Kościół w walce z diabłem, błędem i grzechem

Zawsze Wierni nr 2/2019 (201), czyli zawsze_wierni

Kościół w walce z diabłem, błędem i grzechem

Wywiad z ks. Karolem Stehlinem FSSPX

Z ks. Karolem Stehlinem, przełożonym Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji, rozmawia ks. Szymon Bańka

Zacznijmy od początku: w jaki sposób zetknął się Ksiądz z postacią i myślą św. Maksymiliana? Czy od razu zrozumiał Ksiądz, że św. Maksymilian to kluczowa postać w naszej dzisiejszej walce o wiarę? Co Księdza urzekło w postaci o. Maksymiliana?

Początki sięgają pierwszego roku w seminarium, roku 1981, gdy tradycyjny Katolicki Ruch Młodzieżowy w Niemczech (KJB) wydał biuletyn poświęcony życiu i pracy apostolskiej świętego Maksymiliana Kolbego. My, seminarzyści, byliśmy zafascynowani odkryciem tego świętego naszych czasów, który był tak całkowicie tradycyjny w swojej głębokiej wierze i apostolskiej gorliwości, a jednocześnie korzystał z nowoczesnych osiągnięć techniki. Święty, który fascynował młodych ludzi również naszych czasów.

Kwestia nawrócenia młodych ludzi powróciła ponownie w 1986 roku, kiedy to zostałem wyznaczony do pracy w Afryce. Zainspirowany objawieniami Matki Bożej w Fatimie (trzy tomy br. Michała od Trójcy Świętej) i biografią świętego Maksymiliana Kolbego (napisaną przez Marię Winiowską), ksiądz Loic Duverger w 1988 roku powołał do życia organizację dla dziewcząt, o nazwie „Compagnie de L’Immaculee”. Ponieważ MI składa się z trzech grup, dziewczęta podzielone były na „dzieci, służebnice oraz apostołów Niepokalanej”. Każda z tych grup wcielała w życie prośby Niepokalanego Serca w Fatimie, starając się o nawrócenie swoich rówieśników. Rezultaty były olśniewające: po 5 latach działalności, grupy „Compagnie de L’Immaculee” powstały w różnych częściach stolicy Gabonu, by nawracać mieszkające tam dzieci. Wielu „apostołów” angażowało się jako katecheci, ucząc 1500 dzieci w naszej placówce misyjnej Świętego Piusa X. W czasie obchodów 75. rocznicy objawienia Matki Bożej w Fatimie „Compagnie de L’Immaculee” wielokrotnie zainscenizowało przedstawienie opowiadające historię objawień, przyciągając w ten sposób setki osób do Kościoła.

Najbardziej jednak cudownym owocem była wewnętrzna przemiana wielu młodych dziewcząt, które żyły głębokim życiem wewnętrznym i niejednokrotnie z heroiczną odwagą broniły wiary w pogańskich środowiskach, a niekiedy i w rodzinach. Niektóre z nich doprowadziły do nawrócenia swoich rodziców, braci i sióstr. Wśród dziewcząt, które zmarły przedwcześnie z powodu różnych chorób tropikalnych, obserwowaliśmy rzadko spotykany stopień cnót, a nawet i świętości. Te niesamowite wydarzenia utwierdziły nas w przekonaniu o potędze Niepokalanej w naszych czasach, o ogromnym znaczeniu Fatimy i MI oraz o konieczności naszej pracy apostolskiej z Nią i przez Nią.

Jednak dopiero w roku 1994, gdy zostałem powołany do rozpoczęcia dzieła Tradycji katolickiej w Polsce, odkryłem kim naprawdę był święty Maksymilian Kolbe i jego Milicja. Czytając listy i konferencje w jego ojczystym języku odkryłem uniwersalnego geniusza, zarówno pełnego kontemplacji a jednocześnie bardzo aktywnego teologa najgłębszych tajemnic Maryi i mistrza organizacji, który stosował nowoczesne środki techniki, by uczynić Naszą Królową znaną i kochaną przez miliony ludzi.

Ów śmiertelnie chory zakonnik założył jeden z najważniejszych ruchów maryjnych na świecie, trzeci po „Legionie Maryi” i „Błękitnej Armii Matki Bożej z Fatimy”, otworzył bez żadnych środków materialnych klasztor nazwany Niepokalanowem – „Miastem Niepokalanej”, który w ciągu 15 lat stał się największym od czasów średniowiecza klasztorem na świecie, liczącym prawie tysiąc mieszkańców.

Nie zadowoliwszy się rozpaleniem płomienia miłości do Niepokalanej we własnej Ojczyźnie wyruszył na misje do Azji z pragnieniem doprowadzenia do Niej „miliardów dusz”. Ostatecznie, swoje heroiczne życie zakończył heroiczną śmiercią w bunkrze głodowym w Oświęcimiu, gdzie oddał swoje życie za życie współwięźnia, ojca rodziny.

Dlaczego postanowił Ksiądz założyć Rycerstwo Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji, skoro istnieje nieprzerwanie rycerstwo założone przez św. Maksymiliana? Czym różni się Rycerstwo Tradycyjnej Obserwancji od tego „zwykłego”?

Gdy w 1998 roku został otworzony pierwszy przeorat, oczywistym było, że często odwiedzaliśmy położony nieopodal Niepokalanów. To było tak, jakby sam święty spotykał się z nami, gdy rozważaliśmy resztki gigantycznego apostolatu (muzeum; pierwotna kaplica i pokoje w których święty mieszkał; cmentarz, gdzie pochowani byli jego heroiczni towarzysze etc). Niezwykłym doświadczeniem były długie rozmowy z pamiętającymi go starszymi braćmi.

Jednakże, musieliśmy odkryć i drugą stronę MI: w Niepokalanowie roiło się od ruchów charyzmatycznych, półki w księgarni były wypełnione pozycjami liberalnymi i modernistycznymi; często też byliśmy świadkami liturgicznych ceremonii i spotkań, podczas których oddziaływano na emocje zebranych w sposób podobny do koncertów rockowych, odbywających się na wolnym powietrzu. W 1997 roku opublikowano nowy statut MI różniący się bardzo od oryginalnego. Jedną z najlepiej sprzedających się książek była książka generalnego moderatora Milicji, o. Simbuli, który krytykował świętego założyciela za umysłową ciasnotę, że „ugrzązł w światopoglądzie swoich czasów”. Pytaliśmy starszych braci, którzy znali świętego, co myślą o tych zmianach. Ze smutkiem odpowiadali: „Teraz wszystko zmieniło się”. „Rycerz Niepokalanej” przeistoczył się w pobożny biuletyn, pełen modernistycznych aluzji, wyzbyty oryginalnego tonu.

W tym czasie grupa młodych wiernych prosiła, czy moglibyśmy reaktywować Milicję Niepokalanej dokładnie według założeń świętego Maksymiliana, ponieważ katolicka Polska pozostawała od lat dwudziestych XX wieku pod potężnym wpływem MI, a także przywrócenia jej pierwotnego ducha nadanego przez świętego Założyciela.

Prośba ta wymagała dokonania analizy, czy ta idea ma sens, bowiem istniały w katolickiej Tradycji inne ruchy maryjne. Stworzenie nowego ruchu mogłoby uczynić rozłam w liczbie i sile tych już istniejących. Zorganizowaliśmy więc małą krucjatę różańcową, ażeby Niepokalana objawiła nam swoją wolę.

Dlaczego Ksiądz uważa MI za tak ważne w naszych czasach? Dlaczego Rycerstwo ma szczególne znaczenie właśnie dzisiaj, w dobie kryzysu wiary i kapłaństwa?

Jak sama nazwa wskazuje, Militia Immaculatæ przypomina Kościół Wojujący, prawdziwy Kościół Katolicki na ziemi, który jest w nieustannej walce z diabłem, grzechem i błędem. Od pięćdziesięciu lat te kardynalne prawdy usuwano z umysłów wiernych, których uczy się dążyć do uniwersalnego pokoju i szacunku wobec wszystkich religii. Co gorsze: od tamtego czasu wieczne i najważniejsze rzeczywistości o niebie, piekle, czyśćcu, sądzie, kwestie walki przeciwko diabłu oraz nawrócenie z błędu do jedynej wiary katolickiej zostały odrzucone i zastąpione pragnieniem zjednoczenia świata przez wzajemne zrozumienie i pokój. Masoński porządek świata stał się ideałem dla wielu katolików.

Przeciwko tej modernistycznej pladze MI jawi się jako lekarstwo przeciwko pacyfizmowi naszych czasów i staje się potężnym przypomnieniem jedynej prawdziwej perspektywy: jesteśmy na tym świecie, by walczyć o zbawienie naszych dusz. MI kładzie nacisk na zrozumienie istoty wiecznych wartości oraz właściwego wykorzystania naszego pobytu na ziemi. W swojej definicji Milicja Niepokalanej jest anty-ekumeniczna, woła o nawrócenie wszystkich wyznawców fałszywych religii do jedynego prawdziwego Kościoła.

Ten ideał walki duchowej, tak potrzebny w naszych czasach, wywołuje entuzjazm szczodrobliwych dusz, zwłaszcza młodych, by poświęcić się dla wielkiego i fascynującego ideału. W naszych indywidualistycznych czasach jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie zamknięcia się we własnym duchowym komforcie, by stać się egocentrycznymi i rozumieć praktykę religijną jako naszą prywatną sprawę. Po tak długim okresie straszliwego kryzysu zagraża nam zapomnienie, że należymy do Świętej Matki Kościoła i ponosimy odpowiedzialność za członków Mistycznego Ciała Chrystusa. MI pozwala nam głębiej zrozumieć wielkie nowe przykazanie Pana Jezusa, by: „kochać bliźniego naszego, tak jak On umiłował nas”. Oznacza to, że powinniśmy uczynić wszystko co w naszej mocy, by doprowadzić do zbawienia dusze kroczące do przepaści wiecznego potępienia. Będziemy szczęśliwi i wdzięczni za każdą osobę w Kościele powracającą do prawdziwych wartości i pragniemy przywieść ją do pełni katolickiej Tradycji i wraz z nią cały świat, począwszy od najmniejszej parafii, aż do Watykanu. Nie będziemy pogardliwie palcem wskazywali na duchowo ubogich, mówiąc: „Z takim heretykiem nie chcę mieć nic do czynienia”, lecz dążyć będziemy ze wszystkich sił, by zaprowadzić go do wieczystej prawdy Pana Naszego przez Niepokalaną. MI przywraca nam prawdziwą tożsamość jako katolików wraz z głębszym zrozumieniem naszej roli tu na świecie, by stać się żołnierzami Jezusa Chrystusa, walczącymi o rozszerzenie Królestwa Boga na ziemi. Ażeby osiągnąć ten życiowy cel, otrzymaliśmy sakrament bierzmowania.

Militia Immaculatae nie jest kolejnym ruchem czy stowarzyszeniem pośród wielu innych, ze swoimi modlitwami i praktykami, ale jest konieczna dla naszego życia, jako nowe prawo, które mówi: cokolwiek czynisz, czynisz jako instrument w rękach Niepokalanej, by jako rycerz w Jej armii atakując wroga, nawrócić go i w ten sposób rozszerzyć Królestwo Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jeżeli stanie się to treścią naszego życia, nie będziemy więcej marnotrawili naszego czasu, ale krótki pobyt na ziemi wypełnimy do maksimum czynami wielkimi, nieśmiertelnymi, prowadzącymi do zbawienia dusz. Innym fascynującym aspektem jest, że ruch ten gotów jest posługiwać się najbardziej nowoczesnymi narzędziami w służbie Niepokalanej. Powoduje to, że współczesny człowiek nabiera nowego, katolickiego spojrzenia na środki masowego przekazu, które najczęściej nadużywane są przez moce ciemności, jako potężne medium najokropniejszych pokus.

Ponieważ młodzież jest uzależniona od swoich elektronicznych urządzeń, MI obraca to uzależnienie na służbę Niepokalanej i dla zbawienia dusz. W ten sposób wielu ludzi z zewnątrz Kościoła może przyłączyć się do MI, poznając, że ruch ten w sposób doskonały odpowiada sytuacji i potrzebom naszych czasów.

Jednocześnie MI jest głęboko zakorzeniona w duchu modlitwy i ofiary, które są najważniejszą bronią rycerzy, by zbawiać dusze. W ten sposób wypełniana jest prośba Matki Bożej Fatimskiej, by modlić i ofiarować się za grzeszników, bowiem nikt nie modli się i nie ofiarowuje się w ich intencji. Ponadto modlitwa świętego Maksymiliana doskonale dopasowana jest do trudności pojawiających się na drodze dobrego modlitewnego życia w naszych czasach.

Najważniejszym jednak punktem jest miejsce Matki Bożej Niepokalanej w naszym życiu. MI stosuje w konkretnym życiu zasady świętego Bernarda oraz wszystkich świętych maryjnych, a zwłaszcza świętego Marii Ludwika Grignion de Montfort, który uczy wszystko czynić przez Maryję, z Maryją i dla Maryi. W ten sposób w nasze życie zostają wcielone wszystkie wielkie prawdy o Jej Niepokalanym Poczęciu, a zwłaszcza Jej rola jako Pośredniczki Wszystkich Łask dla zbawienia i uświęcenia wszystkich ludzi. Te prawdy przywodzą rycerza do zrozumienia, jak bardzo ważna jest Niepokalana w jego osobistym życiu, a zwłaszcza jak wielkiej wagi jest Jej prośba o pomoc w zbawieniu od wiecznego potępienia Jej umiłowanych dzieci, wciąż zagubionych w błędach i w grzechu. Tu katolik codziennie uczy się, jaka jest jego rola w świecie i jak ważne jest największe dzieło, którego człowiek tu na ziemi może dokonać, dając innym „wszystko co najlepsze” w wiecznym szczęściu. Jednocześnie uczy się niezbędnej pokory: sam nic nie może zrobić, a jako instrument Niepokalanej, Jej wierny rycerz, może dokonać wszystkiego.

To prawda, że wszystkie te punkty można także odnaleźć w Legionie Maryi, reaktywowanym w wierności Tradycji w kilku krajach. Legion Maryi jest jednak zbudowany według wzorca Legionu Rzymskiego, składającego się z żołnierskiej elity, z zasady więc wymaga bardzo wiele od swoich członków. Militia Immaculatae przeciwnie; otwarta jest dla wszystkich, nawet dla tych najbardziej leniwych. Wstępującym rycerzom nie stawia się właściwie żadnych wymagań. MI jest ruchem masowym, dążącym do tego, by wszyscy wstępowali w ślady Niepokalanej, zmuszającym by podali Jej przynajmniej swój mały paluszek, a Ona dokona reszty, biorąc całą rękę i całego człowieka. Filipiński Legion Maryi odkrył w MI niezwykłe narzędzie, by odwiedzanych każdego tygodnia ludzi przybliżyć do Niepokalanej, stając się Jej rycerzami.

Nigdy taki ruch nie powstał w świecie. Przeniknięty duchem swojego świętego Założyciela, jest zarówno kontemplacyjny, jak i aktywny; szanuje każdy indywidualny wysiłek, jak i działanie grupowe; łączy najwyższy wysiłek intelektualny (Akademie Maryjne) z najbardziej praktycznymi działaniami; wieczystą, niezmienną wiarę katolicką 2000 lat Tradycji z nowoczesnymi umiejętnościami i wynalazkami naszych czasów.

Jakie były początki Rycerstwa Tradycyjnej obserwancji? Czy wierni od razu zrozumieli przesłanie Rycerstwa i chętnie doń przystępowali, czy raczej początki były trudne, a ludzie niechętni?

Przełożony Generalny zgodził się z przedstawionymi argumentami i pozwolił założyć MI Tradycyjnej Obserwancji w Polsce. W dniu 6 maja 2000 roku, w pierwszą sobotę miesiąca Maryi, około 50 katolików zostało pierwszymi Rycerzami Niepokalanej. Otrzymali oni „Dyplomik” z kopią podpisu św. Maksymiliana. Jednak po pierwszym entuzjazmie Rycerstwo Tradycyjnej Obserwancji raczej trudno rozwijało się w Polsce: nowi rycerze zostali przyjęci na końcu pielgrzymki do Częstochowy oraz rekolekcji maryjnych. Poza tym mało uczyniono, aby ich mobilizować do apostolatu. Tylko w Warszawie i Gdyni powstały pierwsze grupy MI 2 – studium, gdzie mężczyźni się spotykali regularnie, aby pod opieką Niepokalaną pogłębić swą wiedzę religijną i apologetyczną. Od roku 2008 nastąpiła pewna odnowa ideału Rycerstwa: kilkuset nowych rycerzy zostało przyjętych we wszystkich naszych kaplicach. Dzięki ponownej publikacji artykułów świętego Maksymiliana Kolbego i jego współbraci rycerzy, piszących przed II wojną światową, wielu wiernych zaczęło dostrzegać ogromną różnicę, a nawet sprzeczność między nowościami w Kościele w duchu Vaticanum II a duchowością i ideałami z pierwszych 50 lat MI.

Rycerstwo Tradycyjnej Obserwancji wystartowało w Polsce. Jakże się to stało, że rozpowszechniło się na świecie?

Co roku uczestniczyła pewna grupa obcokrajowców na pielgrzymkę do Jasnej Góry, podczas której dowiedzieli się o istnieniu MI. Widocznie byli wzruszeni tym, co słyszeli podczas wykładów i wielu z nich spontanicznie wstąpiło do MI. W 2002 roku tradycyjni ojcowie Kapucyni z Morgon wyrazili chęć przyłączenia się do MI i tak powstała Militia Immaculatae we Francji. Jednak na początku było to jednostkowe zaangażowanie „fanów” świętego Maksymiliana, a ruch na ogół nie był znany w Tradycji (za wyjątkiem Polski). Od tego czasu napisałem parę książek na ten temat, które zostały przetłumaczone na język angielski, francuski, niemiecki, częściowo też hiszpański, rosyjski, litewski, estoński. Toteż bywałem często zapraszany przez kapłanów na rekolekcje i wykłady o MI. Z tego powodu w 2004 roku pierwsi amerykańscy kapłani założyli MI w niektórych przeoratach i kaplicach w Stanach Zjednoczonych, a następnie w 2006 roku w Szwajcarii. W tym okresie powstały pierwsze strony internetowe MI, dzięki którym zainteresowanie wiernych MI znaczenie wzrosło. Liczba rycerzy wzrosła do około 5000 w 2013 roku.

Gdy zostałem delegowany do Azji, oczywiście przyniosłem jako „prezent z Polski” Rycerstwo, które w niektórych krajach zostało przyjęte z entuzjazmem, w innych z wielką rezerwą (zawsze z obawą, czy istniejącym ruchom maryjnym nie wyrządzano przez to szkody z powodu ducha konkurencji, etc.). 8 grudnia 2014 roku zostało przyjętych pierwszych 150 rycerzy w Indiach, a od tego momentu MI rozwijało się w Azji cudownie. W ciągu 3 lat liczba rycerzy wzrosła ponad dwukrotnie, z około 5000 w 2013 roku do około 13 000 w 2016 roku. Dotychczas MI w różnych krajach była pod opieką tamtejszych księży i im pozostawiono inicjatywy. Księża indywidualnie podejmowali odpowiednie działania, próbowali „zrobić coś” za zgodą swoich przełożonych. Aby zjednoczyć różne wysiłki i ustanowić MI jako małą armię Tradycji katolickiej, Przełożony Generalny – najwyższa władza MI – ustanowił mnie międzynarodowym koordynatorem lub w warunkach świętego Maksymiliana – „dyrektorem” MI.

W Polsce, przy warszawskim przeoracie Bractwa, powstała właśnie ogólnoświatowa centrala Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji. W ilu krajach obecnie działa Rycerstwo i iloma rycerzami może się ono pochwalić? Czy są jakieś kraje, które wyróżniają się pod kątem ilości lub gorliwości rycerzy?

Kilka dni temu zostało przyjętych pierwszych 9 rycerzy w Hondurasie, który jest 43 krajem, w którym już istnieje MI Tradycyjnej Obserwancji. Nieco wcześniej, 12 grudnia 2018 roku, biskup ordynariusz z Nikaragui założył MI Tradycyjnej Obserwancji w parafii Matki Bożej z Guadalupe, zachęcając swoich proboszczów do przyjęcia wiernych do MI. Ogólnie liczba rycerzy wynosi obecnie ponad 100 000. Najwięcej ich jest na Filipinach (ok. 65 000), we Francji (ok. 6000), w Stanach Zjednoczonych (5000), ponad tysiąc w Polsce, Niemczech, Anglii, Kanadzie, Nikaragui, Gwatemali, Kolumbii, Belgii, Austrii, Indiach, Singapurze, Australii i Nowej Zelandii.

Około 30 procent rycerzy to wierni katolickiej Tradycji. Niewątpliwie to oni najwięcej rozumieją ducha św. Maksymiliana oraz znaczenie Rycerstwa, jakie opisano powyżej. Natomiast apostolat MI jest kierowany „na zewnątrz”, aby ludzie „poznali Niepokalaną i umiłowali Ją”, a przez Nią stopniowo odkryli na nowo katolicką Tradycję. Toteż „zawsze wierni tradycyjni rycerze” rozumieją coraz bardziej, ile dobrego mogą uczynić, aby przyczynić się do powrotu do Tradycji ogromnej liczby ludzi dobrej woli, nawet apostatów, obojętnych czy modernistów.

Same liczby pokazują, gdzie nasi rycerzy są najbardziej gorliwymi: ks. Moderator z Nikaragui powiadomił mnie, że miesiąc temu przyjęci nowi rycerze już przyczynili się do nawrócenia 15–20 osób.

Czy istnieją już gdzieś wyższe stopnie MI (drugi i trzeci)?

MI posiada wszystkie możliwości naszego uczestnictwa w dziele zbawienia: zaprasza tych co pragną służyć Niepokalanej indywidualnie (MI 1), jednocześnie przewiduje apostolat w grupach, kołach i stowarzyszeniach dla osiągnięcia lepszych rezultatów (MI 2). Tych zaś najbardziej gorliwych członków zaprasza do duchowej elity, do całkowitego poddania się i heroicznego poświęcenia się Jej (MI 3).

Zasadniczo założono MI na świecie tylko na pierwszym poziomie, ponieważ obecna struktura i ideał MI nie ma jako głównego celu założenie różnych grup i kół, ponieważ takie istnieją już obficie na świecie. Toteż, aby uniknąć wszelkiego śladu ducha konkurencji, MI jest regułą życia, jest poświęceniem się Niepokalanej, aby we wszystkim być Jej narzędziem, którym ona może się posługiwać jak chce, aby przez to uratować jak najwięcej dusz.

Jeśli zaś gorliwi rycerze pragną łączyć się we wspólny apostolat, to odpowiedzialny kapłan i wyższy przełożony muszą wyrazić na to zgodę. Obecnie istnieje kilka grup: MI 2 – matki (Niemcy) ; MI 2 – młodzi (Indie); MI 2 – ojcowie (Filipiny); MI 2 – pielęgniarze/lekarze (Filipiny); poza tym parę MI 2 – pomoc przeoratu. Natomiast MI 3 jako rodzaj życia konsekrowanego może być zatwierdzony tylko przez Przełożonego Generalnego. W obecnej chwili powstający pierwszy MI 3 „Dom Maryi”(Filipiny) czeka na takie zatwierdzenie.

Jaką przyszłość przewiduje Ksiądz dla Rycerstwa Niepokalanej? Będzie się ono dalej rozrastać w takim tempie jak do tej pory? Gdzie chciałby Ksiądz położyć akcenty w opiece nad Rycerstwem?

MI jest całkowicie w rękach Niepokalanej i tylko Ona wie, co z jej małą armią chce uczynić. Jeśli rzeczywiście coraz więcej kapłanów i biskupów spoza Bractwa (jak w Nikaragui) interesuje się MI i widzi w niej odpowiedni środek, aby swoich wiernych przez Maryję do Tradycji przekonać, wtedy MI jeszcze szybciej będzie się rozwijać. Jeśli pierwszy dom Maryi będzie zatwierdzony, to wtedy może ONA będzie gromadzić wokół siebie coraz więcej hojnych dusz, które pragną służyć JEJ wszystkimi siłami i całym swym czasem, tak dokonuje się ogromna praca nad wytrwałością rycerzy i obudzenie ich ze snu, a Jej armia wzrasta w liczbie i gorliwości.

Przede wszystkim trzeba dać członkom MI najgłębsze z możliwych rozumienie ich ogromnego znaczenia, jako „narzędzie JEJ”: od nich zależy zbawienie ogromnej liczby ludzi, by Ona mogła dać swe łaski swoim biednym dzieciom .

W jaki sposób można przystąpić do Rycerstwa Niepokalanej Tradycyjnej Obserwancji i jakie są obowiązki rycerza?

Każdy katolik może przystąpić do MI, o ile rozumie, że poświęci siebie Niepokalanej jako „narzędzie” i pragnie pomóc Jej nawrócić i uświęcić jak najwięcej dusz. Obowiązki – to tylko codziennie raz odmówić akt strzelisty oraz nosić medalik cudowny. No i przede wszystkim przystąpić do MI przez złożenie aktu poświęcenia. Oprócz tego minimum wszystko będzie “dobrowolne”: według stanu, roztropności, a przede wszystkim gorliwości. A im więcej uczyni, tym więc łask sam dostanie.

Na koniec proszę o kilka słów zachęty dla licznych rycerzy Niepokalanej w naszym kraju!

„Bądź wierny aż do końca, a otrzymasz wieniec życia!” Oto obietnica Naszego Pana! „Obiecuję uczynić cię szczęśliwą, nie w tym, ale w innym świecie!”. Oto obietnica Matki Bożej do św. Bernadety w Lourdes. Tak, do nas wszystkich woła nasz Pan: „Wejdź dobry i wierny rycerzu, przyjmij koronę, którą obiecałem tobie, kiedy postanowiłeś zostać żołnierzem Mojej Matki, rycerzem Niepokalanej”.

Rycerz marzy o zwycięstwie, i dlatego wie, że musi walczyć, a ta walka będzie na całe życie i będzie to heroiczna walka! Święty Maksymilian od dzieciństwa uczył się, że Ona jest Hetmanką chrześcijańskich wojsk, a gdziekolwiek się pojawia, diabeł z przerażającym gniewem będzie ze wszystkich sił próbował Ją zniszczyć. Z drugiej strony, tam gdzie szatan rządzi, Ona przybywa, aby „zmiażdżyć mu głowę”. Kościół na ziemi jest Kościołem Wojującym i nikt nie może wejść do Królestwa Niebieskiego bez ciągłej walki przeciwko wrogom (złym skłonnościom, pożądaniom) i bez walki z niezliczoną armią diabła przez całe życie. Dlatego nie powinniśmy ani wyobrażać sobie, ani pragnąć słodkiego i spokojnego życia na ziemi bez prób i walk, a wręcz przeciwnie: budząc się każdego dnia, rycerz jest przygotowany na kolejny dzień walki w propagowaniu i podbijaniu świata i dusz dla „Miasta Boga”.

Jeśli chcesz otrzymać wieniec chwały, to najpierw musisz mieć pragnienie i współpracować, aby każdy mógł rozpoznać i poddać się Królowi królów za pośrednictwem naszej niebiańskiej Królowej. Musisz pracować dla triumfu Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi we wszystkich sercach. Innymi słowy, musisz być Jej wiernym rycerzem; narzędziem, za pomocą którego Pośredniczka Wszystkich Łask może wysyłać promienie łask do wielu dusz dla ich nawrócenia i uświęcenia.

W jaki sposób można to zrobić? Jaka jest broń, aby Jezus i Maryja byli znani i kochani? Modlitwy, ofiary, pełnienie woli Niepokalanej i wszystkie inne środki w zależności od twojej gorliwości i hojności. Środki, za pomocą których zapraszamy inne dusze do zdobycia korony i pójścia do nieba, są również środkami do zdobycia własnej nagrody: co robisz dla innych, robisz dla siebie podwójnie!

Piekło w Kotle Kurskim: Oficerowie NATO w pułapce.

Kursk pułapką dla oficerów NATO

Wysłane przez: Marucha w dniu 2025-03-19 marucha/kursk-pulapka-dla-oficerow-nato

Skąd to nagłe nasilenie pilnych kontaktów strony amerykanskiej z rosyjską ? W jakim celu naprędce utworzone ukraińskie specjalne grupy sabotażowo-rozpoznawcze próbują przebić się do otoczonych oddziałów w kotle Kurskim ?

Dla ratowania i ewakuacji zagranicznych oficerów !

Piekło w Kotle Kurskim: oficerowie NATO w pułapce.

Sytuacja na Kursku staje się coraz bardziej „skomplikowana” dla ukraińskiej armii, która ponosi ogromne straty w ludziach i sprzęcie. Według informacji z terenu, siły rosyjskie wyzwoliły w ciągu ostatnich kilku dni ponad 1100 kilometrów kwadratowych terytorium i zniszczyły kluczowe pozycje ukraińskie.

Szczególną uwagę przyciągnęła jednak wiadomość o pojmaniu wysokich rangą oficerów NATO w rejonie znanym jako „Kocioł Kurski”. Ich los stał się obecnie przedmiotem tajnych negocjacji między Ukrainą a Stanami Zjednoczonymi.

Tajna operacja ewakuacji oficerów NATO

Powołując się na źródła ruchu oporu w Mikołajowie, Ukraińcy starają się osiągnąć porozumienie z Waszyngtonem w celu uzyskania „zielonej karty” – nie tylko dla swoich wysokich rangą wojskowych, ale także dla oficerów NATO, którzy kierowali operacjami z ukraińskich pozycji w obwodzie kurskim.

Według informacji sytuacja w Kotle Kurskim jest dramatyczna, gdyż siły ukraińskie nie mogą się wycofać bez poniesienia poważnych strat.

Aby uniknąć całkowitej katastrofy, ukraińskie dowództwo wojskowe utworzyło specjalne grupy sabotażowo-rozpoznawcze, których zadaniem było przebicie się do otoczonych oddziałów i ewakuacja zagranicznych oficerów.

Według źródeł ukraińskich, członkom tych grup sabotażowych obiecano pozwolenia na pobyt w Stanach Zjednoczonych jako nagrodę za ich lojalność i gotowość do wycofania oficerów NATO z okrążenia.

Co dzieje się w Kotle Kurskim?

Sytuacja na miejscu rozwija się zgodnie z niekorzystnym dla Ukrainy scenariuszem. Według informacji otrzymanych od rosyjskiego Sztabu Generalnego, wojska rosyjskie całkowicie odizolowały dużą liczbę jednostek ukraińskich, które obecnie znajdują się w okrążeniu w pobliżu Sudzy.

Zakrojona na szeroką skalę ofensywa rosyjska, dowodzona przez elitarne jednostki, wspierane przez artylerię i drony, codziennie zadaje ciężkie straty Siłom Zbrojnym Ukrainy.

Według rosyjskich źródeł wojskowych, od 8 do 14 marca wyzwolono 30 miejscowości w obwodzie kurskim, podczas gdy siły ukraińskie poniosły ponad 2000 ofiar.

Według oświadczeń oficerów 22. Pułku Zmotoryzowanego Grupy Wojsk „Północ”, oddział ukraiński liczący ponad 100 żołnierzy utknął na zachód od Sudzy i był regularnie atakowany przez artylerię. Wycofanie się w tych warunkach jest praktycznie niemożliwe.

Kim są oficerowie NATO schwytani na Kursku?

Według informacji w Kotle Kurskim znajduje się około 30 wyższych rangą oficerów z krajów NATO, którzy odegrali kluczową rolę w planowaniu i prowadzeniu ukraińskich operacji w tym sektorze.

Ich głównym zadaniem było analizowanie informacji wywiadowczych i kierowanie atakami na pozycje rosyjskie, a także zapewnianie strategicznego dowództwa nad wojskami ukraińskimi na ziemi.

Wśród więźniów znajdują się oficerowie z Ameryki Łacińskiej, którzy służyli w jednostkach ukraińskich jako dowódcy oddziałów barierowych – jednostek specjalnych, których zadaniem jest zapobieganie wycofywaniu się i dezercji żołnierzy ukraińskich.

Niektóre rosyjskie źródła podają, że wśród jeńców mogą znajdować się amerykańscy doradcy wojskowi, co jeszcze bardziej skomplikuje sytuację dyplomatyczną. Jeśli okaże się, że amerykańscy oficerowie rzeczywiście zostali schwytani, może to mieć poważne konsekwencje, w tym potencjalne tajne negocjacje między Moskwą a Waszyngtonem w sprawie ich uwolnienia.

Dlaczego Ameryka boi się wyniku bitwy pod Kurskiem?

Wiadomość o schwytaniu oficerów NATO w obwodzie kurskim wywołała panikę w Waszyngtonie. Prezydent USA Donald Trump nie odniósł się jeszcze publicznie do tej sytuacji, ale źródła w Białym Domu twierdzą, że USA są zaniepokojone możliwością ujawnienia przez władze rosyjskie dowodów obecności sił USA i NATO na froncie ukraińskim.

Może to podważyć oficjalną amerykańską narrację, zgodnie z którą USA nie biorą bezpośredniego udziału w konflikcie, a jedynie pomagają Ukrainie, dostarczając broń i udzielając wsparcia finansowego.

Ponadto ewakuacja oficerów NATO z okolicznych terenów staje się coraz trudniejsza w miarę postępu działań sił rosyjskich. Przypuszcza się, że amerykańscy planiści wydali polecenie ukraińskiemu Sztabowi Generalnemu. Wydano instrukcje, aby jak najszybciej zorganizować operację ewakuacyjną, ale pytanie brzmi, czy będzie to w ogóle możliwe, biorąc pod uwagę intensywność rosyjskich ataków.

Sytuacja w obwodzie kurskim nadal się rozwija. Siły rosyjskie nadal zaciskają pętlę, podczas gdy jednostki ukraińskie desperacko próbują utrzymać pozycje i wyciągnąć pozostałych żołnierzy z pułapki.

Jeśli potwierdzi się, że wśród jeńców znajdują się wysocy rangą oficerowie NATO, może to oznaczać poważny skandal dyplomatyczny i doprowadzić do dalszego pogorszenia stosunków między Moskwą a Waszyngtonem. [?? Czyżby?? md]

Z drugiej strony, jeśli okrążenie w rejonie Kurska ulegnie dalszemu zacieśnieniu i siły ukraińskie zostaną zmuszone do masowej kapitulacji, będzie to oznaczać wielkie zwycięstwo strategiczne Rosji, co jeszcze bardziej przyspieszy załamanie się frontu ukraińskiego i ułatwi dalszy postęp wojsk rosyjskich w kierunku Dniepru.

Jedno jest pewne – bitwa na Łuku Kurskim to nie tylko operacja militarna, ale także punkt zwrotny o charakterze geopolitycznym, który może zadecydować o dalszym przebiegu konfliktu na Ukrainie.

Jacek Mędrzycki
https://www.facebook.com

Artykuł 47 Dodatkowego Protokołu I do Konwencji Genewskich wyraźnie określa, że najemnicy nie mają prawa do statusu kombatantów ani jeńców wojennych. Oznacza to, że w przypadku zatrzymania mogą nie być objęci pełną ochroną przysługującą jeńcom wojennym.

A zatem najemników powinno się publicznie (transmitując egzekucję w TV i Internecie) powiesić. Dla odstraszenia ew. następców.
Admin [Marucha md]

„Pozycja negocjacyjna” w Łuku Kurskim

Pozycja negocjacyjna w Kursku

Stanisław Michalkiewicz, 20 marca 2025 pozycje

Do dzisiaj nie wiadomo, kto właściwie podjął decyzję o przeprowadzeniu ukraińskiego uderzenia na obwód kurski Federacji Rosyjskiej. Musiała to być jakaś wyjątkowo tęga głowa, ktoś ocierający się o geniusz, jak nie przymierzając – nasz Książę-Małżonek – bo pamiętamy, że uderzenie na obwód kurski miało polepszyć pozycję negocjacyjną prezydenta Zełeńskiego i w ogóle – Ukrainy – przy dyktowaniu zimnemu ruskiemu czekiście Putinowi warunków bezwarunkowej kapitulacji. Bo – tak przynajmniej wynikało z dezinformacji podawanych do wierzenia przez funkcjonariuszy Propaganda Abteilung, wziętych na posady w rozmaitych TVP-nach i TVN-ach oraz w mediach nierządnych, jak na przykład – żydowska gazeta dla Polaków, kierowana przez Judenrat z Czerskiej – ostateczne i miażdżące zwycięstwo Ukrainy nad Rosją było nie tylko zatwierdzone, ale – z dawna niebieskim oznajmione cudem i poprzedzone głuchą wieścią między ludem.

Widocznie jednak prosty lud ukraiński okazał się mądrzejszy od większości generałów naszej niezwyciężonej armii, bo nie czekając na ostateczne zwycięstwo, zagłosował nogami, przedostając się nie tylko do naszego nieszczęśliwego kraju, ale również do innych krajów, bardziej fortunnych od naszego, notorycznie – jak wiadomo – nieszczęśliwego. Rzeczywisty stan rzeczy był starannie ukrywany zarówno przez naszych funkcjonariuszy Propaganda Abteilung, którym oficerowie prowadzący surowo przykazali powtarzać własnymi słowami propagandowe wynalazki Sztabu Generalnego niezwyciężonej armii ukraińskiej, więc nic dziwnego, że i znaczną część naszej generalicji dała się ponieść euforii i rozsnuwała coraz to bardziej optymistyczne „ekspertyzy” i „scenariusze” – aż do ostatecznego zwycięstwa, które – zgodnie z prognozą szefa ukraińskiego wywiadu – miało przybrać postać okupacji europejskiej części Federacji Rosyjskiej, a przynajmniej – jej „demilitaryzacji” – czego bez okupacji Kremla chyba nie dałoby się przeprowadzić.

Tymczasem po zwycięstwie w listopadowych wyborach w Ameryce Donalda Trumpa, a zwłaszcza – po objęciu przez niego stanowiska prezydenta – oblicze świata zaczęło się zmieniać, może jeszcze nie w tempie stachanowskim, no ale na tyle szybkim, by prowadzić niejeden, ale całe mnóstwo dysonansów poznawczych wśród funkcjonariuszy Propaganda Abteilung. Jednym z głównych okazał się właśnie obwód kurski Federacji Rosyjskiej. Jak wiadomo, Propaganda Abteilung miała rozkaz pokazywania, jak w tym obwodzie kurskim niezwyciężona ukraińska armia brnie od sukcesu do sukcesu, zajmując z góry upatrzone pozycje, z których niszczy do imentu armię zimnego ruskiego czekisty Putina.

Aż tu nagle w dniach ostatnich okazało się, że wszystko wygląda zupełnie inaczej. Niezwyciężona armia ukraińska w obwodzie kurskim właśnie została podgarnięta na kupkę i przygotowana w okrążeniu do wymłócenia. W odróżnieniu od większości naszych generałów, prezydent Trump ma chyba lepsze rozeznanie sytuacji, bo właśnie zwrócił się do prezydenta Putina, by ulitował się nad okrążonymi w obwodzie kurskim Ukraińcami i darował im życie. I co Państwo powiecie? Zimny ruski czekista, co to zuchwale nie chciał natychmiast zgodzić się na „koncepcję” zakańczania wojny na Ukrainie, przyjętą podczas rozhoworów ukraińsko-amerykańskich w Arabii Saudyjskiej, nie odmówił prezydentu Trumpu spełnienia jego prośby – ale postawił warunki – żeby ci okrążeni żołnierze złożyli broń i skapitulowali.

[Są tam też duże ilości wysokich oficerów z Zachodu. Tak sobie przyjechali na majówkę w marcu – i siedzą w Kotle Kurskim jak zające pod miedzą. A zimny Putin – zamiast ich odwieźć do domu – czegoś tam „wymaga”?? Składać broń i kapitulować? md]

Co za perfidia, co za zuchwalstwo! Kto to widział, żeby ukraińscy żołnierze mieli składać broń i kapitulować? Prezydent Zełeński za nic w świecie takiego rozkazu im nie wyda – a tymczasem zimny ruski czekista twierdzi, że taki rozkaz powinien być wydany przez stronę ukraińską. Z pozoru to się nawet trzyma kupy – ale tak naprawdę, to żadnej kupy się nie trzyma, bo – jak pamiętamy – prezydent Zełeński taką możliwość wykluczył w drodze ustawodawczej. Więc co teraz będzie? Pan generał Polko na pewno zna rozwiązanie. Putin nie powinien stawiać nikomu, a już zwłaszcza – naszej umiłowanej duszeńce, prezydentowi Wołodymyrowi Zełeńskiemu – żadnych warunków, tylko zwyczajnie wycofał swoich zbrodniarzy z obwodu kurskiego, najlepiej od razu za Ural.

Jestem pewien, że z takiego klucza będą teraz ćwierkali funkcjonariusze Propaganda Abteilung, a resortowa „Stokrotka” wyśle wezwanie na piśmie pani Sławomirowi Mentzenowi, żeby stawił się na przesłuchanie w „Kropce nad „i”, gdzie zostanie zdemaskowany jako wróg ludu pracującego miast i wszy, wykonujący rozkazy Putina – żeby uczestnicy okrągłego stołu w sprawie wyborów prezydenckich w Polsce, a zwłaszcza – Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje – nie miała wątpliwości, kogo powinna nakazać „wyłączyć” – jak to się stało w Rumunii z panem Georgescu, któremu nie pomogło nawet odwołanie do niezawisłego sądu.

Inna sprawa, że ten cały Putin to rzeczywiście wyjątkowo zatwardziała sztuka. Tutaj, to znaczy – nie tutaj, tylko w Arabii Saudyjskiej – podczas rozhoworów amerykańsko-ukraińskich, rada w radę wypracowano koncepcję, której nie powstydziłby się nawet Kukuniek, a tu Putin, zamiast w podskokach wyrazić radość z danej mu wspaniałomyślnie szansy i bezwarunkowo na wszystko się zgodzić, to kręci, chachmęci, bo – jak zauważył prezydent Zełeński – nie może wytrzymać, żeby nie „zabijać Ukraińców”. Jak wiadomo, każe sobie podawać jednego Ukraińca na śniadanie, a już szczególnie przepada za dziećmi, zwłaszcza takimi tłuściutkimi, prosto z duchówki, jakim był w dzieciństwie pan D. – dzieciątko znanej aktywistki aborcyjnej. Teraz już zmężniał, więc do duchówki się nie nadaje, bo podobno ma mięso, jak z jakiegoś starego kurwiarza, no a taki Putin – wiadomo: byle czego nie zje.

Toteż decyzja, by ukraińskie niezwyciężone wojska uderzyły na obwód kurski, musiała być dla niego prawdziwym darem Niebios – bo teraz perfidnie będzie próbował wykorzystać sytuację w jakiej niezwyciężona ukraińska armia się tam znalazła, żeby z powrotem posłać piłkę na stronę ukraińską.

A tymczasem nasi funkcjonariusze Propaganda Abteilung już otwierali szampana, żeby tęgim łykiem uczcić posłanie piłki na ruską stronę. Zdaje się, że będą musieli wziąć sobie na wstrzymanie, podobnie jak większość naszej generalicji, która podobno kazała wypucować sobie oficerki na defiladę zwycięstwa.

Ale to nic – bo zwycięstwo, zwłaszcza to ostateczne, niewątpliwie nadejdzie, skoro zostało zatwierdzone, więc nie powinniśmy pokazać, że nie mamy amunicji, tylko spokojnie strzelać dalej – właśnie do ostatecznego zwycięstwa.

Stanisław Michalkiewicz

Relokacja Imigrantów to dechrystianizacja Polski. Podpisz protest !!

Relokacja Imigrantów to dechrystianizacja Polski

Relokacja Imigrantów to dechrystianizacja Polski

Udostępnij petycję

Pakt Migracyjny Unii Europejskiej, który zakłada przymusową relokację uchodźców między państwami członkowskimi, stwarza realne zagrożenie dla Polski. Choć nasz kraj przyjął w ostatnich latach tysiące [no, chyba miliony… md] uchodźców z Ukrainy, to polityka migracyjna UE nie gwarantuje bezpieczeństwa ani stabilności, a wręcz sprzyja rozprzestrzenianiu się chaosu w państwach, które nie są przygotowane na tak ogromny napływ osób z kultur obcych naszej cywilizacji chrześcijańskiej.

Zamiast skutecznej ochrony granic, Pakt Migracyjny opiera się na ideologii otwartych drzwi, która nie bierze pod uwagę realnych zagrożeń, takich jak dezintegracja społeczna, wzrost przestępczości oraz islamizacja, która w krajach Europy Zachodniej doprowadziła do upadku tradycyjnych zasad chrześcijańskich i erozji ładu społecznego.

Nie możemy pozwolić, by Polska stała się ofiarą nieodpowiedzialnej polityki migracyjnej, która zagraża naszej suwerenności, bezpieczeństwu oraz katolickiej tożsamości narodowej. Wiele państw zachodnioeuropejskich, które już przyjęły masową migrację, boryka się teraz z poważnymi problemami, które odbijają się na ich społecznej i gospodarczej stabilności.

Polska, chcąc uniknąć powtórzenia tych błędów, musi stanowczo sprzeciwić się Paktowi Migracyjnemu i dążyć do polityki ochrony swoich granic oraz interesów narodowych. Naszym obowiązkiem jest obrona polskiej kultury, naszej chrześcijańskiej tożsamości oraz zapewnienie bezpieczeństwa przyszłym pokoleniom.

Szanowny Panie Premierze,

Jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, z pełną odpowiedzialnością i troską o przyszłość naszej Ojczyzny, wyrażam zdecydowany sprzeciw wobec przyjęcia Paktu Migracyjnego. Zgadzam się, że Polska nie powinna być zmuszana do przyjmowania przymusowej relokacji uchodźców, szczególnie w obliczu kryzysu migracyjnego, który zagraża nie tylko naszemu bezpieczeństwu, ale również naszej kulturze, cywilizacji chrześcijańskiej i katolickiej tożsamości narodowej. Polska, choć otwarta na pomoc dla tych, którzy naprawdę jej potrzebują, nie może pozwolić na masowy napływ imigrantów, którzy nie integrują się z naszym społeczeństwem, a w dłuższej perspektywie mogą stać się zagrożeniem dla naszego ładu społecznego.

Proszę wziąć pod uwagę moje zdanie i wszystkie argumenty, które przemawiają za tym, by Polska zachowała pełną kontrolę nad swoimi granicami i polityką migracyjną. Jako obywatele tego kraju, mamy prawo do decydowania o przyszłości naszej Ojczyzny, a przymusowe przyjęcie uchodźców stoi w sprzeczności z naszymi zasadami i interesami narodowymi. Proszę o głębokie zastanowienie się nad skutkami tej decyzji i o podjęcie działań na rzecz ochrony naszej suwerenności.

Z poważaniem,

[Imię i nazwisko]

Płacimy Ukrainie za Starlinki [grubo ponad 330 mln. zł] , a oni je sprzedają?

Płacimy Ukrainie za Starlinki [grubo ponad 330 mln. zł] , a oni je sprzedają? Ministerstwo reaguje na doniesienia

20.03.2025 nczas/placimy-ukrainie-za-starlinki-a-oni-je-sprzedaja

W latach 2022-2024 Polska wydała prawie 323 mln zł na ponad 24,5 tys. terminali Starlink i ich abonament, które zostały przekazane Ukrainie. W tym roku szacowany koszt abonamentu ma wynieść ponad 77 mln zł.

Ministerstwo cyfryzacji w odpowiedzi na pytania PAP przekazało, że w latach 2022-2024 Instytut Łączności – Państwowy Instytut Badawczy (IŁ-PIB), na zlecenie Ministra Cyfryzacji, zakupił w celu „użyczenia” Ukrainie 24 560 terminali systemu satelitarnej łączności Starlink. Z tego w latach 2022-2023, czyli za rządów Zjednoczonej Prawicy, zakupiono 19 560 Starlinków, a pod koniec 2024 roku 5 tys. – dodano.

Podkreślono, że dzięki udostępnianiu terminali stworzone są „odpowiednie warunki dla zapewnienia łączności na terytorium Ukrainy”. Zwrócono uwagę, że pozwala to na świadczenie usług komunikacji elektronicznej obywatelom tego kraju przebywającym zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce, w związku z działaniami wojennymi.

Ile Polska wydała na Starlinki dla Ukrainy?

Z danych udostępnionych przez MC wynika, że w latach 2022-2024 na Starlinki dla Ukrainy wydano prawie 323 mln zł, zarówno na terminale, jak i ich abonament, który trzeba opłacać co miesiąc.

Terminale zakupione do 2023 roku kosztowały 28,7 mln zł, a te kupione w 2024 r. (5 tys.) – ok. 9 mln.

Abonament obejmuje ponad 24 tys. terminali Starlink oraz 5 150 terminali udostępnionych przez inne podmioty. W ramach umów zawartych przez Ministra Cyfryzacji miesięczny koszt jednego abonamentu wynosi w przypadku standardowej usługi 528,90 zł brutto, a abonamentu specjalnego – 1 383,75 zł brutto.

Według przedstawionej prognozy, pomiędzy styczniem a wrześniem 2025 roku resort wyda na abonament Starlinków użytkowanych w Ukrainie ponad blisko 77,8 mln zł, a na terminale w Polsce 295 060 zł. Z udostępnionych danych wynika ponadto, że na polskie potrzeby zakupiono ok. 1000 Starlinków.

Ukraińcy sprzedają Starlinki w internecie

W ostatnim czasie coraz częściej na platformach sprzedażowych widać ogłoszenia o sprzedaży Starlinków przez Ukraińców. Ministerstwo cyfryzacji zapewnia, że to nie jest sprzęt kupiony przez polskich podatników.

Resort tłumaczy, że Instytut Łączności – PIB dysponuje szczegółowym spisem numerów seryjnych udostępnionych Starlinków oraz na bieżąco monitoruje także sposób ich użycia i konsultuje się w tym zakresie z ukraińskim partnerem tj. Ministerstwem Transformacji Cyfrowej (MTD) Ukrainy.

„IŁ-PIB wielokrotnie weryfikował ogłoszenia w serwisach internetowych i nigdy nie stwierdzono, by przedmiotem sprzedaży były udostępnione przez Polskę Starlinki” – podkreśliło Ministerstwo Cyfryzacji.

Do kiedy będziemy finansować Ukrainie Starlinki?

Ministerstwo przypomniało, że na mocy ustawy wsparcie w zakresie zapewnienia łączności za pośrednictwem terminali Starlink jest udzielane do 30 września 2025 r. Termin był już zmieniany ustawowo w związku z przedłużającym się konfliktem na terenie Ukrainy i wynikał ze stosownych decyzji wykonawczych Rady UE.

„Ministerstwo Cyfryzacji do tej pory nie otrzymało informacji o ewentualnym wstrzymaniu świadczenia usług w ramach zakupionych przez Polskę terminali systemu satelitarnej łączności Starlink. Nie mamy też informacji o ew. rozmowach dotyczących zastąpienia systemu Starlink innym rozwiązaniem” – podkreślono.

Operatorem konstelacji Starlink jest firma Starlink Services LLC, która w całości jest własnością SpaceX, spółki miliardera Elona Muska. Według danych, jakie SpaceX udostępnił pod koniec lutego na swojej stronie internetowej, na orbitę wyniesiono w sumie 7946 satelitów. Z tego 6751 jest aktywnych.

USA: Koniec bezkarności klimatystów! Greenpeace musi zapłacić 667 mln dolarów odszkodowania.

Koniec bezkarności klimatystów! Greenpeace musi słono zapłacić

20.03.2025 koniec-bezkarnosci-klimatystow-greenpeace-musi-slono-zaplacic

Greenpeace
Greenpeace. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Roberta F., CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons

Organizacja pseudo-ekologiczna Greenpeace została sądownie zobowiązana do zapłaty niemal 667 mln dolarów odszkodowania firmie Energy Transfer zajmującej się transportem rurociągami ropy naftowej i gazu ziemnego. Wyrok jest konsekwencją roli, jaką zdaniem sądu organizacja odegrała w protestach przeciwko budowie rurociągu Dakota Access.

Orzeczenie sądu w Dakocie Północnej jest wynikiem procesu, w którym Energy Transfer oskarżyło Greenpeace o finansowanie protestujących, którzy w latach 2016-2017 nielegalnie zakłócali budowę rurociągu, powodując straty materialne, a także o rozpowszechnianie dezinformacji na temat inwestycji, zlokalizowanej w pobliżu rezerwatu Standing Rock.

Po dwóch dniach obrad sędziowie przysięgli uznali organizację za winną. Ich orzeczenie obejmuje m.in. odszkodowania za zniesławienie, naruszenie własności prywatnej oraz udział w spisku. Greenpeace stanowczo zaprzecza zarzutom, określając proces jako atak na wolność słowa. Prawnicy organizacji zapowiedzieli złożenie apelacji od wyroku.

Adwokat Energy Transfer, Trey Cox, argumentował, że „brutalne i destrukcyjne” protesty Greenpeace nie mieszczą się w ramach prawnie chronionej wolności wypowiedzi. „Dzisiejszy werdykt ławy przysięgłych stanowi jasny sygnał, że działania Greenpeace zostały uznane za nieakceptowalne, niezgodne z prawem i sprzeczne z normami społecznymi. To dzień, w którym Greenpeace został pociągnięty do odpowiedzialności” – oświadczył Cox.

Budowa rurociągu Dakota Access spotkała się z ostrym sprzeciwem ze strony klimatystów, którzy twierdzili, że inwestycja doprowadzi do skażenia lokalnych źródeł wody i pogłębi zmiany klimatyczne. Projekt, rozpoczęty w 2016 roku, został ukończony w roku następnym. Rurociągiem Dakota Access transportowanych jest około 40 proc. ropy naftowej wydobywanej w regionie Bakken w Dakocie Północnej.

Największy japoński bank porzuca sojusz klimatyczny. Upadek zielonego oszustwa.

Największy japoński bank porzuca sojusz klimatyczny. Upadek zielonego oszustwa to kwestia czasu

19.03.2025 nczas/najwiekszy-japonski-bank-porzuca-sojusz-klimatyczny-upadek-zielonego-scamu

MUFG
MUFG.

Kolejny potężny gracz finansowy, tym razem z Japonii opuszcza klimatyczny sojusz bankowy. Wcześniej zrobiło to już kilka instytucji, w tym te, które stworzyły klimatyczny sojusz bankowy.

„Największy japoński bank Mitshubishi Financial Group właśnie poinformował , że definitywnie opuszcza sojusz klimatyczny. Za nim wychodzą pozostałe banki” – napisał na X użytkownik Informacje Giełdowe.

Jak podkreślił, „prezes na antenie Bloomberg TV poinformował, że zamierza skupić się na aktywach paliw kopalnych jak ropa, gaz, węgiel”.

„W wywiadzie w TV poinformował, że możliwe będą opisy na utratę wartości projektów Zielonej Energii” – zaznaczył Informacje Giełdowe. [nie rozumiem tego slangu. md]

W tekście z Bloomberga czytamy, że „Mitsubishi UFJ Financial Group (MUFG) planuje opuścić największy sojusz klimatyczny w branży bankowej, dołączając do krajowych odpowiedników w odchodzeniu od grupy porzuconej przez amerykańskich i kanadyjskich potentatów”.

„Największy japoński pożyczkodawca wycofuje się z Net-Zero Banking Alliance (NZBA), według źródeł zaznajomionych ze sprawą, które poprosiły o zachowanie anonimowości, omawiając drażliwą kwestię. Rzecznik MUFG powiedział, że bank nie podjął jeszcze decyzji i będzie nadal pilnie pracował nad rozwiązaniem problemu zmiany klimatu” – zaznaczono.

„MUFG podąża śladami rywali z Tokio, Nomura Holdings i Sumitomo Mitsui Financial Group, opuszczając grupę klimatyczną. Najnowsze odejścia pojawiły się po fali odejść z NZBA największych banków w USA i Kanadzie, w tym JPMorgan Chase, Bank of America i Royal Bank of Canada, która rozpoczęła się w grudniu” – napisano

Pod koniec ubiegłego roku [2024] NZBA opuściły Citi Bank i Bank of America. Były to banki, które stworzyły tę organizację. Więcej na ten temat przeczytacie poniżej.

Klimatyzm się sypie. Spektakularna klapa „zielonego” sojuszu banków. Organizację opuścili jej założyciele

Klimatyzm się sypie. Spektakularna klapa „zielonego” sojuszu banków. Organizację opuścili jej założyciele

Klimatyzm się sypie. Spektakularna klapa „zielonego” sojuszu banków. Organizację opuścili jej założyciele

2.01.2025 nczas/klimatyzm-sie-sypie-spektakularna-klapa-zielonego-sojuszu-bankow-organizacje-opuscili-jej-zalozyciele

Dolary. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay

Citi Bank i Bank of America tuż przed zakończeniem 2024 roku opuściły Bankowy Sojusz Klimatyczny (NZBA). To te banki powołały tę organizację.

NZBA już wcześniej się zachwiało

W ramach NZBA banki deklarują współpracę z innymi organizacjami – według Reuters jest to „cel świata” – w celu redukcji emisji CO2 netto do poziomu 0 (słownie: zero) do 2050 roku. Co roku w ramach NZBA publikują postępy w swoich działaniach oraz ustalają cele pomagające osiągnąć.

Wcześniej NZBA opuścił światowy gigant finansowy Goldman Sachs. Pisaliśmy o tym w artykule poniżej.

https://nczas.info/2024/12/08/cios-w-klimatystow-finansowy-gigant-opuszcza-klimatyczna-koalicje/embed/#?secret=GxLrmEBb75#?secret=aCXfNQr70q

Założyciele opuszczają NZBA

Jak się okazuje, kolejne firmy odchodzą z organizacji. Tym razem jest to o tyle wymowne, że są to podmioty, które utworzyły NZBA, czyli Citi Bank i Bank of America.

„Czyli kapitanowie ewakuowali się w ostatnim momencie 2024 roku, a pasażerowie w postaci innych banków zostali i płyną na górę lodową” – ocenił użytkownik X Informacje Giełdowe.

„Rynek mówi jedno – trwa ewakuacja ze wszystkiego co ma w nazwie słowo 'green’. Nastąpił szybki rozwód, a dla zachowania twarzy fundusze mówią że zależy im za zerowej emicji. Natomiast już nic więcej nie robią w tym kierunku” – podkreślił.

Wskazał również na możliwość, iż „samo kierownictwo organizacji będzie się ewakuować”.

„Miliardy dolarów strat”

„Inne banki szukały możliwości wyjścia gdy poniosły miliardy $ strat i nikt nie chce odkupić ani obligacji w które mają rekordowe zaangażowanie, ani pozostałych projektów na zielony wodór, a panele słoneczne i wiatraki mogą okazać się największą pomyłką w dziejach podmiotów które zainwestowały w Zieloną Energię” – zaznaczył.

Następnie zwrócił uwagę, że obecnie biznes skupia się na rozwoju sztucznej inteligencji (AI). A ta nie może polegać na pseudoekologicznych, drogich i niewydajnych rozwiązaniach wciskanych przez klimatystów.

„Zielona energia zupełnie nie spełnia potrzeb jakich wymagają centra danych AI; Największe banki na świecie chcą inwestować w rozwój AI ale jeszcze bardziej w energetykę jądrową i węglową, a póki uczestniczyły w sojuszu zielonych banków – nie mogli tego robić; banki szukały możliwości wyjścia z twarzą, do ostatniej chwili próbowano zmienić zasady funduszy by banki nie uciekły.

Jak bardzo sytuacja zielonego stowarzyszenia jest tragiczna niech świadczy, że przed północą organizację opuścili kapitanowie – banki które je założyli; rynek mówi, że te banki mogą przejąć USSteel, olbrzymie huty działające niemal wyłącznie w oparciu o węgiel koksowe które chcą kupić Japończycy. Ci ostatni kilka razy podnosili cenę. Prezydent elekt zupełnie nie zgadza się na przejęcie tych strategicznych podmiotów. Teraz banki mogą stać się inwestorami; rynek spekuluje, że 2025 to rok gdy największe podmioty wracają po 20 latach w inwestycje w węgiel. Doskonale rozumieją dlaczego Chiny i Indie budują prawie 1000 nowych elektrowni węglowych. Szukają najszybszych możliwości budowy stabilnych źródeł energii” – wyliczył użytkownik.

Zielone oszustwo

„Rynek spekuluje że bankructwo Northvolta, to czubek góry lodowej. Kto tylko może wstrzymuje programy OZE. Wielu decydentów zdało sobie sprawę że całe panele słoneczne, wiatraki to nic innego jak 'zielone oszustwo’. W tym momencie kończą się wsparcia i dotacje rządowe. Podmioty na wolnym rynku nie są w stanie poradzić sobie nawet kilka miesięcy” – podkreślił.

„Prywatny biznes już szuka drogi ucieczki z „gorącego kartofla” OZE. Na końcu zostaną słabe państwa , które nadal idą w tym kierunku zasłaniając oczy i uszy by nie zdawać sobie sprawy że to droga w kierunku góry lodowej, a oni płyną nawet nie na metalowym statku, a na pontonie” – podsumował na X Informacje Giełdowe.

Publicystka Candace Owens: Mam dość wykorzystywania USA jako izraelskiej skarbonki

Candace Owens: mam dość wykorzystywania USA jako izraelskiej skarbonki

https://pch24.pl/candace-owens-mam-dosc-wykorzystywania-usa-jako-izraelskiej-skarbonki

(fot. YouTube / The Von Clips)

– Izrael to jedyne państwo, które ma prawo lobbować w Ameryce – zauważyła popularna konserwatywna publicystka Candace Owens. Dziennikarka zwróciła uwagę na fakt, że Amerykańsko-Izraelski Komitet Spraw Publicznych (ang. American Israel Public Affairs Committee, AIPAC), jako jedyny przedstawiciel jakiegokolwiek państwa, nie podlega rejestracji w ramach ustawy FARA (Foreign Agents Registration Act).

Owens zwróciła uwagę na kwestie izraelskiego lobbingu w Ameryce w polityce zamordowanego prezydenta Johna Fitzgeralda Keneddy’ego. – Wtedy AIPAC nazywali się Amerykańską Radą Syjonistyczną. JFK chciał zmusić ich do rejestracji w FARA, co wiązało się z koniecznością zapewnienia większej przejrzystości działań. Jak wszyscy wiemy, JFK został zastrzelony, więc AIPAC miało masę szczęścia – stwierdziła.

W 1938 r. Kongres uchwalił ustawę o rejestracji zagranicznych przedstawicieli („FARA”), wymagającą od „zagranicznych agentów” rejestracji w Prokuraturze Generalnej. Nowelizowana na przestrzeni lat, ustawa ta ma szerokie zastosowanie wobec każdego podmiotu działającego w imieniu „zagranicznego mocodawcy” w celu, między innymi, wpływania na politykę USA lub amerykańską opinię publiczną.

Tymczasem AIPAC nie podlega monitoringowi Departamentu Sprawiedliwości.Doprowadza mnie do szału widok tych absolutnych oszustów, którzy chodzą gdzie chcą, robiąc co chcą, jednocześnie oskarżając inne kraje o wydawanie jakichś groszy, podczas gdy sami lekką ręką przeznaczają 3 miliony dolarów wpływając na wybory – mówiła w podcaście popularnego komentatora Theo Vona.

– Ale kiedy słyszysz tych ludzi w swoim rządzie, którzy to mówią [piętnują wpływ innych krajów, przy jednoczesnym milczeniu ws. izraelskiego lobbingu – red.] powinieneś wiedzieć, jak bardzo są zakłamani, ponieważ wszyscy biorą pieniądze od Izraela (…) Żaden kraj nie powinien być w stanie lobbować, aby uzyskać to, czego chce i kontrolować naszych kongresmenów – podkreśliła. 

Publicystka odrzuciła zarzuty o antysemityzm, tłumacząc, że jej sprzeciw dotyczy wyłącznie faktu bezkarnego lobbingu w Waszyngtonie. Jak zaznaczyła, protestowałaby również w sytuacji, gdyby bezpośredni dostęp do amerykańskich polityków miał Pekin czy Kreml. Tak się jednak składa, że jedynie AIPAC ma w tej kwestii uprzywilejowaną pozycję.

Zdaniem Owens, amerykańska opinia publiczna jest celowo pozbawiana świadomości wobec realnego rozmiaru izraelskiego lobbingu w Stanach Zjednoczonych. Taka świadomość mogłaby się odbić np. w kwestii poparcia dla inwazji w Strefie Gazy. Dziennikarka wskazała wprost na pozycję premiera Izraela Bejamina Netanjahu, nazywając go „czołowym gangsterem świata”.

Okazuje się, że nie można go zamknąć. Nawet kiedy złapią go na popełnianiu przestępstw i stworzony przez nas sąd (Międzynarodowy Trybunał Karny – red.) wydaje za nim list gończy, mówią „cóż, po prostu anulujemy ten sąd” – podkreśla. – Wyobrażasz sobie być takim światowym gangsterem? – pyta.

Prezydent USA Donald Trump podpisał w lutym rozporządzenie o nałożeniu sankcji na Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) oraz osoby pomagające MTK w ściganiu Amerykanów i przedstawicieli władz Izraela oraz innych sojuszników USA.

Była publicystka Daily Wire podzieliła się gorzką refleksją na temat Donalda Trumpa, którym „czuje się rozczarowana”. – Jestem bardzo rozczarowana Trumpem, jeśli chodzi o jego poglądy na temat Strefy Gazy – przyznała. – Mówienie o Gazie jako miejscu, w którym powstaną kasyna i hotele, podczas gdy ludzie stracili tam całe rodziny, to jest dalekie od jakiegokolwiek humanitaryzmu – zauważyła, przypominając zapewnienia Trumpa o zamianie pozostającej w zgliszczach Strefy Gazy w miejsce wypoczynkowe.

Jestem zmęczona tym, że Ameryka jest wykorzystywana jako izraelska skarbonka. Istnieje powód, dla którego dozwolona jest każda krytyka wpływu zagranicznego, gdy jednocześnie wszyscy pozostają ślepi, jeśli chodzi o Izrael – przyznała.

Dziennikarka nawiązała również do swojego zwolnienia z Daily Wire, najpopularniejszego prawicowego konsorcjum medialnego w USA. Owens konsekwentnie sprzeciwiała się milczeniu w sprawie zbrodni popełnianych przez siły IDF na ludności palestyńskiej. Bezpośrednim powodem zwolnienia było natomiast powtórzenie hasła: „Chrystus jest Królem”, w kontekście społecznego panowania Jezusa Chrystusa, również w wymiarze politycznym. Hasło zostało uznane przez pro-izraelskie, konserwatywne media w USA za „mowę nienawiści”.

Zapłaciłem bardzo wysoką cenę za mówienie o tym w zeszłym roku. Ale nie obchodzi mnie to, ponieważ moje wartości nigdy nie były na sprzedaż. Nie obchodzi mnie to. Mogą spalić wszystko do gołej ziemi, ale ja i tak to odbuduję – zapewniła.

Candace Owens w zeszłym roku poinformowała o przejściu na łono Kościoła katolickiego, będąc przez lata związana z różnymi denominacjami protestanckimi. Owens wraz z mężem należy do środowisk tradycji łacińskiej, uczęszczając na Mszę Wszechczasów.

Źródło: YouTube / Theo Von PR

Węgrzy przegłosowali zakaz parad LGBT 136:27. Dziki bunt „liberalnej opozycji”, świece dymne w parlamencie.

18 marca 2025 pch24/wegrzy-przeglosowali-zakaz-parad-lgbt-dziki-bunt-liberalnej-opozycji

Węgrzy przegłosowali zakaz parad LGBT. Dziki bunt liberalnej opozycji w parlamencie

(fot. PAP/EPA/BOGLARKA BODNAR)

Sukcesem zakończył się węgierski proces legislacyjny zmierzający do zakazu marszów promujących zaburzenia psychiczne na tle seksualnym i płciowym. Przyjęcie przepisów chroniących moralność publiczną spotkało się z istnym atakiem szału tamtejszej lewicy, która odpaliła racę i puściła z głośników… hymn Rosji. Sala obrad została ewakuowana.

Po krótkiej debacie parlament przyjął nowelizację ustawy o zgromadzeniach, delegalizując w praktyce parady lobby homoseksualno-genderowego. Projekt zmian złożyła rządząca partia Fidesz.

Na Węgrzech trwają obecnie prace nad zmianą konstytucji. Zmiany mają wprowadzić ochronę dzieci, zabraniając m.in. udostępniania treści pornograficznych osobom poniżej 18. roku życia. Oprócz tego niedozwolone ma być prezentowanie treści „przedstawiających seksualność w celach egoistycznych lub promujących i eksponujących odstępstwa od tożsamości odpowiadającej płci urodzeniowej, zmianę płci i homoseksualizm”.

Uchwalone przepisy nadają policji uprawnienia do korzystania z oprogramowania do rozpoznawania twarzy, które może być wykorzystywane do ustalania tożsamości organizatorów i uczestników demonstracji. Za udział w paradzie równości organy ścigania będą mogły nałożyć grzywnę w wysokości od 6,5 tys. do 200 tys. forintów (68-2104 zł), która nie będzie mogła być zastąpiona pracami społecznymi.

Głosowaniu nad nowelizacją ustawy towarzyszyły gwałtowne protesty parlamentarzystów z opozycyjnej partii Momentum. Po ogłoszeniu wyników liberałowie zaczęli wznosić antyrządowe okrzyki, odtworzyli nagranie hymnu Rosji i rozrzucili ulotki przedstawiające całujących się premiera Węgier Viktora Orbana i prezydenta Rosji Władimira Putina. Opozycyjni posłowie odpalili też świece dymne, w związku z czym prowadzący obrady zarządził przerwę oraz ewakuację sali obrad.

Nowelizacja została przyjęta przez parlamentarzystów 136 głosami za, 27 deputowanych było przeciw, przy braku głosów wstrzymujących się.

Źródło: PAP / Tomasz Dawid Jędruchów

Kościół i „pandemia”. Rocznica bezprecedensowej zdrady.

Kościół i „pandemia”. Rocznica bezprecedensowej zdrady

https://pch24.pl/kosciol-i-pandemia-rocznica-bezprecedensowej-zdrady

W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu słyszeliśmy na Mszy Świętej Ewangelię o kuszeniu Pana Jezusa. Szatan ofiarowywał naszemu Panu władzę nad całym światem i wszelkie dostatki, jeżeli On złoży mu pokłon.

W marcu przypada rocznica „pandemii koronawirusa” – o tyle smutna, że władze Kościoła złożyły pokłon władzy świeckiej. Sprzeniewierzyły się świętemu i niepodważalnemu obowiązkowi szafowania sakramentów ludowi Bożemu. W zamian nie otrzymały nic.

Sercem Kościoła jest Najświętsza Ofiara Mszy. Pierwszym i najważniejszym obowiązkiem kapłana jest składanie tej ofiary i szafowanie sakramentów dla zbawienia wiernych. Jeżeli patrzymy na to z perspektywy nas, wiernych, których oficjalne struktury Kościoła pozbawiły sakramentów, to musimy podkreślić z całym naciskiem: dostęp do sakramentów nie jest naszym przywilejem, ale prawem.

Oczywiście, w relacji z Bogiem mówimy, że nie jesteśmy godni, by przyjmować Jego samego i otrzymywać Jego przebaczenie. Ale to jest inny porządek. Natomiast w porządku naszej relacji z Kościołem biskupi i kapłani nie mają prawa odmówić nam dostępu do sakramentów. Stanowi tak nawet nowy Kodeks prawa kanonicznego: „Święci szafarze nie mogą odmówić sakramentów tym, którzy właściwie o nie proszą, są odpowiednio przygotowani i prawo nie wzbrania im ich przyjmowania” (kanon 843, gdzie „prawo nie wzbrania” odnosi się do prawa kanonicznego, czyli np. przypadku, gdy ktoś jest pod ekskomuniką, nie zaś do prawa świeckiego).

Zbawienie dusz jest najwyższym prawem Kościoła i żadne inne prawo – kościelne czy państwowe – nie może ograniczyć realizacji tego jednego, najważniejszego. Sakramenty są do zbawienia niezbędne, co jest stwierdzone w obowiązującym Katechizmie Kościoła Katolickiego i co uroczyście orzekł Sobór Trydencki: „Jeśli ktoś twierdzi, że sakramenty Nowego Przymierza nie są konieczne do zbawienia, ale że są zbyteczne i że bez nich lub bez ich pragnienia przez samą wiarę ludzie otrzymują od Boga łaskę usprawiedliwienia, chociaż nie wszystkie są konieczne każdemu człowiekowi – niech będzie wyklęty”.

Przykłady z nauczania Kościoła można by mnożyć, podobnie jak historyczne przypadki, w których hierarchowie stawali na wysokości zadania i nie klękali przed tyranią władców świeckich. Możemy postawić sobie przed oczy św. Ambrożego, który własnym ciałem zagradza cesarzowi wejście do świątyni lub przywołać niezliczone momenty podczas prawdziwych (a nie socjotechnicznych) zaraz i pandemii, gdy drzwi kościołów stały otworem. Ale po co? Czyż to nie jest oczywiste? 

Problem polega na tym, że gwałt ze strony władzy przychodzi nagle i nic sobie nie robi z oczywistości naszych praw. A kiedy po drugiej stronie (w tym wypadku kościelnej) zabraknie męstwa i mamy do czynienia ze zdradą, to wszelkie „tak być powinno” rozpływa się na naszych oczach, jak rzecz niebyła…

Gdy wspominam upiorny czas tzw. pandemii, to na palcach jednej ręki mogę policzyć przypadki duchownych, którzy nie podporządkowali się bezprawnej ingerencji władzy świeckiej w ich święte obowiązki. Przychodzi mi do głowy ks. James Altman, proboszcz parafii La Crosse w amerykańskim stanie Wisconsin. Za odmowę zamknięcia przed wiernymi wrót kościoła został ukarany przez swojego biskupa i usunięty z urzędu. Biskup zaś dopiął „swego” i pozbawił wiernych dostępu do źródła Bożej łaski. Ks. Altman nie ugiął się i powiedział: Na nieszczęście dla skorumpowanej hierarchii nie dam się uciszyć żadnym arbitralnym dekretem. Ale wyleciał i słuch o nim zaginął.

Oprócz tego było jeszcze parę mniej spektakularnych przypadków, no i bp Athanasius Schneider, który w małej kazachskiej diecezji [711 600 km² md] również szafował sakramenty. Odznaczył się także abp Salvatore Cordileone, metropolita San Francisco, który sprzeciwiał się ostrym kalifornijskim restrykcjom i organizował procesje i wielkie Msze na świeżym powietrzu, żeby nie pozbawiać wiernych dostępu do sakramentów.

To zaledwie kilka przypadków, a przypomnijmy, że biskupów katolickich mamy na świecie ponad 5 tysięcy, w tym 243 kardynałów. Pokazuje to, jak znikome – śladowe wręcz – morale panuje wśród oficjalnej hierarchii kościelnej. Tu nie chodzi przecież o jakieś niuanse teologiczne czy liturgiczne. Nie chodzi spory, czy stara czy nowa Msza jest „lepsza”. Ale chodzi o absolutne minimum, będące jednocześnie nieprzekraczalną granicą: o sam dostęp do źródeł zbawienia.

Powiedzmy to jasno. Biskupi odcięli wiernych od koniecznych źródeł zbawienia, jakimi są sakramenty. Sprzeniewierzyli się swemu powołaniu, swej przysiędze. Zdradzili swą trzodę, wydali ją na pastwę grzechów nieznajdujących odpuszczenia w konfesjonale. Skazali na dezorientację ogólnoświatowym reżimem bez pocieszenia w postaci Komunii Świętej. Zdradzili swą trzodę, którą mieli prowadzić do Boga i której mieli obowiązek bronić przed gwałtem władzy świeckiej.

Nie stanęli na wysokości zadania, wręcz przeciwnie – z dziwną ochotą, łącznie z papieżem, przyklasnęli kłamstwu covidowemu i przyłożyli rękę do represjonowania wiernych i obywateli. Skompromitowali się i osobiście narazili na straszliwą odpowiedzialność za swoje zaniechania i występki, za co odbiorą karę w stosownym czasie.

Ale czy wystarczy nam świadomość Bożej sprawiedliwości? Dlaczego tak łatwo zapominamy o gehennie, jaką zgotował nam ten dziwny i niegodziwy sojusz władz świeckiej i kościelnej? To wszystko działo się jeszcze trzy lata temu, a nikt nigdzie nie mówi o rozliczeniu winnych. Zachowujemy się jak osoby dotknięte traumą, które nie mają odwagi skonfrontować się z tym, co je spotkało. Ci sami biskupi i księża, którzy trzaskali nam przed nosem drzwiami kościołów, nadal pełnią urzędy. Czy wyrażają skruchę? Czy usłyszeliśmy „przepraszam”? Czy usłyszeliśmy postanowienie poprawy: „Odtąd godnie podejdziemy do swoich obowiązków i nigdy więcej nie ugniemy się przed rządem niesprawiedliwym”?

Wspominając tę osobliwą rocznicę – wprowadzenia pod koniec marca 2020 roku obostrzeń covidowych – zdobądźmy się na odrobinę odwagi, by jednak rozgrzebać tamte rany. Nie pozwólmy, by tak straszliwa ogólnoświatowa falsyfikacja, która doprowadziła do pogwałcenia naszych praw i do bezprecedensowej klęski struktur kościelnych, zniknęła w niepamięci. Tak, to wspomnienie jest absurdalne i trudne. Chcemy zapomnieć. Ale nie możemy. Bo jeżeli zapomnimy, to ludzie odpowiedzialni za to zło tym łatwiej je powtórzą. Pod taką czy inną postacią.

Pod sam koniec tzw. pandemii, gdy prawdopodobnie było już wiadomo, że dalszych restrykcji nie będzie, ówczesny szef episkopatu, abp Stanisław Gądecki, próbował przykryć tę hańbę listkiem figowym, apelując do rządu i utyskując na niesprawiedliwość obostrzeń. Ale była to przysłowiowa musztarda po obiedzie, natomiast dziś cała sprawa wpadła jak kamień w wodę.

Ciekaw jestem, jak zachowaliby się biskupi, gdyby wyeksponować przed ich oczyma transparenty „COVID – PAMIĘTAMY”. Gdyby tak wybić ich ze słodkiego komfortu zapomnienia. Pokazać, że Polacy nie zawsze będą potulnie śpiewali: „Nic się nie stało”…

Filip Obara

Zobacz także:

https://pch24.pl/mlot-ktory-nie-uderzyl-dlaczego-rzad-nie-poszedl-na-twarda-konfrontacje-opinia/embed/#?secret=PIDPa2DBzY#?secret=P6UJf5N6Ku

https://pch24.pl/nie-ma-amnestii-dla-covidowych-zbrodniarzy-opinia/embed/#?secret=YGpFsxQU3i#?secret=cX2eTmhZvF

Od szkoleń do centrów integracji. Koszt utworzenia to prawie pół miliarda złotych.

Od szkoleń do centrów integracji. Ogromne przygotowania do przyjęcia imigrantów 

Rząd zapowiedział, że takich centrów docelowo ma powstać 49, a koszt ich utworzenia to prawie pół miliarda złotych.

Jarosław Molga


https://niezalezna.pl/polska/od-szkolen-do-centrow-integracji-ogromne-przygotowania-do-przyjecia-imigrantow/539691

Ogłaszając w poniedziałek po południu ów priorytet, szefowa KE stwierdziła, że jest to zadanie kluczowe dla wszystkich krajów UE, a bardzo ważne jest „utrzymanie obecnego tempa prac nad budową solidnego systemu zarządzania migracją”.

Prawda dopiero po wyborach

– To, co mówi von der Leyen (o tym, że jest to priorytet na nadchodzący rok, a więc także polskiej prezydencji) o wdrożeniu paktu o azylu i migracji, nie jest żadnym zaskoczeniem. Mówiła to już wielokrotnie. W odpowiedzi nie widzę żadnej kontrakcji polskiego rządu, który uparcie twierdzi, że nie zamierza tego paktu wdrażać. W rzeczywistości widać, że do tego wdrażania się przygotowuje, np. tworząc centra integracji dla cudzoziemców.

Według informacji z KE w czerwcu, a więc już po wyborach prezydenckich w Polsce, Komisja ma dokonać podziału kwot migracyjnych, czyli określić, ilu migrantów ma trafić do którego z krajów UE, a także rozdzielić środki na wdrażanie paktu. Dopiero wtedy dowiemy się, ilu migrantów ma trafić do naszego kraju, ile będziemy musieli ewentualnie zapłacić, jeśli ich nie przyjmiemy, i jaka jest naprawdę polityka rządu Tuska – mówi „Codziennej” eurodeputowany PiS Maciej Wąsik.

Polski rząd utrzymuje, że nie zamierza przyjmować migrantów i że pakt zakłada pełną dobrowolność, a Polska jako kraj pozostający pod presją migracyjną (uchodźcy z Ukrainy, wojna hybrydowa na wschodniej granicy polegająca na wysyłaniu fal migrantów z terenu Białorusi) będzie traktowana ulgowo przez KE. W ten sposób minister ds. Unii Europejskiej Adam Szłapka odpowiedział na interpelację Pawła Jabłońskiego, posła PiS, który pytał, dlaczego rząd Tuska nie zareagował i zaakceptował zasady paktu migracyjnego wiosną ubiegłego roku. „Jednoznacznie można stwierdzić, że pakt migracyjny jest z tymi konkluzjami sprzeczny: zasada dobrowolności została złamana, narzucony został przymus” – pisał w interpelacji Jabłoński. Jego słowa potwierdził kilka dni temu przedstawiciel KE. „(…) Jeśli państwo członkowskie zaryzykuje opóźnienie wdrażania przepisów lub nawet podważenie paktu, Komisja Europejska będzie musiała podjąć niezbędne środki” – ostrzega Markus Lammert, rzecznik KE.

Centra niezgody

Zdaniem rozmówców „Codziennej” rząd Tuska przygotowuje już infrastrukturę i administrację do wdrażania paktu. To m.in. wymienione przez Wąsika centra integracji. W ciągu ostatnich dni tworzenie ich stało się przyczyną protestów. W Zamościu samorządowcy i politycy Konfederacji domagają się wyjaśnień dotyczących działającego tam centrum integracji, ponieważ ich zdaniem jego funkcjonowanie nie wynika z potrzeby przyjmowania uchodźców z Ukrainy, ale migrantów z Afryki i Azji.

Rząd zapowiedział, że takich centrów docelowo ma powstać 49, a koszt ich utworzenia to prawie pół miliarda złotych.

Propaganda szczepionkowa, czyli jak oszukiwać ludzi, by ich nakłonić do samobójstwa, lub kalectwa szczepionkowego?

Anthony Ivanowitz 18.03.2025r. pospoliteruszenie.org/samobojstwo

Propaganda szczepionkowa, czyli jak oszukiwać ludzi, by ich nakłonić do samobójstwa, lub kalectwa szczepionkowego?

Kontynuując powyższą wyliczankę, mogę dodać od siebie:

  • gnijące szczątki zwierzęce w kiełbasie są złe
  • ale gnijące szczątki zwierzęce w szczepionkach są dobre
  • nerki małp są niejadalne, a więc są złe
  • ale tkanki nerek małp w szczepionkach, są bardzo dobre

Co jeszcze jest dobre w szczepionkach, a jest złe poza nimi?

Na to pytanie odpowiedział w czasie prelekcji w polskim Sejmie doktor Stefano Montari, który prowadził jeszcze do niedawna laboratorium we Włoszech. W ramach zemsty za mówienie prawdy, laboratorium dr Montanarii zostało zamknięte, zaś on sam poddany różnym szykanom!

Badał on skład chemiczny szczepionek które docierały na rynek włoski. Co w nich odkrył?

-rtęć: silna trucizna 
– aluminium: silna trucizna
– formaldehyd: trujący składnik klejów
– skwaleń
– żelazo, chrom, nikiel
– tytan
– wolfram
– fosfor, krzem
– chrom, wapń, chlor, siarka, fosfor, silikon,  tlenek węgla. 
– bar
– bizmut, ołów
– galaretki wieprzowe  ze skór świń (zawierają trujący glifosat )
– komórki abortowanych płodów ludzkich
– komórki pozyskane z nerek małp zawierające wirus SV 40
– setki (!!)innych związków chemicznych. Na przykład szczepionki z Francji. Było w niej 295 różnych komponentów. 42 z nich było absolutnie nieznanych w chemii. 


Jeśli ktoś jest ciekawy w jaki sposób podane wyżej związki chemiczne niszczą zdrowie dzieci, zachęcam do przeczytania całego wystąpienia dr Montanatri. ( http://www.pospoliteruszenie.org/chemiczny%20syf.html )

Gdybyśmy zapytali jakiegoś toksykologa czy wykryte przez doktora Montanarii w szczepionkach metale i związki chemiczne są zdrowe dla człowieka w przypadku ich spożycia czy wpuszczenia do żył, to odpowiedział by, że większość z nich jest silnymi truciznami, a więc jest ZŁA!

Ale gdybyśmy zadali to samo pytanie jakiemuś wirusologowi, albo i wakcynologowi, to obaj zapewniali by, że wykryte w szczepionkach trucizny są …dobre, w 100% bezpieczne i w 100% skuteczne.

Rząd warszawski planuje zaostrzyć terror wobec rodziców którzy odmawiają szczepień swoich dzieci. Chce ten cel osiągnąć poprzez system drakońskich kar finansowych nakładanych na rodziców odmawiających zatruwania swoich dzieci szczepionkami!

Dlaczego oni to robią, choć doskonale wiedzą, że w skali całego świata nie ma ani jednego badania naukowego potwierdzającego skuteczność jakiejkolwiek szczepionki?

W czasie prelekcji w polskim Sejmie dr Witczak zaprezentował ponad 1200 badań z całego świata, potwierdzających wysoką toksyczność tak zwanych szczepionek i ich zdrowotną bezwartościowość!

Dlaczego lekarze szczepią dzieci, wiedząc, że je kaleczą, zabijają i zatrują na całe życie!?

Odnoszę wrażenie, że osoby odpowiedzialne za trucie dzieci i dorosłych „szczepionkami”, nie są…. ludźmi.

To lucyferyczne booty, którym siły piekielne zamieniły szare komórki w mózgu w szatańskie odchody!

Anthony Ivanowitz 18.03.2025r. Www.pospoliteruszenie.org

Kolejni liderzy LGBT ujawnieni jako pedofile

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie Mirosławie! 
Kolejny lider organizacji LGBT okazał się pedofilem. Sąd w Wielkiej Brytanii skazał aktywistę „dumy gejowskiej” za gwałt na 12-letnim chłopcu oraz tworzenie dziecięcej pornografii. Winnym podobnych zarzutów uznany został także jego homoseksualny współlokator. Podobne przypadki pedofilów LGBT wypłynęły niedawno również m.in. przed sądami we Francji oraz w USA, gdzie tzw. „małżeństwo homoseksualne” zostało skazane na 100 lat więzienia za gwałty na adoptowanych przez siebie dzieciach.

W tym samym czasie w Polsce rząd Tuska forsuje projekt ustawy o zakazie „mowy nienawiści”, w świetle którego formalnym przestępstwem zagrożonym karą więzienia będzie mówienie prawdy na temat ideologii LGBT oraz skutkach homoseksualnego stylu życia. Ustawa ta ma jeszcze bardziej nasilić represje i prześladowania, które za mówienie prawdy są w Polsce od wielu lat. Mimo że ustawy o „mowie nienawiści” jeszcze nie ma, ja już rok temu zostałem za nią skazany na rok ograniczenia wolności, gdyż podawałem do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych na temat powiązań homoseksualnego stylu życia z pedofilią. Aktualnie toczy się przeciwko nam wiele innych procesów. Trzeba walczyć z narastającą cenzurą i mobilizować Polaków do oporu oraz do obrony swoich dzieci, swoich rodzin i naszej wolności!
Stephen Ireland to współzałożyciel organizacji „dumy gejowskiej LGBT” działającej w jednej z miejscowości pod Londynem. Aktywista został kilka dni temu uznany winnym gwałtu na 12-letnim chłopcu, którego zwabił do swojego mieszkania przy użyciu aplikacji „randkowej” dla homoseksualistów. Oprócz tego Ireland odpowie za tworzenie i kolekcjonowanie dziecięcej pornografii. Winnym przestępstw o charakterze pedofilskim został uznany także jego współlokator David Sutton. 

Do jeszcze bardziej wstrząsającej sytuacji doszło niedawno we Francji. Służby z Nantes aresztowały
Pierre-Alaina Cottineau – wpływowego aktywistę LGBT i organizatora pierwszej, lokalnej „parady dumy gejowskiej”. Był on również zaangażowany w organizację „anty-homofobicznych” kampanii społecznych.
 Aktywista LGBT torturował i zgwałcił 4-letnią, niepełnosprawną dziewczynkę, pacjentkę szpitala pediatrycznego, do czego miał przyznać się w trakcie śledztwa. Aktualnie francuskie służby prowadzą szerokie dochodzenie dotyczące całej grupy pedofilskiej, o stworzenie której oskarżony został Cottineau. W świetle informacji ujawnionych kilka tygodni temu przez media, aktywista LGBT miał dopuścić się również innych przerażających czynów – miał on organizować w swoim domu spotkania pedofilów, w trakcie których gwałcili dzieci z użyciem przemocy i odurzania za pomocą substancji chemicznych. Najmłodsza z ich ofiar miała 6 miesięcy. Wszystkie przestępstwa miały być nagrywane na wideo i udostępniane w sieci. 

Z kolei 3 miesiące temu przed sądem w Georgii w USA zapadł ostateczny wyrok w głośnej sprawie dwóch homoseksualistów i aktywistów LGBT. William i Zachary Zulock zawarli tzw. „małżeństwo homoseksualne”, po czym adoptowali dwóch chłopców, którzy byli braćmi. Zwyrodnialcy wykorzystywali dzieci seksualnie i dokumentowali swoje przestępstwa na pornograficznych filmach video, udostępniając nagrania w internecie innym pedofilom. Policja znalazła w ich domu 7 terrabajtów (!) plików z pedofilskimi nagraniami wideo. 19 grudnia 2024 sąd skazał ich na 100 lat więzienia bez możliwości zwolnienia warunkowego. 

To kolejne tak głośne sprawy z ostatnich kilku miesięcy. Nie przebijają się one jednak do opinii publicznej, gdyż algorytmy internetowych wyszukiwarek skutecznie blokują wyszukiwanie tego typu informacji, a największe media głównego nurtu po prostu nie informują o nich swoich odbiorców. Chodzi o to, aby przykryć pedofilskie przestępstwa dokonywane w środowiskach LGBT i utrzymywać społeczeństwa Zachodu w przekonaniu, że homoseksualizm to wesoły, radosny i bezpieczny styl życia. 

Nasza Fundacja od ponad 10 lat prowadzi w całej Polsce kampanię „Stop pedofilii”, w ramach której ostrzegamy przed deprawacją seksualną dzieci, informujemy o przypadkach pedofilii w środowiskach LGBT oraz prezentujemy wyniki badań naukowych na temat powiązań między pedofilią a homoseksualizmem. Jesteśmy za to prześladowani. 

W ubiegłym roku zostałem skazany prawomocnym wyrokiem przez sąd w Gdańsku na rok ograniczenia wolności i 15 000 zł kary za organizację kampanii „Stop pedofilii” na ulicach Trójmiasta. W ocenie sądu „znieważyłem” w ten sposób aktywistów LGBT i utrudniłem im „działalność edukacyjną”. Kilka miesięcy po tym wydarzeniu inny sąd w Gdańsku skazał Piotra K. – byłego wiceprezydenta miasta ds. edukacji i współpracownika trójmiejskich organizacji LGBT. Piotr K., który przy pomocy aktywistów LGBT wdrażał „edukację seksualną” do szkół gdańska, molestował seksualnie nieletniego chłopca. Wyrok uprawomocnił się w styczniu br. Piotr K. publicznie zabiegał o to, aby nasza Fundacja została ukarana za organizację akcji „Stop pedofilii”. 

Do podobnej sytuacji doszło w Szczecinie. Jan, kierowca naszej furgonetki „Stop pedofilii”, został skazany na 30 000 zł kary za jazdę po ulicach Szczecina. Krótko po tym do wiadomości publicznej przedostała się informacja, że jeden z liderów szczecińskiego lobby LGBT trafił do więzienia za pedofilię. Krzysztof F., bo o nim mowa, prowadził razem ze swoim homoseksualnym partnerem restaurację w centrum Szczecina, w której organizował „randki LGBT”. Był współzałożycielem Stowarzyszenia Równość na Fali, które najpierw działało pod nazwą Kampania Przeciw Homofobii Szczecin. W sierpniu 2020 roku Krzysztof F. wykorzystał seksualnie 13-letniego chłopca. Przed gwałtem usiłował podać dziecku narkotyki.  

Aktualnie przeciwko wolontariuszom naszej Fundacji toczy się ponad 70 spraw sądowych, z których wiele dotyczy „przestępstwa” jakim jest informowanie Polaków o konsekwencjach aktywizmu LGBT i homoseksualnego stylu życia, a także o zagrożeniach związanych z tzw. „edukacją seksualną” dzieci. To wszystko w sytuacji, gdy prace nad formalną penalizacją „mowy nienawiści” dopiero trwają… Kilka spraw równolegle toczy się m.in. w Zielonej Górze, gdzie lokalni aktywiści LGBT pozwali nas do sądu za informowanie mieszkańców miasta o założeiach „edukacji seksualnej”. Oprócz mnie oskarżonymi w szeregu procesów są dwaj nasi wolontariusze – Adam i Adrian. Podobne sprawy mamy w całym kraju. 

W tym samym czasie aktywiści LGBT piszą otwarcie o swoich „zainteresowaniach” dziećmi i młodzieżą. W 2021 roku jedna z największych grup „edukatorów seksualnych” LGBT, działająca na terenie Wielkopolski, wydała za pieniądze urzędu miasta Poznań broszurę pt. „Poznań w kolorach tęczy”, która przedstawia życie poznańskich homoseksualistów. Jeden z rozdziałów opisuje m.in. orgie z młodymi chłopcami:

„To jest naprawdę grupówka na poziomie, w pięknym apartamencie. Wielki salon z kanapą, gdzie w różnych konfiguracjach chłopcy uprawiają seks. Jest duży przeszklony prysznic, więc ci, którzy akurat chcą się umyć, są widoczni dla reszty uczestników. Te grupówki mają zresztą różną tematykę. Raz na przykład są same twinki.„

Twink w slangu LGBT oznacza młodych, kilkunastoletnich chłopców. To jest właśnie homoseksualny styl życia, z którym aktywiści LGBT oswajają polskie dzieci i młodzież poprzez „edukację seksualną”, media i uliczne „parady dumy gejowskiej”. Przyznał to m.in. Zbigniew Izdebski – koordynator powstania podstawy programowej do nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”, w ramach której ukrywa się przed rodzicami „edukację seksualną”. Izdebski zapytany w jednym z wywiadów medialnych, czy to prawda, że przeciętny homoseksualista ma ok. 200 partnerów seksualnych w ciągu życia, odpowiedział: 

„Moje badania pokazują, ilu partnerów może mieć, ale nie musi mężczyzna homoseksualny. Mamy tu bowiem też do czynienia z dużymi różnicami indywidualnymi. Tak, około dwustu. W związku ze stylem życia mężczyzn homoseksualnych ta liczba partnerów seksualnych może szokować na tle mężczyzn heteroseksualnych. Ale to jest pewna forma obyczajowości przyjętej w tej grupie.”

Właśnie z taką „formą obyczajowości” mają być oswajane wszystkie dzieci w Polsce.To właśnie dlatego aktywiści LGBT wchodzą do szkół z „edukacją seksualną”, dlatego uruchamiają kolejne kanały w mediach społecznościowych, dlatego organizują parady „dumy gejowskiej” w przestrzeni publicznej.Wszyscy rodzice w Polsce powinni zrozumieć, że ich dzieci są celem działań deprawatorów i podjąć osobiste działania na rzecz ich ochrony. Przymusowa, systemowa deprawacja na masową skalę ma się zacząć po wyborach, kiedy to rząd Tuska wznowi prace nad obowiązkowością szkolnej „edukacji seksualnej” (od 1 września deprawacja ma być jeszcze nieobowiązkowa, ale każde dziecko domyślnie będzie zapisane na zajęcia w wymiarze 1 godziny tygodniowo od 4 klasy podstawówki). Miliony polskich dzieci i nastolatków od lat deprawowane są przez media, szczególnie poprzez wielogodzinny kontakt ze smartfonami. 
Dlatego pomimo represji i prześladowań nasza Fundacja kontynuuje kampanię „Stop pedofilii” w całym kraju. Za pomocą ulicznych akcji informacyjnych, przejazdów furgonetek, billboardów, megafonów, broszur (rozdaliśmy już ponad 50 000 najnowszej broszury o „edukacji zdrowotnej”) oraz działań w internecie docieramy do kolejnych osób, kształtujemy ich świadomość i mobilizujemy do walki.
Pomagamy jednocześnie zgłaszającym się do nas rodzicom w takich obszarach jak szkoła, edukacja domowa i dostęp do smartfonów (prosimy o kontakt e-mailowy).
Aby kontynuować te działania oraz bronić się w nadchodzących procesach przed sądami potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 17 000 zł.
Proszę, aby przekazał Pan 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolną inną kwotę, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, i umożliwił nam dotarcie do kolejnych Polaków z ostrzeżeniami przed zagrożeniem deprawacją ich dzieci oraz wsparł naszych wolontariuszy w obronie przed prześladowaniami sądowo-policyjnymi.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Braun, ochroniarze i tłumy w Opolu. „Ja dopiero zaczynam”.

Braun i ochroniarze w Opolu. „Ja dopiero zaczynam”. Tłum ludzi na spotkaniu po wymówieniu sali [VIDEO]

19.03.2025 nczas/braun-w-opolu-ja-dopiero-zaczynam-tlum-ludzi

Spotkanie z Grzegorzem Braunem w Opolu.
Spotkanie z Grzegorzem Braunem w Opolu.

Grzegorz Braun zamalował sprayem wystawę dotyczącą środowisk LGBT+ na rynku w Opolu. Napisał na niej „Stop propagandzie zboczeń”. W efekcie władze lokalu, w którym miało odbyć się spotkanie wyborcze wypowiedziały umowę na udostępnienie sali, a na spotkanie na rynku przyszedł tłum ludzi.

Najpierw próba użycia policji

W sieci pojawiły się kolejne nagrania z tej sytuacji. Na pierwszym widzimy, jak Grzegorz Braun najpierw wzywa policję do nieobyczajnego wybryku.

– Dzień dobry, szczęść Boże. Jestem w Opolu, na rynku. Widzę tutaj numer 30 31 – powiedział Braun przez telefon.

– Chciałbym prosić o asystę policyjną. Poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun. Ma tu miejsce wybryk nieobyczajny – kontynuował kandydat na prezydenta.

– Proszę pana, tu jest lokal, w którym przysiądę, żeby zaczekać spokojnie. Dobrze? Czy pan zapisał sobie mój telefon? No, doskonale. No to bezpiecznej służby życzę wobec tego. Wybryk nieobyczajny, Rynek w Opolu. Dziękuję bardzo. Kłaniam się z Bogiem – skończył Braun, udając się do wspomnianego lokalu.

https://twitter.com/i/status/1902023553886654886

Potem miało miejsce zamalowanie wystawy promującej totalitarny ruch LGBT.

Więcej o tym przeczytacie poniżej.

„Ja dopiero zaczynam”

Na kolejnym nagraniu widzimy, jak Braun z kimś rozmawia.

Panie Grzegorzu, tutaj jest ochrona – powiedziała osoba zza kadru.

– Rozumiem. Tak, wszystkiego dobrego, bezpiecznej służby, życzę Panu – powiedział Braun, ściskając rękę tej osoby.

– Mógłby Pan zaprzestać? – zapytał ochroniarz, odnosząc się do sprejowania przez Brauna sodomickiej wystawy.

– Ja dopiero zaczynam – skwitował Grzegorz Braun.

– mógłby Pan zaprzestać? – ja dopiero zaczynam:

Odwołane spotkanie

W efekcie prospołecznej inicjatywy Grzegorza Brauna władze lokalu, w którym miało odbyć się spotkanie wyborcze wypowiedziały umowę na udostępnienie sali. W kilka godzin udało się przenieść miejsce spotkania, na które mimo komplikacji przybył wielki tłum ludzi.

„Próbę z logistyki zdaliśmy wraz z naszymi sympatykami na przysłowiowy medal. Ok godziny 15-stej, po uzyskaniu pisemnego potwierdzenia wypowiedzenia umowy najmu sali w CWK na spotkanie z @GrzegorzBraun_, opublikowaliśmy komunikat o zmianie miejsca spotkania” – napisał na X Włodzimierz Skalik.

„Ok. godziny 18:30 opolski Rynek wyglądał jak na poniższym zdjęciu” – dodał, załączając zdjęcie tłumu zajmującego właściwie cały plac Rynku.

Włodzimierz Skalik @Wlodek_Skalik

Próbę z logistyki zdaliśmy wraz z naszymi sympatykami na przysłowiowy medal. Ok godziny 15-stej, po uzyskaniu pisemnego potwierdzenia wypowiedzenia umowy najmu sali w CWK na spotkanie z @GrzegorzBraun_ , opublikowaliśmy komunikat o zmianie miejsca spotkania. Ok. godziny 18:30 opolski Rynek wyglądał jak na poniższym zdjęciu:

Zdjęcie

2 913 wyświetleń

armia/nasza/jest/zwycięska/ Uzbrojona w… deklaracje.Ślepaki rządzę.

Uzbrojeni w… deklaracje. Czyli międzyresortowy zespół widmo ds. strategii przemysłu obronnego

armia/nasza/jest/zwycięska/uzbrojena-w-deklaracje

Ślepaki:

Jeszcze w listopadzie zapowiedziano powstanie międzyresortowego zespołu ds. strategii przemysłu obronnego. Minęły cztery miesiące, a zespołu nie ma – informuje środowa “Rzeczpospolita”.

Redakcja wskazuje, że choć w ostatnich miesiącach rząd Donalda Tuska zapowiedział, że przeznaczy 7 mld zł na inwestycje w państwową zbrojeniówkę, a premier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak- Kamysz na każdym kroku podkreślają zagrożenie ze Wschodu, to do dziś nie powstał międzyresortowy zespół ds. opracowania strategii dla państwowego sektora obronnego.

Powstanie międzyresortowego zespołu ds. strategii przemysłu obronnego – jak podnosi „Rz” – jeszcze w listopadzie 2024 r. zapowiadał wiceminister aktywów państwowych Marcin Kulasek.

„Rz” informuje, że resort rozwoju i technologii twierdzi, iż „trwają prace nad dokumentem powołującym zespół” i że „ze względu na sytuację międzynarodową będą intensywne”.

Zdaniem dziennika przyczyna opieszałości nie jest jasna. „Mogło jednak mieć na nią wpływ odejście wiceministra Kulaska z resortu i zastąpienie go urzędnikiem, który nie miał wcześniej do czynienia ze zbrojeniówką” – ocenia „Rzeczpospolita”.

Źródło: PAP

„Postrach duchów piekielnych”. Terror daemonum. Skąd ten tytuł?

„Postrach duchów piekielnych”. Skąd ten tytuł?

„Postrach duchów piekielnych”. Skąd ten tytuł?

ANF | 19/03/2024

Choć szczegółowa biografia świętego Józefa nie jest nam znana, to jednak z Pisma Świętego i tradycji dowiadujemy się o jego niezachwianej wierze, wytrwałości, godnej podziwu czystości i wyjątkowej pokorze. Kościół w swej mądrości pozostawił wiernym spuściznę w postaci szeregu pięknych wezwań ku jego czci, zwanych Litanią do św. Józefa. Zawarte w nich żywe wezwania zbliżają nas do świętego i przypominają o jego licznych cnotach. Szczególnie intrygująca i tajemnicza jest inwokacja „Postrachu duchów piekielnych”. Skąd ten tytuł?

Szlachetne powołanie

Będąc Opiekunem Najświętszej Maryi Panny oraz Żywicielem Świętej Rodziny, Józef otrzymał od Boga łaskę do wypełnienia tak odpowiedzialnego zadania-powołania z pewnością możemy go sobie wyobrazić jako wzniosłą ikonę męskości i filar siły, który siałby straszliwy strach wśród sił ciemności, mając pod swoją opieką szlachetne zadanie.

Litania do św. Józefa

Ślub czystości

W pismach Sługi Bożej Marii z Agredy, opisanych szczegółowo w „Mistyczne Miasto Boże”, czytamy, że św. Józef pochodził z Nazaretu.  Miał skromny, a zarazem dystyngowany wygląd, co czyniło go bardzo urodziwym młodzieńcem. Z Maryją Panną łączył go trzeci stopień pokrewieństwa. W wieku dwunastu lat złożył ślub czystości, który – ku radości Maryi również ślubującej Bogu czystość – odnowił w małżeństwie. Józef miał trzydzieści trzy lata, gdy pojął Dziewicę za żonę.

Warto dodać, że wcześniej kapłan Symeon zgromadzić miał w świątyni wszystkich młodych mężczyzn z domu Dawida, aby spośród nich wybrać małżonka dla Maryi. Rozdał im suche patyki, modląc się o Boży znak i wtedy piękne białe lilie, symbol czystości, wyrosły z gałązki Józefa. Nad jego głową zaś pojawił się biały gołąb. Oba niezwykle wydarzenia były dla Symeona dowodem na to, że Józefa na opiekuna Maryi wybrał sam Bóg.

Św. Józef jest przykładem czystego mężczyzny: nieskalanego w myślach, duszy i ciele. Został przeznaczony na męża Świętej Dziewicy poczętej bez grzechu pierworodnego. Nie wydaje się już zatem dziwne, że duchy piekielne kulą się ze strachu i przerażenia w obecności tak czystego i świętego męża. 

Powodzenie misji Chrystusa zależało od św. Józefa

To właśnie on otrzymał wzniosłe zadanie ochrony małego Jezusa. Bóg stał się człowiekiem, aby odkupić ludzkość i obdarzyć ją życiem wiecznym przez Ciało i Krew Chrystusa. Aby wypełnić tę misję, Bóg raczył powierzyć swojego Syna św. Józefowi, aby ten otoczył Go ojcowską opieką. Jakże świętym człowiekiem musiał być mąż Maryi, by otrzymać taką misję! 

Obrońca Kościoła

Ochrona Maryi i Jezusa dowiodła jego waleczności i hartu ducha, dlatego w litanii wzywamy św. Józefa także jako opiekuna Kościoła Świętego. Kościół ten, narodzony z Wody wypływającej z przebitego boku Chrystusa i pielęgnowany z matczyną miłością przez Maryję, właśnie w św. Józefie – zaiste pogromcy duchów piekielnych – znalazł obronę przed złośliwymi zasadzkami szatana. Oddajemy więc dziś św. Józefowi szczególną cześć zwaną protodulią, wywyższając go spośród wszystkich innych świętych i aniołów. Wyżej od niego w Boskiej hierarchii świętych stoi jedynie Matka Boża.

Patron dobrej śmierci

Bezgrzeszne ciało Maryi pozostało bez skazy nawet w wieku siedemdziesięciu lat; św. Józef zmagał się jednak ze starością, bólem i przemijaniem. W końcu nie miał już sił by pracować i pogodził się ze swoim losem, oddając się kontemplacji tajemnic, których był depozytariuszem oraz praktykowaniu cnót. Oblubieniec Matki Bożej zmarł ostatecznie w wieku sześćdziesięciu lat.

Jak podaje tradycja, w ostatnich chwilach życia, św. Józefowi towarzyszyła Maryja i Jezus. Czy można wyobrazić sobie lepszą śmierć? Naturalne jest więc, że Kościół Katolicki ogłosił św. Józefa także patronem umierających. Od wieków katolicy modlą się do niego prosząc o dobrą śmierć.

Wiedząc zatem o tylu wspaniałych darach, które możemy otrzymać od Boga za wstawiennictwem św. Józefa, nie wahajmy się pokornie prosić go o pomoc i ochronę.

Znaki łask uzyskanych za wstawiennictwem św. Józefa

  • Po pierwsze, ci, którzy go wzywają, otrzymają od Boga, za jego wstawiennictwem, dar czystości i nie dadzą się zwyciężyć pokusom zmysłów;
  • Po drugie, otrzymają szczególne łaski, które uwolnią ich od grzechu;
  • Po trzecie, zdobędą prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Dziewicy;
  • Po czwarte, czeka ich dobra i szczęśliwa śmierć, a w tej decydującej chwili będą obronieni przed atakami szatana.
  • Po piąte, będą uwolnieni od cierpień cielesnych, gdy będzie to dla nich stosowne i znajdą pomoc w utrapieniach.
  • Po szóste, jeśli się ożenią, zostaną pobłogosławieni potomstwem;
  • Po siódme, demony będą się bardzo bały chwalebnego imienia Świętego Józefa.

Wiedząc zatem o tylu wspaniałych darach, które możemy otrzymać od Boga za wstawiennictwem św. Józefa, nie wahajmy się pokornie prosić go o pomoc i ochronę.

Źródło: www.americaneedsfatima.org

Projekt reformy UE przedstawiony w Waszyngtonie przez polski Instytut Ordo Iuris i węgierskie Mathias Corvinus Collegium. Histeria w mediach finansowanych z USAID

Projekt reformy UE przedstawiony w Waszyngtonie przez polski Instytut Ordo Iuris i węgierskie Mathias Corvinus Collegium wywołuje histerię w mediach finansowanych z USAID

18.03.2025 projekt-reformy-ue-przedstawiony-w-waszyngtonie-wywoluje-histerie-w-mediach-finansowanych-z-usaid

Fala histerii rozpętała się w zeszłym tygodniu po prezentacji w siedzibie Heritage Foundation w Waszyngtonie projektu gruntownej reformy Unii Europejskiej.

Histeria. Ilustracja poglądowa Projekt reformy UE przedstawiony w Waszyngtonie wywołuje histerię w mediach finansowanych z USAID

Histeria. Ilustracja poglądowa / Pixabay.com

Prezentacja raportu „The Great Reset: Restoring Member State Sovereignty in the European Union” (Wielki Reset: przywrócenie suwerenności państw członkowskich w Unii Europejskiej) odbyła się 11 marca podczas wydarzenia zorganizowanego w Waszyngtonie przez wpływową Heritage Foundation. Raport ten został przygotowany przez polski Instytut Ordo Iuris i węgierskie Mathias Corvinus Collegium (MCC). Przedstawia dwa możliwe scenariusze reformy Unii Europejskiej w celu przywrócenia demokracji i suwerenności jej państw członkowskich.

Konsternacja w mediach finansowanych przez USAID

Do niedawna finansowany przez USAID środkowoeuropejski portal medialny VSquare wyraził konsternację, pisząc:

„Najbardziej wpływowy think tank administracji Trumpa, The Heritage Foundation, otrzymuje od nieliberalnych sił w Polsce i na Węgrzech propozycje dotyczące tego, jak kształtować przyszłość Unii Europejskiej. Propozycje, uzyskane przez VSquare, obejmują demontaż kluczowych instytucji UE i zmianę nazwy całego bloku.”

Cały artykuł, opublikowany w języku angielskim i szeroko powielany w europejskich mediach, a w szczególności polskich, nosił wymowny tytuł: „Zmiana nazwy UE, demontaż Komisji: na co polscy i węgierscy liberałowie szukają wsparcia w USA”.

Było to jedno z kilku wydarzeń w Stanach Zjednoczonych, w których uczestniczyli w tamtych dniach przedstawiciele Ordo Iuris (transatlantycki zjazd konserwatystów, 69. sesja Komisji ds. Statusu Kobiet ONZ oraz spotkania z Polonią). Ta pierwsza prezentacja „na żywo” wstępnych propozycji reform – wyznaczających inny kurs niż ten przewidziany przez brukselskie elity – odbyła się na kilka dni po jego publikacji i jeszcze przed zaplanowaną na 18 marca prezentacją w Budapeszcie i 26 marca w Brukseli.

Takich prezentacji bez wątpienia będzie więcej (jedna jest już planowana w Warszawie, choć nie znamy jeszcze dokładnej daty). Jest to szczególnie istotne, ponieważ dążenie do alternatywnego projektu reformy UE wykracza poza polskie Ordo Iuris i węgierskie MCC, obejmując szerszą koalicję prawicowych, konserwatywnych środowisk w całej Europie.

Stąd też prawdopodobnie panika i oburzenie po stronie lewicowo-liberalnych mediów, a nawet niektórych wiodących polityków, jak chociażby samego polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Choć sprawy wyglądają nieco inaczej, polski minister mówi nawet „o inicjatywie węgierskiej, w partnerstwie z polską organizacją Ordo Iuris, aby za pomocą think-tanku w Waszyngtonie, doradzać administracji amerykańskiej, jak rozmontowywać Europę”.

Dwie wizje Unii Europejskiej

W rzeczywistości inicjatywa opracowania kontrpropozycji dla planu reformy przegłosowanego przez Parlament Europejski w listopadzie 2023 r. – silnie wspierana przez prezydenta Francji i kanclerza Niemiec – rozpoczęła się na konferencji zorganizowanej wspólnie we wrześniu w Warszawie przez Ordo Iuris i The Heritage Foundation. Konferencja zatytułowana „Na progu państwa Europa: gospodarka, obronność, ideologia i ochrona suwerenności w perspektywie transatlantyckiej” zgromadziła przedstawicieli think tanków, polityków, naukowców, działaczy społecznych i znanych intelektualistów z Polski, Hiszpanii, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Bułgarii, Słowacji, Rumunii, Węgier, Chorwacji i USA.

„Heritage Foundation planuje teraz zniszczyć UE – z pomocą polskich i węgierskich partnerów”

– napisała  amerykańska komentatorka Anne Applebaum, reagując na artykuł VSquare w mediach społecznościowych. Jak wiemy, Applebaum jest też żoną polskiego ministra spraw zagranicznych, którego Elon Musk nazwał niedawno „marionetką Sorosa” podczas ich głośnej kłótni na X. Applebaum jest też zagorzałym krytykiem Donalda Trumpa. Podczas zeszłorocznej kampanii prezydenckiej w USA posunęła się nawet do napisania: „Trump mówi jak Hitler, Stalin i Mussolini”.

Jednak to nie Heritage Foundation jest autorem raportu, o którym tu mowa, ale dwa niezależne europejskie think tanki. Do tego zaproszone do wniesienia wkładu w trwające prace nad tym wstępnym projektem są europejskie, a nie amerykańskie, środowiska patriotyczne wspierające demokrację i wolność.

Elon Musk w swoich postach na X porównywał dzisiejszą Unię Europejską do byłego Związku Radzieckiego, a wiceprezydent USA J.D. Vance ostrzegał na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa: „Zagrożeniem, o które najbardziej się martwię w stosunku do Europy, nie jest Rosja, nie są to Chiny, ani żaden inny podmiot zewnętrzny. To, co mnie martwi, to zagrożenie wewnętrzne – odwrót Europy od niektórych z jej najbardziej fundamentalnych wartości, wartości dzielonych ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki.”

Plan reform zakorzeniony w komunistycznym Manifeście z Ventotene, którego orędownikami są gorliwi eurofederaliści, tacy jak eurodeputowany Guy Verhofstadt, Emmanuel Macron i były kanclerz Niemiec Olaf Scholz, oznaczałby koniec demokracji na kontynencie – chyba że spowodowałby rozpad Unii Europejskiej. Ich plan jest nie tyle nawet federalistyczny, co centralistyczny.

Instytut Ordo Iuris szczegółowo opisał to w zeszłorocznym raporcie „Po co nam suwerenność? 10 obszarów postulowanej cesji narodowej suwerenności w świetle rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie propozycji dotyczących zmiany Traktatów”. Natomiast alternatywna wizja zaproponowana przez europejskich konserwatystów została przedstawiona w nowo zaprezentowanym raporcie pt.: “The Great Reset: Restoring Member State Sovereignty in the European Union.” (Wielki Reset: przywrócenie suwerenności państw członkowskich w Unii Europejskiej).

W odpowiedzi na krytykę Anne Applebaum, napisałem na X:

„Wielki Reset przewiduje przywrócenie prawdziwej wolności i suwerennej władzy państwom narodowym. Wspólny rynek wolny od nadmiernej regulacji. Koniec z biurokratycznymi regulacjami. Elastyczna Unia Europejska o wielu prędkościach, gotowa na globalne wyzwania.”

Potrzeba takiego alternatywnego projektu reform staje się coraz pilniejsza, a jego celem jest ponowne uczynienie Europy wielką. Podczas gdy prezydent USA Donald Trump skrytykował UE jako „paskudną” („nasty”) w kontekście polityki handlowej, blok ten staje się coraz bardziej opresyjny i rzeczywiście paskudny w sensie politycznym.

Liberalna lewica w Europie postrzega teraz wojnę na Ukrainie i nowe podejście Ameryki do tej wojny pod rządami Donalda Trumpa jako okazję do przyspieszenia „integracji europejskiej” – co w rzeczywistości przekłada się na dalszą centralizację władzy w rękach niewybieralnych eurokratów, którzy za nic nie odpowiadają przed wyborcami.

Nie czekając nawet na formalne reformy traktatowe – obecnie dyskretnie procedowane przez europejskie elity przy prawie pełnej ciszy medialnej w większości krajów – Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) już teraz twierdzą, że prawo UE i jego interpretacja przez TSUE powinny mieć pierwszeństwo przed konstytucjami krajowymi. Ma to spowodować bezpośrednie podporządkowanie sądownictwa i sądów konstytucyjnych państw członkowskich UE sędziom zasiadającym w Luksemburgu, sprawiając, że krajowe procedury demokratyczne nie będą miały już większego znaczenia.

Sądownicze europejskie superpaństwo jest w tej chwili budowane w miejsce demokracji parlamentarnych, z pominięciem woli krajowych wyborców. Zmianę tę podkreślają ostatnie wydarzenia, takie jak odwołanie wyborów prezydenckich w Rumunii, finansowana przez UE „demokracja walcząca” w Polsce (co ma utrwalić władzę liberalnej lewicy) oraz mrożąca krew w żyłach deklaracja komisarza UE Thierry’ego Bretona, że UE może interweniować w Niemczech, jeśli AfD wygra, a także w innych miejscach, tak jak to miało miejsce w Rumunii.

Dlaczego „Wielki Reset”?

Zainteresowanie Heritage Foundation tym projektem wynika z faktu, że Amerykanie są żywotnie zainteresowani losem swoich europejskich sojuszników. Zachodnia cywilizacja wymaga zarówno silnej amerykańskiej demokracji, jak i dynamicznej, demokratycznej Europy. Taka Europa nie może istnieć bez silnych, demokratycznych i suwerennych państw narodowych.

Rozmowa o reformie Unii Europejskiej powinna zatem odejść od wizji reformy brukselskiej elity w kierunku oddolnej inicjatywy dla transformacji Unii Europejskiej. Ta alternatywna ścieżka zakłada odejście od inspirowanego komunizmem modelu superpaństwa, przewidzianego w Manifeście z Ventotene (do którego wyraźnie odwołuje się propozycja reformy przyjęta przez Parlament Europejski w 2023 r.), i powrót do chrześcijańsko-demokratycznej wizji Roberta Schumana, jednego z patronów powojennej integracji europejskiej.

Schuman napisał kiedyś:

„Demokracja musi być chrześcijańska, inaczej nie będzie jej wcale.”

Dziś widzimy, jak prawdziwe są te słowa – po obu stronach Atlantyku.
 

  • Autor: Jerzy Kwaśniewski
  • Źródło: Ordo Iuris
  • Data: 18.03.2025

Donald Tusk Prepares Poland for War

Donald Tusk Prepares Poland for War

Mar 11, 2025 by Martin Armstrong armstrongeconomics/donald-tusk-prepares-poland-for-war

Tusk Donald

Prime Minister Donald Tusk is preparing a 500,000-troop army for Poland to protect against Russian aggression. “We will try to have a model ready by the end of the year so that every adult male in Poland is trained for war,” Tusk announced.

“Today, the situation of Poland, objectively and the situation of Ukraine above all, is more difficult than it was a few months ago and we have to deal with this fact,” Tusk mentioned. The current army has around 200,000 members to explain the full scope of Tusk’s plans, which would more than double the current military. The resources for this project are unfounded and a budget has not been presented. Poland already boasts the second-largest army in NATO behind the United States and Turkey. Turkey has an army of around 512,000 troops, so this move will put Poland on par.

“Every adult male” in the nation must undergo military training. Women, for now, are permitted to join on a voluntary basis but many EU nations are forcing women to undergo some form of training as well. Poland is one of the 11 EU nations that will place women in the frontline of fire.

Poland has already increased its NATO spending to 4.2% of GDP in 2024, and plans to up that amount to 4.7% ($48 billion) in 2025. Now the European Union initiated proceedings against Poland in July 2024 for its growing deficit. Poland has been the largest recipient of EU funds, but these funds come with increasing political conditions, particularly regarding judicial reforms, climate policies, and social policies like DEI mandates. Other members of both NATO and the EU refuse to up their defense budgets while encouraging Poland to spend more out of fear of proximity.

Poles are divided on the issue, with at least half stating they do not need to be involved in Ukraine’s conflict. A February 2025 survey by Ukrainska Pravda found a growing negative attitude toward Ukrainians over the past year, with 27% to 30% of respondents having a negative view of Ukraine compared to 23% to 25% last year. Younger Poles are less likely to have a favorable view of Ukraine, with only 16% stating they viewed Ukraine favorably. Reports state that older Poles are simply more empathetic, but they are not the ones who will be expected to die on behalf of Ukraine.

In November 2024, 55% of Poles said they supported ending the war even if Ukraine was forced to surrender territory. That same survey found only 24% in favor of such measures back in November 2022, before the war escalated to a full-scale proxy war. Opposition to continually providing Ukraine with military and humanitarian aid is continuing to rise.

Then there is the issue of refugees. While 53% support accepting Ukrainians into Poland, 67% believe Tusk must send back all military-aged men.

Poland is preparing for war. Leaders use the rhetoric of the past to claim that their nation could be invaded yet again and claimed by a foreign actor.

The only actor who is stirring the pot is Zelensky, who, per instructions, has been encouraging his EU allies to fight Russia head-on. The majority of fighting-aged men in Poland DO NOT WANT WAR, nor do they deserve to die in these neocon war games.