Ostra faza walki z korupcją

Ostra faza walki z korupcją

  26 listopada 2024 Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5725

Nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara – głosi rosyjskie przysłowie. Skoro tak, to trzeba grzeszników wykrywać i demaskować, a potem obwinionych zaciągać przed niezawisłe sądy, które, powinność swej służby rozumiejąc, przysolą im piękne wyroki i w ten sposób grzesznicy zostaną ukarani, najpierw na tym świecie, a potem również na tamtym. Taki jest bowiem ten najlepszy ze światów, to znaczy – tak właśnie jest urządzony i nic na to poradzić nie można. Jedną z plag trapiących ten świat jest na przykład korupcja. Występuje ona na styku sektora publicznego z sektorem prywatnym i jest tym większa, im większy jest ten styk.

Nasi Umiłowani Przywódcy oczywiście dostrzegają ten problem, ale rewolucyjna teoria rozchodzi się z rewolucyjną praktyką. Rewolucyjna teoria bowiem głosi, że korupcję trzeba jak najszybciej wyeliminować, a jeśli takie zadanie okaże się zbyt trudne, to przynajmniej ją ograniczyć – żeby na przykład nie pleniła się w najbardziej szlachetnych dziedzinach życia publicznego, za jaką uchodzi wymiar sprawiedliwości. Zapewne to miał na myśli św. Tomasz z Akwinu pisząc, że „corruptio optimi pessima”, co się wykłada, że zepsucie najlepszego jest najgorsze. Ale w myśl rewolucyjnej praktyki, korupcja sama się nie zlikwiduje, toteż Umiłowani Przywódcy, przyzwyczajeni do tego, że problemy rozwiązuje się poprzez powołanie odpowiednich urzędów, tworzą służby do zwalczania korupcji, na przykład – Centralne Biuro Antykorupcyjne. Działa ono na podstawie ustawy z czerwca 2006 roku, przeforsowanej przez pierwszy rząd „dobrej zmiany” i obejmuje 23 jednostki organizacyjne, zatrudniające ponad 1300 funkcjonariuszy. Ale to dopiero początek rewolucyjnej praktyki, która zaczyna rozwijać się niekoniecznie według dynamiki nadanej jest przez ustawę, tylko według dynamiki własnej.

Wprawdzie zgodnie z rewolucyjną teorią, zlikwidowanie korupcji powinno nastąpić możliwie jak najszybciej, ale rewolucyjna praktyka do tej rewolucyjnej teorii wprowadza stosowne korekty. Skoro bowiem Biuro już powstało, objęło 23 jednostki i zatrudniło ponad 1300 funkcjonariuszy, to nietrudno zauważyć, że zarówno ono, jak i wszystkie 23 jednostki, które mają swoich szefów, a ci szefowie mają swoje biura, sekretarki, komputery i samochody, nie mówiąc już o owych 1300 funkcjonariuszach – wszystko to przecież istnieje dzięki korupcji. Korupcja bowiem jest jedyną racją utrzymywania tego Biura. W tej sytuacji podejście Biura do korupcji jest trochę inne, niżby to wynikało z rewolucyjnej teorii. Z korupcją, owszem, trzeba walczyć, bo tak nakazuje prawo – ale ostrożnie, żeby przypadkiem nie wylać dziecka z kąpielą, to znaczy – żeby na skutek zbytniej gorliwości korupcji przypadkiem nie zlikwidować. Gdyby bowiem została ona zlikwidowana, to co by się stało z Biurem, co by się stało z 23 jednostkami organizacyjnymi, co to mają swoich szefów – i tak dalej – nie mówiąc już o tych ponad 1300 funkcjonariuszach, którzy na walce z korupcją zarabiają na swoje i swoich rodzin utrzymanie?

Dlatego właśnie rewolucyjna praktyka zaczyna rozchodzić się z rewolucyjną teorią i działalność Biura, podobnie jak 1300 jego funkcjonariuszy, zaczyna koncentrować się nie tyle na zwalczaniu korupcji, co na jej dokumentowaniu. Nie znaczy to oczywiście, że od czasu do czasu, tu i ówdzie, Biuro korupcjonistów zdemaskuje, a nawet zaciągnie przed niezawisły sąd – ale wydaje się, że tego rodzaju działalność pozostaje na marginesie głównego nurtu aktywności Biura, czyli dokumentowaniu przypadków korupcji – oczywiście również korupcjonistów, którzy się korumpują. Nie po to, by ich zaraz zdemaskować i zaciągnąć przed niezawisły sąd, tylko żeby walka z korupcją również i dla nich zaczęła przynosić rozmaite korzyści, zarówno finansowe, jak i polityczne. Mechanizm uzyskiwania korzyści finansowych jest prosty, jak budowa cepa. Wystarczy bowiem przekazać takiemu jednemu z drugim delikwentowi wiadomość – ale nie taką, że „uciekaj, wszystko wykryte!” – tylko całkiem inną: wiecie, rozumiecie delikwencie, my tu dowiedzieliśmy się, że nie tylko się korumpujecie, ale że w dodatku chcecie wszystko zjeść samemu. Ładnie to tak? Więc wyciągnijcie z tego wnioski, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa. Wtedy delikwent zaczyna negocjować i w rezultacie wszyscy są zadowoleni. Z kolei korzyści polityczne wynikają wprost z roztropności rządzenia. Nie jest przecież tajemnicą, że celem Biura, skoro już raz powstało, jest położenie trwałych fundamentów własnego istnienia – a ono zależy od tego, ile kompromatów i na kogo zostało zgromadzonych. Umiejętne gospodarowanie kompromatami daje rękojmię trwałości i mocy Biura.

Jak wspomniałem, CBA zostało utworzone przez pierwszy rząd „dobrej zmiany”, no a teraz, kiedy mamy podmiankę na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu, vaginet utworzony przez Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda, dąży do likwidacji CBA, to znaczy – nie tyle likwidacji, co wcielenia go do Centralnego Biura Śledczego Policji i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Miało to być przeprowadzone w ramach tak zwanych ”rozliczeń” – ale okazało się, że bez ustawy zrobić się tego nie da, więc vaginet obywatela Tuska Donalda musi zaczekać z tym do wyborów prezydenckich, które mają się odbyć w drugiej połowie maja przyszłego roku. Skoro my to wiemy, to wiedzą to jeszcze lepiej szefowie Biura, szefowie 23 jednostek organizacyjnych, nie mówiąc już o ponad 1300 funkcjonariuszach, z których każdy zgromadził tyle kompromatów, ile tylko zdołał, traktując je jako polisę ubezpieczeniową.

I właśnie w dniach ostatnich, kiedy to zarówno Książę-Małżonek, jak i pan Rafał Trzaskowski, zamierzają stanąć do „prawyborów” w Volksdeutsche Partei, nie mówiąc już o panu marszałku Szymonie Hołowni, który próbuje uwodzić swoich wyznawców, że będzie „kandydatem i prezydentem niezależnym”, gruchnęła wieść, że CBA zatrzymało nie byle kogo, tylko Umiłowanego Przywódcę, prezydenta Wrocławia, pana Jacka Sutryka, który coś tam miał kombinować z Collegium Humanum. Krążące po Wrocławiu fałszywe pogłoski utrzymują, że tytuły z Collegium Humanum ułatwiały zarówno jemu, jak i innym Umiłowanym Przywódcom, zajęcie miejsc w radach nadzorczych rozmaitych samorządowych spółek, w których pieniądze są już prawdziwe. Ale to zaledwie powierzchnia zjawiska, a my spróbujmy zastąpić do głębi. I cóż tam widzimy? Ano – że CBA, nad którym zawisł miecz Damoklesa, właśnie wystosowało pierwsze poważne ostrzeżenie pod adresem swoich prześladowców: wiecie, rozumiecie, prześladowcy. Zanim wy nas rozparcelujecie, to my do maja przyszłego roku wszystkich was skompromitujemy. Więc albo się w porę opamiętacie, albo będzie z wami brzydka sprawa.

Ponieważ nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara, to takie poważne ostrzeżenie może zrobić ogromne wrażenie na Umiłowanych Przywódcach z vaginetu obywatela Tuska Donalda, który zapewne wie, że w takiej na przykład sprawie Amber Gold ujawniony został zaledwie czubek góry lodowej.

Stanisław Michalkiewicz

Franciszek kontra Objawienie Chrystusa: Interpretujcie doktrynę „wedle potrzeb”

Papież ogłasza: Będziecie różnorodni. Interpretujcie doktrynę „wedle potrzeb”

Paweł Chmielewski https://pch24.pl/papiez-oglasza-bedziecie-roznorodni-interpretujcie-doktryne-wedle-potrzeb/

(PCh24.pl)

Dokument Finalny Synodu o Synodalności wyraża wolę Franciszka i trzeba go wdrażać w życie. Najważniejszym tego elementem jest różnorodność: Kościół ma mieć wprawdzie tę samą doktrynę, ale jej „interpretacja” będzie różna.

25 listopada Stolica Apostolska opublikowała „Notę” papieża Franciszka w sprawie Dokumentu Finalnego Synodu o Synodalności. Dokument, o którym mowa, został przyjęty 26 października 2024 roku przez zgromadzenie synodalne w Rzymie, a papież Franciszek uznał go za swój: złożył pod nim podpis i polecił tekst w całości opublikować. Portal PCh24.pl analizował treść dokumentu TUTAJ.

W „Nocie” papież napisał, że przedkłada teraz całemu Kościołowi „wskazania” zawarte w dokumencie finalnym. Wskazania te, jak się wyraził, mają stanowić „autorytatywny przewodnik dla życia i misji” Kościoła.

Wdrażanie synodalności to obowiązek

Franciszek zaznaczył, że Dokument Finalny – z racji na to, że złożył pod nim swój podpis – stanowi wyraz zwykłego nauczania następcy św. Piotra i powinien zostać jako taki zaakceptowany. Zgodnie z Katechizmem (par. 892) nie chodzi tu o nieomylne nauczanie, ale tak czy inaczej wierni powinni okazać mu „religijną uległość ich ducha”, która nie jest „uległością wiary”, ale stanowi „jej przedłużenie”. Nie mówimy zatem o nieomylnej woli Ojca Świętego, niemniej jednak biskupi i wierni na całym świecie są w zwykłym kościelnym porządku zobowiązani do wdrażania postanowień tekstu w życie.

Nie ma zatem wątpliwości, że papież Franciszek oczekuje realizacji postanowień Dokumentu Finalnego. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nastręczy to biskupom bardzo poważnych problemów, jako że dokument ten rzadko jest konkretny. Owszem, mówi wiele o „synodalności” czy „synodalnym nawróceniu”, ale jeżeli ktoś chciałby wydobyć z niego twarde zalecenia, może mieć z tym znaczący problem. Tekst – dotykając rzeczywistości Kościoła powszechnego – w gruncie rzeczy tonie w ogólnikach, a różne szczegółowe kwestie pozostawia do dalszego omówienia przez specjalne grupy eksperckie, które powołał do życia Franciszek. Dokument jest raczej „podłożem”, na którym mają zostać przeprowadzone gruntowne reformy wypracowane przez tamte grupy.

Kto tu będzie decydować?

Nie oznacza to jednak, że nic się nie zmieni już teraz. Jak każdy doskonale rozumie, teksty ogólnikowe są bardzo wadliwe z perspektywy człowieka, który chce je samodzielnie interpretować i musi zastanawiać się, czy na pewno o to chodzi. Z drugiej strony są niezwykle wygodne z perspektywy tych, którzy mają władzę ich dookreślenia. Taka władza w tym wypadku istnieje.

W swojej nocie Franciszek napisał:

„W raporcie przewidzianym dla wizyty ad limina każdy biskup powinien zatroszczyć się o wskazanie decyzji, jakie podjęto w powierzonym mu Kościele lokalnym w odniesieniu do tego, co zaleca Dokument Finalny, a także jakie napotkał trudności i jakie osiągnął rezultaty”.

Kuria Rzymska, jako podmiot odpowiedzialny za rozmowy z biskupami w trakcie wizyt ad limina, będzie przyglądać się postępom synodalności w każdej z diecezji; dla wygody w większości przypadków będzie się pewnie oczekiwać postępów w danym kraju.

Franciszek wskazał też konkretnych nadzorców w ramach samej Kurii Rzymskiej:

„Zadanie towarzyszenia fazie implementacji podróży synodalnej, na bazie wytycznych przedstawionych przez Dokument Finalny, zostało powierzone Sekretariatowi Generalnemu Synodu razem z Dykasteriami Kurii Rzymskiej” – napisał.

Innymi słowy, jeżeli jakiś biskup czy też w ogóle biskupi w danym kraju chcą się dowiedzieć, co tak naprawdę powinni przedsięwziąć, żeby ich raport składany przy okazji wizyty ad limina został uznany za satysfakcjonujący, powinni zasięgnąć języka nade wszystko w Sekretariacie Synodu. Tym sekretariatem kieruje maltański kardynał Mario Grech; jego wiceszefem jest luksemburski kardynał Jean-Claude Hollerich. Ich poglądy są czytelnikom PCh24.pl dobrze znane: obaj są zwolennikami diakonatu kobiet, a Hollerich jest otwarty również na żeńskie kapłaństwo, zmiany w celibacie oraz zmianę Katechizmu odnośnie homoseksualistów. W przypadku Kościoła katolickiego w Polsce opinia Hollericha może być bardziej istotna, jako że to jego pieczy Franciszek powierzył kształtowanie procesu synodalnego w Europie. Nie musi to jednak działać automatycznie: jako że Franciszek powierzył zadanie towarzyszenia implementacji synodalności Sekretariatowi razem z Dykasteriami Kurii Rzymskiej, w praktyce realnym nadzorcą synodalnych zmian w Kościele w Polsce może być ktoś inny, w zależności od stosunku sił w całym tym układzie.

Na konferencjach prasowych po rzymskim synodzie w październiku tego roku polscy biskupi wskazywali zasadniczo na jeden kierunek zmian synodalnych: odnowienie funkcjonowania rad diecezjalnych oraz rad parafialnych, zarówno ekonomicznych jak i duszpasterskich. Dodatkowo abp Józef Górzyński wskazywał na możliwość rozbudowy szkół dla katechistów – posługa katechisty to nowa instytucja stworzona przez Franciszka w 2021 roku w motu proprio Antiquum ministerum, otwarta zarówno dla mężczyzn jak i kobiet. Sprawę budowania w Polsce synodalności biskupi omawiali podczas listopadowego zebrania plenarnego Episkopatu na Jasnej Górze. Nie podano publicznie żadnych szczegółów. Być może proces ożywiania rad diecezjalnych i parafialnych oraz rozbudowa sieci szkół dla katechistów będą tymi zmianami, które zadowolą watykańskiego nadzorcę.

Różnorodność jako podstawa Kościoła

Synodalna przebudowa Kościoła może wyglądać w różnych krajach bardzo odmiennie. W dokumencie finalnym Synodu o Synodalności mówi się wiele o różnorodności, kontekście kultury lokalnej, specyficznej kontekstowo implementacji ogólnych prawd doktrynalnych i moralnych, wreszcie nawet o różnym tempie Kościołów lokalnych na świecie. Papież Franciszek ze wszystkich zaleceń Dokumentu Finalnego wydobył na wierzch właśnie ten motyw, wskazując, że bardzo mocno zależy mu na umacnianiu różnorodności w Kościele. W nocie zacytował samego siebie, pisząc:

„Z przekonaniem przytaczam tutaj to, na co wskazałem na końcu drogi synodalnej, która doprowadziła do ogłoszenia Amoris laetitia (19 marca 2016): Nie wszystkie dyskusje doktrynalne, moralne czy duszpasterskie powinny być rozstrzygnięte interwencjami Magisterium. Oczywiście, w Kościele konieczna jest jedność doktryny i działania, ale to nie przeszkadza, by istniały różne sposoby interpretowania pewnych aspektów nauczania lub niektórych wynikających z niego konsekwencji. Będzie się tak działo, aż Duch nie doprowadzi nas do całej prawdy (por. J 16, 13), to znaczy, kiedy wprowadzi nas w pełni w tajemnicę Chrystusa i będziemy mogli widzieć wszystko Jego spojrzeniem. Poza tym, w każdym kraju lub regionie można szukać rozwiązań bardziej związanych z inkulturacją, wrażliwych na tradycje i na wyzwania lokalne (AL 3)”.

Decentralizacja pełną parą

Co ma to oznaczać w praktyce, teoretycznie nie wiadomo. Sam Dokument Finalny postuluje powołanie specjalnej grupy eksperckiej, która zbada zakres kompetencji episkopatów, tak, żeby rozstrzygnąć, jakie konkretne decyzje mogą podejmować biskupi, a jakie są zarezerwowane dla papieża. Wydaje się jednak, że Franciszkowi wcale nie chodzi o jakieś odgórne teoretyczne ustalenia; stawia na praktykę. Zwracam uwagę na przywołanie przez papieża cytatu z Ewangelii św. Jana 16, 13. Sugeruje to następujące przekonanie: Boskie tajemnice są wielkie, a ludzki rozum ograniczony, stąd możemy mieć tylko ogólne pojęcie na temat obiektywnej prawdy i rzeczywistych oczekiwań Bożych wobec ludzi; w związku z tym należy postawić na dowolność interpretacyjną w bardzo wielu obszarach, uznając, że trzeba zgadać się tylko w kilku punktach. To wizja pełnej anglikanizacji Kościoła katolickiego, gdzie zależnie od kraju i kultury lokalnej wiara jest inaczej rozumiana i przeżywana.

Za pontyfikatu Franciszka anglikanizacja stała się faktem: w praktyce istnieje w Kościele wielka różnorodność w podejściu do takich zagadnień jak rola świeckich, rozwód, antykoncepcja, homoseksualizm, ekumenizm czy dialog międzyreligijny. Dotąd można było powoływać się na różne dokumenty kościelne i twierdzić, że taka różnorodność jest wypaczeniem albo patologią i pojawia się tylko tam, gdzie mamy do czynienia z buntem wobec Stolicy Apostolskiej. Pontyfikat Franciszka pokazał, że – przynajmniej w jego ocenie – sytuacja różnorodności nie jest patologią, ale stanem pożądanym. Głoszenie kazań przez świeckich, w tym kobiety; przystępowanie do Komunii świętej przez rozwodników i protestantów; błogosławienie par LGBT i akceptowanie homoseksualizmu; zgoda na uznawanie innych religii za ścieżki prowadzące do Boga – to wszystko występuje już w różnych miejscach w Kościele i według Franciszka tak po prostu ma być. Przypomnienie o „różnorodności” doktrynalnej i moralnej przez papieża w jego „Nocie” jest mocnym głosem wsparcia dla tych, którzy biorą sprawy w swoje ręce i nie czekają na decyzje Watykanu, na przykład dla Niemców, ale przecież nie tylko dla nich.

Warto też podkreślić zasadniczą kwestię. Wielu konserwatystów wyjechało z październikowej sesji Synodu o Synodalności z uczuciem zadowolenia, bo udało im się zablokować wpisanie do Dokumentu Finalnego słów o „decentralizacji doktrynalnej”. Franciszek w „Nocie” pokazał, co o tym myśli: doktryna będzie wprawdzie jedna, ale interpretujcie ją sobie, jak chcecie. I tyle by było gdy idzie o „zwycięstwo”.

Nasza perspektywa

Co mogą zrobić zwykli wierni? Możliwości są w sposób naturalny bardzo ograniczone. Dokument Finalny został przyjęty, papież kolejny raz ogłosił decentralizację. Jeżeli jego pontyfikat jeszcze potrwa, a następca nie będzie miał radykalnie innej wizji przyszłości, atomizacja Kościoła powszechnego będzie rzeczą absolutnie nieuchronną. Nawet gdyby nowy papież postanowił zaprowadzać szerszą jedność w Kościele, wszystkiego już nie uratuje: wydarzyło się zbyt wiele. W tej sytuacji w przypadku Kościoła powszechnego pozostaje nam modlitwa i ufność w Bożą Opatrzność. Mamy natomiast realne możliwości oddziaływania na płaszczyźnie naszego własnego kraju. To także od nas, zwykłych wiernych, zależy, czy wiara katolicka będzie w Polsce nauczana w sposób zgodny z Tradycją, czy też raczej zostanie poddana Rewolucji. Nie sądzę, by dało się „uratować” wszystko: niewątpliwie ten czy inny biskup, zachęcony Franciszkowym pędem naprzód, będzie bardziej skłonny do liberalizowania katolicyzmu w swojej diecezji. W skali ogólnokrajowej, jak myślę, możliwe jest jednak zachowanie ortodoksji. Wszyscy musimy się zaangażować na rzecz realizacji tego celu, zaczynając od własnej parafii. Bez tego zaangażowania – katolicyzm w Polsce zaniknie. Do dzieła zatem!

Paweł Chmielewski

Feministki zaorały same siebie. Strajk, oczywiście seksualny, feministek.

Strajk feministek. Zemsta za to, że Ameryka nie chciała Harris

27.11.2024 Waldemar Krysiak https://dakowski.pl/wp-admin/post.php?post=41278&action=edit

feminizm feministki
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

Radykalne feministki z USA zainspirowały się swoimi siostrami z Korei: po wygranej Trumpa w ostatnich wyborach chcą trzymać się celibatu! Zapowiadaną wstrzemięźliwość seksualną nazywają „4B” – ma ona być zemstą za to, że Ameryka nie chciała rządów Kamali Harris, a zamiast niej wybrała na prezydenta krytyka nieograniczonego dostępu do aborcji! Czy Amerykanie muszą spodziewać się czterech lat bez seksu?

Ruch 4B to radykalne zjawisko feministyczne, które zyskało na (pozornej) popularności w Korei Południowej i wywołało zdziwienie zarówno w kraju, jak i za granicą. Przyjęty przez ruch model życia oznaczał odrzucenie tradycyjnych ról płciowych – nie tylko rezygnację z małżeństwa i macierzyństwa, ale także odrzucenie związków romantycznych z mężczyznami. Była to rzekomo reakcja na patriarchalną kulturę oraz dyskryminację kobiet.

Początki ruchu 4B sięgają lat 2010., kiedy to wzrosła liczba koreańskich kobiet oburzonych dotychczasowym porządkiem w kraju. Przełomowym momentem było morderstwo dziewczyny w toalecie na stacji kolejowej w Seulu w 2016 roku, popełnione przez mężczyznę, którego dzisiaj nazwano by pewnie incelem. Incele to mężczyźni, którzy „chcieliby, ale nie mają z kim” – brak im partnerek do życia intymnego.

Mimo tego, że tragedia była pojedynczym wydarzeniem wynikającym z indywidualnych problemów, morderstwo wywołało falę feministycznego wzburzenia. W tym samym okresie w Korei popularność zdobywały radykalne grupy feministyczne, takie jak Tal-Corset, nawołujące do odrzucenia obowiązujących standardów piękna. Mieszanka już istniejących nastrojów i atak na kobietę na stacji kolejowej przerodziła się więc w ruch 4B, prowadząc do sformułowania jego czterech podstawowych zasad. Bihon (żadnego małżeństwa), bichulsan (żadnych dzieci), biyeonae (żadnych randek) oraz bisekseu (żadnego seksu) – zaczęły grozić koreańskie działaczki!

Feminizm w Azji

Podobnie jak nasze rodzime lewaczki, koreańskie feministki argumentowały konieczność promowania 4B rzekomym patriarchatem. W ich opinii kobiety w Korei były jak dotąd postrzegane jako maszyny do rodzenia dzieci lub opiekunki domowe. „Moja macica to nie własność narodowa” – głosiły zwolenniczki 4B.

Feminizm na całym świecie wykorzystuje te same argumenty: działaczki z Korei uzasadniały więc też istnienie 4B rzekomą luką płacową między płciami, czyli różnicą między zarobkami kobiet i mężczyzn. Nie interesowało je to, że kobiety i mężczyźni decydują się wykonywać różne zawody, luka płacowa zawsze będzie więc istnieć w tych kategoriach. Jeżeli istnieje wolność wyboru zawodu, to istnieją też większe i mniejsze zarobki.

Inną motywacją dla ruchu miała być „przemoc cyfrowa” i wykorzystywanie wizerunku kobiet bez ich zgody. Ruch 4B krytykował bowiem „epidemię szpiegowskich kamer”, które nagrywały kobiety podczas intymnych chwil, często bez ich zgody, oraz rozpowszechnianie takich nielegalnych materiałów, jak pornografia typu deepfake. Większość podobnych nagrań była w Korei rozpowszechniana za pomocą aplikacji Telegram – na messengerze, który ostatecznie usunął te materiały ze swojej platformy.

Deepfake’i, generowane za pomocą sztucznej inteligencji, często łączą twarz rzeczywistej osoby z wygenerowanym sztucznie ciałem. Szpiegowskie kamery znajdowały się natomiast w publicznych toaletach albo próbowały uchwycić tzn. upskirting, czyli zdjęcia i filmiki „spod spódniczki”. W Korei Południowej osoby winne dystrybucji takich materiałów mogą liczyć się z grzywną do 50 milionów wonów (około 37 500 dolarów) lub wieloletnim więzieniem – rząd bierze więc i brał sprawę na poważnie. Możliwe nawet, że władze przejęły się sprawami nagłaśnianymi przez ruch 4B o wiele bardziej niż problemami, które zasługują na większą uwagę.

Korea Południowa ma bowiem jeden z najniższych współczynników dzietności na świecie, wynoszący obecnie 0,78 na kobietę. [a minimum przeżycia narodu – to 2.2.md] Jest to więc kraj znajdujący się od dawna w dramatycznej zapaści demograficznej, który o zastępowalności pokoleń może jedynie marzyć. Ruch 4B pogarszał zatem szkodliwe dla narodu trendy.

Albo raczej: tak by było, gdyby ruch ten naprawdę istniał. Jeżeli bowiem sprawdzi się dane obliczające jego popularność, to 4B włączał u szczytu swojej aktywności jedynie kilka tysięcy kobiet w całej Korei, wybrzmiewając głównie w Internecie. To zachodnie media, licząc na tanią sensację, rozdmuchały prawdopodobnie dziwaczny trend feministycznej sekty do rangi zrywu narodowego i prawdziwej, lewicowej rewolucji. Poza feministycznymi forami 4B nie miał jednak pewnie żadnego wpływu na i tak wymierające społeczeństwo Korei.

Druga szansa

Ktoś mógłby zapytać: co to wszystko ma wspólnego z USA i Trumpem?

Odpowiedź jest rozbrajająco prosta: nic. Absolutnie nic, no, może poza tym, że feministki wszędzie są podobne. Myślą (sic!) podobnie, argumentują w zbliżony sposób i rzucają – dzięki pomocy mediów – ogromny cień na wiele krajów, nawet gdy ich radykalne frakcje to niszowe grupy i kropla w morzu każdej cywilizacji. Kiedy więc wybory w USA wygrał Trump, feministki z USA zaczęły grozić, że zrobią to samo, co ich siostry z Korei. Że przestaną chodzić na randki z mężczyznami, że przestaną wchodzić z nimi w związki i rodzić im dzieci.

Amerykańskie lewaczki, które wcześniej liczyły na sukces Kamali Harris, zapowiedziały więc – mówiąc wprost – strajk seksualny. Tak długo, jak Trump (lub jego wiceprezydent Vance) będzie u władzy, one nie zbliżą się do mężczyzny. Najgłośniejsze groźby wybrzmiewają na TikToku i z ust fanatycznych działaczek.

Dla przykładu: Ashli Pollard, jedna ze zwolenniczek 4B z USA, podkreślała w ostatnich tygodniach, że Amerykanki zaczynają dostrzegać, że mogą być szczęśliwe i spełnione bez konieczności opierania swojego życia na mężczyznach. Działaczki, które przystąpiły do ruchu, często wspominają rzekomo o negatywnych doświadczeniach w związkach, takich jak przemoc czy brak wsparcia ze strony partnerów. W ich oczach i według słów Pollard 4B to droga do samodzielności i wolności. To lepszy poziom życia dla Amerykanek!

Inna z promotorek ruchu Alexa Vargas ogłosiła natomiast, że jej decyzja o odcięciu się od relacji z mężczyznami przyniosła jej poczucie wewnętrznego spokoju. „Celem tego ruchu nie jest niszczenie relacji między płciami, ale wyzwolenie kobiet z toksycznych schematów” – mówi Vargas. Jej sojuszniczki podkreślają, że 4B to nie tylko manifest polityczny, ale także wybór osobisty i filozoficzny.

Inne, mniej znane feministki z USA idą o krok dalej, albo raczej pozbywają się warstwy intelektualnej, pod którą Pollard i Vargas prezentują kopiowanie 4B na amerykańską ziemię. Te niezliczone, mniej wysublimowane działaczki krzyczą do kamery, golą swoje głowy (dosłownie) i deklarują nienawiść do wszystkich, którzy wsparli Trumpa w ostatnich wyborach. Niektóre grożą nawet, że przestaną się myć, farbować swoje włosy i elegancko ubierać. Zgolona czupryna ma natomiast być znakiem dla sióstr i sposobem na ostrzeżenie mężczyzn, których feministki oskarżają o rzekome zabranie im praw.

Dyktator Trump

Jakie jednak prawa Trump feministkom odebrał? Odpowiedź może być rozczarowująca: dokładnie żadne. Trump nie został nawet jeszcze ponownie zaprzysiężony na prezydenta i władzę w USA sprawuje Biden i jego administracja. Administracja, podczas której cofnięto federalny przymus przyzwolenia na aborcję, czyli tzw. „Roe v. Wade”.

„Roe v. Wade” było orzeczeniem Sądu Najwyższego USA z 1973 roku, które sprawiło, że prawo do aborcji zinterpretowano jako prawo do prywatności zagwarantowane przez konstytucję USA. Decyzja ta gwarantowała aborcję na poziomie federalnym przez prawie 50 lat, zabraniając stanom wprowadzenia pełnego zakazu zabijania dzieci nienarodzonych.

Jednak 24 czerwca 2022 roku Sąd wydał orzeczenie obalające „Roe v. Wade” i decyzja o tym, czy aborcja jest legalna, czy nie, powróciła na poziom stanowy. Niektóre stany prawo do aborcji podtrzymały (wspierając nawet aborcjonistki dodatkowymi funduszami), a inne aborcji zakazały. Sąd Najwyższy obradował natomiast w składzie, który podczas swojej pierwszej kadencji zmienił Trump – to dlatego feministki go nienawidzą. Innego powodu wszak nie mają – Trump nie ma zamiaru delegalizować aborcji w całych Stanach. Po pierwsze były i przyszły prezydent nie ma nawet takiej mocy, a po drugie Trump jest zadowolony z powrotu do uprzedniej, tradycyjnej interpretacji konstytucji.

Aborcja postnatalna: śmierć 4B

Wszystko też wskazuje obecnie na to, że założenia 4B raczej nie przyjmą się na stałe w USA – to  tylko chwilowy trend internetowy. Powodów, by tak przypuszczać, jest kilka.

Przede wszystkim 4B nie sprawdzi się w amerykańskim kontekście kulturowym, bo ma swoje korzenie w specyficznych, miejscowych warunkach rozwijającej się Azji i z Ameryką nie ma per se nic wspólnego. W Ameryce nie było żadnej tragedii, która mogłaby 4B napędzać, prawdziwa pornografia wygrywa z tą wygenerowaną komputerowo, a Amerykanie nie muszą posiłkować się filmikami z podnoszenia koleżankom sukienek do góry.

Amerykanki lubią też Trumpa: prawie połowę głosów, które dostał biznesmen, zagwarantowały mu kobiety. Różnica w proporcjach między obiema płciami istniała, to prawda, ta nie była jednak tak dramatyczna, jak chciałyby feministki. Jedyną grupą kobiet, która prawie w całości głosowała na Harris, były Murzynki, które tworzą około 6 proc. populacji. Latynoski i białe kobiety nie były już tak fanatycznie po stronie Demokratki!

Żeby też czymś straszyć, trzeba mieć nad tym kontrolę: trudno więc oczekiwać, że 4B stanie się krajowym zrywem w Ameryce. Feministki – szczególnie te niedomyte, ogolone i krzykliwe – nie są symbolem seksu w USA. Ani w żadnym innym kraju. Perspektywa czterech lat bez takich pań nie jest chyba żadną groźbą dla większości mężczyzn?

I na koniec: nawet gdyby feministki z amerykańskiej wersji 4B wytrzymały te cztery lata i dotrzymały swoich obietnic, to osiągną tym samym jedynie to, do czego i tak namawiała je strona konserwatywna, religijna. Osiągną życie w czystości, ograniczając liczbę zabitych dzieci. Nie będzie seksu? Nie będzie niechcianych ciąż. Nie będzie puszczalstwa, nie będzie aborcji!

Tak czy siak: feministki zaorały same siebie.

Szczepionki na covid-19 – skuteczne i bezpieczne

Szczepionki na covid-19 skuteczne i bezpieczne

Myślenie podstawowe

Tylko prawda jest ciekawa

Firma Pfajzer udowodniła to szczepiąc nimi… 8 myszy. Wszystkie zdechły!



Teraz gdy opadł już kurz bitewny globalnej wojny biologicznej mafii syjonistycznej z resztą świata o nazwie „pandemia covid-19, można już pokusić się o wyjaśnienie tego fenomenu psychologicznego, którym faktycznie była ta wojna.

Miliardy ludzi na całym świecie pobiegło na złamanie karku aby się „zaszczepić” na nie istniejącą chorobę, nie mając pojęcia jaki jest skład chemiczny owych szczepionek.
Im bardziej był wykształcony dany osobnik, tym prędzej biegł po szprycę, co do dzisiaj intryguje badaczy głupoty ludzkiej!

Dzisiaj już wiemy w jaki sposób „szczepionka” trafiła do ciał miliardów otumanionych ludzi i kto tą biologiczną wojnę zorganizował.

Początek akcji zorganizowała armia amerykańska, a konkretnie laboratoria Pentagonu. Wiemy o tym z zeznań jednego z dyrektorów Pfajzera w amerykańskim sądzie.
Dyrektor poinformował, że firma Pfajzer  została za sowitym wynagrodzeniem wykorzystana do wprowadzenia „szczepionki” na rynek, natomiast nie była i nie jest jej producentem.
Pfajzer ograniczył się tylko do sprawdzenia skuteczności „szczepionki” na …8 myszach. Test na myszach wypadł zgodnie z deklaracjami Pentagonu, to znaczy wszystkie myszy pozdychały.
Wobec takiego potwierdzenia skuteczności „szczepionek” Pfajzer mógł już  z czystym sumieniem wprowadzić je na rynek, co też uczynił!

Test „myszowy” przeprowadzony na miliardach ludzi daje podobne rezultaty jak na 8 myszach, z tą tylko różnicą, że ludzie okazali się bardziej odporni i umierają „nagle i niespodziewanie” nie jak myszy od razu, tylko w dłuższym czasie. Nie wiadomo kiedy ostatni „szczepan”   podzieli los każdej z 8 myszy. Tutaj opinie naukowców są podzielone. Niektórzy z nich sugerują nawet, że część Szczepanow przeżyje, gdyż mieli szczęście trafić nie na „szczepionkę” tylko na placebo, które co poniektórym Szczepanom podano, aby inni przekonali się, że „nie taki diabeł straszny…”

Trzeba oddać sprawiedliwość firmie Pfajzer, że zainwestowała ona pewną  sumę w test „myszowy”, a konkretnie Pfizer wydał w sumie 391,28 dolarów, na zakup myszy, (plus tyle, ile kosztowało jedzenie dla myszy i małą butelkę z wodą z metalowym korkiem).

W ramach oszczędności  zwłoki myszy nie zostały poddane autopsji, więc Pfizer wydał ZERO dolarów na bezpieczeństwo.
Czyż powyższe nie brzmi jak jakiś ponury, surrealistyczny żart?
Czy za jakiś czas, ci co ten „żart” przeżyją   będą w stanie zrozumieć głupotę swoich przodków, którzy sami poddali się „zaszczepieniu” preparatem przetestowanym na …8 myszach, z których żadna  „szczepienia” nie przeżyla!??
———————————

Test „myszowy” został dokładnie opisany przez  dr. Toby Rogersa tutaj: uTobian – Substack dr. Toby Rogersa („Thinking Points, September 4, 2022”), zaś jego streszczenie tutaj: https://www.dakowski.pl/8-myszy-a-dochod-pfizera-i-moderna-54-miliardy-dolarow/

8 myszy… a dochód Pfizera i Moderna 54 miliardy dolarów.

Anthony Ivanowitz 26.11.2024r. www.pospoliteruszenie.org 

Amerykańskie rakiety – polskie cele

Amerykańskie rakiety – polskie cele

https://myslpolska.info/2024/11/26/rekas-amerykanskie-rakiety-polskie-cele/

Jeszcze nigdy od lutego 2022 roku nie byliśmy tak blisko wojny światowej.

Ponieważ jednak i tak nie wiemy co dzieje się za kulisami, możemy się tylko domyślać jak ważone są losy świata, zgadując bliskość atomowej zagłady, albo co najmniej poważnej dewastacji znanego nam świata – wyjaśnijmy lepiej najpierw kilka kwestii tyleż zaciemnionych, co zupełnie podstawowych, o znaczeniu przede wszystkim i ponad wszystko dla Polski i Polaków.

To nie są ukraińskie rakiety

Sformułowanie „czy pozwolić Ukrainie na użycie zachodnich rakiet przeciw Rosji” nie pozwala Polakom zrozumieć istoty problemu. Strzelać mogą sobie Ukraińcy w co zechcą, byle nie w Przewodów ani jakąś inną polską wieś. W końcu prowadzą działania wojenne (bo formalnie wciąż nawet nie wojnę). Sęk w tym, że Ukraińcy nie obsługują ani nawet nie decydują o użyciu sprowadzonych na ich terytorium zachodnich systemów rakietowych średniego i dalekiego zasięgu. W przypadku tego sprzętu nikt im tam nawet nie pozwala krzyknąć „Вогонь!”, namiary celów, kody, ochrona wyrzutni (w końcu swoje kosztują) jest w rękach tzw. ekspertów z państw NATO, Amerykanów, Brytyjczyków, zapewne także Francuzów. Jeśli więc już nie tylko najemnicy, ale żołnierze NATO, obsługujący NATO-wski sprzęt prowadzą ostrzał rakietowy Rosji – to dla Rosjan jest to dołączenie tych wojsk i państw do wojny.

Rzeszów i Lublin w odwecie za Briańsk?

I nawet, jeśli celami są jakieś mniej ważne cele, z daleka do rosyjskich centrów życiowych, w pobliżu teatru wojny – to przecież rosyjski odwet może być adekwatny. Nie będą przecież strzelać w Waszyngton czy Londyn, ale już czemu nie w jakieś nikomu w Stanach i UK niepotrzebne Rzeszów czy Lublin? Amerykański, a wkrótce zapewne brytyjski bezpośredni udział w wojnie z Rosją – to zatem większy problem nie dla Amerykanów, Anglików czy nawet Rosjan, ale niemal na pewno dla Polaków.

Nawet ci z nas, którzy coś nie coś pojmują i odczuwają nieprzyjemny ucisk dołku w związku ze spodziewaną eskalacją konfliktu Zachód – Rosja wciąż jednak mogą się pocieszać, że wprawdzie może i NATO nas naraża, ale „przecież jednocześnie na pewno nas obroni”. Nie wdając się w analizy polityczne, ani nie przypominając po raz kolejny treści osławionego artykułu 5 Paktu Północno-Atlantyckiego, który w istocie nikogo do niczego nie zmusza, a nawet gdyby zmuszał, to co z tego, wszak artykuły tym się różnią od wyrzutni rakiet, że same nie strzelają, zastanówmy się raczej nad praktycznym aspektem owej oczekiwanej obrony polskiego terytorium.

Skutki uboczne

Oto bowiem jeśliby Rosjanie zdecydowali się na odwet, a jego przedmiotem uczynili Polskę – to przecież nasze niebo ochronią NATO-wskie systemy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe, czyż nie? Cóż, może tak, może nie, ale jak wyglądają praktyczne skutki takiej obrony zobaczyliśmy 18 listopada w Odessie. Około południa baterii Patriot PAC-3 udało się tam zestrzelić rosyjski pocisk balistyczny 9K720 Iskander, którego celem była miejscowa infrastruktura wojskowa i portowa. Niestety, jak przyznała nawet strona ukraińska – w wyniku trafienia rosyjskiego pocisku jego część wraz z odłamkami NATO-wskiej / ukraińskiej rakiety MIM-104F spadła na odeską dzielnicę mieszkalną, zabijając, jak stwierdzono „około dziesięciu osób”.

Kto z Państwa zgłasza do takiej ochrony własne osiedle w Polsce? Jest może jakiś chętny mieszkaniec Wilanowa? Co tam macie w Rzeszowie blisko lotniska oprócz Jasionki, może od razu Baranówkę? Na kogo wypadnie na Lubelszczyźnie, Felin czy Świdnik? W końcu się ustali czyje to lotnisko… No, kto się zgłasza pod parasol Patriotów? Kto chce być skutkiem ubocznym, przypadkową ofiarą tej wojny? Przecież wszystkim będzie przykro i tym co strzelą, i tym co zestrzelą, tak tylko jakoś głupio wyjdzie, no ale jakieś ofiary muszą być! Aha, i nie bójcie się, infrastrukturę służącą dalszym dostawom dla Kijowa uratują. A co z naszymi bliskimi?

I mało pocieszające będzie, że być może ich ostatnie chwile życia będą wyglądać jak ta scena z Polowania na Czerwony Październik, gdy sowiecki podwodniak (grany przez polskiego aktora) rzuca dowódcy: „Ty arogancki dupku, zabiłeś nas!”. My też mielibyśmy komu się tak odciąć, ale może nie starczyć nam czasu.

Konrad Rękas

Kto zapłaci za „zieloną” komunikację miejską? Elektro-mobilne szaleństwo

https://pch24.pl/kto-zaplaci-za-zielona-komunikacje-miejska-elektro-mobilne-szalenstwo-uderzy-w-samorzady-i-portfele-pasazerow

Kto zapłaci za „zieloną” komunikację miejską? Elektro-mobilne szaleństwo uderzy w samorządy i portfele pasażerów

„Miasta powyżej 100 tys. mieszkańców od 1 stycznia 2026 roku będą mogły nabywać wyłącznie autobusy elektryczne i wodorowe. Tak wynika z uchwalonej nowelizacji ustawy o elektro-mobilności. Wyjątkiem od tej reguły mają być pojazdy, które obsługują linie podmiejskie”, informuje na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” Krzysztof Śmietana.

Publicysta zwraca uwagę, iż obecnie za autobus z silnikiem Diesla trzeba zapłacić ok. 1,5 mln zł. „Elektryk kosztuje zaś ok. 3 mln zł, a wodorowiec ok. 4 mln zł. W przypadku tego ostatniego znacznie droższe jest jednak paliwo”, czytamy.

Według szacunków Związku Miast Polskich w dużych miastach jeździ teraz 700 autobusów zeroemisyjnych. Do wymiany będzie zaś 6,5 tys. pojazdów. Resort klimatu zakłada, że to potrwa 16 lat.

Z wyliczeń Ministerstwa Klimatu wynika, że łączna kwota, jaka zostanie przeznaczona na wsparcie miast w perspektywie najbliższych 10 lat, to ponad 10 mld zł.

Spodziewam się, że w 2025 r. kto żyw będzie kupował diesle. Prawdopodobnie skończy się możliwość ich zakontraktowania z powodu braku mocy przerobowych. W konsekwencji trzeba się też liczyć z napływem dużej liczby pojazdów używanych z Zachodu – zaznacza Marcin Żabicki z Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej (IGKM). Jako przykład podaje Wrocław i Kraków.

Jednocześnie pojawia się obawa, ze część miast będzie ciąć rozkłady jazdy.

Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna” TG

Lewicy tylko seks w głowach. Ludzkość obywała się przez tysiąclecia bez „edukacji seksualnej” i rozmnażała się bezproblemowo.

Lewicy tylko seks w głowach. Programy edukacji seksualnej wkurzają ludzi w kolejnych krajach

26.11.2024 https://nczas.info/2024/11/26/lewicy-tylko-seks-w-glowach-programy-edukacji-seksualnej-wkurzaja-ludzi-w-kolejnych-krajach/

Barbara Nowacka - minister edukacji narodowej Fot. PAP/Paweł Supernak
Barbara Nowacka – minister edukacji narodowej Fot. PAP/Paweł Supernak

Ludzkość obywała się przez wieki bez „edukacji seksualnej” i jakoś się rozmnażała bezproblemowo. Lewica, która jest pusta ideowo jak dzban, szuka sobie różnych poletek na swoje eksperymenty i włączyła do tego także intymne sprawy ludzkie. Szkoły zaczęły „edukować seksualnie”…

W sumie chodzi o seksualizację dzieci, a we wszystkich krajach schemat działania jest podobny. U nas niedawno zakończyły się „konsultacje publiczne”, a do Ministerstwa Edukacji trafił apel „NIE dla deprawacji seksualnej w szkołach” podpisany przez 76 tysiące osób. „Ministra” Barbara Nowacka i tak robi swoje.

1 grudnia na Placu Zamkowym w Warszawie o godz. 12:00 odbędzie się manifestacja przeciwko „edukacji zdrowotnej” organizowana przez Ruch Ochrony Szkoły oraz Koalicję na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły. Nie inaczej jest w innych krajach.

Ostatnio francuski system szkolnictwa dokonał dalszej „rewizji” swojego modułu dotyczącego edukacji na rzecz życia emocjonalnego i seksualnego (Evars) i naszpikował go jeszcze większą porcją „wokizmu” i treści niezbyt pasujących zwłaszcza dla dzieci.

Moduł narzuca „uczenie szacunku dla różnorodności i tożsamości płciowych”, teorie genderowe, „zwalcza stereotypy związane z płcią” itd. Takie tematy są powtarzane w module nauczania kilkunastokrotnie. Zachęca się uczniów, aby „uświadomili sobie, że tożsamość płciowa danej osoby może nie odpowiadać jej płci biologicznej” itd.

Od klasy piątej, dzieci w wieku od jedenastu do dwunastu lat będą uczone, aby „rozpoznawać i szanować różnorodność ciał (morfologia, wygląd itp.), tożsamości płciowej, orientacji seksualnej”. Bycie kobietą lub mężczyzną ma być jedynie konstruktem społecznym. Dzieciom wpaja się teorię gender w najbardziej skrajnej formie.

Pod wpływem protestów, ministerstwo trochę się cofa w opracowywaniu tego programu. Program jest krytykowany przez wielu specjalistów, ale też związki rodziców. Na przykład Ludovine de La Rochère, prezes Związku Rodzin, potępiła „szokujące treści, nieodpowiednie dla wieku uczniów, naznaczone aktywizmem ideologicznym, niezgodne z okólnikiem Edukacji Narodowej i oderwane od misji edukacyjnej szkoły”.

Taka edukacja przynosi też dzieciom konkretne szkody. Odnotowano kilka przypadków dzieci, które przeżyły po takich lekcjach traumę.

8 myszy… a dochód Pfizera i Moderna 54 miliardy dolarów.

8 myszy…

Całość: uTobian – Substack dr. Toby Rogersa („Thinking Points, September 4, 2022”)

Budżet CDC: 10,6 miliarda dolarów.

Budżet FDA: 6,1 miliarda dolarów.

Przychody Pfizera ze szczepionki Covid-19: 33 miliardy dolarów.

Przychód ze szczepionki Moderna Covid-19: 21 miliardów dolarów.

Zaliczkowe zamówienie od administracji Bidena na przeformułowane zastrzyki: 3,2 miliarda dolarów.

Całkowita kwota, którą byli gotowi wydać na badania skuteczności zmienionej szczepionki? 8 gównianych myszy.

Możesz kupić takie laboratoryjne myszy (BALB mice) na wolnym rynku. Najdroższa? $48,91. Więc Pfizer wydał w sumie 391,28 dolarów, żeby zmierzyć odpowiedź przeciwciał na te zastrzyki (plus tyle, ile kosztowało jedzenie dla myszy i małą butelkę z wodą z metalowym korkiem). Myszy nie zostały poddane autopsji, więc Pfizer wydał ZERO dolarów na bezpieczeństwo. Oto jak bardzo nas nienawidzą.

[…]

Dr Toby Rogers

Całość: uTobian – Substack dr. Toby Rogersa („Thinking Points, September 4, 2022”)

Toby Rogers uzyskał tytuł doktora ekonomii politycznej na Uniwersytecie w Sydney w Australii. Jego praca doktorska „The Political Economy of Autism”, bada historię regulacji pięciu klas toksycznych substancji, które zwiększają ryzyko autyzmu. Rogers pokazuje, że problem zdrowia publicznego, jakim jest autyzm, w rzeczywistości zaczyna się od problemu ekonomii politycznej, jakim jest przechwycenie systemu regulacji produktów medycznych, przez elity polityczno-biznesowo-medyczne. Posiada również tytuł magistra polityki publicznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, gdzie był badaczem byłego sekretarza pracy USA Roberta Reicha. Rogers obecnie zajmuje się oddolnym organizowaniem politycznym z grupami wolności medycznej w całym kraju, pracując nad powstrzymaniem epidemii autyzmu.

Współpracuje m.in. z Children’s Health Defense, kierowaną przez Roberta F. Kennedy’ego Jr, oddolną organizacją ostrzegającą przed niebezpieczeństwami wszelkich szczepionek, które w znacznej mierze są przyczyną autyzmu, alergii, zespół nadpobudliwości ADHD, chorób autoimmunologicznych i innych schorzeń. Prowadzi blog uTobian na Substacku.

Niedziela, 1 grudnia o godz. 12-tej na Placu Zamkowym w Warszawie. Manifestacja pod hasłem „Tak dla edukacji, nie dla deprawacji”.

Zapraszamy na wielką manifestację rodziców, nauczycieli, młodzieży, wszystkich, którym zależy na dobru polskich uczniów i którzy chcą wyrazić sprzeciw wobec tego, jak niszczona jest polska szkoła.

Tysiące Polaków wiedzą już o bezprecedensowym ataku rządu na niewinność naszych dzieci i radykalnym programie obowiązkowej seksedukacji we wszystkich szkołach – od podstawówki po liceum. To nasz wspólny sukces. Jednak to dopiero początek długiej wojny z gorszycielami z Ministerstwa Edukacji.

Nie udało się minister Barbarze Nowackiej przemycić skandalicznego programu zmian niepostrzeżenie. Stąd nie dziwią jej emocjonalne wybuchy i okrzyk: „nie interesuje mnie, co boli Ordo Iuris!”, którymi dała wyraz wściekłości z powodu upowszechnienia treści projektu rządowego rozporządzenia.

W ostatni czwartek zakończyły się rządowe konsultacje. Z woli minister Nowackiej były nadzwyczaj krótkie i pierwotnie skierowane głównie do organizacji LGBT i seksedukatorów. Dzięki naszemu zaangażowaniu oraz dzięki wielkiej koalicji obrońców dzieci i szkoły, którą współtworzymy od wielu miesięcy, ministerstwo zostało jednak zarzucone tysiącami uwag, zastrzeżeń, protestów i analiz. Pisali je zatroskani rodzice, pełni obaw nauczyciele, eksperci przedmiotowi, autorzy podręczników, pedagodzy, psychologowie dziecięcy i rozwojowi, lekarze i eksperci ds. zdrowia.

Wszyscy są zaszokowani, że ta szkolna deprawacja ma być obowiązkowa, a promocja do kolejnej klasy będzie uzależniona od przyswojenia wiedzy o masturbacji, homoseksualnych praktykach i „różnych rodzajach rodzin”… W toku rozpalającej się dyskusji ministrowie rządu Donalda Tuska porzucili już nawet fałszywą i wprowadzającą w błąd nazwę nowego przedmiotu! Minister ds. równości Katarzyna Kotula wprost nazwała nowy, obowiązkowy przedmiot „edukacją seksualną”.

Nasz głos nie jest osamotniony. Poza stanowiskami i opiniami Koalicji na rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, otrzymaliśmy wielkie wsparcie w postaci jednoznacznego stanowiska całej Konferencji Episkopatu Polski. Biskupi upominają się w nim o poszanowanie praw rodziców, a projekt rozporządzenia nazywają wprost „deprawującymi zapisami dotyczącymi edukacji seksualnej”.

Na razie, pomimo potęgujących się protestów, Ministerstwo Edukacji brnie w skandaliczne rozwiązania. Gdy dwa dni przed zamknięciem konsultacji na temat rozporządzenia dyskutowały sejmowe komisje do Spraw Dzieci i Młodzieży oraz Edukacji i Nauki, kierownictwo komisji uparcie blokowało udział naszych ekspertów w posiedzeniach…

Ale nie możemy dać sobie zamknąć ust, bo na szali jest dobro naszych dzieci!

W jednej z ostatnich wiadomości pisałem do Pani o szczegółach ministerialnego rozporządzenia, związanych z nim zagrożeniach dla naszych dzieci i wszystkich działaniach naszych ekspertów, zmierzających do zatrzymania wulgarnej seksualizacji i ideologicznej indoktrynacji naszych dzieci.

Mowa tu nie tylko o wspomnianej analizie, ale także między innymi o internetowej petycji „Stop Seksualizacji Dzieci”, którą podpisało już ponad 40 000 Polaków, wzorach pism do ministerstw, udostępnionych naszym sympatykom, spotkaniach z rodzicami i nauczycielami z całej Polski, konferencjach eksperckich czy udostępnianych na naszej stronie internetowej poradnikach prawnych i raportach. 

Zachęcając do przeczytania załączonej wiadomości, chciałabym jednocześnie zaprosić Panią do wzięcia udziału w manifestacji sprzeciwu wobec genderowej, wulgarnej seks-edukacji w szkołach.

Manifestację organizujemy – wraz z naszymi partnerami z Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły – już w najbliższą niedzielę, 1 grudnia o godz. 12:00 na Placu Zamkowym w Warszawie. Pikieta odbędzie się pod hasłem „Tak dla edukacji, nie dla deprawacji”.

Zachęcamy do udziału w manifestacji wszystkich, którym zależy na dobru naszych dzieci. To prawdziwy bój o pokolenie, które będzie wkrótce decydować o losach naszego Narodu. Podczas manifestacji będzie można złożyć podpis pod obywatelską inicjatywa ustawodawczą chroniącą dzieci przed dostępem do pornografii w internecie, o której pisaliśmy Pani kilka dni temu.

Jednocześnie serdecznie zachęcam Panią także do finansowego wsparcia działalności Instytutu Ordo Iuris, bo tylko dzięki temu wsparciu możemy prowadzić w Pani imieniu walkę w obronie naszych dzieci.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Wspieram działania Ordo Iuris

Z wyrazami szacunku

Adw. Jerzy Kwaśniewski - Prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

Jaguar odkupuje od klientów 2760 swoich aut EV. Powodem zagrożenie pożarem

Jaguar odkupuje od klientów 2760 swoich aut EV. Powodem zagrożenie pożarem

przez Wojciech Krzemiński https://namasce.pl/jaguar-odkupuje-od-klientow-2760-swoich-aut-ev-powodem-zagrozenie-pozarem/

Jaguar I-Pace

Jaguar I-Pace

Producent z brytyjskimi korzeniami jest w trakcie realizacji prawdziwej rewolucji produktowej. Wkrótce z jego oferty znikną wszelkie hybrydy i napędy spalinowe na rzeczy tych akumulatorowych.

Czy to dobre posunięcie? Większość fanów marki twierdzi, że marka podejmuje przesadne ryzyko. Poza tym, może ucierpieć nie tylko sprzedażowo, ale też wizerunkowo. Teraz Jaguar odkupuje od klientów wadliwe auta, co również nie pomaga.

Z jednej strony można mówić o godnym poczuciu odpowiedzialności wobec nabywców, a z drugiej – o nieodpowiedzialności, bo ktoś takie samochody wypuścił do sprzedaży. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że podczas masowej produkcji zdarzają się takie sytuacje.

Zacznijmy od tego, że problem dotyczy rynku amerykańskiego. Firma zbadała problem i ustaliła, że 2760 egzemplarzy elektrycznego crossovera może mieć „problem cieplny”, które poskutkuje pożarem. Aby nie ryzykować, podjęto jedyne słuszne działanie.

Jaguar odkupuje elektryczne auta klientów

W czym tkwi problem. Jak zazwyczaj w takich przypadkach, chodzi o akumulator trakcyjny. Posiadacze potencjalnie wadliwych sztuk modelu I-Pace zostali pierwotnie poproszeni, by ograniczyć ładowanie do 80 procent.

Jak wynika z oficjalnych informacji, wszystkie lub większość egzemplarzy pochodzi z roku modelowego 2019. Może w nich wystąpić przegrzanie baterii, którego konsekwencją będzie samozapłon.

Poprzednie akcje serwisowe oparte na zmianach konfiguracji oprogramowania nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Okazuje się, że przeciążenie termiczne wciąż jest możliwe, dlatego konieczna jest kolejna reakcja.

Jaguar odkupuje 2760 modelu I-Pace
Jaguar I-Pace

Oprócz prośby na temat ładowania, Jaguar powiedział użytkownikom, by parkować na zewnątrz i daleko od budynków. W międzyczasie pracowano nad rozwiązaniem, które miało przynieść oczekiwane rezultaty – bezpieczną eksploatację.

W końcu producent uznał, że najlepiej jest odkupić samochody. Teoretycznie, nie jest to najlepsze rozwiązanie dla marki, ale dla klienta – zdecydowanie tak. Nie dość, że uda się uniknąć niepożądanej sytuacji, to jeszcze będzie można zaoszczędzić. W jaki sposób?

To proste. Auta elektryczne sporo tracą na wartości – tym bardziej takie, które mają poważne problemy. Klienci nie będą więc musieli borykać się z odsprzedażą za ułamek pierwotnej ceny. Wszystko spadnie na producenta.

Archiwum „Migawek”

8 maja 2025:

Prośmy Ducha Świętego o papieża KATOLIKA.

Dostaliśmy się w łapy pozieleniałych komunistów. Ponieważ farba jest tandetna, łuszczy się, spod parchów wyziera krwawa czerwień. Co razem daje – brunatny terror. Czas ich chyba powywieszać? Bo jak inaczej się bronić?

18 marca 2024:

Apele o udział w błagalnych Marszach Pokutnych otwiera 10 razy mniej ludzi, niż MEMy. Sądzisz, że obejrzenie obrazka obroni Ciebie i twoje dziecko przed porno, ciemnotą czy zielonym wariactwem? Mężowie stanu mówili, że jeśli 10% Narodu zażąda czegoś – to nawet tyran się zastanowi, może podda. Bo wtedy Bóg nam pomoże.


Nuncjusz apostolski Pignatelli, późniejszy papież Innocenty XII, powiedział do hetmana Stanisława Jabłonowskiego: „Szczęśliwe narody, które mają taką historię jak Polska, szczęśliwszego od was nie widzę państwa, gdyż wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymowne; obyście to tylko zrozumieli sami”. Obyśmy zrozumieli!…

W razie niebezpieczeństwa strusie nie chowają głowy w piasek. Tak czynią jednak przyzwoici ludzie.

“Władza nie jest środkiem, jest celem. Nie ustanawia się dyktatury po to, by chronić rewolucję; rewolucję się tworzy, by ustanowić dyktaturę. ” George Orwell

Chciałbym publikować wieści optymistyczne: O wielkich czynach Papieża katolika, o znaczących państwach rządzonych mądrze i uczciwie. O fali potępienia kłamstw. Módlmy się gorąco!  

Prezydent Kazachstanu Tokajew wrócił do nazwy stolicy – ASTANA. Pewnie na cześć Patrona Konferencji Międzyreligijnej  – Szatana?

=======================

Do około 15 Sierpnia… 2023

5 sierpnia 1920 to Cud nad Wisłą, udokumentowany! Nie „bitwa warszawska”.

Biorę czyny polityków na serio: Codziennie gromadzę drewno na zimę. Chcą nas też zagłodzić: wstrzymanie produkcji nawozów. Nasi przodkowie już co najmniej 12 wieków temu warzyli doskonałe piwo. Teraz – zabrakło CO2 !! Jak reagować??

===================


Po debacie z ekologistą – Aspergerem i ADHD.Ok. 15 08 2022

———————-

NWO: Bunt mas – przewidują, mają w planach. Konieczna jest więc kontr-rewolucja, czyli odwrotność rewolucji.

Biden przed rokiem: „Zaszczepieni nie złapią kowida”. Dziś, poczwórnie zaszczypany, ma go; „leczą” paracetamolem.

==================

Jeśli oszukasz mnie raz – jesteś kłamcą. Gdy oszukasz mnie po raz drugi – jestem idiotą.

O inflacji: – Proszę, żebyście zacisnęli zęby i byli optymistami.. A.Duda

Postęp: Za Tamtej komuny 20 stopień zasilania był przy „niespodzianych” mrozach. Za „Zielonego Ładu” zapaść energetyczna nawet przy upałach. 

—————–
Luuudzie! „Wykluczenie klapkowe” otworzyło 1469 osób. NIKT nie zauważył, nie zawiadomił mnie, że tekst jest tam DWA razy.. To jak wy czytacie??

Moja strona nie jest „do przeglądania”. Artykuły należy czytać do końca; ze ZROZUMIENIEM. 

——————-

Спасение утопающих в руках самих утопающих. 

Nie pytajmy „jak to kiedyś mogło się zdarzyć?TO teraz się zdarza !

Postęp powinien oznaczać ciągłe zmienianie świata, aby odpowiadał on wizji, a zamiast tego ciągle zmieniają wizję. G.K. Chesterton

=================================

Ta prostacka łobuzeria w TVP ma ogromne pieniądze na wyjców w Eurowizji, a nie ma  na FINAŁ Igi w Rzymie!! [połowa maja 2022]

W najbliższym czasie możliwa jest [prawdop.>30%] blokada internetu. Warto ważne artykuły skopiować na pamięci zewnętrznej – oraz dawać do poczytania innym[pocz. maja 2022]

LUDZIE !! Uczcie się języków wrogów ! Artykuły po angielsku czy rosyjsku otwiera jedynie 30% czytelników… 

Mylą się ci, którzy sądzą, że można uratować siebie i Polskę bez Krucjat Różańcowych. A takich jest 2/3 mych czytelników.

==========================

Wielka Sobota:

Oremus et pro perfidis Judaeis: ut Deus et Dominus noster auferat velamen de cordibus eorum; ut et ipsi agnoscant Jesum Christum Dominum nostrum. Omnipotens sempiterne Deus, qui etiam Judaicam perfidiam a tua misericordia non repellis: exaudi preces nostras, quas pro illius populi obcaecatione deferimus; ut agnita veritatis tuae luce, quae Christus est, a suis tenebris eruantur. Per eundem Dominum…

Módlmy się i za Żydów wiarołomnych: niech Bóg i Pan nasz zdejmie zasłonę z ich serc, aby i oni poznali Jezusa Chrystusa Pana naszegoWszechmogący, wieczny Boże, który nawet wiarołomnych Żydów nie odrzucasz od swego miłosierdzia, wysłuchaj próśb naszych, jakie zanosimy za ten naród zaślepiony, aby uznając światło prawdy, którym jest Jezus Chrystus, został wyrwany ze swoich ciemności. Przez tegoż Pana…

Спасение утопающих в руках самих утопающих. Ильф и Петров.

10 lutego 1940 roku setki tysięcy Polaków na SYBIR pognali. Niewielki nas ułamek wrócił. Ale krzepki.

Dudyzm vel dudaizm: Mieszanka słowna bałamucenia, dwulicowości, oszustwa, niedorzeczności, nieświadomości i manipulacji.

grudzień 2021

Nie oszukujmy się, nie łudźmy. TO robią nam naprawdę. Ale możemy i musimy tę bitwę ze ZŁYM wygrać. To dopiero przygrywka. Nie czekajmy więc na interwencję Zbawiciela. 

Trzecia dawka może nie zadziałać bez czwartej. Pewność uzyskamy po piątej. Jaką pewność? Taką że nie działa bez szóstej.

Kiedy Noe zbudował arkę? – Zanim spadł deszcz…

Archiwalna strona do X.2021

Kanada rozpoczęła eutanazję ludzi z „syndromem poszczepiennym COVID-19″

Kanada rozpoczyna eutanazję obywateli z „syndromem poszczepiennym COVID-19″

Data: 23 novembre 2024Author: Uczta Baltazara 2 Commenti

Kanada co tylko zabiła pierwszego swego obywatela w ramach kontrowersyjnych, nowych planów rządowych dotyczących eutanazji pacjentów poszkodowanych przez „szczepionki” anty-Covid.

Pierwszą osobą poddaną eutanazji z powodu „zespołu poszczepiennego COVID-19” został 40-letni mężczyzna z Ontario. Mężczyzna został zabity na mocy kanadyjskich przepisów dotyczących „wspomaganego samobójstwa” z wykorzystaniem finansowanego przez podatników rządowego programu Medical Assistance in Dying (MAiD). Lekarze stwierdzili, że pacjent stał się obciążeniem dla uspołecznionego systemu opieki zdrowotnej. Uznali, że pacjent nie wyzdrowieje z „zespołu poszczepiennego” i orzekli, że MAiD jest lepszą opcją niż opieka długoterminowa.

Pacjent, zidentyfikowany tylko jako „Pan A”, po trzech szczepieniach szczepionką Covid mRNA doświadczył „cierpień i pogorszenia stanu funkcjonalnego”. Lekarze stwierdzili, że w wyniku „zespołu poszczepiennego” pacjent cierpiał na depresję, zespół stresu pourazowego, stany lękowe i zaburzenia osobowości. Ze względu na swój stan mężczyzna został dwukrotnie przyjęty do szpitala, w tym raz przymusowo. Lekarze zauważyli, że podczas „zmagania się z dolegliwościami fizycznymi” pacjent przejawiał „myśli samobójcze”.

Zanonimizowany przypadek jest jednym z kilku wymienionych w serii raportów sporządzonych przez 16-osobową komisję ds. oceny zgonów MAiD, powołaną w styczniu przez głównego koronera Ontario. W raporcie stwierdzono, że „wśród wielu specjalistów nie potwierdzono żadnej jednolitej diagnozy”. Jednak eksperci MAID „uznali, że w przypadku obrazu klinicznego pana A. (poważny spadek sprawności funkcjonalnej) najbardziej racjonalną diagnozą był zespół poszczepienny, wpisujący się w zespół przewlekłego zmęczenia”. W raporcie zauważono jednak, że podczas sekcji zwłok nie znaleziono żadnych „wyników patologicznych”, które mogłyby wskazać jakąkolwiek podstawową diagnozę fizjologiczną.

Sam termin „zespół poszczepienny” stał się kwestią kontrowersyjną. Obecny kanadyjski system zgłaszania zdarzeń niepożądanych poszczepiennych nie obejmuje „zespołu poszczepiennego”. Pomimo zgody co do tego, że stan mężczyzny był spowodowany przez szczepionkę, wielu specjalistów, z którymi konsultowano się przed jego śmiercią, nie było w stanie uzgodnić diagnozy. Brak jasnej diagnozy rodzi dalsze pytania dotyczące tego, czy stan mężczyzny spełniał kryteria „nieodwracalnego”, co oznacza sytuację beznadziejną i nieuleczalną. (…)

Przeprowadzone niedawno badanie wykazało, że za sprawą rządowego programu MAiD, kanadyjski system opieki zdrowotnej oszczędza 136,8 miliona dolarów rocznie. Krytycy ostrzegają jednak, że osoby znajdujące się w trudnej sytuacji są zmuszane do wyboru śmierci, by uniknąć “kosztownej” opieki.

INFO: https://slaynews.com/news/canada-begins-euthanizing-citizens-covid-vaccination-syndrome/ https://nationalpost.com/health/ontario-man-euthanasia-post-covid-19-vaccination-syndrome

Homoseksualizm: Bergoglio znów oddaje się swojej zboczonej ideologii

Homoseksualizm: Bergoglio znów oddaje się swojej prywatnej ideologii

https://gloria.tv/post/4qpCdoiH3yMoAFwQ4Xia4i36q

Meksykański homoseksualista Nava Mau, lat 32, który ubiera się jak kobieta i jest aktorem w serialu Netflix Baby Reindeer (2024), spotkał się z homoseksualnym aktywistą Jorge Mario Bergoglio na prywatnym spotkaniu w Santa Marta.

Mau [poprawnie] opisał tę wizytę jako „jeden z najbardziej surrealistycznych momentów” w swoim życiu w tym roku.

Powiedział, że nigdy w życiu nie wyobrażał sobie, „że będę siedział obok papieża w jego rezydencji, nie mówiąc już o rozmowie z nim przez godzinę z sześcioma zwolennikami LGBTQ [= propagandystami homoseksualizmu] z całego świata”.

Mau opowiedział Bergoglio o swoim wychowaniu, rzekomej „przemocy”, której doświadczał przez całe życie oraz o „sposobie, w jaki społeczność [homoseksualna] była moją wiarą”.

He told Bergoglio about Baby Reindeer and what it meant to so many millions of people around the world to now know an „empowered, self-aware and loved” transvestite.

„Opowiedziałem mu o mojej babci, która była moją najlepszą przyjaciółką i byłaby ze mnie bardzo dumna. Była z nami tego dnia”.

Bergoglio życzył Mau „wszelkiej miłości i szczęścia” i poradził mu, by „nadal walczył” [o grzechy homoseksualistów].

Skandaliczne przedstawienie w Teatrze Narodowym. Goły aktor przed szkolną młodzieżą

Marek Miśko: Skandaliczne przedstawienie w Teatrze Narodowym. Roznegliżowany aktor wystąpił przed szkolną młodzieżą

https://pch24.pl/skandaliczne-przedstawienie-w-teatrze-narodowym-rozneglizowany-aktor-wystapil-przed-szkolna-mlodzieza

(fot. pixabay.com)

W Teatrze Narodowym w Warszawie wystawiono sztukę interpretującą jedno z dzieł Johanna Wolfganga Goethe. W trakcie przedstawienia jeden z aktorów zaprezentował się szkolnej młodzieży kompletnie goły. Rodzice nie zostali uprzedzeni, że ich nieletnie dzieci będą świadkami takich scen.

O sprawie poinformował znany youtuber Marek Miśko, który opowiedział o zdarzeniu na swoim kanale „Marek Miśko, Czuwaj”. Okazuje się, że sprawę zna dokładnie, ponieważ przydarzyła się jego niepełnoletniemu synowi, który wziął udział w wycieczce szkolnej do Teatru Narodowego. To właśnie tam szkolna młodzież – bez wiedzy rodziców – była zmuszona do oglądania scen nagości.

– Dostaliśmy od syna smsa o treści: „za chwilę na scenie ma pojawić się facet, który będzie biegał z gołym przyrodzeniem. Siedzimy w pierwszym rzędzie. Jeśli tak będzie, natychmiast wychodzę. Nie chcę na to patrzeć” – relacjonuje słowa swojego syna Marek Miśko.

Youtuber natychmiast z oburzeniem postawił pytanie: „jakie możemy mieć dziś zaufanie do szkoły, skoro ta wysyła niepełnoletnią młodzież na spektakl, w którym aktorzy występują nago”?

Następnie retorycznie pytał o postępowanie i świadomość aktora, odkrywającego sceny nagości przed szkolną młodzieżą. – Czy aktor (…) ma choć odrobinę godności, aby wiedząc kto jest jego publicznością – przecież widzi – ma ten kontakt wzrokowy, (…) to nie wie, że należy zachować się z godnością? – pytał retorycznie Marek Miśko.

Internetowy publicysta kontynuuje historię i opowiada co wydarzyło się w drodze powrotnej. Syn Marka Miśko miał publicznie – w pobliżu nauczycieli – wyrażać dezaprobatę dla scen zobaczonych w Tatrze Narodowym. Usłyszała to jedna z „nowocześniejszych nauczycielek”.

– Przy wyjściu z autokaru ta oświecona nauczycielka powiedziała do syna coś mniej więcej takiego: „nie mów głośno, że nie zrozumiałeś tej sztuki, bo świadczy to tylko źle o tobie”. A syn na szczęście odpowiedział: „myślę, że jeśli to coś mogło się pani podobać, to świadczy to nie o mnie, ale źle o pani” – kończy relacjonowanie Miśko.

Źródło: X.com, youtube.com

Przepis na karierę 

23 listopada  2024 r. | Nr 47/2024 (699)
Przepis na karierę

Małgorzata Todd mtodd

       Szanowni Pastwo!
      Pisać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej. Sławy nie zdobywa się kunsztem literackim, a układami. Nie bez znaczenia jest tu giętki kręgosłup. Z  tym, że w balecie wymaga to wielu ćwiczeń, a w pisaniu wystarczy podły charakter i wyczucie skąd wiatr wieje.
       Miczurin uważał, że każde drzewo da się za młodu dowolnie ukształtować. Miał, czy nie miał racji, pozostawmy botanikom. A może inspirację czerpał z KGB, która stosuje tę metodę od zawsze. Trzeba wybrać odpowiednią latorośl, podsunąć jej materiały rzekomo kompromitujące Rosję i niech pisze, jak umie. Później wystarczy jej „dzieło” reklamować tak długo, aż stanie się powszechnie uznane. Wówczas autorka zostaje okrzyknięta „autorytetem” i odtąd wszelkie oszczerstwa spod jej pióra stają się „prawdą objawioną” nie podlegającą weryfikacji, ani tym bardziej krytyce.
       Kogo mam na myśli? Dobrze się Państwo domyślają – żonę pewnego nieudacznika, kandydata na kandydata na Prezydenta RP.

Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd
---

Kosmiczne rachunki za fotowoltaikę.

Kosmiczne rachunki za fotowoltaikę. „Gdybym miał słabsze serce, zszedłbym na zawał”

KUC 24 listopada 2024, https://businessinsider.com.pl/gospodarka/kosmiczne-rachunki-za-fotowoltaike-paralizujaca-bezsilnosc/3gzz30n

Kilka lat temu zainwestowali w fotowoltaikę, a teraz płacą kilkadziesiąt tysięcy złotych za prąd. — Gdybym miał słabsze serce, to z trzy razy zdążyłbym zejść na zawał. Najgorsza jest bezczelność i bezduszność tego systemu — mówi TVN24 pan Aleksy ze Szczecina. „Bezsilność jest paraliżująca” — dodają inni. Wysokie rachunki mogą być wynikiem błędów, ale nie tylko.

Problemy z fotowoltaiką dotyczą części odbiorców w całej Polsce.
Problemy z fotowoltaiką dotyczą części odbiorców w całej Polsce. | Foto: Piotr Dziurman/REPORTER / East News

TVN24 opisuje historię kilku osób z różnych części Polski oraz korzystających z usług różnych operatorów. Wszystkich łączy jedno: kilka lat temu zainwestowali w fotowoltaikę. A teraz, zamiast płacić za prąd mniej, otrzymują rachunki na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

„Pani Agnieszka z Rudy Kozielskiej (woj. śląskie) otrzymała 3 stycznia 2024 roku maila z firmy energetycznej Tauron, że jej zadłużenie wynosi 39 626,17 zł. Wyjaśnia nam, że na tę kwotę składa się rozliczenie za pobór prądu za rok 2022, około 19 tysięcy złotych, oraz faktura prognozowa w kwocie około 20 tysięcy złotych” — czytamy w serwisie.

Jak mówi czytelniczka, która w 2021 r. zainwestowała w panele słoneczne, wielokrotnie domagała się od Tauronu informacji na temat szczegółów zużycia.

— Aż mdli mnie od tego. Końca tego problemu nie widać, bo nowe rozliczenie i tak wynosi kolejne 15 tysięcy złotych. Na pewno nie zżarłam tyle prądu, bo niby z czego? — twierdzi. I dodaje, że stumetrowy dom ogrzewa ekogroszkiem, by nie korzystać z drogiego prądu.

Pan Aleksy ze Szczecina, czyli z drugiego końca Polski, mówi TVN24, że „gdyby miał słabsze serce, to już trzy razy zszedłby na zawał”. — W kwietniu tego roku zostajemy zaatakowani od Enei fakturą roczną na ponad 20 tysięcy złotych za prąd. Jest to rozliczenie zużycia za poprzedni rok. W związku z tym otrzymujemy również fakturę prognozową na kolejne 20 tysięcy złotych. Na dzień dobry mamy 40 tysięcy złotych zadłużenia — mówi serwisowi. Na fotowoltaikę wydał 70 tys. zł.

Z kolei pani Danuta z Chojnic otrzymała już rachunek na 11 tys. zł. — Wyjaśniamy tę sprawę od czerwca bieżącego roku. Obecnie mamy odłączony prąd. Na nasz wniosek został zabrany licznik do ekspertyzy — mówi klientka Enei.

Zobacz także: Połowa energii w Polsce produkowana ze stratami. Mamy najwyższe ceny w Europie

— Żyjemy po ciemku. Dziecko trzeba jakoś wyszykować do szkoły, uprać, uprasować, umyć w ciepłej wodzie. Dla nas to jest nieosiągalne. Nie ma też mowy o podładowaniu telefonu, laptopa czy włączeniu telewizora. Ta bezsilność wobec instytucji, codzienne funkcjonowanie bez prądu odpowiedzialność za 9-letnią córkę jest paraliżująca — mówi w TVN24.

Izabela Dąbrowska-Antoniak, koordynator ds. negocjacji przy prezesie Urzędu Regulacji Energetyki, nie bagatelizuje tego typu spraw. Są one obecnie wyjaśniane. — Widzę problem, w 2023 roku do koordynatora wpłynęło 630 spraw. Spora część skarg i to takich, które się powtarzają, dotyczy wysokich rachunków za prąd. One oznaczają dla klientów spółek energetycznych problemy ze spłatą zadłużenia — zaznacza.

Jak dodaje, powodem może też czasami być słaba komunikacja poprzedniego rządu w sprawie mrożenia cen prądu.

— To niezrozumienie widać w przypadku osób, które korzystały z taryf dwustrefowych. Taryfa ta jest wybierana do ogrzewania domu lub mieszkania, bo na przykład wieczorem można włączyć pobór energii po niższych stawkach. Rząd wprowadził mechanizm mrożenia cen energii, ale być może słabo było przekazane opinii publicznej, że w przypadku przekroczenia limitów (3 lub 2 tysiące kWh) w 2023 roku, wchodziło się w cenę maksymalną. Mało kto z tych dwustrefowych klientów wiedział, że ta cena prądu będzie taka sama, na dzień i na noc — tłumaczy.

Sunday Strip: The Ghost of Future Past – Let freedom ring.

Sunday Strip: The Ghost of Future Past –

Let freedom ring.

Robert W Malone MD, MS Nov 24, 2024






We might think that WOKE is dead, yet the ghost of wokeness past just goes on and on and on…


I had to look the cartoon below up… turns out this is about a car manufacturer. That would be Jaguar

But what the heck is the point?


Jaguar has rebranded – I dare you, just try to watch the commercial without gagging.

https://www.youtube-nocookie.com/embed/rLtFIrqhfng?start=30s&rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0


You know it’s bad when the socialist rag of Great Britain, which is mostly fit for using on your backend in the commode, had to opine.

Go WOKE, go broke. But will it ever end?






Almost fifty percent of the federal “workforce” never returned back to work after the lock-downs.

Watching the mass exodus of the federal “workforce” after Trump signs an executive order forcing all federal employees back to the office will be truly entertaining.

According to Vivek and DOGE, this will be the first step to reducing the federal budget.



Idk:„I don’t know









https://www.youtube-nocookie.com/embed/VXHtKqZVzLA?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0


Democrats making “VANCE 2028’ our reality!





Decyzja kończącego swoje urzędowanie prezydenta Józia Bidena o pozwoleniu Ukrainie na atakowanie celów w głębi Rosji amerykańskimi rakietami o zasięgu 300 kilometrów

Pan Jezus – w ostatniej fazie

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    24 listopada 2024 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5724

Decyzja kończącego swoje urzędowanie prezydenta Józia Bidena o pozwoleniu Ukrainie na atakowanie celów w głębi Rosji amerykańskimi rakietami o zasięgu 300 kilometrów, wzbudziła ogromny rezonans, zwłaszcza w naszym i bez tego wystarczająco nieszczęśliwym kraju. Pan prezydent Andrzej Duda wyraził „satysfakcję” z tej decyzji, a wtóruje mu ponad podziałami Książę-Małżonek Radosław Sikorski, który w vaginecie obywatela Tuska Donalda po raz kolejny dzierży fuchę ministra spraw zagranicznych. Też się z tej wiadomości uradował stwierdzając, że wreszcie Józio przemówił do Putina językiem siły, który – jako jedyny – robi na nim wrażenie. Co prawda szczegóły decyzji prezydenta Józia Bidena nie są dokładnie znane; jedni twierdzą, że chodzi o dowolne cele w głębi Rosji, podczas gdy inni – że Józio pozwolił tylko na użycie tych rakiet w obwodzie kurskim. Nie wiadomo też – na co zwrócił uwagę przedstawiciel supermocarstwa światowego, czyli Litwy – ile tych rakiet na Ukrainie już jest i czy w ogóle jakieś są. Jeśli nie ma, to znaczy, że będą musiały być szybko dostarczone, również po to, by niezwyciężona armia ukraińska nauczyła się, który guzik w wyrzutni przyciskać.

No a którędy mogą być te pociski szybko dostarczone. Jedynym sposobem jest ich przerzut samolotami transportowymi na lotnisko w Jasionce koło Rzeszowa, a stamtąd – na Ukrainę. Rodzi to dla Polski pewne ryzyko, chociaż nie wiemy, jak duże – bo prezydent Putin nie tak dawno powiedział, że jeśli USA pozwolą Ukrainie na atakowanie celów w głębi Rosji, to Moskwa uzna, że NATO znajduje się w stanie wojny z Rosją. Co to może oznaczać – tego na razie nikt nie wie, chociaż jest wysoce prawdopodobne, że Rosja, po pierwszym uderzeniu na cele w głębi swego terytorium, będzie musiała jakoś zareagować, choćby ze względów prestiżowych. W takich przypadkach państwa starają się choćby o jakiś pozór jeśli nie moralnego, to przynajmniej strategicznego uzasadnienia. I takim pozorem może być odwetowe uderzenie nie tylko na Ukrainę, ale również – na lotnisko w Jasionce, jako że tamtędy trafiać będą na Ukrainę te pociski.

Jak wtedy zareagowałoby NATO? Tego też nie wiemy, tym bardziej, że już 20 stycznia kadencja Józia Bidena się zakończy, a władzę przejmie Donald Trump, który odgraża się, że zakończy wojnę na Ukrainie w 24 godziny. Ale właśnie z uwagi na to, państwa Sojuszu Atlantyckiego mogą na ewentualne rosyjskie uderzenie na Jasionkę zareagować powściągliwie, na przykład – zgodnie z art. 5 traktatu waszyngtońskiego – wystosowując pod adresem Moskwy tak zwany „ostry protest”. A potem dym by się rozwiał, kurz by opadł, trupy by pochowano, gruz uprzątnięto i prezydent Trump zakończyłby wojnę. Taki rozwój wydarzeń jest całkiem prawdopodobny, toteż musi dziwić reakcja pana prezydenta Dudy, że jest „usatysfakcjonowany” decyzją prezydenta Józia Bidena. Najwyraźniej nie postawił sobie samemu pytania: no dobrze, Ukraina zacznie razić cele w głębi Rosji – i co dalej? Że Książę-Małżonek, który uważa, że zadaniem ministra spraw zagranicznych jest obsztorcowanie swoich rozmówców, aż im pójdzie w pięty, takich pytań sobie nie zadaje, to rzecz oczywista, bo to za duży wiatr na jego wełnę – ale że pan prezydent Duda nie jest mądrzejszy, to nie jest dobry znak. Jakiż w tym wszystkim znaleźć promyk nadziei?

Chyba tylko w postaci objawienia świętej siostry Faustyny Kowalskiej. W swoim „Dzienniczku” wspomina, jak to pewnego razu objawił się jej Pan Jezus i opowiadał, jak postępuje z zatwardziałymi grzesznikami. – Upominam ich – powiada – głosem sumienia, głosem Kościoła, zsyłam na nich rozmaite przygody, które mogą człowieka skłonić do opamiętania – a jak nic nie pomaga, to spełniam wszystkie ich pragnienia. W świetle tego wyjaśnienia widać, że Pan Jezus się nami interesuje, chociaż Jego zainteresowanie wskazuje raczej już na ostatnią fazę; kto wie – może ostatnią szansę – bo właśnie nasz nieszczęśliwy kraj powoli wkracza w kampanię prezydencką przez wyborami, jakie odbędą się w drugiej połowie maja przyszłego roku.

O tym, ze kampania już się rozpoczęła, świadczy ostateczne odrzucenie sprawozdania finansowego PiS przez Państwową Komisję Wyborczą. Wyczekała z decyzją do samego końca, co oznacza, że partia Naczelnika Państwa u progu kosztownej kampanii prezydenckiej zostanie pozbawiona co najmniej 75 milionów złotych. Tymczasem Volksdeutsche Partei znajduje się w sytuacji odwrotnej; właśnie na komisji sejmowej przedstawiciele tej partii, ale również – Polskiego Stronnictwa Ludowego – odrzucili wniosek Polski 2050, czyli partii Szymona Hołowni, by „odpolitycznić spółki Skarbu Państwa”. Wprawdzie taki priorytet koalicja 13 grudnia sobie wyznaczyła, ale kto to widział, żeby takie bezeceństwa robić przed wyborami prezydenckimi, kiedy wiadomo, że przyda się każdy grosz – a najprędzej – właśnie ze spółek Skarbu Państwa – ale oczywiście pod warunkiem, że nie zostaną one lekkomyślnie „odpolitycznione”?

Tymczasem panu prezydentowi Dudzie najwyraźniej nawet nie przyjdzie do głowy, by wysondować prezydenta-elekta Donalda Trumpa, czy potwierdzi on pozwolenie, jakiego w marcu ubiegłego roku prezydent Józio Biden udzielił Niemcom – żeby urządzali sobie Europę po swojemu, czy też to pozwolenie uchyli. Gdyby tak bezmyślnie nie rajcował się tą całą Ukrainą i spróbował to wysondować, to byłoby to z pożytkiem dla Polski. Po pierwsze dlatego, że dzięki temu wiedzielibyśmy na czym stoimy, to znaczy – czy naszym przeznaczeniem, wszystko jedno; czy przy Józiu, czy przy Donaldzie – jest Generalna Gubernia w ramach IV Rzeszy – czy też nie. Po drugie – gdyby się okazało, że prezydent Trump nie zamierza tego pozwolenia podtrzymać – to by oznaczało, że spod kurateli niemieckiej nasz nieszczęśliwy kraj znowu przechodzi pod kuratelę amerykańską – a w tej sytuacji kto wie – może konieczne byłoby nawet dokonanie podmianki na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu, w następstwie której miejsce Volksdeutsche Partei zajęłoby może już nie PiS – ale na przykład – Polska 2050 pana Szymona Hołowni, który wystawił swoją kandydaturę na przyszłoroczne wybory prezydenckie, jako „kandydata niezależnego”? Brzmi to dzisiaj cokolwiek zabawnie, ale gdyby tak prezydent Trump cofnął Niemcom to pozwolenie, to wszystko mogłoby się rozstrzygnąć w całkiem innych kategoriach, zwłaszcza, że PiS właśnie zostało wyszlamowane z forsy.

Tymczasem niezależne media głównego nurtu usiłują stworzyć wrażenie, jakby walka o prezydenturę naszego nieszczęśliwego kraju właśnie teraz rozstrzygała się między Księciem-Małżonkiem, a panem Rafałem Trzaskowskim. Jasne, że wykonują rozkaz starych kiejkutów, które na razie słuchają niemieckiej BND – ale jak CIA wydałaby im inny rozkaz, to przecież zaczną ćwierkać z całkiem innego klucza

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).