Nowy wariant „małpiej ospy” (mpox) rozprzestrzenia się w Afryce, ale dotarł też do Europy. Zaniepokojone są zwłaszcza środowiska LGBT we Francji, kraju, do którego w 2022 roku została przeniesiona przez kontakty seksualne i rozprzestrzeniała się głównie wśród homoseksualnych mężczyzn. W Afryce najbardziej dotknięta jest tą chorobą Demokratyczna Republika Konga.
Na tym etapie epidemii w DRK średni wiek zakażonych wynosi 22 lata, a 29 procent to osoby „świadczące usługi seksualne”. Od początku roku w tym afrykańskim kraju zarejestrowano około 16,7 tysiąca przypadków, a ponad 570 osób zmarło. Wirus jest bardziej zaraźliwy niż poprzednie odmiany i wydaje się bardziej niebezpieczny, a śmiertelność może sięgać 10 procent zakażonych.
Dwa przypadki tego wariantu mpox potwierdzono poza kontynentem afrykańskim, w Szwecji i Tajlandii. Obawa przed przedostaniem się wirusa na inne kontynenty, spowodowała, że Afryka ma otrzymać szczepionki z Europy i USA. 2 miliony dawek ma trafić do Afryki z laboratorium w Danii do końca 2025 r. Stany Zjednoczone planują wysłać 50 tysięcy, a Japonia 3,5 miliona dawek, ale tylko dla dzieci. Francja przekaże 100 tysięcy dawek. W sprawę zaangażował się sprawujący jeszcze funkcję premiera homoseksualista Gabriel Attal.
Nad Sekwaną od pojawienia się choroby w 2022 roku podano 154 400 dawek szczepionek. Dotyczyło to głównie (26,1 procent) „mężczyzn mających kontakty seksualne z mężczyznami”, zaś już w regionie paryskim odsetek szczepionych homoseksualistów wzrósł do 45,4 proc. Premier Gabriel Attal informował, że „na całym terytorium są już otwarte 232 punkty szczepień”. Do końca sierpnia Wysoka Władza ds. Zdrowia (HAS) może zwiększyć liczbę szczepionych we Francji osób, ale nie będzie to dotyczyło „populacji ogólnej”. Zagrożenie rozprzestrzenienia się mpox w Europie uważa się jednak za niewielkie.
Tym niemniej działania prewencyjne pokazują, że kolejny raz choroby dotykające środowisko homoseksualne traktowane są priorytetowo. Można tu przypomnieć niezwykłe wręcz zaangażowanie państwa i naukowców w XX wieku w zwalczanie AIDS. Środki przeznaczane na ten cel wielokrotnie przekraczały wydatki na badania dotyczące innych chorób.
Jednym z powodów takich działań jest obawa, przed tym, iż kolejne plagi dotykające sodomitów mogą jednak zwrócić uwagę społeczeństw, że takie relacje są być może, choćby przez samą naturę… „penalizowane”.
Dyrektor generalny Meta, Mark Zuckerberg, twierdzi, że administracja Bidena wywierała na niego presję, aby usunął pewne treści związane z COVID-19 ze swojej platformy społecznościowej.
W liście wysłanym w tym tygodniu do republikańskiego przedstawiciela Jima Jordana, którym podzieliła się frakcja Partii Republikańskiej w Komisji Sądowniczej Izby Reprezentantów, Zuckerberg przyznał, że „w 2021 r. wysocy rangą urzędnicy administracji Bidena, w tym Biały Dom, przez wiele miesięcy wielokrotnie wywierali presję na nasze zespoły, aby cenzurowały pewne treści dotyczące COVID-19”.
W szczytowym momencie pandemii wiele platform mediów społecznościowych przyjęło surowe zasady moderacji, aby usuwać to, co postrzegały jako dezinformację i teorie spiskowe związane z koronawirusem. Jednak zasady te były krytykowane za wpływanie na dyskurs naukowy, w tym debatę na temat skutków ubocznych szczepionek i ogólnego bezpieczeństwa.
– czyli szokujący upadek polskiej medycyny i nauki
na testach piszą firmy które je wytwarzają: Testy RT-PCRnie nadają się do celów diagnostycznych!
——————————-
Główny szaman polskiej medycyny, Paweł Grzesiowski, którego w nagrodę za wzorowe reprezentowanie interesów koncernów farmaceutycznych na terenie Polski, rząd warszawski uczynił szefem GIS, oznajmił na konferencji prasowej, że o rozwijającej się pandemii covid-19 w kraju świadczą….badania ścieków miejskich, w których jest coraz to więcej wirusów kowida. Pan Grzesiowski nie poinformował z jakiej oczyszczalni ścieki były badane, kto te badania prowadził, za pomocą jakiej aparatury i konkretnie ile tych wirusów kowida wykryto w ściekach.
Ponieważ nikomu w świecie nauki nie udało się wyizolować wirusa kowida, zaś pokaźna grupa niezależnych naukowców (w tym były dyrektor firmy Pfajzer) twierdzi, że nie ma żadnych dowodów naukowych na to, że wirusy w ogóle istnieją, więc nasuwa się pytanie: o czym szaman polskiej medycyny Grzesiowski Paweł bajdurzy? I od razu to wyjaśnijmy!
Do wykrywania „wirusów” kowida służy test RT-PCR. (więcej na ten temat pisałem tutaj: http://www.pospoliteruszenie.org/Terror%20testy.html ) Opiera się on na badaniach Kary Mullisa. Kary Mullis, wynalazca technologii reakcji łańcuchowej polimerazy PCR (za co otrzymał nagrodę Nobla) uznał, że technologia ta nie nadaje się do wykrywania infekcji wirusowej ani żadnych innych, o czym wielokrotnie publicznie informował gdy żył, gdyż w tajemniczych okolicznościach zmarł.
To samo na testach piszą firmy które je wytwarzają: nie nadają się do celów diagnostycznych!
Skoro testy na podstawie których wykrywa się kovida do tego celu się nie nadają, to co te testy wykrywają?
Kierowany taką ciekawością prezydent Tanzanii postanowił to sprawdzić. Swoją ciekawość przepłacił życiem. Z pomocą testu przebadał kozy, lamy, olej silnikowy, owoce avocado, itp. Badane obiekty posiadały w sobie wirusy kowida!
Inni ciekawscy za pomocą testów wykryli wirusy kowida nie tylko we wszystkim co się rusza, ale również w obiektach nieruchomych! Ja sam -nie chwaląc się -korzystając z testu PCR wykryłem kowida w wodzie z kranu, którą piłem i piję bez maski na gębie, więc woda ta przechodząc przez mój układ pokarmowy przenosi wirusy kowida do oczyszczalni ścieków. Tam już czekają na mój cenny materiał biologiczny wysłannicy Grzesiowskiego, którzy za pomocą testu pcr wykrywają …..co za niespodzianka: wirusy kowida!
W historii nauki i medycyny były różne okresy upadku i szarlatanerii, jednak czas liczony od tak zwanej pandemii kowida, jest absolutną ruiną nie tylko nauki „wyższej” ale i zdrowego rozsądku i wiedzy na poziomie szkoły podstawowej. Klasycznym okazem tego zdziczenie naukowego i moralnego jest naczelny szamam polskiej medycyny Paweł Grzesiowski, któremu w szamaniźmie medycznym towarzyszy większość polskich lekarzy i tak zwanych naukowców!
Anthony Ivanowitz 27.08.2024r. www.pospoiteruszenie.org
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 27 sierpnia 2024 michalkiewicz
„Gdy wielki wielkiego dusi, my duśmy mniejszych – każdy swego” – nawoływał Klucznik Gerwazy w „Panu Tadeuszu”, gdy Napoleon ruszał na Rosję w roku 1812. Chodziło mu o to, by przy tej okazji załatwić Sędziego Soplicę, z którym miał na pieńku, jako członku rodziny Sopliców, bracie Jacka, co to zastrzelił Stolnika Horeszkę. Stolnik „popierał prawo trzeciego maja”, w związku z czym Targowica hojnie Jacka wynagrodziła, przekazując mu majątek Stolnika, który następnie – jako „fundusz prawie cały”, trafił w posiadanie Sędziego. Ale sprytny Jacek, który w międzyczasie został bernardynem Robakiem i przeszedł na służbę francuską, myślał, jakby tu zdobytą dzięki Targowicy fortunę zachować, nie tracąc przy tym patriotycznej reputacji. W tym celu namawiał Sędziego, by stanął na czele powstańców, którzy powitają wkraczającego na Litwę Napoleona, a wtedy on z pewnością zapyta, pod czyim dowództwem służą. Wtedy powstańcy krzykną: „Sędziego Soplicy! – Ach – puszcza wodze fantazji Ksiądz Robak – któż by potem pisnąć śmiał o Targowicy!”
Jak wiadomo choćby z mojej ulubionej teorii spiskowej, w naszym nieszczęśliwym kraju wprawdzie panoszy się agentura, która jednak – podobnie jak to było w wieku XVIII – specjalnie się nie afiszuje wysługiwaniem się obcym potencjom. Przeciwnie – chętnie drapuje się w rozmaite patriotyczne kostiumy, ale cóż z tego, kiedy raz za razem spod płaszcza Konrada pokazują się ubeckie cholewy? Oto w ostatnim roku rządów „dobrej zmiany” została powołana specjalna komisja, która miała spenetrować ruskie i białoruskie wpływy w – pożal się Boże – polityce naszego bantustanu. Ciekawe, że tylko ruskie i białoruskie, a nie na przykład – niemieckie, czy żydowskie, których przecież przeoczyć się nie da, podobnie, jak na przykład – amerykańskich.
Wiadomo jednak, że w domu wisielca nie wypada perorować o sznurze – jak to zrobił mecenas Śmiarowski w rozmowie z carskim prokuratorem: – Czy sznur, na którym wieszają skazańca musi być przepisowej grubości? – Chyba tak – odparł prokurator. – Czy używa się tego samego sznura parę razy? – Nie, sznur musi być nowy. – A wiele kosztuje arszyn takiego sznura – dopytywał mecenas Śmiarowski. – Co pan tak ciągle o tym sznurze – zirytował się prokurator. – A o czym ja mam z panem mówić?
Teraz oczywiście jest inaczej; o sznurze nikt nie mówi, za to, odkąd na Ukrainie wybuchła wojna z Rosją, która toczą tam Stany Zjednoczone wraz ze swoimi wasalami do ostatniego Ukraińca, aż się zaroiło u nas od ruskich agentów. Najpierw komisja wytypowała grono działaczy, którzy mogliby być ruskimi agentami. Kto wie, czym by się to skończyło, gdyby nie amerykański prezydent Józio Biden, który w marcu 2023 roku, w nagrodę za dobre sprawowanie, pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Niemcom nie trzeba było dwa razy tego powtarzać – ale w tej nowej sytuacji trzeba było zrobić podmiankę na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu.
Jak trzeba to trzeba – każdy to rozumie – więc to tu, to tam wyborcy głosowali aż do białego rana, bo skoro demokracja ma zwyciężyć, to nikt przytomny nie będzie zawracał sobie głowy jakimiś przepisami, według których głosowanie powinno skończyć się o godzinie 20.
Tedy, jak tylko vaginet Donalda Tuska, którego Volksdeutsche Partei została szczęśliwie zainstalowana na pozycji lidera tubylczej sceny politycznej, został zaprzysiężony 13 grudnia ubiegłego roku, to zaraz komisja do zbadania ruskich i białoruskich wpływów w – pożal się Boże – polityce naszego bantustanu, została rozpędzona, ale nie całkiem, bo vaginet Donalda Tuska zaraz powołał własną komisję – ma się rozumieć – niezależną i samorządną. Ona też ma wskazać ruskich i białoruskich agentów i cały czas pracuje nad ułożeniem prawidłowej listy, bo nie ma chyba potrzeby dodawać, że tamta poprzednia lista, sporządzona przez poprzednią komisję, nie tylko okazała się nic nie warta, ale w ogóle błędna, bo wśród wytypowanych na kandydatów na ruskich agentów znalazły się niewłaściwe osoby. Teraz, to co innego; teraz nowa komisja już tam wytypuje kogo będzie trzeba, a jak już wytypuje, to wszystko zostanie również i nam objawione.
Zanim to jednak nastąpi, żyjemy w okresie przejściowym, kiedy dawni ruscy agenci wprawdzie zostali zrehabilitowani, ale – jak zauważył jeszcze w koszmarnych czasach starożytnych cesarz Klaudiusz – pozostał na nich ślad po rehabilitacji. Listy nowych agentów jeszcze nie ogłoszono, ale na pewno to nastąpi, toteż można odnieść wrażenie, że od ruskich i białoruskich agentów aż się u nas roi do tego stopnia, że wprost nie można splunąć, żeby nie trafić jakiegoś agenta. W tym zamieszaniu nietrudno o nieporozumienie i na przykład Jarosław Kaczyński, który dlaczegoś nie lubi Donalda Tuska, krzyknął do niego w Sejmie na oczach całej Polski: „wiem jedno; jest pan niemieckim agentem!” Jak pamiętamy, premier Donald Tusk ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył – bo przecież na obecnym etapie nie tropimy niemieckich agentów, tylko ruskich, ewentualnie – białoruskich. Gdyby na przykład Donald Trump kazał nam tropić agentów niemieckich – aaa, to wtedy wszyscy ludzie dobrej woli, być może nawet z Judenratem „Gazety Wyborczej” na czele, rzuciliby się demaskować agentów niemieckich. Dopóki jednak taki rozkaz nie padł, to demaskujemy ruskich i białoruskich.
Wprawdzie vaginet Donalda Tuska nie ma żadnego pomysłu na państwo; co z nim zrobić, żeby jako-tako funkcjonowało – ale żeby nie narazić się na zarzut bezczynności, koncentruje się na tak zwanych „rozliczeniach”, to znaczy – próbuje ustalić, ile forsy nakradła ekipa „dobrej zmiany”. W tych próbach vaginetowi sekunduje Judenrat „Gazety Wyborczej”, wychodząc z założenia, przedstawionego mową wiązaną w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”:
„Gdy kradniesz gwóźdź lub drutu szpulę,
uszczuplasz przez to całą pulę.
A pula nie jest do kradzieży!
Pula się cała nam należy!”
Nam – czyli ekipie, którą zwycięstwo demokracji akurat przysunęło do żerowiska. W przypadku Judenratu cel tej rewolucyjnej czujności może mieć sens jeszcze głębszy. Wprawdzie teraz jest wojna na Ukrainie, więc mamy większe zmartwienia, ale przecież amerykańska ustawa nr 447 cały czas obowiązuje i jak tylko umilkną działa, to i o niej usłyszymy, więc trudno się dziwić, że Judenrat pilnuje interesu. Czyż nie po to został tu ustanowiony w ramach sławnej transformacji ustrojowej?
Premier Donald Tusk tak się zapalił do tych rozliczeń, że chyba nie zauważył, iż znowu może nadziać się na minę, podobnie jak to było w roku 2008. Jak pamiętamy, swój vaginet Donald Tusk utworzył pod koniec roku 2007, ale stare kiejkuty trzymały go na krótkiej smyczce, co mu chyba trochę dolegało. Toteż kiedy wiosną 2008 roku dowiedział się, że w Polsce jest pan Peter Vogel, to zaraz kazał go aresztować pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. Ten pan Vogel pochodzi z porządnej, ubeckiej rodziny i tak naprawdę nazywał się Piotr Filipczyński, a pod koniec lat 70-tych został skazany na tzw. „ćwiarę” za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Ale w stanie wojennym na przepustkę z więzienia wyjechał do Szwajcarii, gdzie zmienił nazwisko na Peter Vogel i został finansistą. Na jakich finansach? Tego, ma się rozumieć, nie wiem, ale podejrzewam, że został strażnikiem Labiryntu, w którym PZPR gromadziła skarby w walutach obcych, kradzione z Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego PEWEX, funkcjonującego od 1972 roku aż do końca pierwszej komuny. Jak tam było, tak tam było; w każdym razie prezydent Kwaśniewski, w ostatnim dniu swego urzędowania pana Petera Vogla ułaskawił. Myśląc, że jest już bezpiecznie, zaczął on do Polski przyjeżdżać i tak trafił do aresztu wydobywczego. Stare kiejkuty sprawę zbagatelizowały i tylko we wszystkich niezależnych mediach głównego nurtu ukazały się publikacje, jak to niebezpiecznie jest w polskich więzieniach, jak to więźniowie, nawet siedzący w celach monitorowanych 24 godziny na dobę, wieszają się na własnych skarpetkach, sami nie wiedząc kiedy. Jednak nie bacząc na te przestrogi pan Vogel chyba zaczął chlapać i dziennik „Dziennik” „dotarł” do jego tajnych zeznań z których wynikało, że pan generał Gromosław Czempiński, były szef UOP, a wcześniej – w SB, stracił ze swego szwajcarskiego konta milion dolarów, które zwędził mu jakiś Turek i podobno nawet niczego nie zauważył.
Tak się zaczęła słynna afera hazardowa, która Bóg wie, czym by się dla Donalda Tuska skończyła, gdyby nie Nasza Złota Pani, która w Donaldu Tusku dlaczegoś sobie upodobała, nie załatwiła mu prestiżowej Nagrody im. Karola Wielkiego. To była aluzja, że kto od tej pory podniesie rękę na Donalda Tuska, to będzie miał z nią do czynienia. Stare kiejkuty natychmiast aluzję zrozumiały i okazało się, że żadnej afery hazardowej w ogóle „nie było”. No a teraz Donald Tusk tak się zagalopował z tymi „rozliczeniami”, że zamierza porozliczać związki sportowe – jakby nie wiedział, że od czasów pierwszej komuny swoje tradycyjne żerowiska ma tam bezpieka. Kto wie, czy stare kiejkuty znowu nie będą musiały mu przypomnieć, skąd wyrastają mu nogi, a wtedy żaden pan Adam Bodnar ze swoimi bodnarowcami mu nie pomoże.
A jakby tego było mało, to niedawno ujawnił, że „trafił” na dokument, świadczący o tym, że pan dr Sławomir Cenckiewicz, uczestniczący w poprzedniej komisji do badania ruskich i białoruskich wpływów w – pożal się Boże – polityce naszego bantustanu, molestował rozmaitych generałów i bezpieczniaków, żeby dostarczyli mu jakieś gotowce świadczące o tym, że ruskim wpływom ulegał nie tylko on, ale między innymi również Książę-Małżonek, w którego sprawie stare kiejkuty w latach 90-tych prowadziły sprawę operacyjnego rozpracowania pod kryptonimem „Szpak”. Że Donald Tusk „trafił” na taki dokument akurat teraz, to nic dziwnego. Jak jest społeczne zapotrzebowanie, to zaraz powstają rozmaite dokumenty, na które potem można „trafić”. Jeśli zatem jest w tej deklaracji coś naprawdę godnego uwagi, to to, że do „rozliczeń” została wciągnięta nasza niezwyciężona armia, która – podobnie jak to było wieku XVIII – pogrąża się w coraz to większym rozpolitykowaniu.
Gdyby efektem tego rozpolitykowania był jakiś zamach stanu, dzięki któremu nasz nieszczęśliwy kraj stanąłby wreszcie na nogi, to można by temu tylko przyklasnąć. Niestety wydaje się, że nasza niezwyciężona armia nie jest zdolna nawet do tego, więc z tego rozpolitykowania poza pogłębieniem anarchii nic się nie narodzi.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Polish PT-91 main battle tank during exercise Saber Strike 18. U.S. Army photo. Autor. Spc. Hubert D. Delany III /22nd Mobile Public Affairs Detachment
„Przekazaliśmy Ukrainie ponad tysiąc sztuk różnego rodzaju sprzętu: samolotów, czołgów, transporterów czy armatohaubic. Łącznie to ok. 12 mld samej pomocy militarnej” – powiedział prezydent Andrzej Duda.
W sobotę prezydent Duda złożył wizytę w Ukrainę, gdzie w Kijowie wziął udział w obchodach ukraińskiego Dnia Niepodległości. Po wizycie prezydent udzielił wywiadu „Kanałowi Zero”, w którym odniósł się m.in. do kwestii dotychczasowej pomocy, jakiej Polska udzieliła zaatakowanej przez Rosję Ukrainie.
100 mld zł łącznej pomocy
„Daliśmy prawie 400 czołgów Ukrainie. W sumie, jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko różnego rodzaju pojazdy służące do walki – ciężki sprzęt, krótko mówiąc – daliśmy ponad tysiąc sztuk ciężkiego sprzętu, poczynając od czołgów T–72, PT–91 Twardy, Leopardy, poprzez transportery opancerzone różnego rodzaju i bojowe wozy piechoty, Rosomaki, armatohaubice Krab, wyrzutnie rakiet, które mieliśmy jeszcze na stanie, 10 samolotów MiG–29, 10 śmigłowców. Naprawdę dużo tego sprzętu daliśmy Ukrainie” – powiedział prezydent.
Jak ocenił, łączna wartość polskiej pomocy dla Ukrainy – militarnej, humanitarnej i innej „to jest 3,3 proc. naszego produktu krajowego brutto, około 100 mld zł”. „Więc to są naprawdę potężne kwoty. 12 mld samej pomocy militarnej, więc naprawdę myśmy dużo Ukrainie dali jak na nasze możliwości” – stwierdził Duda.
„Zachowaliśmy się jak dobry sąsiad i to jest na Ukrainie doceniane. Oni to rzeczywiście podkreślają, co mnie bardzo cieszy. W wielu przypadkach podkreślają to wojskowi ukraińscy, oficerowie ukraińscy. Podkreślają to też ludzie, więc to jest ważne – nie tylko przywódcy, ale też i ludzie” – dodał prezydent.
Jaki sprzęt dała Polska?
Od początku rosyjskiej inwazji Polska przekazała broniącej się przed Rosją Ukrainie wiele typów pojazdów i sprzętu wojskowego; polskie władze nie informowały dotąd – z pewnymi wyjątkami – o szczegółach wymiaru polskiej pomocy. Z dotychczasowych informacji przekazywanych przy różnych okazjach przez polityków czy zagraniczne ośrodki badawcze wynika, że Polska przekazała Ukrainie m.in. ponad 300 czołgów T-72 i PT-91, 14 nowocześniejszych Leopardów, a także kilkaset transporterów opancerzonych Rosomak oraz nieokreśloną liczbę poradzieckich wozów bojowych piechoty BWP-1.
Wśród polskiego wsparcia znalazło się również poradzieckie myśliwce MiG-29 i śmigłowce szturmowe Mi-24 oraz pojazdy artylerii samobieżnej – polskie moździerze Rak, armatohaubice Krab oraz poradzieckie haubice Goździk, a także wyrzutnie rakiet BM-21 Grad. Zwłaszcza polskie Kraby walczące na Ukrainie zyskały rozgłos jako skuteczny i niezawodny w walce sprzęt. Polska przekazała Ukrainie również dużo pomniejszego wsparcia – od ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych Piorun, poprzez różnego rodzaju broń ręczną i amunicję różnych kalibrów do wyposażenia indywidualnego żołnierzy – hełmów, kamizelek kuloodpornych czy zestawów medycznych.
[Rozszerzona wersja artykułu Rajmunda Rusakiewicza z książki dziewięciu autorów „Maskirowka smoleńska” MD]
1. Smoleńsk. Okiem naukowca
Na sprawę Smoleńska patrzę z perspektywy doświadczeń zawodowych i życiowych; jestem głęboko przekonany, że Polska – z racji położenia geograficznego, zasobności w bogactwa naturalne, w tym kopalne, jest obiektem zainteresowania możnych tego świata – ze wszystkimi tego zainteresowania konsekwencjami. Takie wydarzenia, jak Smoleńsk, mają swój międzynarodowy wymiar. Gdyby Smoleńsk był zwykłym wypadkiem lotniczym, o czym starano się nas przekonać, byłby również wydarzeniem kluczowym dla układu sił w Europie, a w szerszej perspektywie układu sił na świecie. Przypadkiem, lub też w wyniku celowego działania, życie straciła faktyczna, ale i symboliczna elita państwa, łącząca sentyment po II RP, w osobie śp. prezydenta Kaczorowskiego, po powagę państwa uosabianą przez urzędującego prezydenta Kaczyńskiego. Strata dwóch prezydentów, to silny symbol katastrofy, ale nie smoleńskiej – katastrofy państwa i narodu. Sztab Generalny – symbolizuje zaufanie dla wojska, zdolności najwyższych dowódców do dowodzenia armią, nienarażania życia niepotrzebnie. Złamanie wszystkich procedur bezpieczeństwa przez najwyższych dowódców, dowódców NATO – a tak musiałoby być, gdyby do katastrofy rzeczywiście doszło – to cios dla morale armii. Brawura i nieodpowiedzialność lotników elitarnego pułku lotniczego, to cios w morale tego rodzaju sił zbrojnych, tym silniejszy dla opinii publicznej, że spośród rożnych rodzajów wojsk, to lotnictwo przedstawia się jako „polską specjalność”. Śmierć osób zasłużonych dla Polonii na świecie, dla „Solidarności”, to kolejny cios w polską, antykomunistyczną historię. Dodajmy do tego posłów, senatorów, ministrów Rzeczpospolitej i przekaz smoleński staje się czytelny: „nie istniejecie, jako naród, a wasze państwo jest atrapą państwa”.
Jeśli sprawa smoleńska ma aż takie znaczenie dla polskiego logos i ethos, to jej wyjaśnienie musi stać się jedną z najważniejszych rzeczy, które muszą zostać wykonane, jeśli chcemy myśleć o suwerenności – bez niej niemożliwy jest rozwój, a nawet trwanie jest zagrożone. Po ośmiu latach nie ma zgody w najbardziej podstawowej kwestii tej sprawy dotyczącej, to jest odpowiedzi na pytanie: „co się wydarzyło”. Wypadek i zamach to przecież dwa skrajnie różne wydarzenia, nawet jeśli mają identyczne skutki. Ci, którzy w tej sprawie ważą się machać ręką i radzą zapomnieć, mają widoczny problem z autoidentyfikacją, tak społeczną, jak i etniczną.
Ta sprawa musi i może być wyjaśniona, bo przy dzisiejszym stanie rozwoju techniki, w szczególności technik służących nauce, w tym również wywiadowczych, ślady tego typu wydarzenia gdzieś są, bo być muszą. Nasze blogerskie śledztwo, z powodu rożnego rodzaju ograniczeń, nie było w stanie odpowiedzieć na kluczowe pytanie o to, co się stało, ale wydaje się, że dość wnikliwie odpowiadamy na pytanie, co się stać nie mogło.
Kluczowe i wystarczające do stawiania takiej tezy są publicznie dostępne dowody w sprawie Smoleńska. Zacząłem myśleć o tych dowodach w roku 2011, po okresie duchowego życia na kolanach, bo przeżywaliśmy Smoleńsk jako wielką, osobistą traumę. Dopiero po miesiącach od samego wydarzenia byłem w stanie zacząć przyglądać się tej sprawie bez odwoływania się do emocji, z dystansem do tego oficjalnego obrazu, który był nam przekazywany od samego początku. Od tego czasu pojawiłem się w przestrzeni publicznej jako bloger, kojarzony z racji licznych odniesień z pracami FYM-a, choć zawsze działałem indywidualnie. Niemniej prace FYM-a, które on wciąż popularyzuje, wysoko sobie cenię. Były jednak również i inne badania, które stały się moim udziałem, i które chciałbym tu opisać, dodać do tej wielkiej panoramy badawczej kilka nowych, istotnych wątków.
Badania te dotyczą głównie obrazu termodynamiki pogorzeliska. Jak wiadomo zdarzenia fizyczne charakteryzują się wzajemnymi relacjami, są umocowanie w czasoprzestrzeni. W przypadku zjawisk geofizycznych mamy miejsce zdefiniowane położeniem geograficznym. W dzisiejszym świecie możliwość pozycjonowania poprzez systemy satelitarne jest bardzo wysoka. W przypadku geodezji to jest dokładność pomiaru rzędu około jednego centymetra, czasami nawet jeszcze dokładniej. W układzie siatki współrzędnych WGS-84, ogólnie przyjętego w systemach międzynarodowych, w geofizyce, układ współrzędnych jest bardzo ściśle zdefiniowany. W tej chwili, poprzez systemy pozycjonowania satelitarnego, przy pracach geodezyjnych, kiedy projektuje się instalacje (punktowe albo liniowe), czy też ocenia się pewne zjawiska o charakterze zjawisk fizycznych, odnosi się je do tejże siatki.
To jest miejsce umocowania na kuli ziemskiej. Drugi parametr jest również bardzo precyzyjny i jest to pomiar czasu (a jestem metrologiem z wykształcenia, skończyłem Wydział Elektroniki Politechniki Gdańskiej; moja specjalizacja to aparatura elektroniczna i miernictwo elektroniczne). Wzorce pomiaru czasu, miały kiedyś charakter mechaniczny, tak jak i pomiar przestrzeni, dziś wszystko to ma umocowanie w fizyce kwantowej.
Na tej podstawie parametry czasowe definiowane są z dokładnością dziesięć do minus szesnastej. Jeśli chodzi o lotnictwo, precyzja pomiaru czasu to jest to co najmniej dziesięć do minus szóstej, czyli to nie są milisekundy, to są mikrosekundy nawet, a milisekunda to jest powszechnie przyjęta norma czasowa, która obowiązuje w pracy bardzo wielu urządzeń w nawigacji lotniczej. Urządzenia elektroniczne, takie jak komputer, pracują z jeszcze wyższym taktowaniem.
Komputery są taktowane dzisiaj z częstotliwością gigaherców; są sterowane poprzez systemy zdalne, zsynchronizowane z zegarem atomowym, a zegar atomowy to jest zdolność rozdzielcza dziesięć do minus piętnastej. Mamy zjawiska fizyczne opisane w czasoprzestrzeni z bardzo wysoką dokładnością. Inaczej żaden statek, bez tej synchronizacji, nawet wolno poruszający się, tak jak w komunikacji morskiej – a co dopiero w komunikacji lotniczej, wystrzeliwaniu rakiet, w tym również rakiet międzykontynentalnych, czy kosmicznych, wyprawy na księżyc – nie osiągnąłby celu.
Wracając do opisu. Został stworzony system badania zjawisk w oparciu o monitorowanie satelitarne, w tym również zjawisk katastroficznych. Tym zajmuje się system COSPAS SARSAT1, w ramach którego każdy statek powietrzny, który ma na swoim pokładzie więcej niż dwie osoby, musi być wyposażony w radio-boję i nie ma tutaj wyjątków. Polska podpisała konwencję międzynarodową, bezwzględnie zobowiązującą do tego, żeby na pokładzie takiego statku była radio-boja. Jeśli ktoś wybiera się w góry, lub porusza się własnym samochodem, może się również wyposażyć w urządzenie, które go identyfikuje w przypadku, gdyby potrzebował pomocy. Można ten sygnał wywołać ręcznie, ale w przypadku pojazdów, takich jak statek powietrzny, sygnał ten jest generowany automatycznie, niezależnie od woli załogi, w tym wypadku pilota; pierwszego, drugiego, jakiegokolwiek członka załogi. To urządzenie uruchamia się pod wpływem wstrząsu lub kontaktu z wodą, lub też przy zaistnieniu innych czynników, i w ciągu dosłownie kilku minut służby ratunkowe na świecie, przy współczesnej technologii pracującej w paśmie 406 MHz, są informowane z dokładności do 100 m o położeniu miejsca zdarzenia. Po pierwsze jest dokładnie zdefiniowany czas wystąpienia tego zdarzenia, ale również miejsce tego zdarzenia. Z dokładnością do 100 metrów, w siatce współrzędnych WGS-84.
Przeglądałem informacje w systemach SARSAT i nie znalazłem tam żadnego takiego sygnału z katastrofy smoleńskiej. Podobnie jest z transmisją ACARS2, która odbywa się w trakcie lotu. Praca systemów pokładowych, praca urządzeń, takich jak silniki, praca awioniki, jest w sposób ciągły monitorowana bez woli pilotów, podobnie jak prowadzone rozmowy, czyli ich komunikaty, zgłoszenia, czy depesze. Każde zdarzenie, nawet takie, że ktoś wejdzie do toalety i nie wychodzi stamtąd przez dłuższy czas, ale i takie, kiedy niesforny pasażer zapalił sobie papierosa, lub uruchomił komórkę. Takie rzeczy są zdefiniowane, podobnie jak stan zdrowia na pokładzie, zarówno pasażerów, jak i załogi. Był przypadek, kiedy kapitan statku lecącego z Warszawy do Pragi, zasłabł, i niestety nie udało się go uratować – zawał był zbyt rozległy, ale samolot posadowił na praskim lotnisku Różne drugi pilot. Komunikacja była pełna. Obowiązują nas międzynarodowe przepisy prawa lotniczego, ujęte przez ICAO, i my żeśmy się pod tymi przepisami podpisali. Polska w 1936/1937 roku była inicjatorem tych legislacji.3
To, co zostało nam zaserwowane z wydarzeń od 7 kwietnia poczynając, do 13 kwietnia – ujmuję, jako okres nie jednego dnia, tylko tygodnia, który jest ciągiem zdarzeń logicznych o charakterze przyczynowo-skutkowym. I ciąg ten pozostawił, albo też musiałby pozostawić, gdyby zaistniał w określony sposób, swoje ślady.
Tutaj musimy szukać problemu, który mamy do rozwiązania: co się stało z ludźmi, z tymi 96 czy 97 osobami (bo jedna, jak pamiętamy, była NN – mówiło się, że taka też zginęła), które poniosły śmierć w zdarzeniu lotniczym o charakterze wypadku na skutek uporu osób na pokładzie (VIP-ów), czy niefrasobliwości pilota, który doprowadził do katastrofy lotniczej poprzez świadome przyziemienie w warunkach braku widoczności z ziemią. W wyniku zderzenia z przeszkodami terenowymi, jak ta pancerna brzoza na drodze Tu-154, który chciał koniecznie usiąść na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj.
Wracając do informacji kluczowych, zasadniczych. W otoczeniu Antoniego Macierewicza był/jest taki człowiek, który nazywa się doktor Kazimierz Nowaczyk4. Prosiłem swego czasu w blogosferze pana doktora Nowaczyka o pozyskanie danych na kampusie w ośrodku Maryland, gdzie wówczas działał. Mówiąc oględnie, nie pofatygował się, by pomóc. Ośrodek w Maryland to jest kluczowy ośrodek na świecie, który opracował technologię do identyfikacji czujnikami, sensorami, zamontowanymi na urządzeniach satelitarnych. Można tu mówić o kluczowej platformie, platformie MODIS5 (platformie NASA), która monitoruje zjawiska geofizyczne, ale która została również bogato wyposażona przez Japończyków w rejestratory znacznie wyższej rozdzielczości. Te materiały o wyższej rozdzielczości nie są dostępne za darmo, ale są dostępne.
Za chwilę wrócimy do tych rozdzielczości. W ramach platformy są dwa satelity, które omiatają ziemię w cyklu troszeczkę ponad godzinę; to jest jeden satelita nocny, drugi dzienny, i jeden nosi nazwę Aqua, i monitoruje głównie środowisko wodne i czapę lodowców na Spitsbergenie, ale i na Antarktydzie, na biegunach, a drugi nazywa się Terra i jest przygotowany do monitorowania zjawisk na ziemi.
Oba satelity dostarczają na ziemię olbrzymie spektrum danych, to jest 1.5 GB danych z jednego pola, które nazywa się sub-set. Z niego, jednym zdjęciem obejmującym obszar blisko 2000 kilometrów, poprzez nakładanie sekwencyjne kolejnych zdjęć, w ciągu kilku minut, otrzymujemy platformę diagnostyczną kilkudziesięciu parametrów geofizycznych: od temperatury podłoża, anomalii temperatury podłoża, identyfikacji miejsc pożarów, w sposób bardzo precyzyjny, z rozdzielczością do 250 metrów. Pożary zdefiniowane są w skali, tak jak jest to ujęte w tabelach ośrodka w Maryland, bo oni opracowali ten program. Są tam również inne parametry, takie jak poziom zachmurzenia, ciśnienia parcjalne pary wodnej, zawartość dwutlenku węgla, co jest bardzo istotne, jeżeli chodzi o gazy cieplarniane.
Każdy naukowiec, za darmo, również w Polsce, może z obszaru, który go interesuje określonego dnia, te dane pozyskać. To jest 1,5 GB danych, dostarczonych przez NASA za darmo każdemu naukowcowi. Gdyby istniał właściwy zespół, zespół Polskiej Agencji Badań Kosmicznych, to wychodząc z danych z tej platformy można sięgnąć dalej, w kierunku innych satelitów, na przykład platformy niemieckiej Rapid-Eye, gdzie mamy satelitę o innych cechach, widzącego lądy i morza przez chmury.
Te urządzenia pracują radarowo i identyfikacja jest tam nie 250 x 250 metrów, tylko 15 metrów na 15 metrów, więc rozdzielczości tego identyfikowanego miejsca, jeśli chodzi o piksele, są bardzo wysokie. Sięgając dalej mamy satelity komercyjne, gdzie rozdzielczość jest 60, a nawet 40 centymetrów, a sięgając jeszcze dalej mamy satelity szpiegowskie, gdzie rozdzielczość jest 10 cm na 10 cm, więc jak się wychodzi na spacer z psem, to „oczy” te dokładnie widzą, gdzie człowiek chodzi, jak się porusza, z jaką prędkością, co piesiutek robi, i które krzaki obsikuje.
Wracając do zdarzenia z dnia 10 kwietnia 2010 roku. Byłem mile zaskoczony, że pomimo tego, że pan Nowaczyk danych z Maryland nie pozyskał, udało mi się je otrzymać. Wolałbym je otrzymać od kogoś z kampusu, i stąd prośba do pana Nowaczyka, bo jak wiadomo każdy ośrodek uniwersytecki ma o wiele większe możliwości – ma własne zasoby w Intranecie. Jeśli jest się z tego środowiska, ma się klucz i dostęp do zasobów, to ma się dostęp do danych archiwalnych w postaci cyfrowej na potrzeby własnych badań. Na tym polega nauka, że się po nie sięga.
Smoleńsk „Siewiernyj” XUBS 12 kwietnia 2010 roku – zdjęcie satelitarne
Smoleńsk 12 kwietnia 2010 roku: zdjęcia satelitarne lokalizacji zdarzeń geofizycznych + metadane dołączane do zdjęć: zbiór cech geofizycznych badanego obszaru.
Dostęp: Europejska Agencja Badań Kosmicznych ESA, Polska Agencja Badań Kosmicznych – Gdański Park Naukowo-Technologiczny (Budynek C): Gdańsk, ul.Trzy Lipy 3 https://polsa.gov.pl, Centrum Badań Kosmicznych PAN Warszawa, ul.Bartycka 18A www.cbk.waw.pl .
Centrum Badań Kosmicznych PAN uczestniczy m.in. w projektach GMES (Global Monitoring for Environment and Security), Galileo, EGNOS i BRITE.
Tak zrobił właśnie profesor Chris Cieszewski u siebie, a później te dane rozwinął i przedstawił tezy w publikacjach, które zostały przedstawione na konferencjach smoleńskich, ku wielkiemu zaskoczeniu tego środowiska. Opublikował je również w języku angielskim w wydawanym przez siebie czasopiśmie specjalistycznym, którego jest redaktorem naczelnym. Używa bardzo wnikliwych narzędzi do diagnostyki kultur leśnych, w ogóle prowadzenia polityki zadrzewiania, badania stanu zasobów leśnych, rozwoju lasów, ale też i zwierzyny, bo można również monitorować ruchy zwierząt na terenie.6
Dane dostarczone mi z ośrodka w Maryland, to jest 1600 pożarów w promieniu 500 kilometrów, z uwzględnieniem (rozkład według czasu UTC) dni: 9, 10, 11 kwietnia 2010 roku, dowodzą, że około trzy, cztery kilometry od pasa startowego lotniska Siewiernyj,10 kwietnia 2010 roku, nie było żadnego pożaru. I to jest sprawa kluczowa dla badań.
Zobrazowanie lokalizacji pożarów wg programu NASA FIRE MODIS w Google Earth:
Lokalizacja ognisk pożarów: dane satelitarne, prezentacja na portalu http://www.kosmosnimki.ru
Natomiast 9 kwietnia 2010 roku były tam podjęte próby wzniecenia pożaru.
Nawet więcej, na podstawie tych badań można ocenić dzień 7 kwietnia 2010 roku i 10 kwietnia, jeśli chodzi o sprawę naszej narodowej ekspiacji, uświęcenia ofiar Katynia. Okazuje się, że podczas pobytu Donalda Tuska, jako premiera rządu i jego spotkania z Władimirem Putinem, wówczas premierem rządu Federacji Rosyjskiej, luminacja i radiacja ze strony tego miejsca w Katyniu była taka, że po stronie sowieckiej – że użyję tego terminu – po stronie Federacji Rosyjskiej, tam gdzie oni mają swoje ofiary ludobójstwa, była większa, niż po stronie polskiej, w tych obszarach, gdzie są groby Polaków. Natomiast 10 kwietnia było dokładnie odwrotnie. Czyli można badać nawet ilość zniczy zapalonych przez pielgrzymów na grobach ofiar, tak zaawansowana to jest technologia, no ale chcieć, to móc7.
NASA-1 subset: AERONET_Minsk date: 2010100 (04/10/10) satellite: Terra (pełne dane w posiadaniu Autora)
Te badania, mimo wnioskowania i mimo próby zainteresowania tym tematem na Konferencjach Smoleńskich, nie zostały wykonane, a przynajmniej nam nic nie wiadomo o tym, że miałyby zostać wykonane i wykorzystane, jako materiały dowodowe.
Zajmijmy się na teraz NTSB, czyli tym, co napisali w swoim raporcie Amerykanie na życzenie Rosjan. To Amerykanie mieli narzędzia, więc czarne skrzynki zostały do nich wysłane, a w szczególności FMS. FMS to komputer pokładowy, który został zdefiniowany przez nich w firmie Avionics. Dane zostały zgrane i w oficjalnym oświadczeniu NTSB jest mowa o tym, że katastrofa wydarzyła się – i tak jest do dnia dzisiejszego – o godzinie 8.56 (pol. czasu), a nie 8.41, i że miał miejsce pożar w miejscu wypadku lotniczego. Twierdzą również, że to się zdarzyło u podnóża lotniska Smoleńsk-Siewiernyj. W konfrontacji z danymi naukowymi, jest to po prostu nieprawda. Firma Avionics została później przejęta przez firmę Elbit, firmę izraelską, która produkuje technologie wojskowe w zakresie awioniki; to z nimi współpracuje między innymi polska firma ATM.
Geneza Programu Cospas-Sarsat rozpoczyna się 29 listopada 1979 r. w Leningradzie (obecnie Petersburg). Francja, Kanada, ZSRR i Stany Zjednoczone podpisują pierwsze porozumienie o współpracy, ratyfikowane w 1980 r., integrując narodowe systemy w jeden, międzynarodowy system Cospas-Sarsat, umożliwiając bardziej efektywne wykorzystywanie wszystkich aktywnych satelitów do odbioru sygnałów niebezpieczeństwa, wysyłanych na częstotliwości 121.5MHz i 406MHz, w dowolnym miejscu na świecie.
W sytuacji niebezpieczeństwa, aktywowany nadajnik sygnału niebezpieczeństwa emituje sygnał niebezpieczeństwa na częstotliwości 406MHz (1). Sygnał niebezpieczeństwa odbierany jest przez satelity systemu Cospas-Sarsat (2) i przesyłany do naziemnych komponentów systemu – LUT (3). Następnie, odebrany sygnał niebezpieczeństwa przesyłany jest do Centrum Kontroli Misji systemu – MCC (4) oraz do Ośrodków Koordynacji Poszukiwania i Ratownictwa – RCC (5), które inicjują rozpoczęcie akcji poszukiwawczo-ratowniczej, której zadaniem jest udzielenie pomocy osobom będącym w sytuacji niebezpieczeństwa.
W dniu 31 maja 2005 r. w Warszawie Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, upoważniony Uchwałą Rady Ministrów Nr 107/2005 z dnia 25 kwietnia 2005 r., podpisał Notę o przystąpieniu Rzeczypospolitej Polskiej do Programu Międzynarodowego COSPAS-SARSAT jako Państwo Użytkownik (Monitor Polski z 2006 r. Nr 13, poz. 171), której jest wykonawcą. Zgodnie z Oświadczeniem rządowym z dnia 30 grudnia 2005 r. w sprawie związania Rzeczypospolitej Polskiej Notą o przystąpieniu do Programu Międzynarodowego COSPAS-SARSAT jako Państwo Użytkownik, podpisaną w Warszawie dnia 31 maja 2005 roku (Monitor Polski z 2006 r. Nr 13, poz. 172), Polska od 16 września 2005 r. jest pełnoprawnym członkiem Programu Cospas-Sarsat.
Główne zadania Urzędu Lotnictwa Cywilnego, wynikające z członkowstwa Polski w Programie Cospas-Sarsat:
prowadzenie ewidencji pokładowych i osobistych nadajników sygnału niebezpieczeństwa ELT, EPIRB i PLB 406MHz oraz przekazanie informacji zawartych w ewidencji do Ośrodka Koordynacji Poszukiwań i Ratownictwa Lotniczego – ARCC Warszawa;
opracowywanie rocznego raportu dotyczącego oceny elementów sytemu Cospas-Sarsat;
współpraca z Sekretariatem Programu Cospas-Sarsat;
nadzór nad Polską Agencją Żeglugi Powietrznej (SPOC Polska) w zakresie współpracy z Centrum Kontroli Misji Systemu Cospas-Sarsat – CMC Moskwa;
wdrażanie i nadzór nad stosowaniem w Polsce przyjętych przez Radę Programu Cospas-Sarsat protokołów kodowania nadajników sygnału niebezpieczeństwa;
koordynowanie wykonywania testów nadajników sygnału niebezpieczeństwa, zgodnie z zalecaną i zatwierdzoną przez Radę Programu Cospas-Sarsat procedurą, opublikowaną w dokumencie C/S S. 007 „Handbook of Beacon Regulations” i na stronie internetowej Urzędu Lotnictwa Cywilnego;
monitorowanie właściwego wykorzystania nadajników sygnału niebezpieczeństwa zarejestrowanych w Polsce;
współpraca z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej, ARCC Warszawa i Morską Służbą Poszukiwania i Ratownictwa w sprawach dotyczących Programu Cospas-Sarsat.
Obecnie, do Programu Cospas-Sarsat należą 44 państwa członkowskie.
3 Jedna z pierwszych konferencji na temat organizacji bezpieczeństwa lotów i komunikowania się krajów, co do poruszania się statków powietrznych pomiędzy różnymi portami, które wtedy istniały, odbyła się zresztą w Warszawie. Mamy więc bardzo bogate tradycje, kilka osób z Polski było przewodniczącymi tej organizacji.
4 Odszukany przez wówczas posła Antoniego Macierewicza i panią byłą minister spraw zagranicznych, Annę Fotygę, pojawił się, jako specjalista od nawigacji lotniczej. Kazimierz Nowaczyk jest tytułowany przez niektórych profesorem, niezasłużenie. Niestety, trzymając się kanonów naukowych, a środowiska naukowe są wrażliwe na tytułomanię, temu panu tytuł się nie należy, bo nie obronił habilitacji, ale w zupełnie innej dziedzinie, nie w nawigacji. Zajmował się fluorescencją naturalną materiałów organicznych, które emitują światło, i w tym miał być dobry.
6 To są niesamowite narzędzia. Dziwię się, że w Polsce do tej pory nie ma wydziałów, które w sposób ściśle zdefiniowany zajmują się geofizyką satelitarną. Próbowałem tym zainteresować ośrodek w Toruniu, ale oni, niestety, zainteresowani są głównie problematyką medialną. Bardzo dobrze, że to robią, ale trzeba pójść głębiej i dalej w tej dziedzinie, dlatego, że to jest podstawa bezpieczeństwa, i podstawa w ogóle rozwoju gospodarki. Ta wiedza, którą się pozyskuje praktycznie to jakby ktoś dotykał ręką, jakby był tam, na zdjęciu, obecny. A tymczasem pracuje w komforcie: w biurze, czy nawet w domu, mając dostęp do tych zasobów. To jest technika XXI wieku. Ktoś, kto to zrozumie wcześniej i będzie posiadał własnego satelitę, który monitoruje dokładnie obszar, poprawi znacznie wyżej standard swojego bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że w Polsce kiedyś ktoś zrozumie, że taka potrzeba jest pilna.
7 W tej materii tej woli w Polsce nie ma. W sierpniu w 2010 roku został zlikwidowany potężny ośrodek do komunikacji satelitarnej w Górach Świętokrzyskich. Kiedy telekomunikacja Polska została przejęta przez francuską firmę Orange, firma ta likwidowała ośrodki, które dałyby nam olbrzymie dochody, bo to są narzedzia, które są ludziom potrzebne. Kiedy rozmawiamy na odkległość, rozmawiamy dzieki technologiom, czy to światłowody, czy to technologie satelitarne.
Wczesnym rankiem w poniedziałek siły rosyjskie rozpoczęły zakrojony na szeroką skalę atak na ukraińskie obiekty energetyczne i obronne. Ministerstwo Obrony Rosji podaje obecnie szczegółowe informacje na ten temat.
Ponaddźwiękowy bombowiec dalekiego zasięgu Tu-22M3 rosyjskich sił powietrznych i kosmicznych
W atakach używano powietrznej i morskiej broni precyzyjnej dalekiego zasięgu, lotnictwa operacyjno-taktycznego i bezzałogowych statków powietrznych. Władze w Moskwie poinformowały, że uszkodzone zostały ważne obiekty infrastruktury energetycznej, które zapewniają funkcjonowanie ukraińskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego.
Celami ataku były podstacje elektryczne w obwodach kijowskim, winnickim, żytomierskim, chmielnickim, dniepropietrowskim, połtawskim, mikołajewskim, kirowogradzkim i odeskim.
Ministerstwo Obrony poinformowało, że uderzone zostały także tłocznie gazu w obwodach lwowskim, iwano-frankowskim i charkowskim, które zapewniają dostawy gazu ziemnego. Na lotniskach obwodu kijowskiego i dniepropietrowskiego zaatakowano także magazyny broni lotniczej przekazywanej Kijowowi przez państwa zachodnie.
Wszystkie wyznaczone cele zostały trafione, co spowodowało przerwy w dostawie prądu; uniemożliwiono transport broni i amunicji koleją na linię frontu.
Po godzinie 6:00 czasu moskiewskiego ogłoszono na Ukrainie ogólnokrajowy alarm lotniczy. Wybuchy miały miejsce niemal w całym kraju. Uderzenia odnotowano także w części obwodu zaporoskiego kontrolowanej przez ukraińskie siły zbrojne.
Siergiej Lebiediew, koordynator prorosyjskiego podziemia w Mikołajowie, powiedział agencji prasowej RIA Nowosti, że trafiono w hangar w Iwano-Frankowsku, w którym przechowywano sprzęt niedawno dostarczony przez Zachód. Mówi się, że były tam także dwa myśliwce F-16. W mieście doszło do całkowitej awarii zasilania w energię elektryczną. W użyciu jest kilka ambulansów.
Tymczasem ukraiński koncern energetyczny DTEK ogłosił ogólnokrajowe przerwy w dostawie prądu. Ukraińskie koleje zgłaszają przerwy w dostawie prądu w swoich obiektach w kilku regionach. Zgłoszono także uszkodzenia infrastruktury kolejowej w obwodzie sumskim.
W odpowiedzi na ataki ukraińskiego wojska na cele cywilne wojska rosyjskie regularnie obierają za cel miejsca, w których znajdują się ukraińskie siły zbrojne i zagraniczni najemnicy, a także miejsca składowania sprzętu wojskowego. Celem ataków są także obiekty energetyczne, obiekty przemysłu obronnego, administracja wojskowa i obiekty komunikacyjne.
Tło i cele: Wirus małpiej ospy (mpox) występował endemicznie w niektórych krajach afrykańskich, skąd niedawno rozprzestrzenił się na cały świat, tworząc ogniska epidemiczne poza Afryką. Obecny wybuch epidemii tej choroby jest spowodowany różnymi czynnikami. Istnieją jednak pewne wzajemnie sprzeczne koncepcje i niesłuszne twierdzenia na ten temat. Dlatego też przeprowadziliśmy ten przegląd narracyjny, aby podkreślić związek zakażenia ospą z orientacjami i kontaktami seksualnymi oraz obalić błędne przekonania na temat małpiej ospy.
Metody: Aby znaleźć odpowiednie informacje i dane, przeszukaliśmy Google, Google Scholar i PubMed. Wyniki analizy zostały poparte dużą liczbą badań, które wykazały związek między małpią ospą a orientacją seksualną. [przecież to nie „orientacja”, a obrzydliwe ZBOCZENIE. MD]
W celu zebrania informacji przeczytaliśmy artykuły na ten temat.
Wyniki: Zgodnie z dostępnymi dokumentami zaobserwowaliśmy, że zazwyczaj istniejądwa sposoby przenoszenia małpiej ospy. Jednak społeczności LGBTQ i MSM(Men who have sex with men) są nieproporcjonalnie dotknięte zakażeniem tą ospą. Liczne badania koncentrowały się wyłącznie na orientacji seksualnej chorych. Zgodnie z badaniami, odnotowano 54 709 potwierdzonych laboratoryjnie przypadków zakażenia małpią ospą, z czego większość dotyczyła mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami i deklarujących niedawną aktywność seksualną z jednym lub kilkoma partnerami. Według badań przeprowadzonych we Włoszech, wirus mpox został niedawno wykryty w próbce ludzkiego nasienia pochodzącego z potwierdzonych przypadków mpox. Jednak odkrycie to nie zostało jeszcze potwierdzone, ponieważ istnieje prawdopodobieństwo, że próbka została zanieczyszczona innymi czynnikami.
Wnioski: Niniejsze badanie sugeruje, że może istnieć wyraźny związek między epidemiologią zakażeń małpią ospą a orientacją seksualną chorych. Dlatego też służby zdrowia powinny informować ogół społeczeństwa na temat zakażeń małpią ospą. Powinny one informować ludzi o faktach dotyczących tej choroby. Jedynie kompleksowe planowanie oraz środki zapobiegawcze będą w stanie powstrzymać rozwój tej infekcji w kierunku pandemii.
– Chociaż 98 proc. dotychczas wykrytych przypadków dotyczy homoseksualnych mężczyzn, każdy narażony może zachorować na małpią ospę, dlatego WHO zaleca... [to bełkot oficjalny. MD]
—————————————————–
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uruchomiła w poniedziałek sześciomiesięczny program walki z epidemią małpiej ospy (mpox). Oceniła przy tym, że ogniska choroby w krajach afrykańskich mogą zostać skutecznie opanowane.
Program zakłada zwiększenie liczby pracowników w dotkniętych chorobą krajach, wzmocnienie strategii nadzoru, prewencji i odpowiedzi na epidemię. Według WHO od września do lutego przyszłego roku działania te będą kosztowały 135 mln dolarów.
W planach jest między innymi ułatwienie dostępu do szczepionek, zwłaszcza w krajach afrykańskich, które w największym stopniu cierpią z powodu mpox.
„Ogniska mpox w Demokratycznej Republice Konga i sąsiednich krajach mogą zostać opanowane i powstrzymane” – oświadczył szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus.
Rzecznik rządu Niemiec Steffen Hebestreit ogłosił w poniedziałek, że jego kraj przekaże 100 tys. dawek szczepionek przeciw mpox z zapasów niemieckiego wojska dotkniętym chorobą państwom.
Mpox to choroba wirusowa, która może przenosić się ze zwierząt na ludzi, ale także z człowieka na człowieka poprzez kontakt seksualny lub bliski kontakt fizyczny. Towarzyszą jej gorączka, bóle mięśni i przypominające czyraki zmiany skórne. W połowie sierpnia WHO ogłosiła w związku z mpox „stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym”.
Od początku roku do czwartku w 12 państwach afrykańskich odnotowano ponad 21,3 tys. potwierdzonych i podejrzewanych zakażeń oraz 590 zgonów na mpox – podano w najnowszym sprawozdaniu Afrykańskich Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom, które są agencją Unii Afrykańskiej.
Lobby LGBT jest ośmielone działaniami władzy i będzie się rozpędzać.
Dzieci w szkołach są łakomym kąskiem dla działaczy LGBT. Nauczyciele także, bo wykorzystując ich podległość służbową – wobec dyrekcji, kuratorium i MEN – homolobby próbuje wymusić na pracownikach szkół stosowanie rozwiązań ideologicznych w pracy z dziećmi.
Wychodząc naprzeciw potrzebom uczniów i nauczycieli Fundacja Życie i Rodzina przygotowała oświadczenia:
– dla rodziców, którzy chcą zabezpieczyć dziecko przed ideologią gender w szkole,
– dla pracowników szkół, którzy są zmuszani do uznawania płci społeczno-kulturowej w pracy z dziećmi i młodzieżą.
Oba oświadczenia – wraz z ekspertyzą prawną dotyczącą genderowania uczniów – znajdzie Pan w poniższym linku. Należy je wydrukować, wypełnić, złożyć w sekretariacie szkoły, a na kopii wziąć potwierdzenie złożenia.
Czy przyda się Panu któryś z dokumentów? A może zna Pan kogoś, komu warto podesłać oświadczenia, by z nich skorzystał? Wielu rodziców szuka w tej chwili pomocy dla swoich dzieci. Wielu nauczycieli nie wie, że nikomu nie wolno ich zmuszać do genderowania.
Szanowny Panie,
Jeśli jeszcze nie wie Pan, czym jest genderowanie dzieci, przesyłam link do nagrania, w którym tłumaczę, z jak niebezpiecznym zjawiskiem mamy do czynienia.
Brońmy dzieci przed środowiskami, które chcą zrobić im krzywdę. Choćby te środowiska zakładały maski tolerancji, równości i niedyskryminacji.
PS – Jeszcze raz podaję link, pod którym można pobrać wszystkie dokumenty do szkoły, zarówno dla rodziców, jak i dla nauczycieli: https://ratujzycie.pl/lgbt-w-szkole-zabezpiecz-dziecko-i-siebie/. Proszę korzystać lub wysłać osobom, które takiej pomocy potrzebują.
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Jest mało prawdopodobne, że szczepienia przeciwko Covidowi zakończą się kiedykolwiek, ponieważ obecnie określa się je jako „roczne”, tak jak przewidywał Alex Jones w roku 2020.
Bez łatwo dostępnego systemu liczenia, jak daleko zaszliśmy, społeczeństwo może rzadziej kwestionować, dlaczego obecnie w programie szczepień przeciwko Covid-19 osiągamy dwucyfrowe wyniki.
Centra Kontroli Chorób (CDC) zaczęły niedawno zalecać kolejną szczepionkę przeciwko Covid-19 , zwiększając całkowitą liczbę zastrzyków do 10.
Po wstępnych deklaracjach z 2020 r., że ludzie będą potrzebować tylko jednego leku na Covid, w momencie jego wprowadzenia w grudniu tego roku były już dwa. W 2021 r. liczba ta wzrosła do trzech wraz z wprowadzeniem pierwszej dawki przypominającej. Od tego czasu nastąpił pozornie niekończący się strumień szczepień przypominających.
Chociaż niewiele zasobów publicznych przeznacza się na zliczanie, ile zastrzyków otrzymała osoba stosująca się do zaleceń rządu trzy lub więcej lat po wprowadzeniu egzotycznej technologii terapii genowej, znany analityk ekonomiczny i ds. pandemii Edward Dowd poinformował, że najnowsze zalecenie jest dziesiątym zastrzykiem, jaki może wykonać dana osoba.
Należy zaznaczyć, że CDC regularnie usuwa stare strony z rekomendacjami i przenosi aktualne rekomendacje na nowe adresy URL, co uniemożliwia łatwe zliczanie. Dostarczyli listę, ale lista ta nie będzie już liczona od 2022 r.
Ogłoszenie publiczne dla wszystkich zwolenników szczepionek w DNC: Nie zapomnij ustawić się w kolejce po DZIESIĄTE szczepienie, właśnie zatwierdzone! Bo wiadomo, zostały dwa tygodnie na spłaszczenie krzywej. To będzie ostatnia szczepionka, którą musisz przyjąć, obiecuję! Przynajmniej do czasu 11-tego szczepienia…
Nawet artykuły prasowe, takie jak ten z 2023 r., podają liczbę dawek Covid-19 jako „pięć lub więcej”, co oznacza, że całkowita liczba dawek może wynosić osiem lub dziewięć.
Trudność w zliczeniu całkowitej liczby dawek Covid-10 otrzymanych dotychczas przez osobę, która zastosowała się do wszystkich zaleceń CDC, może wynikać z celu, jakim jest ograniczenie „zmęczenia szczepionką”, czyli poczucia przytłoczenia ciągłymi zastrzykami, które mają zostać podane.
Bez łatwo dostępnego systemu liczenia, jak daleko zaszliśmy, społeczeństwo może rzadziej zastanawiać się, dlaczego obecnie w programie szczepień przeciwko Covid-19 osiągamy dwucyfrowe wyniki.
W 2020 roku mówił Alex Jones – zastrzykom nigdy nie będzie końca.
Podczas gdy Dowd podaje bieżący zastrzyk przypominający jako numer 10, CDC podaje harmonogram na stronie 3 swojego dokumentu o zastrzykach przypominających. Jeśli policzysz razem dwie pierwsze dawki i ostatnią dawkę przypominającą, otrzymasz w sumie osiem dawek, chociaż harmonogram CDC nie jest kompletny. Na przykład w kwietniu 2024 r. „eksperci” zalecają kolejną szczepionkę przypominającą, zwiększając liczbę do dziewięciu lub nawet więcej, jeśli nie można jeszcze udowodnić zastosowania wcześniejszej dawki przypominającej.
W czwartkowym artykule dziennik „The New York Times” nazwał najnowszy zastrzyk przypominający „corocznym zastrzykiem Covid”.
„Oznacza to, że co roku otrzymamy zaktualizowaną szczepionkę na Covid, która ochroni nas przed mutacjami i spadkiem odporności, tak samo jak w przypadku corocznej szczepionki przeciw grypie” – podało w środę NBC News.
Biuro prasowe CDC jest dostępne od poniedziałku do piątku w godzinach 9:00–18:00. Dziennikarz Infowars, Sean Miller, skontaktował się z biurem prasowym o godzinie 11:08 czasu wschodniego, ale otrzymał jedynie wiadomość głosową z informacją, że wydział jest zajęty innymi telefonami. Nie było kolejki oczekujących.
Zamiast tego Miller zostawił wiadomość głosową z pytaniem, ile dawek szczepionki na Covid-19 otrzymałaby w sumie osoba stosująca się do wszystkich zaleceń rządu, w tym ostatnią dawkę przypominającą i numer oddzwonienia.
Następnie Miller zadzwonił do centrali CDC i rozmawiał z Eve z CDC. Nie potrafiła ona odpowiedzieć na to pytanie, ale przekazała je kierownictwu. Artykuł ten zostanie zaktualizowany o odpowiedź CDC, o ile zostanie ona kiedykolwiek dana!.
Główny Urząd Statyczny podał liczbę urodzonych w czerwcu 2024 r. dzieci. Dane są zatrważające.
Jak przekazał GUS, w czerwcu w Polsce urodziło się zaledwie 19 tysięcy dzieci. To jeden z najgorszych wyników w ostatnich latach. W porównaniu z czerwcem 2023 roku narodzin było mniej o 2,7 tys. Suma urodzeń z 12 miesięcy wyniosła 259,7 tys. To najmniej od czasów II wojny światowej.
Zapaść demograficzna
Czerwcowe dane potwierdzają pesymistyczną tezę o pogłębiającej się zapaści demograficznej w Polsce. Jeszcze w październiku 2017 roku liczba urodzeń wynosiła 403,7 tys. Jednak od tego czasu wskaźnik systematycznie spada. Co gorsza, kiedy liczba nowo narodzonych dzieci jest z roku na rok coraz mniejsza, w tym samym czasie liczba zgonów w Polsce rośnie.
Jak wskazali w swoim raporcie eksperci OECD, wśród czynników zmniejszających dzietność znalazły się m.in. wzrost poziomu wykształcenia kobiet, poprawa dostępu do skutecznej antykoncepcji czy rosnąca dominacja modelu rodziny z dwojgiem pracujących rodziców. Z kolei pronatalistycznie oddziałują płatne urlopy rodzicielskie, dostęp do opieki nad dziećmi zaraz po urodzeniu oraz rozwiązania ułatwiające godzenie pracy z obowiązkami rodzinnymi.
Analitycy nie mają wątpliwości, że decyzję o posiadania dziecka łatwiej podejmują pary, które mają zapewnione bezpieczeństwo ekonomiczne i zdrowotne.
„OECD zwraca też uwagę na Problem z dostępnością mieszkań przekłada się na coraz późniejsze usamodzielnianie się młodych Polaków. Według danych Eurostatu, aż 47,5 proc. osób w wieku 25-34 lata w Polsce wciąż mieszka z rodzicami. To jeden z najwyższych odsetków w UE” – czytamy na portalu 300gospodarka.pl.
W lipcu GUS podał, że w 2024 r. w porównaniu z 2023 r. liczba ludności w Polsce zmniejszyła się o 129 tys. Największy spadek ludności nastąpił w woj. śląskim (-26 572 osoby), a najmniejszy w woj. mazowieckim (-85 osób). Spadek liczby ludności odnotowano w 14 województwach.
W prawdziwie historycznym przemówieniu RFK Jr. wykazał się rzadkim przywództwem politycznym i odwagą, popierając prezydenta Trumpa, usuwając swoje nazwisko z kart do głosowania w 10 kluczowych stanach i obiecując radykalną reformę amerykańskiego przemysłu chorób, który utrzymuje Ludzkość w permanentnych chorobach dla uzyskania zysku korporacji.
RFK Jr. wycofuje swoje nazwisko z kart do głosowania w 10 kluczowych stanach, aby pomóc #Trumpowi pokonać neokomunistów Demokratów, powołując się na lewicową cenzurę, prowojenne stanowisko, ataki na zdrowie dzieci, walkę prawną i inne formy lewicowej tyranii. Demokraci sami sprowadzili na siebie tę decyzję.
W momencie, który przejdzie do historii Ameryki, prezydent Donald Trump wszedł na scenę w Glendale w Arizonie i przedstawił tłumowi liczącemu tysiące osób samą osobę, Roberta F. Kennedy’ego Jr.
Atmosfera była elektryzująca, gdy Trump i Kennedy, dwaj tytani amerykańskiej polityki wywodzący się z zupełnie różnych środowisk, stanęli ramię w ramię w czymś, co można określić wyłącznie jako mrożący krew w żyłach, monumentalny sojusz.
Warto przypomnieć, że sztab wyborczy Trumpa zapowiedział, że podczas przemówienia na temat polityki „America First” prezydentowi Trumpowi będzie towarzyszył specjalny gość.
Kennedy w swoim oświadczeniu przedstawił trzy główne przyczyny, które skłoniły go do podjęcia tej decyzji: wolność słowa, wojna na Ukrainie i to, co określił jako „wojna z naszymi dziećmi”.
Wyjaśnił, że kwestie te miały kluczowe znaczenie dla jego pierwotnej decyzji o opuszczeniu Partii Demokratycznej i kandydowaniu jako kandydat niezależny, a teraz zmusiły go do poparcia kandydatury Trumpa.
Według RFK Jr. „decyzja o poparciu Trumpa jest dla niego sprawą duchową”.
RFK pozostanie na kartach do głosowania w stanach, w których jego obecność zaszkodziłaby Kamali, a wycofa się z kart do głosowania w stanach, w których jego obecność zaszkodziłaby Trumpowi.
„W około 10 stanach, w których moja obecność byłaby spoilerem, usunę swoje nazwisko. I już rozpocząłem ten proces i namawiam wyborców, aby na mnie nie głosowali”.
W piątkowy wieczór tłum wybuchł ogłuszającymi wiwatami, gdy Trump, z charakterystycznym dla siebie wdziękiem, powitał Kennedy’ego na scenie.
„Myślę, że niewielu z was o nim słyszało. Jest bardzo skromny. To bardzo skromny człowiek, ale bardzo szanowany. To wspaniały człowiek. Znam go od tak dawna. Przez ostatnie 16 miesięcy Robert F. Kennedy Jr.!” – ogłosił Trump.
„Nikt nie będzie mógł wejść do Nowego Porządku Świata, jeśli nie pokłoni się Niosącemu Światło. Nikt nie wejdzie do Nowego Wieku, jeśli nie przejdzie lucyferiańskiej inicjacji.” /David Spangler.
„Nad społeczeństwem dominować będzie elita, która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją.”| /Zbigniew Brzeziński w książce: „Between Two Ages”, 1970 rok.
Kandydat Masoński, adept i uczeń związany jest przysięgą w obecności Mistrza. Jest również związany wieczną tajemnicą. Spotyka współbraci w opasce na oczach, zdąża tedy do zakonu w ciemno.
Następnie uczy się symboli i obrządku wolnomularstwa. Oczekują go trzy wielkie światła: po pierwsze: „Światło Świętego Słowa” niekoniecznie Biblii, po drugie: „Zgłębienie Tajemnicy Kwadratu” symbolizującego doskonałość duszy i po trzecie: „Powzięcie nowego kierunku życia” w formie akceptacji Kompasu, który jest duchem duszy.
Jaką religią jest Masoneria? Przede wszystkim masoneria jest okultyzmem, wiedzą tajemną i ukrytą przed światem. Klasyczne wierzenia spokrewnione z masonerią są ściśle związane z okultyzmem i sektami Unitaryzmu oraz Mormonizmu.
Masoneria posiada ustaloną domenę szatana, według niej naucza się, że przez moc wiedzy można posiąść tajemnice natury a nawet śmierci. Ważniejszymi doktrynami masonerii są także: „Braterstwo Duszy” oraz pewnego rodzaju nakaz, aby nie wierzyć w Jezusa Chrystusa, ponieważ życie wieczne otrzymuje się bez Jego udziału.
Ricinal C. Haupt w swojej książce: „Bogowie Loży” zgromadził zaskakujący materiał. Przez sześć miesięcy studiował dane dotyczące masonerii w Bibliotece Kongresu, po czym doszedł do wniosku, że masoneria w swoim obrządku jest ilustracją symboli zapożyczonych z pogaństwa egipskiego i średniowiecznego okultyzmu. Ponadto Ricinal utrzymuje, że droga oświecenia przebiegająca po przez inicjację składającą się z trzydziestu trzech poziomów, prowadzi bezpośrednio do Lucyferianizmu.
Drodzy Czytelnicy, z pewnością spotkaliście się z określeniem Katolicy, Protestanci czy z jeszcze innymi określeniami nazywającymi wyznawców poszczególnych religii. Ronald Bernard, ekonomista pracujący dla światowej elity wyznaje, że przytłaczająca większość ludzi znajdujących się u szczytów władzy wyznaje pewną niszową religię, otóż są oni Lucyferianami i wyznają Lucyferianizm.
Ronald wyznaje, że uczestniczył w czarnych mszach, opowiada o satanizmie, jednak początkowo to było dla niego śmieszne, zabawne. To byli jego klienci, potężni ludzie i nic więcej, przynajmniej tak sobie wmawiał. Dla niego była to rozrywka i nic więcej, ponieważ od zawsze uważał, że prawdziwa ciemność i zło są jedynie w samym człowieku i nie ma czegoś takiego jak zło osobowe.
Wszystko się zmieniło w momencie, w którym otrzymał zaproszenie do uczestnictwa w ceremonii składania ofiar.
„Składanie ofiar miało miejsce za granicą i to był mój punkt zwrotny. Składano ofiary z dzieci a ja nie mogłem tego zrobić, nie byłem w stanie. Po tym zdarzeniu powoli zacząłem się łamać, sam przeszedłem wiele jako dziecko i naprawdę głęboko to mnie dotknęło. Wszystko się nagle zmieniło. Ale to jest świat, do którego wszedłem i wtedy zacząłem odmawiać wykonywania zleceń w ramach mojej pracy, nie byłem już w stanie tego robić, z tych powodów stałem się zagrożeniem.
To dzieje się także w polityce, i jeżeli wygooglujecie ten temat, to znajdziecie zeznania ludzi z całego świata, że to się dzieje wszędzie, że ten świat nie jest bajką. Niestety prawda jest taka, że na całym świecie oni to robią od tysięcy lat. Zgłębiałem kiedyś Teologię i wyczytałem nawet w Biblii, że takie rzeczy miały miejsce tysiące lat temu. Rytuały związane ze składaniem ofiar z dzieci były powodem wygnania Izraelitów do Babilonu.
Przez te przeżycia stałem się osobą wierzącą, ponieważ zrozumiałem, że jest coś, co umyka ludzkiemu oku, że istnieje też świat niematerialny. Oni postrzegają społeczeństwo jak stado owiec, wystarczy postawić kilka psów pasterskich by prowadzić stado w dowolnym kierunku i szczerze mówiąc wciąż widzę jak to się dzieje wokół, ludzie wciąż są sterowani przy użyciu tych samych systemów i metod, których my używaliśmy.
Ludzie wciąż nie rozumieją jak ten świat działa, wciąż są na poziomie, na którym ważne jest tylko by mieć na stole piwo, są całkowicie pochłonięci sobą. To, co jest negatywne to zło, lucyferianie i sataniści, jakkolwiek chcesz to nazywać, ale zło jest bytem rzeczywistym, odkryłem, że to, co jest zapisane w Biblii, ale i nie tylko tam, znajdziecie to w wielu książkach, że był pewien moment, w którym nastąpiła separacja manifestacji światła, w którym pewna grupa się oddzieliła.
Ta grupa jest przepełniona nienawiścią i gniewem. Z całych sił nienawidzą i niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Zło jest siłą, która nieustannie dąży do zagłady. Zło nas nienawidzi bez końca. Lucyfer nienawidzi stworzenia, nienawidzi życia i zrobi on wszystko aby nas kompletnie unicestwić a sposobem na to jest podział ludzkości, «dziel i rządź» oto ich prawda.” /Ronald Bernard.
Niezaprzeczalnym faktem w dyskusji nad doktrynami masonerii jest wpływ ich nauki oraz religii na świadomość wielu amerykańskich intelektualistów, a nawet w ostatnich czasach oddziaływanie na poglądy przeciętnego Amerykanina, podobna sytuacja ma miejsce również w Europie. Wyrazem tego jest silna liberalizacja zasad moralnych i bunt przeciw wierze ewangelicznej. Badacze studiujący zagadnienie masonerii są przekonani, co do istnienia bytu stojącego za kurtyną. Bytu stojącego za kurtyną ideologii masonerii.
Otóż jeszcze w Edenie Szatan zaoferował Ewie wiedzę tajemną i zrównanie z Bogiem. Mądrość człowieka, aby sprawdziła się tutaj na ziemi i tam w wieczności musi pochodzić od Boga, a nie wypływać z przekonań człowieka.
Obserwujemy, że wiele tradycji wschodnich przyjęło praktyki starożytnego Babilonu. Tymczasem Bóg nawołuje: Wyjdźcie z Babilonu, odejdźcie od nich, oddzielcie się, nie dotykajcie tego, co nieczyste.
Finally, for the Russell Brand fans – this video isn’t exactly roll on the floor funny but it does raise good points about what is going on in these messed up times…(and Brand is always entertaining).
Sam prof. Fritz Haber („Profesor Śmierć” -red.) był obrzydliwą, ale jednocześnie na swój sposób trochę fascynującą postacią. Prawdopodobnie był to kompletny psychopata. Jest jedna relacja z okolic nieopodal Bolimowa: po ataku gazowym Prusacy poszli na zdobyte linie rosyjskie. Był wśród nich prof. Haber. Pruscy oficerowie stojąc nad trupami Rosjan zasalutowali z szacunku dla pokonanego wroga, a tym czasem on zupełnie obojętnie badał skutki swojego dzieła. Skrupulatnie notował w kajeciku i tłumaczył oficerom, że martwi Rosjanie mają posiniałe na niebiesko białka oczu, po czym wyjaśniał, jaki mechanizm chemiczny przy zatruciu chlorem spowodował ten efekt. Było to zupełnie zimne, nieludzkie podejście kata. Naukowca, ale kata. Żadnych ludzkich uczuć. Oficerowie, którzy przeprowadzili ten atak gazem, byli głęboko wstrząśnięci i zniesmaczeni jego postawą.
Drugie jego odkrycie to cyklon B.
Trzecie zaś to dla odmiany coś wspaniałego: syntetyzowanie amoniaku z azotu atmosferycznego. Metoda genialna, umożliwiająca bardzo tanią i łatwą produkcję dużych ilości sztucznych nawozów. To w głodującej Europie po I Wojnie Światowej pozwoliło radykalnie zwiększyć plenność zbóż, a jemu przyniosło …nagrodę Nobla. Psychopata, masowy morderca, dobroczyńca ludzkości, noblista… Do tego wszystkiego jeszcze Żyd z pochodzenia, którego niemieccy naziści, mimo jego ogromnych zasług dla pruskiej armii i rolnictwa III Rzeszy, zmusili w końcu lat 30-tych do ucieczki z kraju – mówi w rozmowie z Pch24.pl Andrzej Pilipiuk, pisarz, publicysta, autor książki „Czasy, które nadejdą” (Fabryka Słów, 2024).
Wielka Wojna to w zbiorowej pamięci przede wszystkim, czy może raczej jedynie, bitwa pod Verdun, bitwa pod Sommą – dwie wielkie i jakże krwawe walki na Zachodzie. Jeśli zaś chodzi o działania wojenne na Wschodzie, to pamięta się co najwyżej bitwę pod Tannenbergiem i obronę Twierdzy Przemyśl. Ogólnie jednak to, co działo się w tamtym strasznym czasie na Wschodzie, jest pomijane bądź zapomniane. Dlaczego?
Dla Rosji Sowieckiej przypominanie I Wojny Światowej było niewygodne. Dominowała i nadal dominuje narracja, że nieudolny car przegrał z Niemcami, a potem doszło do rewolucji. Gdyby jednak przeanalizować na zimno to, co się wówczas działo, to okazałoby się, że historia I Wojny Światowej na Wschodzie zaczęła się odwracać w momencie, kiedy car zdjął ze stanowiska naczelnego wodza swojego kuzyna – Wielkiego Księcia Mikołaja Mikołajewicza i sam objął dowództwo. W tamtej chwili sytuacja na froncie zaczęła się zmieniać na korzyść Rosji.
W związku z tym stawiam tezę, że bolszewikom, komunistom, sowietom – jak zwał tak zwał – pamięć o tamtej wojnie nie była jakoś szczególnie potrzebna, bo pisząc o niej musieliby jednak oddać trochę honoru carskiej armii, która stawiała bohaterski opór i dokonywała spektakularnych czynów, jak podejście pod Kraków czy przełom Brusiłowa. Lepiej było to pominąć i skwitować krótkim hasłem „Nieudolność cara i przegrana wojna utorowały drogę rewolucji”.
Z kolei dla państw zachodnich odległy front wschodni był i nadal jest niewygodny propagandowo. Prosty przykład: Prusacy wysłali przeciw Rosji setki tysięcy żołnierzy. A mimo to Francuzi i Brytyjczycy nie byli w stanie szkopów pokonać? Może lepiej w związku z tym milczeć i nie przypominać, że na Wschodzie również toczyła się wojna.
Inna kwestia: Dziś Niemcy odżegnują się od swoich odwiecznych planów podboju Europy Środkowo-Wschodniej. Podczas I Wojny Światowej Prusacy zalali Polskę, opanowali szmat Białorusi, zajęli ziemie litewskie i łotewskie, głęboko wkroczyli na Ukrainę. Trzy dekady później hitlerowcy ponownie podbili Polskę, zajęli republiki nadbałtyckie, chapnęli Białoruś i całą Ukrainę, wyrwali kawał Rosji i zagrozili Kaukazowi. Moim zdaniem przywoływanie tych epizodów z I wojny światowej natychmiast budzi „niewygodne skojarzenia” z tym co działo się podczas drugiej… Lepiej skupić się na opisywaniu tego, co się działo w innych częściach świata.
A dla Polaków, który front był ważniejszy w czasie Wielkiej Wojny?
Dla nas siłą rzeczy ważniejszy był front wschodni. Wojna przetaczała się przez nasze ziemie jak przysłowiowy walec.
Proszę jednak zwrócić uwagę na jedno: TO NIE BYŁA NASZA WOJNA! Braliśmy w niej udział, nie jako państwo, ale jako naród i tylko dlatego że zostaliśmy do tego zmuszeni. Ogłoszono mobilizację, cesarze posłali swoich poddanych na rzeź i koniec.
Polacy walczyli w armiach wszystkich zaborców. Co gorsza, często walczyli przeciwko sobie. Nie dość więc, że była to dla nas wojna obca, to jeszcze wojna bratobójcza. Moim zdaniem właśnie to spowodowało, że prawdę o tej wojnie chcieliśmy jak najszybciej wyprzeć z naszej świadomości. Ludzie wykształceni w szkołach oficerskich zaborców budowali wojsko niepodległej Rzeczpospolitej. Lata służby obcym wliczano im do kariery. Zarazem w wolnej Polsce nikt nie nosił na mundurze odznaczeń, choćby najbardziej zaszczytnych, otrzymanych od cara czy cesarza.
Poza tym I Wojna Światowa była niezwykle niszczycielska. Istnieje wiele map pokazujących stopień zniszczenia kraju w miejscach, gdzie front stał dłużej. To też była pewna trauma. Ludzie chcieli o tym wszystkim zapomnieć, chcieli odbudowywać ojczyznę.
I najważniejsza kwestia, z której niewielu zdaje sobie dzisiaj sprawę. Na Zachodzie wojna skończyła się w 1918 roku. W Polsce trwała ona do 1921 roku…
W zasadzie, żeby tę wojnę jakoś oswoić, ubrać w literaturę, wydać wspomnienia uczestników etc., potrzeba było czasu i dystansu.
Nam jednak tego czasu i dystansu nie dano, ponieważ 19 lat później – w 1939 roku wybuchła kolejna wielka wojna – II Wojna Światowa. To, co powstało – nie zaistniało w szerszym odbiorze. Nie zdążyło, bo okupacja hitlerowska oznaczała zniszczenie większości bibliotek państwowych oraz niezliczonej liczby prywatnych księgozbiorów. Okupacja komunistyczna ten stan jeszcze utrwaliła – „nieprawomyślne” dzieła bezwzględnie usuwano z bibliotek i niszczono. Przy okazji rozmaitych rewizji zdarzały się konfiskaty „literatury antypaństwowej”. Ergo: w okresie PRL-u dotarcie do źródeł opisujących wielką wojnę, walki o niepodległość i wojnę polsko-bolszewicką było bardzo utrudnione. Na liście prohibitów znalazł się nawet „Uśmiech Lwowa” pióra K. Makuszyńskiego.
W dodatku okrucieństwa i zniszczenia I Wojny Światowej zostały całkowicie przykryte i zepchnięte w niepamięć niewyobrażalnymi bestialstwami II Wojny Światowej.
Musimy ponadto pamiętać, że w I Wojnie Światowej ginęli przede wszystkim żołnierze na froncie. Cywile byli oczywiście na okupowanych terenach bezlitośnie eksploatowani ekonomicznie i fizycznie, ale nie wywożono ich hurtowo do obozów koncentracyjnych. Nie miały miejsca masowe zbrodnie na ludności cywilnej. Nie było zbiorowych publicznych egzekucji przypadkowych ludzi ani łapanek. Ludność okupowanych terenów nie doświadczała tego wszystkiego, co znamy z II Wojny Światowej.
W I Wojnie Światowej zniszczenie Kalisza, o którym wspomina na końcu „Nocy i dni” Maria Dąbrowska, jawiło się straszną zbrodnią. We wrześniu 1939 roku tego typu zbrodni były setki. Wystarczy wspomnieć bombardowania Wielunia czy Frampola, dziesiątki nalotów na Warszawę i inne miasta… Ostrzeliwanie i bombardowanie kolumn uchodźców czy budynków oznakowanych symbolem czerwonego krzyża! II Wojna Światowa była więc wojną totalną, prowadzoną przeciw cywilom, przeciw całym narodom.
Dlatego wydaje mi się, że I Wojna Światowa nie funkcjonuje w naszej pamięci historycznej tak, jak widzimy to na Zachodzie. Powtórzę: okrucieństwa II Wojny Światowej całkowicie przykryły dramat Wielkiej Wojny, wymazały go z pamięci zbiorowej, nie mówiąc już o tym, że w czasie II Wojny Światowej zginęła cała masa ludzi, którzy mogliby być swego rodzaju łącznikiem pamięci o poprzedniej wojnie! Mężczyźni: dziadkowie i ojcowie – zostali straszliwie przetrzebieni. Dziś już o tym nie pamiętamy: pierwsze miesiące PRL-u to zakładanie setek burs i przytułków dla sierot. Wujowie, stryjowie, dalsi krewni, którzy powinni przejąć opiekę nad dziećmi, często nie żyli, albo też wojenne losy rozrzuciły ich po świecie…
W Pańskiej nowej książce pt. „Czasy, które nadejdą”, możemy przeczytać opowiadanie „Profesor Śmierć”, którego akcja dzieje się właśnie w czasie I Wojny Światowej na Wschodzie. Dwukrotnie padają w nim słowa, że przecież Niemcy, tudzież Szwaby, są cywilizowanymi ludźmi i nie będą popełniać zbrodni, tylko będą przestrzegać konwencji i zachowywać się honorowo…
W I Wojnie Światowej jeszcze się Niemcom zachowania honorowe zdarzały; z naciskiem na słowo «zdarzały». Podczas walk z Prusakami zakładano, że, owszem, to przeciwnik, ale walka będzie honorowa. Te nadzieje rozwiały się boleśnie… Miałem okazję sięgnąć do gazet z 1915 roku. Opisano tam niejedno: np. Niemcy na okupowanym terytorium Francji zastrzelili 8-letniego chłopca, który stał za płotem z drewnianym karabinem. W innym tekście opisano historię ranionego Niemca, który został opatrzony przez francuskiego sanitariusza, po czym tegoż sanitariusza …zastrzelił. Tego typu zdarzenia prasa przytaczała regularnie i zakładam, że większość z nich faktycznie miała miejsce. Pod Verdun zdarzało się dobijanie rannych wrogów w zdobytych okopach. Jednak przeważnie przestrzegano konwencji.
Zupełnie inaczej było w czasie II Wojny Światowej. Dziadek opowiadał mi, że gdy bronił Twierdzy Modlin, załoga jednego z sąsiednich fortów poddała się, po czym została wymordowana przez Niemców. W 2004r. IPN przygotował wystawę objazdową „Z największą bezwzględnością – zbrodnie Wermachtu w Polsce, wrzesień październik 1939”. Widziałem ją w Muzeum Ziemi Chełmskiej. Mało kto sobie zdaje sprawę, że Niemcy zamordowali wówczas kilkadziesiąt tysięcy Polaków wziętych do niewoli. Krąży mit, że Wermacht nie popełniał takich zbrodni jak SS. Przepraszam za wyrażenie: G…. prawda!
W opowiadaniu „Profesor Śmierć” zwraca Pan uwagę jak bardzo, mówiąc najdelikatniej, bezsensowna była I Wojna Światowa. Dzisiaj walczymy, żeby przesunąć linię frontu 100 metrów na wschód, a jutro cofniemy się 200 metrów. Pojutrze znowu przesuniemy się 500 metrów na wschód, a kolejnego dnia będziemy musieli cofnąć się 700 metrów. I tak wkoło… Tak to wyglądało zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie…
Dla Rosji carskiej była to wojna o utrzymanie terytorium Kraju Przywiślańskiego. Dla Rosjan było to w pewien sposób racjonalne. Poprzednie pokolenia wylały wiadra krwi gromiąc Napoleona, tłumiąc polskie powstania etc. Łup zdobyty przez przodków, okupiony ich krwią, musiał zostać obroniony, nie mogli dać go sobie wydrzeć. Królestwo Polskie wchodziło w skład imperium carów ponad 100 lat. Zaborcy się tu zadomowili. W samej Warszawie postawili 47 cerkwi i kaplic prawosławnych. Na polskich cmentarzach leżeli ich generałowie, uczeni, profesorowie, artyści… W kraju stały pomniki carów, były też pomniki w miejscach zwycięskich bitew. Rosjanie już traktowali nasz kraj jako swój.
Z kolei z punktu widzenia pruskiego militaryzmu, już nie mówiąc o Austro-Węgrzech, podbój tych ziem nie miał absolutnie żadnego sensu. Były to dla nich tereny obce etnicznie, których w dodatku w dłuższej perspektywie nie byliby w stanie utrzymać.
Jedyny sens tej wojny polegał na „wklepaniu ruskim”. Rozbiciu carskiej armii, zneutralizowaniu jej, po czym przerzuceniu wojsk na zachód by zgnieść Francję. Co pruscy sztabowcy planowali po zajęciu ziem Polski? Moim zdaniem oni sami nie wiedzieli, co dalej… Deklaracje państw zaborczych kierowane do Polaków, mające zachęcić ich do poparcia tego a nie innego cesarza, zawierały nader mgliste i niekonkretne obietnice.
Rosjanie, na co również wskazuje Pan w opowiadaniu „Profesor Śmierć”, mimo że przegrywali, to walczyli i cały czas dostawali nowe posiłki zza Uralu…
Około roku 1916 wojna była już przez Rosję wygrana. Niedobory pierwszych miesięcy zaspokojono. Wojsko było coraz lepiej wyekwipowane, poprawiło się wyżywienie. Przewaga artyleryjska Prus i Austrii topniała. Na niebie obok pruskich zeppelinów pojawiły się ścigające je rosyjskie samoloty. Ba! Carscy inżynierowie zaprojektowali pierwszy bombowiec z prawdziwego zdarzenia.
Kiedy Niemcy wysyłali Lenina do Rosji w zaplombowanym pociągu, żeby zrobił tam rewolucję, to był to ostatni moment, żeby Rosję podpalić i żeby jakoś wykręcić się z wojny na Wschodzie. Moim zdaniem w dłuższej perspektywie Rosja by wygrała i Niemcy też musieli zdawać sobie z tego sprawę. Rosja miała wojnę na jednym froncie, a Niemcy na dwóch. Do tego Rosja dysponowała ogromnym zapleczem surowcowym. Miała też ogromne zasoby złota i mogła kupować wszystko, czego potrzebowała. Nie dało się jej zablokować flotą. Niemcy natomiast dusili się ekonomicznie i surowcowo.
W czasie obu wojen światowych powtórzył się ten sam schemat – na podbitym terenie Niemcy wyznaczali kontyngenty na dostarczanie metali kolorowych. Kto nie zrobił tego w porę miał, mówiąc najdelikatniej, nieprzyjemności.
Gdy Prusacy w 1915 roku zajęli Warszawę, to jedną z pierwszych rzeczy, które zrobili, było zerwanie całej miedzianej kopuły z Soboru Aleksandra Newskiego na Placu Saskim. Zdobyli w ten sposób kilkanaście ton miedzi na zapalniki. W I Wojnie Światowej konfiskowano dzwony kościelne. W Warszawie łupem Prusaków padł np. 12-tonowy główny dzwon wspomnianego soboru św. Aleksandra. Zabierano jednak głównie dzwony cerkiewne – ich nikt nie bronił.
Natomiast w czasie II Wojny Światowej nastąpił systematyczny i metodyczny rabunek absolutnie wszystkich dzwonów kościelnych. To pokazuje, jak bardzo Niemcy potrzebowali metali kolorowych na zapalniki, łuski, naboje etc.
W swoich zbiorach mam kserokopię ulotki, która była rozplakatowana w Wojsławicach przez Niemców. Czytamy w niej, że każde gospodarstwo ma dostarczyć miesięcznie tyle i tyle złomu żelaznego, tyle i tyle metali kolorowych i makulatury, tyle i tyle stłuczki szklanej, tyle i tyle odpadów gumowych (!). Pokazuje to, że około roku 1943 Niemcy do tego stopnia robili w gacie, że na podbitym terenie nakładali na ludność obowiązek dostarczania absolutnie wszystkiego. Ogród Saski w Warszawie obiega niewysoki murek. Z dzieciństwa pamiętam sterczące z niego krótko ścięte resztki prętów parkanu. „Zniknął” w czasie wojny. Kilka – kilkanaście ton żelaza. Pewnie akurat na jeden hitlerowski czołg… Widzimy, jaki panował wówczas w Rzeszy potworny głód jakichkolwiek surowców. Jeszcze jedno: mam w kolekcji kilka drobnych monet hitlerowskich. Te z połowy lat 30-tych są mosiężne. Te z okresu wojny – aluminiowe. To i tak nieźle, bo dla Generalnej Guberni monety bito z cynku. Mało kto wie, że II Wojna Światowa to konflikt, z którego Polska wyszła praktycznie bez miedzianych rynien i mosiężnych klamek. Były konfiskowane i przetapiane.
Czy opisana przez Pana bitwa w opowiadaniu „Profesor Śmierć” naprawdę miała miejsce?
Tak. Rozegrała się w lipcu 1915 roku. Carska armia Wojsławic jako takich nie broniła, ponieważ stwierdzono, że miasteczko leżące w dolinie jest nie do obrony. Żołnierze cofnęli się na wzgórza na północ od Wojsławic, gdzie przygotowali okopy i stamtąd odpierali ataki jednostek pruskich.
W pierwszych dniach starcia, gdy Prusacy dopiero się rozlokowywali na tamtym terenie, armia carska dokonała „wypadu”, zdobyła kilka armat i karabinów maszynowych, a w zagajniku przy szosie do Uhań wzięła jeńców i zlikwidowała wielu wrogów. Potem jednak Prusacy przeszli do natarcia i stopniowo wykurzali Rosjan z ich pozycji, niszcząc jednocześnie wszystko, co napotkali na swej drodze. Wojsławice znajdujące się pod krzyżowym ogniem artylerii uległy niemal całkowitemu zniszczeniu.
Udało mi się znaleźć w starej pruskiej książce zdjęcie rynku w Wojsławicach wykonane po przejściu frontu. Osada została praktycznie unicestwiona. Wojsławice, które ja pamiętam z dzieciństwa, te zbudowane w latach 20-tych na pogorzelisku, to najczęściej budynki z murowaną ścianą frontową na parterze, a cała reszta, łącznie z piętrem, jest w drewnie.
Wspomniane zdjęcie pokazuje ruiny murowanych piętrowych kamieniczek. Na innym widać wypalone mury monumentalnego ratusza. Wojsławic, takich jak przed I Wojną Światową nie udało się odbudować. Dopiero w latach 70. i 80. przy rynku powstały pierwsze piętrowe, murowane budynki. 60-70 lat po niemieckim ataku… Ratusz pośrodku rynku wzniesiono dopiero u progu XXI wieku i jest …mniejszy niż przez I wojną.
W imię czego Wojsławice zostały zniszczone?
Nie było to celowe zniszczenie, tylko „zwykła” wymiana ognia artyleryjskiego przez obie strony. Gdy Prusacy wchodzili do Wojsławic, to Rosjanie do nich strzelali, tak, żeby ich pozabijać, a przy okazji zmielili budynki w gruzowisko.
Tamta wojna – dwa tygodnie na linii frontu, konfiskaty żywności i rabunki – była to dla naszej okolicy totalna katastrofa. Gdy moja prababka z małoletnim dziadkiem i jego ojczymem wrócili z bieżeństwa w głąb Rosji, na szczęście wiedzieli, gdzie jest zakopane trochę złota po pradziadku. Wykopali to i zaraz przyszli do nich żydzi, którzy myśleli: „Jest ktoś nowy, może ma pieniądze, jest szansa, że ubijemy interes”. Przyprowadzili krowę na sprzedaż. Moja rodzina ją kupiła. Zwierzę było czarne, niewielkie i wyglądało na zabiedzone. Ale okazało się że była to bardzo dobra krowa, dawała dużo mleka. Najważniejsze w tej opowieści jest jednak, że to była jedna z CZTERECH krów w całej gminie.
W całej gminie?!
Tak. W całej gminie ocalały CZTERY krowy. Przepraszam: nie wiemy, czy żydzi nie przyprowadzili jej z sąsiedniej gminy… To pokazuje skalę wyniszczenia okolicy na skutek przejścia frontu i późniejszej okupacji. Takich gmin, takich miasteczek, zmielonych ogniem artyleryjskim, unicestwionych pożarami i obrabowanych do cna, były setki. Dodajmy: bitwa rozegrała się w połowie lipca na rozległych polach na północ od osady. Po walkach na takich polach można było zebrać różności: trupy ludzkie i końskie, odłamki pocisków, fragmenty oporządzenia, drut kolczasty, manierki, łuski… Ale nie zboże.
Fritz Haber, tytułowy „Profesor Śmierć”, rzeczywiście był w tamtych okolicach w 1915 roku?
Jego obecność została odnotowana w Krasnymstawie i Hrubieszowie. W opowiadaniu założyłem więc, że mógł być on również w Wojsławicach, bo znajdowały się one na jednej linii frontu. Co więcej trafiłem na wzmiankę, że w pałacu górującym nad naszym miasteczkiem rezydował sztab generała von Lisingena – dowódcy Armii Bug, architekta całej tej ofensywy.
I faktycznie Fritz Haber przyjechał tam, aby wypróbować gaz bojowy?
Gaz bojowy został wypróbowany 2 tygodnie wcześniej pod Bolimowem. „Profesor Śmierć” moim zdaniem jeździł wzdłuż frontu i nadzorował ataki gazowe na poszczególnych odcinkach, tłumaczył, jak je trzeba przeprowadzić, pokazywał jak obsługiwać sprzęt, zbierał doświadczenia etc.
Wiadomo, że pod Wojsławicami Prusacy użyli chloru. Tę informację znalazłem w rosyjskojęzycznej części Internetu. W jednym z artykułów wspomniano żołnierza carskiego, który jako pierwszy poczuł woń chloru, rozpoznał z czym ma do czynienia i zaalarmował pozostałych. Ci, którzy mieli maski gazowe, natychmiast je założyli, a reszta uciekła w las na wysoczyznę, dzięki czemu ten atak nie był tak niszczycielski. Większość zdążyła się albo zabezpieczyć, albo ewakuować. Sam żołnierz został za to odznaczony Krzyżem Świętego Jerzego, czyli bardzo wysokim odznaczeniem carskim za zasługi bojowe.
Chlor działa tak, jak Pan to opisał?
Tak.
Przerażające… Aż dziwne, że dr. Skórzewskiemu – głównemu bohaterowi opowiadania – udało się przeżyć… Wiadomo, że musiał przeżyć, ale wie Pan…
Mój bohater niewiele się tego nawdychał, ale to silna trucizna, więc trochę uległ zatruciu. Był na pagórku, chlor jest cięższy od powietrza, ściele się po ziemi… Potem dostał maskę. Chlor zabija wszystko co żywe, nawet roślinność.
Sam prof. Fritz Haber był obrzydliwą, ale jednocześnie na swój sposób trochę fascynującą postacią. Prawdopodobnie był to kompletny psychopata. Jest jedna relacja z okolic nieopodal Bolimowa: po ataku gazowym Prusacy poszli na zdobyte linie rosyjskie. Był wśród nich prof. Haber. Pruscy oficerowie stojąc nad trupami Rosjan zasalutowali z szacunku dla pokonanego wroga, a tym czasem on zupełnie obojętnie badał skutki swojego dzieła. Skrupulatnie notował w kajeciku i tłumaczył oficerom, że martwi Rosjanie mają posiniałe na niebiesko białka oczu, po czym wyjaśniał, jaki mechanizm chemiczny przy zatruciu chlorem spowodował ten efekt. Było to zupełnie zimne, nieludzkie podejście kata. Naukowca, ale kata. Żadnych ludzkich uczuć.
Oficerowie, którzy przeprowadzili ten atak gazem, byli głęboko wstrząśnięci i zniesmaczeni jego postawą.
Drugie jego odkrycie to cyklon B. Trzecie zaś to dla odmiany coś wspaniałego: syntetyzowanie amoniaku z azotu atmosferycznego. Metoda genialna, umożliwiająca bardzo tanią i łatwą produkcję dużych ilości sztucznych nawozów. To w głodującej Europie po I Wojnie Światowej pozwoliło radykalnie zwiększyć plenność zbóż, a jemu przyniosło …nagrodę Nobla.
Psychopata, masowy morderca, dobroczyńca ludzkości, noblista… Do tego wszystkiego jeszcze Żyd z pochodzenia, którego niemieccy naziści, mimo jego ogromnych zasług dla pruskiej armii i rolnictwa III Rzeszy, zmusili w końcu lat 30-tych do ucieczki z kraju.
W opowiadaniu pojawia się scena z roku 1933. Cyklon B wykorzystany został do tępienia szczurów. Zginęło przy tym siedmiu niemieckich robotników. Prasa podała, że była to ich wina, bo nie zachowali norm BHP. W małych ilościach cyklon B miał nikomu nie zaszkodzić. Powiem krótko: jedzie mi tu czołg?
Cóż więcej dodać… Może tyle, że to upiorny chichot demonów historii: Żydzi mordowani w komorach gazowych, ginęli od wynalazku swego rodaka…
Dr Skórzewski zastanawia się w opowiadaniu „Profesor Śmierć”, co byłoby dla Niemców w 1933 roku gorsze – naziści Hitlera, czy tamtejsi komuniści, którzy się nie dogadali…
Historii uczy się w Polsce w bardzo dziwny sposób. Mówi się o tym, że hitlerowcy doszli do władzy, ale niewiele mówi się o tym, jak oni doszli do tej władzy. A to przecież najważniejsze! W zasadzie wybory, które dały Hitlerowi urząd kanclerza, NSDAP przegrała. Owszem, byli najsilniejszym ugrupowaniem, ale koalicja komunistów i socjaldemokratów miała bezwzględną większość. Mogli hitlerowców nawet zdelegalizować. NSDAP była też potwornie zadłużona. Nazizm był w tym momencie skończony jako siła polityczna a kierownictwu groziła odsiadka za długi. Przyszedł jednak rozkaz z Moskwy dla niemieckich komunistów. Stalin zabronił im sojuszu z socjaldemokratami. Koalicja, która mogła zatrzymać hitlerowców demokratycznymi metodami, rozpadła się zanim powstała. Tylko dzięki temu Hitler mógł objąć tekę kanclerza i stworzyć rząd mniejszościowy.
Natomiast dr Skórzewski w 1933 roku o nazistach wie niewiele, a dokładnie rzecz biorąc tyle, co wszyscy: kretyński program, na czele partii jakiś frustrat z zaczesaną grzywką, kretyńskim wąsikiem. Dr Skórzewski przeżył rewolucję w sowieckiej Rosji i generalnie wie, czym śmierdzi komunizm. Z kolei nazizm na początku lat 30-tych był wielką niewiadomą. Mądrzy ludzie czuli, że z tego będzie nieszczęście, ale wielu zachwycało się tym systemem. W pismach z tamtego okresu znajdziemy pochwały nazizmu i faszyzmu. Niemcy wprowadzili wczasy pracownicze, działał tam program taniego budownictwa, budowali autostrady. W państwie Mussoliniego rozwijano szkolnictwo zawodowe, szkolono kadry agrotechniczne by zagospodarować kolonię, którą była Libia, walczono bardzo ostro z wyzyskiem, inspekcja pracy dbała o godne warunki dla każdego robotnika. Te ustroje miały zęby jadowe, tylko mało kto je dostrzegał, bo większość publicystów zachłysnęła się postępem, nowoczesnością i rozwojem ekonomiczno-gospodarczym.
Jest taka książka pt. „Z kraju czarnych koszul” autorstwa przedwojennego endeckiego dziennikarza Stefana Niebudka. Pojechał do Włoch Mussoliniego i opisał, jak fajnie jest tam wszystko urządzone. Książka jest jednym wielkim peanem na cześć faszyzmu. Pojechał, popatrzył, zachwycił się tym, że jest fajnie, a nie dostrzegł tego, że dzieje się też zło i to wszystko, co na pierwszy rzut oka tak pięknie wygląda, skrywa demony. To smutny paradoks – piewca wspaniałości faszyzmu kilka lat po publikacji swojej książki skończył w Auschwitz.
Nie tylko Stefan Niebudek, ale również inny wielki Polak, Ferdynand Goettel, zachwycał się faszyzmem. Jego książka „Pod znakiem faszyzmu” to jedno wielkie wezwanie, aby wprowadzić faszyzm, bo to jedyny ratunek dla kraju, Europy, świata…
Faszyzm włoski na pewno był ustrojem mniej zbrodniczym niż nazizm niemiecki. Nie mniej jednak nie możemy zapomnieć o jednym: Hitler Mussoliniego bardzo podziwiał.
Hitler, jeszcze jako bezrobotny, nieznaczący człowiek. poszedł do ambasady Włoch i zapytał, czy mógłby dostać zdjęcie Mussoliniego. Ten podziw, ta niemal synowska miłość Hitlera do Mussoliniego, trwała do samego końca. Ilekroć Włosi w swoich idiotycznych podbojach dostawali baty, hitlerowcy rzucali im koło ratunkowe w postaci swoich wojsk. Gdy Włosi poszli po rozum do głowy i w 1943 roku uwięzili swego wodza, Hitler posłał Otto Skorzenego, żeby Mussoliniego odbił i uwolnił.
Jeszcze jeden mało znany epizod. Wszyscy wiemy o Sonderaktion Krakau, czyli m.in. aresztowaniu profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uczeni trafili do obozów koncentracyjnych. Mało kto jednak wie, jak zdołano ich uratować. A było to tak: Uruchomiono przez szereg znajomości włoską hrabinę zaprzyjaźnioną z Mussolinim. Ona polobbowała u Duce. Mussolini zadzwonił do swojego serdecznego przyjaciela Adolfa Hitlera i wynegocjował to, że polskich profesorów z obozów wypuszczono.
Gdyby nie ta iście synowska miłość, profesorowie UJ skończyliby jak profesorowie lwowscy. To pokazuje stosunki tych dwóch ludzi. Hitler kochał i szanował Mussoliniego, bo ten pokazał mu drogę. Dla obu ta droga skończyła się śmiercią…
Bóg zapłać za rozmowę.
Tomasz D. Kolanek
========================
mail:
Clara Immerwahr po mężu Haber (1870-1915), chemiczka, 2 maja 1915 popełniła samobójstwo, strzelając sobie w pierś z wykradzionego mężowi pistoletu. Opinia głosi, że uczyniła to pod wpływem wieści o skutkach użycia gazów bojowych wyprodukowanych przez jej męża.
Nowe, duże badanie wykazało, że u wszystkich dzieci zaszczepionych preparatami mRNA występuje znacznie zwiększone ryzyko śmiertelnych chorób, takich jak nowotwór. Zastrzyki mRNA powodują również „zmieniony układ odpornościowy” u dzieci. Jak wcześniej wykazano w badaniach na dorosłych, już dwie dawki mRNA powodują rozwój przeciwciał IgG4, które trwale zakłócają działanie układu odpornościowego.
Zespół niemieckich badaczy przeprowadził długoterminowe badanie na grupie zdrowych dzieci przed i po szczepieniu mRNA na Covid. W badaniu wzięło udział 14 dzieci w wieku od 5 do 11 lat. Naukowcy pobrali próbki krwi i zbadali dzieci w dniu, w którym otrzymały pierwszą dawkę zastrzyków mRNA firmy Pfizer, miesiąc później, gdy otrzymały drugą dawkę, i ponownie rok po drugiej dawce.
Odkryli, że każde dziecko w grupie miało podwyższony poziom przeciwciał IgG podtypu 4 rok po „szczepieniu”. Ten zwiększony poziom przeciwciał wskazuje, że u dzieci występuje zmieniona odpowiedź układu odpornościowego. IgG4 spowalniają odpowiedź immunologiczną i same są odpowiedzialne za wiele chorób, w tym choroby autoimmunologiczne.
Zespołem badawczym kierował dr hab. Robin Kobbe z Instytutu Badań nad Zakażeniami i Rozwoju Szczepionek Szpitala Uniwersyteckiego Hamburg-Eppendorf w Niemczech. Badanie zatytułowane „ Opóźniona indukcja niezapalnych przeciwciał IgG4 specyficznych dla SARS-CoV-2 wykrytych 1 rok po szczepieniu BNT162b2 u dzieci” ukazało się w czasopiśmie The Pediatric Infections Disease Journal .
W badaniu naukowcy wyjaśniają, że stwierdzili podwyższony poziom przeciwciał IgG4 we krwi dzieci:
„ Humoralna odpowiedź immunologiczna po szczepieniu BNT162b2 składa się głównie z przeciwciał z podklas immunoglobulin (Ig) G1 i IgG3. Jak opisano wcześniej u dorosłych, poziomy IgG4 specyficzne dla S1 i domeny wiążącej receptor znacząco wzrastają 1 rok po drugim szczepieniu BNT162b2 u dzieci w wieku 5-11 lat. Zrozumienie odpowiedzi IgG4 specyficznych dla szczepionki mRNA we wszystkich grupach wiekowych ma kluczowe znaczenie, ponieważ w nadchodzących latach zostanie zatwierdzonych więcej szczepionek mRNA”.
Naukowcy zauważają, że pokazuje to, że układ odpornościowy dzieci zmienił sposób, w jaki reaguje. Jak wcześniej informowaliśmy, IgG4 jest jedną z czterech podklas immunoglobin , czyli przeciwciał wytwarzanych przez komórki plazmatyczne we krwi. Poprzednie badania wykazały podwyższony poziom IgG4 po wielokrotnym podaniu zastrzyków mRNA Covid u dorosłych.
Grafika przedstawia dominujący rozwój IgG4 (ciemnobrązowy) w czasie:
Podłużny skład podklas IgG przeciwciał swoistych dla kolców po szczepieniu BNT162b2 u dzieci. A i B: Skład podklas podklas IgG specyficznych dla (A) S1 i (B) RBD na początku badania (V1D0), 4 tygodnie (V2D35) i 1 rok (V2M12) po drugim szczepieniu. Wykresy pudełkowe pokazują medianę, IQR i zakres min-max. Punkty reprezentują poszczególnych uczestników badania.
Nigdy nie sprawdzano tego w badaniach zatwierdzającychszczepionki, chociaż określenie podtypów jest wymogiem przy każdym zatwierdzaniu leków immunoglobulinowych. Ale IgG4 są również szkodliwe, ponieważ, niezależnie od tego, skąd pochodzą, mogą powodować choroby autoimmunologiczne i nowotwory turbo. W sierpniu 2022 roku po raz pierwszy opublikowano badanie, w którym wykazano wytwarzanie tych szkodliwych przeciwciał już od drugiego wstrzyknięcia. Chociaż szkody są oczywiste i ponad wszelką wątpliwość udowodniono w innych badaniach, władze, odpowiedzialni medycy nadal zalecali jak najwięcej boosterów i „odświeżaczy”. Na przykład w swojej ówczesnej publikacji WHO, jak donoszono, określiła pogrubionym drukiem „ urzeczywistnienie szczepień przez całe życie ” jako swój cel.
Zatem wymuszanie szczepień przez całe życie była i jest jasno określonym celem WHO i oczywiście także przywódców UE i eurokratów.
Jednakże badanie przeprowadzone przez Kobbe i jego zespół jako pierwsze wykazało, że dzieje się tak również u dzieci, czego należało się spodziewać . „Reakcjom IgG4 należy poświęcić więcej uwagi w przypadku zdrowia i choroby, szczególnie w kontekście szczepień mRNA” – piszą naukowcy w swoim badaniu.
„ Zrozumienie niezwykłego mechanizmu wyzwalającego produkcję IgG4 ma kluczowe znaczenie, ponieważ obecnie opracowywane są dodatkowe szczepionki mRNA, które mogą wkrótce wejść na rynek światowy” – ostrzegają.
Ta zmiana w układzie odpornościowym organizmu sprawia, że dzieci zaszczepione przeciwko Covid-19 są podatne na szereg śmiertelnych chorób, w tym raka. Kiedy układ odpornościowy jest zdominowany przez przeciwciała IgG4, organizm może być mniej zdolny do walki z rakiem.