Kto spowodował śmierć Izabeli z Pszczyny? Kłamstwa aborcjonistów obalone

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Kłamstwa aborcjonistów zostały obalone. Izabela z Pszczyny zmarła przez błąd medyczny, a NIE z powodu wyroku Trybunału Konstytucyjnego o aborcji eugenicznej.

Lekarze odpowiedzialni za tę tragedię właśnie zostali skazani. Zostali skazani nie za przestrzeganie prawa, ale za jego łamanie. Gdyby wykonywali wyrok TK – sąd by ich uniewinnił. Prawo w Polsce nigdy nie zabraniało ratować życia matki. Kto twierdzi inaczej, ten kłamie.

Być może zetknął się Pan z manipulacjami środowisk proaborcyjnych? To ich stała strategia, przećwiczona w wielu krajach: wzięcie pojedynczej tragedii i dopisanie do niej fałszywej narracji. Wmawiają ludziom, że kobiety umierają z powodu przepisów chroniących życie dzieci. W rzeczywistości jednak prawo pro-life ratuje obie osoby – i matkę, i dziecko, a szpitale pod wpływem tego prawa stają się bardziej odpowiedzialne.

A jak było naprawdę?

Izabela była w 22. tygodniu ciąży, gdy trafiła do szpitala w Pszczynie z odpływającymi wodami płodowymi. Od niedawna wiedziała, że jej dziecko może być poważnie chore.

Personel szpitala popełnił tragiczne w skutkach błędy, przede wszystkim nie rozpoznał w porę rozwijającej się sepsy. Zmarło dziecko, a później matka.To był dramat, ale dramat spowodowany przez błąd medyczny, a nie przez zakaz aborcji.

Wiadomości SMS, które Izabela pisała z łóżka szpitalnego, wskazują na jej frustrację i strach. Niesłusznie łączyła w nich brak właściwej opieki z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Co także uderzające, nie pisała o dziecku, nie wyrażała niepokoju o jego los. Po śmierci dziecka i młodej matki, ich bliscy rozpoczęli współpracę z mediami proaborcyjnymi, które natychmiast rozpętały szeroko zakrojoną kampanię propagandową. Kampanię opartą na kłamstwie i mającą na celu realizację interesu politycznego.

Dziś, po latach, sprawiedliwości stało się zadość: trzech lekarzy zostało skazanych. Dwóch na karę więzienia bez zawieszenia, jeden w zawieszeniu. Wszyscy utracili prawo wykonywania zawodu na okres od 4 do 6 lat (wyrok nieprawomocny).

W całym zamieszaniu warto zadać jeszcze jedno pytanie: czy na początku drogi Izabeli i jej dziecka do feralnego szpitala nie było jeszcze jednego lekarza-przestępcy.

Sytuacja, w której krótko po niepomyślnej diagnozie o dziecku następuje odejście wód płodowych, nie jest typowa. Prokuratura powinna zbadać, czy jakiś lekarz nie chciał „uwolnić” Izabeli od niepełnosprawnego dziecka i nie rozpoczął nielegalnie procedury aborcji, przebijając pęcherz płodowy i zalecając, że później może się zgłosić do szpitala i wszystko „dobrze” się skończy. O tym ważnym dla organów ścigania wątku mówię w krótkim nagraniu poniżej:

Piszę do Pana, bo od początku mówiliśmy prawdę. Od samego początku ostrzegaliśmy, że środowiska feministyczne rozpowszechniają kłamstwa. Nie mówimy tego pochopnie, znamy ich metody, widzieliśmy je w akcji nie raz. Ich strategia jest zawsze taka sama: kłamstwo, by mordować jak najwięcej dzieci.

Piszę do Pana także dlatego, że byliśmy tam, gdzie trzeba było być: na ulicach, w centrum wydarzeń. 

Gdy przez Polskę przetaczała się fala protestów po śmierci Izabeli, nie chowaliśmy się po kątach. Stanęliśmy pod Ministerstwem Zdrowia, w miejscu, gdzie rozgrywała się wojna o prawdę.

Czy pamięta Pan tamten Różaniec? Otoczyły nas wtedy wrzeszczące tłumy aborcjonistów, próbując zakrzyczeć modlitwę. Ale byliśmy i nie daliśmy się zastraszyć, choć staliśmy w środku morza nienawiści i przemocy.

Piszę wreszcie, bo od lat powtarzamy jedno: aby naprawdę rozwiązać problem aborcji, nie wystarczy tylko zmienić prawo. Potrzebne jest coś więcej: delegalizacja środowisk aborcyjnych, które działają jak zorganizowany przemysł śmierci i manipulacji. Te środowiska, sowicie finansowane z zagranicy, żyją z tragedii, karmią się cierpieniem i wmawiają ludziom, że mordowanie dzieci to coś dobrego.

Nie ustaniemy, dopóki każde dziecko niezależnie od zdrowia, wieku prenatalnego czy okoliczności poczęcia, nie będzie bezpieczne.

Z wyrazami szacunku,

Kaja Godek
Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Nasza walka ze złem jest jak walka Dawida z Goliatem. Oni mają pieniądze, aparat propagandy i wyszkolonych kłamców. My – prawdę. I Pańską pomoc – modlitewną i finansową, za którą z serca dziękuję.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

„Polska generalicja”, wraz z niemiecką i brytyjską stawiana za wzór głupoty, ignorancji i globalistycznego lizusostwa

„Polska generalicja”, wraz z niemiecką i brytyjską stawiana za wzór głupoty, ignorancji i globalistycznego lizusostwa

Problem nie tkwi nawet w fakcie jej całkowitego zidiocenia, ale w niebezpieczeństwie dolewania oliwy do ognia i drażnienia rosyjskiego Mocarstwa Nuklearnego.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 22

Za czasów sowieckich durnie w mundurach generalskich LWP chlali samogon ze swymi odpowiednikami z Krasnej Armii, ale trzymali gęby na kłódkę, bo do politykierstwa dopuszczona była jedynie PZPR.

Dziś w apogeum komunizmu, zwanym dla niepoznaki „globalizmem”, każdy lizus ogólno-wojskowy, który dochrapał się szlif generalskich, czuje się w obowiązku szczekać na jedną modłę z Pentagonem, Brukselą, Berlinem i Londynem.

Całkowita niekompetencja i karierowiczostwo „natowskiej elity”, mrozi krew w żyłach nie tylko autentycznych fachowców wojskowości, ale każdego wykształconego i inteligentnego człowieka.

Zarówno polityczne , jak i militarne „elity” ZIK (zachodniego imperium kłamstwa), są całkowicie deliryczne i bezmyślne.

Wywołanie konfliktu zbrojnego z FR, to w najlepszym wypadku, katastrofa geopolityczna, militarna i gospodarcza UE, NATO i całego ZIK, a w najgorszym jądrowa anihilacja Ludzkości. O katastrofie cywilizacyjnej nie wspomnę, gdyż nie dotyczy ona „zachodnich nadludzi”. Są już tak zdegenerowani, że nic im w tym zakresie zaszkodzić nie może.

Jednakowoż, ta mniejszość obywateli III RP, która pojmuje grozę sytuacji, chciałaby zapewne przeżyć swe lata w spokoju i względnym dobrobycie, a zamienienie się (w najlepszej sytuacji) w drugą Ukrainę, do takich celów nie prowadzi!

Dlatego zamieszczam poniżej wypowiedzi ( w formie wideo i artykułu) dwu prominentnych członków establishmentu wojskowo-wywiadowczego US Army i CIA, traktujące o tym zagadnieniu.

Scott Ritter były inspektor uzbrojenia ONZ i negocjator traktatów rozbrojeniowych z ZSRR i FR, ze strony USA, przedstawia poniżej swą ocenę:

Wieloletni analityk militarny CIA, Larry Johnson, jest podobnie jak Scott w stanie spoczynku, co obu im umożliwia mówienie PRAWDY, oto jego najnowszy artykuł:

Zachód nadal działa w złudzeniu, że dysponuje siłą militarną i poparciem politycznym, by zmusić Rosję do zawieszenia broni. Najnowszy przykład pochodzi od generała Christophera Donahue, dowódcy Armii USA w Europie i Afryce, który wygłosił niezwykle niebezpieczne oświadczenie podczas przemówienia na inauguracyjnej konferencji LandEuro Stowarzyszenia Armii USA w Wiesbaden w Niemczech w zeszłym tygodniu. Donahue stwierdził, że siły lądowe NATO rozwinęły zdolność do ataku i zajęcia rosyjskiej eksklawy kaliningradzkiej „w niespotykanym dotąd czasie” – szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Chwalił postępy NATO w zakresie szybkich operacji lądowych i podkreślał, że Kaliningrad – silnie zmilitaryzowana enklawa rosyjska otoczona terytorium NATO – może zostać zneutralizowany z lądu znacznie szybciej niż było to możliwe wcześniej.

Powiedział:

Możemy to zdemontować w niesłychanym czasie – szybciej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Oświadczenie Donahue nie miało na celu sugerowania, że NATO planuje natychmiastowe przeprowadzenie pierwszego ataku; było raczej ostrzeżeniem dla Rosji o gotowości sojuszu na wypadek dalszej agresji, zwłaszcza wobec państw bałtyckich. Komentatorzy i urzędnicy interpretują te uwagi jako zapewnienie dla partnerów NATO i sygnał dla Moskwy, że każdy atak na NATO wywoła zdecydowaną i szybką reakcję. Niezależnie od intencji Donahue, jest to lekkomyślne i niebezpieczne oświadczenie, biorąc pod uwagę jego pozycję jako szefa Dowództwa Europejskiego USA. Choć mogło ono podnieść morale wśród liliputów nad Bałtykiem, Rosjanie uznali je za poważne zagrożenie i prowokację.

Władze rosyjskie odpowiedziały, że każdy atak militarny na Kaliningrad będzie jednoznacznie traktowany jako atak na samą Federację Rosyjską. Leonid Słucki, przewodniczący parlamentarnej Komisji Spraw Zagranicznych (wysoko postawiona postać, często odzwierciedlająca retorykę Ministerstwa Spraw Zagranicznych), stwierdził wprost:

Atak na Obwód Kaliningradzki będzie oznaczał atak na Rosję, z wszelkimi środkami odwetowymi przewidzianymi między innymi w jej doktrynie nuklearnej… Amerykański generał powinien to rozważyć, zanim złoży takie deklaracje.

Członek parlamentarnej komisji obrony nazwał te groźby „ w istocie wypowiedzeniem wojny ”.

Wypowiedzi Donahue, poza tym, że były niewiarygodnie głupie, pokazały arogancję i pogardę, jaką amerykańscy przywódcy polityczni i wojskowi żywią do Rosji. Co gorsza, NATO prowadzi lub wkrótce przeprowadzi ćwiczenia wojskowe symulujące inwazję na Kaliningrad. Rosjanie to zauważyli i nie bagatelizują tego jako bezpodstawnego zagrożenia. Pewien emerytowany oficer rosyjskiego wywiadu zareagował słowami:

A co stałoby się z Waszyngtonem lub Nowym Jorkiem, gdybyśmy na przykład rozmieścili nasze wojska na oceanie, w tym flotę okrętów podwodnych, i przeprowadzili próby ataków na Nowy Jork i Waszyngton? Jak zareagowałby Trump?

Myślę, że znamy odpowiedź na to retoryczne pytanie… Trump zaatakowałby. Teraz, gdy Rosja masowo produkuje hipersoniczny pocisk Oreshnik , Putin ma inną opcję niż sięganie po broń jądrową. Oreshnik może trafić w każdy cel w Europie – to znaczy jest hipersoniczną wersją pocisku balistycznego średniego zasięgu, z tą różnicą, że można nim manewrować w locie, a jeden pocisk może przenosić wiele głowic. Zachód nie ma żadnej obrony przed tym pociskiem. Ciekawe, czy Donahue to rozumie?

Dziś odbyłem długą rozmowę z Nimą, który miał na sobie zabójczą tropikalną koszulę, na temat Gazy, Iranu i wojny na Ukrainie:

Patentowana głupota, arogancja i ignorancja amerykańskich bubków przystrojonych w generalskie mundury, nie dziwi już nikogo w świecie. Ich sukcesy są również klarownie widoczne. Bezsilność US Army nawet w stosunku do plemienia Huti w Jemenie, którzy przegnali US Carrier Group z morza czerwonego i uszkodzili jego „niezniszczalny” myśliwiec F-35, są pierwszymi z brzegu dowodami, czym jest „amerykańska potęga militarna” i jej „debilni generałowie”.

Niestety „generalicja WP” jest równie głupia, a na dodatek wyszkolona tylko w jednym: „ jak najefektywniej lizać dupy amerykańskiej wierchuszce z NATO i dalej wspinać się po szczeblach globalistycznej kariery”!

Nawet gdyby Boska Opatrzność uchroniła Polskę i Polaków od wojny i zagłady, to kto w oswobodzonym z UE i NATO państwie nadawałby się do sprawowania władzy, obrony narodowej i wszystkich pozostałych nieuniknionych zadań?

Czyżby „import” z Węgier byłby niezbędny? No bo nasi „nowi kolorowi współmieszkańcy” do takich celów się nie nadają!

Postęp czy kult postępu?

Postęp czy kult postępu?

https://pch24.pl/postep-czy-kult-postepu

(fot. PCh24.pl / GS)

Czy zadawaliśmy sobie kiedykolwiek pytanie, co kieruje rozwojem technologicznym? Czy przyspieszające zmiany to zaledwie wypadkowa zasad rynku, sytuacji politycznej, ekonomicznej i społecznej? A może odpowiedź leży dużo głębiej i dotyka najbardziej intymnej sfery ludzkiej świadomości?

Świat wirtualny coraz bardziej oplata rzeczywistość materialną. Współczesne technologie informacyjne stanowią podstawę światowej komunikacji, utrzymują systemy ekonomiczne i finansowe, kontrolują sieci energetyczne, pośredniczą w kontaktach międzyludzkich – słowem – są wszędzie, a życie bez prądu i stałego dostępu do internetu staje się coraz bardziej uciążliwe.

„Cywilizacja informacyjna”, „Przemysł 4.0”, „Netokracja”, „Czwarta Rewolucja Przemysłowa”, „Wielki Reset” – jakbyśmy nie określili dokonujących się na naszych oczach zmian, ich cechą wspólną jest postępująca symbioza środowiska naturalnego z przestrzenią wirtualną.

Techno-entuzjastom marzy się wręcz bezpośrednie wnikanie do ludzkich ciał. Do pewnego stopnia już się to udało dzięki wszechobecnym telefonom, asystentom AI czy zegarkom monitorującym funkcje życiowe. Ale marzenia Doliny Krzemowej wybiegają znacznie dalej.

Interfejsy mózg-komputer, terapie genetyczne, tworzenie życia w laboratorium, podskórne chipy, nano-protezy…to nie tematy kolejnych książek science-fiction, ale dzisiejsza rzeczywistość i zapowiedzi takich wizjonerów jak Elon Musk, Peter Thiel, Raymond Kurzweil czy tegoroczny laureat nagrody Nobla, Geoffrey Hinton.

Czy jednak zastanawialiśmy się kiedyś, skąd bierze się przemożne pragnienie tak głębokiej ingerencji w otaczający nas świat? Dlaczego, wzorem poprzednich rewolucji technologicznych, nowoczesne rozwiązania nie chcą pozostać narzędziami, tj. poporządkowanymi człowiekowi sposobami przekształcania materii? Dlaczego akurat obecna rewolucja postindustrialna chce na zawsze zmienić sposób w jaki postrzegamy człowieka, Boga, świat?

Odczarowanie świata


Człowiek jest istotą duchową, tzn. łączącą przestrzeń materialną ze światem abstrakcyjnych, pozaczasowych symboli, zasad i reguł. Mówi nam to nauka Kościoła, a potwierdza nauka. Nie odkryto jeszcze cywilizacji, która powstałaby bez kultu – bazy dla etyki, kultury, filozofii i innych elementów konstytuujących najwyższą formę organizacji życia ludzkiego.

Nie inaczej jest w przypadku powstającej na naszych oczach, w tempie 24 tys. gigabajtów na sekundę, cywilizacji informacyjnej. Po ponad stu latach od ogłoszenia przez Maxa Webera „odczarowania świata”, w społeczeństwie nie zaniknęło myślenie religijne. Racjonalizacja, sekularyzacja czy zwiększenie roli nauki i rozumu, nie zamknęło człowieka na nadprzyrodzoność.

Wizja wymaga wiary – abstrakcyjnego wyobrażenia, mniej lub bardziej określonego – ale jeszcze nieistniejącego – celu, który zamierzamy osiągnąć. Podobnie jak rzeźbiarz, postawiony z dłutem w dłoni przed blokiem marmuru, nie stworzy swojego dzieła bez wyobrażenia kształtu, jaki ma ostatecznie przyjąć zimny surowiec.

Dzisiaj jednak nie brakuje wpływowych autorów (np. Harari) przekonanych, że fundamenty cywilizacji zachodniej, wywodzące się głównie z tradycji biblijnej, nie tylko nie wytrzymują próby czasu, ale wręcz zagrażają postępowi technologicznemu, utożsamianemu z jedynym skutecznym sposobem ulepszania świata. To z niej biorą się takie „absurdy” jak przyrodzona godność człowieka, jego prawa (z prawem do życia) czy przekonanie o wyższości nad innymi gatunkami.

A jest o co walczyć. Jak przekonują – stawką w grze jest nie tylko zdrowie, bezpieczeństwo czy dobrobyt, ale potencjalnie wręcz biologiczna nieśmiertelność, nieograniczona „mądrość” i szczęście ponad wszelką miarę (słynne trzy obietnice transhumanizmu).

W związku z tym, warunkiem sine qua non zaistnienia cywilizacji informacyjnej jest stopniowa marginalizacja systemów religijnych, konsekwentne ograniczanie ich wpływu na społeczeństwo, a w ostateczności – całkowite pozbawienie człowieka możliwości myślenia w kategoriach nadprzyrodzonych.

Po piśmie


Powstanie systemów religijnych nieodłącznie wiąże się z darem mowy. To właśnie język stanowi niezbędny komunikator w kontakcie z rzeczywistością wyobrażeniową. Nawet nauki techniczne i przyrodnicze wymagają systemu abstrakcyjnych znaków, niezbędnych do opisania badanej rzeczywistości. Liczb nie można dotknąć. Nie istnieją. Ale można dzięki nimi opisać prawidła rządzące wszechświatem.

Wybitny pisarz i eseista Jacek Dukaj przekonuje, że dzisiaj największą konsekwencją upowszechnienia wysokich technologii informacyjnych jest nie tyle pozbawienie człowieka umiejętności logicznego myślenia, co wręcz zanik umiejętności werbalizacji myśli. Tymczasem Dolina Krzemowa odczytuje komunikację z pominięciem aparatu mowy nie jako zagrożenie, ale wielką szansę dla ludzkości.

Zachwyt nad możliwościami komunikacji między-mózgowej wyrażają tacy techno-celebryci jak Elon Musk czy Sam Altman. W ich ocenie dotychczasowe interfejsy; klawiatury, ekrany dotykowe czy dyktafony, jedynie ograniczają precyzję myśli i bogactwo skojarzeń. Sprytni wizjonerzy nie mówią nam jednak, że zanik mowy upośledza wyobraźnię.

Człowiek wychowany od urodzenia w środowisku technologicznym, będzie miał ogromne trudności z wizualizacją wyższych abstrakcyjnych konstruktów, nie mówiąc o takich terminach jak wieczność czy transcendencja. Zamknięty w więzieniu doczesności powoli utraci kontakt z pozamaterialnym „Ja” (duszą), w konsekwencji odczuwając swoją świadomość wyłącznie na poziomie neuronów i hormonów – podobnie jak obecnie zwierzęta.

Jak trafnie zauważa Jan Białek w książce „TECH2.0”, taka sytuacja nie oznacza śmierci religii, ale skierowanie wektora wiary na ograniczoną materię. Absolut zostanie zastąpiony technologicznym substytutem. Przedmiotem kultu będzie techno-rzeczywistość posiadająca przymioty „boskie”: tworzenie nowego życia, rozwijanie istniejących gatunków, sprawowanie kontroli nad materią ożywioną i nieożywioną, kształtowanie i optymalizacja życia każdej jednostki. Taki kult jednak nie będzie miał nic wspólnego z rzeczywistością nadprzyrodzoną. Będzie jej substytutem, symulacją – podobnie jak obietnice, które oferuje.

Stare herezje w nowych szatach


Białek w poszukiwaniu religijnych inspiracji zachodzących zmian, dociera – bez żadnego zaskoczenia – bynajmniej nie do myśli chrześcijańskiej, ale pogańskich, kabalistycznych i dużo mroczniejszych źródeł, o których nie czas i miejsce wspominać. Dla naszych rozważań wystarczy wyłaniający się z jego opisu, z pozoru sprzeczny, gnostycko-materialistyczny charakter dokonującej się rewolucji.

Z jednej strony człowiek postrzegany jest tam wyłącznie jako biologiczna maszyna, „małpa człekokształtna homo sapiens”, która zawdzięcza swoją pozycję kosmicznemu przypadkowi. Światem rządzą jedynie logiczne, wymagające naukowego wyjaśnienia procesy, a nad jednostką góruje państwo zdolne kontrolować materię.

Jednocześnie niektóre „małpy” marzą o wyrwaniu się z nieuchronnego cyklu narodzin i śmierci. Te z nich, które zgłębiły tajemnice wszechświata (technologii), dostępują obietnicy wyzwolenia z okowów ciała (materii) i osiągnięcia „cyber-zbawienia”, rozumianego jako nieśmiertelność biologiczna. Symptomatyczne, że w tym równaniu nie ma miejsca dla człowieka. Ten świat dzieli się nieprzekraczalną granicą na ludzi-zwierzęta i rządzących całą resztą „bogów”.

Wysokie technologie dostarczają narzędzi, o których niegdysiejsi rewolucjoniści mogli wyłącznie pomarzyć. Zamiast krwawych przewrotów, powolnych zmian w kulturze i instytucjach, infekują całe społeczeństwa, sącząc swoją truciznę bezpośrednio do mózgu 24 godziny na dobę.

Oczywiście, wiele z opisanych pomysłów, jak np. „czytanie myśli” czy transfer umysłu, wciąż jeszcze nie ma szansy na realizację z powodów czysto fizycznych. Lecz transhumanizm, podobnie jak jego gnostyczne i new-age’owskie inspiracje, został pomyślany jako propozycja duchowa. Mimo materialistycznego sztafażu, technicznej terminologii i bazujących na modelach matematycznych zapewnień, obietnice „technognozy” musimy przyjąć na wiarę.

A wszystkie idee mają konsekwencje. Dzisiaj gołym okiem widać spustoszenie jakie w języku, kulturze i funkcjonowaniu mózgu dokonuje upowszechnienie cyfrowej komunikacji. Umiera życie duchowe, przegrywające z atrakcyjnością nieustannego potoku wrażeń i bodźców. Człowiek XXI w. może żyć na dopaminowym haju cały dzień, nie mając nawet potrzeby głębszej refleksji. Wraz z kolejnymi namacalnymi „cudami” wysokich technologii, coraz trudniej będzie uwierzyć w obietnice składane przez świat nadprzyrodzony. Oto symptomy zbliżającej się rzeczywistości, w której miejsce racjonalnej wiary chcą zająć duchowe impulsy i myślenie magiczne, a Prawdę – jej fałszywe symulacje.

Piotr Relich

Tekst na podstawie: Jan Białek, TECH 2.0, wyd. Garda, Warszawa 2025.

Zagadka stwora „babci Kasi” rozwiązana!

Zagadka babci Kasi rozwiązana!

Autor: pokutujący łotr , 21 lipca 2025

A to niespodzianka? Niespodzianka? Czyżby? Podczas zatrzymania przez policję tak zwanej Babci Kasi – rozwrzeszczanej lewackiej prowokatorki, utrapienia warszawskich demonstracji patriotycznych,  co się otóż ukazuje na zdjęciu, przez kogoś zrobionym?

Na jej lewym przegubie odsłoniętym podczas wleczenia krewkiego babska przez chłopaków  w mundurach,  ukazał się na paseczku umieszczony ulubiony medalik babsztyla: zgrabna gwiazda Dawidowa.

No i jesteśmy w domu. Jaka tam Babcia Kasia (zresztą już wcześniej protestowano przeciwko nazywaniu tego siwego ostrzyżonego na jeża stwora “babcią Kasią”, bo babcie są kochane i dobre, a to wylazło diabłu z… pardon… gęby).

To jest po prostu Bubbe Kashe! Aj waj. A to sze porobiło…

Fakty prasowe

Fakty prasowe

Stanisław Michalkiewicz 22 lipca 2025 michalkiewicz

Lato to nie jest dobry sezon dla niezależnych mediów głównego nurtu. „Sezon ogórkowy” charakteryzuje się tym, że nic ważnego się nie dzieje, toteż nie bardzo jest o czym pisać. Tak bywało i za panowania Najjaśniejszego Pana i na przykład Egon Erwin Kisch twierdzi, że gazety praskie ułatwiały sobie sytuację, „na żądanie Czytelników” drukując ponownie artykuły wstępne z dnia poprzedniego. Czytelnicy mieli ten artykuł przed sobą – ale nie – chcieli go mieć również w kolejnym numerze. Teraz nikt już tak nie robi, ale od czegóż troska o obywateli? Z czasów pierwszej komuny pamiętamy, że Polskę regularnie nawiedzały dwie klęski i cztery kataklizmy. Jedna klęska – to klęska nieurodzaju, a druga – to klęska urodzaju. Kataklizmy zaś to wiosna, lato, jesień i zima. Coś z tej tradycji zostało, bo i teraz, kiedy na przykład – jak to latem – gdzieś przechodzą burze z piorunami, to zaraz ogłaszane są „alerty”, zbierają się „sztaby kryzysowe”, pan minister Siemoniak przemawia na konferencjach prasowych – i „biznes sze kręczy” – jak mawiano w swoim czasie w sferach kupieckich.

A w dodatku ukraińscy przyjaciele wykiwali pana prezydenta Andrzeja Dudę, zbywając go orderem krzyża zbolałego. Za forsę, którą Polska przekazała, tamtejsze parchy-oligarchy pokupowały sobie, to tu, to tam, luksusowe rezydencje i na przykład będąc w ubiegłym roku w Toskanii dowiedziałem się z pewnego źródła o tamtejszej rezydencji prezydenta Zełeńskiego, że daj Boże każdemu – a tymczasem dla pana prezydenta Dudy tylko ten nieszczęsny order? Toteż nic dziwnego, że rozgoryczony pan prezydent zaczął wreszcie mówić ludzkim głosem – że za korzystanie z lotniska w Jasionce ktoś (kto?) powinien zapłacić – i tak dalej.

Pan prezydent, który wcześniej bredził o jakichś „uniach” z Ukrainą, wreszcie zdradza objawy powrotu do rzeczywistości? Trochę późno – bo na miesiąc przed końcem kadencji – ale powiadają, że lepiej późno, niż wcale. To trochę podobne do zachowania pana prof. Leszka Balcerowicza. Kiedy był wicepremierem i ministrem finansów, robił różne dziwaczne rzeczy. Ale kiedy tylko przestawał pełnić te zaszczytne funkcje, to w felietonach do tygodnika „Wprost” głosił same słuszne poglądy i koncepcje. Niestety potem ponownie zostawał wicepremierem, a nawet – prezesem NBP – i znowu popadał w sprośne błędy Niebu obrzydłe. Czyż trzeba nam lepszej ilustracji, że władza korumpuje?

Ale nie można powiedzieć, by i władza nie dostarczała materiału, dzięki któremu łamy oraz czas antenowy niezależnych mediów głównego nurtu było czym wypełnić. Oto pan minister Adam Bodnar z czarnym podniebieniem, realizując na swoim odcinku frontu „linię porozumienia i walki”, którą obywatel Tusk Donald proklamował gwoli zamarkowania swojej niezależności od Niemiec poprzez przywrócenie tak zwanych „wyrywkowych kontroli” na polsko-niemieckiej granicy i jednoczesnego zwalczania złowrogiego Ruchu Obrony Granic, zadekretował, że Robert Bąkiewicz będzie musiał wykonać 360 godzin prac społecznych i zapłacić Babci Kasi 10 tys. złotych z tytułu „naruszenia jej nietykalności cielesnej”. Obawiam się w związku z tym, że skoro tak, to Babcia Kasia będzie się teraz każdemu nadstawiała, żeby tylko naruszył jej nietykalność – bo 10 tysięcy złotych piechotą nie chodzi.

Ale to jeszcze nic w porównaniu z samopomocową działalnością niezależnych mediów, w której oczywiście przoduje Judenrat „Gazety Wyborczej”, wierny leninowskim zasadom życia partyjnego, zwłaszcza na odcinku organizatorskiej funkcji prasy. Zręby rewolucyjnej teorii zawdzięczamy oczywiście „Drogiemu Bronisławowi”, który odkrył tak zwane „fakty prasowe”. Odkrycie to, jak wszystkie genialne odkrycia, są proste, jak budowa cepa. Najpierw Judenrat koncypuje jakiś „fakt” prasowy, który różni się od „faktu autentycznego” tym, że istnieje wyłącznie w wyobraźni ścisłego kierownictwa Judenratu, ale potem, to znaczy – po publikacji – zaczyna żyć własnym życiem, bo mikrocefale, stanowiący podstawową bazę czytelników żydowskiej gazety dla tubylczych Polaków, dopuszczają sobie ten fakt do głowy, myśląc, że to wszystko naprawdę. W rezultacie rozkręca się afera, która obrasta kolejnymi faktami prasowymi, a niekiedy nawet – tak zwanymi „odpryskowymi” procesami – bo co to komu szkodzi, że z faktów prasowych pożywią się też niezawisłe sądy?

No i właśnie mamy aferę w postaci „profanacji” pomnika w Jedwabnem. Jak wiadomo, w lipcu 1941 roku w tej miejscowości niemiecka Einsatzgruppe zagnała tamtejszych Żydów do stodoły, którą następnie oblała benzyną i podpaliła. Nie byłoby w tym nic osobliwego, gdyby nie to, że Żydowie, którym zależało i nadal zależy na wyduszeniu z Polski szmalu pod pretekstem tak zwanych „roszczeń”, w ramach przyprawiania narodowi polskiemu odrażającego wizerunku narodu morderców, wpadli na pomysł, żeby o to morderstwo oskarżyć ludność polską. Ponieważ na obecnym etapie Żydowie ściśle koordynują swoją politykę historyczną z polityką historyczną niemiecką, to najpierw obstalowali u pana dra Jana Tomasza Grossa, który na tę okoliczność został natychmiast obcmokany jako „historyk” w dodatku – „światowej sławy” , książkę „Sąsiedzi”, która też została obcmokana przez Judenraty wszystkich krajów.

Pan minister sprawiedliwości Lech Kaczyński skwapliwie uwierzył jakiemuś rabinowi, że Żydowie swoich nieboszczyków nie ekshumują i wstrzymał ekshumację w Jedwabnem, dzięki czemu nie doszło do zdemaskowania fantasmagorii Jana Tomasza Grossa, który w ogóle przy pisaniu swojej książki wykorzystał nowatorską w historiografii metodę „objawienia”. Posłuszni funkcjonariusze IPN wersję o polskim autorstwie tej zbrodni przyklepali, a prezydent Aleksander Kwaśniewski ją uroczyście potwierdził, podczas hucpiarskiej uroczystości w Jedwabnem przepraszając „w imieniu narodu polskiego”. Mam nadzieję, że kiedyś odpowie za to łajdackie złamanie przysięgi prezydenckiej, której rota zawiera solenną obietnicę „niezłomnego strzeżenia godności narodu” – ale nie żydowskiego, tylko tubylczego. No i „fakt prasowy” poszedł w świat.

Jednak dwóch ludzi; pan prof. Marek Chodakiewicz i pan dr Tomasz Sommer nie dali za wygraną i benedyktyńską pracą spenetrowali – jak było naprawdę – a swoje ustalenia zawarli w dwóch opasłych tomach, z których jeden zawiera opis wydarzenia, a drugi – drobiazgową dokumentację. Sprawa jest znana od wielu lat – ale Judenrat, a na jego rozkaz – żadna instytucja państwowa – nie przyjmują tego do wiadomości i po staremu forsują łgarstwo jedwabieńskie – bo interes w postaci obcinania kuponów od holokaustu ma taką specyfikę, że trzeba narodowi wytypowanemu na winowajcę zastępczego przyprawić odrażający wizerunek narodu morderców – a cóż nada się tu lepiej, jak nie „fakt prasowy”?

Stanisław Michalkiewicz

Ranking imion we Francji. Wygrywają Ibrahim, Issa, Mohamed, Aminata i Nour

Ranking imion we Francji. Pod Paryżem wygrywają Ibrahim, Issa, Mohamed, Aminata i Nour

Bogdan Dobosz pch24.pl/ranking-imion-we-francji-pod-paryzem-wygrywaja-ibrahim-issa-mohamed-aminata-i-nour

Krajowy Instytut Statystyki (INSEE) publikuje co roku we Francji „ranking najpopularniejszych imion” w tym kraju. Obecnie opublikowano zestawienie za rok 2024. Ranking pokazuje pośrednio zmieniający się krajobraz społeczny w tym kraju. W skali całego kraju na czele listy są jeszcze takie imiona jak Louise, Gabriel i Jade. Tradycyjnych imion nadawanych noworodkom jednak z roku na rok ubywa, a pojawia się coraz więcej imion nadawanych dzieciom, które wywodzą się z kultury islamu.

W 2024 roku imiona Louise dla dziewczynek i  Gabriel dla chłopców zajęły czołowe miejsca w kraju i w wielu departamentach. Popularne imiona to także Léo, czy Ambre.

Wystarczy jednak zajrzeć do statystyk podparyskich departamentów i miejsc związanych z osiedlaniem się imigrantów, by stwierdzić, że coraz trudniej tam znaleźć rodziców nadających dzieciom imiona wywodzące się z tradycji chrześcijańskiej. Dominują imiona z kręgu kultury muzułmańskiej, ewentualnie „neutralne”. Ciekawostką jest zmniejszający się udział nadawania imion inspirowanych kulturą anglosaską (np. ubywa Kevinów, Rayanów, itp.).

Podparyski departament Seine Saint Denis uważany jest za za najbardziej „imigrancki” i specjalnie nie dziwi, że od lat na pierwszym miejscu w rankingu popularnych imion jest Mohamed. Drugie miejsce zajmuje Adam, a kolejne miejsca to takie imiona jak Ibrahim, Issa, Imran, Issac, Moussa, Ismael, Noah, Ali, Amir, Aylan, Ayoub, Zayn. Popularne imiona dziewczynek to Inaya, Maryam, Fatoumata, Nour, Aminata, Aicha, Fatima, Lina, Mariam, Sofia… W porównaniu z rokiem poprzednim Fatoumata awansowała z 10. pozycji na 3, a postępy poczyniły także imiona – Aminata i Aïcha. Wśród chłopców Mohamed jest od lat najpopularniejszym imieniem, a trzeba tu dodać jeszcze rozmaite odmiany i wariacje tego imienia rejestrowane osobno, a które także są w czołówce popularności. W pierwszej „dziesiątce” w ubiegłym roku zaszły jednak pewne znaczące zmiany i np. imiona Noah i Ali wypchnęły z tego zestawienia… Gabriela i Rayana.

Nie inaczej jest w innych departamentach Regionu Paryskiego. W Essone wygrywa Adam przed Noahem, Leo i Mohamedem. Kolejne popularne imiona to Gabriel, Ibrahim, Issac, Eden, Ethan, Imran. W Val de Marne wygrywa Ibrahim przed Mohamedem i Gabrielem. Mieszkańcy departamentu Val d’Oise preferują Adama, Gabriela, a Mohamed jest na trzecim miejscu przed Issakiem, Ibrahimem i Liamem. W samym Paryżu, w którym skład społeczny ludności jest jednak odmienny, na czele rankingu popularności imion jest Gabriel, na drugiej pozycji Adam, a na trzeciej Raphael. Mohamed jest tu „dopiero” na 5 pozycji. To tylko kilka przykładów z regionu stołecznego, ale podobnie jest w większości ośrodków wielkomiejskich Francji.

Zanikanie tradycyjnych imion to swoisty „znak czasów” i ilustracja m.in. zmniejszającego się wpływu chrześcijaństwa w życiu społecznym. Nowi „patroni” małych Francuzów mają swoje „korzenie” coraz częściej gdzieś na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Ta ewolucja zmiany imion trwa już od lat, razem ze zmianami demografii i raczej nie widać trendów odwrotnych.

Przypomina się tu rysunkowy żart z policjantami zatrzymującymi za kilkanaście lat do kontroli kierowcę samochodu. Jeden z funkcjonariuszy sprawdza dokumenty kierowcy i mówi do drugiego – „Ty, Mohamed, popatrz jak on się śmiesznie nazywa – Jean-Pierre”.

Bogdan Dobosz

W 2024 roku Polska miała najwyższe na świecie ceny gazu ziemnego

Szok na rynku gazu. Polska liderem cen

Z raportu International Gas Union (IGU) wynika, że w 2024 roku Polska miała najwyższe na świecie hurtowe ceny gazu ziemnego – średnio ponad 15 dolarów za MMbtu. Koszty tego surowca były wyższe niż m.in. we Francji, Niemczech czy Turcji.

Autor: MG 8 lipca 2025 polska-liderem-cen

Szok na rynku gazu. Polska liderem cen

Premier Donald Tusk

  • Z raportu „Wholesale Gas Price Survey 2025” wynika, że Europa już czwarty rok z rzędu notuje najwyższe hurtowe ceny gazu na świecie.
  • Polska jest w tym zestawieniu najdroższym krajem – średnia cena wyniosła u nas ok. 15,3 USD/MMbtu.
  • Wysokie ceny gazu stanowią poważne obciążenie dla polskiego przemysłu, który coraz trudniej konkuruje z firmami z innych krajów UE.

International Gas Union pod koniec czerwca opublikowała raport „Wholesale Gas Price Survey 2025 Edition”.

Wynika z niego, że Europa już czwarty rok z rzędu utrzymuje pozycję regionu z najwyższymi hurtowymi cenami gazu na świecie.

Z kolei najdroższym krajem Europy jest Polska.

Jak podaje „Wysokie Napięcie”, według raportu Polska miała cenę ok. 15,3 USD/MMbtu.

A tak ceny kształtują się w innych państwach:

  • Niemcy – 12,7 USD/MMbtu,
  • Francja – 11 USD/MMbtu,
  • Turcja – 10.0 USD/MMbtu,
  • Chiny – 9 USD/MMbtu,
  • Australia – 7,7 USD/MMbtu,
  • Argentyna – 4,3 USD/MMbtu,
  • USA – 2,15 USD/MMbtu,
  • Kanada – 1 USD/MMbtu.

Liczby w raporcie IGU są zgodne z danymi na stronie Prezesa URE o hurtowych cenach gazu. Z raportu URE wynika, że w roku 2024 wynosiły one 238 zł za MWh – pisze „Wysokie Napięcie”.

Szokujące dane. Polska ma najdroższy gaz na świecie

Jak wyjaśnia Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, ceny gazu ziemnego odgrywają kluczową rolę dla wielu branż polskiego przemysłu, decydując o możliwości ich konkurowania, nie tylko na rynkach globalnych, ale i na rynku wewnętrznym UE. Tymczasem polski sektor przemysłowy wykorzystujący gaz ziemny, od dwóch lat boryka się z wysokimi cenami tego surowca na rynku.

Jest on powszechnie wykorzystywany, zarówno do celów energetycznych, aby pozyskać energię elektryczną lub ciepło na potrzeby procesów przemysłowych, jak i jako surowiec niezbędny do produkcji m.in. nawozów sztucznych – czytamy.

Jak wskazują dane Eurostatu, w porównaniu do innych dużych gospodarek unijnych, cena końcowa gazu ziemnego w Polsce, z uwzględnieniem podatków i opłat, jest jedną z najwyższych w całej Unii Europejskiej. „Dane nie pozostawiają złudzeń – dla największych krajowych odbiorców niebieskiego paliwa, czyli firm zużywających powyżej 4 000 000 GJ (105 mln m3) gazu ziemnego rocznie, jego koszty są zdecydowanie wyższe niż m.in. w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Holandii czy Włoszech” – podaje Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu.

Imigracyjna hipokryzja [kłamstwa jawne] POPiS-u. Ponad sześć milionów wiz !!

Imigracyjna hipokryzja POPiS-u

22.07.2025 Tomasz Cukiernik

straż graniczna imigranci
Straż Graniczna i imigranci / fot. ilustracyjne / fot. Straż Graniczna

========================================

„Proceder handlu wizami do państw Unii Europejskiej jest mocno sprofesjonalizowany i przynosi miliardowe dochody ludziom, którzy opanowali procedury prawne i zawodowo zajmują się opracowywaniem wniosków wizowych do konsulatów takich państw jak Polska. Pośrednicy załatwiający wizy działają pod przykrywką firm rekrutujących pracowników dla firm z UE, ale to fikcja. Bo oni tak naprawdę zajmują się organizacją legalnej i bezpiecznej migracji do Europy, a za skuteczne załatwienie wizy do państw takich jak Polska pobierają od Afrykańczyków około 3 tys. USD.

==================================

Zarówno za rządów tzw. Zjednoczonej Prawicy, jak i rządów zbieraniny z 15 października oficjalne stanowisko mówi, że chronione są polskie granice przed nielegalnymi imigrantami, a jednocześnie działania wskazują na coś całkowicie przeciwnego.

Z raportu Najwyższej Izby Kontroli z października 2024 roku pt. „Nadzór Ministra Spraw Zagranicznych nad działalnością konsularną” wynika, że o rządach tzw. Zjednoczonej Prawicy nie można mówić, że były antyimigracyjne.

6 milionów imigrantów

W latach 2018–2023 polscy konsulowie wydali 6 166 080 wiz dla obcokrajowców, z tego 55,5 proc. uzyskali obywatele Ukrainy, 26,6 proc. – obywatele Białorusi, a 5,8 proc. – obywatele Rosji.

Z kolei obywatelom 76 państw muzułmańskich i Afryki wydano 366 551 wiz (5,9 proc.).

Kontrolerzy NIK ustalili, że Polska wśród krajów Unii Europejskiej udzieliła najwięcej wiz na pierwszy pobyt zarówno w 2021 roku – 967 345 z 2 952 336 (blisko 33 proc. wszystkich wiz w UE), jak i w 2022 roku – 700 264 z 3 454 684 (20 proc.). Szczególnie widoczny był dominujący udział naszego kraju w liczbie udzielonych wiz pracowniczych w latach 2018–2022. Było to od 36 proc. w 2022 roku do aż prawie 60 proc. w 2021 roku. W 2018 roku było to ponad dziewięciokrotnie więcej wiz niż wydała druga w kolejności Hiszpania!

Co więcej, z kontroli NIK wynika, że konsulowie pracujący w polskich placówkach dyplomatycznych za granicą byli naciskani przez centralę w kierunku wydawania większej liczby wiz: „Ministerstwo wyznaczyło poszczególnym placówkom zagranicznym minimalne liczby rozpatrywanych wniosków wizowych oraz oczekiwało od konsulów RP stałego zwiększania liczby rozpatrywanych wniosków wizowych”, a nadto MSZ naruszało „prawo konsula do swobodnej oceny wniosków wizowych oraz przesłanek do ewentualnej odmowy wydania wiz krajowych”. Jakby tego było mało, „konsulowie informowali o negatywnej roli pośredników wizowych i o swoich wątpliwościach co do wiarygodności potencjalnych pracodawców w Polsce”.

Ten ostatni problem opisuje Marcin Janowski, redaktor internetowego kanału „Na Argumenty”. Ma on informacje z pierwszej ręki od Afrykańczyków, którzy się z nim zetknęli: „Proceder handlu wizami do państw Unii Europejskiej jest mocno sprofesjonalizowany i przynosi miliardowe dochody ludziom, którzy opanowali procedury prawne i zawodowo zajmują się opracowywaniem wniosków wizowych do konsulatów takich państw jak Polska. Pośrednicy załatwiający wizy działają pod przykrywką firm rekrutujących pracowników dla firm z UE, ale to fikcja. Bo oni tak naprawdę zajmują się organizacją legalnej i bezpiecznej migracji do Europy, a za skuteczne załatwienie wizy do państw takich jak Polska pobierają od Afrykańczyków około 3 tys. USD.

Nietrudno wyliczyć, że sprawny pośrednik, który załatwi kilkaset legalnych wiz, staje się milionerem. Dochodzi wręcz do tego, że pośrednicy składający tysiące wniosków wizowych paraliżują działalność jednostek konsularnych, bo na rozpatrzenie spraw trzeba czekać wiele miesięcy. Państwa Afryki Subsaharyjskiej notują ciągle duży przyrost demograficzny. Tamtejsze rodziny mają przeciętnie po troje lub czworo dzieci. Niestety w ogromnej części państw afrykańskich panuje korupcja i nepotyzm, a ekonomiczny poziom życia stoi dość nisko. Dlatego wielu młodych mieszkańców Afryki rozważa migrację do państw bardziej rozwiniętych, które dają perspektywę lepszego życia”.

Podobno za rządów PiS dochodziło nawet do takich sytuacji, że politycy z „zaprzyjaźnionych” krajów Zachodu lobbowali za imigracją, żeby inwestorzy od nich mieli tanią siłę roboczą w Polsce. Politycy PiS ogłaszają Polakom, że są przeciwko przyjazdom imigrantów do Polski, a w rzeczywistości wpuścili miliony obcokrajowców. W świetle powyższych liczb hipokryzją są też wpisy byłego premiera Mateusza Morawieckiego, który teraz ostrzega przed nielegalną imigracją.

Zawrócenia imigrantów

Po zmianie władzy w Polsce niemieckie służby zintensyfikowały przerzucanie imigrantów na polską stronę granicy przy milczącej akceptacji rządu Donalda Tuska. Według Konkret24 na podstawie danych MSWiA oraz niemieckiej policji przekazania migrantów przez Niemców w ramach procedury readmisji i procedury dublińskiej oraz tzw. zawrócenia od 2021 roku to łącznie prawie 17 tys. osób (wykres 1 ? nima.. md] ). Polskie władze nic z tym nie robiły, więc granicy zaczęli bronić zwykli Polacy, tworząc obywatelskie patrole i Ruch Obrony Granic. Ostatnio dołączyli do nich rolnicy. Robili to, czym powinno się zajmować państwo polskie, a się nie zajmuje. Europoseł AfD Tomasz Froelich określił to mianem polityki ping-ponga, bo imigranci wracają do Niemiec. Jego zdaniem takie patrole powinny być umieszczone na granicach w roku 2015, kiedy pojawiła się pierwsza wielka fala uchodźców, jednoznacznie opowiadając się za deportacją poza UE.

W reakcji na pojawienie się patroli premier Tusk zapowiedział, że zrobi porządek… z Polakami strzegącymi granicy. Zresztą policja już rozganiała obywatelskie patrole. Dopiero kiedy okazało się, że uśmiechniętej koalicji ostro w dół poleciały słupki sondażowe, wprowadzono wyrywkowe kontrole na granicy niemieckiej i litewskiej. Jednocześnie jednak na konferencji prasowej premier Tusk ogłosił, że wszystkie przejścia graniczne z Niemcami stały się obiektami infrastruktury krytycznej (na granicy, której do tej pory nikt kompletnie nie pilnował!). Oznacza to zakaz robienia zdjęć, filmowania i zbierania się obywatelskich patroli. W ten sposób Niemcy w spokoju będą mogli przerzucać do Polski nielegalnych imigrantów w większych ilościach. Premier Tusk zapowiedział też, że będą twarde reakcje policji i Straży Granicznej, ale nie wobec imigrantów, a wobec tych, którzy pokazaliby, co się dzieje na granicy. Zakaz filmowania oznacza, że nie będzie można dokumentować ani nielegalnych działań niemieckich funkcjonariuszy, ani pacyfikacyjnych działań polskich służb wobec patroli obywatelskich, jeśli by się tam pojawiły.

„Decyzje ws. zakazu lotów dronami przy granicy, ustanowienia zakazu fotografowania przejeść granicznych i agresywna retoryka wobec Polaków monitorujących sytuację na granicy układają się niestety w spójną całość: rząd chce walczyć nie z nadużyciami Niemców, ale z zaniepokojonymi sytuacją Polakami. (…) Egzekucja tych decyzji podniesie poziom konfliktu społecznego i wzmocni podejrzenia, że rząd po cichu kapituluje przed niemieckimi naciskami i nadużyciami” – napisał na X wicemarszałek Krzysztof Bosak. „Zadziwiające, że dziś władzy przeszkadzają Polacy strzegący polsko-niemieckiej granicy, podczas gdy zaledwie rok temu MSWiA nie kiwnęło nawet palcem, by sprawdzić potencjalne powiązania osób i organizacji działających w strefie buforowej przy granicy polsko-białoruskiej z lewicowymi środowiskami proimigracyjnymi oraz nielegalnymi agencjami pracy organizującymi zatrudnienie dla nielegalnych migrantów” – zauważa poseł Grzegorz Płaczek.

A my mamy wierzyć aktualnej władzy, że ma dobre intencje i nas uchroni przed imigrantami. Tej samej władzy, której politycy, będąc w opozycji, w czasie kryzysu na granicy z Białorusią wywołanego przez prezydenta Łukaszenkę w 2021 roku utrudniali pracę strażnikom granicznym i zapraszali nielegalnych imigrantów do Polski (posłowie Koalicji Obywatelskiej Dariusz Joński i Michał Szczerba pizzą witali imigrantów, a Franek Sterczewski biegiem próbował sforsować granicę).

Mało tego, tej samej władzy, która jako opozycja zachęcała, by nie pobierać karty do głosowania w referendum dotyczącym problemu imigracji po to, by plebiscyt stał się nieważny z powodu zbyt niskiej frekwencji. I to im się udało! Najlepsze jest to, że będące w rękach uśmiechniętej koalicji MSWiA chwali się uszczelnianiem granicy polsko-białoruskiej (wprowadzenie strefy buforowej; wielomilionowe inwestycje w modernizację bariery fizycznej i elektronicznej; budowa nowych barier elektronicznych na rzekach granicznych), a kiedy ci sami ludzie byli w opozycji, to zwalczali budowę tej bariery przez rząd Zjednoczonej Prawicy.

Czyli – kiedy utworzyli rząd, nagle zmienili poglądy o 180 proc.?! Wolne żarty! Ten rząd realizuje unijne plany masowej relokacji imigrantów do Polski tak samo, jak wykonuje unijne plany destrukcji polskiej gospodarki poprzez wprowadzenie Zielonego Ładu. I przed tym zadaniem się nie cofnie. – Jeśli chodzi o radykalnych aktywistów po polskiej stronie, to jest działanie nielegalne, z czym mierzy się także strona polska. Rozmawialiśmy o tym (…). Strona polska również zapewniła, że nie aprobuje takich praktyk, ale jest to zadanie polskiej strony, by się tym zająć. Nie ma potrzeby korzystania z porad Niemiec – powiedział przedstawiciel strony niemieckiej, tym samym nie kryjąc, że Niemcy żądają likwidacji patroli obywatelskich, aby dalej mogli wysyłać do Polski nielegalnych imigrantów.

„Rząd stanowczo wspiera masową migrację do Polski. Blokując jeden strumień migracyjny (przez Białoruś), utrzymuje otwartą „zieloną granicę” z Ukrainą oraz godzi się na masowe, nieujęte w żadnej procedurze wywózki migrantów z Niemiec do Polski. Co więcej, rząd twórczo rozwija koncepcję Centrów Integracji Cudzoziemców zapoczątkowaną przez rząd Mateusza Morawieckiego. Dzisiaj te budowane w każdym województwie ogromne ośrodki mają otrzymać bardzo niebezpieczne zadanie – ich oficjalnym celem jest „legalizacja” migrantów. Rząd zakłada zatem masową i nielegalną migrację, ale odpowiedzią nie będą deportacje i polityka szczelnych granic, lecz „legalizacja”. Dokładnie tą ścieżką szły rządy Francji, Belgii czy Holandii” – tłumaczy prof. Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris.

Poseł Konrad Berkowicz zaznacza, że „Tusk już dawno obiecał brukselskim elitom i Urszuli von der Leyen, że po wyborach wprowadzi pakt migracyjny. Teraz musi tylko uciszyć tych, którzy mogą mu w tym przeszkodzić – Polaków, którzy nie godzą się na zalewanie Polski cudzymi problemami. Dlatego zamiast stawić czoła migrantom, szykuje pokaz siły przeciwko własnym obywatelom”.

Wzrost przestępczości

Tymczasem mamy kolejne ofiary imigrantów. W Nowem (woj. kujawsko-pomorskie) 41-letni Polak został ugodzony nożem przez 29-letniego Kolumbijczyka, w wyniku czego zmarł. Wcześniej w Toruniu przez imigranta z Wenezueli została bestialsko zamordowana ostrym narzędziem 24-letnia Klaudia.

Wicemarszałek Bosak napisał na FB, że Wenezuelczyk „przebywał w Polsce nielegalnie, jego pozwolenie na pobyt wygasło, ale nikt go nie szukał ani nikt nie sprawdzał, co się z nim dzieje, ponieważ w Polsce nie istnieje służba czy administracja odpowiedzialna za imigrantów oraz nie istnieją żadne skuteczne systemy czy procedury kontroli i usuwania z kraju tych, którzy są tu nielegalnie. Nielegalni imigranci swobodnie przemieszczają się po naszym kraju, oczekując w teorii na różne administracyjne czynności. Zdaniem rządu wszystko jest w porządku, gdyż wszystko dzieje się w zgodzie z literą prawa, które sami tak napisali”. Państwo z kartonu.

Zamiast przestrzegać Polaków przed obcokrajowcami, na sprawę rząd założył… blokadę informacyjną. W związku z tragiczną śmiercią Klaudii pod Kancelarią Premiera odbył się protest kobiet, a w Marszu Milczenia w Toruniu uczestniczyło 10 tys. osób z całego kraju. Kilka dni wcześniej także w Zgorzelcu zorganizowano manifestację przeciwko masowej imigracji, a w Bydgoszczy – Marsz dla bezpieczeństwa. Z kolei na 19 lipca Konfederacja szykuje protesty „Stop imigrantom” w 56 miastach w całej Polsce, m.in. w Krakowie, Wrocławiu, Rybniku, Gdańsku, Bydgoszczy, Szczecinie, Toruniu, Lublinie, Warszawie, Kielcach czy Sosnowcu. „Pikieta będzie wyrazem sprzeciwu wobec polityki migracyjnej Unii Europejskiej oraz działań, które zagrażają bezpieczeństwu obywateli i przyszłości Polski. Sprzeciwiamy się narzucaniu Polsce polityki migracyjnej z zewnątrz – chcemy mieć wpływ na to, kto przekracza nasze granice i mieszka w naszym kraju. Chcemy żyć bezpiecznie – dla siebie, dla naszych dzieci, dla polskich kobiet. Nie godzimy się na to, by Polska podzieliła los wielu krajów Europy Zachodniej, gdzie niekontrolowana imigracja doprowadziła do poważnych problemów społecznych i zagrożeń dla bezpieczeństwa” – podkreślają organizatorzy.

I tak na razie w Polsce niewiele jest przestępstw w porównaniu z postępową Europą. Kolejne kraje Unii Europejskiej odnotowują rekordowe statystyki przestępczości.

Według Eurostatu w Polsce jest ponad 30-krotnie mniej napaści niż w Belgii i 7-krotnie mniej kradzieży niż w Belgii czy Luksemburgu. Z kolei na każde 100 tys. mieszkańców w Polsce odnotowuje się niecałe dwa przestępstwa gwałtu, podczas gdy we Francji i Belgii – niemal 30, w Austrii – prawie 15, a w Holandii i Niemczech – 11.

I wygląda na to, że uśmiechnięci chcą, by w tych statystykach Polska doszlusowała do zachodniej Europy.

Miejmy nadzieję, że masowa imigracja będzie gwoździem do trumny rządu uśmiechniętej koalicji, a do władzy dojdą patriotyczne, propolskie siły, które się jej sprzeciwiają. A pamiętajmy, że w 2026 roku ma wejść w życie unijny Pakt Migracyjny, który doprowadzi do corocznej relokacji do Polski około 100 tys. niechcianych gdzie indziej nielegalnych migrantów. Jednocześnie przewiduje on wysokie kary finansowe (nawet do 20 tys. euro za osobę) dla krajów, które odmówią przyjęcia imigrantów.

Pasterze Kościoła – gdzie wasze sumienie?!

Pasterze Kościoła – gdzie w was sumienie?!

Autor: AlterCabrio , 21 lipca 2025

«Następny jubileusz, który nam dała do obchodzenia Boża Opatrzność, to 100 lat odzyskania przez Polskę niepodległości. Minął ten wspaniały jubileusz w kościele polskim bez większego echa, nie licząc miernego kazania ówczesnego przewodniczącego Episkopatu, w którym utyskiwał na rodaków, zamiast ich napełnić dumą i wezwać obecne pokolenia do czynów w obronie zagrożonej na nowo niepodległości. Podobnie dwa lata później, stulecie Cudu nad Wisłą, stało się zmarnowaną okazją do pokazania światu, że wobec zalewu barbarzyńskiego bezbożnictwa komunistycznego pokazaliśmy triumfujący opór i że nadal możemy to czynić wobec dzisiejszych jego jeszcze groźniejszych mutacji. Zamiast tego, woleli nasi pasterze bawić się w obostrzenia pandemiczne, wymiatające dosłownie wiernych z przybytków pańskich. Gdy to szaleństwo minęło, żaden z ludzi Kościoła nie tylko, że nie przeprosił, ale całą swą frustrację z powodu pustych kościołów z faryzejskim sumieniem wyładował na kapłanach, którzy im przypomnieli o czymś takim, jak choćby należne przeproszenie Polaków za zdradę Chrystusa w czasie pandemii.»

* * *

«Kolejne zadanie spoczywające na barkach pasterskich to, zgodnie z nauką Augustyna, świadomość, że biskupstwo to praca, a nie sam zaszczyt. Brzmiały w uszach św. Stanisława słowa Doktora Łaski, że nie jest biskupem, kto chce zajmować pierwsze miejsce, a nie przynosi pożytku. Przeciwstawienie się krzywdzie, niesprawiedliwości i złu to biskupi obowiązek. Jeśli biskup pozwoli na występki, nie sprzeciwi się błędowi i nie będzie bronił prawdy, to stanie się jej prześladowcą. Takich pasterzy surowo ganił prorok Ezechiel, nazywając ich stróżami ślepymi i psami wylegującymi się, co nie są zdolne szczekać…»

−∗−

Pasterze Kościoła – gdzie w was sumienie ?! – ks. prof. Stanisław Koczwara

−∗−

Warto porównać:

O grozę budząca tajemnico kapłaństwa! – ks. prof. Stanisław Koczwara
I raz jeszcze wbrew tezie, że wszystkie religie są drogami do Boga, z natchnionym Doktorem Świętym Efremem głoszę, że tylko wiara katolicka jest prawdziwa i jedyna. Każdy widzi dobrze, iż […]

_______________

Jako pasterze nie jesteśmy na miarę Św. Stanisława – ks. prof. Stanisław Koczwara
Niestety, musimy ze skruchą przyznać, że jako pasterze nie jesteśmy na miarę Świętego Męczennika ze Skałki. Jeśli idzie o napiętnowanie przez nich zgubnych dla narodu ustaw, wydajemy się niezdolni przeciwstawić […]

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

2 komentarze

  1. AlterCabrio 21 lipca 2025
  2. Warto dziękować za takiego Pasterza. Gdyby ktoś z nas wygłosił taką mowę lub popełnił podobny tekst, to natychmiast pojawiłby się szantaż o ‘nagonce na kapłanów’. Tak, jak przez arogancję i brak troski traci życie dziecko lub kobieta w ciąży, to od razu słyszymy o ‘kolejnej nagonce na lekarzy’.
  3. AlterCabrio 21 lipca 2025
  4. W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu słyszeliśmy na Mszy Świętej Ewangelię o kuszeniu Pana Jezusa. Szatan ofiarowywał naszemu Panu władzę nad całym światem i wszelkie dostatki, jeżeli On złoży mu pokłon. W marcu przypada rocznica „pandemii koronawirusa” – o tyle smutna, że władze Kościoła złożyły pokłon władzy świeckiej. Sprzeniewierzyły się świętemu i niepodważalnemu obowiązkowi szafowania sakramentów ludowi Bożemu. W zamian nie otrzymały nic.Kościół i „pandemia”. Rocznica bezprecedensowej zdrady

Dylematy Donalda. Porządzie.

Dylematy Donalda

2025 19 lipca, wpis nr 1366    Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Jak już ewokowałem – żadnych sezonów ogórkowych nie będzie. Jest jak z chińskim przysłowiem, a właściwie przekleństwem – „obyś żył w ciekawych czasach”. I kiedy myśleliśmy, że to koniec historii, że za komuny nie było jak się nudzić, to się okazało, że da się to przebić pokowidową „nową normalnością”. I tak jest i teraz – człek myślał, że odetchnie na tych wakacjach po meandrach (m)rocznej codzienności, a tu zamiast laby mamy przyspieszenie.
Hamletowski dylemat Tuska
Zainteresowała mnie i zainspirowała kwestia, która się pojawia coraz częściej w obiegu – czy rząd Tuska dotrwa do końca kadencji? To pytania zadaje wraża opozycja ze swoimi resztówkowymi mediami, ale i pośrednio przecieka ten temat nawet do mediów „gównego nurtu”. To pytanie zakłada dwa warianty intencji zadającego. Jedna to taka czy rząd się utrzyma, a druga to taka – czy rząd będzie się chciał utrzymać?
Zacznijmy od tego drugiego wariantu. Otóż rządy kończą swoje rządy w dwóch wypadkach – kiedy nie mają większości, ale to wtedy jest wymuszone, a więc mówimy tu o pierwszym przypadku. Kiedy zaś sam rząd się podaje do dymisji? Ano wtedy kiedy myśli, że nowe rozdanie co najmniej utrzyma jego zagrożoną pozycję, jeśli nawet jej nie poprawi. Tak zrobił w 2007 roku PiS i się przeliczył.
Czy Tusk ma taką sytuację? Pośrednio ma, ale sondaże nie dają mu szansy nawet na utrzymanie swej pozycji.Jest to – przy kontynuacji swej misji i utracie poparcia – sytuacja wygrania czasu, który się jeszcze ma. Wychodzi na to, że Tuskowi spada i jest to trend utrzymujący się. Będą tylko tracić i za przepisowe dwa lata mogą mieć notowania, ale wtedy już przy urnie, nie w sondażach, o wiele gorsze niż mają teraz. A więc wypadałoby brać co jest. Ale tu pojawiają się kłopoty – no bo jak brać teraz, skoro to pewna porażka? Ale im dalej w las tym będzie gorzej. Wybiera się więc wyjście pośrednie – poczekajmy, zaraz się sytuacja zmieni, innym przestanie iść, Konfederacja też w kampanii 2023 miała naście procent i się udało zbić tę gorączkę w dwa tygodnie.
A więc poczekajmy. Ponapuszcza się koalicjantów jeden na drugiego, zdetonuje kilka parszywych wątków, zrzuci się na PiS co się da i jakoś dojedziemy do mety. A więc – od nowa, po staremu.
Jest to taktyka gnicia, ale można się i podzielić gnijącymi fruktami. W końcu efekty procesów fermentacyjnych mogą uderzyć do słabszych głów. A przez te dwa lata to można się jeszcze popaść i poumieszczać tu i tam, przy publicznym cycku. Problem w tym, że tak gnijący rządzący mając resztki świadomości swojej sytuacji orientują się, że grabią sobie na przyszłość. Taka eksploatacyjna postawa po pierwsze przyśpieszy ich klęskę, tym bardziej w wyborach za dwa lata, bo tyle ma trwać ten proceder, po drugie – zwiększy wymiar kary nałożonej przez przyszłych zwycięzców.
Zbrodnia i kary
Bo przy zmianie władzy kara będzie nieuchronna. Nie bez kozery Tusk zaraz po zwycięstwie uśmiechniętej koalicji powiedział jej działaczom: „jak przegramy wszyscy pójdziecie siedzieć”. Widownia tej smutnej nowiny odczytała dwa sygnały: walczymy o życie, zaś to „WY będziecie siedzieć”, zamiast „MY będziemy siedzieć” było już jawnym znakiem, że Donald się i tak wywinie, zaś towarzystwo – niekoniecznie. Jest to działanie mafijne – przy wejściu do camorry trzeba zabić kogoś, bo wtedy stajesz się nasz, gdyż tylko z nami unikniesz odpowiedzialności, po tym, jak złożyłeś ostateczny dowód niepodważalnej lojalności. Odcinasz tym samy sobie drogę powrotu, a więc możliwość zdrady. Taka postawa prowadzi do ciągłego eskalowania poziomu dowodów lojalności, gdyż zabawa ta wymaga ciągłego dowodzenia, że jesteśmy razem, zaś takie czyny prowadzą nieuchronnie do postępków coraz bardziej przesuwanych w kierunku odpowiedzialności już karnej. Jest więc to narkomański wyścig w samounicestwiającym się wyścigu coraz większych dawek.
Drugi wątek, to kwestia czy Tusk może zostać zmuszony do rezygnacji, czyli czy ktoś odbierze mu większość? Mając powyższe w perspektywie, że im dalej tym gorzej, jego koalicjanci też czują na plecach cień krat. Myślę, że spotkania z Hołownią Kaczyńskiego miały i ten wątek, czyli obietnicy jakiejś formy abolicji. Koalicjanci, a w szczególności  namolnie namawiany do deliktu konstytucyjnego pt. blokujmy zaprzysiężenie prezydenta-elekta Hołownia, nie chcą płacić rachunków za tę hucpę. Nie chcą też płacić rachunków politycznych, gdyż każdy dzień uczestnictwa w tej koalicji obciąża ich na tyle, że nie wiadomo czy w przyszłych wyborach w ogóle dostaną się do Sejmu.
Tak się dzieje już teraz, a co dopiero za dwa lata takiego gnicia?Teraz, kiedy Kaczyński gra również wersją „rządu technicznego”, czyli takiego, który wywróci obecny Sejm i doprowadzi do przyspieszonych wyborów, można jeszcze mówić o jakimś przebaczeniu wobec koalicjantów, zaś po przyspieszonych wyborach, a już tym bardziej tych za dwa lata – nie ma żadnych warunków do handlu przebaczeniem.
Koalicjantom wypada brać co się jeszcze im daje, a daje się raczej niewiele. Raczej właśnie odpuszczenie win, nie zaś jakieś obietnice egzotycznych koalicji w przyszłości, bo co to za pakty z partiami, które mają słabnący elektorat, zaś ich przyszłe koalicje z PiS-em, jako byłych uczestników tuskowej hucpy, stałyby się tylko obciążeniem dla twardego elektoratu partii Kaczyńskiego.
Tak czy siak jest inaczej niż sobie marzył Tusk, który zapowiadał rekonstrukcję rządu wyraźnie mrugając, że dociśnie swych koalicjantów, jakby to oni byli winni Tuskowej porażki. Koalicjanci, ale raczej ci nie z Lewicy, postawili mu się na tyle, że rekonstrukcja utknęła w martwym punkcie. Tusk jest jak mały Trump – obiecał, że ogarnie sytuację na Ukrainie w parę dni, ale mu się zbiesiły jego Putiny i przeciągają sprawę, co osłabia Donalda. W końcu okazało się na kim wisi ta większość. Bez niej nawet nie mogą podmienić marszałka Sejmu, by zrobić hucpę z zaprzysiężeniem Nawrockiego.
Czy PiS chce przyspieszonych wyborów?
Pytanie co by było lepsze dla PiS-u? Gnicie czy przyspieszone wybory? Słyszałem z tamtej strony deklaracje, że każdy dzień istnienia tego rządu to niepowetowane straty i trzeba kończyć z nimi jak najszybciej. Ale moim zdaniem są to tylko narracyjne deklaracje. PiS najbardziej zyska na dwuletnim gniciu uśmiechniętej koalicji. PiS tak, ale Polska nie. Ale licząc na partyjne interesy gnicie dwuletnie załatwiałoby sprawę raz a dobrze. Dziś PO ma jeszcze drugie, mocne miejsce i robienie teraz wyborczego resetu dawałoby jej teraz więcej niż za dwa lata. A PiS-owi marzą się, oj marzą, samodzielne rządy. A na te nie ma jednak szans, gdyż wymagałyby około 47% głosów, co przy dzisiejszym podziale elektoratu wydaje się bajaniem. Ale kto komu zabroni pomarzyć, zwłaszcza, że PiS, jak widać, niewiele zrozumiał z wyborów prezydenckich?
A braki refleksji, lub błędna interpretacja jest wmuszaną łatwizną, która idzie za triumfalizmem zwycięzców – daliśmy radę, wyciągnęliśmy Dudę 2.0 z kapelusza, Kaczyński to geniusz, co miał docenić lud wyborczy. A więc mamy poparcie, żadnych zboczeń z kursu, idziemy dobrze, o Konfie na razie milczymy, a jak dojdzie do kampanii (przyspieszonej czy regularnej), to się będziemy nawalać do krwi, zaś potem, jak nie starczy nam mandatów, to siądziemy do składania większości, tego samego dnia pracując nad tym, by partnerów opiłowywać do roli przystawek. Tak robił PiS zawsze, kiedy w swoich działaniach potrzebował wspólnika – najpierw z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin, później z partią Ziobry czy Gowina. Tak, że te dwa lata też mogą być dla PiS-u wyzwaniem. Ale to nie tylko jeden powód do refleksji PiS-u
Elektorat zaciśniętych zębów
Wybory pokazały początek końca pookągłostołowej gry w dupaka. Ludzie już tego nie chcą.
POPiS w wyborach prezydenckich wziął ze 60%, czyli najmniej w III RP. Ten urobek „elektoratu zaciśniętych zębów” jest do zagospodarowania i wyścig po te głosy już się zaczął. O dziwo POPiS tu się najmniej ściga, gdyż zajęty jest albo sobą, albo plemienną nawalanką jego składowych. A ludu (zwłaszcza młodego) już nie interesuje jak jedni na drugich zwalają winę za rzeczy, które tak sobie stoją jak stały, kiedy się oba plemiona o nie kłócą.
To elektorat już zrozumiał, ale POPiS nie bardzo. Kto więc weźmie to dobro, tę nową postawę, zwłaszcza, że sądząc po grupach wiekowych zagarniętych przez antysystem młodych, ten elektorat w liczbie kilkuset tysięcy za dwa lata dostanie już dowody osobiste i weźmie po raz pierwszy do rąk kartkę wyborczą.Na razie propozycję dla nich mają Mentzen z Braunem i… Zandberg. I tu się toczy walka o zagospodarowanie tej niszy. Po stronie popisowej – cisza, nie licząc kilku projektów emulacji projektu PO 2.0, na który mogą się już nabrać tylko naiwni. Jak będzie wyglądał ten proces w ciągu najbliższych dwóch lat? A jak rząd, co coraz pewniejsze, wykopyrtnie się już zaraz? Kto będzie gotowy? Na nowe inicjatywy będzie już za mało czasu, a więc rozdziobią to prawicowe kruki i wrony, do spółki z czerwonymi dzięciołami. Nowi, jeśli tacy w ogóle są, nie ogarną się. Tylko „stare” partie są zawsze gotowe do kampanii, im krótszej, tym dla nich lepszej. Po to by rywale nie zdążyli. Ale mentzeno-brauno-zandbergi mogą się ogarnąć, reszta – nie. A więc będzie jeszcze więcej tego samego, nawet przy przyspieszonych wyborach, tyle, że w innych układach. Ale, co jest zadziwiającym fenomenem, wszystkie te kalkulacje, nawet w „gównym nurcie” zakładają jednak upadek rządu Tuska i przejście wajchy władzy na druga stronę. Dlaczego to już jest pewnik?

Fenomen upadku Tuska
Oprócz wersji akolickiej, że „nic się nie dzieje” mamy dwa warte rozważań wytłumaczenia tej sprawy – jedno lżejszego kalibru, drugie – chyba najmocniejsze z możliwych. Pierwszy wariant jako się rzekło – lżejszy, stanowi, że rząd jest słaby, bo sam Tusk jest słaby, zatrzymał się jak owad w bursztynie pomiędzy umiejętnością zdobycia władzy a nieumiejętnością rządzenia. Ma być leniwy, niekompetentny w czymkolwiek oprócz PR-u (choć i tu wyraźnie słabnie).
W gnuśnięciu mają mu pomagać jeszcze gorsi koalicjanci, którzy dostali bonus władzy nie za kompetencje, tylko, za dodanie swych mandatów do puli uśmiechniętej koalicji. Jest więc to rząd słaby, który powiedział ustami premiera, że się poprawi, czyli… weźmie sobie (też okazało się, że fatalnego) rzecznika prasowego. Na resztę rekonstrukcji przychodzi nam czekać już drugi miesiąc, co oznacza, że proces się zaciął, zaś przecieki o jego przyszłych rezultatach każą się domyślać, że dojdzie do… powiększenia rządu.Druga wersja jest czarniejsza – Tuskowi ma nie iść. W końcu nie po to sprowadzono go w brukselskim wagonie do Polski, by przyczynił się do wzmocnienia polskiego państwa. Tusk ma być narzędziem osłabienia Polski, jako gospodarczego, a przede wszystkim militarnego konkurenta Niemiec. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że do tej przygody używana jest Unia, jako emanacja interesów niemieckich.
Narzędzi do psucia leży na polskiej ziemi co nie miara. Głównym i uniwersalnym instrumentem osłabienia pozycji Polski jest jej zadłużanie w rekordowo katastrofalnym tempie. Nic nie będzie na rozwój, a tym bardziej na militaria.
A trzeba powiedzieć, że w wyniku sytuacji wojny na Ukrainie Polska okazała się najbardziej wartościowym elementem regionu, a może i Europy (co zresztą świadczy o zapaści kontynentu w tym obszarze). I fenomen ten nie został niezauważony. Szczególnie przez Niemcy. A więc katastrofa naszych finansów to osłabienie naszych zdolności rozwojowych, ale i wpuszczenie lisa do kurnika. Efekty działania Tuska zaraz doprowadzą do przekroczenia limitów nadmiernego deficytu i – w pełnym świetle unijnego prawa – wjedzie tutaj „trojka” z Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Banku Światowego i (jak w przypadku kryzysu w Grecji) przejmie ręczne rządy nad Najjaśniejszą. I niech nikt nie myśli, że brak euro nas tu przed czymkolwiek uratuje. Nie uratuje. Jest to najprostsza droga do przejęcia bez jednego wystrzału rządów nad Polską i drogę tę właśnie umościł Tusk. Na długie lata.
Zbroimy IV Rzeszę
Wróćmy jednak do militariów. Skończył się silnik Europy, kiedy militarnie (z bombką atomową) Francja umówiła się z Niemcami, które do tego dealu dołożyły swoją gospodarkę. Niemcy sięgają bowiem po militaria. Stwierdziły, że zbudują największą armię w Europie i już zadeklarowały, że przejmują odpowiedzialność za wschodnia flankę Europy, jakby nas tam nie było. Wraca więc IV Rzesza, na razie bez wystrzału, nie ma żadnego traktatu wersalskiego do obejścia – jest jeszcze śmieszniej. Kiedy bowiem Niemcy przed II wojną zbroili się potajemnie, ćwiczyli u swych sowieckich przyjaciół, to dziś ta cała afera zbrojenia się Niemiec odbędzie się w biały dzień, za pieniądze… członków Unii, głównie ofiar III Rzeszy. Z nami włącznie.
Mamy bowiem do czynienia z militarnymi funduszami europejskim skrojonymi tak, że my – jak z KPO – będziemy się na nie składali, zaś korzystać z nich nie będziemy mogli. Zbroić się więc i za nasze będą Niemcy z Francją, będą na tym zarabiać, jednocześnie pogrążając naszą gospodarkę. Niezłe, co?
My będziemy płacili raty od niemieckich wydatków na zbrojenia, dobijali resztki naszej gospodarki jakim szaleństwem zielonego ładu, który właśnie (po wyborach, a więc można) wraca do na pełnej kurtyzanie. Żeby ten numer się udał to trzeba mieć jednak „swojego człowieka w Warszawie”. I teza, że Tusk nie dowodzi, bo nie umie, bo jest leniwy i ma jeszcze głupszych koalicjantów nabiera groźnej nieaktualności. Tak ma być, ma nie wychodzić, mamy się zadłużać, podpisywać zobowiązania na lata finansowej niewoli, pogłębiającej tylko nasz deficyt.
I, uwaga!, jest to działanie, którego efekty są nie do odkręcenia w przeciągu najbliższych dziesięciu lat. Nawet gdyby spłynął na nas wódz oświecony, zdolny i konsekwentny. Są to straty niepowetowane, w wyniku których lądujemy ostatecznie jako kolonia. A więc jest już po herbacie, bo nie wiem co jeszcze można bardziej napsuć. Ale rzeczywistość III RP zawsze mnie zaskakiwała: kiedy wydawało się, że to już dno polityczno-społecznej zapaści i gnębienia potencjału rozwoju – zawsze okazywało się, że to tylko kolejna półka otchłani, gdzie można tylko skontemplować fazę głębi naszego upadku, by dalej ruszyć w dół.
Zdążymy?
Mam więc po pierwsze nadzieję, że gwałtowny odwrót suwerena od Tuska, to jednak konstatacja tej drugiej wersji – nie to, że jest nieskuteczny, ale odwrotnie: lud większościowy chce jego odejścia właśnie za to, że intuicyjnie czuje że jest właśnie… skuteczny. Osiąga rekordowe tempo w zaprzepaszczaniu naszego dorobku i szans na rozwój, i czyni to w interesie zewnętrznych mocodawców. I to czuć w powietrzu, że tak ludzie myślą. Hucpy niemieckie z nazwami niemieckimi na Ziemiach Odzyskanych, te wystawy „naszych chłopców”, to tylko znaki nadgorliwców, ale są one symptomatyczne. I lud to widzi.
Widzi też jedną rzecz, której, poza szaleńcami, nie da się zamulić żadną propagandą. Widzi widmo wojny, na którą pójdziemy w pierwszym szeregu, dowodzeni przez niemieckich generałów, siedzących w bezpiecznych schronach zbudowanych za nasze. Skoro jesteśmy już rezerwuarem na odpadki samochodowe, wiatrakowe, czy jak ostatnio – na pomyłki migracyjne, to czemu nie mamy być zasobem mięsa armatniego?
I może dlatego – oby ten rząd skończył jak najszybciej, zanim się stanie najgorsze, bez żadnych tam wielopiętrowych kalkulacji. Może zdążymy, bo za dwa lata będą już spore przerzuty onkologiczne i żadna operacja nas już nie uratuje. A teraz może skończy się na amputacji całej kończyny i oby to był ten nieszczęsny POPiS.
      Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Kard. Sarah i kard. Muller o migrantach.

Piotr Stolarczyk kardynalowie

W ostatnich tygodniach temat migracji ponownie pojawił się w dyskusji publicznej, również w Kościele w Polsce. W związku z tym zachęcam do zapoznania się z wcześniejszymi wypowiedziami dwóch kardynałów, byłych wysokich rangą urzędników Kurii Rzymskiej:

„Każdy powinien żyć we własnym kraju. Jak drzewo, każdy ma swoją ziemię, swoje miejsce, gdzie może się idealnie realizować. Dużo lepiej jest pomagać ludziom rozwijać się w ich własnej kulturze, niż zachęcać, by przyjeżdżali do Europy w pełni jej dekadencji. Posługiwanie się Słowem Bożym, aby nadawać wartość migracjom to fałszywa interpretacja. Bóg nigdy tego nie chciał.”

„Migranci, którzy przybywają do Europy, bez pracy, bez godności… Czy tego właśnie chce Kościół? Kościół nie może przyczyniać się do tego nowego niewolnictwa, jakim stała się masowa migracja. Jeśli Zachód będzie dalej szedł tą zgubną drogą, istnieje ogromne ryzyko, że, bez przyrostu naturalnego, zniknie najechany przez obcych, tak jak Rzym przestał istnieć najechany przez barbarzyńców. Ja mówię w języku afrykańskim. Mój kraj jest w większości muzułmański. Myślę, że wiem, o czym mówię.”

Kard. Robert Sarah (prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w latach 2014–2021), fragmenty wywiadu dla tygodnika „Valeurs actuelles”

„Kościół musi bronić ludzkiej godności wszystkich ludzi, w tym nielegalnych migrantów. Należy jednak pamiętać, że nikt nie ma prawa mieszkać tam, gdzie chce. Interweniowanie w sprawie nielegalnej imigracji nie jest wcale sprzeczne z prawami człowieka.”

„W obliczu nielegalnej imigracji państwo ma prawo odesłać ludzi do krajów ich pochodzenia, jeśli nie grozi im tam utrata życia. Musimy pomagać krajom rozwijającym się, ale nie możemy myśleć, że na przykład cała ludność Afryki może przenieść się do Europy, żeby rozwiązać istniejące problemy. Państwo ma prawo do obrony swoich granic i przywrócenia praworządności. Ci, którzy giną na morzu i znajdują się w sytuacji kryzysowej, muszą zostać uratowani, ale zasady dotyczące ustanowienia legalnej imigracji to zupełnie inna sprawa.”

Kard. Gerhard Ludwig Müller (prefekt Kongregacji Nauki Wiary w latach 2012–2017), fragmenty wywiadu dla dziennika „II Tempo”

Oremus pro omnibus Pastoribus Ecclesiae.

Arcybiskup Viganò w sprawie kościoła w Gazie zaatakowanego przez Izrael

Arcybiskup Viganò przeciwko Leonowi XIV w sprawie kościoła w Gazie zaatakowanego przez Izrael

Data: 19 luglio 2025 Author: Uczta Baltazara

https://babylonianempire.wordpress.com/2025/07/19/arcybiskup-vigano-przeciwko-leonowi-xiv-w-sprawie-kosciola-w-gazie-zaatakowanego-przez-izrael

[Oryginał: https://x.com/CarloMVigano/status/1946205943898759233 ]

«Zbombardowanie kościoła Świętej Rodziny – jedynej katolickiej parafii w Strefie Gazy – stanowi kolejny bezczelny zbrodniczy atak Izraela pogwałcający prawo międzynarodowe. Sam łaciński patriarcha, kard. Pizzaballa zakwestionował szczerość słów premiera Netanjahu, który przypisał atak pomyłce, ponieważ w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła nie ma żadnych celów.

Leon XIV ubolewa nad ofiarami ataku w Gazie, ale nie wspomina o jego autorach.

Netanjahu, odpowiedzialny za atak, dziękuje Leonowi i powtarza, że Izrael zapewnia bezpieczeństwo cywilom i miejscom świętym. Tymczasem, całkowicie bezkarnie, Izrael uderza zachodnią bronią w bezbronną ludność cywilną Gazy, atakuje Liban, Syrię, Iran.

Wielu członków izraelskiego rządu wspiera syjonistyczny projekt „Wielkiego Izraela”, ponieważ od końca XIX wieku, Mesjaszem oczekiwanym przez Żydów jest państwo żydowskie. Ideologia ta (prawdziwa „herezja” judaizmu) uważa Żydów za rasę wyższą na mocy boskiego dekretu, a na podstawie owej samozwańczej wyższości –  i wynikającej z niej niższości gojów – Izrael uważa się za uprawnionego do łamania wszelkich zasad moralnych, roszcząc sobie prawo do absolutnej bezkarności.

Żaden z prezydentów czy premierów państw będących wasalami Tel Awiwu – przede wszystkim Stany Zjednoczone Ameryki Północnej – nigdy nie odważą się odezwać ani jednym słowem, ponieważ najprawdopodobniej są szantażowani przez Mossad i jego emisariuszy.

Gdyby fakt ten dotyczył Federacji Rosyjskiej, jaka byłaby reakcja społeczności międzynarodowej?

Jak wielu jeszcze zabitych, jak wielu jeszcze rannych trzeba będzie zobaczyć, zanim Stany Zjednoczone Ameryki i cały Zachód wybudzą się z posłuszeństwa wobec państwa, które z jeszcze większą zaciekłością (i po tym, jak padło jego ofiarą) kopiuje okropności totalitaryzmu narodowo-socjalistycznego?»

FONTE: https://x.com/CarloMVigano/status/1946205943898759233

***

“Izraelski atak na kościół Świętej Rodziny w Strefie Gazy może mieć dramatyczne konsekwencje”. Tak wypowiedział się w rozmowie z TG2 (RAI), kardynał Pietro Parolin – watykański sekretarz stanu.

„Dajmy niezbędny czas, aby powiedzieli nam, co się stało” – dodał Parolin – “czy rzeczywiście był to błąd, w co można słusznie wątpić, czy też istniała wola bezpośredniego uderzenia w kościół chrześcijański, wiedząc, że chrześcijanie są elementem moderacji w kontekście Bliskiego Wschodu, a także w stosunkach między Palestyńczykami a Żydami. Mielibyśmy w ten sposób, kolejny raz z chęcią wyeliminowania jakiegokolwiek elementu, który mógłby pomóc w doprowadzeniu do rozejmu, a następnie do pokoju”.

FONTE (VIDEO): https://www.rainews.it/video/2025/07/il-cardinale-parolin-legittimo-dubitare-che-il-raid-israeliano-sulla-chiesa-di-gaza-sia-un-errore-83b707ab-9dcd-4aeb-b516-0c2029f46b0a.html

Odważna reforma imigracyjna w Portugalii: punkt zwrotny dla Europy?

Odważna reforma imigracyjna w Portugalii: punkt zwrotny dla Europy?

IIIRP; z jakiego tytułu III RP, która nigdy nie posiadała kolonii ma przyjmować kolorowych emigrantów? 

DR IGNACY NOWOPOLSKIJUL 21

W zaskakującym i nieoczekiwanym rozwoju wydarzeń Portugalia, często postrzegana jako potulny członek Unii Europejskiej, uchwaliła gruntowną reformę imigracyjną, która wstrząsnęła całym kontynentem. Ta przełomowa ustawa, uchwalona przez portugalski parlament w lipcu 2025 roku, oznacza radykalną zmianę w stosunku do dotychczas hojnej polityki imigracyjnej kraju, poprzez usunięcie luk prawnych i wprowadzenie surowszych zasad dotyczących zezwoleń na pobyt i obywatelstwa. Reforma, wprowadzona przez centroprawicowy rząd wspierany przez nacjonalistyczną partię Chega, sygnalizuje rosnący opór wobec niekontrolowanej imigracji w Europie i rodzi pytania o to, czy inne kraje pójdą w jego ślady. Niniejszy artykuł analizuje szczegóły reformy imigracyjnej w Portugalii, jej implikacje oraz szerszy kontekst tej sejsmicznej zmiany polityki.

Koniec luki prawnej dotyczącej „wyrażenia zainteresowania”

Podstawą portugalskiej reformy imigracyjnej jest zniesienie tzw. mechanizmu „wyrażenia zainteresowania” – systemu, który wcześniej pozwalał nieudokumentowanym migrantom na wjazd do kraju i późniejsze ubieganie się o legalny pobyt po przedstawieniu umowy o pracę i opłacaniu składek na ubezpieczenie społeczne. System ten, określany przez krytyków jako jeden z najbardziej hojnych w Europie, uczynił Portugalię magnesem dla niekontrolowanej imigracji. Dziesiątki tysięcy osób skorzystało z tego systemu, aby wjechać do kraju, co doprowadziło do przeciążenia służb publicznych, wzrostu przestępczości i destabilizacji całych społeczności.

Nowe przepisy likwidują tę lukę prawną. Od teraz imigranci chcący ubiegać się o status rezydenta muszą posiadać ważną wizę przed wjazdem do kraju. Przekraczanie granicy, na przykład z Hiszpanii, bez odpowiednich dokumentów i oczekiwanie szybkiej legalizacji to już przeszłość. „Ciao, até já, bye”, jak trafnie ujęto w oryginalnym transkrypcie – era otwartych drzwi dobiegła końca.

Tło: Kraj na granicy

Portugalia, mały kraj z gospodarką mocno obciążoną długiem, w ostatnich latach coraz bardziej odczuwała konsekwencje liberalnej polityki imigracyjnej. Podczas gdy zamożni imigranci podnieśli ceny nieruchomości dzięki kontrowersyjnemu programowi „Złotej Wizy”, opieka społeczna została przeciążona kosztami opieki nad nielegalnymi imigrantami. Portugalska klasa średnia, często korzystająca ze stałych dochodów lub kredytów hipotecznych o zmiennym oprocentowaniu, znalazła się w pułapce między tymi dwoma skrajnościami – zamożnymi nowoprzybyłymi a rosnącą klasą niższą.

Frustracja społeczna narastała wraz z nagłymi zmianami w dzielnicach, wzrostem przestępczości i osiągnięciem granic możliwości systemów opieki zdrowotnej i społecznej. Wybuchły protesty nie tylko przeciwko polityce imigracyjnej, ale także przeciwko ekonomicznym obciążeniom wynikającym z zobowiązań międzynarodowych, takich jak wsparcie finansowe dla Ukrainy, które spotkało się z krytyką w Portugalii.

Zmiana polityczna: Chega i zwrot konserwatywny

Siłą napędową tej reformy jest centroprawicowy rząd premiera Luísa Montenegro, socjaldemokraty, który działał pod presją sił konserwatywnych. W szczególności kluczową rolę odegrała partia Chega, kierowana przez André Venturę. Ventura i jego partia stali się głośnymi zwolennikami zaostrzenia polityki imigracyjnej i od lat nawołują do położenia kresu „chaosowi w imigracji”, jak ujął to Pedro Darte, nowy minister ds. parlamentarnych Portugalii. To oświadczenie, że „konieczne jest położenie kresu chaosowi w imigracji”, zostało przez wielu okrzyknięte powrotem do prawa i porządku.

To niezwykłe, że nawet część socjaldemokratycznego rządu, tradycyjnie znanego z bardziej liberalnego stanowiska, poparła reformę. To pokazuje, jak głęboko zakorzeniona jest w portugalskim społeczeństwie potrzeba zmian. Nawet w kraju uważanym za jeden z najbardziej postępowych w Europie, cierpliwość społeczeństwa osiągnęła swoje granice.

Opór z lewej strony

Nie wszyscy zgadzają się z reformą. Partia Komunistyczna i skrajnie lewicowy blok w Portugalii zagłosowały przeciwko poprawce, ostrzegając, że doprowadzi ona do kryminalizacji ubóstwa. Krytycy tego stanowiska, jak widać w transkrypcji, oskarżają komunistów o usprawiedliwianie nielegalnej imigracji, ignorując jednocześnie obciążenia dla narodu portugalskiego. „Trzeba być szalonym, żeby wierzyć tym idiotom” – głosi oryginał, co jest oznaką narastającej frustracji lewicową retoryką, która często głosi różnorodność i współczucie, ignorując jednocześnie rzeczywiste problemy obywateli.

Efekt domina dla Europy?

Portugalska reforma rodzi pytanie, czy może wywołać efekt domina w Europie. Kraje takie jak Włochy i Dania już zaczęły zaostrzać swoje przepisy azylowe, podczas gdy Francja zmaga się z masowymi zamieszkami, a Holandia z upadkiem rządu z powodu sporów imigracyjnych. Portugalia, od dawna uważana za wzór liberalnej polityki imigracyjnej, może teraz służyć jako wzór dla innych krajów borykających się z podobnymi problemami.

Reforma pokazuje, że nawet w krajach postępowych nastroje ulegają zmianie, gdy ciężar niekontrolowanej imigracji staje się zbyt duży. „Jeśli Portugalia, jeden z najbardziej postępowych krajów w Europie, w końcu powie dość, co powstrzymuje resztę Europy przed zrobieniem tego samego?” – trafnie pyta transkrypt.

Rola mediów: propaganda i milczenie

Ciekawym aspektem debaty jest sposób relacjonowania wydarzeń przez media – a raczej jego brak. W transkrypcji ostro skrytykowano zwłaszcza CNN Portugal. Portugalczycy, jak twierdzą, postrzegają nadawcę jako maszynę propagandową, która szerzy zachodnie narracje i reprezentuje interesy globalistów. Warto zauważyć, że CNN Portugal zignorowało na swojej stronie głównej reformę imigracyjną, jeden z najważniejszych tematów w kraju, zamiast tego relacjonując błahe tematy, takie jak rzekome zmiany w formule Coca-Coli.

Sceptycyzm wobec mediów wzmacniają anegdoty, takie jak ta, gdy prezenter CNN przerwał generałowi mówiącemu prawdę o konflikcie na Ukrainie, mówiąc: „Mylisz się”, bez merytorycznego uzasadnienia. Takie incydenty wzmacniają wrażenie, że główne media manipulują opinią publiczną, zamiast relacjonować wydarzenia obiektywnie.

Sygnał dla globalistów

Reforma imigracyjna Portugalii to coś więcej niż zmiana polityki krajowej – to wyraźny sygnał dla elit globalistycznych, które od dawna przedstawiały otwarte granice i niekontrolowaną imigrację jako nieuniknione. Reforma pokazuje, że nawet w kraju uważanym za socjalistyczny i postępowy, głosy obywateli zmęczonych ciężarem imigracji są słyszalne.

Pozostaje pytanie, czy inne kraje europejskie pójdą w ślady Portugalii. Rosnąca presja ze strony ruchów nacjonalistycznych i coraz większe rozczarowanie społeczeństwa mogą zmusić kraje takie jak Hiszpania, Francja i Belgia do ponownego przemyślenia własnej polityki. Portugalia, jak to ujęto w transkrypcji, „dała globalistom środkowy palec”. Czy ten akt buntu się przyjmie, czas pokaże.

Wniosek

Reforma imigracyjna w Portugalii stanowi punkt zwrotny nie tylko dla samego kraju, ale potencjalnie dla całej Europy. Znosząc zasadę „wyrażenia zainteresowania” i wprowadzając surowsze przepisy imigracyjne, Portugalia wysłała wyraźny sygnał: cierpliwość obywateli się wyczerpała, a zapotrzebowanie na prawo i porządek rośnie. Chociaż reformę forsowały siły konserwatywne, takie jak partia Chega, poparcie części socjaldemokratycznego rządu pokazuje, że pragnienie zmiany jest głęboko zakorzenione w społeczeństwie.

Nadchodzące miesiące pokażą, czy śmiały krok Portugalii zainspiruje inne kraje do podjęcia podobnych działań. Jedno jest pewne: w czasie, gdy Europa zmaga się z wyzwaniami społecznymi, gospodarczymi i politycznymi, jakie niesie ze sobą imigracja, Portugalia wywołała debatę, która szybko nie ucichnie.

Zadania czytelników mojego portalu. I portali podobnych.

Zadania czytelników mojego portalu. I portali podobnych.

Mirosław Dakowski

Po cóż się męczę, codziennie go ożywiając, karmiąc?

Od strony admina widać, że codziennie otwieracie państwo 20 do 30 tysięcy artykułów.

Informatycy mi mówią, że stałych czytelników [ to jest czytających codziennie lub co drugi dzień] jest ponad 10 tysięcy, może 12 000, może 15 000.

Zaś osób znających ten portal, wchodzących na niego czasem, jest podobno 120 do 150 tysięcy. A pająków i botów?

Zastanówmy się, jaki jest nasz wspólny cel?

Mój jest prosty: Usiłowanie dostarczenia prawdy, głównie ważnej prawdy, po odcedzeniu otaczającego nas zewsząd brudu, kłamstwa, złej woli itp.

Jak zwykle przy pracy filtrów, nigdy nie uzyskamy sterylnej czystości. Zdarzało się, że przepuszczałem jakiś bzdet, czy opinię przewrotną, a szkodliwą. Dostawałem oburzone maile, w 9 na 10 przypadków słuszne. Brud czy farfocle usuwałem. Czytelników przepraszałem.

Ale…

Dostaję często od zszokowanych ludzi maile zasmucone, nieszczęśliwe, „oj, w takim razie wszystko stracone, niesie nas ku przepaści „

Lub: „oni mają potęgę, na przykład „fermy botów”, by kreować „opinię publiczną”.

Por: PsyWar: AI Bots Manipulate Your Feelings, Your own Mind Koniecznie przeczytaj. Jeśli nie znasz języka – to się go naucz. Bo tylko 30% czytelników otwiera artykuły z ang. tytułem…

=====================

Odpowiadam: Gówno prawda !! Brzydkie słowo po to, by naprawdę człowieka zainteresować.

.

Nie wolno nam jojczyć czy tylko narzekać.

Na końcu i tak przecież zwycięży Ten, który jest Prawdą, Drogą i Życiem!!

Walczmy!

Ale większość czytelników zadowala się czytaniem, jakby dla siebie!

Otóż nie!

Jesteśmy tą biblijną „resztą”, te 5 czy 10 procent ludzi, którzy serio szukają prawdy.

Musimy więc, to cośmy przeczytali i zrozumieli – rozprowadzać.

Głównie jednak do tych, co mają odwrotne do naszych pojęcia o tym co dobre, co korzystne, co właściwe, czy nawet – co przyzwoite.

Mówisz w telefonie: „Zostawmy te sprawy, bo przestaniemy być przyjaciółkami”. NIE !! Łagodnie pytaj, przekonuj. Od tego jesteś!!

Nie wystarczy narzekać, że znajoma X wywiesiła baner Dupiarza na płocie. Trzeba do niej pojechać i łagodnie pytać o sprawy istotne.

Oczywiście najpierw należy sobie zapisać te istotne pytania, bo w ferworze rozmowy, a na pewno będzie ona gorąca, one „się zapominają „.

Tu na przykład:

– T. chcę – i w Warszawie to wykonuje – „miast 15 minutowych”.

Czy naprawdę chcesz być tak zamknięta, ograniczona? Czy chcesz zrezygnować z kominka czy kotła na drewno, które dają ciepło za darmo? A naprawdę są w 100% ekologiczne? [netto zero CO2 i SO2].

– T. chcę edukacji seksualnej w szkołach.

Czy chcesz tego dla twoich dzieci czy wnuków? Mają sobie dyskutować o perwersjach i porno? I przekazywać filmiki?

– T. deklaruje i chce dostępnej dla wszystkich i bezkarnej aborcji.

Czy naprawdę chcesz, by Zosia dała dupy i potem się wyskrobała? I na przykład odeszła do Aborcyjnego Dream Teamu?

Itp

Podsumowując:

Takie strony nie są tylko po to, by cię uspokoić, czy rozśmieszyć.

Są po to byś proste zasady dostępne dla każdego, zwane cywilizacją łacińską – przywracał wśród bliskich a skołowanych.

Ad maiorem Dei gloriam

Niezależna komisja apostołów powołana w święto Pesach, w sprawie zdrady Judasza

Niezależna komisja apostołów

powołana w święto Pesach,

w sprawie zdrady Judasza

https://gabriel-maciejewski.szkolanawigatorow.pl/niezalezna-komisja-apostolow-powolana-w-swieto-pesach-w-sprawie-zdrady-judasza

Gabriel Maciejewski

W mojej, bardzo subiektywnej ocenie, kardynał Ryś jest zdrajcą i szantażystą. Nawołuje w ostatnim liście pasterskim, by wierni mówili językiem jezusowym, a następnie zapowiada powołanie niezależnej komisji, która ma zbadać, kto w diecezji łódzkiej dopuszczał się molestowania nieletnich. To nie jest język jezusowy. I kardynał Ryś nie ma mocy, by określać dokładnie co nim jest, bo sam traktuje Ewangelię wybiórczo.

Taki sposób traktowania Pisma jest znany i służy on do dewastacji faktów, fałszowania intencji i wskazywania zasługi tam, gdzie jej nie ma, jest za to podstęp. Służy także temu, by odbierać głos innym, którzy nie mogą się wylegitymować autorytetem hierarchicznym, ani naukowym, a także publicystycznym. A wszystkie te atuty posiada ekscelencja. I przemawia do ludu z tych wyżyn. Czy lud powinien go słuchać? Nie, bo ma własny rozum, a jego pasterz ma nieczyste intencje. I wie w dodatku, że jeśli lud go posłucha, zrobi jeden krok dalej, nie będzie odwrotu.

Wszystkie dzisiejsze ważne sprawy przestaną mieć znaczenie, bo życie nasze zamieni się w przedpiekle. Z którego ani kardynał Ryś, ani żaden inny hierarcha nas nie wyrwą, przeciwnie – będą nas prowadzić coraz głębiej w te infernalne korytarze, gdzie będzie coraz więcej dylematów, coraz więcej nie dających rozstrzygnąć się rozumem spraw, aż wreszcie na samym końcu spotkamy imć Lucyfera, a on nas powita wesołym okrzykiem i zapyta – jak tu trafiliście, bracia? Ci zaś, którzy się w tę wędrówkę wybiorą, bo ja nie zamierzam, będą oglądać się lękliwie wokół i nie znajdą odpowiedzi na to proste przecież pytanie.

Szermowanie zapisami i cytatami z Ewangelii i Starego Testamentu, nie może przysłaniać nam spraw prostych i czytelnych, a te są następujące: przybysze z Ameryki Południowej nie są uciekinierami. Są tu sprowadzani do pracy przez ludzi, którzy uczestniczą w jakimś globalnym programie oszczędzania, zapewne nie pierwszym takim, przeprowadzanym na Ziemi. My tego nie potrafimy skojarzyć, albowiem wiedza istotna jest poza nami i tłumaczy nam się ich pobyt tutaj poprzez Ewangelię właśnie, gdzie nie ma o nich ani słowa, a nie poprzez historię i ekonomię, jakby należało czynić.

Kolejna kwestia: przybysze z Afryki są sprowadzani za pieniądze, z których się ich okrada. Na miejscu mówią im, że są w kraju, czy też regionie, gdzie w zasadzie wszystko mogą, a nawet jeśli zrobią coś naprawdę głupiego, nie będzie to miało znaczenia. Ludzie ci nie mają dobrych intencji, a słów kardynała Rysia nie potrafiliby zrozumieć, nawet gdyby im je odczytano w ich własnym języku. Nie są inżynierami, lekarzami, czy ekonomistami, za to niektórzy z nich są przestępcami i to oni decydują o tym, jakiej dynamiki nabiera grupa, w której się znajdują.

Kolejna kwestia: Europa powoli wycofuje się w paktu migracyjnego, proces ten będzie przyspieszał, a nasz kraj ma być jednym z etapów tego wycofywania, czyli jeśli nie uda się wyrzucić niechcianych gości do miejsc skąd przybyli trzeba ich wywieźć do Polski, a ewentualny sprzeciw Polaków spacyfikować hagadami o moralności, obowiązku chrześcijan wobec bliźnich i innymi podobnymi historiami. Tymczasem nie mamy przed sobą uciekinierów, ale ludzi siłą i decyzjami administracyjnymi wyrzucanych za wschodnią granicę Niemiec.

Kolejna sprawa: nawet jeśli przyjmiemy, że islam jest religią pokoju, mamy prawo wyrazić kwestię następującą – nie chcemy u siebie islamu. Koniec i kropka. Nie chcemy go i już. I niech kardynał Ryś przestanie nam tę religię reklamować, bo ona się nam wcale nie podoba. Tym bardzie go nie chcemy, im bardziej bogate arabskie kraje nie przyjmują swoich braci w wierze i nie dają im zakwaterowania oraz pieniędzy na różne wydatki.

W przeciwieństwie do kardynała Rysia, kojarzymy co nieco z historii i nie mieszamy jej ze Słowem Bożym, które dotyczy każdego z nas indywidualnie. Wiemy więc, że islam w Europie był i nie kończyło się to dla europejskich chrześcijan dobrze. I nie inaczej będzie tym razem. Nie kupujemy podstępnej retoryki kardynała Rysia, szczególnie zaś formuły – miejcie odwagę milczeć! To jest dialektyka diabelska, bo nawet nie marksistowska. Kardynał chce uciszyć wiernych za pomocą swojego autorytetu, a do tego jeszcze straszy swoich księży komisją niezależnych ekspertów, która – w razie gdyby któryś miał inne zdanie niż ekscelencja – zbada jego stosunek do nieletnich w czasie pełnienia posługi i nauczania religii.

Niech czym prędzej ekscelencja ujawni nazwiska członków tej niezależnej komisji, żebyśmy się mogli zapoznać z ich dokonaniami i dotychczasową karierą, a także postawić im kilka istotnych pytań.

Oczywiście drwię, nikt nie będzie z nami rozmawiał, bo nie jesteśmy godni tego, by z nami rozmawiać. Taki jest istotny sens wypowiedzi kardynała Rysia. Ludzie zaś, których wstawi do tej swojej komisji, będą zachowywali się jeszcze gorzej niż on. Jezus Chrystus nie powoływał, o ile pamiętam, żadnych komisji i nie prowadził śledztwa w sprawie Judasza i ewentualnej zdrady. Po prostu wskazał zdrajcę przed swoją męką. Czy to się ekscelencji nie układa w pewną metaforę? Mnie się układa, ale jej nie opiszę, bo nie jestem aż tak bezczelny.

Żyjemy w czasach, kiedy – jak za komuny czy Hitlera – odbiera nam się prawo głosu. Bo moglibyśmy powiedzieć coś, czego nie przewiduje plan zmiany globalnej ekonomii, ani niemieckie układy z islamem. Jedyne co jeszcze możemy robić to zadawać głupie i wyrażające bezradność pytania, trochę podobne do tych, które ja tu postawiłem, w wymowie jednak inne. Te pytania to – dlaczego oni zabijają? Czy to czasem aby nie podejrzane? Dlaczego kwota dzienna na ich utrzymanie jest większa niż niejedna miesięczna emerytura? I podobne sprawy, wyznaczają one dziś przestrzeń naszej wolności, i to jest więcej niż żałosne. My nie możemy stawiać dziś pytań ludziom, którzy nie mają moralności i nie są z nami we wspólnocie. Jeśli bowiem ktoś dla jakichś marnych zysków sprowadza tu pracowników z Ameryki Południowej, to nie jest członkiem wspólnoty. Chce ją zdewastować powołując się przy tym na wzrost PKB, czyli argumentuje tak samo, jak Balcerowicz przed swoją sławną reformą. Nie możemy dopuścić do tego, by podobna dewastacja przewaliła się przez nasz kraj, bo nie wyjdziemy z tego żywi. I nie osiągniemy życia wiecznego, co nam już zapowiedział ekscelencja Ryś.

Przede wszystkim musimy zmienić język debaty, nie możemy mówić o projektach globalnych, które realizowane mają być naszym kosztem, tak jakby chodziło o indywidualne wybory, w których decydujemy czy przyjąć pod dach pielgrzyma. To nie jest ta sytuacja. I kardynał dobrze o tym wie. Ucisza więc nas, a podobnie czynią ci, którzy mają narzędzia, by obecny stan rzeczy opisać, czyli ekonomiści i historycy. Jeśli tego nie zrobią, my to zrobimy – tutaj.

Na dziś to tyle. Postanowiłem przedłużyć promocję o jeden dzień. Zakończy się ona jutro.

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/zydzi-w-polsce-sredniowiecze

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/swieta-katarzyna-sienenska

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jerzy-ossolinski-biografia-ludwik-kubala

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/jerzy-ossolinski-biografia-ludwik-kubala

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/indie-w-plomieniach

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wczesna-historia-ubezpieczen-w-tym-umowy-pozyczki-morskiej

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/porwanie-krolewicza-jana-kazimierza-gabriel-maciejewski

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/wojna-domowa-w-polsce

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/ludzie-zakonu