Chrześcijański syjonizm zabija

Krystian Kratiuk “Chrześcijański syjonizm zabija

4 marca 2026

Amerykański lewicowy „The New Republic” donosi, jakoby niektórzy dowódcy w armii USA przedstawiali wojnę z Iranem w religijnych kategoriach, sugerując żołnierzom, że konflikt jest częścią „planu Boga” i ma doprowadzić do wydarzeń apokaliptycznych opisanych w Biblii.

Organizacja Military Religious Freedom Foundation (MRFF) miała otrzymać ponad 110 skarg od żołnierzy z ponad 40 jednostek i co najmniej 30 baz wojskowych. Według tych skarg niektórzy dowódcy mówili, że: wojna z Iranem jest częścią „Bożego planu”, prezydent Donald Trump został „namaszczony przez Jezusa”, konflikt ma zapoczątkować Armagedon i powrót Jezusa.

„TNR” sugeruje też, że brak jasnego wyjaśnienia celu wojny ze strony Białego Domu sprzyja pojawianiu się takich religijnych interpretacji wśród części dowódców.

Tak objawia się chrześcijański syjonizm, nurt religijno-polityczny w chrześcijaństwie, silny szczególnie w USA, który popiera powrót Żydów do Ziemi Świętej i istnienie państwa Izrael, ponieważ uznaje to za wypełnienie proroctw biblijnych. W skrócie – “jeśli będziesz błogosławić Izraelowi, Bóg pobłogosławi Tobie”. Przekonanie to jest często powiązane z eschatologią, czyli wiarą w wydarzenia końca czasów. Część chrześcijańskich syjonistów uważa, że powrót Żydów do Izraela oraz rozwój państwa izraelskiego mają doprowadzić do wydarzeń poprzedzających Ponowne Przyjście Jezusa Chrystusa [raczej „mesjasza” z talmudu.. md] . No i Izrael trzeba chronić i bardzo mu pomagać – stąd m. in. wojna z Iranem.

Raz jeszcze przypominam – herezja „chrześcijańskiego syjonizmu” jest niezwykle groźna, jak widać giną przez nią ludzie, również Amerykanie. Czym dokładnie jest ten ruch religijno-polityczny? Jak powstał? Jak się rozwija? W jaki sposób podchodzą do niego ludzie Kościoła? Przeczytajcie w naszym kwartalniku

Krystian Kratiuk/X

Rymanowski, Lisicki: Chrześcijańscy syjoniści w obronie Izraela

Minister Smotricz , obecny chyba minister finansów, jeśli się nie mylę, w pewnym momencie w zeszłym roku mówił o tym, że doprowadzenie do zagłodzenia dwóch milionów Palestyńczyków byłoby rzeczą moralną.No, przepraszam, dwa miliony ludzi i ich zagłodzenie jest rzeczą moralną, to mówi minister rządu i nic się nie dzieje.

Minister Izrael Katz, to jest minister obrony Izraela, trzy, no może cztery tygodnie temu, urządza konferencję prasową, na której opowiada o tym, że trzeba wszystkich Palestyńczyków z Gazy zebrać, on użył określenia skoncentrować w jednym miejscu, w jednym obozie. Przepraszam, jak ja słyszę o koncentracji dwóch milionów ludzi w jednym obozie, to z czym nam się to kojarzy?

Ta rozmowa jest o tyle ciekawa, że Schneerson w pewien sposób namaszcza Netanyahu i mówi o nim, że on będzie tym, który przygotuje drogę dla Mesjasza. I że to jest ten człowiek, ten polityk, który wreszcie spełni ten sen żydowskich mesjanistów.

Otóż chrześcijańscy syjoniści traktują te słowa dosłownie, czyli uważają, że to błogosławienie potomkom Abrahama ma odnosić się wprost do obecnie żyjących Żydów i obecnie działającego Izraela. Czyli błogosławić, będę błogosławił tym, którzy błogosławią twojemu potomstwu oznacza, że chrześcijanie mają za obowiązkiem chrześcijan jest wspieranie Izraela w jego polityce, żeby zdobyć błogosławieństwo Boże.

Paweł Lisicki

chrześcijański syjonizm

Cudzy wrogowie

Cudzy wrogowie

Date: 3 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/cudzy-wrogowie

INFO: ariannaeditrice.it/articoli/i-nemici-degli-altri

Marco Travaglio it.wikipediaMarco_Travaglio

 Oczywiście nikt nie wie, jak długo potrwa i czym zakończy się wojna rozpoczęta przez Trumpa – na polecenie Netanjahu – przeciwko Iranowi, która doprowadziła do wybuchu konfliktu na całym Bliskim Wschodzie. Jedyną rzeczą pewną jest to, kto będzie jego główną ofiarą – oczywiście oprócz ludności cywilnej „wyzwolonej” za pomocą bomb i masakr: będzie nią Europa.

Po raz kolejny zapłacimy bardzo wysoką cenę za wojnę, która nas nie dotyczy, przeciwko wrogowi, który nie jest naszym wrogiem. My, mieszkańcy środkowo-zachodniej Europy, nie mamy wrogów, ale regularnie narzucają nam ich rzekomi „przyjaciele”: tj. Stany Zjednoczone, a obecnie również Izrael.

W przypadku Iranu, podobnie jak Rosji i Chin, w naszym interesie leżałoby utrzymywanie przyzwoitych z nimi stosunków, ale nie możemy tego zrobić, ponieważ „przyjaciele” zmuszają nas do udziału w ich wojnach lub ponoszenia ich konsekwencji. Powinniśmy zdecydować się – pisze Gianandrea Gaiani w Analisi Difesana „wyzwolenie się od wyzwolicieli”, ale aby to zrobić, potrzebna jest klasa rządząca godna tej nazwy, zamiast bezkręgowców, którzy nami rządzą, niezdolnych do działania w naszym interesie, od dziesięcioleci odmiennym od interesów Waszyngtonu.

https://babylonianempire.wordpress.com/2026/03/03/nadszedl-czas-by-uwolnic-sie-od-wyzwolicieli/embed/#?secret=fy8jflLKfw#?secret=IUCfywG1xW

W roku 1999, Clinton wciągnął nas w wojnę z Serbią Miloszewicza, destabilizując Bałkany kosztem naszym i Rosji, a z korzyścią dla Stanów Zjednoczonych. W latach 2001-2003, Bush junior wciągnął nas w wojnę z Afganistanem i Irakiem, powodując fale uchodźców i terroryzmu oraz wzrost cen ropy naftowej, które zaszkodziły Europie. W latach 2010-2011, Obama nakręcił tzw. arabskie wiosny, podpalając Afrykę Północną i Bliski Wschód – od Libii, przez Irak, po Syrię, podkopując nasze bezpieczeństwo energetyczne, a także polityczne za sprawą kolejnych fal migrantów.

Ostateczny cios nastąpił w roku 2024, wraz ze zmianą reżimu na Ukrainie (bynajmniej nie na filoputinowski, ale jak oświadczyła przed Kongresem wiceminister stanu Victoria Nuland, Stany Zjednoczone „zainwestowały 5 miliardów” w „rewoltę” na Majdanie pod hasłem „Europa, pierdol się!”), wojną domową, inwazją rosyjską, zniszczeniem gazociągów Nord Stream przez trio Kijów-Warszawa-CIA, auto-sankcjami nałożonymi na Moskwę, pieniędzmi wyrzuconymi w błoto na przegraną z góry wojnę: co przekłada się na ostateczne samobójstwo Europy.

Zawsze ten sam scenariusz: Stany Zjednoczone narzucają nam ich wojny, my płacimy rachunki i ponosimy konsekwencje.

Obecnie, bomby na Iran, wraz z zamknięciem Cieśniny Ormuz i wielkim powrotem piratów Houthi przeciwko naszym statkom, powodują gwałtowny wzrost cen ropy naftowej i – zgadnijcie, kto na tym traci?My. A kto na tym zyskuje?Stany Zjednoczone, które będą coraz bardziej zwiększać eksport swojego gazu i ropy naftowej, niezwykle drogich i zanieczyszczających środowisko ze względu na technikę szczelinowania hydraulicznego, ale obecnie nawet opłacalnych dzięki boomowi na ropę naftową i samobójczej rezygnacji Europy z zaopatrzenia się w Rosji za jedną piątą ceny. Później, jak zawsze, przybędą uchodźcy i terroryści.

Jakże cwani jesteśmy…

INFO: ariannaeditrice.it/articoli/i-nemici-degli-altri

Nadszedł czas, by wyzwolić się od wyzwolicieli

Nadszedł czas, by wyzwolić się od wyzwolicieli

Date: 3 marzo 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/nadszedl-czas-by-uwolnic-sie-od-wyzwolicieli

INFO: analisidifesa.it/e-tempo-di-liberarci-dei-liberatori

1 marca 2026autor: Gianandrea Gaiani interno.gov.it/gaiani_curriculum_vitae

analisidifesa.it/author/ggaiani/

Atak na Iran, przeprowadzony w trakcie trwających negocjacji i wymierzony w kluczowe postaci irańskiego rządu, nie zawiera żadnych szczególnych nowości w porównaniu z tym, co już wiedzieliśmy o podejściu Stanów Zjednoczonych i Izraela wobec Teheranu.

Nie powinno dziwić, że Stany Zjednoczone i Izrael arbitralnie decydują się użyć siły przeciwko każdemu, kogo uznają za swojego wroga na całym świecie – i robią to, kłamiąc na temat irańskiego programu nuklearnego, który przez nikogo nie był uważany za bliski realizacji broni atomowej.

W końcu zawsze tak postępowali: celowane naloty, „prewencyjne” ataki, a nawet porwania głów państw, jak w przypadku Wenezueli – działania, które gdyby dokonał ich ktokolwiek inny, bez wahania określilibyśmy mianem terrorystycznych.

Robią to, destabilizując całe obszary świata – zazwyczaj te o kluczowym znaczeniu energetycznym – nie informując wcześniej sojuszników ani nie konsultując się z nimi. Wicepremier Matteo Salvini ujawnił wczoraj, że włoski rząd został powiadomiony o rozpoczęciu operacji wojskowych… dopiero po ich rozpoczęciu. Rzym dowiedział się o wszystkim z telewizyjnych breaking news i depesz agencyjnych.

Historia ministra obrony Guido Crosetto, który – jak się wydaje – utknął z rodziną w Dubaju (co stało się obiektem licznych żartów), pokazuje w rzeczywistości, że Pentagon nie poinformował nawet sojuszników z NATO o nadchodzącym ataku. To kolejne potwierdzenie, że Stany Zjednoczone i Izrael od zawsze stosują zasadę wyższości wobec reszty świata opartą na ich „wyjątkowości”. Mówiąc językiem Markiza del Grillo: „Ja jestem ja, a wy nie jesteście warci funta kłaków”.

Nic zaskakującego, jeśli weźmiemy pod uwagę arogancję, jaką administracja Trumpa rezerwuje dla Europejczyków – i to, że nasi „sojusznicy” zza oceanu od wielu lat zachowują się jak najwięksi wrogowie Europy.

Wywołali arabskie wiosny, które podpaliły Afrykę Północną i Bliski Wschód, rozpętując wojny w Libii, Iraku i Syrii – co podważyło bezpieczeństwo energetyczne i „podwórko” Europy. Dokonali zmiany rządu w Kijowie w 2014 roku, inwestując w operację Majdan 5 miliardów dolarów (jak przyznała w Kongresie podsekretarz Victoria Nuland), otwierając drogę do militarnej konfrontacji z Rosją – po czym wysadzili gazociąg Nord Stream… po tym, jak wcześniej Biden i Nuland otwarcie zapowiadali jego zniszczenie.

W obliczu tego wszystkiego dziecinadą byłoby dziwić się, że Amerykanie nie okazują szacunku europejskim sojusznikom. Nie trzeba być szczególnie przewrotnym, by zauważyć, że atak na Iran – niezależnie od jego rezultatów – spowoduje wzrost cen ropy, także z powodu zamknięcia Cieśniny Ormuz, które wczoraj zapowiedzieli Strażnicy Rewolucji Islamskiej.

Nie trzeba być wybitnym analitykiem, by zrozumieć, że blokada Zatoki Perskiej sprzyja amerykańskiemu eksportowi energii, a wyższe ceny ropy czynią bardziej opłacalnym wydobycie w USA – gdzie kosztowna technologia frackingu nie jest rentowna poniżej 62–65 dolarów za baryłkę.

I nie trzeba być geniuszem, by pojąć, że Europa – już teraz najbardziej uprzemysłowiony region świata, który po rezygnacji z taniego i nieograniczonego rosyjskiego gazu i ropy płaci najwyższe ceny za energię – poniesie z tego ataku dodatkowe, bardzo poważne szkody gospodarcze i bezpieczeństwa.

To, co naprawdę powinno nas wszystkich dziwić, to fakt, że rządy europejskich państw (o Unii Europejskiej, która stała się już jedynie nomenklaturą lobbystów w dużej mierze służących interesom amerykańskim, lepiej nie wspominać) nadal pozostają uległe wobec samowystarczalnej arogancji Stanów Zjednoczonych i Izraela.

Dla nas, Włochów, którzy od dawna uważają tzw. „rozszerzone Morze Śródziemne” (sięgające aż po Morze Czerwone, Ocean Indyjski i Zatokę Perską) za obszar o pierwszorzędnym znaczeniu strategicznym i narodowym, obecne operacje wojskowe powinny być nie do zaakceptowania – właśnie dlatego, że prowadzą wyłącznie do dalszej destabilizacji regionu.

Również jemeńskie milicje Huti ogłosiły wznowienie ataków na statki handlowe w Cieśninie Bab al-Mandab i Zatoce Adeńskiej – w solidarności z zaatakowanym Iranem. Dzięki USA i Izraelowi ruch morski do/z Morza Śródziemnego znów zostanie poważnie utrudniony – ucierpią nasze porty, nasz eksport i import. A kilka okrętów z garstką pocisków w ramach unijnej operacji Aspides na pewno nie wystarczy do ochrony żeglugi – zwłaszcza że nawet Amerykanie musieli w końcu pertraktować z Hutimi po wyczerpaniu zapasów pocisków przeciwlotniczych na niektórych jednostkach US Navy.

Nie ma najmniejszego sensu, by narody europejskie dziś powtarzały, że są sojusznikami USA i Izraela – bo między sojusznikami się rozmawia, podejmuje decyzje wspólnie lub uzgodnione, a przede wszystkim unika się działań jednostronnych, które szkodzą partnerom. Tymczasem Europejczycy są traktowani jak „użyteczni idioci” – mają wspierać kampanie wojskowe i inicjatywy idące wprost przeciwko ich własnym interesom, a potem mają potulnie milczeć.

„Kto sobie sam jest winien, niech sam płacze” – to prawda. Ale europejskie narody muszą się obudzić, zanim będzie za późno. Interesy Stanów Zjednoczonych i Izraela od dawna opierają się na destabilizacji całych obszarów geopolitycznych i energetycznych – to cel dokładnie odwrotny do tego, co powinno przyświecać Europejczykom.

Dlatego jak najszybciej trzeba się wyzwolić z sojuszu, który staje się coraz bardziej jednostronny, uciążliwy i niebezpieczny dla naszego bezpieczeństwa. Tak jak Imperium Rzymskie w fazie schyłkowej, także amerykańskie imperium staje się nieprzewidywalne, groźne i kierowane przez liderów mało wiarygodnych, nieprzygotowanych, a czasem jawnie niestabilnych.

Czy ma sens powierzać naszą obronę, bezpieczeństwo i bazy wojskowe potędze, która z każdym dniem coraz wyraźniej okazuje się naszym wrogiem?

Bo propaganda – z jej śmiesznymi nowomową i obłąkańczymi deklaracjami Trumpa o „nieuchronnym zagrożeniu ze strony Iranu” – nie wystarczy, by usprawiedliwić tę nową wojnę, która sieje chaos tuż u bram Europy. Po 80 latach Europa powinna znaleźć w sobie odwagę, by „uwolnić się od wybawicieli” – z pragmatyzmem, odrzucając sekciarskie dogmaty i nie dając się dłużej wciągać w cudze wojny.

Filo-ajatollah?

Nie trzeba być fanem zmarłego ajatollaha Chameneiego (który był chory i miał 87 lat, ale był wybitną postacią nie tylko Iranu, lecz całego szyickiego islamu), by zauważyć: jeśli nazywamy irański system „reżimem”, to samo powinniśmy powiedzieć o absolutystycznych, dziedzicznych monarchiach Zatoki Perskiej – petro-państwach, w których praw obywatelskich i politycznych jest bardzo mało, a które są naszymi „żelaznymi sojusznikami”, przed którymi Europa często biła pokłony w zamian za miliardowe inwestycje.

Śmieszne jest określanie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (pasdaran) mianem „ruchu terrorystycznego” – jak zrobił Parlament Europejski, także głosami Włoch – bez przypomnienia, że islamski terroryzm to sunnici (ISIS, Al-Kaida itd.), a nie szyici.

Wręcz przeciwnie: szyici – zarówno arabscy, jak i perscy – są głównym celem sunnickiego ekstremizmu terrorystycznego (wystarczy przeczytać manifesty bin Ladena, al-Zarkawiego czy al-Baghdadiego). Warto też przypomnieć, że to nie Amerykanie ani tym bardziej Włosi powstrzymali ISIS przed zajęciem Bagdadu w sierpniu 2014 roku – lecz trzy pułki irańskich pasdaran, ponosząc przy tym ciężkie straty.

Podobnie wyzwolenie północnego Iraku i wschodniej Syrii spod Państwa Islamskiego w dużej mierze zawdzięczamy szyickim milicjom ludowym wspieranym przez pasdaran.

To niewygodne wspomnienia – zwłaszcza dziś, gdy cały świat uznał za przywódcę Syrii byłego terrorystę Abu Mohammada al-Dżulaniego (Ahmeda asz-Szara), na którego głowę Waszyngton jeszcze niedawno wyznaczył 10 milionów dolarów nagrody. Nikt go nie wybierał – doszedł do władzy jako przywódca sunnickiej milicji islamistycznej sprzymierzonej z Turcją; dawny zastępca Zarkawiego, członek ISIS, założyciel Dżabhat an-Nusra, lider Tahrir asz-Szam. Dziś wszyscy podają mu rękę – także ci, którzy pasdaran nazywają terrorystami.

Pragmatyzm polityki czyni hipokryzją każdy apel o „wartości wolności i demokracji”. Rezygnujemy z energii autokraty Putina, by kupować ją od reżimu Ilhama Alijewa – prezydenta Azerbejdżanu od 2003 roku, następcy ojca Hejdara. Reżim wielokrotnie krytykowany za represje wobec opozycji i brak praw człowieka – jedyna republika na świecie (obok Korei Północnej), w której władza przechodzi z ojca na syna wraz z kultem jednostki.

Tak samo dziś izraelska i amerykańska propaganda (z typową medialną fanfarą posłusznych mediów) serwuje nam kontrast: irańskie dziewczyny za czasów szacha Rezy Pahlawiego kontra kobiety w hidżabach (notabene nieobowiązkowych) w Iranie ajatollahów.

Ten sam chwyt stosowano z burkami afgańskimi, gdy USA i sojusznicy „eksportowali demokrację” do Kabulu – by potem zostawić kraj talibom i burkom.

Wystarczy znać historię lub mieć odpowiedni wiek, by pamiętać fakty: przywrócenie monarchii Pahlawich w Teheranie nie byłoby żadną gwarancją wolności ani demokracji. Szach rządził żelazną pięścią, posługując się niesławną SAVAK, ogłosił się „cesarzem” (jedyny obok Bokassy w tamtych czasach). Nieprzypadkowo jego imperium – sojusznik USA i Izraela – runęło w wyniku wielkich powstań ludowych.

Niejasne perspektywy

Biorąc pod uwagę wszystko to, co zostało powiedziane, staje się oczywiste, że irański program nuklearny i balistyczny stanowią jedynie pretekst, by pogrążyć Iran – sojusznika Rosji i Chin – w całkowitym chaosie, wraz z jego produkcją energii, która dzisiaj jest eksportowana do Azji, a którą Waszyngton chciałby wyłączyć z gry lub – alternatywnie – przejąć pod swoją kontrolę.

Ponadto, Iran podpisał w 2015 roku międzynarodowe porozumienie z administracją Obamy, które następnie Donald Trump unieważnił, kierując się dyktatem Benjamina Netanjahu – co już wówczas rodziło pytanie, kto tak naprawdę trzyma stery w sojuszu izraelsko-amerykańskim. Dziś żądanie nowego porozumienia nuklearnego brzmi groteskowo, zwłaszcza po tym, jak w wojnie trwającej 12 dni, wywołanej w czerwcu zeszłego roku przez Izrael, właśnie Trump ogłosił, że program atomowy Iranu został zniszczony po nalotach bombowców B-2 na irańskie obiekty nuklearne.

W rzeczywistości był to jedynie interwencja, która pozwoliła tymczasowo zatrzymać wojnę i uratować twarz Izraelowi, który wyczerpał zapasy pocisków antyrakietowych, podczas gdy Teheran wciąż dysponował dużą liczbą pocisków balistycznych gotowych do wystrzelenia. Także w obecnej kampanii to prawdopodobnie amunicja zdecyduje o sukcesie lub porażce stron konfliktu – jak podkreślił również Scott Ritter. Co skończy się pierwsze: irańskie nośniki balistyczne czy izraelskie i amerykańskie systemy antyrakietowe?

Siły zbrojne Izraela (IDF) szacują, że Iran posiada obecnie około 2500 pocisków balistycznych. Przed wojną z czerwca 2025 roku te same źródła twierdziły, że Iran zamierza znacząco przyspieszyć tempo produkcji pocisków balistycznych – z 3000 do 8000 sztuk w ciągu dwóch lat. W trakcie konfliktu czerwcowego Iran wystrzelił ponad 500 pocisków w kierunku Izraela, a IDF uważa, że zniszczyła setki pocisków w atakach oraz uniemożliwiła produkcję kolejnych 1500, uderzając w fabryki.

W ostatnich miesiącach, izraelscy wojskowi uważają, że Teheran zainwestował w odbudowę zdolności produkcyjnych, wytwarzając co miesiąc kilkadziesiąt pocisków, aż osiągnął ponownie poziom 2500 sztuk. To bardzo duża liczba, która wymagałaby co najmniej trzykrotnie większej liczby pocisków obrony przeciw balistycznej. Iran zresztą atakuje amerykańskie bazy w arabskich monarchiach Zatoki nie tylko dlatego, że są to ewidentne, uzasadnione cele wojskowe, ale być może także po to, by wzniecić arabskie społeczeństwa, które nienawidzą polityki USA i Izraela – i które mogłyby zmusić emirów do wyrzucenia amerykańskich baz, postrzeganych coraz bardziej jako (bogatsze i lepiej uzbrojone) ramię Izraela.

Także spór, który wybuchł między Cyprem a Wielką Brytanią w sprawie dwóch irańskich pocisków balistycznych określanych jako „błądzących” i potencjalnie skierowanych na brytyjskie bazy na wyspie będącej częścią UE (a obecnie sprawującej półroczną prezydencję), powinien skłonić do refleksji, jak bardzo wojna wywołana przez Izrael i Stany Zjednoczone może bezpośrednio zagrozić Europie i Unii Europejskiej.

W tej wojnie to nie tylko rząd irański stawia wszystko na jedną kartę: USA i Izrael ryzykują nie tylko nieosiągnięcie założonych celów, ale także utratę wiarygodności politycznej i militarnej (zwłaszcza jeśli Iran zdoła zadać swoim wrogom bolesne straty), narażając się na nienawiść większości świata. Z politycznego punktu widzenia należy bowiem zapytać, na jakiej podstawie największa potęga nuklearna świata (obok Rosji) oraz de facto potęga nuklearna, jaką jest Izrael – który nigdy nie poddał się inspekcjom agencji ONZ ds. energii atomowej (MAEA) – mogą sobie rościć prawo do odmawiania Iranowi wzbogacania uranu, a nawet rozwoju pocisków balistycznych i broni jądrowej.

Na zasadzie prawa silniejszego? – Żegnajcie więc szeroko propagowane prawo międzynarodowe, „sprawiedliwy pokój” i przeciwstawienie agresora ofierze, tak drogie naszym politykom i komentatorom.

Wreszcie, po zaledwie 36 godzinach wojny już widać, że najważniejszą lekcją płynącą z tego konfliktu jest ta płynąca z Korei Północnej: gdyby Teheran posiadał broń jądrową, tak jak Pjongjang, nikt nie odważyłby się go zaatakować.

INFO: analisidifesa.it/e-tempo-di-liberarci-dei-liberatori

Sytuacja jest krytyczna! „Miecz Katechona” zamiast SOW to ostatnia szansa.

Dyrektywa Dugina

Alexander Dugin 1 marca 2026, 17:33 tsargrad/situacija-kriticheskaja-mech-katehona

Sytuacja jest krytyczna! „Miecz Katechona”

zamiast SVO – ostatnia szansa :

Dugin stawia kropki nad i w sprawie ataku na Iran

To, co wydarzyło się pierwszego dnia wojny USA i Izraela z Iranem, fundamentalnie zmienia równowagę sił na świecie, a także zasady polityki międzynarodowej.

Trump od dawna twierdzi, że prawo międzynarodowe nie istnieje: „Moralne jest to, co ja uważam za moralne”. Zasadniczo, po porwaniu Maduro i ustanowieniu bezpośredniej kontroli zewnętrznej nad Wenezuelą, a także po atakach na Iran, które zniszczyły wojskowo-polityczne i religijne przywództwo suwerennego mocarstwa, które prowadziło negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi i nie zrezygnowało z nich, nie można już mówić o zasadach, prawie ani żadnych normach stosunków międzynarodowych na świecie.

Rzeczywiście, teraz obowiązuje tylko prawo silnego, prawo szybkiego. Ten, kto pierwszy uderzy lub wykona tę czy inną czynność, ma rację. Wszystko inne staje się jedynie dodatkowym uzasadnieniem. Chodzi o to, by teraz zadać wrogowi decydujący cios, złamać jego opór, zniszczyć jego przywództwo i uderzyć w kluczowe obiekty wojskowe i energetyczne. A potem można to ująć w dowolny sposób, uzasadnić w dowolny sposób i poświęcić dużo czasu na rozpracowanie. „Głęboki gniew” kontra „Głębokie zaniepokojenie”. Zabójstwo Chameneiego to werdykt w sprawie Rosji: Nie ma dokąd uciec!

Myślę, że teraz prawie wszystko zależy od tego, jak długo i jak zdecydowanie Iran będzie w stanie stawiać opór. Jeśli będzie kontynuował tę wojnę po zniszczeniu swojego politycznego przywództwa, jeśli się nie podda, nie wywiesi białej flagi i nie podda się, może to skończyć się źle dla samego Zachodu. W końcu wszyscy inni zaczną działać dokładnie tak samo, nie zwracając uwagi na nic i przeceniając swój potencjał, pomijając swój status prawny. To uwolni wiele regionalnych mocarstw do robienia, co im się żywnie podoba. Sytuacja może więc bardzo szybko doprowadzić do użycia broni jądrowej – być może w konflikcie pakistańsko-afgańskim, być może w innych konfliktach. Zdecydowanie nie ma żadnych reguł.

Krótko mówiąc, jeśli Iran będzie nadal stawiał opór pod nowym przywództwem, może to mieć bardzo poważne konsekwencje dla samego Zachodu, dotykając Trumpa, USA i kraje NATO. Jeśli jednak sytuacja z Wenezuelą się powtórzy – albo nowe przywództwo ogłosi kapitulację, albo wojsko po prostu nie będzie w stanie kontynuować walki – wojna będzie krótka.

I w takim przypadku powinniśmy spodziewać się podobnego scenariusza. Nie ma wątpliwości: Trump i Zachód, widząc, że ten plan działa, po prostu wyeliminują główne polityczne i wojskowo-polityczne przywództwo Rosji w kolejnym kroku. Uczynić Zachód „podobnym do Iranu”: Rosja jest o krok do przodu. Nie ma odwrotu.

Już teraz widać, że działamy niezdecydowanie. I tak samo, podczas kolejnych negocjacji z Kushnerem i Witkoffem, zostaniemy zaatakowani. Być może nawet atakiem nuklearnym. Dlatego uważam, że sytuacja jest dla nas krytyczna. Nie stanęliśmy w obronie ani Wenezueli, ani Iranu, a Chiny również zachowują neutralność. Ale w takim przypadku Chiny będą następne po nas. I wtedy „królestwo” Epsteina zapanuje nad całą ludzkością.

Podkreślę, że dziś możemy już powiedzieć, iż mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko liberalnym Zachodem. Liberalizm szybko zanikł i zniknął z porządku dziennego. Nikt już nie mówi o liberalnych wartościach ani demokracji – to wszystko należy do przeszłości. Teraz króluje kult Baala, kult złotego cielca, kult globalnej potęgi, kult Stanów Zjednoczonych i Izraela.

To cywilizacja przemocy, satanizmu, kanibalizmu, perwersji i pedofilii. I ta „ pedofilska cywilizacja Baala” na naszych oczach zrzuca maski i zaczyna atakować na poważnie. Gdzie Rosja przygotowuje się do ataku? Atak USA na Iran przerodził się w wojnę z całym światem.

To, co się dzieje, z każdej perspektywy przypomina Czasy Ostateczne. A jeśli nie znajdziemy w sobie siły, by zrozumieć sytuację, znajdziemy się w katastrofalnej sytuacji. Wielu mówi: „To nie czas na panikę”, ale czasami lepiej poważnie rozważyć to, co się dzieje, niż zakładać, że uciekniemy. Teraz na pewno się nie uda: Iran jest ostatnią przeszkodą na drodze do bezpośredniej wojny między cywilizacją Baala a Rosją.

Gdybyśmy mieli wolę i determinację (choć szczerze w to wątpię), musielibyśmy zacząć działać według tych samych zasad, którymi już kierują się wszyscy inni. To znaczy, wyeliminowalibyśmy ukraińskie kierownictwo wojskowo-polityczne i, bez względu na koszty, osiągnęlibyśmy cele specjalnej operacji wojskowej.

Nawiasem mówiąc, w porównaniu do nazw takich jak „Tarcza Judasza”, „Epicka Furia” czy „Koniec Potopu” używanych przez światowe mocarstwa, przemianowałbym naszą skromną operację SVO na „Miecz Katechona ”. I to od razu zmieniłoby wiele.

Ale obawiam się, że nie odważymy się tego zrobić, lecz będziemy kontynuować tę samą starą historię. A potem, powtarzam, rakiety zostaną wystrzelone w kierunku Moskwy dokładnie w trakcie negocjacji z Kushnerem i Witkoffem, dosłownie podążając za scenariuszem irańskim.

Cywilizacja Baala jest prosta: powtarza te same scenariusze i działają one za każdym razem. Bo wszyscy myślą, że dotyczy to tylko Kadafiego, Husajna, Miloszevicia, Mubaraka, Nasrallaha, Asada czy Rahbara Chameneiego, ale nie ich osobiście. I tak, krok po kroku, cywilizacja Baala osiąga swoje cele. 

Iran jest ostatnią przeszkodą na drodze do bezpośredniej wojny między cywilizacją Baala a Rosją. Wideo: kanał Telegram @mpshow

Musimy zatem albo natychmiast się zmobilizować, albo sytuacja stanie się skrajnie dramatyczna. A jeśli nadal żywimy złudzenia, to znaczy, że w naszym własnym obozie tkwi głęboki fałsz. Jest to szczególnie widoczne na tle tego, co wydarzyło się w Iranie – globalnej katastrofy. Zginęli tam wspaniali ludzie, wybitni przywódcy duchowi. Mówiąc wprost, to tak, jakby jednocześnie zamordowano patriarchę Moskwy, prezydenta, szefa Sztabu Generalnego i wszystkich najważniejszych ministrów. A jednocześnie zamordowano ponad sto uczennic, niewinnych dusz, zabitych pociskami.

Po czymś takim, jak możemy pozostać obojętni i udawać, że nas to nie dotyczy, jakby to nie była nasza sprawa?

Jeśli więc będziemy to tolerować i milczeć, to następnym razem zrobią nam to samo. Dlatego jestem absolutnie pewien, że w obecnej sytuacji powinniśmy natychmiast ogłosić stan wyjątkowy. Przynajmniej na najwyższym szczeblu. W końcu sytuacja staje się dla nas absolutnie krytyczna.

China Made ‘Serious Strategic Miscalculation’ on Iran, Insiders Say

China Made ‘Serious Strategic Miscalculation’ on Iran, Insiders Say

Muted Chinese response to U.S.-Israel strikes came after multiple revisions and reflected shock, according to people familiar with the situation.

China Made ‘Serious Strategic Miscalculation’ on Iran, Insiders Say
Chinese State Councillor and Foreign Minister Wang Yi (R) meets Iran’s Foreign Minister Mohammad Javad Zarif at the Diaoyutai state guesthouse in Beijing on May 13, 2018. Thomas Peter/AFP via Getty Images

Eva Fu 3/2/2026 theepochtimes/world/china-made-serious-strategic-miscalculation-on-iran

When Western allies reacted to the U.S.-Israeli strikes on Iran, Beijing’s response was measured.

The Chinese foreign ministry statement came seven hours after the operation began and contained just over 80 words, with the spokesperson saying Beijing is “highly concerned” while calling for “an immediate stop to the military actions.”

There was no mention of either the United States or Israel.

The statement was a “downgraded version” after multiple revisions, according to one insider familiar with the inner workings of Beijing’s diplomacy system. The highly muted tone was a reflection of shock, he and another said.

They said China’s authorities had misjudged the situation and dismissed chances of a U.S. military offensive, believing that any conflicts would stay on a rhetorical level and not touch Iran’s key power structure.

“Only until the missiles hit the ground and shook Tehran did Beijing hastily make adjustments, exposing how the decision makers had underestimated the risks,” one of them told The Epoch Times.

That led to Chinese authorities scrambling to respond.

The initial draft contained wording that directly criticized Israel and the United States, but that was “deleted line by line during the internal meeting deliberations,” the source said, and the eventual principle they reached was “not to touch the United States and Israel.”

Mao Ning, a spokesperson for China’s foreign ministry, confirmed on March 1 that they got no advance notice about the strikes.

Iran has been a strategic partner for China, providing discounted oil while helping Beijing expand its influence in the Middle East. The two signed a 25-year economic and security partnership in 2021, just as China became Iran’s top trading partner for both import and export.

While China’s diplomatic officials had conducted a comprehensive assessment on Iran prior to the strikes, part of that had relied on the framework used in the past few decades, according to another insider.

The logic goes that a large-scale military operation is unlikely because Iran had never faced full-sized kinetic attacks from the United States despite consistent military threats, he said. And because of that, he added, Beijing has evacuated fewer diplomatic personnel than from Venezuela around the Caracas raid.

“This is a serious strategic miscalculation,” he told The Epoch Times. “And no one right now dares to bring it up.”

The news of Iranian leader Ali Khamenei’s death a day later prompted Beijing’s condemnation, with Mao calling it a violation of international law.

“From the view of the Chinese Communist Party, to have an ‘old friend’ disappearing in this world in such a fashion naturally leads to fears,” China affairs analyst Li Linyi told The Epoch Times. “The Chinese officials would be wondering if such a thing could happen to them.”

For the most part, Beijing is still taking a wait-and-see approach, analysts said.

“What the Chinese Communist Party actually cares about here is not the survival of the Iranian regime. It’s about how to avoid a direct confrontation with the United States,” said a Chinese scholar, who asked for anonymity for safety fears.

He told The Epoch Times that U.S. President Donald Trump is meeting with Chinese leader Xi Jinping soon, and their talks will involve issues concerning Beijing’s core interests, such as trade, technology restrictions, and economic sanctions.

“Under this calculus, a so-called ‘strategic partner’ can be set aside anytime.”

========================================================

Shao Rong contributed to this report.

Eva Fu

Eva Fu Reporter

Eva Fu is an award-winning, New York-based journalist for The Epoch Times focusing on U.S. politics, U.S.-China relations, religious freedom, and human rights. Contact Eva at eva.fu@epochtimes.com

Czy wielkie królestwo upadnie?

Czy wielkie królestwo upadnie?

Autor: AlterCabrio, 2 marca 2026

Okres płynności i zmian, jaki właśnie się zaczyna jest dla Polaków wyzwaniem i możliwością. Wyzwaniem, bo nie będzie bezpiecznie, jak nam wmówiono, gdy kaperowano nas do UE i NATO. Możliwość, bo to, co spotka Polaków i jak będzie się żyło w Polsce przez najbliższe lata, a może i dekady, w dużej mierze zależeć będzie od nas. Potrzeba nam wizji, przywództwa i właściwej komunikacji społecznej. Główne siły polityczne i medialne nie mają niczego. Wizję zawsze brali z zagranicy, tj. z Unii, Niemiec, USA, a tak naprawdę od Żydów. Przywództwo polegało na desygnowaniu przez siły zagraniczne kogoś na stanowiska lidera, promowanie go i utrzymywanie na pozycji, przy założeniu, że właściciele mają na liderów kwity. To dotyczy prawie całego establiszmentu politycznego III RP.

Obraz tytułowy: ruiny Sardes, stolicy Lidii, siedziby Krezusa LINK

======================================================

Usrael: czy wielkie królestwo upadnie?

Współczesność aż nazbyt staje się podobna do przeszłości. Wszystko to już było, z wyjątkiem nowych narzędzi, które przecież trzeba wypróbować. Nowe bomby, rakiety, samoloty, drony, broń jądrowa i inne zabawki – III Wojna Światowa rozkwita.

Był rok 547 przed narodzeniem Chrystusa. Na obszarze dzisiejszej zachodniej Turcji znajdowało się potężne królestwo Lidii, którego władcą był Krezus, syn Alyattesa, król z dynastii Mermnadów. Jego imię przeszło do naszej współczesności jako synonim wielkiego bogacza, był bowiem Krezus jednym z najpotężniejszych i najbogatszych ludzi swoich czasów, coś jakby Trump. Musk i Rotszyld w jednym. U jego granic rosło w potęgę imperium Persów, rządzone przez Cyrusa II Wielkiego. Zechciał więc Krezus zaatakować je i zredukować zagrożenie. Przedtem jednak postanowił poradzić się bogów, udał się więc do Delf, do słynnej wyroczni. Na zapytanie o wróżbę dla wojny, Pytia odpowiedziała, że jeśli Krezus przekroczy graniczną rzekę Halys, upadnie wielkie królestwo. Krezus odczytał to jako pomyślną wróżbę i wraz z armią przekroczył rzekę, i przegrał. Upadło jego królestwo, Lidia, które włączone zostało do imperium Persów.

Czytaj też:

Początek wojny, cz.1 Trump przeciwko światu

Wojna-groźba-szansa

Mamy rok pański 2026 od narodzenia Chrystusa, 2572 lata od tamtych wydarzeń, a dzieją się one jakby na nowo na naszych oczach. Dnia 28 lutego b.r. imperium Usraela napadło na Iran, dawniej zwany Persją, napadem powietrznym. Doprowadziła do tego cała sekwencja wydarzeń, których punktem kluczowym jest powstanie państwa Izrael w 1948 r. Przygotowania do utworzenia tego tworu trwały już od końca XIX wieku. W II jego połowie wśród Żydów wschodnich, inaczej aszkenazyjskich, nazywanych przez Żydów sefardyjskich pogardliwie „Ostjuden” powstał ruch polityczny, zwany syjonizmem. Głosił on ideę odbudowy starożytnego państwa Izrael na obszarze Palestyny, tak, aby Żydzi z całego świata mogli wreszcie swobodnie żyć w swoim państwie, aby nie zagrażały im nigdy więcej prześladowania i pogromy, aby wreszcie mogli być u siebie. Starania te poparła londyńska gałąź Rotszyldów, i stąd po nitce do kłębka, sterując polityką Wielkiej Brytanii, Cesarstwa Niemieckiego, Cesarstwa Austrii, Francji, USA, Rosji sowieckiej, wywołując wojny i rewolucje, wynosząc i obalając rządy, wzmacniając i rozbijając państwa udało się Żydom doprowadzić do powstania państwa Izrael. Dziś, po 78 latach wiadomo o tym projekcie więcej, niż wtedy. Wiadomo, że historycznie nie ma żadnej kontynuacji między Izraelem starożytnym a dzisiejszym, to twór zupełnie nowy ze starą nazwą. Także etnicznie współcześni ludzie, zwani Żydami nie pokrywają się z Żydami z czasów Chrystusa, a raczej bliżej im do Chazarów, szczególnie, jeśli uwzględnimy Ostjuden.

Powstanie tego państwa nie spowodowało, że Żydzi z całego świata wrócili do ojczyzny, przeciwnie, nadal ich diaspora trzyma się mocno w wielu krajach, szczególnie w USA, i nie zamierzają wyjeżdżać do Izraela. Raczej starają się wzmocnić swoją pozycję wśród elit rządzących różnych państw, co udało im się szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Celem nie była również budowa przestrzeni wolności i pokoju, co widać na przykładzie Gazy i stosunku Izraela do innych państw. Nawet dla samych Żydów Izrael nie jest szczególnie wolnościowy, co pokazało się podczas ogromnych manifestacji w tym kraju przeciwko premierowi Netanjahu. Wydaje się więc, że celem syjonizmu było coś innego: stworzenia państwa, położonego w jednym z najbardziej strategicznych miejsc na świecie, które będzie pivotem – sworzniem, wokół którego kręcił się będzie cały świat.

Iran, wcześniej znany na świecie jako Persja, od zawsze był monarchią, a król zwał się tam szachem. Nie zawsze jednak szachowie pochodzili z prawowitych dynastii, były zamachy stanu, wojny domowe, ingerencje innych państw. Na początku XX w. Iran stał się de facto kondominium brytyjsko-rosyjskim, a większość dochodów z bogatych złóż ropy Iranu szło do brytyjskich właścicieli koncesji wydobywczych. Na tronie irańskim zasiadł osadzony przez aliantów zachodnich ród Pahlawich. Po II Wojnie Światowej Irańczycy podjęli próbę odzyskania suwerenności i wyrwania się z zależności zarówno wobec ZSRR, jak i Zachodu. Na czele tego ruchu stanął premier Mohammed Mossadegh. W 1953 r. ruch ten został obalony przez amerykańską CIA i brytyjską MI6. Szach Reza Pahlawi stał się odtąd faktycznym dyktatorem kraju i rozpoczął program pospiesznej modernizacji kraju. Oznaczało to otwarcie Iranu na wszystkie destrukcyjne prądy kulturowe, które już wtedy zaczęły niszczyć Zachód, w połączeniu z całkowitym przejęciem Iranu przez zachodnie korporacje i interesy. Wszystko dla Iranu miało być sprowadzane z zagranicy, irańska miała być tylko ropa. Na tym bardzo bogacił się szach i jego kamaryla oraz zachodni właściciele dóbr Iranu, tracili na tym wszyscy Irańczycy. Opór społeczeństwa irańskiego przeciwko obcym wzorcom kulturowym oraz drenażu kraju z bogactw był brutalnie tłumiony przez policję polityczną. Kraj był oficjalnie liberalny, ale faktycznie dyktatorski. Z Iranu nie korzystali Irańczycy, ale właściciele z obcych krajów, a Irańczycy stali się pariasami we własnym kraju. Szach Pahlawi był również bardzo proizraelski.

Wszystko to zmieniło się nagle w 1979 r, gdy Irańczycy powiedzieli: dość i zorganizowali Irańską Rewolucję Islamską. Ludziom na Zachodzie, również Polakom sprzedano haggadę, że okrutny reżim dzikich ajatollahów, fanatyków religijnych gwałtem zdobył władzę, obalając dobrego i łagodnego władcę, po czym wprowadził tam okrutny terror i biedę. Prawda zaś jest taka, że to szach Reza Pahlawi był zamordystą, pozwalającym na okradanie swojego kraju przez Zachód i syjonistów w zamian za prowizję. Rewolucja i ajatollahowie przywrócili zaś w Iranie naturalne ustawienia, działające tam od wieków. Zaburzenia ekonomiczne Iran u wynikają zaś z tego, że po 1989 r. kraj ten jest ustawicznie atakowany i prześladowany na świecie przez swoich wrogów, szczególnie przez Usrael. W latach 1980-1988 toczyła się okrutna i wyniszczająca wojna iracko-irańska, rozpoczęta napaścią Iraku Saddama Husseina. Od początku swojego istnienia Islamska Republika Iranu obłożona jest przez Usrael i większość świata sankcjami ekonomicznymi, które duszą rozwój tego kraju. Największym jednak wrogiem Iranu jest Izrael, co sprawia, że sankcje są wciąż tak dotkliwe.

Izraelowi odzyskanie przez Iran niepodległości utrudniło plany, polegająca na budowie Wielkiego Izraela, czyli opanowaniu całego Bliskiego Wschodu, oraz kontroli głównych przepływów strategicznych świata. Obecnie, gdy Chiny rozpoczęły budowę Nowego Jedwabnego Szlaku, który omija terytoria, kontrolowane przez Usrael, ten naprędce zbudował Nową Żelazną Kurtynę, rozciągającą się od Morza Barentsa do Morza Arabskiego.

Kurtyna przebiega m.in. wschodnią granicą Polski, przechodzi przez linię frontu na Ukrainie, wschodnią granicę Turcji, Syrię, Irak, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Brakuje jednego ważnego elementu: Iranu, który dodatkowo zaopatruje Chiny w węglowodory. Usrael ma własny projekt nowego szlaku handlowego: korytarz ZEA-Izrael. Ma on uzależnić od siebie zarówno Azję, jak i półkulę zachodnią i Afrykę. Jego uruchomienie oznaczałoby, że wszystkie te obszary zależą od Usraela i dolara, co dałoby ich władcom coś w rodzaju władzy nad światem. Wymaga to jednak zablokowania szlaku Chińczyków, czyli utrzymania Żelaznej Kurtyny i opanowania Iranu. To jest właściwy powód, dla którego Usrael wciąż oskarża Iran o budowę broni atomowej, a opinia publiczna na Zachodzie przekonana jest, że w Iranie rządzą okrutni fundamentaliści, terroryzujący społeczeństwo Iranu i cały świat.

W rzeczywistości Iran dąży do budowy energetyki atomowej, aby nie popaść w kryzys energetyczny, do którego zmierza właśnie Europa. Irańczycy mieli pomysł na własną bombę, czemu nie można się dziwić, skoro Izrael ma bombę i wciąż grozi Iranowi. Z Iranem można się jednak dogadać, w 2015 r. zostało zawarte porozumienie międzynarodowe o kontroli irańskiego programu broni jądrowej, które stronami były: Iran, USA, Rosja, Wielka Brytania, Francja, Chiny, Niemcy, Unia Europejska. Od tamtej pory irańska technika jądrowa jest pod stałą kontrolą Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, w odróżnieniu od Izraela, który nie przyjmuje żadnych kontroli. Jednakże w 2018 r. podczas pierwszej kadencji Donalda Trumpa z porozumienia wycofały się USA.

Izrael nie zaprzestał jednak ataków, a dzięki poparciu Trumpa podczas drugiej kadencji zaatakował Iran rakietami i lotnictwem w dniu 13 czerwca 2025 r. Iran jednak skutecznie odpowiedział rakietami i dronami, przebijając izraelskie systemy obrony, co zdumiało, przeraziło i rozwścieczyło Żydów. Gdy zaczęły im się kończyć rakiety, zmusili USA do wysłania bombowców, aby zbombardowały irańskie cele, związane z techniką jądrową. USA poprzestały na jednym ataku, po czym prezydent Trump nagle przerwał działania wojenne, nazywając tą kampanię „wojną dwunastodniową”.

Cały świat spodziewał się jednak kontynuacji, i ona nastąpiła w postaci próby przeprowadzenia kolorowej rewolucji w Iranie. Pod koniec grudnia rozpoczęły się protesty w Teheranie, których początkiem był strajk sprzedawców telefonów komórkowych. Dalej poruszamy się już w sferze hipotez, i tak należy traktować poglądy, które dalej zostaną zaprezentowane. Masowe protesty były operacją służb Usraela, tak samo, jak wiele innych kolorowych rewolucji: Pomarańczowa Rewolucja i Euromajdan na Ukrainie, próba obalenia Łukaszenki na Białorusi w 2020 r., Arabska Wiosna, rewolucja bolszewicka w Rosji i wiele innych. Usrael zaangażował tam potężne siły i środki, traktując to jako operację pierwszoplanową najwyższego priorytetu.

Skierowano tam agentów z innych frontów i rozkręcono spiralę emocji i przemocy. Władze Iranu były jednak na to przygotowane. Pamiętając, jak koordynowano Arabską Wiosnę, Iran wyłączył Internet, co uniemożliwiło siłom wroga skrytą komunikację. Agenci Usraela komunikowali się przez Starlinki, co jednak umożliwiło ich namierzenie. Złapano około 800 agentów, co pokazuje ogromną skalę operacji. Zakończyła się ona całkowitą klęską Usraela, i pogromem jego tajnej armii agentów, elity służb, ludzi wyszkolonych, doświadczonych i sprawdzonych. To potężna klęska materialna, operacja to musiała bowiem kosztować Usrael krocie. Gorsze jednak są utrata zasobów wyszkolonych służb i koszty wizerunkowe, i to zarówno w oczach ich własnych ludzi, ich sojuszników i ich wrogów. Okazało się bowiem, że Usrael można pokonać. Dokonało tego pogardzane dotąd państwo Trzeciego Świata, wspierane co prawda przez Chiny i Rosję. Nagle w oczach całego świata pojawiła się zapowiedź zmierzchu imperium Usraela, wzmocniona aktami Epsteina.

Krótko po klęsce armii tajnej USA zostały zmuszone przez Żydów do gwałtownej mobilizacji armii jawnej. W rejon Iranu zostały skierowane dwa potężne lotniskowce wraz z wielką flotą towarzyszącą, wielkie siły lotnicze, znaczne siły lądowe. Bazy USA, rozmieszczone w różnych krajach wokół Iranu zostały postawione w stan gotowości. Dnia 28 lutego 2026 roku około godziny 8 rano siły zbrojne Izraela i USA zaatakowały terytorium Iranu. Zbombardowano kilkadziesiąt celów, zarówno wojskowych, jak też cywilnych. Zginęli cywile, w tym dzieci. W sposób terrorystyczny zaatakowano dowódców i przywódców. Zginął również duchowy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei. Zabito też członków jego rodziny. Natychmiast wzniosły się w niebo irańskie rakiety i drony, wycelowane w terytorium Izraela jak i w bazy amerykańskie w innych państwach Bliskiego Wschodu. Po dwóch dniach wojny Usrael chwali się zwycięstwem, jednocześnie zapowiadając, że operacja potrwa 4 tygodnie. Coraz więcej komentatorów używa pojęcia „III Wojna Światowa”. Wojna rozlała się z Iranu na inne kraje regionu. Co będzie dalej, nie potrafi przewidzieć nikt, również Żydzi.

Co takiego może się wydarzyć? Usrael może poprzestać na bombardowaniach i rujnować Iran. Nie zmienią w ten sposób władzy w tym kraju, ale spowodują wiele szkód i zadadzą wiele strat. Sami poniosą ogromne koszta i straty w bazach i w Izraelu. Jeśli zaatakują siłami lądowymi, opanują węzłowe punkty, ale całego terytorium im się nie uda. Będzie tak, jak Afganistanie, tylko bardziej. Poniosą koszty i straty znacznie większe, a wielu amerykańskich chłopców wróci w trumnach. Nawet, jeśli osadzą swój rząd w Teheranie, kraj będzie walczyć. Śmierć ajatollaha Chamenei, starca 87-letniego, który i tak niedługo umarłby ze starości, dostarczyła Irańczykom męczennika, symbolu, wokół którego będą się jednoczyć.

Usrael mocno wściekł Irańczyków i inne ludy muzułmańskie i dostarczył im motywacji do walki. Należy też założyć, że Chiny i Rosja będą na różne sposoby wspomagać Iran, tak, jak obecnie USA wspiera Ukrainę. Usraelici nie wygrają tej wojny, choć zadadzą wielkie straty. Sami jednak utracą hegemonię światową. Rząd dusz i wiarygodność już utracili. Odtąd nikt nie będzie ufał USA, i zapewnieniom ich przywódców. Każdy już może dostrzec, jak bardzo to państwo i jego władze należą do Żydów. USA i Izrael stracili więc przewagę moralną i informacyjną. Każdy wie, jacy są, i że można po nich spodziewać się wszystkiego. Zniknęła również różnica między USA i Rosją, skoro robią to samo. Tyle, że Rosja ma podstawy swoich działań w prawie międzynarodowym, a Ameryka łamie wszystko.

Czytaj też:

Europa w uścisku nowej Chazarii-cz.I

Te wydarzenia będą też miały konsekwencje dla Europy. USA nie są w stanie prowadzić dwóch wielkich wojen materiałowych naraz. Wojna ukraińska będzie musiała zostać zakończona lub przekazana Europie. Zakończenie może polegać na przekazaniu Ukrainy pod wpływ Rosji, trudno wyobrazić sobie coś innego. Jeśli postanowią przekazać Europie, skierują do wojny Polskę na mięso armatnie, aby zyskać trochę czasu. Bardziej na dziś prawdopodobny wydaje się pierwszy wariant. Można też z pewnością założyć, że radykalizacji ulegnie Europa, to znaczy muzułmańskie rzesze nowych Europejczyków, ściąganych masowo zaczną atakować sojuszników Ameryki i Żydów, i Europa stanie się obszarem konfliktów politycznych Trzeciego Świata. Na pewno nie będzie tak, jak jest dziś, świat i Europa ulegnie przemianie, i ta przemiana nie będzie łagodna i pokojowa. Krezus zaatakował, i zobaczymy, jak to zniesie jego własne królestwo.

Okres płynności i zmian, jaki właśnie się zaczyna jest dla Polaków wyzwaniem i możliwością. Wyzwaniem, bo nie będzie bezpiecznie, jak nam wmówiono, gdy kaperowano nas do UE i NATO. Możliwość, bo to, co spotka Polaków i jak będzie się żyło w Polsce przez najbliższe lata, a może i dekady, w dużej mierze zależeć będzie od nas. Potrzeba nam wizji, przywództwa i właściwej komunikacji społecznej. Główne siły polityczne i medialne nie mają niczego. Wizję zawsze brali z zagranicy, tj. z Unii, Niemiec, USA, a tak naprawdę od Żydów. Przywództwo polegało na desygnowaniu przez siły zagraniczne kogoś na stanowiska lidera, promowanie go i utrzymywanie na pozycji, przy założeniu, że właściciele mają na liderów kwity. To dotyczy prawie całego establiszmentu politycznego III RP.

Co do komunikacji, za przykład niech posłuży główna telewizja pisfery w dniu 1 marca 2026 roku. Redaktorzy niepewni, nie wiedzą, co się dzieje i co mają mówić, widać niemalże przerażenie, tak, jakby po raz pierwszy zetknęli się czymś rzeczywistym i groźnym. Nie wiedzą, co mają mówić, bo nie wiedzą nawet, co mają myśleć. Włączają się odruchowe, wyuczone reakcje emocjonalne dobrze wytresowanych szabesgojów: Ameryka dobra, o Żydach wcale albo dobrze, Iran zły, Rosja zła. Na naszych oczach rozpadły się wszystkie narracje, zarówno lewacka, jak i prawacka. Teraz już ani Unia nie jest dobra, ani Trump nie jest dobry, a udziału Izraela nie da się już ukryć. Dziennikarzełki prawackie przy takiej niepewności zawsze wracają do źródła, do matecznika, więc zamiast widoku nocnego Warszawy pokazują Tel Awiw w nocy, i jak tam jest spokojnie.

W tym całym chaosie pewny jest tylko jeden kierunek. Spójna wizja, przywództwo i komunikacja są dziś w jednym miejscu: w Koronie, i kto nie chce dać się podbić, niech idzie tam. A więcej o tych rzeczach znajdą Czytelnicy w Poradniku świadomego narodu.

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

______________

Usrael: czy wielkie królestwo upadnie?, Bartosz Kopczyński, 2 marca 2026

Rodzina Netanyahu bezpieczna! W Miami. MEM-y II.

———————————————————————————-

——————————————-

——————————————————–

——————————

———————————————-

————————————————-

—————————————————————————

Wojna obronna USA. MEM-y I.

——————————–

———————————————————

———————————————

———————————————————————–

——————————————————————————

——————————————-

———————————————–

W ruchu MAGA trwa walka o „duszę” Partii Republikańskiej

W ruchu MAGA trwa walka o „duszę” Partii Republikańskiej

Agnieszka Stelmach pch24w-ruchu-maga-trwa-walka-o-dusze-partii-republikanskiej/

(Oprac. PCh24.pl)

Czy zaciekłe ataki na Tuckera Carlsona – prominentnego podcastera ruchu MAGA, który wyniósł Donalda Trumpa na fotel prezydenta – znamionują głębszą walkę o zmianę oblicza Partii Republikańskiej na zdystansowaną wobec syjonizmu i Izraela? Takie sugestie padają ze strony wpływowych polityków z obydwu tych krajów. I ma to znaczenie w kontekście batalii toczonej przeciwko Iranowi, wyborów uzupełniających oraz planowanej kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych.

Od co najmniej ubiegłego tygodnia „prawicowy internet” w USA jest rozgrzany do czerwoności w związku ze słynnym już wywiadem, jaki Tucker Carlson przeprowadził z ambasadorem USA w Izraelu, Mikiem Huckabee, zadeklarowanym syjonistą chrześcijańskim.

Konserwatywny komentator zaznaczył, że według Biblii, potomkowie Abrahama mieliby otrzymać ziemie obejmujące dziś znaczną część Bliskiego Wschodu, w tym część Jordanii, Syrii, Iraku i Libanu. Carlson zacytował fragment 15. rozdziału Księgi Rodzaju i zapytał ambasadora, czy Izrael ma prawo do tej ziemi. – Byłoby w porządku, gdyby zabrali wszystko – odparł Huckabee w rozmowie, którą wyemitowano 19 lutego.

Wypowiedź wywołała natychmiastową reakcję przedstawicieli wielu państw arabskich. 22 lutego rzecznik ambasady USA w Izraelu prostował słowa swojego szefa, podkreślając, że zostały wyrwane z kontekstu, a waszyngtońska polityka wobec Tel Awiwu pozostaje niezmieniona.

Rzeczywiście, w dalszej części wywiadu ambasador starał się doprecyzować, o jaką ziemię chodzi. – [Żydzi] nie domagają się powrotu i zajęcia całego tego obszaru, ale przynajmniej chcą zachować ziemię, którą obecnie zajmują, na której mieszkają i którą legalnie posiadają, jako bezpieczną przystań dla siebie – przekonywał Huckabee. Dodał, że Izrael nie próbuje przejąć Jordanii, Libanu, Syrii ani Iraku, lecz dąży do ochrony własnego narodu.

Władze Egiptu, Arabii Saudyjskiej, Jordanii, Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru, Indonezji, Pakistanu, Turcji, Syrii, Kuwejtu, Libanu, Omanu oraz Autonomii Palestyńskiej określiły słowa ambasadora jako „niebezpieczne i podburzające” oraz zagrażające stabilności regionu. „Te oświadczenia bezpośrednio przeczą wizji przedstawionej przez prezydenta USA Donalda J. Trumpa (…) opartej na powstrzymaniu eskalacji i stworzeniu politycznego horyzontu dla kompleksowego rozwiązania, które zapewni Palestyńczykom własne niepodległe państwo” – napisali w oświadczeniu wystosowanym 22 lutego.

Huckabee, ewangelikalny chrześcijanin i zdecydowany zwolennik Izraela oraz ruchu osadniczego na Zachodnim Brzegu, sprzeciwia się idei rozwiązania dwupaństwowego.

Izrael w wyniku wojny sześciodniowej w 1967 roku zdobył Zachodni Brzeg i wschodnią Jerozolimę od Jordanii, Gazę i Półwysep Synaj od Egiptu oraz Wzgórza Golan od Syrii. Wycofał się jednak z Synaju w ramach porozumienia pokojowego z Egiptem po wojnie w 1973 roku, a z Gazy – w 2005 roku. Od czasu zawieszenia broni z Hamasem, które weszło w życie w październiku 2025 roku po dwóch latach walk, izraelskie wojsko kontroluje większość wschodniej części Gazy. Na Zachodnim Brzegu władze izraelskie pogłębiły kontrolę nad okupowanym terytorium poprzez zwiększenie liczby osiedli żydowskich, legalizację placówek i wprowadzenie zmian administracyjnych. Wszystko to odbywa się w czasie, gdy Trump oświadczył, że nie pozwoli Izraelowi na aneksję Zachodniego Brzegu i zagwarantował, że zablokuje wszelkie działania w tym kierunku.

Carlson, były prezenter Fox News, niezwykle popularny prawicowy podcaster, od kilku miesięcy notorycznie krytykuje politykę Waszyngtonu wobec Tel Awiwu, obawiając się wciągnięcia Ameryki w konflikt na Bliskim Wschodzie. Z tego powodu proizraelskie lobby uznało go za jednego z największych „antysemitów”.

W ubiegły czwartek wiceprezydent J.D. Vance pochwalił Carlsona za wywiad. Mówił dziennikarzowi „The Washington Post”: – Myślę, że to naprawdę dobra rozmowa, która będzie niezbędna dla prawicy nie tylko przez kilka najbliższych, ale przez wiele lat. Dodał, że co prawda nie obejrzał całego wywiadu, ale „widział kilka fragmentów tu i tam”.

Ambasador Izraela atakuje publicystę

Przychylne przyjęcie rozmowy Carlsona przez Vance’a zostało szybko potępione przez syjonistów. „Absolutna katastrofa” – grzmiała prowadząca NewsNation, Batya Ungar-Sargon.

„Podczas wywiadu @TuckerCarlson wielokrotnie znieważył prezydenta Trumpa i zasugerował, że jest on kontrolowany przez Netanjahu” – napisała na X prawicowa komentatorka Laura Loomer. Odniosła się również do komentarza Vance’a o tym, że ​​wywiad był „dobrą rozmową”, pisząc: „Nie, nie był”. Loomer wezwała prezydenta Donalda Trumpa do „potępienia” byłego prezentera Fox News. Zaapelowała także do prokurator generalnej Pam Bondi, aby się zajęła Carlsonem, ponieważ stanowi on „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”.

Jednak najbardziej zaciekły atak na bardzo popularnego dziennikarza przeprowadził w piątek, tuż przed nalotem na Iran, ambasador Izraela w USA Yechiel Leiter. Stwierdził on, że retoryka byłego prezentera jest obraźliwa i głęboko niepokojąca.

Carlson wcześniej wielokrotnie sugerował, że izraelski przywódca Benjamin Netanjahu kontroluje Trumpa i podburza go do wojny przeciwko Iranowi. Leiter komentował dla „New York Post”, że niedawne uwagi Carlsona, w których twierdził, że prezydent Donald Trump ugiął się pod presją Izraela, „graniczą z pornografią”.

– To po prostu nonsens, że Netanjahu steruje prezydentem Trumpem. I to graniczy z pornografią. To takie obrzydliwe – podkreślił ambasador. Jednocześnie potępił „stary stereotyp”. – To stary antysemicki stereotyp: „Żydzi mają władzę”. Ameryka działa w swoim najlepszym interesie… To takie obraźliwe. On obraża prezydenta i jest wręcz antysemicki wobec Żydów i państwa żydowskiego – uznał ambasador.

Leiter zapewnił, że to Stany Zjednoczone same decydują o ataku na Iran, a nie Izrael, który jest „wzorowym sojusznikiem”. Odrzucił sugestie, jakoby Tel Awiw naciskał na Waszyngton w tej sprawie i pozwolił sobie na inne obelgi wobec Carlsona. – Mam szczerą nadzieję, że jest tak głupi, na jakiego wygląda. Naprawdę mam taką nadzieję. Bo jeśli nie jest głupi, to znaczy, że ktoś go finansuje. Wolę więc, żeby był głupi niż całkowicie skorumpowany – atakował.

Prof. Lax porównuje Carlsona do Hitlera i krytykuje J.D. Vance’a

Ale jeszcze dalej w tych wypowiedziach poszedł konserwatywny żydowski profesor, który porównał Carlsona do Hitlera. Jeffrey Lax, potomek ocalałych z Holokaustu, zaangażowany w zwalczanie antysemityzmu na stanowym uniwersytecie w Nowym Jorku, gdzie wykłada prawo, w 2024 r. krytykował liberałów porównujących Donalda Trumpa do Hitlera. Wykładowca, który określa się mianem centroprawicowca, częsty komentator stacji Newsmax i Fox News tweetował: „Nigdy, przenigdy nie myślałem, że ten dzień nadejdzie, ale po raz pierwszy w życiu porównam człowieka do Adolfa Hitlera” – napisał Lax na X w zeszły piątek. „Zrozumcie, że jestem wnukiem czwórki ocalałych z Holokaustu. Całe życie namawiałem ludzi, by NIE porównywali nikogo do Hitlera. Ale… poglądy, retoryka i wpływy Tuckera Carlsona przypominają mi Adolfa Hitlera”.

Laxa zbulwersowało to, że słynny już wywiad poparł wiceprezydent J.D. Vance. Zdaniem prawnika, „ta sytuacja jest tak samo poważna jak zawał serca, a skoro @J.D.Vance teraz otwarcie i w odrażający sposób legitymizuje poglądy Carlsona, znajdujemy się w stanie wyjątkowego antysemityzmu” – kontynuował.

Profesora szczególnie zbulwersowała sugestia dziennikarza odnośnie kwestii przeprowadzania w Izraelu masowych testów genetycznych, które potwierdzałyby bądź zaprzeczały, że poszczególne osoby są rzeczywiście potomkami Abrahama. Chodzi oczywiście o szerszy kontekst wypowiedzi – czyli uzasadnianie przez chrześcijańskich syjonistów rzekomego prawa Żydów do biblijnych terenów. Carlson zakwestionował je wskazując, że jeśli Żydzi zamieszkujący obecnie Izrael nie wywodzą się genetycznie z terenów bliskowschodnich – a na przykład są z Polski czy Rosji – to ich roszczenia do zamieszkiwania w Ziemi Świętej są wątpliwe.

Lax komentował, że „aby dojść do tego punktu, musiało wydarzyć się coś głęboko niepokojącego na wielu poziomach”. Dodał, że apel Carlsona o testy genetyczne dla Żydów przekroczył granicę. „Jeśli kiedykolwiek słyszałem coś w stylu Hitlera, to kiedy mówi się o Żydach, którzy muszą udowodnić, że są Żydami, na podstawie DNA. Gdyby testy DNA były dostępne za czasów Hitlera, czy nie sądzi pan, że Hitler by z nich nie skorzystał?”, pytał retorycznie swojego rozmówcę z „NYP”.

Żydowski prawnik dodał, że mówi konkretnie o „wczesnym Hitlerze, o wczesnych latach, zanim doszedł do władzy, zanim faktycznie fizycznie doprowadził do czyjejś śmierci”. – Mówię o retoryce. Można go było wtedy powstrzymać. Ludzie nie traktowali Hitlera poważnie – ubolewał.

Profesor nie raz krytykował Carlsona wcześniej, jednak unikał kierowania negatywnych uwag pod adresem Vance’a. Tym razem stwierdził: – Od dawna miałem podejrzenia co do Vance’a. Chciałem mieć pewność. Zarzucił wiceprezydentowi, że nie można popierać ani w żaden sposób legitymizować poglądów Carlsona. Uznał to za „szaleństwo” i „zgniliznę mózgu”.

Wpływowego podcastera skrytykowali także: redaktor „Newsweeka” Josh Hammer, izraelski luminarz konserwatyzmu Yoram Hazony, ortodoksyjny komentator Ben Shapiro, kongresmen Randy Fine, proizraelskie grupy aktywistów StandWithUs i StopAntisemitism oraz wydawnictwa o konserwatywnym, proizraelskim nastawieniu, takie jak „Tablet”, „The Free Press” i „Commentary”.

Czy Carlson ma polityczne ambicje?

Jewish Telegraphic Agency wskazuje, że to, co wyprawia [sic !! md] Tucker Carlson ma istotne znaczenie, ponieważ „buduje [on] własną, potężną sieć polityczną przed wyborami uzupełniającymi, złożoną z postaci o rosnącym wpływie na młodych wyborców”. Carlson zaprasza na „przyjacielskie wywiady” kandydatów Partii Republikańskiej, w tym kandydata na gubernatora Florydy Jamesa Fishbacka, „miłośnika antysemickich memów”, ale także innych polityków stanowiących konkurencję w partii dla chrześcijańskich syjonistów np. kandydata do Senatu Paula Dansa, który rywalizuje z proizraelskim senatorem Lindsayem Grahamem czy kandydata na gubernatora stanu Iowa Zacha Lahna.

Niektórych Żydów oburza to, że amerykańskie środowiska żydowskie wstrzymały się z krytyką wiceprezydenta, co uznają za „skandaliczne” i „autodestrukcyjne”. Vance’a oszczędza Liga Przeciwko Zniesławieniom i jej prezes Jonathan Greenblatt czy Amerykański Komitet Żydowski.

Prof. Lax twierdzi, że poparcie, jakiego Vance udzielił Carlsonowi sprawiło, że ludziom „oczy wyskoczyły z orbit”. W ubiegły piątek po południu na platformie X wystosował nawet apel do prezydenta; „Dość. To stan wyjątkowy o podłożu antysemickim. Tylko Trump może go zakończyć. I musi to zrobić teraz” – napisał Lax, domagając się wyrzucenia wiceprezydenta i wykluczenia Tuckera Carlsona ze wszystkich organizacji konserwatywnych i republikańskich.

Inni członkowie MAGA krytykują Trumpa

Decyzja Trumpa w sprawie ataku na Iran spotęgowała wrzenie pośród sympatyków MAGA. Jak można było przypuszczać, w wywiadzie udzielonym w sobotni poranek głównemu korespondentowi ABC News w Waszyngtonie, Jonowi Karlowi, Carlson powiedział, że atak na Iran jest „absolutnie obrzydliwy i zły”. Zasugerował również, że będzie miał on istotny wpływ na ruch polityczny Trumpa, mówiąc: „To w znaczący sposób przetasuje karty”.

Była republikańska kongresmenka z Georgii, Marjorie Taylor Greene, zagorzała zwolenniczka MAGA, która pokłóciła się z Trumpem w sprawie ujawnienia akt Jeffreya Epsteina, opublikowała w mediach społecznościowych ostry, pełen wulgaryzmów komentarz. Zarzuciła prezydentowi zdradę programu MAGA i oszukanie wyborców. Trump nie stawia Ameryki na pierwszym, lecz ostatnim miejscu, uważa.

Popularny podcaster popierający prezydenta, Tim Pool, również skrytykował działania administracji jako zdradę programu wyborczego „America first”. Inni wpływowi działacze MAGA, Keith i Kevin Hodge napisali: „Uwolnienie narodu irańskiego nie jest powodem, dla którego głosowaliśmy na Trumpa. Prezydent Trump całkowicie OKŁAMAŁ swoich wyborców, wbił nóż w plecy naszemu krajowi i zhańbił swoje dziedzictwo bezpowrotnie, co jest największym upadkiem, jaki kiedykolwiek widzieliśmy” – skomentowało w sieci rodzeństwo.

Niektórzy republikańscy ustawodawcy, w tym kongresmen Thomas Massie z Kentucky, senator Rand Paul również z tego stanu oraz kongresmen Warren Davidson z Ohio ogłosili swoją dezaprobatę dla ataku USA na Iran. „To nie jest Ameryka przede wszystkim” – napisał Massie w poście w mediach społecznościowych, dodając, że po wznowieniu obrad Kongresu planuje współpracować z kongresmenem Ro Khanną, demokratą z Kalifornii, aby wymusić głosowanie w Kongresie w sprawie wojny z Iranem.

„Jerusalem Post”: Carlson chce zniszczyć MAGA. Walka o „duszę” Partii Republikańskiej

„Jerusalem Post” w opinii pod tytułem Tucker Carlson is trying to break Trump’s Republican movement that made him [„Tucker Carlson próbuje zniszczyć republikański ruch Trumpa, który go zbudował”], opublikowanej 26 lutego zaznaczył, że publicysta nie ogranicza się już tylko do komentowania, ale aktywnie podważa fundamentalne filary spuścizny Trumpa.

Autor opinii, Mike Evans komentował, że chociaż komentator „chce się przedstawiać jako strażnik hasła America first, w rzeczywistości staje się jedną z najbardziej destabilizujących sił w samym ruchu, który go wyniósł na szczyt”.

„To, czego jesteśmy świadkami, to nie grzeczna różnica zdań. To otwarty rozłam w MAGA, co główne media otwarcie opisują teraz jako wojnę domową o wpływy Carlsona i jego ataki na politykę zagraniczną prezydenta Trumpa, szczególnie w odniesieniu do Izraela i Iranu” – czytamy.

Autor zarzuca byłemu prezenterowi, że próbuje przedstawić zasługi gospodarza Białego Domu w polityce wobec Izraela jako „słabość”. Pośród „zasług” wymienia przeniesienie ambasady USA do Jerozolimy, uznanie suwerenności Izraela nad Wzgórzami Golan, pośredniczenie w zawarciu Porozumień Abrahamowych. Miały to być „historyczne posunięcia, które na nowo zdefiniowały relacje USA – Izrael”.

Autor odniósł się także do ostatniego wywiadu Carlsona z ambasadorem USA w Izraelu i do późniejszego komentarza Huckabee’ego, który wyraził nadzieję, że Carlson nie będzie już wpuszczany do Białego Domu, ponieważ „powoduje podziały” i jest „niebezpieczny”.

Autor opinii uważa, że retoryka dziennikarza to „nie jest język łagodnej niezgody”, lecz jest to „język alarmu”. „Carlson zaognił sprawę w wywiadzie dla saudyjskiej telewizji, twierdząc, że amerykańscy przywódcy są bardziej lojalni wobec obcego kraju niż wobec własnego, zasugerował, że polityka USA wobec Iranu jest dyktowana przez Izrael i nazwał izraelską kampanię w Strefie Gazy zawłaszczeniem ziemi. To nie są niuanse krytyczne. To prowokacyjne oskarżenia, odzwierciedlające narracje od dawna używane przez przeciwników Ameryki. Radykalny islam zabija ciało. Tucker Carlson, zdaniem swoich krytyków, stał się ich partnerem, zabijając duszę” – pisze Evans.

Autor podkreślił, że opinie Carlsona mają pozostawać „w wyraźnej sprzeczności z bardziej jastrzębim skrzydłem koalicji Trumpa”. Zadał więc pytanie: „Kto definiuje program Ameryka przede wszystkim?”.

I wyjaśnia, że „wersja Trumpa zawsze uwzględniała siłę, odstraszanie, wpływy i strategiczne sojusze”. Z kolei „wersja Carlsona skłania się ku izolacjonizmowi, sceptycyzmowi wobec sojuszników i podejrzliwości wobec niemal każdego zagranicznego zobowiązania”. To „filozoficzny konflikt, który ujrzał teraz światło dzienne”, kontynuował.

Grozi to rozłamem ruchu MAGA i nie ma wątpliwości, że te napięcia narastają. O ile syjoniści chrześcijańscy okazują zdecydowane poparcie dla Trumpa, o tyle Carlson, który „ma liczną publiczność w mediach cyfrowych” wpływa na „populistyczną, nieinterwencjonistyczną frakcję, coraz bardziej wrogo nastawioną do tradycyjnej republikańskiej polityki zagranicznej”. Dodaje: „To nie jest debata akademicka. To walka o przyszły kierunek Partii Republikańskiej”.

Evans ubolewa, że Carlson wciąż zachowuje dostęp do Białego Domu, mimo iż potępiają go prominentni sojusznicy prezydenta. „Ta niespokojna koegzystencja nie może trwać wiecznie. Albo ruch doprecyzuje swoje zasady, albo się rozpadnie” – sugeruje, wskazując, że już przekroczono pewną granicę. Obawia się, że prawicowy podcaster za bardzo osłabi ruch MAGA, przyczyniając się do jego klęski w przyszłych wyborach. „A to byłoby o wiele większym zwycięstwem dla przeciwników Trumpa niż cokolwiek, co dzieje się w Teheranie”, uważa Evans.

Konkluduje: „Tucker Carlson, jesteś fałszywym chrześcijaninem, fałszywym republikaninem i fałszywym zwolennikiem Trumpa”. „Gdybyś był prawdziwym chrześcijaninem, mówiłbyś prawdę, a nie rozpowszechniał to, co wielu uważa za fałsz. Gdybyś był prawdziwym republikaninem, stałbyś po stronie Izraela, a nie przeciwko niemu. A gdybyś był prawdziwym zwolennikiem Naczelnego Dowódcy, nie próbowałbyś podważać jego pozycji w czasie wojny, atakując jego politykę wobec Iranu, polegającą na zapewnieniu, że Iran nigdy nie zdobędzie broni jądrowej. To, że podróżujesz na Bliski Wschód i próbujesz podważyć politykę prezydenta Trumpa po tylu wojnach i przy tak wysokim napięciu, jest nikczemne, zdradzieckie i antyamerykańskie. To bardziej przypomina działania zagranicznego agenta radykalnego islamu niż uczciwego Amerykanina z krwi i kości. Wygląda również na to, że aktywnie angażuje się Pan w zapewnienie Demokratom zwycięstwa w wyborach uzupełniających. Nie powinno to być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że Pana troje dzieci jest zarejestrowanymi Demokratami”, atakuje Evans.

„27-letni Buckley był pierwszym z dzieci Tuckera, który zarejestrował się jako Demokrata, czyniąc to w Dystrykcie Kolumbii 5 czerwca 2015 roku, według rejestrów wyborców. 29-letnia Lillian zarejestrowała się później jako Demokratka w Nowym Jorku 30 maja 2019 roku. Tymczasem 24-letnia Hope zarejestrowała się jako Demokratka na Florydzie 5 czerwca 2020 roku. Buckley obecnie pełni funkcję zastępcy rzecznika prasowego J.D. Vance’a. Te fakty rodzą poważne pytania o to, gdzie tak naprawdę leży Pana lojalność. Pańska lojalność nie polega na wspieraniu Donalda Trumpa, Partii Republikańskiej ani Biblii, którą, jak Pan twierdzi, kiedyś przeczytał, ale na promowaniu własnego programu, nawet jeśli oznacza to pozwolenie radykalnym, bezbożnym Demokratom na spalenie wszystkiego, za czym się opowiadamy”, konkludował.

Ta dość emocjonalna opinia Evansa nie bierze pod uwagę faktu, że do podobnych wniosków jak „znienawidzony” Carlson, dochodzą także inni konserwatyści – wydaje się, znacznie bardziej stonowani niż były prezenter Fox News – na przykład doktor John Hulsman.

Dr Hulsman: „Atak na Iran to oczywista głupota”

Autor powyższych słów jest prezesem i partnerem zarządzającym John C. Hulsman Enterprises, globalnej firmy zajmującej się oceną ryzyka politycznego.

Tuż po ataku na Iran zamieścił on swój komentarz na łamach „The American Conservative” pod znamiennym tytułem A War in Search of a Strategy. The attack on Iran is an obvious folly [„Wojna w poszukiwaniu strategii. Atak na Iran to oczywista głupota”].

Przedstawiając się jako „jeden z niewielu realistycznych Republikanów, którzy aktywnie sprzeciwiali się neokonserwatywnej gorączce ogarniającej kraj podczas nieszczęsnych rządów George’a W. Busha” przyznał, że wraz z wieścią o ataku Trumpa na Iran odczuł dokładnie „te same mdłości” co „w przypadku katastrofalnego awanturnictwa w Iraku”. Jego zdaniem „amerykańsko-izraelski atak na Iran to nic innego jak wojna w poszukiwaniu strategii”.

Zarzucił ekipie Trumpa, że „podobnie jak na początku XXI wieku, administracja – niczym bardzo kiepski dyskutant w liceum – rzuca obecnie niezliczonymi, słabymi argumentami strategicznymi, mając nadzieję, że coś w jakiś sposób się przyjmie; że analityczna ilość w jakiś sposób zniweluje potrzebę analitycznej jakości”.

Hulsman po kolei odpiera argumenty ekipy Trumpa, mającymi uzasadniać wojnę z Iranem. Nie wierzy w zdolności nuklearne Teheranu, które miałyby grozić Ameryce i światu w najbliższej przyszłości. Powołuje się na dane wywiadowcze. Odrzuca także argument, jakoby Irańczycy zagrażali amerykańskiemu życiu, wskazując, że teraz zagrożeni są żołnierze stacjonujący w bazach w regionie. Uznaje także, iż atak na Iran nie leży w interesie USA.

Pisze, że „administracja Trumpa zasługuje na wielkie uznanie za przekształcenie niewątpliwie kruchej amerykańskiej doktryny geostrategicznej w oparciu o w dużej mierze realistyczne kryteria. Zniknęła katastrofalna Wilsonowska/neokonserwatywna wizja establishmentu, że Ameryka musi interweniować wszędzie, zawsze i jednocześnie, jakby wszystkie regiony miały dla kraju równe znaczenie. Zdyskredytowany establishment polityki zagranicznej z pewnością zapomniał o panaceum, że jeśli kochasz wszystko, nie kochasz nic, że brak podejmowania strategicznych decyzji w oparciu o amerykańskie interesy narodowe jest wyborem samym w sobie. Zamiast tego, w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i gdzie indziej, ekipa Trumpa dokonała szeregu śmiałych, realistycznych wyborów, dostosowując amerykańską politykę zagraniczną do nowej ery wielobiegunowej. Zgodnie z Rooseveltowskim odpowiednikiem doktryny Monroe’a, najpierw jest półkula zachodnia, potem kluczowy Indo-Pacyfik (z dużą częścią przyszłego wzrostu politycznego świata, a także z dużym ryzykiem politycznym), następnie Europa, a dopiero na końcu Bliski Wschód. W takich okolicznościach przejście do roli zagranicznego mocarstwa równoważącego ma największy sens; Ameryka powinna agresywnie interweniować w tak ważnym, ale nie kluczowym regionie tylko wtedy, gdy organiczna równowaga sił zostanie zachwiana. Pogląd, że obecny Iran stanowi zagrożenie dla takiej regionalnej równowagi sił, jest absurdalny. Niepiśmienni ekonomicznie mułłowie zrujnowali gospodarkę; program nuklearny został zdecydowanie zahamowany; rząd został zmuszony do zastrzelenia tysięcy własnych dzieci, aby utrzymać się u władzy; irańscy partnerzy są jedynie cieniem samych siebie, niezależnie od tego, czy jest to Hamas, Hezbollah, reżim Asada w Syrii, chaotyczni Irakijczycy, czy piraccy Huti. Mówiąc wprost, nie są to cechy mocarstwa, które zamierza przejąć kontrolę i wywrócić do góry nogami strategiczny porządek regionalny na Bliskim Wschodzie” – wyjaśnia.

Zaznaczył, że „Iran stanowi większe zagrożenie dla Izraela niż dla Stanów Zjednoczonych pod względem geograficznym, zasobów rakietowych i tym podobnych”. Jednak „interesy amerykańskie nie są takie same jak interesy jakiegokolwiek innego kraju”, w tym nawet długoterminowych sojuszników, takich jak Izrael.

Ponadto „Iran nie znajduje się (pomimo pogłosek neokonserwatystów i Mossadu) w stanie rewolucyjnego fermentu; nie jest to domek z kart, który może się zawalić po kolejnym zamachu bombowym. Nawet jeśli wielki ajatollah nie żyje (jak donoszą niektóre media), sam reżim nie wykazuje oznak rozpadu. Co więcej, podczas niedawnych, tragicznych demonstracji okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Pomimo dziesiątek tysięcy ludzi wychodzących na ulice i pomimo zapewnień Rezy Pahlawiego, zdesperowanego następcy tronu, że część kluczowego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) dołączą do ludu, nic takiego się nie wydarzyło” – pisze.

I dodaje: „Moja firma zajmująca się ryzykiem politycznym wykonała sporo pracy, oceniając, co jest potrzebne do zorganizowania udanej rewolucji, czy to we Francji, Stanach Zjednoczonych, Rosji, Chinach, czy na Kubie. Jednym z kluczowych czynników jest to, aby członkowie średniego szczebla instytucji bezpieczeństwa (armii, służb wywiadowczych, ministerstwa spraw wewnętrznych) przeszli na stronę ludu: pułkownicy, majorzy i kapitanowie najpierw fraternizowali się z demonstrantami, a następnie aktywnie pomagali im w dozbrajaniu. To niezbędny krok w każdym procesie rewolucyjnym, alchemia, która przekształca zwykłe niepokoje w trwałą zmianę polityczną. Jednak ostatnio, pomimo zapewnień niedoświadczonego następcy tronu, nic takiego się nie wydarzyło. Zamiast przejść na stronę ludu, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) morderczo go rozstrzeliwał. Nic nie wskazuje na to – cokolwiek stanie się z chorym ajatollahem – że to domek z kart, który wkrótce się zawali” – wskazuje. I przestrzega przed „błędem gorącej ręki”, czyli „przekonaniem, że skoro ktoś miał szczęście (na przykład trafił cztery rzuty za trzy punkty z rzędu), to nadal będzie miał”.

Obecna wojna to coś znacznie większego niż operacja bombardowania irańskiego ośrodka nuklearnego Fordow czy uprowadzenie prezydenta Wenezueli. „Po pierwsze, były to bardzo konkretne, ograniczone misje, z bardzo jasno określonymi kryteriami sukcesu i porażki. Tym razem, z wielodniowymi atakami, misja jest dłuższa i co najważniejsze – jak właśnie jasno wyjaśniliśmy – miara sukcesu i porażki jest nie tylko niejasna; po prostu jej nie ma. Prawie niemożliwe jest osiągnięcie sukcesu w polityce zagranicznej, jeśli warunki tego sukcesu nie zostaną jasno określone; tutaj, podobnie jak w Iraku, mamy jedynie wojnę w poszukiwaniu strategii. Gdyby to się udało na takich warunkach, byłby to pierwszy taki przypadek w historii. Jednak z pewnością zagrożony jest jeden z najważniejszych momentów ery Trumpa: idea, że ​​musimy zaprzestać prowadzenia źle pojętych wojen z wyboru i służyć potrzebom Ameryki na pierwszym miejscu”, puentuje.

W ciągu najbliższych miesięcy, wraz z kolejnymi tygodniami wojny na Bliskim Wschodzie, wyborami uzupełniającymi i kampanią prezydencką okaże się, czy ruch MAGA rozpadnie się i czy Partia Republikańska rzeczywiście zmieni swoje oblicze, czego obawiają się chrześcijańscy syjoniści.

Agnieszka Stelmach

Czy Trump jest marionetką Bestii?

Czy Trump jest marionetką Bestii?

2 marca 2026

AIX

Walka demonów skupia ludzką uwagę. Ich polityczne lub religijne awatary zasłaniają prawdę.

Na poziomie najniższym mamy komentarz Zychowicza. Pożytek duchowy żaden, ale w przeciwieństwie do mediów głównego nurtu nie stroni od faktów. Niektóre wymagają jeszcze weryfikacji.

Zdecydowanie na wyższym poziomie – edukacyjnym – historycznym możemy umieścić komentarz (nie bez błędów) Wojciecha Szewko.

Ewidentnym kłamstwem, które jest powtarzane przez polskojęzycznych idiotów jest “Iran jest źródłem destabilizacji w regonie”. Źródłem destabilizacji są Izrael i USA.

W moim głębokim przekonaniu powód ataku jest jeden. Iran jest ostatnim krajem, którego armia jest i była w stanie zagrozić “państwu, które leży tam gdzie chce”.

Wojciech Szewko

Uwaga, wstęp trwa przez 31min 25 sekund.

Kto rządzi Ameryką? Nie Amerykanie.

Kto rządzi Ameryką? Nie Amerykanie.

Paul Craig Roberts 26 lutego 2026 r. paulcraigroberts/who-rules-america-not-americans

Syjonistyczne amerykańskie media, takie jak NPR, obwiniają prokuratora generalnego USA Bondiego o ukrywanie   akt dotyczących Epsteina w celu ochrony prezydenta Donalda Trumpa. 

Oto zarzuty wysunięte przez NPR, które nie ma żadnych dowodów poza rzekomym „śledztwem” nad dokumentami, które według NPR istnieją, ale których NPR nie widziało:

Departament Sprawiedliwości ukrył część akt Epsteina związanych z zarzutami, że prezydent Trump dopuścił się molestowania seksualnego nieletniego, jak wynika ze śledztwa NPR. Usunął również niektóre dokumenty z publicznej bazy danych, w których oskarżenia przeciwko Jeffreyowi Epsteinowi również wspominają o Trumpie.

Niektóre dokumenty nie zostały upublicznione, pomimo obowiązującego prawa. Należą do nich dokumenty, które prawdopodobnie zawierają ponad 50 stron wywiadów FBI, a także notatki z rozmów z kobietą, która dziesiątki lat temu, gdy była nieletnia, oskarżyła Trumpa o molestowanie seksualne.   epstein-files-trump-accusation-maxwell 

Oczywiście, NPR nie ma możliwości prowadzenia śledztw. NPR to instytucja propagandowa, której celem jest podważenie tradycyjnej białej Ameryki, którą NPR przedstawia jako rasistowską i wyzyskującą.

Oskarżenia NPR, podobnie jak te stawiane przez resztę amerykańskich mediów, które wykorzystują się do serwowania oficjalnych narracji, mają na celu odwrócenie uwagi od śledztwa w sprawie tego, czy Epstein prowadził operację szantażu izraelskiego Mossadu, mającą na celu dostosowanie amerykańskiej, brytyjskiej i europejskiej polityki zagranicznej na Bliskim Wschodzie do polityki Izraela.

Drogi czytelniku, czy zauważyłeś, że absolutnie nikt nie chce zbadać sedna problemu?

Już sam ten fakt pokazuje, jak realny jest ten problem.

Działalność Epsteina, za którą otrzymywał sowite wynagrodzenie, polegała na skompromitowaniu kilku wysoko postawionych amerykańskich, brytyjskich i europejskich urzędników, którzy mieli wpływać na politykę amerykańską, europejską i brytyjską na Bliskim Wschodzie, a także dbaniu o to, aby była ona zgodna z polityką Izraela.

O to właśnie chodzi w sadze Epsteina.   Jest ona tuszowana przez rząd USA, rząd brytyjski i rządy europejskie, które wszystkie popierają izraelski syjonistyczny program Wielkiego Izraela. Ambasador USA w Izraelu, Huckabee, zademonstrował poparcie Waszyngtonu dla Wielkiego Izraela w wywiadzie dla Tuckera Carlsona, mówiąc, że Izrael powinien po prostu teraz zająć  cały Bliski Wschód.

Władzę, jaką Izrael ma nad Ameryką, widać wyraźnie, gdy prezydentowi Trumpowi łatwiej jest deportować zagranicznego studenta legalnie przebywającego w Ameryce, który studiuje na amerykańskim uniwersytecie i ośmiela się wspominać lub krytykować izraelskie ludobójstwo w Palestynie, niż deportować imigranta-najeźdźcę, który przebywa w kraju nielegalnie.

Władza Izraela nad Ameryką jest oczywista.

W amerykańskiej szkole nie można odmawiać chrześcijańskiej modlitwy, ale republikański parlament w Teksasie można przekupić, aby uchwalił ustawę, która nakazuje indoktrynację amerykańskich uczniów w Teksasie izraelską propagandą religijną i polityczną. Jeśli syjonistyczne ustawodawstwo wejdzie w życie w Teksasie, przyszli Teksańczycy będą dorastać   indoktrynowani jako Izraelczycy, a nie Amerykanie. 

A MAGA-Amerykanie uważają, że Republikanie są naszym zbawieniem.

Stany Zjednoczone Ameryki dawno temu przestały być niepodległym krajem. W istocie nie są już nawet państwem. Napływ wielu imigrantów do ich granic, których wjazd był raczej ułatwiany niż utrudniany, sprawił, że Stany Zjednoczone stały się wieżą Babel, w której nie ma już nawet wspólnego języka.

Dziś Stany Zjednoczone są siłą militarną Izraela. Stany Zjednoczone niszczą kraje sprzeciwiające się izraelskiemu syjonistycznemu planowi Wielkiego Izraela, terytorium obejmującego cały Bliski Wschód, co wielokrotnie publicznie dawali do zrozumienia izraelscy urzędnicy państwowi.

Jednak na Amerykanach nie robi wrażenia, gdy izraelski minister w telewizji publicznej pokazuje wszystkim mapę, która pokazuje, że Izrael, zgodnie z definicją Izraela, to cały Bliski Wschód od Nilu po Pakistan.   Beztroskim, zindoktrynowanym obywatelom amerykańskim nigdy nie przychodzi do głowy, że przez ćwierć wieku pod płaszczykiem „wojny z terroryzmem” Amerykanie, przelewając krew i pieniądze, walczą o stworzenie Wielkiego Izraela dla Izraela. Zamiast przyznać się do oszustwa, Amerykanie skandują: „Nie możesz być Amerykaninem, jeśli nie kochasz Izraela”.

 Niestety, wielu Amerykanów nie rozumie podporządkowania amerykańskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej Izraelowi. W rezultacie Stany Zjednoczone nie istnieją już jako niepodległe państwo. Są marionetką Izraela, a naszym głównym marionetką jest prezydent Donald Trump.

Dugin: Nadchodzi „królestwo” Epsteina?

Dugin: Nadchodzi „królestwo” Epsteina?

To, co wydarzyło się pierwszego dnia wojny między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem z Iranem, zasadniczo zmienia równowagę sił na świecie, a także zasady polityki międzynarodowej.

Trump od dawna twierdzi, że prawo międzynarodowe nie istnieje: „To, co uważam za moralne, jest tym, co uważam.” W zasadzie, po porwaniu Maduro i ustanowieniu bezpośredniej zewnętrznej kontroli nad Wenezuelą, a także po uderzeniach na Iran wraz z zniszczeniem wojskowych, politycznych i religijnych przywództwa kraju, suwerennej potęgi, która była w stanie negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi i ich nie porzuciła, nie można już rozmawiać o zasadach, prawie ani żadnych normach stosunków międzynarodowych na świecie.

Rzeczywiście, teraz działa tylko prawo siły. Ten, kto uderza szybciej lub wykonuje tę czy inną akcję szybciej, ma rację. A wszystko inne staje się tylko dodatkowym uzasadnieniem. To znaczy, teraz ważne jest, by zadać decydujący cios wrogowi, przełamać jego opór, zniszczyć przywództwo i uderzyć w główne obiekty wojskowe i energetyczne. A potem możesz rysować, jak chcesz, uzasadniać to i długo się zastanawiać.

Myślę, że teraz niemal wszystko zależy od tego, jak długo i jak zdecydowanie Iran będzie w stanie się bronić. Jeśli będzie kontynuował tę wojnę po zniszczeniu przywództwa politycznego, jeśli nie podda się, nie wywiesi białej flagi i nie skapituluje, może to źle skończyć się dla samego Zachodu. W końcu wtedy wszyscy inni zaczną zachowywać się tak samo, nie zwracając uwagi na nic i przeceniając swój potencjał. To uwolni ręce wielu regionalnych mocarstw, które zrobią, co tylko zechcą. Więc bardzo szybko może dojść do użycia broni nuklearnej – być może w konflikcie pakistańsko-afganistanskim, a może w innych sytuacjach. Zdecydowanie nie ma żadnych zasad.

Krótko mówiąc, jeśli Iran będzie się nadal bronił pod przewodnictwem nowego przywództwa, może to prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji dla samego Zachodu, obrócić się przeciwko Trumpowi, Stanom Zjednoczonym i krajom NATO.

Ale jeśli sytuacja z Wenezuelą powtórzy się – albo nowe przywództwo ogłosi kapitulację, albo wojsko po prostu nie będzie w stanie kontynuować działań wojennych, wojna będzie krótka. W tym przypadku będziemy musieli spodziewać się podobnego scenariusza. Nie ma co do tego wątpliwości: Trump i Zachód, widząc, że taki plan działa, po prostu wyeliminują główne polityczne i wojskowo-polityczne przywództwo Rosji.

Do tej pory już widać, że zachowujemy się niezdecydowanie. I według tego samego modelu, podczas kolejnych negocjacji z Kushnerem i Whitkoffem, zostaniemy zaatakowani. Może nawet przy pomocy broni jądrowej. Dlatego uważam, że sytuacja jest dla nas krytyczna. Nie stanęliśmy w obronie Wenezueli czy Iranu, Chiny również pozostają neutralne. Ale w tym przypadku Chiny będą następne po nas. A wtedy „królestwo” Epsteina będzie panować nad całym terytorium ludzkości.

Chciałbym podkreślić, że już dziś możemy powiedzieć, że nie mamy do czynienia tylko z liberalnym Zachodem. Liberalizm bardzo szybko zniknął i zniknął z agendy. Nikt już nie mówi o wartościach liberalnych czy demokracji – to wszystko już przeszłość.

Teraz jest kult Baala, kult złotego cielca, kult światowej potęgi, kult Stanów Zjednoczonych i Izraela. To cywilizacja przemocy, satanizmu, kanibalizmu, perwersji i pedofilii. A ta „pedofilska cywilizacja Baala” zrzuca maski na naszych oczach i zaczyna atakować na poważnie.

To, co się dzieje, bardzo przypomina czasy końcowe z każdego punktu widzenia. A jeśli nie znajdziemy siły, by zrozumieć sytuację, znajdziemy się w katastrofalnej sytuacji. Wiele osób mówi: „To nie czas na panikę”, ale czasem lepiej być pesymistą, niż myśleć, że przetrwamy. Iran jest ostatnią przeszkodą w bezpośredniej wojnie między cywilizacją Baalów a Rosją.

Gdybyśmy mieli wystarczająco dużo woli i determinacji (choć mam co do tego duże wątpliwości), musielibyśmy zacząć działać według tych samych zasad, według których wszyscy inni już działają. Oznacza to, że wyeliminowanie wojskowo-polityczne przywództwa Ukrainy i, nie zwracając uwagi na koszty, realizacja celów specjalnej operacji wojskowej.

Ale obawiam się, że nie odważymy się tego zrobić, tylko kontynuować starą piosenkę.

A potem, powtarzam, rakiety dotrą do Moskwy dokładnie podczas negocjacji z Kushnerem i Whitkoffem, dosłownie według scenariusza irańskiego. Cywilizacja Baala jest prosta: powtarza te same scenariusze – i działają one raz za razem. Bo wszyscy uważają, że dotyczy to tylko Kaddafiego, Husajna, Miloszevicia, Mubaraka, Nasrallaha, Assada czy Chameneiego, ale nie jego osobiście.

I tak, krok po kroku, cywilizacja Baala osiąga swoje cele.

Dlatego albo pilnie się zmobilizujemy, albo sytuacja będzie niezwykle trudna. A jeśli wciąż mamy złudzenia, oznacza to, że w naszym własnym obozie jest jakaś najgłębszy fałsz. Szczególnie widoczne na tle wydarzeń w Iranie – katastrofy na skalę globalną. Zginęli tam wspaniali ludzie, wspaniałe postacie duchowe. Dla porównania, wygląda to tak, jakby patriarcha Moskwy, prezydent, szef Sztabu Generalnego i wszyscy kluczowi ministrowie zostali zabici jednocześnie. A jednocześnie – morderstwo ponad stu uczennic i niewinnych dusz, które zginęły od rakiet. Czy można po tym pozostać obojętnym i udawać, że nas to tak naprawdę nie dotyczy: mówią, że naszą sprawą jest partia.

Dlatego jeśli to wszystko zniesiemy i będziemy milczeć, następnym razem oni zrobią to samo nam. Dlatego jestem absolutnie pewien, że w obecnej sytuacji powinniśmy natychmiast wprowadzić stan wyjątkowy. Przynajmniej na poziomie najwyższego kierownictwa. W końcu sytuacja staje się dla nas po prostu krytyczna.

Aleksander Dugin

Za: geopolitica.ru

Nadejście Mesjasza

Nadejście Mesjasza

Autor artykułu Marek Wójcik 2. marca 2026 world-scam/nadejscie-mesjasza

Trwające tysiące lat oczekiwane przez wyznawców religii żydowskiej przybycie mesjasza, właśnie w tych dniach staje się coraz bardziej realne. Jakkolwiek nie odbędzie się to w sposób, jakiego spodziewali się żydowscy mędrcy – ku chwale Izraela.

Wręcz przeciwnie nadchodzi właśnie koniec panowania terroru i rasizmu jawnie głoszonego przez wyznawców syjonistycznych, antyludzkich ideologii. Mesjasz postanowił położyć kres ludobójstwu i niszczeniu wszelkich nieżydowskich nacji. Najwyraźniej rabini źle odczytali i zinterpretowali zawiłe teksty Talmudu.

Aktualne lokalizacje z ostrzeżeniami i syrenami w Izraelu.

Tak upragniona przez władze Izraela wojny z Iranem właśnie się rozpoczęła. Wczoraj Wall Street Journal napisał, że Szef irańskiego bezpieczeństwa ponownie naciska na wznowienie rozmów z USA źródło. Była to zwykła w takich sytuacjach kaczka dziennikarska, służąca Trumpowi do wyjścia z twarzą z sytuacji, w którą sam się wmanewrował. Najpotężniejsza armia świata zbyt pochopnie rozpoczęła bombardowanie Iranu, oczekując jak w czerwcu ubiegłego roku bezwarunkowej kapitulacji Teheranu. Ponownie okazało się, że kapitulacji nie będzie. A już na pewno nie ze strony Iranu. Kapitulacja spodziewana jest prędzej ze strony Izraela.

Także wczoraj wieczorem nadeszło sprostowanie od szefa irańskich służb bezpieczeństwa. Pisze o tym artykuł na ZeroHedge: „Nie będziemy negocjować”: szef irańskich służb bezpieczeństwa zaprzecza doniesieniom WSJ. Źródło.

Sytuacja pomimo bombardowania przez USA i Izrael Iranu jest zdecydowanie korzystniejsza dla strony irańskiej.

Trudno jest oczekiwać, że w takiej sytuacji Iran przyjdzie błagać upadającą na naszych oczach potęgę o litość, kiedy nadeszła okazja, by skończyć raz na zawsze ze źródłem wszelkich zagrożeń na Bliskim Wschodzie, czyli z państwem okupującym Palestynę – z Izraelem.

Zdjęcia satelitarne pokazują zniszczenie zaawansowanego radaru amerykańskiego o wartości 1,1 miliarda dolarów w bazie lotniczej Al-Udeid (baza wojskowa USA / baza lotnicza) w Katarze przez irańskie rakiety balistyczne.

Podpisanie przez Iran zawieszenia broni, zatrzymałoby ekspansję Izraela ponownie na kilka miesięcy, by potem ponownie wywierał naciski prowojenne na USA i takie kilkudniowe wojny powtarzałyby się nieustannie. Obalenie rządy ajatollahów w Iranie przez protesty ludności są jedynie pobożnym życzeniem USA i jego karłowatego sprzymierzeńca. Nasze media podają fałszywe informacje o radości Irańczyków z powodu śmierci Ali Hosejni Chameneiniego. Naprawdę wywołało to wielkie oburzenie wśród większości szyickiego społeczeństwa Iranu.

Syjoniści twierdzą, że Irańczycy „świętują” śmierć ajatollaha Chameneiego. Jeśli to prawda, to dlaczego tak wiele osób wychodzi na ulice i domaga się zemsty? Wasza propaganda się załamuje. Nikt wam nie wierzy.

Nie jest to jedyna relacja filmowa pokazująca masowe oburzenie Irańczyków z powodu zamordowania ich duchowego przywódcy. Ali Hosejni Chamenei zginął, ponieważ postanowił nie ukrywać się przed atakami i był łatwym celem dla agresorów.

Po ogłoszeniu śmierci Chameneiego w wielu miejscach w Iranie panuje żałoba. Płaczące kobiety i mężczyźni, powiewające irańskie flagi i tysiące ludzi, którzy się gromadzą – tak jak dziś rano w mieście Isfahan w środkowym Iranie. Na placu Imama ludzie protestują przeciwko atakom amerykańsko-izraelskim i opłakują swojego najwyższego przywódcę mułłów.

Cena ropy za baryłkę skoczyła z 67 na 73 dolary i wkrótce zobaczymy to także na stacjach benzynowych. Cena złota osiągnęła dziś kolejny rekord wszechczasów 5.400 USD. Piszę ten artykuł na sześć godzin przed otwarciem giełdy na Wall Street.

Naprawdę wolisz, żeby to wszystko wyszło na jaw?

Przyjście mesjasza nie spełni żydowskich oczekiwań także wtedy, gdy uda im się zbudować w Jerozolimie trzecią świątynię. Tyle zakłamania, niesprawiedliwości i oszustw ze strony syjonistów nie doprowadzi do panowania aszkenazyjskiej społeczności panów nad całym światem.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

„Zwycięstwa” satanistów. MEM-y II.

——————————–

——————————————–

——————————————-

———————————————-

MAGA

========================

——————————————–

———————————————

================================

Bonus dla tutejszych:

—————————–

==========================================

[chłopczyk zrobił żyda z boczku..]

Prof. Bartyzel: Po ataku na Iran

Prof. Bartyzel: Po ataku na Iran

Prof. Jacek Bartyzel; 28 lutego 2026 myslkonserwatywna/prof-bartyzel-po-ataku-na-iran/

Natychmiast po napaści Izraela, wspomaganego przez USA, na Iran rozległ się u nas klangor entuzjastów, podobnych tym, którzy widząc jak opryszkowie kogoś biją, krzyczą podnieceni: „dobrze mu tak”, „należało mu się”, „jeszcze mu dołóż”! Przyczyny tego są oczywiście dwie: z jednej strony przywyknięcie do serwilizmu wobec amerykańskiego Wielkiego Brata Hegemona, z drugiej obsesyjna nienawiść i strach przed Rosją (toteż kto do spektaklu kibicowania napastnikom się nie przyłącza, natychmiast staje się „ruską onucą”).

„Argument” kibiców Izraela jest następujący: Iran to sojusznik Rosji, a więc atak na niego jest usprawiedliwiony i w naszym interesie. Jest to pokrętna pseudo-logika, albowiem z faktu, iż Iran w szerszym geopolitycznym kontekście znajduje się po tej samej stronie, co nasz teoretyczny wróg Rosja – podkreślam: teoretyczny, bo przecież na żadnej realnej wojnie z Rosją na razie przynajmniej nie jesteśmy, co najwyżej werbalnej, to znaczy my [t.zn. rząd warszawski. md] nieustannie Rosji pyskujemy, a ona czasami się w swoim niedźwiedzim stylu odwinie – wcale nie wynika, że musi być i naszym wrogiem.

Mamy tu doskonały przykład z czasu II wojny światowej, kiedy to, po przystąpieniu do wojny Stanów Zjednoczonych, nasi alianci zmusili nas do wypowiedzenia wojny Japonii, ale rząd japoński po rycersku odmówił przyjęcia tego wypowiedzenia, zaznaczając, iż wie, że czynimy to pod naciskiem sojuszników i że walczymy o własną wolność. Bo istotnie nie było żadnego powodu, dla którego mielibyśmy walczyć z Japończykami i na Dalekim Wschodzie. Nie mieliśmy żadnych sprzecznych interesów, a nasze dotychczasowe stosunki były wręcz przyjazne.

I dokładnie tak samo obecnie jest z Iranem. Nie mamy żadnych interesów sprzecznych z tym państwem oraz własnych interesów politycznych na Bliskim Wschodzie, a stosunki polsko-irańskie do obecnego czasu, kiedy znaleźliśmy się w gronie satelitów USA, też był zawsze dobre i przyjazne, począwszy od antytureckiego przymierza polsko-perskiego w XVII wieku.

Wedle tej samej pseudo-logiki wynikałoby, że skoro sojusznik Rosji Iran miałby być naszym wrogiem, to sojusznik USA Izrael powinien być naszym sojusznikiem, a może nawet przyjacielem. Czujecie Państwo groteskowość tego wniosku? W czymże to Izrael okazuje nam przyjaźń? W ogóle mamy jakiś formalny sojusz z tym państwem, który by nas do czegoś obligował, choćby do werbalnego popierania aktów jego agresji? A może przynajmniej Izrael jest antyrosyjski? Bzdura, z Rosją Putina ma stosunki wyśmienite. Już o to dba ulubiony oligarcha Putina, Wiaczesław Mosze Kantor.

Ale sprawa ma również wymiar „ideologiczny”. Poplecznicy Izraela nieodmienne o państwie irańskim piszą „reżim ajatollahów”, co oczywiście ma wywoływać, jak u psa Pawłowa, odruch odrazy i wrogości. Otóż ja oświadczam jasno, że przeciwko „reżimowi ajatollahów” nic szczególnego nie mam. Ustrój Iranu uważam za całkiem udaną mieszankę teokracji z demokracją (nieliberalną), zakorzenioną w tradycji muzułmańskiej filozofii politycznej Al-Farabiego („Państwo doskonałe”), a pośrednio także – ponieważ Al-Farabi był platonikiem – w filozofii Platona, tylko nie w idei państwa najpiękniejszego z „Politei”, tylko raczej „państwa drugiego rzędu” w „Prawach”, bo to jest ściśle teokratyczne.

Oczywiście szkoda, że jest to teokracja islamska, a nie chrześcijańska, ale takie są realia wyznaniowe tego kraju. Zresztą tradycyjna nauka katolicka akceptowała jako „hipotezę” państwa wyznające inne religie, tam gdzie ludność nie jest chrześcijańska albo chrześcijanie stanowią mniejszość, pod warunkiem, że państwa te przestrzegają zasad prawa naturalnego oraz nie prześladują chrześcijan i zezwalają im na praktyki religijne.

A Irańska Republika Islamska oba te warunki spełnia, choć drugi niedoskonale, to znaczy toleruje chrześcijan będących nimi od pokoleń i przyznaje im też prawa polityczne, nie zezwala natomiast na prozelityzm chrześcijański, za który nawet grozi śmiercią. Tak czy inaczej teokracja irańska jest sto razy lepszym ustrojem niż zachodni demoliberalizm, więc kto na nią pomstuje i może pragnie jej obalenia, ten przyłącza się co najmniej do „misjonarzy” demokracji „walczącej”, narzucanej przy pomocy bomb i napalmu, a w najgorszym do skrajnego lewactwa, które będzie usatysfakcjonowane dopiero wtedy, kiedy w Iranie będzie legalna sodomia i związki jednopłciowe.

Prof. Jacek Bartyzel

O stanie Stanów. MEM-y

Ilu, spośród 320 000 000 Amerykanów, naprawdę czuje się zagrożonych przez Iran?

—————————————————-

——————————————-

———————————————-

————————————-

————————————–

—————————————————

———————————

——————————————————————

——————————————-

———————————————-

———————————————–

————————————————————————

Wojna z Iranem «w imię Epsteina». Ilu, spośród 320 mln. Amerykanów, czuje się zagrożonych przez Iran?

Wojna z Iranem «w imię Epsteina»

Date: 28 febbraio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/wojna-z-iranem-w-imie-epsteina/

Massimo Viglione

Izrael i Stany Zjednoczone rozpoczęły bombardowanie Iranu. Trump powiedział, że robi to „w celu obrony Amerykanów”.

Chciałbym wiedzieć dwie rzeczy:

1) Ilu, spośród 320 000 000 Amerykanów, naprawdę czuje się zagrożonych przez Iran?

2) Dlaczego zawsze atakuje się Iran, a nigdy Arabię Saudyjską?

Te dwa naiwne pytania mogłyby zostać zadane przez jakiegoś dzieciaka.

Każdy zaś, kto nie jest już dzieckiem, powinien domyślić się, że owo bombardowanie – w pewien sposób – ma związek z wyspą Epsteina. Można nawet powiedzieć, że zostało przeprowadzone “w imię Epsteina” oraz wszystkiego, co kryło się i kryje za tą postacią. Nie będę precyzował dlaczego: byłoby to całkowicie bezcelowe, jako że słowa nie mają mocy tam, gdzie brakuje wyczucia w ocenie sytuacji.

Muszę jednak zwrócić uwagę na fakt, że „władcy świata” – tj. ci, którzy dysponują najbardziej aktywnymi i wszechmocnymi służbami specjalnymi na świecie – ci, którzy prowadząc wojny nie znają litości i zawsze wygrywają – ci, którym wszystko uchodzi na sucho – zawsze jednak owe wojny prowadzą prosząc o pomoc swych służących zza oceanu. Trochę jak barowy awanturnik, który kiedy decyduje się na bójkę, prosi o pomoc większego i silniejszego od siebie.

Od wczoraj krąży wiadomość, że do końca roku UE chce rozpocząć wojnę z Rosją. Kilka dni temu, w rocznicę wybuchu wojny na Ukrainie, budynki rządowe w Rzymie zostały oświetlone na żółto i niebiesko. Jakby chcieli powiedzieć: nie tylko niekończące się miliardy euro, nie tylko ciągłe prowokacje wobec Rosji (która niczego złego nam nie zrobiła), ale także niekończące się pranie mózgu mas, aby przygotować je na przyszłość ustaloną przez “władców świata”.

Rola włoskich i europejskich niewolników – polityków, finansistów i dziennikarzy – jest najbardziej haniebna ze wszystkich.

A co robią masy? – Wesoło podążają za telewizyjnym błaznem, który – mimo upływu osiemdziesięciu lat od tamtych wydarzeń – nadal indoktrynuje je w kwestii „ruchu oporu”, antyfaszyzmu i, oczywiście, szczepień.

Owo społeczeństwo nieuchronnie zmierza ku swojemu przeznaczeniu. A kiedy to nastąpi, każdy znajdzie się w miejscu i w sytuacji, na którą sam zapracował. Kto nie potrafi myśleć, kto nie chce słuchać, kto nie dostrzega znaków i powiązań, zasługuje na los, który go czeka; podobnie jak ten, kto myśli, słucha, dostrzega, ale nie protestuje – akceptując wszystko i podążając zaobecnymi wszędzie, bez wyjątku – sługami owego demonicznego i antyludzkiego systemu.

System Epsteina to nie tylko niepohamowana korupcja moralna i zbrodniczy satanizm praktykujący ofiary z ludzi. To coś znacznie więcej: to mentalne niewolnictwo ślepców, którzy sami skazali się na upadek w otchłań, niczym świnie opętane przez demony z przypowieści ewangelicznej.

Taka jest prawdziwa rola Epsteina, który stworzył armię orków Mordoru, aby podporządkować sobie, tak elity jak i bezkształtne masy. Kto potrafi, niech ucieka przed tym, co „w imię Epsteina”.

Ratunek nie nadejdzie od jakiegoś polityka, ale wyłącznie od Pana Boga. I będzie przeznaczony dla tych, którzy staną po Jego stronie.

Czyli „W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”.

==================================

INFO: marcotosatti/guerra-alliran-nel-nome-di-epstein-massimo-viglione

facebook.com/massimo.viglione

wikipedia/Massimo_Viglione

Największy, najbezczelniejszy terrorysta świata

=====================================

=======================

Pomoc humanitarna:

—————————–

Israel Defense Forces @IDF :

Israel has the right to defend itself.

===================================

Co najmniej 85 osób zginęło w izraelsko-amerykańskim nalocie na szkołę podstawową dla dziewcząt w Minabie:

Szkoła padła ofiarą „trzech ataków rakietowych„.

========================================================

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz do władz Iranu: Przestańcie atakować Izrael!!

—————-

Serio!!

Friday Funnies: „I Speak Jive” [MEM-y, nie bój się…]

Friday Funnies: „I Speak Jive”

Exit Stage left – Gruesome Newsom

Dr. Robert W. Malone Feb 27, 2026





[Brag i bragging – oznaczają przechwalanie się. asshat, arsehat – dupek; arogant. md]














Finding good Newsom jokes today is like shooting fish in a barrel!



OK- for those that missed the actual video, here it is! Comedy doesn’t get much better!



The World’s a Stage and Newsom is Front and Center

He doesn’t govern so much as he tours. Every microphone becomes a spotlight, every press appearance a carefully staged scene, while the state he’s supposed to manage simmers on the back burner. Wildfires flare, water systems creak, rolling blackouts hum — but those aren’t cues for him, just background noise to the next photo op. The problem with living under the lights is that they don’t just illuminate, they expose. When you build a career on visibility, every crack shows in high definition. The real work waits in the wings while the roadshow rolls on, polished optics and soundbites front and center. In a world where attention is currency, overexposure is the cost.

He stands in the limelight while backstage, the theater is ablaze.

  • from: Worlds Amiss






Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.


Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share