Ponad połowa Polaków (53 proc.) nie popiera dalszego przekazywania przez Polskę broni Ukrainie – wynika z sondażu Opinia24 dla Radia Zet. Odmiennego zdania jest co trzeci ankietowany. Największy sprzeciw wobec dozbrajania Ukrainy wyrażają wyborcy Konfederacji oraz zwolennicy Sławomira Mentzena.
—————
W badaniu zleconym pracowni Opinia24 przez Radio Zet zadano pytanie: „Czy Pana/Pani zdaniem Polska powinna przekazać Ukrainie więcej broni do walki z Rosją?„
Według 53 proc. respondentów Polska nie powinna przekazać więcej broni Ukrainie. Przeciwnego zdania jest 29 proc. ankietowanych.
Polacy mówią STOP dla dozbrajania Ukrainy? Sensacyjne wyniki sondażu
Wyniki badania wskazują też, że najwięcej przeciwników dozbrajania Ukrainy przez Polskę jest wśród wyborców Konfederacji (85 proc.); 13 proc. zwolenników tej partii uważa, że Ukrainę należy doposażać w broń z Polski.
Wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej odsetek zwolenników i przeciwników takiego działania rozkłada się po równo i w obu przypadkach wynosi 40 proc.
Z kolei 54 proc. wyborców Prawa i Sprawiedliwości uznało, że Polska nie powinna przekazywać więcej broni Ukrainie. Przeciwnego zdania jest 34 proc. zwolenników tej partii.
Pozostali ankietowani w grupach wyborców wskazanych partii wybrali odpowiedź: „Nie wiem/trudno powiedzieć”
Analiza odpowiedzi zwolenników koalicji rządzącej i opozycji wskazuje, że za przekazaniem Ukrainie dodatkowej broni z Polski jest w sumie 37 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i Trzeciej Drogi oraz 27 proc. osób deklarujących poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji i Razem. Przeciw dozbrajaniu Ukrainy jest 64 proc. wyborców obozu opozycyjnego i 41 proc. zwolenników obozu rządzącego.
Wyniki badania przeanalizowano także pod kątem deklaracji, na kogo odpowiadający zagłosują w nadchodzących wyborach prezydenckich. 38 proc. wyborców Rafała Trzaskowskiego popiera ruch dozbrajania Ukrainy przez Polskę, przeciwko jest 42 proc. zwolenników kandydata Koalicji Obywatelskiej.
Z kolei 52 proc. deklarujących poparcie dla popieranego przez PiS Karola Nawrockiego jest przeciwna przekazaniu przez Polskę więcej wsparcia militarnego Ukrainie; 37 proc. jego wyborców jest za.
Najwięcej przeciwników tego pomysłu reprezentują zwolennicy kandydata Konfederacji na prezydenta Sławomira Mentzena (83 proc.). 13 proc. jego wyborców popiera to działanie.
W przypadku zwolenników kandydata Trzeciej Drogi Szymona Hołowni 35 proc. badanych zadeklarowało poparcie dla dalszego dozbrajania Ukrainy przez Polskę, a 40 proc. jego wyborców wskazało odpowiedź przeciwną.
Badanie zostało zrealizowane przez pracownię Opinia24 na zlecenie Radia ZET metodą wywiadów telefonicznych (CATI) oraz internetowych (CAWI) na próbie 1000 Polaków w wieku 18 lat i więcej w dniach 23-29 stycznia 2025 roku. Wyniki procentowe zaokrąglono do pełnych wartości.
Szanowni Państwo, Przesyłam poniżej manifest, który przyjęliśmy z Radą Programową po listopadowych prawyborach i któremu chcę pozostać wierny. Proszę obecnie o wsparcie mojej kampanii na niecałe 3 miesiące przed wyborami: a) kontynuujemy zbiórkę podpisów (DUŻA MOBILIZACJA na kolejne 2 tygodnie), b) ponosimy już teraz niemałe koszty, więc proszę o wsparcie finansowekomitetu (szczegóły poniżej) c) prowadzimy aktywną kampanię w internecie (zachęcam do dołączenia do zespołu efektywnych wolontariuszy. Wystarczy się z nami skontaktować i działać. Za każde wsparcie z góry dziękuję !
*** Nie chcemy Wojny! Chcemy żyć normalnie! Nie chcemy Wojny z krzyżem! Chcemy tradycyjnych wartości, normalnej rodziny, dzieci! Nie chcemy Wojny z Rosją! Chcemy Pokoju i dobrych relacji z sąsiadami! Nie chcemy być sługą Ukrainy! Chcemy troski o interes Polaków! Nie chcemy zielonego szaleństwa! Chcemy normalnej gospodarki i godnego życia! Nie chcemy najdroższego w Europie prądu! Chcemy, aby węgiel i wszystkie zasoby naturalne były własnością Narodu i służyły Polakom! Nie chcemy być obarczani winą za holokaust! Chcemy ekshumacji i chrześcijańskiego pochówku dla polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa! Nie chcemy być obcą kolonią! Chcemy silnej Polski współpracującej ze wszystkimi krajami! Nie chcemy, aby nasza młodzież wyjeżdżała z Polski za chlebem! Chcemy repatriacji Polaków ze Wschodu i reemigracji Polaków z Zachodu! Nie chcemy, aby Polska wymierała! Chcemy tanich mieszkań i kwalifikowanej pracy dla młodych Polaków! Nie chcemy więcej dyktatorów Tuska i Kaczyńskiego! Chcemy demokracji prawdziwej, silniejszej pozycji Prezydenta i obligatoryjnego referendum! Romuald Starosielec, kandydat Polski normalnej, kandydat Partii Pokoju ————————— ***WSPARCIE FINANSOWE KOMITETU WYBORCZEGO przygotuj przelew (przelew od obywatela Polski zam. na terenie Polski);dane odbiorcy: KW Kandydata na Prezydenta RP Romualda Starosielca; numer rachunku: 91 1020 1185 0000 4302 0403 1845; tytuł: „Darowizna, obywatel Polski, zamieszkały na terenie RP”.
Teraz Trump chce zakończyć tę wojnę. Jednak, zamiast świętować, eurokraci i „postępowe” media krzyczą, jakby ich portfele zostały skradzione na środku Rue de la Loi. Mówią nam, że to kapitulacja, że to niesprawiedliwe wobec Ukrainy, że cała przelana krew poszła na marne. Jakby ktokolwiek wierzył, że skończy się to w inny sposób. Tak jakby ta wojna nie była wynikiem zimnej wojny słabo zamkniętej w 1990 roku, której pęknięcia otworzyły się ćwierć wieku później. Jakby Biden nie napędzał machiny wojennej, nigdy nie oferując Putinowi prawdziwych gwarancji, nigdy nie proponując realnego rozwiązania politycznego.
Naturalnie, że Ukraina była jedynie posłusznym narzędziem przeciwko Rosji w rękach USA. Można się zgodzić z Trumpem, że eksprezydent Ukrainy Zełeński rozpętał tę wojnę, jednak zrobił to na polecenie Bidena. Ten aktorzyna wmówił sobie, że może wpływać na cokolwiek, będąc wyjątkowo drogą marionetką Waszyngtonu. Aktualnie jesteśmy świadkami powtórki scenariusza z Jałty, z tym że nawet Brytyjczycy nie wezmą w tym udziału.
Największe oszustwo związane z darowiznami w historii.
Oburzone kukiełki z Komisji Europejskiej razem z nędznym komikiem krzyczą: nic o nas bez nas! Trump go home! Przecież Ukraina leży w Europie – więc to nasza sprawa. Owszem leży. W gruzach — właśnie dzięki waszej pomocy. Mogli przez trzy lata zrobić coś dla pokoju. I owszem zrobili – przegnali go do diabła, którego wizerunkiem jest dla nich Putin.
Żeby ratować wojnę, zwołali szczyt kryzysowy w Paryżu. I cóż takiego tam postanowili? Postanowili, że nie mogą się ze sobą dogadać.
Z powodu Trumpa: Macron zwołał konferencję wojenną wielkich wodzów nieliczących się w grze państw.
Przypomina to sytuację, kiedy jakiś dziennikarz zapytał Stalina, co sądzi na temat ostatniej wypowiedzi papieża? Stalin – słoneczko narodów – odpowiedział: a ile ten papież ma dywizji czołgowych? Jedyne co im pozostało to groźba, że NATO zbombarduje Waszyngton, lub przynajmniej Biały Dom. Nie zdziwiłbym się, gdyby na tak absurdalny pomysł wpadła pani Urszula v. d. L. – po polsku „wodę leje”.
USA planuje wreszcie przywrócić stosunki dyplomatyczne z Rosją. Donald Trump potrzebuje taniego gazu. Niech Europa kleci następne sankcje wobec Rosji, Trump zapowiedział zniesienie wszystkich takich restrykcji. Ciekawe kto się przebije?
Podobnie jak z cenzurą. Jeśli mamy dostęp do wiadomości ze Stanów Zjednoczonych, to żaden DSA nie ukróci dostępu do niechcianych przez brukselskich biurokratów wiadomości. Mamy przecież Głos Ameryki w formie internetowej.
Na Ukrainie zaraz po wybuchu werbalnej wojny pomiędzy Zełeńskim i Trumpem, zablokowano dostęp do Truth Social – platformy Trumpa, na której Ukraińcy mogliby się dowiedzieć, że Zełeński ma jedynie 4% wsparcia we własnym kraju.
Ludzie mogliby uczyć się na swoich błędach, gdyby nie byli tak zajęci zaprzeczaniem im. Carl Gustav Jung.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Boimy się praktycznie wszystkiego. Nasze lęki zostały bardzo mocno wzmocnione przez „pandemię” oraz przez wojnę za naszą wschodnią granicą. To powoduje, że wielu z nas jest po prostu sparaliżowanych; boi się o byt, o przyszłość etc. W związku z tym nie bardzo ludzie chcą mieć dzieci – mówi w rozmowie z PCh24 Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty.
Szanowny Panie prezesie, dlaczego w ostatnim czasie mamy do czynienia z wysypem analiz na temat katastrofy demograficznej w Polsce? Jak to jest, że ludzie, którzy przez lata bagatelizowali problem, teraz są tak bardzo poruszeni i szukają rozwiązań?
Przede wszystkim ludzie, których Pan redaktor wywołał, nie zastanawiają się, co zrobić żeby zwiększyć w Polsce dzietność, tylko co zrobić, żeby zminimalizować skutki trwającej katastrofy. Po prostu oni zaczynają dostrzegać problem, że w Polsce zaczyna brakować rąk do pracy, że przybywa emerytów i w następnych latach będzie się to tyko pogłębiać.
Niestety jest już za późno, żeby jakoś poważnie odkręcić tę katastrofę i jej skutki.
Rynek pracy ma się ponoć nieźle. Jak to jest więc z tymi „rękami do pracy” w Polsce?
Sytuacja na rynku pracy w ostatnich latach znacznie się poprawiła. Powiem więcej: rządzący i różni eksperci cieszą się, że mamy w Polsce wielu migrantów z Ukrainy, Białorusi i innych krajów. Co jakiś czas pojawiają się informacje, ile podatków ci ludzie wnieśli do budżetu państwa. Moim zdaniem nie jest to jednak trend, który długoterminowo nam pomoże, ponieważ duża część obywateli tych krajów po prostu wróci do siebie, albo wyjedzie dalej na Zachód.
Mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją jak ta sprzed 20 lat, kiedy miliony osób po wejściu Polski do UE wyjechało zagranicę za pracą do Anglii, do Irlandii, do Niemiec etc. Tak samo działo się w latach 80-tych, kiedy Polacy wyjeżdżali do Niemiec, do Francji, do USA i nie wrócili, co oznaczało dla Polski duże straty ludności.
Według najnowszych danych GUS liczba ludności Polski w końcu 2024 r. wyniosła 37.490 tys., co oznacza, że obniżyła się o ok. 147 tys. w stosunku do stanu z roku 2023. Oznacza to, że stale się kurczymy, że co roku nas ubywa i to jest fatalna wiadomość.
Dlaczego rynek pracy jest dla tzw. ekspertów jedynym wyznacznikiem, jeśli chodzi o dyskusję o demografii?
Dobre pytanie… Myślę, że po prostu pewne partykularne interesy są naruszane i w związku z tym mamy to „przebudzenie”… Przepraszam, „przebudzenie” to złe słowo, bo gdyby faktycznie miało ono miejsce, to oznaczałoby to, że będzie się podejmować jakiejś wysiłki czy działania, żeby tę dzietność zwiększyć. Takich ruchów jednak nie ma. Zamiast tego mamy dyskusję na temat zwiększania wydajności pracy, chociażby poprzez wprowadzanie jakichś nowych technologii.
To jednak również nie jest w stanie zminimalizować skutków katastrofy demograficznej chociażby dlatego, że są zawody typu malarz pokojowy, którego sztuczna inteligencja, nowa technologia nie zastąpi. Może kiedyś powstaną jakieś roboty, które będą w stanie coś takiego robić, ale jest to jednak pieśń przyszłości. To samo tyczy się prac budowlanych czy przemysłu, gdzie człowiek jest po prostu niezastąpiony.
Powiem brutalnie: naszym elitom, naszym ekspertom po prostu brakuje myślenia o narodzie i społeczeństwie. Siłą narodu są jego obywatele i liczba obywateli ma znaczenie. Im jest ich więcej, tym kraj jest silniejszy.
Złośliwie dodam, że największe partie w Polsce prześcigają się – może z wyjątkiem Lewicy – w szafowaniu słowem „naród”.
To prawda, tylko co z tego? To ciągle są tyko słowa, a liczą się realne działania. Czy działania polskich elit, czy działania partii rządzących w Polsce są rzeczywiście skierowane na dobro narodu? Niektóre niekoniecznie…
Jednym z elementów, jaki ma nas ocalić przed zgubnymi skutkami katastrofy demograficznej jest zrównanie, a potem podniesienie wieku emerytalnego. To ma nas uratować?
Jest to co najwyżej rozwiązanie zapychające lukę na rynku pracy. Trzeba jednak z drugiej strony zastanowić się, jak bardzo pożądani na rynku pracy są pracownicy, którzy mają lat 60, 65 lub więcej… W wielu branżach dla pracodawcy nie liczy się doświadczenie, tylko siła, sprawność i wigor pracownika, w związku z tym mając do wyboru 30-latka i 60-latka pracodawca postawi na młodszego.
Inna kwestia: od lat trwają dyskusje chociażby dotyczące kierowców czy motorniczych oraz tego, ile i jak często powinno im się robić badań. Czy to nie jest sprzeczne z ideą podniesienia wieku emerytalnego?
Czy popiera Pan podniesienie wieku emerytalnego?
To nie jest istotne, czy to popieram, czy nie, ponieważ to prędzej czy później nastąpi i tego nie unikniemy.
Ja mogę jedynie wyrazić przekonanie, że taka decyzja nie ochroni nas przed skutkami katastrofy demograficznej. W Polsce nadal w dużej mierze tak funkcjonuje rzeczywistość społeczna, że kobiety i mężczyźni na emeryturze bardzo często pomagają swoim dzieciom w wychowaniu wnuków. Podniesienie wieku emerytalnego uderzy w łączność międzypokoleniową i stworzy kolejną barierę do posiadania dzieci.
Rządzący w tym miejscu odpowiedzą Panu: „Przecież wprowadziliśmy babciowe, więc niech babcia się zwolni i zajmuje dziećmi, a matka idzie spokojnie do pracy”.
Czyli podnosimy wiek emerytalny, żeby babcia się zwolniła z pracy i zajęła wnukami? Przepraszam, ale tu nie ma elementarnej logiki ani jakiejkolwiek wizji, a w działaniach pro-demograficznych ze strony władzy to one powinny być podstawą.
Zamiast „logiki i wizji” wprowadza się kolejne programy socjalne, które w dodatku nie do końca ze sobą konweniują, które są po to, żeby być, a nie żeby osiągnąć określony cel.
Mam wrażenie, że istnieje wśród naszych elit politycznych przekonanie o jakiejś nieuchronności dziejowej, wynikający z jakiejś mieszanki heglizmu i marksizmu. Elity po prostu doszły do wniosku, że już po prostu nie da się zmienić pewnych rzeczy, że procesy antynatalistyczne posunęły się tak daleko, że nie ma sensu z tym walczyć, bo sprawa jest przegrana.
Jeżeli już na starcie ludzie ci uważają, że przegraliśmy, to w zasadzie o czym my tu w ogóle mówimy? Jeśli klasa polityczna jest przekonana o nieuchronności dziejowej katastrofy demograficznej, to rzeczywiście zostaje nam się tylko zwijać i zamknąć w swoich czterech ścianach i nic nie robić.
Kolejnym przykładem są próby wprowadzenia w Polsce legalnej „aborcji na żądanie” do 12. tygodnia ciąży, co w dodatku niektórzy okrasili hasłem… „Aborcja za życiem”. No sorry, ale nie będzie w Polsce więcej dzieci, jeżeli będą one zabijane już w łonach matek. Jeżeli coraz więcej osób traktuje aborcję jak jakąś formę antykoncepcji, no to coś jest nie tak z naszym społeczeństwem.
I tuta płynnie przechodzimy do kwestii, która przewijała się w wielu naszych poprzednich rozmowach. Chodzi mi o wpływ kultury na demografię.
Kultura i religia są tu kwestiami fundamentalnymi. Obecnie w jakiejś mierze funkcjonujemy w kulturze zaszczepionego lęku.
Boimy się praktycznie wszystkiego. Nasze lęki zostały bardzo mocno wzmocnione przez „pandemię” oraz przez wojnę za naszą wschodnią granicą. To powoduje, że wielu z nas jest po prostu sparaliżowanych; boi się o byt, o przyszłość etc, W związku z tym nie bardzo ludzie chcą mieć dzieci.
To nie jest strach! To jest lęk, który każdego dnia eskaluje. W efekcie jakże chwytliwe staje się hasło „Po co sprowadzić dzieci na tak fatalny świat?”. Jest to oczywiście błędne samo w sobie, ale coraz częściej mamy do czynienia z postawą zrozumienia i akceptacji dla takiej postawy. Skoro już za chwilę czeka nas istny Armagedon, to może nie ma co sobie zawracać głowy dziećmi.
Druga kwestia to sfera wartości. Przestano myśleć o dzieciach i w ogóle o życiu w kategorii pewnego daru. Wielu z nas nie cieszy się życiem, tylko cieszy się konsumpcją przez co nie dostrzega, nie widzi, jaką wartością, jakim darem jest życie. Skoro ludzie tego nie widzą, to nie działają na rzecz nowego życia.
Efektem kultury materialnej i niekończącej się konsumpcji są pustka i poczucie braku sensu. To są największe problemy współczesnego świata. Kiedyś sens ludzkiemu życiu nadawała wiara w Chrystusa Zmartwychwstałego. Kiedyś ludzie nie potrzebowali psychologów i psychiatrów, bo wystarczał im kapłan udzielający sakramentów. A dzisiaj? Dzisiaj zamiast do kościoła wielu woli iść do galerii handlowej…
Często słyszymy, że muzułmanie, którzy przybyli do Europy podbiją ją demograficznie. Ostatnie badania pokazują jednak, że o ile pierwsze ich pokolenie miało 4-5 dzieci, tak kolejne mają 1 lub 2 dzieci…
Czyli dalej więcej niż większość „rdzennych Europejczyków”. To pokazuje, jaka jest siła konsumpcji i materializmu, i że mało kto jest się w stanie jej oprzeć. Wszystko jest w zasadzie na wyciągnięcie telefonu. Rozmawiając z Panem mógłbym włączyć aplikację i nie przerywając zrobić zakupy w pięciu różnych sklepach, zamówić bilet lotniczy i umówić się do fryzjera.
Kiedy chodziłem do gimnazjum nauczycielka zaproponowała, że podczas „Wychowania do życia w rodzinie” puści nam film „Niemy Krzyk”. Praktycznie cała klasa zareagowała słowami: „Nie będziemy oglądać morderstwa”. Dzisiaj osoby w wieku 15, 16 lat chodzą na „czarne marsze”, a gdyby nauczyciel zaproponował im obejrzenie „Niemego krzyku”, to prawdopodobnie straciłby pracę. Co się stało, że mamy tak diametralną zmianę?
Odpowiem następująco: niedawno przy okazji dosyć ważnej konferencji we Włoszech dotyczącej okaleczania dzieci przez środowiska transgenderowe odbyłem bardzo dużo ciekawych rozmów z Włochami. Pytali mnie oni, jak to jest możliwe, że mając tak wybitnego rodaka, jakim jest Jan Paweł II, w Polsce niszczy się jego pomniki, kościoły oblewa farbą, usuwa religię ze szkół etc.
„U nas w Rzymie rządzą komuniści, którzy nie tak dawno odnowili pomnik papieża z Polski. U nas we Włoszech, nawet w tych miastach, w których rządzą masoni są pomniki i tablice ku pamięci Jana Pawła II i nikomu to nie przeszkadza, a u Was się to niszczy, dlaczego?”, pytali.
To była taka przykra dla mnie uwaga, ale słuszna. Jedyne, co mogłem powiedzieć, to były dwa słowa „nie wiem”. I tak również odpowiem na Pana pytanie: nie wiem. Mogę się tylko domyślać, że jest to pokłosie choroby duszy, na którą cierpi coraz więcej z nas. Inaczej nie jestem w stanie tego wytłumaczyć.
Mam jednak nadzieję, to ważne szczególnie w Roku Jubileuszowym, że nastąpi odnowa. Najpierw każdego z nasz, następnie naszych rodzin, w końcu społeczeństwa.
Wbrew twierdzeniom heglistów i marksistów nie jesteśmy zdeterminowani, czyli możemy wspólnie odkręcić złe trendy. Trzeba zacząć od leczenia ducha, następnie walki o kulturę, dopiero na końcu myśleć o rozwiązaniach socjalno-ekonomicznych.
– Żyjemy w dość trudnych czasach. Polska, naród polski, społeczność obywateli można w zasadzie podzielić na takie dwie grupy: naród – może 10, może 15 procent w porywach i 85 procent społeczeństwo. Kto wyrwał duszę naszemu narodowi?
– To się dzieje od kilkuset lat. To robią rządy, agentury obce, zaborcy. Ci, którzy nas mordowali, okradali, a przede wszystkim demoralizowali. Największym spustoszeniem jest zdemoralizowanie narodu. Nie utrata substancji materialnej, tylko demoralizacja. Uczynienie z ludzi bezmyślnych, nieodpowiedzialnych grzeszników, wprawienie ich do zła i nauczenie ich nieodpowiedzialności za siebie, tak by grzech nie przerażał, obowiązki nie zobowiązywały. Tak się traci najpierw wiarę, później rozum, później tożsamość, a później naród zamienia się w masę upadłościową i niewolników bezmyślnych, którzy żyją na poziomie jakiejś wegetacji, istnienia bezmyślnego, bez-odpowiedzialnego. I to się dzieje.
Myślę, że ostatnich 30 lat demoralizacja to jest większe spustoszenie niż okupacja niemiecka, sowiecka, a nawet szwedzka. To jest coś najgorszego, co się mogło nam przydarzyć i co już ma miejsce. Dlatego, że nie tylko zniszczono wiarę i rodzinę, ale zniszczono niewinność już nawet dzieci.
−∗−
Czy to jest jeszcze Polska?! Kto nam wydziera duszę?! Ks. Marek Bąk u Marka Skowrońskiego:
Przesyłamy Panu wybrane artykuły, które ukazały się na portalu Fundacji Życie i Rodzina www.RatujZycie.pl.
Jakie są skutki edukacji seksualnej? Tragiczne: dzieci gwałcą dzieci. Na całym świecie w 2024 roku zamordowano poprzez aborcję 73 miliony ludzi. Dane i tak nie obejmują aborcji tabletkami z aptek, zatem ofiar może być jeszcze więcej. Po zwycięstwie Donalda Trumpa USA odważnie odrzucają lewicowy dyktat. O konieczności skończenia z cenzurą mówił wiceprezydent USA JD Vance na konferencji o bezpieczeństwie w Monachium.
Tymczasem w Polsce sądy wciąż prześladują obrońców życia, jak ostatnio w Starogardzie Gdańskim, gdzie matka została skazana za ostrzeganie przed aborterem.
Zapraszamy do lektury.
Alfred Kinsey – promotor zboczeń
Przedstawiamy sylwetkę człowieka, który wskutek nierzetelnych badań zawyżył statystyki aktywności homoseksualnej. Alfred Charles Kinsey traktował chrześcijańską moralność jako ograniczenie, promował pedofilię i wszelkie zboczenia seksualne ukryte dziś pod skrótem LGBT.Czytaj dalej >
Depresja i samobójstwa wśród homoseksualistów
Homoseksualiści są grupą narażoną na depresję i samobójstwo. I to pomimo że społeczeństwa coraz bardziej obojętnieją na zjawisko par jednopłciowych. Także pomimo tego, że rządy sprzyjają wypaczeniom seksualnym. Pomimo miesięcy dumy i celebrytów promujących LGBT.Czytaj dalej >
Czy homoseksualizm może być wrodzony?
Orientacji się nie wybiera, jestem taki od zawsze, człowiek tak ma. Podobne słowa często powtarzają ci, którzy uważają, że można urodzić się homoseksualistą. Czy to możliwe, że geny decydują o preferencjach seksualnych człowieka? Czy homoseksualizm może być wrodzony? Przejrzyjmy dostępne badania.Czytaj dalej >
Tragiczne skutki edukacji seksualnej
Edukacja seksualna jest w Polsce wprowadzana jako edukacja zdrowotna. W ostatnim czasie pod wpływem protestów Minister Edukacji Barbara Nowacka oświadczyła, że na początek przedmiot nie będzie obowiązkowy. Czy jednak możliwość wypisania dziecka z zajęć rozwiąże problem? Przykłady z Zachodu pokazują, że lekcje seksu w szkołach, nawet nieobowiązkowe, powodują ogromne zagrożenia dla dzieci i młodzieży. Skutki edukacji seksualnej są opłakane.Czytaj dalej >
W 2024 roku oszałamiająca liczba niewinnych dzieci zginęła z powodu barbarzyńskiej praktyki aborcji. Według Worldometer, popularnego serwisu gromadzącego globalne statystyki, na całym świecie zamordowano poprzez aborcję aż 73 miliony dzieci.Czytaj dalej >
Prezydent Trump ułaskawia proliferów
23 stycznia 2025 r. prezydent Donald Trump spełnił obietnicę złożoną w czasie kampanii prezydenckiej i ułaskawił 23 proliferów. Administracja Bidena więziła ich i przetrzymywała w aresztach po oskarżeniach wniesionych przez Departament Sprawiedliwości. Prześladowania były możliwe dzięki specjalnej ustawie FACE, która pozwalała przeganiać obrońców życia spod klinik aborcyjnych.Czytaj dalej >
W USA wracają dwie płcie
Już w pierwszym dniu swojej prezydentury Donald Trump podpisał przełomowe rozporządzenie. Nosi ono tytuł „Obrona kobiet przed ekstremizmem ideologicznym i przywrócenie biologicznej prawdy w rządzie federalnym”. Dokument stwierdza, że rząd Stanów Zjednoczonych będzie rozpatrywał tylko dwie płcie – żeńską i męską. W ten sposób w USA mamy powrót do normalności i obalenie lewackiej polityki narzucającej ideologię gender.Czytaj dalej >
Światowa Organizacja Zdrowia to skorumpowana instytucja realizująca cele całkowicie sprzeczne z ochroną życia czy zdrowia. WHO promuje aborcję i LGBT, jak również rości sobie prawo do zarządzania życiem i zdrowiem ludzi. Narzuca lewicową ideologię, zupełnie nie respektując suwerenności granic państw narodowych.Czytaj dalej >
JD Vance przeciw cenzurowaniu obrońców życia
Amerykański wiceprezydent JD Vance w Monachium podczas Konferencji o Bezpieczeństwie zrugał państwa Unii Europejskiej za stosowanie cenzury. Zwrócił uwagę m.in. na kwestię wolności słowa i prawa do pokojowego protestu. Poruszył m.in. problem tzw. stref buforowych wokół klinik aborcyjnych. Mówił także o proliferach skazanych za pokojowe protesty przed ośrodkami aborcyjnymi w Wielkiej Brytanii i Szkocji.Czytaj dalej >
Policja filmuje Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji
Po co policja filmuje Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji? To pytanie stawiają sobie wszyscy, którzy widzą nagranie z ostatniej soboty z Placu Biegańskiego w Częstochowie. Bo funkcjonariusze z tutejszej komendy przy ul. Popiełuszki nie odpuszczają. Mimo zimna i dużych opadów śniegu wysłali w sobotę technika, który przez całą modlitwę stał naprzeciw księdza i wiernych i nagrywał, jak ludzie się modlą.Czytaj dalej >
Jeśli podoba się Panu to, co robimy, prosimy o wsparcie modlitewne i finansowe. Fundacja Życie i Rodzina podejmuje wszystkie działania za życiem, wolnością i normalnością dzięki hojności Darczyńców. Dziękujemy za każdą modlitwę, gest życzliwości i wpłatę.
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Ukraina nie ma żadnych kart przetargowych, ale rozgrywa je twardo – powiedział w piątek prezydent USA Donald Trump. Stwierdził też, że obecność prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na rozmowach dotyczących zakończenia wojny „nie jest zbyt ważna” i po raz kolejny podważał winę Rosji za inwazję.
„Miałem bardzo dobre rozmowy z (Władimirem) Putinem i nie tak dobre rozmowy z Ukrainą. Oni nie mają żadnych kart do gry, ale rozgrywają je twardo” – kpił Trump podczas spotkania w Białym Domu z gubernatorami stanów.
Wcześniej podobnie sprawę komentował w radiowym wywiadzie udzielonym publicyście Fox News, Brianowi Kilmeadowi.
„Patrzyłem na niego, jak negocjował bez kart. Nie ma żadnych kart. I mam tego dość. Po prostu mam tego dość” – powiedział Trump, utyskując na żądania Zełenskiego, by zostać włączony do rozmów, które rozpoczęły się między USA i Rosją w Rijadzie.
„On był na spotkaniach przez trzy lata i nic nie zostało zrobione. Więc nie sądzę, by to było zbyt ważne, by był obecny na spotkaniach” – powiedział Trump.
Prezydent USA ponownie podważał przy tym winę, jaką Rosja ponosi za inwazję. Jak przyznał, to Rosja zaatakowała Ukrainę, lecz Ukraina „nie powinna jej była pozwolić na atak”.
„Oni by nie zaatakowali, gdybyśmy mieli ludzi, którzy wiedzieli, co robią. Joe Biden jest bardzo głupim człowiekiem” – powiedzial. Trump argumentował, że Biden i Zełenski „mówili złe rzeczy”, podczas gdy on bardzo łatwo dogadałby się z Putinem i uniknął wojny.
„Za każdym razem, kiedy mówię: +o, to nie jest wina Rosji+, zawsze jestem uderzany przez fake news. Ale mówię ci, Biden mówił złe rzeczy, Zełenski mówił złe rzeczy. I zostali zaatakowani przez większe i potężniejsze państwo” – powiedział Trump.
🚨🇪🇺LEAKED: EU PLOTTED TO RIG PARLIAMENT – HOW THEY VIOLATE THEIR OWN LAWS
A secret EU plan revealed how establishment, left-wing leaders schemed to block right-wing parties from power—banning them from key committees, shutting down their proposals, and isolating them from… https://t.co/pGswleFqB3pic.twitter.com/9deaPJ5thB
Tajny plan UE ujawnił, w jaki sposób establishment, lewicowi liderzy spiskowali, aby zablokować prawicowym partiom dostęp do władzy — zakazując im wstępu do kluczowych komitetów, blokując ich propozycje i izolując je od koalicji.
Cel? Uniemożliwić im wpływ, pomimo że miliony na nich głosują.
1. Planowali kontrolować debatę ustawodawczą, odrzucając konserwatywne propozycje, zanim jeszcze doszły do dyskusji.
➡️ Narusza artykuł 10(1) TUE, który gwarantuje system demokracji przedstawicielskiej. Blokowanie udziału wybranych urzędników unieważnia wolę wyborców.
2. Zablokowali prawicowym prawodawcom dostęp do kierownictwa komisji, zapewniając, że nie będą mieli głosu w kształtowaniu polityki.
➡️ Narusza artykuł 2 TUE, który stanowi, że UE opiera się na „pluralizmie” i „niedyskryminacji”. Wykluczanie urzędników ze względu na ideologię jest czystą represją polityczną.
3. Sfałszowali sojusze, wywierając presję na partie centrowe, aby umieściły konserwatystów na czarnej liście, uniemożliwiając im tworzenie koalicji.
➡️ Narusza artykuł 10(3) TUE, który obiecuje każdemu obywatelowi prawo do uczestnictwa w demokracji. Jeśli ich wybrani przywódcy zostaną umieszczeni na czarnej liście, ich głosy nie mają znaczenia.
UE twierdzi, że chroni demokrację — ale to jest fałszowanie wyborów w biały dzień.
Where Is America Headed? To Chaos or a Counter-Order?
For society to work normally, there must exist an order, which can be defined as a state where things are arranged and function according to their nature and purpose.
“Order is the first need of the soul,” writes Russell Kirk. “Freedom, justice, law and virtue are all very important, but order is the first and most basic need.”
In the case of a Christian order, this would entail things functioning according to natural law and the rule of law. Its end would be the common good, human flourishing and the greater glory of God.
Such an order is incompatible with practices like procured abortion, unnatural vice and the destruction of the rule of law. For this reason, a return to the Christian order has always been linked to moral issues that guarantee the general functioning of society, even in non-Christian nations.
A Secular Counter-Order
Liberal society established a secular counter-order. It is not properly speaking an order but only a semblance of one. It contains defects, shortcomings, laws and principles that work against society’s end and nature. It leads to ever more radical forms of liberal behavior that end up destroying authentic order.
The radical form of this liberal counter-order now manifests itself in wokism, gender theory, human extinction movements, eco-alarmism and other aberrations that conspire against what remains of the Christian order.
America is at a point where the old liberal counter-order is breaking down. The left is crumbling as its firebrand and vanguard elements demand unpopular ideologies and programs.
A Reaction, Backlash and Explosion
On the right, there is a massive reaction and backlash against the tyranny of these oppressive ideologies and the overall decay of modern society.
People are demanding a return to common sense and an elimination of the madness that has come to govern society.
The unexpected result of this clash has not been a return to order but an explosion.
Two Factors
This explosion is caused by two factors: the radical demands of the left that will not retreat. The famous metaphor of the toothpaste that cannot be put back into the tube fits a disoriented left that is doubling down on its errors.
The other factor is the partial nature of a restoration of order. It consists of spectacular and very necessary measures against the more radical elements of the liberal counter-order. However, this reaction tends to sideline the moral, cultural and family issues that guarantee the proper functioning of society. It tends to leave in place elements of the old liberal order (like procured abortion and same-sex “marriage”) that corrode society.
Godless Crusade
Despite exterior trappings of Christian symbols and rhetoric, the reaction turns the religious element into a mere “cultural identity marker” without substance. It presents the paradox of what author Tobias Kremer calls a “godless crusade.”
National conservative thinkers like Oren Cass recommend that America adopt a secularized version of virtue for its political agenda that can more widely appeal to those with little or no faith.
“By anchoring our account of virtue in an explicitly religious foundation, conservatives weaken our own cause, quiet our own voice. We are left not only ineffective in countering the left but derelict in reforming the right…” Cass writes in the very religiously-oriented First Things.
Thus, this crusade without Christ no longer relies on the powerful and dynamic force of religion, which is necessary in the fight for the restoration of society.
Chaos not Order
The result of this hurried clash of doubled-down left and partial reaction on the right is not order but chaos.
Chaos is an explosive destruction of both order and even the appearance of order. In this case, it represents the contradiction of using disorder as a means toward order.
Such a situation can lead to anarchy. An authentic restoration to order can only happen when there is an authentic moral conversion. That is where the reaction should be headed. Anything else will only lead to some counter-order or, even worse, to chaos and anarchy.
I assume you’re referring to „Norman,” the AI developed by MIT researchers in 2018 to demonstrate the impact of biased data on artificial intelligence. Norman was trained exclusively on violent and gruesome image captions from a Reddit forum focused on disturbing content, deliberately avoiding the use of actual images due to ethical concerns. The goal was to show how the data fed into an AI can shape its behavior and outputs, rather than the algorithm itself being inherently flawed.
Named after Norman Bates from Alfred Hitchcock’s Psycho, this AI was designed to perform image captioning—a process where it generates textual descriptions of images. After its training, researchers tested Norman with Rorschach inkblot images, comparing its responses to those of a „standard” AI trained on more neutral data. The results were striking: where a typical AI might see „a group of birds on a branch” or „a vase with flowers,” Norman interpreted the same inkblots as „a man electrocuted to death” or „a man shot dead in front of his screaming wife.” These grim outputs underscored the experiment’s point about data-driven bias.
Another gud video by Dominic.
“The Office of Communications, commonly known as Ofcom, is the government-approved regulatory and competition authority for the broadcasting, telecommunications and postal industries of the United Kingdom.”
15 lutego odszedł do wieczności [na Sąd Boga.. md] ks. Michał Czajkowski – profesor, biblista, donosiciel. Pomimo powszechności wiedzy o jego działaniach został uprzejmie pożegnany przez środowisko tak zwanych katolików otwartych, w tym „Więź” i „Tygodnik Powszechny”. Nie przeszkadzało im nawet to, że w 1960 roku Czajkowski dopuścił się molestowania chłopców.
„Jestem zwolennikiem zasady, by w chwili śmierci o zmarłych mówić dobrze, albo wcale. Powiem więc, że doznałem dzięki Michałowi sporo dobra” – napisał na łamach „Więzi” Zbigniew Nosowski. „Niech pamięć o ks. Michale będzie błogosławieństwem – także przez wnioski co do tego, jak sobie radzić ze złem we własnym życiu” – dodał.
Michał Czajkowski współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa przez dwadzieścia cztery lata. Przestał donosić dopiero wtedy, kiedy zamordowano błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszkę. Czajkowski dobrze znał Adama Pietruszkę, skazanego w procesie toruńskim przełożonego oprawców męczennika. Pietruszka był oficerem prowadzącym Czajkowskiego. Pożegnany przez „Więź” kapłan donosił również na księdza Jerzego.
„Łagodność – to słowo najbardziej kojarzy mi się z ks. prof. Michałem Czajkowskim, zmarłym w sobotę 15 lutego 90-letnim ekumenistą i biblistą, zaangażowanym w dialog chrześcijańsko-żydowski” – tak rozpoczęła artykuł o śmierci Czajkowskiego Zuzanna Radzik z „Tygodnika Powszechnego”.
Łagodnością Czajkowski nie wykazał się w 1960 roku, kiedy został zwerbowany przez SB. Podstawą pozyskania go do współpracy był szantaż. Służba Bezpieczeństwa ustaliła, że Czajkowski molestował dwóch chłopców – braci w wieku dziewięciu i dziesięciu lat. Miał dotykać ich narządów płciowych i obnażać się przed nimi. W teczce personalnej Tajnego Współpracownika zawarte jest jego pisemne oświadczenie, w którym przyznaje się do „wykroczenia seksualnego” wobec dzieci.
W 2023 roku sprawę szeroko opisała „Rzeczpospolita”. Na łamach „Więzi” głos zabrali wówczas Zbigniew Nosowski i Andrzej Friszke. Cytowali wówczas Czajkowskiego, który jeszcze w 2006 roku miał mówić „Więzi”, że wydarzenie z 1960 roku było „drobnym incydentem”.
„Więź” i „Tygodnik Powszechny” nie mają w zwyczaju nazywać „drobnym incydentem” przypadków molestowania seksualnego dzieci przez kapłanów. Tropią tego rodzaju przestępstwa i głośno je piętnują. „Więź” zajęła na przykład zdecydowaną postawę wobec ks. Andrzeja Dymera, który w 2023 roku został uznany winnym wykorzystywania seksualnego podopiecznych szczecińskiego Ogniska św. Brata Alberta. Andrzej Dymer zmarł 16 lutego 2021 roku. Tego samego dnia „Więź” opublikowała artykuł w całości skupiony na jego przestępstwach. W tamtym wypadku zasada Zbigniewa Nosowskiego, by „w chwili śmierci o zmarłych mówić dobrze, albo wcale” nie obowiązywała.
Dlaczego? Ks. Michał Czajkowski w latach 1984 – 2006, a więc przez ponad dwie dekady był asystentem kościelnym „Więzi”. Jak pisze Zbigniew Nosowski – de facto „Więzi” duszpasterzem. Z „katolikami otwartymi” nawiązał relację na tyle bliską, że – jak pokazują pożegnalne artykuły – gotowi są wskazywać na „dobro” i „łagodność” w przypadku człowieka, który molestował dzieci i przez niemal ćwierć wieku donosił esbecji, czerpiąc z tego oczywiście korzyści w postaci nieujawniania jego przestępczego czynu – i zapewnienia możliwości prowadzenia spokojnej pracy naukowej, w tym odbywania wyjazdów zagranicznych.
Nie jest to pierwszy raz, gdy środowiska katolicyzmu otwartego zajmują szczególną postawę wobec bliskich sobie, ale skompromitowanych postaci.
„Pisarz, polityk, chrześcijanin” – tak „Tygodnik Powszechny” zatytułował felieton Tomasza Fiałkowskiego o „Dziennikach” Jerzego Zawieyskiego w roku 2012. W tym samym czasie ks. Adam Boniecki komentując biografię Zawieyskiego pióra Marty Korczyńskiej zwracał uwagę na nawrócenie bohatera książki, a kwestię jego homoseksualizmu zbywał jako „pogłoskę”. W latach 2016 i 2018 „Więź” publikowała z kolei bez żadnych zmian czy dodatkowych wyjaśnień stare teksty Zbigniewa Nosowskiego (z 1986) i Andrzeja Friszke (z 1998) na temat Zawieyskiego. Padały w nich określenia o „postaci niezwykłej i pasjonującej”, „prostoduszności i naiwności”.
Kim był Jerzy Zawieyski – oprócz polityka i lidera środowisk katolików otwartych w PRL? W 2005 roku Ewa Siedlecka opublikowała książkę „Obława. Losy pisarzy represjonowanych”. Opisała w niej szeroko sylwetkę Jerzego Zawieyskiego. Rzecz jest łatwo dostępna w sieci, kto chce, niech poszuka. Tak krótko scharakteryzował sprawę prof. Rafał Łatka z UKSW w rozmowie z PCh24 TV: – Zawieyski utrzymywał liczne kontakty homoseksualne – z klerykami, księżmi, świeckimi. […] Był erotomanem, wiecznie niezaspokojonym. Dzięki temu, że [homoseksualne] spotkania odbywały się pod lupą bezpieki, to miała ona haki na bardzo dużą grupę osób.
Tego rodzaju współżycie z klerykami i księżmi pod ścisłą obserwacją SB, wydawałoby się, jest okolicznością zasługującą na to, by ją przynajmniej uwzględnić w tekstach wspominkowych – zamiast redukować do rzędu „pogłoski”.
Nie chodzi bynajmniej o „sprawy obyczajowe”, zwłaszcza w przypadku Michała Czajkowskiego. Wieloletnie donoszenie esbekom i pedofilski „incydent” to nie „obyczajówka” (trudno zbyć też tak łatwo utrzymywanie stosunków płciowych z klerykami i księżmi). Ze strony tzw. katolików otwartych bardzo wiele słychać o konieczności moralnej odnowy Kościoła i zerwania z praktyką zamiatania pod dywan skandali seksualnych, zwłaszcza pedofilskich. Nie sposób traktować tych apeli poważnie, kiedy ich autorzy podsumowują życie takich osób jak Czajkowski w kategoriach wyświadczonego dobra i łagodności.
W cytowanej rozmowie z PCh24 TV Rafał Łatka użył kilkukrotnie słowa „hipokryzja”. Trudno tu odmówić celowości jego zastosowania.
W zaskakującym zwrocie wydarzeń, 12 lutego 2025 roku doszło do bezprecedensowego tajnego spotkania między przedstawicielami Stanów Zjednoczonych a prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką. Spotkanie, które odbyło się z dala od medialnego rozgłosu, przyniosło natychmiastowe rezultaty w postaci uwolnienia trzech osób, w tym obywatela amerykańskiego.
Głównym amerykańskim negocjatorem był Christopher Smith, zastępca asystenta sekretarza stanu USA, który w tajemnicy przybył na Białoruś, by spotkać się osobiście z Łukaszenką. To pierwsze tak wysokie rangą spotkanie amerykańsko-białoruskie od pięciu lat, co nadaje mu szczególnego znaczenia w kontekście napiętych relacji między oboma krajami.
Największym sukcesem rozmów okazało się uwolnienie trzech osób: obywatela USA, którego tożsamość ze względów bezpieczeństwa nie została ujawniona, oraz dwóch więźniów politycznych, w tym znanego dziennikarza Andrieja Kuznieczyka z Radia Wolna Europa/Radio Liberty. Kuznieczyk spędził w białoruskim więzieniu ponad trzy lata, będąc zatrzymanym w listopadzie 2021 roku na podstawie zarzutów, które międzynarodowa społeczność uznała za politycznie motywowane.
Sekretarz stanu Marco Rubio nie omieszkał podkreślić roli prezydenta Donalda Trumpa w całym procesie, sugerując, że to jego przywództwo przyczyniło się do sukcesu negocjacji. W oficjalnym oświadczeniu Rubio złożył również podziękowania rządowi litewskiemu za wsparcie w całym procesie, co wskazuje na szerszą międzynarodową współpracę w tej sprawie.
Eksperci spekulują, że może to być początek znacznie szerszej inicjatywy dyplomatycznej. Według niepotwierdzonych doniesień, USA i Białoruś mogą pracować nad tak zwanym „wielkim układem”, który przewidywałby uwolnienie większej liczby więźniów politycznych w zamian za złagodzenie sankcji nałożonych na białoruskie banki i sektor potasowy. Taki scenariusz mógłby oznaczać istotną zmianę w dotychczasowej polityce USA wobec reżimu Łukaszenki.
Spotkanie to nabiera szczególnego znaczenia w kontekście geopolitycznym, zwłaszcza biorąc pod uwagę bliskie związki Białorusi z Rosją oraz jej rolę w konflikcie ukraińskim. Potencjalne ocieplenie relacji między Waszyngtonem a Mińskiem mogłoby wpłynąć na układy sił w regionie, choć na razie jest zbyt wcześnie, by mówić o fundamentalnej zmianie w białoruskiej polityce zagranicznej.
Departament Stanu USA wykorzystał moment uwolnienia więźniów, by ponowić wezwanie do uwolnienia pozostałych około 1300 więźniów politycznych przetrzymywanych na Białorusi. To pokazuje, że mimo sukcesu negocjacji, USA nie rezygnują z nacisków na reżim Łukaszenki w kwestii przestrzegania praw człowieka.
Sytuacja ta stawia w szczególnie trudnym położeniu Polskę, która od lat prowadziła jednoznaczną krytyczną politykę wobec Białorusi. Podczas gdy Waszyngton wykazuje gotowość do pragmatycznego dialogu z Mińskiem, polska dyplomacja konsekwentnie tego odmawia o wspiera tak zwaną „białoruską opozycję”, w tym podejrzaną kobietę podającą się za prezydenta Białorusi, Swiatłanę Cichanouską. Zarówno poprzedni rząd Prawa i Sprawiedliwości, jak i obecna koalicja pod przewodnictwem Platformy Obywatelskiej, mimo różnic w innych obszarach, zachowały ciągłość tej linii politycznej.
Nagłe ocieplenie relacji na linii Waszyngton-Mińsk może postawić Warszawę w kłopotliwej sytuacji dyplomatycznej. Polska, która dotychczas była jednym z głównych promotorów twardego kursu wobec reżimu Łukaszenki, może zostać zmuszona do rewizji swojego stanowiska. Jest to tym bardziej istotne w kontekście regionalnego bezpieczeństwa i relacji gospodarczych.
Eksperci wskazują, że brak elastyczności w polskiej polityce wschodniej może prowadzić do marginalizacji roli Polski w regionalnych procesach dyplomatycznych. Podczas gdy główni gracze, jak USA, przyjmują bardziej pragmatyczne podejście, sztywne trzymanie się dotychczasowej linii politycznej może ograniczyć pole manewru polskiej dyplomacji w przyszłych negocjacjach dotyczących regionu.
Szanowny Panie! W Rzeszowie policja na porannej odprawie dla funkcjonariuszy otrzymała rozkazy wszczęcia postępowania przeciwko naszym wolontariuszom, którzy dopiero zamierzali (!) tego dnia zorganizować w mieście akcję informacyjną na temat aborcji. Zgłoszenie popełnienia rzekomego wykroczenia zostało przyjęte zanim nasi wolontariusze przyszli na miejsce planowanej akcji! Zostaliśmy uznani za winnych, zanim jeszcze „wina” zaistniała. Pomimo tych represji docieramy z prawdą do kolejnych Polaków.Kilka dni temu w Rzeszowie nasi działacze chcieli przeprowadzić kolejny publiczny różaniec połączony z akcją informacyjną na temat aborcji. Zaplanowali i zgłosili legalne zgromadzenie publiczne. Gdy przyszli na miejsce, czekał już na nich policyjny radiowóz z włączonymi sygnałami świetlnymi. Marta, koordynatorka akcji, zapytała policjantów, dlaczego tu stoją. Funkcjonariusze odpowiedzieli, że „było zgłoszenie” dotyczące popełnienia wykroczenia. Wolontariuszka usiłowała dowiedzieć się, jak to w ogóle możliwe, że zgłoszono popełnienie wykroczenia, kiedy naszych działaczy nie było jeszcze w ogóle na miejscu… W tym samym czasie policyjny fotograf zaczął robić zdjęcia naszym wolontariuszom, którzy dopiero przygotowywali się do rozpoczęcia akcji. Wolontariusze zostali również wylegitymowani „do założenia sprawy”. W toku rozmowy okazało się, że policjanci otrzymali rozkaz udana się do „wykroczenia” na porannej odprawie (!) nie wiedząc nawet, czy nasza akcja w ogóle dojdzie do skutku. Jak relacjonuje dyskutująca z policjantami Marta: „Kręciliśmy się w kółko. Tutaj prawa logiki nie miały miejsca. Znaleźliśmy się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, gdzie Orwellowska wizja świata przejęła kontrolę nad czasem i przestrzenią. Zostaliśmy uznani za winnych, zanim jeszcze „wina” zaistniała.”
Panie Mirosławie, z tego typu represjami spotykamy się od wielu lat w całej Polsce. Podobnie jak z atakami aborcyjnych i deprawacyjnych terrorystów. Pomimo tych prześladowań walczymy dalej, gdyż chcemy dotrzeć z prawdą do kolejnych Polaków i zmobilizować nasze społeczeństwo do działania w obronie dzieci zagrożonych aborcją i deprawacją seksualną. Kilka dni temu przeprowadziliśmy też akcję w Tarnowie, gdzie modliliśmy się i pokazywaliśmy prawdę o skutkach aborcji. Pod koniec Różańca przechodzący mężczyzna zatrzymał się i chwilę stał obok patrząc na baner i kiwając ze zrozumieniem głową. W tym samym czasie po drugiej stronie ulicy dwie kobiety nie mogły sobie poradzić z tym co zobaczyły i usłyszały przez nasz megafon. Długo stały i dyskutowały wymachując rękami, później jedna z nich wyciągnęła telefon i zaczęła robić nam zdjęcia po czym odeszła. Właśnie dla takich ludzi tam byliśmy – aby kształtować ich świadomość i budzić ich sumienia. Podobną akcję zorganizowaliśmy także na rynku w Szamotułach. Prawdę o aborcji ujrzało wiele osób, a sprawę nagłośniły także media. Byliśmy także w Bolesławcu, gdzie z inicjatywy lokalnej wolontariuszki pani Roksany odbył się publiczny różaniec i akcja informacyjna na temat aborcji. Jak napisały lokalne media: „Baner jest doskonale widoczny, nie można nie zwrócić na niego uwagi.” Nasi wolontariusze zorganizowali także wystawę ukazującą skutki aborcji w pobliżu parafii w Dębach Szlacheckich, dzięki czemu udało się dotrzeć do wielu osób. W ten sposób w całym kraju zmieniamy świadomość społeczną w sprawie aborcji, informując miliony Polaków, że to morderstwo na niewinnym dziecku. Kontakt z prawdą wpływa na sumienia i decyzje podejmowane w dalszym życiu, szczególnie przez kobiety w trudnej sytuacji życiowej, które są głównym celem aborcyjnych aktywistek nakłaniających do aborcji. Chcemy takich akcji i publicznych różańców zorganizować więcej niż w ubiegłym roku, kiedy to udało się przeprowadzić ich ponad 1 000. W najbliższym czasie potrzebujemy na działania ok. 15 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam organizację kolejnych niezależnych akcji informacyjnych i dotarcie do Polaków z prawdą o mordowaniu dzieci w łonach matek. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Polska stolica stała się niechlubnym liderem – to właśnie Warszawa jest na pierwszym miejscu pod względem przestępstw popełnianych przez cudzoziemców. Prawo złamało tu ponad 4 tys. imigrantów.
W ubiegłym roku w całej Polsce cudzoziemcy popełnili 16 437 przestępstw. Co czwarte z nich zostało dokonane w Warszawie.
Imigranci w stolicy karani byli najczęściej za następujące kategorie przestępstw: kradzieże, posiadanie narkotyków, oszustwa i jazdę po alkoholu. W całej Polsce natomiast dominowało prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości.
Najwięcej przestępstw – zarówno w samej Warszawie, jak i w całej Polsce – popełnili Ukraińcy. Dopuszczali się oni raczej drobnych przestępstw.
[ „Zapomniano” tu o sieciach domów publicznych, prostytutkach na ulicach i skraju dróg, porywaniu dzieci na części i porno. md]
Według informacji RMF FM uzyskanych od stołecznej policji, za najcięższe przestępstwa odpowiadają z kolei Gruzini. Chodzi o napady, włamania czy kradzieże na spore sumy, m.in. metodą „na kolec”.[Polega ona na tym, że sprawcy przebijają oponę w samochodzie osoby, najczęściej korzystającej z bankomatu. md]
W policyjnych statystykach trzecie miejsce zajmują Białorusini. W Warszawie swoje kartoteki mają także obywatele Uzbekistanu czy Mołdawii.
Czy najbardziej wpływowa gazeta na świecie zmienia zdanie na temat pornografii?
Siedziba New York Times. Obraz źródłowy: Wikimedia Commons / Haxorjoe.
TFP | 12/02/2025
12 grudnia 2024 r. The New York Times opublikował artykuł zatytułowany „Nadszedł czas, aby porozmawiać o pornografii, mówią naukowcy”. Cytowano w nim otrzeźwiające badanie z 2023 r., które wykazało, że prawie trzy czwarte amerykańskiej młodzieży poniżej 17. roku życia oglądało materiały pornograficzne.
Sztuczna inteligencja dostarcza więcej pornografii
Duża część artykułu dotyczyła szkodliwego, wprowadzającego w błąd i nierealistycznego charakteru nieprzyzwoitej literatury, zdjęć i filmów. Autorzy nie mieli złudzeń, by miało się to zmienić. Próby kontrolowania tego zjawiska okazały się w dużej mierze bezowocne. Sztuczna inteligencja (AI) tylko zwiększa zagrożenie. Podczas gdy badania przyznają, że pornografia wywiera szkodliwe skutki, sami badacze są dalecy od dokonywania jej moralnej oceny czy uznawania jej za grzeszną. Pozostaje ona „problemem”, a nie kryzysem.
Temat godny uwagi dla The New York Times
Ten artykuł nie jest niczym niezwykłym. Wiele magazynów mówi o zagrożeniach związanych z pornografią. Niezwykłe jest to, że pojawił się w Timesie. Przez dziesięciolecia „szara dama” szczyciła się swoją tolerancyjną postawą. Kiedy w latach 60. wybuchła rewolucja seksualna, New York Times niósł jej sztandar.
1964: „Pornografia nie może zaszkodzić”
Jednym z powodów, dla których próby walki z pornografią nie powiodły się, było to, że Times często ją lekceważył. Twierdził, że taki problem istnieje tylko w zamkniętych umysłach. Weźmy na przykład krótki cytat z artykułu „Pornografia i cenzor”, opublikowanego przez NYT 12 kwietnia 1964 roku: „Z pewnością zawsze znajdą się nastolatki z nadmiernym zainteresowaniem seksem. Tak długo, jak ich eksperymentalne tendencje nie szkodzą innym, zwłaszcza innym dzieciom, mogą znaleźć własną trudną drogę do normalnego życia i normalnych zainteresowań”.
Czasy się zmieniają, ale nie Times
„Magisterium” amerykańskiego dziennikarstwa bez ogródek twierdziło więc, że większość młodych ludzi zignoruje pornografię, a pozostali nieliczni jej nie zauważą. Dla tych w pobliżu Times Square prawdziwe niebezpieczeństwo leżało gdzie indziej: „To duch absolutyzmu jest największym wrogiem liberalnej cywilizacji”.
Niezmiennie antyreligijne i pro-seksualne nastawienie
Ten artykuł z 1964 roku nie był jedynym. W ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat NYT miał wiele do powiedzenia na temat pornografii. Jeśli przeszukasz archiwa internetowe tej gazety pod kątem „pornografii”, znajdziesz setki, a może nawet tysiące takich artykułów. Niemal wszystkie z nich miały antyreligijne i pro-seksualne nastawienie. Oto próbka tych artykułów.
1973: „Pornografia jest korzystna”
W lipcu 1973 r. gazeta opublikowała artykuł Anthony’ego Burgessa, powieściopisarza i „wybitnego profesora literatury” w City College of New York. Tytuł artykułu podsumowywał jego postawę i stanowisko Timesa: „Pornografia: 'Kwestia moralna to nonsens’”.
Wolność artystyczna
Autor omawia w nim naturę i konieczność wolności. „Pisarze i filmowcy muszą mieć swobodę robienia tego, co im się podoba… Wolność wiąże się zawsze z ogromną odpowiedzialnością, ale żadna istota ludzka nie powinna się od niej uchylać. Pozostawienie innym decydowania o tym, co jest dla nas dobre, a co złe, jest grzeszną rezygnacją z ludzkiego prawa i ludzkiego obowiązku”.
Pornografia jako dobro
Według takiego standardu pornografia mogłaby być nawet pozytywną wartością. Egzekwowanie sztucznych granic prawa jest pogwałceniem samego człowieczeństwa. W najgorszym razie pornografia jest złem koniecznym. Zezwolenie na jej deprawującą naturę w społeczeństwie jest lepsze niż tłumienie zdolności artystycznych.
Ówczesny kodeks permisywny
Ci, którzy przeszli przez szkoły średnie i kampusy uniwersyteckie w latach siedemdziesiątych, słyszeli wiele z tych pretensjonalnych sloganów. W swej istocie jest to jedynie powtórzenie permisywnego kodu tamtych czasów. Times i Burgess zdecydowali się promować to „narodowe dorastanie”.
1985-1986: „Walka z pornografią jest bezużyteczna”
W 1985 roku szkodliwe skutki pornografii stały się jasne nawet dla osób, które zaakceptowały postawy z lat 70-tych. W maju 1985 r. sekretarz sprawiedliwości w gabinecie Ronalda Reagana, Edwin Meese III, powołał komisję w celu zbadania tej kwestii. Jej liderem był Henry Hudson, główny prokurator hrabstwa Arlington w Wirginii, który zasłynął z tępienia pornografii na przedmieściach Waszyngtonu.
Podział w komisji
Jedenaście miesięcy później Times doniósł, że komisja ds. pornografii była podzielona w miarę zbliżania się terminu jej prac. Barry Lynn z American Civil Liberties Union, jednego ze źródeł informacyjnych gazety, wyraził swoje racje: „Ta komisja zaczyna się rozpadać… To dowodzi naszej tezy. Indywidualny gust decyduje o tym, jak myślisz o pornografii i czy powinieneś z niej korzystać”.
Dziecinny, kpiący ton
Kiedy raport został ostatecznie opublikowany 27 maja 1986 r., Lynn był podekscytowany. Oparł swoje wywody na fakcie, że zawierał on przykłady materiałów, które uważał za szkodliwe. W wywiadzie dla Timesa przyjął dziecinny, kpiący ton.
„Wyraźny charakter kilku rozdziałów gwarantuje, że raport będzie jedną z najlepiej sprzedających się publikacji rządowych w historii… Chociaż osobiście uważam, że wiele materiałów zawartych w tej książce jest wysoce obraźliwych, to jednak absolutnie broniłbym prawa rządu federalnego do jej opublikowania”.
2001: uwaga przenosi się na Internet
Na przełomie wieków dyskusje na temat pornografii koncentrowały się mniej na książkach i czasopismach, a bardziej na szybko rozwijającym się internecie. Główne argumenty dotyczyły uniwersalności nowej technologii. Komputer nie może ocenić wieku oczu wpatrujących się w ekran.
Przeciw filtrom
12 listopada 2000 r. NYT sprzeciwił się „błędnemu prawu dotyczącemu pornografii”, które wymagałoby od szkół instalowania oprogramowania filtrującego na szkolnych komputerach. Dziennikarze argumentowali, że takie oprogramowanie filtrowałoby zbyt wiele.
Sąd Najwyższy
Rok później kwestia ta była już bardziej teoretyczna. W 1957 roku Sąd Najwyższy ustanowił trzy standardy określania czy materiał jest pornograficzny. Jednym z nich było to, czy dany przedmiot narusza „współczesne standardy społeczne”. Sformułowanie to zawsze było problematyczne, ale uznawało, że mieszkańcy Nowego Jorku mogą postrzegać takie przedmioty inaczej niż, powiedzmy, mieszkańcy Dothan w Alabamie. Sąd doprecyzował tę koncepcję w sprawie Miller przeciwko Kalifornii z 1973 roku, ale nie zakończyło to kontrowersji.
Świat jako jedna społeczność
Internet maksymalnie komplikuje taką ocenę. Komputer nie jest w stanie ocenić z jakiej społeczności użytkownik się wywodzi ani jakie postawy dominują w jego środowisku. Internet zamienia cały świat w jedną „społeczność”.
Gazeta cytuje „ekspertów”
Artykuł Timesa z 30 listopada 2001 r. cytował „ekspertów”, z których większość podzielała pogląd profesora Erica Friedmana z Hofstra University Law School. „Byłoby wspaniale, gdyby internet w końcu zepchnął Millera z wątpliwej doktrynalnej krawędzi, na której obecnie się chwieje. Im dłużej i mocniej spada, tym lepiej”.
To samo przesłanie, co w latach sześćdziesiątych
Łączenie tych dwóch sytuacji stało się powszechne. Podobnie jak w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, Times doszedł do wniosku, że zbyt duża ochrona jest gorsza niż jej brak.
Głęboki wpływ na kulturę amerykańską
Przez dziesięciolecia Times i jego współpracownicy w tak zwanych mediach głównego nurtu wielokrotnie powtarzali Amerykanom, że pornografia nie jest prawdziwym problemem. Ci, którzy się jej sprzeciwiają, są albo głupi, albo szaleni, albo są potencjalnymi teokratami.
Zwyciężyła ideologia „tolerancji”
Times ignorował rosnącą liczbę tak zwanych pozamałżeńskich poczęć, rozwodów i wszelkiego rodzaju występków na tle seksualnym. Dowody na szkodliwość pornografii nigdy ich nie zniechęciły. Tolerancyjna ideologia zdominowała ich raporty, a poprzez ich wpływ, całe społeczeństwo.
Czy The New York Times sygnalizuje zmianę filozofii? Czy w końcu jego kierownictwo dostrzega, że nasycone pornografią społeczeństwo staje się wylęgarnią prawdziwych problemów? Być może, ale jest wiele miejsca na wątpliwości. Pojedynczy artykuł niekoniecznie sygnalizuje znaczącą zmianę ideologiczną. Pornografia napędzała lewicową agendę zbyt długo i zbyt silnie, by teraz z niej dobrowolnie zrezygnować.
Ten artykuł ukazał się wcześniej na stronie tfp.org.
Wiele napisano na temat tego, czy islam jest religią agresywną, narzucaną przemocą, a nie głoszeniem. Odpowiedź nie jest jednoznaczna.
Mahomet
W życiu Mahometa istniały dwa odrębne okresy. Pierwszy miał miejsce, gdy mieszkał w rodzinnej Mekce (okres Mekki). Okres ten trwał do 622 roku, kiedy to uciekł do Yathrib, które wkrótce zostało przemianowane na Medynę (co oznacza miasto). W ten sposób rozpoczął się okres medyński, który trwał do jego śmierci w 632 roku.
„Wielokulturowa” Mekka
W Mekce Mahomet starał się nie wchodzić w konflikt z dominującą kulturą politeistyczną, ponieważ jego wyznawców wciąż była zaledwie garstka. Mekka była miejscem pielgrzymek pustynnych plemion, z których każde miało własnego „boga” lub bożka. Dziś moglibyśmy nazwać to środowisko „wielokulturowym”. Mahomet przyjął ekumeniczne i rozsądne podejście, aby nie rzucać wyzwania dominującej kulturze.
Łagodny ton
Jego wypowiedzi z tego okresu, które później zostały przekształcone w sury, czyli rozdziały Koranu, mają łagodny, a nawet poetycki ton. Wiele z nich było powtórzeniami fragmentów Pisma Świętego, do których dodał własne szczegóły. Podkreślał „wspólne pochodzenie” Żydów, chrześcijan i muzułmanów od Abrahama, nazywając ich „ludem Księgi” lub braćmi.
Władza absolutna
Wszystko zmieniło się, gdy przeniósł się do Medyny. Pod pretekstem załagodzenia konfliktu między dwoma klanami przejął absolutną władzę polityczną, religijną, wojskową, kulturalną, a nawet finansową nad miastem.
To wydarzenie wyznacza prawdziwy początek islamu. Zaczął od wymuszenia nawrócenia wszystkich klanów w Medynie, zarówno żydowskich, jak i arabskich. Kiedy klan Banu Qurayza odmówił nawrócenia, wytępił ich do ostatniego człowieka. Następnie głosił ekspansję poprzez wojnę, co doprowadziło do bitwy pod Badr (marzec 624 r.), w której Mahomet pokonał Mekkańczyków, podbijając w ten sposób miasto. Zwycięstwo to jest uważane za pierwszą ważną afirmację nowej religii. Wypowiedzi Mahometa w tym okresie były surowe, agresywne, nietolerancyjne i wojownicze.
Początki dżihadu
W tym okresie opracowano koncepcję dżihadu. Wiązało się to z narzuceniem islamu wszelkimi możliwymi środkami, w tym wojną. Świat został podzielony na dwie części: dar al-islam (dom islamu) i dar al-harb (dom wojny). Wojna stała się nie tylko konkretnym działaniem, ale stałym warunkiem dla każdego muzułmanina. Aby określić ten stan, Koran mówi o al-dżihad (wysiłku), al-harb (wojnie) i al-quital (zniszczeniu).
Każde słowo Mahometa było „objawieniem”
Mahomet dużo mówił. Każde słowo padające z jego ust było uważane za „objawienie” i zapisywane. Zadaniem trzeciego kalifa, Oetmana ibn Affana, było zebranie tych tekstów. Niektóre z nich zostały uznane za sury i włączone do Koranu. Inne zostały zdegradowane do kategorii hadisów (powiedzeń) i zebrane w Sunie (księdze wiedzy). Do dziś nikt nie wie, ile jest hadisów.
Jak skompilowano Koran
Nie mając lepszego kryterium do uporządkowania sur, Oethman ibn Affan uszeregował je według ich długości, przy czym pierwsza była najdłuższa. W ten sposób nieodwołalnie pomieszał sury mekkańskie z medyńskimi, uniemożliwiając rozróżnienie ich wagi.
Rażące sprzeczności
W ten sposób możemy znaleźć w Koranie tezy i ich przeciwieństwa, a wszystkie są uważane za posiadające ten sam boski autorytet jako „słowo Allaha”. Nawet rażące sprzeczności w Koranie trzeba akceptować jako „objawienie”, stosując zasadę al-nasikh wa 'l-mansukh, dosłownie „zniesienie zniesionego”.
„Zabijaj niewiernych, gdziekolwiek ich znajdziesz”.
Na przykład, podczas gdy sura 109 głosi tolerancję wobec innych religii: „Ty masz swoją religię, a ja mam swoją”, sura 2 nakazuje: „Zabijaj niewiernych, gdziekolwiek ich napotkasz”. Problem polega na tym, która sura jest uznawana za abrogatywną, a która za uchyloną. Ponieważ nie ma centralnego autorytetu religijnego, który mógłby nieomylnie nauczać prawdy, Koran może być interpretowany dowolnie.
Nie zaprzeczając, że w islamie mogą istnieć bardziej umiarkowane nurty, należy zauważyć, że w przeszłości dominowały nurty dżihadystyczne. Włoski ekspert prof. Giorgio Vercellin wyjaśnia: „[Nie można zaprzeczyć], że od swoich początków islam rozprzestrzeniał się również poprzez konflikty zbrojne. Jest to tendencja, która będzie się nasilać w pierwszym stuleciu jego istnienia”.
Masakra dokonana przez Mahometa
Sam Mahomet dawał przykład swoim wyznawcom. Osobiście walczył w 26 bitwach i podsycał wiele konfliktów. Komentując masakrę Banu Qurayza, znany włoski arabista Francesco Gabrieli pisze: „Ta bezsensowna masakra pozostaje najbardziej niepokojącą plamą na religijnej karierze Proroka. (…) Z tego epizodu wynika, że ci, którzy wtedy i później przelewali ludzką krew dla sprawy islamu, wcale nie działali wbrew duchowi Mahometa”.
Podboje
Od swoich narodzin islam rozwijał się niemal wyłącznie poprzez wojnę. Ostatnim rozkazem Mahometa na łożu śmierci była inwazja na Cesarstwo Bizantyjskie. W 638 roku kalif Omar podbił Jerozolimę, która była chrześcijańska od trzech wieków. W niespełna sto lat muzułmanie podbili Palestynę, Syrię, Mezopotamię, Egipt i Afrykę Północną.
Karol Młot
W 711 r. najechali Hiszpanię i wyeliminowali chrześcijańskie królestwo Wizygotów. W 719 r. przekroczyli Pireneje i zdobyli Narbonne. W następnym roku oblegli Tuluzę i zajęliby całą zachodnią Europę aż do Renu, gdyby Karol Młot nie powstrzymał ich w Poitiers w 732 roku. W VIII i IX wieku podbili Persję, Afganistan i część Indii. Zajęli połowę dzisiejszych Włoch.
Plądrowanie Rzymu
W 846 r. zaatakowali Neapol i Salerno. W tym samym roku zniszczyli Ostię i dotarli do Rzymu, gdzie splądrowali Bazylikę Świętego Piotra i Świętego Pawła za Murami. W 847 r. zgromadzili ogromną flotę na Sardynii z zamiarem inwazji na serce chrześcijaństwa. Papież Leon IV, który w międzyczasie ufortyfikował Rzym, poprosił o pomoc konsula Cesario. Flota chrześcijańska zniszczyła flotę muzułmańską w bitwie pod Ostią, ratując chrześcijaństwo.
Konstantynopol zdobyty
W 1453 r. Turcy podbili Konstantynopol, kładąc kres Imperium Rzymskiemu. W 1663 r. najechali Węgry i wkroczyli do serca Europy. Gdyby nie bitwa pod Wiedniem (1683), Europa stałaby się częścią Imperium Osmańskiego.
Odrodzenie w XX wieku
Pod koniec XIX wieku islamskie dążenie do ekspansji zostało wyczerpane. Z wyjątkiem Turcji, wszystkie kraje muzułmańskie znajdowały się pod europejskim protektoratem. Sytuacja ta uległa dramatycznej zmianie w XX wieku. Islam zaczął przechodzić odrodzenie religijne, które, ze względu na naturalny związek między religią a ustrojem społecznym, zaowocowało odrodzeniem politycznym.
Ajatollah Chomeini
Stopniowo przywódcy tacy jak Jamal al-Din al-Afghani, Hasan al-Banna, Sayyid Qutb, a później ajatollah Ruholla Chomeini przywrócili wojowniczość islamu. Odrodzenie to nastąpiło wraz z rozwojem przemysłu naftowego, w oparciu o ogromne zasoby surowców znajdujące się w rękach muzułmanów, zwiększając ich strategiczne wpływy. Islam zaczął ponownie wzrastać kosztem Zachodu.
11 września 2001 r.
Zagrożenie ze strony wojowniczego islamu, długo niedoceniane, stało się dramatycznie jasne wraz z atakiem na World Trade Center w Nowym Jorku 11 września 2001 roku. Wielu ludzi uświadomiło sobie straszną rzeczywistość: Zachód znów był w stanie wojny.
[To była robota tajnych służb USA i Izraela. Dowody są, i są oczywiste. md]
Wojna ta trwa nadal, zarówno na Bliskim Wschodzie (ostatni upadek reżimu syryjskiego), jak też poprzez długą serię ataków terrorystycznych w Europie, czego przykładem jest niedawna masakra na jarmarku Bożonarodzeniowym w Magdeburgu w Niemczech.
Islam dżihadystów
Czy wszyscy muzułmanie są zaangażowani w wojnę przeciwko Zachodowi, a dokładniej przeciwko chrześcijaństwu? Zapewne nie. Dżihadystyczny islam reprezentuje radykalne skrzydło w świecie muzułmańskim, które jednak stopniowo zyskuje przewagę.
Dziesięć procent to radykałowie
Wszystkie analizy wskazują na rosnącą radykalizację, zwłaszcza wśród młodych ludzi, zarówno w świecie muzułmańskim, jak i na Zachodzie. Nie zapominajmy, że większość terrorystów, którzy przeprowadzili ataki w Europie, urodziła się i wychowała właśnie tam. Eksperci szacują odsetek radykalnych muzułmanów na około 10 procent ich całkowitej populacji wynoszącej miliard. Oznacza to, że istnieje 100 milionów żołnierzy Allaha. Nie jest to zbyt kojące..
Saudyjczycy finansują meczety w Europie
Z drugiej strony powinniśmy pamiętać, że dżihad oznacza wysiłek i obejmuje wszelkie działania na rzecz ekspansji islamu. Na przykład Arabia Saudyjska, choć nie jest bezpośrednio zaangażowana w terroryzm, jest głównym fundatorem meczetów w Europie.
Przewaga demograficzna
Wielu muzułmanów bardziej niż użycie przemocy woli pokojowy podbój, dzięki któremu stopniowo podporządkowuje sobie Europę. Jednym ze sposobów jest zwiększenie populacji muzułmanów. Dla pobożnych muzułmanek posiadanie licznego potomstwa jest aktem dżihadu. Nie powinniśmy również zapominać o niekontrolowanej imigracji z Afryki Północnej, która jest w przeważającej mierze muzułmańska.
Czego potrzebuje Europa?
Jak Europa może zareagować? Tak jak odnowiona ofensywa muzułmańska została zapoczątkowana przez odrodzenie religijne, tylko przywrócenie naszej wiary katolickiej, a tym samym odnowiony duch chrześcijaństwa, da nam niezbędną duchową broń, aby stawić opór i dać własną odpowiedź.
Czy jest to możliwe? Tak. Historia pokazuje, że kiedy Bóg postanawia interweniować, nic nie jest w stanie Mu się oprzeć, jeśli ludzie otworzą swoje dusze na Jego łaskę.
Ten artykuł ukazał się wcześniej na stronie tfp.org.
Dynamika zabójstw dokonanych przez obywateli Ukrainy w naszym kraju wzrosła o 1100 proc. Z kolei skala zagrożeń rozbójniczych w przypadku Gruzinów wzrosła czterdziestokrotnie.
Po zapowiedzi premiera Donalda Tuska o końcu bezkarności zagranicznych przestępców, polskie służby zatrzymały 1,5 tys. osób. Eksperci, z którymi rozmawiała „Rzeczpospolita”, nie mają jednak wątpliwości, że to nie rozwiąże problemu.
Zakończyła się połączona akcja policji i Straży Granicznej, w której wzięło udział w sumie kilkadziesiąt tysięcy funkcjonariuszy. Aresztowano niemal 1,5 tys. cudzoziemców podejrzewanych o odział w zorganizowanych grupach przestępczych. Eksperci ostrzegając jednak, że podobne jednorazowe pokazówki nie rozwiążą problemu zagranicznych gangów w Polsce. Jak oceniają, jej wyniki i tak nie są imponujące. Tylko w zeszłym roku policja w ramach codziennej służby zatrzymała 25 tys. osób.
Marek Dyjasz, były dyrektor Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji uważa, że podobne inicjatywy nie odstraszą grup przestępczych z operowania w Polsce. – Cudzoziemskie grupy mocno się u nas lokują i z działalności przestępczej nie zrezygnują. Zwłaszcza że jesteśmy postrzegani jako kraj stabilny, bogaty, gdzie ludzie mają pieniądze, i ten rynek przestępczy jest otwarty – mówi Marek Dyjasz.
Według gen. Adama Rapackiego, byłego wiceszefa MSWiA i twórcy CBŚP, „akcyjna” walka z przestępczością nie przyniesie efektu. – Potrzeba działań stałych, systemowych, codziennego, bezwzględnego wyłapywania tych, którzy mają trafić do zakładu karnego – podkreśla. Rapacki przekonuje również do zaostrzania polityki deportacyjnej, aby zatrzymani cudzoziemcy nie obciążali dodatkowo polskiego podatnika w tutejszych zakładach karnych.
Podobnego zdania jest Tomasz Safjański, były wiceszef Biura Wywiadu Kryminalnego KGP, szef krajowego biura Interpolu i Europolu. – Takie akcje nie poprawią bezpieczeństwa wewnętrznego. To działanie ad hoc, mające wymiar wyłącznie propagandowy. Myśmy to wszystko przespali –stwierdza prof. Safjański
Jak przypomina ekspert, dynamika zabójstw dokonanych przez obywateli Ukrainy w naszym kraju wzrosła o 1100 proc. Z kolei skala zagrożeń rozbójniczych w przypadku Gruzinów wzrosła czterdziestokrotnie. Dodatkowym problemem są luki w strukturach policji. Nieobsadzonych pozostaje 25 tys. wakatów.
Trump pokrzyżował plany Niemcom i Francuzom, którzy chcieli uczynić z Ukrainy „zastępcze Chiny” i czerpać potężne zyski. „Trzeba doprawdy nic kompletnie z polityki nie jarzyć, żeby mieć o to do niego pretensje” – konstatuje publicysta, komentując „euroskowyt”, jaki zrobił się wokół działań Donalda Trumpa.
Jak zauważa Ziemkiewicz, dzięki Trumpowi w negocjacjach pokojowych na Ukrainie zaistniał temat wyborów, który w praktyce oznacza odpalenie Zelensky’ego, czyli mafijnej oligarchii, która rządzi Ukrainą (prawdopodobnie tak czy owak władzę przejmie wtedy generalicja, z którą USA mają dużo lepsze kontakty).
To między innymi jeden z wabików dla Putina, który może liczyć, że w wyborach wkręci w Kijowie jakąś swoją agenturę, pewnie nie tak skutecznie jak w Gruzji, ale zawsze będzie miał więcej wpływów niż teraz. Ale przede wszystkim to odsunięcie od przyszłych zysków z Ukrainy Niemiec, które kupiły sobie oligarchów i samego Zelenskego obietnicą przyszłych obrywów od niemieckich inwestycji, co zresztą przejawiło się w sposób dla nas bardzo przykry – uważa redaktor tygodnika „Do Rzeczy”.
Autor wpisu na Facebooku proponuje także interpretację histerii medialno-politycznej, jaka powstała wokół działań pokojowych Donalda Trumpa: Cały ten euroskowyt, który tak głośno rezonuje w naszych mediach, wynika z zawalenia się unijnego planu – planu „nearshoringu”, przekształcenia Ukrainy w zastępcze Chiny, gdzie można będzie wszystko sprzedać i wszystko tanio wyprodukować, bez duszących euronorm i na taniej energii, i bez obawy, że Ukraińcy ukradną technologię i wydymają UE tak jak to zrobili Chińczycy.
Niemcy i Francuzi wyobrażali to sobie tak: Ukraina za amerykańskie pieniądze i amerykańską bronią będzie „ścierać” siły Rosji tak długo, ile będzie trzeba – bo Ukraina nie może przestać się bronić, a Ameryka nie może jej „zdradzić”, bo jakby to wyglądało.
A Europa spokojnie wyczeka, aż Putin zmięknie, no bo w końcu musi i wtedy to jej przywódcy, jako przyjaźniejsi mu niż Amerykanie, wynegocjują pokój. Tak mogli sobie roić przy omszałym Bidenie, i, jak powszechnie zakładano, idiotce Harris – tłumaczy Ziemkiewicz.
Trump natomiast właśnie pokazuje Niemcom i Francuzom politykę realną i to, gdzie jest w niej miejsce dla gołodupców. Trzeba doprawdy nic kompletnie z polityki nie jarzyć, żeby mieć o to do niego pretensje – dodaje.
• Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił wcześniejszy wyrok skazujący za pomoc w aborcji farmakologicznej Justynę Wydrzyńską, znaną aktywistkę aborcyjną z tzw. Aborcyjnego Dream Teamu.
• Oznacza to, że sprawa trafi do ponownego rozpoznania przez Sąd Okręgowy dla Warszawy-Pragi.
• Przyczyną uchylenia wyroku nie była merytoryczna wadliwość tego wyroku (np. że czyn Justyny Wydrzyńskiej nie jest przestępstwem), ale to, że Sąd Apelacyjny uznał, iż ma miejsce nienależyta obsada sądu ze względu na fakt, że sędzia Agnieszka Brygidyr-Dorosz, która skazała działaczkę, została powołana na sędziego przez Krajową Radę Sądownictwa po 2017 r.
• Sędzia ze składu orzekającego wezwała do tego, aby sąd ponownie rozpoznający sprawę uwzględnił kontekst społeczno-polityczny i to, że kobiety w ciąży potrzebują pomocy, która jednak „nie zawsze musi oznaczać dokonania aborcji”.
• Z jej wypowiedzi wynika, że pomoc w aborcji to „samopomoc obywatelska”, która „uaktywnia się tam, gdzie pomimo wyraźnych w tym względzie potrzeb nie działa państwo”.
Sędzia Agnieszka Brygidyr-Dorosz, która wydała wyrok, została powołana na urząd sędziego na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej przepisami ustawy z 2017 r. W konsekwencji tego miało dojść – według Sądu Apelacyjnego – do naruszenia standardów niezawisłości i bezstronności w rozumieniu art. 45 ust. 1 Konstytucji RP. Zdaniem SA, w tej sprawie miała miejsce nienależyta obsada sądu w rozumieniu art. 439 § 1 pkt. 2 Kodeksu postępowania karnego.
Wyrok Sądu Apelacyjnego jest więc kolejną odsłoną sporu politycznego i prawnego dotyczącego zmian w wymiarze sprawiedliwości, dokonanych w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Przewodniczący składu orzekającego sędzia Rafał Kaniok, prezentując ustne motywy rozstrzygnięcia w dniu ogłoszenia wyroku powiedział, że „większa część składu orzekającego, nie podziela wyrażanego niekiedy w orzecznictwie stanowiska, iż sam fakt zasiadania w składzie sądu powszechnego sędziego powołanego w ułomnej procedurze przy udziale KRS ukształtowanej po 2017 r. skutkuje wystąpieniem bezwzględnej przyczyny odwoławczej w postaci nienależytej obsady sądu”. Ma o tym decydować suma okoliczności, m.in. dotyczących przebiegu kariery zawodowej sędzi Brygidyr-Dorosz. W efekcie miał nie zostać spełniony minimalny standard gwarantujący stronom prawo do bezstronnego i niezawisłego sądu. Wynikać to ma z poglądów na temat aborcji byłego Ministra Sprawiedliwości – Zbigniewa Ziobry – oraz medialnego charakteru sprawy. Co ciekawe, ten sam sędzia uczestniczył w procedurze awansowej sędzi Agnieszki Brygidyr-Dorosz i w jej ramach sporządził wcześniej pozytywną ocenę jej kwalifikacji.
Sędzia Rafał Kaniok zaznaczył jasno, że wydane orzeczenie nie działa ani na korzyść, ani na niekorzyść oskarżonej. Nie odniósł się też do zasadności innych zarzutów apelacji niż ten, kwestionujący status sędzi Brygidyr-Dorosz. Wyraźnie odmówił oceny, czy czyn Justyny Wydrzyńskiej miał znikomy stopień szkodliwości społecznej, co by musiało prowadzić do umorzenia postępowania. Ta kwestia powinna zostać rozstrzygnięta jeszcze raz przez sąd pierwszej instancji.
Po sędzim Rafale Kanioku wystąpiła jednak sędzia Ewa Furtak-Leszczyńska. Trudno stwierdzić, czy we własnym imieniu, czy w imieniu całego składu orzekającego. Oględny i stricte prawniczy wywód sędziego Kanioka uzupełniła o – jak powiedziała – wskazania, które mają ukierunkować sąd, ponownie rozpoznający sprawę. Ten „o ile stwierdzi formalne znamiona przestępstwa z art. 152 § 2 Kodeksu karnego” – według sędzi Ewy Furtak-Leszczyńskiej – będzie musiał ocenić jego karygodność również „w aspekcie kontekstu społeczno-politycznego”. Sędzia chociaż zastrzegła, że nie ocenia „w żadnej mierze regulacji prawa aborcyjnego”, to stwierdziła, że nie można pominąć oceny czynu (czyli pomocy w aborcji) „w kontekście zapewnienia kobiecie ciężarnej wsparcia i poczucia bezpieczeństwa, którego nie stwarza władza publiczna, w tym w ramach dostępu do służby zdrowia i właściwej reakcji na wszelkie zagrożenia związane z ciążą, również w strefie zdrowia psychicznego kobiety ciężarnej”. To wsparcie – według sędzi Furtak-Leszczyńskiej –„nie zawsze musi oznaczać dokonania aborcji”. W związku z tym, wezwała do tego, żeby „mieć na względzie, że samopomoc obywatelska uaktywnia się tam, gdzie pomimo wyraźnych w tym względzie potrzeb nie działa państwo jako władza publiczna odpowiedzialna za dany obszar chroniony”.
Dopiero z pisemnego uzasadnienia wyroku będzie można się dowiedzieć, czy cała trójka sędziów ze składu, który wydał wyrok w sprawie Justyny Wydrzyńskiej, uważa pomocnictwo w aborcji za „samopomoc obywatelską”.
To co szczególnie niepokoi, to wyraźne akcentowanie przez Sąd Apelacyjny, że ponownej ocenie powinien ulec stopień szkodliwości społecznej czynu Justyny Wydrzyńskiej. To może bowiem prowadzić do tego, że oceny tej nie dokona sąd, ale prokuratura, kierowana przez Adama Bodnara. Ta może bowiem – po tym jak sprawa trafi ponownie do sądu pierwszej instancji – wycofać akt oskarżenia, motywując to właśnie tym, że zachodzi znikoma szkodliwość społeczna czynu. Już nie raz po objęciu stanowiska Prokuratora Generalnego przez Adama Bodnara, dochodziło do tego, że po latach procesu, prokurator wycofywał akt oskarżenia.
Adw. Magdalena Majkowska – członek Zarządu Ordo Iuris