Aaale dupa [pokazuje]… Nowa asystentka premiera Tuska. Uzupełnienia.

Nowa asystentka premiera Tuska. Atrakcyjna Kristina prosto z Ukrainy [FOTO]

24.07.2024

Kristina Voronovska
Kristina Voronovska fot. IG

Internet się zagotował na temat asystentki społecznej posła/premiera Donalda Tuska. 35-letnia Kristina Voronovska pochodzi z Ukrainy, ma podobno znakomite kwalifikacje i wyjątkowo lubi odwiedzać Sopot.

– Wiedzieliście, że D.Tusk zgłosił w Sejmie, że ma 2 asystentki? Jedną z nich jest Kristina Voronovska określająca się na IG jako #ukrainiangirl. Panie Premierze, czy częste wizyty Kristiny w Sopocie uwieczniane na IG pomogły w skutecznym aplikowaniu na to stanowisko? – pyta jeden z ciekawskich internautów.

Nie uwierzylibyśmy w tę historię, gdyby nie fakt zatrudnienia Kristiny potwierdzony przez oficjalną stronę sejmu RP:

[obrazki w oryginale. Nie chce mi się kopiować. MD]

======================

mail:

W ostatnich godzinach w mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja na temat „kapłanki miłości” Kristiny Voronovskiej, jednej z asystentek społecznych premiera Donalda Tuska. Ukrainka, dotychczas związana z branżą beauty, publikowała w mediach społecznościowych wiele zdjęć obrazujących jej codzienne życie. Jednak jej historia jest dość niejasna, co wywołało liczne pytania i spekulacje.

POLECAMY: „Kapłanka miłości” Kristina prosto z Ukrainy to nowa asystentka Tuska

Pochodzenie i powiązania rodzinne

Kristina Voronovska urodziła się w 1989 roku w Międzyrzeczu, niedaleko ówczesnej bazy wojskowej Armii Radzieckiej w Kęszycy Leśnej. To wzbudziło zainteresowanie dziennikarzy, którzy próbują ustalić, czym zajmowali się jej rodzice w tamtym okresie i czy ma to jakiekolwiek znaczenie dla jej obecnej pozycji. Media społecznościowe zalały spekulacje dotyczące jej pochodzenia i powiązań rodzinnych, co dodatkowo podsyciło zainteresowanie opinii publicznej.

Weryfikacja przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego

Jednym z najczęściej zadawanych pytań jest to, czy Kristina Voronovska przeszła weryfikację przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). Tego rodzaju weryfikacja jest standardową procedurą w przypadku osób mających dostęp do istotnych informacji rządowych. Brak potwierdzenia tej informacji budzi obawy i spekulacje na temat potencjalnych zagrożeń związanych z jej działalnością na stanowisku asystentki premiera.

Zmiana nazwiska

Kolejnym elementem, który budzi zainteresowanie, jest fakt, że Kristina Voronovska wcześniej posługiwała się nazwiskiem Potopalska. Taka zmiana nazwiska jest rzadko spotykana bez istotnego powodu i może być związana z próbą zatarcia pewnych elementów przeszłości. Niektóre media i komentatorzy spekulują, że może to mieć związek z jej działalnością zawodową lub osobistą, choć brakuje na to jednoznacznych dowodów.

Powiązania z decyzjami politycznymi

Nie mniej istotne są sugestie dotyczące możliwego wpływu Voronovskiej na decyzje polityczne. Szczególne zainteresowanie wzbudziła niedawna decyzja o obniżeniu stawki VAT dla branży beauty. Część komentatorów sugeruje, że Voronovska mogła mieć w tej sprawie wpływ, biorąc pod uwagę jej wcześniejszą działalność w tej branży. 

Szereg trudnych pytań w mediach społecznościowych zadaje także Szczepan Janus, który podkreśla, że Ukrainka, jako asystentka Tuska, otrzymuje legitymację sejmową, upoważniającą do wchodzenia do Sejmu.

1. Jaką ścieżką ukraińska kosmetyczka zostaje asystentką premiera? Jak się poznali? Kto ją wprowadził? Jaka była motywacja jej i jaka premiera?
2. Asystentka to praca organizacyjna, jakie kompetencje ma do tego kosmetyczka, ze specjalizacją depilacja brwi?
3. Pani Asystentka, oceniając po instagramie, prowadzi dosyć kosztowne życie. Jaki interes ma w tym, aby pełnić nieodpłatną pracę społecznej asystentki? Z czego się utrzymuje?
4. Pani Asystentka nie istnieje w internecie poza obecnością w salonie kosmetycznym oraz profilami na instagramie i rosyjskim odpowiedniku. Mając 35 lat to spore osiągnięcie.
5. Czy społeczni asystenci posłów są weryfikowani przez ABW?
6. Czy premier powinien mieć asystentkę który jest obywatelem obcego kraju?
7. Czy premier powinien mieć asystentkę legitymującą się paszportem kraju z którego pochodzi 80% zatrzymanych w Polsce rosyjskich szpiegów?
8. Jak wiąże się dziwaczne priorytetyzowanie ulgi dla branży beauty z tym, że asystentką premiera zostaje członkini tej grupy/fundacji?

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

,,Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy, albo będzie Ukraina, lechicka krew po kolana, Polaków w pień wyciąć.” – Roman Szuchewycz. Uroczystości w 117 rocznicę urodzin.

Jacek Boki 25 lipca 2024 kresywekrwi/na-ukrainie-oddano-powszechny-hold

[Bogata dokumentacja fotograficzna w oryginale. Nie mam sił, by każde zdjęcie osobno redagować. M. Dakowski]

Na Ukrainie oddano powszechny hołd zwyrodniałemu katowi Polaków, dowódcy bandyckiej UPA Romanowi Szuchewyczowi, w 117 rocznicę jego urodzin.

,,Śmierć jednego Lacha to metr wolnej Ukrainy, albo będzie Ukraina, lechicka krew po kolana, Polaków w pień wyciąć.” – Roman Szuchewycz, hołowny komandyr band UPA, zwyrodniały morderca Polaków, najwierniejszy obok Bandery kolaborant Adolfa Hitlera, bohater obecnej Ukrainy.

 

Obchody 117 rocznicy urodzin zwyrodniałego mordercy i kata Polaków na Kresach – Romana Szuchewycza w Iwano – Frankowsku, dawnym polskim Stanisławowie

Dokonałem wczoraj przekładu obszernych fragmentów ośmiu, spośród całej masy różnych artykułów, opublikowanych na portalach wszystkich ukraińskich mediów, zarówno tych samorządowych oraz rządowych, poświęconych hucznym obchodom, w dniach 27 – 30 czerwca 2024 roku, na całej Ukrainie – 117 rocznicy urodzin zwyrodniałego mordercy Polaków na Kresach, dowódcy UPA Romana Szuchewycza. Wszystkie artykuły o tym ogólnonarodowym, trwającym cztery dni wydarzeniu, są bogato zilustrowane wieloma zdjęciami, wykonanymi w czasie trwania tych rocznicowych obchodów, zorganizowanych w hołdzie temu kolaborantowi III Rzeszy i zbrodniarzowi wojennemu, z udziałem władz samorządowych, wszystkich miast i miejscowości całego kraju, przedstawicieli kultury, wykładowców akademickich i szkolnych oraz dawnych, żyjących jeszcze weteranów, rizunów UPA.

 Jednocześnie, kiedy w Polsce odsłonięto i poświęcono w końcu, po dziesiątkach lat oczekiwań w Domostawie na Podkarpaciu, przepiękny pomnik Rzezi Wołyńskiej, Śp. już dziś mistrza Andrzeja Pityńskiego, który niestety nie doczekał osobiście tej pięknej chwili, tego samego jeszcze dnia, wszystkie polskojęzyczne alfonsy i prostytutki, jak na komendę, niczym hieny rządne krwi, zawyły z oburzenia, że ten monument jest według nich strasznie kontrowersyjny, niedopuszczalny, że obraża on wysublimowane uczucia ukraińskich banderowców i wszystkich, obecnych, żyjących spadkobierców, a zarazem kontynuatorów i gloryfikatorów, zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, całej spuścizny ideowej i zbrodniczych czynów ludobójców z OUN UPA i SS Galizien, a przede wszystkim, że pomnik ten godzi w zadekretowaną przez nich, i wyłącznie ich wiecznotrwałą przyjaźń z banderowskim, całkowicie już dziś upadłym i skompromitowanym do cna nowotworem dzikich zsomalizowanych stepów ukraińskich, a tak naprawdę największą i najbardziej roszczeniową gangreną współczesnej Europy i świata, i że pomnik stworzony prze mistrza Pityńskiego, stanowi dla polińskich renegatów wręcz kamień obrazy, a jak to oficjalnie stwierdził dodatkowo w swoim żałosnym oświadczeniu rzecznik MSZ dystryktu Generalnego Gubernatorstwa 2 w Warschau, że będzie on także, a jakże – pożywką dla putinowskiej propagandy. Zapomniał przy tym całym, prezentowanym przez niego haniebnym służalstwie wobec banderowców, że to co uprawia on sam i jego szef, fałszywy hrabia z Chobielina, oraz cała ta oborowa ,,elita” Czeciej już dziś Ukro – Polin, to nie tyle nawet wyżyny prymitywnej propagandy dla debili, co po prostu zwyczajne kurewstwo, jakie cała ta pomagdalenkowa hołota uprawia od 35 lat trwania tego czysto diabelskiego tworu o nazwie Czarcia Erpe! A zadekretowana przez tych gnomów ich wiecznotrwała przyjaźń z banderlandem, skończy tak samo, jak inna pamiętna, również oficjalnie zapisana nawet w konstytucji PRL przyjaźń z ZSRR, która też miała trwać wiecznie, a po kilkunastu latach od jej oficjalnego wprowadzenia w życie, dosłownie skończyła na śmietniku. I tak sam finał spotka całą tą obecną szumowinę PRL – Bis, mieniącą się w uprawianej przez siebie, iście operetkowej bufonadzie – elitą polskiego państwa i narodu, co samo to stwierdzenie u każdego poważnego człowieka wywołuje jedynie wybuch niepohamowanego śmiechu, a która skończy dokładnie w ten sam sposób i w tym samym miejscu, gdzie ich poprzednicy, deklarujący pięćdziesiąt lat temu, takie same idiotyzmy, ubliżające nawet inteligencji ucznia pierwszej klasy szkoły podstawowej, które dziś powielają bez zastanowienia, kropka w kropkę, obecne Nikodemy Dyzmy z PO, PiS i ich przystawek. Tylko obecni polińscy jeliciarze, w tym całym swoim służalczym zapędzie, jaki każdego dnia uprawiają wobec największych wrogów naszego narodu i państwa, nawet wyprzedzając ich życzenia, zapominają o najważniejszym, a mianowicie, że w ogóle stracili z oczu, być może na skutek całkowitego pustostanu swoich umysłów, jakim się charakteryzują od zawsze w całej swojej zbiorowości, które to nieodwracalne i nieuleczalne braki w intelekcie, wyjaśniałyby poniekąd ich bezbrzeżną tępotę, iż pośród błyskawicznie zmieniających się, dosłownie jak w kalejdoskopie w obecnym czasie uwarunkowań geopolitycznych, kiedy na dobrą sprawę, nie można do końca przewidzieć z całą pewnością, co będzie za tydzień, miesiąc, czy też w jaki sposób i czyim ostatecznym zwycięstwem w tej grze o światowy tron, zakończą się ostatecznie te zmagania największych globalnych tytanów, których naocznymi świadkami jesteśmy, mogąc je oglądać na własne oczy, który spośród nich zdobędzie palmę pierwszeństwa w panowaniu i niepodzielnym władaniu wszystkimi pozostałymi, na kolejne dekady, a może i stulecia. 

 

Tak więc nasi obecni okupanci, mogą przy obecnym stanie rzeczy, nie mieć tyle szczęścia, co ich poprzednicy, że wyniosą z tego dzisiejszego zamieszania swoje głowy na własnych karkach. Więc na ich miejscu…warzyłbym słowa i nie szczekał jak kundel, któremu popuszczono wprawdzie łańcuch przy budzie o pół metra, ale przy tym wszystkim, michę z żarciem, odstawiając o metr dalej. Bo zachowując się w ten sposób, nie tylko mogą nie doczekać ostatecznego rozstrzygnięcia obecnego konfliktu dziejów, ale nawet wieczornego posiłku, od swoich panów, którym z takim oddaniem się wysługują, bo ci, gdy oni przestaną już im być potrzebni, tak jak przestała być już przydatna do czegokolwiek swoim ówczesnym panom, polska magnateria pod koniec XVIII wieku, tak oni dzisiaj, mogą zostać, jak zużyte i niepotrzebne już do niczego szmaciane pacynki, które przestały również bawić swoich właścicieli, anihilowani do cmentarnego niebytu. Historia, o której to największej nauczycielce życia, zdaje się, że również całkiem zapomnieli, zna wiele podobnych przypadków pechowców, którym się wydawało, że na samym końcu spotka ich oczekiwana i w pełni zasłużona przecież nagroda, za zdradę i służalstwo jakich się dopuścili, a zamiast tego spotkała ich kostucha. Nie inaczej może być i tym razem w ich przypadku. Któż to wie?

Jednocześnie we wszystkich tych polskojęzycznych ŚCIERWOMEDIACH, ani słowem nie zająknięto się nawet o czterodniowych, hucznych obchodach na banderowskiej Ukrainie 117 rocznicy urodzin, hołownego komandyra UPA R. Szuchewycza, którym to, festynowym wręcz obchodom ku czci tego ukraińskiego rzeźnika, w żaden sposób, ani przez jedną chwilę, nie przeszkodziła, trwająca tam ponoć straszna wojna, której jakichkolwiek śladów, nie było widać na żadnych z załączonych zdjęć do sprawozdań z tych panihyd, ani też na filmikach z tych wszystkich oficjałek opublikowanych w internecie.

 

Co więcej huczne, a właściwie wręcz bombastyczne obchody 117 rocznicy urodzin tego ukraińskiego dewianta, zwyrodnialca i sadystycznego mordercy naszych rodaków, nie tylko nie wywołały żadnego oburzenia, ale też i nie spowodowały wypowiedzenia, jakiegokolwiek choćby słowa protestu, ze strony tych polskojęzycznych gnid, które jak to już wielokrotnie wcześniej głośno oznajmiały, że oddawanie hołdu przez Ukraińców swoim narodowym bohaterom, w żaden sposób, nie może obrażać i nie obraża jakichkolwiek uczuć Polaków, nie godzą też one w żadne z naszych narodowych interesów, jak również i w polską pamięć historyczną, bo Ukraińcy… MAJĄ DO TEGO PRZECIEŻ PRAWO! Wedle tych haniebnych słów, jedynymi, którzy natomiast nie mają ŻADNEGO PRAWA, I KTÓRYM WRĘCZ NIE WOLNO NA WŁASNEJ ZIEMI GODNIE CZCIĆ, ANI NAWET WSPOMINAĆ, A O JAKICHKOLWIEK WIDOCZNYCH UPAMIĘTNIENIACH W MIEJSCACH PUBLICZNYCH, SWOICH RODAKÓW BESTIALSKO WYMORDOWANYCH NA 362 SPOSOBY, PRZEZ TYCH UKRAIŃSKICH HEROJÓW NA KRESACH II RZECZYPOSPOLITEJ, SĄ WYŁĄCZNIE POLACY! GDYŻ TAKIE FORMY UPAMIĘTNIANIA NASZYCH RODAKÓW WYMORDOWANYCH PRZEZ TE UKRAIŃSKIE POTWORY, SĄ WEDŁUG TYCH SZUMOWIN, NIEDOPUSZCZALNE, GDYŻ ONE WSZYSTKIE DOWODZĄ PONAD WSZELKĄ WĄTPLIWOŚĆ WOBEC CAŁEGO ŚWIATA, POLSKIEGO FASZYZMU I KSENOFOBII WYSSANYCH Z MLEKIEM MATKI, KTÓRE GODZĄ W ICH WIECZNOTRWAŁE SOJUSZE I RZEKOME PRZYJAŹNIE ORAZ DOBROSĄSIEDZKIE RELACJE TYCH POLSKOJĘZYCZNYCH BĘKARTÓW Z POTOMKAMI UKRAIŃSKICH LUDOBÓJCÓW. Więcej, te wszystkie gady, zarówno te tzw. dziennikarskie, jak i te polintyczne, mające czelność określać się mianem polskich przedstawicieli, do dziś nawet słowem, nie zająknęły się o tym fakcie, no bo po co Polacy maja w ogóle o tym wiedzieć? Przecież to niedobra jest im o tym mówić.

 

Również i o 81 rocznicy ukraińskiego ludobójstwa na Kresach, polskojęzyczny rynsztok, nie zająknął się nawet półgębkiem. A cenzura, jaką zastosował, by też nikt z zewnątrz w ich publikatorach, nie wspomniał o tym nawet w komentarzach, choćby czystym przypadkiem, wzniosła się w tych dniach na Mount Ewerest zamordystycznego knebla, przy której cenzura z czasów epoki stalinowskiej to było przedszkole, a ówcześni kontrolerzy myśli, gdyby jeszcze dzisiaj żyli i funkcjonowali w zawodzie, to mogliby się od obecnych funkcjonariuszy frontu ideologicznego zamordyzmu, zatrudnionych we wszystkich redakcjach, czy to czasopism, portali internetowych i wszystkich innych mediów bez wyjątku, by w nich 24 godziny na dobę, jak psy Pawłowa pilnować właściwego ideologicznie przekazu, mogliby się od nich uczyć sztuki medialnej kontroli absolutnie wszystkiego i sztuki kłamstwa, doprowadzonej przez nich obecnie do poziomu prawdziwej wirtuozerii. Gdyż tamci, starzy luminarze tej profesji kastratora myśli, to byli harcerze, przy obecnych funkcyjnych, całkowicie wymóżdżonych droidach medialnego Gestapo.

Nie wiem tylko, czy kiedy ten odpad, mieniący się, chyba tylko przez pomyłkę bądź dla kpiny, polskimi dziennikarzami i politykami, który ani z żadną formą polskości, ani tym bardziej z Polską, jako państwem narodu polskiego, nic wspólnego nigdy nie miał, nie ma i mieć nigdy nie będzie, zdaje sobie sprawę, że w chwilach, kiedy przeglądają się w lustrze, w czasie porannej toalety, to zwierciadłu na sami ich widok, zbiera się na wymioty.

Wracając do tych artykułów z ukraińskich mediów na temat obchodów w całym kraju 117 rocznicy urodzin dowódcy UPA Romana Szuchewycza, i to pomimo trwającej tam ponoć ,,straszliwej” wojny, która jak widać, ani przez chwilę nie przeszkodziła, ani też nie zakłóciła nawet na moment w przeprowadzeniu, choćby jednej takiej uroczystości, które to wszystkie obchody na jego cześć, jak przypomianm trwały przez całe pełne cztery dni!  

Zwróćmy też szczególną uwagę na rodzaj przekazu, jaki wyłania się na temat osoby Romana Szuchewycza, a także jego idei i czynów, w jakich ukazany został we wszystkich tych artykułach na jego temat, które zostały opublikowane w tych dniach, we wszystkich ukraińskich mediach, w których to tekstach, ordynarne kłamstwa, fałszowanie lub całkowite pomijanie niewygodnych faktów, zmyślenia, przeinaczenia i w końcu wyssane z dosłownego brudnego palca hagiograficzne wtrącenia do tych goebbelsowskich produktów, idą w zawody o lepsze z podobnymi wytworami całej hitlerowskiej propagandy, czasów III Rzeszy, której obecne państwo ukraińskie, jest dzisiaj dosłowną kalką, wręcz lustrzanym odbiciem. Otóż co możemy wyczytać z tych goebbelsowskich anonsów, których to tychże ukraińskich autorów wymienionych publikacji, prawdziwy ojciec duchowy i jednocześnie ich największy wzór i nauczyciel, funkcjonariuszy banderowskiej propagandy, dr. Josef Goebbels, gdyby dzisiaj żył i mógł zobaczyć na własne oczy owoce ich starań, byłby naprawdę z nich dumny, widząc na jakie wyżyny kłamstwa, oszustwa i nieustannego ogłupiania własnego społeczeństwa się wznieśli. Otóż możemy przeczytać, że ten zwyrodniały ludobójca, kat narodu polskiego Roman Szuchewycz był… ,,wybitnym ukraińskim działaczem politycznym, publicznym, mężem stanu i niezwykle wręcz błyskotliwym i fenomenalnym dowódcą wojskowym!”

Dalej dowiadujemy się z tych gadzinowych wytworów fantazji, nie tylko antypolskiej, bo również i antyludzkiej, w dosłownym tego słowa znaczeniu, banderowskiej propagandy, że, i tu obecna ukraińska, czysto nazistowska, gadzinowa propaganda, wzniosła się na sam szczyt swoich możliwości w kreowaniu wszelkich możliwych, nawet najbardziej absurdalnych i uwłaczających ludzkiemu rozumowi bezczelnych kłamstw i historii wyssanych z palca, stwierdzając bez cienia najmniejszego nawet wstydu i zażenowania, że: 

,,Przykład Romana Szuchewycza, jego odwaga i determinacja, stały się wzorem dla milionów walczących o wolność i sprawiedliwość na całym świecie!”

Od siebie dodam, że jeśli tak mieliby wyglądać i wzorować się w swoich ewentualnych działaniach i dążeniach, jacykolwiek ludzie, biorąc przykład i wzorując się na ideach, cechach charakteru i formie wszelkich działań na przykładzie osoby tego ukraińskiego bandziora i sadystycznego ludobójcy, jakim był Roman Szuchewycz, to strzeż nas Panie Boże, przed wszystkimi bez wyjątku, takimi bojownikami trudniącymi się swoją w takim przypadku, rzekomą walką o wolność i sprawiedliwość, ponoć dla dobra wszystkich innych, uciemiężonych ludzi na całym świecie, gdyż w takim przypadku, byłoby to dosłownie tym samym, co zaproszenie do swojego kraju, do swoich własnych domów – diabła z otchłani wraz z całymi hordami jego demonów. Dokładnie takim osobnikiem był ten bandyta i morderca w jednym Roman Szuchewycz i jego krwawe rezuny, którym przewodził, a nie żadnymi bohaterami, walczącymi o czyjąkolwiek wolność i uniwersalne zasady, których nigdy nie posiadali i którymi najzwyczajniej w świecie pogardzali. Te powyższe słowa, zawarte w jednym z ukraińskich artykułów, opublikowanych z tej właśnie okazji, to nie tylko nieprawdopodobna w swoim wymiarze kpina ze wszystkich, ale też i bezczelne szyderstwo ukraińskich szowinistów, rzucone przy tej okazji, z której nie mogli nie skorzystać, otwarcie w twarz nam Polakom!

Kolejną bujdą na resorach, wymyśloną przez banderowskich propagandystów z okazji 117 rocznicy urodzin hołownego komandyra band UPA – Romana Szuchewycza, jest historyjka mająca chwytać za serce, nie tylko naiwnych Ukraińców, ale również i ludzi innych narodowości, w tym i naiwnych do bólu polińskich frajerów, jakimi to rzekomo, humanitarnymi ideami kierował się przez całe swoje życie ten bandyta i psychopatyczny, cyniczny zbrodniarz:

,,Już na lwowskim procesie OUN w 1936 r., zapytany przez swojego prawnika, co skłoniło go do wstąpienia do OUN, odpowiedział: „Taki był porządek mojego serca”. Jeszcze bardziej efektownej odpowiedzi R. Szuchewycz, przebywając w więzieniu lwowskim w 1937 r., udzielił swojej żonie N. Szuchewycz-Bereżyńskiej, prosząc go o zaprzestanie działalności politycznej ze względu na bezpieczeństwo własnej rodziny. „Nie mogę nic zrobić” – powiedział – „ponieważ podoba mi się ten pomysł bardziej, niż tobie i mojemu synowi”.

Albo to ordynarne kłamstwo, że Szuchewycz i jego rezuny, którymi dowodził, nigdy nie kierowali się nienawiścią do swoich przeciwników, z którymi walczyli, ale wyłącznie miłością do Ukraińców, dla i za których walczyli. Walczyli za tych Ukraińców tak, że pałając do nich tak niesamowicie wielkim afektem… wymordowali, aż 80 tysięcy tychże, kochanych tak bardzo przez siebie rodaków, bo ci ośmieli się mieć inne zdanie na temat tego, jakie chcą mieć ukraińskie państwo, w którym nie chcą żadnych rządów, sprawowanych przez banderowców spod znaku OUN – UPA.

„Walczymy nie dlatego, że nienawidzimy tych, którzy stoją przed nami, ale dlatego, że kochamy tych, którzy są za nami”!

Ach, cóż za wzruszające słowa. Tylko nie bierzcie ich do siebie na poważnie. Bez jaj!

Wszystkie te zakłamane brednie, prymitywne blagi, historie wyssane z palca i zwykłe propagandowe bujdy, jakimi uraczyły swoich czytelników ukraińskie media w dniach 27 – 30 czerwca 2024 roku, by za ich pomocą uczcić zarówno 117 rocznicę urodzin swego prowydnyka Romana Szuchewycza i jednocześnie odwrócić w ten sposób choć na chwilę uwagę Ukraińców, od nadciągającej katastrofy, podnosząc ich na duchu, ckliwą opowiastką o osobie i rzekomym przykładnym życiu tego bandyty, które powinno być wzorem dla każdego obywatela Ukrainy, w obliczu domykającej się właśnie ostatecznej klęski ukraińskiej armii na wschodzie kraju oraz nieuniknionej katastrofy, czyli upadku Ukrainy, jako państwa, którego nic nie jest w stanie już zatrzymać, najtrafniej ilustruje pewna refleksja, dotycząca tego rodzaju ,,prawd”, wciskanych ordynarnie przez panujących, poprzez usłużnych im w takich sytuacjach inżynierów dusz, swym niczego nieświadomym poddanym, poczyniona przez jednego z bohaterów serialu ,,Janosik”, który był ongiś wypowiedział genialną uwagę do osoby swego kamrata, w odniesieniu do takowych właśnie koncepcji, która nigdy jak widać, nie traci na swojej aktualności, obnażając bezlitośnie, czym są naprawdę te wszystkie, ,,jedynie słuszne i niepodważalne racje panujących:

”I powiem ci Jędruś, że jest to Prowda, 

tys Prowda

i… Gówno prowda”

 

Jaśniej chyba nie trzeba.

Jednocześnie nie można okazywać obecnym Ukraińcom absolutnie żadnego wsparcia, ani tym bardziej jakiegokolwiek współczucia, dając się podpuszczać cynicznej grze uprawianej za każdym razem w takich sytuacjach, przez  medialny rynsztok na naszych emocjach, gdyż nie tylko nie wyciągnęli oni żadnych, ale to żadnych wniosków, zarówno ze swojej haniebnej, nie tak dawnej przeszłości, jak i obecnej sytuacji, brnąc dalej wbrew wszelkiemu rozsądkowi, w to samo bagno jeszcze głębiej, czego dowodem są chociażby deklaracje złożone przez uczestników obchodów 117 rocznicy urodzin R. Szuchewycza w Iwano – Frankowsku ( Stanisławowie ), że:

,,Nadal walczymy o Ukrainę taką, jaką widział ją Roman Szuchewycz”

A uczestnicy wiecu na cześć dowódcy UPA w Kałudze oznajmili:

,,Gorącym ogniem płoną w naszych sercach instrukcje Naczelnego Wodza UPA Romana Szuchewycza”

W obliczu takich wypowiedzi i nie pozostawiających żadnych złudzeń oficjalnych oświadczeń, jakie padały w tych dniach masowo, w czasie wszystkich uroczystości, odbywających się na całej Ukrainie, ku czci dowódcy UPA – Romana Szuchewycza, że jego duch jest i będzie obecny pośród wszystkich Ukraińców Zawsze i w każdym czasie, i że nadal będą oni walczyć, o takie państwo ukraińskie, jakie widział on w swoich wyobrażeniach i którego obraz nakreślił potem w swoich planach Roman Szuchewycz, a jego instrukcje są i pozostaną obecne w sercach Ukraińców, którzy dochowają im wierności zarówno dzisiaj i w przyszłości, trwając także w oparciu o nie – do samego końca, wypełniając każdą z nich z największą sumiennością, dokładnością i starannością co do przecinka, zgodnie z wolą wodza, aż do końca naszych dni. 

 

Zastanawiam się, jak ktokolwiek jeszcze, słysząc dziś takie, a nie inne, jednoznaczne w swojej wymowie publiczne deklaracje i przyrzeczenia składane podczas tych niedawnych panihyd, nie pozostawiające w swoim brzmieniu absolutnie żadnej furtki co do innych form, pokojowych rozwiązań problemów, dzielących Polaków z Ukraińcami, a tym samym nie pozostawiających najmniejszych nawet wątpliwości, co do dalszych zamierzeń i działań w przyszłości naszych południowo – wschodnich sąsiadów wobec nas, jak w takim przypadku, ktokolwiek jeszcze może się nadal karmić iluzjami, mając przed oczami niepodważalne fakty, co do ich dalszych planów i zamierzeń, trwać dalej w jakimś obłędnym amoku, że tym razem to już będzie inaczej, niż 80 lat temu. Wbrew tymże faktom i panującej rzeczywistości, opowiada dalej, niczym w pijanym zwidzie, jakieś niedorzeczne brednie, wydumane w swoim chorym umyśle, o obopólnych formach dobrosąsiedzkiego porozumienia, korzystnego dla obu stron, możliwego do osiągnięcia… z obecną Ukrainą i Ukraińcami.  Ktoś taki, nie tylko nie wie co mówi, ale w ogóle nie rozumie tego co twierdzi, i wygłaszając takie niedorzeczności, dowodzi jedynie tego, że egzystuje w jakiejś swoje własnej, alternatywnej rzeczywistości, zupełnie odmiennej od tej prawdziwej, tak jak obecny prezydent USA Joe Biden, lewitujący od czterech lat, czyli od samego początku swej kadencji, w jakiejś bliżej nieokreślonej nirwanie. A zegar tyka.

*****

 

Obchody 117 rocznicy urodzin Romana Szuchewycza w Iwano – Frankowsku

                  

Dziś w Iwano Frankowsku świętowano wspaniałą rocznicę! 83. rocznicę ogłoszenia Aktu Odrodzenia Państwa Ukraińskiego! A także 117. rocznicę urodzin Romana Szuchewycza – wybitnego ukraińskiego działacza politycznego, publicznego oraz naczelnego wodza UPA.

 

 

Jak zawsze przy wszystkich bez wyjątku takich okazjach, bałwochwalczego czczenia i oddawania hołdu banderowskim, zwyrodniałym ludobójcom, karnie i zawsze bardzo licznie stawiają się na takich satanistycznych obchodach, duchowni greckokatolickiej cerkwi, która sama ma swoje brudne sumienie, dosłownie unurzane w krwi polskich ofiar, do których bezlitosnego mordowania wzywała, święcąc narzędzia zbrodni banderowskich katów, i której większość ówczesnych duchownych brała osobisty udział w tej straszliwej eksterminacji Polaków, a dziś nadal kontynuuje to samo, co robili ich poprzednicy, święcąc dziś również masowo, pomniki tych samych ukraińskich bestii, które 80 lat temu, wymordowały na Kresach Rzeczypospolitej, prawie pół miliona naszych rodaków. Jak widać od tamtego czasu do dnia dzisiejszego, nic się nie zmieniło pod tym względem w postawie duchowieństwa greckokatolickiej cerkwi i nie należy nawet oczekiwać, by taka zmiana, kiedykolwiek się dokonała pośród jej całego obecnego duchowieństwa.

 

 

 Mordercy Polaków, jak widać żyją do dziś, mają się doskonale i zawsze pełnym składem zjawiają się na takich obchodach, Nie zabrakło ich i tym razem, by uczcić swego zwyrodniałego komandyra.

 

 

Idee Romana Szuchewycza zrodziły się w nowym pokoleniu Ukraińców, którzy dziś kontynuują walkę o ukraińską państwowość. 

 

 

 Pomimo trwającej wojny, tutaj nie widać jej wcale, w ogóle nawet im ona nie przeszkadza. Odwrotnie, odświętny, wręcz piknikowy nastrój i wcale liczne grono wyznawców hitlerowskiego kolaboranta i psychopatycznego mordercy bezbronnych polskich kobiet, dzieci i starców.

 

 

Nadal walczymy o Ukrainę taką, jaką widział ją Roman Szuchewycz: Silną, suwerenną i szanowaną w całym świecie, w której Ukraińcy czują się panami własnej ziemi. Wierzę, że z Bożą pomocą zwyciężymy! Dziękujemy obrońcom i wszystkim bojownikom za Ukrainę!

 

 

Źródło:

https://www.facebook.com/100050587955086/photos/1058910192471903/?_rdr 

Upamiętnienie 117. rocznicy urodzin Romana Osypowicza Szuchewycza, działacza politycznego i wojskowego, naczelnego wodza UPA

 

 

Dziś, 28 czerwca, w wigilię 117. rocznicy urodzin Romana Szuchewycza, we wsi Tjudyw odbyły się uroczystości upamiętniające wybitnego ukraińskiego polityka i męża stanu Romana Osypowycza Szuchewycza, polegające na złożeniu kwiatów pod pomnikiem naszego bohatera narodowego R. Szuchewycza. 

 

 

Roman Szuchewycz należy do najwybitniejszych postaci walki narodowowyzwoleńczej lat 30 – 50. ubiegłego wieku i stał się symbolem bohaterskiej walki o ukraińskie suwerenne, samostijne państwo. Naczelny wódz Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), której szeregi liczyły około sto tysięcy żołnierzy, szef Sekretariatu Generalnego Głównej Rady Wyzwolenia Ukrainy (UHWR), szef Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) ) na Ukrainie. 

 

Źródło:

 

https://kuty-rada.gov.ua/novini/vshanuvannya-117-yi-richnyczi-vid-dnya-narodzhennya-romana-osypovycha-shuhevycha-politychnogo-ta-vijskovogo-diyacha-golovnokomanduvacha-upa.html

W Biłohoroszczy zaprezentowano wystawę „RID. Oddział Romana Szachewycza: W służbie Narodowi i Ukrainie

 

 

W niedzielę 30 czerwca we Lwowie (ul. Bilohorszcz 76) odbyła się publiczna uroczystość, w czasie której upamiętniono i oddano hołd Wołodymyrowi i Romanowi Szuchewyczom, z udziałem urzędników państwowych, osób publicznych, historyków i muzealników. Poinformowało o tym ENT.

 

„Świętujemy dziś 117. rocznicę urodzin Naczelnego Wodza UPA, generała pułkownika Romana Szuchewycza w Biłohorszczy. Pamiętamy i oddajemy szacunek jego osobie! 

 

Sprawa ukraińska, za którą Roman Szuchewycz, Stepan Bandera, Jewhen Konowalec, Semen Petlura i miliony innych bojowników o wolność i niepodległość Ukrainy, wszyscy oni oddali swoje życie, za życie kolejnych pokoleń Ukraińców i zwycięstwo Ukrainy” – powiedział szef Komisji Kultury, Polityki Informacyjnej i Promocji Rady Obwodu Lwowskiego Światosław Szeremeta.

 

W ramach wydarzenia Miejska Instytucja Samorządu Obwodu Lwowskiego „Muzeum Historyczne Lwowa” zaprezentowała wystawę „RID. Oddział Szuchewycza: W służbie narodowi i Ukrainie”.

 

Źródło:

https://galinfo.com.ua/news/u_bilogorshchi_predstavyly_vystavku_rid_gilka_shuhevychiv_sluzhinnya_narodu_ta_ukraini_420562.html



W Tarnopolu zaprezentowano książkę – „Konspiracja. Materiały szkoleniowe dotyczące podziemnej i zbrojnej walki OUN i UPA”

 

Również Tarnopol, do dnia dzisiejszego, niestety nadal partnerskie miasto Elbląga, nie mógł być przecież gorszy w diabolicznej licytacji swej wierności i oddania czołobitnego hołdu hołownemu komandyrowi UPA Romanowi Szuchewyczowi i jego ,,nieśmiertelnym” ideom. Tam również odbyła się bowiem podniosła panihyda na cześć komandyra i jego ,,bohaterskich”, krwawych mołojców, tym bardziej jest to zrozumiałe, że to właśnie w Tarnopolu mieściła się główna kwatera UPA i samego komandyra, a to przecież zobowiązuje. Dlatego w takim przypadku rzecz jasna, nie mogło być inaczej! Znowu wprawdzie partniorom z bratniego Elbląga, rzygnięto tym sposobem prosto w ich głupie gęby, ale zdążyli się oni już do takiej formy pieszczot, ze strony swoich przyjaciół z Tarnopola przyzwyczaić i traktują to od dawna jako, taki osobliwy przejaw niewinnych, jowialnych żartów, które zawsze można ze zrozumieniem przyjaciołom z Ukrainy wybaczyć, co czynione jest zresztą nagminnie i co również przy okazji weszło już do stałego repertuaru, wprawdzie egzotycznych dla normalnych ludzi zachowań, które jednak zdążyły się przez ten czas stać w Elblągu zupełną normą i niejako też nową świecką tradycją, w tych chorych relacjach między obu miastami, w których to elblążanie, są nie tylko stroną nieustannie, na maxa poniżaną, ale nade wszystko bez żadnych sentymentów i litości dojeżdżaną, przez ukraińskie władze Tarnopola, i jeszcze przy każdej kolejnej, nadarzającej się po temu okazji, prani po pyskach, tak jak i ich włodarze, i okazujący jeszcze przy tym, za te wszystkie gesty, dowodzące braku jakiegokolwiek szacunku i wdzięczności wobec nich, taką samą, niewytłumaczalną, niewolniczą bierność i poddaństwo, wobec ukraińskich gangsterów z Tarnopola. Jak również charakteryzujący się zachowaniem, nacechowanym, zupełnie niepojętą, samobójczą uległością, świadczącą o całkowitym, dobrowolnym wyzbyciu się przez elblążan, nawet resztek instynktu samozachowawczego, wobec narodowych, zbrodniczych względem nas Polaków obyczajów, okazywanych na każdym kroku przez Ukraińców, a co jest już także totalnym dramatem, wyrażającym nawet swoją wdzięczność, za taką tresurę, której są od ponad dwóch lat poddawani, jak małpy w cyrku. Do takich bowiem właśnie zachowań przekonuje nieustannie Polaków, niczym jakiś degenerat, który wyprowadził już z naszego polskiego domu, wszystkie rodowe srebra, byle tylko zaspokoić za ich pomocą, codzienne potrzeby swojego kompana, błazna z Kijowa, w postaci możliwości zakupu dlań kolejnych ścieżek białego szaleństwa prosto ze świeżych dostaw z Medellin, na których nieustanne braki cierpi ten żałosny klaun, powtarzając od dwóch lat bez opamiętania w kółko, do wszystkich przywódców na całym świecie, jedno i to samo zdanie, składające się z tego samego jednego słowa: Daj, daj, daj! I które to fanaberie do spółki z wszystkimi magdalenkowymi, renegackimi ferajnami, stojącymi na czele nawy Czarciej Erpe, spełnia bez szemrania, jak tandetny prestygidytator, nasz ,,wybitny geniusz” intelektu Anżej Duda, kosztem nas Polaków, zupełnie nie przejmując się naszym dalszym losem, za to zawsze pamiętający o tym, by tak formalnie dla przypomnienia i jeszcze lepszego przyswojenia, zadeklamować nam swoją oklepaną formułkę: że to nie jest właściwy czas, ażeby na… takie drobiazgi w ogóle zwracać naszą uwagę i obrażać się za nie, na naszych ukraińskich przyjaciół i czynić im jeszcze z tego powodu, jakiekolwiek wyrzuty. Nie wolno tego robić pod żadnym pozorem, gdyż po pierwsze żywi się tym putinowska propaganda, a po drugie i najważniejsze, ukraińcy przechodzą przecież obecnie, takie ciężkie dla nich chwile, więc żeby odreagować swoje jakże trudne położenie, to muszą czasem przywalić Polakom, co powinno już być w pełni przez nas zrozumiane i  zaakceptowane, bo rozumicie polaczki, Rosjanom to oni coraz bardziej boją się odwinąć, gdyż wiedzą, że zwrotne jebnięcie, może okazać się dla nich tym ostatnim. Więc tym bardziej musimy wobec naszych ukraińskich braci i wypróbowanych przyjaciół, uzbroić się w chrześcijańską cierpliwość i tolerancję. A nawet nadstawić drugi policzek, a jeśli zajdzie i taka potrzeba chwili, to podłożyć nawet i własną głowę pod ich siekierę, byle tylko nasi bracia z Ukrainy, mogli się czuć w Polsce tak wolni, jak na swoich dzikich zsomalizowanych stepach. No bo jakżeby kurwa mogło być inaczej, prawda?

 

Z okazji 83. rocznicy ogłoszenia Aktu Odrodzenia Państwa Ukraińskiego i 117. rocznicy urodzin Naczelnego Wodza UPA Romana Szuchewycza – Muzeum Walki Narodowo-Wyzwoleńczej obwodu tarnopolskiego zaprasza mieszkańców i gości Tarnopola, do wzięcia udziału w prezentacji książki: „Spisek. Materiały szkoleniowe dotyczące podziemnej i zbrojnej walki OUN i UPA”. Autorami książki są: Serhij Volyjaniuk, Jewhen Fil i Oksana Wawryk. 


Wydarzenie odbędzie się 27 czerwca o godzinie 14:00.


Zaprezentowane w książce tematy, przedstawiają materiały szkoleniowe, konspiracyjne praktyki podziemia zbrojnego OUN, stosowane w latach 30.- 50. XX wieku, a także określają podstawowe metody i zasady postępowania osobistego, konspiracji i legalnego członkostwa w organizacji. Prace te były rozpowszechniane do wewnętrznego „tajnego” użytku. Książka będzie stanowić ważne źródło wiedzy na ten temat dla historyków, naukowców, lokalnych badaczy i wszystkich zainteresowanych obywateli naszego kraju, a także może stać się praktycznym materiałem, do zapoznania się ze specjalnymi strukturami wywiadowczymi i dywersyjnymi Sił Obronnych Ukrainy, mówią pracownicy Muzeum Walki Narodowo-Wyzwoleńczej obwodu tarnopolskiego.


Wydarzenie to odbędzie się w budynku administracyjnym „Muzeum Walki Narodowo-Wyzwoleńczej Obwodu Tarnopolskiego” – Tarnopol, ul. Medowa, 5. 

 

Wstęp wolny!

 

 

Źródło:



https://golos.te.ua/u-ternopoli-prezentuyut-knygu-konspiracziya-vyshkilni-materialy-z-pidpilnoyi-ta-zbrojnoyi-borotby-oun-i-upa/?utm_source=dlvr.it&utm_medium=facebook




W Kałuszy odbyły się obchody 117. rocznicy urodzin dowódcy UPA – generała chorążego Romana Szuchewycza

 

Kałuszanie zebrali się, aby uczcić pamięć dowódcy UPA, a także 83. rocznicę ogłoszenia Aktu Odrodzenia Państwa Ukraińskiego.

 

Dziś, 30 czerwca, pod pomnikiem Romana Szuchewycza odbyła się uroczystość patriotyczna. Wśród obecnych byli weterani, władze miasta i troskliwi Kałuszenie. Pamięć tamtych wydarzeń i 117 rocznicę urodzin Romana Szuchewycza uczczono minutą ciszy i złożeniem kwiatów pod pomnikiem dowódcy OUN – UPA.

Anton Mazur, zastępca szefa bractwa OUN w Kałuszczynie, opowiedział o walce Romana Szuchewycza o niepodległość Ukrainy, a także przypomniał o kontynuacji tej walki, która trwa do dziś. 


Kałuski poeta Bohdan Simkiw odczytał z kolei wiersz o wydarzeniach historycznych i powstaniu państwa ukraińskiego, a zespoły twórcze PC „Mineral” zaśpiewały pieśni patriotyczne. 

 

Źródło:

 

https://kalush.informator.ua/2024/06/30/u-kalushi-vidznachyly-117-tu-richnyczyu-z-dnya-narodzhennya-general-horunzhogo-upa-romana-shuhevycha/

 

„To był rozkaz mojego serca”. W 117. rocznicę urodzin Romana Szuchewycza

 


 

 

30 czerwca 2024 roku przypada 117. rocznica urodzin bojownika o państwowość ukraińską, Naczelnego Dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii Romana Szuchewycza. 

 

Roman Szuchewycz, podobnie jak wielu jego współpracowników, świadomie wybrał drogę narodowego rewolucjonisty i za główny sens swojego życia uważał działalność w szeregach ukraińskiego ruchu wyzwoleńczego. Już na lwowskim procesie OUN w 1936 r., zapytany przez swojego prawnika, co skłoniło go do wstąpienia do OUN, odpowiedział: „Taki był porządek mojego serca”. Jeszcze bardziej efektownej odpowiedzi R. Szuchewycz, przebywając w więzieniu lwowskim w 1937 r., udzielił swojej żonie N. Szuchewycz-Bereżyńskiej, prosząc go o zaprzestanie działalności politycznej ze względu na bezpieczeństwo własnej rodziny. „Nie mogę nic zrobić” – powiedział – „ponieważ podoba mi się ten pomysł bardziej, niż tobie i mojemu synowi”.

 

 

Źródło:


https://www.khm.gov.ua/uk/content/ce-buv-nakaz-mogo-sercya-do-117-richchya-vid-dnya-narodzhennya-romana-shuhevycha

 

 

Roman Szuchewycz: Symbol niezłomności w czasach walki

 

Pomnik zwyrodniałego i socjopatycznego kata Polaków na Kresach Romana Szuchewycza w Kałudze

30 czerwca przypada 117. rocznica urodzin Romana Szuchewycza, legendarnego bojownika o wolność i niepodległość Ukrainy. Gmina Kaługa uczciła majestatyczną postać generała chorążego UPA. 


Roman Szuchewycz jest symbolem niezłomnego ukraińskiego ducha. Przez całe życie, mimo licznych prób i niebezpieczeństw, walczył o wolność Ukrainy. Jego odwaga i determinacja, stały się przykładem dla milionów walczących o wolność i sprawiedliwość na całym świecie!

Dziś, gdy Ukraińcy po raz kolejny są zmuszeni bronić swojej ziemi przed najeźdźcami, gorącym ogniem płoną w naszych sercach instrukcje Naczelnego Wodza UPA Romana Szuchewycza: „Walczymy nie dlatego, że nienawidzimy tych, którzy stoją przed nami, ale dlatego, że kochamy tych, którzy są za nami”!
 

Tak, to dla Ukrainy i Ukraińców Roman Szuchewycz zdecydowanie i oddanie walczył o wolność. Nasi dzielni Obrońcy robią teraz to samo. I będziemy stać do końca! Roman Szuchewycz wierzył w zwycięstwo, my też!

Niezłomność ukraińskiego ducha, zasiana przez naszych przodków, rośnie głęboko w naszych duszach i doprowadzi Ukrainę do wymarzonego celu. I ta walka będzie ostateczna. Roman Szuchewycz naprawdę by tego chciał! 

Źródło:

https://kalushcity.gov.ua/news/ro35

 

 

 

W obwodzie horodenkowskim uczczono 74. rocznicę śmierci Romana Szuchewycza

Wczoraj, 3 marca 2024 r., we wsi Tyszkiwce w obwodzie horodenkowskim, odbyło się nabożeństwo żałobne z okazji 74. rocznicy śmierci Naczelnego Wodza UPA, generała chorążego Romana Szuchewycza, po którego zakończeniu złożono kwiaty pod pomnikiem Romana Szuchewycza.

 

Źródło:

https://kl.informator.ua/2024/03/04/na-gorodenkivshhyni-vshanuvaly-74-tu-richnyczyu-vid-dnya-zagybeli-romana-shuhevycha/

 

Wyszukał, przetłumaczył na język polski, opracował, wstępem opatrzył i opublikował – Jacek Boki

23 – 24 Lipiec 2024 r.

 

Mój kanał na Telegramie, na który wszystkich zapraszam.

t.me/tragediakresow


Będę zobowiązany za wsparcie mojej działalności, gdyż bez waszej pomocy, nie tylko nie dałbym rady robić tego co robię, ale również, nie miałoby to żadnego sensu. Jeśli Polacy nie będą wspierać patriotów i mediów przez nich prowadzonych, to będą mieli w końcu tylko media Sorosa i jemu podobnych sług tych, których ojcem jest diabeł.
 

PKO BP SA Numer konta: 

44 1020 1752 0000 0402 0095 7431
Z dopiskiem: WSPARCIE DZIAŁALNOŚCI BLOGA KRESY WE KRWI

 

Odsiecz, która nie nadeszła. Dlaczego Armia Krajowa nie zareagowała, gdy Ukraińcy mordowali Polaków na Wołyniu?

Odsiecz, która nie nadeszła. Dlaczego Armia Krajowa nie zareagowała, gdy Ukraińcy mordowali Polaków na Wołyniu?

ihistoryczne/dlaczego-armia-krajowa-nie-zareagowala-gdy-ukraincy-mordowali-polakow

Anna Baron-Jaworska Przy tekście pracowała także Maria Procner

Rzeź wołyńska stanowi jedną z najmroczniejszych kart w historii relacji polsko-ukraińskich. Mordy na Polakach w latach 1943–1945 pochłonęły od 80 do nawet 130 tysięcy istnień. Ofiar mogło być znacznie mniej, lecz zabijanym… nikt nie pomógł. Gdzie była AK, gdy UPA wyrzynała naszych rodaków?

Z pomocą broni, prymitywnych narzędzi rolniczych – siekier, wideł i cepów – oraz gołymi rękami w latach 1943–1945 ukraińscy nacjonaliści wymordowali dziesiątki tysięcy Polaków. Jak to się stało, że dobrze zorganizowane i funkcjonujące Polskie Państwo Podziemne na to pozwoliło? Dlaczego Armia Krajowa tak późno zareagowała na eksterminację polskich mieszkańców Wołynia?

Zignorowane wołanie o pomoc

Błędy oraz spóźnione reakcje Komendy Głównej AK na sytuację na Wołyniu wynikały w dużej mierze z lekceważącego stosunku do przekazywanych z tego terenu raportów. Nie było bowiem tak, że KG nie wiedziała o napiętej sytuacji i rosnącej ukraińskich narodowców względem Polaków.

—————————————–

Gdyby 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK powstała wcześniej, bilans ofiar rzezi byłby zdecydowanie zmniejszy. Dlaczego powołano ją do życia dopiero w 1944 roku?

Wszelkie działania podziemia były jednak przede wszystkim nastawione na wsparcie powszechnego powstania przeciw Niemcom. Niestety, polscy przywódcy w tym względzie wykazali katastrofalny w skutkach brak orientacji w realiach. Jak zaznacza Dariusz Faszcza:

Informacje o rosnącym zagrożeniu ludności polskiej na Wołyniu początkowo były traktowane w Warszawie z niedowierzaniem. Wynikało to z fałszywej opinii panującej w kierowniczych ośrodkach polskiego państwa podziemnego o małym uspołecznieniu mieszkańców Wołynia, ich przychylnym nastawieniu do Polaków w związku z większym dorobkiem rządów polskich na tym terenie, a przede wszystkim z lekceważenia aspiracji narodowych Ukraińców i wpływów jakie wśród nich miała OUN.

Partyzancka przysięga żołnierzy 27 Wołyńskiej DP AK, zima 1944. Gdzie byli ci żołnierze, gdy Polacy zamieszkujący Wołyń potrzebowali ich najbardziej?

Dowódców Armii Krajowej zgubiło również przekonanie, że wszelkie działania, które mogą im grozić ze strony Ukraińców, będą skoncentrowane na terenach Galicji Wschodniej i – już po pokonaniu niemieckiego okupanta – we Lwowie, jak miało to miejsce w 1918 roku po upadku Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Wołyń w oczach decydentów z AK był krainą lojalną i niestanowiącą problemu, o czym wspominał generał Grot-Rowecki jeszcze pod koniec maja 1942 roku.

Bańkę mydlaną optymizmu, która miała dowodzić dobrej sytuacji tych terenów, współtworzył również oficjalny Biuletyn Informacyjny. W nim to rozwodzono się nad propolskimi postawami ukraińskich mieszkańców Wołynia, zarówno w 1942, jak i marcu 1943 roku, gdy mordy na Polakach stały się już faktem. Jak wymienia Piotr Zychowicz w książce „Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA”:

Warszawa żyła w błogim przekonaniu, że ze strony wołyńskich Ukraińców Polakom nie grozi żadne poważniejsze niebezpieczeństwo, bo:

1. Wołyń zamieszkany jest przez uległych, poczciwych i słabo uświadomionych narodowo ruskich chłopków.
2. Ukraińskie masy Wołynia nastawione są pozytywnie wobec Polski, bo pamiętają okres łagodnych rządów wojewody Henryka Józewskiego.
3. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów jest na Wołyniu słaba i nie cieszy się takim poparciem jak w Galicji Wschodniej.
4. Konflikt polsko-ukraiński na Wołyniu da się rozwiązać za pomocą negocjacji.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o najnowszą książkę Piotra Zychowicza „Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Rebis.

Niestety to, co chcieli widzieć przywódcy w stolicy, nie pokrywało się z tym, co widzieli oraz raportowali Ci, którzy znajdowali się na miejscu. I choć do centrali docierały niepokojące doniesienia, nikt w 1942 roku nie traktował ich poważnie.

W Warszawie trwano w przekonaniu, że raporty są wyolbrzymione. Poza tym nadrzędnym celem było przecież pokonanie Niemców. Z tym przeświadczeniem powołano w końcu Okręg Wołyń AK na czele z pułkownikiem Kazimierzem Bąbińskim, który początkowo dowodził nim z okręgu lwowskiego.

Problemy wołyńskiego podziemia

W porównaniu do innych obszarów, niegdyś wchodzących w skład II Rzeczypospolitej, na Wołyniu struktury Armii Krajowej zaczęto budować późno. Nie bez znaczenia był fakt, że – wbrew temu, co uważano w stolicy – ziemia wołyńska nie sprzyjała Polakom od wybuchu II wojny światowej. Jak słusznie sygnalizuje Dariusz Fraszka:

na taki stan wpływ miała (…) planowana i konsekwentnie realizowana polityka deportacji ludności polskiej, aresztowania oraz pobór dwóch roczników do Armii Czerwonej. Doprowadziło to do znacznego zmniejszenia liczby ludności polskiej na terenie Wołynia. Trzeba również pamiętać, że działania te wymierzone były w najbardziej wykształcone i politycznie świadome grupy społeczne, a to z kolei miało poważny wpływ na możliwości konspiracyjno-wojskowe na tym terenie.

Tymczasem z perspektywy dowództwa Polskiego Państwa Podziemnego w Warszawie Wołyń wydawał się odległą prowincją. Oczywiście została mu wyznaczona rola w szykowanym planie powstania powszechnego, ale miała ona polegać przede wszystkim na odcinaniu przez tamtejsze oddziały AK niemieckich dostaw z frontu wschodniego.

fot.archiwum rodzinne pani Marii Zagorowskiej/domena publiczna

Kazimierz Bąbiński nie znał podległego mu terenu, co również przyczyniło się do opóźnienia akcji ratunkowej. Na zdj. oficerowie baonu KOP Troki: ppłk K. Bąbiński i por. S. Zalfresso-Jundziło, Troki 1934 rok.

Była to jedna z głównych przyczyn tego, że słynna 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK powstała w 1944 roku – w czasie, gdy rzeź powoli stawała się już historią. Z tego względu jej działania miały charakter przede wszystkim odwetowy. Jak wspominała jedna z członkiń 27 DP: „jednostka zajmowała się przede wszystkim walką z Niemcami, ale z Ukraińcami również zdarzało się stoczyć potyczki. Pamiętam, że na naszym terenie znajdowała się ukraińska wieś Gnojno. Nasi udali się do tej wsi, spalili parę domów i zabili w odwecie cywilów”.

Jeszcze długo po kulminacji mordów banderowców dokonywano aktów zemsty. Nastąpiły one jednak w zdecydowanej mierze post factum – były odpowiedzią na dawny krzyk o pomoc, która nadeszła za późno dla wołających.

Co więcej, pułkownik Bąbiński, pseudonim Luboń, który stanął na czele wołyńskiego podziemia, nie znał podległego mu terenu. Był to dla niego obszar nowy i obcy. Wyposażony w wytyczne ze stolicy, dopiero w marcu 1943 roku przedostał się do Kowla, gdzie na własne oczy zobaczył jeden z pochodów ocalałych Polaków, o których pisze Piotr Zychowicz:

Do miast zaczęły napływać upiorne widma. Najpierw pojedynczo, potem grupkami, grupami, a w końcu całymi kolumnami. Widma te okazały się ludźmi. Ledwie powłóczącymi nogami, słaniającymi się z wycieńczenia. W strzępach wisiały na nich popalone ubrania, a rozszerzone w niemym przerażeniu oczy świadczyły, że przeszli przez piekło.

Był to niewątpliwie moment przebudzenia dla Bąbińskiego, kiedy „(…) zrozumiał, że Komenda Główna Armii Krajowej zupełnie nie przygotowała go do wyzwań, z którymi musiał się teraz mierzyć. A instrukcje, które otrzymał na odprawie w Warszawie, w ogóle nie przystają do wołyńskiej rzeczywistości”.

fot.Lonio17/CC BY-SA 4.0

Ośrodki samoobrony w województwie wołyńskim w 1943 roku.

Skazani na samoobronę

Luboń, gdy w końcu przejrzał na oczy, zaczął wysyłać do stolicy raporty o zatrważającej sytuacji, którą zastał na miejscu. Warszawa otrzymywała wiadomości o masowych rzeziach, których ofiary były liczone w setkach już w kwietniu 1943 roku. „Morderstwa odbywały się w sposób straszliwy” – alarmował Bąbiński. – „Palenie żywcem, rąbanie, wykręcanie stawów”.

Jednocześnie donosił o jednostkach samoobrony, które organizowała lokalna ludność polskiego pochodzenia; chwalił się nawet, że powstają one na jego rozkaz. Tyle tylko, że Polacy w rzeczywistości wpadli na ten pomysł znacznie wcześniej, wychodząc z założenia, że czekanie na pomoc zewnętrzną może jedynie zaprowadzić ich szybciej do grobu. Metodyczne działania w celu zatrzymania rzezi AK podjęła natomiast dopiero po tym, jak apogeum mordów minęło. Jak relacjonuje Grzegorz Motyka:

Masakry z 11 lipca 1943 roku skłoniły Kazimierza Banacha i pułkownika Kazimierza Bąbińskiego do współdziałania. 19 lipca wspólnie wydali rozkaz o scaleniu Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa i administracji cywilnej z wojskiem. Następnego dnia dowództwo AK podjęło decyzję o natychmiastowym tworzeniu oddziałów partyzanckich, które miały uzyskać gotowość 28 lipca.

Dla dziesiątków tysięcy pomordowanych Polaków było już jednak za późno. Pomoc przyszła poniewczasie i okazała się niewystarczająca. Ponadto, wbrew temu, co pisał pułkownik Kazimierz Bąbiński, podległe mu struktury nie dokonały niemal żadnych akcji likwidacyjnych banderowskich prowodyrów. Jeszcze wiosną 1943 roku zbrodniarze mogli na Wołyniu czuć się zupełnie bezpiecznie. Kilka wyroków „w imieniu Rzeczypospolitej” – w Łucku i Włodzimierzu Wołyńskim – wykonano dopiero w drugim półroczu 1943 roku.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o najnowszą książkę Piotra Zychowicza „Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Rebis.

Jednak nie tylko opieszałość ze strony dowództwa miała wpływ na opóźnienie działań podziemnego wojska na Wołyniu. Jak podkreśla Piotr Zychowicz w książce „Wołyń zdradzony”:

Zlekceważenie siły UPA, kurczowe trzymanie się absurdalnych planów powstańczych i obojętność Komendy Głównej nie były bowiem jedynymi powodami zdumiewającej bierności Armii Krajowej. Kolejnym niezwykle bulwersującym powodem było to, że przywódcy polskiego podziemia na Wołyniu się… pokłócili (…).

Stronami tego konfliktu był z jednej strony wołyński dowódca Armii Krajowej pułkownik Kazimierz Bąbiński „Luboń”, z drugiej zaś – wołyński delegat rządu na kraj Kazimierz Banach posługujący się pseudonimem „Jan Linowski”.

Ten pierwszy – piłsudczyk, były żołnierz Legionów i peowiak, wyraźnie nie przepadał za drugim – działaczem radykalnego społecznie i sekowanego za czasów sanacji Stronnictwa Ludowego. I z wzajemnością. Panowie zamiast działać wspólnie na rzecz lokalnej ludności, rywalizowali o władzę. Dochodziło między nimi do karczemnych awantur, na przykład o to, które struktury powinny zajmować się walkami z UPA (Bąbiński opowiadał się za przekazaniem tego w gestię Podziemnej Policji, tymczasem Banach chciał zbroić ludność).

Tymczasem kiedy oni spierali się o to, kto powinien kierować akcją ratowania Polaków, sama akcja stała w miejscu.

Czemu odsiecz nie nadeszła?

Oczywiście nie wszystkie działania AK w tym czasie należy oceniać negatywnie. Mimo zamieszania i dezorganizacji panującej na szczytach struktur Polskiego Państwa Podziemnego, w historii Wołynia nie brakuje również przykładów heroicznej walki lokalnych przywódców oraz działaczy.

Zwłoki zamordowanych Polaków podczas napadu UPA na kolonię Lipniki 26 marca 1943 roku. Gdyby Armia Krajowa zareagowała szybciej, ofiar mogłoby być znacznie mniej.

Warto tutaj wspomnieć chociażby Henryka Cybulskiego „Harry’ego” i Ludwika Malinowskiego „Lwa”, których szeroko zakrojone i bohaterskie akcje obronne były solą w oku banderowców. Ich poświęcenie pozwoliło nie tylko uratować wiele polskich istnień, ale także doprowadziło do znacznego osłabienia sił ukraińskich narodowców w 1944 roku.

Niestety, nie można nie zadać pytania: co by było gdyby… Gdyby reakcja przyszła szybciej? Gdyby raporty nie były ignorowane? Gdyby wsparcie zostało wysłane wcześniej? Wreszcie gdyby posiłki były liczniejsze? Jak wylicza Piotr Zychowicz w „Wołyniu zdradzonym”:

Latem 1943 roku, gdy ludobójcze mordy na wołyńskich Polakach sięgnęły szczytu, miejscowe struktury Armii Krajowej nie mogły udzielić rodakom żadnej poważniejszej pomocy. Wynikało to z pięciu zasadniczych powodów:

1. Struktury polskiej konspiracji na Wołyniu powstały zbyt późno.
2. Wołyńska AK, konsekwentnie lekceważąc zagrożenie ze strony UPA, nie sformowała oddziałów partyzanckich, które mogłyby bronić żyjących tam Polaków.
3. AK kurczowo trzymała się antyniemieckich planów powstańczych i większą część swoich wysiłków skupiała na szykowaniu się do operacji „Burza”.
4. Skuteczne działanie wołyńskiego podziemia paraliżował ostry konflikt między dowódcą AK a delegatem rządu na kraj.
5. Wołyńska AK – mimo wielu apeli i próśb – nie doczekała się dostaw broni i ludzi z centralnej Polski.

Najbardziej niepokojącym jest jednak fakt, iż faktyczna lista powodów była jeszcze dłuższa.

Bibliografia:

  1. Anna Herbich, Dziewczyny z Wołynia, Znak Horyzonty, Kraków 2018.
  2. Dariusz Faszcza, Komenda Okręgu AK “Wołyń” wobec eksterminacji ludności polskiej w 1943 r., „Niepodległość i Pamięć” 20/3–4 (43–44), s. 73–97, 2013.
  3. Grzegorz Motyka, Od rzezi wołyńskiej do akcji “Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943–1947, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.
  4. Piotr Zychowicz, Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2018.
  5. Piotr Zychowicz, Wołyń zdradzony. Czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2019.

Sprawdź, gdzie kupić „Wołyń zdradzony. Czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA”:

Wołyń zdradzony

Wołyń zdradzony

Piotr Zychowicz

TaniaKsiazka.plksiążka 35,13 złIdź do sklepu »
chodnikliteracki.plksiążka 35,16 złIdź do sklepu »
tantis.plksiążka 35,52 złIdź do sklepu »
Paskarz.plksiążka 35,81 złIdź do sklepu »
swiatksiazki.plksiążka 36,87 złIdź do sklepu »
Matras.plksiążka 36,99 złIdź do sklepu »
znak.com.plksiążka 37,10 złIdź do sklepu »
Woblink.comksiążka 37,10 złIdź do sklepu »

Kto jest bardziej chory: system czy ludzie?

Kto jest bardziej chory: system czy ludzie?

Coraz częściej chodzi o to, by fascynować głupców i kneblować inteligentnych. Bertrand Russell

——————————-

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 25
 
READ IN APP
 

„Głupcy” są zafascynowani błyszczącymi i nieistotnymi rzeczami, sportem, hazardem, grami, programami telewizyjnymi, nieistotnymi dyskusjami politycznymi, śledzeniem „influencerów” i rzeczami, które ogólnie dają im poczucie, że ich życie jest dobre lub że mają wpływ na rzeczy, lub że w ogóle mogą coś zdecydować. Jak mają być ważni, jakie „mają znaczenie”.

„Głupcy” niekoniecznie są głupcami, są po prostu zwykłymi ludźmi ze zwykłymi problemami. Znajdując się w sytuacji, w której muszą walczyć o jedzenie każdego dnia i odkrywając, że byli ślepi, oszukani przez system, że są „ważni”, mogą sprawić, że się zmienią.

„Inteligentni” ludzie mogą wydawać się nieco mądrzejsi od głupców, ale rozumieją, jak działają rzeczy, więc trzymają usta zamknięte. Jeśli będą mówić za dużo, zostaną uciszeni lub zniszczeni.

„Wojna jest pokojem, wolność jest niewolą, a ignorancja jest siłą.” (George Orwell, „1984” )

Jesteśmy rozgrywani z jednego końca historii, kiedy ludzie nie mieli zbyt wielu praw i wolności, do drugiego końca historii, kiedy ludzie będą rabowani i okradani z praw i wolności. A wszystko to będzie się działo w imię praw i wolności.

Jesteś uciszany w imię wolności słowa. Prawa są ci odbierane w imię praw innych ludzi. Wolność jest powoli anulowana w imię „walki o wolność i demokrację”.

W tym pięknym świecie wolności i praw, musisz pozostać głupi, kochać wojnę i uważać na to, co mówisz (publikujesz), inaczej możesz powoli umrzeć na bezrobociu.

Kontynuując rozważania w tym samym duchu, istotne jest nie tylko to, w jakim kierunku system i społeczeństwo nas popychają (lub do czego nas popychają), ale także to, jak działają współczesne systemy lub jak bardzo są kruche.

Kilka tygodni temu sieć szpitali w mojej okolicy (a także kilka innych placówek) padła ofiarą cyberataku.

W rezultacie wszystkie dane dotyczące dokumentacji medycznej, dane dotyczące operacji, dane banków dawców… wszystko zostało naruszone. Niektóre usługi nie działały przez dłuższy czas, niektóre operacje zostały przełożone itd. Oficjalnie problemy zostały rozwiązane w ciągu kilku dni. Nieoficjalnie trwały znacznie dłużej i było dość chaotycznie, ponieważ wszystkie dane były niedostępne.

Kilka dni temu wydarzyło się coś podobnego, ale na o wiele, wiele większą skalę . Nadal nie znana jest skala i jak bardzo wpłynie na codzienne życie i ilu osób. Mówią, że wadliwa aktualizacja zabezpieczeń spowodowała awarię tysięcy systemów Windows na całym świecie, więc wiele rzeczy po prostu nie działa, wpływając na komunikację, banki i nadawców telewizyjnych…

Możesz powiedzieć, że tak się dzieje i ludzie będą żyć dalej, ale tak, to nie jest wielka sprawa, chyba że potrzebujesz pilnej operacji i nie masz żadnych danych na swój temat, albo masz zaplanowane leczenie raka, które musi zostać przełożone… albo po prostu nie masz jedzenia i gotówki, a Twoja karta bankowa nie działa.

I pamiętajcie, że to (tak jak to wygląda w tej chwili) to nadal mała rzecz, mała porażka.

Czy potrafisz sobie wyobrazić całkowitą i globalną porażkę?

System jest kruchy. System działa w taki sposób, że nie trzeba go bombardować, aby go zniszczyć. Zły facet musi po prostu „wyciągnąć wtyczkę” we właściwym miejscu, aby rozpocząć chaos. Może ktoś wyciągnął „małą” wtyczkę, tylko po to, aby przetestować rzeczy ostatnio tym „niebieskim ekranem śmierci”? Może ktoś chciał wszystko wyłączyć, ale mu się nie udało?

Wcześniej czy później wielka wtyczka zostanie odcięta, po prostu dlatego, że ktoś to zrobi i wydarzą się złe rzeczy.

A teraz trochę o ludziach…

Wszyscy oglądaliście nagranie z zamachu na Donalda Trumpa.

Jest aktywna strzelanina. Nikt dokładnie nie wie, co się dzieje, ilu jest strzelców, jaki rodzaj broni jest używany i co jeszcze zostanie użyte. Większość ludzi stoi, patrzy, co się dzieje i nagrywa sceny telefonami komórkowymi.

Trochę dziwne, prawda?

Wygląda na to, że większość ludzi umrze po prostu dlatego, że będą próbowali nagrać katastrofę na swoich telefonach.

Nie chodzi tylko o system. Chodzi również o zwykłych ludzi.

Zazwyczaj stajemy się idiotami, pozbawionymi instynktu przetrwania, a im lepsze i nowocześniejsze życie mamy, tym dłuższy i boleśniejszy upadek nas czeka, gdy trauma się wydarzy.

A teraz skorelujmy tych ludzi z czasami, kiedy “wielka wtyczka zostanie” wyjęta…

Co Twoim zdaniem się wtedy stanie?

https://www.theorganicprepper.com/selco-shtf-phones/

„Donald matole, twój rząd obalą kibole”. Teraz Bodnar…

Teraz Bodnar będzie walczył z „kibolami”, bo Tusk unika pewnej porażki

Matka Kurka 23 lipca 2024 kontrowersje/teraz-bodnar-bedzie-walczyl-z-kibolami

Komentowanie tego, co się dzieje w polskiej polityce, to naprawdę ciężki kawałek chleba i trzeba się wspiąć na wyżyny formy, żeby nie zanudzić powtarzającą się treścią. Wszystko już ? Lepiej nie kusić losu takimi stwierdzeniami, ale pewne jest, że większość się powtarza, chociażby walka z chuligaństwem i przestępczością. Pamiętna kastracja pedofilów, czym zajmował się Tuska, no może nie dosłownie, ale chemicznie, zakończyła się… niczym

Jeszcze gorzej wyszedł Tusk na walce z „kibolami”, bo w ocenie wielu analityków miała to być jedna z przyczyn obalenia jego rządu, co zresztą wieszczyli sami kibice: „Donald matole, twój rząd obalą kibole”. W tamtym czasie Internet nie był jeszcze taką potęgą, jaką jest dziś, ale i tak bardzo szybko wypomniano hipokrycie Tuskowi, że sam stał na czele „kiboli” Lechii Gdańsk i to był dopiero początek kompromitacji.

Potem mieliśmy cała serię wpadek i działań, które doprowadziły Tuska na skraj śmieszności. Prokuratorskie ściganie za przyśpiewki, akcja „widelec” w wykonaniu Schetyny, wieloletnie aresztowania. Wszystko to razem wzięte jest do dziś pamiętane i pewnie dlatego Tusk taktycznie nie odniósł się do ostatniej oprawy Legii Warszawa i baneru Polonii Warszawa, za to do boju ruszył lub został wysłany Adam Bodnar.

Dla porządku wypada napisać o co w ogóle chodzi, przeciw jakiemu antysemityzmowi i homofobii tym razem będą prowadzone walki o tolerancję? W jednym przypadku homofobia chyba naprawdę ma zastosowanie, bo kibice Polonii Warszawa wywiesili baner z napisem: „Strefa wolna od LGBT”. Nie jest to całkowicie nowa inicjatywa i dużo wcześniej było sporo szumu wokół postulowanej strefy, a ponieważ Bodnar ma nieustanne kłopoty wizerunkowe, to sięgnął po ten odgrzewany kotlet, żeby się trochę za nim schować. Drugiej sprawy raczej takimi prostymi zabiegami pozamiatać się nie da i chociaż kibice Legii wykazali się pełną ksenofobią, to Polacy w większości podpisują się pod zakazem wjazdu do Polski dla „uchodźców”

Tak zwana oprawa stadionowa, w wykonaniu kibiców Legii nie należała do łagodnych. Na wielkim plakacie stała Słowianka z łbem świni na tacy, a obok niej dwóch dżentelmenów, jeden wyposażony w młotek, drugi w kij bejzbolowy, pod spodem widniał napis: „Refugees Welcome”.

Lewicowo-liberlane środowisko się zagotowało i kwestią czasu było, kiedy politycy „koalicji 13 grudnia” wyrażą swoje oburzenie. Kilku z nich oburzyło się natychmiast, no i dziś dołączył Adam Bodnar strasząc ustawą o mowie nienawiści. I tylko Donald Tusk po tramie sprzed lat milczy jak zaklęty. W tym miejscu pojawiają się dwie mądrości ludowe: „presja ma sens” i „Tusk się boi tylko silniejszych od siebie”.

Nie ma żadnego przypadku w tej milczącej dyplomacji i asekuracji Donalda Tuska, on wie, że brać kibicowska to niemała siła, a co jeszcze ważniejsze w tej sprawie zdecydowana większość Polaków mówi stanowcze „NIE”. Rzecz jasna nie wszyscy w tej grupie będą bić brawo kibicom Legii, cześć pewnie skrytykuje tę oprawę, jednak to nie jest ta sama kategoria, którą wcześniej nazywano „nie kibicami, tylko chuliganami”. Takie nastroje społeczne ocenzurowały Tuska i jeśli nawet w końcu napisze jakiś mało śmieszny komentarz na portalu „X”, czy powie coś na okrągło, przyciskany przez dziennikarzy, to porównać się tego nie da z dawnym zapałem i stanowczością.

Kolejny raz się potwierdziło, że Tusk nie pcha się tam, gdzie może zebrać baty, tak było z prezydenturą w 2020 roku i tak jest z kibicami. Z kolei Bodnar to lubi , a poza tym nie ma wyjścia i to tłumaczy jego aktywność medialną w tej sprawie. Tak, czy siak mimo wszystko zmienia nam się monotonna scena polityczna, co kiedyś było modne, dziś staje się niebezpieczne. Dlatego warto wywierać presję w wszystkich istotnych obszarach, od CPK, przez wymiar sprawiedliwości, aż po niemieckie reparacje.

=================

Warianty:

Amerykanizacja czyli taran globalizacji

Amerykanizacja czyli taran globalizacji Autor: AlterCabrio , 24 lipca 2024

«A my – cóż – jesteśmy narodem szczególnie podatnym na takie łzawe bzdury. Ten infantylny sposób myślenia o polityce był tym, co tak naprawdę zawsze doprowadzało nas i nasze państwo do upadku – zarówno w roku 1795, jak i 1939. Dlatego, że podczas gdy inne państwa toczą bezwzględną, odrzucającą jakiekolwiek emocje i sentymenty rozgrywkę, my wolimy pławić się w bajaniach o „wolności naszej i waszej” (wasza, co ciekawe, zdaje się być zawsze na pierwszym miejscu) i samobójczym winkelriedyzmie.»

◊

«Już Platon dostrzegał, że moralna deprawacja młodzieży poprzez sztukę jest z punktu widzenia funkcjonowania społeczeństwa zjawiskiem szczególnie niebezpiecznym, gdyż człowiek młody ze względu na brak życiowego doświadczenia jest często niezdolny do wyrobienia właściwego osądu, stąd też postawę destrukcyjną może powziąć za pożądaną. Liberalizm i relatywizm tworzą z kolei pod taką deprawację idealny grunt.»

−∗−

Amerykanizacja, czyli taran globalizacji

„American way of life stanowiła formę kolonizacji ideologicznej i kulturowej. Chodziło o uformowanie na modłę amerykańską nowego, koczowniczego konsumenta, uzależnionego od boskiego rynku, oraz stworzenie Europy na wzór Stanów Zjednoczonych, korzystając z faktu iż po wojnie Europa stała się niczym tabula rasa” – pisał niegdyś Phillippe de Villiers.

Od wojny minęło już prawie 80 lat. Tabula rasa została zapisana. To, co przez wieki stanowiło fundament europejskiej tożsamości, odeszło w niepamięć i zostało wyparte przez ideologie. Liberalizm i neomarksizm tak bardzo przeżarły umysły współczesnych Europejczyków, że nie potrafią oni dzisiaj właściwie zdefiniować tego, co prawdziwie europejskie. Tożsamość europejska rozmyła się, a w jej miejsce podstawiono tożsamość nową – unijną – która jest tak naprawdę tej pierwszej zaprzeczeniem. W całym tym procesie kluczową rolę odegrała amerykanizacja, pełniąca funkcję tarana globalizacji.

Amerykanizacja a globalizacja

Ponad rok temu opublikowałem na naszym portalu tekst pt. ‘Amerykanizacja, czyli zalew antykultury’. Opisałem wówczas, w jaki sposób zaimplementowano proces amerykanizacji w polskiej przestrzeni publicznej po roku 1989, wskazując na to, że jako społeczeństwo wychodzące z bloku post-komunistycznego, okazaliśmy się na amerykanizację szczególnie podatni. Tym razem chciałbym ten wątek uzupełnić o przemyślenia związane z rolą, jaką zjawisko amerykanizacji odgrywa w procesie galopującej społeczno-kulturowej globalizacji, która jest z kolei jednym z podstawowych narzędzi ekspansji ideologii globalizmu. Aby to zjawisko lepiej zrozumieć, należy przyjrzeć się temu, co stało się z Europą po roku 1945.

Punktem wyjścia niech będzie dla nas słownikowa definicja pojęcia globalizacji:

globalizacja, charakterystyczne i dominujące w końcu XX i na początku XXI w. tendencje w światowej ekonomii, polityce, demografii, życiu społecznym i kulturze, polegające na rozprzestrzenianiu się analogicznych zjawisk, niezależnie od kontekstu geograficznego i stopnia gospodarczego zaawansowania danego regionu. (Encyklopedia PWN)

Jakież to „analogiczne zjawiska” rozprzestrzeniały się „niezależnie od stopnia gospodarczego zaawansowania danego regionu”? Odpowiedź jest bardzo prosta. Nie istnieje, nie istniała i zapewne nigdy nie będzie istniała jedna kultura czy też cywilizacja globalna, toteż nie mogliśmy mieć do czynienia z jej eksportem. To, co w słownikowej definicji zostało ujęte jako „analogiczne zjawiska”, to tak naprawdę w sferze społeczno-kulturowej zjawisko zalewu całego globu przez nowoczesną kulturę amerykańską (w tym przez dominujący w niej współcześnie post-modernistyczny prąd o odcieniu jednoznacznie antykulturowym). Stąd też zjawisko globalizacji na poziomie kulturowym jest równoznaczne ze zjawiskiem amerykanizacji. Współczesna globalizacja odbywa się praktycznie tylko i wyłącznie poprzez amerykanizację.

Realpolitik, czyli jak kolonizować frajerów

Żeby zrozumieć jak głęboko amerykanizacja na płaszczyźnie kulturowej „przeorała” Europę musimy cofnąć się do roku 1945, bowiem to wtedy tak naprawdę rozpoczyna się proces dynamicznej kolonizacji Starego Kontynentu przez Amerykę. Z jednej strony kolonizacja ta obejmuje obszar gospodarki – wyniszczone państwa europejskie zostają finansowo uzależnione od amerykańskiej kroplówki firmowanej nazwiskiem gen. George’a Marshalla. Oficjalny kanał, którym Amerykanie przesyłają ogromne zasoby do Europy, nie jest jednakże jedynym – szereg „fundacji”, instytucji stanowiących de facto przykrywkę dla działalności tajnych służb, wspiera na terytorium Europy szereg inicjatyw o charakterze politycznym – co ciekawe, jedynie takich, które promują i realizują ideę Europy „zjednoczonej”.

Dziś odgórnie narzucona narracja przedstawia nam Plan Marshalla jako wspaniałomyślny gest naszych atlantyckich braci, którzy odbudowali Europę z gruzów jedynie z odruchu dobrego serca i współczucia dla swojej „starszej siostry”. Tak naiwny, infantylny punkt widzenia, może przyjmować jedynie człowiek, który nie rozumie podstawowej zasady światowej polityki – żadne poważne państwo niczego i nigdy nie robi bezinteresownie.

A my – cóż – jesteśmy narodem szczególnie podatnym na takie łzawe bzdury. Ten infantylny sposób myślenia o polityce był tym, co tak naprawdę zawsze doprowadzało nas i nasze państwo do upadku – zarówno w roku 1795, jak i 1939. Dlatego, że podczas gdy inne państwa toczą bezwzględną, odrzucającą jakiekolwiek emocje i sentymenty rozgrywkę, my wolimy pławić się w bajaniach o „wolności naszej i waszej” (wasza, co ciekawe, zdaje się być zawsze na pierwszym miejscu) i samobójczym winkelriedyzmie. Potrafimy nawet posunąć się do rozbrojenia własnej armii i utrzymywania na koszt polskiego podatnika milionów obywateli obcego państwa za pośrednictwem świadczeń socjalnych, podczas gdy w zamian nie potrafimy nawet poprosić (!) o spełnienie tak minimalnego cywilizacyjnie standardu jak ekshumacja zwłok naszych pomordowanych rodaków. Tylko jak tutaj negocjować, kiedy społeczeństwo marzące o zbawianiu wszystkich narodów poza własnym, którego zmysł polityczny ukształtowały media z obcym kapitałem, nie rozumie nawet, co jest w jego własnym interesie?

Zostawmy jednak „daremne żale” na boku i przyjmijmy punkt widzenia państw poważnych – finansowanie cudzych przedsięwzięć, inwestowanie w rozwój innych państw, czy też – być może przede wszystkim – uzależnienie innych państw od ogromnych kredytów, to narzędzia, które imperia wykorzystują do tego, by swoje tereny kolonialne trzymać w szachu. Elity amerykańskie miały doskonałą świadomość tego, że dysproporcja sił jaka powstała między Stanami Zjednoczonymi a Europą Zachodnią po II wojnie światowej, stwarza im historyczną szansę takiego uzależnienia kontynentu europejskiego, które otworzy możliwość ogromnej gospodarczej ekspansji, a ta zawsze przynosi multum korzyści natury politycznej.

Amerykanizacja na poziomie społeczno-kulturowym była jedynie projektem ubocznym całego tego procesu, lecz nie – jak mogłoby się wydawać – spontanicznym, a równie precyzyjnie zaplanowanym, jak wszystkie działania Stanów Zjednoczonych na pozostałych poziomach.

De-europeizacja Europy

Od samego powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki istniały fundamentalne różnice pomiędzy kulturą, która kształtowała się za oceanem, a szeroko rozumianą kulturą europejską o wielusetletniej tradycji. Różnice te uwidaczniały się z jednej strony na poziomie ustrojowym – Stany Zjednoczone powstały jako państwo poprzez odrzucenie tego, co stanowiło przez wieki element tradycji politycznej niemal wszystkich państw europejskich – monarchii. Z drugiej strony protestantyzm, stanowiący rdzeń mentalności pierwszych pokoleń Amerykanów, wykształcił w tym narodzie cechę skrajnego pragmatyzmu, a to z kolei umożliwiło błyskawiczny rozwój mechanizmów wolnorynkowych, co stworzyło idealny grunt pod dynamiczną ekspansję ideologii liberalnej, będącej dzisiaj kluczem w rozprzestrzenianiu się kultury amerykańskiej w Europie. Odwrócenie tego procesu – demonarchizacja i liberalizacja Europy – zaczęło się na szeroką skalę już po I wojnie światowej.

Dzisiaj odczarowanie liberalizmu pozostaje jednym z największych problemów na drodze do jakiegokolwiek uzdrowienia Europy z jej rozlicznych śmiertelnych chorób. To liberalizm stał się jednym z podstawowych narzędzi w procesie „de-europeizacji” Europy, czyli procesu roztapiania tożsamości europejskich narodów poprzez dekonstrukcję tradycyjnych form życia społecznego i postawienie na piedestale jednostki, której sens egzystencji sprowadzono do prymitywnej konsumpcji.

Liberalizm stawiający w centrum jednostkę w oderwaniu od wspólnoty jest całkowitym wykoślawieniem tradycji europejskiej – tradycji cywilizacji łacińskiej, która, owszem, pod wpływem czynnika chrześcijańskiego upodmiotowiła jednostkę bardziej niż jakakolwiek inna cywilizacja, ale nigdy nie odrywała jej od wspólnoty i nie stawiała w centrum wraz z jej abstrakcyjnym prawem do wolności absolutnej (która w optyce liberalnej przyjmuje formę wolności „od”, prowadzącą do totalnego wypaczenia tego pojęcia, w odróżnieniu od racjonalnego pojęcia wolności „do”).

Ekspansja liberalizmu w Europie po roku 1945, a w Polsce i innych państwach post-komunistycznych Europy Środkowo-Wschodniej po roku 1989, dokonała na przestrzeni kilku pokoleń całkowitej redefinicji tego, co europejskie. Prawo rzymskie, filozofia grecka i chrześcijaństwo – filary cywilizacyjne Europy – zostały wyparte w tak dalekim stopniu, że wielu Europejczyków nie posiada na ich temat żadnej wiedzy. Dominacja liberalizmu, w którym absolutyzacja pojęcia wolności musi prowadzić do likwidacji wszelkich barier wolność ograniczającą, działała na europejskie społeczeństwa niczym rozpuszczalnik – z jednej strony liberalizm rozpuszczał tradycyjne zasady moralne poprzez ustanowienie prymatu relatywizmu w sferze etycznej (jednostka sama decyduje o tym co jest dobre, a pojęcie ‘dobra’ przestaje być obiektywne i uniwersalne), a z drugiej strony rozpuszczał stanowiące fundament europejskości wielusetletnie tożsamości narodowe, unicestwiając przy okazji różnorodność narodowych kultur poprzez gloryfikację jednostki i jej oderwanie od odpowiedzialności i obowiązków względem narodu, którego jest ona częścią.

Warto w tym miejscu pochylić się nad wspomnianą kwestią różnorodności narodowych kultur. Jest to pojęcie szczególnie istotne ze względu na to jak podstępnie współczesne elity globalistyczne oraz eurokratyczne się nim posługują. Różnorodność rozumują oni de facto jako likwidowanie różnic – euro-globalistyczna różnorodność ma polegać na całkowitej akceptacji różnorodności na poziomie indywidualnym, przy jednoczesnej likwidacji różnorodności na poziomie zbiorowym (społeczeństw i kultur). To, co charakteryzuje dziś wszystkie działania ONZ i Unii Europejskiej – zarówno na poziomie politycznym, jak i społeczno-kulturowym – to przymusowa i bezwarunkowa unifikacja, nieustanne dążenie do zaprowadzania ujednoliceń we wszystkich obszarach życia ludzkiego (co jest swoją drogą charakterystyczne dla wszystkich aparatów politycznych o charakterystyce totalitarnej). Tymczasem bogactwo cywilizacyjne Europy wzięło się między innymi właśnie z różnorodności, ale nie takiej, którą rozumujemy jako mieszaninę pozbawionych tożsamości jednostek, lecz wspólnotę narodów i ich kultur – połączonych wspólnym dziedzictwem, ale niezależnych od siebie i rozwijających się w różnych kierunkach. Narody rozwijające się obok siebie, ale nie w stanie izolacji, lecz objęte pewnym wspólnym polem wzajemnych oddziaływań, jakie stanowiła cywilizacja łacińska, były w stanie wykrzesać z siebie różnorodne, wspaniałe warianty tejże cywilizacji, czyli poszczególne narodowe kultury. Ten naturalny porządek rzeczy burzy od kilkudziesięciu lat eurokratyczny bizantynizm.

Amerykanizacja jako globalna unifikacja wzorców kulturowych

Idealne warunki do ekspansji amerykańskiej kultury zrodziły się w roku 1945. Zrujnowana wojną Europa zastygła na pewien czas w szoku po wydarzeniach, które miały miejsce na jej terenie. Gospodarcza ruina siłą rzeczy ukierunkowała wysiłki społeczeństw europejskich w stronę odbudowy. W tym samym czasie Ameryka nie próżnowała, pełniąc rolę czynnego kreatora nowego europejskiego ładu politycznego – ustanowiony wówczas na terenie Europy demoliberalizm wrył się tak głęboko w społeczną świadomość Europejczyków, że są oni bardziej przekonani, że to „jedyny słuszny ustrój” niż czerwoni towarzysze lat 50. i 60.

Podobnie też przez cały czas wojny funkcjonował w Ameryce przemysł medialno-rozrywkowy, który wykorzystał 6 lat wojennej zawieruchy na zdystansowanie całej światowej konkurencji – zarówno pod względem finansowym, jak i technologicznym. Tego dystansu, który narodził się wówczas, nie zniwelowano już nigdy. Stworzyło to elitom amerykańskim niespotykaną do tej pory możliwość ekspansji kulturowej, a rozbita Europa stała się idealnym dla tejże ekspansji łupem. Tabula rasa, jak ujął to de Villiers.

Pojęcie soft power odgrywa w polityce międzynarodowej szczególną rolę i elity amerykańskie lat 40. i 50. miały tego doskonałą świadomość. O wiele łatwiej jest narzucić hegemonię polityczną, jeżeli przy okazji narzuci się innym hegemonię kulturową. Ludzie, którzy daną kulturę lubią, są mniej skłonni do przeciwstawiania się jej rozpowszechnianiu. A rozpowszechnianie się danej kultury, to z kolei rozpowszechnianie także wzorców myślenia i postępowania.

O tym jak zabójczo skuteczna okazała się ta strategia, niech świadczy fakt, że dzisiaj – 80 lat później – przeciętny Europejczyk lepiej zna kino amerykańskie i muzykę amerykańską niż swoje własne kino i muzykę (z literaturą jest pewien problem, o którym wspomnę później). Ale jak może być inaczej – rzeknie z drugiej strony Homo europaeus – skoro „moja” kultura jest całkowicie nieatrakcyjna i nie potrafi z amerykańską konkurować? Słuszna to uwaga, lecz pomija jeden, kluczowy w całej sprawie aspekt – jak do tego doszło, że kultury europejskie stały się niezdolne do konkurowania z kulturą amerykańską?

Otóż odpowiedź jest banalna – kultury europejskie, za wyjątkiem francuskiej (Francja to bodajże jedyny kraj europejski, który po wojnie swój język i kulturę przed amerykańskim zalewem starał się chronić poprzez regulacje prawne) – zamerykanizowały się. Europejscy twórcy, z nielicznymi wyjątkami, przestali tworzyć własne formy w sztuce, lecz zaczęli biernie małpować dominujące wzorce, gdyż z komercyjnego punktu widzenia było to po prostu najbardziej opłacalne.

Powojenna europejska kinematografia nie była w stanie konkurować z kinematografią amerykańską, posiadającą nieporównywalnie większą liczbę środków i narzędzi do realizowania bardziej zaawansowanych technicznie produkcji. Po II wojnie światowej Hollywood i kino amerykańskie zalewają swoimi produkcjami cały świat, powodując całkowitą utratę jakiejkolwiek kulturowej równowagi w zachodniej hemisferze, a mówimy tutaj o płaszczyźnie absolutnie kluczowej w kontekście kształtowania świadomości i postaw. Film z wielu przyczyn – także na poziomie psychologicznego odbioru – stanowił bowiem w okresie powojennym (i pod pewnymi względami jest tak aż do dnia dzisiejszego) główne narzędzie oddziaływania kulturowego na społeczeństwa. Dysproporcja, chociażby w potencjale generowania produkcji filmowych, stała się w krótkim czasie tak ogromna, że zalew amerykańskiego kina stał się nieodzowny.

Warto jednakże dodać, że mówiąc o kinie amerykańskim, musimy wyszczególnić dwa zasadnicze okresy – przed rokiem 1966 oraz po roku 1966. Od momentu, w którym w Hollywood przestał obowiązywać kodeks Haysa, regulujący aspekty moralne powstających filmów, mamy do czynienia z galopującą degrengoladą poziomu moralnego produkcji filmowych i sprowadzenia kina jako takiego do poziomu sztuki prymitywnej, czyli antysztuki. Nie oznacza to jakkolwiek, że po roku 1966 nie powstawały w amerykańskiej kinematografii dzieła wybitne – zasadniczy problem tkwi gdzie indziej, a stała się nim masowa produkcja dóbr kultury. Produktem ubocznym umasowienia zawsze staje się prymitywizacja. Toteż z biegiem lat, im więcej filmów produkowało Hollywood, tym niższy stawał się ich poziom.

Odbiorcami kultury stały się bowiem już nie tylko klasy wyższa i średnia, lecz także niższe warstwy społeczne, kulturowo niewyrobione, których oczekiwania nie przekraczały poziomu „mięsa i krwi”. To niestety spowodowało dostosowanie przekazu, formy i treści, właśnie do tychże warstw, gdyż one – ze względu na swoją liczebność – zapewniały produkcjom największe dochody. Rafał Ziemkiewicz bardzo celnie spostrzegł swego czasu, że o ile niegdyś ludzie z niższych sfer dowiadywali się poprzez sztukę, o tym jak żyją ludzie ze sfer wyższych i próbowali ich naśladować, o tyle teraz, to ludzie z wyższych warstw społecznych oglądają filmy o warstwach niższych i w rezultacie się do nich upodabniają (vide oszałamiające sukcesy prymitywnych filmów Vegi).

Dysproporcja zarysowała się także na rynku muzycznym – możliwości produkcyjne amerykańskiego przemysłu rozrywkowego, w porównaniu z europejskim przemysłem były nieporównywalnie większe. Stąd też wraz z rozwojem technologii radiowej, a potem także Internetu, muzyka amerykańska – często skrajnie prymitywna w formie i treści, co wyraża się w niezrozumiałych przez odbiorców tekstach – stała się tak naprawdę muzyką o charakterze globalnym.

Jedynie literatura nie uległa w tak dużym stopniu zalewowi amerykanizacji. Wiąże się to chociażby z faktem, że literatura, jako sztuka o wiele starsza niż film i muzyka współczesna, została do Ameryki poniekąd „eksportowana”, toteż literatura amerykańska bazuje na europejskiej tradycji literackiej i stanowi – w pewnym sensie – jej odgałęzienie. Ponadto obszar literatury, z natury bardziej elitarny, ze względu na oporność mas niechętnych do wysiłku intelektualnego, z jakim wiąże się lektura, z punktu widzenia amerykańskiego nie miał aż tak dużego znaczenia, gdyż siłą rzeczy posiadał zbyt ograniczony obszar oddziaływania. Dzisiejszy Homo europaeus to w swojej masie analfabeta drugiego rzędu – człowiek, który posiada zdolność do czytania i pisania, lecz z niej nie korzysta.

Re-polonizacja?

Kultura ma to do siebie, że ciągnie ludzi w górę, pomagając im rozwijać się intelektualnie, moralnie oraz duchowo. Antykultura z kolei ciągnie ludzi w dół, deprawując ich intelektualnie, moralnie i duchowo, poprzez gloryfikację prymitywnych form i prymitywnych treści, które nie niosą ze sobą żadnej wartości wyższej, lecz jako takie są jedynie pozorowane. Zasadniczy problem naszych czasów polega na niezdolności odróżnienia kultury od antykultury przez człowieka współczesnego.

Oddziaływanie kultury (lub antykultury) na kształtowanie ludzkich postaw jest ogromne i stąd też ogromne znaczenie dla rozwoju jednostki ma to, jakie treści kulturowe ją otaczają. Dzisiejsza młodzież dorasta w otoczeniu większego natłoku treści antykulturowych niż jakiekolwiek inne pokolenie w historii. Doskonale potrafią to wykorzystywać promotorzy rozmaitych ideologii – niewspomniany w tym tekście potężny przemysł seriali telewizyjnych, który przeniósł się dziś praktycznie całkowicie do internetu, pełni dzisiaj dokładnie tę jedną, fundamentalną funkcję – poprzez przekaz podprogowy (którego nie jest w stanie wychwycić jednostka pozbawiona wiedzy na temat sposobu konstruowania narracji i treści propagandowych przez nią wyrażanych) kształtuje świadomość i postawy młodych ludzi, prawie zawsze w obliczu braku świadomości ich rodziców.

Już Platon dostrzegał, że moralna deprawacja młodzieży poprzez sztukę jest z punktu widzenia funkcjonowania społeczeństwa zjawiskiem szczególnie niebezpiecznym, gdyż człowiek młody ze względu na brak życiowego doświadczenia jest często niezdolny do wyrobienia właściwego osądu, stąd też postawę destrukcyjną może powziąć za pożądaną. Liberalizm i relatywizm tworzą z kolei pod taką deprawację idealny grunt.

Realna batalia o tożsamość toczy się dzisiaj w kontekście pokoleń właśnie dorastających, stąd też tak kluczowym obszarem dla środowisk globalistycznych stała się edukacja. Nacisk na wprowadzanie odgórnych, „globalnych” wytycznych w systemach edukacji nigdy nie był tak silny, jak aktualnie, co pokazuje zresztą skala przygotowywanych przez ONZ oraz UNESCO i implementowanych przez UE projektów znakomicie opisanych na naszej stronie w innym tekście. Tamą w tym obszarze powinno być ustanowienie w narodowej edukacji dogmatu o hierarchizacji kultur – w pierwszej kolejności system edukacji powinien zapewniać wiedzę o kulturze własnej, następnie o kulturze spokrewnionej, a dopiero potem o kulturach obcych. Choć funkcjonujący system teoretycznie do pewnego stopnia trzymał się tej hierarchii, to w praktyce – patrząc na stan wiedzy o kulturze i historii własnego narodu ludzi, którzy przeszli przez system edukacji III RP – wiele z tego nie wyniknęło. Teraz jakkolwiek, w obliczu likwidacji polskiej edukacji przez wywodzącą się z czerwonej dynastii „informatyczkę” z wykształcenia, musimy w tej kwestii używać czasu przeszłego.

Więcej na ten temat w tekście: Likwidacja polskiej szkoły – już za 2 lata

O tym jak głęboki jest nasz tożsamościowy kryzys, niech świadczy fakt, że wielu kwestionuje dzisiaj sens nauczania w szkołach tego, co stanowi fundament, być może najmocniejsze ogniwo naszej kultury – literatury. Tymczasem to właśnie jej potężna siła oddziaływania pomogła Polakom przetrwać zabory i nie pozwoliła na to, abyśmy rozdarci przez trzy mocarstwa rozmyli się w morzu Niemców i Rosjan. Nie potrzebujemy wyrzucania z kanonu lektur Sienkiewicza, Mickiewicza, Słowackiego – wręcz przeciwnie: potrzebujemy re-polonizacji polskiej przestrzeni publicznej, polskiej kultury i polskiej edukacji, tak samo jak Europa potrzebuje re-europeizacji. A re-europeizacja Europy to powrót do korzeni – zaakceptowania faktu, że odrzucając cywilizacyjny fundament w postaci prawa rzymskiego, greckiej filozofii i chrześcijańskiej nauki moralnej na rzecz prowadzących donikąd ideologii osnutych złowrogim cieniem nihilizmu, Europa przestaje być Europą.

I tak jak od cytatu zacząłem, tak na cytacie zakończę, odwołując się ponownie do Phillippe’a de Villiers: „[…] Homo europaeus nie jest człowiekiem o określonej kulturze, nie włada określonym językiem, nie czerpie z bogatego i cennego dziedzictwa cywilizacyjnego – jest to człowiek znikąd, człowiek abstrakcyjny, człowiek, za którym nie stoi człowieczeństwo”. Czyż nie tak właśnie wygląda ostateczny produkt liberalizmu i relatywizmu?

________________

Amerykanizacja, czyli taran globalizacji, Dominik Liszkowski, 24 lipca 2024

Donald Trump: Kamala odpowiada za 20 milionów nielegalnych imigrantów i chce „egzekucji dzieci”

Donald Trump: Kamala odpowiada za 20 milionów nielegalnych imigrantów i chce „egzekucji dzieci”

trump-kamala-odpowiada-za-20-milionow-nielegalnych-imigrantow-i-chce-egzekucji-dzieci

(fot. EPA/BRIAN SPURLOCK / PAP)

Republikański kandydat na prezydenta USA Donald Trump podczas wiecu wyborczego w Karolinie Północnej w środę zaatakował kandydatkę Demokratów Kamalę Harris, nazywając ją „ultraliberalną siłą napędową”, którą należy pociągnąć do odpowiedzialności za politykę imigracyjną administracji Bidena. Poruszył też kwestię lobbowania przez Harris za bezkarnym zabijaniem dzieci w łonach matek.

– Kamala otworzyła nasze granice, co pozwoliło 20 milionom nielegalnych cudzoziemców z całego świata wjechać do naszego kraju – powiedział Trump podczas wiecu, pierwszego od czasu, gdy prezydent Joe Biden wycofał się z kampanii wyborczej.

Trump określił też Harris jako najbardziej liberalnego polityka w historii Ameryki. – Ona zniszczy nasz kraj, jeśli kiedykolwiek zostanie wybrana – powiedział były prezydent podczas wiecu, który odbył się w Charlotte w Północnej Karolinie, jednym z kilku stanów, uważanych za kluczowe dla wygrania wyborów prezydenckich 5 listopada.

Były prezydent oskarżył też swoją rywalkę o popieranie „egzekucji dzieci” w ramach agendy bezkarnych mordów prenatalnych. – Chce aborcji w ósmym i dziewiątym miesiącu ciąży, aż do porodu, a nawet po urodzeniu, egzekucji dzieci – mówił.

Wiec Trumpa rozpoczął się dwie godziny przed wystąpieniem Bidena do narodu, w którym prezydent z Gabinetu Owalnego wyjaśni, dlaczego zrezygnował z ubiegania się o reelekcję.

Źródło: PAP

Kolejne bajki [raczej: BREDNIE] minister Zielińskiej. Pokryjemy „prawie do 100 proc.” kosztów termomodernizacji..

24 lipca 2024 pch24/kolejne-bajki-minister-zielinskiej-pokryjemy-prawie-do-100-%

Kolejne bajki minister Zielińskiej. Pokryjemy „prawie do 100 proc.” kosztów termomodernizacji

[do szkoły kobitkę.. chyba jednak do szkoły specjalnej, do klasy najtrudniejszych uczniów. md]

(fot. YouTube / PolskieRadio24_pl)

Wiceminister klimatu i środowiska Urszula Zielińska, która dała się poznać na forum KE zaskakującą deklaracją ograniczenia przez Polskę emisji CO2 o 90 proc. (sic!) do 2040 r. tym razem zapewnia, że państwo pokryje „prawie do 100 proc.” kosztów termomodernizacji domów.

Zielińska była gościem programu „Moj prąd” na antenie Programu Pierwszego Polskiego Radia. Wśród poruszanych kwestii znalazła się dyrektywa budynkowa, zakładająca obniżenie emisyjności domów za sprawą odpowiednich remontów. Prowadzący przytoczył krążacy na Twitterze (X) wpis dotyczący poglądowych kosztów takiej transformacji.

– Ktoś sobie wyliczył na Twitterze koszty remontu domu: 150 mkw, dwie kondygnacje. Aby dostosować się do wymogów zielonej rewolucji musiałby dokonać ocieplenia fundamentów, dachu, ścian, okien; zainstalować pompę ciepła i ogrzewanie podłogowe. Wyszło w sumie 310 tys. zł. To nie są sumy, które uniesie ktoś kto ma dom po rodzicach i zarabia średnią krajową – zauważył prowadzący.

Minister Zielińska stwierdziła zaskakująco, że…”nikt nikogo nie zmusza do żadnego remontu”. Ale jednocześnie przyznała, że niespełnienie wymogów obniżenia emisyjności odbije się w następnych latach dużo droższymi rachunkami za energię.

– To jest przykład straszenia ludzi faktem, że państwo pomoże w dociepleniu domu i obniżeniu ich rachunków za energię. Nikt tego pana nie zmusi do tego, żeby on wykonał jakąkolwiek zmianę. On może dzisiaj płacić sobie wysokie rachunki, jeżeli tak sobie życzy, nie korzystać z żadnego programu wsparcia państwa (…) nikt go nie zmusi do poprawienia sobie efektywności energetycznej jego domu – stwierdziła.

– Naszą rolą jest dzisiaj zapewnienie takiego pana, że państwo zasponsoruje mu do 90 proc. kosztów, które poniesie z racji docieplenia domu. W efekcie będzie pan mógł obniżyć koszty energii od 20 do 60 proc. w zależności od stanu technicznego budynku. My to panu dofinansujemy prawie do 100 proc. – zapewniła.

W tym momencie prowadzący zapytał, czy w sytuacji gdy koszt termomodernizacji wyniesie 300 tys. zł, to czy rząd dopłaci 90 proc. tej kwoty, czyli 270 tys. zł. Wiceminister klimatu i środowiska odparła z rozbrajającą szczerością, że…nie.

– Nie. Dofinansujemy do takich faktycznie rynkowych wartości tych kosztów. Te 300 tys. zł to jest taki bardzo hipotetyczny koszt obliczony właśnie na to, żeby kogoś wystraszyć – stwierdziła.

Źródło: jedynka.polskieradio.pl PR

Vaccines Caused 17 Million Deaths During Pandemic

Vaccines Caused 17 Million Deaths During Pandemic Plus 4 More Takeaways From Largest Excess Mortality Study to Date

A years-long investigation by Canadian researchers into excess mortality during the COVID-19 pandemic found that patterns of excess death globally could not be explained by a pandemic respiratory virus. Here are the data and logic behind some of the key findings.

by Brenda Baletti, Ph.D. July 23, 2024 childrenshealthdefense.vaccines-17-million-deaths-covid-pandemic-excess-mortality

covid vaccines and dead feet

A major investigation by Canadian researchers into excess mortality during the COVID-19 pandemic found that patterns of excess death globally could not be explained by a pandemic respiratory virus, The Defender reported last week.

Instead, the authors concluded the major causes of death globally stemmed from the public health establishment’s response, including lockdowns, harmful medical interventions and the COVID-19 vaccines.

The study by researchers from the nonprofit Correlation Research in the Public Interest analyzed excess mortality in 125 countries — about 35% of the global population — during the COVID-19 pandemic, beginning with the March 11, 2020, World Health Organization (WHO) pandemic declaration and ending on May 5, 2023, when the WHO declared the pandemic over.

The investigation concluded that “nothing special would have occurred in terms of mortality had a pandemic not been declared and had the declaration not been acted upon.”

The 521-page analysis — by Denis Rancourt, Ph.D., former physics professor and lead scientist for 23 years at the University of Ottawa, Correlation’s president Joseph Hickey, Ph.D., and Christian Linard, Ph.D., from the University of Quebec at Trois-Rivières — was published July 19.

The paper builds on work Rancourt and his colleagues have been doing since the start of the pandemic tracking and analyzing all-cause mortality to understand the underlying dynamics of mortality during the pandemic.

Their findings led them to challenge dominant scientific models and public health claims used to inform pandemic response policies.

They have published a series of papers on COVID-19 and vaccination in places like India, Australia and Israel, the U.S., Canada and a larger study of 17 countries over the last several years, with this study bringing together that work and adding to it.

In addition to the overarching conclusions that deaths during the COVID-19 period were caused by public health interventions rather than by the SARS-CoV-2 virus, the authors provided a detailed contextualization of the data, explaining how such a large dataset could provide substantial insight into how these interventions led to excess mortality across the world.

Some of those key insights are detailed here.

Five takeaways from largest pandemic excess mortality study to date

1. Vaccines caused approximately 17 million deaths and vaccine toxicity increased with age and number of doses.

Based on their calculations and extrapolated to the world, the researchers estimated the vaccines caused approximately 17 million deaths, confirming the results of their previous research on a smaller data set.

That means vaccines were a primary cause of death, and they found that the vaccine dose fatality rate — the chances of dying from the vaccine — increased with age and with the number of doses.

Consistently, they found, that the more vaccine doses given, the greater the number of excess deaths. There are outliers, Rancourt said, but their graphs consistently showed this proportionality, even for countries that also had all-cause mortality peaks unrelated to the vaccines.

Rancourt told The Defender that they were able to essentially graph vaccine toxicity and that generally speaking, the boosters tended to be more associated with mortality.

“They’re more toxic, they’re more dangerous,” he said.

He added:

“That is a general trend that we see in all the data is that as you have higher and higher doses, the correlation with mortality is stronger and stronger and the peaks are more and more visibly associated. So as the assaults and all the reasons for dying at the beginning [lockdowns, medical interventions] taper off, then it becomes the vaccines that are more the killing agent.”

The researchers wrote that the mechanisms through which the vaccines caused death were complex.

One mechanism for lethality may be death by direct vaccine toxicity from, for example, cationic lipids. Alternatively, the injections could cause death by inducing an immune overreaction to the spike proteins.

Rancourt said they didn’t think those were the primary causes of vaccine-induced death, particularly given that excess deaths were so highly correlated to the boosters. Instead, he said, the initial and repeated injections likely weakened people’s immune systems.

Extensive scientific research has shown how such stressors weaken the immune system, causing a generalized immunosuppression that makes a person less able to fight existing or new infections of any kind, which can lead to death when it wouldn’t have occurred under normal circumstances, he said.

They also noted that such frail people — made frailer by repeated injections — are also more likely to be sick and therefore more infectious, spreading disease.

That meant a lot more people were getting illnesses like lung infections, Rancourt said. And people who were getting lung infections or other illnesses because of their vaccine-induced immunosuppression could also transmit those to unvaccinated people who may also become part of the excess mortality associated with the vaccines, even though they are not vaccinated.

2. Pandemic interventions led to about 30.9 million deaths globally and vaccines didn’t prevent any deaths.

Using the excess all-cause mortality rate for the 93 countries that had sufficient data, the researchers calculated the global excess deaths to be between 30.7 and 31.1 million people, which is significantly higher than the 7.03 million total number of COVID-19 deaths reported by the WHO through Feb. 11, 2024.

They created a figure, showing excess deaths as a percentage of the world population by country, with darker colors indicating a higher percentage of the population and gray indicating places for which they had no data.

Credit: Denis G. Rancourt, Joseph Hickey and Christian Linard.

There was no single pattern of excess deaths, but there were some strong commonalities across different groups of countries. Only one country analyzed, Greenland, had no excess mortality.

For example, 26 countries had a strong peak at the beginning of the pandemic in March to April 2020, including places like the U.S., Spain, the United Kingdom, Italy, Mexico, Brazil, Kuwait and the United Arab Emirates, and other countries showed a similar pattern but with less intensity.

Eighty-eight countries showed no excess mortality at the start of the pandemic in spring 2020, but some of those countries had excess mortality spikes before the vaccine rollout.

However, there was no evidence of the vaccine rollouts being associated with a reduction in excess deaths in any country.

Instead, in 113 of the 121 countries with sufficient data, the researchers found a significant excess mortality peak within a month of Jan. 1, 2022, which was temporally associated with the rollout of the boosters, and which happened nearly simultaneously across the world.

In some countries, Rancourt said, that was more clear than in others. And sometimes there is a lot of complexity to the data because it’s not, for example, age-discriminated.

To deal with some of that complexity, Rancourt’s team analyzed the data through several filters. For example, they examined age-discriminated data and also correlations between excess mortality and a variety of socioeconomic factors like sex, population-wide income and life expectancy.

Even with the non-discriminated data, there is a clear link between vaccine rollouts and excess mortality in many countries. For example, the graph for Brazil shows there is some excess mortality leading up to the vaccine rollouts that began at the end of 2020. Immediately following the rollouts there was a large spike in mortality.

Brazil excess deaths. Credit: Denis G. Rancourt, Joseph Hickey and Christian Linard.

In French Polynesia, one can see the excess mortality spike correlates to the start of the booster rollouts in mid-2021, whereas the first rollout didn’t affect mortality.

French Polynesia excess deaths. Credit: Denis G. Rancourt, Joseph Hickey and Christian Linard.

Rancourt also emphasized that excess mortality isn’t something that happens on average across a society — it usually happens among those who are frail enough to die, people who have compromised health — “the vulnerable,” often the elderly — tended to be prioritized in the initial rollouts and the booster campaigns.

3. Many deaths were linked to respiratory viruses that could have been treated, but treatment was withheld.

One key issue Rancourt’s team tried to address in the paper is how to sort out the primary cause of death from the clinical cause of death, which was often identified as a respiratory virus.

Rancourt said they did find that there was excess mortality quantitatively associated with respiratory conditions at death, which he also noted is generally common outside of the pandemic period as well.

One likely cause behind the high number of respiratory viruses could be immune suppression from the vaccines.

Also, he said, people with respiratory infections are typically treated with antibiotics or other appropriate interventions, but during the COVID-19 pandemic period, such treatment was restricted or completely withheld.

For example, they wrote, more than half of the deaths assigned as COVID-19 in the U.S. “could include life-threatening co-occurring bacterial pneumonia, according to CDC [Centers for Disease Control and Prevention] tabulations of death certificates.”

Other respiratory causes of death pervasive throughout the world, like tuberculosis or fungal infections, Rancourt said, couldn’t simply disappear. Instead, they went untreated and likely led to excess deaths.

“Normally in a modern country, we try to identify what the main pathogens are and we treat them in a targeted way with specific antibiotics,” Rancourt said. “We stopped doing all of that and we stopped even recognizing that there was this complexity and that there was this natural fragility and susceptibility to lung infections in the human body.”

Instead, he added, “We just wiped all that out and thought purely in terms of this new virus and that could be the only cause.”

There were respiratory problems associated with excess mortality, they concluded, “but we believe that you had to have suppressed the immune systems of people in order to get them into that state,” and leave those people untreated with interventions that would have saved them.

4. There was essentially no excess mortality before the WHO declared a pandemic.

Overall, they found that there was “essentially no excess mortality” in any of the countries analyzed before March 11, 2020, when the WHO declared a pandemic.

This supports their conclusion that deaths were not related to a pandemic virus, Rancourt told The Defender, because all-cause mortality from a virus would not manifest suddenly and in many places once a pandemic was declared.

Despite flawed epidemiological models claiming otherwise, the timing of deaths from a virus spread doesn’t happen simultaneously in different societies, he said. That’s the case even if a pathogen is “popped down in all the cities in the world,” because how mortality occurs is “extraordinarily sensitive” to different society’s social habits and health structures.

For example, a society with an older and frailer population would have people who were infectious for longer and who die more easily would have a different effect on mortality than in a society that was younger and healthier. Their excess death curves would change on different timelines and with different magnitudes, Rancourt said.

Excess mortality in different places would also be affected by the size of the initial virus introduction.

He added that many researchers claim from genomic measurements that the virus was present for months before it was announced, but there is no evidence of excess deaths during that time.

“So there should have been these rises that were just all over the place in time, but instead the virus waited for the political announcement by the World Health Organization,” he said.

The Defender is 100% reader-supported. No corporate sponsors. No paywalls. Our writers and editors rely on you to fund stories like this that mainstream media won’t write.

5. An ‘elegant’ methodology for analyzing all-cause and excess mortality.

All-cause mortality — a measure of the total number of deaths from all causes in a given time frame for a given population — is the most reliable data used by epidemiologists for detecting and characterizing events that cause death and for evaluating the population-level impact of deaths from any cause.

Unlike other measures, all-cause mortality data are not susceptible to reporting bias or biases that may exist in subjective assessments of the cause of death. Any event, from a natural disaster like an earthquake to a wave of seasonal or pandemic illness, appears in all-cause mortality data.

For this study, the authors identified baseline all-cause mortality rates by tracking all-cause mortality, where data were available, from 2015 and 2019 to estimate forward what the expected all-cause mortality would have been absent the pandemic conditions for 2020 to 2023.

They compared the baseline data to the actual all-cause mortality data reported in those years to track how mortality changed during that time and identify excess mortality.

Excess mortality refers to the number of deaths from all causes during a crisis above and beyond what we would have expected to see under “normal” conditions.

In an extensive series of graphs for each country, the researchers tracked and statistically analyzed the temporal relationship between spikes in national all-cause mortality rates, stratified by age where data were available, and the COVID-19 pandemic period and the vaccine and booster rollouts.

For example, one graph shows excess mortality for the U.S. during the pandemic period. Gray vertical lines indicate the announced start and end of the pandemic. The blue curve is raw all-cause mortality data by week. The orange curve is the average from Rancourt et al.’s analysis prediction of expected all-cause mortality. The green curve shows total excess mortality, which is the difference between the historic trend and the actual mortality during the pandemic period.

Credit: Denis G. Rancourt, Joseph Hickey and Christian Linard.

After they established excess mortality in each country, Rancourt and his team analyzed how that excess mortality related to the COVID-19 vaccine doses, graphing how all-cause mortality related to the vaccine and booster rollouts and the cumulative excess mortality over time with increased vaccine doses in hundreds of graphs.

For example, the graph below shows excess mortality in Australia. The graph shows all-cause mortality in blue and the vaccine rollouts in green and orange (from two different data sources). The excess mortality begins to climb just after the start of the booster rollout in fall 2021.

Australia excess deaths. Credit: Denis G. Rancourt, Joseph Hickey and Christian Linard.

“We really found an elegant way to do this that we think is eventually going to be adopted by virtually all epidemiologists because it’s just so robust and straightforward and easy to interpret and understand and it minimizes the chance of any errors in the extrapolation or the methodology itself,” Rancourt said.

Brenda Baletti, Ph.D.

Brenda Baletti, Ph.D.

Brenda Baletti, Ph.D., is a senior reporter for The Defender. She wrote and taught about capitalism and politics for 10 years in the writing program at Duke University. She holds a Ph.D. in human geography from the University of North Carolina at Chapel Hill and a master’s from the University of Texas at Austin.

Why Everyone, Even Atheists, Needs the First Commandment

Why Everyone, Even Atheists, Needs the First Commandment

by John Horvat II July 24, 2024 tfp.org/why-everyone-even-atheists-needs-the-first-commandment

Why Everyone, Even Atheists, Needs the First Commandment
Why Everyone, Even Atheists, Needs the First Commandment

Most people don’t have a problem with some of the Ten Commandments. There are atheists, for example, who will admit that one should not kill, steal or lie. Thus, posting those specific Commandments in public classrooms or buildings would pose no problem.

The problems begin with the First and most important Commandment, which deals with the honor and worship of God. The Commandment commands: “I am the Lord thy God: thou shalt not have strange gods before me.”

Non-believers maintain that this Commandment and the two after it impose religious claims upon them and, therefore, should not be publicly displayed. They say they should not be forced to acknowledge a God that they do not believe exists. In a pluralistic society, the First Commandment must go.

The Need for the First Commandment

Such reasoning is wrong. Ironically, the First Commandment pertaining to God has non-believers in mind. It has its application for them. Everyone, even atheists, needs the First Commandment if there is to be order in society.

Indeed, the atheist is more than just a person who doesn’t believe in God. It goes much deeper. Catholic thinker Plinio Corrêa de Oliveira once defined an atheist as “an egalitarian who, to avoid the absurdity of affirming man is God, commits the absurdity of declaring that God does not exist.”

Thus, atheists reduce the belief in God to a matter of personal choice. They claim believers derive value from believing in any god (with a small “g”), whereas unbelievers rely upon things like science, progress or humanity to satisfy their higher aspirations. Beliefs are different for everyone and must be respected.

How Atheists Become Supreme Gods

Since significant minorities don’t believe in God, atheists conclude that the nation must act as if God does not exist. He must be banished from public discourse and squares because God has no real existence outside the creative power of the believer’s imagination.

By making these claims, atheists can then tranquilly set themselves up as supreme gods above all others without falling into absurdity. They can be termed supreme gods (with a small “g”) because they claim the right to eradicate God (with a capital “G”) by reducing him to a figment of the imagination and, therefore, socially irrelevancy.

The First Commandment Prevents False Atheist Gods

Hence comes the need for the First Commandment. It prevents the “absurdity of affirming man is God” by recognizing the One True God and His Law.

It denounces these absurd atheist “gods” that arbitrarily deny the One True God. It affirms the existence of a God independent of human belief or imaginings. This God is not created. He is who is. He exists regardless of what others think or do not think. He alone is to be adored.

The First Commandment acknowledges the existence of an almighty and loving God who provides for humanity with His Law found in the Ten Commandments. This law is the foundation for customs, cultures and civilizations that bring order to human existence.

This God is the only defending force that stands against those who surreptitiously declare themselves gods by claiming God does not exist and imposing their agendas upon all society.

“If God Did Not Exist, Everything Would Be Possible”

Indeed, when individuals declare there is no god, the greatest absurdities emerge. Dostoevsky once said, “If God did not exist, everything would be possible.”

Without God, there could be no objective moral standards based on eternal and unchanging truths. Thus, passions become unbridled, and lust is taken to its extremes. When people make themselves gods, it is impossible to be truly free since they become slaves dominated by every whim and fantasy.

Without an understanding of the order God established, the universe becomes unintelligible, and humanity is reduced to flotsam in a sea of nonsense without meaning and purpose.

Without God, reality can be altered. Men can be women, and women can be men. People can identify as anyone and anything and demand that they be recognized as such. There would be no Eternal Truth to serve as an anchor.

Avoiding the Cruelest Tyrannies

However, the worst consequences of this world without God are when these false atheist gods take their fatal denials to their final consequences. They promise freedom and deliver tyranny. They demand to be adored.

Indeed, there is no crueler master than these extreme atheist gods that declare “the absurdity that God does not exist.”

Throughout history, these strange gods can be found directing the gulags and concentration camps, torture chambers and coliseums, guillotines and terrors. They find their greatest expression in the modern era, where communist regimes, nihilist philosophies and wokism hold sway, devoid of all compassion.

Wherever unbridled passion reigns, one finds the atheist gods who resent anyone who dares to oppose them. They are ever ready to do everything to suppress and silence those who uphold the Faith.

Overcoming the Darkness

The only thing that stops this tyranny is the First Commandment whereby believers invoke a higher law and a higher power. God alone is the only one able to overcome the darkness reigning inside those souls who set themselves up as strange gods.

Thus, everyone needs the First Commandment. Believers need it to take their love of God to ever-greater heights.

Yes, even those atheists who desire some order need this Commandment for their own protection lest chaos be unleashed upon the earth.

„Szczęść Boże” w Brukseli. Grzegorz Braun: UE musi zostać zniszczona, bo inaczej nas zniszczy

„Szczęść Boże” w Brukseli. Grzegorz Braun: UE musi zostać zniszczona, bo inaczej nas zniszczy

23.07.2024 Tomasz Sommer nczas/szczesc-boze-w-brukseli

Grzegorz Braun w Parlamencie Europejskim.
Grzegorz Braun w Parlamencie Europejskim. / Fot. PAP

Jesteśmy ponad miesiąc po wyborach europejskich. Wyniki wyborów w całej Europie, szczególnie we Francji i w Niemczech, wywołały spore zamieszanie społeczne. Jaki jest wstępny plan działania nowego składu Parlamentu Europejskiego? Z Grzegorzem Braunem – rekordzistą wyniku Konfederacji, który otrzymał 114 771 głosów, co zagwarantowało mu mandat europosła – rozmawia redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” dr Tomasz Sommer.

Tomasz Sommer: – Naszym dzisiejszym gościem jest poseł, europoseł już w tej chwili – Grzegorz Braun. Witam!

Grzegorz Braun: – Kłaniam się, Szczęść Boże! Z zastrzeżeniem – nie mówmy europoseł, bo mógłby ktoś postronny z tego wnioskować, że ja reprezentuję Eurokołchoz wobec Polaków. A ja chciałbym odwrotnie – reprezentować moich Rodaków wobec Eurokołchozu, więc proponuję „polski poseł do Europarlamentu”.

Już byłeś w Brukseli? (rozmowa przeprowadzona przed pierwszym posiedzeniem Parlamentu Europejskiego – red.)

Byłem, zalogowałem się do systemu, bo to jest wymagane. Delikwent musi się osobiście stawić i objawić, żeby było jasne, że jest to postać realnie istniejąca, a nie wytwór sztucznej inteligencji, nie wiadomo czyjej. Więc zalogowałem się do systemu i układam swoje skromne kadry, staram się przygotować do tej orki na ugorze, która zacznie się formalnie 15 – 16 lipca. W sierpniu już będziemy pokazywali przedpremierowo mój film o Gietrzwałdzie. Tymczasem od 15 lipca po południu do 16 lipca zgromadzenie plenarne i inauguracyjne, na którym będą się mijać posłowie poprzedniej kadencji z tymi rozpoczynającymi kolejną kadencję. W związku z tym jest duży tłok na liniach i w bazie hotelowej. Wielkim biznesem i przemytem jest przemieszczanie się posłów wraz z personelem oraz całego legionu urzędników brukselskich z Brukseli do Strasburga i z powrotem. Tam przewozi się taczkami i tirami różne dokumenty oraz projekty. W związku z tym ludzie mający w tym czasie pokoje do wynajęcia przeżywają tam istne eldorado. Cała Unia Europejska jest mechanizmem korumpującym elity krajowe. To zawsze było jasne i oczywiste – nie trzeba tam jechać, żeby się zorientować.

Czujesz się troszeczkę skorumpowany?

Ja już jestem ostro skorumpowany. Jestem zalogowany i dowiaduję się, jakie drobne przyjemności życia są oferowane posłom do Europarlamentu. Tam rzeczywiście można pojechać i zniknąć z horyzontu. Badać stan demokracji w Azji i Afryce Środkowej i przez pięć lat prowadzić życie jak w Madrycie! Ja się akurat tam nie wybieram, bo dla mnie tu jest akcja, dla mnie tu jest ciekawie.

Jakie są plany dotyczące udziałów frakcyjnych? Interia przedstawiła Cię jako gorącego kartofla, posługując się anonimowymi źródłami z Konfederacji, które nieuprzejmie się wypowiadały, że przez Ciebie nic się nie da…

Jestem używany jako straszny człowiek, służący do straszenia grzecznych czytelników „Gazety Wyborczej” i „Gazety Polskiej” w różnych ich mutacjach. I tak jest w istocie – ja niegodny zasłużyłem sobie na szereg takich publikacji, nawet jeszcze palcem nie kiwnąwszy i ust nie otworzywszy na forum eurokołchozowym. Brawo, my! Dziękuję wszystkim moim wyborcom, dziękuję wszystkim sympatykom i działaczom. Najuprzejmiej dziękuję! Najlepszy wynik spośród wszystkich wyników Konfederacji, zrobiony w okręgu Małopolska – Świętokrzyskie, dzięki działaczom, głównie Konfederacji Korony Polskiej. Zrobiliśmy ten wynik, mając czasu antenowego w mediach głównego ścieku 0 minut i 0 sekund. Kompletnie beztlenowo, ale jednak jest rekord. Bardzo dziękuję! Wstępny szacunek wykazuje, że w tym czasie podpisałem między 4 a 5 tysięcy gaśnic…

Czyli przyczyniłeś się do lekkiego wzrostu bezpieczeństwa?

Ja w ogóle się przyczyniam do tego. Eksperci do spraw polityki i geopolityki przyznają, że moje pozytywne notowania w krajach egzotycznych wpływają korzystnie na stan bezpieczeństwa narodowego, ponieważ moja renoma rzekomo obniża zagrożenie terrorystyczne.

To może powinieneś zgłosić się do władz Unii Europejskiej i zaproponować się jako Ambasador UE dla Bliskiego Wschodu?

Jest to jakaś koncepcja, ale ponieważ ja osobiście jestem posądzany o stronniczość, to powierzam Szanownej Redakcji misję negocjowania tego…

Nas nie wpuszczą, bo nie mamy tych karteczek…

Ale ja zapraszam! Szanowni Państwo, mogę zapraszać Szanowną Redakcję do Brukseli. Korzystajmy – mówię serio – z tego mojego mandaciku, na ile to tylko możliwe. Korzystajmy w celach komunikacyjnych. Różne rzeczy można zakomunikować w Brukseli z mniejszym lub większym rezonansem, lepiej niż z Warszawy.

Czyli na razie nic nie powiesz ciekawego na temat tych frakcji?

Już mówię – fakt jest taki, że wszyscy czekali na wybory we Francji i w Anglii. Pani Le Pen chciała cieszyć się nieposzlakowaną opinią, więc Francuzi przynajmniej do czasu wyborów woleli nie zadawać się z ludźmi nominowanymi przez media mainstreamowe na faszystów. W związku z tym podali czarną polewkę nie tylko Konfederacji, ale także i naszym kolegom z AfD. Alternatywa dla Niemiec została rozgłośnie wyproszona z frakcji Tożsamość i Demokracja.

Mimo że poświęciła jednego swojego zawodnika.

Mimo że został wypchnięty za burtę kandydat wiodący na liście krajowej AfD. Pan Krah został wystawiony poza nawias, ale – jak słyszę – ta decyzja nie zyskała uznania samej partii i wyborców. Generalnie zanosi się na to, że może się powiększyć liczba grup w Europarlamencie. Te grupy to odpowiedniki naszych sejmowych klubów, tylko że tam grupy są międzynarodowe. Na tym polega ten mechanizm korumpujący, zmiękczający kontury państw europejskich w Eurokołchozie, więc może powstać więcej takich grup. Niemcy wyproszeni z grupy ID publicznie rozważają i praktycznie szykują stworzenie własnej grupy. Jak już wiemy, premier Orbán związał się z francuskim Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen oraz holenderskimi nacjonalistami. Ciekawe, czy rzeczywiście europejska prawica zostanie rozparcelowana, czy wiele się zdarzy i zmieni po to, aby wszystko zostało po staremu. Ja w każdym razie temu wszystkiemu się z zainteresowaniem przypatruję. Jestem na bieżąco, ale – nie przeceniając swojej jednostki – nie mogę liczyć na to, że zaważę na decyzjach przywódców państw europejskich. Spokojnie zaczekam, wyciągnę wnioski i ustosunkuję się do tego, co będzie wynikiem tych przeszeregowań. To już niedługo, pierwsze posiedzenie Parlamentu odbędzie się w połowie lipca.

Zapisałeś się już do wygłoszenia „Szczęść Boże” na przywitanie?

Jeszcze nie ma mowy o tym, ale w swoim czasie coś powiem…

Bo będziesz skazany, jak Janusz Korwin–Mikke, na jednominutowe wystąpienia.

Tam w ogóle nie ma mowy o przewlekłych wystąpieniach. Parlament Europejski jest naprawdę w 90 procentach fasadową instytucją. 10 procent to istotna decyzja, czyli głosowanie w sprawie przedłużenia kontraktu dla Ursuli von der Leyen, co ma nastąpić na pierwszym posiedzeniu. Poza tym ma funkcję czysto doradczą, propagandową.

Ale przecież tworzy teraz też własne unijne ustawy.

Dlatego nikt nie powinien czuć się bezpiecznie i spać spokojnie. Parlament Europejski obraduje i tak. Unia Europejska musi zostać zniszczona, bo inaczej nas zniszczy.

Wróćmy na nasze podwórko. Byłeś zwolennikiem zupełnie szerokiej formuły wyboru kandydatów w Konfederacji, podczas której każdy mógł się zgłosić do startu, prawda?

Konfederacja ma dorobek pięciu i pół lat działania. To już sezon tak naprawdę siódmy, bo pierwszy jej sezon to była faza prenatalna w latach 2018-2019. Teraz mamy sezon siódmy, przed którym też działy się różne nieprzewidywane rzeczy. Układ sił, który pojawił się w Konfederacji, nie był przez nikogo przewidziany, a na pewno nie był przez wszystkich pożądany. Mając na uwadze ten pięcioletni dorobek, trzeba by pomyśleć o tym, żeby to było poważne, więc być może prawybory powinny mieć jakiś system eliminacji, na przykład dwustopniowy.

To chyba jednak zbyt skomplikowane. W Stanach jest bardzo prosty system – każdy może wystartować w prawyborach. To jest sumowane, więc przykładowo 0,5 proc. otrzymane 3 razy traci sens.

To popieram i nazywam to systemem dwustopniowym. Następuje jakaś eliminacja i to bardzo mi się podoba. Bardzo chciałbym przyczynić się do uruchomienia takiego mechanizmu.

W Stanach Zjednoczonych, aby to miało dobrą dramaturgię, jest to rozciągnięte na rok. W przeciągu miesiąca nie ma tej dramaturgii i nie ma konkurencji. Nie ma wtedy nawet czasu przygotować się do tego, aby uratować się czy jeszcze bardziej stłamsić konkurencję. Poza tym nie ma czasu dla komentarzy. Po każdych prawyborach jest co najmniej tydzień czy dwa. Media mogą się tym zająć.

To mi się podoba, to popieram.

Ale czy takie plany są?

Szanowni Państwo, moja wola nie jest dla wszystkich rozkazem, więc to, co mi się podoba, nie zawsze zyskuje poklask i cieszy się zainteresowaniem wszystkich członków Rady Liderów Konfederacji, więc zobaczymy.

Wyobrażasz sobie start ludzi również spoza struktury?

Oczywiście, tak było nawet już w latach 2019-2020, gdy wiele osób niemających legitymacji partyjnych w kieszeni brało udział w naszych prawyborach.

Zobaczymy, jak plany tego typu się zakończą. Czy zrealizują się w formie szerokiej i spektakularnej akcji, bo to miałoby swoją nośność. Dziękuję za rozmowę!

Piątek, Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

26.07.24 Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

25/07/2024przez antyk2013

Nasze Różańce święte uratują Polskę!

Zapraszamy w piątek 26.07 do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – od godz.15.00 do Parafii Matki Boskiej Królowej Świata (Lasek Cygański).

Msza święta za Ojczyznę o godz. 18.00.

Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie.

Share

Szczytowanie na szczycie NATO

Szczytowanie na szczycie NATO

Stanisław Michalkiewicz  •  23 lipca 2024 michalkiewicz

Tak się paradoksalnie złożyło, że szczyt NATO w Waszyngtonie zakończył się prawie równocześnie z obchodami rocznicy Rzezi Wołyńskiej, których kulminacyjnym momentem jest odsłonięcie pomnika w miejscowości Domostawa, w gminie Jarocin, między Janowem Lubelskim, a Niskiem. Pomnik został umieszczony tam ze względu na to, że żadna większa miejscowość nie odważyła się zlokalizować go u siebie.

Jak się okazuje, mimo przeprowadzenia podmianki na pozycji lidera sceny politycznej naszego bantustanu, nic się pod tym względem nie zmieniło. Polska, podobnie jak za rządów „dobrej zmiany”, również za rządów obozu zdrady i zaprzaństwa z Volksdeutsche Partei na czele, pozostaje „sługą narodu ukraińskiego” – o czym w swoim czasie poinformował opinię publiczną ówczesny rzecznik MSZ, pan Łukasz Jasina. Z tej okazji odezwał się zięć zapomnianego dzisiaj, a w dodatku podejrzewanego o niebezpieczne związki z komunistyczną bezpieką, polityka Leszka Moczulskiego, pan Krzysztof Król, w swoim czasie Wielce Czcigodny poseł. W latach ostatnich kręcił się przy Komitecie Obrony Demokracji i przy jakimś gangu utworzonym przez Kukuńka. Wcześniej był też doradcą doskonałym prezydenta Komorowskiego, co wzbudza we mnie podejrzenia, że musiał zwąchać się ze starymi kiejkuty, które wyznaczają mu coraz to nowe zadania. Otóż Pan Krzysztof Król za pośrednictwem Judenratu „Gazety Wyborczej” nawołuje, byśmy „wyszli z traumy”.

Ciekawe, że nikomu nie przyjdzie do głowy, by coś takiego zaproponować Żydom. Oni z „traumy” wcale nie chcą wychodzić, przeciwnie – im dalej od zakończenia II wojny, tym większej traumy doświadczają i pojawiają się nawet fałszywe pogłoski, jakoby już czwarte pokolenie ocalałych z holokaustu, w rocznicę konferencji w Wansee moczyło się w nocy. Ale w przypadku Żydów te traumy przekładają się na forsę i inne bonusy, podczas gdy mniej wartościowy naród tubylczy, to znaczy Polacy, nie tylko z tej traumy nic nie ma, ale musi do niej dokładać – bo pomnik w Domostawie został ufundowany ze składek społecznych. Nic tedy dziwnego, że pragmatyczni Amerykanie musieli nacisnąć starych kiejkutów, które przewerbowały się na służbę do ichniego wywiadu, byśmy dali sobie spokój z „traumami” i pokornie służyli ukraińskiemu narodowi, jak Nasz Pan Miłosierny z Waszyngtonu przykazał. No a stare kiejkuty też nacisnęły i w rezultacie pan Krzysztof Król za pośrednictwem wspomnianego Judenratu radzi nam, co przystoi nam czynić.

Zresztą jakże inaczej, kiedy nie tylko Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen, ale i Nasz Złoty Pan z Berlina musiał surowo przykazać Donaldu Tusku, żeby przestał wierzgać przeciwko ościeniowi i pyskować prezydentowi Zełeńskiemu, tylko żeby podpisał z nim umowę o współpracy i wzajemnej pomocy – taką samą, jak za komuny podpisywało się z ZSRR? Donaldu Tusku nie trzeba było dwa razy tego powtarzać i zaraz podpisał umowę przywiezioną przez prezydenta Zełeńskiego, który w drodze do Waszyngtonu na szczyt NATO, złożył niezapowiedzianą, gospodarką wizytę w Warszawie. Ciekawe, że ta druga umowa jest powtórzeniem i rozszerzeniem tamtej pierwszej, z 2 grudnia 2016 roku, którą parafował znienawidzony Antoni Macierewicz. Nie słychać było, by ktoś ośmielił się ją wypowiedzieć, więc najwyraźniej Ukraina ma teraz aż dwie umowy, na podstawie których może Polskę szlamować.

Ale umowa, to jedna sprawa, a niezależnie od niej, ktoś, a właściwie KTOŚ musiał Donalda Tuska dodatkowo podkręcić, bo złożył prezydentu Zełeńskiemu dwie oferty. Pierwszą – że z terytorium Polski będą zestrzeliwane ruskie rakiety nadlatujące nad Ukrainę i drugą – że tubylczy warszawski rząd utworzy na polskim terytorium Legion Ukraiński, złożony z ochotników, to znaczy – ukraińskich obywateli, którzy uciekli z Ukrainy do Polski żeby nie dostać się do tamtejszego wojska.

Początkowo myślałem, że wysuwając tę drugą ofertę Donald Tusk finezyjnie zakpił sobie z prezydenta Zełeńskiego, który musiałby przyjąć to za dobrą monetę i Donaldu Tusku podziękować. Gdzież by bowiem Ukraińcy, którym udało się czmychnąć z Ukrainy, często za sowite łapówki, teraz, kiedy ukraińskie mięsko armatnie właśnie się wyczerpuje, zgłaszali się do Legionu, żeby na Ukrainie zginąć, albo nawet przeżyć, ale bez rąk, albo nóg?

Jednak już następnego dnia okazało się, że to nie była kpina, tylko że Donaldu Tusku naprawdę ktoś kazał taką ofertę złożyć. Nasunęła mi tę myśl publikacja w niemieckim portalu „Onet”, który już następnego dnia napisał, że do Legionu zgłosiło się „sto tysięcy” ochotników. Widać było, że z obfitości serca usta mówią, i że Niemcy na temat Legionu próbują stworzyć fakty prasowe.

W dodatku Książę-Małżonek, na konferencji prasowej w Waszyngtonie powiedział, że do Legionu zgłosiło się, owszem – ale tylko stu ochotników. Miedzy setką, a stoma tysiącami jest wielka różnica – a poza tym – do kogo ci ochotnicy mieliby się zgłosić, skoro minęły dopiero dwa dni i wszystko jest w sferze projektów? Nic, tylko Niemcy nacisnęły Tuska w sprawie Legionu, bo gdyby nawet udało się zmobilizować tysiąc ukraińskich gołoworiezów, to BND miałaby tu uzbrojoną ukraińską formację, która przecież nie podlegałaby rządowi polskiemu, tylko Bóg jeden wie – komu. W tej sytuacji użycie takiego Legionu, by w razie czego zdyscyplinował tubylcze polskie władze, urządzając tutaj powtórkę z „Wołynki”, to znaczy – doprowadzając do mordów, podpaleń i zamętu, czyli – do stworzenia przesłanek przewidzianych w ustawie nr 1066, na podstawie której formacje zbrojne obcych państw mogłyby uczestniczyć w tłumieniu rozruchów na terytorium Polski, nie byłoby dla BND, ani dla innej centrali wywiadowczej specjalnie trudne tym bardziej, że jestem prawie pewien, iż stare kiejkuty z przyjemnością w takiej „Wołynce” wzięłyby udział – oczywiście po stronie Legionu.

Toteż nawet gdyby Donald Tusk podpisał wspomnianą umowę za zgodą Sejmu – czego oczywiście nie uczynił i co nieubłaganym palcem wytyka mu Konfederacja, domagając się dla niego Trybunału Stanu – to i tak trzeba by go było podłączyć do prądu, by wyjaśnić kulisy tego pomysłu i jego prawdziwy cel.

Bo celem drugiego pomysłu, to znaczy – zestrzeliwania z polskiego terytorium ruskich rakiet nadlatujących nad Ukrainę, jest oczywiście wepchnięcie Polski do wojny i to w dodatku w sposób nie pociągający za sobą żadnych zobowiązań ze strony NATO.

Trudno o lepszą poszlakę, że Niemcy w dymach bijących z wojny na Ukrainie próbują uwędzić sobie własne polityczne półgęski. Na szczęście uczestniczące w szczycie NATO w Waszyngtonie państwa poważne nie chciały o tym słyszeć i w ten sposób Polska została uratowana przed Donaldem Tuskiem. Dlatego nie ma racji prezydent Duda, nazywając vaginet Donalda Tuska „niedołęgami”, podobnie jak nie miał racji prezydent Józio Biden, któremu się przedstawiło, że stojący obok prezydent Zełeński, to prezydent Putin.

Stanisław Michalkiewicz

O Mazdaku i mazdakizmie. Oraz o Soso – Stalinie…

Aneks V. O Mazdaku i mazdakizmie.1

W Persji, za panowania szacha Kawada I (449–531), powstała herezja wywodząca się i z zaratusztrianizmu i manicheizmu odpowiednio przetransformowanych. Reformy religijnej dokonał naczelny kapłan zaratusztriański Mazdak (?–528), który był krypto-manichejczykiem, ale potem naukę Maniego wzbogacił o doktrynę społeczną, którą można streścić krótko: „wszystko należy porozdawać, a zwłaszcza kobiety”. Populistyczne idee Mazdaka, przy poparciu szacha, szybko się rozprzestrzeniły, przyjęte z entuzjazmem głównie przez pospólstwo, natomiast rody arystokratyczne dystansowały się od nich. Omamiony i zwiedziony władca zdecydował się uczynić z mazdakizmu religię państwową, i była takową przez lat czterdzieści.

Mazdak ogłosił, że „Bóg posłał na Ziemię środki do życia, z tym wszakże, by ludzie rozdzielili je sprawiedliwie między sobą” i by nikt nie posiadał więcej od innych. Wedle celnego i dosadnego stwierdzenia imama Ta’abariego, czyli Abu Jafara Muhammada ibn Jarira at–Tabari żyjącego w latach 838–923: „ten pies rozgrabił mienie ludzi, zerwał zasłony z haremów i motłochowi oddał władzę”. W nauczaniu Mazdaka nowe było to, iż apelował o rozdzielenie majątków pomiędzy wszystkich ludzi, oraz to, by kobiety stały się wspólną własnością wszystkich mężczyzn. Najdziwniejsze zaś, że nauki owe wygłaszał ze stopni tronu szacha Kawada, prawowitego spadkobiercy Sasanidów, który stał się jednym z jego pierwszych uczniów, i który objął go swoją protekcją.

Jak łatwo się domyślić biedota przyjęła reformy z radością, natomiast wśród wyższych warstw społecznych, a przede wszystkim wśród arystokracji, wprowadzano je terrorem. Wszystkich, którzy sprzeciwiali się idei równości społecznej i majątkowej, oraz wspólnocie kobiet, po prostu fizycznie likwidowano. Szach, mając nadzieję umocnić swoje panowanie i ograniczyć władzę arystokracji chętnie poparł nauki Mazdaka. W roku 496 został jednak obalony i uwięziony. Udało mu się przecież wydostać na wolność i po trzech latach wygnania powrócił do kraju, biorąc srogi odwet na tych, którzy pozbawili go tronu. Wymordował sporą część arystokratów i przez czterdzieści lat w Iranie panowała mazdakicka tyrania.

Nie wiadomo, jakby się skończył ów eksperyment społeczny, gdyby w końcu synowi króla, późniejszemu szachowi Chosrowowi I Anuszyrwanowi, który panował w latach 531–579, nie udało się pokonać Mazdaka i jego zwolenników. Syn i spadkobierca Kawada, Chosrow, nie podzielał religijnych fascynacji ojca i ukarał Mazdaka śmiercią, dokonując jednocześnie niebywałej masakry w szeregach jego wiernych zwolenników, zabijając jednego dnia tysiące mazdakitów, zakopując ich żywcem do góry nogami na ogromnej przestrzeni.

W tym miejscu może zrodzić się pytanie: dlaczego nowy szach aż tak bardzo nienawidził Mazdaka i jego popleczników?

Abu–Faradż Al–Isfahani żyjący między 897 a 967 rokiem, arabski historyk i poeta, autor Kitab al–Aghani to jest Księgi pieśni, tak oto opowiada historię tej nienawiści: „Pewnego razu u Kawada gościła jego małżonka i królewicz Chosrow Anuszyrwan. Wtem do prywatnej komnaty władcy wszedł Mazdak. Gdy ujrzał królową, powiedział do szacha: „Daj mi ją, chcę bowiem zaspokoić z nią swe pożądanie”. Ponieważ – jak już wiemy – mazdakici głosili wspólnotę żon, a władca był wyjątkowo oddany sprawom wiary, odpowiedział Mazdakowi: „Bierz ją”. Ale w tym momencie królewicz rzucił się do nóg Mazdaka, prosił go i błagał, by pozwolił matce odejść. W końcu jął całować stopy kapłana i dopiero wówczas ten puścił wolno królową. To zdarzenie mocno zapadło księciu w duszę”. I właśnie wtedy Chosrow poprzysiągł śmierć Mazdakowi.

Gdy w końcu któregoś dnia królewicz zdobył już pełnię władzy w państwie, a wszechmocny dotychczas kapłan przybył do niego, z pouczeniem, że nadmiar pieniędzy i dóbr u jednych, jest źródłem niedostatku u innych, na jego widok szachinszach wykrzyknął wzburzony: „Nadal tu jesteś, synu ladacznicy?! Przysięgam na Boga, że od chwili, gdy całowałem ci stopy, smród twoich pończoch nie opuścił mojego nosa”.

A co się stało potem, to już wiemy. Tyle że nie bardzo można zrozumieć, co też mazdakizm ma wspólnego z manicheizmem.

Ale cierpliwości, zaraz wszystko objaśnimy.

Doktryna Maniego inspirowała wiele umysłów i była źródłem, z którego wielokrotnie czerpano, ale obok głównego nurtu religii manichejskiej pojawiło się wiele innych, i to nie tylko płynących w tym samym mniej więcej kierunku, ale i w odwrotnym. Jak to możliwe? Cóż, możliwe… Jeśli przyjmiemy, że materia jest zła i przynależy do Ciemności, dobre zaś tylko uwięzione w niej dusze – iskry Światłości (jak głosił Mani), to niekoniecznie musimy dojść do wniosku, że właśnie osobiste wyrzeczenia i umartwienia muszą odgrywać pozytywną rolę w odwiecznej walce Dobra ze Złem. Jeśli nasze pojawienie się w materialnym ciele zostało spowodowane aktem twórczym złego boga, to grzech nie jest wynikiem wolnej woli, lecz determinuje go wola i działanie sił Mroku. W takim wypadku nie ponosimy żadnej odpowiedzialności. Jeśli więc wszystko, co czynimy, bierze początek w woli złego bóstwa, to nie ma ani zasługi, ani tym bardziej winy, a skoro nie ma winy, nie ma też i kary, ani za życia, ani po śmierci. Dlaczego wobec tego mamy się umartwiać, zamiast żyć w taki sposób, jaki daje nam najwięcej zadowolenia i rozkoszy?

Ciekawe jednak, co mogło sprawić, że taki kacerz jak Mazdak omotał władcę, i co sprawiło, że Kawad mógł popaść w tak odrażającą herezję?

Ferdousi żyjący w latach 940–1025, w Szahname to, jest w Księdze królewskiej, tak opowiada o pierwszym spotkaniu Kawada z Mazdakiem:

W kraju głód. Prości ludzie jęczą u królewskich bram. Mazdak, wspaniały i elokwentny staje przed władcą i zadaje mu zagadkę: „– Jeżeli jeden umiera od jadu, a drugi ze skąpstwa nie daje mu odtrutki, jak nazwać tego drugiego?” Szach odpowiada: „– Skąpiec jest mordercą i należy go stracić”. Mazdak odchodzi, ale wraca następnego dnia. Pyta: „Więzień umarł w lochu z głodu bowiem dozorca więzienny, mając chleb, przestał karmić więźnia. Jaka kara należy się dozorcy?” Kawad odrzekł: „Śmierć”.

Otrzymawszy takie odpowiedzi, na zadane szachowi zagadki Mazdak czym prędzej pośpieszył z dobrą nowiną do głodujących i polecił im rabować cudze spichrze. Zaczęła się powszechna grabież, gwałty i zniszczenie. Wieść o tym dotarła do Kawada. Rozgniewany wezwał Mazdaka, ale ten nie czekając na pytania, czy zarzuty rzekł tak: „– Ów, kto chce być sprawiedliwym władcą, nie powinien postępować jak sknera skąpiący odtrutki i jak dozorca więzienny skazujący więźniów na śmierć głodową. Iran to kraj pustych żołądków i pełnych spichlerzy, i to drugie jest przyczyną tego pierwszego”.

I szach, zgadzając się z argumentacją Mazdaka, poparł motłoch. Czy też lud. Jak tam kto woli.

Dlaczego jednak przyjął naukę mazdakitów? Perscy i arabscy historycy proponowali dwa wyjaśnienia tej, bądź co bądź, zagadki. Pierwsze tłumaczenie to takie, że władcy obrzydły wojny i mordy, i zagłębił się w rozważaniach dotyczących spraw ostatecznych. Albo też, że szach był ochoczy do kobiet. A przecież Mazdak ogłosił ich wspólnotę.

Mazdak twierdził, że skoro wszyscy ludzie pochodzą od tych samych przodków – Prarodziców, to mają równe prawa do kobiet i majątków. To, twierdził on, położy kres wszelkim kłótniom i niezgodom, które biorą przyczynę z majątkowej nierówności, i wtedy na ziemi zapanuje raj i pokój. Zatem Mazdak proklamował wspólnotę kobiet wraz ze swobodnym i równym przystępem do nich wszystkich mężczyzn, głosząc, że winny być one tak samo dostępne, jak ogień, woda i pożywienie. Trudno się dziwić, że cała młodzież przeżywająca burzę hormonów, zdeprawowane, ale mające posłuch u ludu, jednostki, a i wreszcie sam szach, z radością przyjęły naukę Mazdaka. A ona, jak pożar stepu podczas suszy, rozprzestrzeniała się z ogromną prędkością, obejmując coraz większe obszary społeczeństwa. Cała Persja popadła w „seksualny kryzys” i „erotyczną anarchię”. Ruch mazdakicki stał się tak popularny i potężny, że kto chciał, zachodził do czyjegokolwiek domu i mógł zawładnąć żoną, córką, siostrą, matką i mieniem jego właściciela. W końcu doszło do tego, że nikt nie wiedział, kim są ojcowie rodzących się dzieci, zatem dzieci owe nie były uznawane przez prawowitych mężów kobiet, które miały stosunki seksualne z wieloma obcymi mężczyznami. Wreszcie i dzieci – nie znające swych prawdziwych ojców, nie tylko nie uznawały, ale i gardziły mężczyznami, którzy je wychowywali jako ojcowie. Chaos w Persji był całkowity.

Bardzo istotne jest jednak, by zauważyć, że mazdakizm był przede wszystkim głęboką nauką religijną, a dopiero potem ruchem społecznym. I w takiej właśnie kolejności należy mu się przyglądać.

Mazdakizm – podobnie jak zaratusztrianizm i manicheizm, a potem bogomilizm i kataryzm – uznawał naukę o dwu pierwiastkach: Dobru i Złu – Świetle i Ciemności. Jednakże Ciemność utożsamiał z chaosem, pozbawionym rozumu i woli. Światłość zaś była przepełniona wolną wolą i rozumem. Natomiast gnostycką była nauka o najwyższym władcy, zasiadającym na tronie wspieranym przez cztery siły duchowe – poznania, rozumu, pamięci i radości, podobnie jak obok tronu szacha zasiadało czterech wysokich urzędników. Tak oto powstał zgrabny system „kosmicznej administracji”, której zrozumienie było dostępne tylko dla wybranych. Zatem: świat tak naprawdę dzielił się nie na biednych i bogatych, a na wybranych i niewybranych, tych, którzy posiedli wielką tajemnicę wiedzy i pogrążonych w zamęcie ciemności niewiedzy, nieznających imion czterech sił duchowych – słowem na wtajemniczonych i niewtajemniczonych. Na bazie tej nauki zawiązała się konspiracyjna sekta z własnymi stopniami wtajemniczenia i bezwzględnym posłuszeństwem względem tych, którzy osiągnęli wyższe stopnie wiedzy skrytej. Najistotniejsze jest jednak to, że Mazdak nauczał, iż owe cztery siły duchowe, gdy zjednoczą się w człowieku, czynią zeń boga.

Społeczna część doktryny Mazdaka zakładała natomiast: po pierwsze – bezwarunkową koncentrację władzy w rękach sprawiedliwego króla, jedynego pasterza nad jednym stadem. Po drugie – zakładała też, że aby mógł być tylko jeden pasterz i jedno stado, musi być też wspólne mienie i wspólne kobiety.

Co więc tutaj mamy? Nie tylko gnozę w czystej nieomal postaci, ale też zalążki „naukowego” komunizmu, socjalizmu, w tym i niemieckiego narodowego socjalizmu, bolszewizmu marksistowsko–leninowskiego, jak też i tego wszystkiego, co jest w nich zakotwiczone, a co dziś obserwujemy w naszym świecie… No i oczywiście wszystko to unurzane jest w rozwiązłości do najwyższej potęgi, rozwiązłości, której na podobną skalę mamy wątpliwą przyjemność doświadczać dopiero my, w obecnych czasach, tyle że może nieco inaczej wyrażanej niż za czasów Mazdaka. Ale powróćmy do przerwanego wątku…

Mazdakici twierdzili – pisze Abu Ali Ahmad ibn Muhammad znany jako Ibn Miskawayh, żyjący w latach 932–1030, perski historyk i filozof – że dlatego siłą odbiorą bogatym i oddadzą biednym; bo ci, którzy mają nadmiar pieniędzy, pożywienia, kobiet i innych dóbr nie stanowią dla nich żadnej wartości, w przeciwieństwie do biedaków. I mówili, że to pobożność, która miła jest Bogu.

Mazdak twierdził także, że w jeden tylko sposób można pomóc Dobru – starając się zniszczyć zastaną strukturę świata, twór Zła. Ponieważ wszyscy jesteśmy materialni, wszyscy jesteśmy sobie równi i w nikim nie tkwi więcej boskiego światła. Rozdzielone bowiem zostało równo między poszczególnych ludzi. Nierówność społeczna powstrzymuje uwolnienie światłości z więzów materii. Jeśli klasy, warstwy, czy jak je tam nazwać, zostaną zniesione i wszyscy ludzie zostaną dopuszczeni do sprawiedliwego, bo równego, udziału w dobrach, zniknie przyczyna nienawiści i walk nękających nasz glob od zarania dziejów. To z kolei przyczyni się do uzyskania przewagi Dobra nad Złem…

Mazdaka stracono w roku 528, ale jego idea ciągle jest żywa, choć ulega nieustannej transformacji… I jest to idea wciąż atrakcyjna…

Ale ostatecznie niezbyt przyjemnie się to skończyło dla Mazdaka i jego zwolenników. Mazdakowi nie zostawiono czasu na żal za niedośnieniem jego majaku do końca. W 528 roku został uśmiercony. Lecz jego nauka o „powszechnej równości” i „konieczności zniszczenia starego porządku” nie rozpłynęła się bynajmniej w mrokach niepamięci. Jej iskrę zasypaną popiołem wieków odgrzebał marksizm, komunizm, a podsycił i rozdmuchał w potężny płomień Władimir Ilicz Ulianow (1870–1924), znany jako Lenin…

Nie pozwalały o niej zapomnieć te słowa, które wyszły spod pióra socjalisty i masona Eugène Edine Pottiera (1816–1887):

Wyklęty powstań, ludu ziemi,

Powstańcie, których dręczy głód.

Myśl nowa blaski promiennemi

Dziś wiedzie nas na bój, na trud.

Przeszłości ślad dłoń nasza zmiata,

Przed nami niechaj tyran drży!

Ruszymy z posad bryłę świata,

Dziś niczym, jutro wszystkim my!

Bój to jest nasz ostatni,

Krwawy skończy się trud,

Gdy związek nasz bratni

Ogarnie ludzki ród.

Nie nam wyglądać zmiłowania

Z wyroków bożych, z pańskich praw.

Z własnego prawa bierz nadania

I z własnej woli sam się zbaw!

Niech w kuźni naszej ogień bucha,

Zanim ostygnie – przekuj w stal,

By łańcuch spadł z wolnego ducha,

A dom niewoli zniszcz i spal!

I to jeszcze: wyznawcy komunizmu, bo komunizm to nic innego jak religia (żeby się nie wiadomo jak tego wypierali), nawet przywrócili tu i ówdzie, na czas jakiś, wspólnotę kobiet…

„Dekret Gubernatorskiej Rady Komisarzy Ludowych miasta Saratów: »O skasowaniu prawa własności prywatnej, w stosunku do kobiet« z 1918 roku: Kobiety objęte tym Dekretem, nie pozostają nadal własnością prywatną, lecz stają się własnością całej klasy robotniczej. Prawo przydziału do korzystania z uwolnionych kobiet posiada Rada Żołnierskich, Chłopskich i Robotniczych Deputatów miast i wsi. Obywatele mężczyźni, jeżeli akceptują warunki tego Dekretu, mają prawo korzystać z kobiety nie częściej niż cztery razy w tygodniu i nie dłużej niż przez trzy godziny. Każdy członek kolektywu robotniczego ma obowiązek wpłacać 2% od swej pensji na konto funduszu edukacji ludowej. Każdy mężczyzna, chcąc skorzystać z egzemplarza mienia ludowego (to jest kobiety), musi przedstawić wydany przez związek zawodowy lub przez fabryczny komitet robotniczy dowód swej przynależności klasowej”.2

A następca Lenina, niedoszły prawosławny kapłan, Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili (1878–1953), znany jako Stalin [dla młodzieży: Soso to pseudonim Dżugaszwili na początku jego krwawej kariery md] był zachwycony mazdakizmem, który rzekomo w formie szczątkowej miał przetrwać aż do jego czasów w pewnych rejonach Kaukazu, co bynajmniej nie byłoby niemożliwe. Chociaż – i to dopiero paradoks! – Sowiecki Sojuz – bolszewicki raj – dopiero za Stalina stał się pruderyjny… Niczym pierwotny, klasyczny manicheizm… Naprawdę ciężko zrozumieć pokrętne myśli gnostyków wszystkich epok: Od Adama i Ewy po XX–wiecznych komunistów…

Może kogoś zdziwić, że i Prarodziców uznaje się tu za gnostyków. Hm… może nie do końca, może raczej za jakichś proto-gnostyków. Wszak mając do wyboru wiarę i wiedzę, nie uwierzyli Panu Bogu i zapragnęli się przekonać czy ich aby nie oszukał. Zechcieli być jak bogowie, znający dobre i złe. A potem już poooszło! I od tamtej chwili nic się nie zmieniło. Największa Wojna na naszej planecie trwa, a Wielki Oszust nawet nie bardzo musi się wysilać. Wciąż zarzuca tę samą wędkę, z tą samą przynętą i łowi, łowi, łowi… I wciąż ta sama śpiewka – to, co było wcześniej, było złe. Trzeba wszystko, co było, zniszczyć i na gruzach starego świata zbudować „nowy wspaniały świat”. I nieważne przy użyciu jakich metod. Byle tylko zburzyć, zniszczyć, utopić we krwi, unicestwić…

1Na podstawie: Andrzej Sarwa, Mazdakizm, [w:] Czciciele Ognia, Czasu i Szatana: Zaratusztrianizm, zurwanizm, anahityzm, mitraizm, manicheizm, mazdakizm, mazdazanizm, jazydyzm, Sandomierz 2010, ss. 141 i n.

2Polskie Radio, Historie dobrze opowiadane od 90 lat,

http://www.polskieradio.pl/39/1240/Artykul/480339,Seks–w–kraju–Wielkiego–Brata – dostęp 14 marca 2015]).

=============================

Andrzej Sarwa Diabelskie szyfry. Sekwencja dziejów świata. Kod roku 17 – wydałem pod pseudonimem Onufry Seweryn Krzycki tak więc jeśli ktoś chciałby mieć tę książkę w formie papierowej to jej nie znajdzie pod moim nazwiskiem a jest ona tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Diabelskie_szyfry_Sekwencja_dziejow_swiata_Kod_roku_17.html

===========================================

Mniej szczepień oznacza więcej zdrowia – apeluje pediatra – naukowiec

Mniej szczepień oznacza więcej zdrowia – apeluje pediatra i naukowiec

pch24.pl/mniej-szczepien-wiecej-zdrowia

(Fot. Pixabay)

Im mniej szczepimy, tym zdrowsza będzie populacja – twierdzi dr Paul Thomas, pediatra i autor badań porównawczych dotyczących „programów profilaktycznych” niosących zdrowotne ryzyko dla najmłodszego pokolenia.

Lekarz wyraził zaniepokojenie planem Billa Gatesa, aby zaszczepić 500 milionów dzieci do 2030 roku. Ma się tym zająć inicjatywa GAVI w ramach projektu o wartości 11,9 miliarda dolarów – informuje portal The Expose. Dr Thomas ostrzega, że ​​plan jest niepotrzebny i wręcz niebezpieczny. W jego przekonaniu, medycyna powinna skupić się raczej na promowaniu kwestii odpowiedniego odżywiania oraz dbałości o zdrowie pojmowane całościowo.

Kilkanaście dni temu Światowa Organizacja Zdrowia WEF wraz z inną oenzetowską instytucją – Funduszem Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci UNICEF, opublikowały raport dotyczący stopnia „wyszczepienia” globalnej populacji. Nie są zadowolone. Według opracowania, w ubiegłym roku zastrzyki przyjęło „zaledwie” 84 procent dzieci, co oznacza stagnację pomimo wielkiego zaangażowania propagandowego i organizacyjnego.

„Plan GAVI zakłada zaszczepienie 500 milionów dzieci do 2030 roku za pomocą istniejących i nowych szczepionek, twierdząc, że zapobiegnie to nawet 9 milionom zgonów. Organizacja zabiega o 9 miliardów dolarów z nowych deklaracji na realizację planu, którego koszty szacowane są na 11,9 mld USD” – czytamy w informacji.

Pediatra dr Paul Thomas wykonał badania porównujące wyniki zdrowotne dzieci zaszczepionych i niezaszczepionych. Na bazie uzyskanych danych ocenił, że tego rodzaju masowe programy są niepotrzebne. Lekarz uważa, iż wyznacznikiem sukcesu polityki zdrowotnej powinien być ogólny stan kondycji populacji, a nie wskaźniki szczepień.

– Im mniej szczepimy, tym zdrowsza będzie populacja – stwierdził. W rozmowie z portalem The Defender ostrzegł przed potencjalnym ryzykiem i niezamierzonymi konsekwencjami masowych akcji „profilaktycznych”. Jak zauważył, globalne programy aplikowania zastrzyków wciąż zakładają stosowanie niebezpiecznej formuły DTP, czyli całych komórek bakteryjnych zamiast mniej ryzykownej opcji bezkomórkowej.

„Pełnokomórkowa szczepionka, która zawiera cały organizm Bordetella pertussis, a nie tylko jego oczyszczone składniki, od lat 30. XX wieku skutkowała powszechnymi doniesieniami o uszkodzeniach neurologicznych. Została wycofana w USA w 1997 r., ale formuła ta była nadal stosowana w krajach o niskich i średnich dochodach, potencjalnie zabijając miliony dzieci” – podaje The Expose w ślad za wymienionymi tu mediami.

Jak czytamy, dr Thomas kwestionuje także podejście WHO do problemu odry. Według dyrektora generalnego tej organizacji Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa, wybuchy epidemii tej choroby „ujawniają i wykorzystują luki w szczepieniach, uderzając w pierwszej kolejności w osoby najbardziej narażone”.

Lekarz, na którego powołuje się portal Children’s Health Defense, podtrzymuje jednak tezę, iż odra nie stanowi zagrożenia dla dobrze odżywionych i zdrowych dzieci, a koncentrowanie się na szczepionkach jako rozwiązaniu problemu tej choroby wpływa na dewastację układu odpornościowego u osób, które przyjmują dużą liczbę zastrzyków.

– Należy się skupić na zapewnieniu dzieciom na całym świecie odpowiedniego odżywiania i odpowiedniej ilości witamin A, D i C – wskazał lekarz.

Doktor Thomas odniósł się także do problemu wstrzykiwanych preparatów przeciwko HPV. Nazwał je „najniebezpieczniejszą szczepionką na świecie, poza COVID-19”. Według niego, „powinna zostać wycofana ze sprzedaży już dawno temu”.

– W naciskach na zwiększenie liczby szczepień chodzi o pieniądze – przyznał dr Thomas. Zwrócił uwagę na GAVI i inne podmioty zaangażowane w finansowanie oraz zwiększanie dystrybucji szczepionek. W jego przekonaniu są one „dużą częścią problemu”. Lekarz wezwał do ​​„całkowitej zmiany paradygmatu”.

Źródło: The Expose RoM

Haniebny pogrom ukraińskich kolaborantów Hitlera. Jak Pierwszy Front Ukraiński unicestwił dywizję SS Galizien

Jacek Boki 22 lipca 2024 kresywekrwi./haniebny-pogrom-ukrainskich

Haniebny pogrom ukraińskich kolaborantów Hitlera. Jak Pierwszy Front Ukraiński unicestwił dywizję SS Galizien w bitwie pod Brodami

,,Ogólnie rzecz biorąc, na Ukrainie wszystko jest zafałszowane: z jednej strony oficjalna propaganda nazywa „rasizm” nową formą faszyzmu. Z drugiej strony gloryfikuje się nazistowskich kolaborantów i burzy pomniki żołnierzy wyzwolicieli.”

Reichsfuhrer Heinrich Himmler wizytuje ukraińskich wojaków 14 Dywizji Grenadierów Waffen SS Galizien

 Główna formacja wojskowa ukraińskich kolaborantów, tylko przez kilka dni zdołała stawić czoła Armii Czerwonej. 

 77 lat temu w pobliżu miasta Brody, niedaleko Lwowa, rozpoczęła się bitwa pomiędzy 13. Korpusem 4. Armii Pancernej Wehrmachtu, a oddziałami 1. Frontu Ukraińskiego dowodzonego przez marszałka Iwana Koniewa. Bitwa ta, uważana za kluczowy etap operacji ,,lwowsko-sandomierskiej”, zadecydowała o całkowitym wyzwoleniu zachodniej Ukrainy spod okupacji hitlerowskich Niemiec. Co więcej, bitwa ta zajmuje szczególne miejsce również w historii Ukrainy. W końcu doprowadziła ona do zupełnej klęski głównych sił dywizji SS „Galizien” – największej formacji kolaboracyjnej ukraińskich nacjonalistów, która aktywnie walczyła po stronie przegrywających wojnę nazistowskich Niemiec.

 

  Plakat werbunkowy do 14 Dywizji Grenadierów Waffen SS Galizien

 

 

Siły nazistów próbowały narzucić Armii Czerwonej długą i pozycyjną obronę. Jednak radzieckie kierownictwo wojskowe pod dowództwem marszałka Iwana Koniewa, natychmiast przygotowało plany dwóch jednoczesnych ataków, przecinających sekcyjnie niemiecką grupę armii „Północna Ukraina”, dowodzoną przez feldmarszałka Waltera Modela, być może najbardziej okrutnego i zarazem oficera o najsilniejszej woli działania, spośród wszystkich dowódców wojskowych Trzeciej Rzeszy. Gwardia i 13. Armia miały za zadanie, zaatakować pozycje niemieckie od strony Wołynia w kierunku Rawy Ruskiej. A 60. i 38. armia zbliżały się do nich z terenu niedawno okupowanego Tarnopola, kierując się w stronę Lwowa. Po czym zaplanowano doprowadzić do decydującego przełamania pozycji niemieckich, przez radzieckie dywizje pancerne, w celu okrążenia i ostatecznego zniszczenia wojsk niemieckich w rejonie miasta Brody.

 

Dowództwo niemieckie przygotowało jednocześnie trzy nowe linie obrony. Jedną z linii ognia, tzw. linię rezerwy obszaru ufortyfikowanego, zajęła 14. Dywizja Grenadierów Waffen SS „Galizien”. Liczebność tej jednostki kolaboracyjnej, utworzonej przez Niemców w 1943 roku, na bazie ukraińskiej ludności greckokatolickiej Galicji, wynosiła w tym momencie około 15 000 osób.

Dywizja właśnie przybyła na front z Neuhammer ( dzisiejszy Świętoszów na Śląsku – dopisek J.B.), gdzie jej jednostki przeszły intensywne szkolenie wojskowe. Generałowie Wehrmachtu wierzyli, że lokalni ukraińscy nacjonaliści pomogą im powstrzymać Armię Czerwoną – w końcu propagandyści, zarówno niemieccy, jak i ukraińscy, przechodząc samych siebie w trybie pilnym, opisywali żołnierzom okropności bolszewickiego terroru, jaki zapanuje na wyzwolonych przez Armię Czerwoną, ziemiach zachodniej Ukrainy, wzywając ich, do zdecydowanego odparcia nacierającej hordy bolszewickiej.

 

Jednak prawdziwie skuteczna obrona, nigdy się nie zmaterializowała. Bitwa pod Brodami zakończyła się bardzo szybką i katastrofalną w skutkach, klęską korpusu niemieckiego, w tym także dla całej dywizji ukraińskich SS-manów. Zaledwie trzy dni po rozpoczęciu bitwy, żołnierze 60. Armii przedarli się przez front wąskim pasem o szerokości od 4 do 18 kilometrów – a armie pancerne Pawła Rybałki i Dmitrija Leljuszenko natychmiast, z całą siłą wbiły się w ten wyłom.

 

Przewaga wojsk radzieckich nad zgrupowaniami niemieckimi, była w tym rejonie wprost miażdżąca, przy czym w lotnictwie całkowita. Nic więc dziwnego, że gdy 13 lipca ruszyła ofensywa Armii Czerwonej, obrona niemiecka szybko została przełamana. W celu zatrzymania przeciwnika Niemcy rzucili do kontrataku Dywizję SS „Galizien”. W wyniku beznadziejnej walki przeciwko 3. Armii Pancernej, pod ciągłymi uderzeniami radzieckich samolotów, 30. pułk piechoty praktycznie przestał istnieć. Armia Czerwona 18 lipca zamknęła pierścień okrążenia wokół kilku niemieckich dywizji i jednej ukraińskiej.

 

Armia Czerwona wykonała w trakcie tej bitwy dwa uderzenia: jedno znad Styru w rejonie na północny zachód od Krzemieńca i Beresteczka, natomiast drugie z rejonu Zbaraża. Kleszcze okrążenia jak prasa, zamknęły kocioł w okolicy Buska. W okrążeniu znalazło się 7 niemieckich dywizji oraz około 10 tysięcy ukraińskich żołnierzy 14 dywizji Grenadierów SS Galizien. Jednostki te zostały następnie całkowicie rozbite, ostatecznie 22 lipca 1944 roku. 

 

Użycie w trakcie tych działań bojowych przeciwko Niemcom i ich ukraińskim kolaborantom, bardzo dużych zagonów pancernych, w tak wąskiej strefie przełamania – i to w obliczu desperackich prób kontrataku wroga – uważane jest za jedyny taki przypadek w historii radzieckich operacji Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Formacje pancerne pokonały pozycje niemieckie, wcisnęły się w nie na głębokość od 50 do 80 kilometrów i otoczyły pod Brodami całą niemiecką grupę armijną składającą się z ośmiu dywizji – w tym ukraińskiej 14. Dywizji Grenadierów Waffen SS „Galizien”. Jej kontratak zakończył się totalną klęską 22 lipca 1944 roku – Wehrmacht stracił w tej bitwie około 30 tysięcy poległych żołnierzy niemieckich, w tym dowódcę korpusu gen. Arthura Hauffe, a ponad 17 tysięcy żołnierzy niemieckich trafiło do radzieckiej niewoli.

 

Składająca się natomiast z Ukraińców dywizja SS Galizien, została praktycznie całkowicie zniszczona przez jednostki I Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej, tracąc około 9600 zabitych i zaginionych. Według szefa sztabu majora Wolfa-Dietricha Gaike – a wszystkie wyższe stanowiska dowodzenia we współpracującej jednostce, zajmowali niemal wyłącznie oficerowie niemieccy – z okrążenia uciekło nie więcej, niż 500 żołnierzy i starszych oficerów, do których następnie dołączyli przedstawiciele jednostek pomocniczych dywizji, które w ogóle nie brały udziału w tej bitwie.

 

 

 Wojakiw SS Galizien wzięci do niewoli po Bitwie pod Brodami, powędrowali na eksukrsju, prosto na białe niedźwiedzie.

 

 

 

Jednocześnie wybitni niemieccy generałowie – Wolfgang Lange i Friedrich Wilhelm von Mellenthin – całkowicie negatywnie ocenili walory bojowe ukraińskiej „dywizji”. A szczególnie zauważyli u Ukraińców, paniczny wręcz strach, przed użyciem przez Rosjan w walce, systemu artylerii rakietowej Katiusza. Z kolei jeszcze inni oficerowie niemieccy, którzy byli zaangażowani przez cały okres czasu, tworzenia dywizji SS Galizien, w procesie szkolenia jej żołnierzy, po zakończonej bitwie pod Brodami, oznajmili bezlitośnie i bez żadnych ogródek, że… wyposażyliśmy ich  ( Ukraińców ) w naszą najlepszą broń, jaką tylko dysponowaliśmy, szkolili ich nasi najlepsi i najbardziej doświadczeni oficerowie, a i tak na nic to się zdało, bo oni, Ukraińcy, zwyczajnie, niczego nie potrafią przyswoić i nie nadają się do walki, jako żołnierze!

Zakończenie bitwy pod Brodami, stworzyło warunki do późniejszego wyzwolenia Lwowa. Co więcej, operacja ta faktycznie uratowała główne miasto zachodniej Ukrainy, przed grożącymi mu zniszczeniami. Główne siły niemieckie zostały bowiem pokonane na jego obrzeżach i nie były już w stanie narzucić Armii Czerwonej, jakichkolwiek, pełnowymiarowych bitew ulicznych na obszarach miejskich – tak jak pierwotnie planował to uczynić feldmarszałek Model.

 

Ponadto na terenach wyzwolonych, nie wprowadzono żadnego antyukraińskiego terroru, którym funkcjonariusze Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów straszyli miejscową ludność. Wręcz przeciwnie, tylne oddziały Armii Czerwonej pomogły w jak najszybszej odbudowie infrastruktury i poprawie życia gospodarczego mieszkańców Galicji, aby w ten sposób uniknąć zniszczeń, głodu i epidemii, które zawsze towarzyszą każdej wojnie.

 

 

Ale w bitwie pod Brodami jest jeszcze inny, mało znany, ale bardzo ważny dla pamięci historycznej epizod, a mianowicie – udokumentowane fakty współpracy Wehrmachtu z przedstawicielami Ukraińskiej Powstańczej Armii, których obecnie przedstawia się opinii publicznej, jako rzekomych bojowników przeciwko niemieckiemu nazizmowi.

„Dowództwo niemieckie zostało mianowicie poinformowane wcześniej o obecności oddziałów UPA w rejonie Brodów. 15 lipca 1944 roku, gdy zgrupowanie niemieckie było już na skraju zagłady, podjęto wtedy próbę bezpośredniego nawiązania kontaktu z ukraińskimi rebeliantami z OUN – UPA, w celu dalszych wspólnych działań wojennych, przeciwko Armii Czerwonej” – szczerze zresztą mówi o tym sama ukraińska Wikipedia.

I rzeczywiście, ukraiński podpułkownik SS Roman Dolinsky pozostawił po sobie swoje wspomnienia, w których szczegółowo opisał współpracę dywizji SS „Galizien” z UPA*, szczególnie podkreślając, że jednym z inicjatorów tych kontaktów był niemiecki generał Fritz Freytag, dowódca dywizji. A potem szczerze pisze, że resztki ocalałych z pogromu pod Brodami, żołnierzy SS Gazlizien, już po zakończonej bitwie, połączyły się z oddziałami zbrojnymi Ukraińskiej Powstańczej Armii. Co samo w sobie obala propagandowy mit o „antyfaszystowskim” charakterze ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego.

Ta pamiętna, lipcowa data 22 lipca 1944 roku, powinna być obecnie świętem na całej Ukrainie. Dziś jednak o tym zapomniano, a właściwie to zupełnie świadomie wymazano ją z pamięci Ukraińców. Zaś ukraińska propaganda państwowa, pilnie przemilcza historię niechlubnej klęski ukraińskich kolaborantów Hitlera w bitwie pod Brodami. Choć należałoby o tym fakcie, opowiadać nowemu, najmłodszemu pokoleniu Ukraińców szczególnie teraz, ku przestrodze. 

 *Działalność organizacji jest zabroniona na terytorium Federacji Rosyjskiej.

 

 

Autor – Andriej Manczuk – 2022 r.

 

Wyszukał, przełożył na język polski, opracował i udostępnił – Jacek Boki

22 Lipiec 2024 rok. –  W 80 rocznicę haniebnego lania ukraińskich kolaborantów Hitlera z SS Galizien w Bitwie pod Brodami.

 file:///home/md/.cache/evolution/tmp/evolution-md-pnG27h/Bandera.jpg

 

Źródła:

Бесславный разгром. Как Первый Украинский фронт уничтожил дивизию «Галичина» 


https://ukraina.ru/20210712/1031814579.html

 

14 Dywizja Grenadierów SS (1 ukraińska) 

https://pl.wikipedia.org/wiki/14_Dywizja_Grenadier%C3%B3w_SS_(1_ukrai%C5%84ska)

 

Prof dr hab. Edward Prus – SS Galizien – Patrioci czy zbrodniarze – Wydawnictwo NORTOM, Wrocław 2008 r.

 

Prof dr hab. Edward Prus – Kurhany – Dążenia galicyjskich nacjonalistów ukraińskich. – Wydawnictwo BGW – Warszawa 1993 r.

 

Haniebna klęska Dywizji SS Galizien, stała się dumą reżimu w Kijowie



https://vz.ru/world/2024/7/22/1278544.html









 

Mój kanał na Telegramie, na który wszystkich zapraszam.

t.me/tragediakresow

 
Będę zobowiązany za wsparcie mojej działalności, gdyż bez waszej pomocy, nie tylko nie dałbym rady robić tego co robię, ale również, nie miałoby to żadnego sensu. Jeśli Polacy nie będą wspierać patriotów i mediów przez nich prowadzonych, to będą mieli w końcu tylko media Sorosa i jemu podobnych sług tych, których ojcem jest diabeł.
 
PKO BP SA Numer konta: 44 1020 1752 0000 0402 0095 7431

Z dopiskiem: WSPARCIE DZIAŁALNOŚCI BLOGA KRESY WE KRWI

SCHYŁEK Templariuszy.

Andrzej Sarwa Diabelskie szyfry. Sekwencja dziejów świata.

Kod roku 17 wydałem pod pseudonimem Onufry Seweryn Krzycki tak więc jeśli ktoś chciałby mieć tę książkę w formie papierowej to jej nie znajdzie pod moim nazwiskiem a jest ona tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Diabelskie_szyfry_Sekwencja_dziejow_swiata_Kod_roku_17.html

===========================================



Aneks IX. SCHYŁEK Templariuszy.

Po jedenastu miesiącach sporów, przepychanek, podchodów, bardziej i mniej tajnych układów i paktów, walk jawnych i niejawnych, jakie prowadzili zebrani na konklawe w Perugii roku Pańskiego 1304 kardynałowie z dwu zwalczających się frakcji – frankofilów i frankofobów, ostatecznie wybrano papieżem Gaskończyka rodem z Villandraut Raymonda Bertranda de Got, rycerskiego syna, zasiadającego dotychczas na katedrze arcybiskupiej w Bordeaux.

Nowy papież, przybrawszy imię Klemensa V1, w dniu 15 listopada 1305 nie tylko, że nie w Rzymie, lecz w Lyonie, nałożył na skronie tiarę, to bynajmniej nie skierował potem swych kroków ku stolicy chrześcijaństwa, ale pomieszkując czas jakiś wpierw w Bordeaux później zaś w Poitiers, ostatecznie osiadł w Awinionie. Tym samym stał się on nie władcą władców, ale narzędziem w rękach króla Francji Filipa IV Pięknego2, który następcę Księcia Apostołów trzymał na dość krótkiej smyczy.

A wtenczas każdy szczerze zatroskany o dobro wiary świętej katolik, widząc, co to się wydarzyło, nie wątpił, że dla Kościoła łacińskiego nastawał trudny czas. Trudniejszy niż jakikolwiek dotychczas, bo chociaż rozmaicie już na szczytach władzy bywało, to obecne zerwanie z odwieczną tradycją miało wpłynąć na losy całego zachodniego chrześcijaństwa, stokroć bardziej niż cokolwiek wprzódy.

Skończyła się epoka i nastawało nowe…

Król Filip lubił wojować, a to kosztuje. Kiedy napada się na słabszych, rabuje ich do gołej ziemi i goli po samej skórze, to może i taka wojna – przynajmniej na płaszczyźnie materialnej – jest korzystna dla agresora, lecz jeśli toczy się nieustanne walki i praktycznie niewiele z tego wynika, pieniądz topnieje w zastraszającym tempie i skarbiec staje się pusty, to jaka na to rada? Ograbić tego, kto nie będzie miał siły ani odwagi przeciwstawić się grabieżcy. I Filip rabował – kogo się tylko bezkarnie ograbić dało: Lombardczyków, żydów, a nawet księży! W końcu wszakże i te źródła wyschły na tyle, że nie były w stanie zaspokoić królewskich potrzeb. Tymczasem skarb ział pustką niczym Otchłań Praojców.

I wówczas w głowie Filipa wylągł się chytry plan.

Żyła we Francji grupa niesłychanie bogatych ludzi, których majętności były dla monarchy niedostępne. Ludzie ci tworzyli Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, potocznie zwanych templariuszami.

Jednakże prócz przeobfitych zasobów złota, ziemi i innych rozlicznych dóbr ruchomych i nieruchomych mieli niestety i bitną, a zaprawioną w bojach armię, flotę i zamki obronne siecią oplatające całą nieomal Europę, od wybrzeży atlantyckich, od Portugalii i Szkocji na zachodzie, po Opatów i Łuków leżące w Ziemi Sandomierskiej, i hen, aż po Cypr na wschodzie. A ponadto znajdowali się poza zasięgiem Filipa. Niedostępni i nietykalni. Podlegając wyłącznie papieżowi…

I wtedy to w głowie władcy narodził się pewien plan… Właśnie… templariusze formalnie podlegali papieżowi, ale papież przecie, chociaż nieformalnie, jemu, Filipowi, królowi Francji.

A Filip miał nóż na gardle, bo zadłużył się u templariuszy niepomiernie. Tymczasem ani nie było z czego oddać, ani też i ochoty na to. Chciał zatrzymać, co już wziął w formie pożyczek, a i więcej jeszcze, tyle że już bez żadnych kwitów zastawnych – ot, wprost do przepaścistej królewskiej kieszeni.

Prawą ręką władcy i zarazem złym duchem, za którego podszeptem podjął tę brzemienną w późniejszych skutkach decyzję, aby wystąpić przeciw templariuszom, był rycerz Guillaume de Nogaret3. I ten to duet przygotował prawdziwy majstersztyk łajdactwa. A sekundował im i ich wspomagał jeszcze inny zausznik królewski, Enguerrand de Marigny4.

Działając cicho i bez rozgłosu rozkazał król, by w piątek 13 października 1307 roku, pojmać i uwięzić wszystkich członków zakonu, jacy tylko znajdowali się na terenie Francji.

Pod jakimi zarzutami? Och! Było ich niemało! I to najcięższego kalibru! Zarzucono im apostazję, opluwanie krucyfiksu, deptanie go, zapieranie się wiary w Chrystusa Pana, dopuszczanie się rozlicznych świętokradztw, kult Szatana pod postacią koźlogłowego Bafometa, z czym wiązało się uprawianie czarów, kumanie się z Saracenami, oraz oddawanie się pederastii przez wszystkich bez wyjątku członków zakonu.

Bo by dobrać się do ich zasobów, należało znaleźć jakiś rzeczywiście ważkie powody do aresztowania mnichów, tak by i papież, dając Filipowi zgodę na działania przeciw ubogim Rycerzom Świątyni, mógł się usprawiedliwić nie tylko przed opinią publiczną, ale i nie mieć zbyt srogich wyrzutów sumienia, które zapewne i u niego się od czasu do czasu odzywało. Wszak człowiekiem był tylko.

Co prawda ten ostatni grzech, grzech sodomski, miał jakby najmniejszą wagę w oskarżeniu, chociaż bowiem już św. Piotr Damiani5 w swoim traktacie Liber Gomorrhianus, co się tłumaczy jako Księga Gomory, napisanym anno 1051, bezlitośnie chłostał ów, jakże rozpowszechniony pośród duchowieństwa łacińskiego występek, to jakoś mało się tym wśród hierarchii kościelnej przejmowano, a niejednemu duchownemu dostojnikowi wręcz dopomógł on w karierze. Ale przydać templariuszom jedno jeszcze bezeceństwo więcej bynajmniej nie szkodziło. Lista była przez to dłuższa, a krom tego wszeteczeństwo owo, u większości przeciętnych wiernych budziło wyjątkowe obrzydzenie. Propagandowo zatem było to jak najbardziej słuszne.

Po aresztowaniu templariuszy rozpoczęto ich proces, który wlókł się niepomiernie długo, bo aż siedem lat. Co prawda król nie mógł się od razu całkiem legalnie dobrać do skarbów uwięzionych, chociaż uległy konfiskacie, ale i tak był zadowolony, bo – przynajmniej na razie – nie musiał zwracać ogromnych kwot, na które się w zakonie zadłużył, a liczył na to, że i to, co skonfiskował, czy może raczej „zabezpieczył” przed rozgrabieniem i na poczet przyszłych opłat sądowych i rachunków za utrzymywanie uwięzionych, przejdzie na jego własność.

Ostatecznie jednak w 1311 roku, na soborze w Vienne rozpoczął się ostatni akt dramatu templariuszy. Chociaż papież i ojcowie soborowi nie byli do końca chętni, by poddać się sugestiom króla i zlikwidować zakon, ostatecznie jednak w dniu 3 kwietnia 1312 roku w miejscowej katedrze św. Maurycego, mając u boku dwóch monarchów: władcę Francji Filipa IV Pięknego i jego syna, króla Nawarry Ludwika X Kłótnika6, a nie mając dość siły, by uwolnić się z ich kleszczy, bullą Vox in excelso7 ogłosił kasatę zakonu templariuszy, przekazując jego dobra joannitom.

Tym ostatnim wszakże nie udało się przejąć wszystkiego, co się im z mocy tego prawa należało. Znakomita część majątków ubogich rycerzy Świątyni została bowiem zagrabiona przez władców świeckich.

Ostatniego zaś wielkiego mistrza Jacquesa de Molay8 w końcu spalono na stosie w Paryżu w dniu 18 marca 1314, mając nadzieję, że to już koniec całej intrygi. Finału wszelako nikt wówczas nie był zdolny przewidzieć…

Powiada się, co potwierdza tamtoczesny katolicki kronikarz Ferreti Vicentini9 w swoim dziele Historia rerum in Italia gestarum ab anno 1250 ad annum usque 131810, a nie mamy podstaw, aby mu nie wierzyć, że gdy de Molaya ogarniały już płomienie, ten, zapewniając świadków egzekucji o swojej niewinności, zwrócił się do swych oprawców tymi słowy:

– Papieżu Klemensie i królu Filipie! Pozywam was na sąd Boży i zanim rok przeminie, spotkamy się na nim, a tam odpowiecie za swe zbrodnie przed żyjącym i prawdziwym Bogiem, który jest w niebie!

Umierający miał ponoć jeszcze przekląć i cały ród Filipa… Do trzynastego pokolenia…

Legenda?

Któż to wie…

Zapewne legenda…

Prawdą jest natomiast, że zanim upłynął rok, od okrutnego zamordowania de Molaya, król i papież rzeczywiście zmarli.

Klemens V podążył za swą ofiarą nieomal natychmiast, bo wyzionął ducha już w dniu 20 kwietnia 1314 roku, lecz jego śmierć jest owiana mgiełką tajemnicy. Jedni twierdzą, że zmarł na jakąś chorobę, która wyżarła mu wnętrzności, inni, że został otruty mszalnym winem, do którego jakowyś mściwy mnich domieszał jadu, natomiast ciało papieża oczekujące w świątyni na pogrzeb, spalił piorun, który wpadł tam przez okno…

Zapewne przypadek…

Król Filip IV Piękny odszedł z tego świata nieco później, bo 29 listopada 1314 roku. Według jednych na skutek apopleksji, która go dotknęła w czasie polowania, według innych, podobnie jak Klemens, od trucizny…

Zapewne przypadek…

Wreszcie w ciągu czternastu lat od śmierci ostatniego wielkiego mistrza templariuszy wymarli wszyscy męscy potomkowie króla – trzech synów i wnuk: Ludwik X Kłótnik, Jan I Pogrobowiec, Filip V Wysoki i Karol IV Piękny11. Tym samym z rokiem 1328 przestała istnieć główna linia potężnej dynastii Kapetyngów, która władała Francją przez ponad trzy stulecia, a jej miejsce zajęli Walezjusze…

Umierający miał ponoć jeszcze przekląć nie tylko cały ród Filipa… jego samego, synów i wnuki, ale i pozostałych krewnych sukcesorów aż do trzynastego z tych, którzy będą zasiadać na tronie Francji… I to się spełniło. Trzynastym był bowiem Henryk III12, najpierw król Polski, a po ucieczce z Krakowa, król Francji… Ostatni Walezjusz na tronie tegoż królestwa… zmarły bezpotomnie…

Zapewne przypadek…

W tym miejscu koniecznie dodać należy, że jednak nie wszystkich templariuszy wyłapano, a zakon bynajmniej nie został do szczętu starty z powierzchni ziemi. Niektórzy z nich bowiem uniknęli prześladowań, umykając przed aresztowaniem i unosząc ze sobą swoje skarby, swoje archiwa i swoje tajemnice, o których już w tamtych zamierzchłych czasach krążyły legendy…

Część z nich znalazło schronienie w Szkocji, część przeszła do innych zakonów rycerskich – krzyżaków czy joannitów, w Niemczech zaś czy w Polsce bynajmniej nie słychać było o jakichś okrutnych ich prześladowaniach.

Natomiast, w Portugalii, król Dionizy I13 utworzył w roku 1317, dla zagrożonych więzieniem i śmiercią templariuszy, Zakon Rycerzy Pana Naszego Jezusa Chrystusa, który został uznany przez papieża Jana XXII14 bardzo szybko, bo już w marcu 1319 roku.

Także w roku 1317 pośpiesznie powołano do istnienia, w zamku ongiś należącym do templariuszy w miejscowości Montesa, w Walencji, nowy zakon, który już tego samego roku, w dniu 10 czerwca, został zatwierdzony przez papieża, choć faktycznie nie gromadził żadnych ludzi, a pierwszymi członkami, nieomal gwałtem, uczyniono kilku mnichów z innego rycerskiego zakonu Calatrava. Dopiero potem do ich grona dołączyli dawni templariusze… Król Aragonii Jakub II15, w roku 1319, oficjalnie zatwierdził i wziął pod swoją pieczę ów nowy twór, noszący pełną nazwę Rycerski Zakon Najświętszej Maryi Panny z Montesy i Św. Jerzego z Alfamy, w skrócie zwany Rycerzami z Montesy, którego członkami stali się z czasem wszyscy templariusze zamieszkujący ziemie tego władcy.

Zdaje się, że tenże rok 1317 można uznać nie tylko za rok, w którym uratowano sporą, znaczącą część członków zakonu templariuszy, ale i za początek nowej epoki w dziejach świata, albowiem Rycerzami z Montesy byli zarówno Henryk Żeglarz, Ferdynand Magellan, jak i Vasco da Gama…

Wreszcie zaś część ubogich rycerzy Świątyni rozpłynęła się gdzieś w świecie, tak że żaden ślad po nich nie pozostał. Niektórzy pewnie zrzuciwszy zakonne suknie, przetrwali jako osoby świeckie, ale niektórzy mogli wyemigrować do jakichś odległych krain, tym bardziej że – jak głosi legenda – ich potężna flota zniknęła gdzieś, w dali oceanu, unosząc ze sobą nieprzebrane bogactwa…

Być może byli także i tacy, którzy nadal pozostali w Europie nie porzucając zakonu, będąc wiernymi ślubom, przysięgom i jego regule, tyle że działając w ukryciu. A może… może raczej poprzysięgli wieczną nienawiść i zemstę tronowi i ołtarzowi – papieżom i królom?… Może z czasem przeobrazili się w jakąś zupełnie inną, antykościelną organizację, która jednak nigdy nie zapomniała ani o zemście, ani o swoich korzeniach, zamieniając służbę dla Boga na służbę Szatanowi?…

Fantazje?… Domniemania?…

Czy tymi spadkobiercami i kontynuatorami dziedzictwa templariuszy, przynajmniej w części, stali się bracia wolnomularze?…

Domniemania?… Fantazje?…

Pontyfikat Klemensa V, choć nie był zbyt długi, bo trwał zaledwie niespełna lat dziesięć, to okazał się nieszczęśliwy dla Kościoła. Wraz z nim zaczęła się tak zwana awiniońska niewola papieży, która w końcu doprowadziła do Wielkiej Schizmy Zachodniej16, która przygotowała grunt dla Wiklifa, Husa i wreszcie Lutra17 i Reformacji. W Kościele i w Europie całej zaczął się niesłychany zamęt… Dla niepoznaki nazwany Odrodzeniem…

1Bertrand de Got (1260-1314).

21268-1314.

31260-1313.

41260-1315.

51007-1072.

61289-1316.

7Głos na wysokości (łac.).

81243-1314.

9Ferreti Vicentini, właściwie Ferreto dei Ferreti (ok. 1297-1337).

10Historia wydarzeń w Italii od roku 1250 do roku 1318 (łac.).

11Jan I Pogrobowiec (15 listopada 1316-20 listopada 1316), Filip V Wysoki (1293-1322) i Karol IV Piękny (1294-1328).

121551-1589.

13Dinis I de Portugal (1261-1325).

141244-1334.

151291-1327.

16Okres trwający od 1378 do 1417 roku, kiedy w Kościele Zachodu panowało jednocześnie kilku zwalczających się papieży.

17Jan Wiklif – (1329-1384) heretyk angielski, Jan Hus (1370-1415) – heretyk czeski, Marcin Luter (1483-1546) – heretyk niemiecki.

=================================

Normalizacja aborcji, pornografii i masturbacji w polskich szkołach. Nowe plany MEN

Normalizacja aborcji, pornografii i masturbacji w polskich szkołach. Nowe plany MEN

pch24.pl/normalizacja-aborcji-pornografii-i-masturbacji-w-polskich-szkolach

(Źródło: YouTube/ Ministerstwo Edukacji i Nauki)

Permisywna seks-edukacja wkracza do polskich szkół. Od września 2025 roku wejdzie obowiązkowa edukacja zdrowotna z elementami edukacji seksualnej – wynika z planów ministerstwa edukacji.

Jednocześnie likwidacji ulegnie nieobowiązkowy przedmiot „wychowanie do życia w rodzinie”. Zamiast WDŻ, według zapowiedzi ministrów edukacji, zdrowia i sportu, od września 2025 roku do szkół ma wejść nowy przedmiot – edukacja zdrowotna. 

Jak zauważa Fundacja Grupa Proelio, nowy przedmiot ma zawierać również treści dot. edukacji seksualnej. Przygotowanie podstawy programowej i podręczników do przedmiotu powierzono seksuologowi prof. Zbigniewowi Izdebskiemu. Specjalista współpracuje m.in. z aborcjonistyczną organizacją International Planned Parenthood.

O potencjalnym kierunku nauczanych treści dużo mówią wypowiedzi specjalisty. „Moim cichym wyzwaniem jest przyczynienie się do tego, by jak najwięcej kobiet w Polsce umiało wybrać fizyczną przyjemność, a nie czekanie latami na »głębokie uczucie«, jeśli tylko tego chcą (…) Kobieta także, jak mężczyzna, ma prawo nie umawiać się na związek, tylko na sam seks” – oświadczył w jednym z wywiadów.

Prof. Izdebski przekonywał ponadto, że „pornografia jest dla kobiet, masturbacja jest dla kobiet, seks bez miłości też jest dla kobiet”, a kobiety powinny mieć zagwarantowane „prawo” do „bezpiecznej aborcji”.

Źródło: dorzeczy.pl PR

==========================

mail:

Prof. Izdebski przekonywał ponadto, że „pornografia jest dla kobiet, masturbacja jest dla kobiet, seks bez miłości też jest dla kobiet”, a kobiety powinny mieć zagwarantowane „prawo” do „bezpiecznej aborcji”.

Jak żyję nie słyszałem, żeby ktoś (kobieta czy mężczyzna) zaszła/zaszedł w ciążę w następstwie masturbacji! Chyba,że UE wydała nową dyrektywę 😉