Stanisław Michalkiewicz, „Goniec” (Toronto) • 9 marca 2025 michalkiewicz
Świat nie może ochłonąć z wrażenia po awanturze w Białym Domu, z udziałem prezydenta Trumpa, wiceprezydenta Vance’ a i ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, któremu, po uwagach prezydenta Trumpa o „dyktatorze” i prezydenta Putina o potrzebie przeprowadzenia na Ukrainie wyborów przed ewentualnym zawieszeniem broni, Najwyższy Sowiet w Kijowie konwalidował status prezydencki. Przebieg awantury jest znany, więc nie ma co go tu opisywać, natomiast warto rozebrać sobie z uwagą, dlaczego właściwie do awantury doszło.
Punktem wyjścia do tej analizy jest odpowiedź na pytanie, jakim państwem jest Ukraina. Otóż jest to oligarchia oligarchów. Oligarchowie są też i w Rosji, ale tam, to Putin decyduje, kto może zostać oligarchą, podczas gdy na Ukrainie, to oligarchowie decydują, kto może zostać prezydentem. Toteż trudno się dziwić, że właśnie oni, którzy eksploatują Ukrainę bez oglądania się na tamtejsze, plebejskie mięso armatnie, nie mogli być zadowoleni z tego, że rękę na ukraińskich zasobach chce położyć amerykański prezydent. Dlatego prezydent Zełeński już dwa razy kiwnął prezydenta Trumpa w tej sprawie – ale tym razem miał podpisać warunki bezwarunkowej kapitulacji Ukrainy przez Stanami Zjednoczonymi.
Podobno tuż przed spotkaniem w Białym Domu odebrał pilny telefon z Kijowa. Z kim rozmawiał, co usłyszał – tego oczywiście nie wiem, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby usłyszał coś takiego: nie podpisuj, frędzlu, tej umowy, bo urżniemy ci łeb. Toteż nie miał innego wyjścia, jak odegrać przed prezydentem Trumpem skecz pod tytułem „sługa narodu”. Myślę, że prezydent Trump tego się nie spodziewał, bo w przeciwnym razie nie urządzałby rozmowy przed kamerami, w obecności tłumu dziennikarzy. I dopiero gdy „sługa narodu” uraczył go mocarstwowymi deklaracjami i ostrzeżeniami, że nic Ameryce nie pomoże nawet Ocean Atlantycki, zorientował się, co tu prezydent Zełeński odstawia i zaczął sprowadzać go na ziemię, uświadamiając, że bez Ameryki nie ma żadnych atutów i może wyjść z tego spotkania z fiutem w garści, z którego będzie oddawał gniewne strzały bez prochu w stronę Putina. I tak się właśnie stało, a w dodatku, kiedy już kamery wyłączono, a delegacja ukraińska znalazła się w pokoju obok, po dwóch minutach przyszła pani, która oznajmiła, iż prezydent Trump prosi, by Ukraińcy „jak najszybciej” opuścili Biały Dom.
Najwyraźniej prezydent Zełeński początkowo nie zdawał sobie sprawy, co nabroił, bo w wywiadzie dla jakiejś stacji telewizyjnej powiedział, że przecież „nie zrobił nic złego” – ale zanim jeszcze doleciał do Londynu na europejskie szczytowanie, mimo trwającego nadal zaczadzenia własną propagandą, zaczęło do niego to i owo docierać. A co do szczytu europejskiego w Londynie, to warto zwrócić uwagę, że jego organizatorem był premier Wielkiej Brytanii, która przecież do Unii Europejskiej już nie należy.
Tymczasem tymczasowy europejski „prezydent” czyli obywatel Tusk Donald był tam tylko jednym z zaproszonych i to wcale nie najważniejszych gości – bo ważniejszy był oczywiście prezydent Macron, Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen i turecki prezydent Erdogan. Jak było do przewidzenia, również londyńskie szczytowanie zakończyło się na niczym, jeśli nie liczyć pożyczki w kwocie 2,6 mld euro dla Ukrainy.
Warto dodać, że ani Zjednoczone Królestwo, ani Unia nie pożyczają Ukrainie pieniędzy własnych, tylko dochody z odsetek od zamrożonych w Europie rosyjskich aktywów.
Co tu gadać, to tylko polskie władze były takie głupie, że 2 grudnia 2016 roku podpisały z Ukrainą umowę iż „nieodpłatnie” będą udostępniać jej zasoby całego państwa.
Poza tym uczestnicy szczytu nawet nie musieli prezydentowi Zełeńskiemu kupować w prezencie szklanego nocnika, żeby zobaczył, co narobił, tylko życzliwie mu poradzili, żeby poszedł do Canossy, bo bez Ameryki – ręka, noga, mózg na ścianie! Periculum in mora tym bardziej, że już następnego dnia po awanturze pojawiły się w mediach informacje, że USA „wstrzymuje” pomoc wojskową dla Ukrainy, a dwa dni później – że Pentagon wstrzymał cybernetyczne operacje przeciwko Rosji. Czy prezydent Trump pozwoli prezydentowi Zełeńskiemu, żeby go kiwnął w tej samej sprawie trzeci raz – nie mam pojęcia. Ja bym go już do Białego Domu nie zapraszał, tylko wysłał mu umowę i to znacznie surowszą, do Kijowa, żeby ją podpisał bez skreśleń i dopisków i odesłał – bo jak nie – no to niech się buja z Putinem na własną rękę. USA bez samostijnej Ukrainy jakoś sobie poradzą, natomiast samostijna Ukraina bez Ameryki – już niekoniecznie.
Na tle tej awantury jeszcze raz się potwierdziło, że Niemcy są państwem poważnym. Zaledwie w odstępie dwóch dni pojawiły się tam głosy o potrzebie rozciągnięcia francuskiego parasola nuklearnego nad Niemcami. Najwyraźniej w Berlinie zwietrzono okazję do utworzenia europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO, które bez USA chyba by nie przetrwało – no i do położenia wreszcie niemieckiego palca na francuskim atomowym cynglu. Dopiero na tym tle możemy ocenić beznadziejność deklaracji obywatela Tuska Donalda, podobnie jak innych Umiłowanych Przywódców, że będą stać za Ukrainą „aż do końca”.
No dobrze – a jak już nadejdzie ów koniec? Co dalej? O „sprawiedliwym pokoju” można bredzić, ile dusza zapragnie – czy jednak którekolwiek państwo europejskie jest gotowe włączyć się do wojny o ten „sprawiedliwy pokój”? Obawiam się, że takiego państwa nie ma – może z wyjątkiem naszego nieszczęśliwego kraju, którego Pan Bóg najwyraźniej doświadcza, stawiając na jego czele coraz głupsze ekipy. I to w momencie, gdy na naszych oczach będzie się tworzył nowy, polityczny porządek w Europie! Jakie karty dostanie Polska w tym nowym rozdaniu? Czy jakieś atuty, czy tylko same blotki?
Na razie Umiłowani Przywódcy nawet się nad tym nie zastanawiają, bo nie wiedzą nawet, co myślą, jako że ani z Ameryki, ani z Berlina nie padły żadne nowe rozkazy. Toteż nie tylko Umiłowani Przywódcy, ale za nimi, jak za panią matką – również funkcjonariusze Propaganda Abteilung, stają w coraz większym rozkroku – między Ameryką, a Ukrainą i „Europą”. W coraz większym – bo między IV Rzeszą, która właśnie stoi w obliczu możliwości dochrapania się własnej armii i położenia niemieckiego palca na francuskim atomowym cynglu, a Ameryką – rozziew nie tylko staje się coraz większy – ale w dodatku pośrodku rozciąga się Ocean Atlantycki. Jeśli zatem ktoś będzie trwał w tym rozkroku zbyt długo, to ryzykuje, że umoczy sobie w Atlantyku tyłek, a kto wie – może nawet się utopi.
Szczególnie rozdarte serce w tej sytuacji musi mieć pan prezydent Andrzej Duda, któremu chyba już nic nie pomoże – chyba, żeby w ramach tasowania europejskich kart, zrealizowało się jego marzenie, któremu dał wyraz przed dwoma laty w przemówieniu z okazji 3 maja – żeby Polska zawarła z Ukrainą „unię”. Ponieważ każda myśl, raz rzucona w powietrze, prędzej, czy później znajdzie swego amatora, to jeśli z uwagi na bezczynność pana prezydenta Dudy, w marcu nie nastąpi przesilenie rządowe w naszym kraju, to prezydent Trump może zniechęcić się do politykowania również z Polską, machnie ręką i pozwoli Niemcom, zrealizować swoje marzenia o niemieckich „Indiach” w Europie Wschodniej – o których w „Rozmowach przy stole” tak pięknie mówił wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Czy reszta świata ma prawo do pieniędzy i bezpieczeństwa USA? To pytanie, które nigdy nie jest zadawane, gdy media establishmentu wściekają się na sprzeciw Donalda Trumpa wobec utrzymania status quo na Ukrainie. Rozważmy przez chwilę sytuację z perspektywy przyjaciół (sojuszników).
Wyobraź sobie bogatego mężczyznę, do którego przyjaciele często zwracają się z prośbą o pożyczkę, której ci przyjaciele rzadko spłacają. On udziela jej z hojności, ale zaczyna podejrzewać, że jego przyjaciele są zainteresowani tylko jego portfelem. Więc ogłasza, że próbuje uporządkować swoje finanse i nie będzie pożyczał żadnych pieniędzy przez następne 90 dni.
Czy jego przyjaciele reagują ze zrozumieniem? Nie. Nazywają go przestępcą i płaczą bez końca, że ich rodziny będą głodować, a świat się rozpadnie, jeśli nie będzie dalej napełniał ich bezdennych gardeł gotówką. Sugerują nawet, że zasługuje na zemstę za to, że ośmielił się prosić ich o utrzymanie.
Mając takich przyjaciół, kto potrzebuje wrogów?
To była podstawowa dynamika między amerykańskim podatnikiem a resztą zachodniego świata przez wiele dekad. Poziom zależności, jaki Europa miała od Ameryki, jest oszałamiający. Ilość funduszy, która przepływa przez Atlantyk każdego roku, aby zapewnić „sojusznikom” dobre wyżywienie i ochronę, jest ogromna. Większość populacji nie zdaje sobie nawet sprawy, jak nierównoważna jest relacja między Ameryką a resztą świata. Aby to zobrazować, spójrzmy na jeden aspekt relacji USA kontra Europa: wydatki na obronę.
Na długo przed pokazem sztucznych ogni w Białym Domu między ekipą Trumpa a prezydentem Ukrainy Władimirem Zełenskim europejskie rządy coraz częściej dyskutowały o możliwości „armii UE” i NATO bez udziału USA. Brytyjscy urzędnicy wraz z tymi z Niemiec i Francji bawili się koncepcją wojsk lądowych na Ukrainie, co bez wątpienia przyspieszyłoby III wojnę światową z Rosją.
Przywódcy polityczni i zwolennicy mediów zalewają media społecznościowe, aby okazać poparcie dla Zełenskiego jako nowego zbawcy UE, a wielu zasugerowało, że Europa może łatwo wypełnić pustkę, którą pozostawiły Stany Zjednoczone. To niebezpieczne złudzenie.
Na przykład USA stanowią około 70% całości rocznych łącznych wydatków obronnych krajów NATO. Żaden inny kraj nie zbliża się do tego.
W latach 2023-2024 wydatki te wyniosły ponad 860 miliardów dolarów . Najbliższym członkiem NATO pod względem budżetu sojuszu są Niemcy z 68 miliardami dolarów. Finansowanie NATO jest uwzględnione w całkowitym pakiecie wydatków na obronę Ameryki.
Według indeksu wydatków na obronę RAND Corporation, USA ponoszą 47% ciężaru , znacznie przewyższając każdego innego członka NATO. Podczas gdy oficjalny budżet NATO wynosi 3,5 miliarda dolarów, nie odzwierciedla to ciężaru, jaki NATO poniesie, jeśli pójdzie na wojnę. Od członków z największymi armiami i wydających najwięcej na obronę oczekuje się, że wydadzą najwięcej zasobów w konflikcie.
Media stale błędnie przedstawiają nierównowagę wydatków NATO, porównując opłaty NATO jako procent PKB. To bzdura. Liczy się sama kwota wydatków na obronę, a nie stosunek do PKB. Gdy rozpatruje się to w prawdziwych kategoriach, nie ma argumentu – Stany Zjednoczone są zasadniczo dojną krową wojskową dla całego zachodniego świata. Bez Stanów Zjednoczonych nie ma NATO.
Jeśli chodzi o Ukrainę, sytuacja jest bardziej mętna, ale wnioski są takie same; oczekuje się, że USA poniosą ciężar. Pomoc USA dla Ukrainy do tej pory waha się od 120 do 180 miliardów dolarów, w zależności od źródła. Zełenski twierdzi, że 100 miliardów dolarów z tych pieniędzy „nigdy nie dotarło na Ukrainę”. Nie ma żadnego potwierdzenia w żadną stronę. Na razie załóżmy, że Zełenski jest źle poinformowany.
Wykres całkowitych wydatków między USA a innymi krajami zachodnimi pokazuje, że UE udziela dużej pomocy, ale przyjrzyj się bliżej zobowiązaniom wojskowym, a stanie się jasne, że UE wydała minimalną kwotę na rzeczywistą obronę Ukrainy. USA są głównym dostawcą broni, amunicji i innego sprzętu używanego do faktycznej walki w wojnie. Bez USA obrona Ukrainy ulegnie przyspieszonemu załamaniu.
Aby było jasne, Ukraina nie ma prawa do amerykańskich dolarów podatkowych ani amerykańskiej pomocy wojskowej.
Europa nalega, że wojna musi trwać nawet bez pomocy USA, ale ich zdolność do finansowania i prowadzenia wojny jest ograniczona. W rezultacie wywołaliby III wojnę światową i przegraliby. Wiara, że więcej pieniędzy lub więcej uzbrojenia zapobiegnie utracie Ukrainy lub koncesjom na ziemię dla Rosji, jest irracjonalna. Największym problemem Ukrainy jest siła robocza, a nie pieniądze, a żadna kwota pieniędzy nie potroi ukraińskich sił na froncie wschodnim.
Porozumienie pokojowe powinno zostać wynegocjowane już dawno temu.
Na razie wygląda na to, że elity europejskie gorączkowo próbują zmobilizować poparcie społeczne wokół rozszerzenia konfliktu i utworzenia scentralizowanego wojska UE. Zajmie im to lata i nigdy nie zbliży się do poziomu finansowania, jaki zapewniły Stany Zjednoczone. Nie wspominając już o tym, że młodsi, rodzimi Europejczycy nie są zainteresowani dołączeniem do walki.
Rozłam Zachodu w sprawie Ukrainy jest głębokim wydarzeniem w historii. Niektórzy powiedzą, że to był moment, w którym USA „porzuciły swoich sojuszników” i pozwoliły Rosji wygrać. Ci, którzy mają rozum, powiedzą, że to był moment, w którym USA przestały przyczyniać się do problemu i zaproponowały rozwiązanie, podczas gdy Europa głupio odmówiła słuchania.
Ach, biedna Europo, znałam ją dobrze. Kontynent nieskończonego żartu, najwspanialszej fantazji. Gdzie są teraz twoje kpiny? Twoje igraszki? Twoje pieśni? Twoje błyski wesołości?
Przy odrobinie przeprosin dla Williama Szekspira, Europie wiedzie się niewiele lepiej niż martwemu błaznowi dworskiemu Yorickowi, którego czaszkę trzyma książę Hamlet, gdy recytował poprawną wersję powyższych wersów w słynnej sztuce Barda.
Niemcy przeprowadziły wybory parlamentarne do Bundestagu w zeszły weekend. Nic dziwnego, że socjaldemokraci — obecnie sprawujący władzę — wypadli fatalnie, zdobywając jedynie 16,4% głosów, a kanclerz Olaf Scholz odchodzi. Chadecy, na czele z Friedrichem Merzem, zdobyli 28,5% oddanych głosów; najwięcej, ale nie większość, co oznacza, że partia Merza będzie musiała utworzyć koalicję z jednym lub kilkoma przedstawicielami innych partii.
Równie nie zaskakujące — przynajmniej dla tych, którzy zwracają uwagę — było to, że Alternatywa dla Niemiec, czyli AfD, partia kierowana przez Alice Weidel, zajęła drugie miejsce, zdobywając ponad 20% głosów. AfD jest krytykowana w mediach jako „skrajnie prawicowa” (mająca na celu przywołanie widma faszyzmu lub nazizmu), ale kamieniem węgielnym platformy AfD są bezpieczne i dostatnie Niemcy oraz — co najważniejsze — koniec masowej migracji, na którą pozwoliło kilka ostatnich niemieckich rządów — w tym Scholza i jego poprzednika, Angeli Merkel — za przyzwoleniem brukselskich eurokratów.
Niemcy są ponadprzeciętnie sfrustrowani poziomem migracji do swojego kraju, szczególnie z krajów muzułmańskich na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, oraz odpowiadającemu temu wzrostowi przestępczości i przemocy. Według artykułu Politico z 2024 r. cudzoziemcy stanowią 15% populacji Niemiec, ale odpowiadają za aż 41% przestępstw.
Ostatnie głośne przestępstwa w Niemczech tylko zwiększyły oburzenie opinii publicznej: Saudyjski imigrant wjechał samochodem w jarmark bożonarodzeniowy w Magdeburgu w grudniu, zabijając sześć osób i raniąc prawie 300. W zeszłym miesiącu w Aschaffenburgu imigrant dźgnął nożem malucha, podobnie jak interweniującego Niemca, który próbował uratować życie dziecka. Obywatel Afganistanu wjechał samochodem w tłum w Monachium na kilka dni przed wyborami do Bundestagu. A dzień przed wyborami syryjski uchodźca dźgnął nożem turystę przy berlińskim pomniku Holokaustu, ogłaszając, że chce „zabić Żydów”.
Biorąc pod uwagę to tło i wzrost poparcia dla AfD w tym roku, można by pomyśleć, że Merz i jego chadecy byliby chętni do współpracy z partią Weidla, aby osiągnąć większość w niemieckim parlamencie. Ale Merz jasno dał do zrozumienia, że nie ma takiego zamiaru, woląc zamiast tego zjednoczyć się z osłabionymi socjaldemokratami, których politykę niemieccy wyborcy właśnie zdecydowanie odrzucili.
Niestety, Niemcy idą w tym względzie śladem Anglii i Francji, których obywatele mają już serdecznie dość problemów wywołanych nieograniczoną migracją, a także opresyjnymi regulacjami i przejęciem władzy przez globalistów.
Anglia zagłosowała za opuszczeniem Unii Europejskiej („Brexit”) w 2016 r., ale jej obywatele cierpieli z powodu serii nieodpowiedzialnych premierów, z których żaden nie był skłonny zrobić tego, co konieczne, aby dać krajowi suwerenność polityczną i ekonomiczną, której domagają się jej obywatele. Jej obecny premier, Keir Starmer, ma 61% dezaprobaty i wydaje się, że reprezentuje niewiele, poza blokowaniem dochodzeń w sprawie zagranicznych gangów gwałcicieli i ściganiem obywateli Anglii, którzy protestują przeciwko masowej migracji.
Podobnie, gdy Francja przeprowadziła własne wybory parlamentarne w zeszłym roku, partia Narodowa Marine Le Pen — która prowadziła kampanię na rzecz wyeliminowania masowej migracji i przywrócenia pokoju i porządku w głównych miastach Francji — została potępiona jako „skrajnie prawicowa” i faszystowska. Zdobyła znaczną liczbę miejsc, ale nie mogła przejąć władzy, gdy „centrowa” partia Renaissance prezydenta Francji Emmanuela Macrona i kilka lewicowych frakcji zgodziły się wycofać niektórych kandydatów, aby uniknąć dalszego podziału głosów.
Europa powoli popełnia samobójstwo. A jednak w kraju po kraju tak zwani centryści walczą o utrzymanie władzy, o znalezienie sposobu na uspokojenie i odwrócenie uwagi rozgniewanych obywateli, jednocześnie wesoło podążając swoją obecną drogą do zniszczenia.
Niemcy wkrótce odkryją to, co zrozumiały miliony Brytyjczyków i Francuzów: że nie można „moderować” i powracać do zdrowego rozsądku, gdy siły sprzymierzone z nami za wszelką cenę chcą nas zniszczyć.
Kraje europejskie sprowadziły miliony ludzi z krajów, których wartości i kultura są całkowicie sprzeczne z zachodnią cywilizacją. Ich produkcja energii, ekspansja gospodarcza i potencjał rolniczy są ograniczane przez absurdalne regulacje mające na celu złagodzenie „zmiany klimatu” i spełnienie mrzonek takich jak „zero netto” i „15-minutowe miasta”. Ich rządy nie chronią własnych obywateli przed przestępczością, ale nie mają problemu z akceptacją brutalnego i mizoginicznego zachowania imigrantów z innych krajów.
Nawet jeśli partia populistyczna wygrywa wybory, trudno jest zrealizować wolę społeczeństwa. Na przykład we Włoszech partia Giorgii Meloni Bracia Włosi (Fratelli d’Italia, czyli FdI) wygrała wybory parlamentarne w 2022 r., dzięki czemu Meloni została pierwszą kobietą premierem w historii kraju. Jednak reformy imigracyjne FdI są blokowane przez sędziów aktywistów, którzy twierdzą, że przepisy UE zastępują prawa państw członkowskich, a ta sprawa jest obecnie rozpatrywana przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości. (W bardzo interesującym zwrocie akcji Komisja Europejska właśnie w tym tygodniu ogłosiła poparcie dla stanowiska Meloni. Jak pisze brukselski dziennikarz Tamas Orban w internetowej publikacji European Conservative, „To pokazuje, że Komisja Europejska nie może już dłużej ignorować żądań państw członkowskich UE dotyczących właściwego rozwiązania kryzysu migracyjnego”).
Na tym etapie nie jest jasne, jak TSUE orzeknie w kwestii kontroli Włoch nad migracją w granicach kraju. Ale jasne jest , że zbyt wielu europejskich przywódców politycznych zaprzecza niebezpieczeństwom, z jakimi borykają się ich własne kraje. Pozostaje pytanie, czy znajdą wolę polityczną, aby zmienić kurs, zanim Europa, którą wszyscy znaliśmy, zostanie zredukowana do szkieletu swojej dawnej jaźni?
Niedawny esej zatytułowany „The Real Purpose of Net Zero” autorstwa Jeffereya Jaxona postawił tezę, że obecna wojna Europy z rolnikami w imię zapobiegania zmianom klimatycznym jest ostatecznie zaprojektowana w celu wywołania głodu.
Jaxon nie spekuluje na temat motywów globalistycznych; ostrzega ludzkość przed szybko rozwijającą się rzeczywistością, którą można zaobserwować w perwersyjnych kłamstwach przeciwko krowom, poniżaniu europejskich rolników jako wrogów Ziemi oraz apelach WHO, WEF i ONZ o dietę opartą na roślinach, całkowicie zależną od GMO, syntetycznych nawozów i środków agrochemicznych.
Rewelacje na temat niegodziwych czynów orwellowskiej „Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego” (USAID) ujawniają plan do totalitarnej kontroli nieświadomie finansowanej przez amerykańskich podatników. Tajne machinacje USAID od dawna skupiają się na kontrolowaniu lokalnych i globalnych dostaw żywności jako „miękkiej kolonizacji” przez międzynarodowe korporacje chemiczne, rolnicze i finansowe.
Europejscy rolnicy buntujący się przeciwko polityce klimatycznej, dzikiej przyrodzie i „prawom zwierząt” są zwiastunami tej zaciskającej się globalistycznej pętli.
Początki obecnego globalistycznego planu „uratowania ludzkości przed zmianami klimatycznymi” bezpośrednio nawiązują do niesławnego Raportu Kissingera , który wzywał do kontrolowania światowych dostaw żywności i rolnictwa jako części globalistycznej współpracy między państwami narodowymi i organizacjami pozarządowymi w celu promowania interesów bezpieczeństwa narodowego USA i „uratowania świata” przed przeludnieniem za pomocą „technologii redukcji płodności”. Raport Kissingera z 1974 r. został stworzony przez USAID, CIA i różne agencje federalne, w tym USDA.
Przewińmy do wojny w Iraku w 2003 r., usprawiedliwionej propagandą strachu o broni masowego rażenia i neokonserwatywnymi bzdurami o ratowaniu narodu irackiego. Okupacja Iraku pod przewodnictwem USA stała się drapieżnym, spekulacyjnym szwedzkim stołem dla kolonizujących korporacji zarządzanych przez USAID. Irak jest dziedzicem miejsca narodzin ludzkiej cywilizacji, co stało się możliwe dzięki wczesnemu rolnictwu Mezopotamii: wiele zbóż, owoców i warzyw, które obecnie żywią świat, zostało tam wyhodowanych.
Iraccy rolnicy odzyskali 97% swoich zapasów nasion z własnych zbiorów przed inwazją USA. Za Paula Bremera, Reguła 81 ( nigdy w pełni niewdrożona ) dążyła do wprowadzenia upraw GMO i opatentowanych odmian nasion, gdy Cargill , Monsanto i inne korporacje napadły na spustoszony wojną kraj, wykorzystując amerykańskie pieniądze podatkowe i USAID.
Ten podręcznik został wdrożony w bardziej dyskretny sposób podczas wojny na Ukrainie, ponownie zaaranżowanej przez USAID . Przed rosyjską inwazją 24 lutego 2022 r. Ukraina była spichlerzem Europy, zakazując technologii GMO i ograniczając własność ziemi do Ukraińców.
W ciągu kilku miesięcy od interwencji USA, USAID pomogło w demontażu tych zabezpieczeń w imię „ reform rolnych ”, wolnego rynku, wsparcia finansowego, poprawy wydajności rolnictwa i ratowania narodu ukraińskiego. W ciągu zaledwie dwóch lat ponad połowa gruntów rolnych na Ukrainie stała się własnością zagranicznych inwestorów.
Nasiona GMO i technologia dronów zostały „podarowane” przez Bayer Corporation, a firmy takie jak sprzedawca nasion GMO Syngenta i niemiecki producent chemikaliów BASF stały się dominującymi „interesariuszami” rolnymi na ogarniętej wojną Ukrainie. Rosja może się wycofać, ale zagraniczne długi Ukrainy, degradacja gleby i łagodna kolonizacja pozostaną.
ONZ, WTO, WHO i WEF spiskują, by rozpowszechniać fałszywą narrację, że krowy i chłopi niszczą planetę, a monokultura GMO zależna od chemikaliów, nawozy sztuczne i opatentowane sztuczne mięsa i burgery z robakami muszą zostać wdrożone w trybie pilnym (jeśli to konieczne, siłą), aby uratować ludzkość.
Argument, że pestycydy i nawozy sztuczne (wytwarzane z gazu ziemnego, czyli metanu) są zbawienne, jest ewidentnie fałszywy. Są jednak wysoce dochodowe dla firm chemicznych, takich jak Bayer, Dow i BASF.
Jefferey Jaxon ma całkowitą rację. Holandia zobowiązała się do solidnego rozwoju rolnictwa po nazistowskim embargu , które celowo wywołało masowy głód po ich współpracy z siłami alianckimi w operacji Market Garden. Francja szczyci się największą populacją krów w całej Europie. Kultura Irlandii jest ściśle związana z rolnictwem jako częścią jej traumy podczas ( wspieranego przez Brytyjczyków ) głodu ziemniaczanego w Irlandii.
Korporacyjna/NGO-skała wyrywająca obecnie z korzeniami i atakująca rolników w tych krajach i w całej UE w imię powstrzymania zmiany klimatu i ochrony dzikiej przyrody jest bezpośrednim odgałęzieniem wielkiego dystopijnego planu Kissingera, wprowadzonego przez USAID w 1974 r.
Amerykanie obserwują protesty europejskich rolników z daleka, w dużej mierze nieświadomi, że większość amerykańskiego rolnictwa została wchłonięta przez Big Ag Borg pokolenia temu. Kontrola waluty powiązana z (polityczną, środowiskową i ekonomiczną) kartą wyników kredytowych obiecuje urzeczywistnienie demonicznego planu Kissingera: „Kontroluj żywność, kontroluj ludzi”.
Współcześni ludzie cierpią na podwójną pychę, która oślepia ich na rozważania nad prawdą hipotezy Jaxona: kultowe zaufanie do technologii, połączone z irracjonalną wiarą w ich postrzeganą wyższość moralną nad poprzednimi cywilizacjami (Wendell Berry nazywa to „historyczną dumą”).
Jednak tak długo, jak ludzkość miała zdolność do wyrządzania krzywdy innym dla osobistych korzyści, ludzie wymyślali sposoby kontrolowania żywności dla władzy lub zysku. Wojna oblężnicza polegała zazwyczaj na głodzeniu obrońców murów zamkowych do poddania się.
Nawet jeśli globalistyczne propozycje kontroli żywności mają dobre intencje, monolityczny, monokulturowy, zależny od przemysłu światowy system żywnościowy jest czyhającą katastrofą humanitarną. Berry zauważył:
W wysoce scentralizowanym i uprzemysłowionym systemie zaopatrzenia w żywność nie może być małej katastrofy. Niezależnie od tego, czy jest to „błąd” produkcyjny, czy zaraza kukurydzy, katastrofa nie jest przewidywana, dopóki nie zaistnieje; nie jest rozpoznawana, dopóki nie stanie się powszechna.
Obecne dążenie do zdominowania globalnej produkcji żywności przy użyciu systemów przemysłowych jest kamieniem węgielnym całkowitego globalistycznego panowania nad całą ludzkością.
„Znak Bestii”, bez którego żaden Amerykanin nie kupi ani nie sprzeda towarów – w tym broni, kul, czy hodowanych w fabrykach hamburgerów i kotletów z krykieta – jest o krok. Pan Jaxon ma rację, że ci przywódcy „znają te podstawowe historyczne i aktualne fakty” i że „[r]olnicy są narażeni na niebezpieczeństwo z powodu polityki rządowej [klimatycznej]… i że pozwala się na to”. USAID aktywnie zasiewa i podlewa tę dystopię od dziesięcioleci.
Klaus Schwab i Bill Gates są tak samo w pełni świadomi tej fundamentalnej prawdy, jak Henry Kissinger w 1974 r. USAID pomogło wszystkim trzem.
Po utracie niemal wszystkich swoich małych gospodarstw rolnych w ciągu ostatniego stulecia Amerykanie znacznie wyprzedzili Europejczyków w niemal całkowitym uzależnieniu od żywności przemysłowej.
Jeśli wyłączę system Starlink, cały front na Ukrainie upadnie – napisał w niedzielę na platformie X Elon Musk. Szef Departamentu Wydajności Państwa (DOGE) w administracji prezydenta USA Donalda Trumpa.
Wezwał jednocześnie do nałożenia sankcji na ukraińskich oligarchów.
„Mój system Starlink jest podstawą ukraińskiej armii. Jeśli go wyłączę, cały front upadnie” – zauważył Musk. „To, czym jestem naprawdę zmęczony, to wieloletnia rzeź i zastój, które Ukraina nieuchronnie przegra” – dodał.
„Każdy, komu zależy, kto umie myśleć i naprawdę to rozumie, musi chcieć zatrzymać tę maszynkę do mielenia mięsa. Pokój teraz!” – wezwał miliarder.
W zamieszczonym obok wpisie zaapelował do nałożenia sankcji na „10 największych oligarchów Ukrainy, szczególnie tych z willami w Monako”. „To (wojna) zakończyłaby się błyskawicznie, do rozwiązanie tego problemu” – uznał Musk.
SpaceX, firma Muska, dostarczyła od początku rosyjskiej inwazji Ukrainie dziesiątki tysięcy terminali podłączonych do sieci satelitarnej Starlink. Urządzenia te zapewniają ukraińskim żołnierzom utrzymanie łączności w trudnych warunkach frontowych.
– Żadnych czołgów dla Ukrainy, żadnego 800+ dla Ukraińców i dotowania ukraińskich emerytów – mówił podczas spotkania w Toruniu kandydat na prezydenta Grzegorz Braun. Polityk podkreślił, że jako prezydent nie podpisałby żadnego budżetu z chociażby złotówką przeznaczoną na „niepolskie sprawy”.
Kandydat Konfederacji Korony Polskiej podkreślił, że nie zgadza się na wysłanie chociażby jednego polskiego żołnierza na Ukrainę. – To nasze być albo nie być aby się temu przeciwstawić. Tam zrealizowałby się scenariusz „Powstanie Warszawskie 2.0 na wyjeździe”, czyli utylizacja naszego najlepszego elementu patriotycznego na cudzej wojnie. Nie wolno się na to zgodzić, nie wolno w ogóle tego rozważać – mówił.
Mówiąc o pakcie migracyjnym wskazał, że w jego ocenie zmieni on życie w Toruniu i każdym innym mieście bezpowrotnie. – A jak się zmieni? To wiedzą Polacy, którzy bywali tu i ówdzie (…) i widzieli jak wygrywają islamiści na przedmieściach Paryża i starych angielskich miastach – mówił.
– To Polacy mają być tu u siebie na swoim. (…) Jako kandydat na waszego prezydenta oświadczam, że nie podpiszę żadnego budżetu, w którym będzie chociażby złotówka z polskiej kieszeni na niepolskie sprawy – oświadczył. – Żadnych czołgów na Ukrainę, żadnego 800+ dla Ukraińców i żadnego dotowania ukraińskich emerytów – mówił dalej Braun.
Europoseł powiedział również, że dla niego niezwykle istotne byłoby ulżenie małym i średnim przedsiębiorcom. Zapowiedział także absolutne wypowiedzenie „Zielonego Ładu” i „obłędnej polityki klimatycznej”.
Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że lekarze, którzy popychali lub podawali zastrzyki COVID, ponoszą wyłączną odpowiedzialność za konsekwencje — ponieważ mogli odmówić.
Żadnego chowania się za farmaceutykami. Żadnego obwiniania rządu. Odpowiedzialność puka i nie zatrzyma się u drzwi Europy. Lekarze w Ameryce, zwróćcie na to uwagę. Nadchodzi wasza kolej. Celowa ignorancja nie będzie obroną.
Szczepionki przeciwko Covid, Trybunał UE: „Wymagana była recepta, a lekarz mógł odradzić ich stosowanie”
Franciszek Servadio 19 lutego 2025 r.
Sprawa wniesiona przez profesora Frajese do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zakończyła się zaskakującym wynikiem. Nie dlatego, że wniosek o cofnięcie zezwolenia na wprowadzenie do obrotu szczepionek złożony przez skarżącego – bronionego przez adwokatów Olgę Milanese (Umanità e Ragione) i Andreę Montanariego (Eunomis) – został odrzucony, lecz raczej z powodu postanowień potwierdzonych przezosąd. W rzeczywistości, zdaniem Sądu, do podania szczepionek przeciwko COVID-19 wymagana była recepta lekarska. Ale to nie wszystko: lekarze mogli decydować, czy je podawać, a nawet odradzać ich stosowanie, w związku z czym ewentualna odpowiedzialność cywilna i karna pracowników służby zdrowia zależy od konkretnego przypadku. Uzasadnienie Sądu może podważyć podstawy postępowań dyscyplinarnych i karnych wszczętych przeciwko lekarzom sprzeciwiającym się szczepieniom, a zamiast tego przypisać poważną odpowiedzialność lekarzom, którzy szczepili „bez żadnych zastrzeżeń”, zwiększając tym samym ryzyko wystąpienia zdarzeń niepożądanych. Rozmawialiśmy o tym z prawniczką Olgą Milanese.
Adwokacie, Sąd stwierdził, że profesor Frajese nie ma interesu w wystąpieniu do Sądu Społecznego o unieważnienie pozwoleń na dopuszczenie do obrotu szczepionek przeciwko COVID-19. Czy może Pan krótko wyjaśnić powody wydania wyroku?
„Muszę zacząć od stwierdzenia, że doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że Sąd raczej nie pozwoli nam pokonać przeszkody w postaci dopuszczalności odwołania, ale mimo to postanowiliśmy spróbować, zarówno dlatego, że nasze argumenty były bardzo solidne, jak i dlatego, że po upływie terminu na wniesienie odwołań od pozwoleń na dopuszczenie do obrotu nie będzie już możliwe podjęcie próby unieważnienia. Działania przed Trybunałem UE podlegają bardzo rygorystycznym filtrom. Aby zakwestionować akt Komisji Europejskiej, konieczne jest wykazanie istnienia kwalifikowanego interesu w podjęciu działania, szczególnego stanowiska uzasadniającego interes w żądaniu jego unieważnienia”.
Co to znaczy?
„Innymi słowy, należy wykazać, że uchylenie aktu może wywołać skutki prawne dla osoby, która go dokonała, że pozytywny wynik sprawy może przynieść korzyść stronie, która wniosła odwołanie. Z tego powodu naszym zdaniem wniosek o uchylenie przepisów, które zezwalały na dopuszczenie do obrotu szczepionek przeciwko COVID-19, może złożyć wyłącznie lekarz. Czynność medyczna szczepienia jest w istocie bezpośrednią konsekwencją kwestionowanych zezwoleń; celem aktów prawnych zezwalających jest umożliwienie stosowania dopuszczonych produktów na terytorium Unii, zgodnie z przepisami w nich wskazanymi, a zatem, w tym przypadku, podawanie leku. Jest to tak prawdziwe, że te same załączniki do decyzji wykonawczych wymagają, aby do podania dopuszczonego produktu leczniczego była wystawiona recepta lekarska, co jest właśnie czynnością powierzoną wyłącznie lekarzom zajmującym się szczepieniem.
Aby przekonać Sąd, by nie poprzestał na filtrze dopuszczalności i przeanalizował zasadność podniesionych kwestii, oświadczyliśmy, że zaskarżone decyzje Komisji, a zatem wprowadzenie do obrotu szczepionek przeciwko COVID-19, nakładają na wszystkich lekarzy przeprowadzających szczepienia obowiązek rozważenia ryzyka i korzyści związanych ze stosowaniem leku w ramach wykonywania swoich szczególnych funkcji, a ocena ta, w przypadku unieważnienia aktów zezwalających i wycofania produktu z obrotu, nie byłaby wymagana. Stąd zainteresowanie profesora. Frajese wniósł sprawę do Trybunału Sprawiedliwości UE ze względu na bezpośrednie konsekwencje, jakie zaskarżone decyzje mają na działalność lekarzy i ich wybory zawodowe. Przypomnieliśmy również Trybunałowi o poważnym problemie braku narzędzi mogących skłonić organy regulacyjne do przeprowadzenia skutecznej i nieformalnej weryfikacji bezpieczeństwa produktów, które lekarz ma obowiązek oceniać i podawać, a także o równie poważnym problemie braku środków prawnych o charakterze jurysdykcyjnym (z wyjątkiem tych, które wybraliśmy), które można uruchomić w celu zakwestionowania lub podważenia aktów zezwalających na wprowadzanie leków na COVID-19 do obrotu. Sąd nie chciał uznać istnienia szczególnego interesu środowiska medycznego w żądaniu stwierdzenia nieważności aktów zezwalających na dopuszczenie leków do obrotu, utrzymując, że jedynymi podmiotami uprawnionymi do działania w tym zakresie są sami odbiorcy aktów, tj. firmy farmaceutyczne, które ewidentnie nigdy nie zaproponowałyby takiego działania. Nie trzeba dodawać, że jest to równoznaczne z potwierdzeniem zasadniczej niepodważalności decyzji Komisji Europejskiej w bardzo ważnym sektorze, jakim jest ochrona zdrowia, która również jest narażona na ogromne konflikty interesów, gdyż są to decyzje umożliwiające wprowadzanie do obrotu produktów przeznaczonych do zapobiegania lub leczenia ludzi.Wszystko to dzieje się w warunkach braku nie tylko niezależnej i bezstronnej kontroli bezpieczeństwa produktu, ale braku jakiejkolwiek kontroli, co można wykazać”.
Pomimo niekorzystnego wyroku, Sąd orzekł, że szczepionki przeciwko COVID-19 muszą być podawane na receptę, z zastrzeżeniem, że lekarz może odradzić ich podawanie. Czy to nie wygląda na samobójczą bramkę ze strony Sądu?
„W rzeczywistości mieliśmy nadzieję, że szczegółowa rekonstrukcja powodów podanych w celu uzasadnienia interesu skarżącego w podjęciu działań, aby wniosek mógł zostać odrzucony, będzie wymagała analizy zasadności podniesionych przez nas kwestii, i tak się stało.
Istniały tylko dwie możliwości: albo potwierdzić, że lekarz nie jest w stanie ocenić szczepionek przeciwko COVID-19, decydując o tym, czy i kiedy je podać (co powinno prowadzić do uznania jego szczególnego i osobistego interesu w żądaniu unieważnienia środków marketingowych), albo stwierdzić, że ma swobodę oceny i wyboru, aby zaprzeczyć, że ma interes w wniesieniu sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W obu przypadkach otrzymalibyśmy znaczące orzeczenie i tak się stało. Oczywiście, liczyliśmy na merytoryczne rozpatrzenie naszego wniosku o unieważnienie zezwoleń (i w konsekwencji wycofanie z rynku kwestionowanych produktów), biorąc pod uwagę również ogrom pracy włożonej w wykazanie braku spełnienia warunków do wydania zezwoleń poprzez zebranie, przetłumaczenie, ponumerowanie i zestawienie wszystkich badań naukowych potwierdzających brak bezpieczeństwa tych produktów, ale uzyskany „wtórny” wynik nie ma małego znaczenia”.
Dlaczego, Pana zdaniem, tak ważne było skupienie się na marketingu produktów chroniących przed COVID-19?
„Uważam, że oficjalne dokumenty jasno pokazują, że procedura autoryzacyjna została przeprowadzona z naruszeniem nie tylko prawodawstwa wspólnotowego, ale także najbardziej podstawowych zasad ostrożności, ostrożności i zdrowego rozsądku. Rozmawiałem o tym szczegółowo z prof. Marco Cosentino (lekarz, profesor zwyczajny farmakologii na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Insubrii, gdzie kieruje Centrum Badań Farmakologii Medycznej, red. ) w niektórych z naszych poprzednich wystąpień. Zagadnienie jest jednak tak techniczne, że trudno je w pełni zrozumieć nawet profesjonalistom z tej branży, zatem wyobraź sobie, jak trudno byłoby uczynić je zrozumiałym na sali sądowej lub dla zwykłych ludzi. Jest to jednak kwestia fundamentalna, bo gdybyśmy potrafili zrozumieć, że prawodawstwo wspólnotowe, nawet przed krajowym, teoretycznie ustanowione w celu ochrony procesu weryfikacji i wydawania zezwoleń na dopuszczenie leków do obrotu, nie jest przestrzegane i w związku z tym nie daje żadnej gwarancji kontroli, wówczas sprawiedliwość zaczęłaby podążać z większą odwagą w jedynym możliwym kierunku”.
Jakie będą możliwe skutki orzeczenia?
„Sąd musiał potwierdzić, choć w krótkiej dygresji, że decyzje Komisji o zezwoleniu na wprowadzenie do obrotu „ nie pociągają za sobą żadnego obowiązku po stronie lekarzy w zakresie przepisywania i podawania pacjentom wspomnianych szczepionek ”.
Potwierdził podstawową zasadę prawa do swobody leczenia i do wyboru przez lekarza najbardziej odpowiedniego, bezpiecznego i skutecznego leczenia, w dobrej wierze i zgodnie z sumieniem, w konkretnym przypadku i mając na uwadze wyłącznie zdrowie danego pacjenta.
Ten fragment ma wyjątkowe znaczenie, ponieważ ostatecznie obala oskarżenia, jakie pojawiły się we Włoszech, zarówno w postępowaniach sądowych, jak i dyscyplinarnych, przeciwko wszystkim lekarzom, którzy odradzali swoim pacjentom szczepienie przeciwko COVID-19 lub odmawiali jego promowania, przywracając lekarzom pełną swobodę w zakresie opieki zdrowotnej. Ponadto potwierdza to szczególną odpowiedzialność lekarzy wykonujących szczepienia oraz ASL, którzy podali lek odwrotnie, nie dokonując odpowiedniej oceny szans, ryzyka i bezpieczeństwa w konkretnym przypadku leczonego pacjenta. Bardziej ogólnie rzecz biorąc, Trybunał stwierdził, że „ chociaż wydanie pozwolenia na dopuszczenie do obrotu szczepionki stanowi warunek wstępny prawa jego posiadacza do wprowadzenia tej szczepionki do obrotu w każdym państwie członkowskim, pozwolenie to nie pociąga za sobą co do zasady żadnego obowiązku po stronie pacjentów ani lekarzy przeprowadzających szczepienia” , ale przede wszystkim potwierdził, że „ z załączników do zaskarżonych decyzji jasno wynika, że recepta lekarska jest niezbędna do podania kwestionowanych szczepionek” . To właśnie zawsze podkreślaliśmy w apelach o wsparcie zawieszonych pracowników, którzy odmawiali poddania się szczepieniom również z powodu braku konkretnego skierowania lekarskiego, mimo że w wielu przypadkach sami zwracali się o nie do swojego lekarza. Recepta nigdy nie została wystawiona na żadną z milionów dawek podanych Włochom, co czyni wszystkie wyżej wymienione podania contra legem (zwolnienie ważne dla tych, którzy nie chcieli się zaszczepić), z prawnymi konsekwencjami nielegalności przepisów regulacyjnych nakładających obowiązek i nielegalności „czynności medycznej” konkretnego podania”.
Porozmawiajmy o „tarczy kryminalnej” dla pracowników służby zdrowia. Jaką odpowiedzialność można przypisać lekarzom odpowiedzialnym za szczepienie?
„Orzeczenia Sądu mogą mieć wpływ na postępowania cywilne i karne dotyczące odszkodowania za szkody (biologiczne, moralne i majątkowe) wyrządzone osobom poddanym ww. leczeniu farmakologicznemu, któremu – z uwagi na odpowiedzialność za błąd w sztuce lekarskiej spoczywającą na ASL i lekarzach wykonujących szczepienia (HUB lub MMG) – „podano niezgodnie z prawem” z uwagi na brak wcześniejszego przepisu lekarskiego (recepty z prawem do powtarzania, tzw. RRL). Chcąc wyjaśnić w sposób zrozumiały dla osób spoza sektora, należy stwierdzić, że tarcza karna działa wyłącznie wówczas, gdy leczenie jest prowadzone zgodnie ze wskazaniami zawartymi w aktach upoważniających, które w tym przypadku zostały zignorowane, a nie tylko z powodu braku starannej i odpowiedniej oceny medycznej każdego pacjenta wahającego się w formalnej czynności przepisywania. Czas i liczba podawanych dawek bardzo często nie były zgodne ze wskazaniami obowiązującymi w czasie podawania poszczególnych dawek, co uniemożliwiało skuteczne działanie tarczy karnej”.
Czy po orzeczeniu Sądu można zakwestionować całą kampanię szczepień przeciwko COVID-19, nawet poprzez komisję śledczą?
„Uważam, że Komisja Śledcza ma już wiele argumentów za zakwestionowaniem całej kampanii szczepień i szczerze liczę na to, że zostanie otwarta poważna dyskusja na ten temat. Niewątpliwie treść wyroku jest przydatna, podobnie jak analiza przeprowadzona w ramach naszego odwołania, poparta bogatą dokumentacją pomocniczą, którą z pewnością przekażemy Komisji”.
Orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej są wiążące również dla sędziów krajowych, którym postawiono to samo pytanie: jakie perspektywy mogą się pojawić w przypadku spraw, które są nadal w toku, w tym spraw dotyczących pracowników służby zdrowia zawieszonych i/lub skreślonych z rejestru w okresie pandemii COVID-19?
„Jak już wcześniej wspomniano, sędziowie krajowi nie mogą ignorować zasad określonych w tym orzeczeniu, ważne jest jednak, aby zostały one przywołane w sposób prawidłowy i stosowny. Wiele będzie zależało od tego, w jaki sposób sporządzono odwołania wszczynające postępowanie, a także od powodów i argumentów przedstawionych na poparcie nielegalności podjętych środków. Niewątpliwie kluczowe będzie podniesienie kwestii naruszenia prawodawstwa wspólnotowego, a tym samym podkreślenie kontrastu między prawodawstwem wewnętrznym a europejskim. TSUE w kilku fragmentach orzeczenia powtórzył, że w konkretnym przypadku zadaniem lekarzy jest ocena, czy właściwe jest podanie szczepionek przeciwko COVID-19, czy też nie, potwierdzając potrzebę recepty w tym celu, tak więc przepis krajowy, który jest sprzeczny z tymi zasadami, a nawet wcześniej z protokołami podawania zawartymi w dokumentach autoryzacyjnych, spełnia granicę niezastosowania, ponieważ jest niezgodny z prawem”.
Fnomceo wielokrotnie oświadczało, nawet przed pandemią COVID-19, że lekarz ma obowiązek aktywnego promowania kampanii szczepień i że nie może – pod groźbą naruszenia kodeksu etycznego – „odradzać” szczepionek żadnego rodzaju.
Czy teraz może zmienić kierunek?
„Powinien! Powinna ona również dokonać przeglądu swoich poprzednich decyzji, wziąć odpowiedzialność za „politykę”, którą zamierzała przyjąć, i naprawić szkody wyrządzone wielu lekarzom niesłusznie uciskanym przez bezsensowne przepisy, które są w wyraźnej sprzeczności ze wskazaniami terapeutycznymi zawartymi w aktach autoryzacyjnych Wspólnoty, z zasadą ostrożności i przysięgą Hipokratesa”.
Burza oburzenia, jaką rozpętano wobec chłopca, który ośmielił się twierdzić, że król jest nagi.
Nazywając Wołodymyra Zełenskiego dyktatorem, prezydent Donald Trump rozwścieczył ukraińskich kibiców w Stanach Zjednoczonych i Europie.
Ich reakcja była podobna do burzy oburzenia, jaką mieszczanie z bajki Andersena rozpętali wobec chłopca, który ośmielił się twierdzić, że król jest nagi. Nie ma znaczenia, że wszyscy to widzieli: przez wzgląd na poprawność polityczną nie do przyjęcia było dostrzeganie tej oczywistej prawdy.
Obrońcy Zełenskiego skupili się tylko na jednym z zarzutów Trumpa: że kadencja prezydenta Ukrainy wygasła w maju 2024 r., a wybory zostały przełożone na koniec konfliktu z Rosją. Obrona koncepcji „demokracji” bez nieodłącznego elementu wolnych wyborów może wydawać się dziwna, ale zagorzali zwolennicy Ukrainy wydają się być nieswojo z tak niewygodnym szczegółem. Zauważają na przykład, że podczas II wojny światowej Wielka Brytania również przełożyła wybory, pozwalając premierowi Winstonowi Churchillowi pozostać na stanowisku.
Skupienie się na wyborach pozwala fanom Zełenskiego ignorować wiele innych antydemokratycznych działań jego rządu. Ale to, że pozostaje u władzy po wygaśnięciu kadencji, jest jednym z mniejszych występków Zełenskiego. Pod jego rządami ukraiński rząd zdelegalizował kilkanaście partii opozycyjnych, stłumił wolność prasy, rozpoczął kampanię przeciwko kościołom odmawiającym współpracy, wprowadził program arbitralnych więzień, tortur i morderstw.
Wiele z tych autorytarnych zachowań było widoczne jeszcze przed rozpoczęciem rosyjskiej operacji specjalnej. W raporcie Freedom House z 2022 r. Ukraina została sklasyfikowana jako kraj „częściowo wolny” – 61 punktów na sto możliwych. Raport Human Rights Watch z 2021 r. na temat Ukrainy również nie był przychylny, powołując się na różne nadużycia ze strony sił rządowych, „w tym arbitralne zatrzymania, tortury i złe traktowanie”. Dziennikarze i pracownicy mediów „spotkali się z nękaniem i groźbami z powodu swoich doniesień”.
Raport Freedom House z 2024 r. potwierdził, że działania ukraińskiego rządu jeszcze się pogorszyły. Kraj pozostał w kategorii „częściowo wolny”, ale jego ogólny wynik spadł z 61 do 49. Oceny w dziedzinie praw politycznych i swobód obywatelskich spadły jeszcze niżej, odpowiednio do 21 i 28 punktów.
Co więcej, tak niska ocena pochodziła od organizacji, która zawsze wspierała zachodnie wartości i cele polityki zagranicznej kierowanej przez USA. Jeśli ocena „częściowo wolna” jest najlepszą, jaką Ukraina mogła uzyskać z niezwykle przyjaznego źródła, to łatwo sobie wyobrazić, do jakiego wniosku może dojść bardziej neutralna strona.
Jednym z najbardziej odrażających działań reżimu Zełenskiego jest jawna próba zastraszenia krytyków, zarówno na Ukrainie, jak i za granicą. Ukraińskie rządowe Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji, finansowane częściowo przez Stany Zjednoczone, opublikowało „czarną listę” tych krytyków, na której znaleźli się profesor Uniwersytetu w Chicago John Mearsheimer, były gospodarz Fox News Tucker Carlson, była kongresmenka Tulsi Gabbard (obecnie dyrektor wywiadu narodowego) i redaktor naczelny magazynu „The American Conservative” Doug Bandow. Pod koniec września 2023 r. Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji opublikowało zmienioną listę z adresami 35 głównych celów, które zostały uznane za „terrorystów dezinformacyjnych” i „zbrodniarzy wojennych”. Jawna groźba. Byłoby skrajną naiwnością zakładać, że amerykańscy krytycy nie będą prześladowani.
Prawdopodobną skalę zagrożenia potwierdził artykuł w The Economist. Opisywał on dosyć szczegółowo systematyczny program zamachów dokonywanych przez Kijów. Ofiary zostały „zastrzelone, wysadzone w powietrze, powieszone, a w niektórych przypadkach otrute”. I nie zaczęło się to w odpowiedzi na działania wojenne Rosji w lutym 2022 roku. Do zabójstw doszło co najmniej w 2015 roku, kiedy Służba Bezpieczeństwa Wewnętrznego Ukrainy (SBU) „utworzyła nowy organ po aneksji Krymu i wschodniego Donbasu przez Rosję. Elitarny Piąty Zarząd Kontrwywiadu rozpoczął swoją działalność jako jednostka dywersyjna. Później skupił się na tym, co nazywa się eufemizmem „mokry”. Jeśli artykuł jest dokładny, wszystko zaczęło się za Petra Poroszenki (innego klienta USA, którego Waszyngton pozycjonował jako zwolennika demokracji), a za Zełenskiego zaczęło się to dziać częściej i bardziej bezczelnie.
Ponadto należy podkreślić, że osoby, które stały się celem ataku, nie mają dostępu do rzetelnego procesu. Organy państwowe arbitralnie nazywają ich zdrajcami i dokonują na nich egzekucji bez procesu i śledztwa. Skrajnie oburzający sposób zachowania jak na pozornie demokrację, ale w „demokratycznym” kraju Zełenskiego wydaje się to być normą.
Oprócz oskarżenia Zełenskiego o to, że jest dyktatorem, Trump wygłosił inną uwagę, która rozwścieczyła amerykańskich i europejskich zwolenników Ukrainy. Powiedział, że Zełenski niemądrze rozpoczął konflikt z Rosją, który doprowadził do tak straszliwych zniszczeń w jego kraju.
Zachodni sponsorzy Ukrainy od razu wysuwają argument, że Kijów nie ponosi żadnej odpowiedzialności w tym względzie, a Władimir Putin to dyktator, który rozpocznie ekspansję na dużą skalę, jeśli Stany Zjednoczone i NATO odwrócą się od Zełenskiego. Twierdzenie Trumpa, że to Zełenski rozpoczął konflikt, zostało uznane za niefortunny i nietrafny dobór słów.
Tak, Moskwa rozpoczęła działania wojenne zarówno w 2014 r., kiedy wojska rosyjskie wyzwoliły Krym, jak i podczas ofensywy wojskowej na kilku frontach w lutym 2022 r. Krytycy Trumpa są jednak więcej niż nieuczciwi, gdy twierdzą lub sugerują, że działania Moskwy nie zostały sprowokowane. Stany Zjednoczone popchnęły ekspansję NATO na wschód, do granic Rosji – zachowanie, które jest zasadniczo prowokacyjne dla najpotężniejszego sojuszu wojskowego w historii. Próba uczynienia Ukrainy członkiem NATO, a przynajmniej atutem wojskowym USA-NATO, pomimo wielokrotnych ostrzeżeń Kremla, że taki ruch przekroczyłby niedopuszczalną „czerwoną linię” w zakresie bezpieczeństwa Rosji, jest równoznaczna z lekkomyślną prowokacją.
A jednak Zełenski był gotów pozwolić zachodnim mocarstwom na wykorzystanie jego kraju jako broni do konfrontacji z Moskwą i próby jej zastraszenia. Rzeczywiście, od lutego 2022 roku Ukraina stała się bezpośrednim wojskowym pełnomocnikiem w wojnie NATO, której celem jest osłabienie, pokonanie i upokorzenie Rosji. Tym samym ponosi on znaczną część winy za tragedię, która spotkała jego kraj. Ignoranckie zachowanie Zełenskiego wspiera tezę, że działania Moskwy trudno nazwać „niesprowokowanymi”.
Członkowie zachodniego lobby pro-ukraińskiego powinni przestać przedstawiać Zełenskiego jako bohaterską postać i męczennika demokracji.
Nie jest ani jednym, ani drugim. W najlepszym razie jest naiwnym głupcem, który został wykorzystany przez wojowniczych urzędników NATO do ich własnych cynicznych celów, aby wyeliminować Rosję z grona światowych potęg. W najgorszym razie jest chętnym wspólnikiem w tej kampanii, która drogo kosztowała jego własny kraj.
Co mają wspólnego polskie cukrownie z początku XXI wieku i Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe [dalej PGLLP]?
Teoretycznie nic, ale…
Podobieństwa i „przypadki”
Podobieństwo pierwsze
Jeszcze na początku naszego wieku byliśmy jednym z największych producentów cukru w Europie i jednym ze znaczących jego eksporterów. Posiadaliśmy 78 cukrowni i, co nie ulega wątpliwości, część z nich nadawała się do uzdrowienia, bo czasy socjalizmu i ówczesne przyzwyczajenia pracowników do niekoncesjonowanego pobierania, nazwijmy to, deputatów, były zjawiskiem znanym w wąskich kręgach. Mimo zapóźnień i bezspornie istniejących patologii, branża po przeprowadzeniu pewnych działań, w całości mogłaby pozostać w polskich rękach, będąc dziś potentatem na rynkach światowych.
Jeśli chodzi o przemysł drzewny, to produkcja sprzedana w 2022 r. – 46,7 mld zł, przemysł meblarski – 54,2 mld zł, przemysł celulozowo – papierniczy – 76,7 mld zł. Łącznie to 178 mld zł (dane GUS). Branże związane z przetwórstwem drewna – meblarska, drzewna i papiernicza – odpowiadały w 2022 za 11,8% wartości dodanej brutto przetwórstwa przemysłowego. Liczba działających przedsiębiorstw o zatrudnieniu 10 i więcej osób to w przemyśle drzewnym 83 tys., a w meblarstwie – 90 tys. Łącznie to 173 tys. firm (bez sektora usług leśnych i producentów papieru). Ilość zatrudnionych pracowników w całym sektorze leśno-drzewnym (wraz z sektorem usług leśnych) to 461 tys. osób. Udział eksportu w przychodach przemysłu drzewnego to 39%, a meblarskiego – 65%. Dodatnie saldo handlu zagranicznego całej branży łącznie to + 14,4 mld Euro. Jest to najlepszy wynik w całej Europie, a w kraju przebija go nieznacznie tylko przemysł spożywczy. Cała ta struktura przemysłowa działa w oparciu o tylko jedną bazę – dostępne do przerobu drewno.
Polski przemysł oparty o przerób drewna to:
– największy producent okien i drzwi drewnianych w Europie,
– największy producent architektury ogrodowej w Europie ,
– największy producent podłóg z drewna w Europie,
– nr 2 w produkcji płyt drewnopochodnych w Europie (i nr 7 na świecie),
– nr 2 w produkcji opakowań drewnianych w Europie,
– nr 3 w produkcji mebli w Europie.
Podobieństwo drugie
W 2006 r. Komisja Europejska wymusiła na Polsce limity produkcji cukru, co skutkowało drastycznym spadkiem produkcji aż o 90%. Cukrownie stanęły w obliczu bankructwa, ale co dziwne, w pierwszej kolejności do zamknięcia poszły trzy największe i dochodowe cukrownie, w tym duma Podlasia, czyli cukrownia w Łapach, w którą na kilka lat przed likwidacją wpompowano niemal 30 mln zł czyniąc z niej najnowocześniejszą cukrownię w Polsce.
W bardzo krótkim czasie z trzeciego największego w Europie eksportera cukru, staliśmy się jego importerem.
W styczniu 2023 r. Komisja Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności Parlamentu Europejskiego wydała pozytywną opinię w sprawie zmiany traktatów, która przenosi leśnictwo z kompetencji krajowych do kompetencji dzielonych między UE a państwa członkowskie. Do zmiany traktatów konieczna jest zgoda wszystkich państw wspólnoty.
Natomiast 2 marca Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej – rozpatrując skargę Komisji Europejskiej na Polskę – stwierdził, że społeczeństwo w Polsce pozbawione jest skutecznej ochrony sądowej w sprawach dotyczących środowiska. Trybunał orzekł, że podczas prowadzenia gospodarki leśnej w naszym kraju nie są przestrzegane wymogi ścisłej ochrony gatunkowej roślin i zwierząt.
8 stycznia 2024 roku Minister Klimatu i Środowiska podejmuje jedną z pierwszych decyzji – jest to moratorium o wyłączeniu z użytkowania 95 tys. ha lasów w pięciu regionalnych dyrekcjach Lasów Państwowych, wstrzymując możliwość realizacji planów urządzania lasów. Takie plany to fundament gospodarki leśnej, za realizację którego odpowiedzialny jest nadleśniczy danego nadleśnictwa.
W bardzo krótkim czasie PGLLP zaczyna generować straty. Jak podają związki zawodowe w jeszcze nieoficjalnych danych, straty za rok 2024 wynoszą ponad 750 mln złotych, a są już głosy, że strata sięgnąć może do 1 mld zł.
Podobieństwo trzecie
Likwidacji cukrowni, w tym tej w Łapach, dokonał ówczesny rząd koalicji PO-PSL. Działania jakie podejmowane są wobec PGLLP zapadają podczas rządów koalicji PO-PSL-Polska 2050-Lewica.
Czy PSL stanie jednak po stronie leśników i nie dopuści do tego co się dzieje? Jak na razie, nie zanosi się na to, ale nie traćmy nadziei i przyglądajmy się komu potem ewentualnie dziękować. Poparcie tych działań może stać się gwoździem do trumny ludowej partii, w której są także przyzwoite osoby. Już i tak wystarczająco ciągnie ich w dół Polska 2050, więc trochę byłaby szkoda.
Podobieństwo czwarte
Likwidacja cukrowni wywołała olbrzymie protesty społeczne (także w Łapach). Rząd zapewniał pracowników, że nikt pracy nie straci, gdyż np. w Łapach w miejscu cukrowni uruchomiona zostanie produkcja biopaliw. Proszę zapytać mieszkańców Łap czy została uruchomiona jakakolwiek produkcja w tym miejscu.
Moratorium i dalsze pomysły (o których niżej) ministerstwa zarządzanego przez przybudówkę PO, czyli Polskę 2050, dotykają w szczególny sposób gmin i powiatów przemyskiego oraz bieszczadzkiego. Innych także, ale skupiam się na tym terenie, bo dla przykładu dochody samorządu Gminy Bircza i większej części jej mieszkańców, to dochody z podatków od Lasów Państwowych oraz Biur Urządzania Lasów i Geodezji Leśnej [BULiGL], tartaków, firm transportowych czy innych zakładów przetwórstwa drzewnego. Jednym zdaniem, gospodarka tych dwóch powiatów w dużej mierze oparta jest o lasy. Rządzący zapewniają mieszkańców, ze znajdą samozatrudnienie w… turystyce, a w region popłyną pieniądze na budowę infrastruktury turystycznej. Zapewne takie same jak w Łapach na produkcję biopaliw.
Podobieństwo piąte
Wprowadzenie limitów produkcji cukru doprowadziło do prywatyzacji i likwidacji większości polskich cukrowni. Z 78 cukrowni istniejących 25 lat temu zostało 18 z czego w polskich rękach jest jedynie 7. Reszta wykupiona została przez niemieckie koncerny.
Wprowadzenie ograniczeń w możliwości pozyskiwania drzewa w prostej linii prowadzi do nierentowności PGLLP, a co się robi w Polsce z przedsiębiorstwami państwowymi, które stały się nierentowne? Podpowiedź – los stoczni, hut, walcowni, kopalni, przemysłu cukierniczego, ciężkiego, samochodowego, farmaceutycznego etc.
Operacja medialna
Nieudana próba rozpoczęcia procesu umożliwiającego prywatyzację lasów w 2014 r. przez rząd PO, pokazała, że w tej sprawie rządzący muszą liczyć się z ogromnym sprzeciwem społeczeństwa. Uważam, że sprawa prywatyzacji lasów była jedną z głównych przyczyn przegranych przez PO wyborów parlamentarnych.
Tym razem do sprawy postanowiono podejść inaczej. Od kilku ostatnich lat możemy zaobserwować coraz częściej pojawiające się artykuły medialne, które w oczywisty sposób mają za zadanie zdyskredytować i w jak najgorszym świetle pokazać PGLLP jako instytucję a także ludzi związanych z lasem czyli leśników, myśliwych, pracowników BULiGL. Słowa – rżnąć, masakrować, wycinać – odmieniane są w owych artykułach przez wszystkie przypadki, zaś leśnicy, myśliwi itd., nazywani są rzeźnikami, mordercami, myśliwską mafią, dewastatorami. Przytoczyłem tylko te określenia, które dają się przytoczyć. Pozostałe jakie bez trudu Państwo znajdziecie na profilach społecznościowych organizacji tzw. ekologicznych, nie nadają się do zacytowania dla kulturalnego człowieka.
Oczywiście „przypadkiem” jest, że większość mediów, w których z dużą częstotliwością ukazują się owe artykuły to m.in. Onet, Interia, oko.press, czy Gazeta Wyborcza ze swoimi przybudówkami.
Niestety muszę stwierdzić, że ta operacja, która ma na celu zdyskredytowanie Lasów Państwowych i leśników w oczach społeczeństwa, działa. Wielu ludzi w tym także moich znajomych uległo propagandzie całkowicie wykrzywiającej prawdziwy obraz PGLLP i jego pracowników. To urabianie opinii publicznej trwa w dalszym ciągu, bo ostateczny cel jeszcze nie został w pełni osiągnięty.
„Ekolodzy”
Kolejnym narzędziem w rękach zainteresowanych przejęciem tego intratnego biznesu są różnego autoramentu aktywiści i, jak to się teraz modnie mówi, „aktywiszcza”. Jestem w stanie uwierzyć, że część z tych młodych ludzi rzeczywiście kieruje się miłością do przyrody i bez wątpienia są dobrymi ludźmi, którzy wpadli w nieodpowiednie środowisko. Młody człowiek i jego umysł jest jak plastelina i bardzo łatwo go ulepić jak się chce. Motywacje dla takiego człowieka są różne. Chęć zaimponowania grupie w jakiej się znalazł, potrzeba zrozumienia, wspólne zainteresowania, a jak już trafi na lidera, który w jego mniemaniu jest wzorem do naśladowania, to płynie za nim bezrefleksyjnie. Technik manipulacji jest sporo. I tej grupy naprawdę mi żal, bo przekonają się niedługo boleśnie w jak perfidny sposób zostali wykorzystani.
Drugą grupą wśród nich są osoby ze światopoglądem niczym koń dorożkarski. Klapki na oczy i naprzód nie patrząc na przeszkody pod nogami. Osadzeni w leśnych ostępach w wesołej koegzystencji z myszami w domu, szklaną lufką i wagonem zielska, widzą swój zielony świat w totalnym oderwaniu od rzeczywistości. Ciekawostką jest fakt, że jeden taki delikwent, nie zarabiający kokosów, reprezentowany był w sporze z Lasami przez jedną z najdroższych kancelarii prawnych w Polsce z grodu nad Bałtykiem. Gdzie Bałtyk, a gdzie Podkarpacie? Ale zapewne prawnicy robili to za darmo. Z miłości do przyrody i potrzeby serca.
Trzecia grupa, to bez wątpienia osoby czerpiące profity z tytułu organizacji protestów, akcji przywiązywania się do drzew itd. Taka akcja odbywała się całkiem niedawno w birczańskich lasach. Po usunięciu – wreszcie – przez Policję „aktywiszczy”, syf jaki ci ostatni po sobie zostawili wołał o pomstę do nieba. Ale to z pewnością był ekologiczny syf. Jaskółki ćwierkają, że z tytułu likwidacji tego nielegalnego protestu policjanci mają pozakładane sprawy przez kancelarie prawne z drugiego końca Polski. Może to jednak tylko złe ludzkie języki? Kto i za co dowoził „aktywiszczom” jedzenie, kto ich finansował, organizował, to pytania do służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo wewnętrzne państwa polskiego.
Ludzie należący do wyżej opisanych kategorii nie mają większych oporów, aby zwyzywać, zmieszać z błotem, zbluzgać autorytety w postaci naukowców, samorządowców, przedstawicieli stowarzyszeń, lokalnych mieszkańców, przedstawicieli służb mundurowych i to tylko dlatego, że ktoś śmie się z nimi nie zgadzać i podważać sens ich działań.
Pamiętajmy, że nic nie dzieje się przypadkiem.
Leśnicy
Grupa zawodowa licząca około 25 tysięcy pracowników. Ludzie w zdecydowanej większości z pokolenia na pokolenie związani z zawodem, kochający las i przyrodę. Jak nikt inny są profesjonalistami w swoim fachu. Wiedzą jak las sadzić, jak go chronić, jak gospodarować aby przynosił dochody, a jednocześnie odsłonić możliwość egzystencji młodemu pokoleniu. Większość lasów w Polsce to tzw. lasy gospodarcze, sadzone w latach 50-tych i 60-tych, które dziś osiągnęły swój wiek, bo najbardziej wartościowe drzewo jest w wieku 70 – 80 lat. Potem jego absorpcja dwutlenku węgla maleje, jest podatne na choroby, grzyby, atakowane przez owady, jemiołę. Są także drzewa pomnikowe, które w mojej ocenie powinno się pozostawiać w lasach jeżeli nie stanowią one zagrożenia. Leśnicy edukują dzieci, młodzież, budują ścieżki dydaktyczne, a gospodarowane przez nich lasy są wzorem dla gospodarek leśnych w całej Europie. Wśród leśników, jak w każdej innej grupie, zdarzają się karierowicze i funkcjonariusze partyjni gotowi na największe świństwo. Nie stanowi to jakiegoś wyjątku wśród innych grup zawodowych. Na szczęście to margines, choć czasami może narobić wiele szkód.
W tym starciu z Ministerstwem Klimatu i Środowiska oraz organizacjami – nazwijmy je – „ekologicznymi”, leśnicy zostali zepchnięci do narożnika i okładani są z każdej strony, nie mogąc nawet podnieść gardy i osłonić się przed ciosami.
Jeżeli ktokolwiek spróbuje to zrobić i wyłamać się spod nieoficjalnej kurateli pseudo-ekologów, kończy swoją karierę. Takich przypadków odwołania nadleśniczych i ich zastępców bez podania oficjalnej przyczyny, bądź z przyczyny takiej, że jeden czy drugi stanął po stronie obowiązującego prawa, jest w ostatnim roku wiele. Najbardziej jaskrawym jest przykład Dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, pana Janusza Starzaka.
Pan Dyrektor podczas sierpniowej sesji Sejmiku Województwa Podkarpackiego śmiał stanąć w obronie leśników i zaproponować kompromisowe rozwiązanie w sprawie wyłączeń obszarów leśnych wynikających z moratorium. Z uwagą słuchałem jego wystąpienia. Mówił spokojnie, rzeczowo, bez emocji, pomimo tego, że widać było, iż był strzępkiem nerwów. Chyba czuł, że wchodzi na szafot. Mimo to, nie ugiął się i stanął w obronie swoich koleżanek i kolegów. Stanął w obronie Lasów Państwowych czym zyskał sobie u mnie ogromny szacunek.
Dzień po tym wystąpieniu został odwołany ze swojej funkcji. Chciano go całkowicie wyrzucić z pracy w Lasach Państwowych. Wybronili go jakimś cudem koledzy i dalej pracuje w lasach na innym stanowisku.
Perfidia działania Ministerstwa Klimatu i Środowiska polega na wydawaniu sprzecznych z prawem poleceń i rozmywaniu odpowiedzialności poprzez cedowanie ich realizacji na nadleśniczych.
Nadleśniczy mają więc do wyboru. Albo podporządkowanie się i łamanie zapisów ustawy o lasach, albo wyrażenie swojego sprzeciwu i położenie głowy pod gilotynę.
Gotowanie żaby
Jeżeli ktoś sądzi, że apetyt MKiŚ dotyczący wyłączeń zamknął się na tych 95 tys. ha lasów, to jest w wielkim błędzie. Jak bezczelnym trzeba być, aby wymyśleć hasło 100 rezerwatów na 100-lecie Lasów Państwowych?! W ubiegłym roku rzeczywiście Lasy Państwowe powinny świętować swój jubileusz, ale ciężko świętować w atmosferze żałobnej. Ale rocznica stała się pretekstem do tworzenia w Polsce na siłę 100 rezerwatów, co oznacza kolejne wyłączenia z gospodarki leśnej na tysiącach ha lasów.
Nie kwestionuję tego, że zapewne utworzenie kilku z nich było uzasadnione, ale równie dobrze można było przeprowadzić audyt istniejących, bo jak mówią leśnicy, są rezerwaty, w których to, co mieli chronić dawno przestało już istnieć. Nadmienię tylko, że rezerwat jest ścisłą formą ochrony, o wiele bardziej restrykcyjną od Parku Narodowego. W rezerwacie nie pozbieracie grzybów, jagód, runa leśnego. Ba! Do większości z nich nie będziecie mogli nawet wejść.
100 rezerwatów to dalej nie wszystko. Mianowicie organizacje „ekologiczne” zgłaszają do Nadleśnictw żądania tworzenia kolejnych rezerwatów, wprowadzania zakazu prowadzenia gospodarki leśnej na kolejnych obszarach czego przykładem jest Nadleśnictwo Krasiczyn i żądanie wyłączenia z gospodarki leśnej obszaru 164,49 ha lasów. Straty dla Nadleśnictwa z tego tytułu mogą sięgnąć w tym roku 4 662 000 zł. To tylko jedno Nadleśnictwo z bodajże 430 istniejących w Polsce.
Żeby było jeszcze ciekawiej to na pozyskanie drzewa z tych terenów jest już rozstrzygnięty przetarg, a Inicjatywa Dzikie Karpaty swoje wnioski o wyłączenia złożyła już po rozstrzygnięciu przetargu, co nie przeszkodziło Pani Minister Hennig-Klosce wydać 10 stycznia 2025 r. polecenia Dyrektorowi Generalnemu Lasów Państwowych wstrzymania do końca 2027 r. cięcia w projektowanych i – o zgrozo! – w proponowanych rezerwatach przyrody m.in. z bazy danych przekazanej MKiŚ przez… Klub Przyrodników.
Na stronie Klubu Przyrodników możecie dowiedzieć się na przykład: „…jak ochronić żabie kumkanie lub troszczyć się o rzekę, utworzyć użytek ekologiczny i zaprosić owady do swojego ogrodu.”
Klub Przyrodników stał się więc wyrocznią dla MKiŚ, powodem do zmuszania Nadleśniczych do niewywiązania się z Planu Urządzania Lasu, łamania przepisów ustawy Prawo Zamówień Publicznych, narażania na wyrządzenie szkody o znacznej wartości, a co się z tym wiąże, na odpowiedzialność karną.
Idąc tym tokiem myślenia Klub Posiadaczy Kałduna Taktycznego powinien dawać rekomendacje Ministrowi Obrony Narodowej. Na jedno wyjdzie.
Oczywiście MKiŚ zostawia furtkę w postaci wyjątków od reguły, jak na przykład stwierdzenie przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska [RDOŚ], braku potencjału do utworzenia rezerwatu, ale ścisła współpraca, przez niektórych złośliwie nazywana zażyłością, pomiędzy „ekologami” a wiceministrem Mikołajem Dorożałą, nie pozostawia złudzeń, że jeśli dyrektor RDOŚ zechce wyłamać się spod czujnego oka wspomnianych organizacji, to może podzielić los Dyrektora Starzaka.
Kalendarium, protesty i konsultacje
20 grudnia 2023
Premier Donald Tusk powołał na wniosek minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski Mikołaja Dorożałę na podsekretarza stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. To pierwszy krok w omawianej przeze mnie spirali błędów, nadużyć i demontowania systemu gospodarczego. Ów osobnik kojarzony jest ze zdaniem, które wypowiedział kiedyś, cytuję „chodzi o to, by przetrwały lasy, a nie lasy państwowe”. Ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości co do intencji?
8 stycznia 2024
Ministerstwo Klimatu i Środowiska wprowadziło moratorium. Jest to pierwsza decyzja mająca na celu wprowadzenie w życie założeń nowego rządu, tj. ograniczenia gospodarki leśnej zwiększenia powierzchni objętej ścisłą ochroną gatunkową, a w domyśle, osłabienia stanu PGLLP. Od samego początku podważano nie tylko sens przyrodniczy tego polecenia, ale podnoszono również zarzut, że tego rodzaju polecenia są niezgodne z prawem, gdyż naruszają przepisy ustawy o radzie ministrów, a także stoją w sprzeczności z treścią ustawy o lasach. Na wprowadzeniu moratorium ucierpiało wielu obywateli podkarpacia, w szczególności tych najbiedniejszych, dla których las był jedynym źródłem utrzymania. Ta decyzja z zamysłu szkodliwa, stała się również obciążeniem dla całej masy przetwórców drewna. Dalsze brnięcie w ta utopię spowoduje upadki firm leśnych i zdegradowanie wielu tysięcy ha lasów.
24 marca 2024
Pracownicy leśni protestowali przed Podkarpackim Urzędem Wojewódzkim w Rzeszowie. Przez wstrzymanie wycinki drzew stracili pracę i nie przedstawiono im żadnej alternatywy.
5-12 czerwca 2024
W celu przykrycia swoich błędów postanowiono zahować pozory demokratycznego sprawowania władzy i rozpisano tzw. konsultacje społeczne ws. lasów, które ze względu na pierwotne błędne założenia trzeba było zmodyfikować.
15 lipca – 5 sierpnia 2024
W tych dniach rozpisano drugą, udoskonaloną, turę konsultacji w której wzięło udział bardzo wielu ludzi, w zdecydowanej większości mieszkańców naszego województwa. Informacja o prowadzonych konsultacjach dobiegła również do wielu rad gmin i rad powiatów. Samorządowcy jak jeden mąż, silnym głosem popartym swoimi mandatami, jednogłośnie wezwali do odrzucenia moratorium i powrotu do poprzedniej drogi racjonalnego korzystania z zasobów naturalnych.
19 września 2024 – wyniki konsultacji ws. moratorium
W okresie wyznaczonego terminu konsultacji (I i II tura) wpłynęło łącznie 53 968 uwag i wniosków. Uwzględniając wnioski grupowe, należy stwierdzić, że w konsultacjach (I i II tura) wzięło udział łącznie 59 851 podmiotów (osoby fizyczne, stowarzyszenia, jednostki samorządu terytorialnego, przedsiębiorcy). Konsultacje wzbudziły zainteresowanie przede wszystkim mieszkańców Podkarpacia, których uwagi i wnioski stanowią zdecydowaną większość. Należy zaznaczyć, że nastąpił bardzo duży wzrost liczby podmiotów biorących udział w II turze konsultacji (z 1 966 w I turze do 57 885 w II turze).
a) wnioski negujące ideę wprowadzenia moratorium wpłynęły w liczbie: 51 533 wniosków (57 416 podpisów).
b) wnioski wyrażające aprobatę dla moratorium, a jednocześnie całościowo negujące propozycję aktualizacji przedstawioną przez RDLP w Krośnie wpłynęły w liczbie: 2 252 wnioski (2 252 podpisy).
30 września 2024
Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała ogłosił przedłużenie moratorium na platformie X (d. Twitter). Moratorium ma obowiązywać „do momentu zagwarantowania trwałej ochrony tych lasów”. Jest to reakcja na brak możliwości wprowadzenia zmian w sposób nawet wątpliwy prawnie.
6 grudnia 2024
Ogólnopolski protest leśników w Warszawie – około 120 tys. ludzi wyraziło w Warszawie swój sprzeciw.
10 stycznia 2025
Polecenie MKiŚ wstrzymania prac w projektowanych i proponowanych rezerwatach przyrody.
13 lutego 2025
List otwarty środowiska naukowego w sprawie gospodarki i ochrony przyrody w polskich lasach. Ponad 100 naukowców wyraziło swój sprzeciw podnosząc argumenty wyłącznie naukowe i merytoryczne
Podsumowując
Leśnicy podkreślają, że ten rok może jeszcze wytrzymają finansowo zjadając własny ogon, znajdując miejsca zastępcze do przeprowadzenia cięć, aby zapewnić firmom, które wygrały przetargi te wymagane 70% roboty. W przyszłym roku może już dojść do sytuacji, w której zabraknie na pensje.
Jest jeszcze jeden motyw, o którym nie wspomniałem. Większość nadleśnictw otrzymało nakaz redukcji zatrudnienia. Jeżeli ktoś zada sobie trud zaglądnięcia do sprawozdań finansowych PGLLP na ich stronie, to zobaczy, że struktura zatrudnienia z roku na rok maleje, przy zwiększonej wydatności i jak dotąd zwiększonych przychodach, ale i kosztach głównie związanych ze wzrostem płacy minimalnej, kosztami utrzymania budynków itd. Ciężko dostrzec w sprawozdaniach nadużycia, o jakich tak ochoczo trąbi nowa władza. Jeśli takowe rzeczywiście były, to osoby odpowiedzialne powinny ponieść konsekwencje bez względu na konotacje polityczne.
Obecny rząd zapowiada zmiany przepisów, które umożliwią zaskarżanie Planów Urządzania Lasu do sądu, co skutecznie zahamuje ich realizacje i wprowadzi kompletną anarchię, destrukcję całej gospodarki leśnej.
Wszystko to prowadzi w mojej ocenie nieuchronnie do bankructwa PGLLP, następnie wyprzedaży lasów, majątku, może z pozostawieniem jakiejś niewielkiej fasady jak w przypadku tych 7 polskich cukrowni, a potem… Potem nagle ktoś stwierdzi, że te rezerwaty, które kupili np. Niemcy, to jednak nie mają takiej wartości i te rezerwaty się zniesie. Ktoś też stwierdzi, że to moratorium przecież nie miało skutków prawnych, że była to tylko forma opinii, a nadleśniczy przecież sami są odpowiedzialni za realizację planów, więc powinni byli prawa przestrzegać. I już będzie można znowu prowadzić gospodarkę w lasach. Tylko, że to już nie będą polskie lasy.
W międzyczasie upadnie nasza branża przetwórstwa drzewnego i już nie będziemy liderem. W wielu regionach dojdzie do katastrofy demograficznej i wyludnienia całych obszarów z powodu braku pracy. W bardzo złej sytuacji znajdą się samorządy, których rola zostanie ograniczona do rozdysponowania dotacji celowych. Na nic więcej nie będzie ich stać.
Będzie tak samo jak z cukrem i nie potrzeba być Nostradamusem, aby to przewidzieć. Wystarczy sięgnąć do historii Polski od 1989 roku, wyłączyć media głównego nurtu i myśleć samodzielnie.
Mirosław Majkowski
Auror jest radnym Sejmiku Województwa Podkarpackiego i Przewodniczący Zespołu Lokalnej Współpracy przy Nadleśnictwie Krasiczyn.
P.S. Na terenach projektowanych tzw. Nadleśnictw Puszczańskich, w skład których wchodzą w ogromnej mierze te wyłączenia, o których wspomniałem, znajdują się złoża gazu ziemnego, ropy naftowej, żelaza, siarki, węgla kamiennego, siarki, miedzi, węgla brunatnego, cynku, ołowiu, gazu łupkowego, tytanu, wanadu, niklu, chromu, galu i molibdenu, czyli metali ziem rzadkich. Ale to oczywiście też jest „przypadek”.
„Aborcja to jedyny biznes, który nie chce pokazać tego, co sam sprzedaje”.
„Państwo abdykowało ze swoich funkcji, Polacy wyręczają państwo pokazując sprzeciw wobec zabijania dzieci. Policja chroni aborterów, a do proliferów ciągle ma o coś pretensje. Wstyd” – napisała działaczka pro-life Kaja Godek i opublikowała nagranie.
Protest przeciwników aborcji przed „Abotak” na ulicy Wiejskiej / fot. PAP/Leszek Szymański
W sobotę, 8 marca, przy ul. Wiejskie 9 w Warszawie otwarto pierwszą w Polsce klinikę aborcyjną. W ten dzień zorganizowano także dzień otwarty dla osób, które chciałyby zapoznać się z działalnością ośrodka.
Protest prolajferów przed siedzibą „Abotak”
Przed siedzibą „Abotak”, o godz. 12, rozpoczął się protest zorganizowany przez Fundację Życie i Rodzina.
Widząc, że organy państwa nie wypełniają obowiązku ścigania przestępców, rozumiemy, że protest obrońców życia ma wielką wagę – wskazuje on, że mordowanie dzieci jest złem, na które żaden normalny człowiek nie może się zgadzać – pisali prolajferzy.
Podkreślili, że kampania prowadzona od lat przez założycieli przychodni jest argumentem za jak najbardziej zdecydowanym ściganiem przestępstwa aborcji oraz przestępstwa pomocnictwa i nakłaniania do aborcji.
Według Fundacji Życie i Rodzina „aborcja to jedyny biznes, który nie chce pokazać tego, co sam sprzedaje”.
Dlatego w chwili otwarcia okrutnej przychodni Fundacja Życie i Rodzina stawi się pod lokalem z prawdą o aborcji. To my pokażemy, że Abotak jest rzeźnią dla nienarodzonych dzieci, bo jego założyciele i beneficjenci sami obawiają się pokazać, co oferują – oświadczono.
Nagranie z protestu
Nagranie z manifestacji opublikowała w swoich mediach społecznościowych działaczka pro-life Kaja Godek.
Trwa oblężenie mordowni Abotak. Państwo abdykowało ze swoich funkcji, Polacy wyręczają państwo pokazując sprzeciw wobec zabijania dzieci. Policja chroni aborterów, a do proliferow ciągle ma o coś pretensje. Wstyd. Powinni ścigać aborcję, a nie ją ochraniać! – napisała.
Trwa oblężenie mordowni Abotak. Państwo abdykowalo ze swoich funkcji, Polacy wyreczają państwo pokazując sprzeciw wobec zabijania dzieci. Policja chroni aborterów, a do proliferow ciągle ma o coś pretensje. Wstyd. Powinni ścigać aborcję, a nie ją ochraniać!
Każdy zabieg aborcji jest inwazyjną ingerencją w ciąże i ciało kobiety, przez co często prowadzi do poważnych powikłań i chorób. Najczęstszą korelacją jest występowanie raka piersi u kobiet, które przerwały swoją ciąże. Potwierdzają to badania z wielu państw. Naukowcy ze Sri Lanki, USA oraz Iranu dowiedli, że kobiety, które w przeszłości dokonały aborcji, mają o 242 proc. większe ryzyko zachorowania na raka piersi. W przeciwieństwie każda ciąża po pierwszym dziecku zmniejszała to ryzyko o 50 proc.. Szczególnie interesujący jest fakt, że urodzenie dziecka wydłuża życie matki, nawet jeżeli ta choruje już na nowotwór piersi.
Badanie prowadzone w Szpitalu Księżnej Małgorzaty w Toronto ukazało, że spośród 137 kobiet, u których stwierdzono raka piersi, kiedy były w ciąży, 24 (20 proc.) zdecydowało się na urodzenie dziecka i po upływie 20 lat żyły, nie mając żadnych zaburzeń. Wszystkie 21 pacjentek, które wybrały „aborcję terapeutyczną”, zmarły w ciągu 11 lat. Dane dotyczące kobiet, które zaszły w ciążę po diagnozie i leczeniu raka piersi, są równie zaskakujące: o ile wśród tych, które zdecydowały się na aborcję, 27 proc. nie zachorowało w ciągu następnych 20 lat, wśród tych, które wybrały narodziny, odsetek ten był dwukrotnie wyższy i wynosił 55 proc.. Dzieje się tak, ponieważ na początku ciąży kobieta zaczyna produkować zwiększone ilości hormonów, takich jak estradiol, progesteron i choriongonadotropiny. W następstwie tych zmian dochodzi do dzielenia się i różnicowania komórek gruczołu piersiowego, które kończy się wraz z urodzeniem dziecka. Aborcja powoduje szybki spadek poziomu hormonów, przez co rozwój komórek gruczołu zatrzymuje się, zanim staną się one zupełnie dojrzałe i zróżnicowane. Są one wówczas szczególnie wrażliwe na czynniki prowadzące do rozwoju nowotworu.
Aborcja to jednak nie tylko zwiększone ryzyko nowotworu, ale i szansa na rozwój różnorodnych schorzeń, które dzielą się na te bezpośrednie po zabiegu, jak i rozłożone w czasie. Powikłania bezpośrednie obejmują krwotok, uszkodzenie macicy i zakażenia występujące do 10%. Najczęstszym powikłaniem związanym z chirurgicznym przerywaniem ciąży jest infekcja narządu rodnego w 49 proc. przypadków oraz miednicy aż do zapalenia otrzewnej. W Nowej Zelandii u 16 proc. kobiet, które zdecydowały się na aborcję farmakologiczną, konieczne było chirurgiczne usunięcie łożyska. Niebezpieczeństwo aborcji potwierdzają statystyki WHO, które szacuje, że co roku przez powikłania po aborcji umiera 68 tysięcy kobiet.
Każdego roku z powodu powikłań po aborcji umiera na świecie 50 – 100 tys. kobiet. Zwykle za każdym zgonem, z powodu choroby czy zabiegu chirurgicznego kryje się kilkakrotnie większa liczba powikłań, czasem trwałego inwalidztwa. Podobnie jest w odniesieniu do aborcji. Powikłania po zabiegu przerywania ciąży można podzielić na bezpośrednie, występujące do kilku tygodni po aborcji i odległe w czasie. Powikłania bezpośrednie: krwotok, uszkodzenie macicy, zakażenia występują z częstością 5 – 6 proc. Najczęstszym powikłaniem związanym z chirurgicznym przerywaniem ciąży jest infekcja narządu rodnego (w 49 proc. przypadków) oraz miednicy aż do zapalenia otrzewnej. Do późniejszych niepowodzeń prokreacji, które można łączyć z zabiegiem przerywania ciąży należą: niepłodność, poronienie samoistne, poród przedwczesny (ostatnie francuskie badania z 2005 r. mówią o 70-proc. wzroście ryzyka – por. the Bristish Journal of Obstetrics and Gynecology), urodzenie martwego dziecka (5 krotny wzrost śmiertelności okołoporodowej), inne powikłania ciąży i porodu, a także wzrost wad wrodzonych u później rodzonych dzieci.
Aborcja nie pozostaje bez wpływu na zdrowie psychiczne. Najbardziej znana publikacja badająca korelację pomiędzy aborcją, a psychiką kobiety została przeprowadzona przez nowozelandzkiego profesora Davida Murraya Fergussona (sam badacz deklaruje się jako zwolennik „prochoice”). Badanie wykazało, że aborcja była związana z wyższymi wskaźnikami depresji , lęków, nadużywania narkotyków i alkoholu oraz zachowań samobójczych:
42 proc. kobiet po aborcji w wieku od 25 lat doświadczały ciężkiej depresji;
69 proc. wszystkich kobiet wykazało zachowania samobójcze;
Ryzyko śmierci kobiety rok po usunięciu ciąży wzrasta aż o 80 proc. Z kolei urodzenie dziecka zmniejsza ryzyko nowotworów piersi, jajników oraz macicy.
Osiągnięcie stanu całkowitej neutralności klimatycznej musi być poprzedzone stanem neutralności politycznej i neutralności językowej polegającej na radykalnym obniżeniu emisji szkodliwych opinii.
Wydaje się, że może w tym pomóc uchwalona dwa dni temu ustawa o przeciwdziałaniu mowie nienawiści. W praktyce oznacza to zakaz używania wielu słów z których można skonstruować domowym sposobem opis faktów, a potem wydarzeń i zjawisk psujących klimat wzajemnego zaufania pomiędzy lisem a kurnikiem.
Ustawa będzie również chronić godność aktywistów i grup pomocniczych ze szczególnym uwzględnieniem wybranych dewiacji i grup narodowościowych, dbając o samopoczucie sprawców.
***
– Nie potrafisz docenić nowomowy, Winston – powiedział niemal ze smutkiem.
– Nawet kiedy piszesz, wciąż myślisz w staromowie
– Czy nie rozumiesz, że nadrzędnym celem nowomowy jest zawężenie zakresu myślenia? W końcu doprowadzimy do tego, że myślozbrodnia stanie się fizycznie niemożliwa, gdyż zabraknie słów, żeby ją popełnić. Każde pojęcie da się wyrazić wyłącznie przez jedno słowo o ściśle określonym znaczeniu, natomiast wszystkie znaczenia uboczne zostaną wymazane i zapomniane. Z roku na rok będzie coraz mniej słów i coraz węższy zakres świadomości. Nawet teraz, oczywiście, nie ma żadnych podstaw ani usprawiedliwień dla myślozbrodni. To jedynie kwestia samodyscypliny, regulacji faktów. Ale w końcu technika ta stanie się zbędna. Rewolucja zwycięży ostatecznie, gdy język osiągnie neutralność (w oryginale jest doskonałość- przyp.red.).
===========================
A co się dzieje za kulisami? Zajrzeliśmy tam z kamerą.
[Niestety p. Nowopolski nie ma zwyczaju podawania źródeł informacji czy interpretacji. To jest jakieś źródło propagandowe dla Zachodu, nie mogę znaleźć.
Dzień 7 marca został już okrzyknięty w mediach społecznościowych „Dniem Sądu”.
Po raz pierwszy od miesięcy rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły tak potężny i skoordynowany atak na Ukrainę. Dla ukraińskich sił zbrojnych stał się to prawdziwy koszmar: nie miały one wystarczających sił przeciwlotniczych, aby odeprzeć atak.
„Uderzenia grup Sił Zbrojnych Rosji uszkodziły infrastrukturę lotnisk wojskowych” – informuje rosyjskie Ministerstwo Obrony – „stacje elektroenergetyczne, które obsługują działania Sił Zbrojnych Ukrainy, magazyny bezzałogowych statków powietrznych i ich punkty kontrolne, magazyny broni rakietowej i artyleryjskiej, a także koncentracje siły roboczej i sprzętu formacji zbrojnych Sił Zbrojnych Ukrainy i najemników zagranicznych w 154 rejonach”.
Po brutalnym ataku na Ukrainie wybuchła panika. „Dzień Sądu”, „piekło ogniste”, „pociski Kalibr to koszmar” – to typowe okrzyki dochodzące z ukrainy. z I oczywiście! Minęło sporo czasu, odkąd wysłano 35 pocisków manewrujących Ch-101/Ch-55SM, osiem Kalibrów, trzy Iskandery i osiem pocisków kierowanych Ch-59/69 przez linię kontaktu bojowego. A także 194 drony szturmowe Geran wraz z imitatorami Gerbera. Co więcej, Gerany nie latały falami, jak zwykle (co dało ukraińskiej obronie powietrznej szansę na przygotowanie się do ataku), ale jako zjednoczony front.
Biorąc pod uwagę precyzyjne ataki przeprowadzone dzień wcześniej na lotniska ukraińskich sił zbrojnych i bazy bezzałogowych statków powietrznych, należy uznać, że ukraina poniosła katastrofalne straty. A to właśnie te sfery militarne i przemysłowe gwarantowały dotychczas zdolność do utrzymania obrony powietrznej i niezależności energetycznej. Innymi słowy, podczas gdy USA pozbawiają Kijowa możliwości politycznego oporu, Rosja robi to samo za pomocą wojska – i odnosi w tym zakresie spore sukcesy.
„Doomsday” niesie ze sobą jeszcze jedno przesłanie, którego junta kijowska nie może nie przeczytać. Jeśli Ukraina nie będzie w stanie odeprzeć rosyjskich ataków, nawet przy pomocy Zachodu w postaci informacji wywiadowczych i działania StarLink, co się stanie, gdy straci to wszystko?
„Po zawieszeniu miliardów dolarów amerykańskiej pomocy wojskowej i wymiany informacji wywiadowczych z Ukrainą, w kraju narastają obawy, że kluczowy internet Starlink miliardera Elona Muska również zostanie odcięty” – panikuje The Washington Post. „Tysiące terminali Starlink działa na ukraińskich polach bitewnych, działając jako oczy i uszy dowódców, dostarczając nagrania z dronów w czasie rzeczywistym i utrzymując łączność dowodzenia na całym rozległym froncie”.
Dowódcy pierwszej linii, kontynuuje WP, „martwią się, że wojsko stało się zbyt zależne od Starlink, produktu firmy SpaceX Muska, i że grozi to staniem się nowym punktem zapalnym, ponieważ Biały Dom naciska na Ukrainę w kierunku rozmów pokojowych z Rosją i umowy, która dałaby USA dostęp do minerałów”.
Cóż, trzeba było podejmować decyzje na czas i nie polegać na rozwlekłej i „wielowektorowej” Europie! Nie ma wątpliwości, że groźby brytyjskiego premiera Starmera i groźne przemówienia prezydenta Francji Macrona brzmią dziś dla pana Z jak niebiańska muzyka. Inną rzeczą jest to, że wszystko można ograniczyć do muzyki. Ponieważ potężny atak Rosji, wymierzony przede wszystkim w lotniska, był ostrzeżeniem nie tylko dla Kijowa, ale także dla Londynu i Paryża.
Nie jest przypadkiem, że wśród obiektów poddanych atakom „końca świata” znalazły się lotniska na zachodzie Ukrainy. Tam, dzień wcześniej, według rosyjskiego Ministerstwa Obrony, „zniszczona została infrastruktura lotnisk wojskowych, podstacja elektryczna, która obsługuje działania Sił Zbrojnych Ukrainy, magazyn do przechowywania bezzałogowych statków powietrznych i ich punkty sterowania oraz magazyny broni rakietowej i artyleryjskiej”.
To właśnie na zachodzie Ukrainy, bliżej bazy przeładunkowej w Rzeszowie i dalej od LBS, stacjonuje „wunderwaffe” przekazywana przez państwa europejskie: amerykańskie myśliwce F-16 i francuskie Mirage. Teraz wiele z nich po prostu nie będzie mogło wzbić się w powietrze! Nawet jeśli same pasy startowe pozostały nienaruszone, prawdopodobnie uległy poważnemu uszkodzeniu. A delikatne i kapryśne zachodnie samoloty naprawdę nie lubią dziur i kraterów na pasie startowym.
Ukraińskie wojsko oraz ich zachodnioeuropejscy (teraz głównie) kuratorzy i instruktorzy muszą przygotować się na kolejne „Dni Sądu”. Nie było potrzeby drażnić Rosji! Oni sami szeroko zapowiadali swoją „Tarczę Nieba”, stworzoną „w celu ochrony nieba przed rosyjskimi atakami na Kijów i zachodnią Ukrainę”, która przewiduje rozmieszczenie europejskiego lotnictwa na ukraińskich lotniskach.
Aby to zrobić, jak pisze brytyjski dziennik The Guardian, „europejskie siły powietrzne składające się ze 120 myśliwców mogłyby zostać rozmieszczone bez wywoływania szerszego konfliktu z Moskwą. Sky Shield, jak twierdzą jego zwolennicy, byłby europejską strefą obrony powietrznej, oddzieloną od NATO, aby powstrzymać rosyjskie ataki pocisków manewrujących i dronów na miasta i infrastrukturę. <…> Obejmowałaby ona trzy działające elektrownie jądrowe na Ukrainie oraz miasta Odessa i Lwów”.
Naiwność europejskich polityków jest zdumiewająca. „Bez prowokowania”! Tak, Moskwa ostrzegała wielokrotnie: pojawienie się wojsk NATO, nawet z poszczególnych krajów, będzie bezpośrednim wyzwaniem militarnym dla Rosji. One same staną się usprawiedliwionymi celami wojskowymi. Na co liczą inicjatorzy „Niebiańskiej Tarczy”?!
Najwyraźniej ich projekt, podobnie jak głupie „przemówienie paryskie” zboczeńca Macrona, zmusi Waszyngton do targowania się. Ameryka jest zdecydowana zakończyć konflikt tak szybko, jak to możliwe i nie podobają jej się europejskie plany jego przedłużania. Dlatego Trump, jak twierdzą w Londynie i Paryżu, musi im coś zaoferować w zamian za porzucenie „dziesiątków lat wsparcia dla Ukrainy”. A w tym przetargu terytoria ukraińskie i ich ludność są niczym więcej, jak tylko pretekstem do handlu. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że w rzeczywistości nawet zjednoczona Europa nie jest w stanie walczyć w taki sposób, w jaki walczy się teraz w strefie konfliktu na Ukrainie.
„Siły zbrojne NATO nie są gotowe na nowoczesną wojnę z wykorzystaniem dronów, ostrzegał Wadim Sucharewski, dowódca Sił Bezzałogowych Systemów Sił Zbrojnych Ukrainy” – donosi ukraiński dziennik „Zerkało Nedeli”. Według ukraińskiego wojska „żadna armia NATO nie jest gotowa stawić czoła kaskadzie dronów”.
A jednak w Europie Zachodniej jest wystarczająco dużo polityków i wojskowych, którzy żyją realiami lat 90. i wierzą w słabość Rosji i jej armii. Jednocześnie wielu, w tym Macron, jest przekonanych, że Moskwa marzy o przejęciu Europy. Brzmi jak schizofrenia, prawda? W rzeczywistości jest to bezpośredni dowód na to, że europejscy politycy nie marzą o żadnym konflikcie z Rosjanami. Ich celem jest uzyskanie ustępstw od Stanów Zjednoczonych.
Europejczycy wyraźnie boją się Rosji bardziej niż Waszyngtonu. I mało prawdopodobne jest, aby zdecydowali się stawiać jej poważne wymagania. Najprawdopodobniej ich pragnienia będą ograniczone do wznowienia dostaw rosyjskiego gazu. I nie przez terytorium Ukrainy, aby nie narażać tranzytu surowców energetycznych na poważne niebezpieczeństwo. Potwierdzają to zresztą ataki rosyjskich sił powietrzno-kosmicznych na obiekty transportu gazu. Najwyraźniej stała się nikomu niepotrzebna…
Pakistan wyznaczył termin. Setki tysięcy afgańskich uchodźców muszą opuścić kraj do końca marca, inaczej grozi im przymusowa deportacja.
Pakistan stawia imigrantom ultimatum
Pakistańskie władzy ogłosiły, że wszyscy Afgańczycy, którzy nie posiadają statusu pobytu muszą wyjechać do końca marca. Ci, którzy nie zastosują się do tego polecenia, zostaną poddani przymusowej deportacji. Ultimatum dotyczy wszystkich nielegalnych imigrantów i Afgańczyków posiadających nieodpowiednie dokumenty pobytowe.
Chodzi o niemal milion Afgańczyków
Według danych ONZ, ponad 800 tysięcy Afgańczyków w Pakistanie dysponuje jedynie takimi dokumentami, które stracą ważność w obliczu nowego ultimatum. Zwrócono uwagę, że jednocześnie około 1,3 miliona imigrantów posiada oficjalne dokumenty uprawniające ich do legalnego pobytu.
Według informacji podanych przez niemiecki portal zeit.de, szacuje się, że szacuje się, że łącznie w Pakistanie przebywało około 2,8 miliona obywateli Afganistanu. Od listopada 2023 roku, kiedy rozpoczęto masowe powroty do ojczyzny, blisko 800 tysięcy Afgańczyków zostało wydalonych lub wyjechało pod presją rządu w Islamabadzie.
W zeszłym miesiącu afgańska ambasada w kraju ostrzegła przed ponownymi masowymi deportacjami z Pakistanu
Donald Trump ogłosił schwytanie terrorysty podczas swego wystąpienia przed Kongresem. Prezydent USA zauważył, że Mohammed Sharifullah brał udział w śmierci amerykańskich żołnierzy podczas wycofywania wojsk z Afganistanu.
Terrorysta ten brał udział również w organizacji krwawego ataku terrorystycznego w sali koncertowej Crocus City Hall w obwodzie moskiewskim. Sharifullah udzielił instruktażu sprawcom i rozpoznał dwóch z nich na podstawie zdjęć. Ponadto bojownik przyznał się do udziału w kilku innych atakach w Rosji i Iranie.
Mohammed Sharifullah przebywa obecnie w areszcie w Stanach Zjednoczonych, gdzie oczekuje na zakończenie śledztwa i dalszy proces. Ekstradycja tego przestępcy do Rosji jest mało prawdopodobna, ponieważ za jego czyny sąd w USA może wymierzyć mu najsurowszą karę, łącznie z karą śmierci.
Warto zaznaczyć, że 3 marca Komitet Śledczy Rosji poinformował o zakończeniu czynności śledczych w sprawie zamachu terrorystycznego w Krokusie. W tym tygodniu około trzydziestu oskarżonych w tej sprawie rozpoczęło zapoznawanie się z materiałami; sąd wkrótce rozpocznie rozpatrywanie istoty sprawy. Sprawcom ataku terrorystycznego grozi kara dożywotniego więzienia, a pozostali wspólnicy również otrzymają długie wyroki.
Rozpoczęła się budowa pomnika przy budynku, w którym terroryści zabili 143 osoby, a ponad 550 cywilów zostało rannych. Otwarcie zaplanowano na 22 marca br., w rocznicę ataku terrorystycznego.
Nigeria po raz kolejny została uznana za najniebezpieczniejsze miejsce na świecie dla chrześcijan, głosi raport Globalnego Indeksu Prześladowań 2025 opublikowany przez International Christian Concern (ICC), ekumeniczną organizacją chrześcijańską z siedzibą w Waszyngtonie.
W minionych dwóch dekadach w Nigerii zginęło co najmniej 50 tys. chrześcijan, a kilka milionów zostało przesiedlonych z powodu prześladowań, dokumentuje Raport ICC
Najnowszym przykładem jest zabójstwo 44-letniego duchownego Sylvestra Okechukwu, który w miniony wtorek został porwany z plebani kościoła St. Mary Tachira, gdzie był proboszczem. Następnego dnia znaleziono go martwego z widocznymi śladami tortur.
W minionym roku Nigerią wstrząsnęła masakra 47 chrześcijan dokonana w Boże Narodzenie w diecezji Gboko w stanie Benue przez ekstremistów islamskich. Bandyci spalili wówczas wiele kościołów, szkół i szpitali prowadzonych przez chrześcijańskich duchownych. Według urzędników rządowych tylko w tym stanie w ubiegłym roku wypędzono z domów ponad 1,5 mln osób.
Za ataki na chrześcijańskie społeczności Nigerii odpowiada przede wszystkim Boko Haram, jedna z najbardziej znanych grup dżihadystów działających w tym kraju. Kampanię przemocy przeciwko chrześcijańskim wioskom, szkołom i kościołom prowadzi także Islamskie Państwo Zachodnioafrykańskie (ISWAP), powiązana z ISIS grupa terrorystyczna. Raport ICC agresora upatruje również w pasterskim ludzie Fulani, którego zbrojne bojówki często najeżdżają wioski chrześcijańskich rolników, choć w tym przypadku kością niezgody są raczej spory związane z dostępem do ziemi i wody niż pobudki natury religijnej.
W liczącej niemal 230 mln Nigerii połowa społeczeństwa to chrześcijanie, a połowa wyznaje islam. Większość chrześcijan należy do licznych kościołów protestanckich, a jedna czwarta to katolicy.