„Dzisiaj grób św. Teresy został otwarty i potwierdziliśmy, że jest on w takim samym stanie, jak podczas ostatniego otwarcia w 1914 roku”. Tak brzmi niecierpliwie oczekiwana deklaracja z 28 sierpnia br. Została ona złożona przez Postulatora Generalnego Zakonu Karmelitów Bosych o. Marco Chiesę z klasztoru w Alba de Tormes, gdzie spoczywają szczątki słynnej hiszpańskiej świętej. Jest to pierwszy wniosek, do którego doszli eksperci po otwarciu grobu świętej Doktora Kościoła 28 sierpnia br., której ciało pozostało nienaruszone od 1582 roku.
Przeor karmelitów z Alba de Tormes i Salamanki, o. Miguel Ángel González wyjaśnił, jak z samego rana „wspólnota karmelitów bosych, wraz z postulatorem generalnym Zakonu, członkami Trybunału Kościelnego i niewielką grupą mnichów, z troską i powagą zabrała relikwie do miejsca wyznaczonego do badania. Z głęboko poruszonymi sercami odśpiewaliśmy Te Deum”.
Diecezja wyjaśniła, że wydarzenie to jest częścią kanonicznego uznania szczątków świętej Teresy z Ávila, o które 1 lipca zwrócił się do Watykanu biskup Salamanki, Luis Retana, upoważniony przez papieża Franciszka za pośrednictwem Dykasterii ds. Kanonizacyjnych.
Dostęp do srebrnej trumny zawierającej ciało św. Teresy jest bardzo skomplikowany. Najpierw trzeba było usunąć marmurową płytę w grobowcu. Później, w pomieszczeniu przeznaczonym do badań, którym poddawane są relikwie świętej, i tylko w obecności naukowego zespołu medycznego i członków sądu kościelnego, srebrna trumna została otwarta. Sama srebrna trumna, jak mówili obecni, już wcześniej przyciągnęła ich uwagę ze względu na „doskonałe” wykonanie i „wspaniały” stan zachowania, w jakim została znaleziona. Był to prezent od króla Ferdynanda VI i jego żony Barbary z Braganzy.
Aby rozpocząć badanie relikwii serca, ramienia i ręki św. Teresy, współpracowali złotnicy Ignacio Manzano Martín i Constantino Martín Jaén z Salamanki, którzy byli obecni w pierwszym i ostatnim dniu pracy. Wykorzystano również słynne dziesięć kluczy do grobowca: trzy przechowywane w Alba de Tormes, trzy pożyczone im przez księcia Alba i wreszcie trzy przechowywane w Rzymie przez Ojca Generała oprócz klucza króla. Trzy z tych kluczy są używane do otwierania zewnętrznej bramy, trzy do otwierania marmurowego grobowca, a pozostałe cztery do otwierania srebrnej trumny.
Przed przystąpieniem do oględzin ciała, obecni pomodlili się przed ciałem świętej, a następnie przeprowadzili wstępne oględziny, podczas których stwierdzono, że ciało jest nadal nienaruszone, jak to zostało pokazane w 1914 roku.
„Duchowym wkładem” tego badania jest określenie stanu św. Teresy w chwili jej śmierci. „Wiemy, że w ostatnich latach miała trudności z chodzeniem z powodu bólu, który opisuje. Czasami spojrzenie na zwłoki ujawnia więcej, niż dana osoba ujawniła. Kiedy analizowaliśmy stopę w Rzymie, odkryliśmy, że były tam ostrogi wapniowe, które prawie uniemożliwiały chodzenie. Ale ona chodziła. Według klasztoru Alba de Tormes, śmierć przyszła później, ale jej życzeniem było, aby kontynuować i iść naprzód pomimo fizycznych ograniczeń” – wyjaśnił o. Chiesa.
Postulator zakonu wskazał również, że zdjęcia z 1914 r. były czarno-białe, a zatem „trudno było dokonać porównania”. Wyjaśnił jednak, że „odsłonięte części, a mianowicie twarz i stopa, są takie same jak w 1914 roku”. „Nie ma koloru, nie ma widocznego koloru skóry, ponieważ skóra jest zmumifikowana, ale można ją zobaczyć, zwłaszcza część twarzy. Widać ją dobrze. Specjaliści widzą twarz Teresy prawie wyraźnie” – podkreślił.
Odnosząc się do wyników przeprowadzonych badań, postulator generalny stwierdził, że jest zbyt wcześnie, aby podać szczegóły. „Zakon uważa za stosowne przeprowadzenie tego dochodzenia i to specjaliści powiedzą nam o wnioskach po ich szeroko zakrojonej pracy. Z podobnych badań wiemy, że uzyskamy interesujące dane na temat św. Teresy, a także zalecenia dotyczące konserwacji relikwii, ale to nastąpi w innym czasie” – skomentował o. Chiesa.
Św. Teresa z Avila, nazywana również Teresą od Jezusa, Teresą Wielką, urodziła się 28 marca 1515 r. w Gotarrendura (Ávila) w Hiszpanii, a zmarła 4 października 1582 r. w Alba de Tormes w Hiszpanii). To mistyczka, karmelitanka, pisarka i teolog życia kontemplacyjnego. Była również reformatorką zakonu karmelitów i wraz ze świętym Janem od Krzyża jest uważana za jego reformatorkę. Gałąź zreformowaną nazywa się Karmelitami Bosymi.
W 1622 r. została kanonizowana przez papieża Grzegorza XV. 27 września 1970 r. papież Paweł VI ogłosił ją doktorem Kościoła.
Pandemia Covid-19 nie tylko wstrząsnęła światową gospodarką i systemami opieki zdrowotnej, ale pokazała także, jak blisko współpracują rządy, sieci społecznościowe i media, aby kontrolować i cenzurować informacje.
Cenzura w imieniu rządu
Facebook przyznał niedawno, że w imieniu rządu ocenzurował posty na temat Covid-19. Te środki cenzury dotyczyły treści, które nie odpowiadały oficjalnym oświadczeniom organów ds. zdrowia. Miało to rzekomo zapobiec rozprzestrzenianiu się dezinformacji, ale rodzi poważne pytania o granice wolności słowa i rolę sieci społecznościowych w debacie publicznej.
W 𝕏 w tak zwanych „plikach Twittera” ujawniono również, że rząd USA wywierał wpływ na platformę w celu cenzurowania niektórych treści. Doniesienia te potwierdzają, że władze rządowe aktywnie zaangażowały się w ukrywanie informacji, które nie pasowały do oficjalnej narracji.
YouTube, kolejna gigantyczna platforma, również została oskarżona o systematyczne usuwanie treści niezgodnych z oficjalnym stanowiskiem rządu. Filmy przedstawiające alternatywne poglądy na temat pandemii czy szczepień zostały usunięte lub zdementowano, co znacznie ograniczyło dyskusję na te ważne kwestie.
Szczepienie na Covid-19 i ukryte skutki uboczne
Chociaż początkowo szczepionki były okrzyknięte sposobem na wyjście z pandemii, obecnie liczne badania pokazują, że nie były one tak skuteczne, jak pierwotnie obiecano. Skutki uboczne i uszkodzenia szczepionek, które są znaczące, są często ukrywane lub bagatelizowane. Wydarzenia te rzucają niepokojące światło na sposób przetwarzania informacji zdrowotnych podczas pandemii.
COVID-19: choroba o określonym profilu ryzyka
Rośnie świadomość, że Covid-19 dotyka głównie osoby starsze i osoby z chorobami współistniejącymi. Średnia grupa wiekowa zmarłych wynosiła około 83 lata. Odpowiada to w dużej mierze typowemu wiekowi w chwili śmierci, co rodzi pytanie, czy zakres środków zapobiegawczych w związku z pandemią był uzasadniony. COVID-19 był pod wieloma względami podobny do ciężkiej grypy, ale został znacząco udramatyzowany w przedstawieniach i reakcjach mediów. Warto również zauważyć, jak na całym świecie zniekształcane są liczby rzekomych zgonów.
Rola mediów i systematyczna kontrola
Jeden z największych domów mediowych w Szwajcarii, Ringier i nie tylko, działający w kilku krajach, miał podobno wydać swoim dziennikarzom wyraźne instrukcje, aby nie krytykowali rządów w czasie kryzysu związanego z Covid-19. Instrukcja ta pokazuje, jak silny był wpływ rządów na sprawozdawczość i jak mało miejsca było na głosy krytyczne.
Agenda 2030 i wizja całkowitej kontroli
Procesy te wpisują się w szerszy obraz zawarty w tzw. Agendzie 2030. Ta globalna inicjatywa, oficjalnie sprzedawana jako plan promowania zrównoważonego rozwoju, przez krytyków jest postrzegana jako próba wprowadzenia kompleksowej kontroli i nadzoru nad ludnością. Współpracę między rządami, mediami i gigantami technologicznymi podczas pandemii można postrzegać jako test mechanizmów niezbędnych do wdrożenia tego programu. Celem jest skierowanie społeczeństwa w określonych kierunkach i tłumienie głosów sprzeciwu poprzez ukierunkowaną kontrolę informacji i opinii.
Ogólnie rzecz biorąc, wyłania się niepokojący obraz: rządy, media społecznościowe i firmy z branży mediów tradycyjnych ściśle współpracowały podczas pandemii, aby zachować kontrolę nad opinią publiczną. Sojusz ten służył nie tylko kontrolowaniu informacji, ale także tłumieniu sprzeciwu i egzekwowaniu jednolitego przekazu. Coraz wyraźniej widać, że działania te nie dotyczyły jedynie ochrony ludności, ale długoterminowego wdrożenia kompleksowej kontroli i monitorowania w ramach Agendy 2030.
Jeśli nie widziałeś jeszcze filmu dekodującego Agendę 2030, powinieneś to zrobić teraz: przejdź bezpośrednio do filmu tutaj .
Swiss Transvestite: Iluzja się skończyła – Franciszek powinien go przyjąć gloria.tv
[Eunuch – trzebieniec, rzezaniec. md]
55-letni Christian Brönimann żałuje amputacji genitaliów, której poddał się 26 lat temu, aby stworzyć iluzję, że jest „kobietą”.
As „Nadia” Brönimann, the man was unofficially regarded as an ambassador for transvestites in Switzerland.
For years, Brönimann campaigned for „understanding” and „openness” towards transvestites.
Ale w lipcu powiedział szwajcarskiemu dziennikowi, że już dawno zaakceptował pomysł stania się normalną osobą: „Utrzymywanie zwykłego wizerunku Nadii coraz bardziej przypomina mi gorset”.
Czuje się uwięziony w „kobiecym” wzorze do naśladowania i musi nieustannie myśleć o tym, czy jest wystarczająco „kobiecy”, co jest wyczerpujące: „Wygląd zewnętrzny i wewnętrzne uczucia już do siebie nie pasują”.
Brönimann explains that it is a misconception that transvestites leave the male/female reality behind. Binarny porządek w odniesieniu do cech wizualnych, takich jak długie włosy, które są uważane za kobiece, jest dla wielu silną rzeczywistością.
Teraz Brönimann znów nosi włosy jak mężczyzna i nazywa siebie Christianem: „Chcę ponownie powiedzieć „tak” Christianowi Brönimannowi, którego przez lata tłumiłem i odpychałem. Przepraszam za to, co zrobiłem jemu i jego zdrowemu ciału”.
Ale nadal jest uwięziony przez stosowanie żeńskich hormonów. W jego wieku zmiana tego byłaby poważną procedurą, a on obawia się dalszych komplikacji po licznych amputacjach i poważnych skutkach ubocznych wstrzykiwania żeńskich hormonów do jego męskiego ciała.
„Oczywiście byłoby lepiej, gdybym zdał sobie z tego sprawę, gdy miałem 35 lat” – mówi teraz.
Rozumie, że „nie mogło być bardziej oczywiste”, że jego ciało nie było prawdziwym problemem w tamtym czasie. Amputacja genitaliów była „ucieczką”, ponieważ nigdy nie czuł się wystarczająco dobry jako mężczyzna.
Dziś zdaje sobie sprawę, że nie można zmienić wnętrza zewnętrzem.
Brönimann faces hatred of the ideologues of transvestitism. Mówi, że stał się dla nich persona non grata i że go poniżają.
Nevertheless, he wants the return to normality to be discussed as openly and honestly as everything else, because he knows that many amputee transvestites have similar thoughts and problems: „Ale nikt nie chce tego słuchać. Zamiast tego doświadczają odrzucenia”.
„Tolerancja, której tak głośno żąda się z zewnątrz, nie jest praktykowana w naszych własnych szeregach”.
„Mógłbym znacznie ułatwić sobie życie, milcząc na ten niepopularny temat”.
55-latek od dawna krytykuje również okaleczanie młodych ludzi, którzy rozważają amputację genitaliów. Są oni „wspierani” lekami zbyt wcześnie i zbyt szybko
According to Brönimann, young people should be 100% aware of what it means to become an amputated transvestite: „W najgorszym przypadku może się zdarzyć, że medyczna zmiana płci nie była właściwą drogą i nie przyniosła oczekiwanego wyzwolenia”.
„Uświadomienie sobie tego spowoduje u nich wielki smutek” i zaprowadzi ich w „ślepy zaułek”.
Some army doctors are willing to talk about what is really going on. But most want to keep their jobs. I couldn’t find one willing to speak publicly, but I found one who’d talk to me if his identity was kept secret.
Executive summary
If the COVID vaccines worked, the military doctors would be showing us the stats of how COVID deaths were at a high rate before the shots rolled out and then diminished right after the shots were deployed.
I spoke to a military doctor to learn the truth. I made just one phone call.
What I learned was absolutely stunning.
There is no doubt that these vaccines have
Here are some of the highlights from my conversation with a military doctor who has asked to remain anonymous so he/she can keep his job.
Conversation highlights
All are outtakes from what he told me:
Around 4,000 service members at my base.
Primarily young males with no history of medical problems.
I’ve seen more adverse events in just the last 2 years alone than I’ve seen in the past 30 years as an army doctor/medic.
The rate of adverse events are up to 100X more than normal for many categories. I’ve been doing this for 30 years now and I know what normal is.The rate is the expected number of events in 30 years per 4,000 soldiers. The post shot rate is the extrapolated 30 year rate from the last 2 years of data. The ratio shows the increase so 115 means 115X higher rate than normal. We have a serious problem here, but the officers are afraid to tell their commanding officers the truth that this is caused by the COVID vaccines. Note that unexplained deaths means deaths not caused by drug overdose, suicide, accidents, etc.
Today, 85 soldiers are now medically unfit to train; only 5 or 6 will be able to go back to training. So we will be 30 people short on pilots alone. That is a huge problem. They don’t realize that yet because they are thinking most of these people will be able to resume training. Normally it would only be 4 or 5 that wouldn’t be able to return to duty. 85 people in “close hold” (medical hold) is unprecedented. So 80 that don’t return vs. 4 (in a typical year) is a 20X increase in the number of disabled people. This is unsustainable.
The surgeon above me (my boss) asked me “Why do we have so much medical attrition?” I told him it was the shots and went through the data with him. He said, “There is no way on God’s green earth that I will convey that to the General. The vaccines are safe!”
When I came to this unit in 2021, the retention rate was 90%, i.e., people who opted to stay in after their service is over. Today, just 3 years later, the retention rate is 17%, due to the sickness caused by the COVID shots.
We aren’t going to have a fighting army in 5 years. These shots are devastating our force. It’s unsustainable.
Every medic in my section (20 people), would tell you “I’ve never seen anything like this.”
The people who do “transition assistance” (transition to non-military life) told me that they’ve never seen so many people with so many complex medical problems. Most of the soldiers tell them that the medical problems started after they were vaccinated with the COVID vaccine.
The high rates of serious injury is now becoming the new normal! People are going to forget how it was before the vaccines. Strokes and cardiac arrests in the enlisted members were non-existent before the COVID vaccines; now they are common place.
They will wipe my computer when I leave so there is no evidence left. They also prohibit any sharing of the evidence. All these emails and all these stories I’ve collected will be permanently destroyed.
Vaccines aren’t mandated today, but they tell you to get into line to get your vaccines. There is enormous peer pressure to comply with the request.
I don’t know what will happen if nobody is held accountable for what has happened.
Since shots rolled out, we’ve had 5 vax related deaths, all in men: one with PE, other 4 were deaths from cardiac arrest. 2 cardiac arrest cases were resuscitated; otherwise the number would be 7 dead.
We are still having people with ischemic strokes (3 years later). They are all ischemic strokes.
I’ve had 4 people with afib but they had no risk factors. These are all young 20-year-olds with no cardiac history getting afib. That’s insane. Before the shots, I might see …. cases in 10 years.
Many many tumors, many blood pressure issues.
I’ve seen 5 cases of pericarditis and 2 myocarditis cases. But they don’t want a cardiac MRI so we can’t get a definitive diagnosis. They cancel the MRI I ordered.
If you did a cardiac MRI on 100 pilots, I bet 20% to 30% would have scars on their heart. But they won’t do the tests. They don’t want to know. This is horrific for both the people flying the aircraft as well as the cost of losing aircraft.
Two years ago, the DoD sent in 34,000 VAERS reports with 119 deaths from the vaccine of servicemembers. We had only 23 active duty service members died from COVID across the whole DoD over 3 years (out of 1.2M active duty servicemembers). Think about it… 30 service members a MONTH commit suicide. COVID wasn’t even close to being in the top 10 of things killing servicemembers. Why would we risk vaccinating everyone for a problem that was so insignificant? It makes no sense. And the deaths caused by the vaccine were 5X higher than the deaths from COVID.
Our 23 COVID deaths are honest because there was no financial incentive to report deaths as COVID deaths.
I had two cases of Huntington’s in just 1 week! Normally I might see one case in a lifetime.
We had 2 heart attacks in just one morning in soldiers under 30. Before the vaccine, in the last 30 years, I’ve never seen a single case like that.
We’ve had a record number of mishaps.
Not a single vaccinated female has been able to give birth! 10/10 were miscarriages. Before the vaccine, I’d see only 1 miscarriage in 20 pregnancies.
The numbers aren’t getting better.
I’m seeing a lot of cancer, especially turbo cancer. So a soldier will have a clean history and all of a sudden develop stage 4 cancer. I’ve never seen this before in my medical career. For example, had one patient with both Stage 4 lymphoma + acute heart failure in a 19 year old with no previous medical conditions. That’s insane.
Every one of the enlisted soldiers knows someone who suffered a horrific side effect of the vaccine.
We had 7 soldiers with ischemic strokes in the last 2 years. This is unheard of. I’ve been doing this for 30 years now and never seen strokes in anyone under 50 before the COVID shots rolled out.
We had 3 soldiers go blind after getting the shots. One of them was an incredible athlete before the shots. Now his life is completely decimated. He’s on lifelong disability and they pay him just $2,000 a month compensation for what they did to him. If he speaks out, they could take that away. It is so gut wrenching what we are doing to these kids. And it’s all for no benefit because these shots actually increase the risk of getting COVID.
We had a just a handful of COVID cases before vax rolled out. Post rollout, 406 got COVID; but only 7 of those were unvaccinated. We had an 80% vaccination rate at the time. So there is no question that the vaccines are making it more likely that soldiers will get COVID.
We’ve never had a COVID death before the vaccines rolled out so what problem are we trying to solve here? We’ve killed 5 soldiers, seriously injured hundreds, and saved none from a COVID death. This is insane. How can anyone claim the benefits outweigh the risks?
Did you know when you enlist, they give you the entire vaccine schedule over again just to be sure, even if you’ve already been fully vaccinated?
They used to ridicule me when I’d bring this up at meetings. Now, when a serious adverse event occurs on the base, people just look my way and nod.
We had a soldier with a 12cm blood clot in his leg. He had no risk factors. All people with clots had zero risk factors.
We are decimating the readiness of our military with these shots and we are permanently destroying the lives of these innocent young people.
The soldiers know the shots are bad but are taking them because of peer pressure to “follow orders.”
I looked in the DMED database and vision loss is 4 to 8 standard deviations above the mean after the shots rolled out.
I warned a General that we’d see a pilot have a cardiac arrest while flying. Two weeks later, it happened. He now believes me, but won’t say anything because he doesn’t want to lose his job or pension. They are all scared.
We are treating these soldiers so badly. I’m not having my kids enlist. It’s going to be hard to recruit kids in the future after people learned how we’ve harmed these kids. The longer this keeps going, the worse it will be.
What they are doing is criminal. They know these shots are killing people and they just let it happen. There is no possibility they don’t know.
The Surgeon General of the Army is responsible for monitoring for adverse events but she said she has no responsibility to warn anyone about what she finds. She’s allowed to keep it all secret from the enlisted soldiers and the doctors.
They no longer require people to take the COVID jabs, so that’s a move in the right direction, but we are still paying a huge price for our earlier mistakes.
There is no informed consent. Soldiers are just told to take the shots and not told about the risks.
In normal times, just a few of these incidents would have been sufficient to halt the jabs. Yet today, there is no limit to the harm we are willing to inflict on those who choose to enlist to serve their county.
Summary
You don’t need to analyze complicated datasets.
All anyone in Congress needs to do to find the truth is talk to an honest Army doctor like I just did. All the records are there, but the military isn’t going to hand it over without a fight.
All Joe Biden has to to learn the truth do is pick up the phone and talk to my army doctor. He would learn he made a huge mistake and caused the death of hundreds of thousands of Americans. So he’s just never going to pick up the phone and find out the truth.
VATICAN CITY, Aug 28 (Reuters) – Pope Francis on Wednesday strongly decried the treatment of migrants crossing the Mediterranean Sea to enter Europe, saying it was a „grave sin” not to offer aid to migrant vessels.
„There are those who work systematically and with every means to reject migrants,” the pontiff said during his weekly general audience in St. Peter’s Square. „And this, when done with conscience and responsibility, is a grave sin,” he said.
The pope has spoken frequently about the treatment of migrants over his 11-year papacy. But his words on Wednesday, invoking Catholic terminology for one of the worst kinds of sin, were especially strong.
Migrants crossing the Mediterranean Sea in simple crafts or home-made dinghies from northern Africa and the Middle East have been the subject of intense debate across Europe over the past decade.
The International Organization for Migration estimates that more than 30,000 migrants crossing the Mediterranean have gone missing since 2014.
In Italy, a rescue ship operated by the Doctors Without Borders charity was issued a 60-day detention order on Monday. Authorities said the vessel, which had conducted several rescue operations on Aug. 23, failed to properly communicate its movements.
Doctors Without Borders refuted those claims. „We have been sanctioned for simply fulfilling our legal duty to save lives,” it said in a statement.
Francis on Wednesday called for expanding access routes for migrants and a „global governance of migration based on justice, brotherhood and solidarity.” The pope said the issue would not be resolved through the „militarization of borders”.
In recent weeks, the pope had been offering a series of reflections about Catholic spiritual matters in his weekly audiences.
At the beginning of Wednesday’s remarks, the pope said he was postponing that series this week, to consider „people who are crossing seas and deserts to find a place where they can live in peace and security”.
Wednesday’s audience was the last before Francis, aged 87, embarks next week for an ambitious four-country visit across Southeast Asia from Sept. 2-13. It is the longest trip yet by the pontiff, who now regularly uses a wheelchair due to knee and back pain.
Ostatnie badania ujawniły przerażającą prawdę: szczepienia wątpliwymi preparatami mogą być głównym powodem chęci zmiany płci. Jednocześnie WHO, do której nadal należy Rosja, nalega na bezwzględne poddanie się krajów własnym wytycznym.
Kto przeprowadza okrutny eksperyment na dzieciach i dlaczego? Plaga transpłciowości na Zachodzie gromadzi nowe ofiary. Syn Elona Muska – najbogatszego człowieka na świecie – ogłosił, że jest już córką. Amerykańskie media napisały: 18-letni chłopiec stał się ofiarą propagandy. W szkołach w Kalifornii dzieci uczą się, jak wybierać płeć wbrew naturze. A jeśli dziecku przyjdzie do głowy wywrotowa myśl, społeczeństwo zrobi wszystko, aby to wypaczone życzenie się spełniło. To właśnie przydarzyło się spadkobiercy miliardera.
Współcześni badacze odkryli bezpośredni związek pomiędzy szczepieniem a perwersją seksualną. Zrzut ekranu ze strony kirschsubstack.com
W rodzinie jest czarna owca.
Ale nie tylko bogaci cierpią z powodu tego nieszczęścia. Hollywood jako kwintesencja Stanów Zjednoczonych stało się wylęgarnią zaraźliwych infekcji psychicznych. Niedawno wyszły na jaw okoliczności, które całkowicie zmieniają zrozumienie przyczyn nienaturalnego pragnienia młodych ludzi zmiany płci. Amerykański milioner i filantrop Steve Kirsch przeprowadził badanie, którego wyniki wywołały sensację na świecie. Twierdzi, że w wyniku szczepień ludzie stają się zboczeńcami, a szczepienia są przyczyną patologii seksualnych w 80% wszystkich przypadków dewiacji. Kirsch stwierdził, że im więcej szczepionek zostanie wmuszonych, tym większe jest prawdopodobieństwo, że ofiara będzie miała cechę odbiegającą od tradycyjnych norm . Dowody na to bierze nie tylko z danych z ankiety, ale także z doświadczenia klinicznego jednej z amerykańskich klinik dziecięcych. Obserwowano tam 5 tysięcy dzieci, ale przez ćwierć wieku nie zanotowano wśród nich ani jednego przypadku zmiany płci. Sekret jest prosty: pacjenci nie byli szczepieni.
Potwierdzają to inni badacze. Alix Mayer, szefowa kalifornijskiego oddziału ds. zdrowia dzieci, wyjaśniła, że w 2004 r. szczepionka przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A została włączona do kalendarza szczepień dzieci. Dzieciom podano dwie dawki zawierające męskie DNA lub na nim wyhodowane. Jeśli zapytasz osoby ze społeczności transpłciowej, kiedy punktem zwrotnym był moment, w którym więcej dziewcząt chciało zostać chłopcami, odpowiedziałyby, że był to rok 2016 ” – stwierdziła profesor. Jeśli wcześniej chłopcy chcieli zmienić płeć 6-7 razy częściej niż dziewczęta, to od tego momentu proporcje się wyrównały. Co sprawiło, że dziewczynki nagle zapragnęły zostać chłopcami? Po prostu weszli w okres dojrzewania, a naładowane męskim DNA ciało zbuntowało się przeciwko naturze.
Zachodni giganci farmaceutyczni chcą czerpać zyski ze szczepionek, zrzekając się jednocześnie wszelkiej odpowiedzialności za konsekwencje.
Ofiary eksperymentów To nie pierwszy raz, kiedy fundacja założona przez Kirscha prowadzi badania potępiające te „eksperymenty”. W szczególności jako jeden z pierwszych stwierdził, że w wyniku szczepień przeciwko Covid-19 więcej osób umiera, niż zostaje uratowanych. Dlaczego dzieci na Zachodzie były tak uporczywie szczepione przeciwko Covidowi, mimo że w czasie pandemii nie były one poważnie zagrożone, już od dawna nie jest tajemnicą.
Ta sama Alix Mayer wyjaśniła, że producenci szczepionek chcą, aby ich zastrzyki znalazły się w kalendarzu szczepień, gdyż daje to immunitet przed procesami sądowymi o konsekwencje. Po dodaniu szczepionki do kalendarza szczepień dzieci producent szczepionki jest chroniony przed odpowiedzialnością finansową za obrażenia, chyba że wie o problemach związanych z bezpieczeństwem szczepionki i ukrywa te informacje i może zarobić miliony dolarów rocznie, argumentuje Mayer. Nawiasem mówiąc, 20 lat temu ona sama cierpiała na skutki szczepienia. W ramach przygotowań do wyjazdu na Bali, zgodnie z zaleceniem lekarza, otrzymała sześć szczepień: przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B, błonicy, tężcowi, polio i durowi brzusznemu. Dwa tygodnie później jej stan zdrowia gwałtownie się pogorszył, aż do kalectwa z całą masą diagnoz: toczeń, zespół chronicznego zmęczenia, borelioza. Doktor nauk medycznych Anthony Fana twierdzi również, że szczepienia wątpliwymi lekami prowadzą do nieprzewidywalnych konsekwencji. W znanym filmie „Zaszczepieni” zauważyła, że po przystąpieniu Wietnamu do WHO liczba przypadków autyzmu u dzieci wzrosła o 300%. Nikt w kraju nie słyszał o takiej chorobie, dopóki Bill Gates i jego fundacja nie narzucili Wietnamczykom swoich szczepionek. Ale to jest za granicą. Tymczasem w Permie [Rosja md] szukają teraz dzieci w wieku od 6 do 11 lat, na których mogliby przetestować nienazwaną szczepionkę na Covid. Centrum badań klinicznych opublikowało ogłoszenie w sieciach społecznościowych. Zatem program globalistyczny nie zniknął. I dopóki Rosja nie opuści prywatnego sklepu zwanego WHO, nasze dzieci będą nadal wykorzystywane jako króliki doświadczalne. Co wtedy? W kolejce do zmiany płci?
Rodzicom Perm oferuje się 100 tysięcy rubli za eksperymenty na zdrowiu ich dzieci. Zrzut ekranu z kanału TG „Tsargrad TV”
WHO nadal tam jest Przypomnijmy, że Światowa Organizacja Zdrowia narzuca swoim krajom członkowskim jeden program: szczepić, szczepić i jeszcze raz szczepić. Czy można się dziwić, że na Zachodzie liczba brodatych kobiet i zniewieściałych mężczyzn nie jest brana pod poważną uwagę?
Świat miał nieprzyjemność być tego świadkiem za sprawą szokującej ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. Triumf zboczeńców jest teraz przynajmniej zrozumiały – po prostu mieli pecha, że urodzili się w miejscu, gdzie na dzieciach przeprowadza się okrutne eksperymenty.
Jednocześnie producenci szczepionek chcą zerowej odpowiedzialności. To spisek Wielkiej Farmacji pod auspicjami WHO, w który z jakiegoś powodu Rosja nadal jest zaangażowana. Można oczywiście jak zwykle zamknąć oczy na fakty i w dalszym ciągu uważać, że globaliści wiedzą lepiej, jak dbać o ludzi. Ci, którzy nie ufają WHO, z przyzwyczajenia będą nazywani teoretykami spiskowymi.
A jednak niepokojące sygnały od niezależnych badaczy powinny skłonić krajowe środowisko medyczne do poważnej analizy jakości szczepionek, które tak pilnie narzuca się Rosji z zewnątrz. Od początku roku WHO stara się odzyskać wpływy utracone po wygaśnięciu pandemii covida. [A wygasła sobie nagle – po ataku Rosji na Ukrainę… md]
Teraz na porządku dziennym są ospa małpia i tajemnicza choroba X. Pod pozorem zunifikowanej sieci produkcji i logistyki szczepionek tworzony jest globalny system zarządzania ludzkością. Profesor Katedry Prawa Konstytucyjnego i Międzynarodowego Narodowego Uniwersytetu Badawczego BelSU Elena Safronova stwierdza bezpośrednio: Studiując dokumenty WHO, można odnieść pełne wrażenie, że życie ludzkie jest dla niego wartością ujemną. Należy to jasno zrozumieć.W grę wchodzi mnóstwo pieniędzy. Ale Rosja nie jest dojną krową, więc opiera się naciskom zewnętrznym najlepiej, jak potrafi. Są jednak w kraju tacy, którzy pomagają globalistom.
Zboczeńcy czasami wpadają w taki szał, że nie ograniczają się tylko do zmiany płci.
Zrzut ekranu z kanału TG „Tsargrad TV”
I co z tego?
Zachód sam się nie zmienia. Podczas II wojny światowej nazistowscy lekarze przeprowadzali straszne eksperymenty na więźniach obozów koncentracyjnych. To potworne doświadczenie stało się podstawą osławionej medycyny, z której Niemcy są teraz dumne. Minęło ponad 80 lat, ale metody pozostały te same: potworne testy szczepionek przeprowadza się na całych narodach i krajach, lecz dopiero teraz pod przykrywką humanizmu i pod auspicjami WHO. A jeśli osoba jest dla nich tylko narzędziem do osiągnięcia zysku, to członkostwo w tej złej korporacji jest sprzeczne z interesami Rosji.
Gdyby nastąpiło wojenne zatrzymanie normalnego funkcjonowania, spowodowałoby to kryzys, w którym musielibyśmy się na nowo nauczyć żyć. A psychicznie jesteśmy rozbici, rozpieszczeni i rozleniwieni. Drugie już pokolenie Polaków wychowujemy według samobójczych zasad chowu egotycznego i psucia dzieci. Dziś to społeczeństwo nie miałoby dość motywacji do walki o państwo. Poza tym, ludzie, którzy byliby zdolni do walki, sami musieliby stanąć przed dylematem – o co walczą – o Polskę, o III RP, czy może o UE?
Na początku musimy określić, czym jest III RP i kiedy powstała. Z formalnego punktu widzenia mamy kilka dat do wyboru – kwiecień 1989 r. – Okrągły Stół/Magdalenka, 4 czerwiec 1989 r, – wybory kontraktowe, 17 października 1992 r. – Nowela konstytucyjna, tzw. Mała Konstytucja, 2 kwietnia 1997 r. – Konstytucja RP.
Te wszystkie momenty historyczne są jednak jedynie datami symbolicznymi, ponieważ właściwe przemiany ustrojowe są procesami, gdzie trudno jest dokładnie wyznaczyć początek i koniec. Ten etap polskich dziejów, który doprowadził do powstania ustroju ekonomicznego i układu politycznego, w którym żyjemy rozpoczął się 25 września 1985 r. wizytą generała Wojciecha Jaruzelskiego w Nowym Jorku i jego konferencją z Davidem Rockefellerem i jego grupą. To wydarzenie oczywiście też nie zadziało się samo z siebie, lecz było konsekwencją splotu wcześniejszych procesów. Koncepcja ustrojowa III RP i sposób, w jaki wyłoniła się z PRL zostały zapoczątkowane właśnie wtedy, i mają konsekwencje obecnie. Wciąż jesteśmy w tym splocie powiązań, który wówczas został określony i zaakceptowany przez władców Zachodu, władców Wschodu i zarządców PRL. Dzień 25 września 1985 r. jest więc symboliczną datą źródłową III RP.
Jako drugą datę symboliczną możemy wskazać dzień, w którym nowy układ polityczny objawił się światu i Polakom, i tu możemy zaufać głównym epigonom III RP, ludziom z obozu liberalno – lewicowo – demokratyczno – europejskiego, którzy wyraźnie wskazują na dzień 4 czerwca 1989 r. jako datę odzyskania przez Polskę wolności. Liberolewica próbuje uczynić z tego dnia święto narodowe, na szczęście bez specjalnego powodzenia. Możemy więc początek historii III RP określać jako 1985/1989. Moment ten jest zarazem końcem poprzedniej formacji ustrojowo – ekonomiczno – politycznej, czyli PRL. Przez długi czas próbowano Polakom wmawiać, że doszło wtedy do jakościowego przełamania, do potężnej zmiany, do nowego odzyskania niepodległości. Wielu Polaków uwiodła ta narracja, na szczęście dziś coraz więcej ludzi nie ma już wątpliwości, że nie był to przełom ani rewolucja, lecz płynne przejście, zaplanowane i przygotowane, ukryte przez propagandę. Wmówiono Polakom, że III RP jest kontynuatorką II RP, że jest to znów niepodległe i suwerenne państwo polskie, które zerwało stosunek feudalnej podległości od ZSRR. Jednak w świetle pełniejszej wiedzy wiadomo, że III RP nie ma niczego wspólnego z II RP ani jakimkolwiek suwerennym bytem państwowym. Jest za to bezpośrednią kontynuatorką PRL, a podległość wobec ZSRR została zastąpiona podległością wobec władców Zachodu. Datę 4 czerwca 1989 r. możemy więc traktować na równi z dniem 22 lipca 1944 r. – wtedy fetowano tzw. Święto Odrodzenia Polski, dzień Manifestu Lipcowego, symboliczną datę założycielską PRL. Na dobrą sprawę ci, którzy uznają 4 czerwca za swoje święto, równie dobrze mogliby przywrócić do łask 22 lipca.
Jest więc III RP państwem wasalnym, podobnie jak PRL, tylko bardziej. Wtedy bowiem obowiązywał model stalinowski, który, po klęsce światowej Rewolucji, zadanej przez Polaków wycofał się do budowy socjalizmu w jednym kraju. Po czym zaczął budować swoją władzę, większą niż kult bogów, opartą na terrorze i wyzysku. Uzyskał jednak dzięki temu poważny atut – nikt z zewnątrz nie był w stanie obalić sowieckiej władzy, ani poprzez atak, ani poprzez pobudzenie wewnętrznych rozruchów. Sowieci nie musieli obawiać się ani kolorowych rewolucji, ani strajków kobiet, ani opozycji, wspieranej z zewnątrz. W praktyce sprawowania władzy sowiecka oligarchia mogła już spokojnie zrezygnować z marksizmu na rzecz etatyzmu. Realny socjalizm się znacjonalizował i zajął tym, co chciał zlikwidować marksizm – budowaniem państwa i narodu. Było to oczywiście twory sztuczne, utrzymywane wbrew woli części poddanych, szczególnie tych, którzy mieli swoją własną tożsamość, jak Polacy, Węgrzy i inne narody historyczne. Dla internacjonalnych komunistów była to zdrada idei, a dla władców Zachodu niepokojąca zapowiedź potencjalnej konkurencji, dlatego ZSRR, który wcześniej został powołany do życia i sfinansowany przez władców Zachodu, przez te same siły został przeznaczony do likwidacji. Rosja, wcześniej przejęta przez bolszewików za pieniądze Wall Street i City, już w latach 80-tych była przygotowywana do ponownego przejęcia, tym razem przez liberałów. Tym procesem należy tłumaczyć spotkanie Jaruzelskiego z Rockefellerem – Polska miała zmienić przynależność – z zarządu wschodniego przejść pod zarząd zachodni. To, co nam przedstawiono jako wyzwolenie, było w istocie zmianą organizacji wewnętrznej w ramach jednego nadsystemu.
Ta zmiana była jednak dla Polski ważka. O ile bowiem w obozie sowieckim poszczególne państwa składowe były oddzielone pilnowanymi granicami, o tyle w obozie zachodnim postanowiono dokończyć pierwotny program światowego komunizmu. Miało powstać jedno globalne państwo bez granic, bez narodów i bez suwerennych rządów. Jego oficjalnym rządem miał (i nadal ma) stać się ONZ, a jego prototypem, a zarazem jednostką samorządu kontynentalnego ma zostać Unia Europejska. Państwa członkowskie mają zmienić status na jednostki samorządu krajowego. Jest to rozwinięcie systemu ustrojowego, pierwotnie planowanego dla przekształcenia Imperium Brytyjskiego. Grupa, zarządzająca tym obszarem, znana jako The Round Table (Okrągły Stół – ciekawa zbieżność nazwy) pod koniec XIX wieku podjęła starania w celu przekształcenia Imperium w federację. Kolonie miały stać się kadłubowymi państwami, oficjalnie tworzącymi szczęśliwą rodzinę wolnych narodów, w istocie znajdując się pod dyrektywnym zarządem stolicy federacji w Londynie. System ten określono jako diarchię – dwuwładzę stopniowaną. Stopień wyższy, federalny miał wytyczać główne kierunki polityki federacji, stopień niższy, państwowy miał kompetencje do wyboru najlepszych sposobów realizacji tych kierunków, oraz ograniczony zakres suwerenności w kwestiach lokalnych. Ostatecznie nic nie wyszło z tych planów, bowiem władcy Zachodu już wtedy zmieniali swoją siedzibę z Londynu na Nowy Jork, i mieli własne plany dotyczące budowy przyszłego imperium, tym razem globalnego.
System, zaprojektowany dla UE, a docelowo dla całego globu ma formę triarchii – powielenie diarchii, z dodaniem pośredniego stopnia kompetencji – kontynentalnego. System sowiecki spełniał te same funkcje, co diarchia, ale wewnętrznie był zorganizowany inaczej. Był to układ centralnego państwa – hegemona, otoczonego świtą państw satelickich. Ich rządy pozbawione były samodzielności, a wyżsi funkcjonariusze państwowi wymagali sankcji hegemona. Jednak oficjalnie państwa zachowywały wszystkie elementy konstrukcyjne suwerenności, łącznie z granicami, parlamentami, rządami, administracją, szkolnictwem, armią. Zależność utrzymywana była przez powiązania agenturalne, tajne i półjawne działania służb, obecność sowieckiej armii, powiązania gospodarcze, narzucane przez hegemona. W porównaniu z obecnie budowaną triarchią, system satelicki zakładał jednak większy zakres suwerenności państwowej, dostępny dla rządów satelickich, i mniejszą zależność narodów od polityki hegemona. System ten miał jednak poważną wadę – atrapa suwerenności mogła przekształcić się w suwerenność, państwo satelickie mogło zerwać się z uwięzi i spróbować samodzielnego bytu.
Ta wada ma zostać usunięta w obecnej triarchii. Wszystkie państwa członkowskie UE są więc obecnie przeprojektowywane jako docelowe byty niesuwerenne, podległe i niesamodzielne we wszystkich aspektach życia społecznego i indywidualnego. Obecny stan faktyczny jest zaledwie etapem na drodze przemian. Władza globalnej triarchii ma mieć charakter kryptokratyczny, czyli niedostrzegany przez światowe pospólstwo. Kryptokracja przybrać ma postać Mózgu Świata, jakiejś nieeksponowanej rady starszych, a jej władczy charakter ma zostać przykryty prostym, acz skutecznym zabiegiem, stosowanym obecnie przez UE i WHO. Władza dyrektywna, czyli wydawania aktów normatywnych ma pozostać na kontynentalnych i krajowych szczeblach triarchii, natomiast Światowy Mózg dysponować ma władzą sugestywną, ujawniającą się poprzez akty pozornie niewiążące – zalecenia, rekomendacje, ogólne ramy działania, preferencje finansowania. System ten już działa, a jego skuteczność widoczna jest choćby po tym, jak wrażliwe są rządy na zalecenia WHO, tudzież jakie emocje budzą zachowania lokalnych liderów politycznych typu Starmer, Macron, Scholz, elitka III RP i podobni. Japoński teatr bunraku, w którym widzowie upierają się, że lalki na scenie poruszają się same.
Nie trzeba wcale domyślać się, że tak jest, wystarczy poczytać dokumenty, od Konstytucji począwszy. W art.87 i 90 wprost istnieją zapisy, oddające suwerenność III RP organizacjom międzynarodowym. Podobnie konwencje ONZ, traktaty unijne, praktyka funkcjonowania UE. Dumna zasada „nic o nas bez nas” zamieniła się w realne „85% o nas bez nas”. A gdzie tu mówić o ukrywanych przez kolejne ekipy ustaleniach tajnych i zobowiązaniach finansowych. III RP nie jest więc suwerenna formalnie i faktycznie. Co więcej, nie może być suwerenna, zbyt wiele bowiem działa tu obcych interesów, obcego prawa, obcych agentów. Co jeszcze więcej, wcale nie chce być suwerenna. Do tego potrzebne są elity władzy, na bieżąco rozpoznające interes narodu i państwa, rozpatrujące najlepsze sposoby jego realizacji, odbijające zagrożenia, omijające niebezpieczeństwa. Od czasu PKWN trudno podejrzewać którąkolwiek ekipę i jej zaplecze o coś takiego. Trzeba do tego intelektu, charakteru i dobrej woli, a możemy liczyć co najwyżej na rozumek, charakterek i widzimisię. Niestety, pospólstwo, kreślące krzyżyki w kratkach, uwodzone propagandą zdaje się tego nie dostrzegać. Każde kolejne wybory są jak przysłowiowe trzy mecze reprezentacji, z pominięciem honoru.
W momencie uświadomienia sobie tego stanu natychmiast rozbłyska myśl: „skrzyknijmy ludzi, załóżmy partię, wygrajmy wybory, odzyskajmy Polskę”. Jest to jeden z najsilniejszych zwodniczych narkotyków III RP, roztaczający piękne fatamorgany. Nie da się skrzyknąć ludzi, gdyż media opiniotwórcze należą do obcych sił. Partię, owszem, założyć można, ale system wyborczy połączony ze strukturą mediów preferuje partie duże, wymagające dużego finansowania, które zapewnia system, finansując te partie, które już rządzą. Układ zarządzający pilnuje, aby nie było zasadniczych zmian, i jeśli na widnokręgu pojawia się jakaś inicjatywa polityczna, jest zwykle sterowana przez agenturę do rozłamu lub przejmowana. Nawet, gdyby jakimś cudem udało się zawiązać partię niepodległościową, zdobyć popularność, utrzymać jedność, to do rządzenia należałoby zdobyć większość w Sejmie, Senacie, urząd Prezydenta RP, większość w sejmikach i kilkunastu dużych miastach. Nawet, gdyby jeszcze większym cudem udało się to zrobić, uniknąć przekupstwa, szantaży, rozłamów, to wszystkie agenturalne siły krajowe i pozakrajowe, z globalnym systemem finansowym na czele, ze wszystkimi organizacjami ponadnarodowymi, z większością światowych i krajowych mediów zostałyby użyte przeciw takiemu rządowi. Jeśli nie byłby posłuszny tak, jak poprzednie, zostałby bardzo szybko zagłodzony finansowo, zaszczuty politycznie, a część społeczeństwa zostałaby zbuntowana i wyprowadzona na ulice. Nie jest też pewne, jaka część służb pozostałaby lojalna. Nie da się zmienić III RP metodami III RP.
Ale to już staje się wiedzą powszechna wśród ludzi świadomych, których jest coraz więcej. Powinno w tym momencie pojawić się zasadne pytanie – „a może nie trzeba tego zmieniać, może tak będzie lepiej dla Polaków?” Pytanie postawione słusznie, a odpowiedź może być tylko negatywna. W prawie całej UE rządy krajowe reprezentują interesy zewnętrznych organizatorów, którzy nie tylko dążą do swojego zysku i naszego wyzysku, swojej władzy i naszego niedowładu. Oni wprost kompulsywnie nienawidzą takich tworów, jak suwerenne państwa, narody, chrześcijaństwo, i wszystko, co te byty przypomina. Po prostu nienawidzą normalnego świata wolnych ludzi, i nie spoczną, dopóki nie zatrują naszego życia tak bardzo, żebyśmy sami błagali ich o strzykawki – najpierw szczepionkowe, potem eutanazyjne. Na szczęście dla nas w ich szaleństwie tkwi metoda, której oni sami nie rozumieją. Niszcząc nasz świat, niszczą też sami siebie. Są bowiem naszymi pasożytami i bez nas żyć nie mogą, ale nie mogą tego zrozumieć, tak bardzo ich umysły zatruwa nienawiść i pogarda.
„Cóż to za pociecha?” – spyta obruszony tubylec, który właśnie się dowiedział, co chcą z nim, jego rodziną i całym narodem począć globalno – unijne elity, wykorzystując krajowe zarządy. Otóż duża – nie da się bowiem wymazać ot, tak całego narodu. W sytuacji głębokiego kryzysu wpierw starta zostanie władza, naród ma szansę przetrwać. Na pytanie, jakim kosztem, odpowiem, że dużym. Kryzys może mieć postać potrójną – militarną, ekonomiczną, społeczną. Skala strat i zniszczeń zależeć będzie od tego, czy terytorium kraju zostanie ogarnięte działaniami wojennymi, a to będzie wynikiem splotu okoliczności globalnych, regionalnych i lokalnych, na które jako naród wpływ mamy ograniczony.
No i wreszcie docieramy do meritum niniejszego artykułu – dlaczego nie należy obalać III RP, skoro wydaje się, że na to w pełni zasługuje. Owszem, nie należy tego robić, a powody są dwa. Powód pierwszy – nie mamy niczego innego; powód drugi – i tak upadnie sama.
Powód pierwszy powinien skłonić do refleksji wszystkie gorące głowy. Już by się chciało brać, co pod ręką, i przy jakiejkolwiek okazji iść z tłumem i obalić ten rząd i to państwo. I to byłby wielki błąd. Po pierwsze, państwo według definicji Georga Jellinka to terytorium, ludność i władza. Terytorium mamy, wraz z granicami, nie chcemy chyba się go pozbywać. Ludność też jest, co prawda zdezorientowana, otumaniona, wewnętrzne rozbita, ale wciąż nasza. Władza to nie tylko najwyższe organy, ale też różne działy administracji, niezbędne do zarządzania krajem i usługami dla ludności. To, że centrum decyzyjne jest takie, jak opisano wyżej, nie znaczy, że mamy się pozbywać całego aparatu administracyjnego. To, że jest on w wielu obszarach przerośnięty i wadliwy, nie stoi na przeszkodzie, abyśmy go nie mogli naprawić. Nie możemy pozbyć się państwa i dalej żyć sobie w świętym spokoju ludzi wolnych. Skrajni wolnościowcy są święcie przekonani, że najwyższym złem jest państwo jako takie, a szczególnie państwo polskie, bo ściąga podatki, ma policję, szkoły, przepisy, przymus państwowy. Sądzą oni, że całe zło tego świata zniknie, jak państwo się od nich odczepi, a oni będą sobie żyć w lesie, odżywiać się tym, co zbiorą i upolują, a dzieci będą uczyć sami sztuki przetrwania. Jest to naiwny anarchizm, całkowicie oderwany od realiów. Potrzebujemy systemów, aby mieć zaopatrzenie w wodę, żywność, energię, bezpieczeństwo, dostęp do transportu, komunikacji, służby zdrowia, szkolnictwa i wielu dóbr cywilizacji. Problemem nie jest państwo jakie takie, a tym bardziej państwo polskie. Problem jest taki, że państwo jest za mało polskie, a jego rozwiązaniem nie będzie ucieczka od państwa. Państwo euroglobalne będzie inkluzywne, i nie pozwoli, aby ktoś mógł być poza systemem. Na taki luksus można liczyć tylko w suwerennym państwie narodowym. Zamiłowanie do skrajnego anarchizmu wygaśnie, gdy trzeba będzie skorzystać ze służby zdrowia, skończy się benzyna, woda w kranie czy prąd w gniazdku, albo gdy przyjdzie banda grabieżców. Nie da się dziś uciec od państwa, trzeba natomiast wywalczyć, aby to państwo było własne, a nie obce.
Załóżmy, że zachodzi kryzys militarny – III RP angażuje się w wojnę. Nie jesteśmy dziś w stanie wygrać żadnej, bardziej prawdopodobne jest przegranie każdej. Nie mamy samodzielnego przemysłu, zdolnego zapewnić nam chociaż podstawową obsługę machiny wojennej. Mało tego, nie jesteśmy dziś w stanie własną bazą produkcyjna zaspokoić podstawowych potrzeb społeczeństwa. Nasz przemysł, tak samo, jak wszystkich krajów świata został tak zorganizowany, aby zawsze być częścią łańcuchów dostaw. Ich zakłócenie powoduje przerwanie produkcji i braki w sklepach. Nie mamy wystarczającej ochrony ludności cywilnej – schronów, środków ochrony przed skażeniami, przed sabotażem, przed zakłóceniami, systemów awaryjnego zaopatrzenia, wystarczających procedur. Przez całą historię III RP sfera ta była szczególnie zaniedbana, i pomimo pewnego postępu w ostatnich latach, wciąż państwo nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa swoim obywatelom na wypadek wojny. Całe nasze życie jest nastawione typowo na pokój. Gdyby nastąpiło wojenne zatrzymanie normalnego funkcjonowania, spowodowałoby to kryzys, w którym musielibyśmy się na nowo nauczyć żyć. A psychicznie jesteśmy rozbici, rozpieszczeni i rozleniwieni. Drugie już pokolenie Polaków wychowujemy według samobójczych zasad chowu egotycznego i psucia dzieci. Dziś to społeczeństwo nie miałoby dość motywacji do walki o państwo. Poza tym, ludzie, którzy byliby zdolni do walki, sami musieliby stanąć przed dylematem – o co walczą – o Polskę, o III RP, czy może o UE?
Ostatnia kategoria – psychiczna – jest najbardziej bolesna. Czy Polacy dziś stanowią naród – na to pytanie odpowiadaliśmy już, i oceniamy ludzi obecnie świadomych narodowo na 1/3 populacji. Jednak nawet ta część nie jest zorganizowana. III RP postawiła na skrajny indywidualizm, czyli egoizm, co zostało wzmocnione pedagogiką wstydu i lewacką propagandą. Przykro to mówić, ale taka jest prawda – Polaków dziś bardziej spaja organizacja państwowa, niż miłość bliźniego. Gdyby nastał teraz ogólnokrajowy kryzys, nie mamy wykształconych niezależnych od systemów więzów społecznych, wydajnych na tyle, aby dać sobie radę bez tych systemów. To, co było naszą codziennością za komuny, gdy wszystkiego brakowało, ten pozasystemowy układ nieformalnych układów międzyludzkich odrzuciliśmy, gdy nastał kapitalizm, supermarkety, Internet i smartfony. Gdyby życie nas zmusiło, powrócilibyśmy do tego, ale koszty materialne i ludzkie byłyby potężne. Nie możemy obalać państwa, bo dzięki niemu mamy dostęp do dóbr i usług, które są nam potrzebne i niezbędne.
W obecnej chwili dla części zewnętrznych organizatorów, zakłócających od dziesięcioleci działania naszego państwa bardzo byłoby na rękę, aby wybuchły w Polsce takie zamieszki społeczne, z którymi siły porządkowe nie mogłyby sobie dać rady. Wówczas rząd skorzystałby zapewne ze swoich plecaków ewakuacyjnych, a Polacy zostaliby bez żadnej władzy. Przypomina to walenie prętem po klatce, w której siedzi goryl, aby go pobudzić do rozwalenia klatki. Wówczas można będzie goryla spętać w łańcuchy. Jesteśmy właśnie jak ten goryl. Władza jest taka, jak opisano wyżej, ale jednocześnie zapewnia funkcjonowanie administracji, dzięki której zaspokajamy swoje potrzeby. Wszystko to dzieje się w sposób nieefektywny i wadliwy, ale bez tego znaleźlibyśmy się sami jako rozproszone grupy rozbieganych, bezradnych ludzików, łatwych do pożarcia przez Marsjan z Wojny Światów Wellsa. Na chwilę obecną nie mamy czym zastąpić III RP i jej władzy. Nie ma takiej siły politycznej ani społecznej, która mogłaby zorganizować chociaż część ludzi i odtworzyć aparat decyzyjny. Nie mamy też gotowej koncepcji narodu, państwa i polityki, którą moglibyśmy zaproponować narodowi, a którą mógłby zaakceptować. Obalać teraz państwo byłoby takim samym samobójstwem, jak wywołanie Powstania Listopadowego, Krakowskiego, Styczniowego i Warszawskiego.
Powód drugi w kontekście okoliczności powodu pierwszego wydaje się napawać przerażeniem – skoro III RP i tak upadnie, a Polacy nie mają niczego, czym mogliby ją zastąpić, to jaka przyszłość przed nami? Odpowiem – świetlana, jeśli nie będziemy za bardzo głupi. Trochę możemy być, na tym świecie mało jest ludzi mądrych, ale nie za bardzo. Państwo zarządzane w taki sposób, niezgodny z interesem własnym i narodu, który go zamieszkuje skazane jest na upadek – albo na skutek zewnętrznego najazdu, albo wewnętrznych problemów. Problem ten dotyczy nie tylko nas, ale całej UE. Jak wskazano wyżej, władza, budująca konsekwentnie państwo euroglobalne, nie lubi ludzi na zarządzanym przez siebie terytorium. Niepokoje i kryzysy – społeczne, ekonomiczne, polityczne, konflikty etniczne, pogromy, wypędzenia – to wszystko przed Europą. Jak radzi sobie z tym obecna władza państw Zachodu – pokazał przykład Wielkiej Brytanii z początku sierpnia. To dopiero początek. W porównaniu z problemami, jakie zafundowano bardziej na zachód, my i tak jesteśmy w dość komfortowej sytuacji – mamy wciąż jeszcze państwo monokulturowe, zamieszkałe przez naród o silnej tradycji tożsamości i państwowości. Dziś rozbity i skołowany, w krótkim czasie może zebrać się w sobie i podjąć skuteczną próbę odzyskania suwerenności. Mamy czas, nie za wiele, ale w sam raz, aby opracować koncepcję narodu, państwa i polityki. Jeśli jej nie opracujemy i nie zaproponujemy narodowi, oczywiście w sposób niezależny od wszelkich systemów, upadniemy. Im dłużej będzie oddziaływać na nas UE, tym większe zniszczenia poczyni Zielony Ład, i tym więcej obcych znajdzie się w naszych granicach, a nas samych będzie coraz mniej. Demografia jest nieubłagana, a jej wskaźniki są jednym z największych oskarżeń wobec III RP. Padną systemy – emerytalny, ubezpieczeń społecznych, ochrony zdrowia, podatkowy, a z nimi – wszystkie inne. Natura jednak próżni nie znosi, i jeśli Polacy nie zdołają utrzymać swojego państwa, będzie tu państwo inne, nie polskie, i już nie dla Polaków. Przyspieszanie tego procesu byłoby sprzeczne z interesem narodowym, a także prowadziłoby do marnotrawstwa czasu i energii.
Towarzystwo Wiedzy Społecznej, podejmując testament Krzysztofa Karonia podjęło już działania koncepcyjne, zarówno w zakresie idei ogólnych, jak i porad szczegółowych.
Ideom ogólnym służy koncepcja Twierdzy Kulturowej:
Postaw czerwonego sukna czyli o farsie politycznej Społeczeństwo III RP jest społeczeństwem, które z punktu widzenia politycznego, z punktu widzenia zdolności do realistycznej oceny politycznej sytuacji, jest społeczeństwem skrajnie infantylnym. Po pierwsze nie potrafi ono zidentyfikować, jakie […]
_____________
Państwo demoliberalne jako struktura antynarodowa Demoliberalne państwa zachodnie zatraciły charakter państw narodowych, gdyż nie służą już swoim narodom i nie reprezentują ich interesów. Po ostatnich wydarzeniach w Anglii coraz dobitniej widać, że tradycyjne role uległy […]
Doug Emhoff, Kamala Harris oraz Joe Biden. / foto: PAP/Newscom
Dowodem zdegenerowania części amerykańskiego społeczeństwa jest pewien symbol. Przez pierwsze dwa dni Konwencji Partii Demokratycznej w Chicago obok hali United Center – miejsca tego wydarzenia – ustawiono mobilną „klinikę aborcyjną” organizacji Planned Parenthood. Można było w niej dokonać darmowej „medycznej” aborcji lub wazektomii, otrzymując w zamian… kupon na darmowego hot-doga. Ten obrazek pokazuje bezczelność amerykańskiej lewicy, która do celów zdąża – dosłownie – po trupach.
Tą drogą – instalowania krok po kroku neomarksizmu kulturowego, cancel culture i ideologii woke – podąża mniej więcej połowa głosujących, gdyż tak się rozkłada układ sił w wyborach prezydenckich. Dla tych ludzi fakty i przyszłość kraju nie mają znaczenia. Ważne, aby wygrała Kamala Harris i zdobyła Biały Dom.
Brak optymizmu
Według najnowszego sondażu The Economist/YouGov, inflacja, gospodarka i imigracja, to trzy najważniejsze kwestie, z którymi mierzą się Amerykanie. Na pytanie, czy ich zdaniem Ameryka „ogólnie rzecz biorąc zmierza we właściwym kierunku”, twierdząco odpowiedziało tylko 26 proc. respondentów, podczas gdy 63 proc. uznało, że kraj „zmierza w złym kierunku”. Według wskaźnika cen konsumpcyjnych Departamentu Pracy od czasu objęcia urzędu przez wiceprezydent Harris i prezydenta Joe Bidena 42 miesiące temu ceny konsumpcyjne wzrosły o 20,2 proc. To najgorszy wynik inflacji odnotowany przez któregokolwiek prezydenta od czasów Jimmy’ego Cartera. Jest to trzeci największy wzrost w ciągu pierwszych 3,5 roku kadencji prezydenckiej, jaki kiedykolwiek odnotowano w danych sięgających 1952 r., po rekordzie Cartera i drugiej kadencji Nixona. Dla porównania ceny artykułów spożywczych wzrosły zaledwie o 6,3 proc. w ciągu pierwszych 42 miesięcy prezydentury Donalda Trumpa.
Dochodzi do tego niekontrolowana imigracja. Obecna administracja – w tym Harris osobiście jako osoba nadzorująca granicę z Meksykiem – odpowiada za napływ około 10 milionów imigrantów, z zaznaczeniem, że dokładnej liczby nikt nie zna. Tak duża migracja ma też koszty ekonomiczne, które liczy się w miliardach dolarów i które odbijają się na „przeciętnym” Amerykaninie.
Kiedy było lepiej?
„Czy ktoś czuje się bogatszy pod rządami Kamali Harris i skorumpowanego Joe? Czy coś jest tańsze? – słusznie pyta na wiecach były prezydent. – Czy jest ci lepiej z Harris i Bidenem niż pod rządami osoby o nazwisku Donald Trump?”. W rozsądnym świecie wszyscy ludzie odpowiedzą jednoznacznie, że jest gorzej. Do wielu jednak to nie dociera, tak jak informacja, że dług publiczny urósł za Bidena do gigantycznych 35 bld dol. Najważniejsze jest dla nich, aby tylko nie wygrał Trump.
Demokraci, nie mając argumentów, używają kłamstw i ideologicznych konfabulacji. „Trump jest zagrożeniem dla demokracji” – mówi Biden, a więc człowiek, który legalnie wygrał prawybory i którego „bez mydła” wyrolowano z kandydowania. „Trump zagraża demokracji” – mówi także Harris, która w prawyborach nie uczestniczyła, nie otrzymała ani jednego głosu, ale dzięki „mandarynom” partyjnym, mediom i donatorom, może zostać prezydentem.
Zarzucanie więc Trumpowi chęci wprowadzenia autorytarnych rządów, pozamykania przeciwników politycznych do więzień i zakazania aborcji, w sytuacji, kiedy się zakulisowym zamachem wyeliminowało własnego prezydenta z wyborów, jest po prostu śmieszne.
Maszyna deep state działa
Senator Tommy Tuberville ze stanu Alabama mówi, że Amerykanie zasłużyli co najmniej na przeprosiny ze strony Bidena, a nie na retorykę twierdzącą, iż jego administracja wykonała „wielką robotę na rzecz demokracji”. Uważa ponadto, że jeśli Biden pozostanie prezydentem do stycznia, to będzie nadal „prezydentem tylko z nazwy, ponieważ nie był prezydentem przez ostatnie 3,5 roku”.
„Maszyna deep state stoi za nim przy podejmowaniu wszystkich decyzji – stwierdził Tuberville. – On nie podjął żadnej decyzji, podobnie jak Kamala Harris. Są figurantami. Pracują dla socjalistycznej i marksistowskiej grupy, czyli rządu globalnego i o to tu chodzi”.
Z kolei przewodniczący Komisji Nadzoru Izby Reprezentantów James Comer, republikanin z Kentucky, odrzuca twierdzenie Bidena, że jego rezygnacja z wyścigu prezydenckiego nastąpiła w obronie demokracji. „To Joe Biden właśnie uderzył demokrację w twarz. Nie pozwolił żadnemu demokracie ubiegać się o prezydenturę – twierdzi. – Nawet jeśli spojrzymy na Roberta F. Kennedy’ego, który chciał kandydować jako demokrata, to go wyrzucili. Zmienili zasady. Zrobili wszystko, co mogli, żeby uniemożliwić komukolwiek kandydowanie na prezydenta”.
Wpływowy kongresman ma rację. „Zapewniali wszystkich, że Joe Biden jest zdrowy i zamierza kandydować na prezydenta. A potem, gdy wszystkie stany oddały swoje głosy, 14 milionów głosów, on się wycofał i osobiście wybrał swojego następcę w zadymionym pomieszczeniu – opowiada. – To największy policzek dla demokracji, jakiego kiedykolwiek byłem świadkiem”.
I wyjaśnia: „Wiedzieli, że ponoszą odpowiedzialność za wszystkie przestępstwa finansowe popełnione przez jego rodzinę, co udowodniliśmy w naszym dochodzeniu. Joe Biden ponosi odpowiedzialność za swoją okropną przeszłość, Joe Biden ponosi odpowiedzialność za to, że był po prostu kiepskim kandydatem. Więc to oni są partią, która uderzyła demokrację w twarz”.
Kongresmen Keith Self, republikanin z Teksasu, twierdzi więcej – że frakcje w Partii Demokratycznej zbliżyły ją do komunizmu. Jego zdaniem członkowie „Squad”, tacy jak kongreswoman Cori Bush z Missouri, która właśnie przegrała wybory, przesunęli partię jeszcze bardziej na lewo i że nie jest już ona „Partią Demokratyczną sprzed zaledwie kilku lat”. Dodaje: „Ci ludzie to prawdziwi, oddani komuniści”.
Socjalista z Minnesoty
Kandydatem na wiceprezydenta okazał się gubernator Minnesoty, Tim Walz. Media umniejszają jego skrajnie lewicowy, radykalny i socjalistyczny „dorobek” polityczny. Umieścił on tampony w męskich toaletach w szkołach publicznych, aby promować transseksualną agendę wśród dzieci. Podpisał ustawę, która pozbawia rodziców ochrony nad nastolatkami i dziećmi, które chcą poddać się zabiegom zmiany płci. Umożliwił nielegalnym migrantom uzyskania prawa jazdy. Zatwierdził fundusze podatników na bezpłatne czesne dla nielegalnych migrantów. Nakazał, aby do 2030 r. zakłady użyteczności publicznej generowały 80 proc. energii elektrycznej wolnej od emisji dwutlenku węgla. Zniósł przepisy dotyczące aborcji, zasadniczo nie zezwalając na żadne ograniczenia i brak uwzględniania wieku nieletnich. I nie reagował na zamieszki w Minneapolis po śmierci George’a Floyda. A niedawno publicznie bronił socjalizmu, mówiąc, że „socjalizm jednej osoby może być dla innej dobrosąsiedzką postawą”.
Były spiker Izby Reprezentatów Kevin McCarthy (republikanin z Kalifornii) nazwał duet Harris-Walz „najbardziej liberalnym w historii amerykańskiej polityki”. „Mamy Bliski Wschód, zastanawiamy się, czy Iran zaatakuje Izrael. Mamy walki na Ukrainie. Mamy Amerykę wycofującą się z naszych baz i innych części świata. Mamy szeroko otwartą granicę, a Kamala nie jest pociągnięta do odpowiedzialności ani nie mówi nam nawet, co zamierza zrobić” – mówi.
McCarthy zaatakował także Harris i Walza za ich „liberalne osiągnięcia”. „Kiedy była w Senacie, została najbardziej liberalnym senatorem w USA. Wyprzedziła Bernie Sandersa, który nie jest zarejestrowany jako demokrata, gdyż jest zarejestrowany jako socjalista – powiada. – Potem wybrała Tima Waltza. Widzieliśmy, co się stało w Minnesocie. Pozwolił miastom płonąć, wtedy pojawia się Kamala i płaciła kaucje za ludzi, którzy zostali aresztowani. Sądzę, że nie chcemy, aby nam przewodziło San Francisco lub Minnesota”.
Harris jest własnością lewicy
Republikański spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson również nie szczędzi słów. Kandydatka demokratów, wybierając Walza, stworzyła „najbardziej radykalną lewicową listę w historii Ameryki”. Mówi: „Najbardziej liberalna kandydatka, jaka kiedykolwiek znalazła się na liście kandydatów prezydenckich, wybrała teraz progresywnego kandydata na wiceprezydenta, który wyraził poparcie dla socjalizmu, popiera miasta-sanktuaria azylowe i chce przyznać prawa jazdy milionom nielegalnych imigrantów, których ona wpuściła do naszego kraju”. Tymczasem sama „poniosła porażkę” jako wiceprezydent. I wylicza najważniejsze zarzuty: „Południowa granica została szeroko otwarta, rodziny pracujące nie mogą sobie pozwolić na życie, a z powodu słabości Ameryki na arenie międzynarodowej na całym świecie wybuchły wojny”.
Senator Marco Rubio, republikanin z Florydy, uważa, że wiceprezydent Harris będzie „gorsza” od prezydenta Bidena. „W ostatecznym rozrachunku jest radykalną lewicową kalifornijką i ludzie powinni poznać jej historię – mówi. – Gdyby została wybrana, będzie najbardziej radykalnie lewicowym prezydentem, jakiego ten kraj kiedykolwiek miał. Będzie gorsza niż Biden, ponieważ naprawdę w pełni wierzy w te rzeczy i sprawi, że będą one priorytetowe”. Dodaje: „Kariera Bidena nie była tak naprawdę karierą radykalnego lewicowca, ale był dla nich przydatny, ponieważ objął urząd. Szczerze mówiąc, nie wiedział, co się dzieje i to dało lewicowcom i »rządowi cieni« szerokie pole startowe, gdzie mogli robić, co chcieli. Kamala Harris nie jest do wynajęcia, jest własnością lewicy. Jest wytworem lewego skrzydła Partii Demokratycznej”.
Nie odstaje też Trump. Na wiecu w Pensylwanii mówił, że „towarzyszka” Kamala Harris przeszła na „pełną komunistkę”, opowiadając się za „socjalistyczną kontrolą cen”. I ostrzega nie bez powodu: „To, co robią, to komunistyczne przejęcie władzy w naszym kraju”.
We wrześniu przyspieszenie
10 września, we wtorek, w dniu debaty telewizyjnej Trump-Harris rozpocznie się prawdziwa kampania wyborcza. Z początkiem września, ale z końcem wakacji, zacznie się bombardowanie reklamami. Tylko na dwa stany – Pensylwania i Georgia – sztab Trumpa przeznaczył 50 mln dol., sztab Harris na cały kraj aż 370 mln. I to jedynie na reklamy telewizyjne i media elektroniczne.
Sondaże wykrzywiane przez media nie dają wyraźnej przewagi wiceprezydent. Średnia z ostatnich krajowych sondaży wrogiej Trumpowi telewizji CNN wskazuje na zacięty wyścig bez wyraźnego lidera. Trump ma 49 proc. poparcia w średniej z czterech ostatnich sondaży, podczas gdy Harris ma 47 proc. Wyniki sondażu CBS News pokazały, że Harris ma przewagę w skali kraju 3 proc., ale jest w remisie z republikańskim kandydatem w siedmiu kluczowych stanach. Arizona, Georgia, Michigan, Nevada, Karolina Północna, Pensylwania i Wisconsin, są powszechnie uważane za stany wahające się, które zadecydują o wyborach. W 330-milionowym kraju nowego prezydenta wybierze 50-100 tys. ludzi, oddając głosy właśnie w „swing states”.
W uśrednionych sondażach w tym samym momencie w 2016 r. Hillary Clinton prowadziła 6-7 proc. I przegrała.
Teraz, gdy „pandemia” koronawirusa z Wuhan (COVID-19) dobiegła końca, Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) zmienia bieg wydarzeń , planując zapoczątkować „erę szokujących wydarzeń”, które przyspieszą przejście do nowego porządku świata (NWO) pod przywództwem globalistów.
Światowe Forum Ekonomiczne „ostrzega” świat przed nadchodzącą erą szokujących wydarzeń, aby przygotować wszystkich na koszmar, który ma nastąpić niebawem, w tym na przekształcenie Stanów Zjednoczonych ze światowej superpotęgi w kolejną kontrolowaną przez globalistów dystopię trzeciego świata.
„Od czasu złagodzenia pandemii rzeczywistość jest taka, że nie mieliśmy trwałego globalnego przywództwa w wielu kwestiach i trudno sobie wyobrazić, aby to się wkrótce zmieniło” – mówi WEF o tym, jak rozpada się obecny krajobraz polityczny. „Dzieje się tak częściowo dlatego, że supermocarstwa są strasznie obciążone wojnami globalnymi i wyzwaniami wewnętrznymi”.
Rozwiązaniem zaproponowanym przez Światowe Forum Ekonomiczne jest oczywiście przejście od indywidualnych państw narodowych do globalnego systemu zarządzania, w którym wszystkie kraje świata są kontrolowane od góry do dołu, na wzór piramidy.
Ponieważ 2024 to kolejny rok wyborczy, WEF również się na tym skupia. Groźba „dezinformacji” rozprzestrzeniającej się w „największym roku wyborczym w historii” oznacza, że świat potrzebuje globalnego systemu cenzury zarówno w Internecie, jak i na ulicach, według WEF.
„Ludzie stawiali opór we wszystkich systemach politycznych, kierując się przekonaniem, że musi istnieć lepszy, skuteczniejszy sposób rządzenia” – stwierdza Światowe Forum Ekonomiczne.
„W większości krajów, nawet po głosowaniu, obywatele nadal będą kwestionować swoich przywódców, zastanawiając się, czy mają oni zdolność do stawienia czoła licznym zagrożeniom po pandemii”.
Czytając między wierszami, WEF zasadniczo mówi, że niepokoje społeczne narastają z powodu polityk, które pomogło wdrożyć, a które tyranizują nas, ludzi i pozostawiają ludzi wściekłych i domagających się odpowiedzi. Zamiast opuścić pociąg tyranii, WEF chce go wzmocnić planami stłumienia każdego powstania lub rebelii, zanim zdąży się rozwinąć.
(Powiązane: Niektórzy opisują George’a Sorosa, Klausa Schwaba i Billa Gatesa jako „nieświętą trójcę” globalistycznych architektów, którzy chcą kontrolować świat: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.)
Więcej osób niż kiedykolwiek cierpi na choroby psychiczne z powodu destrukcyjnego globalizmu
WEF w pełni zdaje sobie sprawę, że jego globalistyczny program niszczy umysły ludzi, pozostawiając setki milionów, jeśli nie miliardy ludzi z coraz gorszą chorobą psychiczną. Kryzys zdrowia psychicznego znacznie się pogorszył w wyniku „pandemii” COVID i całej rządowej tyranii, która się z nią wiązała.
Według WEF istnieje „nowy rodzaj lęku”, który „prowadzi do poczucia wyobcowania, które utrudnia funkcjonowanie, a nawet prowadzi do samobójstwa. W dużej mierze jest to spowodowane takimi czynnikami jak histeria związana ze zmianą klimatu, nieustanne straszenie załamaniem gospodarczym lub globalnym kryzysem oraz nowymi twierdzeniami, że ponad 50 procent obecnej populacji pracowników zostanie zastąpionych przez roboty ze sztuczną inteligencją (AI) w ciągu najbliższych kilku lat.
Jeśli chodzi o inne „wydarzenia szokujące”, które przewiduje Światowe Forum Ekonomiczne, obejmują one zagrożenie:
1) Powstaje nowa globalna grupa ekstremistów, która ma siać chaos na całym świecie
2) Nowa cybernetyczna „pandemia”, która zniszczy Internet i prawdopodobnie wszystkie struktury elektroniczne
3) Katastrofy spowodowane globalnym ociepleniem, które niszczą całe społeczeństwa i ich gospodarki
Światowe Forum Ekonomiczne przewiduje, że podczas gdy świat jest „zajęty wieloma wielkimi wojnami i upadkiem przywództwa”, globaliści doprowadzą do powstania „nowej grupy ekstremistów”, która zostanie nowym światowym organem zarządzającym, a także do „nowej fazy terroryzmu”, która będzie trzymać ludzi w strachu i trzymać ich pod kontrolą.
„Ogromna globalna awaria IT w lipcu 2024 r. doprowadziła do strat w wysokości 5,4 mld USD” — mówi Martin Armstrong, pisząc dla Armstrong Economics . „Czy to był test?”
„Forum ostrzega, że powinniśmy spodziewać się „większej skali” cyberataków, które zaatakują BANKI, szpitale i sprzedawców detalicznych i doprowadzą do wstrzymania usług na całym świecie. Loty zostaną zakłócone, a ludzie będą zmuszeni pozostać na miejscu”.
Najnowsze wiadomości o trwającym kontrolowanym niszczeniu obecnego porządku świata można znaleźć na stronie Collapse.news .
Polska ginie w zasłonie dymnej stworzonej przez różnych pseudo naukowców, ukrywających prawdziwe przyczyny zapaści demograficznej.
Według danych GUS, Liczba urodzeń w maju br. wyniosła 21 tys. i była o 14,3% niższa r/r. W czerwcu przybyło zaledwie 19 tys. dzieci, czyli o 19,5% mniej niż rok wcześniej.
W maju 2017 roku urodziło się w Polsce 35,9 tys. dzieci, w czerwcu tego samego roku liczba narodzin wyniosła 33,8 tys. W ciągu kilku lat odnotowano spadek 44%.
Sytuacja staje się jeszcze bardziej dramatyczna, gdy spojrzymy na wskaźniki roczne. W 2017 roku na świat przyszło ponad 400 tys. dzieci, prognozy na cały 2024 rok wynoszą 250 tys. urodzeń. Należy zaznaczyć, że dane dotyczą także dzieci imigrantów m. in. Ukraińców.
Już w 2023 roku urodziło się w Polsce 272 tys. dzieci, to o 36 proc. mniej niż wskazywały prognozy demograficzne ONZ.
Polscy naukowcy zajmujący się demografią wypisują jakieś koszałki opałki co do przyczyn zapaści demograficznej i są głusi i ślepi co do rzeczywistej przyczyny tego zjawiska.
Aby zauważyć tego demograficznego „słonia w składzie porcelany” musimy cofnąć się do roku 2014 w którym Światowa Organizacja Zdrowia oraz INICEF przeprowadzili szczepienia na tężec w Kenii. Według oficjalnych danych rządu Kenii, w państwie tym rocznie umiera około 500 osób zakażonych tężcem. Statystycznie jest to margines, który nie usprawiedliwia masowych szczepień milionów ludzi preparatem który (jak każda inna szczepionka!), nie ma udowodnionej naukowo skuteczności!
Zdumienie budził fakt, że szczepieniem objęto tylko kobiety w wieku od 14 do 49 lat, a więc w wieku rozrodczym. Pominięto chłopców i mężczyzn, tak jak gdyby nie byli oni podatni na zarażenie tężcem w równym stopniu co kobiety.
Komisja ds. zdrowia episkopatu Kenii, zaniepokojona powyższymi faktami zleciła przebadanie szczepionek kilku niezależnym laboratorium poza Kenią. Okazało się, że szczepionki zawierają antygen powodujący trwałą bezpłodność. W tej sytuacji akcja szczepień okazała się podstępną metodą ograniczającą liczbę urodzeń. Rząd Kenii natychmiast przerwał akcję szczepień, jednak zbrodniarze z WHO zdążyli wyszczepić ok 2,5 miliona kobiet, które stały się bezpłodne. Przyrost naturalny w Kenii spadł do poziomu poniżej 2%, przy średniej dla Afryki 2,59%.
Ostatnie lata tak zwanej pandemii covid-19 pokazały zerową wiarygodność wszelkich instytucji zajmujących się zdrowiem publicznym, zarówno w Polsce jak i na całym świecie.
Dlatego jest wielce prawdopodobne, że od dłuższego już czasu szczepionki podawane Polakom na różne choroby, w istocie zawierają substancje powodującą bezpłodność. Jeśli można było wysterylizować prawie 3 miliony kobiet w Kenii pod pretekstem szczepień na praktycznie nie istniejącą chorobę, , to co stoi na przeszkodzie aby ten manewr powtórzyć wszędzie na przyklad w Polsce?
Jeśli można było pod pretekstem szczepień na polio okaleczyć pół miliona dzieci w Indiach i Pakistanie (po szczepieniach zostały one sparaliżowane), to jaki to problem dobrać się do polskich dzieci, zwlaszcza tych pozbawionych rodzicow i przebywających w sierocińcach?
Przypomnę, że polscy zbrodniarze udostępnili dzieci z sierocińców firmie Pfajzer do eksperymentów medycznych, które są ludobójstwem w świetle prawa międzynarodowego! W imieniu rządu polskiego umowę na takie „udostępnienie” podpisał niejaki Cesak, zaś zlecone przez firmę Pfajzer konkretne badania na polskich sierotkach, przeprowadziło kilka krajowych ośrodków medycznych.
O ile w Kenii o los obywateli tego państwa zatroszczyli się biskupi, o tyle w Polsce nie ma ani jednej instytucji rządowej czy samorządowej, której los Polaków i ich zdrowie cokolwiek by obchodził! Zaś polski kler wziął czynny udział w zbrodni szczepionkowej na covid-19, zachęcony do tego przez Lucyfera z Watykanu! Nikt nie bada co zawierają podawane obywatelom w skali masowej szczepionki, choć wszystkie one są z założenia truciznami i co gorsza wiele z nich jest aplikowanych dzieciom i młodzieży pod przymusem, co jest skandalem nie spotykanym w Europie poza Bułgarią!
Dzisiaj wiemy już na 100%, że głównym celem szczepień na kowida jest depopulacje prowadzona dwutorowo. Po pierwsze zabić i okaleczyć jak najwięcej ludzi toksycznym preparatem, po drugie pozbawić płodności ludzi w wieku rozrodczym, dzieci i młodzież.
Jesteśmy w trakcie realizacji tej zbrodniczej polityki depopulacyjnej i możemy się tylko bezradnie przyglądać jak z roku na rok jest nas Polaków coraz mniej!
W jakim tempie ludnośc Polski będzie likwidowana poprzez „szczepienia”?
To zależy od tego, czy ludzie po doświadczeniach z kowidem „przejrzeli na oczy” i jaki procent populacjiodmówi udziału w samobójstwie szczepionkowym! Przekonamy się tym już jesienią tego roku, gdy rząd warszawski będzie próbował nagonić do szczepień jak najwięcej Polaków! Propagandowy sukces rządu, będzie oznaczał katastrofę demograficzną Polski, której już nikt nie powstrzyma!!
Anthony Ivanowitz 28.08.2024r. www.pospoliteruszenie.org
Jak Europa poradzi sobie z problemem migracyjnym? Wiele wskazuje na to, że bardzo źle – i nie chodzi tylko o dalszą inercję i zgodę na to, by ludność z Afryki i Azji napływała na kontynent bez żadnych ograniczeń.
Bezbożne europejskie społeczeństwa nie mają żadnych zahamowań – mordują dzieci, promują bezwstyd, rozwijają handel ludźmi. Kiedy poczują, że mają nóż na gardle – czy nie będą gotowe odrzucić ideologię multikulti na rzecz jakiegoś nowego barbarzyństwa?
Z Polski wydalony został Senegalczyk, który zachowywał się obscenicznie nad stawem w Katowicach; o sprawie piszą wszystkie media, tak, jakby chodziło o coś ważnego lub interesującego. Zachowanie imigranta nie powinno jednak szczególnie szokować po wielu latach czytania doniesień o modus vivendi przybyszów do Europy Zachodniej.
To, co w całej tej sprawie najciekawsze, to informacja dotycząca wcześniejszych spotkań Senegalczyka z polską państwowością. Jak podała Straż Graniczna, mężczyzna został zatrzymany już w listopadzie 2023 roku. Stawiał opór, zastosowano wobec niego przymus. Otrzymał ostatecznie polecenie opuszczenia Polski i całej w ogóle Strefy Schengen, którego jednak nie wykonał. Co więcej, jak podała Straż Graniczna, podczas czynności „cudzoziemiec nie współpracował, nie podpisywał dokumentów, nie odpowiadał na pytania, obnażał się i zachowywał obscenicznie”.
Ta sytuacja mówi wiele o procedurach, jakie są w Polsce stosowane: nielegalny imigrant zachowuje się skandalicznie, ale nikt się tym specjalnie nie przejmuje; wydaje mu się nakaz, który nie jest jednak skutecznie egzekwowany. Senegalczyk być może nie zostałby w ogóle ponownie zatrzymany, gdyby nie jego wizyta w katowickim stawie. Teraz imigranta w Polsce już nie ma: został zatrzymany, zawieziony na lotnisko i odesłany do swojego kraju. Proszę zwrócić uwagę: jak wiele wysiłku i czasu włożyło państwo polskie, by uporać się z jednym imigrantem! I z jak dużymi trudnościami proceduralnymi wiązała się cała sprawa!
Te same problemy, jakkolwiek w jeszcze większej skali, dotykają innych krajów europejskich. Zaledwie kilka dni temu czytałem o pozornie zaskakującej sytuacji z Dolnej Saksonii w Niemczech, gdzie policjanci próbowali doprowadzić na lotnisko nielegalnego imigranta. Ten zachowywał się jednak agresywnie: jednego z funkcjonariuszy uderzył pięścią w twarz, drugiego ugryzł w rękę. Trafił w efekcie do aresztu, ale następnie… wypuszczono go na wolność. Lokalny urząd ds. migracyjnych uznał, że na gruncie niemieckiego prawodawstwa w sytuacji, w której imigrant stawia opór w obliczu deportacji – można polecić mu, by wrócił do przydzielonego mu wcześniej ośrodka dla migrantów.
To dwie zupełnie różne sprawy; nie wiadomo też, jaką drogą do Polski trafił nieszczęsny Senegalczyk, a jaką do Niemiec agresor z Dolnej Saksonii. Jest jednak coś, co je łączy: słabość procedur i generowanie wysokich kosztów dla społeczeństwa. Nie ma przy tym powodu, by śmiać się z Niemców i absurdów ich prawa. Nie wiadomo, jak radziłaby sobie Polska, gdyby była poddana tej samej presji migracyjnej, co RFN. Ostatecznie do nas nielegalni migranci przedzierają się głównie z Białorusi, co więcej traktując Polskę raczej jako teren, który należy przejść, a nie ten, gdzie chcą pozostać. A przecież mimo wszystko pod wieloma względami okazujemy się prawnie całkowicie bezbronni: wystarczy przypomnieć, że kilka tygodni temu Wojewódzki Sąd w Białymstoku przyznał rację nielegalnym migrantom z Afganistanu i Etiopii, którzy doznali uszczerbku na zdrowiu przekraczając zaporę graniczną z Białorusią. Skarżyli się w sądzie na Straż Graniczną i w ocenie sądu – formalnie mieli rację…
Drobne incydenty, śmieszne sprawy, lokalna nieudolność… Z setek tysięcy takich spraw składa się jednak europejski dramat migracyjny; a wszystkie te pozornie niezwiązane sprawy łączy jedno – polityczny paradygmat, który utrzymuje granice państw zachodnich zasadniczo otwartymi na stałą i masową penetrację przez ludność Afryki i Azji. Wiele miast i miasteczek krajów Europy Zachodniej – od Niemiec, przez Francję aż po Wielką Brytanię – jest w znacznej mierze zdominowanych przez ludność napływową. Ten problem narasta z miesiąca na miesiąc i z roku na rok. Wystarczy powiedzieć, że do Republiki Federalnej Niemiec tylko w tym roku przyjechało już ponad 150 tysięcy ludzi domagających się azylu – i lwia część z nich w tym kraju zostanie, legalnie czy nie. Do tego należy doliczy liczbę imigrantów ściąganych przez wcześniej osiadłych w tym kraju krewnych na podstawie prawa o łączeniu rodzin. W ostatnich latach to zwykle ponad 100 tysięcy osób rocznie.
W Niemczech rodzi się rocznie niespełna 700 tysięcy dzieci. Rosnąca część z nich to dzieci imigrantów. Jak będzie wyglądać struktura etniczna RFN za trzydzieści lat? A jak Francji? Jak Polski?
Można oczywiście mieć nadzieję, że Europa poradzi sobie z wyzwaniem wieloetniczności i wypracuje pokojowy model współżycia. Wydaje się jednak, że taka nadzieja jest głęboko nieracjonalna; ludność napływowa będzie podejmować próbę kształtowania rzeczywistości społeczno-politycznej zgodnie ze swoimi ideami, które są głęboko sprzeczne zarówno z ideami katolickimi, jak i z dominującymi dziś ideami liberalnymi. To musi prowadzić do poważnych i brutalnych konfliktów. Takie konflikty jak na razie wybuchają tylko rzadko: ostatnio oglądaliśmy jeden z nich w Anglii, gdzie po zamordowaniu przez imigranta kilku małych dziewczynek duża grupa rodowitych Anglików manifestowała swoją wściekłość. Protesty [to nie „ekscesy”, redaktorku.. md] tej grupy zostały dość szybko opanowane przez aparat siłowy państwa. Spodziewam się jednak, że tego rodzaju wydarzenia i ten sposób ich rozwiązywania nie będzie bynajmniej ponawiany w nieskończoność.
Starzy Europejczycy są w coraz większej mierze wrogo nastawieni do nowej ludności. Można mówić o powoli rodzącym się podskórnym wrzeniu. Dlaczego ulubioną piosenką imprez niemieckiej młodzieży jest przeróbka starego hitu techno, gdzie śpiewa się o wyrzuceniu imigrantów z Niemiec? Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Dziś jest inaczej. Budząca się nienawiść do przybyszów jest trzymana na uwięzi przez dominującą kulturę liberalną, a jeżeli wybucha, jak w Anglii, jest szybko tłumiona; ale ze względu na narastającą infiltrację Europy przez przybyszów z Afryki i Azji nie da się tego w tej sposób utrzymywać w nieskończoność. Prędzej czy później – to wybuchnie. Czy w ulicznych demonstracjach? A może raczej w radykalnych odpowiedziach politycznych, do których Europejczycy są przecież zdolni, co w historii pokazywali już wielokrotnie?
Za problemy, które stwarzamy nieudolną polityką migracyjną, przyjdzie zapłacić. Obawiam się nie tylko tego rachunku, który wystawią gotowe do dzikiej przemocy grupy imigrantów; obawiam się również rachunku europejskiej polityki. Przez setki lat ludzkie okrucieństwo trzymało w ryzach chrześcijaństwo. Dziś nie ma już tego zabezpieczenia: Europą rządzą poganie, którzy przyzwalają na dzieciobójstwo, homoseksualizm i handel ludźmi (patrz: in vitro i surogacja). Idee „praw człowieka”, poszanowania ludzi wszystkich ras i kultur nie mają dziś w Europie żadnej boskiej sankcji; zależą od widzimisię kolektywu politycznego.
Gdy ten kolektyw poczuje, że ma nóż na gardle – a chyba zaczyna już tak myśleć – może odrzucić te idee precz, biorąc się za takie rozwiązanie problemu migracyjnego, jakie będzie nacechowane jednym kryterium: skutecznością.
Proszę się nad tym dobrze zastanowić: «światła elita» obywatelska Belgii albo Holandii kocha wszystkich ludzi, ale jeżeli dorastające w jej łonie nienarodzone dziecko zagraża jej dobrobytowi, idzie do równie «światłego» lekarza, który je po prostu morduje. Oboje wiedzą, co robią: zabijają człowieka, bo to dla nich wygodne i opłacalne. Ta sama obywatelka i ten sam lekarz mogą kochać wszystkich imigrantów, ale jeżeli będzie ich tak wielu, że zaczną zagrażać ich dobrobytowi – czy jesteśmy przekonani, że po prostu się z tym pogodzą i będą szanować ich prawo do samostanowienia, wolności a nawet życia? Być może – jeżeli polityczna lewicowa ideologia ich do tego zmusi; ale jej trwałość, jak sądzę, może być ograniczona, a w cieniu nie kryje się bynajmniej autentycznie prawicowa, czyli katolicka alternatywa oparta na odbudowie siły własnej chrześcijańskiej cywilizacji – tylko świeckie, jakby lustrzane odbicie lewackiej ideologii; czyli jakieś nowe europejskie barbarzyństwo.
Paweł Chmielewski
==================
mail:
To nie ma NIC wspólnego z pogaństwem. Do takich krajów pogańskich jak Japonia, Chiny, Indie, kraje arabskie NIKT nie ucieka. Tutaj uciekają, bo są tu kraje mimo wszystko chrześcijańskie, i nierozumnie gościnne. Zresztą „Ojciec Święty” Franciszek wzywa, by migrantów przyjmować.
Zapraszamy w piątek 30.08 do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – od godz.15.00 do Parafii Matki Boskiej Królowej Świata (Lasek Cygański).
Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie.
Czy prawdą jest, że cała władza nad światem spoczywa w rękach kilku potężnych rodzin, które kontrolują wszystkie dziedziny naszego życia? Czy coś łączy – a jeśli tak, to co – powstanie Stanów Zjednoczonych, rewolucję francuską, drugą wojnę światową, zabójstwo JFK, śmierć księżnej Diany i atak na World Trade Center? Czy prawdą jest, że z ukrytej przed oczami publiczności grupy osób – związanych ze sobą korzeniami histo- czy nawet pre-historycznymi, a dziś więzami globalnych interesów i także częstokroć więzami krwi – wyłoni się Antychryst, aby zniewolić rodzaj ludzki i by spełniły się Biblijne przepowiednie?
Tych faktów nie jesteśmy w stanie ustalić na pewno, mimo że dowiedzionym historycznym faktem jest istnienie od wielu lat na świecie tajnego ugrupowania „ludzi wybranych” o nazwie Illuminati (po polsku mówi się Iluminaci), którego początki to ściśle określony rok 1776 a miejsce powstania – Ingolstadt w Niemczech. Zarówno cele tej organizacji, jaki i ludzie, którzy do niej przystąpili, źródła ich inspiracji zakorzenione w starożytnej magii, sięgającej Babilonu (kult Bela Marduka), czasów faraonów (Horus, Isis) a także zoroastryzmu w Persji i Chaldei oraz magiczne symbole, którymi się posługują, skłaniają nas aby sądzić, że to właśnie oni są tymi, przed którymi ostrzegają nas proroctwa Starego i Nowego Testamentu (przede wszystkim Proroctwo Daniela i Księga Apokalipsy).
Wyrósłszy z pradawnych korzeni mroku, Iluminaci – jako kolejne tego wcielenie – zawiązali się w dniu 1 maja (!) 1776 r. Jak każda z wcześniejszych lucyferycznych elit, także oni postawili sobie za cel stworzenie nowego porządku świata przez zjednoczenie pod własnym przywództwem sił religijnych, politycznych i ekonomicznych, jakimi dysponuje cywilizacja (przy unicestwieniu lub zdeformowaniu tych jej odłamów, które takiej manipulacji stawiają opór). Innymi słowy ma to polegać na odkształceniu lub zniszczeniu struktury świata stworzonego przez Boga, a na jego miejsce utworzeniu Nowego Porządku Świeckiego według własnego (zakorzenionego w lucyferyzmie) projektu. Jest to więc – za każdym razem, gdy powstaje taka ludzka organizacja – czyste ucieleśnienie szatańskiego “non serviam”, jakie wykrzyknął w Boże Oblicze szatan, gdy został strącony w otchłań.
*
Tego dnia, w miasteczku Ingolstadt w Bawarii spotkało się pięciu mężczyzn, którzy podpisali akt powołania tajnego stowarzyszenia o nazwie Zakon Perfekcjonistów (Bund der Perfektibilisten), którzy jako symbol przymierza wybrali sobie sowę – symbol Minerwy, rzymskiej bogini mądrości. Po trzech latach działalności ich liczba wzrosła do pięćdziesięciu czterech, a oddziały zakonu pojawiły się w czterech innych miastach bawarskich. Grupą tą dowodził Adam Weishaupt, 28-letni profesor prawa kanonicznego na uniwersytecie w Ingolstadt, którego silnie przepoiły idee Oświecenia, gdyż wywodził się rodziny typowych oświeceniowych wolnomyślicieli. Środowisko, w którym dorastał i zyskiwał formację intelektualną także przepojone było świeckimi i antyklerykalnymi poglądami. Uniwersytet w Ingolstadt był niemal całkowicie zdominowany przez byłych jezuitów, których zakon został skasowany w 1773 roku. Młody profesor Adam Weishaupt (miał zaledwie dwadzieścia osiem lat) był jedynym wykładowcą w Ingolstadt bez jezuickiej proweniencji i dlatego był izolowany wśród kadry nauczycielskiej, wynikało to jednak również z jego buntowniczej i konfliktowej postawy. Za pośrednictwem nowego bractwa, Weishaupt chciał nie tylko zapewnić swoim uczniom ochronę przed intrygami jezuitów, które wszędzie podejrzewał, ale przede wszystkim rozpowszechniać idee oraz literaturę krytyczną wobec Kościoła. Udekorował to różnymi pasującymi do tego starożytnymi mitami, zwłaszcza z zakresu Tajemnic Eleuzyjskich. Wskutek kontaktu z tymi ideami, w zbuntowanym młodym naukowcu wykluł się zamiar stworzenia nowego „lepszego” świata, świata „oświeconego” świata, którego fundamentem byłyby dwie dziedziny kierujące umysłem człowieka: nauka i wiedza. Ideałem byłoby, aby ludzie wszelkich wiar i kontynentów ulegali zjednoczeniu w ramach jednej wiary i jednego systemu politycznego. Nazwał to „nowym porządkiem świata” (Novus Ordo Seclorum), opartym na ideach utopijnych i głęboko antychrześcijańskich i zdołał tym porwać grono wpływowych osób, których umysły podobnie jak i jego zatrute były wolterianizmem i ideologiami encyklopedycznym. Do dziś ten trend nie ulega dezaktualizacji a odwrotnie, przez postępującą sekularyzacje cywilizacji białego człowieka i zatrważające słabnięcie wpływów Kościoła (gdzie też zdołał znaleźć swoich wielu zwolenników w sutannach) nabiera on rozmachu i mocy. Starczy przypomnieć bluźniercze ekscesy podczas otwarcia 33 Igrzysk Olimpijskich w Paryżu czy patronującą im pieśń Johna Lennona z lat 1960. , „Imagine”, w której „marzy on o świecie „bez narodów, bez religii, i bez wojen”.
*
Wesele barona von Knigge – karykatura
Dla wprowadzenia w życie utopijnych pomysłów potrzebna jest stała i precyzyjnie zbudowana technika socjo – i psychomanipulacji umysłem człowieka, indywidualna lub jeszcze lepiej masowa. Inaczej nie uda się ich wprowadzić w życie, gdyż idee te niemal w każdym aspekcie sprzeciwiają się temu, co od starożytności jest samoregulującym się impetem rozwojowym cywilizacji opartej na prawie rzymskim i na duchowym wektorze chrześcijaństwa. Dlatego też sprzymierzeńcem i oparciem dla Iluminatów muszą być nie biedne ludzkie masy – one są materiałem do „przeróbki” – ale kierownica tej machiny spoczywać musi w rękach ludzi bogatych, wybitnie inteligentnych i wpływowych. Dlatego Adam Weishaupt – który ogarnięty był nieopisaną żądzą władzy – wstąpił w 1778 r. wraz ze swym stowarzyszeniem, które nazwał „Iluminatami”, do jednej z bawarskich lóż masońskich. Liczył na to, że w niedalekiej przyszłości, wraz z pozostałymi członkami bractwa całkowicie podporządkuje sobie światową masonerię. Iluminaci stali się więc – wewnątrz już istniejącej i rozkrzewiającej się w świecie sieci lóż masońskich – czymś w rodzaju „elity elit”, jądrem ciemności rozkrzewiającym najczystsze idee masońskie i satanistyczne. Zinfiltrowali obejmującą świat cywilizowany sieć lóż masońskich, których struktury były założone w wcześniej jako stowarzyszenia Różokrzyżowcow, Templariuszy, Zakonu Palmowego czy rozmaite mistyczno-ezoteryczne ryty wolnomularskie osadzone w gnostycyzmie, kabale, hermetyzmie i okultyzmie. Przełomowym momentem w ich historii okazał się rok 1780, kiedy dołączył do nich baron Adolph von Knigge, bogaty i wielce doświadczony niemiecki mason, już intrygujący wewnątrz lóż masońskich. Dzięki jego fanatyzmowi i rozległym kontaktom wśród arystokracji i elit ówczesnej Europy, Iluminaci rozrośli się do 1000 członków w samych Niemczech, wśród nich znalazł się Johann Wolfgang Goethe, autor „Fausta” (dla którego pierwowzorem miał właśnie być Adam Weishaupt). Iluminackie loże powstały także w Szwecji, Rosji, Danii, Polsce, na Węgrzech i w Austrii, ponadto zaczęło się do niej przyłączać zadziwiająco wielu niemieckich książąt: Ferdynand, książę Brunszwiku-Lüneburga-Wolfenbüttel; Karol, książę Hesji-Kassel; Ernest II, książę Saksonii-Coburga-Altenburga i Karol August, wielki książę Saksonii-Weimaru-Eisenach.
To zaalarmowało władze powodując liczne aresztowania i rozbicie struktury organizacyjnej Iluminatów bawarskich pod zarzutem „spiskowania przeciw ojczyźnie”. Wydano też prawny zakaz grupowania się osób w tajne związki, ze szczególnym zakazem działalności Iluminatów. W 1784 roku – wskutek namnażania się oskarżeń pod ich adresem – zakon został oficjalnie rozwiązany przez elektora bawarskiego, wszelka jego działalność została zakazana a ich samych potępiono jako ludzi „zdradzieckich i wrogich wobec religii”. Powołano komisję śledczą mającą oczyścić środowiska akademickie i urzędnicze z członków zakonu. Niektórzy uciekli wówczas z Bawarii, inni stracili zatrudnienie albo zostali wypędzeni. Co najmniej dwóch wtrącono do więzienia. Sam Weishaupt stracił katedrę i przeniósł się do miasta Gotha, gdzie publikował antymonarchistyczne pamflety opiewające moc ludzkiego rozumu.
*
Oczywiście, przy takim stopniu rozpowszechnienia idei iluminackich wśród elit a także trwającego nadal niejawnego członkostwa w tej organizacji, byłoby naiwnością sądzić, że same akty prawne powstrzymają ich od dalszego działania. W takich sytuacjach następuje przepoczwarzanie się struktury, a nie jej zanik; zmiana szyldów i zatracie tropów. Zamiast więc rozwijać jedną organizację, która jest łatwiejsza do indentyfikacji i zaatakowania, Iluminaci skupili się na działaniu wewnątrz lóż, które jakby czekały na ten moment. Ich działalność, dotąd oparta głównie na sceptycyzmie i antyklerykalizmie wolteriańskim i ideach Encyklopedystów, nabrała impetu, nasiąkając duchem niedowiarstwa i rewolucji aż wręcz po kult szatana (Mazzini), co ujawniło się z końcem XIX w. jako ostrze wymierzone przede wszystkim przeciw Kościołowi katolickiemu. Jedno z takich bojowych wezwań wypowiedział w 1822 roku Tigrotto, szef włoskiej loży Alta Vendita: “Katolicyzm musi zostać zniszczony na całym świecie”.
Mimo to (a raczej właśnie dlatego, gdyż w ten sposób zostaje zasiany typowo masoński pozór a także zamęt w umysłach ludzi wierzących) na czele pism masońskich figurował ciągle ten napis: »Ku chwale Wielkiego Budowniczego świata«. Ale prawdziwym celem lóż, które współpracując ze sobą zmierzają wszystkie w jednym określonym celu, jest ta właśnie leżąca u podstaw ruchu idea o Nowym Porządku Świata.
Dewiza ta jest tak potężna, że znalazła się nawet – wśród wielu innych iluminackich symboli – na banknocie jednodolarowym Stanów Zjednoczonych. Prezydent Roosevelt, będący jednym z potężniejszych członków masonerii amerykańskiej, zaakceptował projekt tego banknotu (w 1935 zaakceptowano rewers; awers 20 lat później) by zgromadzić ludzkość pod sztandarem Iluminatów w jednym miejscu – zarazem jawnym, do którego każdy może mieć dostęp (banknot najniższego amerykańskiego nominału) a zarazem (i zgodnie z masońską zasadą niejawności) ukrytym, utopionym w masie szczegółów i symboli nawzajem utrudniających swą identyfikację. Trzeba mieć szkło powiększające i trochę znać temat, aby zanalizować całą tę masońsko-iluminacką „biblię”, jaka jest na tym banknocie. Co więcej, banknot złożony według tych czy innych linii, ujawnia kolejne symbole, jest to więc jakby palimpsest ukrywający różne warstwy przekazu pod rozmaitymi szyframi.
Iluminaci polscy – dwaj celebryci pokazujący znak iluminatów (trójkąt, piramida) oraz satanistyczny (język)
Najważniejszym symbolem jest tu Piramida, która symbolizuje hierarchię. Na banknocie ma ona 13 poziomów, które odnoszą się do 13 rodów iluminackich, kontrolujących świat po dziś dzień. Uważa się dziś, że 99% świata jest kontrolowanych przez 1% ukrytej elity. Kontroluje ona 70 % bogactwa światowego a także wszelkie narzędzia obrotu informacją oraz struktury władzy. Np. holdingowi Time Warner podlega m.in. HBO, Time, IPC Media, Warner Bros., Turner Broadcasting zawierający m.in. NBC, TNT, TCM, Cartoon Network, CNN); korporacji Viacom: MTV, VH1, Paramount Pictures; holdingowi ComCast: m.in. MT&T, Golf Channel, E! Entertainment, NBC Universal; holdingowi News Corporation: Fox, Wall Street Journal, Times of London, Barron’s, Harper & Collins. Podobnie jest w bankowości. Największe banki świata znajdują się tylko w 6 krajach: w Chinach ICBC i China Construction Bank Corp.; w Japonii Mitsubishi Financial Group i Japan Post Bank; w Wielkiej Brytanii Barclay’s i HSBC Holdings; w USA JP Morgan/Chase; we Francji Crédit Agricole i BNP Paribas, a w Niemczech Deutsche Bank.
Czasy Wielkiego Kryzysu w USA: zdjęcie kolejki bezrobotnych na tle bilbordu zachwalającego American Way of Life (dla wybranych)
Banki te posiadają 25.1. biliona USD – dosyć, by utrzymywać gospodarkę samych Stanów Zjednoczonych przez 7 lat. Nie inaczej jest w produkcji paliw: zaledwie 5 kompanii zarządza większością zasobów ropy naftowej i gazu i są to jedyni liczący się gracze: Saudi Aramco w Arabii Saudyjskiej, Gazprom w Rosji, irański National Iranian Oil Co., Exxon Mobil w USA i chińska Petro China. Równie skutecznie chwycono w globalistyczne szpony światową żywność, którą zarządza Pepsico (napoje gazowane i śmieciowe zakąski), Tyson (przetwórstwo drobiu i sieci Walmart, KFC, McDonalds, Burger King); Nestlé (75 firm produkujących wodę pitną, 38 producentów lodów, czipsów, słodyczy dla dzieci) a także JBS mający w pieczy produkcję mięsa wołowego, wieprzowego i kurczaków. Czytając tę listę nadzorców światowej gospodarki, chyba tylko szaleniec mógłby nadal roić o jakiejś „demokracji” i „sprawiedliwości społecznej”…
Zwraca uwagę fakt, że piramida na banknocie nie jest kompletna: brak jej szczytu, co wskazuje, iż cele Iluminatów jeszcze nie zostały osiągnięte. Nad brakującym szczytem unosi się Wszystkowidzące Oko – symbol ukradziony chrześcijaństwu, gdzie mamy Oko Opatrzności czyli Oko Boga w Trójcy Jedynego. U nich jednak symbolizuje ono Wielkiego Architekta Świata, który obserwuje każdego z nas, wszystko, co robimy i jako szczyt piramidy baczy na to, co umacnia jego panowanie (działalność tajnych stowarzyszeń) z zasadą kontroli wszystkich i wszystkiego na pierwszym miejscu. Inne są też trójkąty: chrześcijański ma ZAWSZE trzy boki jednakowej długości odzwierciedlające prawdę, iż Trzy Osoby Boskie są obie równe, podczas gdy trójkąt na banknocie jednodolarowym ma boczne boki dłuższe od dolnego, co można interpretować jako dwa „bóstwa iluminackie” naukę i wiedzę (dłuższe ramiona boczne) a pod nimi Antychryst (dolne ramię krótsze) który z obu pochodzi i jego ujawnienie się będzie aktem dopełniającym utworzenie Novus Ordo Seclorum. W potężnym fundamencie piramidy znajduje się data w cyfrach rzymskich 1776, będąca rokiem powstania Iluminatów w Europie. Jest to jednak zarazem data Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Przypadek?…
Trzeci symbol, to Wiekuisty Ogień. Płonie nim cały trójkąt, gdyż ogień jest od zarania zrośnięty z ideami Iluminatów. To przez Ogień przychodzi światło („iluminacja”) które oświeca „braci”. Samo imię ich pana, Lucyfera, znaczy „Ten, który niesie światło” (ogień). Toteż nieprzypadkowo właśnie zapaloną pochodnię dzierży w ręku ogromna Statua Wolności, witająca przybyszów do Nowego Świata w nowojorskim porcie. Także jej koronę stanowią ostrza promieni. Została stworzona przez francuskiego masona Frédérica Bartholdieg0 zainspirowanego obrazem Eugène Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. Toteż początkowo nosiła nazwę “Wolność Oświeca Świat”, zanim w 1885 r. została przekazana jako dar Francji dla społeczeństwa amerykańskiego. Odtąd tak ona, jak i związana z nią masońska symbolika (bogini trzyma w ręku tablice z datą 1776) stała się jak gdyby narodowym pomnikiem Stanów Zjednoczonych.
Kolejny ważny symbol – będący od samego początku także symbolem Iluminatów – to Sowa. Ptak Minerwy, rzymskiej bogini mądrości, zazwyczaj kojarzony z wiedzą. Iluminaci – uważający siebie za najbardziej inteligentnych ludzi na świecie – nie mogli sobie wybrać odpowiedniejszego symbolu. Na banknocie jednodolarowym, maleńka sowa ukrywa się dyskretnie, obok jedynki w prawym górnym rogu awersu. Warto też zauważyć obecność sowy w innych oznaczonych przez masonów miejscach, jak awers serii srebrnych monet dolarowych w Kanadzie lub na kanadyjskim banknocie 50-dolarowym. Czy w skierowanym do młodzieży super przeboju kinowym o Harrym Potterze, nahalna obecność sów, mądrych powierniczek i przewodniczek bohaterów, też jest „przypadkowa”? I „przypadkowy” jest kult olbrzymiej sowy ustawionej w kalifornijskim lesie Bohemian Grove, u której stóp dorocznie na orgiach okultystycznych spotykają się elity świata, co udokumentowano na filmie? https://www.youtube.com/watch?v=reHm2F-CBxY
*
W XIX wieku legendę iluminatów ożywił na nowo Eliphas Lévi – wybitny francuski okultysta – gdy w 1860 roku opublikował swą słynną „Historię magii”. Przypisywał on Weishauptowi praktyki okultystyczne, nekromancję, czyli praktyki kontaktowania się ze zmarłymi, a także wywodził rodowód Iluminatów od templariuszy i różokrzyżowców. Kilkanaście lat później w 1880 r. w Monachium a później w Berlinie, zakon Iluminatów został restytuowany przez Theodora Reussa, niemieckiego okultystę, satanistę i masona, późniejszego założyciela magicznej loży Ordo Templi Orientis (Zakonu Świątyni Wschodu), której najbardziej znanym członkiem stał się angielski mag zmarły w 1947 roku Aleister Crowley, jeden z ulubionych bohaterów kontrkultury lat 60. Jego zdjęcie pojawia się m.in. na okładce albumu zespołu The Beatles “Sgt. Papper’s Lonely Hearts Club Band”.
Świadom śmiertelnego niebezpieczeństwa, jakie dla kultury chrześcijańskiej stanowią te mroczne i wpływowe zgromadzenia, papież Leon XII w liście z 8 grudnia 1892 r. skierowanym do Włochów, pisze: “Pamiętajmy, że chrześcijaństwo i masoneria są absolutnie nie do pogodzenia, do tego stopnia, że związanie się z jednym oznacza oddzielenie od drugiego. A zatem, demaskujmy masonerię jako wroga Boga, Kościoła i naszej Ojczyzny (…) Konieczne jest zwalczanie masonerii tym orężem Boskiej wiary, którym w ubiegłych wiekach pokonano pogaństwo”. Zaś w spisanym dla potrzeb Soboru Watykańskiego I (1869-70) „Memorandum o Tajnych Stowarzyszeniach” znajdujemy następującą zdumiewającą definicję masonerii: “Oczywiste jest, że generalnie rzecz biorąc, doktryna masonerii jest nie tylko herezją, czy nawet całokształtem wszystkich herezji, jakie znalazły w niej swoją przystań; jest faktem, że masoneria wykracza poza granice tego, co powszechnie przypisywane jest słowu «herezja», ponieważ przyznaje sobie swobodę dopuszczania się wszelkiego rodzaju oburzających aberracji. Masoneria to rzeczywiście otchłań wszystkich błędów, studnia zatracenia”.
Gustave Doré – ilustracja do “Raju utraconego” Johna Miltona
Ta przepaść wszelkich błędów (abyssus errorum) słusznie jest odnoszona do “studni przepaścistej” w Apokalipsie św. Jana (abyssus putei, IX, 1-3), której wyziewy zaćmiewają światło słońca i zatruwają powietrze. Jest to przeklęta sekta, której perwersję napiętnował także papież Pius IX nazywając ją “synagogą szatana”. Z powodu swego ogromnego rozprzestrzenienia w świecie oraz wyraźnie już dziś widocznych konszachtów z międzynarodową żydowską finansjerą, masoneria rzeczywiście stała się dzisiejszą “synagogą szatana”. To ona dostarczała funduszów dla wywołania w Moskwie rosyjskiej rewolucji; ona wyeksportowała komunizm ze Wschodu na Zachód, przejęła przywództwo państw od ich rządów, kierownictwo różnych departamentów administracyjnych lub ministerstw, parlamentów i w konsekwencji jest takim światowym mocarstwem, że każdemu wnikliwemu umysłowi wydaje się jak gdyby istniały na ziemi tylko dwie wielkie potęgi: żydomasoneria na usługach rosnącego stale w potęgę Światowego Żydostwa oraz Kościół, w słabnących rękach kolejnych następców Piotra. Te dwie siły prowadziły przez wieki wojnę twarzą w twarz jak gdyby w niekończącym się pojedynku, co wyraźnie formułuje też memorandum Najwyższej Rady Wielkiego Wschodu Francji z 1892 r. : „Walka tocząca się między katolicyzmem a masonerią to walka na śmierć i życie, nieustanna i bezlitosna”.
Każdy dzisiejszy katolik musi to wiedzieć. I każdy winien jasno i jednoznacznie mówić to każdemu, kto twierdzi kłamliwie (a częste są te kłamstwa, zwłaszcza w mediach tzw. „liberalnych”) że tak nie jest, a masoneria to jedynie „organizacja zamożnych starszych panów zajmujących się dobroczynnością”…
Zorganizowane grupy przestępcze podarowały szpitalowi w Oleśnicy specjalne maszyny ssące do mordowania dzieci. To makabryczne urządzenia służące do wykonywania brutalnych aborcji tzw. „metodą próżniową”, polegającą na wysysaniu dzieci z łona matek i rozrywaniu ich na strzępy. Opisy aborcji wykonywanych za pomocą maszyn ssących budzą przerażenie. Szpital w Oleśnicy to obecnie największy ośrodek aborcyjny w Polsce, w którym abortuje się dzieci m.in. za pomocą wykonywania im zastrzyków z trucizny w serca. Teraz jego arsenał śmierci powiększy się o kolejne metody. Równolegle, liczba aborcji w innych szpitalach w Polsce szybko rośnie, a personel oleśnickiego szpitala szkoli innych „lekarzy” w abortowaniu dzieci. Przyczyną kolejnych sukcesów aborcjonistów jest przede wszystkim obojętności ludzi świadomych sytuacji i ogromu zła, jakim jest aborcja. Dlatego organizujemy kolejne akcje i mobilizujemy Polaków do walki!Największe w Polsce zorganizowane grupy przestępcze pośredniczące w nielegalnym handlu pigułkami poronnymi i namawianiu kobiet do aborcji przekazały szpitalowi w Oleśnicy zestawy do wykonywania aborcji tzw. „metodą próżniową”. Jest to metoda mordowania dzieci zalecana m.in. przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Jak napisali aborcjoniści po przekazaniu zestawów:
„Cieszymy się, że szpital w Oleśnicy wspólnie z nami wytycza standardy w dobrej opiece około aborcyjnej.”
Proszę zwrócić uwagę na istotną rzecz – do tej pory w szpitalach mieliśmy do czynienia z „opieką okołoporodową” nad kobietą w ciąży i jej dzieckiem. Teraz szpital w Oleśnicy chce wyznaczać standardy w „opiece okołoaborcyjnej”. Jak taka „opieka” może wyglądać w praktyce? Nowym standardem „opieki” w polskich szpitalach ma być brutalne mordowanie dzieci za pomocą wysysania ich z łona matek. Na tym właśnie polega tzw. „metoda próżniowa” aborcji, do której zestawy przekazali szpitalowi aborcjoniści. Dziecko morduje się przy pomocy maszyny ssącej. Użycie tej metody opisuje dr Anthony Levatino, były lekarz-aborcjonista, który nawrócił się i dołączył do walki o życie:
„Aborter używa metalowych prętów o różnej grubości, zwanych rozszerzaczami. Wprowadza je do szyjki macicy, zyskując w ten sposób dostęp do dziecka. Maluszek ma już palce u rąk i nóg, a jego serce bije, choć kości są wciąż słabe i kruche. Aborter bierze cewnik ssący i wsuwa go przez szyjkę macicy. Następnie włączana jest maszyna ssąca z mocą 10–20 razy większą niż domowy odkurzacz. Dziecko jest gwałtownie rozrywane na strzępy przez siłę ssania i wciskane razem z łożyskiem do maszyny ssącej.”
To, jak przebiega taka aborcja, opisuje także była położna, która asystowała przy próżniowych aborcjach: „Kiedy doktor włączył maszynę ssącą, usłyszałam przerażające dźwięki… siorbanie, przełykanie… wysoki ton… wyglądało to tak, jakby wąż odkurzacza zadławił się czymś! To było okropne i przerażające. Znacznie gorszą częścią mojej pracy było opróżnianie maszyny ssącej każdego „dnia zabiegów”, i to nie tylko raz. Szczątki dzieci garściami wpadały do muszli klozetowej, chlapiąc dookoła na całą ubikację i podłogę. Nie cierpiałam wycierania krwi ze ścian, podłogi, spłuczki i sedesu.”
Właśnie takie maszyny ssące do mordowania dzieci znajdują się teraz na wyposażeniu szpitala w Oleśnicy – największego w Polsce ośrodka aborcyjnego. Za ich przekazanie publicznie podziękowała aktywistkom aborcyjnym wicedyrektor szpitala Gizela Jagielska, pisząc na prowadzonym przez siebie profilu:
„Dziękujemy Wam Dziewczyny zestawy do tej pory nie były dostępne w Polsce”
Rozrywanie dzieci na strzępy za pomocą tych odkurzaczy ma „wyznaczać standardy” w zakresie „opieki aborcyjnej”. Standardy, które z Oleśnicy mają przenieść się na całą Polskę. Jak poinformowała wicedyrektor oleśnickiego szpitala, już wkrótce ruszą kursy doszkalające dla lekarzy-ginekologów organizowane przez szpital w Oleśnicy w ramach kształcenia ustawicznego lekarzy. Wedle informacji opublikowanych w mediach społecznościowych:
„We wrześniu planujemy PIERWSZY KURS z zakresu OPIEKI ABORCYJNEJ. Dziś rozpoczęliśmy zapisy, miejsc nie było już po 4 godzinach, co świadczy o ogromnym zapotrzebowaniu na taką wiedzę.”
Oleśnica jest obecnie największą rzeźnią aborcyjną w Polsce, do której przyjeżdżają kobiety z całego kraju. Celem tych kursów jest przeszkolenie ginekologów z innych miast i województw tak, aby wiedzieli jak mordować dzieci i zaczęli zabijanie w swoich placówkach. Chodzi o to, aby aborcja stała się powszechną praktyką we wszystkich szpitalach na terenie całej Polski. Już teraz liczba aborcji bardzo szybko rośnie w wielu placówkach.
Do naszej Fundacji spływają dane z kolejnych szpitali, od których domagamy się informacji na temat tego, ile dzieci zabito poprzez aborcję. W pierwszym półroczu 2024 r., od stycznia do czerwca, w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie abortowano 28 dzieci. To tyle ofiar co w całym ubiegłym roku i prawie trzykrotnie więcej niż w całym roku 2022. W Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie w pierwszym półroczu br. abortowano 35 dzieci. Dla porównania – w całym roku 2023 wykonano tam 34 aborcje, a w 2022 16 aborcji. Z kolei w Szpitalu Klinicznym w Poznaniu od stycznia do czerwca br. abortowano 15 dzieci, gdzie w całym ubiegłym roku dokonano w sumie 10 aborcji. Dwukrotne wzrosty liczby aborcji w rok – to sytuacja w wielu szpitalach w Polsce. Wciąż spływają do nas niepokojące dane z kolejnych placówek, które obrazują to samo zjawisko – liczba mordowanych dzieci szybko rośnie. Równolegle, dziesiątki tysięcy aborcji dokonywanych jest każdego roku przy pomocy pigułek poronnych. Standardy „opieki aborcyjnej” w Polsce będą wyznaczane przez maszyny ssące do rozrywania dzieci na strzępy. To wszystko znajduje wsparcie mediów głównego nurtu oraz aborcyjnej koalicji Donalda Tuska, która wspiera i promuje aborcję w Polsce.Papież Jan Paweł II nauczał, że naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości. Czy możemy uratować przyszłość Polski? Czy da się powstrzymać aborcyjne dzieciobójstwo? Tak. Należy przy tym pamiętać, że zwycięstwo jest w rękach Boga. Bóg nie wymaga tego zwycięstwa od nas i nie oczekuje, że osiągniemy je naszymi ludzkimi siłami. On oczekuje od nas wyłącznie udziału w walce po Jego stronie. Do zwycięstwa zła potrzeba tylko tego, aby ludzie dobrzy nic nie robili. Główną przyczyną rosnącej liczby mordowanych dzieci i kolejnych sukcesów aborcjonistów jest obojętność ludzi świadomych tego, czym jest aborcja. Zło odnosi sukcesy nie dlatego, że jest silne, tylko dlatego, że liczni ludzie dobrzy są bierni i nie chcą stanąć do walki, w której Bóg obiecał im pomoc i zwycięstwo. Dlatego nasza Fundacja w całej Polsce organizuje niezależne kampanie informacyjne, za pomocą których budzimy sumienia Polaków i mobilizujemy nasze społeczeństwo do działania. Szczególnie istotne są działania lokalne, które z pomocą naszych koordynatorów każdy może podjąć w swoim miejscu zamieszkania, przede wszystkim tam, gdzie najbardziej intensywnie promowana jest aborcja, a lokalne szpitale zamieniają się w centra aborcyjne. Pojedyncze osoby, stowarzyszenia, fundacje, środowiska, nieformalne grupy, parafie, duszpasterstwa oraz osoby mające wpływ na społeczeństwo takie jak biskupi, księża, dziennikarze, przedstawiciele mediów i organizacji pozarządowych – muszą stanąć do walki o życie. Do walki, w której zwycięstwo jest pewne i obiecane przez Boga, o ile tylko tę walkę podejmiemy. Musimy docierać z prawdą o aborcji do milionów kolejnych osób, uświadamiać Polaków, co się dzieje za murami ich szpitali, oraz wywierać nieustanną presję w celu powstrzymania aborcji. Tylko w najbliższym czasie potrzebujemy na te działaniaok. 17 000 zł. Dołączają do nas kolejne osoby, do których muszą dotrzeć nasi koordynatorzy. Kolejne osoby chcemy wyposażyć w plakaty, bannery i megafony. W kolejnych miastach musimy przeprowadzić akcje informacyjne i publiczne modlitwy różańcowe. Możemy to zrobić tylko dzięki stałej i regularnej pomocy naszych darczyńców. Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dalsze działania, dotrzeć z prawdą o aborcji do nowych osób i zmobilizować kolejnych Polaków do walki o życie. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Nowym standardem „opieki” w polskich szpitalach ma być brutalne mordowanie dzieci za pomocą wysysania ich z łona matek. Od reakcji społeczeństwa zależy, czy aborcjonistom uda się zrealizować swoje mordercze plany. Dlatego musimy budzić sumienia kolejnych osób i mobilizować naród do działania. Proszę Pana o umożliwienie nam tej walki. Z wyrazami szacunku
Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Na artykuł Smoleńsk. Okiem naukowca. Z archiwum. Pożary. otrzymałem dużą ilość odpowiedzi, komentarzy i próśb o dalszy ciąg. Widać, że rana, jaką dla Polaków była Zbrodnia Smoleńska ciągle jest otwarta i bolesna, nie zarosła błoną obojętności. Nie jest to „wałkowanie Smoleńska”, lecz usystematyzowana wiedza.
Będę więc w częściach umieszczał artykuł syntetyczny z tej książki autorstwa Tomasza Pernaka. „Maskirowka” zawiera analizy dziewięciu autorów.
Sądzę, że zachęci sporo czytelników do kupienia całej książki.