Mówimy językami – regionalnymi

Stanisław Michalkiewicz Mówimy językami – regionalnymi

Czczony w IV Rzeszy świątek nazwiskiem Alfiero Spinelli, który w Brukseli ma podobno nawet swoją kapliczkę, w swoim wyznaniu wiary zwanym „Manifestem z Ventotene” głosił potrzebę likwidacji historycznych narodów europejskich twierdząc, że to właśnie one są przyczyną wszelkich zgryzot. Ten jego postulat stał się zasadniczym punktem programu rewolucji komunistycznej, jaka przewala się przez Amerykę Północną i Europę.

W rewolucyjne przemiany w Ameryce zaangażowała się nawet sztuczna inteligencja i to w sposób absolutnie politycznie poprawny. Zadano jej pytanie, czy można być dumnym z przynależności do razy białej – na co sztuczna inteligencja bez wahania odparła, że w żadnym wypadku, bo dumnym można być tylko z własnych osiągnięć. Po chwili zadano sztucznej inteligencji kolejne pytanie – czy można być dumnym z przynależności do rasy czarnej. Sztuczna inteligencja natychmiast odpowiedziała, że należy pielęgnować własną tożsamość i czynić wszystko, by doznać pełnej samorealizacji.

Wynika z tego, że osobnicy należący do rasy czarnej nie tylko przez sztuczną inteligencję, ale i przez promotorów rewolucji komunistycznej, którzy sztuczną inteligencję najwyraźniej kontrolują i instruują, zaliczyli Murzynów do proletariatu zastępczego, który – podobnie jak „kobiety” oraz sodomczyków i gomorytki – trzeba będzie „wyzwolić” z opresji, jakiej poddają je „męskie szowinistyczne świnie” należące do znienawidzonej rasy białej.

Z historycznymi narodami sprawa jest bardziej skomplikowana, bo w Ameryce tworzą one zwarte skupiska, o charakterze jakby eksterytorialnym, w związku z czym wielu ludzi ma wątpliwości, czy „naród amerykański” o którym tyle się mówi, rzeczywiście istnieje, czy też jest to raczej rodzaj propagandowej fikcji, podobnie jak „naród sowiecki” w ZSRR. W Europie jest inaczej. Tutaj wymagania rewolucji komunistycznej nakładają się na potrzeby związane z budowaniem IV Rzeszy, w związku z tym, zarówno z jednego powodu, jak i z drugiego, historyczne narody tak czy owak trzeba zlikwidować. Nie chodzi przy tym o eksterminację, bo dzisiaj już wiadomo, że nie jest ona opłacalna, że z żywego niewolnika można wydostać większy szmal, niż z jego zwłok. Chodzi zatem o likwidację historycznych narodów, jako właśnie narodów i zastąpienie ich tak zwanym „nawozem historii”, w który wynarodowione jednostki zostaną przez promotorów rewolucji komunistycznej przekształcone. Jednym z narzędzi, którymi posługują się zarówno promotorzy rewolucji, jak i architekci IV Rzeszy, jest regionalizacja.

Najogólnie biorąc, chodzi o rozparcelowanie geograficznych siedzib historycznych europejskich narodów na tak zwane „regiony”, które można by w miarę przerabiania ich mieszkańców na „nawóz historii” dowolnie łączyć w doraźne lub stałe większe całości, na podobieństwo dawnych europejskich kolonii w Afryce, które połączono w państwa, bez zaprzątania sobie głowy przynależnością narodową tubylców. Warto jednak zwrócić uwagę, że politykę regionalizacji aplikuje się nie wszystkim krajom, a tylko niektórym. Oto w latach 70-tych ub. wieku we Włoszech powstała Liga Północna, Jej twórca, Umberto Bossi, opowiadał się nie tylko za gospodarką rynkową i przeciwko imigracji z Północnej i czarnej Afryki, ale również – za podziałem Włoch na trzy regiony: Republikę Północną, w którego skład wchodziłaby Lombardia, Piemont, Liguria, Romania, Toskania i Venetto oraz region środkowy i południowy. Republika Włoska ze stolicą w Rzymie utrzymywałaby armię i prowadziła politykę zagraniczną. Te postulaty Ligi Północnej spotkały się we Włoszech ze sporym pozytywnym rezonansem, ale również z krytyką, również ze strony Stolicy Apostolskiej. Do akcji wkroczyły nawet tamtejsze niezawisłe sądy, w następstwie czego Umberto Bossi przestał przewodzić Lidze Północnej, a jego następcy w ogóle zrezygnowali z forsowania regionalizacji. Na tym przykładzie widzimy, że w niektórych państwach przyszłej IV Rzeszy regionalizacja jest dobra, ale w innych – niedobra.

Jeśli chodzi o Polskę, to regionalizacja jest dobra, a w porywach nawet bardzo dobra. Mamy zatem euroregion Pomerania, obejmujący Pomorze Zachodnie, następnie Pro-Europa Viadrina, dalej na południe – Sprewa-Nysa-Bóbr, następnie – idąc w kierunku południowym oraz wschodnim – Nysa, dalej Glacensis, potem Pradziad, potem Silesia, później – Śląsk Cieszyński, Beskidy i Tatry, dalej na wschód – potężny euroregion Karpacki, na północ od niego – Euroregion Bug, dalej na północ – Puszczę Białowieską – następnie Euroregion Niemen, dalej – Łyna-Iława i wreszcie – Bałtyk.

W środkowej części Polski żadnego euroregionu nie ma, pewnie dlatego, że tu ma być Generalna Gubernia, której to nazwy jeszcze oficjalnie się nie używa, żeby tubylców niepotrzebnie nie płoszyć. Nie znaczy to jednak, że nic się nie dzieje. Oto w dniach ostatnich Sejm przyjął ustawę o uznaniu gwary śląskiej za „język regionalny”. Zgodnie z prawem IV Rzeszy takie uznanie ma swoje konsekwencje. W Polsce reguluje je ustawa z 2005 roku, która już wtedy nadała status języka regionalnego językowi kaszubskiemu. Obecnie mamy również język śląski.

Co wynika z uznania jakiegoś języka ze język regionalny? Ma być nauczany w szkołach, łącznie z możliwością zdawania matury, a także – zgodnie ze zobowiązaniami przyjętymi przez państw członkowskie – również na poziomie uniwersyteckim. Ponadto język regionalny powinien być używany w sądach, zarówno w postępowaniach karnych, jak i cywilnych, podobnie – w administracji państwowej i samorządowej. W związku z tym również powszechnie stosowane formularze powinny być sporządzane również w języku regionalnym. To samo dotyczy policji, a także mediów. Inna sprawa, że – przynajmniej na podstawie doświadczeń z regionalnym językiem kaszubskim – zainteresowanie uczniów, zwłaszcza maturzystów jest raczej umiarkowane; na przykład do zdawania matury w tym języku przystąpiło w ubiegłych roku zaledwie 14 osób – ale w przypadku skargi, że ktoś z powodów językowych został zdyskryminowany, trzeba będzie się tłumaczyć przed stosownymi instancjami Rzeszy.

Charakterystyczne jest, że wspomniana ustawa w części dotyczącej języków regionalnych jest szalenie lakoniczna, w związku z czym informacji o konsekwencjach uznania jakiegoś języka za „regionalny” trzeba szukać w dokumentach brukselskich – ale rozumiem, że to dlatego, żeby nikogo nie płoszyć, przynajmniej do czasu. Potem, to znaczy – gdy już Rzeczpospolita Polska zostanie przekształcona w Generalną Gubernię – bo chyba takie jest nasze przeznaczenie w Generalplan Ost? – nie będzie to miało specjalnego znaczenia, bo i tak każdy będzie musiał nauczyć się języka urzędowego.

Stanisław Michalkiewicz

Gietrzwałd – spotkajmy się 3 maja

Gietrzwałd – spotkajmy się 3 maja

Kategoria: Archiwum, Co piszą inni, Filozofia, Gietrzwałd, Jezus Chrystus – Król Polski, Polecane, Polityka, Polska, Świat, Ważne, Wiara

Autor: AlterCabrio, 29 kwietnia 2024

Spotkajmy się w Gietrzwałdzie 3 maja. W święto Najświętszej Marii Panny Królowej Polski. I tam prośmy, aby nasza Królowa prowadziła nas do Króla, do Chrystusa Króla. Jedynego, prawdziwego Króla, Którego nikt nie może pozbawić władzy królewskiej. Tego, Któremu ta królewska godność przysługuje od zarania dziejów. Który, niezależnie od tego czy zostanie uznany czy nieuznany, tym Królem jest był i będzie.

−∗−

Spotkajmy się 3 maja w Gietrzwałdzie! Piotr Mrotek i Marek Skowroński

W Gietrzwałdzie, 3 maja:

g. 11:00 Msza święta w Bazylice

g. 12:00 Różaniec w intencji Polski

g. 13:00 Przerwa

g. 14:00 Spotkanie pod transparentem «Spotkajmy się 3 maja» i odmówienie Drogi Krzyżowej w intencji Ojczyzny

Następnie spotkanie uczestników.

https://banbye.com/embed/v_ardtl0n5ogmm

−∗−

Warto przypomnieć:

Potrzebujemy duchowego powstania narodowego
‘Jest nam potrzebna mądrość, roztropność i mężna odwaga. Rządzącym oprawcom trzeba powiedzieć: Dosyć tego! Potrzebujemy duchowego powstania narodowego. I takiego obywatelskiego. Potrzebujemy tego pospolitego ruszenia, kiedy nie pozwolimy sobie na […]

_____________

Demokracja łatwo przemienia się w totalitaryzm. Wołanie o Intronizację
«Nie mamy siedzieć w letargu z założonymi rękami, tylko zrobić to, co sam Bóg przykazał Annie Dąmbskiej, powiedział: ‘Każdy z was ma działać tak, jakby od niego samego zależały losy […]

_____________

Polska płonie. Intronizacja do uzupełnienia – ks. Eugeniusz Miłoś
«Wydaje się, że teraz jest najodpowiedniejszy czas by uzupełnić te słowa, o które nam chodzi. Gdy widzimy co się dzieje w Sejmie, jak jest łamane prawo, jak coraz większy rozgardiasz […]

_____________

Kim my jesteśmy czyli trzeba wstać z pogorzeliska – ks. Marek Bąk
Musimy sobie uświadomić, jeszcze raz, kim my jesteśmy. I z tego biorą się powinności wiary i powinności obywatelskie. Nadto trzeba sobie uświadomić kto w naszym kraju obsadził urzędy. Są to […]

_____________

Gietrzwałd. To czasy ostatecznej konfrontacji – ks. Marek Bąk
Objawienia w Gietrzwałdzie pomieszały zamysły polityczne ówczesnych zarządzających Europą i nie doszło do kolejnej wojny. Nie doszło też do kolejnego powstania i likwidacji resztek nadziei polskich. Dlatego też po takich […]

−∗−

Tagi:3 Maja, Gietrzwałd, Intronizacja, ks. Marek Bąk, Marek Skowroński, NMP, pielgrzymka, Piotr Mrotek, wyjazd do Gietrzwałdu

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

komentarze

AlterCabrio 29 kwietnia 2024

  1. 4„Budujemy 150 kapliczek dla uczczenia 150 lecia Objawień Niepokalanej Matki Bożej Królowej Korony Polskiej w Gietrzwałdzie”.
  2. Naród polski przeznaczony dla Boga i Matki Bożej Królowej Polski – ks. prof. Tadeusz Guz, 18 czerwca 2023r., [31min]

Walka o pokój dla świata

Walka o pokój dla świata

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  30 kwietnia 2024 michalkiewicz

„Z wielkich idei rodzą się wielkie nieszczęścia” – twierdził Aldous Huxley. Trudno mi powiedzieć, co konkretnie miał na myśli, bo w świecie krążą rozmaite idee, które przez ich wyznawców uznawane są za wielkie, ale przez pozostałych – już niekoniecznie. Jednak zamiast gubić się w domysłach, spróbujmy sprawdzić trafność spostrzeżenia Huxleya na konkretnym przykładzie.

Oto w biblijnej Księdze Rodzaju czytamy, jak to Stwórca Wszechświata, który dlaczegoś upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku, pewnego dnia obiecał mu solennie, że „jego potomstwu” oddaje obszar „od Rzeki Egipskiej”, czyli Nilu, aż do „rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”. Obecnie, słusznie, czy niesłusznie, za potomków Abrahama uważają się Żydowie i z tego tytułu snują marzenia o „wielkim Izraelu”, który miałby rozciągać się właśnie na obszarze ujętym w ramy tych dwóch rzek. Snują marzenia – bo Stwórca Wszechświata przez kilka tysięcy ostatnich lat, z zagadkowych przyczyn swojej obietnicy nie spełniał, ale ostatnio jakby coś w tej sprawie drgnęło. Czy stało się to za sprawą wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera, który – podobnie jak rzymski cesarz Klaudiusz – uważał, że Żydowie są przyczyną „powszechnej choroby świata cywilizowanego”, czy też Marcina Lutra, który dał początek Reformacji, dzięki której w Ameryce pojawił się odłam wyznania protestanckiego, według którego nie będzie na świecie pokoju, dopóki nad światem nie zapanują Żydowie – tego pewnie się nie dowiemy, bo – w odróżnieniu od czasów dawniejszych, kiedy to Stwórca Wszechświata co i rusz rozmawiał z wieloma osobami – teraz jakby przestał się komukolwiek zwierzać, a jeśli w ogóle komunikuje się z ludzkością, to raczej przez czynności konkludentne – ale to nieistotne, bo zamiast dociekać przyczyn, skupmy się na skutkach, które są widoczne.

Oto po II wojnie światowej, której towarzyszyła masakra europejskich Żydów zainicjowana przez wspomnianego wybitnego przywódcę socjalistycznego, w 1948 roku proklamowana została niepodległość Izraela, który – jak to potwierdza niedawna uchwała tamtejszego parlamentu, czyli Knesetu – jest „państwem żydowskim”, czyli ex definitione przeznaczonym dla Żydów. Warto zwrócić na to uwagę, bo ten pogląd uważany jest przez opinię światową za oczywistą oczywistość, podczas gdy opinie, że takie na przykład Niemcy powinny należeć do Niemców, czy taka na przykład Polska powinna należeć do Polaków, uchodzą nie tylko za „kontrowersyjne”, ale nawet za rodzaj orwellowskiej myślozbrodni i bywają ścigane przez niezawisłe sądy.

Wynika z tego, że Żydowie, w odróżnieniu od innych, mniej wartościowych narodów, cieszą się specjalnym statusem, na straży którego stoi jedno z najsilniejszych współczesnych państw, czyli Stany Zjednoczone. Składa się na to szereg zagadkowych przyczyn, wśród których jedna uważana jest przez nowojorską Ligę Antydefamacyjną za opinię „antysemicką” – że mianowicie Żydowie w Ameryce mają duże wpływy w sektorze finansowym, w mediach i przemyśle rozrywkowym, co sprawia, że tamtejsi twardziele, z obawy, by Żydowie nie zrobili z nich marmolady, skaczą przed nimi z gałęzi na gałąź. Wyraża się to m.in. w tym, że każdy twardziel, który zostaje prezydentem USA, składa bezcennemu Izraelowi coś w rodzaju hołdu lennego – że mianowicie będzie bronić jego interesów przy użyciu całej potęgi Stanów Zjednoczonych i to bez względu na to, co bezcenny Izrael zrobi.

Ponieważ po proklamowaniu niepodległości bezcennego Izraela, na Bliskim Wschodzie w ciągu 76 lat wybuchły cztery duże wojny i co najmniej tyle samo mniejszych, wielu ludzi uważa bezcenny Izrael za coś w rodzaju krosty, która na ciele świata wywołuje nieustanne stany zapalne i nawet twierdzi, że zgoda społeczności międzynarodowej na utworzenie tego państwa była błędem. Ale takie opinie są energicznie zwalczane właśnie przez amerykańskich twardzieli, spośród których wielu naprawdę wierzy, że nie będzie na świecie pokoju, dopóki nad światem nie zapanuje bezcenny Izrael. Nie tylko wierzy – ale podejmuje w tym kierunku dość skuteczne starania, które dotychczas przyniosły rozmaite rezultaty. Rozmaite – bo wprawdzie dla bezcennego Izraela okazały się korzystne – ale dla sąsiadujących z nim narodów uważanych za mniej wartościowe – już niekoniecznie.

Na przykład w 1991 roku, w następstwie operacji „Pustynna Burza”, pod pretekstem skarcenia złowrogiego Saddama Husajna za samowolne zajęcie Kuwejtu, nieżyczliwy bezcennemu Izraelowi Irak został skotłowany. Ale to był dopiero pierwszy krok, bo w 2003 roku, w ramach operacji pokojowej „Iracka Wolność” iracki potencjał został zniszczony całkowicie, złowrogi Saddam Husajn, po zawleczeniu go przed niezawisły sąd został powieszony i w ten sposób Irak przestał być dla bezcennego Izraela jakimkolwiek problemem. Ot i teraz słyszymy, że irańskie drony i rakiety były przez amerykańskie myśliwce strącane nad Irakiem, z czego wynika, że to państwo jest wasalem USA, podobnie jak Jordania, dzięki czemu zarówno tam, jak i w Arabii Saudyjskiej, amerykańscy twardziele nie forsują demokracji, pozwalając tamtejszym królom na samowładne, żeby nie powiedzieć – tyrańskie panowanie. W zamian za to jordańska wielka księżniczka musiała wsiąść do myśliwca i strącać irańskie drony, żeby nie doleciały do bezcennego Izraela. Warto na koniec dodać, że „rzeka wielka, rzeka Eufrat”, która miała stanowić wschodnią granicę obszaru podarowanego przez Stwórcę Wszechświata potomstwu mozopotamskiego koczownika, przepływa akurat przez terytorium Iraku.

Wreszcie w październiku 2010 roku na szczycie w Deauville, Nasza Złota Pani z Berlina pozwoliła Francji na budowanie sobie kieszonkowego imperium w basenie Morza Śródziemnego. W następstwie tych ustaleń w Tunezji, Egipcie i Libii wybuchły wkrótce „jaśminowe rewolucje”, które doprowadziły do obalenia tamtejszych tyranów, a nowi tyranowie ani myślą podskakiwać bezcennemu Izraelowi. Prezydent Obama chciał, by demokracja zwyciężyła też w Syrii, ale tamtejszy tyran, dufny w protekcję Putina, nie chciał ustąpić, za co Syria została ukarana operacją pokojową, która trwa do dzisiaj i po której z Syrii wkrótce nie zostanie kamień na kamieniu, więc i ona przestanie być problemem dla bezcennego Izraela.

Pozostał jednak złowrogi Iran, na który, jak się wydaje, właśnie przyszła kryska. Jeśli „siły obronne” bezcennego Izraela zdecydują się skarcić go za zuchwalstwo, to może to rozpalić kolejną dużą wojnę w regionie, a może nawet w skali światowej, zwłaszcza gdyby się okazało, że złowrogi Iran, podobnie jak bezcenny Izrael, też ma broń jądrową. Wtedy na świecie może rzeczywiście zapanować pokój – jak to sobie wyobrażają niektórzy amerykańscy protestanci.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ucieczka z kina „Polska”

 Ucieczka z kina „Polska”  Jerzy Karwelis



29 kwietnia, wpis nr 1262 https://dziennikzarazy.pl/29-04-ucieczka-z-kina-polska/



Uciekają. Uciekają do tej Unii, aż człowiekowi samo na myśl przychodzi, że zwiewają jak z tonącego okrętu. A może po co to – „jak”?
Może nasz polski okręt po prostu tonie i ci co się przesiadają na unijne szalupy wiedzą o tym dobrze, bo sami nawiercili w naszej nawie państwowej sporo dziur. Zwłaszcza, że uciekają praktycznie z każdego obozu politycznego, co rodzi podejrzenia, że – jak mówią Rosjanie – „im tam widnieje”, wiedzą politycy coś, czego my nie wiemy, bo tylko oni, nie suweren przecież, – jak to psuje język klasa polityczna, „posiadają wiedzę” jak jest naprawdę. Tam, wiedzą…! Gdyby wiedzieli jak jest, to by coś tam może i przedsięwzięli, a oni wiedzą tylko jak jest źle, zajmują się więc łataniem dziur w polskiej łajbie, a że ta na dziurach stoi, to mamy łatę na łacie. Panie bracie.
Nie wiedzą nie tylko gdzie jest dobrze, ale oprócz awaryjnych interwencji ustawodawczych nie wprowadzają systemowych reform, tylko skupiają się na realizacji choćby najgłupszych obietnic danych swemu elektoratowi. Zobaczywszy jaki domek z kart stawiają – zmieniają talię. Na brukselską.Ale nawet tego też nie dowożą. Większość obietnic leży niezrealizowanym odłogiem, co nawet wybacza rządowi jego własny elektorat. Ten wie, że aspirujący do władzy „musieli” kłamać, by uwieść tych, dla którym samo istnienie PiS-u nie wystarczyło do uzasadnienia i wybaczenia dowolnych działań, a nawet ich braku.
Się naobiecało na zapas, ale najważniejszy cel – ***** *** – został osiągnięty i… co teraz?
Rządzący uciekają
A więc uciekają do Brukseli. Popatrzmy na to partyjnie. Trójka ze sternikiem, czyli Sienkiewicz, Kierwiński i Budka to wyraźnie uciekinierzy. Narobili zleconych dziur w łajbie pt. Polska i spylają na inne pokłady. Ciekaw jestem czy uciekają przed odpowiedzialnością, chowając się za międzynarodowym unijnym immunitetem? A może zrobili już swoje i pora odpocząć? Potwierdzałoby to plotki o dowyborczym kształcie Tuskowego rządu z 13 grudnia. Ten etap miał się zamknąć zaudytowaniem złodziejstw PiS-u, czyli dostarczeniem medialnego paliwa podtrzymującego zapał powyborczy. Czyli zamiennik za chleb, którego wyraźnie – co zostało wyliczone i skoordynowane – zabraknie w drugiej, powyborczej właśnie, części tego roku. Uśmiechnięta Polska, będzie się bawić reglamentowanym rozliczaniem PiS-u i nikt nie zapyta o realizację obietnic, czy choćby podstawowych funkcji państwa, innych niż te skoordynowane unijnie.A więc czas na wymianę zużytych audytorów, choć wydaje się, że okres właściwej rekonstrukcji rządu wciąż przed nami, a właściwie nie musi to być jakieś spektakularne momentum, może to być zrobione osmatycznie, co powinno przystawkowych sojuszników Tuska trzymać wciąż w twórczym napięciu zaglądania liderowi w oczy. Myślę, że zarówno Sienkiewicz jak i Kierwiński mogą zameldować wykonanie zadania.  Pułkownikowy prawnuk sumienia narodu na stanowisku nomen omen ministra kultury wykonał zadanie polegające na trwałej destrukcji mediów publicznych, ku uciesze tych prywatnych.
Z dylematu – upubliczniać czy prywatyzować państwowego molocha wyszło się na rympał na trzeci wariant – zniszczyć. Czyli robota zrobiona. Kierwiński także może iść na emeryturę, do tego „cmentarzyska słoni”, jak nazywają Parlament Europejski. Wymienił policję na taką, jaką trzeba, czyli nieinterweniującą w momentach skoku nowej ekipy na konstytucyjny porządek, za to usłużną w naparzaniu w ostatki buntowników, za jakich robią obecnie rolnicy. Tu też wszystko ustawione.Zesłanie Budki wygląda już inaczej. Chyba zastało go ono w trakcie działań, gdyż czystki w spółkach skarbu państwa wyraźnie nie są dokończone. Może tam plany kogo zamienić na kogo, pozostawi Budka po sobie, ale ta sprawa wyraźnie się ślimaczy, zwłaszcza w porównaniu z ofensywą medialno-policyjną wymienionych wyżej dwóch ministrów-uciekinierów. Wszystko będziemy widzieć, jak przyjdzie Budki następca – kto on, a właściwie po owocach go poznamy, czyli zobaczymy czy wymiana popisowskich zarządów przyspieszy.
A może będzie jak teraz, bo widać wyraźnie, że – ku zaskoczeniu wielu – PO, trąbiącej o swej fachowości, wyraźnie brakuje ludzi. Dobrych rozdrapały korporacje, zaś ustawienie się na politycznej huśtawce bujającej spółkami państwowymi nie jest marzeniem większości menadżerów, nawet ten stres przebiją ewentualne kosmiczne odprawy. Wykopią takiego i się okaże, że ten moment w cv nie jest powodem do dumy menadżera, który spadł z politycznej karuzeli stanowisk.Ważne jest, że nie zesłano Bodnara. To znaczy, że dużo wciąż roboty przed nim, wciąż są niedokończone sprawy i ojczyzna (Tusk znaczy się) wyznaczyła mu zadanie kontynuacji. A to wróży ciągłe burze i napory w systemie sprawiedliwości. Czeka nas więc tu kontynuacja nieprzewidywalności. Zastanawiają także brukselskie transfery Polski 2050. Też się szybko dziewczyny i chłopaki zużyli w tej krótkiej przecież kampanii. A to może wskazywać, że ta formacja, jak i poprzedniczki, była jednak partią jednorazowego użytku, co się ostatecznie zdecyduje w wyborach prezydenckich, oczywiście jeśli rotacyjny marszałek w ogóle zechce wystartować do wyścigu do jak najbardziej nierotacyjnego Belwederu. Hołownie idą z Kosiniakami licząc na powtórkę z rozgrywki, jaka im się udała 15 października. Dziwi start do Brukseli peeselowskiego ministra rozwoju, co może się wykładać, że w podlegającym mu ministerstwie rozwoju nie szło mu najlepiej, albo się znudził.
Opozycja też ucieka
Pisowcy też się zabierają do Brukseli, choć Kurski czy Lichocka, to raczej nie rdzeń partii, który miałby tu na miejscu odwojować Polskę. Wynik tej partii w tym ostatnim w triadzie wyborczej starciu o mandaty miał będzie jedynie znaczenie sondażowe. A więc walczyć się będzie bardziej sztandarem niż nazwiskami. PiS nie miał nigdy swego pomysłu na Unię, gdyż same erystyczne popisy Sariusza-Wolskiego czy Legutki nie miały w gabinetach brukselskich większego znaczenia i były obliczone jedynie na polski rynek wewnętrznej polityki, tak by okazać rodakom swą pryncypialność wobec Brukseli. Choć elektorat wyraźnie dał się na to nabrać, nie rozróżniając wojowniczej retoryki od kapitulanckich zgód traktatowych.Konfederację i jej start w tych wyborach zostawiam na boku, gdyż nie chcę analizować wyraźnie przesypianej szansy na najlepszy wynik dla tej formacji. Tu, jak zwykle, pójdzie para w gwizdek, prawica pójdzie podzielona, albo się samozbojkotuje, zaś trend do tego, by się i ta formacja, a właściwie jej przedstawiciele, także oddalili od nudnej polskiej naparzanki miałby chociaż cień sensu, gdyby powieziono tam na taczce Konfederacji jakieś realne, poza erystycznymi, działania antyunijne.
Kasa, Misiu, kasa…
Tyle merytoryki. A może to jest tak, że oni tam jadą za kasą? Na bank, jak to się mówi. Jak się porówna polskie pieniądze za politykę i z drugiej strony pensje oraz dodatki w korumpującej swych przedstawicieli Unii, to wychodzi, że ta motywacja jest konieczna do uwzględnienia. Umieralnia słoni to luksus w porównaniu ze stresem i pieniężnym ekwiwalentem polskich zapasów w plemiennym błocie. W Brukseli można się dorobić, łącznie z sowitą emeryturą, w pracy nie trzeba się wysilać, pełno komisji, wizyt po całym świecie, seminariów, raucików i hotelików. Żyć nie umierać. A w Polsce – wiadomo: szczują, trzeba być czujnym, media ze służbami mogą w jeden dzień zabić jednym twittem, kasy nie ma, trzeba ryzykownie dobierać i po co się więc pchać?To każe nam pochylić się nad aspektem finansowym polskiego systemu politycznego. Oficjalne wynagrodzenie dla polityków, w porównaniu z rosnącą decyzyjnością i (niestety) odwrotnie proporcjonalną odpowiedzialnością, to przepis na katastrofę. W najlepszym razie idą do polityki ambicjonerzy, chcący dopisać sobie do swego cv prestiżowy punkcik. Budują sobie relacje na przyszłość, którą widzą poza polityką, w najlepszym razie – na jej styku z biznesem. Pełno tego. Najwięcej zaś – tu przeprowadzam proces poszlakowy sądząc o istnieniu systemu na podstawie jego ofiar – przeważa element korupcyjny. Mamy tu niezły węzeł: wykładnicze komplikowanie i rozrost regulacji, który przekierowuje każdą decyzję w ramiona omnipotentnych urzędników, niskie pensje, cwaniaków pływających w mętnej wodzie regulacji, którą sami mącą, aby proceder się rozkręcał. No i mamy biznes, który o tym wie.Prezes Kaczyński, obniżając kiedyś pensje posłom, stwierdził, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Było to słabe tłumaczenie decyzji o obniżeniu pensji politykom, a chodziło jedynie o to, by taktycznie wygłodzić tylko opozycję, gdyż każdy rezolutny poseł robiący za te swoje 8 tysi, jak był z rządzących, to się poustawiał tak, że krzywdy nie zaznał. Z opozycją było gorzej – przejął co się dało pełowski samorząd i fundacje nowego świata. I jak to z pozytywnymi efektami taktycznych zagrywek często wychodzą one negatywnie na poziomie strategicznym i systemowym. Jeżeli do polityki nie idzie się dla pieniędzy, to łatwiej pieniądzom przychodzić do polityki i ustawiać sobie tak regulacje, żeby pieniądzom działo się lepiej. Ale pochylmy się nad tym stwierdzeniem Kaczyńskiego na wprost i na poważnie. Czyli jak nie dla pieniędzy, to dlaczego się idzie do polityki, nawet gdyby to była prawda? Aha, tam mają iść ludzie ideowi, niepodatni na sute propozycje, realizujący interes narodowy.A są (byli) w PiS-ie tacy? Przecież Prezes widział i wie, że większość idzie tam kręcić lody – inaczej nie byłoby tego mechanizmu „sprzężenia zwrotnego” chociażby ze spółek skarbu państwa do partii, gdy oddawało się politycznym decydentom kawał najczęściej chyba po to przeszacowanego wynagrodzenia. Minister zarabia w Polsce wielokrotnie mniej niż szefowi podległych mu instytucji, a więc i tu też zalęga się korupcyjny robak możliwości.
Diabelska alternatywa
Z drugiej strony to człowiek nawet nie wie czy lepiej być rządzonym przez skorumpowanych cwaniaków czy przez oszalałych ideowców. Przypomnę chociażby taką „piątkę Kaczyńskiego”. W najlepszym przypadku chodziło o podlizanie się lewackiemu elektoratowi, tak czułemu przecież w temacie ochrony życia zwierzęcego, w odróżnieniu zresztą do poczętego. Tak, wyobraźcie sobie, że to miałoby przeciągnąć na stronę PiS-u młody elektorat lewicy! To jakiś sen wariata. A tłumaczenie, że to realizacja idei dobrostanu zwierząt, to już Himalaje durnoctwa, bo w tym temacie taka niby-estyma osobista prezesa zamordowała nam kolejną branżę, w której przodowaliśmy w Europie, co przejęły inne kraje, również deklarujące swą miłość do futerkowych.No, dobra, powiecie, ale to śmiertelna alternatywa. Korupcja albo odklejona od rzeczywistości ideowość. Ale jest trzecie wyjście (pomijając monarchię), gdy w demokracji można się utrzymać nie wybierając mniejszego zła. To republika, z systemem realnej równowagi, trójpodziału władz, instytucji spoza klucza demokratycznej kadencyjności, które kontrolują równowagę systemu. Teraz wszystko jest poddane wątpliwemu dyktatowi wątpliwej, bo ordynacyjnej, większości. Wszelki trójpodział władzy ma obecnie swe źródło w większości parlamentarnej, czego dowodem jest chociażby pozakonstytucyjne marginalizowanie obecnego prezydenta, którego funkcja miała ustrojowo zapobiegać nierównowadze ustroju.W tym systemie mamy dwa obiegi kasy. Oficjalny i pookrągło-pod-stołowy. Aby ten drugi kwitł i dostarczał klientów, trzeba, aby ten pierwszy był zrobiony na bidę, tak, by każdy kandydat wiedział od razu po co idzie i gdzie są prawdziwe frukty. To nie miejsce dla dinozaurów, państwowców, którzy tylko przeszkadzają. Cały bowiem system jest tak skonstruowany, reprodukuje swoje zasady i zasoby, zaś naiwniaków od państwowej nawy albo korumpuje, albo wyrzuca poza swój nawias. Ma być za czapkę gruszek, ale za to w oparach narracji, że to wszystko dla ojczyzny. W związku z tym nie dziwota, że wielu chce wybrać drogę brukselską, gdzie można na legalu opływać w kasę, bez żadnej odpowiedzialności, produkując ułudę, że demos może oglądać emanację swej europejskiej wersji woli.
Naiwniacy czy cyniczni?
Jest też jeszcze jedna grupka motywacji do wyjazdu do Brukseli. Mimo dość odrażających poprzednich ta wydaje mi się najbardziej zakłamana. Chodzi o to, by być w centrum wydarzeń i mieć wpływ, gdyż to w Unii dzieją się rzeczy najważniejsze. Wystarczy spojrzeć na takie na ten przykład polskie prawodawstwo i widać, gdzie bije źródło naszego prawa i wszystkich (no, może z wyjątkiem Niemców) członków Unii. Jest jeszcze jedna podwersja – jechać tam by zreformować Unię (to PiS-owcy), albo ją rozwalić, co najmniej polexitując, a najlepiej już poleskejpując. Wszystkie te odmiany zakładają wielką naiwność tak motywujących, ale chyba bardziej słuchających takich tłumaczeń.No, bo popatrzmy co taki Parlament Europejski może. Wielu w to wierzy, że tyle co taki Sejm, że wybiera rząd, odwołuje ministrów, miota większością w różne strony, by zebrać odpowiednią ilość głosów do przewidzianych ustrojem decyzji. Nic podobnego – Parlament nie wydaje z siebie żadnych ustaw do realizacji przez Komisję Europejską. Wydaje z siebie tylko uchwały, które mają mniej więcej taką rangę jak te sejmowe (co prawda ranga uchwał sejmowych urosła ustrojowo w przypadku nowego rządu, ale to jakieś kuriozum, za co nie jeden jeszcze beknie w nieuczęszczanym do tej pory Trybunale Stanu). Parlamentu Europejskiego zaś wpływ na obsadę szefa Komisji Europejskiej jest także o wiele mniejszy niż w parlamentach przy wyborze rządu. Popatrzmy jak to idzie.Po pierwsze nazwisko kandydata na szefa Komisji Europejskiej jest uzgadniane między rządami w formacie Rady Europejskiej. Rządzą tu Niemcy, o czym wie każdy, kto widział jak w ostatniej chwili pisowski rząd wybrał z dwóch propozycji panią von der Leyen. Tak, to była lepsza kandydatura w porównaniu z polakożercą Zimmermansem, ale taki mieliśmy wybór. I wybraliśmy jak na garbatą – najprzystojniejszą. Ta się ucieszyła, że dzięki głosom Polski przeszła i wywdzięczała się jak pamiętamy rządowi Kaczyńskiego jak tylko mogła. Wróćmy do procedury – takiego kandydata przedstawia się Parlamentowi Europejskiemu do zatwierdzenia. Jak ten nie zatwierdzi, to procedura jest powtarzana.
Pamiętajmy jednak, że najczęściej przedstawiciele w europarlamencie są z tego samego obozu co rząd danego kraju, reprezentowanego w Radzie Europejskiej. I klepie się uzgodnioną przy zielonym stoliku kandydaturę.Teraz może być inaczej, czyli trudniej, ale tylko pod warunkiem, że ciało parlamentarne i Rada Europejska nie będą tak jednolite, a to głównie z powodu zagrożenia dostania się do Brukseli elementu eurosceptycznego. I stąd ta nerwowość. Jedynie rację mogą mieć ci, którzy postulują, że idą do Brukseli, by właśnie stanąć okoniem wobec polityki Unii. Bo jak ten moment wyboru szefa KE przejdzie i się go przegapi, albo przegra, to wszystko wraca w stare koleiny, czyli po klepnięciu Komisarza Parlament zrobił już swoje i może już wracać do ławek ciągłego dialogu o gardłowaniu. Komisja zaś rządzi całym kontynentem.Piszę o tych oczywistościach tylko po to, by pokazać, że ci co jadą do Brukseli, by popracować dla sprawczości oszukują albo siebie, albo innych, albo wszystkich na raz. Jedynym motywem i szansą na sprawczość jest bycie zauważonym i awansowanym ze skromnego posła na urzędnika, szefa jakichś ważniejszych komisji, szczególnie takich gdzie dzieli się kasę, a chyba innych tam nie ma. Jest to kolejny szczebel w karierze, ale nie wycierajmy sobie przy tym gęby postulatami o sprawczości. Biurokratyczna machina Unii to orkiestra i pojedynczy poseł ma takie szanse na sprawczość, jak członek kilkusetosobowej orkiestry. Dostanie nuty, dyrygent machnie batutą i masz grać zespołowo, bo na twoje miejsce czeka za kulisami cała gromadka chętnych. Nie wierzę nikomu, kto jedzie do Unii coś tam pozałatwiać dla Polski, nawet dla Europy, zreformować Unię, czy zwiększyć jej siłę przez podwyższenie stopnia integracji. Będzie taki co najwyżej klakierem na ustalonym występie, zaś upostaciowieniem awansu będzie jedynie indywidualny kop w górę – do urzędniczej orkiestry.
Sami swoi, czy kochaj albo rzuć?
Zastanawiałem się nad puentą tych rozważań. I natchnął mnie filmik redaktora Pospieszalskiego. Ten, analizując plemiennych kandydatów do Brukseli, zastanawiał się jak to będzie, jeżeli w samolocie do Brukseli siądą obok siebie taki Sienkiewicz z Lichocką, czy Kiewiński z Kurskim? Że będzie iskrzyło, że skoczą sobie do gardeł. Podziwiam optymizm Pana Redaktora, bo myśli on, że to wszystko na poważnie. Ja, kiedy jeszcze pracowałem w Warszawie, a mieszkałem we Wrocławiu to często latałem na tej trasie. I muszę powiedzieć, że najczęściej widziałem sfraternizowanych posłów, którzy lecieli w tym samym samolocie. Gruchali ze sobą, żartowali, byli na „ty”, choć kilka godzin wcześniej widziałem ich w telewizji w osobistym, zajadłym starciu na śmierć i życie. Niech się więc Pan Redaktor nie martwi o ład na pokładzie do Brukseli. Tam będą lecieć sami swoi. Ci, dla których nawet najwyższe funkcje państwowe i instytucjonalne były tylko trampolinami po to, by bezpiecznie wskoczyć na poziom wyżej – do sowitej przystani nicnierobienia.  A Polskę mają w tyle, jako jeden z etapów swej kariery. Tak jak i suwerena, który na nich głosował. Frajera, który myślał i wciąż myśli, że to wszystko naprawdę.
Napisał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Rolnik musi sprzedać 3 razy więcej zboża niż parę lat temu, by kupić ciągnik.

Rolnik musi sprzedać 3 razy więcej zboża, by kupić ciągnik. Skala kryzysu poraża!

29.04.2024., Kamila Szałaj

https://www.tygodnik-rolniczy.pl/pieniadze/oplacalnosc-w-rolnictwie/rolnik-musi-sprzedac-3-razy-wiecej-zboza-by-kupic-ciagnik-szokujaca-skala-kryzysu-2509038

14 lat temu rolnik musiał sprzedać 171 ton pszenicy, żeby kupić ciągnik. Teraz musi sprzedać prawie 500 ton! Te dane potwierdzają szokującą skalę kryzysu w rolnictwie, zwłaszcza że w 2010 roku ceny skupu były niższe.

Sytuacja w rolnictwie jest katastrofalna. Ceny skupu spadają, ale koszty produkcji wciąż pozostają wysokie, a nawet rosną. Tak jest m.in. w przypadku maszyn rolniczych. To najszybciej drożejąca grupa środków produkcji – od 2021 roku ceny maszyn poszły w górę o prawie 70 proc.!

– Od początku roku do marca br. maszyny podrożały średnio o 2 proc. Dla porównania podwyżki cen w tym samym czasie rok wcześniej wyniosły 6,6 proc., a w 2022 r. – 13,5 proc. Ceny w marcu br. były jednak przeciętnie o 6,8 proc. wyższe niż rok wcześniej – wylicza dr Arkadiusz Zalewski z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Ile pszenicy musi sprzedać rolnik, żeby kupić ciągnik?

Tragiczną sytuację rolników potwierdzają też dane z GUS. GUS wyliczył, ile rolnik musiałby sprzedać pszenicy w marcu tego roku, by kupić ciągnik.

Ciągnik był wart tyle co:

  • 467,5 t pszenicy,
  • 602 ton żyta,
  • 48,74 t żywca wieprzowego,
  • 35,63 t żywca wołowego
  • 175200 l mleka.

Rolnik musi sprzedać 3 razy tyle pszenicy i o 100 tysięcy litrów mleka więcej, żeby kupić ciągnik

A jak to było 14 lat temu? W tym samym okresie 2010 roku ciągnik kosztował tyle co 171 t pszenicy, 242 t żyta, 21 t żywca wieprzowego, 17 t żywca wołowego i 76400 l mleka. Z tych wyliczeń wynika, że obecnie rolnik musi sprzedać prawie 3 razy więcej zboża niż 14 lat temu żeby kupić ciągnik. Musi też sprzedać ponad 2 razy więcej tuczników i  2 razy więcej bydła. A mleka musi sprzedać o 100 tysięcy litrów więcej!

Ile pszenicy, świń i bydła trzeba sprzedać, żeby kupić tonę saletrę?

Żeby kupić 1 tonę saletry rolnik w marcu 2024 r. musiał sprzedać:

  • 3,1 tony pszenicy
  • 3,9 t żyta,
  • 0,32 t żywca wieprzowego,
  • 0,23 t żywca wołowego
  • 1100 l mleka

Dla porównania 14 lat temu (w 2010 roku), żeby kupić tonę saletry rolnik musiał sprzedać:

  • 2,3 tony pszenicy
  • 3,2 t żyta,
  • 0,28 t żywca wieprzowego,
  • 0,23 t żywca wołowego
  • 1000 l mleka

Ile tuczników rolnik musi sprzedać, by kupić mieszankę paszową?

Mimo ogromnego wzrostu cen skupu tuczników, rolnik w dalszym ciągu musi sprzedać żywca więcej niż 14 lat temu, żeby kupić tonę paszy.

Żeby kupić 1 tonę mieszanki paszowej dla tuczników rolnik musiał sprzedać w marcu 2024 roku:

  • 3,2 t pszenicy,
  • 4,1 t żyta,
  • 0,33 t żywca wieprzowego,
  • 0,24 t żywca wołowego,
  • 1200 l mleka.

Z kolei w 2010 roku było to: 2,1 t pszenicy, 2,9 t żyta, 0,25 t żywca wieprzowego, 0,21 t żywca wołowego i 900 l mleka.

Z tych wyliczeń wynika, że obecnie rolnik musi sprzedać dużo więcej płodów rolników, by kupić ciągnik, paszę czy nawóz niż 14 lat temu.

14 lat temu ceny skupu niższe, ale rolnik mógł kupić dużo więcej

Co ciekawe w 2010 roku ceny skupu były dużo niższe, a i tak rolnik mógł kupić dużo więcej środków produkcji za tonę pszenicy i innych płodów niż obecnie.

Wg GUS, w marcu 2024 r. ceny skupu wynosiły (w nawiasie ceny z 2010 roku):

  • trzoda chlewna – 7,37 zł/kg (3,89 zł w 2010 r.)
  • bydło – 10,08 zł/kg (4,56 zł w 2010 r.)
  • pszenica – 768,50 zł/kg (598 zł w 2010 r.)
  • żyto 596,80 zł/kg (421 zł w 2010 r.)
  • mleko 2,05 zł/l (1,06 zł w 2010 r.)

image

KPO: dług śmierci prosto z UE

KPO: dług śmierci prosto z UE

30.04.2024 Autor:Tomasz Sommer kpo-dlug-smierci-prosto-z-ue

KPO: dług śmierci z UE.
KPO: dług śmierci z UE. Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Najwyższy Czas!

Zgoda na udział w unijnym, Krajowym Planie Odbudowy, którą podpisał były premier Mateusz Morawiecki, to jedna z najgłupszych decyzji, jakie podjął rząd PiS-u, a którą z radością przyjęli politycy z obecnej koalicji rządowej. W efekcie powstanie ogromny dług, który przez lata, do 2058 r., będzie niszczył Polskę gospodarczo i politycznie.

W latach 2020-2021 Polska i świat były szantażowane umiarkowanie szkodliwą pandemią kowida, co doprowadziło w naszym kraju do setek tysięcy ofiar bezczynności służby zdrowia, uruchomienia inflacji, blokad działalności gospodarczej oraz szkolnictwa. Socjaliści z UE wpadli na pomysł, by niszczyć gospodarkę swoimi pomysłami także po zakończeniu pandemii, która w sposób naturalny wygasła na początku 2022 r. Tym pomysłem jest KPO, czyli Krajowy Plan Odbudowy. Propagandowo te pieniądze miały stymulować odbudowę zniszczonych przez rządy obszarów gospodarczych. Realnie umożliwiły UE po raz pierwszy uruchomienie ogólnounijnego opodatkowania oraz stawianie do kąta krajów, które jej podpadły.

Wciskanie długu

Szybko okazało się, że KPO stała się jedynie narzędziem unijnego zamordyzmu. Polska, mimo wymyślenia najgłupszych możliwych sposobów na rozdysponowanie tych obiecanych pieniędzy, zapisanych w słynnych „kamieniach milowych”, które natychmiast ochrzczono mianem „kamieni u szyi”, przez dwa lata nie dostała z nich ani grosza, gdyż podpadła Komisji Europejskiej za próbę pogonienia postkomunistycznej nomenklatury z sądownictwa. Paradoksalnie, nieprzyjęcie długu i nieprzyjęcie „kamieni u szyi”, było w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem.

Po zmianie władzy UE zaczęła jednak niemal siłą zmuszać Polskę do przyjęcia pieniędzy z KPO, co zresztą nowy premier, Donald Tusk, wykorzystywał jako okazję do ogłoszenia „sukcesu”.

Dlaczego UE nagle zaczęło nagle tak bardzo zależeć na wciśnięciu nam długu? Bo w międzyczasie Polska już… zaczęła spłacać pożyczkę, z której ciągle nie dostała ani grosza. Gdyby taki stan rzeczy nadal trwał, to mogłoby się okazać, że Polska nie dostanie nic aż do 2026 r., kiedy rozdawanie pożyczonych pieniędzy ma się skończyć. A wtedy okazałoby się, że jesteśmy jedynym krajem w Europie, który spłaca ogromne pieniądze za dług, którego nie zrealizowała i jest to kara czysto polityczna. Racjonalne zachowanie władz Polski w takiej sytuacji mogłoby być tylko jedno – zaprzestanie spłacania tej pożyczki. Doprowadzenie przez Komisję Europejską do takiej sytuacji mogłoby osłabić entuzjazm pozostałych krajów UE do powtarzania podobnych działań w przyszłości. A wiadomo, że jeśli chodzi o zadłużanie Europy, to eurobiurokraci dopiero zaczynają się rozkręcać.

Dług przyszedł

W zeszłym tygodniu do Polski przyszły w końcu pieniądze na tę „odbudowę”, która zresztą dokonała się całkiem dobrze bez nich. Minister Funduszy i Polityki Regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz przy pomocy portalu X (dawniej Twitter) pochwaliła się przelewem, tłumacząc, że Unii zajęło cztery miesiące zgromadzenie tej wypłaty. Wybuchł skandal, bo okazało się, że te pieniądze to żadna dotacja, tylko zwykła pożyczka. W opisie przelewu pokazanego przez Pełczyńską jak byk tkwiło słowo „loan”, czy właśnie „pożyczka”, wzięta od instytucjonalnych lichwiarzy. W dodatku w ogóle Polsce niepotrzebna.

– „Część tych pieniędzy to rzeczywiście pożyczka, ale część to dotacja” – tłumaczyła się później z propagandowej wpadki minister Pełczyńska. – „A sama pożyczka zawarta została na najlepszych możliwych warunkach, które nie byłyby możliwe do uzyskania przez kraje członkowskie bezpośrednio”.

Oczywiście to wszystko nieprawda. Unijny dług KPO rzeczywiście w części jest zwykłą pożyczką, którą zawieramy u lichwiarzy za pośrednictwem UE, natomiast reszta jest subwencją. Problem polega jednak na tym, że UE nie miała dotąd własnych dochodów podatkowych, więc by pozyskać środki, takie dochody otrzymała.

– „Na spłatę KPO zaprojektowano nowe podatki unijne i podwyższenie składki członkowskiej. Podatek od plastiku, podatek od ETS, podatek od „śladu węglowego”, podatek od zysków rezydualnych. Zapłacimy za to od 143 do 153 mld euro, czyli wielokrotnie więcej, niż dostaniemy” – tłumaczy europoseł Patryk Jaki.

Ponieważ te opłaty i podatki już zaczęliśmy częściowo płacić, dlatego byliśmy w sytuacji, że już płaciliśmy za pożyczkę, której nie otrzymaliśmy. Zresztą nadal w niej jesteśmy. Bo ta pierwsza wpłata z zeszłego tygodnia to pożyczka od lichwiarzy. Zaś części subwencyjnej nadal nie otrzymaliśmy.

Marnowanie pieniędzy

Wpłata unijnej pożyczki od razu uruchomiła wezwania do realizacji „kamieni milowych”. Znów zaczęto mówić o kolejnych obciążeniach ZUS-owskich niszczących elastyczność pracy, jaka jeszcze w Polsce przetrwała, wspomina się ponownie o wprowadzeniu opłat na autostrady i drogi szybkiego ruchu. Już wiadomo, że konkretne sumy pójdą na montowanie nowej sieci fotoradarów na drogach.

To wszystko będzie rujnować polską gospodarkę, ale nie to jest jeszcze najgorsze. Najgorsze jest coraz częściej deklarowane przez obecnych rządzących przeznaczenie unijnego długu na „zielony ład”, czyli niszczenie polskiego systemu energetycznego oraz polskiej przyrody poprzez masowe instalowanie nieefektywnych i nieekonomicznych instalacji OZE.

Czyli nagle okazuje się, że fundusz „odbudowy” stał się funduszem „zniszczenia” realizowanego pod dyktando wierzących w „katastrofę klimatyczną”, niebezpiecznych zielonych radykałów rządzących w Brukseli.

Oczywiście część unijnego długu zostanie przeznaczona jak zwykle na tradycyjne łapówkarstwo. Już ogłoszono program dopłat dla właścicieli hoteli. Naturalnie dostaną je ci, którzy są przysłowiowymi krewnymi i znajomymi królika.

Nie brać długu, znieść podatki

Polski rząd powinien odmówić uczestnictwa w KPO i zażądać wykluczenia Polski z podatków, które służą do finansowania subwencji. Powinien także blokować wprowadzony przy okazji KPO „mechanizm warunkowania”, będący w istocie narzędziem do szantażowania nieposłusznych politycznie krajów członkowskich. A przede wszystkim powinien przestać kłamać o unijnym długu, przedstawiając go jako dobrodziejstwo, podczas gdy jest kolejnym ciosem w polską gospodarkę i polski system polityczny.

Parlament „Europejski” to mordercy. Sam przyznaje.  Uznał prawo do aborcji za „prawo podstawowe”.

Mamy nadzieję, że poniższe informacje okażą się przydatne. Parlament – a również Polacy

===============================================

Nadawca:European Parliament Ask EP <askEP-DoNotReply@europarl.europa.eu>
Adresat:Janrybski@int.pl
European Parliament
Ask EP 
Szanowni Państwo!
Dziękujemy za kontakt z przewodniczącą Parlamentu Europejskiego oraz posłami i posłankami w sprawie dostępu do aborcji w Unii Europejskiej.O udzielenie odpowiedzi na Państwa apel poproszono Dział ds. Zapytań Obywateli.Z uwagą zapoznaliśmy się z jego treścią.
Stanowisko Parlamentu Europejskiego 
11 kwietnia 2024 roku Parlament wydał rezolucję o sytuacji kobiet na świecie i w państwach Unii Europejskiej. Zwrócił w niej uwagę, że sytuacja kobiet znacznie się pogorszyła. Uznał także prawo do aborcji za prawo podstawowe. W rezolucji tej Parlament wezwał też Radę Europejską (głowy państw lub szefów rządów państw członkowskich), aby rozpoczęła procedurę włączenia prawa do bezpiecznej i legalnej aborcji do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.
Posłowie przyjęli rezolucję stosunkiem głosów 336 do 163 (39 posłów wstrzymało się od głosu). Informacje o tym, jak głosowali poszczególni posłowie, można znaleźć w protokole z posiedzenia (punkt 61.31).
Zgodnie z artykułem 2 regulaminu Parlamentu posłowie wykonują swój mandat w sposób wolny i niezależny. Przewodnicząca Parlamentu nie może wpływać na ich sposób głosowania. Sama nie głosuje też nad tekstami przyjmowanymi przez Parlament.Rezolucja wyraża stanowisko polityczne. Nie zobowiązuje Rady Europejskiej do podjęcia działania. Więcej informacji na ten temat można znaleźć tym komunikacie prasowym (w j. angielskim).
Zmiana karty praw podstawowych wymaga zgody wszystkich państw członkowskich
Aby włączyć prawo do aborcji do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, trzeba zmienić traktaty unijne. A to długi i złożony proces, który wymaga jednomyślnej zgody rządów wszystkich państw członkowskich. Zmianę tę muszą następnie zatwierdzić wszystkie państwa członkowskie. Odbywa się to zwykle w drodze głosowania w parlamencie krajowym lub referendum.
Mamy nadzieję, że powyższe informacje okażą się przydatne. Dziękujemy za kontakt z Parlamentem Europejskim i podzielenie się z nami Państwa uwagami.Z wyrazami szacunkuDział ds. Zapytań Obywateli (AskEP)www.europarl.europa.eu/askEP/pl Kontakt z namiNie odpowiadaj na tę wiadomość. Jeżeli chcesz skontaktować się z Działem ds. Zapytań obywateli, skorzystaj z formularza internetowego.ZastrzeżenieDział ds. Zapytań Obywateli Parlamentu Europejskiego zajmuje się wyłącznie przekazywaniem informacji i nie udziela porad prawnych.Ochrona prywatnościRozpatrzymy twoją wiadomość zgodnie z przepisami o przetwarzaniu danych osobowych przez instytucje unijne. Dodatkowe szczegóły znajdziesz w informacji o ochronie prywatności.Ask EP internal reference: 421410 
Your original message
Szanowna Pani Przewodnicząca Roberta Metsola,
Szanowne Panie Posłanki i Panowie Posłowie w Parlamencie Europejskim 

My, niżej podpisani, pilnie wzywamy Państwa do głosowania przeciwko wprowadzeniu aborcji jako prawa podstawowego do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Dążenie do zapisania zabijania nienarodzonych dzieci w Karcie, pod pozorem praw kobiet, może stanowić niepokojący i niebezpieczny precedens. Podczas niedawnej debaty 14 marca, głos pro-life w Parlamencie Europejskim został brutalnie zaatakowany. Przestępstwem jest umieszczenie prawa do zabijania niewinnej ludzkiej istoty w Karcie, która powinna chronić życia na wszystkich etapach i w każdym wieku, zwłaszcza najbardziej bezbronnych. Ta rezolucja nie tylko stworzy precedens, ale również będzie służyć jako narzędzie dla Komisji Europejskiej do szantażowania rządów, które są pro-life. Wzywamy do sprzeciwienia się propozycji zorganizowania konwencji mającej na celu rewizję traktatów oraz zakwestionowania zasady jednomyślności, która obecnie chroni strategiczne obszary. Prawo do życia nienarodzonego dziecka nie może być lekceważone. Słyszymy bicie serca dziecka w łonie już od 6. tygodnia, a w 14. tygodniu ciało dziecka jest już kompletnie ukształtowane z rączkami i nóżkami. 
Prosimy o głosowanie za życiem i ochroną nienarodzonych dzieci 11 kwietnia, odrzucając wprowadzenie aborcji jako prawa podstawowego do Karty UE. Państwa decyzja ukształtuje przyszłość Europy. Naszym obowiązkiem staniecie w obronie najbardziej bezbronnych wśród nas. 
Nasza petycja w j. francuskim https://bit.ly/4aNCXjG 
Z wyrazami szacunku,  
 Sent by Ask EP the European Parliament Citizens’ Enquiries
 

Folksdojcze wszystkich krajów…

Stanisław Michalkiewicz : Folksdojcze wszystkich krajów… magnapolonia

Co tu ukrywać; Księcia-Małżonka nie opuszcza poczucie humoru. Inna sprawa, że może to być niezamierzony efekt komiczny, bo Książę-Małżonek może traktować swoją osobę serio, jako urodzonego w czepku człowieka Renesansu, który jest zdolny do wszystkiego – to znaczy – do kierowania wszystkimi resortami na raz. No, może nie na raz, bo to chyba byłoby sprzeczne z konstytucją – ale rotacyjnie, to już pewnie by mógł.

W swoim czasie, jako wynalazek ówczesnego ministra obrony, pana Jana Parysa, będąc chyba jeszcze poddanym brytyjskim, został wiceministrem obrony narodowej i tak się zaczęło. Pojawiły się w związku z tym wzruszające wątpliwości, czy nie ma tu jakiegoś konfliktu interesów, ale osoba Księcia-Małżonka została uznana za gwarancję, że żadnego konfliktu nie ma.

W międzyczasie Książę-Małżonek poddanym brytyjskim chyba być przestał, a poza tym został prześwietlony przez Wojskowe Służby Informacyjne, czyli stare kiejkuty, w ramach operacji “Szpak”, więc nic już nie stało na przeszkodzie, by “wataha” to znaczy – Naczelnik Państwa z satelitami – wystrugała go nawet na ministra obrony.

Na tym stanowisku świetnie się prezentował, ale chyba przyczyny, dla których Naczelnik go na to stanowisko wystrugał, albo przestały istnieć, albo utraciły znaczenie, w związku z czym zarówno Naczelnik, jak i prezydent Lech Kaczyński, dali mu do zrozumienia, że mu już nie ufają. Dlaczego – tajemnica to wielka – ale pod tym pretekstem Książę-Małżonek dokonał zwrotu o 180 stopni, deklarując swoje nawrócenie na łono Volksdeutsche Partei Donalda Tuska i oferując swoje usługi w dziele “dorżnięcia watahy”.

W nagrodę za dobre sprawowanie Donald Tusk wystrugał go znowu na ministra, tym razem – spraw zagranicznych. Wsławił się wielkimi czynami, wśród których na uwagę zasługuje zlikwidowanie wielu polskich ambasad. W ten sposób Książę-Małżonek  przez czynności konkludentne dał wyraz przekonaniu, że Polska prowadzenie jakiejkolwiek polityki, a już zwłaszcza – polityki zagranicznej – powinna mieć surowo zakazane.

I tak się właśnie stało, co było zadaniem o tyle łatwym, że – zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową – Polską rotacyjnie rządziły trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie – co było konsekwencją przewerbowania się na służbę do naszych nowych sojuszników, tubylczych bezpieczniaków, którzy stanowili najtwardsze jądro systemu komunistycznego.

Ponieważ w naszym nieszczęśliwym kraju mamy do czynienia ze zjawiskiem dziedziczenia pozycji społecznej, sprawiającym że dzieci konfidentów zostają konfidentami, zależności powstałe na przełomie lat 80-tych i 90-tych reprodukują się w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii. Obecnie, wskutek wojny, jaką Nasz Najważniejszy Sojusznik prowadzi na Ukrainie z Rosją do ostatniego Ukraińca, Stronnictwo Ruskie ze sceny politycznej właściwie zniknęło, a na placu pozostały tylko dwa: Stronnictwo Pruskie i Amerykańsko – Żydowskie.

Sprawiają one wrażenie, jakby chciały utopić się nawzajem w łyżce wody, ale tak naprawdę, w sprawach najważniejszych dla naszego bantustanu idą ręka w rękę. Tak było w sprawie Anschlussu w roku 2003, tak było w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego w roku 2008 i 2009 i tak było w przypadku forsowania przez Reichsfuhrerin Urszulę von der Leyen oraz brukselski gang, rozmaitych wynalazków, zarówno prowadzących do IV Rzeszy, jak i wprzęgniętych w służbę rewolucji komunistycznej, która przewala się przez Amerykę Północną i Europę.

Kiedy więc w marcu ub. roku amerykański prezydent Józio Biden, w nagrodę za dobre sprawowanie, pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu, zaraz na pozycji lidera tubylczej sceny politycznej naszego bantustanu została dokonana podmianka, w ramach której liderem została Volksdeutsche Partei Donalda Tuska z satelitami.

Z uwagi na to, ze Naczelnik Państwa wierzgał przeciwko ościeniowi, deklarując przywiązanie do różnych wstecznych i obskuranckich zabobonów, postępowy prezydent Józio Biden pozwolił spuścić go z wodą, podstawiając w charakterze jasnego idola, w którym nasz mniej wartościowy naród tubylczy powinien się zakochać, pana Szymona Hołownię, dyskretnie prowadzonego przez pana Michała Kobosko. Toteż Volksdeutsche Partei ma wolną rękę, zarówno od Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, jak i amerykańskich twardzieli, żeby “watahę” pogrążać aż do ostatecznego rozwiązania.

Jak mogliśmy się przekonać, Niemcy robią wszystko, by w czasie darowanym, to znaczy – do listopada br, kiedy to w USA zostanie wybrany następny prezydent – stworzyć fakty dokonane, które ostatecznie przesądzą o powstaniu i okrzepnieciu IV Rzeszy, a w Polsce III Rzeczpospolita zostanie zastąpiona Generalną Gubernią.

Aliści w czerwcu odbyć się mają wybory do Parlamentu Europejskiego, w których sporo miejsc mogą uzyskać rozmaite europejskie Schwein, pragnące sypać piasek w szprychy rozpędzającego się parowozu dziejów, Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen zarządziła tedy mobilizację Volksdeutsche Partei we wszystkich bantustanach Rzeszy, żeby również po wyborach nic już nie moglo zagrozić niemieckiemu dziełu odbudowy Europy.

Folksdojcze wszystkich krajów łączcie się! – tak brzmi dzisiejszy rozkaz – toteż Donald Tusk pod ciężarem takiego zadania aż się rozchorował – ale zanim weźmie wolne dla poratowania zdrowia, kazał wszystkim swoim pretorianom wystawić się w wyborach do PE, żeby w ten sposób zablokować miejsca “lunatykom” i “idiotom”. Mają znaleźć się tam czyste typy nordyckie, co to i bez mydła są czyste. One dadzą odpór wrogim siłom, które nieubłaganym palcem wskazała Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen, a do których w naszym bantustanie zalicza się Konfederacja.

Toteż kiedy tylko po wyborach do PR Europeische Volksdeutsche Partei się skonsoliduje, przystąpi on do następnego zadania, to znaczy – do “wypalania żelazem każdej zdrady i próby destabilizacji”. Od razu widać, że w Generalnej Guberni nie będzie już miejsca na żadne polskie safandulstwo, tylko nastanie dyscyplina, jak za Adolfa Hitlera. Tako rzecze Zara…, to znaczy pardon – jaki tam znowu “Zaratustra”?

Nie żaden “Zaratustra”, tylko Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen, która albo zachowa swoje stanowisko równiez po wyborach, albo zostanie zastąpiona przez jakiegoś innego Reichsfuhrera – bo przecież IV Rzesza bez Reichsfuhrera, to jak Cygan bez drumli! A tymczasem Książę-Małżonek swoje “expose” przedstawił tak, jakby wierzył, iż to on nie tylko uprawia, ale nawet kreuje politykę europejską i światową. Widać, że mimo tylu rozmaitych zawirowań, poczucie humoru go nie opuszcza – bo przecież przypuszczenie, że wierzy w to, co mówi, byłoby niegrzeczne.

Aborcja to jedyny biznes, który nie chce pokazywać tego, co sprzedaje. Ani oglądać skutków.

RatujŻycie.pl

Aborcja to jedyny biznes, który nie chce pokazywać tego, co sprzedaje.

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!


Kaja Godek – Fundacja Życie i Rodzina <kontakt@zycierodzina.pl>

W programie na żywo udawała, że połyka tabletki aborcyjne, w Sejmie podarła zdjęcia z aborcji. Aktywistka Aborcyjnego Dream Teamu nie wytrzymała konfrontacji z prawdą.

Fundacja Życie i Rodzina stawiła się w Sejmie na posiedzeniu Komisji Nadzwyczajnej ds. aborcji (KNPC), aby patrzeć posłom na ręce i pilnować interesu nienarodzonych dzieci. Jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia nasze wolontariuszki rozdały foldery pt. „Aborcja – najgorszy rodzaj ludobójstwa”. Gdy podeszły do aktywistek aborcyjnych, spotkały się z histerią.

Proszę zobaczyć na nagraniu, co się działo:

Szanowny Panie,

W Fundacji wiemy dobrze, że prezentowanie efektów aborcji oburza aborcyjnych lobbystów.

– Od lat zakładają nam procesy za pikiety, podają na Policję i do Prokuratury.

– Próbowali uchwał w samorządach, by doprowadzić do zakazu pokazywania publicznie zdjęć z aborcji.

– Jednej z naszych wolontariuszek Policja weszła wprost do domu i na oczach jej niepełnosprawnej córki przeprowadzała przesłuchanie w sprawie Publicznych Różańców.

– W Raciborzu policjanci ukradli nasz plakat ze stelażem i do dziś nie chcą oddać.

– Proaborcyjni mężczyźni wielokrotnie rzucali się fizycznie na nasze wolontariuszki na ulicy i niszczyli im banery.

Czemu to wszystko robią? Bo aborcja to jedyny biznes, który nie chce pokazywać tego, co sprzedaje.

Bo ludzie widząc aborcję stają się jej przeciwnikami.

Wiele razy słyszałam od ludzi: jestem obrońcą życia, bo widziałem zdjęcie z aborcji. Albo: bronię nienarodzonych dzieci, bo obejrzałem „Niemy krzyk”.

Obecnie w całej Polsce nie tylko prowadzimy pikiety na ulicach, ale i pokazujemy film Miało nie żyć. Ludzie wychodzą w pokazów z płaczem. I tak jak 40 lat temu świadomość społeczną przeorał Niemy krzyk, tak dziś film Miało nie żyć czyni ze wszystkich widzów radykalnych przeciwników mordowania dzieci.

Są też inne powody, dla których pokazujemy zdjęcia z aborcji.

Zapraszam na nagranie, gdzie tłumaczę, o co tu chodzi.

Film jest także na Rumble: https://rumble.com/v4s74ww-zdjcia-i-filmy-z-aborcji-dlaczego-s-skuteczne.html

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja GodekKaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

Fundacja Życie i Rodzina broni dzieci – nienarodzonych przed aborcją, a narodzonych przed lobby LGBT. Jesteśmy organizacją non-profit. Działamy dzięki wsparciu finansowemu od ludzi, którzy widzą, że to, co robimy, jest dobre i słuszne.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Obserwuj nas:      

Czy Polska odeśle Ukraińców na pewną śmierć?

Czy Polska odeśle Ukraińców na pewną śmierć?

Agnieszka Piwar 2024-04-29 piwar/czy-polska-odesle-ukraincow-na-pewna-smierc


Fot. cmentarz na Ukrainie / źródło: zrzut ekranu YouTube

Od początku byłam kategorycznie przeciwna wpuszczaniu do Polski milionów przybyszów z Ukrainy. Po prostu wiedziałam, że jest to zaplanowana i zorganizowana akcja przesiedleńcza, której celem jest utworzenie UkroPolinu. W takim tworze pseudo-państwowym, żydowscy zarządcy mają sterować podburzonymi przeciwko sobie Polakami i Ukraińcami.

W myśl zasady divide et impera (dziel i rządź) Ukraińcy powinni jeszcze bardziej znienawidzić Polaków. W związku z tym, polskojęzyczne „elity” – czyli potomkowie sekty frankistów – nieustannie okłamują Ukraińców, że ich walka z Rosjanami jest koniecznością, bo w ten sposób rzekomo bronią bezpieczeństwa Europy.

Manipulatorzy przekonują, że opór Ukrainy musi trwać, abyśmy nie mieli Rosji przy naszej granicy. A Obwód Kaliningradzki to niby granica z kosmitami?

W obliczu wojny rosyjsko-ukraińskiej, polskojęzyczne władze nigdy nie apelowały o to, aby zasiąść do stołu negocjacyjnego. Zamiast zachęcać do rozmów w celu rozwiązania konfliktu, kolejne rządy III RP (PiS-PO jedno zło) wysyłały broń na Ukrainę, zagrzewając wschodnich sąsiadów do dalszej walki. W ten sposób przyczynili się do wykrwawiania Słowian, zamiast przynajmniej próbować temu zapobiegać.

KIJÓW-WARSZAWA (NIE)WSPÓLNA SPRAWA

Na froncie zginęło już tylu Ukraińców, że zaczęło brakować mięsa armatniego. W związku z tym, żydowskie władze w Kijowie rozpoczęły konkretne działania. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy od 24 kwietnia zakazało świadczenia usług konsularnych Ukraińcom w wieku poborowym, którzy mieszkają bądź przebywają za granicą. Od tej pory ukraińscy mężczyźni, którzy będą chcieli uzyskać paszport lub przedłużyć jego ważność, będą mogli zrobić to jedynie na terenie swojego kraju.

Do sprawy odniósł się wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Polityk powiedział wprost: „Nie dziwię się ukraińskim władzom, że zrobią wszystko, aby posyłać żołnierzy na front. Potrzeby są ogromne.” Chwilę później władze w Warszawie zadeklarowały gotowość do rozmów ws. odesłania obywateli ukraińskich w wieku poborowym.

Gdyby do tego doszło, byłoby to równoznaczne ze skazaniem tych ludzi na śmierć albo kalectwo i traumę. Ale czy faktycznie Polska chce pozbyć się taniej siły roboczej? Cóż, pewne działania wskazują na to, że ktoś tu jednak próbuje wykiwać sojuszników z Kijowa. Najwyraźniej żydzi budujący UkroPolin nie mają do końca zbieżnych interesów z żydami „czyszczącymi” tereny wschodniej Ukrainy pod budowę Niebiańskiej Jerozolimy.

Polskie Ministerstwo Rozwoju i Technologii właśnie przygotowało nowelizację ustawy o nielegalnym zatrudnieniu. Jedna ze zmian, zamieszczona w tzw. pakiecie deregulacyjnym dotyczy odpowiedzialności pracodawcy za powierzenie cudzoziemcowi nielegalnego wykonywania pracy. Za wskazany czyn grozi kara grzywny do 30 tys. zł.

Tymczasem nowelizacja zakłada, że za wykroczenie polegające na nielegalnym zatrudnieniu cudzoziemca byliby karani jedynie ci pracodawcy, którzy dopuścili się tego z winy umyślnej (co właściwie jest trudne do udowodnienia), a nie – jak teraz – wszyscy, którzy złamali prawo. Wygląda więc na to, że proponowane w ustawie zmiany mają pomóc zatrzymać w Polsce ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym.

Chodzi o to, że pracujący w Polsce Ukraińcy mają obecnie obowiązek stawiania się w ukraińskich konsulatach w celu załatwiania formalności, by mogli dalej legalnie pracować za granicą. Decyzją Kijowa właśnie zablokowano mężczyznom w wieku poborowym świadczenia takich usług, w związku z czym, aby np. odnowić ważność paszportu muszą wrócić na Ukrainę. Tymczasem władze w Warszawie chcą przymknąć oko na nielegalne zatrudnienie.

W praktyce może to wyglądać następująco. Polski pracodawca zatrudnia Ukraińca w wieku poborowym. Po jakimś czasie Ukraińcowi kończy się ważność paszportu. Zgodnie z nowymi wytycznymi Kijowa, aby go odnowić musi wrócić na Ukrainę. Tam zostaje przejęty i wysłany na front. Po nowych wytycznych Warszawy, polski pracodawca nie poniesie odpowiedzialności, jeśli jego ukraiński pracownik nie poinformuje go o utracie ważności paszportu (od momentu utraty ważności dokumentu staje się nielegalnym pracownikiem).

Czy celem cedentów z Warszawy jest to, aby Ukraińcy w wieku poborowym nie musieli wracać na Ukrainę i ginąć na froncie? Nie posądzam polskojęzycznych decydentów o szlachetne pobudki. Oni kierują się wyrachowaniem i najczęściej działają pod czyjeś dyktando. Natomiast fakty są takie, że przy okazji ubijanych przez ich mocodawców interesów, wielu Ukraińców ma szansę uniknąć pójścia w kamasze i tym samym ocalić swoje życie.

Proponowana przez resort zmiana w ustawie o zatrudnieniu obcokrajowców, wywołała oburzenie w kraju nad Wisłą. Pakiet deregulanyjny trafił na początku kwietnia do konsultacji społecznych i wzbudził wiele emocji. Zdaniem ekspertów cytowanych przez portal money.pl, proponowane w pakiecie rozwiązania wpłyną nie tyle na deregulację, ile na demontaż rynku pracy i działalności gospodarczej. Mogą też stanowić zachętę do większego napływu cudzoziemców bez prawa pobytu i wykonywania pracy w Polsce.

Portal money.pl zapytał o opinię wiceprzewodniczącego Związku Zawodowego „Budowlani”. Jakub Kus powiedział wprost, że zapisy „nawiązują do najgorszych tradycji polskiej legislacji, a duża część proponowanych zmian wydaje się katalogiem pomysłów różnych lobbystów”.

Rozmówca money.pl skwitował pomysł następująco: „To oczywiste, że związki zawodowe są i będą zdecydowanie przeciwne wprowadzeniu tej zmiany w ustawie. Prowadzi ona do powrotu do usankcjonowanego dumpingu na rynku pracy (nie tylko w budownictwie), a także do naruszenia zasad uczciwej konkurencji”.

W związku z powyższym nasuwa się podejrzenie, że decydenci z Warszawy mogą działać w celu podkręcenia polsko-ukraińskich animozji. Dlatego warto zastanowić się nad tym, jaką wypracować strategię, aby nie doszło do eskalacji napięcia między Polakami i Ukraińcami. Do realizacji właśnie takiego czarnego scenariusza dążą bowiem żydowscy podżegacze budujący UkroPolin. Przytomni Polacy muszą więc zawczasu starać się temu zapobiec.

WALKA O ZACHOWANIE CYWILIZACJI

Sprawa jest o tyle skomplikowana, że gra toczy się o tych Ukraińców, którzy od początku nie chcieli zabijać i ginąć w bezsensownej wojnie. Kierowali się oni motywacjami witalnymi, wybrali życie i bezpieczeństwo, w związku z tym, czym prędzej prysnęli na Zachód. Na ich miejscu zrobiłabym dokładnie to samo.

Choć nigdy nie byłam entuzjastką wpuszczania do Polski Ukraińców, to uważam, że skoro już ich tu mamy, to powinniśmy wziąć za nich pewną odpowiedzialność. Do takiej postawy zobowiązuje nasza cywilizacja. Oczywiście taka deklaracja może zaskoczyć moich Czytelników, a nawet ich oburzyć. Nie jest bowiem tajemnicą, że z Ukraińcami mam na pieńku.

W 2016 roku ukraińscy pogranicznicy wbili do mojego paszportu pieczątkę z zakazem wjazdu na Ukrainę. W mniemaniu decydentów z Kijowa stanowiłam zagrożenie dla bezpieczeństwa ich państwa. Najwyraźniej nie spodobał się im fakt, że mam przyjaciół w Rosji.

Kiedy przed trzema laty napisałam artykuł o kulisach masakry w Odessie z 2 maja 2014 roku, wówczas Ukraińcy wysyłali mi obrzydliwe wiadomości, wyzywając od najgorszych. Niektórzy nawet pozwolili sobie na pogróżki. Straszyli mnie tym, że za takie publikacje skończę jak osoby spalone w odeskim Domu Związkowców.

Pomimo tego typu nieprzyjemnych doświadczeń, po ludzku uważam, że odsyłanie na front Ukraińców, którzy zwiali do Polski, byłoby zwyczajnym świństwem. Twierdzę tak, chociaż nie życzyłam sobie ściągania ich do Polski. Wychodzę jednak z założenia, że skoro przyjęliśmy już tych ludzi (czemu byłam stanowczo przeciwna), to nie odsyłajmy ich teraz na pewną śmierć.

Z drugiej strony nie może to się odbywać kosztem Polaków, dlatego trzeba szukać takich rozwiązań, aby nie ucierpiały na tym polskie związki zawodowe. Jest to o tyle trudne, że decydenci z Kijowa niejako zmusili decydentów z Warszawy, aby zaczęli majstrować przy ustawie o zatrudnieniu cudzoziemców. Sytuacja wydaje się być patowa – albo Polska odeśle ukraińskich pracowników na front, gdzie najpewniej zginą, albo dojdzie w Polsce do demontażu rynku pracy i działalności gospodarczej.

Bezpieczeństwo obywateli Polski powinno być brane pod uwagę w pierwszej kolejności. Nie mam kompetencji, by wypowiadać się w kwestiach dotyczących zmian w ustawodawstwie. Znalezienie złotego środka, to zadanie dla łebskich ekspertów. Uważam jednak, że przybyłym obcokrajowcom trzeba stawiać jasne granice. Tylko stanowcza i roztropna postawa może pomóc nam uchronić się przed zbliżającą katastrofą. Jak tego dokonać? Pewien budujący przykład widziałam kiedyś na własne oczy.

Chodzi o wydarzenie sprzed kilku lat, którego byłam świadkiem podczas podróży do Łodzi. W pociągu niedaleko mnie siedziała grupa Ukraińców, zachowujących się bardzo agresywnie i głośno przeklinających. Wydawało się, że w każdej chwili mogą zrobić komuś krzywdę, ponieważ mieli oni w sobie ogromne pokłady niewyładowanej złości.

W pewnym momencie pociąg podjechał do stacji Łódź Widzew, przy której zatrzymał się. Najagresywniejszy z Ukraińców zdenerwowany podbiegł do kierownika pociągu i zaczął wydzierać się na niego. Krzyczał, że ma bilet do Łodzi Fabrycznej, a tu jakaś inna łódzka stacja. Reakcja pracownika kolei była niesamowita. Życzę Polsce mężów stanu, którzy będą reagować podobnie jak ów mężczyzna.

Kierownik pociągu z podniesioną głową, stanowczo, acz niezwykle opanowanym tonem zaczął Ukraińcowi tłumaczyć, że zachowuje się bardzo niewłaściwie i niczego w ten sposób nie osiągnie. Wezwał agresywnego pasażera do opamiętania i grzecznie go pouczał, żeby przestał krzyczeć. Po czym spokojnie mu przekazał, że nie ma powodów do zdenerwowania, gdyż stacja do której chce dotrzeć, dopiero przed nimi. Co mnie najbardziej zdumiało, był przy tym jak zatroskany wychowawca, który pragnął uwolnić Ukraińca z ciążącej w nim nienawiści i wrogości.

Chwilę później pociąg ruszył w dalszą drogę, by ostatecznie dojechać do stacji Fabryczna. Wtedy zobaczyłam niesamowitą przemianę Ukraińca, który najwyraźniej coś zrozumiał. Ponownie podszedł do kierownika pociągu i z uniżoną głową zaczął go grzecznie przepraszać. Następnie serdecznie go uściskał gestem proszącym o wybaczenie. Kierownik mu odpowiedział, że nie potrzeba było krzyków, bo przecież wszystko można załatwić w sposób spokojny i cywilizowany. Pożegnali się bardzo serdecznie, a napięta twarz Ukraińca zmieniła wyraz na łagodne oblicze.

Wtedy do mnie dotarło, że nasz polski pracownik kolei dokonał czegoś niezwykłego. Swoją zdecydowaną i zarazem roztropną postawą sprawił, że w oczach tamtego Ukraińca Polak przestał być złym Lachem czy frajerem do bicia. Jeśli więcej Polaków zachowa się jak tamten kierownik pociągu, wtedy mamy szanse pokrzyżować plany żydowskich podżegaczy, którzy chcą na polskich ziemiach zaprowadzić własne porządki – kosztem naszej cywilizacji i słowiańskiej krwi.

Agnieszka Piwar

Kościół czasu Antychrysta. Antonio Socci.

Kościół czasu Antychrysta Antonio Socci Wydawnictwo AA

19,90 zł  zamiast 39,90 zł

Antonio Socci przyglądając się kondycji dzisiejszego świata i Kościoła, przywołuje powstałe przed stu laty przełomowe książki: Krótką opowieść o Antychryście Sołowiowa i Władcę świata Bensona. W obu papiestwo zostało wygnane z Rzymu. Europa, która dotąd była ziemią prawdziwie chrześcijańską, stała się miejscem powszechnej apostazji i dechrystianizacji, a światem niepodzielnie zarządza Antychryst.

Socci, powracając do obserwowanych dziś przemian, pyta: czy to tylko prorocze ostrzeżenia? A może Antychryst żyje wśród nas i ma jakiś nowy rysopis? Wreszcie – czy to konkretna osoba, czy może rodzaj ideologii z własną duchowością, życiowymi prawidłami, swoimi „świętymi” i sanktuariami?

Zapowiadane w Piśmie Świętym przyjście Antychrysta wielu intryguje i przeraża. Dlatego Socci wnikliwie i z całą ostrością kreśli obraz chylącego się ku upadkowi świata oraz pogrążonego w kryzysie Kościoła, który zamiast nauczaniem w sprawach wiary zajął się ekologią, „ekumenicznym” otwarciem na inne religie oraz sprawą migrantów, niepokojąco dryfując w bliżej nieokreślonym kierunku…

Pornografia – najgorszy narkotyk XXI w.

Pornografia – najgorszy narkotyk XXI. Nowa edukacyjna inicjatywa Ordo Iuris

pch24.pl/pornografia-najgorszy-narkotyk

(pixabay.com)

Coraz większym problemem, szczególnie wśród dzieci i młodzieży, staje się powszechne „korzystanie” z pornografii. Według badań, ponad 21 proc. dzieci w wieku 12-14 lat sięga po treści pornograficzne codziennie. Oglądanie pornografii prowadzi do licznych negatywnych konsekwencji natury zdrowotnej i społecznej, takich jak uzależnienie, destrukcyjne procesy zachodzące w mózgu czy depresja i stany lękowe.

Instytut Ordo Iuris uruchomił portal narkotyk21wieku.pl, na którym publikowane są informacje i dane naukowe opisujące problem pornografii.

NARKOTYK21WIEKU.PL – ODWIEDŹ STRONĘ

Według badań przeprowadzonych w Polsce, co czwarty internauta w wieku 7-12 lat „korzysta” [jaki gqwałt na pojęciach: takie zniewolenie nazwaj ą „korzystanbiem” md] z pornografii internetowej przynajmniej raz w miesiącu. Natomiast 21,5 proc. dzieci między 12 a 14 rokiem życia przyznaje, że sięga po pornografię codziennie. Pierwszy kontakt z takimi treściami dzieci mają średnio w wieku 11 lat. Z kolei 73 proc. dzieci uważa, że łatwo jest znaleźć w Internecie treści o charakterze pornograficznym.

Zjawisko pornografii wiąże się też z wykorzystywaniem seksualnym nieletnich. Co piąta osoba w wieku 12 lat twierdzi, że otrzymuje prośby o przesłanie swoich nagich lub półnagich zdjęć innym osobom. Według badań, ok. 20 proc. dziewcząt i ok. 10 proc. chłopców zgłasza udostępnianie własnych nagich zdjęć w Internecie. 1/3 nastolatków twierdzi, że widziała nieświadomie udostępniane rozebrane zdjęcia innych nieletnich. Osoby występujące w produkcjach pornograficznych (w tym dzieci) często padają ofiarą handlu ludźmi.

Pornografia pociąga za sobą także szereg problemów zdrowotnych. Coraz bardziej powszechne staje się zjawisko uzależnienia od pornografii. Badania wykazują niezwykłe podobieństwa neurologiczne między uzależnieniem od substancji narkotycznech a kompulsywną konsumpcją pornografii. Kompulsywne zachowania seksualne zostały w 2022 r. umieszczone przez Światową Organizację Zdrowia w klasyfikacji chorób. Uzależnienie od pornografii utrudnia walkę ze stresem. Osoby w tym stanie, aby rozładować stres, muszą sięgnąć po treści pornograficzne. Pornografia wpływa także na zaniżenie samooceny, głównie u dziewcząt, kształtując fałszywe wzorce urody, co często popycha dziewczęta do przeprowadzania operacji chirurgicznych.

Źródło: Ordo Iuris TG

O szacunku dla kobiet, szczególnie dla zakonnic. Różnice cywilizacyjne.

O szacunku dla kobiet, szczególnie dla zakonnic. Różnice cywilizacyjne.

„Get up woman, I have to sit down now!” He shouts at old Swedish woman. Thoughts?

RadioGenoa @RadioGenoa

https://twitter.com/i/status/1784097562749767784

3,6 mln Wyświetlenia

[no, nie są takie stare, moga se postać… a dwa miejsca użyję właściwei..]

=============================

Mail:

Ciapaty zaatakował ring girl, bo widocznie woli, żeby po ringu biegały kozy

Nie spodobało się to rosyjskiej publiczności i mu wpierd….

============

MD:

Przypomniało mi to:

Jakieś 20 lat temu, gdy byłem już dobrze po sześćdziesiątce, jechałem autobusem z Anina do Warszawy. W tyle autobusu siedziała grupka naćpanych łobuzów, dość głośna. Jeden z nich, mały ale agresywny, zaczął bluźnić i obrażać siedzącą niedaleko zakonnicę. Wymachiwał nożem – dużą finką. W autobusie cisza. Ja wstałem, siedzący obok nieznany mi pan w średnim wieku powiedział: to ja panu potrzymam teczkę, panie profesorze. Przypuszczalnie był to mieszkaniec tego samego osiedla. Powierzyłem mu więc teczkę i podniosłem wrzeszczącego gnoja za kark, tj. za kołnierz. Był zupełnie bierny, sflaczały. Przeprowadziłem go dwa, trzy kroki do tylnych drzwi autobusu i łagodnym kopem wyrzuciłem na jezdnię. Finkę wyrzuciłem kopem za nim. Dopiero wtedy rozległ się powszechny krzyk dezaprobaty „dla dzisiejszej młodzieży”. Reszta tych rozigranych ćpunów musiała siedzieć bardzo cicho, bo zupełnie ich nie pamiętam. Podziękowałem dzielnemu panu za opiekę nad moją teczką i pojechaliśmy dalej do miasta.

Jest to komentarz do dwóch filmików które państwu prezentuję powyżej.

Globalistyczne plany użycia broni jądrowej. Czym to będzie skutkować?

Globalistyczne plany użycia broni jądrowej 

Czym to będzie skutkować?

DR IGNACY NOWOPOLSKI APR 29

Coraz większe niepowodzenia NATO w wojnie proxy (per procura) z Rosją na Ukrainie, popycha rządzących nami globalistów do rozważenia wariantu nuklearnego tego i wszystkich innych planowanych konfliktów.

Przy czym nie dotyczy to jedynie Izraela, który zawsze odgrażał się każdemu i wszystkim, w użyciu tej i każdej innej, będącej w jego arsenale, broni, na wypadek jakiegokolwiek „nieposłuszeństwa”.

O zgrozo, coraz otwarciej dyskutują o tej alternatywie, nie tylko globalistyczni obłąkańcy, zainstalowani w zachodnich strukturach władzy przez oligarchię finansową, ale również wojskowi, demonstrując tym samym fakt obsadzenia przez całkowicie niekompetentne indywidua, także profesjonalnych stanowisk w „rozwiniętych społeczeństwach demokratycznych doby globalizmu”.

Pod koniec II Wojny Światowej, Stany Zjednoczone mogły sobie pozwolić na użycie dwu ładunków nuklearnych w Japonii, znajdującej się po drugiej stronie Pacyfiku.  Do dziś trwająca tam katastrofa nosi znamiona izolowanego incydentu.  W owym czasie nikt więcej oprócz USA nie posiadał broni nuklearnej.

Dziś posiada ją Rosja, USA, Chiny, Brytania, Francja, Izrael, Indie, Pakistan, Korea Północna i zapewne wiele innych nie afiszujących się tym krajów.  Dlatego użycie tej broni, z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do „rewanżu”, a w rezultacie do globalnej katastrofy nuklearnej.

Mało tego, samo rozmieszczenie tejże broni na swym terytorium naraża dane państwo na katastrofalne konsekwencje.

W dobie broni hipersonicznej którą posiadają: Rosja, Chiny, Iran, oraz Korea Północna, samo uderzenie tymi wysoce precyzyjnymi i niemożliwymi do przechwycenia, pociskami w magazyny amunicji nuklearnej, spowoduje katastrofalne skażenie terytorium tego państwa, na którym jest ona składowana. 

Dla wyjaśnienia:  pociski hipersoniczne wystrzeliwane są pionowo do stratosfery (poza zasięg radarów), w której przemieszczają się z szybkością jedenastu (11) tysięcy  kilometrów na godzinę, po czym z bezbłędną precyzją (do kilku metrów) spadają pionowo na wyznaczony cel. 

Taka rzeczywistość sprawia, że każdy kto składuje u siebie ładunki nuklearne, czy też posiada elektrownie atomowe, jest POTENCJALNIE narażony na katastrofalne konsekwencje użycia powyższej broni przeciw sobie.  To powinien wiedzieć każdy kapral NATO, nie tylko „generał”!.

W przypadku III RP, która nie posiada elektrowni atomowych, sprowadzenie omawianej broni na terytorium kraju byłoby równoznaczne z przyłożeniem sobie do skroni naładowanego i odbezpieczonego pistoletu.  Dobrze by o tym wiedzieli wszyscy globaliści, od lat administrujący naszą Ojczyzną i identyfikujący się dla niepoznaki różnorakimi  „opcjami politycznymi”.

Zbliża się krytyczny moment naszej długotrwałej wojny z WHO przeciwko Traktatowi Pandemicznemu.

Zbliża się krytyczny moment naszej długotrwałej wojny z WHO przeciwko Traktatowi Pandemicznemu. 


„Sebastian Lukomski, CitizenGO” <petycje@citizengo.org>

Przez prawie dwa lata, razem – Państwo i ja – nieustannie walczyliśmy przeciwko temu, co stanowi jedno z największych zagrożeń dla naszych podstawowych wolności… I nasze wysiłki przyniosły efekty!

Wiem, że przez cały ten czas Państwo, podobnie jak ja, nie dali się zwieść myśleniu, że Traktat Pandemiczny ma na celu ochronę naszego zdrowia. Jest to nieprawda!

Pandemia już dawno się skończyła, a globaliści nadal naciskają, aby ratyfikować Traktat Pandemiczny. DLACZEGO?

Ponieważ ich celem jest zrobienie z obywateli marionetek globalnej władzy, która kontroluje nasze zdrowie, wymusza podawanie szczepionek naszym dzieciom — nawet gdy nie są one skuteczne —, wprowadza lockdowny, spowalnia gospodarkę oraz ogranicza naszą wolność do przemieszczania się i życia według własnych wyborów.

Dzięki Państwa zaangażowaniu nie udało im się ratyfikować tego traktatu. Jednak teraz elity ONZ desperacko próbują sfinalizować porozumienie przed wyznaczonym terminem, który przypada na 27 maja – wtedy odbędzie się posiedzenie Światowego Zgromadzenia Zdrowia.

Nie możemy ich pokonać jeszcze raz bez Państwa wsparcia tu i teraz. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że jeśli ten Traktat wejdzie w życie to:

  • PAŃSTWO nie będą mogli decydować, jakie szczepionki podawać swoim dzieciom,
  • PAŃSTWO nie będą decydować, dokąd mogą się Państwo swobodnie udać,
  • PAŃSTWO nie będą mieli prawa decydować o osobistym uczestnictwie w kościelnych nabożeństwach,
  • Zamiast tego, te i inne niezliczone decyzje pozostaną w gestii „elit.”

Natomiast mogą to Państwo powstrzymać poprzez swoją darowiznę.

Zmiany klimatu w holocenie – ostatnie 11 700 lat

Zmiany klimatu w holocenie – ostatnie 11 700 lat

===========================

[Ale to nie ten artykułwywołał nagłe wycie propagandystów… MD]

prof. Leszek Marks
Państwowy Instytut Geologiczny

Leszek Marks 15.10.2014 odsłon: 25460

Zmiany klimatu w najmłodszej epoce w dziejach ziemi, choć niewielkie, miały znaczący wpływ na historię ludzkości – stawały się przyczyną upadku, ale i rozkwitu pierwszych cywilizacji.

Holocen, czyli ostatnie 11 700 lat, jest okresem o stosunkowo stabilnych warunkach klimatycznych, chociaż występowały w nim wielokrotnie ocieplenia i ochłodzenia różnej długości. Nie wszystkie epizody klimatyczne były jednakowe na całej kuli ziemskiej, ponieważ na zmiany temperatury nakładały się zmiany wilgotności. Zmiany klimatu zaznaczały się przede wszystkim w określonych szerokościach geograficznych, najsłabiej zwykle w strefie międzyzwrotnikowej.

Te pierwszorzędne zmiany klimatu na Ziemi, będące wypadkową zmian temperatury i wielkości opadów, były w pierwszej kolejności stymulowane zmianami cyrkulacji wód oceanicznych i mas powietrza, na które z kolei wpływ miały zmiany orbity Ziemi i położenia jej osi. Jednak najważniejszym czynnikiem sterującym klimatem na Ziemi była ilość promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi. Nie można również pomijać znaczenia wydarzeń ekstremalnych, przede wszystkim wybuchów wulkanów, które okazjonalnie powodowały istotne zakłócenia warunków klimatycznych, przede wszystkim przez okresowe wyrzucanie pyłów wulkanicznych do atmosfery, a zatem ograniczanie ilości promieniowania słonecznego docierającego do powierzchni Ziemi.

Temperatury zapisane w lodowcach

Najlepszym rejestrem zmian temperatury w holocenie są rdzenie lodowe pobrane z lodowców, w których wzajemna relacja izotopów tlenu (18-O i 16-O), wynikająca z ilości wody zmagazynowanej w pokrywach lodowych, pozwala określać średnią globalną temperaturę w przeszłości i to w ściśle określonym czasie. Skład powietrza występującego w takich rdzeniach lodowych pozwala również wnioskować o dawnym składzie gazowym atmosfery ziemskiej.

Zmiany temperatury w rejonie biegunów w holocenie, określone na podstawie stosunku izotopów tlenu w lodzie lodowcowym, wg danych R.B. Alley'a

Zmiany temperatury w rejonie biegunów w holocenie, określone na podstawie stosunku izotopów tlenu w lodzie lodowcowym, wg danych R.B. Alley’a

Wczesny holocen (11 700-8000 lat temu)

Z początkiem holocenu w Europie i Ameryce Północnej klimat ocieplał się i w umiarkowanych szerokościach geograficznych postępował zanik lądolodów. Jednak proces ten toczył się powoli – niektóre lądolody i duże czapy lodowe stopiły się dopiero 8000–7000 lat temu, co miało decydujące znaczenie dla ówczesnej cyrkulacji atmosferycznej, a tym samym i dla klimatu na Ziemi. Dlatego wczesny holocen (11 700–8000 lat temu) charakteryzuje się nawrotami zimna (np. 8200 lat temu), wynikającymi ze zróżnicowanego wzajemnego oddziaływania oceanu i zanikających czap lodowych półkuli północnej.

holocen2

Gwałtowne spływanie wód roztopowych zgromadzonych w wielkich zbiornikach przylodowcowych spowodowało wychłodzenie wód powierzchniowych w północnym Atlantyku, a tym samy osłabienie Prądu Zatokowego i ochłodzenie około 8200 lat temu (wydarzenie Bonda 5)

Środkowy holocen (8000–3500 lat temu)

Środkowy holocen jest często określany jako optimum klimatyczne, jednak przypisywany temu okresowi klimat ciepły występował przede wszystkim w wyższych szerokościach geograficznych, natomiast w innych regionach (np. w obszarze śródziemnomorskim) zaznaczyło się ochłodzenie.

Młodszy holocen (ostatnie 3500 lat)

Klimat młodszego holocenu stopniowo ochładzał się, głównie w wyniku zmian parametrów orbity Ziemi, spowodowanych przez tzw. cykle Milankoviča.

holocen3

Zmiany nasłonecznienia Ziemi od 6000 lat temu do dziś wskutek zmian orbity Ziemi (Beer & Wanner, 2008); letnie nasłonecznienie półkuli północnej stopniowo się zmniejsza

W tym czasie wielokrotnie zachodziły oscylacje lodowców górskich, które stopniowo powiększały się, by osiągnąć maksymalny zasięg podczas małej epoki lodowej w latach 1400–1850 n.e. Z powodu odradzania się lodowców późny holocen bywa niekiedy określany jako neoglacjał, a spadek temperatury w tym czasie dochodził w niektórych regionach do 0,5–1ºC. W Europie epizody zwiększonej wilgotności sprzyjały narastaniu torfu, a ich początki datowane są na lata: 2300, 1200 i 600 p.n.e. oraz 400 i 1200 n.e., co skutkowało powiększaniem obszarów zabagnionych, połączonym z obumieraniem rosnących na nich drzew.

Okresy klimatyczno-roślinne von Posta

Przez wiele lat rozwijała się burzliwa dyskusja dotycząca klimatu holocenu, wynikająca z różnych koncepcji opartych na badaniach szczątków roślin występujących w osadach jeziornych i bagiennych. Schemat Blytta-Sernandera (od nazwisk dwóch jego autorów), zaprezentowany w ostatniej dekadzie XIX wieku, zawierał naprzemienne okresy suche i wilgotne, natomiast nieco późniejszy schemat Gunnara Anderssona (początek XX wieku) przedstawiał bardziej jednolitą krzywą stopniowego wzrostu temperatury, aż do osiągnięcia maksimum termicznego w środku holocenu, po którym nastąpił spadek temperatury.

Oba te poglądy pogodził von Post (1946), który wykorzystując nową metodę analizy pyłkowej, zrekonstruował klimat holocenu, w którym uwzględniono zarówno zmiany temperatury, jak i wielkości opadów. Powstał wówczas, dla północnej części Europy wykorzystywany do dzisiaj, podział holocenu zawierający następujące okresy klimatyczno-roślinne:

  • preborealny (11 700–10 200 lat temu): temperatura stopniowo rosła, ale pod koniec okresu nastąpiło ochłodzenie;
  • borealny (10 200–8900 lat temu): temperatura była na ogół około 2ºC wyższa niż dziś, suchość częściowo spowodowana większym kontynentalizmem;
  • atlantycki (8900–5700 lat temu): optimum klimatyczne z maksymalną temperaturą o 2–3ºC wyższą niż obecnie i dużą wilgotnością;
  • subborealny (5700–2600 lat temu): klimat suchy i ciepły, lecz chłodniejszy niż poprzednio;
  • subatlantycki (od 2600 lat temu): chłodny i wilgotny.

Zimne wydarzenia Bonda

W rejonie północnego Atlantyku stwierdzono w holocenie cykliczne raptowne ochłodzenia, powtarzające się co 1470±500 lat i nazwane od nazwiska ich odkrywcy wydarzeniami Bonda. Ich przyczyny nie są jednoznaczne; przyjmuje się, że mogły być spowodowane m.in. zmianami radiacji słonecznej, reorganizacją cyrkulacji atmosferycznej, wpływem cyklu księżycowego oddziałującego na wielkość pływów albo zmianą cyrkulacji w północnym Atlantyku.

holocen4

Temperatura holocenu i wydarzenia Bonda (Gregory, 2010)

Wydarzenia Bonda stwierdzono szczególnie w rejonie północnego Atlantyku, ale są one synchroniczne również z okresami osłabienia monsunów azjatyckich, okresami suszy na Bliskim Wschodzie oraz transformacją zbiorowisk roślinnych w Ameryce Północnej. Wyróżniono 9 wydarzeń Bonda (oznaczonych liczbami od 8 do 0), które powiązano z wyraźnymi, globalnymi zmianami klimatu oraz rozwojem i upadkiem cywilizacji:

  • 8 – 11 100 lat temu – krótkotrwałe ochłodzenie.
  • 7 – 10 300 lat temu – krótkotrwałe ochłodzenie.
  • 6 – 9400 lat temu – transgresja lodowców w Norwegii, zimny epizod w Chinach.
  • 5 – 8200 lat temu – największe, raptowne ochłodzenie w holocenie.
  • 4 – 5900 lat temu – przybycie nomadów (ludów pasterskich i zbieracko-łowieckich) na Środkowy Wschód wskutek zmian klimatu.
  • 3 – 4200 lat temu – międzyzwrotnikowa strefa konwergencji (czyli pas kontaktu pasatów północno-wschodnich i południowo-wschodnich) przemieściła się ku południowi, powodując przesunięcie w tym samym kierunku strefy występowania monsunów, co w rezultacie skutkowało m.in. pustynnieniem obszaru Sahary oraz upadkiem Starego Państwa w Egipcie, imperium akadyjskiego w Mezopotamii i państwa Harapy w dolinie Indusu.
  • 2 – 2800 lat temu (900–300 lat p.n.e) – zimna epoka żelaza.
  • 1 – 1400 lat temu (530 r. p.n.e do 900 r. n.e.) – tzw. ciemne stulecia, kiedy Morze Czarne zamarzało (w latach 800, 801 i 829 n.e.), lód tworzył się na Nilu, a opady śniegu występowały w Europie śródziemnomorskiej i na wybrzeżu Chin. Klęska głodu (późne lata 530. n.e.), epidemie (542–545 n.e.) oraz długie i silne susze w Europie (300–800 n.e.) doprowadziły do wędrówki ludów i napięć społecznych; w Ameryce Środkowej wieloletnie susze – powtarzające się co 40-50 lat (około 760, 810, 860 i 910 r. n.e.) spowodowały upadek imperium Majów.
  • 0 – 1400–1850 n.e. – mała epoka lodowa: lodowce górskie powiększały swoje zasięgi, a rzeki i kanały w Europie Zachodniej zamarzały zimą; powtarzające się klęski głodu, wojny, zarazy spowodowały drastyczne zmniejszenie zaludnienia w Europie. Lód morski wokół Islandii ograniczył komunikację, skutkując wyginięciem Wikingów na Grenlandii, a chroniczny m.in. niedostatek zboża i chleba w końcu XVIII wieku doprowadził do rewolucji francuskiej).
holocen5

Przemieszczenie międzyzwrotnikowej strefy konwergencji w okresie od 6000 lat temu do XVIII wieku (Wanner i in., 2008)

holocen6

Jazda na łyżwach na wsi – obraz Hendricka Avercampa, ok. 1610 r. Źródło: https://www.rijksmuseum.nl/

Rozkwitowi cywilizacji sprzyjało ciepło

Pomiędzy zimnymi wydarzeniami Bonda występowały w holocenie okresy o klimacie szczególnie sprzyjającym rozwojowi społeczeństw ludzkich.

W czasie ocieplenia rzymskiego (300 p.n.e.–530 n.e.) drzewa cytrusowe i winorośle występowały w Anglii aż do Muru Hadriana, a drzewa oliwne rosły w dolinie Renu, Egipt dostarczał zboża dla Kartaginy, potem dla Rzymu, zaludnienie Anglii przekraczało 5,5 mln.

W czasie ocieplenia średniowiecznego (900–1400 n.e.) temperatura była wyższa o około 0,5–1ºC od obecnej. Nastąpiła wówczas recesja lodowców, umożliwiająca działalność rolniczą wysoko w Alpach, a w Niemczech winnice występowały ponad 200 m wyżej niż obecnie. Zmniejszenie zasięgu lodu morskiego sprzyjało Wikingom w kolonizowaniu Islandii i Grenlandii oraz dotarciu do Nowej Fundlandii. Dostatek żywności w Europie doprowadził do dwukrotnego wzrostu zaludnienia i powstania sieci transportowej, nadmiar siły roboczej zatrudniano do budowy klasztorów, kościołów i uniwersytetów. Nastąpiła wówczas maksymalna ekspansja arabska oraz niespotykany wcześniej rozwój kultury i nauki.

Przyczyny zmian klimatu w regionie północnego Atlantyku

Dominującym trybem zróżnicowania klimatu w regionie północnego Atlantyku w holocenie jest północnoatlantycka oscylacja powietrza, która charakteryzuje się dużymi wahaniami ciśnienia pomiędzy wyżem subtropikalnym (azorskim) a niżem polarnym (islandzkim), zachodzącymi w różnych skalach czasowych.

holocen7

Oscylacja północnoatlantycka: a – dodatnia i b – ujemna. Źródło: http://www.ldeo.columbia.edu/NAO by Martin Visbeck

W czasie dodatniej oscylacji północnoatlantyckiej występuje silny wyż subtropikalny i głębszy niż polarny, a wynikający z tego zwiększony gradient ciśnienia skutkuje licznymi i silnymi burzami zimą bardziej na północy Europy. Powoduje to ciepłe i wilgotne zimy w Europie i na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych oraz zimne i suche zimy w północnej Kanadzie i na Grenlandii.

W czasie ujemnej oscylacji północnoatlantyckiej występuje słaby wyż subtropikalny i słaby niż polarny, a efektem ich wzajemnego oddziaływania jest mniejszy gradient ciśnienia, powodujący rzadsze i słabsze burze zimą, przemieszczające się równoleżnikowo w kierunku Europy. Dostarczają one wilgotnego powietrza do regionu Morza Śródziemnego i zimnego powietrza do Europy Północnej. Do wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych dociera powietrze bardziej zimne i występują intensywne opady śniegu, ale na Grenlandii zimy są łagodniejsze.

Zmiany klimatu w holocenie a zawartość CO2 w atmosferze

Naturalne zmiany klimatu w holocenie nie wykazywały żadnej zależności od zawartości dwutlenku węgla w atmosferze, która przez większość holocenu była stabilna. Zwiększenie zawartości tego gazu w atmosferze w ostatnich kilkunastu latach nie znajduje odzwierciedlenia w zmianach temperatury dowodząc, że zależy ona przede wszystkim od zmiennych czynników naturalnych.

Temperatura dolnej troposfery a zawartość CO2 w latach 1979–2010 Źródło: http://friendsofscience.org

Temperatura dolnej troposfery a zawartość CO2 w latach 1979–2010 Źródło: http://friendsofscience.org

prof. Leszek Marks
Państwowy Instytut Geologiczny

Zaszufladkowano do kategorii Nauka | Otagowano

Onkolog z Japonii: Ta szczepionka od początku opierała się na błędnych przekonaniach, niewłaściwym postępowaniu i złych praktykach naukowych, była całkowicie wadliwa

Profesor Fukushima, najstarszy onkolog w Japonii, potępia szczepionki mRNA jako „złe praktyki naukowe” [prof. Masanori Fukushima, MD, Ph.D. ]

Jestem najstarszym onkologiem medycznym w Japonii. Jako pierwsza otworzył przychodnię onkologiczną na Uniwersytecie w Kioto, a wcześniej na Uniwersytecie w Kioto. W 2020 roku był kierownikiem oddziału w Aichi Cancer Center, wszystkie stanowiska znajdowały się w Aichi Cancer Center Hospital. Założył pierwszy kurs farmako-epidemiologii na Uniwersytecie w Kioto w Japonii. …

Lekarze mówią o tak zwanym „turbo raku”, typie wcześniej nie obserwowanym przez lekarzy, charakteryzującym się niewiarygodnie dużą szybkością. W chwili wykrycia jest już w czwartym stadium zaawansowania nowotworu i takie przypadki zaczynają sporadycznie pojawiać się w konsultacjach. W związku z tym lekarze zaczęli dzielić się informacjami o tych niezwykłych przypadkach, różniących się od wcześniejszych.

Tak więc sytuacja ta stopniowo się zmieniała od zeszłego roku lub roku wcześniej. Rzeczywiście lekarze wyczuwali w terenie, że może dziać się coś niezwykłego związanego z rakiem. Czuli to na ziemi. … Co więcej, wyniki naszej analizy zaskakująco pokazują, że określone typy nowotworów, w odniesieniu do szczepień, wydają się charakteryzować zwiększoną śmiertelnością. W pierwszej kolejności nowotwory takie jak rak piersi, rak jajnika, rak tarczycy, a następnie statystycznie rak przełyku i płuc. Są to najczęstsze, a kolejnym jest rak prostaty u mężczyzn. Takie nowotwory szczególnie powodują nadmierną śmiertelność. Zjawiska tego nie można po prostu wytłumaczyć zakłóceniami, takimi jak brak możliwości wczesnych badań przesiewowych z powodu pandemii lub utrata możliwości leczenia. …

To tak, jakbyśmy otworzyli puszkę Pandory i teraz spotykamy się z najróżniejszymi chorobami. Stawiamy im czoła. Choroby autoimmunologiczne, choroby neurodegeneracyjne, nowotwory i infekcje.

Wszystko to, łącznie z rzadkimi i trudnymi chorobami, a nawet tymi rzadkimi schorzeniami, ma miejsce. Zwykli lekarze spotykają się nawet z chorobami, o których nie słyszano. … To, [co nam piszą o szczepieniach, to] nie jest nauka; moim zdaniem bardziej przypomina to wiarę, histerię, a nawet zachowanie kultowe. Sprzeciw wobec szczepionek nie czyni kogoś heretykiem takim jak Galileusz; to tak, jakby być traktowanym jak kompletny wyrzutek.

Taka jest sytuacja. To szaleństwo. … Naprawdę musimy poważnie potraktować te szkody i poważnie się nimi zająć. Wszelkie wysiłki mające na celu odrzucenie tych szkód, jak gdyby ich nie było, są, szczerze mówiąc, dziełem zła. Jest to kwintesencja złego praktyki nauki. … Dlatego ta szczepionka od początku opierała się na błędnych przekonaniach, niewłaściwym postępowaniu i złych praktykach naukowych, była całkowicie wadliwa, oparta na błędnych przekonaniach, prowadząc do całkowicie fałszywej produkcji, fałszywego produktu, jak sądzę. …

Musimy ponownie bezpośrednio się z tym skonfrontować i rzucić na to światło nauki, dlatego WHO powinna poprowadzić kompleksowe badania wyników nad tą szczepionką genową zastosowaną po raz pierwszy na szeroką skalę u ludzkości, a wszystkie kraje powinny z nią współpracować.

Nigdy więcej nie powinniśmy stosować takich szczepionek.

To wstyd dla ludzkości. To hańba!

ROLA NEOFITÓW W DZIEJACH POLSKI, OKRES POZYTYWIZMU.

OKRES POZYTYWIZMU

UTWORZONY na początku 1864 r. przez cara Aleksandra „Komitet dla spraw Królestwa i Polskiego” rozpoczął „ściślejsze zespolenie kraju z cesarstwem rosyjskiem” od masowego wysiedlania rdzennie polskiego żywiołu na Sybir i konfiskaty dóbr ziemskich.

(…)

Urzędnicy rosyjscy pod koniec 1866 r, określali liczbę zesłanych w głąb Rosji i na Syberię Polaków na 250 tysięcy osób. Był to kwiat narodu polskiego. Studenci, ziemianie, oficerowie, księża stanowili poważną część tych najofiarniejszych synów Polski. Przystąpili tez Moskale do dalszego wywłaszczania szlachty.

Na Ukrainie, Podolu i Wołyniu skonfiskowano Polakom w roku 1863/64 – 383.761 morgów ziemi, której wartość wynosiła setki miljonów rubli. Postarano się potem o przeprowadzenie uwłaszczenia włościan w sposób, który miał zapewnić wieczną wdzięczność carskim urzędnikom ze strony ciemnego i biednego ludu, a dziedziców doprowadzić do ruiny finansowej (p.e.1984: kto ulega prowokatorom, sam sobie winien … nadzielenie chłopów ziemią kosztem feudałów to niewątpliwy pozytyw upadku powstania styczniowego).

(…)

Panujący wszechwładnie po powstaniu styczniowem pozytywizm włączył do swego programu doktrynę asymilacji. Prawie wszyscy, pozytywiści owego czasu byli filosemitami, bratali się z Żydami, uważając za wzór cnót obywatelskich bankiera Kronenberga, nagrodzonego przez rząd moskiewski za usługi orderem św. Włodzimierza III klasy (z czem było połączone nadanie dziedzicznego szlachectwa rosyjskiego) i bankiera Jana Blocha, którego testament zaczyna się od słów: „Byłem całe życie Żydem i umieram jako Żyd” (I was my whole life a Jew and I die as a Jew… – ” The Jewish Encyclopedia”, Funk and Wagnalls Company, New York and London, t. III, str. 262). Pozytywiści wyhodowali grupę literatów i dziennikarzy pochodzenia żydowskiego, która obsadziła tłumnie prasę warszawską. Wśród księgarzy i wydawców najpoważniejszych pism stolicy widzimy: Gluecksberga, Lewentala, Stan. Kronenberga, braci Orgelbrandów, E. Leo, M. Wołowskiego, Krzywickiego, R. Okręta i innych.

Otaczają się ci chrzczeni i niechrzczeni dyktatorzy ówczesnej opinji polskiej współpracownikami też przeważnie Żydowskiego pochodzenia, jak to: St. Kramsztyk, B.Rajchman, H.Elzenberg, D. Zgliński, Niedzielski, Niemirowski, Chęciński i inni. Pełno ich było zarówno w pismach zachowawczych („Gazeta Polska”, „Słowo”), jak i postępowych („Przegląd Tygodniowy”, „Niwa”, „Nowiny”), Było jednak w Polsce wielu przeciwników asymilacji Żydów. Obawiano się słusznie, że osłabione społeczeństwo nietylko nie spolszczy Żydów, przyjmujących licznie w okresie pozytywizmu chrzest, lecz samo zżydzieje i pójdzie na służbę Żydowskich ideałów. Zaczęto badać szczerość intencyj Żydów, chcących nawrócić się na katolicyzm. Świadczy o tem korespondencja judofilskiego „Kraju” z Warszawy: „Wielu z pomiędzy przyjmujących chrzest Żydów kołatało najprzód do kapłanów katolickich, lecz tak byli przyjęciem ich zrażeni, że zwrócili się do protestanckich” (S. Hirszhorn: „Historja Żydów w Polsce”, str. 242). Zainteresowano się znowu Frankistami.

Stwierdzono, że ci najgorętsi rzecznicy asymilacji Żydów, chociaż przyjęli chrześcijaństwo przeszło sto lat temu, pozostają jednak w ścisłej łączności pomiędzy sobą i z synami Izraela. Słusznie obawiali się patrjoci polscy-wznowionego po powstaniu styczniowem – masowego porzucania wiary ojców przez inteligencję Żydowską. Na przykładzie Kronenberga widzieli, jak neofici polscy umieli przystosować się do każdej okoliczności. Pobłażliwość rządu rosyjskiego dla tego, który finansował 1863 r., nasuwała też niejednemu ciekawe przypuszczenia co do możliwości istnienia poza sutemu łapówkami innych, ukrytych dla społeczeństwa polskiego nici, łączących satrapów moskiewskich (często pochodzenia niemieckiego) z czołowymi przedstawicielami Żydostwa polskiego. A że cele przywódców Izraela nie były przyjazne dla narodu polskiego, to łatwo się można przekonać, przeczytawszy okólnik kierowników politycznych kół Żydowskich, wydany w listopadzie 1898 r. do Żydów polskich. Odezwa ta brzmi: „Bracia i współwyznawcy! Trzeba, ażeby kraj (t. j. Galicja – przypisek) został naszem królestwem… Starajcie się potrochu usunąć Polaków ze wszystkich ważniejszych stanowisk i skupić w waszych rękach wszystkie nici władzy społecznej.  Wszystko, co do chrześcijan należy, powinno stać się waszą własnością, związek izraelski dostarczy wam potrzebnych do tego środków. Już zaczęto na ten cel zbierać potrzebne fundusze, a udaje się lepiej, niż przypuścić było można. Dla doprowadzenia do skutku planu wyrwania stanowczo Galicji chrześcijanom, wszyscy nasi wielcy i bogatsi zapisali się na znaczne sumy. Da baron Hirsz (wkrótce potem umarł – przypisek), dadzą Rotszyldzi, Bleichroderowie i Mendelsohnowie i inni dadzą… Bracia i współwyznawcy! Dołóżcie wszelkich usiłowań, ażeby  doprowadzić do skutku to, co zamierzamy”… (L. Viel. „Le Juif   secfaire” str. 173). Jak w świetle tej odezwy, a była ona zapewne jedną z wielu, wygląda finansowy udział w powstaniu styczniowem Kronenberga, który przez poszczególnych badaczy historycznych jest wychwalany za to, że bez jego pomocy finansowej nie mogłyby organizacje powstańcze rozwinąć skutecznej agitacji?

Jemu zawdzięczała więc w lwiej części Polska, że setki tysięcy najwierniejszych Jej synów marniało w tajgach syberyjskich lub gniło w ziemi. W kraju zaś pozostały masy biernych, wśród których żerowali synowie „narodu wybranego” (p.e.1984: czy komuś jeszcze kojarzy się „Solidarność” i wypadki z lat 1980-1981 oraz emigracja po stanie wojennym z opisanymi zdarzeniami? Jakie były plany KOR? Ile krwi polskiej maiło się polać w 1981, wedle planów KOR i reszty agentury sterującej otumanionymi na „Solidarność” i jej dewocję Polakami?). Przewódcy Żydostwa polskiego nie zniechęcili się wstrętami, czynionemi wychrztom przez światlejszą część naszego społeczeństwa. Rzucono hasło małżeństw mieszanych. Wynaleziono wielu zubożałych arystokratów, pragnących pozłocić swe herby.

W krótkim czasie przedstawiciele najstarszej arystokracji polskiej weszli w związki rodzinne z potomkami frankistów a także z neofitami. Wołowscy, Lascy, Epsteinowie, Kronenbergowie, Blochowie, Rotwandowie, Reichmanowie, Halpertowie, Goldfederowie koligacą się z Woronieckimi, Rzyszczewskimi, Potulickimi, Lasockimi, Ilińskimi, Skarbkami, Morsztynami, Wielopolskimi, Kościelskimi, Jundziłłami, Wodzyńskimi, Hołyńskimi, Poklewskimi i in. Klasycznym przykładem wychrzty, który, zdawałoby się, że wrósł nieodwołalnie w społeczność polską, był Jan Bloch, herbu Ogończyk. Wpływowy ten bankier, podkreślający swój patrjotyzm polski na każdym kroku, czego dowodem miało być skoligacenie się z pięcioma wybitnemi rodami kraju, inaczej przedstawił się potomności w testamencie swoim. Mógł się on śmiało zaliczyć do grona tych Żydów, na których cześć wygłoszone zostało w 1876 r. w kahale lwowskim odpowiednie przemówienie. Mędrzec Syjonu oświadczył m. in., iż „… prawdą jest, że niektórzy Żydzi dają się chrzcić, ale fakt ten tylko przyczynia się do wzmocnienia naszej potęgi, gdyż chrzczeni Żydzi zawsze Żydami zostają„… (Rudolf Vrba:  „Die Revolution in Russland, statistische und sozialpolitische Studien”). Służyli też często zrujnowani karmazyni polscy za parawan dla nieczystych, podejrzanych spekulacyj.

Wynajmowali ich Żydowscy plutokraci do zarządów swoich przedsiębiorstw, do komitetów, mianując ich członkami rad nadzorczych. Ponieważ utytułowani radcowie mieli takie samo pojęcie o handlu, o metodach „czystego kapitalizmu”, jak chłop o astronomji, przeto rządzili się Żydzi sami bez żadnej kontroli. Przyszedł 1905 r., o którym pisał zasymilowany Żyd J. Unszlicht („O pogromy ludu polskiego”), że „nastał moment decydujący – rozłamu między polskością i Żydostwem”.

Potulna, wychowana przez frankistów: Krzywickiego, Matuszewskiego, Wołowskiego, Niemirowskiego i in., neofitów: Kraushara, Posnera, Mendelsohna i in. oraz Żydów: Askenazego, Dicksteina i in., inteligencja polska zobaczyła z przerażeniem obok siebie, zamiast układnych neofitów i asymilatorów, aroganckiego Żabotyńskiego, Radka, Grosnera i in. Spostrzeżono gęstą sieć spisku antypolskiego, uknutego przez Żydów, do którego wciągnięto nieuświadomione masy ludu polskiego.

Z krzykiem „precz z białą gęsią” kroczyli po ulicach Warszawy czarni bundyści, subsydjowani przez ochrzczonego miljonera Łazarza Polakowa i… Powszechny Związek Izraelski. Komitet statystyczny miasta Warszawy wykazał, że wypadki 1905 r. zburzyły i zniszczyły w Królestwie około 2.000 mniejszych zakładów przemysłowych, należących do Polaków. Cofnięty został o dziesiątki lat wstecz swojski, dopiero kiełkujący przemysł. Lud roboczy zubożał. Wielcy kapitaliści Żydowscy drwili zaś sobie z tej „pseudo-antykapitalistycznej rewolucji”.

ZAMKNIĘCIE

Książka niniejsza ma charakter pionierski: rozpoczyna ona systematyczne badania w dziedzinie dotychczas przez uczonych naszych pomijanej i przemilczanej. Zrozumiałe jest przeto, iż będąc pirewszem właściwie studjum naukowem w tym zakresie nie ma ona bynajmniej pretensyj do wyczerpania tematu, który dopiero dalsze prace historyków polskich w pełni zbadają i wyświetlą. Będzie to dla autora wielką radością, jeżeli trud przezeń podjęty stanowić będzie zachętę i bodziec do dalszych poszukiwań w tej dziedzinie. Badania owe przyniosą niewątpliwie szereg rewelacyj, których obecnie częstokroć nawet domyślać się nie potrafimy.
Autor kierował się w swojej pracy jedynym celem, jakim było najbardziej objektywne przedstawienie prawdy dziejowej, rozumiejąc dokładnie, jak niezmiernie ważne jest dla narodu, ażeby poznał rzeczywisty, niesfałszowany ubocznemi względami, obraz swojej przeszłości. Widząc zaś, jak dalece służba prawdzie wymaga niejednokrotnie odwagi cywilnej i siły charakteru, nie może się powstrzymać od wyrażenia na tem miejscu serdecznego podziękowania Redakcji „Myśli Narodowej”, która, drukując poszczególne rozdziały pracy w postaci artykułów, umożliwiła opublikowanie jej w formie książkowej.

Pełna wersja tekstu jest dostępna tu:
Stanisław Didier, ROLA NEOFITÓW W DZIEJACH POLSKI, Warszawa 1934,Nakładem „Myśli Narodowej” (googleDoc, możliwość zapisania m. in. jako .doc, .pdf, .rtf)
Kopia zapasowa (tekst nieformatowany):
Stanisław Didier, ROLA NEOFITÓW W DZIEJACH POLSKI, Warszawa 1934,Nakładem „Myśli Narodowej” (TXT)

Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar

24/01/2017 klubinteligencjipolskiej.pl/zydzi-a-powstanie-styczniowe

Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar

Styczniowe powstanie

Rola etnicznych Żydów w rozpętaniu Powstania Styczniowego – przedmowa

Wszystkie spiski mają swoich mocodawców i swoją agenturę. Polska tradycja spiskowo-opozycyjno-powstańczo-niepodległościowa jest najdłuższa w Europie wśród tradycji krwawych i wyniszczających naród. O absurdalności militarno-politycznej powstań i spustoszeniach wynikłych z ich rozpętania pisało wielu historyków, pisał i twórca polskiego nacjonalizmu R. Dmowski.

Jednym z najciekawszych – i zupełnie przemilczanych od dziesięcioleci – opracowań na temat Powstania Styczniowego, jego genezy i skutków społeczno-politycznych jest „Rola neofitów w dziejach Polski” Stanisława Didier.

Lektura ta przywołuje (u naocznych świadków z nieco szerszym oglądem sytuacji z lat ’80) uporczywe skojarzenia pomiędzy sytuacją z lat 1862 i 1863, a sytuacją z lat 1980-1981. Widać mącenie w głowach, sprowadzanie na manowce i upuszczanie krwi narodowi polskiemu przez obcych mu etnicznie spiskowców musi zawsze przebiegać tak samo. O ile w roku 1968 podczas spektaklów „Dziadów” pachniało wyłącznie prowokacją (w istocie była to próba uwiarygodnienia przyszłych „autorytetów” opozycyjnych), o tyle w 1981 r. w powietrzu zaczął się unosić zapach prochu i krwi. Na szczęście „upuszczenie krwi” w 1981 i późniejszych latach przybrało jedynie formę metaforyczną – emigracji (przerabianej wszak już w obliczu klęski powstań z 1830 i 1863).

Rola neofitów w dziejach Polski

Stanisław Didier, fragmenty

(…)

PRZED POWSTANIEM STYCZNIOWEM

(…)

W tym samym czasie powstały w kraju pod patronatem Kościoła bractwa wstrzemięźliwości od gorących napojów (p.e.1984: chodzi o napoje alkoholowe). Bractwa te rozszerzyły się szybko w całem Królestwie i na Litwie. W 1860 r. liczba członków bractw wstrzemięźliwości dosięgała cyfry 600 tys. osób, przeważnie włościan. W samej gubernji Wileńskiej liczba wypitych wiader wódki z 900.000 zmalała do 550.000. Żydowscy właściciele szynków, dotknięci w najdrażliwsze miejsce, bo uderzeni po kieszeni, zaczęli szerzyć wiadomości, że księża, zakładając bractwa, prowadzą działalność polityczną i szkodzą interesom państwowym. Znaleźli się i tacy, którzy pisali do wyższych władz rosyjskich denuncjacje, że bractwa mają cele polityczne i mogą stać się w niedalekiej przyszłości potężną i arcyniebezpieczną bronią w rękach duchowieństwa katolickiego. Wskutek tego Rosjanie zaczęli zabraniać zakładania bractw. Duchowieństwo jednak nie kapitulowało i dalej propagowało abstynencję. Powiadomiona o tem przez Żydów policja rosyjska karała dotkliwie inicjatorów. Wywołało to wrzenie wśród ludu polskiego, którego nastroje stawały się coraz bardziej wrogie względem Żydostwa. Wyraźnie o tem pisze Agaton Giller („Historja powstania narodu polskiego”, t. II, str. 199), że „waśń, jaka w Królestwie między Polakami i Żydami przed 1861 r. wybuchła, doszła do stopnia, od którego do bijatyk i kamienowań niewielkie przejście”. Trzeba więc było ratować sytuację.

W kołach wpływowego Żydostwa warszawskiego zdecydowano się na wydawanie codziennego pisma politycznego. Kronenberg, którego Mikołaj Berg („Zapiski o powstaniu polskiem 1863 l 1864: r.”, t. I, str. 80) nazywa „ówczesnym wodzem i kierownikiem całego ruchu Żydowskiego w kraju”, postarał się o pozwolenie władz petersburskich na wydawnictwo odpowiedniego organu. Nabyto za 250 tys. złp. „Gazetę Codzienną”, która zaczęła wkrótce wychodzić jako „Gazeta Polska”. W skład współpracowników nowo wychodzącego pisma, którem kierował taktycznie Kronenberg, weszło wielu wpływowych neofitów, jako to: Ludwik Wołowski, Szymanowski, Chęciński, Leon Kapliński i inni. Głównem zadaniem „Gaz. Pol.” było rozpowszechnienie w kraju nowego poglądu na kwestię Żydowską. Za jej pośrednictwem kierownicze sfery Żydostwa polskiego starały, się wytwarzać u ogółu polskiego przekonanie, że najlepszem, najkorzystniejszem dla kraju będzie zasymilowanie Żydów. W Warszawie było wówczas mnóstwo Żydów chrzczonych i niechrzczonych, którzy ten program propagowali i którego bronili. Na ich czele stali: Leopold Kronenberg, Matjas i Szymon Rozenowie, rodzina Epsteinów, Natansonowie, Leowie, spokrewnieni z nimi Estreicherowie, Frenkel, Lascy, Wertheim, Rotwand, Flatau i mnóstwo innych, mniej głośnych i mniej znanych, ale trzymających się solidarnie i popierających wszelkiemi środkami i sposobami program asymilacji.

Z nimi łączyło się wiele tysięcy pozornych chrześcijan, przed stu laty nawróconych, wpływowych i majętnych, których liczba zwiększyła się znowu między 1840 – 1856 r. o kilkaset osób dzięki pracy angielskich misjonarzy, działających w Warszawie. Gorliwymi orędownikami idei asymilacyjnej byli też rasowi mieszańcy. Podobnych osobników, noszących często polskie nazwiska, było dość dużo w Królestwie. Ówczesna średnia klasa stolicy różniła się bowiem bardzo pod względem rasowym od średniej klasy dawnych czasów. Nie omieszkano też zaopiekować się młodzieżą polską. Następuje masowe zawiązywanie się rozmaitych kółek organizacyjnych wśród akademików polskich na terenie Petersburga, Kijowa i Warszawy. Początek powstawania tych kółek zbiegł się dziwnie z datą przyjazdu do Polski (1860 r.) jednego z sekretarzy Jakóba Cremieux, krzątającego się wówczas koło zorganizowania „Alliance Israelite Universelle”. Tym wysłannikiem był znany z pobytu Mickiewicza nad Bosforem, neofita Armand Levy redaktor „Constitutionnel” (głównego organu liberalnego Żydostwa paryskiego), propagującego myśl przewrotu społecznego w Rosji. Działalność tych komórek, złożonych przeważnie z ludzi dobranych zupełnie przypadkowo, w pierwszej swej fazie była bardzo słaba.

Trzeba więc było jak najprędzej dążyć do jej wzmocnienia. Tej roli podjęło się paru młodych i wpływowych działaczy neofickich, cieszących się popularnością wśród studentów i uczniów szkół średnich. Na plan pierwszy wysunął się wśród nich Karol Majewski, sekretarz Leopolda Kronenberga. Był on osobistością niezwykle wpływową w kołach konspiracyjnych, bożyszczem ufającej mu bezgranicznie młodzieży. W 1860 roku Majewski posiadał największe wpływy wśród studentów  przewodniczył tajnemu „komitetowi akademickiemu” i wszedł do zarządu konspiracyjnego „stowarzyszenia uczniów szkoły sztuk pięknych i młodzieży miejskiej”. Sekundował mu dzielnie Maksymilian Unszlicht, wchodzący w skład komitetu akademickiego (składającego się z trzech osób), działającego wśród akademików i uczniów. Został ponadto utworzony przez Majewskiego rodzaj komitetu ponadpartyjnego, (do którego wchodził również Edward Jurgens, syn Żydówki), kierującego wszystkiemi kółkami i stowarzyszeniami młodzieży o charakterze politycznym, powstającemi wówczas w Warszawie. Przystąpiono też do pracy nad urobieniem starszego pokolenia. Powołano mianowicie do życia w 1859 r. komitet, w którego skład weszli: Jurgens, zaufany jego Henryk Wohl, Natansonowie, neofita adwokat Andrzej Wolt, frankista inż. Stanisław Jarmund i inni. Stał się on z czasem zawiązkiem organizacji Czerwonych, prącej do walki zbrojnej z Rosją. Niedarmo bowiem Leopold Kronenberg pisał w liście z dn. 18.1.1860 r., że „sprawa Żydowska nie jest najpierwszą i są inne daleko ważniejsze”. Tą rzeczą ważniejszą dla przywódcy Żydostwa polskiego było zapewne rzucenie „gojów” do beznadziejnej walki z zaborcą. Przygotowaniem do tego miały być wielkie manifestacje, których głównymi reżyserami byli mechesi (p.e.1984: metody się nie zmieniły, vide 1968, „Dziady” Dejmka …), grupujący się około Jurgensa i Majewskiego.

(…)

W kraju zaś wrzało coraz więcej.

Organizacja Czerwonych parła do powstania, do którego wstępem miały być urządzane manifestacje. Znając głęboką religijność ogółu, starali się Czerwoni nadać początkowo manifestacjom charakter obchodów kościelnych (p.e.1984: ta religijność nadal jest używana w ten sam sposób, była użyta przez agenturę „Solidarności”, z tej prespektywy to ręcznie sterowane „odrodzenie duchowe” w latach ’80 XX w. wygląda inaczej). Pierwszym takim obchodem był pogrzeb generałowej Sowińskiej, wdowy po obrońcy Woli w r. 1831. Wzięło w nim udział wiele tysięcy ludzi, pielgrzymując po pogrzebie na dawne szańce Woli. Przy udziale tysięcznych tłumów odbyły się też manifestacyjne nabożeństwa w rocznicę wybuchu powstania listopadowego, bitwy grochowskiej i t.p.

Urządzane przez Czerwonych manifestacje oburzyły koterję Kotzebue’go, która widziała w nich oznakę zbliżającego się powstania i domagała się surowych represyj. Powoływała się ona na ostrzeżenia władz pruskich, iż w Warszawie istnieje szeroko rozgałęziony spisek polityczny i twierdzenie prasy niemieckiej (będącej po większej części własnością chrzczonych i niechrzczonych Żydów), utrzymującej jednogłośnie, że w calem Królestwie, na Litwie i Rusi rozwija się bardzo silna agitacja polityczna (p.e.1984: por. A. Wrotnowski, „Porozbiorowe aspiracye …”, str. 246 – tekst podkreślony). Długo opierał się Gorczakow naleganiom Kotzebue’go, który, chcąc zmusić namiestnika do energiczniejszej działalności, nie cofnął się nawet przed rozpuszczeniem plotki, że Polacy zamierzają wyrżnąć Moskali. Kamaryli wojskowej, podniecanej nieustannie przez gazety niemiecko-żydowskie, chodziło bowiem o rozdrażnienie jeszcze bardziej Polaków. Wielce pomocnymi byli im w tem wyżsi urzędnicy, pochodzenia Żydowskiego, jak to: znienawidzony przez ludność polską, szef tajnej policji warszawskiej Felkner, gubernator grodzieński Szpeyer, łapownik, dający się srodze we znaki Polakom i inni. Liczni agitatorzy, których programem było przygotowanie powstania, szli na rękę klice Kotzebue’go, domagającej się przywrócenia rządów wojskowych. Starali się oni o wywoływanie stałych awantur ulicznych, o obrażanie oficerów rosyjskich w miejscach publicznych i t. p.; ludzie poważniejsi pragnęli zapobiec tym ekscesom. Winowajcy naśmiewali się jednak z nich głośno, a drażnienie poszczególnych Moskali nie ustawało (p.e.1984: ciekawe, czy to, co działo się od sierpnia 1980 do grudnia 1981 w Polsce w stosunku do Rosjan – to była reżyserowana kopia z tamtego scenariusza … te buńczuczne nawoływania Rulewskiego i innych kacyków Solidarności … a krew polałaby się polska). Pierwsze krwawe ofiary padły na ulicach stolicy w lutym 1861 r. Gorczakow, obserwujący w towarzystwie Enocha, który nie odstępował namiestnika w tych burzliwych czasach nawet na chwilę, z okien Zamku przebieg manifestacji, dał rozkaz wojskom rozpędzenia tłumów. Manifestacja zakończyła się salwami wojsk rosyjskich; od kuł poległo pięciu Polaków. W Warszawie nastąpiło nieopisane wzburzenie; rzemieślnicy klękali na ulicach i głośno przysięgali zemstę (p.e.1984: na 17.XII 1981 Solidarność planowała marsz gwiaździsty na Warszawę … jak skończyłaby się manifestacja w tamtej, bardzo nerwowej, sytuacji?).

Naprężoną sytuację pogorszył fakt rozwiązania wkrótce potem Towarzystwa Rolniczego. Wykorzystali to dla przygotowania nowej manifestacji Czerwoni, najzajadlejsi wrogowie żywiołów, grupujących się koło Andrzeja Zamoyskiego. W wielkiej manifestacji kwietniowej wzięli liczny udział Żydzi. Skupieni na ul. Marjensztadt zachowywali się oni specjalnie hałaśliwie, prowokując wojsko rosyjskie. Dwustu zabitych i czterystu rannych zaległo ulice Warszawy. Co się tyczy narodowości poległych, to autor (Z. L. S.) dzieła p.t. „Historja dwóch lat 1861-1862”, (t. II, str. 344) wymienia zaledwie trzy nazwiska Żydowskie. Pozostali byli to Polacy, synowie ludu staromiejskiego. Potoki przelanej krwi nietylko nie zalały żarzącego się ogniska wulkanu, ale podsyciły je niejako i wzmocniły. Cóż bowiem znaczyło dla Karola Majewskiego, Jurgensa, Jarmunda i innych neofitów, faktycznych kierowników krwawej manifestacji, nie pokazujących się zresztą wśród demonstrujących tłumów, paręset trupów polskich? Cel główny t. j. podniecenie i chęć zemsty w masach został osiągnięty. W parę tygodni potem cała niemal Warszawa została pokryta siecią organizacji, mającej już wyraźny charakter spisku. Większość kół tej konspiracji składała się z gorących zapaleńców, rekrutujących się z młodzieży różnych warstw społecznych, gotowych choćby nazajutrz rzucić się na Moskali. Starano się oddziaływać na prowincję. Z chłopem się nie wiodło, ale mieszkańcy różnych miasteczek Królestwa masowo garnęli się do tworzonych kół. Stosunkowo łatwo udało się „mechesom” spopularyzowanie idei walki zbrojnej z Rosją wśród przedstawicieli zamożnych sfer polskich. Dzięki staraniom Jurgensa powstała na gruzach Towarzystwa Rolniczego organizacja nowa, nawpół tajna, którą dla jej umiarkowania przezwano „Białą”. Na czoło Białych wysunęli się w krótkim czasie: Leopold Kronenberg, którego podejrzewano, nie bez podstaw zresztą, iż on to głównie przyczynił się do rozwiązania Tow. Roln., Karol Majewski, Jurgens, Aleksander Kurtz, wielki przyjaciel Enocha i Władysław Zamoyski. Dzięki zaagitowaniu przez Karola Majewskiego dwu zapalonych ziemian: Kołaczkowskiego i Siemieńskiego, do nowozałożonej organizacji przystąpiła młodsza generacja ziemiaństwa, zdezorientowana po skasowaniu Tow. Roln. i idąca od tej pory na pasku nienawidzących jej „mechesów”. Mieli też powodzenie Biali wśród bogatego mieszczaństwa warszawskiego, przeważnie pochodzenia Żydowskiego. Przywódcy Białych nawiązali ścisły kontakt z t. zw. „Biurem Polskiem”, które, powstawszy w 1860 r., mieściło się w „Hotelu Lambert”. Należeli do niego m. in. Ludwik Wołowski, Leon Kapliński i Juljan Klaczko. Zaabsorbowawszy uwagę społeczeństwa, grupującego się w poszczególnych organizacjach, przygotowaniami do zbrojnej walki z zaborcą, przystąpili przywódcy neoficcy do dalszej „pracy”. Dążyli oni do jak największego skłócenia najpoważniejszych ugrupowań politycznych w kraju, t. j. Czerwonych i Białych. Dokonać miał tego Karol Majewski, stanowiący niejako ogniwo między Czerwonymi i Białymi, do spółki z Leopoldom Kronenbergiem, O którym Z. L. S. pisze („Historja dwóch lat 1861 -1862”, t III, str. 299), że „we wszystkich partjach miał swoich ludzi”. Na zebraniu przywódców Białych, Kronenberg, w którego mieszkaniu odbywało się posiedzenie, zgłosił wniosek, ażeby wydać w ręce Wielopolskiego głównych działaczy Czerwonych. W ten sposób miano dopomóc margrabiemu do pacyfikacji kraju. Po dłuższej dyskusji projekt Kronenberga, gorąco poparty przez Jurgensa, został przyjęty. Miał to uczynić Karol Majewaki, orjentujący się najlepiej co do składu osobowego kierowników Czerwonych. W pałacu Bruhlowskim, gdzie rezydował Wielopolski jako naczelnik rządu cywilnego, toczyły się rozmowy między Majewskim a margrabią w obecności Kronenberga. Pertraktacyj powyższych nie doprowadzono do skutku. Doszły one jednak do uszu bacznych na wszystko Czerwonych. Przyczynił się do tego głównie Majewski, który informował ich stale o poczynaniach Białych. Zawrzała słusznym gniewem brać szeregowa Czerwonych, nie orientująca się w prowokatorskich” poczynaniach „mechesów”, dążących do rozbicia społeczeństwa polskiego. Od tej pory uważała ona Białych za wrogów bardziej niebezpiecznych, niż Moskale i Niemcy. Do opanowania, pozostawała jeszcze masa chłopska, niechętnie naogół nastrojona względem Żydostwa.

Zdaniem przywódców neofickich, trzeba było zwrócić uwagę wieśniaków w inną stronę. Bardzo ciekawy w tym względzie jest przegląd Karola Majewskiego, wypowiedziany na jednem z zebrań przyszłych kierowników powstania, że „niech na Białorusi lub gdziekolwiekbądź chłopi zarżną z pięciu szlachciców, a wtedy kwestja ta sama się rozwiąże prędko i stanowczo” (Z. L. S. „Historja dwóch lat 1861-1862”, t. III, str. 482).

(…)

Szczucie chłopów na szlachtę spowodowało ogłoszenie odezwy przez duchowieństwo płockie, dzięki któremu rozwinęły się w swoim czasie najwięcej bractwa wstrzemięźliwości. Czcigodni kapłani ostrzegali lud polski, by nie wierzył podszeptom nieprzyjaciół kraju, starających się przez rozdwojenie rzucić kość niezgody. Obywatelskie stanowisko przedstawicieli duchowieństwa katolickiego nie mogło spodobać się neofickim przywódcom Czerwonych. Dopuszczono się więc za namową agitatorów Czerwonych gwałtów fizycznych w stosunku do poszczególnych kapłanów. Tak w Łęczycy został obrzucony kamieniami przez tłum, złożony przeważnie z Żydów, biskup kujawsko-kaliski Marszewski, jadący przez miasto karetą. Z iście semicką zajadłością zaczęli też zwalczać chrzczeni i niechrzczeni Żydzi arcybiskupa Felińskiego. Dawny powstaniec z pod Miłosławia, pokiereszowany w walkach z Prusakami, nie dał zastraszyć się Karolowi Majewskiemu, który zjawił się u niego na czele delegacji Czerwonych. Głośnem echem odbiła się w kraju i zagranicą odpowiedź, którą dał arcypasterz aroganckiemu „mechesowi”, komunikującemu, że w organizacji Czerwonych wiele poważnych stanowisk zajmują Żydzi. Brzmiała ona jak następuje: „Żydzi są przez Boga nasłani do Polski, aby byli rynsztokiem, odprowadzającym w epoce giełdy, handlu i szwindlów wszystkie brudy, któremi czyste, rycerskie i do innych celów przeznaczone ręce polskie, kalać się nie powinny” (Z. L. S. „Historja dwóch lat 1861- 1862”, t. IV. str. 89). Od tej chwili rozpoczęła się nieubłagana walka Żydostwa z arcybiskupem Felińskim.

Nastawieni odpowiednio przywódcy Czerwonych szkalowali publicznie arcypasterza. Puszczono wiadomość, że ks. Feliński „przez Moskwę i Rzym zasadzony jest pospołu, aby ruch polski wydać carowi”. Zwano go zdrajcą, biskupem moskiewskim, porównywano do Siemaszki. Zainteresowano osobą arcybiskupa prasę zagraniczną, która nazywała prekonizację ks. Felińskiego „weselem w piekle”. Nie oszczędziła też arcypasterza polska prasa zakordonowa, uzależniona od kapitału Żydowskiego.

ROK 1863

W TYM CZASIE, gdy Czerwoni owładnęli wszystkiemi niemal sprężynami życia narodowego, przygotowując się intensywnie do powstania. Biali drzemali. W znacznym stopniu przyczynili się do tego Leopold Kronenberg i Jurgens, delegaci na zjazd Białych, który odbył się w grudniu 1862 r. w Warszawie. Obradującemu w tak ciężkiej dla kraju chwili zebraniu, któremu przewodniczył Kronenberg, nadali neofici raczej charakter rozpraw akademickich i szlacheckiej pogawędki przy butelce wina. Zamiast przystąpić w sposób stanowczy do rozważenia wytworzonej przez poczynania Czerwonych sytuacji, postarał się Jurgens wmówić w uczestników zjazdu, że nie przewiduje się rychłego wybuchu powstania. Rozjeżdżali się więc delegaci w tem przekonaniu, że chwila rozpoczęcia walki z najeźdźcą, w oczekiwaniu na lepsze przygotowanie i przyjaźniejsze okoliczności, jest dość daleka.

Tymczasem Komitet Centralny (utworzony przez Czerwonych latem 1862 r.), którego programowem hasłem była rewolucja społeczna w Polsce, wszedł w układy z kierownikami rewolucjonistów rosyjskich; Hercenem i Bakuninem. Dochodziły wprawdzie do Czerwonych wieści, że w radykalnych kołach moskiewskich mówiono głośno, iż kwestja Rusi i Litwy pokłóci ich z Polakami; nie zrażało to jednak członków komitetu Centralnego, w którego skład, jak pisze Przyborowski („Historia sześciu miesięcy”, str. 176), „wchodzili ludzie nikomu nieznani, gdzieś z ciemnych otchłani bytu narodowego wyrzuceni na wierzch w konwulsyjnych drganiach wulkanu powstańczego. Zaślepieni nadzieją rozpętania rewolucji społecznej w Rosji, oni byli na przestrogi Seweryna Elżanowskiego, który w przededniu powstania styczniowego pisał w „Przeglądzie Rzeczy Polskich”, że „…gdyby przyszło w państwie rosyjskiem do stanowczego przewrotu, Polska znalazłaby się wśród okropnego pożaru… i mimowoli nawet musiałaby się chwytać własnych sposobów, by własny dom wyratować…”

Parcie neofickich przywódców Czerwonych do nawiązania ścisłego kontaktu z rewolucjonistami rosyjskimi przyczyniło się walnie do zdekonspirowania planów powstańczych Komitetu Centralnego. Wyraźnie o tem pisze Lemke w swojej pracy p. t. „Dzieła Hercena”; twierdzi on, że „rząd carski był poinformowany o biegu najważniejszych prac przygotowawczych Komitetu Centralnego Narodu Polskiego”. Dzięki raportom neofity Grzegorza Peretza, współpracownika pisma „Gołos”, który przebywał w najbliższem otoczeniu Hercena, wiedziano w Petersburgu, że wybuch powstania przygotowywany jest na styczeń (Limanowski: „Hugo Kołłątaj”, str. 648). Pisał też o tem Kraszewski, który w szeregu swoich powieści („My i oni”, „Akta męczeńskie”) zaznacza, że powstanie styczniowe było przewidziane przez Moskwę. Ze Skierniewic wyszło hasło natychmiastowego rozpoczęcia walki zbrojnej. W tem mieście bowiem na początku stycznia 1863 r. zebrali się komisarze wojewódzcy, wśród których dużą rolę odgrywał Józef Piotrowski, członek rodziny, o której Mikołaj Berg pisał („Pamiętniki o polskich spiskach i powstaniach 1831 – 1862”, t. I, str. 184), że „pochodzi z tych Żydów, którzy wraz z Frankiem dla osiągnięcia rewnouprawnienia przyjęli powierzchownie chrystjanizm i zmienili swe nazwiska na krajowe, zachowując zawsze w głębi duszy i w domu obyczaj Żydowski”.

Komisarze postanowili przesłać Komitetowi Centralnemu ultimatum, w którem zażądali od niego ogłoszenia powstania, oświadczając, iż w razie sprzeciwu naczelnej władzy sami rozpoczną ruch zbrojny. Większość Komitetu nie chciała oprzeć się żądaniom malkontentów skierniewickich. Napróżno poszczególni członkowie Komitetu, Jak A. Glller (z tego powodu zapewne niecierpiany przez L. Kronenberga, który dał temu wyraz w swoim liście z dn. 4.VI.1864) i inni protestowali przeciwko rozpoczęciu powstania, zarzucając mu wprost, te nie postarał się nawet przygotować zawczasu w dostatecznej  ilości i jakości środków wojennych. W styczniu 1863 r. Komitet Centralny, z którego wystąpił Giller (nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności za klęskę w razie ogłoszenia równoczesnego z branką powstania) uznał się za Tymczasowy Rząd Narodowy i wezwał młodzież polską do broni. Od tej pory wydarzenia potoczyły się znaną koleją. Już po kilku miesiącach walki przerzedziły się szybko zastępy najdzielniejszych. Nietylko w dniach lipcowych, ale wcześniej jeszcze nie widzimy już owej młodzieży, pełnej entuzjazmu, która spotykała się z sobą zarówno przy pracy organizacyjnej, jak i na polach walk. Dosięgły ją kule, bagnety lub stryczek wroga. Na arenie wypadków pozostawali krzykacze, ślepi czciciele rewolucji francuskiej, którym zdawało się, że Polska powstanie wówczas, gdy na polski grunt przeflancuje się hasła i sposoby działania Francuzów z końca XVIII w. Na miejsce ofiarnej młodzieży polskiej, która usłała szybko trupami swemi kraj ojczysty, pojawiło się w organizacji powstańczej mnóstwo małych Maratów, Robespierre’ów, Fouquier – Tainville’ów, Saint-Justów, naśladujących niezręcznie swe prototypy i drapujących się w ich krwawe łachmany. Wysunęli się też szybko w skład kierowniczych elementów powstania chrzczeni i niechrzczeni Żydzi. Nie narażając się naogół na niebezpieczeństwa walki frontowej, obsadzili oni za to wiele poważnych stanowisk aż do stopni dyrektorów wydziałów włącznie, na których byli bardzo czynni. Działali tam: Karol Majewski, stojący przez pewien czas na czele Rządu Narodowego, Józef Piotrowski  członek Rządu, utworzonego we wrześniu 1863 r., Aleksander Pawłowski, wchodzący do Trybunału Rewol., Józef Kwiatkowski, naczelnik Warszawy (zajmujący się później sprowadzaniem broni dla formacji galicyjskiej), Franciszek Orłowski, dowódca jednego z oddziałów źandarmerji w stolicy, Władysław Majewski (brat Karola), komisarz woj. kaliskiego, Stanisław Rudnicki, znany pod nazwą Sawa, zaliczony przez M. Dubieckiego („Romuald Traugutt”, str. 218) do współpracowników komisji inkwizycyjnej rosyjskiej, Adam Majewski, bracia Niemirowscy, Bronisław Wołowski, Kaplińscy, Henryk Wohl, Artur Goldman i inni. Nic więc dziwnego, że niezgoda zapanowała w powstańczych szeregach polskich. Do zgody bowiem nie mógł dopuścić element neoficki, wciskający się do organizacji. W tym czasie, gdy młodzież polska przelewała krew w beznadziejnej walce z przemożnym wrogiem, przywódcy Czerwonych rozpoczęli ostrą walkę z Białymi, która, przyczyniwszy się w Królestwie do dwukrotnych przewrotów w Rządzie, rozegrała się i w innych częściach porozbiorowych Rzeczypospolitej. Już w maju 1863 r. uwydatniająca się w Rządzie Narodowym przewaga Białych doprowadziła ze strony Czerwonych do zamachu stanu, do którego walnie dopomógł naczelnik straży bezpieczeństwa Landowski, prawdopodobnie pochodzenia Żydowskiego.

Rząd Narodowy został rozpędzony, a bardziej oporni jego członkowie – uwięzieni.

Hasło przewrotu wyszło z Krakowa, gdzie licznie zgromadzeni, skrajnie radykalni nikczemnicy wymieniali publicznie nazwiska członków Rządu, z intencją, ażeby one doszły do moskiewskich uszu. Nie mogąc doczekać się chwili, gdy uda im się ująć ster powstania, wysłali oni na wiosnę 1863 r. morderców dla zabicia dwu najdoświadczeńszych członków Rządu. Zamiar, pomimo ich woli, nie przyszedł do skutku. Wówczas spiskowcy postanowili w Zielone Święta wymordować wszystkich członków Rządu.

I to się nie udało. W kilka dni potem chcieli napaść na salę posiedzeń w chwili, gdy obradowali tam członkowie Rządu z przedstawicielami opozycji. Mieli oni zamiar zasztyletować członków władzy.

Przeszkodzono im jednak. Wichrzenia neofitów nie wróżyły długiego żywota nowopowstałemu Rządowi. W krótkim czasie upadł on, ustępując miejsca nowemu, na którego czele stanął Karol Majewski. Do października stolica była świadkiem parokrotnej zmiany Rządu.

Jeszcze raz Czerwoni doszli drogą zamachu do władzy. Posługując się terrorem zniechęcili oni do siebie niemal wszystkich. W krótkim też czasie doszedł do głosu Romuald Traugutt, którego namówił do objęcia władzy Czartoryski, przedstawiwszy mu, że istnienie terrorystycznego rządu zniechęca mocarstwa Zachodu. Bohaterski dyktator nie był też wolny od „czułej opieki” wichrzycieli neofickich. Mało było im tego, że mieli Epsteina w najbliższem otoczeniu tego męczennika sprawy narodowej. Widocznie nie nazbyt uległym okazał się im dyktator Traugutt. To też przy końcu 1863 r. utworzony został przez szumowiny radykalne t. zw. Komitet Rewolucyjny (którego przewodniczącym został Bronisław Brzeziński) dla przeciwdziałania zarządzeniom Traugutta. Co się tyczy wrażenia, jakie wybuch powstania styczniowego wywołał na zachodzie Europy, było ono raczej niewielkie. Rozpoczęcie walki zbrojnej z najeźdźcą w Królestwie przeszło niemal niepostrzeżenie wśród społeczeństw i rządów Zachodu. Jan Czyński, Lubliner, Wołowscy, Klaczko i inni zbyt mało czasu mieli na poinformowanie prasy zagranicznej (będącej przeważnie własnością ludzi bliskich im pochodzeniem) o celach beznadziejnej walki, jaką toczył naród polski z Moskalami. Jako założyciele „L’alliance polonaise de toutes les croyances religieuses”, stowarzyszenia, mającego na celu pojednanie wszystkich wyznań religijnych na polskiej ziemi, zwrócili oni całą swoją energję w tym kierunku. W Anglji wyrażano się o powstaniu jako o ruchu, skazanym zgóry na niepowodzenie. Również w Wiedniu nie doceniano doniosłości rozpoczynających się wydarzeń. We Francji, gdzie urzędowa i półurzędowa prasa już przedtem rzucała gromy na Polaków z powodu zamachu Jaroszyńskiego na W. ks. Konstantego, potraktowano powstanie jako ruchawkę w stylu Mazziniego.

W szeregu państewek niemieckich sprawa konfliktu polsko-rosyjskiego zaciekawiła dopiero z chwilą zawarcia konwencji Prus z rządem carskim. Wystąpienia nielicznych dzienników na Zachodzie w obronie Polski spotykały się raczej z obojętnością większości prasy. Niektóre z nich nawet piętnowały rzekome okrucieństwa powstańców. Jedynie w Prusiech przyjęto wybuch powstania jako wypadek pierwszorzędnego znaczenia. Już mianowanie W. ks. Konstantego namiestnikiem Królestwa wywołało silną reakcję w Berlinie. „Jest to wiadomość bardzo poważna – wypadek wielkiej, europejskiej doniosłości” – pisał publicysta Teodor Bernhardi. Zdaniem prasy pruskiej, będącej w większości w ręku potomków oświeconych Żydów niemieckich, którzy w r. 1819 – 1823 przyjmowali tysiącami wiarę chrześcijańską, celem Konstantego była korona królewska. Tak pogodzona z Rosją Polska zmierzałaby do .odzyskania Poznańskiego i Pomorza.

Nastąpiłaby likwidacja partji Czerwonych, a kraj w oparciu o żywioły umiarkowane przekształciłby się w secundo-geniturę rosyjską. Rząd pruski więc, zdaniem dziennikarzy Żydowsko-niemieckich, nie mógł zająć pozycji biernego świadka. Wzruszająca zgoda zapanowała też między neofickimi przywódcami Czerwonych i prasą pruską, co do obrzydzenia w. ks. Konstantemu pobytu w Warszawie. Lepiej im widocznie dogadzał na zamku królewskim Niemiec, Teodor hr. Berg, niecierpiący Rosji i nazywający ją Chinami (M. Berg: „Zapiski o powstaniu polskiem”, t. III, str. 143). Wśród najbliższych współpracowników tego satrapy, będącego na żołdzie bankierów Żydowskich (Berg: „Zapiski…” t. III, str. 424 – 428), widać było Niemców: Wahla i Brunninga oraz Żyda Goldmana.

To też nic dziwnego, że miał tego dosyć nawet Kraszewski, redaktor kronenbergowskiej „Gazety Polskiej”. W powieści p. t. .Żyd” pisał on wyraźnie o nadziejach przywódców żydowskich, związanych z wypadkami 1863 r. Mówią oni tam:  „…w powietrzu czuć proch, ale dla nas to nic złego… skorzystajmy z dobrej okazji. Zamiast bawić się w patriotyzm i t. p. mrzonki, myślmy przede wszystkiem o sobie. Chłop polski nie lubi nas, wiemy o tem, ale chłop jest głupi – nie boimy się go. O szlachtę nam głównie idzie. Wmiesza się ona przez sam punkt honoru w awanturę, pójdzie do lasu, na krwawe pola, za co ją rząd ukarze, zniszczy, wytępi, wydusi, wywłaszczy, a wówczas dla nas droga otwarta… W każdym narodzie musi się wyrobić ponad masy jakaś inteligencja i rodzaj arystokracji. My jesteśmy materjałem gotowym, my zawładniemy krajem, a panujemy już przez giełdy i przez wielką część prasy nad połową Europy. Ale naszem właściwym królestwem, naszą stolicą, naszem Jeruzalem będzie Polska. My będziemy jej arystokracją, my tu rządzić będziemy. kraj ten należy do nas, jest nasz…”     Tak obliczali i rezonowali Żydzi Kraszewskiego (ocierającego się o nich zbliska) w chwili, kiedy ważyły się losy kraju.

(…)