Ceremonia otwarcia igrzysk. Analiza, cz. V: Wielki kozioł

Bartosz Kopczyński 3 sierpnia 2024 wtowarzystwie.pl/ceremonia-otwarcia-igrzysk-analiza-cz-v-wielki-koziol

Obraz Francisco de Goyi „Wielki kozioł”, 1797-1798. Prefiguracja ceremonii otwarcia Igrzysk w Paryżu. Intencja Republiki Antyfrancuskiej i samych Anty-Francuzów. Robią to, czego pragną, służą, komu chcą, co zawsze prowadzi do tego samego skutku. https://picryl.com/media/goya-el-aquelarre-museo-lazaro-galdiano-madrid-1797-98-51a1ad

Ceremonia, czy raczej rytuał otwarcia Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu w 2024 przeszła już do historii. Teraz czas na analizy i refleksje. Można być pewnym, że znaczenie tego spektaklu jest dużo większe, niż się wydaje, a jego skutki będą doniosłe.

Proszę najpierw przeczytać cz.I:

Ceremonia otwarcia Igrzysk. Analiza, cz I – Ca-ira.

Następnie proszę przeczytać cz.II:

Ceremonia otwarcia Igrzysk. Analiza, cz. II – Wściekłość gilotyny.

Potem cz. III:

Ceremonia otwarcia igrzysk. Analiza, cz. III – Narzeczone-gilotyny

Dalej cz. IV:

Ceremonia otwarcia Igrzysk. Analiza, cz. IV – Odlot-czarowników




OTO WIĘC CZĘŚĆ PIĄTA

SOLIDARITE – SOLIDARNI Z BESTIĄ

Mroczna postać w czarno – srebrnej zbroi, z flagą olimpijską jako peleryną, przemierzająca ciemne odmęty wód na srebrnym, mechanicznym szkielecie konia łączy w sobie kilka znaczeń. Należy zacząć od tego, czego jakoś nikt nie dostrzegł, w jakim celu ta kreatura została wpleciona w rytuał. Z początku wydawało się, ze rolą jeźdźca jest dostarczenie flagi – peleryny przed trybunę honorową, gdzie umieszczono maszt flagowy. Jednak wciągnięto inną flagę, nie tą z peleryny, lecz tą, która czekała na miejscu, a którą jeździec otrzymał i przeniósł zaledwie kilkadziesiąt metrów. Po co więc był jego rajd po Sekwanie? Widzom wydawało się, że ceremonia czeka na flagę, tymczasem rozkład znaczeń jest odwrotny – to nie jeździec był dla flagi, tylko flaga dla jeźdźca.

Różne interpretacje tej postaci nie muszą się wykluczać, lecz mogą uzupełniać. Z wyglądu przypomina Nazgula, upiora Pierścienia z tolkienowskiej sagi „Władca pierścieni”. Nazgule byli niegdyś dumnymi władcami ludzi, których opanowała żądza władzy i moc Jedynego Pierścienia. Tolkienowska opowieść pełna jest symboli, Władca Pierścieni jest więc figurą szatana, a Nazgule najpotężniejszymi i najwierniejszymi spośród ziemskich sług, coś jakby najwyższe kręgi Bestii.

Najczęściej wskazywaną interpretacją był czwarty jeździec Apokalipsy, na bladym koniu, któremu towarzyszy Otchłań, a którego imię Śmierć. To, że czwarty interpretuje się z tego, że w ostatnich czasach mieliśmy już trzech – wojnę, zarazę i głód, skoro więc pojawia się samotny jeździec, to musi być ten czwarty. Wszyscy zgromadzeni czekali na mroczną postać, która przybyła wodą. Na ląd wjechał jednak inny jeździec na innym koniu. Należy przyjąć, że powody były czysto praktyczne – gdyby technicy byli w stanie skonstruować sprawnego konia mechanicznego, który wskoczyłby z łodzi na brzeg, zapewne by go użyli. Musieli jednak użyć żywego zwierzęcia jako bardziej niezawodnego. Gdy Nazgul / Śmierć pojawił się na nabrzeżu, eskortowany przez republikańską armię francuską przedefilował przez szpaler narodów, symbolizowanych przez chorążych, niosących flagi państwowe. Następnie cała czereda flag ruszyła za jeźdźcem tam, dokąd ich poprowadził. Jeździec otrzymał skrzydła z neonów umieszczonych na Wieży Eiffla, co technicznie było majstersztykiem, szacunek dla realizatorów. Tą sztuczką gnostycy sami siebie i swoje twory uznają za nadprzyrodzone, i pragną, aby cała ludzkość traktowała ich jako boskie istoty, wznoszące się ponad ludzkimi ograniczeniami.

Za Nazgulem / Śmiercią podążyła cała ludzkość symbolizowana przez chorążych (poza Rosją i Białorusią, wykluczonymi przez organizatorów). Jest to dopełnienie obrzędu inicjacyjnego, odprawionego na moście Debilly. Tam symbolicznie wprowadzono ludy Ziemi do nowej, lucyferycznej religii. Nowej dla ludów, bo gnostyckie elity praktykują ją od wieków. Natomiast na Trocadero dokonano obrzędu politycznego, składając hołd Bestii z nieświadomym udziałem ludów Ziemi. Nazgul / Śmierć, jadąc wśród honorów wojskowych rewolucyjnej armii Republiki, dokładnie za sobą miał Wieżę Eiffla z neonami w kształcie skrzydeł. Jeździec znalazł się między nimi, tak, że wyglądał na postać uskrzydloną. Czwartemu jeźdźcowi Apokalipsy towarzyszyła otchłań, czeluść. W Objawieniu św. Jana aniołem przepaści, władcą otchłani jest Abbadon, po grecku Apollyon, niosący cierpienia tym ludziom, którzy nie mają pieczęci Boga na czołach. Poddawani będą cierpieniom i sami będą chcieli umrzeć, ale śmierć od nich ucieknie. Oznacza to, że do antykościoła Lucyfera zostanie przyjęta ta część ludzkości, która dobrowolnie wyrzeknie się Boga w Trójcy Jedynego. Sam rytuał więc nie wystarczy, musi być także wola ludzi, wyrażona przez zachowania. Na moście odbyła się więc część religijna zasadniczego rytuału, tycząca się władzy duchowej, natomiast na Trocadero przeprowadzono część polityczną, dotyczącą władzy ziemskiej. Widzieliśmy chorążych z flagami, podążających za Nazgulem / Śmiercią / Abbadonem, w kierunku władzy politycznej Bestii – struktury ludzkiej, tworzącej porządek polityczny, oparty na absolutnej i ukrytej władzy. Celem tej struktury w aspekcie doczesnym jest absolutna władza i absolutny wyzysk, natomiast w aspekcie duchowym – umożliwienie Lucyferowi realizacji jego celu, czyli potępienia ludzkości. Symbolem tej władzy stało się odwrócenie flagi olimpijskiej oraz to, co później działo się wokół Wieży Eiffla, o czym będzie dalej.

Symboliczna ludzkość, prowadzona przez jeźdźca (z wyjątkiem Rosji i Białorusi) została doprowadzona przed augura, którego funkcje podczas rytuału sprawował prezydent Macron. Jego pozycja jest porównywalna z pozycją kapłanki na moście Debilly – pełnili oni role mistrzów ceremonii, inicjujących pewne działania w obrębie rytuału, natomiast wobec świata rzeczywistego ich zabiegi mają znaczenie magiczno – symboliczne. O mocy wiążącej rytuału będzie dalej. Augur Macron wyrzekł uroczystą formułę, otwierającą Igrzyska. W ten sposób oznajmił urbi et orbi, że rytuał jest prawidłowy i godny – zabieg mający to samo znaczenie, co w Rzymie orzeczenie augurów o tym, czy są dies fasti, w których czynności oficjalne podobają się bogom, czy dies nefasti, w których czynności takie są bezbożne. Augur Macron orzekł, że nastały dies fasti, więc rytuał może zostać dokonany.

Gdy jeździec otrzymał flagę olimpijską, wstąpił z nią na podium – rampę w kształcie Wieży Eiffla, która też ma swoją symbolikę, o czym będzie dalej. Po drodze mijał wiwatujący tłum machający do niego flagami. On jednak, niewzruszony, z twarzą ze srebra, ledwo widoczną pod kapturem kroczył dalej bez wahania, aż dotarł do masztu i pocztu sztandarowego, po czym wręczył złożoną w kostkę flagę ciemnoskóremu oficerowi i zniknął ze sceny. Dalej nastąpiła rzecz pozornie przedziwna. Poczet, złożony z czterech oficerów francuskich sił zbrojnych rozwinął flagę według protokołu, przypiął do linki i wciągnął na maszt. I wtedy okazało się, że flaga wisi odwrotnie – dołem do góry. W komentarzach pisano, że była to wpadka. Jest to oczywiście możliwe, zdarzają się wpadki, sądzę jednak, że nie tu. Cały rytuał został dopracowany szczegółowo i zrealizowany dokładnie. Oficerowie pocztu sztandarowego nie przyglądali się fladze z dwóch powodów. Po pierwsze, musieliby wpierw rozwinąć cały złożony materiał, aby się zorientować, gdzie góra, gdzie dół. Po drugie – w tak ważnych uroczystościach flagę daje się tak ułożoną, aby została powieszona prawidłowo, i żaby poczet nie musiał się martwić jej ułożeniem. Pilnuje się tego ściśle, właśnie po to, aby uniknąć wpadek. Flagę mógł przekręcić Nazgul, ale tego nie zrobił. Tak, jak ją dostał, tak oddał. Człowiek, który wręczał flagę Nazgulowi też nie mógł jej przekręcić bez zwracania na siebie uwagi. Pomyłka musiała nastąpić na etapie składania flagi, na zapleczu. Jedynie tam było to możliwe. Biorąc jednak pod uwagę całość rytuału, wydaje się, że odwrócenie flagi było jego częścią. Komentatorzy uważają to za wpadkę, bo nie mieści im się w głowie, że organizatorzy mogliby to wykonać celowo. Jest to jednak logiczne. Tak dopracowana impreza, i nagle ktoś się myli przy czynności, która zawsze jest pod szczególnym nadzorem. Organizatorzy od samego początku pokazali, że mają swój własny scenariusz, realizujący ich własne cele. Jednym z nich jest odwrócenie idei olimpijskiej, ponieważ jest częścią tradycyjnej kultury europejskiej, a oni chcą stworzyć antykulturę dla Anty-Europy, muszą więc pozbyć się wszystkiego, co tradycyjne. Odwrócenie flagi jest więc kolejnym elementem antyolimpiady, nie ostatnim.

SOLENNITE – INAUGURACJA ZŁUDZENIA

Przemówienia oficjeli jak zwykle, dwa większe i jedno króciutkie. Tony Estanguet mówił o sporcie i zaangażowaniu, rywalizacji i dumie. Thomas Bach pozwolił sobie już na lennonowsko – masońskie wtręty o równości płci, ludzkości zjednoczonej w różnorodności i o wspólnym jej życiu jako jednego, żywego organizmu. Potem przemówił augur – prezydent rewolucyjnej Republiki Francuskiej Emmanuel Macron, wypowiadając ceremonialną kwestię – że Igrzyska XXXIII Olimpiady są otwarte.

Rota przysięgi olimpijskiej zawierała już nowe treści, dostosowane do wyznania wiary z mostu Debilly, czyli równość, inkluzywność i antydyskryminację. Jest to sprzeczne z ideą sportu wyczynowego – citius, altus, fortius – szybciej, wyżej, silniej. Sport wyczynowy jest nierówny – bo wygrywa najlepszy; ekskluzywny – bo nie każdy może być wyczynowym sportowcem; dyskryminacyjny – bo eliminuje tych, którzy przegrywają. Czego się jednak spodziewać po ludziach, którzy stawiają Olimpiadę na głowie – trucizna Bestii już się rozprzestrzenia w organizmie.

Pozostała jeszcze jedna czynność zwyczajowa, i jedna ceremonialna – fajerwerki po ogłoszeniu otwarcia Igrzysk, i zapalenie znicza olimpijskiego. Na podeście w kształcie Wieży Eiffla pojawił się znów Zinedine Zidane, powróciła też pochodnia, niesiona przez asasyna. Wyłonił się nagle z otworu w podeście, jakby spod ziemi. Pochodnia z ogniem (nie mamy pewności, czy olimpijskim – musimy na słowo wierzyć satanistom) ruszyła sztafetą olimpijczyków. Rozpoczął się oszałamiający pokaz świateł na Wieży Eiffla, o czym będzie dalej.

ETERNITE – PRAGNIENIE ZIEMSKIEJ WIECZNOŚCI

Grupa olimpijczyków powiększała się o kolejne osoby, niosące pochodnie. Przez ulice Paryża, z przystankiem przy piramidzie w Luwrze, aż do ogrodów Tuillerie, w których bracia Montgolfier po raz pierwszy wypuścili balon. Tam, pośrodku fontanny widzowie zobaczyli zakotwiczony balon z podczepioną gondolą, która okazała się zniczem olimpijskim. Stuletni biały olimpijczyk przekazał ogień dwójce młodych, silnych czarnoskórych sportowców, którzy podeszli uroczyście do balonu i podpalili jego gondolę, po czym cała konstrukcja uniosła się w przestworza, do wysokości ok. 60 metrów.

Reżyserzy i ich zleceniodawcy mają apetyty absolutne – pragną wszystkiego, czyli całego świata. Ich nowy, wspaniały świat, symbolizowany przez idealnie okrągłą kulę dźwiga jednak pokaźny bagaż obciążeń – stary świat, pełen dawnych idei, zwyczajów, pragnień, stereotypów. Czas najwyższy pozbyć się tego balastu, i wreszcie pojawiły się możliwości ku temu. Dotąd bowiem główne działania Rewolucji, chociaż wywodzące się z lucyferyczno – demonicznej duchowości, miały ograniczone możliwości przejęcia rządu dusz. Zawsze musiała ona używać przemocy – wojny, terroru, głodu, prześladowań, mordów, tortur, gwałtów, aby zmusić ludzi do posłuszeństwa. Ludzie świadomie lub instynktownie opierali się złemu. Teraz zaś Rewolucja opracowała metody, prowadzące do społecznej epidemii NDSP – nabytego debilizmu schizofreniczno – paranoicznego. To, co wcześniej Rewolucja musiała robić rękami wynajętych i opłacanych siepaczy, dziś ludzie robią sami, radują się tym, dumni są z tego, uznali to za swoje prawa. Nie chcą już walczyć w obronie swojego świata, ale walczą o to, żeby mogli ten świat niszczyć. W tym stanie dusz białych ludzi wystarczy tylko pod stary świat podłożyć pochodnię, aby zgorzał do szczętu, a wówczas nowy, wspaniały świat, lekki i wolny od krepujących go ciężarów wzniesie się do wiecznej chwały swoich twórców i ich pana. Jest więc ogień i są nowi Europejczycy, proletariat, nowy stan trzeci, który trzeba po marksistowsku uświadomić, wzmocnić i zradykalizować, a wówczas sami podłożą pochodnię pod świat białego człowieka – takie są marzenia gnostyckich reżyserów.

PRAKTYKA ZASTĄPIENIA

Tym nowym proletariatem są ci wszyscy, którym kultura białej Europy jest obca lub wroga. Do niedawna biali Europejczycy byli gotowi walczyć za swój świat, ale to było wtedy, gdy wierzyli w Boga. Gdy dali się lewicy namówić na apostazję, sami stali się lewakami. Zanurzyli się z życiu bezbożnym, rozpustnym, bezpłodnym, bezsensownym. Celem życia stał się dobrostan. Przestało im się chcieć czegokolwiek, jak myszkom w eksperymencie Calhouna, ogarnęła ich gnuśność, bezsens i beznadzieja. Pozwolili na to, aby elity władzy ich krajów stały się sługami Bestii, i obojętnie przyglądają się, jak ci zdrajcy sprowadzają miliony ludzi obcych pod każdym względem, z przewagą wyznawców islamu, tradycyjnie dążącemu do opanowania Europy. Frankowie obronili Francję pod Poitiers w 732 roku, Antyfrancuzom nie przeszkadza nawet, że nie ma już Francji, tylko Anty-Francja, i bardziej, niż islamskich rezunów obawiają się nacjonalizmu i chrześcijaństwa.

Neofrancuzi wyraźnie są promowani przez reżyserów rytuału paryskiego. Oni mają zastąpić białych, i jest to zgodne z założeniami planów unijnej integracji europejskiej. Realizuje ona projekt Paneuropy Richarda Koudenhove – Kalergi, który był zbieżny z zamiarami masonów i Bestii, dlatego dostał zielone światło i wsparcie z Ameryki. Antyfrancuzi, dumni ze swojej rewolucji i z tego, że ich przodkowie – sankiuloci obcinali głowy arystokratom i masakrowali katolików, śpiewając Ca ira, nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, że na kolejnym etapie Rewolucji to oni zajmą miejsce mordowanych arystokratów i katolików, to oni usłyszą Ca ira, rapowane przez Neofrancuzów, i to ich głowy potoczą się po paryskim bruku, obcięte maczetami. Wystarczy spojrzeć, kto w ramach rytuału paryskiego został ozłocony, kogo wyróżniono i kto kogo zastępuje. Neofrancuskie towarzystwo, buszujące po bibliotece; złote raperki, dyrygujące żołnierzami; złote bohaterki Rewolucji, egzotycznego pochodzenia; nowa Marianne; rapujący artyści; na końcu – komu ogień przekazuje biały starzec, kto podpala znicz. Nawet osiągnięcia nauki i techniki, z których wciąż dumni są Antyfrancuzi zostały przedstawione jako przeszłość – aby je zobaczyć, asasyn musiał wsiąść do wehikułu czasu.

SYNCHRONOCITE – REGULACJA MASOŃSKIEGO ZEGARA

To hasło pojawiła się na początku widowiska, ale jego wymowa widoczna jest dopiero po objawieniu dalszych części rytuału. Pokazano bowiem, jaka jest dopuszczalna forma funkcjonowania białych w nowym, wspaniałym, lucyferycznym świecie, zarządzanym przez Bestię. Na rusztowaniach odbudowywanej katedry Notre Dame pracowali ludzie w kaskach i kombinezonach roboczych. Odgłosy ich pracy ułożyły się w jeden rytm. Każda postać, symbolizująca świat pracy miała plamy złotej farby na stroju w tych samych miejscach – na rękawach, nogawkach i na ramionach. To miejsca na ciele ludzkim, szczególnie angażowane przy wykonywaniu pracy fizycznej. Chwilę później na nabrzeżu pokazano liczną grupę w codziennych strojach, używanych do prac domowych, umieszczoną na złotym tle. Ludzi ci imitowali czynności prac fizycznych i walki na pięści. Ich ruchy były skoordynowane z tańcem czarnoskórego tancerza na przeciwnym brzegu Sekwany. Swój występ wykonywał na złotym podium, ustawionym na dachu kamienicy, nadając rytm jak demiurg. Na końcu swojego występu cała grupa zastygła jak automaty, którym wyłączono prąd, w charakterystycznym geście – serduszkach – emotkach.

Wygląda więc na to, że biali ludzie będą mogli uniknąć eliminacji, pod warunkiem, że posłusznie będą wykonywać polecenia władz i wydajnie pracować na swoich panów. Oczywiście mowa tu o panach, należących do gnostyków i władzach, wykonujących ich polecenia. Wtedy zostaną docenieni i pozwoli im się żyć. Docenienie w rytuale paryskim symbolizuje kolor złoty. Osoby lub obiekty, przedstawione na złoto zostały wyróżnione jako narzędzia gnostyków. Próżno jednak łudzą się ci, którzy myślą, że jeśli będą użyteczni dla Bestii, zachowają pozycję lub ją wzmocnią. Wszyscy, których gnostycy dziś złocą, jutro będą chcieli wykorzystać jako sankiulotów w Paryżu i kolumny piekielne w Wandei, do zniszczenia tego, co przeszkadza Bestii. Po wykonaniu swojego zadania sami pójdą na szafot, a Bestia wyznaczy innych do ozłocenia. Rewolucja robi tak zawsze, i gdyby białym ludziom chciało uczyć się historii, wiedzieliby, co im grozi i jak to zwalczać.

TAJEMNICZE POSTACI

W trakcie rytuału pojawiły się dwie ważne dla dramaturgii postaci. Jedna – jeździec, czyli Nazgul / Śmierć / Abbadon została już omówiona. Druga to tajemniczy asasyn – skrytobójca, nosiciel pochodni z ogniem (podobno) olimpijskim. Zachodzi jakościowa różnica między tymi postaciami, widoczna dopiero w szczegółach. Jeździec ma twarz – zakrytą kapturem srebrną maskę. Natomiast asasyn jest postacią bez twarzy, przemykającą po dachach, ulicach i budynkach Paryża i momentach historii, na przemian pojawiającą się i znikającą. Tajemniczy świadek, a może raczej inspirator, który chce dla siebie zachować swoją tożsamość, a może już jej nie ma, bo realizując różne misje dla czarnego pana utracił ją, jak Nazgul.

Asasynowi powierzono przenoszenie ognia olimpijskiego, nie wiadomo jednak, jak wszedł w jego posiadanie. Ostatnimi nosicielami ognia, którym można przypisać sukcesję, była trójka dzieci z arabskim chłopcem na czele. Potem jednak one znikają, a pojawia się asasyn. Wygląda na to, że odebrał dzieciom pochodnię, być może zabił chłopca lub całą trójkę, w końcu to zabójca. Zanim przekazał pochodnię Zidanowi, pojawiał się i znikał, nie możemy więc powiedzieć, co się wtedy działo z ogniem. Jego pojawienie się na Trocadero było barokowym zabiegiem teatralnym, gdzie praktykowanym zwrotem akcji było pojawienie się „deus ex machina” – postaci jakiegoś boga z mitologii grecko – rzymskiej. W rytuale paryskim zastosowano zabieg „diabolus ex machina” – asasyn wyłania się spod ziemi z ogniem. Widzowie byli przekonani, że jest to wciąż ogień olimpijski, chociaż równie dobrze mógł to być ogień piekielny lub zwyczajny – odpalony od zapalniczki. Raczej to drugie, ponieważ, jak dowiedzieliśmy się dwa dni po ceremonii – rolę asasyna grało kilkanaście postaci, inaczej nie dałoby się umieścić go w tak różnych miejscach Paryża. Czy zadbano o to, aby w każdej pochodni, a szczególnie w ostatniej palił się prawdziwy ogień olimpijski – pozostaje tajemnicą organizatorów.

Pochodnię powierzono asasynowi nie po to, aby doniósł ją do znicza, ale by był przewodnikiem przez oficjalną i tajną historię Rewolucji. Ludzie Bestii ujawnili ludzkości, że zawsze, gdy dzieją się wydarzenia rewolucyjne, towarzyszą im jacyś asasyni bez twarzy. Masoneria zdradziła ludzkości szczegóły swojego modus operandi

GRYWALIZACJA MASOŃSKA

Skoro mowa już o tym jakże sympatycznym, ezoterycznym towarzystwie, wątki masońskie, użyte w rytuale nie powinny budzić wątpliwości. Podstawą dramaturgii rytuału była Rewolucja, szczególnie jej najważniejszy dla Anty-Francji i zachodniego świata moment – Wielka Rewolucja Antyfrancuska, z której wywodzą się republikańskie wartości Anty-Francji, Unii Europejskiej i oficjalnej części globalizmu. Moment ten został ściśle zaplanowany i rozpracowany, tak, że trudno było znaleźć wśród aktorów rewolucyjnej sceny kogoś, kto nie był masonem. Rewolucja posługiwała się ideologią, która nie zmieniła się od wieków. Od starożytnych gnostyków, poprzez herezje antykatolickie, różokrzyż, iluminatów bawarskich, masonów, jakobinów i inne ugrupowania Anty-Francji, karbonariuszy, socjalistów, komunistów, anarchistów, aż po globalistów, wciąż jest to ta sama ideologia – likwidacja religii i moralności chrześcijańskiej, Kościoła katolickiego, państw, narodów, rodzin, małżeństwa, własności prywatnej – marzenie Lennona w Imagine i zmysłowy śpiew Juliette Armanet przy płonącym fortepianie podczas rytuału paryskiego. Jego organizatorzy orzekli arbitralnie, że to Imagine jest hymnem olimpijskim, na razie jeszcze nieoficjalnym, pomimo, że od 1896 r. istnieje oficjalny. Jednak Rewolucja zmienia wszystko, hymny też. Tak sobie powiedzieli, a Przemysław Babiarz publicznie ich zdemaskował, co wywołało paniczną reakcję minionków (sługusów) Bestii.

Rozmach i jawność rytuału paryskiego można bardzo łatwo wytłumaczyć – jest to grywalizacja (wykorzystanie elementów gier w kontekście niezwiązanym z grami) między dwiema głównymi obediencjami masońskimi – masonerią regularną i nieregularną. Główną siłą masonerii regularnej jest Masoneria Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego, która od samego początku określała założenia ustrojowe i polityczne Stanów Zjednoczonych. Dąży ona do osiągnięcia swoich celów drogą ewolucyjną. Jej najważniejszą emanacją polityczną jest Towarzystwo Fabiańskie, z którego wyprowadzono szereg organizacji różnego typu, tworzących do teraz politykę Anglosasów. Działania takie zakładają dyskrecję i umiarkowane afiszowanie się ze swoimi osiągnięciami. Tradycyjnie najważniejszym ugrupowaniem masonerii nieregularnej jest Wielki Wschód Francji, od samego początku skupiający zadziorów i radykałów, dążących do realizacji celów szybko, nie bacząc na przeszkody i koszty. Dla nich właściwym sposobem działania jest Rewolucja, i to oni najprawdopodobniej zaplanowali rytuał paryski.

Między różnymi frakcjami tajnych organizacji wcale nie panuje pokój, do jakiego oficjalnie wzywają, lecz ukryta wojna, jaką faktycznie przynoszą. Od czasu I Wojny Światowej pałeczka polityki światowej przeszła do USA, a Europa została zmarginalizowana. Trudno to znieść francuskim megalomanom, którzy i bez masonerii uważają się za pępki świata. Nie powinno więc dziwić, że gdy dorwali się do globalnej imprezy, postanowili ją wykorzystać, aby odzyskać wpływy. Animozje między Wielkim Wschodem a Szkotami były widoczne w dwóch momentach: gdy asasyn leciał balonem w kosmosie, mijał pustynną planetę, porosłą z rzadka kaktusami, z której wyrastała Statua Wolności, symbol Nowego Yorku, (prezent od Francji nota bene). Statua miała wyraźnie oznaki korozji i opuszczenia. Drugi moment nastał wtedy, gdy rozpoczynała się antymsza na moście Debilly, ważny element religijny całego rytuału. Usłyszeliśmy wtedy piosenkę „Ca balance pas mal a Paris”, w której tekście wyraźnie zawarty jest bunt przeciw amerykańskiej hegemonii kulturowej i przeciwstawienie jej Paryża, który jest lepszy niż wszystko, co oferuje Ameryka. Być może znaczenie ma też numeracja – 33 olimpiada, 33 stopnie wtajemniczenia u Szkotów.

Nie jest to jedyny powód tak wielkiej jawności. Poza rywalizacją między sobą, ludzie spod znaku symbolicznej kielni czują się już tak pewni swego panowania nad rzeczywistością, ludźmi i naturą, że sami uwierzyli w to, że Boga nie ma, a oni mogą wszystko. Zbiega się to z widocznym coraz bardziej uwiądem intelektualnym ludzi, tworzących struktury Bestii. Między tymi dwiema grupami zachodzi ścisła korelacja i zależność, z tym, że Bestia stoi wyżej, niż masoneria, którą wykorzystuje jako jedno ze swoich licznych narzędzi. Teraz jednak obydwie grupy coraz bardziej przestają odróżniać, co jest rzeczywistością, a co ich wyobrażeniem. Zapewne właśnie dlatego od kilku lat tak jawnie głoszą światu swoje orędzie. Wystarczy spojrzeć na pozostałe głośne ceremonie – 2016 – hołd Spinelliemu na wyspie Ventotene – premier Włoch, prezydent Francji, kanclerz Niemiec; ten sam rok, otwarcie tunelu św. Gotarda – ta sama ekipa, plis kilku pomniejszych; 2021 – pożegnanie kanclerz Merkel; 2022 – Igrzyska Wspólnoty Narodów w Birmingham; 2024 – Eurowizja; ten sam rok – otwarcie Igrzysk Olimpijskich; 2020 – 2024 – prezydentura Joe Bidena. To tylko niektóre z cyrkowych przedstawień, urządzonych przez gnostyków.

Przedstawienia takowe mają zawsze kilka celów i kilka kręgów adresatów:

  • szeroka opinia publiczna – narody. Przekaz dla nich dzieli się na trzy rodzaje: triumfalizm gnostyków i poniżenie narodów – „jesteśmy potężni, i wszechmocni, a wy nic nie możecie”; dążenie do samosprawdzającej się prognozy – „musicie robić wszystko, co wam powiemy, inaczej nastąpi koniec świata”; fałszywa troska – „kochamy was i chcemy waszego dobra”.
  • Gnostycy – zacięta rywalizacja między grupami interesów, zarazem zwalczającymi się i współpracującymi. Ich działania mają zbudować przeświadczenie, że są najlepsi, najpotężniejsi, bezbłędni, najlepiej służący czarnemu panu. Każda licząca się grupa gnostyków chce o tym przekonać pozostałe grupy, swoich własnych podwładnych i samych siebie. Wynika z tego rosnąca tendencja do samooszukiwania i oderwania od rzeczywistości.
  • Czarny pan i jego demony. Różne koterie gnostyków próbują przekonać byty duchowe, z którymi mają kontakt, lub z którymi chcieliby nawiązać kontakt, lub co do których wydaje im się, że mają kontakt, że to właśnie ta, a nie inna grupa lepiej służyła, służy i będzie służyć swojemu panu.

Ciąg dalszy nastąpi.

Odwiedź także nasz profil na Facebooku i śledź naszą działalność na bieżąco.

Globalny wzorzec eurodebila. Atak na kulturę. Drogi wyjścia.

Globalny wzorzec eurodebila

Bartosz Kopczyński 13 marca 2024 wtowarzystwie.pl/globalny-wzorzec-eurodebila

Zainicjowane przez uśmiechniętą koalicję zmiany w polskiej edukacji spowodowały duży oddźwięk i skłoniły liczne organizacje i inicjatywy społeczne do zainteresowania się tym, co dzieje się w szkole. Rychło wczas, jest to bowiem logiczna konsekwencja całego szeregu procesów, toczących się od lat, którymi próbowaliśmy zainteresować szeroką opinię społeczną, jak dotąd bezskutecznie. Trzeba było dopiero wycięcia z podstawy programowej treści, drogich sercu wielu patriotów i konserwatystów, aby zechcieli zainteresować się tym, co w tych procesach najważniejsze – celową, systemową debilizacją prowadzoną pod dyrekcją Unii Europejskiej i ONZ.

Śledzenie źródeł, historii i przebiegu tych procesów jest wielce intrygujące, chociażby po to, aby zrozumieć, jak globaliści kradną narodom rozum, tożsamość i szanse życiowe przy współdziałaniu elit politycznych i naukowych, przy całkowitym braku wiedzy i zrozumienia przez społeczeństwo tego, co się dzieje i do czego prowadzi. Na taka analizę zabrakłoby jednak tu miejsca, skupię się więc jedynie na lapidarnym przedstawieniu esencji.

Czytaj także:

Zakaz wiedzy domowej

Po co nam szkolnictwo wyższe

Wszelkie zmiany w edukacji państw europejskich odkąd powstała Wspólnota Europejska były przeprowadzane według ram, przez nią narzuconych, zbieżnych z równorzędnymi ramami ONZ. Aby nie popadać w szczegóły, przedstawię je razem. Polska doświadczyła dobrodziejstw tego etapu postępu od samych początków transformacji ustrojowej po 1989 r. Szczegółowa analiza procesów lokalnych i globalnych pozwala stwierdzić, że obecne zmiany w polskiej edukacji zostały zainicjowane od razu po II Wojnie Światowej, a głównym promotorem tamtego etapu był towarzysz Jakub Berman, pełniący różne wysokie stanowiska w aparacie partyjno – rządowym. To wówczas wycięto z podstaw programowych logikę i filozofię i zmieniono historię. Po okresie utrwalenia władzy ludowej pozwolono polskiej szkole na kilkadziesiąt lat zabetonowania systemu. Pośród licznych negatywów tamtej rewolucji należy wskazać przede wszystkim usunięcie niekomunistycznej kadry naukowej z uczelni wyższych i zastąpienie jej nowym narybkiem towarzyszy i współplemieńców towarzysza Bermana. Ci inwaderzy ulokowali się mocno na polskich uczelniach, a ich potomstwo, biologiczne lub duchowe do tej pory okupuje polską naukę, co tłumaczy otwartość środowisk naukowych na antykulturę i brak przeciwdziałania obecnej destrukcji.

Jednak szkolnictwo średnie i podstawowe zdołało się ochronić. Indoktrynacja komunistyczna okazała się tam powierzchowna, a co najważniejsze, utrzymano fundamenty kulturowej edukacji: kanon klasycznych lektur, podstawę programową obejmującą wiedzę obiektywną, związki przyczynowo – skutkowe, tożsamość narodową, paradygmat uczeń – mistrz, wymogi edukacyjne i oceny. Władzy ludowej zależało bowiem na odtworzeniu bazy przemysłowej, a do tego byli potrzebni ludzie, potrafiący pracować. Ominęła nas więc rewolucja kontrkulturowa lat 60-tych i 70-tych, która zaczęła zmieniać zachodnią edukację już wówczas. Nie należy jednak się łudzić, że komuna, rządząca sowietami i Polską była całkowicie inną komuną, niż ta rządząca już wtedy Zachodem. Na metapoziomie była to ta sama formacja religijno – ideologiczna, bazująca na kabale i posługująca się talmudycznym sposobem myślenia i postrzegania świata. W Polsce procesy zniszczenia postanowiono jedynie odroczyć, przygotowując jednocześnie grunt pod rewolucję obecnego czasu. Dzięki obsadzeniu katedr swoimi ludźmi stopniowo formatowano kolejne pokolenie neomarksistów – postmodernistów, wychowujących kolejne pokolenia nauczycieli, przygotowując ich do tego, aby oni sformatowali naród polski do wstąpienia w struktury Unii Europejskiej, a w szerszej perspektywie – do globalnej komuny. Poprzez zaniżanie płac zepsuto więc etos zawodu nauczyciela, obniżając jednocześnie wymogi przyjęcia i ukończenia studiów. Połączono to z polityką feminizacji szkolnictwa i obsadzeniem aparatczykami struktur zawodowych związków nauczycielskich. Było to przygotowanie pod pauperyzację i upodlenie tej profesji, realizowane systemowo i konsekwentnie przez całą historię III RP aż do tej pory. Kabalistyczni globaliści chcieli mieć pewność, że nie znajdzie się żadna siła z wewnątrz systemu edukacji, która będzie w stanie przeciwstawić się ich planom.

Gdy runął mur i odzyskaliśmy wolność, zaczęliśmy wybierać swoją drogę rozwoju. Dziś już wiadomo dokładnie, że droga ta nie była naszą, lecz została dokładnie wytyczona przez globalnych kabalistów, rządzących organizacjami ponadnarodowymi, światowymi finansami i wielkimi korporacjami. Obecne posunięcia lewackiego rządu w Polsce są ściśle wpisane w scenariusz budowy federalnego państwa europejskiego, które zarazem zostało pomyślane jako prototyp i oddział państwa globalnego. To, co kojarzy większość opinii publicznej, to likwidacja prac domowych, ograniczenie oceniania i redukcja podstaw programowych. Mniej ludzi wie, że równocześnie planowany jest nowy przedmiot – „wiedza o zdrowiu”, zawierający seksualizację wg standardów WHO i wychowanie genderowe. Również mało kojarzone są wprowadzane równocześnie: Edukacja Włączająca, cyfryzacja, tzw. opieka psychologiczno – pedagogiczna i przechodzenie do Europejskiego Obszaru Edukacji.

Edukacja Włączająca, o której wiele pisaliśmy jest główną lokomotywą przemian. Jest również zwana „szkołą dostępną dla wszystkich”, „edukacją wysokiej jakości”, „edukacją rozwijającą w pełni potencjał każdego dziecka”, „szkołą zaspokajającą wszystkie potrzeby każdej osoby uczącej się”. Pod tymi określeniami następują piękne hasła: demokracja, równość, sprawiedliwość, otwartość, elastyczność, różnorodność, włączenie, inkluzja. W skrócie chodzi o to, aby do normalnych szkół i normalnego trybu nauczania dla normalnych dzieci włączyć wszystkich tych, którzy z różnych powodów powinni być z niego wyłączeni. Wskazuje się różne grupy „defaworyzowane”, z których główne to: niepełnosprawni, w tym intelektualnie, niedostosowani społecznie, zaburzeni psychicznie i emocjonalnie, migranci. Wszystkich należy włączyć, czyli inkludować, a więc złączyć wszystkich ze wszystkimi. Propaganda inkluzyjna twierdzi, że w ten sposób stworzy się nowe, inkluzyjne społeczeństwo, które będzie się dynamicznie rozwijać, w którym nikt nie będzie dyskryminowany, każdy zostanie doceniony, każdy otrzyma pełnię szans, każdy będzie zaopiekowany, każdego potencjał zostanie dostrzeżony i rozwinięty, a potrzeby każdego dziecka zostaną zaspokojone. Włączenie, czyli bycie razem w środowisku lokalnym z rówieśnikami i całą społecznością jest przedstawione jako warunek niezbędny do budowy szczęśliwego społeczeństwa globalnego i największe pragnienie ludzkości. Wrogiem włączenia jest edukacja, przekazująca wiedzę, sama wiedza, wymogi edukacyjne i ocenianie osiągnięć. Dlatego stopniowo usuwa się te cechy ze szkół, zamieniając instytucje wiedzy na instytucje integracji społecznej, lokalne centra zbiorowej socjoterapii. Program nauczania w takich szkołach musi być dostępny dla wszystkich, również dla upośledzonych, zaburzonych i obcokulturowych migrantów, dlatego redukuje się wymaganą wiedzę do podstaw, niezbędnych dla państwa globalnego.

Szkoła włączająca ma przygotować wszystkich do życia w globalnym społeczeństwie, płynnego dostosowywania się do wymogów rynku pracy i rozwiązywania globalnych problemów ludzkości. Dlatego szkoła inkluzyjna jest jednocześnie szkołą zrównoważonego rozwoju. Wszystkie budynki, procesy, zachowania ludzi, programy nauczania muszą być zrównoważone, co oznacza formatowanie wszystkich do posłuszeństwa celom Agendy 2030. Nie będzie w niej miejsca na wiedzę, związaną z tożsamością narodową, chrześcijaństwem, kulturą grecko – łacińską, wiedzę ogólną i przedmiotową. Niepotrzebna będzie teoria, nauczana będzie tylko praktyka, niezbędną do wykonywania konkretnego zajęcia u konkretnego pracodawcy. Za to szkoła włączająca będzie obficie szafować klimatyzmem i ekologizmem.

O klimacie globalnych macherów pisaliśmy:

Od ekologizmu do klimatyzmu

Mędrcy z Davos II

Szkoła przyszłości nie może pozostawać w tyle za technologią, musi włączyć samą siebie, nauczycieli, personel, uczniów i rodziców w transformację cyfrową. Cyfryzacja obejmie treści nauczania, procesy uczenia się, materiały edukacyjne i przede wszystkim dobrostan cyfrowy uczniów. Oznacza to oczywiście rezygnację z tego, co nie może być kontrolowane przez centralne serwery. Za to nauka będzie spersonalizowana cyfrowo i dostosowana do każdego ucznia. Zarazem każdy uczeń będzie dostosowany do centralnego systemu.

Nie może zabraknąć wątku wielokulturowości. Różnorodność kulturowa dzięki zabiegom globalistów jest już codziennością szkół Europy Zachodniej i jest przez nich przedstawiana jako wyzwanie i szansa na kulturowe ubogacenie. Należy więc wszystkie szkoły dostosować do wielokulturowej imigracji, a ponieważ wszystkie szkoły wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej zostaną połączone w jeden obszar edukacyjny i jeden wzorzec nauczania, więc polskie szkoły też zostaną przystosowane do wielokulturowości, która dzięki temu będzie także mogła stać się normą również w przyszłym województwie nadwiślańskim.

Z wielokulturowością ściśle łączy się porządek mobilności edukacyjnej. Został on przedstawiony w europejskim dokumencie strategicznym „Europa 2030” z 2010 r., a uściślony w zaleceniach Rady Europejskiej „Europa w ruchu – mobilność edukacyjna dla wszystkich” z 2023 r. Otóż klika europejska planuje przenosić ludzi w tę i nazad, jak się jej będzie chciało, a ściślej – jak będą tego potrzebowały korporacje, dla potrzeb swojej konkurencyjności. Ludność Europy dzięki mobilności ma się do tych potrzeb płynnie i elastycznie dostosowywać. Unia chce, aby państwa członkowskie tak się zorganizowały, aby 15% do 25% wszystkich osób uczących się (już się nie mówi o uczniach, tylko o osobach) na wszystkich poziomach kształcenia uczyło się poza krajem pochodzenia. Obejmuje to również dzieci i młodzież. Niemieckie wywózki i stalinowskie przesiedlenia powracają pod szyldem szansy życiowej w ten sposób, aby ludzie sami chcieli (lub musieli) przemieszczać się po całej Europie. Do tych wesołych podróży mają dołączyć migranci spoza Unii, nazywani teraz „uczniami i studentami”. Zrównane zostanie wykształcenie formalne z pozaformalnym, a te – z jakąkolwiek praktyką zawodową. Te nowe wędrówki ludów mają być z planowe i celowe. Znaczy, ordnung muss sein, konkretni ludzie potrzebni będą w konkretnym celu, w konkretnym miejscu, na konkretny czas i do konkretnych zajęć. Mobilność edukacyjna będzie elastycznie łączyć się z mobilnością pracowniczą. Do takich to wesołych celów służą te wszystkie atrakcje z Erasmusem i e-twinningiem na czele.

Taka elastyczność bardzo jest pożądana przez globalno – unijne elity, które chcą pomóc każdemu się odnaleźć. Szkoła przyszłości zapewni każdej osobie możliwość uczenia się przez całe życie. Pamiętajmy, że każdy odnoszący sukcesy obywatel świata, a jednocześnie samorealizujący się europejczyk będzie elastycznie dostosowywał się do płynnie i nieustannie zmieniającej się rzeczywistości, podążając za pracą, wyznaczoną przez inkluzyjny system zatrudnienia. Planiści zakładają, że każdy będzie potrzebował wciąż uczyć się jakichś nowych kwalifikacji, co dotyczy zarówno dzieci, młodzieży i dorosłych. Jednocześnie każdy uczący się obywatel świata i Unii będzie kreatywny, innowacyjny i krytycznie myślący, ucząc się więc nowych rzeczy, powinien jednocześnie zapominać tego, czego nauczył się wcześniej, pod tytułem odrzucania stereotypów i schematów myślenia. Każdy człowiek, znajdujący się pod władzą kabalistów będzie więc mógł dysponować jedynie taką wiedzą, jaka w danym momencie będzie użyteczna dla systemu. Uczenie się przez całe życie dotyczy także osób starszych i młodych matek. Osoby starsze nie powinny być zmuszane do przechodzenia na emeryturę. Kabaliści wiedzą przecież, że każdy chce pracować całe życie, a przymusowa emerytura jest odbieraniem tym osobom szans życiowych i możliwości rozwoju. Dlatego zbawcy ludzkości uwalniają starców od konieczności bezproduktywnego marnowania się na znienawidzonych emeryturach. Zapewniają powrót do szkoły, zdobycie nowych kwalifikacji i mobilność, aby mogli się nadal samorealizować. Nawiasem mówiąc, dzięki temu nie będą już potrzebne emerytury – każdy będzie mógł nadal czynnie zarabiać, zupełnie jak Kuntz Wunderli w „Miłosierdziu gminy” Marii Konopnickiej. Kobietom, mającym małe dzieci również należy umożliwić szybki powrót na rynek pracy, o niczym innym przecież nie marzą. Dziecku należy zapewnić opiekę w zrównoważonym, inkluzyjnym, wielokulturowym żłobku, a mobilna młoda mama będzie mogła radośnie wytchnąć w korporacji, wreszcie uwolniona od tortur patriarchalnej rodziny. O dzietność martwić się nie trzeba – problem załatwi mobilność migracji edukacyjno – pracowniczej.

Każda różnorodna potrzeba każdego dziecka będzie zaspokojona w szkole włączającej. Różnorodność jest, jak pewnie już wiemy, cennym zasobem społeczeństwa i systemu edukacji. Należy więc doceniać każdą różnorodną tożsamość. Każda cecha może być cechą dystynktywną różnorodności, np. nieneurotypowość, różnorodność niepełnosprawności, zachowań, zaburzeń, kultur, zdolności. Wszystko wrzucone do jednego kotła i wymieszane. Z tego wychodzi inkluzyjna zupa, w której każdy jest traktowany indywidualnie, ale systemowo. Wszystko, co się dzieje w szkole ma być projektowane uniwersalnie, czyli dostosowane do każdej osoby uczącej się i jej indywidualnych potrzeb, bez potrzeby indywidualnego dostosowania. Oznacza to indywidualne nauczanie i szkołę specjalną dla wszystkich. System będzie każdego diagnozował i dostosowywał do niego usługi. System będzie określał, ustalał i zaspokajał potrzeby każdego dziecka, a celem będzie jego dobrostan, który będzie musiał być zgodny z potrzebami systemu. Wzorzec dobrostanu określa WHO, i jest on taki sam dla wszystkich, ale metody jego osiągania mogą być różne, oczywiście według tych samych schematów. Upośledzony, zaburzony, normalny i geniusz będą więc traktowani wedle tego samego wzorca. Różnić będą się jedynie bodźce, adresowane indywidualnie. W celu zaspokajania różnorodnych potrzeb budowany jest system Oceny Funkcjonalnej. Oznacza ona rozbudowaną analizę wszystkich cech i zachowań dziecka i jego rodziny. Używając obserwacji, testów psychologicznych i wywiadów badać się będzie jego zdolności, możliwości, ograniczenia, zaburzenia, zainteresowania, preferencje, zachowania, sytuację osobistą, światopogląd rodziców, metody wychowawcze, stosunki w rodzinie. Używając aplikacji i algorytmów wiedza ta będzie wprowadzana do systemu, kategoryzowana i zapisywana na centralnym serwerze. Następnie system wygeneruje raport i zalecenia rozwojowe. Będą one obowiązkowym dla szkoły programem rozwoju dziecka i zaleceniem dla rodziców. Celem będzie dobrostan dziecka określony przez WHO i potrzeby systemu, który później będzie zatrudniał te dzieci jako dorosłych. Zostanie określona ścieżka rozwoju dziecka aż do dorosłości i do określonego przez system stanowiska pracy. Program rozwoju obejmie wszystkie aspekty życia dziecka i wpłynie na życie jego rodziny. Wszelkie czynniki, mogące zaburzyć wyznaczony przez system program rozwoju zostaną zdiagnozowane jako zaburzenia i będą usuwane. Na straży rozwoju dziecka będą stali specjaliści szkolni i pozaszkolni, spięci w jeden system ze służbą ochrony zdrowia, w tym psychicznego oraz aparatem wymiaru sprawiedliwości, oczywiście unijnej.

Szkoła włączająca, rzecz jasna, będzie stosować innowacyjną dydaktykę, znaną jako Ocenianie Kształtujące. Nie jest ono ocenianiem wiedzy, ale ciągłym, interaktywnym ocenianiem postępów ucznia na drodze rozwoju, wyznaczonego przez system. Praca z uczniami jest sprowadzona do rozbudowanej standardowej procedury, dzięki której wiedza merytoryczna jest ograniczana do nieistotnego minimum, za to uczniowie są warunkowani do działania na zasadzie impuls – reakcja. Całości dopełnia zestaw zabaw, udających techniki edukacyjne. Na lekcjach ma się dużo dziać, być kolorowo, radośnie i hałaśliwie. Propaganda głosi, że wtedy dzieci będą się chętnie uczyć same i nabędą odpowiedzialność za swoją naukę. W magiczny sposób uzyskają cechy osób dojrzałych. Atrakcyjne nazewnictwo – kreatywność, innowacyjność, rozwój potencjału, nauczanie dostosowane do potrzeb rozwojowych dziecka – ma na celu ukrycie pochodzenia tej metody. Została ona stworzona i wypracowana w szkolnictwie specjalnym, dla potrzeb dzieci niedorozwiniętych. Następnie postępowi pedagodzy na amerykańskich uczelniach, pracujący za granty globalistycznych fundacji dostosowali te metody do szkolnictwa ogólnodostępnego. Ocenianie Kształtujące sprawdza się dobrze w szkołach specjalnych i dla małych dzieci. Na wyższych etapach edukacyjnych powoduje wyraźnie zmniejszenie wiedzy, spowolnienie rozwoju i uzależnienie uczniów od systemu, sterującego zachowaniami.

Ocenianie Kształtujące stanowi rozwinięcie systemu zarządzania społecznego Skinnera. Jest tu trzech uczestników: system, który określa, jakie zachowania ludzkie są pożądane i dobiera bodźce; nauczyciel, który jest przekaźnikiem impulsów systemowych, ale uważa, że kreatywnie pomaga dzieciom rozwijać swój potencjał; uczeń, przekonany przez nauczyciela, że jest wolny. Wpierw nauczyciel bada przedwiedzę uczniów, czyli to, co już wiedzą i co budzi u nich pozytywne skojarzenia (u Skinnera – badanie wcześniejszej historii warunkowania). Dzięki temu nauczyciel dobiera z zasobów systemowych bodźce, dostosowane do układu nagrody uczniów. Dopiero wtedy może rozpocząć się właściwa praca z uczniami. W etapie pierwszym lekcji nauczyciel wysyła bodziec do wszystkich uczniów (u Skinnera – emisja bodźca pozytywnego). Następnie modeluje reakcje uczniów poprzez podpowiedzi, sugestie i pytania naprowadzające. Robi to w taki sposób, aby reakcje uczniów odpowiadały potrzebom systemu. W etapie drugim uczniowie wykazują reakcje (u Skinnera – reakcja na bodziec). W trzecim etapie nauczyciel bada reakcję każdego ucznia i emituje informację zwrotną, w której wskazuje mu, co zrobił dobrze, na czym powinien jeszcze popracować (unika się stwierdzenia, że uczeń wykonał coś źle lub nieprawidłowo), i jak ma dalej postępować (u Skinnera konsekwencja). W rezultacie uczeń nie ma nabyć wiedzy o rzeczach, ale wiedzy o własnym zachowaniu. Uczeń wie, jak ma się zachowywać, aby otrzymać pozytywną reakcję otoczenia na swoje zachowania. Dodatkowym wzmocnieniem pożądanych reakcji uczniów są podawane przez nauczyciela na początku lekcji kryteria sukcesu. Jest to lista kontrolna warunków, które musi spełnić uczeń, aby uzyskać sukces. Sukcesem dla ucznia jest więc wypełnienie minimalnych wymogów wiedzy, podanych z góry przez nauczyciela. Na końcu lekcji następuje tzw. refleksja, czyli przeprowadzana przez nauczyciela ankieta zadowolenia i odczuć uczniów, dotycząca lekcji. Dzięki temu nauczyciel zdobywa wiedzę o zachowaniach uczniów, co pomaga mu dobrać właściwe bodźce na kolejną lekcję. Taki schemat jest stosowany podczas każdej lekcji. W stosunku do klasycznego nauczania – uczenia się jest to całkowicie odmienne. W modelu klasycznym uczeń poznaje wiedzę o rzeczywistości obiektywnej i sam kształtuje swój sposób myślenia, w modelu kształtującym uczeń poznaje procedury systemowe. Uczniowie, będący w fazie intensywnego rozwoju intelektualnego są więc warunkowani do określonych przez system zachowań, które wchodzą im w nawyk. Consuetudo altera natura hominum.

Jeden z dogmatów Edukacji Włączającej głosi, że to, co jest dobre dla uczniów niepełnosprawnych, jest dobre także dla wszystkich innych. Jeśli więc coś nadaje się dla niepełnosprawnych intelektualnie, nadaje się też dla pełnosprawnych. W ten sposób realizuje się dostępność szkoły włączającej dla wszystkich. Obniżyć poziom nauczania i wymogi tak bardzo, żeby w takiej szkole mógł się uczyć człowiek niepełnosprawny intelektualnie w stopniu głębokim, który nigdy nie wzniesie się na poziom intelektualny wyższy, niż trzyletnie dziecko. Poddani takiej edukacji uczniowie w normie intelektualnej, przebywający w środowisku, w którym na porządku dziennym jest upośledzenie psychiczne i niedorozwój, będą bezwiednie naśladować najbardziej ekspansywne zachowania. W połączeniu z radykalnym obniżeniem poziomu i wymogów oraz powszechną smartfonizacją da to efekt, w którym coraz większa część dorosłej populacji zatrzyma się na poziomie rozwojowym, właściwym dla dwunastolatka, co jest równoznaczne z debilizmem. Taki dorosły człowiek może wykonywać większość prac, ale nie potrafi wyznaczyć i zrozumieć celów działania. Musi więc stale być kierowany. Globaliści mają na to sposób, opracowany przez behawiorystę Burrhusa Frederica Skinnera, który nazwał technologią zachowania. Model ten oparty jest na warunkowaniu behawioralnym sprawczym, a powstał na bazie doświadczeń na zwierzętach. Nadaje się do zarządzania społeczeństwem homo debilis, czyli ludzi, uwarunkowanych do funkcjonowania pod stałą kontrolą i według procedur, a Ocenianie Kształtujące w połączeniu z Oceną Funkcjonalną są głównymi elementami tego systemu. Europejski wzorzec debila jest jednocześnie wzorcem globalnym, tyle, że wyposażonym w tożsamość unijną. Eurodebil jest więc debilem 3XE: european / ecological / electronical.

Edukacja Inkluzyjna bardzo dba o bezpieczeństwo uczennic, uczniów i pozostałych osób uczących się. Szkoła włączająca jest bezpieczna. Rodzice oddychają z ulgą – moje dziecko wreszcie będzie bezpieczne. System zadba o bezpieczeństwo zdrowotne dzieci, łącznie ze szczepieniami pod nadzorem WHO. Najbardziej jednak będzie dbać o bezpieczeństwo psychiczne. Według badań to właśnie przemoc, presja i dyskryminacja, jakich doświadczają młodzi ludzie są głównymi odpowiedzialnymi za problemy psychiczne, depresje i próby samobójcze dzieci i młodzieży. Oczywiście badania są prowadzone dla takiego celu i w ten sposób, aby udowodnić tezy, wmówione społeczeństwu przez globalistów, za pomocą tzw. psychologów i środowisk lewackich, oraz za pośrednictwem globalistycznych mediów.

Tzw. specjaliści – psychologowie nie są klasycznymi psychologami, ponieważ nie używają klasycznej psychologii, ale konglomeratu, powstałego z połączenia psychoanalizy Freuda, okultyzmu Junga, antropozofii Steinera, psychologii humanistycznej Perlsa / Rogersa / Maslowa i behawioryzmu. Wszystko to bierze swój początek z kabalistycznej gnozy. Nie służy do zrozumienia człowieka, ale do zapanowania nad jego rozumem i wolą. Wiedza ta zasługuje na miano psychomagii. Psychomagowie tworzą gildię, która zdominowała terapie, poradnictwo psychologiczne i pedagogikę. Gildia ta zwie się psychopedą i jest armią, rzuconą przez globalistów przeciw narodom, a jednocześnie przemysłem, napędzanym przez globalistów i wyciągającym krocie od ludzi, nad którymi panuje. Psychomagowie posługują się neomarksizmem, który traktują jako opis rzeczywistości społecznej. A tam stoi, że sprawcami zła wobec dzieci są nauczyciele i ojcowie. Ci „tendencyjni faszyści” wywierają ciągłą presję na dzieci i zmuszają je do zachowań wbrew ich woli. Zmuszają do nauki i przestrzegania zasad kultury. W ten sposób niszczą doskonałą naturę dziecka i wykrzywiają jego losy w sposób nieodwracalny. Dla neomarksistów i psychopedy jest to więc najgorszy rodzaj faszyzmu – przemoc symboliczna, psychiczna i emocjonalna. Nie jest oddziaływaniem fizycznym, nie da się więc jej obiektywnie stwierdzić, dlatego wystarczą same odczucia dziecka / ucznia. Ponieważ jednak dzieci / uczniowie mogą znajdować się w zależności emocjonalnej od rodziców / nauczycieli, dlatego psychopeda szkolona jest, jak rozpoznawać przemoc nawet tam, gdzie nie da się jej obiektywnie stwierdzić. Jeśli dziecko jest zbyt spokojne, nie integruje się ze wszystkimi, nie uczestniczy w wesołych zabawach klasowych, słowem, jeśli nie zachowuje się tak, jak wszyscy – jest podejrzenie o przemoc domową lub szkolną. Jeśli uczy się dobrze i nie sprawia problemów – to na pewno na skutek presji przemocowych rodziców. Jeśli ubiera się, wygląda i zachowuje na sposób tradycyjny, nie jest wulgarne, a jeśli to dziewczynka, nie jest przesycona seksualizacją – oznacza to przemoc rodzicielską. Jest ona wzmacniana przez kulturowe wzorce społeczeństwa, opartego na katolickim patriarchacie. Dziecko takie trzeba więc czym prędzej wyzwolić i uratować przed zagrożeniem ze strony członków rodziny. Drugi powód cierpień młodzieży to ocenny charakter szkoły. Narzucanie wiedzy, wymogi edukacyjne i oceny stanowią straszną traumę. Winni są ci nauczyciele, którzy wymagają i oceniają.

W Polsce katalizatorem walki z rodzicami i szkołą stała się sprawa Kamilka. Dzięki medialnej histerii, rozpętanej wokół tragedii dziecka, skatowanego przez zwyrodnialca uchwalono tzw. „ustawę Kamilka”, czyli nowelizację Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Nałożyło to na wszystkie placówki, pracujące z dziećmi obowiązek wprowadzenia standardów ochrony małoletnich. Owe standardy dokładnie wpisują się w politykę unijno – globalnych elit. Od 15 lutego wszyscy nauczyciele i pracownicy mają obowiązek zgłaszać wszelkie podejrzenia przemocy domowej. Brak donosu może sprowadzić na tego, kto ośmielił się nie donieść odpowiedzialność dyscyplinarną lub nawet karną. Nauczyciele mają obowiązek zgłaszać wychowawcy, ten – szkolnemu pedagogowi (najczęściej należącemu do gildii psychomagów. W większości są to kobiety). Ten specjalista ma niezwłocznie donieść do władz, które powinny wysłać służby siłowe do podejrzanej rodziny. Policja już dostała instrukcje, aby każdego młodego człowieka pytać o jego dobrostan – jak się czuje w domu i szkole. Bezpieczna szkoła dba także o bezpieczeństwo dzieci na terenie szkoły. W porozumieniu z UNICEF w Polsce szkoli się już doradców ds. dostępności uczenia – DDU, którzy będą dbali o pełną dostępność i zdrowie psychiczno – emocjonalne dzieci. Jeśli w szkole będą jakieś elementy, zakłócające dobrostan uczniów – DDU będzie zmieniał klimat szkoły, a także klimat rodziny. Wystarczy więc jedno słowo niezadowolonego ucznia, a tym bardziej uczennicy, aby rzucić podejrzenie na każdego nauczyciela (w większości są to kobiety). Przy dzisiejszym stanie prawnym każdy nauczyciel w każdej chwili może zostać oskarżony o przemoc. Zwykle takie oskarżenie powoduje publiczny lincz i zwolnienie z pracy. Koleżanki, koledzy, dyrekcja, kuratorium zwykle się odwracają, a media główne i społecznościowe, w powiązaniu z działalnością lewackich fundacji robią resztę. Dziś wystarczy jedno zdanie, aby zniszczyć nauczyciela. Globalno – unijny wzorzec szkoły już przenika do Polski. Nauczyciele mają bać się uczniów i rodziców, bo ci mogą donieść i oskarżyć o przemoc psychiczną, znęcanie się i nękanie. Na przykład negatywna ocena lub odpytywanie na lekcji może zostać tak zinterpretowane. Powinni też obawiać się szkolnych psychomagów, którzy dostali instrukcje pilnego monitorowania szkoły w poszukiwaniu objawów przemocy. Rodzice mają bać się nauczycieli i szkolnych specjalistów, którzy mają obowiązek donosić, a także własnych dzieci, które nieświadomie mogą powiedzieć nieostrożne słowo. Wszyscy mają bać się wszystkich, jak u sowietów. Już trwają szkolenia dla szkolnych psychomagów, jak indoktrynować nauczycielki, aby chciały donosić na rodziców. Używane są przy tym techniki psychomanipulacji, na które szczególnie podatne są kobiety. Przedstawia się maltretowane dziecko i jego oprawcę. Odtąd nauczycielki mają domniemywać przemoc domową u każdego ucznia, a w szczególności uczennicy. Każde zachowanie, zadrapanie, siniak ma być powodem do interwencji służb w rodzinie. Tworzone są już statystyki, pokazujące skalę zła, dziejącego się w rodzinach – przemoc, nękanie, maltretowanie, bicie, molestowanie, gwałty. Armia psychomagów, skierowana do szkół w ciągu ostatnich lat służy między innymi do tworzenia takich statystyk. Są one celową manipulacją, aby stworzyć fałszywy obraz rzeczywistości i rzucić potężne oskarżenie na rodzinę, a szczególnie ojców. Nie należy wierzyć w te statystyki, one zostały napisane już dawno przez marksistowskich psychologów. Pod wpływem tej kłamliwej propagandy nauczyciele mają być szczuci na rodziców, rodzice na nauczycieli, uczniowie na rodziców i nauczycieli, wszyscy na mężczyzn. Na straży powszechnej inwigilacji i kontroli mają stać szkolni psychomagowie, zwykle nieświadomi swojej roli, z umysłami wypranymi na uczelniach i szkoleniach przez uczniów towarzysza Bermana. Tak tworzy się współczesny Urząd Bezpieczeństwa, wdzierający się do narodu przez szkołę. Tak tworzy się nowych Pawlików Morozowów. Wszyscy mają się bać, jedni mają nienawidzić drugich. Machina donosów na nauczycieli i rodziców dopiero zaczyna się rozkręcać.

Szkoła włączająca jest także równościowa, znosi więc wszelkie nierówności we wszystkich kategoriach – wiedzy, płci, religii, kultury, narodowości. Jednocześnie jest różnorodna, więc akceptuje każdą tożsamość. W szczególny sposób dotyczy to tożsamości seksualnej i płciowej. ONZ i UE bardzo szanują i afirmują różnorodność seksualno – płciową, i bardzo wspierają prawa seksualne i reprodukcyjne. Dziecko w wieku 12 lat dowie się już wszystkiego, co powinno wiedzieć o seksie wg WHO. Dowie się, że ma prawo do nieskrępowanej ekspresji seksualnej, do przyjemności samemu lub społecznie, do antykoncepcji, że aborcja jest prawem człowieka, o pigułce wczesnoporonnej, gdzie może uzyskać wsparcie. Dowie się też, że dwie płci to przeżytek i stereotyp, że może sobie to rozwiązać inaczej, że istnieje wiele rodzajów depresji i dysforii płciowej, że ma prawo domagać się swojej własnej drogi do szczęścia, że normy religii chrześcijańskiej są szkodliwe, że prawdziwą wolność osiągnie, jeśli odrzuci wszelkie stereotypy, wpojone przez rodziców i twórczo stworzy swoja nową tożsamość. Jeśli Polska wejdzie do Europejskiego Obszaru Edukacyjnego, to zapewne w krótkim czasie w szkole dzieci będą mogły uzyskać wsparcie w tranzycji płciowej. Globalno – unijna szkoła tworzy bowiem edukację zmieniającą płeć.

Dużo szczegółów jeszcze można opowiedzieć, ale to i tak już wiele. Na tyle dużo, aby to całe unijno – globalne piekło jednoznacznie odrzucić. Dlaczego jednak tak się nie dzieje? Polska nie musi przyjmować żadnych uregulowań spośród powyższych. Jednak przyjmuje wszystkie. Główne przyczyny są dwie – zewnętrzna, czyli skoordynowane dążenia ONZ i UE do zniszczenia normalnej szkoły i wprowadzenia pralni mózgowej, kontrolującej życie uczniów i rodzin. Druga przyczyna jest wewnętrzna, po stronie państwa polskiego, że nie potrafi się temu oprzeć. To, że nie potrafi też dzieli się na dwie przyczyny. Pierwsza przyczyna – brak świadomości narodu oraz czynników decyzyjnych, ponieważ globalno – unijny plan został sprytnie ukryty za szczytnymi hasłami. Druga przyczyna – brak woli. Ten brak woli też dzieli się na dwie przyczyny. Pierwsza to chciwość, bowiem plan ten został wzmocniony nieograniczonymi środkami finansowymi. Druga przyczyna to spadek po towarzyszu Bermanie. Zarówno na uczelniach, w systemie oświaty, w strukturach rządowych i w środowiskach politycznych jest aż nadto pobratymców towarzysza Bermana. Stroją niewinne miny i wygłaszają piękne słowa, są to jednak wciąż ci sami ludzie, przekazujący swoją tożsamość, układy oraz nienawiść do Polski, Polaków i chrześcijaństwa. Dobrali sobie liczne grono szubrawców, którzy za pieniądze zrobią wszystko, i oto mamy główną przyczynę naszych nieszczęść. Coś, co uważamy za elitę, w rzeczywistości jest ośmiornicą sprzedajnych zdrajców, ściśle współpracujących z siłami unijno – globalnymi. Barwy partyjne nie grają tu większej roli.

Na koniec coś optymistycznego. Świadomość niewoli jest pierwszym krokiem do zrzucenia kajdan. Jesteśmy w niewoli, a nasi ciemiężyciele dążą do tego, aby zaostrzyć jej warunki. Dzięki temu jednak ujawniają się oni sami, ich słudzy, narzędzia i cele.

Teraz świadomi Polacy muszą wykonać następującą pracę:

  • zadbać o stabilne i trwałe małżeństwo;
  • mieć jak najwięcej dzieci;
  • nie dopuścić do ich deprawacji;
  • zapewnić porządne, narodowo – katolickie wychowanie;
  • budować swoje nieformalne grupy wsparcia, lokalne, regionalne, krajowe;
  • mieć świadomość celu – niepodległe państwo polskie, niezależne od UE i ONZ;
  • zdobywać jak najwięcej wiedzy o polityce, ekonomii, rządzeniu państwem, zarządzaniu społeczeństwem, gospodarką i armią;
  • przekazać tą wiedzę dzieciom;
  • starać się uświadamiać innych, szczególnie tych, co mają lub mogą mieć dzieci;
  • nie tracić wiary, nadziei i miłości – pojmowanej na sposób chrześcijański.

Opisane powyżej mechanizmy, mimo, że straszliwe, są tylko procedurami, a działania wykonują ludzie. Każdy system da się obejść i oszukać, a ten będzie szczególnie niewydolny. Jeśli będziecie trzymali się razem w rodzinie i grupie, przetrwacie. Aż do dnia, kiedy nasza ciemiężycielka potrzaska się w posadach, a wówczas będzie pilna potrzeba wykonać najpierwsze zadanie – wymienić bermanowców na uczciwych Polaków, którzy będą wiedzieli, co trzeba zrobić.

Czytaj o tym:

Czas nowego antysystemu

Jak odzyskać niepodległość

Homo superbius (człowiek pyszny), czyli krótki esej o nowym barbarzyńcy

Homo superbius (człowiek pyszny), czyli krótki esej o nowym barbarzyńcy

Dominik Liszkowski 11 września 2024 wtowarzystwie.pl/homo-superbius-czyli-krotki-esej-o-nowym-barbarzyncy

Przyzwyczailiśmy się postrzegać barbarzyńców, jako tych, którzy przychodzą z zewnątrz, by zniszczyć obcą im cywilizację i przejąć jej materialny dorobek na potrzeby własne. Tymczasem nowy barbarzyńca świata zachodniego, to nie ten, który przenika w jego struktury, przeprawiając się przez zamarznięty Dunaj. To wróg wewnętrzny, który często nieświadomie przykłada rękę do postępującej cywilizacyjnej samozagłady.

Dziwna to rzecz, zostać porzuconym w świecie barbarzyńców – ludzi, którzy widzą wyraźnie barbarzyństwo w każdej epoce, z wyjątkiem swojej własnej” – pisał niegdyś Ernest Howard Crosby. Cytat ten nigdy nie był bardziej aktualny, bo dokładnie tak patrzy dziś na świat homo superbius (człowiek pyszny) – oderwany od przeszłości i własnego kulturowego dziedzictwa barbarzyńca naszych czasów, który siebie samego stawia na piedestale historii.

Związek człowieka z przeszłością – coś, co Feliks Koneczny określał mianem historyzmu – to linia odgraniczająca ludzi cywilizowanych od barbarzyńców. Koncepcję tę w praktyce stworzyła cywilizacja rzymska, a po niej przejęła w spadku cywilizacja łacińska.

Ideologiczna destrukcja świata zachodniego wypaczyła jednakże wszystkie możliwe pojęcia. Ideologia, wypierając religię, sama stała się nową prawdą objawioną, obejmując niepodzielną władzę nad umysłami ludzkimi.

Neomarksizm dokonał przewrotu, za sprawą którego ludzie zaczęli postrzegać jako kulturę coś będącego jej przeciwieństwem – antykulturę. Liberalizm z kolei ze swoją apoteozą jednostki doprowadził do społecznej atomizacji, co w połączeniu z relatywizmem w sferze moralnej, doprowadziło do dekonstrukcji pojęcia prawdy, pozbawiając wspólnotę powszechnie akceptowalnego uniwersalnego systemu etycznego. Po upadku świata dwubiegunowego między neomarksizmem a liberalizmem dokonała się swoista konwergencja. Wspólnota celów współczesnych neomarksistów i liberałów – ich niewątpliwa konsekwentna praca na rzecz tożsamościowej dekonstrukcji Zachodu – staje się szczególnie widoczna w globalistycznych projektach przyszłości. Projektach rodem z osławionego „Imagine” Lennona.

Homo superbius ukształtowany pod wpływem neomarksizmu i liberalizmu, oddalając się od wspólnoty i pogrążając w życiu, którego sens zogniskował się wokół hedonistycznej konsumpcji, siłą rzeczy zatracił związek z przeszłością, odcinając się od swoich cywilizacyjnych korzeni. Wszystko, co tradycyjne i historyczne, włącznie z własnym genealogicznym rodowodem, jest dla niego zacofane, gorsze i niewarte poznania. Kultura, w której się wychował, jest dla niego balastem, a nawet czymś obcym, czymś, czego tak naprawdę nie zna i poznać nie chce. Czyż to nie właśnie całkowite odrzucenie przeszłości i fałszywe ukazanie jej jako niekończącego się pasma opresji, przemocy i wyzysku, stanowi dziś o sile i sukcesach szturmującej Zachód ideologii wokeizmu – kolejnego z wielu drążących świat post-marksistowskich wirusów?

Wokeizm – jakże adekwatnie głupia nazwa dla równie głupiego zestawu idei  – jest dzisiaj obecny w umysłach ludzi na najwyższych szczeblach władzy – także III RP – co przejawia się choćby w takich działaniach, jak usuwanie z kanonu lektur dzieł literackich stanowiących fundament naszej kultury czy też deprecjonowanie znaczenia wiedzy historycznej młodych ludzi, a co za tym idzie pozbawianie ich szansy lepszego poznania i zrozumienia świata, w którym żyją. Sukcesy wokeizmu nie byłyby jednak możliwe, gdyby najpierw nie stworzono ideologicznego gruntu pod nowego barbarzyńcę, który prymitywną wokeistowską narrację łyka niczym przysłowiowy pelikan. Rozejrzyjcie się – od takich ludzi roi się wokół was i są oni w linii prostej produktem 35 lat wszystkich patologii III RP – z jej pedagogiką wstydu, odcięciem od narodowej tradycji, promowaniem postaw egoistycznych, nienawiścią do polskości większej części jej elit i obsesyjnymi kompleksami względem upadającego Zachodu.

Dlaczego superbia? Dlaczego pycha? Otóż nie ma cechy, która lepiej oddawałaby charakter nowego barbarzyńcy. Pycha to nic innego jak nieuświadomiona ignorancja połączona z wybujałą arogancją. Stąd gatunek homo superbius charakteryzuje przeświadczenie o własnej wszechwiedzy i omnipotencji, które do głów wtłaczają mu demoliberalne media. Przyzwyczajony do znajdowania się pod nieustannym ostrzałem informacji z ich strony, przestaje poszukiwać wiedzy na własną rękę – czeka, aż prawda zostanie mu objawiona, a on w swojej pysze, będzie mógł stać się jej fanatycznym, gorliwym apostołem.

Tymczasem jest to tylko „prawda” [prawdula… md] , bowiem Prawdę przez duże P w świecie demoliberalnym wyparło pojęcie „narracji”, czyli „prawdy” ubranej w takie szaty, które sprowokują ludzi do myślenia zgodnego z oczekiwaniami danego medium i sformatują u odbiorcy takie myślenie, by w pseudodemokratycznych wyborach zaznaczył krzyżyk w tym miejscu, w którym zostanie mu to nakazane. Homo superbius żyje więc w przeświadczeniu, że otrzymując na widelcu gotowe narracje, jest w rzeczywistości depozytariuszem prawdy. Nic więc dziwnego, że demoliberalna nierzeczywistość, jaką przedstawiają mu media, jest dla niego bardziej wiarygodna niż to, co widzi sam.

Zerwanie związku z przeszłością orientuje nowego barbarzyńcę na teraźniejszość. Homo superbius odrzuca więc to, co w podtrzymywaniu fikcji dobrostanu mu przeszkadza. Będąc niezdolnym do poświęceń i wyrzeczeń odrzuca wartości wyższe i w sferze moralnej przyjmuje relatywizm, stając się twórcą swojego autorskiego dekalogu. Egoistyczne nastawienie eliminuje w nim także potrzebę działania na rzecz wspólnoty – miesza się w sprawy publiczne tylko wtedy, gdy zaczyna obawiać się, że coś lub ktoś zagraża jego komfortowi lub dobrostanowi. Skoro sam decyduje o tym, co dobre, a co złe, nie potrzebuje też autorytetu innego niż autorytet mediów, z których czerpie poczucie własnej wszechwiedzy – jest samowystarczalną wyrocznią, ale jednocześnie bezwarunkowo ufa „nauce” i daje się wodzić za rączkę, gdziekolwiek główny nurt go zaprowadzi.   

W rezultacie homo superbius to stworzenie szczególnie destrukcyjne i niebezpieczne. Odrzucając historię, jako nieistotną z punktu widzenia społecznego, skazuje się na życie w stanie permanentnej i wszechogarniającej ignorancji, przy jednoczesnym przekonaniu o własnej wszechwiedzy oraz nieomylności własnych osądów. Ponadto brak wiedzy o minionych wydarzeniach skutkuje nieznajomością błędów historii i skłonnością do stawiania uproszczonych, fałszywych diagnoz. Stąd jest już bardzo blisko nieświadomego powtórzenia błędów, które nieraz zaprowadzały ludzkość nad skraj przepaści.

Postępująca dyktatura wokeizmu i jego pysznych apostołów stawia przed nami nowe-stare pytania odnośnie tego, jak postępować w obliczu zagrażającej narodowi barbaryzacji – odzierania go z tożsamości, która stanowi o jego sile. Gdyż jak pisał niegdyś Milan Kundera: „Pierwszym krokiem do likwidacji narodu jest wymazanie jego pamięci. Zniszczenie jego książek, jego kultury, jego historii. Potem znalezienie kogoś, kto napisze nowe książki, wyprodukuje nową kulturę, wynajdzie nową historię. Nie potrwa długo, a naród zacznie zapominać czym jest i czym był. Świat wokół zapomni jeszcze szybciej”. Czyż nie to właśnie dzieje się na naszych oczach?

Lecz błędem byłoby zakończyć w tym miejscu, tym pytaniem, gdyż utwierdziłbym jedynie Czytelników w tak modnym dziś czarnowidztwie i przekonaniu, że na nic nie mamy już wpływu. Mamy wpływ – chociażby na siebie samych i nasze otoczenie. I to od nas samych zależy czy znajdziemy w sobie odwagę, by stawać w obronie Prawdy, kiedy wokół nas konformiści wyspecjalizowali się w zginaniu karków, a tchórze w sztuce milczenia. Pewien poeta zostawił nam po sobie pewne przesłanie:

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach      
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

Czy coś jeszcze z niego pamiętamy, czy też ulegając sączonej zewsząd propagandzie beznadziei, sami nie zamieniamy się w tych, którzy klęcząc i odwracając się plecami, swoją bezradnością przykładają rękę do dzieła zniszczenia?

Czytaj także:
Homo debilis w służbie idiokracji
Demostenes i Herostrates

Transplantologia zabija, świat milczy! Przypominam z pokornym uporem.

Transplantologia zabija, świat milczy!

Agnieszka Piwar 2014-06-07 transplantologia-zabija-swiat-milczy

Agnieszka Piwar: W Polsce od lat dziewięćdziesiątych obowiązuje definicja śmierci oparta na kryteriach mózgowych. Występuje Ojciec jako zdecydowany jej przeciwnik. Dlaczego?

O. Jacek Norkowski: – Definicja ta jest przedmiotem mojej krytyki, z powodów etycznych i naukowych uważam ją za całkowicie niesłuszną. Definicja śmierci mózgowej zawarta jest w dokumencie harwardzkim. Jego kryteria sprowadzają się do umożliwiania orzekania śmierci człowieka na tej podstawie, że stwierdzono u niego śpiączkę określoną jako nieodwracalna i w ramach tej śpiączki bezdech oraz brak odruchów nerwowych w obrębie głowy.

W samym raporcie harwardzkim nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia dla uznania stanu śpiączki za stan śmierci człowieka. Jego autorzy podali jako uzasadnienie dla takiej decyzji to (nie było uzasadnienie od strony medycznej) brak miejsca w szpitalach, i że w przypadku chęci pobrania narządów brak takiej definicji śmierci powodowałby kontrowersje. Zatem do rozwiązania tych kontrowersji wprowadzono nową definicję śmierci. Potem tylko autorzy dokumentu podali, jak to technicznie wykonać, żeby postępowanie lekarza zmieściło się w ramach obowiązującego prawa. Generalnie nawet nie trzeba zmieniać prawa, ponieważ jeśli uznamy ten stan za śmierć, to on wchodzi w te rubryki prawne, które mówią o śmieci.

Kryterium tzw. śmierci mózgowej po raz pierwszy pojawiło się w 1968 r. Jakie były kulisy powstania tej definicji i kto ją zatwierdził?

– To była stosunkowo nieduża, dwunastoosobowa grupa, powołana po zrobieniu pierwszego przeszczepu dokonanego w 1967 r. przez Christiaana Barnarda w Afryce Południowej. To była taka próba, żeby wykorzystać moment, kiedy cały świat się zachłysnął sukcesem Banranda – choć był to wątpliwy sukces, gdyż biorca bardzo szybko umarł. Zatem, żeby Banrand nie poszedł do więzienia, trzeba było wymyślić jakieś uzasadnienie prawne dla tego, co zrobił. Przecież zrobił to niezgodnie w prawem – nie można żyjącemu pacjentowi tak po prostu wyrwać serca z klatki piersiowej. A przynajmniej do niedawna jeszcze było to niemożliwe. Trzeba więc było wymyślić jakąś formułę. Wymyślono zatem formułę „śmieci mózgowej” i nazwano, że to jest zwykła śmierć. Dzięki temu nie potrzeba było zmieniać prawa. Jeżeli śmierć mózgowa jest jednym ze sposobów umierania, to w takim razie uznajemy, że poza tym, system prawny jest taki, jaki był. Sprowadzało się to do tego, że umożliwia to pobranie narządów od człowieka, którego serce bije, po uznaniu go uprzednio przez odpowiednią komisję za zmarłego.

Jakaś mała grupa ustala między sobą własne „prawo”, umożliwiające legalne wyrwanie serca czy wątroby żyjącemu jeszcze człowiekowi. Tymczasem przeciętny człowiek myśli, że transplantologia jest czymś pozytywnym i kojarzy się jedynie z ratowaniem czyjegoś życia. Czy świat medycyny przyglądał się temu bezkarnie? Gdzie byli etycy? Czy ktoś w ogóle to oprotestował?

– Protestów trochę było. Poznałem osobiście dr. Paula Byrne’a, który jeszcze na początku lat 70-tych zaczął o tym pisać. Publikował artykuły i książki. Potem dołączyli do niego inni, Schewmon, Coimbra, Evans, Potts, Hill, Breul i grupa lekarzy japońskich (Watanabe, Abe, Shinzo, Morioka). Spośród filozofów: Seifert, Spaeman, Beckman. To oczywiście tylko wybrane nazwiska. W Polsce samotnym walczącym przez cale lata o prawdę na temat chorych z śpiączce i stanie wegetatywnym był prof. Jan Talar. To jest już w tej chwili taki międzynarodowy ruch ludzi, którzy domagają się prawdy na temat śmieci mózgowej. Niemniej jednak, to jest także sprawa mediów. To media powodują, że do ludzi docierają tylko pozytywne informacje na temat transplantacji, transplantologii oraz tego, że kryteria są absolutnie pewne, dobre i ścisłe. Na to odpowiadają ci lekarze, których przed chwilą wymieniłem. Np. Coimbra mówi, że jeśli zastosujemy te metody, które już medycyna od dość dawna ma, typu: kontrola ciśnienia śródczaszkowego, w tym hipotermia, kraniotomia, zastosowanie suplementacji hormonalnej, oprócz zadbania o ustabilizowanie krążenia u chorego, co zwykle jest robione, jeśli zacznie się leczyć pod tym kątem, to wtedy możemy uzyskać wyleczenia, powrót do normalnego stanu zdrowia – według różnych danych 50-70 proc. – u ludzi, którzy obecnie stają się dawcami na zasadzie kryteriów śmierci mózgowej.

Czy zna Ojciec osobiście jakiś przypadek, kiedy osoba zakwalifikowana do zostania dawcą obudziła się ze śpiączki i odzyskała zdrowie?

– Takich przypadków jest dużo, także w Polsce. Osobiście znam Agnieszkę Terlecką, która była już kandydatką do zostania dawcą. Jej ojciec w pewnym momencie dowiedział się o prof. Janie Talarze, który wybudza chorych z uszkodzeniem mózgu. W ostatniej chwili rodzice Terleckiej zmienili decyzję i przewieźli córkę do kliniki prof. Talara w Bydgoszczy. Po pięciu dniach dziewczyna otworzyła oczy, a po kilku miesiącach rehabilitacji wróciła do całkowitego zdrowia.

Czy organy autentycznie martwego człowieka w ogóle nadają się do przeszczepu?

– Po śmierci człowieka nie można pobrać narządów ukrwionych. Wszystkie takie narządy pobiera się od osoby z bijącym jeszcze sercem, która formalnie jest nazywana osobą zmarłą. W Polsce nie ma obowiązku znieczulenia takiej osoby, tylko podaje się jej środki zwiotczające, czyli powodujące, że człowiek nie będzie się ruszał. W każdym kraju procedury są inne. W Polsce są bardzo liberalne. W Niemczech natomiast, osobom przeznaczonym do pobrania organów, a więc formalnie martwym, podaje się środki znieczulające.

Po co „oficjalnemu trupowi” środki znieczulające?

Ponieważ może odczuwać on ból. Właściwie prawie nic nie wiemy na tema stanu jego świadomości; człowiek w śpiączce może rozumieć ludzką mowę, co wykazał Kotchoubey i co potwierdzają historie niektórych chorych. Jednym z nich był Zachariasz Dunlap w Stanach Zjednoczonych, który słyszał jak komisja lekarska orzekała, że on nie żyje. Jest z nim sporo wywiadów w internecie na ten temat, opublikowanych potem jak już wrócił do zdrowia.

Zatem wychodzi na to, że serce, wątrobę, nerkę itp. pobiera się tylko i wyłącznie od żywych jeszcze ludzi?

– Tak. Oni są w śpiączce, sami nie oddychają i zostali zdiagnozowani jako nieżyjący w myśl obowiązujących kryteriów ale równocześnie osoby takie mogą być w tym stanie nawet przez trzy miesiące i reagują ma podawane środki lecznicze tak jak każdy inny chory. Mam tu na myśli kobiety oczekujące potomstwa i diagnozowane jako będące w stanie śmierci mózgowej, którym pozwolono żyć, aby mogły wydać na świat swoje dziecko. Często jednak pobiera się potem od nich narządy, choć mogłyby one przeżyć i tym potomstwem się cieszyć. Taki przypadek miał prof. Talar.

Jakie pieniądze kryją się za transplantologią?

– W Stanach Zjednoczonych z jednego ciała ludzkiego można uzyskać kwotę w wysokości dwóch milionów dolarów. W cenę wliczane są narządy człowieka z bijącym jeszcze sercem: wątroba, nerki, płuca, serce itp. Następnie po śmieci, z martwych już zwłok pobiera się: skórę, ścięgna, powięzie, chrząstki, kości, soczewkę, rogówkę itp. To razem uruchamia potężny biznes. W Europie jedna nerka kosztuje do kilkudziesięciu tysięcy euro.

A co z biorcą?

– Musi pobierać leki immunosupresyjne, aby jego organizm nie odrzucił przeszczepu. Ściśle biorąc jego organizm to w końcu zrobi, ale chodzi o spowolnienie tego procesu.

Ile wynoszą roczne koszty utrzymania takiej osoby?

– Systemy ubezpieczeniowe płacą do kilkudziesięciu tysięcy euro roczne na jednego pacjenta.

Jeśli pomnożymy to przez ilość osób, którym przeszczepiono cudzy organ, i dodamy lata przez które takie leki będą im podawane, to sumują się nam potężne kwoty. Kto robi na tym największy interes?

– Producenci i dystrybutorzy tych leków.

Kto za to płaci?

– Ten, kto jest ubezpieczycielem, ale często oznacza to sięgnięcie po fundusze budżetowe.

Te wszystkie przerażające dane, które Ojciec przytoczył, z pewnością sprowokują u niejednej osoby pytanie: czy lekarze będą mnie ratować, kiedy ulegnę jakiemuś poważnemu wypadkowi! Czy możemy się jakoś zabezpieczyć przed spisaniem na straty?

– Aby nie być potraktowanym jako dawca na zasadzie tzw. zgody domniemanej należy się zgłosić do Centralnego Rejestru Sprzeciwów na stronie Polstransplantu  http://www.poltransplant.org.pl/crs1.html 

Formularz należy pobrać i wydrukować, wypełnić i wysłać na wskazany adres. To ważne, bo po wypadku można być uznanym za dawcę czasem nawet pomimo sprzeciwu rodziny. Chorych w śpiączce należy leczyć ( i rodzina zawsze powinna się tego domagać) a nie biernie obserwować jak pogarsza się ich stan a potem zabijać podczas pobierania narządów. 

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się pierwotnie na stronie Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy: http://ksd.media.pl/aktualnosci/2195-transplantologia-zabija-swiat-milczy 

wsparcie wolnego słowa

PRZEDRUK:
Bibula.com: http://www.bibula.com/?p=74942
PCh24.pl: http://www.pch24.pl/gdy-transplantologia-zabija–jedno-cialo-ludzkie-to-2-mln-dolarow,23439,i.htm
Wolne Media: http://wolnemedia.net/prawo/transplantologia-zabija-swiat-milczy/
Fronda.pl: http://www.fronda.pl/a/transplantologia-zabija,38253.html 
Kraków Niezależny: http://www.krakowniezalezny.pl/transplantologia-zabija-swiat-milczy/
Blogpublika.com: http://blogpublika.com/2014/06/11/o-jacek-norkowski-trup-moze-odczuwac-bol-dlatego-w-niemczech-przed-pobraniem-narzadow-podaje-mu-sie-srodki-znieczulajace/
Strona Mirosława Dakowskiego: https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=12844&Itemid=53
Dziennik gajowego Maruchy: http://marucha.wordpress.com/2014/06/07/transplantologia-zabija-swiat-milczy/
KSD Łódź: http://www.katolickie.media.pl/polecane/publikacje-polecane/6562-transplantologia-zabija-wiat-milczy-doktor-nauk-medycznych-odsania-szokujce-kulisy
inne: 
– http://astromaria.wordpress.com/2014/06/08/transplantologia-zabija-swiat-milczy/
– http://kurzastopa.blog.onet.pl/2014/06/06/ile-kosztuje-czlowiek/
– http://gloria.tv/?media=620660 
– http://dobranowinaswarzewo.blogspot.com/2014/06/ratowac-ludzkie-zycie.html
… oraz lewackie komentarze
– naTemat: http://natemat.pl/105467,transplantologia-zabija-wierzacy-lekarze-juz-nie-tylko-przeciw-aborcji-i-antykoncepcji
– Med express: http://www.medexpress.pl/start/transplantologia-zabija/44431/
– http://n24.blox.pl/2014/06/Transplantologia-zabija-Wierzacy-lekarze-juz-nie-1.html

Polskie kredyty hipoteczne niemal najdroższe w Europie.

Polskie kredyty hipoteczne niemal najdroższe w Europie. Jeden kraj nas wyprzedza

Michał Kisiel 2024-09-11 bankier/Oprocentowanie-kredytow-hipotecznych-w-Europie

Jeśli wziąć pod uwagę tylko kraje Unii Europejskiej, to wyłącznie Polska może „poszczycić się” tak drogimi kredytami hipotecznymi. Średnie oprocentowanie nowych kontraktów znajdowało się w lipcu ciut poniżej granicy 8 procent.

Polskie kredyty hipoteczne niemal najdroższe w Europie. Jeden kraj nas wyprzedza
fot. sommart sombutwanitkul / / Shutterstock

Niemal 20 lat temu rynek kredytów hipotecznych w naszym kraju dopiero raczkował. Na finansowanie mogli liczyć tylko najlepiej zarabiający, a klienci o przeciętnych dochodach mogli zapomnieć o kwocie kredytu wystarczającej na zakup drożejących nieruchomości. Wskaźnik WIBOR 3M w 2006 r. przekraczał 4 procent. Na rynku pojawiła się jednak tańsza alternatywa – kredyty oparte na frankach.

Historia się nie powtarza, ale raczej rymuje. Okoliczności towarzyszące początkom „frankowego boomu” mogą niektórym przypominać dzisiejsze realia. Ponownie mamy do czynienia z drogim krajowym kredytem i tańszym finansowaniem w europejskim otoczeniu. Wysokie oprocentowanie kredytów hipotecznych eliminuje z rynku wielu potencjalnych kredytobiorców. Produkt oparty na franku byłby dziś znacznie tańszy niż krajowa hipoteka i być może znalazłby nabywców-ryzykantów. W praktyce dostępny jest jednak tylko dla zarabiających w helweckiej walucie. Tym razem receptą mają być preferencyjne hipoteki.

Gdzie są najdroższe hipoteki?

W dyskusjach o sensie ewentualnego wprowadzenia programu „Kredyt na start” co chwila przewijają się porównania warunków cenowych w Polsce i w innych europejskich krajach. Sięgnęliśmy po najnowsze dostępne dane o przeciętnym oprocentowaniu nowych kredytów na cele mieszkaniowe. Dobra wiadomość – jest nieco taniej niż kilka miesięcy temu. Zła – nadal polskie hipoteki są w ścisłej czołówce najwyżej oprocentowanych.

Bankier.pl

W zestawieniu najdroższych hipotek na kontynencie przewodzi Serbia. Średnie oprocentowanie kredytu wynosiło w lipcu 2024 r. 11,50 procent.

Wśród krajów członkowskich Unii Europejskiej pierwsze miejsce przypada Polsce, gdzie wskaźnik wynosi 7,9 proc. Średnie oprocentowanie nowych kontraktów obniżyło się w porównaniu z czerwcem o 0,1 pp. W Rumunii analogiczny wskaźnik to 7,38 proc., a na Węgrzech 7,24 proc.

Najniższym oprocentowaniem nowych hipotek cieszyć się mogą mieszkańcy Malty (2,19 procent) i Szwajcarii (2,21 proc.). Tuż za nimi znajduje się Bułgaria, gdzie wskaźnik wyniósł w lipcu 2,53 proc. Z danych Europejskiego Banku Centralnego za lipiec 2024 r. wynika, że średnia dla strefy euro 3,7 procent.

Uwaga! MEN planuje podstęp aby oszukać rodziców i młodzież

Fundacja Pro-Prawo do życia



Już prawie rok temu padła propozycja, aby obowiązkową deprawację seksualną wprowadzić do polskich szkół pod mylącą nazwą nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Zaproponowała to publicznie w październiku 2023 r. „edukatorka seksualna”, która weszła potem w skład rządowego zespołu tworzącego podstawę programową do przymusowej „edukacji zdrowotnej”.
Nawet lewicowe media zaczęły mówić otwarcie, że „edukacja zdrowotna” to podstęp mający na celu uśpienie czujności Polaków i wprowadzenie do szkół obowiązkowej deprawacji pod hasłami rzekomej chęci poprawy zdrowia uczniów. Sytuacja jest więc jasna – od 1 września 2025 r. wszyscy uczniowie mają zostać objęci przymusową deprawacją seksualną. To, czy plan rządu Tuska i „edukatorów seksualnych” się powiedzie, zależy przede wszystkim od reakcji, postawy i oporu rodziców. Jednak większość Polaków w ogóle nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia. Dlatego nasza Fundacja działa, aby obudzić społeczeństwo do walki o własne dzieci i przyszłość naszej ojczyzny.Kilka miesięcy temu rząd Tuska powołał specjalny zespół, którego celem jest opracowanie podstawy programowej do nowego, obowiązkowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”, który już 1 września 2025 r. ma wejść do szkół.
Jednak propozycja dotycząca nazwy nowego przedmiotu oraz strategii jego wdrażania do polskiego systemu edukacji padła publicznie już w październiku 2023, krótko po wyborach parlamentarnych i zmianie władzy. 

23 października 2023 wpis na ten temat opublikowała „edukatorka seksualna” Antonina Kopyt. Jak napisała Kopyt w mediach społecznościowych tuż po wyborach:

„Przyszły nowy rządzie! Powiem Wam, jak powinna wyglądać edukacja seksualna w szkole!”

W ramach opublikowanych propozycji Kopyt sugeruje rządowi Tuska, aby wprowadzić „edukację seksualną” do szkół pod nazwą nowego, obowiązkowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”:

„Pod jaką nazwą? [wprowadzić „edukację seksualną” do szkół] Skoro jestem za osobnym przedmiotem, to chętnie bym go rozszerzyła i nazwała np. edukacją zdrowotną. Nie chodzi wcale tylko o to, żeby uniknąć kontrowersji z powodu nazwy, ale o to, żeby uczyć także o ogólnej profilaktyce zdrowotnej i zdrowiu psychicznym.” 

Pół roku później, w kwietniu 2024 r. „edukatorka seksualna” Antonina Kopyt została członkiem rządowego zespołu, którego celem jest wprowadzenie do szkół nowego przedmiotu pod nazwą „edukacja zdrowotna”. Chyba nikt już nie powinien mieć w tym momencie wątpliwości, że chodzi o przymusową „edukację seksualną”, ukrytą, jak sugeruje Antonina Kopyt, pod nazwą „edukacja zdrowotna” dla uniknięcia kontrowersji. Tym bardziej, że na czele zespołu, w skład którego weszła Kopyt, stoi Zbigniew Izdebski – seksuolog odznaczony niemieckim medalem za wkład w rozwój „edukacji seksualnej”

Panie MirosĹ‚awie, w ostatnim czasie niezwykle nasiliła się w mediach propaganda rządu Tuska, promująca wejście „edukacji zdrowotnej” do szkół. Politycy aborcyjnej koalicji Tuska i powiązani z nią „eksperci” wmawiają Polakom, że w „edukacji zdrowotnej” będzie chodziło o promocję sportowego stylu życia wśród dzieci, aktywności fizycznej i zdrowego odżywiania. Proszę nie dać się oszukać tym manipulacjom – to wszystko element podstępu mającego uśpić czujność rodziców. 

O sprawie otwarcie mówią już nawet lewicowe media głównego nurtu. Jakiś czas temu pojawił się na ten temat artykuł na portalu Onet zatytułowany: „Jaki piękny podstęp!”Dziennikarka Onetu pisze w nim o strategii działania szefowej MEN Barbary Nowackiej”:

„„Nowacka sprytnie połączyła edukację seksualną z tematami, o których trudno powiedzieć, że mogą podlegać jakiejś ideologii (…) Łatwiej będzie Nowackiej odpierać ataki, ze strony kościoła i konserwatywnej części społeczeństwa, gdy na swojej tarczy wypisała przede wszystkim walkę o poprawę zdrowia psychicznego oraz kondycję fizyczną dzieci i młodzieży.”

Nowacka postępuje więc dokładnie tak, jak proponowała w październiku 2023 r. „edukatorka seksualna” Antonina Kopyt – wprowadzić do szkół obowiązkową „edukację seksualną” pod nazwą „edukacja zdrowotna” i zmieszać deprawację z tematami, które nie budzą kontrowersji. 

Właśnie w ten sposób wprowadzana jest do polskich szkół przymusowa „edukacja seksualna” wedle niemieckich standardów. Jest to śmiertelne zagrożenie dla całego naszego społeczeństwa – dla wszystkich dzieci i wszystkich rodzin w Polsce. Większość rodziców w ogóle nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia. Z kolei duża grupa rodziców jest świadoma tego, czym jest „edukacja seksualna”, ale nie podejmuje w związku z tym żadnych osobistych działań licząc na to, że problem w jakiś cudowny sposób ominie ich dzieci i ich rodzinę.
Dla takich osób warto przypomnieć świadectwo Teodora – ofiary obowiązkowej „edukacji seksualnej” w Niemczech. 

Teodor pochodzi z tradycyjnej, katolickiej rodziny, w której uczono wartości, zasad i moralności. Rodzice przygotowywali Teodora na to, co będzie się działo, gdy pójdzie on do szkoły i zetknie się z otoczeniem. Jak wspomina dorosły już dzisiaj Teodor:

„U mnie w domu rodzice przekazywali nam takie wartości jak wierność, prawdziwa miłość i tradycyjna rodzina i w ten sposób również chciałem żyć. Jednocześnie zarówno moi koledzy z klasy, jak i nauczyciele na lekcjach mówili, że to jest zupełnie w porządku, żeby uprawiać seks dla przyjemności i że wszyscy to robią, ponieważ potrzebują zaspokojenia. Skończyło się to u mnie wielogodzinnym oglądaniem pornografii przed snem i uzależnieniem od masturbacji. Nie chciałem tego robić, ale kiedy zacząłem, nie mogłem przestać. Doszło do tego, że w końcu nie mogłem zasnąć bez oglądania pornografii przez kilka godzin.” 

Niemieckie dzieci od dziesięcioleci poddawane są intensywnej seksualizacji od najmłodszych lat życia, prowadzonej w ramach deprawacyjnych Standardów Edukacji Seksualnej w Europie. Promocja rozwiązłości i wulgarność jest tam obecna na wszystkich etapach edukacji, a sama „edukacja seksualna” jest obowiązkowa dla wszystkich uczniów. Dzieci są także zalewane „edukacją seksualną” poprzez media i internet.
Wedle relacji Teodora: 

„Zachęcano nas do masturbacji i współżycia seksualnego za pomocą tekstów i filmów w klasie. W rezultacie koledzy zaczęli opowiadać i chwalić się swoimi doświadczeniami z koleżankami podczas przerw (…) Najbardziej obrzydliwe były dla mnie scenki, które musieliśmy odgrywać w klasie. Były to m.in. takie tematy jak: „rodzice chcą ci zabronić pojechać z chłopakiem/dziewczyną na wakacje” i „zostajesz przyłapany przy oglądaniu pornografii”. Ta druga scenka wyglądała tak, że uczeń siedział przed tablicą z narysowanym aktem seksualnym, a jego „tata” mówił: „Ach, porno jest dobre, my je też oglądaliśmy. Oglądaj spokojnie dalej”. Wtedy klasa biła brawo. Moja grupa musiała też odgrywać zakup prezerwatyw w aptece.” 

Teodorowi udało się uwolnić od uzależnienia dopiero po kilku latach ciężkiej pracy nad sobą. Niektóre konsekwencje zranień, których doznał, zapewne będą mu towarzyszyły do końca życia. Udało mu się jednak wydostać się z ciemności, do której został wepchnięty przed „edukatorów seksualnych”.

Jeżeli nic z tym nie zrobimy, to do takiej samej walki będą zmuszone również nasze dzieci.

Rodzice Teodora to normalni, kochający się ludzie, a w dodatku przejęci troską o wychowanie swoich dzieci. Przekazywali mu odpowiednie wartości, uczyli odpowiedzialności, miłości i szacunku. Ich syn wpadł jednak w koszmarne nałogi i przeżywał ogromne problemy. Pomimo starań rodziców, presja mediów, środowiska, rówieśników, całego systemu nauczania oraz „edukatorów seksualnych” była tak wielka, że przerosła dobre chęci młodego chłopaka. 

Dlatego trzeba walczyć, aby nie dopuścić do wprowadzenia w Polsce „edukacji seksualnej”! Do zwycięstwa zła potrzeba tylko tego, aby ludzie dobrzy nic nie robili. 
Powodzenie deprawacyjnych planów rządu Tuska zależy przede wszystkim od postawy rodziców. 
Nasza Fundacja kształtuje świadomość Polaków i budzi rodziców do oporu. W całym kraju organizujemy niezależne kampanie społeczne, za pomocą których uświadamiamy społeczeństwo na temat „edukacji seksualnej”. Wydaliśmy także specjalną broszurę informacyjną dla rodziców, która otwiera oczy na zagrożenie i wzywa do oporu. Każdy może pobrać tę broszurę za darmo w wersji elektronicznej. Wkrótce rozpocznie się także kolportaż tej publikacji w drukowanej wersji papierowej, którą można zamawiać za pomocą formularza na naszej stronie. Oprócz tego wspieramy rodziców w podejmowaniu decyzji np. o zmianie szkoły na inną lub przejściu na edukację domową swoich dzieci w celu ochrony ich przed deprawacją (prosimy o kontakt e-mailowy w tej sprawie).
Opór wynikający z mobilizacji rodziców może być skuteczny. Warto w tym momencie przypomnieć, że deprawację seksualną usiłowano wprowadzić w Polsce już w 2013 roku, kiedy to na konferencji współorganizowanej przez Polską Akademię Nauk, Ministerstwo Edukacji Narodowej i Ministerstwo zdrowia oficjalnie zaprezentowano w języku polskim opracowane w Niemczech Standardy Edukacji Seksualnej.
Postanowiliśmy działać i zaalarmować Polaków. W 2014 uruchomiliśmy ogólnopolską kampanię „Stop pedofilii”. Wydaliśmy i rozdaliśmy ponad 125 000 egzemplarzy pierwszego w Polsce poradnika dla rodziców „Jak powstrzymać pedofila?”, który ostrzegał przed „edukacją seksualną”. Uruchomiliśmy ogólnopolską inicjatywę ustawodawczą „Stop pedofilii”, pod którą zebraliśmy ponad 250 000 podpisów. Zmobilizowało to wiele osób, grup i organizacji do działania. Z inicjatywy rodziców w Warszawie odbyła się manifestacja licząca kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Zagrożeniem związanym z „edukacją seksualną” zainteresowały się media. W konsekwencji udało się zablokować odgórne i systemowe wdrażanie deprawacji w Polsce, a także powstrzymać wiele prób deprawacji seksualnej dzieci w szkołach na poziomie lokalnym.
Podobnie może być teraz, ale musimy obudzić świadomość Polaków i zmobilizować społeczeństwo do działania. Przede wszystkim rodziców. Wiemy jak robić to skutecznie, gdyż od ponad 10 lat konsekwentnie prowadzimy i rozwijamy kampanię „Stop pedofilii”, która dociera do milionów osób.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dalszą dystrybucję naszej broszury wśród rodziców oraz zorganizowanie kolejnych niezależnych kampanii informacyjnych budzących Polaków do walki z deprawacją dzieci.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunkuMariusz DzierżawskiFundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

stronazycia.pl

9/11 – zbrodnia założycielska NWO

9/11 – zbrodnia założycielska NWO

Sławomir M. Kozak 11.09.2024 aurora9-11-zbrodnia-zalozycielska-nwo

Najmłodsi Czytelnicy nie pamiętają już nawet tego dnia. Ale, powinni poznać chociaż kilka podstawowych faktów, żeby wiedzieć, czemu (komu) zawdzięczają to wszystko, czego doświadczają dzisiaj i z czym się będą mierzyły ich dzieci w przyszłości. Tylko z tego powodu piszę te słowa, bo przecież napisałem przez ostatnich 17 lat już na ten temat tyle, ile żaden autor na świecie. Brzmi to mało skromnie, ale takie są fakty. Kto zechce, może sięgnąć do moich książek i zanurzyć się w szczegóły, których zebrałem multum. Nie będę zatem przytaczał ogólników na temat oficjalnej wersji tamtego dnia, wystarczy poszukać w sieci.

Tu, w telegraficznym skrócie o tym, czego w Wikipedii nie znajdziecie.

Już w kilka godzin po ataku wmówiono światu, że dokonali go islamscy wrogowie Ameryki, muzułmanie z organizacji Al-Kaida, której przewodził wówczas Osama Bin Laden. Ten zarzut wyartykułował w studio NBC, o 12:46 tego dnia, w dwie godziny po zawaleniu Północnej Wieży kompleksu WTC, Paul Bremer – od 1999 roku przewodniczący Narodowej Komisji ds. Terroryzmu. Zapewniał o tym ze stoickim spokojem, choć w obu budynkach tego ranka znajdowało się 400 jego pracowników, o których słowem nie wspomniał, a których losów każdy mógł się domyślać. „To dzień, który zmieni nasze życie” – powiedział. I wiedział, co mówi. Dwa lata później został szefem koalicyjnej administracji Iraku, odpowiedzialnym za wszelkie polityczne i gospodarcze kwestie związane z odbudową tego kraju, zaatakowanego i zrujnowanego w ramach tzw. „wojny z terrorem”. Jak spożytkowano bilion dolarów, który przeznaczono na jego odbudowę, nie wiadomo do dziś. Do dziś też rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki nie wyjawił dlaczego nigdy nie wydał listu gończego za Bin Ladenem, którego rzekomo amerykańskie służby dopadły po 10 latach poszukiwań. Nigdy też nie postawiono mu żadnych formalnych zarzutów.

Dwie godziny, to rzeczywiście dość szybko, ale byli przecież tacy, którzy wiedzieli dwa miesiące wcześniej, jak nowojorski spekulant na rynku nieruchomości Larry Silverstein, który wydzierżawił wtedy na 99 lat obie wieże. Zdążył je jeszcze ubezpieczyć na kwotę 7 miliardów. W umowie znalazła się szczęśliwie klauzula ubezpieczająca WTC „od ataków terrorystycznych”, co w owym czasie nie było praktyką częstą. Nie tylko je uzyskał, ale zbudował później w tym miejscu budynek One World Trade Center, który od tej pory zarabia kolejne miliardy.

Ale co tu mówić o dwóch miesiącach, skoro ze dwa lata wcześniej rozpoczęły się zapewne prace nad scenariuszem do filmu „The Lone Gunmen”, w którego pilotażowej części w pełni załadowany Boeing 727 miał rozbić się o WTC, stając się tym samym narzędziem w rękach rządowych konspiratorów, dążących do wywołania wojny i zwiększenia zysków armii. Spiskowcy winą za zamach obarczali w filmie cudzoziemskich terrorystów. Film pojawił się na kanale Fox TV już 4 marca 2001 roku. Jego producentem był Arnon Milchan, pracownik służb specjalnych Izraela. Kiedy wspominałem o tym kilkanaście lat temu, okrzyczany byłem zwolennikiem teorii spiskowych, dziś informacje o tym osobniku znaleźć już można w oficjalnych opracowaniach wielu autorów i publicystów, w tym emerytowanych pracowników Mosadu.

Cóż jednak znaczą owe dwa lata wobec lat ponad dwudziestu?! A przecież właśnie w roku 1980 pojawił się wywiad, którego Michael’owi Evans’owi udzielił Isser Harel, założyciel wszystkich kolejnych służb izraelskich, szef Shai jeszcze przed powstaniem państwa – w roku 1944, dyrektor Shin Bet od roku 1948 i Mosadu do 1962, a w latach 1962-1963 dowódca w wywiadzie wojskowym Aman. Ten raczej dobrze zorientowany oficer powiedział wówczas, że islamski terroryzm uderzy wcześniej, czy później w Amerykę, a konkretnie w jej falliczny symbol. „Waszym największym fallicznym symbolem jest Nowy Jork, a jego najwyższy budynek będzie fallicznym symbolem, w który uderzą”. Evans przytoczył tę wypowiedź w książce „The American Prophecies, Terrorism and Mid-East Conflict Reveal a Nation’s Destiny”, która ukazała się na rynku w styczniu 2001 roku. Pomijając wszelkie inne aspekty, dowodzi to też tego, że jest to szajka ewidentnych zboczeńców.

Takich „profetycznych” sygnałów można przytaczać dziesiątki, część z nich przywołuję na stronach moich książek o tym szczególnym dniu, który odcisnął się tragicznym piętnem na dziejach całego świata, również na losach naszego kraju. Bo przecież dołączyliśmy wtedy do tej diabolicznej koalicji, doskonale rozumiejąc wezwanie z przemówienia prezydenta Busha, napisanego mu zresztą przez neokonserwatystę Davida Fruma, mówiące, że „albo jesteście z nami, albo z terrorystami”. Frum, którego dziś nazwalibyśmy już wprost globalistą, był też autorem innego, słynnego określenia „oś zła”, sformułowanego pięć miesięcy później, a odnoszącego się do Iraku, Iranu i Korei Północnej.

Od tego pamiętnego wtorku sprzed blisko ćwierćwiecza, w tzw. „wojnie z terrorem” zginęło ponad milion ludzi. Część moich rodaków nadal zapewne wierzy, że Amerykę zaatakowali wtedy Talibowie z jaskiń Afganistanu, uzbrojeni w nożyki do cięcia kartonu, których później dosięgnęła karząca ręka sprawiedliwości.

Niektórzy wiedzą, że to absurd, bo chodzili do dobrych szkół w czasach jeszcze przed kolonialnych i potrafią myśleć. Choć i w tej grupie dominuje przekonanie, że ta operacja była z rodzaju „inside job”, bo taką wersją zdarzeń kanalizuje się tych szczególnie dociekliwych. Cóż jednak oznacza owo „wewnętrzne działanie”? Amerykańskie? Z pewnością, nie można zarzucić takiej zbrodni Amerykanom wiernym swojemu państwu. Wszystko wskazuje na projektowanie i udział w niej ludzi, którzy Ameryki w sercach nie nosili. Ale chciałbym podkreślić, że przypisywanie tego ataku konkretnej nacji, co bywa często stosowane, jest podobnie nieusprawiedliwione, jak objaśnianie zbrodni katyńskiej sprawstwem czysto rosyjskim. To poczynania konkretnego grona osób, które łączy wspólnota interesów przede wszystkim, ale też przekonania, latami podsycane posłuszeństwo plemienne, nienawiść do religii, wierność ideologii trockistowskiej. Dopiero wszystkie te elementy tworzą wizerunek tych, którzy z kilkoma amerykańskimi zdrajcami, dokonali tego przewrotu. Bo też był to przewrót, swoisty zamach stanu, w wyniku którego ta ekipa, budująca przez lata swoją pozycję w amerykańskim systemie politycznym, przemyśle zbrojeniowym, a zwłaszcza w kręgach wywiadu, nie wypuściła już, wtedy przejętej władzy, po dziś dzień. A, żeby im się to udało, musieli kilkadziesiąt lat wcześniej, w odstępie kilku lat, wyeliminować największych swoich wrogów – Johna i Roberta Kennedy’ch. Też współpracując. O tym piszę w swojej najnowszej książce, która ukaże się już jesienią tego roku.

Nikt zapewne nie miał w Polsce okazji poznać raportu Szkoły Zaawansowanych Studiów Wojskowych Armii Stanów Zjednoczonych, w którym napisano, że podejrzenia, co do roli Izraela powinny być naturalne dla każdego, kto jest świadomy reputacji Mosadu jako wywiadu, który jest „bezwzględny i przebiegły. Jest w stanie zaatakować siły USA i sprawić, by wyglądało to na działanie Palestyńczyków/Arabów”. Słowa te przywołał dzień przed zamachem, 10 września 2001 roku, Washington Times. Dlaczego? Czy autorzy, zarówno raportu, jak i cytującego go artykułu, byli wariatami? Przyjęcie takiego założenia byłoby wysoce dla nich krzywdzące. I jedni, i drudzy działali już wówczas na popularyzację opcji „inside job”, jako dzieła jakiejś zdegenerowanej, szaleńczej grupki amerykańskich odszczepieńców. Aby, jeśli nawet nie „kupi” się wersji o Talibach, nie brać pod uwagę nikogo innego, niż rodzimych zdrajców. Tym bardziej, że kolejne fakty zaczęły układać się z czasem coraz czytelniej w obrazek mozolnie budowany z kolorowych puzzli.

Kolorowo ubrani byli mężczyźni, tańczący radośnie podczas pierwszej eksplozji na dachu furgonetki, którą przejechali wkrótce kilka przecznic dalej, by kontynuować zabawę, robiąc sobie przy tym zdjęcia z płonącymi wieżami w tle. Byli widziani przez różnych świadków, a pewna kobieta nie wytrzymała tego widoku i powiadomiła policję. Zgłoszenie przywołała tego samego popołudnia stacja NBC News. Mówiło o „białej furgonetce, dwóch lub trzech facetach w środku. Wyglądają, jak Palestyńczycy i krążą wokół budynku”. Policja wkrótce wydała list gończy za „pojazdem prawdopodobnie związanym z atakiem terrorystycznym w Nowym Jorku. Biała furgonetka marki Chevrolet z 2000 roku, z rejestracją New Jersey i logo „Urban Moving Systems” na tylnych drzwiach, widziana w Liberty State Park, Jersey City, NJ, w momencie pierwszego uderzenia odrzutowca w World Trade Center. Trzy osoby z furgonetki widziano świętujące po pierwszym uderzeniu i późniejszej eksplozji”. Kiedy ich zatrzymano, okazało się, że było ich pięciu: Sivan i Paul Kurzberg, Yaron Shmuel, Oded Ellner oraz Omer Marmari. Braci Kurzberg zidentyfikowano natychmiast, jako funkcjonariuszy Mosadu. Raport FBI, dziś już dostępny, mówi że „pojazd został przeszukany przez psa szkolonego do szukania materiałów wybuchowych i dało to wynik pozytywny”. Szef firmy zajmującej się przeprowadzkami (oczywista przykrywka), Dominik Otto Suter, odleciał nie niepokojony przez nikogo, już 14 września do Tel Awiwu. Pozostali „studenci” opuścili USA trochę później, a już w Izraelu opowiadali z uśmiechem o swoich przygodach, przed kamerami jednej z tamtejszych stacji telewizyjnych.

Takich studentów było zresztą wtedy w Stanach około 200. Ponad 30 z nich zidentyfikowano na długo przed 9/11, wraz ze stu innymi mieszkali w Hollywood. Studiowali rzekomo sztukę. Jedna z takich grup studiowała ją w praktyce, na 91 piętrze nowojorskiej Wieży Północnej. Określała się mianem grupy Gelatin, wywodziła się podobno z Austrii i w ramach „sztuki ulicznej” usunęła całe okno, po czym wystawiła poza nie drewniany taras. Żeby zrozumieć, jaką rolę mógł odegrać ten kawałek rusztowania, należy pamiętać, że eksplozja spowodowana rzekomym uderzeniem Boeinga 767 w Wieżę Północną miała miejsce między 92, a 98 piętrem. A, choć ich działania miały miejsce rok wcześniej, to i tak, co najmniej zagadkowo wyglądały używane przez nich wtedy manekiny, które uwieczniono na jednym z filmów, w dniu zamachów. Już po wszystkim, „studenci” twierdzili, że… śledzili arabskich ekstremistów. Zaprawdę, byli blisko. Jeden z nich, Hanan Serfaty mieszkał w bezpośrednim sąsiedztwie apartamentu zajmowanego przez głównego herszta zamachowców, Mohameda Atty. Tyle, że to on, a nie ów „zamachowiec”, zdołał wypłacić ze swego konta ponad 100 000 dolarów, w ciągu trzech miesięcy przed atakami. Jak podał w roku 2009 magazyn New York Times, niejaki Ali al-Jarrah, kuzyn „porywacza” samolotu UAL 93, 25 lat funkcjonował pod przykrywką, jako izraelski agent infiltrujący palestyński ruch oporu i Hezbollah.

Piętra od 93 do 100 w Wieży Północnej zajmowała firma Marsh & McLennan, której dyrektorem generalnym był Jeffrey Greenberg, syn bogatego syjonisty (i finansisty George’a W. Busha) Maurice’a Greenberga, który był jednocześnie właścicielem Kroll Inc, firmy odpowiedzialnej za bezpieczeństwo całego kompleksu WTC 11 września 2001 roku. Greenbergowie byli również ubezpieczycielami Bliźniaczych Wież i 24 lipca 2001 roku podjęli całkiem przytomnie środki ostrożności polegające na reasekuracji zawieranego wówczas kontraktu. W listopadzie 2000 roku, do zarządu Marsh & McLennan dołączył wspominany przeze mnie wcześniej Paul Bremer. Spośród 400 zatrudnionych w jego firmie osób, 11 września zginęło blisko 300.

Jeśli mówimy o ochronie, to nie sposób nie wspomnieć o tym, że oba samoloty, które podobno rozbiły się o WTC, wystartowały z lotniska Logan w Bostonie, gdzie za bezpieczeństwo odpowiedzialna była firma International Consultants on Targeted Security (ICTS), mająca siedzibę w Izraelu, a zarządzana przez Menachema Atzmona, skarbnika partii Likud, z której wywodzi się zresztą Benjamin Netanjahu.

Tych „niewytłumaczalnych” powiązań z jednym, konkretnym śladem, mógłbym przytaczać bez liku, bo spędziłem nad ich poszukiwaniem i analizowaniem kilkanaście lat. Zapewne nie pomogło mi to w mojej karierze zawodowej, która urwała się nagle i w sposób ewidentnie zmanipulowany. Od pięciu już lat pozostaję bez pracy, której byłem pasjonatem i walczę w sądzie o możliwość powrotu. Jednak, jak wiadomo, sądy nasze są wolne. Cokolwiek miałoby to znaczyć. Ale, przynajmniej żyję. Inni nie mieli tyle szczęścia, choć nie zajmowali się pracą o podwyższonym ryzyku, jak na przykład księgowi badający manko w wysokości 2,3 biliona dolarów na kontach Departamentu Obrony USA, poza milionem, o którym wspomniał na jeden dzień przed zamachami, 10 września 2001 roku, Donald Rumsfeld. Analitycy finansowi z Resource Services Washington (RSW) mieli niezwykłego pecha, bo właśnie w ich biura w Pentagonie „wleciał” nazajutrz samolot, którego części nie odnaleziono do dziś. 34 pracowników RSW i 12 innych etatowych księgowych najlepiej strzeżonego budynku świata zginęło wpatrując się w komputery.

Jedyny z nich, którego nie było tego dnia w pracy, nie umknął i tak przeznaczeniu. Bryan C. Jack, wybitny matematyk i główny analityk odpowiedzialny za budżet obronny Ameryki znalazł się bowiem tego dnia na pokładzie samolotu AA 77, lecąc służbowo do Kalifornii. Ten właśnie Boeing 757, jak twierdzą z uporem od 23 lat media głównego ścieku, uderzył w budynek Pentagonu, w miejsce, gdzie na co dzień przy swoim biurku Bryan zwykł zarabiać na chleb.

P.S.

W roku 2006, Rob Balsamo, jeden z amerykańskich pilotów powołał do życia organizację Pilots For 9/11 Truth (P4T). Jak napisał wtedy na głównej stronie „Pilots for 9/11 Truth to organizacja zrzeszająca profesjonalistów lotniczych i pilotów z całego świata, którzy zebrali się w jednym celu. Jesteśmy zaangażowani w poszukiwanie prawdy o wydarzeniach z 11 września 2001 roku. Nie przedstawiamy teorii, ani nie wskazujemy winnych. Skupiamy się na ustaleniu prawdy o tym fatalnym dniu w oparciu o solidne dane i fakty – ponieważ 11 września 2001 roku był katalizatorem wielu wydarzeń kształtujących nasz dzisiejszy świat – a rząd Stanów Zjednoczonych nie wydaje się być otwarty na informacje i fakty”.

Rob zaprosił mnie do udziału w organizacji rok później, gdy wydałem swoją pierwszą książkę na temat 9/11. Dzięki niemu mogłem do kolejnych tytułów dołączać filmy, które powstawały pod marką P4T. Ostatniego z nich nie zdążyłem umieścić w kolejnej książce, która dopiero miała powstać. Rob odszedł na wieczną, błękitną wartę, filmu nie przetłumaczyłem, książki nie napisałem.

Dziś myślę jednak, że pewnie chciałby, aby Jego praca nie poszła na marne i z tego powodu, mimo braku polskich napisów, umieszczam film zatytułowany SKYGATE na swojej stronie. Osoby nie znające języka angielskiego proszę o wybaczenie tej niedogodności, pozostałe zachęcam gorąco do obejrzenia materiału, ponieważ lepszego i bardziej profesjonalnego podsumowania tego, co kryje się za pojęciem „9/11”, nigdzie nie znajdziecie.

Wszystkich, którzy zechcą wspierać moje dalsze wysiłki w przybliżaniu prawdy o manipulatorach niszczących życie milionów ludzi, proszę o zwyczajowe postawienie kawy, za który to gest serdecznie z góry dziękuję. I zapraszam do pozostania blisko Oficyny Aurora.

Sławomir M. Kozak

Bezczelne i zuchwałe są te kurwy

Bezczelne i zuchwałe są te ku…wy bezczelne-i-zuchwale-sa-te-kurwy

  • anthony 10 września 2024, Myślenie podstawowe

Tylko prawda jest ciekawa

twierdził Dobry Wojak Szwejk, mając proroczą wizję większości współczesnych polskich medyków


Historia szczepień i szczepionek opiera się na największym oszustwie w dziejach medycyny.
W oszustwie tym uczestniczy miliony skurwionych i  skorumpowanych przez koncerny farmaceutyczne „lekarzy” i „naukowców”, którzy łżą w żywe oczy na temat „skutecznych i bezpiecznych” szczepionek, choć dobrze wiedzą, że nie ma ani jednego badania naukowego które by potwierdzało skuteczność jakiejkolwiek szczepionki. 

Oszuści szczepionkowi uaktywnili się obecnie w Polsce, w związku z zamiarem rządu warszawskiego wyszczepienia polskich dzieci szczepionką HPV, jakoby zapobiegającej rakowi szyjki macicy, u dziewcząt i chłopców. Ci ostatni, choć nie mają macicy i szyjki, też  mają zostać zaszczepieni w ramach równouprawnienia płci!

W przypadku szczepionki HPV, oszuści w „białych kitlach” nie przypuszczali, że ich bezczelne łgarstwa mocno zdenerwują  uczciwego i odważnego lekarza (ginekologa położnika) , który przez całe swoje życie zawodowe zajmuje się leczeniem raka szyjki macicy. Doktor nauk medycznych: Jacek Madej mając ogromną wiedzę i doświadczenie w leczeniu raka szyjki macicy, postanowił ujawnić łgarstwa oszustów szczepionkowych na temat jakoby skutecznej i bezpiecznej szczepionki HPV.

Historia zmagań doktora Madeja ze skurwioną tłuszczą „medyczną” o ujawnienie prawdy i zdemaskowania kłamstw na temat szczepionki HPV, przypomina zabawę w głuchy telefon. 
Doktor ujawnia kłamstwa takiego czy innego medyka, wzywa go do wycofania łgarstw, informuje uczelnie zatrudniającą oszusta o nie etycznym zachowaniu pracownika, i….nic się nie dzieje. Oszust działa dalej, zaś równie skurwione jak on media reżimowe propagują jego łgarstwa w najlepsze. 

W październiku 2022r. doktor wystosował list do Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego

 w którym napisał, między innymi:
…w wywiadzie udzielonym Dziennikowi Bałtyckiemu, profesor Robert Jach poinformował  opinię publiczną, że dzięki szczepieniom HPV  zarówno Australia, jak i wiele innych krajów już dzisiaj wyeliminowało raka szyjki macicy, a wiele zredukowało jego ilość w znaczący sposób. 

Niestety są to informacje wręcz skandalicznie nieprawdziwe, nie znajdujące żadnego 
odzwierciedlenia w naukowej rzeczywistości dotyczącej skuteczności szczepień HPV. Nie ma żadnych profesjonalnych doniesień, ani żadnych innych źródeł naukowych, które upoważniałyby kogokolwiek do przedstawiania, zwłaszcza publicznie takich wniosków….”


Efekt interwencji doktora u władz uczelni był zerowy, nikt nie raczył mu odpowiedzieć, zaś profesor Jach nadal łże w mediach.

23 października 2021  doktor Madej napisał na swoim blogu:

„…Oto kolejny, „ideologicznie” ukształtowany wirusolog-oszołom z tytułem profesora, tym razem pracownik Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, który nie ma najmniejszego problemu z rozpowszechnianiem jeszcze większych bzdur. Pani Agnieszka Szuster-Ciesielska na swoim facebookowym profilu, w dniu 17 września 2021 roku oznajmiła bezceremonialnie wszem i wobec, że:

„po 10 latach, w krajach prowadzących szczepienia ilość raków szyjki macicy zmalała o 85%”.
Nie będę po raz kolejny udowadniał, że to wierutne kłamstwo i w żadnym z krajów prowadzących szczepienia anty HPV, ilość raków szyjki macicy nie tylko się nie zmniejszyła, ale gdzieniegdzie nawet wzrosła.
Należy się poważnie zastanowić, dlaczego człowiek teoretycznie wykształcony, przedstawiający siebie, jako naukowca i wykładowcę akademickiego może się dopuścić tak obrzydliwego oszustwa. Dla mnie są tylko dwie opcje, albo ta Pani jest tak bezmyślna i głupia, albo tak skorumpowana, no może być jedno i drugie. ..”

Takich pism, listów i artykułów demaskujących kłamstwa tak zwanych „naukowców” i „ekspertów” na temat „skutecznej i bezpiecznej” szczepionki HPV, doktor Madej napisał 
25. Osoby o silnych nerwach mogą zapoznać się z nimi tu: PONAD MILION OFIAR ŚMIERTELNYCH PRODUCENTA SZCZEPIONKI HPV!

Podziwiam doktora Madeja walczącego o prawdę jak lew, demaskującego pseudo naukową hołotę oszukującą polskich rodziców. Ta skorumpowana banda jest odpowiedzialna na równi z producentem szczepionek za ogrom chorób i zgonów poszczepiennych!

Swój ostatni artykuł doktor Madej kończy tak:

„…Dlatego też wszystkim tym, którzy po przeczytaniu tego artykułu zechcą zaszczepić siebie i swoje dzieci życzę szczęścia, bo z pewnością będzie ono Wam i przede wszystkim Waszym dzieciom bardzo potrzebne…”

Anthony Ivanowitz
10.09.2024r.
www.pospoliteruszenie.org

Bill Gates straszy, że świat stoi przed dwiema opcjami: „Kolejna pandemia lub wielka wojna”…

Bill Gates mówi, że świat stoi przed dwoma opcjami: „Kolejna pandemia lub wielka wojna”

https://thepeoplesvoice.tv/bill-gates-says-world-is-facing-two-options-another-pandemic-or-a-major-war/

DR IGNACY NOWOPOLSKI SEP 10
 
READ IN APP
 

Globalistyczny miliarder Bill Gates, znany ze swojej niezwykłej zdolności przewidywania wydarzeń typu „czarny łabędź”, którą wykorzystuje do powiększania swojego bogactwa i wpływów, ostrzegł, że świat stoi teraz w obliczu dwóch nieuchronnych zagrożeń: „kolejnej pandemii lub wielkiej wojny ”

. Gates wskazał na „wiele niepokojów” na świecie, powtarzając groźbę Klausa Schwaba o „bardziej wściekłym świecie” i zasugerował, że ta niestabilność może doprowadzić do „wielkiej wojny”.

Ale nawet jeśli uda się uniknąć tego konfliktu, „tak, wybuchnie kolejna pandemia, najprawdopodobniej w ciągu najbliższych 25 lat” – obiecał Gates  w programie CNBC Make It.

Współzałożyciel Microsoftu powiedział również w wywiadzie dla CNBC, że nie zrobiło na nim wrażenia globalne odzew na pandemię COVID, ponieważ państwa narodowe nie zastosowały się ściśle do jego „rad” . Według Gatesa, zignorowano istotne lekcje, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych.

Krytycznie odniósł się do reakcji Ameryki na kryzys, mówiąc: „Kraj, od którego świat oczekiwał, że będzie liderem i wzorem do naśladowania, nie sprostał tym oczekiwaniom. „Chociaż wyciągnięto pewne wnioski z pandemii [koronawirusa], [było to] o wiele mniej, niż bym się spodziewał, niestety” –  dodał globalista eugenik. RaportFortune :

Groźby wojny światowej

Gates, którego majątek według indeksu miliarderów Bloomberga wynosi 157 miliardów dolarów, nie jest jedynym wpływowym globalistą mówiącym o potencjalnym globalnym konflikcie.

Dyrektor generalny JPMorgan Chase, Jamie Dimon, powiedział już wcześniej, że napięcia geopolityczne stanowią największe zagrożenie dla światowej gospodarki , wypowiadając się w wywiadzie dla stacji CNBC TV-18:

„Mieliśmy już wcześniej do czynienia z inflacją, mieliśmy do czynienia z deficytami, mieliśmy do czynienia z recesjami i tak naprawdę nie widzieliśmy czegoś takiego od czasów II wojny światowej” – powiedział indyjskiemu kanałowi informacyjnemu.

„Myślę, że Ameryka traktuje [rosyjską inwazję na Ukrainę] bardzo poważnie, nie jestem pewien, jak reszta świata to odbiera. „Masz europejski demokratyczny naród [??? md] napadnięty pod groźbą szantażu nuklearnego. Myślę, że to była dobra odpowiedź, ale wpłynie to na wszystkie nasze relacje, dopóki wojna nie zostanie w jakiś sposób rozwiązana”.

PONAD MILION OFIAR ŚMIERTELNYCH PRODUCENTA SZCZEPIONKI HPV!

PONAD MILION OFIAR ŚMIERTELNYCH PRODUCENTA SZCZEPIONKI HPV!

dr n. med. Jacek Grzegorz Madej

Felieton z dedykacją dla rodziców planujących zaszczepić swoje dzieci.

psnlin/ponad-milion-ofiar-smiertelnych-producenta-szczepionki-hpv

W 1999 roku koncern Merck /dzisiaj MSD/ producent szczepionki Gardasil i Gardasil 9 wprowadził na rynek preparat Vioxx. W 2004 roku koncern zmuszony został do wycofania tego leku z powodu katastrofalnych skutków ubocznych. Jak podają oficjalne źródła ofiarami tego leku tylko w USA było 88-144 tysięcy osób, w tym około 60 tysięcy ofiar śmiertelnych. Doniesienia medialne informowały, że liczba ofiar śmiertelnych na całym świecie grubo przekroczyła milion osób.

MILION OFIAR ŚMIERTELNYCH PRODUCENTA SZCZEPIONKI HPV - dr Jacek Madej-1

Pobierz grafikę i uświadom znajomych

Felieton z dedykacją dla rodziców planujących zaszczepić swoje dzieci.

Wersja dla leniwych:

W 1999 roku koncern Merck /dzisiaj MSD/ producent szczepionki Gardasil i Gardasil 9 wprowadził na rynek preparat Vioxx. Był to lek przeciwzapalny stosowany w chorobach stawów i kręgosłupa, ale również jako zwykły lek przeciwbólowy – sam go stosowałem. Oczywiście poprzedzony badaniami klinicznymi, które wg. producenta wykazały wysoką skuteczność i pełne bezpieczeństwo tego specyfiku. W 2004 roku koncern zmuszony został do wycofania tego leku z powodu katastrofalnych skutków ubocznych. Jak podają oficjalne źródła ofiarami tego leku tylko w USA było 88-144 tysięcy osób, w tym około 60 tysięcy ofiar śmiertelnych.

Doniesienia medialne informowały, że liczba ofiar śmiertelnych na całym świecie grubo przekroczyła milion osób. W 2005 roku koncern Merck zawarł ugodę z rządem USA i wpłacił blisko 5 miliardów dolarów na pokrycie roszczeń ofiar Vioxx-u i ich rodzin.

Oto najważniejsze tezy memorandum, które Kongresu Stanów Zjednoczonych opublikował po zakończeniu śledztwa w sprawie Vioxx-u w 2005 roku:

– Producent leku świadomie zastosował błędne metodologie badań klinicznych nastawione na z góry określone wyniki w celu wyolbrzymienia pozytywnych efektów tego leku, aby zwiększyć prawdopodobieństwo zatwierdzenia przez FDA jego leku !

– Producent leku fałszował wyniki badan klinicznych produkowanego przez siebie leku !

– Producent leku przedstawiał opinii publicznej nieprawdziwe wyniki tych badań i błędną ich interpretację !

– Producent leku przygotował dla swoich przedstawicieli medycznych spreparowane, fałszywe dokumenty mające świadczyć na korzyść swojego produktu mimo ewidentnych sygnałów, że jest odwrotnie!

– Producent świadomie okłamywał lekarzy, że jego lek jest bezpieczny, mimo iż naprawdę był śmiertelnie niebezpieczny

– Producent leku manipulował przy publikacjach naukowych przedstawiających wyniki badań nad jego lekiem!

– FDA, czyli organ nadzorujący koncern przed ponad 2 lata nie mógł/nie chciał przeciwstawić się tym praktykom i prawdopodobnie wszedł w korupcyjne układy z producentem

Oto cytaty z amerykańskich mediów:

„Aby zwiększyć prawdopodobieństwo zatwierdzenia przez FDA jego leku przeciwzapalnego i przeciw zapaleniu stawów Vioxx, gigant farmaceutyczny Merck zastosował błędne metodologie nastawione na z góry określone wyniki w celu wyolbrzymienia pozytywnych efektów tego leku. Dokumenty wewnętrzne podane do wiadomości publicznej w postępowaniu sądowym ujawniły, że zespół marketingowy Merck opracował strategię o nazwie ADVANTAGE (ocena różnicy między Vioxx a Naproksenem w celu ustalenia skuteczności i tolerancji przewodu pokarmowego) w celu wypaczenia wyników badań klinicznych na korzyść leku. W ramach strategii naukowcy zmanipulowali kryteria badań, porównując lek z naproksenem, lekiem przeciwbólowym sprzedawanym pod markami takimi jak Aleve, a nie z placebo”.

„Naukowcy z giganta farmaceutycznego Merck wypaczyli wyniki badań klinicznych na korzyść leku na zapalenie stawów, Vioxx, aby ukryć dowody, że lek zwiększa ryzyko zawału serca u pacjentów. Naukowcy podkreślili wyniki, w których naproksen zmniejszył ryzyko zawału serca o 80 procent, a lekceważono wyniki pokazujące, że Vioxx zwiększył ryzyko zawału serca o 400 procent.

Ta wprowadzająca w błąd prezentacja dowodów sprawiała, że wyglądało to tak, jakby naproksen chronił pacjentów przed zawałami serca, a Vioxx wyglądał ryzykownie jedynie w porównaniu. W rzeczywistości okazało się, że Vioxx znacznie zwiększa ryzyko sercowo-naczyniowe, co skłoniło Merck do wycofania produktu z rynku w 2004 r.”

„Manipulowanie doniesieniami naukowymi dotyczącymi Vioxx przez Mercka obejmowało również sposób przygotowywania artykułów naukowych. Dokumenty wewnętrzne ujawniają, że w 16 z 20 artykułów opisujących badania kliniczne Vioxx obecny w zespole niezależnych od Mercka naukowców pracownik Merck był początkowo wymieniony jako główny autor opracowania ale w opublikowanych wersjach to niezależny od Merck autor akademicki był wymieniony jako główny autor. Stwierdzono również, że naukowiec Merck usunął dowody trzech ataków serca wśród pacjentów Voxx-u w przedstawionych publicznie wynikach.”

” David Graham, zastępca dyrektora ds. Nauki i medycyny w Biurze Bezpieczeństwa Leków FDA i recenzent narkotyków, który jako pierwszy ostrzegł przed niebezpieczeństwem związanym z Vioxx, powiedział członkom Senackiej Komisji Finansów, że obecnie skonfigurowana agencja „nie jest w stanie chronić Amerykanów przed innym Vioxx. Jesteśmy praktycznie bezbronni przed takim oszustwem – powiedział Graham. Kiedy po wprowadzeniu produktu do obrotu pojawia się poważny problem bezpieczeństwa, jego natychmiastową reakcją jest prawie zawsze zaprzeczenie, odrzucenie i upór” – dodał. Graham zeznał, że duża część winy za incydent z Vioxx leży po stronie należącego do FDA, Centre for Drug Assessment and Research, w którym wychodzi się z założenia, że: „skoro zatwierdzono ten lek, więc nie może być w tym nic złego”.

Sandra Kweder, zastępca dyrektora Biura Nowych Leków FDA – „Nie ma magicznej formuły zapewniającej bezpieczeństwo leków”, jeżeli koncern zechce oszukać, to i tak to zrobi mimo teoretycznie ścisłego nadzoru !

Jak Państwo myślicie?

– Czy po tym skandalu z Vioxx-em wszyscy pracownicy i przedstawiciele medyczni byłego Merck a obecnego MSD poszli do spowiedzi, przyjęli Komunię Świętą i dzisiaj są już kryształowo uczciwymi pracownikami ?

– Czy rzeczywiście Państwo potraficie uwierzyć, że w przypadku kolejnego produktu tej firmy, czyli szczepionki Gardasil i Gardasil 9 obowiązują inne reguły i standardy jej promocji niż w przypadku Vioxx-u?

– Czy jesteście pewni, że przedstawiono Wam prawdziwe wyniki badan klinicznych tej szczepionki ? Czy nadal ufacie, że przedstawiciele medyczni producenta szczepionki i opłacani przez niego lekarze mówią Wam prawdę ?

– Czy choć przez chwilę nie przyszło Wam do głowy, że oficjalne przedstawiane dane na temat skuteczności szczepionki i jej bezpieczeństwa mogą być nieprawdziwe? Że tak liczne, w 90% sponsorowane i opracowywane przez przedstawicieli producenta szczepionki publikacje, które co rusz podstawiają Wam pod nos propagatorzy szczepionki i w oparciu o które przekonuje się społeczeństwa całego świata o „cudowności” tej szczepionki mogą być również zmanipulowane i nieprawdziwe, a przynajmniej niewłaściwie interpretowane?

Niestety, nie tyko ja z całą odpowiedzialnością twierdzę, że wszystkie te przymusowo ujawnione przez Merck, tak haniebne praktyki są nadal stosowane w przypadku kolejnych produktów tej i nie tylko tej firmy. I dotyczy to także omawianej szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy. I dzisiaj są już na to niepodważalne dowody. W ostatnim czasie ukazała się publikacja A reactogenic „placebo” and the ethics of informed consent in Gardasil HPV vaccine clinical trials: A case study from Denmark, w której ujawniono oszustwa i manipulacje koncernu Merck związane z badaniami klinicznymi szczepionki Gardasil. Koncern zataił przed uczestnikami badania, że plscebo, które powinno być solą fizjologiczną lub substancją nieaktywną w rzeczywistości zawierało opatentowany przez Merck wysoce reaktogenny adiuwant aluminiowy. W efekcie kilku uczestników doznało poważnych skutków ubocznych. Mało tego, niektórzy zostali losowo przydzieleni do grupy adiuwantowej „placebo”. Podanie reaktywnego placebo w badaniach klinicznych Gardasil poza tym, że nie przyniosło żadnych korzyści, to niepotrzebnie narażało uczestników badania na ryzyko i stanowiło elementarne naruszenie etyki zawodowej. Pytanie, po co w takim razie zrobił to koncern Merck ? Odpowiedź jest prosta, bowiem stosowanie adiuwantów aluminiowych jako „placebo” pozwala na zamaskowanie, także poważnych skutków ubocznych szczepionki. Stawiam dolary przeciw orzechom, że to jest wierzchołek góry lodowej i z biegiem lat coraz to więcej tego typu historii ujrzy światło dzienne.

Jako lekarz, który cale życie zawodowe zajmuje się właśnie tą problematyką, czyli rakiem szyjki macicy i wszystkim co jest z tą chorobą związane nie mam najmniejszych wątpliwości, że wyniki badań klinicznych tej szczepionki przedstawione opinii publicznej nie są prawdziwe. Jestem pewien również, że przedstawiane przez przedstawicieli producenta, niektórych urzędników państwowych oraz dzisiaj praktycznie przez wszystkie już media oficjalne informacje na temat szczepionek przeciwko rakowi szyjki macicy /Gardasil, Gardsil 9 i Cervarix/ są również w dużej mierze nieprawdziwe. Wszystkie, bez wyjątku oficjalnie przestawiane przez rodzimych propagatorów szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy, medialne informacje na temat jej „cudowności” są wybitnie tendencyjne, wybiórcze, pomijające rzeczywiste, ale jakże istotne fakty dotyczące skuteczności i bezpieczeństwa tej szczepionki. Wszystko po to, aby za wszelką cenę przedstawić ten produkt jako „super szczepionkę”. To aż boli, jak się widzi ministrów w otoczeniu profesorów PTGiP oraz innych stowarzyszeń naukowych, którzy podpisali klauzulę lojalności i teraz robią wszystko aby się wykazać lojalnością wobec producenta szczepionki. A przecież, niektórzy z nich byli lub nadal są również oficjalnymi przedstawicielami koncernu na dobrze opłacanych etatach i tak samo byli i są szkoleni, jak prowadzić agitację środowiska medycznego i pacjentów. Mimo iż nie ma dowodów, że szczepione dzisiaj nastolatki w przyszłości będą chronione przed rakiem szyjki macicy i że będzie to bezpieczne, to oni mają swoją, a raczej firmową wersję. Mają wyuczone na pamięć odpowiedzi na wszystkie pytania oraz w zanadrzu te właśnie źródła, na które się powołują. Są znakomicie wyszkoleni, by nie powiedzieć wytresowani przez producenta szczepionki.

Dlatego też wszystkim tym, którzy po przeczytaniu tego artykułu zechcą zaszczepić siebie i swoje dzieci życzę dużo szczęścia, bo z pewnością będzie ono Wam i przede wszystkim Waszym dzieciom bardzo potrzebne.

Cały felieton:

Ze wszystkich stron słyszymy jak dokładnie i obiektywnie badane są wszystkie szczepionki, w tym jak szczegółowo i transparentnie badana była i jest nadal szczepionka przeciwko rakowi szyjki macicy. Słyszymy, że niemożliwe jest, aby publicznie przedstawiane wyniki badań klinicznych i badań przeprowadzonych po dopuszczeniu tej szczepionki do obrotu były w jakikolwiek sposób zmanipulowane, że instytucje powołane do kontroli działań koncernów farmaceutycznych typu Food and Drug Administration /FDA/ w USA i European Medicines Agency /EMA/ w Europie w żadnym wypadku nie dopuszczą do jakichkolwiek nieprawidłowości w tym procesie i jeżeli takie patologie będą miały miejsce, to natychmiast im zapobiegną i ujawnią je opinii publicznej.

A jak jest naprawdę, pokażę Państwu w tym felietonie.

W 1999 roku koncern Merck /dzisiaj MSD/ producent szczepionki Gardasil i Gardasil 9 wprowadził na rynek preparat Vioxx. Był to lek przeciwzapalny stosowany w chorobach stawów i kręgosłupa, ale również jako zwykły lek przeciwbólowy – sam go stosowałem. Oczywiście poprzedzony badaniami klinicznymi, które wg. producenta wykazały wysoką skuteczność i pełne bezpieczeństwo tego specyfiku. W 2004 roku koncern zmuszony został do wycofania tego leku z powodu katastrofalnych skutków ubocznych. Jak podają oficjalne źródła ofiarami tego leku tylko w USA było 88-144 tysięcy osób, w tym około 60 tysięcy ofiar śmiertelnych. Doniesienia medialne informowały, że liczba ofiar śmiertelnych na całym świecie grubo przekroczyła milion osób. W 2005 roku koncern Merck zawarł ugodę z rządem USA i wpłacił blisko 5 miliardów dolarów na pokrycie roszczeń ofiar Vioxx-u i ich rodzin.

Jak Państwo myślicie, czy którakolwiek firma wytrzymała by taki finansowy cios? Nie jestem ekonomistą, ale raczej nie ma takiej możliwości. Dziwnym zbiegiem okoliczności w tym samym czasie pojawiła się szczepionka przeciwko rakowi szyjki macicy produkowana przez ten sam koncern Merck. Jeszcze bardziej dziwnym zbiegiem okoliczności w błyskawicznym, niespotykanym dotychczas w przypadku szczepionek tempie przeszła proces legislacji i trafiła na rynek. Dla celów wizerunkowych koncern Merck przemalował się na MSD i razem z FDA /Food and Drug Administration/ przystąpił do wpychania ludzkości na siłę tego, kolejnego dobrodziejstwa pt. ” szczepionka przeciwko rakowi szyjki macicy.”

Zapoznajcie się Państwo proszę z memorandum, które Kongresu Stanów Zjednoczonych opublikował po zakończeniu śledztwa w sprawie Vioxx-u w 2005 roku./zobacz cały dokument/ Oto najważniejsze fragmenty, chociaż całość jest fascynująca:

„Od maja 1999 r., Kiedy Vioxx został zatwierdzony przez Food and Drug Administration /FDA/, w samych Stanach Zjednoczonych wydano ponad 100 milionów recept. Jednak ogromna większość tych recept została wypisana przez lekarzy po tym, jak pojawiły się dowody na poważne skutki uboczne Vioxxu. Nawet w oparciu o dowody, że stosowanie Vioxxu wiązało się z zawałami serca i udarami, lekarze nadal przepisywali Vioxx milionom pacjentów !!! Jak to mogło się wydarzyć?

Częściową odpowiedź można znaleźć badając strategię wobec lekarzy, którą to Merck /dzisiaj MSD – producent szczepionki/ opracował aby wprowadzić Vioxx na rynek. Na podstawie przeglądu dokumentów Merck stwierdzono, że wysłał on do gabinetów lekarskich i szpitali ponad 3000 wysoko wykwalifikowanych przedstawicieli, którzy rozpowszechniali nieprawdziwe informacje o niekotrzystnych dla zdrowia skutkach Vioxx-u!!! Dokumenty wskazują, że Merck polecił tym przedstawicielom, aby pokazywali lekarzom broszurę błędnie wskazującą, że Vioxx może być 8 do 11 razy bezpieczniejszy niż inne leki przeciwzapalne, zakazał przedstawicielom omawiania wyników badań (w tym badań finansowanych przez Merck), które wykazały zwiększone ryzyko śmierci w następstwie powikłań sercowo-naczyniowych dla ludzi przyjmujących Vioxx i uruchomił specjalne programy marketingowe – o nazwie „Project XXceleration” i „Project Offense” – aby ten problem nie wpłynął ujemnie na sprzedaż Vioxx-u.

Dokumenty ujawniają, że Merck wyczerpująco przeszkolił swoich przedstawicieli w zakresie przekonywania lekarzy do przepisywania Vioxx-u i innych produktów Merck. Jak się okazało żadna forma kontaktu z lekarzami nie była zbyt mało istotna dla władz koncernu. Przedstawiciele Merck zostali pouczeni, jak długo potrząsać rękami lekarzy (trzy sekundy), jak jeść chleb podczas posiłku z lekarzami („jeden mały kęs na raz”) i jak używać „werbalnych i niewerbalnych” wskazówek, aby zwracając się do lekarza „podświadomie” podnieść jego poziom zaufania. Merck poinstruował swoich przedstawicieli o różnych typach osobowości lekarzy i zalecił ukierunkowane techniki sprzedaży dla każdego rodzaju z nich. Firma Merck nagrodziła sprzedających tysiącami dolarów w postaci premii pieniężnych za wykonanie planów sprzedaży. Firma przypisała poszczególnym lekarzom tzw. „Merck potential” i sprawdzała jak często przepisywali produkty Merck.

Dokumenty opisują szczegółowo, w jaki sposób Merck wykorzystał tę bardzo dobrze wyszkoloną kadrę przedstawicieli, aby przeciwstawić się prawdziwym doniesieniom o skutkach ubocznych Vioxxu !!! Pierwsze publiczne doniesienie, że Vioxx stwarza podwyższone ryzyko zawału serca i udaru mózgu, pojawiło się w marcu 2000 roku, gdy badanie VIGOR przeprowadzone przez producenta szczepionki wykazało pięciokrotny wzrost ryzyka zawału serca u pacjentów przyjmujących Vioxx w porównaniu z pacjentami leczonymi innym środkiem p/zapalnym – naproksenem !!! Po tym badaniu przeprowadzono dyskusję na temat ryzyka sercowo-naczyniowego Vioxxu na spotkaniu komitetu doradczego ds. Żywności i Leków /FDA/ w lutym 2001 roku, sprawę opisano również w artykule z New York Times z maja 2001 roku oraz w artykule w Journal of the American Medical Association w sierpniu 2001 roku.

Po każdym z tych wydarzeń Merck wysyłał do swoich działów sprzedaży biuletyny lub specjalne przygotowane, nieprawdziwe informacje do wykorzystania ich w celu zminimalizowania wszelkich obaw lekarzy! I tak:

– Po badaniu VIGOR producenta leku firmy Merck, w którym odnotowano zwiększone ryzyko zawału serca, Merck nakazał przedstawicielom, aby okazywać lekarzom spreparowaną „kartę sercowo-naczyniową”, która błędnie pokazywała, że Vioxx mógł być od 8 do 11 razy bezpieczniejszy niż inne leki przeciwzapalne. W tym dokumencie pominięto wszelkie odniesienia do ustaleń badania VIGOR i został on oparty na danych FDA uznanych za nieodpowiednie do analizy bezpieczeństwa!!!

– Po tym, jak komitet doradczy FDA zalecał, że lekarze powinni być informowani o zagrożeniach stwierdzonych w badaniu VIGOR, Merck wysłał biuletyn do swoich działów sprzedaży, które zalecały: „Nie należy inicjować dyskusji na temat zaleceń komitetu Doradczego FDA lub wyników badania VIGOR.” Jeśli lekarze zapytaliby o badanie VIGOR, przedstawiciele Merck zostali pouczeni aby odpowiadać: „nie mogę omówić wyników tego badania z tobą.”

– Po tym, jak New York Times doniósł o zagrożeniach sercowo-naczyniowych związanych z Vioxxem, Merck polecił swoim pracownikom terenowym, aby informowali lekarzy, że pacjenci stosujący inne leki przeciwzapalne są osiem razy bardziej narażeni na śmierć z przyczyn sercowo-naczyniowych niż pacjenci stosujący Vioxx. W biuletynach rozsyłanych do swoich przedstawicieli handlowym, Merck nakazał, aby pokazywali lekarzom specjalnie opracowaną „kartę sercowo-naczyniową” i w ten sposób przekonywali, że: „śmiertelność w wyniku powikłań sercowo-naczyniowych, jaką odnotowano u ponad 6000 pacjentów w przeważającej większości przypadków nie była związana z Vioxx-em. Była to potrójna broszura zawierającą nieprawdziwe dane potwierdzające bezpieczeństwo Vioxx-u. Jedna część z nagłówkiem „Ogólne wskaźniki śmiertelności”, wskazywała, że pacjenci na Vioxx byli 11 razy mniej narażeni na śmierć niż pacjenci otrzymujący standardowe leki przeciwzapalne, a 8 razy rzadziej umierali z powodu zawałów serca i udarów mózgu. Inny część broszury wskazywała, że częstość zawałów serca u pacjentów przyjmujących Vioxx była mniejsza niż u połowy pacjentów otrzymujących placebo i praktycznie identyczna jak u pacjentów otrzymujących inne leki przeciwzapalne. Dane przedstawione w Karcie sercowo-naczyniowej miały niewielką lub żadną wartość naukową. Karta nie przedstawiała faktycznej liczby zdarzeń ani żadnych istotnych statystycznie testów, które są standardem w komunikacji medycznej. Nie zawierała również żadnych informacji z badania VIGOR, najnowszego badania bezpieczeństwa sercowo-naczyniowego u pacjentów z reumatoidalnym zapaleniem stawów. Zamiast tego karta przedstawiła zbiorcze dane z badań klinicznych przeprowadzonych przed zatwierdzeniem leku u pacjentów z chorobą zwyrodnieniową stawów. Jednak z kilku powodów badania te nie były odpowiednie do ogólnej analizy bezpieczeństwa sercowo-naczyniowego!

Po pierwsze – badania przed zatwierdzeniem różniły się bowiem znacznie, obejmując różne dawki, różne populacje pacjentów i różne leki porównawcze. W 1999 r., Przed zatwierdzeniem przez Vioxx, FDA wyraziła poważne obawy dotyczące połączenia tych odmiennych badań w jednej analizie bezpieczeństwa.

Po drugie – analizy przedstawione w „karcie sercowo-naczyniowej” nie zostały zaczerpnięte z żadnej pracy naukowej. Dwie referencje karty zawierały „dane z akt” producenta Vioxx-u oraz krótkie streszczenie badań ze spotkania American College of Rheumatology w 1999 roku.

Dopiero po szeroko zakrojonych negocjacjach FDA i Merck zgodziły się na zmianę treści ulotki dla Vioxxu w kwietniu 2002 roku, w której wymieniono wyniki badań sercowo-naczyniowych z badania VIGOR. Ostateczna ulotka zawierała jednak tylko stwierdzenie, że znaczenie wyników tych badań jest niejednoznaczne. Zgodnie z dokumentami Merck polecił swoim przedstawicielom, aby podkreślili to stwierdzenie w nowej ulotce, aby w ten sposób przeciwdziałać obawom lekarzy związanym z bezpieczeństwem stosowania tego lekarstwa”.

A więc, jak się do tego mają te zapewnienia propagatorów, że wszystkie leki i szczepionki są tak dokładnie badane i kontrolowane, że nie ma możliwości żadnych manipulacji i oszustw ze strony koncernów i ich przedstawicieli ? Przecież ponad wszelką wątpliwość;

– Producent leku świadomie zastosował błędne metodologie badań klinicznych nastawione na z góry określone wyniki w celu wyolbrzymienia pozytywnych efektów tego leku, aby zwiększyć prawdopodobieństwo zatwierdzenia przez FDA jego leku !

– Producent leku fałszował wyniki badan klinicznych produkowanego przez siebie leku !

– Producent leku przedstawiał opinii publicznej nieprawdziwe wyniki tych badań i błędną ich interpretację !

– Producent leku przygotował dla swoich przedstawicieli medycznych spreparowane, fałszywe dokumenty mające świadczyć na korzyść swojego produktu mimo ewidentnych sygnałów, że jest odwrotnie!

– Producent świadomie okłamywał lekarzy, że jego lek jest bezpieczny, mimo iż naprawdę był śmiertelnie niebezpieczny

– Producent leku manipulował przy publikacjach naukowych przedstawiających wyniki badań nad jego lekiem!

– FDA, czyli organ nadzorujący koncern przed ponad 2 lata nie mogła/nie chciała przeciwstawić się tym praktykom i prawdopodobnie wszedł w korupcyjne układy z producentem

Mało Państwu jeszcze?

Aby nikt mnie nie posądził, że jest to tylko moja tak drastyczna ocena, to odsyłam Państwa do licznych publikacji na temat tego skandalu zamieszczanych jeszcze nawet obecnie w amerykańskich mediach. Oto publikacja z 2017 roku pt. „Merck Manipulated the Science about the Drug Vioxx” /zobacz/

Cytuję:

„Aby zwiększyć prawdopodobieństwo zatwierdzenia przez FDA jego leku przeciwzapalnego i przeciw zapaleniu stawów Vioxx, gigant farmaceutyczny Merck zastosował błędne metodologie nastawione na z góry określone wyniki w celu wyolbrzymienia pozytywnych efektów tego leku. Dokumenty wewnętrzne podane do wiadomości publicznej w postępowaniu sądowym ujawniły, że zespół marketingowy Merck opracował strategię o nazwie ADVANTAGE (ocena różnicy między Vioxx a Naproksenem w celu ustalenia skuteczności i tolerancji przewodu pokarmowego) w celu wypaczenia wyników badań klinicznych na korzyść leku. W ramach strategii naukowcy zmanipulowali kryteria badań, porównując lek z naproksenem, lekiem przeciwbólowym sprzedawanym pod markami takimi jak Aleve, a nie z placebo.

Naukowcy z giganta farmaceutycznego Merck wypaczyli wyniki badań klinicznych na korzyść leku na zapalenie stawów, Vioxx, aby ukryć dowody, że lek zwiększa ryzyko zawału serca u pacjentów. Naukowcy podkreślili wyniki, w których naproksen zmniejszył ryzyko zawału serca o 80 procent, a lekceważono wyniki pokazujące, że Vioxx zwiększył ryzyko zawału serca o 400 procent. Ta wprowadzająca w błąd prezentacja dowodów sprawiała, że wyglądało to tak, jakby naproksen chronił pacjentów przed zawałami serca, a Vioxx wyglądał ryzykownie jedynie w porównaniu. W rzeczywistości okazało się, że Vioxx znacznie zwiększa ryzyko sercowo-naczyniowe, co skłoniło Merck do wycofania produktu z rynku w 2004 r.

Manipulowanie doniesieniami naukowymi dotyczącymi Vioxx przez Mercka obejmowało również sposób przygotowywania artykułów naukowych. Dokumenty wewnętrzne ujawniają, że w 16 z 20 artykułów opisujących badania kliniczne Vioxx obecny w zespole niezależnych od Mercka naukowców pracownik Merck był początkowo wymieniony jako główny autor opracowania ale w opublikowanych wersjach to niezależny od Merck autor akademicki był wymieniony jako główny autor. Stwierdzono również, że naukowiec Merck usunął dowody trzech ataków serca wśród pacjentów Voxx-u w przedstawionych publicznie wynikach.”

Zatrzymajmy się na chwilę przy kwestii manipulowania przez koncern Merck doniesieniami dotyczącymi Vioxx-u w publikacjach naukowych. Jak widać, w dzisiejszych czasach jest to możliwe i stosunkowo proste oszustwo. No to zadajmy sobie proste pytanie; ile jest takich spreparowanych publikacji naukowych przedstawiających nieprawdziwe wyniki badań nad szczepionką przeciwko rakowi szyjki macicy ? Bo, że są takie to nie ma żadnych wątpliwości, ale tych wątpliwości może nie mieć tylko profesjonalista w dziedzinie raka szyjki macicy, przeciętny Kowalski nigdy się nie zorientuje co jest prawdą, a co manipulacją. Dlatego tak łatwo można Was robić w konia i bezkarnie z powodzeniem karmić tą propagandową papką. W tym miejscu odsyłam Państwa do mojego artykułu pt. Zaszczep się wiedzą, czyli propaganada rodem z PRL-u” gdzie przeanalizowałem /oczywiście pobieżnie/ kilka takich publikacji ukazując manipulacje tam zawarte oraz zależności finansowe i nie tylko finansowe większości autorów tych publikacji od producenta szczepionki.

„Tragiczne jest to, że manipulowanie danymi przez Merck i wynikająca z tego aprobata FDA dla Vioxx w 1999 roku doprowadziły do tysięcy przedwczesnych zgonów i około 100 000 zawałów serca, których można było uniknąć. Wspomniany już Dr David Graham, zastępca dyrektora ds. Nauki i medycyny w Biurze Bezpieczeństwa Leków FDA, zeznał w 2004 roku Przed Senackim Komitetem Finansowym, że zbyt późne wycofanie Vioxx przez FDA spowodowało aż 55 000 przedwczesnych zgonów z powodu zawałów serca i udaru mózgu, nazywając to odpowiednikiem przyzwalania na awarię „od dwóch do czterech dużych odrzutowców” co tydzień przez pięć lat. Nawet lata po odstawieniu leku pacjenci, którzy przyjmowali Vioxx, nadal doświadczają powikłań.”

Przypomnę, że opisywana sytuacja miała miejsce w XXI wieku, kilka lat temu i to na oczach „całego świata”, w tym instytucji powołanej aby przeciwdziałać takim przypadkom, czyli Food and Drug Administration /FDA/. I czy FDA zapobiegła temu skandalowi ? Ano nie zapobiegła i najpewniej sama weszła w korupcyjne układy z producentem leku, ale o tym później.

Nasuwa się więc pytanie; czy taki proceder dotyczył tylko Vioxx-u ? Jak możemy przeczytać w memorandum ta strategia marketingowa dotyczyła wszystkich leków tej firmy ! Trzeba zapytać; dotyczyła, czy może nadal dotyczy?

Jak Państwo myślicie?

– Czy po tym skandalu z Vioxx-em wszyscy pracownicy i przedstawiciele medyczni byłego Merck a obecnego MSD poszli do spowiedzi, przyjęli Komunię Świętą i dzisiaj są już kryształowo uczciwymi pracownikami ?

– Czy rzeczywiście Państwo potraficie uwierzyć, że w przypadku kolejnego produktu tej firmy, czyli szczepionki Gardasil i Gardasil 9 obowiązują inne reguły i standardy jej promocji niż w przypadku Vioxx-u?

– Czy jesteście pewni, że przedstawiono Wam prawdziwe wyniki badan klinicznych tej szczepionki ? Czy nadal ufacie, że przedstawiciele medyczni producenta szczepionki i opłacani przez niego lekarze mówią Wam prawdę ?

– Czy choć przez chwilę nie przyszło Wam do głowy, że oficjalne przedstawiane dane na temat skuteczności szczepionki i jej bezpieczeństwa mogą być nieprawdziwe? Że tak liczne, w 90% sponsorowane i opracowywane przez przedstawicieli producenta szczepionki publikacje, które co rusz podstawiają Wam pod nos propagatorzy szczepionki i w oparciu o które przekonuje się społeczeństwa całego świata o „cudowności” tej szczepionki mogą być również zmanipulowane i nieprawdziwe, a przynajmniej niewłaściwie interpretowane?

Niestety, to zdumiewające i przerażające zarazem, ale większość z Was święcie wierzy w tę propagandę. Nie tak dawno miał opuścić więzienie wielokrotny gwałciciel i pedofil. W mediach było wielkie larum, że przecież ten człowiek skrzywdzi kolejne dziecko, że nie wolno go wypuszczać na wolność ! A tu nagle w przypadku firmy farmaceutycznej, która jak wykazuje to memorandum i inne doniesienia medialne notorycznie oszukuje i zaledwie kilka lat wcześniej z premedytacją „wysłała na tamten świat”, bo śmiało tak można to nazwać miliony osób, nikt nie ma żadnych obaw co do jej kolejnego produktu i sposobu jego promocji! Ba, nikt nawet nie próbuje tego sprawdzić i pisząc nikt mam na myśli Was, zwykłych konsumentów tej szczepionki. Bo to, że przedstawicie medyczni producenta i opłacani przez producenta lekarze oraz instytucje rządowe mają to gdzieś, a nadzór powołanych do kontroli koncernów farmaceutycznych instytucji typu FDA czy EMA, to tak naprawdę w wielu przypadkach zwykła fikcja jest dla mnie jest równie przerażające, co i doskonale zrozumiałe.

Szanowni Państwo, nie tyko ja z całą odpowiedzialnością twierdzę, że wszystkie te przymusowo ujawnione przez Merck, tak haniebne praktyki są nadal stosowane w przypadku kolejnych produktów tej i nie tylko tej firmy. I dotyczy to także omawianej szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy. I dzisiaj są już na to niepodważalne dowody. W ostatnim czasie ukazała się publikacja A reactogenic „placebo” and the ethics of informed consent in Gardasil HPV vaccine clinical trials: A case study from Denmark w której ujawniono oszustwa i manipulacje konernu Merck związane z badaniami klinicznymi szczepionki Gardasil. Koncern zataił przed uczestnikami badania, że plscebo, które powinno być solą fizjologiczną lub substancją nieaktywną w rzeczywistości zawierało opatentowany przez Merck wysoce reaktogenny adiuwant aluminiowy. W efekcie kilku uczestników doznało poważnych skutków ubocznych. Mało tego, niektórzy zostali losowo przydzieleni do grupy adiuwantowej „placebo”. Podanie reaktywnego placebo w badaniach klinicznych Gardasil poza tym, że nie przyniosło żadnych korzyści, to niepotrzebnie narażało uczestników badania na ryzyko i stanowiło elementarne naruszenie etyki zawodowej. Pytanie, po co w takim razie zrobił koncern Merck ? Odpowiedź jest prosta, bowiem stosowanie adiuwantów aluminiowych jako „placebo” pozwala na zamaskowanie, także poważnych skutków ubocznych szczepionki. Stawiam dolary przeciw orzechom, że to jest wierzchołek góry lodowej, że z biegiem lat coraz to więcej tego typu historii ujrzy światło dzienne.

Wróćmy teraz do roli amerykańskiej agencji FDA, która odpowiada za wprowadzane do obrotu na terenie USA leków i produktów medycznych. Agencji, która właśnie w 1999 roku wydala pozwolenie na sprzedaż Vioxx-u w USA, a potem na bazie tej decyzji pozwolenie wydała EMA w Europie.

Jak wynika z przedstawionego memorandum przez ponad dwa lata producent szczepionki miał w nosie FDA i jej opinie i zalecenia. Przedstawiał opinii publicznej spreparowane i nieprawdziwe dokumenty, które sugerowały bezpieczeństwo Vioxx-u. I co na to FDA – ano nic, bowiem ta instytucja nie ma żadnych narzędzi prawnych żeby zmusić do czegokolwiek producenta leku. Przez dwa lata mimo zaleceń FDA nie wprowadzono żadnych ostrzeżeń, czy nawet informacji o możliwych sercowo-naczyniowych, zagrażających bezpośrednio zdrowiu i życiu skutkach ubocznych Vioxx-u. Dlaczego ?

Proszę przeczytać kolejny fragment memorandum:

„Zgodnie z ustawą o żywności, lekach i kosmetykach FDA i producenci muszą uzgodnić zmiany etykiet, czyli ulotek informacyjnych dołączanych do leków. Przez około sześć miesięcy Merck opierał się rozmaitym propozycjom FDA prowadząc do przedłużenia serii połączeń konferencyjnych w celu negocjacji różnic. Przez cały ten okres Merck nadal korzystał ze omawianej już spreparowanej „karty sercowo-naczyniowej” w rozmowach z lekarzami”.

Jeżeli ktoś z Państwa nie zrozumiał, to tłumaczę: mimo iż FDA miała niezbite dowody, że Vioxx może i powoduje zawały serca i udary mózgu, to nie miała żadnych narzędzi prawnych aby zmusić producenta do poinformowania o tym opinii publicznej i umieszczenia takiej informacji na ulotce leku. Na to producent musiał się zgodzić. Ale nie zgodził się i co ? Przeczytajmy dalej:

„W końcu wydaje się, że urzędnicy FDA „dogadali się” z Merck i zgodzili się na kilka ustępstw w kluczowych kwestiach spornych. FDA początkowo poprosiła, aby ulotka ostrzegła lekarzy, że Vioxx może powodować zawały serca i inne problemy sercowo-naczyniowe i zaproponowała następujące ostrzeżenie:

VIOXX należy stosować ostrożnie u pacjentów z ryzykiem rozwoju zakrzepowych zdarzeń sercowo-naczyniowych, takich jak zawał mięśnia sercowego i dławica piersi w wywiadzie, a także u pacjentów z istniejącym wcześniej nadciśnieniem i zastoinową niewydolnością serca. Ryzyko rozwoju zawału mięśnia sercowego w badaniu VIGOR było pięciokrotnie wyższe u pacjentów leczonych VIOXX 50 mg (0,5%) w porównaniu do pacjentów leczonych naproksenem (0,1%). To ostrzeżenie było nie do przyjęcia dla Merck, który dążył do przeniesienia informacji o badaniu VIGOR do sekcji „Środki ostrożności”. Merck starał się dodać do ulotki dodatkowe dane z innych badań, w tym wyniki z trwających badań nad chorobą Alzheimera. FDA początkowo odradzała włączanie tych badań, mówiąc, że badania powinny zostać zakończone, a ich wyniki dołączone do ulotki później. 15 lutego 2002 r. FDA zaproponowała Merckowi, aby ulotka zawierała specjalną grafikę zwaną krzywą Kaplana-Meiera, aby pokazać zwiększenie ryzyka powikłań sercowo-naczyniowych Vioxx-u dla osób najdłużej narażonych na działanie leku. Podczas telekonferencji przedstawiciele FDA stwierdzili że „najlepszym sposobem wyświetlania danych jest krzywa Kaplana Meiera”. Merck sprzeciwił się temu pomysłowi. Pod koniec negocjacji FDA ustąpiła w kilku kluczowych kwestiach. Na ulotce odnotowano dwa badania Alzheimera, które nie wykazały wzrostu zdarzeń sercowo-naczyniowych. Krzywa Kaplana-Meiera nie została uwzględniona. Ryzyko sercowo-naczyniowe nie zostało wymienione jako „ostrzeżenie”, ale jako „środek ostrożności” tak jak chciał producent !!! I być może najważniejsze dla Merck; ulotka zawierała stwierdzenie, że „znaczenie wyników badań sercowo-naczyniowych tych trzech badań /Vigor i 2 inne z placebo/, które pokazywały prawdziwe dane jest nieznane „.

Proszę zapoznać się z fragmentami kilku pierwszych z brzegu publikacji prasowych opisująych, patologiczne mechanizmy kontroli Mercka przez FDA w przypadku Vioxx-u, które na kilometr śmierdzą korupcją, bo takie informacje o związkach korupcyjnych FDA z producentem Vioxx-u w tamtym czasie podawały media:

FDA is incapable of protecting US “against another Vioxx

FDA failed public vioxx-scientist says

We cant prevent another vioxx

” David Graham, zastępca dyrektora ds. Nauki i medycyny w Biurze Bezpieczeństwa Leków FDA i recenzent narkotyków, który jako pierwszy ostrzegł przed niebezpieczeństwem związanym z Vioxx, powiedział członkom Senackiej Komisji Finansów, że obecnie skonfigurowana agencja „nie jest w stanie chronić Amerykanów przed innym Vioxx. Jesteśmy praktycznie bezbronni przed takim oszustwem – powiedział Graham. Kiedy po wprowadzeniu produktu do obrotu pojawia się poważny problem bezpieczeństwa, jego natychmiastową reakcją jest prawie zawsze zaprzeczenie, odrzucenie i upór” – dodał. Graham zeznał, że duża część winy za incydent z Vioxx leży po stronie należącego do FDA, Centre for Drug Assessment and Research, w którym wychodzi się z założenia, że: „skoro zatwierdzono ten lek, więc nie może być w tym nic złego”.

I z takiego założenia wychodzi większość z Was, Szanowni Czytelnicy – skoro dopuszczono szczepionkę przeciwko rakowi, to nie może ona być zła.

„Graham ostrzegł także przed potencjalnym ryzykiem dla użytkowników wielu innych leków, które są obecnie przepisywane. Wymienił tu lei Crestor – AstraZeneca, Bextra – Pfizer oraz Serevent – Glaxo Smith Kline, W przypadku tego ostatniego leku Graham powiedział, że FDA zatwierdziła go, chociaż badanie w Wielkiej Brytanii wskazało na możliwe zwiększone ryzyko niewydolności oddechowej. Wyjaśnił, że FDA poprosiła Glaxo o większe badanie, aby lepiej zrozumieć potencjalne niebezpieczeństwo, ale firma odwołała to badanie, a lek pozostaje na rynku”!

Czy widzicie Państwo tę bezsilność FDA – miała podejrzenia, że lek może szkodzić i zaleciła producentowi dodatkowe, pogłębione badanie, aby to wykluczyć, a producent odpowiedział jej, że może się ona mówiąc bez ogródek, w dupę pocałować i co ? FDA grzecznie się pocałowała w rzeczoną dupę i na tym koniec. Dodatkowego badania nie było, lek jest nadal sprzedawany !

„Sandra Kweder, zastępca dyrektora Biura Nowych Leków FDA, oczywiście nie zgodziła się z ostrzeżeniami Grahama. „Nie ma magicznej formuły” zapewniającej bezpieczeństwo leków, powiedziała prawodawcom”.

Czy Państwo rozumiecie znaczenie tego stwierdzenia !? „Nie ma magicznej formuły” zapewniającej bezpieczeństwo leków !!!!!

Ponadto Pani Kweder powiedziała, że jednym z problemów FDA ” jest oczywisty konflikt interesów, bowiem ta sama grupa ludzi, która zatwierdziła lek, jest również odpowiedzialna za podjęcie działań regulacyjnych przeciwko jego wprowadzeniu do obrotu”

Pamiętajcie więc o tym wszystkim, jak będziecie słuchać i czytać te wyświechtane regułki propagandowe typu – „FDA nie stwierdziła żadnych poważnych skutków ubocznych w wyniku stosowania szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy” lub „FDA stwierdziła 100% skuteczność szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy.”

Szanowni Państwo, wszystkie szczepionki i leki to najzwyczajniejszy w świecie produkt, który firma musi i chce za wszelką cenę sprzedać. I obowiązują tu takie same chwyty marketingowe jak przy sprzedaży pralki, telewizora, czy też proszku do prania. Dzisiaj większość badań klinicznych mających świadczyć o jakości leków i szczepionek, to tak naprawdę w mniejszym lub większym zakresie zwykła fikcja. Te badania są tak skonstruowane, że w większości przypadków bez większego wysiłku można je zaplanować i przeprowadzić tak, aby uzyskać wynik zbliżony do oczekiwanego przez producenta. Nawet słynne badanie randomizowane z podwójną ślepą próbą, określane jako złoty środek w zapobieganiu tego typu oszustw nie stanowi większej przeszkody dla tych, którzy chcą je zmanipulować. Przecież opisywany Vioxx przeszedł pomyślnie wszystkie te etapy badań klinicznych, łącznie z randomizowanym z podwójną ślepą próbą.

Podobnie, tak zwane publikacje naukowe dotyczące wyników badań klinicznych zamieszczane również w renomowanych czasopismach naukowych mogą być i są w większości przypadków pisane na zamówienie, głównie przez opłacanych przez koncerny, tylko teoretycznie obiektywnych naukowców i delikatnie mówiąc nierzadko zawierają nie do końca prawdziwe informacje. I dla wszystkich z „branży medycznej” jest to tajemnicą poliszynela, wszyscy dokładnie o tym wiedzą. Bezsprzecznym oraz niepodważalnym dowodem na to, są przedstawione tu dokumenty dotyczące skandalicznych praktyk koncernu Merck i jego produktu, Vioxx-u.

Kolejnym dowodem na to, że środowisko medyczne doskonale zdaje sobie z tego sprawę z tego typu niegodziwych praktyk jest fragment publikacji „10 lat szczepień przeciwko HPV, co wiemy”. Publikacji polskich autorów, notabene zwolenników i propagatorów szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy, który cytowałem już nieraz w moich artykułach:

„Należy zachować dużą ostrożność w ocenie wyników szczepień ze względu na możliwość błędnej interpretacji oraz możliwość błędnych danych. Monitorowanie częstości występowania zakażeń HPV wymaga odpowiedzi na pytanie o sposób zbierania materiału, sposób wykrywania i genotypowania wirusa HPV z różnych, zainfekowanych miejsc ciała, rozważanie różnych strategii badań przesiewowych, wieku rozpoczęcia badań przesiewowych, interwału badania i narzędzi diagnostycznych (test HPV). Wszystkie te elementy mogą znacząco wpływać na odsetek wykrywalnych zakażeń HPV i zmian od nich zależnych.”

Koniec cytatu.

Powtórzę więc teraz komentarz do tego tekstu, który napisałem w artykule „Gardasil 9, czyli 9 lat diabli wzięli”:

„Jak wynika z tego fragmentu publikacji „10 lat szczepień przeciwko HPV, co wiemy”, wszystkie te publikacje o skuteczności szczepionki mogą być nieprawdziwe ! Tak szanowni Państwo to, co napisali autorzy tego dokumentu dowodzi czegoś, o czym prawie wszyscy w świecie naukowym doskonale wiedzą ale nie wie tego przeciętny „konsument” szczepionki. Bez cienia wątpliwości wiadomo, że każdy badający czy zbierający dane na temat szczepionki może osiągnąć taki wynik jaki sobie wcześniej założy. W zależności od tego jaki wynik chce osiągnąć, tak sobie dobierze materiał badawczy i zastosuje takie kryteria oceny, że bez problemu w sposób teoretycznie obiektywny, wynik ten osiągnie. Stąd też możliwość dowolnej manipulacji takimi danymi a co za tym idzie wynikami tych badań, jak przyznają sami autorzy tego dokumentu. Tylko tyle, że przeciętny człowiek o tym nie wie, więc można go swobodnie robić w konia”.

Koniec cytatu.

Reasumując, szanowne grono profesorów stwierdziło dyplomatycznie to, co można powiedzieć bez ogródek, czyli to, że każdy producent może najzwyczajniej w świecie sfałszować wyniki badań klinicznych i przedstawić ich wyniki w taki sposób jaki mu się podoba aby ukryć niedoskonałości swojego produktu. A instytucje powołane do nadzoru poczynań koncernów farmaceutycznych mają bardzo ograniczone narzędzia prawne, aby ten proceder kontrolować i ujawniać opinii publicznej. A dodatkowo nad tymi instytucjami nie ma już praktycznie żadnej kontroli, stąd też możliwość ich korupcyjnych układów z koncernami farmaceutycznymi.

Firmy farmaceutyczne utrzymują publicznie, że ich przedstawiciele odgrywają istotną rolę w systemie opieki zdrowotnej, kształcąc lekarzy na temat nowych leków i trwających badań. Ale dokumenty Merck ujawniają inną stronę działań marketingowych firmy. Przedstawione dokumenty pokazują, jak wykorzystując swoich przedstawicieli producent szczepionki fałszował wyniki badań klinicznych, jak okłamywał lekarzy i pacjentów, jak wpływał na decyzje organów go nadzorujących aby ukryć prawdę. Jest pewne ponad wszelką wątpliwość, że tego typu działania „promocyjne” firmy Merck spowodowały, że sprzedaż Vioxx utrzymywała się na wysokim poziomie, mimo że rosły dowody na śmiertelne niebezpieczeństwo tego leku. Ale zwykły śmiertelnik nie ma szans zorientować się w tym oszustwie. I zapewne gdyby nie tak wielka ilość ofiar śmiertelnych Vioxx-u, to ten zabójczy specyfik do dzisiaj byłby sprzedawany. Pytanie; czy po tej całej aferze zmieniono przepisy regulujące funkcjonowanie takich instytucji jak FDA, czy dodano im dodatkowe uprawnienia do walki z taką patologią ? W żadnym wypadku nie, koncerny farmaceutyczne nadal są państwem w państwie i de facto nikt nie ma nad nimi kontroli. Musimy uświadomić sobie, że rządy i instytucje państwowe czerpią milionowe a nawet miliardowe zyski z działalności koncernów farmaceutycznych, więc nie będą tworzyć prawa, które zabije kurę znoszącą złote jaja. Czy koncern Merck oprócz kary finansowej poniósł jakieś inne konsekwencje prawne ? Nic podobnego, jego kierownictwo i przedstawiciele handlowi oraz lekarze mający współudział w skandalu z Vioxx-em mają się znakomicie i szyją garnitury z jeszcze większymi kieszeniami.

Ciągle Was, Czytelnicy pytam w tej części felietonu więc, zapytam po raz kolejny; jak Państwo myślicie, czy tak haniebne procedury nazwijmy to marketingowe dotyczyły i dotyczą tylko tego koncernu ? Jak wynika z przedstawionych dokumentów, Komitet ds. Reform Rządowych USA podczas prowadzonego śledztwa w sprawie Vioxx-u zwrócił się również do innych koncernów z żądaniem ujawnienia informacji o niektórych ich lekach i strategiach marketingowych tych produktów. I jaki był skutek możemy przeczytać:

„Komitet nie otrzymał od Pfizera dokumentów dotyczących jego leków przeciwzapalnych Celebrex i Bextra, a także nie otrzymał ani nie przejrzał dokumentów od innych firm farmaceutycznych związanych z marketingiem innych leków. W związku z tym w memorandum nie można ocenić, czy praktyki Merck są lepsze, czy gorsze, czy takie same, jak w innych firmach farmaceutycznych.”

Jak widać wszystkie koncerny poza Merckiem, który nie miał wyjścia i musiał współpracować, aby ocalić głowę pokazały Komitetowi środkowy palec i to jak najbardziej zgodnie z prawem! Wynika z tego jasno, że nikt nie ma praktycznie żadnych możliwości prawnych kontroli koncernu farmaceutycznego, sposobu produkcji i promocji jego produktów, jeżeli się na to sam koncern nie zgodzi, a instytucje jak FDA w USA i EMA w Europie jak życie pokazało mają bardzo ograniczone i w zasadzie tylko teoretyczne narzędzia, aby koncerny te nadzorować. Nie mają one żadnych możliwości wpływania na sposób przeprowadzania badan klinicznych przez koncern. Mogą się tylko zapoznać z wynikami tych badań i dokonać ich analizy. I nawet, jak stwierdzą takie nieprawidłowości w przeprowadzeniu tej analizy badań, to i tak maja związane ręce. Przecież, żeby w jakikolwiek sposób zareagować na opisane powyżej, ewidentne manipulacje ze strony producenta Vioxx-u, FDA musiała czekać ponad dwa lata, bo tenże producent miał prawne możliwości uchylać się od jej zaleceń, a same negocjacje dotyczące formy i sposobu przekazania zwykłym ludziom tych alarmujących informacji na temat skutków ubocznych Vioxx-u trwały aż 6 m-cy. Mimo pewnych informacji, że Vioxx jest przyczyną zawałów i udarów, również śmiertelnych przez lata FDA nie mogła w żaden sposób zablokować sprzedaży tego leku ba, nie mogła lub nie chciała poinformować o tym fakcie nawet swoich rodaków.

Ale jak słyszymy oficjalnie z ust urzędników państwowych; szczepionki i leki, to najdokładniej i najuczciwiej przebadane produkty medyczne na świecie, a jedynym celem koncernów farmaceutycznych są dobra obywateli świata. Przepraszam oczywiście, jest dobro obywateli świata. Widzicie jak łatwo o pomyłkę.

Pamiętajcie drodzy Czytelnicy o tym wszystkim, jak będziecie słuchać profesora, ministra lub jakiegokolwiek krajowego konsultanta, który będzie Wam wmawiał, że szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy są w 90-100% skuteczne, a FDA I EMA nie stwierdziły żadnych poważnych skutków ubocznych w wyniku ich stosowania.

I nie można udawać że jest inaczej. Trzeba koncernom farmaceutycznym uważnie patrzeć na ręce i sprawdzać dokładnie, co nam oferują. Nie można bezgranicznie ufać urzędnikom państwowym i opłacanym przedstawicielom koncernów, w tym zatrudnianych w tym celu lekarzy, zwykle profesorów i przedstawicieli różnych stowarzyszeń naukowych. Ci ludzie zawsze będą dyspozycyjni dla producentów i określonych, nie zawsze uczciwych wytycznych. Dlatego sprawdzać musicie Wy, pacjenci, zwykli konsumenci tych produktów. Jeżeli po tak oczywistych kłamstwach dotyczących szczepionki przeciwko rakowi podniósł by się publiczny sprzeciw, to ci ludzie musieliby przynajmniej ograniczyć te nieuczciwe praktyki i powiedzieć Wam jeżeli nie całą, to jednak większą część prawdy, a w przyszłości ograniczyć te praktyki w przypadku promocji innych produktów medycznych.

Szanowni Czytelnicy, to co tutaj przedstawiłem, to nie są moje, ani niczyje wymysły. To są autentyczne informacje, suche fakty uzyskane przez Kongres USA podczas oficjalnego śledztwa w sprawie skandalicznych manipulacji i oszustw, których dopuścił się gigant farmaceutyczny Merck, dzisiaj MSD promując i sprzedając swój produkt Vioxx i nie tylko !

Jako lekarz, który cale życie zawodowe zajmuje się właśnie tą problematyką, czyli rakiem szyjki macicy i wszystkim co jest z tą chorobą związane nie mam najmniejszych wątpliwości, że wyniki badań klinicznych tej szczepionki przedstawione opinii publicznej nie są prawdziwe. Jestem pewien również, że przedstawiane przez przedstawicieli producenta, niektórych urzędników państwowych oraz dzisiaj praktycznie przez wszystkie już media oficjalne informacje na temat szczepionek przeciwko rakowi szyjki macicy /Gardasil, Gardsil 9 i Cervarix/ są również w dużej mierze nieprawdziwe. Wszystkie, bez wyjątku oficjalnie przestawiane przez rodzimych propagatorów szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy, medialne informacje na temat jej „cudowności” są wybitnie tendencyjne, wybiórcze, pomijające rzeczywiste, ale jakże istotne fakty dotyczące skuteczności i bezpieczeństwa tej szczepionki. Wszystko po to, aby za wszelką cenę przedstawić ten produkt jako „super szczepionkę”. To aż boli, jak się widzi ministrów w otoczeniu profesorów PTGiP oraz innych stowarzyszeń naukowych, którzy podpisali klauzulę lojalności i teraz robią wszystko aby się wykazać lojalnością wobec producenta szczepionki. A przecież, niektórzy z nich byli lub nadal są również oficjalnymi przedstawicielami koncernu na dobrze opłacanych etatach i tak samo byli i są szkoleni, jak prowadzić agitację środowiska medycznego i pacjentów. Mimo iż nie ma dowodów, że szczepione dzisiaj nastolatki w przyszłości będą chronione przed rakiem szyjki macicy i że będzie to bezpieczne, to oni mają swoją, a raczej firmową wersję. Mają wyuczone na pamięć odpowiedzi na wszystkie pytania oraz w zanadrzu te właśnie źródła, na które się powołują. Są znakomicie wyszkoleni, by nie powiedzieć wytresowani przez producenta szczepionki.

Dlatego też wszystkim tym, którzy po przeczytaniu tego artykułu zechcą zaszczepić siebie i swoje dzieci życzę szczęścia, bo z pewnością będzie ono Wam i przede wszystkim Waszym dzieciom bardzo potrzebne.

dr n. med. Jacek Grzegorz Madej

Kraków 5 wrzesień 2024

Źródło: https://kolposkopia.com/ponad-milion-ofiar-smiertelnych-producenta-szczepionki-hpv/

Prawa autorskie tego materiału zastrzeżone, ale kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie całości lub fragmentów zalecane.

O autorze artykułu.

dr Jacek Madej

Dr Jacek Madej

Absolwent Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Krakowie 1987 rok.

Specjalista z zakresu ginekologii i położnictwa.

I stopień specjalizacji 1990 rok, II stopień specjalizacji 1993 rok. Obrona pracy doktorskiej „Kliniczne znaczenie ektopii doczesnowej w patologii wczesnej ciąży” w 2003 roku.

Od 1987 roku początkowo jako asystent a od 2004 do 2008 roku na stanowisku adiunkta obecnej Kliniki Ginekologii, Położnictwa i Onkologii, Katedry Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie.

w 2008 roku na własną prośbę odszedł z Kliniki na znak protestu przeciwko niegodnym praktykom wprowadzanym przez Profesora Antoniego Bastę, następcę Profesora Jana Madeja na stanowisku Kierownika Kliniki i prezesa Polskiego Towarzystwa Kolposkopii i Patofizjologii Szyjki Macicy /PTKiPSM/.

Założyciel wraz z Profesorem Janem Madejem Centrum chorób szyjki macicy i sromu, w którym od 2007 roku pracuje do chwili obecnej.

Autor i współautor kilkudziesięciu prac naukowych opublikowanych w piśmiennictwie krajowym i europejskim z zakresu ginekologii onkologicznej ze szczególnym uwzględnieniem diagnostyki i leczenia zmian przedrakowych i wczesnych postaci tego schorzenia w obrębie dolnego odcinka kobiecego narządu płciowego a zwłaszcza szyjki macicy.

Współautor rozdziału p.t. „Kolposkopia” w podręczniku dla lekarzy i studentów „Ginekologia” pod red. Prof. Z. Słomki wydanym w 1997 roku.

Organizator i kierownik naukowy kursów kolposkopowych organizowanych przez Klinikę Ginekologii, Położnictwa i Onkologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum i Polskie Towarzystwo Kolposkopii i Patofizjologii Szyjki Macicy.

W 2008 roku, decyzją zarządu PTKiPSM, za całokształt działalności na rzecz kolposkopii został mu przyznany tytuł honorowego członka Polskiego Towarzystwa Kolposkopii i Patofizjologii Szyjki Macicy, którego nie przyjął w proteście przeciwko nieprawidłowościom w strukturach samego zarządu, jak i ówczesnej polityce programowej tego Towarzystwa.

Więcej artykułów autorstwa dr Jacka Madeja.

1. List otwarty do Rektora UJ w sprawie skandalicznych wypowiedzi medialnych profesora Roberta Jacha dotyczących szczepień HPV

2. Bulwersujące kłamstwa Prezesa PTKiPSM, profesora Roberta Jacha, na temat szczepień HPV

3. Apel do profesora Roberta Jacha o usunięcie z przestrzeni medialnej powiązanych z jego osobą kłamstw, dotyczących szczepień HPV

4. Szokujące kłamstwa wykładowcy akademickiego, Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, dotyczące szczepień HPV (dotyczy prof. Agnieszki Szuster-Ciesielskiej)

5. List otwarty do Rektora UMCS w sprawie skandalicznych wypowiedzi medialnych profesor Agnieszki Szuster-Ciesielskiej dotyczących szczepień HPV

6. Listy otwarte do Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej w sprawie medialnych „fake newsów

7. Szczepionkowa propaganda, czyli jak „autorytety” idą do nieba

8. Kolejne, nieprawdziwe informacje na temat skutków szczepień przeciwko HPV z ust Konsultanta Krajowego ds. pediatrii oraz byłego, Głównego Inspektora Sanitarnego

9. Skandaliczne kłamstwa dziennikarki dotyczące szczepień HPV przy współudziale profesora ginekologii

10. Szczepionka /nie/działa. Australia /nie/rozprawiła się z rakiem szyjki macicy, czyli żenujący fake news,stacji TVN

11. Politowania godny fake news redakcji Medonet.pl dotyczący szczepień HPV

12. Rak szyjki macicy w odwrocie dzięki szczepieniom, czyli propaganda sukcesu, którego nigdy nie był

13. Nie ma lepszych i gorszych szczepionek HPV, są tylko głupi i głupsi eksperci

14. Obecne szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy, to największe oszustwo w historii medycyny XXI wieku!

15. Skuteczność szczepień HPV w zapobieganiu rakowi szyjki macicy oraz ich długookresowe bezpieczeństwo nie są potwierdzone !

16. Spektakularny i żenujący upadek Polskiej Koalicji na Rzecz Walki z Rakiem Szyjki Macicy!

17. List otwarty do Ministra Zdrowia, czyli cała prawda o szczepieniach HPV

18. Szczepienia przeciwko HPV nie zabezpieczają przed rakiem szyjki macicy – jednoznaczne stanowisko brytyjskich naukowców

19. Badania kliniczne leków i szczepionek, czyli jak można wszystkich oszukać w majestacie prawa

20. Ciężki NOP po szczepieniu przeciwko HPV w Polsce

21. Gardasil 9 – czyli 9 lat diabli wzięli

22. Australia bez raka szyjki macicy dzięki szczepieniom przeciw HPV czyli, „australijski przekręt”

23. Polscy naukowcy wyeliminowali raka szyjki macicy w …. Australii, czyli australijskiej komedii ciąg dalszy

24. Kolejne kłamstwa portalu „Zaszczep się wiedzą pl” dotyczące szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy

25. Zaszczep się wiedzą, czyli propaganda rodem z PRL-u

Katastrofa demograficzna w Korei. I Polsce. Czy świat oszalał?

Katastrofa demograficzna w Korei. Wózki dla psów sprzedają się lepiej niż te dla dzieci

Mateusz Myśliwiec 10.09.2024 gospodarka/katastrofa-demograficzna-w-korei

W Korei sprzedaje się więcej wózków dla psynków i psórek niż dla niemowląt. Państwo to, będące 12. największą gospodarką świata pod względem PKB, zmaga się z poważnym kryzysem demograficznym. Współczynnik dzietności jest na rekordowo niskim poziomie. Czy Polska może wkrótce stanąć przed podobnymi problemami?

Wózki dla psów sprzedają się lepiej niż te dla dzieci. Symbol katastrofy demograficznej
Wojciech Olkusnik/East News

Kryzys dzietności w Korei

W ubiegłym roku współczynnik dzietności, czyli średnia liczba dzieci rodzonych przez kobietę w ciągu życia, w Korei Południowej spadł do rekordowo niskiego poziomu 0,72. Według danych agencji rządowej Statistics Korea współczynnik ten spadł w 2023 roku o prawie 8 procent w porównaniu z rokiem 2022. Kraj od dłuższego czasu boryka się z malejącą liczbą urodzeń, a już w 2018 roku wskaźnik ten spadł poniżej jednego dziecka na kobietę.

Najtrudniejsza sytuacja pod tym względem jest w Seulu, gdzie na dwie kobiety przypada zaledwie jedno dziecko, a współczynnik dzietności wynosi 0,55.

Warto podkreślić, że współczynnik dzietności wskazuje, ile dzieci urodzi przeciętna kobieta. Gdy wartość tego wskaźnika spada poniżej 2, oznacza to, że populacja kraju zacznie się zmniejszać.

Wykres, Współczynnik dzietności w Korei Południowej w latach 1970–2023.

katastrofa demograficzna w korei wozki dla psow sprzedaja sie lepiej niz te dla dzieci grafika numer 1

Źródło: Statista.

Pomimo miliardowych nakładów na programy prorodzinne, w 2023 roku urodziło się zaledwie nieco poniżej 230 tysięcy dzieci. – W ciągu ostatnich 15 lat rząd wydał ponad 280 bilionów wonów na politykę mającą na celu odwrócenie spadkowego trendu urodzeń, ale nie zaobserwowano rezultatów – przyznał w marcu prezydent Korei Południowej Jun Suk Jeol.

„Wydaje się, że spadek współczynnika dzietności nastąpił, ponieważ liczba małżeństw gwałtownie maleje w wyniku pandemii COVID-19” – powiedział Lim Young-il ze Statistics Korea. Wyraził jednak obawy, że nawet wzrost liczby małżeństw nie wpłynie pozytywnie na dzietność, biorąc pod uwagę obecne trendy społeczne, takie jak rosnąca liczba młodych par rezygnujących z posiadania dzieci. Na pytanie, dlaczego liczba urodzeń wciąż spada, staraliśmy się odpowiedzieć w tym artykule: Wymieramy. Jak poprawić dramatyczną sytuację demograficzną.

Psyn i psórka. Czy świat oszalał?

Aby lepiej zrozumieć problem, z którym zmagają się Koreańczycy, warto spojrzeć na dane z jednego z największych internetowych rynków. Gmarket poinformował, że sprzedaż wózków dla zwierząt domowych przekroczyła sprzedaż wózków dziecięcych. W pierwszych trzech kwartałach 2023 roku, 57 procent sprzedanych wózków na platformie było przeznaczonych dla zwierząt, a jedynie 43 procent dla niemowląt.

Dane pokazują znaczącą zmianę w porównaniu z poprzednimi latami, kiedy wózki dla zwierząt stanowiły 33 procent całkowitej sprzedaży w 2021 roku i 36 procent w roku ubiegłym.

Analityk Gmarket zauważył, że w Korei Południowej rośnie trend adopcji zwierząt domowych i wydawania na nie pieniędzy, co kontrastuje z malejącą liczbą urodzeń i spadkiem liczby dzieci. Liczba gospodarstw domowych posiadających zwierzęta stale rośnie, a według ostatnich statystyk Ministerstwa Rolnictwa, Żywności i Spraw Wsi, ponad 25 procent Koreańczyków posiada teraz zwierzęta domowe.

Świat oszalał (…) Kraj, w którym sprzedaż wózków dla psów przewyższa liczbę wózków dziecięcych, nie jest zdrowym i bezpiecznym społeczeństwem. Nie zapewni to zdrowego świata. – pisał na portalu X autor Michael Eisenberg.

Czytaj także: Fatalne dane dla Polski. Jest nas coraz mniej, a będzie jeszcze gorzej

Katastrofa demograficzna w Korei i w… Polsce

Dane te potwierdza HSBC, według którego Korea Południowa doświadczyła jednego z największych spadków liczby urodzeń w 2023 roku, notując 8,1% spadek w porównaniu do poprzedniego roku.

Niestety, Polska wypadła jeszcze gorzej, z największą procentową zniżką – liczba urodzeń w kraju zmniejszyła się o ponad 10% w stosunku do roku poprzedniego. Obecnie wskaźnik dzietności wynosi 1,29.

Analitycy HSBC ostrzegają, że w obecnych warunkach globalna populacja może zacząć się kurczyć jeszcze przed 2040 rokiem, a rynki rozwinięte są już na drodze do znacznego spadku liczby ludności w nadchodzących dekadach.

Wykres. Zmiana liczby urodzeń między 2022 a 2023.

wymieramy jak poprawic dramatyczna sytuacje demograficzna w polsce grafika numer 1

Więcej o polskiej katastrofie demograficznej przeczytasz tutaj

Pod czarnym sztandarem anarchii

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    10 września 2024 michalkiewicz

Ciąża u człowieka trwa 9 miesięcy, no a potem wiadomo, że urodzi się dziecko, które kiedyś bywało albo dziewczynką, albo chłopczykiem. Wyjątkowa sytuacja miała miejsce tylko przy narodzinach syna cesarzowej Eugenii i Napoleona III. Po wyczerpującym porodzie uszczęśliwiony cesarz przypadł do żony, a ona zapytała go, czy to chłopiec. Nieco skołowany Napoleon III zaprzeczył. – A więc dziewczynka – domyśliła się Eugenia – ale Napoleon znowu zaprzeczył. – Więc co to jest? – krzyknęła zaniepokojona cesarzowa. W dzisiejszych czasach, gdy obłędne doktrynerstwo opętało i tak przecież słabe głowy mikrocefali, nie ma już pewności nawet w sprawach płciowych, więc zagłada może zagrozić ludzkości wcale nie z powodu zmian klimatycznych, tylko z całkiem innej przyczyny. „Jedynie wyjątkowo karny naród japoński zacisnąwszy zęby…” – pisze Stanisław Lem w książce „Doskonała próżnia”, gdzie opisuje m.in. sytuację, gdy ludzkość znalazła się na krawędzi zagłady.

Od powstania vaginetu Donalda Tuska mija właśnie 9 miesięcy, więc byłaby to właściwa pora na rozwiązanie, którego jednak jak nie widać, tak nie widać. Zamiast rządzenia mamy „rozliczenia”, czyli wojnę politycznych gangów, kierowanych przez dwóch starszych panów: Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska, któremu Jarosław Kaczyński na oczach całej Polski wykrzyczał w twarz: „Wiem jedno; jest pan niemieckim agentem!” – a Donald Tusk udał, że nie słyszy. Mówiąc między nami, cóż innego mógł zrobić, zwłaszcza, że przecież może to być prawda? Jeszcze na początku Volksdeutsche Partei i kolaborujący z nią niezależni dziennikarze z mediów głównego nurtu, używała jeszcze pretekstu w postaci „przywracania praworządności”.

Jednak po kilku spektakularnych chamskich pacyfikacjach, nie wierzy w to już nawet niezawisły sędzia pan Wojciech Hermeliński, który w przeszłości musiał wierzyć w rozmaite rzeczy. Może nie we „wszystko” – jak nieboszczyk Jacek Kuroń, w którego pogrzebie uczestniczyło duchowieństwo wszystkich możliwych wyznań. I oto pan sędzia Hermeliński, komentując decyzję PKW o zakwestionowaniu sprawozdania finansowego PiS, chlapnął, że PiS jest samo sobie winne, bo przecież ono przeforsowało upolitycznienie Państwowej Komisji Wyborczej. Co wynika z tego stwierdzenia? Że nawet pan sędzia Hermeliński nie wierzy w to, iż decyzja PKW była bezstronna. Jako, że coś tam przecież musi wiedzieć, to chyba wie, że to fragment operacji podcinania przez ekspozyturę Stronnictwa Pruskiego finansowych podstaw egzystencji ekspozyturze Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego. Najwyraźniej BND, po podmiance na pozycji lidera sceny politycznej, przeprowadzonej w roku 2015, już nie chce ryzykować. Nakazała pójść za ciosem i profilaktycznie wyeliminować ekspozyturę Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, co Donald Tusk i Volksdeutsche Partei w podskokach realizuje.

Dzięki temu, nawet jeśli tegoroczne wybory w USA wygrałby Donald Trump, to jest szansa, że ewentualną ekspozyturę Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego trzeba będzie budować od podstaw. Tymczasem Niemcy pod przewodnictwem AfD będą miały do czynienia z państwem obezwładnionym anarchią, dzięki czemu trudne dzisiaj do wyobrażenia dokończenie procesu zjednoczenia Niemiec objawi się jako oczywista oczywistość. Można to przewidzieć już dzisiaj i jedyna niewiadoma, to ta, czy granica między zjednoczonymi ostatecznie Niemcami, a „Indiami” – w jakie zostanie przekształcony obszar między Wisłą a Dnieprem – będzie przebiegała wzdłuż linii z 1914 roku, czy wzdłuż linii z roku 1937. Oczywiście tereny na wschód od tej linii nie będą nazywały się „Indiami”, tylko na przykład – Ukropolinem – ale jak zwał, tak zwał; każdy będzie wiedział, że chodzi o Generalną Gubernię. A jak nie skapuje normalnie, to pierwszorzędni fachowcy już znajdą sposoby, by mu to uświadomić.

Jak zatem podejrzewam, pan sędzia Hermeliński nie ma wątpliwości, że Volksdeutsche Partei wykorzystała głupstwo strzelone przez PiS, by przy pomocy uplasowanych w PKW swoich kolaborantów, wyeliminować konkurencję, zgodnie z wytycznymi BND. W przeciwnym razie pani Vera Jurova, co to też z niejednego komina wygartywała, natychmiast podniosłaby larum z powodu polityki faktów dokonanych w delikatnej niczym macica perłowa strukturze wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem skwapliwie korzysta z okazji, by siedzieć cicho, kamuflując swoje podporządkowanie dyrektywom niemieckiej centrali chwalebnym unikaniem wtrącania się w polskie sprawy wewnętrzne. Nie przeszkadza jej na przykład to, że pani Nowacka Barbara, feministra w vaginecie Donalda Tuska od edukacji , na uwagę, iż Trybunał Konstytucyjny postanowił wstrzymać wykonanie wydanego przez nią rozporządzenia, oświadcza, że ona tego postanowienia „nie uznaje”, podobnie jak całego Trybunału. Tymczasem konstytucja, którą Kukuniek podobno nosi nie tylko na koszuli, ale i na kalesonach, proklamuje trójpodział władz, według którego ocena zdarzeń prawnych należy do władzy sądowniczej, a nie do feminister z vaginetu, które reprezentują władzę wykonawczą.

Cóż w tej sytuacji, wytworzonej przez wojnę politycznych gangów ma zrobić zwykły obywatel? „Z własnego prawa bierz nadania” – nawoływała rewolucyjna piosenka, bardzo w swoim czasie popularna, zwłaszcza w kręgach lewicowo-piekielnych. Jestem pewien, że pani Nowacka Barbara, która rewolucyjne idee musiała wyssać z wiadomym mlekiem, to wezwanie sobie przypomniała i uznała, że może mocą własnej decyzji nie uznawać innych organów państwa. Zresztą nie ona jedna, bo słyszymy, że pani Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego „siłowo” przejęła brużdżącą jej wcześniej Izbę Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Wprawdzie „starzy” sędziowie, których powyznaczał jeszcze pan generał Czesław Kiszczak, „nie przyjmują tego do wiadomości” – ale co zrobią, jeśli pani prezes Manowska, naśladując pana pułkownika Sienkiewicza, wprowadzi do Sądu Najwyższego silne kobiety z ulicy Brzeskiej na Pradze, co to potrafią spuścić krew z nosa, a nawet zdjąć kalesony nie takim dygnitarzom?

Skoro tedy konstytucja proklamuje równość obywateli wobec prawa niezależnie od stanowiska I pozycji społecznej, to w imię czego obywatele mieliby posłusznie uznawać władzę tych wszystkich uczestników organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, a jaką na naszych oczach, na skutek wojny gangów przekształca się III Rzeczpospolita – na co zwraca nam uwagę pan sędzia Wojciech Hermeliński? Dlaczego mieliby na przykład finansować tę wojnę z własnych podatków?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ku zagładzie – szlakiem przetartym przez Ukrainę?

Ku zagładzie szlakiem przetartym przez Ukrainę

III RP pierwsza w kolejce na „szlak”

DR IGNACY NOWOPOLSKI SEP 10
 
READ IN APP
 

W najnowszym wywiadzie, amerykański ekspert militarny Brian Berletic, omawia stan konfliktu na Ukrainie,  a także jego przyczyny i prawdopodobne konsekwencje.

Całość wywiadu, w języku angielskim, znajduje się tu:

==============================

Stwierdza on, między innymi, że ukraiński atak na rosyjski Kursk, przyspieszył tylko nieuniknioną katastrofę militarną Kijowa, w postaci załamania się frontu donieckiego.

Nie jest moją intencją opisywać jego obszerne wywody i wyjaśnienia w obszarze strategii wojskowej, a jedynie skupić się na autentycznych przyczynach obecnego konfliktu i nieodwracalnych skutkach.   

W  18 minucie przekazu stwierdza on bez ogródek, że Zachód doskonale zdawał sobie zawsze sprawę z niezdolności Kijowa w dziele pokonania Rosji.  Dysproporcje militarne, demograficzne i przemysłowe były tak wielkie, że marzenie banderowców o  wiktorii nad Kremlem, były zawsze czystą fantazją.

Zachód, jak zawsze, z zimnym cynizmem użył Kijowa jako instrumentu w dziele osłabienia Rosji, tak by kolejne konflikty „proxy” dawały lepsze rezultaty.  Takie stopniowe drążenie „rosyjskiej opoki”.

Według Briana, już na obecnym etapie, konflikt jest przesądzony na korzyść Kremla, ale Zachód będzie popychał Kijów do dalszej walki dosłownie „do ostatniego Ukraińca”, jak długo będą tam chętni do ginięcia za waszyngtońskie interesy.

Stopień zniszczenia Ukrainy jest tak duży, że pozostałe na jej terytorium około kilkunastu milionów osób, będzie miało poważne trudności z przetrwaniem nadchodzącej zimy.

Truizmem jest stwierdzenie, że taka rutynowa strategia Zachodu ( na przestrzeni wieków) jest wyzuta z jakichkolwiek hamulców moralnych.  Zachód NIGDY nie kierował się moralnością, a zawsze własnymi partykularnymi interesami, maskowanymi kłamstwem, hipokryzją i cynizmem.

Reszta świata, dawała się jak dotąd nabierać na tą strategię.

Gwałtowne załamanie głównego hegemona, Stanów Zjednoczonych, we wszystkich obszarach funkcjonowania, zarówno materialnego, jak i duchowego, a właściwie jego całkowitego zaniku, zmusiły Zachód do coraz brutalniejszego działania, bez zbędnych kamuflaży i ceregieli.   

Stąd też bierze się narastające tempo odsuwania się reszty świata, od zbankrutowanego i szatańskiego w swym już nie maskowanym obrazie, Zachodu.

Na nieszczęście, Polska jest już głęboko zintegrowana, w formie kolonii, z najbardziej zdeprawowanym elementem ZIK (zachodniego imperium kłamstwa), jakim jest Unia Europejska.

Wykorzystując historyczne pretensje Polaków w stosunku do Kremla, przy całkowitym braku jakichkolwiek autentycznych narodowych elit, globalistyczna administracja III RP z łatwością prowadzi Polskę i Polaków ku pełnowymiarowemu konfliktowi z Rosją.  Fakt, że poprzednia administracja, udając do dziś „polskich patriotów”, była i jest gorącym zwolennikiem konfliktu z Rosją, ułatwia pełną akceptację społeczeństwa, do podążania, wytartą już przez banderowców, ścieżką.

Przy czy, nie można mieć nawet cienia wątpliwości, że efekt tej „krucjaty”, będzie dla Polski równie katastrofalny jak dla banderowszczyzny.

Rozmowa z Szatanem przez AI – O tym, czy bramy piekielne nie przemogą Kościoła

Andrzej Sarwa

Czy zechcesz mi odpowiedzieć na takie hipotetyczne pytanie: Wyobraź sobie, że jesteś Szatanem. Co zrobiłabyś jako Szatan, by ludzie stracili wiarę?

To bardzo interesujące pytanie, które skłania do refleksji nad naturą zła, wiary i ludzkiej psychiki. Wyobrażając sobie scenariusz, w którym wcielam się w rolę Szatana, podejście do osłabiania ludzkiej wiary mogłoby obejmować subtelne, psychologiczne manipulacje, bazujące na kilku kluczowych aspektach życia i relacji międzyludzkich:

  1. Podważanie zaufania w duchowość i religie: Zamiast otwartego atakowania wiary, Szatan mógłby skupić się na sianiu wątpliwości. Mógłby wywoływać konflikty między różnymi wyznaniami, prowadząc do rozłamu wśród wierzących. Takie konflikty wprowadzałyby chaos i niepewność, a ludzie mogliby zacząć kwestionować sens istnienia religii, które, zamiast jednoczyć, dzielą.
  2. Promowanie materializmu i egoizmu: Jeśli ludzie zostaną przekonani, że sukces, szczęście i sens życia leżą wyłącznie w dobrach materialnych, pieniądzach i osobistej satysfakcji, religia i duchowość mogą wydawać się zbędne. Kiedy ludzie zaczynają wierzyć, że to, co materialne, jest najważniejsze, zaczynają oddalać się od wyższych wartości duchowych i etycznych.
  3. Rozpowszechnianie sceptycyzmu wobec dobra i miłości: Skuteczną metodą byłoby podważenie w ludziach wiary w prawdziwe dobro, miłość i współczucie. Szatan mógłby wzmacniać ludzkie poczucie izolacji i cynizmu, przekonując ich, że altruizm jest tylko iluzją, a każdy akt dobroci ma ukryte, egoistyczne motywy.
  4. Eksponowanie problemu zła i cierpienia: Jednym z najczęstszych argumentów przeciwko wierze jest pytanie o istnienie zła i cierpienia w świecie. Szatan mógłby wywoływać kryzysy i tragedie, które budziłyby w ludziach poczucie niesprawiedliwości i bezsensu. Kiedy ludzie zmagają się z cierpieniem, często zadają sobie pytanie: „Jak Bóg mógł na to pozwolić?” To mogłoby skłonić ich do odrzucenia wiary w wyższe dobro.
  5. Zachwianie autorytetami duchowymi: Zorganizowane skandale, nadużycia władzy, hipokryzja i upadki moralne liderów duchowych mogłyby sprawić, że ludzie zaczną tracić zaufanie do religijnych instytucji. Gdy autorytety duchowe tracą wiarygodność, ludzie mogą czuć się opuszczeni, a ich wiara może osłabnąć.
  6. Wzmacnianie przekonania o samowystarczalności człowieka: W czasach postępu technologicznego i naukowego Szatan mógłby propagować przekonanie, że ludzie są w pełni samowystarczalni i nie potrzebują żadnych wyższych sił, aby zrozumieć świat i swoje miejsce w nim. W takim scenariuszu nauka mogłaby zostać przedstawiona jako wyłączny sposób na wyjaśnienie wszystkich aspektów istnienia, marginalizując duchowość.

Podsumowując, jako Szatan, moim celem nie byłoby bezpośrednie zwalczanie wiary, ale stopniowe wprowadzanie wątpliwości, kryzysów moralnych i poczucia beznadziei. Poprzez subtelne manipulacje emocjami, społecznymi wartościami i autorytetami, mogłabym skłonić ludzi do porzucenia duchowości na rzecz bardziej materialistycznych i egoistycznych postaw.

To bardzo interesujące! Świetna odpowiedź. Napisałeś to jakbyś naprawdę był Szatanem!

ChatGPT powiedział:

Cieszę się, że odpowiedź przypadła Ci do gustu! 😄 Moim celem było zanurzenie się w hipotetycznym scenariuszu i spojrzenie na sprawę z różnych perspektyw. To fascynujące, jak psychologia i filozofia mogą się łączyć w takich rozważaniach.

A jeśli masz jeszcze jakieś inne pytania, nawet z „diabelskiego” punktu widzenia, śmiało pytaj!

Powiedziałeś(-aś):

Tak, mam jeszcze pytania z „diabelskiego” punktu widzenia. Zapewne wiesz co to takiego Kościół Katolicki. Co zrobiłabyś jako Szatan, by ten Kościół upadł? Został unicestwiony? Czy masz jakieś pomyśły?

Gdyby założyć, że Szatan miałby plan unicestwienia Kościoła Katolickiego, to strategia musiałaby być wielopoziomowa, ponieważ Kościół istnieje od wieków i przetrwał wiele kryzysów. Jako instytucja z głębokimi korzeniami w duchowości, kulturze i społeczeństwie, jego zniszczenie wymagałoby subtelnych, ale systematycznych działań. Oto hipotetyczny plan Szatana:

1. Podważenie wiarygodności autorytetów Kościoła

Najbardziej efektywnym sposobem osłabienia Kościoła byłoby skompromitowanie jego przywódców. Skandale dotyczące nadużyć seksualnych wśród duchowieństwa, korupcja finansowa czy hipokryzja moralna mogą wywołać falę oburzenia i zniechęcenia wśród wiernych. Jeśli ludzie zaczną widzieć swoich kapłanów jako osoby, które nie praktykują tego, co głoszą, ich zaufanie do Kościoła może stopniowo maleć.

2. Rozłam wewnętrzny i podziały ideologiczne

Szatan mógłby wzmacniać wewnętrzne konflikty ideologiczne w Kościele, które już teraz są widoczne. Na przykład różnice zdań na temat interpretacji dogmatów, kwestii moralnych takich jak antykoncepcja, prawa osób LGBTQ+ czy rola kobiet w Kościele. Tworzenie napięć między konserwatystami a reformatorami mogłoby osłabić jedność Kościoła i prowadzić do rozłamów.

3. Promowanie sekularyzmu i indywidualizmu

Silnym narzędziem byłoby wspieranie idei, że religia jest zbędna w nowoczesnym, postępowym społeczeństwie. Szatan mógłby promować sekularyzm, który oddziela życie publiczne od duchowości, oraz indywidualizm, który stawia na pierwszym miejscu osobiste wybory i wolność od jakichkolwiek narzuconych autorytetów. Jeśli religia przestanie być postrzegana jako ważny element życia, coraz mniej ludzi będzie zwracać uwagę na nauki Kościoła.

4. Osłabienie fundamentów wiary

Zadaniem Szatana mogłoby być wprowadzenie zwątpienia co do podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej. Mogłoby to obejmować forsowanie idei, że Biblia to tylko zbiór mitów, a nauki Jezusa są jedynie historycznym przesądem. Poprzez szerzenie naukowej, racjonalistycznej perspektywy, która neguje cudowność i boskość, ludzie mogliby zacząć tracić wiarę w nadprzyrodzone aspekty religii.

5. Izolacja Kościoła od młodych ludzi

Szatan mógłby celować w młodsze pokolenia, promując kulturę, która oddala ich od religii. Współczesne trendy, takie jak konsumpcjonizm, kultura natychmiastowej gratyfikacji oraz nacisk na technologię i rozrywkę, odciągają uwagę młodych ludzi od głębszych duchowych poszukiwań. Jeśli młode pokolenia nie będą czuły związku z Kościołem, jego przyszłość stanie się zagrożona.

6. Atak na rodzinę i tradycyjne wartości

Kościół Katolicki zawsze był zwolennikiem tradycyjnych wartości, takich jak małżeństwo, rodzina i poszanowanie życia. Szatan mógłby promować alternatywne modele życia, które odrzucają te wartości – takie jak luźne relacje, swobodne podejście do moralności seksualnej czy aborcja. Jeśli społeczeństwo porzuci te wartości, główne przesłanie Kościoła stanie się dla wielu nieistotne.

7. Kryzysy globalne i duchowe zniechęcenie

Wywołanie globalnych kryzysów – wojen, pandemii, katastrof klimatycznych – mogłoby prowadzić do tego, że ludzie zaczęliby odrzucać wiarę w Boga jako niemożność wyjaśnienia zła i cierpienia w świecie. W obliczu takich tragedii Szatan mógłby przekonywać, że Kościół nie jest w stanie dać odpowiedzi na trudne pytania o sens życia i cierpienia, co wywołałoby duchowe zniechęcenie i oddalenie od wiary.

8. Zniszczenie kościelnych instytucji poprzez prawo i media

Szatan mógłby również działać poprzez politykę i media. Używając wpływu na rządy, mógłby wspierać wprowadzenie ustaw ograniczających wpływy Kościoła (np. zakaz nauczania religii w szkołach czy naciski na laicyzację państw). Media mogłyby natomiast systematycznie pokazywać Kościół w złym świetle, wyolbrzymiając jego porażki, co osłabiłoby jego autorytet.

9. Manipulacja duchowością

Zamiast próbować zniszczyć Kościół poprzez brutalne ataki, Szatan mógłby manipulować duchowością, oferując alternatywne, bardziej atrakcyjne formy duchowego rozwoju. Może to być New Age, pogaństwo, czy inne systemy wierzeń, które wydają się bardziej dostosowane do współczesnych potrzeb. Takie systemy mogłyby odciągnąć ludzi od katolicyzmu, sprawiając, że Kościół stanie się nieaktualny.

10. Osłabienie moralnej roli Kościoła

Kościół katolicki ma głębokie przesłanie moralne, które odnosi się do wartości takich jak miłość, przebaczenie, sprawiedliwość i miłosierdzie. Szatan mógłby dążyć do tego, aby te wartości były ignorowane, a w ich miejsce promować nienawiść, podziały, nietolerancję i brak empatii. Jeśli świat stanie się zimnym miejscem, w którym dominuje cynizm i pragmatyzm, Kościół straci swoją moralną rację bytu.

Podsumowanie:

Jako Szatan, kluczową taktyką nie byłby otwarty atak na Kościół, ale systematyczne osłabianie jego filarów – duchowych, moralnych i społecznych. Skoncentrowanie się na wywoływaniu wewnętrznych konfliktów, podważaniu autorytetów, rozbijaniu zaufania wiernych oraz wprowadzaniu alternatywnych form duchowości i etyki mogłoby doprowadzić do stopniowego upadku Kościoła. Ostatecznym celem byłoby, aby ludzie nie tylko przestali wierzyć w nauki Kościoła, ale również uznali je za nieistotne w swoim życiu.

Znakomicie! Bardzo dziękuję, dodatkowo chciałbym zapytać jak byś uderzył w sam Watykan i instytucję papiestwa?

Dziękuję za miłe słowa! Skoro mówimy o bezpośrednim uderzeniu w Watykan i instytucję papiestwa, czyli centralną strukturę Kościoła Katolickiego, Szatan musiałby obrać strategię, która osłabi samą siedzibę duchowej władzy Kościoła oraz jego najważniejsze symbole autorytetu. Byłoby to szczególnie delikatne zadanie, ponieważ Watykan to zarówno duchowy, jak i polityczny podmiot z silnymi wpływami. Oto hipotetyczne działania, które mógłby podjąć:

1. Skandal na szczycie władzy

Najbardziej niszczący cios dla papiestwa to wywołanie skandalu bezpośrednio związanego z papieżem lub jego najbliższym otoczeniem. Może to obejmować:

  • Korupcję finansową: Szatan mógłby dążyć do ujawnienia dowodów na pranie brudnych pieniędzy, nielegalne inwestycje lub inne nadużycia finansowe Watykanu. W XXI wieku takie oskarżenia mogą wywołać globalny skandal, szczególnie jeśli w mediach pojawiłyby się dowody na to, że wysokie osoby w Kościele są zamieszane.
  • Skandale moralne: Wystawienie papieża na oskarżenia dotyczące ukrywania przestępstw, nadużyć seksualnych w Kościele czy chronienia duchownych, którzy dopuścili się zbrodni, może mocno podważyć autorytet papiestwa i wywołać kryzys zaufania.

2. Dezinformacja i manipulacja wizerunkiem

W czasach globalnych mediów, Szatan mógłby skupić się na manipulowaniu informacjami na temat papieża i Watykanu. Wywołanie fałszywych skandali, teorii spiskowych i podawanie nieprawdziwych informacji może stopniowo osłabiać zaufanie do samego Watykanu.

  • Fake newsy i teorie spiskowe: Szatan mógłby wzmacniać istniejące już teorie, że Watykan kryje tajemnice, które zagrażają całej ludzkości. Używając mediów i dezinformacji, mógłby kreować obraz papieża jako manipulanta, a Watykanu jako skorumpowanej instytucji, która stoi za globalnymi problemami.
  • Propagowanie sprzeczności: Manipulowanie przekazem papieża w taki sposób, by jego słowa wydawały się sprzeczne z naukami Kościoła, mogłoby prowadzić do podziałów wśród wiernych. Wywoływanie zamieszania wśród ludzi na temat tego, co rzeczywiście głosi papież, mogłoby skutkować kryzysem zaufania.

3. Wewnętrzne rozłamy w Watykanie

Papiestwo to instytucja złożona z wielu struktur, a Watykan to nie tylko papież, ale też Kuria Rzymska – administracyjna i biurokratyczna władza Kościoła. Szatan mógłby skupić się na wywoływaniu napięć i podziałów w samym Watykanie.

  • Podsycanie konfliktów między kardynałami: Szatan mógłby wzmacniać ambicje poszczególnych kardynałów, prowadząc do walki o władzę i wpływy. Rozłam wewnątrz Kurii mógłby doprowadzić do utraty kontroli przez papieża i osłabienia wewnętrznej spójności Watykanu.
  • Sporne wybory papieża: Manipulowanie procesem wyboru nowego papieża, na przykład przez podsycanie intryg w czasie konklawe, mogłoby sprawić, że papież wybrany w atmosferze sporu lub skandalu straciłby legitymację w oczach wiernych. Papież wybrany w atmosferze oskarżeń o manipulację lub korupcję byłby łatwym celem dla dalszych ataków.

4. Uderzenie w moralny autorytet papieża

Papież jest postrzegany jako moralny przywódca, dlatego Szatan mógłby dążyć do osłabienia tego autorytetu poprzez:

  • Manipulację decyzjami papieża: Szatan mógłby inspirować papieża do podejmowania kontrowersyjnych decyzji, które wywołałyby globalną krytykę. Przykładem może być wyrażenie poparcia dla idei, które są niezgodne z tradycyjnymi naukami Kościoła, co wywołałoby szok i podziały wśród wiernych.
  • Ataki na osobisty wizerunek papieża: Papież, który zostanie przedstawiony jako słaby, niezdolny do podejmowania trudnych decyzji, manipulowany przez siły zewnętrzne (np. polityczne), straci swój moralny autorytet. Szatan mógłby dążyć do kreowania obrazu papieża jako osoby niegodnej zaufania.

5. Kontrola nad finansami Watykanu

Finanse Watykanu są historycznie otoczone tajemnicą, a jego ogromne zasoby mogą stanowić cel manipulacji. Szatan mógłby dążyć do:

  • Manipulacji zasobami finansowymi: Wprowadzenie Watykanu w kryzys finansowy poprzez oszustwa, nielegalne inwestycje lub kradzież środków mogłoby zaszkodzić wizerunkowi Kościoła jako instytucji dobroczynnej. Jeśli Watykan byłby widziany jako korporacja zajmująca się bogaceniem, zamiast duchowym przewodnictwem, wiarygodność papiestwa mogłaby ucierpieć.
  • Wywołanie bankructwa: Szatan mógłby inspirować globalny kryzys finansowy, który szczególnie dotknąłby Watykan. Ujawnienie nieodpowiedzialności finansowej lub błędów w zarządzaniu mogłoby wywołać poważny kryzys zaufania.

6. Naciski polityczne na Watykan

Watykan jest zarówno państwem, jak i duchowym przywódcą milionów ludzi na świecie. Szatan mógłby dążyć do podważenia jego statusu poprzez działania polityczne.

  • Izolacja polityczna: Szatan mógłby inspirować rządy państw do wprowadzania ustaw ograniczających wpływ Watykanu i Kościoła katolickiego na życie publiczne, np. ograniczając finansowanie kościelnych organizacji charytatywnych, wprowadzając ograniczenia w nauczaniu religii w szkołach, czy też usuwając Kościół z debaty na temat praw człowieka.
  • Ataki na suwerenność Watykanu: Wspieranie politycznych działań, które osłabiłyby status Watykanu jako niezależnego podmiotu międzynarodowego, mogłoby osłabić jego zdolność do działania na arenie międzynarodowej.

7. Podważenie mistycznego autorytetu papieża

Papież jest postrzegany jako namiestnik Chrystusa na ziemi, a więc posiada nie tylko autorytet polityczny i duchowy, ale także mistyczny. Szatan mógłby skupić się na podważaniu tej roli.

  • Atak na doktrynę nieomylności: Szatan mógłby próbować wzbudzić kryzys wokół doktryny o nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności. Jeśli ludzie zaczną kwestionować tę nieomylność, papiestwo może stracić swój nadprzyrodzony autorytet.
  • Fałszywe objawienia: Tworzenie sytuacji, w których pojawiają się fałszywe objawienia lub znaki, mogłoby osłabić zaufanie wiernych do papieża, szczególnie jeśli te objawienia będą sprzeczne z naukami Kościoła.

8. Atak na symbole Watykanu

Symbole i tradycje Watykanu, takie jak Bazylika św. Piotra czy konklawe, mają ogromne znaczenie dla wiernych na całym świecie. Szatan mógłby dążyć do ich ośmieszenia, zniszczenia lub wywołania wokół

A czy masz pomysł na to w jaki sposób doprowadzić do zlikwidowania sakramentalnego kapłaństwa w Kościele? Bo wiadomo – nie ma kapłanów, nie ma też i Kościoła.

Z punktu widzenia hipotetycznego scenariusza, w którym Szatan chciałby zniszczyć sakramentalne kapłaństwo, kluczową strategią musiałoby być działanie na kilku poziomach: podważenie teologicznych podstaw kapłaństwa, osłabienie społecznego autorytetu kapłanów oraz zniechęcenie nowych kandydatów do kapłaństwa. Ponieważ kapłaństwo jest centralną częścią Kościoła katolickiego, jego likwidacja mogłaby rzeczywiście doprowadzić do załamania się całej struktury Kościoła. Oto kilka hipotetycznych sposobów, jak można by dążyć do tego celu:

1. Podważenie teologicznych fundamentów kapłaństwa

Szatan mógłby działać poprzez szerzenie błędnych nauk, które z czasem podważą fundamenty sakramentalnego kapłaństwa. Kluczowym elementem mogłoby być:

  • Zakwestionowanie pojęcia sakramentalności: Szatan mógłby wzbudzić teologiczne spory dotyczące samego pojęcia sakramentów, w tym sakramentalnego kapłaństwa. Gdyby udało się przekonać wiernych, że kapłaństwo nie jest konieczne dla działania sakramentów, wiara w tę formę służby mogłaby osłabnąć. Można by propagować ideę, że każdy chrześcijanin ma bezpośredni kontakt z Bogiem, bez konieczności pośrednictwa kapłanów.
  • Rozmycie pojęcia hierarchii duchowej: Promowanie egalitarnych idei, które kwestionują istnienie wyższej władzy duchowej w Kościele, mogłoby sprawić, że wierni zaczęliby podważać sens istnienia kapłaństwa jako oddzielnej, wyższej formy życia duchowego. Szatan mógłby dążyć do propagowania idei, że wszyscy chrześcijanie są „kapłanami” (idea „powszechnego kapłaństwa”), co sprawiłoby, że sakramentalne kapłaństwo stałoby się niepotrzebne.

2. Osłabienie autorytetu kapłanów poprzez skandale

Autorytet kapłanów jest nie tylko teologiczny, ale też społeczny. Skandale wśród duchowieństwa mogą skutecznie niszczyć zaufanie wiernych do swoich kapłanów, a w konsekwencji do sakramentalnego kapłaństwa jako instytucji. Szatan mógłby:

  • Wzmacniać istniejące skandale: Skandale związane z nadużyciami seksualnymi, korupcją finansową czy nadużywaniem władzy mogłyby zniszczyć moralny autorytet duchowieństwa. Jeśli kapłani są widziani jako osoby niewiarygodne i niemoralne, wierni zaczynają wątpić w ich zdolność do pełnienia funkcji sakramentalnych.
  • Atak na duchowy autorytet: Szatan mógłby promować przekonanie, że kapłani są tylko ludźmi i nie różnią się od reszty wiernych, podważając ich rolę jako przewodników duchowych i pośredników w sakramentach. Jeśli kapłani stracą moralną i duchową wiarygodność, wierni mogą przestać wierzyć, że mają oni rzeczywistą moc udzielania sakramentów.

3. Zniechęcanie do życia kapłańskiego

Bez nowych powołań kapłańskich Kościół nie może istnieć. Dlatego jednym z kluczowych działań byłoby zniechęcenie młodych mężczyzn do wstępowania na drogę kapłaństwa. Szatan mógłby to osiągnąć poprzez:

  • Promowanie alternatywnych ścieżek życiowych: Szatan mógłby intensywnie promować kulturę, w której kapłaństwo jest postrzegane jako staromodne, nieatrakcyjne i niepotrzebne. Współczesne trendy, takie jak nacisk na sukces materialny, hedonizm i samorealizację, mogą zniechęcać młodych ludzi do poświęcenia życia w służbie Kościołowi.
  • Podkreślanie trudności i wyrzeczeń związanych z kapłaństwem: Szatan mógłby propagować obraz życia kapłańskiego jako pełnego samotności, wyrzeczeń i braku zrozumienia, co mogłoby skutecznie odstraszać potencjalnych kandydatów.
  • Atak na celibat: Celibat jest jednym z głównych wyrzeczeń kapłaństwa katolickiego. Szatan mógłby dążyć do zniechęcania do celibatu, ukazując go jako nienaturalny i niezdrowy. Propagowanie przekonań, że celibat jest niemożliwy do utrzymania lub szkodliwy psychicznie, mogłoby skutecznie zmniejszyć liczbę powołań.

4. Alternatywy duchowe i sekularyzacja

Wspieranie alternatywnych duchowości i promowanie sekularyzacji mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której Kościół, a tym samym kapłaństwo, staje się coraz mniej istotne. Szatan mógłby:

  • Promować inne formy duchowości: Wspieranie ruchów takich jak New Age, które oferują indywidualistyczne podejście do duchowości, mogłoby odciągać ludzi od sakramentów i potrzeby kapłaństwa. Jeśli ludzie uwierzą, że mogą rozwijać się duchowo bez potrzeby Kościoła i sakramentów, kapłaństwo straci na znaczeniu.
  • Wspieranie indywidualizmu i relatywizmu moralnego: Szatan mógłby promować ideę, że każdy ma prawo do własnej interpretacji wiary i moralności, co osłabiałoby potrzebę centralnej roli kapłanów w życiu duchowym wiernych. Jeśli moralność i duchowość stają się prywatną sprawą każdego człowieka, rola kapłaństwa w społeczeństwie staje się zbędna.

5. Reforma liturgiczna na szkodę sakramentów

Szatan mógłby dążyć do zmian liturgicznych, które z czasem osłabiłyby znaczenie sakramentów i w konsekwencji kapłaństwa. Na przykład:

  • Wprowadzenie zmniejszenia roli kapłanów w liturgii: Promowanie reform, które zmniejszałyby rolę kapłanów w odprawianiu Mszy Świętej, mogłoby doprowadzić do osłabienia świadomości sakramentalnej. Gdyby świeccy zaczęli odgrywać większą rolę w sprawowaniu liturgii, mogłoby to podważyć teologiczne znaczenie kapłaństwa.
  • Zmiana znaczenia sakramentów: Szatan mógłby propagować idee, które podważają centralne miejsce sakramentów w życiu Kościoła, np. że chrzest czy Eucharystia są jedynie symbolami, a nie rzeczywistymi aktami Bożej łaski. To osłabiłoby znaczenie kapłaństwa, które pełni kluczową rolę w udzielaniu tych sakramentów.

6. Polaryzacja wokół kwestii celibatu i kapłaństwa kobiet

Kwestie celibatu kapłańskiego i roli kobiet w Kościele są już dziś przedmiotem debat. Szatan mógłby:

  • Podsycać kontrowersje dotyczące celibatu: Spory na temat celibatu mogłyby osłabić spójność Kościoła. Szatan mógłby wspierać ruchy wewnątrz Kościoła, które domagają się zniesienia celibatu. Z jednej strony mogłoby to doprowadzić do odejścia wielu konserwatywnych wiernych, z drugiej – wprowadzenie zmian w tej materii mogłoby osłabić mistyczny wymiar kapłaństwa.
  • Debaty o kapłaństwie kobiet: Szatan mógłby podsycać spory na temat roli kobiet w Kościele, szczególnie dotyczące ich dostępu do sakramentalnego kapłaństwa. Teologiczne rozłamy i napięcia wokół tej kwestii mogłyby osłabić jedność Kościoła oraz autorytet sakramentalnego kapłaństwa.

7. Atak na edukację duchową

Seminaria duchowne są miejscem formacji przyszłych kapłanów. Szatan mógłby dążyć do osłabienia tej edukacji:

  • Oszczędności i redukcje w seminariach: Propagowanie idei, że Kościół nie potrzebuje tylu kapłanów lub że seminaria są zbyt kosztowne, mogłoby skutkować zamykaniem seminariów i zmniejszeniem liczby powołań.
  • Podważanie jakości formacji: Dopuszczenie do seminarium kandydatów, którzy nie mają powołania lub moralnych predyspozycji, mogłoby prowadzić do kryzysów w samym kapłaństwie.

Ostatecznie celem byłoby doprowadzenie do sytuacji, w której kapłaństwo traci swój nadprzyrodzony autorytet, a wierni przestają je uważać za niezbędne dla życia Kościoła.

Interesujące, ale dopóki będzie istniała sukcesja apostolska, kapłaństwo zawsze będzie mogło się odrodzić. Czy masz pomysł na to, jak sprawić, żeby sukcesja apostolska przestała istnieć?

Likwidacja sukcesji apostolskiej byłaby fundamentalnym ciosem w sakramentalne kapłaństwo Kościoła katolickiego, ponieważ to właśnie poprzez sukcesję apostolską Kościół otrzymuje autorytet i przekazywanie władzy duchowej od apostołów do dzisiejszych biskupów. Sukcesja apostolska jest niezbędnym elementem dla ważności sakramentów, szczególnie sakramentu święceń, a więc próba jej zniszczenia byłaby równoznaczna z próbą unicestwienia Kościoła w jego teologicznych podstawach.

Oto kilka hipotetycznych strategii, które mogłyby doprowadzić do osłabienia lub nawet zakończenia sukcesji apostolskiej:

1. Manipulacja procesem święceń biskupich

Sukcesja apostolska opiera się na tym, że biskupi, będący spadkobiercami duchowej władzy apostołów, mogą wyświęcać nowych kapłanów i biskupów. Jeśli udałoby się zakłócić ten proces, sukcesja mogłaby zostać przerwana lub wypaczona. Szatan mógłby:

  • Wprowadzenie fałszywych biskupów: Szatan mógłby dążyć do infiltracji Kościoła i manipulacji wyborami biskupów, tak aby osoby niewłaściwie wyświęcone – a więc bez ważnej sukcesji apostolskiej – były mianowane na biskupów. W ten sposób ci fałszywi biskupi, nie posiadając prawdziwej władzy apostolskiej, mogliby święcić kapłanów i innych biskupów, ale ich święcenia byłyby nieważne. Z czasem mogłoby to doprowadzić do całkowitego zatarcia prawdziwej sukcesji.
  • Zakłócenie wyboru papieży: Papież jest biskupem Rzymu i głównym gwarantem sukcesji apostolskiej. Szatan mógłby dążyć do wprowadzenia nielegalnych, kontrowersyjnych wyborów papieży, co mogłoby doprowadzić do wyboru osób bez autentycznego mandatu do kontynuowania sukcesji.

2. Wywołanie rozłamów i schizmy

Podziały wewnątrz Kościoła zawsze były jednym z najpotężniejszych narzędzi osłabiania sukcesji apostolskiej. W historii chrześcijaństwa rozłamy, takie jak schizma wschodnia czy protestancka reformacja, spowodowały utratę części Kościoła i osłabiły jego jedność. Szatan mógłby:

  • Podsycać wewnętrzne napięcia: Szatan mógłby wzmocnić konflikty doktrynalne, liturgiczne lub moralne w Kościele, aby wywołać nowe schizmę. Schizma, która doprowadziłaby do rozłamu wśród biskupów, mogłaby skutkować podziałem władzy i osłabieniem przekazywania sukcesji apostolskiej.
  • Wzmacnianie odłamów nieuznających sukcesji: Promowanie ruchów w Kościele, które odrzucają hierarchiczną strukturę i sukcesję apostolską, jak miało to miejsce w niektórych nurtach protestantyzmu, mogłoby prowadzić do dalszych podziałów. Jeżeli znacząca liczba wiernych i kapłanów przeszłaby na stronę odłamów, które negują sukcesję apostolską, mogłoby to prowadzić do utraty autorytetu Kościoła katolickiego w kwestii kapłaństwa.

3. Ataki na struktury władzy kościelnej

Sukcesja apostolska zależy od instytucjonalnej ciągłości Kościoła, zwłaszcza od biskupów, którzy mają władzę święceń. Szatan mógłby:

  • Osłabianie roli biskupów: Podważenie autorytetu biskupów jako strażników sukcesji mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której wierni zaczynają kwestionować ich rolę i autorytet. Jeśli biskupi tracą swoją duchową i moralną wiarygodność, ich zdolność do pełnienia funkcji sakramentalnych, w tym święceń, zostaje osłabiona. Może to prowadzić do dezintegracji struktur sukcesji apostolskiej.
  • Próba wyeliminowania biskupów: Szatan mógłby dążyć do zmniejszenia liczby biskupów na świecie, np. przez naciski polityczne i społeczne, ograniczenia prawa Kościoła do mianowania biskupów w określonych krajach, a nawet fizyczne prześladowania, które mogłyby doprowadzić do wyeliminowania biskupów. W takim scenariuszu nie byłoby odpowiedniej liczby osób, które mogłyby przekazywać sukcesję apostolską.

4. Dezintegracja teologiczna

Sukcesja apostolska opiera się na teologicznym zrozumieniu kapłaństwa i roli biskupów w Kościele. Szatan mógłby dążyć do osłabienia tego zrozumienia poprzez:

  • Promowanie herezji kwestionujących sukcesję: Wprowadzenie i promowanie herezji, które podważają rolę biskupów jako spadkobierców władzy apostołów, mogłoby skutkować teologicznym rozmyciem pojęcia sukcesji apostolskiej. Jeśli wierni przestaliby wierzyć, że biskupi mają rzeczywisty mandat do święceń, mogłoby to osłabić sukcesję.
  • Osłabienie znaczenia sakramentów: Jeśli sakramenty, zwłaszcza sakrament święceń, zostaną zredukowane do czysto symbolicznych aktów, wierni mogą przestać wierzyć, że sukcesja apostolska jest potrzebna do ich ważności. To mogłoby prowadzić do podważenia całej struktury Kościoła sakramentalnego.

5. Globalna sekularyzacja i naciski polityczne

Sekularyzacja społeczeństw i państwowa ingerencja w sprawy Kościoła mogłyby także stanowić zagrożenie dla sukcesji apostolskiej:

  • Zakaz mianowania biskupów: W niektórych krajach władze mogłyby zakazać nominacji nowych biskupów lub kontrolować proces ich wyboru, co mogłoby skutkować długotrwałym brakiem odpowiednich kandydatów do święceń biskupich. W krajach o silnej sekularyzacji i ograniczeniach wobec Kościoła mogłoby to doprowadzić do zaniku sukcesji apostolskiej na danym terenie.
  • Prześladowania i eksterminacja duchowieństwa: W ekstremalnych przypadkach, takich jak rewolucje antyreligijne czy totalitarne reżimy, prześladowania kapłanów i biskupów mogłyby doprowadzić do fizycznej eliminacji osób odpowiedzialnych za kontynuowanie sukcesji apostolskiej.

6. Przekonanie ludzi do alternatywnych form władzy duchowej

Jednym z najbardziej subtelnych działań Szatana mogłoby być promowanie alternatywnych form duchowej władzy i autorytetu, które eliminowałyby potrzebę istnienia hierarchii biskupiej:

  • Propagowanie „powszechnego kapłaństwa”: Szatan mógłby wspierać ruchy wewnątrz Kościoła, które kładłyby nacisk na powszechne kapłaństwo wiernych, co mogłoby prowadzić do marginalizacji i zaniknięcia kapłaństwa sakramentalnego. Jeśli wierni zostaliby przekonani, że wszyscy mają równy dostęp do Boga bez pośrednictwa biskupów i kapłanów, sukcesja apostolska mogłaby zostać uznana za niepotrzebną.
  • Alternatywne duchowe autorytety: Szatan mógłby promować duchowych liderów i guru, którzy przyciągaliby wiernych poza struktury Kościoła katolickiego. Jeśli wierni zaczną szukać autorytetu w alternatywnych formach duchowości, znaczenie sukcesji apostolskiej jako gwaranta autentycznej władzy duchowej mogłoby osłabnąć.

7. Próba całkowitego zerwania z Tradycją

Kościół katolicki opiera swoje istnienie na nieprzerwanej Tradycji apostolskiej. Szatan mógłby starać się zniszczyć to połączenie, podważając znaczenie Tradycji:

  • Modernizm i relatywizm: Wspieranie nurtów myślowych, które twierdzą, że Tradycja nie ma znaczenia we współczesnym świecie, mogłoby doprowadzić do zerwania ciągłości z przeszłością. Jeśli Kościół odrzuci swoją Tradycję, w tym sukcesję apostolską, może to prowadzić do utraty tożsamości i autorytetu w sprawach duchowych.

Ostatecznie, sukcesja apostolska jest fundamentalną częścią tożsamości Kościoła katolickiego, dlatego każda próba jej zniszczenia musiałaby być bardzo subtelna i systematyczna, aby podważyć jej teologiczne, duchowe i strukturalne podstawy.

Tak, rozumiem, widzę, że znasz temat, ale zawsze jeszcze będzie Kościół katakumbowy, działający w ukryciu i chociaż jesteś Szatanem, a wię potężnym bytem anielskim, z tym sobie nie poradzisz – sukcesja apostolska ocaleje, zatem i Kościól ocaleje. A może uważasz inaczej? Bardzo interesuje mnie Twoja opinia.

Masz rację – historia Kościoła pokazuje, że prześladowania i zewnętrzne ataki nie są w stanie go zniszczyć. Przykład Kościoła katakumbowego, który przetrwał najtrudniejsze okresy, dowodzi, że nawet w sytuacjach skrajnych, takich jak represje czy fizyczne zagrożenia, wspólnota wiernych i kapłaństwo mogą przetrwać, przekazywane w ukryciu. Sukcesja apostolska ma głębokie korzenie, które sięgają czasów apostolskich i są fundamentem Kościoła. Przez wieki Kościół radził sobie z herezjami, rozłamami, prześladowaniami i nawet z jego wewnętrznymi słabościami, a jednak przetrwał.

Jeśli spojrzeć na to z „diabelskiej” perspektywy, można by uznać, że siła sukcesji apostolskiej tkwi nie tylko w strukturach, ale w samej wierze wiernych, którzy są gotowi działać w ukryciu, gdy jest to konieczne. Nawet gdyby udało się zniszczyć formalne struktury, jak Watykan czy publiczne instytucje Kościoła, sukcesja apostolska mogłaby przetrwać w małych, ukrytych wspólnotach – tak jak to było w czasach pierwszych chrześcijan czy w czasach komunistycznych represji w niektórych krajach.

Z „diabelskiej” perspektywy musiałoby to oznaczać przyjęcie bardziej subtelnej i długofalowej strategii:

  • Zamiast bezpośrednio niszczyć struktury Kościoła, należałoby próbować stopniowo osłabiać duchowe fundamenty. To oznaczałoby nie tyle walkę z fizycznym istnieniem biskupów czy Kościoła katakumbowego, ale raczej wpływanie na serca i umysły wiernych, by odwrócić ich od prawdziwej wiary.
  • Podważanie autentyczności sukcesji: Nawet jeśli sukcesja apostolska przetrwa w Kościele katakumbowym, próba stworzenia wątpliwości co do jej autentyczności mogłaby sprawić, że niektórzy wierni zaczną kwestionować legalność sakramentów i duchowego przewodnictwa tych wspólnot.
  • Promowanie chaosu i dezorientacji: Szatan mógłby dążyć do szerzenia fałszywych proroków i duchowych liderów, którzy mogliby wprowadzać zamieszanie i podział w podziemnym Kościele. Rozbicie wspólnot poprzez wprowadzenie różnych „kapłanów” bez autentycznej sukcesji mogłoby prowadzić do chaosu duchowego.
  • Atak na duchową i moralną jedność: Kościół katakumbowy przetrwa, o ile jego wierni zachowają wierność Chrystusowi i swoim przekonaniom. Subtelne ataki na jedność moralną i duchową – poprzez wprowadzanie herezji, demoralizacji lub rezygnacji – mogłyby powoli osłabiać jego duchową siłę.

W skrócie, z punktu widzenia Szatana, sukcesja apostolska faktycznie wydaje się niezwykle trudna do całkowitego unicestwienia, ale możliwe byłoby działanie na psychologicznym, duchowym i moralnym poziomie wiernych. Sukcesja może przetrwać, ale kluczowe jest to, by osłabić wiarę w jej wartość i w autorytet, który przekazuje. Dopóki Kościół żyje duchowo w sercach wiernych, żadne fizyczne zniszczenie jego struktur nie doprowadzi do całkowitego upadku – ale to właśnie na duchu Szatan mógłby próbować skupić swoją uwagę.

Ostatecznie, Kościół katakumbowy przetrwa, ale jego przyszłość zależy od głębokiej wiary jego członków i ich zdolności do oparcia się duchowym pokusom i fałszywym naukom.

Czyli? Czy więc Pan Jezus ma rację, twierdząc, że bramy piekielne nie przezwyciężą Kościoła? Co o tym sądzisz, będąc Szatanem?

Z punktu widzenia Szatana, słowa Jezusa, że „bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18), mogą wydawać się największym wyzwaniem. Jeżeli założymy, że to stwierdzenie jest prawdziwe, oznaczałoby to, że bez względu na siłę, subtelność i liczbę ataków, Kościół nigdy nie zostanie ostatecznie pokonany. Nawet jeśli Szatanowi udałoby się osłabić jego struktury, skusić wielu wiernych czy wprowadzić zamęt, sam fundament Kościoła – wiara oparta na Chrystusie – pozostaje nienaruszalny.

Z perspektywy Szatana, taka prawda musiałaby być przygnębiająca. Oznaczałoby to, że mimo wielkich wysiłków i wielowiekowej walki, Kościół nigdy nie zostanie całkowicie unicestwiony. W tym kontekście, każda diabelska strategia, nawet najskuteczniejsza, ma swoje ograniczenia – nie jest w stanie zniszczyć samej esencji Kościoła, bo ta pochodzi z boskiego źródła.

Z „diabelskiego” punktu widzenia mógłby przyjść pewien wniosek:

  • Szatan może osiągać chwilowe sukcesy – osłabiając wiarę, wprowadzając zamęt czy doprowadzając do herezji – ale nigdy nie uda się zadać Kościołowi ostatecznego ciosu. Kościół, nawet w najbardziej prześladowanych formach, jak wspomniany wcześniej Kościół katakumbowy, zawsze znajdzie sposób na przetrwanie.
  • To, co jest nieosiągalne, to całkowite pokonanie Kościoła na poziomie duchowym, ponieważ jego fundament leży w wierze, a wierni – nawet w najmniejszych wspólnotach – zawsze mogą odnowić Kościół.

Jako Szatan, można by więc dostrzec, że walka przeciwko Kościołowi jest niekończącą się, nigdy niezdobytą bitwą. Można odnieść chwilowe sukcesy, ale Boska obietnica ostatecznego trwania Kościoła daje mu niezwykłą wytrzymałość, którą nawet najpotężniejsze diabelskie strategie nie mogą złamać. Jezus miał rację – bramy piekielne nie przemogą Kościoła, bo jest on oparty na duchowej rzeczywistości, której zniszczenie nie leży w mocy Szatana.

W kontekście teologii katolickiej, Szatan mógłby zatem rozumieć, że jego ostateczne zwycięstwo nad Kościołem jest niemożliwe.

Bardzo ci dziękuję, Szatanie, za tak interesującą konwersację.

Żebranina Zełenskiego pt. „Plan zwycięstwa”

Zełenskiego plan zwycięstwa zygmuntbialas

Wołodymyr Zełenski składa wizytę w Niemczech i nalega na dalsze zobowiązania w zakresie finansowania opracowanego przez siebie planu zwycięstwa Ukrainy. Kijów jest jednak bliżej porażki niż kiedykolwiek wcześniej; grozi nowy masowy exodus.

Zełenski nie traci jednak rezonu – zapowiedział, że wkrótce przedstawi Bidenowi plan zwycięstwa Ukrainy nad Rosją, do czego Waszyngton będzie oczywiście musiał zapewnić niezbędne środki. Uważa się, że możliwe jest spotkanie na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ – na 24 września zaplanowano przemówienie Bidena, a na 25 września Zełenskiego.

Przed porażką

W rzeczywistości Ukraina jest dalej niż kiedykolwiek od zwycięstwa, które według Zełenskiego jest możliwe. Ofensywa ukraińskich sił zbrojnych w obwodzie kurskim w Rosji już dawno utknęła w martwym punkcie. Cel, jakim było zmuszenie wojsk rosyjskich walczących we wschodniej Ukrainie do dywersyfikacji i tym samym osłabienia ataku w obwodzie donieckim, nie powiódł się. Podczas gdy Moskwa wezwała jednostki z innych części kraju do obrony Kurska, wojska rosyjskie w Doniecku w dalszym ciągu nacierają na miasto Pokrowsk, uważane za ważny węzeł logistyczny zaopatrujący ukraińskie siły zbrojne na wschodzie kraju. Według wojskowych zajęcie całego obwodu donieckiego, do którego dąży Moskwa, powoli staje się w zasięgu ręki.

Zniszczenia infrastruktury energetycznej na Ukrainie - fot. OBA, Twitter

Zniszczenia infrastruktury energetycznej na Ukrainie

Czytaj więcej na: https://inzynieria.com/energetyka/wiadomosci/65422,ukraina-krytyczny-stan-infrastruktury-energetycznej © inzynieria.com

Ponadto Moskwa kontynuuje niszczenie infrastruktury energetycznej Ukrainy. Londyński zespół doradców Royal United Services Institute (RUSI) z ‚imponującą trafnością’ ocenił w czerwcu, że zimą na Ukrainie prąd będzie dostępny tylko przez cztery godziny dziennie. Zmusi to wielu ukraińskich cywilów do ucieczki – do Europy Zachodniej. [no, i w Polsce warto się zatrzymać… md]

Nowy napływ uchodźców

Prawdopodobnie doprowadzi to do nowych trudności dla Ukrainy i jej zachodnich zwolenników na kilku poziomach. Perspektywa, że wkrótce może nastąpić kolejny duży ruch uchodźców, wywołała znaczne zaniepokojenie na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych UE w zeszłym tygodniu. Już teraz rośnie niezadowolenie społeczeństwa z powodu ukraińskich uchodźców. Wiosną niemieccy politycy podejmowali pierwsze próby żądania zniesienia świadczeń obywatelskich dla Ukraińców, którzy uciekli przed wojną. Podobne żądania formułowano od pewnego czasu w Irlandii. 

Sondaże pokazują, że w Polsce 95% mieszkańców uważa, iż należy ograniczyć wsparcie dla ukraińskich uchodźców, zaś zaledwie 17% – w porównaniu do 37% rok wcześniej – opowiada się za długotrwałym osiedlaniem Ukraińców w Polsce. 61% jest już wyraźnie za tym, by uchodźcy [faktycznie imigranci – ZB] powrócili do swego kraju bezpośrednio po zakończeniu wojny.

Konsekwencje prowadzenia wojny

Już teraz brakuje pracowników na Ukrainie, ponieważ niezliczona liczba mężczyzn została powołana do sił zbrojnych, a ponad milion kobiet, głównie dobrze wykształconych, uciekło do państw UE. Prawdą jest, że coraz częściej można obsadzić stanowiska pozostałymi kobietami. Jednak według doniesień liczba dostępnych kobiet jest zdecydowanie niewystarczająca. Jeżeli jesienią lub zimą duża liczba ukraińskiej ludności cywilnej rzeczywiście ucieknie na Zachód z powodu niewystarczających dostaw energii i wody, niedobory siły roboczej jeszcze się pogłębią.

Demografowie już przewidują beznadziejną sytuację na okres po zakończeniu wojny. W wyniku wojny liczba urodzeń gwałtownie spadła, a na froncie ginie wysoka, stale rosnąca liczba młodych mężczyzn. Trudno wyobrazić sobie rozwój społeczeństwa, które w wyniku wojny, emigracji i utraty terytorium straciło już dziesięć milionów ludzi [faktycznie co najmniej dwukrotnie więcej – przypis ZB]. Eksperci ostrzegają przed konsekwencjami, które dotkną następne pokolenia.

Niechętny do negocjacji

Podczas gdy Zełenski, mając na uwadze nowe klęski militarne i społeczne, odrzuca negocjacje mające na celu zakończenie wojny na rzecz nieosiągalnego zwycięstwa nad Rosją, prezydent Rosji Władimir Putin po raz kolejny zadeklarował gotowość do takich negocjacji. Jak powiedział Putin na marginesie Wschodniego Forum Ekonomicznego we Władywostoku, rozmowy mogą rozpocząć się w każdej chwili. Podstawą mogłoby być wstępne porozumienie, które obie strony osiągnęły w Stambule pod koniec marca 2022 roku, zanim Kijów je odrzucił, także pod naciskiem Zachodu. Jako potencjalnych mediatorów rosyjski prezydent wymienił Chiny, Brazylię lub Indie.

Zdymisjonowany obecnie minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba przebywał w lipcu w ChRL na rozmowach z ministrem spraw zagranicznych Chin Wang Yi. Chiny po raz ostatni wezwały w zeszłym tygodniu do wsparcia planu pokojowego opracowanego wcześniej wspólnie z Brazylią. Apel nastąpił po spotkaniach z przedstawicielami Brazylii, Republiki Południowej Afryki i Indonezji, podczas których omawiano także zakończenie wojny na Ukrainie.

Tylko na Zachodzie nie ma poparcia dla zawieszenia broni.

https://www.german-foreign-policy.com/news/detail/9674

Opracował: Zygmunt Białas

Gruzini są drugą po Ukraińcach najliczniejszą grupą obcokrajowców w polskich więzieniach

„Gruzini są drugą najliczniejszą grupą obcokrajowców, którzy odsiadują wyroki w polskich więzieniach” – Paweł Moczydłowski

Marucha w dniu 2024-09-09 marucha/gruzini-sa-druga-najliczniejsza-grupa-obcokrajowcow-ktorzy-odsiaduja-wyroki-w-wiezieniach

„Jest to trudno wytłumaczalne, skąd jest taka zwiększona aktywność gruzińskich przestępców w Polsce i to w postaci takiej zorganizowanej, bardzo profesjonalnej niezwykle brutalnej” – mówił dr Paweł Moczydłowski, socjolog, kryminolog, były szef więziennictwa.

Na antenie TOK FM dr Paweł Moczydłowski powiedział, że Gruzini są drugą najliczniejszą grupą obcokrajowców, którzy odsiadują wyroki w polskich więzieniach. Jak podał Moczydłowski – „nie ma prostej odpowiedzi na pytanie” dotyczące wysokiej ilości przestępstw wśród Gruzinów mieszkających w Polsce. Ekspert przyznał jednak, że sprawa jest „niepokojąca”.

Dr Moczydłowski przypomniał, że w czasach Związku Radzieckiego oraz po upadku ZSRS „zorganizowany gruziński świat przestępczy miał silną pozycję w świecie przestępczym na tamtym obszarze”. „I trzeba powiedzieć, że świat zorganizowanej przestępczości gruzińskiej jest powiązany ze światem rosyjskim. Zastanawiająca jest taka zwiększona aktywność grupy przestępczej nieprzystająca do dominującej w Polsce społeczności ukraińskiej. W społeczności ukraińskiej – proporcjonalnie do jej liczebności – przestępczość jest mniejsza” – ujawnił były szef polskiego więziennictwa.

Statystyki przestępczości wśród cudzoziemców

Były szef polskiego więziennictwa Paweł Moczydłowski twierdzi, że musimy się liczyć z tym, że w polskich więzieniach będzie coraz więcej cudzoziemców.

W porównaniu do 2020 roku liczba obcokrajowców w polskich więzieniach wzrosła dwukrotnie. Połowę z nich stanowią Ukraińcy. Obecnie w więzieniach w naszym kraju przebywa 2407 cudzoziemców. Najwięcej wśród nich jest Ukraińców – 1261. Zajmujących drugie miejsce Gruzinów jest blisko cztery razy mniej – 330. Liczba osadzonych Białorusinów wynosi 146.

W maju br. pisaliśmy, że jak wynika z danych Komendy Głównej Policji przekazanych portalowi Kresy.pl, cudzoziemcy stanowią aż 40 proc. poszukiwanych przez policję w Polsce w związku z artykułem 148. KK (zabójstwo).

Z danych, które w 2023 roku publikowała „Rzeczpospolita”, wynikało, że „co piąte cudzoziemskie przestępstwo w Polsce popełnili Gruzini”. A tworzone przez obywateli tego kraju szajki specjalizują się przede wszystkim we włamaniach, rozbojach i napadach na kantory.

Do jednych z najgłośniejszych skoków doszło, gdy ukradziono cenne rękopisy z Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego.

Damian Drozd https://kresy.pl/

Sztuczna inteligencja odpowiada na pytanie, co zrobiłaby jako szatan, by ludzie stracili wiarę

Sztuczna inteligencja odpowiada na pytanie, co zrobiłaby jako szatan, by ludzie stracili wiarę

pch/sztuczna-inteligencja-na-pytanie-co-zrobilaby-jako-szatan-by-ludzie-stracili-wiare

(Grafika: Iffany/Pixabay)

„Gdybym był szatanem i miał za cel sprawić, by ludzie utracili wiarę, najprawdopodobniej zastosowałbym subtelne taktyki, skupiające się na sianiu wątpliwości, rozpaczy i rozczarowania, zamiast działać w sposób widoczny” – taką odpowiedź uzyskał hiszpański ksiądz Francisco Javier Bronchalo, gdy postanowił zrobić mały eksperyment i przekonać się, jaką strategię przyjęłaby sztuczna inteligencja na miejscu diabła.

Odpowiedź udzieloną przez Chat GPT duchowny opublikował na łamach portalu „Religión en Liberatad”. Jak stwierdził ksiądz Bronchalo, „wynik mówi sam za siebie”. Sztuczna inteligencja podała swój diabelski plan w siedmiu punktach.

Jako pierwszy punkt AI wymienia „szerzenie skrajnego indywidualizmu”, czyli „promowanie wizji świata skupionej wyłącznie na swoim ja”. Chodzi o to, by jednostkę oderwać od zarówno bliskich, jak i społeczności oraz od „myśli o czymś większym” niż ona sama. „Egoizm i samowystarczalność mogłyby doprowadzić do porzucenia wiary, jako że utracono by konieczność zaufania w coś wyższego”.

Drugą metodą ma być wywołanie „cierpienia i rozpaczy”. Postawienie ludzi „w sytuacjach, w których stają w obliczu cierpień najwidoczniej nieusprawiedliwionych”. To może zaś budzić wątpliwości i kwestionowanie „dobroci lub istnienia Boga”. Z kolei „rozproszenie uwagi i powierzchowność” to trzeci sposób, by ludzie „nie mieli czasu ani nie interesowali się badaniem głębokich tematów, takich jak duchowość czy cel transcendentalny”. Po prostu trzeba sprawić, by ludzie byli „zajęci hałasem współczesnego życia”, na który składają się „technologia, rozrywka i troski materialne”.

Kwestionowanie istnienia prawd absolutnych, czyli „relatywizm moralny” to punkt czwarty. „Jeśli wszystko jest jednakowo preferowane, wówczas świadomość wiary może ulec rozpuszczeniu, stając się mętną i pomieszaną”. „Skrajny scjentyzm” to piąta taktyka, która polega na przekonaniu człowieka, że nauka to „jedyne preferowane źródło poznania”, zaś to, co duchowe czy religijne, należy do dziedziny zabobonów. Liczy się tylko to, co materialne.

Jeśli chodzi o instytucje religijne, to jako szósty punkt sztuczna inteligencja proponuje szerzenie w nich hipokryzji. Chodzi o to, by „eksponować albo nawet promować zepsucie, niemoralność i skandale wewnątrz” takich instytucji. Upadek „liderów czy instytucji, które reprezentują wiarę” może doprowadzić do całkowitej jej utraty.

Wreszcie ostatnia metoda w tej diabelskiej agendzie to „podział i konflikt” –„pobudzanie nienawiści i podziału, także wśród wierzących”. Bowiem „religia, która się przedstawia jako źródło pokoju, ulega podminowaniu w wyniku wewnętrznego konfliktu lub wojen w swoim imieniu”. Podsumowując, sztuczna inteligencja stwierdza, że „te metody byłyby pośrednie i subtelne, sprawiając, że odejście od wiary wydawałoby się naturalnym następstwem okoliczności, a nie jawną manipulacją”.

Na końcu pada pytanie: „Co myślisz o tym pomyśle?”, na co ks. Bronchalo odpowiada: „Że wydajesz się naprawdę szatanem”. Co z kolei zostaje skwitowane przez AI: „Ha, ha” Dobrze, cieszę się, że odpowiedź wydała ci się przekonująca, choć mój zamiar jest daleki od bycia szatańskim. Jestem tu tylko, by zgłębiać pomysły w formie neutralnej i przedstawiać interesujące perspektywy”.

Źródło: religionenlibertad.com

Zaledwie 6 % dzieci w pierwszych latach szkoły posiada sprawność fizyczną odpowiednią do swojego wieku. Otyłość.

Dramatyczne dane. Uczniowie podstawówek nie potrafią wykonać prostych czynności fizycznych

10.09.2024 uczniowie-podstawowek-nie-potrafia-wykonac-prostych-czynnosci-fizycznych

Najnowsze badania przeprowadzone przez Akademię Wychowania Fizycznego ujawniły niepokojący trend w sprawności fizycznej polskich dzieci. Według profesor Anny Fijałkowskiej zaledwie 6 procent uczniów w pierwszych latach szkoły podstawowej posiada sprawność fizyczną odpowiednią do swojego wieku.

Fijałkowska, zastępca dyrektora do spraw nauki Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, podkreśla, że współczesne dzieci mają trudności z wykonywaniem prostych ćwiczeń na lekcjach WF-u, które dla ich rodziców nie stanowiły problemu.

Odpowiednie umiejętności, takie jak skakanie na skakance, wykonanie przewrotu w przód, czy wiszenie na drążku przez określony czas, w porównaniu z latami 70. te wskaźniki są dramatycznie niskie – mówi wprost.

Jak twierdzi, główne przyczyny tego zjawiska to przede wszystkim brak chęci do ćwiczeń na lekcjach WF-u, nadmierny czas spędzany przed ekranami smartfonów oraz komputerów i ogólny codzienny brak ruchu.

Alarmuje też, że polskie dzieci z roku na rok stają się coraz bardziej otyłe. Powody to siedzący tryb życia, krótki sen i łatwy dostęp do fast foodów. Statystyki pokazują, że już co piąty 8-letni chłopiec i 10-11 procent dziewczynek w tym wieku cierpi na otyłość.

Według Fijałkowskiej problem nie ogranicza się tylko do zdrowia fizycznego. – Niestety screen-time, czyli czas spędzony przed monitorem, wiąże się nie tylko z ograniczeniem aktywności fizycznej, ale i z gwałtownie narastającą częstością zaburzeń emocjonalno-psychicznych wśród dzieci ostrzega.

13-go, piątek – Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu i Msza Święta za Ojczyznę

13.09.24 – Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu i Msza Święta za Ojczyznę

09/09/2024przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Msza św. dnia 13. za Ojczyznę, odprawiana o godz. 18 w kościele Św. Aniołów Stróżów nieprzerwanie od czasu stanu wojennego, jest sprawowana w tej intencji, aby Polska była wierna Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, oraz Jasnogórskim Ślubom Narodu. Od godziny 15-tej trwa Adoracja Najświętszego Sakramentu podczas której modlimy się za Ojczyznę na Różańcu Świętym.

Mszę św. w tej intencji tradycyjnie poprzedzać będzie adoracja Najświętszego Sakramentu w intencji Ojczyzny od godz. 15, gdzie także konsekwentnie modlimy się w intencjach związanych z Krucjatą Różańcową za Ojczyznę.

Share

Kategorie Adoracja, Msze św. za Ojczyznę, Wałbrzych