W Polsce, w niektórych kręgach, zapanowało duże zaniepokojenie związane z przygotowaną prowokacją. Przygotowaną najprawdopodobniej przez służby specjalne niektórych państw NATO. Konkretnie, prawdopodobnie Polski i Stanów Zjednoczonych.
Prowokacją na wschodniej granicy Polski. I ta informacja o przygotowywanej prowokacji nałożyła się w tej chwili na informację o nagle zorganizowanym szczycie państw Unii Europejskiej. Suma tych treści plus doniesienia premiera Słowacji i vice marszałka sejmu słowackiego, te doniesienia wskazują na to, że albo cała Unia Europejska albo niektóre państwa Unii Europejskiej, zwłaszcza Polska, są przymuszane do przystąpienia do wojny na Ukrainie. Przystąpienia bezpośrednio.
−∗−
Pilny komunikat, Marek T. Chodorowski (27.02.2024)
Ekspresowe podsumowanie najnowszej porażki Bestii oraz agentury zarządzającej III RP.https://www.youtube.com/embed/GpMM6KuHlYE?si=C_lgALtvAJSZWhIT
Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl> Sejm większością głosów przegłosował projekt, zgodnie z którym trucizna nazywana „pigułką dzień po” może być swobodnie dostępna do kupienia w aptekach bez recepty. Środek ten prowadzi do zrujnowania zdrowia Polkom, zwłaszcza młodym dziewczętom zachęcanym przez propagandę do rozwiązłości seksualnej. Zgodnie z prawem, nastolatka nie może kupić napoju energetycznego, papierosów, alkoholu, czy słodyczy w sklepiku szkolnym, ponieważ są to produkty szkodliwe dla zdrowia. Będzie mogła za to swobodnie kupić tabletkę poronną, której przyjmowanie dewastuje organizm i radykalnie zwiększa ryzyko zachorowań na zakrzepicę, nowotwory, zawał serca czy udar mózgu. Jakie będą tego efekty? Zagraniczne koncerny farmaceutyczne, które produkują trujące pigułki na rynek w Polsce, zarobią kolejne miliony, a politycy ogłoszą „postęp” w walce o rzekome prawa kobiet. Równolegle, zginą setki tysięcy dzieci w wyniku aborcyjnego i poronnego działania pigułek, a ich matki będą zmagać się z poważnymi chorobami i depresją. Musimy ratować przed tym nasze społeczeństwo poprzez kształtowanie świadomości Polaków.Wprowadzane są kolejne zakazy i ograniczenia, argumentowane troską rządzących o obywateli. Niedawno weszła ustawa, wedle której osobom poniżej 18 roku życia nie wolno kupić tzw. napojów energetycznych. W sklepikach szkolnych od dawna nie można już kupować niezdrowego jedzenia i słodyczy. Dzieciom i młodzieży nie sprzedaje się alkoholu i papierosów. Sklepy z żywnością, restauracje i stołówki muszą spełniać surowe normy sanepidu. Wycofywane są kolejne źródła ogrzewania domów, wraz z usuwaniem aut spalinowych z ulic miast, w rzekomej trosce o czyste powietrze, którym powinniśmy oddychać. W mediach prowadzone są propagandowe kampanie społeczne zachęcające do zdrowego stylu życia. Zwykły człowiek nie może kupić w aptece większości preparatów medycznych bez recepty, gdyż ich podanie wymaga konsultacji z lekarzem z uwagi na groźne skutki uboczne. To wszystko w rzekomej trosce o nasze zdrowie. W tej sytuacji Sejm zdecydował, że nastoletnie dziewczęta będą mogły swobodnie, bez recepty, kupić sobie tzw. „pigułkę po”, czyli trującą substancję o działaniu wczesnoporonnym, rujnującą zdrowie i mogącą prowadzić do poważnych powikłań. Zażywanie „pigułki po” może prowadzić m.in. do: – 300-700% większego prawdopodobieństwa wystąpienia żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej, – wzrostu ryzyka wystąpienia raka piersi, raka szyjki macicy, raka wątroby, raka skóry, – wzrostu ryzyka zawału serca, udaru mózgu, cukrzycy, nadciśnienia tętniczego, – wzrostu ryzyka niepłodności, – wzrostu ryzyka zaburzeń psychicznych. Pigułka powoduje również inne działania takie jak bóle głowy, nudności, zmiany nastroju czy krwawienia dróg rodnych. Nawet okryta złą sławą Światowa Organizacja Zdrowia WHO (odpowiedzialna m.in. za upowszechnianie aborcji, deprawacji seksualnej dzieci i promocję nieprzebadanych preparatów medycznych) uznaje tzw. pigułkę antykoncepcyjną za niebezpieczną dla zdrowia. Wedle WHO, tabletka antykoncepcyjna to czynnik rakotwórczy pierwszej klasy! Gdzie w tej sytuacji podziała się troska rządzących o zdrowie Polek? Powinni przecież bić na alarm i natychmiast zakazać sprzedaży tego typu preparatów. Wyraźnie widać, że upowszechnienie tzw. „pigułki po” to element wojny cywilizacyjnej wytoczonej naszemu społeczeństwu. Większość kobiet, która stosuje preparaty antykoncepcyjne, jest całkowicie nieświadoma skutków zażywania trujących pigułek. Większość lekarzy przepisuje tego typu preparaty „w ciemno” każdej chętnej kobiecie, w ogóle nie informując o poważnych konsekwencjach i działaniach ubocznych. Nawet radykalnie proaborcyjna WHO w swoich oficjalnych zaleceniach dla lekarzy dotyczących antykoncepcji podkreśla, że powinni oni wyczerpująco opowiedzieć pacjentkom o zagrożeniach zdrowotnych i mechanizmach ich działania. Jest to czysta fikcja. Tzw. antykoncepcja już teraz jest szeroko rozpowszechniona w Polsce. Według oficjalnych danych Ministerstwa Zdrowia, w latach 2015-2019 wystawiono w Polsce prawie 2 000 000 (dwa miliony!) wszystkich recept na środki antykoncepcyjne. Uzyskanie takiej recepty nie wymaga nawet wizyty u lekarza – wszystko można załatwić w kilka minut przez internet, wystarczy wypełnić formularz i przelać pieniądze za pomocą e-płatności. Zdecydowana większość kobiet nie wie również tego, że tabletka nazywana „antykoncepcyjną” może mieć również działanie poronne i wczesnoaborcyjne: uniemożliwia ona zagnieżdżenie się poczętego dziecka w macicy, a więc powodują śmierć nowo powstałego człowieka. Wiele osób błędnie myśli jednak, że pigułki tylko zapobiegają poczęciu. W języku angielskim tabletkę antykoncepcyjną nazywa się „birth control pill” – „tabletka kontroli urodzeń”. To określenie wyraźnie wskazuje, że nie jesteśmy w stanie za jej pomocą „skontrolować” poczęć, bo może do nich dochodzić pomimo jej używania. Taką tabletką możemy jedynie „skontrolować” urodzenia. U 12-30% kobiet stosujących pigułki antykoncepcyjne może dochodzić do zapłodnienia, a ciąża nie rozwija się tylko dlatego, że działa aborcyjny i wczesnoporonny składnik pigułki. Teraz uzyskanie trujących preparatów może stać się jeszcze łatwiejsze. Trwa ofensywa mająca na celu rozpowszechnienie morderczych tabletek, aby można było je kupić tak łatwo, jak cukierki w sklepie. Ofiarami tego procederu będą setki tysięcy kolejnych kobiet i dzieci. Szczególnie narażone są nastolatki i młode dziewczęta, bombardowane propagandą w mediach, która zachęca do rozwiązłości i „róbta co chceta” w sferze seksualnej. W ten sposób wytwarza się „klientki” na antykoncepcję i aborcję. Miliony Polek są całkowicie nieświadome sytuacji i bezrefleksyjnie łykają tabletki i pigułki polecone im przez lekarzy i medialnych „ekspertów”. Na tym wszystkim gigantyczne pieniądze zarabiają zagraniczne koncerny, które produkują tabletki śmierci na rynek w Polsce. Musimy ocalić nasze społeczeństwo przed trucizną. Tego typu preparaty powinny być całkowicie wycofane ze sprzedaży i zakazane. O to walczy nasza Fundacja, prowadząc od lat w całej Polsce kampanię „Stop pigułce śmierci”. Głosimy prawdę o morderczych tabletkach i informujemy Polaków przed skutkami ich zażywania. Działamy za pomocą niezależnych akcji ulicznych, billboardów, mobilnych kampanii furgonetkowych i wystaw. Kluczowe jest budowanie świadomości społecznej i mobilizowanie kolejnych osób do działania. Wkrótce zamierzamy przeprowadzić kolejne akcje m.in. w: Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Elblągu, Poznaniu, Rzeszowie, Katowicach, Oleśnicy, Opolu, Olsztynie, Grudziądzu, Słupsku, Szczecinie, Koszalinie, Toruniu, Płocku, Radomiu, Zamościu, Lublinie, Siedlcach, Sopocie i Łodzi. Pomimo blokad prowadzonych przez korporacje zarządzające mediami, głosimy prawdę również w internecie. Polecam Pana uwadze krótkie nagranie przygotowane przez naszą wolontariuszkę Anię, która wyjaśnia zagrożenia związane z tzw. pigułką antykoncepcyjną:Musimy docierać do kolejnych osób i ostrzegać je przed zagrożeniem. Szczególnie ważne jest dotarcie do młodych dziewcząt oraz ich rodziców. W tym celu chcemy być obecni na ulicach w miejscach uczęszczanych przez młodzież oraz będziemy przebijać się przez cenzurę w serwisach internetowych popularnych wśród młodych Polaków. W najbliższym czasie potrzebujemy na te działania ok. 13 000 zł. Do powodzenia naszej akcji niezbędne jest zaangażowanie wolontariuszy oraz wsparcie darczyńców, których stała i regularna pomoc umożliwia nam kształtowanie świadomości Polaków. Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 150 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, aby umożliwić dotarcie do kolejnych Polaków z informacjami na temat trucizny reklamowanej i upowszechnianej pod nazwą „pigułki antykoncepcyjnej” czy „tabletki po”. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Miliony pigułek sprzedanych w ostatnich latach w Polsce to efekt braku świadomości naszego społeczeństwa. Za pomocą propagandy i medialnych manipulacji Polacy są trzymani w niewiedzy, aby kupowali kolejne tabletki śmierci. Badania prowadzone w Hiszpanii pokazały, że nawet blisko 50% kobiet nie stosowałoby pigułek gdyby wiedziały, że mogą one mieć działanie poronne i wpływ na poczęte dziecko. Świadomość tego, że tabletka to trucizna na dzieci i ich matki, uratuje życie i zdrowie kolejnych ludzi. Musimy tę świadomość budować, dlatego proszę Pana o pomoc. Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
24 stycznia 2023, w Parlamencie Europejskim odbyło się głosowanie w sprawie wyłączenia lasów z kompetencji krajowych i przeniesienie do wspólnej polityki leśnej. Media rządowe biły na alarm: Berlin chcą położyć łapę na polskich lasach.
1 września 2022, podczas prezentacji raportu o stratach poniesionych przez Polskę podczas wojny Jarosław Kaczyński zadeklarował: „Jeżeli by państwo Izrael było zainteresowane jakimś udziałem w tym przedsięwzięciu, udziałem oczywiście z odpowiednimi skutkami finansowymi w dalszym etapie, to my jesteśmy na tego rodzaju działania, tego rodzaju rozmowy – bo najpierw trzeba o tym rozmawiać – otwarcie”.
23 stycznia 2009, w ujawnionym przez WikiLeaks szyfrogramie, ambasador USA w Warszawie raportował o uzyskanym od marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego i premiera Donalda Tuska zapewnieniu, że pieniądze na pokrycie kosztów restytucji majątków pożydowskich rząd zamierza zdobyć sprzedając państwowe lasy.
Dużo wcześniej żydowski poeta Julian Tuwim utworzył rym „Judejczykowie falą na nas walą”, za który nieźle dostało mu się od Żydów.
Cztery informacje, cztery daty i cztery pytania: Kto podpuścił Kaczyńskiego, żeby właśnie teraz, w takiej formie, bez wystarczającego przemyślenia, bez przygotowania odpowiednich narzędzi, przy wyjątkowo niesprzyjającej koniunkturze, wystąpił do Niemiec o reparacje? Do czego odszkodowania są mu potrzebne, skoro przed wyborami nie zdąży nimi przekupić wyborców? Co jest mniejszym złem: lasy w łapach żydowskich, czy lasy w łapach niemieckich? A może to wszystko na jedno wychodzi?
Odpowiedź nadeszła bardzo szybko. „Times of Israel”, w tekście „W roszczeniach wobec Niemiec Polska domaga się odszkodowań za Żydów zabitych przez Polaków” napisał: „W wykazie 9293 wsi, w których miały miejsce nazistowskie okrucieństwa niemieckie znalazły się wsie, w których miały miejsce polskie pogromy na Żydach, w tym wieś Jedwabne, gdzie ponad 300 Żydów zostało żywcem spalonych przez etnicznych Polaków”. Atak przypuściła też dziennikarka CNN, pytając Dudę: Czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych? W sprawie głos zabrał Tomasz Gross. Wg niego, 60 procent ofiar to byli Żydzi, obywatele polscy. A więc, jeżeli Polska uzyska reparacje, to tyle procent ma przypaść Żydom! Co mieli na celu, gdy przypomnimy, że akcję wyłudzania odszkodowań od Polski czynnie wspierają od lat, i że żądania zwrotu majątków pożydowskich zawsze wyprzedzają alarmujące raporty o wzroście antysemityzmu w Polsce?
Tymczasem, 10 września 1952, między Izraelem a Niemcami zawarta została w Luksemburgu umowa reparacyjna, w myśl której Niemcy wypłaciły Żydom 90 miliardów dolarów. Po kilku miesiącach Bolesław Bierut (lub raczej rządzący Polską triumwirat Berman-Minc-Bierut) zrzeka się reparacji wojennych od Niemiec. Zbieg okoliczności? Może zadziałały potężne siły nacisku zainteresowane tym, abyto Izrael otrzymał maksymalne odszkodowania kosztem innych poszkodowanych przez III Rzeszę? Może kierował się uczuciami sympatii wobec pochodzącej z Polski żydokomuny, która rządziła Izraelem? Czy rządzący dzisiaj Polską triumwirat Kaczyński-Morawiecki-Duda nie popełni podobnego przestępstwa?
W myśl porozumień luksemburskich odszkodowania nie trafiły do Polski, tj. kraju, którego obywatelami była większość pomordowanych, ale do Izraela, który w czasie holokaustu nie istniał i nie był stroną wojny.Rządzący Polską triumwirat Berman-Minc-Bierut zrzeka się reparacji wojennych od Niemiec i zgadza nauwzględnienie w umowach indemnizacyjnych odszkodowań za mienie pozostawione przez Żydów niemieckich na ziemiach, które po wojnie weszły w skład Państwa Polskiego (2578 nieruchomości o wartości 13 miliardów dolarów). Tymczasem ziemie te, na podstawie ustaleń Wielkiej Trójki w Poczdamie, przeszły pod jurysdykcję Państwa Polskiego bez żadnych odszkodowań. Zasadę naruszono przy zwracaniu mienia gminom wyznaniowym żydowskim (i ciągle narusza, bo proces jest dopiero na półmetku).
I tu pytania: Czy był to zbieg okoliczności? Czy nie chodziło o to, żeby „ulżyć” Niemcom w spłacie odszkodowań dla Żydów? Dlaczego utraty kwot, które za śmierć 3 milionów obywateli polskich przechwycił i przechwytuje nadal Izrael polskie władze w raporcie nie odnotowały?
W II wojnie światowej Polska utraciła 38% majątku narodowego (Francja 1,5%, a Wielka Brytania 0,85%). Tylko straty poniesione przez Warszawę są większe od strat Anglii i Francji razem wziętych.Z odszkodowań dla wszystkich ofiar III Rzeszy Polakom przyznano 2 procent, tj. 1,5 miliarda, a Izraelowi 90 miliardów dolarów. Ponadto Polska nie była bezpośrednim beneficjantem odszkodowań, lecz przysługiwało jej 15 procent reparacji dla Sowietów, którzy reparacjami nie podzielili się, za to kazali „sprzedawać” sobie węgiel za 15% wartości, co oznaczało grabież na 24 miliardy dolarów. Straty w zabitych i pomordowanych, w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców, wyniosły w Polsce 222 obywateli (a 40 w ZSRR). Tymczasempo ‘89, za przyzwoleniem kolejnych ekip przy władzy, podjęto skuteczną akcję zaniżania liczby polskich ofiar i zawyżania ofiar żydowskich. Czy i w tym przypadku nie chodzi o zdejmowanie z Niemców odium zbrodni popełnionych na Narodzie Polskim i tworzenie obrazu, że w okupowanej Polsce zbrodnie popełniono wyłącznie na Żydach, że grabiono wyłącznie majątki żydowskie i że robili to jacyś naziści?
W 2014 r. Polska przystąpiła do wypłacania świadczeń tym, którzy przeżyli holokaust, czyli płacenia odszkodowań za zbrodnie na Żydach, których dopuścili się Niemcy. Funkcjonariusz MSZ uzasadnił to tak: „Do miesięcznych świadczeń kwalifikuje się każdy mieszkający w Izraelu, kto urodził się jako obywatel polski, ucierpiał podczas wojny pod okupacją niemiecką bądź też ukrywał się lub był zmuszony opuścić Polskę lub też urodził się po wojnie w rodzinie, która została zmuszona do opuszczenia Polski, a więc jako dziecko miał udział w ich losach i prześladowaniach. To samo dotyczy małżonka. To samo dotyczy kolejnej okupacji, sowieckiej, do roku 1956”. Utworzono nową kategorię beneficjentów odszkodowań – tych, „którzy doznali szkody na terenach należących do Polski”, czyli każdego przybyłego do Izraela bandyty z UB lub KBW („poszkodowanego” przez żołnierza wyklętego) lub każdego emigranta z Marca ’68, który uciekł przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Doszło do absurdalnej sytuacji – Żyd, który przeżył niemiecką okupację, dzięki ukrywającemu go Polakowi, potem zatrudnił się w zbrodniczym MBP lub bandyckiej Informacji Woskowej, a później uciekł z Polski, dostaje comiesięczne wsparcie od swoich ofiar. Natomiast Polak, który przeżył niemieckie łapanki lub, narażając życie, ukrywał w czasie okupacji Żyda, a po wojnie był torturowany w kazamatach UB, z własnych podatków płaci co miesiąc odszkodowanie temu Żydowi. Kwoty są ogromne. Już w pierwszym roku obowiązywania ustawy ZUS wypłacił ćwierć miliarda. Sprawa jest skandaliczna także z innego powodu – oznacza włączenie się rządu RP do antypolskiej polityki historycznej Żydów i Niemców utrzymującej, że Polacy są współodpowiedzialni za holokaust. A także dlatego, że był to krok na drodze restytucji mienia żydowskiego.
Inna ważna okoliczność: Konrad Adenauer i David Ben-Gurion zawarli tajny układ, zgodnie z którym Niemcy w pełni sfinansowały izraelski program atomowy, w wysokości 5 miliardów dolarów. Ale za tak drogie prezenty trzeba się odwdzięczyć. Dlatego, w ślad za tym, rozpoczęła się akcja ściągania z Niemców odpowiedzialności za holokaust, akcentowania „współsprawstwa” innych narodów, wmanipulowania Polaków w zbrodnię Holokaustu oraz koordynacja niemieckiej i żydowskiej polityki historycznej. Interes Niemiec był jasny – pozbycie się garbu poprzez przerzucenie go na Polaków. Interesem środowisk żydowskich była kasa, czyli grabież mienia Polaków. Stąd zaciekła propaganda, mająca wbić do głów, że – jak ujął to prezydent Komorowski z okazji 70. rocznicy Jedwabnego – „Naród ofiar musiał uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą”. Stąd „polskie obozy zagłady”, film „Pokłosie” i książka Grossa. To proste, jak konstrukcja cepa – Polacy byli „sprawcami” i muszą za to zapłacić odszkodowania! Urobienie opinii zagranicznej to jedno. Drugie, to wpędzenie w kompleks winy samych Polaków tak, by sterroryzowani nie śmieli nawet pisnąć, gdy przyjdzie do wypłacenia miliardów.
Celnie opisał to ks. prof. Waldemar Chrostowski. Bezpośrednio po wojnie paradygmat brzmiał: Niemcy – prześladowcy, Polacy i Żydzi ofiary. Później pojawił się trójkąt: Niemcy – prześladowcy, Żydzi – ofiary, Polacy – świadkowie. O solidarności ofiar nie ma już mowy, rozpoczął się za to spór o „pierwszeństwo w cierpieniu”, w którym eksponowano głównie, a potem wyłącznie martyrologię żydowską, mówiono o absolutnej wyjątkowości zagłady Żydów, mnożąc zarazem pytania o rolę świadków. Pojawiły się też sugestie, że podczas gdy tylko nieliczni Polacy pomagali Żydom, inni byli całkowicie bierni, a jeszcze inni pomagali Niemcom. Tak formował się nowy paradygmat: Niemcy i Polacy – prześladowcy, Żydzi – ofiary. Dziś tę trafną diagnozę można uzupełnić: W miejsce prześladowców wstawiono „Nazistów”, kojarzonych coraz częściej z… Polakami. Gideon Taylor, herszt szajki w „bitwie roszczeniowej żydowsko-polskiej” stwierdził: „W restytucji mienia nie chodzi tylko o pieniądze, ale o opowiedzenie światu na nowo historii II wojny”. To, że Polska jest „jedynym krajem, który nie dokonał żadnej restytucji”, ma związek z „narracją o tym, iż Polacy byli ofiarami II wojny światowej”. Innymi słowy ubolewał, że traktowanie Polaków, jako ofiar wojny utrudnia restytucję mienia.
To z tego wzięło się, że „Times of Israel” przytacza wypowiedź prof. Jana Grabowskiego, autora „naukowego” odkrycia, że Żydom było łatwiej przeżyć w niemieckich obozach zagłady, niż wśród Polaków. Badania Grabowskiego finansują Fundacja Adenauera i Claims Conference,tj. organizacje będącą stroną porozumień luksemburskich, wymuszające na polskim rządzie zwrot mienia pożydowskiego. Ta sama niemiecka fundacja i ta sama roszczeniowa organizacja finansują działalność Forum Dialogu i Otwartej Rzeczpospolitej, które urządzają polowania na polskich antysemitów, czyli tych, którzy sprzeciwiają się grabieży polskiego mienia. Maciej Gdula, znany z oskarżania Polaków o udział w holokauście, powiedział w TVN: „Domaganie się reperacji za zamordowanie 6 milionów polskich obywateli w czasie drugiej wojny światowej to odrażający cynizm polityczny. Śmierć tych ofiar nie ma ceny. Rolą Polski jest pamięć o II wojnie, a nie zarabiać na niej”. Gdula korzysta z pomocy finansowej Fundacji Friedrich-Ebert, która dała mu grant na sfinansowanie raportu socjologicznego. I tu pytanie: To, że „naukowców” finansują Niemcy nie dziwi, ale dlaczego tłustymi naukowymi grantami obsypują paszkwilantów instytucje Państwa Polskiego?
No i wiadomość z ostatniej chwili: Niemcy, po corocznych negocjacjach z Claims Conference, wypłaciły dodatkowe pieniądze dla ocalałych z Holokaustu. Chodzi o 1,2 mld euro. Ale nie to najważniejsze – w imieniu strony żydowskiej, podczas uroczystej gali w berlińskim Muzeum Żydów, pieniądze symbolicznie odebrał Marian Turski, który – przypomnijmy – dopuszczony do głosu podczas obchodów 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz, ostrzegł: Jeśli Polacy nie będą przymilać się do Żydów, to prędzej czy później doprowadzą do drugiego Auschwitz, a nawet czegoś jeszcze gorszego. À propos, Turski (pierwotnie Mosze Turbowicz) aktywnie działał na pierwszej linii ideologicznego frontu w czasie komunistycznych zbrodni popełnianych na żołnierzach wyklętych. Podpisał też, razem z Lechem Kaczyński, akt erekcyjny pod budowę Muzeum Polin, które stało się symbolem sukcesu i potęgi żydokomuny, czymś w rodzaju gmachu Komitetu Centralnego PPR z czasów Bermana, Minca i Bieruta.
Stało się źle. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – nadarza się okazja, aby podjąć ofensywę w polityce historycznej, aby mówić nieprzerwanie o zbrodniach niemieckie na Polakach, bo czym więcej mówimy o odszkodowaniach od Niemiec, tym mnie Niemcy (i Żydzi) mówią o „polskich obozach”. Przypominać, że odszkodowania dostali tylko Żydzi i to kosztem Polski. Sporządzać listy hańby pokazujące, kto jest za Polską, a kto za Judeopolonią. Uświadamiać, że nie możemy liczyć na rządzący Polską Triumwiratu, bo oni nic nie zrobią, bo to notorycznie przegrywające miernoty sparaliżowane strachem, że nie ma żadnej rządowej instytucji, która broniłaby dobrego imienia Polski, a jest za to multum takich, które skutecznie dbają o złą opinię o Polakach. Mówić o tym, że nie mamy ministerstwa spraw zagranicznych, a tylko jego atrapę. I wreszcie – wypominać, że na wynarodowioną hołotę, dla której na pierwszym miejscu liczy się interes niemiecki i żydowski, głosuje większość populacji. W Polsce nie ma elit zainteresowanych wygraniem bitwy, bo większość staje po stronie wroga, a sam Kaczyński jakikolwiek spór z Żydami traktuje, jako zagrożenie odrodzeniem endeckiej tradycji, której nienawidzi.
Czy, zamiast wzywać Żydów na pomoc, nielepiej kopiować ich metody? Żydzi nieprzerwanie narzucają światu dogmat o wyjątkowości żydowskiego cierpienia i nie dopuszczają na tym polu do żadnej konkurencji, bowiem status jedynej ofiary wiąże się z namacalnymi korzyściami materialnymi. Dlaczego nie przypominać, że straty Polski w ludziach były nie mniejsze od żydowskich, a w majątku nieporównanie większe oraz że Niemcy wypłacili odszkodowania wszystkim, tylko nie nam? Pamiętać też należy, że Żydzi swój modus operandi z powodzeniem stosują, dzięki wsparciu szerokiej sieci sojuszników. Układajmy więc stosunki ze wszystkimi sąsiadami, zdobywajmy nowych sojuszników, budujmy koalicję światową wokół pamięci o zbrodniach na Polakach. A co do Niemców – zamiast wymuszać na nich dostawę czołgów dla Ukrainy, wymuszajmy, aby 1 Września głosili, że ponoszą wyłączną odpowiedzialność za zbrodnie na Polakach i na Żydach.
Gdy Zełenski przyrównał ofiary Mariupola do Holokaustu, izraelskie media i izraelski rząd nie zostawiły na nim suchej nitki. My robimy dokładnie odwrotnie – nie tylko pozwalamy Ukraińcom na propagandowe wykorzystywanie polskiej martyrologii, ale sami podsuwamy im pomysły. Przykładem przyrównanie zniszczenia Warszawy do zniszczenia kilka chałup w Mariupolu i odkrycia miejsca pochówku w ukraińskimchutorze do Katynia. Taką samą głupotą były wygłoszone z okazji rocznicy Powstania Styczniowego wypowiedzi o Ukraińcach walczących „ramię w ramię” z Polakami, gdy tak naprawdę przeważająca większość powstańców w województwie kijowskim zginęła z rąk ukraińskich chłopów. A z kim walczyli Kozacy? Z carem? No i ten Duda! Po wizycie na cmentarzu Orląt Lwowskich, którzy bronili Lwowa przed Ukraińcami, z miną wiejskiego przygłupa wygłosił zdanie: „Tak, stawaliśmy – nasze trzy narody – w powstaniu styczniowym (..) My wspólnie: Polacy, Litwini i Ukraińcy”. No i złożył kwiaty na grobach ukraińskich żołnierzy, którzy Lwów atakowali. Powstanie Warszawskie, Styczniowe, Katyń, mordy wołyńskie w służbie Ukrainy! To działalność antypolska, to plucie Polakom w twarz, to świadome i z premedytacją fałszowanie historii, to uprawianie historycznego szalbierstwa, którego ofiarą pada dobre imię Polski.
16 maja 2022 r. minister Michał Dworczyk ogłosił: Polacy sfinansują dwa programy pomocowe dla Ukrainy. Dobroczynny dla kobiet-żołnierzy uwolnionych z niewoli rosyjskiej i stałą pomoc dla sierot, które straciły ojców zabitych przez Rosjan. Szczegóły zdradziła wicepremier Ukrainy: „Program ma objąć pomoc materialną, w tym mieszkaniową, ponieważ wiele osób straciło domy”. Ale na tym nie koniec – Mychajło Dworczuk oświadczył: „Sami zadeklarowaliśmy chęć odbudowy obwodu charkowskiego”. Innymi słowy – odbudujemy Charków w ramach polskich reparacji dla Ukraińców. A że nie są to publicystyczne dywagacje, niech świadczy propozycja Szymona Hołowni, innego prominent a pochodzenia ukraińskiego. W rozmowie z PAP, wypowiadając się na temat reparacji od Niemiec, rzekł: „Ja dzisiaj w ramach domagania się reparacji dla Polski domagałbym się uzbrojenia Ukrainy”. Czy to nie Polska, wykorzystując sprzyjającą koniunkturę, powinna wystąpić do Ukrainy o odszkodowania? Nie tylko za rakietę w Przewodowie, ale za ziemie i lasy wymordowanych Kresowiaków? Zwłaszcza, że Ukraina jest w przededniu wielkiej prywatyzacji, mienie pozostawione przez Polaków wpadnie niechybnie w żydowskie łapy, a wszystko skończy się jak zawsze – Żydzi wyrwą od Ukraińców, co trzeba, a my będziemy się tylko przyglądać.
Mamią nas tym, że wielomiliardowa „pomoc” dla Ukrainy nie narusza interesów Polaków, bo zostanie zrekompensowana wypłatami od Rosjan! Chodzi o postulat Morawieckiego dot. pozyskania kosztów „pomocy” przekazanej oligarchom ukraińskim i kosztów odbudowy ich majątków ze skonfiskowanych rosyjskich rezerw walutowych. W takiej sytuacji nie można wykluczyć, że wkrótce wystąpią z kolejnym pomysłem – dla udobruchania potomków Bandery i Szuchewycza, zwrócą im lasy w Bieszczadach oraz wypłacą rekompensaty i odszkodowania tak, jak w przypadku rent dla Żydów, no bo przecież oni też „doznali szkody na terenach należących do Polski”! A ci, w zamian, gdy Żydzi będą odbierać nam majątki, popilnują Polaków, jak strażnicy obozowi w Sobiborze i Auschwitz. I jeszcze jedno – dla wyszlamowania z Polski pieniędzy, stosują podobne, jeśli nie identyczne co Żydzi modus operandi. Przykładem ambasador Ukrainy w Berlinie, który na zarzut, że Ukraińcy „dokonywali masakr na Polakach”, zrównał Polskę z hitlerowskimi Niemcami i Sowietami. I jeszcze jedno – widzą, jak spolegliwi jesteśmy wobec roszczeń żydowskich. Czy transfery finansowe za wschodnią granicę, czy polityka historyczna polegająca na puszczaniu w niepamięć holokaustu Polaków na Kresach mają ze sobą coś wspólnego? Czy nie chodzi o odszkodowania dla Ukraińców? Czy 1 marca nie usłyszymy, że UPA to tacy polscy żołnierze wyklęci, którzy razem z AK na Wołyniu walczyli z Rosjanami? I czy 1 marca gazeta ukraińska dla Polaków mająca w tytule „Polska” nie urządzi powtórnie marszu żołnierzy wyklętych w barwach ukraińskich?
O ile prawdopodobieństwo uzyskania reparacji od Niemiec jest niewielkie, o tyle oferta Kaczyńskiego to ogromny krok naprzód w uznaniu zasadności żydowskich roszczeń. Istotą machinacji jest bowiem: oficjalne uznanie zasadności roszczeń, a do uzgodnienia pozostaje tylko ich wielkość. Czy intryga Kaczyńskiego nie skończy się tak: Nie dostaniemy reparacji od Niemców, ale wypłacimy reparacje Żydom, w tym odszkodowania za zbrodnie Niemców na Żydach. Nie dostaniemy od Niemców, ale za to Niemcy zaczną domagać się odszkodowań za mienie pozostawione na Ziemiach Odzyskanych, w czym pomogą im Żydzi, dzieląc się zdobytym łupem. To my wypłacimy Ukraińcom odszkodowania, sami zadawalając się poklepywaniem po plecach i pochwałą, że „Polska to mocarstwo humanitarne”.
Zgodzili się na odszkodowania za majątki Żydów niemieckich pozostawione na Ziemiach Odzyskanych; zarzucili ustawę reprywatyzacyjną, która mogła postawić tamę zakusom żydowskim na polskie lasy; znowelizowali ustawę IPN pod dyktando Mosadu, zrejterowali w sporze z Komisją Europejską. Dlaczego nie mieliby ustąpić w kwestii odszkodowań dla Żydów, Niemców, Ukraińców i wielu innych, którzy czekają w kolejce? Czy nie dlatego, że mają zakodowaną w genach skłonność do ustępstw? A może dlatego, że zdradzili, czyli popełnili przestępstwo i powinni być ścigani ze stosownego paragrafu KK?
Chrześcijanie muszą zdać sobie sprawę, że chwila kryzysu nie jest czasem rozpaczy, ale szansą. Im bardziej możemy przewidzieć los, tym bardziej możemy go uniknąć.
Fulton Sheen
Z przepowiedni wizjonerów dowiadujemy się, co czeka ludzkość i świat w przyszłości. W niektórych punktach wizje jasnowidzów czy mistyków są zbieżne, w innych natomiast wykazują całkowitą sprzeczność. Wiele przepowiedni nie spełniło się, weryfikacja innych jeszcze przed nami. Przewidywanie przyszłości przez wizjonerów wynika z ich nadprzyrodzonych umiejętności, a nie z doświadczenia, więc brak kompatybilności w wizjach jest rzeczą oczywistą i zrozumiałą.
Inną formą przewidywania przyszłości jest wysnuwanie wniosków z bieżących wydarzeń, ze stanu rzeczy poszczególnych zagadnień i formułowanie tez na ich podstawie. Takie „wizje empiryczne” przekazywał i pozostawił ksiądz kaznodzieja Fulton Sheen. Poruszał on różne tematy, przede wszystkim te związane z chrześcijaństwem, ze światem, z Kościołem, ale także prognozował w sprawie losów kraju, w którym żył – Stanów Zjednoczonych.
Przez ponad cztery dziesięciolecia arcybiskup Fulton Sheen był twarzą katolicyzmu w Ameryce i otrzymywał z całego świata tysiące listów od ludzi szukających prawdy, wiary, zbawienia i duchowego kierownictwa.
Prof. Jacek Bartyzel, historyk idei, teatrolog i publicysta: „Największą wartością apostolatu Fultona Sheena jest prostota przekazu. Arcybiskup nie usiłuje bujać na skrzydłach wysublimowanej teologii, lecz uparcie kieruje wzrok ku wszystkim naszym dziennym sprawom na tym łez padole. Jak jego Mistrz, który Królestwo Niebieskie pokazywał swym uczniom w sianiu, winobraniu, owiec pasaniu i ziarnku gorczycy”.
Fulton Sheen (1895–1979), amerykański duchowny katolicki, filozof i wybitny apologeta, zasłynął programami telewizyjnymi, w których w fascynujący sposób przedstawiał milionom widzów zasady wiary katolickiej. Cieszył się wielką sympatią Jana Pawła II, który nazwał go „wiernym synem Kościoła”.
Arcybiskup Fulton J. otrzymał święcenia kapłańskie 20 września 1919 roku, był biskupem pomocniczym Nowego Jorku, biskupem Rochesteru, arcybiskupem tytularnym Newport, tercjarzem dominikańskim.
Wykładał też na Uniwersytecie w Waszyngtonie. Szeroki rozgłos zyskał jako kaznodzieja, rekolekcjonista i nauczyciel. Uczył filozofii i religii. Od 1930 roku prowadził audycję radiową pt. Godzina Katolicka, której słuchało 4 mln Amerykanów. Głośne były nawrócenia ważnych osobistości pod wpływem jego nauk radiowych.
Jego największym sukcesem medialnym okazała się jednak seria programów telewizyjnych pt. Warto żyć – Life is Worth Living. Mimo silnej konkurencji ze strony innych popularnych prezenterów, programy arcybiskupa gromadziły przed telewizorami ok. 30 milionów widzów, również niekatolików, i w drugim roku nadawania przyniosły mu nagrodę Emmy.
Warto żyć! – emitowany w początkach istnienia amerykańskiej telewizji cykl programów, w których błyskotliwy duchowny udzielał odpowiedzi na trudne i bardzo życiowe pytania, jakie zadaje sobie każdy człowiek. Niezwykłe w wystąpieniach abpa. Sheena było to, że jasnym i pełnym humoru językiem przekazywał praktyczne rady dotyczące duchowych i przyziemnych aspektów naszego życia. Abp Fulton John Sheen łączył zwięzłość z niesłychaną prostotą prezentacji prawd ewangelicznych i swoistą genialnością argumentów polemicznych. Zwykle pojedynczych i trafiających w samo sedno problemu. Efektem jego wystąpień były liczne nawrócenia – w tym gwiazd sportu, biznesu, a nawet polityków – i świadectwa dobrych zmian w życiu. Program cieszył się ogromną popularnością, był bardzo lubiany i uznawany za najlepszy program telewizyjny w tamtym czasie.
Liczne miliony dolarów zarobione jako honoraria za prelekcje radiowe i telewizyjne abp Sheen odsyłał do Watykanu, wspierając zwłaszcza papieża Piusa XII. Sam żył bardzo skromnie.
Fulton Sheen do końca życia znany był jako płomienny mówca, a kazania, które głosił, przyciągały tłumy. Zachowało się wiele nagrań z jego wystąpień. Napisał 66 książek i wiele artykułów.
W 2012 roku papież Benedykt XVI zatwierdził dekret o heroiczności cnót arcybiskupa.
„Przepowiednia” arcybiskupa Fultona Johna Sheena z 1946 roku, dotycząca Ameryki:
USA stały się właśnie najsilniejszym krajem świata. Ale władze Ameryki nie troszczą się o przestrzeganie prawa Bożego, wręcz przeciwnie, one podporządkowały się bardzo niedobrym siłom. Dlatego potęga USA nie będzie trwała długo, a jedynie przez okres pontyfikatu siedmiu kolejnych papieży, licząc od obecnego Piusa XII jako pierwszego z nich. Wraz z końcem pontyfikatu siódmego papieża, potęga USA się załamie i swojej pozycji najsilniejszego kraju świata Ameryka już nigdy nie odzyska. Powyższa „przepowiednia” pochodzi z książki Catholic Prophecy z 1965 roku. Jak łatwo policzyć, papież Franciszek jest w tym liczeniu ostatnim, siódmym papieżem.
Abp o komunizmie:
„Zatrzymałem się na probostwie w Akron, które odwiedził również w tym czasie pewien znany prałat. Spytał: O czym będzie ksiądz mówił dziś wieczorem? Odpowiedziałem: „O Rosji i Europie Wschodniej, Polsce, Litwie, Albanii, Czechosłowacji itd.”. Prałat stwierdził: „Ksiądz zwariował; Rosja jest krajem demokratycznym; nie jest już krajem komunistycznym”. Odparłem: „Spędziłem życie na studiowaniu komunizmu i jestem przekonany, że [Sowieci] zamierzają zająć Europę Wschodnią”. Zacząłem schodzić po schodach. Była to stara plebania i musiało być tam około 25 stopni. Za każdym razem gdy stawiałem stopę na kolejnym stopniu, mój przyjaciel, który stał na szczycie schodów, wskazywał na mnie palcem i powtarzał: Sheen, mylisz się!, Mylisz się!, Mylisz się!, Mylisz się!, aż zszedłem na parter. Wtedy odwróciłem się, spojrzałem na niego i powiedziałem: „Pewnego dnia odkryjesz, że Europa Wschodnia należy do komunistów”. […]
Z powodu stanowiska, jakie zająłem wobec Rosji, moje audycje radiowe były ściśle monitorowane. Specjalnie wyznaczona osoba dyżurująca w kabinie miała za zadanie przerwać nadawanie mojego programu, gdybym swoimi uwagami odbiegł od ówczesnego mainstreamowego poglądu, jakoby Rosja była demokracją. Jeden z moich manuskryptów przygotowany na potrzeby kolejnej audycji zawierał zdanie: „Polska została ukrzyżowana pomiędzy dwoma łotrami – hitlerowcami i Sowietami”. Otrzymałem wówczas telegram od Konferencji Biskupów z prośbą o to, abym nie wypowiedział tych słów [na antenie], gdyż sugerowałem, że Rosja jest jednym z łotrów. Moja odpowiedź na ten telegram zawierała następującą propozycję: „A gdyby tak nazwać Rosję‚ dobrym łotrem’?”.
Tuż przed rozpoczęciem II wojny światowej, gdy Rosja i Niemcy były jeszcze wrogami, prorokowałem w radiu, że „podobnie jak Piłat i Herod byli wrogami i stali się przyjaciółmi nad krwawiącym Ciałem Chrystusa, tak pewnego dnia komunizm i nazizm, które obecnie są wrogami, staną się przyjaciółmi nad krwawiącym ciałem Polski. «Proroctwo» to ziściło się, gdy hitlerowcy i Sowieci zjednoczyli swe siły”.
„Nienawiść będzie szerzyła się dopóty, dopóki cały świat nie stanie się nienawistny.
Nienawiść jest niezwykle płodna; mnoży się ona z niesłychaną szybkością. Komunizm zdaje sobie sprawę z tego, że nienawiść może zniszczyć społeczeństwo dużo szybciej niż wojsko; to dlatego nigdy nie mówi o chrześcijańskiej miłości. To dlatego zasiewa ona w robotnikach nienawiść do kapitału, zasiewa ją w ateistach przeciwko religii, zasiewa ją w sobie przeciwko wszystkim, którzy mu się sprzeciwiają”. „Komunizm jest ostateczną logiką odczłowieczania człowieka”.
Jak rozpoznać Antychrysta:
„Antychryst ustanowi antykościół, który będzie małpować Kościół, gdyż on, szatan, jest małpą Boga. [Ów antykościół] będzie posiadał wszystkie cechy Kościoła, ale w wypaczonej postaci.
Antychryst nie będzie nazywany antychrystem, gdyż nie miałby wówczas żadnych zwolenników. Nie będzie nosić czerwonych rajtuz, nie będzie zionąć siarką, nie będzie też dzierżyć wideł ani wymachiwać zakończonym strzałką ogonem niczym Mefistofeles w Fauście. Ta maskarada pomogła szatanowi przekonać ludzi o swoim nieistnieniu. Gdy nikt go nie uznaje, tym większą ma on moc. Bóg określił samego siebie mianem «Ja, który jestem»; szatan definiuje siebie jako «ja, którego nie ma».
Nigdzie w Piśmie świętym nie znajdziemy potwierdzenia dla powszechnego mitu o szatanie jako błaźnie przebranym za pierwszego „czerwonego”. Zamiast tego opisywany jest on jako upadły anioł z nieba, jako „książę tego świata”, którego celem jest wmawianie ludziom, że inny świat nie istnieje. Jego logika jest prosta: jeśli nie ma nieba, to nie ma też piekła; jeśli nie ma piekła, to nie ma też grzechu; jeśli grzech nie istnieje, to nie ma też sędziego, a jeśli sąd nie istnieje, to zło jest dobre, a dobro – złe.
Wśród całej jego pozornej miłości do ludzkości i jego gładkiej mowy o wolności i równości ukrywać się będzie jego wielki sekret, którego nikomu on nie zdradzi: nie będzie on wierzył w Boga. Jego religią będzie braterstwo bez ojcostwa Boga. Lecz przede wszystkim, ponad tymi wszystkimi opisami, nasz Zbawiciel mówi nam, iż szatan będzie tak bardzo podobny do Niego, że oszuka nawet wybrańców.
Świat dzieli się na dwa obozy: koleżeństwo antychrysta i braterstwo Chrystusa. Rysowane są linie między nimi. Jak długo potrwa bitwa, nie wiemy, czy miecze będą musiały zostać schowane, nie wiemy, czy krew będzie musiała zostać przelana, nie wiemy, czy będzie to konflikt zbrojny, którego nie znamy. Ale w konflikcie między prawdą a ciemnością prawda nie może przegrać”. (…)
Profesor Andrzej Nowak wezwał polskich patriotów, ludzi dobrej woli, do współpracy w tworzeniu równoległego względem oficjalnego, systemu edukacji – dla zniwelowania przygotowywanych przez rząd Tuska drastycznych cięć w programach szkolnych.
Krakowski historyk wygłosił w Domu Pielgrzyma „Amicus” na warszawskim Żoliborzu wykład zatytułowany „Niepodległość: walka, ofiara, rezygnacja”. Długie fragmenty swojego wystąpienia poświęcił szczegółowemu wyliczeniu zmian, które resort edukacji kierowany przez Barbarę Nowacką chce wprowadzić w programach szkolnych. Modyfikacje polegają przede wszystkim na drastycznych cięciach istotnych faktów i umiejętności, które mają za zadanie posiąść uczniowie.
Wyliczenie zostało zwieńczone dramatycznym apelem, który profesor Nowak wystosował do wszystkich, którym droga jest sprawa ocalenia polskiego ducha i państwowości.
– Teraz potrzebny jest cały system równoległej edukacji; historii i języka polskiego na pewno. System zupełnie równoległej edukacji. Musimy to zbudować. Nie tylko domowe nauczanie – bo nie każdy ma to szczęście mieć rodziców, którzy mogą mu przekazać pewną wiedzę, wychowanie patriotyczne. Ale musimy stworzyć system edukacji, przygotować całe lekcje – przekonywał krakowski historyk.
– To jest apel do takich ludzi jak ja, czyli do historyków, do polonistów, ale do wszystkich Państwa, do tych, którym zależy, żeby Polska była, wśród innych narodów Europy. Musimy pomyśleć nad tym, a później szybko zabrać się do pracy, zorganizować ten system równoległego nauczania. Bo nie mam złudzeń, jestem przekonany, że te zmiany, które teraz, za chwilę zaczynają być wprowadzane, będą kontynuowane. Raczej nie spodziewam się – i obym się mylił – że ten system runie bardzo szybko. Życzę, żeby to się stało, ale nie spodziewam się, żeby to się stało w najbliższych miesiącach, czy nawet w najbliższych kilku latach. Bardzo bym chciał się mylić – zastrzegł naukowiec.
Zanim został wygłoszony cytowany tu apel, badacz dziejów Polski, a przy tym wybitny publicysta wypunktował konkretne propozycje cięć w programach szkolnych.
– Usunięto przykłady Witolda Pileckiego, św. Maksymiliana Kolbe. Usunięto Zawiszę Czarnego, zwycięstwo grunwaldzkie, przeora Kordeckiego, hetmana Czarnieckiego, Danutę Siedzikównę „Inkę”. Wykreślono, cytuję, „dokonania Bolesława Krzywoustego” i „konflikt z cesarstwem niemieckim”. Nie było żadnych konfliktów, nie było Bolesława Krzywoustego. Wykreślono obowiązek „umieszczenia w czasie wydarzeń związanych z relacjami polsko-krzyżackimi”. Nie było żadnej wojny z Krzyżakami, po prostu nie było tego problemu – przybliżał autor wykładu filozofię przyświecającą autorom zmian.
– Wykreślono, z niezwykłą czujnością cenzorską, „związki Polski z Węgrami” – nie było związków Polski z Węgrami w XIV wieku. Usunięto „charakterystykę polityki zagranicznej ostatnich Jagiellonów ze szczególnym uwzględnieniem powstania Prus Książęcych”. Koniec. O co chodzi? Oczywiście, nie było hołdu pruskiego, nie było czegoś takiego – wymieniał profesor.
Kolejne fragmenty, których resort Barbary Nowackiej nie chce widzieć w podstawie programowej, to: – „Uczeń charakteryzuje projekty reform ustrojowych Stanisława Leszczyńskiego i Stanisława Konarskiego”. Usunięto również: „Omawia zjawiska świadczące o postępie gospodarczym, rozwoju kultury i oświaty”. Nie, w XVIII wieku nie było żadnych polskich projektów reform i nie było żadnego postępu, Polska jest zacofana – to jest oczywiste – mówił wykładowca.
Polscy uczniowie nie dowiedzą się też na temat wkładu naszych rodaków w niepodległość Stanów Zjednoczonych.
– Nie było Kościuszki, nie było Pułaskiego. Usunięto zapis: „Charakteryzuje cele i konsekwencje Konfederacji Barskiej” – oczywiście Konfederacji Barskiej nie mogło być. Usunięto: „opisuje okoliczności utworzenia Legionów Polskich oraz omawia ich historię”. Wykreślono: „opisuje powstanie Księstwa Warszawskiego, jego ustrój i terytorium”. Usunięto: „wskazuje na mapie podział polityczny ziem polskich po kongresie wiedeńskim”. A więc o co tutaj chodzi? Nie było rozbiorów, nie było podziału tego państwa. O to chodzi w tym cytacie – wskazać na mapie podział polityczny ziem polskich, że byli jacyś rozbiorcy. Nie było żadnych rozbiorców, nie było rozbiorów – wyliczał.
W przekonaniu MEN nie ma potrzeby by polscy uczniowie poznawali fakty dotyczące np. traktatów w Locarno i włoskiego faszyzmu.
– Dlaczego? Od razu wyjaśnię. Locarno to był układ z 1925 roku, w którym państwa zachodnie zgodziły się na układ z Niemcami Weimarskimi, w którym uznano nienaruszalność granic zachodnich – czyli granicy Niemiec z Francją i Belgią – i naruszalność granic wschodnich Niemiec. Czyli, de facto państwa zachodnie otworzyły możliwość agresji czy rewizji granic – może tak powiedzmy, ostrożniej – Niemiec z Polską i Czechosłowacją. A dlaczego nie ma włoskiego faszyzmu? Tu odpowiedź jest banalna. Bo tylko w Polsce był faszyzm – w Polsce narodził się faszyzm. Mussolini nie ma tu znaczenia – wskazywał profesor Andrzej Nowak.
Z propozycji nowej podstawy zniknęła kwestia podawania przez ucznia przykładów szczególnego bohaterstwa Polaków, jak obrona poczty w Gdańsku, walki o Westerplatte, obrona wieży spadochronowej w Katowicach, bitwy pod Mokrą i Wizną, bitwa nad Bzurą, obrona Warszawy, obrona Grodna, bitwa pod Kockiem.
Zniknęło objaśnienie przyczyn i rozmiarów rzezi wołyńskiej na Kresach. W to miejsce pojawia się „konflikt polsko-ukraiński”. – Już nawet nie ma mowy o ludobójstwie, ale nie było nawet rzezi. Był konflikt polsko-ukraiński. Niektórzy mówią, że podstawa programowa to nic ważnego, nauczyciele mają pewne minimum swobody, mogą korzystać z niej, z różnych podręczników. Otóż podstawa programowa ma zasadnicze znaczenie – wskazywał prelegent.
–Bo nawet jeżeli są teraz jeszcze dostępne podręczniki – te starsze, nie tylko z okresu rządów Prawa i Sprawiedliwości, gdzie była mowa o tych rzeczach, które tu zostały skasowane. Ale podstawa programowa wytycza kierunek, zgodnie z którym teraz pisze się nowe podręczniki, które będą gotowe dla klasy zaczynającej swoją edukację 1 września 2024 roku i w następnych latach. One będą już napisane zgodnie z tym schematem. Dlaczego? Bo wydawcy chcą zarobić, a żeby zarobić, muszą zyskać akceptację resortu edukacji. Ministerstwo, zgodnie z formularzem, sprawdza w pierwszej kolejności zgodność podręcznika z podstawa programową. Jak się nie zgadza, to podręcznik nawet nie idzie do recenzji. Jest wyrzucany do kosza w ministerstwie. To jest kierunek zmian – przybliżał szczegóły rewolucji oświatowej profesor Andrzej Nowak.
Coraz bardziej utwierdzam się w podejrzeniach, że banner wyrażający oczekiwanie, iż Putin zrobi porządek i z Ukrainą i z vaginetem Donalda Tuska, został sporządzony przez jakiegoś prowokatora na usługach ABW, której pan Siemoniak mógł zasugerować coś takiego, żeby upiec na tym kilka pieczeni. Po pierwsze – żeby stworzyć vaginetowi Donalda Tuska okazję do spacyfikowania nieprzyjaciół ukochanej Ukrainy. Dotychczas bowiem vaginet dał taki pokaz bezradności, że aż musiał włączyć się nasz jasny idol w osobie prezydenta Zełeńskiego, który wezwał na granicę i premiera Tuska i prezydenta Dudę, żeby ich jakoś podkręcić. Normalnie to jeden i drugi by się na to wezwanie stawił, ale widocznie obydwaj doszli do wniosku, że co tam mają się szlajać gdzieś po jakichś Dorohuskach, czy innych Medykach z giermkiem, kiedy przecież lada dzień będą dopuszczeni przed oblicze samego szefa, Józia Bidena?
Poza tym 23 lutego ma do Warszawy przyjechać rewizor iz Pietierburga, a nawet więcej niż zwyczajny rewizor – bo sama Reichsfuhrerin Urszula von der Layen, która przywiezie Donaldu Tusku jakąś forsę w charakterze nagrody za dobre sprawowanie. Dobre sprawowanie polega na tym, że pan minister Bodnar wyrzuca z prokuratur i sądów kogo tylko może, żeby zrobić miejsce dla fagasów wyznaczonych przez stare kiejkuty i poza tym zaprezentował pani Reichsleiterin Verze Jurovej jakieś projekty z prośbą o łaskawe zatwierdzenie – a ona podobno, chociaż nie bez wątpliwości („wiecie, rozumiecie Bodnar, wy jeszcze tu i tam wprowadźcie poprawki, chociaż ogólnie, to widzę, że się staracie. Nu, maładiec, możecie odmaszerować!”), wyraziła aprobatę. W związku z tym również Knesejm (czy chanuka nadal się pali?) wyraził mu właśnie votum zaufania. Jeszcze by tego brakowało, żeby nie wyraził. Co by na to powiedziano w Berlinie!
Wracając do pomysłu pacyfikowania protestujących rolników pod pretekstem banneru, to pan minister Bodnar, jak słychać, puścił w ruch niezależną prokuraturę, która wszczyna „energiczne śledztwo” w sprawie ruskich agentów wśród rolników. Jestem pewien, że jak padnie rozkaz, żeby wykrywać ich jak najwięcej, to niezależna prokuratura wykryje ich tylu, że nie tylko granica, ale i wszystkie drogi opustoszeją i Polska – niczym w latach 60-tych, kiedy to lansowano taki slogan reklamowy – znowu stanie się „krajem pustych szos”. Potem oczywiście posypią się piękne wyroki – bo kto to widział, żeby chłopy przed całą Polską pokazywały, że szlachta nic nie może i przeganiały znad granicy pana wiceministra Kolodziejczaka? Ale najbardziej odpowiedzialne zadanie otrzymał pan Władysław Kosiniak-Kamysz, podobnie jak za pierwszej komuny, odpowiedzialny za transmitowanie do rolników polityki Volksdeutsche Partei, a przy okazji – minister obrony. Jemu z kolei postawiono zadanie usunięcia rolników z granicy, żeby nie podskakiwali ukraińskim – jak złośliwie nazywają ich antysemitnicy – „parchom-oligarchom”. Tedy pan minister-ministrowicz Władysław Kosiniak-Kamysz specjalnym rozkazem będzie uznawał wybrane drogi za elementy „infrastruktury krytycznej”, słowem – będzie je militaryzował, niczym generał Jaruzelski państwowe przedsiębiorstwa w stanie wojennym.
No dobrze – ale dlaczego właściwie vaginet Donalda Tuska demonstrował dotychczas taką bezradność, chociaż – jak powiedział premier podczas konferencji prasowej – rząd prowadzi rozmowy i z rządem ukraińskim i z Komisją Europejską? Może i prowadzi – ale najwyraźniej te rozmowy przypominają słynny dialog dziada z obrazem: „dziad przemówił do obrazu, obraz jemu ani słowa – taka była ich rozmowa”. No dobrze – ale dlaczego?
Jesteśmy skazani na domysły, ale skoro już zostaliśmy skazani, to nie żałujmy sobie i domyślajmy się. Ja na przykład się domyślam, o co tu może chodzić. Otóż rolnictwo na Ukrainie, jak zresztą wszystko inne, łącznie z rządem, jest w rękach oligarchów. Każdy oligarcha ma swoich deputowanych w najwyższym sowiecie i swoich ministrów, którzy pilnują ich interesów. W tej sytuacji rozmawianie z tymi całymi ministrami mija się z celem, bo żaden z nich nie wysłuchuje nawet najsłuszniejszych argumentów swego rozmówcy, tylko słucha „swojego” oligarchy. Skoro tedy oligarchowie ciągną z niekontrolowanego eksportu rozmaitego Scheissu ciężką kasę, to co tu może wskórać taki pan Kołodziejczak, a nawet sam Donald Tusk? Żaden z nich nie może wskórać nic. A dlaczego? A dlatego, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem. Dotyczy to również braku reakcji Komisji Europejskiej. Dlaczego Komisja Europejska, która z taką determinacją egzekwuje na terenie Unii Europejskiej, a więc i w naszym nieszczęśliwym kraju te wszystkie surowe rygory w dziedzinie stosowania środków chemicznych i tak dalej – nagle wpuszcza na teren Unii miliony ton Scheissu, który nie podlega żadnym warunkom, jakie musi spełniać żywność produkowana choćby u nas? A przecież to właśnie podnosi koszty produkcji i sprawia, że polscy rolnicy nie są w stanie wytrzymać konkurencji z ukraińskimi oligarchami.
Militaryści powiadają: korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny! Takiej Reichsfuhrerin Urszuli von der Layen, która już przy okazji epidemii dała dowód, że jest kuta na cztery nogi, nie trzeba takich rzeczy dwa razy powtarzać. Więc jeśli pod pretekstem wojny oligarchowie przeborowali się z forsą do ludowych komisarzy w Brukseli, to nie tylko lepiej rozumiemy dlaczego Reichskomissariat nie obciąża ukraińskiego Scheissu surowymi wymaganiami sanitarnymi i wszelkimi innymi, natomiast bezlitośnie je egzekwuje wobec polskich rolników, ale również – dlaczego żadne rozmowy, żadne dialogi na cztery nogi, jakie Donald Tusk i inni członkowie jego vaginetu podobno prowadzą w Brukseli, nie mogą przynieść żadnych rezultatów. Jestem pewien, że w sytuacji, gdy eksport rolny wynosi około 15 procent całego polskiego eksportu, to ludowi komisarze w Brukseli mogą nawet uważać, że przy okazji łapówki spełniają również dobry uczynek dla Wielkich Niemiec. Bardzo tedy możliwe, że nawet gdyby Reichsfuhrerin nie tupnęła nogą na Donalda Tuska, żeby kończył już tę awanturę z rolnikami, to Donald Tusk musiałby to zrobić, bo inaczej – co by powiedział prezydentowi Józiowi Bidenowi? A tak, to mu się pochwali, że w Warszawie zapanował porządek, a świeże polskie mięsko armatnie jest już gotowe do wkręcenia go w maszynkę do mięsa, na wypadek, gdyby ukraińskie się wyczerpało. Wtedy Józio Biden poklepie go po plecach i po amerykańsku powie: nu, maładiec! – a wtedy może śmiało machnąć ręką nie tylko na Jarosława Kaczyńskiego, ale nawet – na pana prezydenta Dudę, któremu prezydent Józio Biden z pewnością surowo zabroni sypania piasku w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów.
Andrzej Lepper nazwał kiedyś prezesa NBP „idiotą ekonomicznym”. Ale na taki tytuł zasłużył sobie też Jarosław Kaczyński. Mówiąc o pomocy dla kijowskiego reżimu, ten samorodny talent ekonomiczny rzekł: „Nas stać, bo jesteśmy trzy razy bogatsi od Ukrainy”. Potępił też „niedobrych ludzi” zajmujących się hodowlą zwierząt futerkowych, ogłaszając program „Piątka dla zwierząt”, który – przypomnijmy – miał wprowadzić zakaz hodowli zwierząt futerkowych, uderzał w gałąź polskiego rolnictwa, zapowiadał likwidację całych gospodarstw i godził w eksport, w którym Polska jest potęgą. Ustawa była ideologicznym taranem torującym drogę koryfeuszom neomarksistowskiej rewolucji. No, bo dzisiaj zwierzęta futerkowe, jutro wyroby ze skóry, pojutrze produkcja mięsa. Ale to nie wszystko – przewidywała utworzenie w rządzie… rady ds. zwierząt. Do takich ekonomicznych idiotyzmów doszlusowała Sylwia Spurek, postulując w PE zakaz wędkarstwa: Jeśli chcemy budować kulturę praw zwierząt, nie możemy stosować taryfy ulgowej dla wędkarstwa. Jej kompetencje podważyli nawet towarzysze partyjni w tym największym w Europie zgromadzeniu idiotów. Wcześniej postulowała zakaz jedzenia mięsa, bo „wszyscy jesteśmy zwierzętami”, i pełny zakaz hodowli zwierząt do 2040 r. Femiweganka, jak sama się nazywa, upomina się o prawa zwierząt pozaludzkich: „Nie ma praw człowieka bez praw zwierząt; nie ma praw zwierząt bez praw człowieka”. Spore poruszenie wywołała też protestem w sprawie braku paszy wegańskiej w unijnych stołówkach. Swoją drogą warto byłoby poznać nazwisko profesora Uniwersytetu Łódzkiego, przed którymi obroniła rozprawę doktorską. W postulacie nadanie statusu obywatelskiego dla zwierząt nie odstawała w tyle profesor Magdalena Środzina z domu Ciupak, a przy nazwiskach idiotów raz po raz pojawia się profesorski tytuł. Gerard Labuda (też profesor, ale mądrzejszy) zdiagnozował: „Odsetek idiotów wśród profesorów jest taki sam jak wśród woźniców”. I jeszcze co do profesorów – Zbigniew Rau przyznał medal Bene Merito rabinowi Stamblerowi („za działalność wzmacniającą znaczenie Polski na arenie międzynarodowej”) wówczas, gdy kręgi żydowskie rozsyłały w świat przesłanie o „polskich obozach zagłady”. Nie ominie cię kariera, kiedy idiota cię popiera Problemy rolników nie pojawiły się 13 grudnia. Unijny pakiet dla rolnictwa i inne idiotyczne pomysły Zielonego Ładu (nie mówiąc o bezkrytycznym wspieraniu Ukrainy, kosztem polskich interesów gospodarczych) przyjął Morawiecki. Oprócz zboża wwożone są do Polski maliny, a tymczasem, w ramach programów pomocowych, rząd przekazał dotacje na zakładanie plantacji malin na Ukrainie, w tym kompleksowe wsparcie ekspertów, wyposażenie techniczne, 70 tysięcy sadzonek najlepszych odmian maliny i ekologiczne środki ochrony roślin. Przypomnijmy sobie też zbiórki darów żywnościowych dla Ukrainy, organizowane w supermarketach, czyli: Polacy zbierali chrust i zawozili go do lasu. Ale nie tylko zbierali – oni najpierw ten chrust kupowali! A jak nazwać, jeśli nie idiotą ekonomicznym, ministra wojny, który wysadził w powietrze chińską inwestycję w Łodzi? W styczniu 2017, Agencja Mienia Wojskowego odwołała przetarg na sprzedaż 33-hektarowej działki w Łodzi, na której Chińczycy chcieli stworzyć wielki kolejowy terminal przeładunkowy i centrum logistyczne, jako część połączenia kolejowego Polska-Chiny i bramę pomiędzy Chinami i Europą (na początek tysiąc pociągów rocznie). Łódź straciła kilkuset milionów na rzecz konkurencji z Wiednia, Budapesztu i Bratysławy. To była decyzja Antka Macierewicza, który otwarcie krytykował koncepcję Nowego Jedwabnego Szlaku, bo „miała na celu wyeliminowanie wpływów USA oraz zakładała zlikwidowanie Polski jako niepodległego podmiotu”. Antek zaangażował się za to w inną inwestycję – zawarł umowę, która zakłada nieodpłatne przekazanie Ukrainie sprzętu bojowego i niebojowego, wojskowego i cywilnego”, czyli wszystkich zasobów Państwa Polskiego. Umowa nie wyznacza górnej granicy pomocy, zawiera postanowienia, które rujnują finanse naszego kraju, pozbawiają suwerenności i pozwalają na przejęcie gospodarki Polski. Pojawia się też podejrzenie, że było to przygotowanie do innej umowy – udostępnienia wszystkich zasobów naszego państwa Izraelowi, na wojnę z Persją. To prawda, że do 2015 byliśmy na drodze demontażu państwa. To prawda, że rządziła hołota i złodzieje, a Polska była pasem ziemi niczyjej między Niemcami i Rosją. To prawda, że mieliśmy premiera, który latał do Iraku po zapłatę za pomoc w likwidacji tego kraju oraz prezydenta, który nauczał Obamę, jak się robi bigos. To prawda, że dzięki wyborom w 2015, dużo nieszczęść dało się uniknąć. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że PiS widział wroga (a nawet go szukał) gdzie indziej. Byli to przedsiębiorcy otwierający podczas pandemii restauracje i hotele, i byli nimi niewyszczepieni. Wrogiem nie był natomiast Tusk i jego ferajna, którym – co prawda – Jarosław Kaczyński groził „rozliczymy każdą aferę”, ale ani jednej nie rozliczył. Obiecywał też, że „będziemy mieli w Warszawie Budapeszt”, a mamy… przedmieście Berlina, czyli folksdojcza Tuska. À propos – Victor Orbàn, po spotkaniu z Jarkiem, powiedział kiedyś: „Spędziłem 6 godzin z człowiekiem szalonym”. W tym miejscu coś nie co o hodowli idiotów. „Ministra” lub „feministra” Barbara Nowacka wygadała się: „Zmniejszymy zakres materiału z przedmiotów, które przez nauczycieli, ekspertów i uczniów są wskazywane jako najbardziej problematyczne. To m.in. fizyka, chemia”. Wg Nowackiej: „sprawa niezwykle ważna to ulżenie uczniom w szkolnych obowiązkach, ponieważ uczniowie są zmęczeni tzw. wiedzą bezużyteczną”. Głupia populacja – takie mają być pokolenia młodych Polaków po ukończeniu szkoły „nowackiej”. Ale nie wiedzą co ich jeszcze czeka: Nauka w klasach 1-3 tylko dla chętnych. Zlikwidowane zostaną matura, egzaminy, klasówki, oceny. Nauczyciele za zadanie pracy domowej będą karani, a ci, którzy nieopatrznie nauczyli się tabliczki mnożenia, eliminowani. Mało tego – Nowacka oznajmiła, że reforma była konsultowana „głównie z młodzieżą”, czyli z Brajankiem z IIc i Izaurą z IIIa. Szkoła Główna Handlowa przemianowana zostanie wkrótce przemianowana na Nowacka Szkoła Ekonomiczna, w której poszczególne wydziały będą nosiły nazwy pokrywające się z nomenklaturą Bartłomieja Sienkiewicza z jego „H.., dupa i kamieni kupa”. A tabliczka mnożenia przeniesiona zostanie do programu pierwszego roku studiów ekonomicznych. Ale to nie wszystko – w ślad za tym prawa wyborcze otrzymają półgłówki z pierwszej klasy liceum. Bo co ma na celu Szymek Hołownia z podlizywaniem się do niedouczonej młodzieży? Tu nie chodzi tylko o idiotkę. To są zamierzone działania. Tym jest ktoś zainteresowany. To komuś służy. Gdy Tusk kazał odchudzać programy nauczania, można by, parafrazując tekst starej kabaretowej przyśpiewki, zakładać, że nucił: „Głupi to ja jestem, ale nie aż tak”. Do wyjaśnienia pozostanie tylko, czy odgrywa rolę „pożytecznego idioty” lub jest piątą kolumną. Co do terminu „pożyteczny idiota” – stworzyli go antykomuniści w USA, dla osób działających jako agenci wpływu ZSRR. W KGB zwano takich „gównojadami”. Dlaczego zatem nie zastosować takiego terminu w odniesieniu do marszałka Sejmu, co to ma rabina prowadzącego z Chabad? Jeszcze inna sprawa: oprócz „idiotów pożytecznych” są „bezużyteczni”. Stąd widoczne i przebiegające w atmosferze napięć i sporów próby wymiany jednych na drugich. Z głowy, czyli z niczego Gdy słyszy się prezydenta, który strojąc głupawe miny głosi: „To się może w głowie nie mieści, że Polska wysłała taką pomoc – ale faktycznie wysłaliśmy (…) wysłaliśmy prawie że bez zastanowienia” – to musi chodzić o idiotę. W innym miejscu, z miną wiejskiego głupka, wykrzyknął: „Dozbrajanie Ukrainy jest politycznym nakazem chwili i Polska powinna przeznaczyć na ten cel wszystkie środki, nie pytając nikogo o zdanie!”. Gdy dodamy jego słowa: „Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz”, skierowane do prezydenta sąsiadującego z Polską mocarstwa, to mamy pełną wykładnię intelektu prezydenta wszystkich Polaków. Innymi słowy – szkodzi Polsce i jeszcze się głupotą chwali. Kto mu tak we łbie zamieszał? Bywalec Pałacu Prezydenckiego rabin Schudrich? Dudzie w niczym w głupocie nie ustępują nowi zarządcy Polski. „Nie ma rzeczy ważniejszej niż wsparcie dla Ukrainy” – ogłosił w Kijowie Tusk i w ślad za tym, lekką rączką, przekazał 6,8 miliarda. „Putina wgnieciemy w ziemię” – to słowa Szymona Hołowni, formalnie drugiej osoby w państwie, pokazujące, że marszałkiem Sejmu może zostać każdy. Do poziomu cyrku, Sejm w poprzedniej kadencji sprowadziła już Małgorzata Gosiewska, najgłupsza twarz PiS. Rzadko bowiem się zdarza, żeby ktoś taki zaszedł tak wysoko. Jej kariera to: zakończona bardzo wcześnie edukacja gimnazjalna; księgowa w biurze poselskim, ślub z asystentem prezydenta i… wicemarszałek Sejmu, gdzie postanowiła zająć się polityką zagraniczną. I tutaj śmiech się kończył, a zaczynał dramat z jej dyplomatycznym credo: „Nasze poparcie dla Ukrainy jest bezwarunkowe”. No i te wizyty w batalionie „Ajdar”, nawiązującego do tradycji banderowskiej i nazistowskiej, oskarżanego o zbrodnie wojenne. Ale to nie wszystko – Kaczyński zrobił idiotkę szefową struktur partyjnych na Mazowszu. Tymczasem biznesy ukrzywdzonych oligarchów ukraińskich kwitną. Wartość ich majątków przekroczyła 70 miliardów dolarów. Ihor Kołomojski, rezydujący w Genewie posiadacz paszportu izraelskiego, mówi, że jest ofiarą wojny z Rosją, że poniósł biznesowe straty, i jako demokratyczny oligarcha z utęsknieniem czeka na nowe miliardy. Gabinet Zełenskiego jest dokładnie tym, który zapowiedziała Victoria Nuland na Majdanie (gdy, przy pomocy idiotów z Polski, doprowadziła do przejęcia władzy w Kijowie przez oligarchów): „Fuck the EU”. Z tym że „wydymała” nie Unię, lecz Polskę, czyli polskich idiotów. Nawiasem mówiąc Nuland jest dziś nr 2 w Departamencie Stanu i znowu „dyma” warszawskich idiotów. Co z wyprawy na Moskwę miała Polska? Z warszawskiej giełdy wyparowało 47 miliardów. Eksport do Rosji załamał się. Przed polskimi firmami pojawiło się widmo bankructwa. Zabrakło refleksji, że sankcje szkodzą bardziej Polsce niż Rosji. Nie przyszło otrzeźwienie, że ustawili się w roli głównego kraju, który walczy o sankcje, a sama Ukraina nie zamierza sankcji egzekwować, a ukraińscy oligarchowie robią w Moskwie wielkie biznesy. Krótko mówiąc, wyszliśmy na świrów, sami pozbawiając się ogromnego atutu i profitów w postaci korzystnego położenia kraju tranzytowego, wyłączając się z sieci drogowych i kolejowych połączeń łączących Europę z całą Azją. Ale szykują nam inne nieszczęścia. W sytuacji, gdy administracja Bidena wycofuje się z ukraińskiej awantury, wciągnięcie Polski do wojny jest dobrym rozwiązaniem. I czy nie dlatego koalicja idiotów z PO i PiS (koalicja ponad podziałami, które w innych sprawach są nie do przezwyciężenia) zaczęła nawoływać do wojny z Rosją? Otwiera to wiele możliwości także przed Zełenskim i jego oligarchami. Ambasador Ukrainy w Warszawie wytknął, że jego kraj ponosi „najwyższe ofiary dla bezpieczeństwa Polski”. Skoro tak, to najwyższa pora, żeby i Polska poniosła ofiarę. Na przykład wypłacając rekompensaty wdowom i sierotom po pół milionie Ukraińców poległych dla „bezpieczeństwa Polski”, i odbudowując Ukrainę, w tym Muzeum Szuchewycza we Lwowie. Dlaczego, zamiast trzymać się z daleka od konfliktu, który Polski nie dotyczy, wsadzają palce między drzwi i futrynę? Dlaczego zachowują się, jak ta żaba podkładająca łapkę, kiedy konia kują? Dlaczego nie nachodzi ich refleksja, że Polska niczego nie zyska w oczach świata tak, jak nie zyskała wysyłając żołnierzy do Afganistanu, i co najwyżej była traktowani, jako chłopcy do brudnej roboty? Krótko mówiąc – głupota lub zdrada (albo jedno i drugie?). Podejrzewaliśmy, że Morawiecki grał Polską, żeby „dorobić się” jakiejś międzynarodowej synekury. Tymczasem pojawia się coraz więcej sygnałów świadczących o tym, że to głupek, który uwierzył w wiatraki, w CO2, w wirusa. I nie przestał w to wierzyć nawet wtedy, gdy ograli go jak dziecko w piaskownicy. A kim, jeśli nie wiejskimi niedouczonymi głupkami była cała ferajna poprzedniego rządu? Za odpowiedź wystarczy głupia, tępa, nalana gęba wicepremiera, przypominająca żula z Wołomina lub komendanta posterunku MO. Coś musi być „na rzeczy” w przypuszczeniach, że rolą spiskowców z Magdalenki było takie ogłupienie Polaków, żeby, nie daj Boże, nie wybrali sobie jakiegoś mądrego przywódcę. I tylko przyjmując taką hipotezę, decyzje kadrowe Tuska mają sens. Wśród nowych ministrów są bohaterowie afery podsłuchowej, których genialne przemyślenia ujawniły tzw. taśmy kelnerów. Przyglądając się poczynaniom takiego Bartłomieja Sienkiewicza, śmiało można porównać go do kandydującego kiedyś na prezydenta naszego ogłupiałego kraju, Krzysztofa Kononowicza, który za swój program wyborczy obrał: „Żeby nie było niczego”. Co chciał nam powiedzieć Tusk, powierzając ministerstwa takim politykom, w sytuacji gdy to oni sami przyznawali, ze taśmy najbardziej przyczyniły się do przegrania wyborów w 2015 roku? Klęska urodzaju czyli plaga głupoty Nakaz zamknięcia kopalni Turów, to problemem niezwykle groźny. To element zmasowanego ataku na infrastrukturę energetyczną Polski. Bo zamknięcie kopalni nie tylko pozbawi prądu cały Dolny Śląsk, ale zlikwiduje 50 tysięcy miejsc pracy. Pierwszą reakcją tubylczej zidiociałej elity było: Zamknąć! Najbardziej jednak przerażało, że przekaz taki padł z ust wicemarszałek Sejmu i niedoszłej prezydent RP. „Kopalnię Turów trzeba wygaszać (…) Jeśli są kary, to trzeba je płacić” – oświadczyła Małgorzata Kidawa-Błońska. Polski rząd musi zgodzić się na zapłacenie Czechom 50 mln euro – przekonywała Małgorzata Tracz, przewodnicząca Partii Zieloni. Jej zdaniem to „zainwestowanie w przyszłość regionu, Czesi chcą wybudować wodociągi, studnie, tak, by zapewnić ludziom w regionie wodę. A węgiel będzie można kupić z czeskich lub niemieckich kopalniach”. I jeszcze coś o Kidawie – kradzież pieniędzy z OFE wyjaśniała tak: To są na pewno jakieś kwoty, które wynikają z różnych takich działań. W idiotyzmach ekonomicznych nie ustępuje doktor nauk ekonomicznych Joanna Mucha. O nowym systemie podatkowym mówiła: „projekt bardzo innowacyjnego systemu podatkowego, który będzie dramatycznie prosty (…) natomiast jest on dość skomplikowany, by wyjaśnić, o co chodzi”. Ze sprawy Turowa płynie ważna lekcja – zabójcze dla gospodarki Polski pomysły przychodzą nie tylko od unijnych komisarzy, ale od tubylczych idiotów, którzy każde polecenie z Berlina wykonują jak rozkaz i to z mściwą satysfakcją. Jest jeszcze inna lekcja – wystarczą wybory i „prezydentem wszystkich Polaków” zostanie idiota. Szefem Orlenu ma zostać Elżbieta Bieńkowska. Na taśmach kelnerów zasłynęła z: „Ale jaja, ale jaja” i „Za 6 tysięcy złotych pracuje tylko idiota albo złodziej”. W tym jednak przypadku idiotka będzie wykorzystana do czegoś poważniejszego – będzie kolejnym posunięciem mającym na celu obniżenie wartości Orlenu. Wcześnie była to ustawa wymuszająca na Orlenie pokrycie kosztów zamrożenia cen energii, na czym Orlen stracił 5,5 miliarda, polska giełda pikowała w dół, a niemiecka zareagowała wzrostami. Mało tego, posłanka PO forsująca tę ustawę, przyznała: „My braliśmy pod uwagę taką konsekwencję”. A czemu ma służyć obniżenie wartości największej polskiej spółki? Łatwiej będzie ją sprzedać Niemcom! Dodajmy do tego przyjęcie euro, zablokowanie CPK, portu kontenerowego w Świnoujściu i użeglugowienia Odry. Odezwała się też idiotka bankowa Hanna Gronkiewicz Waltz, ekspertka od wszystkiego: „Nigdzie na świecie nie buduje się już wielkich lotnisk, bo się nie opłaca, koniec kropka”. Tu przypomnijmy mądrości ekonomiczne jej sponsora. Na spotkaniu z nowojorskimi biznesmenami Lech Wałęsa radził: Jedźcie do Polski zakładać biznesy, bo tylko na głupocie Polaków można zarobić pieniądze. A tak w ogóle – czy inteligentnym może być ktoś, kto ma w nazwisku człon „wał”? Posłanka Agnieszka Pomaska rzekła w Radiu Z: „Można powiedzieć, że jeśli chodzi o wybitne osobistości, to mamy w Platformie klęskę urodzaju. Czasem widzimy rywalizację, ale mamy wspólny cel”. I rzeczywiście jest Ewa Kopacz, której przodkowie zabijali kamieniami dinozaury. Jest Wanda Nowicka, według której Bruno Schulz został spalony na stosie. Jest Dariusz Joński, dla którego Powstanie Warszawski wybuchło w 1988 r. i Bronisław Komorowski, który przekonywał, że Korfanty lubił się z Piłsudskim i szkoda, że nie pamiętali o mądrości: Lepiej milczeć i uchodzić za głupca, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości. Przy innej okazji Pomaska palnęła: „Winniśmy Niemcom wdzięczność. Podzielili się z Polską dostępem do szczepionki. To dlatego w Niemczech szczepienie nie idzie tak dobrze, jak by mogło”, a wg rzecznika ministra zdrowia, „szczepienia będą obowiązkowe, ale nie przymusowe”. Po takich deklaracjach mówienie, że to idioci staje się obowiązkowe, ale nie przymusowe. W głupocie (szczepionkowej) nie odstawał Szymon Hołownia: „PiS szczepi ludzi na potęgę, bo chce doprowadzić do wcześniejszych wyborów”. A do jakiej kategorii zaliczyć redaktora gazety mającej w tytule „polska”, który palnął: „Polak odmawiający szczepienia jest sowiecką kurwą. A won za Don sowiecka bladź”? Do kategorii „idiotów” czy „kurew”? Wyrwać Polskę z rąk idiotów Świat się walił. Larum grali. Na horyzoncie pojawiło się widmo gospodarczej zapaści. Najtęższe umysły świata deliberowały, jak kryzys pokonać. A u nas? Antykryzysową tarczą zasłaniali się tchórzliwie premier po studiach historycznych, minister finansów po technikum ogrodniczym, minister rozwoju po Muzeum PRL-u i odpowiedzialny za budżet i dyscyplinę finansową 28-letni wiceministrem finansów. Co przy tej ostatniej nominacji okazało się decydujące? Koledzy z licealnych czasów zapamiętali, że Piotruś był „wyszczekany” i że był finalistę olimpiady wiedzy o prawach człowieka. W dzisiejszej Polsce toczy się jedna wielka wojna i mnóstwo potyczek. Fronty krzyżują się, krzyżują się obce wpływy. Na potężne i wyrafinowane naciski wystawiona jest nasza elita polityczna, czołobitna wobec obcych, gardząca polskimi interesami, kupcząca pozycją Polski w świecie, zwyczajnie głupia, składająca się z przypadkowych miernot. W Polsce ma miejsce demolowanie instytucji państwa oraz rabunek Polaków na niespotykaną skalę. I jest duża szansa, że ta „elita” uwinie się z tym do końca roku, a jeśli pomogą jej w tym pożyteczni idioci, to w kilka miesięcy. Wiemy, kto to robi. Znamy nazwiska idiotów, których szubrawcy dobrali sobie do roboty. Ale pamiętajmy też o idiotach, którzy tych idiotów wybrali. Tu wiadomość z ostatniej chwili: Z sondaży wynika, że gdyby wybory prezydenckie odbyły się dziś, najwyższe poparcie zdobyłby Szymon Hołownia, do drugiej tury wszedłby Mateusz Morawiecki, a Rafał Trzaskowski zajął trzecią lokatę. Innymi słowy, skretynienie Polaków osiągnęło pożądany poziom i można już z nimi zrobić wszystko. Powtórzmy zatem na koniec: Polska nie jest biednym, pustynnym krajem. Polska nie jest nękana przez kataklizmy. Jedynym kataklizmem, jaki gnębi Polskę od lat są idioci przy władzy. Krzysztof Baliński
Polska czy UkroPolin czyli Polska Palestyną Europy – Krzysztof Baliński
America is being overwhelmed with a public health crisis. This is evidenced in rising levels of anxiety, depression, isolation, drug addiction, suicide and other psychological disorders, not to mention the deviations of homosexuality and transgenderism, which modern psychology largely fosters.
The COVID-19 pandemic accelerated the crisis, with a notable impact on the elderly and young, leading to jails and homeless shelters housing the mentally ill, as the institutions that previously treated the most severe cases have been permanently shuttered.
There is a direct correlation between the rise in mental illness and the rejection of Catholic doctrine. Freud’s id, ego, and superego have proven to be a disaster. Psychology devoid of God’s grace cannot solve the crisis. For over two millennia, the Catholic Church has addressed and alleviated psychological disorders through wise counsel and the efficacy of the sacraments.
In addition to serving the community’s spiritual needs, it also served its general welfare, operating hospitals and orphanages and providing food and shelter as needed. To sustain this charitable outreach, the Church owned farmlands and estates maintained by monks. Monks and clerics commonly practiced and developed medicine, and medical students often pursued minor holy orders to serve the Church and society.
Alas, these private charitable social services have mainly been replaced by the modern welfare state, which lacks the Church’s maternal heart and its regard for the eternal salvation of souls. Neither does it possess the doctrine or the sacraments needed to guide them in overcoming mental and psychological disorders.
The American Psychological Association reports a significant surge in rates of severe psychological distress over the past decade, particularly among young adults and teenagers.
This alarming trend has led to heightened demand for mental health professionals, but few clamor for the Catholic Church to resume its role in solving these problems; quite to the contrary.
Multiple factors contribute to this crisis, including the impacts of abortion, euthanasia, social media, the dehumanizing effects of technology and the social disruption arising from the COVID-19 lockdown. In a more comprehensive view, however, the crisis should be seen as a clarion call for greater attention to spiritual well-being, not a prescription for more drugs and other “quick-fix” nonsolutions. The latter reflects an alarming shift in society. Instead of seeking solace in God, adopting the perennial doctrines of the Church and Her salvific sacraments, people turn to secular psychiatrists, psychologists, sociologists, and their ilk for answers to mental and emotional struggles.
A secular approach that fails to acknowledge God and His natural law cannot provide lasting solutions to human problems. From the time of the French Revolution, Deists have argued that Catholicism is a corruption of an “original religion” that was pure, natural, simple and rational. Thus, one can see how psychiatry, psychology and sociology emerged from a revolutionary perspective that rejected the supernatural, proclaiming that every problem has a purely natural and rational solution. This is the logical consequence of the Renaissance, which held that reason is superior to faith.
At the heart of the matter lies a fundamental difference between Catholic theology and modern psychology in understanding the human being.
Catholic theology sees man as created in the image and likeness of God, comprised of body and soul. Everyone is called to pursue freely good over evil, truth over error and beauty over ugliness. To do this, the intellect must dominate over the will and the will over the passions.
Saint Thomas Aquinas defines the three faculties of the human soul as intellect, will, and passions. The passions inform the person of desires, while the intellect directs a person towards needs.
For example, if the passions indicate thirst, the intellect directs the will to drink. However, the intellect should also temper the person’s will against what it knows to be sinful as, due to fallen human nature, the passions often mislead. Thus, there are times when the intellect aligns with the passions, but also times when it must restrain them. With a proper understanding of this delicate interplay, one can control unruly passions and strive for the legitimate, limited happiness possible in this life.
Saint Thomas argues that perfection is impossible without reshaping the passions through the intellect, thus bringing people closer to the image of God by aligning their behavior with God’s rationality and will.
Applying Saint Thomas’s premises indicates that, often, mental illnesses reflect a sickness of the soul in which unruly passions dominate and silence the intellect. This could not be more evident than in the LGBT mentality, in which illogical passions suppress reason, logic and facts and defy empirical evidence in pursuit of sin.
In contrast, secular psychologists view the person as only a material body that seeks to satisfy bodily passions. This perspective neglects the soul, resulting in a distorted concept of the human being. Mental health professionals often treat a person as a combination of chemical reactions interacting with one another in a complex organism, a notion that differs significantly from a being that is body and soul.
This is not to say that medications are not necessary to help a person get started on the road to virtue or address imbalances, but they cannot be seen as a panacea to one’s problems.
Modern psychology largely addresses anxiety as a chemical imbalance requiring medication and therapy focusing on discussion of past traumas, but this approach neglects the healing power of examining one’s conscience and availing oneself of the graces of Confession and Holy Communion. At best, it offers a partial and unstable remedy.
The misconceptions of the nature of the human being held by secular psychologists lead down a slippery slope. Thus, such moral evils as abortion, infanticide, euthanasia, and genital mutilation are often justified.
Psychology took a wrong turn with the emergence of Sigmund Freud’s theories. According to Freud, humans are driven solely by animal instincts, particularly sexual urges, reducing human nature to the instincts of beasts.
While Catholicism rightly governs human passions through prayer, penance and frequent reception of the sacraments, an approach decried as oppressive by secular psychologists who encourage clients to satisfy every desire, ignoring their consciences, to “assume complete control of their lives.” However, surrendering to illicit passions enslaves them, keeping them trapped in a state of sin by foregoing repentance and amendment of life.
Moreover, secular psychologists often deny objective truth. This notion aligns with moral relativism, applied by Joseph Fletcher as situational ethics, creating confusion in those suffering from mental illnesses.
In contrast to the clear moral framework provided by Catholicism, modern psychology offers a confused analysis of morality that disregards God and places the individual’s subjective interpretation of truth above the objective and absolute order designed by Him.
Devoid of moral guidance and responsibility, therapy sessions tend towards justifying patients’ flawed acts. How often has it been said, “It’s not my fault; I was born that way”? Therapy should encourage proper behavior.
Confession offers a therapeutic action that can alleviate mental strain through forgiveness. What could lift the weight of sin better than receiving God’s forgiveness? In turn, by forgiving others, one can find release from deep-seated resentment and begin healing.
The Church’s doctrine and sacraments provide additional benefits in addressing mental health problems. Instead of relying solely on long-term medication, prayer can offer much-needed restoration and has been shown to reduce stress and depression and enhance cognitive control over emotions, as evidenced by increased activity in the prefrontal cortex.
The excessive prescription of drugs is a growing concern as a significant portion of the population relies on psychotherapeutic drugs to cope. Known as psychotropics, these medications regulate serotonin levels to influence mood and behavior.
Comparing secular psychology with faith brings to light a critical distinction. Modern man extols self-esteem while shunning self-examination, particularly of one’s conscience. Faith attests to fallen human nature and recognizes one’s brokenness as crucial to healing.
America’s current mental health crisis has broad social and moral consequences. However, the solutions to these complex problems are not elusive. The soul’s first need is order, which can only come from God, its Author, who provided the remedy to its ills in founding the One Holy Catholic Apostolic Church, whose loving wisdom can aid the afflicted, whatever their problems may be.
Policja zatrzymała pięcioro Ukraińców, podejrzewanych o pobicie policjantów w Tychach (woj. śląskie). To dwie kobiety i trzech mężczyzn w wieku poborowym. Wszyscy byli pod wpływem alkoholu i trafili do policyjnej izby zatrzymań. Dziś zostali przesłuchani.
Pijani “uchodźcy” z Ukrainy pobili i pogryźli policjantów. Do zdarzenia doszło w sobotę po godzinie 22.00, gdy policjanci zostali wezwani w związku z uporczywym naruszaniem ciszy nocnej. Podczas interwencji w jednym z mieszkań przy ul. Darwina w Tychach, okazało się, że trwała impreza alkoholowa, zorganizowana przez “uchodźców” z Ukrainy. Lokatorzy nie mieli zamiaru słuchać napomnienia policji i zaatakowali funkcjonariuszy. Na miejsce wezwany został dodatkowy patrol. O sprawie poinformował portal tychy.info.
-Zaatakowani policjanci zostali przebadani w szpitalu, nie odnieśli poważnych obrażeń, po badaniach zostali wypisani do domu – przekazała młodsza aspirant Paulina Kęsek, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Tychach. Niemniej, doszło do ataku na funkcjonariuszy na służbie.
Jak powiedziała aspirant Kęsek, policja w tej sprawie zatrzymała pięcioro Ukraińców: dwie kobiety i trzech mężczyzn w wieku od 28 do 35 lat. W trakcie zatrzymania byli pod wpływem alkoholu. – Trafili do policyjnej izby zatrzymań. Po wytrzeźwieniu zostaną przesłuchani. Najprawdopodobniej odbędzie się to w poniedziałek – dodała Kęsek.
Pobici mundurowi trafili pod opiekę wezwanego na miejsce zespołu ratownictwa medycznego, a następnie zostali przewiezieni do szpitala. Dodatkowo na miejscu działał pluton gaśniczy tyskiej straży pożarnej – wezwany ze względu na zapach spalenizny (duże stężenie gazu pieprzowego).
Po zakończeniu wstępnych czynności na miejsce wezwany został referent oraz technik kryminalistyki.
Policyjne postępowanie w tej sprawie dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego, ale niewykluczone, że kwalifikacja ta zostanie zmieniona na czynny atak na funkcjonariuszy na służbie.
NASZ KOMENTARZ [magna polonia] : Jak zwykle w takich sprawach, postulujemy odesłanie krewkich “uchodźców” na Ukrainę. Będą tam mogli wykazać się bohaterstwem w walce z rosyjskimi żołnierzami, a nie polską policją.
Tomasz Stala oraz logo ABW. / foto: screen BanBye/domena publiczna (kolaż)
W środę 21 lutego ABW weszła do siedziby Wydawnictwa 3DOM, by dokonać aresztowania „książek”. Pretekstem było rzekome negowanie holokaustu Żydów.
Na miejscu służby stwierdziły, że „nienawistnych” książek jest o wiele więcej niż tylko te, po które pierwotnie przybyto. Ostatecznie około 20 funkcjonariuszy „aresztowało” po jednej książce na głowę.
Sytuacja wydaje się być z jednej strony komiczna, z drugiej ukazuje, że nowa jaśnie nam panująca oligarchia zamierza rozprawić się siłowo z wszelkimi mediami nietrzymającymi jej strony. Przy okazji beton wyborczy obecnej ekipy rządzącej będzie usatysfakcjonowany – w końcu kto przeciw nim, ten faszysta. A w imię tolerancji trzeba niszczyć wszelkie oznaki rzekomego faszyzmu.
ABW weszło do wydawnictwa i… na działkę letniskową
Jak relacjonował w rozmowie ze mną w telewizji wRealu24 Tomasz Stala, szef wydawnictwa 3DOM, 21 lutego około godz. 6.30 do akcji wkroczyły trzy grupy operacyjne ABW. Stało się to na polecenie prokuratora Dariusza Psiuka. Pracuje on w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Celem ok. dwudziestu funkcjonariuszy było „aresztowanie” książek.
Mundurowi wkroczyli do siedziby rejestrowej wydawnictwa, która znajduje się w prywatnym mieszkaniu Stali. Ponadto służby weszły również na jego działkę letniskową. Warto zaznaczyć, że w mieszkaniu właściciela przebywała w czasie „nalotu” żona Tomasza Stali, jego dzieci oraz matka.
Służbom przede wszystkim chodziło o książki zmarłego pod koniec maja 2010 roku Dariusza Ratajczaka. Został on w 1999 roku zawieszony, a następnie wydalony z Uniwersytetu Opolskiego, ponieważ wydał książkę „Tematy niebezpieczne”, w której znajdują się m.in. omówienia poglądów rewizjonistów holokaustu. Wytoczono mu również proces sądowy o złamanie art. 55 ustawy o IPN, tj. zaprzeczania zbrodniom narodowych socjalistów na Żydach w niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau na terenie okupowanego Oświęcimia.
Wydawnictwo 3DOM wydało wspomnianą książkę w 2020 roku. Według prokuratora jest to złamanie rzeczonego przepisu.
W trakcie „akcji” prokurator zobaczył inne książki dotyczące tematyki żydowskiej. Wówczas skontaktował się z innym prokuratorem i przekazał, że wydawnictwo mogło złamać art. 256 Kodeksu Karnego (dotyczy on „propagowania nazizmu, komunizmu, faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego”). Na skutek telefonu do wydawnictwa przyjechała policja gospodarcza z Częstochowy, by zarekwirować dziewięć kolejnych książek.
Kto trafił na indeks?
Pierwszym „nielegalnym” autorem jest ks. prof. Stanisława Trzeciak. Kapłan został zamordowany 8 sierpnia 1944 wraz z około 10 innymi osobami, gdy on i inni mieszkańcy Warszawy byli przeganiani z Woli do obozu w Pruszkowie. Trwało wówczas powstanie warszawskie. Kapłan przed wojną miał [jak krzyczeli żydzi md] antysemickie wystąpienia i chwalił Adolfa Hitlera za pozbawienie Żydów praw. W kontekście tego autora policja zabezpieczyła jego książkę pt. „Talmud o gojach a kwestia żydowska”. Co ciekawe publikacja nie została wydana przez 3DOM, tylko przez wydawnictwo Ostoja.
Wśród zarekwirowanych książek znalazły się także: „Księga Win Judy” wydawnictwa Magna Polonia, autorstwa Wilhelma Meistera, „Żydzi i Kahały – Tajne dokumenty ujawnione przez żyda ochrzczonego Brafmana”, „Protokoły Mędrców Syjonu ze wstępem krytycznym” wydane w tym roku.
Zabrano także trzy książki autorstwa jedynego żyjącego spośród „nielegalnych” autorów, tj. Radosława Patlewicza. Napisał on „Pogrom w Krakowie. Śledztwo historyczne”, „Mord rytualny w Rzeszowie? Śledztwo historyczne” oraz „Mędrcy Syjonu – Nowe Otwarcie”.
Nietrudno zauważyć, że wszystkie książki dotyczą Żydów lub kwestii żydowskiej. W związku nasuwa się pytanie, czy organ zajmujący się sprawą powinien nazywać się Komisją ds. Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu?
Dlaczego teraz?
Tomasz Stala uważa, że to nie przypadek, że to właśnie teraz doszło do wejścia służb do jego mieszkania. Książki bowiem wydawane były na przestrzeni kilku ostatnich lat. Czy dopiero teraz ktoś w służbach zobaczył, co wydaje wydawnictwo 3DOM?
Stala zwraca uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze nastąpiła zmiana władzy. Wielu funkcjonariuszy próbuje „wykazać się” w nowej, „tolerancyjnej” rzeczywistości, ścigając „wstrętnych faszystów” z Częstochowy. Po drugie Stala jest kandydatem na prezydenta Częstochowy w ramach nowego ugrupowania Alternatywa dla Częstochowy, scalającego prawicowe oraz miejscowe, niezależne środowiska. Miastem tym od dawna rządzą lewicowe siły, zresztą przy aprobacie mieszkańców.
Tomasz Stala uważa, że cała sytuacja jest po prostu politycznym atakiem. W mediach można będzie go bowiem przedstawiać w czasie kampanii wyborczej jako „podejrzanego o popełnienie przestępstwa”.
Walka z „prawicą”
Centralnym władzom może też wydawać się świetnym pomysłem „walka z faszyzmem” czy słynnym antysemityzmem. W końcu oto „dyktatura Kaczyńskiego” została odsunięta od władzy, a jaśnie nam panująca nowa oligarchia pod sztandarami LGBT, tolerancji, uśmiechu i KON-STY-TUC-JI już spostrzegła, że poza chęcią obalenia starego systemu niewiele ma ze sobą wspólnego. Widać to także po planach koalicyjnych – a może raczej ich braku – na nadchodzące wybory.
W związku z powyższym trzeba znaleźć najlepiej kilka tematów, które „utwierdzą w wierze” nie tylko elektorat, ale także samych polityków. Już wcześniej w Sejmie pojawiła się kwestia cenzurowania wypowiedzi dotyczących powiązań pedofili z homoseksualizmem. Jeszcze wcześniej skazano Mariusza Dzierżawskiego za to, że podawał publicznie dostępne i naukowo potwierdzone dane na ten temat. Ale to za mało.
Rządzący lewicowcy – od tych centrowych poprzez ludowych na skrajnych kończąc – potrzebują więcej punktów wspólnych na płaszczyźnie ideologicznej. Prawicowe wydawnictwa są świetnym punktem zaczepienia. Można bowiem zarzucać im łatwo brak tolerancji, antysemityzm, negowanie holokaustu, antyszczepionkizm, a jak się jakiś prokurator postara, to prawicowe wydawnictwa mogą stać się tymczasowo odpowiedzialne nawet za inwazję Marsjan. W końcu okres Wielkiej Histerii zwanej pandemią pokazał, jak duża część społeczeństwa potrafi wierzyć w totalne bzdury mimo publicznie dostępnych informacji.
Wolność poglądów i myśli
Choć sytuacja, w której służby specjalne wkraczają, by aresztować książki, wydaje się być zabawna, to w rzeczywistości wcale taka nie jest.
Po pierwsze non stop straszy się nas wojną. Ja za bardzo obecnie się taką ewentualnością nie przejmuję, jednak w państwie niezbudowanym z mokrego kartonu cały czas służby powinny czuwać nad bezpieczeństwem i wykrywać ewentualne zagrożenia, tak aby o ewentualnym ataku władza jak i naród były wcześniej poinformowane.
Tymczasem skoro ABW zajmuje się aresztowaniem książek, to znaczy, że raczej nie mogę oczekiwać, że na poważnie pilnują bezpieczeństwa państwa. I jako obywatel utrzymujący agencję, na wykrycie agentów jakiegokolwiek państwa w najbliższym czasie liczyć nie mogę.
Po drugie widać wyraźnie, że władza centralna ma – oczywiście w imię tolerancji i miłości – totalitarne zakusy na kontrolowanie tego, co kto czyta i uważa. Sam przeczytałem w przeszłości „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, „Manifest komunistyczny” Karola Marksa, a nawet „Biblię Szatana” Antona Szandora LaVey’a. W żaden sposób nie przybliżyło to mojego myślenia w kierunku akceptacji narodowego socjalizmu, komunizmu czy satanizmu. I przypuszczam, że podobnie jest w zdecydowanej większości.
Natomiast próba rugowania dostępności jakichś książek, zresztą na wzór palenia książek niepoprawnych politycznie w III Rzeszy, może mieć efekt odwrotny do zamierzonego, czyli faktyczny wzrost nienawiści do Żydów czy też wzrost poparcia dla narodowego socjalizmu. Ale spokojnie – wówczas winę zwali się nie na lewicowy rząd, który próbował zakazywać dostępności książek, tylko na prawicowe wydawnictwa lub media. A ludzie to łykną – jak zwykle.
Tę teorię mainstream na pewno nazwałby „szurską”, gdyby nie fakt, że pochodzi ona z samego mainstreamu. Według informacji „New York Times” na Ukrainie znajdowało się dwanaście tajnych amerykańskich baz CIA i to mógł był jeden z powodów ataku Rosji na Ukrainę.
W ciągu ostatnich 8 lat Stany Zjednoczone rozmieściły na Ukrainie 12 tajnych baz, przekształcając ją w kluczowy przyczółek wywiadowczy do walki z Rosją – takie informacje podał „New York Times”.
Według doniesień gazety dzięki tej współpracy Stanom Zjednoczonym, za pośrednictwem Ukrainy, udało się pozyskać więcej informacji o Rosji, niż dotychczas robiła to komórka CIA.
Pierwsza tajna baza na Ukrainie miała powstać w 2016 roku. Skupiała się na rozpracowaniu rosyjskich systemów szyfrowania. Po 24 lutego 2022 roku wszystkie bazy ośrodkami śledzenia rosyjskich satelitów szpiegowskich i przechwytywania rozmów.
„Położona w gęstym lesie ukraińska baza wojskowa sprawia wrażenie opuszczonej i zniszczonej, a jej centrum dowodzenia przypomina spaloną skorupę, ofiarę rosyjskiego ostrzału rakietowego na początku wojny. Ale to jest nad ziemią. Niedaleko dyskretne przejście prowadzi do podziemnego bunkra, w którym zespoły ukraińskich żołnierzy śledzą rosyjskie satelity szpiegowskie i podsłuchują rozmowy rosyjskich dowódców” – opisuje „New York Times”.
Gazeta stawia tezę, że tak swobodne działania Amerykanów na Ukrainie mogły wpłynąć na decyzję Putina o rozpoczęciu pełnoskalowej wojny z Ukrainą.
„Pod koniec 2021 roku Putin rozważał, czy rozpocząć inwazję na pełną skalę. Spotkał się z szefem jednej z głównych rosyjskich służb szpiegowskich, który powiedział mu, że CIA wraz z brytyjskim wywiadem MI6 kontrolowała Ukrainę i wykorzystała ją na poligon dla operacji przeciwko Moskwie” – twierdzi „NYT”.
Podstawową lekturą ogromnej większości ludzi jest codzienna gazeta. Oznacza to, że ich myślenie jest w dużym stopniu ustandaryzowane, że ich wiedza o świecie pochodzi głównie z jednego źródła, a to, co się wydarzyło, jest mało ważne, albowiem nic nie jest równie stare, co wczorajsza gazeta. Podobnie jak nasza pamięć wpływa na nasze obecne działania i nasze przyszłe decyzje, tak również wydarzenia, które miały miejsce w naszym świecie politycznym, w znacznym stopniu determinują to, co zdarzy się w przyszłości. Wśród minionych wydarzeń z ostatnich lat chyba żadne nie podsumowuje tak trafnie naszych problemów, jak zapomniana tragedia Polski.
Pamiętam, jak kilka lat temu napisałem takie oto słowa do audycji radiowej: „Polska została ukrzyżowana między dwoma złodziejami”. Przez dwóch złodziei miałem na myśli hitlerowców i Sowietów. Amerykanie w tamtych czasach wierzyli, że Sowieci są szczerzy, mimo że Lenin mówił, iż „musimy użyć każdego kłamstwa, oszustwa i podstępu, aby zaprowadzić światową rewolucję”. Otrzymałem telegram od jednego z moich cenzorów, który stwierdził, że nie mogę wygłosić tego oświadczenia na antenie, ponieważ byłoby ono obraźliwe dla Sowietów. Odesłałem depeszę zapytując: ” A gdyby tak nazwać Rosję dobrym złodziejem?”Ale cenzor nie uznał tego za ani trochę śmieszne.
Faktem było i jest, że Polska została ukrzyżowana między dwoma złodziejami. Osiemdziesiąt pięć procent jej domów zostało zniszczonych najpierw przez hitlerowców, a milion ludzi został bez dachu nad głową. Potem przyszli Sowieci, by utrwalić ruinę i dodać nowe ogniwa do łańcuchów niewoli. To właśnie z powodu Polski rozpoczęła się II wojna światowa i tak to rozumiano, gdy mówiono „Gdańsk albo II wojna światowa”. Choć dziś dziennikarze mówią o Rosji i III wojnie światowej, trafniejsze sformułowanie brzmiałoby „Polska albo III wojna światowa”. Polska jest zwierciadłem sytuacji na świecie; jest ona węzłem polityki europejskiej; jest kluczem do tego, czy w następnym stuleciu będzie panowała na świecie sprawiedliwość, czy przemoc.
Wyjątkowość Polski bierze się nie z tego, że Sowieci zgwałcili ją i wzięli do swojego imperialistycznego haremu, ale z tego, że pod koniec II wojny światowej Europa współuczestniczyła w tej zbrodni. Zniknęła Polska, ze względu na którą Anglia i Francja chwyciły za broń, Polska będąca sercem Karty Atlantyckiej, pod którą podpisał się Stalin. Karta Atlantycka obiecywała, że każdy lud i każdy naród będzie mógł wybrać taki rząd, jaki uzna za stosowny; Polsce tego odmówiono – najpierw przez inwazję Sowietów, a potem przez współudział Europy w mordzie dokonanym na Polsce.
Organizacja Narodów Zjednoczonych zdaje się nie dostrzegać niekonsekwencji w tym, że Sowieci – siejąc zamęt w Afryce, Azji i Ameryce Południowej oraz podżegając do nacjonalizmu – jednocześnie odmawiają prawa do samostanowienia Polsce i innym krajom za żelazną kurtyną. Rosja nie miała prawa do Polski – to jest elementarna etyka międzynarodowa. Prawne usankcjonowanie przez Europę siłowego zagarnięcia [Polski] było tożsame ze zgodą na rozbój.
Załóżmy, że cały akcent Wolnego Świata w ONZ zostałby zmieniony. Przypuśćmy, że zamiast organizować siły polityczne przeciwko „wrogiej” Rosji, zmieniono by akcenty i ponownie poruszono by kwestię Polski? Wówczas akcent nie byłby położony na przeciwstawienie się złu, lecz na obronę praw. Żaden naród nie jest silny, gdy przeciwstawia się innemu narodowi, ponieważ ów kradnie, ale każdy naród jest silny, gdy potwierdza, że uczciwość powinna być zasadą we wszystkich stosunkach międzynarodowych. W zjednoczeniu na rzecz praw Polski drzemie więcej energii niż w zjednoczeniu przeciwko imperializmowi Rosji.
Jeśli wolne narody nie przyjmą postawy umiłowania dobra, nadzieja Polski będzie musiała wznieść się ponad wszelkie nadzieje polityki. Ponadto w naszych sercach powinniśmy połączyć wierność obowiązkowi odbudowy Polski z uznaniem olbrzymiej dysproporcji tego zadania. Nasze nadzieje powinny być wtedy przyrównane do kwiatów i drzew, które w długie zimy zrzucają swą zieleń, by odrodzić się następnej wiosny. A jeśli narody zawiodą, Polska musi zaufać Chrystusowi, który łkał nad grobem Łazarza i który płacze teraz nad Polską. Wtedy Polska znajdzie zapewnienie swojej chwały w Tym, który mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: „On Being Human”, 1983 r., str. 301-304. (Tekst pochodzi z 1953 r.)
Niemieckie rafinerie korzystają że specjalnych pozqoleń na dodatkowe emisje siarki. Polskie rafinerie potwierdziły redakcji BiznesAlert.pl, że nie korzystają z takich pozwoleń. — W zakładzie w Gdańsku dopuszczalna roczna wartość emisji SO2 wynosi 308,47 t SO2 – podaje redakcji Rafineria Gdańska, która z mocą przerobową 10 milionów ton ropy rocznie jest porównywalna do niemieckiej Rafinerii Schwedt (PCK).
Płonące pochodnie rafinerii Schwedt
Natomiast Landowa Państwowa Agencja Ochrony Przyrody, Środowiska i Konsumentów w Recklinghausen przekazała, że rafineria Ruhr Oel, która przerabia rocznie około 12 milionów ton ropy, emitowała w 2020 roku 1 972 t SO2. Landowy Urząd w Schwedt przyznał, że rafineria PCK emitowała w tym okresie 4 970 t. Najwięcej SO2 ta rafineria emitowała jednak w 2019, gdy kominem puszczone zostało 6 740 t dwutlenku siarki. Emisje niemieckie są wyższe, ale możliwe dzięki specjalnym pozwoleniem.
Rafineria Schwedt należy w 54 procentach do rosyjskiego koncernu Rosnieft i jest położona 10 kilometrów od granicy z Polską. Taka spekulacje na temat możliwości nacjonalizacji i przekazania udziałów Orlenowi. Polska spółka potwierdziła rozmowy na ten temat w komentarzu dla Biznesalert.pl.
W rozmowie z Jarosławem Kornasiem Stanisław Michalkiewicz odniósł się do niedawnego przeszukania w siedzibie wydawnictwa 3DOM, należącego do Tomasza Stali.
Przypomniał też tajemnicze okoliczności śmierci dr. Dariusza Ratajczaka.
Przypomnijmy, że w środę ABW zawitało na przeszukanie do siedziby wydawnictwa 3DOM prowadzonego przez kandydata na prezydenta Częstochowy, a wcześniej startującego z list Konfederacji do Sejmu, Tomasza Stalę. Zarekwirowano wówczas m.in. cały nakład książek dr. Dariusza Ratajczaka.
– Ja od wielu lat to mówię, że komunizm nie może długo wytrzymać bez terroru i te wydarzenia pokazują, że etap umizgów się kończy (…). Narzędzia terroru w międzyczasie zostały stworzone. Główne narzędzia terroru są właściwie dwa – stwierdził Michalkiewicz.
Wskazał, że chodzi o mowę nienawiści oraz antysemityzm. – Tak jak za czasów sowieckich, po rewolucji bolszewickiej w Rosji, była „agitacja kontrrewolucyjna”, to była taka myślo-zbrodnia, a teraz są dwie myślozbrodnie wprowadzone: mowa nienawiści i antysemityzm – powiedział.
– Najpierw się zacznie od antysemityzmu, bo to jest najłatwiej – dodał.
Tajemnicza śmierć dr Ratajczaka
Michalkiewicz przypomniał, że dr Ratajczak był wykładowcą akademickim na Uniwersytecie w Opolu i „napisał taki skrypt dla studentów zatytułowany «tematy niebezpieczne», w którym to zawarł opis poglądów tzw. negacjonistów Holokaustu”.
– Dr Ratajczak, który uważał, że studenci powinni znać takie rzeczy, skoro to jest uniwersytet, sporządził taki skrypt (…) i został za to wyrzucony z uczelni przez jakichś takich gorliwców, politruków tamtejszych – przypomniał.
– Skończyło się to dla niego tragicznie, bo zajechał jako nieboszczyk na parking supermarketu i tam siedział w tym samochodzie, jako już nieboszczyk, i policja go znalazła w dosyć zawansowanym stadium rozkładu – dodał.
Dr Dariusz Ratajczak był m.in. publicystą „Najwyższego CZAS!”-u. Swoje teksty publikował także na łamach „Myśli Polskiej”, „Narodni Myslence” (Czechy), „Opcji na Prawo”, „Kronice” (Norwegia), „Polonii” (USA).
W 1999 r., po wydaniu „Tematów niebezpiecznych”, zbioru esejów historyczno-politycznych, zawierających m.in. omówienie poglądów rewizjonistów Holokaustu został zawieszony, a następnie wydalony z Uniwersytetu Opolskiego z zakazem pracy w zawodzie nauczycielskim na 3 lata. Podjął pracę stróża nocnego w jednej z opolskich firm. Równocześnie wytoczono mu proces sądowy o złamanie artykułu 55. Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Sprawa została umorzona wyrokiem Sądu Okręgowego w Opolu w 2002 r.
– Ja wprawdzie w sądzie cały czas tłumaczyłem, że przecież nie wyrażałem własnego zdania co do tez głoszonych przez rewizjonistów holokaustu, podkreślałem, że jedynie referowałem problem (a to wolno mi było robić), chciałem także powołać stosownych ekspertów w osobach pp. profesorów Rainy i Bendera, ale sąd pozostawał niewzruszony. Uznał, że sam jest władny określić, czy referowałem poglądy, czy też się z nimi zgadzałem – mówił w rozmowie z Radiem Rodzina w 2003 r. Ratajczak.
– Raz jeszcze powtórzę: sprawa była od samego początku „kręcona z góry”, szły dyrektywy z ministerstwa sprawiedliwości, że trzeba szybko „tego Ratajczaka załatwić”. Jeżeli bowiem nie zrobimy tego teraz, za chwilę pojawią się następni, którzy zaczną drążyć „bardzo niebezpieczny temat” – dodał.
– Mój Boże, czegóż to „nasze elity” nie wypisywały w tamtych czasach o mnie. Wysyłano mnie do zakładów psychiatrycznych, twierdzono, że moja sprawa może wpłynąć na stosunki polsko-żydowskie. Istna paranoja, „dom wariatów”. Taki to był cyrk i takie występujące w nim małpy – skiwtował.
Dr Ratajczak został znaleziony martwy w samochodzie pod jednym z centrów handlowych w Opolu w czerwcu 2010 roku. Policja znalazła ciało śp. dr Dariusza Ratajczaka w stanie zaawansowanego rozkładu. Zwłoki leżały w samochodzie renault kangoo, który prawdopodobnie od 28 maja stał na parkingu pod “Karolinką”. Według relacji kolegi – Ratajczak miał kupić wóz po to, by jechać nim do Holandii do pracy w charakterze tłumacza w firmie handlującej kwiatami. Wcześniej – jak podała „Nowa Trybuna Opolska” – historyk pracował w Norwegii i Anglii na zmywakach.
Józef Gryga pseudonim „Jędrek”, „Twardy”, „Partyzant” – w latach 1963-1966 był ostatnim na ziemiach polskich ukrywającym się wraz z bronią palną partyzantem powojennego antykomunistycznego podziemia. Ukrywającym się, uzbrojonym i często przemieszczającym z jednej wsi do innej. Był także ostatnim z polskiego zbrojnego wolnościowego podziemia, który został schwytany przez MO i SB. Był poszukiwany przez służby komunistycznego państwa, mniej lub bardziej intensywnie, od końca września 1945 r. do sierpnia 1966. Został ujęty i aresztowany dopiero 8 sierpnia 1966 r. i to zupełnie przypadkowo.
Józef Gryga urodził się 26 sierpnia 1923 r. w ubogiej rodzinie chłopskiej we wsi Wapniska koło Biecza w powiecie Gorlice (współcześnie to część Biecza). Był synem Karoliny Podkulskiej z domu Gryga (ur. w maju 1896 r.) i Antoniego. Został ochrzczony 29 sierpnia 1923 r. w kościele rzymsko-katolickim w Bieczu. Jeszcze przed II wojną światową ukończył 5 lub 6 klas szkoły podstawowej. Do pierwszych dni września 1945 r. mieszkał wraz z matką i młodszą siostrą Anną w starym drewnianym domu (współcześnie już nieistniejącym) we wsi Wapniska nr 45. Od któregoś dnia z pierwszej połowy września 1945 r., tj. od czasu, gdy otrzymał kartę powołania do komunistycznego wojska, ukrywał się i następnie działał w wolnościowej, antykomunistycznej konspiracji. W tym pierwszym okresie ukrywania się i konspiracji, tj. do lipca 1946 r., nosił pseudonim „Jędrek”, którego używał najprawdopodobniej już od roku 1943 lub 1944 – jeszcze w czasie okupacji niemieckiej. Bo w latach 1943-1944 prawdopodobnie należał do jakiejś konspiracyjnej grupy czy komórki AK w Bieczu lub okolicy. Istnieją bowiem krótkie kartoteczne zapisy niektórych jednostek UB i MO, jak np. KW MO i WUBP w Rzeszowie i Krakowie, wskazujące na bliżej nieokreślone członkostwo Józefa Grygi w AK, jak np. „nieujawniony członek AK”, „członek AK ps. »Jędrek«” itp. W jednym z dokumentów operacyjnych UB zapisano, że ówczesny przełożony „Jędrka” w AK nosił nazwisko Duda. W innych dokumentach UB i potem SB zapisano też, że (20-letni wówczas) Józef Gryga w roku 1943 został zabrany do przymusowej pracy w niemieckiej Baudienst (Służbie Budowlanej w Generalnym Gubernatorstwie). Po jakimś czasie uciekł z tej Służby i pracy w Krakowie, i powrócił w rodzinne strony, gdzie ukrywał się. Prawdopodobnie wówczas nawiązał kontakt z organizacją AK.
Józef Gryga „Twardy” od połowy kwietnia 1946 r. do 15 października 1946 walczył zbrojnie z komunistyczną administracją, MO i UB w szeregach partyzanckiego oddziału Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) pod dowództwem najpierw Jana Widełko pseud. „Czarny”, a następnie Andrzeja Szczypta pseud. „Zenit” (w oddziale „Zenita” został zaprzysiężony, otrzymał nową broń i pseudonim „Twardy” jednak dopiero około 30 lipca 1946 r.). Ten oddział podlegał od maja 1946 r. zgrupowaniu partyzanckich oddziałów NSZ pod dowództwem kpt. Jana Dubaniowskiego pseud. „Salwa” i okręgowej komendzie NSZ w Krakowie. „Twardy” brał udział w kilku większych zbrojnych akcjach oddziału „Czarnego” i „Zenita” – między innymi w zasadzce na ciężarowy samochód MO i UB z komendy w Gorlicach w dniach 22-23 września 1946 r. Dzięki pomocy współpracującego z partyzantami milicjanta z posterunku w Ropie sprowokowali oni wyjazd grupy operacyjnej MO-UB z Gorlic. Na drodze przy lesie koło Szymbarka ostrzelali ciężarówkę MO z broni maszynowej i zmusili funkcjonariuszy do poddania się. Po kilkugodzinnych przesłuchaniach rozstrzelali czterech funkcjonariuszy UB, a sześciu młodych milicjantów rozbroili, rozmundurowali i puścili wolno – zakazując im jednak dalszej służby w MO i UB pod groźbą kary.
Od końca września 1945 r. do kwietnia 1946 i następnie od 15 października 1946 r. do wiosny 1954 r. Józef Gryga sam dowodził kilkuosobowymi grupkami partyzantów i ludzi ukrywających się przed UB i MO. Stopniowo zdobywał broń, amunicję, żywność, pieniądze i inne zaopatrzenie. Z pomocą swoich towarzyszy broni zwalczał na wsiach w okolicach Biecza, Gorlic, Jasła i Tarnowa, zbyt gorliwych komunistycznych poborców wiejskich podatków i kontyngentów rolnych, niektórych sołtysów, gminnych urzędników i kierowników zlewni mleka. Kilkakrotnie przeprowadzał też zbrojne napady zaopatrzeniowe na sklepy i magazyny komunistycznych gminnych spółdzielni – powstałych w latach 1945-1946 na ogół na bazie ziemi i majątku przymusowo zabranych prywatnym właścicielom. Między innymi w Ołpinach 25 czerwca 1947 r. Kilkakrotnie dokonał też ostrzelania i odstraszenia lokalnych patroli MO i UB. W sporządzonej w roku 1976 „charakterystyce nr 69” – dotyczącej „bandy Grygi” – w jej podsumowaniu funkcjonariusze SB zapisali, że w latach 1946-1954 zbrojne 2-4-osobowe grupy pod dowództwem Józefa Grygi dokonały w sumie „25 aktów terrorystycznych, w tym 35 czynów przestępczych”. Były w tym m.in. 2 „napady” na funkcjonariuszy UB, 4 „napady” na funkcjonariuszy MO, 3 ataki na w sumie kilku członków PPR i ORMO oraz „13 napadów na sklepy i instytucje spółdzielcze” (wg akt IPN Rz 05/89). Ta statystyka UB/SB nie obejmuje udziału „Twardego” w zbrojnych akcjach oddziału „Czarnego” i „Zenita” od maja do 14 października 1946 r.
Józef Gryga stawiał zbrojny opór i walczył z komunistycznymi okupantami jego kraju od kwietnia 1946 r. do lata 1954 – wraz ze swoimi wiejskimi współpracownikami i towarzyszami broni. Później, tj. po aresztowaniu w maju i czerwcu 1954 r. kilku jego współpracowników i towarzyszy, już samotnie ukrywał się przed MO i UB i walczył o przetrwanie swoje, swojej matki, krewnych i przyjaciół. Matkę krótko odwiedzał wieczorami lub nocą – co kilka miesięcy. Nie mógł bywać u niej dłużej, gdyż MO i UB okresowo obserwowała dom matki z ukrycia – ze strychu i stodoły jej sąsiadów. A w latach 1954-1959 w jej starej chałupie funkcjonowała jakaś podsłuchowa instalacja UB – choć nie cały czas. Jednak, jak to wielokrotnie zapisali funkcjonariusze, Karolina Podkulska, pouczana przez syna, była wyjątkowo ostrożna i mądra. UB-SB nie pomogło nawet zwerbowanie trzech czy czterech tajnych informatorów z kręgu jej rodziny i bliskich przyjaciółek. Ich w sumie dość liczne podchody i zapytania o jej „Józka” zbywała ogólnikami i twierdzeniami, że „nic nie wie”.
W latach 1948-1966 Józef Gryga nosił kolejne konspiracyjne pseudonimy: „Partyzant” i „Józek”. Od września 1945 r. do sierpnia 1966, a więc prawie 21 lat, ukrywał się i wymykał kolejnym akcjom poszukiwania go, obławom i operacyjnym przedsięwzięciom UB, MO i SB – od października 1946 r. do lata 1966 przeprowadzanym kilkanaście razy specjalnie przeciwko niemu i jego pomocnikom przez jednostki UB, MO, KBW i SB z Gorlic, Jasła, Tarnowa, Rzeszowa i Krakowa. Od roku 1953 do 1966 były to przedsięwzięcia nadzorowane przez kilku oficerów Departamentu III MBP/MSW i Komendy Głównej MO w Warszawie. Były to między innymi operacje o kryptonimach „Szpak”, „Wisła” i „Melina” – angażujące każdorazowo i przez kilka miesięcy lub kilka lat po kilkunastu lub kilkudziesięciu funkcjonariuszy i po kilkudziesięciu ich tajnych współpracowników i informatorów. Np. w latach 1962-1966 w celu złapania „Partyzanta” i jego kilkunastu niedawnych i obecnych „meliniarzy” powiatowe i wojewódzkie jednostki SB i MO korzystały z donosów i informacji aż 51 ich tajnych współpracowników i informatorów – i to tylko w ramach samej operacji krypt. „Melina”.
Józef Gryga niekiedy ukrywał się w lasach i górach, a jesienią, zimą i wczesną wiosną w zabudowaniach w sumie kilkunastu gospodarzy-rolników. Między innymi w domu Władysława i Anny Słowików w Rzepienniku Strzyżewskim nr 304 (w latach 1954-1960) oraz w domu Józefa Bartusika i jego syna Alfreda we wsi Olszyny nr 447 (w latach 1961-1966). W latach 1954-1964 co kilkanaście miesięcy dokonywał, już w pojedynkę, zaopatrzeniowych napadów na wiejskie spółdzielcze sklepy GS „Samopomoc Chłopska” i na inne komunistyczne spółdzielnie. Zabierał z nich pieniądze, żywność i papierosy, żeby mieć co jeść i materialnie wspomóc ukrywających go, kwaterujących i na ogół bardzo ubogich wiejskich gospodarzy. Ostatnią taką akcję z bronią w ręku przeprowadził 30 października 1964 r. Po wcześniejszym rozpoznaniu terenu i zasięgnięciu od jednej z pracownic informacji na temat terminu wypłat pensji i pieniędzy napadł na kasę Spółdzielczego Zrzeszenia Chałupników w Żurowej w gminie Szerzyny. Około godz. 14.50 wszedł do budynku tej spółdzielni – z pistoletem w kieszeni oraz z pistoletem maszynowym MP i granatem ukrytymi pod płaszczem. Postraszył kasjera i dwóch innych mężczyzn obecnych w pomieszczeniu kasy groźbą użycia pistoletu i nakazał kasjerowi wyjąć pieniądze z żelaznej kasy i szuflady. Następnie spokojnie pochował paczki banknotów do kieszeni, powiedział grzeczne „do widzenia” i spokojnie poszedł przez pola do niezbyt odległego lasu (wg zapisów śledztwa SB). Pościg kilkudziesięciu funkcjonariuszy MO i SB za „Partyzantem”, trwający kilkanaście miesięcy, znów nie przyniósł im sukcesu. Chociaż uruchomili oni wszelką swoją agenturę i setki zwykłych donosicieli w trzech czy czterech powiatach. A listy gończe i plakaty z narysowanym przez speca SB domniemanym wizerunkiem Grygi wisiały w prawie każdej okolicznej wsi i na dworcach kolejowych aż prawie dwa lata – do sierpnia 1966 r. W aktach SB zapisano także, że Józef Gryga „zagarnął” wtedy 138,3 tys. zł (tj. równowartość ok. 90-92 ówczesnych przeciętnych pensji). Część tych pieniędzy „Józek” dał 20-letniemu wówczas Alfredowi Bartusikowi i polecił mu kupić w Gorlicach nowy i dobry rower, narty marki „Beskidy” i buty do nich, radioodbiornik, aparat fotograficzny i kilka innych potrzebnych mu rzeczy.
Kilka zapisków w aktach operacyjnych bezpieki dot. kilku ustnych i niedatowanych doniesień tajnych informatorów UB-SB z drugiej połowy lat 1950-ch. Te trzy czy cztery zapiski wskazują na to, że Józef Gryga zawarł, w ścisłej konspiracji i nocą, tajny ślub kościelny z panną o imieniu Zofia. Ponoć doszło do tego za dużą sumę pieniędzy zapłaconych jakiemuś księdzu, który początkowo nie chciał udzielić ślubu ściganemu przez UB „Partyzantowi”. Najprawdopodobniej ten ślub odbył się w kościele pw. św. Michała Archanioła w Binarowej w roku 1957 lub 1958. W liście do matki datowanym 15 grudnia 1958 r. (przechwyconym i odnotowanym przez SB) „Józek” napisał bowiem m.in.: „ożeniłem się”. Ale nie napisał, kiedy się ożenił, gdzie i z kim. Powtórzył to w kolejnym liście do matki z marca 1959 r. W aktach SB z lat 1960-ch już nie ma mowy o okolicznościach tajnego ślubu i konspiracyjnego, „zdalnego” i najpewniej krótkotrwałego małżeństwa „Partyzanta” z tajemniczą Zosią z Binarowej lub może z Jodłówki Tuchowskiej. Być może była to Zofia Kawa z Binarowej, córka Władysława, ur. 16 kwietnia 1928 r. – w połowie 50., cicha „narzeczona” Józefa Grygi. Ale jak wynika z zapisów UB-SB, ten konspirator w samych latach 50. miał bliskie kontakty z co najmniej czterema dziewczynami o imieniu Zofia. SB poszukiwała tej oficjalnej panny, a zakonspirowanej żony Grygi, w aż kilkunastu wsiach przez okres około dwóch lat – bez sukcesu. Np. pewien rozkaz szefa Wydziału III SB z komendy wojewódzkiej w Rzeszowie mówił o konieczności wytypowania przez lokalnych funkcjonariuszy MO i SB i ich donosicieli co najmniej trzydziestu urodziwych panien w wieku 20-35 lat, które z niejasnych powodów nadal mieszkają z rodzicami i odtrącają swoich adoratorów. Więc takie panny wyszukiwano, typowano i inwigilowano, czy aby nie kontaktują się z Grygą. Zaangażowana do tego zadania agentura UB-SB miała więc zapewne ciekawe zajęcie.
Józef Gryga został ujęty przez siły komunistyczne zupełnie przypadkowo. Dość upalnego 8 sierpnia 1966 r. został zatrzymany przez milicjanta i kilku mieszkańców we wsi Rzepiennik Suchy – w zabudowaniach nieznanego mu wcześniej wiejskiego „dentysty” Tadeusza Niemca, do którego „Partyzant” zgłosił się w celu usunięcia mocno bolącego go zęba. Ale dentysta polecił mu czekać na zabieg rwania. Został pojmany po donosie córki dentysty, która w marynarce podejrzanego i nietrzeźwego nieznajomego (bo „Józek” od rana pił wino i wódkę, żeby ukoić ból zęba) zauważyła pistolet i wkrótce poinformowała o tym żonę milicjanta mieszkającego w sąsiedztwie. W efekcie Józef Gryga został zatrzymany przez tego funkcjonariusza MO i skuty kajdankami – przy pomocy kilku mieszkańców wsi, w tym wspomnianych kobiet. Chwilę wcześniej próbował uciekać, ale nie udało mu się przeskoczyć płotu przydomowego ogródka. Nikt z tych mieszkańców Rzepiennika Suchego nie wiedział, kogo zatrzymali. Dowiedzieli się dopiero po dobrych kilku godzinach – po przyjeździe funkcjonariuszy z Gorlic.
Po ponad rocznym śledztwie SB i po licznych przesłuchaniach, pomimo swoich obszernych i dość szczerych zeznań, a także pomimo dobrowolnego wydania SB swojej ukrytej w lesie broni maszynowej, granatów i ponad 65 tys. zł z pieniędzy pozostałych mu z rabunku w Żurowej, 21 września 1967 r. Józef Gryga został skazany przez Sąd Wojewódzki w Rzeszowie na karę śmierci, utratę praw obywatelskich i publicznych i karę grzywny 60 tys. złotych. Choć zarzutu zabójstwa jakiejś osoby cywilnej czy konkretnego funkcjonariusza UB, KBW lub MO nie było. Kara śmierci została mu zamieniona prawdopodobnie jeszcze na tym samym posiedzeniu Sądu na dożywotnie więzienie. Karę dożywotniego więzienia władze PRL zamieniły mu w roku 1969 na 15 lat więzienia – na mocy ogólnej amnestii. Zakład karny w Barczewie koło Olsztyna „Twardy” opuścił 29 kwietnia 1981 r. Według zapisów więziennej administracji (akta IPN Ol 52/1765) mógł on opuścić to więzienie już w końcu grudnia 1979 r., gdyby nie wspomniana kara grzywny, której wraz z odsetkami ani on, ani jego uboga matka i siostra z Biecza nie byli w stanie w pełni spłacić. W aresztach i więzieniach PRL „Partyzant” – w latach 1945-1966 prawdziwie „wolny ptak” – spędził 14 lat, 8 miesięcy i 3 tygodnie. Był całkowicie „wolnym ptakiem” przez 21 lat – wolnym przede wszystkim od licznych kontroli, nakazów, zakazów i podatków urzędów i organów socjalistycznego państwa.
Po wyjściu z więzienia Józef Gryga przez kilka lat mieszkał w rodzinnym Bieczu – w domach rodziny, w tym u córki siostry swej matki – p. Łucji Kuk. Pracował w zakładach drzewnych w Bieczu. W 1982 r. ożenił się z Marią Winiarską z okolic Biecza. To małżeństwo trwało tylko kilkanaście miesięcy i zakończyło się urzędowym rozwodem. Natomiast 25 października 1989 r. Józef Gryga zawarł ślub kościelny z Emilią Nieć z parafii rzymsko-katolickiej w Czechowicach-Dziedzicach, pow. Bielsko-Biała. I najprawdopodobniej tam mieszkał od roku 1989 i tam zmarł dn. 17 stycznia 1997 r. (wg danych z systemu PESEL MSW PRL dot. ewidencji ludności i obowiązującego też w latach 1990-ch). Zmarł w wieku 73 lat i niespełna 5 miesięcy. Jesienią 2023 r. grób Józefa Grygi znajdował się na Cmentarzu Parafialnym w Czechowicach-Dziedzicach.
=============================
+ Christus vincit !
Ps.
1 marca – dzień żołnierzy niezłomnych (dla zmylenia nazywanymi – „wyklętymi”)….
„…..I na koniec jeszcze jedno ogłoszenie- 1 marca w Bieczu, w kinie , o godz 18-tej odbędzie się premiera nowego filmu pt. „Gryga” pokazującego losy ostatniego partyzanta ,który dał się złapać dopiero w 1966 r (sierpień). Wszystkich mieszkańców Biecza i okolic* serdecznie zapraszamy.. Wstęp wolny.
*ponieważ nie ma wyszczególnienia jaki zasięg „okolicy” ,zatem czyż to określenie nie można rozpatrywać wg uznania (np. dla zainteresowanych dowolny promień odległości ziemskiej).
Światło Loży nie jest tożsame ze Światłem Chrystusa. Masoneria proponuje swoją własną religię – religię gnozy i relatywizmu. Dlaczego Kościół katolicki podejmuje z nią dialog? Takie pytanie stawia na łamach „La Nuova Bussola Quotidiana” franciszkanin Niepokalanej, o. Paolo Siano, włoski ekspert ds. masonerii.
Ojciec Siano odwołuje się do słynnego spotkania 16 lutego w Mediolanie pomiędzy przedstawicielami trzech największych włoskich lóż a ludźmi Kościoła. Przypomina, że mediolańskie spotkanie przyniosło dwie zasadnicze konkluzje, przynajmniej na ile można to stwierdzić na podstawie przecieków medialnych. Po pierwsze, kardynał Francesco Coccopalmerio zaproponował ustanowienie „okrągłego stołu” dialogu Kościoła z masonerią. Po drugie, bp Antonio Staglianò wezwał do oddzielania podejścia prawnego od duszpasterskiego, proponując „miłosierną drogę” wobec wolnomularzy.
Duchowny zwrócił następnie uwagę na treść przemówień dwóch mistrzów masońskich, Stefano Bisiego i Luciano Romoliego, które zostały opublikowane w sieci. Stefano Bisi zarzucał Kościołowi wrogość i nieuzasadnioną walkę z masonerią, co, jak przypomniał ojciec Siano, nie ma żadnego uzasadnienia historycznego, bo było raczej dokładnie odwrotnie. Autor wskazał ze szczególnym naciskiem na te partie przemówienia Bisiego, które dotykały samej istoty masonerii: relatywizmu. Bisi wzywał bowiem Kościół, by ten odszedł od pojęcia Prawdy, sugerując, że ci, którzy twierdzą, że wyznają jedyną Prawdę – jak katolicy – po prostu „oszukują samych siebie”. Masoneria ma być bardziej wolnościowa i „nieustannie szukać prawdy, pozostawiając dogmaty innym”. W tych słowach Bisiego dobrze widoczna jest wrogość do dogmatów Kościoła, relatywizm, budowanie kontrastu pomiędzy Słowem Bożym a nauką dogmatyczną Kościoła. Dalej Stefano Bisi sugerował, że mianem „boga” (w tekście pisał „bóg” z małej litery) można określić wszechświat, co odsyła nas do panteizmu w stylu heretyka Giordana Bruno, na którego w innym miejscu wystąpienia Bisi się zresztą powoływał.
Podobne tezy prezentował w swoim przemówieniu Luciano Romoli. Wielki mistrz stwierdzał, że masoneria kultywuje takie idee jak „tolerancja, relatywizm, wiara w postęp badań i wiedzy, równość i wolność”. Przekonywał, że idee „tolerancji i relatywizmu” są szczególnie istotne „w odniesieniu do religii” – zwłaszcza w takim świecie, jak zachodni, który staje się „coraz bardziej wieloetniczny i wieloreligijny”. Romoli mówił też nieco o ezoteryce i gnozie masonerii. Członków masonerii nazywał „adeptami”, wskazując na łączenie przez wolnomularzy „tego, co racjonalne, z tym, co przed-racjonalne”, mówił o „procesie aktywnej transformacji i stopniowej identyfikacji ze świętym jądrem własnej osobowości”, o doświadczaniu sacrum oraz o „zrozumieniu współistotności materii i ducha” czy wreszcie o „współuczestnictwie w powszechnej harmonii”.
Ojciec Siano pyta na koniec, jaki jest zatem cel publicznego i oficjalnego dialogu Kościoła i masonerii. Z perspektywy wolnomularzy, wskazuje, jest to dość oczywiste: masoneria prezentuje się jako szanowany, uznany i zgoła niezbędny partner Kościoła, co daje też szansę na otwarcie drogi do „pojednania”, tak, by katolicy mogli być częścią masonerii. „Jednak masońskie Światło, Światło Wielkiego Architekta Wszechświata… nie jest Światłem Chrystusa i Kościoła katolickiego” – podsumowuje kapłan.
Pracownicy spółdzielni robót wysokościowych „Okienko” byli na ogół bardzo młodzi. Wyznawali – jak już wspominałam – zasadę, że cnota jest to permanentny brak okazji.
A że okazji im nie brakowało, ich życie towarzyskie i uczuciowe było bogate, ciekawe i pełne zmiennych konfiguracji. Osoby rzadziej bywające na imprezach jak je nazywano „okiennych” łatwo mogły popełnić gafę pytając parę, która już dawno przestała być parą o dzieci albo budowę wspólnego domu. Spółdzielnia, poza opozycją regionu, skupiała wszelkiej maści oryginałów. Mówiąc wprost – różnych sympatycznych swoją drogą wariatów. Jedni nurkowali w zimie w Bałtyku, inni latali na paralotni, wreszcie inni wspinali się i żeglowali.
Był wśród nich Mietek Ryś, który po licznych podróżach wylądował gdzieś na Syberii w syberyjskiej chacie z syberyjską damą u boku. Jego ślubna żona pocieszała się jak mogła. Ponieważ poprzedni ślub był tylko cywilny, każda nowa konkieta mogła dla niej zaowocować prawdziwym sakramentalnym małżeństwem. Sakrament – sakramentem, lecz biała suknia, kwiaty i deszcz monet różnych nominałów przy wyjściu z kościoła to to, o czym marzy każda kobieta niezależnie od wieku. Żona Rysia była młoda i ładna więc pocieszycieli nie brakowało.
Chłopcy formułowali zresztą często pogląd, że nie ma zbyt brzydkich i zbyt starych żeby się nimi (nazwijmy to ) zainteresować kobiet, tylko czasami brakuje wódki.
C D N
Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”
=====================
mail: Jakich „nazwisk”? Nawet ksywy ukrywasz, Gizdo…