Kennedy o wrogim przejęciu polskiego rynku wieprzowiny. Wspomina Leppera i łapówki

Kennedy o przejęciu polskiego rynku wieprzowiny. Wspomina Leppera i łapówki

ak 23.11.2024, https://www.tvp.info/83632530/usa-robert-kennedy-jr-wspomina-andrzeja-leppera-smithfield-foods-wieprzowina-i-lapowki

Robert Kennedy Jr. wspomina Andrzeja Leppera (fot. Rebecca Noble/Getty Images;  Frank Ossenbrink/ullstein bild via Getty Images))
Robert Kennedy Jr. wspomina Andrzeja Leppera (fot. PAP/Jacek Turczyk)

Robert F. Kennedy Jr. twierdzi, że amerykański gigant żywnościowy próbował przekupić Andrzeja Leppera, aby w Polsce została uchwalona ustawa, która faworyzowałaby korporację Smithfield Foods.

Nominowany na stanowisko sekretarza zdrowia w administracji Donalda Trumpa Robert F. Kennedy Jr. wspomina wydarzenia z 2003 r.

Wieprzowina i łapówki

W swoim autorskim podcaście powiedział, że korporacja Smithfield Foods, która przejęła stare polskie rzeźnie, próbowała przekupić Andrzeja Leppera, proponując mu 1 milion dolarów. Lider Samoobrony miał jednak odmówić i ujawnić próbę przekupstwa, choć nie powstrzymało to wprowadzenia nowych regulacji.

– Smithfield Foods kupił w Polsce stare rzeźnie, które były własnością państwa. Zasponsorował ustawę, według której nie można prowadzić rzeźni w Polsce, jeśli nie ma się w łazienkach laserowo zautomatyzowanych kranów. Firma za jednym zamachem pozbyła się swoich konkurentów, których nie było stać na nową technologię – wspomina Robert F. Kennedy Jr.

Kennedy Jr. w Polsce

Robert F. Kennedy Jr. poruszał tę sprawę już w 2003 r. podczas wizyty w Polsce. – Nie pozwólcie Smithfield Foods zostać monopolistą na polskim rynku produkcji wieprzowiny – apelował wówczas na konferencji prasowej w Warszawie.

Informował, że przedstawiciel Smithfield Foods przekonywał polskich senatorów do systemu kontraktacji.

– Firma przystawia pistolet do skroni rolnika i mówi: cena skupu jest tak niska, że nie masz szans wyjść na swoje, chyba że podpiszesz z nami kontrakt. Jego warunki my dyktujemy. Rolnik musi stworzyć infrastrukturę, po roku, kiedy kontrakt wygasa, rolnik zostaje z zaciągniętym kredytem. Smithfield wykupuje jego gospodarstwo. Rolnik traci wszystko – mówił Kennedy Jr.

Rok 2024. Orwell ubogacony.

Rok 2024. Orwell ubogacony.

Izabela BRODACKA

Z komentarza w mediach, których nie zamierzam reklamować dowiedziałam się, że w Ameryce zwyciężył populizm. Zmiana znaczenia terminu populizm, którą chciałabym się tu zająć zaszła zapewne spontanicznie, być może nawet bez złych intencji, a jednak jest bardzo charakterystyczna dla naszych ponowoczesnych czasów. Populizm kiedyś oznaczał oczekiwania i żądania ludu. Mówiąc bardziej kategorycznie – motłochu. Motłochu, który w czasach rzymskich burząc się przeciwko władcy wykrzykiwał panem et circenses ( chleba i igrzysk- a na ogół wystarczały mu same igrzyska). Który chciał się tylko najeść do syta i oglądać krwawe walki gladiatorów albo okrutne mordowanie chrześcijan. Motłochu, który w czasie rewolucji francuskiej rozkoszował się widokiem obcinanych głów arystokracji i księży. Elita natomiast za swe powołanie uważała zawsze obronę kraju, troskę o wartości, zajmowanie się kulturą, sztuką i nauką.

Współczesny nam motłoch z satysfakcją przyjmuje torturowanie księdza, poniżanie niewinnych urzędniczek, prześladowanie umierającego człowieka, zakłócanie nabożeństw, opluwanie słowne przeciwników politycznych w mediach oraz dosłowne w czasie różnych manifestacji. Tym razem jednak podobno tak postępuje bynajmniej nie motłoch lecz elita. To elita pluje na PiS, wykrzykuje publicznie wulgarne słowa, niszczy pomniki i dzieła sztuki, a populistami nazywa tych którzy troszczą się o losy społeczeństwa i jego najsłabszych członków, o wolność jednostek, o niezależność państwa. Do elity należą podobno ci wszyscy ludzie sztuki wykrzykujący wulgarne hasła, do elity należy chyba pani Janda, której erotyczne fantazje na temat defekowania na jej głowę to kliniczny przypadek koprofilii. Zmiana znaczenia słowa populizm następowała powoli. Najpierw zamiast żądań ludu zaczęto tak nazywać wszelkie żądania formułowane w imieniu ludu, traktowanego jako nośnik autentycznych wartości w opozycji do żerującej na nim arystokracji. W chwili gdy elitą władzy w Polsce stał się motłoch role się odwróciły. Oczekiwania spauperyzowanej i odsuniętej od znaczenia arystokracji rodowej, jak i arystokracji ducha, jako skierowane przeciwko władzy stały się w ten sposób populistyczne, a obyczaje tej ustanowionej na sowieckich tankach władzy traktowane jako elitarne. Ten sam efekt obserwujemy na zachodzie w wyniku postulowanego przez Antonio Gramsciego „długiego marszu przez instytucje”. Populistą w tym sensie może być nazwany Trump, który troszczy się o swój kraj, o Amerykę, a za elitę uważa się marksistów kulturowych sprowadzających wolność ludzką do wolności kopulowania w dowolnych konfiguracjach oraz wolności zabijania nienarodzonych dzieci.

Mówiąc cokolwiek na temat zmiany znaczenia słów nie sposób nie powołać się na Orwella. Zwroty takie jak: „Wielki Brat patrzy” czy „wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze” oraz takie pojęcia, jak „nowomowa” („new-speak”), „policja myśli” („thought police”), „dwójmyślenie” („doublethink”) i „myślozbrodnia” („thoughtcrime”) są używane nie tylko w specjalistycznych rozprawach poświęconych totalitaryzmowi, lecz również w potocznym języku.  W latach 1936–1937 Orwell, podobnie jak wielu prominentnych komunistów, w tym polskich, brał udział w wojnie domowej w Hiszpanii. Jednak w przeciwieństwie do polskich komunistów, a byli to między innymi bracia Mołojcowie, Henryk Toruńczyk ( ojciec Barbary Toruńczyk) czy Grzegorz Korczyński, potrafił wyciągnąć wnioski z tego co zaobserwował i z tego co go osobiście spotkało. Choć walczył na froncie po stronie republikańskiej, po wybuchu w maju 1937 kolejnej wojny domowej, czyli niejako wojny domowej w trakcie wojny domowej, stał się – jak wielu innych- przedmiotem represji. Wojna domowa w czasie wojny domowej była to kierowana przez rezydenta NKWD Aleksandra Orłowa akcja mordowania swoich czyli tych, którzy opowiedzieli się po stronie republiki. Mordowanie swoich było jak wiadomo znakiem rozpoznawczym sowieckich komunistów. Orwellowi szczęśliwie udało się uciec do Anglii. W autobiograficznej książce „ W hołdzie Katalonii” wydanej w Anglii jeszcze w czasie trwania hiszpańskiej wojny domowej zdemaskował prawdziwą rolę jaką w niej odgrywały sowieckie służby specjalne NKWD i GRU.

Swoje doświadczenia Orwell podsumował również w dwóch najbardziej popularnych powieściach. Są to bajka polityczna pod tytułem „ Folwark zwierzęcy” oraz wydana w roku 1949 dystopia „ Rok 1984” czyli wizja państwa totalitarnego a więc sprawującego totalną kontrolę nad ludźmi, ich językiem, ich sposobem myślenia, a nawet nad ich przeszłością.

Częścią tak sprawowanej kontroli jest gwałcenie słów, zmiana ich znaczenia najczęściej na wręcz przeciwne do ukształtowanego przez tradycję językową. Taka zmiana robiona jest na ogół, celowo, w złych intencjach. Służy ogłupianiu ludzi oraz ukrywaniu prawdziwego oblicza systemu przemocy.

Cóż powiedziałby Orwell gdyby znalazł się w 2024 roku w Polsce? Gdyby był świadkiem szalejącego bezprawia, które nazywane jest przywracaniem prawa, demokracji walczącej która jest terrorem i zubożenia społeczeństwa nazywanego dobrobytem. Zapewne przeraziłby się, że to co mogło grozić Światu w roku 1984 stało się rzeczywistością w roku 2024.

Orwell przekonał się w Hiszpanii, że jak to sformułował Maksymilian Robespierre  „rewolucja pożera własne dzieci”. Mordowanie swoich nie było przecież wyłącznie sowiecką specjalnością. Historia rewolucji francuskiej to nie tylko historia mordowania arystokracji i duchowieństwa. To historia wzajemnego mordowania się wcześniejszych sojuszników, w imię hasła „liberté, égalité, fraternité ou la mort” ( wolność, równość, braterstwo albo śmierć).

Jak powiada Adam Mickiewicz w „Lirykach lozańskich”. 

„Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą,

I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą.

Ręce za lud walczące sam lud poobcina.

Imion miłych ludowi lud pozapomina.

Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie

Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie”.

I właśnie ci ciemni, mali lecz niestety głośni ludzie nami obecnie rządzą.

„Niebieski Ład” czyli znów mamy być liderem

Niebieski Ład czyli znów będziemy liderem

Autor: AlterCabrio , 22 listopada 2024

Warto się zastanowić dlaczego Polska ma właśnie zostać tym liderem. Takie słowa padły ze strony europosłanki pani Adamowicz. Jest to związane przede wszystkim z tym, że w Polsce od lat ukazują się takie informacje w internecie, od lat takie informacje możemy pozyskać z prasy, że Polska ma niewielkie zasoby wody. Cały Niebieski Ład jest programem Unii Europejskiej, który jest ukierunkowany na by chronić wodę, żeby ją retencjonować, żeby faktycznie te zasoby wody, które mamy, wykorzystywać w jak najlepszym stopniu. Łącznie z tym, żeby nawet móc wykorzystywać, szczególnie w przemyśle po raz wtórny, po oczywiście jakimś wstępnym oczyszczeniu. Ta idea ma dosyć solidne podstawy teoretyczne.

Jeżeli byśmy przeniknęli przez te wszystkie warstwy opisujące ten Niebieski Ład, to na samym końcu faktycznie będziemy mieli do czynienia z pewnymi restrykcjami jeśli chodzi o zużycie wody. I to, co powinno budzić pewien niepokój, to to, że faktycznie w tej chwili zmierza się do tego, żeby móc opomiarować maksymalnie mocno każdą działalność związaną ze zużyciem wody. Nie dotyczy to tylko przemysłu. Dotyczy to również nas zwykłych obywateli. W związku z tym na samym końcu faktycznie można przypuszczać, że – zresztą takie słowa pojawiają się, były już takie małe konferencje ze strony niektórych polityków, którzy wprost wspominali o tym, że może to się równać z tym, że będą limitowane ilości wody na jednego obywatela i że będą to trzy metry sześcienne w miesiącu.

−∗−

Niebieski Ład. Chcą nam ograniczyć wodę?

Rozmawiają: Edyta Paradowska, Paweł Kielar

https://iframe.dacast.com/vod/f9823fc6-faba-b98f-0d00-4a7b50a58c5b/d8f263f7-d1b7-4944-a774-01e5c665ff58

−∗−

Od 29 listopada: „Zakazane” filmy w Warszawie. Wielki festiwal w stolicy.

Zakazane filmy w Warszawie. Wielki festiwal w stolicy. Wstęp zupełnie za darmo [VIDEO]

23.11.2024 https://nczas.info/2024/11/23/zakazane-filmy-w-warszawie-wielki-festiwal-w-stolicy-wstep-zupelnie-za-darmo-video/

Kadry z filmu
Kadry z filmu „Jedwabne. Historia prawdziwa” oraz „Gryga”. / foto: screen Rumble (kolaż)

Już w piątek 29 listopada startuje XV KONFERENCJA PRAWICY WOLNOŚCIOWEJ, która po raz pierwszy potrwa aż trzy dni. Pierwszego dnia odbędzie się Festiwal Filmowy. Na pokazy wstęp jest wolny, jednak, aby mieć gwarancję miejsca siedzącego obowiązują zapisy online.

Konferencja Prawicy Wolnościowej od lat cieszy się niesłabnącą popularnością. W tym roku odbędzie się w dniach 29.11-01.12 (piątek, sobota i niedziela) w Warszawie, przy ul. Freta 39 (rynek Nowego Miasta).

Wśród mówców pojawią się m.in. Stanisław Michalkiewicz, prof. Piotr Kowalczak, Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Braun czy Jan Fijor. Prelekcje i debaty przewidziano na sobotę oraz niedzielę, a już w piątek odbędzie się pierwszy w historii naszej konferencji Festiwal Filmowy.

ZACHĘCAMY DO WSPARCIA NASZEJ INICJATYWY.

Plan festiwalu

W piątek 29 listopada odbędą się pokazy czterech filmów. Już o 14:30 premiera filmu Tomasza Sommera i Macieja Dębały „Ksiądz Skorupka”. Po filmie rozmowa z Maciejem Dębałą.

https://rumble.com/embed/v5p1kb8/?pub=4

Następnie o 16:00 premiera filmu Tomasza Sommera i Macieja Dębąły „Gryga”. Po filmie rozmowa z Tomaszem Sommerem.

https://rumble.com/embed/v5p1di8/?pub=4

O godzinie 17.30 pokaz filmu Tomasza Sommera i Macieja Dębały „Jedwabne. Historia Prawdziwa”. Po filmie rozmowa z Tomaszem Sommerem.

https://rumble.com/embed/v5p27kb/?pub=4

Na koniec dnia, o 19.00 pokaz filmu Grzegorza Brauna i Włodzimierza Skalika „Gietrzwałd 1877. Wojna światów”. Po filmie rozmowa z Grzegorzem Braunem.

XV Konferencja prawicy wolnościowej

XV KONFERENCJA PRAWICY WOLNOŚCIOWEJ to także trzydniowe TARGI KSIĄŻKI BEZ CENZURY, w trakcie których około dwudziestu wydawnictw zaprezentuje najlepsze książki historyczne i patriotyczne.

PEŁNY PROGRAM IMPREZY DOSTĘPNY TUTAJ.

Zapraszamy już 29 listopada od godziny 14.30! 

Marsz do Niepodległości. Krok do zwycięstwa. Przegrana „dupiarza”

Marsz do Niepodległości. Krok do zwycięstwa

23.11.2024 Leszek Szymowski https://nczas.info/2024/11/23/marsz-do-niepodleglosci-krok-do-zwyciestwa/

biało-czerwona , biało-czerwone , dym , flaga , flagi , marsz , marsz niepodległości , marsz niepodległości 2024 , niepodległość , obchody , raca , race , święto , święto niepodległości , Wielkiej Polski moc to my
Warszawa, 11.11.2024. Uczestnicy Marszu Niepodległości w Warszawie, 11 bm. Marsz pod hasłem „Wielkiej Polski moc to my” przeszedł ulicami Warszawy. (az/awol) PAP/Albert Zawada

Rekordowa frekwencja Marszu Niepodległości pokazała, że środowiska patriotyczne są o jeden milowy krok bliżej do odzyskania Polski.

Około 250 tysięcy osób, zdaniem organizatorów, wzięło udział w tegorocznym Marszu Niepodległości. Zdaniem stołecznego ratusza uczestników było ponad dwukrotnie mniej, bo niecałe 100 tysięcy. Mimo tych różnic, nie ulega wątpliwości, że tegoroczny marsz był najbardziej popularnym, a frekwencja była najwyższa w historii. Musiała to przyznać nawet niechętna polskim patriotom „Gazeta Wyborcza”.

O skali popularności marszu świadczy to, że wzięli w nim udział politycy PiS, dotychczas niechętni patriotycznym imprezom organizowanym nie przez ich partię. Mimo zapowiedzi policji marsz przebiegł spokojnie, zatrzymano tylko kilkadziesiąt osób za posiadanie rac i petard. Wszystko dlatego, że na ten akurat dzień (11 listopada) władze Warszawy wydały zakaz używania środków pirotechnicznych. Nie było żadnej agresji środowisk LGBT ani „antify”. I to jest kolejny sukces Marszu.

Przegrana „dupiarza”

Od kilku tygodni było jasne, że Marsz Niepodległości będzie wielką, patriotyczną imprezą. Obawiał się tego nienawidzący patriotyzmu Rafał Trzaskowski. Rasowy lewak zarządzający Warszawą robił, co mógł, aby zakazać marszu. Tyle, że poniósł porażkę. Organizatorzy wsparci prawnikami z Ordo Iuris na drodze prawnej doprowadzili do uchylania decyzji zakazujących marszu. Był też drugi powód: ogromna fala niezadowolenia środowisk patriotycznych z tej antypolskiej cenzury mogła doprowadzić do marszu nielegalnego. Polscy patrioci zapowiadali, że w wypadku delegalizacji imprezy, zbiorą się tak czy inaczej i pójdą zamanifestować swoje przywiązanie do Polski. Gdyby taka sytuacja miała miejsce, doprowadziłaby do konfrontacji patriotów z władzą, co mogłoby skończyć się starciem siłowym. A to z kolei byłoby potężną skazą na wizerunku Platformy Obywatelskiej i mogłoby posłużyć do ataków na rząd ze strony zagranicznych ośrodków. Dałoby to argumenty administracji Donalda Trumpa, który nie jest wymarzonym przez Tuska prezydentem USA. Determinacja patriotów i ich prawników oraz ich zjednoczenie doprowadziło do tego, że rząd musiał się ugiąć i wielka manifestacja polskich patriotów przeszła ulicami Warszawy. „Dupiarz” ostatecznie przegrał.

Wielka duma

To, co można było zauważyć na marszu, to fakt, iż Polacy przyjechali z najdalszych stron świata, aby wziąć udział w tej imprezie. Spotkałem polską rodzinę, która przyjechała z Urugwaju. Gdy wracałem do domu, wdałem się w sympatyczną konwersację z małżeństwem, które przyjechało z Los Angeles na urlop w Polsce i specjalnie zaplanowało wypoczynek, tak aby przyjechać do Warszawy i wziąć udział w wielkim patriotycznym pochodzie. W tym roku Polacy wynajmowali autobusy, by przyjechać z odległych miast i potrafili na imprezę jechać wiele godzin. Było też wiele rodzin z małymi dziećmi. Panowała atmosfera zjednoczenia wokół wartości polskich, duma narodowa, a w rozmowach przebijała troska o przyszłość Polski. Każdy, kto był tego dnia na Marszu, mógł czuć wielki wulkan polskiej energii. To bardzo dobry znak.

Krok do zwycięstwa

Okazja, by zamanifestować swój patriotyzm, to tylko jeden pozytywny aspekt Marszu Niepodległości. Impreza ma znaczenie polityczne i historyczne. Jest to bowiem potężny krok w stronę zjednoczenia Polaków i walki o wolną Polskę, czyli w stronę obalenia postkomunistycznego rządu i postkomunistycznego ustroju. Marsze, które zmieniają politykę, mają zresztą w Polsce długą historię. W 1956 roku demonstracje w Poznaniu doprowadziły do gomułkowskiej „odwilży”. Manifestacje z roku 1970 doprowadziły do upadku Gomułki zastąpienia go Gierkiem. Strajki i pochody robotników z Radomia w 1976 roku były początkiem końca ery gierkowskiej. Demonstracje z lata 1980 rozkręciły „karnawał Solidarności” później brutalnie przerwany przez czołgi Jaruzelskiego. W okresie postkomunistycznym marsze strajkujących grup zawodowych wywoływały naciski na rząd, który zmieniał przepisy na ich korzyść (co często było niekorzystne dla gospodarki). Marsze miały więc swoje polityczne skutki – powodowały zmiany w Polsce. Tym razem atmosfera patriotyczna, łącząca, na Marszu Niepodległości prowadzi do zjednoczenia środowisk patriotycznych, na czym zyskają – jak się wydaje – dwa patriotyczne ugrupowania: Konfederacja i Ruch Obrony Polaków. Na bazie marszu może wykiełkować ich współpraca i jeszcze większa aktywność, by polscy patrioci uzyskali swoją mocną reprezentację w parlamencie.

Zakręty historii

Marsz Niepodległości może się również zapisać w historii jako impreza, która była milowym krokiem dla odzyskiwania Polski dla Polaków. Jest to bowiem bardzo silny akcent środowisk patriotycznych, które z głębokiego ukrycia przechodzą do ofensywy. II wojna światowa była czasem eksterminacji polskich patriotów. Setki tysięcy najlepszych synów narodu zginęły w syberyjskich łagrach, w niemieckich obozach koncentracyjnych i na frontach przegranej wojny. Niedobitki kończyły w stalinowskich więzieniach i ubeckich miejscach straceń lub na emigracji. Polskie środowiska patriotyczne zostały prawie unicestwione. Prawie, bo część przeżyła w ukryciu, zdążyła spisać wspomnienia, wychować dzieci. Po odwilży gomułkowskiej zaczęły powstawać Kluby Inteligencji Katolickiej, Kluby Krzywego Koła itp. – wszystko infiltrowane przez władze, ale dające możliwości choćby prowadzenia dyskusji. W latach 60. środowiska propolskie gromadziły się wokół Kościoła, który – prowadzony silną ręką kardynała Stefana Wyszyńskiego – stał się ostoją polskiego patriotyzmu. W 1976 roku, po strajkach w Radomiu i Ursusie, powstał Komitet Obrony Robotników, po nim Konfederacja Polski Niepodległej – pierwsza prawdziwie antykomunistyczna organizacja opozycyjna. Potem „Solidarność”, podzielona przez SB i Okrągły Stół gwarantujący postkomunizm.

W 1987 roku powstała Unia Polityki Realnej powołana do życia przez Janusza Korwin-Mikkego, Stanisława Michalkiewicza i Stefana Kisielewskiego. Była to druga, obok KPN – organizacja opozycyjna, antysocjalistyczna. I dlatego właśnie, podobnie jak KPN, nie została zaproszona do Okrągłego Stołu. Okrągły Stół wprawdzie zabetonował scenę polityczną na trzy dekady, dzieląc ją pomiędzy partie okrągłostołowe. Na tej politycznej mapie środowiska patriotyczne nie miały swojej reprezentacji. Próbował je zawłaszczyć PiS, jednak mimo patriotycznej retoryki prowadził politykę skrajnie antypolską.

I tak doszło do roku 2019, kiedy 4 mandaty poselskie uzyskali przedstawiciele Konfederacji. Na fali ich popularności Konfederacja powtórzyła sukces – w 2023 roku wprowadziła do Sejmu już 18 deputowanych. W kolejnym roku kilkoro konfederatów uzyskało mandaty europosłów. W rezultacie mamy więc reprezentację polskich patriotów i w Warszawie, i w Brukseli. Ostatnie miesiące pokazały, że wszystkie konfederackie i około konfederackie rozwijają się. Przykładem tego są organizowane przeze mnie Targi Książki Patriotycznej, realizowane co sobotę w innym mieście Polski. Na imprezę przychodzą setki Polaków, często rodziny z całymi dziećmi, bo TKP dają im okazję do spotkań z wybitnymi pisarzami.

Marsz Niepodległości jest w tym kontekście imprezą, na której polscy patrioci mogą nie tylko zamanifestować swoją dumę i radość z bycia Polakami. Wokół tego marszu rosną w siłę Konfederacja i ROP – dwa ugrupowania, które będą reprezentantami polskich patriotów. I to właśnie jest największa zasługa organizatorów marszu.

Jaśkowiak {Poznań} sypie pedała Sutryka. Afera COLLEGIUM Tumanum.

„Człowiek, który jest jeszcze gejem…”. Polityk PO w obronie Sutryka

[Jak to pedalstwo się promuje.. Wielokrotnie więcej u koryta, niż średnia w Polsce. md]

23.11.2024 https://nczas.info/2024/11/23/czlowiek-ktory-jest-jeszcze-gejem-polityk-po-w-obronie-sutryka/

Jacek Jaśkowiak
Jacek Jaśkowiak. / Foto: Platforma Obywatelska RP, CC BY-SA 2.0, Wikimedia Commons

Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk usłyszał prokuratorskie zarzuty w sprawie Collegium Humanum. Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak go broni. Sugeruje, że Paweł Cz. [Czarnecki, to już każdy wie.. md] , były rektor kontrowersyjnej uczelni [co to za „kontrowersje”?? To oszuści na skalę międzynarodową. M. Dakowski] , powie to, czego oczekuje prokurator, by wyjść na wolność. Za kratkami, jako gejowi, ma mu być szczególnie ciężko.

Jaśkowiak w TOK FM pytany był, czy wobec prokuratorskich zarzutów Sutryk powinien ustąpić ze stanowiska prezydenta Wrocławia. – To jest pytanie, które należy zadać Jackowi Sutrykowi. (…) To Jacek Sutryk wie, jaki jest materiał dowodowy, on wie, czy popełnił takie, a nie inne czyny i w tym zakresie to on musi podjąć te decyzje – odpowiedział.

Następnie zasugerował, że Paweł Cz., były rektor Collegium Humanum, mógł oskarżyć Sutryka, by przypodobać się prokuratorowi i wyjść na wolność. Prezydent Wrocławia zaznaczył, że stawia taką hipotezę mając na względzie swoje prawnicze doświadczenia.

– Patrzę też na to w ten sposób, że doszło do zatrzymania Sutryka, dwa dni później na wolność wychodzi przetrzymywany tak naprawdę w areszcie wydobywczym pan Paweł Cz. I w tym zakresie człowiek, który jest jeszcze gejem, rok w areszcie, potrafię sobie wyobrazić, że on powie wszystko, czego będzie chciał od niego prokurator – powiedział Jaśkowiak.

Dziennikarka stwierdziła, że to nieadekwatne słowa i podobno orientacja za kratkami nie ma znaczenia. Jaśkowiak nie wycofał się jednak ze swoich słów. – To jest moja wiedza również na temat tego, jak reaguje człowiek w areszcie. Jestem prawnikiem z wykształcenia, wiem, jak potrafi się zachować człowiek, który jest pozbawiony wolności. Może mówić wiele rzeczy (…) W areszcie, w zakładzie karnym naprawdę to nie jest proste. Proszę mi wierzyć, tam są takie, a nie inne zachowania aresztowanych czy też więźniów. (…) Nie jest to łatwe i potrafię zrozumieć, że ktoś, kto znajduje się rok w areszcie, powie bardzo dużo, żeby tylko wyjść na wolność – podkreślił raz jeszcze włodarz Poznania.

Wypowiedź Jaśkowiaka wywołała falę krytyki wśród lewicowych działaczy. A Ryszard Kalisz, obrońca Pawła Cz., zapowiedział już wystąpienie na drogę prawną. Powiedział, że były rektor Collegium Humanum „będzie się domagał usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych, które spowoduje, że tego rodzaju informacja naruszająca dobra osobiste w przestrzeni publicznej zostanie zniwelowana przez pana prezydenta Jaśkowiaka”.

Obowiązkowe lekcje deprawacji mają być w klasach 4-8 szkół podstawowych jak również w klasach 1-3 liceum i technikum. 

Fundacja Pro-Prawo do życia 
Szanowny Panie Mirosławie! Minister Edukacji Barbara Nowacka zamierza rozprawić się z „luźnym podejściem do obowiązku szkolnego”, zarówno ze strony uczniów, jak i rodziców, którzy zwalniają swoje dzieci z lekcji. W związku z tym MEN ma rozważać m.in. zmiany dotyczące zwiększenia liczby obecności szkolnych wymaganych do tego, aby zdać do następnej klasy. Plany te realizowane są równolegle do wdrażania we wszystkich polskich szkołach przymusowej „edukacji seksualnej” już od 1 września 2025 roku. Obowiązkowe lekcje deprawacji mają być zarówno w klasach 4-8 szkół podstawowych jak również w klasach 1-3 liceum i technikum. Celem walki z „luźnym podejściem do obowiązku szkolnego” jest więc uniemożliwienie rodzicom zwalniania dzieci z „edukacji seksualnej” oraz zacieśnienie państwowej, centralnie sterowanej, urzędniczej kontroli nad edukacją w Polsce. Trzeba budzić świadomość rodziców i mobilizować społeczeństwo do oporu.Ma być trudniej zwalniać dzieci z lekcji [foto]Od kilku miesięcy Barbara Nowacka zapowiada rozprawienie się ze zjawiskiem zwalniania dzieci z lekcji przez rodziców. Informowaliśmy o tym już w lipcu. Nowacka obiecała wtedy zająć się kwestią zwolnień z lekcji. Teraz pojawiły się nowe informacje w tej sprawie. Wedle relacji medialnych z poniedziałku 18 listopada, MEN ma rozważać m.in. podniesienie wymogu frekwencji do poziomu 70% obecności ucznia na lekcji. Aktualnie jest to 50%, tzn. uczeń musi być obecny co najmniej na połowie lekcji w roku szkolnym, aby móc zostać sklasyfikowany z danego przedmiotu i zdać do następnej klasy. 

Dokładnie tego samego dnia do dalszych prac zostało skierowane rozporządzenie Ministra Edukacji w sprawie wdrożenia do wszystkich polskich szkół przymusowej „edukacji seksualnej”, mającej już od 1 września 2025 roku ukrywać się pod nazwą nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Przypomnijmy – wedle opublikowanej niedawno podstawy programowej dzieci będą się uczyć m.in. o masturbacji, LGBT, różnych „orientacjach seksualnych”, aborcji, „transpłciowości”, rozwodach i bezdzietności.  

Taka „edukacja zdrowotna” ma być od przyszłego roku prowadzona obowiązkowo w wymiarze 1 godziny tygodniowo w klasach 4-8 szkół podstawowych oraz 1 godziny tygodniowo w klasach 1-3 liceum.

Panie Mirosławie, medialna zapowiedź ograniczenia możliwości zwalniania dzieci z lekcji, która pojawia się jednocześnie ze skierowaniem do dalszych prac projektu przymusowej „edukacji seksualnej”, nie jest zbiegiem okoliczności. Należy te dwie kwestie traktować razem, gdyż są ze sobą ściśle powiązane.

„Edukacja seksualna”, mająca być realizowana obowiązkowo w polskich szkołach pod nazwą „edukacji zdrowotnej”, oparta jest o wytyczne zawarte w Standardach Edukacji Seksualnej w Europie opracowanych przez rząd Niemiec i Światową Organizację Zdrowia (WHO). 
Zaprezentowana niedawno podstawa programowa do „edukacji zdrowotnej” dokładnie odzwierciedla zawartość Standardów Edukacji Seksualnej, przed którymi nasza Fundacja ostrzega rodziców od 2013 roku, kiedy to po raz pierwszy zaprezentowano ten dokument w języku polskim w trakcie konferencji współorganizowanej przez MEN.  

Treści zawarte w podstawie programowej do „edukacji zdrowotnej”, takie jak oswajanie uczniów z masturbacją, LGBT, rodzajami „orientacji seksualnych” czy wyrażaniem zgody na seks, wprost wynikają ze Standardów Edukacji Seksualnej i od dziesięcioleci są faktycznym standardem nauczania w szkołach na Zachodzie, szczególnie w Niemczech. Na tych samych Standardach opierają się zajęcia na temat „tolerancji” i „dojrzewania”, które od dawna organizowane są lokalnie w polskich szkołach przez „edukatorów seksualnych” i aktywistów LGBT, przed czym przestrzega nasza Fundacja w ramach naszej kampanii „Stop pedofilii”. 

Jednak aby proces deprawacji był kompletny i spójny, to z punktu widzenia deprawatorów musi być on systemowy i obowiązkowy. Już kilka miesięcy temu Barbara Nowacka publicznie zwróciła uwagę, że „w wielu krajach w ogóle nie ma takiej możliwości zwalniania dzieci z lekcji.” Tak jest np. w Niemczech, gdzie powstały Standardy Edukacji Seksualnej. Jak już wielokrotnie informowaliśmy, „edukacja seksualna” jest w Niemczech przymusowa dla wszystkich dzieci, a rodzice nie mają możliwości zwalniania swoich dzieci z lekcji deprawacji. Wiele razy publikowaliśmy także przykłady takie jak przypadek chrześcijańskich rodziców z Saltzkotten, którzy trafili do więzienia za odmowę wysłania dzieci na „edukację seksualną”. Ich sprawa trafiła aż przed Europejski Trybunał Praw Człowieka, który potwierdził, że z powodu swoich przekonań rodzice nie mają prawa zwalniać swoich dzieci ze szkolnych zajęć. 

Nowacka i Tusk to polskojęzyczni podwykonawcy polityki narzuconej nam z Zachodu. Stąd Polacy, a szczególnie polscy rodzice, muszą być świadomi, że w „pakiecie” z deprawacją seksualną dzieci w szkołach będzie szedł przymus uczestnictwa uczniów w tej deprawacji i prześladowania rodzin, które się temu sprzeciwią.

Panie Mirosławie, dlatego w walce z deprawacją kluczowe jest budowanie świadomości rodziców oraz mobilizowanie rodziców do działania. Tym zajmuje się nasza Fundacja.Kilka dni temu opublikowaliśmy nagranie w mediach społecznościowych informujące rodziców o tym, co zawiera podstawa programowa do „edukacji zdrowotnej” i czego będą się uczyć ich dzieci. 
Video ma już ponad 113 000 wyświetleń i ponad 800 komentarzy. Oto niektóre z nich:
– „Ja tego słuchać nie mogę, a co dopiero godzić się na to !!!”
– „Moje dziecko nie będzie uczęszczać na taki przedmiot. Nie zgadzam się, nawet jeśli będzie to przedmiot obowiązkowy. Jeszcze trochę i większość dzieci pójdzie na nauczanie domowe.”
– „Nie interesują mnie konsekwencje ale jak tylko będzie taki przedmiot mój syn nie będzie na niego chodził.”
– „Absolutnie nie puszczę córki na te zajęcia.”
– „Obowiązkiem naszym jako rodziców jest nie zgodzić się na to!”
– „Rodzice wszystko w waszych rękach nie dajcie się omamić !!!!!!”.
– „Moje dzieci nie będą na to chodzić”.
W ten sposób docieramy z ostrzeżeniem do tysięcy kolejnych osób, budzimy świadomość i sumienia oraz mobilizujemy do walki. Nasze akcje informacyjne prowadzone są także na ulicach w całej Polsce. Kilka dni temu w Katowicach przeprowadziliśmy publiczną modlitwę różańcową połączoną z kampanią informacyjną. Zgromadziliśmy się na rynku, przed Teatrem Śląskim. Widziało nas wielu ludzi, którzy zatrzymywali się i obserwowali nasz baner oraz słuchali nagrań z głośnika na temat nowego, obowiązkowego przedmiotu w szkołach i planach deprawacji dzieci. Podobne akcje przeprowadzamy w wielu innych miastach.
Pracujemy także nad dodrukiem tysięcy kolejnych broszur informacyjnych na temat przymusowej „edukacji seksualnej” wchodzącej do szkół. Kolejne osoby zgłaszają się do naszej Fundacji i otrzymują od nas broszury do rozdawania w swoim miejscu zamieszkania, w szkołach, w parafiach itp. W ten sposób w całej Polsce rozwija się walka o dzieci i przyszłość naszego narodu. Walka, w której kluczowe jest zaangażowanie rodziców i podejmowanie osobistych decyzji na temat swoich rodzin. Chcemy dalej tę walkę prowadzić, docierać do kolejnych Polaków i pomagać kolejnym osobom, które zgłaszają się do naszej Fundacji po materiały informacyjne, chcąc działać w swoim miejscu zamieszkania lub chcącym otrzymać porady na temat wyboru szkoły dla swoich dzieci lub przejścia na edukację domową. Potrzebujemy na te działania w najbliższym czasie ok. 13 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby umożliwić nam dalsze działania informacyjne i ostrzegawcze, a także wsparcie kolejnych osób i pomoc kolejnym rodzinom. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia

ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Pod pretekstem ptasiej grypy chcą rękami sołtysów zrobić kolejny etap inwigilacji:

Startuje nowa  akcja – tym razem zagrożenie ptasią grypą . 
Schemat identyczny z plandemią: bez podania podstaw prawnych, oparte najwyraźniej wyłącznie na globalnych wytycznych i meNdialnej propagandzie.

Żadnej podstawy prawnej, żadnych odnośników, wszystko „rzekome„

Jednak jest „prośba” starosty, by sołtysów wykorzystać do dokonania spisu w terminie do 29.  listopada

Ludzie, nie dajcie się na to nabrać – to jest kolejny test na inteligencję, a w razie rozliczeń – to sołtys będzie winowajcą, bo ślepo wykonuje niczym nie poparte sugestie.

Niedziela, Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy

24.11.24 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy

22/11/2024 przez antyk2013

Zapraszamy 24 listopada, niedziela, na 97 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o godzinie 14:00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Msza Święta w intencji Ojczyzny zostanie odprawiona w katedrze siedleckiej o godzinie 16:00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu. Szczegóły na plakacie.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Niedziela, Łomża – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy

24.11.24 Łomża – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy

23/11/2024 przez antyk2013

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę prosi:
Z Maryją Królową Polski módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

Duchowe powstanie narodowe jest potrzebne, do Matki Bożej musimy wołać o NOWY Cud na Wisłą, bo MY CHCEMY BOGA i „Te Deum” wyśpiewać Panu Bogu chcemy.
Prosić o to będziemy w Łomży w Pokutnych Marszach Różańcowych 27.X, 24.XI, 22.XII a w 2025 r. w Warszawie, wraz z innymi.


Jako przedstawiciele Kościoła walczącego wychodzimy na Pokutny Marsz Różańcowy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii aby Chrystus Król Polski został INTRONIZOWANY w Polsce skoro tego chce. I jak On tego chce!
24 listopada ok. godz.10:55 spod kościoła św. Andrzeja Boboli w Łomży po Mszy św. w intencji Ojczyzny o godz. 10:00 wyruszymy z modlitwą, a pod figurą Chrystusa Króla zawierzymy Matkę-Kościół i Matkę-Ojczyznę Chrystusowi Królowi i Jego Matce.
Aby Chrystus Król odnowił Polskę!


Jerzy Kondrat
609 734 298

Ekoterror po małopolsku. Obca fundacja lobbuje, radni słuchają, mieszkańcy marzną

21 listopada 2024 https://pch24.pl/ekoterror-po-malopolsku-obca-fundacja-lobbuje-radni-sluchaja-mieszkancy-marzna/

Ekoterror po małopolsku. Obca fundacja lobbuje, radni słuchają, mieszkańcy marzną

(fot. Pixabay)

Mieszkańcy Małopolski walczą o prawo do ogrzewania domów i mieszkań za pomocą kominków. Zbliżająca się zima i rozpoczęty sezon grzewczy ujawniły dramatyczne konsekwencje wcielonej w życie przez sejmik województwa uchwały antysmogowej. W tle sprawy pojawia się po raz kolejny działalność zagranicznych lobbystów, zaangażowanych m.in. w tworzenie na terenie polskich miast Stref Czystego Transportu, a także torpedujących pracę kluczowej dla naszej energetyki kopalni Turów.

Relacjonowane przez portal MJakMałopolska.pl niedawne posiedzenie Komisji Ochrony Środowiska i Bezpieczeństwa Publicznego sejmiku wojewódzkiego miało interesujący przebieg ze względu na udział mieszkańców. Zaprosił ich radny z Wieliczki Bartłomiej Krzych. We wrześniu sejmik odrzucił jego petycję w sprawie zachowania możliwości palenia w kominkach. Działaczowi społecznemu Stowarzyszenia Otwarta Wieliczka zarzucano wtedy, że powołuje się na jednostkowy przykład i jako osoba spoza Krakowa wtrąca się w sprawy dotyczące stolicy województwa.

Tym razem taki argument byłby już ułomny. Na posiedzeniu wraz z panem Krzychem stawiło się już 14 osób, w tym krakowianie. Chcieli oni m.in. porozmawiać z radnym Jackiem Krupą. Kiedy zajmował on fotel marszałka sejmiku, władze województwa przyklepały uchwałę antysmogową będącą dziś utrapieniem wielu mieszkańców. Krupa opuścił jednak posiedzenie zanim protestujący zostali w ogóle dopuszczeni do głosu.

Pani Małgorzata, emerytka z krakowskich Bielan przez kilka lat walczyła w sądach o prawo do ogrzewania swego mieszkania kominkiem. Wygrała, wymiar sprawiedliwości uznał w końcu, że nie była winna temu, że władze nałożyły na nią niemożliwe do spełnienia wymogi. – Zabraliście mi 3 lata życia. Palę w kominku. Dlaczego? Bo mi zimno! I każdy z was by tak zrobił – mówiła do radnych i urzędników.

– Na ostatniej sesji sejmiku dowiedziałam się, że jestem szczurem i że mam fanaberię doprowadzenia sieci ciepłowniczej za kilka milionów. Ale to nie jest mój wymysł! To wynika z uchwały antysmogowej dla Krakowa, w której zapisano, że Krakowie funkcjonuje dobrze rozwinięta infrastruktura ciepłownicza i gazowa, która umożliwia wykorzystanie tych źródeł ciepła na całym obszarze miasta. Skoro tak, to proszę mnie podłączyć! – dodała pani Małgorzata.

Pani Mirosława z Nowej Huty przyniosła na posiedzenie termometr, dzięki któremu każdy mógł się przekonać, jaka temperatura panuje na sali obrad. – Ograniczyliście moje prawa obywatelskie przez zakaz palenia drewnem. Zakupiłam najnowszej klasy kominek, spełniający dyrektywy unijne. Państwo macie tu 25 stopni, a ludzie mają po 16 stopni w domu, wychodzi im grzyb na ścianach. Ciepłownia przecież też spala drewno, węgiel, a nawet śmieci. Dlaczego zakazaliście kominków tylko w Krakowie? Bo mamy być pokazówką? – pytała radnych.

Inna krakowianka opowiadała, że w jej mieszkaniu jest 13 stopni C. Z tego powodu była zmuszona wysłać córkę do szkolnego internatu. Koszt ogrzewania prądem wynosi bowiem miesięcznie 3 tysiące złotych.

– Te decyzje były tu podjęte w sprawie Krakowa. I nie należy kłamać tych ludzi. Podjęliście te decyzje pod wpływem różnych fundacji i pieniążków. Czesi wam mówią, co macie robić w Krakowie i to już wszystko wiadomo na ten temat. Tu dziś przyszli ludzie pokorni, ale przyjdą do was agresywni ludzie – ostrzegał rolnik z Proszowic Robert Piorunowicz. Dodał m.in. że ludzie, którzy ulegli namowom na zainstalowanie pomp ciepła, mają dziś do zapłacenia rachunki wynoszące nawet po 18 tysięcy złotych miesięcznie.

Bulwersujący był zwłaszcza jeden wątek podjęty przez rolnika. Otóż władze i urzędnicy posługują się poradnikiem opracowanym przez Fundację Frank Bold. Z zapisów w Krajowym Rejestrze Sądowym wynika, że w zarządzie zarejestrowanej w Krakowie prawniczej organizacji zasiadają: Pavel Franc, Stanislav Kutáček i Bartosz Jacek Kwiatkowski. Z kolei organ nadzoru fundacji reprezentują: Pavel Černý, Jiří Nezhyba i Martin Fadrný.

Jak już informowaliśmy, Fundacja Frank Bold – należąca do większej grupy Frank Bold Group, powstałej w Czechach i mającej swoje oddziały w Polsce oraz w Belgii – wystąpiła z wnioskiem kasacyjnym od decyzji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ten w styczniu uchylił uchwałę Rady Miasta Krakowa w sprawie ustanowienia wykluczającej tysiące kierowców Strefy Czystego Transportu.

Wcześniej ta sama organizacja wystąpiła z pozwem mającym doprowadzić do szybkiego wygaszenia działalności kopalni Turów, wpisanej na listę infrastruktury krytycznej.

Fundacja Frank Bold zalicza się do licznej grupy organizacji, korzystających z grantów fundacji Rotschilda, Rockefeller Brothers, Roberta Boscha czy Open Society George’a Sorosa.  

Według wspomnianego poradnika, urzędnicy miejscy mają przeprowadzać kontrole pieców używanych przez mieszkańców nawet podczas nieobecności w domu osób dorosłych.

– Wchodzić do domu gdzie są tylko dzieci? Rewizje przeprowadzać? Uprawnienia straży miejskiej większe niż prokuratora? Przecież to wasz urząd te broszurę wydał. Powiedzcie jeszcze, że celem jest wysiedlanie. Pan dyrektor to już kiedyś powiedział – że ludzie którzy nie zrobią termomodernizacji, będą wysiedlani do ośrodków – mówił podczas posiedzenia komisji Robert Piorunowicz.

Przewodniczący komisji Jan Duda zaprzeczał, że to radni odpowiadają za obecną sytuację, w tym za koszty ponoszone przez mieszkańców na ogrzewanie. Chwilę potem, w tej samej wypowiedzi  zasłaniał się wolą większości w sejmiku.

– Nie przyjmuję do wiadomości sytuacji, że to my odpowiadamy za cenę prądu. Te problemy, o których państwo mówicie to są ważne problemy. Natomiast te uchwały, o których państwo mówicie nie były podejmowane w tej kadencji, tylko w poprzednich i były podejmowane na wyraźnie wnioski organizacji i ludzi, którzy chcieli czystego powietrza – mówił Duda.

Wicemarszałek Ryszard Pagacz przekonywał mieszkańców,  że istnieje „bardzo liczna grupa mieszkańców i organizacji”, które nie chcą zmian obecnych przepisów, bo ich celem jest czyste powietrze.

Według Bartłomieja Krzycha uchwała sejmiku o zakazie palenia jest bezprawna, gdyż kominki w świetle przepisów ochrony środowiska nie spełniają definicji instalacji. Radny zabiega w instytucjach rządowych o wyjaśnienie tej kwestii, jednak w ciągu ponad miesiąca aż trzy resorty nie były w stanie udzielić mu wiążącej odpowiedzi. Pan Krzych zaskarżył uchwałę anty-smogową w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym.

Uchwała anty-smogowa dla Małopolski zakazuje tzw. bezklasowych kotłów i kominków. Obowiązuje od  początku maja. Rozpoczęty sezon grzewczy jest więc pierwszym faktycznym okresem jej działania.

– Wielu mieszkańców Małopolski, tych najbiedniejszych, nie zdołało przeprowadzić termomodernizacji i wymienić pieca. I ja ich rozumiem. Po co mają wymieniać na gazowe, skoro gazowe mają być wkrótce zakazane? A na pompy ciepła ich nie stać – wyjaśniał radny Krzych portalowi M Jak Małopolska. – Po drugie, przepisy tej uchwały antysmogowej są tak niejasne, że wymagają dokumentów, których nie ma. Ludzie nie wiedzą, czego się spodziewać – dodał.

W rozmowie radny podał więcej szczegółów dotyczących używanego przez urzędników i straże miejskie opracowania fundacji Frank Bold.  

– Ten poradnik jest obszerny i też nie jest jasny dla zwykłych ludzi. Zawiera wytyczne kontroli palenisk. Natomiast mnie bardziej dziwi to, że urząd marszałkowski opłaca zagraniczną fundację do  przygotowania poradnika do tego, jak gnębić Polaków. Poprosiłem o spis umów i okazało się, ze Województwo Małopolskie w latach 2017-2022 wydało prawie 800 tysięcy złotych na usługi świadczone przez konsorcjum, w którym była fundacja Frank Bold. Poradnik ma 104 strony. Wynika m.in. że w godzinach od 6 rano do 22 wieczór mamy być gotowi do kontroli i taka kontrola może być przeprowadzona również, gdy w domu są tylko dzieci. A do tego kontrolujący zażądają dokumentów, których w praktyce nie możemy zdobyć. Mnie się to nie podoba. To jakieś smogowe gestapo – stwierdził.

Źródła: MJakMalopolska.pl, PCh24.pl RoM

Sztuka wysoka , zeszła do rynsztoka….Banan i taśma klejąca.

Banan i taśma klejąca. 'Dzieło’ sprzedane za ponad 6 mln dolarów

Opracowanie: Karolina Wasyl 21 listopada banan-i-tasma

Praca włoskiego artysty – banan przyklejony do ściany taśmą klejącą – została sprzedana za 6,24 mln dolarów (około 26 mln zł). Dzieło Maurizio Cattelana „Komediant” wystawiono na aukcji w Nowym Jorku, a jego nowym właścicielem został Justin Sun – chiński kolekcjoner i założyciel platformy kryptowalutowej.

Dzieło Maurizio Cattelana „Komediant” /TIMOTHY A. CLARY/AFP/East News /East News

Dzieło Maurizio Cattelana „Komediant”/TIMOTHY A. CLARY/AFP/East News /East News

Jeszcze przed licytacją Dom aukcyjny Sotheby’s zapewnił CNN, że poszczególne elementy „Komedianta” nie są tymi, których używał Cattelan podczas pokazu swojego dzieła.

Praca po raz pierwszy została zaprezentowana pięć lat temu na targach Art Basel w Miami Beach. Powstał on z banana kupionego w jednym z lokalnych sklepów spożywczych oraz taśmy klejącej, za pomocą której został on przyklejony do ściany. Artysta na oczach wszystkich uczestników zjadł wtedy owoc, jak tłumaczył – był to performance, a nie akt wandalizmu.

Sun – zwycięzca aukcji – otrzymał rolkę taśmy klejącej oraz banana. Elementy zostały opatrzone certyfikatem autentyczności, a także specjalną instrukcją dotyczącą instalacji dzieła. Rzecznik Sotheby’s potwierdził, że przy każdej prezentacji „Komedianta” jest wykorzystywany świeży owoc.

To nie jest po prostu dzieło sztuki. To zjawisko kulturowe, które łączy świat sztuki, memów i społeczność kryptowalut. Wierzę, że dzieło to zainspiruje dalsze przemyślenia i dyskusje oraz stanie się częścią historii – powiedział Sun. Zapowiedział też, że zamierza zjeść banana z zakupionej pracy.

Licytacja rozpoczęła się od 800 tys. dolarów, a dom aukcyjny oszacował całkowitą wartość dzieła na kwotę 1-1,5 mln. Jest to trzecie już wydanie „Komedianta” – jedno pozostaje w rękach prywatnego kolekcjonera, a drugie włączono do kolekcji Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku.

Wystawione po raz pierwszy w 2019 roku dzieło podzieliło środowisko artystyczne. Część krytyków widzi w nim inspirację pracami konceptualnymi, które kwestionują wartość samej sztuki.

„Edukacja zdrowotna” na froncie walki z „wewnętrznym faszystą”. Destrukcja polskiej edukacji (2)

„Edukacja zdrowotna” na froncie walki z „wewnętrznym faszystą”

Destrukcja polskiej edukacji (2) https://myslpolska.info/2024/11/07/destrukcja-polskiej-edukacji-2/

Barbara_Nowacka_Irek_Grin.jpg

—————————————–

Olaf Swolkień https://myslpolska.info/2024/11/07/destrukcja-polskiej-edukacji-2/

 „Jesteśmy przekonani, że skoro rozwiązłość jest naturalnym ciągiem tych skłonności, nie tyle chodzi o zwalczanie owej namiętności, co o ułożenie sposobu spokojnego jej zadowalania. Musimy się więc zająć uporządkowaniem tej domeny i zadbać o to, by obywatel, którego potrzeba zbliży do przedmiotów pożądania, mógł się z nimi do woli oddawać wszystkiemu, do czego namiętność go skłania”

  • Markiz de Sade; z odezwy: „Francuzi, jeszcze jeden wysiłek, jeżeli chcecie się stać republikanami”

„Wojna nie jest nigdy skierowana wyłącznie przeciwko materii, lecz zawsze równocześnie przeciwko siłom duchowym, ożywiającym tę materię, a obu tych elementów rozdzielić od siebie nie sposób.” Carl von Clausewitz „O wojnie”

========================

Włączenie osób z wszelkiego rodzaju deficytami do kolektywów klasowych, o czym pisałem poprzednio, to jednak nie wszystkie rewolucyjne zmiany jakie czekają polską szkołę w najbliższym czasie. Oprócz osób chorych, zaburzonych psychicznie, społecznie i towarzyszących im nauczycieli wspomagających, do coraz liczniejszych klas także coraz liczniej dołączają Ukraińcy, czasami nie znający polskiego.

Polscy podatnicy opłacają im naukę naszego języka, jednak ani znajomość języka ani ukończenie kursu czy zdanie egzaminu z polskiego nie są wymogiem przyjęcia do szkoły. W komunikacji z nauczycielem prowadzącym lekcje ma im pomóc dodatkowo zatrudniany asystent międzykulturowy z wymaganym wykształceniem średnim, ale też bez wymogu znajomości j. polskiego, a za warunek wystarczający uznano zdolność porozumiewania się z podopiecznym. Jak donoszą media głównego nurtu pomiędzy polskimi nauczycielami, a ukraińskimi asystentami dochodzi już do pierwszych nieporozumień, a nawet kłótni na tle zachowania w klasie dyscypliny czy po prostu ciszy (artykuł: Dyrektorka uległa rodzicom z Ukrainy. „To był mój największy błąd” (https://parenting.pl/duzy-problem-w-szkolach-nie-mamadrej-polityki-imigracyjnej). Sprawa  tzw. komponentu ukraińskiego w nauczaniu historii pod wpływem niekorzystnych sondaży (pomysł osobnego komponentu popiera niecały 1% Polaków) na razie przycichła, ale należy przypuszczać, że wraz z dołączeniem Polski, a może i Ukrainy do Europejskiego Obszaru Edukacyjnego podręczniki historii pisane np. przez ukraiński IPN pozwolą raz na zawsze uporać się z bagażem historycznych zaszłości, które zdaniem polskich sług niepotrzebnie wzbudzają jątrzące uczucia wobec sąsiedniego narodu.

Dobrostanowi uczniów ma też sprzyjać zaprowadzone w ekspresowym tempie i w wątpliwym prawnie trybie – bo w środku roku szkolnego, zniesienie oceniania i obowiązku odrabiania zadań domowych oraz okrojenie o 20% podstawy programowej 18 przedmiotów. Jednak tych, których martwi pozostałe 80% minister Nowacka uspokaja, że to dopiero początek większych redukcji. Nowo mianowani kuratorzy wydają się wyczuwać, że dążenie do tak pojętego dobrostanu staje się swego rodzaju dobrze widzianym dowodem prawo czy w tym wypadku lewo – myślności i np. kurator małopolska wydała zalecenie by nauczyciele nie przeciążali 6-latków nauką pisania. Minister Barbara Nowacka najwyraźniej zaniepokojona konsternacją jaką to wzbudziło, osobiście uspokajała, że to tylko zalecenie w indywidualnych przypadkach. Inne zmiany to zastąpienie przedmiotu historia i teraźniejszość (HiT) wychowaniem obywatelskim. Nie są jeszcze znane podręczniki ani szczegóły nowego przedmiotu, który wedle słów minister Nowackiej „ma sprawić żeby dzisiejsi uczniowie w przyszłości głosowali”. Można tylko snuć przypuszczenia, że nie chodzi o głosowanie na podnoszących głowę w całej Europie tak zwanych faszystów. Z drugiej strony przedmiot HiT acz potrzebny został mocno skompromitowany przez polityczną otoczkę jaką dobudował do niego PiS. Dobrym tego przykładem był osławiony podręcznik Wojciecha Roszkowskiego, który rozpisywał się co prawda o zagładzie Żydów, ale o ukraińskim ludobójstwie na Polakach wspominał jednym słowem.

Podstawowy problem oświaty jaki się wyłania po ograniczeniu tradycyjnej nauki i zadań domowych, zmniejszeniu liczby czytanych lektur (coraz częściej teksty oryginalne zastępowane są ich formą uproszczoną), ograniczeniu pamięciowego opanowania tabliczki mnożenia, likwidacji tradycyjnych ocen i wymogu opanowania materiału jako warunku przejścia do kolejnej klasy, brzmi: czym w takim razie zająć miliony młodych ludzi w wieku, w którym ich umysły są wyjątkowo plastyczne, szybko się uczą i nabywają także na poziomie neurobiologicznym zasobów i umiejętności decydujących o całym życiu, łącznie z późną starością. Barbara Nowacka mówi w tym kontekście o większej ilości czasu jaką dzieci i młodzież będą mogły przeznaczyć na swoje zainteresowania i pasje. Jednak w odróżnieniu od kosztującego miliardy złotych wsparcia i edukacji dla przybyszy z Ukrainy, brak funduszy na prowadzenie zajęć dodatkowych, kółek zainteresowań czy zajęć wyrównawczych dla polskich dzieci jest w polskiej szkole chroniczny.

To jakie pasje może mieć pani minister na myśli, po części wynika z zapowiedzi jakie padły 12 kwietnia 2024 r. na konferencji prasowej, gdzie obok siebie wystąpiło troje ministrów obecnego rządu: Minister Zdrowia Izabela Leszczyna, Minister Sportu Sławomir Nitras i w roli głównej Minister Edukacji Barbara Nowacka. Ministrowie przedstawili na niej plany dotyczące nowego przedmiotu o nazwie edukacja zdrowotna, jaki ma wejść do szkół podstawowych w klasach 4-8 i 1-2 średnich od przyszłego roku szkolnego. Jak zwykle w takich sytuacjach politycy koncentrowali się na niebudzących społecznych kontrowersji ogólnikach. Mówiono więc o słusznej walce z otyłością i brakiem ruchu, z uzależnieniami, podkreślano, że w zespole przygotowującym założenia programowe jest ksiądz Arkadiusz Nowak. Jedno z takich uznanych za oczywiste i miło rezonujących w uchu przeciętnego wyborcy zdań, wygłoszonych w czasie konferencji brzmiało: „zdrowie jest jednym z najważniejszych obszarów działalności państwa”. Tylko niewielu skojarzyło to z zepchniętymi na obrzeża zachodniej myśli złowieszczymi przepowiedniami Thomasa Szasza o „państwie terapeutycznym”, z „Medyczną Nemesis” Ivana Illicha czy z „Nowym wspaniałym światem” Aldousa Huxleya. A to ostatnie skojarzenie byłoby ze wszech miar uzasadnione, gdyż na czele komisji przygotowującej założenia programowe nowego przedmiotu ma stanąć nie pediatra, nie internista, ale seksuolog Zbigniew Izdebski. Przedmiot ma zajmować się także klimatem (ONZ-owska koncepcja jednego zdrowia ściśle wiąże klimatyzm z sanitaryzmem), nawykami żywieniowymi, przyjaznym podejściem do ideologii LGBT, tranzycji itp. Zdrowiu seksualnemu poświęcono w czasie konferencji sporo miejsca.

Izdebski jest od ponad dekady współpracownikiem WHO i organizacji International Planned Parenthood promującej m.in. aborcję. Ze znalezionych w internecie wypowiedzi Z. Izdebskiego wynika, że oprócz aborcji dużą wagę przywiązuje do masturbacji jako „treningu” i „dobrej formy rozładowania seksualnego”, cieszy go również, że oddają się jej w coraz większym stopniu polskie kobiety, a nie tylko mężczyźni, to samo dotyczy pornografii. Takie przekonania współgrają z wytycznymi WHO dotyczącymi edukacji seksualnej przyjętymi przez Polskę w roku 2013. Dopóki nie zobaczyłem, to nie bardzo chciałem wierzyć emocjonalnym wypowiedziom zbulwersowanych nauczycielek, więc sprawdziłem i cytuję za źródłem (https://www.bzga-whocc.de/fileadmin/user_upload/Dokumente/BZgA_Standards_Polish.pdf) jakie informacje powinno w ramach edukacji seksualnej według WHO otrzymać dziecko w przedziale wiekowym od 0 do 4 lat. W kolumnie pod nagłówkiem „informacje” czytamy: „Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa Odkrywanie własnego ciała i własnych narządów płciowych.” W kolumnie „umiejętności” w tym samym wierszu wymieniona jest zabawa w lekarza, a postawy jakie należy kształtować w dziale seksualność to „ciekawość dotycząca własnego ciała i innych osób”.

W tym wieku dzieci powinny także kształcić emocje i uczucia, a te wyszczególnione w wytycznych WHO to m.in.: „Pozytywne nastawienie w stosunku do własnej płci biologicznej i społeczno-kulturowej (dobrze jest być dziewczynką lub chłopcem!)”.Z kolei w wieku 12 lat w kolumnie informacje czytamy: „Ciąża (także w związkach między osobami tej samej płci)”. Dla 15-latków w kolumnie: „postawy”, z podtytułem: „Pomóż dziecku rozwijać”: czytamy: „Krytyczne podejście do norm kulturowych/religijnych w odniesieniu do ciąży, rodzicielstwa itp.” W dokumencie nie brak także  zaleceń bez wątpienia słusznych, które osobom krytycznym wobec panującej w części polskiego społeczeństwa nadmiernej pruderii czy nieumiejętności rozmawiania o sprawach seksu mogą wydać się rozsądne.

Widać tu wyraźnie podobną metodę działania jaka ma miejsce w wypadku klimatyzmu i ekologii. Wykorzystuje się istniejące autentycznie problemy, by wprowadzić własną agendę, którą obudowuje się nie budzącymi sprzeciwu słusznymi postulatami, bo zdrowie według WHO ma ze zdrowiem dokładnie tyle wspólnego co klimatyzm z ekologią. Nie sposób jednak nie zauważyć, że w dziedzinie edukacji seksualnej w zaleceniach WHO widoczny jest wyraźnie konkretny i całościowy program ideowy.  Ma on swój początek w pismach Jana Jakuba Rousseau i markiza de Sade, a na nowo ożył w teoriach Zygmunta Freuda, Herberta Marcusego i przede wszystkim Wilhelma Reicha. Opisy własnego życia seksualnego w okresie dziecięcym Reich zawarł w książce „Passion of youth” (Pasje młodości). Jej fragmenty przytaczał Marek Chodakiewicz w artykule zamieszczonym w Do Rzeczy (https://dorzeczy.pl/swiat/156692/wilhelm-reich-mozg-rewolucji-seksualnej.html. Z uwagi na obsceniczność powstrzymam się od cytowania, ale są one zdumiewająco paralelne, także pod względem wiekowym z instrukcjami WHO, a chronologia wskazuje, że to Reich mógł być o ile nie instruktorem to inspiratorem, a nie na odwrót. Wszystkich tych autorów łączy przekonanie o braku związku seksualności z etyką i założeniem rodziny oraz o tym, że człowiek jest z natury dobry, a namiętności są tym, czego nie należy regulować wprowadzanymi w procesie wychowania jakimikolwiek normami społecznymi, religijnymi, prawnymi. W. Reich i Donatien de Sade byli w negowaniu norm najbardziej konsekwentni, a ich osobiste praktyki najbardziej zgodne z teorią. Takie pozbawione szkodliwej ponoć represji wychowanie ma właśnie zapewnić dobrostan uczniów, a w konsekwencji przygotować do funkcjonowania w inkluzywnym społeczeństwie.

Nie wchodząc w dyskusję światopoglądową czy psychologiczną zaznaczyć należy, że jest to teoria sprzeczna zarówno z chrześcijańską nauką o grzechu pierworodnym, jak i z całą znaną w historii tradycją wychowania, a osobiście dodałbym z doświadczeniem każdego trzeźwo patrzącego na rzeczywistość nauczyciela, wychowawcy, rodzica. Dlatego budzi zaniepokojenie i protest fakt, że edukacja zdrowotna przygotowana przez zespół doktora Izdebskiego ma być dla wszystkich uczniów obowiązkowa. Różni ją to zasadniczo od istniejącego obecnie w polskich szkołach, także mówiącego o seksualności, przedmiotu o nazwie wychowanie do życia w rodzinie, na który uczniowie uczęszczają jedynie po wyrażeniu na to zgody przez rodziców. Przymus uczęszczania na tak rozumianą edukację zdrowotną stoi bez wątpienia w sprzeczności nie tylko z artykułem 48 Konstytucji RP, mówiącym o prawie rodziców do wychowania dzieci według własnych przekonań, ale także z jej preambułą mówiącą o chrześcijańskim dziedzictwie, które w zaleceniach WHO traktowane jest jako zespół represyjnych i szkodliwych mitów.

Trudno także nie postrzegać edukacji zdrowotnej w oderwaniu od walki minister Leszczyny o wprowadzenie swobodnego zakupu pigułki dzień po dla 15 latek, kampanią na rzecz „szczepienia” na HPV w wieku 9 lat, walki o poszerzenie prawa do aborcji czy od antykatolickich wypowiedzi ministra Nitrasa. Także objęcie najwyższych stanowisk w dziedzinie zdrowia publicznego przez lekarzy skompromitowanych w okresie tzw. pandemii musi budzić niepokój i podejrzenia, że wpajane dzieciom nawyki zdrowotne i żywieniowe będą miały więcej wspólnego z interesami Big Farmy i ideologią klimatyzmu niż z autentycznym dbaniem o zdrowie.

Do tego w pakiecie są jeszcze „Jurek” Owsiak zajmujący się na zlecenie MEN nauką udzielania pierwszej pomocy w szkołach, objęty patronatem MEN program „szkoła przyjazna LGBT” i setki sponsorowanych przez rząd, UE i międzynarodową finansjerę tzw. NGO zajmujących się czy to seks edukacją czy wywieraniem nacisku na dyrekcje szkół pragnące zachować resztki dyscypliny i zdrowego rozsądku. Tu wymienić warto Stowarzyszenie Umarłych Statutów zatrudniające prawników, które grożąc sankcjami prawnymi ostrzega szkoły przed próbami czasowego (do chwili zgłoszenia się rodziców) zabierania telefonów komórkowych czy regulowania kwestii ubioru uczniów. Było one finansowane przez Narodowy Instytut Wolności pod patronatem ministra Kultury i rządu Zjednoczonej Prawicy.

Aleksander Bocheński w swojej bardzo ciekawej i aktualnej książce: „Rzecz o psychice narodu polskiego” przytacza za Monteskiuszem starożytną opowieść o tyranie miasta Kume Arystodemosie, który „Chcąc wybić z głowy młodzieży rewolucję, wydał przepisy nakazujące jej sposób ubierania się i życia, mający na celu wyłącznie użycia zmysłowe. Piękne dziewczęta miały towarzyszyć chłopcom wszędzie, nawet w kąpieli. Gdy mówimy o tyranach i dyktatorach, kojarzy się nam to z tępieniem porywów rewolucji drogą zakazów, tortur i morderstw. Arystodemos znalazł lepszy sposób wytrzebienia marzeń i porywów u młodzieży pragnącej gwałtownie zmienić warunki zastane. Uczynił wyżycie seksualne, gastronomiczne, estetyczne jedynym i najwyższym celem życia.” W dalszej części Bocheński podaje znacznie bliższy historycznie i taki, który powinien dać Polakom do myślenia przykład na trafność rozumowania Arystodemosa, kiedy pisze: „Podobnie w Polsce XVIII wieku nie kończące się uczty i hulanki szlachty saskiej paraliżowały wielki nurt odrodzeńczy Konarskich i Poniatowskich. Honor tej epoki ratuje tylko to, że postawa życiowa sybaryty nie została przez nią jeszcze nobilitowana jako najwłaściwsza.” Warto w tym miejscu wspomnieć pracę Zbigniewa Kuchowicza „Miłość staropolska”, której ukazanie się w PRL lat 1980 zamiast refleksji wywołało oskarżenia o pornografię, by po raz kolejny potwierdzić, że prawdy o sobie nie zwykliśmy wybaczać.

Obserwacje Bocheńskiego są zbieżne z tym co biały rosyjski emigrant i słynny socjolog Pitirim Sorokin skonstatował w głośnej pracy „Amerykańska rewolucja seksualna”, w której przewidywał upadek Ameryki i Zachodu na podstawie wszechobecnej seksualizacji, a dostrzegał ją już w pierwszej połowie lat 1950. Krytykował także to, co działo się w tej dziedzinie w elicie władzy Rosji carskiej przed jej upadkiem i pochwalał działania Stalina, który w drugiej połowie lat 1920 z właściwą sobie stanowczością zakończył porewolucyjną „orgię porgię” pod patronatem towarzyszki Aleksandry Kołłontaj, która zgodnie z marzeniami Fryderyka Engelsa chciała zlikwidować rodzinę, wzmocnić pozycję kobiety poprzez seks bez zobowiązań i kolektywną koncepcję macierzyństwa. Sorokin był także autorem monumentalnych prac ukazujących cykliczność powstawania i upadku cywilizacji, w których pokazywał na ogromnym materiale źródłowych nierozerwalny związek tradycyjnie pojmowanej moralności z wielką polityką.

Pisał: „Kiedy grupa rządząca i społeczeństwo jako całość rozluźniają swój kodeks, w ciągu trzech pokoleń następuje zwykle upadek kultury, jak to było w późnych fazach cywilizacji babilońskiej, perskiej, macedońskiej, mongolskiej, greckiej i rzymskiej.” Także Prymas Wyszyński w Ślubach Jasnogórskich nie modlił się o upadek komunizmu, ale przyrzekał „stoczyć najświętszy i najcięższy bój z naszymi wadami narodowymi”. Rozumiał to również dbający o dobre obyczaje w elicie władzy Władysław Gomułka. Mnie natomiast przypomniał się w tym kontekście wykład Prof. Zbigniewa Nęckiego, na którym opowiadał o szczurze, którego nauczono naciskania guziczka, co powodowało uruchomienie elektrody w szczurzym mózgu, a ta z kolei aktywowała ośrodek przyjemności. Zainteresowani pytaliśmy wykładowcę o los szczurka i nieco zawiedzeni dowiadywaliśmy się, że umarł z głodu, bo po prostu zapomniał o jedzeniu.

Wszystko to pokazuje niewątpliwy związek polityki z powszechnie przestrzeganą moralnością seksualną, a w konsekwencji z instytucją rodziny, relacjami męsko – damskimi i dzietnością. Również obserwowana współcześnie skuteczność cywilizacji muzułmańskiej w starciu z cywilizacją Zachodu oraz porównanie działania i treści Tik Toka w Chinach z jego wersją na Zachodzie powinny skłaniać do refleksji. Dzisiaj dzięki nowoczesnej technologii żywe dziewczęta można zastąpić aktorkami porno w internecie. Swego czasu za dowód postępów demokracji w Afganistanie podawano powstanie porno-shopów w Kabulu, a izraelska armia nadawała porno filmy po przejęciu palestyńskiej telewizji w Ramallah.

Przekonanie o takim związku przyświeca nie tylko socjologom i myślicielom formatu Sorokina czy autorowi poruszającej książki „Libido dominandi” E. Michaelowi Jonesowi. O tym, że „wyzwolenie seksualne”  jest nierozerwalnie związane z rewolucją społeczno – kulturową pisali także ideowi antenaci minister Nowackiej od markiza de Sade po najnowszych teoretyków. Dobrym przykładem jest dzieło zatytułowane „Anty – Edyp” autorstwa Félixa Guattari i Gillesa Deleuze. W „Anty – Edypie” wszelkie normy zachowań seksualnych, także te odczuwane jako wewnętrzne, są utożsamiane z „uwewnętrznionym faszyzmem”, taką interpretację przedstawił z aprobatą sam Michel Foucault. Okazuje się więc, że walka o wczesną masturbację, zabawę w lekarza oraz delegalizacja partii opisanych przez globalistycznych rewolucjonistów jako „faszystowskie” stanowi spójną całość i wcale nie jest jasne, który komponent jest przez jej promotorów uważany za ważniejszy: polityczny czy moralno – terapeutyczny.

Z drugiej strony konserwatywni oponenci rewolucji obyczajowej terroryzowani są przez system, w którym jak pisze E. Michael Jones: „rząd najpierw promuje seksualne uzależnienie, następnie traktuje je jako rodzaj narzędzia władzy, której później używa do niszczenia każdej odpowiednio wpływowej jednostki przeciwstawiającej się tej ideologii.” Polega to na wynajdywaniu, a gdy trzeba prokurowaniu seksualnych skandali w ich życiorysach, lub w zawartości komputerów i sugerowaniu opinii publicznej, że wszyscy i tak chcą tylko jednego, a przeciwnicy społecznej deprawacji to zakłamani hipokryci. Zupełnie tak jakby należało domagać się dozgonnej pochwały alkoholizmu od kogoś, kto raz w życiu się upił.

Jednak podobnie jak w wypadku opisanej w poprzednim numerze MP szkoły w PRL, także obecnie zasadnicze znaczenie dla jej funkcjonowania i możliwości oddziaływania na wychowanków będą miały nie tylko motywowane ideologicznie plany rządzących nią urzędników, ale całe społeczne otoczenie i to co możemy nazwać pozaszkolnymi komponentami edukacji. O tym oraz o tzw. profilu absolwenta w kolejnym artykule.

Olaf Swolkień

Myśl Polska nr 45-46 (3-10.11/2024)

Destrukcja edukacji w Polsce (1)

Destrukcja edukacji w Polsce (1)

Olaf Swolkień https://myslpolska.info/2024/10/25/destrukcja-edukacji-w-polsce-1/

„Takie będą Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie” – te słowa kanclerza Jana Zamoyskiego sprzed ponad 400 lat dobrze oddają wagę edukacji i wychowania dla zbiorowego losu społeczności.

—————————-

Na skutek katastrof jakie na przestrzeni ostatnich 300 lat były udziałem Polaków szkoła jako miejsce wychowania i edukacji jak mało gdzie nabrały w naszym społeczeństwie charakteru instytucji życia narodowego. Jedną z najważniejszych reakcji na szok pierwszego rozbioru było utworzenie Komisji Edukacji Narodowej, poprzedzała ją działalność Stanisława Konarskiego i utworzenie elitarnej Szkoły Rycerskiej. Dzieła te miały w zamierzeniu zmienić sposób myślenia i działania obywateli, naprawić wady narodowe, w których słusznie widziano źródła upadku. Okres zaborów także obrósł symbolami walki o polską szkołę takimi jak strajk dzieci polskich we Wrześni, zakończony sporym sukcesem strajk szkolny z 1905 r., powstanie Polskiej Macierzy Szkolnej.

W przekonaniu o tym jak ważna jest szkoła, edukacja i wychowanie dla istnienia i kształtu narodu utwierdził Polaków okres niemieckiej okupacji, kiedy przewidziano dla nich jedynie naukę w najbardziej podstawowym zakresie, potrzebnym niewykwalifikowanym robotnikom. Jeszcze bardziej mrocznym rezultatem okupacyjnej polityki była metodyczna, fizyczna eksterminacja polskich pedagogów. Straciliśmy w wyniku II Wojny Światowej 33% nauczycieli, 30% profesorów i pracowników naukowych, do tych liczb należy dodać 165 profesorów i wykładowców akademickich, którzy po wojnie zostali na emigracji, czyli kolejne 8%. Do tego doszły straty materialne w postaci zniszczonych budynków, wyposażenia naukowego, księgozbiorów, majątku sięgające 75 – 80%, nie mówiąc o terenach polskich Kresów Wschodnich, gdzie straty były w pewnych obszarach stuprocentowe. U progu PRL mieliśmy poniżej 100 tysięcy osób z wyższym i średnim wykształceniem, kilkanaście %, głównie starszych analfabetów. Potem przyszły lata stalinowskie, czyli okres negatywnej selekcji do wszelkich zawodów inteligenckich, złagodzony nieco po roku 1956, ale w pewnej mierze trwający aż do upadku PRL w postaci nomenklatury, dyskryminowania bezpartyjnych i chodzących do kościoła. Miejsce starej inteligenckiej elity zajęli ludzie o zupełnie innym etosie i zapleczu kulturowym. Taki punkt startowy teoretycznie ułatwiał wymarzone przez komunistów tworzenie nowego typu człowieka przede wszystkim poprzez niemal zupełnie nową kadrę nauczającą, formującą młode pokolenie w scentralizowanym systemie państwowej oświaty. Dawny, klasyczny model edukacji przetrwał jedynie w kilku średnich szkołach zakonnych i paxowskim liceum Św. Augustyna, enklawę akademicką stanowił KUL.

A jednak szkołę i cały system edukacyjny w PRL wspominamy dzisiaj jako instytucję konserwatywną, często pozytywnie różniącą się od polskiej szkoły dzisiaj, a także od szkoły na Zachodzie. Uczniowie ze szkół PRLowskich świetnie radzili sobie za granicą, a zachodni nauczyciele zazdrościli dyscypliny i atmosfery w socjalistycznej szkole w latach 1980. Potwierdza to prawdę, że polska szkoła i system oświaty poprzez choćby ilość osób zaangażowanych w jej funkcjonowanie (dzisiaj około 5 milionów uczących się, kolejny ponad milion nauczycieli, urzędników, metodyków, administracji oraz dwa razy tyle opiekuńczych rodziców) jest instytucją bardzo mocno splecioną z resztą społeczeństwa i bardzo trudno zmienić ją wbrew niemu, przynajmniej w wymiarze masowym. Jednak oprócz masowości edukacji jako drogi do społecznego awansu, tak trafnie pokazanej np. w serialu „Daleko od szosy” szkoła w PRL skorzystała na separacji od Zachodu, a konkretnie udało jej się uniknąć skutków rewolucji roku 1968, która zapoczątkowała systematyczny zjazd w dół uczelni, szkoły, edukacji i całej cywilizacji.

Postmodernizm z negowaniem prawdy, tak zwane przebudzenie i krytyka polegające na pluciu na własną historię i tożsamość, absurdalne teorie pedagogiczne uczenia bez stresu, przez zabawę wraz z kultem rozwiązłości, to wszystko co w zachodnią kulturę wlało się niczym woda przez przerwaną tamę, do nas skapywało powoli i w umiarkowanych dawkach, a Sztuka kochania Michaliny Wisłockiej wiele lat czekała na pozwolenie publikacji. Religii w szkole nie było, ale odbywała się w salkach katechetycznych i w kościołach, które były pełne, a nad trzymaniem moralnego kursu, ale i trzeźwej oceny świata czuwał Prymas Wyszyński. Szkoła zatrzymała się na etapie klasycznego socjalizmu, a siłą bezwładu kultywowała wyśmiewany dzisiaj na wszystkie sposoby przez GW i formowaną przez nią warstwę wykształciuchów tak zwany model pruski. Ten sam, który przyniósł Europie największy dziejowy sukces, a absolwentom w Niemczech rekordowe ilości nagród Nobla. Jednak pomimo nauczanego w liceach przedmiotu Przysposobienie do życia w rodzinie socjalistycznej i powszechnego uczęszczania na lekcje religii liczba rozwodów wyraźnie rosła już w latach 1970, aborcja miała charakter masowy, a pomimo  budowania coraz większej liczby mieszkań spadała dzietność. Jednak w szkole nadal szanowano nauczycieli, wymagano od uczniów, gdzieniegdzie istniały mundurki, a nawet rozdział na klasy męskie i żeńskie w liceach.

Pomimo socjalistycznych marzeń o równości i punktów za pochodzenie istniały także wyraźne progi selekcyjne. Po podstawówce w zależności od wyników można było iść albo do liceum albo do technikum albo do zawodówki. Kolejnym progiem były egzaminy na studia, a potem ostra selekcja na pierwszych latach wyższych uczelni. Przy końcu PRL wykształcenie wyższe miało niecałe 7% ludności powyżej 15 roku życia. Szkoła socjalistyczna nie wychowywała w klasycznym rozumieniu tego słowa, ale i celowo nie demoralizowała. Wychowaniu w dobrym tego słowa znaczeniu sprzyjało i tak naprawdę miało decydujący wpływ całe otoczenie poza szkolne, promujące w gruncie rzeczy tradycyjne wartości. Uczniowie mieli na co dzień oboje rodziców i kilkoro rodzeństwa. Ludzie kulturalni nie używali języka meneli. Wielu do dzisiaj wspomina takie akcje jak Niewidzialna ręka, znakomite książki dla młodzieży, spartakiady, filmy, domy kultury, edukowały także radio i telewizja, nawet teksty piosenek miały pozytywne przesłanie, uczniowie na ulicach musieli nosić tarcze i sam pamiętam strach, że milicjant, który złapał mnie z papierosem na ulicy, poinformuje o tym szkołę. I z taką szkołą oraz systemem edukacji wkroczyliśmy w okres budowania nowego, lepszego ponoć świata.

To co stało się potem z polską oświatą bardzo dobrze opisuje treść wykładu jaki w czasie zorganizowanej przez Ruch Naprawy Polski konferencji poświęconej edukacji wygłosiła ekspert edukacyjny i członkini Rady ds. Rodziny przy Prezydencie RP Jolanta Dobrzyńska. Nosił on tytuł „Edukacja polska w kontekście przeobrażeń geopolitycznych”.

Autorka przedstawiła w syntetyczny sposób to co z polską szkołą działo się po roku 1989, a czego reformy Barbary Nowackiej są konsekwentną kontynuacją. Okazuje się, że w odróżnieniu od polskich polityków  międzynarodowe ośrodki globalistyczne na czele z Komisją Europejską od początku tzw. transformacji bardzo intensywnie zainteresowały się polską oświatą. Szczególnie niepokojące było dla nich, że pomimo katastrofy ekonomicznej polscy  uczniowie osiągali wówczas jedne z najlepszych wyników we wszystkich dziedzinach badanych przez międzynarodowe testy.

Jak stwierdziła prelegentka bez względu na to jaka polityczna opcja rządziła, to w całym omawianym okresie każda z nich konsekwentnie realizowała kierunek wytyczony przez instytucje Unii Europejskiej czy agendy ONZ. Już w maju 1990 r. Polska podpisała pierwsze z szeregu całej listy porozumień o dostosowaniu swojej oświaty do standardów zachodnich. Niemal 4 miliardy Euro z funduszu PHARE miały służyć przygotowaniu gruntu pod reformy; finansowano badania, szkolenia, tworzenie dokumentów i analiz mających wykazać ich sensowność oraz konieczność „dogonienia Europy”. Jednocześnie powoli, ale systematycznie wprowadzano skompromitowane w praktyce metody uczenia. Wiele strategicznych zmian wprowadzano metodą dwa kroki wprzód, jeden krok w tył, czasem wycofywano się z reform głośnych, a mniej szkodliwych, ale zostawiano te mniej zauważane, ale istotne. W pamięci opinii publicznej najbardziej utrwaliły się przeprowadzone przez Ministra  Mirosława Handke zmiany systemu polegające na wprowadzeniu gimnazjów. Polscy uczniowie i nauczyciele stracili z tego powodu miliony roboczogodzin, a podatnicy miliardy złotych, by po 20 latach sytuacja powróciła do stanu wyjściowego.

Nieco mniej w pamięć wryły się narzucane przez Zachód pomysły likwidowania historii i łączenia przedmiotów w liceach, doszło wtedy do kilku głośnych strajków głównie w obronie historii jako osobnego przedmiotu. O tym, że wprowadzanie bloków tematycznych i nauki zintegrowanej na poziomie liceów skutkuje obniżeniem poziomu i wyników aż o 30% wiedziano na podstawie amerykańskich badań już w momencie wprowadzania zmian, ale wycofano je dopiero po kilku latach, podobnie jak przeniesienie 6-latków z zerówek do pierwszej klasy. Próbowano także usuwać chronologiczny porządek nauczania. Jednak w tym samym czasie zmieniono zasady tworzenia podstaw programowych i tej zmiany nie wycofano, a dokonała się ona bez większej społecznej debaty. Polegała na tym, że zapis tematyczny zastąpiły w nich umiejętności, co spowodowało fragmentaryzację przekazywanej wiedzy.

W żargonie oświatowym zastąpiono w ten sposób nauczanie poznawcze nauczaniem operacyjnym. Jednocześnie prowadzona była ofensywa przeciw tradycyjnej szkole na uniwersytetach, poprzez NGO, podmioty szkolące nauczycieli, media głównego nurtu. Anglosaskie programy były przekładane na język polski często z zachowaniem obcych nazw i nazwisk w polskich materiałach i podręcznikach. Zanikły praktycznie rodzime i niezależne badania nad edukacją gdyż tematyka, ale i wyniki badań były determinowane przez selektywnie kierowany strumień grantów i innych form finansowania. Do polskiej szkoły zaczęły coraz śmielej wkradać się przesądy progresywizmu edukacyjnego w rodzaju pedagogiki niedyrektywnej, antyautorytarnej, krytycznej wraz z postmodernistycznym podejściem do prawdy. J. Dobrzyńska cytowała w tym kontekście ministra Ryszarda Legutkę, który stwierdził, że „polska edukacja zbudowana jest na zagranicznej licencji”. Niestety stwierdzenie to wygłosił już po zakończeniu pracy na stanowisku ministra edukacji.

Jednak wszystkie te zabiegi okazały się jedynie przygotowaniem do tego co zdaniem Dobrzyńskiej oznacza nie tyle kolejną reformę, ale zasadniczą zmianę rozumienia tego czym jest szkoła, co oznacza wysoka jakość edukacji i jakie są jej cele. Chodzi o tak zwaną edukację włączającą. Jest ona forsowana na całym świecie według jednego klucza przez globalistyczne organizacje takie jak ONZ, WHO, UNESCO, UNICEF, a na terenie Europy przez Komisję Europejską i powiązaną z nią Europejską Agencję do spraw Specjalnych Potrzeb i Edukacji Włączającej. Jak stwierdziła prelegentka edukacja włączająca to konstrukt polityczny oderwany od jakichkolwiek realiów biologii czy pedagogicznej praktyki, a wręcz im zaprzeczający. Deklarowanym celem jest ujęte nieco inaczej wyhodowanie nowego człowieka dla nowego społeczeństwa. Ma to być społeczeństwo inkluzywne, a postawy doń pasujące ma się osiągnąć przez tak zwany dobrostan uczniowski. W całym programie zasadniczej zmianie ulega w ten sposób sam cel istnienia szkoły.

Na obecnym etapie dokumenty wdrożeniowe nie są prezentowane szerszej opinii publicznej, a nawet nauczycielom w całości, jedyny dokument jaki się pojawił na stronie internetowej MEN po pewnym czasie zniknął, choć jest nadal realizowany. W pierwszym etapie pod hasłami równości i walki z wykluczeniem ogłoszono, że do szkół ogólnodostępnych mogą się zgłaszać dzieci z wszelkiego rodzaju dysfunkcjami, w tym: z problemami intelektualnymi w stopniu głębokim, z problemami zdrowotnymi, młodzież niedostosowana społecznie itp. Taka mieszanka ma mieć miejsce w każdej do niedawna normalnej klasie, a stopień wymieszania – różnorodności utożsamiany z poziomem nauczania. Część polskich rodziców uwierzyła w dyskryminujący charakter funkcjonujących dotąd szkół specjalnych i skorzystała z przyznanego im prawa do wysłania dzieci do szkół ogólnodostępnych. Malejąca liczba uczniów sprawiła z kolei, że szkoły specjalne z powodów ekonomicznych zamykano i reszta rodziców była zmuszona postąpić tak samo. Obecnie są one dostępne głównie w dużych miastach.

Od roku 2016 zlikwidowano około 500 szkół specjalnych.

Drugi etap wdrażania oprócz dostarczenia sprzętu i materiałów, np. do zmiany pieluch, w jaki zaopatrzone zostaną normalne dotychczas szkoły, polega na zmianie programów, technik oceniania i metod nauczania. O tym, że jest to rewolucja, a nie reforma mówią wyraźnie dokumenty zagraniczne, jednak w Polsce plany te są jak dotąd ukrywane, gdyż na Zachodzie jej wdrażanie trwało wiele lat, a zaczęło się już od roku 1970 w krajach anglosaskich takich jak USA, Australia, Nowa Zelandia i Wielka Brytania. Polską żabę trzeba więc gotować ostrożniej. Porażka programu w USA nie zatrzymała jego wdrażania gdzie indziej. Brytyjczycy i Amerykanie próbują obecnie wycofać się z tego szaleństwa, ale zniszczona infrastruktura materialna i kadrowa nie jest łatwa do odbudowania. Jak zwykle w takich sytuacjach urzędnicy i eksperci nawzajem oskarżają się o wprowadzanie w błąd, zrzucają odpowiedzialność za mylne diagnozy i błędne działania. Młodzież z problemami znów wraca do szkół lub z braku takiej możliwości do klas specjalnych.

Jednak Polska nie zważając na te doświadczenia konsekwentnie wdraża cały program. Polski program liczy 188 stron i jest powoli przekuwany na prawo oświatowe. Opiera się on na wielu międzynarodowych dokumentach, z których najważniejsze są datowana na rok 2012 Konwencja o Prawach Osób Niepełnosprawnych mówiąca o 100% inkluzji (żadnych szkół specjalnych) oraz Agenda na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju gdzie edukacja włączająca jest wpisana do celu czwartego i ma być zrealizowana do roku 2030. Dokument polski został przyjęty w grudniu 2020 r. pod nadzorem wspomnianej Agencji Europejskiej i nosi tytuł „Edukacja dla wszystkich. Ramy rozwiązań legislacyjno-organizacyjnych na rzecz wysokiej jakości kształcenia włączającego dla wszystkich osób uczących się.” Tzw. pandemia sprawiła, że fakt ten został niemal niezauważony. We wszystkich tych dokumentach zmieniono rozumienie jakości nauczania, która jest synonimem już nie wysokiego poziomu nauczania w tradycyjnym rozumieniu, ale „różnorodności edukacyjnej”. Często terminy te używane są wymiennie, ma także miejsce zabieg polegający na tym, że kiedy ktoś mówi w dokumentach o edukacji wysokiej jakości, o szkole dostępnej dla wszystkich, szkole bez barier, to ma na myśli edukację włączającą.

Kolejny, często pojawiający się jako synonim jakości termin to tzw. dobrostan uczniów. Służy to do wprowadzania w błąd opinii publicznej, a także jako alibi dla podpisujących stosowne zobowiązania urzędników, choć sam polski dokument jest niepodpisany, co rodzi podejrzenia, że nie został napisany w Polsce. Zachodzi tu wyraźne podobieństwo do sposobu wdrażania zmian w Międzynarodowych Przepisach Zdrowotnych WHO, o których mówiła Magdalena Trojanowska w wywiadzie jaki przeprowadziłem dla styczniowych numerów MP br., w tamtym wypadku dokumenty nie zostały w ogóle przetłumaczone na język polski. Uległość władz krajowych we wdrażaniu destrukcyjnych i rewolucyjnych zmian motywowana jest podobnie jak w przypadku KPO i Zielonego Ładu dużymi środkami finansowymi, które oferuje Unia Europejska na jego realizację. W pierwszym etapie przeznaczono na wdrażanie edukacji włączającej w Polsce niebagatelną sumę 27 mld złotych. Jednak podobnie jak w innych programach unijnych pieniądze nie idą na żadne sensowne cele, ale na kryjące się pod starymi pojęciami zupełnie nowe i destrukcyjne działania. Niezależne badania podważające słuszność inkluzywności w oświacie nie są publikowane i finansowane w odróżnieniu od tych, które negują szkodliwy wpływ tego eksperymentu.

Nakłada się na to budowana przez promotorów aura dziejowej konieczności, tego, że „przed zmianami nie uciekniemy”, że postęp, że Europa itp. itd. Jednocześnie podobnie jak w przypadku ideologii gender na studiach tworzy się nowy kierunek o nazwie Disability Studies, podobnie jak gender negujących biologię, normy i naturę, koncentrujące się jedynie na barierach, które trzeba usunąć. Szkoła zdaniem Dobrzyńskiej przestanie być w dużej mierze miejscem nauczania, ale polem wojny kulturowej z takimi zjawiskami jak rasizm, seksizm, homofobia, ale także z barierą jaką jest religia rodziców i związane z tym opresyjne ponoć wychowanie. Zasady, cnoty, rozumność tracą swoje znaczenie na rzecz emocji. Podstawy programowe zostaną zastąpione projektowaniem uniwersalnym polegającym na dopasowaniu programu nauki w klasie do osoby najmniej pojętnej i jej możliwości.

Ma ona wykonać przewidziane w programie zadania razem z resztą kolektywu, który dla dodania sił twórczych będzie np. grał w kręgu na bębenkach i to nie w nauczaniu początkowym, ale każdym, gdyż bohaterowie tych spektakli będą mieli prawo iść do rejonowych liceów, techników i uczelni. Ułatwi to likwidacja tradycyjnych ocen, które mają być zastąpione niejednoznaczną oceną funkcjonalno-opisową. Na zakończenie swojego wystąpienia Dobrzyńska zauważyła, że tak zwane orzeczenia, które uczniom z dysfunkcjami wystawiały dotąd poradnie pedagogiczno-psychologiczne, będą teraz wydawane w szkołach dla wszystkich uczniów, którzy wejdą w ten sposób w rolę pacjentów coraz liczniejszych w systemie psychologów i terapeutów. Dokument taki oprócz swego rodzaju portretu psychologicznego zawiera opis środowiska, rodziny, znajomych, a wszystko zgromadzone ma być na jednej, centralnej platformie informatycznej. Instytucje unijne już od kilku lat dopominają się o takie dane, co ma być krokiem na drodze do włączenia Polski do tak zwanego europejskiego obszaru edukacyjnego. O kolejnych zmianach jakie zachodzą w szeroko pojętej edukacji i jej społecznym otoczeniu, o skutkach oraz o możliwych sposobach obrony napiszę w następnej części.

Olaf Swolkień

CDN

Myśl Polska, nr 43-44 (20-27.10.2024)

To nie Pfizer – to DARPA stoi za tzw. “szczepionkami mRNA”

To nie Pfizer, ani nie Turek z talizmanem – to DARPA stoi za tzw. “szczepionkami mRNA”

DARPA – Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności

—————————————————————

Data: 16 novembre 2024Author: Uczta Baltazara

babylonianempire/arpa-stoi-za-tzw-szczepionkami-mrna

Musiały kooooorviszcza ogłosić “Covida”, bo wyłaziły ze skóry żeby zobaczyć skutki działania świństwa, jakie wykoncypowały w ichnich laboratoriach…

Jak DARPA przygotowała grunt pod „szybkie leczenie” COVID’a-19

17 grudnia 2020 

Była dyrektor DARPA (DEFENSE ADVANCED RESEARCH PROJECT AGENCY), Regina Dugan, dołączyła do Yahoo Finance Live, aby opowiedzieć o tajnej agencji rządowej stojącej za szczepionkami na COVID-19. https://en.wikipedia.org/wiki/Regina_E._Dugan https://en.wikipedia.org/wiki/DARPA

Transkrypcja video (link poniżej):

SEANA SMITH: Ponieważ szczepionka Pfizera zaczyna być dystrybuowana w tym tygodniu, a także przygotowujemy się na to, że następną szczepionką może być ta produkowana przez firmę Moderna, chcemy porozmawiać o roli, jaką amerykańska agencja obrony odegrała w przygotowaniu Stanów Zjednoczonych do bardzo szybkiej produkcji szczepionki. W tym celu przedstawiamy Reginę Dugan. Jest byłą szefową DARPA. Do rozmowy dołącza również nasza reporterka Anjalee Khemlani.

Regina, pozwól, że zacznę od tego, że – jak sądzę – wyjaśnij nam, w jaki sposób inwestycje DARPA w ciągu ostatnich kilku lat, sięgające nawet ponad dekady, pomogły przyspieszyć tempo, które widzieliśmy w przypadku szczepionki COVID i doprowadziły nas do tego punktu, do którego byliśmy w stanie tak szybko dotrzeć.

REGINA DUGAN: Oczywiście, powinnaś wiedzieć, że DARPA powstała po Sputniku w roku 1958 w celu zapobieżenia i kreowania strategicznego zaskoczenia. Tak więc duże wyzwania związane z ryzykiem, słabościami i nowymi możliwościami, które moglibyśmy stworzyć, były rutyną w DARPA.

Pamiętam przełomowy moment w 2010 roku. Zastanawialiśmy się nad nowymi programami, a kierownik programu o nazwisku Dan Wattendorf zadał zbyt ambitne pytanie. Powiedział, co jeśli wybuchnie globalna pandemia i pojawi się nowy patogen? – To będzie katastrofa. Nie możemy czekać od 3 do 10 lat na szczepionkę. A co gdybyśmy użyli mRNA do stworzenia szczepionki w ciągu kilku dni i tygodni zamiast normalnych wieloletnich harmonogramów, trwających od 3 do 10 lat?

…………………

Dan Wattendorf – Fundacja Billa i Melindy Gatesów

Dan Wattendorf, dyrektor ds. innowacyjnych rozwiązań technologicznych w Globalnym Dziale Zdrowia Fundacji Billa i Melindy Gatesów, kieruje działaniami mającymi na celu identyfikację i tworzenie platform biotechnologicznych, które skutkują nowymi opcjami dla globalnego zdrowia. Nadzoruje strategię Fundacji w zakresie opracowywania i wdrażania nowych biomarkerów, testów diagnostycznych i usług diagnostycznych dla krajów rozwijających się.

Przed dołączeniem do Fundacji w 2016 r. Dan był kierownikiem programu w Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych Obrony (DARPA), gdzie zainicjował i prowadził programy w zakresie diagnostyki, biologii syntetycznej komórek ssaków, szczepionek RNA; szybkiego odkrywania przeciwciał monoklonalnych, immunoprofilaktyki poprzez transfer genów i inżynierii czerwonych krwinek.

Wcześniej pełnił funkcję dyrektora Centrum Genetyki Medycznej Sił Powietrznych, dyrektora Centrum Genetyki Raka w Narodowym Wojskowym Centrum Medycznym Waltera Reeda oraz był klinicystą w Oddziale Genetyki Raka w Narodowym Instytucie Raka, NIH. https://ondemand.casss.org/b/sp/dan-wattendorf-2101

………………..

Ważne jest to, że w tamtym czasie wypróbowano szczepionki DNA. Wytwarzały one białko, ale nie produkowały go wystarczająco dużo. Brakowało im siły działania, więc nie było silnej odpowiedzi immunologicznej. Dan argumentował, że z mRNA może być inaczej.

W tamtym czasie było wielu krytyków. Twierdzili, że nie ma dowodów na to, że to zadziała, a Dan twierdził, że nie ma dowodów na to, że to nie zadziała. A jeśli tak, to pewnego dnia będzie to miało znaczenie i ten dzień nadszedł.

ANJALEE KHEMLANI: Regina, wiem, że jedną z naprawdę interesujących rzeczy jest to, że technologia mRNA znajduje się teraz w centrum uwagi. Widzieliśmy wdrożenie przez firmę Pfizer. Widzieliśmy również pewne obawy dotyczące tego, czy – jak głosi mit – może ona zmienić DNA, ale także niektóre skutki uboczne. Zastanawiam się więc, w oparciu o to, co obserwujesz i w oparciu o twoje zrozumienie technologii, czy jest to coś, czego możemy się spodziewać? Czy to normalne, że szczepionka wywołuje skutki uboczne?

REGINA DUGAN: Myślę, że to normalny postęp w badaniu bezpieczeństwa szczepionek. Pamiętajmy, że naszym zadaniem było stworzenie możliwości i myślę, że musimy zrozumieć, jak niezwykłe jest to osiągnięcie. Przeszliśmy od sekwencji wirusa do pierwszej dawki podanej ludziom w ciągu 63 dni. To bezprecedensowe osiągnięcie.

Teraz czeka nas jeszcze ciężka praca nad określeniem skuteczności, zrozumieniem dystrybucji i wszystkich tych rzeczy, ale pierwszym krokiem jest posiadanie kandydata na szczepionkę, który wywołuje odpowiedź immunologiczną i zapewnia ochronę.

W moim odczuciu będzie to jedno z najważniejszych osiągnięć naukowych naszego pokolenia i z pewnością znajdzie się w pierwszej piątce osiągnięć DARPA, która była również odpowiedzialna za wczesne inwestycje w Internet i GPS.

ANJALEE KHEMLANI: Absolutnie tak. Regina, kiedy mówimy teraz o opiece zdrowotnej i szybkości, z jaką to zostało zrobione, wiemy, że ta administracja szczególnie skupiła się na partnerstwach publiczno-prywatnych zajmujących się nie tylko firmami zajmującymi się opieką zdrowotną, ale także firmami technologicznymi w celu wdrożenia oprogramowania, które będzie śledzić niektóre z tych zdarzeń niepożądanych i monitorowanie bezpieczeństwa. Byłeś już wcześniej częścią tego świata i zastanawiam się tylko, jakie jest twoje zdanie na temat zdolności wielkich technologii do wkroczenia w tę przestrzeń opieki zdrowotnej, która była w pewnym sensie powolna technologicznie, ale jest też bardzo skomplikowana?

REGINA DUGAN: Cóż, mocno wierzę w partnerstwa publiczno-prywatne. W rzeczywistości, kiedy zainwestowaliśmy w Modernę w DARPA, były to trzy osoby. Te wczesne inwestycje są ważne, a teraz widzimy, co się stało z inwestycjami kapitału prywatnego.

Teraz musimy również rozważyć, co inne firmy technologiczne o ugruntowanej pozycji mogą wnieść do gry pod względem zasięgu i skali. Są to bardzo ważne kwestie.

Myślę jednak, że kluczową kwestią jest również to, czego potrzebujemy jeśli chodzi o nowe przełomowe rozwiązania? Jak zadawać nowe pytania „co by było, gdyby?” dla zdrowia publicznego i zdrowia ludzkiego. I to jest powód, dla którego przyjęłam rolę CEO w Welcome Leap, która została utworzona przez Wellcome Trust z początkowym finansowaniem w wysokości 300 milionów dolarów i specyficznym zleceniem. A jest nim zadawanie kolejnych pytań typu „co by było, gdyby?”, aby stworzyć kolejną rundę przełomowych odkryć dla ludzkiego zdrowia. Musimy robić te rzeczy na dużą skalę i musimy robić je we współpracy.

https://babylonianempire.wordpress.com/2021/07/13/trzeba-wydrzec-swiat-z-lap-oblakanych-skunksow-z-wellcome-leap-przeczytajcie-nad-czym-pracuja/embed/#?secret=Xd8sX7kgkR#?secret=tRTx2SHfuq

JEN ROGERS: Regina, uwielbiam czytać te historie, ponieważ dla mnie to jest jak „Mission Impossible”. To coś w rodzaju tego, co myślałem, że się wydarzy, jeśli kiedykolwiek dotknie nas pandemia. A potem nie poszło dokładnie według scenariusza filmowego, a wiele z tych win zostało nałożonych na administrację Trumpa, niezależnie od tego, czy chodziło o to, co wydarzyło się z CDC, czy też zgodnie z przewodnikiem po pandemii. Tak więc fakt, że to – o czym mówisz – faktycznie współpracowało z DARPA. Czy te pytania typu „co by było, gdyby?” są nadal zadawane, ponieważ istnieje wiele obaw dotyczących, no wiesz, głębokiego państwa i tego, co udało się zlikwidować, a co przetrwało ostatnie cztery lata. Czy jesteś pewna, że rząd i DARPA nadal zadają te pytania i wymyślą rozwiązania na następny raz, kiedy to się stanie?

REGINA DUGAN: Cóż, myślę, że DARPA jest stabilna, jak ja to widzę; a DARPA miała historycznie około 0,5% budżetu Departamentu Obrony. To niesamowita organizacja, jeśli chodzi o dźwignię, którą oferuje – niewielkie inwestycje, ale właśnie w tych kluczowych miejscach, w których potrzebujemy inwestycji odpornych na ryzyko.

Ale w dziedzinie zdrowia widzimy również prywatne organizacje, takie jak Wellcome Trust, Fundacja Gatesów, inne, które zaczynają zadawać tego rodzaju pytania „co by było, gdyby?”. Zdecydowanie musimy to robić na dużą skalę.

Myślę, że to oczywiste, że zdrowie ludzkie, globalne zdrowie będzie tego od nas wymagać. To nie tylko inwestycja etyczna. Jest to również inwestycja ekonomiczna, jak widzimy podczas obecnej pandemii.

SEANA SMITH: Regina Dugan, wspaniale było gościć cię w programie, byłą szefową DARPA. I oczywiście Anjalee Khemlani, zawsze wspaniale jest mieć cię podczas tych rozmów. Regina, wielkie dzięki. Porozmawiamy z tobą ponownie, miejmy nadzieję, że już wkrótce.

VIDEO pod linkiem: https://finance.yahoo.com/video/darpa-seeded-ground-rapid-covid-214655580.html

***

Kiedy na początku roku 2020 wybuchła pandemia COVID-19, decydujące znaczenie miało 10 lat finansowania przez DARPA badań i rozwoju szczepionek DNA i RNA, w tym 25 milionów dolarów przyznanych firmie Moderna na pomoc w stworzeniu platformy informacyjnego RNA.

27 SIERPNIA 2021

Nagroda Prezydenta różni się od innych, które wchodzą w skład nagród Federal 100. Nagrody Eagle i same nagrody Fed 100 są przyznawane za indywidualne osiągnięcia dokonane w jednym roku kalendarzowym. Ta nagroda może być przyznana zespołowi lub osobie indywidualnej i często jest wyrazem uznania dla pracy wykonywanej przez dłuższy czas, która w końcu przyniosła efekty.

DARPA – Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności została stworzona właśnie z myślą o tego rodzaju innowacjach.

Misją DARPA, utworzonej w roku 1958, jest patrzenie w przyszłość i inwestowanie w nowe technologie dla wojska. W ramach swojego celu, jakim jest ochrona wojsk amerykańskich na całym świecie przed zagrożeniami biologicznymi lub atakami, od roku 2011 agencja finansuje prace nad szczepionkami DNA i RNA oraz terapiami z użyciem przeciwciał. Kiedy na początku 2020 roku wybuchła pandemia COVID-19, wspomniana dekada badań i rozwoju okazała się kluczowa.

W 2013 roku DARPA przyznała firmie Moderna 25 milionów dolarów na pomoc w stworzeniu platformy messenger RNA. Prace te położyły podwaliny pod utworzenie Biura Technologii Biologicznych w 2014 roku i Platformy Zapobiegania Pandemii (P3) w 2017 roku. Celem programu P3 było opracowanie skalowalnej, adaptowalnej platformy szybkiego reagowania, która mogłaby wyprodukować potrzebne nowe szczepionki lub terapie przeciwciałami w ciągu 60 dni od pojawienia się nowego zagrożenia.

W odpowiedzi na wybuch epidemii COVID, Amy Jenkins, kierownik programu P3, szybko zareagowała i przyznała dotacje czterem grupom na wykorzystanie nowo opracowanej technologii do stworzenia szczepionki na COVID-19, co zostało osiągnięte w rekordowym czasie i uratowało niezliczoną liczbę istnień ludzkich.

Wiele innych osób i organizacji przyczyniło się do tego sukcesu: byli kierownicy programu DARPA – Dan Wattendorf i Matt Hepburn, wraz z Geoffem Lingiem, ówczesnym dyrektorem Biura Technologii Biologicznych, oraz byli dyrektorzy DARPA – Regina Dugan i Arati Prabhakar. Ponadto istotną rolę odegrała duża grupa międzyagencyjna, w skład której wchodzili urzędnicy z Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej oraz jego Biomedical Advanced Research and Development Authority, National Institutes of Health oraz DOD’s Joint Program Executive Office for Chemical, Biological, Radiological and Nuclear Defense.

Jednak to DARPA przewodzi owym wysiłkom od ponad 10 lat, a jej finansowanie potencjalnych szczepionek i terapii z wykorzystaniem przeciwciał stworzyło ramy dla wdrożenia nowych szczepionek w rekordowym czasie.

INFO: https://www.nextgov.com/acquisition/2021/08/darpas-pandemic-prevention-platform/259090/

https://babylonianempire.wordpress.com/2021/12/07/video-wynalazca-szczepionki-nie-szczepi-sie/embed/#?secret=OeP5YNSVvc#?secret=ksuV5GAzTa

https://babylonianempire.wordpress.com/2024/11/02/nowa-holenderska-minister-zdrowia-wyznaje-musimy-wykonywac-rozkazy-nato-usa-i-nctv-covid-to-operacja-wojskowa/embed/#?secret=qZV3RLYrw0#?secret=S6LL4KpOkL

Bieda z nędzą. Kandydaci PiS na prezydenta nie reprezentują polskiej racji stanu

Bieda z nędzą. Kandydaci PiS na prezydenta nie reprezentują polskiej racji stanu

Autor: CzarnaLimuzyna, 21 listopada 2024

Tristram Paul Hillier

Jeżeli ktoś ma wątpliwości może to łatwo sprawdzić, zadając kandydatom kilka pytań dotyczących poniższych postulatów.

Motto: „Każdy kto zakazuje na terenie RP wydobycia węgla, każdy kto chce nam założyć maski na twarz, zakazuje korzystania z żywego ognia, ogranicza hodowlę zwierząt, roślin, uprawę ziemi, każdy jest rodowodem spokrewniony z bestialskimi ideologiami III Rzeszy Niemieckiej”. /ks. prof. Tadeusz Guz „ Zakamuflowane metody totalitaryzmu…”/

To co zamieszczam poniżej należy do kategorii polskich czerwonych linii – naszych granic, które przeciwnik już przekroczył ustanawiając na tych obszarach stan okupacji w formie zapisów prawnych, narzuconych regulacji. Te obszary należy odzyskać.

P o s t u l a t y

—Natychmiastowe i całkowite odejście od regulacji klimatycznych, przede wszystkim zniesienie limitów dotyczących emisji CO2 i związanych z tym opłat. Przerwanie lockdownu w energetyce, powrót do naturalnych surowców m.in. do węgla. /Raport/

—Natychmiastowe wydalenie z Polski wszystkich nielegalnych migrantów, a także mających prawo pobytu, ale nie spełniających innych warunków: będących zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polaków, w tym dezerterów z Ukrainy oraz osób, które weszły w konflikt z polskim prawem.

—Uszczelnienie polskich granic na wschodzie i zachodzie Polski. Likwidacja V kolumny w Polsce – organizacji finansowanych z zagranicy zajmujących się dywersją ideologiczną i przemytem ludzi.

—Podpisanie nowej umowy stowarzyszeniowej z Unią na korzystnych warunkach dla Polski, z wyłączeniem jakiejkolwiek możliwości ingerencji w normy społeczne, moralne, kulturowe wynikające z cywilizacji łacińskiej. W przypadku trwającej obstrukcji z unijnej strony – Polexit.

—Postawienie na wokandzie międzynarodowej reparacji wojennych od Niemiec.

—Uzależnienie pomocy materialnej dla Ukrainy od bezwarunkowej zgody na ekshumacje na Wołyniu, a także uchwalenie ustawy IPN zakazującej w połączeniu z sankcją karną propagowania ideologii totalitarnych i ludobójczych nie wyłączając banderowskiej, a także zakazującej szkalowania Polski i Polaków przez kogokolwiek.

—Zakaz urządzania na terenie polskich instytucji państwowych obcych manifestacji politycznych, w tym obrządków typu Chanuka. Zakaz uczestnictwa polskich urzędników w antypolskiej agendzie.

— Rozliczenie “pandemii”.

Eurostat, dane za rok 2023

—Likwidacja systemu partyjnego i wprowadzenie systemu JOW, likwidacja przymusowego ZUS, zakończenie finansowania z kieszeni polskiego podatnika bezpłatnego leczenia obcokrajowców z wyjątkiem dzieci. Reforma systemu podatkowego.

—Zniesienie post-hitlerowskiego i post-stalinowskiego zakazu posiadania broni przez Polaków. Odbudowa armii, nie pozorowana, lecz prawdziwa.

—Najważniejsze: Intronizacja Chrystusa Króla, restytucja polskiej państwowości, nowa konstytucja, przywrócenie prawa własności Polakom na polskiej ziemi, naprawa wszystkich zniszczeń jakich dokonały aktualne władze m.in. w szkolnictwie.

Zdaję sobie sprawę, że część ludzi nie będzie w stanie przeczytać tego ze zrozumieniem, ale to tylko oznacza, że nie są zdolni do udźwignięcia polskich obowiązków. Oznacza to, że to nie oni powinni decydować o Polsce. Proszę dopisywać jeżeli coś przeoczyłem.

Przypominam, że dotychczas mieliśmy za prezydentów: Sługę Moskwy – komunistycznego generała Jaruzelskiego. Potem w kolejności byli: „ Bolek” tajny współpracownik komunistycznych służb, dwie kadencje Kwaśniewskiego, komunisty będącego członkiem formacji, której pierwszy człon założyli agenci Kominternu podlegli GRU. Był Lech Kaczyński, pod-semita i zdrajca lizboński, a następnie sprawiający wrażenie dybuka – Komorowski, patron marszu od niepodległości z herbem w postaci orła z czekolady. Kończy kadencję Andrzej Duda – „anglosaski, żydowski i banderowski lokaj”/ Grzegorz Braun o Dudzie/

____________________________

Grafika: Tristram Paul‏ Hillier

„Syjonizm to nazizm. Goje wszystkich krajów – łączcie się”

Braun uderzył w stół. Oburzeni Żydzi piszą do przewodniczącej Parlamentu Europejskiego

15.11.2024 https://nczas.info/2024/11/15/braun-uderzyl-w-stol-oburzeni-zydzi-pisza-do-przewodniczacej-parlamentu-europejskiego-video/

„Uderz w stół, a nożyce się odezwą” – tak polski poseł do Parlamentu Europejskiego Grzegorz Braun skomentował nowy donos organizacji żydowskich do przewodniczącej Parlamentu Europejskiego. Co tak oburzyło „starszych i mądrzejszych”? Jak zwykle kilka słów prawdy.

Na Grzegorza Brauna skargę złożył nie byle kto, bo przedstawiciele najbardziej wpływowych organizacji żydowskich na świecie tj. American Jewish Committee i European Jewish Congress. Syjonistom nie spodobało się to, że poseł Grzegorz Braun wytknął im obrzydliwy rasizm.

Dzień wcześniej Braun w parlamencie Europejskim dał krótkie przemówienie ws. wydarzeń w Amsterdamie, gdzie żydowscy kibole sprowokowali zamieszki, a Żydzi twierdzą, że to był „pogrom”.

„Chciałbym wyrazić moją wdzięczność dla wszystkich fanów piłki nożnej w Europie, którzy pokazali, że nie akceptują żydowskiego rasizmu” – mówił Braun.

„Izraelscy chuligani, którzy najechali Amsterdam w ubiegłym tygodniu, śpiewali „Dlaczego nie ma szkół w Strefie Gazy? Bo zabiliśmy wszystkie dzieci!” To ich piosenka. Dlatego wyrażam wdzięczność każdemu, kto potępia taką ekspresję żydowskiego rasizmu. Syjonizm to nazizm. Goje wszystkich krajów – łączcie się” – powiedział Grzegorz Braun.

Musiało to zagotować żydowskich aktywistów syjonizmu, bo już następnego dnia wystosowali pismo do przewodniczącej Parlamentu Europejskiego, Roberty Metsoli, w którym wyrazili swoje oburzenie na Brauna i obsztorcowali Parlament Europejski, że nie zareagował odpowiednio, czyli nie potępił, nie przeprosił i nie wyrzucił Brauna za drzwi.

„Chcemy wyrazić nasze oburzenie antysemickim wystąpieniem i nawoływaniem do przemocy przez posła do Parlamentu Europejskiego Brauna podczas wczorajszej debaty na temat antyizraelskich i antyżydowskich zamieszek w Amsterdamie i wzywamy do ukarania go w najszerszym zakresie przepisów parlamentarnych” – napisali Daniel Schwammenthal, dytrektor AJC Transatlantic Institute i dr Ariel Muzicant, Prezydent European Jewish Congress.

„W swoich uwagach transmitowanych na żywo w Internecie i oglądanych przez cały świat poseł do Parlamentu Europejskiego Braun podziękował bandytom, którzy polują na Izraelczyków i Żydów na ulicach, zniesławił syjonizm jako nazizm i wezwał wszystkich Gojów na całym świecie do zjednoczenia się przeciwko Żydom.”

W powyższym zdaniu panów autorów zdecydowanie poniosła fantazja – poseł Braun mówił o żydowskim rasizmie i syjonizmie i dziękował za potępianie tych negatywnych zjawisk, a nie do jednoczenia się przeciwko Żydom, czy dziękowaniu jakimś bandytom.

„Chcemy także wyrazić nasze rozczarowanie faktem, że wiceprzewodniczący Zīle, który nadzorował debatę plenarną, nie potępił posła do Parlamentu Europejskiego Brauna. Zamiast tego po prostu powiedział „dziękuję” i przeszedł do następnego mówcy, jakby właśnie nie wydarzyło się nic niezwykłego. Kiedy poseł do Parlamentu Europejskiego wygłasza takie nienawistne uwagi, odpowiednią reakcją byłoby co najmniej wezwanie do porządku, jeśli nie wyrzucenie go z izby.”

Dalej panowie przytaczają argumentum ad Holocaustum i wspominają jakie złe rzeczy zrobił im Hamas, jednak nie przypominają, że w wojnie z Hamasem giną głównie palestyńskie kobiety i dzieci. Na końcu domagają się pilnej interwencji ws. posła Brauna.

„Społeczność żydowska w Europie zmaga się nie tylko z szokiem wywołanym masakrą Hamasu z 7 października, ale także z eksplozją antysemityzmu tutaj, na naszym kontynencie. Nasza cenna unia, nasze demokratyczne prawa i wartości zostały zbudowane na popiołach Holokaustu. Dlatego niezwykle istotne jest podjęcie natychmiastowych działań przeciwko temu nikczemnemu przejawowi antysemityzmu i podżegania w Europejskiej Izbie Demokracji. Z góry dziękujemy za zainteresowanie tą sprawą. Z niecierpliwością czekamy na Wasze przywództwo, które zajmie się tym incydentem ze zdecydowaniem, jakiego wymaga ochrona godności i wartości Parlamentu Europejskiego” – kończą swój list przedstawiciele organizacji żydowskich.

Żydowskie wojny i nacjonalizm jest dobry, a inne nacjonalizmy to samo zło, i potępiać można tylko te drugie.

Destrukcja polskiej edukacji

Destrukcja polskiej edukacji (3)

https://myslpolska.info/2024/11/21/destrukcja-polskiej-edukacji-3/

Olaf Swolkień

„Dziś otrzymujemy trzy wychowania rozmaite lub sprzeczne: rodziców, nauczyciela i świata (…) Nie wyrodnieje rodzący się lud: ginie dopiero wówczas, kiedy dorośli mężowie są już skażeni„, Monteskiusz, „O duchu praw”

„Rodzina, która nie kontroluje, czy nie potrafi kontrolować środowiska informacyjnego dzieci, właściwie w ogóle nie jest rodziną”, Neil Postman, „Technopol”

„Moje dzieci dzielą się na te przed i po wynalezieniu  smartfona”, Ojciec wielodzietnej rodziny

Podsumowaniem zmian jakie w szkole chce zaprowadzić ekipa minister Barbary Nowackiej jest tak zwany profil absolwenta. Na temat jego kształtu trwają obecnie konsultacje. Przykładowy profil jaki zaprezentował MEN, a który ma stanowić punkt docelowy procesu edukacji jest zbudowany tak by nie budzić wielkich sprzeciwów. W centrum znajduje się wiedza i umiejętności oraz a jakże nacisk na cyfryzację życia, potem kompetencje, sprawczość i obszary kształcenia, a wszystko zanurzone w tak zwanym wychowaniu do wartości takich jak: prawda, dobro, piękno, ale także sprawiedliwość, odpowiedzialność, szacunek i solidarność. Brzmi nieźle, ale w epoce postprawdy, walki z kanonami piękna oraz dowolnego manipulowania znaczeniami i sensem słów można pod te szczytne hasła wstawić wszystko.

Warto także zwrócić uwagę, że w projekcie profilu absolwenta nie ma takich pojęć jak charakter, cnota (np. cnoty kardynalne: męstwo, roztropność, sprawiedliwość i umiar), wola, patriotyzm, naród, ojczyzna czy po prostu Polska. Ma to związek z planami włączenia polskiej edukacji do Europejskiego Obszaru Edukacji oraz przygotowania tak sformatowanych absolwentów do łatwego zmieniania miejsca pracy i zamieszkania. Zamiast patriotyzmu  wpisano jedynie „tożsamość i poczucie przynależności” co w związku z programem tzw. edukacji zdrowotnej w zależności od mody oznaczać może np. czucie się mężczyzną lub kobietą.

Tym co jest naprawdę rewolucyjne to fakt, że przygotowując taki profil szkoła minister Nowackiej deklaruje wyraźnie zamiar odgrywania decydującej roli w kształtowaniu światopoglądu i systemu wartości absolwenta. Stanowi to radykalne odejście od dotychczas obowiązującej zasady zapisanej w ustawie o systemie oświaty, w myśl której zadanie szkoły polegało oprócz nauczania i opieki na wspieraniu rodziców w procesie wychowania, a ci mieli konstytucyjne prawo do decydowania o jego kształcie i kierunku.

W sytuacji ogromnych podziałów społecznych i światopoglądowych taka ingerencja motywowanych ideologicznie urzędów będzie oznaczać spełnienie obaw, o których mówiła ekspert edukacyjna Jolanta Dobrzyńska  i uczynienie ze szkoły miejsca wojny kulturowej, co dodatkowo wykreuje atmosferę źle wpływającą na proces uczenia się. W parze z tym idzie coraz większa ilość regulacji prawnych, coraz agresywniej ingerujących w stosunki między dorosłymi i młodzieżą, nauczycielami i uczniami, a także rodzicami i dziećmi.

Obniżenie poziomu nauczania szkół publicznych oraz likwidacja obowiązku i oceniania zadań domowych w oczywisty sposób przyczynią się do pogłębienia podziałów opartych o zamożność i kapitał kulturowy rodziców. Bogaci i ustosunkowani poślą dzieci do szkół prywatnych, inteligentni będą dbać by dziecko utrwalało w domu szkolny materiał i odrabiało zadania domowe. Inni zafundują dzieciom dodatkowe lekcje.

Jednak wszystkie te rozważania pomijają milczeniem najważniejszy problem wychowawczy z jakim mamy dzisiaj do czynienia, a który można zauważyć obserwując polską młodzież na spacerze, w środkach transportu, w czasie rozmowy z rówieśnikami i niemal w każdej innej życiowej sytuacji, a którego zauważać nie chcemy. Pośrednia aprobata dla jego istnienia jest umieszczona w samym sercu planowanego profilu absolwenta. George Orwell w swojej słynnej powieści „Rok 1984” przewidywał, że telewizory w domach będą nas śledzić i wydawać polecenia, jednak nie wyobraził sobie, że ludzie sami będą je nosić w ręku niczym kiedyś palacze papierosy i z własnej woli oglądać treści podsuwane przez specjalistów od śpiewu i mas.

W wypadku polskiej młodzieży ma to miejsce przez średnio ponad 5 godzin dziennie, a więc tygodniowo co najmniej tyle ile trwają zajęcia lekcyjne w szkole. To co stało się za sprawą smartfonów przez 17 lat od ich pojawienia się na rynku, słynny niemiecki neurobiolog i psychiatra Manfred Spitzer nazwał epidemią. Przedtem zwrócił uwagę na spustoszenie jakie czyni cyfryzacja edukacji i wielogodzinny kontakt z ekranami. Jego pierwsza sprzedana w Niemczech w setkach tysięcy egzemplarzy książka nosiła tytuł „Cyfrowa demencja” i zajmowała się głównie wpływem spędzania czasu i uczenia się za pośrednictwem różnego rodzaju ekranów; przede wszystkim komputerów, ale także tzw. tablic interaktywnych.

W ślad za nią ukazały się „Cyber choroby” i wreszcie ostatnia „Epidemia smartfonów”. Wszystkie zostały stosunkowo szybko przetłumaczone na polski (2013, 2015 i 2021). Spitzer przytoczył w nich szerokie spectrum badań potwierdzających całą gamę negatywnych skutków jakie niesie za sobą cyfryzacja dla młodzieży. Zatrważające są statystyki dotyczące zdrowia fizycznego poczynając od krótkowzroczności, która w Korei Południowej w ciągu krótkiego okresu wzrosła z 5 do 90%, poprzez stany przedcukrzycowe, podwyższone ciśnienie, zaburzenia snu i otyłość u nastolatków. Jeszcze większe spustoszenie czyni przebywanie online w zdrowiu psychicznym i tak np. w USA w ciągu 7 lat podwoiła się liczba samobójstw wśród dziewcząt, depresja wśród młodzieży stała się zjawiskiem masowym. Ogromne szkody czyni cyfryzacja w procesie formowania charakteru, ćwiczenia siły woli i samokontroli, a więc tych czynników, które decydują o udanym życiu. Wiele nastolatków, a nawet dzieci przejawia oznaki silnego uzależnienia behawioralnego i na odebranie smartfona reaguje napadami furii lub co najmniej swego rodzaju narkotykowym głodem. Uzależnienie od smartfonów pociąga za sobą kolejne uzależnienia, wśród których na pierwsze miejsce wysuwa się uzależnienie od pornografii. W raporcie NASK (Zespół Koordynacyjny Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej przy Uniwersytecie Warszawskim) z 2022 r. podano, że co czwarty polski nastolatek ogląda treści pornograficzne codziennie, czyni to także co piąte dziecko. Jakie będą tego konsekwencje dla przyszłych relacji, życia rodzinnego (o ile w ogóle do niego dojdzie) nie trudno zgadnąć. Oprócz twórców i właścicieli stron pornograficznych wychowaniem polskiej młodzieży zajmują się tak zwani influencerzy, którzy epatują wulgaryzmami, prymitywizmem treści i formy. Nawet rodzice dbający o swoje dzieci i potrafiący zablokować tego typu treści są bezradni, gdyż w szkole wszelkie blokady i zakazy omijają rówieśnicy, których rodzice albo się tym nie interesują albo nie potrafią tego typu treści zablokować, a których dzieci chętnie podsuwają je kolegom.

Jednak tym co z punktu widzenia szkoły jest najbardziej znaczące, to fatalny wpływ cyfryzacji na proces uczenia się i możliwości poznawcze. Wszystkie dostępne badania pokazują, że już samo posiadanie przez dziecko własnego komputera i elektronicznych gadżetów fatalnie wpływa na wyniki w nauce i ogólny rozwój dziecka. Szczególnie negatywny wpływ ma to na dzieci z rodzin o niższym kapitale kulturowym, a więc zwiększa, a nie zmniejsza jak fałszywie głoszą lobbyści i politycy różnice społeczne, de facto krzywdząc dzieci rodziców uboższych, mających mniej wolnego czasu i mniej wykształconych. W szerszej skali widać to na przykładzie międzynarodowych testów PISA (Programme for International Student Assessment)  gdzie wyniki i badania wskazują, że jak pisze Spitzer: „Zależność między wydatkami na komputery w szkołach, a osiągnięciami matematycznymi dzieci jest ujemna, czyli im więcej pieniędzy zainwestowano w danym kraju w komputery w szkole (w przeliczeniu na ucznia) tym szybciej pogarszały się osiągnięcia uczniów (OECD 2015) (…) Finlandia niecałe 20 lat temu, na początkowym etapie analizy danych w ramach testu PISA, była jego zwycięzcą (czego zazdrościło jej wiele krajów); dzisiaj wyniki fińskich uczniów są w środku stawki.” Dodać w tym miejscu należy, że począwszy od roku 2003 wyniki fińskich uczniów we wszystkich trzech badanych obszarach; matematyka, czytanie, szeroko rozumiana przyroda stale spadają i w ciągu dwóch dekad XX  wieku obniżyły się średnio o 20%. Niektóre kraje, które początkowo uległy propagandzie cyfrowych lobbystów zaczęły wyciągać z tych faktów wnioski i np. „Australia po spadku w rankingu PISA w 2008 roku, zainwestowała ok. 2,4 miliarda dolarów australijskich w wyposażenie szkół w laptopy. Natomiast od 2016 roku laptopy są zabierane. Uczniowie robili z nimi wszystko poza jednym – uczeniem się.” Kraje skandynawskie powracają do pisania piórem i ołówkiem, co jak wykazały badania daje o wiele lepsze wyniki w nauce niż posługiwanie się przyciskami klawiatury.

W Korei Południowej gdzie jak przytacza Spitzer: ”Tamtejsze ministerstwo nauki podaje, że odsetek uzależnionych od smartfonów młodych ludzi w wieku od 10 do 19 lat wynosi już ponad 30%. Już od kilku lat – po raz pierwszy na świecie (…) obowiązuje prawo ograniczające i reglamentujące używanie smartfonów przez osoby poniżej 19 roku życia. W tym celu wykorzystywane jest oprogramowanie blokujące dostęp do pornografii i przemocy, rejestrujące czas używania i zgłaszające rodzicom, gdy określone słowa (…) są wystukiwane na klawiaturze smartfona. Ponadto rodzice są informowani, gdy dzienne używanie smartfona (…) przekroczy określony, ustalony limit.” Już po ukazaniu się prac Spitzera śladem Korei poszły Chiny, a także coraz więcej krajów zachodnich. Wielkim zwolennikiem ograniczeń w używaniu smartfonów w szkołach jest premier Węgier Wiktor Orban.

W latach 1990 kiedy broniłem polskich kolei, transportu zbiorowego i ładu przestrzennego na jednym z transparentów mieliśmy napis: „Uczmy się na błędach Zachodu”. Zetknąłem się wtedy z dwoma zjawiskami: działaniem lobbystów branży motoryzacyjnej oraz z wygodną ignorancją urzędników, dziennikarzy, kolejowych związkowców, przy totalnej obojętności społeczeństwa ogłupionego przez sprzedajnych ekspertów i nieuków piastujących wysokie stanowiska w polityce i urzędach. W wypadku cyfryzacji sytuacja jest identyczna.

Minister Przemysław Czarnek dla taniego poklasku i prawdopodobnie z powodu totalnej ignorancji zafundował dzieciom za pieniądze podatnika laptopy, a kurator oświaty z którą rozmawiałem w roku 2022 w ogóle nie słyszała o książkach Spitzera. Organizacje społeczne w czasie rządów PiS zwracały się do MEN o wprowadzenie zakazu używania smartfonów w szkołach. W odpowiedzi zawsze słyszały, że leży to w gestii szkół, a poza tym w odpowiedziach MEN przeważało ledwie zawoalowane przekonanie, że od tak zwanego rozwoju nie uciekniemy i wystarczy tylko zadbać by z nowej cudownej technologii korzystać we właściwy sposób.

Z własnego doświadczenia wiem, że interweniowanie u posłów w sprawach uwzględnienia w decyzjach politycznych negatywnych skutków nowych technologii zawsze było trudne z powodu ich obawy przed oskarżeniami o „powrót na drzewo”, „do jaskiń” czy „do Średniowiecza”, jednak w wypadku cyfryzacji usłyszałem od uczciwej skądinąd posłanki, że po prostu chce żyć i dlatego nic w tej sprawie nie zrobi. Pieniądze jakie płyną wraz z cyfryzacją z budżetu państw do kieszeni korporacji są tak ogromne, że nawet kraje o mocniejszej demokracji i dojrzalszej opinii publicznej mają kłopot by poddać  ten proces kontroli i zająć się także jego ciemnymi stronami. W dodatku cyfryzacja jest podstawowym narzędziem kontroli i inwigilacji, a to z kolei sprawia, że cała elita władzy i biurokracja sa zainteresowane jej postępami. W Niemczech książki Spitzera były bestsellerami, on sam gościł w mediach głównego nurtu, gdzie trwała na ten temat autentyczna debata.

Jednak działalność jawnych i ukrytych lobbystów sprawiła, że jak pisał: „Posiedzenie komisji (chodzi o komisję ekspercką ds. Młodzieży przy niemieckim Bundestagu) trwało dwa razy dłużej niż zwykle, a posłowie sprawiali wrażenie bardzo zainteresowanych tematem. Pod koniec sześciotygodniowych obrad powstał długi protokół, który zamknięto konkluzją, że nie stwierdzono konieczności podjęcia jakichkolwiek działań.” Spitzer został także zaproszony przez parlament landu Hesji do udziału w obradach grupy ekspertów na temat mediów, ale jak pisze: „Okazało się, że grupa ta ekspercką nie była; składała się z dwudziestu dziewięciu lobbystów i przedstawicieli różnych organizacji – jedynym ekspertem byłem ja.” Jak dotąd w Niemczech zakaz smartfonów w szkołach wprowadziła jedynie Bawaria.

Spitzer w swoich pracach koncentruje się przede wszystkim na efektach cyfryzacji nauczania w obszarze zdrowia, neurobiologii, psychologii, poznania i skutkami dla szeroko pojętego życia społecznego. Jedynie epizodycznie podaje przykład wynalazków z przeszłości, których użycie okazało się szkodliwe i pomimo wiedzy np. o negatywnym wpływie na zdrowie ich użycie miało miejsce przez wiele dekad od ujawnienia tej zależności. Znacznie szerzej traktuje to zagadnienie nieżyjący już amerykański filozof i medioznawca Neil Postman, który w kolejnych książkach zajmował się wpływem technologii na kształt cywilizacji ze szczególnym uwzględnieniem edukacji i procesu uczenia się. Najbardziej znane jego prace  tłumaczone na polski to „Technopol”, „Zabawić się na śmierć” i „W stronę XVIII stulecia”. Pisał je jeszcze w okresie dominacji telewizji, ale już wtedy dostrzegał fatalne skutki bezrefleksyjnego kultu nowych technologii, a pośrednio także stojącego za nim scjentyzmu. Wpisywał się tym w długą listę klasyków i przypominał, że zależność tę dostrzegł jako pierwszy nie kto inny niż Platon, czemu dał wyraz przytaczając w Fajdrosie opowieść o królu Egiptu Tamuzie i bogu Teucie, w której ten pierwszy wskazał, że wynalazek pisma ma negatywne skutki ponieważ: „to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie. Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości, a nie mądrość prawdziwą. Posiądą bowiem wielkie oczytanie bez nauki i będzie się im zdawało że wiele umieją, a po większej części nie będą umieli nic i tylko obcować z nimi będzie trudno, to będą mędrcy z pozoru, a nie ludzie mądrzy naprawdę.”

Ponad dwa tysiące lat potem te słowa okazują się zdumiewająco aktualne. Spitzer pisze: „Wyszukiwarki zasadniczo służą do pozyskiwania informacji jedynie wtedy, kiedy szukający sam już dużo wie.” Moje doświadczenia z pracy w szkole to potwierdzają: uczniowie proszeni o znalezienie w internecie odpowiedzi na zadane pytanie, mają kłopoty z wykonaniem tego zadania, o ile nie dysponują zasobem wiedzy. Inaczej mówiąc; żeby znaleźć trzeba najpierw wiedzieć.  Postman twierdzi zgodnie z doświadczeniem, że: „każda technologia jest zarazem ciężarem i błogosławieństwem; nie albo – albo, lecz tym i tym jednocześnie.” Jednak jak dodaje co najmniej od czasów Francisa Bacona nasza cywilizacja zatraciła świadomość tego zjawiska i przyznała technologii równorzędną rolę z doskonaleniem intelektu, ducha i charakteru jako środków potrzebnych dla szczęśliwego życia. Przez kolejne wieki oba światopoglądy trwały równolegle i w pewnym konflikcie.

Przełomowym momentem, w którym jak pisze Postman tradycyjny światopogląd i hierarchia wartości zeszły na dalszy plan były czasy i działania Henry’ego Forda oraz Fredericka W. Taylora (osiągnięcia tego ostatniego podziwiał Lenin, a Aldous  Huxley nie przypadkowo umieścił „Nowy wspaniały świat” w „erze Forda”). Naukowe zarządzanie jakie wprowadzili było przejawem zmiany całej rzeczywistości społecznej łącznie z życiem rodzinnym i edukacją. Technokracja zdaniem Postmana przeistoczyła się w technopol czyli totalitarną technokrację. Jak bardzo system podporządkował sobie nasze życie mało co świadczy tak dobrze jak przesunięcie wieku posiadania przez kobiety pierwszego dziecka  o średnio 10 lat czy fakt, że to wnuki uczą dzisiaj dziadków posługiwania się technologią zamiast czerpać z ich doświadczenia. Starsi tracą w ten sposób autorytet, a w konsekwencji wpływ na młodych.

Nawet krytycy profilu absolwenta nie dostrzegają czy może obawiają się zwrócić uwagę na centralne miejsce jakie w profilu absolwenta zajmuje cyfryzacja, a oznacza to, że technologia, a także jej bezrefleksyjny kult stanęły w centrum naszej hierarchii wartości. I mało kto chce zauważyć, że zgodnie z trafnym spostrzeżeniem Marksa o wynalazku strzemienia, który stworzył feudalizm i maszynie parowej która zrodziła kapitalizm, ma to wpływ na całość życia społecznego i psychikę jednostek. Kogo i jaki ustrój stworzy „cyfrowy świat” umieszczony w centrum profilu absolwenta nikt nie pyta, każdy zgadł? To właśnie ta zmiana, której znaczenie umyka naszej uwadze sprawia, że  nie dostrzegamy rzeczywistych przyczyn naszych kłopotów i zamiast skutecznego działania, dziwimy się i oburzamy.

Jeżeli dodać, że wprowadzanie nowych technologii zawsze wiąże się z zyskami jej dostawców i stratami innych, wtedy zobaczymy jak wielkie siły są zaangażowane w ten proces i o jak wielką stawkę toczy się gra. Postman wiele miejsca poświęcił tak zwanemu telewizyjnemu stylowi uczenia się przez oglądanie telewizji edukacyjnej i zabawę. Pisał: „Całkowicie uzasadnione jest stwierdzenie, że większa część podejmowanego w Stanach Zjednoczonych przedsięwzięcia edukacyjnego realizuje się nie w szkolnych klasach, ale w domu przed ekranem telewizora i nie pod nadzorem nauczycieli, ale zarządców sieci i komików.” W epoce smartfonów sprawują ją zgodnie z określeniem Andrzeja Zybertowicza cyberpanowie z Doliny Krzemowej, a minister Nowacka jest wobec ich potęgi i wpływu postacią o niewielkim znaczeniu. Postman podaje też przykłady szeregu zmian jakie wprowadziły nowe środki przekazu nie tylko w szkołach, ale także w rodzaju ludzi jakich wybieramy na najważniejsze stanowiska. Tak opisuje debaty prezydenckie sprzed półtora wieku: „zgodnie z zawartą umową Douglas mówił jako pierwszy przez godzinę, odpowiedź Lincolna trwała półtorej godziny, z kolei Douglas przez pół godziny ustosunkowywał się do odpowiedzi Lincolna. Była to debata znacznie krótsza od tych, do których obaj ci mężczyźni przywykli.”

Obecni uczniowie nie są w stanie nie tylko skupić się na dłuższym wykładzie, ale nawet film na you tube staje się dla nich po kilku minutach nużący. To samo dotyczy także coraz większego odsetka dorosłych. Polityków i intelektualistów zastąpili aktorzy, a nauczycieli nawiedzający szkoły perwersyjni przebierańcy. Jedni i drudzy odwołują się do emocji, słowa i logika wywodu zostały zastąpione przez obraz i wrażenia, którymi łatwo jest manipulować. Lincolna i Douglasa słuchali kowale, sklepikarze z podstawowym wykształceniem, posiadali jednak zdolność skupienia się i rozumienia dłuższych wywodów, nie znane było wtedy czytanie bez zrozumienia.

Wszystko to pokazuje, że sama zmiana programów szkolnych, wprowadzenie indoktrynacji czy nawet seksualizacji mają być może mniejsze znaczenie wobec tego czego młodych ludzi uczy dzisiaj cyfrowe życie, a także przykład pierwszego pokolenia cyfrowych rodziców, którzy sami są rządzeni przez cyber-panów. To także pierwsze pokolenie uczniów, którzy są w większości jedynakami, często wychowywanymi przez samotne matki. Wiele dzieci jest chronicznie chorych, a jako pokolenie nie są w stanie dorównać osiągnięciom poprzednich generacji w testach sprawności na lekcjach WF. Zamiast szlachetnej niewidzialnej ręki jako model działania na rzecz innych podsuwa się im czerwone serduszko na pokaz. Odnotowano już pierwszy przypadek wprowadzenia do statutu polskiej szkoły pojęcia tzw. osoby uczniowskiej. Większość powołanej przez ogól rodziców rady była za przyjęciem tego zapisu.

Dlatego program nowej, pasującej do czasów i sytuacji polskiej szkoły nie może być oderwany od stanu i wizji społeczeństwa, od autentycznego przemyślenia rzeczywistych zagrożeń, a edukacja musi być wpięta w całościowy model życia. Takich wizji czy choćby katalogu narodowych wad jakie wymagają przepracowania póki co brakuje. Obecny spór o edukację mógłby być dobrym punktem wyjścia do takiej debaty, podobnie jak miało to miejsce przed trzema wiekami w obliczu upadku Rzeczpospolitej.

Olaf Swolkień

Myśl Polska, nr 47-48 (17-24.11.2024)