Ostatnia zagrywka elit czyli III wojna światowa nadal jest prawdopodobna

Ostatnia zagrywka elit czyli III wojna światowa nadal jest na stole

Autor: AlterCabrio , 27 lutego 2025

Po stronie zachodniego establishmentu, urzędnicy państwowi i media bombardują opinię publiczną opowieściami o zbliżającym się rosyjskim blitzkriegu w Europie, jeśli Ukrainie pozwoli się upaść. Oczywiście, twierdzą również, że Rosja traci miliony żołnierzy w atakach typu „meat waves”, a ich armia jest sparaliżowana.

Maszyna propagandowa nie może mieć wszystkiego na raz – albo Rosja jest bezsilna, a jej wojsko kuleje, albo jest niepowstrzymanym molochem, który podbije całą Europę, jeśli mała Ukraina się zawali. Każdy element propagandy wojennej został starannie opracowany, aby przekonać ludność do poparcia bezpośredniej inwazji militarnej na region.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

III wojna światowa nadal jest na stole: „Europa” chce wysłać żołnierzy na Ukrainę

W okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w USA w 2024r. administracja Bidena w zmowie z brytyjskimi, europejskimi i ukraińskimi partnerami opracowała plan „Trump Proof” wojny na Ukrainie. Innymi słowy, otwarcie przyznali, że chcieli uniemożliwić Trumpowi podjęcie jakichkolwiek działań, które mogłyby wymusić zakończenie wojny i doprowadzić do zawarcia poważnego porozumienia pokojowego.

Częścią tego planu było rozszerzone wykorzystanie pocisków kierowanych dalekiego zasięgu dostarczanych przez rządy zachodnie. Te pociski, aby je wystrzelić, wymagają danych lotu z zasobów NATO oraz personelu NATO – co oznacza, że ​​wszelkie ataki z udziałem tej broni wymagają bezpośredniego zaangażowania wojsk NATO. Zielone światło Bidena dla ataków dalekiego zasięgu na Rosję przy użyciu pocisków wyprodukowanych i kontrolowanych przez USA było oczywistą próbą wywołania eskalacji.

W trakcie wojny pisałem obszernie o moich obawach, że ostatecznym celem konfliktu jest wywołanie szerszej międzynarodowej pożogi. Globalistyczne interesy były zaangażowane na Ukrainie (konkretnie Atlantic Council) przez co najmniej dekadę, mieszając w kotle i prowokując Rosję do inwazji na region Donbasu. Pisałem o wpływach Atlantic Council na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie w moim artykule „The Atlantic Council has Big Plans For A War Between The US And Iran”.

Globaliści chcieli wykreować katastrofę i zrzucić winę na państwa narodowe, co mogliby wykorzystać do wymazania wszelkich granic i całkowitego przekształcenia świata. Jak dotąd nie osiągnęli tego celu, ale nie z powodu braku starań.

Ukraiński atak na Kursk w Rosji wraz z zatwierdzeniem ataków rakietowych dalekiego zasięgu zostały otwarcie nagłośnione w zachodnich mediach jako „dowód”, że „czerwone linie” Władimira Putina nie mają znaczenia i że Rosja nigdy nie użyje broni nuklearnej w odpowiedzi na operacje NATO. Wiedzą, że jedną z głównych obaw wśród zachodnich populacji jest wybuch globalnej wymiany nuklearnej. Elity myślą, że jeśli uda im się usunąć ten strach, wszyscy chętnie poprą wojska NATO na Ukrainie.

Są w błędzie.

Ani Amerykanie, ani Europejczycy nie mają żadnego interesu w walce i umieraniu o tak nieistotny kawałek ziemi jak Ukraina. Prezydent Ukrainy Władimir Zełenski konsekwentnie wzywał NATO do dostarczania wojsk na linię frontu. W rzeczywistości Zełenski zachowuje się tak, jakby ktoś obiecał mu ewentualną interwencję wojskową (Boris Johnson?).

Taktyka wyniszczająca Rosji okazała się bardzo skuteczna w osłabianiu ukraińskich linii frontu. Ważne jest, aby zrozumieć, że taktyka wyniszczająca obejmuje przejmowanie kluczowych strategicznych terenów, ale ważniejszym celem jest zniszczenie wrogich wojsk. Chociaż rosyjskie zdobycze mogą nie wydawać się znaczące dla przeciętnego człowieka bez wiedzy w zakresie strategii wojskowej, prawda jest taka, że ​​Ukraina jest teraz zdesperowana w kwestii zasobów ludzkich i nie ma środków na zastąpienie utraconych wojsk. Wojna się skończyła, tylko po prostu jeszcze tego nie przyznali.

Urojenia Zełenskiego na temat zdolności Ukrainy do wygrania wojny i odzyskania ogromnego terytorium, które utraciła, muszą być czymś napędzane. Mogę jedynie zakładać, że nadal wierzy, że interwencja NATO jest nieuchronna. UE i Wielka Brytania odegrały dużą rolę w dawaniu Zełenskiemu fałszywej nadziei i uniemożliwianiu praktycznych negocjacji pokojowych. Ukraina NIGDY nie odzyska regionu Donbasu. Muszą to zaakceptować i iść dalej.

Po stronie zachodniego establishmentu, urzędnicy państwowi i media bombardują opinię publiczną opowieściami o zbliżającym się rosyjskim blitzkriegu w Europie, jeśli Ukrainie pozwoli się upaść. Oczywiście, twierdzą również, że Rosja traci miliony żołnierzy w atakach ludzkiej fali [„meat waves”], a ich armia jest sparaliżowana.

Maszyna propagandowa nie może mieć wszystkiego na raz – albo Rosja jest bezsilna, a jej wojsko kuleje, albo jest niepowstrzymanym molochem, który podbije całą Europę, jeśli mała Ukraina się zawali. Każdy element propagandy wojennej został starannie opracowany, aby przekonać ludność do poparcia bezpośredniej inwazji militarnej na region.

Po powrocie Donalda Trumpa na Ukrainie wszystko się zmieniło. Trump ewidentnie nie jest pod wrażeniem Zełenskiego i chce szybko zakończyć rozlew krwi. Do takiego stopnia, że może negocjować warunki pokoju bez udziału Zełenskiego. Trump zażądał, aby Zełenski przeprowadził legalne wybory na Ukrainie, zanim USA będą kontynuować swoje wsparcie, a nawet nazwał Zełenskiego dyktatorem.

Bez USA nie ma NATO, a jeśli USA odetną dostawy broni, Ukraina skończy walkę. Chyba że Europa rzuci się na łeb na szyję do wojny…

Jak zauważyłem w sierpniu ubiegłego roku:

„Czas ofensywy na Kursk i wezwanie do ataków rakietowych na Rosję nie są przypadkowe. Trump twierdzi, że jego intencją jest zakończenie wojny na Ukrainie tak szybko, jak to możliwe, gdy tylko obejmie urząd”.

„Muszą wyeskalować wojnę w coś większego, coś, czego nie da się cofnąć. Właśnie teraz wojna może się zakończyć – wystarczy trochę dyplomacji i zmuszenie Ukrainy do zrozumienia, że ​​nie odzyskają Donbasu ani Krymu, bez względu na to, ile ofiar poświęcą”.

Droga do pokoju wydaje się coraz bardziej osiągalna, a moje przekonanie, że większa wojna jest nieunikniona, może być błędne (naprawdę mam taką nadzieję). Jednak globaliści wciąż próbują stworzyć desperacki scenariusz. Nie poddają się. Jeśli nie uda im się wciągnąć Amerykanów bezpośrednio do wojny, to mogą umieścić Europejczyków na linii frontu, ryzykując, że zmusi to USA do działania.

W tym miesiącu Zełenski wezwał do utworzenia „sił zbrojnych Europy” w odpowiedzi na naciski Trumpa na szybkie zawarcie porozumienia pokojowego. Wezwał również do uzbrojenia Ukrainy w broń jądrową.

Europejskie i brytyjskie elity oklaskiwały koncepcję armii UE i w pewnym sensie jest to ironiczne, ponieważ stanowi to przyznanie się, że Europa i większość Zachodu przez dziesięciolecia leniwie używały USA jako tarczy. Nie mają już pojęcia, jak się bronić.

https://youtube.com/watch?v=b9J4BrNFtR0%3Fsi%3DsyxlGxHMI9lXx3fy

Deklarowaną rolą tej europejskiej armii miałoby być „utrzymywanie pokoju” na Ukrainie. Problem w tym, że Putin wielokrotnie powtarzał, że jakakolwiek obecność wojsk zachodnich będzie traktowana jako akt agresji. Keir Starmer, premier Wielkiej Brytanii i zagorzały autorytarny przywódca, zaoferował już co najmniej 30 000 żołnierzy na rzecz tej sprawy. Urzędnicy francuscy, kanadyjscy i niemieccy również wyrazili zainteresowanie europejską armią i rozmieszczeniem jej na Ukrainie, choć przyznają, że nie chcą wydawać nawet minimum 2% swojego PKB na NATO. russia

Żeby było jasne, handlarze histerią mają rację, mówiąc, że Rosja mogłaby przejechać po europejskich systemach obronnych, gdyby tylko chciała (zakładając, że nikt nie odpala broni nuklearnej). UE i Wielka Brytania wykonały już większość roboty – niszcząc własne kraje otwartymi granicami i masową imigracją przez ostatnie dziesięć lat. Migranci z trzeciego świata nie są lojalni wobec Zachodu, a pokolenie Z jest całkowicie rozczarowane ideą dalszej wojny. Przywódcy europejscy z pewnością spróbują narzucić przymusowy pobór do wojska.

Nie oznacza to, że Putin zamierza iść na wojnę z Europą, tylko że mógłby ją łatwo pokonać na wyniszczenie, gdyby chciał. Należy wziąć pod uwagę dziwne przeszłe powiązania Putina z elementami ekipy z Davos. Zawsze istnieje szansa, że ​​Rosja jest po prostu kontrolowaną opozycją, a wojna jest z góry ustalona. Mimo to Putin jak dotąd nie zachowywał się jak człowiek szaleńczo pędzący w nuklearną nicość. Bardzo uważał, aby ograniczyć wojnę do Ukrainy.

Starmer i jemu podobni globaliści doskonale zdają sobie sprawę, że obecność wojsk brytyjskich lub unijnych sabotowałaby wszelkie negocjacje pokojowe rozpoczęte przez administrację Trumpa. O to właśnie chodzi. Wierzę, że globaliści sądzą, że mogą zmusić Amerykę do działania, kreując katastrofę tak rażącą, że USA będą musiały się zaangażować.

Kiedy brytyjscy urzędnicy mówią o uzyskaniu „gwarancji bezpieczeństwa” od Donalda Trumpa, mają na myśli właśnie to – poprzez lądowanie wojsk na Ukrainie w celu „utrzymania pokoju” próbują zobowiązać USA do odpowiedzi, gdy Rosja odpowie odwetem.

Amerykanie nie idą na wojnę za globalistów. Twierdziłbym, że jesteśmy o wiele bardziej zainteresowani marszem, aby wyeliminować globalistów, niż walką z narodem rosyjskim. Dlaczego nie pozbyć się problemu u źródła?

Jednak globaliści niekoniecznie potrzebują USA, aby rozszerzyć wojnę na Ukrainie. Na razie Trump ma ograniczony wpływ ekonomiczny na Wielką Brytanię i UE, a to nie wystarczy, aby zapobiec mobilizacji wojsk lub eskalacji. Może to być ostatnia zagrywka elit, która zapoczątkuje III wojnę światową.

________________

World War III Is Still On The Table: Europe Wants Boots On The Ground In Ukraine, Brandon Smith, February 27, 2025

−∗−

Warto porównać:

Czy będziemy ginąć za Ukropolin?
Wszyscy dotychczasowi rzecznicy Ukrainy mają teraz nie lada problem. Dotąd każdego, kto nie zgadzał się z oficjalną narracją triumfująco wyzywali od ruskich onuc i agentów Putina. Teraz musieliby powiedzieć to […]

________________

Co nam pozostanie po Ukrainie?
Ukraina, jako państwo upada. I nie chodzi tu jedynie o wojnę, którą bez wsparcia Zachodu nasi wschodni sąsiedzi ewidentnie przegrają. Nawet nie w tym rzecz, że po 3 latach konfliktu […]

________________

Dlaczego wybuchła wojna na Ukrainie
Mamy więc projekt ujednolicenia całej ludzkiej wiedzy i zaprowadzenia jednego porządku światowego, zawarty w twórczości Jana Amosa Komeńskiego, pedagoga, filozofa i spiskowca, dzięki któremu na świecie miało zapanować powszechne szczęście. […]

−∗−

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

=======

komentarz:

  1. CzarnaLimuzyna 27 lutego 2025
  2. W mediach post-społecznościowych degeneraci starają się wciąż podsycać emocje, przygotowując Polaków, że może się stać coś strasznego, bo sytuacja jest wyjątkowa i niespotykana od kilkudziesięciu lat.Tak jakby chcieli wciąż utrzymywać opinię publiczną w gotowości na różne wydarzenia. A może jest to tylko otoczka trywialnego komunikatu: “musimy kraść” taktownie nie wymieniając z nazwy kradnących i okradanych?

Kto wygra wybory prezydenckie? Po mieście krążą fałszywe pogłoski

Kto wygra wybory prezydenckie? Po mieście krążą fałszywe pogłoski

Stanisław Michalkiewicz nczas/falszywe-pogloski 28.02.2025

Kampania prezydencka rozwija się w postępie – na razie chyba jeszcze arytmetycznym, ale wkrótce pewnie nabierze tempa i zacznie rozwijać się w postępie geometrycznym. Do takiego wniosku skłoniły mnie krążące od pewnego czasu po mieście fałszywe pogłoski, jakoby w wyborach prezydenckich zapragnął wziąć udział aktualny prezes Najwyższej Izby Kontroli pan Marian Banaś.

Jak mawiają gitowcy – wszystko gra i koliduje. Pan Marian Banaś urodzony nomen omen w Piekielniku, ze stanowiska ministra finansów w vaginecie Mateusza Morawieckiego 30 sierpnia 2019 roku został wybrany na stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli.

Zgodnie z art. 205 konstytucji prezes NIK jest wybierany na 6-letnią kadencję z możliwością ponownego wyboru tylko raz. I właśnie panu Marianowi Banasiowi 30 sierpnia 2025 roku kończy się ta 6-letnia kadencja, więc nic dziwnego, że jest „namawiany” na wysunięcie swojej kandydatury w tegorocznych wyborach prezydenckich. Mógłby co prawda kandydować jeszcze raz na stanowisko prezesa NIK, ale czy aby na pewno zostałby wybrany? Wprawdzie pierwotnie pan Banaś był w obozie „dobrej zmiany”, bo w przeciwnym razie nie miałby szans na objęcie stanowiska ministra finansów w vaginecie Mateusza Morawieckiego, ale – jak to wielokrotnie zdarzało się w innych przypadkach – te przyjazne stosunki zamieniły się w nieprzejednaną wrogość.

Zaczęło się od donosu ze strony stacji TVN, która – jak wiadomo – jest elementem szeroko pojętego obozu zdrady i zaprzaństwa, którego polityczną ekspozyturą jest Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda – że pan Banaś powiązany jest „ze światem przestępczym”. W związku z tym CBA, zamiast dojść do wniosku, że zarzuty mają charakter „polityczny”, w związku z czym nie zasługują na poważne ich potraktowanie – po wspomnianym prześwietleniu, skierowało do prokuratury doniesienie, jakoby pan Banaś złożył fałszywe oświadczenia majątkowe i że ma niejasne dochody. Na czym te niejasności mogłyby polegać, zasugerował Judenrat „Gazety Wyborczej” – że mianowicie pan Banaś prowadził w swojej kamienicy w Krakowie „dom schadzek”, a kiedy został prezesem NIK, zaraz się tej kamienicy pozbył.

Przypominam o tych wszystkich zaszłościach m.in. dlatego, by pokazać, że pan Banaś ubiegając się o ponowny wybór na prezesa NIK, chyba nie mógłby liczyć na poparcie ze strony obozu zdrady i zaprzaństwa obywatela Tuska Donalda. Tym bardziej nie mógłby liczyć na poparcie ze strony obozu „dobrej zmiany” – bo z jakichś tajemniczych powodów rozpętał aferę z tzw. „wyborami kopertowymi” przeciwko premierowi Morawieckiemu, w związku z czym Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński scharakteryzował go jako człowieka o „zbrukanej opinii”, który „nie ma kwalifikacji” do kierowania Najwyższą Izbą Kontroli.

Tymczasem jeszcze we wrześniu 2019 roku, kiedy obóz zdrady i zaprzaństwa wystąpił z pierwszymi donosami przeciwko panu Banasiowi, pan marszałek Senatu Stanisław Karczewski określał go jako „człowieka kryształowego, niezwykle uczciwego, bardzo solidnego i twardego polityka”. Jak widzimy na tym przykładzie, klauzula rebus sic stantibus („skoro sprawy przybrały taki obrót”) ma zastosowanie nie tylko w prawie traktatowym i stosunkach międzynarodowych, ale i w stosunkach politycznych, a nawet płciowych – jeśli dajmy na to, dama dojdzie do wniosku, że rozłożyła nogi przed dobiegaczem niewłaściwym, zwłaszcza gdy właśnie pojawił się ten jedyny, wymarzony. Coś takiego musiało przytrafić się Naczelnikowi Państwa, który od tej pory – podobnie jak obywatel Tusk Donald – chętnie utopiłby pana Mariana Banasia w łyżce wody.

No dobrze – ale przecież licznik bije nieubłaganie i kadencja prezesa skończy się panu Banasiowi 30 sierpnia. I co potem? Prezesowi NIK wbrew jego woli żadna siła zrobić nic nie może, ale po upływie kadencji, w sytuacji kiedy szansa na ponowny wybór na to stanowisko jest bliska zeru, pan Marian Banaś stoi wobec groźby wpadnięcia między ostrza potężnych szermierzy – kto wie – może nawet samego Wielce Czcigodnego Romana Giertycha, który dopiero na stanowisku nietykalnego prezesa NIK byłby prawdziwym biczem Bożym.

Czy jednak obywatel Tusk Donald, który tak długo, jak tylko mógł, przezornie nie odcinał Wielce Czcigodnego Romana Giertycha od stryczka w sprawie „Polnordu”, zaryzykowałby powierzenie mu prezesury NIK? „Bo taka głupia, to ja już nie jestem; może głupia, ale taka to już nie” – śpiewała „Pod Baranami” Krystyna Zachwatowicz. Mniejsza zresztą o Wielce Czcigodnego Romana Giertycha, który przecież też może zgłosić swoją kandydaturę w tegorocznych wyborach prezydenckich – a co miałby sobie żałować, zwłaszcza gdy konstytucja głosi, że prezydentem może zostać „każdy”? – ale my tu rozbieramy sobie z uwagą pana prezesa Mariana Banasia.

Wytykanie palcami

Nawiasem mówiąc, z tymi wszystkimi prezydentami to jest u nas tak jak w Ameryce. Jak pamiętamy, John Kennedy udowodnił, że nawet katolik może zostać prezydentem USA. Z kolei Ryszard Nixon pokazał, że nawet człowiek niezamożny może zostać prezydentem USA, zaś Gerald Ford – że prezydentem USA może zostać każdy. Wracając tedy do pana prezesa Mariana Banasia, wydaje się oczywiste, że w jego sytuacji wysunięcie swojej kandydatury w tegorocznych wyborach prezydenckich byłoby jakimś wyjściem z trudnej – co tu ukrywać – sytuacji. Jestem tedy prawie pewien, że perswazje, jakich pewnie panu prezesowi Banasiowi nie szczędzą jego przyjaciele, mogą paść na podatny grunt.

Ale nie tylko o to chodzi, żeby pan prezes na stanowisku prezydenta naszego i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju, ratował tylko własną skórę. Żeby w ogóle o tym można było mówić, to musiałby najpierw wygrać. Otóż uważam, że ma on całkiem spore szanse na pogrążenie w odmętach najsilniejszych konkurentów, w osobach pana Rafała Trzaskowskiego i pana Karola Nawrockiego.

Jak wiadomo, po licytowaniu się, czego to każdy z nich nie zrobi, jak już tym całym prezydentem zostanie – że podpali wodę w Wiśle i w ogóle – będzie dusił ludzi gołymi rękami – przeszli do wzajemnego wytykania sobie rozmaitych wstydliwych zakątków, a nawet łajdactw. Nawiasem mówiąc, ta licytacja całkowicie abstrahowała od konstytucyjnych kompetencji prezydenta, który tak naprawdę niewiele może. Jedynym ważnym – jak się w obecnej sytuacji okazało – uprawnieniem, jest możliwość wetowania ustaw – ale i ona jest skuteczna tylko dlatego, że obóz zdrady i zaprzaństwa nie ma w Sejmie większości wystarczającej do obalenia weta prezydenta, czyli 276 posłów – bo w przeciwnym razie prezydent byłby całkowicie bezradny, zwłaszcza w sytuacji gdy vaginet obywatela Tuska Donalda „nie uznaje” Trybunału Konstytucyjnego.

Otóż w sytuacji, gdy podjudzany przez Judenrat „Gazety Wyborczej” pan Rafał Trzaskowski nieubłaganym palcem wytknął panu Karolowi Nawrockiemu jego podróże po świecie, których koszty Judenrat skrupulatnie wyliczył (liczmy się, jak Żydzi!) na 800 tysięcy złotych, pan Mariusz Błaszczak podliczył panu Rafałowi Trzaskowskiemu, że spędził ponad 200 dni „w delegacjach”. Jak widać, te zarzuty to jakieś dziadostwo, jakby ani Judenrat, ani pan Trzaskowski, ani pan Nawrocki nie znał anegdoty, jak to Żydowie modlili się w synagodze. Jeden szczególnie wrzaskliwie domagał się od Najwyższego 500 dolarów. Te błagalne wrzaski zirytowały wreszcie pozostałych i najdostojniejszy podszedł do wrzeszczącego i powiedział: masz tu 500 dolarów i wynoś się, bo my tu się modlimy o większe pieniądze!

Nawiasem mówiąc, co sprawia, że obóz „dobrej zmiany” nieubłaganym palcem nie wytyka panu Rafałowi Trzaskowskiemu pierwszorzędnych i w dodatku podwójnych korzeni, to znaczy – jerozolimskich i ubeckich – o których na mieście ćwierkają od samego rana wszystkie wróbelki? Teraz może być już za późno, skoro prezydent Trump przysłał do Warszawy pana Tomasza Różę na ambasadora – ale wcześniej, gdy jeszcze pana Róży u nas nie było, można było chyba bez ryzyka ten wątek podjąć – a nie został podjęty.

Czyżbyśmy mieli do czynienia z ustawką w myśl wskazówki Józefa Stalina, że najważniejsze jest przedstawienie suwerenom prawidłowej alternatywy, która wtedy jest prawidłowa, gdy bez względu na to, kto wybory wygra – będą one wygrane? Ładny interes! Nawiasem mówiąc, pan Róża już pokazał, że co jak co, ale korzenie mają u niego wysokie notowania. Oto nie mógł się nachwalić Księcia-Małżonka, że jako minister spraw zagranicznych jest wprost „geniuszem” i to nawet nie jakimś takim „karpackim”, jak Mikołaj Ceaucescu, tylko zwyczajnym.

Tymczasem, jak wiadomo, nie został jeszcze wynaleziony aparat fotograficzny, który mógłby utrwalić osiągnięcia Księcia-Małżonka na stanowisku ministra spraw zagranicznych – oczywiście poza wiązaniem krawatów, w której to dziedzinie Książę-Małżonek rzeczywiście ociera się o genialność. A przecież jest on zaledwie Księciem-Małżonkiem, świecącym światłem odbitym od naszej Jabłoneczki, która korzenie rzeczywiście ma pierwszorzędne.

Wszystko już wykryte…

Wracając do pana prezesa Banasia, to jak tylko rozległy się fałszywe pogłoski o delegacjach i innych wybrykach pana Rafała Trzaskowskiego, ogłoszono komunikat, że do jaskini warszawskiego ratusza wkracza Najwyższa Izba Kontroli. A jak Najwyższa Izba Kontroli gdzieś wkracza, to co robi, do jakiego finału dąży? Odpowiedzi dostarcza opowiadanie jakiegoś sowieckiego autora, co to pisał powiastki dla dzieci.

W jednej z nich dwaj chłopcy opowiadają o swoich ojcach i jeden, od razu widać, że wyszczekany, jak nie przymierzając – Wielce Czcigodna Katarzyna Lubnauer – mówi, że jego ojciec jest krytykiem. „On wszystkich krytykuje. Jak chcesz, to i twojego ojca skrytykuje!” Tymczasem ojciec tego drugiego chłopca jest zwrotniczym na kolei, więc on wcale nie chce, żeby tamten ojciec go krytykował. Więc jak Najwyższa Izba Kontroli gdzieś wkracza, to po to, żeby skontrolować. A nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że – jak mówią Rosjanie – „nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara”, więc jak już NIK zacznie szukać, to na pewno to i owo znajdzie.

W tej sytuacji pan prezes Banaś nawet nie musiałby tych rewelacji od razu ogłaszać, tylko najpierw przekazać Rafału Czaskoskiemu wiadomość następującą: wiecie, rozumiecie Czaskoski. Wszystko już wykryte, więc wy lepiej dla zdrowotności zrezygnujcie z tego kandydowania, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.

A potem podobnie podejść do każdego z ważniejszych kandydatów i w ten oto prosty sposób oczyścić sobie przedpole do spektakularnego sukcesu wyborczego – oczywiście zapewniwszy uprzednio stare kiejkuty i Naszych Sojuszników, że ich interesy w naszym bantustanie pod jego prezydenturą nie zostaną naruszone, tylko będą ściśle respektowane…

Pomnik Mickiewicza zabezpieczony przed Ukraińcami! Sympatycy Brauna wpadli na oryginalny pomysł

Pomnik Mickiewicza zabezpieczony przed Ukraińcami! Sympatycy Brauna wpadli na oryginalny pomysł [FOTO]

28.02.2025 https://nczas.info/2025/02/28/pomnik-mickiewicza-zabezpieczony-przed-ukraincami-sympatycy-brauna-wpadli-na-oryginalny-pomysl-foto/

Ukraińska ekspansja w Polsce.
Ukraińcy na rynku w Krakowie – zdj. ilustracyjne. / Fot. Gabriela/Unsplash

Od wielu miesięcy spokój mieszkańców Krakowa zaburzają nocne manifestacje pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Krakowianie początkowo ze zrozumieniem patrzyli na tak niecodzienną inicjatywę solidarnościową [solidarni sami z sobą? w Obcym państwie? md] organizowaną przez Ukraińców, jednak poziom hałasu i częstotliwość tych wystąpień dały się we znaki nawet najbardziej tolerancyjnym gospodarzom miasta Kraka.

Sympatycy Grzegorza Brauna wpadli na oryginalny pomysł. Początkowo organizowali w tym miejscu zbiórki podpisów pod rejestracją swojego kandydata. Obecnie zamiast żółto-niebieskich barw pomnik szczelnie spowijają polskie barwy narodowe.

Pomnik Mickiewicza w Krakowie, źródło: screen X
Pomnik Mickiewicza w Krakowie, źródło: screen X

Taka forma zabezpieczenia pomnika wieszcza narodowego bardzo spodobała się internautom:

Piękne. Czyli są jakieś granice. – pisze jeden z nich. To już kolejna inicjatywa oddolna, obywatelska, mająca przywrócić  należne miejsce barwom państwa polskiego w jego najbardziej newralgicznych lokacjach.

Sobota: Łomża – Publiczny Różaniec Wynagradzający Niepokalanemu Sercu Matki i Królowej

01.03.25 Łomża – Publiczny Różaniec Wynagradzający Niepokalanemu Sercu Matki i Królowej

28/02/2025przez antyk2013

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę prosi: Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu


Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na Publiczny Różaniec św. WYNAGRADZAJĄCY Niepokalanemu Sercu Matki i Królowej.


To nasz sprzeciw – i oręż – na bluźnierstwa i obelgi, które mają wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec Niepokalanej.
1 marca 2025 r. o godz.17-tej w Łomży na Starym Rynku

Tak toczymy duchową bitwę o Boży ład w Polsce i zaprzestanie publicznego obrażania Boga i Matki oraz zabijania i demoralizacji dzieci.

Zaczynamy o 16:45 Koronką do Miłosierdzia Bożego za braci błądzących i dusze w czyśćcu cierpiące.

Aby dokonało się DUCHOWE POWSTANIE NARODOWE Polaków!
Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę


DOŁĄCZ:

https://krucjatarozancowazaojczyzne.pl

Światowe zapasy w stylu klasycznym

Światowe zapasy w stylu klasycznym.

Andrzej Szlęzak

https://konserwatyzm.pl/szlezak-swiatowe-zapasy-w-stylu-klasycznym/

          W  Polsce  politycy  i  media  skupiają  uwagę  na  wojnie  rosyjsko – ukraińskiej windując do  absurdalnych  rozmiarów  antyrosyjskie  nastawienie. To kompletnie  zaciemnia  istotę  wojny  na  Ukrainie.  To,  co  zrobił  teraz  rząd  Donalda Trumpa  zrobiło  z  większości  polskich  polityków  i  dziennikarzy kompletnych durniów. Żeby zrozumieć istotę tego, co się dzieje w światowej polityce trzeba odsunąć punkt z którego spogląda się na nią. Kiedy się to zrobi wojna na Ukrainie nabiera innych proporcji.

         To,  co  jest kluczowe w  światowej polityce, to  konflikt między USA i Chinami.  Stosunek Amerykanów do wojny  na  Ukrainie  jest wypadkową tego konfliktu. Już o tym pisałem, że Rosja przestała być podmiotem światowej polityki, a stała się jej przedmiotem. Zarówno USA jak i Chiny wiedzą, że żeby pokonać rywala trzeba podporządkować sobie Rosję. Amerykanie wspierając Ukrainę chcieli doprowadzić Rosję do wykrwawienia, obalenia władzy Putina i wprowadzenia rządu co najmniej przychylnego dla siebie. Jednak rozwój wydarzeń pokazał, że te działania tylko mocniej wpychały Rosję w zależność od Chin. Prawdopodobnie Trump i jego polityczne zaplecze zrozumieli to i zmienili strategię. Uznali, że  nie  warto  walczyć  z Putinem, ale  go  sobie zjednać różnymi ustępstwami w zamian za porzucenie Chin. Czy Putin na to pójdzie? Moim zdaniem raczej nie, choć nie mam wiedzy, żeby to przesądzać.

          Co ta strategia Amerykanów zmienia w układzie sił  w  Europie?   Bardzo dużo. Amerykanie będą chcieli w jakiejś mierze zaspokoić ambicje Putina i stworzyć skuteczną barierę dla ekspansji Rosji poza to, na co sami chcą pozwolić. Nie chcą tego założenia opierać o Niemcy i Francję, ponieważ ci prędzej zaczną  z  Rosją  robić  interesy  niż  militarnie  powstrzymywać  jej  zapędy  do  odbudowy  wpływów  z  czasów  ZSRR.  Wybierają  Polskę,  Rumunię  i Skandynawów, bo z Rosją graniczą i czują się realnie przez nią zagrożeni. Problem Ukrainy staje się w tej sytuacji drugorzędny.

          Wszystko, co powyżej przedstawiłem zależy od tego czy Rosja zgodzi się na plany USA. Być może Rosja ma teraz większe pole manewru, ale kluczowe w  tym  będzie  stanowisko póki co wielkiego niemowy, czyli  Chin. Nie  wiem jak,  nie wiem kiedy,  ale jestem przekonany,  że  w  rozwoju  wydarzeń politycznych  na  tle  wojny  na  Ukrainie  Chiny  nie  pozwolą  na  ignorowanie siebie. Gołym  okiem  widać, że Amerykanie chcą  ich  ograć  i  izolować w rozgrywce, którą prowadzi Trump. Jestem przekonany, że lada dzień silnie odcisną swój ślad na tym, co się dzieje. Już najwyższa pora na  reakcję  Chin.

          Co to wszystko znaczy z punktu widzenia polskiego interesu narodowego? Niestety nic dobrego. Polska może  wybrać  albo  zacieśnienie  sojuszu, a faktycznie pogłębienie zależności od USA, albo zdanie się na europejski chaos, ponieważ najsilniejsze europejskie kraje ani cała Unia Europejska nie ma wizji zakończenia wojny na Ukrainie, a poza tym w tej sprawie nic nie jest w stanie zrobić bez NATO.

          Zacieśnienie sojuszu z USA jest faktycznie całkowitym podporządkowaniem  polityce  Amerykanów. Tu już  nie  będzie  przestrzeni dla  realizowania polskich interesów narodowych, której i tak było mało. Polska nie będzie miała własnej – mądrej czy głupiej – ale własnej, polityki wobec Rosji, Białorusi i Ukrainy. Podobnie  będzie  z Chinami.  Prawdopodobnie Amerykanie  pozwolą  tylko  na  kontrolowaną wrogość wobec tych państw z wyjątkiem  Ukrainy. Pogorszeniu ulegną pewnie relacje z poszczególnymi krajami zachodniej Europy i Unią Europejską.

       Do tej pory filarami polityki zagranicznej rządów PO i PiS były bezwarunkowa nienawiść do Rosji i podporządkowanie polskich interesów narodowych interesom Ukrainy. Ukraina miała wojować z Rosją do zwycięstwa. Zwycięstwa Ukrainy nie będzie. Rosja miała być wykluczona ze wspólnoty międzypaństwowej, a prezydent Włodzimierz Putin ścigany jako zbrodniarz. Bez-alternatywny sojusznik zakpił z tych pryncypiów i ma zamiar przywrócić Putina na światowe polityczne salony. Muszę z przykrością powtórzyć, co już napisałem jakiś czas temu. Otóż potwierdza się, że Ukraina wojnę przegrała. Przegrała ją również Polska, a rządzący w Polsce na przemian PiS i PO skompromitowały się.

Andrzej Szlęzak

90 % projektów USAID zostanie zlikwidowane. Zaoszczędzone pieniądze Donald Trump przeznaczy na walkę z lewackimi szaleństwami?

90 procent projektów USAID zostanie zlikwidowane. Zaoszczędzone pieniądze Donald Trump przeznaczy na walkę z lewackimi szaleństwami?

https://pch24.pl/90-procent-projektow-usaid-zostanie-zlikwidowane-zaoszczedzone-pieniadze-donald-trump-przeznaczy-na-walke-z-lewackimi-szalenstwami

Administracja Trumpa oświadczyła już, że wyeliminuje ponad 90 proc. kontraktów na pomoc zagraniczną udzielanej za pośrednictwem Amerykańskiej Agencji Rozwoju Międzynarodowego (USAID). Zaoszczędzą dzięki temu około 60 mld dol. rocznie.

Te dane pochodzą z notatki wewnętrznej pozyskanej przez agencję Associated Press. Zostały one również przedstawione w środę w jednym z federalnych procesów.

Sąd Najwyższy w środę późnym wieczorem tymczasowo zablokował nakaz sądowy nakazujący administracji uwolnienie miliardów dolarów pomocy zagranicznej do północy.

W notatce zaznaczono, że urzędnicy „usuwają znaczną ilość projektów, wynikających z dziesięcioleci dryfu instytucjonalnego”. Zmienią sią zasady przyznawania pomocy zagranicznej przez USA, by „mądrze wykorzystywać pieniądze podatników w celu promowania amerykańskich interesów”.

Prezydent Donald Trump i Elon Musk, któremu nowy przywódca USA polecił poszukać dużych oszczędności rzędu 1,9 bln dol. [tj. 1 900 miliardów md] w amerykańskiej administracji w pierwszej kolejności uderzyli w działania USAID, która maiła promować liberalny program i marnotrawić pieniądze podatników.

20 stycznia prezydent zarządził 90-dniowy przegląd poszczególnych programów pomocy zagranicznej, by ostatecznie określić, które programy powinny być kontynuowane, a które zamknięte. Z dania na dzień wstrzymano możliwość dysponowania środkami pieniężnymi, co miało zmusić wiele organizacji korzystających z dotacji do rezygnacji z realizacji pewnych projektów i zwolnienia części pracowników.

Zespół Departamentu Efektywności Rządowej Muska zwolnił znaczną część pracowników agencji USAID, a część wysłał na przymusowe urlopy.

W dokumentach federalnych złożonych w środę w sądzie organizacje non-profit, którym USAID nie wypłaca środków na realizację wcześniej uzgodnionych projektów, wskazały konkretne osoby wyznaczone przez Trumpa na stanowiska polityczne, jak i członków zespołu Muska, którzy mieli rozwiązywać umowy USAID na całym świecie w „szalonym tempie, bez czasu na jakąkolwiek znaczącą kontrolę”.

Ogółem administracja Trumpa poinformowała, że ​​zlikwiduje 5800 z 6200 wieloletnich kontraktów USAID, oszczędzając około 54 miliardy dolarów. Kolejne 4100 z 9100 dotacji Departamentu Stanu zostało wyeliminowanych, co oznacza oszczędności na poziomie 4,4 miliarda dolarów.

Decyzje w tym zakresie zapadły bardzo szybko w związku z nakazami sądowymi, jakie pojawiły się po zaskarżeniu decyzji ekipy Trumpa o organizacji przeglądu projektów i wstrzymaniu środków na ten czas (pierwotnie przegląd miał trwać 90 dni).

Urzędnicy mieli także wypłacić kilka milionów dolarów zaległych płatności należnych organizacjom i firmom amerykańskim i międzynarodowym.

Nakaz sędziego sadu okręgowego USA Amira H. Alego o odmrożeniu miliardów dolarów do północy w środę pozostanie wstrzymany, dopóki Sąd Najwyższy nie będzie miał okazji zająć pełniejszego stanowiska w tej sprawie – poinformował Prezesa Sądu Najwyższego John Roberts.

Ali nakazał rządowi federalnemu zastosowanie się do jego decyzji tymczasowo blokującej zamrożenie pomocy zagranicznej, orzekając w pozwie złożonym przez organizacje non-profit i firmy, które korzystały z funduszy USAID.

Administracja złożyła także apelację do Sądu Najwyższego w innej sprawie, argumentując, że sąd niższej instancji niesłusznie przywrócił na stanowisko szefa federalnej agencji nadzorczej po tym, jak Trump go zwolnił.

„Wyczerpujący przegląd” projektów pomocy zagranicznej dokonany przez pracowników nowej administracji oznacza ogromne zmiany. Postanowiono rozwiązać szereg umów dotyczących promocji „sprawiedliwości środowiskowej” i „rozwoju inkluzywnego LGBTQI+” w innych krajach. Środki nie pójdą również do organizacji promujących aborcję.

Oprócz wydatków na klimat i inkluzję mają być rozwiązane programy pomocowe dla podmiotów powiązanych z działalnością terrorystyczną.

Zmniejszy się liczba pracowników USAID z 10 tys. do około 600.

Pod rządami Bidena USAID wydawała kolosalne środki na promocję przez rząd federalny programów różnorodności, równości i inkluzji (DEI), także w innych krajach. Stanowiło to część strategii klimatycznej na lata 2022–2030. USAID planowała wydać 150 mld dol. na projekty, których celem było stworzenie „sprawiedliwego świata z zerową emisją gazów cieplarnianych netto”.

W 2023 r. USAID przeznaczyła na przykład do 1 miliona dolarów z funduszy podatników na projekt mający na celu uczynić osoby niepełnosprawne w Tadżykistanie „liderami klimatycznymi”. Sponsorowała także programy ożywienia rdzennych języków w Gwatemali, gdzie prawie 95 procent mieszkańców mówi po hiszpańsku.

Więcej szczegółów na temat konkretnych programów, które nie będą sponsorowane przez USAID pojawi się w najbliższym czasie. Podobnie można spodziewać się więcej pozwów w tej kwestii.

Źródło: timesofisreal.com, freebeacon.com AS

Polska jako harcownik

Polska jako harcownik

Jerzy Karwelis https://dziennikzarazy.pl/25-01-polska-jako-harcownik

Harce

25 stycznia, wpis nr 1333

Szczerze mówiąc to się trochę zdziwiłem. Żyję bowiem w zawieszeniu dylematu pochodzącego z piosenki Osieckiej, która kwestionowała pożytki z tak zwanej „życiowej mądrości”. Prowadzić bowiem może ta mądrość, ale to już moje dopisanie do tej puenty, do skostnienia wyobraźni, co to podpowiada, że wszystko się już widziało, a więc życie nie może zaskoczyć. Może, ale tylko wtedy, kiedy się człowiek sam nie zamknie na niespodzianki. A życie je dostarcza. A więc to, że jak wspomniałem, zdziwiłem się ostatnio należy przypisać jednak pewnej mej otwartości na niespodzianki, czyli nie jestem taki co to wie, widział wszystko i zdarzenia świata doczesnego przyjmuje jako powtarzalny rytm przebrzmiałych i powracających zdarzeń z historii.

Tusk wchodzi na brukselską beczkę

A więc zdziwiłem się. I to mocno, kiedy zobaczyłem Tuska w Brukseli, co to mówił rzeczy niesamowite, oczywiście nie z punktu widzenia rewelacyjnych odkryć, ale tego, że po raz kolejny – jak wszystkie kameleony postępactwa – zmienił zdanie o 180 stopni. O co chodzi? Ano o to, że Polska ma swój okres prezydencji w Unii i jest to przyczynkiem, choć werbalnym, bo takie tylko ma znaczenie każda prezydencja w UE, do tego, by wyjść z pudełka swego kraju, tu akurat ze służalczej polskiej podległości wobec Berlina i powiedzieć coś z perspektywy Europy. Są to więc rzadkie i wzniosłe chwile.

Od razu trzeba zastrzec, że Tusk nie mógł powiedzieć nic innego ponad to, co – jako „nowa” linia Europy – zostało uzgodnione z Brukselą, a właściwie z Berlinem. To kwestia poza dyskusją, gdyż nawet jeśli Polska promuje jakieś nowe pomysły na Europę trudno – akurat w przypadku ewidentnie proniemieckiego Tuska – by mógł on to zrobić bez ich kompatybilności z główną linią lidera Unii, czyli Niemiec. W związku z tym to wszystko, o czym tu będziemy mówić trzeba wziąć w nawias – Tusk powiedział to, co powiedział głównie na użytek wewnętrzny, ale meritum tego wystąpienia należy traktować jako stanowisko Europy. No, dobrze, ale stanowisko wobec czego? Ano tego, że w USA zmieniły się obroty globalnej polityki i to na tyle, by nie można było od tego uciec w Europie.

Diagnoza

Zacznijmy od diagnozy stosunków Europy z USA. Po II wojnie światowej Europa była buforem starcia, linią rozgraniczającą dwa mocarstwa USA i ZSRR. Z tym, że Stany robiły to bardziej zdalnie, gdyż – jak to mówią Amerykanie – to nasza, Europejczyków „skóra była w grze”. Amerykanie zostawili, rzecz jasna w zachodniej Europie, swoją militarną reprezentację, która miała raczej walor odstraszania, niż wystawienia sił szybkiej reakcji w razie ataku Ruskich na Europę. Odstraszanie jednak było zlokalizowane w parasolowym szantażu atomowym, bardziej niż w realnej sile kilkudziesięciu tysięcy american (przepraszam za sugestywne brzmienie) troops. Chodziło o to, że gdyby Ruscy ustrzelili kilka tysięcy Amerykańców na ziemi Europy, to USA byłyby zobowiązane do reakcji. O czym wiedziała Moskwa. I tak to się bujało, aż Związek radziecki upadł.

Zaczęła się era „dominacji zamkniętej”, pozostał na świecie jeden hegemon, co było – dodajmy – impulsem rozwojowym na niespotykaną skalę, zwłaszcza w przypadku nowych graczy z Europy Środkowej, w tym Polski. Mieliśmy chwilowy, wielu myślało, że wieczny, spokój i pokój, i można się było rozwijać. Ten, również europejski okres laby został przekreślony wiele tysięcy kilometrów od Paryża i Waszyngtonu. Odbyło się to w Chinach, które stały się beneficjentem globalizmu gospodarczego, tej forpoczty globalizmu politycznego. Kapitalizm zachodni zawarł ze swymi społeczeństwami deal, że produkcję przeniesie do krajów o tańszej wytwórczości, zaś marżę zrealizuje u siebie, co pozwoli poodpoczywać zachodnim społeczeństwom, gdyż realizacja marży zamiast niewdzięcznej produkcji spowodowała, iż kasa zaczęła, bez pocenia się, spadać z nieba na obywateli-beneficjentów. Kto by nie głosował za takim dealem? I tak się żyło. Ale Chiny, nie tak jak Polska, też montownia, tym razem europejska, o podobnych walorach, wykorzystały tę sytuację nie do doszlusowania do zachodniego modelu konsumpcji, ale do inwestowania w swój rozwój.

Stany, które były akurat zajęte swoją światową ekspansją pod sztandarami demokracji, akurat – co warto dodać – w krajach kompletnie do demokracji nie pasujących, przegapiły ten moment wzrostu Chin. Te, co jest nie do pojęcia w krajach zachodnich demokracji, które raczej robią odwrotnie – zaniżały statystyki swego rozwoju, w myśl zasady swych chińskich mędrców, że jak jesteś słaby to mów żeś silny i odwrotnie – jak jesteś silny, to ukrywaj swą dominację, bo cię jeszcze namierzą i zareagują. Po drugiej stronie globu wyrósł więc gigant, choć – biorąc pod uwagę historię, to nie był jakiś nagły awans – raczej odwrotnie: był to powrót do dawnej dominacji w końcu Państwa Środka (dodajmy świata), podczas gdy to te 300 lat dominacji Zachodu, było tylko chwilowym chińskim „wypadkiem przy pracy”. Tak czy siak bieguny świata zaczęły się zmieniać.

Z Rosją – to samo. Po jelcynowskim chaosie nastał Putin, który zaczął wyciskać co się da ze słabnącego potencjału Rosji. Zrobił się więc świat dwubiegunowy z „tym trzecim”. A jest to układ wysoce niestabilny. Za komuny były dwa mocarstwa, pod parasolem atomowego szantażu wzajemnego, był więc to raczej okres stabilności i jeśli gdzieś mocarstwa dawały sobie po razie, to raczej na peryferiach, gdzie jeszcze układ strefy wpływów nie był do końca jasny. Zachód się rozwijał, sowiecka Rosja już mniej, ale pod względem geopolityki światowy układ był raczej stabilny. Inaczej jest w obecnym układzie trójkowym, kiedy mamy dwóch dużych i jednego pretendenta. Ten będzie zawsze łakomym kąskiem dla któregoś z mocarstw, bo w przypadku jego przejęcia lub tylko sfraternizowania robi się układ – dodajmy, destabilizującej – przewagi: dwóch na jednego. I o to całe obecne zamieszanie. To dlatego Trump m.in. chce skończyć z wojną na Ukrainie, która ewidentnie wpycha Rosję w łapy Chin.

Kara za jazdę na gapę

Co ma to wspólnego z Europą, bo przecież mamy dojść do Tuskowych oświadczyn w Brukseli? Ano to, że do tej pory Europa woziła się na gapę. Amerykę coraz bardziej irytował fakt, że to ona zapewnia Europie jej kontynentalne bezpieczeństwo, nic specjalnie z tego nie mając. Konstrukcja układu ochrony Europy była ceną za amerykański prymat, gdyż hegemon był zainteresowany w partycypacji w kosztach utrzymania ładu światowego, bo przy dolaryzacji międzynarodowej wymiany handlowej był za każdym razem jej beneficjentem. Ale kiedy układ niekwestionowanej dominacji się zmienił, okazało się, że nie dość, że dawał ochronę za darmo, to jeszcze zaczął ochraniać Europę, która poczęła wyraźnie romansować z amerykańskim wrogiem nr 1, czyli Chinami. W dodatku postępacka coraz bardziej Europa, zwłaszcza w narracji unijnej, pyskowała do Stanów, że właściwie to Jankee mogą sobie go home.

No, to przyszedł Trump i powiedział, że chętnie, że on jak najbardziej „go home”. Zaczął od kwestii bezpieczeństwa i stwierdził, że w takim razie to niech Europa sama zadba o swoje bezpieczeństwo, zaś artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego może w przypadku USA ograniczyć ich reakcję w razie ataku Rosji do gniewnej noty z wyrazami ubolewania. Do tego dołożył kwestię ceł na europejskie towary, co ma znaczenie raczej symboliczne. Ale ich zakres pokazuje zapaść naszego kontynentu. Nie są to bowiem cła na produkty jakichś wyrafinowanych technologii, tylko tego, czego rezerwuarem stała się zacofana Europa: ot, sery, wina, szyneczki, ciuchy, czyli produkty prostego przetworzenia, głównie rolnicze. Europa jest obecnie w tym miejscu – znane, tradycyjne marki z – również technologicznymi – korzeniami nawet w XVIII wieku. W dodatku i bez ceł wytwory Europy, zwłaszcza w przypadku produktów rolniczych były już na miejscu, w Europie cenowo obciążone kosztami obłędnej europejskiej polityki klimatycznej, a więc były i tak niekonkurencyjne.

Europejskie zagwozdki

I teraz mamy Europę po wyborach na Trumpa. I ma ci ona, omówione wcześniej, zagwozdki. Ma wojnę z Rosją, a więc nie wypada (dodajmy oficjalnie, bo nieoficjalnie to wypada, co zdemaskował atakowany przez Unię Orban) kupować jej od Putina surowce. A więc energetycznie – po klimatycznym szaleństwie zagważdżania kopalń – Europa siedzi w kieszeni USA i nie ma ruchu. Do wytworzenia własnej architektury bezpieczeństwa, nawet ze zdalnym parasolem atomowym USA, jest jej jeszcze bardzo daleko, co oznacza, że prędzej się Rosja pozbiera po wojnie na Ukrainie, niż się militarnie Europa ogranie.

Grozi jej w dodatku zapaść gospodarcza, gdyż wewnętrznie dobije ją Zielony Ład, eksportowo albo amerykańskie cła, albo to, że Chińczycy już sami wytwarzają dotąd importowane z Europy towary, czego najlepszym przykładem jest stworzony z przytupem przez Chińczyków przemysł samochodowy. W ten sposób Chiny wzmacniają swój rynek wewnętrzny, zaspokajając się – oprócz przychodów z eksportu – dochodami z lokalnego obrotu. Chińczycy jako obywatele bogacą się i wytwarzają rosnące obroty z wymiany wewnętrznej, co bardziej balansuje ich gospodarkę z montowni w kierunku dojrzałej gospodarki wymiany. Teraz chińskie montownie przenoszone są np. do Afryki, o którą wyścig Pekin wygrał z całym światem.

A więc Europa jest w ciemnej… dziurze. I wychodzi Tusk i mówi: Trump – sprawdzam! Czyli skoro ty tam mówisz, że mamy sobie tu sami poradzić, to sobie poradźmy. Wykorzystajmy ten zwrot pro-rozwojowo, czyli weźmy się za siebie. Czyli – do roboty! Odbudujmy własną wytwórczość i samodzielną armię. (Tu brawka na stojąco).

Śmiem wątpić i podam argumenty o wyłącznie narracyjnym aspekcie takich deklaracji. Po pierwsze – gospodarka. Wiadomo, że to nie Polska w Europie ma ją rozruszać, bo Tusk to mówi jako Europejczyk, nie Polak. I nie mówię tego dlatego, że go nie lubię i chcę mu przypiąć łatkę Niemca przemalowanego na Polaka. Polska ma zerowy wpływ na europejskie kierunki gospodarcze, a więc rozmowa o tym w Brukseli ma perspektywę wyłącznie unijną. A jak Europa ma się zabrać za robotę? Przecież znacząca większość obecnych na sali w trakcie tego wystąpienia siedziała tam, dlatego, że udało im się wmówić lub tylko obiecać wyborcom, że wszystko będzie po staremu. Że będziecie pić kawusie na rynkach europejskich miast, zaś inne – pozaeuropejskie – świstaki będą gdzieś tam w świecie pakować swoje (swoje? nasze!) produkty w sreberka, my zaś będziemy doklejać tylko europejskie prestiżowe metki i kasować marże. Spokojnie, bez pocenia się. I teraz tak psutemu przez lata ludowi trzeba powiedzieć, że musi jednak wstać rano i się nadźwigać w fabryce? I on ma za takie rewelacje takich posłańców niedobrej nowiny nagrodzić reelekcją?  Niedoczekanie!

Myśmy wszystko zapomnieli

No dobra, powiedzmy, że suweren zgodzi się na taką propozycję, choć to założenie tyleż teoretyczne, co hurraoptymistyczne. No dobra – mamy to: lud się zgodził i co? Jajco. Przecież jeśli nawet zgodzi się na to kapitał, drugi, jeśli nie pierwszy, przed suwerenem, sponsoringowy gracz wpływający na władzę, i zlikwiduje fabryki w Chinach i przeniesie do Europy (koszty!) to kto tu będzie robił? Przecież, idąc za powiedzeniem Wyspiańskiego, myśmy tu w Europie „wszystko zapomnieli”.

Europa trwale utraciła kompetencje wytwórcze, których wcale nie uzupełnili inżynierowie z Erytrei, odwrotnie – ci tylko dołożyli swoje koszty do pękającego w szwach modelu socjalu na wyrost. Kto tu będzie pracował? A pamiętajmy, że celny ruch Trumpa ma swój właściwy efekt – jeśli chcesz sprzedawać na Stany bardziej ci się będzie opłacało przenieść do USA swą fabrykę, niż walczyć z postępackim klimatyczno-regulacyjnym szaleństwem Brukseli. I kapitał widzi tę alternatywę. A więc i Europa jest gospodarczo w ciemnej… dziurze, i Tusk gada tylko wizjonerskie głupoty dla ubogich. Nasz Donald tylko podkręcił gałkę wzmacniacza, przez który swoje bajeczki wyśpiewuje Unia na tonącym Titanicu.

No dobra – teraz bezpieczeństwo. To już jest odjazd, a co my, Europejczycy, tu zrobimy? Przecież, jak w gospodarce, tu jeszcze bardziej wszystkośmy zapomnieli. Jak stary wojak z demobilu, wygrzewaliśmy kości w cieniu militarnej potęgi Waszyngtonu. Rozleniwiliśmy się na wiecznej przepustce, wojsko europejskie jest już właściwie raczej dekoracyjne, czego dowiodła wojna na Ukrainie. To całe gadanie czy tam wysłać wojska, czy nie, to tylko przykrywka do tego, że nawet gdybyśmy chcieli, to żadnego wojska do wysłania właściwie nie mamy. Nawet trudno byłoby – gdyśmy chcieli – wysłać kontyngent do jakiejś strefy demarkacyjnej pomiędzy Rosją a Ukrainą. Nic tu nie ma. Te wszystkie mrzonki, że się złoży wszystkie europejskie armie do kupy i da atomowy parasol od Francuzów, to są bajki dla grzecznych dzieci. Europa nie jest w stanie nawet wykorzystać możliwego rozejmu na chociażby sprzętowe przygotowanie się do wojny – wytwórcza bezradność Starego Kontynentu wraca tu w postaci kompletnego stuporu militarnego.

Narracje na użytek europejski i na użytek polski

Po co więc takie tromtadractwo? Ano z dwóch powodów: zbliżają się kluczowe dla Unii wybory, bo wybory u lidera tej formacji – Niemców. I trzeba wlać w serca Niemców nadzieję, że Unia ogranie ten kryzys. Jak to zwykle w postępactwie – nadzieja będzie na gębę. Tą gębą może być i polska gęba. I tak jest. Bo kto ma dać obietnicę nowego? Ustępujący kanclerz Niemiec? Szefowa Komisji Europejskiej? Ta już jest tak zużyta w obietnicach „nowych otwarć”, że nikt jej nie uwierzy. Zwłaszcza, że jak się sprawdzi co tam licytanci mają w kartach, to wyjdzie, że… nic nowego. No, bo słowa słowami, ale popatrzmy na kwity, np. priorytety polskiej prezydencji. Z nowych rzeczy jest tam tylko to, że robimy po staremu, tyle, że przyspieszamy, czyli uciekamy do przodu. A wiadomo jak się kończy przyspieszanie w biegu w przepaść.

Wszystko jest w agendzie polskiej prezydencji: jaki tam koniec Zielonego Ładu! Odwrotnie – planeta (akurat teraz, jak odpadły Stany, to tylko w Europie) płonie, więc dalejże: ETS 1 to mało, jedziemy z wywłaszczeniowym ETS2, za rogiem czeka trójka i koniec z Europą. LGBT na pełnej petardzie, imigracja – refugees welcome! – łącznie z relokacją spadów do Polski. Cenzura – zaraz zamkną najważniejsze platformy i wrócimy do jednorodnego przekazu, ciaśniej niż za komuny, która robiła to samo, ale w ograniczonym technologicznie wymiarze. I to tyle, jeśli chodzi o europejską perspektywę.

Teraz Polska. My też mamy przecież kolejne (które to już?) „najważniejsze wybory w III RP”. I Tusk mówił do Polaków. Po pierwsze mówił do swoich, którzy mogą być sfrustrowani, że koalicji jakoś nie idzie. Ci dostali wyższy wymiar – pojawił się wizjonerski przywódca Europy, nasz Donald, tchnął ducha w zgnuśniałe serca brukselskich eurokratów. Nasz chłop pokazał big picture. U nas jakoś nie idzie, więc zadowolmy się tym podwyższonym wymiarem. Tak to zwykle bywa – nie chcę nic sugerować, ale to rosyjskie jest – nam nie idzie u siebie, to są pewnie winni bojarzy, bo nie car, ale świat nas szanuje. A więc wszystko w porządku.

Drugi aspekt przemowy Tuska do Polaków z Brukseli to przekaz do wahających się przed wyborami na prezydenta w Polsce. Ci mają dostać zwyczajowy ładunek ściemy, że postępactwo odchodzi od swych postulatów, które – jak wynika z badań opinii publicznej – są coraz bardziej niestrawne. A więc przed wyborami trzeba mówić… Braunem. Po wyborach nie trzeba, bowiem, jak widać w uśmiechniętej koalicji, bać się rozliczenia przez suwerena za niedowiezienie obietnic. Tuska, czy obecnie Trzaskowskiego, twardzi wyborcy zrozumieją to jako taktyczny wybieg, mrugniecie okiem, że wicie-rozumicie, taka jest gra, a przecież wiadomo, że będzie jak ma być, a nie jak się ściemniało dla wahaczy. Tak samo było i z tymi 100-ma obietnicami: one były do uwodzenia, a więc dla uwodzących to jasne, że chodzi o chwilowy podryw. A grono, jak widać, do uwiedzenia jest wciąż spore i dla takich się serwuje takie ściemy. Jak chce się golić owieczki, to się im nuci bajeczki. I tyle.

Polska jako harcownik

Jest jeszcze jedna konsekwencja tej postawy. Nasza przeciwfaza. Bo, jak się odcedzi te narracje i popatrzy na papiery i „wpadkowe” deklaracje, to widać jedno – jesteśmy harcownikiem hałłakującym na jeszcze wolnym polu przyszłego starcia Europy z USA. Coraz bardziej wymyślamy Amerykanom, sprowadzamy samoloty, by uratować, tym razem polskich, nielegalnych imigrantów przed siepaczem Trupem, wygrażamy mu kartonową piąstką, pewni, że za nami stoją zwarte oddziały Europy, która w razie problemów nas przed tym (amerykańskim) rudzielcem obroni. Nie obroni – my, harcownicy – będziemy pierwsi, którzy zostaną wydani na pożarcie i uratować nas może wtedy jedynie jakaś kalkulacyjna łaska ze strony zwycięzcy, a to starcie, jak nam wyszło z tego tekstu, nie może się skończyć inaczej niż zwycięstwem Stanów. Przychodzi czas płacenia odkładanych rachunków za jazdę na gapę i w naszym przypadku za równie rozleniwiającą nas sytuację strategicznej adopcji – oddaliśmy się adoptującemu rodzicowi bezwarunkowo, ale i w poczuciu, że nic nie musimy już robić dla siebie, bo dostaliśmy nowy dach bezpieczeństwa.

Europa zacznie się dogadywać – już się dogaduje, wyciera klamki Waszyngtonu, bo za chwilę Trump z Putinem ułożą architekturę bezpieczeństwa, również w Europie, bez udziału Europy, co dopiero Ukrainy. My zaś już się przygotowujemy, że dowiemy się w przedpokoju negocjacji co tam na salonach ustalono i gdzie przypadło nasze miejsce. I nie powie nam o tym Unia, bo jej też na salonach decyzji nie będzie; Unia, a może i nowe Niemcy, zostaną tylko poinformowane o nowych ustaleniach, które nam z kolei przekażą. A może wszystkim to opowie nowy namiestnik Trumpa na Europę – Orban?

USA znosi cenzurę, Unia się zastanawia co z tym ma zrobić, bo jak się postawi, to znajdzie się bez mediów, nawet do popychania swej lewackiej agendy. My, jako zapaleńcy, prymusek pyskówki, mistrz prężenia cudzych mięśni – idziemy w innym kierunku. Mówimy otwarcie o zamknięciu platformy X za to, że ośmielił się jej właściciel przeprowadzić wywiad z drugą partią niemieckiej sceny politycznej, podczas gdy nasi politycy nie wychodzą z niemieckich studiów telewizyjnych i redakcji. Zielony Ład się wali, my zaś wycinamy tysiące hektarów lasów pod wiatraki, kiedy Niemcy otwierają swoje kopalnie węgla (my nie możemy, gdyż zagwoździliśmy je bezpowrotnie). Genderyzm zanika w dwupłciowości, a nasze redaktorki z wolnych mediów „czystych jak woda” deklarują, że zaraz po wyborach zwycięskich możemy zobaczyć cud pierwszego w Polsce małżeństwa jednopłciowego. Polska skacze więc jak pchła na grzebieniu – w pierwszej linii frontu wysadzania pociągów w odwołanej już wojnie.

Epilog, czyli jak zwykle sami

I znowu zostaniemy sami, stawiając wszystko na jedną, fejkową kartę. Opuszczą nas i sprzedadzą ci, którym część naszej klasy politycznej zawierzyła – jak zwykle – bezwarunkowo. Pies ich tam trącał, ale w tym szaleństwie wciągają w konsekwencje tych bezrozumności nie swoje zasoby, ale cały kraj. Znowu stajemy się „chorym człowiekiem” Europy, ale tym razem wygrażającym wszystkim naokoło, a już szczególnie pielęgniarkom i lekarzom, którzy już coraz rzadziej zaglądają do naszego tu oddziału umysłowo chorych na schizofrenię naprzemiennej manii wielkości i czołobitnej służalczości.             

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Wojna na Ukrainie. Michalkiewicz przypomina najważniejsze fakty.

Wojna na Ukrainie. Michalkiewicz przypomniał najważniejsze fakty. „Ruscy szachiści natychmiast zmienili cele wojenne”

27.02.2025 nczas/wojna-na-ukrainie-michalkiewicz-przypomnial-najwazniejsze-fakty

Stanisław Michalkiewicz.
Stanisław Michalkiewicz.

Stanisław Michalkiewicz, w związku z trzecią rocznicą pełno-skalowej agresji Rosji na Ukrainę, przypomniał, od czego się zaczęło. Wskazał, że sprawa sięga już 2014 roku, ale od tamtej pory wiele się zmieniło.

———————-

– Tymczasem minęła również trzecia rocznica rozpoczęcia pełno-skalowej wojny na Ukrainie. Z tą rocznicą to niezupełnie tak jest, dlatego że wszyscy pamiętamy, iż wszystko zaczęło się w roku 2014, kiedy to laureat pokojowej Nagrody Nobla, prezydent Barack Obama, wysadził w powietrze porządek lizboński – powiedział Stanisław Michalkiewicz.

W ogóle warto tu przypomnieć, że prezydent Barack Obama został laureatem pokojowej Nagrody Nobla, mimo że w tym czasie Stany Zjednoczone prowadziły dwie – chciałem powiedzieć wojny, ale w ostatniej chwili ugryzłem się w język, ponieważ Stany Zjednoczone nie prowadziły żadnych wojen w czasach prezydentury Baracka Obamy. Jedną to prowadziły operację pokojową, a drugą – misję stabilizacyjną, więc to nie są żadne wojny i dlatego nic nie stało na przeszkodzie, żeby prezydent Barack Obama dostał pokojową Nagrodę Nobla – dodał.

Michalkiewicz przypomniał, że w 2014 roku Obama „wyłożył 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie Majdanu, którego celem było wyłuskanie Ukrainy z rosyjskiej strefy w Europie”. Podkreślił, że „tym samym (…) Obama wysadził w powietrze porządek lizboński, proklamowany na szczycie NATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku”.

– Od tego się wszystko zaczęło, bo już w 2014 roku Rosjanie, przy pomocy zielonych ludzików, zajęli Krym. Tyle tylko, że wtedy w 2014 roku armia ukraińska w ogóle nie stawiała oporu i Krym został zajęty, o ile pamiętam, bez nawet jednego wystrzału – dodał.

Michalkiewicz zwrócił uwagę, że w 2022 roku było „całkiem inaczej, bo Stany Zjednoczone, a zwłaszcza Wielka Brytania, dozbroiły Ukrainę (…), uzbroiły ją po zęby i przeszkoliły znaczną część ukraińskiego wojska”. – I okazało się, że pierwotny plan rosyjski, który zakładał taki blitzkrieg – błyskawiczne zajęcie Ukrainy, zajęcie Kijowa, ustanowienie tam jakiegoś rządu prorosyjskiego – że to się nie udało. Blitzkrieg się nie udał – zaznaczył.

– W związku z tym ruscy szachiści natychmiast zmienili cele wojenne i prowadzili już operację z ograniczonym celem, tzn. uzyskać lądowy korytarz z Rosji do Krymu i ten cel właściwe został osiągnięty ocenił.

– Teraz sytuacja Ukrainy jest dosyć skomplikowana, dlatego że prezydent Trump nie zaprosił Ukrainy, podobnie zresztą jak Europy, do rozmów na temat zakończenia wojny, jakie rozpoczęły się Rijadzie w Arabii Saudyjskiej. No i w związku z tym prezydent Zełeński tam się kotłował – skwitował.

– W ogóle prezydent Trump uznał go (Zełeńskiego – przyp. red.) za dyktatora, bo rzeczywiście jego kadencja prezydencka zakończyła się w maju ubiegłego roku. No ale skoro już prezydent Trump nazwał go dyktatorem, a to w ustach demokratycznych przywódców musi być obelga najwyższego stopnia, no to prezydent Zełeński podkręcił Radę Najwyższą Ukrainy, żeby stwierdziła, że w czasie wojny to nie wolno urządzać wyborów. W związku z tym, ale dopiero teraz Rada Najwyższa stwierdziła ponad wszelką wątpliwość, że Wołodymyr Zełeński jest prezydentem Ukrainy – dodał.

Już wkrótce: Europejski portfel tożsamości cyfrowej

Już wkrótce: europejski portfel tożsamości cyfrowej

Coming Soon: The European Digital Identity Wallet, Kit Knightly, Feb 26, 2025

Autor: AlterCabrio, 26 lutego 2025

Plan zakłada stworzenie pojedynczej aplikacji wydanej przez rząd, w której przechowywane będą dokumentacje medyczna, zatrudnienia, podróży, wykształcenia, szczepień, podatków, finansów, a także (potencjalnie) kopie podpisu, odcisków palców, skanów twarzy, próbek głosu i DNA. Wszystko przechowywane pod ręką w twoim telefonie… i udostępniane rządom dziewiętnastu krajów (plus Ukraina) i ponad 140 innym partnerom publicznym i prywatnym.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Już wkrótce: Europejski portfel tożsamości cyfrowej

Elita” prowadzi już szeroko zakrojone programy pilotażowe dla przyszłości, jakiej oni chcą, a my nie. Nie są w tym szczególnie subtelni. Nie ukrywają tego.

Plan zakłada stworzenie pojedynczej aplikacji wydanej przez rząd, w której przechowywane będą dokumentacje medyczna, zatrudnienia, podróży, wykształcenia, szczepień, podatków, finansów, a także (potencjalnie) kopie podpisu, odcisków palców, skanów twarzy, próbek głosu i DNA.

Wszystko przechowywane pod ręką w twoim telefonie… i udostępniane rządom dziewiętnastu krajów (plus Ukraina) i ponad 140 innym partnerom publicznym i prywatnym. Wszystkim od Deutsche Bank po ukraińskie Ministerstwo Postępu Cyfrowego i Samsung Europe.

Za pomocą tej aplikacji będziesz mógł dokonywać płatności, składać wnioski o pożyczki, płacić podatki, odbierać recepty, przekraczać granice, zakładać firmy, umawiać wizyty lekarskie, ubiegać się o pracę, a nawet podpisywać cyfrowe umowy online.

Przedsiębiorstwa i agencje rządowe uzyskają dostęp do tych danych z zaplecza, aby przeprowadzić „zautomatyzowane sprawdzanie przeszłości”.

Niemiecka Federacja Organizacji Konsumenckich (Verbraucherzentrale Bundesverband, VZBZ) wyraziła obawy, że taka aplikacja „może stanowić zagrożenie dla prywatności i danych”, na co jedyną reakcją jest „oczywiście, do tego to służy!”.

Nic z tego nie jest hipotetyczne, nawiasem mówiąc. To jest Potencjalne.

To tylko jeden z programów pilotażowych „tworzących prototypy i testujących przypadki użycia” dla europejskiego portfela tożsamości cyfrowej (EUDI), a są jeszcze co najmniej trzy inne.

Jest to najnowszy krok w kierunku wdrożenia tej technologii od wybuchu pandemii covid-19, a o portfelu EUID mówi się już od 2021r.

Moją uwagę przykuł niedawno ten artykuł, na który natknąłem się kilka dni temu – „Dlaczego potrzebujesz ‹portfela UE›?” autorstwa Antona Chashchina.

Chashchin jak się okazuje jest przewodniczącym grupy inwestycyjnej technologii finansowych N7, a jego artykuł jest całkiem dobrym przykładem tego, czego można się spodziewać w większych mediach głównego nurtu, w miarę zbliżania się do pełnej implementacji EUID. Rozprawia o kosztach oszustw i o tym, jak schematy cyfrowych identyfikatorów uczynią wszystko o wiele bezpieczniejszym i wydajniejszym, ale ubolewa nad „brakiem harmonizacji” ponad granicami i między systemami.

To jest standard.

Ale co ciekawe, zwraca on również uwagę na fakt, że krajowe systemy identyfikacji cyfrowej otrzymały ogromne wsparcie w wyniku „pandemii” covid [podkreślenie dodane]:

«w Belgii w latach 2021–2022 szybkie przyjęcie itsme, internetowego systemu identyfikacji, było napędzane przez rządowy nakaz posiadania przepustki covid-19 na wizyty w restauracjach. Cyfrowa tożsamość itsme oferowała konsumentom najwygodniejszy sposób uzyskania takiej przepustki, podwajając bazę użytkowników z 3 milionów do 6 milionów w ciągu roku. Pokazuje to, że przyjęcie przez konsumentów następuje, gdy usługa jest potrzebna i wspierana przez rząd.»

Ma rację. Covid zapoczątkował cyfrową identyfikację/kartę szczepień, ale od tamtej pory straciła ona impet. Więc może naprawdę musimy wypatrywać kolejnego wielkiego „Powodu”. „Katastrofalnego wydarzenia katalizującego”, jak to ktoś ujął.

Co twoim zdaniem zaplanowali już coś, co sprawi, że ludzie nagle zaczną potrzebować cyfrowego portfela identyfikacyjnego?

Myślę, że się tego niedługo dowiemy.

Z innych wiadomości związanych z identyfikacją cyfrową: Jordania ogłosiła, że ​​identyfikacja cyfrowa zostanie wdrożona i będzie wymagana do głosowania w kolejnych wyborach.

Kamerun zaledwie kilka dni temu uruchomił nowy krajowy system identyfikacji, który w niedalekiej przyszłości może stać się całkowicie cyfrowy.

Tony Blair znów powrócił do swojego ulubionego konika, twierdząc, że Brytyjczycy chętnie wymienią prywatność na efektywność.

I tak w kółko.

Mam nadzieję, że żaden czytelnik z USA nie myśli, że Donald i Elon oszczędzą wam tego bałaganu. Departament ds Efektywności Rządu [DoGE] będzie pod każdym względem za tożsamością cyfrową.

W końcu, co może być bardziej „efektywnego” niż pojedyncza aplikacja używana do wszystkiego? Czy Elon nie powiedział już, że chce, aby X była „aplikacją do wszystkiego”?

Jedyną różnicą jest to, że wersja amerykańska może być bardziej prywatna niż publiczna, ale czy istnieje jeszcze jakaś realna różnica?

_____________

Coming Soon: The European Digital Identity Wallet, Kit Knightly, Feb 26, 2025

−∗−

Warto porównać:

Elon X czyli iluzja wyboru
Elon Musk ogłosił ponad rok temu, że planuje przekształcić Twittera w aplikację do wszystkiego, taką jak chiński WeChat. Aplikacja do wszystkiego, w tym do bankowości internetowej i finansów. W kwietniu ubiegłego roku Musk ogłosił, że Twitter Inc. został przemianowany na X Corp., stworzył nową firmę zajmującą się sztuczną inteligencją znaną jako X.AI i nawiązał współpracę z eToro w zakresie wymiany akcji i kryptowalut. […]

_____________

Unijny portfel tożsamości cyfrowej jest niepostrzeżenie wdrażany
Unijny portfel cyfrowy, często nazywany unijnym portfelem tożsamości cyfrowej (EUDI), ma zostać udostępniony społeczeństwu europejskiemu w nadchodzących latach. Według Komisji Europejskiej „europejskie portfele tożsamości cyfrowej to osobiste portfele cyfrowe umożliwiające obywatelom cyfrową identyfikację, przechowywanie danych identyfikacyjnych i dokumentów urzędowych oraz zarządzanie nimi w formacie elektronicznym. Mogą one obejmować prawo jazdy, recepty lekarskie lub wykształcenie.” […]

Nie sprawdzają kogo wpuszczają. Celowo. Bo tak skrajnie głupi nie mogą być.

Upór: Ceterum censeo

Mirosław Dakowski, 27 luty 2025

Ceterum censeo Carthaginem esse delendam (A poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć) -powtarzał latami Katon w Senacie Rzymu na zakończenie każdej swej oracji na dowolny, aktualny wtedy temat. I wreszcie – po dziesięcioleciach – ten pomysł wygrał. Rzym wygrał. Od tego czasu zaczął traktować Morze Śródziemne jako Mare Nostrum.

Najważniejszym przekazem [nakazem, prośbą], dla którego ciągle jeszcze walczę na mej stronie, jest przekonanie czytelników [a są tu już ludzie wybrani – choćby przez swe latami kultywowane zainteresowania] – że Polska może przetrwać, zwyciężyć tylko, czy głównie, gdy pokornie zwrócimy się do Boga, do Maryi. Masowo, to jest większość. Wielcy Kardynałowie mówili, że wystarczy 10%.

A tymczasem – gdy w tytule artykułu jest „krucjata” itp. – wchodzi dziesięć razy mniej czytelników, niż zwykle. Na publiczne modły różańcowe też się ludziom nie chce ruszyć dupska. Przychodzi kilkadziesiąt osób, a powinno – kilkadziesiąt tysięcy.

Kochani, musimy to zmienić !

Czemu tak trudno te sprawy przedstawić, zobaczyć, pojąć, wykonać?

Współ-bojownik, z którym te sprawy dyskutujemy, napisał:

Naród już się mocno spodlił i się przecież od Boga odwrócił, niestety. Każdego bardziej pociąga gadanie o polityce i narzekanie niż praca.

Pomyślcie, pomóżcie obudzić Naród z tego Chocholego tańca. Dwanaście dziesięcioleci temu dramatycznie krzyczał Wyspiański: „duza by juz mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć!”.

==================

maile:

Jak im dać kopa?

Nie wiem. 

Mysle, ze kopa daje Pan Bog, ktory cofnal swe blogoslawienstwo od podrobki Kosciola i ta podrobka runie a odbudowywac to bedzie garstka tych, ktorzy to rozumieja.

Krolowa Polski nie bedzie inaczej postepowac niz Jej Syn, Syn potepia posoborowie, a Ona, lub na przyklad sw. Andrzej Bobola, mieliby wychodzic przed szereg i ratowac posoborowie? To chyba tak nie dziala w Niebie.

Hudson Institute z przesłaniem do polityków w Polsce: Czas zakończyć wendetę

Hudson Institute z przesłaniem do polityków w Polsce: czas zakończyć wendetę

https://pch24.pl/hudson-institute-z-przeslaniem-do-politykow-w-polsce-czas-zakonczyc-wendete

(Fot. Jacek Szydłowski / Forum)

Republikański think tank Hudson Institute, odniósł się do obecnej sytuacji w Polsce próbując odpowiedzieć na pytanie, jaka właściwie powinna być demokracja w XXI wieku. Chodziło o akceptowalne zachowanie demokratyczne i jak daleko może sięgać interwencja ponadnarodowych organów, jak np. Komisji Europejskiej w stosunku do innych państw UE.

Konserwatywny think tank przygotował raport pt. When Democrats Govern Undemocratically: The Case of Poland [„Gdy demokraci rządzą niedemokratycznie: przypadek Polski”]. Jego autorzy Matthew Boyse, były asystent sekretarza stanu USA w latach 2018-2021 i Peter Doran, związany z The Foundation for Defense od Democracies wskazują na potencjalne osłabienie sojuszu Polski ze Stanami Zjednoczonymi z powodu lekceważenia kwestii praworządności przez obecną ekipę rządzącą.

Analitycy skrytykowali rząd koalicji pod przewodnictwem Donalda Tuska, poddając bardziej zniuansowanej ocenie rywalizację polityczną głównych partii w Polsce. Uznali, że nadszedł czas zakończyć polityczną vendettę, ponieważ szkodzi to nie tylko Polsce, ale także relacjom polsko-amerykańskim. A Warszawa ma kluczową rolę do odegrania w Europie Wschodniej, powstrzymując nie tylko wpływy rosyjskie, ale także chińskie, a nawet irańskie.

Konflikt między rządzącą ekipą a opozycją ma charakter bardziej spersonalizowany i „nieprzyjemny” – mówili autorzy raportu podczas dyskusji zorganizowanej w Hudson Institute, którą poprowadził Jim Carafano z Heritage Foundation.

Abstrahując od osobistych animozji polityków, zaznaczyli, że przykład walki partyjnej i unijnej dotyczący tego, co znaczy być demokracją w XXI wieku, ma o wiele istotniejsze znaczenie w kontekście relacji Stanów Zjednoczonych ze swoimi sojusznikami. Rolą bowiem przyjaciół jest ostrzeganie o niepokojących kwestiach. Polska zaś, jako „dumny” kraj powinna mieć dobre relacje z USA. Jednak, w obecnej sytuacji, gdy toczy się batalia o dwie odmienne wizje demokracji, próba niszczenia opozycji konserwatywnej (partia o tym profilu zawsze musi istnieć) będzie miała implikacje w postaci podważenia sojuszu polsko-amerykańskiego.

Eksperci wskazali, że rząd byłego prezydenta USA Joe Bidena wraz z Komisją Europejską i większością głównych mediów „bezkrytycznie zaakceptował narrację [premiera Polski Donalda] Tuska i przyjęli jego retorykę”.

Skrytykowano m.in. ogromny wpływ Komisji Europejskiej, która kontroluje system sądowniczy w innych państwach i wybiórczo podchodzi do kwestii interpretacji praworządności oraz jej naruszania.

Sprawa Polski nabiera szczególnego znaczenia i stawia ważne pytania dotyczące interpretacji KE, czym jest demokracja, stopnia jej kontroli nad systemami sądowniczymi innych państw członkowskich oraz prymatu prawa unijnego nad przepisami krajowym, w tym konstytucjami.

Eksperci think tanku wskazali na wybiórcze atakowanie praworządności pod rządami polskiej opozycji konserwatywnej (PiS). Bruksela karała Warszawę, przy jednoczesnym ignorowaniu podobnych „naruszeń” w innych państwach.

Uznano za przesadzoną tezę o rzekomym „upadku polskiej demokracji” za rządów PiS, zważywszy na to, że nastąpiło płynne przekazanie władzy po wyborach parlamentarnych w 2023 r.

Dodano, że „od czasu objęcia urzędu, rząd Tuska podejmował wątpliwe kroki pod pozorem przywracania demokracji, z których wiele jest bardzo podobnych do tych, o które oskarżał rząd PiS”.

Ekipa Tuska „od objęcia urzędu w grudniu 2023 r.” „rozpoczęła kampanię walki prawnej i kryminalizacji różnic politycznych, w celu zapewnienia, iż PiS nigdy więcej nie będzie stanowić poważnego wyzwania dla jej władzy”.

Zauważono szereg skandalicznych działań podejmowanych przez obecną ekipę, obejmujących m.in. obcięcie finansowania dla PiS, kierowanie aktów oskarżenia oraz aresztowanie urzędników poprzedniego rządu by wymuszać zeznania i wzbudzać strach. Odnotowano „czystki” ambasadorów i prokuratorów mianowanych w czasie urzędowania PiS.

Wskazano również, że „centrolewicowy” rząd odmówił uznania wyroków sądów, zakwestionował prawowitość sędziów, którzy im się nie podobają i podjął próbę ich usunięcia z sądownictwa.

Nie umknął uwadze analityków nieprzychylny stosunek Tuska wobec Trumpa. Krytyka obecnej administracji amerykańskiej, jak również próby zniszczenia opozycyjnej PiS przez premiera Tuska mogą – zdaniem ekspertów Hudson Institute – nadwyrężyć więzi polsko-amerykańskie. Tym bardziej, że poprzednia administracja Białego Domu zbudowała dobre relacje z PiS i prezydentem Andrzejem Dudą.

„Dalsze próby rządu Tuska mające na celu zniszczenie PiS zostaną zauważone, co może spowodować utratę wpływów w Waszyngtonie ze szkodą dla interesów narodowych i prestiżu Polski, a także stosunków dwustronnych” – zasugerowano w raporcie, zaznaczając, że Warszawa potrzebuje sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, a PiS odegrało ważną rolę w jego umacnianiu.

„Polska ma silną opozycję, a PiS reprezentuje bardzo znaczną część elektoratu, który wspiera cele bezpieczeństwa narodowego kraju i Organizację Traktatu Północnoatlantyckiego w czasach bezprecedensowych wyzwań dla europejskiego porządku bezpieczeństwa i zaostrzającej się konkurencji wielkich mocarstw” – napisano.

Raport i dyskusja wokół niego to swoiste ostrzeżenie kierowane przez sympatyków Polski do przedstawicieli „demokracji walczącej” – „demokratów, którzy rządzą niedemokratycznie”. Za szokujące uznano siłowe przejęcie mediów publicznych, zaledwie kilka dni po objęciu władzy przez obecną koalicję w 2023 r., usunięcie dziennikarzy, producentów i wydawców informacji z ich stanowisk, zaprzestanie nadawania TV na pewien czas, zniszczenie archiwów wiadomości itp. Inne oburzające działania to wykorzystywanie przepisów prawa w celu niszczenia przeciwników politycznych.

Autorzy raportu zwrócili uwagę, że ekipa Tuska prowadziła podobną kampanię jak administracja Biden – Harris, atakując „ekstremistów prawicowych”, zarzucając rządzącym „autorytaryzm”. Te oskarżenia powielały sprzyjające im media głównego nurtu na Zachodzie. Nie zadały one sobie trudu, aby sprawdzić, czy rzeczywiście można było mówić o rządach autorytarnych w Polsce. Wszelkie dostępne wskaźniki na temat stanu demokracji mówiły co innego. Mimo to, dzisiejsza koalicja rozpoczęła proces zwalczania ówczesnych rządów i „przywracania demokracji”, sięgając do bezprawnych działań. Uczestnicy panelu na temat raportu zastanawiali się, dlaczego do czegoś takiego doszło w Polsce.

Wskazali na to, iż centrolewica ma własną definicję demokracji; definicję, która różni się od klasycznego pojęcia. Głosi ona: ci, którzy nie zgadzają się z naszymi poglądami, nie są demokratami.

W Polsce mocno wyeksponowana jest kwestia zemsty, osobistej vendetty, która musi się zakończyć dlatego, że Warszawa to krytyczny sojusznik USA.

Hudson Institute to think tank skupiający postaci o republikańskich poglądach. Powstał w 1961 r. Jego głównymi ekspertami byli m.in.: były brytyjski minister Tom Tugendhat i ex-ambasador USA przy ONZ Nikki Haley, kandydatka na prezydenta w ostatnich republikańskich prawyborach. Misją organizacji jest zajmowanie się polityką, która dedykowana jest „międzynarodowemu przywództwu Stanów Zjednoczonych we współpracy z sojusznikami na rzecz bezpiecznej, wolnej i dostatniej przyszłości”.

Przeciw „mglistemu globalizmowi” i za demokracją państw narodowych

HI już nie raz zajmował się on sprawami polskiej polityki. W czerwcu 2018 r. think tank zorganizował debatę na temat Polski, NATO i przyszłości bezpieczeństwa Europy Wschodniej. Dyskusję poprowadził Kenneth Weinstein, prezes i dyrektor generalny Hudson Institute.

W panelu wzięli udział: Anna Maria Anders, polska sekretarz stanu ds. dialogu międzynarodowego, Andrew Roberts, „jeden z największych żyjących historyków naszych czasów” – jak go przedstawiono – znany z „genialnych prac o Napoleonie, Churchillu i Hitlerze”, John Fonte, starszy pracownik Hudson i Walter Russell Mead, komentator amerykańskiej polityki zagranicznej.

Chwalono wówczas przemówienie prezydenta Trumpa wygłoszone w Warszawie jako jedno z najlepszych w historii. Mówiono również o ogromnej sympatii USA dla naszego kraju, który wskutek geopolitycznego położenia musiał stale walczyć o wolność

Roberts przypomniał statystyki, które jego zdaniem „tak wiele wyjaśniają na temat polskiej psychologii i założeń w sprawach światowych i geopolityce”. Chodzi m.in. o to, że podczas II wojny światowej Włosi stracili 1,1 procent swojej populacji, Francuzi – 1,9, Niemcy – 8,8, Brytyjczycy – 0,9, Amerykanie – 0,3, a Polacy stracili aż 17,2 procent własnej ludności. I to nie tylko z powodu inwazji niemieckiej, ale także sowieckiej. Tragiczne wydarzenia związane z rozbiorami, batalia o odzyskanie niepodległości, wydarzenia I i II wojny światowej, zamordowanie około 20 tys. oficerów polskich w Lesie Katyńskim, Powstanie Warszawskie i późniejsze rządy komunistów – wszystko to są dramatyczne wydarzenia w historii Polski.

Jednak, mimo tych i wielu „przerażających przeciwności” Polacy wykazali się niezwykłym przywództwem. Chociaż są „uwięzieni w tragicznym położeniu geograficznym”, co ma swoje implikacje.

John Fonte przypomniał przemówienie Trumpa wygłoszone podczas jego wizyty w Warszawie. Zdaniem zmarłego Charlesa Krauthammera, było „to najlepsze przemówienie, jakie kiedykolwiek wygłosił” amerykański prezydent, które – jak komentowali redaktorzy „The Wall Street Journal”, prezentowało „jasne stanowisko przeciwko mglistemu globalizmowi i niejasnemu multikulturalizmowi reprezentowanemu przez światopogląd, powiedzmy, Baracka Obamy i większości współczesnych zachodnich intelektualistów”.

To ono miała odpowiadać na pytanie: „Czym jest Zachód?” i kończyło się słowami: „Nasza wolność, nasza cywilizacja i nasze przetrwanie zależą od więzi historycznych, kultury i pamięci”. Dlatego, jak wspomniał Fonte, „powinniśmy walczyć jak Polacy o rodzinę, o wolność, o kraj i o Boga”. Dodał, że „koncepcja Zachodu nakreślona w Warszawie jest bardziej inkluzywna niż ograniczony, postnarodowy, kulturowo jałowy, stosunkowo świecki Zachód prezentowany przez innych. Wersja Trumpa obejmuje chrześcijaństwo i judaizm oraz klasyczne dziedzictwo grecko-rzymskie, a także oświecenie i nowoczesność. Nie jest to więc tylko oświecenie; to oświecenie plus. Dla Trumpa oraz Prawa i Sprawiedliwości [polskiej partii politycznej] Zachód i Europa nie zaczęły się od Traktatu Rzymskiego z 1957 r. – to znaczy od powstania wspólnoty europejskiej. Jerozolima jest tak samo centralna dla Zachodu jak Bruksela. Zarówno administracja Trumpa, jak i rząd Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie podkreślały jedną bardzo podstawową zasadę oświecenia: zasadę rządzenia za zgodą rządzonych, czyli demokratyczną suwerenność. Suwerenność staje się ważnym problemem w polityce światowej XXI wieku, ponieważ staje twarzą w twarz z masową migracją”.

Zwrócił on również uwagę, że „w UE spór toczy się między tymi, którzy opowiadają się za demokracją państw narodowych, jak Margaret Thatcher i Charles de Gaulle, a tymi, którzy chcą bardziej scentralizowanej władzy w Brukseli”.

Autor tłumaczył także, że „USA i Polska stoją po tej samej stronie w większości kwestii. Polska ewidentnie nie jest przyjacielem Putina ani rosyjskich machinacji. Asystent sekretarza stanu Wess Mitchell zauważył, że Polska to ważny sojusznik, jako państwo pierwszej linii. Znajduje się na kluczowym rimlandzie Europy i Eurazji przeciwko rewizjonistycznej potędze Rosji”. Dodał, że „na froncie gospodarczym Polska jest jednym z najbardziej atrakcyjnych europejskich krajów dla zagranicznych inwestycji”, a „wiodący prezesi nie martwią się o praworządność w Polsce”.

Odniósł się także do polskiego systemu sądowniczego ustanowionego podczas okrągłego stołu w 1989 roku, dodając, że to byli komuniści mieli nieproporcjonalny wpływ na ustanowienie tego systemu, zarzucając im nepotyzm i kumoterstwo. Bruksela nie interweniowała wówczas, gdy system sprzyjał byłym komunistom. Hałas podniósł się, gdy PiS zaczął zmieniać system „niedemokratycznej oligarchii sądowej” i wprowadzać zmiany w mediach zdominowanych przez lewicę.

Uczestnicy panelu z 2018 r. zwracali uwagę na ważną kwestię już wówczas odradzania się „demokratycznej suwerenności” i powrotu do tradycyjnych wartości. Roberts podkreślał zaś, że „Europa to coś więcej niż Unia Europejska. To jest coś, co rozumieją Polacy i co rozumieją Brytyjczycy, ale biurokracja w Brukseli nie rozumie. Jest coś starożytnego w Europie. Sięga ono wieków przed Unią Europejską i będzie trwać wieki po Unii Europejskiej. I jest czymś wartościowym, jest dodatkiem do światowej cywilizacji”. Utożsamianie i mylenie Europy „z małą grupą niewybieralnych polityków w Brukseli, którzy próbują narzucić swoją politykę całej reszcie Europy, (…) byłoby dla nas kardynalnym błędem”.

Fonte przywołał intelektualny manifest: „Oświadczenie paryskie: Europa, w którą możemy uwierzyć”, pod którym podpisali się czołowi intelektualiści, tacy jak Pierre Manent, Roger Scruton i Ryszard Legutko. Europa to „coś więcej niż Bruksela, to Ateny, Rzym i Jerozolima; to dziedzictwo chrześcijaństwa, Biblii hebrajskiej i tak dalej”. Ekspert dodał wówczas, że „następuje odrodzenie demokracji państw narodowych”.

Krytykował uzurpację władzy ze strony Niemiec, Brukseli i Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Obecna administracja, jak zaznaczył sekretarz stanu Marco Rubio w oświadczeniu z 22 stycznia 2025 r., ma za zadanie uczynić Amerykę bezpieczniejszą, silniejszą i zamożniejszą. Zrewiduje więc relacje, które nie będą służyć tym celom i będzie dyscyplinować sojuszników, jak już to robiła w przeszłości.

USA muszą z jednej strony powstrzymać masową migrację i zabezpieczyć granice. Z drugiej rezygnują z promocji ideologii „DEIA” (różnorodności, równości, inkluzji i dostępu) nie tylko w kraju, ale także za granicą, zapowiadając powrót do podstaw dyplomacji, eliminując skupienie na politycznych i kulturowych przyczynach, które polaryzują społeczeństwo i są głęboko niepopularne za granicą. Nie będzie więc promocji ideologii gender i innych programów „marksizmu kulturowego”. Wreszcie Ameryka chce położyć tamę cenzurze i tłumieniu informacji nie tylko u siebie, ale także za granicą. Zapowiedziano „całkowity odwrót od polityki klimatycznej”, która osłabia USA.

Amerykanie preferują stosunki dwustronne i by zrealizować swoje priorytety muszą zabezpieczyć interesy w różnych częściach świata. Nie zamierzają tolerować ze strony sojuszników zachowań, które miałyby wpływ na ich sprawczość.

Raport i dyskusja wokół niego, ma szersze znaczenie niż jedynie wewnętrzna walka polityczna w Polsce, przynajmniej zdaniem jego autorów. Dotyczy bowiem kwestii tego, czym jest demokracja w XXI wieku? To szerszy problem państw zachodnich i narastającej rywalizacji także pośród nich samych co do wizji zachodniej cywilizacji.

Źródła: hudson.org, state.gov, brusselssignal.eu

Agnieszka Stelmach

BRAUN DAJE GENIALNY WYKŁAD PODCZAS SWOJEJ KAMPANII ! 80 minut

  • Nie podpiszę żadnego budżetu w którym będzie złotówka, grosz z polskich kieszeni na niepolskie sprawy. Nie podpiszę takiego budżetu.
  • Nie pojadę do żadnej Lizbony podpisywać kolejnego aktu abdykacji z polskiej suwerenności.
  • Twórzcie plany ewentualnościowe operacji Wisłą 2.0, bo zagrożenie jest realne
  • Nie obronimy naszej wolności bez obrony naszej godności i dlatego przeprowadzę ekshumacje w Jedwabnem
  • Nie będę palił Panu Bogu ogarka a diabłu świeczek chanukowych
  • Toruń dołączył niestety do tego kartelu przemilczania i przekłamania już 10 lat temu. Może jeszcze wróci jak się nawróci. Módlmy się i życzmy tego przede wszystkim ojcom toruńskim
  • Wariaci, zieloni, tęczowi, euro-kołchozowi…
  • Przesuwamy okno Overtona, staramy się nie wypaść przez to okno
  • Odzyskanie niepodległości przez Polskę jest możliwe

Kult „wielkiej matki” i efektu cieplarnianego


https://www.youtube.com/shorts/uoI0nDQuHNk

Abp Jędraszewski przestrzega przed kultem Wielkiej Matki, która traktuje człowieka jak pasożyta

W dzisiejszych czasach pojawił się kult Wielkiej Matki, który człowieka traktuje jak pasożyta, którego należy usunąć, bo zagraża klimatowi, satanistycznej harmonii i dobru nielicznym. Arcybiskup Marek Jędraszewski w 20. rocznicę śmierci ks. Luigiego Giussaniego wygłosił mocną katechezę o walce ze złym duchem dzisiejszego czasu.

Całość nagrania dostępna na stronie: ‪@archidiecezjakrakowska8170‬

Prezydent Trump „rozserdywsia”

Prezydent Trump „rozserdywsia”

Stanisław Michalkiewicz  27 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5779

Kto by pomyślał, że aż tak zaiskrzy w stosunkach między Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą? To znaczy – nie tyle może między Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą, co między prezydentem Trumpem, a prezydentem – „dyktatorem” – Zełeńskim.

Myślę, że większość Amerykanów, z wyjątkiem oczywiście amerykańskich i kanadyjskich Ukraińców, Ukrainą specjalnie się nie interesuje, a jeśli już, to myśli o niej z niechęcią, jako o worku bez dna, w którym forsa amerykańskich podatników znika bez śladu, niczym w kosmicznej czarnej dziurze. To oczywiście ułatwia sprawę prezydentowi Trumpowi, który najwyraźniej „rozserdywsia” na prezydenta Zełeńskiego. Nawiasem mówiąc – forsa amerykańska i inna tak całkiem bez śladu na Ukrainie nie znika. Kiedy jesienią ub. roku byłem w Toskanii, z wiarygodnego źródła dowiedziałem się, że prezydent Zełeński ma tam posiadłość, że daj Boże każdemu. Nie tylko zresztą on, bo ostatnio pojawiły się fałszywe pogłoski, że młodzi Ukraińcy, którzy schronili się przez straszliwym Putinem w Polsce, przesiadują po dobrych knajpach, a jeśli z nich wychodzą, to przeważnie po to, żeby wypasioną bryką podjechać do następnej.

Najwyraźniej sporo racji mają militaryści nawołujący, by korzystać z wojny, bo pokój będzie straszny. Zresztą – cóż to jest, ten cały „pokój”? Pruski teoretyk wojny Karol von Clausewitz twierdził, że to tylko takie chwilowe zawieszenie broni, między dwiema wojnami. Coś może być na rzeczy, bo pruski, a potem niemiecki kanclerz Otto Bismarck twierdził – czego nie mogą zrozumieć nasi mężykowie stanu – że zagadnień dziejowych nie rozstrzyga się deklamacjami, tylko „krwią i żelazem”.

No dobrze – ale dlaczego właściwie prezydent Trump tak „rozserdywsia” na prezydenta Zełeńskiego, że aż nazwał go „dyktatorem” – co w stosunkach między przywódcami demokratycznymi musi być niesłychaną obelgą? Pretekstem – ale raczej pretekstem – są ustalenia między prezydentem Trumpem, a prezydentem Putinem, że zakończenie wojny na Ukrainie powinno być poprzedzone wyborami prezydenckimi w tym kraju. Nie jest to warunek bez znaczenia, bo rzeczywiście – Układające się Strony muszą wiedzieć, że ten, z którym się układają, rzeczywiście rządzi Ukrainą na podstawie jakiejś legitymacji, niechby nawet demokratycznej, a nie prawem kaduka – jak to ma miejsce w przypadku prezydenta Zełeńskiego, którego kadencja zakończyła się w maju ubiegłego roku.

Myślę jednak, że ta okoliczność, chociaż oczywiście ważna, jest raczej pretekstem, bo prawdziwą przyczyną była nieoczekiwana deklaracja prezydenta Zełeńskiego, że „nie uznaje” on porozumienia z prezydentem Trumpem, co do odstąpienia Ameryce ukraińskich złóż metali ziem rzadkich. Cały świat słyszał, że prezydent Zełeński się na to zgodził – ale potem, jak tylko okazało się, że Ukraina nie została zaproszona do amerykańsko-rosyjskich rozmów w Rijadzie – wycofał swoją zgodę.

Obiecałem? No to odwołuję!” – mawiał prof. Kazimierz Kąkol – ale tak można było sobie gadać ze studentami i to tylko za komuny, kiedy dyscyplina była znacznie większa, niż dzisiejsze rozprzężenie i pajdokracja – natomiast w stosunkach z Ameryką, która – powiedzmy sobie szczerze – była dotychczas jedyną nadzieją Ukrainy, takich rzeczy nie robi się bezkarnie. W ogóle prezydent Zełeński, najwyraźniej przypierany do ściany, zaczyna tracić poczucie rzeczywistości. Chwilami wydaje mu się nawet, że kręci całą światową, a w każdym razie – europejską polityką.

W przeciwnym razie nigdy by nie wysuwał takich operetkowych „koncepcji”, żeby wobec tego „Europa” – również pominięta w rokowaniach w Rijadzie – utworzyła europejskie siły zbrojne niezależne od NATO, w których „rolę przewodnią” odgrywałaby niezwyciężona armia ukraińska. O ile mi wiadomo, „koncepcja” ta nie została nawet skomentowana przez uczestników obydwu paryskich szczytowań: 17 i 19 lutego – ale bo też nie ma co takich fantasmagorii komentować. Nawiasem mówiąc, po oskarżeniu prezydenta Zełeńskiego o „dyktaturę” odezwały się nożyce w osobie generała Załużnego. Był on w swoim czasie głównodowodzącym niezwyciężonej ukraińskiej armii, ale po jakichś niepowodzeniach prezydent Zełeński, w ramach wyrzucania z pirogi na pożarcie krokodylom murzyńskich chłopców – spuścił generała Załużnego z wodą na stanowisko ambasadora w Wielkiej Brytanii.

No i teraz generał Załużny, zapytany, czy będzie kandydował na prezydenta Ukrainy, ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, oświadczając, że swoją decyzję zakomunikuje „w odpowiednim czasie”. W jakim? – Tajemnica to wielka, ale przypuszczam, że wtedy, gdy uzyska zapewnienie, że prezydent Trump uznał go za swoją duszeńkę, a i prezydent Putin nie będzie miał nic przeciwko temu. A kiedy prezydent Trump uzna go za swoją duszeńkę? Ano myślę, że nie wcześniej, aż uzyska gwarancje, że leżące na Ukrainie złoża metali ziem rzadkich otrzymają Amerykanie.

W końcu jakieś wnioski z chwiejności prezydenta Zełeńskiego prezydent Trump musi wyciągnąć. Bo prezydent Trump musiał „rozserdywsie” na prezydenta Zełeńskiego naprawdę, skoro nawet oskarżył go o wywołanie tej wojny. To oczywiście nieprawda, bo żyją ludzie pamiętający, że wojnę wywołał laureat Pokojowej Nagrody Nobla, amerykański prezydent Obama, wykładając w 2014 roku 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie „majdanu” i wysadzając w ten sposób w powietrze „porządek lizboński”, proklamowany 20 listopada 2010 roku na szczycie NATO w Lizbonie.

Jak pamiętamy – od tego wszystko się zaczęło, a potem oliwy do ognia dolał prezydent Józio Biden, który najprawdopodobniej naobiecywał prezydentowi Zełeńskiemu złote góry, żeby tylko wkręcił Ukrainę w maszynę do mięsa – no ale tego prezydent Trump oczywiście głośno nie może powiedzieć, bo wiadomo, że nic tak nie gorszy, jak prawda. No a prawda jest taka, że Ukraina zostanie wydymana – i dobrze – bo cały świat, a zwłaszcza nasi mężykowie stanu, powinni zobaczyć, jak dotkliwie karane są narody i państwa za głupotę i lekkomyślność swoich Umiłowanych Przywódców.

Na razie jednak o tym nie ma mowy i wszyscy wyznawcy Ukrainy zapluwają się z oburzenia na prezydenta Trumpa. Ataku wścieklizny doznał przed telewizyjnymi kamerami zwłaszcza pan prof. Roman Kuźniar, który strasznie prezydentowi Trumpowi nawymyślał. Ciekawe, że PSL, w odróżnieniu od swego koalicyjnego partnera, „ojczyka” Hołowni, ocenia prezydenta Trumpa nader powściągliwie. Skrupiło się to na Wielce Czcigodnym wicemarszałku Zgorzelskim, któremu resortowa „Stokrotka”, czyli pani red. Monika Olejnik, w audycji „Kropka nad „i””, omal nie wydrapała pazurami oczu. A przecież prezydent Zełeński chyba się z nią nie dzielił szmalcem uzbieranym na wojnie?

Skoro tak, to wiele racji jest w ostrzeżeniu wypowiedzianym przez jedynego rozumnego generała wśród naszej – pożal się Boże! – generalicji, czyli pana gen. Leona Komornickiego. Ostrzegł on, że dalsze pogrążanie się naszych i europejskich mężyków stanu w ukraińskim amoku może doprowadzić do poważnego kryzysu w NATO.

O ile Ameryka bez NATO jakoś tam sobie poradzi, a być może również poradzą sobie niektóre państwa europejskie – to Polska z pewnością do nich nie należy.

Stanisław Michalkiewicz

Even the New York Times Says: „Planned Parenthood” is in Trouble

Even the New York Times Says „Planned Parenthood” is in Trouble

by John Horvat II February 26, 2025 https://www.tfp.org/even-the-new-york-times-says-planned-parenthood-is-in-trouble/?PKG=TFPE3547

Even The New York Times Says Planned Parenthood Is in Trouble
Even The New York Times Says Planned Parenthood Is in Trouble

Planned Parenthood has few more ardent supporters than The New York Times.

The paper has favorably chronicled the infamous actions of the nation’s largest provider of procured abortion for decades. Its editorial page consistently supports the organization under the pretext of its promotion of “reproductive rights.”

Thus, things must really be getting dire when the paper produces a lengthy feature article exposing the massive problems and dissent inside the Planned Parenthood establishment. The façade is cracking and exposing major issues that can no longer be hidden—not even from friends.

A Multiple Crisis

Reporter Katie Brenner tries hard to show some positive points amid the chaos. However, the article’s title says it all: “Botched Care and Tired Staff: Planned Parenthood in Crisis.”

The abortion provider is in dire financial straits. Morale is down, and employee turnover is extremely high. Abortion mills are using outdated equipment run by tired, poorly paid and undertrained staff. Some women are suing affiliates for badly done procedures and botched abortions.

The New York Times reviewed documents and legal cases for the article. The reporter interviewed over 50 executives, consultants and staff workers to provide an accurate idea of the crisis that threatens the image and narrative of the organization.

The liberal establishment long portrayed Planned Parenthood as a champion for women and their “liberation” from old morals. That image is endangered as women complain about their cold treatment at certain rundown facilities. The monolithic figure of a movement fighting for women’s rights is fragmented by internal dissent and plunging morale.

Massive Fundraising and Poor Clinics

The abortion provider suffers from dire financial problems despite banner fundraising efforts. In 2022, following the Dobbs decision, the national Planned Parenthood Federation raised nearly half a billion dollars in donations. However, most of the money cannot be directed toward actual clinics. The organization’s bylaws stipulate that such funds must be spent on the political and legal defense of procured abortion, not the actual medical procedure.

The result is a top-heavy, financially sound structure with poor independent affiliates on the bottom, many operating on shoestring budgets. The financial strain is causing internal resentment, undertraining and dilapidated facilities.

Most clinics survive on government Medicaid payments for non-abortion procedures in addition to local fundraising efforts among their donors. Pro-life activism has been very effective in limiting Medicaid reimbursements since many conservative states have blocked Planned Parenthood from receiving these taxpayer dollars.

The result is that clinics are closing since they are unprofitable or running at deficits. From a high of 900 facilities in the nineties, there are some 600 today (not all performing abortions). About 2.1 million visited Planned Parenthood this year, down from a high of 5 million thirty years ago.

A Decaying Structure

However, money is not the only problem facing Planned Parenthood. It has long tried to project a clean, efficient image of professionalism and dependability when dealing with the poor. This reputation is an enormous asset.

Such an image is damaged by the scandalous examples of facilities cited in the article, which reports on “scores of allegations reviewed by The Times that accuse Planned Parenthood of poor care.” These include botched abortions, improperly inserted contraceptive devices and wrong procedures performed on patients. Many lawsuits are pending by those damaged by these practices.

In addition, some clinics suffer from plumbing leaks, broken air-conditioning and structural problems. Because of one sewage problem in Omaha, “patients vomited from the stench.” Temperatures at an administrative center in Iowa were above 90 for several weeks when the cooling system broke down.

Shortages of over-the-counter pain medication and I.V. flushes further hamper some operations.

“We’re begging for supplies, and we get denied constantly because they just can’t afford it,” complained Ashley Schmidt, a training specialist who worked at a Nebraska facility until resigning in December.

Workers Undertrained

As a liberal organization, the giant federation might be expected to generously compensate its workers as part of its mission to help the poor.

Much to the contrary, clinic workers often earn so little that many qualify for Medicaid and food assistance benefits. Their wages tend to be well below those paid in similar jobs in authentic healthcare facilities—which work to save lives.

At many facilities, the turnover of clinic workers hovers at about fifty percent a year. A reoccurring complaint was that they did not receive adequate training.

Scores of ex-employees have sued Planned Parenthood, citing labor-related causes that include a refusal to pay overtime, provide breaks, or give them time off for personal needs—including the care of their infants. Some clinics are understaffed and have what has been called a toxic work culture.

Some interviewed employees said that management replied to their complaints with rallying cries that called for them to sacrifice their concerns because the abortion movement was experiencing an urgent “mission moment” to keep abortion legal.

Conveyor Belt Appointments

Finally, the interviewed employees complained of the constant pressure to increase the flow of people in the clinics. The goal was to more than double the present number of 2.1 million as a means “to help bring in more revenues.”

Planned Parenthood of Greater New York, for example, aims at a rate of four appointments per hour, with the average visit lasting about ten minutes for non-abortion consultations. Employees report waiting room times of up to three hours for non-abortion visits.

One former manager in Columbus, Ohio, said visitors complained that the clinics operated like factories. Another nurse in Minnesota likened clinic operations to a conveyor belt.

Legal Defense

Planned Parenthood carefully replied to the inquiries by The New York Times. Its officials would not discuss most lawsuits due to privacy clauses. The article’s author carefully shielded herself from legal attack by stressing the limited scope of her investigation. Planned Parenthood officials also issued damage control statements insisting the cited incidents do not reflect the practices of most clinics. The article also makes it clear that Planned Parenthood feels the constant and effective pressure of pro-life activism.

Planned Parenthood’s legal language, crisis control statements and non-disclosure clauses are far from reassuring. The testimonies of those without disclosure agreements who dared to come forward imply that the revealed discontent is only the tip of the iceberg.

Planned Parenthood is in trouble. It is not the pro-lifers who are saying this. Even The New York Times has to admit something is terribly wrong. Thank God!

BKP: Pismo Święte o grzechu sodomii a Siedlisko duchowego zatrucia sodomią w Archidiecezji Ołomunieckiej 

BKP: Siedlisko duchowego zatrucia sodomią w Archidiecezji Ołomunieckiej 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=23213  https://youtu.be/S4We3haYi3o

https://bcp-video.org/pl/siedlisko-zatrucia/  https://rumble.com/v6ofzuo-siedlisko-duchowego-zatrucia.html

https://cos.tv/videos/play/59195006299182080  bitchute.com/video/RklKvxsEAB69

Ojciec trójki dzieci pisemnie zwrócił się do sekcji Służby LGBTQ+ dla wiernych Archidiecezji Ołomunieckiej z prośbą o przedstawienie stanowiska Kościoła katolickiego w sprawie homoseksualizmu.

Otrzymał odpowiedź, którą nam udostępnił. Cytujemy:

Cytat księdza Hödla: „… fragmenty Biblii, które są zazwyczaj cytowane w związku ze zjawiskiem homoseksualizmu… nie są stwierdzeniami, które można od razu zrozumieć, a gdybyśmy mieli czytać je dosłownie, przesłanie tych starożytnych tekstów byłoby dla nas niezrozumiałe”.

Słowo Boże na temat homoseksualizmu nie posługuje się niezrozumiałymi stwierdzeniami, ale przedstawia radykalne stanowisko wobec tego obrzydliwego grzechu w wielu miejscach zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu. Jeżeli ktoś próbuje interpretować te stwierdzenia w sposób przeciwny, w duchu ateistycznej historyczno-krytycznej metody, a nawet w nieczystym duchu sodomii, to w żaden sposób nie interpretuje poprawnie Pisma Świętego. W Duchu prawdy, mając na celu osiągnięcie życia wiecznego, interpretowali Biblię święci ojcowie i nauczyciele Kościoła. Mieli tego samego Ducha co ewangeliści, apostołowie i prorocy, przez których Bóg przekazywał swoje słowo. Duch Święty jest głównym autorem całego Pisma Świętego. Przedstawia również jego naturę duchową. Liberałowie i homoseksualiści mają innego ducha i zgodnie z tym duchem błędnie interpretują Pismo Święte.

Cytat Hödla: „Wydaje się, że Księga Ksiąg nie zna homoseksualizmu w naszym rozumieniu tego słowa. Zamiast tego potępia zboczenia seksualne i przemoc, często związane z wykorzystywaniem. Dotyczy to przede wszystkim Księgi Rodzaju (rozdział 19), gdzie mowa jest o tzw. grzechu Sodomy. (Podobne poglądy na temat „grzechu Sodomy” wyrażają i List Judy i Drugi List Piotra – 2,6)”.

Niezależnie od tego, czy się to Hödlowi wydaje, czy nie, jest zupełnie jasne, że Księga Ksiąg doskonale zna homoseksualizm w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Zna również, jak niszczycielskie mogą być konsekwencje dla ludzi, którzy się jemu otwierają. Chodzi o odrzucenie sumienia, bunt przeciwko Bogu, odrzucenie Bożych praw i postawienie swojego ego i pożądliwych pragnień jako najwyższego standardu. Chodzi o wykorzystywanie innych, rozprzestrzenianie zarazy, która w żaden sposób nie uszczęśliwia tych ludzi. Jeśli odmówią pokuty, po śmierci czeka ich piekło. Bóg za pośrednictwem apostołów Judy i Piotra wyraźnie ostrzega przed sodomią karą wiecznego ognia. To ostrzeżenie jest ponadczasowe i dotyczy również nas.

Cytat Hödla: „Księga Kapłańska potępia mężczyznę, który „leży leżeniem kobiety”. Takie zachowanie uważa za „obrzydliwość”, podobne do noszenia ubrania utkanego z dwóch rodzajów włókien. Ta obrzydliwość jest związana ze starotestamentową koncepcją czystości ceremonialnej i nie można jej postrzegać po prostu jako potępienia moralnego”.

Hödl zniekształca cytat z Biblii, który w rzeczywistości brzmi następująco: „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli” (Kpł 20,13). Jasne stwierdzenie Pisma Świętego Hödl świadomie zastąpił niezrozumiałym stwierdzeniem i manipulując [oszukując md] przesunął nacisk na rytualną nieczystość, aby uniknąć jasnego potępienia sodomii w Piśmie Świętym.

Cytat Hödla: „…apostoł Paweł używa greckiego terminu „arsenokoitai”, który najwyraźniej odnosi się do grecko-rzymskiej praktyki znęcania się nad młodzieńcami. Ważne jest to, że tutaj także, podobnie jak w Sodomii, potępione są przemoc i dominacja. Z całą pewnością nie chodzi tu o akt miłości realizowany za obopólną zgodą. Chodzi o podporządkowanie i wyższość”.

Nie ma dwóch rodzajów homoseksualizmu, tak jakby homoseksualizm za obopólną zgodą nie był już grzechem. To manipulacja Hödla! Jeśli homoseksualizm zostanie zalegalizowany, grzech cudzołóstwa i inne grzechy przeciwko szóstemu i dziewiątemu przykazaniu zostaną tym samym odrzucone. Ale de facto zaprzecza to grzechowi jako takiemu. Konsekwencją tego jest to, że śmierć Chrystusa za nasze grzechy jest bezużyteczna. I to jest wielka herezja!

Cytat Hödla: „Co ciekawe, Biblia w ogóle nie wspomina o homoseksualizmie kobiet”.

Kolejne kłamstwo. W Liście do Rzymian wyraźnie napisano: Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie (atimia)” (Rz 1,26-27).

Cytat Hödla: „W krzyżu Chrystusa nie ma już żadnej różnicy między Żydem a Grekiem. Jezus umarł za wszystkich. Paweł podaje długą listę grzechów, aby udowodnić swoim słuchaczom z pogan: Tacy właśnie byliście. Ale to wszystko dzisiaj nic nie znaczy, ponieważ jesteście jedno w Chrystusie”.

Święty Paweł pisze te słowa do chrześcijan, którzy się nawrócili, pokutowali i radykalnie zerwali z pogańskim stylem życia, czyli z grzechami, do których zalicza się i homoseksualizm. Jednak Hödl chce za pomocą manipulacji stworzyć wrażenie, że nie ma żadnej potrzeby pokuty za sodomię i że homoseksualista może żyć w grzechu i rzekomo jednocześnie być w Chrystusie. To wielkie kłamstwo, które przekreśla pokutę i możliwość zbawienia!

Cytat Hödla: „Jeśli jesteśmy chrześcijanami, powinniśmy zadać sobie pytanie, co sam Jezus powiedział na temat homoseksualizmu. To dziwne, ale zachowane kanoniczne ewangelie (Mateusza, Marka, Łukasza i Jana) milczą na ten temat”.

Jezus nie milczał w sprawie nieczystych demonów, ale wprost je wypędzał, uwalniając w ten sposób ludzi. Jezus nie musiał podkreślać, jakim złem jest ta niemoralność, ponieważ wszyscy Izraelici wyraźnie zdawali sobie sprawę, że sodomia to okropny grzech, za który Sodoma poniosła najsurowszą karę. Stwarzanie wrażenia, że Pan Jezus pochwala sodomię, jest podłością. Jezus wspomina o Sodomii, gdy ostrzega miasta Korozain i Betsaidę, które odrzucali pokutę: „Gdyby w Sodomii działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego (Mt 11,23). Jezus chce przez to powiedzieć, żeby mieszkańcy Sodomy pokutowali za swoją niegodziwość.

Cytat Hödla: „Homoseksualizm jako wrodzona skłonność nie może być znana Biblii”.

Kolejne absurdalne twierdzenie! Jest rzeczą oczywistą, że akt homoseksualny, niezależnie od tego, czy jest wynikiem homoseksualizmu odziedziczonego (tzw. wrodzonego), czy nabytego, jest grzechem ciężkim. Osoba, która ma takie skłonności, musi walczyć z tą nienaturalną pożądliwością seksualną, aby zostać zbawiona. Podobnie, każdy człowiek musi walczyć z jakąkolwiek zakazaną namiętnością seksualną. Ale jest różnica między grzeszeniem grzechem ciężkim, na przykład myślą lub uczuciem, i grzeszyć popełnieniem aktu homoseksualnego. Szczytem wszystkiego, a nawet grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, jest zaprzeczanie, że homoseksualizm jest grzechem ciężkim, i usprawiedliwianie go twierdzeniem, że dana osoba ma już tzw. wrodzoną dyspozycję. Pismo Święte wyraźnie stwierdza, że każdy grzesznik musi wystrzegać się okazji do popełnienia grzechu i że powinien opierać się grzechowi aż do przelewu krwi (por. Heb 12,4).

Według Hödla Biblia rzekomo nie może znać tzw. wrodzonego homoseksualizmu lub innych orientacji Q+, które mogą być również tzw. wrodzone, takie jak sadomasochizm, pedofilia, zoofilia, nekrofilia, skłonności do morderstw na tle seksualnym itp. W rzeczywistości są to demoniczne więzy, nabyte lub odziedziczone w wyniku przekleństwa do czwartego pokolenia. Jezus te nieczyste Q-demony wypędzał.

Jeszcze raz powtarzam, że homoseksualizm nie jest nigdy wrodzony, ale zyskany. Bądź to homoseksualista czy lesbijka na ten grzech czy demona się sami otworzyli, albo ten nieczysty demon wszedł poprzez przodków, którzy praktykowali okultyzm lub magię. Jeśli tacy ludzie chcą być zbawieni, muszą z tym grzechem walczyć, a poprzez pokutę prosić Boga o oswobodzenie z tej obrzydliwości i od tego ducha.

Cytat Hödla: „Chciałbym również zauważyć, że Urząd nauczycielski najczęściej dyskutuje o homoseksualizmie jako takim, a nie o konkretnych osobach, co jest trochę niefortunne”.

W praktyce duszpasterskiej naszym priorytetem powinno być zbawienie dusz. Właśnie do tego jest Kościół. Zbawienie własnej duszy wiąże się z zaparciem się siebie, czyli z pokutą, bez której nikt nie będzie zbawiony. Pokuta polega na nazwaniu grzechu grzechem, a następnie na stanięciu w wierze pod krzyżem Chrystusa i oddaniu grzechu Jezusowi. Trzeba także prosić o siłę do walki, by nie powrócić do niewoli grzechu. Jednakże Hödl i podobni propagatorzy sodomii nie pozwalają na to.

Cytat Hödla: „W pracy duszpasterskiej jednak najpierw widzimy ludzi i często jesteśmy zdumieni tym, jacy są dobrzy i utalentowani, ludźi z sercami na dłoni…”.

Właśnie dlatego, że w duszpasterstwie widzimy ludzi, musimy przede wszystkim zatroszczyć się o zbawienie ich dusz. Dlatego powinniśmy prowadzić ich do prawdziwej pokuty, a nie legalizować grzech. Hödl celowo ukrywa, z czym wiąże się homoseksualizm i jakie są jego straszne konsekwencje. Jest kojarzony z pedofilią i transseksualizmem, który promuje drastyczne operacje zmiany płci, czyli okaleczanie młodych ludzi. Sodomia jest również ściśle powiązana z kradzieżą dzieci przez wymiar sprawiedliwości dla nieletnich. Zapewnia dzieci do tzw. adopcji wśród homoseksualistów, z których wielu jest również pedofilami. Homoseksualna agenda prowadzi również do dyskryminacji rodziny naturalnej i do ogólnego upadku moralnego, zwłaszcza wśród młodzieży. Zachęca do narkotyków, przestępczości, chorób takich jak AIDS i zakaźne zapalenie wątroby, a nawet morderstw i samobójstw. Ostatecznie homoseksualizm jest jednym z najpotężniejszych narzędzi współczesnej redukcji człowieczeństwa. Z Bożej perspektywy kościelna legalizacja sodomii jest buntem przeciwko Bogu i grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Świadomy upór, który nie pozwala na prawdziwą pokutę, jest drogą do wiecznego potępienia!

Cytat Hödla: „Staramy się prowadzić z nimi duchowe rozmowy, wspieramy ich życie wewnętrzne i modlitwę, prowadzimy ich do adoracji eucharystycznej”.

Jakie może mieć aktywny homoseksualista czy lesbijka życie wewnętrzne, żyjący w grzechu ciężkim? Cóż za absurdalność – zaprzeczać grzechowi homoseksualizmu, uniemożliwiając w ten sposób pokutę, a jednocześnie twierdzić, że wspiera to życie wewnętrzne!? Życie wewnętrzne jest owocem pokuty i drogą naśladowania Chrystusa.

A jaki stosunek do Eucharystii może mieć aktywny homoseksualista czy lezbijka, który nie pokutuje? Tego dotyczą słowa: bez pokuty „człowiek je i pije dla siebie potępienie”. Duchowe środki Kościoła do zbawienia są nadużywane przez Hödla w celu oszukiwania homoseksualistów i lezbijek i utwierdzania ich na drodze grzechu. Swoim uporem Hödl grzeszy przeciwko Duchowi Świętemu.

Cytat Hödla: „Spotykamy się… w siedzibie Archidiecezjalnej Charity… Nasza Służba w Ołomuńcu ma być dla nich oazą”.

To wstyd, że arcybiskupstwo ołomunieckie pod swoim sztandarem szerzy epidemię niemoralności. Tak zwana Służba LGBTQ+ jest w rzeczywistości pseudo-oazą i moralnym ściekowiskiem.

Cytat Hödla: „W imieniu całego czteroosobowego zespołu Służby dla wierzących LGBTQ+ w Archidiecezji Ołomunieckiej, ks. Pavel Hödl, ksiądz”.

Tę służbę w archidiecezji ołomunieckiej z pewnością popiera arcybiskup Jan Graubner. Zakładamy, że jego następca jak najszybciej zniesie tę pseudo-służbę, w przeciwnym razie i on będzie musiał ponieść straszną odpowiedzialność i surową karę przed Bogiem i Kościołem!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metody OSBMr              + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

=========================

Z Ekspedyta:

Heinrich Aldegrever:_Lot prevents the Sodomites from violence

Piątek. Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę.

28.02.25 Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

27/02/2025 antyk2013

O godzinie 15-tej w Lasku Cygańskim w kościele parafialnym Najświętszej Maryi Panny Królowej Świata rozpocznie się w intencji Ojczyzny modlitwa różańcowa przed Najświętszym Sakramentem.

O godzinie 18-tej złożona będzie Najświętsza Ofiara za Ojczyznę

Luka w budżecie NFZ na ponad 6 mld zł

„Rzeczpospolita”: Luka w budżecie NFZ na ponad 6 mld zł

27.02.2025 tysol/luka-w-budzecie-nfz-na-ponad-6-mld-zl

„Narodowy Fundusz Zdrowia zamknął rok budżetowy 2024. Do zapłaty szpitalom pozostało m.in. 1,6 mld zł za nadwykonania w świadczeniach nielimitowanych. Środki na ten cel zostaną wygospodarowane z budżetu NFZ na 2025 r.” – pisze w czwartek 27 lutego „Rzeczpospolita”.

Izabela Leszczyna

Izabela Leszczyna / gov.pl

NFZ brakuje ponad 6 miliardów zł

Jak czytamy na łamach gazety, po zakończeniu roku NFZ bilansuje nadwykonania i niewykonania, czyli to, o ile więcej i o ile mniej świadczeń niż zakładano wykonały szpitale. W przypadku świadczeń nielimitowanych, np. leczenia pacjentów z zawałem czy wizyt w przychodniach specjalistycznych, Fundusz musi uregulować wszystkie należności, również za świadczenia zrealizowane ponad przewidywania. Jeżeli chodzi o świadczenia limitowane (np. zabiegi planowe w szpitalach), NFZ płaci za nadwykonania tyle, na ile go stać. W okresie pandemii, kiedy do lekarzy zgłaszało się mniej pacjentów, płacił za wszystko, ale „rezerwa covidowa” szybko się wyczerpała.

Z informacji przekazanych „Rz” przez NFZ wynika, że do sfinansowania za 2024 r. Funduszowi pozostaje 1,6 mld zł za nad-wykonania w świadczeniach nielimitowanych, blisko 761 mln zł za nadwykonania w świadczeniach limitowanych w przypadku leków w programach lekowych i chemioterapii oraz 3,8 mld zł za nadwykonania w świadczeniach limitowanych, poza lekami w programach lekowych i w chemioterapii.

Minister finansów wciąż nie zatwierdził

„Fundusz za nadwykonania w świadczeniach nielimitowych jest zobowiązany zapłacić. Płacimy też za leki w programach lekowych i chemioterapii, mimo że są to formalnie świadczenia limitowane” – wskazał rzecznik NFZ Paweł Florek.

To 2,36 mld zł, które – jak podano – „zgodnie z ustaleniami, jakie zapadły w ubiegły piątek na spotkaniu dyrektorów szpitali powiatowych z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia” mają zostać rozliczone z placówkami medycznymi do końca marca. „Środki na ten cel będą pochodziły z planu finansowego na 2025 rok” – przekazał Florek.

Jednak – jak podała „Rz” – minister finansów nadal nie zatwierdził tego dokumentu. „Plan finansowy NFZ na 2025 rok opiewa na ok. 183,6 mld zł. Dokument wymaga podpisów szefów resortów zdrowia i finansów i zwykle jest akceptowany przed rozpoczęciem nowego roku, w tym przypadku tak się jednak nie stało” – zwróciła uwagę „Rz”. (PAP)