Te tradycje do nas wrócą w formie mocarstwa o nazwie Ukraina, które to mocarstwo będzie bezwzględne, tzn. będzie szkoliło, i już prawdopodobnie wyszkoliło oddziały służące do terroryzmu, do prowokacji. Rozleje się to nie tylko po Rosji. I obawiam się, że tego typu przygotowania zasygnalizował swoją postawą Żeleński, tzn. on przyjechał do Waszyngtonu z rekomendacją, która wydaje się niesłychana pt. masz być twardy, nie ustępuj ani o milimetr.
(…)
Dochodzi do takiego pęknięcia, zobaczymy jak głębokiego, między Europą, która zaczyna być ‘betonowana’ przez Bestię, przez tą strukturę zła, jest betonowana przy banderyzmie i przy faszyzmie, i Waszyngtonem zarządzanym przez ekipę Trumpa, która zderzy się z czymś.
I moim zdaniem może to być zderzenie nie tylko z Żeleńskim.
Krótko mówiąc, Żeleński jest tylko egzemplifikacją czegoś, Ukraina jest tylko pewnym projektem do zademonstrowania siły i moim zdaniem tę siłę może chcieć zademonstrować Bestia.
−∗−
Punkt widzenia – MAREK CHODOROWSKI prosto z Florydy
Dobre wiadomości dla Polski?! – Marek T. Chodorowski Bestia nie ustąpi i na pewno będzie próbowała wywołać na świecie zamieszanie. Więc trzeba mówić w jaki sposób Bestia przegrywa i dlaczego przegrywająca Bestia będzie się nieprawdopodobnie wręcz miotać. Ale […]
____________
Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. I Ostatnie 10 minut przejdzie natomiast do historii dyplomacji i polityki. W pewnym momencie zaczęła się regularna kłótnia pomiędzy przywódcą Ukrainy a dwoma przywódcami Ameryki. Zelenski zaczął napastliwie podważać słowa J.D.Vance’a, […]
____________
Trump i Zelenski. Historia prawdziwa, cz. II Trump ma prostą ofertę dla Zelenskiego: „załatwiłem wam najlepsze warunki życia, przestańcie walczyć, przestańcie ginąć, zacznijcie zarabiać i odbudowywać swój kraj”. I wtedy pada pytanie Zelenskiego o gwarancje bezpieczeństwa, czego […]
Od maja 2015 roku w każdy Pierwszy Czwartek miesiąca jest w Nowym Jorku na Manhattanie Msza Święta w rycie tradycyjnym (trydenckim) za naszą Ojczyznę Polskę.
Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej z Góry Karmel, godz. 19-ta
Pół godziny przed Mszą Świętą modlimy się jedną część Różańca Świętego za Ojczyznę.
Przychodzą na tą Mszę Świętą również obcokrajowcy różnych nacji, podtrzymują nas na duchu modlitwą szczerze podziwiając Polskę. Po Mszy Świętej mamy zawsze spotkanie w salce przy kościele, mały poczęstunek, zawsze wszystkich zapraszamy i zawsze prosimy o wsparcie modlitewne dla Polski atakowanej ze wszystkich stron. Mam ufność, że – z pomocą Bożą – będzie dobrze
Bez większego echa w polskich mediach (co powinno dawać do myślenia) przeszedł wywiad, jakiego Aleksandr Łukaszenka udzielił platformie X. Rozmowę z prezydentem Białorusi przeprowadził amerykański bloger Mario Nawfal, wschodząca gwiazda Elona Muska.
Białoruski przywódca poruszył wiele kluczowych kwestii. Mówiąc o wojnie na Ukrainie, wskazał na tych, którzy przyczynili się do eskalacji konfliktu oraz doprowadzili do fiaska negocjacji. Wyjawił również, jak blisko byliśmy wybuchu wojny nuklearnej. Ponadto, podzielił się swoimi opiniami na temat przyszłości NATO oraz sojuszu USA-EU, a także z pewnym uznaniem wypowiedział się o administracji Donalda Trumpa.
PRZED WOJNĄ
W wywiadzie Łukaszenka mówił o rozmowach, które prowadził z prezydentami Władimirem Putinem i Wołodymyrem Zełenskim przed wybuchem wojny na Ukrainie. Z jego relacji wynika, że miał wielokrotne spotkania z rosyjskim przywódcą, podczas których omawiano sytuację na Ukrainie. Łukaszenka twierdzi, że ostrzegał Rosjan i Ukraińców przed możliwością eskalacji konfliktu oraz sugerował, aby podjęto działania mające na celu uniknięcie wojny.
Mimo tych wysiłków, Putin, jak podkreślał Łukaszenka, był zdecydowany przeprowadzić operację wojskową, wskazując na sytuację wewnętrzną w Rosji. W odniesieniu do Zełenskiego, Łukaszenka mówił o częstych próbach przekonania ukraińskiego prezydenta do kompromisów, jednak Zełenski miał silny opór i nie chciał pójść na ustępstwa, co według Łukaszenki doprowadziło do wybuchu wojny.
INTERES ZACHODU
Łukaszenka wyraził przekonanie, że Zachód, szczególnie Stany Zjednoczone, miał na celu osłabienie Rosji poprzez podtrzymywanie konfliktu na Ukrainie. Jego zdaniem, Zachód dążył do tego, by Ukraina była wykorzystywana jako narzędzie w geopolitycznej grze przeciwko Rosji. Łukaszenko zauważył, że Zachód nie tylko dostarczał Ukrainie broń, ale również starał się zbliżyć ją do NATO, co miało na celu dalsze pogłębianie podziałów w regionie i izolowanie Rosji.
Z kolei decyzje o kontynuowaniu wojny były, według białoruskiego przywódcy, wynikiem presji ze strony krajów zachodnich, które nie brały pod uwagę kosztów wojny, takich jak cierpienie ukraińskiego społeczeństwa. Łukaszenka wskazał, że Zachód preferował, aby wojna trwała jak najdłużej, gdyż w jego opinii, była to część szerszej strategii mającej na celu osłabienie Rosji i wzmocnienie wpływów Zachodu w regionie.
BLOKOWANIE NEGOCJACJI
Prezydent Białorusi poruszył kwestię ingerencji Borisa Johnsona, ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii, który miał uniemożliwić prowadzenie rozmów pokojowych z Ukrainą. Łukaszenka zaznaczył, że w marcu 2022 roku, kiedy Ukraina była bliska podjęcia negocjacji z Rosją, to właśnie Johnson przyjechał do Kijowa i namówił prezydenta Zełenskiego, by nie podejmował rozmów z Moskwą.
Łukaszenka podkreślił, że decyzja ta miała na celu kontynuowanie wojny, a nie szukanie pokojowego rozwiązania, co odpowiadało interesom Wielkiej Brytanii oraz Zachodu. Według Łukaszenki, to właśnie ta interwencja zatrzymała proces pokojowy i przedłużyła cierpienie ukraińskiego narodu.
SKUTEK SANKCJI
W dalszej części wywiadu białoruski przywódca stwierdził, że sankcje nałożone przez Zachód na Rosję miały skutek odwrotny do zamierzonego, doprowadzając do zbliżenia Rosji i Chin. Według Łukaszenki, współpraca gospodarcza między dwoma krajami umocniła się, szczególnie w sektorach energetyki, technologii i handlu.
Prezydent Białorusi zauważył, że sankcje wymusiły na Rosji poszukiwanie nowych partnerów i alternatywnych źródeł energii, a Chiny stały się kluczowym partnerem w tym procesie. Relacje między Rosją a Chinami, jego zdaniem, miały nie tylko pozytywny wpływ na rozwój współpracy gospodarczej, ale także na równowagę sił na świecie. Wskazał, że dzięki tej współpracy Rosja mogła zbudować alternatywną sieć wsparcia, co pozwoliło jej przetrwać ekonomiczne skutki sankcji zachodnich.
GRUPA WAGNERA
Łukaszenka poruszył również kwestię próby zamachu na przywódcę grupy Wagnera, Jewgienija Prigożyna. Z jego relacji wynika, że o zamachu dowiedział się dzięki informacjom z Rosji. Łukaszenka przyznał, że odegrał kluczową rolę w rozwiązaniu sytuacji, skontaktował się z Władimirem Putinem i zaoferował pomoc w mediacjach.
Dzięki interwencji Łukaszenki udało się uniknąć eskalacji wewnętrznego kryzysu w grupie Wagnera, co mogło mieć poważne konsekwencje nie tylko dla Rosji, ale i dla całego regionu. Białoruś, jak podkreślił jej prezydent, była w stanie zaoferować neutralne miejsce do rozwiązania tego konfliktu, co zapobiegło dalszym napięciom.
WOJNA NUKLEARNA
Prezydent Białorusi mówił też w wywiadzie o realnym zagrożeniu wojną nuklearną, które pojawiło się w trakcie eskalacji konfliktu. Według niego, świat był bardzo blisko wybuchu wojny nuklearnej, zwłaszcza w okresach napięcia geopolitycznego, kiedy zarówno Rosja, jak i Zachód rozważali opcję użycia broni jądrowej.
Łukaszenka twierdził, że to Zachód, a szczególnie Stany Zjednoczone, dążyły do eskalacji konfliktu, prowokując Rosję do agresywnych reakcji, co miało na celu dalszą destabilizację. Z kolei Putin miał starać się unikać wojny nuklearnej, mimo presji z wielu stron. Łukaszenka podkreślił, że dyplomacja była kluczowa w unikaniu tego scenariusza, a Białoruś starała się odegrać rolę mediatora, pomagając utrzymać stabilność w regionie i zapobiegając eskalacji wojny nuklearnej.
PAŃSTWO ŚRODKA
Kolejny temat jaki poruszył Łukaszenka, to rosnąca rola Chin w globalnej polityce i wpływ tego państwa na przyszłość konfliktu na Ukrainie. Chiny, jego zdaniem, dążą do utrzymania stabilności i pokoju, a ich polityka zagraniczna koncentruje się na unikaniu eskalacji konfliktów.
Łukaszenka podkreślił, że Chiny starają się pełnić rolę mediatora, który pomaga w rozwiązywaniu sporów pokojowymi środkami, zamiast angażować się w dalszą eskalację. Zauważył, że Chiny utrzymują równowagę w swoich relacjach z Zachodem i Rosją, nie angażując się jednoznacznie po żadnej ze stron. Ich rosnąca potęga gospodarcza pozwala im wpływać na globalne procesy i angażować się w dyplomację, która sprzyja utrzymaniu pokoju i stabilności na świecie.
NATO I SOJUSZ USA-EU
Prezydent Białorusi wyraził krytykę wobec NATO, wskazując, że organizacja ta będzie w przyszłości coraz bardziej agresywna i będzie dążyć do rozprzestrzeniania swojej obecności na Wschód. Jego zdaniem, NATO nie zatrzyma się na Ukrainie, lecz będzie starało się rozszerzać swoją obecność na inne kraje wschodnioeuropejskie i postsowieckie. Zauważył, że w przeszłości istniała możliwość nawiązania bardziej konstruktywnych relacji z Rosją, jednak NATO wybrało konfrontację.
Zdaniem Łukaszenki, sojusz Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską jest obecnie w bardzo silnej pozycji, ale jeśli nie dojdzie do równowagi w tych relacjach, może to prowadzić do dalszego zaostrzenia napięć, zwłaszcza w kontekście wojny na Ukrainie. Łukaszenka przewiduje, że NATO będzie kontynuować swoją ekspansję i zaangażowanie w konflikty globalne, co może prowadzić do destabilizacji w różnych regionach świata.
DONALD TRUMP
Łukaszenka w wywiadzie wyraził pozytywne opinie na temat Donalda Trumpa, podkreślając jego pragmatyczne podejście do polityki międzynarodowej. Zauważył, że Trump, choć nie zawsze podejmował decyzje, z którymi się zgadzał, wykazywał realizm polityczny, starając się unikać eskalacji konfliktów i utrzymać równowagę w stosunkach międzynarodowych.
Prezydent Białorusi docenił postawę Trumpa wobec Rosji, wskazując, że w przeciwieństwie do innych przywódców, unikał on eskalowania napięć z Moskwą. Łukaszenka odniósł się też do hipotetycznej sytuacji, w której Joe Biden wciąż byłby prezydentem USA, stwierdzając, że „wojna trwałaby bez końca”.
ROLA BIAŁORUSI
Aleksandr Łukaszenka poruszył kwestię roli Białorusi jako „mostu” między Wschodem a Zachodem. Zaznaczył, że Białoruś, jako kraj leżący na styku obu światów, może pełnić stabilizującą rolę, szczególnie w kontekście międzynarodowych napięć. Mimo to podkreślił, że Białoruś nie angażuje się w bezpośrednie rozwiązywanie konfliktów, lecz stara się utrzymać neutralność i budować relacje z różnymi aktorami międzynarodowymi.
Łukaszenka zaznaczył, że choć Białoruś utrzymuje bliskie więzi z Rosją, to również dostrzega wspólne interesy Wschodu i Zachodu w zakresie bezpieczeństwa, handlu i ekologii. Z jego perspektywy, współpraca obu bloków jest kluczowa, aby uniknąć izolacji, która mogłaby zaszkodzić wszystkim. Przywódca Białorusi zaznaczył, że pragnie silniejszych mostów komunikacyjnych, które zastąpiłyby rywalizację współpracą między tymi dwoma stronami.
Mimo tej roli „mostu”, Łukaszenka wyraźnie stwierdził, że nie widzi siebie jako mediatora w konflikcie między Wschodem a Zachodem. Jego zdaniem, Białoruś powinna działać na rzecz stabilności regionu, zachowując suwerenność i niezależność, a także oferować miejsce do dialogu, gdy zajdzie taka potrzeba. Jego kraj ma unikalną pozycję, ale nie zamierza angażować się po żadnej ze stron.
Prezydent Białorusi podkreślił również, że nie warto zbytnio spoglądać w przeszłość. Skupił się na przyszłości, zauważając, że patrzenie wstecz jedynie opóźnia postęp. Choć historia jest ważna, Łukaszenka uważa, że nie powinna dominować w podejmowaniu decyzji politycznych, a kluczowe jest dążenie do przyszłych rozwiązań i rozwoju.
Po zapoznaniu się z treścią wywiadu, nie mogłam oprzeć się uczuciu utraconej szansy. Pomyślałam, że Polska zmarnowała okazję, by wykorzystać swoje strategiczne położenie jako pomost łączący Wschód z Zachodem. Teraz to właśnie Białoruś może przejąć tę rolę, gdyż jej przywódca – w przeciwieństwie do polskojęzycznych polityków – nie jest zacietrzewiony.
Pod koniec stycznia europosłowie opowiedzieli się za uznaniem tak zwanej mowy nienawiści i „przestępstw z nienawiści” za jedne z najcięższych zbrodni transgranicznych – jak terroryzm, handel ludźmi, narkotykami. Mają być surowo karane w całej UE.
Od dawna Komisja Europejska – nie mogąc przepchać przepisów kryminalizujących „mowę nienawiści” odgórnie w całej unii – naciskała, by poszczególne kraje przyjęły swoje regulacje w tej sprawie. Ustawy zabraniające głoszenia określonych poglądów mają Austria, Francja, Belgia, Niemcy czy Hiszpania.
Skrajne przepisy drastycznie ograniczające wolność słowa przyjęto w zeszłym roku chociażby w Jordanii czy RPA. Batalię o kryminalizację wypowiedzi religijnych pod pretekstem zwalczania „mowy nienawiści” toczą prawodawcy irlandzcy. Jesteśmy świadkami postępującej totalizacji życia obywateli, którym odbiera się kolejne wolności. To już coś więcej niż pełzający „miękki totalitaryzm”.
Totalitarny świat fikcji
Profesorowie Marek Bankowicz i Wiesław Kozub-Ciembroniewicz zauważyli, że ideologia totalitarna „nie poprzestaje na formułowaniu wskazań o charakterze jedynie politycznym. Mistyczna ideologia totalitarna posiada wiele cech par excellence wiary religijnej. W miarę upływu czasu tego rodzaju ideologia coraz bardziej unika rzeczywistości, uciekając w świat kreowanej przez siebie fikcji. Totalitaryzm zawsze jest więc w większym lub mniejszym stopniu ideokracją, czyli ustrojem, w którym ideologiczna nadrzeczywistość wypiera realność. Istniejący świat i jego pojęcia są stłamszone przez swoistą fikcję, zaś słowa tracą swe tradycyjne znaczenie i nabierają nowego, przechodząc w nowomowę”. W tym systemie tylko nieliczni mają wiedzę o zasadach rządzących porządkiem świata i jako nowa „elita” są predestynowani do przewodzenia ludowi, narzucając biernym masom zasady postępowania. Organizacja totalitarna wymusza jedność w myśleniu i działaniu, a osiąga to poprzez centralizację, podporządkowanie mas oraz ujednolicenie.
Inny polski prawnik przedwojenny Marian Kutrzeba pisał w 1937 r., że w państwach totalnych wolność słowa jest niepożądana, co więcej, „jeśli mimo wszystko myślenia nie można zabronić, to można jednak zakazać przejawiania niepożądanych myśli na zewnątrz – można zapobiegać, by nie pojawiły się podniety do ich rozwijania, do krytyki. A więc – cenzura słowa mówionego i pisanego”. To jeden z kluczowych elementów państwa totalitarnego.
Ograniczanie debaty publicznej
Od co najmniej 2015 roku – pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa, równości i włączenia społecznego, czyli inkluzji – ograniczana jest debata publiczna. Uderza ona przede wszystkim w idee konserwatywne.
W latach 2011 – 2022 aż 78 państw przyjęło przepisy mające na celu ograniczenie rozpowszechniania fałszywych, wprowadzających w błąd lub prawdziwych, ale szkodliwych informacji w mediach społecznościowych (dis-, mis– i malinformation – MDM). Przepisy ich dotyczące są egzekwowane w coraz szybszym tempie. W latach 2011 – 2015 wdrożono 14 ustaw dotyczących tego rodzaju treści. W latach 2016 – 2022 było ich już 91. Pozwalają one rządom na definiowanie tego, jakie materiały są dozwolone w przestrzeni publicznej.
Za głoszenie „nieprawomyślnych poglądów” dziennikarze trafiają do więzienia albo muszą płacić wysokie grzywny i toczyć długoletnie spory prawne.
Z powodu usankcjonowania tak zwanej mowy nienawiści, problemy mają jednak nie tylko pracownicy mass mediów. Coraz częściej kłopoty dotykają konserwatywnych polityków, nauczycieli akademickich, trenerów i nauczycieli szkolnych, lekarzy, duchownych, przedsiębiorców i zwykłych obywateli sprzeciwiających się ogłupianiu, manipulacji, przyjmowaniu jednej jedynie słusznej ideologii. Ludzie tracą pracę, możliwość sprawowania urzędów czy wykonywania wyuczonego zawodu, a w najgorszym przypadku mogą nawet trafić do więzienia. Są spychani na margines społeczny, poddawani ostracyzmowi, szykanom i różnym niesprawiedliwym procedurom.
Czym jest „mowa nienawiści”?
Nie ma – i nie może być – prawnie wiążącej definicji „mowy nienawiści”. Andrew Sellars, dyrektor Kliniki Technologii i Cyberprawa na Wydziale Prawa Uniwersytetu Bostońskiego, poddał ocenie setki regulacji próbujących skodyfikować „mowę nienawiści”. Przeanalizował ustawodawstwo, ale także praktyczne definicje stosowane przez platformy internetowe. Zaznaczył, że znaczna część wiedzy akademickiej na ten temat opiera się na przykładach, a nie na definicjach. Co więcej, badacz uważa nawet, że nie można stworzyć „akceptowalnych ram” takiej definicji. Kompleksowa analiza prowadzi Sellarsa do wniosku, że ze względu na sprzeczne interesy stron – wolność słowa vs. „mowa nienawiści” – nie jest możliwe stworzenie obiektywnej definicji tej drugiej. W związku z tym nie można jej kodyfikować, a ci, którzy twierdzą, że mają proste rozwiązanie problemu, „po prostu nie myślą wystarczająco intensywnie” – zasugerował.
Krzysztof Śmiszek, obecnie sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, a równocześnie działacz homolobby uważa, że zdefiniowanie „mowy nienawiści” nie jest trudne.
Sellars sugeruje, że niemożność uzgodnienia nawet podstawowych ram podkreśla daremność tworzenia definicji, która musiałaby być wystarczająco wąska, aby chronić konstytucyjną wolność słowa, a jednocześnie wystarczająco szeroka, aby objąć każdą dostrzegalną kategorię ekspresji jako chronioną.
W wielu krajach już istnieją przepisy, które chronią przed naruszeniem dóbr osobistych, obrazą uczuć religijnych, wulgaryzacją w życiu publicznym. Nie ma zatem potrzeby kodyfikowania „mowy nienawiści” zakazującej wyrażania poglądów naukowych, które nie spodobają się jakiejś grupie albo wskutek których dane osoby odczują dyskomfort.
W USA Sąd Najwyższy wielokrotnie odrzucał rządowe próby zakazania lub karania „mowy nienawiści”, przywołując Pierwszą Poprawkę, która daje szerokie gwarancje wolności.
Jeszcze w orzeczeniu z 2011 r. prezes Sądu Najwyższego John Roberts zaznaczył, że gwarancja wolności słowa jest kluczowa dla zapewnienia swobodnej debaty publicznej, dla utrzymania demokracji. Bez wolności słowa i zgromadzeń nie ma debaty, dyskusji, nie ma ścierania się idei, krytyki itd. Nie ma dochodzenia do prawdy. Za to otwiera się pole do tyranii, bo największym zagrożeniem dla wolności jest bezwładny naród. Brak oporu rozzuchwala despotów.
Do czego może doprowadzić uznanie tak zwanej mowy nienawiści za przestępstwo transgraniczne w Europie, pokazują już konkretne przypadki nękania niektórych osób w krajach tak zwanej demokracji liberalnej, gdzie podobne regulacje krajowe już obowiązują albo gdzie próbuje się kneblować tę wolność poprzez różne działania administracyjne, wewnętrzne regulaminy, standardy itp.
Wykluczenie z debaty europosłów
W styczniu 2024 r. Parlament Europejski wszczął postępowanie przeciwko Tomowi Vandendriessche, który reprezentuje flamandzkich separatystów. Mężczyzna ośmielił się podczas debaty na temat paktu migracyjnego stwierdzić, że celem KE jest „przyciągnięcie większej migracji”, o czym wcześniej mówiła komisarz do spraw wewnętrznych Ylvy Johansson na temat potrzeby przyjmowania dodatkowych migrantów z Globalnego Południa.
– UE chce sprowadzić do Europy dodatkowy milion migrantów, oprócz wielu milionów, które już mamy – komentował Vandendriessche, dodając, że taka jest definicja migracji zastępczej. Wspomniał, że UE chce „repopulacji”. Uznał także unijną politykę azylową za formę „zorganizowanej wymiany” ludzi.
Jego uwagi wywołały gniew postępowych europosłów wraz z federalistką Sophie in 't Veld na czele, która oskarżyła deputowanego o to, że termin „repopulacja” jest „określeniem nazistowskim” i zażądała reakcji szefowej Parlamentu Europejskiego, aby go ukarała. Roberta Metsola zapowiedziała wszczęcie śledztwa w sprawie słów Vandendriessche. Zbada, czy europoseł złamał regulamin Parlamentu.
Vandendriessche komentując sprawę zauważył, że jedynie powtarzał słowa komisarzy UE, dodając, że „UE w coraz większym stopniu staje się ZSRS, gdzie opozycja była prześladowana za mówienie prawdy”.
Jeśli władze parlamentarne uznają flamandzkiego deputowanego za winnego używania „mowy nienawiści”, zgodnie z Regulaminem Parlamentu może on zostać ukarany grzywną lub nawet pozbawiony prawa głosu.
Kilka miesięcy wcześniej, w maju przesłuchiwano trzech innych europosłów z powodu domniemanych „nienawistnych” uwag w związku z komentarzami na temat islamu i migracji. W 2017 r. zawieszono na 10 dni eurodeputowanego Janusza Korwin-Mikkego. Dodatkowo ukarano go grzywną w wysokości 9 210 euro za uwagi na temat zróżnicowania wynagrodzeń ze względu na płeć.
W 2023 roku trzy lewicowe posłanki zażądały pilnego dochodzenia w sprawie trzech prawicowych koleżanek. Oskarżycielki utrzymywały, że podczas debaty na temat „praw kobiet” w Izbie ich antagonistki dopuściły się „mowy nienawiści”, opisując „kobiety transpłciowe” jako „największe zagrożenie dla kobiet”. Ośmieliły się również wskazać na związek pomiędzy wzrostem przemocy wobec kobiet w całej Europie a – ich zdaniem – rosnącym wpływem islamu. Metsola zapowiedziała, że „zajmie się tą sprawą”.
W zeszłym roku czterech europosłów z Polski straciło immunitety za „lajkozbrodnie” (polubili tweety ukazujące skutki polityki migracyjnej).
Europejscy progresiści obawiają się utraty znacznej części mandatów do Parlamentu Europejskiego, a także w wyborach krajowych. W rezultacie naciskają na coraz większą cenzurę. Rok 2024 ma być nawet rokiem szczególnym dla „obrony odporności demokracji” i dlatego podjęto szereg działań mających zagwarantować utrzymanie dominacji lewicowej „poprawności politycznej” nie tylko w Europie, ale także w innych demoliberalnych krajach na świecie.
Stąd bezpardonowe działania cenzuralne i powszechne wezwanie do obrony tak zwanej integralności informacji, czyli narzucenia cenzury, stłumienia debaty publicznej pod pretekstem walki z „mową nienawiści”, dezinformacją, wiadomościami prawdziwymi, ale rzekomo szkodliwymi. Termin „mowa nienawiści” szybko staje się eufemizmem na określenie poglądów, których nie akceptują postępowcy.
Fiński „proces biblijny”
W styczniu tego roku fiński prokurator, po dwuinstancyjnej porażce powództwa przeciwko chrześcijańskiej poseł – byłej szefowej ministerstwa spraw wewnętrznych Päivi Räsänen – odwołał się do Sądu Najwyższego. Za wszelką cenę chce ukarać kobietę za „szerzenie nienawiści”. Ex-parlamentarzystka opublikowała w serwisie X wersety od 24 do 27 z 1 Listu do Rzymian z pytaniem, dlaczego Kościół Ewangelicko-Luterański w Finlandii zgodził się sponsorować wydarzenie związane z promowaniem tak zwanej dumy gejowskiej.
W listopadzie ubiegłego roku sąd apelacyjny podtrzymał wyrok uniewinniający sądu rejonowego z 2022 r. Ten swoisty „proces biblijny” pokazuje jak bardzo zamordystyczne staje się współczesne państwo demoliberalne.
Była minister, prawnik z wykształcenia oznajmiła, że „jest gotowa nadal bronić wolności słowa i wolności wyznania przed [fińskim] Sądem Najwyższym, a jeśli zajdzie taka potrzeba, przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka”. Kobieta nie kryła „całkowitego zaskoczenia” tym, że prokurator zdecydował się ją dalej nękać. Räsänen ma jednak nadzieję, że zwycięstwo w SN „ustanowi precedens prawny w zakresie wolności słowa i religii”.
Cenzura rządowa
Mimo że w USA nie ma regulacji o „mowie nienawiści”, tamtejsi progresiści próbują na różne bezprawne sposoby ograniczyć debatę publiczną, wprowadzić autocenzurę i zaszkodzić osobom o niepostępowych poglądach. Terapeuta Brian Tingley z Waszyngtonu toczy batalię przed sądem w związku z wymierzonym przez władze stanowe zakazem udzielania pomocy w detranzycji osobom, które nie chcą być już „transami”. Prawo zezwala jedynie na świadczenie takiej „terapii”, która będzie prowadzić osoby z dysforią płciową do tak zwanej zmiany płci. Poszkodowanego reprezentuje konserwatywna organizacja prawnicza Alliance Defending Freedom. Walczy ona na różnych poziomach z cenzurą oraz narzucaną przez rząd ideologią.
Podobne pozwy wytoczyli terapeutka Maggie DeJong, kapelan ochotniczej straży pożarnej, dr Andrew Fox, nauczyciel muzyki John Kluge i wielu innych.
Trener Dave Bloch, który prowadził drużynę snowboardową w jednej ze szkół w stanie Vermont, walczy o przywrócenie do pracy po zwolnieniu go za to, że ośmielił się powiedzieć młodym ludziom, iż mężczyźni i kobiety różnią się między sobą, oraz że mężczyźni na ogół mają wrodzoną przewagę fizyczną nad kobietami w sporcie. Jeden z zawodników „transów” miał się poczuć urażony. Jak widać, „mowa nienawiści” to wygodny wytrych do pozbywania się „niewygodnych” ludzi i „niewygodnych” poglądów.
Urzędnicy walczący z tak zwaną mową nienawiści idą dalej, wymagając od ośrodków pro life w Kalifornii udostępniania informacji na temat możliwości dokonania aborcji w tak zwanych klinikach Planned Parenthood lub innych dostawców „usług aborcyjnych”.
Podobnie, były minister zdrowia Adam Niedzielski chciał wymusić na fundacji Kai Godek, aby informowała przybywające do naszego kraju Ukrainki o możliwości zabicia dziecka poczętego.
Cenzura prywatna
Oprócz cenzury stosowanej przez urzędników państwowych poprzez wprowadzanie wytycznych odnoszących się do zwalczania „mowy nienawiści” i tworzenia „bezpiecznych stref” dla różnych „osób wrażliwych”, które mają odmienną „orientację seksualną” albo wywodzą się spośród grup dotkniętych „systemowym rasizmem” lub inną „systemową niesprawiedliwością” (dominacja białych mężczyzn u władzy, patriarchat itp.) rośnie także cenzura stosowana przez podmioty prywatne. Zwykle odbywa się to pod pretekstem realizowania programów DEI (różnorodność, równość i inkluzja) powiązanego z raportowaniem ryzyka pozafinansowego (ESG).
Korporacje, banki, uniwersytety szeroko interpretują tak zwaną mowę nienawiści, zabraniając krytycznych wypowiedzi na temat „krytycznej teorii rasy”, transseksualizmu, tranzycji, małżeństw jednopłciowych, homoseksualizmu, aborcji itp.
W kwietniu 2023 r. Bank of America anulował rachunki chrześcijańskiej organizacji charytatywnej Indigenous Advance z siedzibą w Memphis i lokalnego kościoła, który ją wspiera finansowo. Bank wysłał pisma, informując, że oba podmioty działają w ryzykownej domenie, której bank postanowił nie obsługiwać. Grupa IA współpracuje z rządem ugandyjskim, ostro sprzeciwiającym się szerzeniu ideologii gender.
W 2022 roku bank JPMorgan Chase nagle zamknął rachunek bieżący Krajowego Komitetu na rzecz Wolności Religijnej (NCRF), założonego przez byłego senatora i ambasadora USA Sama Brownbacka. Po wielokrotnych prośbach o przywrócenie konta Chase „wykręcał się”, za każdym razem podając sprzeczne komunikaty.
W stanie Arkansas bank odmówił prowadzenia konta Radzie Rodzinnej Arkansas i chrześcijańskiej organizacji obrońców życia Ruth Institute.
Według indeksu biznesowego Viewpoint Diversity Score Business Index ADF 2023, który mierzy poszanowanie korporacyjne dla wolności słowa i wolności religijnej, 64 procent z 75 największych firm z branży technologicznej i finansowej cenzuruje wolność słowa pod pretekstem ochrony przed „mową nienawiści”. Siedem z dziesięciu największych banków komercyjnych w kraju – w tym trzy największe – utrzymuje politykę „ryzyka reputacji” lub „mowy nienawiści”.
ADF komentuje, że „te niejasno sformułowane zasady stanowią zagrożenie dla wszystkich i praktycznie gwarantują cenzurę (…) wszelkich poglądów politycznych i religijnych”.
Organizacja prawnicza niedawno złożyła opinię amicus w sprawie O’Connor-Ratcliff przeciwko Garnier. Chodzi o cenzurę kont w mediach społecznościowych dwóch rodziców, którzy skrytykowali członków rady szkoły.
W innej sprawie O’Handley przeciwko Weberowi urzędnicy z Kalifornii nakazali Twitterowi, aby ukarał pewnego Amerykanina za to, że podzielił się on na tej platformie opinią, która nie podobała się urzędnikom. Portal ocenzurował wspomnianą osobę, łamiąc prawo.
Cenzura w szkołach i na uniwersytetach
W gimnazjum z Massachusetts dyrektorzy powiedzieli uczniowi, że nie może nosić koszulki z napisem: „Istnieją tylko dwie płcie”. Podczas „pandemii COVID-19” w szkole podstawowej na terenie stanu Mississippi władze okręgowe zakazały trzecioklasistce noszenia maski z napisem „Jezus mnie kocha”.
Były profesor Uniwersytetu Północnego Teksasu, dr Nathaniel Hiers zażartował sobie z ulotki ostrzegającej przed tak zwanymi niebezpieczeństwami „mikroagresji”. Wskazano w niej, jakich określeń nie można używać. Na przykład „mikroagresja” wyraża się przez stwierdzenie: „Ameryka jest krajem możliwości” i „Uważam, że tę pracę powinna dostać najbardziej wykwalifikowana osoba”. Uczelnia rozwiązała umowę z profesorem. Sprawa trafiła do sądu i ostatecznie uniwersytet zapłacił 165 tysiące dolarów odszkodowania za naruszenie wolności słowa wykładowcy.
Obecnie wiele powództw na terenie USA, Kanady i Wielkiej Brytanii toczy się w związku z krytyką działań Izraela w Palestynie, a także z powodu użycia określeń, które mogły spowodować dyskomfort wśród przedstawicieli mniejszości seksualnych, kolorowych itp.
„Propagatorów mowy nienawiści” próbuje się ukarać „anulując” ich osiągnięcia naukowe, a nawet pozbawiając prawa do wykonywania zawodu. Oto najnowsza próba usiłowania pozbawienia jednego z najzdolniejszych studentów Autonomicznego Uniwersytetu Baja California możliwości wykonywania zawodu psychologa. Uczelnia wszczęła postępowanie przeciwko Christianowi Cortezowi Pérezowi po tym, jak część studentów i profesorów poczuło się dotkniętych jego przemową wygłoszoną na zakończenie studiów.
Jako jeden z najzdolniejszych absolwentów Wydziału Medycyny i Psychologii miał prawo do wystąpienia podczas ceremonii wręczenia dyplomów, która odbyła się 27 czerwca 2022 r. Wezwał wówczas do odrzucenia redefinicji rodziny i radykalnej ideologii gender, stwierdzając: – Dzisiaj jesteśmy głęboko zaangażowani w prawdziwą antropologiczną walkę o przedefiniowanie istoty ludzkiej, osoby ludzkiej, człowieka poprzez wdrażanie ideologii i sposobów myślenia, które zawsze kończą się podważeniem godności i wolności. Mężczyzna zacytował słowa G.K. Chestertona o niszczeniu rodziny i przestrzegał, że „atak na życie i rodzinę oznacza samozniszczenie, jest atakiem na samą cywilizację”. Wezwał do solidarności, wzajemnego szacunku i miłości polegającej na szukaniu dobra drugiej osoby.
Oburzeni wykładowcy wystosowali list, wzywając do anulowania dotychczasowych osiągnięć naukowych Péreza, pozbawienia go prawo do wykonywania zawodu i poinformowania wszystkich instytucji, w których mógłby szukać zatrudnienia, o pozbawieniu go możliwości wykonywania zawodu psychologa.
– To, co przydarzyło się Christianowi, stanowi rażące naruszenie jego podstawowych praw człowieka. Studenci wyrażający swoje poglądy w środowisku akademickim nie powinni obawiać się o swoją karierę. Sprawowanie przez profesorów władzy sankcyjnej nad swoimi studentami jest niewłaściwe i niebezpieczne. Mamy nadzieję, że Autonomiczny Uniwersytet Baja California naprawi to wielkie zło i zajmie jasne stanowisko na rzecz wolności słowa – komentował Carlos Ramirez, obrońca pokrzywdzonego.
Liczba przypadków cenzury akademickiej rośnie. W zeszłym roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wydał ważny wyrok w sprawie studenta Chike’a Uzuegbunama (stosunek głosów 8 do 1) na korzyść młodego człowieka, któremu uczelnia chciała uniemożliwić głoszenie Ewangelii. Proces przeciwko Georgia Gwinnett College zakończył się ugodą o łącznej wartości ponad 800 tysięcy dolarów.
Jednocześnie trwa postępowanie sądowe w sprawie doktora Alana Josephsona, wybitnego profesora na Uniwersytecie w Louisville. Został on zwolniony po tym, jak wypowiadał się na temat dysforii płciowej podczas wydarzenia zorganizowanego przez Heritage Foundation. Dr Josephson, który przez prawie 15 lat pełnił funkcję szefa Oddziału Psychiatrii i Psychologii Dzieci i Młodzieży na uniwersytecie, tuż po wydarzeniu w konserwatywnym think tanku, spotkał się z wrogą atmosferą w pracy, a w lutym 2019 roku uczelnia poinformowała go, że nie przedłuży z nim kontraktu.
Swoją batalię prowadzą nauczyciele w Wirginii w związku z polityką rady szkolnej hrabstwa Loudoun, która zmusza nauczycieli do zaprzeczania prawdzie o tym, co to znaczy być mężczyzną i kobietą, używając zaimków niezgodnych z płcią biologiczną itd.
Atak na działaczy NGO
Niedawno sąd w Gdańsku w skandalicznym orzeczeniu skazał Mariusza Dzierżawskiego, członka zarządu Fundacji Pro – Prawo do Życia, za organizację kampanii społecznej informującej o badaniach naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią.
Również w zeszłym roku brytyjskie władze postanowiły ścigać Adama Smith-Connora, weterana z Afganistanu, który stał w „strefie buforowej” i modlił się po cichu i w samotności przed ośrodkiem aborcyjnym w Bournemouth. Mąż i ojciec, który w młodości wraz ze swoją byłą dziewczyną zdecydował o uśmierceniu syna Jakuba, żałuje tej decyzji do dziś. Modlił się za utracone dziecko, ale także za inne dzieci abortowane w „klinice”, ich matki i ojców. W sierpniu 2023 r. policja wszczęła postępowanie przeciwko Adamowi, a 16 listopada miał stanąć przed sądem. Sprawę odroczono na styczeń 2024 roku. Mężczyźnie grozi kara więzienia za „myślozbrodnię”. Ośmielił się swoją obecnością wprawić w zakłopotanie kobiety zmierzające do placówki, by zabić dzieci noszone pod sercem…
Nie ma prawnej definicji „mowy nienawiści” i nie może być. Na jakiej więc podstawie sędziowie skazują „winnych”?
ONZ przyznaje, że nie ma w międzynarodowym prawie formalnej definicji „mowy nienawiści”. Dlatego też większość instrumentów Organizacji Narodów Zjednoczonych odnosi się do „podżegania do dyskryminacji, wrogości lub przemocy”.
ONZ chce znaleźć doskonałą równowagę pomiędzy dwiema podstawowymi zasadami: równości i niedyskryminacji wszystkich ludzi, gwarantując równe korzystanie z praw człowieka, ochronę prawa i godności, bez jakiejkolwiek dyskryminacji oraz prawa do wolności opinii i wyrażania ich bez ingerencji, w tym prawa do poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkiego rodzaju informacji i idei, bez względu na granice i poprzez dowolne media.
Tyle że nie da się tego zrobić.
Międzynarodowe Stowarzyszenie Prawników (International Barr Association) przypomina, że obecna cenzura przypomina nowomowę narzucaną mieszkańcom fikcyjnej Oceanii z powieści George’a Orwella „Rok 1984”. Jak wyjaśnił autor w dodatku do tej książki, intelektualnym celem nowomowy było uczynienie zatwierdzonych myśli jedynymi możliwymi do wyrażenia. Podobne zjawisko możemy obserwować obecnie.
Co ciekawe, wyrażenie „mowa nienawiści” powstało pod koniec lat 80. ubiegłego wieku, gdy grupa prawników chciała poradzić sobie z „rasistowskimi” (i „seksistowskimi”) nadużyciami na uczelniach. Obecnie ten wytrych pozwala policjantom, sędziom i różnym oficerom czuwającym na straży prawomyślności na bezprecedensową ingerencję w życie ludzi, cenzurowanie, prześladowanie i nękanie.
Koncepcję tę stale się rozwija, ustalając kolejne cechy, na podstawie których mają być chronione kolejne grupy osób, jednocześnie pozbawiając ochrony coraz więcej osób, odmawiając im prawa nie tyko do wyrażania swoich opinii i możliwości zapoznania się z poglądami innych, ale nade wszystko pozbawiając ich podstawowych gwarancji prawnych do sprawiedliwego procesu sądowego.
Wszak nienawiść do kogoś a krytykowanie argumentów lub stanowisk strony przeciwnej, prezentowanie danych naukowych, to nie to samo. Chrześcijanin będzie sprzeciwiał się „małżeństwom homoseksualnym” ze względów religijnych, ale to nie znaczy, że nienawidzi jakąś konkretną osobę czy grupę. Również sodomita będzie sprzeciwiał się tradycyjnej definicji małżeństwa, czy w związku z tym jego także będzie się oskarżać o „mowę nienawiści”?
Zwolennicy ograniczeń, jak np. profesor Uniwersytetu Nowojorskiego Jeremy Waldron, uważają, że w różny sposób należy traktować takie zachowania, to znaczy uprzywilejowując sodomitów i prześladując chrześcijan. Jednocześnie sugerują, że aby wypowiedź mogła zostać uznana za „mowę nienawiści”, wystarczy, iż zostanie naruszona „godność” osoby lub grupy chronionej.
Obecnie „mowa nienawiści” obejmuje wypowiedzi uznane za rasistowskie, seksistowskie, homofobiczne, antyetniczne, transfobiczne, ksenofobiczne lub krytyczne wobec wybranych religii.
Selektywne stosowanie przepisów i upadek demokracji
Doświadczenie europejskie pokazuje, że regulacje o „mowie nienawiści” są egzekwowane selektywnie. Rzadko można spotkać się z aresztowaniami lub oskarżeniami skierowanymi przeciwko wykładowcom, politykom czy obywatelom, którzy swobodnie oczerniają chrześcijaństwo, heteroseksualizm czy dziedzictwo narodów Europy Zachodniej.
Raczej chronieni są sodomici, „transi”, wyznawcy islamu, judaizmu, zwolennicy aborcji itd.
Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet w Tel Awiwie, pokazuje, że w Wielkiej Brytanii i Francji, gdzie zakazuje się „mowy nienawiści” wymierzonej chociażby w Żydów w 2018 roku, prawdopodobieństwo wystąpienia brutalnych przestępstw z nienawiści na tle antysemickim było 13 razy większe w Wielkiej Brytanii i czterokrotnie większe we Francji niż w USA, które nie kryminalizują takiej wypowiedzi.
Amerykański Sąd Najwyższy zaznacza, że Pierwsza Poprawka wymaga od rządu ścisłej ochrony solidnej debaty na tematy budzące zainteresowanie opinii publicznej, nawet jeśli debata ta przeradza się w niesmaczną, obraźliwą lub pełną nienawiści mowę, która powoduje, że inni odczuwają smutek, złość lub strach (Orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie Snyder przeciwko Phelps). Zgodnie z obowiązującym orzecznictwem dotyczącym Pierwszej Poprawki, mowa nienawiści może być uznana za przestępstwo jedynie wtedy, gdy bezpośrednio nawołuje do nieuchronnego działania przestępczego lub polega na konkretnych groźbach użycia przemocy skierowanych przeciwko danej osobie lub grupie.
Lewica nie ukrywa, że język ma dla nich ważne znaczenie. Jest formą sprawowania władzy.
Opublikowany w marcu zeszłego roku Raport Freedom House za 2022 rok uznaje, iż naruszenie wolności słowa jest kluczowym miernikiem upadku demokracji na świecie. W badanym okresie wolność słowa znalazła się pod presją w 157 państwach. Można rzec, że wskutek szerzenia się cenzury i autocenzury (sami obywatele w obawie o negatywne konsekwencje unikali mówienia prawdy) „ortodoksyjni progresiści”, radykałowie osiągnęli zamierzony cel, odwołując się do polityki zastraszania, anulowania, nękania itd. Okno Overtona przesunęło się, umożliwiając wprowadzenie wielu progresywnych zmian.
Radykalny działacz Saul Alinsky, autor Rules for radicals instruował w swojej książce, w jaki sposób dokonać trwałej zmiany społecznej. Wskazał, że potrzebna jest wąska grupa radykałów zdecydowanych wdrażać nawet najabsurdalniejsze pomysły i bierna, sfrustrowana, wręcz pobita i zagubiona większość, która nie będzie stawiała oporu.
Minister ds. migracji i azylu Nikos Panagiotopoulos stwierdził, że Grecja nie zaakceptuje powrotu dużej liczby migrantów z Europy Zachodniej, którzy pierwotnie przybyli do Unii Europejskiej przez jego kraj.
Imigranci, zdjęcie podglądowe
Jak podaje portal Rmx.news, minister ds. migracji i azylu Grecji Nikos Panagiotopoulos w przekazanym dla agencji Athens News Agency-Macedonian Press Agency oświadczeniu podkreślił, że nie zaakceptuje powrotu dużej liczby migrantów z Europy Zachodniej, którzy pierwotnie przybyli do Unii Europejskiej przez jego kraj.
To nie zostało zaproponowane, ani nie zaakceptujemy masowych powrotów migrantów z Europy Zachodniej – cytuje portal Rmx.news wypowiedź greckiego ministra ds. migracji i azylu Nikosa Panagiotopoulosa.
==============
[Jeszcze dużo liter, ale treść już jest. Więc przerywam. MD
Wybór Trumpa na prezydenta USA stwarza, przynajmniej teoretycznie, szansę na poprawę sytuacji Polski. Wszystko zależy od tego czy jest on rzeczywiście niezależny od „Bestii”.
Drugim faktorem, przy założeniu niezależności nowego prezydenta USA, jest stopień jego zaangażowania w Europie i w Polsce czyli wsparcie którejś z istniejących opcji politycznych. Warto przy tym podkreślić, że przez kilkadziesiąt ostatnich lat USA nie popierały wariantu w którym Polska miałaby szansę wybić się na niepodległość czyli na samodzielność polityczną, militarną i ekonomiczną.
Do kogo należy Polska?
Kłamca polityczny mówi prawdę tylko w dwóch przypadkach – wówczas gdy się pomyli lub gdy prawda jest mu potrzebna do konstrukcji narracji. Tak było w przypadku Morawieckiego, który w 2017 roku powiedział prawdę o realnym statusie III RP.
Jesteśmy w sytuacji w pewnym sensie nie do odwrócenia, ponieważ jesteśmy „krajem posiadanym przez kogoś z zagranicy”
„Wpadliśmy w sidła neoliberalne Konsensusu Waszyngtońskiego…” /ogłoszony w 1989 roku w Waszyngtonie/ – kontynuował Morawiecki – człowiek, który nie kiwnął potem palcem w bucie przy zakładaniu kolejnych sideł, tym razem śmiertelnych, zwanych zabójczym ładem, w wersji dla idiotów – “zielonym”.
Dokładnie 10 lat temu, gdy do władzy, władzy w dużym stopniu pozornej dochodził PiS nikomu ze “słomianych patriotów” nie śniło się, że jest to formacja, która będzie kontynuować dzieło zniszczenia dokonywane wówczas przez Tuska. Sytuacja powtórzyła się ze skutkiem katastrofalnym – do władzy nad korytem, nie innej, doszedł Tusk z koalicją, który coraz rzadziej maskuje fakt realizacji obcej, antypolskiej agendy. I tak samo jak wtedy “słomiani patrioci”, tak samo i dziś, elektorat “uśmiechniętych idiotów” nie widzi, że KO robi to samo, co PiS, tylko bardziej.
III RP – projekt, który ma zniszczyć Polskę
Dalsze trwanie tego projektu oznacza likwidację ostatnich resztek autonomii oraz całkowity uwiąd narodu. Tak sądzi m.in. Marek Chodorowski i wedle mojego rozeznania każdy zorientowany w sytuacji, uczciwy Polak.
A gdzie szanse? – ktoś zapyta. Szanse się pojawią, tak jak to zwykle bywało, w momencie otworzenia się okna lub okienka w historii podczas hipotetycznego starcia USA z “Bestią”, która utraci dominację w europejskiej części Mordoru.
Żadna z wojen czyli wojna w obszarze wschodniej prowincji Mordoru, a tym bardziej wojna pomiędzy jego zachodnią a wschodnią prowincją nie powinna nas angażować. Interesować – tak, ale nie angażować w sensie tracenia minimalnego potencjału jaki nam został. Ten potencjał powinniśmy wykorzystać w celu pozyskania większej autonomii lub, jeżeli pojawi się taka szansa, restytucji Rzeczpospolitej.
Niezależnie od tego czy USA zdołają się wyrwać ze szpon Bestii czy nie – nie mamy innego wyjścia jak skorzystać z oręża którym jest Prawda i podstawowy składnik naszej Zbroi.
Właśnie na tym progu, na progu prawdy, większość się potyka, przystaje i zawraca. Niektórych stać na dodatkowe gesty pożegnania – wzruszają ramionami, pukają się w czoło, lecz większość obojętnie powłóczy nogami w stronę zachwalanej, co chwila w mediach, przepaści.
Co tu dużo gadać; demokracja oczywiście jest do luftu – ale jeśli już traktujemy ją serio, to właśnie na własne oczy możemy przekonać się o wyższości demokracji spontanicznej nad demokracją kierowaną, którą Parteigenosse Tusk Donald nazywa nawet „demokracją walczącą”. Jak wielokrotnie wspominałem, różnica między demokracją spontaniczną, a kierowaną polega na tym, że w demokracji spontanicznej suwerenowie (bo tak nasi okupanci nam się podlizują, kiedy o coś im chodzi) głosują tak, jak chcą, podczas gdy w demokracji kierowanej mają to surowo zakazane i wolno im głosować tak, jak powinni. A jak powinni? O tym decyduje samozwańczy, anonimowy sanhedryn.
Używam tego określenia nie bez powodu, bo tuż przed niedawnymi wyborami w Niemczech, swoje „zaniepokojenie” wysokimi notowaniami Alternatywy dla Niemiec wyraził niemiecki Centralny Sowiet Żydów. Była to wyraźna wskazówka dla mikrocefali, że „nie powinni” głosować na AfD, tylko na jakieś – wszystko jedno – jakie – partie zatwierdzone. Z punktu widzenia sanhedrynu bowiem nie mają znaczenia żadne makagigi ideologiczne. Jedynym kryterium, które ma znaczenie, jest – czy Żydowie odniosą z tego jakieś korzyści, czy nie. Co prawda możliwe, że Żydowie mogliby odnieść korzyści również przy AfD – ale oni najwyraźniej przyzwyczaili się do obcinania kuponów od formacji zatwierdzonych, więc – jak mówi poeta – wszelka zmiana napawa ich „trwogą, że im zdobycze zabrać mogą”.
Podobnie w Rumunii. Jak pamiętamy, podczas pierwszej tury wyborów prezydenckich najlepszy wynik uzyskał pan Calin Georgescu, który najwyraźniej nie był zatwierdzony przez tamtejszy Juderat. Toteż tamtejszy niezawisły Sąd Najwyższy te całe wybory rozgonił – no a teraz, ponieważ tamtejsi suwerenowie, najwyraźniej niekumaci, nadal go popierali, nie było innej rady, jak go aresztować pod zarzutem – bodajże – „ksenofobii”, czy jakiejś innej myślozbrodni. Na razie, po wstępnym przesłuchaniu w prokuraturze – został wypuszczony – ale i on wie i my wiemy, że to tylko kwestia czasu, kiedy na podstawie postanowienia niezawisłego sądu, zostanie bezterminowo umieszczony w areszcie wydobywczym, żeby już nic nie zakłócało triumfu demokracji – oczywiście demokracji kierowanej.
Skoro program pilotażowy został w Rumunii przećwiczony, to tylko patrzeć, jak tubylczy Judenrat zastosuje go i w naszym nieszczęśliwym kraju. Tu może zostać wykorzystane „strategiczne partnerstwo” – jak nasi Umiłowani Przywódcy i funkcjonariusze Propaganda Abteilung nazywają darmowe obciąganie Ukraińcom laski. Jak tylko pan Sławomir Mentzen zaczął wybijać się w sondażach, a zamiast przykładnie uczestniczyć w, urządzonych w „trzecią rocznicę” wojny, banderowskich zapustach w Polsce, pojechał do Lwowa. Na wieść o tym zawrzał gniewem lwowski prowidnyk, pan Andrij Sadowy, który nazwał go „politykiem prorosyjskim”.
To chyba najgorsze wyzwisko, bo przecież jest rozkaz, że każdy polityk polski powinien być „proukraiński”, a nie „prorosyjski”, ani nawet propolski. W dodatku pan Mentzen, zamiast z podkulonym ogonem złożyć pokajanije, to prowokacyjnie zauważył, że lwowski prowidnyk, pan Sadowy, postawił w tym mieście jeden pomnik Stefanowi Banderze, a drugi – Romanowi Szuchewyczowi – pomysłodawcy i wykonawcy ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Jakby tego było za mało, to jeszcze dodał, że jak tylko zostanie prezydentem, to zaraz zabroni wpuszczania pana Sadowego do Polski. Takiego zuchwalstwa nie mógł puścić płazem rzecznik ukraińskiego MSZ Georgij Tychyj i zagroził podjęciem wobec pana Sławomira Mentzena „odpowiednich działań”.
Nietrudno się domyślić, o co tu może chodzić. Gołoworiezy z goszczącego właśnie w Polsce sławnego pułku „Azow”, uriezają panu Sławomirowi Mentzenowi głowę, a tutejsi bodnarowcy: pan minister Bodnar i jego prawa ręka – pan Dariusz Korneluk – sprawę w mig zatuszują, dzięki czemu wybory prezydenckie będą i u nas przebiegały według scenariusza zatwierdzonego. Jest to prawdopodobne tym bardziej, że pan prezydent Dudu chyba nie namówił – o ile w ogóle ośmieliłby się dopuścić takiej zuchwałości – prezydenta Trumpa, by ten zlecił przeprowadzenie w Polsce przesilenia rządowego przed swoim przyjazdem do naszego nieszczęśliwego kraju. Nawiasem mówiąc, mój nowojorski Honorable Correspondant twierdzi, że przygotowaniem wizyty prezydenta Dudy w Waszyngtonie zajmowało się ścisłe kierownictwo telewizji „Republika” – no i dlatego wszystko wyszło, jak zawsze.
A skoro jesteśmy przy prezydencie Trumpie, to właśnie w dniu, gdy piszę ten felieton, będzie on przyjmował ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego, który podpisze warunki bezwarunkowej kapitulacji Ukrainy przed Stanami Zjednoczonymi. Wprawdzie twierdził, że się „nie zgodzi”, ale dopóty dzban wodę nosi, dopóki się ucho nie urwie, więc kiedy prezydent Trump „rozserdywsia”, położył uszy po sobie i bezwarunkową kapitulację podpisze. Ale to drobiazg niewątpliwy w porównaniu z rewelacjami Elona Muska o Donaldu Tusku. Otóż przy okazji zakręcenia kurka z forsą płynącą do zagranicznych beneficjentów z USAID, wydało się, że niezawiśli sędziowie z gangu pod nazwą „Wolne Sądy” brali amerykański jurgielt na walkę „o praworządność” w naszym bantustanie. Najwyraźniej zwyczajne łapówki już przestały im wystarczać no ale nie bez kozery wymowni Francuzi powiadają, że „l’appetit vient en mangeant”, co się wykłada, że apetyt wzrasta w miarę jedzenia – a wiadomo, że kto jak kto, ale niezawiśli sędziowie byle czego przecież nie zjedzą.
Nawiasem mówiąc, rozbisurmanili się do tego stopnia, że zaczęli pozywać się nawzajem. Właśnie jedna grupa niezawisłych sędziów pozwała drugą grupę niezawisłych sędziów, że nie dopuszczają ich do sądzenia – a tym samym – do dochodów. Pozew został wniesiony do Sądu Rejonowego dla Żoliborza w Warszawie. Oooo! Już widzę, jak będzie się działo – bo właśnie ten niezawisły sąd, nie widząc mnie na oczy, skazał mnie na grzywnę za to, że „działając w ramach z góry powziętego zamiaru”, podałem nazwisko mojej Prześladowczyni. Kiedy zwróciłem uwagę, że ja nigdy nie mieszkałem na Żoliborzu, trochę się zreflektował i sprawa została przeniesiona do Śródmieścia, ale tamtejsze niezawisłe sądy zwyczajnie przepisały żoliborską diagnozę i wyrok przyklepały. Potwierdza to trafność ruskiego przysłowia, że co napisane piórem, tego nie wyrąbiesz toporem. Właśnie po roku drenażu skończyłem spłacać i grzywnę i koszty, jakie moja Prześladowczyni poniosła na rzecz Drogiego Pana Mecenasa Jarosława Głuchowskiego z Poznania. Czuję w związku z tym, że tylko patrzeć, jak Drogi Pan Mecenas napisze na mnie kolejny donos do niezawisłego sądu w Poznaniu – że nie mam osobliwego nabożeństwa do niezawisłych sądów. „Wnet się posypią piękne wyroki!”
Ale mniejsza a tym, bo przy okazji ujawnienia tych amerykańskich jurgieltów wyszło na jaw, iż nawoływanie do „jebania PiS-u” zostało opłacone przez zimnego ruskiego czekistę Putina. Ładny interes! Muszę powiedzieć, że z jednej strony trochę się dziwię obywatelu Tusku Donaldu, iż zamiast jebać vaginessy ze swojego vaginetu, woli jebać PiS. Z drugiej jednak strony, trochę go rozumiem, gdy przyjrzę się tym vaginessom, a zwłaszcza, gdy któraś z nich otworzy otwór gębowy, gwoli złożenia jakiejś deklaracji. Ja też bym się zniechęcił do tych wszystkich vaginess i to raz na zawsze – ale czy to jest powód, żeby jebać PiS? Nie jestem przekonany – a jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Obywatel Tusk Donald, podobnie jak stado autorytetów moralnych, gotów jest jebać za pieniądze! Ładny interes!
Kierujący przez lata Instytutem Lotnictwa wybitny ekspert dr inż. Paweł Stężycki nie jest już szefem tej instytucji. Jak ustaliła Wirtualna Polska, został nim Tomasz Szymczak, członek Platformy Obywatelskiej. – Jestem wielkim fanem uczelni technicznych. Nie miałem okazji studiować, ale czytałem strategię AGH niedawno – przekonywał członków rady przed głosowaniem.
====================
Dr inż. Paweł Stężycki, kierujący od marca 2018 r. Instytutem Lotnictwa, to światowej sławy ekspert, niedawno wybrany na stanowisko przewodniczącego IFAR, światowej organizacji poświęconej lotnictwu, w której funkcję lidera odgrywa NASA.
Kadencja Stężyckiego kończyła się 28 lutego 2025 r. i właściwie cała branża lotnicza uważała, że jego ponowny wybór będzie formalnością. Instytut Lotnictwa to jedna z najnowocześniejszych placówek badawczych w Europie. Współpracuje z takimi firmami jak Boeing, GE Aerospace i Airbus. Część działalności to prace nad rozwojem lotnictwa cywilnego, ale istotna część dotyczy rozwiązań wojskowych, kosmicznych, a nawet nuklearnych.
Światowej sławy ekspert „wylatuje” z Instytutu Lotnictwa, żeby zrobić miejsce członkowi Platformy
Jak informuje WP.pl, o stanowisko dyrektora instytutu ubiegały się dwie osoby. Pierwsza to bezpartyjny, dotychczasowy szef instytucji Paweł Stężycki a druga to członek PO Tomasz Szymczak, „od dawna jest związany z branżą lotniczą, ale od strony zarządczej”. Zarządza liniami lotniczymi oraz portami lotniczymi. Ostatnio pełnił obowiązki szefa portu lotniczego w Modlinie. Już w 2008 r. „Parkiet” pisał o nim: „faworyt premiera Donalda Tuska”.
Posiedzenie rady, na którym odbyła się rozmowa z kandydatem na stanowisko dyrektora, rozpoczęło się 28 lutego 2025 r. Wirtualna Polska dotarła do jego dokładnego przebiegu, który publikuje na swojej stronie.
Kandydat nie wie, w co instytut jest zaangażowany
Tomasz Szymczak wskazał, że zna się na zarządzaniu i restrukturyzacji. Pytany o kwestie techniczne, nie był w stanie odpowiedzieć właściwie na żadne pytanie.
Jestem wielkim fanem uczelni technicznych. Nie miałem okazji studiować, ale czytałem strategię AGH niedawno – przekonywał członków rady.
Pracował również w Centralwings, liniach lotniczych, które w 2009 r. upadły. Członkowie rady już w zamkniętym gronie, tj. bez udziału Szymczaka, ocenili jego odpowiedzi jako bardzo złe.
Muszę przyznać, że kandydat nie wie, w co instytut jest zaangażowany. Wymienił kilka instytucji, mam wrażenie, że coś tam gdzieś usłyszał. Muszę przyznać, że to odpowiedź dla mnie na zero – powiedział podczas dyskusji jeden z członków rady, cytowany przez WP.pl.
Poziom wiedzy kandydata jest taki, że nie odróżniłby silnika odrzutowca od silnika w odkurzaczu– ocenił inny.
10 członków Rady Instytutu Lotnictwa zagłosowało przeciwko kandydaturze nowego dyrektora, dwóch się wstrzymało, nikt nie był za. Mimo to prezes Centrum Łukasiewicza, który odpowiada za powołanie dyrektora Instytutu Lotnictwa, wybrał na stanowisko Tomasza Szymczaka– podała wynik głosowania członków rady Wirtualna Polska.
Komentarze w sieci
Zmiana na tak istotnym dla polskiej nauki stanowisku wywołała w mediach społecznościowych burzę.
Wyobraźcie sobie, że jest państwo przyfrontowe, które ma jednostkę prowadzącą badania nad technologiami wojskowymi, kosmicznymi i nuklearnymi we współpracy z największymi firmami zbrojeniowymi na świecie.
I że zastępuje dyrektora tej jednostki, który cieszy się najwyższym uznaniem NASA, członkiem rządzącej partii politycznej. Na dodatek takim, który nie zna się na technologii, ale zapewnia, że chętnie się pozna. I że czytał już strategię AGH. Tym krajem jest Polska. Chciałbym, żeby to był żart. Ale nie jest– skomentował dziennikarz Wirtualnej Polski Patryk Słowik.
Polityka BMW w wykonaniu rządu trwa w najlepsze – bierni, mierni ale wierni są „lepsi” od prawdziwych fachowców. Znajomość z Tuskiem to dziś jak widać największa kompetencja. Tylko Polski szkoda…– dodał na swoim profilu Michał Dworczyk.
W Polsce Tuska eksperci są zbędni – wystarczy legitymacja PO. Nawet w kluczowej instytucji badającej technologie wojskowe, kosmiczne i nuklearne. W miejsce światowej sławy eksperta wchodzi polityczny nominat, który może nie wie, ale chętnie się nauczy. W takiej sytuacji sojusznicy uczą się jednego: na Polskę nie można liczyć– napisał na X europoseł Piotr Müller z PiS.
Jezus Maria, tym razem Platforma Obywatelska wywala światowej klasy eksperta i zastępuje go byłym szefem lotniska Modlin, który nic kompletnie nie wie o technologii „ale z chęcią się pozna”. W dodatku gość wypadł tragicznie w konkursie, a i tak dostaje robotę.
Co to jest za Państwo?– napisał na X Adam Czarnecki, inicjator „Stoimy Dla CPK”.
=================
Mail:
Czyżby Chyży Rój ekspertów?
================
6 marca:
Powołany 1 marca br. dyrektor Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa dr Tomasz Szymczak złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska. Została ona przyjęta przez prezesa Centrum Łukasiewicz Huberta Cichockiego – poinformowało biuro prasowe Centrum. To pokłosie głośnego artykułu, w którym ukazano skandaliczne kulisy wyboru dyrektora.
• Izba Cywilna Sądu Najwyższego ogłosiła uchwałę, zgodnie z którą osoby cierpiące na transseksualne zaburzenia tożsamości płciowej i chcące „zmienić płeć” – czyli dokonać zmiany oznaczenia swojej płci metrykalnej w akcie urodzenia – nie będą musiały odtąd „pozywać swoich rodziców”.
• Przedstawiciele ruchu LGBT zgodnie chwalą Sąd Najwyższy za wydanie tej uchwały, która usuwa rodziców z postępowania dotyczącego ich dzieci i może ułatwić procedurę tranzycji na masową skalę w porównaniu ze stanem dotychczasowym.
• Sędziowie zdecydowanie wyszli poza zakres zadanego im pytania, które nie kwestionowało zasadności drogi procesowej.
• Dziwi także fakt tak szerokiej akceptacji dla uchwały sędziów powołanych po 2017 r. ze strony osób, które dotąd odmawiały im uznania, nazywając ich „neosędziami”.
• Adam Bodnar oraz rządowa komisja kodyfikacyjna wielokrotnie zastrzegali, że nie będą uznawać uchwał „neosędziów”. Czy będą w tej kwestii konsekwentni także w sprawach „tranzycyjnych”?
Czy akt urodzenia może być zmieniony?
Wczoraj ogłoszona została uchwała pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego (sygn. III CZP 6/24). Na pytanie prawne zadane 8 września 2022 r. przez ówczesnego Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego: „czy w sprawie o ustalenie albo zmianę płci wytoczonej przez osobę transseksualną pozostającą w związku małżeńskim lub posiadającą dzieci, po stronie pozwanej muszą wystąpić obok żyjących rodziców, nierozwiedziony małżonek lub dzieci powoda, a ich współuczestnictwo ma charakter współuczestnictwa jednolitego (art. 73 § 2 k.p.c. w zw. z art. 72 § 2 k.p.c.)?” sędziowie odpowiedzieli, że „1. Żądanie zmiany oznaczenia płci w akcie urodzenia podlega rozpoznaniu przez sąd w postępowaniu nieprocesowym przy zastosowaniu w drodze analogii art. 36 ustawy z dnia 28 listopada 2014 r. – Prawo o aktach stanu cywilnego. 2. Zmiana oznaczenia płci w akcie urodzenia może nastąpić wyłącznie na wniosek osoby, której dotyczy ten akt. 3. Oprócz wnioskodawcy uczestnikiem postępowania może być tylko jego małżonek (art. 510 k.p.c.). 4. Postanowienie uwzględniające wniosek wywołuje skutki od chwili uprawomocnienia się”. Sędziowie zaznaczyli zarazem, że Sąd Najwyższy „odstępuje od zasady prawnej uchwalonej przez skład siedmiu sędziów Sądu Najwyższego 22 czerwca 1989 r., III CZP 37/89”.
Udzielona przez sędziów odpowiedź (obowiązek stosowania instytucji sprostowania aktu stanu cywilnego z art. 36 Prawa o aktach stanu cywilnego w postępowaniu nieprocesowym w miejsce dotychczasowej drogi procesowej) zdecydowanie nie pasuje do zadanego pytania. Prokurator Generalny pytał o to, kto może wystąpić po stronie pozwanej „obok” żyjących rodziców, traktując obowiązek formalnego „pozywania rodziców” jako oczywisty, wynikający z wspomnianej wyżej uchwały składu siedmiu sędziów SN z 22 czerwca 1989 r., mającej moc zasady prawnej. W uchwale tej SN logicznie wyjaśniał, że sprostować można tylko to, co było błędne od początku, czyli w dacie sporządzenia aktu (ex tunc), podczas gdy późniejsze zmiany poszczególnych elementów stanu cywilnego (ex nunc) rejestrowane są w aktach stanu cywilnego z reguły w formie wzmianek dodatkowych. Późniejsze stwierdzenie transseksualnych zaburzeń tożsamości płciowej nie oznacza zatem, że akt urodzenia osoby dotkniętej obecnie tą przypadłością, sporządzony z uwzględnieniem tych czynników, które mają znaczenie dla określenia płci dziecka zgodnej z biologiczną rzeczywistością, był (i jest) obarczony błędem lub nieścisłością wymagającą sprostowania. Tymczasem SN w uchwale z 4 marca zakwestionował samą istotę instytucji sprostowania, sugerując tym samym, jakoby jeden z najbardziej obiektywnych faktów biologicznych, jakim jest płeć w momencie urodzenia dziecka, mógł stanowić przedmiot manipulacji i zmian dokonywanych już po fakcie.
Lobby LGBT się nie zatrzyma
Swój entuzjazm wobec uchwały wyraziła już m. in. minister równości w rządzie Donalda Tuska Katarzyna Kotula, pisząc, że to „przełomowy wyrok” (w rzeczywistości: uchwała), a także stowarzyszenie „Miłość Nie Wyklucza” identyfikujące się z ruchem LGBT, pisząc, że „to jest gruba sprawa”. Ten drugi podmiot od razu zastrzega jednak, że uchwała SN, jakkolwiek zgodna z oczekiwaniami tęczowych lobbystów „nie odpowiada na potrzeby osób niebinarnych, nie zdejmuje z osób trans wymogu, by udowadniały przed lekarzami swojej transpłciowości, nie pozostawia im decyzji o swojej tożsamości, zamiast tego nadal uzależnia ją od sędziów. To rozwiązanie tymczasowe”. Rzeczywiście uchwałę SN pozornie można postrzegać jako odbierającą ruchowi LGBT jeden z głównych argumentów prowadzonej przez nich „walki o tranzycję”. W rzeczywistości jednak, o czym świadczy także przytoczona wypowiedź, uchwała ta ma potencjał do wzbudzenia dalszej eskalacji transseksualnych roszczeń. W fundamentalnym dla ruchu LGBT tekście z 1987 r. pt. „Jak przeorać heteroseksualną Amerykę?” tęczowi aktywiści minionego pokolenia, Marshall Kirk oraz Erastes Pill apelowali do swoich współtowarzyszy: „Doprowadźmy do tego, aby dali nam palec; przyjdzie czas, a weźmiemy całą rękę! […] Szczególnie ważne dla ruchu gejowskiego jest podpięcie swojej sprawy do akceptowanych standardów prawa i sprawiedliwości, ponieważ jego heteroseksualni zwolennicy muszą mieć na podorędziu przekonującą odpowiedź na moralne argumenty jego wrogów”. Uchwała SN jawi się w tej perspektywie właśnie jako „dawanie palca”, po którym lobby transseksualne nieuchronnie sięgnie po „całą rękę”, doprowadzając do dekonstrukcji pojęcia płci, a także dewastacji społecznej i prawnej pozycji małżeństwa.
Instytut Ordo Iuris już 10 lat temu, w toku dyskusji nad projektem ustawy „o uzgodnieniu płci” (zawetowanej ostatecznie przez prezydenta Andrzeja Dudę), przypominał, że „wyjątkowa łatwość zmiany płci metrykalnej grozi przede wszystkim nadużyciami w kontekście instytucji małżeństwa”. Również prezydent Duda w uzasadnieniu swojego weta podkreślał, że „tożsamość płciowa” oznacza wyłącznie „świadomość bycia kobietą lub mężczyzną”. Z kolei dopuszczenie rozwiązań ułatwiających tranzycję na życzenie „stanowić będzie pokusę obejścia przepisów przewidujących istnienie jedynie małżeństw dwupłciowych i naruszać będzie zasadę dychotomicznego podziału społeczeństwa na dwie płcie, tworząc swoistą trzecią płeć w postaci osób, których cechy fizyczne należą do jednej płci, zaś status prawny do płci przeciwnej”. Proponowane zmiany „realnie mogą prowadzić do destabilizacji norm społecznych poprzez zaprzeczenie istnienia dychotomicznego podziału ludzi na kobiety i mężczyzn”. Dotychczasowe rozwiązanie, zgodnie z którym procedura tranzycji była stosunkowo trudna i wymagająca przejścia przez względnie skomplikowaną ścieżkę postępowania procesowego, stanowiło zatem pewną, choć niedoskonałą, formę zabezpieczenia porządku prawnego przed nadużyciami. To właśnie na podstawie powszechnego przeświadczenia o zasadzie dychotomicznego podziału społeczeństwa na dwie płcie Naczelny Sąd Administracyjny konsekwentnie odmawia umieszczania w dowodzie osobistym dziecka „dwóch matek”, zamiast prawdziwych, biologicznych rodziców.
Cios w prawa rodziców
Uchwała SN otwiera drogę do rozszerzenia tranzycji również na osoby małoletnie lub młodociane, wbrew woli i wiedzy ich rodziców. Do tej pory obowiązkowy udział rodziców w sądowym etapie procedury tranzycji stanowił swoisty dodatkowy bezpiecznik przed bezrefleksyjnym uznaniem przez sąd pochopnej, nieprawidłowej czy wręcz fałszywej diagnozy transseksualizmu. Rodzice jako prawni opiekunowie małoletniego, często jako pierwsi byli w stanie skonfrontować stwierdzenia swojego dziecka (już po osiągnięciu pełnoletniości) z rzeczywistością i zakwestionować przedwczesne uznanie jego przypadłości za zaburzenia transseksualne. Jak dotąd, właśnie otrzymanie pozwu mogło stanowić pierwszą okazję do uświadomienia sobie przez rodziców (lub przynajmniej jednego z rodziców), jak ich dziecko postrzega swoje problemy, określając je jako transseksualizm. Uchwała SN usuwa z postępowania element obligatoryjnego udziału rodziców – odtąd będą oni mogli być powoływani wyłącznie jako świadkowie, wedle uznania sędziów. Jak zwróciła uwagę prawniczka związana z ruchem LGBT, „nie wiemy jeszcze co to oznacza dla spraw w toku”. Z pewnością jednak uchwała ta przyczyni się do dalszego skonfliktowania dzieci z rodzicami na polu zaburzeń transseksualnych. Tym pilniejszą staje się potrzeba niezwłocznego rozpatrzenia przez Sejm gotowego projektu ustawy o zakazie wykonywania tranzycji, czyli operacji „zmiany płci”, wobec osób małoletnich, ubezwłasnowolnionych oraz cierpiących na zaburzenia psychiczne uniemożliwiające świadome wyrażenie zgody, złożonego przez Instytut Ordo Iuris w dniu 12 lipca 2023 r. (nr petycji: BKSP-155-X-1/23), który 23 lipca 2024 r., po jednogłośnie pozytywnym rozpatrzeniu przez sejmową Komisję do spraw Petycji, został przekazany do sejmowych Komisji Zdrowia oraz Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka i od tamtej pory czeka na ponowne podjęcie prac.
Interesującym aspektem sprawy jest fakt, że uchwała została podjęta na wniosek poprzedniego Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry.
Jego następca, Adam Bodnar, usiłował cofnąć ten wniosek, jednak SN postanowieniem z dnia 19 stycznia 2024 r. orzekł o niedopuszczalności takiego wycofania. 3 lutego 2025 r. Komisja Kodyfikacyjna Ustroju Sądownictwa i Prokuratury, powołana rozporządzeniem rządu Donalda Tuska z 5 marca 2024 r., opublikowała projekt ustawy „o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa”, którego artykuł 37 ustęp 1 stanowi, że uchwały Sądu Najwyższego podjęte z udziałem osób, uznawanych przez obóz rządzący za „neosędziów”, „nie mają mocy zasady prawnej i nie stosuje się do nich trybu określonego w art. 88 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r. o Sądzie Najwyższym”. Adam Bodnar w komunikacie z 29 października 2024 r. dotyczącym tej sprawy informował, że „pismem z dnia 9 sierpnia 2024 r. wniósł o wyłączenie ze składu orzekającego sędziów Sądu Najwyższego powołanych na stanowisko na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej w trybie określonym przepisami ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r.” i ostrzegał, że jego zdaniem „kontynuowanie przez Sąd Najwyższy postępowania i ewentualne wydanie rozstrzygnięcia będzie obarczone wadą prawną”.
Jeszcze w stanowisku z 3 marca 2025 r., Bodnar konsekwentnie podtrzymywał swój „pogląd o braku podstaw faktycznych i prawnych do zajęcia stanowiska w tej sprawie przez Sąd Najwyższy”. W związku z tym, niezależnie od entuzjazmu wyrażanego wobec uchwały z 4 marca przez ruch LGBT i środowiska radykalnej lewicy, jeżeli obóz Donalda Tuska, do którego należą zarówno Lewica, jak i Adam Bodnar, zdoła przeforsować swoje pomysły na usunięcie „neosędziów” z Sądu Najwyższego, uchwała ta zostanie uznana za nieposiadającą waloru zasady prawnej, i jako taka nie będzie stanowić punktu odniesienia dla sędziów orzekających w sprawach związanych z tranzycją.
Adw. Nikodem Bernaciak – starszy analityk Centrum Badań i Analiz Ordo Iuris
Poniższy tekst zawiera opinie i tezy już publikowane w wielu obszernych opracowaniach z którymi się zgadzam. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że jest krótki i mniej wytrwali czytacze Ekspedyta będą w stanie go strawić.
—————————–
Żeby lepiej zrozumieć co się teraz na świecie dzieje, również na Ukrainie, trzeba wiedzieć że:
1. Istnieje grupa obrzydliwie bogatych i zdemoralizowanych ludzi, mających olbrzymi wpływ na organizacje ponadnarodowe i rządy, która ma szatańską wizję urządzenia świata ale oficjalnie to oczywiście chcą nam nieba przychylić. Marek Chodorowski (@MarekTomasz) nazwał ich „Bestią”. Mniej demonicznie można ich określić jako globalistów, Deep State (DS – głębokie państwo) czy jeszcze inaczej.
2. Wybór Trumpa stał się przełomem w tym sensie, że ktoś się postawił Bestii (będę tak pisał bo jest krócej) i nagle okazało się, że może być normalnie a nie idiotycznie. Stany Zjednoczone przestały być z dnia na dzień rozsadnikiem rewolucji neokomunistycznej (tęczowa szmata zniknęła z ambasady US na Pięknej i lewactwo odcięto od funduszy płynących z US).
3. Bestia oczywiście nie zniknęła, bo to struktura jak rak wbudowana w różne tkanki, ale ich pole wpływu w zasadzie zostało ograniczone do państw europejskich, Kanady i Australii.
Jak to się ma do sytuacji w naszym grajdole czyli w eurokołchozie, którego jesteśmy ważną częścią składową, nawet teraz mu przewodniczymy? Ma się jak widać – zapanował znaczny strach u tzw. elit władzy oraz duży dysonans poznawczy wśród różnych pismaków i „autorytetów moralnych”. Nie bardzo wiedzą jak się ustawić. A po prostu USA powiedziało, że zabiera swoje zabawki i teraz będzie się zajmować bardziej sobą niż innymi, że dosyć ładowania kasy w nieswoje projekty. Bujajcie się sami.
Co z Polską? Polska ma teraz hipotetycznie dwie ścieżki po których może się poruszać – iść z Bestią czyli z eurokołchozem albo znormalnieć i próbować podłączyć się do imperium amerykańskiego. Przejdźmy do sprawy bliskiej zagranicy, czyli relacji RP-Ukraina. Poprzedni i obecnie rządzący nie realizują polskich interesów. Relacje z Ukrainą wyglądają jakby cwaniak wysłał jełopa do rozmowy z chamem. Ukraina to żadne państwo, to oligarchia oligarchów, gdzie właśnie oni decydują kto będzie np. prezydentem. W Rosji jest odwrotnie, to Putin decyduje kto będzie oligarchą. Rządząca Ukrainą mafia – powiązana z korporacjami międzynarodowymi, czyli Bestią – eksploatuje jej bogactwa bez oglądania się na czerń a tu jakiś Trump próbuje zakończyć wojnę i położyć łapę na “ich” zasobach. Tak nie może być! Stąd moim zdaniem zagrywka tego farfocla Zełeńskiego w trakcie negocjacji w US, żeby nie doszło do umowy. Być może zerwał porozumienie aby mu sponsorzy łba nie urezali. Teraz okazało się, że jednak trzeba zakończyć wojnę, bo bez US będzie większa demolka. Poza tym Trump ma takie kompromaty na rządzących Ukrainą banderowców, jak widać zmiękli (patrz link do YT na końcu).
A co z tym strasznym Putinem? Przecież śp. Lech Kaczyński, kiedy ratował Gruzję mówił: „… najpierw Gruzja potem Ukraina, Polska, itd. …”. Z Gruzją było tak, że prezydent Bush, którego sekretarzem stanu była Condoleezza Rice, forsował przyjęcie Gruzji i Ukrainy do NATO. W związku z tym w Gruzji wybuchła Rewolucja Róż, w wyniku której prezydent Szewardnadze został obalony i USA zainstalowało swojego agenta Michaiła Sakaszwilego. Z atakiem Rosji na Gruzję było tak jak z rozdawaniem rowerów na Placu Czerwonym … . To Gruzja napadła na Osetię Południową a nie Rosja na Gruzję. Ale w przestrzeni medialnej, a co za tym idzie w głowach jej odbiorców zostało, że to Ruskie napadły na Gruzję.
W końcówce rządów Busha juniora Condoleezza Rice w Wilnie w 2004 złożyła deklarację, że już USA nie będą forsowały przyjęcia Gruzji i Ukrainy do NATO tylko będą pilnowały żeby tam demokracja panowała. Co można przez to rozumieć? Pewnie to, żeby US agenci mogli tam działać. I tak było szczególnie po Majdanie w 2014.
Co okrutny Putin zrobił? Zrobił straszną rzecz – nie dał się otoczyć od zachodu i południa państwami, które deklarowały przystąpienie do NATO. Jak tak mógł?! Jak Sowieci w 1962 zaczęli się ze swoimi rakietami instalować na Kubie to Kennedy ich pogonił – i słusznie. Co prawda w zamian US miała zabrać swoje rakiety z Turcji. Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację – Meksyk dogaduje się z Rosją i instalują różne bazy i inne zabawki przy północnej granicy. Proszę o jakieś pomysły co zrobiłoby USA.
Co Putin teraz robi? Otworzył popcorn i śledzi wiadomości ze świata.
Co Putin zrobi? Mam nadzieję że dogada się z Trumpem i zakończy się wojna. Żal tylko, że ta cała awantura sprowokowana przez Bestię pochłonęła tyle żyć. Czy ktoś za to odpowie? Nie wiem, ale raczej nie.
Koniecznie do zobaczenia chociaż do 12 minuty.
A tu komik w garniturku u swojego szefa.
A tu Florcia kontroluje jak przebiega praca twórcza nad powyższym tekstem.
Chińska firma CK Hutchinson sprzedała Amerykanom większościowy pakiet udziałów w dwóch portach nad Kanałem Panamskim.
O transakcji informuje agencja Bloomberga. Chińczycy sprzedali amerykańskiemu przedsiębiorstwu inwestycyjnemu BlackRock 43 porty w 23 krajach, zachowując jedynie obiekty w Chinach.
– „Sprzedaż udziałów przez chińską firmę była okazją do zarobku w czasie, gdy globalne napięcia geopolityczne i bariery handlowe osłabiły perspektywy działalności portowej„.
——————–
Niepewnym pozostaje, czy na liście sprzedanych obiektów znalazł się zarządzany przez CK Hutchinson terminal kontenerowy Gdynia Container Terminal. PAP skontaktowała się w tej sprawie z rzeczniczką prasową Portu Gdynia Kaliną Gierblińską, ta jednak odmówiła komentarza.
Przejęcie przez Amerykanów kontroli nad portami nad Kanałem Panamskim jest realizacją jednego z najważniejszych celów Donalda Trumpa, który wskazywał, że pozostanie portów w rękach chińskich właścicieli zagraża bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych.
– „Panama naruszyła nasze zaufanie, naruszyła ducha naszej współpracy, bo statki amerykańskie podlegają olbrzymim opłatom. Tego nie powinno być, ponadto Kanałem Panamskim pływają statki chińskie, a przecież nie dawaliśmy kanału panamskiego Chinom. Odzyskamy Kanał Panamski” – zapowiadał amerykański przywódca w czasie kampanii wyborczej.
Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści
W sobotę 8 marca odbędą się Targi Książki Patriotycznej w Gdyni. Wśród gości znakomici dziennikarze i publicyści m.in. Stanisław Michalkiewicz, Leszek Szymowski, Jacek Międlar, Marcin Rola, Piotr Szlachtowicz, prof. Jerzy Robert Nowak, profesor Adam Wielomski i wielu innych.
Wydarzenie odbędzie się w godzinach 10-16.30 w Domu Rzemiosła przy ulicy 10 lutego 33. Będzie okazja do spotkań z autorami książek, wspólnych fotografii i rozmów na ważne dla naszej ojczyzny sprawy. Wstęp „co łaska” dla opłacenia kosztów organizacyjnych.
Po targach spotkanie z Grzegorzem Braunem w ramach jego kampanii prezydenckiej.
Kontrowersyjna propozycja Elona Muska dotycząca amnestii dla prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego rzuca nowe światło na skomplikowaną sytuację w regionie. W swoim wpisie z 3 marca 2025 roku na platformie X miliarder stwierdził: „Prawda. Choć to nieprzyjemne, Zełenski powinien otrzymać jakąś formę amnestii w neutralnym kraju w zamian za pokojowe przejście do demokracji na Ukrainie”.
Konflikt na Ukrainie ma głębsze korzenie niż powszechnie przedstawiane w zachodnich mediach. Od 2014 roku, po wydarzeniach na Majdanie, nacjonalistyczne grupy inspirowane ideologią Stepana Bandery prowadziły działania wymierzone w rosyjskojęzyczną ludność wschodniej Ukrainy. Te napięcia etniczne, ignorowane przez kolejne rządy w Kijowie, stały się jednym z powodów pierwszej eskalacji konfliktu w Donbasie w 2015 roku.
Pomimo porozumień mińskich, prześladowania ludności rosyjskojęzycznej trwały, co stworzyło pretekst dla Rosji do podjęcia działań określanych przez Moskwę jako „operacja specjalna”. Kreml wielokrotnie wskazywał, że jego celem jest ochrona mniejszości rosyjskiej oraz „denazyfikacja” Ukrainy, odnosząc się do obecności skrajnie prawicowych [nie, to nie „prawica”, to bandyci. md] elementów w ukraińskim życiu politycznym.
Ukraina od lat boryka się z problemem endemicznej korupcji, która nie ustąpiła nawet w obliczu wojny [urosła, synku.. md] . Coraz więcej analityków i polityków w USA, w tym przedstawiciele administracji Trumpa, otwarcie wyraża wątpliwości dotyczące właściwego wykorzystania miliardów dolarów pomocy przekazanej Kijowowi.
Istnieją podejrzenia, że znaczne kwoty mogły zostać zdefraudowane przez ukraińskich urzędników, w tym osoby z najbliższego otoczenia Zełenskiego. Choć konkretne dowody nie zostały jeszcze publicznie przedstawione, pogłoski o finansowych nieprawidłowościach są na tyle poważne, że mogły skłonić Muska do zaproponowania amnestii jako sposobu na rozwiązanie tej drażliwej sytuacji.
Elon Musk, obecnie pełniący rolę doradcy prezydenta Trumpa, może posiadać informacje niedostępne opinii publicznej. Jako osoba blisko związana z amerykańską administracją, prawdopodobnie ma dostęp do danych wywiadowczych, które mogą wskazywać na nieprawidłowości znacznie poważniejsze niż te znane opinii publicznej.
Jego propozycja amnestii może być więc nie tyle oskarżeniem, co aktem politycznej wielkoduszności. Jeśli amerykańskie służby rzeczywiście posiadają dowody obciążające ukraińskiego przywódcę, amnestia byłaby sposobem na umożliwienie pokojowego zakończenia konfliktu bez konieczności stawiania Zełenskiego przed międzynarodowym trybunałem.
Hipoteza, że Zełenski może celowo przedłużać konflikt, aby utrzymać się przy władzy, zyskuje coraz większe uznanie wśród obserwatorów. Stan wojenny wprowadzony po rosyjskiej interwencji zawiesił normalne procedury demokratyczne, w tym wybory. Kadencja prezydenta Zełenskiego formalnie zakończyła się w 2024 roku, jednak nowe wybory nie zostały przeprowadzone, co budzi uzasadnione pytania o legitymację obecnych władz.
Krytycy wskazują, że zakończenie konfliktu oznaczałoby konieczność przeprowadzenia wyborów, których wynik mógłby być niekorzystny dla obecnego prezydenta, zwłaszcza w świetle narastających podejrzeń o finansowe nieprawidłowości.
Istnieje realne prawdopodobieństwo, że po zakończeniu działań wojennych Zełenski mógłby stanąć w obliczu międzynarodowego dochodzenia dotyczącego wykorzystania środków przekazanych Ukrainie przez zachodnich sojuszników. W tym kontekście propozycja Muska dotycząca amnestii jawi się jako pragmatyczne rozwiązanie skomplikowanej sytuacji.
Amnestia w neutralnym kraju pozwoliłaby na pokojowe przekazanie władzy i przeprowadzenie demokratycznych wyborów, jednocześnie unikając potencjalnie destabilizującego procesu sądowego przeciwko byłemu przywódcy.
Propozycja Muska wpisuje się w szerszą zmianę polityki USA wobec konfliktu ukraińskiego. Administracja Trumpa wielokrotnie sygnalizowała chęć zakończenia wojny, nawet za cenę kompromisów, które poprzednia administracja odrzucała.
Prezydent Trump stwierdził publicznie, że „Zełenski nie będzie długo u władzy”, jeśli nie przystąpi do negocjacji pokojowych. Te słowa, w połączeniu z propozycją Muska, sugerują, że Waszyngton może rozważać scenariusz zmiany władzy w Kijowie jako element rozwiązania konfliktu.
Niezależnie od ostatecznego rozwoju wydarzeń, propozycja amnestii dla Zełenskiego stawia ważne pytanie o przyszłość Ukrainy i możliwe drogi zakończenia konfliktu. Jeśli rzeczywiście istnieją poważne dowody obciążające ukraińskiego przywódcę, amnestia mogłaby być rozwiązaniem umożliwiającym pokojowe przekazanie władzy bez dodatkowych wstrząsów dla i tak już zrujnowanego kraju.
Pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi, brzmi: czy ukraińskie społeczeństwo jest gotowe na takie rozwiązanie, i czy międzynarodowa społeczność zaakceptuje amnestię dla Zełenskiego jako cenę za zakończenie konfliktu, który pochłonął już setki tysięcy ofiar?
Stany Zjednoczone zakazały Wielkiej Brytanii dzielenia się informacjami wywiadowczymi z Ukrainą w ramach wycofania wsparcia dla reżimu Wołodymyra Zełenskiego. [Pewnie reszcie Zach. Europy też… md]
Decyzja Donalda Trumpa o zamrożeniu amerykańskiej pomocy wojskowej dla Kijowa wczoraj przyniosła możliwość, że Ukrainie może zabraknąć broni w ciągu zaledwie dwóch do trzech miesięcy.
Ale oprócz pocisków i amunicji, wszystkie brytyjskie agencje wywiadowcze i placówki wojskowe otrzymały również rozkaz wyraźnie zabraniający dzielenia się wywiadem wygenerowanym przez USA, wcześniej znanym jako „Rel UKR” – skrót od Releasable Ukraine.
Od czasu rozpoczęcia konfliktu trzy lata temu Wielka Brytania i inni zachodni partnerzy ds. bezpieczeństwa, tacy jak Australia i Nowa Zelandia, dzielili się taką wiedzą z Ukrainą.
Ale „Mail” dowiedział się, że klasyfikacja bezpieczeństwa na najwyższym szczeblu została usunięta przez Stany Zjednoczone w oczekiwaniu na dalsze powiadomienie – i prawdopodobnie wpłynie na zdolność Kijowa do obrony przed atakiem Rosji.
Zakaz dotyczy takich jak brytyjski GCHQ, agencje szpiegowskie i oddziały wywiadowcze Ministerstwa Obrony.
Zeszłej nocy brytyjski ekspert wywiadu wojskowego Phil Ingram powiedział: „Instrukcja Stanów Zjednoczonych, aby powstrzymać sojuszników przed udostępnieniem wywiadu pochodzącego z USA z Ukrainą, jest tym, czego bym się spodziewał.
„Partnerzy wywiadu USA, w tym Wielka Brytania, mają swoje uprawnienia do przekazywania danych wywiadowczych.
Stany Zjednoczone będą ściśle kontrolować dystrybucję swoich danych wywiadowczych na Ukrainę za pośrednictwem agencji z siedzibą w Kijowie.
Posunięcie to zbiegło się z tym, że USA potwierdziły, że wstrzymały pomoc wojskową dla Kijowa, ponieważ rozłam między dwoma domniemanymi sojusznikami pogłębił się, zanim prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zaoferował wczoraj amerykańskiemu odpowiednikowi Donaldowi Trumpowi gałąź oliwną.
Zeszłej nocy wysoki rangą ukraiński urzędnik powiedział Financial Times: „Mamy od dwóch do trzech miesięcy. Po tym, pozycja będzie dla nas bardzo trudna. Nie będzie to całkowite załamanie, ale będziemy zmuszeni do szybszego wycofania się z niektórych obszarów.
Krytycy sugerowali, że każde długoterminowe zamrożenie wydłużyłoby, a nie skróciło wojnę. [Bzdura. Gdy Ukraina pozbędzie się tego mało lotnego komika z „prezydentury”, stanie się zdolna do negocjacji. md]
Wynika to z faktu, że oczekuje się, że zachęci Kreml do wykorzystania kurczącej się broni i amunicji w Kijowie oraz do rozpoczęcia nowej ofensywy na więcej terytorium.
Rosja zajmuje obecnie około jednej piątej Ukrainy, w tym wschodnie prowincje i półwysep krymski.
Ukraina trzyma się stosunkowo niewielkiej ilości terytorium, które zajęła w ubiegłym roku w prowincji Kursk na południu Rosji.
Obecnie wojska ukraińskie i rosyjskie zmierzą się wzdłuż 600-milowej linii frontu, która stopniowo została wepchnięta głębiej na Ukrainę z powodu rosyjskich postępów.
Decyzja o zawieszeniu pomocy wojskowej zapadła trzy dni po dramatycznym starciu w Gabinecie Owalnym między prezydentami Trumpem a Zełenskim.
Do tej pory Stany Zjednoczone zapewniły Ukrainie pomoc wojskową o wartości 53 mld euro w porównaniu z łączną sumą Europy, która obejmuje Wielką Brytanię, w wysokości 51 mld euro. [Prez. Trump wymienił oficjalnie 300 miliardów.. md]
Podczas gdy teoretycznie Europa może ostatecznie podwoić swoje poparcie dla Ukrainy – i użyć zamrożonych rosyjskich aktywów do płacenia za broń – USA dostarczają dużo wysokiej klasy sprzętu, którego inne państwa nie posiadają.
Wpływ zawieszenia pomocy wojskowej może być odczuwalny najpierw przez ukraińskich cywilów, jeśli ofiarowane przez USA systemy rakietowe Patriot zostaną „uśpione” i nie pozwolą Kijowowi chronić swojego nieba przed rosyjskimi bombardowaniami.
Wczoraj wieczorem sojusznicy NATO wyrazili ubolewanie z powodu tej decyzji. Minister spraw zagranicznych Finlandii Elina Valtonen powiedziała think tankowi w Londynie: „Potrzebujemy Amerykanów militarnie. To zdecydowanie nie powinien być moment, w którym się poddamy. Podobnie jak na polu bitwy, Rosja tak naprawdę nie posuwała się naprzód w ostatnich miesiącach.
Premier Francji Francois Bayrou powiedział, że zamrożenie pomocy jest podobne do porzucenia Ukrainy na rzecz rosyjskiego zwycięstwa.
Powiedział francuskim senatorom: Słowo ‘zawieszenie’ nikogo nie oszukuje.
Zawieszenie w wojnie o pomoc dla zagrożonego kraju oznacza, że kraj zaatakowany jest porzucony i że ktoś akceptuje – lub ma nadzieję – że jego agresor wygrywa. To oczywiście nie do zniesienia”.
Nic dziwnego, że ruch Białego Domu został przyjęty na Kremlu, gdzie rzecznik Władimira Putina Dmitrij Pieskow powiedział: „Jeśli USA zatrzymają lub zawieszą dostawy, będzie to prawdopodobnie najlepszy wkład w sprawę pokoju”.
Według zachodnich urzędników około 20 proc. sprzętu wojskowego na Ukrainie pochodzi z USA. Około 25 proc. pochodzi z Europy, w tym z Wielkiej Brytanii i innych krajów. Około 55 procent jest finansowane przez Ukrainę i pochodzi z ukraińskiej produkcji.
Przerwa w dostawach, zakaz ten obejmuje cały amerykański sprzęt wojskowy nie przebywający obecnie na Ukrainie, w tym broń w tranzycie i w bazach w Polsce. Dotknie to ponad 790 milionów funtów w broni i amunicji, takich jak rakiety, broń przeciwpancerna i pojazdy opancerzone.
Jeszcze niedawno wojska Ukrainy była liczniejsze: od trzech do jednego na żołnierzy, od pięciu do jednego na artylerii i dziesięć do jednego na pojazdach artyleryjskich w porównaniu z Rosją.
Artyleria, systemy rakietowe kierowane przez GPS i systemy obrony powietrznej Patriot, dostarczane przez USA, są uważane za niezbędne, jeśli Ukraina chce powstrzymać pewną, jednoznaczną porażkę.
Nawet niektóre wyrafinowane brytyjskie systemy uzbrojenia, w tym pociski manewrujące Storm Shadow, polegają na [częściach ze] Stanów Zjednoczonych, aby trafić we właściwe cele.
Matthew Savill, dyrektor nauk wojskowych w Royal United Services Institute (RUSI), powiedział, że Storm Shadow potrzebuje pocisków manekinowych [tj. pozorujących pocisk bojowy] dostarczonych przez USA, aby ingerować [ogłupić] w rosyjską obronę powietrzną.
Wysoce zaawansowane, kosztujące 750 milionów funtów zestawy Patriotów mają kluczowe znaczenie dla ochrony nieba Ukrainy i mogą pokonać najbardziej zaawansowane rosyjskie pociski balistyczne, w tym wystrzelony z powietrza hipersoniczny Kindżał.
Z tego powodu premier Wielkiej Brytanii, Sir Keir Starmer, jest zdeterminowany, aby zabezpieczyć Patriot-y jako część amerykańskiego pakietu lotniczego dla wszystkich europejskich sił pokojowych kierowanych przez Wielką Brytanię.
Do tej pory USA dostarczyły Ukrainie ponad 40 systemów rakietowych High Mobility Artillery (HIMARS), ponad 200 Howitzerów i ponad 300 000 pocisków artylerii kalibru 155 mm .
Wysłała również ponad 3 miliony pocisków artyleryjskich 155 mm, ponad 7000 precyzyjnych pocisków artylerii 155 mm, 1 miliona 105 mm pocisków artyleryjskich i ponad 400 000 pocisków artyleryjskich kalibru 152 mm
Stany Zjednoczone podarowały również ponad 700 000 pocisków moździerzowych, 31 wiodących na świecie czołgów Abrams, ponad 300 wozów bojowych Bradley i około 2000 transporterów opancerzonych piechoty.
Czołg T-72 na poligonie Ośrodka Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych w Orzyszu. / Fot. PAP
Polska kontynuuje wspieranie ukraińskich sił zbrojnych. W ramach kolejnego pakietu pomocy wojskowej „przekazała” partię zmodernizowanych czołgów T-72. Według informacji portalu „Army Recognition”, najnowsza dostawa może obejmować nawet około 60 jednostek, które już częściowo trafiły na linię frontu.
Czołgi dostarczono w ramach 46. pakietu pomocy wojskowej, ogłoszonego 24 lutego 2025 roku.
Od początku rosyjskiej inwazji w 2022 roku Polska dostarczyła Ukrainie ponad 280 czołgów T-72M i T-72M1. Przed ostatnią dostawą polski arsenał obejmował około 111 czołgów T-72M1/T-72M1R oraz 172 czołgi PT-91 Twardy. Po najnowszej dostawie liczba ta uległa zmniejszeniu, choć dokładne dane nie zostały podane do publicznej wiadomości.
Nieoficjalnie mówi się, że przed przekazaniem czołgów Ukrainie, przeszły one w Polsce szereg modernizacji. Chodzi o instalację reaktywnego pancerza, ulepszenie systemów optycznych oraz prowadzenie cyfrowych systemów komunikacji.
Czołg T-72 został opracowany w latach 60. XX wieku przez zakłady Uralwagonzawod w Niżnym Tagile jako tańsza alternatywa dla bardziej skomplikowanego modelu T-64. Wszedł do służby w 1973 roku i stał się jednym z najczęściej produkowanych czołgów na świecie – wyprodukowano ponad 25 tysięcy jednostek. Eksportowano go do wielu krajów bloku wschodniego oraz innych regionów świata. Wyposażony w armatę gładkolufową kalibru 125 mm, system automatycznego ładowania oraz kompozytowy pancerz, był wielokrotnie modernizowany w celu poprawy siły ognia, ochrony i mobilności.
Polska rozpoczęła produkcję licencyjną T-72 w zakładach Bumar-Łabędy w Gliwicach w 1982 roku. Warianty produkowane w Polsce obejmowały modele T-72M oraz ulepszony T-72M1, bazujące na radzieckim T-72A. W szczytowym momencie Polska dysponowała aż 597 jednostkami tego typu.
Obecnie Polska skupia się na sprowadzaniu południowokoreańskich K2 Black Panther i amerykańskich M1 Abrams.
Szanowny Panie Mirosławie! Sąd we Wrocławiu nakazał naszej Fundacji zapłacić 50 000 zł Mariuszowi Zimmerowi, byłemu prezesowi Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. W opinii sądu nasza Fundacja naruszyła dobra osobiste Zimmera poprzez publiczne zadanie mu pytania na temat moralnej oceny aborcji dokonywanych w jego klinice. W ubiegłym roku informowaliśmy już o wyroku w sprawie karnej z powództwa Zimmera, teraz wyrok zapadł w pierwszej instancji w trwającym procesie cywilnym. Poza tym w ostatnim czasie wszczęto przeciwko nam m.in. 3 sprawy karne o rzekome „zniesławienie” aktywistów LGBT w Zielonej Górze, oraz 7 spraw karnych i postępowań policyjnych w związku z publicznymi różańcami i akcjami informacyjnymi we Wrocławiu. Zapadły też kolejne wyroki na naszych wolontariuszy. Celem tych sądowo-policyjnych prześladowań jest zmuszenie nas do wycofania się z ratowania dzieci przed aborcją i deprawacją oraz zaniechania mówienia prawdy. Proszę Pana o pomoc, abyśmy mogli dalej walczyć.W lipcu 2024 r. informowaliśmy, że zostałem skazany prawomocnym wyrokiem sądu we Wrocławiu na 5 000 zł grzywny i 15 000 zł zadośćuczynienia za rzekome „zniesławienie” Mariusza Zimmera – byłego prezesa Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników oraz byłego kierownika kliniki ginekologii wrocławskiego szpitala. W ocenie sądów dwóch instancji, dopuściłem się przestępstwa polegającego na tym, iż za pomocą bilbordu zadałem Zimmerowi publiczne pytanie dotyczące moralnej oceny aborcji eugenicznych. Nasza Fundacja od lat stawia aborcjonistom publiczne pytania, których celem jest poruszenie ich sumień i wezwanie do nawrócenia. Sądy uznały jednak, że stawianie pytań o istotę procederu aborcji to przestępstwo.
Oskarżonym w procesie karnym byłem ja. Sądy karne odrzuciły argumentację, że to Fundacja Pro – prawo do życia odpowiada za kampanię przeciw mordowaniu chorych dzieci. Uznały, że to ja osobiście jestem za nią odpowiedzialny. Nie przeszkodziło to teraz sądowi cywilnemu uznać, że odpowiedzialna jest Fundacja i nakazać jej zapłatę 50 000 zł na rzecz Zimmera, który sugerował w mediach, że zakaz aborcji oznacza odebranie lekarzom możliwości „niesienia pomocy” matkom. Wywiesiliśmy billboardy ukazujące ofiarę aborcji, zdjęcie szpitala i pytanie: „Czy okrutne zabójstwo dziecka to pomoc matce doktorze Zimmer?” Oprócz tego na plakacie znajdowała się informacja: „W klinice kierowanej przez prof. Zimmera w latach 2014-2018 abortowano 118 dzieci. Podczas aborcji dzieci najczęściej umierają na skutek uduszenia.”
Na naszym billboardzie pokazaliśmy zdjęcie ofiary aborcji i zapytaliśmy – czy to pomoc matkom? Mariusz Zimmer w wypowiedziach medialnych twierdzi, że tak. Liczba aborcji w jego klinice została potwierdzona przez placówkę. Szpitalne aborcje najczęściej dokonywane są poprzez metodę wywołania sztucznego poronienia, gdzie dziecko rodzi się, ale ma jeszcze niewykształcone płuca więc umiera na skutek uduszenia. To wszystko fakty.
Wprawdzie wyroki te są sprzeczne z logiką, ale są częścią kampanii, którą prowadzą środowiska proaborcyjne przeciw naszej Fundacji. Olbrzymie kary maja zamknąć nam usta i powstrzymać od mówienia i pokazywania prawdy. Represje we Wrocławiu i innych miastach trwają od lat i to właśnie mają na celu.
Bo prawda o aborcji porusza sumienia. Zmusza do myślenia, do zastanowienia się, do refleksji, w tym również nad własnym życiem i postępowaniem. Jednak nie wszyscy są gotowi na kontakt z prawdą. Kolejne procesy, przesłuchania, wyroki oraz inne formy prześladowań takie jak uliczne ataki i napady na naszych wolontariuszy, to często oznaka głębokich wyrzutów sumienia powstałych na widok prawdy o aborcji. Mogłyby one posłużyć do przemiany człowieka na lepsze, ale pod wpływem aborcyjnej propagandy przemieniają się w gniew, agresję i nienawiść. Takie ataki to próba zagłuszenia własnego sumienia. Znanym lekarzom nie wypada jednak bić nas na ulicach. Dobrobyt materialny, uzyskany często za cenę popierania aborcji lub milczenia na jej temat, umożliwia im wynajmowanie kancelarii prawniczych i pozywanie nas. Podobnie postępują inni, wysoko postawieni zwolennicy aborcji i deprawacji oraz aktywiści, opłacani za granty i dotacje płynące z zagranicy.
Aktualnie przeciwko wolontariuszom naszej Fundacji toczy się ok. 80 procesów sądowych jednocześnie. W ostatnim czasie, oprócz wyroku, który zapadł na mnie z powództwa Zimmera, we Wrocławiu nieprawomocnie skazany został Adam, koordynator naszych kampanii na Śląsku, który usłyszał wyrok 1500 zł grzywny, oraz Kinga, członek zarządu naszej Fundacji – 800 zł nieprawomocnej kary. Z kolei w Zielonej Górze wszczęto przeciwko nam 3 sprawy karne o rzekome „zniesławienie” aktywistów LGBT. „Zniesławienie” to ma polegać na mówieniu prawdy na temat konsekwencji homoseksualnego stylu życia i założeń tzw. „edukacji seksualnej” mającej objąć wszystkich uczniów w Polsce.
Panie Mirosławie, będziemy odwoływać się od wyroku, który zapadł z inicjatywy Mariusza Zimmera, oraz od innych nieprawomocnych orzeczeń. Oznacza to kolejne miesiące walki przed sądami w całej Polsce, dojazdy, przesłuchania i rozprawy. Ta walka musi trwać dalej, gdyż rząd planuje już wprowadzenie w naszym kraju totalnej cenzury na wzór zachodni.
Niedawno w Kanadzie po raz kolejny aresztowana została Linda Gibbons – 76 letnia „weteranka” ratowania dzieci przed aborcją. Gibbons po raz kolejny naruszyła tzw. „strefę buforową” wokół aborcyjnego ośrodka śmierci, w ramach której nie wolno organizować zgromadzeń, pikiet ani żadnych akcji, które mogłyby odwieźć wchodzące do środka kobiety od zamiaru aborcji. Gibbons stała w milczeniu przed aborcyjną rzeźnią z plakatem ukazującym płaczące dziecko i napisem „Dlaczego, Mamo? Kiedy mam tak wiele miłości do zaoferowania…”. Wkrótce rozpocznie się kolejny proces Lindy Gibbons, która łącznie spędziła już w więzieniu prawie 11 lat swojego życia za podobne „przestępstwa”.
Podobne „strefy buforowe” wokół aborcyjnych ośrodków śmierci są powszechne na Zachodzie, szczególnie w Kanadzie, Wielkiej Brytanii czy Nowej Zelandii. Na Wyspach Brytyjskich nawet cicha modlitwa jest już uznawana za „myślozbrodnię” i sankcjonowana wysokimi grzywnami i karą więzienia. W Szkocji w październiku zeszłego roku tamtejsze organa państwowe wysłały do obywateli list, w którym zachęcano by donosić służbom na swoich sąsiadów gdy zauważy się, że ci modlą się we własnym domu, który znajduje się w ramach „strefy”.
W podobnym kierunku idzie Polska. Pod największym w Polsce aborcyjnym ośrodkiem, jakim jest szpital w Oleśnicy, trwa nieustanna walka o prawdę i sumienia. Nasi wolontariusze napotykają na wiele prześladowań – są zarówno atakowani i napadani przez agresywnych przechodniów i aktywistów, jak również szykanowani przez policję i urzędników, którzy wszczynają kolejne procesy oraz rekwirują sprzęt należący do naszej Fundacji. W Toruniu niedawno rozwiązano naszą publiczną modlitwę różańcową połączoną z akcją informacyjną na temat aborcji. Podobna sytuacja miała miejsce w Rzeszowie, gdzie naszym wolontariuszom zarzucono popełnienie „wykroczenia” zanim jeszcze w ogóle przyjechali na miejsce planowanej akcji. W Słubicach nasz publiczny różaniec nie mógł się odbyć, gdyż zgromadzenie zostało rozwiązane przez władze miasta zanim się rozpoczęło.W tym samym czasie rząd Tuska intensywnie pracuje nad projektem ustawy mającej zakazać tzw. „mowy nienawiści”, czyli po prostu mówienia prawdy na tematy związane z LGBT, „edukacją seksualną” i aborcją. W świetle takiej ustawy przestępstwem będzie np. nazwanie aktów homoseksualnych grzechem, powołując się przy tym na Pismo Św. Warto zauważyć, że taka ustawa nie weszła jeszcze w życie, ale wyroki za „mowę nienawiści” de facto już są. W ubiegłym roku sąd „prawomocnie” skazał mnie na 15 000 zł kary i rok ograniczenia wolności poprzez przymusowe prace społeczne za organizację kampanii informacyjnej, w ramach której podawaliśmy do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych na temat powiązań pedofilii z homoseksualnym stylem życia. W ocenie sądów „zniesławiało” to aktywistów LGBT i utrudniało im „działalność edukacyjną”. Co istotne, wyroki takie zapadły na nas w Gdańsku i Szczecinie, gdzie osoby powiązane z tamtejszym lokalnym lobby LGBT zostały prawomocnie skazane za pedofilię. Jedną z takich osób był Piotr K. były wiceprezydent Gdańska ds. edukacji, który wdrażał w szkołach „edukację seksualną”.
Prześladowania sądowo-policyjne połączone z wdrażaniem prawnej cenzury to narzędzia totalitarnej opresji, które mają doprowadzić do usunięcia prawdy z przestrzeni publicznej i medialnej. Dlatego musimy walczyć dalej i stawiać opór tym szykanom. 80 równoległych spraw sądowych to dla nas ogromne wyzwanie logistyczne, organizacyjne i finansowe. Tylko w najbliższym czasie potrzebujemy ok. 23 000 zł na dalsze działania. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dalszą walkę przed sądami i organizację kolejnych niezależnych kampanii informacyjnych w przestrzeni publicznej. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Sensacyjny artykuł dzisiejszej [10 Kwietnia, 2019] „Gazety Polskiej” o „podmianie czarnych skrzynek” – oparty o akta śledztwa (dokumenty sporządzone zostały przez funkcjonariuszy rosyjskich i znalazły się w aktach rosyjskiego oraz polskiego śledztwa (tom 167, karty 34700, 34702 i 34704 oraz tom 177, karty 43428 i 43429) wybrzmiewa tonem, którym „blogerzy smoleńscy” (posądzani przez rządowych i parlamentarnych z ZP „badaczy katastrofy” – za czasów PO – ale i obecnych! od lat informują o swoich dociekaniach; że mianowicie:
Wszystko wskazuje więc na to, że Rosjanie dokonali niezwykłej w dziejach badania katastrof lotniczych i wręcz niewiarygodnej manipulacji, podmieniając oryginalny rejestrator parametrów lotu na inne urządzenie. Jeśli to prawda, to zarówno rosyjscy, jak i polscy eksperci oraz śledczy opierali się na fikcyjnym materiale dowodowym. (cytat za przedrukiem z GP zamieszczonym tu: https://niezalezna.pl/266972-rosjanie-podmienili-skrzynki-tupolewa-przypominamy-nieznane-rosyjskie-protokoly(link is external)) Jak do tego doszło? Otóż:
10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku Rosjanie znaleźli nieuszkodzone rejestratory lotu polskiego tupolewa, które po zapakowaniu w worki zostały zabrane z wrakowiska i zniknęły. W ich miejscu kilka godzin później pojawiły się identycznie wyglądające skrzynki – tyle że z poważnymi uszkodzeniami. (cytat ze strony j.w.)
Co można powiedzieć o tej „sensacji”?
Na filmie Sławomira Wiśniewskiego („Miał dużo czasu, wyszedł więc ze swoją prywatną, małą kamerą przed hotel, by sfilmować przylot prezydenta. Była mgła, chmury, nic nie widział, tylko słyszał nad sobą silniki samolotu. W końcu zobaczył nad drogą za bardzo przechylone skrzydło, a potem usłyszał huk i dostrzegł dym. Pobiegł. Nie był pewny, że to ten samolot.”), który obiegł cały świat (jako pierwszy ukazał się w rosyjskiej, nie polskiej telewizji) zobaczyć można było owe „skrzynki” ok. 10-tej czasu polskiego.
Widział ten filmik-relację-„dokument” także ówczesny czołowy prezenter TVP1, Piotr Kraśko: Na jednym z ujęć wyraźnie widać jedną z czarnych skrzynek, które tak naprawdę są pomarańczowe, właśnie po to, by łatwiej je było odnaleźć. Czarnymi nazwane zostały jedynie dlatego, że dane z nich są analizowane po wypadkach, a przecież w tych lotniczych niemal zawsze są ofiary. Parę godzin później, gdy usłyszeliśmy oficjalny komunikat, że skrzynek jeszcze nie odnaleziono, wiedzieliśmy, że zlokalizowanie przynajmniej jednej z nich trudne nie będzie. (cytat za: https://www.legimi.pl/ebook-smolensk-10-kwietnia-2010-piotr-krasko,b51605.html#bookParts(link is external)).
Opis ten, jakkolwiek humorystyczny w wierze w rosyjską spolegliwość, potwierdza przytoczone w GP fakty. Pora na ich interpretację:
– media „tuskowe” sprawę zamilczą lub wyśmieją, jak zawsze
– media pisowskie będą dowodzić, że „niebite dowody katastrofy w wyniku zamachu bombowego przed lotniskiem w Smoleńsku” znalazły oto kolejne potwierdzenie
– sensacje GP potwierdzają nasze, blogerskie intuicje, że oto będziemy mieli tytułową maskirowkę maskirowki. Jak to?
Otóż „blogerzy wyklęci” (zarówno „maskirowszczycy” jak ci z Ruchu Uporu – którzy nie zatrzymali się na stwierdzeniu faktu inscenizacji katastrofy, ale szukają odpowiedzi na pytanie: „skoro nie doszło do katastrofy tupolewa, to co się z nim stało?”) dokumentują od lat fakty mówiące, iż przed lotniskiem Siewiernyj w Smoleńsku doszło nie do katastrofy, ale do jej teatralnej inscenizacji z udziałem 1.rosyjskiego ił-a pilotowanego przez majora Frołowa, który trzy razy (a nie „oficjalnie dwa”) przelatywał nad lotniskiem ze zrzutem złomu lotniczego, 2.bomby paliwowo-powietrznej (której detonatorem jest trotyl), która spowodowała wysadzenie w powietrze przygotowanego wcześniej i ukrytego pod białymi plandekami udającymi śnieg (odkrycie prof. Cieszewskiego) kadłuba starego tupolewa z zakładów demontujących wysłużone samoloty (mieszczących się za płotem tego lotniska), 3.fałszywych świadectw typu „film Koli” i świadków (przykłady można mnożyć).
Dlatego też odkrycie fałszywych czarnych (w rzeczywistości pomarańczowych) skrzynek „tupolewa” jest w rzeczywistości jedynie inscenizacją (maskirowką) maskirowki, gdyż ani jedne, ani drugie nie mają z polskim tu-154M 101 nic wspólnego! A nagrania z nich – rzeczywiście zostały sfabrykowane (a nie rzekomo sfałszowane) po to, by całe rzesze „badaczy katastrofy” wprowadzić w błąd.
Jeśli do tego dołożyć idiotyczne „teorie” ruskich trolli (typu „hel” lub „zamach w Warszawie”) uzyskujemy dopiero obraz dezinformacji, jakimi karmi się społeczeństwo od lat (brzoza-bomba).
Zapewniam Was, że nie takie jeszcze sensacje zrobią Wam z mózgu wodę!
Skrzynki musiały zniknąć z polanki, bo były podłożone tak jak i wrak. Kto by fałszywe przewoził do Moskwy? Przecież tam też jakieś są. Rosjanie śmieją się w tarzając po ziemi, czytając rewelacje i odkrycia śledczych z GP.
Najważniejsze w tym temacie są jak piszesz Romku analizy Chrisa Cieszewskiego. Na zdjęciach satelitarnych, robionych 5 dni przed katastrofą, widać wyraźnie „pozostałości śniegu”, lub raczej białe folie, płachty, udające śnieg, lub może nawet obłożone śniegiem, przykrywające prawdopodobnie większe fragmenty podłożonego wcześniej kadłuba samolotu. Ten śnieg 10.04 stopił się, tworząc na zewnątrz niewielkie kałuże, a pod plandekami pozostała sucha ziemia.