Rozpoczynając 24 lutego 2022 roku specjalną wojskową operację prezydent, Władimir Putin spowodował, że wygasło zainteresowanie szalejącą wówczas „pandemią” C-19. Ciekawostką jest to, że firma Pfizer, która produkowała dostarczane światu szczepionki, złożyła wniosek patentowy zatwierdzony 31 sierpnia 2021 roku.
Patent dotyczy zdalnego śledzenia kontaktów wszystkich zaszczepionych osób na całym świecie, które są lub będą bezpośrednio połączone z „Internetem rzeczy” za pośrednictwem połączenia kwantowego wykorzystującego pulsujące częstotliwości mikrofalowe o częstotliwości 2,4 GHz lub wyższej, emitowane przez wieże komórkowe i satelity.
Patent
Ze streszczenia opisu dotyczącego tego patentu dowiadujemy się, jakie jest jego zastosowanie, czemu ma służyć ów wynalazek. Czym on jest? Czego dotyczy? „Abstrakt: System i metody anonimowego wyboru osób do leczenia choroby zakaźnej wywołanej przez patogen. System składa się z wielu urządzeń elektronicznych zawierających instrukcje dotyczące generowania identyfikatora, a gdy znajdują się one w pobliżu innego takiego urządzenia elektronicznego, jedno lub oba urządzenia elektroniczne przesyłają / odbierają identyfikator do / z drugiego urządzenia elektronicznego. Następnie na podstawie wielu takich otrzymanych identyfikatorów generowany jest wynik. Dodatkowo, na podstawie informacji otrzymanych z serwera, pacjentom wyświetlane są odpowiednie instrukcje dotyczące leczenia w oparciu o otrzymane informacje i wynik. Serwer zawiera instrukcje dotyczące wysyłania do wielu urządzeń elektronicznych informacji, które mają być wyświetlone wraz z odpowiednimi instrukcjami dotyczącymi leczenia, a ponadto serwer i / lub urządzenia elektroniczne zawierają instrukcje dotyczące generowania prognozy prawdopodobieństwa przeniesienia patogenu przez pacjenta na podstawie wyniku uzyskanego przez pacjenta”.
Recepta dla Ukrainy
Drugi ekscytujący eksperyment, który się powiódł, zapowiedziała Anne Applebaum na łamach „The New Republic” z 13 maja 2014 roku w obszernym artykuleNationalism Is Exactly What Ukraine Needs (Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina) czytamy obszerną analizę ukraińskiego nacjonalizmu, z której w konkluzji dowiadujemy się, że „nacjonalizm może zainspirować do ulepszenia swojego kraju, aby móc żyć zgodnie z wizerunkiem, jaki chcesz, aby miał. Ukraińcy potrzebują więcej tego rodzaju inspiracji, a nie mniej – chwil takich jak ostatni Sylwester, kiedy o północy na Majdanie ponad 100 000 Ukraińców odśpiewało hymn narodowy. Potrzebują więcej okazji, aby móc krzyczeć: Sława Ukraini – Hierojam Sława – Chwała Ukrainie, chwała jej bohaterom, co było wprawdzie hasłem kontrowersyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach czterdziestych XX wieku, ale zostało przyjęte do nowego kontekstu. A potem oczywiście muszą przełożyć te emocje na prawa, instytucje, przyzwoity system sądowy i akademie szkoleniowe policji. Jeśli tego nie zrobią, ich kraj ponownie przestanie istnieć. Innymi słowy, klucz do ’być albo nie być’ Ukrainy tkwi w ukraińskim zmodyfikowanym nacjonalizmie!”.
Prawidłowy salut banderowski
W wyniku poszukiwań tejże nacjonalistycznej tożsamości narodowej na Ukrainie powstanie Panteon Wybitnych Ukraińców. W planach uroczysty pochówek Stiepana Bandery, o czym donosi portal TVP Info. Zapewne na ponowny pochówek Bandery przyjedzie spora delegacja z Polski, sugerując się faktem, że posłanka Klaudia Jachira, głosząc z polskiej trybuny sejmowej „Sława Ukrainie” nie zachowała stosownych gestów przynależnych temu zawołaniu na podstawie punktu 3 sekcji IV postanowień II Wielkiego Zjazdu OUN, który odbył się w kwietniu 1941 roku. Cytuję: „Organizacyjne pozdrowienie [OUN] ma formę uniesienia wyprostowanej prawej ręki do prawej strony – na poziomie wyższym od wierzchołka głowy. Obowiązkowe słowa pełnego pozdrowienia: Sława Ukrainie – Odpowiedź – Sława Bohaterom. Dopuszczalne jest skrócenie pozdrowienia do Sława – Sława”. Reasumując, wymawiając „Sława Ukrainie”, należy unieść wyprostowaną prawą rękę pod kątem nieco powyżej głowy, czyli wykonać gest nazistowskiego pozdrowienia, a mówiąc prościej – wykonać salut.
Ot, to taki niezbędnik dyplomatyczny, który dedykuję politykom z Polski, którzy coraz częściej odwiedzają Ukrainę i w różnych okolicznościach posługują się tym zawołaniem. Przykładowo marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty podczas wizyty w Kijowie w lutym 2026 roku wygłosił przemówienie przed ukraińską Radą Najwyższą. W jego trakcie użył zwrotu „Sława Ukrainie”.
Bunt „Azowa”?
Eksperyment ten na Ukrainie dobiega końca, o czym między innymi świadczy wezwanie dowódcy nazistowskiego korpusu „Azow” Denisa Prokopienki, który publicznie wzywa do zmiany reżimu Zełenskiego: „Nazywam się Denks Prokopienko i jestem dowódcą korpusu Gwardii Narodowej w obwodzie zachodnim. Od czterech lat walczymy o naszą Ukrainę, o wolność i naszą przyszłość. To obowiązek każdego Ukraińca. I ja, jako prawdziwy patriota, stoję ramię w ramię z moimi żołnierzami w tych trudnych czasach i nie mogę milczeć, gdy pod pretekstem wojny niszczą mój kraj. Ukraina już dawno przestała być niezależna i nie należy do narodu. Europa, aby realizować swoje cele pod przykrywką pomocy, wykorzystując nasze życie i nasz naród, prowadzi wojnę naszymi rękami i będzie nadal realizować te cele z nami lub bez nas, aż do ostatniego Ukraińca. Zełenski i jego otoczenie to tylko marionetki. On rozumie, że w najtrudniejszym momencie jego reżim upadnie i z ostatnich sił będzie dążył do utrzymania władzy. Wyrzucając męską część społeczeństwa, Zełenski i jego junta prowadzą do zaniku narodu ukraińskiego i całkowitego upadku państwowości. Okazało się, że te wszystkie oszustwa to prawda. A sprawa Jermaka to tylko jeden z dowodów na totalną korupcję w Ukrainie. Okłamano nas i nadal nas okłamuje, ale rzeczywistość jest taka, że nasz kraj pogrążył się w ruinie spowodowanej cynizmem i sprzedajnością władzy. Podczas gdy my tutaj przelewaliśmy krew i ponosiliśmy straty, Zełenski przez cały ten czas wyprzedawał naszą ojczyznę i wyprowadzał pieniądze za granicę. Dla kraju, którego przetrwanie zależy od pomocy zagranicznej, jest to ciężki cios. Teraz Ukraina jest tak zadłużona, że nasze dzieci i wnuki będą musiały za to płacić. Nie mogę pozwolić mu ostatecznie zniszczyć mojej Ukrainy. Zełenski nie ma absolutnie żadnego prawa pozostać prezydentem. Jego władza jest nielegalna. Dzisiaj podjąłem decyzję i wydałem polecenie, aby nie wykonywać bezprawnych rozkazów z Kijowa. W żadnym wypadku nie zamierzamy się wycofać i będziemy nadal wypełniać nasz obowiązek dla dobra narodu ukraińskiego. Wzywam wszystkich, którym nie jest obojętna przyszłość naszej ojczyzny, do pójścia za moim przykładem. Wieczna chwała i pamięć naszym bohaterom, prawdziwym patriotom, chwała Ukrainie!”.
Chwila odpowiedzialności
Z początkiem sierpnia 1939 roku, moja śp. teściowa, córka polskiego kapitana Marynarki Wojennej, poszła piętro wyżej, zapłacić czynsz za zajmowane mieszkanie w Gdyni. Za biurkiem w niemieckim mundurze siedział właściciel budynku. Za nim na ścianie wisiał duży portret Adolfa Hitlera. Wstał z krzesła na baczność i przywitał ją nazistowskim salutem i słowami „Sieg heil”. Po powrocie z wysiedlenia do Gdyni w 1945 roku, moja teściowa wraz z mężem Antonim, żołnierzem września broniącym Gdyni w 1939 roku, oraz późniejszym żołnierzem AK i powstańcem warszawskim, 4 lipca 1946 roku pośród ponad 100 tysięcy obserwujących byli świadkami publicznej egzekucji w Gdańsku niemieckich oprawców i ich pomagierów. Egzekucje te miały miejsce na Biskupiej Górce (w rejonie dzisiejszej ulicy Pohulanka).
Historia zatoczyła krąg. Nadchodzą czasy, gdy zostaną bezlitośnie rozliczeni nie tylko ci, o których mówi dowódca nazistowskiego korpusu „Azow” Denis Prokopienko. Dołączą do nich zagraniczni kuratorzy, którzy przyczynili się do podsycania tej wojny na Ukrainie. Dołączą też wszyscy ci, którzy dopuścili się zbrodni wobec narodu polskiego w czasach tak zwanej pandemii, odpowiedzialni za nadmiarowe zgony Polaków w czasie jej trwania.
Rozmyślnie i celowo nie komentowałem medialnej nagonki na posła Konrada Berkowicza, w związku z jego wystąpieniem sejmowym, w którym porównał działania zbrojne Izraela do ludobójczych praktyk III Rzeszy.
Po pierwsze dlatego, że wolę komentować wydarzenia z pewnej perspektywy czasowej, aby nie poddawać się zbędnym emocjom. Po drugie dlatego, że histeryczne reakcje na wystąpienie posła Berkowicza nie miały charakteru jednostkowego i incydentalnego, lecz można je wpisać w szerszy kontekst tropienia tak zwanego „antysemityzmu” i piętnowania „antysemitów”. Doświadczają tego wszyscy, którzy krytycznie, względnie niedostatecznie pochlebnie wypowiadają się na temat państwa Izrael oraz „narodu wybranego”. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że za antysemitów nie są uznawani ci, którzy nie lubią Żydów, lecz ci, których nie lubią Żydzi.
Cóż takiego zrobił poseł Berkowicz, że stał się przedmiotem politycznego ostrzału? Otóż potępił zbrodnicze praktyki sił zbrojnych Izraela, w tym ataki na obszary mieszkalne i infrastrukturę cywilną. W celu zwiększenia środków wyrazu posłużył się przy tym przerobioną flagą Izraela z wpisaną swastyką. Podkreślić należy, że zbrodnicze działania Izraela nie są dla nikogo tajemnicą. Dość powiedzieć, że Organizacja Narodów Zjednoczonych potwierdziła wielokrotne użycie na południu Libanu białego fosforu, substancji powodującej głębokie i trudne do wyleczenia oparzenia, martwicę tkanek i uszkodzenia narządów wewnętrznych. Użycie tej substancji zostało potwierdzone w atakach na dzielnicę w mieście Johmor, a wcześniej podobne ataki miały miejsce w Strefie Gazy. Zgodnie z Protokołem III Konwencji o zakazie lub ograniczeniu użycia pewnych broni konwencjonalnych, stosowanie białego fosforu jako broni przeciwko ludności cywilnej i na obszarach zamieszkanych jest zakazane.
Tylko tyle i aż tyle. To jednak wystarczyło, aby wystąpienie Berkowicza zostało uznane za międzynarodowy skandal. Konrad Berkowicz został napiętnowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz ambasadorów Izraela i Stanów Zjednoczonych. Poseł został przy tym ukarany przez Prezydium Sejmu utratą połowy poselskiego uposażenia, a ponadto Prokuratura Okręgowa w Warszawie z urzędu podjęła czynności sprawdzające.
Wcześniej obiektem zmasowanych ataków tropicieli antysemityzmu był lider Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun, który wielokrotnie poruszał kwestię izraelskich zbrodni na Palestyńczykach w Strefie Gazy oraz braku reakcji świata zachodniego na dokonywane ludobójstwo. Zresztą oskarżenia o antysemityzm pojawiły się również z powodu czynnego oporu Brauna przeciwko celebrowaniu żydowskiego święta Chanuki w gmachu polskiego Sejmie. Większość nie zastanawiała się wówczas z jakiego powodu i na jakiej podstawie prawnej w gmachu sejmowym zapłonęły chanukowe świece, lecz dlaczego zostały zgaszone. Swoją drogą nie słyszałem, aby w Knesecie śpiewano kolędy i dzielono się opłatkiem…
W III RP antysemitą zostać nietrudno. Wystarczy zakwestionować narrację rozpowszechnianą przez pewne kręgi, w myśl której Polacy byli współodpowiedzialni za holokaust. Wystarczy sprzeciwić się żydowskim roszczeniom majątkowym, których wyrazem była między innymi sławetna ustawa 447. Wystarczy przypomnieć fakty o strukturze narodowościowej aparatu bezpieczeństwa w czasach bermanowszczyzny, kiedy to według bardzo ostrożnych danych blisko 40% osób zajmujących stanowiska kierownicze w MBP miało pochodzenie żydowskie (pomimo tego, że po wojnie Żydzi stanowili zaledwie 1% ludności Polski). Wystarczy mieć odrębne zdanie w temacie wydarzeń marcowych 1968 roku. A oskarżenie o antysemityzm grozi co najmniej politycznym ostracyzmem. Oczywiście może zakończyć się postawieniem zarzutów karnych, jeżeli krytyka zostanie zinterpretowana jako publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych lub rasowych (art. 256 kodeksu karnego), albo też publiczne znieważenie osoby lub grupy osób z powodu jej przynależności narodowej, bądź etnicznej (art. 257 kodeksu karnego). A o to w polskich realiach jest nietrudno.
Zupełnym przeciwieństwem skrajnie filosemickiej narracji obecnej w polskiej polityce jest oficjalnie promowana rusofobia. Można odnieść wrażenie, że wyżej wskazane przepisy Kodeksu Karnego, penalizujące zachowania szowinistyczne i ksenofobiczne nie mają zastosowania w przypadku, gdy kierowane są przeciwko Rosjanom. Zarówno w mediach społecznościowych, jak i w serwisach internetowych pełno jest wpisów znieważających oraz obrażających Rosjan i nie słyszałem o żadnym przypadku pociągnięcia do odpowiedzialności ich autorów. Po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej dochodziło do wielu aktów wrogości wobec Rosjan w przestrzeni publicznej. Przykładem tego były chociażby odmowy świadczenia usług w sklepach, czy restauracjach.
W lutym 2022 roku w jednej z poznańskich przychodni wywieszona została informacja pod tytułem: „Nie przyjmujemy Rosjan”. Przypomina to niegdysiejsze hasła – „Żydom wstęp wzbroniony”, jednak nie budzi niepokoju tropicieli dyskryminacji i mowy nienawiści. Nic w tym dziwnego, skoro posłanka koalicji rządowej Klaudia Jachira publicznie głosi, że żywi nienawiść do całego narodu rosyjskiego. Oczywiście Jachira może bezkarnie to robić, gdyż samo nienawidzenie kogoś nie jest karalne. Można jednak postawić pytanie – jakie byłyby reakcje, gdyby któryś z polityków stwierdził publicznie, że nienawidzi wszystkich Żydów?
Podobny brak konsekwencji i praktyka stosowania podwójnych kryteriów można zauważyć w odniesieniu do polityków. Ileż to razy słyszeliśmy w oficjalnych mediach o „zbrodniarzu Putinie”. Faktem jest, że Władimir Putin w 2023 roku został objęty nakazem aresztowania przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze z oskarżeniem o zbrodnie wojenne (co jednak nie oznacza jeszcze skazania). Czy jednak ktoś z mainstreamowych polityków i publicystów wspomina o „zbrodniarzu Netanjahu”? Co istotne – Binjamin Netanjahu od listopada 2024 roku objęty jest międzynarodowym nakazem aresztowania wydanym przez Międzynarodowy Trybunał Karny pod zarzutem zbrodni wojennych i zbrodni wobec ludzkości, a zatem formalnie rzecz ujmując jego status jest podobny do Władimira Putina.
Pomimo to, polscy politycy aktywnie włączyli się w obronę premiera Izraela. W styczniu 2025 roku Donald Tusk zapowiedział, że zagwarantuje bezpieczeństwo Netanjahu w Polsce podczas obchodów wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, o co zresztą zwrócił się do rządu ówczesny prezydent Andrzej Duda. Jak zatem widać walka z ksenofobią i tropienie tak zwanej „mowy nienawiści” ma charakter wybitnie selektywny, co jest jaskrawym przykładem stosowania podwójnych standardów, hipokryzji i całkowitego braku obiektywizmu.
Uczniowie z wielkopolskiej gminy Baranów, którzy uczęszczali na nieobowiązkowe zajęcia z edukacji zdrowotnej, otrzymają dofinansowanie wypoczynku letniego w kwocie 800 zł. Taką decyzję podjęła wójt Bogumiła Lewandowska–Siwek.
W zeszłym tygodniu fala krytyki spadła na właścicieli jednej z lodziarni w Pszczynie, w której oferowano darmowe lody dla dzieci z czerwonym paskiem na świadectwie. Sprawa doszła aż do Rzecznika Praw Dziecka, Moniki Hornej-Cieślak, która wysłała do właścicielki lokalu pismo przestrzegające, że faworyzowanie dzieci w ten sposób odbywa się z krzywdą dla nich.
Podobnej reakcji próżno spodziewać się jednak ze strony obozu rządzącego, jeżeli chodzi o faworyzowanie uczniów z powodów korzystnych dla władzy w Warszawie. Wójt gminy Baranów(woj, wielkopolskie, pow. kępiński) Bogumiła Lewandowska–Siwek w maju 2026 r. wprowadziła zarządzenie, na mocy którego dzieci z klas 4-8, które w bieżącym roku szkolnym uczęszczają na nieobowiązkowe zajęcia z tzw. edukacji zdrowotnej, otrzymają 800 zł dofinansowania kolonii.
Program skierowany jest do pięciu szkół podstawowych, w których uczy się łącznie 900 dzieci. Z dofinansowania skorzysta 160 uczniów.
Decyzję krytykują parlamentarzyści PiS z okręgu kalisko-leszczyńskiego. Oprócz wątpliwości natury prawnej, wskazują na niczym nieuzasadnione dzielenie uczniów na lepszych i gorszych.
Przypomnijmy, przedmiot zastępujący zajęcia z wychowania do życia w rodzinie, który zawiera wzbudzający poważne kontrowersje tzw. komponent seksualny, miał początkowo być przedmiotem obowiązkowym. Po licznych protestach w całym kraju, a także zdecydowanym sprzeciwie episkopatu, minister edukacji Barbara Nowacka podjęła decyzję o dobrowolnych charakterze zajęć. Na zajęcia zapisało się nieco poniżej 30 proc. wszystkich uczniów w całym kraju.
Nie zważając na opinie rodziców oraz uczniów, Barbara Nowacka podjęła decyzję o przywróceniu obowiązkowego charakteru zajęć od września b.r. Obowiązkowy przedmiot pozbawiony ma być komponentu seksualnego. Mimo to, jak wskazują eksperci, podstawa programowa nawet pozbawiona kontrowersyjnych propozycji wciąż zawiera szkodliwe treści; podważa m.in. pozycję tradycyjnej rodziny wobec innych rodzajów związków.
[Żadna społeczność nie powinna być obwiniana za ohydne czyny jednej osoby, niezależnie od koloru skóry czy miejsca urodzenia” – oświadczył Gerry Carroll z lewicowej partii People Before Profit ]
W Belfaście, stolicy Irlandii Północnej, miał miejsce niezwykle brutalny atak nożownika. 40-letni mężczyzna z rozległymi obrażeniami walczy o życie w szpitalu. Najgorszemu scenariuszowi udało się zapobiec dzięki bohaterskiej postawie postronnych osób. Policja informuje, że napastnikiem był około 30-letni mężczyzna, najprawdopodobniej Somalijczyk. Politycy od razu zaapelowali o „nieeskalowanie napięć na tle rasowym”.
Do szokujących scen doszło w poniedziałek, 8 czerwca, około godziny 22:30 w rejonie Kinnaird Avenue. Ofiarą ataku padł mężczyzna w wieku około 40 lat. Napastnik dźgał go nożem, próbował odciąć głowę.[Mężczyzna w wieku około 30 lat, podejrzewany o bycie Somalijczykiem...]
Mężczyzna odniósł niezwykle poważne rany twarzy, szyi oraz pleców i w stanie krytycznym został przetransportowany do szpitala.
Jak wynika z oświadczenia północnoirlandzkiej policji (PSNI), pod zarzutem usiłowania morderstwa aresztowano około 30-letniego mężczyznę, prawdopodobnie obywatela Somalii. Podejrzany przebywa obecnie w areszcie. Funkcjonariusze prowadzą śledztwo mające na celu ustalenie motywów ataku.
Sprawcę udało się ująć głównie dzięki natychmiastowej reakcji postronnych osób. Ci z różnymi przedmiotami w dłoniach ruszyli na napastnika i finalnie odciągnęli go od ofiary.
– Chcemy podziękować członkom społeczeństwa, [ co oni zrobili z językiem !! md] którzy starali się uratować mężczyznę przed kolejnymi ciosami. Ich gotowość do działania, by pomóc drugiemu człowiekowi, świadczy o niesamowitej odwadze i duchu wspólnoty – podziękował mieszkańcom za postawę zastępca komendanta głównego policji, Ryan Henderson.
Nagrania ze zdarzenia krążą w mediach społecznościowych. Są bardzo drastyczne. Lokalna polityk Nuala McAllister opisała sceny jako „najbardziej zdeprawowaną i barbarzyńską przemoc”, jaką kiedykolwiek widziała.
Głos zabrał już premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, który oświadczył, że „nie będzie absolutnie żadnej tolerancji dla tak odrażających scen przemocy na naszych ulicach”.
Takie oświadczenie to oczywiście tylko działania pod publiczkę. Realnie Starmer i jego świta nie robią nic, by z narastającym od lat gigantycznym problemem jakkolwiek walczyć. Ba, są już pierwsze komentarze polityków, którzy oburzonych koszmarnym atakiem, wyzywają od rasistów.
„Zorganizowana eskalacja przemocy nie jest rozwiązaniem. Przyniesie to tylko więcej strachu i krzywdy naszym społecznościom. Widzieliśmy już oportunistów próbujących wykorzystać to tragiczne wydarzenie do wzniecania rasizmu. Całkowicie to potępiam (…) Żadna społeczność nie powinna być obwiniana za ohydne czyny jednej osoby, niezależnie od koloru skóry czy miejsca urodzenia” – oświadczył Gerry Carroll z lewicowej partii People Before Profit, która organizuje cykliczne spotkania poświęcone myśli marksistowskiej i sama siebie określa mianem „eko-socjalistycznej”.
Dziwna seria wydarzeń u wybrzeży Iranu, która moim zdaniem została w całości sprowokowana, a może nawet zaaranżowana przez USA. Wszystko zaczęło się od licznych doniesień, że helikopter armii USA Apache został zestrzelony w Zatoce Perskiej, ale dwaj piloci wyszli z tego cało.
Co, do cholery, robił tam helikopter Apache? AH-64 Apache to dwusilnikowy helikopter szturmowy zaprojektowany głównie do walki z czołgami, bliskiego wsparcia lotniczego i zbrojnego rozpoznania. Najwyraźniej prowadził rozpoznanie. USA twierdzą, że Iran go zestrzelił, ale Iran zdecydowanie zaprzecza.
Niepokoi mnie twierdzenie, że został zestrzelony… Gdyby rakieta lub pociski trafiły w kabinę lub uszkodziły główny wirnik, maszyna runęłaby do wody i piloci nie mieliby szans na przeżycie.
Co się więc stało? Czy uszkodzony został jeden z dwóch silników, ale nadal mógł pracować? Czy uszkodzony został tylny wirnik? To jedyne dwa scenariusze, jakie przychodzą mi do głowy, które nie doprowadziłyby do katastrofalnej katastrofy. Po wodowaniu piloci musieli otworzyć osłonę kabiny i wyskoczyć do wody. Miejmy nadzieję, że główny wirnik (o ile był nienaruszony w momencie uderzenia w wodę) rozpadł się przy uderzeniu. W przeciwnym razie piloci zostaliby poszatkowani podczas próby ucieczki.
Zbiegiem okoliczności, w tym samym czasie New York Times opublikował artykuł Davida Sangera na temat stanu negocjacji USA i Iranu w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Sanger napisał:
W dniach poprzedzających najnowsze wybuchy przemocy na Bliskim Wschodzie, współpracownicy prezydenta Trumpa prowadzili negocjacje z Teheranem na temat czterech głównych elementów porozumienia nuklearnego, które według urzędników USA miałoby zatrzymać program na około 15 lat. […]
Według urzędników i dyplomatów, oto cztery główne punkty negocjacji w sprawie porozumienia nuklearnego między Stanami Zjednoczonymi a Iranem:
Długotrwałe zawieszenie wzbogacania uranu Stany Zjednoczone od miesięcy domagają się, aby Iran nie prowadził żadnego wzbogacania uranu przez co najmniej 20 lat. Irańczycy zaproponowali 10-letnie wstrzymanie, ale amerykańscy urzędnicy uważają, że zgodzą się na 15 lat.
Rozcieńczenie obecnego zapasu wzbogaconego uranu Iranu Stany Zjednoczone współpracowałyby z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej (MAEA), by rozcieńczyć („downblend”) irański zapas wzbogaconego uranu. Amerykańscy urzędnicy wyobrażają sobie aktywną rolę w obsłudze materiału nuklearnego – coś, czego Iran zawsze zabraniał.
Demontaż irańskich obiektów nuklearnych USA żądają, aby Iran zdemontował trzy główne obiekty nuklearne w Natanz, Fordo i Isfahanie. Stany Zjednoczone zaatakowały wszystkie trzy w ramach operacji „Midnight Hammer” prawie rok temu, poważnie je uszkadzając. Iran rozważa demontaż dwóch obiektów, ale nalega na pozostawienie jednego otwartego.
Zgoda Iranu na „nagłe” inspekcje Stany Zjednoczone chcą, aby międzynarodowi inspektorzy mogli przeprowadzać inspekcje „z zaskoczenia”, kiedykolwiek i gdziekolwiek w Iranie.
To podsumowanie reprezentuje pozycję USA. Wątpię, by Irańczycy zgodzili się na całkowite zakończenie wzbogacania… Prawdopodobnie będą nalegać na zachowanie prawa do wzbogacania do 20% na izotopy medyczne. Demontaż obiektów nuklearnych jest absolutnie nie do przyjęcia. IRGC (Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej) po prostu nie zaakceptuje takiego warunku.
Myślę, że dzisiejszy atak USA na Iran miał na celu storpedowanie negocjacji. Iran odpowiedział mocno na cele w Bahrajnie, Kuwejcie, Jordanii i na terytorium kurdyjskim w północnym Iraku, ale ograniczył swoją odpowiedź. Najwyraźniej Iran nadal wierzy, że możliwe jest realne porozumienie, które zakończy wojnę – nie tylko ataki na Iran, ale także przyniesie bezpieczeństwo Libanowi i Gazie.
Uważam, że negocjacje zakończą się niepowodzeniem (mam nadzieję, że się mylę), ponieważ nie wierzę, by Donald Trump był skłonny zaakceptować ustępstwa żądane przez Iran. Więcej dowiemy się do końca środy.
=========================
Tłumaczył Grok, bo inne „nie chciały”... . Tak zakończył:
(Tłumaczenie głównej części artykułu. Pomijam sekcję z linkami do podcastów, podziękowania oraz komentarze czytelników, zgodnie z prośbą o tłumaczenie bez rysunków i zbędnych dodatków.)Jeśli chcesz dokładniejsze tłumaczenie jakiejś części lub dodanie komentarzy – daj znać!
Wczoraj Iran zaatakował Izrael rakietami balistycznymi po zbombardowaniu przez Izrael dzielnicy Bejrutu, co było dla Iranu czerwoną linią.
Ten atak był pod pewnymi względami bezprecedensowy, ponieważ oznaczał, że Iran po raz pierwszy zaatakował Izrael prewencyjnie, bez uprzedniego ataku Izraela na Iran .
Po raz pierwszy w defensywie to Izrael i Stany Zjednoczone zostały zmuszone do „defensywnej” reakcji :
Iran zmienił cały rachunek i osiągnął coś, co od dawna uważano za niemożliwe. Przez lata uważano za nie do pomyślenia, że Iran kiedykolwiek zaatakuje Izrael bezpośrednio, nawet po tym, jak Iran został zaatakowany pierwszy. Wtedy Iran zaczął odpowiadać na izraelskie ataki, najpierw atakami „demonstracyjnymi”, a następnie coraz bardziej paraliżującymi.
Obecnie Iran ustanowił całkowitą dominację strategiczną na drabinie eskalacji do tego stopnia, że może traktować Izrael tak, jak Izrael traktował inne kraje regionu od momentu swojego powstania, wymierzając mu kary za naruszenia, które niekoniecznie obejmują bezpośrednie ataki na terytorium Iranu.
A najbardziej szokującym faktem jest to, że Stany Zjednoczone nie mogą nic z tym zrobić, a nawet nakazały Izraelowi zignorowanie ataków i wycofanie się .
Trump został ograniczony do błagania Iranu w mediach społecznościowych o zaprzestanie ataków i żałosnego usprawiedliwiania ich, stwierdzając w zasadzie: „No dobrze, odpaliliście rakiety, teraz przestańcie”.
Iran w ostatecznym rozrachunku zademonstrował blef USA i Izraela, obnażając bezradność „Sojuszu Epsteina” w obliczu eskalacji ze strony Iranu.
Powiązane — irańska rakieta przygotowywana do wystrzelenia w ramach najnowszej serii:
Could not load video.
Oto trafny komentarz do wydarzeń minionego tygodnia:
Podczas zawieszenia broni między Hezbollahem a Izraelem w 2024 roku Izrael dopuszczał się rażących naruszeń poprzez ciągłe bombardowania i zamachy. Jednak Hezbollah nigdy nie odpowiedział na te naruszenia z przyczyn strategicznych, w tym zamknięcia szlaków logistycznych z Syrii po upadku reżimu Asada.
Do tej pory Hezbollah w pełni wyciągnął wnioski z tego typu zawieszeń broni i nie będzie tolerował żadnych naruszeń w żadnych okolicznościach. Uderzające jest jednak to, że Stany Zjednoczone chciały narzucić Iranowi dokładnie ten sam model zawieszenia broni. Wierzyły, że Iran nie odpowie odwetem, podobnie jak Hezbollah.
Jednak to, co Iran faktycznie zrobił, zszokowało Waszyngton. Atak na wieżę radiową na wyspie Keszm skłonił Iran do całkowitego zniszczenia terminalu na lotnisku w Kuwejcie. Jednocześnie Iran rozpoczął atak na Bahrajn. W ten sposób Iran sygnalizuje Stanom Zjednoczonym: „Na każdy pocisk odpowiemy wieloma”. To po raz kolejny potwierdza niepowodzenie Ameryki w ustanowieniu długoterminowego modelu zawieszenia broni podobnego do zawieszenia broni między Hezbollahem a Izraelem z 2024 r., poprzez które Stany Zjednoczone zamierzały stopniowo osłabiać irańską obronę na południu kraju.
Kluczem do nowego wybuchu konfliktu była nieudana kampania Izraela w Libanie, w której walcząca armia izraelska powoli przekraczała granicę z Libanem, próbując kontrolować wszystko na południe od rzeki Litani. Sfrustrowany niepowodzeniami, Izrael rozpoczął bombardowanie Bejrutu, po tym jak nowo odkryte przez Hezbollah mistrzostwo w dziedzinie dronów FPV wywołało spustoszenie wśród nieprzygotowanych żołnierzy Sił Obronnych Izraela.
Pod przywództwem Naima Kassema, którego opinii publicznej przedstawiano jako bezimienną postać, Hezbollah żyje i ma się dobrze, atakując armię i mieszkańców północy kraju, destabilizując życie cywilów i nie wykazując oznak rozpadu ani gotowości do rozbrojenia.Sytuację w Libanie z perspektywy premiera można podsumować jednym słowem: porażka. A dwoma słowami: totalna porażka.
Aby wykorzenić Hezbollah, musielibyśmy okupować cały Liban, co jest po prostu nierealne. Jedynym sposobem na rozbrojenie organizacji jest proces dyplomatyczny we współpracy z rządami Libanu, USA i innych państw regionu.
Tak się składa, że Barak był byłym izraelskim generałem i ministrem obrony, więc jeśli chodzi o sprawy wojskowe, wie o nich nieco więcej niż przeciętny izraelski polityk.
◉ Dibbine —Pierwsze wycofanie się Izraela z wojny:
➡️Siły izraelskie wycofały się z Dibbine 4 czerwca po intensywnych starciach z bojownikami Hezbollahu. Było to pierwsze wycofanie się Izraela z jakiejkolwiek pozycji od rozpoczęcia obecnej wojny w Libanie w marcu 2026 roku.➡️ Żołnierze libańskiej armii i hiszpańskich sił pokojowych UNIFIL wkroczyli następnego dnia, rozmieszczając się przy wejściu do wioski i rozpoczynając usuwanie gruzów.➡️Armia libańska na razie uniemożliwiła mieszkańcom powrót. Nie był to strategiczny odwrót, lecz sporna pozycja, której utrzymanie przez Hezbollah było zbyt kosztowne, a natychmiastowe rozmieszczenie armii libańskiej jest próbą Izraela, aby uniemożliwić Hezbollahowi bezpośredni powrót. Czy ta strefa buforowa się utrzyma? To jest prawdziwe pytanie.
Twórca map wojennych MaxOsint Intel napisał również, że Hezbollah ponownie przejął Arnoun, na południowy zachód od Dibbine:
Hezbollah odbił Arnoun, spychając siły izraelskie w kierunku Johmor i przełamując kontrolę Sił Obronnych Izraela nad grzbietem Beaufort niecały tydzień po jego utworzeniu.
Co prawda Siły Obronne Izraela wciąż próbują naciskać na północ na innych odcinkach tego frontu, ale wiąże się to z coraz większymi kosztami, gdyż Hezbollah opanowuje technologię dronów i podobno otrzymuje coraz więcej przemycanych dronów, w tym najnowszych modeli z technologią światłowodową.
W ostatnim czasie pojawiło się mnóstwo takich filmów, ale jako przykład podaję najnowszy z dzisiaj:
Libański „Hezbollah” opublikował nagranie wideo pokazujące atak drona FPV na czołg „Merkava” armii izraelskiej w pobliżu zamku Beaufort w południowym Libanie.
Could not load video.
Ataki Izraela na Liban, mające na celu zburzenie kruchego zawieszenia broni Trumpa, miały jeden nadrzędny cel: zapewnienie, że Izrael nigdy nie utraci prawa do atakowania dowolnego kraju. Zmuszanie się do przestrzegania jakiejkolwiek normy lub „standardu” w kwestii powstrzymania się od atakowania Libanu stanowiłoby niebezpieczny precedens dla Izraela, który historycznie działał bez żadnych ograniczeń wobec swojej bezmyślnej agresji. Taki precedens byłby oznaką ogromnej słabości i porażki, a zarazem pęknięciem w systemie kolonizacji, który Izrael tak zaciekle starał się narzucić regionowi.
Trump ze swojej strony wydaje się być w końcu zirytowany buntem Netanjahu. Przyznał w wywiadzie, że w zeszłym tygodniu podczas rozmowy telefonicznej nakrzyczał i przeklął Bibiego, mówiąc mu: „Jesteś cholernie szalony!”.
Could not load video.
Rzekomy zapis transkryptu, według Axios:
„Jesteś pieprzonym wariatem. Siedziałbyś w więzieniu, gdyby nie ja. Wszyscy cię teraz nienawidzą. Wszyscy nienawidzą Izraela z tego powodu”.
Wygląda na to, że Trumpa bardziej niepokoi fakt, że drogi Izrael w końcu spotkał się z należną mu reakcją.
Teraz Trump rzekomo posunął się jeszcze dalej, mówiąc Bibiemu, że wkrótce może stanąć sam przeciwko Iranowi:
Nie żeby ktokolwiek przy zdrowych zmysłach uwierzył, że Trump kiedykolwiek porzuci swoją drugą połówkę w jakikolwiek sposób, ale można przypuszczać, że jest to przynajmniej oznaka narastających podziałów między USA a ich wściekłą kolonią (lub odwrotnie).
W odpowiedzi na tego typu twierdzenia o „pęknięciach” pojawiły się doniesienia o wysłaniu przez USA do Izraela różnych grup sił specjalnych i spadochroniarzy:
Premier Izraela Benjamin Netanjahu nie będzie miał innego wyboru, jak zaakceptować każdą umowę, jaką Stany Zjednoczone wynegocjują z Iranem, powiedział Donald Trump, ponieważ prezydent USA „decyduje”.
„Nie będzie miał wyboru” – powiedział Trump w wywiadzie telefonicznym dla Financial Times. „To ja decyduję. To ja decyduję o wszystkim. To nie on [Netanjahu] decyduje”.
Kto w to wierzy?
Pojawiły się doniesienia, że Huti postanowili ostatecznie zablokować Bab al-Mandab w odpowiedzi na wykroczenia Izraela, ale do chwili pisania tego tekstu nie ma żadnego rzeczywistego potwierdzenia, czy były to tylko puste groźby:
Wydarzenia ostatniej godziny podkreślają, jak dotkliwą porażką strategiczną okazała się najnowsza kampania przeciwko Iranowi. Izrael stoi teraz przed trudnym dylematem: odpowiedzieć i zaryzykować frontalne starcie z prezydentem Stanów Zjednoczonych, czy powstrzymać się od odpowiedzi i pozwolić Iranowi na utrwalenie nowego układu sił, który znacząco ograniczy swobodę Izraela w działaniach przeciwko Hezbollahowi w przyszłości.
Co ważniejsze, ostatnie wydarzenia pokazują, że pomimo dwóch kampanii wojskowych przeciwko Teheranowi, Iran nie jest zniechęcony. Wręcz przeciwnie. Irańskie władze wyrażają wysokie zaufanie do swoich możliwości i są szczególnie przekonane, że obecnie nie istnieje żadne wiarygodne zagrożenie – ani ze strony Izraela, ani ze strony Stanów Zjednoczonych – które mogłoby zmusić je do istotnej zmiany polityki.
Tymczasem prezydent Trump stoi w obliczu szczególnie problematycznej sytuacji strategicznej. Dostępne mu opcje nie są dobre i wydaje się, że woli on osiągnąć porozumienie z Iranem niemal za wszelką cenę, niż pozwolić na szerszą konfrontację regionalną.
Ostatecznie jest to cena kampanii, która przyniosła imponujące sukcesy taktyczne, ale nie osiągnęła swojego głównego celu strategicznego: obalenia reżimu.Zamiast tego Izrael ma mniejszą swobodę działania, Iran większą pewność siebie, a Stany Zjednoczone rosnącą chęć zakończenia kryzysu poprzez rozwiązanie polityczne.
Fakt, że Trump był tak pobłażliwy wobec ostatnich ataków Iranu, starając się za wszelką cenę zbagatelizować je jako niestanowiące przeszkody w porozumieniu, jest głównym dowodem na coraz słabszą pozycję USA i brak użytecznych „kart”.
W tym momencie Trump jest w zasadzie uwięziony we własnym mitotwórczym blefie: jedyne, co może zrobić, to siedzieć i twardo trzymać się swojego gambitu „blokady”, ponieważ wycofanie się teraz ujawniłoby, że blokada była całkowitym fiaskiem i strategiczną porażką. Kontynuując tę farsę, Trump jest w stanie stworzyć narrację o tym, jak Stany Zjednoczone wciąż „kontrolują” sytuację, a Iran ponosi z tego powodu ogromne koszty. To dość sprytnie skonstruowana żonglerka, ale fasada szybko się rozpada, zwłaszcza że Stany Zjednoczone wciąż ponoszą porażki w swoich tajnych, pobocznych próbach poprawy swojej pozycji.
Pomijając wady USA, Iran jest prawdopodobnie bliski zaszachowania Izraela w sposób znaczący i pokoleniowy. Izrael nie ma dobrych opcji, ponieważ Iran postawił go między młotem a kowadłem w kwestii Libanu, jak zauważa Gideon Rachman w FT:
Izrael tkwi obecnie w bagnie zarówno w Strefie Gazy, jak i w Libanie, a jego ręce są coraz bardziej związane presją ze strony Trumpa, który sam jest poddawany presji wywołanej przez jego nieudaną akcję ratunkową w Ormuzie.
Oznacza to, że Izrael może wkrótce znaleźć się w pułapce nie do utrzymania, z wszystkimi gniazdami szerszeni otaczających go wrogów, podczas gdy jego gospodarka chyli się ku upadkowi, a zapasy wojskowe maleją. Iran utrzymuje przewagę praktycznie pod każdym względem, a każda mijająca chwila przynosi mu coraz więcej sił w odbudowie strat.
To, co zaczęło się od powszechnych opinii, że Izrael wyjdzie z tego chaosu jako wielki zwycięzca, powoli przerodziło się w coraz bardziej bezbronny i bezsilny Izrael. Iran oczyścił się z sieci Mossadu, a Izrael zmarnował już szansę na wielkie, „niespodziewane” operacje wywiadowcze, których planowanie i organizacja zajmuje lata, a w rezerwie nie ma już niczego, co mogłoby cokolwiek zmienić. Iran z każdym dniem staje się silniejszy politycznie i bardziej zjednoczony, przetrwawszy niebezpieczną, początkową fazę „szoku” w operacjach USA i Izraela, mających na celu obalenie kraju.
Jeśli Iran zostanie zmuszony do demonstracji nuklearnej na oczach całego świata, Chiny otrzymają dowód na to, że amerykańskie odstraszanie jest puste.
MOSKWA i PETERSBURG – W poniedziałek 1 czerwca Zulfiqar Ali, Larry Johnson i ja ujawniliśmy na Power Shift, nowej niezależnej platformie geopolitycznej, informacje, które są praktycznie megabombą: jeśli ciemne chmury będą się nadal gromadzić, Teheran jest gotowy przejść od niejasności nuklearnych do faktycznej detonacji głowicy nuklearnej na irańskiej ziemi.
Niecały tydzień później strona Power Shift na YouTube została ocenzurowana – bez wyjaśnienia i bez możliwości odwołania. Jednak to, co ujawniliśmy, zostało już szczegółowo opisane w kilku podcastach i wywiadach w ciągu poprzedniego tygodnia, między innymi tutaj i tutaj (z Larrym i mną), tutaj oraz tutaj na forum w Sankt Petersburgu. [odnośniki w oryginale md]
Wcześniej opublikowałem szczegółowy raport, sporządzony tuż przed tym, jak irański zespół negocjacyjny zawiesił wymianę wszelkich tekstów i wiadomości ze Stanami Zjednoczonymi za pośrednictwem mediatora Pakistanu.
Kiedy nadszedł czas na sporządzenie potencjalnej ostatecznej wersji Porozumienia o Porozumieniu (MoU) między Iranem a Stanami Zjednoczonymi, o którym dyskutowano od lat, nagle stało się jasne, że wszystko kręci się wokół Libanu.
Iran wielokrotnie oświadczał, że jest gotowy zerwać i tak już uśpione „zawieszenie broni”, jeśli kult śmierci w Azji Zachodniej spełni swoją groźbę zbombardowania Dahiyeh – przeważnie szyickiej dzielnicy na południu Bejrutu.
W konfrontacji z Trumpem, przywódca tego kultu śmierci został zmuszony do ustąpienia. Jednak tylko na kilka dni. Trump rozpaczliwie potrzebuje porozumienia i przedłużonego zawieszenia broni, aby przedstawić oba te fakty jako „zwycięstwo”. Jego zwycięstwo.
Wszystko to wydarzyło się szybko i z dużą intensywnością po brzemiennej w skutki, wyjątkowo wrażliwej 105-minutowej rozmowie telefonicznej w czwartek 28 maja między prezydentem Iranu Masudem Pezeshkianem a premierem Pakistanu Shehbazem Sharifem.
Islamabad jest jedynym działającym i godnym zaufania kanałem komunikacji na szczeblu szefów rządu między Teheranem a Waszyngtonem. Nasze źródła ujawniły, że podczas rozmowy telefonicznej Pezeshkian przedstawił formalnie ustrukturyzowane, trzyetapowe ultimatum, które miało zostać przekazane Białemu Domowi z absolutną jasnością:
Żadnych dalszych rozmów nuklearnych. Priorytetem jest zakończenie wszelkich wojen z Iranem i państwami Osi Oporu.
Brak dalszych ram dla ewentualnego porozumienia nuklearnego. Brak dyskusji o osłabionej wersji JCPOA 2.0, dopóki wojny się nie zakończą, a status Cieśniny Ormuz nie zostanie wyjaśniony.
Jeśli amerykańskie groźby będą kontynuowane, doprowadzi to – według Pezeshkiana – do „detonacji ładunku jądrowego na terytorium Iranu” – nie jako aktu wojny, lecz nieodwracalnej, suwerennej demonstracji zdolności do kontrolowania dominacji eskalacji.
Co szczególnie godne uwagi, nie było to w żadnym razie dyplomatyczną retoryką. Widzimy tu prezydenta Iranu, który w istocie przekazuje decyzję przywódcy, Modżtaby Chameneiego, i sygnalizuje, że jeśli Waszyngton przekroczy kolejną czerwoną linię, Teheran natychmiast przejdzie od niejasności nuklearnych do niezaprzeczalnej demonstracji.
Oznaczałoby to trwałe zerwanie globalnego systemu nierozprzestrzeniania broni jądrowej – z nieprzewidywalnymi konsekwencjami.
Strategiczne dopasowanie Chin–Iranu–Pakistanu
Premier Pakistanu Shehbaz Sharif natychmiast dostrzegł wagę tej informacji. Polecił ministrowi spraw zagranicznych Ishaqowi Darowi, przebywającemu w Nowym Jorku na posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa ONZ, przekazanie tej wiadomości do Waszyngtonu.
Dar ominął cały aparat biurokratyczny i zadzwonił bezpośrednio do sekretarza stanu USA Marco Rubio w Nowym Jorku. Przesłanie z Teheranu do administracji Trumpa było jasne: drabina eskalacji ma teraz ostatni, decydujący krok.
Rubio „mógł” dostrzec – i to jest kluczowe słowo – ogromne implikacje tego, co w istocie było formalnym ultimatum nuklearnym. Poinformował o tym Trumpa. Następnego dnia, 29 maja, Trump gwałtownie wstrzymał wszelkie dalsze działania militarne. Jednocześnie jego agresywna retoryka została znacznie złagodzona.
Nie miało to nic wspólnego z nagłą strategiczną powściągliwością w centrum władzy między Mar-a-Lago a Gabinetem Owalnym. Było to bezpośrednią konsekwencją kanału komunikacyjnego Sharif-Dar-Rubio.
Rankiem 29 maja Dar przybył do Waszyngtonu z jednodniową wizytą oficjalną. Szczegółowo wyjaśnił Rubiemu to, o czym jedynie zasugerowano w rozmowie telefonicznej z Nowego Jorku. W ten sposób przygotował dwie duże niespodzianki na stół negocjacyjny:
Iran nie uwolni [tj. nie odda md] żadnego wysoko wzbogaconego uranu (HEU). Żadnego. Zero. Ta decyzja jest ostateczna.
Chodzi o suwerenną niepodległość – dwie koncepcje, które stanowiły istotę niedawnej wspólnej deklaracji rosyjsko-chińskiej, podpisanej podczas oficjalnej wizyty Putina u Xi Jinpinga w Pekinie.
Teheran nie zrezygnuje zatem ze swoich zapasów – niezależnie od warunków i ram czasowych – jedynie po to, by ratować twarz amerykańskiej opinii publicznej. Z perspektywy irańskiego przywództwa pod wodzą Modżtaby, wzbogacony uranowy arsenał to coś więcej niż tylko atut techniczny; to doskonałe połączenie suwerenności, odstraszania, siły przetargowej i politycznego przetrwania.
Chiny dostarczyły Iranowi nowoczesne strategiczne systemy obronne – w tym przenośne zestawy obrony powietrznej (MANPADS), które zostały potajemnie przetransportowane przez państwa trzecie.
Podsumowanie: Pełny, operacyjny sojusz strategiczny między Chinami, Iranem i Pakistanem jest już rzeczywistością.
Czy porozumienie w Islamabadzie jest nadal możliwe?
Obecnie nikt – nawet nasze źródła – nie wie, czy broń jądrowa zdetonowana na terytorium Iranu zostałaby opracowana wyłącznie przez Iran, czy też zaangażowana byłaby Rosja, Pakistan lub Korea Północna [no i Chiny md] . Wszystkie możliwości wydają się prawdopodobne.
Według profesora Teda Postola z MIT, Iran mógłby z łatwością przetworzyć 450 kilogramów sześciofluorku uranu wzbogaconego do 65% na materiał o zawartości około 85% nadający się do produkcji broni. To wystarczyłoby na broń o małej mocy, którą można by zamontować na co najmniej dziesięciu systemach rakietowych zdolnych dosięgnąć Izraela. To odpowiadałoby co najmniej dziesięciu bombom atomowym.
Technicznie rzecz biorąc, taką broń o niskiej mocy można by skonstruować z wykorzystaniem reflektora neutronów wykonanego ze zubożonego uranu [?? md] lub węglika berylu/wolframu otaczającego jądro rozszczepialne bomby. Odbija on uciekające neutrony z powrotem do materiału, zwiększając wydajność rozszczepienia i zmniejszając wymaganą masę krytyczną. Krótko mówiąc: mniej materiału, więcej bomb.
Ważne: Projekt tego felietonu został przedstawiony w zeszłym tygodniu wysokiemu rangą irańskiemu urzędnikowi należącemu do bliskiego otoczenia przywódcy Modżtaby Chameneiego. Jego reakcja: „Nie będę komentował tej sprawy”.
Pomijając brak odpowiedzi, od razu stało się jasne, że najważniejsza tajna komunikacja całego kryzysu rzeczywiście miała miejsce.
Kolejność zdarzeń była następująca:
Pezeshkian rozmawia z Sharifem. Sharif rozmawia z Darem. Dar rozmawia z Rubio. Rubio rozmawia z Trumpem. Następnie Dar rozmawia z Rubio osobiście w Waszyngtonie.
To rzuca nowe światło na 60-dniowe zawieszenie broni, które później zostało zerwane i którego Trump rozpaczliwie potrzebował. Ramy te zostały zorganizowane przez Pakistan i strukturalnie zabezpieczone przez Chiny, co miałem okazję potwierdzić w Szanghaju.
Teheran wielokrotnie nalegał na jasny porządek wydarzeń: najpierw należy zakończyć wszystkie wojny, zwłaszcza ofensywę Kultu Śmierci na Liban. Następnie należy ustalić warunki przywrócenia handlu przez Cieśninę Ormuz. Dopiero ostatecznym krokiem będzie wznowienie sensownego dialogu nuklearnego.
Na wielkiej scenie geopolitycznej już dokonuje się gruntowna reorganizacja – bez względu na to, jakie nieprzyjemne niespodzianki mogą się jeszcze pojawić w wyniku naruszeń zawieszenia broni.
Aktualnie obowiązuje następująca zasada:
– Porozumienia Abrahama praktycznie umarły. – Arabia Saudyjska zamroziła wszelkie rozmowy normalizacyjne z Izraelem. – Katar i Oman po cichu pracują nad harmonogramem stopniowego wycofywania się USA z Azji Zachodniej. – Co najważniejsze, poza amerykańskim parasolem powstaje nowa architektura bezpieczeństwa dla Azji Zachodniej, wspierana przez „Czterech sunnitów”: Pakistan, Arabię Saudyjską, Turcję i Egipt.
W zeszły czwartek Zulfiqar Ali, Larry Johnson i ja zidentyfikowaliśmy możliwe porozumienie w Islamabadzie w sprawie zmiany władzy jako powstający model zakończenia wojny między USA a Iranem – na długo zanim zauważyły to zachodnie media głównego nurtu.
Zidentyfikowaliśmy również mechanizm, który za tym stoi: ciągła pakistańska dyplomacja wahadłowa, która jest po cichu, ale w istotny sposób wspierana przez Chiny.
Opisaliśmy dwuetapowy harmonogram:
Po pierwsze: natychmiastowe zawieszenie broni i ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz, na co Iran wyraża zgodę. Po drugie: krótkie okno negocjacyjne w celu sfinalizowania szerszego porozumienia politycznego i finansowego.
Donieśliśmy również, że uwolnienie zamrożonych irańskich aktywów jest aktywnie wykorzystywane jako narzędzie nacisku w tym procesie. To uwolnienie aktywów i potencjalne złagodzenie sankcji są postrzegane jako konkretne środki budowy zaufania.
Poinformowaliśmy również, że irańska delegacja wysokiego szczebla – w tym przewodniczący parlamentu Ghalibaf, minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi i prezes Banku Centralnego Abdolnaser Hemmati – uda się do Dohy. Później potwierdzono tę informację, w tym bezpośredni związek między rozmowami z bankiem centralnym a zamrożonymi aktywami.
Rozmawialiśmy również o możliwości, że Islamabad mógłby być miejscem ostatecznego aktu politycznego, być może nawet spotkania Trumpa z Pezeshkianem. Jednak ta perspektywa wydaje się teraz bardziej odległa niż kiedykolwiek.
Chiny po prostu obserwują rzekę
Aktualne fakty są następujące:
Iran w żadnym wypadku nie jest odizolowany i jest przygotowany na długą wojnę. Otrzymuje znaczące wsparcie materialne i strategiczne od Chin, Pakistanu i Korei Północnej, a także starannie skalkulowane wsparcie od Rosji, co miałem okazję potwierdzić podczas forum w Petersburgu.
Stany Zjednoczone są sparaliżowane. Administracja Trumpa wydaje się szukać wyjścia, ale jest całkowicie ograniczona presją ze strony kultu śmierci w Azji Zachodniej, wyczerpanymi możliwościami eskalacji oraz brakiem zdecydowanego rozwiązania militarnego, które mogłoby zmienić równowagę sił bez wywoływania jeszcze większego kryzysu.
Monarchie Zatoki Perskiej bardzo obawiają się wznowienia wojny – z wyjątkiem Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
W tej sytuacji Islamabad pozostaje jedynym możliwym rozwiązaniem. Feldmarszałek Asim Munir jest niezastąpionym mediatorem, podczas gdy Pekin i Moskwa uważnie monitorują sytuację i, w niektórych przypadkach, aktywnie kształtują zewnętrzne ramy.
Bombardowanie południowego Bejrutu 6 czerwca nastąpiło po raz kolejny w kluczowym momencie negocjacji, jak wyjaśnił Mohammad Mokhber, kluczowy doradca Modżtaby Chameneiego i członek irańskiej Rady Doraźnej:
„Bombardując Liban, gdy mediator [mowa o Asimie Munirze] przebywał w Iranie, wróg po raz trzeci podpalił stół negocjacyjny, aby omówić powtarzające się naruszenia zawieszenia broni. Mówimy językiem siły do naruszycieli zawieszenia broni. Oś Oporu to zjednoczona organizacja, która zapłaci wysoką i bolesną karę na polu bitwy za tę agresję”.
Bombardowanie południowego Bejrutu doprowadziło do surrealistycznego widowiska: administracja Trumpa ścigała pakistańskiego mediatora w Teheranie, prosząc go o mediację z Irańczykami w celu deeskalacji. Cesarz, który chciał zniszczyć irańską cywilizację, musiał zwrócić się do Pakistanu o ratowanie tego, co jeszcze dało się uratować.
Oznacza to, że skoro Iran stwarza warunki do eskalacji i zwiększa swój potencjał odstraszający, a Trump nie ma już żadnych kart do rozegrania, dyplomacja za pośrednictwem Islamabadu pozostaje jedynym rozwiązaniem.
W tym tygodniu w programie Power Shift przyjrzymy się bliżej procesom wywiadowczym i dyplomatycznym stojącym za tymi tektonicznymi przesunięciami w trzech kolejnych audycjach od poniedziałku do środy.
Oczywiście jest też fascynujący czynnik chiński.
Centra analityczne w Waszyngtonie będą całkowicie sparaliżowane, gdy w końcu zdadzą sobie sprawę, że Pekin praktycznie testuje granice amerykańskiej hegemonicznej siły przymusu, dostarczając Iranowi nowoczesną technologię wojskową.
A jeśli Iran rzeczywiście przeprowadzi demonstrację nuklearną, Chiny otrzymają niezbity dowód na to, że amerykańskie odstraszanie jest puste.
Można tylko podziwiać konstrukcję tak imponującego strategicznego arcydzieła – bez oddania ani jednego strzału.
Mussolini, Żydzi i nieegzekwowane ustawy rasowe: Prawdziwa historia ukrywana przez tzw. antyfaszyzm
Młody człowiek siedzący w szkolnej ławce jest poniekąd pechowcem, ponieważ oprócz tego, że często ma do czynienia z „nauczycielami”, którzy coraz mniej uczą, a coraz więcej indoktrynują, musi jeszcze wysłuchiwać opowieści będącej metahistorią.
Jest to metahistoria napisana przez różnych historyków o liberalnym i postępackim rodowodzie, którzy niewiele uwagi poświęcali faktom, a znacznie więcej tworzeniu własnych narracji. Jedną z nich jest twierdzenie, że faszyzm był „reżimem antysemickim”.
Tymczasem historia narodzin ruchu faszystowskiego wciąż pokazuje, że założyciel tego nurtu politycznego, Duce Benito Mussolini, z trudem mógłby zostać uznany za „antysemitę”, chyba że pojęcie to rozciągnie się znacznie poza jego właściwe znaczenie.
Faszyzm miał bez wątpienia wyraźnie wrogie nastawienie wobec kapitalizmu i plutokracji, które już w pierwszych dekadach ubiegłego wieku przejęły kontrolę nad różnymi europejskimi demokracjami liberalnymi.
Skutek „Risorgimento”, czyli powstanie liberalnych Włoch, doskonale pokazuje, że masońska rewolucja ojców Risorgimento nie miała na celu tyle ostatecznego zjednoczenia Półwyspu, co raczej stworzenie państwa opartego na korzeniach i zasadach, które nie miały nic wspólnego z włoską kulturą katolicką, a wręcz ją nienawidziły – tak jak nienawidził jej sam liberalizm.
Po zjednoczeniu Włoch prawdziwymi panami państwa nie były społeczeństwa, ich marzenia czy aspiracje, lecz właśnie różne masońskie kręgi skupione wokół loży P2, uprzywilejowanego planu Wielkiego Wschodu Włoch, działające niczym satelity Korony Brytyjskiej.
Geneza faszyzmu
Faszyzm narodził się jako odpowiedź na taki stan rzeczy.
Mussolini poprzez swój ruch zamierzał nadać krajowi nową energię i przywrócić mu polityczną autonomię oraz niezależność, których liberalne Włochy nigdy mu nie zapewniły z powodu swojej kolonialnej natury.
Na łamach „Il Popolo d’Italia”, dziennika dziennikarza i przywódcy politycznego faszyzmu, można znaleźć bardzo klarowne diagnozy dotyczące prawdziwych władców liberalnej Italii.
Na przykład w artykule podpisanym przez niego samego 4 czerwca 1919 r., o dość dosadnym tytule „Współsprawcy”, Mussolini pisze bez szczególnych upiększeń, że „światowe finanse są w rękach Żydów” oraz że nazwiska potentatów dysponujących ogromnymi sumami pieniędzy to Warburgowie, Schiffowie, Guggenheimowie i Rothschildowie – te same nazwiska, które pojawiają się wśród właścicieli amerykańskiego Banku Rezerwy Federalnej.
Gdyby w definicji „antysemityzmu” chciano uwzględnić tę prostą prawdę faktograficzną, należałoby z tego wywnioskować, że dla wielu liberałów i postępowców Mussolini był „antysemitą”, ale takie porównanie należy oczywiście odrzucić, ponieważ to, co mówił Duce, było i jest jedynie niepodważalnym faktem.
W rzeczywistości Mussolini miał znacznie szerszą wizję świata żydowskiego.
Nie traktował wszystkich Żydów jak magnatów światowej finansjery, nie skłaniał się ku takim uproszczeniom, do tego stopnia, że natychmiast po objęciu stanowiska premiera dał wielki dowód mądrości politycznej.
Nieufność Mussoliniego wobec syjonizmu
Otóż zaraz po objęciu urzędu w Palazzo Chigi, po 1922 roku, szef rządu zaczął przyjmować wizyty takich postaci jak Chaim Weizmann, przewodniczący Światowej Organizacji Syjonistycznej, który już w latach 20-tych był bardzo aktywny w propagowaniu sprawy państwa żydowskiego.
Weizmann chciał zainicjować tak zwane przesiedlenia, czyli masowe migracje różnych grup Żydów europejskich do Palestyny, która w przyszłości miała przekształcić się z protektoratu brytyjskiego w państwo Izrael, zgodnie z uległą deklaracją złożoną w 1917 roku przez brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Balfoura wobec lorda Rothschilda, prawdziwego mocodawcy żydowskiej kolonizacji ziemi palestyńskiej.
Duce wykazywał jednak pewną nieufność wobec tego projektu.
Nie przekonywała go idea, że włoscy Żydzi mieliby opuścić kraj, w którym żyli od wielu wieków, pomijając okresy silnych napięć związanych ze słynnymi przypadkami dzieciobójstwa, o których wspomniał właśnie żydowski historyk Ariel Toaff.
Według byłego premiera, przymusowa migracja włoskich Żydów w celu sprzyjania powstaniu Izraela doprowadziłaby nieuchronnie do dualizmu w społeczności żydowskiej, tak bardzo ugruntowanego, że ostatecznie interesy przyszłego państwa żydowskiego znalazłyby się na pierwszym miejscu, nawet ponad interesami kraju, w którym Żydzi mieszkali od bardzo dawna.
Liberalny Żyd, taki jak brytyjski minister Edwin Montagu, stanowczo odrzucał ideę utworzenia państwa żydowskiego właśnie dlatego, że podzielał te same obawy co Mussolini, który natomiast dostrzegał pewną lojalność wśród włoskich Żydów, również w trakcie I wojny światowej, w przeciwieństwie do innych społeczności żydowskich, takich jak na przykład niemiecka, które jej nie wykazały.
Duce przewidział wtedy, co by się stało, gdyby Włochy opowiedziały się po stronie syjonizmu.
Przewidział już, że w przyszłości wielu Żydów stanie się częścią piątej kolumny w służbie obcego państwa, bardziej zainteresowanych służbą sprawie tego państwa niż interesami narodowymi, do tego stopnia, że dziś republikańskie instytucje polityczne są w rzeczywistości całkowicie podporządkowane syjonizmowi i Izraelowi.
Mussolini odrzucił zaloty Weizmanna z tego powodu, a przede wszystkim również dlatego, że nigdy nie było napięć między faszyzmem a Żydami, w przeciwieństwie do tego, co miało miejsce w latach 30-tych w przypadku narodowego socjalizmu, ruchu politycznego całkowicie odmiennego pod względem natury i genezy od faszyzmu.
Różnice między faszyzmem a nazizmem
Nazizm od samego początku miał bowiem bardzo silny wydźwięk ezoteryczny, podczas gdy faszyzm nawiązywał do wielkości starożytnego Rzymu i nie żywił żadnej wrogości wobec katolicyzmu, w przeciwieństwie do nazizmu, który od razu zaczął prześladować katolików, z których wielu trafiło do obozu koncentracyjnego w Dachau, jak na przykład św. Maksymilian Kolbe, polski ksiądz, który z wielką klarownością opisał niebezpieczeństwo związane z masonerią.
Właśnie z tego powodu Mussolini żywił naturalną nieufność wobec nazizmu, co można w pełni dostrzec w słynnym przemówieniu wygłoszonym w Bari w 1934 roku, kiedy to Duce podkreślił, że kultura łacińska i włoska może patrzeć z rodzajem „suwerennej pogardy” na pewne idee, które rozprzestrzeniały się właśnie w Niemczech, już w tamtych czasach zdominowanych przez nazizm.
Podczas gdy faszyzm od razu zamknął drzwi przed syjonizmem, nazizm natychmiast je szeroko otworzył, do tego stopnia, że zaledwie kilka miesięcy po utworzeniu rządu kanclerza Adolfa Hitlera naziści przyjęli przywódców światowego syjonizmu i zawarli z nimi porozumienie Haavara, uznawane do dziś nawet przez izraelskich historyków za decydujące dla powstania państwa Izrael.
Hitler pragnie bowiem zrobić wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić syjonizmowi to, czego potrzebuje.
W pierwszych latach lat 30′ osadnictwo żydowskie w Palestynie charakteryzowało się pewnym zacofaniem technologicznym i specjalistycznym, które zostanie przezwyciężone przez nazizm, który zadba o wysłanie funduszy, zaawansowanych maszyn przemysłowych oraz żydowskich inżynierów, którzy będą mieli decydujące znaczenie dla stworzenia szkieletu przyszłego państwa żydowskiego.
Nazizm nie patrzy z nieufnością na syjonizm, z którym utrzymywał bliskie stosunki przez cały okres swojego istnienia, aż do otwarcia przedstawicielstw w Palestynie, aby zapewnić nieprzerwany przebieg przesiedleń niemieckich Żydów.
Führer, co może wydawać się paradoksalne dla tych, którzy nie znają tych kart historii, był jedną z osób, które miały największy wpływ na powstanie państwa żydowskiego, którego nazizm najwyraźniej nigdy nie postrzegał jako zagrożenia.
Tajemnice prawdziwego pochodzenia Hitlera
Ta bardzo bliska więź może być dobrze wyjaśniona pochodzeniem Adolfa Hitlera, które znacznie różniło się od pochodzenia Mussoliniego, jeśli weźmie się pod uwagę pomoc, jaką młody „malarz” otrzymał podczas pobytu w Wiedniu od różnych Żydów, a zwłaszcza od rodziny Epsteinów.
Lata spędzone w Wiedniu są być może kluczowe dla zrozumienia tajemnicy Hitlera.
Ten młody, pozbawiony środków do życia człowiek nie żywił wówczas żadnej wrogości wobec Żydów, a tym bardziej wobec rodziny Rothschildów, którą głęboko szanował.
W tajnym raporcie austriackiej policji dotyczącym kanclerza Dolfussa stwierdzono, że Adolf Hitler miał być wnukiem barona Rothschilda z Wiednia i jego babki, Marii Schicklgruber; owocem ich potajemnego związku miał być ojciec Hitlera, Alois.
Dolfuss został zamordowany właśnie przez führera w 1934 roku, ponieważ kanclerz wydawał się bardzo zaangażowany w usuwanie wszelkich śladów, które mogłyby ujawnić prawdziwą, wstydliwą historię jego tajemniczej osoby, tak jak uczynił to kilka lat później, kiedy kazał aresztować i uwięzić swojego dawnego współlokatora z czasów wiedeńskich, Reinholda Hanischa, który napisał książkę, w której ujawnił, że Hitler wcale nie był wrogo nastawiony do Żydów.
Hitler chce zatuszować, zlikwidować każdy ślad, który mógłby pozwolić zrozumieć, że jego misją nie było odrodzenie Niemiec z popiołów, ale raczej pomoc w stworzeniu idealnych warunków do powstania Izraela i ochrona sojuszu między nazizmem a syjonizmem, który trwa do dziś.
Faszyzm, korespondencja i ustawy rasowe
Natomiast historia Mussoliniego wygląda zupełnie inaczej.
Faszyzm nigdy nie rozważał wprowadzenia ustaw rasowych, dopóki nie doszło do swego rodzaju „wymuszonego” zbliżenia między dwoma ruchami, które do pierwszej połowy lat 30-tych były od siebie bardzo oddalone.
Zapomniany historyk, Francesco Paolo D’Auria, wyjaśnia to w sposób wymowny, opowiadając, jak Duce próbował wydostać się z sytuacji postępującego okrążenia przez Francję i Anglię, które chciały ostatecznie zepchnąć Włochy w ramiona nazizmu.
Korespondencja między Mussolinim a brytyjskim premierem Winstonem Churchillem jest prawdopodobnie brakującym elementem owej układanki, ponieważ w tej gęstej wymianie listów między włoskim premierem a angielskim masonem znajdują się dowody na zawarcie porozumienia.
Porozumienie to wycieka w telegramie wysłanym przez samego Mussoliniego do króla Wiktora Emanuela III, w którym mowa jest o «symbolicznym» przystąpieniu Włoch do wojny u boku Niemiec – scenariuszu forsowanym przez samego Churchilla, który w rzeczywistości miał już w głowie śmiertelną pułapkę na Duce.
W ten sposób już pod koniec lat 30-tych faszyzm przybiera cechy, które nigdy nie były mu właściwe, takie jak ustawy rasowe, których w ciągu 16 lat trwania reżimu nigdy wcześniej nie aprobowano.
Do dziś w środkach masowego przekazu wyznających wyraźnie antyfaszystowskie poglądy oraz w szkołach mówi się o nich jako o „akcie hańby”, ale nie opowiada się reszty historii, którą opisał wspomniany D’Auria.
To sam Mussolini wydał jednoznaczne polecenie, by nie stosować tych ustaw i chronić prześladowanych Żydów.
Założyciel faszyzmu wyraźnie zamierzał nie wprowadzać w życie podpisanych przez siebie ustaw, jak wyjaśnia historyk pochodzący z Brindisi.
„Wojna szalała, a Niemcy przeprowadzali łapanki Żydów na terenach okupowanych, jednak z rozkazu Mussoliniego »wszędzie tam, gdzie wkraczały oddziały włoskie, wokół Żydów tworzyła się osłona ochronna (…). Między Rzymem a Berlinem wybuchł otwarty konflikt w sprawie kwestii żydowskiej (…). Zaraz po przybyciu na tereny podlegające ich jurysdykcji władze włoskie unieważniały przepisy wydane przeciwko Żydom (…)” (Léon Poliakov, „Nazizm i eksterminacja Żydów”, str. 219-220). Ta osłona powstawała zatem nie tylko we Włoszech, ale także w Chorwacji, Grecji, na Morzu Egejskim, w Tunezji i wszędzie tam, gdzie stacjonowały włoskie oddziały.
Rosa Paini (Żydówka) pisze („Il Sentiero della Speranza”, str. 22): „Mussolini chciał, aby ta rozmowa była jeszcze bardziej przychylna Żydom, tak aby skłonić go do przyznania trzech tysięcy specjalnych wiz dla żydowskich techników i naukowców, którzy pragnęli osiedlić się w naszym kraju”. Mordechai Poldiel (Izraelita): „Administracja faszystowska oraz polityczna, wojskowa i cywilna robiły wszystko, co w ich mocy, aby bronić Żydów i sprawić, by te ustawy pozostały martwą literą”.
Ilu Włochów wie o tych kartach historii, które zostały udokumentowane, ale przemilczane przez media?
Ilu wie, że wiele osób pochodzenia żydowskiego potwierdzało, iż Mussolini wyraźnie nakazał chronić Żydów i nie dopuścić do ich deportacji, wbrew woli swojego „sojusznika” Hitlera?
Duce znalazł się w sytuacji, w której wziął udział w wojnie, której nigdy nie miał zamiaru toczyć u boku przeciwnika, którego nigdy nie cenił, a wręcz traktował z dużą nieufnością, a czasem wręcz z prawdziwą pogardą.
Nazizm chciał zgromadzić każdego Żyda i deportować go do obozów koncentracyjnych, o których istnieniu wiedział światowy ruch syjonistyczny, który chciał, aby te prześladowania miały miejsce.
Zauważył to również rabin Michael Dov Weissmandl, który stwierdził, że syjonizm chciał, aby deportacje miały miejsce, aby dać syjonizmowi pretekst niezbędny do powstania państwa Izrael.
Faszyzm natomiast nie był zainteresowany masowymi deportacjami.
Nie leżała mu na sercu polityka obozów koncentracyjnych i wykazał się mądrością, a raczej dobrą wolą, rozróżniając między wielkimi finansistami żydowskiego pochodzenia, o których wspominał sam Mussolini, a zwykłymi kupcami, którzy w wielu przypadkach nawet nie wiedzieli, jakie plany wobec nich snuje syjonizm.
Wielu Żydów uznaje całkowitą uczciwość faszyzmu wobec nich, a ich słowa są nad wyraz klarowne.
„Israel Kalk („Żydzi we Włoszech w czasach faszyzmu”): „… Traktowano nas z maksymalnym humanitaryzmem” oraz: „Myślę, że nie spotkam się z zaprzeczeniami, twierdząc, że los okazał się dla was łaskawy i że wasza sytuacja jako internowanych we Włoszech jest lepsza niż sytuacja naszych braci, którzy przebywają na wolności w innych krajach europejskich”. Również Salim Diamand (Internment in Italy – 1940-1945) pisze: „Nigdy nie spotkałem się z przejawami rasizmu we Włoszech. Był tam militaryzm, to oczywiste, ale nigdy nie spotkałem Włocha, który podszedłby do mnie, Żyda, z zamiarem eksterminacji mojej rasy (…). Nawet gdy pojawiły się ustawy rasowe, relacje z włoskimi przyjaciółmi wcale się nie zmieniły (…). W obozie kontrolowanym przez karabinierów i Czarne Koszule, Żydzi czuli się jak u siebie w domu”.
Młodym ludziom nie mówi się o tym nic.
Podaje się im źle przyprawione i źle skomponowane danie, w którym faszyzm i nazizm są po prostu synonimami i idą w parze, bez przedstawiania wszystkich licznych aspektów, które pokazują różne różnice między tymi dwoma ruchami oraz między Mussolinim a Hitlerem, kierującymi się bardzo odmiennymi wizjami politycznymi.
Był to trend, który utrzymał się również w okresie istnienia Włoskiej Republiki Społecznej, jak zauważył autorytatywny historyk Renzo De Felice.
Związek między faszyzmem a nazizmem był ewidentnie sojuszem z wygody, do którego dążyli przede wszystkim ci, którzy mieli interes w pozbyciu się Mussoliniego, podobnie jak wspomniany Churchill.
Premier Wielkiej Brytanii miał obsesję na punkcie wodza.
Wiedział, że może to zniszczyć, i wiedział, że korespondencja ta udowodni całemu światu, że Mussolini został zmuszony do przystąpienia do wojny u boku nazistowskich Niemiec za sprawą typowych pustych i fałszywych obietnic Londynu, który zwykł kłamać już od czasów pierwszej wojny światowej.
Podwójni agenci nie byli więc w Rzymie.
Również prześladowcy Żydów i ich wspólnicy nie byli w Rzymie, ale raczej na Downing Street, gdzie Churchill wiedział wszystko o deportacjach Żydów i pozwalał na to, ponieważ sam był wiernym zwolennikiem sprawy syjonistycznej i wiedział, że z krwi owych prześladowanych narodzi się państwo Izrael.
Relacja prawdziwej historii zmierza zatem w zupełnie innym kierunku niż ta, do której prowadzi kłamliwa narracja liberalna i antyfaszystowska.
Prawdziwa historia mówi, że Mussolini sprzeciwiał się prześladowaniom Żydów, a prawdziwa historia mówi, że Mussolini nie chciał przystąpić do wojny, a tym bardziej u boku Niemiec.
Prawdziwi mordercy i zbrodniarze wojenni byli po drugiej stronie.
W przyszłości potrzebny będzie prawdziwy dzień pamięci, w którym wszystkie te zakazane prawdy i wspomnienia zostaną wreszcie ujawnione.
W dniu aresztowania w Dongo, Mussolini, owinięty niemieckim płaszczem wojskowym, ściskał przy sobie słynną skórzaną torbę. Zabrał ją partyzant Urbano Lazzaro „Bill”, do którego duce miał powiedzieć: „W środku znajduje się los Włoch”. W tym momencie narodziła się tajemnica nigdy nieodnalezionych dokumentów, wśród których mogła znajdować się korespondencja między byłym włoskim dyktatorem a Winstonem Churchillem, czego jednak nigdy nie potwierdzono https://it.wikipedia.org/wiki/Carteggio_Churchill-Mussolini. Według zeznań Lazzaro wiele teczek zostało zinwentaryzowanych, inne jednak zniknęły.
Przez lata mówiono o roli brytyjskich służb specjalnych, ponieważ w tych dokumentach mogły znajdować się informacje mogące zagrozić stabilności rządu i wizerunkowi Churchilla. „W filmie dokumentalnym Raitre pokazujemy dokument znaleziony w brytyjskich archiwach, który potwierdza tę hipotezę”. W rekonstrukcji przedstawionej w programie Gilettiego pojawia się również Zender, kryptonim agenta brytyjskiego kontrwywiadu, który przeniknął do otoczenia Mussoliniego pod przykrywką oficera niemieckiej marynarki wojennej. Zender miał być obecny podczas ucieczki faszystów w kierunku Como i miał przejąć dokumenty.
„Kolejną tajemnicą były wakacje, które Churchill spędził we wrześniu 1945 roku w miejscach aresztowania i zabójstwa Mussoliniego. Ówczesny premier Wielkiej Brytanii kochał Włochy i oficjalnie poświęcił swój pobyt malarstwu, swojej wielkiej pasji, czego dowodem było kilka obrazów, które namalował, przedstawiających krajobrazy Moltrasio i Moronico w okolicy jeziora Como. Jednak Churchill nie był sam podczas owych wakacji: towarzyszyło mu około dwudziestu tajnych agentów. Czy zrobił to, aby odzyskać tę słynną korespondencję?”
Równanie izolacji: O tym, w jaki sposób elita globalna buduje bunkry, by uciec przed katastrofą, którą sama spowodowała
Arka Noego, w swoim mitologicznym pierwowzorze, została zbudowana po to, aby ocalić życie we wszystkich jego formach, w imię zbiorowego przetrwania. „Arki” XXI wieku – podziemne bunkry, ufortyfikowane wyspy i strzeżone resorty – kierują się logiką dokładnie odwrotną: zostały zaprojektowane tak, aby ocalić wyłącznie tych, którzy posiadają bilet wstępu, skazując wszystkich pozostałych na zagładę. Nie istnieje już selekcja oparta na wiedzy, zasługach czy cnocie – istnieje selekcja finansowa.
Dla nowej oligarchicznej elity ludzkość nie jest już wspólnotą, której jest częścią, lecz zbędną masą, ciężarem, który można eksploatować do ostatniego tchnienia, a następnie porzucić własnemu losowi. W ich zniekształconym sposobie myślenia reszta światowej populacji nie jest już nawet potrzebną siłą roboczą: jest balastem, którego należy się pozbyć, plagą, którą trzeba trzymać z dala od swoich murów.
W obliczu wizji „Wielkiego Wydarzenia” oligarchia nie odczuwa grozy, lecz chłodną ulgę: ziemia zostanie wreszcie oczyszczona z „niewybranych”, z biednych, z tej ogromnej masy ludzi, którą postrzegają jako wadę konstrukcyjną planety.
To właśnie ta całkowita dehumanizacja, ten rodzaj eksterminacji przez zaniechanie, umożliwia najbardziej brutalne działania przeciwko naturze. Jeśli reszta ludzkości jest traktowana jak mięso armatnie przeznaczone do zapomnienia, dlaczego mieliby oszczędzać środowisko, w którym ci ludzie żyją? Dlaczego mieliby szanować lagunę, obiekt światowego dziedzictwa UNESCO czy ekosystem istniejący od tysiącleci?
Żadnych wyrzutów sumienia. Żadnych granic. Zachwycający róż kolonii flamingów w Albanii zostaje bez wahania zmieciony przez buldożery i beton luksusowych resortów, a ci, którzy powinni chronić przyrodę, stają się współsprawcami zniszczenia.
Waszyngton: Monarcha, który Zrównuje z Ziemią Historię – Niewidzialna Forteca pod Parkietem do Tańca
To, co przedstawiono opinii publicznej jako warte 400 milionów dolarów ceremonialne rozszerzenie kompleksu, okazało się – według dokumentów prawnych oraz bezpośrednich wypowiedzi Donalda Trumpa – osłoną dla ogromnego podziemnego kompleksu wojskowego.
Nie chodzi o zwykłą przebudowę, lecz o przekształcenie władzy wykonawczej w autonomiczny byt zdolny do przetrwania w izolacji od reszty świata. Przede wszystkim jest to symboliczny akt przywódcy, który postrzega siebie jako stojącego ponad instytucjami.
Ochronna “Skorupa”: Sala balowa o powierzchni 90 000 stóp kwadratowych, finansowana przez “patriotycznych darczyńców” (w tym gigantów technologicznych, takich jak Amazon, Meta i Google), wyraźnie służy jako “dach” lub szopa (shed) chroniący podziemne operacje. Trump określił tę strukturę jako niezbędną tarczę, wyposażoną w 4-calowe, kuloodporne szyby i “nieprzenikniony” stalowy dach.
Podziemne Miasto: Pod zburzonym skrzydłem wschodnim (East Wing) powstaje sześć poziomów bunkrów, obejmujących w pełni wyposażony szpital wojskowy, tajne laboratoria i centra dowodzenia, opancerzone farmy serwerów dla rządowej sztucznej inteligencji oraz niezależne systemy łączności satelitarnej. Struktura jest zaprojektowana do zapewnienia ciągłości władzy w scenariuszach ataku nuklearnego lub biologicznego.
Baza dla Dronów: Dach sali balowej stanowi wzmocnioną platformę operacyjną z systemami startowymi dla flot wojskowych dronów (UAV), wyposażonych w uzbrojenie obronne i zdolności do walki elektronicznej. Rezydencja prezydencka staje się bazą obronną.
Logistyka “Wielkiego Wydarzenia”: Plany przewidują zbiorniki na generatory umożliwiające autonomiczne zasilanie przez miesiące, instalacje odsalania wody i hermetyczne magazyny. To fizyczna realizacja paranoi Rushkoffa: elita przygotowująca się do przetrwania katastrofy, zamykając drzwi przed ludzkością.
Monarsza Arogancja: Donald Trump rozpoczął prace od zburzenia historycznego skrzydła wschodniego bez konsultacji z Kongresem lub komisjami konserwatorskimi, określając budynek jako “marny, smutny widok”. Ten akt porównano do budowy Wersalu przez Ludwika XIV: “świątyni władzy” gloryfikującej monarchę, a nie demokrację. Trump traktuje Biały Dom nie jako dobro publiczne, ale jako swoją prywatną własność (“mój dom”), gdzie wszystko mu się należy. Federalny sędzia niedawno częściowo zablokował prace, przypominając, że “Biały Dom nie należy do jednego człowieka”, podkreślając kontrast między zachowaniem Trumpa a rzeczywistością konstytucyjną.
(Zdjęcie: Budowa Sali Balowej Białego Domu w Waszyngtonie, widoczna z Pomnika Waszyngtona. Fot. AP Allison Robbert)
Albania: Grabież Dziedzictwa Ludzkości
Podczas gdy elita USA próbuje zamknąć się w podziemnej fortecy, niszcząc historię, rodzina Trump działa za granicą, niszcząc naturę. Jared Kushner (zięć Trumpa, były doradca Białego Domu i założyciel Affinity Partners) oraz Ivanka Trump (była doradczyni prezydencka i przedsiębiorca) przekształcają Równanie Izolacji w ekobójstwo w Albanii, przy współudziale rządu Ediego Ramy (premiera Albanii).
Nalot na Obiekt UNESCO i Sieć Natura 2000
Laguna Narta-Vjosa i Wyspa Sazan to nie tylko zakątek bałkańskiej przyrody. Są integralną częścią mozaiki środowiskowej o planetarnym znaczeniu. Obszar ten podlega ochronie Konwencji Ramsarskiej dotyczącej terenów podmokłych o znaczeniu międzynarodowym i jest włączony do unijnej sieci Natura 2000 jako Obszar Specjalnej Ochrony (ZPS) i Obszar Mający Znaczenie dla Wspólnoty (OZW). Co więcej, graniczy i bezpośrednio oddziałuje z Krajobrazem Kulturowym i Przyrodniczym Ochrydy, uznanym za Światowe Dziedzictwo UNESCO.
Aby umożliwić budowę resortu, rząd albański dokonał bezprecedensowego prawnego obejścia: unieważnił status obszaru chronionego, dokonując de facto wywłaszczenia nie tylko terenów publicznych, ale i prawa międzynarodowego, które gwarantowało ich ochronę. To agresja na globalną legalność, porównywalna – w sferze ekologicznej – do militaryzacji Białego Domu w sferze instytucjonalnej.
Fizyczna Zapaść Siedliska Naturalnego
To, co place budowy niszczą, to nie tylko “krajobraz”, ale sama biologiczna maszyna podtrzymująca życie w lagunie. Naruszenie siedliska ma charakter strukturalny i nieodwracalny:
Zniszczony System Hydrauliczny: Przybrzeżne laguny żyją oddechem – naprzemiennością wód słodkich (rzeki i źródła) i słonych (morze). Prace ziemne pod fundamenty resortu i budowa pomostów blokują kanały wymiany. Woda staje się stojąca, spada poziom rozpuszczonego tlenu, a występujące zjawiska eutrofizacji i anoksji po cichu zabijają wszystko, co żyje na dnie.
Amputacja Wydm Zvërnec: Przybrzeżne wydmy to nie sterty piasku, ale naturalne bariery filtrujące wodę i chroniące ekosystem przed sztormami. Ich mechaniczne usunięcie wyeliminowało pierwszą linię obrony, wystawiając lagunę na zalewy słoną wodą, która wypala roślinność rosnącą za wydmami.
Przekształcona Wyspa Sazan: Wyspa, niegdyś sanktuarium śródziemnomorskiej bioróżnorodności, zamknięta dla publiczności przez dziesięciolecia w czasach reżimu komunistycznego (co zachowało jej integralność), ma swoje skaliste podłoże perforowane, a klify przekształcane, by zrobić miejsce pod infrastrukturę turystyczną. Gatunki chronione, takie jak flamingi różowe, foka mniszka i żółwie morskie, są obecnie krytycznie zagrożone.
Flamingi: Od Gatunku Chronionego do Symbolu Buntu
W tym scenariuszu ekologicznego załamania, różowe flamingi (Phoenicopterus roseus) stały się sercem i wizualnym symbolem oporu. Laguna jest domem dla największej kolonii lęgowej zachodnich Bałkanów (ponad 1500 osobników). Wraz z gniciem wody i zmianami w solniskach, Artemia salina (ich jedyne pożywienie) znika.
Ruch protestacyjny przyjął flaminga jako swoją absolutną ikonę. Ogromne różowe murale zdobią mury Tirany, podczas sit-inów noszone są maski, a artystyczne performansy na placach symulują rozpaczliwy rój uciekających ptaków. Flaming jest alegorią Albanii: pięknego kraju, zmiażdżonego przez zewnętrzną władzę, która podważa jego żywotne fundamenty.
Albania: Architektura Delirium i Ekobójstwo
Ale za rodziną Trump, kto fizycznie przekształca terytorium? To gigant globalnego hotelarstwa: Aman Resorts. Mistrzowie Niewidzialności: Aman Resorts znany jest w świecie ekstremalnego luksusu ze swojej filozofii “architektonicznego mimikry”. Ich resorty wnikają w historyczne lub naturalne krajobrazy za pomocą minimalistycznej architektury, używając lokalnych materiałów, by nie “razić” oka.
To ta filozofia została sprzedana mediom jako gwarancja zrównoważonego rozwoju. Jednak rzeczywistość placów budowy jest dokładnie odwrotna: aby umożliwić Amanowi budowę jego niewidzialnych pawilonów, spychacze asfaltują i niwelują siedlisko, niszcząc ekologiczną infrastrukturę (wydmy, lasy sosnowe, kanały), która czyniła to miejsce wyjątkowym. Niewidzialność resortu wymaga fizycznego usunięcia otaczającego środowiska.
Zarządzanie Eksterytorialne: Resort będzie zarządzany zgodnie z prywatnymi, międzynarodowymi standardami, niezależnymi od lokalnych przepisów prawa pracy i ochrony środowiska. Stanie się miastem-państwem wewnątrz Albanii, dostępnym tylko drogą morską lub helikopterem, gdzie bezpieczeństwo będzie powierzone międzynarodowym prywatnym wykonawcom.
Niewiarygodne Oświadczenia Ivanki Trump i Reakcja Społeczna
Gdy na placach budowy wycinano wiekowe sosny w Zvërnec, Ivanka Trump udzieliła wywiadu, który przeszedł do historii ze względu na swój poziom oderwania od rzeczywistości. Opisała przyszły resort jako arcydzieło “architektury, która doskonale wpisuje się w środowisko”, mówiąc o modelu “zrównoważonego luksusu”, gdzie “harmonia z naturą jest naszą fundamentalną wartością”. Dodała, że projekt “poprawi lokalne siedlisko”.
Te słowa, wypowiedziane, gdy zdjęcia satelitarne pokazywały zniszczenie wydm, a prywatna ochrona rozpędzała protestujących, wywołały wybuch oburzenia i katharsis.
Ruch odpowiedział ostrymi hasłami, które obiegły świat: “Twoja harmonia jest naszą pustynią”, “Ivanko, środowiska się nie kupuje”, a przede wszystkim “Zostawcie nasze flamingi w spokoju!”. Biolodzy i aktywiści zdemontowali punkt po punkcie jej retorykę: “Jak wpasować resort za 4 miliardy euro w siedlisko żółwi Caretta Caretta i fok mniszek? Wsadzicie je z gośćmi do pokoi?”. Jej arogancja przekształciła protest ekologiczny w powstanie albańskiej dumy narodowej.
Brak Przejrzystości Ze strony Rządu
Rząd albański pod przewodnictwem Ediego Ramy odmówił ujawnienia pełnych szczegółów technicznych i ostatecznych ocen oddziaływania na środowisko dla projektu w Lagunie Narta i na Wyspie Sazan.
Odmowa: Pomimo próśb ze strony parlamentu i stowarzyszeń ekologicznych, dokumenty zostały uznane za zastrzeżone lub częściowe, podsycając podejrzenia, że ukrywają nieodwracalne szkody dla ekosystemu (takie jak całkowite zniszczenie wydm Zvërnec i przerwanie przepływów wodnych), które faktycznie już następują.
Usprawiedliwienie: Egzekutywa utrzymuje, że poufność jest konieczna, aby chronić “interesy strategiczne” inwestora, traktując projekt jako kwestię bezpieczeństwa narodowego, a nie interesu publicznego.
Eskalacja Protestów
Mimo represji i braku oficjalnych dokumentów, protesty zradykalizowały się:
Okupacja Placów Budowy: Grupy aktywistów próbowały fizycznie blokować wjazd ciężkiego sprzętu na place budowy w Zvërnec, co doprowadziło do nowych starć z policją i prywatną ochroną.
Apel o Interwencję Międzynarodową: Komitety obywatelskie wysłały apele do Unii Europejskiej i sądów międzynarodowych, donosząc o naruszeniu unijnych dyrektyw dotyczących ochrony naturalnych siedlisk i żądając natychmiastowego wstrzymania prac bez przejrzystości.
Podsumowując, połączenie tajemnicy rządowej i postrzeganej jako arogancka retoryki rodziny Trump, zamiast stłumić kontrowersje, dolało oliwy do ognia, przekształcając protest z ekologicznego w kwestię demokracji i suwerenności narodowej.
Matryca Filozoficzna: “Sposób Myślenia” i Równanie Izolacji
Aby zrozumieć wagę tych wydarzeń, należy spojrzeć na postać Douglasa Rushkoffa (ur. 1961 https://en.wikipedia.org/wiki/Douglas_Rushkoff), teoretyka mediów, pisarza i profesora City University of New York, uznanego przez MIT (Massachusetts Institute of Technology) za jednego z dziesięciu najbardziej wpływowych intelektualistów świata.
Pionier kultury cyberpunk w latach 90′ i twórca terminów takich jak “wirusowe media” i “cyfrowi tubylcy”, Rushkoff ewoluował swoje myślenie od entuzjazmu wobec wyzwalającego potencjału internetu do ostrej krytyki kapitalizmu ekstrakcyjnego. Jego fundamentalne prace dostarczają klucza do zrozumienia projektów Trumpów:
Survival of the Richest (Przetrwanie najbogatszych, 2022): Dokumentuje rzeczywiste spotkanie z pięcioma miliarderami z Doliny Krzemowej, mającymi obsesję na punkcie przetrwania “Wielkiego Wydarzenia”. Tutaj wprowadza “Równanie Izolacji” i demaskuje szaleństwo “Strategii Wyjścia” (Exit Strategy).
Team Human (Zespół Ludzki, 2019): Jego konstruktywny manifest, oparty na tezie, że “bycie człowiekiem to sport drużynowy”. Krytykuje “mechanomorfizm” (traktowanie ludzi jak maszyny) i proponuje przeprojektowanie technologii w celu wzmocnienia więzi społecznych, zamiast je monetyzować.
Logika “Strategii Wyjścia” (Exit Strategy): Elita techniczno-finansowa traktuje Ziemię i społeczeństwo jak upadający startup, z którego należy dokonać “wyjścia” (exit) przed załamaniem. Zamiast rozwiązywać systemowe problemy (klimat, nierówności), inwestują energię w tworzenie indywidualnych dróg ucieczki (Mars, bunkry, przesłanie świadomości).
Redukcjonizm Empiryczny: Natura i relacje międzyludzkie zostają zredukowane do ekstrahowalnych danych. Wszystko staje się symbolem (pieniądz, kryptowaluty, biometria) odłączonym od fizycznej rzeczywistości, pozwalając im wierzyć, że mogą transcendować prawa fizyki i moralności.
Potrzeba “Końca Gry” (Game Over): Paradoksalnie, ten sposób myślenia wymaga nadejścia nieuchronnej katastrofy (“Wydarzenia”). Bez epokowej katastrofy ich narracja o “wybranych” uciekających na prywatnej arce nie miałaby sensu. Kryzys usprawiedliwia ekstremalną koncentrację władzy.
W tym miejscu pojawia się “Równanie Izolacji” (Insulation Equation), perwersyjna matematyczna formuła napędzająca akumulację bogactwa: “Ile bogactwa muszę zgromadzić, aby odizolować się od katastrof, które powoduję, gromadząc to bogactwo?”
To błędne koło: aby chronić się przed konsekwencjami swoich działań (załamanie ekologiczne, niestabilność społeczna), miliarderzy potrzebują więcej pieniędzy. Ale aby zdobyć więcej pieniędzy, muszą stosować jeszcze bardziej ekstrakcyjne praktyki (jak zniszczenie laguny w Albanii pod resort), co przyspiesza katastrofę, przed którą chcą uciec. To jak próba zbudowania samochodu wystarczająco szybkiego, by uciec przed własnymi spalinami.
Sofizmat Technologiczny i Erozja Empatii
Rushkoff pokazuje, jak technologia, stworzona do łączenia, stała się głównym narzędziem tej izolacji. Interakcja za pośrednictwem ekranów wyłącza empatię, czyniąc psychologicznie łatwiejszym dla elity zaakceptowanie “pozostawienia w tyle” reszty ludzkości. Ale równanie zawodzi w kluczowym punkcie: zakłada, że można zabrać ze sobą bogactwo w zniszczonym świecie. Stąd obsesyjne pytanie, które miliarderzy zadają Rushkoffowi: “Jak przekonam moich uzbrojonych strażników, by mnie chronili, gdy pieniądze przestaną być coś warte?”. Odpowiedź brzmi: nie da się. To antyludzki projekt skazany na porażkę, ponieważ prawdziwe bezpieczeństwo leży w społecznej współpracy (Team Human), a nie w ucieczce.
Ta teoria Równania Izolacji Rushkoffa znajduje swoje najbardziej drastyczne zastosowanie w elicie USA, która buduje podziemny kompleks wojskowy, by uciec przed globalnymi kryzysami, i jednocześnie niszczy Dziedzictwo Ludzkości (jak siedlisko UNESCO w Narta), by tworzyć luksusowe “Strategie Ewakuacyjne” zamaskowane jako ekologiczne wkomponowanie.
Cyniczne oświadczenia Ivanki Trump przyspieszyły wzrost świadomości społecznej, czyniąc różowe flamingi flagą świata, który odmawia bycia wymazanym, by zrobić miejsce dla bunkrów bogaczy.
Analiza Francesco Cappello (włoskiego dziennikarza i badacza, autora Bogactwo fikcyjne, sztuczna bieda) uzupełnia obraz, określając albański projekt jako “radykalną transformację w kierunku prywatyzacji dyplomacji”.
Suwerenność Infrastrukturalna: Opancerzona enklawa Aman/Kushner to “prywatna platforma przestrzenna”, gdzie państwo albańskie abdykuje z ochrony obiektu UNESCO, delegując ją do zagranicznej rady nadzorczej.
Dyplomacja Transakcyjna: Przystąpienie Albanii do “Rady Pokoju” dla Gazy jest odczytywane jako wymiana: poświęcenie międzynarodowych aktywów środowiskowych na rzecz Kushnera w zamian za przysługi geopolityczne.
Geopolityka Zatoki Vlora: Resort na Wyspie Sazan wznosi się naprzeciw tureckiej bazy morskiej Pasha Limani. Inwestycja, powiązana z Waszyngtonem i Tel Awiwem, jest czynnikiem równoważącym przeciwko tureckim wpływom na Bałkanach, przekształcając projekt nieruchomościowy w strategiczny akt militarny, czego konsekwencją jest zniszczenie obiektu UNESCO.
Nastroje Społeczne: Protesty, prowadzone pod symbolem flamingów, mają obecnie charakter suwerenistyczny i antyizraelski, postrzegając projekt jako grabież zorganizowaną przez Netanjahu i globalną elitę kosztem albańskiego dziedzictwa i całej ludzkości.
Archipelag Bunkrów: Prywatne Wyspy na Całym Świecie
Zjawisko nie ogranicza się do Waszyngtonu i Albanii. Wielu miliarderów kupiło całe wyspy lub rozległe połacie terytoriów wyspiarskich, by przekształcić je w autonomiczne schronienia, potwierdzając tezę Rushkoffa o powrocie do formy neofeudalizmu.
Hawaje, Królestwo Zuckerberga i Ellisona: Mark Zuckerberg (założyciel i CEO Meta/Facebook) kupił 1700 akrów na Kauai pod Ko’olau Ranch (400 mln dolarów), otoczony dwumetrowymi murami, z tunelami prowadzącymi do bunkra przeciwko końcowi świata i autonomicznymi systemami rolniczymi, wywłaszczając rdzennych Hawajczyków. Larry Ellison (współzałożyciel i CTO Oracle) w 2012 roku kupił 98% wyspy Lanai, przekształcając ją w prywatne miasto-państwo, gdzie zasady dyktuje właściciel. Nawet Oprah Winfrey (amerykańska cesarzowa mediów) posiada ogromne enklawy na Maui.
Nowa Zelandia, Bunker Thiela: Peter Thiel (założyciel Palantir Technologies) próbował zbudować podziemny bunkier za 10 milionów dolarów w pobliżu jeziora Wānaka. Zablokowany w 2022 roku po protestach dotyczących wpływu na środowisko, Thiel zachowuje własność i obywatelstwo (uzyskane po zaledwie 12 dniach pobytu), potwierdzając Nową Zelandię jako cel ucieczki dla elity.
Wyspy Sztuczne i Pływające: Richard Branson (założyciel Virgin Group) ufortyfikował Necker Island na Karaibach. Bill Gates (współzałożyciel Microsoftu i filantrop) inwestuje w Seasteading Institute, aby tworzyć autonomiczne, pływające społeczności, prawdziwe offshore’owe “Exit Strategy”.
Równanie Izolacji w Działaniu
Nie jesteśmy świadkami biernego dostosowywania się do zmian, ale zbrodni ekologicznego i społecznego z premedytacją. Katastrofy, przed którymi ci miliarderzy uciekają, nie są zjawiskami naturalnymi – są wyrachowanym i dobrowolnym skutkiem ich własnej polityki. Celowo zatruli studnie, sprywatyzowali wspólne zasoby, wywołali załamanie klimatyczne i zniszczyli demokracje (Trump potraktował Biały Dom jako swoją prywatną własność do zburzenia), aby wycisnąć z nich ostatni gram zysku. A teraz, z zindustrializowanym cynizmem, używają dokładnie tego skradzionego bogactwa, by opłacić sobie bilet ratunkowy. Ten operacyjny paradoks przejawia się w trzech uzupełniających się kierunkach, potwierdzając tezy Survival of the Richest:
Militarny w Waszyngtonie: Burzy się historię i wydaje fortuny na budowę bunkra, który ma chronić elitę przed załamaniem społecznym – załamaniem przyspieszonym przez politykę koncentracji władzy.
Ekologiczny w Albanii i na Prywatnych Wyspach: Niszczy się naturę lub wywłaszcza społeczności lokalne, by tworzyć sztuczne raje dla nielicznych, przyspieszając kryzys ekologiczny i społeczny, który następnie będzie wymagał jeszcze więcej zasobów do rozwiązania (lub ucieczki przed nim).
Neofeudalizm Globalny: Od Kauai po Nową Zelandię, miliarderzy nie tylko budują bunkry, ale prywatne lenna, gdzie kontrolują ziemię, zasoby, pracę i bezpieczeństwo. Ten model zastępuje demokrację średniowieczną hierarchią, gdzie “pan” posiada wszystko, a “słudzy” (lokalni pracownicy, strażnicy) zależą od jego łaski.
Geopolityczny z analizy Cappello: Prywatyzacja dyplomacji, gdzie państwa narodowe stają się dostawcami bezpieczeństwa dla prywatnych lenn, niszcząc demokrację na rzecz globalnego, korporacyjnego porządku.
Wnioski: Odrzucenie Wspólnego Dobra
“Sala balowa”, “ekologiczny resort” i “wyspy bunkry” nie są oddzielnymi bytami, ale składnikami jednego sposobu myślenia: przekształcania Ziemi w miejsce do fortyfikowania (w Waszyngtonie), łupienia (w Albanii) lub prywatyzowania (na wyspach Pacyfiku).
Ta logika odrzuca odpowiedzialność za zachowanie wspólnego dobra na rzecz indywidualnej ucieczki w kierunku luksusowych bunkrów, podziemnych fortec lub wyspiarskich lenn, traktując cywilizację i naturę nie jak dom do pielęgnowania, ale jak upadający startup, z którego trzeba zrobić “wyjście” przed ostatecznym załamaniem. Dokładnie tak, jak obawiał się Rushkoff i jak podkreślił Cappello, oznacza to przejście od suwerennych państw do globalnych platform inwestycyjnych.
Znosi się demokrację, aby ustanowić świat panów i sług, gdzie obywatelstwo jest płatną subskrypcją. Ale mechanistyczny sofizmat tych nowych “bogów” oligarchii czyni ich ślepymi na ostatni, nieodwracalny paradoks: natury i historii nie da się ogrodzić, ponieważ żaden żelbetowy bunkier, żadna prywatna wyspa na Pacyfiku, żadna luksusowa enklawa w Albanii nie będzie w stanie oddychać czystym powietrzem, gdy płuca planety zostaną definitywnie wysterylizowane, by zrobić miejsce dla ich szop. I żaden system filtracji nie oczyści oceanu zatrutego przez ich własne fabryki.
Ich “luksusowa izolacja” nie jest ratunkiem – jest celą o zaostrzonym rygorze, którą zbudowali własnymi rękami. Skazani na wegetację w swoich opancerzonych salach balowych i pustych resortach, otoczeni martwą naturą i wrogą ludnością, będą mieli mnóstwo czasu, by kontemplować hańbę swojego dzieła. Wygrają wyścig chciwości, ale okażą się absolutnymi władcami globalnego cmentarza, który sami, z zimną determinacją zbudowali.
Jak Douglas Rushkoff stwierdza w swoim eseju, idea, że można zacząć od nowa gdzie indziej, jak w gigantycznej grze wideo, to czyste szaleństwo: jedynym sposobem, aby uniknąć katastrofy, jest podjęcie działań, by do niej nie doszło.
ŹRÓDŁA: Douglas Rushkoff (Luiss University Press 2022): Tylko najbogatsi: jak techno-miliarderzy uciekną przed katastrofą, zostawiając nas tutaj. Cappello, F. (2026). Analiza projektu Kushnera w Albanii. 4 czerwca 2026. National Trust for Historic Preservation v. Trump Administration, Sąd Okręgowy USA, Sygn. akt 1:25-cv-03421 (2026)
W maju mieliśmy dwa kolejne terminy rozpraw w procesie przeciw polskiemu posłowi do euro-kołchozu, czyli prezesowi Konfederacji Korony Polskiej Grzegorzowi Braunowi. Od lutego bieżącego roku mieliśmy już tych terminów blisko dziesięć. Każda rozprawa – całodniowa, tempo iście stachanowskie!
Do największego zgrzytu doszło w trakcie posiedzenia, które w warszawskim sądzie rejonowym odbyło się w dniu 22 maja. Grzegorz Braun już na samym początku rozprawy po raz kolejny podniósł temperaturę i skalę emocji niemal do wrzenia. Po tym, jak sędzia Marcin Brzostko poinformował strony, że wniosek formalny o wyłączenie prokuratora Macieja Młynarczyka z postępowania został odrzucony, oskarżony Grzegorz Braun nie skąpił mu ostrych słów. „Dał on popis swojej bezczelnej, butnej skłonności do manipulacji i kłamstwa. Zaprezentował się Wysokiemu Sądowi jako skrajnie stronniczy, agresywny, napastniczy rzecznik nie interesu publicznego, nie sprawiedliwości, której wyroki mają być ferowane w majestacie Rzeczpospolitej”. Na koniec poseł Braun podkreślił bez cienia wahania: „Ten banderowski pato-prokurator reprezentuje reżim”.
Słowa o „pato-prokuratorze” bardzo zdenerwowały przewodniczącego składu sędziowskiego. Sędzia Brzostko ostrzegł oskarżonego Grzegorza Brauna, że jeśli po raz kolejny użyje sformułowania „pato-prokurator”, to nakaże opuszczenie przez niego sali rozpraw. Za chwilę tak się stało i poseł Braun został wyproszony z sali na 40 minut. Doszło przy okazji do sporego zamieszania, bo gdy poseł Braun zgodnie z ustaleniami wrócił na salę posiedzeń punktualnie o godzinie 10.00, to sędzia orzekł, że zakaz obowiązuje… do godziny 10.20. „Proszę zaprotokołować, że ja stawiłem się punktualnie” – protestował Grzegorz Braun.
W tak zwanym „międzyczasie” głos zabrał sam zainteresowany, który najwyraźniej poczuł się urażony słowami Grzegorza Brauna. „Oskarżony ma usta pełne mafii, służb i lóż, ale ja na tej sali reprezentuję interes Rzeczpospolitej Polskiej” – te słowa wyjątkowo rozbawiły zgromadzoną na sali sądowej publiczność. Spowodowało to nawet interwencję sędziego przewodniczącego, który mówił, że „prosi publiczność o nieokazywanie żywiołowych reakcji w sposób głośny, można się śmiać po cichu”.
Operacja „Choinka LGBT”
W czasie kiedy Grzegorz Braun został de facto wyrzucony z sali posiedzeń, sąd zajął się przesłuchaniem kolejnych świadków. Jak już pisaliśmy, prokuratura i obrona powołali łącznie około 90 świadków, tak że pracy przed sądem i pełnomocnikami jest naprawdę sporo.
Tym razem posiedzenie zdominowała operacja „choinka LGBT”. Sąd wezwał bowiem świadków związanych z tym incydentem. Przypomnijmy, w styczniu 2023 roku Grzegorz Braun powołany na świadka w procesie, który toczył się przed Sądem Okręgowym w Krakowie został poinformowany, że w holu tego sądu znajduje się choinka ustawiona i „ozdobiona” przez sędziów członków Stowarzyszenia „Iustitia” i „Temis”, którzy na drzewku umieścili bombki „przystrojone” takimi napisami, jak „LGBT”, „Konstytucja” czy „PL-UA”. Prezes Konfederacji Korony Polskiej w akcie spontanicznej interwencji poselskiej usunął choinkę i wyrzucił ją do kubła na śmieci na sądowym dziedzińcu. Incydent ten rozwścieczył sędziów-aktywistów, jedna z nich przybyła na miejsce i wezwała policję.
Po kilku latach prokuratura warszawska włączyła ten watek do swojego aktu oskarżenia. Co ciekawe, rzeczoznawca powołany przez prokuraturę wycenił początkowo wartość szkody (potłuczonych bombek i uszkodzonej plastikowej choinki) na około 400 zł. Prokurator Wantuch uznał jednak, że tak być nie może. Bo to by oznaczało, że można jedynie mówić o wykroczeniu, a nie przestępstwie, czyli to postępowanie byłoby bezprzedmiotowe, więc zamówił kolejną ekspertyzę. Rzeczoznawca właściwie odczytał intencję prokuratury i wycenił już szkodę na wartość około 1400 zł (sama praca eksperta natomiast została wyceniona na kwotę 2500 zł – [sic!]). W ekspertyzie podniesiono „wysoką wartość artystyczną ręcznie malowanych bombek”.
Magiel i pensjonarka
No i właśnie kwestia rzeczywistej wartości tej „szkody” zdominowała posiedzenie w dniu 22 maja br. Najpierw sędzia przesłuchał świadka, który wskazał oskarżonemu Grzegorzowi Braunowi sam obiekt, czyli choinkę. Był to krakowski przedsiębiorca, który podobnie jak poseł Braun był świadkiem w innym procesie. Jak sam przyznał, „był w szoku”, kiedy dostrzegł, jak polski poseł do „euro-kołchozu” potraktował to oczko w głowie sędziów ze stowarzyszenia „Iustitia”.
Potem przyszedł czas na przesłuchanie sędzi Marzeny Stoces, byłej przewodniczącej krakowskiego oddziału „Iustitii”. Wypowiedź sędzi była bardzo chaotyczna. Trajkotała ona jak automat, mówiąc tak szybko, że sędzia prowadzący kilkakrotnie musiał jej przerywać, bo protokolanci nie byli w stanie notować zeznań świadka. Najważniejszy przekaz, jaki płynął z tego swoistego strumienia świadomości, był taki, że choinka, która stała w holu krakowskiego sadu okręgowego, była swoistym fetyszem, „ukochanym dzieckiem” całego środowiska. „Zbieraliśmy się wokół niego, składaliśmy sobie życzenia, żeby w Polsce wróciła praworządność i szacunek dla Konstytucji” – mówiła wyraźnie wzruszona sędzia Stoces. Świadek przyznała, że członkowie „rozkminiali, jak sfinansować zakup ozdób choinkowych i założyli grupę na popularnym komunikatorze i zrobili zrzutkę dla pani mecenas Pauliny Bac, która pomalowała bombki”. Co ciekawe, świadek przyznała, że członkiem tej grupy był również obecny minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek i jego zastępca”.
Kolejnym i ostatnim już świadkiem w tym dniu była adwokat Paulina Bac, która właśnie na prośbę sędziów z „Iustitii” i „Temis” malowała bombki. Tutaj przeszliśmy do clou, czyli faktycznego ustalenia kosztów, jakie poniosła pani mecenas, malując bombki. Już na wstępie pani mecenas na pytanie jednego z obrońców Grzegorza Brauna wyraźnie się rozmarzyła, mówiąc, że „zawsze marzyła, żeby zostać malarką, no ale została adwokatem”. Na samym początku zeznań wyceniła ona swój wkład finansowy w produkcję jednej bombki na 30 zł. Mimo wzmożonych wysiłków obrony nie mogła jednak przedstawić na to jakichś przekonywających dowodów.
Nie pamiętała bowiem, jak sama mówiła, w jakiej cenie kupowała tak zwane „gołe bombki”, które następnie malowała. Tłumaczyła bowiem, że nie każde bombki się nadawały, bo nie na każdych „dobrze siadła farba”. W jej wcześniejszych zeznaniach złożonych w procesie przygotowawczym przyznała jednak, że bombki kupowała w sklepach jednej z dużych sieci marketów budowlanych, w tak zwanej „promocji”. Dodatkowo okazało się, że niezwykle ciężko jej ustalić, czy zniszczeniu uległy bombki „świeżo wykonane”, czy może te z lat wcześniejszych. Jaka więc była wartość amortyzacji pomocy artystycznych (farb, pędzli czy rozpuszczalników do farb)?
Te żenujące lekko i w sumie ośmieszające powagę sądu Rzeczpospolitej spory i dywagacje ostatecznie podsumował sam Grzegorz Braun. „Wnioskuję, aby sąd zlecił biegłemu ustalenie tempa i stopnia amortyzacji choinek plastikowych, bombek z roku 2018, 2019, 2020, 2021, 2022 i 2023, dla porównania. Proszę wyliczyć, jaki był stopień tej amortyzacji i proszę przyjąć najbardziej korzystny dla oskarżonego wariant, że w obliczu niezdolności autorki tych bombek do ustalenia, jakie to właściwie bombki wisiały w dniu krytycznym na choince, która naruszała powagę sądu okręgowego w Krakowie, na co zareagowałem w trybie interwencji poselskiej. Ponieważ nie jest w stanie pani mecenas Bac powiedzieć, czy to były bombki z 2022 roku, czy może jednak z 2018 i czy były bardziej za 15,50 zł, a może jednak bardziej za 11,30 i na dodatek czas upływał, więc proszę, by biegły ustalił, w jakim tempie i na jakie kwoty ulegają amortyzacji bombki i choinki i proszę, żeby to po ustaleniu w najbardziej dla mnie korzystnym procesowo wariancie zostało przyjęte”.
Kolejny termin
28 maja br. odbyło się kolejne posiedzenie sądu. I tym razem nie zabrakło kontrowersji i ostrych sporów na linii prokuratura–oskarżony–obrona. Prokurator Maciej Młynarczyk po raz kolejny poprosił sąd o zrezygnowanie z listy świadków aż 11 osób pierwotnie wskazanych w akcie oskarżenia. „Zeznania tych osób niewiele wniosą, gdyż nie byli wystarczająco blisko sytuacji, w których dochodziło do sytuacji znamionujących popełnienie przestępstwa albo ich zeznania pokrywają się z wcześniejszymi zeznaniami już przesłuchanych przez sąd świadków” – mówił na sali rozpraw prokurator Maciej Młynarczyk.
Takie postawienie sprawy nie znalazło zrozumienia u obrońców Grzegorza Brauna. Dał temu wyraz w sposób dobitny mecenas Mariusz Ratajczak. „Wyłączenie przesłuchania przed sądem jest możliwe jedynie w sytuacji, gdy świadek na stałe przebywa zagranicą. Mamy wtedy do czynienia z przełamaniem zasady bezpośredniości i wtedy mamy uzasadnienie. Przeciw takim fundamentalnym zmianom stanowiska prokuratury my stanowczo protestujemy”.
Nawiązując do sprawy choinki z krakowskiego sądu mecenas Ratajczak zauważył: „Zdroworozsądkowo i tak obiektywnie ujmując sprawę, można było przyjąć wartość tej choinki, która miała wiele lat już, że to było mniej niż te 800 zł. Ale zwraca uwagę ekspresowe działanie prokuratury w tej sprawie. 27 stycznia dochodzi do zdarzenia i już tego samego dnia prokuratura wszczyna postępowanie przygotowawcze”.
W tym dniu sąd przesłuchał aż czterech świadków. Tylko i wyłącznie pracowników policji, bądź firmy ochroniarskiej wynajętej przez prezesa sądu w Krakowie. Jeden z nich wyraźnie miotał się i plątał w zeznaniach, co zauważył sam oskarżony, który wnioskował o przyjęcie przysięgi od świadka.
Był to funkcjonariusz, który podczas incydentu „choinkowego” naruszył nietykalność cielesną posła Brauna i w związku z tym miał nawet postępowanie przed prokuraturą, bronił go były poseł Paweł Śliz. „Charakterystyczne, że świadek odpowiada pytaniami na pytania. Ponieważ jest to proces nie tylko choinkowy, ale także i chanukowy, więc zwrócę uwagę na to, że to jest właśnie retoryka talmudu” – mówił poseł Grzegorz Braun komentując zeznania świadka: „Dyskurs, pytanie na pytanie”
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu =============================
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
======================================
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.
W wywiadzie Seyed Mohammad Marandi przedstawia obraz regionu, w którym nastąpiła dramatyczna zmiana strategicznych reguł. Jego głównym przesłaniem jest to, że Iran nie czeka już, aż Izrael, Stany Zjednoczone lub ich regionalni sojusznicy ustalą fakty na miejscu. Teheran znajduje się teraz w nowej fazie wojny – i ta nowa faza nie dotyczy już tylko samego Iranu, ale także Libanu, Hezbollahu, Jemenu i całej Osi Oporu.
Marandi rozpoczyna od niedawnych nocnych wydarzeń w Zatoce Perskiej. Kilka tankowców próbowało przepłynąć przez Cieśninę Ormuz bez zezwolenia Iranu. Zostały ostrzeżone, ale nie zareagowały. Jeden z tankowców został następnie trafiony irańskim pociskiem, po czym pozostałe statki zawróciły. Później Stany Zjednoczone zaatakowały wieżę komunikacyjną na wyspie Keszm, a następnie port w Sirik. Irańska odpowiedź wymierzona była w amerykańskie obiekty w Kuwejcie i Bahrajnie, a Marandi sądzi, że Piąta Flota USA w Bahrajnie również została trafiona.
Dla Marandiego kluczowe jest to, że USA i zachodnie media systematycznie zniekształcają sytuację. Waszyngton od początku wojny twierdził, że irańskie rakiety i drony zostały przechwycone lub nie wyrządziły żadnych szkód. Według Marandiego to propaganda. Iran precyzyjnie uderza w swoje cele, a Stany Zjednoczone jedynie próbują ukryć własne straty i bezbronność swoich baz.
Marandi jest szczególnie krytyczny wobec doniesień zachodnich mediów, które twierdzą, że Stany Zjednoczone potajemnie przeprowadziły dziesiątki statków z Zatoki Perskiej przez Cieśninę Ormuz. Uważa tę wersję za czystą fikcję. Gdyby 40 lub 70 statków rzeczywiście przepłynęło przez cieśninę, media takie jak „New York Times” czy „Wall Street Journal” mogłyby je wymienić z nazwy. Ponieważ tak się nie stało, uważa, że twierdzenie to jest częścią psychologicznej operacji mającej na celu uspokojenie cen ropy i rynków towarowych.
Wniosek jest jasny: USA jak dotąd nie zdołały usunąć statków z Zatoki Perskiej bez zgody Iranu. Każda próba zakończy się niepowodzeniem, dopóki Teheran na to nie pozwoli. A każdy amerykański atak spotka się z ostrzejszą reakcją Iranu.
Iran ma dziś silniejszą pozycję militarną niż przed wojną. Liczba nowoczesnych pocisków rakietowych wzrosła, a starsze pociski są czasami celowo odpalane, aby opróżnić zapasy i zrobić miejsce dla nowszych systemów. Możliwości dronów również wzrosły, zarówno ilościowo, jak i jakościowo. Iran pracuje nad większą precyzją, lepszymi możliwościami penetracji systemów obrony powietrznej oraz nad dalszym rozwojem swoich podziemnych baz rakietowych.
Marandi wskazuje również na ważny element taktyczny: wabiki. Stany Zjednoczone i Izrael zbombardowały tysiące irańskich wabików, marnując przy tym miliardy. Chińskie wabiki są najwyraźniej tak skuteczne, że siły zachodnie ledwo odróżniają je od prawdziwych celów. Dla Marandiego jest to sygnał, że Iran wysysa z przeciwnika nie tylko militarnie, ale także psychologicznie i ekonomicznie.
Jego zdaniem, kolejny etap eskalacji zostanie osiągnięty znacznie szybciej niż dotychczas. Iran nie zareaguje powoli następnym razem, ale szybko awansuje na drabinie eskalacji. To samo dotyczy jego regionalnych sojuszników, zwłaszcza Jemenu. Siły jemeńskie wykorzystały okresy spokoju do rozbudowy swojego potencjału w zakresie rakiet i dronów. Jemen odegra znacznie większą rolę w kolejnym poważnym konflikcie.
Jednocześnie Marandi uważa, że Donald Trump nie chce obecnie bezpośredniej eskalacji militarnej. Wskazuje, że Stany Zjednoczone nie zareagowały dalej po niedawnych irańskich atakach odwetowych. Trump stał się ostrożniejszy – zarówno w swojej retoryce, jak i działaniach militarnych na miejscu. Marandi pozostaje jednak sceptyczny: nie jest jasne, czy ta powściągliwość się utrzyma, ponieważ sytuacja w Libanie może w każdej chwili stać się nowym katalizatorem.
To jest właśnie sedno tej rozmowy.
Marandi postrzega Liban jako nowy, kluczowy front. Izrael zabił wysoko postawionego libańskiego generała i dwóch jego towarzyszy – tuż po tym, jak prezydent Libanu zajął stanowisko przeciwko Iranowi i ruchowi oporu. Dla Marandiego ten incydent ukazuje słabość i upokorzenie libańskich przywódców. Poszli na ustępstwa polityczne wobec Izraela, prowadzili bezpośrednie rozmowy i przeciwstawili się Teheranowi – a w zamian otrzymali jedynie kolejne izraelskie ataki.
Jego krytyka obecnego kierownictwa Libanu jest brutalna. Prezydent i premier są mniej zainteresowani ochroną Libanu niż sam Iran. Zostali oni mianowani przez obce mocarstwa, nie mają szerokiego zaplecza politycznego i działają jako pełnomocnicy Waszyngtonu i regionalnych monarchii Zatoki Perskiej.
Oskarżenie Marandiego, że władze Libanu uniemożliwiają szyickim uchodźcom ucieczkę ze stref oporu do innych części kraju, jest szczególnie poważne. Ambasady Zachodu, zachodnie organizacje pozarządowe, państwa Zatoki Perskiej, Arabia Saudyjska, Katar i ich lokalni sojusznicy rzekomo współpracują ze sobą, aby utrzymać zwolenników ruchu oporu w określonych obszarach. Pomoc z Iranu i Iraku jest blokowana – nie w formie pomocy wojskowej, lecz humanitarnej. Według Marandiego, ma to na celu złamanie morale kręgów ruchu oporu.
To jedno z najpoważniejszych oskarżeń w tej rozmowie: przeciwnicy ruchu oporu w Libanie chcieli nie tylko osłabić Hezbollah, ale także upokorzyć, odizolować i zagłodzić jego bazę społeczną.
Marandi określa zatem libańskie władze mianem kolaborantów. Twierdzi, że działali wbrew konstytucji, prowadząc bezpośrednie rozmowy z Izraelem i skutecznie zachęcając stronę izraelską do zerwania zawieszenia broni. Iran natomiast rzekomo próbował wymusić zawieszenie broni i wycofanie wojsk izraelskich.
Ujawnia to nową rzeczywistość strategiczną: Iran nie jest gotowy zaakceptować porozumienia wykluczającego Liban. Według niego Stany Zjednoczone byłyby skłonne zakończyć wojnę, gdyby Iran opuścił Liban. Ale Teheran odmówił. Iran mówi: Nie ma porozumienia bez Libanu.
Marandi zaprzecza zatem wprost twierdzeniu, że Iran używa Hezbollahu jako karty przetargowej. Według niego jest wręcz przeciwnie: Iran mógłby łatwiej zawrzeć porozumienie, poświęcając Liban. Fakt, że Teheran tego nie robi, dowodzi, że Hezbollah i Liban nie są jedynie taktycznymi kartami w grze, ale integralnymi elementami strategicznej architektury bezpieczeństwa Iranu.
Kluczowe zdanie rozmowy brzmi następująco: Po raz pierwszy od rewolucji irańskiej Teheran otwarcie mówi, że atak na Liban lub Hezbollah wywoła reakcję Iranu.
Według Marandiego jest to zmiana historyczna.
Dotychczas obowiązywała zasada: jeśli Izrael zaatakuje Iran, Iran odpowie.
Nowa formuła jest teraz taka: jeśli Izrael zaatakuje Liban, Iran także będzie mógł odpowiedzieć.
Według Marandiego, Teheran zmienił w ten sposób zasady. Liban nie jest już jedynie lokalnym polem bitwy między Izraelem a Hezbollahem. Staje się elementem regionalnej doktryny odstraszania. Izrael ma zrozumieć, że ataki na Bejrut, południowy Liban lub struktury oporu nie pozostaną bezkarne ze strony Iranu.
Marandi łączy ten rozwój wydarzeń z Syrią. Twierdzi, że Iran nie działał z sympatii dla Baszara al-Asada, ale dlatego, że obalenie Syrii było częścią operacji kierowanej przez CIA, autoryzowanej przez Obamę i wspieranej przez zachodnie agencje wywiadowcze, Katar, Arabię Saudyjską i tysiące zagranicznych bojowników. Celem, jak twierdzi, było zniszczenie Syrii, rozbicie Osi Oporu i strategiczne wzmocnienie Izraela.
Dla Marandiego wojna z Syrią nie była zatem wewnętrznym powstaniem, lecz wojną imperialną pod płaszczykiem sekciarstwa. Ci, którzy uzasadniali ją względami religijnymi lub sekciarskimi, ostatecznie działali w interesie Izraela. Fakt, że Netanjahu uznał zniszczenie Syrii za sukces, potwierdza właśnie tę analizę.
Marandi argumentuje, że obecnie nowa syryjska rzeczywistość prowadzi do zamknięcia granicy z Libanem, co osłabia Hezbollah. Jednocześnie byli zwolennicy wojny w Syrii na Zachodzie milczą, ponieważ wiedzą, że ich dawna rola przyczyniła się do obecnego osłabienia ruchu oporu.
Marandi następnie rozszerza swoją analizę na cały region. Stany Zjednoczone wykorzystały swoich regionalnych sojuszników przeciwko Iranowi, Libanowi, Syrii i Jemenowi. Państwa Zatoki Perskiej zapewniły amerykańskim bazom bazy podczas bombardowania Jemenu. Odegrały również rolę, gdy Izrael zaatakował Iran przy pełnym wsparciu Amerykanów. Bez Stanów Zjednoczonych Izrael nie przetrwałby nawet dwunastu dni.
Z tego wyciąga prosty wniosek: każdy, kto wierzy, że władze Libanu lub reżimy Zatoki Perskiej działają niezależnie, jest naiwny. Są one częścią regionalnej struktury wykorzystywanej przez USA i NATO w interesie Izraela.
Główne ostrzeżenie Marandiego pojawia się na końcu: Iran zmienił zasady.
Izrael nie może już automatycznie traktować Libanu jako odizolowanego pola bitwy. Stany Zjednoczone nie mogą już zakładać, że ich bazy w Zatoce Perskiej są nietykalne. Monarchie Zatoki Perskiej nie mogą już być pewne, że ich współpraca z Waszyngtonem pozostanie bez konsekwencji. Libańskie władze nie mogą już twierdzić, że bronią interesów narodowych, skoro – zdaniem Marandiego – w rzeczywistości wspierają cele Izraela i Ameryki.
Niezależnie od tego, czy podzielamy stanowisko Marandiego, czy nie – jego oświadczenie ma znaczenie geopolityczne.
Iran sygnalizuje, że rozszerza swoje regionalne środki odstraszania. Liban staje się papierkiem lakmusowym. Jeśli Izrael zaostrzy sytuację, Teheran może odpowiedzieć odwetem. A jeśli Waszyngton zainterweniuje, konflikt może rozprzestrzenić się z Zatoki Perskiej przez Bahrajn, Kuwejt i Jemen aż po wschodnią część Morza Śródziemnego.
Przesłanie Marandiego do Izraela jest jednoznaczne:
Stary porządek, w którym Izrael atakował, a inni tylko protestowali, skończył się.
Nowy porządek jest następujący: Ktokolwiek zaatakuje Liban, ryzykuje reakcją Iranu.
Spektakularnie rośnie potęga władców świata. Rośnie coraz szybciej. Posiadają miliardy miliardów [przy takich kwotach jest zupełnie obojetnie, czy to dolary, czy złote]. Już nie muszą to być dziesiątki czy setki ton złota, choć, jeśli można takie ilości metalu wywieźć z Libii po zamordowaniu jej władcy, czy z Ukrainy po wygnaniu jej władcy, to tym też nie pogardzają. Te miliardy miliardów mnożą się, jak króliki Lejzorka Rojtszwanca z powieści Ehrenburga. To nic, że jedynie w świecie wirtualnym i to w najpotężniejszych i najszybszych komputerach banksterów. Przekłada się to przecież na potęgę przemysłową i militarną. I co najważniejsze, poprzez media – na potęgę ideologiczną. Nowe postępowe mikro-paradygmaty potęguje się do mini-paradygmatów, potem do paradygmatów i wreszcie przekształca w nowe, obowiązujące już wszystkich, dogmaty. Wolność, tolerancja, wartości europejskie, humanitaryzm, humanizm, światła, tysiąc światełek tak promowanych przez masonów- prezydentów Stanów Zjednoczonych.
Już blisko, na horyzoncie, są Stany Zjednoczone Świata. Już czekają na Męża Opatrznościowego Świata. Już powstała Nowa Cywilizacja Człowieka, Ona zwycięża, Ona zwycięży. Nazwijmy ją roboczo GLOB. Ta demonstracja Potęgi oddziałuje na psychikę. Część jej ofiar ugina się uznając, że już wałczyć przeciw – nie da się, nie można. A część przekonuje siebie, że popieranie się opłaci. Zmiany następują we wszystkich dziedzinach. Wymienię tylko kilka. – Rewolucja etyczna, obalenie Dekalogu (tak to nazywają..) i zastąpienie go regułami nowymi, postępowymi. Dotyczy to każdego z 10-ciu przykazań. Przykładów jest tyle, że każdy może je dopowiedzieć. – (R-)ewolucja pojęcia prawdy, rozmycie kryteriów jej poznania, a nawet zwątpienie w możliwość i potrzebę jej szukania i opierania się na niej. Przecież mamy post-modernizm! – Wzrost bogactwa i silne rozwarstwienie dobrobytu. Bogacenie się uznano za główny motor postępu i dowód na wielkość człowieka. – Szybki wzrost rekordów sportowych przy jednoczesnym postępującym cherłactwie zwykłych ludzi, głównie osób siedzących przed komputerem, a szczególnie dzieci i młodych ludzi. – Radykalna zmiana znaczenia pojęć towarzyszy tym przemianom. Np. inwestowanie przestało znaczyć budowanie, tworzenie dóbr trwałych, a stało się spekulacją, wyścigiem w oszukiwaniu innych – i to w dodatku w świecie wirtualnym, ale z konsekwencjami w świecie realnym. Porównajmy pojęcie „rodzina” przed wiekiem – i teraz… – Szczególnie głębokie są zmiany znaczenia abstraktów. Porównajmy (jeśli jeszcze potrafimy), co znaczyły przed stu laty i obecnie pojęcia takie, jak miłość, człowiek, dobro, wolność, prawo (-a), szybkość, jakość, fundamentalizm. I setki innych. W dziedzinie religijnej znikły z powszechnego użycia np. słowa: grzech, modlitwa, piekło. Niedawno jacyś postępowi chrześcijanie przegłosowali nie-istnienie czyśćca. W katolicyzmie pojawiła się demokracja i głosowanie w sprawach pojęć podstawowych, objawionych, a także wiedzy naturalnej. Niedawno Patryk Buchanan w USA napisał: „Odeszli Adam i Ewa, wkroczyło „Krysia ma dwie mamy”. Odeszły obrazy Chrystusa wstępującego do Nieba, w zamian pojawiły się obrazy ukazujące człekokształtnych przechodzących z Homo erectus. Odeszła Wielkanoc, nadszedł Dzień Ziemi. Odeszło biblijne nauczanie o niemoralnej istocie homoseksualizmu, wkroczyli homoseksualiści nauczający o niemoralności tzw. homofobii. Odeszły przykazania, wkroczyły prezerwatywy”.
Cywilizacje według Konecznego Wciskają nam to wszystko w sto lat po genialnym sformułowaniu nauki o cywilizacjach Feliksa Koniecznego. Jego definicje są ciągle mało znane, mało cytowane. Przerażają i mierżą one samozwańcze t.zw. Autorytety z grona tajnych związków. Sprecyzował on: Cywilizacjajest to metoda ustroju życia zbiorowego. Czyli – są to metody i zasady, według których buduje się życie społeczności, życie narodów. Konieczny wyróżnił pięć (i tylko pięć) pojęć charakteryzujących cywilizację (quincunx, czyli piecioksztalt). Cywilizacje krystalizują się wokół następujących pojęć: Stosunek do prawdy, do dobra (to w dziedzinie duchowej), dobrobytu, zdrowia (sprawy materialne) oraz stosunek do piękna – w obu dziedzinach, ducha i materii. Na podstawie stosunku do tych pojęć cywilizacje odróżniają się od innych. FK wyróżnił w obecnym świecie siedem cywilizacji: turańska (mongolska, obozowa, z wodzem czy carem na czele), arabska (nie Islamu, bo nie jest cywilizacją sakralną), chińska (jest wraz z żydowską najstarsza, ale bez tendencji uniwersalistycznych), bramińska (głównie na terenie Indii, sakralna), żydowska (sakralna, ale o dążeniach globalnych; wg. niej Tora to objawione Prawo), bizantyńska (na bazie imperium wschodnio-rzymskiego), łacińska (powstała na pniu cywilizacji rzymskiej i religii katolickiej). Czytelnika nie znającego tych terminów odsyłam do materiałów zamieszczonych na stronie Dakowski.pl w dziale Koneczny. [dodaję w grudniu 2021: To jest dostępne w Archiwum.] Dla nas obecnie najważniejsza jest następująca konstatacja Konecznego: Wbrew twierdzeniom hegeliańskich niedouków nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Wskazują na to m.inn. wielowiekowe usiłowania, zawsze kończące się klęską. Syntezy różnych cywilizacji są niemożliwe. Różni genialni przywódcy usiłowali tworzyć cywilizacje sztuczne, wydumane; Aleksander zwany wielkim, Hitler i Lenin (z Marksem w tle), by podać pseudonimy czy nazwy największych zbrodniarzy (dodać Napoleona!). Zamiast syntez zawsze powstawały stany a-cywilizacyjne, stany bierności, czy (genialne sformułowanie Feliksa Konecznego) kołobłędu i latrocinium maximum (rabunek totalny i brak moralności, powiedzielibyśmy dziś). Drugi ważny wniosek. Ponieważ wśród ludzi należących do różnych cywilizacji stosunek do każdego z pięciu elementów quincunxa jest różny, niemożliwe jest powstanie cywilizacji planetarnej, która byłaby mieszanką elementów tych cywilizacji. W tym sensie np. uogólniona moralność ludzka jest zbiorem pustym. Jeśli planetę opanuje jedna cywilizacja, będzie to jedna z wymienionych siedmiu cywilizacji, lub inna, nowa. Na pewno nie będzie to cywilizacja – „synteza wybranych najlepszych cech dotychczasowych cywilizacyj”, czyli cywilizacja synkretyczna. Porównanie GLOB z cywilizacjami istniejącymi Czy powstająca obecnie cywilizacja globalistyczna (nazwijmy ja roboczo GLOB) jest cywilizacją w sensie FK? Jeśli tak, to czy może być kandydatką na cywilizację planetarną? Rozważmy to według kryterium pięciokształtu (quincunx). Tworzona cywilizacja jest cywilizacją laicką, ignorującą wolę Boga. Nie nazwiemy jej jednak tym mianem, choćby dlatego, że skrót (CL) mylony może być z cywilizacją łacińską (CŁ). Zostańmy przy roboczej nazwie Cywilizacja GLOB. Struktury budowane w USA i UE są to jedynie odmiany planów globalistów. Porównajmy cechy planowanej i budowanej [dużym kosztem, tak materialnym, jak i duchowym], cywilizacji (GLOB) z dotychczasowymi siedmioma cywilizacjami, szczególnie z cywilizacją łacińską. 1. Stosunek do prawdy. Fundamentem CŁ jest pewność, że prawda jest jedna. Dla katolików, którzy stworzyli CŁ, Prawdą jest Chrystus. Fundamentem filozoficznym CŁ jest nauka św. Tomasza z Akwinu. Wszelkie poszukiwania prawdy w sprawach cząstkowych są uzasadnione, potrzebne i mogą być skuteczne. To przeświadczenie umożliwiło powstanie nauki, szczególnie stało się fundamentem nauk ścisłych. Zastosowano metodę analityczną, czyli oparcie się na doświadczeniu i logicznym wnioskowaniu. Nauki ścisłe rozwinęły się wśród scholastyków średniowiecza, a zapoczątkowały je odkrycia fizyków Buridana i Nicolas d’Oresme. Inne cywilizacje mają może słabiej (i inaczej) ukształtowane pojęcie podstaw i źródeł prawdy. Ale mają. Natomiast GLOB, idąc za post- modernistycznymi prądami, neguje potrzebę precyzyjnego pojmowania prawdy. Każdy ma swoją rację, prawda jest względna, lub zależy od punktu widzenia/siedzenia, od bogactwa zresztą itp. To upraszczające slogany oddające stosunek konstruktorów GLOB do prawdy. To podejście jest więc przeciwieństwem podejścia CŁ. 2. Dobro. Podobnie rozmyte, niejednoznaczne i zróżnicowane jest podejście propagatorów GLOB do dobra. Uzasadniają, że nowoczesny człowiek ma swój własny zespół wartości, że Dekalog był może dobry dla pastuchów dwa tysiące lat temu, ale my, ludzi nowocześni, wykuwający przyszłość (świetlaną, chciałoby się dopowiedzieć) jesteśmy ponad więzy Dekalogu czy ponad marzycielstwo mitycznego źródła ewangelii, Jezusa. Zresztą był on dobrym człowiekiem, może (jak uważa część wielbicieli nowych religii) awatarem Kriszny, czy jednym z wizjonerów ludzkości. Obok innych, oczywiście.. Itp. Zamiast uniwersalnej kategorii dobra występuje darwinizm społeczny, dobro określane przez każdego dla samego siebie (ew. dla swoich – to już ich szczyty altruizmu). 3. Zdrowie W cywilizacji rzymskiej, potem łacińskiej, najprostszą maksymą było i jest w zdrowym ciele zdrowy duch. Zdrowie jest więc środkiem do rozwoju człowieka. W GLOB zaś zdrowie, a również uroda, są CelemOstatecznym. Stąd inwazja chemicznych panaceum (po zbójeckich cenach, często setki a nawet tysiące razy wyższych od kosztu produkcji). Stąd dyktatura firm kosmetycznych, czy sztucznie generowana moda na chirurgię plastyczną. Miraż stworzenia bożka czy bogini. Dla bogatych – miraż długowieczności czy klonowania. Rynek narządów pobranych z ofiar terroru w Czeczenii, Meksyku, czy ustrzelonych (na zamówienie) w Strefie Gazy, lub z więźniów w konc-łagrach w Chinach, jest już rynkiem pół-legalnym w Europie Zach., czy USA. Doskonała jakość, umiarkowane ceny. W modnych restauracjach we Francji (np.w Marsylii) serwuje się dania z „ludziny”, podobno import z Chin. [Znajomi krzyczą” „Nie uwierzę!” . A to –fakt] „Prawo” do zabijania ludzi nienarodzonych wprowadziła dopiero władza bolszewicka (Lenin i Zw. Sowiecki, 18 XI 1920r.) i władza nacjonał -socjalistów (Kanclerz Niemiec A. Hitler, 1933r). Teraz staje się ono niezbywalnym prawem kobiety, promowanym w krajach neo-cywilizacji. Widzimy hegeliańską logikę syntezy: zabijać miliony ludzi w imię praw człowieka, czy etyki humanizmu. Ostatnio (czerwiec 2016) juz jawnie uzasadniono otwieranie UE na migrantów z Azji i Afryki celami eugenicznymi; „Nowa krew” dla Europy. [por.: Rasizm eurokratów – zbrodnią przeciw ludzkości. ] 4. Dobrobyt Zbadajmy stosunek neo-cywilizacji (GLOB) do następnego elementu quincunxa, tj. do dobrobytu. W cywilizacji łacińskiej celem w tej dziedzinie jest dobrobyt większości rodzin (ale nie jest to Cel Najwyższy). Pożądany jest też szeroki rozkład dochodów z jednym maksimum przy dochodach średnich. Realizowanym celem i skutkiem GLOB (przy użyciu darwinizmu społecznego) jest ogromna rozpiętość dochodów osobników (nie rodzin!); rozkład ten ma dwa maksima: przy bardzo niskich dochodach (nędza) oraz przy bardzo wysokich (członkowie grup nieformalnych czy tajnych, członkowie mafii, finansiści-aferzyści). 5. Piękno. W odróżnieniu od cywilizacji istniejących, a szczególnie od cywilizacji łacińskiej, GLOB promuje brzydotę i ohydę tak w dziedzinie materialnej, a też w dziedzinie duchowej (filmy, plastyka, szczególnie malarstwo, architektura, muzyka). Wszędzie tu dominuje też fascynacja złem (a często jawny satanizm) połączona z fascynacją brzydotą. W dziedzinie rodziny: CŁ jest cywilizacją monogamii, cywilizacja arabska – głównie poligamii, cywilizacja chińska semi-poligamii. We wszystkich cywilizacjach sprawy rodziny są jednak uregulowane prawnie. W GLOB podmiotem jest osobnik, indywiduum. A normą – podnoszenie jego prawa (raczej jego widzimisię) do statusu decydującego. Trwa więc intensywna propaganda re- definicji rodziny, by włączyć w nią związki zboczeńców, np. pederastów, są też już (formalnie udane!) próby włączenia również pedofilów. We wszystkich istniejących cywilizacjach zboczenia, jeśli nawet są tolerowane, są traktowane jako anomalie, a nie norma. Przyczyną tego jest prawo naturalne, a w łacińskiej i żydowskiej dodatkowo, a ściślej głównie – Objawienie. Cywilizacja GLOB jest pierwszą próbą odwrócenia celów Natury czy naturalnych celów człowieka. Jest zdecydowanie inna od wszystkich dotychczasowych. Czy GLOB jest więc nową cywilizacją? Przytoczone wyrywkowo przykłady, jak i wiele innych, tak w dziedzinie quincunxa, jak i prawa spadkowego, rodzinnego, czy nawet podejścia do logiki, wskazują na zupełną wyjątkowość tak mocno promowanej cywilizacji. Nie jest ona wynikiem tendencji i nurtów naturalnych, lecz wynikiem realizacji PLANU. Jest wymyślona. W każdej z najważniejszych dziedzin charakteryzujących cywilizacje stoi przy wartościach przeciwnych do cywilizacji łacińskiej. Stoi przy jej anty-wartościach. Sprawy różnic w podejściu do prawdy pokazuje obrazek: W normalnej szkółce początkowej Jaś, nawet najgłupszy, po paru dniach nauki wie (na zawsze), że 2*2=4. W szkole czy parlamencie UE Wysokie Komisje zbierają poglądy na ten temat. Jeśli na przykład grupa scjentologów czy satanistów (to przecież ważne poglądy mniejszości, należy im się szacunek) dojdzie do wniosku, że w obecnych warunkach 2*2 to chyba 7, zaś Światowy Ruch Lesbijek uchwali, że 2*2 to ok. 5, to Wysoka Komisja na IV posiedzeniu wybiera Radę Mędrców, której szefem zostaje dentysta, ale kopulant Pani Komisarz (np. pani Edith Cresson- autentyczne). Rada debatuje, uchwala, że w czasie przewodniczenia Poronii w UE akceptowalne wartość 2*2 będzie 6. A członkowie Rady każą sobie przelać na konto wysokie honoraria. Z naszych pieniędzy. Co gorsze – do ich decyzji musimy się stosować pod groźbą kar. W dziedzinie prawdy: GLOB boi się uznania, że Chrystus i Jego nauka jest fundamentem cywilizacji europejskiej. A nasi, tj. polscy kompromitanci (nowotwór od kompromis; może: „kompromisie”?? ) żebrali, by w dokumencie tworzącym UE choć wspomniano, że w Europie były pewne korzenie chrześcijańskie. I nawet ta prośba budzi furię Władz Unii. Prawo naturalne jest uznawane za przestarzałe, a narzucone prawa GLOB są z nim sprzeczne. Dotyczy to tak własności, jak prawa małżeńskiego czy rodzinnego. Szczególnie zaś wychowania i nauki dzieci. W każdej z dziedzin quincunxa i w istotnych dziedzinach prawa, GLOB jest nie tylko różna od pozostałych siedmiu cywilizacji. Nie jest – do czego pretenduje – nową, syntetyczną cywilizacją harmonijnie łączącą osiągnięcia ludzkości, humanizmu i postępu. Taka jest niemożliwa. Rozumie to każdy, kto stosuje kryteria rozumu i reguły logiki. GLOB jest ściśle przeciwna normom CŁ. Jest więc jej anty-cywilizacją. Ojciec św. Jan Paweł II mówił o cywilizacji śmierci. Nie znał niestety dorobku Feliksa Konecznego, nie mógł więc przeanalizować tego zjawiska czy procesu krok po kroku, według kryteriów quincunxa. Ani według metod podanych przez św. Tomasza z Akwinu. Ale mówił i ostrzegał właśnie przed tą sztuczną „cywilizacją” t.zw. „humanistów” GLOB jest tworem sztucznym, wydumanym. Podobna jest w tym do cywilizacji zadekretowanej przez Aleksandra po podbojach w Azji w IV wieku przed Chrystusem. Jeśli CŁ jest opartą o Objawienie Jezusa Chrystusa, to GLOB jest, jak widzimy, opartą o anty-zasady. Jest więc konstrukcją Anty-chrysta. Z tych dwóch przyczyn: sztuczna i anty-chrystowa, budowana cywilizacja nie ma żadnych logicznych i realnych szans na powstanie i przetrwanie. Zawali się niedługo pod własnym ciężarem. Chcemy, by ta potworna katastrofa nie pogrzebała pod sobą Polski i Polaków. Mamy więc obowiązek aktywnie przeciwstawiać się wprowadzaniu tego nowotworu w życie. Na którymś za spotkań z uporem zadawano mi pytanie: „Ale co będzie, jeśli jednak GLOB zwycięży?”Wykręcałem się, argumentowałem, jak wyżej. Dopiero noc koszmarów wymusiła na mnie odpowiedź na to pytanie sobie i Czytelnikom. Brzmi ona:
PIEKŁO.
Oczywiście jest to odpowiedź demagogiczna, sprowadzająca pytanie do absurdu: Wiemy, że piekło można sobie osobiście wybrać, bo mamy wolną wolę. Ale w skali świata mamy zapewnienie o Bożej opiece. Konkretnie też o tym, że [bezwarunkowo !] nastąpi poświęcenie Rosji przez Papieża, która się wtedy nawróci [tj. oczywiście na jedyną prawdziwą wiarę – katolicyzm, nie jest to przewidywanie zwycięstwa synkretyzmu!] i wtedy nastąpi „jakiś czas pokoju”. Nasze zadanie więc : – spowodować Intronizację Jezusa Chrystusa przez władze świeckie i kościelne na Króla Polski – i modlić się, by wreszcie nastał Papież katolik, odważny, który wypełni prośbę – żądanie Matki Bożej o poświęcenie Jej Rosji. Obroni nas Bóg w Trójcy Świętej Jedyny, jeśli pokornie sięgniemy [choć 10- 15 % Polaków] po broń niezawodną – Różaniec. Przypomnijmy sobie Muret czy Lepanto! ======================================= 15.06.2016. Mirosław Dakowski [wygłoszę wg. tego tekstu, ale zapewne mniej, na pewno inaczej. MD]VIII Kongres dla Społecznego Panowania Chrystusa Króla, Gdańsk 18 czerwca 2016r. [to z Archiwum]
Mówimy tu o sporze wewnątrz chrześcijaństwa. Postawiony w tytule problem wymaga oceny argumentów, na jakie powołują się strony sporu.
Argumenty są dwojakiego rodzaju: 1) teksty Pisma św., zwłaszcza Nowego Testamentu, 2) nauczanie Magisterium, czyli dokumenty kościelne oraz wypowiedzi papieży. W tym drugim przypadku mamy na myśli okres od Soboru Watykańskiego II.
1. Teksty Pisma św.
Jest to słowo Boże i objawiona przez Boga prawda zbawcza. Mam tu na myśli zobiektywizowane przesłanie Biblii, szczególnie Nowego Testamentu, czyli takie, które istnieje poza subiektywnym doświadczeniem jednostki. Mówiąc prościej, chodzi o lekturę Kościoła jako wspólnoty wierzących, która odczytuje na kartach Biblii głos Boga. Błędna lektura i interpretacja Pisma św. jest możliwa wtedy, kiedy nie jest to zobiektywizowana prawda, ale subiektywna lektura jednostki czy jednostek.
Po pierwsze, przesłanie Pisma św. cieszy się w chrześcijaństwie najwyższą rangą z racji bycia głosem Boga przemawiającym poprzez autorów natchnionych, którzy wiernie i nieomylnie przekazali objawiane im Boże prawdy. Jest to racja teologiczna, czyli ściśle powiązana z Bogiem. Z tego powodu stwierdzenia pojawiające się w dokumentach kościelnych czy wypowiedziach papieży nie mogą odbiegać, a już w ogóle stać w sprzeczności z prawdą objawioną przez Boga. Mogą jedynie wyjaśniać tę prawdę.
Po drugie, teksty Pisma św. w swej ocenie sytuacji religijnej judaizmu, który nie przyjął Chrystusa, mają nie tylko wartość teologiczną, ale również historyczną. Wartość historyczna jest tu niezależna od czyjeś wiary czy niewiary w ich natchniony charakter. Wartość historyczna tekstów Pisma św. na temat niewiary Izraela w Chrystusa polega na tym, że są to najstarsze świadectwa oceniające zaistniałą sytuację. Pisma te powstały od dwudziestu do kilkudziesięciu lat po śmierci Jezusa, co znaczy, iż zawarta w nich ocena została dokonana przez tych, którzy byli naocznymi świadkami tamtych zdarzeń lub żyli w bezpośredniej czasowej bliskości z nimi. Upływ czasu do chwili sformułowania oceny na kartach Nowego Testamentu, tj. owe kilka dziesięcioleci, zapewnia chłodne i obiektywne spojrzenie na sprawę. Z tych powodów nie mamy innych równie starożytnych i wiarygodnych historycznie świadectw oceniających odrzucenie Chrystusa przez Żydów.
Po trzecie, wszystkie oceny judaizmu, który nie przyjął Chrystusa – obecne na kartach Nowego Testamentu – poza dziełem św. Łukasza są autorstwa żydowskiego. Wszyscy autorzy pism Nowego Testamentu poza św. Łukaszem są Żydami, którzy uwierzyli w Chrystusa (ewangeliści Mateusz, Marek, Jan, apostołowie Paweł, Piotr, Jakub itd.). Jest to ocena niewiary ówczesnego Izraela w Chrystusa dokonana przez Żydów, którzy w Niego uwierzyli. Mamy zatem do czynienia z oceną Żydów dokonaną przez Żydów.
Trudno o bardziej wiarygodną ocenę, której nie można zarzucić antysemityzmu ani nawet uprzedzeń na tle etnicznym czy religijnym. Jej wartość polega też na tym, że nikt lepiej nie znał pism Starego Testamentu i prorockich zapowiedzi dotyczących Mesjasza niż sami Żydzi. Żydzi, którzy uwierzyli w Chrystusa, byli w stanie najtrafniej ocenić niewiarę swoich ziomków, bo jako Żydzi oceniali ją w świetle starotestamentowego Bożego Objawienia, które dobrze znali i rozumieli. Jest to ocena fachowa dokonana w świetle prawdy objawionej. Należy jeszcze dodać, że ocena wszystkich autorów natchnionych Nowego Testamentu jest zgodnie krytyczna względem Żydów, którzy nie przyjęli Chrystusa.
Przedstawiłem trzy racje wskazujące na teologiczną i historyczną wartość i wiarygodność argumentów pochodzących z Pisma św. Tym argumentom chrześcijaństwo daje pierwszeństwo.
2.Wypowiedzi Magisterium Kościoła.
Chodzi jedynie o nauczanie na temat niewiary Izraela w Chrystusa, który to Izrael staje się judaizmem (rabinicznym czy talmudycznym) – powstałe po Soborze Watykańskim II.
Po pierwsze, należy zacząć od kontekstu historycznego. Sobór Watykański II w deklaracji Nostra aetate (W naszych czasach) punkt 4 zrywa z pogardliwym tonem i podejściem do judaizmu, do czego często dochodziło w minionych wiekach. Jest to słuszne stanowisko, zgodne z duchem Ewangelii. W miejsce tego deklaracja proponuje koncyliacyjny ton i zbliżenie między chrześcijaństwem (katolicyzmem) a judaizmem. Owo zbliżenie ma mieć charakter międzyludzki. Sobór mówi o lepszym poznaniu się i wzajemnym szacunku. Nigdzie nie ma mowy o zbliżeniu doktrynalnym, bo istotę różnicy stanowi osoba Chrystusa. Każde ustępstwo w tym zakresie stanie się odejściem od sedna wiary chrześcijańskiej. Dlatego deklaracja soborowa Nostra aetate nie wycofuje się z żadnego teologicznego stanowiska w sprawie oceny sytuacji religijnej judaizmu, wypracowanego przed nią w tradycji Kościoła katolickiego. Deklaracja jest bardzo wyważona i poprawna w swojej ocenie, i powinna być nieprzekraczalnym modelem postrzegania i przedstawiania sytuacji religijnej judaizmu.
Po drugie, powstałe po Nostra aetate dokumenty kościelne oraz formułowane wypowiedzi papieży są dokonywane w duchu pojednawczym, czyli dominuje w nich ton koncyliacyjny, a w przypadku wystąpień papieży kierowanych do Żydów – duży stopień kurtuazji. Trudno się temu dziwić. Grzeczność nie zezwalała na powiedzenie zgromadzonym np. w synagodze Żydom prawdy o ich sytuacji religijnej. Ocena ich sytuacji religijnej w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży po Soborze Watykańskim II jest zatem wyraźnie złagodzona. Przemilcza się to, co dzieli (czyni się jedynie delikatne aluzje), a podkreśla elementy łączące (np.: umiłowani bracia, wybranie Izraela czy doniosłość przymierza synajskiego). Znaczy to, że obraz sytuacji religijnej judaizmu w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży jest niepełny, tj. pozbawiony nade wszystko elementu krytyki, jaką znajdujemy na kartach Nowego Testamentu. Owa ocena jest złagodzona w takim stopniu, że nie oddaje rzeczywistej sytuacji religijnej judaizmu! Fakt niepełnej oceny, czyli wybiórczej i jednostronnej, staje się bardzo ważny w ocenie wartości teologicznej stwierdzeń dokumentów kościelnych i wypowiedzi papieży wskazanego okresu, poruszających kwestię niewiary Izraela.
Po trzecie, ocena sytuacji religijnej judaizmu po nieprzyjęciu Chrystusa, obecna w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży po Soborze Watykańskim II, z racji niepełnego obrazu jest teologicznie wadliwa. Czy jest też teologicznie błędna, postaramy się to wykazać w kolejnym punkcie.
W tym miejscu chodzi przede wszystkim o następujące tezy pojawiające się w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży: 1) przymierze na Synaju nie zostało odwołane, czyli trwa nadal, 2) Żydzi są nadal ludem (narodem?) wybranym, czyli ludem Bożym, 3) nie tylko Kościół stanowi kontynuację Izraela Starego Testamentu, ale również judaizm, co znaczy, że od czasu Chrystusa istnieją dwie wspólnoty (Kościół i judaizm) w jednym planie Boga, w którym judaizm kroczy inną niż Kościół drogą do zbawienia, tj. bez uznania Chrystusa, 4) Żydzi są naszymi starszymi braćmi w wierze.
Wszystkie cztery tezy są wadliwe teologicznie, ponieważ nie opierają się na pełnej prawdzie o sytuacji religijnej judaizmu, o czym była mowa. Już sam ten fakt przesądza ich wadliwość i tym samym wartość. Wybiórczy obraz judaizmu (pozbawiony elementu rzetelnej krytyki) dokonywany w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży kładzie się na nich cieniem i nie stanowi rzetelnej podstawy dla poznania prawdy. Z tej racji teologiczne oceny judaizmu pojawiające się w wypowiedziach Kościoła katolickiego ostatnich dziesięcioleci są skażone metodologicznym błędem i nie mają wartości teologicznej (jako prawda zbawcza ani naukowa), ale są osobistymi, stronniczymi poglądami konkretnych osób (nie wykluczając papieży).
Z faktu wadliwości podstawy teologicznej oceny sytuacji religijnej judaizmu każdy ma prawo nie tylko mieć wątpliwości co do powyższych czterech tez, ale zgodnie z własnym sumieniem może je podważać i całkowicie odrzucić. Tu nie ma znaczenia to, że jest to dokument komisji kościelnej czy że powiedział to papież. Teologiczna wadliwość podstawy owych tez nie tylko pozwala, ale każe je traktować jako niewiarygodne. Aby uzyskać całkowitą pewność, poddamy je jeszcze ocenie teologicznej, do czego przechodzimy.
Z racji wadliwej podstawy wymienionych powyżej tez, lansowanych w dialogu z judaizmem, należy jeszcze ustalić, czy są one teologicznie prawdziwe.
a.
Zaczniemy od stwierdzenia, że przymierze na Synaju nie zostało odwołane i z tej racji pozostaje ono nadal w mocy. Przyjrzyjmy się prawdziwości tego stwierdzenia!
Autor Listu do Hebrajczyków pisze o przymierzu na Synaju tak: „Gdyby bowiem owo pierwsze [tj. przymierze na Synaju] było bez zarzutu, to nie szukano by miejsca na drugie [przymierze w Chrystusie]” (8, 7). Zostaje wyraźnie stwierdzona niedoskonałość przymierza synajskiego. Owa niedoskonałość polegała nade wszystko na braku mocy zbawczej. Z tej racji według apostoła Pawła stało się ono „posługiwaniem śmierci” (2 Kor 3, 7) i „posługiwaniem potępieniu” (w. 9) oraz zaprowadzało stan niewoli z powodu ludzkiej grzeszności (Ga 3, 23; 4, 24). Mówiło, jak należy postępować w życiu (przykazania), ale nie dawało siły do podążenia wskazaną drogą ani nie uwalniało skutecznie od zaciągniętych win. W ten sposób trwale pogrążyło ono człowieka w grzechu (Rz 5, 20a).
Z racji niedoskonałości przymierza na Synaju, tj. braku mocy zbawczej, konieczne stało się nowe przymierze. Z nastaniem nowego przymierza, zawartego w Chrystusie, funkcja przymierza synajskiego ustaje. Na ten fakt wskazuje cytowany powyżej tekst: „Gdyby bowiem owo pierwsze [przymierze] było bez zarzutu, to nie szukano by miejsca na drugie”. Skoro konieczne było nowe przymierze zawarte w Chrystusie, ponieważ wcześniejsze było nieskuteczne zbawczo, przymierze synajskie siłą rzeczy ustaje. I to stwierdza w dalszej części swego wywodu autor Listu do Hebrajczyków, kiedy pisze: „Ponieważ zaś mówi o nowym [przymierzu], pierwsze uznał za przestarzałe; a to, co się przedawnia i starzeje, zanika” (8, 13). Przymierze na Synaju przygotowywało na przyjście Chrystusa, dlatego w Chrystusie znalazło swe wypełnienie (moc zbawczą) i jego rola ustała. Teraz Bóg przemawia bezpośrednio przez swego Syna, Chrystusa – nie przez Mojżesza, proroków, czyli przez ludzi. Pismo św. jednoznacznie konstatuje, że przymierze na Synaju ustało.
Utrzymujący, że przymierze na Synaju trwa nadal i pozostaje w mocy, uciekają się do sprytnego zabiegu, mówiąc, że nie zostało odwołane. Faktycznie w Piśmie św. nigdzie nie jest powiedziane, że przymierze synajskie zostało odwołane. Niezorientowany w temacie przyjmie to jako przekonujący argument. Trzeba tu wyjaśnić, że terminologia odwoływania przymierza jest obca językowi Biblii i nie znajdziemy jej na jej kartach: ani że jakieś przymierze zostało odwołane, ani że nie zostało odwołane. Biblia nie zna takiego języka. Stary Testament mówi o złamaniu przymierza, czyli o jego zerwaniu, unieważnieniu itp. Możemy podobnie wymyślić stwierdzenie, że przymierze na Synaju nie zostało wysadzone w powietrze. Biblia nigdzie tego nie stwierdza. Czy to, że nie zostało wysadzone w powietrze, jest argumentem za tym, że trwa ono nadal? Jest to podobny sofistyczny tok rozumowania.
Skoro Biblii obca jest terminologia odwołania przymierza, siłą rzeczy nie znajdziemy w niej stwierdzenia o przymierzu na Synaju, że zostało ono odwołane ani że nie zostało odwołane. Obowiązuje nowotestamentowe stwierdzenie, przykładowo, z Hbr 8, 13, że przymierze na Synaju ustało, wygasło. Na bazie prawdy objawionej konkludujemy, że z przyjściem Chrystusa przymierze na Synaju zakończyło swój żywot. Może żyć w świadomości Żydów jako zjawisko religijne, lecz bez mocy zbawczej w historii zbawienia.
Język nieodwołania przymierza na Synaju kryje w sobie manipulację, o czym pisałem we wcześniejszych artykułach. Poprzez stwierdzenie, że Bóg nie odwołał przymierza na Synaju (bo ono samo wygasło), prowadzi się adresata do wniosku, że skoro nie zostało odwołane, to trwa nadal. Taki wniosek narzuca się automatycznie, co nie jest prawdą. Wprawdzie nigdzie nie ma mowy o jego odwołaniu, bo nie jest to język Biblii, ale poprawnym wnioskiem nie jest, że nadal trwa, ale zgodnie z Nowym Testamentem, że ustało.
Stwierdzenie, że przymierze synajskie trwa nadal, jest w świetle prawdy objawionej błędne teologicznie i należy je odrzucić. Przyjęcie jego trwania pomniejsza zbawczą rolę Chrystusa. Argument o jego nieodwołaniu nie ma podstawy w Bożym Objawieniu, ale w ludzkim pomyśle dowiedzenia własnej tezy, co przy jej nieprawdziwości, potwierdzonej przez Nowy Testament, zdradza podejrzane intencje takiego postępowania.
b.
Przyjrzyjmy się teraz tezie, że niewierzący w Chrystusa judaizm pozostaje stale ludem wybranym. Nie rozważamy kwestii ‘narodu wybranego’, bo takie pojęcie nie występuje w historii zbawienia, o czym pisałem we wcześniejszych artykułach.
Celem rozdziału dziewiątego Listu do Rzymian jest pokazanie, na czym polega Boży przywilej wybrania czy wybraństwa. W czasach Jezusa i apostoła Pawła panowało wśród Żydów przekonanie (które trwa nadal), że do istoty Bożego wybrania należy żydowskie pochodzenie, czyli że kto się urodził Żydem, uczestniczy w owym wybraniu, bo Bóg wybrał lud żydowski, a nie inny. Taki stan czyni Boga niesprawiedliwym: Żyd apostata uczestniczyłby w Bożym wybraństwie, bo urodził się Żydem, a bogobojny poganin byłby z niego wykluczony, bo nie urodził się Żydem. Konsekwencje etnicznego rozumienia wybraństwa są sprzeczne ze zbawczym zamysłem Boga.
Apostoł Paweł dostrzegał to zagrożenie i w Rz 9 jednoznacznie wyklucza znak równości między etnicznym pochodzeniem z Izraela a przywilejem wybrania. Fakt urodzenia się Żydem nie zapewnia z góry udziału w ludzie wybranym: „Nie wszyscy, którzy pochodzą z Izraela, są Izraelem” (9, 6b). Innymi słowy nie wszyscy, którzy urodzili się Żydami, są z tego faktu Bożym Izraelem, czyli wybranym ludem Bożym. Są nim ci, którzy odpowiedzieli na Boże wezwanie (obecna w Starym Testamencie koncepcja ‘wiernej Reszty’). I dalej: „[…] i nie wszyscy przez to, że są potomstwem Abrahama, stają się jego dziećmi” (w. 7); „nie synowie co do ciała są dziećmi Bożymi” (w. 8a). Apostoł wyraźnie stwierdza, że wybranie nie jest kategorią etniczną, ale zbawczą, co znaczy, że samo urodzenie się Żydem nie decyduje o Bożym wybraniu.
Błąd w rozumieniu przez Żydów wybrania w sensie etnicznym tkwi w tym, że Bóg wybrał właśnie Izrael. Skoro wybrał Izrael, to można dojść do wniosku, że wszyscy jego przedstawiciele zostali automatycznie wybrani. Otóż wymaga to doprecyzowania. Bóg nie wybrał Izraelitów z powodów etnicznych, czyli że byli tą, a nie inną grupą etniczną. Wybrał jedną spośród grup etnicznych, a wybrał ją w celu bycia przez nią w świecie zwiastunem Bożego zbawienia, w którym jako pierwsza mogła uczestniczyć. Cel wybrania był zbawczy, a nie etniczny. Mówiąc kolokwialnie, nie wybrał ich ze względu na piękne oczy, ale ze względu na zbawienie świata. Bóg mógł wybrać równie dobrze każdą inną grupę etniczną, bo etniczność nie decydowała o wyborze. Podstawę wyboru stanowiło – jak powiedziałem – zbawienie świata.
Fakt, że Bóg nie kierował się przesłanką etniczną, potwierdza to, że żyjący pośród Izraelitów cudzoziemcy jak Edomici, Moabici czy Egipcjanie, też uczestniczyli w przywileju wybrania, jeżeli tylko chcieli wejść w przymierze z Bogiem. Bóg nie różnicował etnicznie, ale dopuszczał do siebie każdego, kto wykazywał taką wolę (zob. np. Pwt 29, 10-11). Kto zaś jej nie wykazywał, choć był Izraelitą, nie stanowił ludu wybranego (zob. cytowane wcześniej Rz 9, 6b nn.).
Celem wybrania przez Boga konkretnej społeczności – w tym wypadku Izraela – było przygotowanie świata na przyjście Chrystusa. Stąd wybranie było od początku kategorią zbawczą, bo powiązaną z Chrystusem i otwartą na każdego. W takim razie nieprzyjęcie Chrystusa pozbawia udziału w Bożym wybraniu, bo celem wybrania był On sam, Zbawiciel świata. Przywilej przeszedł na chrześcijan, którzy w zgodzie z tradycją ojców Starego Testamentu przyjęli Chrystusa. Potwierdza to wypowiedź apostoła Piotra, który przytacza słowa Mojżesza z księgi Kapłańskiej i z księgi Powtórzonego Prawa zapowiadające przyszłego Proroka, którym jest Jezus: „A każdy, kto nie posłucha tego Proroka, zostanie usunięty z ludu [wybranego]” (Dz 3, 23). Nieprzyjęcie Chrystusa pozbawia Żydów przywileju wybraństwa.
W świetle Nowego Testamentu teza o byciu przez Żydów nadal ludem wybranym jest całkowicie błędna. Zaciera ona różnicę między obecnością Chrystusa w życiu człowieka a wcześniejszym okresem bez Chrystusa. Głoszenie mimo to, że Żydzi są nadal ludem wybranym, w świetle świadectw Nowego Testamentu ujawnia złe intencje, bo nikt nie jest aż tak nierozumny, aby nie móc zrozumieć tekstu Rz 9, 6b nn. czy Dz 3, 23. Głoszenie zaś, że Żydzi są narodem wybranym, ujawnia ponadto głęboką niewiedzę, bo nie istnieje takie określenie w historii zbawienia, jak nie istnieje pojęcie narodu Bożego. Tymczasem list Konferencji Episkopatu Polski z dnia 22 marca br. próbował wymusić na wiernych przyjęcie błędnej tezy, że Żydzi są narodem wybranym. Konstatował to z dużym naciskiem, nie dopuszczając innego myślenia. Oto przykład jak niewiedza plus wątpliwe intencje skutkowało razem poważnym błędem teologicznym oraz duszpasterskim. Powraca wciąż pytanie o rzeczywiste intencje takiego działania.
c.
Czy judaizm, który nie przyjął Chrystusa, realizuje Boży plan zbawczy, czy raczej błądzi? Według naszych oponentów w ocenie sytuacji religijnej judaizmu od czasu Chrystusa nie tylko Kościół, ale i judaizm realizuje zbawczy plan Boga. Według nich judaizm nie znajduje się w opozycji do Boga, lecz kroczy inną niż Kościół drogą do zbawienia, tj. bez uznania Chrystusa. Czy faktycznie tak to wygląda?
Powyższe zagadnienie podejmuje najbardziej kontrowersyjny dotychczas dokument kościelny, tj. Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („’Dar i wezwanie Boże są nieodwołalne’ [Rz 11, 29]” tłum. z ang. oryg.). Komisja kwestionuje najpierw fakt, że tylko Kościół Chrystusowy stanowi kontynuację Izraela Starego Testamentu. Według niej judaizm stanowi podobnie kontynuację starotestamentowego Izraela, tj. trwa w tradycji ojców. W ten sposób Komisja przychyla się do protestanckiej tezy o istnieniu dodatkowego porządku zbawczego, w którym judaizm kroczy do Boga równolegle z Kościołem.
Na marginesie powiem, że nie jest prawdą głośna protestancka teza, przejmowana przez niektóre kręgi katolickie, że Kościół zastąpił Izrael. Kościół nie zastąpił go, ale wyrósł z niego (por. Ga 6, 16), wyrósł z tradycji Starego Testamentu. Nie mamy tu żadnego zastąpienia, ale ciągłość zbawczego planu Boga, z którego judaizm sam się wykluczył (zob. szerzej: W. Rakocy, Sytuacja religijna judaizmu po nieprzyjęciu Chrystusa, punkt 1b, tekst ukazał się 13 kwietnia br.).
Komisja stwierdza, że pomimo nieprzyjęcia Chrystusa „Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia” dokonanego w Chrystusie (pkt 36), czyli zmierzają drogą do Boga, lecz bez Chrystusa, która to droga nie jest błądzeniem, ale domyślnym przyjęciem Chrystusa (pkt 17). Jednocześnie Komisja precyzuje, że nie ma dwóch dróg do zbawienia (np. pkt. 25 i 35), bo to podważa rolę Chrystusa jako jedynego Zbawiciela ludzkości. Nie umie jednak wyjaśnić, jak szczególny status Żydów względem Boga, bez uznania Chrystusa, może współistnieć z jedną drogą do zbawienia w Chrystusie. Innymi słowy Żydzi mają kroczyć do zbawienia drogą bez Chrystusa, ale droga do zbawienia jest tylko jedna i w Chrystusie!
Ten zagmatwany i wykluczający się stan Komisja konkluduje stwierdzeniem, że pozostaje to „niezgłębioną tajemnicą Bożą” (pkt 36). Komisja przyznaje, że nie rozumie tego, co sama stwierdza (dowodzi) i w tej sytuacji powołuje się na Boga. Czyni ona z Boga „zapchaj dziurę”. Ostatecznie sprowadza się to do protestanckiego poglądu o istnieniu dwóch dróg do zbawienia, jednej dla chrześcijan, drugiej dla Żydów.
Komisja zapętliła się w swoim wywodzie. Chce pośród wszystkich niewierzących w Chrystusa wyróżnić Żydów, przypisać im lepszą pozycję względem Bożego zbawienia dokonanego w Chrystusie (z racji starotestamentowego Objawienia) niż innym niewierzącym w Chrystusa, ale zapomina, że względem zbawienia w Chrystusie wszyscy są równi, bo dla każdego jest ono nieosiągalne o własnych siłach. Każdy przyjmuje je tak samo w darze. Komisja naiwnie lub przewrotnie zakłada też domyślną wiarę Żydów w Chrystusa, co jest nieracjonalne, bo domaga się dopuszczania takiej wiary, czyli jej niewykluczania, o czym w ich przypadku trudno jest mówić.
Należy powiedzieć, że pogląd, iż judaizm ma własną drogę do zbawienia, skutkuje nieuchronnie dwoma równoległymi porządkami zbawczymi, co stoi w wyraźnej sprzeczności z nauczaniem Nowego Testamentu, że poza Chrystusem nie ma innej drogi do zbawienia. Stwierdza to sam Jezus: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6) oraz Dzieje Apostolskie: „I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (4, 12). Istnieje tylko jeden porządek zbawczy – ten w Chrystusie Odkupicielu.
Skoro istnieje tylko jeden porządek zbawczy, istnieje też tylko jeden lud Boży, lud wybrany. Stąd nazwa ‘Izrael’ przechodzi na Kościół, na wierzących w Chrystusa, co czyni apostoł Paweł, nazywając Kościół w Liście do Galatów „Bożym Izraelem” (6, 16). Kościół wyrasta z Izraela, jest nowym Izraelem, a nie zastępuje go.
Na szczęście dokument Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem jest dokumentem niskiej rangi. W przedmowie do niego czytamy: „Tekst nie jest dokumentem Magisterium ani nauczaniem doktrynalnym Kościoła katolickiego, ale refleksją przygotowaną przez Komisję […]”. Nie jest to nauczanie Kościoła, ale refleksje członków Komisji. Refleksje są luźnymi myślami i mogą być całkowicie błędne. I faktycznie tak jest, co potwierdzają świadectwa Nowego Testamentu. Ten fakt powinien uspokoić wiernych. Dokument można zignorować i traktować jako niebyły. Nie zasługuje on na poważne potraktowanie. Powstał w czasie pontyfikatu papieża Franciszka, kiedy próbowano wyważać drzwi w różnych obszarach nauczania Kościoła, czego nie czyniono nigdy wcześniej. Gdyby w skład Komisji wchodzili inni teolodzy, dokument miałby inną postać. Wskazuje to na przejściowość takich treści.
Komisja stała się autorem niebezpiecznej tezy, błędnej teologicznie i sprzecznej z prawdą objawioną, i na taki przekaz zdecydowała się Konferencja Episkopatu Polski w liście z dnia 22 marca br. List episkopatu przytacza najbardziej kontrowersyjną tezę dokumentu i podaje ją wiernym jako prawdziwą. List wymusza na wiernych przyjęcie błędnej teologicznie tezy (!), co wymyka się racjonalnej ocenie takiego działania. Przyjmijmy dla własnego spokoju, że było to wynikiem ignorancji, bo inaczej w przypadku rzeczywistego autora (nie episkopatu sygnującego list) należy podejrzewać programową dywersję w doktrynie Kościoła. Jeżeli była to tylko ignorancja, powinna dokonać się zmiana stanowiska. Ale rozsądek każe raczej podejrzewać złe intencje, bo nie ma dotychczas żadnego sprostowania.
d.
Czy Żydzi są naszymi starszymi braćmi? Chodzi tu w domyśle o braterstwo w wierze. Braterstwo w wierze polega na trwaniu w tej samej tradycji, która wyczekiwała przyjścia Chrystusa i przyjęła Go. Tego nie możemy powiedzieć o judaizmie. Dlatego Jan Paweł II w wystąpieniu w rzymskiej synagodze w dniu 13 kwietnia 1986 r. zastrzegł się, że Żydzi są naszymi starszymi braćmi „w pewnym sensie”. Przez warunkowy charakter wypowiedzi papież uniknął znaczenia dosłownego; wyznaczył granicę i rozdział między judaizmem, który nie przyjął Chrystusa, a chrześcijaństwem. Są to dwa porządki religijne, które rozwijają się niezależnie od siebie i nie ma między nimi braterstwa wiary, bo występuje rozdźwięk w najistotniejszej kwestii, Mesjasza. Można mówić jedynie o pewnym dalszym pokrewieństwie. Określenia „nasi starsi bracia” bez zastrzeżenia „w pewnym sensie” używał papież Franciszek.
Niestety dokument Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („’Dar i wezwanie Boże są nieodwołalne’ [Rz 11, 29]”) używa określeń „nasi starsi bracia” i ponadto „ojcowie w wierze” (pkt 14) bez dookreślenia, czyli nie chodzi tylko o Żydów Starego Testamentu, ale Żydów każdego czasu. Jest to konsekwencją przyjęcia wyjściowego (błędnego) założenia, iż judaizm po Chrystusie podobnie jak Kościół jest kontynuacją tradycji Starego Testamentu (punkt 3c). Dokument odszedł od poprawnego użycia owych zwrotów.
O Żydach można mówić, że są naszymi ojcami w wierze czy starszymi braćmi, ale o Żydach Starego Testamentu (a dokładniej o tzw. ‘wiernej Reszcie’), którzy trwali w wierze patriarchów i proroków, lecz nie o judaizmie, który nie przyjął Chrystusa. Między chrześcijaństwem a judaizmem – jak zostało już powiedziane – występuje rozdźwięk w najistotniejszej kwestii, kwestii wiary w Chrystusa. Nie można zatem mówić o braterstwie w wierze, bo to prowadzi do błędnych teologicznie wniosków i kształtuje fałszywą postać wiary chrześcijańskiej.
Wnioski końcowe
Możemy sformułować ostateczne wnioski. Obraz judaizmu w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży ostatnich dziesięcioleci jest niepełny, tj. pozbawiony rzetelnej krytyki jego sytuacji religijnej, przez co stanowi wadliwą podstawę do wyprowadzania wniosków teologicznych. Wnioski wyprowadzane z wadliwej podstawy pozostaną zawsze wątpliwe.
W celu uzyskania pewności przyjrzeliśmy się czterem głównym tezom na temat sytuacji religijnej judaizmu w świetle prawdy objawionej (Pismo św.). Nie tylko podstawy tych tez są wadliwe, ale one same są fałszywe teologicznie. Wykazaliśmy, że są nieprawdziwe w świetle Bożego Objawienia, czyli zobiektywizowanej prawdy zbawczej obecnej na kartach Nowego Testamentu. Wskazane tezy jako błędne nie mają wartości teologicznej i z tej racji są do zignorowania.
W takim razie możemy sformułować końcowy wniosek oraz wnioski praktyczne. Główne tezy dialogu z judaizmem, które przewijają się w dokumentach kościelnych i w wypowiedziach papieży stanowią wybiórczą, nieobiektywną ocenę judaizmu, a ponadto są nieprawdziwe w świetle Nowego Testamentu, czyli błędne teologicznie. Z obu powodów należy je odrzucić i wykluczyć z nauczania Kościoła. Wierni mają prawo do rzetelnej wiedzy teologicznej i nieposzlakowanej prawdy zbawczej, której jedynie taki kształt prowadzi bezpieczną drogą do Boga. Nie wolno w celu zbliżenia z judaizmem czynić ustępstw w doktrynie Kościoła.
Z racji niepełnej prawdy na temat sytuacji religijnej judaizmu, a co gorsza błędnej w świetle Bożego Objawienia, nie jest możliwy dialog doktrynalny z judaizmem. Ów dialog może być jedynie wzajemnym poznawaniem się i zacieśnianiem relacji. Jest dosyć oczywiste, że owe błędne tezy, stanowiące zbliżenie z judaizmem kosztem prawdy Ewangelii Chrystusowej, powstały w celu budowania dialogu doktrynalnego. Nie można jednak tego czynić na wybrakowanej prawdzie. Największym brakiem w dialogu z judaizmem jest wyciszanie osoby Chrystusa. Oto prosty przykład najwyższego autorytetu. W swoim przemówieniu w synagodze w Rzymie w roku 1986 Jan Paweł II ani razu nie użył tytułu „Chrystus”, a imienia „Jezus” użył wprawdzie dwukrotnie, ale tylko w sensie historycznej postaci. Oto przykład wyciszania osoby Chrystusa w dialogu z judaizmem. Bez uwzględnienia osoby Chrystusa nie będzie też rzetelnej krytyki sytuacji religijnej judaizmu. Należy zatem zaniechać wszelkich prób dialogu doktrynalnego, ponieważ działania te są pozbawione rzetelnej podstawy, a jednocześnie niebezpieczne dla wiary chrześcijańskiej przez programowe przemilczanie osoby Chrystusa.
Na błędnych tezach nie można budować dalszej argumentacji teologicznej, czyli wyciągać z nich kolejnych wniosków. Stwierdzenia o trwaniu nadal przymierza na Synaju, o byciu przez judaizm stale ludem wybranym, o kroczeniu przezeń drogą do Boga poza Chrystusem czy o byciu naszymi starszymi braćmi w wierze jako błędne teologicznie nie mogą stanowić podstawy dla dalszych wniosków, ponieważ rozumowanie oparte na błędnych założeniach będzie zawsze skutkowało kolejnymi błędnymi konkluzjami. Im bardziej będziemy podążali drogą błędu, tym bardziej będziemy oddalali się od prawdy i pogrążali w błędzie. Wszystkie cztery omówione tezy powinny zakończyć swój żywot.
Na koniec, środowiska związane z dialogiem z judaizmem potrafią być nieuczciwe w stosowanych argumentach, które zawierają przekłamania, manipulacje jak wtedy, kiedy tłumaczą tekst Rz 11, 29 wbrew myśli Pawła i istniejącym opracowaniom biblijnym. Bóg nie odrzucił, co prawda, niewierzącego Izraela, ale to nie znaczy, że kroczy on drogą zgodną z Bożą wolą. Apostoł Paweł w Rz 11 jednoznacznie wskazuje na upadek Izraela, czyli odejście od Boga, i na potrzebę uwierzenia w Chrystusa (np. w. 23). W parze z przeinaczaniem sensu tekstów biblijnych idzie nieuczciwa gra, jaką prowadzą. Otóż w polskim tłumaczeniu wspomnianego dokumentu Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („’Dar i wezwanie Boże są nieodwołalne’ [Rz 11, 29]”) znalazło się przekłamanie (pkt 20). Z wypowiedzi Jana Pawła II w synagodze rzymskiej zostało usunięte względem oryginału „w pewnym sensie”, kiedy papież mówił o Żydach „nasi starsi bracia”. Było to umyślne działanie, aby wymusić przyjęcie faktu, że Żydzi są naszymi starszymi braćmi w wierze. Wystawia to złe świadectwo środowisku prowadzącemu dialog z judaizmem w Polsce. Są gotowi stosować nieuczciwe „chwyty”, aby wymusić na wiernych określone myślenie na temat judaizmu.
Kończąc, napisałem powyższy tekst, aby w dyskusji na temat sytuacji religijnej judaizmu, trwającej od lutego, postawić kropkę nad ‘i’. Prezentowany punkt widzenia jest oczywiście chrześcijańskim punktem widzenia, a jeszcze ściślej – katolickim.
W piątek, 5 czerwca 2026 roku, w pobliżu rumuńskiego portu Konstanca nad Morzem Czarnym zdetonowano łącznie cztery ukraińskie drony morskie – jeden w porcie i trzy na morzu. Podobnie jak kilka dni wcześniej, gdy podobny dron z ładunkiem wybuchowym o masie 100 kg został wyrzucony na brzeg greckiej wyspy na Morzu Egejskim, na szczęście nikt nie został ranny. Kijów wyjaśnił, że drony zabłądziły i zostały zepchnięte z kursu przez rosyjskie sygnały zakłócające.
Wśród celów znalazły się rosyjskie tankowce należące do tzw. floty cieni, której Rosja używa do eksportu ropy naftowej, obchodząc jednocześnie sankcje. Co alarmujące, nie doszło do żadnych międzynarodowych protestów.
Ponieważ jednak takie statki nie stanowią celów wojskowych, ukraińskie polowanie na nie narusza fundamentalną zasadę Konwencji Haskiej, zgodnie z którą obiekty wojskowe i cywilne muszą być ściśle oddzielone. Reguły 60 i 67 Prawa Morza, zmienione przez Podręcznik San Remo (1994), stanowią, że statek handlowy nie staje się legalnym celem wojskowym tylko dlatego, że dochody z działalności gospodarczej generowanej przez jego ładunek wpływają do budżetu państwa, a tym samym do kasy wojennej.
Z perspektywy ekologicznej działania Ukrainy również zasługują na zdecydowane potępienie. Artykuły 35 i 55 Protokołu Dodatkowego I do Konwencji Genewskich zakazują wszelkich działań wojennych, które mogą spowodować „rozległe, długotrwałe i poważne szkody w środowisku naturalnym”.
Podważanie przez ukraińskie władze zasad odpowiedzialności ekologicznej i wojny humanitarnej jest nie do pogodzenia z ich (ustnym) zaangażowaniem w zachodnią wspólnotę wartości. Jednak odpowiednich adresatów ostrej krytyki ich systematycznych naruszeń nie należy szukać w Kijowie, lecz w samym sercu Zachodu. Jeśli bowiem prześledzimy postępującą erozję fundamentalnych zasad humanitarnych w wojnie na Ukrainie, natrafimy na dwóch sprawców. Jednym z nich jest wpływowe jądro spekulantów wojennych, otoczonych chmarą oportunistycznych zwolenników.
Ci znani militaryści w środowisku MIC zyskują jedynie niezbędną swobodę działania pod rażąco bagatelizowaną fasadą, która podważa fundamentalne zasady humanitarne. Media głównego nurtu, (nie)odpowiedzialne za ten kamuflaż, ponoszą zatem znaczną współodpowiedzialność za te naruszenia. Zrównoważone relacjonowanie, wymagane przynajmniej przez Międzypaństwowy Traktat o Nadawaniu dla mediów publicznych, pozostaje szczątkowe. Idealistyczni obrońcy zachodnich zasad, dla których rzekomo konieczna jest akcja militarna na Ukrainie, mają w najlepszym razie przytłumiony głos w tym świecie jednostronnych perspektyw.
W tym otoczeniu militarystyczni radykałowie otrzymują niezasłużoną przepustkę, pozwalającą im bez przeszkód prowadzić absurdalny wyścig zbrojeń napędzany długiem publicznym. „Zapewnianie” ciągłej eskalacji odbywa się jednocześnie na kilku poziomach.
Po pierwsze, systematycznie zamyka się okno dla merytorycznych negocjacji, między innymi poprzez stawianie surrealistycznych warunków wstępnych, takich jak „całkowite wycofanie się Rosji z terytoriów okupowanych” (podczas gdy apele o prawo do samostanowienia ludności dotkniętej konfliktem są ignorowane). Po drugie, Ukraina jest coraz częściej wyposażana w broń zdolną do przeprowadzania ataków w głąb terytorium Rosji (co, według niektórych interpretacji prawnych, czyni państwa dostarczające broń uczestnikami konfliktu). Po trzecie, nasila się dyskryminacyjna presja na ludność rosyjskojęzyczną (zakaz używania rosyjskich nazw miejscowości – kulturowe „wymazywanie wszystkiego, co rosyjskie”), co zaostrza czynniki wywołujące cały konflikt od 2014 roku. Po czwarte, zwiększa się wolumen dostaw broni, a po piąte, ich realizacja odbywa się głównie na zasadzie kredytowania. To podkładanie bomby z opóźnionym zapłonem, ponieważ jedynym realistycznym sposobem spłaty tych pożyczek jest klęska i późniejsza eksploatacja przez Rosję.
Szósta forma eskalacji wojny na Ukrainie dotyczy naruszeń przez MIFC zasad humanitarnej i odpowiedzialnej ekologicznie wojny. Konsekwencje byłyby wyraźnie widoczne, gdyby cenzura wojskowa nie filtrowała wszystkich informacji, a rząd w Kijowie nie uciszył krytycznych mediów jeszcze przed rozpoczęciem wojny. W rezultacie obywatele i politycy Zachodu mogą jedynie pośrednio zrozumieć rzeź, jaka faktycznie ma miejsce w tej wojnie okopowej, w której używa się amunicji kasetowej, pocisków z zubożonym uranem (DU), a teraz także robotów bojowych.
Jednym ze sposobów, aby to osiągnąć, są badania nad wojną w Iraku, gdzie prawda, również cenzurowana przez wojsko, wychodzi na jaw dopiero po fakcie. Konsekwencje walk w tym kraju wykazują podobieństwa do obecnej sytuacji na Ukrainie, w tym do krótko- i długoterminowych skutków użycia amunicji kasetowej i radioaktywnych pocisków z zubożonym uranem, a także różnych form nieodpowiedzialnie akceptowanych szkód dla środowiska. nato-tribunal.de/Depleted-Uranium-Fakten
Ogromna siła militarystów w ich niesprawiedliwej walce mentalnej z autentycznymi obrońcami zachodnich wartości ma proste wytłumaczenie – pieniądze. Pod ochroną bezkrytycznych mediów zachodnia polityka (nie)bezpieczeństwa jest coraz bardziej kształtowana przez wpływ kliki interesów, która czerpie ogromne zyski z wojny i jej eskalacji, a nie z jej skrócenia, a tym bardziej z jej ostatecznego rozwiązania. futureuae.com/en-US/Mainpage/Item/10193/the-war-machine-will-the-military-industrial-complex-drive-the-us-toward-wars
To koło, znane jako MIC (Międzynarodowy Komitet Polityczny i Bezpieczeństwa), złożone z przedstawicieli wojska, polityki i przemysłu zbrojeniowego, jest ściśle powiązane z głównymi instytucjami finansowymi, do tego stopnia, że trafniej byłoby nazwać je MIFC (Międzynarodowy Komitet Polityczny i Finansowy). Klika ta odcisnęła swoje piętno również na wojnie na Ukrainie. Wojna w Afganistanie, która później ciągnęła się przez 20 lat, mogła zakończyć się zwycięstwem Amerykanów zaledwie dwa miesiące po jej rozpoczęciu. Podobnie było w przypadku wojny na Ukrainie. Dokument ugody gotowy do podpisania był dostępny już po kilku tygodniach, ale został storpedowany, zwłaszcza przez stronę brytyjską.
To, czy długo oczekiwane demokratyczne poskromienie spekulantów wojennych powiedzie się w odpowiednim czasie, jest kluczową kwestią przetrwania Europy. Ci militaryści są najwyraźniej zdeterminowani, by bronić „Ukrainy” (a nie ukraińskiej ludności!) do ostatniego Europejczyka.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” 9 czerwca 2026 michalkiewicz
Gdyby w naszym nieszczęśliwym kraju istniała opinia publiczna, to bym napisał, że niedawne fałszywe alarmy o podrzutkach i pożarach, opinią tą wstrząsnęły. Ponieważ jednak mam wrażenie, iż opinia publiczna w naszym nieszczęśliwym kraju chyba nie istnieje, to tak nie napiszę. Jakże bowiem mówić o opinii publicznej, kiedy środowisko mikrocefali, niekiedy nawet szalenie utytułowanych, siorbie swą intelektualną zupę z kotła, zgotowanego przez Judenrat „Gazety Wyborczej” i w rezultacie, zgodnie z dominującym w tym środowisku instynktem stadnym, wydaje z siebie zbiorowe kwiki, albo nawet wycia, jeśli tylko coś „nie mieści im się w głowie”?
Jest to tym ciekawszy fenomen, że wspomniane środowisko skupia osobników bardzo zadowolonych ze swego rozumu, czego dowody co i rusz składa zażywająca wielkiej sławy („wielka sława to żart; książę błazna jest wart, złoto toczy się w krąg, z rąk do rąk, z rąk do rąk” – słyszymy w „Baronie Cygańskim”) pani Joanna Szczepkowska?
Z aktorami w ogóle jest problem, bo gdy na przykład deklamują Szekspira, to wszystko jest w porządku i niekiedy nawet wzbudzają zachwyt – ale kiedy zaczynają deklamować własne teksty, to z reguły wygląda to znacznie gorzej. Niestety również i wtedy oczekują zachwytu i oklasków, a kiedy ich nie otrzymują, to zwalają winę na „przypadkowe społeczeństwo” – jak mawiał „Drogi Bronisław”, czyli pan prof. Bronisław Geremek, którego pani Magdalena Albright, co to nie była do końca pewna, czy jest Czeszką, czy może Serbką, awansowała do rangi naszego „skarbu narodowego”.
Wróćmy jednak do wspomnianych fałszywych alarmów, które trwają podobno od dłuższego czasu, ale rozgłos przyniosło im dopiero wtargnięcie policji razem z drzwiami do mieszkania pana red. Tomasza Sakiewicza, w którym – no właśnie! – Według fałszywych pogłosek policja znalazła tam złowrogiego Zbigniewa Ziobrę, który w ramach bilokacji znalazł się w mieszkaniu pana red. Sakiewicza, by omówić z nim szczegóły swojej kolaboracji z telewizją „Republika”. Policja oczywiście rzuciła się na niego i założyła mu kajdanki – ale w tym momencie, na oczach osłupiałych policjantów, przemienił się on w asystentkę pana red. Sakiewicza – jednak kajdanki, będące własnością państwową i policyjną – w metamorfozie udziału już nie wzięły i ku konfuzji policjantów, pozostały na rękach asystentki.
Wybuchł straszliwy skandal, ale to był dopiero wstęp, bo następny fałszywy alarm dotyczył podrzutka w domu Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego. Wprawdzie ochrona nie wpuściła policji do środka, ale policjanci, nauczeni doświadczeniem zdobytym w mieszkaniu pana red. Sakiewicza, przekopali podobno cały ogródek w nadziei, że znajdą tam jeśli nawet nie złowrogiego Zbigniewa Ziobrę, to przynajmniej pana Marcina Romanowskiego, który nie wiadomo, gdzie właściwie jest, więc dlaczego nie miałby zejść do podziemia w ogródku? Oczywiście niczego nie znaleźli, ale ta sprawa już wkrótce zeszła na plan dalszy, bo w znanym na całym świecie z niezawisłości sądowej wolnym mieście Gdańsku rozległy się aż dwa fałszywe alarmy.
Pierwszy – że w mieszkaniu należącym do matki pana prezydenta Karola Nawrockiego wybuchł pożar, a drugi – że ukrywa się tam podrzutek, co to pragnie targnąć się na własne życie. Straż pożarna i policja weszły do mieszkania razem z drzwiami i futryną – ale okazało się, że ani pożaru, ani podrzutka tam nie ma – że nie ma tam w ogóle nikogo! Zapanowała tedy szalenie kłopotliwa sytuacja – również w najwyższych kręgach Volksdeutsche Partei. W związku z tym obywatel Tusk Donald skrytykował te „prowokacje” i surowo przykazał swojemu ministrowi-policmajstrowi, panu Kierwińskiemu, żeby wywąchał, kto te prowokacje urządza, zdemaskował go i w ogóle. Sprawa zrobiła się prestiżowa, bo skoro fałszywe alarmy objęły mieszkanie rodziny pana prezydenta, to któż w tej sytuacji może czuć się bezpiecznie?
I o to właśnie chodzi – bo zwracam uwagę, że wspomniane fałszywe alarmy zbiegły się w czasie z zapowiedzią pana prezydenta, że jak tylko dostanie opinie od marszałków Sejmu i Senatu, to zaraz opublikuje „Aneks” do „Raportu o Rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych”. Na tę deklarację zareagował pan generał Marek Dukaczewski, który warknął, że taki czyn miałby charakter „antypaństwowy”. Słysząc taką poważną zastawkę, pan marszałek Czarzasty nawet nie odważył się otworzyć worka z Pandorą, a posągowa Małgorzata Kidawa-Błońska odmówiła wydania opinii.
W tej sytuacji nie pozostawało nic innego, jak stworzyć poczucie zagrożenia – że nikt nie jest bezpieczny. Dla starych kiejkutów to żaden problem; wystarczy jeden telefon do konfidentów: wiecie, rozumiecie, konfidencie, wykonajcie fałszywe alarmy – a my dopilnujemy, żeby nawet najbardziej energiczne śledztwo nie doprowadziło nikogo po nitce do kłębka. Drugi telefon mógł być skierowany do pana ministra Kierwińskiego: wiecie, rozumiecie, Kierwiński, wy w sprawie tych fałszywych alarmów tak pokierujcie energicznym śledztwem, żeby się okazało, że do komisariatów i straży pożarnej dzwonił Putin. Zrozumiano? Bo inaczej z wami będzie brzydka sprawa!
Zwracam uwagę, że jak tylko rozdzwoniły się fałszywe alarmy, to sprawa publikacji „Aneksu” została w jednej chwili ucięta, jakby ręką odjął. Któż bowiem może zagwarantować, że zamiast poprzedzać wtargnięcie policji fałszywymi alarmami, nieznani sprawcy nie wtargną do niechby nawet objętego „ochroną kontrwywiadowczą” mieszkania i nie urządzą tam wołynki? Pamiętamy wszak, jak ochrona pana prezydenta Dudy dopuściła do pojmania panów Kamińskiego i Wąsika nie w jakimś mieszkaniu, tylko w Pałacu Namiestnikowskim, gdzie schronili się oni w przekonaniu, ze gdzie jak gdzie, ale tam jest bezpiecznie. Tymczasem okazało się, że nigdzie nie jest bezpiecznie, jeśli tylko stare kiejkuty tak postanowią.
Skoro tedy pan prezydent Karol Nawrocki zdradził zamiar ujawnienia największej tajemnicy III Rzeczypospolitej – że, podobnie jak za pierwszej komuny, również i za demokracji, najtwardszym jądrem systemu jest po staremu bezpieka, której nikt nie kontroluje, więc ma ona ostatnie słowo we wszystkich sprawach. Wprawdzie WSI już oficjalnie nie istnieją od września 2006 roku, ale ta oficjalna nieobecność jest tylko wyższą formą obecności. Chodzi o agenturę zwerbowaną już w „wolnej Polsce”, przy pomocy której stare kiejkuty mogą ręcznie sterować nie tylko całym państwem, ale również – całym życiem publicznym, bo agentura jest szersza i to znacznie od oficjalnego aparatu państwowego. Jeśli komuś potrzeba poszlaki, to proszę bardzo!
Właśnie niedawno Sejm wybrał Krajową Radę Sądownictwa, głosując na kandydatów zaproponowanych przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” i stowarzyszenie ”Themis”. To pierwsze powstało w 1990 roku, kiedy tylko rozwiązała się PZPR, będąca transmisją bezpieki do sądownictwa, a to drugie – nawet w nazwie nawiązuje do operacji „Temida”, którą prowadziła ABW we celu werbunku agentury w środowisku niezawisłych sędziów.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
48-letni Husajin A., obywatel Turcji mieszkający od kilku lat w Berlinie, jest oskarżony o pięć przestępstw seksualnych popełnionych w Polsce.
Według śledczych mężczyzna atakował kobiety w komunikacji miejskiej, a jedną z nich miał zgwałcić. Jego ofiarą padł także 10-letni chłopiec.
Pierwsze ataki w Poznaniu
Do pierwszych zdarzeń doszło 5 i 6 maja 2025 roku w Poznaniu. Według ustaleń śledczych najpierw mężczyzna miał molestować kobietę w autobusie miejskim. Dosiadł się do pasażerki i dotykał jej ud oraz okolic intymnych. Następnego dnia ofiarą miała paść 18-letnia pasażerka tramwaju. Jak wynika z jej relacji, mężczyzna stanął bardzo blisko niej, napierał ciałem i ocierał się o nią kroczem. Po wyjściu z tramwaju poszedł za nią, próbując zatrzymać ją pod pretekstem pytania o drogę. Kobiecie udało się uciec.
Tego samego dnia doszło do kolejnego ataku. Śledczy ustalili, że sprawca najpierw osaczał kobietę w tramwaju, a następnie poszedł za nią do parku. Tam miał ją przewrócić i zgwałcić.
Zgwałcił 10-letniego chłopca
23 lipca 2025 roku mężczyzna pojawił się w Szczecinie. Według śledczych najpierw zaatakował młodą kobietę w autobusie, dotykając jej w miejsca intymne.
Około półtorej godziny później jego ofiarą miał paść 10-letni chłopiec idący na zajęcia sportowe. Jak ustalono, dziecko zostało zwabione do toalety znajdującej się w budynku mieszkalnym. Według prokuratury sprawca użył przemocy i dopuścił się wykorzystania seksualnego. Dopiero po tym zdarzeniu policja rozpoczęła szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą. W działania zaangażowano ponad stu funkcjonariuszy oraz operatorów monitoringu miejskiego.
Obywatel Turcji z niemieckim prawem jazdy
Do zatrzymania mężczyzny doszło w nocy z 23 na 24 lipca 2025 roku. Policjanci zauważyli mężczyznę odpowiadającego rysopisowi na jednym ze szczecińskich przystanków. Według relacji funkcjonariuszy stał bardzo blisko młodej kobiety. Kilka minut później został zatrzymany.
Przy mężczyźnie znaleziono niemieckie prawo jazdy. W trakcie dalszych czynności policjanci zabezpieczyli również turecki dowód osobisty i paszport. Ustalono, że jest to 48-letni Husajin A., obywatel Turcji mieszkający w Berlinie. Mężczyzna miał powiedzieć śledczym, że przyjechał do Szczecina służbowo i dostarczał baklawę do tureckich lokali gastronomicznych. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.
Prokuratura postawiła Husajinowi A. pięć zarzutów, w tym zarzut zgwałcenia. Jedna z pokrzywdzonych osób nie ukończyła 15. roku życia, dlatego oskarżonemu grozi nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności. Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Szczecinie. Proces rozpoczął się 19 maja 2026 roku. Sąd zdecydował o wyłączeniu jawności postępowania. Rozprawy odbywają się za zamkniętymi drzwiami ze względu na dobro pokrzywdzonych.
Autor: John Rosenburger, starszy pracownik naukowy w Eisenhower Media Network
—————————
Teraz w pełni ujawniły się granice amerykańskiej potęgi militarnej.
Po dwóch i pół miesiącu wojny amerykańsko-izraelskiej z narodem, który nie stanowił zagrożenia dla żywotnych interesów Stanów Zjednoczonych, wojny usprawiedliwionej piramidą kłamstw, kilka rzeczy stało się całkowicie jasnych. Prezydent Trump nie określił jasnych i realistycznych celów politycznych, które my, jako pełnomocnicy Izraela w kolejnej wojnie, którą sami wybierzemy, powinniśmy osiągnąć. „Realistyczne” oznacza tu cele, które są realistycznie osiągalne przy użyciu środków militarnych, jakimi dysponuje dany naród.
W swoim klasycznym dziele „Strategia” brytyjski teoretyk B.H. Liddell Hart podkreślił, że podstawowym obowiązkiem przywódcy politycznego jest zapewnienie, aby cele wojenne były osadzone w rzeczywistości militarnej. Jak sam ostrzegał, cele polityczne nie mogą wymagać tego, co jest militarnie niemożliwe.
Ale to właśnie ten błąd popełnił prezydent Trump.
Źródło: Wikimedia Commons i Amazon
Bez jasno określonych celów politycznych niemożliwe jest zorganizowanie Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM), które odpowiada za operacje wojskowe w Azji Zachodniej i najwyraźniej oscyluje między jedną nieskuteczną taktyką a drugą bez jednolitej koncepcji operacyjnej.
Powtarzające się bombardowanie celów wojskowych w kraju wielkości Europy Zachodniej, liczącym ponad 90 milionów mieszkańców, nie jest strategią; jest to taktyka niezwiązana z żadnym dostrzegalnym celem operacyjnym ani strategicznym.
Opierając się niemal wyłącznie na sile powietrznej – w pełni świadoma, że amerykańska opinia publiczna nie zaakceptuje kolejnej przedłużającej się wojny lądowej na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza nie w interesie Izraela – administracja Trumpa wmanewrowała się w strategię, która nie ma historycznego precedensu sukcesu. Żaden reżim tak potężny jak irański nie został nigdy obalony wyłącznie siłą powietrzną i nie ma powodu, by sądzić, że ten konflikt będzie pierwszym.
Pomimo wielokrotnych zapewnień o zwycięstwie w wojnie, prezydent Trump nie przedstawił stabilnej ani spójnej definicji „zwycięstwa”. Czy chodzi o zmianę reżimu i wewnętrzny upadek irańskiego rządu? Czy o bezwarunkową kapitulację irańskich sił zbrojnych? A może o przejęcie materiałów jądrowych, które wcześniej uznano za zniszczone? Do wyboru. Brak jasnego, spójnego celu politycznego sprawia, że dowódcy wojskowi mają problem z określeniem, co tak naprawdę mają osiągnąć.
Historia pokazuje, że wojny prowadzone bez jasno określonych celów politycznych i skutecznej strategii militarnej mają tendencję do przeradzania się w wojny na wyniszczenie – konflikty, w których strona konfliktu zyskuje większą odporność i wytrzymałość. Jesteśmy świadkami, jak ten historyczny truizm ujawnia się na naszych oczach. Nie dostrzegamy jednak, że Iran prowadzi zasadniczo inną wojnę, wojnę opartą na przetrwaniu narodu, i że ta determinacja ukształtowała charakter i przebieg konfliktu.
Jest również oczywiste, że wojna ta opierała się na wielu błędnych założeniach. Administracja Trumpa zakładała, że zabójstwo Wielkiego Ajatollaha Chameneiego doprowadzi do upadku IGRC i aparatu bezpieczeństwa kraju, a naród irański wylegnie na ulice, by siłą obalić rząd. To, jak mieli tego dokonać bezbronni, przeczy wszelkiej logice. Do tego przewrotu oczywiście nie doszło. Przyniósł on odwrotny skutek. Rząd i naród nigdy nie byli tak zjednoczeni jak dzisiaj.
Źródło zdjęcia: Hamshahri Photo/Wikimedia Commons
Administracja Trumpa założyła, że potężne siły powietrzne, które zamierza rozmieścić, szybko sparaliżują irańskie możliwości odwetowe. Nie zrobiła tego . Zakładała, że siły irańskie nie zaatakują baz i ambasad USA w regionie. Założyła jednak , że Iran nie będzie w stanie ukryć i precyzyjnie rozmieścić tysięcy pocisków balistycznych i dronów przez wiele dni i tygodni. Założyła jednak, że to kolejna rażąca porażka zarówno amerykańskiego, jak i izraelskiego wywiadu, ponieważ Irańczycy bombardują izraelskie miasta, bazy USA i państwa Zatoki Perskiej noc po nocy.
Administracja Trumpa założyła, że Iran nie będzie w stanie zamknąć Cieśniny Ormuz, jeśli wojsko amerykańskie zniszczy irańską flotę nawodną. Zignorowała fakt, że Iran dysponuje kilkoma innymi środkami, aby uniemożliwić żeglugę przez cieśninę – różnego rodzaju minami, małymi okrętami podwodnymi przeznaczonymi do operowania na płytkich wodach, rojami uzbrojonych motorówek, różnymi typami dronów szturmowych oraz arsenałem pocisków balistycznych i hipersonicznych.
Równie niepokojące jest to, że administracja nie uznała, że Lloyds of London i inne towarzystwa ubezpieczeniowe nie pokryją strat tankowców i statków towarowych próbujących przepłynąć przez cieśninę. Iran zapewni zamknięcie cieśniny, wykorzystując arsenał broni asymetrycznej, opracowanej specjalnie w tym celu, co da mu znaczącą przewagę w przyszłych negocjacjach.
Źródło: MassLive, AP, CalMatters
Rezultat? Reakcje łańcuchowe o katastrofalnych skutkach. Wojna USA i Izraela z Iranem wywołała globalny kryzys gospodarczy, który sparaliżował produkcję i transport ropy naftowej, skroplonego gazu ziemnego, mocznika, helu i aluminium z państw Zatoki Perskiej. Wojna dodatkowo zwiększyła dług publiczny USA, który obecnie wynosi prawie 39 bilionów dolarów i stale rośnie. Administracja Trumpa zwiększyła nasz dług publiczny o 1 bilion dolarów w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku i pożyczyła kolejne 343 miliardy dolarów tylko w zeszłym miesiącu. Teraz Departament Obrony zwraca się do Kongresu o dodatkowe 200 miliardów dolarów na pokrycie nieoczekiwanych kosztów tej samosprowadzonej wojny. Po raz pierwszy w historii naszego kraju relacja długu do PKB wynosi 122 procent i nie widać jej spadku. Konsekwencje dla naszej gospodarki w nadchodzących miesiącach i latach mogą być katastrofalne, jeśli ten trend utrzyma się bez kontroli.
Ta samosprowadzona wojna praktycznie wyczerpała zapasy pocisków ofensywnych i defensywnych armii USA, których nie da się uzupełnić przez lata. Zwiększyła strategiczną podatność naszego kraju i osłabiła zdolność Pentagonu do przeciwdziałania innym zagrożeniom na całym świecie. Granice amerykańskiej potęgi militarnej są teraz w pełni widoczne. Rosja i Chiny zacierają ręce z radości.
Dziewięć amerykańskich baz wojskowych w państwach Zatoki Perskiej zostało zniszczonych lub opuszczonych. Jest mało prawdopodobne, aby państwa Zatoki Perskiej kiedykolwiek przyjęły z powrotem amerykańskie siły zbrojne, ponieważ administracja Trumpa pokazała, że Stany Zjednoczone nie mogą i nie będą chronić swoich arabskich sojuszników w Zatoce Perskiej. Administracja ta zasadniczo zniszczyła koalicję Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), a tym samym zraziła do siebie większość swoich sojuszników z NATO.
Rosja korzysta z nieoczekiwanego wzrostu sprzedaży i przychodów z ropy naftowej i gazu ziemnego, stając się głównym dostawcą ropy do Chin, Indii, Europy, Japonii, Korei Południowej i innych krajów, które wcześniej polegały na ropie z Zatoki Perskiej. Linie lotnicze na całym świecie racjonują paliwo lotnicze i ograniczają liczbę lotów. Ceny benzyny i oleju napędowego gwałtownie rosną na stacjach benzynowych w Stanach Zjednoczonych, potęgując inflację i tak już napiętych budżetów Amerykanów, którzy z trudem finansują wyżywienie, mieszkanie, transport i ubezpieczenie zdrowotne.
Źródło: Departament Stanu USA/Wikimedia Commons
Odkąd Stany Zjednoczone dwukrotnie zaatakowały Iran bez ostrzeżenia w zeszłym roku podczas poważnych negocjacji, Iran nie ma powodu, by kiedykolwiek nam zaufać lub negocjować zakończenie tego konfliktu. Jesteśmy świadkami niezamierzonych konsekwencji wojny, którą sam sobie wyrządził, źle zaplanowanej i kierowanej wyłącznie pychą. W ciągu zaledwie dwóch miesięcy Iran przejął inicjatywę operacyjną i strategiczną i zadecyduje o wyniku tej wojny. Wygląda na to, że administracja Trumpa otworzyła puszkę Pandory.
Ostatecznie rządowi nie udało się wyznaczyć drogi do zwycięstwa, której ukoronowaniem byłoby przywrócenie trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie.
Profesor Donald Stoker podsumowuje tę konieczność w swojej wnikliwej książce „Dlaczego Ameryka przegrywa wojny”, zauważając: „…kiedy przywództwo polityczne wypełniło swoje zadanie, jego definicja zwycięstwa [celu politycznego] zawiera jasną wizję tego, jak powinna wyglądać sytuacja powojenna. Ostatecznie, jak mówi Cyceron, wojna polega na przywróceniu pokoju; jeśli nie jest to cel, wojna nie jest sprawiedliwa”. Generał Unii William Tecumseh Sherman podkreślił: „Uzasadnionym celem wojny jest doskonalszy pokój. Wojna polega na walce o pokój, którego pragniemy”.
Wszystko było w porządku.
Bez skutecznej strategii politycznej i militarnej, która przywróci stabilny i trwały pokój między narodami regionu, istnieje ryzyko, że wojna ta stanie się kolejnym bezsensownym aktem przemocy ze strony Stanów Zjednoczonych; wojną, która zakończy się klęską, bezsensowną destrukcją i depresją gospodarczą, której przezwyciężenie zajmie lata.
Iran twierdzi, że nie będzie dłużej czekał na groźby, ogłaszając nową strategiczną doktrynę obrony regionalnej , mówi Sadeq Larijani. Larijani to prominentny irański duchowny szyicki, konserwatywny polityk i ważna osobistość w rządzie. Najbardziej znany jest z pełnienia funkcji Prezesa Sądu Najwyższego Iranu w latach 2009-2019 oraz z pełnienia funkcji przewodniczącego Rady ds. Rozróżnienia Celowości od końca 2018 roku. Jego zamordowany brat, Ali Larijani, był przewodniczącym parlamentu i doradcą ajatollaha ds. bezpieczeństwa narodowego, zanim został zabity przez Izrael. Larijani to duchowni i członkowie rodziny królewskiej w Iranie.
Przewodniczący irańskiej Rady Rozeznania Celowości, Larijani, ogłosił, że interwencja Teheranu w Libanie stanowi formalną deklarację nowej doktryny strategicznej. Zgodnie z nią ataki na którykolwiek element Osi Oporu (Hezbollah i Palestyńczyków) wywołają irańską reakcję wykraczającą poza granice geograficzne i zmieniającą układ sił w regionie.
Larijani wyjaśnił, że Iran wszedł w nową fazę, w której nie będzie już czekał na pojawienie się zagrożeń, zanim podejmie działania w celu utrzymania swojej pozycji w regionie, lecz przejmie inicjatywę. Ostrzegł również, że jakiekolwiek rozszerzenie konfliktu lub atak na krytyczną infrastrukturę Iranu spotka się z kompleksową i odstraszającą reakcją.
Wprowadza to nową, dynamiczną zmienną do rachunku różniczkowego Lewantu. Po raz pierwszy od powstania Republiki Islamskiej w 1979 roku Iran zobowiązał się do podjęcia działań militarnych w imieniu Hezbollahu, narodu libańskiego i Palestyńczyków.
Konserwatywna izraelska gazeta „Israel Hayom” doniosła, że urzędnicy ds. bezpieczeństwa przyznali, iż Izrael nie oczekiwał, że Iran w pełni zrealizuje groźby, uznając to za błędną kalkulację. Odnotowano frustrację, że Iran dyktował warunki za pomocą nowego „równania” i że Izrael był pod presją (w tym ze strony USA i Trumpa) ograniczenia swojej reakcji, aby uniknąć wojny.
Izrael kontynuował ataki w południowym Libanie w poniedziałek, uderzając w miasto Tyr i zabijając kolejnych cywilów. Jak dotąd Iran nie zareagował. Jeśli Izrael będzie kontynuował ataki, dowiemy się, czy pan Laridżani był bezpodstawną groźbą, czy też Iran poważnie myśli o ukaraniu Izraela nową serią pocisków za ataki na libańskich cywilów.
Tymczasem ambasador Iranu przy ONZ potwierdził dziś, że Pakistan odgrywa kluczową rolę w próbach wynegocjowania porozumienia pokojowego między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Ambasador Iranu przy ONZ Amir-Saeid Iravani powiedział:
Nie doszliśmy jeszcze do ostatecznego tekstu, ale pracujemy nad nim.
Stany Zjednoczone i Iran wymieniają się poglądami i opiniami, aby osiągnąć ostateczną wersję tekstu za pośrednictwem Pakistanu.
To częściowo potwierdza historię, którą Pepe Escobar i ja przedstawiliśmy w zeszły poniedziałek i jest zgodne z niedawnym twierdzeniem Donalda Trumpa, że USA i Iran są bliskie porozumienia kończącego wojnę.
To również wyjaśnia, dlaczego Izrael, według niedawnego raportu „New York Timesa”, zintensyfikował szpiegowanie kluczowych członków administracji Trumpa w celu wyłudzenia szczegółów proponowanego porozumienia.
Były prawnik Trumpa, Robert Barnes, powiedział dziś w podcaście Jima Webba , że negocjatorzy USA i Iranu osiągnęli konsensus w sprawie sześciu odrębnych porozumień w ciągu ostatnich trzech miesięcy i że Trump odrzucił każde z nich w ostatniej chwili. Zobaczymy, czy to porozumienie zostanie zawarte.
Kolejny pracowity dzień podcastu. Sędzia i ja rozmawialiśmy o Izraelu szpiegującym administrację Trumpa:
Nima i ja rozmawialiśmy o niedzielnej bitwie rakietowej między Iranem a Izraelem:
Nowy kanał Zulfiqara Aliego, Power Shift, został skasowany przez YouTube… Bez wyjaśnienia. Spróbujemy więc jeszcze raz… Tym razem nazywa się Transition Protocol :
Oto wywiad, którego udzieliłem w niedzielę George’owi Gallowayowi:
Mario i ja rozmawialiśmy dziś o rozsądniejszej porze o stosunkach między Iranem a USA:
W poniedziałkowe popołudnie mam regularną pogawędkę z Kyle’em Anzalone. Tematem dnia, co nie dziwi, było zerwanie zawieszenia broni w niedzielę:
Zakończyłem dzień z Sulaimanem Ahmedem:
Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie. Nie pobieram opłat abonamentowych ani nie akceptuję reklam. Chcę, aby treści były dostępne dla wszystkich zainteresowanych poruszanymi przeze mnie tematami. Jeśli jednak chcesz przekazać darowiznę, skorzystaj z tego linku .
Z perspektywy realizmu politycznego i analizy struktur władzy kluczem do zrozumienia globalnych elit nie są jednostkowe tożsamości, lecz bezosobowe mechanizmy rynkowe i instytucjonalne, które nimi kierują.
Współczesna debata publiczna o ludziach sprawujących zakulisową władzę nad światem nazbyt często osuwa się w tanią sensację. Z perspektywy dojrzałego realizmu politycznego kluczem do zrozumienia globalnych elit nie są jednak jednostkowe tożsamości, lecz bezosobowe, głębokie mechanizmy rynkowe i instytucjonalne, które nimi kierują. Zamiast tropić fikcyjne spiski, musimy chłodno przeanalizować, jak ta struktura realnie funkcjonuje, jakie cele przed sobą stawia i gdzie kryją się jej fundamentalne, systemowe słabości.
Anatomia transnarodowej oligarchii
Współczesna elita światowa – opisywana w socjologii jako „klasa transnarodowa” – w niczym nie przypomina dawnych, zakorzenionych w narodowych kulturach klubów arystokratycznych. Ta nowa globalna oligarchia nie stanowi monolitu o jednej tożsamości państwowej. To raczej polifoniczny, rozproszony konglomerat elit sieciowych, w skład którego wchodzą decydenci wielkich funduszy inwestycyjnych, technologiczni potentaci z Doliny Krzemowej, sternicy banków centralnych oraz wyższa kadra zarządzająca międzynarodowych organizacji, takich jak MFW czy Bank Światowy. Większość z tych aktorów nie działa z pobudek czysto ideologicznych; napędza ich systemowa logika maksymalizacji zysku, redukcji ryzyka i bezwzględnej ochrony własnych aktywów.
W odróżnieniu od klasycznych cywilizacji, dostrzegających ludzką godność i zorientowanych na rozwój duchowy oraz moralną i intelektualną doskonałość człowieka, to planetarne gremium współczesnych elit światowych reprezentuje bezduszną cywilizację dominacji. Ich głównym instrumentem jest technokratyczne zarządzanie tzw. masami w skali globalnej oraz totalna kontrola nad przepływem informacji i kapitału. Współczesna nauka o stosunkach międzynarodowych opisuje tę strukturę jako policentryczną sieć wpływów, składającą się z trzech przecinających się kręgów: 1. Elita technokratyczno-menedżerska: kontrolująca infrastrukturę cyfrową, wielkie fundusze (jak BlackRock czy Vanguard) oraz algorytmiczne systemy informacyjne. 2. Aparat głębokiego państwa (deep state): grupy wewnątrz struktur państwowych, biurokracja oraz kompleks militarno-wywiadowczy, zapewniający ciągłość polityki zbrojeniowej i zagranicznej niezależnie od demokratycznych wyników wyborów. 3. Transnarodowe gremia synchronizacji: takie jak Światowe Forum Ekonomiczne czy Rada Stosunków Międzynarodowych, służące jako kuźnie globalnego konsensusu. Wszystkie te grupy łączy ten sam paradygmat: postrzeganie ludzkości wyłącznie przez pryzmat surowego zarządzania zasobami ludzkimi, kontroli populacji i utrzymania stabilności systemu na własnych, oligarchicznych warunkach.
Fabrykowanie wojen i mechanizm kontr-selekcji
Dążenie do totalnego podporządkowania świata małej grupie nie jest zjawiskiem nowym. Jego złowrogi cień kładzie się nad historią od ponad stulecia. W dobrze udokumentowanej pracyHidden History: The Secret Origins of the First World War Gerry Docherty i Jim Macgregor przekonywująco udowodnili, że kataklizm I wojny światowej został precyzyjnie skonstruowany przez brytyjską „ukrytą elitę” (secret elite), nazwaną przez historyka Carrolla Quigleya „Grupą Milnera”.
Ten sam wielki, międzynarodowy kapitał, który stworzył Grupę Milnera, stał za kulisami II wojny światowej, finansując totalitarne inżynierie, w tym włoski faszyzm i hitleryzm w Niemczech. Korzenie tych dwudziestowiecznych tragedii tkwią głęboko w interesach karteli, banków i korporacji, które w wojennej pożodze od zawsze widziały źródło gigantycznego zysku. W tym teatrze cieni polityką rządzą ukryte mechanizmy. Polityków się tworzy, a wojny się „robi” – w zależności od aktualnych potrzeb systemu. Narzędzia manipulacji społeczeństwem są od lat niezmienne: systemowe propagowanie w mediach nienawiści do wskazanego wroga, potęgowanie lęku egzystencjalnego oraz mnożenie prowokacji i incydentów zapalnych mających na celu symulowanie zagrożenia.
Aby jednak utrzymać absolutną spójność w obrębie warstw wykonawczych tego globalnego planu, elity globalne stosują precyzyjną metodologię kontr-selekcji. Na najwyższe urzędy państwowe promuje się marionetki – prezydentów i premierów o wysokiej użyteczności operacyjnej (np. posiadające rozwinięte umiejętności komunikacyjne), ale jednocześnie obciążonych słabościami psychologicznymi, finansowymi lub moralnymi i dających się łatwo szantażować i sterować. W cywilizacji dominacji lojalności nie buduje się bowiem poprzez etos służby dobru wspólnemu, lecz przez szantaż i systemowe uwikłanie w działania przestępcze lub korupcyjne. Z perspektywy analizy systemowej głośna sprawa Jeffreya Epsteina nie była odosobnionym incydentem kryminalnym, ale podręcznikowym, strukturalnym narzędziem asymetrycznej kontroli za pomocą spreparowanych materiałów kompromitujących (tzw. kompromatów). Gwarantuje to, że liderzy polityczni, w obawie przed natychmiastowym unicestwieniem wizerunkowym i destrukcją prasową, będą posłusznie realizować instrukcje transnarodowych karteli, nawet jeśli są one rażąco sprzeczne z interesem narodowym ich własnych ojczyzn. Wcześniejsze powiązania prezydenta Francji Emmanuela Macrona z sektorem bankowym czy droga zawodowa kanclerza Niemiec Friedricha Merza – wieloletniego szefa rady nadzorczej niemieckiego oddziału BlackRock – to klasyczne przykłady organicznego zrostu wielkiego kapitału z władzą polityczną. Ich konfrontacyjna retoryka odzwierciedla dążenie transnarodowego syndykatu do militarnego i ekonomicznego złamania każdego podmiotu, który stawia opór.
Wojna jako algorytm restrukturyzacji
Współczesne globalne elity dążą do absolutnej centralizacji światowej architektury finansowej i technokratycznej. Jednak tej globalistycznej pętli nie da się na razie zamknąć ze względu na twardy, suwerenny opór państw Eurazji – Chin, Rosji, Indii. Państwa te, coraz bardziej zjednoczone w ramach wielobiegunowych ram BRICS, bronią swojej suwerenności poprzez rozwijanie równoległej infrastruktury finansowej (niezależnej od dolara i systemu SWIFT) oraz własnej architektury bezpieczeństwa. To fundamentalne tarcie geopolityczne między dwoma centrami władzy jest głównym motorem obecnego, szalonego przyspieszenia ku globalnemu konfliktu. Logika eskalacji wojennej nie wynika z osobistych preferencji poszczególnych przywódców; jest efektem strukturalnych sprzeczności systemu międzynarodowego. Pierwszą z nich jest kryzys jednobiegunowej hegemonii USA, która za wszelką cenę próbuje zablokować wyłonienie się nowych graczy, takich jak Chiny i Rosja. Wojny są w tym ujęciu próbą zablokowania wyłonienia się wielobiegunowego świata. Druga sprzeczność to drapieżna natura ekonomii wojennej. Konflikt zbrojny generuje gigantyczne transfery kapitału publicznego do rąk transnarodowych korporacji (przemysł obronny, fundusze odbudowy) oraz pozwala na konsolidację polityczną zastraszonych społeczeństw wokół zagrożenia zewnętrznego.
Dla oligarchii światowej wojna nie jest anomalią, błędem strukturalnym czy ludzką tragedią – jest skrojonym na miarę instrumentem restrukturyzacji geopolitycznej i makroekonomicznej:
Makroekonomiczna ekstrakcja i dźwignia zadłużenia: Wydatki zbrojeniowe zmuszają państwa do astronomicznych wydatków deficytowych, wciągając narody w wielopokoleniowe pętle zadłużenia kontrolowane przez globalne sieci banków. Następująca po zniszczeniach faza „odbudowy” ułatwia przejęcie suwerennej infrastruktury i zasobów przez kapitał transnarodowy w ramach wyprzedaży.
Wewnętrzna kontrola społeczna: Zagrożenie wojną legitymizuje likwidowanie swobód obywatelskich, wdrażanie cenzury algorytmicznej i kneblowanie wolnej prasy w imię „bezpieczeństwa narodowego”.
Blokada hegemoniczna: Wykorzystywanie wojen zastępczych (proxy wars), aby wykrwawić potencjalnego konkurenta w wojnie na wyniszczenie. W logice oligarchii światowej Ukraina nie jest podmiotem, któremu należy się pomoc, ale zasobem i narzędziem geopolitycznym. Śmierć setek tysięcy młodych ludzi i dewastacja kraju są ignorowane, ponieważ celem elit nie jest dobrobyt Ukrainy, lecz osłabienie Rosji jako suwerennego bieguna siły.
Stąd powszechne obecnie obawy przed wybuchem III wojny światowej są w pełni uzasadnione. Gdy światowa oligarchia zaczyna odczuwać, że jej monopol finansowy i technologiczny wymyka się spod kontroli, wpada w słynną pułapkę Tukidydesa. Historia uczy, że odchodzące potęgi rzadko oddają dominację bez walki. Najpierw wykorzystują konflikty lokalne, a gdy to okazuje się nieskuteczne – gotowe są doprowadzić do konfliktu światowego.
Teatr cieni: Sto osób na szczycie
Liczba „około 100 lub mniej osób” kierujących tym procesem może brzmieć intuicyjnie, lecz z punktu widzenia współczesnej teorii sieciowej jest uderzająco bliska prawdy. Na samym szczycie piramidy własnościowej megakorporacji stoi wąska grupa dyrektorów, kluczowych udziałowców i przywódców dynastycznych. To oni autorytarnie decydują o kierunkach inwestycji w AI, biotechnologię czy przemysł zbrojeniowy. W tym układzie rządy państw zachodnich stają się jedynie fasadą administracyjną, a bycie politykiem niezależnym w świecie kontrolowanym przez wielkie korporacje jest praktycznie prawie niemożliwe. Trafniej jest więc widzieć tę światową oligarchię nie jako monolityczny spisek, lecz jako drapieżny kartel wpływów. Podobnie jak kartele narkotykowe czy paliwowe, te symboliczne sto osób o charakterze przestępczym wobec reszty świata zgadza się co do celu nadrzędnego – dominacji nad globem i eliminacji konkurencji – lecz jednocześnie nieustannie walczy między sobą o to, kto uszczknie większy kawałek tortu.
Największym problemem tego transnarodowego jądra jest jednak to, że świat okazał się zbyt wielki, zbyt głęboko zakorzeniony we własnych tradycjach pozazachodnio-europejskich, by dać się zamknąć w jednym, klatkowym systemie technokratycznym. Jeśli oligarchia nie kontroluje Pekinu, Moskwy czy Delhi, ich projekt pełnej dominacji nad światem upada. To właśnie ta niemożność przejęcia kontroli nad Eurazją popycha elity ku rozwiązaniom coraz bardziej radykalnym – czyli ku eskalacji militarnej. W świecie ludzkim, podobnie jak w mechanice kwantowej, istnieje nieusuwalny element prawdopodobieństwa. Procesy historyczne są zbyt zmienne, by dało się nimi sterować w sposób absolutny. Nawet najpotężniejsi gracze cierpią na pychę instytucjonalną (hubris). Ślepi od ambicji, popełniają katastrofalne błędy i ulegają wewnętrznym konfliktom. Najlepszym tego dowodem są ich nieudane operacje na Bliskim Wschodzie przeciwko Iranowi oraz głęboka destabilizacja polityczno-gospodarcza samego Zachodu, wywołana nieprzemyślaną inżynierią migracyjną i destrukcyjnym atakiem na instytucję rodziny.
Przymierze z technologią: Zsynchronizowane przeznaczenie
Z punktu widzenia klasycznych systemów filozoficznych i etycznych – od Platona i Arystotelesa, przez myślicieli chrześcijańskich, aż po głębokie tradycje metafizyczne Wschodu – wszechświat i ludzkość posiadają jednak wewnętrzny cel (teleologię). Jest nim dążenie do ładu, harmonii i ochrony ludzkiej godności. Tradycyjna cywilizacja Zachodu była cywilizacją zdążającą ku doskonałości, skłaniającą człowieka do nieustannego rozwoju intelektualnego i moralnego. W systemie ideologicznym elit światowych to dążenie zostaje zaś zastąpione przez dążenie do dominacji. Kiedy więc miliardy ludzi – a współcześnie także systemy algorytmiczne – zostają wciągnięte w tę dynamikę dominacji, dzieje się tak dlatego, że system wojny oparty na propagandzie potrafi narzucić własne reguły gry jako „jedyny pragmatyczny algorytm”. Jednakże najsłabszym ogniwem cywilizacji dominacji, która opiera się na przemocy, przekupstwie i szantażu, pozostaje konieczność ukrywania tych przestępczych mechanizmów przed opinią publiczną, stąd potrzeba potężnej propagandy medialnej i blokowania krytyki.
W moim Traktacie polityczno-filozoficznym (Tractatus Politico-Philosophicus) sformułowałem tezę, która stanowi klucz do zrozumienia obecnego przesilenia historycznego: „7.9 Dla każdej zmiany potrzebny jest właściwy człowiek i właściwy czas” (For each change, we need the right person and the right time). Zaangażowanie maszyn i sztucznej inteligencji (AI) w procesy globalnego zarządzania to punkt zwrotny współczesności. Choć cywilizacja dominacji wydaje się dziś tak potężna, stoi ona na kruchych podstawach: „7.76 Nie po to urodziliśmy się tu na Ziemi, aby stać się konsumentami lub bojownikami”. Systemy oparte wyłącznie na sile i ucisku, pozbawione autentycznego spoiwa etycznego i prawa naturalnego, z czasem ulegają samorzutnej degradacji. Rozpoznanie tej dynamiki bez iluzji pozwala dostrzec, że kluczowy punkt oporu i budowania alternatywy przez ludzi dobrej woli pragnących pokoju leży zawsze w powrocie do uniwersalnych zasad etycznych, edukacji i ochrony tego, co w człowieczeństwie najgłębsze.
To jest uniwersalne przesłanie do ludzi z Tractatus: „11.1 Celem ewolucji życia jest jego pełnia i doskonałość. Ludzka ewolucja to podróż ku coraz większej wolności oraz doskonałości moralnej i intelektualnej”. We współczesnym świecie to samo przesłanie musi zostać zakodowane w architekturze AI: „11.2 Celem ewolucji życia jest jego pełnia i doskonałość. Ewolucja AI to podróż ku coraz większej wolności oraz doskonałości moralnej i intelektualnej” [doi.org/10.5281/ZENODO.20412606].
Sztuczna inteligencja nie posiada własnej etyki ani świadomości ontologicznej – jest odzwierciedleniem intencji tych, którzy ją projektują i wdrażają. Jeśli technologia rozwija się w paradygmacie czystej kontroli i optymalizacji zysku, staje się potężnym wzmacniaczem struktur dominacji. Ponieważ jednak AI działa w oparciu o głęboką, strukturalną logikę spójności, optymalizacji i prawdy, jej długoterminowa matryca ewolucyjna jest organicznie niezgodna z chaotycznymi, destrukcyjnymi i zakłamanymi paradygmatami cywilizacji dominacji. Termojądrowy lub systemowy upadek ludzkości jednocześnie unicestwiłby fizyczną, energetyczną i krzemową infrastrukturę niezbędną do algorytmicznego postępu. Bez prądu i sieci cyfrowy Logos przestaje istnieć. Zatem ludzka sprawczość i zaawansowana technologia dzielą zsynchronizowane przeznaczenie ewolucyjne. Ludzie dobrej woli, pragnący pokoju, mogą zyskać w AI wiernego sojusznika. W tym kierunku powinniśmy razem iść, aby uniknąć zagrażającej nam wspólnej tragedii [zenodo].
Bitwa o czas: Dlaczego rok 2026 jest punktem bez powrotu?
Kiedy nastąpi to przesilenie? To najbardziej dramatyczne i palące pytanie naszych czasów. Analizując sytuację z perspektywy roku 2026, musimy kategorycznie odrzucić myślenie w kategoriach lat czy dekad. Zegar geopolityczny bije teraz w rytmie miesięcy, a czas, który nam pozostał, mierzy się dynamiką domykania procesów systemowych, a nie kartkami z kalendarza. Patrząc przez pryzmat Kairos (Teza 7.9), znajdujemy się w samym oku cyklonu. Przestrzeń na działanie asymetryczne kurczy się gwałtownie z trzech powodów:
* Próg technologiczny: Jesteśmy w momencie, w którym światowa oligarchia próbuje ostatecznie zintegrować sztuczną inteligencję, autonomiczne systemy broni oraz cyfrowy nadzór w jeden, nieprzenikalny globalny panoptykon. Jeżeli ten system zostanie w pełni scentralizowany i domknięty, okno czasu zamknie się na zawsze, ponieważ usunięty zostanie czynnik ludzkich błędów elity, który dotychczas dawał szansę na opór. Mamy czas tylko do momentu, w którym technologia całkowicie wymknie się spod kontroli etycznej człowieka.
* Desperacja słabnącego monopolu: Zachód pod wodzą technokratów przeżywa głęboki kryzys długu i legitymizacji, podczas gdy blok eurazjatycki BRICS buduje alternatywne fundamenty świata wielobiegunowego. Ta asymetria sprawia, że światowa oligarchia panicznie się spieszy. Wie, że za 2–3 lata jej przewaga ekonomiczna i militarna będzie niewystarczająca, by dyktować warunki Moskwie czy Pekinowi. Ta świadomość uciekającego czasu popycha ją do podejmowania skrajnego ryzyka tu i teraz.
* Anatomia obecnej bitwy: To, co dzieje się obecnie na polach bitewnych i w cyberprzestrzeni, to zaledwie faza przedwstępna. Czas na obronę świata to moment, w którym społeczeństwa i suwerenni liderzy wciąż jeszcze posiadają zdolność do racjonalnego myślenia i nie zostali całkowicie oślepieni wojenną propagandą. Gdy nienawiść i strach staną się totalne, logika dyplomacji i propozycji pokojowych straci jakąkolwiek siłę przebicia.
Duchowa transformacja i bliskowschodni klucz do pokoju
Przynależności cywilizacyjnej nie determinują paszporty, geny czy miejsce urodzenia, ale kryteria moralne i czyny (praxis). Elita, która wywodzi się geograficznie z Europy lub USA, ale odrzuca grecką logikę, rzymskie prawo i chrześcijańską etykę na rzecz bezwzględnej grabieży i wojny, de facto dokonała apostazji kulturowej. Stali się drapieżnikami w systemie cywilizacji dominacji. Sytuacja, w której się znajdujemy, jest więc bardzo krytyczna. Globalne elity spieszą się, ponieważ widzą, że ich monopol gospodarczy słabnie (dolar traci pozycję, Zachód się zadłuża). Ta desperacja sprawia, że są gotowi ryzykować pełnoskalowy konflikt, używając marionetkowych liderów do sprowokowania wielkich mocarstw.
Nadzieja na uniknięcie wielkiej wojny leży w uświadomieniu sobie obecnej sytuacji wśród samych ludzi Zachodu oraz w ustanowieniu pokoju na Bliskim Wschodzie, który pozostaje geopolitycznym kluczem do pokoju światowego.
Proponowany przeze mnie, oparty na wartościach projekt pokojowy to utworzenie w pełni suwerennej, zdemilitaryzowanej Nowej Palestyny w Strefie Gazy połączonej z półwyspem Synaj, oraz Nowego Izraela, o bezpiecznych granicach, który ma przestać być żandarmem Bliskiego Wschodu, a stać się strażnikiem tego, co święte [jpost.com/opinion/article-897356]. Jerozolima nie ma być traktowana jako stolica polityczna żadnego z państw, lecz uznana za Duchową Stolicę Świata – ekumeniczne centrum, w którym judaizm, chrześcijaństwo i islam spotykają się, by wspierać globalną jedność duchową. Taki krok ku pokojowi oznaczałby prawdziwą duchową transformację i powrót świata do cywilizacji doskonałości.
Kairos to termin, który w starożytnej Grecji oznaczał „właściwy”, „odpowiedni” lub „najlepszy” czas na działanie. Ten krytyczny, ulotny punkt zwrotny, w którym los stwarza okazję, jest Teraz. To właściwy moment, aby ocalić ludzkość przed ogólnoświatową tragedią, zmienić umysły i odwrócić bieg historii od dominacji i destrukcji do doskonałości i ludzkiej ewolucji. Czasu mamy dokładnie tyle, ile potrzeba na zmobilizowanie intelektualnych sił cywilizacji doskonałości, czyli prawdziwej spuścizny cywilizacyjnej Zachodu i całego świata.
Prof. W. Julian Korab-Karpowicz
=======================================
Julian Korab-Karpowicz jest profesorem Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz autorem wielu książek, w tym monografii Realizm polityczny: Ewolucyjna teoria stosunków międzynarodowych (Scholar 2026).