Żeby łatwiej trzymać pod butem skolonizowane tereny – a tym właśnie jest Polska dla Stanów Zjednoczonych – najlepiej zdeprawować podbite społeczeństwo, aby dodatkowo je osłabić. Słabe społeczeństwo nie będzie potrafiło stawiać oporu okupantowi. Proste, prawda?
Taką zasadę wyznaje najwyraźniej Mark Brzezinski ambasador USA w Polsce. Pewnie właśnie dlatego wspiera wszelkiej maści zboczenia i dewiacje, których zadaniem jest doszczętne zdemoralizowanie Polaków.
Art. 51. Kodeksu karnego, w paragrafie pierwszym wskazuje m.in., że kto zakłóca spokój, porządek publiczny, albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
Tymczasem osoby wywołujące zgorszenie w miejscu publicznym w Polsce – bo tym właśnie zajmują się organizatorzy parad zboczeńców po ulicach polskich miast – są pod specjalną ochroną kolejnego już amerykańskiego ambasadora.
ZAKŁAMANY DYPLOMATA
W celu dobicia wśród Polaków normalności, z wizytą do Polski przybyła właśnie Jessica Stern, Specjalna Wysłanniczka USA ds. promowania praw człowieka osób LGBTQI+. Amerykanka spotkała się w Warszawie z przedstawicielami LGBTQI+ w Polsce, z którymi omówiła dalsze strategie działania.
Mark Brzezinski ugościł delegację dewiantów w swojej rezydencji, a na platformie X skomentował wydarzenie następującymi słowami:
«Prawa osób LGBTQI+ to prawa człowieka. Nasz rząd ma obowiązek ich bronić, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na całym świecie, i będziemy nadal walczyć o równe prawa dla wszystkich, we współpracy z lokalnymi aktywistami i społecznościami. Prawa człowieka są niepodzielne. Kiedy jedna grupa ludzi jest celem ataków, wszystkie grupy narażone na zagrożenia stają się mniej bezpieczne. Z kolei kiedy prawa jednej grupy są chronione, społeczeństwa jako całość stają się prawdziwie wolne, lepiej prosperujące i bardziej bezpieczne.»
Sęk w tym, że ambasador Brzezinski bezczelnie kłamie, bo de facto broni tylko wybrańców, a nie autentycznie zagrożone grupy. Czy Brzezinski lub jakikolwiek inny ambasador USA, stanął kiedykolwiek w obronie grupy ludzi nieustannie będących celem ataków w Strefie Gazy? Nie przypominam sobie.
Należę do grupy osób rasy białej, heteroseksualnych, wyznających tradycyjne wartości i jestem chrześcijanką. Moja grupa również jest obecnie celem ataków, bo w miejscach publicznych depcze się nasze wartości i naraża na molestowanie seksualne.
Fakty są takie, że z powodu promocji w przestrzeni publicznej zboczeń spod znaku LGBTQI+ (parady na ulicach polskich miast, obrzydliwe reklamy, etc.), wiele osób – w tym ja – czuje się molestowanych seksualnie. Nikt z nas nie chce oglądać paradujących roznegliżowanych dewiantów, ani obrzydliwych treści wyskakujących na każdym kroku z reklam promujących zboczoną ideologię.
Tymczasem nam się to narzuca. Na takie deprawujące widoki narażone są także polskie dzieci. W związku z powyższym tradycyjne środowiska nie czują się bezpiecznie. Nasze społeczeństwo nie jest chronione, a ambasador USA dodatkowo sprowadza na nas niebezpieczeństwo w postaci delegacji LGBTQI+ zza Oceanu.
CHOROBY LECZY SIĘ
Mało tego, ideologia gender dla jej wyznawców jest śmiertelnie niebezpieczna. Świadczą o tym liczne samobójstwa i depresje wśród tych osób. Czy w imię tolerowania czyichś upodobań, ludzie świadomi potwornego zagrożenia mają pozostać biernymi? Absolutnie nie!
Na widok chorego człowieka należy posyłać go do lekarza, a nie utwierdzać w przekonaniu, że ma prawo do swojej choroby. Reagowanie jest naszym moralnym obowiązkiem. Przecież chodzi tutaj o ratowanie ludzkiego życia, a więc stan wyższej konieczności.
Proszę sobie wyobrazić nastoletnią dziewczynę, która pod wpływem mody narzucanej przez rówieśników i kolorowe czasopisma postanowiła zacząć się odchudzać. Dostała na tym punkcie takiej obsesji, że wpędziła się w groźną chorobę – anoreksję. Charakterystyczne dla osób z anoreksją jest to, że wydaje im się, iż wciąż są grube i jeszcze muszą schudnąć.
Każdy świadomy człowiek wie, że nieleczona anoreksja prowadzi do śmierci. Każdy ukształtowany moralnie człowiek zareaguje, gdy zobaczy, że komuś grozi śmierć. A oto co proponuje ideologia gender. – Czujesz się źle w swojej skórze? To jest twój wybór! Jak nie chcesz jeść, to nie jedz. Najwyżej umrzesz, ale przynajmniej pozostaniesz sobą, bo masz prawo czuć się sobą.
Brzmi nieprawdopodobnie, prawda? Tymczasem właśnie na tym polega ta zbrodnicza ideologia, która przedarła się do społeczeństwa pod płaszczykiem pseudotolerancji.
Wyobraźmy sobie chłopca, który na naszych oczach chce skoczyć z dachu wieżowca. Nie, nie chce się zabić. Po prostu jest zaburzony, pogubiony i być może olany przez rodziców. Durni koledzy z podwórka czy Internetu wkręcili go, że jest superbohaterem i ma nadprzyrodzoną moc, dzięki której może latać jak ptak. No i chłopak chce skoczyć z tego dachu, bo uwierzył, że jest tym, kim nie jest!
Uwierzył, że ma skrzydła i może unosić się w powietrzu. Czy mamy prawo pozwolić skoczyć temu chłopakowi tylko dlatego, że czuje się on superbohaterem i uważa, że może latać? Nie! Powinniśmy spróbować go uratować i przekonać, że nie ma on skrzydeł, więc jak skoczy z dachu, to straci swoje życie.
Zaskoczeni porównaniami? Przecież ideologia LGBT+ to nie jest „tylko” tolerowanie faceta, który poczuł się kobietą i każe do siebie mówić „per pani” (czy na odwrót). Ideologia ta niszczy tożsamość człowieka w każdym jego wymiarze, a kwestia podważania płciowości, to dopiero początek pokrętnej drogi prowadzącej w przepaść.
Nasi prawdziwi wrogowie są w Waszyngtonie, Londynie i Tel Awiwie. W Berlinie, Paryżu i Canberze. W tajnych biurach rządowych w stanie Wirginia oraz w imperialnych obiektach propagandowych w Nowym Jorku i Hollywood.
Caitlin Johnstone
To nie wina mieszkańców Bliskiego Wschodu, że żyją na złożach ropy w pobliżu głównych szlaków handlowych w regionie łączącym trzy kontynenty. I tylko o to chodzi. Nie o walkę z „terroryzmem”. Nie o szerzenie wolności i demokracji. Nawet nie o ochronę Izraela. Ostatecznie chodzi o kontrolowanie tego, co dzieje się w regionie ważnym geostrategicznie i bogatym w zasoby.
Ludzie mieszkający w tej części świata nigdy nic ci nie zrobili. Nie stanowią dla ciebie zagrożenia. Mówią ci tylko, żebyś ich nienawidził, ponieważ najpotężniejsi ludzie na świecie muszą rządzić Azją Zachodnią, aby rządzić planetą, a żeby to zrobić, muszą użyć ogromnych ilości przemocy. To wszystko.
Nasi władcy wykorzystują wszelkiego rodzaju narracje z całego świata i całego spektrum politycznego, aby usprawiedliwić swoje działania. Wykorzystują syjonizm, fundamentalizm chrześcijański, fundamentalizm islamski, fundamentalizm hinduski, liberalizm, konserwatyzm, nacjonalizm lub zabawną politykę tożsamości, aby uzyskać poparcie dla swoich programów tam, gdzie jest to konieczne. Karmią cię wszystkimi zwrotami, które musisz usłyszeć, aby cię przekonać, że nieposłuszne narody Bliskiego Wschodu zasłuzyły na rzucane na nie bomby i rakiety.
Nasi władcy wykorzystują swoich propagandystów w głównych mediach informacyjnych i gawędziarzy w Dolinie Krzemowej, aby manipulować publicznym postrzeganiem tych morderczych programów poprzez półprawdy, kłamstwa poprzez pominięcia, zniekształcenia, wprowadzające w błąd nagłówki, odwrócenie roli ofiary i sprawcy. Rozpoczęcie chronologii wydarzeń od wygodnego czasu, dogodnego punkty i bezkrytyczne powtarzanie niepotwierdzonych twierdzeń z niewiarygodnych źródeł. Ci manipulatorzy są tak samo ważni dla funkcjonowania imperialnej machiny wojennej, jak ludzie, którzy zrzucają bomby.
Jaki przymilny, niewolniczy pochlebca by się z tym zgodził? Jaki kochający władzę prostak pozwoliłby na masowe morderstwa i znęcanie się nad ludźmi, którzy nie stanowią dla niego zagrożenia tylko dlatego, że przełożeni kazali mu tak się czuć? Cóż za żałosny, głęboko pozbawiony godności sposób istnienia.
Ciężko pracują, aby uzyskać naszą zgodę na te okrucieństwa, ponieważ tak bardzo jej potrzebują. Więc nie dawaj im tego. Przecież nasi władcy zawsze zdają sobie sprawę z tego, że jest nas znacznie więcej niż ich i łatwo moglibyśmy się odwrócić i usunąć ich wszystkich, gdybyśmy poszli po rozum do głowy. . Trzymajcie się swojej oceny, nie dajcie się nabrać na ich manipulacje i pomóżcie obudzić wszystkich ludzi do świadomości, że morderczy psychopaci, którzy chcą zdominować świat, nieustannie popychają nas do uległości, rezygnacji i bezsilności.
Naszych prawdziwych wrogów nie ma w Iranie.
Naszych prawdziwych wrogów nie ma w Libanie.
Naszych prawdziwych wrogów nie ma w Gazie ani na Zachodnim Brzegu.
Nasi prawdziwi wrogowie nie są w Jemenie, Syrii czy Iraku.
Nasi prawdziwi wrogowie są w Waszyngtonie, Londynie i Tel Awiwie. W Berlinie, Paryżu i Canberze. W tajnych biurach rządowych w Wirginii i w imperialnych instytucjach propagandowych w Nowym Jorku i Hollywood.
Naszymi prawdziwymi wrogami nie są Arabowie i Irańczycy, ale menedżerowie imperium, którzy rujnują nasz świat, niszczą naszą biosferę, uzurpują sobie nasze bogactwa i zasoby, grożą nam bronią nuklearną i sprawiają, że jesteśmy biedni, chorzy i zajęci, a także poddajemy się praniu mózgów by nie zrozumieć, co się dzieje i nie walczyć z tym.
Nie daj się zwieść, wierząc, że jest inaczej. Walczmy z ich manipulacjami i przeciwstawiajmy się ich nadużyciom. My, rozsądni ludzie, możemy wygrać tę bitwę, ale nawet jeśli tego nie zrobimy, możemy przynajmniej zapobiec temu, aby pozbawili nas godności i sprawić, że nie będziemy oklaskiwać ich deprawacji.
Twa krwawa napaść Izraela na Liban – kraj będący przedłużeniem Ziemi Świętej, a ewangelizowany jeszcze przez samych apostołów i samego Jezusa. Rujnowane dziś bombami izraelskimi starożytne miasta Tyr czy Sydon są wymieniane w Ewangeliach na równi z miastami Judei, Samarii, Dekapolu. Dziś połowa ludności 5-milionowego Libanu to chrześcijanie: maronici, którzy już w X w. poddali się zwierzchnictwu Watykanu i są naszymi braćmi w Wierze. Żyją ze swymi islamskimi sąsiadami w zgodzie, a w Bejrucie główny meczet islamski stoi obok głównej świątyni katolickiej, katedry św. Jerzego.
Na skrzyżowaniach libańskich dróg widnieją nie niszczone przez ludność kapliczki Matki Bożej czy Pasje Chrystusa. Dopóki nie wyciągnęły się nad Libanem łapczywe pazury USraela, żyli spokojnie w swoim pięknym i zasobnym kraju. Dziś walą się w gruzy wielopiętrowe kamienice, ostrzeliwane są drogi, którymi przerażona ludność próbuje uciekać do Syrii. Przypomina to polski wrzesień 1939 r., o którym opowiadali mi rodzice: drogi zasłane trupami dzieci, starców, kobiet pod koszącymi nalotami Luftwaffe… Pięknych nauczycieli ma dzisiejszy Izrael.
Dlatego jako hołd i memento zamieszczamy na Legionie trzecią i ostatnią część tekstu o Libanie, jaki w październiku 2014 r. opublikował w prasie katolickiej pisarz Grzegorz Musiał. Towarzyszył on jako tłumacz polskiemu księdzu w wyprawie do Libanu, po relikwie św. Charbela dla powstającego w Polsce ośrodka kultu tego wielkiego świętego Kościoła.
Pokutujący Łotr
Grzegorz Musiał
LIBAN: PODRÓŻ DO ZIEMI ŚWIĘTYCHSZARBELA I RAFKI (3 ost.)
Bejrut i groty Jeita
Aby znaleźć się bliżej Annaja – głównego celu naszej wyprawy – opuszczamy Jounieh i przenosimy się dalej na północ, do hoteliku w miejscowości Byblos, skąd do pustelni i sanktuarium św. Charbela mamy już tylko pół godziny jazdy taksówką. Jednak, dopóki znajdujemy się wciąż w pobliżu stolicy, trzeba spłacić „turystyczny haracz” i obejrzeć Bejrut. W odrodzonym centrum libańskiej stolicy nie ma już śladów zagłady, jaką w latach wojny 1982-85 przyniosły pięknemu miastu izraelskie rakiety. Także nie widać śladów po bombach z czasu niedawnego konfliktu izraelsko-libańskiego w 2006 r. Wtedy bombardowano jedynie południowe przedmieścia Bejrutu, gdzie rzekomo miało znajdować się centrum libańskiego Hezbollahu.
W centrum Bejrutu maronicka katedra św. Jerzego zgodnie sąsiaduje z największym meczetem Libanu Al Amin.
Plac Męczenników to serce stolicy, nieco mniejszy odpowiednik Placu Defilad, który odbudowano tu ze szkła, granitu i aluminium na miejscu pustyni z cegieł, pozostawionej przez izraelskie rakiety. Tamto przepiękne śródmieście, zabudowane okazałymi kamienicami i nazywane „Paryżem Bliskiego Wschodu” nie jest już teraz Paryżem, ale zyskuje jakąś nową, jeszcze nie do końca wykrystalizowaną tożsamość. Największe wrażenie robi kolejny dowód przyjaznej koegzystencji islamu i chrześcijaństwa na tej ziemi: odbudowany ze zniszczeń największy tutejszy meczet Al Almin z dwiema niebieskimi kopułami i strzelającymi w niebo minaretami, zgodnie sąsiadujący, dosłownie „przez płot” z maronicką katedrą Św. Jerzego: głównym katolickim kościołem Libanu.
Miasto kipi życiem, pełne są od rana ulice i kawiarnie, wszędzie widać istną gorączkę budowlaną. Nieomal na każdym wolnym akrze ziemi dźwiga się nowa budowla, najczęściej wieżowce, które oglądane z wysokości licznych bejruckich autostrad nadają miastu wygląd zbliżony do Manhattanu. Wszędzie uwijają się gromady robotników budowlanych i dopiero nasza madame, Eva H. – z którą, oraz z jej mężem weterynarzem, spotykamy się na małym lunchu – wyjaśnia nam, że ci robotnicy to w większości uchodźcy z Syrii. Dzięki budowlanemu prosperity w Libanie, mają szansę odbudować sobie życie na emigracji.
– Czy w ten sposób nie odbierają pracy Libańczykom?
Eva wybucha śmiechem.
– Tu nikt nikomu nie wchodzi w drogę… Syryjczycy pracują, a w tym czasie Libańczycy piją kawę…– żartobliwym gestem ogarnia zatłoczony lokal. Jej żart budzi dezaprobatę męża. Jest maronitą, choć o postepowych poglądach: przy lusterku w samochodzie, obok obowiązkowego różańca znalazł sie też portrecik Che Guevary. Może to echo jego młodości w Pradze, gdzie poznał na studiach swoją przyszłą żonę. Eva jest energiczną blondynką, Czeszką z domieszką krwi polskiej, którą ma w żyłach „po katolickiej babce od strony matki”. Z jej opowieści wynika, że polska gałąź jej rodziny wywodzi się ze szlachty zamieszkującej czesko-polskie pogranicze w okolicy Ołomuńca. Jest bystra, tryska humorem i dowcipem. Wyczuwam w niej ducha polskiej fantazji, a także mimo żartów, katolickie współczucia dla nędzy ludzkiej. Radzi, aby koniecznie obejrzeć Bejrut wieczorem, to jest „coś, czego się nie zapomina”. Ale my wolimy wykorzystać naszego Charbela, dopóki go mamy, by odwiedzić słynne w świecie Muzeum Narodowe z pamiątkami dawnej Fenicji. Potem ruszamy do grot Jeita (wymawia się Dżęjta), należących do 14-tu Największych Cudów Przyrody na świecie. Dlaczego czternastu? – tego się nie dowiemy, przewodnik o tym milczy.
Ale wizyta w olbrzymich galeriach tego sięgającego wielu pięter w głąb ziemi królestwa Persefony, wśród strumieni i jezior, stalaktytów i stalagmitów zwisających festonami ze sklepień jak sople gigantów lub porastających gęstwinami zastygłego lasu skalne półki, jakby dla jakichś gigantycznych lokomotyw, więcej są warte niż ta połowa dnia, którą dla nich poświęciliśmy.
Może realizatorzy „Władcy Pierścienia” nie dostali zgody, by kręcić tu niektóre sekwencje swej sagi – w tej scenerii snu-grozy o lodowym Hadesie, opadającym jakimiś bezdennymi sztolniami w głąb Ziemi i przemieszanym z baśnią filmową o olbrzymich różowych tortach (taki jest kolor większości skał) i o królestwie krasnoludków, którymi staliśmy się w tych olbrzymich przestrzeniach podziemnych hal.
Groty Jeita w Libanie
Do św. Charbela…
W mieście Byblos, gdzie spędzimy kolejne trzy noce, gości nas schludny hotelik na brzegu kamienistej plaży. Widać stąd resztki starożytnego portu fenickiego, który zakryły późniejsze budowle templariuszy. Okres świetności przeżywał w czasach, gdy zasoby cedru libańskiego wydawały się nieprzebrane. Był najwyżej cenionym w starożytności budulcem drewnianym, którego głównym odbiorcą był Egipt faraonów. Byblos stał się jednym z najważniejszych portów Morza Śródziemnego i jego nazwa od greckiego słowa „papirus” jest pamiątką po tych związkach ówczesnego Libanu (Fenicji)z Egiptem. Na papirusie spisano w ok. 2000 r. przed Chrystusem pierwszy fenicki alfabet. Ale cedr się skończył i skończyło się państwo faraonów. Na ponowną prosperity Byblos musiało czekać aż do wojen krzyżowych, gdy wzniesiono tu do dziś strzegącą portu cytadelę templariuszy z czterema przysadzistymi wieżami. W tamtym czasie powstała też trzynawowa bazylika romańska Św. Jana, która ze względu na bliskość od naszego hotelu, na trzy dni stała się naszym kościołem parafialnym.I dzięki hotelowemu taxi, znów mamy swojego kierowcę: tym razem mrukliwego starszego pana. Taksówki są tu tanie i można wynająć jedną na cały dzień za 50 dolarów, lepszego środka transportu w Libanie nie ma.
Ledwie rozpakowawszy się w hotelu, ruszamy do klasztoru Annaja. Żaden z nas nie ukrywa wzruszenia, gdy zbliżamy się do punktu kulminacyjnego naszej podróży. Na podjeździe, przed głównym budynkiem klasztornym, wita nas naturalnej wielkości Charbel.
Klasztor w Annaja
Uniesioną kamienną prawicą pozdrawia gości, których rocznie przybywają tu 4 miliony. Sława tego miejsca już dawno przekroczyła granice Libanu i klasztor w Annaja dołączył do najsłynniejszych katolickich sanktuariów, do którego ściągają pielgrzymi również innych wyznań. Oni też uzyskują tu łaski duchowe, uzdrowienia z cielesnych chorób i pomoc wobec doczesnych utrapień. Centralny punkt sanktuarium stanowi odgrodzona żelazną kratą i szybą krypta, która od 1952 r. mieści grobowiec świętego. Trumna, w której złożono jego ciało, przeszła specjalne testy odpornościowe, by nie uszkodził jej płyn, który wciąż wydobywa się z ciała zakonnika.
Kiedy zmarł on w dniu Wigilii Bożego Narodzenia 1898 r., nad jego grobem pojawiać się zaczęła łuna świetlna. Rozeszła się też wieść o dokonujących się za jego wstawiennictwem cudach. Dokonana rok później ekshumacja wykazała brak cech rozkładu zwłok, które za to pokryte były wilgotną substancją przypominającą krew. Owinięto szczątki świętego w nowe szaty i złożono je w drewnianej trumnie, którą przeniesiono do klasztornej kaplicy. Ale sytuacja powtórzyła się przy kolejnych otwarciach trumny w latach 1927 i 1950: w obecności komisji kościelnej i lekarskiej stwierdzono brak cech rozkładu ciała i dalsze wydobywanie się cieczy. j. Co więcej, ciecz uszkodziła cynowe elementy trumny i zaczęła sączyć się na zewnątrz. Kolejne niewytłumaczalne zdarzenie zaszło w 1950 r., gdy do Annaja przybyła grupa maronickich zakonników, którzy wykonali sobie pamiątkowe zdjęcie przed pustelnią Charbela. Po wywolaniu, ,na zdjęciu ukazała się wyraźna, stojąca za nimi postać, w której starsi mnisi rozpoznali ojca Charbela. W ten sposób uzyskano jedyny wizerunek zakonnika, który nigdy wcześniej nie był portretowany i przydał sie on we wznowionym procesie beatyfikacyjnym w Rzymie. Ogłoszony świętym Kościoła Katolickiego w 1977 r., św. Charbel nadal wyprasza łaski tym, którzy do jego pomocy się uciekają. Do monasteru z całego świata napływają świadectwa ogromnej ilość uzdrowień i łask otrzymywanych przez osobistą pielgrzymkę do jego grobu lub także „na odległość”, dzięki przywożonemu z sanktuarium olejkowi oraz kawałkom płótna, które miały styczność z ciałem świętego.
Grób św. Charbela w Annaja.
Najgłośniejsze uzdrowienie ostatnich lat miało miejsce w 1993 r. i dotyczyło pięćdziesięcioletniej Nouhad El Shami, matki dwanaściorga dzieci, cierpiącej na guza tarczycy i częściowy paraliż. Lekarze uznali przypadek za nieoperacyjny, jednak najstarszy syn udał się do Annaja, prosić świętego o ratunek. W nocy Nouhad miała sen, w którym ujrzała dwóch mnichów. Jednym z nich był Charbel, który położył jej dłoń na szyi i powiedział: „Przyszedłem cię zoperować”. Poczuła ból w szyi pod palcami obu zakonników, a po przebudzeniu ujrzała w lustrze dwie rany długości 12 cm. po obu stronach szyi, z każdej sterczały nici szwów. Poczuła się całkowicie uleczoną.
Wpierw pojechała z rodziną do Annaja, podziękować Charbelowi za uzdrowienie, a potem do szpitala na konsultację. Lekarze uznali, że z medycznego punktu widzenia operacja wykonana jest doskonale i tak dobrze założonych szwów dawno nie widzieli. Nie potrafili tego wyjaśnić naukowo.
Odtąd, w klasztorze w Annaja każdego 22 dnia miesiąca odbywa się – zgodnie z prośbą świętego – uroczysta msza św. i procesja z pustelni do głównego kościoła. W tym dniu, a także w każdy pierwszy piątek miesiąca, rany Nouhad znowu krwawią. Św. Charbel powiedział jej: – Uzdrowiłem cię, aby ludzie się nawracali. Wielu ludzi oddaliło się od Boga, przestają się modlić, przystępować do sakramentów i żyją tak, jakby Bóg nie istniał…
Większość czasu w Annaja spędzamy przed trumną Charbela, modląc się za nasz świat, coraz głębiej zapadający się w otchłań nędzy duchowej i występku, za siebie i za innych, zwłaszcza tych, którzy nas o to prosili.
Klasztor i pustelnia w Annaya
Klasztor przypomina warowny zamek wzniesiony z grubo ociosanych bloków wapienia, z wąskimi szczelinami okien i kwadratowym dziedzińcem. Wprost prosi się on o średniowieczny turniej rycerski. Wprost z dziedzińca wchodzi się do krypty grobowej, a naprzeciw niej kamienne schody z małym tarasikiem prowadzą do głównej kaplicy monastyru. Przez plątaninę korytarzy, którymi nieprzerwanie sunie ludzka ciżba, dojść stąd można do muzeum z wystawionymi w gablotach pamiątkami po Charbelu, do sali recepcyjnej przeora i administracji klasztoru. Uzyskawszy zgodę na odprawienie Mszy św., uczestniczymy w Najświętszym Sakramencie odprawionym przez ks. D. w zakrystii kaplicy klasztornej. Niestety, przeora jeszcze nie ma, bo przebywa w Rzymie na audiencji u Ojca św. Seniora, Benedykta XVI, ale lada chwila ma wrócić do Annaja, by uczestniczyć w procesji 22 września. Zapisano nas na audiencję w jego sali recepcyjnej. Jesteśmy trochę rozczarowani, bo nie dotarły do nich listy i e-maile wysłane od nas z Polski, albo może dotarły, ale ich przeorowi nie przekazano, bo język angielski (czego doświadczamy na każdym kroku) nie jest najmocniejszą stroną Libańczyków.
Tymczasem do sanktuarium przybywają autokary z pielgrzymkami. Wszyscy chcą jutro rano przejść razem z przeorem i w towarzystwie Nouhad z jej krwawiącymi ranami, trasą procesji od małej wysoko położonej pustelni do leżącego niżej masywu klasztoru z nowym kościołem. Coraz częściej słychać język polski. Mnie jednak bardziej zajmuje obserwowanie pobożności Libańczyków, bo naprawdę, jest czego od nich się uczyć. Przyjeżdżają, i to głównie młodzi, wielopokoleniowymi rozmodlonymi rodzinami, z obowiązkowym różańcem trzymanym w ręku lub zawieszonym na szyi. Widzę młodego osiłka z ramionami pokrytymi tatuażami, pośród których widnieje okazały różaniec, wytatuowany od lewego ramienia wzdłuż całej ręki. W Polsce byłaby to zapewne uznane za prowokację lub szyderstwo, ale ten maronicki młodzian trzyma również w dłoni prawdziwy różaniec, który, idąc wraz z kolegą, głośno odmawia. Widok w Polsce nie do pomyślenia. Uderza też ogromna ilość dzieci. Dziś, młoda polska rodzina to 2 plus 1, a tu Bóg, jakby wynagradzając im krwawą historię, obdarza ich obfitą dzietnością i młode libańskie stadło liczy co najmniej dwójkę lub trójkę przychówku biegnącego przed rodzicami i jeszcze po jednym na barana u ojca i w ramionach mamy. Niestety, modlitewny spokój przerywa głośna kłótnia po polsku, gdy wymianę zdań wszczyna z kierowcą autokaru wystrojona paniusia z telefonem komórkowym przy uchu. Usiłuję sobie przypomnieć, której z wizjonerek: św. Faustynie czy słudze Bożej Celakównie, mówił Chrystus o drugim, poza pijaństwem, najcięższym grzechu Polaków: kłótliwości i niezgodzie.
Ogromna procesja w Annaja każdego 22-go dnia miesiąca
Następnego dnia od rana straszliwy upał. Mimo zakupionego już w pierwszym dniu słomkowego kapelusza, czuję przebytą przed paroma laty operację serca. Muszę niestety siąść w cieniu na murku, nie wezmę udziału w procesji, która rozpoczyna się pod pustelnią św. Piotra i Pawła, znajdującą się ok. 20 minut pieszo pod górę, i teraz zaczyna zstępować w dół pod baldachimami, feretronami, ze wspaniałym chóralnym śpiewem w języku aramejskim do nowego kościoła, którego halowa bryła z czerwonym dachem i wysmukłą wieżą widnieje obok mnie, na placu za klasztorem. Do pustelni wybierzemy się po południu, gdy zmierzch ochłodzi góry i spokojny spacer pozwoli nam na głęboką, przyjacielską pogawędkę. Inspiracją do niej stały się słowa angielskiego motta, które wyryte w desce ujrzeliśmy po drodze: wizytówka miejsca, do którego zmierzamy. If You Do Not Understand My Silence, You Will Not Understand My Words – głosi angielski napis. (Jeśli nie rozumiesz mojego milczenia, to nie zrozumiesz też moich słów).
Pustelnia Charbela jest skupiskiem małych pokoików ukrytych za mieszcząca się z przodu kaplicą, której spokojną prostokątną fasadę z ciosanego kamienia wieńczy niewielki kamienny krzyż. Tu św. Charbel, po uzyskaniu zgody swego opata, wiódł życie w całkowitym odosobnieniu i bezwzględnie oddany Bogu. Kolejne pomieszczenia, mijane w powolnej procesji pielgrzymów, ilustrują wszystko, co o nim wiemy: że czas spędzał na modlitwie, na adoracji Najświętszego Sakramentu i na pracy w ogrodzie. O ile „ogrodem” jest ta wąska grządka, przytulona do kamienistego zbocza u stóp jego chatki. Czytał żywoty świętych, jadał raz dziennie i równie niewiele spał. Unikał kontaktów z ludźmi, w tym również ze swymi współbraćmi. Oto jego zgrzebne szaty, twarde łoże, ewangeliarz, najprostsze sprzęty… Jak niewiele potrzeba człowiekowi na tej ziemi… Przedmioty tym bardziej są mu zbędne, im szybsza ma być podróż po śmierci, prosto w ramiona Boga. Politowanie ogarnia mnie na myśl, iloma otaczamy się wciąż sprzętami, ozdobami, strojami, pojazdami, bibelotami, głupimi pismami, szkodliwymi książkami, ekranami kin i telewizorów wiodącymi naszą wyobraźnię w zgiełk, na manowce kłamstw i złudzeń. To przez ten balast coraz trudniej jest nam prowadzić swoje życie w prostocie, a brniemy przez gęstwę życia w rozbudzanym przez media i bliźnich, którymi się otaczamy, coraz dokuczliwszym pragnieniu, aby mieć więcej i więcej. Taką zrobiliśmy sobie miarę „sukcesu”: drogie przedmioty, nieustanne wycieczki, władza nad innymi. Rządzi nami szał posiadania, wspinanie się po jakiejś drabinie obłędu wyżej i wyżej – choć wcale nie coraz bliżej, a coraz dalej od Boga. Coraz więcej, więcej gratów i spraw, którymi zaśmiecamy sobie życie tak szczelnie, że w końcu dusimy siebie i swą duszę. Potem patrzy człowiek załzawionym wzrokiem wokół siebie i pyta: dlaczego życie mi się nie udało?
Annaja: pustelnia Charbela. Tu spał.[zdj. w oryg. – u mnie „nie przechodzi”. md]
Tu w ogródku jest cisza. U mych stóp i przed oczami przestwór nieba i ogromny krajobraz czystych, libańskich gór. Charbel sadził tu sobie najzwyklejsze rośliny. Oto wyłożone kamykami ścieżynki, o które uderzały jego trepy. Rankiem, gdy wstawał śpiew ptaków to był jedyny hałas. Takie jest memento, którym upomina nas św. Charbel: człowiek najlepiej radzi sobie wśród najprostszych spraw. Tak jest przez Boga skrojony, że niewiele potrzebuje pokarmu i podniet jego biologiczna natura Zaś temu, kto ma serce wciąż targane niepokojem i pożądaniem, ktoś wciąż na ucho szepce: więcej, więcej!… A czyj to głos? Wiadomo.
Wielki finał czyli relikwia pierwszego stopnia
Audiencja u przeora. Nadeszła coda małej symfonii, która wieńczy naszą peregrynację. Ujrzawszy nas w sali recepcyjnej, siedzących na bocznej ławce przy drzwiach w gromadce oczekujących, energicznie podszedł – pewnie uprzedzony o przybyszach z Polski – i wymieniwszy krótkie uprzejmości z resztą, siadł przy nas dopytując o cel podróży. Młody, krępy, z okrągłą twarzą okoloną bródką, w trakcie rozmowy prowadzonej dobrą angielszczyzną bada twarz rozmówcy ciemnymi, inteligentnymi oczami. – Pewnie chodzi wam o relikwie? – pyta z uśmiechem. Tak. Ale też zależy nam na stałej współpracy klasztoru z polskim ośrodkiem kultu św. Charbela, który powstał w Gostyniu, na Świętej Górze. Ksiądz D. pokazuje album wydany przez ojców Filipinów i zdjęcia na swoim tablecie, na nich tłumy polskich czcicieli św. Charbela i ich spotkania z ojcami maronitami, którzy we wcześniejszych latach przybywali do Gostynia. Także konferencje, które się tam odbywają… Zrobiło to na nim wrażenie. Podnosi się z ławy i gestem zachęca, aby iść za nim. Potem opowie nam o uczuciu, jakie ogarnęło go w tej chwili: że właśnie TYM pielgrzymom POWINIEN udzielić wszelkiej pomocy.
– Tu, na tych miejscach zasiadali biskupi, kardynałowie… – mówi, gdy zasiadamy w fotelikach w jego gabinecie. – Ale nie wszyscy otrzymują to, o co prosili… – Kończy tajemniczo. Nie odrywając od nas oczu zaszeptał coś do mnicha, który wszedł za nim i po chwili pośrodku gabinetu wyrosły trzy pudła kartonowe, każdy po brzegi wypełniony plastikowymi torebeczkami, w każdej buteleczka z olejem św. Charbela i poświęcone kadzidło. Wręcza księdzu D. jeszcze jeden pakiecik – jest to, jak się okazuje, fragment kości św. Charbela wraz z listem potwierdzającym prawdziwość relikwii.
– Chwała niech będzie Panu! – ksiądz D. wzdycha przejęty, bo oto rodzi się w Polsce prawdziwy i „pełnoprawny”, bo zaopatrzony w relikwie pierwszego stopnia, ośrodek kultu św. Charbela.
– Czy święty Charbel to ojcu podpowiedział? – pyta.
– On tu cały czas jest z nami – mówi przeor, jak o czymś oczywistym i kreśląc znak błogosławieństwa, obiecuje jak najszybsze nawiązanie stałych kontaktów z Polską.
*
Świetlisty krzyż nad górami Libanu
Dziś nocujemy w hostelu Oasis w Annaja. Wcześnie rano przyjedzie po nas taxi i powrót do Bejrutu. Otwieram dwuskrzydłowe okno, przede mną sięgający po horyzont widok zielonych i ciemnoniebieskich grzbietów górskich. Kładzie się na nich cień zmierzchu, przeszyty złotymi strzałami zachodzącego słońca. Chłodne powietrze napełnia płuca rześkim aromatem. Ksiądz postanowił udać się raz jeszcze do krypty, ja zostaję w pokoju, aby odmówić różaniec. W tej chwili, gdy zmierzch szubko zgęstniał, w oddali nad jednym z pobliskich szczytów zapala się biały krzyż. Oto ustawiony przez wiernych maronitów znak, że Bóg jest i czuwa nad Libanem. Podobny do tego, który stoi na Giewoncie, choć ten się jarzy. Zgasiłem światło i ukląkłem wpatrzony w zapalający się i gasnący krzyż na ciemnym niebie. Towarzyszył mi przez całą część radosną różańca: moje dziękczynienie za wszystko, co otrzymałem podczas tej niezwykłej podróży. I do dziś mam go pod powiekami. Jasny krzyż Libanu.
Sterowała admirałka albo kapitanka albo coś , starzy marynarze mówili że baba na pokładzie (w załodze) to pech
To grozi wyciekiem ropy u wybrzeży Samoa .
Czy można coś o babsku znaleźć?
Oczywiście:
=============
fast facts :
Yvonne Gray has been the captain of the Manawanui since 2022.
Gray’s decision to abandon ship is being praised with saving the lives of the 75 people on board.
She moved to New Zealand from the UK in 2012 after a 19 year career in the Royal Navy.
O, jaka zadowolona ze swych decyzji:
mail: Julka, to ty pożycz gdzieś kajak, popłyń tam do NZel i pomóż! Jedna wilczyca morska już tam działa, ale to za mało. Jeszcze mają parę krążowników czy pancerników, biedaki! Posteruj!
=============================
Commander Yvonne Gray has been praised for preventing loss of life when the ship she captains went down on Saturday.
Gray, who was born in Harrogate in the UK, has been the captain of the HMNZS Manawanui since 2022, and its her decision to abandon ship that Chief of Navy, Rear Admiral Garin Golding said would have saved lives. Gray made that decision about an hour after the ship became lodged on a reef off the southern coast of the main island of Samoa, Upolu.
Crew members of the HMNZS Manawanui were rescued from the sinking vessel.Samoa Fire and Emergency Services Authority CNN —
New Zealand’s navy lost its first ship since World War II after the HMNZS Manawanui sank on a reef off the coast of Samoa on Sunday creating a potential environmental disaster in waters used for fishing and tourism.
The specialist dive and hydrographic vessel lost power and ran aground on Saturday evening while conducting a reef survey one nautical mile off the southern coast of the Samoan island of Upolu, according to New Zealand authorities.
By Sunday morning, the vessel was “listing heavily,” the navy said. Smoke was spotted around 6:40 a.m., and by 9 a.m. the ship had slipped below the surface.
It’s the first unintentional sinking of a New Zealand naval vessel since World War II, authorities said, as they opened a court of inquiry into what happened.
Local businesses and conservationists now fear the potential environmental impact of the accident, which occurred in waters off Samoa’s most populated island.
“We have a large population of sea turtles that swim around our lagoon, and people enjoy that I’m hoping that nothing happens to them,” the manager at Coconuts Beach Club at Maninoa, Brian Rose, told CNN affiliate RNZ.
New Zealand Defense Minister Judith Collins told Newstalk ZB that authorities’ first priority was assessing the depth of the vessel and the risk of a spill.
“It’s got a lot of oil on board. …. It’s got lubricating oil, hydro oil, diesel, urea. It’s got a lot of stuff in it. And I don’t think we can just sort of leave it like that,” she said.
Divers were sent to the scene on Sunday night, she said. “They’ll be having a look to see what they can, but it’s going to be quite a big job,” she added.
“The HMNZS Manawanui is not recoverable and has sunk into the ocean,” he said.
The research vessel lost power and ran aground on a reef before sinking. All 75 passengers and crew were rescued.Samoa Fire and Emergency Services Authority
A reef emergency
Samoan police received a distress call just before 7 p.m. on Saturday night, according to local authorities. Small boats were dispatched with the warning that the ship was taking on water and its crew would likely need evacuating.
Numerous vessels and aircraft were sent to help, including a Royal New Zealand Air Force P-8A Poseidon and C-130J aircraft, the New Zealand navy said.
By 5 a.m. Sunday, all 75 passengers and crew had been rescued, but witnesses said they soon saw smoke rising from the sinking wreck.
Dave Poole told CNN that he saw smoke billowing from the ship’s bridge on Sunday morning from the village of Tafitaola.
“It took 15 minutes for the boat to be fully ablaze and then sink,” he said, adding that local villagers left a Sunday church service to watch the ship.
“They were visibly upset and concerned for their beach, reef, marine reserve and income as fishermen,” Poole said.
Rescue teams responded to a call for help from New Zealand navy research ship HMNZS Manawanui.Samoa Fire and Emergency Services Authority
New Zealand Prime Minister Chris Luxon said that “environmental spill kits” had been sent from New Zealand to help mitigate and minimize the effects.
The HMNZS Manawanui was a relatively new addition to the New Zealand navy, having been purchased in 2018 for around $100 million NZD ($61 million), though it was built in the early 2000s.
According to the navy, the ship was designed to “survey harbours and approaches prior to larger support ships landing support equipment and personnel whether for combat or disaster relief.”
– Wynik audytu jest przerażający. Wiele osób zrobiło sobie dojną krowę z naszego zrzeszenia i wyciągało pieniądze na lewo i prawo – mówi prezes Naczelnej Rady Łowieckiej w Rymanowski Live. Marcin Możdżonek przyznaje, że trwa to już od bardzo dawna.
– Poszły pierwsze doniesienia do prokuratury i będą kolejne. Dla niektórych będzie niewesoło. Nie mogą spać spokojnie – zapowiada gość Bogdana Rymanowskiego. Dopytywany o te osoby, Możdżonek odpowiada, że niektóre są znane. Kto to taki? – Ludzie związani z ludźmi, którzy są teraz w rządzie są z tym powiązani – ujawnia prezes Naczelnej Rady Łowieckiej dodając, że „w pewnym sensie jest powiązany jeden z wiceministrów, z którym ostatnio była afera”. Czego dotyczyły nieprawidłowości i co to było za „dojenie” związku? – Zarządzanie spółkami, np. wydawniczymi, ośrodkami hodowli zwierzyny, organizacje eventów.
Przykład: Jest gadżet, który można zamówić za 3 złote, to on jest zamawiany w innej firmie, z pośrednikiem, za 12 złotych – opisuje Marcin Możdżonek.
Prezes NRŁ: Jest dochodzenie ws. ekoaktywistów, którzy są finansowani ze wschodu, ale i z zachodu
Pytany o ekoaktywistów, gość Rymanowski Live odpowiada: – Skoro ja zabijam zwierzęta i jestem „zabójcą”, to oni są mordercami na zlecenie. Dlaczego? – Płacą komuś za to, żeby ktoś to zrobił i umywają ręce – tłumaczy Możdżonek. Jego zdaniem „nie może być tak, że jedna grupa społeczna, bardzo głośno jest nadreprezentowana w resorcie klimatu i środowiska”.
Prezes Naczelnej Rady Łowieckiej zaznacza również, że „niektóre z fundacji aktywistów są finansowane z pieniędzy z zachodu, ale też pieniędzmi ze wschodu”. – Jest prowadzone poważne dochodzenie. Jeszcze parę kwiatków wyjdzie i ktoś będzie musiał je zjeść – mówi Marcin Możdżonek. Służby rosyjskie, niemieckie? – Różne kierunki – komentuje gość Bogdana Rymanowskiego. Zdaniem Marcina Możdżonka, niektórzy aktywiści mają „zmącony umysł”, ponieważ „ktoś steruje nimi i ich stymuluje”. – Takie rzeczy mają miejsce. Takie sprawy są prowadzone. Wiem, że w przypadku co najmniej kilku organizacji – mówi Możdżonek zaznaczając, że nie są to informacje wyssane z palca.
Możdżonek o obowiązkowych badaniach dla myśliwych i współpracy z wiceministrem środowiska: Ręce nie mają już gdzie opaść. Koszt to 116 mln
– Wszyscy myśliwi mają badania psychiatryczne, psychologiczne, okulistyczne. Ja już 3 razy przechodziłem procedurę. Rozszerzenie pozwolenia na broń. Niektórym politykom może też by się przydało.
Psycholog i psychiatra by nie zaszkodził – odpowiada prezes Naczelnej Rady Łowieckiej, pytany z kolei o pomysł resortu klimatu i środowiska, czyli obowiązkowe badania dla myśliwych. Jego zdaniem wiceminister Dorożała „nie raczył nawet sprawdzić”, jak to wygląda. – Jesteśmy otwarci na rozmowę, czy nie zrobić procedury weryfikacyjnej w jakimś wieku. Nie widzę w tym nic złego, tylko trzeba usiąść i porozmawiać w szerszym gremium – zaznacza Marcin Możdżonek i zapewnia, że jak będzie wola MSWiA – a to jest w zakresie tego resortu – to myśliwi usiądą do rozmów i ustalą szczegóły. Gość Rymanowski Live podnosi również inną kwestię – koszty badań. – 133 tys. ludzi. Mamy się badać raz na 5 lat.
Dlaczego tylko my, a nie inni posiadacze broni? Koszt takich badań dla nas to jakieś 116 mln złotych. Kto ten koszt poniesie? My mamy ponosić? Wykonujemy zadania ustawowe. Za każdy kilogram upolowanej zwierzyny muszę zapłacić – tłumaczy Marcin Możdżonek. Z drugiej strony dodaje: – Nie blokujmy niewydolnego systemu. Gość Bogdana Rymanowskiego podkreśla, że to wiceminister Dorożała nie chce rozmawiać z myśliwymi. – W ciągłym monologu słyszę o dialogu, którego nie ma. Wyszedł po godzinie spotkania, które trwało 8 godzin i powiedział, że formuła dialogu się wyczerpała. No, ręce nie mają gdzie opaść – komentuje Marcin Możdżonek. Myśliwy zapowiada: – Jeśli dalej się będzie nami pomiatało, to dla spokoju odwiesimy strzelbę na kołek i gwarantuję, że 2-3 tygodnie i rolnicy cegła po cegle wywiozą z Ministerstwa Klimatu i Środowiska. – Ile można dać sobie skakać po głowie? – pyta Możdżonek.
„Strzał czysty, dzik padł, zastrzyk energii i adrenaliny. Był smaczny”
Były siatkarz opisuje również swoje pierwsze polowanie. – Po zdaniu egzaminów, całej papierologii, poszedłem ze swoim opiekunem stażu przypilnować pola pszenicy. Zaczęło się ściemniać, zaczęły wychodzić dziki. Strzał czysty, dzik padł, zastrzyk energii i adrenaliny. Był smaczny – opowiada Marcin Możdżonek i zaznacza, że jego rodzina w zasadzie żywi się wyłącznie mięsem upolowanym przez niego. Nie korzystają z mięsa kupionego w sklepie. – Połowę życie spędzałem u dziadków na wsi. Jestem z wykształceniem rolnikiem, żeby móc prowadzić gospodarstwo. Pokazali mi, na czym to wszystko polega. Znam wszystkie związki przyczynowo-skutkowe. Produkty ze wsi mają zupełnie inny smak, zapach, jakość, niż to, co można kupić w sklepie. Unikam jak ognia – mówi gość Bogdana Rymanowskiego. – Tak, zabijam zwierzęta. Skoro powiedzieliśmy, że zajmiemy planetę, będziemy nią rządzić, rozpychać się łokciami, więc musimy wziąć odpowiedzialność i to regulować – uważa myśliwy. Jego zdaniem „nie możemy zostawić natury w samopas”, bo natura może by sobie poradziła, ale człowiek niekoniecznie.
Udział dzieci w polowaniach? Możdżonek: Przepis niekonstytucyjny, bo nie pozwala nam wychowywać dzieci wedle naszego przekonania
– Nie wziąłem synów na polowanie, bo nie mogę. Ale efekty strzałów widzą, bo przywożę do domu. Chciałbym zmienić przepisy – mówi prezes Naczelnej Rady Łowieckiej. Jego zdaniem nie jest to barbarzyńskie. – Przepis niekonstytucyjny, bo nie pozwala nam wychowywać dzieci wedle naszego przekonania. Jestem tu jak najbardziej za wolnością – zaznacza Marcin Możdżonek i dodaje, że to jest jeden z postulatów z PZŁ – żeby zmienić przepisy i w tej sprawie i żeby „rodzice mogli wychowywać dzieci, jak chcą”. Zdaniem gościa Rymanowski Live, politycy, którzy wprowadzili ten zakaz, teraz żałują. – Rozmawiałem z politykami, ministrami. Powiedzieli, że to był krok w złą stronę – mówi Możdżonek.
Policjanci wskazują, że gangi cudzoziemców rosną w siłę, a mundurowi nie mają adekwatnych sił do ochrony Polaków. Związkowcy z policyjnej „Solidarności” poinformowali, że w związku z brakiem odpowiedzi na ich postulaty, rozpoczęli w poniedziałek strajk włoski.
Przewodniczący Krajowej Sekcji policji NSZZ „Solidarność” sierż. sztab. Jacek Łukasik na środowej konferencji przed Sejmem przekazał, że w piątek ogłoszona została akcja protestacyjna. Natomiast w niedzielę pisma informujące o rozpoczęciu akcji protestacyjnej wysłano do szefa KGP i szefa MSWiA.
Rosnące w siłę gangi cudzoziemców i jeden patrol policji zamiast potrzebnych czterech, czy pięciu – na te czynniki wskazywał sierż. szt. Łukasik w rozmowie z Wirtualną Polską. – To upadek, służba leży na łopatkach i przeciwko temu protestujemy – wskazał.
– Przestępczość naprawdę rośnie. Zwłaszcza rozbestwiły się grupy przestępcze złożone z obcokrajowców, co widać już w dużych miastach. Jeśli teraz nie zaczniemy inwestować w policję, to za rok obudzimy się w trakcie wojny gangów o wpływy w Polsce – dodał.
– Policja leży na łopatkach, zwykły obywatel, dopóki nie będzie potrzebował pomocy, może nie zdawać sobie z tego sprawy. Teraz już tylko zarządza się statystykami, aby rubryki o liczbie wystawionych mandatów i liczbie podjętych interwencji świeciły się na zielono jako zgodne z normami. Już nikt nie pyta, czy my jeszcze zapobiegamy przestępczości, czy my komuś pomagamy – wskazał.
– Dochodzą do mnie sygnały, że dla polepszenia obrazu dopisuje się jako patrole np. kierownika i osobno jego zastępcę, a w rzeczywistości pełnią oni służbę w komendzie. Takich sytuacji nie było od wielu lat – mówił szef policyjnej „Solidarności”.
Ogłoszenie akcji protestacyjnej to odpowiedź związkowców na brak reakcji na petycję i postulaty związkowców z policyjnej „Solidarności” do premiera Donalda Tuska. Policjanci i pracownicy policji czują się pokrzywdzeni i zlekceważeni postawą rządu. Związkowców nie zadowala zaproponowana przez rząd 5 proc. podwyżka uposażeń.
Policjanci domagają się stworzenia warunków, które umożliwią zapełnienie wakatów. Obecnie brakuje ok. 14 tys. funkcjonariuszy. Tylko w Warszawie brakuje 2,5 tys. policjantów.
Łukasik podkreślił, że od poniedziałku, kiedy oficjalnie ogłoszono pismami akcję protestacyjną prowadzone są trzy etapy akcji. Po pierwsze, protestujący policjanci zamiast karania mandatami wobec sprawców wykroczeń stosują pouczenia. Prowadzony jest również tzw. strajk włoski, polegający na przestrzeganiu zasad, postanowień i wytycznych m.in. przy sporządzaniu dokumentacji.
– Chodzi o to, aby policjanci skrupulatnie przeprowadzali legitymowania, interwencje, przesłuchania i wszystkie czynności przy wykroczeniach, aby nie narazić się na zarzut niedopełnienia obowiązków – zaznaczył Łukasik i przyznał, że akcja może być uciążliwa dla obywateli.
Kolejne działania w ramach akcji to nieużywanie telefonów prywatnych do celów służbowych. Jak mówią związkowcy, wielu policjantów do celów służbowych używa prywatnych telefonów, aby łączyć się z przełożonymi i odwrotnie.
– Jeżeli nasza firma nie potrafi nas wyposażyć w telefony komórkowe służbowe lub dać ryczałtu na abonament, to dlaczego my, policjanci mamy dokładać do tego nasze prywatne pieniądze – mówił związkowiec. Dodał, że NSZZ „Solidarność” zwróciła się do szefa KGP o to, aby zezwolił policjantom i pracownikom na swobodne uczestniczenie w akcji protestacyjnej.
Na przyszły tydzień policjanci zapowiadają wzięcie udziału w policyjnym tygodniu krwiodawstwa. – Liczymy na to, że policjanci grupowo udadzą się do punktów regionalnych krwiodawstwa i krwiolecznictwa w celu oddania krwi lub osocza – mówił Łukasik.
Policjanci zwrócili uwagę, że protest prawdopodobnie będzie trwał do momentu uchwalenia ustawy budżetowej. – Nie jesteśmy w stanie dziś powiedzieć, jakie to będzie miało rozmiary. „Solidarność” ma na dzień dzisiejszy 10 tys. członków – powiedział związkowiec.
Pytany o to, czy NSZZ „Solidarność” połączy siły z NSZZ Policjantów zaznaczył, że 5 września związkowcy z „Solidarności” wystąpili do wszystkich związków zawodowych działających w policji z apelem o pilne spotkanie z uwagi na nastroje panujące wśród pracowników i funkcjonariuszy. – Niestety to pismo pozostało bez odzewu ze strony wszystkich związków zawodowych – powiedział Łukasik.
Policjanci z NSZZ „Solidarność” 25 września poinformowali o złożeniu petycji do premiera Donalda Tuska i do wiadomości prezydenta Andrzeja Dudy. Pismo przekazano również do wiadomości szefa MSWiA i do sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych.
Związkowcy chcą powiązania budżetu policji z PKB; 15 proc. podwyżki dla funkcjonariuszy i pracowników policji; zmiany ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym tak, aby policjanci przyjęci do służby po 1 stycznia 2013 r. mogli uzyskać prawo do zaopatrzenia emerytalnego po 18 latach służby; zmiany naliczenia emerytury dla policjantów przyjętych po 1 stycznia 2013 r. – z ostatniej pensji, a nie z 10 lat, wpisania pracowników policji do ustawy o policji; podwyżki w wysokości 1500 zł dla pracowników policji niezależnie od formy zatrudnienia; podniesienia świadczeń socjalnych do poziomu analogicznego jak w Wojsku Polskim; wprowadzenia dodatku metropolitalnego.
Prace nad projektem ustawy budżetowej na 2025 r. będą głównym punktem trwającego posiedzenia Sejmu. Zgodnie z projektem dochody budżetu mają wynieść prawie 633 mld zł, wydatki prawie 922 mld zł, a deficyt ma wynieść maksymalnie 288,77 mld zł.
[to jest skandal!!Rabują jawnie przyszłe pokolenia. MD]
Projekt przyszłorocznego budżetu uwzględnia też podwyżkę wynagrodzeń, w tym kwot bazowych o 5 proc. dla pracowników państwowej sfery budżetowej, w tym funkcjonariuszy i żołnierzy.
W środę 16 października pasterz francuskiej Tuluzy arcybiskup Guy de Kerimel poświęci swoją diecezję Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Inspiracją do tego aktu były między innymi jawne manifestacje wrogości wobec Kościoła, w tym bluźnierczy spektakl, na plakacie którego umieszczono ilustrację z płonącymi świątyniami. – Miejmy zawsze pokorną śmiałość dawania świadectwa o Chrystusie, ponieważ On zwycięża teraz i zawsze – wezwał wiernych.
W rozmowie z portalem France Catholique hierarcha uzasadnił swoją doniosłą i godną naśladowania decyzję. – Najświętsze Serce objawiło nam miłość Boga w Chrystusie i przez Chrystusa. Jest także w pewnym sensie ostatnim słowem Zbawiciela na krzyżu, gdy włócznia przebiła Jego bok. To również pierwsze słowo Chrystusa w czasie Zmartwychwstania skierowane do Apostołów, gdy Pan zaprosił niedowierzającego Tomasza, aby dotknął Jego odsłoniętego boku – powiedział ksiądz arcybiskup.
– To Serce, otwarte tutaj na Ziemi w ofiarowanym Ciele Zbawiciela, otwarte w Jego zmartwychwstałym Ciele po Wielkiejnocy, jest teraz otwarte w wieczności od czasu Jego Wniebowstąpienia. Jest to znak zwycięstwa miłości w wieczności, zwycięstwa miłości Boga nad śmiercią i grzechem– podkreślił.
– Dla naszych rozpaczliwych czasów, udręczonych (…) kryzysem gospodarczym, stanem społeczeństwa i wojną, jest to prawdziwy znak nadziei. Wydaje mi się, że Najświętsze Serce Pana Jezusa, który mówi nam wszystkim: „Jam zwyciężył! [świat] (J 16, 33)”, to najlepsza odpowiedź na czasy, które przeżywamy. Teraz naszym zadaniem jest przyjąć to z radością i żyć zgodnie z taką nadzieją. Przyniesiemy owoce w takim stopniu, w jakim będziemy umieli ją przyjąć i okażemy pewność, że nie ma innego zwycięstwa niż zwycięstwo Miłości – wskazał pasterz Tuluzy.
Arcybiskup de Kerimel odniósł się do pytania, czy wpływ na jego decyzję miała skandaliczna zapowiedź spektaklu, który odbyć się ma w październiku. Plakat „Wrót ciemności” powiela grafikę przedstawiającą płonące kościoły.
– Kiedy piekło zamieniane jest w zabawne przedstawienie, pasterz nie może się na to godzić. Po pierwsze, od razu stwierdziłem, że afisz spektaklu, prezentujący palące się kościoły, jest w bardzo złym guście. Zwłaszcza w obecnym kontekście, zwłaszcza po pożarze w Saint-Omer…– padła odpowiedź. – Bardzo dobrze, że miasto organizuje popularne widowiska, to dobry sposób na bratanie się, ale zadaję sobie pytanie: po co takie? Dlaczego demon Lilith? Wydaje mi się, że można by znaleźć inne, znacznie bardziej odpowiednie i znaczące motywy. Nie toczę z nikim wojny, ale chrześcijanie muszą sprawić, by ich głos został usłyszany. Musimy głośno ostrzegać, że nie igramy z Szatanem bezkarnie – wskazał hierarcha.
Kolejne pytanie miało związek z coraz powszechniejszym trendem banalizowania zła.
– Tak, zdecydowanie [on istnieje]. Moim zdaniem istnieje głębsze zjawisko, które ujawniło się podczas ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich. Oprócz kontrowersji wokół przedstawienia Ostatniej Wieczerzy (…), całkowicie nieobecna była chrześcijańska przeszłość Francji! Widzieliśmy tylko rusztowania Notre-Dame. Ani przez chwilę nie zostało wyjaśnione jej duchowe i cywilizacyjne znaczenie. Podobnie jak w przypadku przedstawienia w Tuluzie, przywołano postaci pogańskie, takie jak Minotaur, próbując wymazać 2 000 lat katolicyzmu – mówił arcybiskup.
– Pomimo kryzysów, jakie Kościół może obecnie przeżywać, musimy mieć odwagę głoszenia prawdy. Oczywiście z pokorą, ale pozostając wiernymi Chrystusowi, bez ukrywania się i zamykania w sobie. Pokora przypomina nam, że zacząć trzeba od własnego osobistego nawrócenia. Jak zachęca nas temat Jubileuszu 2025 – bądźmy „pielgrzymami nadziei”. Miejmy zawsze pokorną śmiałość dawania świadectwa o Chrystusie, ponieważ On zwycięża teraz i zawsze – wezwał pasterz Tuluzy.
Papież Franciszek działa zgodnie z logiką, która jest właściwa świeckim organizacjom. Mianuje swoich, a jeżeli się z nim nie zgadzają, zwalcza ich. Pomimo wielu słów o ubogim Kościele z peryferii Franciszek pokazuje też, że głęboko lekceważy Afrykę. Mówili o tym goście programu „Ja, Katolik. Ekstra” Krystiana Kratiuka, Paweł Lisicki i Grzegorz Górny.
W programie rozmawiano o nowych nominacjach kardynalskich. Wśród 21 wskazanych przez Franciszka hierarchów znalazło się wielu otwarcie progresywnych duchownych.
Paweł Lisicki został zapytany przez Krystiana Kratiuka o nominację dla 79-letniego dominikanina, Timothy’ego Radcliffe’a, znanego z wielkiego zaangażowania na rzecz środowisk LGBT.
– Jednym z najważniejszych elementów pontyfikatu Franciszka jest nowość wobec poprzednich pontyfikatów, czyli próba normalizacji homoseksualizmu. Ja pod tym kątem patrzę na różne wypowiedzi Franciszka. Można mówić o nowym poziomie zerwania z Tradycją Kościoła, z jego nauką, ze zdrowym rozsądkiem i prawem naturalnym. Właśnie w tym kluczy można interpretować tę nominację kardynalską – powiedział Paweł Lisicki.
Grzegorz Górny mówił z kolei o bardzo czytelnych kryteriach, jakimi kieruje się Franciszek. Obecnie to także stosunek do Fiducia supplicans. – Franciszek często mówi, że opowiada się za Kościołem ubogim, z peryferii. Jednak wśród 21 nominowanych kardynałów znalazł się tylko jeden Afrykanin, kardynał z Wybrzeża Kości Słoniowej. To jedyny z całego grona 21 nominatów, który miał odwagę przeciwstawić się Fiducia supplicans – podkreślił Górny. Jak dodał, Franciszek nominował jeszcze jednego hierarchę z Afryki – ale jest nim biały, Francuz posługujący w Algierze, który inaczej niż większość duchownych afrykańskich poparł Fiducia supplicans. Ten sam klucz można zastosować wobec grekokatolików. Papież po raz kolejny pominął abp. Światosława Szewczuka, który sprzeciwiał się Fiducia supplicans. Nominował za to 44-letniego biskupa grekokatolickiego z Australii, który ma niezwykle małe doświadczenie, bo jest biskupem od zaledwie czterech lat.
Jak stwierdził Paweł Lisicki, taki sposób postępowania mieści się w logice, którą można byłoby przypisać wielu organizmom świeckim, na przykład mafii albo radykalnej partii komunistycznej. – Lider komunistyczny też wybiera sobie sługusów, którzy będą realizować jego idee, a jeżeli tego nie robią – to się ich pozbywa – powiedział.
– Sytuacja, w której papież Franciszek dopuszcza albo wręcz nakłania do błogosławienia par homoseksualnych, owszem, mieści się w logice – ale w logice diabelskiej. Ci, którzy mu w tym pomagają, przestają być de facto reprezentantami Magisterium; występują jako słudzy złych mocy. Istnieją moce zła i diabeł; a ten, kto błogosławi pary homoseksualnej, występuje właśnie jako ich rzecznik – dodał.
Rozmowa dotyczyła następnie wizyty papieża Franciszka w Belgii i ostrej krytyki, jaka ze strony Belgów spadła na Ojca Świętego ze względu na jego wypowiedzi o roli kobiet w społeczeństwie oraz o aborcji.
Grzegorz Górny zwrócił uwagę, że te reakcje na zupełnie zwyczajne z perspektywy kościelnej komentarze Franciszka pokazują, jak bardzo społeczeństwo Belgii odeszło od tradycji chrześcijańskiej; co więcej, dotyczy to nawet formalnie katolickich struktur, bo przecież przeciwko Franciszkowi wypowiedziały się władze katolickiego uniwersytetu, domagające się prawa kobiet do dzieciobójstwa prenatalnego.
Paweł Lisicki stwierdził z kolei, że papieskie wypowiedzi w Belgii nie były wcale tak katolickie, jak mogłoby się to wydawać: Franciszek nie odwoływał się wcale do Boga ani Jezusa Chrystusa. Jak dodał, papież mówi wprawdzie różnie do różnych środowisk, ale zasadniczo zawsze działa w kluczu rewolucyjnym. Według Lisickiego żeby dobrze zrozumieć obecny pontyfikat trzeba sięgnąć do kilku ostatnich dziesięcioleci historii Kościoła katolickiego. Ludzie nie zauważali długo, że dochodzi do rewolucji dogmatyczno-teoretycznej, co zaczęło się już w latach 50. i 60. Dopiero Franciszek przeniósł rewolucję z tych spraw na kwestie moralne i stąd zaczęło to być powszechnie zauważane.
W programie rozmawiano także o kondycji „Tygodnika Powszechnego”, zwłaszcza w kontekście tekstów Józefa Majewskiego, teologa, który głosi ewolucjonizm dogmatyczny, herezję potępianą przez papieży.
Dziennikarz gospodarczy i publicysta z ponad 20-letnim doświadczeniem. Redaktor naczelny kilku uznanych miesięczników, głównie z sektora handlu i FMCG. Twórca największego portalu internetowego w sektorze retail – wiadomoscihandlowe.pl. Wydawca programów gospodarczych w TVP S.A. oraz Forum Ekonomicznego w Karpaczu w 2023 r.
9 października 2024,
Drożyzna w sklepach nie odpuszcza. Co więcej w każdym kolejnym miesiącu br. wzrost cen detalicznych w relacji rocznej jest większy od poprzedniego. Według najnowszego branżowego raportu, we wrześniu codzienne zakupy podrożały średnio już o 4,9 proc. r/r. Podrożało aż 15 z 17 monitorowanych kategorii produktów.
Z najnowszej edycji publikowanego cyklicznie od 7 lat raportu „Indeks cen w sklepach detalicznych”, autorstwa UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito, wynika, że wartość podstawowego koszyka zakupów przeciętnego gospodarstwa domowego od kilku miesięcy rośnie. Co więcej – te wzrosty przyspieszają. „Najprawdopodobniej do końca roku obserwowana tendencja nie ustąpi” – przewiduje dr Rafał Koczkodaj z Uniwersytetu WSB Merito
Nowi liderzy rankingu drożyzny
Tym razem na pierwszej pozycji rankingu drożyzny znalazły się warzywa ze średnim wzrostem o 10,8 proc. r/r. W sierpniu były one na czwartym miejscu, a w lipcu – nawet poza pierwszą dziesiątką. „Wzrost cen po zakończeniu sezonu letniego jest czymś naturalnym. W lipcu i sierpniu w sklepach możemy kupić warzywa krajowe, które są zdecydowanie tańsze niż importowane. Teraz znów będzie drożej” – mówi dr Anna Semmerling z Uniwersytetu WSB Merito.
Powódź podbiła ceny warzyw
Z kolei dr Koczkodaj zauważa, że na tegoroczny wzrost cen warzyw we wrześniu wpłynęła powódź. Wielka woda zniszczyła aż 25 tys. ha terenów z produkcją roślinną. Zakłócona została podaż na rynku warzyw. W kolejnych miesiącach sytuacja powinna się stabilizować. Jednak nie oznacza to, że ceny zaczną spadać.
Na drugim miejscu zestawienia znalazły się owoce, z podwyżką r/r o 10,1 proc. Również w ich przypadku swoje piętno na cenach detalicznych odcisnęła powódź. Kolejną, już nieco mniej oczywistą przyczyną „rajdu cenowego”, jaki stał się udziałem jabłek, jest… podniesienie wynagrodzeń. Osoby najmniej zarabiające są w stanie teraz wzbogacić swój koszyk produktów właśnie o owoce – tłumaczy ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.
Wysokie temperatury korzystne dla napojów
Długo utrzymujące się upały zwiększyły popyt na napoje bezalkoholowe, co dało silny impuls do wzrostu ich cen detalicznych. Wyniósł on we wrześniu aż 9,6 proc. r/r. Za słodycze i desery we wrześniu trzeba było zapłacić o 8,6 proc. więcej niż przed rokiem, jednak ceny tego typu produktów powinny się stabilizować w ślad za taniejącym na światowych rynkach cukrem.
Czołową piątkę zamyka pieczywo
Wyroby piekarnicze podrożały we wrześniu przeciętnie o 5,7 proc. r/r. Od początku kryzysu inflacyjnego ceny pieczywa systematycznie rosły. Obecnie są o ponad 100 proc. wyższe niż rok temu i dalej pną się w górę. Wzrost opłat za energię i podwyżka płacy minimalnej wpływają na zwiększenie koszów produkcji. Jednocześnie wśród Polaków panuje przekonanie o braku substytutów pieczywa, co nakazuje jego kupowanie – wyjaśnia Anna Semmerling, zapytana o przyczyny podnoszenia się cen wyrobów piekarniczych. O przesunięciach cenowych w pozostałych badanych kategoriach produktów można się dowiedzieć z załączonej tabeli.
Grzegorz Szafraniec
na podst. raportu „Indeks cen w sklepach detalicznych”
„Czy nie poświęci Polskę na rzecz przemysłu holokaustu, czy nie sprzeda nas Ruskim? Trump to najbardziej pro-izraelski prezydent od czasów Trumana. To cynik prowadzony na sznurku przez lobby żydowskie, a podpisem pod ustawą 447 przekreślił wszystko, co powiedział pod pomnikiem Powstania Warszawskiego” – dywagują. Przy czym podszepty takie dyskretnie powiela nie tylko żydowska gazeta dla Polaków, ale i organ prasowy stronnictwa amerykańsko-żydowskiego, które za gwaranta utrzymania się przy władzy uznawało nowojorskie lobby żydowskie.
Kiedy latem 2020 r. bojówkarze palili i plądrowali Minneapolis i Seattle, na prawicowych portalach w Polsce sekundowały im chorobliwie antyamerykańskie typy, widzące w komunistycznej rebelii początek końca „Imperium Zła”, rzucające hasło „Śmierć Ameryce!”. Ale i kilka dni temu portal ze słowem „myśl” w tytule rzucił myśl: „Życzę Ameryce szybkiego i bolesnego upadku”. Do tego dochodzą podpowiedzi z Łubianki, że przed Amerykanami musimy uciekać pod opiekę Rosji, bo okupacja żydowska będzie jeszcze gorsza niż sowiecka.
O takich, jak autor tych słów, napisała: „Polski patriota, który nabrał się na Trumpa. Judeo-masońscy spece od pijaru doskonale wstrzelili się w jego gusta. Wypatruje rycerza na białym koniu, który ma uratować świat. Wszystko jest cyniczną grą. Bez względu na ‘wynik’ wyborów i tak rządzi ta sama, bezwzględna klika. Dla uśpienia czujności, należy dać ludziom ułudę. Trzeba podsunąć im ‘bohaterów’ wykreowanych na przeciwników złego systemu. Trump sam jest na usługach bandytów, którzy trzymają ludzkość w niewoli”. Jeszcze inny wtóruje: „Czasami łapię się na tym, że odczuwam jakąś sympatię dla Trumpa, jednak życzę zwycięstwa amerykańskiej komunistce. Dlaczego? Bo nie życzę dobrze Ameryce. A dlaczego Ameryka ma upaść? Bo opanowało ją plemię żmijowe, które ma jedyny cel – niszczenie i destrukcja, tak jak pasożyt zżera swego gospodarza”.
Jeszcze inny, który „nie dał się nabrać na Trumpa”, głosi „memento dla szabesgojów”: Trumpowi nie pomógł prożydowski serwilizm. Ale ten medal ma także drugą, ciemniejszą stronę. Jest nią jego oczywiste rozgoryczenie jako osoby, która zrobiła dla żydostwa więcej niż którykolwiek z poprzednich przywódców światowego mocarstwa. […] rysuje się nam obraz nadgorliwego szabesgoja, zaangażowanego w realizację żydowskich planów jak mało kto. Wydawało się, że szabesgoj z talmudycznym zapleczem w osobach zięcia i córki ma wystarczające „papiery” na lojalnego i zaufanego pachołka żydokomuny. Okazało się jednak, że poszedł w swoim serwilizmie jeszcze dalej. […] postanowił stać się żydem pełną gębą. Cztery lata temu, w głębokiej tajemnicy przed opinią publiczną, przeszedł na judaizm. Niestety, nawet tak karkołomna przewrotka nie pomogła. Tępiony jest przez swoich współbraci bardziej niż niejeden „antysemita”. Dzisiaj Trump to trup. Na razie trup tylko polityczny, lecz mimo to nadal włóczony przez amerykańską żydokomunę z iście szatańską perfidią.
Mitem jest, że był najbardziej prożydowskim prezydentem w historii USA. Mitem jest, że został prezydentem dzięki Żydom. Został nim wbrew Żydom. Że tak było, świadczy poparcie lobby żydowskiego dla Hillary Clinton w wyborach ‘2016 i dla Joe Bidena w wyborach ‘2020 oraz że wśród najbardziej jadowitych krytyków Trumpa są wyłącznie żydowskie nazwiska. Mitem natomiast nie jest, że był ofiarą „żydowskiego spisku”, że za jego obaleniem kryła się żydokomunistyczna rewolta i że chodziło w niej o to, aby stetryczały Biden przekazał władzę Kamali Harris, która zrealizuje agendę swego żydowskiego męża. Przypomnijmy też sekwencję wydarzeń: Poparcie republikańskiego establishmentu uzyskał dopiero wtedy, gdy zagroził, że wystartuje jako kandydat niezależny; Był „odszczepieńcem”, bo odrzucił „głębokie państwo”, które – według niego – opętało Partię Republikańską.
Że nie był najbardziej prożydowskim prezydentem w historii USA, świadczy to, że (nieliczni) Żydzi, którzy kręcili się w Białym Domu, zdradzili go (w tym zięć) i zdradził go Benjamin Netanyahu. „Pierwszą osobą, która pogratulowała Bidenowi to Bibi Netanyahu, człowiek, dla którego zrobiłem więcej niż dla kogokolwiek. Popełnił ogromny błąd. Nie rozmawiałem z nim od tamtego czasu. Jebać go” – to słowa byłego prezydenta na temat izraelskiego premiera, który z przyjaźnią z Trumpem obnosił się demonstracyjnie.
To prawda, że mając poważne kłopoty, próbował zneutralizować żydowskie lobby. To prawda, że ostentacyjnie obnosił się z filosemityzmem i ustępował Żydom w niektórych sprawach. Ale czy nie wychodził ze słusznego założenia, że nie można walczyć ze wszystkimi? Znienawidzony przez cały amerykański establishment, musiał przestrzegać kanonu, że prożydowskość jest ciągle podstawowym wymogiem politycznej poprawności, i nie sposób, w opozycji do tego lobby, wygrać.
Nie tylko nie uznawali go za filosemitę, ale oskarżali go o „antysemityzm”. No bo skąd wziął się w „Haaretz” tytuł „Ataki Trumpa na Antifę są atakami na Żydów”, i zawarta w tekście instrukcja: „Amerykańscy Żydzi nie powinni popierać Trumpa w wojnie z Antifą, ponieważ wybór antyfaszystów jako kozła ofiarnego jest z natury antysemityzmem”? Antysemityzmem było oskarżanie Sorosa o finansowanie sprawców zamieszek: […] skrajnie lewicowe ruchy antyfaszystowskie były obroną dla Żydów. Dlatego każdy Żyd w Ameryce powinien sprzeciwić się atakom Trumpa na antyfaszyzm. Spiskowa teoria o aktywistach Antify opłaconych przez Sorosa opiera się na rasistowskim wyobrażeniu, że czarni nigdy nie mogliby się zorganizować sami bez marionetkowego mistrza, a za sznurki pociąga międzynarodowe żydostwo”.
O antysemityzmie byłego prezydenta mają świadczyć słowa: „Żydzi myślą tylko o swoich interesach […] trzymają się zawsze w kupie”. Na swój sposób Trumpa „zdemaskował” Louis Farrakhan, radykalny murzyński lider Nation of Islam – gdy szef Ligi Antydefamacyjnej zarzucił Trumpowi, że nie wyrzekł się poparcia Farrakhana, ten ogłosił: „Trump jest jedynym liderem, który stanął przed społecznością żydowską i powiedział – nie chcę waszych pieniędzy”. Przypadkiem nie jest też, że wyspecjalizowana w tropieniu antysemitów ADL przodowała w krytyce Trumpa. A po jego odejściu triumfowała, bo firmowana przez Bidena administracja okazała się żydokomunistyczną rekonkwistą. W nowej bolszewickiej republice pojawiła się sprawa Polski – w osobie Trumpa utraciliśmy sojusznika, a władzę przejęli ci, w których oparcie znajdują roszczenia do pożydowskiego mienia. W Warszawie pojawił się też nowy ambasador USA (i zatęskniliśmy za Mosbacher).
„Nawet Żydzi przecierali oczy ze zdumienia – prawie wszyscy członkowie administracji to Żydzi […] Gdy Joe Biden ogłosił skład gabinetu, po żydowskim twitterze zaczął krążyć dowcip – w Białym Domu będzie minjan” (kworum modlitewne w judaizmie wynoszące 10 mężczyzn) – pisał żydowski „Forward”. Szefem personelu został Ronald Klain. Żydami są: sekretarz stanu Antony Blinken (i Victoria Nuland), sekretarz departamentu bezpieczeństwa wewnętrznego Alejandro Mayorkas, prokurator generalny Merrick Garland, szefowa Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Anne Neuberger, koordynator służb wywiadowczych Avril Haines, zastępca dyrektora CIA David Cohen, sekretarz zdrowia Rachel Levine, dyrektor tamtejszego Sanepidu Rochelle Walensky i sekretarz skarbu Janet Yellen. Wszystkie urzędy, poza dwoma obsadzonymi przez Indiankę i Murzyna, objęli przedstawiciele tej mniejszości. Z tym że czarnoskóry sekretarz obrony urzędowanie rozpoczął od oświadczenia, że będzie pilnował praw mniejszości seksualnych. Prezydenckim doradcą ds. bezpieczeństwa został goj J.J. Sullivan, ale wkrótce okazało się, że to mąż Margaret Goodlander, dyrektorki biura planowania politycznego w Departamencie Stanu, głównej macherki od kolorowych rewolucji.
A jak było z gabinetem Trumpa? To był ewenement – w jego skład wszedł tylko jeden żyd. Według cytowanej wcześniej gazety, na 24 członków administracji Trumpa tylko trzech było nie-białych. Żydowska gazeta dla Amerykanów zastosowała jednak „specyficzne” kryterium rasowe – nie podała, że u Trumpa sekretarzem ds. zdrowia został Alex Azari, a sekretarzem obrony Mark Esper, obaj potomkowie maronickich (czyli katolickich) imigrantów z Libanu. Dowodem na to, że Trump to nie Ku Klux Klan, byli Murzyn i Chinka w jego gabinecie oraz to, że głosowało za nim wyjątkowo dużo Czarnych.
Joe Biden to „katolik”, ale nieźle zblatowany z Żydami. Jego synowie Beau i Hunter oraz córka Ashley weszli w związki małżeńskie z członkami, jak określają się sami Żydzi, „Plemienia”. Żona Beau urodziła Bidenowi dwóch wnuków. Hunter poślubił południowoafrykańską Żydówką i tuż przed ceremonią ślubną wytatuował sobie na bicepsie hebrajski napis identyczny z tatuażem narzeczonej – „Shalom”. Gdy córka Bidena przypieczętowała swój związek katolicko-żydowską ceremonią, prezydent USA odtańczył żydowski taniec hora. „Jestem jedynym irlandzkim katolikiem, którego marzenie się spełniło, ponieważ moja córka wyszła za mąż za żydowskiego lekarza” – wyraźnie zadowolony dowcipkował. A co do Trumpa – gdy go zapytano o córkę, wyraźnie zasmucony powiedział: „Tak, jedna z moich córek jest żydówką. To nie było planowane, po prostu tak się stało”.
Katolik Biden otoczył się Żydami, a protestant Trump otoczył się katolikami (a kandydat na wiceprezydenta przeszedł na katolicyzm). Trump i Biden zabiegali o głosy katolickich wyborców, ale na różne sposoby. Pierwszy odwołuje się do katolickiego wychowania, chodzi do kościoła z różańcem w ręku i przejawia troskę wobec imigrantów. Drugi broni życia nienarodzonych i skupia się na krytyce Bidena za jego podejście do aborcji. Wielu wyższych urzędników jego administracji to konserwatywni katolicy. No i żona Trumpa jest katoliczką.
„Czy nie poświęci Polski na rzecz przemysłu holokaustu?To przyjaciel Izraela i Żydów! Wystarczy wspomnieć, że za czasów jego prezydentury, doszło do uchwalenia ustawy 447, a Trump ją podpisał” – biadolą. A jak było naprawdę? Trump, podpisując ustawę, nie mógł wiedzieć, że chodzi o nas, bo w jej tekście nie pada słowo „Polska” – jest tylko mowa o krajach Europy Środkowej. Polska ambasada nie zrobił nic, żeby zapobiec jej procedowaniu w Senacie, nie miała żadnych wyprzedzających informacji o intrydze lobby żydowskiego, nie utrzymywała żadnych kontaktów z administracją Trumpa, nie współpracowała z Polonią. Miała za to ambasadora Schnepfa vel Sznepfa. Mało tego – gdy przedstawiciele Polonii podjęli próbę zapobieżenia uchwaleniu ustawy, Kaczyński wydelegował do Waszyngtonu ministra Marka Magierowskiego, tylko po to, by Polonię spacyfikować i jej starania storpedować.
Sprawę dodatkowo gmatwało to, że Trump, skupiony na wewnętrznych przepychankach z „głębokim państwem”, zaniedbywał resztę świat, z Polską włącznie. A także to, że z amerykańską żydokomuną walczył, a Kaczyński z tą hołotą układał się, Morawiecki chciał z nią tworzyć „biało-czerwoną drużynę”, i obaj byli gorącymi orędownikami przeflancowania stosunków Polski z Ameryką na stosunki polsko-żydowskie a w kontaktach z USA korzystali z usług żydokomunistycznych pośredników. Innymi słowy – mieli relacje z nowojorskimi Żydami a nie z Donaldem Trumpem.
Zapytany, dlaczego nie poruszył tego tematu podczas spotkania z Trumpem, Andrzej Duda odpowiedział: „bo strona amerykańska tego nie zaproponowała”. I tu kilka uwag: To nie prezydent USA, ale prezydent RP ma obowiązek zabiegać o interes Polski; Trump, gdy wróci do Białego Domu, nie będzie prezydentem Polski, lecz prezydentem USA i nie na nim będzie spoczywał obowiązek troszczenia się o polskie interesy; Trump nic nie zrobi dla Polski, jeśli nie będzie to w interesie USA; W obronie Polski nie kiwnie palcem, jeśli nie będzie to obrona Ameryki. Najlepszą tego ilustracją jest jego wpis na platformie X: „Amerykanie będą walczyli tylko tam, gdzie to służy interesom ich kraju, i tylko po to, by wygrać”. Także i z naszej strony w stosunkach z przyszłym prezydentem unikać trzeba będzie „murzyńskości” i „robienia laski”, a twardo negocjować – wypominając, że czasami mówi jednym głosem z naszymi oponentami. Z Trumpem można będzie zrobić interes, pod warunkiem, że po naszej stronie do rozmów z nim zasiądą obrońcy interesu narodowego Polski, a nie Ukrainy czy Izraela.
Kto zostanie nowym prezydentem USA, to ważne dlatego, że wybory w USA są inne niż wszystkie poprzednie, że konfrontacja polityczna staje się wojną cywilizacyjną, a nie tylko konkurencją programów politycznych dwóch partii, wojną totalną różnych światów, gdzie gra idzie o wszystko i nie będzie brania jeńców. Toczące się starcie to nie tylko wojna z Trumpem, ale także z nami, bo, kto popiera, a kto zwalcza Trumpa to nasza narodowa sprawa, bo linie podziałów politycznych w obu krajach są podobne, bo tu i tam, jak w soczewce widać, kto patriota, a kto zaprzaniec.
Jeśli Trump wygra, to rządząca Polską koalicja znajdzie się w położeniu nie do pozazdroszczenia, i będzie chciało się oglądać miny tych wszystkich, którzy trzymali kciuki za wiktorię Kamali. I czy nie jest to argument przemawiający za tym, aby kibicować Trumpowi? Jeśli cię to nie przekonuje, to może przekona to, że na Trumpa zagięli parol nie tylko amerykańscy Żydzi, ale i warszawski Judenrat z Michnikiem na czele. I tu prosta rada: Jeśli nie wiesz, co o danej sprawie sądzić, wystarczy zorientować się, co pisze „Gazeta Wyborcza”. Jeśli bardzo dobrze, to na pewno nie jest to w interesie Polski. Jeżeli bardzo źle to na 100 procent sprawa jest słuszna.
Trumpa powinniśmy lubić także dlatego, że za Kamalą jest von der Leyen oraz że dla kanclerza Niemiec, Trump to największe zagrożenie dla światowego ładu. Za takie uznał Trumpa niemiecka sondażownia YouGov – Trump „wygrał” z ajatollahem Iranu, prezydentem Chin i Putinem. No i jeszcze dlatego, że przeciw Trumpowi jest papież Franciszek, a za Kamalą jest Anne Applebaum, która kandydata połowy Ameryki nazwała „debilem i obłąkańcem”. A może do Trumpa przekona cię to, że dziadek męża Kamali (podobnie jak dziadkowie żony Radka Sikorskiego) urodził się w żydowskim sztetlu pod Gorlicami?
Wyobraźmy sobie sytuację: Chcemy wydalić z Polski tych, którzy wdarli się przez granicę z Ukrainą (tak, jak wdarli się do USA przez granicę z Meksykiem), a przy władzy jest Kamala. Jaki klangor wzniósłby się za Oceanem? A jak zareagowałby Donald, który zapowiada deportację milionów nachodźców i którego platforma wyborcza mówi o „odwróceniu destruktywnej polityki otwartych granic prowadzącej do tego, że nielegalni imigranci z całego świata krążą po USA”? No, bo, kto w Polsce stoi za imigrantami? Czy nie ci sami, którzy Trumpa znienawidzili za oskarżanie obozu Biden-Harris o sprowadzanie imigrantów „dla wymazania chrześcijańskiego oblicze Ameryki”, zarzucający Trumpowi, że „w szeregach swych zwolenników ma białych nacjonalistów, obawiających się, aby ich wnukowie nie stali się we własnym kraju znienawidzoną mniejszością”?
Czy za Trumpem nie przemawia to, że bezwzględnie ściga go żydokomuna za to, że nie mają nad nim kontroli i że powiedział: „Dla prezydenta najważniejszy powinien być interes własnego narodu”? Czy nie przemawia za nim zerwanie porozumień klimatycznych, rewolta przeciwko marksizmowi kulturowemu i tyranii politycznej poprawności, a także to, że stanął w obronie dzieci nienarodzonych, i „piekło zawyło” albo – jak pisał poeta – „zatrząsły się portki pętakom”? Czy Trump nie zyskuje w naszych oczach za to, że jak czerwona płachta na byka działa na sodomitów i na całe to antypolskie tałatajstwo, które z wytęsknieniem wyczekuje chwili, kiedy Kamala przejmie Biały Dom i będą mogli dalej ratować, zamiast Polski, klimat i uchodźców? Czy Trumpa nie powinniśmy lubić za to, że oskarżają go o szerzenie teorii spiskowych o Sorosie o o nazywanie oponentów „globalistami”? Czy za Trumpem nie przemawia to, że Republikanie to partia nacjonalistyczna, a Demokraci to partia internacjonałów i lewackich wariatów, popierających imigrację i mieszanie ras?
Polubmy Trumpa za słowa sprzed Pomnika Powstańców Warszawskich, które globalistyczny think tank opisał: „Swoim przemówieniem odrzucił ‘neokonserwatywny internacjonalizm Busha’, jak i ‘liberalny internacjonalizm Obamy’, a zainicjował ‘nacjonalistyczny internacjonalizm’ oraz przyrzekł, iż współpracować będzie ze swymi sojusznikami w obronie zachodniej cywilizacji”. Dla „The Atlantic”: „Wstrząsające było przywołanie pojęć takich jak ‘Zachód’ i ‘wartości Zachodu’, a przemówienie pełne było rasowej i religijnej paranoi”. To, co Trump powiedział było dla Polski przełomowe. Pierwszy raz od dekad zabrzmiał z Ameryki głos inny niż pedagogiki wstydu. Jego wizyta dała więcej niż wszystkie wizyty prezydentów Izraela i zrobiła dla Polski więcej niż wszyscy prezydenci III RP razem wzięci. W jego 7-minutowym przemówieniu było wszystko, czego Polska potrzebowała. Wystarczyło, by pokazać światu, że powstanie warszawskie to nie „powstanie” w getcie. Ujawniły to żydowskie media: „Podczas swej wizyty dał przyzwolenie na polski nacjonalizm […] Trump poparł prawicową narrację, według której Polacy byli ofiarami nazistów i nie odgrywali czynnej roli w mordowaniu Żydów […] jako pierwszy prezydent USA od kilkudziesięciu lat nie pojawił się przy pomniku Bohaterów Getta”.
Jest jeszcze inny powód, żeby Trumpa lubić – „trump” to po angielsku „zuch, chwat”, a „tusk” to po kaszubsku „kundel”. Co znaczy „tusk” w amerykańskim slangu więziennym też wiemy – to synonim agresywnego pederasty. I jeszcze jedno –Amerykanom można pozazdrościć Trumpa za stosowanie taktyki: Jeśli zostaniesz zaatakowany, to jedną trzecią sił przeznacz na obronę, a dwie trzecie rzuć do kontrataku. Nigdy nie przechodź do defensywy, zawsze szukaj słabych punktów przeciwnika i wygrywaj. A poza tym podobać nam się powinna rodzina Trumpa – małżonka o pięknej słowiańskiej urodzie.
Czy wygra wyścig z czasem? Czy zatrzyma pochód lewackiej zarazy? Czy stłumi żydokomunistyczną rabację? Czy tak, jak cztery lata temu wygra, bo zdoła przemówić do mieszkańców „głębokiej” Ameryki, którzy czują, że kraj jest w wielkim niebezpieczeństwie? A może dewiza „Make America Great Again” zainspiruje Polaków do hasła: „Aby Polska była polska”? I może spełnią się słowa Trumpa rzucone pod pomnikiem Powstańców Warszawy: Polska zwyciężyła. Polska zawsze zwycięży!
Dziś skupiamy się na temacie pilnym – na Profilu Absolwenta i Absolwentki, który właśnie poddawany jest konsultacjom społecznym, zanim wejdzie na dobre do szkół. Zastanawiamy się przy tym, czy przypadkiem nie otrzymamy przy okazji Profilu Sexworkerki i Sexworkera.
−∗−
Profil Absolwenta, czyli fabryka poddanych
Dziś skupiamy się na temacie pilnym – na Profilu Absolwenta i Absolwentki, który właśnie poddawany jest konsultacjom społecznym, zanim wejdzie na dobre do szkół. Zastanawiamy się przy tym, czy przypadkiem nie otrzymamy przy okazji Profilu Sexworkerki i Sexworkera.
Niniejszy artykuł jest zapowiedzią – fragmentem większej całości, która niebawem ukaże się na naszym portalu: „Poradnik świadomego narodu. Szkoła – dom – przyszłość”. Tekst, który pierwotnie miał być poradnikiem nauczycieli szkolnych, rozrósł się do rozmiarów poradnika nauczycieli narodu. Wcześniejsze fragmenty można przeczytać tutaj:
Nowe działanie, podjęte przez resort w 2024 r. polega na utworzeniu Profilu Absolwenta i Absolwentki (oczywiście musi być równościowo). Dotąd system edukacji pracował tak, że określał swoją podstawę programową, czyli skrót wiedzy ludzkości, dostosowany do możliwości wiekowych uczniów, wyrastający z historii, tradycji i potrzeb danego narodu. Każdy dostawał równy dostęp do tej wiedzy, a jej szczegóły zależały od typu szkoły. W całym kraju wszyscy młodzi ludzie mieli ten sam dostęp, a to, ile z niego skorzystali, zależało od ich własnej pracy. Otrzymywali z tego jasną informację – oceny na świadectwie, stopniowane wg skali, i tylko jedna była negatywna. Człowiek miał wybór – mógł się uczyć dużo, i dostawał ocenę wysoką. Mógł się uczyć mało, i dostawał ocenę niską. Mógł nie uczyć się wcale, i nie dostawał promocji. Obowiązek szkolny nie zmusza nikogo, aby ukończył jakąkolwiek szkołę. Każdy uczeń przychodził do szkoły, gdzie była wiedza, równo dostępna dla wszystkich, i decydował, co będzie robił w szkole, i jak tą wiedzę wykorzysta po szkole. Tradycyjna szkoła nie daje pewności, tylko możliwości, a absolwent dzięki nim może po szkole sięgać po laury wysokich osiągnięć. Człowiek kończył szkołę, jak chciał, i tak samo po szkole decydował, kim zostanie.
Teraz ma być inaczej, Profil Absolwenta i Absolwentki, postęp. System nie określi, jakiej wiedzy nauczy, tylko jaki format absolwenta chce wypuścić. Będzie jakiś ogólny profil europejski, a poniżej podprofile, przypisane do poszczególnych typów szkół, lub obszarów, lub grup szkół. Profil ma powstać w drodze tzw. konsultacji. Wszyscy nauczyciele mogą włączyć się do nich online i przelać swoje oczekiwania. Z tych wszystkich opinii ma powstać wzorzec najlepszych praktyk. Poza tym zostaną wzięte pod uwagę badania naukowe oraz „osiągnięcia” innych krajów. Tak się mówi oficjalnie, nieoficjalnie wiadomo, że będzie inaczej. Jak traktowani są nauczyciele, o tym mówią dokumenty Europejskiej Agencji d/s Specjalnych Potrzeb i Edukacji Włączającej. Dostarcza ona rozwiązań dla Komisji Europejskiej, przez którą trafiają do państw członkowskich. Nauczyciele są „włączeni” do tworzenia wspólnej praktyki. Wiodącą rolę odgrywają nieformalni liderzy, aktywiści edukacyjni, skupieni w organizacjach pozarządowych, związanych z UE i ONZ. Trafia to wszystko do systemu, który wypluwa z siebie Jednolitą Autorską Praktykę Nauczycielską. Tak się nazywa, w istocie tworzona jest wcześniej, w laboratoriach, i wrzucana jako dzieło oddolne. Wówczas wszyscy nauczyciele mają obowiązek przyjąć Jednolitą Praktykę jako wzorzec normatywny i podporządkować się. Obejmuje to rezygnację z całej pozostałej praktyki. Są później ściśle pilnowani przez system, aby ją stosowali. Oficjalnie mówi się, że oni sami są twórcami, w rzeczywistości jest to siłą narzucony przymus, pochodzący z unijnego systemu. Wiodącą rolę odgrywają specjaliści systemu oraz interesariusze, czyli jakieś podmioty, głównie cudzoziemskie, które mają jakiś swój interes, jakiś geszeft, aby go realizować za pomocą akurat systemu edukacji.
Konsultacje społeczne Profilu Absolwenta mają więc sprawić pozór powszechnego współuczestnictwa i ogólnonarodowej zgody. Po ich zakończeniu resort tak właśnie to przedstawi – pokaże statystyki, że mnóstwo nauczycieli i innych podmiotów, zaangażowanych w edukację wzięło udział w konsultacjach. W istocie będzie to listek figowy, parawan, przesłaniający rzeczywiste źródło i cel Profilu. Należy zestawić to działanie z innymi: Edukacja Włączająca, Projektowanie Uniwersalne, Ocena Funkcjonalna, Ocenianie Kształtujące, Europejski Obszar Edukacyjny, Edukacja Zmieniająca Pojęcie Płci, Zrównoważony Rozwój.
Edukacja Włączająca zakłada różnorodność, czyli włączenie do szkół powszechnych osób niepełnosprawnych, w tym intelektualnie, zaburzonych psychicznie i społecznie, migrantów wielokulturowych. Różnorodność obejmuje też sprawy genderowe. Profil Absolwenta jest jednolitym formatem dla wszystkich, czyli musi wszystkich sprowadzić do wspólnego mianownika.
Projektowanie Uniwersalne zakłada, że wszystkie nauczanie treści, wymogi i metody oceniania będą równo dostępne dla wszystkich. W warunkach w/w różnorodności oznacza to sprowadzenie nauczania do poziomu niepełnosprawnych intelektualnie. Inaczej nie da się stworzyć Profilu Absolwenta.
Ocena Funkcjonalna oznacza, że system sam diagnozuje każdego ucznia, ustala jego możliwości i ograniczenia, następnie określa jego potrzeby rozwojowe i tworzy Program Wsparcia. Obejmuje on wyznaczenie roli zawodowej dla dziecka w wieku około 12 lat. Po tej kwalifikacji uczeń nauczany jest zasadniczo tylko już umiejętności praktycznych, potrzebnych na stanowisku pracy, które mu wyznaczono. Wiedza ogólna i teoretyczna są pomijane. Następnie system wprowadza absolwenta na stanowisko pracy na zasadzie porozumienia z pracodawcą. Podobnie wyglądały nakazy pracy za Stalina. Przez cały czas trwania Oceny Funkcjonalnej uczeń znajduje się pod ścisłą kontrolą systemu. Jest to więc podstawowe narzędzie Profilu Absolwenta.
Ocenianie Kształtujące to podstawowa metodyka pracy w Edukacji Włączającej, uniwersalna dla wszystkich różnorodnych uczniów. Polega na wdrażaniu do struktur Przemysłu 4.0. Pod pozorem wiedzy szkolnej uczniowie tresowani są do procedur i uzależniani od systemu, który je stosuje. Tak prowadzony człowiek nie będzie dysponentem procedur, ale ich częścią. Skuteczna narzędzie formatowania, którego kierunek wyznaczy Profil Absolwenta.
Europejski Obszar Edukacyjny oznacza nowy system zarządzania ludnością Unii Europejskiej. Zniknąć mają narody, wszyscy mieszkańcy mają scalić się w jedną masę o tej samej tożsamości. Włączona zostanie masowa imigracja z Afryki i Bliskiego Wschodu. Cała Europa będzie mobilna edukacyjnie i pracowniczo. Oznacza to dowolne przenoszenie ludzi przez system – pomiędzy szkołami, uczelniami, miejscami zatrudnienia, miastami, krajami. System będzie też głęboko cyfrowy. Każdy zostanie zarejestrowany, otrzyma indywidualne konto edukacyjne, na którym będą dokumentowane jego działania edukacyjne i uprawnienia, nadawane przez system. Coś jak czarna skrzynka edukacji i zatrudnienia. Dzięki temu system będzie mógł na bieżąco śledzić i kontrolować los ucznia, absolwenta i pracownika. Całość znajdzie się pod wyłącznym zarządem Komisji Europejskiej, łącznie ze szkołami i nauczycielami we wszystkich krajach UE. Komisja narzuci również programy nauczania. Profil Absolwenta nadaje się właśnie jako matryca „siły roboczej” (to pojęcie z dokumentów unijnych) Unii Europejskiej.
Edukacja Zmieniająca Pojęcie Płci – Gender Transformative Education – nowa, globalna inicjatywa ONZ, UNICEF i UNESCO, przyjęta w 2022 r. Oznacza zmianę naturalnych i tradycyjnych ról płciowych i społecznych. Obejmuje politykę gender, tzw. zdrowie seksualne i reprodukcyjne, polityki równościowe, czyli sztuczne parytety. Będzie prowadzona już od przedszkola w formie tzw. wychowania równościowego, a w szkołach jako edukacja neutralna płciowo. Unia Europejska została wyznaczona jako obszar testowy. Profil Absolwenta pomoże zmienić ludziom naturalne pojmowanie ich własnej płci, i jednocześnie dostarczy unijnej władzy narzędzie do zmiany całych narodów.
Zrównoważony Rozwój – strategia globalnej polityki, zwana też Agendą 2030, obejmująca 17 obszarów tematycznych. Wszystkie zasoby planety, możliwości produkcyjne narodów, systemy sterowania społecznego, w tym wychowanie i edukacja, produkcja i dystrybucja dóbr i usług – ma znaleźć się pod jednym, globalnym zarządem, sprawowanym przez instytucje ponadnarodowe. Rządy krajowe będą mogły realizować tylko politykę globalną. Oficjalnie wszystko dla ratowania klimatu, planety, mniejszości, wykluczonych i zapewnienia powszechnego dobrobytu. W rzeczywistości powstać ma globalne imperium kolonialne, a każdy kraj ma się stać obszarem wyzysku, Polska również. Idea Zrównoważonego Rozwoju najlepiej wyraża się w zdaniu: „nie będziecie mieli niczego i będziecie szczęśliwi”. Profil Absolwenta pomoże ludziom nie mieć niczego poza poczuciem dobrostanu, dostarczanym w ramach wsparcia zdrowia psychicznego.
Powiązanie Profilu Absolwenta i Absolwentki ze wszystkimi politykami globalnymi i unijnymi oznacza także włączenie tego narzędzia w ogólny kierunek globalnej strategii depopulacyjnej, uderzającej bezpośrednio w rodziny, narody i suwerenne państwa narodowe. Sam fakt, że polskie dzieci będą profilowane według wzorców cudzoziemskich, co resort ogłasza wprost, stanowi wyraźną przesłankę.
Profil Absolwenta i Absolwentki nie służy więc ludziom – polskim uczniom, aby mieli lepiej w życiu. Służy globalnym i unijnym potęgom gospodarczym i politycznym. Celem jest kontrola narodów, obniżenie ich średnich kwalifikacji, wyłowienie i zagospodarowanie jednostek wybitnych, użycie całej reszty jako najtańszej siły roboczej. Ludzie mają być golemami – zdalnie sterowanymi robotami przemysłowymi Unii Europejskiej. Wytyczne do tworzenia Profili będą dawały globalne i unijne instytucje. Polacy nie będą już decydować o szkolnym nauczaniu i wychowaniu własnych dzieci. Cały ten system będzie produkcją poddanych państwa unijnego, a właściwie hodowlą niewolników. Wyobraźmy sobie taki wzorzec absolwenta: specjalista w zakresie uprawy i zbioru szparagów, podyktowany przez zrzeszenie unijnych bauerów.
Można na Profil Absolwenta i Absolwentki spojrzeć jeszcze z innego punktu widzenia. W ramach nowego przedmiotu – edukacji o zdrowiu planuje się wdrażać polskie uczennice i uczniów do tematyki zdrowia psychicznego, seksualnego i reprodukcyjnego. Obejmuje to również sferę relacyjną i emocjonalną. Wzorzec nowoczesnej edukacji seksualnej wyznaczają standardy WHO.
Jednocześnie w środowiskach lewicowych państw zachodnich dominuje narracja o sexworkingu jako sposobie zaspokajania naturalnych potrzeb indywidualnych i społecznych. Sexworking został już propagandowo określony jako zwyczajny składnik życia, nie na marginesie społecznym, ale jako pełnoprawna ludzka działalność. W mediach coraz rzadziej używa się określenia „prostytucja” na to zjawisko, za to twierdzi się, że sexworking jest po prostu pracą jak każda inna. W tym duchu wypowiadają się wiodące rynkowo media, a na uczelniach prowadzone są badania, uzasadniające taką zmianę postrzegania zjawiska. Część wpływowych środowisk feministycznych uważa sexworking za prawa kobiet do samostanowienia i decydowania o własnym życiu, ciele i seksualności. Akcentuje się też prawo kobiet pracujących seksualnie do ochrony ich zdrowia seksualnego oraz ogólnego bezpieczeństwa podczas wykonywania pracy. Te właśnie kwestie – emancypacja kobiet, samostanowienie, wyrównywanie szans, wzmacnianie własnej tożsamości, ochrona zdrowia – mają właśnie niedługo stać się treścią nauczania w polskich szkołach w ramach edukacji zdrowotnej i obywatelskiej. Osoby zatrudnione w tej branży do niedawna zwane były prostytutkami i sutenerami, to jednak naraża je na wykluczenie, marginalizację, stygmatyzację i dyskryminację, dlatego są obecnie określane jako „osoby pracujące seksualnie”. Środowiska zaangażowane w sexworking, w ramach walki o prawa pracownicze i prawa człowieka domagają się również dekryminalizacji pracy seksualnej, czyli zmiany art. 204 Kodeksu Karnego, który przewiduje karalność stręczycielstwa, sutenerstwa i kuplerstwa.
W tym całym szerokim kontekście, uwzględniając lewicową wrażliwość na problemy społeczne i los osób wykluczanych, należy zadać poważne pytanie – czy tworzony dla polskich uczennic i uczniów Profil Absolwenta i Absolwentki uwzględni również sferę pracy seksualnej? Czy resort przewiduje utworzenie Profilu Osób Pracujących Seksualnie? Czy polskie dzieci będą miały dostęp do Profilu Sexworkerki i Sexworkera? Należy zadawać to pytanie w ramach konsultacji społecznych. Polscy rodzice mają prawo wiedzieć, co czeka ich dzieci.
Piotr Topiński Film o bobrach już tu był. Ta wersja jest uzupełnieniem poprzedniej z nowymi obrazkami i zmienionym komentarzem. [No i – bardzo, ze względu na Chyżego i jego wiedzę – aktualny. MD]
Zamiar dokonania zbrodniczej depopulacji na całym pokoleniu młodychPolek i Polaków wychodzi na jaw. [Kolejny raz – czy na trwałe?? MD]
===========================
Zapis posiedzenia parlamentarnego Zespołu do spraw Życia i Zdrowia Polaków, który odbył się w dniu 8.10.2024 r. w Sejmie RP.
Temat posiedzenia brzmiał następująco: „SZCZEPIENIA HPV W SZKOŁACH – PROPAGANDA VERSUS FAKTY. AKTUALNA WIEDZA MEDYCZNA I STAN PRAWNY WEDŁUG NIEZALEŻNYCH EKSPERTÓW”.
Kłamstwa ideologów „zielonej” rewolucji upadają za sprawą samych pojazdów, które owi zamordyści promują. Po raz kolejny jeden z nich – tym razem rower elektryczny – stanął w ogniu, emitując więcej dwutlenku węgla niż niejeden z potępianych przez neomarksistów diesli…
Około 400 osób musiano ewakuować z Centrum Handlowego Krokus w Krakowie. Powodem był samoczynny zapłon baterii w rowerze elektrycznym podłączonym do stacji ładowania.
Na widok ognia pracownicy podjęli akcję ewakuacji i gaszenia samego roweru oraz przedmiotów jego otoczeniu, tak żeby pożar nie rozprzestrzenił się po budynku.
Po zakończonej sukcesem akcji pracowników przyjechała straż pożarna, która zabezpieczyła miejsce zdarzenia.
Jak przypomina portal Lubię Kraków, był to kolejny z tego typu przypadków w Małopolsce. Zaledwie dwa dni wcześniej spalił się doszczętnie autobus hybrydowy marki Solaris.
NFZ nałożył kary finansowe na kolejne szpitale, które odmówiły zamordowania dziecka poprzez aborcję. Chodzi o Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (300 000 zł kary) oraz o Szpital w Lubartowie (100 000 zł kary). To kolejne ukarane placówki po Szpitalu w Pabianicach, na który wcześniej nałożono 250 000 zł kary za odmowę aborcji. Rząd Tuska konsekwentnie realizuje swój cel, jakim jest przekształcenie wszystkich szpitali w Polsce w aborcyjne rzeźnie dzieci w łonach matek. Podkreśla się przy tym, że zabijanie ma być natychmiastowe, gdyż kary grożą szpitalom nie tylko za odmowę, ale również za opóźnianie procederu aborcji. Równolegle propaganda medialna oswaja Polki z aborcją i zachęca do mordowania dzieci, przedstawiając je jako „pasożyty” utrudniające wypoczynek, robienie kariery i osiągnięcie „dobrostanu”. Działania te ukierunkowane są na eksterminację demograficzną naszego narodu. Konieczny jest opór i mobilizacja do walki.Media donoszą o kolejnych kontrolach NFZ w szpitalach, które odbywają się po tym, jak rząd Tuska rozpoczął siłowe przekształcanie szpitali w aborcyjne ośrodki śmierci. W wyniku kontroli NFZ nałożył 300 000 zł kary na Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu i 100 000 zł na Szpital w Lubartowie.
Wedle relacji medialnych, do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu zgłosiła się kobieta, która „była w złym stanie psychicznym” po tym, jak u jej dziecka wykryto podejrzenie zespołu Downa. Szpital nie wykonał jednak aborcji, gdyż mając wątpliwości co do właściwej „diagnozy” kobietę skierowano na dodatkowe konsultacje do lekarza innej specjalizacji. Właśnie to spowodowało, że na szpital nałożono 300 000 zł kary. Jak skomentował sprawę biegły powołany przez Rzecznika Praw Pacjenta:
„Nie udzielono pacjentce świadczeń zdrowotnych zgodnych z etyką lekarską i wymogami aktualnej wiedzy medycznej.”
Proszę zwrócić uwagę na dwie bardzo ważne kwestie.
Po pierwsze – zamordowanie dziecka, u którego podejrzewa się chorobę, zostało oficjalnie określone czynem rzekomo „zgodnym z etyką lekarską” oraz z „aktualną wiedzą medyczną”. Proszę pamiętać, że w takich przypadkach wystarczy podejrzenie choroby i nikt nie może powiedzieć o 100% pewności. Innymi słowy – zgodnie z „etyką lekarską” i „aktualną wiedzą medyczną” podejrzanych o chorobę ludzi zamiast leczyć (lub zaoferować pomoc w przypadku np. podejrzenia wady genetycznej) należy mordować celem wyeliminowania ich ze społeczeństwa, dla którego stanowią zbędne obciążenie. Stopień aktualności tej wiedzy medycznej jest tożsamy ze stopniem „wiedzy medycznej” stosowanej w czasach III Rzeszy, gdzie w ramach specjalnych kampanii (patrz np. Akcja T4) przedstawiano ludzi chorych i niepełnosprawnych jako zagrożenie i balast, a następnie ich mordowano. Taką politykę hitlerowscy okupanci stosowali też na zajętych terenach Polski, gdzie w zbiorowych egzekucjach wymordowali m.in. pacjentów szpitali psychiatrycznych, w tym dzieci (zbrodnie m.in. w Świeciu, Kocborowie, Dziekance czy Kościanie).
Po drugie – od wielu lat w Polsce aborcja formalnie traktowana jest tak samo jak każdy inny „zabieg medyczny” lub „świadczenie zdrowotne”. Również aborcyjna propaganda w ten sposób przedstawia mordowanie dzieci twierdząc, że aborcja to zwykły „zabieg”, taki sam jak chociażby wycięcie migdałków czy usuwanie żylaków. Z czysto zawodowego punktu widzenia, zlecenie przez lekarza konsultacji lub dodatkowych badań przed wykonaniem jakiegokolwiek „zabiegu” nie powinno być czymś dziwnym, tym bardziej, gdy nie ma on pewności co do diagnozy lub potencjalnych skutków swoich działań. W każdej dziedzinie medycyny lekarze proszą o dodatkowe badania lub konsultacje, jeśli nie są czegoś pewni. Ta zasada nie obowiązuje jednak w przypadku aborcji, która wedle wytycznych Ministerstwa Zdrowia ma być przeprowadzania natychmiast i nie może być mowy o żadnej odmowie, opóźnianiu tego procederu lub kwestionowaniu „diagnozy” innego lekarza. W ten sposób aborcja jest chyba jedynym „zabiegiem”, w przypadku którego lekarz nie może się odwołać, poprosić o konsultacje czy dodatkowe badania, nawet jeśli jest to lekarz-aborcjonista! Tak właśnie było w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, gdzie kierownikiem kliniki, która zleciła konsultacje za które na szpital nałożono 300 000 zł kary, jest lekarz publicznie deklarujący się jako zwolennik „liberalizacji aborcji”. Może się więc nawet zdarzyć tak, że lekarz będzie gotowy do zamordowania dziecka poprzez aborcję, ale zleci dodatkowe badania aby sprawdzić, czy mord na dziecku nie zaszkodzi przypadkiem zdrowiu „pacjentki”. W takiej sytuacji na szpital może zostać nałożona ogromna kara finansowa za „opóźnianie aborcji”!
Panie Mirosławie, w polskich szpitalach dzieje się to, przed czym nasza Fundacja od dawna ostrzega – wprowadzany jest de facto przymus aborcji. Wytyczne Ministerstwa Zdrowia są w tej kwestii jasne – jeżeli do szpitala zgłosi się kobieta na aborcję, to szpital ma obowiązek natychmiast zamordować dziecko pod groźbą wysokich kar pieniężnych, a nawet anulowania kontraktu z NFZ. Trzeba w tym momencie po raz kolejny przypomnieć, że aborcja jest aktualnie w Polsce dostępna zasadniczo na życzenie i legalna nawet do 9 miesiąca ciąży. Wystarczy, że kobieta zgłosi się do lekarza z zaświadczeniem od pro-aborcyjnego psychiatry, którego to zaświadczenia na mocy ostatnich wytycznych MZ szpital nie może w żaden sposób podważać lub kwestionować np. poprzez zlecanie dodatkowych konsultacji lub badań.
Równolegle w mediach głównego nurtu oraz na platformach społecznościowych trwa kampania obrzydzania Polakom rodzicielstwa i macierzyństwa. Dzieci w łonach matek przedstawiane są jako „pasożyty”, które należy usuwać z organizmu kobiety. Posiadanie dzieci ukazywane jest jako niepotrzebny balast, który utrudnia „samorealizację”, robienie kariery, studiowanie lub podróżowanie po świecie. W Polsce coraz częściej pojawiają się również postulaty takie jak wprowadzenie „stref wolnych od dzieci” w przestrzeni publicznej lub miejscach takich jak kawiarnie i restauracje, ponieważ obecność dzieci może powodować „dyskomfort emocjonalny”. Jednocześnie promowane są tzw. „wolne związki” oparte na braku jakichkolwiek zobowiązań lub odpowiedzialności za drugą osobę. Intensywnie reklamowany jest także homoseksualny styl życia. Na oswajaniu z aborcją, rozwiązłością seksualną i patologiami seksualnymi będą polegać również przymusowe lekcje „edukacji seksualnej”, które już od 1 września 2025 r. wchodzą do szkół.
Celem tych wszystkich działań jest demograficzna eksterminacja narodu polskiego oraz zniszczenie jego kulturowych, moralnych i cywilizacyjnych fundamentów.
Dlatego konieczne jest budzenie sumień Polaków poprzez głoszenie prawdy o aborcji – że to morderstwo na dziecku, na które nigdy nie może być żadnego przyzwolenia. W tym celu nasza Fundacja w całym kraju organizuje niezależne kampanie informacyjne, publiczne modlitwy różańcowe, akcje billboardowe oraz mobilne akcje informacyjne z użyciem furgonetek. Budzi to nienawiść zwolenników aborcji, którzy chcą zablokować docieranie z prawdą do Polaków.Kilka dni temu aborcjoniści zniszczyli nasz wielkoformatowy billboard, który wywiesiliśmy przy autostradzie A18, przez którą przejeżdżają tysiące samochodów dziennie. Niemal w tym samym czasie zniszczono także billboard we Wrocławiu, który ostrzegał przed konsekwencjami „edukacji seksualnej” w szkołach. Trzeba naprawić plakaty i kontynuować kampanie głoszenia prawdy w całej Polsce. Chcemy wywiesić kolejne takie billboardy oraz przeprowadzić uliczne akcje informacyjne i publiczne różańce w intencji powstrzymania aborcji w kolejnych miastach. W ostatnim czasie takie działania odbyły się m.in. w Bielsko-Białej, Zabrzu, Rzeszowie, Olsztynie, Szczytnie, Suwałkach, Olecku, Grudziądzu, Włocławku, Koszalinie, Sopocie i Radomiu. Kolejne publiczne różańce połączone z akcjami informacyjnymi odbywają się z inicjatywy Kapitanów Różańcowych, czyli osób, które zgłaszają się do naszej Fundacji i z pomocą naszych koordynatorów zaczynają działać w swoim miejscu zamieszkania. Na dalsze walkę o życie potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 17 000 zł. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić przeprowadzenie kolejnych niezależnych akcji informacyjnych i publicznych modlitw różańcowych, za pomocą których budzimy sumienia Polaków i zmieniamy świadomość społeczeństwa na temat aborcji. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku
Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Aborcja jako satanistyczna parodia Eucharystii. Amerykański filozof o demoniczności zabójstwa prenatalnego
My body, my choice – moje ciało, mój wybór. Ten sztandarowy aborcyjny slogan w pewnym sensie przypomina słowa, które wypowiedział nasz Pan Jezus Chrystus, ustanawiając Najświętszy Sakrament: to jest Ciało moje. Według amerykańskiego filozofa Petera Kreefta podobieństwo aborcyjnego sloganu nie musi być bynajmniej przypadkowe. Można w tym widzieć ukazanie prawdy na temat dzieciobójstwa prenatalnego.
„Aborcja jest demoniczną parodią Eucharystii, jest dziełem antychrysta” – wskazał Kreeft. Jego słowa przytoczył w felietonie na portalu wPolityce.pl red. Grzegorz Górny.
Na czym polega ta parodia? Jezus Chrystus złożył w ofierze samego Siebie, aby dać wszystkim życie wieczne. Aborcja jest ofiarą z życia dziecka, która ściąga potępienie.
Grzegorz Górny przypomniał, że główna amerykańska organizacja satanistyczna, tzw. Świątynia Szatana, ogłosiła w 2022 roku, że jej religijnym rytuałem będzie aborcja. Była to reakcja na decyzję Sądu Najwyższego, który przywrócił poszczególnym stanom możliwość regulowania praw dotyczących ochrony życia lub uśmiercania dzieci poczętych. Tzw. Świątynia Szatana, wskazał Górny, chciała w ten sposób zabezpieczyć legalność dzieciobójstwa prenatalnego, które miałoby stać się przedmiotem specjalnej ochrony prawnej jako rzekomy rytuał religijny. „Można więc powiedzieć, że najważniejsza instytucja satanistyczna na Zachodzie sama autoryzowała sposób myślenia Petera Kreefta” – ocenił Górny.
Autor wskazał też, że kiedy Trybunał Konstytucyjny orzekł o niezgodności mordowania chorych dzieci nienarodzonych z polską konstytucją w październiku 2020 roku, odbyły się dwie akcje modlitewne: Różaniec do granic Nieba polskich katolików, a z drugiej strony – czarna msza zainscenizowana przez grupę pod nazwą Światowy Zakon Szatana.
„Niezależnie od tego, czy Peter Kreeft ma rację, czy też nie, na poziomie duchowym strony sporu są jasno określone. W tej sytuacji zadziwiające jest, że tak wielu ochrzczonych woli (parafrazując Simone de Beauvoir) mylić się z Szatanem niż mieć rację z Bogiem” – podsumował Grzegorz Górny.
To oczywiście nie jest moim marzeniem, by pełnić taką właśnie funkcję. Skoro jednak p. Mentzen (Nowa Nadzieja) deklaruje w każdej niemal publicznej rozmowie, że będzie ministrem finansów, to i ja noszę buławę w plecaku. Może jakiś premier jakiegoś przyszłego rządu zaproponuje mi tekę ministerialną. A gdybym był ministrem, to…
O polskiej szkole wiem dość dużo, choćby z tej racji, że ponad 20 lat byłem nauczycielem w szkołach ponadpodstawowych. Mam też kolegów dyrektorów, zarządzających jednostkami oświatowymi na różnym poziomie nauczania. Z perspektywy byłego nauczyciela, który zawiesił dobrowolnie swoją aktywność edukatora polskiej młodzieży, pragnę przedstawić mój sposób na zreformowanie naszej, chorej od wielu lat, oświaty. Najpierw krótki opis obecnej ,,masy upadłościowej”, jaką jest obecna szkoła.
Pamiętam jeszcze, z własnego doświadczenia, że w latach dziewięćdziesiątych praca nauczyciela generalnie polegała na przekazywaniu uczniom wiedzy i na elementach wychowania. Nauczyciel miał jeszcze jakieś resztki autorytetu, a dyscyplina – która jest niezbędna w nauczaniu – stała na jako takim poziomie. Dyrektor, rady pedagogiczne i nauczyciele mieli narzędzia, by zapanować nad kilkusetosobową społecznością uczniowską, a kuratoria pełniły rolę wspomagającą w procesie nauczania. Niestety powoli zaczęto biurokratyzować oświatę. Coraz więcej zestawień, raportów, opinii, wytycznych, etc. Pojawili się uczniowie z orzeczeniami, ,,produkowani” przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Dla tych uczniów trzeba było dostosować cały proces nauczania i sposób egzekwowania wiedzy. W rezultacie poziom nauczania spadł, bo trzeba było ,,równać w dół”. Nieraz rozmawiam ze swoimi uczniami, tymi, którzy kończyli naszą szkołę jakiś czas temu (obecni 30-40-latkowie). Ich opinia (i moja oczywiście też) jest jednoznaczna: poziom polskiej szkoły spada. Kiedyś w przeciętnej klasie licealnej miałem kilkoro uczniów obojga płci, którzy interesowali się historią. Czasami zadawali pytania na poziomie… dzisiejszych studentów. Można było podyskutować i przyznam, że czasami miałem problem z argumentacją.
Kolejnymi elementami psującymi polską szkołę to bez wątpienia wchodzenie ideologii klimatyzmu (zaczęło się od akcji ,,sprzątanie świata”, potem teoria ocieplenia klimatu jako wina człowieka). Codziennością stają się różnego rodzaju pogadanki, prowadzone przez jakieś organizacje oraz policję. Generalnie sprowadza się to do wywołania strachu u uczniów przed różnymi zagrożeniami (wypadki komunikacyjne, cyberprzestępczość, przemoc w szkole i w rodzinie) oraz dbanie głównie o bezpieczeństwo jako podstawę istnienia społeczeństwa. Zabija to niestety element odwagi, męstwa i ryzyka, co jest elementem wychowania młodzieży płci męskiej. Umacnia się także interpretacja tzw. obowiązku szkolnego i obowiązku nauki, co sprzyja różnym patologiom.
Środowisko nauczycielskie akceptuje biernie te wszystkie zmiany, bo nie bardzo wiadomo jak protestować. Zresztą jak to ze zmianami bywa: są wprowadzane stopniowo, by ,,uśpić” czujność i nauczycieli i samych rodziców.
Negatywne zmiany nasilają się wraz ze zmianą rządu na jesieni ubiegłego roku. Wchodzi p. ministra (!!!) Nowacka z pakietem zmian… Uznałem, że gorzej być nie może.
Jest tylko jeden sposób na poprawę obecnej sytuacji: trzeba wprowadzić nowe prawo, umożliwiające równoległe istnienie całkiem innej edukacji, bez likwidacji tej obecnej. Bon oświatowy i początkowa pomoc państwa przy organizacji nowych szkół, z nowymi zasadami, programami, bez kuratoriów. Dyrektorzy byliby prawdziwymi szefami nowej instytucji z prawem doboru kadry, bez Karty Nauczyciela, z zakazem promocji gender i innych chorych ideologii. Lista odgórnych zakazów ograniczałaby się do ochrony dzieci i młodzieży przed propagandą antypolską i antyludzką, z etyką chrześcijańską jako obowiązującą. Sama nauka oparta byłaby na filozofii, logice, dyskusji, samodzielności myślenia i formowaniu tożsamości narodowej. Z czasem także programy nauczania byłyby bardziej elastyczne, dostosowywane do wymagań rodziców i nauczycieli.
Duży nacisk położyłbym na edukację domową z rożnymi udogodnieniami dla rodziców. Byłaby tu pełna dowolność: obecna szkoła publiczna, nowa szkoła oraz edukacja domowa. Ktoś się zapyta: czy zaistnieje jakiś specjalny pożytek z takich zmian? Uważam, że tak. Rodzice widząc upadek obecnej szkoły będą bon oświatowy przenosić do nowej szkoły, bo tam poziom i dyscyplina będą wyższe. Tam wychowają ich dzieci na porządnych ludzi, na świadomych i wolnych Polaków.
Efekt byłby taki, że tzw. obecna szkoła umierałaby stopniowo, bo mało który rodzic chciałby mieć dzieci zdemoralizowane i z małym zasobem wiedzy i umiejętności. W praktyce pewnie część tych szkół by funkcjonowała, bo wierzących w zasady rewolucji francuskiej trochę jest. Do czasu, oczywiście, do czasu…
Uważam, że jeżeli jakaś instytucja lub jakiś fragment funkcjonowania państwa (podatki, szkoła, zdrowie) został nadmiernie obudowany złym prawem, biurokracją i przez wiele lat choroba się nasilała, to nie mają sensu żadne reformy. Poprawić, naprawić lub zreorganizować można firmę, samochód, rodzinę. W innym przypadku albo trzeba rozbić struktury/instytucje albo budować równolegle nowe, bacząc by nie stały się po latach podobnymi do tych źle funkcjonujących.
I jakież byłoby zdziwienie ,,wykorzenionych” Europejczyków, jakbyśmy nie tylko nie walczyli z instytucjami, opanowanymi przez nich, ale pozostawilibyśmy cały ich ukochany system oświaty. Niech z radością psują dalej swoją dziatwę.
Władze województwa dolnośląskiego odwołały dr inż. Agnieszkę Chrobak ze stanowiska dyrektora wrocławskiego szpitala na Brochowie. Poinformował o tym Jarosław Rabczenko z koalicji obywatelskiej. Samorząd nie ukrywa, że dr inż. Chrobak została usunięta z powodów światopoglądowych. Przeciwko zwolnieniu dyrektor zaprotestowało 25 tys. osób.
Agnieszka Chrobak, byłą dyrektor szpitala im. Falkiewicza we Wrocławiu gov.pl
Agnieszka Chrobak kierowała wrocławskim szpitalem im. A. Falkiewicza od grudnia 2021 r. Oficjalnym powodem zwolnienia jest dług placówki. „W ostatnim czasie z 30 milionów zrobiło się ponad 50 milionów” – tłumaczył Jarosław Rabczenko. Władze województwa nie kryją jednak, że chciały pozbyć się dyrektor ze względów światopoglądowych.
Lewicowa prasa od dawna atakowała dr inż. Chrobak. „Gazeta Wyborcza” krytykowała ją za to, że odmówiła przeprowadzenia aborcji na podstawie zaświadczenia od psychiatry. Agresywnych tekstów w takich portalach, jak natemat.pl, onet.pl, edziecko.pl czy noizz.pl było więcej.
„Agnieszka Chrobak sprowadziła relikwie do szpitala. Będzie leczyć modlitwą”, „Szpital we Wrocławiu sprowadza relikwie, w logo ma krzyż”, „Ortodoksyjna katoliczka zmienia porodówkę. Zamiast aborcji – relikwie”, „Porodówka jak katolicka sekta. Nawiedzona dyrektorka wyrzuca inaczej myślących, a urząd sypie jej milionami” – to kilka tytułów tekstów o szefowej wrocławskiej placówki. Pojawiały się też doniesienia o tym, że Chrobak zatrudniła w szpitalu swojego szwagra. Tymczasem dyrektor nie ma siostry, a więc i szwagra.
„Media kompletnie pomijały, że pod kierownictwem dr Chrobak szpital się rozwija i podnosi standardy opieki okołoporodowej” – podkreśla Zbigniew Kaliszuk, autor petycji w obronie dr Chrobak.
Dyrektor szpitala została zaatakowana także przez aktywistki ze strajku kobiet.
„Cofamy się do średniowiecza – mówiły z kolei działaczki Nowej Lewicy. – Jakbyśmy byli na planie filmu. Na pewno trzeba powiedzieć wyraźnie: to nie jest szpital katolicki, szpital finansowany przez Kościół. Nie powinno się więc tam zalecać zdrowasiek, umartwiania się, stosować świętych tortur, ani samoumęczania się. (…) Możecie tam liczyć na to, że pani dyrektor wstawi się za was u wszystkich świętych, będzie się za was modlić, zamiast ratować wasze życie i zdrowie”.
„W efekcie tej nagonki wicewojewoda dolnośląski zapowiedział, że zwróci się do NFZ z prośbą o kontrolę” – pisze Kaliszuk. Jarosław Rabczenko zapowiedział zwolnienie Chrobak i tak się stało.
„Stawiane zarzuty są absurdalne – kontynuuje Kaliszuk. – W szpitalu im. A. Falkiewicza nikt nie narzuca przekonań religijnych pacjentom: nie zmusza się ich do chodzenia do szpitalnej kaplicy, nie uzależnia leczenia od jakichkolwiek kwestii religijnych. Możliwość modlitwy przy relikwiach rodziny Ulmów jest bardzo cenna dla wierzących pacjentek szpitala i w żaden sposób nie wpływa na pacjentki niewierzące”.
Jak dodaje autor petycji, województwo dolnośląskie jest niechlubnym liderem jeśli chodzi o liczbę przeprowadzanych aborcji.
„Istnienie w mieście choć jednego szpitala, w którym szanuje się ludzkie życie już od momentu poczęcia ma ogromne znaczenie dla wielu pacjentek, które nie chciałyby aby ich dziećmi zajmował się personel medyczny, który równocześnie zajmuje się zabijaniem innych dzieci w podobnym wieku” – podkreśla Kaliszuk.
Jak dodaje, kierownictwem dr inż. Chrobak szpital mocno się rozwijał: jako pierwszy na Dolnym Śląsku uruchomił dla zainteresowanych kobiet usługę POZ położnej środowiskowej, stworzył drugą we Wrocławiu Poradnię Zaburzeń Prokreacji i Leczenia Endometriozy, otwarto też 8 sal porodów naturalnych.
„Program polityki zdrowotnej w zakresie zachowania płodności u pacjentów leczonych onkologicznie na lata 2023-2025, został w marcu 2024 r. wyróżniony nagrodą czytelników portali Rynek Zdrowia i Portalu Samorządowego – zauważa Zbigniew Kaliszuk. – W ostatnich latach wzrosła liczba kobiet, które wybrały szpital na miejsce urodzenia swojego dziecka, co najlepiej pokazuje, że wprowadzone zmiany zostały przyjęte pozytywnie przez mieszkanki Wrocławia i okolic”.
Petycję w obronie Agnieszki Chrobak podpisaną przez 25 tys. osób przekazano marszałkowi województwa dolnośląskiego, Pawłowi Gancarzowi z PSL. Wkrótce potem Chrobak została jednak zwolniona.
Agnieszka Chrobak jest doktorem nauk przyrodniczych, absolwentką Politechniki Wrocławskiej i wieloletnim pracownikiem naukowym Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu. Jest też prezesem Instytutu Naturalnego Planowania Rodziny według metody Profesora Roetzera. Jest mężatką, ma czworo dzieci.
W czasie tragicznej powodzi, podczas posiedzenia sztabu kryzysowego w Głogowie, premier Donald Tusk obwinił bobry za uszkodzenie wałów przeciwpowodziowych. To nie pierwszy raz, że te pożyteczne zwierzęta są obwiniane za spowodowanie powodzi. Tak było w 2010 r., tak jest i teraz. W rzeczywistości bobry pomagają odpowiednio gospodarować wodami.
Wiadomo, że dla naszego dobra musimy w sposób najmniej inwazyjny dostosować przyrodę do naszych potrzeb. I w takich działaniach królują właśnie bobry, które potrafią zmienić środowisko według swoich wymagań. A my musimy pamiętać, że nie tylko będziemy korzystać z darów przyrody, ale musimy ją odpowiednio chronić. I to właśnie bobry korzystając z przyrody jednocześnie ją chronią. Należy o tym pamiętać, bo nieodpowiedzialne słowa premiera mogą znów przynieść dużo złego.
Obecnie bobry są u nas wszędzie gdzie jest woda, nawet w rzekach przepływających przez centra dużych miast. Im do życia wystarczy nawet wąski rów czy niewielkie oczko. Nie zawsze tak było. W latach 20 XX w. bobry na polskich terenach były gatunkiem, który ginął. Było ich jedynie 235 osobników. Jeszcze mniej ich było po II wojnie światowej, bo tylko 130. Ale dzięki odpowiednim zabiegom ochronnych już na początku lat 90 było ich około 3 tys. . Znalazły się także w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt jako „gatunek wydobyty z niebezpieczeństwa”. Regularne i liczne wypuszczanie do rzek będących dopływami Wisły spowodowało, że rozprzestrzeniły się w całym kraju. Bobry są odporne na zanieczyszczenie wód, nie boją się ludzi. Dzięki mozolnej pracy uratowano gatunek, zwiększono jego liczebność tak, że stał się ważnym elementem ekosystemu. Szacuje się, że obecnie w Polsce żyje sto kilkadziesiąt tysięcy tych zwierząt.
Co roku mówi się o szkodach, jakie wyrządzają bobry. To dzięki ich działaniom zalewane są pola, łąki i fragmenty lasów. Corocznie państwo wypłaca odszkodowania wartości dziesiątków milionów złotych. Ale są to znikome sumy w porównaniu z wkładem bobrów w ochronę przyrody. Każda budowana przez nie tama to podnoszenie bioróżnorodności, każde rozlewisko to masy wody nawadniającej okolice i powstrzymywanej przez zbyt szybkim spływem.
Pomagajmy w rozwoju bobrów nie tam gdzie szkodzą, tylko tam gdzie są potrzebne. Zwierzęta te chronią przed powodzią. W naturalnych rzekach wezbrania spływają wolniej, tracą siłę na rozlewiskach i wylewają tam gdzie są użyteczne. Tam gdzie bobry nie ma suszy.
Woda w dzisiejszym świecie staje się coraz bardziej unikatowa. Dlatego tak ważna jest umiejętność zarządzania nią. I tu znów powraca problem bobrów, bo uratowanie ich od wyginięcia to jedno z największych i najbardziej znaczących osiągnięć w dziedzinie ochrony przyrody. Udało się bowiem przywrócić naturze gatunek posiadający unikalną zdolność czynnego i pozytywnego kształtowania środowiska: zdolność ochrony zasobów wodnych.
Wiadomo, że bobry nie odpowiadają za spowodowanie powodzi, za to chronią przed wielką wodą, walczą z suszą i przywracają bioróżnorodność.
Aby chronić ludzi przed powodzią ideałem powinno być zlokalizowanie wszystkiego co nie powinno być zalane poza zasięgiem wody. Tak jest nad Biebrzą. Co roku na tych terenach wylewają szeroko wody, ale nie ma mowy o powodziach. Tam gdzie jest to niemożliwe, trzeba rozsądnie budować wały przeciwpowodziowe według wskazań gdzie je lokalizować, w jakiej odległości od rzeki, w jaki sposób zabezpieczyć przed zwierzętami. Ale najbardziej wałom szkodzi ich rozjeżdżanie, a nie bobry, które są dobrodziejstwem przyrody, a nie jej zagrożeniem.
Od wielu lat PiS nie reprezentuje polskiego interesu narodowego. Od wielu lat politycy tej formacji używają retoryki patriotycznej w celu manipulacji grupą swoich wyborców, kompromitując skutecznie ideę niepodległości Polski.
Trudno uznać za godnego reprezentanta idei suwerenności kogoś, kto od dziesięcioleci bierze udział w kupczeniu polską wolnością. Ostatnio w imię zrównoważonego rozboju, demokracji liberalnej i zielonej transformacji. Ta ostatnia stała się “niedobra” dopiero po utracie „władzy”.
Trudno również zaufać komuś (Jarosław Kaczyński), dla którego jednym z głównych celów politycznych było uniemożliwienie powstania polskiej prawicy nazywanej przez prezesa PiS – prawicą: nacjonalistyczną, antyunijną i antysemicką /Kaczyński, „Klub Ronina”/.
Gdyby łże prawica Kaczyńskiego rozpoczęła kampanię z głównym hasłem wyborczym 2+2=4, to już po paru tygodniach zwolennicy KO et consortes z przekory i z właściwą sobie głupotą zaczęliby deklarować wiarę w każdy najbardziej absurdalny wynik byleby tylko nie cztery.
I nie chodzi w tym przypadku tylko o poziom umysłowy zwolenników Tuska, lecz również o zdegenerowane PiS, które od wielu lat kompromituje każdą ideę do której obłudnie się przyznaje, przecząc jej w codziennej politycznej praktyce.
Najgorszą winą tego środowiska jest zgoda na degradację Polski w ramach realizacji wytycznych światowej mafii globalistów oraz wprowadzenie zbrodniczego lockdownu, który spowodował śmierć 250 tys. Polaków. W tym kontekście nazywanie PiS „mniejszym złem” jest objawem poważnej, umysłowej i moralnej dysfunkcji.