Na koniec roku 2022 na koncie @fundacjawosp zalegało 325 milionów, w 2023 roku zebrali 260 milionów, do tego dochodzi 1% i inne wpłaty, co razem daje co najmniej 600 milionów na koncie. Dlaczego kasa ze zbiórek jest rozliczana latami, to już domyślcie się sami. Do każdej innej fundacji, tak funkcjonującej i finansowanej ze środków publicznych wparowałby co najmniej US, jak nie @PK_GOV_PL
, a do WOŚP nawet @tvn24 nie zagląda, bo od publicznej kasy jest Rydzyk do kopania.
Po sześciu latach na stanowisku wiceprezydenta Gdańska z tą funkcją żegna się Piotr Kowalczuk. Zdecydować miały „powody osobiste”. Zastąpi go Monika Chabior. Zmiany kadrowe wśród swoich najbliższych współpracowników ogłosiła prezydent Aleksandra Dulkiewicz.
Piotr Kowalczuk był wiceprezydentem ds. edukacji i usług społecznych od 2014 r., gdy na to stanowisko powołał go Paweł Adamowicz. W zakresie jego obowiązków były też sprawy związane ze zdrowiem.
Piotr Kowalczuk obejmował funkcję wiceprezydenta Gdańska razem z Piotrem Grzelakiem (po lewej stronie). fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl
=========================
Z Urzędem Miejskim w Gdańsku Kowalczuk związany był już od 2010 r., gdy został kierownikiem Referatu Komunikacji Społecznej. W 2013 r. objął stanowisko zastępcy dyrektora Wydziału Edukacji.
Piotr Kowalczuk był wiceprezydentem Gdańska odpowiadającym za edukację, zdrowie i sprawy społeczne od 2014 roku. fot. Mateusz Słodkowski/trojmiasto.pl
===============================
Był pełnomocnikiem prezydenta ds. inicjatyw i konsultacji społecznych, co sprawiło, że prowadził konsultacje społeczne pilotażowego Budżetu Obywatelskiego w Gdańsku. Zanim został wiceprezydentem, kierował też Wydziałem Rozwoju Społecznego.
30 stycznia rusza przed sądem proces byłego wiceprezydenta Gdańska Piotra K. Prokuratura oskarża go o seksualne wykorzystanie zależności wobec małoletniego.
Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez K. złożył do prokuratury zastępca prezydenta Gdańska w 2021 r.
Żyjemy w najstraszniejszej epoce w historii ludzkości: w czasach króla Heroda rodzice wiedzieli, że muszą ukryć swoje dzieci lub uciec (bo oczywiście – król chciał je zabić). W czasie Wielkiego Głodu Ukraińcy wiedzieli, że sowiecki komuniści ich głodzą, a ci, którzy mogli, uciekli lub walczyli. https://tobyrogers.substack.com/p/the-horrordumbor
Teraz ludzie po prostu oglądają telewizję, pochłaniają niekończącą się propagandę 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku i doprowadzają siebie i swoje rodziny do akceptacji ludobójstwa i innych globalistycznych zbrodni. Czują się wspaniale z powodu ludzi, którzy ich trują, w miarę jak stają się coraz bardziej chorzy, całe bogactwo ich dalszej rodziny spływa do kieszeni ich dręczycieli, ich ciała i umysły niszczeją, a oni ostatecznie giną .
Samozachowawczość jest najbardziej podstawowym instynktem. Chęć ochrony dzieci przed krzywdą jest jeszcze większym impulsem, dającym rodzicom, a zwłaszcza matkom, nadludzką moc pozwalającą stawić czoła agresorom.
Ale dla dużego odsetka ludzi Zachodu to wszystko już minęło. Żyjemy w kraju zombie, które idą od oglądania telewizji na kanapie do lekarza po więcej trucizny, a następnie powtarzają ten cykl od nowa.
Chcę tylko zwrócić uwagę na to, jak niesamowicie dziwne i bezprecedensowe jest to wszystko.
Przewodniczący (Richard Trumka) i główny ekonomista (William Spriggs) AFL-CIO zostali zabici przez szczepionkę. Mimo to poparcie związku zawodowego AFL-CIO dla szczepionek pozostaje tak duże jak zawsze. Prezydent Biden nazywa siebie „najbardziej pro-związkowym prezydentem wszechczasów” – nawet po zamordowaniu ich przywódców.
Najbardziej ukochany na świecie specjalista ds. zdrowia publicznego, Paul Farmer (bohater książki „Góry poza górami”), zginął w wyniku zastrzyku powodującego skrzep. Z całego świata napływały łzawe pochwały, ale nie było sekcji zwłok, nie było ciekawości i nie szukano twardych odpowiedzi na temat związku jego śmierci ze szprycą Covid-19.
Zastrzyki w skrzepy zabiły wiele czarnych gwiazd, w tym Hanka Aarona, DMX, Michaela Kennetha Williamsa, Marvina Haglera, Midwina Charlesa, Coolio i André Braughera. Jednak organizacje murzyńskie milczą w tym temacie.
Sportowcy w kwiecie wieku miewają zawały serca i padają się na boisku. Żadne duże stowarzyszenie sportowe nie zadało pytań ani nie wyraziło obaw w związku z tymi bezprecedensowymi katastrofami zdrowotnymi. LeBron James jest miliarderem, a firma Pfizer spowodowała zatrzymanie akcji serca u jego 18-letniego syna. LeBron nie kwestionował publicznie roli firmy Pfizer.
Płodność w tym kraju spadła, ponieważ zastrzyki C-19 wpływają na płodność, zmieniają cykl menstruacyjny i powodują poronienia.
Podczas epidemii AIDS Anthony Fauci zabił 30 534 homoseksualistów, blokując dostęp do antybiotyku Bactrim (który skutecznie leczył pneumocystyczne zapalenie płuc) i zabił setki tysięcy kolejnych gejów, zatwierdzając wysoce toksyczny lek AZT. Nie wyciągnięto żadnych wniosków. Kampania na rzecz Praw Człowieka, największa grupa LGBT w kraju, jest dosłownie sponsorowana przez firmę Pfizer. Rick Bright, być może najwybitniejszy gej w administracji Trumpa (był szefem BARDA na początku Covida), odmówił uwolnienia hydroksychlorochiny z krajowych zapasów, powodując śmierć tysięcy Amerykanów w celu stworzenia rynku dla szczepionek Covid, które zabiły setki tysięcy Amerykanów, miliony ludzi na planecie i zabiją miliardy.
Nakaz szczepień jest rażącym naruszeniem ludzkiego organizmu i jest sprzeczny z najbardziej podstawowymi normami cywilizowanego społeczeństwa. Jednak Amerykańska Unia Wolności Obywatelskich, która stara się „obronić i zachować indywidualne prawa i wolności gwarantowane każdemu człowiekowi w tym kraju przez Konstytucję i prawo Stanów Zjednoczonych”, nie tylko nie wprowadziła w życie mandatów do walki, ale aktywnie wspierała zbrodniarzy .
Komentarz edytora [Nowop.] : powyższą wyliczankę można by kontynuować i nie dotyczącą tylko USA, ale również III RP i dosłownie całego świata. Byłoby to zupełnie bezowocne, gdyż głupota i deprawacja większość członków światowego społeczeństwa nie stwarza nadziei na naprawę tego katastrofalnego trendu. BRAMY PIEKIEŁ SĄ SZEROKO OTWARTE NIE TYLKO DLA GLOBALISTÓW, ALE I DLA MAS!
Pisaliśmy już o Marku Czyżu zapowiadającym w „19.30” swoją… córkę, czy sięganiu po korespondencję dziennikarzy zatrudnionych w „Deutsche Welle”. Na początku przejęcia anteny przez ludzi „Koalicji 13 grudnia” można było pewne wpadki tłumaczyć względami trwającej „reformy” TVP, ale czym dalej w las, tym niemiłych ciekawostek i propagandy więcej.
W programach TVP Info dużo gadania o „niczym”, jeśli już o polityce, to mamy np. „ekspertów” z OKO.press i Der Onetu prawiących o niemoralności „poprzedniej propagandy PiS”. Zdaje się też, że „Koalicja 13 grudnia” mocno wspiera subkulturę tatuaży. Pomijając pewnego posła-poganina-nauczyciela, który też pojawia się tu na wizji, można zobaczyć „napakowaną” tatuażami dziennikarkę Karolinę Opolską.
Do nowej redakcji TVP Info dołączyły Karolina Opolska i Małgorzata Walczak i debiutowały w czwartek. Opolska przez trzynaście lat pracowała jako wydawca w TOK FM, związana była także z Onetem oraz youtube’owym kanałem braci Sekielskich. O Walczak było głośno w kontekście jej związku z Filipem Chajzerem. Od czerwca 2023 prowadziła program „Newsroom” w „Wirtualnej Polsce”. Poprzednio związana była z „News24”.
Zostawiając na boku tatuaże i „nowe twarze”, warto też skupić się na na tematach nowej TVP INFO. W czwartkowy poranek zaproszono bowiem do studia ekspertów, którzy opowiadali, jak należy się zachować w przypadku spotkania na ulicy… nożownika. To już ani chybi, wstęp do oswajania nas z nową rzeczywistością, którą wprowadzi relokacja do Polski migrantów. Rzeczywiście „publiczna” TV odzyskuje wymiar „edukacyjny”.
Sen o wieżowcu Dyrektoriatu i jego urojonej windzie.
Mirosław Dakowski 30 grudzień 2023
Dziś w nocy miałem wstrząsający, może proroczy sen o Dyrektoriacie.
Przytoczę go możliwie dokładnie.
——————————–
Wyszedłem zadowolony z ważnego Urzędu Dyrektoriatu na 20-którymś piętrze. Miałem jedynie pojechać do Urzędu w innej dzielnicy Warszawy, bo potrzebne są dodatkowe podkładki.
Podszedłem więc do windy i nacisnąłem guzik „zero”. W cichobieżnej windzie okazało się jednak, że po dojechaniu na parter natychmiast winda pojechała w górę, i tak powtarzało się kilka razy.
Ponieważ byłem doradcą technicznym projektantów wieżowca, zamknięty w windzie zorientowałem się jaka jest tego przyczyna.
Precyzyjnym wyliczeniem piętra, na które winda ma zawieźć pasażera zarządza wielki komputer z najnowszym wariantem sztucznej inteligencji, który mieści się w aneksie do naszego wieżowca. Zorientowałem się, że we wzorze, który pozwala z dokładnością ośmiu miejsc po przecinku określić, na jakie piętro ma być zawieziony pasażer, znajduje się masa pasażera pod pierwiastkiem. Otóż przez pożałowania godną pomyłkę ta masa zostaje podawana z minusem. A jak wiadomo pierwiastek z liczby ujemnej ma wartość urojoną. W związku z tym winda dojeżdżając na parter, w czasie mikrosekund orientuje się, że to nie jest właściwe piętro i odjeżdża na górę szukając tego urojonego piętra.
Po chwili paniki znalazłem jednak rozwiązanie. Mianowicie w kieszeni miałem 9-calowy gwóźdź, który pozostał mi po budowie domu w latach 80-tych w Aninie. Ponieważ winda dojeżdżała na parter delikatnie, powoli, a dopiero po ostatecznym dojechaniu w czasie tych mikrosekund decydowała się na poszukiwanie właściwego piętra, więc w ułamku sekundy przed jej dojechaniem wsadziłem ten gwóźdź w szparę i tym sposobem zatrzymałem windę i z niej wysiadłem.
====================
Teraz nastąpi krótka historia realna, a nie senna, o dziewięciocalowych gwoździach.
W drugiej połowie lat 80, za pieniądze zarobione za granicą, budowałem dom w Aninie. Oczywiście wtedy były ogromne trudności z różnymi materiałami budowlanymi. Dwaj cieśle spod Siedlec powiedzieli, że potrzebują do wiązań dachowych gwoździ, najlepiej ośmiu lub dziewięciocalowych. Brakowało nam również cementu. Mój kolega szkolny Wiesio Ch., członek partii od wielu lat, sekretarz POP-u, polecił nas swojemu koledze, dyrektorowi cementowni w Wierzbicy za Radomiem i żona pojechała do tej Wierzbicy, gdzie natychmiast dostała zlecenie na odbiór, zdaje się trzech ton cementu luzem w magazynie w Warszawie, na Żeraniu [oczywiście tam za małą łapówkę dostaliśmy w workach..] . Uradowana wsiadając do samochodu wspomniała jednak o kłopotach z dużymi gwoździami. Obecny przy rozmowie inspektor budowlany powiedział jej, by na chwilę się wstrzymała i zaraz przyniósł z sąsiedniej budowy skrzynkę, chyba 20-kilową potrzebnych dziewięcio-calowych gwoździ.
Cieśle użyli z dziesięć tych gwoździ, a skrzynka prawie pełna jest u nas w piwnicy. Stąd ten gwóźdź którego użyłem w moim śnie.
Cały Wieżowiec Dyrektoriatu Urzędu Porządku Absolutnego jest sterowany przez najnowocześniejszą sztuczną inteligencję z sąsiedniego mniejszego budynku. Ponieważ najnowszy komputer z Unii Europejskiej działa kilkanaście razy szybciej od dostępnych w tym kraju, zbudowano specjalny budynek kriogeniczny, bo komputer ten działa na elementach nadprzewodzących, które wymagają temperatury ciekłego helu [-270 st C]
.
Dzwonię na górę do znajomego sekretarza Dyrektoriatu z ostrzeżeniem o problemie. Bo sąsiednie 14 wind jest również sterowne przez ten sam algorytm z Centralnego Kriogenicznego Komputera, którym zarządza jedynie Dyrektoriat.
On, zaaferowany, mówi mi jednak że Dyrektoriat Urzędu Porządku Absolutnego in corpore jest na ważnej naradzie, która może skończy się dopiero za osiem godzin. Nie może ich jednak alarmować, bo również tam wystąpił pierwiastek z liczby ujemnej, czyli to posiedzenie jest urojone. [ściślej – zespolone].
Ze względów bezpieczeństwa oraz konieczności ochrony klimatu jedyny dostęp do komputera mają członkowie Dyrektoriatu.
Ścisłe Biura Dyrektoriatu Urzędu Porządku Absolutnego mieszczą się na najwyższych pięciu czy sześciu piętrach tego wieżowca. Na najwyższym piętrze jest penthouse, czyli szklarnia, oranżeria, w której dach odlany został na Śląsku z jednego kawałka szkła kwarcowego, przepuszczającego ultrafiolet. Były kłopoty z dostarczeniem tej kopuły na dach wieżowca. Specjalnie zmontowane żurawie wysokościowe okazały się zbyt niskie i zbyt słabe. Zastosowano więc cztery automatyczne drony towarowe. Niestety, przy poprzedniej próbie umieszczenia, zerwał się niespodziany podmuch wiatru i kwarcowa kopuła zwaliła się na najwyższe piętra tego pięknego wieżowca. Po trwającej parę miesięcy naprawie i renowacji najwyższych pięter, udało się jednak kolejną kopułę ze szkła kwarcowego zwycięsko umieścić. Często więc członkowie dyrektoriatu spędzają tam czas swoich twórczych wysiłków i stąd taka piękna, optymistyczna złotobrązowa karnacja ich skóry. Ale na razie – ich posiedzenie jest urojone…
W tym momencie, zlany potem i zupełnie przerażony – obudziłem się. I natychmiast rano spisuję tę relację.
=========================
Mail:
Przecież to reminiscencje z Lema, o Dobrowolnym Upowszechniaczu Porządku Absolutnego!
Ja:
Ależ oczywiście, tylko że ja te przygody Ijona Tichego czytałem ostatnio chyba przed 15-tu laty. I dopiero teraz, jakieś schowane pokłady w umyśle wypłynęły na tyle na powierzchnię, że zrealizowały się w postaci tego – jakżeż realistycznego – snu.
„Szczęśliwa Polska”, której czas rzekomo nastaje wraz z premierostwem Donalda Tuska, zostanie oktrojowana podobnie, jak Polska liberalna po 1989 roku. Polacy zostaną wzięci za pysk i wepchnięci do „krainy uśmiechu”. Pierwsze dni sprawowania władzy przez szefa Koalicji Obywatelskiej pokazują nam bowiem jedno: to będzie okres bardzo brutalnych rządów, w którym uśmiech i szczęście zostaną nam narzucone siłą.
2023 rok to w polskiej polityce przede wszystkim czas radykalnej zmiany politycznej. Oto rządy Zjednoczonej Prawicy odeszły do historii, a w ich miejsce przyszło nowe – totalne przeciwieństwo, czyli władza Donalda Tuska i jego konfratrów.
Żeby było ciekawiej, nie mówimy wcale o jakiejś istotnej korekcie merytorycznej w aspekcie kierunków polityki państwowej. Owszem, wydaje się, że główne różnice pomiędzy obydwoma ugrupowaniami pojawią się na płaszczyźnie zapowiadanej przez Tuska rewolucji obyczajowej, choć tu – przyznajmy – kierownictwo PiS raczej niechętnie definiuje swoją tożsamość postrzegając kwestię in vitro, aborcji czy związków partnerskich jako problematyczną w walce o centrowego wyborcę.
Jednak wobec najważniejszych wyzwań politycznych stojących dzisiaj przed Polską, Tusk ma taki sam plan, jak z grubsza Mateusz Morawiecki z Jarosławem Kaczyńskim: płynąć głównym nurtem polityki europejskiej, nie wychylając się zbytnio, bo kto się wychyla, ten być może wypije szampana, ale może też oberwać cios. A to drugie nie jest miłym doświadczeniem. Tuskowa zmiana, skoro nie może zostać wypełniona żadną merytoryczną treścią, niesie ze sobą coś, co powinno wzbudzać przerażenie każdego trzeźwo myślącego obserwatora polityki: nagą siłę, która w myśl liberalnej logiki przymusi nas do tego, byśmy podporządkowali się państwowemu lewiatanowi. A jeśli komuś się to nie podoba to, proszę bardzo, niech sobie przypomni rządy „strasznego Kaczora”.
Badajoz Tuska
Jeśli wrócimy do expose nowego-starego premiera, to nie sposób pominąć okrągłych słów o „potrzebie odbudowania wspólnoty”. Tusk chętnie szafuje tym pojęciem i – jakby na dowód czystości swoich intencji – wkleja sobie w klapę biało-czerwone serduszko. Nie jest jednak przypadkiem, że za tą deklaracją nie poszły żadne konkrety poza propagandowymi zachwytami „dziennikarzy” TVN czy „Wyborczej”.
A w kilka dni później zobaczyliśmy już brutalny spektakl w budynkach TVP, Polskiego Radia i PAP. To właśnie była, w sporej pigule, zapowiedź kolejnych miesięcy (a może lat?) rządów Donalda Tuska.
Akcja z przejęciem TVP – abstrahując już od tego, że mało komu chyba jest żal Adamczyków, Rachoniów czy Holeckich – została obliczona rzecz jasna na zapewnienie igrzysk wyborcom „Koalicji 15 października”, ale też, czego nie wolno bagatelizować, ostrzeżenie dla politycznych przeciwników „uśmiechniętej Polski”. Wiemy już bowiem, że ze stu konkretów zostanie nam sto bzdur, wie to także sam Tusk, który zaczął premierowanie od wycofywania się z podniesienia kwoty wolnej od podatku, rezygnacji z tzw. podatku zdrowotnego czy kasowego PiT-a.
W zamian zostaje zatem użycie nagiej siły, by nakarmić lud pracujący miast i wsi nawalanką w budynku znienawidzonej przez wielu TVP, wyłączyć sygnał, wprowadzić na telewizyjne korytarze „ludzi z miasta” i pokazać, jak się rozlicza „autorytarną władzę”. I jak rozliczeni mogą być ci, którzy przestaną szczerzyć zęby w uśmiechu przypomniawszy sobie wynik ostatnich wyborów.
Za tym pokazem siły kryje się zapewne jeszcze coś: szef KO pokpiwając literę prawa, dokonuje dość spektakularnego gwałtu na swoich poplecznikach demonstrując, że nie ma zamiaru spełniać ich estetycznych oczekiwań. To on jest panem sytuacji i doskonale wie, że chociażby dzisiaj zdecydował o zawieszeniu konstytucji i rządzeniu dekretami, TVN położy po sobie uszy, a dziennikarze „Wyborczej” nazwą to bolesnym co prawda, ale koniecznym „wyrywaniem zęba”.
Wreszcie, jest to również rytualny gwałt na Hołowni, Kosiniaku-Kamyszu oraz Czarzastym.
To akt brutalności, który można odnieść do niepisanej reguły obowiązującej w XVIII i XIX-wiecznej Europie, gdy wojsko zdobywszy twierdzę, której załoga nie zgodziła się zawczasu poddać, plądrowało wszystko, dopuszczając się wyjątkowo odrażających aktów swawoli. Przykładem może być zdobycie Jaffy przez wojska Napoleona czy twierdzy Badajoz przez armię brytyjską. W tym ostatnim przypadku admirał Wellington musiał stawiać szubienice, by ostudzić rozbuchane nienawiścią i żądzą dzikiej zemsty żołnierskie głowy. Koalicjanci Tuska padają ofiarą podobnego gwałtu, zmuszeni przystawać na grubiańskie i bezwzględne metody szefa rządu. Skoro nie zgodzili się poddać jego dominacji przed wyborami, lider KO zrobi teraz wiele, by odpowiednio poniżyć partnerów. Walka o TVP i planowane „odbijanie” z rąk PiS innych instytucji państwowych będzie zatem odbywało się w logice nieustannego lekceważenia i pogardy dla autorytetu państwa, by urządzać Hołowni i spółce wspomniane Badajoz, tak długo aż ich wyborca zapomni, że coś takiego jak Trzecia Droga (i trzecia droga) w ogóle istnieje.
Logika tej „rozwałki” wydaje się jasna: skoro Trzecia Droga doszła do władzy z hasłem podnoszenia demokratycznych standardów, to standardy te muszą zostać spektakularnie zniszczone przy aprobacie koalicjantów. I to właśnie się dzieje. Nie wiem, w jaki sposób Hołownia wyobrażał sobie robienie polityki między Tuskiem a Kaczyńskim, ale ze swoją wesołkowatą miną, zapatrzony w prezydenturę jak kot w spyrkę, trafił w strefę zgniotu tak silną, że jedyne co mu pozostało to odrobina błazenady w „Dzień dobry TVN”. Obraz wyłania się z tego dość oczywisty: kiedy twardziele bawią się w politykę, mięczaki uciekają w kabaret i śmiesznostki.
Innym symbolicznym aktem wasalizowania zaplecza politycznego przez Tuska było wreszcie przeczytanie listu samobójcy, Piotra Szczęsnego, który odebrał sobie życie – jak twierdził – w proteście przeciwko polityce PiS. Tamto tragiczne zdarzenie z pewnością było wynikiem problemów psychicznych człowieka, który targnął się na swoje życie, co wręcz domaga się odpowiedniej dozy empatii a na pewno stronienia od tromtadracji. Zwłaszcza współcześnie, gdy problem samobójstw jest coraz większą społeczną bolączką szczególnie wśród młodych. I choć lewicowy komentariat zwykł słowo „empatia” odmieniać przez wszystkie przypadki, Tusk postanowił spektakularnie zlekceważyć jakiekolwiek zasady zalecane w takich przypadkach przez psychiatrów, stawiając Piotra Szczęsnego na piedestale niczym narodowego bohatera.
Gdyby podobną rzecz zrobił Kaczyński, najpewniej zostałby zmieszany z błotem, ale Tusk… no cóż, tez zebrał pochwały za godny akt upamiętnienia „ofiary” pisowskich rządów. W ten sposób lider KO powiedział swojemu zapleczu społecznemu „dzień dobry”, masakrując w najlepsze obietnicę „wrażliwej polityki” i „szczęśliwej Polski”. A to przecież dopiero początek.
Test na katolickość
Oczywiście dług zaciągnięty u rozmaitych koterii trzeba będzie w swoim czasie spłacić, ale Tusk nie jest specjalnie chętny by robić to na warunkach dyktowanych mu przez zaplecze. Częściowo zatem spłacać będą musieli też Hołownia z Czarzastym, wprowadzając obyczajowe nowinki czy implementując w najlepsze kolejne reguły ekologicznej agendy.
Wszyscy znamy Tuska z tego, że nie lubi kiedy polityka psuje mu psychiczny komfort. Po co zatem miałby się babrać w lepkiej cieczy społecznego konfliktu? Dla siebie zarezerwował rolę PiS-owskiego pogromcy, liberalnego terrorysty, który ku uciesze unijnej socjety wyzwala Polskę spod dominacji „populistycznych” autokratów. In vitro, związki partnerskie czy aborcja to wdzięczny temat, by trochę potrząsnąć PiS-owskim truchłem i przypomnieć, że nadal sypie się z niego kurz, ale już mniej wygodny w konfrontacji z nastrojami społecznymi. To dlatego oddał lewicy Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, edukację czy tekę de facto fikcyjnego na razie resortu ds. równości. W przypadku bowiem gdy temat obyczajowej rewolucji zostanie przez rząd „przegrzany”, „król Europy” może umyć ręce i pokazać palcem na koalicjanta.
Zmiany obyczajowe – jeśli faktycznie ruszą z kopyta – będą zresztą testem tego, jak zmieniła się Polska przez ostatnich osiem lat. Czy faktycznie katolicka tkanka jest w nas nadal silna, czy też „europeizacja” ruszyła już pełną parą i do głosu doszły nowe pokolenia libertynów. Co na to polski Kościół? I czy katolicy faktycznie są na tyle zmobilizowani, by stanąć w obronie podstawowych wartości? We współczesnej demokracji daleko ważniejsza od liczb jest sprawność i zdolność do organizowania debaty. Dlatego jeśli Tusk da lewicy zielone światło, katolików czeka swoisty stres test na ile tym razem będą zdolni zabezpieczyć Polskę przed postępującą demoralizacją. Czy uda się to tak skutecznie, jak w czas rządów koalicji PO-PSL? Oby, choć możemy też boleśnie przekonać się, jak wiele na poziomie społecznym zmienili się Polacy w ostatnich kilku latach i jak wiele zjawisk przegapił polski Kościół zajęty albo blatowaniem się z władzą, albo samym sobą.
Kto jest wrogiem?
Nadciągająca rewolucja obyczajowa to jeden z wielu istotnych tematów, które często są bagatelizowane w ogniu konfrontacji pomiędzy Tuskiem a Kaczyńskim. To kwestia naszej duchowej suwerenności, wcale nie mniej istotnej niż ta materialna. Gra toczy się bowiem o dusze nie tylko każdego z nas, ale także naszych bliskich.
Innymi ważnymi tematami, które dzisiaj często wydają się mniej istotne niż rozliczanie PiS, pozostają kwestia wojny na Ukrainie oraz przyszłość Unii Europejskiej. W obydwu tych tematach przedstawiciele koalicyjnego rządu nabierają wody w usta, choć – uczciwie to trzeba przyznać – mało kto stawia im o to trudne pytania.
W tej chwili Tusk zdaje się korzystać trwającej medialnej nawalanki pomiędzy tefałenami a broniącymi „wolności słowa” niektórymi pracownikami TVP, nie odnosząc się właściwie w ogóle do kwestii relokacji uchodźców, którą usiłuje narzucić nam Bruksela. W tle pobrzmiewa pytanie o politykę migracyjną, czego PiS nie potrafił rozstrzygnąć miotając się między presją ze strony Brukseli a prywatnego biznesu, skarżącego się na brak rąk do pracy. Skutek tej szamotaniny był opłakany.
Z kolei w przypadku Ukrainy, sprawa ma znaczenie kluczowe dla naszej suwerenności i to na wielu poziomach. Pierwszym jest oczywiście ten związany z obroną polskich granic. W jaki sposób pomagać Ukrainie w wojnie z agresywną Rosją, by z jednej strony zachować zasoby konieczne do obrony kraju, a z drugiej – oddalić niebezpieczeństwo od Polski tragedię wojny? Wydaje się, że skończył się już etap, w którym mogliśmy oddawać Kijowowi sprzęt wojskowy, tłumacząc, że to jedynie stare, postsowieckie uzbrojenie. Obecnie – tu wierzę w wypowiedziane kilka miesięcy temu mimochodem słowa Morawieckiego – nie możemy już wysyłać sprzętu naszym sąsiadom. Podobnie w kwestii gospodarki – nie sposób dzisiaj wspierać Ukrainę, która dycha jedynie dzięki przelewom z Zachodu, bez przekonania Polaków do ponoszenia konkretnych i bardzo wymiernych kosztów. A wydaje się, że społeczna mobilizacja w tej sprawie mocno osłabła, co zresztą było jedną z przyczyn porażki PiS. Nie przekonują mnie w tym przypadku zaklęcia powtarzane przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz z Polski 2050, która uważa, że musimy nadal wspierać Ukrainę, nawet za cenę bolesnych kosztów społecznych. Kłopot w tym, że to zetlałe hasło, pozbawione konkretów.
Innymi wymiarem „kwestii ukraińskiej” jest perspektywa poszerzenia Unii Europejskiej i związane z tym radykalne ograniczenie możliwości sprzeciwu Warszawy w Radzie Europejskiej. Tu znów stajemy przed ważnym pytaniem: czy przystąpienie Ukrainy do Unii Europejskiej faktycznie jest w naszym interesie? Czy nie powinniśmy wreszcie odbyć rzetelnej debaty na ten temat? I jak stosunki polsko-ukraińskie w obecnej dekadzie postrzega szef resortu spraw zagranicznych, Radosław Sikorski?
Bądźmy wreszcie poważni: suwerenność Polski jest dzisiaj poważnie zagrożona w jej wymiarze duchowym i politycznym. Rząd Tuska w pierwszym wymiarze planuje ją faktycznie pogrążyć, zaś w drugim – zdaje się kompletnie ów problem lekceważyć. Piekło, które niedługo po objęciu władzy, lider KO rozpętał w siedzibach TVP, to z pewnością próba przykrycia kluczowych problemów z punktu widzenia dalszego istnienia naszego państwa i jego kondycji duchowej. Ale nie lekceważyłbym także i tych spraw. Bo przecież zamordystyczny styl sprawowania władzy wcale nie jest jakąś marginalną kwestią czy jedynie mierną przykrywką. Dzisiaj bowiem chodzi o zepsutą już wcześniej przez PiS instytucję, ale jutro władza może przyjść po każdego z nas. Taka jest bowiem logika współczesnych liberalnych rządów: nie ma tolerancji dla wrogów rewolucji. A kto jest wrogiem rewolucji, zdecyduje rząd. Czołem uśmiechniętej Polsce!
Tallahassee na Florydzie — 6 grudnia 2023 r. naczelny chirurg stanowy dr Joseph A. Ladapo wysłał list do komisarza amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA), dr Roberta M. Califfa, oraz do Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) ) Dyrektor dr Mandy Cohen w sprawie pytań dotyczących oceny bezpieczeństwa i odkrycia miliardów fragmentów DNA na dawkę szczepionki mRNA Covid-19 firm Pfizer i Moderna.
Naczelny chirurg przedstawił obawy dotyczące zanieczyszczeń kwasami nukleinowymi w zatwierdzonych szczepionkach mRNA Covid firm Pfizer i Moderna, szczególnie w obecności kompleksów nanocząstek lipidowych oraz DNA promotora/wzmacniacza wirusa Simian 40 (SV40). Nanocząstki lipidowe są skutecznym nośnikiem dostarczania mRNA zawartego w szczepionkach przeciwko Covid do komórek ludzkich i dlatego mogą być równie skutecznym nośnikiem dostarczania zanieczyszczającego DNA do komórek ludzkich. Obecność DNA promotora/wzmacniacza SV40 może również stwarzać wyjątkowe i zwiększone ryzyko integracji DNA z komórkami ludzkimi.
Integracja DNA mogłaby teoretycznie wpłynąć na onkogeny człowieka – geny, które mogą przekształcić zdrową komórkę w komórkę nowotworową.
Integracja DNA może skutkować niestabilnością chromosomów.
W „Poradniku dla przemysłu” omówiono biodystrybucję szczepionek DNA oraz wpływ, jaki taka integracja może wpłynąć na niezamierzone części ciała, w tym krew, serce, mózg, wątrobę, nerki, szpik kostny, jajniki/jądra, płuca, drenujące węzły chłonne, śledzionę, miejsce podania i podskórne w miejscu wstrzyknięcia.
W dniu 14 grudnia 2023 r. FDA przedstawiła pisemną odpowiedź, nie zawierającą dowodów na to, że przeprowadzono oceny integracji DNA w celu uwzględnienia zagrożeń określonych przez samą FDA w 2007 r. W oparciu o uznanie przez FDA wyjątkowych zagrożeń stwarzanych przez integrację DNA, skuteczność ze względu na system dostarczania nanocząstek lipidowych szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 oraz obecność fragmentów DNA w tych szczepionkach, dla zdrowia ludzkiego, istotna jest ocena ryzyka integracji zanieczyszczenia DNA z ludzkim DNA. FDA nie przedstawiła żadnych dowodów na to, że ryzyko to zostało ocenione w celu zapewnienia bezpieczeństwa.
W związku z tym naczelny chirurg stanu Floryda, dr Joseph A. Ladapo, wydał następujące oświadczenie:
„Odpowiedź FDA nie dostarcza danych ani dowodów na to, że przeprowadzono zaleconą przez nią ocenę integracji DNA. Zamiast tego wskazali na badania genotoksyczności – które są niewystarczającą oceną ryzyka integracji DNA. Ponadto zaciemnili różnicę między promotorem/wzmacniaczem SV40 a białkami SV40, czyli dwoma odrębnymi elementami.
Integracja DNA stwarza wyjątkowe i podwyższone ryzyko dla zdrowia ludzkiego i integralności ludzkiego genomu, w tym ryzyko, że DNA zintegrowany z plemnikami lub gametami komórek jajowych może zostać przekazany potomstwu osób zaszczepionych szczepionką mRNA przeciwko Covid-19. Jeżeli ryzyko integracji DNA nie zostało ocenione dla szczepionek mRNA przeciwko Covid-19, szczepionki te nie nadają się do stosowania u ludzi.
Dostawcy zaniepokojeni ryzykiem dla zdrowia pacjentów związanym z Covid-19 powinni priorytetowo traktować dostęp pacjentów do szczepionek i leczenia Covid-19 niezawierających mRNA. Mam nadzieję, że w odniesieniu do Covid-19 FDA pewnego dnia poważnie rozważy swoją odpowiedzialność regulacyjną za ochronę zdrowia ludzkiego, w tym integralności ludzkiego genomu”.
W duchu przejrzystości i uczciwości naukowej naczelny chirurg stanowy dr Joseph A. Ladapo będzie w dalszym ciągu oceniać badania dotyczące tych zagrożeń i dostarczać mieszkańcom Florydy aktualne informacje.
O Departamencie Zdrowia Florydy
Departament, akredytowany na szczeblu krajowym przez Radę Akredytacji Zdrowia Publicznego , działa na rzecz ochrony, promowania i poprawy zdrowia wszystkich ludzi na Florydzie poprzez zintegrowane wysiłki stanu, hrabstwa i społeczności.
Raport wojewody dolnośląskiego: Ukraińcy się nie asymilują, nadużywają alkoholu, niszczą mienie publiczne
26.02.2022 r. – manifestacja proukraińska w Poznaniu / Jakub Kaczmarczyk – PAP
Oprócz przykładów dobrego współistnienia i pomocy wzajemnej można usłyszeć przykłady problematycznych zachowań, powielających się w różnych gminach i powiatach Dolnego Śląska – czytamy o przybyłych na Dolny Śląsk Ukraińcach w niemal 80-stronicowym raporcie opublikowanym przed kilkoma dniami przez wojewodę dolnośląskiego. Z raportu wynika, że migracja Ukraińców na Dolny Śląsk wiąże się z licznymi trudnościami dla Polaków.
Województwo dolnośląskie jest drugim pod względem liczby przebywających na jego terenie uchodźców (migrantów przybyłych w dobie wojny) z Ukrainy. W raporcie wskazano, że mowa o około 150 tysiącach Ukraińców, z czego około 66 tysięcy przebywa we Wrocławiu. Przed wojną w samym Wrocławiu mieszkało przynajmniej 100 tysięcy Ukraińców. – W opinii znakomitej większości Ukraińców, najlepiej jest znaleźć się w dużym mieście, ponieważ mniejsze miejscowości lub wsie oznaczają wykluczenie społeczne, transportowe, zapóźnienie cywilizacyjne oraz słabe perspektywy życia i rozwoju.
Ten sposób myślenia utrudniał relokację, a nadmiar ludności zaczął przytłaczać duże ośrodki miejskie (Wrocław) – czytamy w raporcie. Miało się zdarzać, że uchodźcy przyjeżdżający na Dolny Śląsk nie chcieli wysiadać z autobusów, gdy proponowano im schronienie w małych miejscowościach, a nie np. we Wrocławiu. – Brak woli zamieszkania w mniejszych ośrodkach, postawy roszczeniowe prezentowane wobec organizatorów miejsc instytucjonalnych i rzadkie, ale zapadające w pamięć demonstracyjne niezadowolenie, mogą negatywnie wpłynąć na klimat udzielania pomocy w przyszłości. Bardziej absorpcyjne miejsca nadal nie są w pełni wykorzystane – czytamy o Ukraińcach w raporcie opublikowanym przez wojewodę dolnośląskiego.
Wśród najbardziej niepokojących zachowań Ukraińców zgłaszanych w wywiadach wymieniono: 1. pozostawianie dzieci bez opieki; 2. nadużywanie alkoholu; 3. impulsywne odreagowywanie trudnych przeżyć na najbliższym otoczeniu; 4. brak szacunku dla dóbr materialnych stanowiących wyposażenie miejsc instytucjonalnych; 5. stosowanie kar cielesnych wobec dzieci 6. niechęć do konfrontacji z rzeczywistością(np.odmowa mówienia w języku polskim).
W raporcie wskazano także na powszechne niezrozumienie ucieczki z Ukrainy młodych mężczyzn. Zdarzało się, że na Dolny Śląsk przyjeżdżali Ukraińcy w tzw. wieku poborowym. – Przepisy ukraińskie wskazują, że z Ukrainy może wyjechać mężczyzna, jeśli samotnie wychowuje potomstwo, jest ojcem dziecka niepełnosprawnego, emerytem lub nie osiągnął 18. roku życia. Pojawiały się negatywne reakcje wobec pomocy świadczonej mężczyznom. Pomoc świadczona kobietom, dzieciom, osobom starszym, chorym lub niepełnosprawnych nie budziła takich emocji jak udzielanie schronienia mężczyznom – czytamy.
W opublikowanym raporcie poruszono także sprawę rynku nieruchomości. Z analizy wynika, że przybycie tak dużej liczby Ukraińców na Dolny Śląsk znacząco zmieniło sytuację na rynku mieszkaniowym. Obecnie sytuacja we Wrocławiu wygląda następująco: Średnia cena za metr kwadratowy mieszkania: 10 612 zł/m2; zmiana cen mieszkań w ciągu ostatnich 12 miesięcy: +9 proc.; przeciętna wartość mieszkania: 564 000 zł; Wrocław stał się drugim najdroższym miastem w kraju pod względem najmu.
Liczba pracujących i w konsekwencji ubezpieczonych w ZUS Ukraińców stale rośnie. Na Dolnym Śląsku zarejestrowanych jest 103 612 obcokrajowców, z czego 82 957 to Ukraińcy. Bezpośrednio pod wrocławski ZUS podlega nieco ponad 57 tys. Ukraińców (w 2021 r. – 45 tys.). W Wałbrzychu to 15 tys. (w 2021 r. – 12 tys.) i w Legnicy 10 tys. (2021 r. – 8 tys.). Na Dolnym Śląsku Ukraińcy prowadzą w sumie 1 319 firm (w 2021 r. – 968), a najwięcej we Wrocławiu: 2 383. W skali całego kraju ZUS podaje 28 291 działalności.
Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia, w roku 2022 wydano ponad pół miliarda złotych na leczenie pacjentów z Ukrainy i zrealizowano dla nich blisko milion świadczeń zdrowotnych. – Porównując ogólne wydatki na publiczną i prywatną ochronę zdrowia skala wydatków publicznych na opiekę zdrowotną dla pacjentów z Ukrainy nie stanowi dużego odsetka – czytamy w raporcie.
Pawlik Morozow. Portret używany w radzieckiej propagandzie.
Budżet na „telefon zaufania” dla dzieci ma się w tym roku zwiększyć o 10 milionów złotych. Te pieniądze, zabrane podatnikom, posłużą w rzeczywistości do realizacji skrajnie lewackich pomysłów wymierzonych w rodzinę.
W koszmarnych czasach stalinowskich sowiecka propaganda wykreowała bohatera socjalistycznej młodzieży. Okazał się nim 14-letni Pawlik Morozow. Jego uczynek, który sowieccy spece od otumaniania mas przedstawiali jako wzór godny naśladowania, polegał na złożeniu donosu na własnego ojca. Morozow senior zaangażował się bowiem w nielegalne przechowywanie zboża, czyli w działalność „kułacką”.
Dzięki „czujności” rewolucyjnej, a potem donosowi Pawlika, o całej sprawie dowiedziały się organy stojące na straży bezpieczeństwa ZSRR. Konkretnie owiane złą sławą NKWD. Obywatela Morozowa aresztowano i rozstrzelano, a Pawlika zaczęto przedstawiać w prasie jako bohatera, który przedłożył interes komunistycznej ojczyzny ponad więzy rodzinne. I choć komunizm upadł i ZSRR upadł, wzór Pawlika Morozowa jako donosiciela idealnego pozostał nieśmiertelny.
Telefon „zaufania”
Obrzydliwe zachowanie Pawlika Morozowa stało się inspiracją dla biurokratów odpowiedzialnych za politykę prorodzinną, która w praktyce służy celom przeciwnym niż deklarowane. Teoretycznie bowiem setki polskich urzędników zajmujących się dobrem rodziny reagują na patologie, które się w niej dzieją. W 2018 roku, w czasach rządów PiS, stworzono w tym celu „dziecięcy telefon zaufania” złożony z kombinacji cyfr łatwych do zapamiętania. Ten numer podawany jest w szkołach uczniom od najmłodszych klas jako miejsce, w które można zadzwonić, aby uzyskać pomoc.
Teoretycznie chodzi o to, aby dziecko mogło poskarżyć się urzędnikom, jeśli w rodzinie patologicznej doświadcza przemocy lub innych upokorzeń. Telefon ma być dla niego „ostatnią deską ratunku”. Zawiadomieni o nieszczęściu urzędnicy wszczynają bowiem procedury, aby pomóc takiemu dziecku. Oczywiście nie zawiadamiając o tym jego rodziców. I tu zaczyna się sedno problemu.
Teoretycznie bowiem urzędnicy pracujący na infolinii mają pomagać dzieciom – ofiarom „przemocy”. Może się więc wydawać, że chodzi o patologiczne historie, kiedy dziecko jest ofiarą znęcania się lub pochodzi z biednej rodziny, w której króluje alkohol i głód. Rzecz w tym, że polskie prawo, bazując na przymusie unijnym, znacznie szerzej definiuje „przemoc”. Przemocą jest nie tylko sadystyczne znęcanie się nad dzieckiem. Prawo wprowadziło też sformułowanie „przemoc ekonomiczna”, pod którą rozumie się niespełnianie żądań dziecka co do zakupów określonych przedmiotów. Taka sytuacja generuje konieczność przeprowadzenia interwencji.
Dzieci państwowe
Jak działa w praktyce dziecięcy telefon zaufania? Konsultant prowadzi rozmowę z dzwoniącym dzieckiem i wysłuchuje jego problemu. Potem rozpoczyna procedurę interwencyjną. Przekazuje informację do lokalnego (właściwego miejscowo dla adresu dziecka) urzędu zajmującego się rodziną. Taki urzędnik (np. zatrudniony w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej) szybko przychodzi do domu dziecka z interwencją. Jej celem ma być weryfikacja posiadanych informacji. Niestety prawo jest tak skonstruowane, że dalszy przebieg interwencji zależy od widzimisię urzędnika. Może on taką rodzinę objąć nadzorem (czyli nieproszony przychodzić raz na jakiś czas i kontrolować sytuację), może nałożyć grzywnę na rodziców, może też wystąpić do sądu z wnioskiem o odebranie dziecka i umieszczeniu go w tzw. „pieczy zastępczej” (tak językiem prawnym nazywa się dom dziecka), a w „szczególnym” przypadku (prawo nie definiuje tej „szczególności”) może podjąć decyzję o natychmiastowym odebraniu dziecka. Wówczas może wziąć je i umieścić w pogotowiu opiekuńczym, a jeśli rodzice się buntują, może poprosić o interwencję policji (policjanci mają obowiązek udzielić pomocy takiemu rodzinnemu biurokracie). W tym ostatnim przypadku dziecko trafia do domu dziecka i może szczęśliwie wrócić do rodziców (po wielomiesięcznej sądowej przepychance) albo trafić do innej rodziny. Jedno i drugie może oznaczać dla dziecka gehennę i psychiczną krzywdę niemożliwą do wyleczenia.
Pole do nadużyć
Taki stan rzeczy stwarza niewyobrażalne pole do nadużyć. Po pierwsze dziecko nieświadome zagrożenia płynącego z działalności antyrodzinnej biurokracji może zadzwonić i poskarżyć się na rodziców, aby zrobić im na złość. Na przykład w sytuacji, gdy dostanie klapsa. Albo w sytuacji, gdy rodzic odmówi dziecku zakupu oczekiwanego przez niego sprzętu (np. drogiego laptopa lub telefonu komórkowego). Rzecz w tym, że bunt i nieposłuszeństwo dziecka (normalna sprawa) szybko się skończy, ale procedura biurokratyczna zostanie. Gdy dziecko przeprosi już kochających rodziców za swoje kaprysy, nie zatrzyma niestety rozpędzającej się machiny biurokratycznej.
Drugi obszar nadużyć to możliwość wykorzystania nieszczęsnego „telefonu zaufania” do załatwiania spraw niezwiązanych z opieką nad dziećmi. Znany jest mi przykład z gminy w zachodniej części województwa mazowieckiego, gdy dwóch sąsiadów nie mogło przez lata dogadać się co do podziału ziemi leżącej między ich działkami. Wówczas jeden z mężczyzn zaczął wykonywać telefony do urzędników i opowiadać wyssane z palca historie o tym, że jego oponent nadużywa alkoholu, bije dzieci i nie kupuje im tego, co potrzebują. Wówczas do Bogu ducha winnego człowieka przyszła kontrola „asystentów rodzinnych”, która szukała powodu, aby odebrać mu dziecko (mój znajomy wykaraskał się z tych problemów dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, przytomności umysłu i pomocy prawnika). Sprawca całego zamieszania żądał zaś za odstąpienie od donosów podpisania ugody na korzystnych dla siebie warunkach. W ten sposób urzędnicy kochający dzieci stali się narzędziem szantażu. Ten przykład pokazuje, do czego może prowadzić umiejętna manipulacja biurokratami. Ten sam szantaż mogą stosować służby specjalne (wystarczy bowiem niepokornego obywatela postraszyć odebraniem dziecka przez urzędnika pracującego niejawnie dla bezpieki).
Jest jeszcze inny aspekt tej sprawy. To statystyka, czyli królowa polskiej biurokracji. Od urzędników w każdym obszarze działania ich przełożeni wymagają efektów działań, które można byłoby opisać w statystykach. Od biurokratów pracujących w dziecięcym telefonie zaufania szefostwo wymaga konkretów, czyli np. ilości interwencji przekładających się na odbieranie rodzicom dzieci. Taki trend wywołuje ciśnienie wśród urzędasów. Nieważne, czy dziecko odebrano słusznie, czy nie, ważne, by wszystko dobrze opisać w statystykach.
W tęczowym świecie
Cała ta instytucja jest też okazją do tego, aby wyprowadzić z budżetu konkretne pieniądze. W zakończonym właśnie roku byliśmy świadkami agresywnej kampanii promującej dziecięcy telefon zaufania. W najczęściej odwiedzanych miejscach miasta rozwieszono ogromne plakaty informujące o telefonie i zachęcające dzieci do kontaktu pod hasłem „nam możesz zaufać”. Taka kampania to okazja, aby wydać na promocję telefonu zaufania państwowe pieniądze. Ale nie tylko to. Gdy wchodzimy na stronę internetową telefonu zaufania, znajdujemy tam logo lewicowych organizacji m.in. stowarzyszenia Ponton czy Kampanii Przeciw Homofobii. Obie te organizacje chwalą się prowadzeniem aktywnych „działań edukacyjnych” mających na celu uświadamianie dzieci i ich ochronę przed dyskryminacją. W praktyce sprowadza się to do homopropagandy przejawiającej się np. w „tęczowych piątkach” czyli zajęciach z gender prowadzonych w podstawówkach. Co robią loga tych organizacji na stronie dziecięcego telefonu zaufania? Można sobie wyobrazić, że te organizacje ustawiły się w kolejce po pieniądze, które państwo zamierza wydać na telefon zaufania. A przypomnijmy, że rząd Platformy Obywatelskiej zdecydował już, że w 2024 roku budżet infolinii wzrośnie o 10 milionów złotych.
Walka z rodziną
Cały ten telefon zaufania dla dzieci jest niczym innym tylko kolejnym narzędziem agresywnej, antyrodzinnej polityki. W 2014 roku rząd PO-PSL wprowadził w życie kodeks rodzinny i opiekuńczy. Pozwalał od sądom odbierać dzieci rodzicom i kierować do adopcji lub umieszczać w domu dziecka. W czerwcu 2023 te przepisy rozszerzono – urzędnik rodzinny może odebrać dziecko „od ręki”, bez zgody sądu. Atmosferę społecznej akceptacji dla tego procederu budują medialne przekazy o zbrodniach na dzieciach, pokazujące rodzinę jako twór patologiczny. Lewica jest więc w ciągłej ofensywie.
3 stycznia 2024 https://pch24.pl/media-izrael-rozwaza-dobrowolne-przesiedlenie-mieszkancow-strefy-gazy-do-afryki/
Media: Izrael rozważa „dobrowolne przesiedlenie” mieszkańców Strefy Gazy do Afryki
(fot. EPA/ABIR SULTAN Dostawca: PAP/EPA.)
Według izraelskich mediów, rząd w Tel-Awiwie chce pozbyć się Palestyńczyków ze Strefy Gazy. W tym celu prowadzi rozmowy z Demokratyczną Republiką Konga, Arabią Saudyjską i innymi państwami, które miałyby stanowić cel „dobrowolnego przesiedlenia” ocalałych z krwawego konfliktu.
O sprawie informuje Times of Israel. Do „dobrowolnego przesiedlenia” Palestyńczyków miałoby dojść po zakończeniu intensywnej fazy konfliktu w Strefie Gazy. Według rozmówców portalu pomysł ten staje się „kluczowym elementem polityki rządu” premiera Benjamina Netanjahu.
Times of Israel podaje, że plan wysiedlenia Palestyńczyków popierają ugrupowania skrajnie prawicowe ministrów finansów i bezpieczeństwa narodowego, Bezalela Smotricza i Itamara Ben Gwira: Mafdal-Religijny Syjonizm i Żydowska Siła.
Ponadto za projektem jest część polityków Likudu – partii premiera. Sam Netanjahu powiedział podczas poniedziałkowego spotkania parlamentarzystów swego ugrupowania, że pracuje nad umożliwieniem „dobrowolnej emigracji” mieszkańców Strefy Gazy do innych krajów.
Times of Israel podał też, że sprawa przesiedlenia Palestyńczyków ma być jednym z głównych tematów posiedzenia rządu, prawdopodobnie jeszcze w środę.
Przedstawiciele izraelskich władz zdementowali informacje portalu, oznajmiając, że rząd nie prowadzi żadnych negocjacji z innymi krajami na temat przyjęcia przez nie Palestyńczyków, ponieważ „żadne państwo nie przyjmie 2 milionów, miliona czy 100 tys. lub 5 tys.” przesiedleńców ze Strefy Gazy. Do wezwań Smotricza i Ben Gwira dotyczących „dobrowolnej emigracji” Palestyńczyków odniosły się resorty dyplomacji USA, Niemiec i Francji.
Resort spraw zagranicznych Francji potępił skrajnie prawicowych ministrów za „prowokacyjne wzywanie” Palestyńczyków do emigracji i wezwał państwo żydowskie do „powstrzymania się od podobnych, prowokacyjnych deklaracji, które są nieodpowiedzialne i prowadzą do eskalacji napięć”.
Departament Stanu USA przekazał w komunikacie, że Stany Zjednoczone odrzucają oświadczenia Smotricza i Ben Gwira opowiadających się za relokacją Palestyńczyków poza Strefę Gazy, ponieważ „ta retoryka jest podżegająca i nieodpowiedzialna”.
Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostro skrytykowało wypowiedzi izraelskich ministrów dotyczące możliwego wydalenia Palestyńczyków ze Strefy Gazy. Rzecznik MSZ stanowczo odrzucił pomysły obu ministrów. „Nie są one ani rozsądne, ani pomocne” – powiedział w środę w Berlinie.
[MD: Oto, jakie propozycje otrzymują POLSKIE SZKOŁY, 3 STYCZNIA 2024 roku: ]
=============================================
Dear Szkoła, I am pleased to invite you to join me on our first Summer Taube Jewish Heritage Tour since COVID-19 and the outbreak of the war in Ukraine.
JEWISH POLAND: THE HEART & SOUL OF ASHKENAZI JEWRY Sunday, June 23 – Sunday, June 30, 2024 We will also introduce you to Polish parliamentarians, Israeli, Ukrainian, and U.S. embassy representatives and Jewish community leaders. Their perspectives will provide you with additional insights and a deeper understanding of contemporary Poland, its European and global role, and the country’s growing Jewish community. Our journey, led by preeminent scholars Dr. Tomasz Cebulski and Professor Dariusz Stola, will begin in Warsaw with a visit to the internationally acclaimed POLIN Museum of the History of Polish Jews, and conclude at the annual Krakow Jewish Culture Festival in the Royal City of Krakow. We will trace the evolution of Jewish life in the cradle of Ashkenazi Jewry, visiting the very places where some of our grandparents and great-grandparents were born. Together, we will explore the richness of pre-war Jewish life, memorialize the tragic loss, and celebrate Jewish life in Poland today. Tour highlights include: Pre-tour introductory ZOOM with Dr. Cebulski, Professor Stola, and Helise Lieberman Private guided visit through the POLIN Museum of the History of Polish Jews Exploratory walks through Warsaw, the Phoenix CityPolish-Jewish culinary workshop Guided walks through Krakow’s Old Town and Kazimierz, its Jewish district Visit to two former shtetls Shabbat dinner hosted by the JCC Krakow with 600 guests from around the world VIP passes to the Krakow Jewish Culture Festival
We will also introduce you to Polish parliamentarians, Israeli, Ukrainian, and U.S. embassy representatives and Jewish community leaders. Their perspectives will provide you with additional insights and a deeper understanding of contemporary Poland, its European and global role, and the country’s growing Jewish community. We invite you, as members of the Taube Center community, to take advantage of the early-bird prices. We would be happy to answer any of your questions. Please contact us attours@taubejewishheritagetours.com. To learn more about the tour click here.
The Taube Center Team and I look forward to greeting you in Warsaw this coming June. With our best wishes for a peaceful 2024, Helise Helise Lieberman, Director, Taube Center for Jewish Life & Learning
Izba Reprezentantów zagłosowała za formalnym rozpoczęciem dochodzenia w ramach procedury impeachmentu prezydenta, formalizując prowadzone przez Republikanów śledztwo w sprawie rzekomej korupcji Joe Bidena. W środę pojawienia się przed komisją prowadzącą śledztwo odmówił syn prezydenta Hunter Biden. Sam prezydent potępił działania Republikanów, określając je jako ataki oparte na kłamstwach.
fot. KEVIN LAMARQUE / / Reuters
Głosowanie przebiegło stricte według partyjnych podziałów: 212 Republikanów zagłosowało za, zaś 212 Demokratów przeciwko.
Decyzja ma głównie wymiar formalny, bo jeszcze w październiku ówczesny przewodniczący Izby Kevin McCarthy polecił rozpoczęcie dochodzenia przez komisje ds. nadzoru i sądownictwa. W międzyczasie odbyło się kilka posiedzeń komisji w ramach dochodzenia. Biały Dom kontestował jednak legalność takiego posunięcia, argumentując, że proces może rozpocząć się tylko przy poparciu większości całej Izby.
Jeszcze we wtorek nowy spiker Izby Mike Johnson przekonywał, że głosowanie ma charakter prawny, a nie polityczny.
„Doszliśmy do tego impasu, gdzie podążając za faktami, doszliśmy do ściany. Biały Dom utrudnia to dochodzenie, nie pozwalając świadkom na pojawienie się, czy na przekazanie tysięcy stron dokumentów. Więc nie mamy wyboru innego, niż wypełnić nasz konstytucyjny obowiązek” – powiedział lider Republikanów. Zaznaczył jednocześnie, że nie przesądza, czy dochodzenie wykaże korupcję Bidena i doprowadzi do jego impeachmentu (postawienia w stan oskarżenia).
Dochodzenie skupia się głównie na działalności biznesowej syna prezydenta Huntera, który – gdy ten był wiceprezydentem oraz po opuszczeniu urzędu – powoływał się na wpływy ojca w przedsięwzięciach m.in na Ukrainie i w Chinach.
Mowa jest też o doniesieniach ukraińskiego informatora FBI, który miał powiedzieć, że obaj Bidenowie otrzymali po 5 mln dolarów łapówki za naciski na zwolnienie na ówczesnego prokuratora (choć odwołania Szokina, postrzeganego jako skorumpowanego, domagało się wiele zachodnich stolic). Według Republikanów, Biden senior kłamał na temat swojej wiedzy o działalności syna. Jak dotąd nie przedstawiono dowodów na to, by prezydent był aktywnie zaangażowany w biznes Huntera. Były partner biznesowy młodszego Bidena, Devon Archer, zeznał, że sprzedawał on jedynie „iluzję dostępu” do ojca.
Sam prezydent potępił decyzję Izby, wytykając kongresmenom, że zamiast zajmować się pomocą dla Ukrainy, Izraela, czy rozwiązaniem kryzysu na granicy, poświęcają czas politycznym „sztuczkom”
„Zamiast robienia czegokolwiek, by ulepszyć życie Amerykanów, skupiają się na atakowaniu mnie za pomocą kłamstw” – napisał w oświadczeniu.
„Jesteśmy w niezwykłym punkcie w Izbie, bo to jest dochodzenie w ramach impeachmentu, gdzie nikt nie był w stanie zdefiniować, jakiego szuka karnego lub konstytucyjnego przestępstwa” – powiedział przed głosowaniem kongresmen Jamie Raskin, który przewodniczył nad drugim impeachmentem Donalda Trumpa w sprawie podżegania do szturmu na Kapitol 6 stycznia.
Przed komisjami badającą sprawę miał pojawić się syn prezydenta, Hunter Biden. Zamiast tego, wystąpił na konferencji prasowej przed Kapitolem, domagając się publicznego wysłuchania, na co nie zgodzili się szefowie komisji. Syn prezydenta zapewnił, że jego ojciec nie brał żadnego udziału w jego przedsięwzięciach. Szefowie komisji, Jim Jordan i James Comer, zapowiedzieli uruchomienie procesu w sprawie lekceważenia wezwania Kongresu, co może grozić synowi prezydenta zarzutami karnymi.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
========================
mail:
<<Specjalny prokurator David Weiss postawił Hunterowi Bidenowi, synowi prezydenta USA Joe Bidena, 9 kolejnych zarzutów o popełnienie przestępstw podatkowych.>>
Co by nie powiedzieć o Ameryce, to jednak czy gdziekolwiek indziej można by oczekiwać takiego postępowania prokuratora.
Paweł Lisicki i Wojciech Cejrowski Źródło: YouTube
Wojciech Cejrowski w programie „Antysystem”, rozmawiając ze współprowadzącym Pawłem Lisickim, mówił o patologiach w rodzinie Bidenów. Słynny podróżnik z Kociewia zauważył, że nawet sam Hunter Biden przyznał, że posunął się za daleko.
Stany Zjednoczone żyją dochodzeniem ws. skandali korupcyjnych w rodzinie prezydenta Joe’go Bidena. Śledztwo wszczęto w ramach procedury impeachmentu prezydenta. – Wydawało mi się, że to mało prawdopodobne, a jednak większość Izby Reprezentantów zagłosowała za impechmentem. Głównym wątkiem jest historia z jego nieszczęsnym synem Hunterem Bidenem i tymi różnymi wątkami dotyczącymi korupcji, przestępstw, które wiążą Huntera z Joe Bidenem – mówił w programie „Antysystem” redaktor naczelny DoRzeczy – Paweł Lisicki.
Wojciech Cejrowski, który posiada ranczo w USA i mieszka za wielką wodą, jest szczególnie zainteresowany tym, co się dzieje w amerykańskiej polityce.
– Nawet Hunter Biden przyznał się, że posunął się za daleko i popełnił różne błędy. Cóż to za błędy? Brat Joe Bidena skorumpowany, siostra skorumpowana, syn skorumpowany. Przez kogo? Przez wrogów Ameryki.
Oni to robili na bezczelnego. Sam o sobie Hunter mówił, że nie jest zdolny. Kiedy go pytali, dlaczego zatrudnili go w ukraińskiej oligarchicznej firmie Burisma, to odpowiedział, że ze względu na ojca, bo się na niczym nie zna. Hunter Biden wydawał straszne sumy na prostytutki – stwierdził słynny podróżnik.
Specjalny prokurator David Weiss postawił Hunterowi Bidenowi, synowi prezydenta USA Joe Bidena, 9 kolejnych zarzutów o popełnienie przestępstw podatkowych. Biden junior miał nie płacić żadnych podatków federalnych przez cztery lata.
Jak wynika ze złożonych przez Weissa akt opublikowanych przez sąd federalny centralnego dystryktu Kalifornii, prokuratura zarzuca synowi prezydenta, że w latach 2016-2019 nie zapłacił co najmniej 1,4 miliona dol. należnych podatków federalnych, jednocześnie prowadząc „ekstrawagancki styl życia”. W latach tych Hunter Biden miał nie składać w ogóle deklaracji podatkowych poza rokiem 2018, kiedy próbował niezgodnie z prawem odliczyć fałszywe wydatki biznesowe.
Łącznie Bidenowi postawiono dziewięć zarzutów, w tym trzy dotyczące przestępstw i sześć – wykroczeń. Za wszystkie grozi mu maksymalna kara do 17 lat więzienia.
Jest to już drugi zestaw zarzutów przeciwko Hunterowi Bidenowi. W czerwcu nie przyznał się do winy w sprawie innych zarzutów podatkowych oraz związanych z nielegalnym posiadaniem broni palnej. Stało się to po tym, jak w ostatniej chwili upadł projekt planowanej ugody między nim i prokuraturą.
W okresie, którego dotyczą zarzuty, syn prezydenta USA zarabiał głównie na doradztwie i inicjatywach biznesowych z zagranicznymi partnerami m.in. na Ukrainie, w Chinach i Rumunii. Jest to główny obiekt dochodzenia prowadzonego przez Republikanów w Izbie Reprezentantów. Choć dotychczasowe dowody wykazały, że Biden junior powoływał się na wpływy ojca, to nie ma dowodów rozstrzygających, że ojciec wykorzystywał swoje wpływy, czy brał udział w przedsięwzięciach syna.
Biały Dom odmówił komentarza w sprawie, odsyłając media do prawników syna prezydenta. W sierpniu resort sprawiedliwości mianował Weissa – który prowadzi śledztwo w sprawie Huntera Bidena od 2017 r. – specjalnym prokuratorem, nadając mu szczególne uprawnienia.
=============================
A picture featuring Hunter Biden with his family, including his wife, father, and mother.
=======================
mail:
<<Specjalny prokurator David Weiss postawił Hunterowi Bidenowi, synowi prezydenta USA Joe Bidena, 9 kolejnych zarzutów o popełnienie przestępstw podatkowych.>>
Co by nie powiedzieć o Ameryce, to jednak czy gdziekolwiek indziej można by oczekiwać takiego postępowania prokuratora.
Co J.R.R. Tolkien powiedziałby o dzisiejszym Kościele?
„Dość dobrze, wiem, że dla Ciebie, tak samo jak dla mnie, Kościół, który niegdyś był schronieniem, teraz często staje się pułapką. Nie ma dokąd pójść!” – pisał autor „Władcy Pierścieni” do swojego syna. Ciężko nie odnieść wrażenia, że uczucie towarzyszące brytyjskiemu mistrzowi pod koniec życia, podziela również wielu dzisiejszych katolików.
Jak powszechnie wiadomo, głęboka wiara J.R.R. Tolkiena znalazła odzwierciedlenie w stworzonych przez niego arcydziełach literatury fantastycznej. Liczne odniesienia do Christianitas z czasem stają się jednak coraz trudniejsze do odczytania. Niczym odpryski dawnej potęgi Numenorejczyków, pozostałości Starego Świata, tak drogie brytyjskiemu mistrzowi, dzisiaj przypominają bardziej starożytne ruiny zarośnięte gąszczem chaotycznego głównego nurtu. Współczesny Kościół dobrowolnie odwraca wzrok od tego nadzwyczajnego bogactwa. Podobnie jak mieszkańcy Gondoru, którzy stracili zdolność odczytania wielowiekowej mądrości i w konsekwencji zapomnieli o swoim wspaniałym dziedzictwie.
Jak wielu rówieśników, John Ronald Reuel Tolkien został wychowany w przedsoborowym, „tradycyjnym” katolicyzmie; przepełnionym wiarą w Pismo, Tradycję i Magisterium. Szczególną rolę w duchowości Brytyjczyka odgrywała pobożność eucharystyczna. Dzisiaj, w dobie dramatycznego upadku wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, postawa Tolkiena może jawić się wielu jako dziwactwo, a nawet – posługując się językiem jezuity Wacława Oszajcy – myślenie magiczne.
Wesprzyj nas już teraz!
25 zł
50 zł
100 zł
Z adoracji Najświętszego Sakramentu i przyjmowania Komunii Św., pisarz uczynił główny punkt dnia, „jedyną rzecz jaką trzeba kochać na ziemi”. Niczym hobbici pokrzepiani „chlebem elfów” – Tolkien w przemienionym opłatku znajdował „romantyzm, chwałę, honor, wierność, prawdziwą ścieżkę wszystkich swoich miłości na świecie”, a nawet „coś więcej” – rzeczywistość, która w czasach „Ewangelii sukcesu” i „chrześcijaństwa bez Krzyża” stanowi niemal bluźnierstwo. Śmierć.
„Śmierć, która, dzięki boskiemu paradoksowi, kończy życie i żąda oddania wszystkiego; a jednak dzięki jej smakowi (lub przedsmakowi) można otrzymać to, czego poszukuje się w ziemskich relacjach (miłość, wierność, radość); można nadać im charakter tej rzeczywistości, wiecznej trwałości, której każdy człowiek pragnie z głębi duszy” – pisał w liście do syna Michaela.
Jako syn konwertytki z anglikanizmu, która wierność Chrystusowi przypłaciła rodzinnym ostracyzmem i przedwczesną śmiercią, Tolkienowi ciężko było pogodzić się z ekumenicznym aggiornamento. Jego dzieciństwo upłynęło jeszcze pod znakiem prześladowań religijnych, gdzie – jak wspomina – katolicy cierpieli od przeszkód, których „nie stawia się nawet przed żydami”. Rozumiał chęć budowania pojednania pomiędzy „kościołami chrześcijańskimi”, choć jednocześnie nie mógł się pozbyć uczucia niesprawiedliwości, kiedy anglikanie „poklepywali go po plechach” jako „przedstawiciela Kościoła, który uznał błędy swych posunięć, porzucił arogancję, wyniosłość i separatyzm”.
„Nie spotkałem jeszcze protestanta, który w jakikolwiek sposób okazałby, że uświadamia sobie powody naszej postawy, dawnej czy też współczesnej: od tortur i wywłaszczeń, aż po Robinsona i tak dalej” – ubolewał.
Tolkien nie bał się również codziennie świadczyć o Chrystusie, zaprzeczając w ten sposób dyktaturze milczenia i relatywizmu. Zdaniem bliskich, w domu, podczas rozmów ze znajomymi, a nawet w trakcie zajęć na uczelni – pobożny katolik nigdy nie stronił od tematu wiary. Do końca życia próbował nawrócić przyjaciela C.S. Lewisa, anglikanina, twórcę popularnego cyklu „Opowieści z Narnii”. W czasach, gdy głoszenie Chrystusa Zmartwychwstałego ustępuje budowaniu „różnorodności” i „braterstwa ludzkiego”, postawa oksfordzkiego profesora zapewne uznana zostałaby za przejaw błędnego „prozelityzmu”, niezgodnego z duchem dialogu i towarzyszenia.
Protestancka fascynacja wczesnym kościołem chrześcijańskim (z czasem przeniesiona na grunt katolicki za sprawą nurtów charyzmatycznych), w jego opinii prowadziła do „chorobliwej fascynacji ignorancją”. Tolkien przekonywał, że Kościół potrzebował czasu, by rozwinąć się ze stadium maleńkiego ziarna do rozłożystego drzewa. Chrystus nigdy nie chciał wspólnoty statycznej, zamkniętej w dzieciństwie, ale Kościoła żywego; wkraczającego w czas, ponieważ Chrystus uświęcił historię, a Jego sakramenty kontynuują Wcielenie przez wieki. Zdaniem pisarza, uwięzienie Kościoła w jednej epoce, jak próbują to czynić protestanci (charyzmatycy?), oznaczało Jego uwstecznienie i odarcie z łaski sakramentów.
Analogicznie, miłość do Kościoła znajdowała u niego wyraz w nadzwyczajnym przywiązaniu do liturgii, uwiecznionym w sakralnych rytuałach Valarów, Elfów czy Numenorejczyków. Tolkien nie rozumiał posoborowej reformy, szczególnie boleśnie odczuwając rezygnację z łaciny. Znana jest anegdota z jego udziałem, kiedy usiadłszy w ławce, oprócz zmiany języka, zaczął zauważać również inne zmiany, m.in. zmniejszenie liczby pokłonów. Jego rozczarowanie było tak wielkie, że wstał i niezgrabnie udał się do nawy, gdzie wykonał trzy bardzo niskie ukłony, a następnie tupiąc, ostentacyjnie opuścił kościół.
Niektórym dzisiejszym katolikom nie spodobałby się zapewne kolejny, niezwykle istotny element tolkienowskiej duchowości. Przedstawiciele tzw. kościoła otwartego, tak chętnie oskarżający pobożnych kapłanów o „maksymalizm maryjny”, dla brytyjskiego pisarza musieliby zapewne stworzyć zupełnie nową kategorię. Tolkien żywił głębokie nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny. Straciwszy własną matkę, czuł szczególną bliskość z Maryją. Często mówił o niej w rozmowach z przyjaciółmi, a Maryja pojawia się w listach Tolkiena czy w niektórych pismach tzw. legendarium. Cechy maryjne widać szczególnie u czołowych bohaterów Śródziemia, by wspomnieć jedynie Elbereth (Vardę), Galadrielę czy Aragorna.
Maryja dała mu poczucie „piękna w majestacie i prostocie”. Z perspektywy Tolkiena, Bóg ofiarował światu obraz i życie Maryi m.in. by „uszlachetnić naszą grubiańską męską naturę i emocje, a także ocieplić i zabarwić naszą twardą, gorzką religię”. Fakt, że służyła jako ludzkie tabernakulum dla Drugiego Przymierza, Chrystusa, oznaczał dla niego, że musiała być nieskazitelnie i niesamowicie piękna. Bluźnierstwem zapewne jawiłyby mu się dzisiejsze sprotestantyzowane niedorzeczności o „zwykłej dziewczynie” z Nazaretu.
Jak przekonuje dr Bradley J. Birzer, w swojej postawie Tolkien odzwierciedlał decyzje niektórych z najwcześniejszych soborów. Ogłosiły one dogmaty o Maryi nie po to, by wywyższyć Maryję, ale by wywyższyć Chrystusa. Bez zrozumienia Wcielenia, argumentował Tolkien, nigdy nie można w pełni zrozumieć, że Słowo Wcielone było zarówno w pełni Bogiem, jak i w pełni człowiekiem.
Brytyjski pisarz szczególnie dotkliwie odczuł skutki Soboru Watykańskiego II. Vaticanum Secudnum uznawał jako ostateczny element upadku Starego Świata, zapoczątkowanego Wielką Wojną i marginalizacją monarchii. Głęboką reformę Kościoła określał jako „poważną, szczególnie dla tych, którzy przywykli znajdować w nim pociechę i pax w czasach ziemskich kłopotów, a nie kolejną arenę zmagań i zmian”.
„Dość dobrze, wiem, że dla Ciebie, tak samo jak dla mnie, Kościół, który niegdyś był schronieniem, teraz często staje się pułapką. Nie ma dokąd pójść!” – pisał w dramatycznym tonie do swojego syna Michaela. Mimo całego wewnętrznego cierpienia, Tolkien podchodził do posoborowych reform w pokorze i zaufaniu.
„Myślę, że pozostało modlić się za Kościół, za Chrystusowego wikariusza i za nas samych, a tymczasem praktykować cnotę lojalności, która dopiero staje się cnotą, kiedy człowiek znajduje się pod presją, by ją porzucić” – pisał Tolkien, jednocześnie przyznając, że dopóki Kościół stawia w centrum Najświętszy Sakrament, wypełnia misję nadaną św. Piotrowi, zawartą w słowach „Paś baranki moje!”.
Dopóki zachowywać będzie prymat Piotrowy i podtrzymywać Chleb Życia, Kościół będzie Kościołem Prawdziwym, tj. „umierającą, lecz żywą, przekupną, lecz świętą, samoreformującą się i powtórnie powstającą świątynią Ducha”. Nawet w formie – jak przewidywał – kustosza wyższej cywilizacji umysłowej, zepchniętego do katakumb.
Piotr Relich
Źródła: J.R.R. Tolkien „Listy”, Warszawa 2010, Bradley J. Birzer “Tolkien and the Roman Catholic Church”
Szanowny Panie , jesteśmy zmuszeni do zapłaty aż 66 000 zł kary za pokazywanie prawdy o skutkach aborcji pod szpitalem w Oleśnicy, największym ośrodkiem aborcyjnym w Polsce. Oleśnicka placówka abortuje dzieci poprzez rozczłonkowanie ich maleńkich ciał na kawałki. Inną metodą tam stosowaną jest wstrzykiwanie w serca dzieci trucizny z chlorku potasu. Decyzja jest prawomocna i nie możemy się już od niej odwołać. To największa kara finansowa za obronę dzieci poczętych w łonach matek w blisko 20 letniej historii naszej Fundacji. Prześladowania trwają i będą się nasilały. Aktywiści radykalnej lewicy mówią otwarcie, że ich celem jest zniszczenie naszej Fundacji i całkowita eliminacja prawdy o aborcji z przestrzeni publicznej. Chcą nas zniszczyć poprzez kolejne ataki terrorystyczne, podpalenia i napady. Chcą nas zniszczyć również finansowo za pomocą kolejnych, coraz większych kar i grzywien nakładanych przez proaborcyjnych urzędników i sędziów. Musimy stawić opór tym szykanom. Musimy walczyć dalej. Proszę, aby Pan nam w tym pomógł, gdyż sami nie damy rady.Nowy 2024 rok rozpoczęliśmy od otwarcia listu z pismem, w którym władze Oleśnicy żądają natychmiastowej zapłaty ponad 66 000 zł kary i grożą nam komornikiem, jeśli nie przelejemy pieniędzy. Do zapłaty tak wielkiej kwoty jesteśmy zmuszeni na mocy postępowania egzekucyjnego wszczętego przez Zarząd Dróg Powiatowych w Oleśnicy. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu podtrzymał decyzję ZDP. Żądają od nas tak dużych pieniędzy za to, że pod szpitalem w Oleśnicy zaparkowaliśmy nasz samochód wyposażony w wielkoformatowe plakaty obrazujące konsekwencje aborcji. Kara została naliczona za rzekomo nielegalne „zajęcie pasa drogowego” przez nasze auto. W identycznej sprawie w Krakowie tamtejszy Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił decyzję urzędników. Nasze samochody nigdy niczego nie blokują. Zawsze korzystamy z ogólnodostępnych miejsc parkingowych lub takich obszarów, na których zaparkowanie pojazdu nie przeszkadza innym i nie utrudnia ruchu drogowego. Podobnych standardów nie przestrzegają jednak aktywiści radykalnej lewicy, którzy bez przerwy blokują nasze furgonetki. Wielokrotnie dochodziło do sytuacji, w których rzucali się oni pod koła naszych pojazdów, tamując w ten sposób ruch i stwarzając zagrożenie dla postronnych osób. Zdarzało się, że aktywiści blokowali w ten sposób przejazd karetek na sygnale oraz na kilka godzin paraliżowali ruch w centrach dużych miast. Od dawna są w związku z tym niemal całkowicie bezkarni. Sprawy przeciwko nim są umarzane lub w ogóle nie są wszczynane. Sprawcy licznych tego typu incydentów nie zostają zidentyfikowani i odnalezieni, pomimo tego, że doskonale widać ich twarze na nagraniach video z kamer umieszczonych w naszych samochodach. Co więcej, liczne incydenty powodujące zagrożenia w ruchu drogowym i sprowadzające niebezpieczeństwo na postronne osoby wielokrotnie były dokonywane przez lewackich aktywistów na oczach obecnych na miejscu funkcjonariuszy policji, którzy nie reagowali na sparaliżowanie ruchu drogowego, groźby i wyzwiska. Zdarzyło się również, że policja nie wykryła sprawcy blokowania naszej furgonetki mając nagranie ze zdarzenia i widoczne numery rejestracyjne pojazdu sprawcy, który celowo zajechał nam drogę i doprowadził do kolizji. Równolegle, na ulicach polskich miast zalegają tysiące wraków porzuconych samochodów. Przestrzeń publiczna zdominowana jest przez nachalne, często wulgarne, szpecące, psujące krajobraz billboardy, reklamy i plakaty, które wieszane są gdzie tylko się da, również nielegalnie. Ale to nasza Fundacja jest ścigana, ciągana po sądach i prześladowana, bo zaparkowaliśmy pod ośrodkiem aborcyjnym samochód, który pokazuje czym jest aborcja. To nie pierwsza taka sprawa i nie pierwsze szykany, których doświadczamy w Oleśnicy. W 2022 roku wraz z Adamem i Janem, wolontariuszami naszej Fundacji, zostaliśmy prawomocnie skazani przez sąd na łączną karę ponad 27 000 zł za to, że na plakacie wywieszonym pod oleśnickim szpitalem nazwaliśmy aborcję „zabiciem dziecka”.Dziecko w łonie matki jest człowiekiem. Ten człowiek przed aborcją jest żywy, a po aborcji martwy. Zdaniem sądów w Oleśnicy i we Wrocławiu, nie wolno jednak publicznie mówić, że aborcja to zabicie dziecka, bo komuś z tego powodu może się zrobić przykro. W szczególności ludziom, którzy są odpowiedzialni za ten proceder lub osobiście w nim uczestniczą. Prześladowań doświadczamy także ze strony Burmistrza Oleśnicy Jana Bronsia. Niedawno wydał on naszej Fundacji zakaz zorganizowania modlitwy oraz akcji ostrzegającej przed skutkami aborcji przed tamtejszym szpitalem. Zdaniem Jana Bronsia działalność naszej Fundacji „budzi niepokój”. Niepokoju burmistrza Oleśnicy nie budzi natomiast makabryczny proceder abortowania dzieci w oleśnickim szpitalu. Informacje, które spływają do nas ze szpitala w Oleśnicy, są wstrząsające. Dlatego działamy i walczymy, co ściąga na nas prześladowania. Oleśnicki szpital to największy ośrodek aborcyjny w Polsce. W ubiegłym roku wykonano tu blisko połowę wszystkich szpitalnych aborcji w naszym kraju. Abortowane są tu dzieci z podejrzeniem zespołu Downa oraz innych chorób i wad genetycznych. Publiczne wypowiedzi władz szpitala sugerują, że w Oleśnicy de facto wykonuje się aborcje na życzenie. Znane są również szczegóły tego, jak dokonuje się tych aborcji – m.in. poprzez rozrywanie maleńkich ciał dzieci na kawałki albo przez wstrzykiwanie w ich serca trucizny z chlorku potasu. Aborcji dokonuje się także w wielu innych szpitalach w Polsce, na podstawie formalnej przesłanki „zagrożenia zdrowia psychicznego” matki. Dziesiątki tysięcy dzieci morduje się każdego roku w Polsce za pomocą nielegalnych pigułek poronnych, rozprowadzanych i reklamowanych przez aborcyjne grupy przestępcze. Zabijanie dzieci w łonach matek jest szeroko promowane przez największe media, które udostępniają kontakt do handlarzy tabletkami aborcyjnymi i namiar na szpitale takie jak Oleśnica. Zwolennikiem aborcji na życzenie jest Donald Tusk oraz jego ministrowie i politycy, którzy już pracują nad rozwiązaniami prawnymi mającymi na celu jeszcze większe upowszechnienie aborcji w Polsce. Ratunkiem dla dzieci, ich matek, rodzin i całego społeczeństwa, jest publiczne przypominanie prawdy o aborcji i jej skutkach. Prawda ratuje życie, kształtuje sumienia i buduje świadomość. Panie MirosĹ‚awie, dzięki zaangażowaniu naszych wolontariuszy i regularnemu wsparciu Darczyńców, od 2017 trwa nasza mobilna kampania informacyjna, za pomocą której pokazujemy prawdę o aborcji na samochodach, furgonetkach i lawetach. To największa i najdłużej trwająca tego typu akcja w Polsce.Żadna inna akcja nie budzi w naszym kraju tak wielkich emocji. Od samego początku jest to również najbardziej znienawidzona przez aktywistów radykalnej lewicy kampania społeczna w Polsce. Trzy nasze furgonetki zostały spalone w wyniku zamachów dokonanych przez aktywistów aborcyjnych. Inne nasze pojazdy niszczono, demolowano i uszkadzano ponad 150 razy. Wybite szyby, przebite opony, zniszczone plandeki, zdewastowane szoferki, urwane lusterka – tego typu akty wandalizmu zdarzają się regularnie. Nasze pojazdy wielokrotnie „rekwirowała” straż miejska, odholowując je z ulicy. Funkcjonariusze straży miejskiej stawiali również specjalne zapory, aby uniemożliwić parkowanie naszych aut i pokazywanie prawdy o aborcji. W Warszawie doszło nawet do tego, że specjalną uchwałą zmieniono organizację ruchu drogowego wokół szpitala tylko po to, aby utrudnić wjazd naszej furgonetki w okolice placówki, w której zabijano dzieci. Kierowcy naszych furgonetek wielokrotnie byli atakowani i napadani. Sprawcy bandyckich napadów byli uniewinniani, a naszych kierowców skazywano za organizację akcji furgonetkowych. Największą do tej pory karę sąd wymierzył naszemu kierowcy Janowi – 30 000 zł. Prześladowania wciąż jednak nasilają się i teraz musimy zapłacić 66 000 zł kary za mówienie czym jest aborcja. Tak właśnie w praktyce wygląda walka o życie i prawo do mówienia prawdy w przestrzeni publicznej. Takiego prawa od dawna nie mają już obywatele większości państw Zachodu, gdzie formalnie nielegalne jest informowanie społeczeństwa o skutkach aborcji oraz podejmowanie prób odwiedzenia kobiet od zamiaru zamordowania swojego dziecka. Dla przykładu, we Francji za mówienie prawdy o aborcji i zniechęcanie kobiet do niej grozi do 2 lat więzienia i 30 000 euro grzywny (to w przeliczeniu prawie 130 000 zł). W Polsce teoretycznie mamy „demokrację” i „wolność słowa”. Konstytucja RP gwarantuje, iż „każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.” W praktyce przepisy te często nie obowiązują, gdy chodzi o wyrażanie sprzeciwu wobec zabijania dzieci poczętych oraz rozpowszechniania informacji o konsekwencjach aborcji i homoseksualnego stylu życia. Musimy walczyć i być gotowi na poświęcenia, gdyż inaczej Polskę czeka ten sam los, co inne narody Zachodu. Do zwycięstwa zła potrzeba tylko tego, aby ludzie dobrzy nic nie robili. Właśnie dlatego aborcjoniści zwyciężyli w krajach takich jak Irlandia czy Hiszpania, które jeszcze stosunkowo niedawno były katolickie, a aborcja była tam nieakceptowana społecznie. Ludzie świadomi tego, jak wielkim złem jest aborcja, byli bierni. Nie podejmowali żadnych działań, nie głosili prawdy w przestrzeni publicznej, nie walczyli o swoje podstawowe prawa. W tym samym czasie aktywiści aborcyjny byli bardzo zaangażowani w to, aby upowszechnić aborcję i zniszczyć sumienia społeczeństwa. W Oleśnicy oraz wielu innych szpitalach na terenie całej Polski dokonywane są okrutne aborcje. Opis stosowanych procedur aborcyjnych przypomina tortury lub eksperymenty pseudomedyczne wykonywane na więźniach obozów koncentracyjnych. Wielu ludzi wie o tym. Wielu ludzi oburza się z tego powodu. I zdecydowana większość ludzi NIC W TEJ SPRAWIE NIE ROBI. My chcemy walczyć. Chcemy mówić prawdę. Chcemy być wszędzie tam, gdzie trzeba docierać do Polaków i kształtować sumienia naszego społeczeństwa. Chcemy trwać pomimo prześladowań, terroru i szykan. I wiemy jak to robić, gdyż w całym kraju organizujemy kampanie społeczne trafiające do świadomości milionów osób. Dostajemy świadectwa potwierdzające, że jest to skuteczna metoda działania. Aby dalej walczyć, stawiać opór i zmieniać sumienia potrzebujemy Pana pomocy. Na powyższym krótkim nagraniu video może Pan zobaczyć, jak wyglądają nasze działania przed głównym wejściem do szpitala w Oleśnicy i zobaczyć naszych wolontariuszy koordynujących akcję. Aby zobrazować skalę tych działań część zdjęć nakręciliśmy z powietrza używając drona. Dzięki tej kampanii, każda osoba wchodząca do szpitala styka się z prawdą o aborcji – dowiaduje się, że to bestialskie morderstwo na niewinnym dziecku. Od tej prawdy nie da się uciec i nie da się odwrócić wzroku. Podobne kampanie prowadzimy w całej Polsce, w tym pod innymi szpitalami, które dokonują aborcji. Właśnie dlatego zwolennicy aborcji tak bardzo nas nienawidzą i usiłują zniszczyć naszą Fundację dokonując kolejnych zamachów na furgonetki, napadów na wolontariuszy i doprowadzając do nałożenia na nas kar finansowych sięgających dziesiątek tysięcy złotych. Proszę, aby wsparł Pan naszą walkę o życie i prawdę, poprzez umożliwienie nam organizacji kolejnych takich akcji oraz obronę naszych wolontariuszy na ulicy i przed sądami. Proszę, aby przekazał Pan taką kwotę, jaka jest dla Pana obecnie możliwa: Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Walka o życie to walka o prawdę, świadomość i sumienia. Aktywiści aborcyjni i powiązani z nimi politycy chcą zmusić nas do poddania się za pomocą gróźb, ataków i dotkliwych kar pieniężnych. Chcemy trwać i walczyć dalej, jednak sami nie damy rady tego zrobić. Konieczna jest pomoc wszystkich ludzi dobrej woli, którzy są świadomi tego, czym jest aborcja. Konieczna jest Pana pomoc, o którą raz jeszcze proszę. Serdecznie Pana pozdrawiam, Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
Kary kościelne to dziś narzędzie, o którego istnieniu władza duchowna zdaje się nie pamiętać. Skompletowany dla obrony wiary przed błędem i Kościoła przed szkodliwą aktywnością arsenał rdzewieje, a fałszywi prorocy działają nieskrępowanie… Tymczasem o ekskomunice przypomnieli sobie włoscy hierarchowie. Obłożono nią duchownego winnego podważania władzy papieskiej.
Ekskomuniką został obłożony ksiądz Ramon Guidetti, proboszcz parafii w miejscowości Guasticce w prowincji Livorno, który 31 grudnia, w pierwszą rocznicę śmierci emerytowanego papieża Benedykta XVI, powiedział w kazaniu, że Franciszek „nie jest papieżem”, ale „uzurpatorem”. Nałożenie kary ogłoszono w kolejnym dniu.
Kanclerz diecezji informując o tym wydarzeniu w dokumencie, podkreślił, że kapłan „publicznie dopuścił się aktu o charakterze schizmatyckim, odrzucając podporządkowanie się papieżowi i komunię z innymi członkami Kościoła”. W dekrecie zaznaczono, że ksiądz podlega ekskomunice latae sententiae, czyli następującej automatycznie po czynie. Został też usunięty z urzędu proboszcza.
Jednocześnie napomniano wiernych i kapłanów, by nie uczestniczyli w celebracjach odprawianych przez ukaranego księdza oraz w innych praktykach, bo sprowadziliby przez to na siebie ekskomunikę.
„Franciszek nie wywiązuje się należycie z papieskich obowiązków. Wręcz przeciwnie, wykorzystuje papiestwo do szerzenia zamętu w wierze – słowem i czynem. A nawet na kartach niektórych kościelnych dokumentów. Franciszek stara się pełnić funkcję kapelana agendy ONZ i wykorzystuje do tego struktury Stolicy Apostolskiej. Jakby chciał zapewnić duchową aprobatę lewicowym elitom polityczno-ideologicznym współczesnego świata”, podkreślał w rozmowie z magazynem Polonia Christiana bp. Athanasius Schneider.
Nawet takie postępowanie nie usprawiedliwia jednak samowolnego orzekania o utracie papiestwa przez Ojca Świętego. By w ogóle powstała wątpliwość co do dalszego sprawowania urzędu konieczne byłoby uzasadnione przekonanie o popadnięciu Franciszka w herezję formalną.
Od stu lat w Palestynie panują morderstwa i zabójstwa. Ani jeden plan pokojowy nie przyniósł żadnej poprawy. Wręcz przeciwnie, sytuacja wciąż się zaostrza.
Nadszedł więc czas, aby pomyśleć o zupełnie nowych rozwiązaniach, nawet jeśli na pierwszy rzut oka mogą wydawać się absurdalne.
Czy ktoś jeszcze wierzy, że w obecnej konstelacji w Palestynie może zapanować pokój? Że Żydzi i Arabowie mogliby pokojowo żyć razem w Palestynie? Zakorzeniona proizraelska postawa Zachodu nie zwiększa prawdopodobieństwa znalezienia rozwiązania. Jest to tak oczywiste, że nie można zakładać, że przywódcy świata zachodniego tego nie dostrzegają. Po prostu nie mogą się do tego przyznać.
Czy jest więc możliwe, że już teraz potajemnie pracują nad rozwiązaniem, które mogłoby rozwiązać ten problem raz na zawsze? Rozwiązaniem, które ponownie rozdzieli Sefardyjczyków i Chazarów, ponieważ i tak się nie lubią? Rozwiązaniem, które mogłoby obejmować prawdziwe „Prawo Narodzin” dla Chazarów i Sefardyjczyków? Spróbujmy!
Żydzi nigdy i nigdzie nie byli powszechnie lubiani. Był jeden wyjątek, który został wyrugowany ze świadomości historycznej. Do lat dwudziestych XX wieku Żydzi byli w pełni zintegrowani z Rzeszą Niemiecką i cieszyli się pełnymi prawami wyborczymi, co zostało im przyznane dopiero później w świecie anglosaskim i innych krajach. Ale to tylko na marginesie.
Żydzi wszelkiego pochodzenia są rozproszeni po całym świecie. To Theodor Herzl był jednym z pierwszych, którzy wezwali do stworzenia ojczyzny dla Żydów. Domu, a nie własnego państwa. Ale gdzie to mogło być 120 lat temu? Palestyna była wówczas słabo zaludniona i przynajmniej Żydzi sefardyjscy mogli domagać się powrotu do swojej pierwotnej ojczyzny.
Stalin szukał konstruktywnego rozwiązania.
Istniało wiele innych rozważań przestrzennych, ale zawiodły one z powodu innych narodowych wrażliwości. Tylko Stalin poradził sobie z tym problemem konstruktywnie. Chciał osiedlić Żydów na Krymie, ale to się nie udało z powodu oporu mieszkańców Krymu.
Projekt „Krymskiej Kalifornii” został pogrzebany, ale Stalin się nie poddał. Założył autonomiczną Żydowską Republikę Radziecką we wschodniej Syberii u ujścia Amuru. Wioska Tichonkaja (niem. kleines ruhiges Dorf) stała się następnie miastem Birobidżan – dzisiejszą stolicą Żydowskiego Regionu Autonomicznego. Szybko stało się ono znane jako „sowiecka Palestyna”, nawet przez samych mieszkających tam Żydów.
Stalin zachęcał Żydów z całego świata do migracji i znalezienia tam żydowskiego domu. Ale kto wtedy chciał dobrowolnie przenieść się do Związku Radzieckiego? Tak więc, choć projekt istnieje do dziś, można go uznać za porażkę. Więcej informacji można znaleźć tutaj:
Dlaczego Stalin stworzył państwo żydowskie na Dalekim Wschodzie? Przywódca radziecki Józef Stalin dał miejscowym Żydom nową ojczyznę w latach dwudziestych XX wieku: Żydowski Region Autonomiczny na granicy z Chinami i niedaleko Chabarowska był jednak błędem. Choć istnieje on do dziś, tylko jeden procent jego ludności stanowią Żydzi. https://de.rbth.com/geschichte/79340-stalin-baut-juedischen-staat-im-fernen-osten
Do pierwszej wojny światowej świat był wielobiegunowy i wszędzie poważnie zastanawiano się i dyskutowano o tym, jak ludzkość może najlepiej kształtować swoją przyszłość. Debatowano na przykład nad potrzebą istnienia banków centralnych. W szczególności w Niemczech humanizm był głównym tematem. Nie było wrogości między chrześcijanami i muzułmanami, więc nie powinno dziwić, że sułtan osmański Abdul Hamid II przyznał niemieckiemu cesarzowi Wilhelmowi II protektorat nad Palestyną w 1903 roku.
Nastąpiła pokojowa i owocna imigracja do Palestyny, głównie z ziem niemieckich. Żydzi i chrześcijańsko-religijni Niemcy. Państwo Izrael nie było możliwe, ponieważ w tym czasie Palestyna należała do Imperium Osmańskiego. Potem przyszli Brytyjczycy i pokój się skończył. Aż do dziś. Czytaj więcej tutaj.
Wypędzanie rdzennej ludności to angielska tradycja
To, co dzieje się w Palestynie od 75 lat, można porównać jedynie do zawłaszczania ziemi w Ameryce, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii. Tym, czym w USA były wojny indiańskie, tym dziś są wojny z Palestyńczykami.
Czy to jest powód, dla którego głosy z Waszyngtonu w sprawie masakr w Gazie są tak wyciszone? Wygląda na to, że wojny palestyńskie zakończą się podobnie jak wojny indyjskie. Ale z opcją, że otaczający Arabowie nie porzucą swoich braci krwi na taki sam los, jaki spotkał Indian. Nie jestem jedynym, który obawia się, że może się to teraz skończyć straszliwym rozlewem krwi i że państwo Izrael przestanie istnieć w ciągu roku. Następnie, po milionach trupów, wrócimy do stanu sprzed 1948 r. To nie może być rozwiązanie i nie może być rozwiązaniem trwałym. Więc co możemy zrobić?
Uwaga tymczasowa: Kijów prowadzi również politykę wypędzania i wymazywania rdzennej ludności rosyjskojęzycznej. Ale i w tym przypadku sąsiednia Rosja na to nie pozwoli.
Wyludniona przestrzeń dla nowego domu dla Żydów
Przedstawię teraz możliwe rozwiązanie, które na pierwszy rzut oka może wydawać się absurdalne, ale które może okazać się możliwe po intensywnej refleksji. Od 1990 roku populacja Ukrainy zmniejszyła się o połowę. Z 40 milionów do 20 milionów. Podczas gdy Ukraina, drugi co do wielkości kraj w Europie po Rosji, od samego początku była bardzo słabo zaludniona, obecnie jest prawie wyludniona. Zwłaszcza na obszarach wiejskich, które zamieszkują prawie wyłącznie starzy ludzie, a oni po prostu wymierają.
Jak ten kraj kiedykolwiek stanie na nogi? Pominąłem „ponownie”, ponieważ od 1990 roku wszystko idzie w dół. Potrzebuje wykwalifikowanej imigracji. Ale skąd będzie ona pochodzić? Zbyt wielu imigrantów z Ukrainy nie chce wracać do tego skorumpowanego chlewu bez przyszłości.
Tam, gdzie sto lat temu szukano pustego miejsca dla żydowskiej imigracji i żadnego nie znaleziono, teraz jest jedno na obszarze, który nazywa się Ukrainą. Dobrze, że jest to pierwotna ojczyzna Chazarów. Czyż nie byłoby wspaniale, gdyby po tysiącu lat mogli powrócić do swojej pierwotnej ojczyzny? Na zaproszenie, bez użycia siły. Czy mogliby założyć tam autonomiczną republikę żydowską? Bez konieczności wypędzania kogokolwiek? I czy nie byłoby tak samo, jak widzieli to Arabowie w latach trzydziestych? Mianowicie, że owocny rozwój można osiągnąć tylko dzięki żydowskiej imigracji.
Czyż nie byłoby wspaniale, gdyby Chazarowie mogli znów żyć w swoim kraju, autonomicznie, na najbardziej żyznej glebie w Europie, bez niedoborów wody? Z przynajmniej podstawową infrastrukturą.
Życie pod rządami żydowskiego prezydenta.
Teraz są Żydzi, którzy koniecznie chcą żyć pod rządami żydowskiego prezydenta. Są we właściwym miejscu w Kijowie na Ukrainie. Dwaj ostatni prezydenci, Poroszenko i Zełenski, są Żydami. Poza tym, to oligarchowie decydują o tym, co dzieje się w kraju i oni również są Żydami. Można więc powiedzieć, że Kijów-Ukraina jest już państwem żydowskim. Gdyby więc doszło do najgorszego, że Izraelowi grozi zagłada, Izraelczycy mieliby wyjście, ostatnią szansę na ucieczkę do kraju, w którym mogliby znaleźć pokój i być wśród siebie.
Czy to możliwe, że polityka Zelenskiego, która kosztowała życie setek tysięcy ludzi i spowodowała ucieczkę milionów, ma na celu stworzenie właśnie takiej przestrzeni, aby dać swoim braciom krwi nadzieję na przyszłość?
A co stanie się z Żydami sefardyjskimi, Semitami? Nikt nie powinien być wypędzany z Palestyny. Ci, którzy pragną pokoju, mogą udać się do nowej ojczyzny, a ci, którzy chcą pozostać, muszą pogodzić się z Arabami/Palestyńczykami. Ale semiccy Żydzi nie mieli z tym prawie żadnych problemów, zwłaszcza ortodoksyjny rabinat. I tylko około dziesięciu procent Izraelczyków to Semici. 90 procent pochodzi z Ukrainy.
Wyobraźmy sobie sześć milionów Chazarów migrujących na Ukrainę. Wysoko wykwalifikowanych Żydów. Nie można zapobiec wzrostowi, który w przeciwnym razie byłby iluzoryczny. Nie zapominając o powiązaniach Żydów z USA, które sprawiają, że zarówno pieniądze, jak i bezpośrednia imigracja stamtąd wydają się możliwe. Bill Gates wykupił już ogromne ilości ziemi na Ukrainie.
Teraz można również opisać moje myśli jako iluzoryczne, jako piękny sen o pokoju. Ale właśnie tego brakuje naszemu światu: marzeń i celów, które mogą prowadzić do pokoju. Gdy idea pojawi się na świecie we właściwym czasie, może również przekształcić się w rzeczywistość.
Ukraina potrzebuje imigracji. Imigracji wykwalifikowanej. Imigracji ludzi, którzy są zmęczeni wojną i morderstwami. Jeśli nie będzie imigracji, na dłuższą metę nie będzie Ukrainy. Choć moje przemyślenia mogą wydawać się szalone, wzywam każdego, kto ma lepszy pomysł na ostateczne zaprowadzenie pokoju, by się zgłosił. Pokój dla Palestyny, koniec wiecznego mordowania i spokojna, dobra, pełna nadziei przyszłość dla maltretowanych mieszkańców Ukrainy. Wyludnione tereny, żyzna gleba, zasoby naturalne, w rękach wykwalifikowanych imigrantów, są do tego dobrym warunkiem.
[A Judeopolonia dostanie nowego sąsiada… – admin]
Ukraina jest już domem dla różnych grup etnicznych. Między Mykołajewem a Winnicą na południowym Bugu, czyli około 400 kilometrów, nie ma (jeszcze) dużego miasta, ale jest dużo wolnej przestrzeni. Byłoby tam miejsce na „Nową Jerozolimę”. Niepodzielone.
Pewien młody człowiek, student uczelni lotniczej, do którego prawdomówności mam zaufanie, bo jako uczeń zawsze przyznawał się uczciwie do swoich wybryków, opowiadał mi, że podczas nudnych lecz obowiązujących zajęć na siłowni chłopcy puszczają sobie transmisję obrad X kadencji Sejmu i zaśmiewają się do łez, bo lepszego kabaretu nie potrafią sobie wyobrazić. Dodam, że młody człowiek nie głosował na PiS, bo jak powiedział „te ponure dziadki nie mówią nic śmiesznego”. Tacy jak on i jego koledzy wybrali kiedyś do Sejmu na (p)osła Jachirę tylko dlatego, że bawiło ich obserwowanie jak wściekle nakłuwa szpilką figurkę Kaczyńskiego i dopisywali na kartach wyborczych: „Król Julian na prezydenta”. Do programu PiS nie mieli żadnych zastrzeżeń, nic ich nie obchodził podobnie jak nie obchodzi ich program PO. Kaczyński ich po prostu znudził.
Razem z moim byłym uczniem zastanowiliśmy się kto w ostatnich wyborach głosował na PO a raczej na KO. Przede wszystkim luzacy, tacy jak on znudzeni polityką młodzi ludzie. Co charakterystyczne – on i jego niepoważni koledzy traktują swoje studia bardzo poważnie. Dbają o kondycję, wspinają się w Tatrach, w skałkach i na ściance, ćwiczą na siłowni. Wiedzą wszystko na temat katastrof lotniczych, historii lotnictwa, czy nietypowych konstrukcji. Mając w planach zawód pilota czy kontrolera lotów liczą się z koniecznością podejmowania odpowiedzialności za życie innych ludzi.
Przerasta ich jednak perspektywa odpowiedzialności za życie większej zbiorowości takiej jak naród czy społeczeństwo. Głosują dla zabawy, a z obrad Sejmu czerpią rozrywkę. Faktycznie zarejestrowano dużą, niespotykaną dotąd, liczbę obserwujących obrady Sejmu. W czasie wygłaszania przez premiera Mateusza Morawieckiego expose, liczba osób oglądających na platformie YouTube obrady Sejmu X kadencji przekroczyła podobno 229 tysięcy, a potem nawet ponad 242 tysiące. Nie jest to jednak bynajmniej tak, że społeczeństwo zachwycają nowe porządki. Najbardziej typowy komentarz jaki słyszy się w sklepie czy na ulicy to: „ale cyrk”. W ten cyrk wpisuje się wybryk posła Brauna, który gaśnicą proszkową potraktował zapaloną w Sejmie menorę. Ten cyrk oglądało podobno kilkaset milionów widzów na całym świecie. Choć niewątpliwie trudno jest walczyć o sekularyzację państwowych instytucji celebrując w jednej z nich (teoretycznie najważniejszej) wybrany arbitralnie obrządek religijny, działania posła Brauna przyniosą zapewne więcej szkody niż pożytku.
Widać jakie spustoszenia w logicznym myśleniu uczyniła tak zwana polityczna poprawność. Ciekawe jaka byłaby reakcja licznych słabych intelektualnie (p)osłów, którzy teraz potępiają w czambuł Brauna gdyby w holu sejmowym zainstalowano szopkę świąteczną. Postępowcom europejskim przeszkadzają nawet medaliki na szyjach pielęgniarek w szpitalu czy w hospicjum. Druga kategoria głosujących to – jak powiedział mój były uczeń – ludzie, którzy mają pamięć złotej rybki akwariowej. Już nie pamiętają wszystkich odrażających afer z czasów rządów PO. Zapomnieli o sprzedaniu kolejki na Kasprowy Wierch, o aferze Amber Gold, o próbie sprzedaży Lotu, o oddaniu śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej w obce, wrogie ręce.
Trzecia kategoria to – jego zdaniem – ludzie, którzy mają inteligencję złotej rybki. Święcie wierzą w obietnice wyborcze, co gorsza w obietnice składane przez notorycznych kłamców. Nie rozumieją, że sprzedaż doskonale funkcjonujących spółek państwowych, które przynoszą Polsce ogromne zyski to działanie głupiego Jasia z bajki Kryłowa wzorowanej na klasyku jakim był La Fontaine. Związek frazeologiczny „ Tuer la poule aux oeufs d’or” oznaczający po polsku- „zabić kurę znoszącą złote jaja” funkcjonuje w sensie dowodu skrajnej głupoty w wielu językach świata
I ostatnia, najważniejsza kategoria to ludzie, którzy mają trupa w szafie. Tak się dziwnie składa, że jeżeli ktoś jest gorącym zwolennikiem rządów Tuska prawie zawsze okazuje się, że jego dziadek lub ojciec walczył z bandami ( czytaj z podziemiem niepodległościowym lub z AK), był wojskowym prokuratorem lub wprost funkcjonariuszem UB. Nic dziwnego, że popierają Tuska sami zainteresowani. Przecież obiecał likwidację IPN, jedynej instytucji, która zajmuje się nie skłamaną historią Polski, oraz obiecał przywrócenie ubekom wysokich emerytur przyznanych im za zbrodnie dokonane na polskim społeczeństwie. Nic dziwnego, że popierają Tuska ich dzieci. Zajmują zrabowane przez ich rodziców domy i mieszkania, robili karierę w PRL i podobnie jak Holland czy Janda chcą żeby „ było jak było”. Udało im się przejść suchą stopą przez czerwone morze komunizmu i różowe morze postkomunizmu. Chcą, żeby dalej było tak samo różowo. Nikt nie rozliczył zbrodni popełnianych przez ich przodków, nikt nie odebrał im przywilejów ani stopni naukowych zdobytych na propagowaniu marksizmu, zdobyli status opozycji jako rewizjonistyczni dysydenci, próbowali nobilitować jako „ ludzi honoru” nawet komunistycznych aparatczyków i oprawców i częściowo im się to udało. Przygotowaniem do tego ( ciśnie mi się na klawiaturę bardziej adekwatny termin -подготовка) było powstanie „warszawki” czyli salonu, w którym spotykali się ludzie kultury, dzieci komunistycznych aparatczyków a nawet sami aparatczycy oraz niektórzy przedstawiciele starej przedwojennej inteligencji. Na przykład w salonie państwa Karpińskich brylowały córki Ochaba, miłe i inteligentne dziewczyny. Jedna z nich Maryna była jak pamiętam świetną tłumaczką, a Zosia uczciwą nauczycielką. Nikt nie zgłaszał wobec nich żadnych zastrzeżeń bo przecież dzieci nie odpowiadają za winy rodziców. To że korzystają z przywilejów tych rodziców jakoś nam umykało. Trzeba przyznać córkom Ochaba, że – o ile wiem- nie biorą udziału w obecnych antypolskich seansach nienawiści.
To nie jest tak, że zasłaniam się poglądami jakiegoś mitycznego studenta. To postać – zapewniam – autentyczna i naprawdę odbyła się opisywana rozmowa. Wybrałam go sobie na swego porte-parole bo się z jego poglądami całkowicie zgadzam.
Z reguły odrzucamy to, co nie jest piękne. To, co niedoskonałe, tak nie przyciąga, dlatego zaprzeczamy prawom natury poprawiając urodę i przedłużając młodość – by być nadal pięknymi. Bywa jednak, że egocentryzm niszczy wszystko, co staje nam na drodze, liczy się tylko zewnętrzne i cielesne piękno. Piękno, które jeszcze pozostało w nas, jest już często tylko czystą wydmuszką. A przecież, żeby kogoś nazwać piękną osobą i uznać za nią, trzeba czegoś więcej niż tylko urody i atrakcyjnej powierzchowności.
Umberto Eco twierdził, że „Piękno jest (…) ograniczone kanonem, a brzydota jest nieograniczona w swoich możliwościach”. I rzeczywiście, obecnie widzimy wokół nas prawdziwie nieograniczone morze brzydoty. „We współczesnym świecie wszystkie formy tradycyjnego porządku są w oczywisty sposób zagrożone. By je utrzymać przy życiu, z pewnością nie wystarczy tylko pisać o nich książki, pisał Roger Scruton. Trzeba mieć wizję przyszłości, wizję celu, do którego zmierzamy. A czy zmierzamy do pięknego celu, czy w ogóle mamy jakieś cele?
Modyfikacje piękna i brzydoty poszły współcześnie zdecydowanie za daleko; występek stał się cnotą, brzydota pięknem, prawda postprawdą, czyli nowoczesnym kłamstwem. Dziś możemy stwierdzić, że piękno zamieniło się miejscem z brzydotą. Piękno kwitnącej róży, sonety Shakespeare’a, piękno szybującego orła, uśmiech dziecka, zorza poranna, piękno kobiecego ciała przestały być bezdyskusyjnym kanonem piękna. Zostały przez wielu wprost wyszydzone.
Poszukiwanie piękna nie jest już fascynujące i atrakcyjne dla nas współczesnych, zwłaszcza dla młodego pokolenia, estetyczny sposób życia i bycia przestał być wymagany i na tzw. topie. Nie dążymy już do piękna, bo nie jest dziś ono najwyższą wartością, głębokie pragnienie ładu i harmonii jedynie irytuje, a skoro nie potrzeba dobra i piękna ani ładu, to nie potrzeba też religii, hierarchii, tradycji, honoru, miłosierdzia, miłości, a tym bardziej pokory, wstrzemięźliwości itp. Św. Tomasz z Akwinu piękno zaliczał do podstawowych, powszechnych cech bytu zwanych transcendentaliami, ceną piękna, także tego moralnego, jest umiarkowanie. Jednakże zło, głupota i brzydota są dziś odmalowywane w bardzo powabnych kolorach.
Poglądy Akwinaty na piękno, jego istotę w cywilizacji chrześcijańskiej, są nadal trwałe, nie tylko dla ludzi wierzących czy prawdziwych intelektualistów. To właśnie prawda, dobro i piękno są prawdziwymi aspektami bytu ludzkiego – są ciągle transcendentne, są ze sobą nie tylko nierozerwalnie powiązane, ale wręcz tożsame i prowadzą do jednego wspólnego celu – zbawienia ludzkiego. Choć są przecież piękności niebezpieczne, zdradliwe, amoralne, czy wręcz zabójcze – te też istnieją. Liczą się tak naprawdę ludzkie uczucia, jeśli potrafią być piękne.
Ludzkie życie jest niewątpliwie bardzo złożone i zmienne, nie mówiąc już o tym, jak bardzo kruche, niczym porcelanowa filiżanka, ale to właśnie piękno winno nam dostarczać w tej ziemskiej pielgrzymce przyjemności, wrażliwości, dodawać smaku, radości, wytchnienia, głębszych przemyśleń. To piękno właśnie winno powodować chęć poprawy, pogłębienia naszej edukacji, skutecznie pobudzać ludzkie zainteresowania i poszerzać horyzonty. Francis Hutcheson (1694–1746), irlandzki filozof okresu oświecenia, twierdził, że: „Piękno polega na jedności w wielości”, tak jak wcześniej greccy stoicy czy sofiści, którzy uważali, że „piękno dzieła zasadza się na odpowiedniości formy wobec treści, na doskonałości, której podstawą są stosunki, relacje matematyczne jej elementów, ale również na świetności wykonania, które jest wynikiem indywidualnego geniuszu na lśnieniu tej piękności”. Doskonale widać to na obrazach Joana Miró, że można zamordować sztukę – co też sam głosił i udowadniał swą twórczością ten artysta – w młodości kataloński księgowy. Nie wiadomo, czego tu było mniej, geniuszu czy piękności?
Często spieramy się na temat piękna, rzadziej brzydoty i choć istnieją teoretycznie eksperci od piękna i sztuki, to każdy oceny dokonać musi sam, musi przede wszystkim poczuć to piękno, różne rzeczy, postawy i wizerunki jako te piękne i te brzydkie. Piękno dostarcza przyjemności oku i uchu, ale pobudza nasze endorfiny, serotoninę, ale również skłania do przemyśleń, tworzy dobre obyczaje i przyjazny klimat, to piękno, a nie brzydota tworzy ten pożądany kontekst naszego życia, zaspokaja nasze oczekiwanie harmonii i szczęścia. To, że epoki i ideologie modernizmu, konstruktywiści, fowiści czy dadaiści, surrealizm czy komunizm i niemiecki hitleryzm zakwestionowały dobro, prawdę, miłość, to w efekcie musiało też doprowadzić do zerwania z pięknem. To surrealista André Breton (1896–1966) pisał o tzw. pięknie konwulsyjnym, które oznaczało zgrozę, czarny humor, prowokację, destrukcję, histerię bezbożności, bluźnierstwo, erotyzm, samowolę, eksplozję pożądania i wielki niepokój. Było to więc jawne zaprzeczenie piękna jako kategorii estetycznej – to był właśnie początek triumfu brzydoty, to, co dzisiaj, współcześnie, stało się już praktycznie normą. Dziś owe mroki naszej egzystencji, wiwisekcja najdziwniejszych upodobań i wszelkich zboczeń – to też niektórzy nazywają „pięknem i wybitną, nowoczesną sztuką” – awangardową czy konceptualną.
Dzisiaj bezszokową codziennością stała się seksualność wszystkiego i wszystkich, zwłaszcza aktualnej sztuki. Ciało może być brzydkie, byle było nagie, nawet wulgarne, odarte z godności i delikatności. Taka „sztuka” zawsze dziś znajduje adoratorów i amatorów, jest nagłaśniana i promowana, tak jak choćby instalacja rzeźby „Złotej Waginy”, „Wilgotna Pani” w warszawskim Teatrze Dramatycznym, bo tak najwyraźniej piękno sztuki i teatru pojmuje i postrzega dyrektor artystyczna tego przybytku Melpomeny, tytułująca się mianem „Artystki – Waginistki”. Według dyrektor tego warszawskiego teatru o długiej i pięknej tradycji, Moniki Strzępki, rzeźba „Złota Wagina” w holu Teatru Dramatycznego: „ma wzmocnić energię społecznej zmiany, którą tworzą protesty kobiet, ruchy klimatyczne oraz ludzie walczący o prawa mniejszości, prawa człowieka i demokrację”.
Tylko dlaczego ta walka musi być tak brzydka i obsceniczna, tak ewidentnie bez gustu, tak skrajnie ideologiczna i upolityczniona i taka wulgarna? Dlaczego musi demoralizować, często deprawować, degradować nasz kod kulturowy i cywilizacyjny? Dlaczego teatr ma być dziś miejscem, gdzie tak niewiele jest piękna, pięknego obrazu, pięknej scenografii, pięknego słowa, a tak dużo bluźnierstwa, brzydoty i co w tej manifestacji płciowej jest takiego urokliwego? A może lepiej byłoby wystawić tam rzeźbę muzy pieśni i dramatu, Melpomeny? Łatwo przecież porównać i odróżnić to, co prawdziwe, piękne i zwyczajnie brzydkie i obsceniczne.
Dziś stosunek tzw. elit, zwłaszcza tych artystycznych, sprowadza się do całkowitego zanegowania harmonijnego, tradycyjnego piękna, ich podstawowych kanonów i estetyki mającej istotne wartości. To właśnie owi heroldzi brzydoty i zła zarazem narzucają ton tzw. sztuce nowoczesnej i wyzwolonej. Ich stosunek do klasycznego piękna to głównie negacja, szokowanie, prowokowanie, bluźnierstwo, ale i kiczowatość, skrajne upolitycznienie przekazu, no i oczywiście seksualizacja postępowa i tęczowa. Brak jakiegokolwiek umiaru, głębszego humanistycznego przekazu, wulgarność, a także mówiąc bardzo łagodnie, wyjątkowo elastyczny stosunek do pierwowzoru artystycznego. Brzydota ich znarkotyzowała i usynowiła zarazem, nic dziwnego, że dziś brzydota triumfuje na salonach, nie tylko tych artystycznych, na scenach, kartach powieści, w malarstwie, w muzyce, filmie, w architekturze, kulturze, no i oczywiście w internecie.
Jak to się ma do kanonu klasycznego piękna, do normalności i subtelności – najzwyczajniej ma się nijak. Jak to się ma do klasycznej wizji piękna, do wizerunku kobiecego piękna z końca XVIII wieku, choćby tego z obrazu George’a Romneya (1734–1802), sami Państwo oceńcie.
Brzydota, zamiast piękna, ma dziś pełnić główne funkcje estetyczne, ma śmieszyć, zadziwiać, podobno pobudzać wyobraźnię, wyrażać ekspresję, protestować, odrzucać i wzniecać bunt, ma być interesująca. A jak twierdził niemiecki pisarz i poeta Friedrich Schlegel, „Interesujące ma zawsze przewagę nad pięknem”.
Jednak brzydota deformuje, wykoślawia, często też wyszydza, uczy pogardy i nienawiści. A wszystko po to, by brzydota wyzwoliła nas z okowów wszelkiego tradycjonalizmu, religii, konserwatyzmu, a zwłaszcza patriarchatu, by zmusić nas do porzucenia konwencji, płci, tradycyjnych ról społecznych, ale też zwykłej delikatności, wrażliwości czy rycerskości. To właśnie ta nowoczesna brzydota ma nas zniechęcić do hierarchii, porządku, myślenia, oceniania i wybierania tego, co dobre i prawdziwe, jak i tego, co piękne i normalne. Ta postępowa brzydota pod sztandarem transhumanizmu, neomarksizmu, jak i genderyzmu ma nas poprowadzić ku temu „lepszemu” światu. Czy na pewno jednak warto byle do przodu, byle szybko, ale też byle jak, bez oglądania się na boki, a tym bardziej spoglądania wstecz na dorobek minionych pokoleń w sferze kulturowej i etycznej? Dr Janusz Janowski, polski malarz, nie tak dawno stwierdził w Polskim Radiu, że: „Epatowanie brzydotą stanowi oś współczesnej wypowiedzi artystycznej (…). Piękno stało się znamieniem tego, co minione, sztuki już nieaktualnej”. Smutna refleksja
To gorzkie, a zarazem prawdziwe słowa o współczesnej sztuce i dzisiejszej twórczości, to coś zdecydowanie gorszego i smutniejszego niż nawet turpizm, czyli kierunek w sztuce afirmujący brzydotę, wywołujący szok artystyczny, z drugiej połowy XX wieku, promujący swoisty kult brzydoty.
Dla tzw. lewactwa sztuka zawsze była i miała być formą walki ideologicznej, rewolucji społecznej i kulturowej, a wiadomo, że rewolucje muszą mieć swoje ofiary i jednymi z pierwszych padają zawsze prawda, dobro i piękno. Wystarczy spojrzeć choćby na kilka tylko współczesnych tzw. dzieł sztuki i ich autorów, z Andym Warholem (1928–1987) na czele, którego wylansowano na szamana tej nowoczesnej sztuki, z jego mało pięknym dziełem, „Puszką z zupą firmy Campbell” (1962), które właściwie zapoczątkowało kierunek sztuki znany jako pop-art. Tylko, że to jest raczej gastronomiczne i marketingowe „piękno” w czystej postaci. Czy też tzw. dzieło Damiena Hirsta z londyńskiej galerii sztuki „Eyestorm” zatytułowane „Nie ma jak w domu” – przedstawiające popielniczkę wypełnioną niedopałkami, śmieci, resztki jedzenia, puste butelki i stare gazety, które rano sprzątacz wyrzucił do śmietnika, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z tego, jaka to „piękna sztuka”.
Nie dziwi więc, że podobnej proweniencji artystycznej współczesny malarz Willem de Kooning mówił o tym cudownym dziecku sztuki nowoczesnej, Andym Warholu, że: „Jest zabójcą sztuki, mordercą piękna, a nawet katem śmiechu, nie cierpię twojego pacykarstwa” – twierdził przedstawiciel abstrakcyjnego ekspresjonizmu, którego twórczość też nie ma zbyt wiele wspólnego z klasycznym pojęciem piękna. To była dopiero prawdziwa kłótnia w rodzinie. Choć wydaje się, że piękno skutecznie potrafili mordować wspólnie. I tak dobrze, że obaj panowie nie poszli śladem pewnego chińskiego artysty, który rzeźbę Wenus z Milo (oryginał 130–100 p.n.e.), wykonał w całości z ludzkich odchodów. To dopiero musiało być wysublimowane poczucie piękna i estetyki, dość charakterystyczne dla współczesnych twórców, i cóż to była za twórcza odwaga i głębokie przesłanie dla przyszłych pokoleń – nieprawdaż? Co prawda wybitny polski filozof Władysław Tatarkiewicz (1886–1980) pisał swego czasu, że: „Ostatecznie pojęcie piękna wydaje się dziś teoretykom zbyt nieokreślone, a artystom zbyt sztywne, staroświeckie, patetyczne, obce”, to jednak o roli ekskrementów ludzkich w sztuce nie wspominał, a rzeźby tej klasy i piękna w marmurze, takie jak Wenus z Milo, Pieta, Bachus, Dawid, czy Madonna z Brugii przetrwały ponad 500 lat i dalej urzekają swym unikalnym pięknem. I to nie tylko dlatego, że Michał Anioł (1475–1564) wolał rzeźbić w czymś innym niż chiński artysta, ale robił to zwyczajnie staranniej, z błyskiem prawdziwego geniuszu, a i pewnie pachniało piękniej przy ich tworzeniu.
Jak widać, prawdziwe piękno potrafi przetrwać setki i tysiące lat i ciągle zachwycać, brzydota na szczęście tej nadzwyczajnej mocy nie posiada, a to głównie dlatego, że opiera się na dysharmonii, negacji, na wykoślawieniu. Sama negacja z reguły nie może być fundamentem czegoś szczególnie ważnego i trwałego, w tym nowego bytu. Sokrates podkreślał też, że: „Nawet złota tarcza jest brzydka, a kosz na śmieci piękny, jeśli w stosunku do celu, jakiemu służą, ona jest źle, a on dobrze wykonany”.
W Paryżu w 1980 roku w siedzibie UNESCO św. Jan Paweł II mówił: „Człowiek żyje prawdziwie ludzkim życiem dzięki kulturze. Pierwszym i podstawowym wymiarem kultury jest zdrowa moralność, kultura moralna”.
Możemy mówić o pięknie, gdy idzie o urodę ludzką, o naturę, możemy rozprawiać o pięknie przedmiotów, najlepszych cechach ludzkiego charakteru, pięknie czegoś szczególnie atrakcyjnego, pięknie krajobrazu, pięknie pór roku, ale możemy też oceniać piękno w odniesieniu do estetycznego wyglądu czegoś lub kogoś w stosunku do wyjątkowego charakteru barw, zwyczajów, przepychu, nastroju czy wytworności. Istnieje piękno kompetencji, kunsztu, perfekcji, przydatności, doskonałości rzemiosła, talentu, wirtuozerii wykonania, kobiecego powabu, gracji i doskonałości. Mówimy o wyjątkowości piękna danego dzieła czy osoby i o pięknie w kontekście elegancji, finezyjności, o pięknie harmonii, o pięknie mistrzowskiego stylu i wyrafinowaniu. Gdybym sam miał zdefiniować pojęcie piękna, to ująłbym to tak: „Piękno jest nierozerwalnie związane z człowiekiem, to magnetyzm i wieczne przyciąganie ku temu, co dobre, prawdziwe i godne, ale też sprawiedliwe, to szaty, które zdobią naszą cywilizację i jej boski wyraz”.
Fragment książki Janusza Szewczaka „Piękno zdeptane, kult brzydoty” Wydawnictwa Biały Kruk
Kanada musi płacić ludziom poszkodowanym przez szprycę kowid. Wypłaty już ponad 11 milionów dolarów
Canada’s new vaccine injury support program surpasses $11.2 million in payouts; new figures show.
A year and a half after the Covid-19 vaccines rolled out in Canada, the country launched its first-ever vaccine injury support program in June 2021. Since then, over two thousand… pic.twitter.com/44wkHP8hez
— The Canadian Independent (@canindependent) January 2, 2024
Wypłaty z nowego kanadyjskiego programu wsparcia dla osób po urazach poszczepiennych przekraczają 11,2 miliona dolarów; pokazują to nowe liczby.
Półtora roku po wprowadzeniu szczepionek na Covid-19 w Kanadzie w czerwcu 2021 r. kraj ten uruchomił swój pierwszy w historii program wsparcia osób poszkodowanych po szczepieniu. Od tego czasu wnioski złożyło ponad dwa tysiące Kanadyjczyków, a tytułem odszkodowania za szkody spowodowane szczepionkami wypłacono 11 236 314 dolarów do grudnia 2023 r.
Program wsparcia w przypadku urazów poszczepiennych (VISP) jest finansowany przez Kanadyjską Agencję Zdrowia Publicznego, ale, co dziwne, jest nadzorowany przez prywatną firmę o nazwie RCGT Consulting Inc. Ze względu na prywatny charakter firmy, dostęp do bardziej szczegółowych informacji jest ograniczony. Niemniej jednak strona internetowa VISP udostępnia pewne informacje statystyczne, aktualizowane co sześć miesięcy.
Z aktualizacji z grudnia 2023 r. wynika, że otrzymano 2233 wnioski. Spośród nich 1825 uznano za dopuszczalne, a do tej pory zatwierdzono jedynie 138 wniosków o odszkodowanie.
W ciągu ostatniego roku liczba roszczeń wzrosła z 1299 do 2233. Aby zakwalifikować się do odszkodowania, uraz spowodowany szczepionką musi być „poważnym i trwałym urazem” i „zdefiniowany jako poważny uraz zagrażający życiu lub zmieniający życie, który może wymagać hospitalizacji lub przedłużenia istniejącej hospitalizacji, a wyniki w przypadku trwałej lub znacznej niepełnosprawności lub niesprawności, lub gdy skutkiem jest wada wrodzona lub śmierć.”
Maksymalna kwota ryczałtowego odszkodowania w przypadku uznania osoby poszkodowanej po szczepieniu wynosi 284 000 dolarów. Zapewniane są również inne wypłaty związane z powtarzającą się utratą dochodów, wydatkami na leczenie, urządzeniami medycznymi i osobistymi pracami pomocniczymi.
Według strony internetowej rządu Kanady zgłoszono ponad 57 000 zdarzeń niepożądanych związanych ze szczepionkami przeciwko Covid-19, z czego 11 231 było poważnych. Nie wiadomo obecnie, ile raportów o uszkodzeniach poszczepiennych przekazywanych do VISP jest związanych ze szczepionką przeciwko Covid-19, ale w raporcie Agencji Zdrowia Publicznego z czerwca 2022 r. stwierdzono, że w tamtym czasie 99% dotyczyło szczepionek przeciwko Covid-19. Kolejna aktualizacja VISP jest oczekiwana w czerwcu 2024 r.