Jak globaliści upokorzyli Rumunów instalując im „demokrację”

Jak globaliści upokorzyli Rumunów instalując im demokrację

Agnieszka Piwar 2024-12-07 https://piwar.info/jak-globalisci-upokorzyli-rumunow-instalujac-im-demokracje/

Perfidna metoda liberalnej demokracji polega na tym, że daje się ludziom złudzenie, iż mają jakiś wybór i mogą o czymkolwiek decydować. Pod przykrywką populizmu politycznego organizuje się szyderczy spektakl. System podsuwa wyborcom starannie wyselekcjonowanych kandydatów, którzy odgrywają życiowe role – mają udawać, że różnią się od innych w fundamentalnych sprawach.

Dzięki temu zabiegowi w Stanach Zjednoczonych nieprzerwanie rządzi szajka Republikanów i Demokratów, a w III RP łupy [ochłapy, miła pani… Łupy oczywiście idą wyżej. md] dzielą post-okrągłostołowe partie z przystawkami. Wszyscy oni kłócą się między sobą pod publiczkę, jednocześnie wiernie służąc globalistom. Wystarczy popatrzeć za czym głosują i jakie ustawy przepychają. Tak to mniej więcej się kręci.

Wygląda na to, że mistrzowski poziom osiągnięto w Rumunii. Tamtejszy Trybunał Konstytucyjny podjął właśnie decyzję o unieważnieniu wyborów prezydenckich. Powód? Dopatrzono się nieprawidłowości podczas kampanii kandydata, który wygrał pierwszą turę. Calin Georgescu miał być beneficjentem operacji prowadzonej spoza granic Rumunii. Podejrzenia padają na Rosję.

Przyglądając się sylwetce Georgescu, nasuwa się szereg pytań. Oto bowiem przed Rumunami postawiono kandydata, który stanowczo krytykuje globalistów i broni chrześcijańskich wartości. Na pierwszy rzut oka wygląda więc na to, że globaliści użyli swoich wpływów, aby wyeliminować go z gry. Sęk w tym, że najwyraźniej jest to ich własny człowiek. Czego nie rozumiecie?

TRADYCYJNY KRAJ

Rumunia to taka Polska sprzed lat. Społeczeństwo (jeszcze) szanuje tradycję, jest całkiem konserwatywne i religijne. Wieloletnie rządy komunistów z czasów Układu Warszawskiego nie zdołały zniszczyć do reszty tego bałkańskiego narodu. W związku z tym, z dużym prawdopodobieństwem należy założyć, że dla Rumunów rozpisano podobny scenariusz jak dla Polaków.

U nas mniej więcej wyglądało to tak. Zainstalowano Radio Maryja z dyrektorem Tadeuszem Rydzykiem na czele. Następnie wszczęto potężną nagonkę na toruńską rozgłośnię. W naturalnym odruchu znaczna część religijnego społeczeństwa stanęła po stronie prześladowanych. W efekcie, wpływy Rydzyka i jego stacji rosły w najlepsze.

Potem z Torunia popłynęło oficjalne poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego i jego partii Prawo i Sprawiedliwość. Zadaniem tego towarzystwa było odegrać rolę obrońców chrześcijańskich wartości. Polacy łyknęli jak pelikany. Tymczasem po wygranej wyborów politycy PiS przepychali jak leci wytyczne globalistów, z agendą na rzecz zrównoważonego rozwoju włącznie.

Czym w poprzednich latach trudnił się Georgescu, który w ostatnich wyborach jechał ostro po globalistach? Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku zajmował wysokie stanowiska w ministerstwie środowiska Rumunii, gdzie koordynował projekty dotyczące zrównoważonego rozwoju, a także kierował pracami zespołów opracowujących krajowe strategie w tej dziedzinie. W latach 2000–2011 był dyrektorem wykonawczym CNDD, centrum zajmującego się zrównoważonym rozwojem.

Rumuński polityk był też ekspertem w biurze wysokiego komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw praw człowieka. W latach 2013–2015 kierował centrum badawczym Klubu Rzymskiego, a od 2015 do 2016 zarządzał instytutem United Nations Global Sustainability Index Institute.

Po tych wszystkich latach spędzonych na realizacji wytycznych organizacji ściśle powiązanych z globalistami, Georgescu stanął przed Rumunami jako niezależny kandydat na prezydenta i obwieścił publicznie, że globaliści nie są jednak cacy.

Początkowo nie dawano mu dużych szans, ale zawojował TikToka, gdzie masowo udostępniano filmiki z Georgescu w roli głównej. Na jednym z nich kandydat na prezydenta poszedł do Cerkwi Prawosławnej, gdzie ucałował świętą ikonę, a następnie przemówił do rumuńskiego ludu tymi oto słowami:

«Dziś walczą z Bogiem, ale globaliści nie rozumieją, że Boga nie można pokonać i nie można Go zastąpić. Dziś jest to w zasadzie kryzys duchowy. To bitwa Archanioła Michała z szatanem. Chcą usunąć chrześcijaństwo. Wzywamy do chrześcijańskiej świadomości. Mamy nieograniczoną wiarę w nasz starożytny kościół. Mamy nieograniczoną wiarę w Jezusa Chrystusa i w nasz naród».

W tle płomiennego przemówienia rozbrzmiewała piękna prawosławna pieśń. Serca Rumunów zostały poruszone i tłumnie ruszyli do urn wyborczych, zapewniając Georgescu wygraną w pierwszej turze.

Wkrótce potem upokorzono wyborców tego kandydata, wywalając ich głosy do śmietnika. Decyzją o anulowaniu wyborów wprowadzono Rumunów w konsternację. Oto bowiem w systemie liberalnej demokracji nie ma miejsca na stabilizację. Wszystko opiera się na chaosie i wielkim przekręcie, aby zwykły człowiek nie był w stanie połapać się w rozmaitych konfiguracjach.

PRZEBIEGŁY SYSTEM

Wyniki wyborów wzbudziły sensację w zagranicznych mediach. Także w Polsce poświęcono sporo uwagi kandydatowi, który zdeklasował konkurentów. U nas głównie rozpisywano się o tym, że to człowiek Putina, czyli zastosowano sprawdzone techniki obrzydzania (dla jednych) i uwiarygadniania (dla drugich), w zależności od upodobań.

Jeszcze większą sensację spowodował fakt, że wybory zostały anulowane. Decyzja Sądu Konstytucyjnego Rumunii wywołała falę oburzenia. Czy unieważnienie wyborów prezydenckich, to zemsta globalistów, bo ich człowiek urwał się ze smyczy? A może to tylko część operacji, aby uwiarygodnić i wykreować nowego bohatera narodowego?

Nie wykluczam żadnej z tych możliwości, łącznie z taką, że jest to marionetka Kremla (jako że Putin też trzyma z globalistami, to wszystko zostaje w rodzinie). Warto przy tym odnotować, że dzień przed decyzją o anulowaniu wyborów, Georgescu zapowiedział, że zakończy wszelkie wsparcie dla Ukrainy, jeśli obejmie najwyższy urząd w państwie.

Wersja o dzielnym i uczciwym Rumunie, który pracując dla globalistycznych struktur zrozumiał z jakim złem ma do czynienia, wydaje się najmniej prawdopodobna. Nie jest jednak niemożliwa. [bold- md] Z dziejów historii znam bowiem przypadki wielkich nawróceń, także wśród przywódców.

Zanim jednak rozczulimy się nad bohaterem niniejszego artykułu, warto przyjrzeć się bliżej Klubowi Rzymskiemu, dla którego Calin Georgescu swego czasu pracował. Ta nieformalna międzynarodowa organizacja typu think tank ma konkretne plany na poszczególne narody. Dla przykładu, Polaków musi ubyć, najlepiej zredukować nas do 15 milionów, co przyznał guru organizacji.

W 1975 roku prof. Dennis Meadows z Klubu Rzymskiego udzielił na ten temat wywiadu miesięcznikowi „Kultura”. Powiedział wtedy wprost:

«(…) Państwa powinny prowadzić taką politykę, która zagwarantowałaby stan stały – równowagę ludności, zużycia materiałów i surowców, energii i żywności. (…) Na przykład, jeżeli chodzi o Polskę, to sądzę, że macie zbyt duży przyrost ludności. 15 milionów ludności gwarantowałoby równowagę. Dalej: jeżeli chodzi o Polskę, widzę takie problemy – po pierwsze: właśnie zahamowanie eksplozji demograficznej (…)».

Generalnie pod pretekstem „równowagi” globaliści dążą do drastycznej redukcji ludności. Plan ten opisano w książce pt. „Granice wzrostu”, wydanej w 1972 roku przez Klub Rzymski. Współautorem publikacji jest wspomniany Dennis Meadows. Oto kluczowy fragment:

«Stan równowagi światowej można by zaplanować w ten sposób, żeby podstawowe potrzeby materialne każdego człowieka na ziemi były zaspokojone i żeby każdy z nich miał jednakowe szanse wykorzystania swoich osobistych możliwości.»

Dla podkręcenia powyższej utopii powołano Agendę ONZ na rzecz zrównoważonego rozwoju. Pod przykrywką rzekomego wyrównywania szans, dokonuje się depopulacji (aborcja, szpryce, fałszywa pandemia, sterylizacja, eutanazja, etc.), bo nie ma takiej możliwości, aby po równo zaspokoić materialne i osobiste potrzeby całej ludności. Globaliści ubzdurali więc sobie, że uda się tego dokonać, jeśli ludzi na świecie będzie znacznie mniej.

Czy Calin Georgescu pracując dla globalistów odkrył ich przekręty i postanowił uwolnić Rumunię z pajęczyny zła? Niczego wykluczyć nie można, ale trzeba zachować ostrożność wobec kogoś z taką biografią.

Tymczasem, w związku z wyżej wymienionymi faktami, pozostaje życzyć Rumunom (i Polakom) obalenia liberalnej demokracji. W systemie tym nie zostanie bowiem wybrany kandydat, który faktycznie występuje przeciw globalistom. Przecież to właśnie globaliści – którzy chcą zastąpić Boga – zainstalowali w naszych krajach liberalną demokrację, aby każde wybory przebiegały po ich myśli.

Agnieszka Piwar

Mondo cane czy mondo humanum. Cywilizacja schodzi nie na psy lecz „na ludzi”.

Mondo cane czy mondo humanum. Cywilizacja schodzi nie na psy lecz „na ludzi”.

Izabela Brodacka

Za czasów komuny lecznictwo weterynaryjne było na poziomie nieosiągalnym w państwowej służbie zdrowia. Weterynarze okazywali pacjentom więcej empatii i wielkoduszności niż zwykli lekarze. Bardzo lubię zwierzęta, zawsze starałam się im pomóc na własną rękę i za własne pieniądze. Weterynarze wiedząc, że leczę zwierzęta z wypadku lub przybłąkane wielokrotnie nie brali ode mnie z własnej inicjatywy pieniędzy, ofiarowywali leki i starali się o miejsce dla wyleczonego zwierzaka. Aby nie być gołosłowną pozwolę sobie opisać kilka takich przypadków. Pewnego dnia na moich oczach na ulicy wówczas Marchlewskiego (obecnie Jana Pawła II) w Warszawie taksówkarz celowo potrącił a właściwie przejechał ogromnego mieszańca wilczarza. Z najwyższym trudem zniosłam z jezdni zalane krwią ogromne psisko i stałam bezradnie nie wiedząc co zrobić. Zatrzymał się następny taksówkarz i mówiąc, że wstyd mu za kolegę zawiózł mnie ( za darmo) do lecznicy weterynaryjnej SGGW mieszczącej się wówczas przy ulicy Grochowskiej. Okazało się, że pies ma złamaną szyjkę kości udowej i został zakwalifikowany do tak zwanego „ gwoździowania” . Bardzo trudna operacja trwała przeszło 4 godziny, lekarze wzięli jednak opłatę tylko za zszycie łapy czyli najniższą z możliwych. Pies spędził u nas w domu cały miesiąc co było trudne gdyż trzeba było pilnować żeby nie położył się na chorej łapie. Gdyby gwóźdź wypadł operacji nie dałoby się powtórzyć gdyż ułamek kości od strony stawu był zbyt krótki. Wszystko skończyło się dobrze, pies wyzdrowiał i odnalazł się jego prawdziwy właściciel. Co ciekawe po powrocie z lecznicy do domu znalazłam w kieszeni płaszcza sporą sumę pieniędzy, którą wsunęli mi zapewne świadkowie wypadku. Byłam zbyt zszokowana żeby to zarejestrować. Przechodnie pomagali mi zresztą jak mogli, przynieśli jakieś koce i tektury żeby nie brudzić taksówkarzowi samochodu krwią, a wpychając mi do kieszeni pieniądze praktycznie złożyli się na operację i utrzymanie chorego zwierzaka.

Kiedy indziej znany doktor Marek Salewicz z lecznicy weterynaryjnej przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie nie tylko wyleczył za darmo szczeniaka znalezionego w mroźny dzień w śniegu na Polu Mokotowskim lecz oddał mi swoje własne kartki na mięso żebym mogła go dobrze odżywiać po operacji. Takie dobre uczynki nie tylko się długo pamięta lecz warto je przypominać. Gdyby nie doktor Salewicz musiałabym w ponurych czasach kartek dobrze karmić psa kosztem dzieci.

Kolejna prawdziwa historia. Pewnego dnia sroki wydziobały oczko dzikiemu kociakowi na daszku nad bramą mojej kamienicy. Sąsiad usiłujący ratować kotka został przez niego pogryziony i spadli razem z drabiny. W lecznicy przy Gagarina zaopiekowano się kotkiem za darmo. Oka nie dało się uratować ale miał dodatkowo składaną złamaną przy upadku łapkę. Został nazwany Cyklopem, wyrósł na pięknego kota i znalazł dobry dom. Nie był to odosobniony przypadek. Lecznica przy Gagarina wyleczyła zabłąkaną fretkę i namówiła na jej adoptowanie mego syna. Fretka podróżowała potem z synem nawet na Kostarykę. Pewna znajoma została również namówiona aby wziąć z lecznicy przy Gagarina bezdomnego ślepego boksera.

Służba zdrowia pierwsza zeszła na psy. Do szpitala nie sposób się obecnie dostać nawet ze skierowaniem, udając się z pilnym problemem na SOR czeka się na pomoc nawet kilkanaście godzin, na wizytę u specjalisty kilka do kilkunastu miesięcy, podobnie na niezbędną operację.

Przez wiele lat za wzór opieki medycznej stawiano właśnie opiekę weterynaryjną. W przekonaniu, że sprawił to wolny rynek wielu reformatorów postulowało prywatyzację służby zdrowia. Uważali, że płacąc za leczenie – jak u weterynarza- będzie można wymagać właściwego poziomu usług, że wolny rynek wyeliminuje lekarzy gorszych czy niezbyt uczciwych. Za wzór stawiano również usługi stomatologiczne, które sprywatyzowały się praktycznie jeszcze za czasów komuny. W przychodniach państwowych leczyli zęby wyłącznie ludzie bardzo ubodzy albo straceńcy. Uczciwi stomatolodzy pracujący w przychodniach państwowych nie mieli dostępu do dobrych materiałów więc ich usługi z konieczności nie były na wystarczającym poziomie. Niskie zarobki w „uspołecznionej” służbie zdrowia rekompensowali sobie prywatną praktyką używając w niej sprowadzane za dewizy materiały i leki.

Obecnie lecznice weterynaryjne też zeszły na psy. Po prostu całkowicie się skomercjalizowały. Jest recepcja , komputery, elegancka poczekalnia i cukierki dla klientów, ale nie ma już tej atmosfery życzliwości dla zwierząt oraz dla ludzi którzy ratują je na własny rachunek. Każdy zwierzak poddawany jest na ogół licznym – potrzebnym lub nie – drogim badaniom, a koszty leczenia są koszmarne. Mojemu psu po wypadku badano poziom cholesterolu i echo serca, a nie rozpoznano zapalenia otrzewnej. Po zainkasowaniu 3000 zł. za całkowicie zbędne moim zdaniem badania weterynarze zaproponowali mi łaskawie, że mogą psa „ dośpić”.

Nie podaję nazwy lecznicy bo nie jest to tekst interwencyjny. Dowcipny mechanik samochodowy powiedział, że znalezienie uczciwego weterynarza jest obecnie tak samo trudne jak znalezienie uczciwego mechanika samochodowego. Mam nadzieję, że on sam jest uczciwy.

„Zejść na psy” jest to określenie potoczne, a jak obecnie brzydko mówią dziennikarze i politycy – „kolokwialne”. Oznacza ono całkowity upadek. Na psy zeszła etyka lekarska nakazująca przede wszystkim nie szkodzić pacjentowi, indywidualną odpowiedzialność zastąpiły procedury. Nie tylko w medycynie.

Słynny pilot „Sully” Chesley Sullenberger, który 15 stycznia 2009 roku wylądował na rzece Hudson w Nowym Jorku, ratując wszystkich pasażerów został oskarżony o naruszenie procedur. Uratował tych ludzi po prostu bezprawnie, natomiast gdyby zginęli zgodnie z procedurą wszystko byłoby w porządku.

Zastąpienie ducha prawa literą prawa to jak twierdzi Feliks Koneczny kwestia cywilizacyjna. Cała nasza cywilizacja schodzi na psy.

A może jest inaczej. Cywilizacja schodzi nie na psy lecz na ludzi. Tak jak na ludzi zeszła weterynaria.

Pospieszalski ostro o Kaczyńskim. Ochrona życia dzieci należy do fundamentalnych kwestii moralnych i do podstawowych zagadnień ustrojowych.

12 grudnia 2024

Pospieszalski ostro o Kaczyńskim. Chodzi o aborcję

https://pch24.pl/pospieszalski-ostro-o-kaczynskim-chodzi-o-aborcje

Aborcja to nie jest sprawa prywatna, ale fundamentalna kwestia ustrojowa. Państwo ma obowiązek chronić życie najsłabszych. Jan Pospieszalski ostro ocenił słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

2 grudnia prezes PiS Jarosław Kaczyński w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność” powiedział, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego został odebrany przez ludzi jako „ingerencja w prywatność”, a jego partia powinna dążyć dziś do „kompromisu” z opozycją „w sprawach obyczajowych”.

W kanale PCh24 TV bardzo ostro ocenił te słowa dziennikarz i muzyk Jak Pospieszalski. Jak wskazał, kilka dni wcześniej kandydat na prezydenta Karol Nawrocki udzielił w mediach wypowiedzi na temat ochrony życia, która z perspektywy Nowogrodzkiej była niezadowalająca. Dlatego prezes Kaczyński postanowił pospieszyć Karolowi Nawrockiemu „z pomocą” i zasuflował mu przekaz dnia. – Tym przekazem dnia, jak słyszymy, ma być próba zbudowania kompromisu w „sprawach obyczajowych” – powiedział Pospieszalski.

– Jeśli prezes Kaczyński mówi, że kwestia życia ludzkiego jest kwestią obyczajową, to ja przepraszam bardzo, ale mamy do czynienia z jakimś dysonansem semantycznym – dodał.

Jak wskazał, obyczaj to jest przepuszczanie kobiet przodem albo posłanie rano łóżka, ale nie zabijanie dzieci nienarodzonych.

– Ochrona życia dzieci należy do fundamentalnych kwestii moralnych i do podstawowych zagadnień ustrojowych. Po co powstało państwo? Jego pierwszą funkcją jest zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom. Fundamentem ustrojowym państwa jest ochrona tych najsłabszych, także tych, którzy się jeszcze nie zdążyli urodzić – stwierdził.

– Aborcja to nie jest sprawa prywatna. Żadna pani nie implantuje sobie życia przez samorództwo. Musiał być do tego mężczyzna, jakaś sytuacja społeczna. To nie jest sprawa prywatna. Poza tym, tu chodzi o zabicie życia ludzkiego – o zabicie obywatela. Gdyby ten obywatel urodził się jako wcześniak, a matka zginęłaby w wypadku samochodowym, to wszystko by po niej odziedziczył. Prawo rozpoznaje go jako obywatela. Ustawa o rzeczniku praw dziecka mówi, że dzieckiem jest osoba od poczęcia do 18. roku życia. To mamy w prawie! – wskazał.

– Albo przyjmujemy prawo i konstytucje, albo budujemy sobie jakieś prywatne opowieści – dodał Jan Pospieszalski.

Więcej w nagraniu.

Pach

Skąd się bierze radość?


Skąd się bierze radość?
Fundacja Pro-Prawo do życia 
Szanowny Panie Mirosławie! Trzecia niedziela Adwentu to Niedziela Radości. Oba czytania i psalm pełne są nadziei i wesela. W naszych czasach obserwujemy jednak deficyt radości. Dlaczego tak się dzieje?
Zachęcam Pana do lektury trzeciej części naszych krótkich rozważań adwentowych. Może ich Pan również odsłuchać w formie podcastu.
Skąd się bierze radość? [foto]Prorok Sofoniasz pisze: „Mocarz, który zbawia uniesie się weselem nad tobą, odnowi cię swoją miłością”. W Psalmie śpiewamy: „Wznoś okrzyki i wołaj radośnie, mieszkanko Syjonu, bo wielki jest wśród ciebie Święty Izraela”. Święty Paweł wzywa nas: „Bracia: Radujcie się zawsze w Panu: jeszcze raz powtarzam: radujcie się!” Z czego płynie ta radość? Apostoł wyjaśnia: „Pan jest blisko.”
W naszych czasach obserwujemy deficyt radości. Wprawdzie poziom materialny i wygoda życia znacznie wzrosły w ostatnich dziesięcioleciach, ale bynajmniej nie przekłada się to na radość. Ci którzy się wzbogacili martwią się czy ich majątek nie zmaleje, wielu innych, którym powiodło się gorzej jest sfrustrowanych. Liczni, w pogoni za dobrami materialnymi pracują od rana do nocy i nawet nie mają czasu aby się ucieszyć. Zmęczeni pracoholicy poszukują rozrywki w mediach, aby szybko się zorientować, że emocje które tam znajdują są sztuczne i prędzej doprowadzą ich do depresji niż do radości. 

Jeśli porównamy to z treścią czytań zobaczymy, że smutek wielu współczesnych bierze się ze straty, z której nawet nie zdają sobie sprawy: zostali obrabowani z Boga. Uwierzyli kłamstwom medialnych celebrytów, którzy zapewniali ich, że dobrobyt i przyjemności zapewnią im szczęście. Nie odnaleźli go. Pieniądze szczęścia nie dają, ale ich brak również. Poczucie zagrożenia, zazdrość i frustracja odbijają się negatywnie na relacjach między ludźmi.
Z drugiej strony wiara w Boga nie zapewnia szczęścia automatycznie. Żydzi w czasach Jezusa byli ludźmi wierzącymi, ale zdawali sobie sprawę, że czegoś im brakuje. Dlatego tłumy przybywały  nad Jordan do Jana Chrzciciela i pytały: Cóż mamy czynić? Jan odpowiadał: Kto ma dwie suknie niech się podzieli z tym, który nie ma: a kto ma żywność niech tak samo czyni. Sprawdzianem wiary są uczynki. Dzieląc się, nawet w niedostatku, okazujemy wiarę w Opatrzność Bożą, a jednocześnie świadczymy bliźnim miłość. 

Już niedługo będziemy patrzeć na Jezusa, Maryję i Józefa, dla których nie było miejsca w gospodzie. Pomyślmy o tych, dla których nie ma miejsca w dzisiejszym świecie. Służąc najsłabszym, służymy samemu Bogu i dzięki temu odnajdujemy radość. 
Takie potrzebujące osoby zgłaszają się do prowadzonego przez naszą Fundację programu Ocalone.org.
Aktualnie wspieramy m.in. odważne rodziny, które spodziewają się narodzin dzieci, będąc jednocześnie w naprawdę ciężkiej sytuacji finansowej. W najbliższym czasie chcemy ufundować także dwie wyprawki dla noworodków i będziemy dalej wspierać dwie już urodzone „ocalone” dziewczynki. Razem z zaprzyjaźnionymi ekspertami wspieramy też trójkę samotnych mam, które znalazły się z dnia na dzień w bardzo trudnej sytuacji, a mimo to zawalczyły o swoje dzieci.

To tylko kilka przykładów, gdyż osób potrzebujących pomocy zgłasza się do naszego programu Ocalone.org coraz więcej.
Możemy je wspierać dzięki zaangażowaniu wolontariuszy oraz ofiarności naszych Darczyńców. Proszę Pana o przekazanie adwentowej jałmużny na ten cel.
Może Pan przekazać 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolną inną kwotę, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, i umożliwić nam w ten sposób dalsze głoszenie prawdy, mobilizowanie Polaków do działania oraz pomaganie osobom potrzebującym, w szczególności kobietom nakłanianym i przymuszanym do aborcji. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Wojna polsko-jaruzelska. 43 lata temu komuniści wprowadzili stan wojenny

Wojna polsko-jaruzelska. 43 lata temu komuniści wprowadzili stan wojenny

(GS/PCh24.pl)

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r., wprowadzono stan wojenny. Władzę w Polsce przejęła junta wojskowa pod przywództwem gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Celem reżimu komunistycznego było zniszczenie wielomilionowego ruchu „Solidarności”. Wojskowy zamach stanu kosztował życie co najmniej kilkudziesięciu Polaków.

Powstanie NSZZ „Solidarność” stanowiło wyłom w systemie komunistycznym. Przez wielu zachodnich komentatorów zostało uznane za bezkrwawą rewolucję. Na Kremlu utworzenie „Solidarności” uznano za „klęskę polskich towarzyszy”, która miała zostać naprawiona wszelkimi dostępnymi środkami. Już 3 września 1980 r. władze sowieckie przygotowały wskazówki dla nowego kierownictwa PZPR. Zalecano „przygotowanie kontrataku”, którego celem miał być „powrót na utracone pozycje w klasie robotniczej”. Założeniem ZSRS było zniszczenie ruchu „Solidarności” siłami polskich komunistów.

Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego nadzorowali naczelny dowódca wojsk Układu Warszawskiego marszałek ZSRS Wiktor Kulikow oraz oficerowie jego sztabu. Od początku prace toczyły się jednak w Sztabie Generalnym WP. Już 22 października 1980 r., a więc jeszcze przed formalną rejestracją NSZZ „Solidarność”, Biuro Polityczne KC PZPR zwróciło się do Sztabu Generalnego z wnioskiem o powołanie zespołu, który przygotowałby plany na wypadek strajku generalnego zorganizowanego przez „S”. Jeszcze tego samego dnia na naradzie sztabowej zdecydowano się na opracowanie założeń „wprowadzenia stanu wojennego ze względu na bezpieczeństwo państwa”. Jednocześnie na Kremlu przygotowywano scenariusz bezpośredniej interwencji państw Układu Warszawskiego. Wstępem do jej przeprowadzenia miały być przewidziane na grudzień 1980 r. wielkie manewry „Sojusz-80”. Ostatecznie, w wyniku nacisków dyplomatycznych USA oraz zapewnień ze strony władz PRL, że „same dadzą sobie radę”, Leonid Breżniew zdecydował o ich odwołaniu.

Na potrzeby stanu wojennego sporządzono projekty różnych aktów prawnych, wydrukowano w Związku Sowieckim 100 tys. egzemplarzy obwieszczenia o wprowadzeniu stanu wojennego, ustalono listy komisarzy wojskowych mających przejąć kontrolę nad administracją państwową i większymi zakładami pracy, a także wybrano instytucje i przedsiębiorstwa, które miały zostać zmilitaryzowane.

Od połowy października 1981 r. z obszarem przyszłych działań zapoznawało się ponad tysiąc Wojskowych Terenowych Grup Operacyjnych. Intensywne ćwiczenia w walkach z tłumem przechodziły oddziały ZOMO. W więzieniach przygotowano miejsca dla blisko 5 tys. działaczy „Solidarności” i opozycji, którzy mieli zostać internowani na podstawie list sporządzanych od początku roku.

Elementem przygotowań do stanu wojennego były również zmiany na szczytach reżimu PRL. 18 października 1981 r. na nowego I sekretarza KC PZPR wybrano gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Tym samym skupił on w swoich rękach kontrolę nad rządem, partią i wojskiem. Sprzyjało mu coraz większe zmęczenie społeczeństwa spowodowane permanentnym kryzysem i spadające poparcie dla „Solidarności”. Historyk prof. Andrzej Paczkowski w książce „Wojna polsko-jaruzelska” ocenia, że „S”, opozycja i Kościół nie były przygotowane na wprowadzenie stanu wojennego. „Od lata 1980 r. panował w Polsce właściwie permanentny stan niepokoju, wzmagany przez pogłębiające się trudności życia codziennego. (…) Często powtarzające się okresy mobilizacji i wzrostu poczucia zagrożenia w pewnym sensie uczyniły ludzi obojętnymi na sygnały o planowanych działaniach władz” – pisze.

W kierownictwie „Solidarności” na początku grudnia 1981 r. zdawano sobie sprawę z gwałtownego wzrostu napięcia, liczono jednak, że do konfrontacji z władzami komunistycznymi dojdzie dopiero po przyjęciu przez Sejm rządowej ustawy „O nadzwyczajnych środkach działania w interesie ochrony obywateli i państwa”. Wielu czołowych działaczy „S”, przekonanych o swojej sile i poparciu społecznym, wygłaszało nadmiernie optymistyczne prognozy polityczne. Jacek Kuroń uważał, że gen. Jaruzelski w ostatniej chwili „swoim zwyczajem cofnie rękę”. Niektórzy, m.in. Janusz Pałubicki, sądzili, że siły milicji nie wystąpią przeciwko robotnikom i być może przejdą na ich stronę. Tylko niewielka część działaczy, głównie lokalnych, zdecydowała się na zabezpieczenie środków finansowych oraz maszyn poligraficznych. Po 13 grudnia okazały się one bezcenne dla podziemnych struktur.

Decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego zaakceptowana została 5 grudnia 1981 r. przez Biuro Polityczne KC PZPR. Jaruzelski otrzymał od towarzyszy partyjnych swobodę wyboru konkretnej daty rozpoczęcia operacji. W nocy z 8 na 9 grudnia 1981 r., w trakcie spotkania z przebywającym w Warszawie marszałkiem Kulikowem, gen. Jaruzelski poinformował go o planowanych działaniach, nie podając jednak konkretnej daty ich rozpoczęcia.

Przebieg tego spotkania znany jest z notatki adiutanta marszałka Kulikowa, gen. Wiktora Anoszkina. Wynika z niej, że Jaruzelski prosił Sowietów o udzielenie wsparcia militarnego po wprowadzeniu stanu wojennego, jeśli opór społeczny byłby masowy. „Strajki są dla nas najlepszym wariantem. Robotnicy pozostaną na miejscu. Będzie gorzej, jeśli wyjdą z zakładów pracy i zaczną dewastować komitety partyjne, organizować demonstracje uliczne itd. Gdyby to miało ogarnąć cały kraj, to wy będziecie nam musieli pomóc. Sami nie damy sobie rady” – argumentował towarzysz generał.

Marszałek Kulikow odpowiedział: „Jeżeli nie starczy waszych sił, to pewnie trzeba będzie wykorzystać Tarczę-81 [za tym kryptonimem krył się przypuszczalnie plan operacji Układu Warszawskiego w Polsce]”. I dodał: „Zapewne Wojsko Polskie samo poradzi sobie z tą garstką rewolucjonistów”. Jaruzelski zauważył wtedy, że „np. Katowice liczą ok. 4 mln mieszkańców. To taka Finlandia, a wojska – jeśli nie liczyć dywizji obrony przeciwlotniczej – nie ma. Dlatego bez pomocy nie damy rady”. Kulikow uniknął jednoznacznej odpowiedzi. Powiedział, że „najpierw należy wykorzystać własne możliwości”, i zapytał, czy może zameldować swojemu zwierzchnikowi, że „podjęliście decyzję o przystąpieniu do realizacji planu”. W odpowiedzi Jaruzelski odparł: „Tak, pod warunkiem że udzielicie nam pomocy”. Kulikow na te słowa nie zareagował. O wyznaczonym terminie wprowadzenia stanu wojennego przywódcy sowieccy zostali poinformowani 11 grudnia.

Wojskowy zamach stanu rozpoczął się wieczorem 12 grudnia 1981 r. Jeszcze przed północą jednostki MSW, składające się z grup specjalnych, oddziałów ZOMO, jednostek antyterrorystycznych, funkcjonariuszy SB, oddziałów Jednostek Nadwiślańskich przy wsparciu wojska rozpoczęły działania.

W ramach operacji „Azalia” siły MSW i WP zajęły obiekty Polskiego Radia i Telewizji oraz zablokowały w centrach telekomunikacyjnych połączenia krajowe i zagraniczne. Grupy milicjantów i funkcjonariuszy SB przystąpiły w ramach operacji o kryptonimie Jodła do internowania działaczy „Solidarności” i przywódców opozycji politycznej.

Oddziały ZOMO zajęły lokale zarządów regionalnych „Solidarności”, zatrzymując przebywające tam osoby i zabezpieczając znalezione urządzenia łącznościowe i poligraficzne. Do miast skierowano oddziały pancerne i zmechanizowane, które umieszczono przy najważniejszych węzłach komunikacyjnych, urzędach i innych obiektach strategicznych. Przeprowadzono aresztowania wśród niezależnych intelektualistów, w tym wśród organizatorów i uczestników obradującego w Warszawie Kongresu Kultury Polskiej.

Główne uderzenie nastąpiło w Gdańsku, gdzie w sobotę zebrała się Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” i gdzie w związku z tym przebywało wielu działaczy i doradców związkowych. W ciągu nocy zatrzymano w Gdańsku ok. 30 członków Komisji Krajowej i kilku doradców. Tylko kilku udało się uniknąć aresztowania.

O godzinie pierwszej w nocy w Belwederze zebrali się członkowie Rady Państwa, formalnie najwyższego organu władzy. Większość z nich nie wiedziała jednak, jaki był cel tej nocnej narady. Po półtoragodzinnych obradach członkowie Rady Państwa przyjęli przedstawiony im dekret o wprowadzeniu stanu wojennego oraz towarzyszące mu dokumenty, przeciwko głosował jedynie przewodniczący PAX, Ryszard Reiff. Wszystkie przyjęte dokumenty były antydatowane i nosiły datę 12 grudnia 1981 r.

Dekret o wprowadzeniu stanu wojennego był niezgodny z obowiązującym wówczas prawem, ponieważ Rada Państwa mogła wydawać dekrety jedynie między sesjami Sejmu. Tymczasem sesja taka trwała, a najbliższe posiedzenie izby było wyznaczone na 15 i 16 grudnia.

Większość Polaków o wprowadzeniu stanu wojennego dowiedziała się dopiero o poranku. Tuż po 6-tej Polskie Radio po raz pierwszy nadało przemówienie Wojciecha Jaruzelskiego. Kilka godzin później zostało wyemitowane także w obu programach telewizyjnych.

W specjalny sposób potraktowany został przez autorów stanu wojennego przewodniczący „Solidarności” Lech Wałęsa. Władze liczyły bowiem, że uda się im wykorzystać go politycznie. Około godziny drugiej w nocy w jego mieszkaniu pojawili się wojewoda gdański Jerzy Kołodziejski i I sekretarz gdańskiego KW PZPR Tadeusz Fiszbach, członek Biura Politycznego. Poinformowali oni Wałęsę o wprowadzeniu stanu wojennego, stwierdzając, że powinien natychmiast udać się do Warszawy na rozmowy z przedstawicielami władz. Ostatecznie Wałęsa oświadczył, iż pod przymusem zgadza się jechać do Warszawy. Przewodniczący „S” odrzucił przedstawiane mu propozycje współpracy. Został internowany i odizolowany od innych działaczy „Solidarności”. Po pobycie w Chylicach i Otwocku umieszczono go ostatecznie w ośrodku rządowym w Arłamowie.

Nieliczni przywódcy „Solidarności”, którzy uniknęli zatrzymań, m.in. Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bogdan Borusewicz, Aleksander Hall, Tadeusz Jedynak, Bogdan Lis i Eugeniusz Szumiejko, rozpoczęli w wyjątkowo trudnych warunkach tworzenie struktur podziemnych.

W sumie w pierwszych dniach stanu wojennego internowano ok. 5 tys. osób, które przetrzymywano w 49 ośrodkach odosobnienia na terenie całego kraju. Łącznie w czasie stanu wojennego liczba internowanych sięgnęła 10 tys., w więzieniach znalazła się znaczna część krajowych i regionalnych przywódców „Solidarności”, doradców, członków komisji zakładowych dużych fabryk, działaczy opozycji demokratycznej oraz intelektualistów związanych z „S”. W celach propagandowych zatrzymano również kilkadziesiąt osób z poprzedniej ekipy sprawującej władzę, m.in. Edwarda Gierka, Piotra Jaroszewicza i Edwarda Babiucha.

Na podstawie dekretu o stanie wojennym zawieszono podstawowe prawa i wolności obywatelskie, wprowadzono tryb doraźny w sądach, zakazano strajków, demonstracji, milicja i wojsko mogły każdego legitymować i przeszukiwać obywateli. Wprowadzono godzinę milicyjną od godz. 22 do 6 rano, a na wyjazdy poza miejsce zamieszkania potrzebna była przepustka. Korespondencja podlegała oficjalnej cenzurze, wyłączono telefony, uniemożliwiając m.in. wzywanie pogotowia ratunkowego i straży pożarnej. Większość najważniejszych instytucji i zakładów pracy została zmilitaryzowana i była kierowana przez ponad 8 tys. komisarzy wojskowych. Zawieszono wydawanie prasy poza „Trybuną Ludu” i „Żołnierzem Wolności”. Zawieszono działalność wszystkich organizacji społecznych i kulturalnych, a także zajęcia w szkołach i na wyższych uczelniach.

Formalnym „architektem” stanu wojennego była dwudziestojednoosobowa Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego z gen. Jaruzelskim na czele. W praktyce była ona jednak ciałem fasadowym, ale bez jakichkolwiek podstaw prawnych, uzurpującym sobie prawo do zwierzchności nad pozostałymi organami władzy. Najważniejsze decyzje w okresie stanu wojennego podejmowała nieformalna grupa wojskowych oraz członków partii nazywana dyrektoriatem. W jej skład obok Jaruzelskiego wchodzili: gen. Florian Siwicki (wiceminister obrony narodowej), gen. Czesław Kiszczak (minister spraw wewnętrznych), gen. MO Mirosław Milewski (sekretarz KC), Mieczysław F. Rakowski (wicepremier), Kazimierz Barcikowski (sekretarz KC) i Stefan Olszowski (sekretarz KC).

14 grudnia rozpoczęły się niezależnie od siebie strajki okupacyjne w wielu dużych zakładach przemysłowych. Protestowały huty, w tym największa w kraju „Katowice” oraz im. Lenina, większość kopalń, porty, stocznie w Trójmieście i Szczecinie, największe fabryki, takie jak: WSK w Świdniku, Dolmel i Pafawag we Wrocławiu, warszawski Ursus czy Zakłady Przemysłu Odzieżowego im. Marchlewskiego w Łodzi. Strajkowano w sumie w 199 zakładach (w 50 utworzono komitety strajkowe), na blisko 7 tys. istniejących wtedy w Polsce przedsiębiorstw. Władze uznały skalę sprzeciwu społecznego za stosunkowo niewielką i możliwą do opanowania dostępnymi środkami.

W kilkudziesięciu zakładach doszło do brutalnych pacyfikacji strajków z pomocą oddziałów ZOMO i wojska wyposażonego w ciężki sprzęt. Szczególnie dramatyczny przebieg miały strajki w kopalniach na Górnym Śląsku, gdzie górnicy stawili czynny opór. 16 grudnia 1981 r. w Kopalni Węgla Kamiennego „Wujek” w trakcie kilkugodzinnych walk milicjanci użyli broni palnej, zabijając dziewięciu górników. 23 grudnia przy wsparciu czołgów i desantu ze śmigłowców udało się stłumić strajk w Hucie „Katowice”. Najdłużej trwały protesty w kopalniach „Ziemowit” (do 24 grudnia) i „Piast” (do 28 grudnia), w których zdecydowano się prowadzić strajk pod ziemią.

Wprowadzając stan wojenny, władze komunistyczne nie zdecydowały się zaatakować bezpośrednio Kościoła. Prymas Józef Glemp od początku apelował o spokój i zażegnanie bratobójczych walk, domagając się jednocześnie uwolnienia internowanych i aresztowanych oraz powrotu do dialogu z „Solidarnością”. 13 grudnia w kazaniu wygłoszonym w warszawskim Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej apelował o uniknięcie rozlewu krwi: „Będę wzywał o rozsądek nawet za cenę narażenia się na zniewagi i będę prosił, nawet gdybym miał boso iść i na klęczkach błagać: nie podejmujcie walk Polaka przeciw Polakowi”.

Przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego wystąpiły Stany Zjednoczone i inne kraje zachodnie. 23 grudnia 1981 r. prezydent USA Ronald Reagan ogłosił sankcje gospodarcze wobec PRL, a kilka dni później podał do wiadomości, iż obejmą one również Związek Sowiecki, który jego zdaniem ponosił „poważną i bezpośrednią odpowiedzialność za represje”. W ciągu następnych tygodni do sankcji przeciwko Polsce przyłączyły się inne kraje zachodnie, choć rządy niektórych uznały wprowadzenie stanu wojennego za „mniejsze zło” i uniknięcie ryzyka destabilizacji sytuacji w PRL.

[Aaaale… Sowieci ustalili wcześniej z władzami USA, co chcą zrobić. Jaruzel i kolesie oczywiście o tym wiedzieli. Mirosław Dakowski]

31 grudnia 1982 stan wojenny został zawieszony, a 22 lipca 1983 r. odwołany przy zachowaniu części represyjnego ustawodawstwa. Dokładna liczba osób, które w wyniku wprowadzenia stanu wojennego poniosły śmierć, nie jest znana. Przedstawiane listy ofiar liczą od kilkudziesięciu do ponad stu nazwisk. Nieznana pozostaje także liczba osób, które straciły w tym okresie zdrowie na skutek prześladowań, bicia w trakcie śledztw czy podczas demonstracji ulicznych, czy też w efekcie braku możliwości wezwania pomocy z powodu zablokowania połączeń telefonicznych.

Źródło: PAP / Oprac. TG

Na kogo zagłosowaliby dziś młodzi wyborcy? Konfederacja jest wśród nich najpopularniejsza

Na kogo zagłosowaliby dziś młodzi wyborcy? Ta partia jest wśród nich najpopularniejsza

[Umieszczam, bo za zdziwieniem widzę, że nagłaśnia to PAP. Czemu?? md]

2024-12-13 https://www.pap.pl/aktualnosci/na-kogo-zaglosowaliby-dzis-mlodzi-wyborcy-ta-partia-jest-wsrod-nich-najpopularniejsza

Ich głosy przesądziły przed rokiem o powstaniu rządu Donalda Tuska. Dziś młodzi wyborcy nie są już tak entuzjastycznie nastawieni do KO – czytamy w piątkowym wydaniu „Rzeczpospolitej”. Najbardziej popularna wśród nich jest Konfederacja.

Konfederacja jest najbardziej popularną partią wśród młodych ludzi w wieku 18–29 lat – wynika z badania dla More in Common Polska i Fundacji Ważne Sprawy, którego wyniki poznała „Rzeczpospolita”.

Jak pisze dziennik, najmłodsi wyborcy byli ważnym elementem demograficznej siły, która – również poprzez wysoką frekwencję – doprowadziła w ubiegłym roku do zwycięstwa obecnie rządzących partii.

Obecnie wśród ogółu ludzi w wieku 18–29 lat na pierwszym miejscu jest Konfederacja z wynikiem 26 proc. Na kolejnych KO (15 proc.), Polska 2050 i PiS – po 8,5 proc. Nowa Lewica może liczyć na 7,6 proc., Partia Razem na 4 proc., a PSL – na 2 proc.

Co istotne – 22 proc. młodych jest niezdecydowanych, natomiast deklarowana frekwencja jest wysoka, bo wynosi aż 78 proc, w tym 53 proc. „zdecydowanie” chce iść na wybory.

W badaniu sondażowni Opinia24 widać także „dużą demobilizację wśród młodych kobiet”. W tej grupie największe poparcie wciąż ma Koalicja Obywatelska, ale blisko 30 proc. najmłodszych wyborczyń nie wie, na kogo będzie głosować. „To sugeruje duży zawód, będący z kolei efektem braku realizacji obietnic wyborczych dotyczących praw kobiet” – uważa autor tekstu.

Badanie zrealizowano między 4 a 19 listopada 2024 roku na grupie 1002 respondentów. (PAP)

Liczba Kanadyjczyków oficjalnie zabitych śmiertelnym zastrzykiem w ramach programu MAiD wynosi 65 tysięcy w latach 2016-2024. ZMUSZAJĄ.

Kanadyjscy emeryci zmuszani do eutanazji

Liczba Kanadyjczyków oficjalnie zabitych śmiertelnym zastrzykiem w ramach programu MAiD wynosi już blisko 65 000 w latach 2016-2024.

https://www.magnapolonia.org/kanadyjscy-emeryci-zmuszani-do-eutanazji/

71-letni Fred Sandeski, z pochodzenia Polak, który cierpi między innymi na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, twierdzi, że zaproponowano mu eutanazję. Okazało się bowiem, że podniesiono koszty hospicjum i jego emerytura już nie wystarcza na pokrycie kosztów utrzymania pobytu w nim.

Kanadyjscy emeryci zmuszani do eutanazji. Starszy mężczyzna z Kanady poinformował, że ​​ośrodek opieki hospicyjnej zaproponował mu eutanazję jako “wyjście” w sytuacji braku pieniędzy na dalszy pobyt w ośrodku.

Fred Sandeski to 71-latek z Saskatchewan, który cierpi na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) oraz wiele innych schorzeń, takich jak cukrzyca i padaczka. Wraz z żoną Teresą, która również ma problemy ze zdrowiem, twierdzą, że została im zaproponowana śmierć w ramach kanadyjskiego programu eutanazji Medical Assistance in Dying. Propozycja padła tuż po tym, jak poinformowano ich, że emerytury które otrzymują, są zbyt niskie by pokryć koszty pobytu w hospicjum.

Jak podaje “The Epoch Times”, Sandeski odrzucił propozycję MAiD, mówiąc: – Naprawdę wierzę, że Pan umieścił mnie na tym świecie z jakiegoś powodu i nie pozwoli mi odejść inaczej niż w sposób który On uzna za stosowny. 

O trudnej sytuacji Sandeskiego władze prowincji Saskatchewan poinformował Keitha Jorgensona, ministra ds. seniorów w gabinecie cieni opozycyjnej Nowej Partii Demokratycznej. Tenże próbował przekonać ministra zdrowia Saskatchewan Jeremy’ego Cockrilla do udzielenia polskiej parze pomocy.  W odpowiedzi Cockrill powiedział, że skontaktował się z Sandeskimi i „szuka rozwiązania, które będzie korzystne dla Freda i Teresy”. 

Jak podaje serwis LifeSiteNews,  w Kanadzie coraz częściej zdarzają się przypadki, w których ludziom proponuje się aborcję MAiD jako rozwiązanie problemów zdrowotnych i finansowych. Większość Kanadyjczyków obawia się, że obowiązujący w tym kraju system eutanazji uderza w osoby znajdujące się w trudnej sytuacji, wspierając niemoralne praktyki legalnych mordów.   Niestety, niektóre władze prowincji, w całości opanowane przez skrajną lewicę, rozważają dalszą ekspansję legalnego wspomaganego samobójstwa.  

Za rządów premiera Justina Trudeau, którego rząd zalegalizował MAiD w 2016 roku, śmiercionośny program znacznie złagodził [co za słowo !! obniżył md] kryteria kwalifikujące ludzi do “wspomaganej śmierci”. W 2021 roku program rozszerzono, nie ograniczając go już do zabijania pacjentów śmiertelnie chorych, ale także tych z chorobami przewlekłymi.

Liczba Kanadyjczyków oficjalnie zabitych śmiertelnym zastrzykiem w ramach programu MAiD wynosi już blisko 65 000 w latach 2016-2024.

Smartfony są po to, by uzależniać

11 grudnia 2024 Bogna Białecka: Smartfony są po to, by uzależniać

https://pch24.pl/bogna-bialecka-smartfony-sa-po-to-by-uzalezniac

(PCh24.pl)

Nienaturalnie stymulująca natura ekranu elektronicznego, niezależnie od treści (lecz w zależności wprost proporcjonalnej od liczby obserwowanych zmian i interakcji) sieje prawdziwe spustoszenie w rozwijającym się układzie nerwowym i zdrowiu psychicznym dziecka – mówi Bogna Białecka, psycholog, prezes Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii, w rozmowie z Piotrem Relichem.

W przestrzeni publicznej coraz częściej zwraca się uwagę na problem uzależnienia nieletnich od cyfrowych technologii informacyjnych. Czy rzeczywiście mamy powody do niepokoju?

– Zdecydowanie tak. I co bardziej przerażające, nie jest to problem, który wynika wyłącznie z naszego sposobu korzystania z nowoczesnych narzędzi. Technologie cyfrowe, a zwłaszcza smartfony i media społecznościowe, są precyzyjnie projektowane w taki sposób, aby uzależniać. Proces ten nazywa się projektowaniem perswazyjnym, które polega na wykorzystaniu metod wypracowanych przez psychologię behawioralną do zmiany naszych zachowań. Szczególnie podatne na te mechanizmy są dzieci, których mózgi wciąż pozostają w fazie rozwoju.

Czy mogłaby Pani podać przykład takiego projektowania perswazyjnego?

– Proszę bardzo: trzynastoletnia Ola robi dziką awanturę, gdy rodzice próbują ograniczyć czas jej dostępu do smartfona. Dlaczego? Dziewczyna w toku cyfrowej tresury zaczęła uznawać elektroniczne narzędzie za przedłużenie jej systemu poznawczego, podobnie jak rękę, nos czy oczy.

Bardzo dokładnie zostało to opisane w książce zatytułowanej Skuszeni. Jak tworzyć produkty kształtujące nawyki konsumenckie Nira Eyala. Autor przedstawia w niej triki, które należy zastosować, aby korzystanie z aplikacji stało się trwałym nawykiem.

Jedną z podstawowych zasad można wyjaśnić na przykładzie mediów społecznościowych. Weźmy pod lupę wspomnianą już trzynastolatkę. Na początku Ola sięga po Instagram, bo pojawia się zewnętrzny bodziec – powiadomienie, informujące na przykład, że jej najlepsza przyjaciółka właśnie umieściła tam zdjęcie. Zagląda więc, trochę się rozczarowuje, bo to kolejne selfie, takie samo jak setki wcześniejszych, ale zaraz poniżej pojawia się rolka z baraszkującymi ślicznymi kotkami, więc zaczyna się przeglądanie. Pojawiające się co jakiś czas ciekawe zdjęcia i filmiki nie tylko dają porcje dopaminy, ale satysfakcję, że zobaczyło się coś naprawdę ładnego. Później idąc ulicą, Ola widzi kocią mamę niosącą w pyszczku swoje dziecko. Przychodzi jej do głowy, że można by to sfilmować. Wyciąga smartfon i nagrywa filmik na Instagram. Teraz i ona jest twórcą, a jej rolka zyskuje setki serduszek i pozytywnych komentarzy. Po jakimś czasie Ola przestaje się nawet przez moment zastanawiać i gdy tylko dzieje się coś ciekawego, natychmiast sięga po smartfon, by to uwiecznić na Instagramie. Nie potrzebuje już nawet zewnętrznego bodźca w postaci powiadomień, bo wyrobiła w sobie nawyk. Sięganie po smartfon staje się w pełni automatyczne.

Faktycznie wygląda to całkiem jak tresura…

– Brutalnie a zarazem szczerze ujął to John Hopson, psycholog pracujący przy produkcji gier cyfrowych, w artykule Behavioral Game Design. Opisując wykorzystanie zasad psychologii behawioralnej porównał on graczy do zwierząt laboratoryjnych. Udowodnił, że istnieją ogólne zasady uczenia się, które można zastosować zarówno wobec ludzi, jak i szczurów. W tym przypadku celem było nieustanne podtrzymywanie zainteresowania gracza.

Kluczowe w opisanych wyżej procesach jest przekonanie ludzi, że mogą swoje potrzeby – na przykład kontaktów społecznych, budowania poczucia wartości czy odnoszenia sukcesów – w łatwy i prosty sposób zaspokoić za pomocą danej aplikacji. Łatwiej niż offline. Po co więc inwestować czas w budowanie relacji przyjaźni z koleżanką, skoro mogę nagrać TikToka o przyjaźni i zebrać tysiące wyrazów wdzięczności za wartościowe porady? Po co wkładać wysiłek w budowę kariery i osiągnięć na przykład sportowych, skoro bez większego wysiłku mogę poczuć się podobnie, przechodząc kolejne poziomy w grze wideo?

Zasady gry są proste – twórcy aplikacji chcą, aby użytkownicy spędzali jak najwięcej czasu w środowisku cyfrowym. Dlatego oferują nam szybsze, łatwiejsze, a często nawet atrakcyjniejsze substytuty rzeczywistości. Badania pokazują jednak, że wszystko ma swoją cenę. Zbyt częsty kontakt z cyfrowym światem może prowadzić do poważnych problemów rozwojowych i emocjonalnych.

W jaki sposób smartfony na nas oddziałują? Czym objawia się w tym kontekście uzależnienie od dopaminy i adrenaliny?

– Smartfony są skonstruowane w taki sposób, by stale stymulować nasz układ nagrody w mózgu. Mechanizm ten opiera się na wydzielaniu dopaminy – hormonu odpowiedzialnego za poczucie motywacji do działania i przyjemności – gdy doświadczamy nowego, interesującego bodźca, na przykład powiadomienia o nowym lajku na Instagramie, wygranej w grze i tym podobnych.

Im częściej mózg jest stymulowany w ten sposób, tym bardziej staje się uzależniony od „dopaminowych strzałów”. Szczególnie silnie wpływa to na dzieci i młodzież, ponieważ ich układ nagrody jest wrażliwszy niż u dorosłych. Dochodzi też do nadprodukcji adrenaliny, która mobilizuje ciało do natychmiastowej reakcji na nowe bodźce, co prowadzi do nieustannego napięcia.

Jakie są skutki nadużywania technologii cyfrowych; mediów społecznościowych, gier i tym podobnych? Czym jest FOMO i Zespół Stresu Elektronicznego? Czy smartfon zmienia nasz mózg bezpowrotnie?

– Nadużywanie technologii cyfrowych może prowadzić do poważnych skutków, zarówno psychicznych, jak i fizycznych. FOMO (Fear of Missing Out) to lęk przed przegapieniem czegoś ważnego w sieci – co nakręca naszą potrzebę stałego bycia online. Wypalenie cyfrowe to stan emocjonalnego i fizycznego wyczerpania, wynikający z ciągłej presji, aby być aktywnym w świecie cyfrowym. Jego podtrzymywanie utrudnia rozwój zdolności do długotrwałej koncentracji i regulacji emocji, a także może prowadzić do uzależnień behawioralnych.

Natomiast niezwykle ważnym pojęciem jest termin stworzony przez psychiatrę dziecięcego doktor Victorię Dunckley, mianowicie: Zespół Stresu Elektronicznego. Nienaturalnie stymulująca natura ekranu elektronicznego, niezależnie od treści (lecz w zależności wprost proporcjonalnej od liczby obserwowanych zmian i interakcji) sieje prawdziwe spustoszenie w rozwijającym się układzie nerwowym i zdrowiu psychicznym dziecka.

Zespół Stresu Elektronicznego jest zaburzeniem polegającym na rozregulowaniu, czyli braku zdolności dziecka do modulowania swojego nastroju, uwagi i poziomu pobudzenia w zdrowy sposób. Interaktywne (lub/i) dynamiczne bodźce ekranowe przełączają układ nerwowy w tryb walcz lub uciekaj. Gdy następuje to często, dochodzi do rozregulowania i dezorganizacji układu hormonalnego i nerwowego – co tworzy lub wzmacnia zaburzenia typu ADHD, depresji i tym podobnych. Nawet mniej podatne dzieci doświadczają „subtelnego” uszkodzenia – rezultatem jest chroniczna drażliwość, zaburzenia koncentracji uwagi, ogólny marazm, apatia oraz stan bycia jednocześnie pobudzonym i zmęczonym.

Czy rodzice zdają sobie sprawę ze skali problemu?

– Absolutnie nie! A nawet jeżeli rodzice często są świadomi problemu, to nie zawsze zdają sobie sprawę z jego pełnej skali. Wielu z nich męczy już codzienna walka o ograniczenie czasu ekranowego swoich dzieci i czują się bezradni. Często błędnie uważają, że pozwalając dziecku korzystać z technologii, spełniają oczekiwania społeczne lub zapewniają spokój w domu. Tymczasem dzieci i młodzież – jak pokazują badania – same dostrzegają problem, przyznając, że są uzależnione. Ale jednocześnie nie chcą lub nie są w stanie nic z tym zrobić. Buntują się przeciwko każdym ograniczeniom narzucanym w tej kwestii przez rodziców.

Innymi słowy – nasze dzieci już teraz są wytresowane przez ich własne smartfony, gry, media społecznościowe i aplikacje.

A jak na to wszystko reagują organizacje zrzeszające psychologów, psychiatrów, psychoterapeutów?

– Cóż… udają, że problemu nie ma. Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne nie wydało do tej pory nawet najbardziej ogólnego oświadczenia dotyczącego udziału psychologów w projektowaniu uzależniających aplikacji i technologii. Podobnie milczy Polskie Towarzystwo Psychologiczne, mimo że w preambule kodeksu etycznego psychologa zawarta jest deklaracja: Psycholog odstępuje od podejmowania działań profesjonalnych, kiedy ich konsekwencją może być wyrządzenie szkody drugiemu człowiekowi.

Nikt nie informuje rodziców ani dzieci, że przyczyną, dla których nie mogą oderwać się od swoich smartfonów, gier, mediów społecznościowych i innych aplikacji, jest fakt, że zostały one specjalnie w ten sposób i po to zaprojektowane. Udział psychologów w tym procederze jest nieetyczny.

Jak wygląda profilaktyka w tym zakresie? Co robić, aby nasze dzieci nie zostały wessane przez „czarne lustro” swojego telefonu?

– Podstawą profilaktyki jest świadomość problemu i wprowadzenie jasnych, ściśle przestrzeganych zasad dotyczących korzystania z technologii. Kluczowe jest wyznaczanie stref i czasu wolnego od technologii, na przykład podczas posiłków, w sypialni czy podczas rodzinnych spotkań. Warto również wprowadzać ograniczenia czasowe na korzystanie z urządzeń i regularnie monitorować, w jaki sposób nasze dzieci spędzają czas w sieci. Pomocne są programy kontroli rodzicielskiej oraz stałe rozmowy na temat zdrowego korzystania z technologii.

A co mogą zrobić rodzice dzieci już uzależnionych?

– Rodzice dzieci uzależnionych powinni przede wszystkim poszukać profesjonalnej pomocy. W przypadku zaawansowanych uzależnień, niezbędny może się okazać cyfrowy detoks – czyli całkowite odcięcie od urządzeń na kilka tygodni. Warto również zadbać o alternatywy dla cyfrowego świata, takie jak rozwijanie zainteresowań i pasji w świecie offline. Kluczowa jest również konsekwencja – nawet jeśli dziecko buntuje się przeciwko ograniczeniom, długofalowe korzyści zdrowotne są nieocenione.

Zarówno na potrzeby profilaktyki, jak i pomocy odpowiadają bezpłatne miniporadniki: Dzieci w wirtualnej sieci oraz Nastolatki w wirtualnym tunelu, które można pobrać bezpłatnie ze strony Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii RODZICE.CO (rodzice.co/mini-poradniki-dla-rodzicow). Jako pomocną polecę też wydaną w tym roku książkę: Bogna Białecka, Aleksandra Gil, Pomoc dziecku w cyberpułapce.

Dziękuję za rozmowę.

Impotencja maskowana siłą. Rok rządów Donalda Tuska

Impotencja maskowana siłą. Rok rządów Donalda Tuska

Ludwik Pęzioł https://pch24.pl/impotencja-maskowana-sila-rok-rzadow-donalda-tuska/

Mija dwunasty miesiąc władzy lewicowych liberałów. „Uśmiechnięta koalicja” wlecze się jeszcze na oparach paliwa „antypisu”. Społeczeństwo coraz trudniej jednak wybacza jej jałowość, szamotaninę i zarządzanie metodą prowizorycznych kompromisów. W powietrzu czuć nadchodzący przełom. Kolejni obserwatorzy wierzą, że czasy rządu w obecnej formie dobiegają końca i któryś z jego członów musi zostać skanibalizowany.

Fakt, że obecny obóz władzy mieści w sobie zarówno „chłopskiego konserwatystę” Marka Sawickiego, jak i infantylnego neopoganina Marcina Józefaciuka, to symbol targających nią wewnętrznych sprzeczności. To, co przed rokiem niektórym wyborcom mogło wydać się wyrazem solidarności w walce z „pisowską sepsą”, dziś objawia swoje konsekwencje. Nie można obrać jednego kierunku rozwoju Polski przy tak daleko idącym rozstrzale programowo-ideologicznym. Niemoc i bezruch trzeba więc skrywać pod manifestacjami siły – najlepiej wobec tych, za którymi (zdaniem władzy) społeczeństwo się nie ujmie.

Stracone złudzenia symetrystów

Roztaczana przez tzw. siły demokratyczne kampanijna obietnica narodowego pojednania została negatywnie zweryfikowana już niecały miesiąc po objęciu rządów przez Tuska. Styczniowy „Marsz wolnych Polaków” zorganizowany przez środowiska życzliwe obozowi poprzedniej władzy, pomimo fatalnych warunków pogodowych przyciągnął co najmniej sto kilkadziesiąt tysięcy uczestników sprzeciwiających się kontrowersyjnym aresztowaniom oraz bezprawnemu przejmowaniu instytucji publicznych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nieśmiałe wyrazy życzliwości i zrozumienia nie padały również ze strony części umiarkowanych przeciwników PiS. Komentariat ideowo, a nie tylko pragmatycznie „praworządnościowy” półgębkiem narzekał, że „nie tak to miało wyglądać”. Niektórzy zwolennicy Konfederacji widzieli zaś w autokratycznych zapędach Tuska zapowiedź represji wymierzonych w ich partię oraz niezależne media.   

Było to jednak tylko preludium przed protestami oddolnie zorganizowanych grup społecznych, walczących o swoje podstawowe interesy. W marcu tego roku w Warszawie protestowali rolnicy. Rząd użył nielegalnie zmajstrowanego parasola medialnego, by przedstawić manifestantów jako awanturników oraz (co szczególnie godne potępienia) popleczników Putina. Brutalna pacyfikacja ludzi walczących o możliwość zabrania głosu w debacie publicznej przypomniała autokratyczne oblicze Tuska z czasów „pałowania” Marszu Niepodległości i nasyłania służb na nieposłuszne redakcje. Zafałszowanie medialne zajść w Warszawie sięgnęło tego poziomu, że więcej kolumn i czasu antenowego poświęcano zdziesiątkowanemu protestowi strajku „kobiet”; strajku, który zmobilizował może kilkaset osób. Niesione na sztandarach przez obóz demoliberalny slogany wolności mediów, pluralizmu etc. okazały się oszustwem wyborczym, a mające zachować ich pozory spotkania Tuska z „koncesjonowanymi” rolnikami potęgowały lichość i tak już tępej propagandy.

Niedługo później okazało się, że grupy społeczne, które za rządów PiS organizowały się w oporze przeciwko ówczesnej władzy przy wsparciu KO, również publicznie wyrażały swoje niezadowolenie. Przykładem były liczne lokalne akcje (m.in. w postaci „strajków włoskich”) nauczycieli, górników, a także trwające do dziś protesty opiekunów osób niepełnosprawnych. Podobnie oszukane poczuły się pielęgniarki, które niegdyś tzw. opozycja demokratyczna częstowała hamburgerami, a także – obietnicami podwyżek i poprawy warunków pracy; te same kobiety dziś znów przychodzą pod Sejm, wznosząc jeszcze bardziej nasycone desperacją hasła. Dodajmy do tego (częściowo już realizowaną) zapowiedź masowych zwolnień przez Pocztę Polską oraz batalię prowadzoną przez zagrożonych pracowników PKP Cargo, przy wielkiej niechęci dialogu ze strony rządu.

Jak widać, „podatek od ocalonej demokracji” zapłaciły przede wszystkim te uboższe i bardziej zależne warstwy społeczne, za którymi nie ujęła się tkwiąca w liberalnej paszczy sejmowa Lewica. Co więcej – owa „lewica” okazała się dużo bardziej przeżarta liberalizmem niż współczesna prawica – Włodzimierz Czarzasty krytykujący świadczenia socjalne, Magdalena Biejat kwestionująca płace minimalne, i (jako wisienka na torcie) Andrzej Szejna wychwalający lichwiarskie „chwilówki” to najdobitniejsze świadectwa upadku idei lewicowej w polityce ekonomicznej. Z kolei wszystkie postulaty, jakie lewicy udało się „przeforsować”, były pyrrusowymi zwycięstwami okupionymi większymi ustępstwami wobec liberałów na innych polach. Coraz bardziej wyczuwa to lewicowy elektorat, zapowiadający antyliberalną „schizmę”, a w siłę rośnie nurt „libkosceptycznego” alt-leftu, którego twarzą stała się posłanka Paulina Matysiak.  

Postępy rewolucji czy zdradzona rewolucja?

Wspomniany rozstrzał programowy koalicji utrudnił też Tuskowi uczynienie z Polski zapowiadanego w exposé „modelowego państwa Unii Europejskiej” pod względem kulturowym. Od pierwszych miesięcy rządów co gorliwsi zwolennicy Lewicy zapowiadali „rozkułaczanie” niechętnych reformom pro-aborcyjnym działaczy PSL-u. Szymon Hołownia lawirował zaś, szukając formuły, by jawne zabijanie dzieci nienarodzonych zastąpić ich klinicznym skrytobójstwem. Pomimo poparcia przez ugrupowanie Hołowni dekryminalizacji aborcji, projekt ten nie przeszedł w Sejmie, więc władza wpadła na inny pomysł – uczynienia ustawodawstwa antyaborcyjnego prawem martwym. Dopięto swego poprzez wytyczne Ministerstwa Zdrowia, w świetle których wystarczy „skręcona” opinia od psychiatry, by dzieciobójstwo mogło być dokonane w obliczu prawa. Nie byłoby to możliwe bez puszczenia do aborterek oka, że takim podejrzanym sprawom władze nie będą się zanadto przyglądały. Takie rozwiązanie wciąż nie satysfakcjonuje postępowców – wstydliwe mordowanie dzieci nienarodzonych po kątach i na „lewy papier” uważają oni za formę upokorzenia; wszak mordowanie najmłodszych to „prawo człowieka”, i powinno odbywać się na skinienie palcem zainteresowanej, która nie powinna się ze swojej woli nikomu tłumaczyć. Żądza krwi nie została zatem nasycona, a co najwyżej chwilowo stłumiona, i należy spodziewać się, że liberalny Baal zapragnie jej kolejnej daniny.

Wskutek oporu „reakcyjnego” PSL-u oraz prezydenta Andrzeja Dudy, Tusk ciągle nie może posunąć naprzód sprawy instytucjonalizacji dewiacyjnych praktyk seksualnych. W zamian pozwolił lewicy zabrać się za normalizację dewiacji w świadomości najmłodszych Polaków. Obejmująca tę kwestię seks-edukacja zostanie zaimplementowana w obowiązkowym przedmiocie szkolnym noszącym podstępną nazwę „edukacja zdrowotna”. Po rozporządzeniu MEN dotyczącym programu nauczania, możemy zauważyć, że filozofia wychowania do życia w rodzinie, zastąpiona zostanie wychowaniem do życia jakiegokolwiek, w którym wszystko zostaje zrównane ze wszystkim. Indoktrynacja demoliberalna na polu instytucji kulturowych będzie uzupełniona o indoktrynację polityczną na zajęciach z tzw. edukacji obywatelskiej. Front walki ze szkolną katechezą również uczynił pewne postępy – od przyszłego roku obecna będzie tylko jedna lekcja religii tygodniowo. Lewica oczywiście liczyła na więcej, ale Tusk wie, że nie należy zanadto przekraczać progu drażliwości katolickiego wyborcy i, w tego typu sprawach pośpiech nie jest wskazany.

Odpowiadając na postawione wcześniej pytanie – rewolucja kulturowa, wbrew temu, co mówią niecierpliwi radykałowie, wcale nie została zdradzona, a jedynie pragmatycznie przestawiona w tryb pełzający…. do czasu zwycięstwa Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich oraz wchłonięcia (przynajmniej części) Trzeciej Drogi.

Wielkie ostudzanie

Tusk przybył do Polski z misją przygotowania lokalnego podglebia do planowanych przez eurokrację reform traktatowych. Ostudzanie uczuć narodowych młodych Polaków rękami Barbary Nowackiej (antynarodowa reforma edukacji), „aktualizowanie” pojęcia niepodległości przez pro-rządowe media, przekupywanie społeczeństwa pieniędzmi płynącymi z unijnego skarbca, a także stawianie fałszywych alternatywnych w rodzaju: „albo pogłębiona integracja, albo ryzyko rosyjskiej inwazji” mają urabiać i dezinformować Polaków, aby w momencie forsowania wspomnianych reform traktatowych (najpewniej za rok do dwóch lat) zanadto nie oponowali. Wiedziony poczuciem swej europejskiej misji Tusk zdaje sobie sprawę, że w tych sprawach należy działać powoli i nie wciskać zbyt mocno pedału gazu, by niepotrzebnie nie alarmować społeczeństwa. Próbują to czynić patriotyczne i chrześcijańskie podmioty trzeciosektorowe, którym rząd stara się rzucać pod nogi kolejne kłody.

Elementem studzenia uczuć narodowych jest również rezygnacja z aspiracyjnych projektów, które budzą w Polakach nadzieję na doszlusowanie poziomem rozwoju do państw Zachodu. Nie należy pobudzać dumy z własnego kraju „gigantomanią” CPK, którego sabotowaniem Tusk wraz ze sprawdzonym w boju Maciejem Laskiem zajmuje się już od wielu miesięcy. Biorąc pod uwagę oczywisty populizm Tuska, czynnikiem, który powstrzymuje go przed realizacją popularnego społecznie projektu, nie jest żaden ideowy liberalizm gospodarczy, a walka z patriotyzmem, który przez powodzenie takich przedsięwzięć mógłby wzrastać, będąc zawalidrogą do projektu centralizacji unijnej. W sferze marketingu politycznego wszystkie te posunięcia czynione są oczywiście w biało-czerwonych dekoracjach, w otoczeniu osób przywdzianych w oryginalne stroje ludowe, przy pustych patriotycznopodobnych frazesach rodem z przemówień Władysława Gomułki. W kampanii wyborczej w 2023 roku to zadziałało. Czy zadziała również teraz?

Rozliczenie i sam-orozliczenie

Maskowanie niewydolności władzy pretekstami „rozliczenia PiS” oraz gwałtem zadawanym rozlicznym kozłom ofiarnym, nie może trwać wiecznie. Zniecierpliwienie i spadające poparcie pokazują, że taka formuła rządzenia już się wyczerpała i potrzeba nowego pomysłu. Ten z kolei nie może zostać wygenerowany wskutek ideowych niespójności oraz sprzecznych interesów wewnątrz koalicji. Przed Tuskiem więc trudne zadanie, być może wymagające wykreowania stanu wyjątkowego, w którym nie będzie musiał przejmować się nawet pozorami przestrzegania obowiązującego prawa. Być może kolejny rok jego władzy będzie testem determinacji tej części społeczeństwa, która nie życzy sobie rewolucji czynionej przez autokratyczną liberalną władzę.

Ludwik Pęzioł

Młodzi ludzie odwracają się od uśmiechniętej koalicji. Stawiają na Konfederację [SONDAŻ]

Młodzi ludzie odwracają się od uśmiechniętej koalicji. Stawiają na Konfederację [SONDAŻ]

13.12.2024 https://dakowski.pl/wp-admin/post.php?post=41696&action=edit

Donald Tusk i Grzegorz Braun
Donald Tusk i Grzegorz Braun. / Foto: PAP (kolaż)

Ich głosy przesądziły przed rokiem o powstaniu rządu Donalda Tuska. Dziś młodzi wyborcy nie są już tak entuzjastycznie nastawieni do KO – czytamy w piątkowym wydaniu „Rzeczpospolitej”. Najbardziej popularna wśród nich jest Konfederacja.

Konfederacja jest najbardziej popularną partią wśród młodych ludzi w wieku 18–29 lat – wynika z badania dla More in Common Polska i Fundacji Ważne Sprawy, którego wyniki poznała „Rzeczpospolita”.

Jak pisze dziennik, najmłodsi wyborcy byli ważnym elementem demograficznej siły, która – również poprzez wysoką frekwencję – doprowadziła w ubiegłym roku do zwycięstwa obecnie rządzących partii.

Obecnie wśród ogółu ludzi w wieku 18–29 lat na pierwszym miejscu jest Konfederacja z wynikiem 26 proc. Na kolejnych KO (15 proc.), Polska 2050 i PiS – po 8,5 proc. Nowa Lewica może liczyć na 7,6 proc., Partia Razem na 4 proc., a PSL – na 2 proc.

Co istotne – 22 proc. młodych jest niezdecydowanych, natomiast deklarowana frekwencja jest wysoka, bo wynosi aż 78 proc., w tym 53 proc. „zdecydowanie” chce iść na wybory.

W badaniu sondażowni Opinia24 widać także „dużą demobilizację wśród młodych kobiet”. W tej grupie największe poparcie wciąż ma Koalicja Obywatelska, ale blisko 30 proc. najmłodszych wyborczyń nie wie, na kogo będzie głosować.

Wałbrzych dziś – Adoracja Najświętszego Sakramentu i Msza Święta za Ojczyznę

13.12.2024 Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu i Msza Święta za Ojczyznę

12/12/2024 przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam Chryste!

W XLIII rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów będzie sprawowana Msza św. za Ojczyznę, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15. W godzinie Miłosierdzia, jak zawsze 13.XII, odprawimy Drogę Krzyżową bł. ks. Jerzego Popiełuszki, Patrona Solidarności.

Z kolei nazajutrz, 14.XII, w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej, Patronki Wałbrzycha, będzie sprawowana comiesięczna Msza św. o nowy cud za przyczyną o. Giulia Mancinellego SJ, potrzebny do wznowienia jego procesu beatyfikacyjnego, poprzedzona Różańcem za Ojczyznę, w który ta intencja będzie oczywiście włączona.

Zapraszam do zestrzelenia się w jednomyślność na wspólnotowej modlitwie „o pomyślność tej ziemi” i o zwycięstwo, które ma przyjść przez Maryję, Królową Polski wniebowziętą, która 493 lata temu objawiła się w Guadalupe jako „Ta, która depcze głowę węża”!

Norwegia: To nachodźcy z Afryki najbardziej ubogacają przestępczość.

Imigranci z Afryki mają najwyższy wskaźnik przestępczości. Nie wszyscy [nachodźcy md] wypadli źle

Emil Bogumił 11 grudnia 2024 mojanorwegia/imigranci

W latach 2020–2023 osoby z pochodzeniem imigranckim stanowiły 20 proc. wszystkich oskarżonych o przestępstwa w Norwegii. Kolejne 5 proc. to urodzeni w Norwegii, ale z rodzicami imigrantami.

Nowe dane pokazują, że ich nadreprezentacja w przestępczości wzrosła w porównaniu do poprzednich lat, szczególnie wśród młodych mężczyzn.

Z 527 tys. oskarżeń o przestępstwa rozpatrzonych przez norweskie sądy w latach 2020–2023, około 68 proc. dotyczyło osób bez pochodzenia imigranckiego, a siedem proc. osób niezamieszkałych w Norwegii. Wskaźnik oskarżeń wynosił średnio 130 na 1 000 mieszkańców dla osób z pochodzeniem imigranckim, w porównaniu do 80 na 1 000 dla pozostałej części populacji.

Szczególnie wysoki był wśród młodych mężczyzn w wieku 15–24 lat. W tej grupie wskaźnik dla imigrantów wyniósł 550 na 1 000, a dla ich dzieci urodzonych w Norwegii aż 630. Wskaźniki te znacząco przewyższały 280 oskarżeń na 1 000 wśród ich rówieśników bez pochodzenia imigranckiego.

Najwięcej mówi… kraj pochodzenia?

Dane wskazują na duże różnice w przestępczości w zależności od kraju pochodzenia. Młodzi mężczyźni z Iraku i Somalii odnotowali wskaźniki blisko 1 200 oskarżeń na 1 000 mieszkańców, podczas gdy osoby pochodzące z Filipin (170) lub Tajlandii (270) miały wskaźniki znacznie niższe.

Biorąc pod uwagę ogół osób pochodzących spoza Norwegii (bez podziału na grupy wiekowe), najgorsze statystyki przestępczości posiadają:

– Somalijczycy – 382,9 zarzutów na 1000 osób,
– Palestyńczycy – 370,2 zarzutów na 1000 osób,
– Gambijczycy – 315 zarzutów na 1000 osób,
– Kenijczycy – 305,6 zarzutów na 1000 osób.

W środku stawki, ze wskazaniami pomiędzy 300 a 200 zarzutów, uplasowali się imigranci pochodzący z Iraku, Afganistanu, Sudanu, Kosowa i Algierii. Najniższe wskaźniki odnotowano w przypadku:

– Polaków – 117 zarzutów na 1000 osób,
– Szwedów – 92,4 zarzutów na 1000 osób,
– Duńczyków – 53,2 zarzutów na 1000 osób,
– Ukraińców – 41,4 zarzutów na 1000 osób.

Imigranci mają o około 40 procent większą częstość występowania zarzutów niż cała populacja.Fot. Fotolia

Dramatyczne statystyki Oslo

Odmiennie prezentują się statystyki w Oslo. W grupie młodych mężczyzn pomiędzy 18 a 24 rokiem życia wskaźnik zarzutów wyniósł:

– 2119,8 zarzutów na 1000 osób – Somalijczycy,
– 1741,1 zarzutów na 1000 osób – Irakijczycy,
– 1439,7 zarzutów na 1000 osób – Etiopczycy.

Dane dla całego kraju pokazują, że osoby z pochodzeniem imigranckim były szczególnie nad-reprezentowane w sprawach związanych z przemocą i łamaniem przepisów drogowych. Stanowiły 27 proc. oskarżonych o najpoważniejsze przestępstwa, takie jak morderstwa i próby morderstw. W kategorii przestępstw seksualnych ich udział wynosił 12 proc.

===============

mail:

A ilu nic nie udowodniono?

Gnoza jako jedna z przyczyn satanizmu postrzeganego współcześnie jako lewicowość

Gnoza jako jedna z przyczyn satanizmu postrzeganego współcześnie jako lewicowość

Autor: CzarnaLimuzyna , 12 grudnia 2024

Vlada Mirkovic_pinterets

gnoza [gr. gnṓsis ‘wiedza’, ‘poznanie’], swoisty rodzaj wiedzy zapewniającej samozbawienie

„Wolność gnostyka wyznaczała także jego zachowania. Moralność gnostycka została określona przez wrogość do świata, pogardę wobec wszelkich światowych więzów. Oznaczało to pogardę dla prawa, przede wszystkim dla prawa Stwórcy. Gnostyk jako „zbawiony z natury” był wolny zarówno od fatum, jak i moralnego prawa”.

Gnoza… zadaliśmy kiedyś pytanie: kto trzyma końcówki tego powroza – z jednej strony lejce Rydwanu Pychy, z drugiej zaciskająca się pętla na szyi profana i niewolnika żyjących na samym dnie swoistej hipostazy utworzonej z gnostyckich urojeń – przejściowego piekła dla maluczkich nazywanego w rzadkich przebłyskach rozumu – totalitaryzmem.

Tytuł z okładki książki Marka Chodakiewicza oraz wydruk mojego artykułu “Czy lewica ma prawo wtrącać się do polityki?” /część pierwsza z roku 2014/ Polecam część drugą!

Zbieżność światopoglądu współczesnej lewicy z poglądami sekt gnostyckich po Chrystusie zauważył swego czasu Marek Jan Chodakiewicz w książce „O Prawicy i Lewicy”, co jest również zbieżne z moją wieloletnią obserwacją efektów w postaci zjawisk “na powierzchni”.

Dziś, postanowiłem udostępnić w istotnych fragmentach bardzo dobry tekst o gnozie innego znakomitego autora. Mam nadzieję, że będzie on stanowić dobry wstęp do rozważań i refleksji. Autorem jest wybitny patrolog i znawca tekstów gnostyckich Ks. prof. Wincenty Myszor. “Główne kierunki badań ks. Wincentego Myszora dotyczyły historii chrześcijaństwa w II i III wieku, a zwłaszcza historii społecznej. W tej dziedzinie przygotował obszerny wybór źródeł – zajmował się tekstami gnostyckimi II i III wieku, badał koptyjskie teksty z Nag Hammadi. Opublikował wiele tłumaczeń gnostyckich utworów z czasów wczesnochrześcijańskich, a także tekstów chrześcijańskiej literatury polemicznej”./Biografia/

FRAGMENTY

GNOZA (gr. gnṓsis [gnosis] — poznanie, wiedza) — wiedza o Bożych tajemnicach zastrzeżona dla pewnej elity (definicja zaproponowana na kongresie w Messynie w 1966).

Gnoza jest fenomenem w historii religii, ale także w historii duchowości i polityki; jest swoistą formą religijności albo ruchem religijnym czy tendencją w ramach danej religijności. Jako wiedza dla wybranych łączy się z pojęciem tajemnicy i staje się swoistego rodzaju religijnym samopoznaniem i rozumieniem świata.

Do gnozy odwołują się wszelkie postacie wiedzy tajemnej (hermetyzm, astrologia, nowożytna ezoteryka, ruch New Age, wolnomularstwo). W szerszym znaczeniu gnostyckimi można nazwać wszelkie poglądy, które wiedzę o faktach (naukową, filozoficzną) łączą z poglądami pozanaukowymi w ujęcie „całościowe”, które ma być „prawdziwą wiedzą” (np. gnostycy z Princeton).

W odniesieniu do polityki, gnoza oznacza całościową, totalną doktrynę polityczną, totalitaryzm. W ujęciu całościowym zakłada równocześnie osiągnięcie indywidualnego zbawienia, osiągnięcie wewnętrznej wolności od uwarunkowań zewnętrznych, od świata. Wrogie nastawienie do świata, pesymizm, protest wobec zastanego porządku ( nie mylić z protestem wobec nieporządku- przypis red.) określa podstawowe tendencje gnozy, ale nie jej historyczne uwarunkowania.

Najszerzej ujęta gnoza to każde bezkrytyczne przyjęcie jakiejś prawdy do wierzenia, przekonanie, które nie potrzebuje zewnętrznych dowodów.

Pojęcie gnozy zawarte jest także w przeświadczeniu, które łączy się z „elitarnym” przeznaczeniem, dostępnym ludziom wybranym; gnoza łączy się wtedy z okultyzmem, ezoteryzmem. Gnostyckimi są poglądy związane z dualizmem o charakterze metafizycznym (manicheizm) albo o charakterze dewolucyjnym (gnostycyzm), który negatywnie ocenia istnienie świata i przebywania człowieka w ciele.

Treść gnozy

Gr. słowo „gnṓsis”, poświadczone od czasów Heraklita, oznaczało najpierw sam akt poznania, rozumienia, następnie treść poznania, przedmiot tego aktu. Od czasów Platona gnoza oznaczała nie tylko umysłowe ujęcie wg danej teorii poznania, ale jednocześnie ogląd, wizję i zjednoczenie z poznawanym przedmiotem. Poznawany jest przede wszystkim Bóg — takie ujęcie łączy gnozy z wszelkiego rodzaju teozofią. Przedmiotem gnozy może być także poznanie, którego udziela Bóg, czyli doznanie i doświadczenie, które w związku z Bogiem otrzymuje człowiek. W tym sensie gnoza zbliża się do terminologii z zakresu mistyki. Możliwość poznania tajemnic Boga oznacza wybranie człowieka, zaliczenie go do elity.

(…)

Wartość gnozy widoczna jest także w tradycji żydowskiej. W gr. tekstach ST, w księgach mądrościowych, „poznanie Boga” pozwala człowiekowi na właściwy sposób życia i działania. Pojęcie gnoza w gr. pismach ST (także w NT) odziedziczyło treść starotestamentalną.

GNOZA rozwinęła się w judaizmie talmudycznym, zwł. w mistyce „tronu Boga” („merkawa”). Tendencje późnego judaizmu, zwł. o charakterze synkretycznym, można określić jako pregnozę. Brak w niej istotnego dla gnozy przeciwstawienia świata i Boga. Taka treść starotestamentowa gnoza najwyraźniej doszła do głosu, gdy gnoza (często jako [epígnosis]) w NT oznacza „uznanie”, „przyjęcie” Boga, a także wskazuje na dostęp do tajemnic Boga (Kol 2, 2), w czym zachowuje pewien ezoteryczny aspekt, gdyż nie jest dostępna dla wszystkich.

W Listach św. Pawła znajdziemy także krytyczne użycie terminu „gnoza” (2 Kor 13, 5; 1 Kor 8, 2 b — ironiczne określenie przeciw gnostykom). W świetle Listów św. Pawła, gnozę można osiągnąć w pełni dopiero w stanie zbawionym. „Być poznanym przez Boga” (Ga 4, 9) oznacza być zbawionym. Częściowy dostęp do gnozy eschatologicznej daje poznanie Jezusa (2 Kor 4, 6), udział w Jego cierpieniu i głoszenie go przez apostołów (tamże, 2, 14). W Listach Pawłowych i Pasterskich NT można znaleźć aluzje do „fałszywej gnozy” (1 Tm 6, 20); może to oznaczać aluzję do gnozy jako tajemnej wiedzy tylko dla wybranych, albo do treści gnozy jako wiedzy heretyckiej, czyli gnostycyzmu.

Nie wiadomo, czy autor Ewangelii św. Jana „sympatyzował” z gnozą, czy też ją zwalczał. Prócz ewentualnej polemiki z gnozą, wczesne chrześcijaństwo mogło także sprzyjać tendencjom gnostyckim. Jednak zarówno w judaistycznym nurcie gnoza, jak i we wczesnochrześcijańskim brak elementów dualistycznych.

GNOZA przeciwstawia się objawieniu w znaczeniu biblijnym, także jeśli chodzi o sposób osiągania poznania. GNOZA jest raczej objawieniem wewnętrznym, natomiast objawienie biblijne ma postać historyczną, jest objawieniem zewnętrznym. Czy w polemice antygnostyckiej na kartach NT chodziło o gnozę jako przeciwną objawieniu Jezusa, czy też o gnozę w znaczeniu gnostyckim (gnostycyzm), nie wiadomo. Związki wczesnego chrześcijaństwa z gnozą w postaci wpływów, a także polemik, nie zostały do końca wyjaśnione. Na podstawie późniejszej polemiki z gnostycyzmem wiadomo, że objawienie gnostyckie ma na celu przyjęcie wiedzy o sobie.

Gnostyk doświadcza, kim jest, a wiedza ta ma dla niego znaczenie zbawcze. Gnostyk przyjmuje wiedzę o sobie, aby siebie zbawić. Objawienie biblijne prowadzi do spotkania z Bogiem i do zbawienia przychodzącego z zewnątrz, od Boga.

Ostatecznym przedmiotem „wiedzy” w gnozie jest Bóg, ale przede wszystkim odpowiedź na pytanie: „kim jesteśmy? „skąd przyszliśmy?” „gdzie jesteśmy?” „gdzie zostaliśmy rzuceni?”, „ku jakiemu celowi spieszymy?”, „od czego zostaliśmy wykupieni?”, „czym jest narodzenie?”, „czym jest odrodzenie?” (Wypisy z Theodota, 78, 2), czyli gnoza jest wiedzą człowieka o własnym losie i zbawieniu.

Pojawienie się tej wiedzy w duszy człowieka sprawia, że człowiek uczestniczy w Boskiej egzystencji i przyjmuje wiedzę o swoim pierwotnym Boskim pochodzeniu. Wiedza ta nie tylko jest instrumentem zbawienia, ale w radykalnych formach sama stanowi jakąś formę zbawienia, gdy człowiek osiąga doskonałość istnienia dzięki gnoza Wiedza i osiągnięcie tego, co jest przedmiotem wiedzy, zbliża religijność gnostycką do mistycyzmu, w którym znika różnica między podmiotem a przedmiotem wiedzy.

GNOZA obejmuje także wiedzę o świecie, o jego pochodzeniu i przeznaczeniu. Wiedza ta może być rozbudowana bardziej w kierunku mitologii lub bardziej w kierunku filozoficznym.

GNOZA rozbudowana mitologicznie (jest to, zdaniem H. Jonasa, wtórna, sztuczna mitologia) rozwinęła wątki: stwórcy świata, władców świata („archontów”), wędrówki duszy, zbawcy, oraz odpowiedni symboliczny język (np. światła i ciemności, „obcości w świecie”).

W kierunku filozoficznym gnoza rozwinęła spekulacje na temat Boskiej pełni (pleroma), bytów-hipostaz, pochodzenia zła, spekulacje na temat liczb itp.). W ujęciu chrześcijańskim (np. u Klemensa z Aleksandrii lub Orygenesa) gnoza nie jest celem samym w sobie. Celem jest Bóg, którego gnoza nie obejmie.

GNOZA ma charakter ezoteryczny, natomiast chrześcijańskie objawienie przeznaczone jest dla wszystkich ludzi. Związki między chrześcijańskim ujęciem gnoza i niechrześcijańskim, gnostyckim (gnostycyzm), nie zostały jeszcze w pełni wyjaśnione. GNOZA w ujęciu dualistycznym została przejęta przez manicheizm.

(…)

W teologii Klemensa i Orygenesa można również znaleźć ujęcie gnozy jako wiedzy faktycznie przeznaczonej dla elity, jednak nie ze względu na elitarny charakter samej gnozy, ale raczej ze względu na faktycznie ograniczone możliwości jej przyjęcia przez prostych wiernych. Tradycję chrześcijańskiej gnoza kontynuowali ojcowie kapadoccy (zwł. Grzegorz z Nyssy) — ich ujęcie gnozy zbliża się do mistyki. Nurt gnozy rozwijał się w chrześcijańskiej teologii gr. związanej z neoplatonizmem oraz w niektórych nurtach wschodniego monastycyzmu (np. w pismach Ewagriusza z Pontu).

Sam Plotyn polemizował z gnozą o charakterze dualistycznym, natomiast w sposobie jego myślenia można znaleźć podobne wątki jak w gnozie.  Zaznaczyło się to zwł. w emanacyjnej strukturze bytu. Dualistyczne ujęcie opisu świata i człowieka, które Plotyn zwalczał, zakłada jednak istnienie głębszej, pierwotnej fazy monistycznej, czyli pierwotnej jedności wszystkich elementów duchowych. Wspólna jest również idea powrotu do tej pierwotnej jedności, opisana w języku religijnym jako zbawienie.

Bliższe ujęciu gnozy wydają się poglądy tych, których określano nazwą „eleuterian” (od gr. [eleuthería] — wolność), czyli te sekty, kulty i ugrupowania, których zwolennicy podkreślali znaczenie wolności, uwolnienie od więzów ze światem (te czasem łączono z więzami instytucji państwa lub Kościoła). Dualistyczny aspekt poglądów „Braci i sióstr wolnego ducha” (sekta z poł. XIII w. w Szwabii, Nadrenii, Holandii i płn. Francji) zaznaczył się w tym, że światowe panowanie przypisywali szatanowi, odrzucając porządek moralny oraz kościelny. Zwolennicy „wolnego ducha” nazwali siebie także „homines intelligentiae”, tzn. tacy, którzy osiągnęli głębsze rozumienie, albo „doskonali”, gdyż osiągali większą doskonałość od zwykłych wiernych, „adamitami”, bo przez swoje życie powracali do stanu Adama i Ewy przed grzechem (w takim kierunku związki malarstwa H. Boscha z „braćmi i siostrami wolnego ducha” interpretuje W. Fraenger).

Pierwszym tego rodzaju myślicielem gnostyckim był w średniowieczu Amalryk z Bène. W XIII w. nurt gnoza mogli podzielać begardzi i beginki odłamu kwietystyczno-panteistycznego. Do nurtu gnoza można zaliczyć pojawiające się z początkiem reformacji poglądy radykalnych anabaptystów, zw. także iluminatami lub spiritualistami.

(…)

Koncepcja gnozy pojawiła się także w żydowskiej mistyce kabały. Wyraźnie gnostycką strukturę myślenia wykazywał Izaak Luria (1534–1572), który starał się wyjaśnić związek Boga-Stwórcy i stworzonego świata: Bóg, stwarzając świat, „wycofuje się z obszaru świata”, świat jednak nie przeciwstawia się Bogu. Mistyka Lurii nie była dualistyczna, dlatego można ją nazwać gnoza w szerszym znaczeniu.

W XVI i XVII w. w Niemczech i Francji pojawił się ruch różokrzyżowców. Wprawdzie jest on raczej zbliżony do okultyzmu, to jednak w pismach różokrzyżowców pojawia się także pojęcie gnoza. (…)

Gnoza w XX w. Współcześnie gnoza przypisywana jest różnym tendencjom religijnym i ideologicznym, przy czym w użyciu tego pojęcia zaznacza się również brak ostrości. Wyraźnie widoczne są elementy gnoza w pismach R. Steinera, przedstawiciela teozofii i twórcy antropozofii. Jego związki z antyczną gnozą były drugorzędne, widoczne natomiast jest podobieństwo struktury myśli. Steiner przywiązywał wielką wagę do gnostycznego, tzn. ponadrozumowego poznania Boga i siebie.

(…)

Te i inne ruchy religijne są kontynuacją gnozy na poziomie popularnym. Na „wyższym” poziomie tradycję gnozy kontynuują tacy autorzy, jak GNOZA Wehr, K. Dietzfelbinger, pisarze zorientowani na New Age.

Nowoczesna gnoza pojawia się także w badaniach filozoficznych —u autorów, którzy przyjmują znaczenie gnozy, ale także u tych, którzy ją krytykują. Do badaczy o skłonnościach gnostycznych należy zaliczyć C. J. Junga, który nie tylko nawiązywał do antycznej gnoza (w Septem Sermones ad mortuos), ale także rozwijał gnostyckie idee w spekulacjach na temat archetypów i zbiorowej nieświadomości. O psychologii Junga można powiedzieć, że jest gnostyczna. Jeśli za GNOZA Quispelem przyjmiemy gnoza za „mityczny wyraz doświadczenia samego siebie”, to w pierwszym rzędzie dotyczy ona psychologii Junga. Jung wniósł jednocześnie wiele obserwacji w badania gnozy.

Badania historycznych postaci gnozy prowadzili uczeni z kręgu Eranosa (luźno zorganizowane stowarzyszenie…). Najwyraźniej przedstawił je Quispel w definicji gnozy jako religii światowej, której podstawowym motywem jest zbawienie jaźni człowieka, dzięki „jaźni boskiego bliźniaka”, do której człowiek ma dążyć i na którą musi się otworzyć. Prócz badań naukowych, ściślejszy krąg „wtajemniczonych” Eranosa kierował się ku światopoglądowi „odnalezienia siebie”, uwolnienia od światowego zła, ku samozbawieniu. Krytyczne spojrzenie filozofii nie znajdywało zwolenników w kręgu sympatyków Eranosa. Polityczną gnozę przedstawiał jej przeciwnik — E. Voegelin. Za realizatorów gnostycznego myślenia uznał Voegelin zwolenników „totalnego myślenia politycznego” (faszyzm, komunizm).

Związki ideologii narodowego socjalizmu z gnozą stały się przedmiotem osobnych studiów innych autorów (H. Strohm, J. Iwersen). Gnostyczne inspiracje dostrzegał w tendencji odrzucania zastanej sytuacji, w poglądzie, że zło świata wynika z organizacji świata, a nie z wolnej woli człowieka, że zło świata da się w tym życiu naprawić i że jest to możliwe dla człowieka, a więc zbawienie pozostaje w zakresie ziemskich wysiłków. Środkiem takiego zbawienia jest, wg gnoza politycznej, wiedza.

Polityczna gnoza jest, w stosunku do klasycznej postaci, formą nową. Nie nawiązuje do Boga pozaświatowego. Jednocześnie jest myślą podobną, gdyż jest realizacją samozbawienia, czyli wiedzą o sobie, o boskiej naturze człowieka.

Związki z gnozą ukazują również ruchy New Age. Najwyraźniej z gnozą łączy New Age koncepcja świadomości człowieka. Świadomość ta łączy go w sposób naturalny z Bogiem, a raczej z bóstwem. Boski, wg zwolenników New Age, jest świat, co wyłącza ten nurt z kręgu dualistycznej gnoza (gnostycyzmu). Idea samozbawienia, brak odniesienia do osobowego Boga w New Age wskazują na tzw. nową religijność.

Koncepcję gnozy we współczesnych formach nowej religijności, także w New Age, można nazwać nową formą gnoza, czyli neognozą.

Treści tego pojęcia wskazują na kontynuację gnozy, ale także na elementy odmienne i nowe.

ks. prof. Wincenty Myszor

________________________________________

Zachęcam do przeczytania całości: PDF dostępny w sieci pod tym [ adresem ]
Podkreślenia w tekście- moje.
Grafika: painting of Vlada Mirkovic / Pinterest

Sekrety Chabad Lubawicz. Dr Anna Mandrela o wpływowej żydowskiej grupie

Sekrety Chabad Lubawicz. Dr Anna Mandrela o wpływowej żydowskiej grupie

https://pch24.pl/sekrety-chabad-lubawicz-dr-anna-mandrela-o-wplywowej-zydowskiej-sekcie

12 grudnia 2023 roku poseł Grzegorz Braun zgasił w Sejmie świece chanukowe. Mało kto zauważył, że oprócz świec w Sejmie znajdowało się coś jeszcze. Chodzi o portret rabina Menachema Schneersona, ostatniego przywódcy Chabad Lubawicz. O Schneersonie i Chabadzie książkę pt. „Chanuka czy krzyż?” napisała dr Anna Mandrela. Opowiadała o niej na kanale PCh24 TV.

Członkowie Chabad Lubawicz „wierzą, że [Schneerson] ponownie przyjdzie na ziemię. Oczekują na jego zmartwychwstanie. Przypisują mu boskie cechy i modlą się do niego. W siedzibie Chabadu w USA jest jego fotel: codziennie odprawiane są przed nim tańce i modły, rozkładany czerwony dywan” – powiedziała.

– W sekcie Chabad Lubawicz jest córka Donalda Trumpa i jej mąż. Specjalnie się przeprowadzili, żeby być bliżej Chabadu. W czasie kampanii wyborczej Trump udał się na grób Schneersona. […] Dla wierzących Żydów, którzy nie są liberalni, to był ważny argument w głosowaniu. Podczas jednego z wieców politycznych Trumpa przemawiał rabin Chabadu – wskazała.

Dr Anna Mandrela mówiła też o specyficznych naukach Chabadu, na przykład na temat duszy.

– Nauczanie na temat duszy jest zawarte w księdze „Tanja”. Ono kojarzy mi się ze słowami pewnej pani historyk, która powiedziała, że w czasie wojny śmierć Żyda to było doświadczenie mistyczne, spotkanie z absolutem – a śmierć Polaka, no, to była po prostu śmierć – podkreśliła.

Według „Tanji” Żydzi mają wyższe dusze o charakterze duchowym, natomiast goje mają dusze nieczyste, pochodzące z innych sfer, jak zwierzęta – choć koszerne zwierzęta mają nawet dusze doskonalsze od gojów. 

Według dr. Anny Mandreli obecnie w Chabadzie twierdzi się, że jeżeli ktoś urodził się gojem, ale w pewnym momencie odkrywa chasydyzm Chabadu – to staje się jakby zaginionym żydowskim dzieckiem. – Wierzą, że za każdym razem, gdy żydowskie małżeństwo ze sobą współżyje, nawet jeśli nie dochodzi do zapłodnienia, nawet jeśli fizycznie nie ma poczętego dziecka, to powstaje dusza. Te dusze czekają na odpowiedni moment, żeby przyjść na ziemię – powiedziała, dodając, że takie dusze wchodzą właśnie w owych „zaginionych”, którzy odkrywają chasydyzm. – W ceremoniach przejścia nie wpisuje się w rubryce „ojciec” i „matka”, ale „Abraham i Sara” – powiedziała, wskazując, że nawiązuje to do Bożej obietnicy, iż potomstwo Abrahama i Sary będzie liczne jak gwiazdy na niebie.

– Chabad Lubawicz celuje w ludzi wpływowych. Nie widziałam, żeby stali na ulicach miast jak świadkowie Jehowy. Działają raczej w polskim Sejmie, w Pałacu Prezydenckim. Wydaje się, że chcąc, żeby ludzie odkrywali taką duszę, chcą, aby dotyczyło to ludzi biznesu, polityków. Pewnie przyjęliby też kogoś innego, gdyby sam przyszedł, ale nie widzę tutaj jakiegoś apostolatu – podkreśliła.

Więcej – w nagraniu.

Źródło: PCh24 TV

==================

Potężny budynek o kształcie menory na Ukrainie symbolem dominacji Chabad-Lubawicz.

Tak wygląda Centrum Kulturalne Menora w Dniepropetrowsku (chyba teraz Dnipro)

O Urzędzie Nauczycielskim Kościoła, o Gietrzwałdzie i obronie przed ideologią – ks. prof. Tadeusz Guz

O Urzędzie Nauczycielskim Kościoła, o Gietrzwałdzie i obronie przed ideologią – ks. prof. Tadeusz Guz [cz. 3]

Autor: AlterCabrio , 12 grudnia 2024

Proszę mieć tę pewność. Nauka katolicka to jest najcenniejszy klejnot intelektualny dla każdego człowieka na całym globie. Nikt takiej spójnej doktryny nie przedłożył światu jak Urząd Nauczycielski Kościoła. A jak państwo wiecie z naszych wypowiedzi i refleksji, nie każda wypowiedź, np. papieża, jest zgodna z doktryną Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. W związku z tym taka rada. Dzisiaj trzeba właściwie wszystko badać, rozważać. I zawsze prosić Ducha Bożego: bądź przy nas.

−∗−

Ks. prof. Tadeusz Guz (Putney 2024 część 3)

[to samo, może lepiej.. md]

−∗−

Pierwsza część spotkania:

O filozofii i ataku na rzeczywistość – ks. prof. Tadeusz Guz
Nic, żadne procesy w Europie czy na świecie nie dzieją się przypadkowo. Wszystko jest zaprogramowane z najgłębszą precyzją. I neomarksizm tym się różni od marksizmu-leninizmu, że neomarksizm poddaje pod negację […]

_______________

Druga część spotkania:

O karze śmierci, muzyce atonalnej i peccatum mortale – ks. prof. Tadeusz Guz [cz. 2]
Dlaczego Pan Bóg skrócił nasze życie? Że nie żyjemy jak Noe 950 lat? Żeby nam skrócić nasze ziemskie męki. A śmierć jako karę zaaplikował ponieważ wynika to ze sprawiedliwości, bo […]

Ocieplenie klimatu a wybory prezydenckie w Polsce

Ocieplenie klimatu i wybory prezydenckie w Polsce

Stanisław Lewicki https://konserwatyzm.pl/lewicki-ocieplenie-klimatu-i-wybory-prezydenckie-w-polsce/

     Z coraz większym zdziwieniem notuję kolejne polityczne tańce wokół kwestii ocieplenia klimatu. Na naszym krajowym podwórku najbardziej chyba aktywny w tym temacie jest prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który kilka razy dał się poznać z publicznego wygłaszania mocno jednoznacznych i radykalnych opinii w tej kwestii. W sierpniu ubiegłego roku, na spotkaniu w Olsztynie, jednym z głównych tematów jaki poruszył był ten, że „planeta dziś płonie na naszych oczach” a oni, czyli politycy ówcześnie rządzącej partii PiS, nic z tym nie robią. „Oni nas skazują na to, że jesteśmy dzisiaj skansenem i nie robimy absolutnie nic jako państwo, niewystarczająco dużo, jeżeli chodzi o walkę z ociepleniem klimatycznym”.

      Ten dramatyczny ton nie był jednorazowym przypadkiem, kiedy to każdego może ponieść jakaś fala i sprawić, że powie on coś dziwnego.
U Trzaskowskiego jednak, ta sprawa była stałym punktem w jego politycznej agendzie, który często się powtarzał. Dla przykładu, w lutym tego roku, w wywiadzie dla Radia Z powiedział: „Niech pan zobaczy, co się dzieje za oknem. Planeta się pali! Za chwilę będziemy się bić o wodę. Planeta się skończy. Po prostu nie pozwolimy, by nam się spaliła”. Można by powiedzieć, cytując innego klasyka, że to oczywista oczywistość, gdyż jak się planeta pali, to i woda też szybciej paruje i zaraz jej pewnie wcale nie będzie i biec trzeba szybko do Biedronki by kupić choć kilka zgrzewek z butelkami wody, dopóki jeszcze są dostępne.
Należałoby zatem oczekiwać, że po zmianie rządu działania mające na celu „ratowanie planety” ruszą ostro z kopyta i nie będzie ani ociągania się, ani żałowania środków na gaszenie planety. Bo przecież logika i doświadczenie jasno wskazuje, że jeżeli jest pożar, a szczególnie tak ważnego obiektu jak nasz planeta, to należy niezwłocznie zabierać się za gaszenie, gdyż każda minuta zwłoki będzie powodować większe straty. Tymczasem jednak ostatnio notujemy jakby zupełne osłabienie tego entuzjazmu nowego rządu by biec na ratunek planecie. Przecież wcześniej ostrzegali, że nie mamy zapasowej planety. Jak ujawniła ostatnio „ministra” [co za idiotyczny dziwoląg. Chcą byśmy przywykli. md] klimatu i środowiska, Paulina Hennig-Kloska, rząd chce by Unia Europejska odłożyła w czasie wdrożenie systemu ETS2, który ma wprowadzić pobieranie opłat za emisję CO2 ze spalania paliw kopalnych w budynkach i transporcie drogowym. Czyli tym razem ma to bezpośrednio dotknąć indywidualnych właścicieli domów i użytkowników samochodów. Pani Hennig-Kloska chce by ETS2 został odłożony na trzy lata. Nie trudno jest to skojarzyć z końcem kadencji obecnego rządu, który wypada na rok 2027. Czyli wynika z tego, że ten „pożar planety” jakby teraz przygasł i temat ten stanie się na powrót palący dopiero po nowych wyborach, szczególnie gdyby wygrała je obecna opozycja. Na dodatek, już teraz zawieszono kontynuację programu „Czyste powietrze”. Takie traktowanie tej sprawy wygląda na hipokryzję, ale politycy nie mają z tym problemu.
Jednak Rafał Trzaskowski będzie miał zdecydowanie trudniej by porzucić ten temat, gdyż zbyt mocno się w niego zaangażował i teraz nie może zwyczajnie przestać zauważać tego, że mu się ta planeta pali, czym przecież poprzednio tak mocno wszystkich epatował. Nie jest to dla niego tylko kwestia narracji, ale też konkretny kłopot, gdyż to ze wsparcia warszawskiego Ratusza, w postaci wynajmu lokalu po preferencyjnych cenach, korzysta, żyjąca tematem ocieplenia, organizacja Ostatnie Pokolenie, która blokuje arterie w stolicy, poważnie utrudniając życie normalnym mieszkańcom, co nie pozostanie bez wpływu na wyborcze poparcie Trzaskowskiego. Gdyby tych blokad nie było, to pewnie Trzaskowski by sobie poradził i wymyślił opowieść, że z tym pożarem to miał na myśli planetę Wenus, gdzie faktycznie temperatura na powierzchni wynosi nawet 500 stopni Celsjusza. Znając inteligencję i wnikliwość jego wyborców nie powinno tu być problemów ze zmianą ich percepcji tego tematu.

       Pozostaje jednak zasadnicze pytanie: czy z tym, mającym przynieść tak groźne następstwa, ocieplaniem planety to oni tak na poważnie, czy to tylko humbug. Bo jeśli to na poważnie, to za zdecydowane działania trzeba się zabrać niezwłocznie i nie żałować sił, środków i wszelkich ofiar, a jeżeli jest to tylko blaga, mająca na widoku jakieś polityczne zyski lub wynikająca z ideologicznego zaczadzenia, to już sprawa jest inna. Tymczasem działania polityków obecnej koalicji w tym względzie przypominają przedstawienie opery chińskiej, gdzie chór śpiewa: biegniemy, biegniemy, gdy tymczasem wszyscy stoją w miejscu. A na poważnie, nawet abstrahując od tego czy ocieplenie ma fatalne skutki, czy też nie, to trzeba brać po uwagę bardzo istotną kwestię, a mianowicie taką, że kraje UE odpowiadają obecnie tylko za około 7 proc. światowej emisji CO2 i gdyby nawet brukselskim biurokratom udało się, zupełnie zarzynając własną gospodarkę i obniżając drastycznie poziom życia obywateli, sprowadzić własną emisję CO2 do zera to i tak nie wpłynie to istotnie na emisję całego globu, która cały czas rośnie.

Stanisław Lewicki

=================

Mail:

Jednak dam parę MEM-ów. Może nas rozbudzą??

Na NFZ proponują wyrywanie zębów, które można leczyć…

=============================

Widać, Ze to bardzo stary MEM. Bo VAT – rzeczywiście „na trzy lata” . A mija już 13 lat !!

O podwyżce stawek VAT 22 i 7 proc. zdecydował rząd Donalda Tuska. Choć 23 proc i 8 proc. miało nam towarzyszyć zaledwie 3 lata, to rząd PO stawek nie obniżył. PiS z kolei niósł ich obniżkę na sztandarach wyborczych, ale słowa również nie dotrzymał.

================================

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano