Minister Spraw Zagranicznych uśmiechniętego rządu Donalda Tuska – Radosław Sikorski, domaga się pozwolenia od Amerykanów na zestrzeliwanie rosyjskich rakiet nad Ukrainą.
To oznacza wejście do wojny.
Warto przypomnieć, że Radosław Sikorski, oprócz polskiego, posiada także brytyjski paszport, jego żona Anne Apllebaum jest opiniotwórczą dziennikarką dla kręgów lewicowych i żydowskich w USA, jego synowie także mają brytyjskie i amerykańskie obywatelstwa, a jeden z nich służy w armii USA. To, że ktoś taki jak Sikorski, którego rodzinne i osobiste czysto formalne zależności ulokowane są poza Polską, został ministrem spraw zagranicznych, jest już skandalem, a jego parcie do wplątania Polski w wojnę na Ukrainie podpada już pod odpowiednie paragrafy.
Sikorski oficjalnie optuje za umożliwieniem Polsce zestrzeliwania rosyjskich rakiet nad terytorium Ukrainy. Potwierdził to osobiście odnosząc się do informacji, że członkowie parlamentu USA lobbują na rzecz zgody Białego Domu dla tej propozycji.
Co to oznacza w praktyce? W praktyce strzelanie do rosyjskich rakiet oznacza wejście do wojny z Rosją, o czym pan Sikorski z pewnością dobrze wie. Tematu, czy Wojsko Polskie posiada takie zdolności, nawet nie warto poruszać, bo nie posiada – na mała skalę może coś nam się uda zestrzelić, ale nie mamy możliwości zestrzeliwania rakiet w skali w jakiej często jest atakowana Ukraina.
Dlaczego pan minister Sikorski tak bardzo chce wplątać Polskę w wojnę z Rosją? Czy zdaje sobie sprawę, że jeżeli Polska, za pozwoleniem USA, zdecyduje o zestrzeliwaniu rosyjskich rakiet, to Rosjanie – choćby dla próby, z pewnością zechcą kilka rakiet wystrzelić w nasze terytorium? Czy pan Sikorski weźmie odpowiedzialność za ewentualne straty materialne i ofiary śmiertelne takich działań? W mediach głównego nurtu temat jest lekko traktowany, ale warto zdawać sobie sprawę z konsekwencji. Ockniemy się kiedy zobaczymy jakiś polski dom w gruzach?
Janusz Korwin-Mikke uważa, że Radosław Sikorski popełnił przestępstwo nawoływania do wojny.
„Tak: siły prowojenne usiłują w ostatnim tygodniu przed wyborami doprowadzić do III WŚw. w nadziei, że podczas wojny wyborcy nie będą chcieli zmieniać rządzących” – napisał JKM na portalu X.
„Wczoraj jako świadek zeznawałem w prokuraturze oskarżając JE Radosława Sikorskiego o działanie na rzecz wojny z Rosją.„
„P.Laura Kelly mówi prawdę, że ten nacisk na JE Józia Bidena jest „dwupartyjny”. Jednak p.Stefan Cohen (Dem. Tennessee) jest Żydem (matka Genowefa z d.Goldsand, ojciec Maurycy Dawid Cohen) – a p.Addison Józio Wilson (Rep. S.C.) jest, jak widać, wielkim przyjacielem Izraela i zawsze głosuje popierając jego sprawę; z tego punktu widzenia jest to jedna partia – i wszystko idzie po linii: neokonserwatyści – p.Anna Applebaum – JE Radosław Sikorski, kandydat na zbrodniarza wojennego Nr 1.”
„Jak ktoś po wojnie będzie twierdził, że „To Żydzi doprowadzili do III WŚw!” to ma tu pewne podstawy…” – podsumował Korwin-Mikke.
Gdyby chodziło o osłonę ukraińskich instalacyj gazowych w Stryju czy gdzie bądź należałoby Ukrainie podarować jeszcze te rakiety, niech je rozmieści na Podolu czy Wołyniu, co byłoby znacznie bardziej skuteczne. Nie: tu chodzi o wciągnięcie Polski do wojny. Proszę o propagację!
·
86,9 tys. Wyświetlenia
W kolejnym wpisie Korwin-Mikke dodał:
„Gdyby chodziło o osłonę ukraińskich instalacyj gazowych w Stryju czy gdzie bądź należałoby Ukrainie podarować jeszcze te rakiety, niech je rozmieści na Podolu czy Wołyniu, co byłoby znacznie bardziej skuteczne. Nie: tu chodzi o wciągnięcie Polski do wojny.”
Niemiecki rząd już dzisiaj może odesłać do Polski… nawet 40 000 nielegalnych migrantów. Tak zwana „readmisja” jest możliwa na podstawie już obowiązujących przepisów unijnych. A to jedynie zapowiedź wielkiej fali relokacji migrantów, która nastąpi na podstawie Paktu Migracyjnego Unii Europejskiej. Podczas gdy rządy Holandii i Węgier żądają wyłączenia ich spod tej regulacji, Donald Tusk uspakaja Polaków i podejmuje pozorowane działania.Dlatego w Ordo Iuris kończymy pracę nad raportem, w którym udzielamy odpowiedzi na 26 najczęściej zadawanych pytań na temat migracji, Paktu Migracyjnego, polityki ochrony granic. Nie pozwolimy, by kłamliwa narracja suflowana przez główne media usypiała czujność rodaków wtedy, gdy słuszne oburzenie Polaków może powstrzymać zgubną politykę rządu.Czasem wystarczy ujawnić, co o Pakcie Migracyjnym ma do powiedzenia sama Komisja Europejska. W jej oficjalnym komunikacie czytamy, że „migracja jest stałym elementem historii ludzkości” oraz „może przyczynić się do wzrostu, innowacji i dynamiki społecznej”. Urzędnicy dodają, że celem Paktu Migracyjnego jest „stworzenie szybszych, płynnych procesów migracyjnych”. Polacy muszą wiedzieć, że nikt nie zamierza nas przed migracją chronić. Faktycznym celem wielkiej reformy prawa migracyjnego UE jest uznanie nielegalnych migrantów za legalnych i przemieszczenie ich do państw, które dotąd broniły się przed falami nachodźców. W tym do Polski.Co prawda unijni urzędnicy na razie mówią jedynie o… 30 000 migrantów wysyłanych do Polski rocznie od 2026 roku. Jednak prosta kalkulacja wielkości nielegalnej migracji do Europy (1,3 mln wniosków azylowych w 2023) pokazuje, że udział Polski w przyjmowaniu migrantów szybko urośnie nawet do ponad 100 000 relokowanych migrantów rocznie! Trzeba też wiedzieć, że decyzja o skali relokacji zostanie podjęta bez istotnego udziału Polski, podobnie jak decyzja o kwocie „wykupnego”, przez które Polska mogłaby zwolnić się z obowiązku przyjęcia migranta. Kwalifikowaną większość w tych sprawach mają bowiem państwa dotknięte kryzysem migracyjnym, a Polsce nie przysługuje prawo weta.Co oznacza taka fala migracji? Według danych europejskiej agencji Eurostat, pomimo wydawania setek tysięcy decyzji nakazujących opuszczenie granic UE, jedynie 22,9% nielegalnych migrantów udaje się wydalić. Reszta, korzystając z niewydolnego systemu, wciąż mieszka w UE. To już miliony nielegalnych przybyszów.Sytuacja wielu państw jest tragiczna. Podczas niedawnej konferencji w Pradze wysłuchałem wykładu austriackiego profesora, który mówił o klasach szkolnych, w których 90% dzieci nie mówi po niemiecku, nie wspominając już o wzroście przestępczości oraz wymuszonej zmianie stylu życia milionów ludzi. Nic dziwnego, że kraje dotknięte takim kryzysem chcą „podzielić się” z Polską skutkami własnej błędów w polityce migracyjnej. W tej krytycznej sytuacji rząd zwodzi Polaków fałszywymi hasłami o obronie granic. Każdy już chyba słyszał o propozycji Donalda Tuska, by „zawiesić prawo do azylu”. Główne media szeroko omawiały te słowa. Tym bardziej, że premiera poparła szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Szczerość intencji szefa rządu wydawały się potwierdzać ataki ze strony organizacji wspierających masową migrację.Tymczasem, okrągłe hasła Donalda Tuska nie oznaczają w ogóle wstrzymania migracji. W naszym raporcie wyjaśniamy, że zgodnie z prawem UE każde państwo może w pewnych okolicznościach „wstrzymywać udzielanie azylu”. Jednak w tym czasie ma obowiązek przyjmować migrantów, udzielając im… ochrony tymczasowej i pozwalając swobodnie przemieszczać się po kraju. Nie ma zatem mowy o uznaniu przez UE prawa Polski do obrony granic i powstrzymywania fali migrantów przez Straż Graniczną!Nasz raport ma przebudzić czujność Polaków, mediów i liderów opinii. Ale nie poprzestajemy na tym.Nasi eksperci zostaną zgłoszeni do udziału w zapowiedzianych przez Ministra ds. społeczeństwa obywatelskiego konsultacji nowej rządowej strategii migracyjnej. Zadbamy, by konsultacje nie zostały zdominowane przez radykalną lewicę, która w czasie zagrożenia polskiego bezpieczeństwa skupia się na promocji migracji i ignoruje prawo Polaków do poczucia bezpieczeństwa, do pierwszeństwa na rynku pracy i do ochrony przed falami migracji ekonomicznej udającej uchodźców.Jednocześnie wiemy, że w dłuższej perspektywie ochrona przed masową, nielegalną migracją nie będzie możliwa bez wypracowania międzynarodowego porozumienia w sprawie zmian w obowiązującym prawie uchodźczym. Potrzeba nam także zupełnie nowych założeń krajowej polityki migracyjnej wobec legalnych migrantów i ich społeczności.Dlatego eksperci Instytutu Ordo Iuris rozpoczęli już prace nad międzynarodowym raportem, w którym zaproponujemy, w jaki sposób kraje dotknięte przez migrację powinny kształtować prawo międzynarodowe, by nie było już narzędziem destabilizacji państw i społeczeństw. Już trzy lata temu pisaliśmy, że masowa migracja przez granicę białoruską to „broń masowej migracji” stosowana przez Federację Rosyjską. Wtedy za głoszenie tych oczywistych wniosków „eksperci” praw człowieka odmawiali nam podania dłoni.Jeśli chcemy, aby nasze dzieci żyły w bezpiecznej Ojczyźnie, musimy działać już teraz. Dlatego gorąco zachęcam Pana do finansowego wspierania działań Instytutu Ordo Iuris, które już wkrótce przełożą się na zapewnienie bezpiecznej przyszłości dla nas i naszych dzieci. Przestępczość w Polsce rośnie z każdym miesiącem! Państwa Europy zachodniej od lat borykają się ze wzrostem przestępczości i radykalnym ograniczeniem bezpieczeństwa na ulicach miast. Zjawiska te są wprost skorelowane ze wzrostem migracji z państw Afryki i Bliskiego Wschodu. Wszyscy chyba widzieliśmy dramatyczne przekazy w mediach. Niestety podobne problemy zaczynają się już także w Polsce…29 września w Otwocku obcokrajowiec pod marketem strzelał z broni palnej do Polaka i Ukrainki. 8 września dwaj migranci strzelali do policjantów na warszawskim bazarze „Olimpia”. 7 września w Śremie agresywni obcokrajowcy zaczepiali ludzi nad jeziorem. Gdy dwóch Polaków zwróciło im uwagę, pięciu napastników zaatakowało ich potłuczonymi butelkami. W nocy z 26 na 27 sierpnia czterej mówiący z wschodnim akcentem bandyci brutalnie napadli w Sanoku na prywatny dom. Sterroryzowali domowników i ich wnuki a torturami zmusili mieszkańców do wydania pieniędzy i kosztowności.Mamy już w Polsce wielu polityków i aktywistów, którzy chcieliby zakazać otwartego informowania o narodowości sprawców przestępstw, a nawet o samej okoliczności, że nie byli oni Polakami. Jednak to przecież nie bez znaczenia, że sprawcami coraz liczniejszych zbrodni są cudzoziemcy, niektórzy zapewne zresztą przebywający w naszym kraju legalnie. W praktyce każda masowa, zatem praktycznie niekontrolowana migracja, stwarza takie niebezpieczeństwo.Z tej wiedzy należy czynić użytek. Potrzebna nam jest nowa polityka migracyjna. Nie tylko obejmująca ochronę granic przed masowym napływem nielegalnych migrantów, ale także pozwalająca asertywnie i stanowczo kształtować stosunki państwa i legalnych migrantów i ich rosnących społeczności. Temu ma służyć kolejny raport przygotowywany przez Instytut Ordo Iuris, który będzie pakietem założeń szerokiej polityki migracyjnej, gotowym do wdrożenia na poziomie krajowym, a – kiedyś – może także unijnym.Musimy się spieszyć, gdyż problemy będą narastać. Już teraz wskutek pogorszenia bezpieczeństwa i braku odpowiedniej reakcji służb, Polacy sami, oddolnie organizują się, aby chronić siebie nawzajem. W wielu miejscach mieszkańcy organizują patrole obywatelskie. Niestety lewica zamiast zająć się poprawą bezpieczeństwa Polaków, wzywa do karania uczestników takich akcji, co przekłada się na określone nastawienie służb. Jeśli Polacy w porę nie zareagują i nie zmuszą rządzących do prowadzenia racjonalnej polityki migracyjnej oraz do dbania o bezpieczeństwo wewnętrzne, to bardzo szybko możemy znaleźć się w sytuacji Brytyjczyków. Gdy latem w brytyjskim Stockport młody potomek rwandyjskich imigrantów brutalnie napadł na dom kultury i zamordował nożem 3 dziewczynki w wieku 6, 7 i 9 lat, Brytyjczycy zaczęli organizować masowe protesty, żądając od nowego, lewicowego rządu poprawy bezpieczeństwa w kraju. Rząd labourzystów uznał protestujących Brytyjczyków za „rasistów” i szerzycieli „mowy nienawiści” – nie tylko brutalnie stłumił antyimigranckie protesty, ale też zaczął masowo wsadzać do więzień ich uczestników oraz zwykłych ludzi, którzy w internecie poparli protesty albo napisali antyimigrancki komentarz. Aresztowano tak wielu ludzi, że z powodu braku miejsca w więzieniach władze zdecydowały się zwolnić przedterminowo część przestępców, aby w ten sposób zrobić miejsce dla ludzi krytykujących politykę migracyjną rządu. Zachód zrywa z dotychczasową polityką migracyjną?Widząc coraz gorsze skutki liberalnej polityki migracyjnej wdrażanej od lat przez Zachód, kolejne kraje zaczynają rewidować swoją politykę migracyjną. Szwecja, która od 2 lat coraz bardziej zaostrza politykę migracyjną, doprowadziła do tego, że po raz pierwszy od 50 lat do kraju przyjeżdża mniej migrantów niż go opuszcza.Z uwagi na ogromną skalę nielegalnej migracji i zagrożenie terroryzmem islamskim, Niemcy od 16 września przywróciły na okres sześciu miesięcy kontrole na swoich granicach lądowych. Minister Spraw Wewnętrznych RFN Nancy Faeser uzasadniała decyzję chęcią odciążenia systemu azylowego Niemiec. Nie bez znaczenia jest tu też rosnące poparcie antyimigranckiej Alternatywy dla Niemiec (AfD), która osiągnęła ostatnio znakomite wyniki w wyborach regionalnych w Turyngii (pierwsze miejsce) i Saksonii (drugie miejsce).Kilka dni po decyzji o przywróceniu kontroli na granicach Niemiec rząd Holandii, w którym po ostatnich wyborach największą siłę stanowi prawicowa Partia Wolnościowa, zwrócił się do Komisji Europejskiej z wnioskiem o wyłączenie Holandii z unijnej polityki migracyjnej.Uzasadniając decyzję, holenderska Minister ds. imigracji i azylu Marjolein Faber stwierdziła, że Holandia „musi ponownie stać się odpowiedzialna za swoją politykę azylową”. Minister Faber już wcześniej zapowiedziała wprowadzenie „najsurowszej polityki azylowej w historii”. Bardzo szybko do inicjatywy Holandii dołączyły Węgry, które sprawują obecnie przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. Tamtejszy Minister ds. UE János Bóka powiedział, że jego kraj, „tak jak Holandia, uważa, że w odniesieniu do migracji ściślejsze krajowe kontrole mają decydujące znaczenie dla ochrony służb publicznych i suwerenności”. Polski rząd nie przyłączył się do tej inicjatywy. Z kolei w Finlandii wprowadzono ustawę, zgodnie z którą w reakcji na presję migracyjną ze strony Rosji zrezygnowano z przyjmowania wniosków o azyl w bezpośrednim sąsiedztwie granicy z Rosją w celu ochrony suwerenności Finlandii. Omówiliśmy ten dokument w osobnym komentarzu prawnym, wskazując, że akt ten ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego Finlandii, podkreślając konieczność obrony przede wszystkim interesu narodowego i ochrony obywateli przed skutkami rosyjskiej wojny hybrydowej oraz obecnością nielegalnych imigrantów w kraju.Z nielegalną migracją do Europy chce walczyć także Rada Europy. W czerwcu działający w ramach Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Europejski Komitet ds. Problemów Przestępczości przedstawił raport, w którym zawarł rekomendacje dla państwa członkowskich RE poświęcone problematyce zwalczania przemytu nielegalnych migrantów.Poświęciliśmy tej publikacji analizę, w której wskazujemy, że choć dokument odznacza się dużym stopniem ogólności, to jednak dobitnie podkreśla, że nielegalne przemycanie migrantów to międzynarodowa działalność przestępcza wymierzona w prawo suwerennych państw do kontrolowania swoich granic. Autorzy raportu wykazują, że przemyt migrantów niesie ze sobą ogromne ryzyko także dla osób chcących w ten sposób przedostać się do Europy. Dokument zachęca, aby zwalczanie działalności przestępczej nie odbywało się kosztem migrantów oraz podkreśla, że należy uczynić przemyt migrantów działalnością nieopłacalną.Gdyby polski rząd zechciał korzystać z podobnych stanowisk międzynarodowych organów oraz coraz ostrzejszych decyzji innych rządów, mógłby stanąć po stronie bezpieczeństwa Polaków przed niekontrolowaną migracją. Co oznacza dla Polski Pakt Migracyjny? W trosce o polski interes przygotowaliśmy analizę poświęconą Paktowi Migracyjnemu UE. Pakt to aż 10 aktów prawnych. Państwa członkowskie UE mają 2 lata na przygotowanie się do ich wdrożenia. W praktyce nowe przepisy zaczną obowiązywać dopiero od 2026 roku. Za ich nieprzestrzeganie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej będzie mógł nałożyć na państwa wspólnoty kary finansowe. Aby nasza analiza trafiła do szerokiego grona odbiorców, ujęliśmy ją w 26 odpowiedzi na 26 najczęściej zadawanych pytań na temat Paktu Migracyjnego i ochrony granic. Zwrócimy w niej uwagę na to, że obowiązujące przepisy międzynarodowego prawa uchodźczego zakazują odmowy pomocy ludziom, którzy uciekają przed wojnami. W świetle tych regulacji, by oddzielić uchodźców od imigrantów ekonomicznych konieczne jest przeprowadzenie procedury azylowej w przypadku każdego przybysza, który złoży stosowny wniosek. W efekcie, państwom zakazuje się budowy murów i stosowania innych skutecznych środków ochrony własnej ludności przed niekontrolowanymi falami migracji.Owe międzynarodowe przepisy powstawały jednak w okresie poprzedzającym wielkie fale migracji – w tym fale migracji prowokowanej jako „broń masowej migracji” przez Federację Rosyjską czy Białoruś oraz w okresie poprzedzającym wykorzystywanie fali migracji przez organizacje islamistyczne do przemycania terrorystów-dżihadzistów. Dlatego wskazujemy na zasadność i konieczność rewizji międzynarodowego systemu gwarancji uchodźczych – tak, aby nie mogły być one wykorzystane jako środek destabilizacji państw UE. Wyjaśniamy w raporcie, że jedną z najważniejszych zmian, jakie wprowadza Pakt Migracyjny, jest mechanizm solidarnościowy, w ramach którego państwa w lepszej sytuacji migracyjnej zostaną zobowiązane do pomocy państwom mierzącym się ze wzmożoną migracją. Jedną z form tej pomocy będzie relokacja migrantów. Alternatywnymi formami pomocy będzie przekazywanie funduszy krajowych na projekty UE związane z migracją albo pomoc operacyjna państw w obronie granic UE.W naszej analizę zwracamy uwagę na to, że ustalanie wysokości solidarnościowego wkładu finansowego, jak i procedura ewentualnego zapewniania alternatywnych środków solidarnościowych nie są w pakcie migracyjnym ściśle określone, pozostawiając szeroką przestrzeń do arbitralnych decyzji Brukseli. Doświadczenie selektywnego wykorzystywania przez Komisję Europejską tzw. mechanizmu praworządności oraz funduszy z KPO, potwierdza poważne ryzyko, że mechanizm solidarnościowy może stać się kolejnym narzędziem szantażu wobec rządów krajowych, wykorzystywanym do osiągnięcia celów ideologicznych – zupełnie niezwiązanych z migracją.W raporcie rozwiewamy też nadzieje, że Polska ma szanse na zwolnienie z udziału w mechanizmie solidarnościowym ze względu na przyjętych uchodźców z Ukrainy lub sytuację na granicy z Białorusią. Wszelkie rozstrzygnięcia w tych kwestiach będą bowiem miały charakter polityczny i arbitralny, a ich podjęcie będzie kwestią uzyskania większości w Radzie UE. Wspólnie obronimy polską granicę!Znajdujemy się w kluczowym momencie dla obrony naszej tożsamości i spoistości kulturowej. Jeśli nie będziemy patrzeć rządzącym na ręce i nie będziemy wymagać od nich skutecznej obrony granic, to wkrótce Polska zmieni się nie do poznania. Spokojny i bezpieczny kraj, jaki znamy, ustąpi miejsca niebezpiecznej rzeczywistości zdominowanej przez imigrancką przestępczość, w której nikt nigdy nie będzie mógł czuć się bezpiecznie.Kończymy prace nad wspomnianym raportem o Pakcie Migracyjnym i obronie granicy.Odpowiedzi na 26 najczęściej zadawanych pytań mogły powstać dzięki zaangażowaniu zespołu ekspertów, z których wielu nie mogło ujawnić swoich nazwisk z obawy przed negatywnymi reperkusjami i ostracyzmem w ich środowisku zawodowym. Koszt tego przedsięwzięcia, obejmujący także skład publikacji, jej promocję i druk, to nie mniej niż 20 000 zł.Przygotowanie raportu o postulowanej polityce migracyjnej krajowej i w ramach UE to wielkie wyzwanie, któremu nie podołamy bez wsparcia Polaków pragnących zachować polską tożsamość. Do tego projektu niezbędne będzie szczególne zaangażowanie naszych Darczyńców. Chociaż raport będziemy pisać z zagranicznymi partnerami z krajów pragnących chronić się przed migracją i tak potrzebować będziemy nie mniej niż 50 000 zł na prace studyjne, analizy i zatrudnienie zespołu analitycznego. W ten sposób powstanie jednak raport, który będzie gotową rekomendacją dla każdego rządu pragnącego zmian i prawdziwego zabezpieczenia przed skutkami niekontrolowanej migracji. Zapewniając przyszłemu polskiemu rządowi gotowe rozwiązania, możemy uchronić Polskę od popełnienia błędów państw zachodnich w polityce migracyjnej. Monitorowanie prac organów UE takich jak Parlament Europejski czy Komisja Europejska, które decydują o kształcie polityki migracyjnej wspólnoty, oznacza dla naszych analityków wiele godzin pracy, czego miesięczny koszt szacujemy na 6 000 zł.Trzymanie ręki na pulsie w kwestii polityki UE pozwala nam na reagowanie natychmiast, gdy eurokraci chcą uderzyć w polski interes.Opracowanie każdej analizy to – w zależności od poziomu skomplikowania omawianej materii i proponowanych zmian – koszt od 10 000 do nawet 15 000 zł. Jej koszt podnosi także niezbędne w wielu przypadkach tłumaczenie. W ten sposób pokazujemy Polakom i decydentom konsekwencje nieskutecznej polityki migracyjnej. Dlatego bardzo proszę Pana o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli skutecznie bronić polskich granic. Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk Z wyrazami szacunku
P.S. Mieszkańcy krajów zachodnich przez lata z założonymi rękami obserwowali, jak władze wpuszczają do ich państw miliony nielegalnych migrantów, co wpływało na pogorszenie ich bezpieczeństwa. Teraz wielu z nich żałuje swojej obojętności. Polska wciąż ma szansę uniknąć tych błędów. Musimy jednak wyciągnąć wnioski z klęski polityki migracyjnej Unii Europejskiej i obronić nasze granice. Wierzę, że z pomocą ludzi takich jak Pan, którym zależy na naszej Ojczyźnie i bezpiecznej przyszłości młodych Polaków, będziemy w stanie tego dokonać. Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia. Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris
Pędzi trojka, звoнят колокольчики ( dzwonią dzwoneczki ) uczepione do dugi, w sankach rozpiera się jaśniepaństwo rozkoszując się zimową przejażdżką. Za sankami ciągnie jednak sfora wygłodzonych, gotowych do ataku, wilków. Jaśniepaństwo zrozumiawszy, że nie umkną wilkom decydują się wyrzucić im na pożarcie kucharczyka. Po kucharczyku leci psiarczyk, potem lokaj i ochmistrz. Lepiej przecież stracić służbę niż życie.
Ta stara rosyjska bajka jest doskonałą metaforą sposobów zarządzania własnym wizerunkiem przez większość partii politycznych. Aby przekonać wyborców o rzetelności i nieprzekupności członków partii należy poświęcić jednego ze swoich i wyrzucić go wilkom, czyli opinii publicznej, na pożarcie. Lepiej stracić jednego ze swoich niż władzę i wpływy. Tę strategię próbował kiedyś zastosować Adam Michnik nagrywając i denuncjując Rywina. Niezbyt mu się to jak pamiętamy udało. Przejdzie do historii jako prekursor nagrywania rozmów ze znajomymi i przyjaciółmi i donoszenia na nich władzom i mediom.
Zasada „Amicus Plato, sed magis amica veritas”, na którą powołują się szlachetni w swoim mniemaniu donosiciele jest raczej zasłoną dymną dla prawdziwej strategii, którą przez analogię do defenestracji, starej komunistycznej metody rozliczania się ze swoimi, proponuję nazywać desankizacją. (i tu apel do korekty- proszę mi tego neologizmu nie wyrzucać)
Byłam pewna, że obecne władze zdecydują się prędzej czy później rzucić opinii publicznej kogoś ze swoich na pożarcie. Naiwnie przypuszczałam, że będzie to Sławomir Nowak, którego kryminalna i biznesowa operatywność przekroczyła cierpliwość nawet wyjątkowo skorumpowanych służb Ukrainy. O wiele lepszym kandydatem do wyrzucenia z sanek okazał się jednak Janusz Palikot.
Janusz Palikot funkcjonował przez wiele lat jako enfant terrible polskiej polityki. To z mojej strony bardzo uprzejme określenie. Powinno się go nazywać – настоящий хам. Palikot był prekursorem niewyobrażalnego chamstwa, które stało się znakiem rozpoznawczym zwolenników Koalicji Obywatelskiej. Te wszystkie babcie Kasie, panie Lempart, a także pani profesor Uniwersytetu Szczecińskiego wykrzykująca dosłownie hasło ukryte zwykle pod kryptonimem ośmiu gwiazdek oraz Krystyna Janda ze swą publicznie deklarowaną koprofilią to uczniowie Janusza Palikota.
W 2007 roku Palikot, ówczesny poseł PO, wystąpił na konferencji prasowej uzbrojony w gumowy członek i atrapę pistoletu. „To są rzeczywiście symbole prawa i sprawiedliwości dzisiaj w Polsce” – oświadczył. Gdy pojawiał się problem grożący Platformie zniżką w sondażach, Tusk dawał mu zlecenie na prowokację odwracającą uwagę społeczeństwa od realnych problemów. „Zajmij się lepiej tym Kaczyńskim, skoncentruj na nim, bo ci to dobrze wychodzi” cytuje Tuska Palikot w książce „Kulisy Platformy”
Zapewne na zlecenie Tuska Palikot obrażał również ofiary katastrofy smoleńskiej i ich rodziny. Pikietowanie łódzkiej kurii z pętem kiełbasy, flaszką wódki i twarzą kardynała Głódzia na krzyżu zbitym z brudnych listew (2010) miało być formą protestu przeciwko klerykalizacji przestrzeni publicznej oraz forsowaniem programu finansowania zabiegów in vitro z budżetu państwa. Ulubioną pieśń Jana Pawła II czyli „Barkę” Palikot kwituje jednym zdaniem: „Przerażająca muzycznie, niewolnicza w słowach”. Wykonując kolejne zadania zbiera również kapitał polityczny. „Wykorzystywałem sytuacje, kiedy Platforma miała kłopoty, bo wiedziałem, że wtedy będą mnie pompować. Ale mnie zawsze chodziło o jakąś sprawę, o jakiś standard!”.
Kapitał polityczny zbity na szarganiu wszelkich narodowych świętości okazał się jednak mizerny.
W wyborach parlamentarnych w 2015 roku partia Palikota Twój Ruch utworzyła ze Zjednoczoną Lewicą koalicję, która nie zdołała przekroczyć 8-procentowego progu i nie weszła do Sejmu. W rezultacie Palikot nieodwracalnie wypadł z polityki. Nigdy nie miało sensu pytanie Palikota o poglądy. Poglądy dostosowuje on do mądrości politycznego etapu, a polityka to czysta gra. Będąc etatowym skandalistą wyrzuca z partii Jana Hartmana za felieton o legalizacji kazirodztwa (2014). Widać tak zawiał wiatr historii. Na temat tygodnika „Ozon”, który jak pamiętamy wylansował hasło „zakaz pedałowania” Palikot wyraża jednak czynną skruchę i składa samokrytykę : „To jest coś, czego ja najbardziej się wstydzę. Nawet ten mój radykalizm dzisiejszy może po części wynikać z tego, że wciąż nie wybaczyłem sobie tego, co się wtedy w «Ozonie» zdarzyło”.
Palikotowi wydawało się, że będąc z wyboru błaznem odgrywa w kraju ważną rolę moralną. On sam i jego gloryfikatorzy posługiwali się przy tym słynnym esejem Leszka Kołakowskiego z 1969 roku pod tytułem „Kapłan i błazen” przeciwstawiającego sobie te dwie społeczne role. Palikot aspirował również do roli Stańczyka.
Nie przyszło mu do głowy, że będąc błaznem i to kiepskim błaznem tak naprawdę jest tylko kukiełką na sznurku Tuska wykonującą na jego zlecenie idiotyczne podrygi. Jest łątką z fraszki Jana Kochanowskiego, którą na wiele lat wsadzono do mieszka, a obecnie wyciągnięto tylko po to żeby wyrzucić z sanek jak kupkę zbutwiałych szmatek.
Nie umiem ustalić czy Palikot, jak mu zarzuca prokuratura, faktycznie okradł znajomych i kontrahentów na blisko 70 milionów. Wybór Palikota na ofiarę pokazowego dochodzenia ma jeszcze jeden aspekt. W książce „ Kulisy Platformy” autor dość bezceremonialnie obsmarowuje znajomych polityków i biznesmenów, w tym samego Tuska. Dziwne, że znając mściwość Tuska nie oczekiwał takiego finału ich relacji.
Wilki byłyby chyba rozczarowane gdyby zamiast w smakowitym lokajczyku zatopiły zęby w zbutwiałej szmacie.
Dla przypomnienia czytelnikom-fraszka: „ O żywocie ludzkim” Jana Kochanowskiego.
Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy, Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszystko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.
Ledwie zaprezentowana, a już rozpętała burzę: maskotka „Luce” na potrzeby Roku Świętego 2025 nie tylko przypomina Gretę Thunberg, ale została zaprojektowana przez Simone Legno, który jest bardzo aktywny za sprawą swej marki „Tokidoki”; opracował dla niej gadżety z okazji «Dumy Gejowskiej» oraz linię wibratorów. Czy jest możliwe, że dykasteria ds. ewangelizacji kierowana przez monsignora Rino Fisichellęhttps://en.wikipedia.org/wiki/Rino_Fisichellao tym nie wiedziała?
Nieunikniona dyskusja i żarty na temat maskotki wybranej przez watykańską Dykasterię ds. Ewangelizacji z okazji Roku Świętego 2025 będą się z pewnością nasilać. I to nie tylko ze względu na niezwykłe podobieństwo „Luce” do Grety Thunberg i jej wszechobecnego żółtego mackintosha.
Maskotka jest bowiem wynikiem artystycznego wysiłku projektanta, który w przeszłości był zaangażowany w wiele inicjatyw, w tym paradę gejowską, a nawet linię tzw. sex-toys.
Maskotka została zaprezentowana w poniedziałek podczas konferencji prasowej przybliżającej wydarzenia kulturalne zaplanowane w Rzymie przed oficjalnym otwarciem Roku Świętego oraz inauguracji Pawilonu Stolicy Apostolskiej na Expo Osaka. Rino Fisichella zakończył swoje wystąpienie prezentując „Luce”, maskotkę obu wydarzeń, stwierdzając: „Dulcis in fundo, mam przyjemność zaprezentować maskotkę obchodów Roku Świętego i Osaki; jest nią Luce, stworzona z pragnienia życia również w popkulturze, tak ukochanej przez naszą młodzież”.
„Zrodzona z kreatywności Simone Legno, Luce jest maskotką, która będzie nam towarzyszyć. Jak widać, jest ona pielgrzymką ze wszystkimi typowymi dla pielgrzymów elementami: żółtym płaszczem chroniącym przed niepogodą; butami ubrudzonymi przemierzoną drogą; krzyżem misyjnym na szyi; laską pielgrzyma, a przede wszystkim świetlistymi oczami, symbolem Nadziei serca”.https://press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2024/10/28/0837/01663.html
Ale… Czy to możliwe, że Watykan, zlecając Legno to zadanie, nie wiedział, że zatrudnia projektanta w dziedzinie merchandisingu związanego z markami komercyjnymi, które z wielkim trudem kojarzą się z Kościołem, tj. takimi jak wibratory w kształcie diabła oraz tęczowe jednorożce?
Tymczasem wystarczy trochę poszperać, by odkryć, że Simone Legno, bo tak nazywa się projektant, jest rzeczywiście zaangażowany w wiele przedsięwzięć i angażuje się w partnerstwa komercyjne, by za pomocą swoich „postaci” reklamować najróżniejsze produkty.
Można powiedzieć, że takie jest prawo handlu, ale czy w całym katolickim świecie nie było artystów zdolnych do zaprojektowania maskotki na Rok Święty i jednocześnie takich, którzy nie mieliby na swym koncie sukcesów w sektorach zdecydowanie niestosownych z punktu widzenia Kościoła?
Wszystko staje się jasne po przeczytaniu strony Simone Legno na Instagramie, który wczoraj z wielką dumą ogłosił, że uczestniczył w historycznym projekcie dla Watykanu: narodzinach pierwszej maskotki poświęconej Jubileuszowi. Jak widać na zdjęciu zamieszczonym przez Legno, w lewym dolnym rogu widnieje napis „Designed by Tokidoki” wraz z logo firmy, której Legno jest współzałożycielem i frontmanem.
Co znaczy Tokidoki? – Słowo to pochodzi z języka japońskiego i oznacza „czasami”. Ale Tokidoki to marka stworzona przez Simone Legno, która dziś współpracuje z najważniejszymi światowymi markami: od Karla Lagerfelda po Muzeum Guggenheima, od Sephory po Hello Kitty, Marvel, Barbie i Canon. https://www.ied.it/news/simone-legno
Krótko mówiąc, Legno tworzy wizerunki inspirowane kulturą japońską (Luce został zresztą od razu uznany za typowy produkt komiksów z Kraju Wschodzącego Słońca). Jest to rysownik, który jest bardzo ceniony i uznany w świecie komiksów i który staje się coraz bardziej popularny na arenie międzynarodowej. Jest na przykład twórcą „Italia Chan”, oficjalnej maskotki włoskiego pawilonu na Expo 2025 w Osace, która została zaprezentowana podczas niedawnego Milan Design Week. Nie ma wątpliwości, że na nadchodzącej japońskiej wystawie Expo, Włochy i Stolica Apostolska będą reprezentowane przez tego samego twórcę. Całkiem spory sukces!
Wydaje się zatem, że Watykan zaufał „nazwisku” z gatunku komiksowego. „Ta postać, narysowana przez ilustratora Simone Legno, została stworzona z zamiarem odzwierciedlenia popkultury, która jest szczególnie popularna wśród młodych ludzi i niesie przesłanie nadziei i gościnności” – powiedział Fisichella.
Jednak nie wszystko złoto, co się świeci. W bogatej puli kooperacji rysownika, markę Tokidoki odnajdujemy skojarzoną z miesiącem „dumy”. W specjalnym poście na Instagramie, Legno życzy „Wesołej dumy dla wszystkich” i robi to za pomocą dedykowanej grafiki z ostro-zębnymi postaciami i tęczą z napisem „miłość”.
Zaangażowanie Tokidoki w merchandising na rzecz dumy gejowskiej, które sięga 2021 roku i przywiodło go do San Francisco, przybiera również formę tworzenia specjalnego merchandisingu opartego na lalkach i jednorożcach, które wydają się być jego specjalnością. Na stronie Tokidoki oraz w serwisie E-bay, w sprzedaży dostępne są takie gadżety jak Pride Lulu Unicorn, Prisma Unicorn oraz czapki z logo Tokidoki o nazwie New Era Toki pride. Czyli gadżety na sprzedaż, bo powiedzmy sobie jasno, nie mamy do czynienia z działalnością charytatywną, ale z merchandisingiem związanym z wszelkiego rodzaju imprezami. https://www.tokidoki.it/search?q=pride
Wczoraj była parada gejów, a dziś jest watykański jubileusz. Czy nie budzi zażenowania fakt, że parady gejów coraz częściej mają charakter komercyjny i propagandowy, z wyraźnym antykatolickim nastawieniem i często przedstawiający sceny znieważające Kościół, a czasem wręcz bluźniercze?
Ale to nie wydaje się przeszkadzać dykasterii kierowanej przez Fisichellę, w końcu pecunia non olet. Nie ma znaczenia, że ktoś, kto stworzył maskotkę, która trafi do kieszeni milionów pielgrzymów na całym świecie, zarobił pieniądze zarówno na dumie, jak i na Jubileuszu. Należy zatem oczekiwać, że za sprawą tej operacji Stolica Apostolska ma nadzieję zebrać kilka tysięcy euro, jeśli nie setki, ze sprzedaży lalki Luce we wszystkich jej odmianach i mackintoshach. W ten sposób Legno będzie mógł pochwalić się, pośród swoich różnych partnerstw, także tym z Watykanem, co z pewnością przyniesie korzyści jego biznesowi.
To nie przypadek, że wiadomość przekazana przez monsignora Rino Fisichellę o powstaniu Luce miała miejsce w tym samym czasie co inauguracja Lucca Comics & Games – najważniejszej europejskiej imprezy w tej branży, która do toskańskiego miasta przyciągnie ponad 200 000 odwiedzających i gdzie Simone Legno wraz z Tokidoki będzie jednym z wystawców najczęściej odwiedzanych. A dzięki rozgłosowi, jaki Watykan zapewnia mu za sprawą Operacji Maskotka, widoczność ta wzrośnie już w tych godzinach.
Wszystko, o czym mowa jest legalne, ale na litość boską, to, że również Stolica Apostolska nagina się do zasad rynku i marketingu, jest nieco osobliwe – zwłaszcza jeśli kontekstem jest Jubileusz, który ma świętować radość wiernych pielgrzymujących do Rzymu, wreszcie uwolnionych od wszystkich wypaczeń grzechu i odnajdujących Boże miłosierdzie.. Krótko mówiąc, coś tu zgrzyta.
Tak samo, jak zgrzytający jest fakt, że w karnecie Tokidoki i Simone Legno znajdują się również przedmioty, które niekoniecznie są odpowiednie dla pielgrzymów. Na przykład, w roku 2017, we współpracy z marką Lovehoney, Tokidoki użyczyło swoich wizerunków również linii wibratorów.
Artykuły te można również znaleźć na stronie Ebay, wraz z opisem, a na innych stronach znajduje się nawet recenzja specjalnej zabawki erotycznej wpisana przez kogoś, kto najwyraźniej zna się na niej. Wszystko za „skromną” sumę – że tak powiem – 26 euro plus koszty wysyłki. Na opakowaniu wyraźnie widoczne jest logo Tokidoki – tworu Simone Legno – który wczoraj z wielką dumą ogłosił, że nawiązał ważną współpracę z Watykanem dotyczącą maskotki.
Tak więc od tej pory, w jego prestiżowym curriculum będzie można przeczytać nie tylko Tokidoki for Pride czy Tokidoki for Lovehoney(wibratory – red.), ale także Tokidoki for Vatican. Takie jest prawo rynku, które nie ma względu na nikogo i na nic.
Nie wspominając już o grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu.
„Bezczelność, buta i Chrystofobia”. To resort edukacji proponuje katechetom po redukcji lekcji religii
(Oprac. GS/PCh24.pl)
Doktor nauk prawnych Łukasz Bernaciński z zarządu Ordo Iuris przyjrzał się przygotowanej przez MEN ocenie skutków zmniejszenia liczby godzin lekcji religii począwszy od przyszłego roku szkolnego.
„(…) wskazano, że dostrzegalnym problemem będzie utrata pracy przez ponad 9 tys. katechetów. Ale drodzy katecheci nie lękajcie się❗️Ministerstwo ma gotowe rozwiązanie Waszego problemu” – napisał prawnik w mediach społecznościowych.
Dalej dr Bernaciński przytoczył fragment oceny, do której komentarzem mogą być słowa popularnego dawniej, potocznego powiedzenia: „kpi [MEN] czy o drogę pyta?”.
Otóż okazuje się, że w poważnym dokumencie resort edukacji proponuje katechetom przekwalifikowanie się na wykładowców… gospodarowania odpadami, promowania aut elektrycznych czy też instruktorów tak zwanej seksedukacji.
„Minister Edukacji zamówi w roku akademickim 2024/2025 w uczelniach studia podyplomowe o charakterze kwalifikacyjnym dla nauczycieli. Będą to studia przygotowujące do nauczania przedmiotów (prowadzenia zajęć):
1) edukacja zdrowotna;
2) informatyka;
3) przedmiot zawodowy: elektromobilność;
4) przedmiot zawodowy: gospodarowanie odpadami;
5) wczesne wspomaganie rozwoju dziecka;
6) pedagogika specjalna;
7) przygotowanie pedagogiczne (tylko dla psychologów).
Studia te będą bezpłatne dla nauczycieli, w tym nauczycieli religii” – czytamy w ocenie skutków wprowadzenia zmiany programowej w szkołach.
„Drodzy katecheci – nie będziecie już potrzebni w nauczaniu religii, ale możecie pozostać w szkole nauczając, że trzeba kupować używane niemieckie elektryki, wyrzucania śmieci albo prowadząc warsztaty dla 12-latków z używania prezerwatyw (program edukacji zdrowotnej w klasie V)” – ironicznie skomentował Łukasz Bernaciński.
„Bezczelność, buta i Chrystofobia Nowackiej nie zna granic. Wstyd, że ministrem odpowiedzialnym za kształcenie przyszłych pokoleń Polaków została osoba zaczadzona ideologicznie” – dodał, już całkiem poważnie.
Galeria to klub nocny dla gejów w budynku warszawskiej Hali Mirowskiej. To tutaj odbyła się impreza z okazji otwarcia prywatnej przychodni aborcyjnej ABOTAK.
O co tu chodzi? Co mają geje do aborcji i co to za przychodnia?
Już tłumaczę.
Przestępcy z Aborcyjnego Dream Teamu, korzystając z parasola ochronnego, jaki daje im władza, planują otwarcie rzeźni dla dzieci nienarodzonych.
Swoją przychodnię nazwali ABOTAK. To gra słów. Twierdzą, że nie ma lepszych i gorszych powodów do aborcji, każdy jest dobry. Dlaczego zatem mordują dzieci? A bo tak.
Przed kilkoma dniami zorganizowali imprezę z okazji otwarcia Abotaku. Co ciekawe, do żadnego otwarcia nie doszło, zbierali po prostu pieniądze na swoje mordercze działania. Jednak sama forma imprezy wiele mówiła o tym, czego chce Aborcyjny Dream Team: zabijania dzieci na masową skalę, w atmosferze zabawy, w klimacie promocji zboczeń i seksu wszystkich ze wszystkimi.
Biedne dzieci…
Aborcyjni zbrodniarze tak zapowiadali swoją imprezę:
To będzie najbardziej aborcyjna noc roku – pełna mocy, przebieranek i wspaniałej energii. Każdy bilet, każda koszulka i każdy grosz przybliża nas do otwarcia pierwszej przychodni aborcyjnej w Polsce! (…) Dress Code: Aborcyjny Halloween – odważnie, kreatywnie, pełna fantazja!
W gejowskim klubie Galeria śpiewano karaoke, było aborcyjne bingo, a jeden z drag queens stawiał tarota dla aborcji.
Tego wieczora zaserwowano diabelską miksturę. Zło wymieszane z zabawą i śmiechem, odrażający striptiz mężczyzn przebranych za kobiety, radosne wymienianie się tabletkami dzień po. Halloweenowa zabawa śmiercią była tutaj całkiem realna – przecież w aborcji naprawdę giną konkretni, niewinni ludzie.
Szanowny Panie, ja wiem, o co im chodziło. Impreza w Galerii była po to, aby aborcja kojarzyła się z czymś fajnym – częścią stylu życia, śmiechem i zabawą. To przecież nic strasznego czasem zabić sobie dziecko, prawda…?
W ten sposób lobby aborcyjne miesza ludziom w głowach i stara się sprawić, że zaakceptują mordowanie dzieci. Idą przemyślaną ścieżką: akceptacja, potem popularyzacja, w końcu pełna legalizacja.
Dlatego tak nienawidzą nas, obrońców życia.
Przeszkadzamy im, bo nieustannie ujawniamy prawdę o aborcji.
Tę prawdę przynosimy na pikiety i Publiczne Różańce o zatrzymanie aborcji. Także pod szpital w Oleśnicy, gdzie morduje się najwięcej dzieci i sprzeciw wobec aborcji jest tam najbardziej potrzebny.
Tysiące osób mogło już zobaczyć, czym naprawdę jest aborcja – po Polsce jeździmy z filmem Miało nie żyć. Tym unikatowym dokumentem zmieniamy świadomość ludzi, i poruszamy serca. Nikt, kto go zobaczył, nie pozostaje obojętny.
Stajemy naprzeciw czystego zła i opieramy się przeciwnikowi, który jest silny pieniędzmi, wpływami i wsparciem instytucji międzynarodowych. Jednak nie zejdziemy z frontu dopóki ostatnie dziecko w Polsce nie będzie bezpieczne. Dziękuję, że jest Pan z nami i wspiera nas w tej walce.
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY: IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 KOD SWIFT: BIGBPLPW
MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/
Wspomnienie Wszystkich Świętych i Dusz Czyśćcowych skłania nas do rozważania naszego życia. Czy ja rzeczywiście chciałbym być zbawiony? Czy może bardziej zależy mi na wygodnym i przyjemnym życiu? Czy chcę uniknąć walki, czy też za cenę jej podjęcia i trudów z nią związanych chcę dołączyć do grona zwycięzców? Zachęcam Pana do lektury krótkich rozważań.1 listopada będziemy wspominać Wszystkich Świętych, czyli tych, którzy dostąpili już radości przebywania z Bogiem w Niebie. Patrzą stamtąd na naszą walkę na ziemi i wspierają nas swoimi modlitwami. Oni swoją walkę, często bardzo trudną, już zakończyli i cieszą się owocami zwycięstwa. Myślimy o świętych powszechnie znanych i wyniesionych na ołtarze przez Kościół – np. świętym Maksymilianie Kolbem i błogosławionym księdzu Jerzym Popiełuszce. Dali nam przykład, że nawet w sytuacjach po ludzku beznadziejnych, można stać się zwycięzcą dzięki zaufaniu Bożej Opatrzności. Świadectwu męczenników zawdzięczamy naszą wolność. Myślimy w tym dniu nie tylko o wyniesionych na ołtarze, ale również o świętych dnia codziennego, których zmagania w sprawach drobnych był często heroiczne; o rodzicach, którym zawdzięczamy życie, chrzestnych i kapłanach, którym zawdzięczamy wiarę. Ogarnia nas wdzięczność. 2 listopada wspominamy wszystkich Wiernych Zmarłych. Tych, którzy zakończyli swoją wędrówkę pojednani z Bogiem, ale nie zdołali w tym życiu zadośćuczynić za grzechy, które popełnili. Cierpią w Czyśćcu, wiedzą, że dzięki cierpieniu oczyszczą się aby móc radować się Najdoskonalszym Bogiem. Również im jesteśmy wdzięczni, że nie dali pokonać się złu. Możemy skrócić czas ich oczyszczenia ofiarując za dusze czyśćcowe odpusty.
Wspomnienie Wszystkich Świętych i Dusz Czyśćcowych skłania nas do rozważania naszego życia. Czy ja rzeczywiście chciałbym być zbawiony? Czy może bardziej zależy mi na wygodnym i przyjemnym życiu? Czy chcę uniknąć walki, czy też za cenę jej podjęcia i trudów z nią związanych chcę dołączyć do grona zwycięzców? Jeśli chcę być zbawiony, jak to osiągnąć? Wskazówką może być opis Sądu Ostatecznego u świętego Mateusza. Król zaprasza stojących po prawej stronie do swojego królestwa, a tych po stronie lewej wysyła w ogień nieugaszony. A pytany przez jednych i drugich wyjaśnia: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” i „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. Możemy, a nawet powinniśmy rozważać te słowa w kontekście ataków na życie dzieci poczętych i projektów deprawacji tych, którym udało się urodzić. W tych dniach każdy z nas powinien zadać sobie pytanie: co robię ja widząc agresję przeciw najsłabszym? Czegokolwiek nie uczyniliśmy jednemu z tych najmniejszych nie uczyniliśmy Jezusowi.
Jest wiele możliwości działania. Każdy może stanąć w obronie najmniejszych i na przykład: 1) Z pomocą koordynatorów naszej Fundacji zorganizować w swoim miejscu zamieszkania publiczną modlitwę różańcową w intencji powstrzymania aborcji, deprawacji dzieci i odnowy moralnej Polski. Wystarczy wypełnić krótki formularz i oczekiwać na kontakt z naszej strony. 2) Zamówić wydane przez naszą Fundację broszury ostrzegawcze przed przymusową „edukacją seksualną”, która już od 1 września 2025 r. wchodzi do wszystkich polskich szkół, a następnie rozdać je znajomym, zwłaszcza rodzicom i nauczycielom, w swoim miejscu zamieszkania, w parafii, w duszpasterstwie, w szkole, w miejscu pracy itp. Broszury można zamówić za darmo za pomocą formularza na naszej stronie. 3)Wesprzeć finansowo organizację kolejnych publicznych różańców, wydruk tysięcy egzemplarzy kolejnych broszur, przeprowadzenie akcji informacyjnych na ulicach miast, organizację kampanii billboardowych, przejazdy furgonetek oraz innych akcji podejmowanych przeciwko aborcji i deprawacji dzieci.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW Z wyrazami szacunku Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Wystarczy rzut okiem na wydarzenia z ostatnich kilku lat, by przekonać się jaką ścieżką podążają mieszkańcy świata „zachodniego”, w tym także Polski. Każda taka wiadomość z osobna wywołuje przerażenie, zaś zestawione razem pokazują siłę trwającego zmasowanego ataku lewicowej, antyludzkiej ideologii, słusznie zwanej „antycywilizacją śmierci”.
23 lipca 2024 roku. Warszawa. Pod Sejmem zebrało się niewielkie, ale hałaśliwe zgromadzenie – powiewają flagi „Babcie polskie”, „Strajk kobiet” itp. To manifestacja Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Na scenie przemawia młoda dziewczyna, używa wulgarnych słów, których wydźwięk jest mniej więcej taki: Miałam aborcję, i co mi zrobicie? 11 lipca 2024 r. w Sejmie poseł Koalicji Obywatelskiej Franciszek Sterczewski stwierdził: Najwyższy czas powiedzieć wprost: pomoc w aborcji to czyn po prostu dobry. W 2024 r. parlamentarzyści francuscy zdecydowali o wpisaniu aborcji do swojej konstytucji miażdżącą przewagą głosów, co oznacza, że za tym rozwiązaniem głosowali też deputowani „prawicowi”. W 2021 r. Parlament Europejski w swej rezolucji uznał aborcję za prawo człowieka i krytykował klauzulę sumienia przysługującą lekarzom. Od 2022 r. WHO zaleca usunięcie barier politycznych dla „bezpiecznej” aborcji, wzywa do jej dekryminalizacji, a nawet sugeruje szerokie ułatwienia w dostępie do niej, w tym do tabletek aborcyjnych, także za pomocą systemu telemedycyny.
W marcu 2023 r. proaborcyjna fundacja Federa „wywalczyła” stanowisko polskiego Rzecznika Praw Pacjenta w sprawie uznania zagrożenia zdrowia psychicznego kobiety jako przesłanki legalnego przerwania ciąży. W grudniu 2023 r. Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę zapewniająca finansowanie ze środków publicznych kontrowersyjnej etycznie procedury zapłodnienia metodą in vitro, skazującej niektórych ludzi w zarodkowej fazie życia na „utylizację” lub trwanie w zamrożeniu, bez szansy na rozwój. W 2024 r. polski Sejm umożliwił 15-latkom zakup tabletek „dzień po” bez recepty – środki te mogą mieć działanie poronne. W 2024 r. podczas debaty o aborcji, lekarka wykonująca takie zabiegi nazywała dziecko w łonie matki „pasożytem”, zaś w innym programie aktywistka proaborcyjna ostentacyjnie i demonstracyjnie połknęła „na wizji” tabletkę wczesnoporonną. W czerwcu 2024 r. weszło w życie rozporządzenie minister zdrowia Izabeli Leszczyny lekceważące klauzulę sumienia i wymuszające na szpitalach, pod groźbą dotkliwych konsekwencji finansowych, obowiązek zatrudnienia abortera.
Minister Leszczyna w wywiadzie z lipca 2024 r. stwierdziła, że woli, aby kobiety, dokonały aborcji do 12 tyg. ciąży, „kiedy płód jeszcze nie czuje”, niż maltretowały dziecko już urodzone (uznała tym samym, że osoby zdolne do aborcji, jeśli jej nie wykonają, będą maltretować urodzone dzieci?). W marcu 2024 r. doszło do tragicznego pomylenia pacjentek w Praskim Szpitalu Uniwersyteckim w Czechach, w wyniku czego usunięto dziecko zdrowej kobiecie w czwartym miesiącu ciąży, która przyszła na wizytę kontrolną. W 2017 „wynaleziono” kapsułę Sarco do samodzielnej eutanazji, którą można samemu sobie wydrukować w technologii 3D. W lutym 2024 r. holenderski działacz Katolickiej (!!!) Partii Ludowej (KVP) i Apelu Chrześcijańsko-Demokratycznego (CDA), były premier Holandii Dries van Agt, wspólnie z żoną poddał się eutanazji…
To tylko niektóre fakty z ostatnich kilku lat wskazujące ścieżkę, jaką podążają mieszkańcy świata „zachodniego”, w tym Polski. Każda taka wiadomość z osobna wywołuje przerażenie, zaś zestawione razem pokazują siłę zmasowanego ataku lewicowej, odczłowieczonej ideologii na odwieczne wartości. Konserwatywni użytkownicy portalu X komentując zachowanie proaborcyjnych i progresywnych „Julek” oraz podstarzałych pomocnic aborcyjnych piszą: „Kometo przybywaj!”, zaś wierni katolickiemu nauczaniu muszą łapać się za głowę – dokąd ten świat zmierza? Dlaczego chcemy karmić Molocha? Czy jesteśmy jeszcze ludźmi czy staliśmy się już kierującymi się najniższymi instynktami, egoistycznymi bestiami?
Są i pozytywne wieści. W Sejmie szczęśliwie odrzucono pierwszy z kilku zgłoszonych projektów liberalizujących prawo aborcyjne. Dzięki Ci Panie Boże za ludzi, którzy odmawiali różaniec w tej intencji! Nader skromna frekwencja na wspomnianej demonstracji aktywistek aborcyjnych daje nadzieję, że, wbrew sondażom, poglądy organizatorek podziela w rzeczywistości mniejszość obywateli Polski. W dodatku reakcje na ordynarne zachowanie promotorek pro-choice były skrajnie nieprzychylne, nawet po lewej stronie aborcyjnej barykady, zaś tegoroczne marsze „dla Życia” zgromadziły tłumy uczestników.
Regulacje „pozaustawowe”
Sytuacja nadal jest jednak niebezpieczna. Obserwujemy nieustanne próby systemowej zmiany prawnej podstawy dla aborcji oraz łagodzenia odpowiedzialności karnej dla jej sprawców – w Sejmie czekają na procedowanie 3 kolejne projekty ustaw liberalizujących aborcję, a i odrzucony projekt ma być ponownie złożony. Poza tym obecny rząd jest zdeterminowany, aby wprowadzić nieludzkie rozwiązania aborcyjne, nawet z pominięciem procedur legislacyjnych Sejmu i obowiązujących przepisów prawa.
W artykule z 26 lipca 2024 r. opublikowanym na portalu medexpress.pl czytamy: W czwartek ministra zdrowia Izabela Leszczyna poinformowała, że na prośbę premiera Donalda Tuska wypracowuje z ministrem sprawiedliwości Adamem Bodnarem standardy działań związanych z przerywaniem ciąży, które zapewnią bezpieczeństwo kobietom, a jednocześnie nie będą wymagały zmian ustawowych. – Spotykamy się w najbliższych dniach z prawnikami i lekarzami, by wypracować jeszcze coś, co pozwoli kobietom, które nie chcą, nie mogą, nie czują się na siłach z różnych powodów być matkami, żeby do 12 tygodnia ciąży mogły zgodnie z prawem dokonać terminacji ciąży. Mamy dwie przesłanki, które na to pozwalają – zapowiedziała, dość enigmatycznie, Leszczyna. Wcześniej media informowały, że prokuratury otrzymały wytyczne, by sprawy dotyczące pomocnictwa w aborcji, prowadzić w kierunku umorzenia postępowań.
Zmiana filozofii
Na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pod datą 30 sierpnia 2024 r. pojawiła się informacja, że resorty sprawiedliwości i zdrowia przekazały w sprawie aborcji specjalne wytyczne do stosowania przez prokuraturę i szpitale. Wskazano w nich m.in. jednoznacznie, że aborcja ze względu na stan zdrowia psychicznego kobiety jest dopuszczalna i wystarczy w tej sytuacji opinia jednego lekarza. Według słów premiera Tuska wytyczne dla prokuratorów i szpitali zmienią realia stosowania obecnych przepisów w sprawie aborcji: Szukamy takich sposobów działania, które zgodnie z prawem umożliwią w praktyce dostęp do legalnej aborcji dla kobiet, które z różnych powodów do tej aborcji powinny mieć prawo. Minister Leszczyna stwierdziła: Jeśli w podmiocie leczniczym będzie żądanie drugiego orzeczenia lekarza bądź zwoływania konsylium, to należy to uznać za utrudnianie dostępu do procedury medycznej, która jest w koszyku świadczeń gwarantowanych, zaś minister Bodnar dodał w kwestii przesłanki zdrowia psychicznego: To jest okoliczność, która w świetle prawa jest absolutnie dopuszczalna. W takich sytuacjach nie powinna ona powodować zaangażowania prokuratury. Chodzi o to, żeby zmienić atmosferę i filozofię działania. Prawa kobiet muszą być w centrum, a nie na odwrót.
Wytyczne zawierają także sugestię, że lekarz nie może skorzystać z klauzuli sumienia w przypadku, gdy zwłoka w udzieleniu pomocy lekarskiej mogłaby wywołać zagrożenie utraty życia kobiety, uszkodzenia jej ciała lub „ciężkiego rozstroju zdrowia”.
Co z godnością człowieka?
W wywiadzie dla RMF FM 3 września 2024 r. prof. Andrzej Zoll z Uniwersytetu Jagiellońskiego powiedział, iż przedstawione wytyczne rządowe w sprawie aborcji nie uwzględniają odpowiedzi na pytanie o status płodu – czy to jest rozwijający się człowiek, czy przyszły człowiek. Prawnik przypomniał, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał w 2011 r., że każdy zarodek ma godność człowieka. Z tego wynika, że mamy tutaj do czynienia z rozwijającym się człowiekiem, więc elementem, który ma godność ludzką i wartość.Oczywiście aborcja w pewnych sytuacjach musi być dozwolona – wtedy, kiedy mamy kolizję dobra rozwijającego się człowieka i dobra kobiety – powiedział profesor (rmf24.pl). Dodał jednak, że to kobieta, której życie jest poważnie zagrożone, ma prawo decydować, czyje życie ma być najpierw ratowane – jej czy dziecka, a nowe dyrektywy kompletnie pomijają te kwestie.
Prof. Zoll uważa też, że wytyczne zakazujące ponownej konsultacji przesłanek do wykonania aborcji, stwierdzonych wcześniej przez innego lekarza, ingerują w prawa lekarza mającego wykonać „zabieg”, który musi przecież najpierw zbadać pacjentkę. Wytyczne nie pozwalają na sprawdzenie, czy przesłanki wskazane przez innego lekarza są prawidłowe.
– Jeśli teraz ministra Leszczyna podkreśla, że wystarczy jedno zaświadczenie specjalisty i lekarz, który ma dokonać aborcji, musi to zrobić po przebadaniu pacjentki, nie może tego zrobić „z biegu”, to w takim razie jego zdanie też musi być brane pod uwagę. On może się całkowicie nie zgadzać z tą diagnozą, czy stwierdzeniem zawartym w zaświadczeniu, które ma zezwalać na przeprowadzenie aborcji. […] Lekarz dokonujący aborcji nie może być całkowicie pozbawiony swojej podmiotowości i nieliczenia się z jego wiedzą lekarską. Bo on może stwierdzić, że zaświadczenie to nie oddaje stanu rzeczywistego. Pominięcie tego, już wprowadzanie sankcji w sytuacji, kiedy lekarz odmówi przeprowadzenia aborcji z tego względu, że się nie zgadza ze stanowiskiem osoby wystawiającej zaświadczenie, to jest dla mnie nie do przyjęcia. – podsumował prof. Zoll.
Podczas tej rozmowy red. Terlikowski zwrócił uwagę, że w przedstawionych wytycznych w ogóle nie ma odniesień do życia ludzkiego czy embrionu – jest uwzględniona wyłącznie „kwestia kobiety”. Dyskutanci wspomnieli też, że Ministerstwo Zdrowia w swoich dyrektywach twierdzi, iż można wykonać aborcję na każdym etapie ciąży, a nie zajęto się w nich w ogóle sytuacjami, gdy w późnych aborcjach rodzi się żywe dziecko, zdolne do przeżycia.
Mordercze naciski
Kamila Ferenc, prawnik z Fundacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Federa stwierdziła w rozmowie z Moniką Chruścińską- Dragan (artykuł Aborcja z zaświadczeniem od lekarza nawet z teleporady. Powstaną aborcjomaty? „To absurd” obublikowany na portalu rynekzdrowia.pl), że Fundacji bardzo zależało na wytycznych, dlatego kilka miesięcy temu jej działaczki przekazały Ministerstwu Zdrowia opracowany przez siebie tekst wraz z załącznikami i przez kilka miesięcy nalegały na ich przyjęcie. […] Z doświadczenia wiemy, że na lekarzy działa tylko władza. Wytyczne są potrzebne, żeby ukrócić nielegalne praktyki szpitali wobec pacjentek. Już teraz nie będą mogli powoływać się na to, że „takie jest prawo”, bo właśnie dostali jego podsumowanie z samego ministerstwa. To nam i pacjentkom ułatwi egzekwowanie od nich świadczeń zdrowotnych – powiedziała Ferenc.
W artykule napisano również: Kamila Ferenc jest także zdania, że od zmiany prawa aborcyjnego w Polsce nie uciekniemy. Wymaga tego od nas bowiem Komitet ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW) w swoich zaleceniach z 21 sierpnia 2024 r. – Według Komitetu niezbędna jest legalizacja aborcji bez konieczności podawania powodu, dekryminalizacja pomocy w aborcji, a jako środek tymczasowy zanim nie zostaną przyjęte ww. ustawy – moratorium na stosowanie prawa karnego w zakresie ścigania pomocy w aborcji. Tylko takie zmiany położą kres poniżającemu traktowaniu kobiet – zaznacza.
Federa opublikowała w sierpniu 2024 r. swój komentarz do najnowszych wytycznych Prokuratora Generalnego dotyczących prowadzenia postępowań o pomocnictwo w przerywaniu ciąży. „Progresywna” organizacja uznała je za zbyt zachowawcze, a przez to rozczarowujące, choć sama idea wydania takich wytycznych jest przez nią oceniana pozytywnie. Federa przygotowała własne wytyczne „społeczne”, w których napisano: Mimo że Prokuratura sugeruje, by przy czynnościach kierować się przede wszystkim dobrostanem kobiety, nadal pozostaje ryzyko, że prokuratorzy konserwatywni, w tym Ci zainstalowani w czasach PiS-u, będą kierować się nie zdaniem przełożonych, lecz swoim skrajnym nastawieniem antyaborcyjnym. […] Przede wszystkim rekomendujemy, aby w sytuacjach, w których chodzi o oczekiwaną pomoc w chcianej, dobrowolnej aborcji, prokuratorzy od początku odmawiali wszczęcia postępowania z uwagi na znikomą społeczną szkodliwość czynu
„Nieszkodliwa” czyli … dobra?
Taka wypowiedź obnaża poglądy działaczek proaborcyjnych uznające przerwanie ludzkiego życia za czyn o „znikomej” szkodliwości. Warto w tym kontekście przywołać ciekawą analizę Katarzyny Doroszewskiej Społeczna szkodliwość czynu jako określenie zła w polskim prawie karnym? opublikowaną w kwartalniku studentów doktorantów Wydziału Prawa i Administracji UKSW „Młody Jurysta” (nr 4, 2016):
Istotnym aspektem prawa karnego jest krytyka szkodliwych czynów, a polskie prawo czyni to, stosując klauzulę „szkodliwości społecznej”. Pytanie brzmi, co jest uważane za zło w polskim prawie i jakie czynniki je determinują. […] Komisja Kodyfikacyjna, działająca w latach transformacji ustrojowej zdecydowała się na ujęcie formalno-materialne przestępstwa, stanowiące art. 1 obowiązującego dziś Kodeksu karnego. W paragrafie pierwszym tego artykułu ujęto część formalną definicji („odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto popełnia czyn zabroniony pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia”), natomiast w paragrafie drugim część materialną („nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony którego społeczna szkodliwość jest znikoma”). Oznacza to, że właśnie pojęcie „społecznej szkodliwości” ma stanowić kryterium, według którego ocenia się wyrządzoną przez czyn krzywdę. […] Wprowadzenie pojęcia społecznej szkodliwości miało doniosłe konsekwencje dla stosowania prawa. Nie tylko decyduje o istnieniu przestępstwa, ale również w pośredni sposób o wysokości kary wymierzonej sprawcy czynu zabronionego. Przepisy dotyczące oceny społecznej szkodliwości kierowane są głównie do sądu, ale również do prokuratora. Doniosłość tej oceny związana jest przede wszystkim z wyznaczaniem wysokości kary, ale również z instytucją warunkowego odstąpienia od wykonania kary czy też warunkowym umorzeniem postępowania karnego. […] Leksykalne znaczenie pojęcia społecznej szkodliwości prima facie nie wywołuje większych wątpliwości. Jest to bowiem cecha czynu oznaczająca, że czyn wywołuje szkodę, krzywdę bądź w inny sposób narusza porządek społeczny. Przymiotnik „społeczny” nie jest w tym wypadku w żadnej mierze ograniczony, nie ma tu odniesień do obywateli Polski, czy też mieszkańców danego regionu bądź nawet świadków zdarzenia. Pomijając kwestie definicji społeczeństwa, można uznać że wedle kodeksu karnego będzie to możliwie największa grupa ludzi dotkniętych przez czyn sprawcy. Jednakże i takie ujęcie wywołuje pewne wątpliwości, bowiem wciąż nie wyjaśnia jakie dokładnie kryteria ma spełniać czyn szkodliwy społecznie. Jak wskazuje M. Derlatka, wykładnia językowa prowadzi do ujęcia społecznej szkodliwości jako cechy czynu określającej naruszenie przez ten czyn dobra prawnego, interesu jednostki lub społeczeństwa. Cecha ta zaś wiąże się z jego negatywnymi konsekwencjami, a zatem poniesioną przez jedna lub więcej osób szkodą.
Jeśli zatem przez pryzmat „społecznej szkodliwości” ocenia się wyrządzoną przez czyn krzywdę, aborcja jest czynem ze wszech miar szkodliwym społecznie. Narusza ona interes jednostek oraz wyrządza krzywdę poprzez m.in. odebranie poczętemu człowiekowi jego praw, (przede wszystkim oczywiście prawa do życia), odebranie praw poszczególnym członkom jego rodziny, narażenie i dziecka i rodziny na cierpienie. Aborcja narusza też interes społeczeństwa, które traci wartość zyskania obywatela – być może wybitnego, traci przyszłego pracownika lub przedsiębiorcę, podporę systemu zdrowia i systemu emerytalnego. Aborcja to też pogłębianie zjawiska depopulacji, naruszenie porządku społecznego, zachęta do rozwiązłości, dawanie złego moralnie i społecznie przykładu otoczeniu, oraz łamanie obowiązującego prawa. Wszystkie te wymienione elementy są z punktu widzenia jednostki i społeczeństwa niekorzystne.
Twierdzenie działaczy Federy, że czyn aborcji ma znikomą szkodliwość społeczną sugeruje, że nie powstaje z jego powodu szkoda dla choćby jednej osoby – jest to rzecz jasna kłamstwo, skoro najbardziej oczywistą krzywdę ponosi sama ofiara aborcji, czyli człowiek we wczesnej fazie swojego rozwoju. Szkoda ta – utrata życia – jest nieodwracalnym pozbawieniem człowieka największej doczesnej wartości. W myśl przytoczonego rozumowania o szkodliwości społecznej aborcja jest przestępstwem, czyli zjawiskiem, które państwo powinno zwalczać i karać. Zupełnie bezsensowna jest w tym kontekście postawa rządzących, którzy zamiast wprowadzać rozwiązania wspierające rodziny witające na świecie dzieci chore lub niepełnosprawne, wolą promować postawy nie tylko naganne moralnie, ale dążące w dłuższej perspektywie do zagłady społeczeństwa poprzez przyzwolenie na zabijanie dzieci – własnych obywateli (w tym przecież także dzieci zdrowych, bo do tego przedmiotowe wytyczne zmierzają). Rząd wspierając postawy proaborcyjne nie działa dla dobra społeczności i jednostek, którym ma pomagać, lecz jest niewolnikiem światopoglądu, w którym opóźnianie lub rezygnacja z macierzyństwa jest oznaką „postępu, sukcesu i wolności”.
Dopuszczam oczywiście możliwość, że kwestia aborcji używana jest przez polityków jako narzędzie polaryzacji narodu, odwracające uwagę od innych ważnych spraw. Może tak jest, ale nie zmienia to faktu, że krwawe wytyczne w sprawie aborcji zostały przez rząd przygotowane, przedstawione i najprawdopodobniej będą egzekwowane. Urzędnicy którzy się tym zajmowali otrzymują wynagrodzenie z podatków opłacanych przez społeczeństwo, które wkrótce, m.in. dzięki takim działaniom, zredukuje się liczebnie. Żadne inne sprawy polityczne, gospodarcze czy finansowe nie mogą być ważniejsze niż rozpętująca się na naszych oczach rzeź niewiniątek.
Destrukcyjne „ja”
Niektóre osoby chcą zabić własne dziecko lub same nie chcą dalej żyć. Różne są powody takich pragnień i niszczycielskich dążeń – niekiedy ich przyczyną są zaburzenia psychiczne, przytłaczające poczucie bezradności i osamotnienia. Są oczywiście sytuacje dramatyczne, w których np. dochodzi do zagrożenia życia matki, lub pojawiają się śmiertelne komplikacje genetyczne i rozwijające się w łonie kobiety struktury ostatecznie nie stają się ludzkim organizmem.
Takie sytuacje się zdarzają i zarówno działacze pro-life, jak i Kościół Katolicki nie negują tego stanu rzeczy. Korzystają oni z osiągnięć nauki i mają świadomość, że ilość możliwych powikłań ciąży i nieprawidłowości na etapie życia zarodkowego i płodowego jest spora, a ich skutkiem może być oczywiście obumarcie zarodka, śmierć płodu, czy np. powstanie groźnych dla życia i zdrowia kobiety zaśniadów. Żaden z proliferów nie nawołuje do „zabijania matek”, tylko do niezabijania dzieci na podstawie bliżej niesprecyzowanego „prawdopodobieństwa”, czy zaledwie „podejrzenia” wystąpienia u dziecka choroby, z którą przecież można żyć, a także do nie zabijania dzieci z powodu „obniżonego nastroju matki” – nastrój przecież może się poprawić, a życia dziecku już się nie wróci, jak słusznie zauważyła Kaja Godek.
Jednak lobby aborcyjne domaga się prawa do mordowania dzieci także „na żądanie”, bez podawania przyczyny. Dowodem na to jest fakt, że udostępnione niedawno bez recepty dla 15-letnich dziewcząt tabletki „dzień po” w ogóle nie dają szansy na jakiekolwiek sprawdzenie kondycji zarodka czy przebadanie matki, a przecież takie środki mogą mieć działanie wczesnoporonne. Co więcej, aktywistka aborcyjna Natalia Broniarczyk w debacie na portalu „Goniec” przyznała, że nienarodzeni to dzieci, ale ten fakt nie ma dla niej znaczenia.
W proaborcyjnym świecie nieistotne są przesłanki wymienione w polskim prawie, pomija się też całkowicie aspekt życia wiecznego, duszy, chrztu, losu dziecka po śmierci, sumienia matki czyli całe spektrum zagadnień etycznych związanych z zajściem w ciążę. Pojedyncze dramatyczne przypadki śmierci kobiet ciężarnych, których nie zdołano/nie umiano uratować lub popełniono błąd w ich leczeniu, wykorzystywane są propagandowo, aby wzmagać poparcie dla ruchu proaborcyjnego. Tak więc to nie sytuacje takie jak podejrzenie śmiertelnej choroby poczętego dziecka czy zagrożenie życia matki są przyczyną masowych aborcji. Nie są nią również gwałty, które, jak wynika ze statystyk udostępnianych przez Ministerstwo Zdrowia, odpowiadają za „śladową ilość” niechcianych ciąż. Wiele decyzji o zakończeniu ciąży w rzeczywistości podejmowanych jest z powodów, które w porównaniu do „życia” są po prostu błahe i zwykle mieszczą się w kategorii „egozim” (moja kariera zawodowa, moja wygoda, ja chcę decydować, moje ciało itp.). Wygrywa „pierwszeństwo materii nad duchem” – dążenie do wygody fizycznej, skupienie na własnej przyjemności i względy materialne zagłuszają prawo moralne.
„Wyleczone” z ciąży?
Nawet oficjalne, figurujące w rządowych statystykach aborcje mogą mieć „naciąganą” podstawę prawną. Liczba aborcji, według danych opublikowanych przez Ministerstwo Zdrowia, wyniosła w 2023 r. 425, z czego zdecydowaną większość wykonano z powodu zagrożenia życia lub zdrowia matki. Oznacza to trzykrotny wzrost aborcji wykonanej z przesłanki zdrowotnej w stosunku do roku 2022 i aż dwunastokrotny w stosunku do lat wcześniejszych (2012-2021)!
Są to dane z okresu rządów PiS, a ponieważ obecny rząd jawnie wspiera proaborcyjne dążenia, liczba aborcji może znacznie wzrosnąć. Przesłanka „zagrożenia dla zdrowia psychicznego”, trudna do zweryfikowania, stosowana jest nader często, szczególnie w szpitalu w Oleśnicy. Niektóre z dzieci zabito w tym szpitalu w 3 trymestrze ciąży!
Na stronie Ordo Iuris adw. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu, opisał oleśnicki proceder: Ze 144 aborcji dokonanych w roku 2023, aż 139 wykonano z powodu rzekomego zagrożenia „zdrowia psychicznego” kobiety. Obrońcy życia, których od lat bronimy przed polskimi sądami, zwrócili się do szpitala z żądaniem doprecyzowania tej informacji. Okazało się, że tym „poważnym zagrożeniem zdrowia psychicznego” były „zaburzenia adaptacyjne”. To oznacza jedno – w Oleśnicy dokonywane są de facto aborcje na życzenie. Przy całkowitej bierności i za milczącą zgodą władz.
Warto zauważyć, że owe zaburzenia adaptacyjne są naturalną reakcją niektórych ludzi na stresującą sytuację taką jak np. przeprowadzka, kłopoty finansowe, ślub czy właśnie narodziny dziecka. Mogą minąć same lub można je leczyć, choćby psychoterapią. W żadnym przypadku sytuacji stresogennej, sposobem na przystosowanie się do życiowej sytuacji nie jest zabicie człowieka. Czy można wyobrazić sobie, że ktoś zabija innych, bo stracił pracę, albo się przeprowadził? Uznalibyśmy taką osobę za psychopatę lub niebezpiecznego szaleńca, którego należy odizolować od społeczeństwa. Przy ciąży jednak sięga się po argument zaburzeń adaptacyjnych. Są lekarze, którzy swoim autorytetem i nazwiskiem podpisują się pod taką diagnozą.
Zbigniew Kaliszuk z Fundacji Grupa Proelio stwierdził: Organizacje aborcyjne mają już zorganizowaną grupę psychiatrów, gotowych do wystawienia naciąganych zaświadczeń. Można je uzyskać w ramach jednej teleporady (eKai.pl). Fundacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Federa (której prawnicy skarżyli szpital w Pabianicach za odmowę aborcji) tworzyła w 2021 r. bazę „przyjaznych pacjentkom ginekologów i ginekolożek” – przyjaznych, czyli zapewne rozumiejących „potrzeby reprodukcyjne” „cis-kobiet, jak również osób transpłciowych/niebinarnych korzystających z usług ginekologicznych”.
Aparat ścigania udaje, że nie widzi absurdalności teorii „zaburzeń adaptacyjnych”, dokumenty się zgadzają, maleńki człowiek ginie „w majestacie prawa” za sprawą własnej matki i ludzi wykształconych za pieniądze podatników na lekarzy mających ratować życie i zdrowie. Groza tego procederu jest porażająca.
Aborcyjne lobby oraz sprzyjający mu urzędnicy i politycy mają swoje metody – ignoruje się ustalenia naukowe, zmienia się definicje medyczne, formułuje niezgodne z prawem zalecenia dla lekarzy i prokuratorów, wypacza sens pierwotnych zapisów prawa międzynarodowego próbując interpretować je w sposób zgodny z lewicową agendą, co sprawnie „wyłapują” i podkreślają m.in. prawnicy Ordo Iuris. Furtką do aborcji może być też zmieniona niedawno przez Sejm definicja gwałtu. Jak wspomniała Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina we wpisie na portalu X, do wszczęcia procedury aborcyjnej „z czynu zabronionego” wystarczy zaświadczenie z prokuratury o toczącym się postępowaniu o gwałt – nikt nie będzie czekał z „zabiegiem” do zakończenia tego postępowania czy ewentualnego procesu sądowego.
Prawdziwe powody
Podczas debaty o aborcji zorganizowanej przez portal „Goniec” 18 lipca 2024 r., jedna z dzwoniących aktywistek proaborcyjnych wstrząsająco obnażyła mentalność szukających aborcji i faktyczne powody, dla których aborcja jest niektórym osobom potrzebna – po wykropkowaniu „niecytowalnych” fragmentów wypowiedź ta brzmiała tak: To co ja mówię osobom, które się do mnie zgłaszają, które boją się ciąży, które stosują 2 środki antykoncepcyjne naraz i jeszcze do tego stosunek przerywany, ja im mówię wtedy, nie masz się czego bać, ty nie zasługujesz na ten strach. My zasługujemy na bezpieczny seks, na radosny seks […] i chciałabym powiedzieć wszystkim dziewczynom, które tego słuchają: […] macie prawo do tylu partnerów, ilu chcecie, macie prawo się puszczać, i nie musicie się tłumaczyć z tego, kiedy wpadniecie i napiszecie do mnie, że potrzebujecie aborcji. Ja was nie będę rozliczać, ja zapytam tylko, w którym jesteście tygodniu.
Natalia Broniarczyk z „Aborcyjnego dream teamu” w rozmowie z Onetem w 2022 r. wskazała, jakie osoby najczęściej poszukują aborcji: To są na przykład kobiety, które żyją w przemocowej relacji lub z takiej relacji właśnie odeszły i mają poczucie, że ciąży nad nimi jakieś fatum. A także osoby w trudnej sytuacji finansowej, w której znalazły się przez pandemię, mające trudności z utrzymaniem rodziny. Zgłaszają się do nas także młode kobiety, dopiero co zaczynające studia lub w relacji, która trwa bardzo krótko i one wiedzą, że to nie jest czas na dziecko. W tym samym artykule czytamy też: Aborcyjny Dream Team udostępnił niedawno grafikę z hasłem: „Rzuć go, jeśli jest przeciwny aborcji”. Bo coraz częściej zdarzają się osoby, które boją się powiedzieć partnerowi, że są w ciąży i zamierzają ją przerwać. Myślę, że ich obawy nie są bezpodstawne. Ordo Iuris już parę tygodni temu zapowiedziało, że zamierza reprezentować prawa ojca nienarodzonego dziecka. I zdarza nam się obserwować, jak mężczyźni nie wspierają swoich partnerek, które podjęły decyzję o aborcji. One często muszą przerywać ciążę w ukryciu przed nimi, nie mówią, że są w trakcie poronienia, symulują bolesną miesiączkę. Albo wyznają prawdę, ale później żyją w strachu, że w przypadku kłótni czy rozstania, ta informacja zostanie przeciwko nim wykorzystana.
Ruch proaborcyjny dąży więc też do przeprogramowania całego życia kobiety – wmawia jej, że potrzebuje ona aborcji oraz namawia do porzucenia partnera i rozbicia rodziny. Czy aborcjonistki chcą, aby każda kobieta prowadziła samotny (lub z psieckiem-substytutem) żywot z poczuciem winy do końca życia?
Bezczelność i obłuda
Możesz to zrobić, nie musisz czekać aż politycy ustalą prawo – zachęca Broniarczyk w debacie w „Gońcu”, nawołując tym samym do łamania prawa. Wszechobecne proaborcyjne przekazy medialne utrwalają fałszywy obraz zamachu na ludzkie życie przedstawiając go jako szlachetny postępek. Młode kobiety publicznie „chwalą się” dokonanym zabiegiem aborcji, i nie jest to dla nich powód do wstydu czy żalu. Aborcja trafia na sztandary feministek, a politycy szukają sposobu, by „spełnić oczekiwania kobiet”, czyli umożliwić im bezkarne zabijanie dzieci. Nawet osoby deklarujące przywiązanie do chrześcijańskich korzeni nie mają oporów by przyłożyć rękę do nieetycznej procedury in vitro lub głosują za dalszą dyskusją o projektach aborcyjnych tak jakby w ogóle można było je brać pod uwagę. Akty przemocy i wandalizmu wobec działaczy organizacji pro-life nie spotykają się z odpowiednią reakcją władz ani stosowną karą. W takiej atmosferze aktywistki proaborcyjne czują się pewnie, zachowują się bezczelnie i chwalą się tym, że złamały prawo, a państwo ich za to nie ukarało. Pro-liferom zaś lewicowe trolle przyklejają łatkę obskurantyzmu i „robiących to, co im ksiądz każe”.
Aktywiści pro-choice nie wahają się sięgać po maski religijności i korzystać ze wsparcia podmiotów mających w nazwie słowo „chrześcijański” lub nawet „katolicki”, co uważam za perfidną manipulację. Gdy aktywna w działaniach proaborcyjnych fundacja Federa funkcjonowała jako porozumienie kilku organizacji, wśród podmiotów ją tworzących znajdowały się: Liga Kobiet Polskich, Polskie Stowarzyszenia Feministyczne, Stowarzyszenia Pro Femina, Neutrum – Stowarzyszeni na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo oraz … Stowarzyszenie Dziewcząt i Kobiet Chrześcijańskich Polska YWCA!
Z zaskoczeniem przeczytałam, że „prawa reprodukcyjne” to jeden z głównych obszarów działania tego ruchu – na stronach organizacji-matki YWCA widnieje jasna deklaracja: Autonomia ciała i prawo do aborcji są podstawowymi prawami wszystkich osób. Współpracująca z proabrocyjną Federą YWCA Polska cieszy się poparciem Polskiej Rady Ekumenicznej dla swoich niektórych inicjatyw, a „kobiety-księża” dają twarz jednej z jej kampanii. To wszystkie dzieje się pod szyldem „chrześcijaństwa”.
Z kolei wśród podmiotów sponsorujących albo wspierających lub rekomendujących działania Aborcyjnego Dream Teamu widnieją ambasady Belgii, Francji, Holandii i Kanady, organizacje międzynarodowe takie jak ONZ czy Amnesty International oraz oczywiście organizacje feministyczne, a wśród nich organizacja o nazwie… Catholics for Choice. Jej szefowa Jamie L. Manson, napisała: Jako część większości katolików, którzy wiedzą, że dostęp do aborcji to wartość, stoimy dzisiaj w solidarności z aktywistkami ADT. Wierzymy, że osoby wybierające aborcję, robią to z czystym sumieniem. Katechizm naucza nas: We wszystkim co mówisz i czynisz jesteś zobligowana by podążać za tym, w co wierzysz, że jest sprawiedliwe i dobre. Wierzymy, że miłość do bliźnich i pomoc ludziom w potrzebie są filarami człowieczeństwa i nie mogą spotykać się z represjami i prześladowaniami.
Ta organizacja nie jest oczywiście afiliowana przy Kościele Katolickim ani w żaden sposób z nim związana, ponieważ po prostu stoi w kontrze do jego nauczania. Co więcej, uznawany za konserwatywnego Biskup Fabian Bruskewitz z Lincoln w Nebrasce wydał w marcu 1996 r. interdykt zakazujący katolikom w swojej diecezji członkostwa w Catholics for Choice. Biskup Bruskewitz stwierdził, że przynależność do tej grupy zagraża wierze katolickiej i najczęściej jest z nią całkowicie niezgodna. Członkowie diecezji otrzymali miesiąc od daty interdyktu na wycofanie się z uczestnictwa w organizacji pod groźbą automatycznej ekskomuniki. Ówczesne władze CFC uznały oczywiście tę decyzję za błędną i obstawały przy swoim przekonaniu, że działają w „dobrej wierze”.
Sprzeczność celów i działalności CFC z nauczaniem Kościoła Katolickiego jest ewidentna, mimo to, organizacja ta używa bezczelnie słowa „katolicy” sugerując publicznie, że ludzie tego wyznania w większości popierają aborcję. Może to prowadzić u niektórych wiernych do konfuzji i zagubienia w kwestiach duchowych, zatem faktycznie jest to zagrożenie dla wiary.
Cóż, przybieranie masek i mierna imitacja to znane sposoby działania złego. Jak trafnie zauważył biskup Napierała w homilii z 2008 r.: Wy, którzy propagujecie aborcję, którzy do niej nakłaniacie, a nawet na różne sposoby do niej zmuszacie, jesteście, owszem, bogaci; bogaci w rozmaite środki materialnego nacisku. Jednego wszakże wam brak. Brak wam prawdy. A ona jest tu najważniejsza. Ona decyduje o godności i randze cywilizacji. Ona jest kryterium postępu i nowoczesności. Żyjecie w kłamstwie i kłamstwem się posługujecie. Żyjecie w zaślepieniu. Czas się przebudzić i wyjść z niewoli tego, który jest ojcem kłamstwa i zabójcą od początku. Trzeba się nawrócić! Dla was też jest miłosierdzie, za was też umarł Chrystus. Trzeba się nawrócić!
Od początku konfliktu na Ukrainie, do wojska wcielono w tym kraju 1,5 miliona obywateli.“Planuje się powołanie do wojska kolejnych 160 tys. osób” – wskazał sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy Ołeksandr Łytwynenko. Nowa fala mobilizacji trafiła tym razem na zdecydowany opór społeczeństwa.
Ukraińcy masowo unikają poboru do wojska. Jak stwierdził Łytwynenko, dodatkowe 160 tys. żołnierzy nie doprowadzi do uzupełnienia skrwawionych jednostek do poziomu 100%, lecz 85%. Jego zdaniem to wystarczy do “trwałego zabezpieczenia zdolności obronnych Ukrainy”.
Pomimo wysiłków ukraińskich władz, armia mierzy się z problemem dotyczącym unikania mobilizacji przez mężczyzn w wieku poborowym. Na początku października Ukraińskie Państwowe Biuro Śledcze poinformowało, że skonfiskowało równowartość prawie pięciu milionów euro w gotówce. Pieniądze te zarobiła urzędniczka WKU, podejrzewana o udzielanie pomocy w ucieczkach przed mobilizacją.
Służby podały, że w mieszkaniu szefowej wojskowej komisji lekarskiej przy WKU obwodu chmielnickiego, odpowiedzialnej za ocenę przydatności mężczyzn do służby wojskowej oraz w jej biurze znaleziono dużą ilość gotówki w różnych walutach, a także biżuterię i inne cenne przedmioty. Kobieta trafiła do aresztu wraz ze swoim synem, który jest dyrektorem regionalnego oddziału państwowego funduszu emerytalnego.
Z kolei Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przekazała, że rozbiła 13-osobową grupę przestępczą w Charkowie na północnym wschodzie Ukrainy, która pomogła ponad 400 mężczyznom uniknąć mobilizacji na podstawie fałszywych dokumentów, potwierdzających niepełnosprawność. Do grupy tej należał szef miejskiej komisji lekarskiej i kilku jego podwładnych, którzy oferowali swoje usługi za “2-5 tys. dolarów” od osoby.
Opór wobec mobilizacji nasila się. W różnych miejscach kraju mają miejsce ataki na urzędników i żołnierzy, wysyłanych w teren, w celu porywania mężczyzn z ulic i sklepów. Płoną ich domy oraz samochody. Na domiar złego, w Kijowie, co kilka dni organizowane są pikiety antywojenne z udziałem kobiet. Władze centralne nie mają pomysłu, jak je spacyfikować.
NASZ KOMENTARZ [ magnapolonia ]: W kontekście mobilizacji kolejnych 160 tys. żołnierzy, którzy mają doprowadzić ukraiński jednostki zaledwie do stanu 85% etatów, warto przypomnieć, że niedawno Wołodymyr Zełenski stwierdził, iż od lutego 2022 roku w walkach zginęło jedynie ok. 20 tys. żołnierzy. Te liczby komentują się same.
A leading surgeon has warned that “extremely aggressive” cancers with a “different biology” are rapidly forming, spreading, and mutating into “never seen before” forms of the deadly disease in people who have been “vaccinated” for Covid.
Dr. James Royle is a colorectal and general surgeon who has been working as a consultant for the UK government’s National Health Service (NHS) for 9 years
Royle has spoken out to describe what he and his team have been witnessing among patients who received Covid mRNA injections.
“Cancers being observed are in all ages,” he revealed.
“It is my assertion, shared by many expert oncologists and clinical colleagues around the world, that the cancers we are seeing are extremely aggressive and they are of a different biology.”
However, Royle asserted that it’s not just cancers that are surging among the Covid-vaxxed.
“Post-vaccine boosters, I’ve observed what seem to be a lot of sudden deaths from necrotising pancreatitis,” he revealed.
Dr. Royle raised the alarm during a speech before attendees of a summit held in Stormont, Northern Ireland.
Members of The People’s Vaccine Inquiry (PVI) team travelled to Belfast to attend a meeting for Covid vaccine-injured and family members of those killed by mRNA injections in Stormont.
The event took place in Northern Ireland’s Parliament Building.
While in Belfast, the PVI team convened The Stone Summit in Stormont.
The Summit was named after Dr. Jackie Stone.
Stone was a brave doctor who suffered persecution for upholding her ethical principles.
She was persecuted by the authorities and unjustly stripped of her medical licence for questioning the Covid “vaccines.”
Stone used ivermectin to completely eliminate COVID-19 in Zimbabwe but was smeared as a “conspiracy theorist” and accused of “spreading disinformation” when she shared her findings.
This battle took a terrible toll on her and, tragically, she took her own life earlier this month.
Dr. Royle was one of the leading experts who gave a presentation at Stormont.
In the fourth session of The Stone Summit, Royle discussed the unusual cases of pulmonary thrombosis observed in colorectal cancer follow-up patients.
He explained the correlation between mRNA covid injections and an increase in cancer cases, and the alarming rise of aggressive multi-site cancer recurrences, particularly in younger patients.
Royle also addressed the challenges that doctors and surgeons face in voicing their concerns.
He revealed that, after the Covid shots were rolled out for public use, his “elective cancer mortality rate went from one death in my first five years as a consultant to six mortalities within 30 days – five non-covid, three of these sudden cardiac deaths.”
Royle blames the surge in deaths and disease on “The coerced, so-called vaccines.”
He admitted that was sceptical from the start of the vaccine rollout but said that health officials crossed the line when the injection was given to healthy children.
Royle revealed that he noticed diseases had begun to mutate and rapidly accelerate in patients who had been “vaccinated.”
“From about March 2021, I started noticing new patterns of disease suddenly frequently appearing that I had never seen before in my patients,” he said.
“The first pattern was [unusual] blood clotting.”
There was also a significant increase in incidents of a new type of pancreatitis in patients who didn’t appear to be that ill when they went to the doctor but their initial CT scan showed substantial pancreatic necrosis, areas where the pancreas had died.
“This is a new phenomenon,” Royle said.
“Post-vaccine boosters, I’ve observed what seem to be a lot of sudden deaths from necrotising pancreatitis in elderly patients,” he said.
There was also an increase in “nasty inflammatory or infective” emergency general surgery cases, he said.
“Such as gangrenous cholecystitis and gangrenous or perforated appendicitis, especially in middle-aged patients. This is unusual.”
There has also been a surge in appendix cancers, which were previously considered rare, Royle said.
In highly vaccinated countries, there has been an alarming spike in cancers since the rollout of the mRNA “vaccines”.
“These cancers have been termed colloquially ‘turbo cancers’,” Royle explains.
“Obviously this is not a scientific term but it seems to reflect the aggressive biological nature being observed by the public as well as clinicians.”
Despite corporate media publishing articles in an attempt to gaslight the increase in cancers, “there is a clear dramatic increase that occurred in 2021 shortly after the rollout [of the ‘vaccines’],” he said.
“Cancers being observed are in all ages,” he continued.
“It is my assertion, shared by many expert oncologists and clinical colleagues around the world, that the cancers we are seeing are extremely aggressive and they are of a different biology.
“I’ve noticed aggressive, widespread reoccurrences in previously successfully treated bowel cancer cases that I considered cured.
“Many metastases in these cases are unusual or atypical.”
“Middle-aged and elderly people are presenting with out-of-the-blue stage 4 colorectal cancer who are incurable and die within weeks or months,” he added.
“In many of these cases, the entire liver appears to be filled with large round tumour masses.
“It is horrific to see on a weekly basis in my MVT.
“In my experience, it is rare for colorectal cancer to be aggressive in the elderly,” the doctor noted.
“Usually, sporadic cancers that are diagnosed are still operable when they present.
“Elderly patients rarely present with stage 4 disease. And certainly not in the way I’ve started seeing.”
“Recently we’ve seen three patients presenting with synchronous cancers.
“That is two separate bowel cancers in different areas of the colon presenting at the same time.
“This was previously considered rare, less than 3 per cent.”
Many of his multidisciplinary teams which include surgeons, oncologists, pathologists, radiologists and specialist nurses have told him that they have noticed the sudden change in the patterns and dramatic increase in these aggressive and advanced cancers in the past two years.
Royle briefly explained some of the theories that are being discussed in an attempt to explain the increase in cancer cases.
But he was able to dismiss them all using simple facts or personal experience, except for one.
“There is a close temporal association of the increasing cancers and the rollout of the population-wide mRNA covid-19 genetic injections,” Royle said.
“The evident correlation fulfils the majority of the 9 Bradford-Hill epidemiological criteria for causation.”
“There are multiple plausible mechanisms that have been proposed by which cancer can be induced or potentiated, accelerated, by the mRNA gene injections including unacceptable high levels of bacterial plasmid contamination, the discovery of the SV40 tumour promoter, disruption of the p53 suppressor etc,” he added.
“More generally, the shots are clearly causing generalised immunosuppression.”
Royle explained in an earlier in his presentation that the suppression of the immune system is a risk factor for cancer.
He said has submitted over 20 reports to regulators regarding the issues since June 2021.
However, Royal says his warnings are being “ignored.”
“I could have submitted many more but it was becoming very apparent that the MHRA [Medicines and Healthcare products Regulatory Agency] was ignoring the data,” he explains.
“I’ve never been given any feedback on any analysis on my cases, or even acknowledgement except two or three cases where further clarifying information, that I had already provided, was requested.
“I was given no information back from the MHRA to indicate they were looking at Yellow Card data or analysing it,” he said.
“Despite this, the safety signal from both the MHRA and the VAERS system in the United States is unprecedented and undeniably obvious.”
“The data are clear that the COVID-19 vaccines are neither effective nor safe,” Royle concludes.
“My own personal observations are being increasingly backed up by other data around the world in research studies as well as expert opinion in other centers.
“I personally demand that these injections and any promotion of them be stopped with immediate effect.”
W cytowanej sentencji Rzym jest nazwą karczmy, w której Mefistofeles dopadł polskiego szlachcica, Jana Twardowskiego, aby zgodnie z podpisanym przez niego cyrografem zabrać mu duszę. Jednak i tym razem Twardowskiemu udało się zbiec. Zamiast w piekle wylądował ostatecznie na Księżycu.
Polski Faust, tak określano Twardowskiego, wedle najnowszych teorii był podobno Niemcem pracującym nad miksturą zmieniającą płeć. Od 2022 roku krąży w sieci teoria na temat jego związków z Ukrainą.
O co chodzi z Gruzją?
Granicząca z Rosją, Turcją, Armenią i Azerbejdżanem, Gruzja nie jest krajem europejskim. Wystarczy spojrzeć na mapę. Nie przeszkadza to jednak specjalistom od budowania społeczeństw otwartych pracować nad nową tożsamością Gruzinów. Efektem tego są „aspiracje”. Podobno znaczna część Gruzinów chce stracić niepodległość na rzecz Unii.
Po przegraniu wyborów nazywana proeuropejską gruzińska opozycja oskarżyła rządzące krajem „Gruzińskie Marzenie” o sfałszowanie wyborów parlamentarnych /TVN/
Co ciekawe, sam Duda rozmawiał z prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili, która wedle jego relacji powiedziała:
Ona uważa, że te wybory nie tyle zostały sfałszowane, co ich wynik został wypaczony. Nie powiedziała wyraźnie, że Władimir Putin mieszał w Gruzji – bo nie ma na to jednoznacznego dowodu – ale powiedzmy, że władze Rosji zdecydowanie popierają partię, która w tej chwili jest jeszcze cały czas partią rządzącą w Gruzji. Ma ona wsparcie Putina – dodał prezydent.
To wynik został sfałszowany czy nie, skoro sama prezydent Gruzji tego nie potwierdza.
Trochę inną narrację podało „Wpolityce”:
Zdaniem prezydenta Andrzeja Dudy ws. wyborów w Gruzji należy przeprowadzić międzynarodowe śledztwo. Nie ma specjalnych wątpliwości, że doszło do zafałszowania wyniku wyborów, nie wiadomo jednak, na jaką skalę – wskazał
– Będziemy rozważali podróż do Tbilisi, jeśli będzie to potrzebne. To dla mnie jasne – uważam to za mój obowiązek, jeśli przyjdzie taka sytuacja. – mówi Duda
Z kolei sekretarz stanu USA Antony Blinken w wydanym oświadczeniu przekazał, że Stany Zjednoczone “w przyszłości zachęcają przywódców politycznych Gruzji do poszanowania praworządności”
Kiedy w takim razie pojawia się stan ”zafałszowania”? Prawdopodobnie od momentu kiedy oświadczenie wygłasza sekretarz stanu USA.
Natrafiłem również na notatkę na „polsatnews.pl”:
Andrzej Duda został zapytany przez Bogdana Rymanowskiego, czy prezydent Gruzji wskazała w niedawnej rozmowie na wpływ Władimira Putina na sytuację w jej kraju. – Tego pani prezydent nie powiedziała wyraźnie, bo na to nie ma jednoznacznego dowodu, ale powiedzmy sobie, że w jakimś sensie siły prorosyjskie – powiedział prezydent. –Nie ma co się oszukiwać.
————————————————
Ja też uważam, że nie ma co się oszukiwać. Można się z tego pośmiać.
A w ogóle z Andrzejem Dudą to było tak…
Nie do końca wiadomo jaki ślad gazów cieplarnianych zostawia paląca się Chanuka i czego mógłby nawdychać się Andrzej Duda, ale fakty są nieubłagane. Pewnego razu, gdy wierząca w reinkarnację sekta Chabad Lubawicz wywołała odpowiednią atmosferę Andrzej Duda zmieniając się na twarzy wygłosił niespodziewanie pamiętne słowa:
– Tu jest polin!
– Andrzej, gdzie? – spytał zaniepokojony jeden dworzanin
– Tu! Tu jest polin! – podkreślił dobitnie prezydent
– Nie żartuj… tu..?
I tak to się zaczęło.
Nie dziwmy się więc temu, że Andrzej Duda pojedzie do Gruzji, próbując zapewne podkraść się aż pod samą granicę z Rosją.
Na koniec można zapytać: Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Polska?
Ordo Iuris: proaborcyjne wytyczne ministerstwa zdrowia nie obowiązują lekarz
(Fot. Pixabay)
Te wytyczne nie są żadnym prawem obowiązującym. One nie mogą narzucać lekarzowi postępowania w określonej sytuacji. Lekarza wiążą przepisy ustawowe, przepisy rozporządzeń, przepisy kodeksu etyki lekarskiej. Jest on także uprawniony do stosowania przepisów Konstytucji – czyli w tym również do sprzeciwu sumienia – powiedział o próbach zmuszania przez ministerstwo do przeprowadzania tak zwanych aborcji radca prawny Marek Puzio, koordynator programu instytutu Ordo Iuris „Chrońmy dzieci. Rodzina i małżeństwo”.
– Trybunał Konstytucyjny nie tylko w tym wyroku z 2020 roku jasno wypowiadał się, że polska Konstytucja stoi na straży życia od momentu jego poczęcia. Ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka w artykule 2 definiuje dziecko jako osobę od momentu poczęcia do osiągnięcia pełnoletności. Zatem z prawa, powszechnie obowiązującego również na gruncie ustawowym, jak i na konstytucyjnym, możemy wywieść taką definicję, że z człowiekiem mamy do czynienia już od momentu poczęcia – podkreślił prawnik na wstępie rozmowy prowadzonej we wtorek na antenie Radia Maryja.
Marek Puzio wspomniał o wyjątkach w polskim prawie odnoszącym się do ochrony życia. Po uchyleniu tak zwanej przesłanki eugenicznej w świetle przepisów „aborcja” dozwolona pozostaje w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia matki, a także w razie, kiedy „istnieje duże prawdopodobieństwo, że ciąża jest wynikiem czynu zabronionego”. – Natomiast ponieważ prawo stoi na straży ochrony tego życia, próbuje się w ostatnim czasie otwierać takie furtki, które tę ochronę życia osłabią – wskazał gość „Aktualności Dnia”.
– Jeżeli mielibyśmy pod przesłankę ochrony zdrowia matki jako dopuszczającą dokonanie aborcji, podciągnąć zdrowie psychiczne, to faktycznie sytuacja taka jest bardzo trudna do zweryfikowania. Więc otwieramy tutaj szeroko drzwi do dokonywania aborcji, która w pewnych sytuacjach – jeżeli te zaświadczenia będą nierzetelne – będzie de facto aborcją na życzenie – ostrzegł radca prawny.
Pod wytycznymi adresowanymi do placówek medycznych oraz lekarzy, a opublikowanymi na stronie rządowej brakuje podpisów konkretnych osób. Do instytutu Ordo Iuris docierają od lekarzy informacje wskazujące na to, że proaborcyjne dyspozycje trafiły do poszczególnych szpitali.
– Przede wszystkim należy zaznaczyć, że te wytyczne nie są żadnym prawem obowiązującym.
One nie mogą narzucać lekarzowi postępowania w określonej sytuacji. Lekarza wiążą przepisy ustawowe, przepisy rozporządzeń, przepisy kodeksu etyki lekarskiej. Jest on także uprawniony do stosowania przepisów Konstytucji – czyli w tym również do sprzeciwu sumienia. Wolność sumienia jako jedna z konstytucyjnych wolności człowieka podlega ochronie na tym najwyższym poziomie, na poziomie konstytucyjnym. Toteż wytyczne nie dotyczą bezpośrednio lekarzy, ile bardziej szpitali – podkreślił Marek Puzio.
Prawnik odniósł się do doniesień o otwarciu w Warszawie „przychodni aborcyjnej”.
– Otóż taka działalność jest zabroniona przez polskie prawo. Artykuł 152 Kodeksu Karnego penalizuje pomoc w dokonaniu aborcji w sytuacjach, które nie są dopuszczone ustawą – podkreślił.
– Za taką pomoc należy uznać również przekazywanie środków poronnych w ciężarnej kobiecie. Orzecznictwo wskazuje nawet na pomoc w dokonaniu aborcji za granicą. Tutaj tak daleko sięga ta ochrona życia poczętego, jeżeli chodzi o polskie prawo karne. Rewolucja ideologiczna wymierzona jest w wiele obszarów życia. Nie dziwi, że również w tę podstawową komórkę społeczeństwa, jaką jest małżeństwo, jaką jest rodzina – zaznaczył analityk Ordo Iuris.
W przypadku Halloween mamy już nie tylko do czynienia z promowaniem brzydoty, ale czegoś więcej – zła, przemocy, śmierci. Jeżeli zestawimy to z wrażliwością dziecka, które – jak powiedział Pan Jezus w Ewangeliach – szczególnie nosi w sobie to pierwotne piękno, czystość, i niejako jest najbliżej samego Pana Boga, to trudno o bardziej destrukcyjną „zabawę” niż Halloween – powiedział ksiądz Sławomir Kostrzewa w audycji PCh24.pl pt. „Kultywator”.
W programie red. Filipa Obary gościli tym razem: ksiądz Sławomir Kostrzewa z parafii pod wezwaniem Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych w Swarzędzu oraz Piotr Podlecki, działacz społeczny, obrońca dzieci nienarodzonych, katecheta, terapeuta uzależnień.
Pierwsze pytanie dotyczyło katolickiego nauczania, wypowiedzi duchownych na temat coraz bardziej popularnego i promowanego obyczaju określanego jako Halloween.
– Przede wszystkim trzeba tu powołać się na Katechizm Kościoła Katolickiego. W punkcie 2116 przypomina on nam, że należy odrzucić wszelkie formy wróżbiarstwa, odwoływanie się do szatana lub demonów, wywoływanie zmarłych, praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Dalej w tym samym punkcie czytamy: korzystanie z horoskopów, astrologii, chiromancji [wróżenia z dłoni – red.], wyjaśnianie przypowieści, panowanie nad czasem, nad historią, wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnienie zjednania sobie tajemnych mocy; i że te praktyki są sprzeczne z czcią i szacunkiem połączonym z miłującą bojaźnią, które należą się jedynie Bogu – cytował ksiądz Kostrzewa.
„Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”
Duchowny odniósł się do częstego dzisiaj bagatelizowania problemu, nawet przez osoby deklarujące się jako katolicy. Przymykają oni oczy między innymi na fakt odwoływania się podczas tej „zabawy” do postaci demonicznych. Niejednokrotnie zdarza się, że do szkół w ramach tej, niby niewinnej rozrywki, zapraszane są wróżki albo osoby „wywołujące” duchy osób zmarłych.
– Oczywiście, to jest zawsze grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu. Myślę, że właśnie dzięki temu i przez to Pan Bóg niejako pokazuje, że ta sprawa jest w jakiś sposób najważniejsza. Mówimy więc tutaj o jakimś wielkim niebezpieczeństwie. Jeżeli człowiek, który powinien w normalnym porządku zwracać uwagę na Pana Boga, przerzuci ją na jakieś tajemne siły, moce czy wprost – na złe duchy, szatana, dusze potępione – to wtedy czyni sobie olbrzymią szkodę – ostrzegał kapłan.
Ksiądz Kostrzewa przywołał myśli wypowiedziane przez papieża św. Jana Pawła II w 1987 roku we włoskiej Foggi.
„Ta walka z szatanem, którą wyraża postać świętego Michała Archanioła, jest aktualna także i dziś, ponieważ szatan nadal żyje i działa w świecie” – wskazywał Ojciec Święty.
– A więc już w pierwszym zdaniu mamy bardzo wyraźnie powiedziane, że szatan to nie jest postać z bajki; że mówimy tutaj o realnym bycie, który oddziałuje na nas, na każdego człowieka bez względu na to, czy to jest dziecko, czy człowiek dojrzały, czy człowiek wierzy w szatana, czy też w niego nie wierzy – dodał gość audycji „Kultywator”.
W kolejnych słowach cytowanego wystąpienia papież Polak podkreślił, że zło obecne w naszym świecie, a także dręczące człowieka zamęt i wewnętrzne rozdarcie, nie są tylko konsekwencją grzechu pierworodnego. Stanowią też efekt „nękających i ukrytych działań szatana, który zastawia pułapkę na równowagę moralną człowieka”
„Szatan to podstępny zwodziciel, wślizgujący się do naszego postępowania po to, by wprowadzać do nim różne dewiacje, zarówno szkodliwe, jak i pozornie zbieżne z naszymi instynktownymi aspiracjami” – uprzedzał wiernych Jan Paweł II.
– I to właśnie słowo: „dewiacje”. Od jakiegoś już czasu tak właśnie nazywam Halloween i pochodne tego „święta” – że to jest jakiś rodzaj dewiacji kulturowej. To jest coś, co w ogóle nie powinno mieć miejsca w społeczeństwie, czyli coś niezwykle szkodliwego, coś, co kultura nazywa świetną zabawą na dorosłych i dla dzieci, a tak naprawdę skutki tego są opłakane – mówił duchowny, zaznaczając, że wspomniane cytaty pokazują tylko jedną z wielu wypowiedzi hierarchów Kościoła w kwestii zagrożeń duchowych, takich jak udział w Halloween.
„Fajnie”, czyli bez refleksji
Piotr Podlecki poświęcił chwilę uwagi pochodzeniu tego pleniącego się – także nad Wisłą – zwyczaju. – Same korzenie są demoniczne, wywodzą się ze starożytnych obrzędów celtyckich, irlandzkich, później zostały przetransferowane do Stanów Zjednoczonych. Z czasem samo święto Halloween stało się takim – można powiedzieć – wydarzeniem narodowym Irlandczyków.I stąd to później emanowało na kulturę amerykańską w XIX wieku – opowiadał.
Jak zauważył, problem ma nie tylko duchowy wymiar. Jest bowiem „nakręcany” poprzez aspekt komercyjny. Coraz większa popularność tego niby-święta jest na rękę zarabiającym na nim cynicznym i „zaradnym” ludziom.
Piotr Podlecki był świadkiem zabaw, podczas których dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym poprzebierane były za diabły. Jak to zwykle bywa, mocno identyfikowały się ze swoimi „rolami”.
– Myślę, że to jest pierwszy podstawowy aspekt, o którym trzeba pamiętać, bo to wielu ludzi może otrzeźwić. Pamiętam, opowiadałem kiedyś uczniom, że jest taka promocja: do każdej paczki papierosów dodawana jest zapalniczka. Za darmo. Ale ta zapalniczka zwróci się właśnie przez to, że dużo osób wyjdzie w nałóg nikotynowy. Jakieś tam grosze wydawane na samą zapalniczkę, z której kupujący się cieszy. One są już dawno wkalkulowane w grube pieniądze, które będą z tego mieli producenci – opowiadał gość red. Filipa Obary. Gospodarz programu zwrócił uwagę, że rosnąca popularność Halloween w Polsce idzie w parze z laicyzacją i z coraz bardziej widocznym powierzchownym traktowaniem wiary. Przekłada się też na spłycanie stosunku do naprawdę istotnych dat w naszym kalendarzu.
– One [takie zabawy] pozostawiają bardzo konkretne ślady w naszej wierze, w naszych relacjach z Bogiem, w naszym pojmowaniu w ogóle istoty chrześcijaństwa. Zostawiają ślady tego rodzaju, że coraz bardziej wchodzimy właśnie w taki klimat, że teraz jest jakieś święto, a z tym świętem muszą być związane jakieś gadżety, jakaś zabawa. Ma być fajnie, kolorowo, śmiesznie itd. Zwróćmy uwagę przecież na to, jak przeżywaliśmy 1 listopada w przeszłości, przede wszystkim jak przeżywały to dzieci młodzi ludzie, a jak przeżywają teraz – zauważył ksiądz Kostrzewa. – Jak trudno jest namówić to najmłodsze pokolenie do tego zwyczajowego pójścia na cmentarz, zapalenia znicza, do podjęcia ośmiodniowej próby modlitwy za duszę w czyśćcu – podkreślił.
Ksiądz Sławomir Kostrzewa zwrócił uwagę, jak istotne jest przypominanie o właściwym znaczeniu obydwu dni odnoszących się do dusz naszych bliźnich – zarówno tych, którzy już cieszą się pełnią szczęścia w niebie, jak i przeżywających pełen cierpienia okres oczyszczenia.
– 1 listopada to jest czas, w którym mamy być przy naszych świętych patronach i cieszyć się wielką nowiną, dobrą nowiną, radością, że niebo jest otwarte dla każdego człowieka, który tylko chce tam się znaleźć; i że mamy tam wspaniałych orędowników – potężnych patronów, którzy za nas każdego dnia modlą się i wstawiają się, gdy tylko to prosimy, i to jest powód do świętowania, do radości – powiedział gość „Kultywatora”.
– Dopiero w ten kolejny dzień, 2 listopada nasze myśli wędrują w stronę dusz w czyśćcu cierpiących, a więc do tej przestrzeni bardzo smutnej jednak, przestrzeni niewyobrażalnego cierpienia, ale jednak cierpienia, które daje nadzieję na zbawienie – dodał.
Ta „zabawa” może mieć straszne konsekwencje
W dalszej części rozmowy Piotr Podlecki wskazał, że od połowy zeszłego wieku pojawiło się w kulturze zachodniej swego rodzaju tabu śmierci. Ludzie odzwyczajani są podchodzenia do niej na sposób chrześcijański, czyli w prawdzie o życiu wiecznym. W zamian „oswaja się” ją poprzez trywializowanie, ośmieszanie. Zamiast odpowiedniego przygotowania, następuje ucieczka przed nieuchronnym.
Elementem tego zjawiska jest kreowanie mody na brzydkie, „straszne” zabawki, gadżety.
– Jeżeli chodzi o Halloween, to już nie tylko mamy do czynienia z promowaniem brzydoty, ale czegoś więcej – zła, przemocy, śmierci. No i jeżeli zestawimy to z wrażliwością dziecka, które – jak powiedział Pan Jezus w Ewangeliach – jakoś szczególnie nosi w sobie to pierwotne piękno, czystość, niejako właśnie jest najbliżej samego Pana Boga, to trudno o bardziej destrukcyjną „zabawę” niż Halloween; bo jaka to jest zabawa, skoro dziecko wychodzi później z niej tak straszliwie pokiereszowane – zauważył ksiądz Sławomir Kostrzewa.
– I to po jakimś czasie niestety wydaje jakieś owoce. Nie, że od razu – bo większość rodziców mówi, tłumaczy się: „a moje dziecko było w szkole na Halloween, nic się nie dzieje, w niedzielę poszło normalnie do kościoła, normalnie chodzi na religię”. No, teraz nic się nie dzieje, ale za rok, za dwa, za pięć okaże się, że wcale nie jest tak kolorowo; że to nagle dziecko zaczyna mieć jakieś koszmary w nocy; że właśnie już nie chce chodzić do kościoła, nie przystępuje do sakramentów, gardzi modlitwą, czy agresywnie reaguje na jakieś przestrzenie bądź sprawy dotyczące sfery sacrum – ostrzegał.
Otwarcie na estetykę zła, śmierci, koszmarów, przekłada się – w przekonaniu kapłana – na problemy diagnozowane później jako depresje czy inne przypadłości skłaniające rodziców do wizyt z dziećmi u psychologów bądź psychiatrów. Ci zaś, nie są w stanie pacjentom pomóc, bo istota rzeczy tkwi w sferze duchowej.
Poważnym problemem w ocenie rozmówców, jest banalizowanie tego rodzaju zagrożeń nawet przez przedstawicieli Kościoła. W obawie przed odrzuceniem przez, na przykład środowisko szkolne czy parafialne, duchowni bądź świeccy ulegają społecznej presji na nowe, niebezpieczne mody.
– Znam pewną nauczycielkę, która jest regularnie wyrzucana z pracy – a pracuje głównie z małymi dziećmi, dlatego, że głośno wypowiada się przeciwko Halloween w szkołach – opowiadał Piotr Podlecki. – Miała już kilka takich przypadków, że robiono z niej „oszołoma”. Bo ona chodziła i tłumaczyła, nawet bez jakiejś nadmiernej przesady, że to jest złe, że to krzywdzi dzieci – dodał.
Spytany o rolę rodziców działacz społeczny i terapeuta powołał się na obecną w psychologii „zasadę walizki”: – Możesz dać dziecku tylko to, co sam masz. Jeśli włożysz do niej koszulę flanelową, to nie wyjmiesz maszyny do pisania. Nieszczęśliwa matka nie wychowa szczęśliwego dziecka. I to samo dotyczy wiary – mówił. – Żeby ratować dzieci to trzeba się samemu nieustannie nawracać, bo nie dasz czegoś, czego nie masz jako rodzic. A oczywiście trzeba się też za dzieci modlić, bo wiara to też jest łaska Boża – akcentował.
– Tak jak często wiele wysiłku rodzice wkładają w to, żeby ich dziecko na przykład było zdrowe, zdrowo się odżywiało, to z taką samą cierpliwością trzeba dziecku tłumaczyć, że tak jak to jedzenie materialne może zaszkodzić naszemu ciału i dlatego trzeba się odżywiać rozumnie, to też jest ta przestrzeń duchowa. I ona też domaga się właściwego pokarmu. My od strony duchowej nie możemy jeść byle czego, czyli oglądać jakiś filmów, książek, uczestniczyć w takich zabawach, które mogą zaszkodzić naszej duszy. A trudno byłoby znaleźć chyba bardziej szkodliwą niż właśnie to, co niesie ze sobą Halloween – ostrzegał kapłan.
Duchowemu rozwojowi nie sprzyja obecna w Kościele tendencja dążenia do przypodobania się ludziom za wszelką cenę, rzekomo w obawie przed utratą wiernych. – Mamy być dla ludzi otwarci, Kościół ma być taką przestrzenią bezstresową, ludzie mają się tam dobrze czuć. Są takie naciski na nas. Jeżeli jakiś ksiądz – przypuśćmy – będzie chciał wprowadzać w swojej parafii ten tradycyjny model, w którym mamy respekt dla sacrum; jeżeli ludziom się to nie będzie podobać, będą na przykład pisać do kurii, że proszą zmiany księdza proboszcza czy wikariusza, bo on jest taki smutny – opisywał.
– Młodzi jednak bardzo mocno przeżywają to co dzieje się u nich w rodzinach. Jeżeli na przykład są konflikty w rodzinie, rodzice się nie dogadują to wtedy młodzi uciekają w bardzo niebezpieczne, także duchowo przestrzenie. Ale jeżeli te rodziny są zdrowe – obecnością Boga i miłością kochających się ojca i matki – to wtedy dla tych dzieci jest jak najbardziej możliwa wizja Boga, który też ich kocha – podsumował ksiądz Sławomir Kostrzewa.
Niemieckie powitanie „Guten Morgen” wyświetlało się na warszawskich przystankach. Rafał Trzaskowski i jego rajd tramwajem po stolicy stał się obiektem pośmiewiska.
„Guten Morgen! Przystanki tramwajowe na warszawski Wilanów już ustawione po niemiecku. Szybko poszło. Panie prezydencie Trzaskowski, a będą segregować, czy można siadać, gdzie się chce?” – napisano. Dyskusja w mediach społecznościowych na ten temat zainspirowała TV Republikę do opublikowania artykułu pod tytułem „SZOK! 'Guten Morgen’ na przystanku w… Warszawie!”.
Guten morgen! Przystanki tramwajowe na warszawski Wilanów już ustawione po niemiecku. Szybko poszło. Panie prezydencie
@trzaskowski_ , a będą segregować, czy można siadać gdzie się chce?
Okazało się, że w ramach testów tablice na przystankach wyświetlały powitania również w języku angielskim, ukraińskim i rosyjskim.
„Sprawdzaliśmy kroje pisma i nowe funkcje: text-to-speech (do tej pory syntezator nie obsługiwał innych języków)” – wyjaśnił rzecznik prasowy Tramwajów Warszawskich Witold Urbanowicz.
Szanowny Panie, w ostatnich miesiącach mogłem niejednokrotnie informować o wyjątkowych wyzwaniach oraz licznych zwycięstwach, które mogliśmy odnosić jako wspólnota Darczyńców i ekspertów Instytutu Ordo Iuris. Dzisiaj jednak przychodzi mi napisać do Pana w sprawie trudnej, a nawet wstrząsającej.W całej sieci dzieł Instytutu Ordo Iuris jeden tylko projekt był wrażliwy na działania władz publicznych. To powołana przez naukowców z naszego środowiska uczelnia Collegium Intermarium. W ostatnich miesiącach rząd kolejno formułował wobec niej groźby i uruchamiał narzędzia nacisku oraz administracyjne prześladowania, które doprowadziły niemal do zniszczenia Uczelni. Dotąd nie mogłem pisać otwarcie o tej sprawie, bowiem nasza troska skupiona była w pierwszej kolejności na studentach Collegium Intermarium – wyjątkowych ludziach, którzy stali się ofiarami rządowej zawziętości. Gdy tylko zabezpieczyliśmy ich los, możemy przystąpić do otwartej i publicznej obrony przed zmasowaną agresja administracyjną. To, co spotyka Collegium Intermarium, spotkało w ciągu pierwszego roku wiele organizacji, ośrodków kultury, stowarzyszeń i fundacji. Wszyscy ci, którzy stali po stronie prawdy, wolności, życia i rodziny, a jednocześnie podlegali jakkolwiek administracyjnemu nadzorowi władzy, padli ofiarami tej samej techniki. Dziesiątki kontroli, wstrzymane finasowania projektów, a często bezprawne zatrzymania i przeszukania. Instytut Ordo Iuris, zachowując całkowitą niezależność od władz publicznych, nie stał się ofiarą podobnych prześladowań. Jednak od początku udzielał wsparcia każdej ofierze podobnych praktyk.Jedno jest pewne, nie pozostawimy Collegium Intermarium i jego misji bez pomocy. To czas, by wreszcie powstrzymać siłowe i bezprawne działania rządu.Proszę pozwolić, że poniżej przedstawię całe oświadczenie władz Collegium Intermarium. Z wyrazami szacunku
Jest taki zakątek – po wejściu do którego, im bardziej zagłębiasz się w jego wnętrzności, tym bardziej ogarnia cię uczucie przerażenia i konsternacji. Dla pewnej naiwnej części opinii publicznej – która przez minione lata była karmiona fałszywym obrazem owego obszaru jako bezpiecznego, gdzie nic złego się nie dzieje i gdzie króluje spokój i porządek tak zwanej cywilizacji północnoeuropejskiej – to miejsce (w opisywanym kontekście) jest prawdopodobnie najmniej spodziewane.
Tym miejscem jest Belgia i to właśnie w tym małym kraju liczącym zaledwie 10 milionów mieszkańców, który został utworzony jako państwo buforowe w XIX wieku, aby powstrzymać wszelkie ekspansjonistyczne zapędy Francji, miały miejsce jedne z najpotworniejszych aktów przemocy wobec dzieci. Tak naprawdę przeszłość dla ofiar wspomnianej sieci nigdy się nie skończyła, ponieważ wiele z nich do dziś cierpi skutki niewyobrażalnych nadużyć, których doświadczyły.
W owym belgijskim “muzeum” horroru funkcjonuje rozległa sieć pedofilska, do której należą najpotężniejsze postacie w kraju, w tym urzędnicy Unii Europejskiej i NATO, którzy pracują w stolicy Belgii, Brukseli, siedzibie Paktu Atlantyckiego i instytucji UE. Decyzja o umieszczeniu wszystkich najważniejszych mechanizmów tak zwanego porządku euroatlantyckiego w Brukseli nie wydaje się być podyktowana wyłącznie rzekomą chęcią wytypowania małego kraju, aby zapobiec niezadowoleniu ważniejszych krajów euroatlantyckich, takich jak Niemcy, Włochy czy Francja, ale faktem, że Belgia ma szczególne znaczenie dla międzynarodowych masonów oraz satanistycznych kręgów władzy globalistycznej.
Sprawa Marca Dutroux – belgijskiego potwora pedofila
W opisywanym “muzeum” horroru można znaleźć dosłownie wszystko, a także historię człowieka, który być może nie jest zbyt dobrze znany we Włoszech, ale który przez wiele lat był koszmarem wielu belgijskich rodzin, które nagle widziały, jak ich dzieci znikają, by jakiś czas później odebrać smutną wiadomość o ich śmierci.
Tym człowiekiem jest Marc Dutroux, belgijski elektryk, żonaty z Françoise Dubois, z którą rozstał się w roku 1983 po długiej historii znęcania się i przemocy nad nią.
Jednak Dutroux nie ogranicza swojej brutalnej i perwersyjnej natury wyłącznie w stosunku do żony. W jego czarnej duszy kryje się znacznie więcej i już w tamtych latach mężczyzna zaczął często odwiedzać pewne miejsca, takie jak kluby łyżwiarskie w Charleroi, gdzie zaczął nękać niektóre kobiety, które chodziły tam ze swoimi chłopakami; doszło nawet do tego, że elektryk został pobity przez chłopaka jednej z nich, Armanda de Beyna.
W roku 1985 Dutroux, wraz ze swoimi wspólnikami, takimi jak jego druga żona Michelle Martin, zaczął uprowadzać i gwałcić swoje ofiary, nastolatki i małe dziewczynki, a następnie odsprzedawać zrobione przez siebie zdjęcia różnym nabywcom-pedofilom, którzy w pewien sposób byli zleceniodawcami owych okropieństw.
Zaczęło się od uprowadzenia 11-letniej Sylvie D. a następnie 19-letniej Marii V. i 18-letniej Catherine B.. które zostały porwane przez gang Dutroux, którego niektórzy członkowie wciąż pozostają niezidentyfikowani przez belgijską policję, a następnie sfotografowane, sfilmowane nago, a nawet zgwałcone brzytwą przez potworów, którzy następnie przekazali materiał swoim mocodawcom.
Pedofilskie orki popełniły jednak kilka błędów, a jeden z nich, Petegham, ujawnił o sobie zbyt wiele porwanym dziewczynkom, które następnie przekazały policji elementy niezbędne do wyśledzenia tożsamości porywaczy i gwałcicieli, którzy ostatecznie trafili za kratki w roku 1989.
Najwyższy wyrok, 13 lat, otrzymał Dutroux i ta historia mogłaby się skończyć w tym momencie, jako że można by pomyśleć, że w każdym normalnym kraju pedofila i gwałciciela traktuje się z należytą surowością i rygorem oraz że odsiedzi on swój pełny wyrok, który prawdopodobnie w tym przypadku był zdecydowanie zbyt łagodny, biorąc pod uwagę zadane cierpienia.
Tak jednak nie jest w przypadku Marca Dutroux. Tak nie dzieje się w Belgii. Uruchomiony zostaje potężny mechanizm, który robi wszystko, aby wesprzeć belgijskiego pedofila i pomóc mu wydostać się z więzienia, w którym powinien pozostać przez długi czas.
Belgijski minister sprawiedliwości uwalnia Dutroux’a
Dutroux odsiedział w więzieniu zaledwie trzy lata, kiedy w roku 1992 – w niewytłumaczalny sposób – ówczesny minister sprawiedliwości, Melchior Wathelet, postanowił go uwolnić, pomimo faktu, że nie minął nawet półmetek jego wyroku i pomimo tego, że w odniesieniu do swoich przeszłych czynów nie okazał żadnych oznak skruchy https://en.wikipedia.org/wiki/Melchior_Wathelet.
Pedofil wciąż był dumny z tego, czym zajmował się w przeszłości. Czekał tylko na kogoś, kto da mu możliwość ponownego krzywdzenia niewinnych belgijskich dziewcząt i nastolatków, a tę możliwość dał mu belgijski minister sprawiedliwości, potwierdzając, że za Markiem Dutroux stał i nadal stoi nieujawniony krąg tajemnic i sieć ludzi posiadających ogromną władzę, którzy robią wszystko, by chronić swoich oddanych podwładnych, takich jak potwór Dutroux.
Były belgijski minister posiada taki właśnie profil wpływowej osoby, która jest nierozerwalnie związana zarówno z instytucjami belgijskimi, jak i unijnymi, ponieważ po tym jak wręczył niewiarygodny prezent Dutroux i innym pedofilom, których uwolnił, dokonał wielkiego skoku stając się w roku 1995 członkiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości; trybunału nieco kontrowersyjnego ze względu na swój charakter, Trybunału Sprawiedliwości, który jest bardzo kontrowersyjny ze względu na swoje orzeczenia bardzo przychylne lobby progresywnemu i na który ma wpływ osławiony potentat żydowskiego pochodzenia, George Soros, znany we Włoszech ze swoich spekulacji przeciwko lirze w roku 1992.
Dutrouxowi nie tylko udaje się odzyskać wolność, ale także zdobyć dotację państwową w wysokości około 1200 euro po przekonaniu lekarza, że ma problemy psychiczne i potrzebuje dotacji państwowej, aby móc żyć. Lekarz przepisał mu również tabletki nasenne, których Dutroux oczywiście nie używał na sobie, ale na swoich przyszłych ofiarach.
Myśl, która zawładnęła pedofilem była zawsze taka sama, także podczas jego uwięzienia. Wrócić do punktu, w którym przerwał swoją aktywność pod koniec lat 80-tych z powodu wypadku. Powrócić, by dołączyć do sieci pedofilskiej, która zleciła mu porwania i filmy z pornografią dziecięcą, które w niektórych przypadkach przekraczały już i tak przerażający próg gwałtu, by skończyć na morderstwie, w gatunku filmów zwanych w świecie pedofilskim „filmami snuff”, o których więcej zostanie powiedziane później.
Dutroux wolny: zaczynają się nowe porwania
Tym sposobem Dutroux nawiązuje kontakt z robotnikiem i lokatorem jednego ze swoich domów, Claude’em Thiraultem, drobnym przestępcą, któremu zleca zbudowanie kanalizacji pod jednym ze swoich nowych domów.
Ale nawet ten fakt nie zwrócił uwagi policji. Marc Dutroux był bezrobotny, jednak udało mu się wejść w posiadanie aż siedmiu domów, mimo że oficjalnie nie miał żadnych dochodów.
Oczywistym jest, że kiedy przychodziło do przyjrzenia się temu człowiekowi, władze miały rozkaz szukać gdzie indziej lub udawać, że nie widziały tego, co w rzeczywistości widziały.
Thirault zabiera się więc do pracy, by spełnić żądania pedofila, gdy widzi dwie dziewczynki spacerujące w pobliżu domu w ogrodzie.
Dutroux nie krępuje się i nie wydaje się mieć najmniejszych obaw przed ujawnieniem powodu ich obecności Thiraultowi, któremu mówi te oto słowa:
„Jeśli chcesz je porwać, płacisz 150 000 franków (4 000 euro). Chwytasz je od tyłu, podsuwasz im pod nos środek usypiający, wciągasz do samochodu, a następnie zamykasz drzwi”.
Wydaje się, że to przerażające wyznanie pedofila wzburzyło drobnego przestępcę, który decyduje się poinformować władze o prawdziwej działalności Dutrouxa.
Policja odwiedza więc w roku 1993 dom byłego skazańca, ogląda piwnicę, w której nie było wówczas żadnych dziewczynek ani nastolatków; po raz drugi wraca do domu w Marcinelle w czerwcu 1994 roku, ale nawet przy tej okazji najwyraźniej niczego nie znajduje, choć funkcjonariusze zdają się zdawać sobie sprawę, że prace zostały przerwane.
Zaledwie rok po wspomnianych wizytach, prawdopodobnie niezbyt dokładnych, ponieważ belgijska policja nie pomyślała ani razu o objęciu nadzorem człowieka, który w przeszłości dopuścił się straszliwych nadużyć i porwań nieletnich, dochodzi do przypadków, które wstrząsają całym krajem.
W czerwcu 1995 roku zniknęły dwie 8-letnie dziewczynki, Julie Lejeune i Melissa Russo, a zaledwie dwa miesiące później 17-letnia An Marchal i 19-letnia Eefje Lambrecks.
Gdy tylko to się stało, robotnik, którego Dutroux poprosił o zbudowanie odpływów wody pod jego domami, ponownie udaje się na policję, aby przekonać ich do przeszukania domów pedofila, ale władze, zamiast kontynuować trop, który był już wystarczająco rażący dwa lata wcześniej, praktycznie mówią Thiraultowi, że ciężar dowodu spoczywa na nim i że to on powinien dostarczyć policji więcej elementów.
Belgijska żandarmeria ratuje pedofila
Jak się okazało później, policja nie potrzebowała Thiraulta, by dotrzeć do prawdy.
Wiedziała już wszystko w roku 1995, kiedy oficer Rene Michaux z sekcji dochodzeniowej belgijskiej żandarmerii, Brigade de Surveillance et de Recherche, otrzymał już na swoje biurko wszystkie informacje potrzebne do namierzenia Dutroux i jego wspólników.
Michaux był szefem operacji śledczej o nazwie „Operacja Othello”, która objęła nadzorem dom osławionego pedofila w Marcinelle, ale mimo to kamery w tajemniczy sposób nie uchwyciły momentu, w którym w sierpniu 1995 roku, Dutroux przywiózł do tego domu swoje dwie ofiary, An Marchal i Eefje Lambrecks, podobnie jak w tajemniczy sposób nie uchwyciły próby ucieczki Eefje.
Nie jest to pierwszy raz, gdy technologia, która jest tak wychwalana przez agencje wywiadowcze i organy ścigania, wydaje się nie sprawdzać, jeśli chodzi o śledzenie tropów śledczych, które mogą zaszkodzić interesom potężnych pierścieni pedofilskich i masońskich, ale z drugiej strony kamery funkcjonują bardzo dobrze, jeśli chodzi o filmowanie zwykłych obywateli na ulicach, jak ma to miejsce w wielu europejskich miastach, w tym w samej Brukseli.
Michaux nie tylko nie zauważył tego, co kamery powinny były zarejestrować, ale także zignorował wszystkie inne ważne wskazówki przedstawione mu przez matkę Dutroux, która wiedziała o przestępczym zachowaniu swojego syna i chciała współpracować z policją, a także przez innego policjanta, Christiana Dubois, który pokazał swojemu koledze dowody dotyczące innego wspólnika pedofila, Michela Nihoula, belgijskiego biznesmena, o którym więcej powiemy wkrótce.
Powyższe dowody i poszlaki byłyby więcej niż wystarczające dla każdego poważnego i uczciwego funkcjonariusza policji, aby przystąpić do aresztowania podejrzanego, ale nie dla Michaux, który ewidentnie pozwolił nawet, aby dymiący pistolet wymknął się mu, gdy sam udał się do wspomnianego domu w Marcinelle, jako że w międzyczasie w 1995 roku Dutroux został aresztowany za kradzież samochodu.
W domu tym, funkcjonariusz żandarmerii belgijskiej słyszy krzyki dwóch małych dziewczynek, Julie i Melissy, ale nie próbuje mu nawet odpowiedzieć na nie, a nawet ignoruje krem dopochwowy znaleziony w piwnicy wraz ze wziernikiem, łańcuchami i filmem wideo na temat zaginionych małych dziewczynek, które później umrą z głodu w owym przerażającym pomieszczeniu, a jedna z nich, An Marchal, zostanie nawet przez przestępcę pochowana żywcem.
Rozwiązanie sprawy trafiło prosto w ramiona Michauxa, który najwyraźniej nie chciał go zaakceptować i zamknąć sprawy.
Uznanie tego za zwykłą niekompetencję byłoby absurdem, ponieważ w tej sprawie zawsze było oczywiste, że za Dutroux stały znacznie potężniejsze kręgi, które miały wszelki interes w tym, aby pozwolić mu działać bez przeszkód.
I tak się stanie również w tym przypadku, jak to już miało miejsce w roku 1992, kiedy to minister sprawiedliwości wypuścił go na wolność.
Ork został ponownie zwolniony z więzienia w marcu 1996 roku z „powodów humanitarnych”, ponieważ jego druga żona spodziewała się dziecka, co jednak z pewnością nie było jego troską.
Jego celem był powrót do “pracy” i porwanie dwóch kolejnych 12-letnich dziewczynek, Sabine Dardenne i Laetitii Delhez, ale tym razem potwór został aresztowany w sierpniu 1996 r. przez dwóch śledczych Jean-Marca Connerotte’a i Michela Bourleta, którzy zostali zablokowani już kilka lat wcześniej podczas śledztwa w sprawie zabójstwa socjalistycznego polityka André Coolsa.
Niestety i w tym przypadku rezultat nie był inny. Connerotte został odsunięty od śledztwa tylko dlatego, że uczestniczył w kolacji charytatywnej na rzecz ofiar Marca Dutroux.
Machina, która chroniła pedofila przez wszystkie poprzednie lata, zwolniła sędziego ze stanowiska pod tym wątpliwym pretekstem, co sprawiło, że Belgia rozgorzała.
300 000 ludzi wyszło na ulice w tak zwanym wówczas „białym marszu”, masowej demonstracji protestacyjnej Belgów, którzy domagali się prawdy i sprawiedliwości dla ofiar siatki pedofilskiej, która dotarła do najwyższych szczebli administracji kraju.
Świadkowie nadużyć pedofilskich mówią o najpotężniejszych osobistościach w Belgii i Europie
Wszystkie ofiary molestowania, które nie znalazły sprawiedliwości w poprzednich latach, zgłosiły, że zostały zgwałcone przez bardzo wpływowych mężczyzn, ale w instytucjach, które miały rzucić światło na czyny owych pedofilów, byli ludzie tacy jak Michaux, którzy zadbali o to, aby je ukryć.
Zgłosiły się więc ponownie i początkowo świadkowie zostali zidentyfikowani jako X1, X2, X3 itd.
X1 to Regina Louf – pierwszy świadek ujawnia, że jako dziecko została sprzedana przez swoich rodziców; doświadczała nadużyć dopóki w roku 1988 nie wyszła za mąż za chłopaka, dzięki któremu udało jej się wyjść z koszmaru żywą i uniknąć śmierci podczas realizacji tzw. filmów snuff, o których wspomnieliśmy wcześniej.
X2 jest policjantką, która była wykorzystywana od dziecka, a która została również oddana potężnemu członkowi Rotary, paramasońskiego stowarzyszenia wspomnianego w innym miejscu. X2 doskonale wiedziała, że śledztwo będzie sabotowane przez władze i z tego powodu opuściła sesję zeznań.
Każda z ofiar miała wspólną historię nadużyć pedofilskich w rodzinie i każda z nich była zabierana od najmłodszych lat na satanistyczne imprezy i przyjęcia, na których dochodziło nie tylko do gwałtów na chłopcach i dziewczynkach, ale także do tortur i faktycznych morderstw.
Otwiera to drzwi do wspomnianych wcześniej filmów snuff. Są to filmy, w których ludzie, mężczyźni, kobiety i dzieci są zabijani naprawdę, aby zadowolić perwersyjnych sadystów, którzy kupują te filmy.
Wydaje się, że w Belgii istnieje bardzo dobrze prosperujący rynek w tym zakresie, na który zwrócił uwagę Jean-Pierre Van Rossem, swego rodzaju guru finansów, który był już zaangażowany w nielegalną działalność, ale wydawało się, że chce ujawnić prawdę o tym handlu.
Van Rossem zaczął krążyć po sex shopach w Belgii i Holandii w poszukiwaniu tych zakazanych filmów, aż natknął się na dwa, w Hulst i Putte, w których nie tylko dostarczono mu dziecięcą pornografię na żądanie, ale także film, w którym dziewczyna była brutalnie torturowana i zamordowana w zamian za 5000 euro dla jej porywaczy.
To właśnie jest górne piętro siatki pedofilskiej, które zostało zdemaskowane przez Reginę Louf i innych świadków.
Ofiary rozpoznały swoich oprawców, wśród których były wysoko postawione osobistości belgijskiego i europejskiego społeczeństwa.
Były belgijski parlamentarzysta Laurent Louis opublikował na swojej stronie internetowej długą listę osób uwikłanych w sprawę Dutroux i rozpoznanych przez ich ofiary.
Wśród nich znaleźli się Albert II, były król Belgii, książę Aleksander, syn króla Leopolda III, Michael Aquino, amerykański oficer z Pentagonu zajmujący ważne stanowiska w NATO i były założyciel satanistycznej sekty “Świątynia Seta”, komisarz policji Philippe Beneux, sędzia Vincent Baert, wspomniany wcześniej socjalistyczny polityk André Cools, kardynał Danneels, o którym już wiadomo, że był częścią niesławnej mafii z St Gallen, która wspierała wybór Bergoglia, oraz Herman Van Rompuy, były premier Belgii i przewodniczący Rady Europejskiej. http://web.archive.org/web/20120416133726/http:/www.laurent-louis.be/blog
Są to jedni z najpotężniejszych ludzi w Belgii i Europie. Sprawa Dutrouxa to nic innego jak nić pedofilii Ariadny, która, jeśli podążać za nią do końca, prowadzi do prawdziwych możnych rządzących tym światem.
Marc Dutroux jest zwykłym wyrobnikiem, a cały belgijski aparat śledczy działał, aby zapobiec ujawnieniu prawdy o tym, kto pociągał za jego sznurki i kto stał za tym “muzeum” horrorów gwałtów na dzieciach, morderstw i aktów bestialstwa, tj. seksu ze zwierzętami, które ofiary tego zdeprawowanego sadystycznego kręgu musiały znosić.
Nic dziwnego, że belgijskie władze nigdy tak naprawdę nie chciały ujawnić zleceniodawców Dutroux, który obecnie odsiaduje wyrok dożywocia w Belgii. Nie zrobiły tego, ponieważ byłoby to jak harakiri. Cały domek z kart zawaliłby się.
Podsumowując, można zauważyć, że ta potężna sieć pedofilska jest niczym innym jak filarem skorumpowanych liberalnych demokracji oraz masońskiego Nowego Porządku Świata.
Podczas poszukiwań Lejeune i Russo, policja dwukrotnie odwiedziła dom Dutroux, w którym przetrzymywane były Lejeune i Russo, w dniach 13 i 19 grudnia 1995 r., nie znajdując ich[3]. W trakcie przeszukań, podczas przeszukiwania piwnicy, słyszano głosy dziewcząt, ale policja nie podjęła dalszych działań w celu znalezienia źródła głosów[3]. Detektywi zgodzili się z twierdzeniem Dutroux, że trwająca w jego domu budowa miała na celu stworzenie nowego systemu odwadniającego, a nie nowych cel, które tworzył.[40] Kilka kaset wideo znalezionych podczas przeszukania nigdy nie zostało obejrzanych[41].[Niektóre z nich pokazywały Dutroux budującego loch, w którym przetrzymywani byli Lejeune i Russo[3]. Michel Bourlet, który został mianowany głównym śledczym, powiedział, że niektóre z kaset wideo zniknęły i że chciałby je wszystkie odzyskać i przejrzeć[41]. Oficer prowadzący przeszukanie został później awansowany[41].
W październiku 1996 r. sędzia Jean-Marc Connerotte został odsunięty od śledztwa przez Sąd Najwyższy z powodu obaw o jego bezstronność po tym, jak wziął udział w kolacji zbierającej fundusze dla rodzin ofiar[42]. Inny sędzia, Jean-Claude Van Espen, podał się do dymisji po tym, jak wyszły na jaw jego bliskie relacje z Michelem Nihoulem[3]. 23 kwietnia 1998 r.[22] Dutroux mógł zapoznać się z aktami swojej sprawy. Towarzyszyło mu dwóch funkcjonariuszy policji. Kiedy jeden z funkcjonariuszy udał się na przerwę, Dutroux obezwładnił drugiego i był w stanie uciec. Został schwytany kilka godzin później.[43] W rezultacie minister sprawiedliwości Stefaan De Clerck, minister spraw wewnętrznych Johan Vande Lanotte i komendant policji podali się do dymisji.
W lochu, w którym przetrzymywano dwie dziewczynki, znaleziono niezliczoną ilość włosów. Sędzia Langlois odmówił zbadania ich pod kątem DNA, mimo że główny śledczy policji, Michel Bourlet, błagał go o ich analizę, aby dowiedzieć się, czy w sprawę zaangażowanych było więcej osób poza Dutroux[3].[Prokurator generalny w tej sprawie, Anne Thily, powiedziała dziennikarce śledczej Olence Frenkiel, że wszystkie włosy zostały przetestowane, choć Frenkiel twierdziła, że słyszała ze źródeł, które twierdziły inaczej, pisząc: “Jak tak wysoka rangą osoba może tak bezczelnie kłamać?”[3] Co najmniej siedmiu członków organów ścigania zostało aresztowanych pod zarzutem powiązań z Markiem Dutroux. Jednym z nich był Georges Zico, detektyw policyjny uważany za współpracownika Dutroux[44]. Według prokuratora Michela Bourleta, Zico został oskarżony o kradzież ciężarówki, fałszowanie dokumentów i oszustwa ubezpieczeniowe[44]. Ostatecznie kilka rodzin ofiar zbojkotowało oficjalny proces, stwierdzając, że był to cyrk i nie było żadnych postępów w sprawie od czasu usunięcia sędziego Connerotte[45].
Próby uzyskania dostępu do Dutroux Dossier z WikiLeaks zablokowane w Belgii
W 2009 roku WikiLeaks opublikowało Dutroux Dossier. Belgijskie władze próbowały doprowadzić do jego usunięcia. Prokurator generalny Liege, Cedric Visart de Bocarme, powiedział: “Jest tu trochę prawdziwych, trochę fałszywych, trochę bardzo rozbieżnych informacji, dotyczących niektórych osób, które nie zrobiły nic złego, które zostały po prostu wspomniane w dochodzeniu i tym samym narażone na publiczną pogardę, podczas gdy cały ten materiał powinien pozostać utajniony”[48].
Michel Nihoul był biznesmenem znanym z częstego uczestnictwa w imprezach erotycznych. Został oskarżony o bycie mózgiem operacji porywania i wykorzystywania dzieci wokół Dutroux.[3] Adwokat Nihoula w sprawie, Frederic Clement de Clety, zaprzeczył wszystkim zarzutom postawionym Nihoulowi przez Dutroux i nazwał go “kłamcą i manipulatorem”.[63] Kiedy dziennikarka śledcza Olenka Frenkiel spotkała Nihoula w Brukseli, podobno przywitał ją słowami “Jestem potworem Belgii”. Powiedział jej, że jest pewien, że nigdy nie będzie ścigany. Podczas spotkania chwycił ją, łaskotał i przyciągnął do siebie tak, że wezwała swoich kolegów, aby pomogli jej się od niego uwolnić. Frenkiel pracowała nad filmem dokumentalnym o tej sprawie dla BBC.[3] W 2004 r. pod koniec procesu w sprawie Dutroux został uwolniony od wszystkich zarzutów uprowadzenia dziecka.[81] W maju 2010 r. belgijska prokuratura wycofała wszystkie zarzuty przeciwko Nihoulowi dotyczące udziału w pedofilskim kręgu z powodu braku jakichkolwiek namacalnych dowodów.[82]
Ponad 20 potencjalnych świadków w sprawie zginęło w tajemniczych okolicznościach[83]. (lista i okoliczności śmierci podane w Wikipedii)
Inne zgony osób powiązanych ze sprawą (lista i okoliczności śmierci podane w Wikipedii)
Zarzuty szerszego zaangażowania
Przekonanie o istnieniu sieci pedofilskiej, która obejmowała wysokich rangą członków belgijskiego establishmentu i spisek mający na celu jej ukrycie, stała się powszechna w Belgii[43]. Doniesienia prasowe twierdziły, że przed jego usunięciem Connerotte był bliski publicznego ujawnienia nazwisk wysokich rangą urzędników państwowych, którzy zostali rozpoznani na taśmach wideo[50].[50] Connerotte powiedział, że biznesmen Michel Nihoul był mózgiem operacji porywania dzieci i zeznałby w procesie, że istniały morderstwa na wysokim szczeblu mające na celu powstrzymanie jego śledztwa. 45][3] Śledczy uważali również, że Dutroux i Nihoul planowali długodystansową sieć handlu prostytucją obejmującą samochody i import dziewcząt ze Słowacji, choć nigdy nie odkryto na to żadnych dowodów. 99][77]
Dutroux i jego koledzy oskarżeni poparli narrację spiskową. Michel Lelièvre, wspólnik Marca Dutroux, powiedział, że dwie dziewczynki, Lejeune i Russo, zostały porwane na zlecenie osoby trzeciej[3]. Jednak podczas aresztowania Lelièvre przestał współpracować z władzami[3]. Powiedział policji, że grożono mu i nie może ryzykować, że powie coś więcej[99]. Adwokat Dutroux, Xavier Magnee, powiedział podczas procesu: “Mówię nie tylko jako prawnik, ale także jako obywatel i ojciec. On nie był jedynym diabłem. Spośród 6000 próbek włosów znalezionych w piwnicy, w której przetrzymywano niektóre ofiary, odkryto 25 “nieznanych” profili DNA. W piwnicy znajdowały się osoby, które nie są obecnie oskarżone”. Prokuratura nigdy nie próbowała dopasować tych profili DNA do osób zamieszanych w sprawę[100].
Skupiono się również na bogactwie materialnym Dutroux, który posiadał dziesięć domów. Jego łączna wartość wynosiła 6 milionów franków belgijskich (130 000 USD).[101] Podczas gdy posiadał cały ten majątek, otrzymywał również pomoc publiczną w wysokości 1200 USD miesięcznie. Dokumenty ujawnione przez WikiLeaks pokazują, że duże sumy pieniędzy w różnych walutach wpływały na konto bankowe Michelle Martin i twierdziły, że były powiązane w czasie ze zniknięciami uprowadzonych dziewczynek[14]. Zarówno przelewy, jak i wartość sześciu nieruchomości, które posiadał Dutroux, sugerowały śledczym, że był on finansowany przez większy pierścień pedofilski i prostytucyjny[101.
Inni świadkowie X opowiadali o przypadkach, w których dzieci były ścigane przez las z dobermanami lub opowiadali o spotkaniach, które obejmowały orgie seksualne z nieletnimi, tortury i morderstwa z udziałem sekretarza generalnego NATO[101].
Dziennikarka Olenka Frenkiel twierdzi, że ponad 20 potencjalnych świadków w sprawie zginęło w tajemniczych okolicznościach. Jako przykład Frenkiel podaje Bruno Tagliaferro, który został znaleziony martwy po tym, jak twierdził, że posiadał wiedzę na temat pojazdu uprowadzonego przez Dutroux. Chociaż przyczyną śmierci Tagliaferro był atak serca, amerykańscy analitycy ustalili później, że został otruty. Artykuł Frenkiel twierdzi, że żona Tagliaferro, Fabienne Jaupart, która była zdeterminowana, by znaleźć zabójcę swojego męża, również została znaleziona martwa po tym, jak jej materac został podpalony[83]. https://en.wikipedia.org/wiki/Marc_Dutroux