Слузі народу: Zabezpieczono 140 milionów dolarów w gotówce

Zabezpieczono 140 milionów dolarów w gotówce

wolnemedia.net/zabezpieczono-140-milionow-dolarow-w-gotowce

Tylko w 2024 r. Ukraina straciła ok. 1,2 mld dolarów na oszustwach, marnotrawstwie i złym zarządzaniu w zakupach obronnych. A

Ponad 140 milionów dolarów w kartonach po lodówkach, naklejka „Słudze Narodu” i obława dzień po dniu po głośnym tekście „New York Timesa”. Tak wygląda sprawa, która 23 września 2026 r. wstrząsnęła ukraińskimi zakupami zbrojeniowymi.

23 września ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) przeszukało biura Arsena Żumadiłowa, byłego szefa Agencji Zakupów Obronnych (AOZ). Według relacji „New Voice of Ukraine” funkcjonariusze zabezpieczyli ponad 140 milionów dolarów w gotówce, schowanych w kartonach po lodówkach. Na jednym z nich znajdowała się żółta kartka z napisem „Слузі народу” — „Słudze Narodu”. Nagranie krążące w sieci — z logotypami NABU i Specjalizowanej Prokuratury Antykorupcyjnej — pokazuje rzędy kartonów wypełnionych paczkami studolarowych banknotów, opaskami po 10 tysięcy dolarów oraz żołnierzy w kamizelkach z napisem „НАБУ”. To właśnie ten materiał podał dalej profil „The British Intel”.

Żumadiłow nie był anonimowym urzędnikiem. Wcześniej kierował państwowymi zakupami medycznymi, potem Państwowym Operatorem Tyłów (DOT), a w marcu 2025 r. — za kadencji ówczesnego ministra obrony Rustema Umerowa — stanął na czele Agencji Zakupów Obronnych. To instytucja, przez którą przechodzą kontrakty na broń, amunicję, drony i zaopatrzenie armii w czasie pełnoskalowej wojny. Sam ogłosił odejście 20 sierpnia. Ostatnim dniem jego pracy miał być 31 sierpnia. Twierdził, że decyzja jest „osobista i przemyślana” i że nikt go nie odwołał.

W tle jednak od miesięcy narastała krytyka: rosnące należności za niedostarczoną broń (organizacje antykorupcyjne mówiły nawet o ok. 45,8 mld hrywien przeterminowanych należności), skandal z kamizelkami kuloodpornymi i zarzuty, że system kontroli zakupów został osłabiony po zwolnieniu zastępcy Artema Sytnyka, byłego szefa NABU.

Żumadiłow wcześniej zapewniał, że NABU „nie ma do niego pytań”, a ewentualny nadzór biura nazywał wręcz „naszymi chłopakami”. Przyznał też, że w 2025 r. w jego samochodzie znajdowano podsłuchy. W sprawie tzw. nagrań Mindicza — głośnego śledztwa dotyczącego korupcji wokół energetyki i kontraktów — figurował jako świadek. Potwierdził, że w marcu 2025 r. spotkał się na kolacji z Umerowem i biznesmenem Timurem Mindiczem, bliskim znajomym prezydenta Zełenskiego, i rozmawiał z nimi o kamizelkach.

„Sługa Narodu” to jednocześnie nazwa partii Wołodymyra Zełenskiego i serialu, w którym przed prezydenturą grał nauczyciela, który przypadkiem zostaje głową państwa i walczy z korupcją. Naklejka na pudle z dolarami działa więc jak polityczny komentarz: gotówka „dla partii władzy” znaleziona u człowieka, który jeszcze niedawno rozdzielał miliardy na wojnę.

Kancelaria prezydenta — według NV — nie odpowiedziała na pytanie o komentarz. Żadnych zarzutów wobec Żumadiłowa publicznie jeszcze nie ogłoszono. To ważne zastrzeżenie: obława i zabezpieczenie pieniędzy to etap śledztwa, nie wyrok.

Obława przyszła trzy tygodnie po tekście „New York Timesa”. Dziennik dotarł do poufnych audytów Państwowej Służby Audytu i wewnętrznej kontroli Ministerstwa Obrony za 2024 i 2025 r. Wniosek: Tylko w 2024 r. Ukraina straciła ok. 1,2 mld dolarów na oszustwach, marnotrawstwie i złym zarządzaniu w zakupach obronnych. Audytorzy opisali powtarzający się wzorzec. Siedmiu z dziesięciu największych wykonawców dostawało kolejne kontrakty mimo śledztw, aresztów prezesów albo niewywiązania się z poprzednich umów.

Osiemnaście firm podpisywało nowe umowy mimo wcześniejszych niewywiązań; sześć nie zrealizowało nawet jednego kontraktu. Jedna spółka nie dostarczyła żadnego z 600 obiecanych specjalistycznych dronów, a potem dostała zamówienie na kolejne 1950. Około 126 mln dolarów stracono, pomijając tańsze oferty i przepłacając za broń.

Szczególnie głośny był przypadek Państwowych Zakładów Chemicznych w Pawłohradzie, które w 2024 r. dostarczyły wojsku setki tysięcy wadliwych pocisków moździerzowych. Mimo to agencja przyznawała firmie kolejne kontrakty — w tym wart setki milionów dolarów, gdy dyrektor Leonid Szyman był już na wolności za kaucją w sprawie korupcyjnej.

Były minister obrony Mychajło Fedorow, który próbował reformować system i w połowie lipca stracił stanowisko, powiedział wprost: „Korupcji jest dużo”. Twierdził, że wykonawcy „wyrzucili go z urzędu” za próbę zmian.

Sprawa Żumadiłowa wpisuje się w serię uderzeń NABU z lat 2025–2026: operacja „Midas” wokół Energoatomu i Mindicza, zarzuty wobec ludzi z otoczenia prezydenta, obławy w Sądzie Najwyższym, sprawy o „rajdy” na firmy i pranie pieniędzy. Jednocześnie sama agencja zakupów obronnych była od lat polem walki: reformatorzy, lobbyści zbrojeniowi, pośrednicy doliczający marżę i kontrakty zawierane mimo czerwonych flag. Dla zachodnich darczyńców to nie jest temat akademicki. Ukraina finansuje wojnę z budżetu własnego i z pomocy sojuszników. Każdy milion w kartonie to amunicja, dron albo kamizelka, której nie ma na froncie. Każdy audyt, który pokazuje, że zawodni dostawcy dostają kolejne zamówienia, podkopuje argument, że system „już się oczyścił”.

Na tę chwilę potwierdzono relacjonowanie obławy i zabezpieczenie ogromnej gotówki przez ukraińskie media powołujące się na materiał NABU. Nie ogłoszono publicznie aktu oskarżenia ani pełnego opisu, skąd konkretnie pochodzi tych 140 milionów i czy należą do Żumadiłowa osobiście, do pośredników czy do szerszej siatki. Nie wiadomo też, czy naklejka „Słudze Narodu” to cyniczny żart sprawców, oznaczenie „dla kogo idzie kasa” czy element, który śledczy celowo pokazali ze względu na wagę symbolu.

Historia jest świeża — obława odbyła się 23 września, a wpis, o który pytasz, pojawił się 24 września. Śledztwo dopiero się zaczyna. Ale sam obraz jest trudny do zignorowania: były szef wojennych zakupów odchodzi 31 sierpnia, tydzień później „New York Times” publikuje audyt o 1,2 mld dolarów strat, a trzy tygodnie później w pudłach po lodówkach leżą stosy dolarów z karteczką do partii, która doszła do władzy na haśle walki z korupcją.

Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net

Wojna Niemiec z Rosją byłaby bardzo krótka

Wojna Niemiec z Rosją będzie bardzo krótka

24 września 2026 r. Peter Haisenko anderweltonline/deutschlands-krieg-gegen-russland-wird-ein-sehr-kurzer-sein

Rząd Merza intensywnie pracuje nad wojną z Rosją. Teraz sam prezydent Putin ostrzegł, że taka wojna nie będzie miała wiele wspólnego z żadną poprzednią. To nie groźba, ale trzeźwa analiza, do której nasi podżegacze wojenni najwyraźniej nie są zdolni.

Ukraińska armia jest najsilniejsza w Europie Zachodniej. Tylko Rosja jest w stanie jej się przeciwstawić. Żaden kraj zachodnioeuropejski nie miałby szans w starciu z tą machiną wojenną i nie wygrałby. Taką analizę przeprowadzili specjaliści wojskowi w 2022 roku.

Jednak w ciągu ostatnich czterech lat krajobraz wojny całkowicie się zmienił na korzyść armii rosyjskiej. Dysponuje ona bronią, przed którą nie ma obrony. Nawet USA nie byłyby w stanie przechwycić rosyjskich pocisków hipersonicznych. Nie udało im się nawet przechwycić pocisków irańskich. Nawet wspaniała izraelska „Żelazna Kopuła” się zawaliła. Czy nasi podżegacze wojenni o tym nie wiedzą?

Zanim zagłębimy się w ten temat, musimy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Rosja zaatakowałaby Niemcy. Zdobycze terytorialne dla największego kraju świata? Surowce, których Rosja posiada w nadmiarze? Moce produkcyjne, które obecnie się załamują? Kontrola nad krajem, który jest w trakcie samozniszczenia? Pozostałaby jedynie czysta złośliwość lub „panowanie nad światem”.

Ale panowanie nad światem jest tradycyjnie dążeniem Anglosasów. Podobnie jak złośliwość. Ale najpierw przyjrzyjmy się temu, co prezydent Putin niedawno powiedział na ten temat. Warto pamiętać, że Putin nigdy nie musiał wycofywać ani sprostowywać niczego, co powiedział. To również odróżnia go od naszych samozwańczych demokratycznych akrobatów.

Prezydent Putin:

Oświadczenie z 18 września 2026 r.

„…Słyszałem, jak obecne władze Niemiec deklarowały, że trzymają się kursu wyznaczonego przez poprzedników. Wśród nich był Helmut Kohl. Znałem Kohla osobiście. Mogę z całą pewnością powiedzieć: nie piastował on stanowisk, jakie reprezentuje obecne kierownictwo CDU. Rozmawiałem z nim, gdy był jeszcze kanclerzem. Później, po zakończeniu kadencji, odwiedził nas. Był przekonany, że przyszłość Europy i Niemiec można zabezpieczyć jedynie poprzez bliskie, dobrosąsiedzkie i oparte na współpracy stosunki z Rosją. Musimy się wzajemnie uzupełniać – powiedział – i tylko wtedy europejska cywilizacja będzie mogła przetrwać jako niezależny ośrodek siły intelektualnej i humanitarnej. Właśnie to powiedział mi wtedy pan Kohl”.

Jednak dzisiejsze elity w Europie mają inne poglądy. Podsycają dziś strach wśród własnych obywateli przed rzekomym zagrożeniem ze strony Rosji, zagrożeniem, które – jak twierdzą – istniało już w czasach sowieckich. Takie zagrożenie nie istnieje i nigdy nie istniało. Nie zagrażamy państwom europejskim i absolutnie nie mamy takiego zamiaru…“ 
…
„Teraz mówi się o rozważeniu wysłania wojsk na terytorium Ukrainy. To oznaczałoby wojnę z Rosją. I zakładam, że obywatele państw europejskich doskonale zdają sobie sprawę z tego, co się tu dzieje…“ 
… 
„Nie zamierzamy nikogo atakować. To nonsens. Ale jeśli te słowa oznaczają, że przygotowujecie atak, to zapewniam was: wojna będzie zupełnie inna i bardzo krótka. Radzę wam zapamiętać te słowa”.

Europa Zachodnia nie jest zdolna do prowadzenia wojny i nigdy nie będzie.

Współczesne społeczeństwa zachodnie są tak wzajemnie powiązane pod każdym względem, że awaria jednego elementu może spowodować zawalenie się całej struktury. Dotyczy to również sektora finansowego. Wszystko jest „rozciągnięte do granic możliwości”, ponieważ tylko w ten sposób można maksymalizować zyski. To nie jest „odporne”. Jak doświadczyliśmy tego lata, sytuacja staje się problematyczna, gdy rzeki opadają. A przynajmniej tak mówiono. Wyobraź sobie jednak, co by się stało, gdyby kilka dużych elektrowni jednocześnie uległo awarii. Czy doświadczyłeś kiedyś przerwy w dostawie prądu trwającej zaledwie kilka dni? Dni bez telewizji, internetu, światła, a nawet wody pitnej. I bez wind ani ogrzewania. Rosja musiałaby wysłać tylko pięciu „oreszników”, aby osiągnąć ten stan. W ciągu kilku minut. „Oreszników”?

Dowiedz się więcej tutaj:
anderweltonline/mit-der-oresznik-rakete-endet-die-aera-der-flugzeugtraeger

Uwaga: Sytuacja związana z uszkodzonymi elektrowniami na Ukrainie nie jest porównywalna z tą w Europie Zachodniej. Ukraina wciąż ma starą, sowiecką strukturę, która nie jest tak scentralizowana. Może ona reagować znacznie elastyczniej na poszczególne awarie.

Dobrze wiadomo, do czego zdolne są te Oreszniki, ale nie wiadomo, ilu Rosja ma już gotowych do rozmieszczenia. 20, 30, 50, a może więcej? Jak powiedziałem, pięciu wystarczyłoby Niemcom. I jeden w Kancelarii i jeden w Ministerstwie Obrony. Ani jednego nie da się odeprzeć. Nikt nie da rady.

Psychopaci w naszym kierownictwie o tym wiedzą, a przynajmniej powinni. I co robią? Budują czołgi i kupują amerykańskie F-35 za dziesiątki miliardów. Czy oni naprawdę wierzą, że Rosja przewiezie czołgi przez Polskę do Niemiec? Że mogliby dotrzeć do Rosji samolotami o zasięgu zaledwie 1000 km? Z tymi swoimi wymyślnymi „pociskami Taurus” ledwo dotrą z Niemiec do Warszawy. Tak, Polska już powiedziała, że ​​nie jest dla nich pożądane, aby Niemcy teraz chciały zbudować najsilniejszą armię w Europie. Znowu… O co chodziło z tym „nigdy więcej”?

USA i NATO nie przyjdą Niemcom z pomocą.

Karta Narodów Zjednoczonych zezwala na ataki wyprzedzające, a ten byłby jednym z nich, ponieważ Republika Federalna Niemiec ma być zdolna do prowadzenia wojny, wyraźnie przeciwko Rosji. Jest też „klauzula państwa wrogiego”, która pozwala każdemu państwu, które wypowiedziało Niemcom wojnę, „zdyscyplinować” Niemcy atakami. Jest też porozumienie 2+4, które zabrania Niemcom podejmowania jakichkolwiek działań, które mogłyby zakłócić pokój, a nawet rozwijania zdolności ofensywnych. A Artykuł 5 NATO? Nie może i nie będzie powoływany. Po pierwsze, ponieważ Niemcy zainicjowały agresję, dostarczając Ukrainie broń, która jest następnie używana do ostrzału terenów Rosji. Po drugie, kto by uwierzył, że USA lub jakiekolwiek inne państwo NATO chciałoby iść na wojnę za Niemcy, ryzykując w ten sposób atak nuklearny ze strony Rosji? Na dodatek jest Anglia, która od 1871 roku dąży do zniszczenia Niemiec. W Londynie czekają tylko, aż Rosja wykona za nich tę „brudną robotę”. Nie, Niemcy nie mogą oczekiwać pomocy od nikogo. W najlepszym razie mniej lub bardziej zawstydzony uśmiech.

Czy ci psychopaci choć trochę zdają sobie sprawę z tego, co wojna oznaczałaby dla Niemiec? Nie byłoby już Niemiec, które mogłyby w jakiś sposób nawiązać do „dawnych czasów”. Ale sposób, w jaki postąpiły ostatnie rządy, sugeruje, że właśnie to jest prawdziwym celem. Czy pamiętacie, jak Zieloni mówili: „Harris, zrób to jeszcze raz”, mając na myśli Drezno? Nie ma potrzeby nawet wspominać o Strack-Zimmermann, bo ona już dawno przekroczyła wszelkie granice w tej kwestii.

O tak, Rosja zawsze będzie naszym wrogiem, jak powiedział również jakiś ważniak z kierownictwa CDU. Prezydent Putin zabiegał o przyjaźń i współpracę z Niemcami od 26 lat i był wielokrotnie i brutalnie odrzucany. Ile wojen, niesprowokowanych wojen agresywnych, prowadziły USA i NATO? I nałożyły sankcje z naruszeniem prawa międzynarodowego?

Kto raz skłamał, zawsze będzie kłamał…

To prowadzi nas do tego samego, starego problemu: notoryczny kłamca nigdy nie uwierzy uczciwej osobie. Musiałby wtedy przyznać przed sobą, że jest jedynym kłamcą. W tym tkwi problem imperium kłamstw. Wolę stare niemieckie przysłowie: „Kto raz kłamał, zawsze będzie kłamał”.

Ja osobiście nigdy nie widziałem, żeby prezydent Putin kłamał. Skoro teraz wydaje to ostrzeżenie, należy je potraktować bardzo, bardzo poważnie. Nie jest to groźba, lecz raczej przyjazne ostrzeżenie przed konsekwencjami, jeśli rząd niemiecki będzie kontynuował swoją obecną drogę. I nie zapominajmy, że kiedy prezydent Putin ogłasza coś takiego, postąpi odpowiednio, jeśli uzna to za stosowne, jeśli będzie to nieuniknione. Dlatego powinniśmy zwrócić uwagę na słowa prezydenta Putina: „Radzę wam zapamiętać te słowa”.

Więc mówię, że wszyscy ci podżegacze wojenni powinni stanąć przed sądem, zostać zamknięci, a najlepiej zesłani do kolonii karnej na Syberii. Może powinni zapytać swoich dziadków, jak tam było. Albo swoje babcie, jak było w powojennych Niemczech. Mogę tylko powiedzieć: Nigdy więcej, proszę, i to jest skierowane do Merza, Pistoriusa i Wadephula. I pomyślcie, ile pieniędzy i siły roboczej byłoby dostępne na naprawę Niemiec, gdyby miliardy wydane na Kijów i gotowość bojową wróciły do ​​cywilnych kanałów. Nawiasem mówiąc, to również odpowiedź na pytanie AfD, skąd mają pochodzić pieniądze na ich reformy.

Oto kolejne wyjaśnienie klauzuli o państwie wrogim:
https://alexmaenner1986.substack.com/p/feindstaatenklausel-heute-obsolet 
………..

I po raz kolejny – to Anglia przewodzi w popychaniu Niemiec do wojny z Rosją. To ten sam schemat, który Londyn stosował przed I i II wojną światową, by podburzać swoich zadeklarowanych odwiecznych wrogów do wzajemnego zniszczenia. To właśnie Londyn wywierał silną presję na Stalina, by zaatakował Niemcy po inwazji na Polskę. Anglia nie dotrzymała obietnicy obrony Polski przed samymi Niemcami. Wręcz przeciwnie, oddała Polskę Stalinowi.

Obecną sytuację można zrozumieć jedynie znając prawdziwą historię XX wieku. W tym celu warto zapoznać się z dziełem Petera Haisenko: „Anglia, Niemcy, Żydzi i XX wiek”. Więcej informacji można znaleźć w pracach Reinharda Leubego opublikowanych przez AnderweltVerlag. Zamów swój egzemplarz „XX wieku” bezpośrednio u wydawcy tutaj lub kup go w lokalnej księgarni.

„Insider Trading” udowadnia prekognicję 9/11 oraz ataku Hamasu…

„Insider Trading” udowadnia 9/11 prekognicję

Kit Klarenberg Wrz 20, 2026 kitklarenberg/insider-trading-proves-911-foreknowledge

12 września 2001 roku panował chaos. Jednak, gdy rządy na całym świecie walczyły o sens katastrofy z poprzedniego dnia i zanim ustalono motyw, zidentyfikowali się wszyscy sprawcy lub inne podstawowe fakty, amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd wszczęła dochodzenie w sprawie potencjalnego handlu poufnymi informacjami przez nieznane osoby z pozornie dokładnym wyprzedzeniem 11 września. Dowody wydawały się przytłaczające. Reporterzy głównego nurtu otwarcie kpili z nieprawdopodobieństwa licznych głęboko nienormalnych transakcji giełdowych bezpośrednio przed tym, jak ataki były czystym zbiegiem okoliczności.

Po pierwsze, kilka firm wyraźnie dotkniętych wydarzeniem zostało nagle „skróconych” [postawiono na spadek ceny] na niewytłumaczalnym poziomie w ciągu poprzednich tygodni. Innymi słowy, inwestorzy obstawiają, że niektóre akcje wypadną słabo w najbliższej przyszłości i starają się odpowiednio zarobić. Zaledwie pięć dni przed 11 września ponad 2000 krótkich punktów [postawiono na spadek ceny] zostało umieszczonych przeciwko United Airlines – 90 razy więcej w ciągu jednego dnia niż w ciągu całego sierpnia. Cena akcji firmy załamała się po atakach, zamieniając 180.000 $ „w krótkich rozmiarach” w 2,4 miliona $.

Podejrzane zyski siedzą niepobrane / Inwestorzy linii lotniczych wydają się kłamać nisko

Tymczasem znaczne inwestycje zostały niespodziewanie dokonane w prywatne firmy zajmujące się bezpieczeństwem, wywiadem i obroną, które ogromnie skorzystały na atakach z 11 września i wynikających z niej „wojnie z terroryzmem”. Dziesiątego września zakup udziałów w głównym amerykańskim wykonawcy obrony Raytheon wzrósł sześciokrotnie. Zaledwie tydzień później, gdy Pentagon zaczął masowo kupować flagowe rakiety Patriot i Tomahawk firmy Raytheon w ramach przygotowań do inwazji na Afganistan, akcje firmy wzrosły o 37%. Inne główne akcje obronne, w tym Boeing i Lockheed, również doświadczyły nieprawidłowego handlu sprzed 11 września.

Zakup i szorty dziesiątek akcji w prawie każdym możliwym przemyśle, który w ten czy inny sposób czerpał zyski, lub został skrzywdzony, w wyniku 9/11 nieskładnie wzrósł w tygodniach poprzedzających feralny dzień. Ślad dowodowy był dosłownie przełomowy, a główne władze finansowe w kilku krajach zachodnich wszczęły własne dochodzenia. Wielu urzędników w europejskich stolicach twierdziło, że handel definitywnie wskazuje na uprzednią wiedzę wstępną z 11 września, a „terroryści” byli odpowiedzialni.

Na przykład, komentując dochodzenie włoskiego regulatora papierów wartościowych CONSOB w sprawie podejrzanej aktywności rynkowej 17 września 2001 r., włoski minister spraw zagranicznych Antonio Martino odważnie oświadczył, że „państwa terrorystyczne i organizacje [stoją] za spekulacjami na rynkach międzynarodowych”. Tydzień później prezes niemieckiego banku centralnego Ernst Welteke zapewnił, że jego badacze odkryli „niezbity dowód na handel poufnymi informacjami”. On i jego zespół byli pewni, że „ludzie związani z terrorystami musieli próbować czerpać zyski z tej tragedii”:

„Patrzysz na ruchy na rynkach przed i po atakach, to naprawdę sprawia, że marszczysz brwii… jesteśmy pewni, że będziemy w stanie wskazać źródło.”

Welteke odmówił ujawnienia dalszych informacji, w oczekiwaniu na konsultacje z europejskimi i amerykańskimi organami regulacyjnymi. Jednak skandal z handlem poufnymi informacjami z 11 września szybko zniknął z świadomości społecznej. W lipcu 2004 r. SEC ogłosiła zakończenie swojego wielkiego śledztwa – prowadzonego we współpracy z Departamentem Sprawiedliwości i FBI – po tym, jak „nie opracowała żadnych dowodów sugerujących, że każdy, kto miał wcześniejszą wiedzę na temat ataków z 11 września, handlował na podstawie tych informacji”. Co, zamiast zamknąć sprawę, nasuwa oczywiste pytanie, kto to zrobił.

Odtajnione zapisy jednego podejrzanego handlu sprzed 11 września, sondowanego przez FBI, rzucają potencjalne światło na to, dlaczego USA i inne władze mogły zdecydować się zostawić całą kwestię w spokoju. Od 6 września – 10. 2001 roku jeden inwestor nabył łącznie 56 tys. akcji Stratesec. Firma dostarczyła systemy bezpieczeństwa na kilka lotnisk, w tym Dulles Waszyngtonu Wasington, skąd odleciał jeden z porwanych samolotów, oraz World Trade Center. Jego cena akcji prawie się podwoiła w wyniku ataków.

Zacienione transakcje zostały prześledzone do Wirt D. Walker III – daleki krewny rodziny Bushów i partner biznesowy Marvina Busha, ówczesnego prezydenta George’a W. Brat Busha. FBI podobno odkryło „brak powiązań z terroryzmem lub innymi negatywnymi informacjami” dotyczącymi Walkera, więc nawet nie przesłuchało go, zanim stwierdził, że jego lukratywne transakcje były niewinnym przypadkiem, a następnie zamknięto śledztwa.

Najwyraźniej ewidentna możliwość, że Walker III posiadał uprzednią wiedzę z 11 września za pomocą innych środków niż „więzi z terroryzmem”, nie była warta zbadania.

Mimo to, ten fortel dał Prezydium, Departamentowi Sprawiedliwości i SEC niezwykle skuteczne „out”. Komisja 9/11 również odrzuciła wszelkie sugestie dotyczące „niezwykłej działalności handlowej sprzed 11 września” na podstawie zaangażowanych inwestorów „nie miało żadnych powiązań z Al-Kaidą”. Takie spekulatywne argumenty wystarczyły, by pogrzebać skandal w mediach głównego nurtu. Niemniej jednak, od czasu, gdy wiele recenzowanych artykułów akademickich, przeciwko temu doszło do porozumienia w sprawie handlu poufnymi informacjami i było motywowane wiedzą o 11 września.

W 2006 roku profesor Allen Poteshman z University of Illinois był autorem dobrze cytowanego badania koncentrującego się na podejrzanej aktywności handlowej sprzed 11 września w akcjach linii lotniczych. Doszedł do wniosku, że to oszustwo było „niezwykle pewne”, a „terroryści lub ich współpracownicy handlowali … na podstawie uprzedniej wiedzy o zbliżających się atakach”. Podobne ustalenia zostały osiągnięte w 2011 roku w artykule Multinational Finance Journal, w którym zidentyfikowano bardzo nieprawidłowe ruchy na rynku w wielu kluczowych branżach, w tym w ubezpieczeniach i reasekuracjach bezpośrednio dotkniętych 11 września. Było to „zgodne z oczekiwaniami” na ataki.

==================

Podczas gdy media nie donoszą o tych badaniach, miały one wpływ na środowisko akademickie i zostały wymienione jako precedensy w artykule z December 2023 paper, Śledząc osobliwą aktywność na giełdzie izraelskiej w dniach poprzedzających operację Al-Aqsa Flood 7 października tego roku. Autorzy dwóch amerykańskich publikacji, znaleźli „znaczący skok” w zwarciu publicznie notowanych izraelskich firm na kilka dni przed zmieniającym świat uderzeniem w byt syjonistyczny. Ta działalność była „zgodna z przewidywaniem i czerpaniem zysków z ataku Hamasu na rzecz świadomych handlowców”.

Gwałtowny skok zwarcia izraelskich zapasów, wrzesień/październik 2023

Autorzy stwierdzili, że „krótka sprzedaż” izraelskich spółek notowanych na giełdzie w Tel Awiwie „diametralnie wzrosło” przed siódmym października. Izraelskie akcje na głównych amerykańskich giełdach również odnotowały „ostry i niezwykły wzrost” w tym samym okresie. Zwarcie publicznie notowanych firm syjonistycznych 2 października „znacznie przekroczyło” poziom zwarcia obserwowany na początku pandemii COVID19, co spowodowało tymczasowe globalne załamanie na giełdzie. Nic dziwnego, że w artykule stwierdzono, że „niezwykle mało prawdopodobne jest, aby ilość krótkiej sprzedaży … nastąpiła przez przypadek losowy”.

„Przypadkowa szansa” wydaje się jeszcze mniej wiarygodnym wyjaśnieniem, gdy weźmie się pod uwagę „podobne wzorce” krótkiej sprzedaży izraelskich zapasów, zostały również zidentyfikowane na początku kwietnia 2023 r., Kiedy Hamas planował przeprowadzić porównywalny atak do powodzi Al-Aksa podczas Paschy. W bezpośrednim następstwie siódmego października, nawał doniesień mediów głównego nurtu , że syjonistyczne siły okupacyjne miały liczne ostrzeżenia przed zbliżającym się atakiem Hamasu na wiele miesięcy wcześniej. Obejmowało to szczegółowy plan bitwy „punkt po punkcie”, przedstawiający Al-Aksa Flood.

A Haaretz ujawnia, że prezydent ZEA Mohamed bin Zayed osobiście ostrzegł Benjamina Netanjahu 10 dni przed 7 października Hamasem, który zamierzał przeprowadzić poważną ofensywę, ale premier Izraela nie podjął działań. To ujawnienie pojawia się w czasie, gdy media głównego nurtu w końcu uznają potrzebę krytycznej przewartościowania tego, co wydarzyło się 11 września. Każde obiektywne dochodzenie musi koncentrować się na aspekcie insider tradingu – upewnieniu się, kto wiedział, co, kiedy i dlaczego, może rozwikłać cały spisek.

Wybrańcy znają przyszłość

Wybrańcy znali przyszłość

25. września 2026 Marek Wojcik world-scam./wybrancy-znali-przyszlosc

Co zrobiłby człowiek, któremu przyśniły się numery totolotka na najbliższe losowanie? Pewnie wykupiłby kupon z tymi numerami. A co zrobiłby człowiek, który wie, że wkrótce coś się wydarzy, co spowoduje duży ruch akcji na giełdzie i wie także, w jakim kierunku ten ruch będzie? Zainwestuje na wzrost albo spadek tych akcji. Jeśli te oczekiwania się spełnią, zarobi bardzo dużo pieniędzy.

Tuż przed atakiem „terrorystycznym” na WTC, inwestorzy obstawiali, że niektóre akcje będą miały słabe wyniki w najbliższej przyszłości i starali się na tym zarobić. Zaledwie pięć dni przed 11 września ponad 2000 osób zajęło pozycje krótkie na akcje United Airlines – 90 razy więcej w ciągu jednego dnia niż w całym sierpniu. Cena akcji spółki gwałtownie spadła po atakach, zamieniając 180 000 dolarów w pozycjach krótkich na 2,4 miliona dolarów.

Dla niezorientowanych w systemie giełdy wyjaśniam, że krótkie pozycje to takie, w których kupujący spekuluje na spadku wartości akcji.

W międzyczasie, niespodziewanie, dokonano znacznych inwestycji w prywatne firmy ochroniarskie, wywiadowcze i obronne, które ogromnie skorzystały na atakach z 11 września i późniejszej „wojnie z terroryzmem”. 10 września zakup akcji głównego amerykańskiego producenta sprzętu obronnego, firmy Raytheon, wzrósł sześciokrotnie. Zaledwie tydzień później, gdy Pentagon rozpoczął hurtowe zakupy flagowych rakiet Patriot i Tomahawk firmy Raytheon, przygotowując się do inwazji na Afganistan, akcje firmy wzrosły o 37%. Inne duże spółki zbrojeniowe, w tym Boeing i Lockheed, również odnotowały nienormalne obroty przed atakami z 11 września.

Tym tematem zajął się na kitklarenberg.com w niedzielnym wydaniu artykuł: Handel poufnymi informacjami dowodzi wcześniejszej wiedzy o 11 września. Źródło.

Źródło.

Jeśli dodamy do tego, że Larry Silverstein (Silverstein Properties) – na zaledwie kilka tygodni przed zamachami, w lipcu 2001 roku, podpisał 99-letnią umowę dzierżawy (leasingu) całego, ówczesnego kompleksu WTC oraz ubezpieczył w sierpniu 2001 r. obie wieże na wypadek ataku terrorystycznego w tym również z udziałem samolotu, zobaczymy szerszy obraz ludzi wtajemniczonych w akcję CIA na Manhatanie.

Odszkodowanie, jakie za to otrzymał, wyniosło 4,6 miliarda dolarów. Źródło.

Podobna sytuacja wystąpiła w październiku 2023 r. przed atakiem Hamasu w Strefie Gazy. Znowu ktoś wcześniej o tym wiedział i zarobił na giełdzie fortunę.

Nagły wzrost sprzedaży akcji spółek izraelskich – pozycje krótkie – wrzesień/październik 2023 r. Źródło: powyżej podany artykuł.

O czym to świadczy? O tym, że politycy i wojskowi planujący te zamachy fałszywej flagi – w przypadku Hamasu, był to po prostu zamówiony przez Izrael atak – sami tak inwestowali na giełdzie, lub przekazali zaufanym osobom te informacje. Chyba że wierzymy w wyśnione numery totolotka.

Podobieństwo przedstawionych tutaj wykresów jest uderzające. Naturalnie, takie porównanie nie ma sensu, ale skojarzenie pozostaje. Chciałbym dodać, że spekulacje giełdowe oparte na wiedzy zdobytej z racji sprawowanego urzędu są nielegalne. W USA grozi za to do 20 lat pozbawienia wolności za każde naruszenie przepisów oraz wielomilionowe grzywny. Kara spotkałaby z pewnością każdego z nas, gdyby nam udowodniono takie nielegalne działanie. Prezydent USA nie pozwoli prokuratorowi zajmować się tą sprawą. A przed końcem kadencji w styczniu 2029 roku wyda ułaskawienie dla siebie i swoich pomocników.

Oszustwa giełdowe rodziny Trumpa, to jedynie efekt uboczny, tak przy okazji wielkiej polityki. Ważniejsze jest pytanie: skąd ci ludzie mogli wiedzieć o planowanych zamachach i dlaczego im nie zapobiegli. Przecież zginęło tysiące ludzi! Owszem ludzie zginęli, ale oni zarobili miliony, a nawet jak ten Silverstein miliardy dolarów. Taka kwota potrafi zmusić do milczenia sumienie, o ile ono w ogóle się odzywa.

Rozdawanie przywilejów, a w tym przypadku poufnych informacji, to jest także forma rządzenia przez zdegenerowanych przywódców poświęcających własnych ludzi, by uzyskać poparcie prowojenne dla swojej zbrodniczej polityki.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Triumf „prawdy” i „sprawiedliwości”

Stanisław Michalkiewicz: Triumf „prawdy” i „sprawiedliwości”

magnapolonia/michalkiewicz-triumf-prawdy-i-sprawiedliwosci

   Młyny sprawiedliwości ludowej wprawdzie mielą powoli, ale jednak mielą – w związku z tym prędzej, czy później – chociaż bywa, że lepiej później, niż prędzej, bo co nagle, to po diable i jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy – sprawiedliwość ludowa wreszcie zatriumfuje. A zatem w naszym bantustanie sprawiedliwość „jęczy w jarzmie” narzuconym przez prezydenta Nawrockiego, którego „na szczęście” właśnie nieubłaganym palcem demaskuje pan red. Bertold Kittel.

Tenże napisał, że „jeszcze nie wiemy wielu rzeczy z przeszłości Karola Nawrockiego” – ale tylko patrzeć, jak się dowiemy – jeszcze pan prezes Święczkowski panoszy się w Trybunale Konstytucyjnym, którego tak naprawdę przecież „nie ma” – podobnie jak Wojskowych Służb Informacyjnych, czy izraelskiej broni jądrowej i jak tylko może tak sekuje sędziów, których albo n ie dopuszcza do „orzekania”, albo  nawet złośliwie dopuszcza – jednak w składzie grożącym strefieniem, toteż nic dziwnego, że prawdziwie niezawiśli sędziowie wolą trzymać się od takiego towarzystwa z daleka.

Mimo, że uwiedzeni putinowską dezinformacją obywatele gromadzą się wokół budynku Trybunału przy Alei patrona Gestapo, Jana Chrystiana Szucha, aby własnymi ciałami zagrodzić drogę ojczystym policjantom, kiedy ci, na polecenie pana ministra Kierwińskiego, na szpicach butów będą wprowadzali do Trybunału Konstytucyjnego ludową praworządność.

A przecież wśród tych wszystkich paroksyzmów, które nie tylko gnębią nasz nieszczęśliwy kraj, ale głęboko zasmucają naszą Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje, obywatela Tuska Donalda i obywatela Żurka Waldemara, przecież pojawiło się światełko w tunelu, zwiastujące triumfalne nadejście słońca sprawiedliwości z mocą wielką i majestatem.

   Mam oczywiście na myśli decyzję pana prokuratora Wojciecha Sitka z Prokuratury Okręgowej w Warszawie o umorzeniu śledztwa przeciwko naszemu Kukuńkowi, czyli byłemu prezydentowi naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju, Lechowi Wałęsie, którego złowrogi Zbigniew Ziobro perfidnie oskarżył o fałszywe zeznania, jakoby dokumenty przekazane do Instytutu Pamięci Narodowej przez panią Marię Kiszczakową, były  – no właśnie!

Przypomnijmy tedy, że w 2016 roku wdowa po generale Czesławie Kiszczaku najpierw chciała sprzedać Instytutowi Pamięci Narodowej świstki na temat Lecha Wałęsy przechowywane przez jej męża w domowym schowku – ale w końcu przekazała wszystko za darmo. Specjalista-archiwista ocenił świstki jako autentyczne, a na domiar złego – Instytut Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie – że to wszystko „same oryginały”.

Ludzie doświadczeni od razu nabrali wątpliwości, czy to aby na pewno „oryginały”, bo przecież mnóstwo obywateli słyszało przechwałki Kukuńka, który twierdził, że „same oryginały”, to on sobie „kupił” – oczywiście nie licząc tych oryginałów, które zwyczajnie zostały wydarte z teczek, jakie pan Andrzej Milczanowski, jako minister spraw wewnętrznych, Kukuńkowi „wypożyczył”. Ale taki był wtedy rozkaz, więc nic dziwnego, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Kukuńkowi, chociaż on bez przerwy powtarzał za Józefem Szwejkiem: ja, ludzie kochani, jestem niewinny!

   Na szczęście – jak zauważa poeta – „były w partii siły, co kres tej orgii położyły”. Jeszcze siłą inercji Kukuniek przegrał proces o ochronę dóbr osobistych z doktorem Sławomirem Cenckiewiczem, ale był to już łabędzi śpiew złowrogiego ziobryzmu. Nie będzie Ziobro pluł nam w twarz i Kukuńka plugawił. Stare kiejkuty, które przy takich okazjach z miedzianymi czołami przyznawały, iż przez cały okres komuny „fałszowały” dokumenty, a nawet całe teczki, wykonały telefony, gdzie trzeba i od razu „na mieście inne były już treście” – to znaczy może jeszcze nie tyle „na mieście” – co w kręgach prokuratorskich.

Skoro stare kiejkuty przyznają, że fałszowały, to czyż prokuraturze wypada zaprzeczać? Jasne, że nie wypada, zwłaszcza, jeśli taki jeden z drugim prokurator zaangażowany jest w świętą sprawę praworządności ludowej, która przecież opiera się na wzajemnym zaufaniu  rozmaitych agend demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej. Skoro tak, to całe demokratyczne państwo prawne musi przemawiać jednym głosem, a wrogów ludu traktować bezlitośnie ręką sprawiedliwości „w jedną miażdżącą pięść zaciśniętą”.

Toteż nic dziwnego, że i pan prokurator Wojciech Sitek zachował się w tej sytuacji na poziomie, podejmując decyzję w następstwie której Kukuniek stał się ponad śnieg bielszy, jakby czyjaś Niewidzialna Ręka pokropiła go hyzopem. Jeśli to nie jest triumf ludowej sprawiedliwości, to  nie wiem doprawdy, na co jeszcze czekamy. Jeśli teraz ktoś jeszcze raz podniesie skargę, to – jak pisze Adam Mickiewicz – „dla mnie jego skarga będzie jak psa szczekanie, który tak się wdroży do cierpliwie i długo noszonej obroży, że w końcu gotów kąsać rękę, co ją targa”.

Obywatel Żurek Waldemar, na wieść, że pan prokurator Sitek umorzył postępowanie przeciwko Kukuńkowi, nie posiadał się z radości, jakby to jego własna sprawa została umorzona i jakby go ktoś na sto koni wsadził. Powiedział, że oto nastało „zwycięstwo prawdy”, a poprzednie postępowanie uznał za „absurdalne”. I słuszna jego racja, bo kto to widział, żeby prowadzić jakieś postępowania przeciwko zatwierdzonym „herojam”, którym należy się tylko „sława”, niczym samostijnej Ukrainie?

Prokurator Andrzej Markowski, który wcześniej próbował przedstawić „zarzuty” Wielce Czcigodnemu Giertychowi Romanowi przecież się opamiętał i śledztwo przeciwko niemu „umorzył”, chociaż co do innych ananasów, którzy Najwyższym Postanowieniem nie zostali od stryczka odcięci – tylko je „zawiesił”.

   W tej sytuacji przypominanie o „Informacji o stanie zasobów archiwalnych MSW”, jaką posłom i senatorom doręczył ówczesny minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz 4 czerwca 1992 roku, może tylko dostarczyć ponad śnieg bielszemu Kukuńkowi pryncypialnej amunicji do atakowania dojeżdżaczy. W tej „Informacji” bowiem czytamy, że przed rozpoczęciem niszczenia dokumentacji MSW dotyczącej m.in. konfidentów, wszystkie dokumenty zostały zmikrofilmowane co najmniej w trzech kompletach, „z których dwa są za granicą, a jeden – w kraju”.

Skoro dwa „za granicą” to jeden – na pewno u Putina, a drugi – albo w Waszyngtonie, albo – w Tel Avivie. W takiej sytuacji obecnie Kukuniek każdego powątpiewającego w jego niewinność będzie mógł zdyskredytować, jako kolportera kremlowskich dezinformacji, a kiedy  na skutek politycznych zawirowań w Niemczech, Polska zostanie przekształcona w Generalną Gubernię – to również dezinformacji żymiańskiej.

Cud odwracania cnót

Cud odwracania cnót 39/2026(793)

Szanowni Państwo!

Oto  trzydziesty dziewiąty w tym roku SOBOTNIK.

Dzisiaj 3 tytuły na „C”.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

www.mtodd.pl

Cud odwracania cnót   39/2026(793)

  1. „Wesołe jest życie staruszka…” uroczo śpiewał w Kabarecie Starszych Panów Wiesław Michnikowski. Satyrycy nie wiedzieli, że staną się wieszczami. Podobnie jak złośliwcy mawiający: „Nie pomoże blansz i róż, kiedy baba stara już”.
  2. Ten blansz i róż był nieodzowny, bo kobieta nieumalowana czuła się, jak nieubrana. Tak było dawnymi czasy, kiedy zarówno starsi panowie, jak i panie próbowali nie rozstawać się z młodością. Z różnym skutkiem, z zasady jednak przegrywali z kretesem, ale ostatnio wzięli odwet, bo teraz szpetota nie bierze się z naturalnej starości, a jest „wartością” samą w sobie.
  3.      To przekłada się też na inne aspekty życia, zwłaszcza kulturę. Twórcy kina zaczynali skromnie, od „poprawiania” Szekspira.
  4. Polscy „artyści” nie poprzestali na nim, bo do zohydzenia jest przecież tak wiele!
  5. Naszą perłę literacką – Lalkę można rozszarpać na kawałki i w taki sposób poskładać, żeby budziła odruch wymiotny. Tak zohydzonego Prusa młode pokolenie będzie omijało szerokim łukiem, zakładając, że w ogóle usłyszy o takim pisarzu, w aspekcie patriotycznej edukacji języka ojczystego.
  6.      A tak przy okazji, czy młode pokolenie rozumie sens słowa: cnota? Przypuszczam, że kojarzy się mu tylko z archaiczną literaturą, z czymś, czego należy się raczej wstydzić? Nastąpił swoisty cud odwracania cnót.
         Reasumując: obecnie wesołe jest życie nie tylko staruszków, ale i nieudaczników wszelkiej maści, pełnosprawnych inaczej. Normalsi niech się nie wychylają, ich czas minął. Czy bezpowrotnie? Zobaczymy.

============================

Cnoty i niecnoty

‒ Nie można być jednocześnie skąpym i rozrzutnym – stwierdziła Małgorzata.

‒ Ale można być oszczędnym i szczodrym zarazem – zauważył DUCH CZASU. 

           ‒ Takich cnót już się nie spotyka.

           ‒ Może spotyka, tylko się o nich nie mówi. 

          ‒ A właściwie dlaczego? 

         ‒ Nie wypada. Tylko o tym co szpetne i podłe mówią wszyscy, zarówno zwolennicy, jak i krytycy. 

        ‒ Wygląda na to, że dobro, piękno i zdrowy rozsądek wyszły z mody.

         ‒ Rzeczywiście, obecnie prawdziwa niecnota, jak kiedyś cnota, krytyki się nie boją. Najwyraźniej teraz niecnoty mają większe wzięcie od cnót – podsumował DUCH CZASU.

***** **** ***

        Czarno na białym

Drugi tomik felietonów do nabycia w księgarni sklep@multibook.pl Dla stałych czytelników przewidziane…

…

[Wiadomość skrócona]  Pokaż całą wiadomość

Arcybiskup Fulton J. Sheen: „Skoro możliwe jest przetaczanie krwi, możliwe jest również przetaczanie modlitwy”.

Jan J. Franczak: „Formuła Fultona Sheena” dla Polski

25 września 2026 pch/formula-fultona-sheena-dla-polski

abp-Sheen-Polska-Jasna-Gora.jpg

Beatyfikacja arcybiskupa Fultona J. Sheena w St. Louis w USA 24 września 2026 r. to uroczystość długo wyczekiwana przez wielbicieli dzieła i życia wielkiego amerykańskiego duchownego. Spośród wielu pytań – także o to, dlaczego to tyle trwało, mimo uznania w 2019 r. cudu za jego wstawiennictwem – jedno wydaje się szczególnie istotne: Czego zmarły w 1979 r. Arcybiskup może nas nauczyć dzisiaj? Odpowiedzią, zwłaszcza w Polsce dzisiaj, może być „Formuła Fultona Sheena”[1].

Kiedy 20 września 1919 r. w katedrze w Peorii 24-letni Fulton Sheen przyjmował święcenia kapłańskie, złożył sobie dwie obietnice: że codziennie spędzi całą godzinę przed Najświętszym Sakramentem, adorując Pana Jezusa oraz że w każdą sobotę odprawi Mszę św. ku czci Matki Bożej w intencji ochrony jego kapłaństwa.

Ta dwuczęściowa „Formuła Fultona Sheena” była istotną częścią jego życia i tym, co zarówno wzmacniało go, jak i czymś, co zalecał innym kapłanom.

Choć postanowienie praktykowania Godziny Świętej musiało być trudne do spełnienia, wziąwszy pod uwagę tryb życia i konieczność częstych podróży późniejszego wykładowcy, kaznodziei, radiowego i telewizyjnego celebryty-ewangelizatora, autora licznych publikacji i książek, a wreszcie biskupa i arcybiskupa, to Fulton Sheen obietnicy dotrzymał aż do śmierci – czyli przez 60 lat.

Gdy zmarł 9 XII 1979 r., znaleziono jego ciało przed domową kaplicą w jego ostatnim mieszkaniu w Nowym Jorku. Jeśli bowiem mieszkał dłużej w jakimś miejscu, przeznaczał jeden pokój właśnie na kaplicę, po to, by mieć możliwość spędzenia godziny przed Chrystusem w Najświętszym Sakramencie. Sam przyznawał przy różnych okazjach, że nie pominął „żadnego dnia. Żadnego – niezależnie od trudności”[2]. Kiedyś zdarzyło mu się nawet, że zatopiony w adoracji nie zauważył, że zamknięto go w kościele.

Co ciekawe, pisał, że w gruncie rzeczy praktykowanie Godziny Świętej nie jest trudne, ale „wyjątkiem są okresy urlopu, czyli dni, w których nie ma nic do zrobienia. Wtedy bywa naprawdę ciężko”. Tymczasem, „gdy jesteśmy bardzo zajęci, godzina nie sprawia problemu, bo wiemy, że musimy ją zmieścić w planie dnia”[3].

Arcybiskup Sheen porównał Godzinę Świętą do butli tlenowej, „która w zatęchłej atmosferze świata pozwala ponownie poczuć tchnienie Ducha Świętego”. W czasach kiedy słyszy się często krytykę mechanicznego niemal odmawiania czy to różańca świętego, czy innych modlitw, dalsza uwaga arcybiskupa o Godzinie Świętej, pozwala spojrzeć na ten problem nieco inaczej – nie zawsze bowiem doświadczamy duchowych fajerwerków: „Jeśli nawet wydawało mi się, że nie mam z niej żadnej korzyści i odczuwałem brak duchowej bliskości, miałem przynajmniej wrażenie, że jestem jak pies warujący u drzwi pana na wypadek, gdyby ten miał go wezwać”[4].

Choć abp Sheen twierdził, że taka praktyka pomaga mu „utrzymać głowę nad wodą” i „wzmacnia wrażliwość na obecność eucharystyczną”, to skromnie dodawał, że nie dowodzi to jego własnej prawości. A nawet uznawał istnienie kapłanów, którzy nie mając w zwyczaju częstego nawiedzania Najświętszego Sakramentu z pewnością „w oczach Boga są tysiąc razy bardziej godni niż”[5] on sam. Mimo to wzywał zarówno biskupów, księży, siostry zakonne tak i małżonków do praktykowania Godziny Świętej. Dlaczego?

Mówiąc o sobie zauważył, że jest wielu kapłanów inteligentniejszych od niego albo równie inteligentnych jak on, a jednak to Godzina Święta dała mu skuteczność, której tamtym duchownym brak: „Ja jednak mam moc tysiąc razy większą od mocy któregokolwiek z was! Staję przed ludźmi, zaczynam mówić, a oni mnie słuchają!” Czyżby to były pełne pychy czcze przechwałki? Wiemy na podstawie niezwykłej popularności arcybiskupa jako wykładowcy i autora audycji radiowych i telewizyjnych, że nie – w końcu bił oglądalnością na głowę nawet takie gwiazdy jak Frank Sinatra! Zresztą zaraz dodawał (ponownie) skromnie: „Czy jest to moja własna moc? Bynajmniej! Święty Paweł pisze: Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś otrzymał? (1 Kor 4,7)”. To codzienna bliskość Chrystusa w Eucharystii była tą siłą.

Abp Sheen wskazywał na trzy powody praktykowania Godziny Świętej. Pierwszy z nich wydaje się szczególnie aktualny dzisiaj, a wręcz bardziej niż w czasach samego arcybiskupa, gdy media elektroniczne były jeszcze w powijakach. Pisząc o „świecie pełnym pośpiechu i napięcia”, charakteryzującym się brakiem ciągłości i „w którym co godzinę otrzymujemy nowe informacje”, wielki duchowny wskazywał na szczególną rolę telewizji w rozpraszaniu uwagi i skupienia. Bowiem „telewizja pokazuje ciąg niepowiązanych ze sobą logicznie psychodelicznych obrazów, a brak logiki niekorzystnie wpływa na zdolność myślenia”. Dziś zatem, wraz z elektronicznymi gadżetami, które każdy nosi w kieszeni, kryzys pogłębił się w stopniu chyba nawet dla samego arcybiskupa niewyobrażalnym.

Tym pierwszym powodem praktykowania Godziny Świętej jest więc to, że pozwala na „utrzymanie ciągłości modlitwy”, a w świecie tak potężnych rozproszeń „nie jest możliwe, by znaleźć się w Bożej obecności w ciągu pięciu czy dziesięciu minut. Na modlitwę potrzebujemy całej godziny. Już samo oderwanie się od świata zajmuje przynajmniej piętnaście, dwadzieścia minut. Ziemski pył okrywa nas jak płaszcz, który najpierw musimy odrzucić, aby następnie zanurzyć się w głąb”[6].

Drugi powód dla codziennej praktyki Godziny Świętej to modlitwa wstawiennicza: „Skoro możliwe jest przetaczanie krwi, możliwe jest również przetaczanie modlitwy”. Ten powód jest ponownie niezwykle aktualny w dzisiejszej Polsce, kiedy skala nienawiści między różnymi frakcjami politycznymi prowadzi wręcz do niespotykanej wcześniej agresji, także między samymi katolikami należącymi do różnych partii.
„My wszyscy – zarówno osoby duchowne, jak i świeckie – jesteśmy jako członkowie Kościoła zjednoczeni z Chrystusem – Kapłanem i Ofiarą. Ponieważ dźwigamy na swoich barkach ciężar świata, musimy wstawiać się za światem i za grzesznikami. Jeśli kapłan sam się nie modli, to jedną z najokrutniejszych rzeczy, jakie może powiedzieć osobie, która zwraca się do niego po słowa otuchy, jest polecenie: Módl się”. Dalej Sheen podkreśla, że w świecie skupiającym się na socjologii i polityce, „zapomnieliśmy, że możemy wywierać duchowy wpływ na siebie nawzajem”[7]. Modlitwa przed Najświętszym Sakramentem temu właśnie służy.

Ostatni, trzeci, powód praktykowania Godziny Świętej, jest zdaniem Sheena najważniejszy. To fakt, że sam Pan Jezus nas o to prosił, a „była to jedyna prośba, jaką do nas skierował”. Arcybiskup przypomina poruszającą scenę w Ogrodzie Oliwnym, gdy nasz Pan w czasie modlitwy doświadczył krwawego potu, a chcąc towarzystwa swoich uczniów w tych bolesnych chwilach, trzykrotnie zastaje ich śpiących i mówi: „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” (Mt 26,40).

Sheen, zwracając uwagę na to, że w Ewangeliach „godzina” ma związek z działaniem zła i przewidując nasilenie się aktywności satanistycznej (co przecież też obserwujemy we współczesnej Polsce), podkreśla, że „celem praktykowania Godziny Świętej jest więc walka ze złem obecnym w świecie oraz zadośćuczynienie za skutki działania szatana. Nabożeństwo to nie ma charakteru arbitralnego. Nie jest to tylko jedna z wielu praktyk religijnych. Jest to wezwanie wynikające z Pisma Świętego”[8].

Poświęciliśmy sporo miejsca pierwszemu filarowi dwuczęściowej „Formuły Fultona Sheena”, ale wypada powiedzieć też choć słowo i o filarze drugim – nabożeństwie do Matki Bożej, które w przypadku arcybiskupa nie ograniczało się jedynie do dedykowanej Jej sobotniej Mszy św. Sheen twierdził, że to Jej zawdzięczał zachowanie celibatu. Maryja Panna towarzyszyła mu od samego początku życia, gdy jego matka po ochrzczeniu go w kościele w El Paso poświęciła swoje dziecko Matce Bożej kładąc je na ołtarzu. Sam Sheen z kolei poświęcił się potem Maryi jako dwunastolatek przyjmując I Komunię Świętą. To o Niej napisze już jako dorosły całą książkę – „Maryja. Pierwsza miłość świata” – i tam też można znaleźć pełny wykład mariologii Sheena.

Spośród wielu aspektów związanych z nabożeństwem maryjnym Sheena wspomnijmy, że jako biskup obrał sobie za motto „Da per Matrem me venire” (Daj mi przyjść do Ciebie przez Maryję). Odbył też 30 pielgrzymek do Lourdes oraz ok. 10 do Fatimy. Te pielgrzymki świadczą nie tylko o wielkiej czci, jaką darzył Matkę Bożą, ale miewały one również rys humorystyczny, związany z ufnością jaką w Niej pokładał, o czym pisał w swojej autobiografii.

W Polsce, w której przez wieki nabożeństwo do Maryi Panny odgrywało ogromną rolę, zwłaszcza w chwilach zagrożeń dla naszej Ojczyzny i w której obecnie tak bardzo się Ją znieważa bluźnierczym symbolem grzechu ciężkiego, warto wspomnieć o dwóch refleksjach arcybiskupa.

Po pierwsze, nie dziwi ten atak na wizerunki Matki Bożej. Jak podkreślał bowiem abp Sheen: „Maryja jest oknem, przez które nasze człowieczeństwo chwyta pierwsze mignięcie Bóstwa na ziemi. Lub być może jest Ona raczej jak szkło powiększające; wzmacnia naszą miłość do Jej Syna oraz rozjaśnia i rozpłomienia nasze modlitwy”[9]. Maryja zatem zawsze prowadzi do Chrystusa, a z kolei „wszelkie nabożeństwo do Maryi przeszkadza tym, którzy negują Jego bóstwo lub winią naszego Pana z powodu tego, co mówi o piekle, rozwodzie i sądzie”. A zatem detronizacja Królowej Polski, to równocześnie odrzucenie Chrystusa jako jej Króla.

Po drugie, skoro Maryja zawsze prowadzi do Chrystusa, to abp Sheen wysuwa z tego wniosek, że to właśnie poprzez Matkę Bożą dokona się nawrócenie muzułmanów. Oto bowiem miejsce słynnych objawień nie tylko musi kojarzyć się mahometanom z nawróconą na katolicyzm córką ostatniego dowódcy wojsk islamskich w Portugalii, ale także z córką Mahometa Fatimą. A to z kolei prowadzi do refleksji o znaczeniu samej Maryi, która jest darzona przez muzułmanów ogromną czcią. Zdaniem Sheena to właśnie od tego powinien wychodzić wysiłek misyjny wobec wyznawców Allacha – od Maryi, ona bowiem – jako uważana również przez samego Mahometa za ważniejszą od jego córki – zaprowadzi ich ostatecznie do Chrystusa.

Jeszcze przed II wojną światową ks. Sheen podkreślał, że rozwiązanie kryzysu cywilizacji Zachodu nie ma charakteru ekonomicznego czy politycznego, ale duchowy. Czy zatem rozwiązaniem kryzysu i zagrożeń w Polsce nie powinna stać się „Formuła Fultona Sheena”: propagowanie Godziny Świętej wśród duchownych, osób zakonnych i świeckich oraz wzmocnienie nabożeństwa do Maryi Panny – Królowej Polski?

Jan J. Franczak

Przypisy:

  1. Por. Joan Sheen Cunningham, Janel Rodriguez, Mój stryj Fulton Sheen. Spojrzenie z bliska, tłum. Jan J. Franczak, Wydawnictwo AA, Kraków 2022, s. 121.
  2. Fulton J. Sheen, O siłach zła, zebrał i opracował ks. Dave Tomaszycki, tłum. Zbigniew Kasprzyk, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2026, s. 167.
  3. Op. cit., s. 167.
  4. Fulton J. Sheen, Skarb w glinianym naczyniu, tłum. Zbigniew Kasprzyk, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2020, s. 262.
  5. Op. cit., s. 270-271.
  6. Fulton J. Sheen, O siłach zła, op. cit., s. 253.
  7. Op. cit., s. 257-258.
  8. Op. cit., s. 261-266.
  9. Fulton J. Sheen, Maryja. Pierwsza miłość świata, tłum. Dominika Krupińska, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2018, s. 105.

Czarna wołga a RPD. MEM-y IV.

————————

————

—————————

————————–

—————-

——————–

——————————————-

————————————————–

——————-

——————

{„remix_data”:[],”remix_entry_point”:”challenges”,”source_tags”:[„local”],”origin”:”unknown”,”total_draw_time”:0,”total_draw_actions”:0,”layers_used”:0,”brushes_used”:0,”photos_added”:0,”total_editor_actions”:{},”tools_used”:{„transform”:3},”is_sticker”:false,”edited_since_last_sticker_save”:true,”containsFTESticker”:false}

Polityczni topielcy. Stare i nowe poligony.

Polityczni topielcy

24.09.2026 wolnemedia/polityczni-topielcy

Stare i nowe poligony

Donald Trump, Władimir Putin i Wołodymir Zełenski, choć każdy z innych przyczyn, utknęli w wojnie spreparowanej przez jej zwolenników zza biurek. Co najmniej pół roku wcześniej, kiedy Donald Trump zaczął się czuć jak posiadacz czarodziejskiej różdżki, a jej dotknięcie miejsca na mapie miało oznaczać „to moje”, pułkownik Douglas Macgregor zauważył, że na Grenlandii bazy USA już są, reszta zaś była zbędna. Chyba że chodziło o wzniecenie konfliktu dla odwrócenia uwagi od już trwającego. Zdaniem australijskiego dziennikarza Johna Helmera, najświeższe doniesienia z Grenlandii wskazują, że staje się ona nowym poligonem. Dania, jedno z najzacieklej krytykujących Rosję państw NATO, zgodziła się na istnienie baz amerykańskich, co aprobował Donald Trump w zamian za odstąpienie od aneksji całej Grenlandii. Przy kilku bazach i nowych możliwościach prowadzenia wojny z Rosją, do których należałoby wzmocnienie wszelkich zakazów zawijania do portów jednostek rosyjskich, chińskich oraz innego wykorzystywania Grenlandii przez Rosję, otwarta została nowa strefa potencjalnego zaognienia stosunków międzynarodowych.

Takim samym gorącym poligonem jest Ukraina. Radykalizacja działań rosyjskich, wynikająca z niechęci do bezpośredniego sąsiedztwa z państwem spreparowanym na modelu Izraela, doprowadza właśnie do skutku, jakim jest załamanie gospodarki. Zablokowany został eksport ukraińskiego zboża. Równocześnie zablokowany jest import drogą morską do portów Morza Czarnego.

Nasilone ataki na cele przemysłowe sparaliżowały całą moc produkcyjną stali na Ukrainie. Rosnący deficyt energii elektrycznej w tej sytuacji zapowiada całkowite załamanie gospodarki tego państwa.

Ukraiński rząd na uchodźstwie i RCB

Rząd Wołodymyra Zełenskiego, choć krytykowany wewnętrznie, nie upadnie przy wsparciu zachodnich sponsorów, skoro do jego dyspozycji pozostaje armia NATO, gotowa do ciągłej walki za wielkie interesy oligarchów i potężne pieniądze z Europy. Na tym tle powstała właśnie koncepcja stworzenia „rządu na uchodźstwie” z wiosną przyszłego roku. Terenem działania tego rządu pozostanie nadal Ukraina. Odpowiednio dobrany zestaw personalny, przeniesiony z Kijowa do Lwowa, ma za zadanie przygotować kolejną falę uchodźców do Polski, Niemiec i innych części Europy. Strach przed napływem uchodźców ukraińskich, widoczny już w roku 2022, powróci. Zełenskiemu jest to potrzebne.

Ukraińskie sieci rozsianych po Polsce stowarzyszeń, fundacji i biur będą pogłębiać rozsadzanie tkanki ludnościowej, na co nie jesteśmy zupełnie przygotowani, a rządzący, jak zawsze, za priorytet przyjmować będą litość nad uciekającymi od wojny. Grożąca nam relokacja jest szykowana na podobieństwo akcji „Most”. Zwłaszcza realny jest ów plan przy oficjalnych założeniach rządu o potrzebie ewakuacji części ludności z terenów wschodnich, zawartych w Krajowym Planie Ewakuacji opracowanym przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) i MSWiA. Bagatelizowane plany uznaje się za plotkę, lecz przypomnijmy, że plotki pandemiczne okazywały się twardą rzeczywistością (Operacja Most).

Schyłkowa prezydentura

Dezaprobata dla Trumpa w USA przechyliła się radykalnie na jego niekorzyść po doświadczeniu seryjnego fiaska konfrontacji sił w Iranie. Nie zostały zrealizowane zasadnicze cele, które majaczyły na początku: obalenie rządu w Teheranie, zbuntowanie ludności przeciwko panującej ekipie, nieudane przejęcie kontroli nad szlakiem handlu ropą, przy kompromitacji zapowiadanej skuteczności sił morskich i powietrznych (i braku lądowych) oraz utracie baz w regionie. W tej sytuacji ekipa współrządząca traci morale i odwraca się w poszukiwaniu nowych miejsc pracy, rozumiejąc, że zwierzchnik nie panuje nad utopijnie obiecanym sukcesem.

W obecnej sytuacji, którą sam stworzył, Donald Trump nie opanuje inflacji i nie odwróci wyniku wojny z Iranem, więc jego notowania polityczne spadają gwałtownie czerwoną kreską, wzorem notowań giełdowych. Nie ma żadnych rozwiązań. Nie potrafi nawet zapanować nad własną nieporadnością, dosłownie kompromitując się wygłoszonym w ONZ przemówieniem, ku zniesmaczeniu odbiorców.

Po wystąpieniu prezydent USA miał spotkanie z Zełenskim, równie tonącym jako przywódca, mimo wcześniejszego instruktażu na lotnisku Shannon przez szefa CIA – Johna Radcliffe’a. Ich samoloty całkiem przypadkowo tankowały paliwo w tym samym miejscu i czasie. Trump z Zełenskim, skazując się na wzajemne wsparcie, są politycznymi topielcami.

Cytowane przez amerykańską prasę telefoniczne apele Trumpa do Zełenskiego, by przestał atakować rosyjskie rafinerie, obnażają jego pełną hipokryzji dywersję, kierowaną do wyborców amerykańskich. Należy podważyć istnienie jakiejkolwiek nitki negocjacyjnej między USA i Ukrainą, z czego Rosjanie w pełni zdają sprawę.

Perspektywa

Interesy USA i Ukrainy łączy wojna i jej nowe odsłony (Grenlandia), a rzekome rozmowy trójstronne są ochłapami rzucanymi wyborcom. Komunikaty o braku postępu w rozmowach jednoznacznie podważają celowość wizyt Kushnera i Witkoffa na Kremlu. Zapętlenie prezydenta USA w jego taktyce znajduje przejaw w zamknięciu dostępu prasy do Białego Domu.

W tym samym czasie Władimir Putin ma za sobą wybory parlamentarne. Zwycięstwo partii Zjednoczona Rosja przy frekwencji 59% potwierdza mocną pozycję partii rządzącej, nawet wbrew sondażom przedwyborczym. Zdobyła ona zwykłą większość w rosyjskiej Dumie, co daje prezydentowi większą swobodę działania.

Partia Komunistyczna z dożywotnim przywódcą Gienadijem Ziuganowem zdobyła 14% dzięki sprzyjającym jej tzw. opozycjonistom. Przykładem był Aleksiej Nawalny.

Uporczywa praca Europejczyków nad zakłóceniem wyborów w Rosji poprzez posłanie około 2000 dronów nad jej obszar w trakcie głosowania odniosła skutek bumerangu. Zamiast spodziewanego strachu, rosyjscy wyborcy zmobilizowali się podobnie jak podczas bombardowania Iranu, a w historii – Niemiec czy Japonii, co zmotywowało ludność do zjednoczenia przy rosnącej niechęci do sprawcy. Efektem zachodnich aktów wojennych, firmowanych jako ukraińskie, wzmogły się apele wielu środowisk o większy radykalizm zmierzający do zakończenia wojny. Między innymi chodzi o udaremnienie dostaw transportów drogowych i kolejowych z Polski przez granicę polsko-ukraińską. Zgoda na silniejszy mandat W. Putina wynika z rosnącego gniewu, dając mu przewagę. Impas Putina wynika z pomysłu potraktowania rządzących Ukrainą jako rządu na uchodźstwie skierowanego przeciwko Rosji na zawsze. Tego nie da się zniszczyć czy zneutralizować w drodze negocjacji.

Jako żywo, Ukraina jest kalką idei Izraela – wiecznie jątrzącego tworu na obszarze Bliskiego Wschodu. Siergiej Ławrow czytelnie zdiagnozował: „Etap negocjacji zakończył się w Anchorage na Alasce”. Oznacza to, że bezpieczeństwa Rosji nie można uzyskać w rozmowach z Ameryką, skoro jej stosunek do Ukrainy sprowadza się do traktowania jej obszaru jako poligonu, na którym trwa wieczna wojna. Stawia to Rosję w obowiązku stawienia czoła eskalującej wojnie z sojuszem europejsko-amerykańskim. Błędem Putina jest – albo już tylko była – nadzieja, że z Zachodem można negocjować. Ostatecznym tego dowodem jest sytuacja na Bliskim Wschodzie, żywo dyskutowana w trwającej od kilku dni 81. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

W niezmiennym stylu Donald Trump użył szantażu: „Moją propozycją dla Iranu jest jego zgoda na to, by mógł istnieć jako największe mocarstwo, być może na świecie, albo go całkowicie zniszczę”, wbrew wyborczej obietnicy, że gotów jest do zawarcia umowy. Nie dodał, że wyłącznie na warunkach bezwzględnej subordynacji. Przeczył też toczącej się w marcu 2026 r. wojnie Mike Johnson, nazywając amerykańskie ataki na Iran „misją ograniczoną do operacji na wybrane obiekty, która już jest prawie zakończona”.

Przewodniczący António Guterres, mówiąc o sytuacji bliskowschodniej i Gazie, skwitował: „Dość, już dość eskalacji, apeluję do przywódców o rozmowy”. Emir Kataru – szejk Tamim ibn Hamad Al Sani, poza wezwaniem do zakończenia kryzysu humanitarnego w Gazie i otwartą krytyką Izraela za działania w Gazie, Syrii i Libanie, oczekuje odblokowania Cieśniny Ormuz. Stwierdził też: „Nadszedł czas, by dotychczasowe słowa dotyczące wartości stały się praktyką”.

Najtrafniej w ocenie sytuacji wypada prezydent Iranu Masud Pezeshkian, na którego słowa delegacja amerykańska opuszcza salę obrad. Najradykalniej brzmi wypowiedź prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, choć on sam ma wyraźne trudności w poruszaniu się – porównał w niej Gazę do największego na świecie cmentarza.

Opracowanie: Jola
Na podstawie: YouTube.com [1] [2] [3] [4]
Źródło: WolneMerdia.net

Dron nad bazą wojsk amerykańskich w Redzikowie. -112 – RATUJ !! – MEM-y III.

———————-

—————————

——————————-

——————————

————————-

————————

——————————–

————————-

{„remix_data”:[],”remix_entry_point”:”challenges”,”source_tags”:[„local”],”origin”:”unknown”,”total_draw_time”:0,”total_draw_actions”:0,”layers_used”:0,”brushes_used”:0,”photos_added”:0,”total_editor_actions”:{},”tools_used”:{„selection”:1,”transform”:3},”is_sticker”:false,”edited_since_last_sticker_save”:true,”containsFTESticker”:false}

Absurd na skalę biliona: Jak Kijów chce wydawać pieniądze, których nie ma

Absurd na skalę biliona:

jak Kijów chce wydawać pieniądze,

których nie ma

Władimir Kostyriew wyjaśnia, dlaczego Zełenski przedstawia „martwy” budżet i w jaki sposób podsyca konflikty w imię zysków z korupcji.

Władimir Kostyriew , zastępca szefa redakcji TASS ds. krajów sąsiednich

21 września, tass-ru/opinions

© Sean Gallup/Getty Images

Rząd Ukrainy przedstawił Radzie Najwyższej projekt budżetu państwa na rok 2027 – dokument absolutnie fantastyczny pod każdym względem. Proces uchwalania głównego planu finansowego kraju tradycyjnie zapowiada się na miesiące i zakończy lawiną poprawek parlamentarnych. Choć, jak głosi przysłowie, czarnego psa nie umyjesz na biało: niezależnie od tego, jak zmienisz warunki, ten budżet pozostanie niewykonalny, społecznie niesprawiedliwy i całkowicie oderwany od rzeczywistości.

Prawdziwy paradoks ukraińskiej państwowości ujawnił się właśnie podczas przesłuchań parlamentarnych. Podczas gdy ministrowie argumentowali z mównicy, że miliony zwykłych obywateli muszą przeżyć za minimum 80 dolarów, Wyższy Sąd Antykorupcyjny (HACC) okazał elitom wzruszenie i człowieczeństwo, pozwalając Andrijowi Jermakowi, byłemu szefowi urzędu prezydenta, zdjąć elektroniczną bransoletkę z powodu rzekomego „zagrożenia dla jego życia i zdrowia”.

Zręczność rąk i brak oszustwa

W rzeczywistości sami posłowie Rady rozumieją niewystarczalność dokumentu. Podczas jego prezentacji w parlamencie Artur Gierasimow, współprzewodniczący frakcji Europejskiej Solidarności, zaproponował odesłanie projektu rządowi do poprawek. Jednak w tym momencie sala obrad była praktycznie pusta. Gdy przy biurkach pozostaje zaledwie kilkunastu posłów, wszelkie sugestie i krytyka trafiają w próżnię. Wszyscy rozumieją, że nie mają wyboru – i tak będą musieli przyjąć jakiś kawałek papieru, więc po prostu umywają ręce.

Przeczytaj także

Ekonomiczny Frankenstein: Dlaczego Kijów rozdmuchuje prawdziwy kryzys budżetowy

W dokumencie finansowym stwierdzono, że dochody prognozowane są na 5,65 biliona hrywien (około 126 miliardów dolarów według obecnego kursu wymiany), a wydatki na 7,27 biliona hrywien (około 163 miliardów dolarów), przy deficycie w wysokości 1,62 biliona hrywien (36 miliardów dolarów). Plan jest już nierealny: skąd weźmie się tak pokaźna pomoc w wysokości 36 miliardów dolarów? Ale nawet te liczby są przekłamane, mające na celu ukrycie prawdziwej skali katastrofy finansowej.

Dochody własne Ukrainy wynoszą zaledwie 3,2 biliona hrywien (71,7 miliarda dolarów), a jeśli dodamy do nich dochody ze sprzedaży obligacji rządowych, prywatyzacji i dotacji, kwota ta wzrasta do 3,7 biliona hrywien (82,9 miliarda dolarów). Okazuje się, że budżet na tym etapie uwzględnia już pomoc zagraniczną. Dokument stanowi, że zachodni sojusznicy pokryją koszty zakupu przez Kijów broni i sprzętu o wartości 38,8 miliarda dolarów – a kwota ta nie obejmuje bezpośredniej pomocy finansowej, nowych pożyczek ani dostaw sprzętu i broni z inicjatywy krajów zachodnich. Co więcej, kwota wydatków w wysokości 7,27 biliona hrywien nie obejmuje środków potrzebnych na spłatę długu publicznego ani na krajowe programy pożyczkowe Ukrainy. Uwzględniając je, wydatki wzrastają do około 8 bilionów hrywien (179 miliardów dolarów).

Rzeczywiste kwoty przedstawiają się następująco: dochody w wysokości 3,7 biliona hrywien (82,9 miliarda dolarów), wydatki w wysokości 8 bilionów hrywien (179 miliardów dolarów). Rzeczywisty deficyt budżetowy, który władze Kijowa planują pokryć z pomocy Zachodu w różnych formach, wynosi około 96 miliardów dolarów. Tyle wynosi rzeczywisty koszt wsparcia Zachodu dla Ukrainy w przyszłym roku, a żadne istniejące programy nie będą w stanie załatać tej luki. Ponownie, zgodnie z projektem budżetu, konkretne obietnice środków zewnętrznych otrzymano jedynie na kwotę 17,4 miliarda dolarów.

Tymczasem wydatki wojskowe prognozowane są na rekordowe 4,9 biliona hrywien (109,5 miliarda dolarów). To znacznie więcej niż całkowite dochody Ukrainy. Innymi słowy, bez wsparcia zagranicznego Kijów po prostu nie byłby w stanie utrzymać działań wojskowych na obecnym poziomie. Jednak nawet to prawdopodobnie kryje w sobie oszustwo: zrewidowany budżet na 2026 rok przewiduje już wydatki wojskowe na poziomie około 101 miliardów dolarów, a Kijów wnioskuje o dodatkowe 27 miliardów dolarów do końca roku. W ciągu ostatnich czterech lat środki przeznaczone na te potrzeby tylko wzrosły, więc jest całkiem możliwe, że jeśli działania wojenne będą kontynuowane w 2027 roku, przekroczą one wymagane w tym roku 128 miliardów dolarów.

Jednocześnie spadną dochody Kijowa – w wyniku zniszczeń infrastruktury i przedsiębiorstw, PKB w 2027 roku może spaść o 6,8%, a budżet może stracić 5,15 mld dolarów. Ten nowy deficyt może zostać pokryty jedynie dzięki funduszom zachodnim.

Pieniądze na pałace, minimum na chaty

W podziale środków na poszczególne pozycje również można znaleźć wiele zaskakujących rzeczy.

Przeczytaj także

Od czarnej owcy: dlaczego Berlin zażądał od Kijowa wsparcia niemieckiego kompleksu wojskowo-przemysłowego

Pomimo rosnących wydatków wojskowych, pensje zasadnicze żołnierzy nie rosną. Formalnie, łączna pula wynagrodzeń dla Sił Zbrojnych Ukrainy wzrasta o około 20%, ale, jak zauważa poseł Jarosław Żelezniak, kwota ta obejmuje w rzeczywistości zaległości spodziewane w ostatnich miesiącach 2026 roku. Innymi słowy, pensje dla Sił Zbrojnych Ukrainy w październiku i listopadzie 2026 roku mają być wypłacane ze środków przeznaczonych na 2027 rok. Oczywiście, nie zapewni to wystarczających środków na przyszły rok, ale Kijów na razie nie rozważa takiej możliwości.

Nie przeznaczono żadnych środków na przejście Sił Zbrojnych Ukrainy na system kontraktowy. Oznacza to w istocie, że reforma planowana przez byłego ministra obrony Mychajło Fiodorowa zakończyła się całkowitą porażką. Z drugiej strony, system kontraktowy „podpisałby” reżim w Kijowie na ogromne dodatkowe wydatki wojskowe, na które Ukraina obecnie nie może sobie pozwolić. Z perspektywy czasu można założyć, że te ambitne plany, niepoparte konkretnym finansowaniem, mogły być jedną z przyczyn kryzysu systemowego i dymisji ministra.

Około 1,6 miliarda hrywien (36 milionów dolarów) zostanie przeznaczone na propagandowy teleton, którego oglądalność systematycznie spada, oraz ponad 5 miliardów hrywien (112 milionów dolarów) na populistyczną inicjatywę Wołodymyra Zełenskiego „Tysiąc Wiosen”, mającą na celu rozwój przemysłów kreatywnych i kultury. Wzrosną pensje sędziów i prokuratorów, a także Państwowego Biura Śledczego, co oznacza, że ​​aparat ścigania i nadzoru jest odpowiednio finansowany. 

Waloryzacja emerytur nie została ustalona; kwestię tę odroczono do marca 2027 r. i pozostawiono do decyzji rządu. Nie przeznaczono żadnych środków na wybory. Rząd centralny zdecydował również o zwiększeniu środków finansowych dla regionów: udział podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT), który pozostał w dyspozycji miast i wsi, został zmniejszony z 64% do 60%. Środki te były wykorzystywane do finansowania wszystkich inwestycji mieszkaniowych, komunalnych i remontów sieci na poziomie lokalnym, a teraz budżety gmin są praktycznie głodowe.

Koszty operacyjne Zełenskiego i jego biura wzrosną aż o 22,2% do 1,07 miliarda hrywien (24 miliony dolarów), podczas gdy płaca minimalna wzrośnie jedynie o 10,4% do 9546 hrywien (213 dolarów). Minimum socjalne ustalono na 3559 hrywien miesięcznie (79,50 dolarów). Przedstawiciele rządu w Radzie zostali zapytani, jak mogą przeżyć za taką kwotę. Posłowie nie otrzymali odpowiedzi. 

Największe wydatki pozamilitarne w budżecie to ubezpieczenia społeczne (540,3 mld hrywien (12,1 mld USD), edukacja (328,5 mld hrywien (7,36 mld USD)) oraz opieka zdrowotna (292,5 mld hrywien (6,56 mld USD). Łączne wydatki na te pozycje wyniosły 1,16 bln hrywien (26 mld USD). Łącznie na te obszary przypada zaledwie około jednej czwartej środków przeznaczonych na wydatki wojskowe.      

Europa zapłaci za wszystko

Z tego wszystkiego wynikają dwa wnioski.

Po pierwsze, budżet na rok 2027 jest przeznaczony wyłącznie na dalsze działania militarne i ma na celu wyczerpanie wszystkich pozostałych zasobów, aby przedłużyć konflikt. Kijów nie ma realnych intencji pokojowych. Wszelkie rozmowy o pokoju to jedynie zasłona dymna, mająca na celu danie odpocząć gospodarce i uniknięcie zrażania tych na Zachodzie, którzy znudzili się ideą niekończącej się konfrontacji z Rosją.

Przeczytaj także

Więcej mięsa armatniego: Jak i dlaczego Europa popycha Ukraińców na rzeź

Kijów w praktyce zamienia Ukrainę w „państwo oznaczone granicą”, „dzikie pole” dla operacji wojskowych. Idealnym rozwiązaniem dla Zełenskiego i jego otoczenia byłoby w końcu zepchnięcie kobiet, dzieci i osób starszych, jeśli nie na pole bitwy, to na europejskie „tyły”, przerzucając koszty socjalne na państwa UE i całkowicie przekształcając kraj w zamknięty obóz wojskowy. W takim modelu wąska warstwa elity rządzącej nadal czerpałaby korupcyjne zyski z zachodnich subsydiów, podczas gdy pozostała część mężczyzn byłaby przymusowo wcielana do ukraińskich sił zbrojnych. Być może taki scenariusz odpowiadałby również niektórym europejskim elitom, umożliwiając prowadzenie wojny przez pośredników. Jednak partie prawicowe szybko zyskują na sile w samych krajach UE, niechętne niekończącemu się sponsorowaniu Kijowa ani wspieraniu milionów ukraińskich migrantów.

Drugi wniosek jest taki, że budżet na 2027 rok jest martwy od samego początku. Ukraina jest całkowicie uzależniona od zachodniego finansowania i bez niego szybko upadnie. Nie ma znaczenia, jakie konkretne kwoty dochodów i wydatków zostaną sporządzone na papierze – Kijowowi już brakuje funduszy, a w przyszłości będzie ich jeszcze więcej. Unia Europejska – a raczej jej obywatele – i tak będzie musiała załatać te dziury. Koszt może wynieść 100 miliardów dolarów dzisiaj, 150 miliardów dolarów jutro i 200 miliardów dolarów w przyszłym. Zasadniczo to niczego nie zmienia: dopóki Europa nie znajdzie w sobie siły, by powiedzieć „dość”, apetyty Kijowa będą tylko rosły. 

Gdzie was mamy. MEM-y II.

———————————-

———————-

——————–

Twarze Izraela

===========================

————————-

————-

————————————-

————————

——————————-

Marszałek polny. MEM-y I.

————————–

—————————–

———————————-

————————————————————–

—————-

————

On w zasadzie to powinien mieć teraz tytuł marszałka polnego!

——————-

——————

——————————

———————————

Atak Ukraińca w klasztorze. Nie żyje katolicki ksiądz

Atak Ukraińca w klasztorze. Nie żyje katolicki ksiądz

Łukasz Jastrzębski

Dzisiaj w Jarosławiu na Podkarpaciu 31-letni Ukrainiec zabił katolickiego księdza, kolejne cztery osoby zranił. W głowie się to nie mieści. Zabicie w biały dzień księdza w kościele przy konfesjonale – chyba nic takiego nie miało miejsca od czasów niemieckiej okupacji. Ukrainiec został zatrzymany, poszkodowani Polacy trafili do szpitala. Na miejscu pracują policjanci. Liberalne media wydają się bardziej przejęte losem sprawcy, niż jego ofiar.

——————————-

Wstrzymałem się z komentarzem, by trochę ochłonąć. Słuchałem radia, gdzie podano właśnie informacje, że w ciągu ośmiu miesięcy Straż Graniczna ujawniła prawie 8 300 cudzoziemców naruszających przepisy dotyczące wjazdu i pobytu w Polsce. To o blisko 40 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najpiękniejszą grupą byli oczywiście Ukraińcy.

Wracając do sprawy. Oczywiście winny jest 31-letni Ukrainiec – ale nie tylko on. Winni są również wszyscy ci, którzy w imię bezrozumnej rusofobii narażają nasz naród na niebezpieczeństwa. Bo wpuszczenie rzeszy ludzi bez sprawdzenia kto jest kim, nie jest pomocą humanitarną. Jest po prostu kompletnym debilizmem.

21 września w Będzinie prymitywny i wulgarny Włodzimierz Czarzasty szydził z młodego człowieka, który z troską pytał o bezpieczeństwo Polaków w tym właśnie kontekście. Idiotycznie pogrywał sobie pytając „stało się coś panu dzisiaj, wczoraj, przedwczoraj”. No co panie Czarzasty? Pojedzie pan do Jarosławia i powie coś rodzinie zabitego księdza? Tylko nie o „sraniu w polu” jak ma pan w zwyczaju, ale coś sensownego …

Gdzie są te wszystkie autorytety moralne z nadania „Gazety Wyborczej” i TVN-u, które dostały wścieklizny umysłu bo ktoś wulgarnie zwrócił uwagę Ukrainkom w autobusie w Bielsku-Białej? Gdzie są ze swoim świętym oburzeniem Donald Tusk, Radosław Sikorski, Władysław Kosiniak-Kamysz i Paweł Kowal? Gdzie jest łajający premiera Leszka Millera za zbyt małą ukrainofilię Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski? Gdzie są te wieczne sfochowane ministerki i poślice od budowy bagien, ścigania węgla i pierdzących krów? Gdzie jest ta Konferencja Episkopatu Polski, która stała się rzecznikiem Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej, ale nie ma odwagi by sie upomnieć o pochowanie wymordowanych przez Ukraińców księży katolickich na polskich Kresach? Gdzie są forso-lubni Paulini z Jasnej Góry, którzy przyzwalali na śpiewanie „Czerwonej kaliny” pod ikoną Matki Boskiej? Gdzie są pisowskie „Gazety Polskie”, które bredzą dalej o ruskiej okupacji.

Co tym razem wymyślicie? Że to rosyjska prowokacja? Że zabijał Polaków po ruskiej wojennej traumie? Że Putin z Miedwiediewem kazali? Że upił go, popchnął do tego czynu Ławrow? Że to rosyjskojęzyczny komunista z Ługańska? Wjechał do Polski od strony Niemiec, to ewentualnie można zwalić na „prorosyjską” Alternatywę dla Niemiec lub byłego kanclerza Gerharda Schrödera.

Najwyższy czas przetrzeć oczy i przestać bajdurzyć o ukraińskich Aniołach ratujących naszą cywilizację i gospodarkę. Najwyższa czas rozliczyć tych co bredzili, że „jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”, „wpuśćmy wszystkich, potem się sprawdzi kto jest kim”, potrzebujemy bogactwa kulturowego, językowego i etnicznego, które powstaje dzięki różnorodności”.

Najwyższy czas by zacząć kierować się egoizmem narodowym, a nie poleceniami z Brukseli, Berlina i Londynu.

Jakiś idiota w radiu mówi, że to nasza wojna – bo giną w niej nasi rodacy. Jedyni rodacy, którzy nie byli najemnikami a zginęli, to rolnicy z Przewodowa. I choćby Natalia Panczenko z Wasylem Bodnarem na szczudłach przy akompaniamencie Grzegorza Rysia odtańczyli „Batʹkо nasz Bandera” na wrocławskim rynku, to nikt posiadający trzy szare komórki nie uwierzy w wersję, którą chciał Polakom wmówić Wołodymyr Zełenski. Po to chciał to zrobić – co przyznał nawet Andrzej Duda – by nas wciągnąć w wojnę przeciwko Rosji. Po prostu nikt już nie kupuje tego kitu.

To nie znaczy, że mamy źle traktować Ukraińców. Bo Ukraińcy są różni. Traktujmy ich tak samo jak Białorusinów, Wietnamczyków, Rosjan czy Greków. I wielu z nich ma dość skorumpowanych władz na Ukrainie składających hołdy mordercom Polaków – Banderze, Melnykowi, Szuchewyczowi, OUN, UPA i ukraińskiej 14. Dywizji Grenadierów SS. Problemem jest polityka władz w Polsce – zarówno tych z Koalicji Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Nowej Lewicy jak i ich poprzedników z Prawa i Sprawiedliwości. To ich decyzje pogorszyły bezpieczeństwo i sytuację gospodarczą Polaków.

Łukasz Jastrzębski

Książę-Małżonek i cudaki

Książę-Małżonek i cudaki

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  24 września 2026 michalkiewicz

Czegóż to nie wypisują niezależne media głównego nurtu? Coraz mniej ma to wspólnego z rzeczywistością, a coraz więcej – z tak zwanym „chciejstwem” to znaczy – z marzeniami, jak powinno być. Jakże inaczej potraktować opinię, według której Rosja nie jest już mocarstwem, bo jej mocarstwową pozycję zajęła Polska? Ciekawe, kto inspiruje tego rodzaju opinie. Obawiam się, że źródłem inspiracji może być Książę-Małżonek i podlegająca mu nasza – pożal się Boże – „dyplomacja”, którą złośliwy Władysław Bartoszewski nazwał w swoim czasie „dyplomatołkami”. Rzeczywiście – kiedy się słucha wypowiedzi niektórych z nich, to niepodobna oprzeć się takiemu wrażeniu. Jakże inaczej traktować opinię, według której amerykański prezydent Trump to matoł, który dobiera sobie jeszcze głupszych od siebie, by negocjowali z zimnym ruskim czekistą Putinem zakończenie wojny na Ukrainie? Gdyby zamiast swojego zięcia, czy tego drugiego, Witkoffa, słuchał naszych dyplomatów, to już dawno byłoby po harapie. Niestety jest odwrotnie, dlatego świat cierpi niewypowiedziane katiusze.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że i szef naszej dyplomacji, czyli Książę-Małżonek, złożył niezapowiedzianą wizytę na Ukrainie, żeby już nie opierać się na raportach, co to nie warte są nawet funta kłaków, tylko obejrzeć na własne oczy, usłyszeć na własne uszy i wyrobić sobie opinię. Jeśli wierzyć Księciu-Małżonku, to był on na Ukrainie rozchwytywany przez tamtejszych dygnitarzy, dla których on też musiał stanowić wielką osobliwość. Nawiasem mówiąc, Książę-Małżonek, sprokurował sobie na tę okazję wdzianko, łączące ze sobą i dyplomatyczny szyk i żołnierską prostotę. Jestem pewien, że wdzianko, podobnie zresztą, jak i sam Książę-Małżonek, musiały na Ukrainie i na Ukraińcach zrobić niezapomniane wrażenie.

W dodatku, jakimści sekretnym sposobem dowiedział się o wszystkim zimny ruski czekista Putin i w przekonaniu, że Książę-Małżonek, jak wszyscy inni, przybywający do Kijowa cudzoziemcy, będzie wracał do Warszawy koleją, wysłał drony, a właściwie jednego, który zbombardował lokomotywę stojącą na bocznym torze niedaleko polskiej granicy. Tymczasem Książę-Małżonek jak zwykle Putina przechytrzył i w pociągu ewakuacyjnym wcale go nie było.

Wyobrażam sobie, jak boleśnie musiał Putin przeżuwać gorycz tej porażki tym bardziej, że – jakby tego było mało – Książę-Małżonek argusowym okiem spenetrował prawdę, że w Okręgu Królewieckim Putin zgromadził nawet spore zapasy ponaddźwiękowych dzid – ale nie ma tam żołnierzy, którzy by ich pilnowali, więc może by tak skorzystać z okazji? Natychmiast zareagował pan Pieskow, zapowiadając ściągnięcie do Królewca dywizji syberyjskich. Po co tedy było informować o tym pana Pieskowa?

Ale i bez tego czekają nas wielkie zgryzoty. Oto niedawno zakończyło się Forum Ekonomiczne w Karpaczu, gdzie uczestnicy obliczyli wartość strat, jakie Polska poniosła pomagając Ukrainie w latach 2022-2025. Okazało się, że zbliża się ona do 500 mld złotych – ale to może okazać się niewiele w porównaniu do kosztów, jakie mogą się pojawić, gdy tylko Polska przystąpi do realizacji pomysłu Wielce Czcigodnego Pawła Kowala. Proponuje on, by te 500 mld złotych ściągnąć, ale nie z Ukrainy – uchowaj Boże! – tylko … z Rosji. To by oznaczało nie tylko niebotyczny wzrost tych strat, ale również – konieczność przystąpienia do składania ofiar z ludzi. Ale jeśli jest rozkaz, by służyć Ukrainie, to nie ma rady – ofiary muszą być.

Tymczasem, dopóki nie padnie salwa, nasi Umiłowani Przywódcy zabawiają się w wojnę. Niedawno pan minister Kierwiński, za pośrednictwem systemu ostrzegawczych syren, wył tak głośno, że w środku nocy poderwał na równe nogi mieszkańców województwa lubelskiego i podkarpackiego, wysyłając im jednocześnie „alerty RCB”, żeby niezwłocznie udali się w „bezpieczne miejsce”. Problem polega na tym, ze w naszym nieszczęśliwym kraju nikt nie wie, gdzie to bezpieczne miejsce się znajduje, zwłaszcza gdy Putin zablokował drogę na Zaleszczyki. Toteż, jak tak dalej pójdzie, może się powtórzyć sytuacja, o której czytamy w bajce Ezopa o pastuszku, który kilkakrotnie podrywał na równe nogi całą wieś pod pretekstem, że wilki atakują owce. Kiedy już wieśniacy się z tymi alarmami oswoili, wilki naprawdę napadły na owce, ale wtedy nikt się nie ruszył.

Inna sprawa, że nasz nieszczęśliwy kraj pogrąża się w wojnie niezależnie od Putina. Oto obywatel Żurek Waldemar postanowił dokonać podmianki na stanowisku rektora Akademii Wymiaru Sprawiedliwości i z zagadkowych powodów upodobał sobie w panu prof. Sławomirze nomen omen Cudaku. Od razu na mieście rozpełzły się fałszywe pogłoski, jakoby pan Cudak był z wykształcenia piekarzem i członkiem PZPR, a jego kariera naukowa wystrzeliła w górę dopiero, gdy został pułkownikiem. Zapewne w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy, chociaż z drugiej strony pan prof. Cudak pułkownikiem chyba jest naprawdę. To by zresztą rzucało pewne światło na upodobania obywatela Żurka Waldemara, który – jak to pisze Mickiewicz w bajce o zającu i żabie – ma wprawdzie swoją żabę, co przed nim ucieka, ale i swojego zająca, którego się boi.

Więc ingres pana prof. Cudaka do AWS odbywał się wprawdzie w asyście licznych zastępów policji, jednak co z tego, skoro jedna – ale za to Wielce Czcigodna posłanka Maria Kurek, własną piersią zasłoniła mu wejście do gabinetu i w ten sposób uniemożliwiła zasięście własnym zadem na fotelu rektora? W dodatku Wielce Czcigodna pani Kurek przebywa w tym gabinecie aż do dzisiaj, pijąc tylko wodę z kranu i w ogóle. W związku z tym Wielce Czcigodny Antoni Macierewicz jeszcze z jednym posłem-desperatem planują rozwiercenie zamków, by w ten sposób dostarczyć Wielce Czcigodnej pani Marii żywność i medykamenty. Co na to powiedzą siepacze obywatela Żurka? Najwyraźniej w otwartym właśnie sezonie łowieckim czekają nas piękne sceny myśliwskie tym bardziej, że operacja siłowego przejęcia AWS jest chyba tylko próbą generalną opanowania przy pomocy „silnych ludzi” Trybunału Konstytucyjnego.

Pan Berek ma misję obsadzić TK „naszymi” sędziami, by nie tylko uporządkować tubylczą scenę polityczną, delegalizując niewłaściwe partie, ale również – wysadzić w powietrze pana prezydenta Nawrockiego, pod pretekstem zastosowania procedury z art. 131 konstytucji. Tedy pan prof. Czarnek zapowiada mobilizację narodu polskiego w obronie Trybunału. Wokół niego mają zaleć „setki tysięcy” obywateli, tworząc z własnych ciał nieprzebytą zaporę dla „naszych” sędziów. Problem w tym, że nikt nie wie, kiedy szturm się rozpocznie – czy już – czy dopiero w październiku. Może Putin by wiedział, ale trudno oczekiwać, by Naczelnik Państwa pozwolił panu prof. Czarnkowi zasięgać u niego informacji.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Atak ukraińskiego nożownika. Ksiądz „został dorwany i dźgany nożem”

Atak ukraińskiego nożownika.

Świadkowie UJAWNIAJĄ

dramatyczny przebieg.

„Został dorwany i dźgany nożem”

24.09.2026 nczas/atak-ukrainskiego-nozownika-ksiądz-zostal-dorwany-i-dzgany-nozem

31-letni Ukrainiec napadł z nożem na pięć osób w ośrodku rekolekcyjnym, znajdującym się w opactwie benedyktynek w podkarpackim Jarosławiu. W wyniku odniesionych obrażeń w szpitalu zmarł jeden z zaatakowanych księży. Świadkowie ujawniają, co działo się na miejscu.

Do ataku doszło około godz. 9.30 w czwartek. Po tym, jak na miejsce przybyły służby, okazało się, że rannych jest pięć osób – czterech mężczyzn i jedna kobieta. Wszyscy trafili do szpitala. Według ustaleń Interii, poszkodowani to trzej księża i dwie osoby świeckie. Początkowo podawano, że stan trzech mężczyzn zagraża życiu. Jeden z księży zmarł w szpitalu.

nczas/atak-ukrainskiego-nozownika-w-klasztorze-benedyktynek-na-podkarpaciu-nie-zyje-ksiadz

W rozmowie z TVN24 jedna z obecnych na miejscu kobiet ujawniła, jak doszło do tragedii.

– To najspokojniejsze miejsce – też mi się tak wydawało, kiedy rano szłam na Mszę św. Jak tutaj znalazłam się, na terenie opactwa, ale przed kościołem jeszcze, już było po ataku – powiedziała.

– Mężczyzna w wieku do 30 lat, młody uderzył księdza w tętnicę szyjną, ksiądz upadł i potem mężczyzna, który – obok stojący – ratował, prosił, żeby dał spokój, wtedy on się odwrócił i księdza, który szedł do konfesjonału zaatakował z tyłu i uderzył go w plecy. A potem pobiegł do kawiarenki i tam uderzył księdza w głowę – relacjonowała.

Podobnie przebieg zdarzeń opisywał także jeden z mężczyzn. – Ksiądz Marek został pchnięty, przewrócił się na posadzkę i wtedy został dorwany i dźgany nożem. Natomiast ksiądz Stanisław w konfesjonale został też ugodzony nożem, przebito płuco i zmarł – mówił w rozmowie z Polsat News pan Stanisław, który był na miejscu od momentu pojawienia się karetek.

– Natomiast ksiądz Adrian był na śniadaniu na stołówce. Też tam coś powiedział do tego napastnika i został zaatakowany – dodał mężczyzna.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że Ukrainiec do ataku wykorzystał nóż kuchenny.

Do napaści doszło kilkadziesiąt minut przed planowaną Mszą św. Według p. Stanisława, przyszło na nią około 20 osób. Kiedy wierni zobaczyli napastnika, część z nich miała szukać schronienia.

– Część ludzi, którzy tam byli przed mszą, schowało się do takiego konfesjonału, który jest dla głuchych. On jest praktycznie z możliwością zamknięcia się w nim – powiedział.

Do „kobiet koalicji Tuska”. „Co do cholery jest z wami nie tak?”

Skandal z Moniką Horną-Cieślak. Zajączkowska-Hernik ostro do „kobiet koalicji Tuska”. „Co do cholery jest z wami nie tak?”

24.09.2026 nczas/skandal-z-monika-horna-cieslak-zajaczkowska-hernik-ostro-do-kobiet-koalicji-tuska-co-do-cholery-jest-z-wami-nie-tak

monika horna-cieslak ewa zajaczkowska-hernik
NCZAS.INFO | Monika Horna-Cieślak i Ewa Zajączkowska-Hernik / Fot. PAP (kolaż)

Polacy są oburzeni działaniami Rzecznik Praw Dziecka Moniki Hornej-Cieślak. Ewa Zajączkowska-Hernik zwróciła z kolei uwagę na postawę kobiet w koalicji rządzącej, które wydają się nie okazywać zbytniego zbulwersowania całą sytuacją.

Ewa Zajączkowska-Hernik wyznała na X, iż „jest jej okrutnie wstyd” za „kobiety koalicji Tuska”.

„Zawsze pierwsze do wściekłego moralizowania, a gdy wybrany przez was Rzecznik Praw Dziecka z zemsty i bezpodstawnie (co orzekł sąd!) odbiera matce małe dzieci, które lądują w domu dziecka, to cisza jak makiem zasiał” – zauważyła polityk.

„Do czarnych marszy i latania z piorunami byłyście pierwsze, ale gdy trzeba bronić rodzinę przed przemocowym działaniem swojej urzędniczki, to chowacie głowę w piasek. Krzyczenie i szarpnięcie dziecka wybiegającego na ulicę to dla was zbrodnia, ale za aborcję to jeszcze przyklaśniecie. To jest wasza 'obrona’ kobiet i dzieci” – podkreśliła.

Następnie przypomniała, że gdy wybuchła „afera pedofilska w strukturach KO, a działaczka Koalicji Obywatelskiej razem z partnerem przez 12 lat znęcali się i gwałciła swoje dziecko, to żadna nie pisnęła nawet słowem”.

„Gdy prokuratura Żurka przez wiele miesięcy nie dawała aktu oskarżenia dla Wenezuelczyka, który w Toruniu brutalnie napadł i zabił 24-letnią Klaudię, to ani jeden piorun się nie pojawił. Gdy telewizja TVN24, którą trudno uznać za prawicową, opublikowała materiał, że rzeczniczka Horna-Cieślak znęca się psychicznie nad 20 pracownikami instytucji, to też próżno było was szukać” – wyliczała [pisownia oryg. – red. nczas].

„Tutaj oburzenia i telefonów do sędziów, czy prokuratorów jakoś nie było. Tylko wyciszanie spraw, zamiatanie ich pod dywan i udawanie, że wszystko w porządku. Co do cholery jest z wami nie tak?” – zapytała Ewa Zajączkowska-Hernik.

„Po dorwaniu się do władzy jedyne co macie do zaoferowania to worek ziemniaków dla mieszkańców DPS-u. Gdy widzę co wyprawiacie, to wiem, że jestem po właściwej stronie. Nie jesteście żadnymi reprezentantkami kobiet!” – podsumowała Zajączkowska-Hernik.

Wewnątrz izraelskiej fabryki agentów: Jak Mossad kultywuje zdradę

Wewnątrz izraelskiej fabryki agentów: Jak Mossad kultywuje zdradę

Izraelski wywiad rekrutuje agentów za pomocą pieniędzy, ideologii, przymusu i wieloletniego, skrupulatnego przygotowania – tylko po to, by pozbyć się swoich agentów, gdy tylko przestają być użyteczni.

Korespondent Cradle 4 września 2026 r. thecradle-co/inside-israels-agent-factory-how-mossad-cultivates-betrayal

Źródło zdjęcia: The Cradle

Izraelska społeczność wywiadowcza jest ściśle związana z zaawansowaną technologią, tajnymi agencjami i rywalizacją, która nasiliła się po operacji „Potop Al-Aksa”. Jednak za tym aparatem rekrutacja agentów pozostaje cierpliwym, ludzkim przedsięwzięciem, opartym na wrażliwości, dostępie i zależności od izraelskiego przełożonego.

W początkowych latach działalności izraelski wywiad w dużej mierze polegał na agentach żydowskich, zarówno w przypadku rutynowych, jak i delikatnych misji. Wraz z rozszerzaniem się zasięgu na wrogie środowiska, coraz więcej zadań związanych ze zbieraniem informacji powierzano zwerbowanym agentom w społeczeństwach arabskich i palestyńskich, podczas gdy agenci żydowscy nadal zapewniali wsparcie logistyczne i operacyjne za granicą.

Późniejsza ekspansja technologiczna zmieniła równowagę, gdyż Izrael zainwestował znaczne środki w cyberbezpieczeństwo, wywiad radiowy, sztuczną inteligencję (AI) i zaawansowany nadzór.

Daniel Gold , szef Dyrekcji Badań i Rozwoju Obrony w Ministerstwie Obrony Izraela i jeden z architektów operacji Żelazna Kopuła, uosabia ten zwrot technologiczny. Jednak niepowodzenia związane z operacją „Potop Al-Aksa” ponownie zwróciły uwagę na  zależność Izraela od technologii i erozję ludzkiego wywiadu w Strefie Gazy.

Posiadanie źródła to jednak tylko jeden z elementów pracy wywiadowczej.  Informacje muszą dotrzeć do właściwych urzędników i zostać ocenione poza założeniami, które już kształtują ich osąd. Zarówno w  1973, jak i w 2023 roku Izrael otrzymał ostrzeżenia, ale nie zinterpretował ich na czas ani nie zareagował na nie.

Były izraelski doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Yaakov Amidror porusza ten sam problem w swojej hebrajskojęzycznej książce „Wywiad: Teoria i praktyka”. Jak pisze, trudności w rozwijaniu możliwości gromadzenia informacji przez ludzi skłoniły służby do przejścia na rozwiązania elektroniczne i technologiczne, ale ostatecznie zdano sobie sprawę, że nowoczesne systemy nie są w stanie zrekompensować braku ludzkich źródeł informacji.

Amidror spędził 36 lat w izraelskiej armii, pełniąc funkcję szefa Departamentu Badań Wywiadu Wojskowego, szefa wywiadu Dowództwa Północnego, dowódcy uczelni wojskowych i sekretarza wojskowego ministra obrony. Później przewodniczył Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Izraela. Jego relacja dzieli rekrutację agentów na trzy główne metody:

1. Wysłanie agenta z kraju macierzystego

Agent wysłany z kraju macierzystego może zostać przeszkolony i poinstruowany przed wyjazdem. Jego lojalność jest uznawana za bardziej wiarygodną, ​​a przełożeni mogą ocenić informacje po jego powrocie bez obawy, że zawyży je dla pieniędzy lub ochrony osobistej.

Jego słabością jest właśnie to, że pochodzi z zewnątrz. Musi budować wiarygodną tożsamość, unikać zwracania na siebie uwagi i zachowywać odpowiedni dystans od lokalnej społeczności, aby chronić swoją przykrywkę. Te ograniczenia często sprawiają, że relacjonuje to, co widzi lub słyszy, zamiast zdobywać oryginalne dokumenty, dowody rzeczowe lub dostęp do najbliższego otoczenia ofiary.

2. Rekrutacja agenta w kraju docelowym

Lokalny rekrut jest już częścią penetrowanego środowiska społecznego. Jeśli zostanie przydzielony do sił zbrojnych, służb bezpieczeństwa, rządu, biznesu lub organizacji ruchu oporu, może wejść do newralgicznych miejsc, nie wydając się nie na miejscu. Jego opiekun może wskazać mu konkretne biura, osoby lub obiekty, umożliwiając mu zdobycie map, fotografii, akt i innych oryginalnych materiałów.

Jednak w przypadku agencji rekrutacyjnej lojalność lokalnego agenta pozostaje wątpliwa. Może on podkoloryzować raporty, aby udowodnić swoją wartość lub zwiększyć wynagrodzenie. Nie może łatwo zmienić domu, zawodu ani planu dnia na prośbę swojego opiekuna bez wzbudzania podejrzeń, przez co jest użyteczny, ale ograniczony.

Amidror uważa, że ​​przekonania ideologiczne lub religijne są najsilniejszą podstawą rekrutacji agenta w kraju docelowym. Literatura izraelska celebruje osiągnięcia Mossadu w państwach arabskich i penetrację organizacji palestyńskich przez Szin Bet, ale jednocześnie przyznaje, że wymaga to wysiłku. Opiekun musi opanować język i kulturę rekruta, zrozumieć jego presję i ambicje oraz poświęcić czas potrzebny na przekształcenie podatności w zależność.

3. Budowanie lokalnej tożsamości dla przeszkolonego agenta

Trzecia metoda polega na wysłaniu wyszkolonego agenta do kraju docelowego pod sfabrykowaną lokalną tożsamością. Teoretycznie łączy to dyscyplinę oficera z kraju pochodzenia z dostępem rodzimego rekruta. Historia izraelskiego wywiadu pokazuje, że takie głęboko tajne operacje mogą przynieść wyjątkowe rezultaty.

Ujawnienie niesie ze sobą wyższą cenę. Jeśli próba wydobycia się nie powiedzie, agent może zostać stracony, zatrzymany w celu wymiany, a nawet może zostać pozbawiony prawa do wydania ciała. Najsłynniejszym przykładem w Izraelu jest  Eli Cohen , agent Mossadu, który zinfiltrował syryjską elitę polityczną i wojskową przed aresztowaniem i egzekucją w Damaszku w 1965 roku.

Kontakt bez odcisków palców

Doktryna izraelska rozróżnia również metody kontaktu. Niektórzy agenci pozostają na miejscu i przekazują informacje za pomocą kodów, ukrytej komunikacji, kanałów pocztowych lub okresowych spotkań z osobą kontaktową w tym samym kraju. Każdy kontakt ma sprawiać wrażenie zwyczajnego, ale powtarzalność tworzy wzorce, które kontrwywiad może wykryć.

Agenci o wysokiej wartości mogą zostać przewiezieni do Izraela przez kilka innych krajów, aby ukryć cel swojej podróży. Po dotarciu na miejsce mogą zostać poddani badaniom wariograficznym, intensywnemu przesłuchaniu, szkoleniu zawodowemu i dalszym działaniom mającym na celu pogłębienie ich zaangażowania.

Kanały alarmowe są utrzymywane dla informacji, które nie mogą czekać. Wiele sieci zostaje jednak odkrytych przez słabą komunikację, ponowne wykorzystanie metod, duplikację kontaktów, błędy logistyczne lub przypadek. Technika może być cierpliwa, ale pozostaje podatna na rutynowe błędy ludzkie.

Sama częstotliwość zależy od wartości i wrażliwości źródła. Agent niskiego szczebla może przesyłać ograniczone obserwacje kanałem pośrednim, podczas gdy źródło przekazujące pilne informacje wojskowe może otrzymać polecenie przerwania rutyny i skorzystania z linii alarmowej. Każdy wyjątek chroni informacje kosztem narażenia kolejnego fragmentu sieci.

Hierarchia zdrady

Literatura izraelska klasyfikuje agentów zarówno pod względem dostępu, jak i funkcji. Dobrze umiejscowiony agent zajmuje wrażliwe stanowisko i pomaga służbom rekrutacyjnym zrozumieć, udaremnić lub uprzedzić plany przeciwnika. Mobilny agent nie ma takiego dostępu, ale może zostać przeniesiony lub przydzielony mu do obserwacji niedawnego wydarzenia.

„Agent badawczy” może podszywać się pod kupca, podróżnika lub profesjonalistę i zbierać informacje wojskowe, informacje o przemieszczaniu broni, rozmieszczeniu personelu lub ocenach morale. Takie działania mogą nie być wystarczające do przeprowadzenia strategicznej penetracji, ale mogą być cenne w przygotowaniu operacji, mapowaniu sieci lub wspieraniu kampanii wojskowej.

„Insider” opiera się na rozległej sieci relacji. Może nigdy nie mieć do czynienia z najbardziej wrażliwymi materiałami osobiście, ale potrafi dotrzeć do osób, które to robią, gromadzić dokumenty pośrednio i zmieniać branżę, gdy zmieniają się priorytety jego przełożonego. Jego wartość tkwi w sieci kontaktów, która go otacza, w równym stopniu, co w jego formalnym stanowisku.

Kategorie te nie są ani stałe, ani wzajemnie się nie wykluczają. Trader, który zaczyna od obserwacji ruchów, może stać się pośrednikiem w dostępie do bardziej wartościowego źródła; pracownik z ograniczonym dostępem może zostać zachęcony do ubiegania się o awans lub przeniesienie. Rekrutacja jest zatem kontynuowana po zawarciu pierwszej umowy, a pośrednicy wielokrotnie próbują zbliżyć agenta do informacji, których potrzebuje.

Głosowanie

Co daje izraelskiemu wywiadowi największą przewagę w rekrutacji agentów?18,18%Długoterminowa uprawa i pokrycie komercyjne50%Presja finansowa i osobista wrażliwość13,64%Motywy ideologiczne lub religijne18,18%Przymus i groźba ujawnienia

22 głosy, wygasły

Dekada poświęcona na pielęgnację okładki

Operacja  tureckiego kontrwywiadu, ogłoszona w lutym 2026 roku, ujawniła, ile lat Izrael może poświęcić na hodowanie agenta. Władze tureckie zarzucają Mehmetowi Budakowi Deryi i Veyselowi Kerimoglu, że przez ponad dekadę dostarczali Mosadowi informacji. Derya, inżynier górnictwa, który zajął się handlem marmurem, miał spotykać się z izraelskimi handlarzami w kilku krajach europejskich pod zmieniającymi się kryptonimami.

Według tureckich doniesień, para wykorzystywała działalność komercyjną do budowania więzi w regionie, gromadzenia informacji o Palestyńczykach krytykujących Izrael oraz handlu częściami do dronów. Legalna działalność może zapewnić podróże, pieniądze, kontakty i pretekst do zbliżania się do celów, jednocześnie ukrywając stojącą za tym operację wywiadowczą.

Ochrona komercyjna również może stać się obciążeniem. Agent może sprawiać wrażenie zamożnego, podczas gdy jego biznes, podróże i kapitał pozostają związane z usługą, która go prowadzi. Lata praktyki mogą przynieść wpływy i dostęp, ale także związać rekruta z życiem, które może się zawalić, gdy jego opiekunowie wycofają swoją ochronę.

Służba może poprawić sytuację finansową rekruta, stworzyć wiarygodną fasadę biznesową i czekać na wzrost jego pozycji społecznej. To, co wydaje się zwykłym awansem zawodowym, może zatem kryć w sobie operację wywiadowczą, przygotowywaną latami.

Zawód wydaje swoje aktywa

Izraelski wywiad może inwestować znaczne środki i czas w agenta, dopóki pozostaje on użyteczny. Takie traktowanie rzadko przetrwa utratę dostępu lub wartości operacyjnej. Dla jego przełożonych, współpracownik pozostaje zbędnym atutem wywiadowczym.

Zdarzały się wyjątki. W ramach  operacji „Diament” iracki pilot Munir Redfa poleciał MiG-21 do Izraela 16 sierpnia 1966 roku, po tym jak Mossad zorganizował ewakuację członków jego rodziny. Izrael pozyskał jeden z najnowocześniejszych samolotów Związku Radzieckiego, zbadał go, a następnie udostępnił Stanom Zjednoczonym. Samolotowi nadano następnie numer 007.

Takie traktowanie zazwyczaj wynika z wartości lub niebezpieczeństwa misji i może stanowić element samej umowy rekrutacyjnej. Agentom wykonującym wyjątkowo ważne zadania lub przechodzącym na judaizm można również zapewnić lepsze wynagrodzenie i ochronę. Tajemnica otaczająca te sprawy uniemożliwia ustalenie wiarygodnego odsetka.

Redfa otrzymał wyjątkową ochronę, ponieważ Izrael chciał, aby samolot pozostał nienaruszony i potrzebował jego współpracy. Przeprowadzka jego rodziny była częścią umowy. Lepsze traktowanie może również dotyczyć agentów podejmujących się wyjątkowo ważnych lub niebezpiecznych misji, ale niewielu z nich pozostaje tak cennych po zakończeniu pracy.

Szersza historia jest bardziej brutalna. Kiedy Izrael wycofał się z południowego Libanu w maju 2000 roku, jego zastępcza Armia Południowego Libanu (SLA) upadła, a tysiące jej członków i krewnych  przekroczyło granicę pośród scen paniki.

Były dowódca  Antoine Lahad oskarżył później Izrael o porzucenie sił, które sam uzbroił, sfinansował i wyszkolił. Ich doświadczenie pozostaje jednym z najwyraźniejszych ostrzeżeń dla tych, którzy stawiają swój los na szali obietnic okupacyjnych.

Palestyńscy kolaboranci, którzy uciekli do Izraela, również stanęli w obliczu przesiedleń, izolacji oraz niepewnej sytuacji prawnej i ekonomicznej. Ten sam schemat dotyczy obecnie  wspieranych przez Izrael grup zbrojnych w Strefie Gazy , których użyteczność zależy od bieżących potrzeb militarnych okupanta, a nie od jakichkolwiek trwałych zobowiązań wobec rekrutowanych przez niego ludzi.

Agent, który próbuje odejść, może odkryć, że przejście na emeryturę nie wchodzi w grę. Jego przełożony może grozić, że go wyda, zażądać dalszej pracy lub naciskać na niego, by zrekrutował bardziej wartościowego następcę. Każda płatność, spotkanie i zadanie stają się kolejnym narzędziem kontroli.

Pomimo technologicznego potencjału Izraela, jego operacje wywiadowcze wciąż opierają się na werbowaniu pacjentów, pieniądzach, ideologii, przymusie i osobistej wrażliwości. Gdy agent wyczerpie swoją użyteczność, okupacja ma niewielką motywację, by go chronić.

Mossad – fabryka agentów

Mossad – fabryka agentów

24. września 2026 Marek Wojcik world-scam/mossad-fabryka-agentow

Masowe opuszczanie sali przez delegatów Zgromadzenia Ogólnego ONZ, gdy izraelski premier Benjamin Netanjahu wkracza na mównicę.

Nastał światowy trend krytyki ludobójczej polityki Izraela. Zjawisko godne pochwały. Nasuwa się jednak pytanie: dlaczego trzeba było czekać tyle lat? Dlaczego chowano pod dywan liczne morderstwa ludności cywilnej w Palestynie? Przecież zdecydowana większość tych samych polityków, którzy teraz demonstracyjnie opuszcza salę, jeszcze nie tak dawno biła brawa na stojąco dla tej samej kreatury premiera Izraela – hańby dzisiejszego świata. Również ci delegaci z entuzjazmem wspierali przygotowaną także przez izraelskich globalistów Agendę 2030.

Moralność ma z polityką tyle wspólnego co mainstreamowi dziennikarze z faktami. Gdy są wygodne, to je wykorzystują.

W początkowych latach działalności izraelski wywiad w dużej mierze polegał na agentach żydowskich, zarówno w przypadku rutynowych, jak i delikatnych misji. Wraz z rozszerzaniem się zasięgu na wrogie środowiska, coraz więcej zadań związanych ze zbieraniem informacji powierzano zwerbowanym agentom w społeczeństwach arabskich i palestyńskich, podczas gdy agenci żydowscy nadal zapewniali wsparcie logistyczne i operacyjne za granicą.

Możecie się więcej dowiedzieć o metodach działania Mossadu z artykułu opublikowanego 4 września na thecradle.co: Wewnątrz izraelskiej fabryki agentów: Jak Mossad kultywuje zdradę. Źródło.

Terroryści jedynie się tak bronią, zarzucając terroryzm swoim ofiarom.
Odwrócony, okrutny świat: zaprzeczanie lub ignorowanie ludobójstwa w Strefie Gazy jest dziś przepustką do „osi dobra”.
Źródło: Telegram 18.09.2026 r. 23:16.

Mossad odegrał ważną rolę w przygotowaniu i realizacji powstania w Gazie w październiku 2023 r. Dlaczego? Z tego samego powodu, dla którego CIA poświęciła blisko 3 tysiące Amerykanów na Manhattanie 11 września 2001 r. Potrzebny był pretekst do wojny z terrorem. Tak, to właśnie terrorysta używa takiego pretekstu, by przekonać opinię publiczną o słuszności walki z terroryzmem, który jest podstawowym programem działań rządu państwa okupującego Palestynę.

Ben Gwir – kandydat na premiera w październikowych wyborach do Knesetu.

To nawoływanie do zbrodni i jego realizacja jest końcowym efektem drogi do Wielkiego Izraela:

  • 1943 r. Żydzi przybywają do Palestyny – początki kolonizacji. Przybyli;
  • 1948 poproś Anglików, żeby pomogli ci założyć na nieswojej ziemi państwo Izrael. Pomogli;
  • 1948 r. wojna izraelsko-arabska. Pozwól uchodźcom palestyńskim osiedlić się w Strefie Gazy. Pozwolili;
  • Załóż sojusz z najsilniejszym państwem świata, obiecując wieczny wpływ USA na Bliski Wschód. Założyli;
  • Zdobądź broń atomową i nie przyznawaj się do jej posiadania. Zdobyli;
  • 1967 r. po wojnie sześciodniowej przejmij kontrolę w Strefie Gazy. Przejęli;
  • 1967 r. Rozpocznij budowę pierwszych oficjalnych osiedli żydowskich na Wzgórza Golan oraz półwyspie Synaj. Rozpoczęli;
  • 1967 r. Wprowadź dyskryminację rasową. Inne prawa przysługują izraelskim osadnikom, a inne (prawo wojskowe) ludności palestyńskiej. Wprowadzili;
  • 10 grudnia 1987 r. Załóż przy współudziale Mossadu Hamas dla przeciwwagi wobec PLO (Organizacja Wyzwolenia Palestyna Jassera Arafata). Założyli;
  • Dbaj o pomoc finansową dla Hamasu. Dbali;
  • Wrzesień 2024 r. Podaruj przeciwnikom Izraela, wykorzystując agentów Mossadu, pagery, które potem wysadzisz w powietrze. Podarowali;
  • Zbuduj haki na światowych polityków i przekup resztę. Tak powstał AIPAC i wyspa Epsteina;
  • 28 lutego 2026 r. Wykorzystaj te haki, by stworzyć koalicję wojenną przeciwko Iranowi.

W ten sposób nieświadomie Izrael zapoczątkował drogę własnego upadku. Upadku Izraela jako państwa terrorystycznego. Ważnym wspólnikiem tych działań był właśnie Mossad – izraelski wywiad. Organizacja wykorzystująca naiwnych, pazernych na łatwe pieniądze agentów, których zostawia własnemu losowi, kiedy są zbyt kłopotliwi lub niepotrzebni. Organizacja, którą podejrzewa się o zamach na prezydenta Johna Kennedy’ego, na WTC, Charliego Kirka i nawet o nieudane próby zamachu na Trumpa.

Tak wygląda terrorysta.
Źródło.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Terroryści szkolą terrorystów i nazywają nas terrorystami

Terroryści szkolą terrorystów i nazywają nas terrorystami

24.09.2026 wolnemedia/terrorysci-szkola-terrorystow-i-nazywaja-nas-terrorystami

Prezydent Iranu Masoud Pezeshkian – dzień po tym, jak Donald Trump z tej samej mównicy nazwał Iran głównym sponsorem terroryzmu i zagroził „unicestwieniem” Islamskiej Republiki, jeśli nie dojdzie do porozumienia – wygłosił w środę na forum 81. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ jedno z najbardziej wyczekiwanych przemówień tegorocznej debaty generalnej.

Pezeshkian przemawiał jako pierwszy w historii ONZ przywódca kraju będącego w stanie wojny z gospodarzem siedziby organizacji – Stanami Zjednoczonymi. Konflikt trwa od lutego 2026 r. Amerykańska delegacja opuściła salę na początku wystąpienia, a delegacja Izraela je zbojkotowała.

Prezydent Iranu trzymał w ręku zdjęcia: portret zamordowanego na początku wojny ajatollaha Alego Chameneiego oraz fotografie dzieci zabitych w ataku na szkołę w Minab. „Zbombardowali i zabili te dzieci bronią dostarczoną przez Amerykę i Izrael. Nie były niczego winne. Nie popełniły żadnego przestępstwa” – powiedział.

Rdzeniem wystąpienia była ostra riposta na oskarżenia o terroryzm. „Ci, którzy są terrorystami i szkolą terrorystów, mówią nam, że my jesteśmy terrorystami” – stwierdził Pezeshkian. „Przez dwieście lat Iran nie zaatakował żadnego kraju. Przez dwieście lat zawsze się broniliśmy”. Dodał, że Iran został zaatakowany, gdy siedział przy stole negocjacyjnym. „W Gazie zamordowali ponad osiemdziesiąt tysięcy niewinnych ludzi. Potem mówią, że to inni są terrorystami, że to oni powodują niestabilność – czy to my powodujemy niestabilność? Kogo chcą zniszczyć, tego nazywają terrorystą”.

Palestyna, według irańskiego prezydenta, „pozostaje raną na ciele sumienia społeczności międzynarodowej”, a Gaza – „symbolem porażki mechanizmów międzynarodowych w zapobieganiu cierpieniu cywilów”. „Izrael morduje tysiące ludzi w Gazie co tydzień. A Iran został zbombardowany, gdy siedział przy stole negocjacyjnym. Tymczasem Izrael otrzymuje miliardy dolarów darmowej broni jako nagrodę i ma licencję na bombardowanie dowolnej stolicy, jakiej zapragnie”.

Szczególnie ostro Pezeshkian uderzył w to, co nazwał hipokryzją Zachodu w sprawie broni jądrowej. „Bomby atomowe są w Izraelu, a inspektorzy – w Iranie. Izrael zabija, a Iran jest objęty sankcjami. To tragedia, która każdego, komu się o tym opowie, doprowadzi do śmiechu”. Iran – powtórzył – nie chce broni jądrowej, ale nie zamierza rezygnować z pokojowej technologii nuklearnej. „Nie ugniemy karku i nie oddamy prawa, które jest nam przyrodzone. Mówimy jasno: żadnej broni jądrowej i żadnych ograniczeń dla pokojowej technologii jądrowej”. Pezeshkian odrzucił język siły, ale jednocześnie ogłosił, że Iran wyciągnął wnioski z ostatnich miesięcy. „Nie wolno budować świata, w którym siła militarna zastępuje legitymację, sankcje zastępują dyplomację, terror zastępuje politykę, a wojna zastępuje dialog”. I dodał: „Znaleźliśmy naszą odpowiedź. Potrzebujemy siły. Bo naród, który nie potrafi się bronić, w tym świecie miażdżą”.

Zwracając się bezpośrednio do Trumpa, powiedział: „Pan Trump i ci, którzy próbują nas zastraszać, muszą zrozumieć, że jesteśmy gotowi na dialog, dyplomację i negocjacje, ale nie przyjmujemy języka siły. Naród irański wobec siły nie pochyli głowy i sprawi, że agresorzy tego pożałują”. „Tak, uderzyli nas. Ale nie ugięliśmy kolan. Nie pochyliliśmy głowy”.

Wystąpienie Pezeshkiana było jednocześnie gestem oporu i ostrożnym otwarciem drzwi. Iran – podkreślał – nie prosi nikogo o zgodę na obronę własnego kraju, a jednocześnie deklaruje gotowość do rozmów, o ile nie będą one prowadzone pod groźbą zniszczenia.

Podczas przemówienia protest dyplomatyczny ograniczył się zasadniczo do dwóch delegacji. Relacje są zgodne co do tego, że w momencie wystąpienia w loży USA siedział tylko jeden dyplomata, który wstał i wyszedł we wczesnej części mowy, gdy Pezeshkian oskarżył USA o terroryzm i pokazywał zdjęcia zabitych dzieci. Było to lustrzane odbicie sytuacji z wtorku: podczas wystąpienia Donalda Trumpa miejsca delegacji Iranu były niemal puste.

Z kolei delegacja izraelska zbojkotowała przemówienie i nie była obecna na sali. Nie doszło natomiast do masowego wyjścia kilkudziesięciu krajów, jak bywało przy niektórych historycznych wystąpieniach irańskich przywódców – relacje nie wskazują, by oprócz USA i Izraela inne delegacje demonstracyjnie opuszczały salę z powodu Pezeshkiana.

Autorstwo: Andrzej Kumor
Źródło: Goniec.net