USA do zbombardowania Iranu, Izrael po prostu uznał, że nadszedł czas.
Raczej, jak każde inne wydarzenie o znaczeniu historycznym dla świata, to wydarzenie ma miejsce, ponieważ spełnia kryteria wielu graczy w globalnej strukturze władzy. Ostatecznie, w tej bitwie nie chodzi o realizację geopolitycznych interesów pojedynczego państwa narodowego. Chodzi o rozwój narracji tych samych interesów bankowych, które sterują wszystkimi graczami na globalnej szachownicy.
Tak, moi czytelnicy nie będą zaskoczeni, gdy odkryją, że ten konflikt jest częścią trójwymiarowej rozgrywki szachowej , która definiuje naszą globalną rzeczywistość spiskową.
Nie będą też zaskoczeni odkryciem, że ogólnie rzecz biorąc, wojna z Iranem jest prowadzona w ramach realizacji Wielkiego (Globalnego) Resetu™, aby odbudować świat na lepsze™, w jaśniejszym, szczęśliwszym i nowszym Nowym Porządku Świata!
Mogą być jednak zaskoczeni, gdy dowiedzą się, jaka konkretna część planu Wielkiego Resetu jest tu realizowana.
A o co dokładnie chodzi? Czekajcie na kolejny odcinek podcastu The Corbett Report, żeby poznać odpowiedź na to pytanie!
Tymczasem zostawię Wam taką wskazówkę: nagłówek, który niedawno pojawił się w mediach, ale który w dużej mierze zginął w natłoku wiadomości na temat wojny:
Teraz stało się boleśnie oczywiste, że wojna z Iranem ma jakościowo inny charakter niż większość wojen toczonych przez Stany Zjednoczone w ostatnich dziesięcioleciach.
Weźmy Wietnam, Afganistan, Libię, Irak, Serbię i tak dalej (lista jest niestety bardzo długa): schemat był mniej więcej zawsze taki sam, z ogromną nierównowagą sił między agresorem a ofiarą. Wojny te miały w dużej mierze charakter imperialny: imperium próbowało zmiażdżyć znacznie słabszy naród, którego jedyną realną opcją był opór partyzancki. I to zakładając, że w ogóle mieli wolę stawiania oporu: niektóre – jak Libia – ledwo się starały; po prostu godziły się ze swoim losem.
Jako widz tych wojen, jeśli ktoś posiadał choć trochę poczucia moralności, przeważnie odczuwał bezradną odrazę: patrzył, jak olbrzym depcze czyjś dom.
Owszem, Stany Zjednoczone przegrały wiele – jeśli nie większość – z tych wojen, słynąc z zastępowania jednych talibów innymi lub wypędzania ich [amerykanów md] z Wietnamu z podkulonym ogonem, ale nierównowaga sił nie była przez to mniej realna. Po prostu siła nie zawsze gwarantuje zwycięstwo: czasami gigant nie może zabić wszystkich i w końcu się męczy. Jednak „zwycięstwa” odniesione w ten sposób były w najlepszym razie pyrrusowe: ludzie wytrwali, owszem, ale to, co im pozostało, to kraj w ruinie. Tymczasem, w szerszej perspektywie, gigantowi udało się uniknąć kary, mając jedynie zranione ego.
Co zaskakujące, Iran okazuje się być przeciwnikiem zupełnie innego kalibru: podczas gdy inni ledwo przetrwali starcie z gigantem, Iran wydaje się być w stanie stawić mu czoła.
Przyjrzyjmy się obecnej sytuacji.
Po pierwsze, Iran nadal jest zdolny do odwetu na atakach USA i Izraela – w ten sam sposób, symetrycznie i systematycznie. Sam ten fakt jest absolutnie niezwykły i bezprecedensowy.
Weźmy na przykład niedawny amerykańsko-izraelski atak na irański kompleks nuklearny w Natanz. Iran od dawna ostrzegał, że nie zawaha się przed odwetem, atakując izraelski ośrodek nuklearny w Dimonie – prawdopodobnie będący siedzibą izraelskiego programu broni jądrowej – co wielu odrzuciło jako puste przechwałki, biorąc pod uwagę, że jest to jeden z najlepiej chronionych obiektów strategicznych na świecie, chroniony przez pełen wachlarz połączonych systemów obronnych Izraela i USA.
No i stało się: w sobotę Iranowi udało się zaatakować bezpośrednie sąsiedztwo elektrowni jądrowej nie raz, ale dwa razy, przeprowadzając dwa oddzielne ataki na miasta Dimona i Arad. I nie jest to irańska propaganda; szeroko relacjonowały to izraelskie media, a oficjalnie potwierdził to sam Netanjahu.
Pomijając straty ludzkie, które zawsze są godne ubolewania (choć szczerze mówiąc, trudno współczuć Izraelowi, biorąc pod uwagę nieskończenie większe straty, jakie zadaje innym), poświęć chwilę na zastanowienie się, jak obiektywnie niezwykłe jest to wydarzenie i co mówi o rzeczywistych możliwościach Iranu. Żaden przeciwnik Stanów Zjednoczonych w historii nie był zdolny do czegoś takiego: ogłoszenia celu z kilkutygodniowym wyprzedzeniem – i to nie byle jakiego, lecz jednego z najsilniej ufortyfikowanych miejsc na świecie – stawienia czoła pełnemu połączonemu arsenałowi obronnemu Stanów Zjednoczonych i Izraela, a mimo to przebicia się – dwukrotnie.
Jesteśmy o wiele dalej niż partyzanci podkładający pułapkę z ładunkiem wybuchowym przy drodze lub Wietkong zastawiający pułapki w dżungli…
I nie był to przypadek. W rzeczywistości Iran z powodzeniem przeprowadził praktycznie każdy atak, jaki zapowiedział w odwecie za ataki USA i Izraela.
Innym wymownym przykładem jest atak na rafinerię w Hajfie w Izraelu – produkującą około połowę krajowego zaopatrzenia w paliwo – w odwecie za izraelski atak na gazociąg South Pars. Również w tym przypadku schemat jest ten sam: jasno zapowiedziana, symetryczna odpowiedź – wy pokonujecie naszą energię, my pokonujemy waszą – przeprowadzona przeciwko jednemu z najważniejszych strategicznie i silnie bronionych obiektów w Izraelu.
Albo weźmy być może najbardziej symboliczny przykład: 19 marca irańska obrona powietrzna przechwyciła amerykański F-35 podczas lotu bojowego nad Iranem, zmuszając go do awaryjnego lądowania – incydent potwierdzony przez Centralne Dowództwo USA. To pierwszy raz w historii, kiedy myśliwiec stealth piątej generacji doznał uszkodzeń bojowych w wyniku ostrzału wroga. F-35 – kosztujący ponad 100 milionów dolarów za sztukę – to klejnot w koronie amerykańskiej potęgi powietrznej, samolot, wokół którego zbudowana jest cała przyszła doktryna militarna USA, od dawna reklamowany jako praktycznie niezniszczalny przez konwencjonalną obronę powietrzną.
Jakby tego było mało, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) opublikował tego samego dnia nagranie wideo, na którym rzekomo niewidzialny i niemożliwy do namierzenia samolot był śledzony i trafiany, wyraźnie widoczny na irańskim ekranie celowniczym. Według kilku analityków, Iran prawdopodobnie użył pasywnych czujników podczerwieni, które wykrywają ciepło silnika, zamiast radaru – co oznacza, że cała filozofia projektowania F-35, jego warta 1,7 biliona dolarów racja bytu jako platformy maskującej radary, stała się przestarzała. Iran pokonał amerykańską technologię stealth.
I nie był to odosobniony przypadek: jak dotąd w tej wojnie aż pięć samolotów F-15 zostało wycofanych z walki. Wszystkie – według Centralnego Dowództwa USA – były spowodowane „ogniem własnym” lub „awariami technicznymi”, co byłoby dość dziwnym zbiegiem okoliczności i uczyniłoby ten okres najbardziej podatnym na wypadki w historii programu F-15. Według potwierdzonych danych USA, od początku wojny zniszczono co najmniej 16 amerykańskich samolotów wojskowych, a pół tuzina innych zostało poważnie uszkodzonych w atakach lub wypadkach.
I wreszcie, być może najbardziej ironiczny przykład ze wszystkich: Iran zniszczył co najmniej jedną amerykańską baterię obrony przeciwrakietowej THAAD stacjonującą w bazie lotniczej Muwaffaq Salti w Jordanii – fakt potwierdzony przez przedstawiciela USA i potwierdzony zdjęciami satelitarnymi opublikowanymi przez CNN, ukazującymi zwęglone pozostałości systemu. THAAD (Terminal High Altitude Area Defense) to właśnie system zaprojektowany do przechwytywania i niszczenia nadlatujących pocisków balistycznych. To dosłownie tarcza. A Iran zniszczył ją bronią, dla której został stworzony. System wart 300 milionów dolarów, „oczy” najnowocześniejszej amerykańskiej architektury obrony przeciwrakietowej, unieruchomiony przez pociski, które miał wyczuć…
Warto zauważyć, że Stany Zjednoczone posiadają zaledwie osiem baterii THAAD na świecie. Iran twierdzi, że zniszczył cztery z nich w ciągu 24 godzin – co, jeśli jest prawdą, oznaczałoby, że połowa światowych zapasów najnowocześniejszych amerykańskich czujników obrony przeciwrakietowej została zniszczona w ciągu jednego dnia. Potwierdzono, że uszkodzenia były na tyle poważne, że zmusiły Pentagon do przeniesienia kolejnego systemu THAAD z Korei Południowej na Bliski Wschód – wbrew wyraźnym sprzeciwom Seulu.
Innymi słowy, aby odbudować tarczę, którą Iran zniszczył na Bliskim Wschodzie, Stany Zjednoczone musiały wycofać się z Azji. Iran nie tylko kwestionuje amerykańską potęgę na jednym polu bitwy; zmusza Stany Zjednoczone do globalnej redystrybucji swojej siły.
Oto pierwszy punkt: Po raz pierwszy od dekad Stany Zjednoczone walczą bezpośrednio z przeciwnikiem, który nie tylko przyjmuje ciosy, ale i odpowiada na nie. Nie poprzez wojnę partyzancką, nie za pomocą improwizowanych ładunków wybuchowych i systemów tunelowych, ale poprzez bezpośredni, symetryczny, militarny odwet na jedne z najlepiej chronionych celów na świecie. Zaatakujcie naszą elektrownię jądrową, a my zaatakujemy waszą. Zaatakujcie naszą infrastrukturę energetyczną, a my zaatakujemy waszą. Myślicie, że wasze najbardziej zaawansowane systemy uzbrojenia was chronią? Zastanówcie się jeszcze raz.
To sprawia, że sytuacja jest niezwykle – a być może bezprecedensowa – niebezpieczna. Tak niebezpieczna, że stoimy w obliczu realnej możliwości, że duże obszary Bliskiego Wschodu staną się praktycznie niezdatne do zamieszkania. Nawet niektórzy doradcy Trumpa, tacy jak często dalekowzroczny David Sacks, otwarcie to przyznają (jego dokładny cytat brzmiał: „Jeśli tego rodzaju zniszczenia będą się powtarzać, Zatoka Perska może stać się praktycznie niezdatna do zamieszkania”).
Chciałbym przesadzać, ale tak właśnie wyglądała sytuacja jeszcze kilka godzin temu – i być może wciąż dzieli nas od tego jeden błąd w ocenie.
Trump zagroził w sobotę, że USA „zaatakują i zniszczą różne irańskie elektrownie, zaczynając od największych”, jeśli Iran „w pełni i bez zagrożenia nie otworzy Cieśniny Ormuz w ciągu 48 godzin od tego momentu”.
Iran odpowiedział, że w razie podjęcia przez USA takich działań, „zaatakują infrastrukturę energetyczną i informatyczną połączoną ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, a także zakłady odsalania wody w regionie”.
Zagrożenie odsalaniem to właśnie to, co może sprawić, że Zatoka stanie się niezamieszkana, ponieważ duże obszary regionu są niemal całkowicie uzależnione od odsalania wody pitnej. Katar pozyskuje 99% swojej wody pitnej z odsalania, Kuwejt i Bahrajn ponad 90%, a Arabia Saudyjska 70%.
Według notatki z 2008 roku z ambasady USA w Arabii Saudyjskiej, opublikowanej przez WikiLeaks, Rijad musiałby zostać ewakuowany w ciągu tygodnia, gdyby Iran zaatakował tylko zakład odsalania wody w Dżubajl w Arabii Saudyjskiej. To 8,5 miliona ludzi, jedno z największych miast świata. W notatce stwierdzono również, że gdyby zakład odsalania wody w Dżubajl został zaatakowany, „obecna struktura rządu Arabii Saudyjskiej nie mogłaby istnieć”.
Istnieje zatem bardzo realne prawdopodobieństwo, że będziemy musieli zmierzyć się z przymusowym przesiedleniem dziesiątek milionów ludzi i upadkiem kilku państw Zatoki Perskiej, podczas gdy jeden z najważniejszych regionów świata – prawdziwa kolebka ludzkości – stanie się niezamieszkany.
W każdym razie groźba Iranu najwyraźniej zadziałała. Zanim minęło 48 godzin od wygaśnięcia ultimatum, Trump ogłosił, że „odracza wszystkie ataki wojskowe na irańskie elektrownie i infrastrukturę energetyczną na okres pięciu dni” i przypisał swoją zmianę zdania „bardzo dobrym i produktywnym rozmowom”, które Stany Zjednoczone przeprowadziły „z Iranem w ciągu ostatnich dwóch dni”.
Iran natychmiast i stanowczo zaprzeczył, że jakiekolwiek rozmowy miały miejsce. Przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf opublikował na portalu X informację, że „nie prowadzono żadnych negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi”, a irańskie ambasady otwarcie oświadczyły, że Trump wycofał się z powodu irańskiej groźby „ataku na infrastrukturę energetyczną całego regionu”.
Oznacza to, co niezwykłe, że Iran w tym przypadku udowodnił, że posiada przewagę w eskalacji nad Stanami Zjednoczonymi. To znaczy, że jest w stanie wiarygodnie zagrozić tak poważnymi konsekwencjami, że Stany Zjednoczone – być może po raz pierwszy od czasów zimnej wojny – zdecydowały się ustąpić.
Po raz kolejny jesteśmy o lata świetlne od przydrożnych ładunków wybuchowych i pułapek w dżungli: Iran okazuje się naprawdę potężnym przeciwnikiem, który jest w stanie dosłownie zamienić Zatokę Perską w pustkowie, jeśli zostanie popchnięty za daleko – i co najważniejsze, jest na tyle wiarygodny, że Waszyngton w to wierzy.
Żeby było jasne, jesteśmy jeszcze daleko od wyjścia z opresji. Wojna się nie skończyła, nowe ultimatum Trumpa wygasa za pięć dni, a trzy oddzielne, 2500-osobowe morskie siły ekspedycyjne podobno zbliżają się do Zatoki Perskiej, podczas gdy Pentagon podobno opracowuje szczegółowe plany zdobycia wyspy Kharg. Pięciodniowa przerwa w atakach energetycznych może mieć mniej wspólnego z „negocjacjami”, a więcej z zyskaniem czasu na przygotowania.
Jak jednak wyjaśnia Responsible Statecraft, operacja zdobycia wyspy Kharg wydaje się kolejnym neokonserwatywnym marzeniem, „znajdującym się gdzieś pomiędzy misją samobójczą a sytuacją samobójczego wzięcia zakładnika”. A nawet gdyby się powiodła, nie dałaby Stanom Zjednoczonym realnych możliwości nacisku – który irański przywódca zrzekłby się suwerenności w zamian za terminal naftowy, którego wysadzenia się spodziewał? – i nie przyczyniłaby się absolutnie do ponownego otwarcia drogi oddalonej o 800 kilometrów. To niewiele więcej niż fantazja o cudownej broni, którą neokonserwatyści wciskają od dziesięcioleci – zawsze z tą samą obietnicą, że kolejny śmiały ruch zapewni zwycięstwo w wojnie, i prawie zawsze się mylą.
Można również rozważyć wymiar ekonomiczny. Iran – i to właśnie było powodem groźby Trumpa – kontroluje najważniejsze strategicznie wąskie gardło energetyczne świata, Cieśninę Ormuz. Udało mu się również zaatakować obiekty energetyczne w co najmniej sześciu krajach, rzekomo bronionych przez USA, z których wszystkie posiadają na swoim terytorium duże amerykańskie instalacje wojskowe.
Izrael – Rafineria ropy naftowej w Hajfie, jak już widzieliśmy
Katar – Terminal LNG Ras Laffan (ogromna strata 20 miliardów dolarów przychodów rocznie dla Kataru)
ZEA – pole gazowe Shah, Habshan, zakład naftowy Fujairah
Kuwejt – Rafineria Mina al-Ahmadi, Rafineria Mina Abdullah
Bahrajn – Rafineria ropy naftowej BAPCO
To wywołało najgorszy szok energetyczny czasów nowożytnych – gorszy niż w 1973 roku i gorszy niż w 2022 roku. Jedna piąta światowych zasobów ropy naftowej, jedna trzecia światowego skroplonego gazu ziemnego (LNG), jedna trzecia światowego eksportu nawozów i prawie połowa światowego wydobycia siarki – wszystko to zostało praktycznie wyłączone z użytku. Zniszczona infrastruktura, taka jak katarski terminal Ras Laffan – który sam produkuje 20% światowego LNG – będzie wyłączona z użytku przez lata.
Ceny ropy wzrosły już o ponad 60%. Kraje w całej Azji już racjonują paliwo. Sri Lanka przeszła na czterodniowy tydzień pracy. A to dopiero początek: 40% światowego eksportu nawozów jest zagrożone, tuż przed rozpoczęciem sezonu siewu na całym świecie, a my stoimy w obliczu prawdziwego globalnego kryzysu żywnościowego – nie tylko wyższych cen (choć to również nastąpi), ale także rzeczywistych niedoborów i potencjalnego głodu na całym świecie.
Jak ktoś trafnie (choć gorzko) zauważył na Twitterze:
„Które akcje powinienem teraz kupić?” Bracie, powinieneś raczej uprawiać kapustę.
Giełda rzeczywiście spadła (indeks S&P500 spadł aż o -5%, niemal wyłącznie z powodu wojny z Iranem), ale to powinno być najmniejszym zmartwieniem ludzi w tej chwili…
Na koniec można rozważyć wymiar polityczny – który ostatecznie może okazać się najważniejszy ze wszystkich, ponieważ to, co się tu dzieje, to nie tylko kampania wojskowa, to rozpad całej architektury politycznej amerykańskiej potęgi na Bliskim Wschodzie.
Zacznijmy od Iraku. Wspierane przez Iran frakcje ruchu oporu skutecznie zmusiły USA i NATO do opuszczenia kraju poprzez ciągłe ataki dronów i rakiet na bazy amerykańskie i ambasadę USA w Bagdadzie. NATO wycofało całą swoją misję – około 600 żołnierzy – z Włoch, co określiło jako „tymczasową korektę stanowiska”. Rumunia ewakuowała wszystkich 114 swoich żołnierzy. Polska, Hiszpania i Włochy – wszystkie państwa wycofały się. Samoloty NATO S-30 nie mogły nawet wylądować w ironicznie nazwanej „Bazie Zwycięstwa” z powodu intensywności ostrzału.
A potem nadeszła najbardziej niezwykła część: USA i NATO musiały zwrócić się do irackich frakcji ruchu oporu – za pośrednictwem rządu irackiego działającego jako mediator – o 24-godzinne zawieszenie broni, aby zapewnić bezpieczne zakończenie ich wycofania. Niech to dotrze do was. Wojsko amerykańskie – które najechało Irak w 2003 roku, obaliło tamtejszy rząd i okupowało kraj przez prawie dwie dekady – musiało zwrócić się do ludzi, których kiedyś uznawało za rebeliantów, o pozwolenie na opuszczenie kraju bez narażania się na ostrzał.
Można śmiało powiedzieć, że jest to najbardziej symboliczne wycofanie wojsk USA od czasów Afganistanu – i przerażająco podobne.
Przyjrzyjmy się teraz monarchiom Zatoki Perskiej. W tej chwili wydaje się, że sprzymierzają się ze Stanami Zjednoczonymi – ale precedens, który tworzą, jest druzgocący dla Ameryki jako gwaranta bezpieczeństwa. Jak właśnie widzieliśmy, Iran zaatakował obiekty energetyczne w sześciu państwach Zatoki Perskiej, które są sojusznikami USA, mimo że w każdym z nich znajdują się duże amerykańskie instalacje wojskowe. Wynikająca z tego polityczna lekcja jest oczywista: sojusz ze Stanami Zjednoczonymi nie chroni – on czyni cię podatnym na ataki.
Oto, co dosłownie mówią niektóre kraje w regionie: minister spraw zagranicznych Omanu – ten sam dyplomata, który pośredniczył w rozmowach nuklearnych między USA a Iranem – opublikował niezwykły felieton w „The Economist”, w którym wprost stwierdził, że państwa Zatoki Perskiej, które „ufały amerykańskiej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa, teraz postrzegają tę współpracę jako stan poważnej podatności”. Nie można tego wyrazić jaśniej.
Uczciwie rzecz biorąc, nie wszyscy aktorzy w regionie wyciągają ten sam wniosek. Abdullah bin Zayed z ZEA odpowiedział na kryzys deklaracją: „Nigdy nie damy się szantażować terrorystom” – odpowiedzią byłego ambasadora Francji Gérarda Arauda, który wskazał, że zależność ZEA od Stanów Zjednoczonych doprowadziła je do katastrofalnego konfliktu, bez względu na własne interesy. Istnieje zatem podział między tymi, którzy już dostrzegają znaki czasu, a tymi, którzy stawiają na sojusz, który właśnie zbombardował ich kraje. Ale nawet dla tych, którzy stawiają na hazard, strukturalna logika jest niezaprzeczalna: Iran zademonstrował swoją zdolność do zaatakowania, a potencjalnie nawet całkowitego unicestwienia każdego państwa Zatoki Perskiej, pomimo pełnej obecności amerykańskiej infrastruktury wojskowej. Tej rzeczywistości nie da się zignorować, nazywając to szantażem.
Zakładając, że Iran nie zostanie pokonany w tej wojnie – a jak dotąd nic na to nie wskazuje – monarchie Zatoki Perskiej będą musiały ostatecznie wybrać między dwiema opcjami bezpieczeństwa. Pierwsza to związanie się z odległym supermocarstwem, które właśnie udowodniło, że a) nie tylko nie jest w stanie chronić swoich rafinerii, węzłów komunikacyjnych ani wody pitnej, ale b) atakuje wszystkie te obszary. Druga opcja: zawarcie pokoju z regionalnym mocarstwem, które właśnie udowodniło, że może zaatakować wszystkie trzy w dowolnym momencie. Można to nazywać „szantażem”, jak się chce, ale oburzenie nie jest strategią bezpieczeństwa.
Wahania monarchii Zatoki Perskiej to tylko jeden z elementów znacznie szerszego obrazu politycznego. Poza regionem, w skali globalnej, Stany Zjednoczone i Izrael nigdy nie były tak wyraźnie odizolowane. Trump publicznie – nie ma na to innego słowa – błagał Chiny, Francję, Japonię, Koreę Południową, Wielką Brytanię – wszystkich! – o wysłanie okrętów wojennych w celu wsparcia ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. Reakcje wahały się zasadniczo od „pieprzyć was” do „pieprzyć was, ale grzecznie”. Najbardziej podobał mi się niemiecki minister obrony Boris Pistorius, który szyderczo zażartował: „Czego Trump oczekuje, że garstka europejskich fregat potrafi to, czego nie potrafi potężna Marynarka Wojenna USA? To nie nasza wojna i nie my ją rozpoczęliśmy”.
Odpowiedź Chin brzmiała w zasadzie: „Żartujecie sobie? Wy zaczęliście tę wojnę i musicie ją zakończyć”. Przynajmniej tak przetłumaczył to „Global Times”, który opisał prośbę Trumpa jako próbę „podzielenia ryzyka wojny, którą Waszyngton rozpoczął i nie może zakończyć”.
Można też docenić ogromną ironię sytuacji, w której Trump prosi Chiny o pomoc w zabezpieczeniu Cieśniny Ormuz, podczas gdy otaczający go neokonserwatyści – jak Lindsey Graham – na początku wojny twierdzili, że okaże się to „koszmarem Chin”. W rezultacie, jak sarkastycznie zauważył irański minister spraw zagranicznych – posypując solą ranę – Ameryka „błaga teraz innych, nawet Chiny, o pomoc w zabezpieczeniu Cieśniny Ormuz”.
W odpowiedzi Trump zrobił to, co potrafi najlepiej: zamiast krytykować samą siebie i tłumaczyć, dlaczego cała planeta odmawia mu pomocy, zaatakował. Nazwał NATO „papierowym tygrysem”, a jego członków „tchórzami”. Co oczywiście jest kontrproduktywne, ponieważ może tylko jeszcze bardziej zniechęcić ich do pomocy…
I to wykracza poza kalkulacje na poziomie rządowym. W wielu częściach świata wojna wywołała istne powstanie ludowe. Nawet w samych Stanach Zjednoczonych zdecydowana większość Amerykanów sprzeciwia się wojnie. Według YouGov, tylko 33% popiera ją, a 61% chce jej jak najszybszego zakończenia. Nie udało mi się znaleźć żadnych konkretnych sondaży na ten temat, ale nie zdziwiłbym się, gdyby więcej Amerykanów sympatyzowało z Iranem w tej walce niż z własnym rządem. Spójrzcie na to: 46% Amerykanów uważa, że USA są odpowiedzialne za zbombardowanie szkoły dla dziewcząt w Iranie, w którym zginęło 165 osób – w porównaniu z zaledwie 17%, które twierdzą, że tak nie jest. Kiedy prawie połowa populacji wierzy, że zabijasz niewinne uczennice, „wspieraj wojsko” brzmi dość pusto.
Istnieją również warunki polityczne, jakie Iran nałożył na przejście przez Cieśninę Ormuz, która wbrew amerykańskiej propagandzie NIE jest zamknięta, a jedynie dla nich i innych krajów, które wspierają ich w atakach na Iran. Jak wyjaśnił minister spraw zagranicznych Araghchi: „Nie zamknęliśmy cieśniny. Naszym zdaniem cieśnina jest otwarta. Jest zamknięta tylko dla statków należących do naszych wrogów, do krajów, które nas atakują. Statki z innych krajów mogą przepływać przez cieśninę”.
A to rozróżnienie – niezrozumiałe dla większości komentatorów – może się okazać z czasem być może najważniejszym posunięciem politycznym całej wojny.
W praktyce Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) utworzył kontrolowany korytarz żeglugowy na irańskich wodach terytorialnych, wijący się między wyspami Larak i Keszm – przepływając bezpośrednio obok bazy morskiej IRGC – gdzie zatwierdzone jednostki przechodzą inspekcje wizualne po przejściu. Statki, które chcą przejść, muszą z wyprzedzeniem przedstawić IRGC szczegółowe informacje o właścicielu, wykazy ładunków, narodowości załogi i porty docelowe. Jak wprost stwierdziła kuwejcka firma konsultingowa: „To nie jest ponowne otwarcie. To system oparty na zezwoleniach, selektywnie udzielający dostępu statkom powiązanym z państwami niebędącymi wrogimi lub strategicznie sojuszniczymi”.
Zatrzymaj się i zastanów, co to oznacza. Indie wynegocjowały przejście. Pakistan wynegocjował przejście. Turcja wynegocjowała przejście. Według doniesień „Financial Times” nawet Francja i Włochy rozpoczęły rozmowy z Teheranem. Jeden po drugim, kraje świata zwracają się do Iranu z kapeluszem w dłoni, z prośbą o pozwolenie na korzystanie z drogi wodnej, którą Stany Zjednoczone od dawna twierdzą, że monitorują jako globalny gwarant „wolności żeglugi”.
Iran wykorzystuje tę przewagę nie tylko do pobierania opłat tranzytowych, ale także do realizacji swojej wizji politycznej. Araghchi powiedział w wywiadzie dla Al Jazeery, że pierwszym krokiem „po wojnie” powinno być „opracowanie nowych mechanizmów dla Cieśniny Ormuz i sposobu, w jaki statki przez nią przepływają, aby zapewnić stały, pokojowy tranzyt zgodnie z określonymi przepisami”, zgodnymi z interesami Iranu i regionu. Przewodniczący irańskiego parlamentu, Ghalibaf, wyraził się jeszcze dobitniej: „Sytuacja w Cieśninie Ormuz nie powróci do stanu sprzed wojny”.
Iran w istocie wywraca do góry nogami zasadę „wolności żeglugi”, najczęściej cytowaną przez Amerykę zasadę projekcji władzy nad oceanami świata: plan wydaje się być bardzo konkretny i to oni będą decydować o „wolności żeglugi” w Cieśninie Ormuz, z całą dźwignią, jaką to im daje.
Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że Trump wydaje się przynajmniej częściowo potwierdzać ten plan, deklarując wczoraj, zaraz po wycofaniu swojego ultimatum, że przewiduje, iż Cieśnina Ormuz będzie „wspólnie kontrolowana przeze mnie i ajatollaha”. Ku uciesze irańskiej dyplomacji.
Trump to Trump; jutro prawdopodobnie nic to nie będzie znaczyło. Ale nawet jako pusta retoryka, stanowi to niezwykłe ustępstwo: Stany Zjednoczone publicznie wyobrażają sobie wspólną kontrolę nad najważniejszym strategicznie szlakiem wodnym świata z samym krajem, z którym toczą wojnę, pokazując, jak bardzo zmienił się krajobraz polityczny.
Nie tylko Trump: Każdy kraj, który dzwoni do Teheranu, aby negocjować przejście graniczne, milcząco uznaje – niezależnie od tego, czy się do tego przyznaje, czy nie – nową rzeczywistość, w której Iran jest suwerennym podmiotem z uzasadnionymi interesami bezpieczeństwa w swoim sąsiedztwie i że interesy te należy szanować, a nie łamać. Każdy tankowiec przepływający przez korytarz Larak-Keszm za zgodą Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej jest cichym, cichym głosem na rzecz post-amerykańskiego porządku na Bliskim Wschodzie.
A co najbardziej niezwykłe? Stany Zjednoczone najwyraźniej nie mają odpowiedzi. Nawet błaganie innych, w tym przeciwników, o pomoc – co musiało być ogromnym obciążeniem, biorąc pod uwagę ego Trumpa – nie przyniosło rezultatu.
Podsumujmy zatem. Pod względem militarnym Iran osiągnął to, czego żaden przeciwnik USA nie dokonał od dziesięcioleci: nie tylko przetrwał amerykańską siłę ognia, ale także zmierzył się z nią – atakując najsilniej chronione cele na świecie, uszkadzając najnowocześniejsze amerykańskie samoloty i niszcząc systemy obrony przeciwrakietowej zbudowane, aby go powstrzymać. Pod względem ekonomicznym wywołał najgorszy wstrząs energetyczny współczesności i przejął kontrolę nad najważniejszym strategicznie wąskim gardłem świata – podczas gdy Stany Zjednoczone przyglądają się, nie mogąc ponownie otworzyć cieśniny, nawet przy pełnej potędze morskiej. Pod względem politycznym wyparł Stany Zjednoczone z Iraku, obnażył puste obietnice amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla swoich rzekomych „sojuszników”, osiągnął eskalację dominacji nad samym Waszyngtonem i – co być może najważniejsze – ustanowił oparty na zezwoleniach system tranzytowy przez Cieśninę Ormuz, który po cichu ustala reguły panujące na post-amerykańskim Bliskim Wschodzie, wynegocjowane przejście po przejściu. Tymczasem Stany Zjednoczone są izolowane na arenie międzynarodowej, odrzucane na własnym terytorium i zmuszone do błagania przeciwników o pomoc, która nigdy nie nadchodzi.
Wszystko to w ciągu 3 tygodni.
Niniejszy artykuł nie ma na celu gloryfikacji Iranu, lecz uczciwą analizę tego, czego jesteśmy świadkami. Nazwijmy to po imieniu: pierwszą prawdziwie wielobiegunową wojną. Historycy mogą patrzeć na tę wojnę tak, jak patrzą na Kanadę Sueską w 1956 roku – nie jako na wydarzenie militarne, lecz jako na objawienie: moment, w którym realność nowego porządku stała się niezaprzeczalna.
Czym ostatecznie jest wielobiegunowość? Z definicji jest to istnienie ośrodków władzy, których nie da się podporządkować innym ośrodkom. Wiedzieliśmy już, że Rosja i Chiny są ośrodkami władzy i właśnie dlatego Stany Zjednoczone nie wypowiedziały im wojny – i prawdopodobnie nigdy tego nie zrobią – ale Iran został umieszczony w innej kategorii: małej regionalnej potęgi, którą można by zmiażdżyć, gdyby zaszła taka potrzeba.
Ta wojna pokazuje, że ta klasyfikacja była błędna. Iran rzeczywiście może wytrzymać całą siłę amerykańskiej potęgi militarnej.
Nie wiemy jeszcze, jak ani kiedy ta wojna się zakończy. Iran wciąż może przegrać. Wiemy jednak na pewno, że wojna ta stworzyła już kilka precedensów, z których każdy ma ogromne konsekwencje.
Nawet mocarstwo średnie nieposiadające broni jądrowej może osiągnąć pewną formę dominacji eskalacyjnej nad Stanami Zjednoczonymi. Nie musi koniecznie posiadać broni jądrowej, wystarczy, że będzie w stanie wiarygodnie zagrozić wystarczająco poważnymi konsekwencjami.
Najbardziej zaawansowane amerykańskie systemy uzbrojenia są o wiele bardziej podatne na ataki, niż wcześniej sądzono – nie teoretycznie, lecz w praktyce.
Gwarancja bezpieczeństwa USA została empirycznie obalona w czasie rzeczywistym. Sześć krajów, w których znajdują się bazy wojskowe USA, zaatakowało ich infrastrukturę krytyczną.
Pojedyncza potęga regionalna może wziąć gospodarkę światową w zakładnika, kontrolując strategiczne wąskie gardło, a żadnej sile militarnej nie udało się tej kontroli przełamać.
Prezydent USA publicznie rozważał możliwość wspólnej kontroli Cieśniny Ormuz z Iranem, co niewątpliwie byłoby niezwykłym ustępstwem.
Zastanów się, co te precedensy oznaczają, jeśli jesteś na przykład Turcją, Brazylią, Indonezją lub jednym z dziesiątek mocarstw średniej wielkości, którym powiedziano, że ich jedynymi opcjami są podporządkowanie lub unicestwienie. Menu stało się teraz znacznie dłuższe.
Zastanów się, co to oznacza, jeśli jesteś Arabią Saudyjską i w milczeniu obserwujesz, jak amerykańskie systemy obronne nie chronią twoich własnych rafinerii. Albo jakimkolwiek krajem europejskim, który zmaga się z najgorszym szokiem energetycznym od 1973 roku, spowodowanym nie przez wroga, a przez sojusznika, i zdaje sobie sprawę, że ten rzekomy „sojusznik”, rzekomo odpowiedzialny za twoją „ochronę”, nie był w stanie ochronić nawet najważniejszych strategicznie miejsc Izraela – kraju, z którym jest nierozerwalnie związany.
Nie mówię nawet o Chinach czy Rosji, których światopogląd potwierdza się niemal na każdej osi jednocześnie. Amerykańska przewaga militarna została wyolbrzymiona? Zgadza się. Gwarancje bezpieczeństwa USA nie są warte papieru, na którym zostały spisane? Zgadza się. Zachodni system sojuszy to w dużej mierze fikcja? Zgadza się (nawet Trump nazwał NATO „papierowym tygrysem”!). Sankcje nie działają? Zgadza się. Nie można budować swojego bezpieczeństwa kosztem innych? Zgadza się (sześć krajów właśnie przekonało się o tym na własnej skórze). Że inwestowanie bilionów dolarów w zieloną energię było strategiczną dalekowzrocznością, a nie „nadwyżką mocy produkcyjnych”? Zgadza się – Chiny są jedną z najmniej narażonych na największy szok energetyczny współczesności. I oczywiście, że Stany Zjednoczone są agresorem, głównym źródłem niestabilności na świecie? Zgadza się – rozpoczęły tę wojnę bez prowokacji.
Działania Stanów Zjednoczonych w ostatnim czasie nabrały niemal grecko-tragicznego charakteru, gdzie każdy krok podejmowany w celu uniknięcia własnego losu staje się mechanizmem, który go doprowadza. USA wypowiedziały wojnę, by potwierdzić swoją dominację – i udowodniły, że nie są już w stanie dominować. Wezwały sojuszników do wysłania okrętów wojennych – i pokazały, że nie mają prawdziwych sojuszników. Przez czterdzieści lat prowadziły politykę maksymalnej presji, by złamać Iran, zanim ten moment nadszedł – i zamiast tego stworzyły przeciwnika, który teraz z nimi rywalizuje. Rozpoczęły wojnę między innymi po to, by wywrzeć dodatkową presję na Chiny – i dały światu widowisko błagania Chin o pomoc. Proroctwem była wielobiegunowość. Każde amerykańskie działanie, by jej zapobiec, ją ujawnia.
Trump oświadczył, że USA negocjują z Iranem zakończenie walk i że rozmowy przebiegają bez zarzutu. Iran jest jednak zaskoczony i twierdzi, że nie wie, z kim USA negocjują; w każdym razie rząd Iranu nie utrzymuje z rządem USA żadnych kontaktów.
Anti-Spiegel 25 marca 2026
Gdyby nie było to tak tragiczne, z tak wieloma ofiarami i niszczycielskimi konsekwencjami dla świata wojny z Iranem, byłoby wręcz komiczne. Po fiasku planu USA i Izraela, mającego na celu zmianę reżimu w Iranie poprzez szybką dekapitację, Trump ogłasza teraz, że USA prowadzą rozmowy z rządem Iranu, podczas gdy ten ostatni twierdzi, że nic o tym nie wie.
Co więcej, Iran emanuje pewnością siebie. Doradca irańskiego Najwyższego Przywódcy oświadczył, że Iran zaprzestanie działań wojennych tylko wtedy, gdy wszystkie sankcje wobec tego kraju zostaną zniesione. Amerykańskie media donoszą, że Iran zamierza nałożyć opłatę za tranzyt przez Cieśninę Ormuz i że Iran będzie ją pobierał.
TASS wyjaśnił tę absurdalną sytuację w artykule, który przetłumaczyłem.
Początek tłumaczenia:
Negocjacje Schrödingera: Iran nie rozumie, z kim USA negocjują zawieszenie broni
Biały Dom poinformował, że negocjacje w sprawie zawieszenia broni między Waszyngtonem a Teheranem przebiegły „idealnie”. Jest jednak pewien haczyk: Iran nic o tym nie wie. TASS informuje o bieżącej sytuacji.
Rozmowy pokojowe między USA a Iranem są w stu procentach realne. Istnieją jednak tylko w umysłach jednej strony: Amerykanów. Biały Dom negocjuje porozumienie z jakimś „przywódcą”, ale prawowite kierownictwo Iranu nic o tym nie wie. Teheran uważa obecnie swoją pozycję za korzystniejszą i nie spieszy się z powrotem do porozumień sprzed eskalacji.
Sytuacja jest szczególnie niestabilna, ponieważ zaledwie kilka dni temu rząd USA próbował zidentyfikować kluczowe postacie w irańskim kierownictwie i podobno teraz już prowadzi negocjacje.
Nadzieja na postęp
23 marca prezydent USA Donald Trump ogłosił konstruktywne negocjacje w celu zakończenia działań wojennych na Bliskim Wschodzie. W rezultacie Pentagon przełożył ataki na irańską infrastrukturę energetyczną o pięć dni. Teheran jednak dementuje te doniesienia. Według źródła w irańskiej agencji prasowej Tasnim, Trump powstrzymał się od ataków, ponieważ „zagrożenia militarne ze strony Iranu stały się bardziej wiarygodne”.
Agencja poinformowała również, że Cieśnina Ormuz nie będzie już otwarta dla żeglugi, tak jak przed atakiem. „Na tym poziomie wojny psychologicznej ani Cieśnina Ormuz nie powróci do stanu sprzed wojny, ani spokój nie powróci na rynki energetyczne” – podkreśliło źródło.
Prezydent USA wydaje się niewzruszony tymi oświadczeniami. Jak donosi CNBC, Trump ma nadzieję na osiągnięcie „znaczącego postępu” w zakończeniu działań wojennych z Iranem w ciągu pięciu dni. Zakłada, że w Iranie nastąpiła „zmiana reżimu”, ponieważ w negocjacjach w imieniu Republiki Islamskiej uczestniczą „zupełnie inne osoby”.
Turcja, Egipt i Pakistan prowadzą mediacje między Iranem a USA. Według Axios „wysocy rangą urzędnicy z tych trzech krajów przeprowadzili oddzielne rozmowy z wysłannikiem Białego Domu Stevem Witkoffem i irańskim ministrem spraw zagranicznych Abbasem Araghchi”.
Negocjacje nie mają sensu
Izrael nie jest bezpośrednio zaangażowany w negocjacje z Iranem; Stany Zjednoczone jedynie dzielą się informacjami ze swoim sojusznikiem. Trump uważa, że Izrael będzie niezwykle zadowolony z nadchodzącego porozumienia. „Rozmawialiśmy niedawno z Izraelem. To oznacza pokój dla Izraela, długotrwały, gwarantowany pokój” – powiedział.
Prezydent USA podkreślił, że porozumienie z Iranem „musi być dobre” i wykluczać przyszłe konflikty, a także zrzeczenie się przez Republikę Islamską broni jądrowej.
Iran nie zgadza się z tym podejściem. Ebrahim Rezaei, rzecznik Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Zagranicznych Madżlisu (jednoizbowego parlamentu Iranu), oświadczył, że negocjacje między Iranem a Stanami Zjednoczonymi są bezcelowe w obecnych okolicznościach. „Trump albo kłamie, albo mówi bzdury. Niszczycielskie ataki sił zbrojnych i wzrost cen ropy naftowej doprowadziły diabła do rozpaczy” – napisał na swoim profilu w mediach społecznościowych.
Rzecznik irańskiego MSZ Esmail Baghaei zaprzeczył doniesieniom o „jakichkolwiek negocjacjach lub rozmowach ze Stanami Zjednoczonymi w ciągu ostatnich 24 dni od rozpoczęcia wojny”. Zauważył, że w ostatnich dniach kilka zaprzyjaźnionych krajów zwróciło się do USA z prośbą o rozmowy w celu zakończenia wojny, na co Iran odpowiedział stosownie.
Nie jest jasne, z kim negocjują
Trita Parsi, wiceprezes Instytutu Quincy’ego ds. Odpowiedzialnej Sztuki Rządzenia w Waszyngtonie, uważa, że Trump nie ma opcji, by dalsza eskalacja konfliktu zbrojnego przyniosła korzyści Waszyngtonowi. W rozmowie z agencją informacyjną TASS stwierdził, że USA „nie mają przekonujących dowodów na to, że jakiekolwiek negocjacje z Iranem miały miejsce”.
Przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf również oświadczył w mediach społecznościowych, że „nie odbyły się żadne negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi, a fałszywe informacje są rozpowszechniane w celu manipulowania rynkami finansowymi i ropą naftową oraz uniknięcia dylematu, w jakim znalazły się Stany Zjednoczone i Izrael”.
Tymczasem rząd Izraela utrzymuje, że Waszyngton jest w kontakcie z Ghalibafem. Według źródła w stacji telewizyjnej N12, Izrael wiedział o mediacjach kilku państw między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, ale oświadczenie Trumpa o postępach w tych kontaktach zaskoczyło stronę izraelską. Następnie pojawiły się doniesienia, że spotkanie przedstawicieli USA i Iranu może odbyć się w tym tygodniu w stolicy Pakistanu, Islamabadzie.
Prezydent USA oświadczył, że USA utrzymują kontakt z „kluczową postacią” w Iranie, ale nie z nowym Najwyższym Przywódcą Republiki Islamskiej, ajatollahem Mudżtabą Chameneim. „Nie zapominajcie, że wyeliminowaliśmy pierwszy, drugi i pod wieloma względami trzeci szczebel przywództwa. Ale negocjujemy z osobą, która moim zdaniem cieszy się największym szacunkiem – Przywódcą” – dodał Trump. „Nikt nigdy nie słyszał o drugim Najwyższym Przywódcy, Synu. Nikt. Syn się z nami nie kontaktował. Nie wiemy nawet, czy jeszcze żyje” – powiedział prezydent.
Doniesienia te są całkowicie oderwane od rzeczywistości
Według Trumpa informacje o nowych kontaktach między USA a Iranem mogły nie zostać przekazane tym irańskim urzędnikom, którzy temu zaprzeczają. Dodał, że Iran zajmuje poważne stanowisko: „Negocjujemy z Iranem od dłuższego czasu. Ale tym razem traktują to poważnie”.
Jednocześnie Ebrahim Rasouli, doradca przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego, podkreślił, że doniesienia o rzekomo rychłym spotkaniu przedstawicieli Iranu i USA są całkowicie nierealne. Stwierdził, że Teheran nie powróci do ram negocjacyjnych ustanowionych przez Amerykanów przed agresją. Wcześniej, jak powiedział Rasouli, „przedstawione inicjatywy były wspólne, ale teraz to my ustalamy szczegóły i dyktujemy warunki”.
24 marca rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt określiła sytuację wokół negocjacji z Iranem jako niestabilną. Stwierdziła, że są to delikatne dyskusje dyplomatyczne i że Stany Zjednoczone nie będą wydawać oświadczeń za pośrednictwem prasy. „Sytuacja jest dynamiczna, a założenia dotyczące spotkań nie powinny być uznawane za ostateczne, dopóki Biały Dom ich oficjalnie nie ogłosi” – powiedziała w wywiadzie dla ABC.
Rosja również zwróciła uwagę na sprzeczne informacje ze strony USA i Iranu dotyczące możliwych negocjacji i stwierdziła, że nikt nie zna prawdziwej sytuacji. „Istnieje wiele różnych, niekiedy sprzecznych, oświadczeń. Nadal uważnie monitorujemy sytuację i mamy nadzieję na szybkie przejście na pokojowe rozwiązanie” – powiedział agencji TASS rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow.
Solidarny wrzask podniesiony w USA przeciw filmowi fabularnemu Sound of Freedom przez mainstreamowych krytyków z pism i portali w rodzaju New York Timesa, Forbesa, Newsweeka, Rolling Stone czy Vanity Fair, przywraca znów pytanie: kto rządzi opinią publiczną i światem informacji i rozrywki w USA.
Paul Reubens – amer. aktor filmów dla dzieci, oskarżony o gromadzenie materiałów pedofilskich.
O osobach firmujących te ataki wiele mówi np. taka postać, jak wpływowy krytyk Charles Bramesco, który w 2021 r. bronił Paula Reubensa (prawdziwe nazwisko Reubenfeld) – aktora i producenta filmów dla dzieci, oskarżonego o posiadanie materiałów pornograficznych z ich udziałem – że to jest „po prostu specyficzne upodobanie” – zaś film o transpłciowym „mężczyźnie” próbującym urodzić dziecko uznał w swej recenzji za „poruszające studium”. Ale Sound of Freedom – wstrząsający obraz seks-handlu dziećmi w reżyserii demonstrującego swój katolicyzm Alejandra Monteverde i z udziałem niestrudzonego anty-hollywoodzkiego aktora Jima Caviezela (odtwórcy głównej roli w Pasji Mela Gibsona) oraz Tima Ballarda, który dostarczył materiału do opartego na faktach scenariusza (Ballard jest od lat aktywistą walczącym z handlem dziećmi w USA i założycielem wspierającej ten cel Fundacji OUR) – jest dla tego typka „paranoiczny”.
A oto skład grupy bogów zarządzających przemysłem filmowo-telewizyjnym w Hollywood, sporządzony według opublikowanego przez nich w marcu 2008 r. na łamach Los Angeles Times listu otwartego do Screen Actors Guild (Związek Zawodowy Aktorów Filmowych i TV). Prezesem News Corporation jest Peter Chernin (Żyd), Paramount Pictures – Brad Grey (Żyd), Walt Disney Co. – Robert Iger (Żyd), Sony Pictures – Michel Lynton (Żyd holenderski), Warner Brothers – Barry Meyer (Żyd), CBS Corp. – Leslie Moonves (Żyd; jego stryjeczny dziadek był pierwszym premierem Izraela), MGM – Harry Sloan (Żyd), NBC Universal – Jeff Zucker (Żyd). Zabrakło jedynie podpisów braci Boba i Harvey’a Weinsteinów – założycieli i prezesów wytwórni Miramax, Dimension Films oraz The Weinstein Company – aby powstał komplet osób zdolnych wesprzeć, albo przeciwnie, utrącić, KAŻDĄ ale to KAŻDĄ produkcję telewizyjną lub filmową w USA. Na „pociechę” – wiadomość, że sprawiedliwość dosięgła przynajmniej Weinsteinów, gdy Bob zmuszony był ogłosić upadek firmy w 2017 r., kiedy jego braciszek Harvey został oskarżony przez grupę aktorek o molestowanie, gwałt i szantaże w przydzielaniu ról w zamian za usługi seksualne i skazany na 23 lata więzienia.
Dla całości obrazu tego trzęsącego opinią publiczną w USA konglomeratu filmowo-prasowego, należałoby przedstawić drugą listę – redaktorów naczelnych i właścicieli głównych pism i portali informacyjnych, na czele z Arturem Greggiem Sulzebergiem, prezesem The New York Times Company czy rodziną Meyerów, właścicieli koncernu The Washington Post. Przez posłusznych sobie dziennikarzy, ten sanhedryn medialny w USA podnosi teraz wrzask, oskarżając twórców filmu Sound of Freedom oczywiście o „teorie spiskowe” i dodając, że są „typowe dla oszołomów z QAnon” (chodzi o nabierający tempa nowy ruch radykalnej prawicy w USA, nazywany „zbrojnym ramieniem Trumpa”) i nie szczędząc innych inwektyw, jak „fundamentalizm chrześcijański” ze słownika lewackiego terroryzmu.
Ich histerię spowodował fakt, że ten „oszołomski” film, ku przerażeniu Hollywoodu zarobił w dniu premiery 4 lipca br. 14 mln dolarów i zwrócił im się jednego dnia cały budżet, podczas gdy tego samego dnia Indiana Jones 5 z Harrisonem Fordem, który kosztował 295 mln dolarów, zarobił tylko 11 mln USD. Hit z Caviezelem był gotowy dużo wcześniej, bo już w 2018 r. i miał być firmowany przez 20th Century Studios, ale trafił do zamrażarki, gdy wytwórnię przejął Disney. Netflix i Amazon odmówiły dystrybucji, podobnie jak większość innych, z którymi kontaktował się producent Eduardo Verastegui, dopiero Angel Studios tym się zainteresowało.
Pamiętajmy, że handel ludźmi jest w USA i w świecie ogromnym biznesem, wykraczającym daleko poza środowisko filmowe i podludzie tym się trudniący mają środki na przekupywanie odpowiednich osób w mediach, by o tym nie mówiły lub wyśmiewały temat jako „oszołomstwo spiskowe” lub „religijny fundamentalizm”. Ten terror medialny przynosi – przynajmniej w uzależnionym od ekranu TV społeczeństwie amerykańskim – katastrofalne skutki, ludzie (podobnie już jest i w Polsce) klepią bezmyślnie za celebrytami o „teoriach spiskowych” tkwiąc w przekonaniu, że wyrażają opinie „światłe” i „racjonalne”, podczas gdy w ich zapchanych sieczką mózgach brak już jest miejsca na istotne fakty.
Inwazja zombich: dzisiejsza plaża w Los Angeles
Np. już tylko 22% Amerykanów uważa obecnie, że biznes informacyjno-filmowo-rozrywkowy jest w USA głównie w rękach Żydów, choć w 1960 r. tego zdania było ponad 50% społeczeństwa – aż co drugi Amerykanin! To ukazuje skalę i skuteczność ogłupiactwa prowadzonego w USA i na świecie. Otuchą napawa fakt, że ku przerażeniu manipulatorów film Sound of Freedom osiąga jednak taki wielki sukces.
*
Problem zorganizowanej pedofilii sygnalizowali już w swej twórczości m.in. Roman Polański (film Rosemary’s Baby – choć powstały niezupełnie ze szlachetnych pobudek) czy Stanley Kubrick w wybitnym, przerażającym filmie o kulisach masonerii pt. Oczy szeroko zamknięte. Polańskiemu na wszelki wypadek – może by zniechęcić go do tematu – wytoczono w USA proces o stosunki z nieletnimi, zaś Kubrick „zmarł” na zawał serca zaraz po premierze swego filmu. Warto w tym miejscu przypomnieć inny mega-skandal pedofilski znany jako „afera Dutroux” w Belgii w 1979 r. – gdy proces seryjnego porywacza i mordercy dziewczynek Marca Dutroux – od którego nitki wiodły do wielu wpływowych osób ze świata politycznego Brukseli – został wyciszony a świadkowie i oskarżeni dziwnym trafem padali jak muchy (w sumie kilkadziesiąt osób!). Również na zawsze uciszono w USA w 2019 r. Jeffrey’a Epsteina i jego ukochaną Ghislaine Maxwell, którzy sprowadzali do swej posiadłości na wyspie dziesiątki dziewczynek by uprawiały seks z milionerami i osobistościami z pierwszych stron gazet. Zapewne byli agentami (CIA? Mosadu?) i w ten sposób zbierali kwity na osobistości z całego świata, księcia Andrzeja z Pałacu Buckingham nie wyłączając (uniknął skandalu płacąc Maxwell kilka milionów funtów). https://kobieta.onet.pl/ghislaine-maxwell-udzielila-pierwszego-wywiadu-zza-krat-ofiary-beda-wsciekle
To, o czym piszę, jest wierzchołkiem góry lodowej. U końca prezydentury Baracka Obamy uciszono przecież inną „rozwojową” seks-aferę kryminalną z udziałem dzieci, nazywaną Pizza Gate. Też ogarniała ona szerokie kręgi polityczne w Waszyngtonie (otoczenie Hillary Clinton) odsłaniając przed światem mroczne i krwawe uczynki rzeczywistych potężnych kręgów pedofilskich na najwyższych piętrach władzy w USA i w świecie, trudniących się nie tylko seksem z dziećmi ale i zbrodnią – nie zaś, na wzór polski, rozdmuchiwane z promila przez dziennikarzyny w rodzaju Sekielskiego, i to jedynie w kręgach katolickiego kleru, gdyż świat polityki i mediów jest w Polsce skrzętnie omijany. Zaprawdę, rogaty rządzi światem tzw. elit i trzeba być głupim, głuchym i ślepym żeby tego nie dostrzegać.
Autor poniżej zamieszczonej analizy, której warto posłuchać, to Ray McGovern, amerykański pisarz i analityk polityczny, emerytowany oficer wywiadu, który pracował w CIA za kadencji 7 prezydentów USA (od JFK do George’a Busha seniora). Zajmował się frontem wywiadowczym przeciw ZSRR i Chinom. Były doradca Henry Kissingera za kadencji Nixona i Białego Domu za kadencji Reagana. Udekorowany wysokim odznaczeniem CIA Intelligence Commendation Medal, które zwrócił w 2006 r. w proteście przeciw stosowaniu tortur przez służby amerykańskie.
Jest absolwentem Russian Studies na jezuickim Fordham University, Theological Studies na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie oraz Business School’s Management Program na Uniwersytecie Harvarda. Pisze obecnie książki i rozprawy polityczne. Kiedy za rządów Busha i Obamy rozważano atak na Iran by “powstrzymać jego potencjał nuklearny”, McGovern demaskował ich kłamstwa pisząc, że „ci sami ludzie, którzy doprowadzili do wojny w Iraku, teraz koncentrują się na Iranie, który postrzegają jako ostatnią przeszkodę dla amerykańskiego panowania nad całym bogactwem ropy na Bliskim Wschodzie”.
Donald Trump oddaje hołd pamięci rabiego Izaaka Schneersohna, przywódcy duchowego sekty Chabad Lubawich.
W swej analizie, McGovern równie bezlitośnie obnaża bezmyślną niesamodzielną politykę Trumpa, jego ignorancję i psychiczne problemy, tchórzliwość i niemające równych w amerykańskiej historii służalstwo wobec Tel Aviwu.
Analizuje też kompletny paraliż wskutek tego amerykańskiego wywiadu, którego analiz na temat rzeczywistej sytuacji w Iranie Trump nie słucha, słuchając jedynie “pajaców” z Pentagonu w rodzaju Pete Hegsetha, fanatycznych syjonistów chrześcijańskich jak zwariowany senator Lindsay Graham i nakazów Mossadu.
Oznacza to całkowity upadek amerykańskiej pozycji światowej, ale też NATO, gdy jedynym celem zarządców tej wojny sterowanej z państewka będącego wszędzie, jest własne przetrwanie “za cenę amerykańskiej krwi”, jak mówi McGovern.