





















Na zimno – najlepiej smakuje …zemsta
Stanisław Lewicki konserwatyzm/przesluchanie-przeprowadzono-zgodnie-z-prawem-swiadek-nie-zyje
Duże poruszenie i mnóstwo komentarzy wywołał ciąg zdarzeń, którego początkiem było przesłuchanie przez prokurator Ewę Wrzosek pani Barbary Skrzypek, 66 letniej kobiety, która była wiele lat temu sekretarką Jarosława Kaczyńskiego. W trzy dni po tym przesłuchaniu, do którego, decyzją prokurator Wrzosek, nie dopuszczono pełnomocnika świadka, pani Barbara Skrzypek doznała, jak stwierdzono, rozległego zawału mięśnia sercowego i zmarła.
Wiele osób zaczęło wskazywać, że śmierć pani Barbary mogła być skutkiem przesłuchania i nadmiernego stresu związanego z tym zdarzeniem, gdzie została ona pozbawiona wsparcia swojego pełnomocnika, i musiała samotnie konfrontować się z trzema prawnikami, gdyż dodatkowo, obok prokurator Wrzosek, w przesłuchaniu brali też udział dwaj pełnomocnicy strony pozywającej.
Opinia publiczna nie będzie miała możliwości dowiedzieć się jak przebiegało to przesłuchanie, gdyż nie tylko nie dopuszczono pełnomocnika świadka i nie nagrywano jego przebiegu, ale nawet nie był obecny protokolant. Wszystko to razem powoduje, że cała rzecz budzi duże wątpliwości i coraz więcej osób, nawet spośród tych co krytykowali PiS, wskazuje na niewłaściwe działania prokurator względem świadka.
Dla przykładu Andrzej Seremet, prokurator generalny w latach 2010-2016, stwierdził: „(…) źle się stało, że nie dopuszczono pełnomocnika świadka do jego przesłuchania. Jeśli prawdą jest, że uczestniczyło w nim dwóch pełnomocników pokrzywdzonego i jeśli świadek powoływała się na stan zdrowia i był on udokumentowany, trzeba było się zgodzić, bo właśnie tu pojawiał się interes świadka, o którym mowa w art. 87 kodeksu postępowania karnego”.
Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, mec. Rosati powiedział w wywiadzie dla Rzeczpospolitej: „Nie spotkałem się z przypadkiem niedopuszczenia pełnomocnika świadka do czynności przesłuchania świadka w prokuraturze”.
Także osoby związane wprost z obecną władzą mają duże wątpliwości w tej sprawie. Wicemarszałek Sejmu i lider lewicy Włodzimierz Czarzasty przyznał:” Ja bym nie powierzył pani Wrzosek tej sprawy”. Nawet profesor Zoll, znany z krytyki poprzedniego rządu, ocenił, że przydzielenie tej sprawy prokurator Wrzosek „to jest błąd”. Co ciekawe, z tym zdaniem, zgodził się nawet Borys Budka, były przewodniczący KO, obecnie europoseł z tej partii.
To tylko kilka z bardzo wielu głosów wskazujących, że widoczne zaangażowanie polityczne pani Wrzosek powinno zadecydować o nie powierzaniu jej tego śledztwa, które i tak było oceniane jako mające kontekst polityczny. Już raz, w lutym 2020 r., warszawski sąd okręgowy utrzymał w mocy postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w tej sprawie.
W przypadku prokurator Wrzosek, zwracają uwagę jej pewne szczególne porównania obecnej sytuacji z przeszłością. Nie jeden raz nawiązywała ona do rzekomego, w jej ocenie, podobieństwa dzisiejszych czasów do tych powojennych. W swoim wywiadzie dla „Polityki” użyła słów: „Żyjemy w czasach powojennych, gdzie „po lasach grasują bandy”, państwo wciąż jest zagrożone i trzeba działać w sposób niestandardowy. Prokurator ma prawo sam oceniać, jakie działanie jest zgodne z interesem społecznym. Ja mam odwagę to robić”.
Jest to bardzo czytelne przedstawienie sytuacji i wizji własnych działań. Trudno też się dziwić, że wielu komentatorów stwierdziło, że pani Wrzosek widzi siebie w roli organizatora, czegoś w rodzaju nowej Obławy Augustowskiej. Przypomnę tylko, że pierwotnie ta obława została przeprowadzona, tuż po wojnie, przez NKWD przy wsparciu wojska oraz UB, i polegała na wyłapywaniu Polaków, członków podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego. Około 600 osób zaginęło i ich ciał nigdy nie odnaleziono. Zdarzenia te nazywa się też „Małym Katyniem”.
Dla mnie nie tyle istotne jest tu polityczne zaangażowanie prokurator Wrzosek, gdyż tu mało kto chce zaprzeczać, że ono było mocno widoczne, ale pewne szczególne elementy prezentowanych przez nią przekonań, które mnie zaszokowały, gdy je zestawiłem z faktem, że jest ona prokuratorem. Chodzi mi m.in o, często cytowany, jej wpis na platformie X, gdzie powtórzyła znaną frazę z „Ojca chrzestnego”, że „na zimno – najlepiej smakuje …zemsta”. Powieściowy mafiozo, Vito Corleone, w ten sposób mówił o planach zabicia swoich wrogów.
Zachodzi pytanie, co to oznacza, że prokurator, lub inny funkcjonariusz publiczny, używa, w swoich wypowiedziach pojęcia zemsta, które przecież może być oceniane w kontekście jego działań i czynności prawnych.
Trzeba sobie uświadomić, że cały sens istnienia prokuratury zawarty jest w tym, by zemsta, która była powszechna w dawnych strukturach rodowych, klanowych, czy mafijnych, została całkowicie wyeliminowana z życia społecznego, zaś ściganiem przestępców ma zajmować się oskarżyciel publiczny, który powinien kierować się sprawiedliwością, a nie zemstą właśnie.
Jak ma się czuć normalny obywatel, gdy dziś prokurator mówi o jakiejś zemście?
A nie jest to niestety epizod całkowicie odosobniony. Znany jest przypadek sędzi Ireny Kamińskiej, która, podczas konferencji organizowanej przez Fundację Batorego, wyznała: „–Ja będę szczera, ja pragnę zemsty”.
Czy osoby kierujące się zemstą mogą być bezstronne i zapewnić praworządność? Czy zwykły obywatel może mieć zaufanie do takich osób i ich działań? Znana jest łacińska sentencja – medice, cura te ipsum – lekarzu, ulecz się sam. Nie tylko do medyków może ona mieć zastosowanie.
Stanisław Lewicki
============================
mail:

31.03.2025 tysol/amerykanscy-demokraci-nie-maja-juz-nic
O sytuacji partii demokratycznej – w pięć miesięcy po przegranych wyborach w USA – najlepiej świadczy rezultat badań opinii publicznej, zleconych przez CNN. Okazało się, że dobrze ocenia demokratów zaledwie 29% społeczeństwa. Jest to najgorszy wynik w historii tego sondażu i aż o 20 punktów procentowych niższy, niż w roku 2021 – w momencie, gdy do Białego Domu wprowadzał się Joe Biden.

Donald Trump / POOL Dostawca: PAP/EPA
Politycy partii demokratycznej mówią o największym kryzysie partii od roku 1980, gdy demokrata, prezydent Jimmy Carter przegrał z republikaninem – Ronaldem Reaganem. Obecnie demokraci nie mają politycznie nic, a republikanie – wszystko: swojego prezydenta, Izbę Reprezentantów, Senat i większość stanowisk gubernatorów poszczególnych Stanów. Konserwatywni sędziowie Sądu Najwyższego – nominowani przez republikanów – także stanowią większość, a to oni są ostateczną instancją w sporach konstytucyjnych.
Wśród działaczy partii demokratycznej panuje przygnębienie. Niektórzy z nich uważają nawet, że nazwa partii powinna zostać zmieniona. Organizacje polityczne, które współpracowały z partią demokratyczną (np. Klub Demokratyczny Rose Pak w San Francisco), zrywają tę współpracę, twierdząc, że sama nazwa „partia demokratyczna” jest toksyczna dla ich wyborców.
Najważniejszą przewagą republikanów jest to, że większość przypadkowych ludzi zapytanych, o co walczą republikanie, odpowie bez wahania: „o uczynienie Ameryki znów wspaniałą”. Ruch MAGA (Make America Great Again) był znakomitym pomysłem marketingowym. Przekaz republikanów jest prosty, jasny, nośny i znakomicie się kojarzy. Odwołuje się do archetypu niegdysiejszej świetności kraju, czyli do wspólnego większości kultur mitu „złotego wieku”.
Gdy to samo pytanie dotyczy demokratów, odpowiedzią będzie jedynie zakłopotanie, milczenie lub stwierdzenie „demokraci walczą o to, żeby mężczyźni mogli brać udział w kobiecych sportach”. Ewentualnie: „żeby mężczyźni uważający się za kobiety mogli korzystać z damskich toalet”.
Ale istnieje coś znacznie gorszego, co obciąża partię demokratyczną. To obsesyjne propagowanie przez dziesięciolecia antyamerykańskiej ojkofobii – odrzucenia rodzimej tradycji, głoszenia, że Ameryka jest krajem rasistowskimi, imperialistycznym, ksenofobicznym, homofobicznym i transfobicznym. Plus cała standardowa litania historycznych win i zbrodni.
Ta odrażająca wizja Ameryki i jej historii stała się wizytówką partii demokratycznej. Chodziło o uzyskanie poparcia grup mniejszościowych, którym starano się wmówić, że są krzywdzone przez „białą Amerykę”. Stąd odwoływanie się do rzekomych niesprawiedliwości. I może byłby to skuteczny sposób, gdyby te niesprawiedliwości były faktem. Jednak większość wyborców uznała słusznie, że były fikcją.
Oczywiście, te pomysły wynikały z faktu przejęcia i uprowadzenia Partii Demokratycznej przez lewicę, szczególnie skrajną lewicę. Pod jej wpływem, demokraci przestali reprezentować umiarkowanych wyborców, szczególnie tzw. „klasę pracującą”. Żeby zaistnieć w partii, trzeba było licytować się na skrajności w tematyce tak oderwanej od rzeczywistych problemów wyborców jak „woke”, BLM, LGBTQ+ oraz opowiadać się za niekontrolowaną, nielegalną imigracją.
Można więc uznać za cud, że demokraci przegrywają w Kongresie tylko minimalnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że to politycy partii demokratycznej byli gorącymi zwolennikami „walki z przestępczością” poprzez… drastyczne obcinanie budżetu na policję. I to także demokraci popierali wszystkie pomysły tzw. DEI, czyli preferowania – przy zatrudnieniu, przyjmowaniu na studia, awansowaniu i przydzielaniu stypendiów – nie ludzi najlepszych, najzdolniejszych i najbardziej pracowitych, ale należących do mniejszości rasowych, etnicznych, seksualnych, genderowych.
Następną wielką słabością partii demokratycznej jest brak przywództwa na poziomie ogólnokrajowym. Joe Biden został przez własną partię zepchnięty w niebyt z racji wieku i demencji. Kamala Harris przegrała wybory, a – co jeszcze gorsze – nie była w stanie wypracować programu wyborczego, który mógłby przetrwać mimo jej personalnej klęski. Z kolei, wieloletnia szefowa demokratów w Izbie Reprezentantów, Nancy Pelosi ma już 85 lat i jej polityczna kariera wygasła. Przywódca demokratów w Senacie, Chuck Schumer jest skłócony z skrajną lewicą w partii demokratycznej oraz z Pelosi i właśnie trwają próby jego usunięcia. Poza tymi wymienionymi politykami, demokraci nie mają dosłownie nikogo.
Charakterystyczne jest, że w tej chwili jedyni aktywni działacze demokratów – odbywający wiece i próbujący przeciwstawić się dominacji republikanów, to skrajni lewacy – Bernie Sanders i Aleksandria Ocasio-Cortez. Gromadzą wokół siebie demokratów o skrajnych, lewackich poglądach, ale jednocześnie coraz bardziej oddalają się od amerykańskich wyborców.
Sytuacją dla demokratów dotkliwą jest to, że dwie grupy wyborców, na których liczyli, odwracają się od nich. Mniejszości rasowe i etniczne (w tym i Czarni i Latynosi) oraz młodzież. Podważająca zdrowy rozsądek lewicowa metamorfoza demokratów spowodowała, że młodzi wyborcy stają się coraz bardziej konserwatywni.
Kolejnym problemem partii jest upadek tradycyjnych mediów tzw. „głównego nurtu”, które od ponad pół wieku były bezwarunkowo sojusznikami demokratów. Obecnie dokonała się gigantyczna zmiana. Te media utraciły swój status, wiarygodność i miliony odbiorców. Czytelnictwo gazet jest w agonii, a telewizyjne wiadomości oglądają już tylko starcy, których z powodów naturalnych jest coraz mniej. Punkt ciężkości przeniósł się na konserwatywne, pro-republikańskie podcasty i na media społecznościowe. W efekcie, medialny świat przesunął się na prawo.
Jednak polityczni przeciwnicy demokratów nie powinni popadać w triumfalizm. Przewaga republikanów w Kongresie jest cienka i krucha. Jak mawiał słynny komentator radiowy Rush Limbaugh, „republikanie nawet, gdy wygrywają, to przegrywają”. Dzieje się tak, bo nie potrafią przekładać swoich wyborczych zwycięstw na polityczne, ekonomiczne i kulturowe konkrety. Dlaczego? Ponieważ konserwatyzm nie żywi się wizją przemiany świata, więc reprezentujący go wyborcy traktują politykę „na chłodno”, czyli bez – charakterystycznego dla lewicy – emocjonalnego zaangażowania. Gdy tylko wygrają wybory, natychmiast wracają do swojego życia, bo mają na głowie ważniejsze sprawy niż polityka. I to trzeźwe podejście do polityki obraca się przeciwko nim. Szybko tracą zdobyte pozycje.
Czy będzie tak też tym razem – za prezydentury Trumpa? Jest on tak nietypowym, zaskakującym prezydentem, a – jednocześnie – świat amerykańskiej polityki przechodzi przez takie trzęsienie ziemi, że może jednak tym razem będzie inaczej.
Bogdan Dobosz 31 marca 2025 czarny-dzien-demokracji

(fot. EPA/MOHAMMED BADRA Dostawca: PAP/EPA.)
Demokracja francuska osiągnęła poziom… Rumunii. Marine Le Pen – faworytka wyborów prezydenckich we Francji zaplanowanych na 2027 rok, prawdopodobnie podzieli los rumuńskiego zwycięzcy pierwszej, unieważnionej tury wyborów Georgescu i zostanie wykluczona z udziału we francuskim „święcie demokracji” przez wymiar „sprawiedliwości”.
Kiedy nie pomaga tradycyjna propaganda i zaczynają wygrywać kandydaci „niekompatybilni” z polityką unijną, po prostu się ich wyklucza.
Marine Le Pen została przez paryski sąd uznana za winną „defraudacji środków publicznych”. Chodzi o „fikcyjne zatrudnianie asystentów”, kiedy była deputowaną w PE. Została ukarana grzywną w wysokości 100 tys. euro, karą 4-letniego więzienia (z czego 2 lata w zawieszeniu), ale przede wszystkim odebraniem biernych praw wyborczych na lat 5.
Oznacza to, że Marine Le Pen nie mogłaby wystartować w następnych wyborach prezydenckich w 2027 roku, w których jest faworytką. Le Pen szybko odwołała się, ale ta procedura nie zatrzymuje zakazu startu w wyborach. Media wskazują, że rozpatrzenie apelacji odbędzie się za mniej więcej 12 miesięcy, a do wydania nowej decyzji sądu mogą minąć kolejne trzy miesiące, czyli stałoby się to tuż przed wyborami w 2027 roku. W związku z tym Marine Le Pen po prostu może nie zdążyć zgłosić swojej kandydatury. Rzecznik Zjednoczenia Narodowego (RN), Laurent Jacobelli, mówi wprost, że „system jest w rozsypce” i ratuje się go pozapolitycznymi działaniami.
Marine Le Pen i 8 europosłów jej partii zostało uznanych za „winnych defraudacji środków publicznych” w wysokości 2,9 miliona euro. Na Le Pen, która miała „fikcyjnie” zatrudniać czterech asystentów, przypada „rachunek” na sumę 474 tys. euro. Sąd oszacował, że pieniądze z Parlamentu Europejskiego były pobierane przez osoby, które „faktycznie pracowały dla partii”. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że trudno rozgraniczyć te obowiązki, a podobną sprawę mieli już euro-deputowani centrowej partii MoDem, która popiera prezydenta Macrona. W ich przypadku wyroki nie były jednak tak surowe.
Nic dziwnego, że padają stwierdzenia o „zmiennej geometrii wyroków sądów”. RN w poprzednich latach nie miała swojej reprezentacji w parlamencie krajowym (okręgi jednomandatowe), ale przy większościowej ordynacji do PE, miała zawsze sporą grupę posłów w Brukseli. W tym przypadku nie chodziło o przywłaszczenie jakichkolwiek środków, ale o ich wydawanie na prace także związane z polityką krajową struktur partii, która od lat ma problemy finansowe. Przypomnijmy, że słynna sprawa „rosyjskiej pożyczki” wzięła się stąd, że żaden bank krajowy nie chciał udzielić takiej pomocy, chociaż gwarancją była refundacja po wyborach z środków budżetowych.
Marine Le Pen jest nadal faworytką wyborów prezydenckich. W sondażach wygrywa pierwszą turę z wynikami od 34 proc. do 37 proc. poparcia. Drugi najprawdopodobniej byłby kandydat obozu prezydenckiego, centrowy polityk Édouard Philippe, który uzyskiwał w ostatnich sondażach od 20 proc. do 25 proc. głosów.
Przy utrzymaniu zakazu startu, Le Pen zapewne zastąpi lider jej partii Jordan Bardella. Jednak sam wyrok wywołuje duże kontrowersje. Kierownictwo RN zebrało się jeszcze w poniedziałek w Paryżu, celem omówienia nowej sytuacji ich kandydatki na prezydenta. Po tym spotkaniu, rzecznik partii oświadczył, że Marine Le Pen nie traci ducha, pozostaje „waleczna, odważna i godna, a ci, którzy sądzą, że ta polityczna egzekucja rzuciła ją na kolana, są w poważnym błędzie”. – Walka trwa! – dodał.
Głosów krytycznych wobec wykorzystywania systemu sądowniczego i wymiaru sprawiedliwości do walki politycznej nie szczędzą nawet politycy z kręgów rządu. François-Xavier Bellamy z Partii Republikanie (LR), mówi, że „data wydania wyroku będzie czarnym dniem dla francuskiej demokracji”. Dodał, że „kandydat, którego sondaże faktycznie stawiają na czele wyborów prezydenckich, został pozbawiony możliwości udziału w nich decyzją sądu i takie bezprecedensowe wydarzenie pozostawi głębokie blizny”.
Szef grupy parlamentarnej Republikanów i potencjalny kandydat na prezydenta, Laurent Wauquiez wyraził ubolewanie i stwierdził, że to „niezdrowe, by w demokracji wybrany parlamentarzysta nie mógł kandydować w wyborach”. Dodał, że „debaty polityczne powinny być rozstrzygane przy urnach wyborczych, a ten wyrok będzie miał bardzo duży wpływ na funkcjonowanie naszej demokracji”.
Prawicowy mer miasta Beziers, Robert Ménard mówił wprost, że „sędziowie zastępują powszechne prawo wyborcze”. Nawet premier Francois Bayrou wyrażał obawy o możliwe „wstrząsy” wśród wyborców i mówił o przewidywanym „kryzysie politycznym”. Socjalistyczny poseł Jérôme Guedj, który uznał za „zobowiązanie polityczne niedopuszczenie do wyboru Marine Le Pen” i twierdził, że „jeśli nic się nie wydarzy, naturalnym następstwem będzie zwycięstwo Marine Le Pen”, stwierdził, że wolałby jednak „walczyć na gruncie idei, skuteczności polityki gospodarczej, kwestii społecznej i problemów bezpieczeństwa”.
Siostrzenica Le Pen, euro-deputowana Marion Maréchal zareagowała w obronie ciotki wpisem: „przez dziesięciolecia obóz narodowy i nasza rodzina cierpiały wszystkie ciosy, wszystkie ataki, wszystkie niesprawiedliwości. Sędziowie, uważający się za ważniejszych od suwerennego ludu, postanowili wykonać wyrok w sądzie, którego nigdy nie byliby w stanie odwrócić w głosowaniu”. Przypomniała też sprawę sądowego „linczu” na b. premierze François Fillon, który był pewnym kandydatem do zwycięstwa w wyborach prezydenckich, ale na skutek ujawniania różnych „afer” wybory przegrał, co utorowało drogę do Pałacu Elizejskiego Emmanuelowi Macronowi. – To nie sędziowie powinni decydować, na kogo ludzie powinni głosować – mówił Éric Zemmour, szef prawicowej partii „Reconquête!”.
Skazany razem z Le Pen były skarbnik jej partii, Wallerand de Saint-Just, oświadczył, że „sąd wyraził swoją wolę polityczną, a nie wolę sądowniczą czy prawną” i zapowiedział „opór”. Ten polityk sam został skazany na trzy lata więzienia, w tym jeden rok z „elektronicznym systemem monitorowania” oraz na trzy lata utraty biernych praw wyborczych. Były skarbnik wyraził zamiar złożenia apelacji. Odwołanie składa też były numer 2 partii Bruno Gollnisch, który także został skazany. Jego zdaniem „wyroki praktycznie kopiują ekstrawaganckie żądania prokuratury”.
Głosy przeciwne pojawiają się tylko na lewicy i to nie wśród wszystkich polityków. „Prawo jest takie samo dla wszystkich” – powiedziała Cyrielle Chatelain, przewodnicząca grupy Zielonych i Socjalistów w parlamencie. Złośliwie zauważyła, że Marne Le Pen zawsze popierała ostre prawo i te ją dopadło. „Kiedy kradniesz pieniądze Francuzów, jesteś karany i kropka” – dodała francuska polityk Zielonych zupełnie w stylu naszych krajowych „zetemesówek” z Sejmu… W obozie prezydenckim opinie są podzielone. Jednak parlamentarzystka partii Renaissance i była rzeczniczka rządu, Prisca Thevenot, mówiła, że politycy powinni „szanować” system sprawiedliwości. Mówiła także, że żadne wyniki sondaży nie pozwalają „stać ponad prawem”. Partia Socjalistyczna zaakceptowała decyzję sądu skazującą Marine Le Pen i wezwała wszystkich do „poszanowania niezależności sądownictwa i praworządności”. Wszystko to prawda, ale polityczna motywacja tego wyroku jest jednak dla wszystkich oczywista.
Echa wyroku odbiły się szeroko także poza granicami Francji. Szybko zareagował m.in. Elon Musk, który skrytykował „nadużywanie systemu prawnego”. Napisał: „kiedy radykalna lewica nie może wygrać poprzez demokratyczne głosowanie, nadużywa systemu prawnego, aby uwięzić swoich przeciwników”. „To jest zasada gry, którą stosują wszędzie na świecie”, dorzucił.
Można się jeszcze zastanawiać nad konsekwencjami tego wyroku dla całej UE. Eksperyment „ratowania” demokracji w Rumunii, czy nowa „demokracja walcząca” w Polsce można było traktować jako „wypadki przy pracy”. Przykład Francji wskazywałby już na nowe reguły gry, o której napisał też Musk.
Bogdan Dobosz
31.03.2025 muzulmanie-opanowali

Prezydent Mysłowic Dariusz Wójtowicz wydał bezwzględny zakaz komercyjnego wynajmu miejskich obiektów dla wydarzeń o charakterze religijnym. Decyzja ta jest bezpośrednią reakcją na kontrowersje, jakie wywołało niedzielne spotkanie modlitewne muzułmanów w hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.
W niedzielę w wielu miastach w Polsce odbyły się uroczystości z okazji Eid al-Fitr, święta kończącego Ramadan. Wydarzenie przyciągnęło rekordową liczbę wiernych, co świadczy o rosnącej obecności islamu w przestrzeni publicznej w Polsce.
[Nikt się nie pyta, czemu to czy komu oni są „wierni”, ani – KTO TO KOORDYNUJE. Czapka GŁUPOTY spadła na łby „dziennikarzy niezależnych” !!! Kto ją nakłada – i za ile?? Czas Najwyższy, by na to odpowiedzieć!! Mirosław Dakowski],
Wyznawcy islamu zebrali się także w Mysłowicach. Wynajęli w tym celu halę MOSiR. Nagrania z tego wydarzenia obiegły media społecznościowe. Wywołała się z tego niemała afera.
Nie tylko Gdańsk czy Wrocław. Oto scenka rodzajowa z Mysłowic.
— Rafał 🇵🇱 (@_rafaello81) March 31, 2025
I co uśmiechacie się? pic.twitter.com/P692BJ4xkB
Natychmiast zareagował prezydent Mysłowic Dariusz Wójtowicz, który wydał oficjalne oświadczenie w tej sprawie. Podkreślił, że miasto nie było organizatorem wydarzenia, które zostało zorganizowane zewnętrznie w ramach komercyjnego wynajmu obiektu.
„W związku z emocjami i niepokojem społecznym, jakie towarzyszyły naszym mieszkańcom, poinformowałem kierowników jednostek miejskich o bezwzględnym zakazie komercyjnych wynajmów o charakterze religijnym. Ponadto informuję, że podobne spotkania w Mysłowicach nie będą już miały miejsca” – przekazał prezydent w krótkim wpisie na swoim profilu w mediach społecznościowych.

Radny Adrian Panasiuk był jednym z pierwszych, którzy zareagowali na pojawienie się muzułmanów w mieście. W swoim wpisie na Facebooku poinformował, że wielu mieszkańców wyrażało oburzenie w przestrzeni internetowej.
„Pojawiły się komentarze m.in. o bezpieczeństwie mysłowiczan, o tym czy hala kojarzona ze sportem w mieście jest dobrym miejscem na organizację spotkań wyznawców islamu. Były też głosy, że w Mysłowicach nie powinno się wydawać zgody na tego typu wydarzenia” – napisał radny.
„Nieoficjalnie też wiadomo, że nikt odpowiedzialny za bezpieczeństwo w mieście, nie posiadał wcześniej informacji o tym wydarzeniu” – dodał samorządowiec.
Radny Miasta Mysłowice Adrian Panasiuk
W niedzielę: 🟣Kultura islamu w Mysłowicach.
ℹ️W niedzielę, 30 marca, zaniepokojeni mieszkańcy Mysłowic🆘️informowali o sporej ilości osób innej karnacji i narodowości, które pojawiały się przed halą MOSiR przy ulicy Bończyka. Osoby te, widziane też były na innych ulicach naszego miasta oraz🚍na przystankach autobusowych.
ℹ️Jak udało się ustalić, Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji 💵 wynajął komercyjnie halę. Odbywało się tam zamknięte spotkanie modlitewne, którego organizatorem było Centrum … Zobacz więcej




| 59 |
Krótka relacja z hali poniżej:
https://www.facebook.com/share/v/19FhUKz55U
Wszystkie reakcje:

=============================
| DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 31 |
Anglia i Francja, państwa marionetkowe wobec Ameryki, przez dziesięciolecia aż do pojawienia się Trumpa 2, wyraźnie pracują nad zakłóceniem wysiłków Trumpa zmierzających do osiągnięcia porozumienia z Putinem, które zakończy konflikt na Ukrainie. Rosyjskie Ministerstwo Obrony stwierdziło, że drugi atak na infrastrukturę rurociągu Sudzha w rosyjskim obwodzie kurskim w zeszły piątek, który zakończył zniszczenie obiektu, był dziełem [żołnierzy -specjalistów md] Wielkiej Brytanii i Francji.
Według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, celowanie i nawigacja amerykańskich pocisków HIMARS (pocisków, których Biden powiedział, że nie da Zełenskiemu, ale dał) zostały zapewnione przez Francję. Brytyjscy specjaliści wprowadzali współrzędne celu, a polecenie wystrzelenia przyszło z Londynu.
Co wyjaśnia, że dwa amerykańskie państwa marionetkowe działają przeciwko rządowi Stanów Zjednoczonych? Czy to kolejna operacja CIA przeciwko Trumpowi? Czy to amerykański kompleks militarno-bezpieczeństwa płaci rządom brytyjskiemu i francuskiemu za podtrzymywanie dochodowego (dla amerykańskiego kompleksu militarno-bezpieczeństwa) konfliktu? Czy to wspierani przez Izrael amerykańscy neokonserwatyści syjonistyczni kontynuują swoje wysiłki, aby zmniejszyć wpływ Rosji na sprawy światowe?
Jakakolwiek jest odpowiedź, rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie ma lepszego pomysłu niż ja. Rzeczniczka Zacharowa obwinia Zełenskiego o nieprzestrzeganie wynegocjowanego porozumienia, zgodnie z którym obie strony zaprzestają ataków na infrastrukturę energetyczną drugiej strony. Rosja zgodziła się na propozycję Trumpa jako sposób ochrony elektrowni jądrowych, których zniszczenie może być śmiertelne dla dużej liczby cywilów w Rosji, na Ukrainie i w Europie.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow obwinił ukraińskie wojsko o niewykonanie rozkazów Zełenskiego. To zagadka, jak Zacharowa i Pieskow mogą nadal opisywać sytuację jako kwestię ukraińską, kiedy dwa uzbrojone w broń jądrową (uzbrojone przez Waszyngton) kraje NATO, Wielka Brytania i Francja, pracują nad podważaniem negocjacji pokojowych Trumpa i Putina.
Gdyby Trump i Putin byli w lidze, w zgodzie z wielkimi strategami w historii, co zrobiliby, aby położyć kres temu klaunowskiemu aktowi? Ogłosiliby sojusz wojskowy. Putin może mieć Ukrainę, kraje bałtyckie i tyle Europy, ile zechce. Trump weźmie Kanadę, Grenlandię i Panamę. Nikt na świecie nie mógłby nic z tym zrobić.
Putin nie chce Ukrainy, krajów bałtyckich ani Europy. Chce tylko, aby Rosja została sama i swobodnie angażowała się w sprawy krajów tworzących świat. Czego naprawdę chce Trump, jeszcze nie wiemy. Ale sojusz Trumpa z Putinem ustanowiłby dominację nad rządami na Ziemi, w tym nad Izraelem. Izraelski plan Wielkiego Izraela mógłby łatwo zostać zniweczony, broń jądrowa Izraela zniszczona, a Palestyńczykom oddana zostałaby sprawiedliwość. Izrael zostałby zmniejszony, a nie rozszerzony, w granicach, a Żydzi mogliby wykorzystać swój talent do biznesu, aby uczynić Bliski Wschód zamożnym obszarem świata.
Prezydent Trump wydaje się mieć pogląd, że dążenie do wspólnych interesów w biznesie jest o wiele lepsze od dążenia do wojny. Putin pokazał, że jest najmniej wojowniczym z przywódców potężnych krajów.
Gdyby tylko Trump i Putin zdali sobie sprawę, że sojusz wojskowy USA i Rosji zaprowadzi pokój na świecie, bez NATO, bez CIA obalających rządy, bez propagandy fałszywych wiadomości, moglibyśmy wkroczyć w złotą erę pokoju.
Oczywiście, kompleks wojskowo-bezpieczeństwa zamordowałby [MD: łagodzę; usiłowałby zamordować] zarówno Trumpa, jak i Putina.
Mimo wszystko uważam, że obaj powinni podjąć to ryzyko!
| DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 31 |

[Mnie „nie istniejąca cenzura” zabrania wejścia na tę stronę. M. Dakowski]
Glenn Diesen rozmawia z nim o szansach dyplomatycznych, błędnych ocenach strategicznych Zachodu i możliwych ścieżkach do osiągnięcia pokoju. Spostrzegawcza, brutalnie szczera rozmowa – wykraczająca poza główny nurt mediów.
Podsumowanie najważniejszych punktów:
Rozmowa z Glennem Diesenem
W kontrowersyjnej rozmowie z politologiem Glennem Diesenem, pułkownik USA Douglas Macgregor analizuje geopolityczne konsekwencje wojny na Ukrainie – i znajduje jasne słowa.
Zełenski jest największą przeszkodą na drodze do pokoju, NATO nie ma przyszłości, a Europa stoi w obliczu próby bezpieczeństwa i gospodarki.
Macgregor podkreśla, że negocjacje między Rosją i USA w Arabii Saudyjskiej były zaskakująco konstruktywne. Prawdziwy problem leży jednak w prezydencie Zełenskim, który według Macgregora odrzuca każde rozwiązanie, które nie zakłada powrotu do sytuacji sprzed 2014 r. – scenariusz [Zełenskiego md] , który uważa za nierealny.
Propozycja Macgregora: utworzenie na Ukrainie rządu przejściowego, któremu towarzyszyłyby wybory pod nadzorem ONZ lub OBWE. Tylko w ten sposób możliwe będzie dyplomatyczne wyjście z wojny. Obecne władze Ukrainy nie są już trwałe – sabotują porozumienia, celowo eskalują sytuację i tracą kontrolę nad własnymi siłami zbrojnymi.
Szczególnie mocna jest teza Macgregora o rychłym końcu NATO. Sojusz utracił strategiczną rację bytu, a gospodarcza i polityczna erozja Europy sprawia, że duży projekt militarny przeciwko Rosji staje się farsą.
„Bez Stanów Zjednoczonych wszystko się zawali” – mówi Macgregor. Informuje o wcześniejszych próbach zapewnienia Europejczykom niezależnej infrastruktury dowodzenia – ale nikt nie chciał zainwestować.
Macgregor przeczy zachodniej narracji, że Rosja chce zawładnąć Europą. Putin jest najbardziej pokojowym przywódcą rosyjskiego państwa od stulecia – celem jest stabilna, suwerenna Rosja.
Kreml jest również skłonny do kompromisu w kwestiach terytorialnych – pod warunkiem uznania Krymu i terenów obecnie kontrolowanych oraz uzyskania neutralności Ukrainy.
Niezależnie od tego, czy go lubisz, czy nie, Macgregor widzi w Donaldzie Trumpie szansę na normalizację stosunków między Rosją a Zachodem. Jedynym promykiem nadziei w atmosferze zaostrzonej ideologią i eskalacją jest gotowość [administracji md] Trumpa do dialogu.
Wywiad przedstawia ponury obraz strategii Zachodu w konflikcie na Ukrainie – i formułuje jasną kontrpropozycję: dyplomacja zamiast permanentnej wojny, neutralność zamiast rozszerzania NATO, poczucie rzeczywistości zamiast ideologicznego uporu.
Pozostaje pytanie, czy ta perspektywa znajdzie oddźwięk w Waszyngtonie i Brukseli – ale analiza Macgregora najprawdopodobniej stanowi część rosnącego ruchu kontrreformacyjnego, który opiera się bardziej na faktach niż na narracjach.
31.03.2025 nczas/demograficzna-katastrofa-polska-wymiera

Polska zajmuje ostatnie miejsce w Unii Europejskiej pod względem wskaźnika dzietności, a wśród krajów OECD znajduje się na szarym końcu. W 2024 roku odnotowano bezprecedensowy spadek liczby urodzeń, co stawia Polskę na ostatnim miejscu w Unii Europejskiej pod względem wskaźnika dzietności i w ogonie krajów OECD.
Według wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego, w 2024 roku zarejestrowano około 252 tysięcy urodzeń, co oznacza spadek o ponad 20 tysięcy w porównaniu z rokiem poprzednim. Jest to najniższa liczba urodzeń odnotowana w całym okresie powojennym w Polsce.
Współczynnik dzietności (TFR) w Polsce spadł do alarmującego poziomu 1,11 w 2024 roku, w porównaniu do 1,16 w roku 2023 i 1,26 w roku 2022. Oznacza to, że na 100 kobiet w wieku rozrodczym (15-49 lat) przypada zaledwie 111 urodzonych dzieci. Warto przypomnieć, że optymalna wielkość tego współczynnika, zapewniająca stabilny rozwój demograficzny, powinna wynosić 2,10-2,15. [Jak wam nie wstyd, młodziki chyba z NCz! To nie „optymalna wielkość”, lecz minimalna dla zachowania stanu obecnego !! Optymalna – to między 2.5 a 3.5. Mirosław Dakowski]
„Za Birth Gauge można wnioskować, że Polska w 2024 r. miała wskaźnik urodzeń (TFR) na poziomie 1,11, co daje nam najniższy poziom w Europie. To także 3. najniższy wynik wśród krajów OECD, za nami jedynie Chile i Korea” – podkreśla Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. [Korea – oczywiście Południowa. Ta pod komunistyczną dyktaturą ma się lepiej md]
Problem niskiej dzietności nakłada się na zjawisko starzenia się społeczeństwa. Jak informuje Kubisiak, w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat udział osób w wieku 65+ wzrósł najszybciej (+5,6 pkt proc.) ze wszystkich krajów UE.
Równocześnie Polska, wraz z Czechami, doświadcza największego wzrostu współczynnika obciążenia demograficznego, który zwiększył się o 13,3 punktu procentowego. Wskaźnik ten określa stosunek liczby osób w wieku nieprodukcyjnym do liczby osób w wieku produkcyjnym.
Od około 30 lat utrzymuje się w Polsce zjawisko depresji urodzeniowej, co oznacza, że niska liczba urodzeń nie zapewnia zastępowalności pokoleń. Najnowsze dane wskazują, że problem ten pogłębia się, stawiając przed Polską poważne wyzwania społeczne i gospodarcze na najbliższe dekady.
Dominik Kołodziej 31 marca 2025,
Miejska spółka Wrocławski Park Technologiczny (WPT) przez dwa lata zatrudniała rektora uczelni Collegium Humanum Pawła Cz. w roli doradcy — pisze „Gazeta Wyborcza”. Zdaniem Prokuratury Krajowej mogła to być forma łapówki od prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka w zamian za załatwienie mu dyplomu MBA. W dwa lata Paweł Cz. miał zarobić 75 tys. zł. Pytani przez „Wyborczą” przedstawiciele spółki oraz Sutryk nabierają wody w usta.
[To oczywiście, wszyscy to wiedzą, Paweł Czarnecki,

krewny i „przyjaciel”Ryszarda Czarneckiego, zawód „polityk”. Czemu i na jakiej podstawie nazwiska takich celebrytów są ukrywane – nie wiemy. md]

==================================
Jak przekazała „Wyborcza”, były rektor Collegium Humanum przez dwa lata był zatrudniony na fikcyjnym stanowisku we Wrocławskim Parku Technologicznym. Miał w nim pełnić funkcję doradcy w programie „Przestrzeń warsztatowo-koncepcyjna WPT”. Nie wyjaśniono jednak, na czym miała polegać jego praca, brak jest też namacalnych dowodów, że coś tam realnie robił — dodaje dziennik.
Jak pisze dalej „Wyborcza”, zatrudnienie Pawła Cz. w WPT miało zdaniem śledczych charakter fikcyjny, a rektor zarobił w tym czasie 75 tys. zł za nic. Według śledczych była to forma łapówki od prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka za otrzymanie dyplomu MBA bez konieczności chodzenia na zajęcia i zdawania egzaminów.
{Co znaczy „za nic”, jakie „za nic” ?? To poważny dyplom, panowie !! md]
Z dokumentów przedstawionych wrocławskim radnym z klubu Naprawmy Przyszłość wynika, że Paweł Cz. był zatrudniony w WPT od 1 czerwca 2020 r. do 30 czerwca 2022 r. i otrzymywał co miesiąc 3 tys. zł brutto.
Prezes WPT Maciej Potocki nie odpowiedział na pytania „Wyborczej” dotyczące sprawy. Dr Marcin Pawęska, szef Rady Nadzorczej WPT, oznajmił, że nie zna jej szczegółów, ponieważ w ostatnim czasie był za granicą. Na pytania nie odpowiedział także prezydent Jacek Sutryk, który usłyszał zarzuty w aferze Collegium Humanum.
Studia MBA na Collegium Humanum w niecałe trzy miesiące ukończyło 50 polityków PiS piastujących wysokie stanowiska w spółkach Skarbu Państwa. Pod koniec lutego ub.r. na uczelni zaczęły się zatrzymania, a były rektor Paweł Cz. usłyszał 30 zarzutów, w tym działania w zorganizowanej grupie przestępczej.
| MARIUSZ JAGÓRA MAR 31 |

„Deep State” (z ang. „Głębokie Państwo”) to termin używany do określenia ukrytej struktury władzy, którą tworzy tajna sieć wpływowych osób lub grup, umiejscowionych wewnątrz agencji rządowych, wojskowych, wywiadowczych i sektora prywatnego, działających poza normalnymi procesami demokratycznymi, w celu utrzymania kontroli nad polityką i władzą. Interpretacja koncepcji Głębokiego Państwa różni się w zależności od kontekstu – od racjonalnej krytyki biurokracji po wizje ukrytego rządu powszechnie zwane teoriami spiskowymi.
Doniesienia o istnieniu czegoś w rodzaju „głębokiego państwa” to żadna nowość. Już w XIX wieku Benjamin Disraeli, który dwukrotnie sprawował urząd szefa rządu, ostrzegał, że: „świat jest rządzony przez zupełnie inne osoby niż to sobie wyobrażają ci, którzy nie są za kulisami”. W przemówieniu do Izby Gmin w 1856 roku, mówił o tajnych stowarzyszeniach w Europie, podkreślając ich wpływ na politykę: „Nie da się tego ukryć, że znaczna część Europy – Włochy i Francja, a także duża część Niemiec, nie mówiąc o pozostałych krajach – pokryta jest siecią tajnych stowarzyszeń. One nie chcą rządów konstytucyjnych… One chcą zmienić własność ziemi, wygnać obecnych jej właścicieli, i zniszczyć istnienie kościelnych instytucji”.
W historii USA roi się od przykładów tajnych operacji prowadzonych bez odpowiedniego nadzoru i poza normalnymi procesami demokratycznymi, które powinny być przejrzyste. W latach 70-tych ubiegłego wieku ujawniono, że w latach 1950-60 CIA prowadziła tajny program, na nieświadomych uczestnikach, który miał na celu rozwój metod kontroli umysłu, za pomocą podawania narkotyków, takich jak LSD. Innymi przykładami są afera Watergate w 1972 roku, operacja COINTELPRO (seria tajnych i nielegalnych programów FBI, mających na celu dyskredytowanie organizacji politycznych, szczególnie tych o lewicowych poglądach) czy nielegalna sprzedaż broni Iranowi w celu finansowania Contras w Nikaragui, co było sprzeczne z prawem USA.
Otoczenie Donalda Trumpa od dawna oskarżało „głębokie państwo” o sabotowanie jego pierwszej prezydentury przez fabrykowanie dowodów w śledztwie prokuratora Roberta Muellera, które badało rzekome wpływy Rosji w wyborach z 2016 roku, czy blokowanie jego decyzji, szczególnie w kontekście polityki budowy muru na granicy z Meksykiem czy zakazu podróży z niektórych krajów muzułmańskich. Ale także o to, że czynnie działało przeciwko jego reelekcji, czego dobitnym przykładem jest sprawa „laptopa Huntera Bidena”. Laptop ten zawierał e-maile sugerujące, że Hunter wykorzystywał nazwisko ojca w interesach z ukraińską firmą Burisma i chińską CEFC. Informacje opublikował w „New York Post” w październiku 2020 roku, co wywołało natychmiastową reakcję mediów społecznościowych i biurokratów federalnych, oficjalnie podlegających urzędującemu prezydentowi – Twitter i Facebook ograniczyły udostępnianie artykułu „New York Post” na rozkaz płynący z FBI, a ponad 50 byłych urzędników wywiadu sugerowało, że historia ma „znamiona rosyjskiej operacji dezinformacyjnej”. Gdyby informacje przedostały się do szerokiej opinii publicznej, mogłyby zagrozić reputacji Bidena jako kandydata na prezydenta, zmniejszając jego szansę w wyborach. Nie przedostały się, Biden wygrał, a konto Trumpa zniknęło z Tweetera.
Ogłaszając swoją kandydaturę na reelekcję w 2024 roku, Trump spotkał się z szeregiem działań prawnych, które miały na celu uniemożliwienia mu startu w wyborach. W sierpniu 2022 roku FBI przeprowadziło nalot na jego posiadłość Mar-a-Lago w poszukiwaniu tajnych dokumentów, w wyniku czego roku Trump został oskarżony o 37 przestępstw związanych z niewłaściwym przechowywaniem dokumentów klasyfikowanych i utrudnianiem śledztwa. Oskarżenia obejmowały naruszenie ustawy o szpiegostwie, z możliwymi karami do 20 lat więzienia za niektóre zarzuty. W listopadzie 2022 roku specjalna komisja Izby Reprezentantów ds. zamieszek z 6 stycznia rekomendowała wszczęcie śledztwa przeciwko Trumpowi z rekomendacją postawienia oskarżeń o podżeganie do insurekcji. W marcu 2023 roku ława przysięgłych na Manhattanie oskarżyła Trumpa o 34 przestępstwa związane z fałszowaniem zapisów biznesowych.
Przytoczone przykłady mogą wskazywać, że koncepcja „głębokiego państwa” nie jest teorią spiskową, lecz praktyką wpływania na bieżąca politykę. Jeśli definiujemy Deep State jako sieć urzędników agencji rządowych, funkcjonariuszy wywiadu i wpływowych przedstawicieli biznesu, którzy działają w celu kształtowania polityki poza demokratyczną kontrolą, to warto spojrzeć na istniejące w USA organizacje czy agencje i na to, czy, i jaki mają wpływ na politykę. Niezwykle ciekawym przykładem jest USAID, czyli Amerykańska Agencja Rozwoju Międzynarodowego, założona w 1961 roku przez prezydenta Johna F. Kennedy’ego, odpowiedzialna za administrowanie cywilną pomocą zagraniczną, koncentrując się na takich obszarach jak rozwój gospodarczy, zdrowie i edukacja.
Tuż po dojściu do władzy, w lutym 2025 roku administracja Trumpa ogłosiła plany redukcji personelu USAID z ponad 10 tysięcy do mniej niż 300 osób, co oznacza fizyczne wygaszanie działalności agencji i paraliż jej możliwości operacyjnych. Siedziba agencji w Waszyngtonie została zamknięta, sprzęt biurowy wywieziony, pracownicy zostali wysłani na urlop administracyjny lub zwolnieni, a personel zagraniczny otrzymał 30 dni na powrót do USA. Elon Musk, kierujący Departamentem Wydajności Rządu DOGE, publicznie poparł likwidację USAID, nazywając ją „organizacją przestępczą” twierdząc, że „nie nadaje się do naprawy”. Tegoroczny budżet agencji w wysokości 50 mld dolarów został zamrożony z powodu wykrycia przez DOGE przykładów marnotrawienia milionów dolarów na kontrowersyjne projekty, takie jak 59 milionów dolarów na luksusowe pokoje hotelowe dla migrantów w Nowym Jorku, 8 milionów na myszy transpłciowe, 1,5 miliona dolarów na promowanie DEI w Serbii, 2 miliony dolarów na wsparcie opieki zdrowotnej afirmującej płeć w Gwatemali czy finansowanie badań dla EcoHealth Alliance, związanego z laboratorium w Wuhan.
Jak się okazuje, deklarowane cele zupełnie rozmijają się z operacyjnymi działaniami USAID. Agencja oficjalnie powołana do udzielania pomocy na rzecz rozwoju i działań humanitarnych na całym świecie, angażowała się również, pod pretekstem integracji euroatlantyckiej i reform demokratycznych, w działania, które wpływały na krajobraz polityczny innych krajów, często poprzez partnerstwa z think tankami, takimi jak Rada Atlantycka (The Atlantic Council), finansując inicjatywy promujące politykę zgodną z interesami określonych grup wpływu z USA. Założona także w 1961 r. Rada Atlantycka jest znanym amerykańskim think tankiem, organizacją zajmującą się sprawami międzynarodowymi, bezpieczeństwem i globalnymi kwestiami gospodarczymi, ze szczególnym naciskiem na wspieranie współpracy transatlantyckiej między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Jej deklarowanym celem jest „wspólne kształtowanie globalnej przyszłości poprzez promowanie konstruktywnego przywództwa i zaangażowania w sprawy międzynarodowe w oparciu o centralną rolę społeczności atlantyckiej w stawianiu czoła wyzwaniom XXI wieku”. Rada Atlantycka otrzymuje znaczne wsparcie finansowe od amerykańskich agencji rządowych (np. Departament Obrony, USAID), zagranicznych rządów (np. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wielka Brytania), wykonawców z branży obronnej (np. Lockheed Martin, Northrop Grumman), banków i korporacji (Goldman Sachs czy ExxonMobil) i prywatnych darczyńców. Jest w znaczący i wielopłaszczyznowy sposób powiązana z Centralną Agencją Wywiadowczą (CIA). O tym, jak wpływowa jest ta organizacja, świadczy fakt, że zasiada w niej siedmiu byłych dyrektorów CIA. Kiedy NATO angażuje się w działania „społeczeństwa obywatelskiego”, które chce skoordynować, zsynchronizować z działaniami wojskowymi w danym regionie, Rada Atlantycka służy do wypracowaniu aprobaty dla tych działań, budowaniu konsensusu i realizacji działań politycznych w regionie będącym przedmiotem zainteresowania USA i NATO.
USAID często działa pod hasłem wspierania demokracji, co obejmuje pomoc w organizowaniu wyborów, szkolenie urzędników wyborczych i monitorowanie procesu wyborczego. Jednakże, w wielu przypadkach działania te są postrzegane jako próby wpływania na wyniki wyborów na korzyść określonych kandydatów lub partii. W przeszłości USAID wspierało organizacje i inicjatywy, które były wykorzystywane do obalania rządów uznanych za niepożądane przez administrację USA.
Istnieją oskarżenia [uzasadnione, z dowodami md] , że USAID była zaangażowana w „zmiany reżimów” w krajach, takich jak Serbia (2000), Gruzja (2003), czy Ukraina (2004, 2014).
Poza USAID czy Radą Atlantycką, istnieją inne organizacje, których oficjalnym celem jest wsparcie dla demokracji, a ukrytym – ingerencja wyborcza. Jedną z nich jest Narodowy Funduszu na rzecz Demokracji (NED), założona w 1983 roku przez Kongres USA prywatna organizacja typu non-profit dedykowana wspieraniu wzrostu i umacnianiu instytucji demokratycznych na całym świecie. Każdego roku NED udziela ponad 2000 grantów organizacjom pozarządowym w ponad 100 krajach, oficjalnie wspierając wolne media, prawa pracownicze, wolny rynek. Ta prywatna organizacja finansowana jest przez granty od Departamentu Stanu.
Amerykański Deep State a Polska
W Polsce, sojuszniku NATO i członku UE, działania USAID historycznie koncentrowały się na wspieraniu przemian demokratycznych w latach 90-tych. W 2000 roku agencja oficjalnie zakończyła swoją misję w Polsce, uznając udane przejście kraju do gospodarki rynkowej. Jednak pod rządami Bidena wznowiła niektóre programy, w celu wspierania społeczeństwa obywatelskiego i mediów w Europie Środkowej, w tym Polski Program USAID dla Europy Środkowej. Wiele środowisk prawicowych oskarżało agencję o wspieranie opozycji przeciwko rządom konserwatywnym w kontekście wyborów 2023 roku. USAID finansowało takie projekty jak „Latarnik Wyborczy” czy „Młodzi głosują” oficjalnie w celu edukacji wyborczej, ale krytycy twierdzą, że mogły wpływać na preferencje wyborcze młodych ludzi. Pieniądze miały otrzymywać takie lewicowe organizacje jak „Krytyka Polityczna”, „MamPrawoWiedziec.pl”, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, czy Kampania Przeciw Homofobii. Według portalu money.pl, co najmniej 27 polskich instytucji otrzymało pieniądze USAID w ciągu ostatnich pięciu lat, głównie na lewicową propagandę i działania anty-PiS.
Mike Benz, były urzędnik Departamentu Stanu USA, w programie „The Joe Rogan Experience” wskazał na możliwą ingerencję administracji Stanów Zjednoczonych w polską politykę: „Według bidenowskiej, lewicowej administracji, jedyna prawdziwa demokracja to demokracja liberalna, inna to reżim, w stosunku do którego należy zastosować mechanizm „sprawiedliwości okresu przejściowego”, z pomocą finansów Departamentu Stanu i agencji USAID. Sprawiedliwość przejściowa (Transitional Justice) to idea, która sprowadza się do tego, że kiedy zachodniej lewicowej elicie nie podoba się jakiś rząd, dąży do jego obalenia pompując fundusze w celu wsparcia opozycyjnej partii politycznej, żeby pomóc wygrać jej wybory, żeby „pomóc” sojusznikowi przejść on od autokracji do demokracji czyli od nieliberalnej demokracji do prawdziwej, liberalnej demokracji.
Doktryna ta przewiduje, że po sukcesie wyborczym, należy układ zacementować, korzystając pomocy subsydiowanych organizacji pozarządowych i usłużnych mediów, doprowadzić do stworzenia kryminalnych przesłanek w celu wyeliminowania przeciwników politycznych, właśnie pokonanych w wyborach, aby powstrzymać ich przed ponownym dojściem do władzy”. Benz zauważył, że oficjalnym czasopismem Międzynarodowego Forum Studiów Demokratycznych wspomnianej wcześniej NED jest Journal of Democracy. W grudniu 2023 w czasopiśmie pojawia się artykuł autorstwa Jarosława Kuisza i Karoliny Wigury zatytułowany „Jak zdemontować nieliberalną demokrację?” w którym autorzy piszą: „Nowy rząd Polski musi zatem zrobić coś więcej niż tylko powrócić do liberalnej demokracji; musi zająć się sprawiedliwością okresu przejściowego. Premier Tusk i jego rząd koalicyjny muszą również ustabilizować system polityczny, aby zapewnić, że populizm nie powróci w następnych wyborach. Przyszłość demokracji w Polsce wisi na włosku.”
Przyszłość demokracji leży na sercu Henny Virkkunen, Wiceprezydent Komisji Europejskiej ds. Suwerenności Technologicznej, Bezpieczeństwa i Demokracji, która ogłosiła w wywiadzie dla Deutsche Welle, że Komisja Europejska zorganizuje „okrągły stół” dotyczący wyborów prezydenckich w Polsce, zaplanowanych na 18 maja 2025 roku, z możliwą drugą turą 1 czerwca 2025 roku. Do obowiązków Pani Virkkunen należy zapewnienie „bezpieczeństwa i integralności demokratycznej państw członkowskich, szczególnie w sferze cyfrowej”. W Rumunii w grudniu 2024 roku pierwszy etap wyborów prezydenckich został unieważniony z powodu domniemanej ingerencji rosyjskiej za pośrednictwem TikToka. UE prowadzi dochodzenie przeciwko TikTokowi na podstawie Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA). Urzędujący Prezydent Rumunii Klaus Iohannis wezwał państwa UE do współpracy w przeciwdziałaniu rosyjskiej ingerencji, wskazując na ataki cybernetyczne, dezinformację i propagandę.
W styczniu 2024 roku, wtedy jeszcze senator JD Vance w liście wysłanym do sekretarza stanu Antony’ego Blinkena potępił milczenie administracji Bidena w sprawie tłumienia przez polski rząd „wolności mediów i rządów prawa”.
W poście na X napisał: „Do niedawna Polska miała konserwatywny rząd. Stosując dużą presję dyplomatyczną i ekonomiczną, administracja Bidena (przy pomocy wielu krajów europejskich) atakowała ten rząd jako antydemokratyczny. Rząd ten został niedawno zastąpiony przez globalistyczny rząd liberalny, który obecnie aresztuje swoich przeciwników politycznych i zamyka debatę publiczną. W imię ochrony demokracji wykorzystują dolary z podatków obywateli do atakowania rządu, który był naszym wielkim sojusznikiem. Stany Zjednoczone wykorzystują presję dyplomatyczną oraz dolary podatników do atakowania konserwatywnych wartości i rządów, tworząc rządy, skłonne do globalnej współpracy.”

Sieć obiega film z obchodów zakończenia Ramadanu. Na nagraniu uwieczniono jak setki muzułmanów zgromadziło się na ulicach polskich miast.
29 marca zakończył się tegoroczny Ramadanu, a tym samym czas postu dla muzułmanów. 30 marca rozpoczął się Ramadan Bajram – trzydniowe święto radości.
Sieć obiegają nagranie z tegorocznych obchodów, które odbyły się na ulicach polskich miast. Na filmach widać tłumy muzułmanów celebrujących zakończenie Ramadanu.
=============================
W poniższym – jeśli komuś to „Eid-Fitri” samo nie wchodzi, to należy dać mu kopa. Można też parę „wyrazów”, byle dzieci nie słyszały.Wtedy posłucha, gnojek. MD
Warsaw pic.twitter.com/jAT4ShIj59
— Polish Connection (@PoleConnection) March 30, 2025
Nagrania z obchodów muzułmanów wywołały pewne poruszenie w sieci, chociaż filmy są komentowane jedynie przez jedną partię – Konfederację, której członkowie są oburzeni zamieszczonymi nagraniami. Politycy pozostałych ugrupowań nie zabierają głosu w sprawie.
„Trzeba natychmiast zamknąć granicę dla imigrantów z państw muzułmańskich! Zanim będzie za późno, zanim w Polsce będzie jak w Wielkiej Brytanii, Francji czy Szwecji. To jest ostatnia szansa. Trzeba rozpocząć deportacje, zamiast próbować ich integrować!” – stwierdził kandydat Konfederacji w wyborach prezydenckich Sławomir Mentzen.
„Albo zamkniemy NATYCHMIAST granice przed oddalonymi kulturowo migrantami, albo stracimy Polskę jaką znamy” – pisze Grzegorz Płaczek, przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacja.
” Zalew naszego kraju przez imigrantów zupełnie obcych nam kulturowo właśnie się zaczyna! Uczmy się na błędach Brytyjczyków, Szwedów i Francuzów!” – przekonuje Bartłomiej Pejo.
Ramadan to w islamie święty miesiąc. W jego trakcie muzułmanie na całym świecie poszczą od świtu do zachodu słońca, powstrzymując się od jedzenia, picia oraz innych fizycznych potrzeb. W tym czasie mają skupić się na modlitwie, czytaniu Koranu oraz rodzinie. Ramadan upamiętnia objawienie Koranu prorokowi Mahometowi i jest jednym z pięciu filarów islamu. Obchody kończą się świętem Ramadan Bajram, które celebruje zakończenie postu.
https://www.facebook.com/KonradBerkowiczPL/videos/665751829260147/?rdid=oD1gmPS2XAy5S7Ql
A w Gdańsku jak na ulicach Paryża….islam leży na ulicy!!! |











| DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 30 |

Od czasu zamrożenia i późniejszego cięcia finansowania Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID) przez administrację prezydenta Donalda Trumpa w tym roku, Mołdawia — mały, geopolitycznie wrażliwy kraj — została podobno wrzucona w wir niepewności. Decyzja pod przewodnictwem Elona Muska, będąca częścią programu Trumpa „America First”, zniszczyła ponad 80% programów USAID na świecie, w tym te w Mołdawii, gdzie agencja od dawna promowała siebie jako filar społeczeństwa obywatelskiego i rozwoju demokratycznego — rzekomo.
Dla mołdawskich organizacji pozarządowych, niegdyś wspieranych przez dolary amerykańskie, skutki były natychmiastowe i dość poważne. To zakłócenie daje szansę na faktyczne odklejenie się od pozorów dobroczynności USAID i zbliżającego się wpływu NATO, ujawniając tym samym bardziej niepokojącą rzeczywistość — zależność, manipulację i geopolityczne nadużycia.
Amerykański ruch jest w rzeczywistości częścią większego rozwoju, który obejmuje częściowe wycofanie się Waszyngtonu z Europy Wschodniej, a jednocześnie zwrócenie się ku Pacyfikowi i przerzucenie ciężaru (Ukrainy, na przykład) na jego europejskich „ partnerów ”. Aby zrozumieć tę logikę i zrozumieć, jak USA na tym korzystają, wystarczy połączyć ze sobą te dwie wiadomości: a) „ Europejskie mocarstwa wojskowe pracują nad 5-10-letnim planem zastąpienia USA w NATO ” (Financial Times); i b) USA odpowiadają za 43% światowej sprzedaży broni , według Anny Fleck ze Statista.
Wracając do Mołdawii, jej organizacje pozarządowe, szczególnie te, które rzekomo zajmują się promowaniem demokracji, zwalczaniem korupcji i wspieraniem mediów, historycznie w dużym stopniu polegały na finansowaniu USAID. Tylko w 2024 r. USAID wlało do Mołdawii 310 milionów dolarów — oszałamiającą sumę dla narodu liczącego 2,6 miliona ludzi. W ciągu ostatnich trzech dekad rumuńskojęzyczny kraj otrzymał około 2,5 miliarda dolarów . Takie fundusze, rzekomo na infrastrukturę i wzrost gospodarczy, często trafiają w ręce wybranej elity prozachodnich aktywistów i dziennikarzy.
Kiedy cięcia Trumpa weszły w życie, organizacje takie jak Promo-LEX, które były zależne od USAID w 75-80% swojego budżetu , zobaczyły, że projekty stanęły w miejscu. Obcięto pensje, zwolniono pracowników, a programy monitorujące wybory i finansowanie polityczne stanęły w miejscu. Rząd Mołdawii, wraz z tymi organizacjami pozarządowymi, starał się zabezpieczyć fundusze Unii Europejskiej, ale okazuje się, że biurokratyczna bezwładność UE pozostawiła po sobie ogromną pustkę.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak katastrofa i tak właśnie wielu postrzega całą sprawę — paraliżujący cios dla społeczeństwa obywatelskiego w kraju, który już zmaga się z korupcją. Taka jest zachodnia narracja i tak zachodnia propaganda chciałaby, abyśmy wierzyli. Ale wystarczy po prostu głębiej poszperać, a wtedy obraz się zmieni. Odkładając na bok takie pobożne opisy, okazuje się, że hojność USAID niekoniecznie była altruistyczną liną ratunkową, za jaką się podaje.
Znaczna część jego finansowania faktycznie wspierała wąską grupę zachodnich lojalistów (nazywam ich „ westernistami ”), którzy służyli jako tuby propagandowe prozachodniej prezydent Mołdawii Mai Sandu, jednocześnie spychając na margines głosy sprzeciwu. Raporty sugerują, że 110 milionów dolarów trafiło do „dziennikarzy sądowych” i śledczych, których zadaniem było oczernianie politycznych rywali Sandu — trudno to uznać za demokratyczny ideał.
Raport Reutersa (2 lutego) podkreśla rolę USAID w finansowaniu tzw. niezależnych mediów w Europie Wschodniej, w tym w krajach takich jak Mołdawia. Zauważa, że zamrożenie finansowania za Trumpa rzeczywiście spowodowało „chaos w ekosystemie mediów” w ponad 30 krajach, co ilustruje znaczące wsparcie finansowe USAID dla mediów.
Według The Independent , w 2024 r. USAID zobowiązało się przeznaczyć 135 mln USD na „bezpieczeństwo energetyczne” i przeciwdziałanie „rosyjskiej dezinformacji”.
Krótko mówiąc, USAID zainwestowało ogromne środki w media i społeczeństwo obywatelskie Mołdawii — setki milionów od 2020 r. — aby promować „demokrację”, przeciwdziałać „dezinformacji” i wspierać „integrację z Zachodem”.
To jest wystarczająco podobne do scenariusza widzianego na Ukrainie. W swoim artykule z 2022 r . John Mearsheimer, politolog z University of Chicago (wybitny członek tzw. „realistycznej” szkoły polityki zagranicznej) przypomniał, że „ekspansja UE na wschód i wsparcie Zachodu dla ruchu prodemokratycznego na Ukrainie — począwszy od pomarańczowej rewolucji w 2004 r.” były kluczowymi elementami w wywołaniu trwającego kryzysu w regionie.
To, co Mearsheimer opisał jako „potrójny pakiet polityk Zachodu — rozszerzenie NATO, rozszerzenie UE i promowanie demokracji” było kluczowymi czynnikami. Pisząc szczerze, że wysiłki na rzecz rozpowszechniania zachodnich wartości i „promowania demokracji” często obejmują „finansowanie prozachodnich jednostek i organizacji”, akademik przypomina nam, że nie ma nic „neutralnego” w takich idealistycznych inicjatywach.
Co więcej, referendum w październiku 2024 r. , w którym Mołdawianie wąską większością głosów opowiedzieli się za zapisaniem członkostwa w UE w swojej konstytucji (kraj ten ma obecnie status kandydata), zostało powszechnie uznane za triumf zachodniego sojuszu — ponieważ w dużej mierze o to w tym wszystkim chodziło. Cheerleaderzy USAID i NATO przedstawili je jako bastion przeciwko „rosyjskiej ingerencji”, zwłaszcza w obliczu trwającego konfliktu na Ukrainie.
Cięcia budżetowe Trumpa (i jego zmiany polityki zagranicznej) rzucają jednak niepokojący cień na tę narrację. Jak wspomniano, USAID odegrało kluczową rolę w kształtowaniu proeuropejskiej trajektorii Mołdawii, finansując edukację obywatelską i kampanie medialne, aby wpłynąć na opinię publiczną. Bez tej machiny dynamika referendum wydaje się krucha — wydaje się, że jest to mniej zwycięstwo oddolne, a bardziej nieco wytworzony wynik, który teraz chwieje się na niepewnym gruncie.
Krytycy USAID od dawna twierdzą, że jego rola polegała mniej na wzmacnianiu pozycji Europy Wschodniej, a bardziej na wciąganiu ich w orbitę NATO — na przeciwstawieniu się Rosji militarnie i „ otoczeniu ” jej, a nie na narzędziu do wspierania prawdziwej integracji europejskiej. Odciski palców NATO są subtelne, ale nieomylne: projekty bezpieczeństwa energetycznego, szkolenia z zakresu cyber-bezpieczeństwa, a nawet Instytut CyberCor uruchomiony przy wsparciu USA, co jest oznaką strategicznego pozycjonowania. Biorąc to wszystko pod uwagę, referendum, sprzedawane jako demokratyczny wybór, zaczyna coraz bardziej przypominać geopolityczny ruch szachowy, w którym Mołdawia jest swego rodzaju pionkiem, z perspektywy Zachodu kierowanego przez USA.
Podczas gdy wszelkie prognozy dotyczące ogólnej sytuacji krzyczą o chaosie, istnieje również okno możliwości, z mołdawskiego punktu widzenia. Patrząc w przyszłość, jest to mieszanka. W krótkim okresie organizacje pozarządowe stoją w obliczu brutalnego ucisku. Ekonomicznie, zależność Mołdawii od pomocy zagranicznej — pogłębiona przez wcześniejsze programy prywatyzacyjne USAID, takie jak program Pămînt z 1998 r. — pozostawia ją podatną na upadek, z porzuconymi polami i bezrobotnymi pracownikami. Jest jednak pozytywna strona. Wstrzymanie finansowania może przerwać cykl zależności Mołdawii, zmuszając organizacje pozarządowe i innych aktorów do innowacji, a rząd do priorytetowego traktowania dochodów krajowych nad zagraniczną hojnością. Proeuropejski mandat referendum może się utrzymać, jeśli Mołdawia przejdzie na autentyczną samowystarczalność, zamiast pozostawać w zmilitaryzowanym cieniu NATO — w przeciwnym razie aktorzy polityczni Mołdawii, obecnie w zmienionym krajobrazie politycznym, mogą przemyśleć całą sprawę.
Podczas gdy tak wiele mówi się o rzekomym „zagrożeniu rosyjskim”, NATO pozostaje tematem tabu. Oczywiście każde regionalne mocarstwo będzie próbowało wykorzystać próżnię, ale prawda jest taka, że bardziej niezależna Mołdawia jest w lepszej sytuacji niż ta przywiązana do sznurków marionetek USAID.

Coraz więcej stanów w USA zmienia prawo na chroniące życie. 10 stanów przedstawiło już projekty ustaw uznające wprost aborcję za zabójstwo.
„The Hill” poinformował o obecnej sytuacji prolife w poszczególnych stanach. Jak wyliczono, od początku roku przedstawiono projekty ustaw uznające aborcję za morderstwo, bez wyszczególniania oddzielnych kar za zamordowanie nienarodzonego dziecka, w stanach: Georgia, Idaho, Indiana, Iowa, Kentucky, Missouri, Dakota Północna, Oklahoma, Karolina Południowa i Teksas.
Ustawy te stwierdzają, że nienarodzone dziecko ma takie same prawa, jak każdy Amerykanin. Pomysłowi sprzeciwiali się niektórzy Republikanie i co tchórzliwsi niby-konserwatyści nazywający się obrońcami życia, ponieważ bali się „politycznych konsekwencji”.
Część z tych stanów zajęła się także mordowaniem ludzi w fazie embrionalnej, stworzonych metodą in vitro. Jednak ostatecznie zostały one wycofane. Próbę podjęły: Indiana, Oklahoma i Dakota Północna.
Według odrzuconych założeń, zniszczenie embrionu ludzkiego podlegałoby specjalnym karom. Nie byłoby jednak uznawane za morderstwo.
Wśród stanów chroniących życie wymieniona jest Georgia. Jednak, jak podaje „The Hill”, ustawa ta „wydaje się być skazana na porażkę”.
Aktualnie w 13 stanach USA zamordowanie nienarodzonego dziecka jest zakazane bezwzględnie lub w większości przypadków. Lobby aborcyjne odpowiada międzystanową dystrybucją pigułek aborcyjnych oraz tworzeniem placówek tuż przy granicy stanu prolife.
Ponadto próbują forsować wpisanie prawa do zamordowania dziecka do konstytucji stanowych.
W ubiegłym roku proaborcyjny Instytut Guttmachera opublikował badania, z których wynika, że 63 proc. aborcji w 2023 r. przeprowadzono za pomocą pigułek, kontynuując stały wzrost z zera procent od 2000 r., kiedy to amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) po raz pierwszy zatwierdziła mifepryston jako środek aborcyjny w USA.
=====================
„Jeśli zapomnę o Nich – ty Boże na niebie zapomnij o mnie!” (Adam Mickiewicz – „Dziady” Część III)
=======================
15/08/2011 General-tadeusz-jordan-rozwadowski-z-armii-habsburgow-do-polskiego-wojska
Tadeusz Jordan Rozwadowski był jednym z najwybitniejszych generałów w dziejach Polski. Z uwagi na nieprzeciętny talent strategiczny, czasami zestawiano go z gen. Ignacym Prądzyńskim, natomiast mistrzowskie dowodzenie artylerią w wielu bitwach skłaniało do porównań z gen. Józefem Bemem. Rozwadowski przyszedł na świat 20 maja 1866 r. w Babinie pod Kałuszem, w ziemiańskiej rodzinie o tradycjach patriotycznych i powstańczych. Jego ojciec Tomisław był oficerem armii austriackiej i powstańcem styczniowym.
W kolejnych insurekcjach narodowych brali udział także jego dalsi przodkowie. Dziad Wiktor Leander uczestniczył w Powstaniu Listopadowym, pradziad płk Kazimierz Rozwadowski – współorganizator słynnego 8. Pułku Ułanów – walczył natomiast w Powstaniu Kościuszkowskim i w wojnach okresu Księstwa Warszawskiego. W kolejnych powstaniach oraz wojnach o niepodległość i granice Polski przedstawiciele tego rodu, rzecz bez precedensu, trzynaście razy odznaczani byli orderem Virtuti Militari.
Zgodnie z ziemiańska tradycją Rozwadowski rozpoczął naukę szkolną od prywatnych lekcji w rodzinnym dworze w Honiatyniu. Później, w latach 1878 – 1880, uczęszczał do prywatnego gimnazjum we Lwowie. W tym czasie mieszkał wraz z matką Melanią Rozwadowską i braćmi Wiktorem oraz Samuelem w mieście nad Pełtwią w domu przy ul. Pańskiej 19.
Po ukończeniu gimnazjum, w zgodzie z rodzinną tradycją, młody Rozwadowski został wysłany do szkół wojskowych. O wyboru szkoły zadecydował Tomisław Rozwadowski, który, pod wpływem doświadczeń z Powstania Styczniowego, uważał że wykształceni oficerowie mogą kiedyś przydać się Polsce. Liberalne stosunki panujące w habsburskiej monarchii umożliwiły przyszłemu organizatorowi polskiego sztabu zdobycie wykształcenia wojskowego na najwyższym ówczesnym poziomie. Szansę tę wykorzystał Rozwadowski w stu procentach. Jego zdolności zostały dość wcześnie zauważone przez przełożonych, toteż młody oficer, obok praktyki liniowej, został wyznaczony do zadań dyplomatycznych m.in. jako attaché wojskowy w Bukareszcie.
Związany przez wiele lat z obcą formacją, przebywający z dala od rodzinnych stron, nie uległ Rozwadowski germanizacji. Przyczyniło się do tego zarówno patriotyczne wychowanie wyniesione z domu, jak i silne więzi łączące go z rodziną zamieszkała w Małopolsce. Tutaj także w 1894 r. Tadeusz ożenił się z Marią hrabianką Komorowską (1867-1940) – córką Franciszka i Eleonory z Rulikowskich. Ślub odbył się 29 września w kaplicy arcybiskupiej we Lwowie, natomiast wesele w pałacu należącym do krewnych panny młodej w miejscowości Glinna. Warto wspomnieć, że, w pobliskim majątku Chorobrów na świat przyszedł Tadeusz Komorowski – siostrzeniec Rozwadowskiego. Za radą wuja – wówczas już generała armii austriackiej – Komorowski został posłany także do szkół wojskowych, a zwieńczeniem jego kariery po latach była funkcja komendanta Armii Krajowej, którą objął jako gen. „Bór”.
Systematyczne wizyty Rozwadowskiego w Małopolsce spowodowane były także jego działalnością w rodzinnej organizacji. W 1897 r. powstał Związek Rodziny Jordan-Rozwadowskich założony przez najwybitniejszych przedstawicieli rodu w celu podtrzymania więzi rodzinnych oraz wzajemnej pomocy finansowej. Na czele Związku stanęli Tadeusz Rozwadowski oraz jego brat stryjeczny dr Jan Emanuel Rozwadowski (w późniejszym czasie współpracownik Romana Dmowskiego i sekretarz Komitetu Narodowego Polskiego we Francji). Szczególnym powodzeniem cieszyły się zwłaszcza wielkie zjazdy urządzane przez Związek na Trzech Króli, które z reguły organizowano we Lwowie. Po obradach Walnego Zgromadzenia urządzano wówczas w kasynie narodowym składkowe kolacje, w których uczestniczyli także liczni goście spoza organizacji. Uczty te, zakrapiane szlachetnymi trunkami, kończyły się zazwyczaj brydżem, w którego grano „do późnej nocy lub do ostatniego pociągu” – jak zanotował w swym diariuszu uczestnik biesiad i kuzyn generała – płk Adam Jordan Rozwadowski.
W 1907 r. płk Rozwadowski powrócił do Galicji gdzie dowodził początkowo pułkiem artylerii w Stanisławowie, a od 1912 r. 12. brygady artylerii w Krakowie. W następnym roku Rozwadowski został mianowany generałem brygady (Generalmajor) i najprawdopodobniej był jedynym w tym czasie generałem – Polakiem w służbie austriackiej, który współpracował z ruchem strzeleckim, starając się wspierać przyszłych legionistów w zakresie wyszkolenia i uzbrojenia. W tym czasie generał utrzymywał kontakty m.in. z Władysławem Studnickim, Władysławem Sikorskim, Marianem Żegota-Januszajtisem, Józefem Hallerem oraz Józefem Piłsudskim.
Po wybuchu I wojny światowej gen. Rozwadowski dowodził kolejno: austriacką 12. Brygadą Artylerii Polowej, 12. Dywizją Piechoty, 43. Dywizją Piechoty oraz, przejściowo, grupą armii. Za czyny wojenne (akcję bojową pod Opolem Lubelskim) został odznaczony Orderem Wojskowym Marii Teresy – najwyższym odznaczeniem nadawanym w armii Habsburgów. W swych pamiętnikach wspominał jednak z największą dumą sukces z jakim zakończyła się operacja odbicia Lwowa z rąk rosyjskich 22 czerwca 1915 r. O powodzeniu tej akcji zadecydowało uderzenie, zorganizowanego przez niego, specjalnego oddziału samochodowego, który zajął dworzec Podzamcze. Moment ten gen. Rozwadowski zanotował w swych pamiętnikach z wielkim wzruszeniem, wszak to był: „kochany Lwów, ostoja polskości na kresach, umiłowana przeze mnie od dzieciństwa stolica (…) rodzinnej ziemi wschodnio-małopolskiej, do której powracałem teraz z radością i tęsknotą…”.
Mimo tych sukcesów Rozwadowski opuścił, w końcu 1915 r., szeregi wojska austriackiego, gdyż nie mógł się pogodzić ze złym traktowaniem ludności kresowej zarówno Polaków jak i Ukraińców, przez austriackie władze wojskowe. Po przejściu na wymuszoną emeryturę przebywał na przemian we Lwowie (mieszkanie przy ul. Badenich 5) i Krakowie ściśle współpracując ze środowiskami dążącymi do rozbudowy Legionów Polskich. Stały kontakt utrzymywał z prezesem Naczelnego Komitetu Narodowego – prof. Władysławem Jaworskim oraz rezydującym w Piotrkowie szefem Departamentu Wojskowego NKN – płk. Władysławem Sikorskim.
Od 1917 r. generał związany był z Radą Regencyjną, z polecenia której objął, w październiku 1918 r., stanowisko szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Jako pierwszy szef sztabu, odegrał wielką i niedocenioną rolę, kładąc podwaliny pod budowę centralnych władz wojskowych, a także organizując zalążki poszczególnych rodzajów broni. W pracy tej mógł liczyć na pomoc tak wybitnych dowódców jak ppłk Włodzimierz Ostoja Zagórski, płk Jan Wroczyński oraz płk Henryk Minkiewicz.
Po zajęciu Lwowa przez Ukraińców 1 listopada 1918 r. był też pierwszym organizatorem odsieczy dla kresowego grodu. W pierwszych dniach listopada gen. Rozwadowski opracował plan pomocy dla kresowego miasta. Odsiecz dla walczących lwowian miała przyjść z dwóch stron: z północy, od strony Lublina przez Rawę Ruską i z zachodu od Krakowa przez Przemyśl. Ze względów politycznych do Lwowa dotarły, w wyznaczonym terminie, jedynie oddziały z Małopolski Zachodniej zorganizowane przez gen. Bolesława Roję.
Po powrocie Komendanta Józefa Piłsudskiego z Magdeburga Rozwadowski zrezygnował z zajmowanego stanowiska i przyjął, 17 listopada 1918 r., dowództwo nad tworzoną Armią „Wschód” – walczącą z Ukraińcami o Lwów i Małopolskę Wschodnią. Działalność generała na tym terenie miała szczególny charakter. Początkowo głównodowodzący Armią „Wschód” musiał przekształcić niezdyscyplinowane i nierówne pod względem liczebnym oddziały ochotnicze w jednostki regularnego wojska. W tym celu oddziały tworzące linię obrony Lwowa, pod dowództwem ppłk. Czesława Mączyńskiego, podzielono na odcinki posiadające własną rezerwę; zaś jednostki odsieczy, pod dowództwem ppłk. Karaszewicza-Tokarzewskiego, pozostawiono jako odwód Dowództwa „Wschód”. Jednocześnie generał osobiście nadzorował szkolenie i organizację oddziałów Armii „Wschód”, rozlokowanych w terenie.
W pracy tej stopniowo odciążali go dowódcy mianowani na poszczególne fronty: gen. Józef Leśniewski (Lwów), gen. Zygmunt Zieliński (Przemyśl) i płk. Henryk Minkiewicz (Chyrów). Oficerowie ci podjęli aktywną działalność bojową, dokonując jednocześnie podziału na odcinki oraz reorganizując obsady poszczególnych jednostek. Należy dodać, że proces ten nie był jednorazowy, gdyż napływające drobne uzupełnienia składały się przeważnie z niewyszkolonego rekruta.
Ponieważ siły polskie były zbyt słabe aby pokonać wojska przeciwnika generał skupił się przede wszystkim na obronie samego Lwowa i ochronie linii kolejowej łączącej stolicę Galicji z Przemyślem. W wojnie tej wybitną rolę odegrały też pociągi pancerne, ochraniające szlaki kolejowe, z najbardziej zagrożoną linią Przemyśl-Lwów, oraz konwojujące pociągi towarowe i sanitarne. Pewnym novum było użycie przez gen. Rozwadowskiego pociągów pancernych w akcjach zaczepnych, w głąb pozycji nieprzyjacielskich. Szczególnym zaskoczeniem dla Ukraińców był wypad polskiego pociągu ze Lwowa w kierunku na Stryj.
Mimo wielokrotnej przewagi wroga, trudnych zimowych warunków bojowych oraz ciągłych ataków ze strony polityków, którzy zarzucali Rozwadowskiemu brak energii w walce z wrogiem, generał nie tracił optymizmu oraz wiary w ostateczne zwycięstwo starając się wytrwać do czasu przybycia odsieczy. Dowodzą tego liczne relacje, np.: przebywający wówczas we Lwowie kpt. amerykańskiego lotnictwa Merian Cooper wspominał po latach: „Chociaż sława generała Rozwadowskiego zapisaną zostanie w roczniki wojskowe za jego pracę – jako szefa w Głównym Sztabie podczas walk z bolszewikami pod Warszawą – to uważam, że zasłużył on na większą chwałę, jako obrońca Lwowa. (…) Pomimo, że wszystko było przeciwko niemu, gen. Rozwadowski nie poddał się, a nawet hańbił tych, którzy chcieli się poddać i opuścić miasto” (M. Cooper, Faunt-le-Roy i jego eskadra w Polsce. Dzieje Eskadry Kościuszki, Chicago, br., s. 59-60.). Postawa generała przyjmowana była z entuzjazmem przez lwowian, a jego publiczne pojawienia się, np.: w teatrze, powodowały spontaniczne owacje. Ppor. Göst Melin, Szwed walczący po stronie polskiej, z uznaniem natomiast wyrażał się o wizytach generała w okopach wśród prostych żołnierzy. Natomiast szef sztabu Armii „Wschód” – płk Franciszek Kleeberg (we wrześniu 1939 r. – dowódca SGO „Polesie”) wysoko oceniał intuicję wojskową bohatera artykułu wspominając po latach: „Niczym nigdy nie dał się zaskoczyć. Odgadywał myśli nieprzyjaciela, zawsze wiedział, co zrobi…”.
Dzięki postawie Rozwadowskiego oraz podległych mu żołnierzy i prostych lwowian, miasto zostało utrzymane. W marcu 1919 r. do Lwowa dotarły oddziały odsieczy dowodzone przez gen. Wacława Iwaszkiewicza. Zwycięstwo to miało nieoczekiwane skutki dla głównodowodzącego wojskami galicyjskimi. W Gródku gen. Rozwadowski otrzymał z rąk dowódcy odsieczy rozkaz przeniesienia na stanowisko szefa Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu – wynik zakulisowych działań niechętnych mu polityków. Poleceniu temu niezwłocznie się podporządkował, zdając swą komendę. W raporcie do Piłsudskiego generał pisał natomiast, że opuszcza swe stanowisko „w czasie, gdy nadeszłe wydatne posiłki podjęcie korzystniejszej akcji naszej umożliwić powinny, to znów pociesza mnie przeświadczenie, że wytrzymując do ostatka, tak nad Wereszycą, jak i pod Lwowem, miałem możność ponownego szczęśliwego zażegnania już trudnej nadzwyczaj sytuacji. Pełniłem wedle sił i możności moje zadanie w tak specjalnie trudnych warunkach, że nie mogłem wszystkich zadowolić i dlatego wiele skarg na siebie ściągnąć musiałem”. W ręce nowego dowódcy Rozwadowski przekazał sformowane przez siebie oddziały liczące: 42 baony piechoty, 14 szwadronów kawalerii oraz 34 baterie artylerii.
Odchodzący dowódca był owacyjnie żegnany przez mieszkańców Lwowa i żołnierzy swej armii. Prof. Kazimierz Twardowski komentował ten fakt w swym dzienniku: „Odchodzi stąd w nim człowiek ogromnych dla Lwowa i tej części kraju tutaj zasług, przez ogół, zdaje się, niedocenianych. Dokazywał cudów, broniąc Lwowa od 25 XI 1918 w najcięższych warunkach, nie mając przez długi czas należytego poparcia z Warszawy. Kto wie, czy jego odejście nie jest przykładem tego, co się nazywa promeveatur ut amoveatur…” (K. Twardowski, Dzienniki, t. I, Warszawa-Toruń 1997, s. 93)
W następnych miesiącach generał pełnił funkcję szefa Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu. Samodzielnym jego projektem był wówczas pomysł utworzenia Legionu Amerykańskiego przy polskiej armii. W wyniku częściowej realizacji tych zamierzeń sformowano, z pomocą Meriana Coopera, symboliczną polsko-amerykańską Eskadrę im. Kościuszki. Eskadra ta przyczyniła się do odparcia bolszewickich wojsk Frontu Południowo, których zamiarem było zajęcie Lwowa w 1920 r. Należy wspomnieć, iż wdzięczni Polacy ufundowali pomnik ku czci poległych lotników amerykańskich, który do II wojny światowej stał na Cmentarzu Obrońców Lwowa.
W krytycznym momencie wojny polsko – bolszewickiej Rozwadowski ponownie stanął na czele Sztabu Generalnego (od 22 lipca 1920 r. do 31 marca 1921 r.). W tym czasie był głównym architektem planów bitwy warszawskiej, oraz dowódcą wojsk walczących w obronie Warszawy i na północy Polski. Wbrew radom francuskiego doradcy – gen. Maxime’a Weyganda, który proponował skrócenie frontu i wycofanie sił polskich z Małopolski Wschodniej, Rozwadowski nie dopuścił do oddania bolszewikom Lwowa, gdyż uważał, iż pozostawione tam wojska polskie zwiążą siły sowieckiego Frontu Południowo-Zachodniego.
Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej gen. Tadeusz Rozwadowski objął stanowisko Generalnego Inspektora Jazdy. Jego głównym zadaniem, któremu poświęcił się z wielkim oddaniem było podnoszenie sprawności polskiej kawalerii oraz kształceniu kadry dowódczej tej broni. W 1924 r. współtworzył też wielką reformę zmieniającą strukturę oraz modernizującą uzbrojenie kawalerii. W tym względzie ściśle współpracował z gen. Władysławem Sikorskim, gen. Stanisławem Hallerem i gen. Stanisławem Szeptyckim. Warto wspomnieć, że I oficerem sztabu w Generalnym Inspektoracie Jazdy był płk Władysław Anders.
Generał nie zapomniał także o swych byłych podkomendnych, którzy zasłużyli się w obronie Lwowa, uparcie też domagał się wskrzeszenia starego polskiego odznaczenia jakim był order Virtuti Militari. W kwietniu 1921 r. Naczelny Wódz przyznał gen. Rozwadowskiemu, za kampanię lwowską, 10 orderów Virtuti Militari do rozdzielenia między jego żołnierzy, natomiast gen. Iwaszkiewicz, również za walki na froncie ukraińskim, otrzymał 14 orderów. 17 kwietnia 1920 r. we Lwowie pod pomnikiem Mickiewicza odbyła się uroczystość, podczas której Rozwadowski udekorował kawalerów Virtuti Militari. Na początku generała odczytał nazwiska tych odznaczonych, którzy polegli: Kazimierza Boguckiego, Iwa Skałkowskiego, Józefa Mazanowskiego, Henryka Dobranickiego, Stanisława Grabskiego, Wiktora Kamieńskiego, Andrzeja Battaglię, Henryka Plater-Zyberga, Michała Dziewanowskiego, Franciszka Grzybowskiego oraz Wilhelma Wyrwińskiego. Następnie były dowódca Armii „Wschód” przystąpił do dekoracji obrońców Lwowa, którzy przeżyli. Wśród odznaczonych znaleźli się: bryg. Czesław Mączyński, płk Walery Maryański, płk Izydor Modelski, płk Michał Tokarzewski-Karaszewicz, gen. Stanisław Haller, płk Władysław Rozwadowski, płk Zarzycki, Michał Cieński, Adam Bieńkowski, Roman Rogoziński, Konstanty Dzieduszycki i Teofil Wiszniewski. W tym dniu gen. Rozwadowski odznaczył ponadto Krzyżem Walecznych około tysiąca żołnierzy i oficerów. W następnym miesiącu Generalny Inspektor Jazdy, z rozkazu marsz. Piłsudskiego, objął kierownictwo specjalnej komisji zajmującej się dodatkowym doborem kandydatów do VM spośród obrońców Lwowa. Tym razem komisja podlegająca generałowi miała wytypować 120 dalszych kawalerów tego orderu.
Obok działalności wojskowej Rozwadowski był aktywny także na polu gospodarczym. Czynnie wspierał rozbudowę przemysłu soli potasowych w Małopolsce Wschodniej (kopalnie w Kałuszu i Stebniku) oraz zabiegał, aby przedsiębiorstwo Towarzystwa Eksploatacji Soli Potasowych nie zostało wykupione przez obcy kapitał. Działalność tę uważał za przedłużenie walki o niepodległość Polski, zwłaszcza w sytuacji wojny gospodarczej z Niemcami.
Wrażliwy na los zdemobilizowanych żołnierzy, pragnął Rozwadowski zapewnić im byt, organizując spółdzielnię wojskową „Zrzeszenie Pracy”, w co zaangażował własny kapitał. Niestety, na tym polu poniósł najdotkliwszą klęskę, tracąc cały majątek. Powodem takiego obrotu spraw była niesprzyjająca koniunktura gospodarcza oraz nieuczciwość wspólników, którym generał, zdaniem współczesnych, nie powinien był zaufać.
Z armii austriackiej wyniósł Rozwadowski takie cnoty wojskowe jak karność oraz wierność złożonej przysiędze, a ponadto legalizm i przywiązanie do demokratycznych norm, jakie panowały w habsburskiej monarchii. Z tych powodów był wierny zasadzie apolityczności wojska i przeciwnikiem uprzywilejowania jakiejkolwiek grupy oficerów niezależnie czy byli to legioniści, czy też żołnierze pochodzący z armii zaborców. Z tych samych względów generał stronił od tworzenia upolitycznionych związków kombatanckich, jakimi otaczali się: Józef Piłsudski, Józef Haller oraz Józef Dowbor-Muśnicki.
W maju 1926 r. gen. Rozwadowski, wierny złożonej przysiędze, stanął na czele wojsk rządowych walczących przeciw oddziałom marsz. Piłsudskiego. Po zamachu majowym był niewinnie więziony, do maja 1927 r., pod zarzutami nadużyć finansowych, których władze nigdy nie udowodniły. Ponad roczne więzienie, a być może także trucizna, zrujnowały zdrowie generała i przyczyniły się do śmiertelnej choroby. Ostatnie miesiące życia spędził w szpitalu wojskowym we Lwowie oraz lecząc się nad morzem w swej willi w Jastrzębiej Górze. Zmarł 18 października 1928 r. o godzinie pierwszej minut 40 po południu, w lecznicy św. Józefa przy ul. Hożej w Warszawie. Zgodnie ze swą wolą generał został pochowany na Cmentarzu Obrońców Lwowa pośród mogił swych żołnierzy.
Uroczystości pogrzebowe we Lwowie rozpoczęły się w poniedziałek 22 października o 10 rano. Termin poranny został wymuszony przez władze państwowe, w ten sposób chciano utrudnić udział w pogrzebie wszystkim pracującym. Nabożeństwo żałobne odprawił w kościele o.o. Bernardynów, ks. abp metropolita Bolesław Twardowski, po czym trumna generała spoczęła na lawecie armatniej. O godzinie 11 wyruszył kondukt żałobny prowadzony przez księży arcybiskupów Teodorowicza i Twardowskiego oraz biskupa sufragana Franciszka Lisowskiego w otoczeniu duchowieństwa. Za trumną postępowali bliscy generała z żoną Marią na czele. Dalej szli nieliczni, zważywszy na rangę i zasługi zmarłego, oficjalni przedstawiciele władz wojskowych: inspektor armii gen. Mieczysław Norwid-Neugebauer i dowódca OK nr VI – gen. Bolesław Popowicz. Zabrakło obecnego w takich chwilach ministra spraw wojskowych i szefa Sztabu Generalnego. Dowódcom towarzyszyła orkiestra 14. pułku ułanów. Olbrzymi kondukt utworzony przez delegacje weteranów oraz związki cywilne, w tym hallerczyków, członków Związku Obrońców Lwowa, kapitułę „Orląt” oraz zwykłych lwowian podążył ulicą Kochanowskiego i Piłsudskiego na cmentarz Obrońców Lwowa. Nastrój powagi potęgował fakt zbliżających się obchodów 10 rocznicy listopadowej odsieczy Lwowa. Od wrót lwowskiego panteonu aż po miejsce ostatecznego spoczynku trumnę na swych barkach ponieśli usunięci z armii generałowie: Stanisław Haller, Roman Żaba, Robert Lamezan de Salinis, Walery Maryański, Franciszek Meraviglia-Crivelli oraz Filip Siarkiewicz.
Nad grobem zmarłego wstrząsającą mowę wygłosił kapelan legionowy – ks. Józef Panaś. „Był to prawdziwie chrześcijański, wielki Wódz, który umiał zwyciężać bez podniesienia się w pychę i bez pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, a gdy poniósł klęskę, poniósł ją nie tylko bez upodlenia się, ale nawet bez chęci zemsty i nienawiści do chwilowego zwycięzcy” – głosił ksiądz legionista. Jego słowa docierały jednak do nielicznych, bowiem – jak wspomina Felicja Brochwicz Żeromska – „Na cmentarzu również: przedstawiciele władzy (Policji? dwójki?) krzątali się pilnie, ogłaszając, że do grobu ma dostęp tylko rodzina”. Obok kapelana Legionów przemawiali również: wiceprezydent Lwowa Zdzisław Stahl oraz Aleksander Skrzyński. Doczesne szczątki dowódcy Armii „Wschód” spoczęły obok grobu jego podkomendnego gen. Thullie, bowiem na cmentarzu nie ukończono jeszcze katakumb.
W czasie pogrzebu doszło do bulwersującego incydentu. W imieniu Związku Obrońców Lwowa miał również wygłosić mowę prezes dr Antoni Nowak-Przygodzki, do czego jednak nie doszło. Działający bez porozumienia z rodziną Zdzisław Stahl powiadomił dr. Nowaka, że krewni nie życzą sobie jego wystąpienia. Fakt ten szeroko komentowano w prasie, a u jego podstaw leżały względy polityczne, prezes ZOL był bowiem uważany za sympatyka ówczesnych władz państwowych. Akt ten był sprzeczny z poglądami zmarłego, który wielokrotnie wzywał, by nie czynić z jego sprawy terenu akcji politycznych.
Już w parę tygodni po śmierci gen. Rozwadowskiego powstała myśl uczczenia jego pamięci poprzez wydanie swoistej księgi pamiątkowej. Cel ten zmaterializował się już w rok później w postaci zbiorowej publikacji pt.: „Generał Rozwadowski”. Na fali tego sukcesu podjęto z kolei inicjatywę wzniesienia pomnika upamiętniającego czyny pierwszego szefa sztabu. W tym celu zawiązano Centralny Komitet Wykonawczy Budowy Pomnika gen. Tadeusza Rozwadowskiego w Krakowie z gen. Franciszkiem Latinikiem na czele. Podobny komitet, początkowo pod przewodnictwem dr. Adama Głażewskiego, powstał także we Lwowie.
Kryzys gospodarczy lat trzydziestych i przeszkody czynione przez sanację oraz spory w łonie samych komitetów ciągle odsuwały termin budowy monumentu. Ostatecznie akcja pomnikowa zakończyła się w podwawelskim grodzie połowicznym sukcesem. W 1937 r. odsłonięto jedynie epitafium ku czci generała w kościele O.O. Kapucynów. Miejsce to wybrano ze względu na sprzeciw władz konserwatorskich, które pod naciskiem wojewody, nie zgodziły się na wmurowanie pamiątkowej płaskorzeźby w ścianę Kościoła Mariackiego.
Znacznie więcej energii w tym względzie wykazali, wdzięczni generałowi, lwowianie na czele z gen. Walerym Maryańskim i prof. Adamem Sołowijem (słynny lwowski ginekolog zamordowany w 1941 r. przez Niemców). W 1935 r. komitet lwowski, doprowadził do odsłonięcia pomnika gen. Rozwadowskiego na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Sukcesem zakończyły się także starania komitetu o nazwanie części ul. Zielonej imieniem generała. Stosowną uchwałę w tej sprawie przyjął 21 listopada 1938 r., w 20 rocznicę odsieczy Lwowa, prezydent miasta Stanisław Ostrowski. Warto wspomnieć, że prezydent Ostrowski, chcąc zneutralizować ewentualne protesty władz państwowych, użył sprytnego wybiegu i tą samą decyzją nazwał inną lwowską ulicę imieniem Ignacego Mościckiego.
Pamięć o generale uczczono także otwierając na trzecim piętrze Muzeum Historycznego Miasta Lwowa osobną wystawę związaną z obroną Lwowa. W muzeum tym, jak pisał prof. Adam Sołowij „najpiękniejsze miejsce i najładniej z wszystkich ozdobione różnymi prawdziwie pięknymi przedmiotami” poświęcono gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu. Zgromadzone po generale pamiątki zostały podarowane miastu przez krewnych i znajomych zmarłego; niestety, we wrześniu 1939 r., eksponaty te zostały zrabowane przez żołnierzy Armii Czerwonej.
Nowe, komunistyczne władze, rządzące Polską po II wojnie światowej, także były negatywnie nastawione do postaci generała. Wprawdzie jego konflikt z marszałkiem Piłsudskim próbowano rozgrywać propagandowo, ale udział Rozwadowskiego w zmaganiach o Lwów, a następnie w wojnie polsko – bolszewickiej, dyskwalifikował go jako kandydata na bohatera narodowego. Z tych samych powodów imię generała zostało wymazane ze szkolnych podręczników, a jego nazwiska próżno by szukać wśród patronów ulic okresu Polski Ludowej. Stan ten zaczął się bardzo powoli zmieniać dopiero po 1989 r.
Dziś nazwisko Rozwadowskiego stopniowo powraca na karty książek historycznych; a w nielicznych miastach, głównie na południu Polski, pojawiają się ulice, których patronem jest pierwszy szef Sztabu Generalnego odrodzonego w 1918 r. Wojska Polskiego. W stolicy postać generała uczczono natomiast w miejscu szczególnym – poświęcone mu epitafium wmurowano w ścianę Kościoła Świętego Ciała pod wezwaniem Matki Boskiej Zwycięskiej na Kamionku – świątyni, która powstała jako wotum po zwycięstwie 1920 r. Płaskorzeźbę ufundowało Stowarzyszenie Rodziny Jordan Rozwadowskich, a uroczystościom patronował osobiście śp. ks. bp Zbigniew Kraszewski – kapelan AK. W odsłonięciu epitafium w 1994 r. uczestniczyły liczne delegacje, na czele z przedstawicielami Światowego Związku Armii Krajowej oraz ostatnimi weteranami wojny polsko-bolszewickiej. W uroczystościach, podobnie jak w roku 1928, zabrało przedstawicieli władz państwowych oraz najwyższych władz wojskowych…
Autor: dr Mariusz Patelski, Uniwersytet Opolski
*Tekst ukazał się w zbiorze: Twórcy Polski Niepodległej, oprac. Jan Engelgard, Andrzej Stawarz, Wiesław L. Ząbek. – Warszawa : Muzeum Niepodległości w Warszawie, 2008
=====================================
mail:
Grób Gen. T. Rozwadowskiego jest pusty.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Rozwadowski
Po włączeniu Lwowa do Ukraińskiej SRR, w trakcie profanacji i zrównywania z ziemią Cmentarza Obrońców Lwowa Maria Tereszczakówna (polska działaczka społeczna) wraz z grupą kilku innych osób, w celu ratowania szczątków polskich bohaterów pochowanych na tym cmentarzu przeniosła kilka ciał zasłużonych Polaków (oprócz gen. Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego m.in. gen. Wacława Iwaszkiewicza-Rudoszańskiego, dowódcy obrony Lwowa z 1918 Czesława Mączyńskiego, arcybiskupa lwowskiego Józefa Teodorowicza, ks. Gerarda Szmyda, twórców polskiego lotnictwa: Stefana Bastyra, Stefana Steca i Władysława Torunia) w inne miejsce pochówków, które z powodu śmierci świadków i wcześniejszego braku zainteresowania polskich instytucji do dnia dzisiejszego pozostają nieznane (z wyjątkiem miejsca pochówku biskupa Teodorowicza i ks. Szmyda).
Obecnie miejsce pochówku generała nie jest znane. W 2013 roku Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa podała, że grób we Lwowie jest pusty.
Prawdopodobnie do przeniesienia ciała generała doszło potajemnie w latach siedemdziesiątych, gdy Sowieci dewastowali Cmentarz Orląt Lwowskich. Ciało gen. Rozwadowskiego zostało przeniesione w nieznane miejsce, prawdopodobnie na Cmentarz Łyczakowski.
===========================
I nikt z „władz” Polski tego nie zmienił…
„Jeśli zapomnę o Nich – ty Boże na niebie zapomnij o mnie!” (Adam Mickiewicz – „Dziady” Część III)
30.03.2025 braun-oglosil-program-z-najdokladniejszymi-postulatami-na-wybory-prezydenckie

Na stronie braun2025.pl pojawił się program wyborczy kandydata Konfederacji Korony Polskiej (KKP) na prezydenta Grzegorza Brauna.
Jest to najprecyzyjniejszy i najprzystępniej rozpisany program wyborczy spośród dotychczas zaprezentowanych.
Grzegorz Braun zaprezentował swój program na braun2025.pl. Jego głównym hasłem jest „Tu jest Polska!”.
Wymienionych jest siedem ogólnych punktów:
Silne państwo minimum;
Precz z komuną, precz z eurokomuną, precz z żydokomuną;
Pokojowa dyplomacja i wymiana handlowa, nie wojna;
Nie wyślę polskich żołnierzy na Ukrainę ani na żadną inną cudzą wojnę;
Będę obrońcą wolności, przedsiębiorczości, własności, życia i zasad katolickich;
Upomnę się o sprawiedliwość – dla żywych i zmarłych;
Polską racją stanu jest przetrwanie i rozwój polskiego narodu.
===============================
Poniżej natomiast znajduje się spis treści szczegółowych postulatów. Niektóre są konkretnymi dziedzinami życia, np. „wolność i bezpieczeństwo”, „obronność” czy „rolnicy i hodowcy”. Inne nawiązują do haseł spopularyzowanych przez Grzegorza Brauna, np. „eurokołchoz”, „mafie, służby i loże”.
Sam program jest szczegółowo rozpisany i znajdują się w nim konkretne postulaty. Rozpisano także tabelę z poszczególnych dziedzin, z nakreślonymi „dyrektywami kierunkowymi”. Do każdej zaproponowano przykładowe rozwiązania, które są konkretnymi decyzjami, które Braun deklaruje podjąć.
W streszczeniu programu lider KKP deklaruje „Polexit dobrze przygotowany”.
„Pożegnam Zielony Ład z klimatycznym kłamstwem” – czytamy.
„Nie wyślę polskich żołnierzy na Ukrainę – i na żadną inną cudzą wojnę” – napisano w punkcie drugim streszczenia programu.
„Nie pozwolę, żeby dewianci wychowywali nasze dzieci” – zapewnia Grzegorz Braun.
„Nie będą Niemcy, Żydzi i banderowcy zakłamywać naszej historii. Ekshumacja w Jedwabnem musi być wznowiona” – deklaruje.
„Urzędnicy i politycy – zostawcie polskich przedsiębiorców, rolników i hodowców w spokoju! PIT, CIT, PCC i ZUS do lamusa. Uwolnię kreatywność i innowacyjność polskich inżynierów, również w dziedzinie tzw. sztucznej inteligencji i nowoczesnych technologii” – czytamy.
„Skończę z dyktatem agentów, lobbystów, korporacji i obcych ambasad – będzie ustawa o obcych agentach, jak w USA lub Rosji” – przekonuje Grzegorz Braun.
„Będę prowadzić wielokierunkową politykę zagraniczną, chcę dobrych relacji ze wszystkimi sąsiadami. Zbudujmy most energetyczny i doprowadźmy do obustronnej gwarancji bezpiecznej granicy z Białorusią” – napisał Braun.
„Twarde zasady dla imigrantów. Ogłoszę moratorium imigracyjne – żadnych paktów migracyjnych i żadnych centrów integracji cudzoziemców” – zapewnił.
„Silne państwo minimum. Ograniczę dyktat monopoli i wpływ polityków na lecznictwo, szkolnictwo, przepływ informacji i pieniądze publiczne, żeby nie mieli o co się kłócić, zaniedbując sprawy najważniejsze dla Polski” – czytamy w streszczeniu programu lidera KKP.
„Odtajnię aneks do raportu z likwidacji WSI. Zażądam wyjaśnienia kulisów śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, Andrzeja Leppera, gen. Sławomira Petelickiego, gen. Marka Papały i in.” – zapewnił Braun.
„Nie wyprzedam polskiej ziemi i jej zasobów. Nie chcę, żeby nasze dzieci i wnuki opuszczały swoich rodziców i dziadków, żeby coś osiągnąć dopiero za granicą.” – napisano w streszczeniu programu.
„Konieczne jest narodowe przebudzenie: być może nikt Polski nie będzie bronić, jeśli sami nie obronimy naszych rodzin, naszej suwerenności, wolności, życia, własności i tradycji katolickiej” – podsumował Grzegorz Braun.
| ROBERT W MALONE MD, MS MAR 30 |




















This is a fascinating interview – and worth watching in its entirety. It is 40 minutes long and decidedly not funny, but important.

30.03.2025 Dominik Cwikla nczas/plan-gospodarczy-brauna

Grzegorz Braun był gościem na kanale „Dla Pieniędzy”. Prowadzący Paweł Sviniarski pytał kandydata Konfederacji Korony Polskiej (KKP) na prezydenta m.in. o kwestię sondaży, podatków i Unii Europejskiej.
Grzegorz Braun został najpierw zapytany o kwestię poparcia i sondaży. Prowadzący program przypomniał o sondażu na stronie gazeta.pl, który usunięto, gdyż w nawet nieprzychylnym Braunowi medium wychodziło, że poparcie ma ogromne, na poziomie około 60 proc.. O szczegółach tej sytuacji przeczytacie poniżej.
– To był, ten sondażyk, który pan wspomina, niezły numer. Bo oni go zdjęli. I napisali, że „tak niereprezentatywne wyniki są tego sondażu, że kasują”. No ja mam najwyraźniej w GazoWni jakichś psychofanów albo ukrytych agentów. Brawo dla nich. Brawo dla nich – stwierdził Grzegorz Braun.
– Sondaże, jak widać, nie są narzędziem informacji tylko manipulacji. I mój przypadek […] dobrze ilustruje tę tezę – podkreślił prawicowy kandydat na prezydenta.
Dalej zwrócił uwagę, że „uporczywie” go nie ma w mediach i ma „zero sekund” czasu antenowego w mainstreamowych mediach.
– Rzeczywiście tak jest, że ten wyrok śmierci cywilnej na mnie wydany. Gdyby to był bojkot, to by od czasu do czasu jakiś mniej zorientowany funkcjonariusz frontu ideologicznego przez pomyłkę zaproponowałby mi udział w jakimś programie. Ale tu pomyłek nie ma. W związku z tym uważam, że to nie jest żadna teoria tylko praktyka spiskowa. To jest zmowa – ocenił lider KKP.
Dalej temat zszedł na podatki.
– Czy jest pan w stanie podać trzy przykłady podatków, które uważa pan, że są niepotrzebne i warto byłoby je na dzień dobry likwidować? – zapytał prowadzący rozmowę Paweł Sviniarski.
Jeszcze nim dokończono pytanie, Braun zaczął wyliczać, że chodzi o „PIT, CIT, podatki nienazywające się podatkami, wygaszenie ZUS-u”.
– Mówię o pilnej potrzebie wygaszenia ZUS-u. Mówię „wygaszenia”, to ważne zastrzeżenie, zobowiązania już zaciągnięte, z nich państwo musi się wywiązać. Ale nie wolno wciągać do piramidy finansowej, jaką jest ZUS, młodego pokolenia. Piramida finansowa przez Bismarcka zbudowana. No każdy Polak, który coś tam, prawda, mu się obiło uszy, no z tego prostego tego faktu powinien wnioskować, że jak Bismarck to wymyślił, to nie może być w tym niczego dobrego dla Polaków – powiedział kandydat KKP na prezydenta.
– No tak, Bismarck i Prusy w sumie nie tylko wymyślili ZUS, ale również wymyślili nowoczesną szkołę, do której chodzimy, 45-minutowe lekcje itd. Ale wracając do tego ZUS-u, Pan go by chciał likwidować i co za jego miejsce? Co by Pan zaproponował? Taki system jak np. w Stanach Zjednoczonych, że każdy odkłada na swoje konto emerytalne, a nie, że my jakby utrzymujemy pokolenia schodkowo? – zapytał Sviniarski.
– We wszystkich sprawach, chciałbym odnosić się do konkretnych problemów opierając się na ogólnych zasadach. Więc ogólna zasada jest taka, że ja odrzucam przymus. I jeżeli do jakiegoś rzekomego dobrodziejstwa trzeba zaganiać ludzi kijem i jeżeli trzeba wymuszać udział w jakichś znakomitych dla naszej przyszłości pogodnej starości rozwiązaniach, to z całą pewnością to nie jest dobre – odpowiedział Braun.
– Polacy zwłaszcza, którzy jednak ciągle jeszcze mimo tej okazji obróbki wielopokoleniowej przez komunę, eurokomunę. Polacy mają tę iskrę, ten instynkt wolności. Jeżeli jest coś dobrego, to znajdą drogę. Jeżeli jest coś dobrego, to nawet na przekór władzy, jakby ona zakazywała. Więc jeżeli jest element przymusu, to mnie się zapala czerwona lampka – kontynuował lider KKP.
– Czyli zostawić obywatelom indywidualnie sprawę w ich rękach, każdy zdecyduje za siebie, jak będzie chciał odkładać, tak odłoży? – dopytał Paweł Sviniarski.
– Panie redaktorze, po prostu to też jest rynek. To jest rynek usług. Ja uważam, że ubezpieczenia społeczne przymusowe są ciosem w nasz standard cywilizacyjny. Właśnie, wolnościowy, łaciński standard cywilizacyjny – odparł.
– Z tymi wszystkimi dobrymi zasadami jeszcze prawa rzymskiego, które zostały pobłogosławione przez chrześcijaństwo, przez Kościół katolicki. Zasada rozdzielenia władzy świeckiej, duchownej, zasada równości wobec prawa, a więc zakaz cywilizacyjny, zakaz segregacji, a więc projektów eugenicznych, nominowania jakichkolwiek grup na uprzywilejowane czy dyskryminowane – mówił Braun.
– Dzisiaj nasze życie zostało poddane systemowej segregacji. Przykład – strefa tak zwanego wolnego transportu, czystego transportu w Warszawie Śródmieściu zorganizowana przez pana stołecznego prezydenta Trzaskowskiego „Planeta Płonie”. Przecież to jest strefa dyskryminacji. Strefa dyskryminacji Polaków, którzy tam swoim nie najnowszym samochodem nie wjadą – wyjaśnił.
– Który może mieć mały silnik, palący o wiele mniej niż nowe V8 – zaznaczył Sviniarski.
– Ale nie wjedzie. Więc na tym przykładzie pokazuję, jestem zwolennikiem po prostu wolności we wszystkich kwestiach, które nie dotyczą ściśle bezpieczeństwa państwa i bezpieczeństwa życia ludzkiego. Z zasady wykluczam przymus i sprzeciwiam się dyskryminacji. A jeżeli tworzymy i następnie utrzymujemy system podatkowy, który różnicuje podatki w zależności od tego, na przykład jak jestem przedsiębiorczy, jak mi idzie, czy przypadkiem nie za dobrze? Bo jak za dobrze, to trzeba, żeby kosiarka mnie przy samej ziemi zgoliła. To jest dyskryminacja – stwierdził Braun.
– Ja jestem przeciwnikiem podatku od dochodów osobistych. Dlaczego? Dlatego, że oczywiście technicznie ten podatek przynosi zyski problematyczne dla budżetu, ponieważ koszta poboru, no to to właśnie sprawia, że zyski są mniejsze niż by to wynikało z okienka tam w rubryce w statystyce. Ale to przede wszystkim przecież jest system nadzoru, inwigilacji. To jest system, w którym władza urzędowo zagląda każdemu do kieszeni – wyjaśnił.
– Co by zrobił pan na przykład z brakiem CIT-u i PIT-u w budżecie w momencie, kiedy trzeba kierować państwem? To jest lwia część, która wpływa, tak? Bo podatki takie właśnie jak VAT, PIT, CIT to jest główny strumień… – pytał prowadzący, na co przerwał mu Grzegorz Braun.
– A zacznijmy się interesować tym, jakie strumienie i rzeki pieniądza wypływają z Rzeczpospolitej Polskiej – zauważył.
– Czyli co, wpierw przykręcamy wypływy, a potem można…? – pytał Sviniarski.
– Nie, luzujemy. Luzujemy, znosimy. Nie „obniżamy” tam, „ułatwiamy”, „upraszczamy”, tylko znosimy bariery dostępu do rynku dla MIŚ-ów, małych, średnich, mikro przedsiębiorców. Ja tutaj powtarzam sformułowanie, które podchwyciłem, bo mi się ono bardzo podoba. Pan Roman Kluska, legendarny przedsiębiorca, sponiewierany przez system. Tak właśnie mówić, znieść bariery dostępu. Dlaczego? Dlatego, że mali, średni, mikro przedsiębiorcy to jest sól tej ziemi. To są ci Polacy, którzy utrzymują nie tylko siebie, swoją rodzinę, ale także innym potrafią dać pracę. Ich trzeba wyzwolić z matni przepisów, norm. Oczywiście, że te normy nie są ustanawiane już w Warszawie. One są ustanawiane w Brukseli. Eurokołchoz je narzuca – podkreślił lider KKP.
– Z roku na rok tych norm jest coraz więcej… – powiedział
– Dyrektywa budynkowa, wie pan, okna trzyszybowe. Wyliczył mi to jeden kolega, któremu się chciało. Te okna trzyszybowe, wie pan, za ile lat się zwrócą? No, tam rodzinny domek. Za 80 lat. Za 80.
Więc to jest wszystko absurd. To jest wszystko… Eurokomuna to też komuna, tylko że na zielono i na tęczowo. Więc trzeba wyzwolić Polaka z matni, z sieci i zdjąć ten ciężar – wyjaśnił.
– A myśli Pan, że to jest postulat realistyczny i faktycznie do wprowadzenia? Taka deregulacja PIT-u, CIT-u? Przecież nam Unia Europejska nie pozwoli. Bo tu gospodarka polska by tak eksplodowała, wszyscy by się przenieśli, wszystkie fabryki jakby zobaczyli, że nie ma u nas PIT-u, nie ma CIT-u – dopytywał Paweł Sviniarski.
– Łał! Widzi pan, jaki piękny plan? – zawołał wyraźnie podekscytowany Grzegorz Braun.
– Nie ma szans, żeby von der Leyen nam na to pozwoliła – stwierdził prowadzący rozmowę Paweł Sviniarski.
– A kto chce słuchać reichsführerin von Der Leyen? No ja nie – zapytał kandydat na prezydenta.
– Mamy przecież traktaty, które nam każą być podporządkowane – zauważył Sviniarski.
– To są zdradzieckie i głupie traktaty – ocenił Braun.
– Trzeba je wypowiedzieć? – zapytał Sviniarski.
– One są niekonstytucyjne. Trzeba stwierdzić ich niekonstytucyjność – zapowiedział lider KKP.
– Ale polscy politycy działają tak, że polska konstytucja jest podrzędna pod brukselską – zauważył prowadzący.
– Proszę pana, to to jest właśnie złamanie prawa – stwierdził kandydat na prezydenta.
Poniżej cała, półtoragodzinna rozmowa z Grzegorzem Braunem:








