U polityków bardzo rzadko obserwujemy przypływ szczerości. Gdy od wielkiego dzwonu tak się wydarzy, następuje oburzenie, a przełożeni żądają przeprosin.
Kilka dni temu wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak całkiem słusznie zauważył, że w państwowym aparacie zatrudnionych jest zbyt wielu urzędników, ich praca często jest bez sensu, a na wolnym rynku nie utrzymaliby oni swoich posad.
Kołodziejczak przywoływał reformy, jakie wprowadził wolnościowy prezydent Argentyny Javier Milei. –Zlikwidował 13 ministerstw, zwolnił 30 tys. urzędników, a inflacja w ciągu roku, ta miesięczna, spadła z 25 proc. do 2,5 proc.– przypomniał.
Uważa, że na wzór argentyński należałoby zwolnić co najmniej 1/3 urzędników z resortów. Przekazał, że tylko w ministerstwie rolnictwa pracuje w sumie 920 osób. Ocenił, że obecny układ administracyjny jest nieefektywny.
– Obecny układ jest bardzo trudny do sterowania, jest bardzo dużo urzędników. Gdyby ich było mniej – uważam – lepiej wykonywaliby swoją pracę. Nie dublowaliby swojej pracy. Robiliby to, co faktycznie jest ważne i istotne, a nie tylko mechanicznie powtarzali czynności. To jest bez sensu – powiedział szczerze.
– Uważam, że lepiej byłoby, gdyby było mocne cięcie po ośmiu latach rządów PiS-u i aby nadwyżka urzędnicza została zlikwidowana. To nie minister Siekierski wraz z obecnym gabinetem zatrudniał tylu pracowników, tylko oni byli zatrudniani przez wiele lat. Według mnie niepotrzebnie wiele osób dubluje swoją pracę bądź robi ją powoli, bo wie, że ktoś ją zrobi za nich. W sektorze prywatnym wielu tych pracowników nie zarobiłoby na siebie. Tak prowadząc firmę musieliby iść za chwilę do pośredniaka i szukać roboty – przekonywał w rozmowie Kołodziejczak.
– Gdy Milei został wybrany, to światowi politycy, publicyści mówili, że nie zna się, nie był politykiem, nie miał doświadczenia. Tymczasem wszedł człowiek z rynku, wiedział jak zarządzać, od razu wykonał ostre cięcie, odchudził wszystko i urzędy pracują dużo lepiej. To są niepopularne decyzje, ale bardzo potrzebne – podsumował.
Ta wypowiedź, choć prawdziwa, wywołała oburzenie w ministerstwie rolnictwa. Szef resortu Czesław Siekierski jest bardzo niezadowolony z postawy swojego podwładnego. Zapowiedział wprawdzie, że dymisji od Kołodziejczaka nie oczekuje, ale posypania głowy popiołem i przeprosin – jak najbardziej.
Według Siekierskiego wiceminister dał się ponieść emocjom. Sam uważa, że być może w ministerstwie jest przerost formy nad treścią, ale bardzo delikatny – co najwyżej 4 proc. urzędników jest zbędnych. Dlaczego akurat 4 proc., tego nie wytłumaczył.
– Pan minister powinien przeprosić przede wszystkim pracowników resortu – stwierdził Siekierski, komentując w RMF FM wypowiedź swojego zastępcy.
Na portalu X doszło do spięcia między premierem Węgier Viktorem Orbanem i prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim ws. zawieszenia broni na okres świąt Bożego Narodzenia.
Premier Węgier Viktor Orban i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski / PAP/Vladyslav Musiienko
Profil portalu Ukraińska Prawda zacytował wypowiedź prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na temat rozmów premiera Węgier Viktora Orbana m.in. z rosyjskim przywódcą Władimirem Putinem.
Kto jeszcze w Europie ma takie doświadczenie jak Ukraina? Nikt. Czy Orban ma taką armię? Nie. Jak miałby wywierać presję na Putina? Żartem, uśmiechem? – stwierdził prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
Odpowiedź premiera Węgier
Po kilkunastu godzinach premier Węgier Viktor Orban postanowił odpowiedzieć ukraińskiemu przywódcy.
Nie będziemy reagować na żadne prowokacje. Na stole leży propozycja zawieszenia broni. Weź to lub zostaw. To wasza odpowiedzialność – napisał premier Węgier Viktor Orban.
Propozycja zawieszenia broni i wymiany więźniów
Należy przypomnieć, że kilka dni wcześniej służby prasowe szefa węgierskiego rządu poinformowały, że Viktor Orban odbył rozmowę telefoniczną z przywódcą Rosji Władimirem Putinem. Orban zapewniał, że w sprawie wojny na Ukrainie, jest gotowy promować „wspólne poszukiwanie rozwiązań politycznych i dyplomatycznych”.
Z kolei minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto przekonywał, że prezydent Rosji otrzymał z Budapesztu propozycję kilkudniowego zawieszenia broni i wymiany więźniów w czasie świąt Bożego Narodzenia. Propozycja miała zostać zaakceptowana przez Moskwę, lecz miał nie znaleźć akceptacji po stronie ukraińskiej.
XV Konferencja Prawicy Wolnościowej… pada pytanie jakie są możliwości dokonania zmian w Polsce.
Przytaczamy fragment, a trwająca 8 minutowa całość jest poniżej na filmie.
Pytanie z sali: Ja mam takie pytanie, ponieważ oglądałem kiedyś z panem wywiad, to dawno temu było, no i pytanie, dyskusja dotyczyła tego, że ciężko jest w Polsce dokonać jakichś konkretnych zmian, a nawet staje się to nierealne. No i na pytanie tam od pana dziennikarza, jaki jest plan, żeby coś w Polsce zmienić, to pan odpowiedział, że najlepszy byłby zamach stanu.
Grzegorz Braun: I nie mówię, że nie.
Pytanie: Natomiast czy po prostu zauważył pan inne możliwości dokonania tej zmiany?
Grzegorz Braun: Nie, proszę pana. Nie, po prostu na Polskę trzeba się zamachnąć. To znaczy, żeby ją mieć, to trzeba się nieźle zamachnąć. Trzeba przejawić wolę polityczną.
Wolę polityczną trzeba przejawić naród polski ze szczególnym uwzględnieniem jego elity. Ja tu jak mówię naród, to ja nie mówię o wszystkich mieszkańcach post PRL-u, wszystkich eurokołchoźnikach, tak, którzy nie chcą być już Polakami. To Bóg z nimi, Bóg z nimi.
Ale ci, którzy są dziś mniejszością we własnym państwie, naród polski polityczny musi przejawić swoją wolę. Pan Bóg różne rzeczy może dać, bo ma cuda w codziennej ofercie. Tylko trzeba przejawić wolę, trzeba po prostu zadeklarować się tego.
Pan Bóg od nas oczekuje. Czego ludziska chcecie? Chcecie Polski? No to powiedzcie. Chcecie dalej zjeżdżać po równi pochyłej, w nicość, w niebyt i jeszcze w takiej formie uwłaczającej, przykrej, deprawującej właśnie te dzieci, młodzież? No to wolna droga.
Pan Bóg generalnie daje ludziom to, czego chcą. Tylko muszą się wyraźnie zadeklarować. A wie pan co? Z tym zamachem stanu ciekawa rzecz. Gladiatora II oglądałem ostatnio. Mam zaległości już nieodwracalne, nie do nadrobienia, ale byliśmy z żoną po latach w kinie, bo kiedyś to ja z kina w ogóle nie wychodziłem…
…Gladiator to jest tęsknota za uczciwym Trepem, który to wszystko weźmie, skróci, wyrzuci, wywali nierządnych zboczeńców, którzy się rozsiedli na salonach władzy i zrobi porządek i da ludziom żyć. O tym to jest film. Oczywiście, że to jest film, którego tęsknota jest niejako poroniona i będzie jałowa, ponieważ to jest tam w opakowaniu frazesu republikańskiego, że tu jest to Cesarstwo zdegenerowane, a trzeba przywrócić panie prawdziwą demokrację.
No to w takie rzeczy to ja rzecz jasna nie wierzę. Ale biorąc poprawkę na to warto zauważyć, że wszyscy inni widzą bankructwo tego systemu.
Minister Barbara Nowacka planuje wdrożyć wulgarną edukację seksualną do naszych szkół już od września 2025 roku. Żadne dziecko i żadna rodzina nie uniknie konfrontacji z demoralizującym programem.
Nawet edukacja domowa, szkoły katolickie, czy po prostu dobre szkoły – nie będą mogły uchylać się od mówienia uczniom podstawówek o „zachowaniach autoseksualnych”, rodzinach „z dwoma tatusiami”, możliwości dowolnego kształtowania swojej orientacji seksualnej czy ideologicznych konstrukcjach „cispłciowości” lub „transpłciowości”.
W liceach nastolatkowie będą zgłębiać wiedzę o czynnikach wpływających na popęd seksualny (libido), o „różnych formach aktywności seksualnej” i „przynależności do grupy LGBTQ+”. Nowa szkoła ma zwalczać moralne i religijne wzorce, które uczniowie wynoszą z rodzinnych domów.
Trwa walka o bezpieczeństwo dzieci w szkole!
To oczywiste naruszenie prawa naturalnego, systemu praw człowieka i polskiej Konstytucji, które powierzają rodzicom – jako naturalnym wychowawcom – pierwszeństwo w decydowaniu o treściach przekazywanych ich dzieciom oraz wyłączne prawo do kierowania ich religijnym i etycznym wychowaniem.
Po pracach analitycznych i mobilizacji oporu społecznego, nadchodzi czas na bezpośredni apel do rodziców oraz wsparcie ich w odważnym stawieniu czoła złemu prawu. Nasz profesjonalny sprzeciw wobec seksedukacyjnego rozporządzenia rozpoczęliśmy od szerokich konsultacji z ekspertami – lekarzami, pedagogami oraz rodzicami. Efektem tych prac jest ponad stustronicowa analiza projektu rozporządzenia, którą przekazaliśmy oficjalnie Ministerstwu Edukacji Narodowej. Zachęceni przez nas Polacy złożyli w MEN tysiące własnych pism i zastrzeżeń do projektu.
Ale nie ograniczyliśmy się do analiz i opinii. Zainwestowaliśmy ogrom czasu i środków w nagłaśnianie sprawy wszelkimi możliwym sposobami – w internecie, w prasie, radiu i telewizji. Uruchomiliśmy internetową petycję do minister Nowackiej, pod którą podpisało się już ponad 43 000 Polaków.
Jeszcze przed publikacją projektu rozporządzenia, przygotowaliśmy i przekazaliśmy wraz z wielką Koalicją na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły (KROPS) list do Prezydenta Andrzeja Dudy, w którym wezwaliśmy głowę państwa do „wyrażenia stanowczego sprzeciwu wobec niekonstytucyjnego, sprzecznego z naturalnymi prawami rodziców oraz niemoralnego rządowego projektu”.
Skalę sprzeciwu Polaków wobec genderowej „edukacji zdrowotnej” pokazała wielotysięczna manifestacja, którą zorganizowaliśmy 1 grudnia razem z szeregiem organizacji tworzących KROPS. Nasza demonstracja była transmitowana na żywo w TV TRWAM i Telewizji Republika. Relacje z pikiety wyemitowano w „Faktach” TVN, „Teleexpressie” i głównych serwisach informacyjnych TVP.
Ponad wszelką wątpliwość Barbara Nowacka usłyszała nasz sprzeciw, którego nie będzie mogła zignorować. Zapewne wśród ekspertów ministerstwa trwają obecnie gorące dyskusje na temat tego, co dalej zrobić.
Druga strona nie śpi. Promotorzy wulgarnej seksedukacji szykują kursy dla nauczycieli oraz programy i podręczniki do nowego przedmiotu. Dlatego na bieżąco monitorujemy działania rządzących i będziemy reagować na każde zagrożenie dla naszych dzieci.
Rodzice muszą powiedzieć zdecydowane „nie” wulgarnej seksedukacj!
Czas na powszechny i konkretny sprzeciw wobec deprawacji młodego pokolenia Polaków. Rodzice, dziadkowie oraz wszyscy, którym leży na sercu dobro polskich dzieci, powinni się do niego włączyć. Genderyści muszą zrozumieć, że demoralizacja i ideologiczna indoktrynacja w Polsce nie przejdą, gdyż nie pozwolą na to przede wszystkim rodzice zatroskani losem swoich dzieci.
Nasz sprzeciw musi dotrzeć nie tylko do ministerstwa i rządu, ale także do szkół, kuratoriów i wszystkich polityków.
W tym celu przygotowaliśmy broszurę „Edukacja seksualna kontra prawa rodziców”. To konkretne informacje i bardzo konkretne rady. Broszura zawiera najważniejsze informacje o prawach przysługujących rodzicom, o zagrożeniach związanych z wprowadzeniem do szkół nowego przedmiotu oraz konkretne wskazówki na temat tego, co można zrobić już dziś, by powstrzymać radykalne plany MEN.
Każdy może pobrać broszurę ze strony Ordo Iuris, wydrukować i przekazać znajomym. My z kolei będziemy ją rozpowszechniać na wszystkich spotkaniach z ekspertami Instytutu Ordo Iuris oraz Centrum Życia i Rodziny, które organizujemy kilka razy w miesiącu w całej Polsce oraz na wszelkich pikietach, manifestacjach i marszach.
Broszura zawiera linki i kody QR, prowadzące do:
– wzoru pisemnej petycji do Prezesa Rady Ministrów,
– wzoru pisemnej petycji do Rzecznika Praw Obywatelskich,
– wzoru sprzeciwu rodzicielskiego do złożenia u dyrektora szkoły,
– petycji on-line „Stop Seksualizacji Dzieci”,
– artykułu przedstawiającego „w pigułce” projekt edukacji seksualnej MEN,
– obszernej analizy eksperckiej całego projektu „edukacji zdrowotnej”,
Obrona niewinności naszych dzieci jest w naszych rękach!
Zachęcam wszystkich rodziców do wydrukowania tych dokumentów, podpisania ich i złożenia w szkole oraz wysłania do Kancelarii Premiera i Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.
Sukces zainicjowanej akcji sprzeciwu rodziców zależy od jej masowości. Jeśli do szkół trafi wystarczająco dużo deklaracji sprzeciwu wobec genderowej edukacji, samorządy i szkoły będą naciskać na MEN.
Z nieoficjalnych źródeł wiemy, że Ministerstwo Edukacji Narodowej już zostało zalane masą petycji wysyłanych przez rodziców w ramach konsultacji do podstawy programowej edukacji zdrowotnej, których wzory publikowaliśmy na naszej stronie internetowej. Czas zasypać petycjami Kancelarię Prezesa Rady Ministrów oraz wystąpić o zdecydowaną interwencję do Rzecznika Praw Obywatelskich.
Teraz kluczowe jest dotarcie do jak największej liczby obywateli – w tym rodziców. To od tego zależy, czy uchronimy miliony młodych Polaków przed demoralizacją.
Kolejnym krokiem, który już przygotowujemy na rok 2025 będzie wezwanie polskich rodziców do masowego obywatelskiego nieposłuszeństwa i odmowy uczestnictwa ich dzieci w niezgodnych z konstytucją lekcjach wulgarnej seks-edukacji. To wielkie wyzwanie, bo będzie wymagało od naszych prawników wsparcia dla każdej rodziny, która spotka się z represjami ze strony systemu oświaty.
Zanim dojdzie do tej ostateczności, mam nadzieję, że nasza broszura i masowy protest otrzeźwią rządzących, uświadamiając im, że obudzili olbrzyma – polskie rodziny, gotowe walczyć o swoje dzieci.
Dlatego proszę wszystkich Rodaków o przekazanie naszej broszury rodzicom dzieci w wieku szkolnym, krewnym, przyjaciołom, kolegom, sąsiadom oraz osobom z parafii czy wspólnoty religijnej. Polacy muszą być świadomi rangi zagrożenia, z którym się mierzymy.
Znajdujemy się w środku wojny o polską edukację. Lewica nie ukrywa, że chce zniszczyć jej tożsamościowy, patriotyczny charakter, a w jego miejsce wprowadzić wulgarne, często wręcz perwersyjne treści. Jeśli radykałowie zwyciężą, młode pokolenie Polaków zostanie zdemoralizowane, co będziemy odczuwać przez lata. Nie możemy do tego dopuścić.
CitizenGO – rozpoczął tę petycję do posłów na Sejm RP – 2024/12/13
Wyobraź sobie Polskę, w której rząd decyduje, co możesz powiedzieć, a czego nie.
W której zwykła opinia może zaprowadzić Cię przed sąd, a nawet do więzienia. Brzmi jak dystopijna fikcja?
Niestety – to rzeczywistość, którą chce nam zafundować rząd Donalda Tuska i Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar.
Na najbliższym posiedzeniu Sejmu (18-20 grudnia) odbędzie się pierwsze czytanie rządowej ustawy, która wprowadza orientację seksualną i płeć do listy „cech chronionych” w przepisach o tzw. „mowie nienawiści.”
Co to oznacza? Prokurator z urzędu będzie ścigał każdego, kto odważy się powiedzieć coś, co nie pasuje do narzuconej narracji.
Nazwiesz kobietę kobietą, mężczyznę mężczyzną? To wystarczy, abyś został oskarżony o „mowę nienawiści.” Jedno słowo, jedno zdanie – i możesz trafić przed sąd jak przestępca.
Rząd Donalda Tuska wraca do cenzury i represji rodem z komunistycznej Polski! Tak, możesz trafić do więzienia za to, że powiesz prawdę. Kara? Nawet 5 lat więzienia!
Ten skandaliczny projekt to nic innego jak narzędzie terroru – bat na konserwatystów, organizacje pro-life, ludzi wierzących i każdego, kto kto sprzeciwi się lewicowo-liberalnej ideologii.
Nie łudź się, że to dotyczy tylko „ekstremalnych przypadków.” Na Zachodzie takie prawo stało się narzędziem do zastraszania i tłumienia konserwatywnych głosów.
W Wielkiej Brytanii Caroline Farrow, matka pięciorga dzieci i dyrektorka kampanii CitizenGO, została aresztowana za to, że w komentarzu na portalu społecznościowym napisała prawdę o ideologii gender.
W Kanadzie osoby odmawiające używania narzuconych zaimków trafiają przed sąd.
W Niemczech konserwatywne organizacje są zamykane, a dziennikarze tracą pracę za krytykę LGBT.
Ta ustawa to początek. Jeśli nie zareagujemy teraz, kto będzie następny?
Ksiądz, który wygłosi kazanie o rodzinie? Matka, która powie, że nie chce edukacji seksualnej w szkole swojego dziecka? Może Ty, jeśli odważysz się powiedzieć prawdę?
Nie bądź obojętny! Podpisz petycję do posłów, aby zatrzymali ten skandaliczny projekt! Nie dla cenzury! Nie dla zastraszania!
może wiek, a może dwa, ukradł skórę myśliwemu z zabitego przezeń lwa.
Potem zaraz, mili moi, sam w tę skórę się przystroił. Wyszedł z domu marszcząc brew, już nie osioł, ale lew.
W strach popadło całe miasto, mdło robiło się niewiastom, wszyscy brali za pas nogi, żeby lwu ustąpić z drogi.
Byłoby to trwało dłużej, gdyby nie ów fakt szczęśliwy, że przez szparę w płowej skórze wyszło ośle ucho z grzywy.
Pewien człowiek spostrzegł to, złapał za bat, krzyknął: Wio! A gdy krzyknął, osioł poszedł, prosto przed nim tak, że proszę.
Całe miasto w oknach stało, całe miasto to widziało, i dziwiło się, że gna człowiek króla zwierząt, lwa.
MORAŁ:
Po urzędach patrz i biurach na noszących się wyniośle, a przez szpary w groźnych skórach nieraz ujrzysz ucho ośle.
Ludwik Jerzy Kern „Osioł w lwiej skórze”.
Mail:
Żeby społeczeństwo przekonało się, że groźne pomruki władzy o SCT , ETS itp można pogonić batem , jak raz zauważą, że to ośle pomruki, to gra skończona.
Transformacja energetyczna w Unii Europejskiej zrujnuje nasze budżety i doprowadzi do gospodarczej zapaści. Mówił o tym w PCh24 TV Tomasz Cukiernik.
Tomasz Cukiernik od lat zajmuje się analizowaniem patologii socjalistycznej i klimatystycznej polityki Unii Europejskiej. Rozmawiał teraz na ten temat z red. Tomaszem Kolankiem w PCh24 TV.
– Transformacja energetyczna rzeczywiście rujnuje nasze życie – i nie jest to proces nowy. Trwa on od kilku lat, a jego początki można datować co najmniej na moment, gdy ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla zaczęły znacząco wzrastać, czyli na lata 2019-2020. Ten wzrost miał bezpośredni wpływ na nasze wydatki – powiedział Tomasz Cukiernik.
– Kiedy sektor energetyczny i przemysły energochłonne muszą kupować drogie uprawnienia do emisji CO₂, ich koszty działalności rosną. Przekłada się to na wyższe ceny produktów, takich jak energia elektryczna i cieplna. Trudno sobie wyobrazić działalność jakiejkolwiek firmy bez energii elektrycznej – korzystamy z niej także w domach, dlatego wyższe koszty energii uderzają bezpośrednio w każdego z nas – wskazał.
Jak mówił Tomasz Cukiernik, jedną z największych patologii jest system ETS2.
– Wzrost kosztów energii oznacza również wyższe ceny wszystkich produktów i usług, gdyż żadna firma nie jest w stanie funkcjonować bez dostępu do energii. Uprawnienia do emisji to zatem rodzaj „zielonego europodatku”, który już dziś odczuwamy. Niestety, na horyzoncie są kolejne obciążenia – w roku 2027 ma zostać wprowadzony system ETS2. Spowoduje on radykalny wzrost kosztów ogrzewania oraz paliw silnikowych, co przełoży się na zwiększone wydatki na transport – powiedział ekspert.
– Szacuje się, że w skali całego kraju straty wynikające z ETS2 mogą wynieść kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie – podobnie jak w przypadku obecnego systemu ETS1. Już teraz polska gospodarka traci z tego tytułu znaczące kwoty, sięgające również kilkudziesięciu miliardów złotych rocznie. Warto zaznaczyć, że ETS2 dotknie w dużej mierze także osoby fizyczne, choć firmy również poniosą dalsze koszty. Co więcej, na horyzoncie widać kolejne zielone podatki – zielone europodatki, których lista jest znacznie dłuższa niż tylko ETS1 i ETS2 – dodał gość red. Tomasza Kolanka.
Jak podkreślił krytyk zielonej transformacji UE, ETS jest w istocie parapodatkiem i papierem wartościowym zarazem.
– ETS to w rzeczywistości podatek, który można uznać za rodzaj papieru wartościowego handlowanego na giełdzie w Lipsku. Uprawnienia do emisji dwutlenku węgla są przedmiotem obrotu między różnego rodzaju spekulantami. Można je kupować, sprzedawać, a w efekcie na nich zarabiać lub ponosić straty. Mechanizm funkcjonuje właśnie w ten sposób. Budżet państwa sprzedaje tak zwane darmowe uprawnienia, których z roku na rok jest coraz mniej, również na tej giełdzie w Lipsku. Wpływy z ich sprzedaży trafiają do budżetu, jednak trzeba pamiętać, że są one znacznie niższe niż koszty, jakie z tytułu tych uprawnień ponoszą firmy – czyli faktyczna, żywa gospodarka – mówił.
Tomasz Cukiernik zaznaczył, że ETS to nie jest bynajmniej jedyny zielony europodatek. Niestety, jest ich o wiele więcej…
– Co poza ETS? Od 2021 roku płacimy również inny zielony europodatek – podatek od nierecyklingowanego plastiku. Jest to podatek, który, co ciekawe, bezpośrednio zasila budżet Unii Europejskiej. Obecnie jego wysokość przekracza dwa miliardy złotych rocznie, co oznacza, że z polskiej gospodarki wypływają znaczące środki, by trafić do unijnej kasy. W ciągu czterech lat – 2021, 2022, 2023 i 2024 – łączna kwota wynosi już ponad osiem miliardów złotych. Nie są to drobne sumy, choć w porównaniu z kosztami ETS-u można je uznać za mniejsze. Kolejnym podatkiem, który planuje wprowadzić Unia Europejska, jest graniczny podatek węglowy. Ma on być odpowiedzią na sytuację, w której system ETS doprowadził do wyprowadzania przemysłu poza granice Unii Europejskiej. Produkcja w Europie staje się coraz mniej opłacalna, a przedsiębiorstwa działające w UE tracą konkurencyjność – nie tylko z powodu ETS-u, ale także innych unijnych regulacji. Unia wpadła więc na pomysł wprowadzenia tego podatku, by obciążać firmy importujące produkty spoza UE. Nie ma to jednak wiele wspólnego z ochroną klimatu, a raczej z próbą wyrównania kosztów dla europejskich przedsiębiorstw. Podatek ten ma zacząć obowiązywać w 2026 roku. Ostatecznie jednak zapłacą go konsumenci, ponieważ koszty te zostaną na nich przerzucone – jak to zawsze bywa w przypadku podatków – mówił.
– Kolejnym planowanym obciążeniem jest podatek CAFE, dotyczący emisji dwutlenku węgla przez nowe samochody spalinowe. Od 1 stycznia 2025 roku będą go płacić koncerny motoryzacyjne, co również wpłynie na ceny pojazdów i ich dostępność – wymieniał dalej Tomasz Cukiernik.
Podatek od samochodów spalinowych może być bardzo dotkliwy. Chodzi o naprawdę znaczące kwoty…
– Limit emisji dwutlenku węgla dla samochodów został ustalony na poziomie 93,6 g CO₂ na kilometr. Za każdy gram przekroczenia tego limitu naliczany będzie podatek w wysokości 95 euro. Przeciętny rodzinny samochód spalinowy emituje około 140-150 g CO₂ na kilometr, co oznacza, że jego cena może wzrosnąć od 1 stycznia nawet o ponad 20 tysięcy złotych – wyjaśnił gość PCh24 TV.
– Nie jest to jednak regułą, ponieważ wpływ tego podatku zależy od polityki poszczególnych koncernów motoryzacyjnych. Podatek nie będzie naliczany od każdego pojedynczego samochodu, lecz na poziomie całego producenta. Jeśli koncern produkuje pojazdy hybrydowe lub elektryczne, które emitują mniej CO₂ (lub w przypadku elektrycznych – wcale), możliwe jest rozłożenie tego obciążenia na inne pojazdy, w tym spalinowe. Co ciekawe, nawet samochody hybrydowe nie spełniają obecnych limitów. Na przykład oszczędna Toyota Corolla Hybrid emituje około 100-105 g CO₂ na kilometr, co oznacza, że także w jej przypadku konieczne będzie uiszczenie podatku, choć w znacznie niższej kwocie. W 2030 roku sytuacja ma się jeszcze zaostrzyć – limit emisji zostanie obniżony do około 40 g CO₂ na kilometr. Osiągnięcie takiego poziomu przy obecnym stanie technologii będzie prawdopodobnie niemożliwe, co spowoduje radykalny wzrost podatku, nawet dwukrotny. Już teraz w przypadku pojazdów takich jak SUV-y, samochody sportowe czy modele z dużymi, paliwożernymi silnikami, dodatkowy koszt podatku może przekroczyć 50 tysięcy złotych – wskazał.
Tomasz Cukiernik podkreślił, że rząd Donalda Tuska nieszczególnie dba o polskie portfele…
– Mamy więc podatek CAFE, ale także cały szereg innych unijnych, zielonych podatków powiązanych z kamieniami milowymi Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Po pierwsze, jest to podatek od korzystania z autostrad i dróg ekspresowych. Po drugie, podatek od rejestracji samochodów spalinowych, a po trzecie – podatek od posiadania takich pojazdów. Początkowo rząd Donalda Tuska zapowiadał, że podatek od posiadania samochodów spalinowych zostanie wstrzymany, a zamiast niego miały być oferowane dopłaty do zakupu samochodów elektrycznych. Ostatecznie jednak wszystko wskazuje na to, że podatek ten zostanie wprowadzony, choć w pierwszej kolejności będzie dotyczył jedynie przedsiębiorców – co rząd na razie niechętnie przyznaje – powiedział.
W sumie sytuacja jest zatem katastrofalna. – Do tego dochodzą inne podatki związane z KPO czy kamieniami milowymi, które niekoniecznie można zaliczyć do kategorii zielonych, jak choćby oskładkowanie umów cywilnoprawnych. Są jednak również dodatkowe opłaty o charakterze środowiskowym, takie jak: opłata od uwalniania metanu w kopalniach (od 2025 roku), opłata recyklingowa od toreb foliowych, opłata od produktów jednorazowego użytku wykonanych z tworzyw sztucznych, podatek opakowaniowy, obciążający producentów opakowań przeznaczonych na produkty sprzedawane gospodarstwom domowym. Podsumowując, unijnych, zielonych podatków i dodatkowych opłat jest całkiem sporo, a ich wpływ na gospodarkę będzie coraz bardziej odczuwalny – powiedział rozmówca red. Tomasza Kolanka. Do tego dochodzi jeszcze na przykład dyrektywa budynkowa.
– Oprócz podatków istnieją także inne obciążenia, które będziemy musieli ponieść, w tym konieczne inwestycje. Dotyczą one zarówno sektora publicznego, czyli będą finansowane z naszych podatków, jak i prywatnego, czyli bezpośrednio z naszych kieszeni. Przykładem są inwestycje związane z tzw. dyrektywą budynkową. Choć sama dyrektywa jeszcze nie weszła w życie, już teraz pojawiają się różnego rodzaju naciski, by rezygnować z tradycyjnych metod ogrzewania domów na rzecz fotowoltaiki czy pomp ciepła. Okazuje się jednak, że wielu ludzi nie jest w stanie sprostać finansowym konsekwencjom takich zmian. W szczególności dotyczy to pomp ciepła, które generują wysokie rachunki, często niemożliwe do opłacenia. W efekcie wiele osób czuje się oszukanych. Kiedy dyrektywa budynkowa zacznie obowiązywać, wprowadzone zmiany staną się obligatoryjne. Brak dostosowania się do nowych wymogów – w tym przeprowadzenia kosztownych remontów – będzie skutkował nakładaniem kar finansowych – opowiadał.
– Widać wyraźnie, w jaki sposób Unia Europejska coraz mocniej obciąża nasze domowe budżety i rujnuje nasze życie. Perspektywy są, niestety, bardzo niedobre – podsumował.
Zapis jest zredagowaną wersją części rozmowy z kanału PCh24 TV. Całość rozmowy do obejrzenia poniżej.
Kiedy rzecznik Hamasu, Abu Ubaida, rozpoczął przemówienie z okazji setnego dnia wojny w Strefie Gazy, jedna proklamacja umknęła z głównych komentarzy. Wymieniając motywy masakry dokonanej 7 października w Izraelu, oskarżył Żydów o “sprowadzanie czerwonych krów” do Ziemi Świętej. Krowy, o których mówił, to rude jałówki, które obecnie pasą się w bezpiecznym, nieujawnionym miejscu na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu. Niektórzy żydzi i chrześcijanie wierzą, że są kluczem do odbudowy żydowskiej świątyni, która kiedyś stała w Jerozolimie w miejscu, gdzie dzisiaj jest meczet Al Aksa i do przyjścia Mesjasza. Aby to zrozumieć, trzeba cofnąć się o prawie 2000 lat w burzliwej historii Bliskiego Wschodu, kiedy to starożytni Rzymianie zniszczyli świątynię w Jerozolimie. Aby ją odbudować, gorliwi żydzi powołują się na biblijną Księgę Liczb, która nakazuje Izraelitom ofiarować “czerwoną jałówkę bez skazy, która nigdy nie była pod jarzmem”. Twierdzą, że tylko dzięki tej ofierze może powstać świątynia. Kluczową rolę w sprowadzeniu jałówek do Ziemi Świętej odegrał Icchak Mamo z Uvne Jerusalem, grupy zaangażowanej w budowę nowej świątyni na Starym Mieście w Jerozolimie. “Musisz sprawdzić, czy mają białe lub czarne włosy” – powiedział CBS News, wyjaśniając, że każda sierść, która nie jest ruda, dyskwalifikuje krowy z wypełniania ich przepowiedzianej roli. Odnalezienie czerwonych jałówek zajęło lata. Poszukiwania zaprowadziły Mamo nie do żydowskich hodowców, ale do chrześcijańskich ranczerów oddalonych o tysiące mil. Aby obejść surowe przepisy obowiązujące w tamtym czasie, które zakazywały eksportu amerykańskiego bydła do Izraela, jałówki zostały zaklasyfikowane jako „zwierzęta domowe”. Na jałówki czeka ogromny biały ołtarz, na którym mają zostać spalone na działce z widokiem na Górę Oliwną w Jerozolimie. Mamo powiedział, że ceremonia musi być odprawiona patrząc na miejsce, w którym stała starożytna Druga Świątynia, dopóki nie została zniszczona przez Rzymian w 70 roku. To, o czym Mamo nie wspomniał, to że na miejscu tej świątyni stoi obecnie: Kopuła na Skale i meczet Al-Aksa, które należą do najświętszych miejsc islamu. Druga Świątynia, czyli Świątynia Heroda, była zrekonstruowaną wersją pierwszej, zbudowanej według Pisma Świętego w VI wieku p.n.e., “To bardzo ważne dla Żydów, aby powrócić i odbudować świątynię” – powiedziała pochodząca z Nowego Jorku Melissa Jane Kronfeld, która założyła organizację High on the Har, aby oprowadzać wycieczki. Nie ukrywa, co chce aby zrobić z Kopułą na Skale.
“Całość miejsca pójdzie na budowę świątyni” – powiedziała, uznając, że świątynia i jej złota kopuła zostaną zachowane, ale przeniesione. Jest to rozwiązanie, którego wielu się obawia; jeśli zostanie zrealizowane, obecna wojna może stać się jeszcze bardziej krwawa i rozprzestrzenić się poza Strefę Gazy. “Wszyscy mówią, że budowa Trzeciej Świątyni, jest tym, co przyniesie wojnę, zdestabilizuje Bliski Wschód” – stwierdziła Kronfeld. “Bliski Wschód jest zdestabilizowany, a wojna, jeśli się nie mylę, już tu jest”. Marzenie Kronfeld o Trzeciej Świątyni nie są oficjalnie podzielane przez rząd izraelski ani przez zdecydowaną większość Izraelczyków czy Żydów. Sugestia ta oburza jednak liczne grupy islamistyczne. Hamas nazwał swój atak terrorystyczny na Izrael z 7 października “Falą Al-Aksa”, a emblemat tej grupy przedstawia Kopułę na Skale za dwoma skrzyżowanymi mieczami. Większość muzułmanów nie popiera przemocy Hamasu, podziela jednak jego niezachwiane przywiązanie do Ziemi Świętej, mówi Mustafa Abu Sway, główny Imam Al-Ghazali w meczecie Al-Aksa.
“Meczet Al-Aksa należy do wszystkich muzułmanów” – powiedział. “Będą więc reakcje od Indonezji, przez Toronto, po Nowy Jork. Dzisiaj na świecie jest 2 miliardy muzułmanów”. Dodał, że usunięcie Al-Aksy lub Kopuły na Skale jest “niewyobrażalne” i ostrzegł, że byłoby to “otwarciem puszki Pandory, której nikt nie będzie mógł zamknąć”. Żydowskich aktywistów nie odstrasza masakra Hamasu z 7 października ani trwająca wojna w Gazie. Niektórzy wykorzystują konflikt jako kanwę promowania swojej sprawy w Stanach Zjednoczonych. Na niedawnym Narodowym Zgromadzeniu Modlitwy i Pokuty w Waszyngtonie, D.C., Mamo mówił o swoich jałówkach i nadziejach na Żydowską Trzecią Świątynię. Zgromadzenie zostało zwołane przez przewodniczącego Izby Reprezentantów Mike’a Johnsona, który wygłosił przemówienie przed przemówieniami przywódców ewangelickich i kongresmenów. Wielu amerykańskich ewangelikanów wierzy, że czerwone jałówki zapoczątkują powtórne przyjście Chrystusa. “Oczekujemy Mesjasza i potrzebujemy, aby Mesjasz przyszedł” – powiedział Byron Stinson, Teksańczyk, który wyhodował krowy i pomógł wysłać je do Izraela. “Dla mnie czerwona jałówka jest czerwona dla krwi Jezusa Chrystusa. Dlatego kolor jest czerwony”. [brednia typowa dla ewangelikanów md]
“Proroctwa się spełniły i Żydzi wrócili do Izraela” – dodał Stinson. “Teraz muszą zbudować Świątynię. Ale to tak, jakby kupić naprawdę fajny samochód. Jeśli nie masz klucza, nigdzie się nie wybierasz. Czerwona jałówka jest kluczem do tego, by Świątynia działała tak, jak powinna”. Mamo powiedział CBS News, że jałówki muszą tylko przejść ostateczny test czystości. Ceremonia, która, jak ma nadzieję, wskrzesi świątynię i zapoczątkuje przyjście Mesjasza, może odbyć się lada dzień. Powiedział, że rozumie, dlaczego Hamas może być oburzony. “Ale nie mogę zrozumieć, nawet jeśli mają rację, dlaczego muszą mordować i gwałcić ludzi, aby wygrać wojnę” – powiedział. “Terroryści atakowali nas, zanim jeszcze zdążyliśmy pomyśleć o tych krowach” – wspomina. “Nie potrzebują ich jako pretekstu do zabijania”. Czerwona jałówka jest po raz pierwszy wspomniana w Księdze Liczb 19:3, kiedy Bóg mówi Mojżeszowi i Aaronowi: “To jest rytualne prawo, które Bóg nakazał: Powiedz Izraelitom, aby przyprowadzili wam czerwoną krowę bez skazy i na którą nie zostało nałożone jarzmo”. Tora wyjaśnia dalej, w jaki sposób jałówka jest przetwarzana i spalana, a jej prochy mieszane z uświęconą wodą. Ci, którzy stali się nieczyści z powodu dotknięcia ludzkich zwłok, byli oczyszczani przez dwukrotne polanie ich wodą zmieszaną z popiołem: raz trzy dni po kontakcie ze zwłokami i drugi raz siedem dni po kontakcie. Tora podaje, że czerwona jałówka została przyniesiona kapłanowi Elazarowi, synowi Aarona, i została przetworzona na prochy do rytuału. Według Talmudu prochy te były używane od tego momentu aż do końca okresu Pierwszej Świątyni. W okresie Drugiej Świątyni spalono kolejne pięć do siedmiu czerwonych jałówek na popiół. Majmonides napisał w swoim kompendium prawa żydowskiego, Miszne Tora (Prawa czerwonej jałówki, 3:4), że następna czerwona jałówka zostanie przyniesiona przez Mesjasza.
W dzisiejszych czasach zakłada się, że wszyscy Żydzi, w tym kohanim [kapłani in spe md], są nieczyści z powodu nieczystości przekazywanej przez zwłoki. Podczas gdy w życiu codziennym w dzisiejszych czasach status ten nie ma większego praktycznego wpływu, osoby nieczyste z tego rodzaju nieczystością mają zakaz wstępu do Świątyni. Kohanim nieczyści z tego rodzaju nieczystością nie mogą w ten sposób odprawiać nabożeństw wymaganych w Świątyni i musieliby zostać oczyszczeni popiołem czerwonej jałówki, zanim będą mogli ponownie służyć, co sprawia, że stworzenie takich popiołów jest koniecznym wymogiem dla każdej próby ponownego zbudowania Świątyni w Jerozolimie. Nie byłby to pierwszy raz, kiedy nie-Żydzi pomogli dostarczyć czerwoną jałówkę narodowi żydowskiemu. Talmud (Kiduszin 31a) podaje, że nie-Żyd o imieniu Dama ben Netina odmówił dostarczenia klejnotów potrzebnych do Świątyni, pomimo zaoferowania dużej nagrody, ponieważ jego ojciec spał na kluczu do szkatułki z klejnotami i nie chciał zakłócać ojcu odpoczynku. W nagrodę za szacunek, jaki okazywał swojemu ojcu, w następnym roku w stadzie ben Netiny urodziła się czerwona jałówka, którą mógł sprzedać za pieniądze, które zarobiłby, gdyby sprzedał im klejnoty. za CBS oraz Jerusalem Post
Ks. prof. Waldemar Chrostowski / fot. ilustracyjne / foto: YT: Biały Kruk
Specjalista od tematyki żydowskiej, ks. prof. Waldemar Chrostowski w rozmowie z „DoRzeczy” mówił o coraz popularniejszej wśród Żydów koncepcji odbudowy Świątyni Jerozolimskiej. Obecnie w miejscu, gdzie stała, znajdują się meczety. Istnieje ryzyko, że Izrael będzie chciał doprowadzić do „politycznej katastrofy” czy nawet apokalipsy, by zrealizować swój plan.
Silne organizacje świątyni
Ks. prof. Chrostowski powiedział, że „od dawna istnieją prężne żydowskie instytucje i gremia, których głównymi celami są odbudowa Świątyni Jerozolimskiej i wskrzeszenie kultu w jego dawnym kształcie”.
– Ruch nazwany The Temple Mount Faithful zadbał o przygotowanie kamieni węgielnych pod odbudowę świątyni. Sześciotonowe głazy zostały poświęcone wodą z sadzawki Siloam i pocięte diamentami na mniejsze kawałki. Od kilkunastu lat Gershon Solomon, przywódca tego ruchu, podejmuje próby – do tej pory udaremniane przez policję i wyznawców islamu – wniesienia tych kamieni na Wzgórze Świątynne – wyjaśnił duchowny.
– Od 1987 r. działa The Temple Institute, który zgodnie z instrukcjami rabinów przygotowuje przedmioty, szaty liturgiczne i instrumenty muzyczne niezbędne do sprawowania kultu. Jego siedziba znajduje się w okazałym trzypiętrowym budynku w samym sercu żydowskiej dzielnicy jerozolimskiego Starego Miasta. Na obrzeżach Wzgórza Świątynnego wciąż trwają intensywne prace archeologiczne, których celem jest nie tylko poznawanie przeszłości, lecz także kształtowanie przyszłości – zwrócił uwagę ks. prof. Waldemar Chrostowski.
Okultyzm i czerwone jałówki
Wspomniał także o „czerwonych jałówkach” potrzebnych do wznowienia działalności świątyni.
– Członkowie Boneh Israel, Budowniczowie Izraela, chcąc przyspieszyć nadejście Mesjasza, sprowadzili ze Stanów Zjednoczonych pięć czerwonych jałówek potrzebnych do celebracji rytuału „para adumah”, „czerwonej jałówki” [rytualnego zarżnięcia md], którego przebieg został ustalony w starotestamentowej Księdze Kapłańskiej. Prochy tych krów, uzyskane wskutek spalenia, mają być zmieszane z wodą i używane w rytuale oczyszczania z grzechów lub nieczystości kultowej – wyjaśnił ks. prof. Chrostowski.
Żydzi, jak wyjaśnia duchowny, uznają obecność tych jałówek za „powrót mesjańskiego znaku”. Podkreślił także, że kwestia odbudowy świątyni to nie jest jakaś fanaberia nic nie znaczących miłośników żydowskich tradycji.
Wykup gruntów
– Na Górze Oliwnej, na wschód od Jerozolimy, wykupiono kawałek gruntu, dokąd te krowy mają być przeniesione albo już zostały przeniesione, żeby mogły być spalone nie gdzie indziej, lecz naprzeciw Wzgórza Świątynnego. Ideologia „miłośników Trzeciej Świątyni” nie ogranicza się jedynie do grupy religijnych radykałów, lecz ma stale rosnącą liczbę zwolenników w parlamencie i rządzie Izraela – zwrócił uwagę ks. prof. Chrostowski.
Pojawia się też bardzo konkretny polityczny problem. Świątynia stała na wzgórzu, na którym obecnie jest pełno meczetów. Słynny Meczet Omara stoi w miejscu zarówno I jak i II świątyni.
– Itamar Ben-Gewir, lider skrajnie prawicowej partii Żydowska Siła, od objęcia w 2022 r. teki ministra bezpieczeństwa wewnętrznego Izraela co najmniej dwukrotnie wszedł na teren Wzgórza Świątynnego, dając wyraźnie poznać, w którym kierunku zmierza polityka rządu. Chaim Berkovits, członek ruchu Boneh Israel, deklaruje, że zapoczątkowanie kultu żydowskiego w Trzeciej Świątyni jest „tylko kwestią czasu”. Wiele wskazuje na to, że trzeba mu wierzyć – ocenił duchowny.
Polityczny kataklizm celem Izraela?
Ks. profesor stwierdził też, że „nie jest wykluczone”, że Izrael będzie dążył do politycznego kataklizmu, by zrealizować swój niebezpieczny cel.
– Kiedy coś dramatycznego wydarzy się na Wzgórzu Świątynnym, politycy i większa część środków masowego przekazu najpierw zaprotestują, ale wkrótce te protesty ucichną i przemówią fakty dokonane, wzmocnione starannie opracowaną propagandą proizraelską i prosyjonistyczną. Jest pewne, że zyska ona silne poparcie Stanów Zjednoczonych i znajdzie sprzymierzeńców wśród chrześcijan, nie tylko amerykańskich – ostrzegł ks. prof. Waldemar Chrostowski.
Behawioryści zauważyli, że najlepiej steruje się zachowaniami człowieka poprzez jego popędy i emocje. Emocje zaślepiają, a popędy wyłączają rozum, jedne i drugie sterują wolą. Aby rozum dał się wyłączyć, musi być rzadko używany, nie posiadać wykształconych nawyków ani doświadczeń, szczególnie intelektualnych. Idealnie do takiego sterowania nadają się ludzie młodzi, dodatkowo z racji wieku i etapu rozwoju mocno reagujący na popęd seksualny. Występuje on w sposób naturalny i jest bardzo silny, sam w sobie jest więc dogodnym narzędziem do zakłócania rozumu i sterowania zachowaniem. Dodatkowo zauważono, że można zwiększać popęd seksualny, działając na wyobraźnie ludzką, głównie obrazami.
Wiedza naukowa pozwoliła na zrozumienie, jak całym narodom odebrać rozum i skłonić do zachowań, sterowanych zdalnie.
−∗−
Obraz tytułowy: Upadek Szymona Maga, duchowego ojca współczesnych „specjalistów”. LINK
Edukacja seksualna odkryta, cz. III. Mędrcy seksualizacji
Oto głos w dyskusji publicznej o edukacji seksualnej dla Polski. Odkrywam ukryte motywy i znaczenia tego, czym globalne siły chcą zaatakować polskie dzieci i rodziny. Część trzecia z sześciu. Na końcu ostatniej części znajduje się bibliografia źródeł.
Niniejszy cykl o edukacji seksualnej jest częścią większej publikacji, która ukaże się już niebawem pt. „Poradnik świadomego narodu”.
Warto odnieść się do rzekomych podstaw naukowych edukacji seksualnej, a najlepiej to zrobić, przyglądając się głównym luminarzom ich nauki. Nie są oni jedyni, ale najbardziej rozpoznawalni. Poniżej opisane są wybrane poglądy tych ludzi, istotne dla edukacji seksualnej według WHO.
1. Julien Offray de La Mettrie (1709 – 1751). Lekarz i filozof epoki Oświecenia. Główne pozycje: Człowiek – maszyna, Człowiek – roślina, O szczęściu, Sztuka odczuwania rozkoszy, Historia naturalna duszy, System Epikura. Wygnany z Francji, schronił się w liberalnej Holandii, wygnany również stamtąd, znalazł azyl na dworze króla Prus Fryderyka II, zmarł w nie całkiem jasnych okolicznościach.
Jako skrajny racjonalista nie wierzył w istnienie duszy i osobowego Boga. Pogląd ten był w tamtym czasie wielce popularny wśród filozofów, w dużej mierze przez dziecinny w swej naturze zachwyt nauką, o której myślano, że potrafi opisać i wyjaśnić wszystkie zjawiska świata. Pogląd ten eksplodował w szukających oświecenia innego, niż chrześcijańskie elitach Zachodu pod wpływem dokonań naukowych Isaaca Newtona. Myślano w ten sposób, że jeśli udało się odkryć niewidzialne prawa, rządzące ciałami, to znaleziono wyjaśnienie dla rzeczywistości pozazmysłowej, którą kiedyś uważano za boskiego pochodzenia. Tak też myślał Mettrie, co opisał w pracy Człowiek – maszyna. Dowodzi tam, że nie ma duszy ani woli, a jedynie biologiczne mechanizmy, które można opisać naukowo (myśl tą współcześnie rozwinął Yuval Harrari, nazywając te mechanizmy algorytmami). Różnica pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem nie jest jakościowa, lecz ilościowa, to znaczy człowiek jest zwierzęciem, tylko lepiej wyposażonym.
Celem życia ludzkiego powinno być dążenie do przyjemności, pojmowanej na sposób epikurejski – zmysłowo – intelektualny, oznaczający zmysłową kontemplację piękna. Dużą rolę w przeżywaniu przyjemności odgrywa seksualność, będąca tej przyjemności źródłem. Istnieją jednak przeszkody w postaci super – ego, czyli fałszywej świadomości, narzuconej człowiekowi przez wychowanie i presję kulturową otoczenia. Mettrie wyprzedził tu Freuda o ponad 170 lat. Pod wpływem narzuconych norm wychowania, w tym religii, etyki i zasad zachowania człowiek staje się niezdolny do autentycznego przezywania przyjemności, bo dręczy go poczucie winy, czyli wyrzuty sumienia. Należy więc usunąć z procesu wychowania chrześcijaństwo, a skupić się na uczeniu przeżywania przyjemności.
2. Jean – Jacques Rousseau (1712 – 1778). Francuski filozof, jeden z encyklopedystów. Twórca koncepcji „le bon sauvage” – szlachetnego dzikusa. Dla Rousseau kultura i cywilizacja, czyli dorobek ludzkiej myśli, wynalazczości i wytwórczości niszczą naturę człowieka i patologizują stosunki społeczne. Dawno temu ludzie żyli w stanie natury i byli szczęśliwi – nie było własności prywatnej, więc nie było też nierówności, nie były potrzebne prawa, bo nie było przestępstw. Wszyscy w równym stopniu korzystali z darów natury, zaspokajali swoje potrzeby w sposób naturalny, byli silni i zdrowi. Podobnie dziś Harrari pisze o ludziach, żyjących jako zbieracze – łowcy, zanim zaczęli uprawę ziemi i hodowlę zwierząt. Nawet miłość między dwojgiem ludzi nie była potrzebna, bo wszyscy byli sobie bliscy i nie trzeba było zniewalać nikogo poprzez uczucie. Ta idylla skończyła się, gdy jakiś człowiek ogrodził kawałek ziemi i powiedział innym, że to należy do niego, a pozostali w to uwierzyli. Powstała własność prywatna, a za nią nierówności, zazdrość, kradzież, zabójstwo, prawo, państwo, i dalej cała cywilizacja. Wytworzyła ona normy kulturowe, religijne, etyczne, prawne, aby utrzymać ludzi w ustroju, opartym na nierównościach i przymusie. Również nauka, sztuka, filozofia i rozum są konstruktami, narzucanymi siłą ludziom przez niesprawiedliwy ustrój społeczny.
Wychowanie, w którym dorośli narzucają swoje normy wychowankowi jest niszczeniem doskonałej istoty. Człowiek bowiem wciąż rodzi się idealny, doskonały i ma w sobie wewnętrzny plan rozwoju, więc nie trzeba go uczyć. Niestety, świat, oparty na nierównościach zorganizowany jest tak, że istnieje państwo i działa kultura, prawo i przymus. Nie da się więc powrócić do stanu natury i przywrócić naturalne wychowanie, bo świat zbyt jest skażony własnością prywatną. Można jednak naprawić ten stan, ale nie przez powrót do natury, lecz odwrotnie – przez doskonały konstrukt społeczny, przywracający warunki, w których człowiek może żyć w sposób najbardziej zgodny z naturą. Należy zawrzeć nową umowę społeczną, unieważniającą dotychczasowe tradycje i porządki, i wszystko na mocy jednego aktu ułożyć od nowa. Potrzebna jest demokracja absolutna, czyli zebranie wszystkich ludzi, którzy zawrą taką umowę i na nowo zdefiniują wszystkie stosunki społeczne i osobiste. Suwerenem jest lud, czyli wszyscy ludzie, który nie musi liczyć się z niczym, co było wcześniej, może więc dokonać kompletnej rewolucji. Rousseau jest skrajnym konstruktywistą, nie wierzy w istnienie żadnych stałych prawideł społecznych, społeczeństwo to tabula rasa, istnieją tylko determinanty natury biologicznej. Można i należy odrzucić także rozum i powrócić do irracjonalizmu, a także odrzucić wszelkie kulturowe blokady naturalnych instynktów, dopiero wtedy zapanuje prawdziwa wolność, a młodzi ludzie wreszcie będą mogli wychowywać się zgodnie ze swoją naturą.
Idee Rousseau uwiodły wielu ludzi, uwodzą do dziś, zaczytują się pięknoduchy na uczelniach, nie znający rzeczywistości. Sam Rousseau, pomimo głoszonego irracjonalizmu był na swój sposób spryciarzem, udało mu się bowiem przekonać miliony czytelników i kilka pokoleń „postępowych” pedagogów do swoich pięknie i szlachetnie brzmiących idei, tak samo, jak dziś robi to ONZ i Unia Europejska. Idee szlachetne, słowa piękne, wyzwolenie cudownego dziecka spod okrutnej opresji kultury przez powrót do natury, egzaltowane umysły chłoną to w lot i już nie czytają do końca. Należy jednak czytać całość i ze zrozumieniem. Oto cytat z głównej pracy Rousseau na temat pedagogiki – Emil, czyli o wychowaniu:
„Idźcie drogą przeciwną do tej, którą podąża wasz uczeń; niech myśli, że on jest nauczycielem, a wówczas wy nim będziecie. Najzupełniejsze jest poddaństwo mające pozory swobody; w ten sposób ujarzmia się właśnie wolę. Biedne dziecko, które nic nie umie, nic nie może, nic nie wie, czyż nie jest zdane na twoja łaskę? Czy nie rozporządzasz w stosunku do niego wszystkim, co je otacza? Czyż nie możesz używać władzy, jak ci się podoba? Praca jego, zabawa, przyjemności, smutki, czyż nie są – choć o tym nie wie – w twoich rękach? Niewątpliwie, powinno ono robić tylko to, co chce, ale powinno chcieć tylko tego, czego ty chcesz: nie powinno uczynić kroku, którego nie przewidziałeś, nie powinno otworzyć ust, żebyś nie wiedział, co powie.” J.J.Rousseau Emil, czyli o wychowaniu, Ossolineum 1955, s.1310
Oto rzeczywisty sposób myślenia filozofa z Genewy, który podjęły kastowe elity gnostyków z ONZ i UE. Edukacja seksualna wprost realizuje idee Rousseau, a ich absurdalność wcale temu nie przeszkadza – przeciwnie, służy sprawie braminów, bo uwodzi i oszukuje przyszłych śudrów, którzy zachwycają się naukowością pięknych idei. Tymczasem inny przekaz dla propagandy, inny, ukryty idzie do realizacji. Należy pamiętać, że Rousseau tak bardzo nie chciał ograniczać wolności swoich dzieci, że wszystkie pięcioro zaraz po urodzeniu kolejno oddawał do przytułku, nie dając im nawet imion. Najpierw więc obficie korzystał z praw seksualnych, a później z reprodukcyjnych. Oto wzór dla globalno – unijnych elit.
3. Magnus Hirschfeld (1868 – 1935). Niemiecki psychiatra, założyciel Komitetu Naukowo – Humanitarnego i Instytutu Seksuologicznego w Berlinie. Fascynat i badacz homoseksualizmu i transwestytyzmu. Sam nie mógł dokonać oficjalnego coming-out, ponieważ homoseksualizm był w Niemczech przestępstwem. Twórca pojęcia transwestytyzm, który uważał za naturalny, pionier transseksualizmu i zwolennik prawa do aborcji. Jego Instytut zajmował się głównie osobami homoseksualnymi, a jego pomieszczenia wielokrotnie były scenerią niestandardowych praktyk, stosowanych przez Hirchfelda, jego współpracowników i klientów. Wiedział o tym cały Berlin, ale w szalonych latach 20-tych wpisywało się to w otwartą postawę tego miasta. Od 1999 r. w Niemczech przyznawany jest Medal Magnusa Hirschfelda.
4. Alfred Kinsey (1894 – 1956). Amerykański entomolog, założyciel Institute for Research in Sex, Gender and Reproduction na Indiana University, znanego dzisiaj jako Kinsey Institute for Research in Sex, Gender, and Reproduction. Uważany za ojca rewolucji seksualnej z powodu swoich badań oraz dwóch książek, które opublikował – Zachowanie seksualne mężczyzny (1948 r.) oraz Zachowanie seksualne kobiety (1953 r.). W 1937 r. zaangażował się w dyskusję, toczoną na jego macierzystej uczelni na temat edukacji seksualnej. Młodzież studencka domagała się wtedy wiedzy na temat ludzkiej seksualności, chorób wenerycznych, prokreacji i antykoncepcji. Kinsey zgodził się na poprowadzenie tego kursu, i w jego ramach zaczął pierwsze wywiady ze studentami. Wypracował własną metodologię badań, opartych na wywiadach, krytykowaną zresztą za wady metodologiczne. Z czasem rozszerzał zakres badań, wychodząc poza uniwersytet. Nabrał wiatru w żagle, gdy jego działalnością zainteresowała się Fundacja Rockefellera, przyznając finansowanie jego badaniom prowadzonym w ramach Indiana University, a w 1947 finansując mu Instytut na macierzystej uczelni.
Kinsey miał naturę podglądacza i orientację biseksualną. Pracę łączył z relacjami seksualnymi ze współpracownikami, w których uczestniczyła też jego żona. Coraz odważniejsze własne zainteresowania i praktyki seksualne Kinsey przekładał na wyniki badań. Zauważył, że przeciętni Amerykanie nie chcą rozmawiać z nim o intymności, więc rozszerzył bazę badawczą o psychopatów, więźniów, w tym skazanych za przestępstwa seksualne, prostytutki, gejów, bywalców podejrzanych lokali. Bardzo ważną grupę jego respondentów stanowili pedofile, którym dostarczał wzorców metodologicznych do badania reakcji gwałconych dzieci. Najmłodsze miało 2 miesiące. Wyniki badań interpretował w ten sposób, że reakcje cierpienia i oporu opisywał jako przeżywaną przez dziecko seksualną rozkosz. Najbardziej mroczne postaci wśród współpracowników Alfreda Kinseya to dwóch pedofili – Rex King, najmujący się jako opiekun do dzieci aby mieć dostęp do ofiar seksualnych, oraz Friedrich von Balluseck, w czasie II Wojny Światowej Kreishauptmann Tomaszowa Mazowieckiego i Jędrzejowa. Napadał seksualnie na Polki oraz wykorzystywał seksualnie polskie dzieci. Po wojnie nadal uprawiał swoją orientację w Niemczech Zachodnich, gdzie został skazany na 6 lat więzienia. To z tych źródeł wynika dogmat WHO, że dzieci są seksualne od urodzenia, będący podstawowym założeniem edukacji seksualnej.
Z badań Kinseya wyszło, że społeczeństwo amerykańskie, uważane za stabilne obyczajowo, pod zewnętrznym pozorem pruderii kryje drugą twarz. Na porządku dziennym większości Amerykanów znajduje się cudzołóstwo, masturbacja, prostytucja, homoseksualizm, dość często zdarza się też zoofilia. Rewelacja zespołu Kinseya, opublikowane w dwóch książkach wywołały wielki szok najpierw w Ameryce, a potem na całym Zachodzie. Pod ich wpływem media, naukowcy, działacze i politycy zaczęli domagać się zmian w prawie i obyczajowości, aby dostosować sferę publiczną do stanu jakoby faktycznego, co też zaczęło się dziać, i czego skutki obserwujemy po dziś dzień. Zalew seksualizacji to pośrednio skutek badań zespołu Kinseya.
Dość szybko zaczęły wychodzić na jaw nadużycia w prowadzeniu badań, co spowodowało publiczną krytykę i wycofanie finansowania przez Fundację Rockefellera. Kinsey z rozpaczy powiesił się na własnych genitaliach w jednej z sal do badań swojego Instytutu. Zmarł po dwóch latach na skutek powikłań. Jego matactwa w prowadzeniu badań oraz rozmiary dewiacji seksualnych Kinseya i jego współpracowników ujawniła Judith Reisman w książce Zbrodnia i nauka. Mimo wykazania, że wnioski Kinseya były błędne, a część z nich wysnuto badając zbrodniarzy, dewiantów i psychopatów, wciąż stanowią podstawę narracji WHO o ludzkiej seksualności. To jest właśnie ta słynna nauka, na którą powołują się promotorzy seksedukacji.
5. Wilhelm Reich (1897 – 1957), austriacki psychiatra, psychoanalityk, seksuolog, aktywista aborcyjny i działacz polityczny, uznany przez aktywistów rewolucji 1968 r. za jednego z ojców Rewolucji Seksualnej. Do zainteresowań naukowych seksem przywiodły go własne fascynacje seksualne, w jego przypadku przynajmniej hetero. Maniak, uzależniony od seksu. Miał obsesję orgazmu, uważał, że przyjemność seksualna jest głównym celem życia jednostki i społeczeństwa. Cierpiał z tego powodu, że ludzie nie mogą oddawać się nieskrępowanej aktywności seksualnej i nie mogą zrealizować swojego celu, gdyż wciąż muszą pracować. Stał się więc wrogiem kapitalistycznego społeczeństwa, co przyciągnęło go do ruchu komunistycznego, którego zapleczem naukowych w Międzywojniu był Instytut Badań Społecznych na Uniwersytecie we Frankfurcie. Reich miał nadzieję, że rewolucja komunistyczna zniesie tradycyjne, kapitalistyczne społeczeństwo i uwolni ludzi od pracy, tradycyjnej moralności i takich wstecznych instytucji społecznych, jak małżeństwo, rodzina, naród i Kościół. W tym celu opracował teoretycznie przebieg rewolucji seksualnej. Jego koncepcje zostały wykorzystane przez neomarksistów z pewną modyfikacją. Erich Fromm, marksistowski filozof i socjolog odwrócił kolejność – najpierw należy dokonać rewolucji seksualnej, która częściowo osłabi, częściowo zlikwiduje instytucje społeczne, stojące na drodze Rewolucji, i wówczas jej przeprowadzenie będzie już łatwe, bo nie napotka oporu. Ten porządek stosowany jest właśnie na naszych oczach. Spośród wielu założeń Reicha najważniejsze wydaje się to, że aby doszło do rewolucji seksualnej na skalę społeczną, należy w wychowaniu i edukacji młodych ludzi wyeliminować elementy autorytetu, obowiązku i rozumu, oraz postawić na emocje. Uwolnienie sfery emocjonalnej młodych ludzi bez przeciwdziałania autorytetu nieuchronnie doprowadzi młodzież do stanu, jaki znamy pod nazwą rewolucji seksualnej, co dla marksistów jest warunkiem wstępnym i niezbędnym przeprowadzenia rewolucji komunistycznej na Zachodzie. Działania Reicha w Niemczech w latach 20 – tych wśród komunistów polegały na propagowaniu edukacji seksualnej, antykoncepcji i aborcji, czyli mniej więcej na tym, czym dziś zajmuje się WHO i co trafia do szkół. Było to na tyle skuteczne i destrukcyjne dla rodzin komunistów, że wyrzucili go z partii i zakazali działalności. Globaliści uczą się z historii, my też powinniśmy.
6. John Money (1921 – 2006), psycholog i seksuolog, badacz tożsamości płciowej, pionier tranzycji. To jemu zawdzięczamy pojęcia gender (płci kulturowej) i gender roles (ról płciowych). Dopuszczał kazirodztwo i pedofilię pod pewnymi warunkami, a heteroseksualność uważał za ideologiczny konstrukt społeczny. Był zwolennikiem koncepcji płynnej tożsamości płciowej, która się kształtuje, a nie jest odkrywana. Uważał, że do 18 miesiąca życia tożsamość płciowa jest na tyle plastyczna, że można ją kształtować i zmieniać. Swoje przekonania miał możliwość realizować w praktyce – w szpitalu Johna Hopkinsa pod jego kierunkiem dokonywano chirurgicznej tranzycji na dzieciach. Najsłynniejsza sprawa dotyczyła Davida Reimera, któremu uszkodzono prącie w wieku 6 miesięcy podczas zabiegu obrzezania. Rodzice udali się na konsultacje do dr Moneya, który doradził pełną tranzycję chłopca w dziewczynkę i wychowywania zgodnie z nową płcią. Chłopiec był właśnie tak traktowany przez otoczenie, wychowując się wraz ze swoim bratem – bliźniakiem Brianem. W trakcie dzieciństwa bliźniaków dr Money urządzał sesje, w których kazał odgrywać im symulacje kopulacji w celu utrwalenia nowej roli płciowej Davida. Jednak pierwotna płeć nie dawała o sobie zapomnieć, David w końcu poznał prawdę i przeszedł detranzycję. Potem się ożenił i wydawało się, że wszystko się ułoży. Eksperyment z bliźniakami Reimer zakończył się w ten sposób, że Brian, chorujący na schizofrenię zmarł na skutek przedawkowania leków w wieku 36 lat, natomiast David po rozwodzie popełnił samobójstwo. Gdy bramini bawią się w bogów, zawsze cierpią śudrowie.
7. Michel Foucault (1926 – 1984), francuski filozof, socjolog i historyk, w młodości związany z partią komunistyczną. Homoseksualista, roznamiętniony w chłopcach, najbardziej wpływowy filozof współczesny, jeden z głównych postmodernistów. W jego wizji świata każdy element rzeczywistości jest strukturą władzy, opartej na przemocy, i służy głównie temu, aby władza mogła zniewalać jednostki i ograniczać ich pragnienia. Jednym z tych ograniczeń jest oczywiście regulacja seksualności i karanie przez władzę wszelkich odstępstw od oficjalnej normy. Współtwórca antypsychiatrii – idei, że w takim świecie normalny człowiek nie może znieść ucisku i buntuje się, i wtedy władza zamyka go do więzienia lub szpitala psychiatrycznego, w ten sposób karząc buntowników. Normalnym można więc być tylko w domu wariatów.
Foucault powtarza spostrzeżenie Francisa Bacona, rozszerzone następnie przez Augusta Comte’a, że wiedza oznacza władzę. Dla Foucault jest to oczywiście władza tyrańska, która narzuca swoją wolę przez struktury wiedzy. Nie ma wiedzy neutralnej – każda odbija ukryty plan władzy, także, a nawet zwłaszcza wiedza szkolna. Struktura władzy odbija się również w strukturze języka, który w zawoalowany sposób odtwarza i narzuca intencje władzy.
Miał on oczywiście obsesje seksualne, opisane w czterotomowej Historii seksualności, gdzie dokonuje przeglądu relacji kultury, władzy, polityki i seksualności, stawiając oczywiście tą sferę jako główny czynnik determinujący pozostałe. Przyjął założenie, że władza poprzez religię, naukę, politykę i ekonomię podporządkowuje sobie seks i czyni z niego narzędzie społecznej kontroli. Stąd łatwo dojść do jednaj z najistotniejszych koncepcji Foucault’a – bio-władzy i bio-polityki.
Pojęcia te oznaczają władzę absolutna, która chce kontrolować nie tylko zachowania ludzi, ale całe ich życie jako populacji. Biowładza nie jest tradycyjną władzą, lecz nowoczesną, używającą nauki do uzyskania panowania nad populacją. Biopolityka zaś to rządzenie przez władzę populacją, poprzez kontrolę jej życia. Obejmuje to działania ekonomii politycznej i inżynierie społeczną, uprawianą pod hasłem polityki prozdrowotnej, zarządzania płodnością, prokreacją, ruchem ludzi, a na końcu – demografią. Stanowi to wielkie zagrożenie dla jednostki, bo nie ma dokąd się schronić.
Widać dziś wyraźnie, jak gnostycka władza braminów wzięła sobie do serca teorię Foucault. Widzimy na naszych oczach bio-politykę praktyczną, mamy też ośrodek bio-władzy, czyli WHO, narzucający narodom nie tylko masowe szczepienia, ale też masową edukację seksualną. To, czego obawiał się filozof – degenerat staje się ciałem, łącznie z zarządzaniem popędem seksualnym. On sam tego nie doczekał – podczas tourne po Ameryce, gdzie przyjmowano go po królewsku i goszczono w zamtuzach homo – sado – maso zaraził się nieznanym wówczas jeszcze nowym wirusem HIV i zmarł na AIDS.
8. Judith Butler (ur. 1956), osoba niebinarna, profesor literatury porównawczej i retoryki, uznana filozof feministyczna, współtwórczyni teorii Queer. Jej opus magnum to słynna książka z 1990 r. Gender Trouble: Feminism and the Subversion of Identity. Po polsku przetłumaczono jako Uwikłani w płeć. Feminizm i polityka tożsamości. Jedna z najważniejszych książek feministycznych i jeden z najwybitniejszych intelektów w szerokim, feministyczno – queerowym świecie. Książka stała się podstawą Gender Studies, jakie obecnie są duma każdego niemal uniwersytetu. Pomimo przekładu z języka angielskiego, jej zrozumienie wymaga dodatkowego tłumaczenia z feministycznego na polski. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to przeraźliwy i pełen złości krzyk bachantki Rewolucji, że nie może być chłopem, więc z zemsty unieważnia i chłopów, i baby.
Najważniejszy przekaz książki sprowadza się do zakwestionowania „tradycyjnego” podziału na płeć biologiczną i kulturową. Judith Butler krytykuje tutaj ruchy feministyczno – genderowe z pozycji transgenderowych. W tym celu wprowadza pojęcie performatywności płci, od performance – występ sceniczny. Istnieje jakieś głębokie, wewnętrzne „ja”, które buntuje się przeciw przypisanym mu desygnatom. Jest to bunt zarówno przeciw płci biologicznej, jak i kulturowej. Nie ma w ogóle czegoś takiego jak płeć, jest performatywność płci. To znaczy płeć jest zmienna i zależy od ekspresji płci przez akty performatywne, a spójna tożsamość osiągana jest wtedy, gdy społeczny odbiór płci jest zgodny z performatywną ekspresją, która oczywiście jest zmienna. Teraz nikt już nie powinien mieć wątpliwości, że obowiązek stosowania zaimków ma podstawy naukowe. W końcu Judith Butler to naukowczyni – profesorka literatury i retoryki. To znaczy specjalistka od fikcji literackiej i operacji słownych. Tylko przez stosowanie przez otoczenie pożądanych przez kolorową osobę zaimków pozwala jej na spójną tożsamość płciową. Inaczej osobowość tej osoby mogłaby się rozpaść.
9. Aldous Huxley (1894 – 1963), pisarz, eseista, poeta, myśliciel. Pochodził z szacownej, brytyjskiej rodziny, blisko związanej z The Fabian Society – socjalistami, determinującymi politykę imperialną od lat 80-tych XIX wieku do dziś, poprzez swoje powiązania lożowe i kapitałowe. Propagator psychodelii i narkotyków – meskaliny i LSD. Autor wielu znanych powieści i opowiadań, a których najważniejsza dla nas nosi tytuł Brave New World – Nowy wspaniały świat z 1932 r. Lektura obowiązkowa, pokazuje bowiem intencje globalnych gnostyków – braminów, i główne metody, jakimi posługują się do dziś. Mamy więc Republikę Świata,zaludnioną przez ludność podzieloną na kasty. Ludzie nie rozmnażają się już naturalnie, dzieci produkowane są w fabrykach, w procesie klonowania. O cechach potomstwa decydują ustawienia fabryczne. Embriony, potem płody, potem dzieci warunkowane są fizycznie, biologicznie, chemicznie, psychologicznie. Wszystko, co stare i historyczne zostało zniszczone i zapomniane. Istnieje tylko współczesność i korzystanie z życia. Kasty wyższe mają dostęp do większej ilości dóbr wyższej jakości, klasy niższe pracują, głównie w fabrykach. Każdy akceptuje swoją pozycją społeczną i jest zadowolony, a homeostazę utrzymuje się dzięki trzem czynnikom: powszechnemu ogłupieniu, szczególnie klas niższych, powszechnemu narkotykowi – somie, wydzielanemu każdemu obywatelowi w odpowiedniej ilości, powszechnemu, łatwemu seksowi, który jest prawem człowieka. Każdy należy do każdego – głosi jedna z głównych zasad tej społeczności. Regularnie organizowane są obowiązkowe orgie z losowania, mające charakter ceremonii religijnych, jednoczących społeczność. Małżeństw i trwałych związków, opartych na wyłączności i wierności nie ma, a większość kobiet jest genetycznie bezpłodna.
Dzieło to ma dla naszej współczesności znaczenie większe, niż wydawało się w przeszłości. Intencje i polityka globalnych elit, a w szczególności Standardy Edukacji Seksualnej WHO oraz Edukacja Włączająca dziwnie przypominają te, panujące w świecie przedstawionym w powieści. W ogóle świat jest mały – brat Aldousa Huxleya, Julian (1887 – 1975), biolog ewolucyjny i pionier transhumanizmu był w latach 1946 – 1948 pierwszym dyrektorem generalnym UNESCO. Ta agenda ONZ również jest zaangażowana w krzewienie edukacji seksualnej.
10. Burrhus Frederic Skinner (1904 – 1990), amerykański psycholog – behawiorysta. Badał warunkowanie instrumentalne, rozwijając psychologię eksperymentalną. Jej pierwszą ojczyzną była lipska szkoła psychologii, której pierwszym prominentnym przedstawicielem był Wilhelm Wundt. Na przełomie XIX i XX wieku wiedza ta trafiła do USA i stała się jednym z głównych elementów amerykańskiej edukacji. Uległ jej także John Dewey, patron współczesnej postępowej edukacji. Z kolei do jego dorobku sięgały wszystkie totalitarne reżimy XX i XXI wieku, i większość współczesnych „postępowych” programów reformy edukacji. Skinner, podobnie, jak jego poprzednicy – Pawłow, Watson, Thorndike, Konorski i inni zbierał doświadczenia testując reakcje zwierząt. Ulubionym gatunkiem Skinnera był gołąb. Wnioski płynące z tej wiedzy przeniesiono następnie na ludzi, tworząc naukę o warunkowaniu instrumentalnym sprawczym. Skinner bardzo rozbudował wiedzę naukową o reakcjach organizmów, i na tej podstawie stworzył zaawansowane schematy zachowań, które nazwał technologią zachowania.
Głównym elementem tej technologii jest rozbudowany wzorzec reakcji organizmu na bodziec, rozbudowany do sekwencji czterech elementów, w której biorą udział dwa systemy, nazwijmy je system 1 i system 2. Sekwencja przebiega następująco:
system 1 emituje bodziec.
W reakcji na bodziec system 2 wykazuje zachowanie.
System 1 wyciąga konsekwencję wobec zachowania systemu 2.
System 2 wykazuje reakcję na konsekwencję, czyli zmienia swoje zachowanie.
Cała sztuka polega na tym, aby umieć zastosować to konsekwentnie w skali społecznej. Najważniejszy pożytek dla systemu 1 polega na przewidywalności zachowań systemu 2. Jeśli system 2 mógłby zachować się w sposób, którego system 1 wcześniej nie przewidział, cała konstrukcja rozpada się. System 1 musi więc zadbać o następujące warunki:
ma wszelkie narzędzia, emitujące bodźce (np. prawo, administracja, służby, media, system bankowy);
system 1 zachowuje się w sposób przewidywalny.
System 1, aby zapewnić sobie przewidywalność zachowań systemu 2, musi sprawić, aby ten nie używał wolnej woli, lecz by pozwolił, aby jego wola była sterowana przez bodźce z otoczenia. Behawioryści zauważyli, że najlepiej steruje się zachowaniami człowieka poprzez jego popędy i emocje. Emocje zaślepiają, a popędy wyłączają rozum, jedne i drugie sterują wolą. Aby rozum dał się wyłączyć, musi być rzadko używany, nie posiadać wykształconych nawyków ani doświadczeń, szczególnie intelektualnych. Idealnie do takiego sterowania nadają się ludzie młodzi, dodatkowo z racji wieku i etapu rozwoju mocno reagujący na popęd seksualny. Występuje on w sposób naturalny i jest bardzo silny, sam w sobie jest więc dogodnym narzędziem do zakłócania rozumu i sterowania zachowaniem. Dodatkowo zauważono, że można zwiększać popęd seksualny, działając na wyobraźnie ludzką, głównie obrazami.
Wiedza naukowa pozwoliła na zrozumienie, jak całym narodom odebrać rozum i skłonić do zachowań, sterowanych zdalnie. Zastosowano powszechną seksualizację kultury oraz dostępność pornografii. To był etap pierwszy, nieoficjalny. Następnie wprowadzono seksualizację i pornografię do szkół pod pozorem wiedzy naukowej, jednocześnie usuwając tradycyjną wiedzę szkolną. W ten sposób system 1, sterujący seksualizacją, pornografią, mediami, systemem finansowym, instytucjami ponadnarodowymi i rządami zapewnił sobie nieograniczony dostęp do systemu 2, czyli człowieka, na skalę masową, pod państwowym przymusem. W ten sposób każdy człowiek od dziecka jest wystawiony na działanie potężnych bodźców seksualnych, wyłączających rozum i sterujących wolą.
B.F. Skinner jest jednym z najważniejszych myślicieli współczesności. Stworzył nie tylko technologię zachowania, pozwalającą na kształtowanie i kontrolę zachowań, ale zbudował też teorię systemu społecznego, możliwego do zastosowania w skali kraju. Projekt ten opisał w książce Poza wolnością i godnością z 1971 r., a zadedykował go tym ludziom, którzy będą mieli środki do jego zastosowania. Nazwał ich „desygnatariuszami kultury”, czyli tymi, którzy wyznaczają, co jest kulturą, a kulturą jest to, co kształtuje zachowania. Model Skinnera jest obecnie realizowany w krajach Zachodu pod postacią Edukacji Włączającej, której integralną część stanowi edukacja seksualna. Tytuł książki nie zostawia wątpliwości – każdy człowiek w tym systemie zostanie pozbawiony zarówno godności, jak wolności. Tak na naszych oczach buduje się biowładza, używająca na nas swojej biopolityki.
Nie są to wszyscy mędrcy – ojcowie – założyciele (oraz jedna matka, ale niebinarna) edukacji seksualnej, to wyliczenie powinno jednak wystarczyć dla zrozumienia, z jakimi naukowcami mamy do czynienia. Większość z nich była zaangażowana w ruchy lewicowe, wszyscy byli mniej lub bardziej zaburzeni psychicznie, niemal wszyscy to seksualni maniacy i dewianci. Ich związki z organizacjami ponadnarodowymi wychodzą wprost lub pośrednio z ich życiorysów, lub z podobieństwa koncepcji. Mają oni wielu naśladowców w każdym kraju, kierujących się taką samą „etyką” naukową i napędzanych tymi samymi marzeniami.
Koniec części trzeciej z sześciu. Ciąg dalszy nastąpi.
Okazuje się, że jeśli żołnierz broniący granicy zginie na służbie, jego rodzina otrzyma mniejsze odszkodowanie, niż nielegalny Murzyn za to, że został zatrzymany w „niewłaściwy” sposób. Różnica wynosi kilka tysięcy złotych.
Gigantyczne odszkodowanie dla Murzyna
Wysokość jednorazowego świadczenia dla rodziny żołnierza poległego na służbie w trakcie obrony granicy jest mniejsza, niż odszkodowanie dla Murzyna z Afryki, który nielegalnie próbując dostać się do Polski został „niewłaściwie” zatrzymany. Spowodowało to u niego „negatywne przeżycia psychiczne wnioskodawcy w postaci poczucia niesprawiedliwości i utraty bezpieczeństwa”, za co – według sądu – należy mu się potężne odszkodowanie.
Sieć obiega informacja o skandalicznych zasadach w III RP. Choć chyba nikogo nie powinno dziwić, jak fatalnie jest to urządzone.
Wyrok Sądu Okręgowego w sprawie nielegalnie dostającego się do Polski Etiopczyka to 40 tys. zł dla Murzyna. Tymczasem rodzina poległego na służbie w trakcie obrony granicy szer. Mateusza Sitka otrzymała mniejszą kwotę.
Wsparcie dla rodziny poległego żołnierza
Rodzina żołnierza zabitego na służbie za pomocą noża przez nielegalnego imigranta otrzymała jednorazowe świadczenie. Było ono zgodne z procedurą i wyniosło kilkukrotność standardowej wypłaty.
„Dziennik Gazeta Prawna” kilka miesięcy temu podawał, że szeregowy otrzymuje 6 tys. zł brutto. Rodzinie zabitego przysługiwała sześciokrotność tej kwoty, czyli 36 tys. zł brutto.
Od tej kwoty trzeba było jeszcze zapłacić odpowiedni podatek. Tymczasem okazuje się, że sędziowie w państwie na ziemiach polskich uważają za większą tragedię „nieodpowiednie” potraktowanie nielegalnie dostającego się do Polski Murzyna, niż śmierć żołnierza na służbie.
Nielegalny imigrant cenniejszy od żołnierza
O wypłacie odszkodowania poinformował „Fakt”. Nielegalny imigrant, którego w „opiekę” wzięła organizacja o nazwie Helsińska Fundacja Praw Człowieka, wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie ma otrzymać 40 tys. zł zadośćuczynienia.
Zdaniem sądu, Murzyn niesłusznie został umieszczony w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców w Polsce. Spędził w nich łącznie 179 dni.
„Przesłuchanie było jedyną czynnością przeprowadzoną z jego udziałem w przedmiocie udzielenia mu ochrony międzynarodowej. Mężczyzna ten nie miał ponadto wiedzy o tym, czy z jego udziałem podjęte będą jakiekolwiek inne czynności dowodowe. W uzasadnieniu ustnym orzeczenia sąd stwierdził ponadto, że pozbawienie wolności osób, które złożyły wniosek o udzielenie ochrony międzynarodowej na terenie Polski, powinno być stosowane 'nad wyraz delikatnie i wyjątkowo’” – przekazała Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
„Sąd uwzględnił także negatywne przeżycia psychiczne wnioskodawcy w postaci poczucia niesprawiedliwości, utraty bezpieczeństwa i ogólnego uczucia beznadziei w związku z przedłużającym się pozbawieniem wolności. Istotnym czynnikiem były również bariery językowe, które towarzyszyły mu podczas pobytu w ośrodku. Wzmacniały one poczucie izolacji i uniemożliwiały komunikację z zarówno pracownikami ośrodka, jak i innymi osobami” – przekonywali.
Będzie jeszcze inny wyrok?
Wyrok jest nieprawomocny. Jest niemała szansa, że zostanie zmieniony, bo sprawa wywołuje gigantyczne emocje.
Okazuje się bowiem, że III RP na znacznie większą kwotę wycenia „niesłuszne” uwięzienie nielegalnego imigranta w ośrodku dla cudzoziemców, niż śmierć polskiego żołnierza na służbie. A to jest sytuacja obiektywnie chora.
1. Rok rządów ekipy Donalda Tuska, jak się okazuje, to nie tylko totalne bezprawie, niszczenie aspiracji Polaków, czy świadome oszustwo wyborcze, ale także, fatalne zarządzanie spółkami Skarbu Państwa (SSP). Wprawdzie opublikowane niedawno wyniki finansowe 19 obecnych na GPW w Warszawie SSP dotyczą III kw. tego roku, ale są one równie złe jak w poprzednich dwóch kwartałach tego roku, a kilka z nich, nie tylko nie wykazało zysku, ale poniosło wręcz duże straty. Co więcej okazuje się, że w ciągu ostatnich 4 kwartałów wspomniane 19 SSP osiągnęło łączny zysk zaledwie w wysokości 10 mld zł, a więc aż o 51 mld zł, czyli o 83% niższy w ujęciu rok do roku. Ten wynik byłby jeszcze gorszy, gdyby nie bardzo dobre wyniki SSP z IV kwartału 2023 roku, a więc okresu, kiedy za te spółki odpowiadali jeszcze ponoć „niefachowcy”, powołani do zarządów tych spółek podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości.
2. Sytuacja SSP obecnych na GPW w III kw. tego roku była zróżnicowana, poprawiły wyniki największe polskie banki, takie jak: PKO BP, Pekao oraz Alior, a także główny polski ubezpieczyciel, czyli PZU, oraz koncerny energetyczne takie jak : PGE, Enea oraz Tauron. Banki mają się dobrze i to nie tylko te polskie, głównie ze względu na podwyższone stopy banku centralnego, będące konsekwencją walki z inflacją i w związku z tym wysokimi stopami oprocentowania kredytów. Natomiast firmy energetyczne, skorzystały z tego, że z jednej strony ceny energii są wyraźnie wyższe niż przed agresją Rosji na Ukrainę, a z drugiej strony, decyzją większości sejmowej, zostały zwolnione z ponoszenia kosztów w związku z częściowym mrożeniem cen energii dla konsumentów (finansowymi konsekwencjami mrożenia cen dla gospodarstw domowych i energii obowiązującym w I półroczu tego roku, została obciążona tylko spółka Orlen).
3. Zaledwie symboliczne zyski w stosunku do tych sprzed roku, osiągnęły takie SSP jak : KGHM, PKN Orlen, kopalnia Bogdanka, koncern energetyczny Energa i Giełda Papierów Wartościowych. Natomiast ujemne wyniki finansowe za III kwartał 2024 roku, w wymiarze symbolicznym miały SSP takie jak: Polski Holding Nieruchomości, Kogeneracja, czy Bank Ochrony Środowiska, mimo że jak wcześniej wspomniałem, koniunktura dla funkcjonowania sektora bankowego jest bardzo dobra. Straty i to rzędu kilkuset milionów złotych, poniosły: Zakłady Azotowe Puławy i Grupa Azoty, Polimex Mostostal, Jastrzębska Spółka Węglowa i PKP Cargo, które próbuje się ratować, zwalniając blisko 4 tysięcy pracowników.
4. Wręcz szokują po raz kolejny, kwartalne wyniki finansowe swoistych „pereł w koronie” SSP, mianowicie PKN Orlen i KGHM, które w obydwu przypadkach niewiele przekraczają 200 mln zł, podczas gdy w analogicznym okresie roku ubiegłego sięgały miliardów złotych zysku netto. Niestety sytuacja w PKN Orlen jest w najwyższym stopniu niepojąca, ponieważ już drugi kwartał z rzędu, spółka ociera się o straty, a wykazywane zyski na poziomie 200 mln zł, są wielokrotnie niższe niż w analogicznych okresach roku ubiegłego. Ponad już 10 miesięcy paraliżu decyzyjnego, zwolnienia już ponad 1500 doświadczonych menadżerów i pracowników, ciągłych audytów i szukania pseudoafer, spowodowało, że także w III kwartale tego roku Orlen osiągnął zaledwie 220 mln zł zysku netto, w sytuacji kiedy rok wcześniej ten zysk wynosił aż 3,5 mld zł.
5. Te fatalne wyniki finansowe SSP powodują także poważne kłopoty w budżecie państwa, rząd musiał zmniejszyć wpływy z podatku CIT w stosunku do tych planowanych, aż o 11,5 mld zł i jednocześnie powiększyć deficyt budżetowy na ten rok do astronomicznej kwoty 240 mld zł Bowiem to właśnie SSP były największymi płatnikami tego podatku i w sytuacji kiedy to one zamiast zysków, mają straty, gwałtownie maleją ich wpływy do budżetu państwa. Rząd Tuska posyłając więc swoich „fachowców” do SSP, podcina gałąź na której siedzi, błyskawicznie widać bowiem skutki fatalnego zarządzania tymi spółkami w gwałtownie zmniejszających się wpływach z podatku CIT.
Stany Zjednoczone kupują rosyjski gaz skroplony z Indii i sprzedają go Europie po zawyżonych cenach. Tak działa rynek. Europejczycy wiedzą, za co płacą. To już nie jest przeklęty totalitarny gaz z „imperium zła”, ale demokratyczny gaz wolności.
EU bankrolling Putin with growing Russian fuel buys from India, report warns
BRUSSELS — The EU ramped up payments for purchases of Russian-made fuel from India in 2024, a new report shared with POLITICO …
EU bankrolling Putin with growing Russian fuel buys from India, report warns
The EU is paying more for fuel imports made from Moscow’s crude, showcasing the growing failure of its signature price-cap sanction
From January to August, the EU bought fuel worth almost 20 percent more than it did last year from three major Indian refineries working on Russian crude oil, according to the analysis. | Biju Boro/AFP via Getty Images
BRUSSELS — The EU ramped up payments for purchases of Russian-made fuel from India in 2024, a new report shared with POLITICO shows — helping fill Moscow’s war coffers.
From January to August, the EU bought fuel worth almost 20 percent more than it did last year from three major Indian refineries working on Russian crude oil, according to the analysis, prepared by the Center for the Study of Democracy think tank.
While entirely legal, the rise comes despite EU efforts to impose a price cap of $60 per barrel alongside its G7 allies and outlaw direct imports of most Russian oil to the bloc, showcasing just how porous those measures have become in the two years since they were rolled out.
India, which replaced Saudi Arabia as Europe’s top fuel supplier for 2024, has also begun accepting Russian cargoes via EU-sanctioned ships, the report warns — a development that’s now sparking anger from inside the bloc.
“By allowing third countries like India and Turkey to re-export petroleum products made from Russian oil … the EU provides the Kremlin with the ability to replace its lost market” in Europe, said Martin Vladimirov, a senior analyst at CSD, which analyzed information from several firms tracking customs data and sanctions compliance.
“The additional revenues have been able to sustain the enormous costs of the war effort in Ukraine,” he added.
Brussels is well aware of the so-called refining sanctions loophole, which allows the EU to legally buy Russian-origin fuels as long as these are processed in other countries. But the new findings illustrate how the bloc continues to fund Moscow despite its attempts to throttle the Kremlin’s revenues, around half of which come from fossil fuel exports.
The extra cash is a welcome relief for Russia, which increasingly needs funds to shore up its budget as the ruble tanks and defense spending explodes, while it also faces slowing growth and high inflation.
Overall, the EU’s fuel imports from India have actually dropped 9 percent so far this year compared to 2023, while its purchases from India’s three main refineries — the RIL Jamnagar, Vadinar and state-owned New Mangalore facilities — known to process Russian oil rose by a modest 4 percent. But the amount the bloc paid for those purchases has risen markedly.
It’s not possible to prove definitively how much Russian-made fuel the refineries sold to the EU. But since the facilities rely heavily on Moscow for crude — accounting for 30 percent to 70 percent of total imports this year — some of it would have to be exported to the bloc, the report states.
In all, the three facilities exported 6.7 million metric tons of oil to EU countries until August, the analysis argues, raising €5.4 billion in oil revenues.
That was driven largely by Moscow’s increasing ability to dodge the EU’s sanctions, the report states, by relying on a growing “shadow fleet” of aging tankers with obscure ownership and unknown insurance to sell its crude.
In the first eight months of this year, these shadow tankers delivered nearly three-quarters of India’s crude imports from Russia, according to CSD.
Meanwhile, India is also beginning to accept Russian vessels targeted by EU sanctions, the report argues, despite the country’s previously having turned away tankers under Western restrictions.
One such vessel, the Legacy, has continued to ship crude to India after coming under EU sanctions in June. Since then, the ship has delivered over 200,000 metric tons of oil to refineries, including to the Jamnagar complex, according to the report and Kpler, a commodities platform that does real-time tracking of oil tankers.
That’s all legal. But for Vladimirov, it shows the “EU should ban the import of petroleum products from refineries in third countries … that have been maximizing Russian crude oil purchases” to sell them back to the bloc.
Brussels must also “immediately ban financial and trade transactions with refineries” that are owned at least in part by Russian firms like Vadinar, he added.
The European Commission, and the companies behind the Jamnagar, Vadinar and New Mangalore refineries, did not respond to requests for comment by POLITICO.
But the findings are prompting pushback from inside the bloc. Brussels is currently readying its 15th sanctions package against Russia, despite a growing sense of acceptance among some countries that the bloc can do little to stymie Moscow’s exports outside Europe.
“Accepting EU-sanctioned … oil tankers [is] not acceptable,” argued one EU diplomat, who was granted anonymity to speak candidly. “But what can you do about it?”
Dr Francis Boyle , profesor kształcony na Harvardzie i twórca Ustawy o zwalczaniu broni biologicznej z 1989 r. , która została jednogłośnie zatwierdzona przez obie izby Kongresu Stanów Zjednoczonych i podpisana przez prezydenta George’a H.W. Busha, wydał oświadczenie, w którym uznał szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 za broń biologiczną i broń masowego rażenia, poinformował jako pierwszy dr Joseph Sansone .
Oświadczenie dr. Boyle’a, złożone w ramach pilnego wniosku o wydanie nakazu mandamus na Florydzie, dowodzi, że dystrybucja szczepionek przeciwko COVID-19 narusza kilka ustaw, w tym Kodeks broni biologicznej Stanów Zjednoczonych oraz ustawy Florydy dotyczące broni i broni palnej.
Petycja ta, skierowana bezpośrednio do gubernatora Rona DeSantisa i prokuratora generalnego Ashley Moody, wzywa do natychmiastowego wstrzymania dystrybucji tych szczepionek na Florydzie i domaga się konfiskaty istniejących zapasów szczepionek.
Według dr Josepha Sansone , pierwotna Petycja Awaryjna o Nakaz Mandamus została złożona 3 marca 2024 r. w Sądzie Najwyższym Florydy. Później, 20 marca 2024 r., została przeniesiona do Sądu Okręgowego w hrabstwie Leon. Po tym, jak Sąd Okręgowy oddalił sprawę 9 kwietnia 2024 r., została ona przeniesiona do sądu apelacyjnego. Pismo Apelacyjne zostało złożone w Memorial Day, 27 maja 2024 r.
Dr Boyle, jeden z wiodących na świecie ekspertów prawnych w dziedzinie broni biologicznej, dodał sprawie znacznej wagi swoim oświadczeniem. Sprawa już może pochwalić się znaczną liczbą dowodów przedstawionych w nakazie mandamus, w tym oświadczeniami medyczno-prawnymi i analitykiem biotechnologicznym Karen Kingston oraz dr n. med. Any Mihalcea.
[Daję czasem atrykuły po angielsku [„amerykańsku”], bo ten język jest dla Polaków konieczny. Jak konieczny jest też rosyjski – niestety – już nie uczony w szkołach. MD]
After the elections, the transgender movement is in disarray. It is demoralized by the unpopularity of its cause. Some Democrats add to the chaos by rightly pinning part of the blame for the electoral loss on transgender radicalism.
The ensuing interliberal clash is revealing. Liberal strategists are asking that transgender radicals tone down their rhetoric so they can win elections. The radicals claim the elections were lost because their message was not radical enough. The resulting fight shows that the dispute is not about goals but only the means to get there.
Differing Politics
This struggle highlights how liberal and conservative politics differ.
To win, liberals often hide their ultimate goals, which are not attractive to the general public since they tend to overthrow the existing, familiar order. Liberals fear a full revelation will galvanize reactions against them.
On the contrary, conservatives reveal final goals openly since they do not shock people. Their positions often represent familiar traditions. Even when conservatives pursue a full return to order, they do not hide it from the public.
Pro-lifer conservatives, for example, speak openly about their final goal to ban procured abortion across the land. The pro-abortion side will hide its goal of conception-to-birth abortion behind formulas like abortion should be safe, legal and rare. Liberal politicians are often forced to moderate their rhetoric to wear down resistance and be elected.
Breaking All the Rules
The November election was a case of a revolution that went too fast and too far. The radical pro-transgender minority broke the rules of liberal politics. A long New York Times analysis showed what went wrong.
Instead of hiding their goals, trans militants demanded everything immediately. They had a confrontational attitude toward not only conservatives but even fellow liberals. Support had to be all or nothing.
Anyone who expressed reservations about males in women’s sports and locker rooms, for example, was branded “hateful” and even complicit in the “genocide of transgender youth.”
When Democratic Party Rep. Seth Moulton of Massachusetts expressed reservations about men in women’s sports, he was compared to a Nazi “cooperator” and the group Neighbors Against Hate protested outside his office.
Push Back for Low Priority Issue
Some Democratic politicians are pushing back. Unfortunately, they still support “transgender rights,” which imposes a radical agenda on the American public. However, they moderately call for “reasonable” restrictions on women’s sports participation by biological males and other issues.
These moderate Democrats point out that the transgender issue is one of the lowest priority concerns among voters. Forcing candidates to take strong positions jeopardizes their campaigns.
Indeed, fewer Americans sympathize with the cause than two years ago. Gallup reported that of the 22 national issues it used to poll voter priorities, the transgender problem ranked last.
More than two dozen state legislatures across America have voted to restrict the mutilation and transition of minors. Others that ban the participation of men in women’s sports are gaining traction. Many voters believe the movement has gone too far, too fast.
The Coming Tyranny
Transgender militants’ brutal treatment of all who oppose them has offended many Americans. They resent the intolerant, bigoted, condescending and confrontational attitude of these activists as well as their hypocrisy since they loudly charge conservatives with these traits.
Indeed, impatient activists often infused vitriol into the debate during the campaign, especially on social media. They policed language, enforced pronoun usage and insisted upon the biological possibility of male pregnancy. They want to have the law enforce these absurd demands as “civil rights.” Such behavior made them appear unreasonable.
The activists forced the unpopular issue to the front burner when a policy of silence would have better benefited the efforts. Indeed, Kamala Harris suffered much from her past support for taxpayer-paid so-called sex-change transitions (mutilations) for prisoners.
The Trump campaign capitalized on the unpopularity of her position with ads that emphasized that “Kamala Harris is for they/them, while Donald Trump is for you.”
Impatience and Anger
The radical strategy of imposing an agenda upon voters failed miserably. The New York Times reports that some activists are reacting with anger, impatience and entitlement.
Their antics reveal an attitude of believing that the world revolves around them and their problems. They were shocked when they found voter indifference and resentment instead. Many lack the discipline to restrain their extremism.
The failed radicalism does not bode well for the movement and is reversing some of the gains of the LGBTQ movement over the years.
Looking at the Big Picture
Homosexual activists complain that the transgender ones fail to see the big picture. They point to their efforts decades ago, which ended with the Supreme Court imposing same-sex “marriage” upon the nation through its Obergefell v. Hodges decision.
The activists used deceptions like domestic partnerships and civil unions as a bridgehead to open the way to same-sex “marriage.” They say similar ruses must be adopted by the trans movement if it is to overcome its overwhelming unpopularity.
By making this proposal, they reduce everything to messages and not principles. They admit to the use of maneuvers and hidden goals as a means of reaching their goal of gaining total acceptance.
Sexual Revolution as a Process
The transgender movement is a development of the Sexual Revolution. This revolution is a process that calls for the breaking down of all restraints upon human sexuality. Its goal is the acceptance of all sexual relationships or identities. All morality must be suppressed and canceled.
The case of the trans movement during the elections is a revealing case that shows where it wants to go. It shows the disarray in the left about the means that it will try to use to get there.
Those who defend morality must oppose this agenda, whether it is presented incrementally or totally. The goal of this revolution is to reach a state of unrestrained gratification where everything is allowed, and nothing is forbidden. It is the godless world of John Lennon’s “Imagine.” Supreme Court Justice Anthony Kennedy expressed the ideology well when he wrote, “At the heart of liberty is the right to define one’s own concept of existence, of meaning, of the universe, and of the mystery of human life.”1
Living in such a fantasy world of untrammeled gratification is the quick path to ruin.
With just a few short weeks left before we turn over the calendar to 2025, I reflect on the past year here at America Needs Fatima. As I’ve taken the time to cherish the warmth of our faith community and marvel at our journey together, I am grateful for what we’ve accomplished on behalf of Our Lady.
This year, thanks to the sincere support of friends like you, we have….
Distributed 807,000 rosaries across the nation, each one a beacon of hope and devotion in a world yearning for the light of Christ.
Conducted 22,662 of Rosary Rallies, each a powerful testament to the strength and unity of our shared beliefs.
Mailed 913,000 books on a variety of topics promoting devotion to Our Lady and a return to morality.
Visited 1,863 homes to share the message of Our Lady of Fatima with 16,934 people.
But the work is far from over, and the call to embrace Our Lady’s message of prayer, penance and conversion is more urgent than ever. Our culture faces profound challenges—from the surge of atheism to widespread moral decline—and it is at this crossroads that America Needs Fatima stands firm with you.
With your continued support, we aim to begin 2025 with the momentum to achieve even greater milestones. Together, we can champion the Triumph of Our Lady’s Immaculate Heart and bring much-needed spiritual renewal to our communities.
When you give today, you directly support these vital initiatives as we enter the new year:
Distributing thousands of rosaries and free spiritual resources to increase devotion to Our Lady.
Organizing Rosary Rallies nationwide to bring hundreds of thousands together for collective prayer.
Standing firm against blasphemies impacting our culture through petitions and protests.
Training Catholics to sincerely consecrate themselves to live the Fatima message.
Despite today’s challenges, there is hope. Through our collective efforts, we strive for a brighter tomorrow, grounded in faith and love.
Wishing you and your family a blessed season filled with peace and joy.
In Our Lady’s Love,
Michael Gorre Project Manager, America Needs Fatima
P.S. Would you like to join us for daily prayers for the final days of Advent? Our Christmas Novena text message devotions start today. Click here to sign up and receive a daily Christmas Novena text message from now until Christmas Eve and join together with us for heartfelt prayer in anticipation of the birth of Christ.
Szanowny Panie, gdy Polacy wspominali kolejną rocznicę Stanu Wojennego, Sejm rozpoczął prace nad prawem cenzorskim. Projekt nowelizacji kodeksu karnego wprowadza do Polski przepisy podobne do tych, które w Niemczech były podstawą ścigania ks. prof. Dariusza Oko, a w Wielkiej Brytanii są podstawą zatrzymań i aresztowań użytkowników mediów społecznościowych oraz procesów wytaczanych duchownym za kazania o chrześcijańskiej etyce seksualnej.Ustawa zostanie poddana pierwszemu głosowaniu już w tym tygodniu – tak, by zajęci świątecznymi przygotowaniami Polacy nie zdążyli zareagować. Do ruchów LGBT – pomysłodawców nowego prawa – Minister Sprawiedliwości mówił „Chciałbym Was bardzo przeprosić za krzywdę, której doznaliście ze strony państwa polskiego (…) Możecie liczyć na maksymalne wsparcie w ramach prac Ministerstwa Sprawiedliwości, prokuratury i moje jako Prokuratora Generalnego”. Wiceminister sprawiedliwości Krzysztof Śmiszek zapewniał ruch LGBT, że zmiany „przepisów dotyczących walki z mową nienawiści i przestępstwami motywowanymi homofobią i transfobią są dla nas priorytetem.”To, co jest obietnicą dla aktywistów LGBT, jest groźbą skierowaną wobec nas wszystkich – naszej wolności słowa, wolności głoszenia i nauczania naszej wiary, wolności do mówienia prawdy. Ale ustawa jest groźna dla wszystkich. Pytany przez dziennikarzy, minister Adam Bodnar potwierdził, że nowe prawo zagrozi więzieniem np. kibicom Legii za antyimigrancki transparent „Refugees welcome” czy kibicom Polonii za transparent „Strefa wolna od LGBT”. Instytut Ordo Iuris szykował się do tej chwili od dawna. Nie pozwolimy na podeptanie wolności słowa i prawa do krytyki szkodliwych ruchów politycznych LGBT+, ideologii gender czy nieodpowiedzialnej polityki migracyjnej. Stanowczo sprzeciwiamy się także ograniczeniu wolności głoszenia i nauczania wiary. Nie tylko wydaliśmy książkę „MOWA NIENAWIŚCI – koń trojański rewolucji kulturowej”, ale także zgromadziliśmy przykłady bezlitosnego stosowania takich przepisów w innych krajach, napisaliśmy szereg opinii i jesteśmy gotowi wyposażyć wszystkich obrońców wolności w pełną paletę argumentów. W związku z przyspieszeniem prac sejmowych, do każdego posła na Sejm trafiło już nasze memorandum z argumentami przeciwko ustawie. Chociaż Sejm ustawy jeszcze nie przyjął, a Prezydent nie podpisał, to Adam Bodnar już przygotowuje specjalne wytyczne dla prokuratorów ścigających „mowę nienawiści”. Osoby wskazane do stworzenia wytycznych to „radykałowie”. Przewodniczącą zespołu jest prof. Aleksandra Gliszczyńska-Grabias, która na łamach „Gazety Wyborczej” sugerowała uznanie za mowę nienawiści happeningu Grzegorza Brauna w Sejmie RP. Zastępcą Przewodniczącej jest warszawski prokurator Maciej Młynarczyk, który żądał od Rafała Trzaskowskiego rozwiązania Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, bowiem w toku tej wielkiej, patriotycznej manifestacji wznoszony jest okrzyk „raz sierpem, raz młotem, w czerwoną hołotę”. Historycznie znany okrzyk sprzeciwu wobec totalitarnego ustroju prokurator uznał… za „mowę nienawiści”. Trzeba podkreślić, że wymienione wydarzenia lub wypowiedzi w wolnym kraju można poddawać krytyce, prywatnie i publicznie. Problem zaczyna się wtedy, gdy za dyskusję rząd chce… wsadzać do więzienia. Zakaz „mowy nienawiści” oznacza także praktyczny zakaz krytyki politycznych postulatów lobby LGBT. Więzienie grozić będzie za stwierdzenie, że praktykowanie homoseksualizmu to grzech lub zboczenie. Karani mogą być Polacy, którzy odmówią stosowania „genderowej nowomowy” – np. stosowania wobec osób z zaburzeniami tożsamości płciowej zaimków i imion płci przeciwnej. Co więcej, penalizowane będzie też mówienie, że geje i lesbijki nie są w Polsce dyskryminowani, co już dziś środowiska LGBT uznają za „mowę nienawiści”. Jednym słowem – po przyjęciu nowelizacji Kodeksu karnego za napisanie do Pana tego listu sam mógłbym trafić do więzienia jako szerzyciel „mowy nienawiści”.
Gdy zostanie przyjęte nowe prawo i zostaną wdrożone nowe wytyczne, ludzie pracujący w wymiarze sprawiedliwości – policjanci, prokuratorzy, sędziowie, adwokaci oraz radcy prawni – zostaną zobowiązani do uczestnictwa w szkoleniach, podczas których aktywiści LGBT będą wyrabiać w nich przeświadczenie, że „mową nienawiści” jest wszelka krytyka „postępowych” postulatów. Osobne warsztaty i ćwiczenia trafią do szkół, aby wyćwiczyć w naszych dzieciach podobne przekonanie – że krytyka ideologii gender jest złem, które powinno być eliminowane ze społeczeństwa. Równolegle zostanie stworzony szczelny system permanentnego śledzenia, zgłaszania, notyfikowania, upominania i pilnowania, by „niewłaściwe” wypowiedzi były skrupulatnie eliminowane, a ich autorzy karani i piętnowani jako „groźni przestępcy”. W orwellowskim świecie każda wypowiedź będzie mogła zostać uznana za „nienawistną”. To, czym naprawdę jest walka z „mową nienawiści” ujawnił w wydanej przez Ordo Iuris książce „MOWA NIENAWIŚCI – koń trojański rewolucji kulturowej” mec. Rafał Dorosiński, członek Zarządu Instytutu Ordo Iuris. Autor przytacza liczne historie ofiar ideologicznej cenzury – w tym sprawę hiszpańskiego nauczyciela, który został zawieszony na 6 miesięcy za stwierdzenie, że istnieją tylko 2 płcie, co zostało uznane za „homofobię”. Także w Hiszpanii ukarano stację telewizyjną, która zestawiła ujęcia z marszów LGBT z pytaniami: „Czy chcesz takiego właśnie społeczeństwa?”, „Duma… z czego?”. Na Islandii Sąd Najwyższy skazał mężczyznę, który skrytykował wprowadzenie w szkołach miasta Hafnarfjörður zajęć propagujących agendę LGBT. Na podstawie podobnych przepisów brytyjski polityk kandydujący do Parlamentu Europejskiego został aresztowany za krytyczny wobec islamu… cytat z Winstona Churchilla. Prawnicy Ordo Iuris od samego początku uważnie obserwują i komentują trwające od ubiegłego roku prace nad rządowym projektem ustawy o „mowie nienawiści”. Gdy tylko projekt ustawy został upubliczniony, opublikowaliśmy jego analizę i skierowaliśmy do rządu formalną opinię, w której wskazaliśmy, że ze względu na liczne wady i godzenie w same fundamenty wolności, projekt powinien zostać odrzucony w pierwszym czytaniu. Projekt przede wszystkim stanowi ogromne zagrożenie dla gwarantowanej konstytucyjnie wolności słowa, która ma zostać poświęcona w imię interesów lobby LGBT. Ponadto destabilizuje pojęcie płci, która ma być rozumiana w duchu genderowej Konwencji stambulskiej. W rezultacie za „mowę nienawiści” ze względu na „płeć” może zostać uznana krytyka dopuszczenia mężczyzn z zaburzeniami tożsamości płciowej do rywalizacji sportowej z kobietami albo do korzystania z damskich toalet. Co więcej, ustawa wbrew deklaracjom prowadzi do systemowej dyskryminacji obywateli nienależących do społeczności LGBT. Liczymy, że ze wsparciem Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris zdołamy przekonać posłów do odrzucenia ustawy. Jeśli to się nie uda i projekt zostanie przyjęty w parlamencie, będziemy wzywać Prezydenta Andrzeja Dudę do jego zawetowania. Nie ulega też wątpliwości, że groźba kary za „mowę nienawiści”, nawet zawarta w jeszcze niepodpisanej ustawie, ma chronić Rafała Trzaskowskiego, który chciałby ograniczyć spadającą na niego krytykę za poparcie dla radykalnej „Deklaracji LGBT+” czy finansowanie nowootwartego „Muzeum Queer” w Warszawie. Wciąż oferujemy pomoc prawną ofiarom obecnych prób cenzurowania przez akty oskarżenia i procesy karne. Przykładem tego jest choćby sprawa ks. prof. Guza, który został oskarżony przez Żydowskie Stowarzyszenie B’nai B’rith” o publiczne „nawoływanie do nienawiści” podczas wykładu naukowego. Ponieważ uniwersytecka komisja dyscyplinarna KUL uznała, że kapłan „nikogo nie obraził i nie znieważył”, jego oskarżyciele chcą ukarać nie tylko kapłana, ale i wszystkich członków komisji.Pomocą prawną otaczamy także Pana Adama z Warszawy – informatyka który został zwolniony z korporacji IT za sprzeciw wobec zmuszania pracowników do uczestnictwa w Paradzie Równości. Mężczyzna zwrócił się po pomoc do Ordo Iuris, bo dowiedział się, że w kilkuletniej batalii sądowej z powodzeniem reprezentowaliśmy Pana Janusza Komendę, którego krakowska IKEA zwolniła za krytykę politycznych postulatów ruchu LGBT przy pomocy cytatów z Pisma Św. Doprowadziliśmy do przywrócenia Pana Janusza do pracy.To kluczowy moment dla obrony podstawowych wartości cywilizacji życia. Zakaz głoszenia „mowy nienawiści” położy kres możliwości skutecznej walki w obronie małżeństwa, rodziny i wiary. Wierzę jednak, że pomoc tysięcy Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris umożliwi nam pokrzyżowanie planów lewicy. Co ukryte jest w ustawie o walce z „mową nienawiści?Projekt ustawy stanowi, że każdy, kto nawołuje do nienawiści ze względu na „orientację seksualną” lub „płeć” (rozumianą przez genderystów jako płynny konstrukt społeczny oderwany od faktów biologicznych) podlega „karze pozbawienia wolności do lat 3”. Natomiast osoby znieważające kogoś ze względu na „orientację seksualną” lub „płeć” podlegać mają „grzywnie, karze ograniczenia wolności albo karze pozbawienia wolności do lat 2”.W analizie rządowego projektu nowelizacji Kodeksu karnego rozprawiamy się z propagandą środowisk LGBT, które wbrew faktom utrzymują, że celem ustawy jest walka z nienawiścią i dyskryminacją. Wskazujemy, że wprowadzana w nim penalizacja „mowy nienawiści” budzi poważne wątpliwości natury konstytucyjnej, bo art. 54 Konstytucji RP zapewnia każdemu Polakowi „wolność wyrażania swoich poglądów”. Doświadczenie wielu krajów wyraźnie pokazuje, że przyjęcie podobnych przepisów w imię walki z „mową nienawiści” kończy się stworzeniem aparatu ideologicznej cenzury, która prowadzi do eliminacji z przestrzeni publicznej opinii nieprzychylnych dla lobby LGBT. W praktyce okazuje się, że o tym, co jest, a co nie jest „mową nienawiści” decyduje nie kto inny jak środowiska LGBT. W ten sposób bardzo szybko za przykłady zakazanej i surowo karanej „mowy nienawiści” uznawane jest przytaczanie nauki moralnej Kościoła katolickiego o homoseksualizmie, afirmowanie konstytucyjnej definicji rodziny a nawet mówienie, że osoby o skłonnościach homoseksualnych nie są w naszym kraju dyskryminowane.Propozycje rządu zmierzają do destabilizacji pojęcia płci. W pierwotnej wersji, opublikowanej w marcu na stronie Rządowego Centrum Legislacyjnego, projekt nowelizacji Kodeksu karnego postulował karanie „mowy nienawiści” ze względu na „tożsamość płciową”. Po przeprowadzonej przez nas krytyce, zamieniono „tożsamość płciową” na „płeć”. Ma to uśpić uwagę Polaków. Jednak w dalszym ciągu widać wyraźnie, że proponowana nowelizacja Kodeksu karnego ma na celu redefinicję podstawowego pojęcia jakim jest płeć. W jej uzasadnieniu autorzy wyraźnie odwołują się bowiem do Konwencji stambulskiej, która rozumie płeć jako konstrukt społeczny, a nie obiektywną, biologiczną rzeczywistość. Dokument ewidentnie zmierza zatem do karania za krytykę udostępnianie damskich przebieralni dla mężczyzn z zaburzeniami tożsamości płciowej albo umieszczania w więzieniu dla kobiet skazanych za gwałt przestępców, którzy nagle zaczęli twierdzić, że są kobietami. Podnosimy, że projekt całkowicie ignoruje to, że Kodeks karny przewiduje już sankcje karne za zniesławianie, znieważanie, groźby karalne oraz naruszenie nietykalności cielesnej. Z kolei Kodeks cywilny przewiduje możliwość obrony swoich dóbr osobistych. Nikt, kto czuje się obrażony, nie pozostaje zatem bez prawnych możliwości działania. Wbrew deklarowanym motywacjom autorów dokumentu, nie tylko nie ma on na celu walki z dyskryminacją, ale przeciwnie – dąży do wprowadzenia rozwiązań dyskryminujących większość obywateli na korzyść preferowanych przez autorów mniejszości. Przykładowo, gdyby pobito osobę identyfikującą się jako homoseksualna, osobę bezdomną i ojca rodziny, to surowszy wyrok otrzymałby sprawca pierwszego z tych przestępstw, tylko z powodu orientacji seksualnej ofiary i to nawet gdyby homoseksualne skłonności ofiary nie miały nic wspólnego z motywacją sprawcy. Mówimy „nie” ideologizacji prawa międzynarodowegoStrategia zwalczania wrogów lewicy za pomocą walki z „mową nienawiści” jest wdrażana od dawna na zachodzie. Dlatego aktualnie prawnicy Instytutu Ordo Iuris kończą pracę nad raportem analizującym występowanie pojęcia „mowy nienawiści” w dokumentach Organizacji Narodów Zjednoczonych, Rady Europy i Unii Europejskiej. Raport opublikujemy jeszcze w tym roku. W publikacji omówimy między innymi treść Strategii i Planu działania ONZ w sprawie walki z „mową nienawiści” z 2019 roku. Zaproponowano w niej niezwykle szeroką definicję „mowy nienawiści”. Obejmuje ona „każdy rodzaj komunikacji w mowie, piśmie lub zachowaniu, który atakuje lub używa pejoratywnego lub dyskryminującego języka w odniesieniu do osoby lub grupy na podstawie tego, kim są”. W jej myśl za „mowę nienawiści” mogłyby być uznane nie tylko rzekomo „nienawistne” komentarze czy posty, ale też obrazki, memy, obiekty artystyczne, gesty i symbole. Z kolei w 2021 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję, w której nie zdefiniowano co prawda „mowy nienawiści”, ale za to wprost postulowano wprowadzenie i wspieranie „systemów identyfikacji, śledzenia, gromadzenia danych i analizowania tendencji w zakresie mowy nienawiści”. Rezolucja wzywała do podejmowania zdecydowanych działań przeciwko „mowie nienawiści” zwłaszcza w kontekście pandemii COVID-19. Zdaniem jej autorów, pandemia była okresem wzrostu „mowy nienawiści” w internecie.W analizie przypomnimy inicjatywę Komisji Europejskiej, która w grudniu 2021 roku przedstawiła propozycję dodania „mowy nienawiści” do listy przestępstw europejskich, ściganych obowiązkowo we wszystkich państwach UE. Do tej pory na tej liście znajdowały się tak poważne przestępstwa jak terroryzm, handel ludźmi czy seksualne wykorzystywanie kobiet. Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk Zagraniczne korporacje po stronie lobby LGBT Polityczna poprawność i walka z „mową nienawiści” to niestety codzienność dla wielu polskich pracowników zagranicznych firm. Jedną z takich osób jest pan Adam z Warszawy. Gdy jego pracodawca skierował do niego oraz 350 innych pracowników mailowe zaproszenie na warszawską Paradę Równości, oznaczając wydarzenie w biurowym kalendarzu jako „obowiązkowe”, mężczyzna stanowczo, ale kulturalnie i spokojnie, wyraził swój sprzeciw. W swojej odpowiedzi mailowej Pan Adam podkreślił, że nie popiera postulatów „społeczności LGBTQ” i że jest im przeciwny. Przypomniał też przełożonym, że przedsiębiorstwo IT nie jest partią polityczną i dlatego nie powinno wpływać na poglądy polityczne swoich pracowników. Choć jego profesjonalizm i kompetencje były w pracy doceniane, dla globalnej korporacji ważniejsza była ideologia. Po godzinie od wysłania odpowiedzi służbowe konto Pana Adama zostało zablokowane, a ostatecznie został on zwolniony. Korporacja bała się, że inni pracownicy mogą poprzeć protest mężczyzny. Co ciekawe, firma zarzuciła też Panu Adamowi, że podjął „próbę zaangażowania wszystkich pracowników spółki w dyskusję światopoglądową”. W ten sposób korporacja próbuje zakłamać oczywisty fakt, że do tej dyskusji doszło nie wskutek odpowiedzi Pana Adama, ale wiadomości pracodawcy z zaproszeniem na Paradę Równości skierowanej do ponad 350 pracowników. Jako pretekst do zwolnienia pracodawca wykorzystał także udział mężczyzny w dyskusji światopoglądowej w serwisie LinkedIn, w której ten w kulturalny sposób krytykował radykalny feminizm. W imieniu Pana Adama skierowaliśmy do sądu pracy pozew, żądając przywrócenia go do pracy oraz wypłaty stosownego odszkodowania. Zwracamy sądowi uwagę, że zwolnienie Pana Adama było niezgodne z prawem pracy i stanowiło dyskryminację ze względu na światopogląd pracownika. Wyrok w sądzie pierwszej instancji może zapaść już na najbliższym, styczniowym posiedzeniu sądu.
Bronimy kapłana oskarżonego o „mowę nienawiści”
Opieką prawną otaczamy również ks. prof. Tadeusza Guza, który został oskarżony przez Żydowskie Stowarzyszenie B’nai B’ritt w Rzeczypospolitej Polskiej o „nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych i wyznaniowych w odniesieniu do narodu żydowskiego”. Przyczyną absurdalnych zarzutów pod adresem zasłużonego kapłana i naukowca jest dygresja, którą sformułował na marginesie wykładu naukowego „Jak Pan Bóg dopełni historii zbawienia”, który był połączony z promocją autobiografii nawróconego na katolicyzm amerykańskiego Żyda Roya H. Schoemana. Pod koniec ponad godzinnego wykładu, który ks. prof. Guz zakończył zachętą do wspólnej modlitwy słowami świętej Edyty Stein (nawróconej na katolicyzm Żydówki, zamordowanej przez niemieckich oprawców w Auschwitz), kapłan wspomniał o dawnych oskarżeniach o mordy rytualne formułowanych przeciw społeczności żydowskiej w krajach Europy. Owa dygresja stała się powodem do oskarżenia ks. prof. o stosowanie „mowy nienawiści”. Komisja Dyscyplinarna Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego odrzuciła oskarżenia, uznając, że duchowny „nikogo nie obraził i nie znieważył”, a jedynie „przedstawił własną interpretację faktów historycznych” opartą na „wiedzy zdobytej w wyniku analiz naukowych w oparciu o dostępne materiały źródłowe”. To zdanie podzieliła prokuratura. Nie godząc się z tym, oskarżyciele ks. prof. Guza skierowali do sądu subsydiarny akt oskarżenia nie tylko przeciwko duchownemu, ale i wszystkim członkom komisji uczelnianej, która go uniewinniła. Znamienne, że oskarżyciele duchownego chcą go obciążyć odpowiedzialnością nie tylko za to, co sam powiedział, ale również za to, co anonimowi użytkownicy serwisu YouTube pisali pod opublikowanym tam nagraniem z wykładu. Występując po stronie ks. prof. Guza, złożyliśmy do sądu wniosek o odrzucenie oskarżenia. 25 listopada sąd rozpatrywał wniosek o umorzenie postępowania wobec profesorów KUL. Uczestnicząc w posiedzeniu, wskazywaliśmy na oczywisty cel oskarżenia, jakim było zastraszenie Komisji Dyscyplinarnej. Sąd podzielił to stanowisko, a postępowanie zostało umorzone, co rodzi nadzieję, że w taki sam sposób już niebawem zakończy się sprawa ks. prof. Guza.
Wspólnie zatrzymamy ideologiczną cenzurę! Lewica wie, że nie przekona Polaków do absurdalnych założeń oderwanej od biologicznych faktów ideologii gender. Dlatego ze wszystkich sił usiłuje zaprowadzić w naszym kraju ideologiczną cenzurę pod pretekstem walki z „mową nienawiści”. W ten sposób radykałowie chcą pod groźbą więzienia wyeliminować z debaty publicznej każdą krytyczną wobec nich opinię. Dotyczy to prawa do publicznego głoszenia wiary, krytyki migracji, a nawet dyskusji o bolesnych wydarzeniach historycznych. Jeśli cenzorom uda się ten plan, nikt nie będzie mógł się sprzeciwić terrorowi poprawności politycznej i demoralizacji naszych dzieci przez aktywistów LGBT. Dzięki wsparciu Darczyńców i Przyjaciół Ordo Iuris prawnicy naszego Instytutu ze wszystkich sił bronią wolności słowa. Przygotowujemy merytoryczne analizy prawne, bronimy konkretnych ofiar ideologicznych represji i mobilizujemy opór społeczny. Każde z tych działań składa się na wielowarstwową tamę prawną chroniącą Polaków przed zakusami genderowych cenzorów. Ich kontynuacja wiąże się jednak z konkretnymi kosztami. Nasze koszty to przede wszystkim nieustanne analizy, opinie i oddziaływanie na rząd w ramach konsultacji społecznych oraz dostarczanie argumentów dziennikarzom i liderom opinii. Jednak kosztowne są także procesy sądowe. Kontynuowanie procesu w obronie Pana Adama, zwolnionego z pracy za to, że nie chciał maszerować w Paradzie Równości to koszt co najmniej 10 000 zł. Nie możemy jednak pozostawić go bez wsparcia i pozwolić, by globalne korporacje bezkarnie stosowały ideologiczny szantaż wobec swoich pracowników. Z kolei postępowanie karne w obronie ks. prof. Tadeusza Guza oskarżonego o głoszenie „mowy nienawiści” to wydatek rzędu nawet 20 000 zł. Bez naszej pomocy odważny kapłan i naukowiec może trafić do więzienia nawet na 3 lata!
Wobec groźby nowelizacji Kodeksu karnego pod dyktando lobby LGBT spodziewamy się w najbliższym czasie kolejnych takich spraw. Szacujemy, że koszty podobnych postępowań nie będą mniejsze niż 15 000 zł. Za każdym razem musimy bowiem drobiazgowo przeanalizować akta postępowania, często odwołujemy się do opinii biegłych oraz odbywamy podróże po całym kraju.Do tego dochodzą też znaczne wydatki związane z procedowaniem projektu ustawy cenzorskiej w Sejmie i Senacie oraz z medialno-społeczną akcją mobilizacji sprzeciwu wobec zaprowadzenia ideologicznej cenzury w Polsce. Jeśli dziś nie staniemy w obronie wolności słowa, to jutro będziemy mogli tylko milczeć.. .Dlatego bardzo proszę Pana o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli skutecznie stawić opór genderowej cenzurze. Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk Z wyrazami szacunkuP.S. Wolność słowa jest podstawą wszystkich praw i wolności obywatelskich. Jeśli ją utracimy, nie będziemy mogli być pewni żadnej z pozostałych wolności. Będziemy zdani na łaskę i niełaskę lewicowych cenzorów, którzy tylko czekają na to, aby móc zamykać w więzieniach każdego, kto ma odwagę głośno mówić, że istnieją tylko dwie płcie. Obudzimy się w genderowym, totalitarnym koszmarze, z którego nie będzie ucieczki. Nie możemy na to pozwolić. Dlatego gorąco zachęcam Pana do wsparcia walki Ordo Iuris w obronie wolności słowa. P.P.S. Pragnę też przypomnieć o możliwości odliczenia darowizny przekazanej na Instytut Ordo Iuris od dochodu w rozliczeniu PIT za rok 2024. Istnieje możliwość otrzymania od nas zaświadczenia o wpłatach dokonanych na rzecz Instytutu, które przyda się przy rozliczeniu. Aby je otrzymać, proszę wypełnić formularz na stronie pit.ordoiuris.pl.
P.P.P.S. Chciałbym także zaprosić Pana na kolejną tradycyjnąMszę świętą w intencji Darczyńców Instytutu Ordo Iuris, która zostanie odprawiona w najbliższą niedzielę, 22 grudnia o godz. 14:00 w kościele św. Klemensa Hofbauera przy ul. Karolkowej 49 w Warszawie. Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji. Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris
Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iurisul. Zielna 39, 00-108 Warszawa+48 793 569 815 www.ordoiuris.pl