„Tak mi dopomóż Bóg”. W roku 2015 NIE przysięgało tak 27 posłów. 4 lata później – 97. Teraz 128. „Bób, humus, włoszczyzna”.

Tak mi dopomóż Bóg”. W roku 2015 nie użyło ich 27 posłów. 4 lata później – 97. Teraz 128. „Bób, humus, włoszczyzna”…

„Tak mi dopomóż Bóg”. Czy Polacy rozumieją znaczenie tych słów?

==========================

Krótka historia lewicy: „Trzeci stan, trzeci świat, trzecia droga, trzecia płeć”…

——————————————–

pch24/tak-mi-dopomoz-bog-czy-polacy-

Tak mi dopomóż Bóg”. W roku 2015 nie użyło tej przysięgi 27 posłów. 4 lata później – 97. Teraz 128.

– Jeśli sami Polacy w zdecydowanej większości nie będą zainteresowani podtrzymywaniem polskości, to będzie koniec. Polskość bowiem nie jest czymś teoretycznym. Polskość jest zdefiniowana przez ponad tysiącletnią historię – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. Jan Żaryn, historyk, senator IX kadencji, p.o. dyrektora Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego.

Czy Pan Profesor wyobraża sobie, że już niedługo zostaną podjęte systemowe kroki mające na celu laicyzację Polski? Pytam, ponieważ Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok uznający możliwość wprowadzenia zakazu noszenia symboli religijnych w miejscu pracy, jakim są urzędy administracji publicznej. Politycy koalicji KO – Lewica – Trzecia Droga wielokrotnie podkreślali, że trzeba respektować wyroki TSUE, i że są one ważniejsze niż wyroki polskich sądów. Czy katolicy powinni się obawiać?

Jest to jak najbardziej prawdopodobne. Widać wyraźnie, że w koalicji KO – Lewica – TD może dominować i zapewne będzie dominował nurt postpeerelowsko-bolszewicki czy postpeerelowsko -rewolucyjny. Odwołuje się on do nowoczesnego neomarksizmu, który zakłada, że przestrzeń publiczna powinna być pozbawiona jakichkolwiek akcentów odwołujących się do chrześcijaństwa, ponieważ te akcenty nawet na takim poziomie jak kartki pocztowe z wizerunkiem szopki i wątki związane z Bożym Narodzeniem mogą stanowić dyskomfort dla osób obchodzących dzień 25 grudnia, jako dzień 25 grudnia, czyli bez odniesienia do konkretnego wydarzenia religijnego. W ocenie neomarksistów nawet składanie życzeń bożonarodzeniowych mogłaby zniewalać poczucie godności innego człowieka, więc lepiej tego zakazać.

Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że to, co powiedziałem wyżej, to nie jest żart tylko pewna konstrukcja pseudo-intelektualna. W różnych kręgach staje się ona obowiązującą i – co więcej –wpisuje się w laickie, zakorzenione w rewolucji francuskiej, a potem w bolszewizmie, izolowanie przestrzeni publicznej od kontekstu religijnego. Być może taka rzeczywistość nas czeka i to, na dodatek, w formie decyzji demokratycznie przegłosowanej.

Polacy przez wieki na szczęście mówili „NIE” ideologicznym i nienaturalnym pomysłom, które udało się przeprowadzić czy to w Rosji, czy to w Europie Zachodniej, jak na przykład jeden z największych sukcesów masonerii – wprowadzenie dekretów o rozdziale państwa i Kościoła we Francji w 1905 roku. Wyjątkiem był tutaj okres totalitaryzmu, zwłaszcza okres tzw. Polski Ludowej, kiedy obowiązywała m.in. narzucona nam siłą ustawa o wolności sumienia i wyznania z 1949 roku. Były to, wbrew swej nazwie, przepisy zezwalające na dyskryminowanie symbolu krzyża w szkołach, urzędach, szpitalach etc. Na mocy tej ustawy również wprowadzano zakaz lub ograniczenia obecności kapłanów w miejscach publicznych, takich jak szkoła czy szpital.

Tylko, czy nadal Polacy będą mieli siłę mówić to „NIE”, biorąc pod uwagę, że aż 128 posłów Sejmu X kadencji składając ślubowanie nie użyło słów „Tak mi dopomóż Bóg”.

Kluczowy jest tutaj rok 1997, kiedy to parlamentarzyści  AWS powiesili w sali sejmowej krzyż argumentując, że nie można wypowiadać słów „tak mi dopomóż Bóg” gdy nie ma krzyża w widocznym miejscu. Przez lata słowa te była swego rodzaju oczywistością. W roku 2015 nie użyło ich 27 posłów. 4 lata później – 97. Teraz, powtórzę, 128. Co się stało z nami przez ostatnie 26 lat?

Przede wszystkim wyrosło nowe pokolenie Polaków, które być może nosi w sobie swego rodzaju brak pamięci o polskim dziedzictwie kulturowym, które to dziedzictwo jest w sposób nierozerwalny związane z wiarą w Pana Boga, jako Stworzyciela świata, oraz porządku prawnego w tej wersji prawa naturalnego wyrastającej z Dekalogu, czyli z zapisów od strony moralnej – definicji dobra i zła – determinujących zapisy prawa stanowionego.

Ponieważ zaniknęła ta triada: prawo boskie – prawo naturalne – prawo stanowione jako coś, co jest ze sobą kompletne, to naturalnym tego następstwem był fakt, że prawo stanowione zostało oderwane od jakiegokolwiek kręgosłupa moralnego. Wprowadzone zaś zostało w kręgosłup nazwany niegdyś „utylitaryzmem”, a obecnie, propagandowo – „wartościami europejskimi”.

One, oczywiście z punktu widzenia etyki nic nie znaczą. „Wartości europejskie” nie mają bowiem żadnych norm stałych, żadnego stałego punktu odniesienia. Wszystko jest w nich zmienne, jest tylko jakaś większość, która ma definiować za każdym razem nowe rozumienie tego pojęcia. Na dziś ta większość próbuje narzucić pewien schemat interpretacyjny dotyczący głównie zwiększenia uprawnień dla tych środowisk – czy tych osób, czy tych układów, relacji międzyludzkich – które nie stanowią normy z punktu widzenia prawa boskiego, naturalnego i za tym stanowionego. Chodzi oczywiście o definicję człowieka (mężczyzny i kobiety), rodziny, małżeństwa, ale także miłości. Można bowiem zrelatywizować np. pedofilię, uznając że dziecko 12-letnie jest zdolne do wyboru swego partnera seksualnego w imię „praw wolnego dziecka i obywatela”.

To jest ta smutna rzeczywistość, w jakiej obecnie żyjemy i ona, niestety, może doprowadzić do dalej idącego zachwiania niż mieści się to w naszej wyobraźni. Żeby była jasność: to nie jest proces jednopokoleniowy czy nawet dwupokoleniowy.

Warto na przykład zauważyć, że w latach 60. minionego wieku dr Christiaan Barnard dokonał rewelacyjnego i rewolucyjnego zabiegu ratowania życia człowieka w postaci przeszczepu serca. Żeby to stało się prawem stanowionym, transplantologia i opcja, że tak powiem, „rozumienia życia ludzkiego” stworzyły definicję „śmierci mózgowej”. Chodziło o to, by – mówiąc brutalnie – dr Barnard nie stał się osobą podejrzaną o zabicie człowieka, od którego pobrał serce do przeszczepu.

Ojciec dr Jacek Norkowski, dominikanin, autor prac na temat transplantologii – zarówno naukowych, jak i popularnych – wielokrotnie udowadniał, że zostały w tym przypadku naruszone pewne granice norm boskich i praw naturalnych, granice naturalne życia i śmierci. Co za tym idzie, świat niepostrzeżenie zmierza po raz kolejny w kierunku utylitarnego zdefiniowania prawnego, m. in. takich pojęć jak życie i śmierć. Podmiotowość życia poczętego została zdewastowana. Już w prawie stanowionym w wielu, wielu państwach nie istnieje gwarancja zachowania istnienia dziecka nienarodzonego. Podobnie jest ze śmiercią.

Śmierć mózgowa to stan, z którego ludzie niejednokrotnie wychodzili, co potwierdza wiele świadectw. Nie jest to więc faktyczna śmierć biologiczna. Śmierć mózgowa to nazwa mająca zabezpieczyć możliwość ratowania życia drugiej osoby. Czyli istnieje życie mniej warte niż inne! To jeden z wielu dowodów na to, iż mentalnie w medycynie, etyce, nie porzucono „dorobku” III Rzeszy. Tak samo wygląda kwestia tak zwanej eutanazji, która w niejednym państwie zyskała status prawny jako czyn jak najbardziej dopuszczalny.

Tylko w ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z dramatycznymi przykładami dylematu między uporczywym podtrzymywaniem życia, a „woluntarystycznym” zabijaniem poprzez odłączenie chorego od aparatury podtrzymującej życie. Jeśli udajemy poprzez wzmożoną autocenzurę, że problemu nie ma, to znaczy że sumienie zbiorowe ludzkości stanie się nieczułe także na kolejne akty gwałtu. Niestety coraz więcej osób, coraz więcej przedstawicieli stanu lekarskiego mówi wprost, że odłączenie od aparatury to najlepsze, najbardziej humanitarne, ale także ekonomiczno -oszczędnościowe wyjście.

Jeszcze kilka lat temu cały świat żył sprawą Alfiego Evansa. W tym roku na oczach świata odłączono aparaturę 8-miesięcznej Indi Gregory. O ile w przypadku Alfiego pojawiły się głosy buntu ze strony lekarzy, fachowców, filozofów, polityków, o tyle w przypadku Indi takich głosów prawie w ogóle nie było. Ewolucyjnie i „postępowo”, w imię „uciekającego horyzontu”, zmierzamy do zagłady.

W Polsce również pojawiły się głosy – tak jak zauważył Pan profesor – że odłączenie od aparatury jest humanitarne… Zauważyłem jednak, że wielu spośród tych, którzy tak twierdzą, zamieniło hasło „Bóg, honor, Ojczyzna” na pseudo-hasło „bób, humus, włoszczyzna”…

To pseudo-hasło jest jedną z form obśmiewania, podważania systemu wartości, w którym znacząca część naszych rodaków – taką przynajmniej mam nadzieję – nadal chciałaby żyć i definiować polskość przez triadę „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Jedną z form podważania polskości jest tolerowanie podważania szacunku do osoby ludzkiej, ośmieszanie jej samej oraz jej poglądów, naigrywanie się, dezawuowanie powagi naszej tradycji, naszego dziedzictwa i uznawanie tego podważania szacunku za formę artystycznego wyrazu – a nie za prostackie chamstwo, którym w istocie jest – czy jakiejś dziwnie pojmowanej wolności, w której mieści się prawo do niszczenia, obrażania, poniżania tego wszystkiego, co mieści się w pojęciach: Ojczyzna, patriotyzm, chrześcijaństwo.

To jest efekt sytuacyjnego definiowania prawa stanowionego, które nie jest umocowane w normach, tylko jest umocowane w rewolucyjnych potrzebach zmiennych. To jest czysty bolszewizm. Jak mówił Jana Paweł II demokracja bez wartości trwałych zamienia się w totalitaryzm. To jest odwoływanie się nie w sensie werbalnym, tylko w sensie realnym do doświadczeń Rosji bolszewickiej.

Bolszewicy są wśród nas i jest ich w Europie i w Polsce bardzo wielu, choć oni sami udają, że nimi nie są.

Jeden z posłów X kadencji z ramienia Lewicy Łukasz Litewka, składając ślubowanie, wypowiedział formułę „Tak mi dopomóż, Bóg”. Z miejsca pojawiły się głosy, że trzeba wobec tego człowieka wyciągnąć konsekwencje. Obawiam się, że to zapowiedź totalnej laicyzacji określonej przez posła Nitrasa mianem „opiłowywania katolików”. Czy wyobraża Pan sobie zakaz procesji na Boże Ciało, a potem zakaz chodzenia w niedzielę do kościoła, bo wiara „to prywatna sprawa”?

Nie, Panie redaktorze. Nie wyobrażam sobie. Wielu Polaków wciąż bardzo mocno opiera swoją tożsamość na rodzinie i nie wyobrażam sobie, żeby dali sobie oni wydrzeć z ręki prawo wychowywania dzieci, wnucząt zgodnie z tym, co głosi Ewangelia. Tym zaś między innymi jest właśnie to, co Pan powiedział, czyli wprowadzenie zakazu procesji Bożego Ciała czy zakazu chodzenia w niedzielę do kościoła.

Moim zdaniem, nikt nie odważy się wprowadzać tego typu antychrześcijańskich rozwiązań w Polsce, ponieważ miałby do czynienia z twardymi i ostrymi protestami ze strony ojców, matek, dziadków, babć. Jestem przekonany, że zdrowe, wciąż wielomilionowe, rodzinne protesty spowodowałyby szybkie wycofanie się neomarksistów z takich planów.

Jeśli zaś chodzi o wywołanego przez Pana redaktora posła Litewkę, który mimo, że jest posłem Lewicy, śmiał odwołać się do Pana Boga: pierwsze, czego można mu życzyć, to aby jak najszybciej przeszedł do innego klubu, bo ewidentnie znalazł się w nieodpowiednim miejscu. Klub Lewicy, jeśli traktuje swoje poglądy poważnie – jak np. poseł Zandberg, czy poseł Nowacka – będzie jak zawsze w swej historii, pełen nietolerancji i walczący o przestrzeń publiczną bez odniesień do Pana Boga, o szkołę bez religii, o urzędy bez znaku krzyża, szpitale bez kapelanów. Pytanie tylko, czy metodami demokratycznymi, czy w imię zasady „cel uświęca środki”, znowu poprzez rewolucję – siłowo, na rympał, z udziałem obcych sił. Zobaczymy. W pewnym sensie poseł Zandberg, poseł Nowacka i inni ideowi socjaliści są przynajmniej uczciwi: chcą przywrócić w Polsce system realnego socjalizmu. Najgorzej jest z takimi, którzy przebierają się za liberałów, chadeków, a czasem chcieliby, aby nazywać ich konserwatystami, a w rzeczywistości są bolszewikami. Liczą także na przychylność obcych sił, którym już dziś wyrażają swoją wdzięczność. Wtedy nie ma o czym z nimi rozmawiać.

Przez wieki mieliśmy do czynienia ze swego rodzaju fenomenem, jakim jest program polityczny, społeczny, narodowy kryjący się za hasłami „Bóg, Honor, Ojczyzna” i „Tak mi dopomóż, Bóg”. Czy Polacy będą w stanie zachować ten fenomen? Jeśli tak, to co musimy zrobić, żeby nam tego nie odebrano, nie zakazano?

Przede wszystkim sami Polacy muszą chcieć być Polakami, i to jest w mojej ocenie kwestia kanoniczna. Jeśli sami Polacy w zdecydowanej większości nie będą zainteresowani podtrzymywaniem polskości, to będzie koniec. Polskość bowiem nie jest czymś teoretycznym. Polskość jest zdefiniowana przez ponad tysiącletnią historię.

Pojęcie patriotyzmu nie jest pojęciem abstrakcyjnym, tylko realnym. W naszych warunkach próbujemy jako naukowcy definiować polski patriotyzm i wiemy, że jest on republikański, insurekcyjny i narodowo-demokratyczny. To są trzy formy postaw patriotycznych wyrastające z naszej historii. W każdym z tym zdefiniowanych patriotyzmów poprzez historyczne postawy Polaków nieodłącznym elementem jest uznanie porządku, który został człowiekowi przypisany przez obecność Boga nadającego normy i zestawy wartości. Jak pisał Roman Dmowski, katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, jest tej polskości najgłębszym sensem.

Nawet ci, którzy byli związani z bardzo daleko idącą tradycją lewicy niepodległościowej właśnie przez to, że niepodległościowej, zdecydowanie nie widzieli powodu, żeby niszczyć tę religijno-chrześcijańską obudowę polskiego patriotyzmu. Po Bitwie Warszawskiej, socjalista i Naczelnik Państwa Józef Piłsudski przybył na Jasną Górę, by dziękować Matce Boskiej Królowej Korony Polskiej za ocalenie. Jako historyk i jako człowiek nie jestem zwolennikiem poglądów przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej, ale oddaję jej sprawiedliwość, ponieważ było to ugrupowanie niewątpliwie niepodległościowe, uznające, że państwo polskie i naród polski mają prawo do suwerenności, czyli swej specyficznej tożsamości. W związku z tym, ta tradycja socjalistyczna, jeżeli nie naruszała porządku historycznego dziedzictwa, tylko próbowała je na swój mylny sposób doskonalić, oczywiście mieściła się w pojęciu polskości.

Nie chodzi też o to, żeby wykluczać różne, nawet moim zdaniem błędne porządki. Muszą one jednak mieć zdrowy fundament w postaci poszukiwania zgodnego rozumienia niepodległości, suwerenności, tego co nazywamy słowem „polskość”. Niezależnie od tego, jak bardzo mógłby człowiek być odległy od praktykowania religii – to jest kwestia indywidualna – jeśli chce być Polakiem, to powinien szanować tę drogę rozwoju naszego narodu, naszej wspólnoty, w której od Mieszka I po Jana Pawła II niewątpliwie bardzo ważnym kośćcem nierozerwalnym z Polską jest chrześcijaństwo. W praktyce zatem dnia codziennego nie wolno bezkarnie bezcześcić kościołów, napadać na kapłanów. Zresztą właśnie lewicowo-liberalne środowiska – bo dla nas to oczywiste – powinny w pierwszym rzędzie potępiać takie zjawiska, a nie milczeć i ganić, a nawet skazywać tych, którzy kościołów bronili.

Marcin Giełzak popełnił krótką historię lewicy pod tytułem: „Trzeci stan, trzeci świat, trzecia droga, trzecia płeć”…

Jeśli mam być szczery, to ja nie chcę nie szanować ludzi, a w tym zdaniu może dla niektórych wybrzmiewać pewien brak szacunku. Ja staram się być człowiekiem, który ewangelizuje w sensie nie tylko religijnym, ale i patriotycznym. Widzę rolę między innymi swoją, ale także części wspólnoty narodu polskiego, żebyśmy byli misyjni wobec tych wszystkich ludzi, którzy błądzą, którzy mają błędne poglądy. Oni sami niewątpliwie bardzo często te błędne poglądy osadzają na chęci czynienia dobra. Ona powoduje szacunek do nich jako do osób.

Natomiast ci biedacy się mylą i to na różne sposoby. Jedni się mylą przez wybór niewłaściwej orientacji człowieczej, bo poza dwoma płciami nie ma trzeciej i jeśli ktoś ją znajduje to po prostu się myli. I rodzi to jego własne nieszczęścia. Jeśli ktoś jest z wyboru czynnym homoseksualistą, to po prostu tworzy nieszczęście dla siebie i dla najbliższych, a więc myli się w tym tragicznym swoim wyborze etc. Ten, kto zabija nienarodzone dziecko myli się podejmując tę decyzję, która potem owocuje tragediami sumienia. Doskonale o tym wie każda matka, która straciła dziecko. Ojcowie mam nadzieję, że też! Tak można długo wymieniać, ale to nie zmienia szacunku do tych osób; zakładamy, że ich pomyłki nie wyrastają z chęci czynienia zła, tylko ze złego zdefiniowania dobra. Jak ktoś źle definiuje dobro, to trzeba mu pomóc, żeby się obudził i odkrył, że to dobro istnieje, że jest piękne, że jest warte poświęceń, tylko trzeba je zupełnie inaczej zdefiniować.

Pełna zgoda, Panie profesorze. Czy nie jest jednak tak, że to krótkie zdanie, które zacytowałem, oddaje, czym jest rewolucja lewicowa – czyli ciągłym radykalizowaniem się, a jednym ze sposobów jej działania jest czynienie zła poprzez jednoczesne wmawianie ludziom, że to dobro?

Ma Pan rację. Rewolucjoniści, czyli bolszewicy istnieją i nie są zdolni do właściwej refleksji, ponieważ ich wybór jest w pełni świadomy. Będą czynili zło na tym świecie i nie ma w ich przypadku mowy o jakimkolwiek dialogu. Odróżnienie jednych od drugich – rewolucjonistów od ludzi zagubionych – nie jest jednak takie proste i w związku z tym zawsze stoi pytanie, czy nie warto spróbować dialogu i dopiero potem, ewentualnie dojść do wniosku, że niestety, ale ten dialog jest niemożliwy.

Dialogować warto. Tak nam dopomóż, Bóg!

Tak nam dopomóż, Bóg! Wierzmy w drugiego człowieka, że potrafi nie tylko błądzić, ale także naprawiać swoje błędy; i nie zmieniajmy własnych poglądów.

Bóg zapłać za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Kolanek

Sunday Strip: 51 Little CIA Pigs. MEMY z usa.

Sunday Strip: 51 Little CIA Pigs

Where is a wolf when you need him?

ROBERT W MALONE MD, MS
DEC 17
 
 




Three Little Pigs by John Branyan








Lets add to this list – I don’t think I will ever see a Republican Congressional investigation into the 51 “former” CIA operatives, who signed the letter stating that Hunter Biden’s laptop was Russian misinformation.

Yes, that letter from the Dirty 51 had “all the classic earmarks” of a disinformation operation, all right — one designed to ensure Joe Biden won the presidency. And it was essentially a CIA operation, considering 43 of the 51 signatories were former CIA.

This was treason. It was planned by the deep state and the administrative state. 

=====================================================










A classic redo. 

Have a great day folks.

Skandal! Nowa minister rodziny w antychrześcijańskiej koszulce. To już nie „mowa nienawiści”?

Skandal! Nowa minister rodziny w antychrześcijańskiej koszulce. To już nie „mowa nienawiści”?

(fot. GRZEGORZ KRZYZEWSKI /

Tuż po tym, jak poseł Grzegorz Braun zgasił świecznik chanukowy ustawiony w parlamencie, Lewica zgłosiła wniosek o odebranie Krzysztofowi Bosakowi funkcji wicemarszałka sejmu. Politykom sojuszu Biedronia i Czarzastego w oburzaniu się na zachowanie parlamentarzysty Konfederacji nie przeszkodziły antychrześcijańskie incydenty, jakie mają na sumieniu. M.in. nowa minister rodziny i polityki społecznej sądzi, że obrażanie krzyża to atrakcyjny sposób wyrazu… inaczej niż w wypadku symboli innych wyznań, czy „mniejszości”.

Dziewczyna chroniąca się parasolką, przed spadającymi z nieba krzyżami. To wzór, jaki widniał na koszulce Agnieszki Dziemianowicz- Bąk podczas sesji zdjęciowej dla „Wysokich Obcasów” sprzed trzech lat. 

„Teraz wyobraźcie sobie, że zamiast krzyży ma na koszulce gwiazdę Dawida, albo półksiężyc… Gdyby założyła taką koszulkę natychmiast wyleciałaby ze stanowiska”, komentował Sławomir Jastrzębski we wpisie na Twitterze, przypominając ubiór nowej minister w rządzie Donalda Tuska.

„Krzyże i chrześcijaństwo można obrażać, zdaniem chrystianofobów, bo to jest cool i oznacza tolerancję”, zwracał uwagę na hipokryzję lewicowej polityk były minister edukacji Przemysław Czarnek.

Tuż po ugaszeniu świecznika chanukowego przez Grzegorza Brauna to właśnie nowa szefowa resortu rodziny domagała się usunięcia go z Konfederacji, a w przeciwnym wypadku odwołania z funkcji wicemarszałka Krzysztofa Bosaka. 

Nie tylko Dziemianowicz- Bąk dała wyraz zdecydowanie rozbieżnego stosunku do wiary ojców i odległych Polsce wyznań. W rozmowie z Radiem Zet minister nauki z szeregów Lewicy, Dariusz Wieczorek, z aprobatą odnosił się do uroczystości żydowskich w polskim parlamencie. Zaledwie chwilę później przyznał, że nie podoba mu się obecność Krzyża Świętego w Sali obrad. Polityk zadeklarował jednak, że potępia przeszkadzanie w Mszy Świętej swojej partyjnej koleżanki, Joanny Scheuring- Wielgus.

Źródła: Twitter, PCh24.pl, tvp.info

Technika wspomaganego rozrodu. In vitro absolutnie nie jest metodą leczenia niepłodności. Ale ty im płacisz, baranie!!

Technika wspomaganego rozrodu. In vitro absolutnie nie jest metodą leczenia niepłodności,

17.12.2023 Autor:Marta Warda technika-wspomaganego-rozrodu

Zapłodnienie in vitro.
Zapłodnienie in vitro. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay

Z mec. Nikodemem Bernaciakiem, analitykiem Instytutu „Ordo Iuris”, o projekcie dotyczącym finansowania in vitro i samym wspomaganym rozrodzie, rozmawia Marta Warda.

Marta Warda: – Porozmawiamy o nowo przyjętym projekcie ustawy o dofinansowaniu in vitro. Zacznijmy od tego – jak właściwie wyglądają koszta takiego procederu?

Nikodem Bernaciak: Dobrym punktem odniesienia jest tu program in vitro z lat 2013-2016. Wówczas te koszty wynosiły kilkanaście tysięcy złotych za jedną procedurę, natomiast jeśli chodzi o efekty, to można by próbować przeliczać, ile złotych poszło na efekt w postaci urodzenia dziecka – ale do tego jeszcze daleko, więc myślę, że tutaj wszelkie szacunki byłyby niedokładne, zwłaszcza po uwzględnieniu inflacji, która miała miejsce w ciągu ostatnich 8 lat. Pan Bartosz Arłukowicz, który był wówczas autorem tego programu, teraz jest szefem sejmowej komisji zdrowia, więc myślę, że będzie w jakiejś mierze odpowiedzialny za komunikację z nowym rządem, kiedy już zostanie ukonstytuowany. Jakie będą faktyczne wyliczenia – ustalą firmy farmaceutyczne, przedsiębiorstwa medyczne i lekarze. Nie są one jeszcze określone, natomiast same dopłaty wyniosą pół miliarda złotych rocznie.

Poruszył Pan kwestię szans na powstanie nowego życia – więc jak one właściwie wyglądają? Jakie są szanse, że po rozpoczęciu tego procederu dojdzie do urodzenia dziecka?

Biorąc pod uwagę całą pulę ludzkich istnień, które w wyniku tej procedury zostały powołane do życia, szanse na urodzenie dziecka są bardzo niewielkie, ok. 20 proc. Pytanie, co uznajemy za efekt? W medycznej terminologii jest to ciąża biochemiczna, ciąża medyczna, czy ten zarodek w ogóle uda się zagnieździć, czy się rozwinie, no i wreszcie – czy się urodzi. Tak należałoby tę skuteczność liczyć. Niektórzy mówią tu, że w naturze przecież też nie wszystkie zapłodnione zarodki się rozwijają, a czasami kobieta nie wie nawet, że była w ciąży, ale najważniejszy jest w tym wszystkim jednak aspekt etyczny.

In vitro nazywane jest również „leczeniem niepłodności”. W jaki więc sposób dochodzi do tego, że z komórek rozrodczych osoby niepłodnej powstaje nowe życie?

In vitro absolutnie nie jest metodą leczenia niepłodności, tylko techniką wspomaganego rozrodu. Niepłodność jest oczywiście wieloprzyczynowa, często wynika z takich czynników jak np. styl życia czy używanie szkodliwych substancji (alkohol, nikotyna, narkotyki). To wszystko wpływa na płodność, a zwłaszcza kobiety. Część tych przyczyn możemy wychwycić i zdiagnozować oraz próbować coś z tym zrobić. In vitro jest natomiast sposobem na ominięcie tych przyczyn – jest to po prostu pobranie komórek rozrodczych od kobiety i zapłodnienie tych komórek na szkle, w ogóle nie przejmując się tymi przyczynami. Oprócz tego aspektu wychowawczego jest też aspekt uzależnienia od tego przemysłu, tzn. jeśli osoba, która w ogóle o siebie nie dbała i nie próbowała przyczyn tej niepłodności diagnozować, chce mieć np. drugie dziecko, to znów jedyną opcją jest pójście do tego przemysłu. I to się tak samo napędza.

Jak potem wygląda kwestia stanu zdrowia tego dziecka? Czy boryka się ono z jakimiś problemami zdrowotnymi, genetycznymi?

Jest tu zwiększone prawdopodobieństwo chorób, np. słynny zespół Angelmana ten który, kilkanaście lat temu był przywoływany w różnych publikacjach, że można go czasem rozpoznać dotykowo (nie będę się zagłębiał w szczegóły, bo wokół tej kwestii powstało wiele nieporozumień). To nie jest tak, że każde dziecko z in vitro ma jakieś znaki szczególne – jest  wśród nich wiele takich, którym udało się urodzić w pełni zdrowymi, natomiast szansa na to, że w tej procedurze powołany do życia zostanie człowiek tak samo zdrowy, jak osoba poczęta i urodzona naturalnie, jest faktycznie mniejsza. I to jest powodem, dla którego w każdej procedurze in vitro pobiera się do ośmiu (w Polsce jest akurat limit sześciu) komórek rozrodczych, które się zapładnia, i z których wybiera się jedno, które zasłuży na to, by zostać umieszczone w łonie matki oraz urodzone – właśnie po to, aby zwiększyć prawdopodobieństwo, że dziecko urodzi się zdrowe. Czyli większość tych dzieci jest powoływana do życia tylko po to, aby zostały zamrożone.

Kobiety decydujące się na in vitro spotykają się też z innymi problemami w tej kwestii często dochodzi później do komplikacji przy porodzie.

– Tak. Organizm daje sygnały, że nie był na tę ciążę przygotowany i problemy z porodem są jednym z tego skutków. Oczywiście współczesna medycyna ma bardzo dużo sposobów na poradzenie sobie z tego typu przypadkami, natomiast, również w Polsce, mamy do czynienia z problemem polegającym na tym, że w tym momencie do większości porodów dochodzi na drodze cesarskiego cięcia, co też obniża szanse na kolejne ciąże i udane porody w przyszłości. I to się układa w jedną całość – in vitro przechodzą głównie kobiety starsze, które wcześniej nie skorzystały z szansy na posiadanie dzieci i teraz próbują ratować się ominięciem przyczyn tej niepłodności. No i na starcie słyszą: „możecie mieć dziecko, ale najlepiej jedno, bo potem mogą być problemy przy porodzie kolejnych”.

Nasuwa się też pytanie, jak może to wpłynąć na przyrost naturalny i czy rzeczywiście tak dobroczynnie, jak mówi się o tym w mainstreamowych mediach. Z jednej strony wiąże się to oczywiście z przyjściem na świat nowych ludzi, jednak kobiety, które dostają informację, że będą miały to in vitro finansowane przez państwo, mogą nabrać takiego myślenia: „W takim razie to ja mogę sobie odłożyć to macierzyństwo na, powiedzmy, 40. rok życia, a w międzyczasie zrobić karierę”, co finalnie często kończy się tak, że już nawet in vitro nie pomaga i ta kobieta tak czy siak nie może już mieć dzieci.

– Najprawdopodobniej właśnie taki będzie tego efekt. Pamiętam, że w amerykańskim serialu „House of Cards” była też taka scena, że żona głównego bohatera, grubo po 40-stce, przychodzi do jakiejś lekarki i pyta ją, jak by to mogło być, czy może jednak jeszcze zajść w tę ciążę, bo miała już tyle aborcji, ale teraz chyba przyszedł już czas, bo mąż kandyduje na prezydenta… i no, niestety, okazuje się, że natura tak nas skonstruowała, że warunki przeprowadzenia tej ciąży w zdrowy sposób przypadają na tę wcześniejszą połowę naszego życia. Ten efekt w postaci zachęty do odkładania macierzyństwa na pewno powstanie.

Dziękuję za rozmowę.

Ajajajajajajaj! Świętokradczy początek świetlanej przyszłości

Świętokradczy początek świetlanej przyszłości

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)    17 grudnia 2023 michalkiewicz

Ajajajajajajaj! Teraz dopiero rozpocznie się klangor! Nie tylko wszystkie organizacje żydowskie na świecie, a zwłaszcza w Ameryce, ale także żydofile ze wszystkich miłujących pokój krajów połączą się (żydofile wszystkich krajów łączcie się!) w rozpamiętywaniu, oburzaniu się i piętnowaniu nieubłaganym palcem świętokradztwa, jakiego dopuścił się poseł Grzegorz Braun, przy pomocy gaśnicy, zdaje się – proszkowej – gasząc chanukową świecę, jaka została zapalona na ustawionej w Sejmie menorze – jeszcze nie wiemy, czy z okazji expose Donalda Tuska, który przedstawił Sejmowi swój vaginet i opowiedział ogólnie, jak będzie nam przychylał nieba („będę dążył do dobra powszechnego” – deklarował premier Mateusz Bigda w książce Juliusza Kadena-Bandrowskiego pod tym właśnie tytułem), czy z uwagi na pilne obserwowanie żydowskich świąt przez panów prezydentów i Sejm, nazywany z tego powodu „Knesejmem”.

Co się stanie teraz ze sprawcą tego świętokradztwa – tego też jeszcze nie wiemy, bo na razie pan marszałek Hołownia, który od czasu dwukrotnego nowicjatu w zakonie przewielebnych ojców Dominikanów, co to – podobnie jak inni przedstawiciele postępowego duchowieństwa – bez „judaizmu” nie mogą niczego zrozumieć, a już zwłaszcza – własnej religii – na sprawy żydowskie jest uczulony szczególnie, specjalnie teraz, bo i on wie i my wiemy, że w przeciwnym razie Judenrat „Gazety Wyborczej” zrobiłby z niego marmoladę – zawiadomił prokuraturę, której pewnie zaprzysiężony 13 grudnia na ministra sprawiedliwości pan Adam Bodnar surowo przykaże, by wystąpiła o cofnięcie posłowi Braunowi immunitetu, no a potem, niezawisły sąd, który powinność swej służby pod nową władzą z pewnością zrozumie, skaże go na jakąś surową karę – albo pan minister Bodnar i bez tego – ulegając atawistycznemu imperatywowi kategorycznemu – własnoręcznie urieza mu szyję – również za wszystkie bluźnierstwa, jakich dopuścił się był przeciw Ukrainie.

Ale to pieśń przyszłości, bo na razie winowajca został „wykluczony” z obrad i być może pan marszałek Hołownia znowu każe mu następnego dnia przyjść z rodzicami – jak to było za czasów Pani Kierowniczki Sejmu Elżbiety Witek, która trzymała sejmową freblówkę mocną ręką.

Ciekawe, kto postawił tę menorę w Sejmie i dlaczego. Za komuny jej nie było, a i potem też nie – aż dopiero pan prezydent Lech Kaczyński zapoczątkował nową, świecką tradycję zapalania chanukowych świeczek w Pałacu – nomen omen – Namiestnikowskim, gdzie mieszkał. Po nim tradycję kontynuował prezydent Komorowski, a po nim kontynuuje ją pan prezydent Duda, więc już na tym przykładzie widać, że przynajmniej w kwestii żydowskiej żadnych podziałów wśród Naszych Umiłowanych przywódców nie ma. Jakże zresztą miałyby jakieś być, skoro teraz jest rozkaz, by Żydów nosić na rękach, nawet jeżeli właśnie przeprowadzają operację ostatecznego rozwiązywania kwestii palestyńskiej? Toteż wszyscy, z Naszym Najważniejszym Sojusznikiem, na wyścigi się im podlizują, również z obawy, by nie padło na nich podejrzenie, że ulegają myślozbrodni, której nawet nie ośmielę się nazwać, ale każdy przecież wie, że gorsza jest od śmierci.

Czekając tedy na sąd zagniewanego ludu, który – kto wie? – może nakaże umieścić świętokradcę w dole z wapnem – oczywiście po uprzednim zagazowaniu – bo surowe – ale humanitarne – nakazy praworządności taką właśnie kolejność przewidują – odnotujmy wydarzenia związane z podmianką na scenie politycznej naszego bantustanu. Jak wiemy, po marcowym spotkaniu prezydenta Józia Bidena z niemieckim kanclerzem Olafem Scholzem, Niemcy, już bez ogladania się na żadne pozory, przyspieszają budowę IV Rzeszy. W tej sytuacji muszą najpierw zrobić porządek w poszczególnych bantustanach, bo – jak to widać na przykładzie Węgier, gdzie tamtejszy premier Wiktor Orban sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów – inaczej wszystko się przeciągnie.

I kto wie, czy nie trzeba będzie realizować planu B, to znaczy – mozolnie budować IV Rzeszę przy pomocy orzeczeń luksemburskiego trybunału, gdzie tamtejsi przebierańcy wprawdzie się uwijają, ale wszystko ciągnie się i ciągnie. Toteż, zgodnie ze spiżową uwagą klasyka demokracji Józefa Stalina, przygotowano dla polskich suwerenów prawidłową alternatywę: po jednej stronie lider w osobie pana Mateusza Morawieckiego, odnotowanego w charakterze tajnego współpacownika STASI o pseudonimach „Jakub” i „Student”, a po drugiej – Donalda Tuska, któremu też przypisują tajną współpracę ze STASI, tylko z użyciem pseudonimu „Oskar”. Jak widzimy, alternatywa była przygotowana prawidłowo, bo bez względu na to, kto wygrałby wybory, są one wygrane.

Tedy 11 grudnia pan Morawiecki wygłosił exposé swojego tymczasowego rządu, który nie uzyskał votum zaufania i przepadł, a 248 posłów „koalicji 15 października” w tej sytuacji zgłosiło kandydaturę Donalda Tuska na premiera i ją pomyślnie przegłosowało. Tedy pan prezydent Duda namówił się z Donaldem Tuskiem, że 13 grudnia o godzinie bodajże 9 rano, zakrzywoprzysięgnie cały rząd, który od tej chwili obejmie władzę. Jak długo będzie się nią cieszył – tego jeszcze do końca nie wiemy, bo Sąd Najwyższy, który ma podjąć decyzję w sprawie uznania ważności, bądź nieważności wyborów 15 października, jeszcze jej nie podjął, ale do 13 stycznia musi to zrobić. Pan prezydent podał mu pomocną dłoń w postaci rozporządzenia zmieniającego regulamin SN, w myśl którego do podjęcia uchwały wymagana jest – nie tak, jak to było przedtem: większość kwalifikowana 2/3 głosów przy obecności co najmniej 2/3 sędziów – tylko większość zwyczajna, przy obecności tylko połowy sędziów. Czy niezawiśli sędziowie uchwycą się tej pomocnej dłoni pana prezydenta, czy stchórzą – tego nie wiemy – ale jak stchórzą, to marny ich los, bo Donald Tusk i rozwścieczona na punkcie praworządności Wielce Czcigodna Kamila Gasiuk-Pichowicz, już teraz się odgrażają, że będą ich dusić gołymi rękami.

Dopóki nie padnie salwa, humory wszystkim dopisują i Donald Tusk 12 grudnia przedstawił w Sejmie exposé, a którym ogólnie poinformował, jak będzie przychylał nam nieba. Mianowicie pojedzie do Brukseli i przywiezie „miliardy”, ale to jeszcze nic w porównaniu z buńczuczną deklaracją, że w Unii Europejskiej „nikt go nie ogra”, to znaczy – nie wydyma. Ale komu by się chciało go tam dymać, skoro wszyscy wiedzą, że to niepotrzebne, że podpisze, co tam tylko będzie trzeba i bez dymania? A skoro już o tym mowa, to dymanie oczywiście będzie, ale dopiero w karnawale, bo właśnie Europejski Trybunał Praw Człowieków orzekł, że odmawianie przez Polskę sodomczykom i gomorytkom rejestrowania „związków partnerskich”, czyli umów o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych albo w postaci dymania w popielnik, albo w postaci mlaskania po klitorisie, jest karygodnym złamaniem praw człowieków. Tedy w karnawale spodziewamy się wysypu hucznych wesel, bo jestem pewien, że Wielce Czcigodna Katarzyna Kotula, która w vaginecie premiera Tuska będzie ministrem do spraw Równości (małych naciągamy, dużych obcinamy, grubych uciskamy, a chudych nadymamy) w podskokach to złamanie zagipsuje.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Ministerka Lewicy „ds. równości” chce destrukcji prawa. Polityżka [polityczka??]: „Najwyższy czas” na związki partnerskie i cenzurę.

Ministerka Lewicy „ds. równości chce destrukcji prawa. „Najwyższy czas” na związki partnerskie i cenzurę

pch24.pl/minister-lewicy-chce-destrukcji-prawa

(fot. PAP/Paweł Supernak)

Katarzyna Kotula, stojąca na czele resortu do spraw nie istniejącego w rzeczywistości zjawiska – równości – dołączyła do listy liderów opozycji orędujących za „związkami partnerskimi”. Zdaniem minister w rządzie Donalda Tuska z destrukcją polskiego prawa małżeńskiego nie można już zwlekać. Panuje odpowiedni „klimat”, żeby przegłosować podobną propozycję, mówiła w rozmowie z PAP polityk Lewicy.  [polityżka?? md]

To już najwyższy czas na wprowadzenie związków partnerskich w Polsce, bardzo bym chciała, żeby w tej sprawie był projekt rządowy – powiedziała PAP minister ds. równości Katarzyna Kotula (Lewica). Dodała, że chciałaby w ciągu miesiąca rozpocząć konsultacje w sprawie tego projektu.

I mam nadzieję, że jest dzisiaj klimat, żeby go zrealizować. Bo ja naprawdę dzisiaj słyszę ze strony naszych koalicjantów pełne wsparcie do tego, żeby te związki partnerskie zostały wprowadzone – relacjonowała „minister ds. równości”. Pytana, czy Lewica ma już projekt w tej sprawie, odparła: „bardzo bym chciała, żeby był projekt rządowy”. – Jeśli nie, to projekt poselski, ale projekt rządowy wydaje mi się, że powinien być jednak priorytetem – taki najlepszy, który powinien zostać wypracowany. Chciałabym jak najszybciej rozpocząć konsultacje do takiego projektu. Myślę, że to jest kwestia miesiąca, żebyśmy rozpoczęli konsultacje. Będę rozmawiać z premierem i będę go do tego gorąco namawiać – zapowiedziała Kotula.

Polityk podkreśliła w czasie rozmowy, że widzi dla powierzonego jej resortu wiele obszarów działania. – Na pewno będziemy działać w zakresie tego, co jest pilne, czyli wycofanie sprzeciwu wobec następnej dyrektywy przeciwko przemocy wobec kobiet, to trzeba zrobić na już, na teraz. Jest też ustawa o zmianie definicji zgwałcenia, autorstwa posłanki Anity Kucharskiej-Dziedzic i mecenas Danuty Wawrowskiej – zaznaczyła Kotula. 

Wśród innych ważnych kwestii Kotula wymieniła m.in. asystencję osobistą dla osób z niepełnosprawnościami oraz wpisanie do Kodeksu karnego tzw. mowy nienawiści. Walka z nią dla lewicy na całym świecie stanowi pretekst do ograniczania wolności wypowiedzi. Polityk wyjaśniła, że jest urząd ds. równości i minister ds. równości, ale nie ma ministerstwa. Dodała, że obecnie jej biuro jest jeszcze w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej, ale jest w trakcie przenoszenia do KPRM, chociaż sama już urzęduje w Kancelarii Premiera.

(PAP)/oprac. FA

Czyn posła Brauna, to rodzaj felix culpa: W Sejmie w kwestii żydowskiej nie ma żadnych podziałów, wszyscy ćwierkają z tego samego klucza.

„Czyn posła Brauna, to jest rodzaj felix culpa”: W Sejmie w kwestii żydowskiej nie ma żadnych podziałów, wszyscy ćwierkają z tego samego klucza.

nczas/michalkiewicz-czyn-posla-brauna-to-jest-rodzaj-felix-culpa

W jednym z najnowszych komentarzy Stanisław Michalkiewicz odniósł się do „incydentu gaśnicowego” z udziałem posła Grzegorza Brauna. Wskazał, że rozczarowała go reakcja Konfederacji.

Michalkiewicz przypomniał, że Braun „wziął gaśnicę proszkową i zgasił świece chanukowe w Sejmie”. Dodał, iż „poseł Braun pogasił te świeczki, a zaatakowała go jakaś pani, jak lwica, jak Judyta Holofernesa, na szczęście nie urezała mu głowy, ale niewiele brakowało”.

– Cały Sejm zawrzał oburzeniem. Pan Hołownia mało nie splamił fotela marszałkowskiego. Cały Sejm potępił posła Brauna, łącznie z Panem Sławomirem Mentzenem z Konfederacji – podkreślił Michalkiewicz.

Ta sama zgraja, która tak w podskokach potępiła posła Grzegorza Brauna, kilka tygodni wcześniej, a nawet kilka dni wcześniej, pyskowała na temat konieczności przestrzegania zasad konstytucyjnych, a zwłaszcza zasady rozdziału kościoła od państwa – przypomniał.

Jak mówił, ta zasada „dotyczy nie tylko Kościoła katolickiego, ale wszystkich innych wyznań prawnie uznanych przez państwo, również judaizmu”.

Dodał, że „Sejm to jest gmach publiczny i albo obowiązuje zasada rozdziału kościoła od państwa, a to by oznaczało, że w gmachu publiczny żadnych nabożeństw nie wolno odprawować albo robimy jakieś wyjątki”.

W ocenie publicysty Braun „wykazał przywiązanie do konstytucyjnej zasady rozdziału kościoła od państwa, w stopniu heroicznym”.

– Ten czyn posła Brauna, to jest rodzaj felix culpa, czyli błogosławionej winy, bo dzięki temu czynowi okazało się, że w Sejmie nie ma żadnych podziałów (…), w kwestii żydowskiej nie ma żadnych podziałów, wszyscy ćwierkają z tego samego klucza – wskazał.

– Konfederacja bardzo mnie rozczarowała, widać wyraźnie, że zapoczątkowany przez Wcz. posła Wiplera marsz ku centrum już się bardzo na lewo przesunął, tam już marsz ku lewicy zapowiadają – ocenił.

– Widać, że w kwestii żydowskiej jest porozumienie ponad podziałami i jednomyślność – skwitował Michalkiewicz.

Izraelski atak na katolicką parafię. Wzięli matkę i córkę za wyrzutnie rakietowe… Strzelali do nich z zimną krwią. Zamordowali.

Izraelski atak na katolicką parafię. Wzięli matkę i córkę za wyrzutnie rakietowe…

Są ofiary śmiertelne. „Strzelano do nich z zimną krwią”

nczasiizraelski-atak-na-katolicka-parafie-sa-ofiary-

Żołnierze armii Izraela wkroczyli na teren Parafii Świętej Rodziny, jedynej katolickiej parafii w Strefie Gazy, i strzelali do osób wychodzących z kościoła. W ataku zginęły dwie kobiety, matka i córka – przekazał w sobotę portal Vatican News. Rannych zostało siedem osób, które starały się ochronić innych.

Strona izraelska uzasadniła atak rzekomą obecnością wyrzutni rakietowej na terenie parafii – zaznaczył Vatican News.

Według watykańskiego portalu napływające z Gazy doniesienia o ataku potwierdził łaciński patriarcha Jerozolimy kard. Pierbattista Pizzaballa.

W komunikacie łacińskiego patriarchatu Jerozolimy napisano, że snajper Sił Obronnych Izraela „zamordował dwie chrześcijanki wewnątrz Parafii Świętej Rodziny w Gazie, gdzie większość chrześcijańskich rodzin schroniła się po wybuchu wojny”.

Rannych zostało również siedem osób, które starały się ochronić innych, przebywających wewnątrz budynków. „Nie wydano ostrzeżenia ani powiadomienia. Strzelano do nich z zimną krwią na terenie parafii, gdzie nie ma bojowników” – dodano w oświadczeniu.

Według Vatican News starsza kobieta została zastrzelona przez snajperów, a jej córka zginęła w czasie próby ratowania matki. Jedna z rannych osób jest w „bardzo poważnym stanie”.

Izraelskie wojsko kontynuowało atak mimo interwencji patriarchatu – podał portal. Według niego żołnierze przebywali na terenie parafii i strzelali do cywilów chroniących się w budynkach.

Izraelskie wojsko zastrzeliło zakładników. Nieśli białą flagę. Jeden wołał po hebrajsku o pomoc.

Izraelskie wojsko przez pomyłkę zastrzeliło zakładników. Nieśli białą flagę. Jeden wołał po hebrajsku o pomoc.

16.12.2023 nczas/izraelskie-wojsko-zastrzelilo-zakladnikow-jeden-wolal-po-hebrajsku-o-pomoc

Izraelscy żołnierze w Strefie Gazy. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: x/IDF
Izraelscy żołnierze w Strefie Gazy. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: x/IDF

Siły Obronne Izraela (Cahal) ujawniły nowe szczegóły dotyczące omyłkowego zabicia własnych obywateli, żydów, którzy byli zakładnikami palestyńskiego Hamasu w Gazie. W sobotę poinformowano, że dwóch zakładników wyszło z budynku, trzymając na kiju białą flagę, symbolizującą poddanie się; po ich zastrzeleniu trzeci wołał po hebrajsku o pomoc, lecz również został zabity – poinformowała BBC w oparciu o oświadczenie izraelskiej armii.

W piątek rzecznik izraelskiego wojska kontradmirał Daniel Hagari przekazał, że podczas walk w mieście Gaza izraelscy żołnierze przez pomyłkę zastrzelili trzech Izraelczyków – zakładników Hamasu, którzy zdołali uciec lub zostali porzuceni przez terrorystów. Żołnierze mylnie uznali ich za zagrożenie i otworzyli ogień, zabijając ich na miejscu.

Po tym zdarzeniu „pojawiły się natychmiast podejrzenia co do tożsamości zabitych i ich ciała zostały szybko przewiezione na badania do Izraela, gdzie zidentyfikowano zakładników” – oświadczył rzecznik.

W reakcji na zabicie przez żołnierzy zakładników w piątek późnym wieczorem w centrum Tel Awiwu zgromadziły się setki osób. Domagano się także podjęcia działań w celu uwolnienia pozostałych w niewoli Hamasu izraelskich zakładników.

Informacja o tym, że zabici nieśli [wcześniej… md] białą flagę i wołali o pomoc po hebrajsku, pojawiła się w sobotę. – Powiem jasno. To było sprzeczne z naszymi zasadami dotyczącymi prowadzenia działań zbrojnych – oznajmił w sobotę rzecznik Sił Obronnych Izraela.

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

  Przygotujmy się na to, co nieuchronne, czyli na miłość bez granic.

16 grudnia  2023 r. | Nr 50/2023 (650) mtodd.pl

Sejm          
Szanowni Państwo!
           W obecnej kadencji sejmu nie ma już Mniejszości Niemieckiej. Jest niemiecka większość. Taką sytuację zawdzięczamy nie tylko niemiecko-rosyjskim  lobbystom i ich knowaniom, ale też w dużej mierze niefrasobliwym wyborcom, dumnym z wygranej walki ze „strasznym reżimem”, który dał się wydutkać w zwyczajnych wyborach! Rotacyjnego pajacyka zamiast Marszałka Sejmu powinno pokochać każde dziecko. A do kraju tak zinfantylizowanego, Unia Europejska prześle jakiegoś komisarza, który wprowadzi tu porządki takie jak w Berlinie i Paryżu.
           Słynna „sejmowa zamrażarka” przestaje działać, ale tylko dla najgłupszych postulatów poselskich. Im głupszy projekt, tym ważniejszy i szybciej będzie procedowany. Z braku zamrażarki takie akta prawne, które miałyby służyć dobru Polaków, będą po prostu zamiatane pod dywan.
           Przygotujmy się na to, co nieuchronne, czyli na miłość bez granic. Trzeba się zabezpieczyć przed zarzutami i dotkliwymi karami za „mowę nienawiści”.
Proponuję zacząć obmyślać przydatne slogany, które profilaktycznie mogą chronić przed oskarżeniem. Oto dwa przykłady „mowy miłości”: „Niech nam żyje Donald Tusk, co ma taki polityczny gust i piękny biust” (po ewentualnej zmianie płci, gdyby UE zażądała), albo „Niech nam żyje partia Tuska, co ma usta słodsze od malin, takie, jak miał towarzysz Stalin”. Że co? Że pokrętne? A jakie mają być? Są przecież przeznaczone dla PRAWDZIWYCH EUROPEJSKICH INTELEKTUALNYCH ELYT.
Lysta tych najprawdziwszych intelektualistów u pacynki zwanej też Rotacyjnym Marszałkiem Sejmu.
           W każdej sytuacji dobrze jest znaleźć jakieś pozytywne strony. Co prawda, słuchanie mądrzejszych od siebie przynosi pożytki, ale słuchanie głupszych – pociechę. Jaką byś głupotę nie palnął, zawsze znajdzie się jeszcze ktoś głupszy w randze posła na sejm, który cię przebije.Z pozdrowieniamiMałgorzata Todd

P.rezydent podpisał ustawę o in vitro [zapładnianiu w szklance]


Prezydent podpisał ustawę o in vitro!

Piszę do Państwa, aby przekazać bardzo smutną wiadomość.  Niestety, Prezydent podpisał ustawę narzucającą finansowanie sztucznego rozrodu, czyli in vitro!

Jestem głęboko oburzona tym faktem. 

Dodatkowo zaskakuje mnie szybkość, z jaką Prezydent podjął tę decyzję oraz fakt, że zdecydował się poprzeć tak kontrowersyjną inicjatywę, która w dodatku wiąże się z istotnym obciążeniem finansowym.

Warto podkreślić, że niezależnie od osobistych przekonań, każdy obywatel Polski będzie teraz zobowiązany do finansowego wspierania tej procedury. Co więcej, na finansowanie in vitro z budżetu państwa przeznaczono znaczną sumę, wynoszącą co najmniej 500 milionów złotych rocznie!

A oto podsumowanie istotnych informacji na temat in vitro:

1. In vitro jest nierozerwalnie związane z aborcją na różnych etapach procedury.
2. Procedura ta niesie za sobą liczne negatywne konsekwencje zdrowotne dla matki i dzieci poczętych w ten sposób, w tym hiperstymulację jajników, przedwczesną menopauzę, nowotwory, zwiększone ryzyko łożyska przodującego i ciąży pozamacicznej, a także genetyczne zaburzenia i wady rozwojowe u dzieci.
3. In vitro nie leczy niepłodności i jest metodą o niskiej skuteczności.
4. Kliniki in vitro traktują dzieci przedmiotowo, co obejmuje handel zarodkami, mrożenie nadmiarowo poczętych dzieci na lata i eliminację tych niepożądanych.
5. In vitro otwiera furtkę do tworzenia dzieci dla par homoseksualnych, będąc promowaną i wykorzystywaną metodą w społeczności LGBT, co skutkuje umieszczaniem dzieci w środowisku pozbawionym tradycyjnych wzorców rodziny.
6. Niezależnie od indywidualnych przekonań, każdy Polak będzie musiał finansowo wspierać tę kontrowersyjną procedurę.

Prosimy, podpisz petycję, by wyrazić swe oburzenie.

W obliczu tych wydarzeń pozostaje nam jedynie nadzieja, że przyszłe decyzje będą podejmowane z większą rozwagą i uwzględnieniem głosu społeczeństwa.

Pozdrawiam i bardzo dziękuję za Państwa zaangażowanie i wsparcie!

Sylwia Mleczko z całym zespołem CitizenGO

PS Jeśli już podpisali Państwo petycję, uprzejmie proszę ją udostępnić.

Poniżej wiadomość, którą wysłaliśmy Państwu wcześniej:


Dziecko darem nie towarem!Centrum Życia i Rodziny i CitizenGO apeluje do Prezydenta Andrzeja Dudyo sprzeciw wobec finansowania metody in vitro z budżetu państwa!Projekt ustawy został przegłosowany niedawno przez Sejm i Senat, teraz wszystko zależy od podpisu głowy państwa polskiego.PROSZĘ PODPISAĆ PETYCJĘ

Sz. P. Profesor Miroslaw Dakowski

Nazywam się Paweł Ozdoba i pełnię funkcję prezesa Centrum Życia i Rodziny. Piszę tę wiadomość, ponieważ zależy mi na tym, by powstrzymać promowanie procedury in vitro w Polsce.

Zdecydowaliśmy się na współpracę z CitizenGO przy petycji dotyczącej in vitro. Jesteśmy bowiem głęboko oburzeni błyskawicznym przegłosowaniem przez Sejm i Senat projektu ustawy wprowadzającej olbrzymie finansowanie tej procedury z budżetu państwa, min. 500 mln złotych rocznie! Dlaczego? Bo oznacza to tryumf kłamstwa i medialnych manipulacji nad prawdą o tym, na czym opiera się ta metoda. A opiera się ona na EUGENICE, czyli na daniu szansy na przeżycie wybranym, „lepszym” dzieciom, a ograniczeniu rozwoju i skazaniu na lata w kriokonserwacji, (czytaj: zamrożeniu) innych, „słabszych”.

Korzystając z okazji chciałbym przedstawić Centrum Życia i Rodziny. Naszą misją, którą realizujemy od przeszło 10 lat, jest obrona praw normalnej rodziny oraz walka o prawo do życia od chwili poczęcia.

Przede wszystkim mobilizujemy opinię publiczną do działania, gdy zagrożone są podstawowe wartości. Organizujemy i wspieramy kampanie społeczne, na czele z Marszami dla Życia i Rodziny, angażując dziesiątki tysięcy Polaków.

Wydajemy także publikacje i produkujemy filmy poświęcone tematyce rodzinnej i pro-life oraz wspieramy ośrodki działające na rzecz pomocy rodzinom w Polsce i za granicą, takie jak domy samotnej matki czy przedszkola.

Chciałbym w tym miejscu mocno podkreślić, że wszelkie akcje przeprowadzamy wyłącznie dzięki zaangażowaniu oraz hojności naszych Przyjaciół i Darczyńców. Nie wspierają nas wielkie koncerny, partie polityczne czy instytucje publiczne.

Twój podpis pod tym apelem jest niezwykle istotny. Tylko w ten sposób możemy ograniczyć tę eugeniczną procedurę!

Podzielę się  jeszcze z Państwem pewną troską związaną z tą kampanią. Kiedy rozpoczęliśmy zbiórkę podpisów, odezwały się do mnie osoby, które na co dzień deklarują się jako konserwatyści i… skrytykowały nasz apel! Centrum Życia i Rodziny zarzucono brak współczucia dla rodzin zmagających się z niepłodnością oraz brak szacunku dla dzieci poczętych dzięki tej metodzie.

Tylko, że… nigdy nic takiego nie miało miejsca.

Na tym właśnie polegają kłamstwo i manipulacja, o których napisałem Państwu kilka akapitów wcześniej.

Wiele osób, zasłuchanych w liberalne media uważa, że in vitro to metoda leczenia. Ale tak nie jest!

Przeprowadzana diagnostyka nie służy np. skierowaniu kobiety na terapię hormonalną, która pomoże utrzymać ciążę, ale tylko jest kwalifikacją do zabiegu.

Nasze głębokie przekonanie, że życie ludzkie rozpoczyna się już w chwili zapłodnienia na szalce laboratoryjnej (in vitro), jest podstawą naszego zaangażowania w tę kampanię. Przecież na szali leży właśnie ludzkie życie, życie dzieci, ich godność i przyszłość!

Twoje wsparcie może ocalić tysiące dzieci przed zamrożeniem. Podpisz, proszę, nasz apel do Prezydenta!

Wreszcie, opinia publiczna jest też oszukiwana, jeśli chodzi o skuteczność tej metody. Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii oraz Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników jednoznacznie wskazują, że skuteczność tej metody wynosi jedynie…39%.

Jak sami Państwo widzą, finansowanie procedury  vitro jest nie tylko finansowaniem nieetycznych eugenicznych praktyk, ale także wyrzucaniem pieniędzy w błoto.

A dziecko jest darem, nie towarem!

Kto zatem na tym skorzysta? Przede wszystkim ogromny tzw. biznes reprodukcyjny, którego podstawą jest traktowanie człowieka jak przedmiotu, którym można handlować, który można zamrażać lub którego można się po prostu pozbyć.

Kto na tym straci? Myślę, że znają Państwo odpowiedź.

Dzieci. Nienarodzone, niemające jeszcze głosu, bezbronne dzieci…

Dlatego bardzo proszę o podpisanie tej petycji i udostępnienie jej wśród swoich bliskich i znajomych! Zachęcam także, by przy podpisie zaznaczyli Państwo opcję, że chcecie otrzymywać od nas wiadomości – dzięki temu będziemy mogli informować o przebiegu tej i innych naszych kampanii.

Pozdrawiam Państwa serdecznie,

Paweł Ozdoba, Prezes Centrum Życia i Rodziny

Więcej informacji:

Strona Fundacji Centrum Życia i Rodziny: https://czir.org 

https://www.facebook.com/centrumzyciairodziny 
https://www.marsz.info 
https://www.facebook.com/marsz.info 

Friday Funnies: Trusted News and Poison Ivy. MEMy zza Oceanu.

Friday Funnies: Trusted News and Poison Ivy

The Ministry of Truth will see you now. You better be good, ’cause Santa Klaus is coming to town.

ROBERT W MALONE MD, MS DEC 15
 
READ IN APP
 







This actually happened….  right in the middle of his COP speech. Never forget, you are the carbon they want to reduce. Now about cow farts….. 

NY Post: “John Kerry might need to cut back on his own emissions. The Biden administration’s climate envoy was discussing US policy on coal power plants at the Climate Change Conference in Dubai on Sunday when Kerry may have unleashed a burst of wind energy. The former secretary of state was speaking next to Becky Anderson, managing editor of CNN Abu Dhabi, and Fatih Birol, executive director of the International Energy Agency, when a Bronx cheer suddenly erupted midsentence. “There shouldn’t be any more coal-fired power plants permitted anywhere in the world,” Kerry began before launching into an anti-coal diatribe. “I find myself getting more and more militant because I do not understand how adults who are in a position of responsibility can be avoiding responsibility for taking away those things that are killing people on a daily basis…” Before Kerry can complete his thought, the crude sound of passing gas can be heard over the microphone. The crowd breaks into applause, apparently oblivious to the crude theatrics.”











The Elon Musk effect….




Jill Biden’s ‘Hunger Games aesthetic’ White House Christmas video was a fright to behold – it also promoted a dance troop of far-left activists. From the Daily Mail.

The dancing troupe commissioned by First Lady Dr. Jill Biden for a Christmas video are Black Lives Matters activists who promote far-left policies, including defunding the police. 

Dorrance Dance, a tap dancing troupe from New York City, performed a 'playful’ interpretation of The Nutcracker Suite through the halls of the White House

The group openly support controversial activist group Black Lives Matter as well as advocating on their website for 'prison abolition’. 

The 'take action for justice [and] change’ section of Dorrance Dance encourages readers to sign petitions in support of defunding the Minneapolis Police Department, defund and redistribute the NYPD and 'get them out of public schools.’

Additionally, the organization pushes website users toward the organization Critical Resistance, which 'seeks to build an international movement to end the prison industrial complex (PIC) by challenging the belief that caging and controlling people makes us safe.’ 

One link on the dance company’s website is to a pro-Palestinian site which uses the phrase 'From the River to the Sea, Palestine Will Be Free!”

The dance website also pushes visitors to join their local Black Lives Matter or Showing Up for Racial Justice (SURJ) chapters.

For those that haven’t seen the video, here it is (personally, I had a hard time watching it):

Frankly, this video is obscene. 



“Who is Robert Malone” is a reader supported publication. Please consider supporting our work with a paid subscription. But if not paid, please just subscribe! We come out with a timely article, essay or cartoon/memes commentary almost every day and it will arrive in your email box as soon as it is published!

Upgrade to paid

Najciekawsze widowisko przed nami?

Najciekawsze widowisko przed nami?

michalkiewicz  16 grudnia 2023

Co tu ukrywać; jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej. Wojna na Ukrainie najwyraźniej zmierza ku końcowi nie tylko dlatego, że amerykański Senat odmówił przekazania administracji prezydenta Józia Bidena ponad 100 mld dolarów, z czego ponad 60 mld dostałaby Ukraina, podczas gdy resztę – bezcenny Izrael do spółki z Tajwanem. Bez tych miliardów trudno będzie wojować z Putinem, a nawet takie wojowanie markować, toteż nawet pan generał Skrzypczak, dotychczas nieprzejednanie stojący na nieubłaganym gruncie wspierania Ukrainy, a prezydenta Zełeńskiego w szczególności, teraz mu radzi, żeby ustąpił. A dlaczego on miałby ustąpić? Nu? A dlatego, że on się zaklął, że on nie będzie gadał z Putinem. I poniekąd słuszna jego racja, bo Putin nieubłaganym palcem zaraz by mu wytknął, że niepotrzebnie wysłuchał zachęty amerykańskiej, żeby odrzucić porozumienia mińskie, a teraz został z fiutem w garści i nawet wojsko zaczyna mu się buntować. Tedy zamiast rozmawiać z Putinem, dla prezydenta Zełeńskiego lepiej byłoby ustąpić i wyjechać do Izraela, kładąc lachę na tę całą Ukrainę. Co tu gadać; dobrze mu pan generał Skrzypczak radzi. Na jego miejscu każdy by tak zrobił.

Tym bardziej, że bezcenny Izrael właśnie kontynuuje operację ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej w Strefie Gazy i nawet puszcza mimo uszu retoryczne zaklęcia Amerykanów, którzy martwią się, czy izraelskie bomby i pociski, jakie spadają na mniej wartościowych Palestyńczyków, mają aby prawidłowe kalibery. Ale dlaczego on, znaczy się – bezcenny Izrael ma nie puszczać mimo uszu tych amerykańskich zaklęć, kiedy i on wie i Amerykanie wiedzą i wreszcie – nawet my wiemy, że bez względu na to, co on tam zrobi, Amerykanie będą stać na świecy, żeby Izraelowi nikt nie przeszkadzał? Toteż prezydent Zełeński ma o czym myśleć, bo jak Strefa Gazy zostanie zrównana z ziemią, a ONZ trupy uprzątnie, to te tereny zaludnią osadnicy izraelscy. Ileż szmalcu można będzie na tym zarobić, jak się ktoś w odpowiednim momencie przy tym zakręci?! To lepszy interes, niż wojna na Ukrainie, bo tam szaleje dzieło zniszczenia, podczas gdy po ostatecznym rozwiązaniu kwestii palestyńskiej, w Strefie Gazy rozpocznie się święte dzieło tworzenia. Nic więc dziwnego, że świat, a zwłaszcza kraje miłujące pokój, ot, jak na przykład nasz – nie ośmielają się pisnąć nawet słówkiem przeciw ostatecznemu rozwiązaniu. Warto o tym pamiętać tym bardziej, że nie tylko Palestyńczycy zostali wyznaczeni do ostatecznego rozwiązania. Są też inne, mniej wartościowe narody, z którymi trzeba będzie zrobić porządek, między innymi – żeby ulżyć „planecie”.

Jeśli chodzi o nasz mniej wartościowy naród tubylczy, to zrobienia z nami porządku już nie może doczekać się Donald Tusk i właśnie opublikował skład swojego vaginetu. Myślę, że ten werbalny wynalazek pani Moniki Strzępki, która tak właśnie nazwała swój gabinet w Teatrze Dramatycznym w Warszawie się upowszechni w wokabularzu politycznym tym bardziej, że w vaginecie Donalda Tuska będzie podobno dużo kobiet, znacznie więcej, niż w vaginecie pana Morawieckiego. Ja szczególnie się raduję na wieść, że pomocnicą pana Bartłomienia Sienkiewicza, którego z bezpieki przerzucono na kulturę, będzie moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus. Myślę, że w charakterze „kamieni kupy”, bo podejrzewanie, że będzie tam funkcjonowała w innym charakterze słynnej sienkiewiczowskiej triady, byłoby za bardzo śmieszne, a kto wie, czy nawet nie niegrzeczne. Ale co tam ja, kiedy na wieść, że Donald Tusk, kto wie, czy nie tradycyjnie, to znaczy – 13 grudnia przystąpi do robienia z nami porządku, cieszą się wszyscy Reichsleiterzy, a nawet gauleiterzy? Teraz bowiem tylko trzeba będzie pod jakimś pretekstem odebrać głos Węgrom i wtedy nowelizacja traktatu lizbońskiego pójdzie, jak z płatka, co otworzy drogę do zainstalowania na miejscu III Rzeczypospolitej Generalnego Gubernatorstwa, z którym nie będzie miejsca na żadne tubylcze safandulstwo. Nie tylko za Stalina była dyscyplina. Za innych przywódców socjalistycznych – też.

Toteż kiedy w oczekiwaniu na objęcie steru nawy naszego bantustanu przez Donalda Tuska wszyscy się radują, w czeluściach pałacu pana prezydenta Andrzeja Dudy wykluł się szatański spisek, który może tę narastającą euforię w mgnieniu oka uśmierzyć. Oto pod koniec listopada pan prezydent Duda wydał rozporządzenie, które zdążył kontrasygnować pan Morawiecki, jako premier rządu i które w związku z tym 5 grudnia zostało opublikowane w „Dzienniku Ustaw” i już lada dzień wejdzie w życie – o zmianie regulaminu Sądu Najwyższego. Chodzi o to, że do tej pory uchwały Sądu Najwyższego w pełnym składzie, albo uchwały połączonych izb SN, zapadały kwalifikowaną większością 2/3 głosów – a teraz będą zapadały większością zwykłą. Pan sędzia Laskowski żalił się publicznie, że w tej sytuacji uchwały SN będą mogli we własnym gronie podejmować tak zwani „neosędziowie”, których nie tylko Donald Tusk, nie tylko Wielce Czcigodna Kamila Gasiuk-Pichowicz, co to tak się przelękła podczas posiedzenia Krajowej Rady Sądownictwa, aż trzeba było wołać policję, ale również płomienni szermierze praworządności spoza Sejmu, głównie z bezpartyjnej partii pod nazwą „Iniuria”, chcą dusić gołymi rękami. Skoro tak, to mogą oni podjąć uchwałę stwierdzającą, że wybory 15 października były nieważne – a powodów znalazłoby się mnóstwo, jako że do Sądu Najwyższego napłynęło w tej sprawie grubo ponad tysiąc protestów wyborczych. Dotychczas Sąd Najwyższy jeszcze żadnej decyzji w tej sprawie nie podjął, ale kiedy wspomniane rozporządzenie pana prezydenta wejdzie w życie, to już będzie mógł jakąś decyzję podjąć, tym bardziej, że na podstawie art. 101 konstytucji nawet powinien. Donald Tusk, nawet jak 13 grudnia zostanie premierem, to nie będzie mógł w tej sprawie legalnie nic zrobić, bo to nie jego rozporządzenie, tylko pana prezydenta, a po drugie – nie będzie mógł też legalnie zmienić orzeczenia Sądu Najwyższego.

Byłby to wypadek bez precedensu, bo ani za pierwszej komuny, ani po transformacji ustrojowej, nic takiego nigdy się nie zdarzyło – ale każdy duży chłopczyk i każda duża dziewczynka wie, że kiedyś musi być ten pierwszy raz. Toteż i sędziowie Sądu Najwyższego mogą sobie pomyśleć: „jeśli nie teraz – to kiedy, jeśli nie my – to kto?” – i niech się potem Donald Tusk z całą swoją ferajną buja. Co tu ukrywać; wcale mu nie zazdroszczę, wyobrażając sobie wizytę specjalnego emisariusza z Berlina, który odezwałby się doń w te słowa: wiecie, rozumiecie Tusk; myśmy was tu zapalili i my was zdmuchniemy jak gromnicę, chyba, że zrobicie z tym burdelem porządek. Inaczej będzie z wami brzydka sprawa.

Tedy bardzo możliwe, że czeka nas jeszcze widowisko, o którym do tej pory nikt nie pomyślał.

Norwegia, Sigrid Undset, katolicyzm.

Szukały starych ścieżek. Przypadek Sigrid Undset

pch24.pl/maciejewski-sigrid-undset

Kiedy tylko świat obiegła informacja o przyznaniu tegorocznej Nagrody Nobla Jonowi Fosse, w ślad za prasowymi komunikatami podążyła – jak zwykle – smuga ciekawostek na temat pisarza. Jedną z częściej podawanych była informacja, że Fosse jest – co dość niezwykłe jak na Norwega – katolikiem. Jego drogę do Kościoła (ostatecznie konwersji dokonał w 2012 roku) utorować miały pisma nadreńskiego mistyka, Mistrza Eckharta. Ale pisarz będący od kilku tygodni na ustach całego świata nie jest najlepszym kandydatem do znalezienia się na Indeksie Ksiąg Zapomnianych. Za to jako pretekst do przypomnienia sobie o jego rodaczce, innej laureatce literackiego Nobla i gorliwej katoliczce – przypadek Fossego nadaje się znakomicie.

Sytuacja katolicyzmu w Norwegii, jednym z najdoszczętniej zsekularyzowanych europejskich państw, jest dziś inna niż sto lat temu – panująca tam obecnie religijna obojętność nastała po długiej epoce antykatolickiej fobii. Dopiero w 1843 roku została wydana zgoda na założenie w Christianii (dzisiejsze Oslo) katolickiej świątyni z „własnym” księdzem. Wcześniej – od 1573 roku – działalność Kościoła Rzymsko-katolickiego na terenie Norwegii była całkowicie zakazana, a wszelkie ślady istnienia tej religii – praktycznie wymazane; prawo do posiadał tu wyłącznie Norweski Kościół Protestancki. W połowie XIX wieku kraj ten zamieszkiwało około stu katolików – cudzoziemców i ledwie trzech Norwegów tego wyznania. Niechęć ta odbiła się również w norweskim języku. Termin „papież” (norw. pave), oprócz określenia opisującego głowę Kościoła katolickiego, jest też synonimem słów: arbitralny, despotyczny czy arogancki. Osobę zachowującą się w ten sposób prosi się w Norwegii, by przestała „papieżyć” (norw. papisteri). Od słowa „pave” pochodzą też tak sympatyczne określenia, jak: blagier (norw. skrytepave), oszust (norw. juksepave) czy malkontent (norw. sytepave). Jeszcze w 1959 roku w konstytucji Norwegii istniał zapis zakazujący wstępu na jego teren członkom zakonu jezuitów, tak zwane „jesuittloven”.

Jedną z przełomowych dat w historii norweskiego katolicyzmu jest rok 1924, w którym konwersji dokonuje pisarka, przyszła laureatka literackiej nagrody Nobla, Sigrid Undset. To wydarzenie zdefiniowało na wiele lat charakter wspólnoty katolickiej w Norwegii, kojarzącej się odtąd głównie z intelektualnymi elitami. Bo też faktycznie, „nadreprezentowani” byli w niej intelektualiści, pisarze czy poeci. Z kolei ze względu na głośną działalność Undset, jednoznacznie promującą rzymski katolicyzm w swoich pismach, zaczęło się też mówić o „prozelickich zapędach” norweskich katolików.

Tymczasem w rodzinnym domu małej Sigrid panowała atmosfera religijnego indyferentyzmu. Przyszła pisarka została ochrzczona w państwowym kościele Norwegii, w jej rodzinie od czasu do czasu nawet się modlono, ale – jak zapisała w swoich wspomnieniach – „Bóg, religia i wszystko, co się z tym wiąże, było czymś tak ogromnie dalekim i mglistym, że właściwie nigdy nie było o tym mowy w naszym domu”. Atmosfera, która ją kształtowała wolna była zarówno od antykatolickich fobii jak i generalnie, żarliwości jakiegokolwiek rodzaju. „Mogłabym nawet powiedzieć, że dziękuję Bogu za to, że wzrastałam jak poganka” – napisze wiele lat później.

Jej pierwsze wspomnienia związane ze spotkaniem z Państwowym Kościołem Norwegii są bowiem dość przygnębiające. Gdy jako kilkuletnia dziewczynka, za namową swej niani udała się na nabożeństwo, zobaczyła pastora, który im dłużej mówił, tym bardziej ona stawała się poirytowana. „Nie wyniosłam absolutnie nic z tego, co mówił, choć kilka zdań powtarzał wielokrotnie. A przy tym mówił w tak dziwny sposób, głos jego wznosił się wysoko, to znów opadał, a niektórym słowom nadawał taki dziwny akcent: siedziałam z uczuciem wielkiego zażenowania, wyglądało to bowiem tak, jakby on się zgrywał”.

Być może istnieje zdrowy ateizm – tak jak wiara może być chora. Tym, co drażniło Undset w jej protestanckim otoczeniu najbardziej, było tworzenie przez ludzi Boga na własny obraz i podobieństwo; zaspokajającego indywidualne braki, odpowiadającego na spersonalizowane potrzeby. Każdy miał swojego Chrystusa, ale żaden z nich nie był ani trochę prawdziwy. Dlaczego – pytała przyszła pisarka samą siebie – miałabym dorzucać własnego Boga do tego korowodu przebierańców? Przecież ten przeze mnie wymyślony będzie równie nieprawdziwy. Moje złudzenia nie będą się niczym różnić, chyba tylko poza tym, że będą właśnie moje, własne. A więc po co? Z powodu zwyczaju, dla zachowania społecznej konwencji a może funkcji terapeutycznych?

Mówimy o przyszłej pisarce, a więc dziewczynie, której wyobraźnia była ponadprzeciętnie rozwinięta, miała bogate życie wewnętrzne i posiadała umiejętność kreowania wiarygodnych psychologicznie postaci. „Jej Bóg” mógł być z tych wszystkich powodów dużo ciekawszą, bardziej rozbudowaną postacią niż ci tworzeni na obraz i podobieństwo jej rodziny i przyjaciół. Niemniej – oparła się ona potrzebie tworzenia go. Pozostała na zewnątrz wiary.

„To w protestantyzmie, takim, jakim go poznałam – pisała Undset – tkwiło to nieszczęście, że prawie każdy człowiek, którego spotkałam, a który był bardzo religijny, miał swoje «osobiste przekonania», albo swoje «własne zdanie» o chrześcijaństwie. Stąd uważałam, że nie jest mi potrzebny taki Bóg, który istniałby tylko po to, aby mówić «tak» moim ideałom i uprzedzeniom. One były takie, jakie miały być, zgodne z moją naturą i wychowaniem, dobrze wiedziałam, co mam na myśli i wystarczy, że sama się za nimi opowiadałam bez potrzeby konstruowania sobie Boga, który miałby się ze mną zgadzać”.

Skupiam się tak mocno na tym punkcie, ponieważ właśnie w tej konkretne decyzji Undset –ujawnia się kluczowy rys jej późniejszego pisarstwa. Potężny instynkt, gorące pragnienie rzeczywistości. Teologiczne i moralne kategorie nie będą w jej książkach czymś wrzuconym do fabuły z zewnątrz, żadnym „propagandowym, prozelickim naddatkiem”. Grzech, odkupienie, sakrament, dogmat – mają w tej prozie status fundamentu rzeczywistości. To wokół nich krążą fabuły, one odbijają się w rysach twarzy i charakteru poszczególnych postaci.

Pierwszy rys Kościoła rzymskiego, który przyciągnął doń Undset, polegał na traktowaniu swych wiernych poważnie. Na początek to całkiem wiele. Jeszcze przed nawróceniem pisała: „Kościół rzymski ma przynajmniej formę, która nie drażni ludzkiej inteligencji, tak jak przeróżne sekty protestanckie. Poza formą Kościoła rzymskiego całe chrześcijaństwo robi na mnie wrażenie jakiegoś nieudanego, rozpadającego się omletu”.

To, że Undset uchroniła się w młodości przed religijnym subiektywizmem właściwym dla protestantyzmu, że w tym oporze przeszła próbę sumienia i charakteru, uratowało jej wyobraźnie, pozwoliło zachować jej dziewiczość. W chwili, gdy umysł i dusza Undset zetknęły się z katolicką prawdą – prawdą obiektywną, taką samą dla wszystkich ludzi, żyjących w każdym miejscu i czasie – powstały dzięki temu spotkaniu fabuły i postaci tak złożone, oryginalne a jednocześnie wiarygodne jak to jest tylko możliwe. Indywidualny talent i osobowość są bowiem jak pryzmat. Nie mogą wyprodukować feerii barw, nie posiadają ich w sobie. Padną one na paletę, kartkę papieru czy zeszyt nutowy tylko wtedy, gdy artysta – pryzmat uchyli okno światłości czekającej cierpliwie za jego plecami. Istnienie jednego Absolutu jest gwarancją powstawania kolejnych, tysięcy i milionów oryginalnych, fikcyjnych postaci. Jeden rodzi wielu. Pstrokata wielość wydaje z siebie zawsze jedną i tę samą nudę.

A czas najbardziej intensywnego rozwoju duchowego Undset przypada na lata I Wojny Światowej i okres powojenny. Epokę, w której nowość, oryginalność i indywidualizm wypełniały kolejna miejsca w panteonie nowoczesnych bożków. Lata dwudzieste XX wieku zapisały się w historii jako być może najbardziej niemoralna dekada w dziejach. Powojenne rozprężenie moralne i duchowe nie miało w sobie niczego z oczyszczającego katharsis, wręcz przeciwnie – Europa puściła się w jakiś szaleńczy taniec, mający wyprzeć z jej pamięci grozę minionych lat. Wartości starego świata zostały zakopane w błocie na polach Verdun. Szalała hiszpanka i hiperinflacja, nic nie było pewne, stałe ani dające się chociaż z minimalną dozą prawdopodobieństwa przewidzieć.

A jednocześnie to właśnie ten okres jest również czasem być może najbardziej masowych konwersji na katolicyzm. Fenomen, którego jednym z przejawów była jej własna historia, tłumaczyła Undset następująco: „Historia Kościoła jest jak paradygmat boskich losów w ludzkich rękach. Kościół był nośnikiem myśli, które umrzeć nie mogą — a którym większość ludzi nie jest w stanie sprostać w swym życiu — ale zawsze po jakimś czasie ludzie ci odkrywają, że nie mogą żyć poza nimi. Mam wrażenie, że tkwię zupełnie samotna w świecie pełnym «nowych prądów» i szukam punktu oparcia, prądów, które nie dadzą się wyprzeć ani uniknąć — tęsknię do starego Kościoła na skale, który nigdy nie powiedział, że coś jest dobre dlatego, że jest nowe, albo dlatego, że jest stare; ale przeciwnie, tęsknię do tego Kościoła, który w sakramencie ma wino, które jest najlepsze, kiedy jest stare, i ma chleb, który jest najlepszy, kiedy jest świeży”.

Swoją najsłynniejszą książkę, „Krystyna córka Lavransa” pisze w okresie bezpośrednio poprzedzającym konwersję. Jest to niedająca się z niczym innym porównać mieszanka skandynawskiej sagi, greckiej tragedii i chrześcijańskiego moralitetu. Ale „Krystyna…” wystaje poza każdą z tych szufladek. Jest przede wszystkim historią duszy tytułowej postaci. Duszy w ciele dziewczyny, kobiety. To zaś umiejscowione zostaje na tle surowych krajobrazów średniowiecznej Norwegii. Ale między tymi trzema poziomami – duchowym, cielesnym, historyczno-społecznym – nie toczy się nic w rodzaju gry o sumie zerowej. Żaden z nich nie jest „na dokładkę” czy kosztem innego. Krystyna córka Lavransa jest postacią integralną. Wszystko ma tu swoje miejsce i znaczenie; każdy gest i element stroju; wszystkie zwyczaje i wierzenia, winy i pokuty, cnoty i sakramenty. Krystyna jest mikrokosmosem – postacią, która ogniskuje w sobie nieskończoną wielość sensów i znaczeń. Przepływają przez tę postać strumienie zarówno losu jak i łaski.

Po „Krystynie córce Lavransa” Undset wybrała się w przeszłość raz jeszcze, tym razem na spotkanie „Olafa syna Auduna”. Obie te wyprawy Akademia Szwedzka uhonorowała w 1928 roku literacką nagrodą Nobla za „niezapomniany opis skandynawskiego średniowiecza”. W tym samym roku Sigrid Undset wstępuje do trzeciego zakonu Dominikanów.

Jej historia przypomina mi pod wieloma względami inną, dziejącą się w tym samym czasie; tej samej „najbardziej niemoralnej dekadzie w dziejach”. Edyta Stein urodziła się w środowisku równie czy może nawet jeszcze bardziej niechętnym katolicyzmowi. Jej matka, wierząca Żydówka, do końca nie pogodziła się z konwersją Edyty. To samo było w młodej filozof pragnienie prawdy, dotarcia do źródeł, fundamentów rzeczywistości. Jak Undset szukała za pomocą literatury, tak Stein – filozofii. Na seminarium do Edmunda Husserla uczęszczała razem m.in. z Martinem Heideggerem (swoją drogą, niedoszłym katolickim kapłanem) czy Romanem Ingardenem. Ale ostateczny głód poznania zaspokoiła dopiero lektura „Dziejów duszy” Teresy z Avili. Edyta Stein pochłonęła ją w jedną noc, nad ranem wydając z siebie westchnienie ulgi: „To jest prawda”. Tylko mając świadomość jak wieloma obwarowaniami i zastrzeżeniami otoczone było to pojęcie w jej czasach i umysłowym środowisku, a jednocześnie jak bardzo Stein pragnęła tego, co jest owego słowa treścią można zrozumieć wagę tamtej nocy i tego wyznania. Jak Undset zostaje dominikańską tercjarką, tak Edyta Stein – karmelitanką bosą.

Te dwa, niemal równoległe życiorysy (Stein umiera w Auschwitz, Undset – wkrótce po zakończeniu II Wojny Światowej) opowiadają jedną historię. Tęsknoty za prawdą, do której dotrzeć trzeba „starymi ścieżkami” („Szukali starych ścieżek” to tytuł wyznań Undset spisanych tuż po konwersji), często zadeptanymi i trudnymi do odtworzenia. Ale cel tej podróży jest zawsze tak samo nowy i młody. Jak wszystko, co wieczne.

Jan Maciejewski

Grzech za pieniądze podatników. Andrzej Duda podpisał ustawę o publicznym finansowaniu in- vitro

15 grudnia 2023

Grzech za pieniądze podatników. Andrzej Duda podpisał ustawę o publicznym finansowaniu in- vitro

pch24.pl/grzech-za-pieniadze-podatnikow-duda

(fot.PAP/Albert Zawada)

Prezydent Andrzej Duda nie zawetował ustawy gwarantującej finansowanie procedury in- vitro z budżetu. Pieniądze polskich katolików posłużą do sponsorowania grzesznego przedsięwzięcia.

„Podejmując decyzję o podpisaniu ustawy z dnia 29 listopada 2023 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, będącej inicjatywą obywatelską, Prezydent brał pod rozwagę fakt, że metoda in vitro w ocenie części społeczeństwa budzi wątpliwości natury etycznej”, podaje kancelaria prezydenta.

Mimo świadomości wątpliwej dopuszczalności moralnej zapłodnienia laboratoryjnego, prezydent zdecydował się ostatecznie podpisać dokument. „Wobec wyzwań demograficznych, dążąc do zapewnienia równych szans wszystkim walczącym z problemem niepłodności, także tym chcącym korzystać z innych metod leczenia, Prezydent zapowiada złożenie projektu ustawy zapewniającego finansowanie ich ze środków publicznych”, czytamy na oficjalnej stronie prezydent.pl.

Niższa izba polskiego parlamentu przyjęła projekt znaczącą większością głosów w środę 29 listopada. Za projektem opowiedziało się 268 parlamentarzystów, a przeciw 118.

Źródło: prezydent.pl

Żeby odgiąć – nie trzeba przeginać.

Żeby odgiąć nie trzeba przeginać.

Izabela Brodacka

Żeby odgiąć trzeba przegiąć” – tę złotą myśl przypisuje się wielkiemu Mao. Nikt chyba ( poza zidiociałymi francuskimi lewakami) nie odważy się twierdzić, że Mao nie zrobił nic złego mordując i trzymając w obozach w imię komunistycznej idei miliony ludzi. Jeżeli się dobrze zastanowić prawdą jest zaprzeczenie złotej myśli Mao. Bo wszystko co w historii ludzkości powinno się tylko odgiąć zostało przegięte i na tym polegają – bardzo upraszczając – problemy współczesnego świata.

Na przykład zawsze nam się wydawało odrażające prześladowanie [mi -NIE md] homoseksualistów jakie miało miejsce choćby w Anglii do połowy XX wieku. Najsłynniejszymi skazanymi byli Alan Turing i Oscar Wilde. Jeszcze w połowie XX wieku w więzieniach Anglii i Walii kary za homoseksualizm odsiadywało ponad tysiąc osób. Dopiero niedawno masowe ułaskawienie ogłosił brytyjski polityk Sam Gyimah. Obejmuje ono również nieżyjących już gejów i biseksualistów. Oczywistym jest, że powinno się zaprzestać penalizowania tak zwanych preferencji seksualnych jeżeli nie są one związane z krzywdzeniem innych ludzi. Na tym polegałoby „odgięcie” i do tego powinno się ograniczyć działania na rzecz wolności spółkowania. Pomijając względy etyki chrześcijańskiej homoseksualizm nie jest racjonalny bo jest biologicznie bezowocny.

Większość krajów Europy przeżywa obecnie zapaść demograficzną i propagowanie homoseksualizmu jest niekorzystne społecznie. Jak powiadam należało zaprzestać karania, zabronić prześladowania i na tym poprzestać. Przegięciem czyli idiotyzmem jest wprowadzanie kilkudziesięciu płci oraz dywagacje naukowe na temat tego rzekomego fenomenu, a wyjątkowym idiotyzmem wprowadzanie w szkołach różnych tęczowych piątków i zapraszanie do przedszkoli facetów przebranych za baby aby czytali dzieciom bajeczki o misiu, który z chłopca stał się dziewczynką. Kształtowanie ludzi biologicznie bezproduktywnych ma taki sam sens jaki miałoby kształtowanie ludzi bezproduktywnych technicznie. Na przykład zaklejanie dzieciom rączek taśmą aby nie nauczyły się nimi operować i nigdy już nie były w stanie wkręcić śrubki, czy propagowanie analfabetyzmu i modnej ostatnio dyskalkulii. Natomiast inspirowanie dzieci do zmiany płci jest już nie tylko przegięciem, jest po prostu zbrodnią przeciwko ludzkości.

Podobnie większość z nas nie zalicza się do rasistów i dyskryminowanie jakiejkolwiek rasy uważa za odrażające. Odgięcie polegałoby na zniesieniu wszelkich form segregacji rasowej. Przegięciem jest natomiast rasizm à rebours sprowadzający się do specjalnego traktowania przedstawicieli ras kiedyś dyskryminowanych. Przegięciem są wszelkie kwoty przyjęć na uczelniach, łagodniejsze traktowanie Murzynów przez prawo, a nawet forsowanie nazywania przedstawicieli tej rasy Afroamerykanami.

Murzyn urodzony w Polsce nie ma nic wspólnego ani z Afryką ani z Ameryką więc nazywanie go Afroamerykaninem jest po prostu idiotyczne, a wymuszanie tego jest terrorem intelektualnym.

Wszyscy z przerażeniem reagujemy na akty przemocy wobec dzieci. Na bicie pasem, przypalanie papierosem czy bicie po głowie. Racjonalnym byłoby surowe karanie wszelkich takich przestępstw podobnie jak karze się podobne przestępstwa popełnione wobec dorosłych. Przegięciem jest przyznanie dzieciom nietykalności nie tylko fizycznej lecz również werbalnej. Nauczyciele są ostatnio pouczani, że karne odebranie dziecku telefonu będzie traktowane jako zabór mienia, a ostre zwrócenie uwagi jako przemoc psychiczna. W rezultacie uczeń może swobodnie nawymyślać nauczycielce od starych profesjonalistek ( to eufemizm) lub nałożyć nauczycielowi kosz na głowę, a nauczyciel nie może nawet zabrać mu na godzinę telefonu, którym dzieciak bawi się podczas lekcji.

Nikt rozsądny poza rozwydrzonymi bachorami badającymi granice swego okrucieństwa nie rozdepcze niepotrzebnie żaby, ślimaka czy mrówki. Jednak gdy przez twój dom maszerują niekończącym się sznurem mrówki faraona postulat ochrony wszelkiego życia traci swoją moc. Bez wahania i poczucia winy używasz preparatów trujących. Odgięciem byłoby zapobieganie niepotrzebnej śmierci i cierpieniu zwierząt. Być może propagowanie bezkrwawych łowów ( z aparatem fotograficznym) zamiast polowania. Przegięciem -zakaz polowania, a przede wszystkim ograniczanie hodowli, oraz wszelkie postulowane obecnie ograniczenia spożycia mięsa przez człowieka.

W świecie, którym rządzi łańcuch pokarmowy likwidacja wzajemnego zjadania się jest niemożliwa i utopijna. Co gorsza ograniczanie hodowli w imię troski o planetę może doprowadzić do powszechnego głodu a nawet do ludożerstwa jak to było swego czasu na Ukrainie. Doprowadził do tego w imię walki klasowej czyli walki o prawa robotników i chłopów Stalin. W rezultacie jego działań sztandarowy proletariat umierał w straszliwych męczarniach z głodu. Stalin chcąc zaszkodzić wrogowi klasowemu czyli белоруким zaszkodził przede wszystkim proletariuszom i chłopom, w imieniu których występował. Jego troska o proletariuszy okazała się dla nich zabójcza.

Niesłusznie uważa się, że programem każdej lewicy jest obrona skrzywdzonych i poniżonych. Tak powinno być. Realnie – lewica czy bardziej adekwatnie lewactwo szuka sobie proletariatu w imieniu którego będzie właśnie krzywdzić i poniżać. Lewactwo nie chce odginać lecz przeginać, nie chce ewolucji lecz rewolucji a rewolucja jak wiadomo sieje zniszczenie i w rezultacie pożera również własne dzieci. Czystki stalinowskie dotykały również jego wiernych towarzyszy, jego pretorianów.

Wpuszczenie do Europy imigrantów zapoczątkowało kolejną wędrówkę ludów, która prędzej czy później obróci się przeciwko tym przybyszom. Terror sanitarny wprowadzony w imię troski o zdrowie obywateli spowodował w Polsce przeszło 200 tysięcy tak zwanych nadmiarowych zgonów. Terror klimatyczny może spowodować globalną klęskę energetyczną i głód a propagowanie energetyki jądrowej jako czystej i bezpiecznej może wysadzić w kosmos „zieloną planetę” co raz na zawsze zlikwiduje wszelkie problemy ludzkości. Zginą wraz z planetą.

Reporter, który forsował obozy koncentracyjne dla nieszczepionych, umiera w wieku 33 lat – odłączony od aparatury, bo „uznano go za zmarłego neurologicznie”.

Reporter, który forsował obozy koncentracyjne dla nieszczepionych, umiera w wieku 33 lat – odłączony od aparatury,bo „uznano go za zmarłego neurologicznie”.
by WorldTribune Staff / 247 Real News December 14, 2023
https://www.worldtribune.com/reporter-who-pushed-concentration-camps-for-unvaccinated-dies-at-age-33 
  
Zmarł Ian Vandaelle, kanadyjski reporter, który nawoływał do zwolnienia nieszczepionych policjantów i nawoływał do tworzenia obozów koncentracyjnych dla tych, którzy odmówili przyjęcia szczepionki na Covid. Miał 33 lata.

Vandaelle, który pracował jako reporter i redaktor w „Financial Post”, a wcześniej był producentem w BNN Bloomberg, zmarł po hospitalizacji i „uznano go za zmarłego neurologicznie” – podała jego rodzina.
Stephanie Hughes, „partnerka” Vandaelle [to oni już nie mają małżonka, tylko „partnera”… md] podzieliła się wiadomością o jego śmierci na swoim koncie X 5-go grudnia, stwierdzając:

„Nie zaglądałem na Twittera przez jakiś czas, ponieważ mój partner @IanVandaelle przebywał w szpitalu od 18 listopada. Z ciężkim sercem informuję, że w tym tygodniu uznano go za zmarłego neurologicznie i dziś rano odłączono go od aparatury podtrzymującej życie".

Vandaelle wielokrotnie wypowiadał się w mediach społecznościowych, opowiadając się za zachętami do szczepień na Covid-19.
Nalegał także na wprowadzenie paszportów szczepionkowych i zwolnienie z pracy tych, którzy odmówili zaszczepienia.
Zasugerował także, że osoby niezaszczepione „powinny być aresztowane i wywiezione do obozów koncentracyjnych”.

Iowa Capitol: Były pilot marynarki wojennej USA likwiduje posąg diabła

Iowa Capitol: Były pilot marynarki wojennej USA likwiduje posąg diabła

gloria.tv/do-diabła-z-diabłem

Michael Cassidy to były pilot marynarki wojennej i kandydat do kongresu z Mississippi, który 14 grudnia zniszczył posąg diabła wystawiony na Kapitolu stanu Iowa.
Stan Iowa jest zarządzany przez Partię Republikańską. Cassidy zrobił to, aby bronić chrześcijaństwo przed satanizmem sponsorowanym przez państwo.
„W ostatnich dziesięcioleciach antychrześcijańskie wartości były coraz bardziej rozpowszechniane, a chrześcijanie w dużej mierze zachowywali się jak przysłowiowa żaba we wrzącej wodzie”, wyjaśnił swój gest.
Cassidy oddał się policjantom na miejscu zdarzenia, którzy mogli być zadowoleni z usunięcia obrzydliwości. Tylko tak zwana Świątynia Szatana z Iowa planuje wnieść oskarżenie przeciwko Cassidy’emu.