
Uden titel






[O ile wiem, Konfederacja nic takiego nie popiera. MD]












Ignorancja, nienawiść i kłamstwo. Żydowskie oszczerstwa nt. Narodowych Sił Zbrojnych.
stanowcza-reakcja-na-zydowskie-oskarzenia-tez-propagandy-stalinowskiej
W związku z haniebną treścią oświadczenia organizatorów tzw. niezależnych obchodów rocznicy powstania w getcie warszawskim, opublikowaną przez portal jewish.pl, Prezydium Zarządu Głównego Związku Żołnierzy NSZ wyraża stanowczy sprzeciw wobec szkalowania pamięci Bohaterów Polskiego Państwa Podziemnego z formacji Narodowe Siły Zbrojne.

Anonimowym autorom oświadczenia nie spodobało się, że premier polskiego rządu odwiedził groby zmarłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, którym po wyzwoleniu z niemieckich obozów pomagali żołnierze Brygady Świętokrzyskiej. Anonimowi autorzy posunęli się do stwierdzenia na portalu społecznościowym, że „premier potrafi drugą ręką zapalić znicz hitlerowskim kolaborantom z NSZ”, a portal jewish.pl powielił te pomówienia. Takie zdarzenie nie miało miejsca – premier zapalił znicz na grobach cywilnych ofiar obozów koncentracyjnych.
Informujemy, że Narodowe Siły Zbrojne były tą formacją Polskiego Państwa Podziemnego, w której szeregach walczyli także Żydzi i Polacy żydowskiego pochodzenia oraz zajmowali w tej strukturze wysokie stanowiska, nawet wyższe niż w innych formacjach Polskiego Państwa Podziemnego. W NSZ służyli m.in.: ppłk Jerzy Krafft ps. „Zygmunt Wiesławski” − komendant Okręgu VI Mazowsze Południe, mjr Stanisław (Szmul) Ostwind-Zuzga ps. „Kropidło” − komendant Powiatu NSZ Węgrów, por. Feliks Pisarewski ps. „Parry” − oficer sztabu Okręgu I (Warszawa), ppor. Józef Makowski ps. „Ziuk”, dr Juda Kamiński ps. „Migoń”, por. Alfons Antoni Krysiński, Andrzej Konic ps. „Zawisza” i wielu innych.
Inny żołnierz NSZ, z pochodzenia Żyd z Łodzi, Aleksander Szandcer ps. „Dzik”, który walczył na Lubelszczyźnie w oddziale NSZ mjr.cc. Leonarda Zub-Zdanowicza ps. „Ząb”, poświęcił swoje życie w czasie bitwy z Niemcami pod Górą Puławską, żeby uratować cały oddział NSZ, który był okrążany przez Niemców.
Brygada Świętokrzyska NSZ w dniu 5.05.1945 roku uratowała 280 Żydówek przed spaleniem żywcem przez Niemców w niemieckim obozie koncentracyjnym w Holiszowie.
Niemcy wyselekcjonowali 280 Żydówek spośród 1000 więźniarek prawie wszystkich europejskich narodowości. Zamknęli Żydówki w oddzielnym baraku, pod który podłożyli materiały łatwopalne i czekali na rozkaz podłożenia ognia, by spalić te kobiety żywcem. Brygada Świętokrzyska, która przechodziła niedaleko, idąc na spotkanie z jednostkami armii amerykańskiej, dowiedziała się od Czechów o tych przygotowaniach i, pomimo czeskich próśb o niepodejmowanie działań w obawie przed odwetem ze strony Niemców, Brygada Świętokrzyska NSZ zaatakowała niemiecki obóz koncentracyjny i oswobodziła wszystkie więźniarki, przy stratach 2 rannych. Żadna więźniarka nie zginęła.

Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych w 2018 roku ufundował i wmurował na murze byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego w Holiszowie tablicę pamiątkową upamiętniającą to wydarzenie.
To na grobie zmarłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, którymi po wyzwoleniu opiekowali się żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ, premier rządu polskiego zapalił znicz, co tak rozwścieczyło organizatorów „niezależnych” obchodów w getcie warszawskim. Ewidentnie organizatorom obchodów przyświecają takie anty-wartości jak ignorancja, nienawiść i kłamstwo.
Związek Żołnierzy NSZ wyraża stanowczy sprzeciw wobec powielania tez propagandy stalinowskiej o NSZ. Nie zgadzamy się na wzbudzanie podziałów i nienawiści, na rasistowskie dzielenie społeczeństwa polskiego pod względem rasowym i etnicznym. Narodowe Siły Zbrojne zostały utworzone przez polski obóz narodowy – największą opcję społeczno-polityczną w II Rzeczypospolitej. To ideolodzy obozu narodowego już ponad sto lat temu sformułowali nowoczesną definicję polskości – kto jest Polakiem. Ta definicja jest aktualnie powszechna w społeczeństwie polskim i jest definicją kulturową – nie bierze w ogóle pod uwagę pochodzenia etnicznego.
„Fakt urodzenia się lub zamieszkiwania na pewnym terytorium i pochodzenia plemiennego nie może decydować nie tylko o narodowości tysięcy i milionów ludzi, ale nawet pojedynczych osób. Wieki wspólnego życia politycznego, wspólność kultury duchowej i materialnej, wspólność interesów itd. więcej stokroć znaczą, niż wspólność pochodzenia lub nawet języka” – napisał Jan Ludwik Popławski w 1900 roku, jeden z ojców założycieli obozu narodowego.
Dlatego nie powinno dziwić, że to właśnie w szeregach NSZ obywatele polscy pochodzenia żydowskiego, a także Żydzi mogli służyć w podziemnym Wojsku Polskim i walczyć z niemieckim okupantem, a także pełnić wyższe funkcje w strukturach NSZ. Ta prawda o polsko-żydowskiej historii nie dociera do redakcji portalu jewish.pl i organizatorów tzw. niezależnych obchodów w getcie warszawskim. Narracja oparta na kłamstwie z samej definicji nie jest i nie może być „sprawą pamięci”, jak to fałszywie deklarują organizatorzy tzw. „niezależnych obchodów w getcie warszawskim”.
Andrzej Krajewski usa-polska-panstwo-frontowe
Rola frontowego sojusznika Stanów Zjednoczonych to pakiet możliwości, które wcale nie są oczywiste. Dlatego czerpią z nich korzyści ci, którzy są bystrzy lub bezczelni. Reszcie pozostaje narzekanie na amerykański egoizm lub imperializm.
W czasach PRL krążył dowcip dający receptę, jak Polacy mogliby szybko dojść do dobrobytu. Mówił, że należy wypowiedzieć wojnę USA, a następnie się poddać. Tak aby Amerykanie musieli Polskę okupować. Natchnieniem do żartu były losy Japonii oraz Republiki Federalnej Niemiec po II wojnie światowej i ewentualnie nakręcony w 1959 r. film „Mysz, która ryknęła”. Z genialnym Peterem Sellersem, grającym w nim kilka postaci. Przy czym akurat w przypadku tego dzieła bankrutujące księstwo Grand Fenwick wojnę wypowiedzianą USA, po to, żeby się dostać pod okupację Amerykanów, przypadkiem wygrało. Ku rozpaczy jego władczyni, premiera i wszystkich obywateli.
W dłuższych okresach czasu życie potrafi nakreślić, niemal równie nieprawdopodobne scenariusze. Z opowiadających sobie wspominany dowcip raczej nikt nie zakładał, iż pokolenie później wojska USA nie tylko będą stacjonować na terytorium Polski, ale też III RP stanie się sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Od czasu najazdu Rosji na Ukrainę sojusznikiem coraz bliższym, bo takowych dla USA są zawsze ich „państwa frontowe”.
Po 1945 r. Waszyngton pod swą pieczą miał ich całkiem sporą gromadkę, aby zgodnie z doktryną powstrzymywania, sformułowaną przez George Kennana, blokować ekspansję Związku Radzieckiego i reszty krajów komunistycznych. Kluczową rolę w gronie ówczesnych „państw frontowych” odgrywały: RFN, Włochy, Turcja, Japonia oraz Korea Południowa. Ich rozwój przebiegał bardzo różnymi ścieżkami, ale każde odniosło znaczące sukcesy. Czy okazywały się one trwałe, aż do dziś, to zupełnie inna sprawa.
Jednakże znajdując się w bardzo ścisłych relacjach z Amerykanami, wspomniane kraje do końca zimnej wojny gruntownie się zmodernizowały. Podnosząc swe znaczenie, zwłaszcza na niwie ekonomicznej. Uchwycenie skąd ta prawidłowość, wcale nie jest proste, z winy samych Amerykanów, odznaczających się w warunkach europejskich niespotykaną elastycznością.
Na Starym Kontynencie naturalne jest bowiem dążenie do ujednolicania wszystkiego, co zaczyna egzystować pod jednym sztandarem. Znakomity tego przykład stanowi Unia Europejska. Od swego zarania, czyli Wspólnoty Węgla i Stali, oprócz bycia ponadnarodową organizacją oraz strefą wolnego handlu, pełniła ona rolę promotora konwergencji mającej zbliżać do siebie europejskie nacje. Ujednolica się więc wszystkiego, co tylko możliwe. Temu choćby służy trwające od dekad harmonizowanie przepisów i norm w krajach członkowskich UE, będące czymś na kształt syzyfowej pracy, bo musi trwać stale i bez końca.
Natomiast Stany Zjednoczone ponad wszystko inne przedkładają osiąganie celów oraz zysków. Cała reszta to środki temu służące. Stąd nigdy na poważnie nie zależało Waszyngtonowi by np. Turcja zaczęła nieco bardziej przypominać wcale nieodległe RFN, czy Włoch, zaś Korea Południowa choćby Japonię. Najmniej zaś kolejnym prezydentom rezydującym w Białym Domu chciało się dbać, żeby „państwa frontowe” sukcesywnie upodabniały się do protektora, który objął je swą strefą wpływów.
W Turcji w drugiej połowie XX w. armia, z regularnością szwajcarskiego zegarka, co 10 lat przeprowadzała nowy pucz w imię obrony zasad narzuconych narodowi przez Atatürka. Jednocześnie amerykańska pomoc finansowa i techniczna umożliwiła temu krajowi modernizację gospodarki, powstanie wielu nowych elektrowni, dróg i mostów (oczywiście przy udziale firm zza oceanu). Aż pod koniec zimnej wojny stała się Turcja bardziej demokratyczną republiką niż jest nią obecnie.
Trwające szesnaście lat autorytarne rządzy prezydenta Park Chung-hee w Korei Południowej również nie należały do najprzyjemniejszych. Ale to wówczas biedny kraj zaczął powoli zamieniać się w jednego w azjatyckich tygrysów. Na początku tej drogi prezydent zadbał, żeby głównymi beneficjentami amerykańskiej pomocy stały się „magnackie” rody, które tak zdobyty kapitał zainwestowały w budowę uprzywilejowanych firm, nazwanych czebolami. Mogąc liczyć zawsze na pomoc prezydenta: Hyundai Motors, Daewoo, LG, Samsung, Ssangyon i kilka innych, zdominowały gospodarkę kraju. Po czym zamiast ją zdegenerować (jak to się zdarzyło np. w Rosji za czasów rozkwitu koncernów oligarchów), po śmierci Chung-hee nadal rosły i to ponad rozmiary Korei. Stając się wielkimi, międzynarodowymi korporacjami, stawiającymi na nowoczesność. Ich sukces zagwarantował bogactwo całemu państwu.
Z kolei Japonia skok rozwojowy, podczas zacieśniania relacji ze Stanami Zjednoczonymi, zawdzięczała swej bezbrzeżnej bezczelności. Już pod koniec XIX w. Kraj Kwitnącej Wiśni po raz pierwszy doganiał Zachód, kopiując z niego wszystko co najlepsze. Potem w odniesieniu do wyrobów przemysłowych ten sam manewr powtórzono po I wojnie światowej. Skoro dwa razy się udało, kiedy Stany Zjednoczone otworzyły się na firmy z okupowanej przez siebie wyspy, ich szefowie zainicjowali trzecie podejście. Do czego też nakłaniał i z całych sił pomagał tamtejszy rząd.
Kopiowano i kradziono w USA, co tylko się dało. W książce „War by Other Means: Economic Espionage in America” John J. Fialka twierdzi, że głównym zajęciem japońskiego wywiadu na początku lat 70. było wykradanie technologii w sojuszniczych Stanach Zjednoczonych. Wykorzystywano je masowo w: samochodach, motocyklach, telewizorach, aparatach fotograficznych, sprzęcie hi-fi, magnetowidach, kalkulatorach. To tymi produktami koncerny z Kraju Kwitnącej Wiśni podbiły światowe rynki. Co ciekawe administracja Richarda Nixona miała świadomość, na jaką skalę Japończycy kradną i niewiele z ową wiedzą zrobiła. Kolejni prezydenci raczej tego nie żałowali. Japońskie korporacje okazały się pojętnymi uczniami i same zaczęły zadziwiać swą innowacyjnością, lokując nadmiar posiadanego kapitału w USA. W latach 70. było to jeszcze skromne 7,5 mld dolarów inwestycji bezpośrednich, lecz między 1980 a 1989 r. już ponad 100 miliardów dolarów. Czyż nie opłaciło się Amerykanom wcześniej dać się okradać?
Włochom USA gwarantowały przede wszystkim zachowanie stabilności przy systemie polityczno-społecznym skonstruowanym tak, aby wydawało się to zupełnie niemożliwe. Tajemnicą poliszynela było, że CIA oraz amerykańska ambasada dbają, żeby partia komunistyczna nigdy nie wygrała wyborów w Italii, ani też nie weszła do koalicji rządzącej. Drugą oczywistą regułą pozostawało, iż najbardziej proamerykańscy politycy, poczynając od ojca włoskiej chadecji Alcide De Gasperiego, zawsze mogą liczyć na wsparcie USA. Reszta pozostaje mniejszą albo większą zagadką do dziś.
Oto bowiem przez całą zimną wojnę w rozdzieranym dramatycznymi konfliktami państwie całkiem wygodnie egzystował sobie zamieszkujący je naród. Włochy dzielił konflikt między bogatą północą, a biednym południem oraz prawicą i lewicą. Na to nakładał się terroryzm, uznawany przez organizacje komunistyczne oraz faszystowskie za naturalne narzędzie prowadzenia walki politycznej. W „latach ołowiu” (1969-1980) przybierając masową skalę. Choć i tak więcej ofiar miały na sumieniu organizacje mafijne, dysponujące często większą władzą od struktur państwa. Rząd w Italii upadał co kilka miesięcy, kolejne wybory niczego nie zmieniały, a kraj gospodarczo … rozkwitał. Między 1950 a 1970 rokiem Włochy zamiast pogrążyć się w wojnie domowej, były najszybciej rozwijającym się ekonomicznie państwem w Europie. W tym okresie dochód na jednego mieszkańca wzrósł tam 2,3 krotnie, gdy w sąsiedniej Francji o marne 36 proc.
Z wyliczanki państw frontowych pozostała jeszcze RFN. No ale tu nie ma żadnych zaskakujących zagadek do wyjaśnienia. Niemcy wzorowo wykorzystały możliwości dawane przez Plan Marshalla, wzorowo się zdemokratyzowały, wzorowo udawały pełną denazyfikację, wzorowo rozwinęły przemysł na czele z motoryzacyjnym, który podbił amerykański rynek. A przy okazji wzorowo wykorzystywały parasol ochronny, jaki zapewniała im armia USA.
A teraz od roku „państwem frontowym” dla Stanów Zjednoczonych stała się Polska i wszystko wskazuje na to, że pozostanie nim na bardzo długo. Nawet jeśli Rosja poniosłaby totalną klęskę w wojnie i zaczęła chylić się ku upadkowi, są jeszcze Chiny. Tymczasem Europa to taki mały półwysep przylepiony do ogromnej Azji, zaś bramą wjazdową do niego są ziemie III RP. Dopóki USA chcąc okrążać Państwo Środka i stosować wobec niego doktrynę powstrzymywania, dopóty muszą trzymać bramę wjazdową na Stary Kontynent pod swą kontrolą. To zaś oferuje ogromne możliwości.
Cały kłopot w tym, że Stany Zjednoczone to nie Unia Europejska. Wzajemnych relacji nie określają biurokratyczne procedury, gwarantowane traktatami reguły, systemy funduszy, itp. itd. Albo jest się bezczelnym i kreatywnym a wówczas „sky is the limit” albo grzecznym nabywcą broni i entuzjastycznym gospodarzem podczas wizyt kolejnych lokatorów Białego Domu.
Wprawdzie podpisanie na początku tego tygodnia listu intencyjnego miedzy przedstawicielami amerykańskiego EXIM Bank, Development Financial Corporation oraz Orlen Synthos Green Energy, dotyczącego wsparcia budowy w Polsce modułowych reaktorów jądrowych daje nadzieję, że może zacznie się coś zmieniać. Jednak wzajemne obroty handlowe w niezbyt imponującej wysokości 27 mld dolarów, najlepiej świadczą jak bardzo Stany Zjednoczone są dla Polski odległym krajem. Na dodatek trudnym do zrozumienia, bo staranna dbałość o własne interesy rzadko bywała polską specjalnością.
Dno piekła
Izabela BRODACKA
Ludowe przysłowie mówi, że dobrymi intencjami jest wybrukowane dno piekła. Kryje ono w sobie, jak zwykle ludowe przysłowia, głęboką mądrość.
Każdy ze zbrodniczych systemów totalitarnych zaczynał się od utopii, a każda utopia ma w sobie na pozór pewne racjonalne jądro. Na przykład marksizm opierał się na stwierdzeniu wyzysku klasy robotniczej przez kapitalistów. Był to bezsporny fakt. Między bajki włóżmy brednie na temat tworzenia przez kapitalistę i jego robotników kochającej się rodziny. Podobną brednią są opisy niewolnictwa jako systemu rodzinnego, gdzie biali i czarni żyją we wzajemnej miłości i harmonii, oraz podobne opisy systemu pańszczyźnianego. Oczywiście mogło się zdarzyć, że dzieci kochały czarną nianię, albo, że panicz nadmiernie spoufalił się z jakąś dziewczyną folwarczną. Prawdą jest również że kapitalista, właściciel majątku, czy właściciel plantacji dając i organizując pracę, zapewniał swoim pracownikom minimum egzystencji. Pozycję społeczną dziedzica i pańszczyźnianego chłopa dzieliła jednak przepaść. Choć szlachetne wydaje się marzenie szlacheckich rewolucjonistów o zrównaniu praw wszystkich ludzi na Ziemi, jednak jak pokazały kolejne rewolucje chłop pańszczyźniany na ogół chciał zająć miejsce dziedzica, a nie zrównać się w prawach i stanie posiadania z nim i ze wszystkimi innymi ludźmi na świecie.
Niektórym nawet się to udawało. Dowodem były spasione oblicza członków KC. Nie wystarczały im cudze mieszkania przy Szucha, w Alei Róż i Alei Przyjaciół meblowane zrabowanymi po dworach i pałacach antykami. KC zapewniał im opłacaną przez państwo służącą oraz samochód służbowy z szoferem, a ich żony brylowały w pałacach Nieborowa i Obór. Była to raczej elita spożycia i użycia, bo przecież nie elita intelektualna i nie prawdziwa elita władzy. Pozostając na usługach sowietów instalowali w Polsce komunizm i za to właśnie dostawali mieszkania i przywileje. System, który po zwycięstwie proletariatu miał zapewnić ludzkości powszechny dobrostan jako warunek konieczny tego dobrostanu zakładał zlikwidowanie czy wręcz wymordowanie arystokracji i burżuazji. Był to warunek konieczny lecz nie wystarczający, bo w miarę postępu komunizmu walka klasowa miała się zaostrzać. Mgliste, szlachetne, trochę naiwne marzenie o powszechnej równości prowadziło zatem na samo dno piekła jakim był terror, masowe mordy i niewola społeczeństw. Było mgliste, naiwne a przede wszystkim nieuczciwe intelektualnie, bo całkowicie sprzeczne z powszechnie znaną ludzką skłonnością do stratyfikacji, do pozycjonowania się. Hierarchie społeczne rodzą się jak wiadomo spontanicznie. W przedszkolu, w szkole, w Akademii Nauk i w więzieniu. Poza tym ludzie różnią się urodą, stanem zdrowia i uzdolnieniami. Czy aby beznogi nie czuł się gorszy i wykluczony należy wszystkim zdrowym obciąć nogę?
Podobnie szlachetna lecz niewątpliwie naiwna jest chęć zlikwidowania raz i na zawsze cierpienia zwierząt na naszej planecie. Aby przerwać łańcuch pokarmowy, który rządzi światem należałoby wymordować wszystkie zwierzęta mięsożerne, a ludzi terrorem zmusić do wegetarianizmu. [Iiii. Oni widzą dalej, Autorko: Wolą nas wymordować, choć w ¾… md]
Pomijam tu realny problem jakim byłby wówczas nadmierny rozrost populacji zwierząt roślinożernych dla których regulatorem liczebności w danym ekosystemie i naturalnym selekcjonerem są zwierzęta mięsożerne. Rolę selekcjonerów musieliby wówczas podjąć szlachetni i litościwi obrońcy zwierząt. Musieliby zabijać w ramach wyrzeczenia się zabijania. Musieliby zabijać „dla własnego dobra zabijanych zwierząt”. Ta pokrętna logika podszyta zwykłą hipokryzją bywa dla słabych intelektualnie uzasadnieniem czy usprawiedliwieniem aborcji i eutanazji.
To bardzo charakterystyczne, że realizacja utopii zawsze stwarza prawdziwe problemy z którymi ta utopia nie jest w stanie się uporać. W imię utopijnej walki o uwolnienie powietrza od CO2 zamierza zmusić się obywateli do rezygnacji z samochodów spalinowych na rzecz samochodów elektrycznych, które uszkodzone potrafią palić się przez 24 godziny wydzielając ogromne ilości spalin, a ich gaszenie odbywa się przez zanurzenie samochodu w całości w specjalnym, odpowiednich rozmiarów, kontenerze zużywającym wiele ton wody. (Dla niedowiarków: pozar-elektrycznego-samochodu)
Poza tym szlachetne pomysły, nawet niegroźne, często są sprzeczne albo się nawzajem wykluczają. W trosce o czystość trawników nakazuje się na przykład zbierać psie kupki, które pozostawione w spokoju rozłożyłyby się w dwa tygodnie. Zbiera się je do plastikowych woreczków, które jak wiadomo rozkładają się 400 lat.
Pod pocztą przy Nowogrodzkiej w Warszawie od lat rdzewieje nigdy nieużywana platforma, która w założeniu miała służyć podnoszeniu inwalidy w wózku na schody. Podobne platformy niszczeją w wielu innych punktach miasta. Inwalidka, dla której na jej prośbę wysyłałam list na poczcie wyjaśniła mi, że sensacja związana z uruchamianiem platformy i z podróżowaniem na takiej platformie jest dla niej tak upokarzająca, że woli poprosić przypadkową osobę o pomoc, niż być rozrywką dla gapiów. Szlachetne intencje jeżeli nawet są szlachetne, a nie służą terroryzowaniu ludzi pod ich pretekstem, są kompletnie nielogiczne, wewnętrznie sprzeczne i asymetryczne. Dziecko z zespołem Downa można zgodnie z postulatami lewactwa swobodnie zabić w łonie matki, natomiast nie można mu w szkole zwrócić uwagi na niewłaściwe zachowanie.
Zauważmy, że rodzący się totalitaryzm zawsze posługuje się znakami niewerbalnymi i stygmatyzacją związaną z tymi znakami. W czasie pandemii maseczka na twarzy wcale nie miała chronić od wirusów lecz była znakiem przynależności. Zdaniem ministra zdrowia – do ludzi z poczuciem odpowiedzialności za innych. Faktycznie – do ludzi słabych, skłonnych podporządkować się każdemu absurdowi. Naznaczała uległych. Tak jak kiedyś opaska z żółtą gwiazdą. stygmatyzowała Żydów.
Każda próba naznaczania jakiejś grupy ludzi powinna być dla nas sygnałem alarmowym, bo prowadzi na dno piekła.

W pakiecie KoronaŚwiryznajdą Państwo pozycje, które idealnie się dopełniają, ukazując tym samym przed czytelnikiem pandemię COVID-19 z wielu perspektyw.
Książka Wolfganga Wodarga Fałszywe pandemie. Argumenty przeciwko rządom strachuw sposób naukowy podchodzi do omówienia szkodliwości wirusa SARS-CoV-2 oraz do słuszności wykorzystywania w diagnozowaniu choroby nim wywołanej testów PCR.
Publikacja Agnieszki Wolskiej i Piotra Szlachtowicza Koronaświry pozwala z kolei przyjrzeć się pandemii od strony publicznej (w książce znalazły się cytaty lekarzy, polityków, naukowców oraz celebrytów na temat pandemii). Zestawiając obie książki, można zauważyć, że reakcje ludzi, którzy uważani powinni być za autorytet, były nieadekwatne do skali zagrożenia, jakie niosła ze sobą choroba, którą w swojej książce przedstawił dr Wodarg.
Pakiet KoronaŚwiry dedykowany jest wszystkim tym, którzy pragną bliżej przyjrzeć się okolicznościom pandemii COVID-19. Czas na pewne podsumowanie tego, czym przez ostatnie lata karmiły nas media głównego nurtu.
Z jakimi haniebnymi wypowiedziami mieliśmy do czynienia?
W jaki sposób celebryci tacy jak Magda Gessler, czy Tomasz Lis przyczynili się do szerzenia dezinformacji na temat pandemii?
Do jakich stwierdzeń w swych wypowiedziach zdołali posunąć się lekarze i politycy?
Jak wyglądał cały proces wzbudzania w społeczeństwie strachu i siania paniki?
Sukces Morawieckiego i PiS: FitFor55: Koszt 527 miliardów euro do 2030r. Potem wzrośnie! Zrobili to ŚWIADOMIE.
21 kw. , 2023 pis-jest-za-a-nawet-przeciw
W piątek (21.04.2023) odbyła się konferencja prasowa eurodeputowanych Prawa i Sprawiedliwości Anny Zalewskiej i Tomasza Poręby. Tematem konferencji było przyjęcie przez Parlament Europejski przepisów wdrażających pakiet FitFor55. Za tymi przepisami głosowali eurodeputowani z tzw. opozycji totalnej, czyli Magdalena Adamowicz, Bartosz Arłukowicz, Marek Balt, Marek Belka, Robert Biedroń, Jerzy Buzek, Włodzimierz Cimoszewicz, Jarosław Duda, Tomasz Frankowski, Andrzej Halicki, Krzysztof Hetman, Danuta Hubner, Adam Jarubas, Jarosław Kalinowski, Łukasz Kohut, Janusz Lewandowski, Elżbieta Łukacijewska, Leszek Miller, Jan Olbrycht, Radosław Sikorski, Sylwia Spurek i Róża Thun.
Europosłowie PiS wskazali, że jest to lista osób, które głosują przeciw Polakom, ponieważ wdrożenie pakietu FitFor55 oznacza drastyczne podwyżki cen energii, wzrost kosztów transportu oraz budowy i utrzymania domów. Likwidacja darmowych uprawnień do emisji CO2 w już istniejącym systemie ETS spowoduje podniesienie cen prądu i ogrzewania, a także zlikwiduje tanie przeloty. Wzrosną też koszty transportu gazu, który jest przewożony do Polski drogą morską. Natomiast nowy system ETS II, którym objęty zostanie transport drogowy i budownictwo, to po prostu gigantyczny podatek nałożony na właścicieli aut oraz domów i mieszkań. Będą oni musieli płacić podatek od emisji CO2, tak jak obecnie płacą go wytwórcy energii. Nikt nie wie, jaka faktycznie będzie wysokość tych opłat. Ale na pewno nie będzie tanio. W systemie ETS II cena ma początkowo wynosić 45 euro za tonę. Dla porównania: w istniejącym już systemie ETS ceny uprawnień wzrosły z 5 euro za tonę w 2017 roku do 100 euro za tonę w 2023 roku. Do jakiej kwoty dojdziemy?
Gdyby nie było systemu ETS, ceny energii w Polsce byłyby dziś niższe o ok. 60%. Skutkiem wdrożenia FitFor55 będzie dalszy wzrost cen energii plus haracz od domów i samochodów. System skonstruowany jest tak, że najbardziej uderzy w państwa najbiedniejsze, a w tych państwach – w ich najbiedniejszych obywateli. System ETS to po prostu handel powietrzem, dzięki któremu bogaci stają się jeszcze bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi. Dlatego europosłowie PiS mają rację, gdy krytykują europosłów z opozycji totalnej za to, że głosowali za przyjęciem przepisów wdrażających FitFor55. Ale jest jedno „ale”, które eurodeputowani Zalewska i Poręba strategicznie przemilczeli podczas dzisiejszej konferencji. O czym zatem nie usłyszeliśmy ani słowa? O tym, że w grudniu 2020 roku premier Mateusz Morawiecki zgodził się na przyjęcie „ambitnego celu klimatycznego”, czyli 55 proc. redukcji emisji CO2 do 2030 roku. To właśnie jest FitFor55. Morawiecki mógł zawetować FitFor55 już na starcie, ale zrezygnował z weta i machina ruszyła. Ówczesny minister klimatu z ramienia PiS, Michał Kurtyka, zapewniał, że dzięki decyzji premiera Morawieckiego „mamy porozumienie, które z jednej strony pozwala realizować cel unijny, a z drugiej tworzy warunki do sprawiedliwej transformacji polskiej energetyki i gospodarki”.
Nie zapominajmy też, że w grudniu 2019 roku premier Morawiecki zgodził się na Zielony Ład, czyli tzw. zero-emisyjność do 2050 roku. To też mógł zawetować, ale tego nie zrobił. Zielony Ład dostał zielone światło, a Morawiecki tradycyjnie ogłosił sukces zapewniając, że Polsce nic nie grozi, bo kanclerz Merkel zapewniła go, że będziemy mogli dochodzić do zeroemisyjności „w swoim tempie”. Dziś zbieramy owoce tych sukcesów negocjacyjnych Morawieckiego, które mają nas kosztować 527 miliardów euro do 2030 roku. To są cztery roczne budżety Polski! I to jest wspólna „zasługa” rządu PiS oraz opozycji totalnej. Dlatego uśmiałam się do łez, gdy usłyszałam, jak europoseł Poręba zapewnia, że Prawo i Sprawiedliwość „nigdy nie zgodzi się na tego typu rozwiązania, które pod płaszczykiem walki o klimat, mają de facto uderzać w ludzi, mają doprowadzić do tego, żeby żyło się gorzej, żeby pogorszyły się standardy życia, żeby było coraz większe ubóstwo”.
Panie Poręba, wy już się na to zgodziliście! Zgodziliście się w 2019 roku i w 2020 roku. Chyba, że premier Morawiecki nie jest premierem, tylko szefem opozycji totalnej. O ile jednak mi wiadomo, Morawiecki jest członkiem PiS i stoi na czele rządu, tak jak stał, gdy godził się na Zielony Ład i FitFor55. Wtedy PiS był za, a teraz jest przeciw? Czy wy jesteście nienormalni, czy po prostu tak samo cyniczni i bezczelni, jak cyniczny i bezczelny jest Donald Tusk?
Gdyby ktoś uważał, że Morawiecki działał wbrew PiS, to przypominam, co Jarosław Kaczyński powiedział o Zielonym Ładzie w maju 2021 roku. Zapytany w Programie I Polskiego Radia, czy Polska w kontekście transformacji energetycznej będzie „sojusznikiem, czy niewolnikiem” europejskiego Zielonego Ładu, Kaczyński odpowiedział: Musimy przyjmować pewne realia i dzisiaj ta tendencja do tego, co można określić jako budowa nowego ładu jest taka, że odrzucanie jej oznaczałoby ustawienie się na marginesie i innego rodzaju różne kłopoty. (…) Ten plan jest czymś, w czym warto uczestniczyć nawet za pewną cenę.
Ta cena to systemowe zubożenie społeczeństwa polskiego. Ta cena to haracz nakładany na produkcję energii, transport i budownictwo. Ta cena to drenowanie kieszeni Polaków w imię kuriozalnej ideologii klimatyzmu. Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapewniał, że warto w tym uczestniczyć, a dziś dowiadujemy się od europosłów PiS, że uczestniczyć w tym nie należy i to, co się stało, jest wyłącznie winą europosłów z PO, PSL i SLD.
Nie! To jest wspólna wina polityków partii rządzącej i polityków opozycji totalnej. Wespół w zespół wpakowali nas w to nieszczęście, jakim jest Zielony Ład i FitFor55. Różnica polega na tym, że opozycja totalna otwarcie popiera ten projekt, a rządzący udają, że nas przed nim bronią. Gdy przyszło do podejmowania decyzji szkodliwych dla Polski, to PiS był za, ale gdy nie da się już dłużej ukrywać, jakie są konsekwencje tych decyzji, to PiS jest przeciw.
Ale to jest cyrk!
I jeszcze jedno. Gdyby ktoś chciał usprawiedliwiać Morawieckiego argumentując, że nie wiedział, do czego doprowadzi zgoda na Zielony ład i FitFor55, to przypominam, że w 2019 roku wielokrotnie pisałam w moich felietonach, do czego to doprowadzi.
W felietonie pt. „Dziewczynka wraca na drzewo” z czerwca 2019 roku napisałam:
Należy w końcu zdać sobie sprawę z grozy sytuacji. Realia wyglądają następująco: jesteśmy celem klimatycznych gangsterów, którzy łupią nas na potęgę. Opłaty za emisje CO2 to haracz, który ci gangsterzy nakładają na każdego wytwórcę energii z paliw kopalnych. Przekłada się to nie tylko na wzrost cen prądu i produktów, ale prowadzi również do ucieczki przemysłu z Europy, a więc skutkuje likwidacją miejsc pracy. Apetyty klimatycznych gangsterów rosną. Już szykują się do wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt, co musi skończyć się drożyzną, a nawet głodem, o którym Europa zapomniała. No to sobie przypomni. A kolejnym krokiem będzie zakaz używania samochodów na benzynę, ropę i gaz. Jeśli klimatyczni gangsterzy dopną swego, będziemy siedzieć o głodzie w nieogrzewanych domach przy świeczce, a uciec z tego „raju” nie będzie jak, bo środki transportu będą tylko dla wybranych.
Natomiast w felietonie pt. „Klimatyczna egzekucja na raty”, opublikowanym w grudniu 2019 roku pisałam:
Produkcja wszystkich dóbr materialnych będzie stopniowo wygaszana, a na produkty wytwarzane poza UE zostanie nałożony podatek klimatyczny. Krótko mówiąc: wracamy na drzewo, a ten powrót będzie kosztował europejskich podatników 3 biliony euro. (…) Zapis wynegocjowany przez Polskę to po prostu klimatyczna egzekucja na raty. Tak, czy siak, Polska zobowiązała się do neutralności klimatycznej, czyli dekarbonizacji gospodarki i wdrażania całego pakietu legislacji, który niedługo rzuci na stół Komisja Europejska.
Jeśli ja wiedziałam, czym skończy się zgoda na to zielone szaleństwo, to jakim cudem Morawiecki tego nie wiedział? Do jasnej cholery! Przecież to on jest premierem, a nie ja. To on ma do dyspozycji cały sztab ludzi analizujących sytuację, a nie ja. Jak to możliwe, że ja wiedziałam, a on nie wiedział? Otóż musiał wiedzieć! Morawiecki musiał wiedzieć, jakie będą konsekwencje zgody na Zielony Ład i FitFor55. I wszyscy politycy PiS, którzy zajmowali się tą kwestią, też musieli o tym wiedzieć. I byli za. A teraz są przeciw?
Dzisiejsza konferencja prasowa eurodeputowanych PiS to jest teatrzyk dla „ciemnego ludu”. Celem tego teatrzyku jest wmówienie Polakom, że PiS broni nas przed czymś, w co sam nas wpakował. A dlaczego nas w to wpakował? Prawdopodobnie dlatego, że Kaczyński i Morawiecki sądzili, iż dostaną wielką kasę z UE i będą mogli rozdawać ją kupując sobie poparcie, żeby rządzić przez kolejne kadencje. Ale kasy nie ma i nie będzie. Jest natomiast Zielony Ład i FitFor55, czyli zielona biedą z nędzą. Sprawy zaszły już tak daleko, że nie wiem, czy kiedykolwiek się z tego wyplączemy. Ale nie dajmy sobie wmówić, że PiS nie przyłożył do tego ręki.
Independent Trader wladza-sila-eliminuje-gotowke
Atmosfera w tłumie była bardzo napięta. Narastała ogromna wściekłość wśród ludzi. Dookoła wszędzie słychać było gniewne krzyki zrozpaczonych osób stojących w tłumie. Jeszcze przed świtem niezadowoleni klienci zaczęli się zbierać przed wejściem do lokalnego banku. A ludzie ci chcieli tylko odzyskać swoje pieniądze, które znajdowały się na ich kontach albo też zamienić stare, nieaktualne już banknoty na nowe.
W pewnym momencie placówka bankowa została otwarta. Tłum wdarł się szybko do środka, mimo kilkuosobowej ochrony starającej się utrzymać porządek. Większość ludzi nie była w stanie wejść do budynku. Pracownicy banku zaczęli wypłacać pierwszym osobom gotówkę. Po chwili jednak okazało się, że pieniędzy zabrakło.
Niezadowoleni ludzie wpadli w szał. Zaczęli demolować placówkę. Doszło do bójek. Zniszczyli też bankomat przylegający do budynku. Po chwili przyjechał patrol policji, ale rozgniewanego tłumu nie dało się już uspokoić. Fala gniewu zaczęła się rozprzestrzeniać…
Społeczeństwo wyszło tam na ulicę dlatego, iż rządzący nakazali wymianę pieniędzy, doprowadzając do braku gotówki. Powodem tej sytuacji były problematyczne decyzje kończącego kadencję prezydenta Muhammadu Buhari oraz Banku Centralnego Nigerii. Dotychczasowe banknoty (naira) anulowano z początkiem lutego tego roku, a jednocześnie nowe banknoty świadomie wydrukowano w zbyt małej ilości. Społeczeństwo nie mogło więc podjąć swoich pieniędzy z banków i bankomatów, a wiele firm ze względu na brak gotówki już zbankrutowało.
Co gorsza, w Nigerii już w 2021 roku wdrożono cyfrową walutę banku centralnego (tzw. CBDC), która nie została zaakceptowana przez społeczeństwo. Przez dwa lata obywatele tego państwa chętnie korzystali z kryptowalut, ale nie dali się nabrać na cyfrową walutę promowaną przez bankierów.
Z kolei na początku 2023 roku dziesiątki milionów Nigeryjczyków pozbawiono dostępu do gotówki. W całym kraju rozlały się protesty.
CBDC nie ma nic wspólnego z gotówką i pieniądzem elektronicznym, dostępnym dziś na kontach w bankach komercyjnych. Cyfrowa waluta jest też czymś całkowicie odmiennym od kryptowalut.
Podobnie jak dziś gotówka, CBDC ma być powszechnie dostępne i akceptowalne w płatnościach detalicznych oraz ma służyć głównie jako środek wymiany. Od pieniądza fizycznego różni go nie tylko forma cyfrowa, lecz także możliwość programowania (np. na co konsument może wydać takie środki, do kiedy, itd.), dzięki zastosowaniu tzw. smart contracts.
Co istotne, CBDC nie może być emitowane przez banki komercyjne, lecz wyłącznie przez bank centralny w danym państwie (taki jak np. Narodowy Bank Polski, Bank Anglii, Bank Japonii, czy też Europejski Bank Centralny w przypadku państw Strefy Euro). Ponadto ma on zawsze formę elektroniczną, a nie gotówkową.
W skrócie: CBDC ma być następcą gotówki.
Cyfrowe waluty banków centralnych przedstawia się jako uproszczenie i przyśpieszenie płatności. W rzeczywistości chodzi jednak o zamianę gotówki na „cyfrowy pieniądz”, co umożliwiłoby rządowi totalną inwigilację całego społeczeństwa. Dzięki CBDC państwo może bowiem na bieżąco śledzić wszystkie nasze transakcję, wpływać na nasze zakupy i ograniczać okres, w którym możemy skorzystać z naszych środków. Ponadto, może także łatwo zablokować dowolne konto (np. gdy ktoś jest niewygodny politycznie dla władzy). A to prosta ścieżka do zamordyzmu.
Pojawiła się w dniu 25 października 2021 roku i od tego czasu ma ona status prawnego środka płatniczego w tym kraju. Nigeria jest zatem pierwszym krajem w Afryce, który wprowadził u siebie cyfrową walutę banku centralnego (tzw. CBDC).
eNaira jest to więc cyfrowa waluta banku centralnego emitowana i regulowana przez CBN (Central Bank of Nigeria, czyli Bank Centralny Nigerii). Co istotne, zasiłki dla osób potrzebujących już teraz są tam wypłacane w tej formie.
Dlatego też władza zdecydowała się w inny sposób „zachęcić” ludzi do nowego systemu. Pierwszym krokiem ku temu było ogłoszenie „reformy walutowej” przez Centralny Bank Nigerii (CBN) w październiku 2022 roku. Zgodnie z zapowiedzią CBN – reforma ta miała polegać na wymianie pieniędzy. Innymi słowy, obowiązujące dotąd banknoty miały zostać unieważnione na początku lutego 2023 roku, gdyż w ich miejsce miały wcześniej pojawić się nowe banknoty.
Kluczowe jest tu słowo: „miały”. Zapowiedź banku centralnego tylko w połowie okazała się prawdą. Rzeczywiście dotychczasowe banknoty utraciły wówczas ważność. Jednak nowej gotówki, która miała je zastąpić, celowo wydrukowano za mało. Jeszcze na 3 dni przed anulowaniem starych banknotów mało która placówka bankowa w ogóle otrzymała nowe pieniądze. Tłumaczono przy tym społeczeństwu, że ograniczenie ilości gotówki ma na celu likwidację korupcji.
Krótko mówiąc, bank centralny umyślnie wydrukował za mało nowych banknotów, aby obywatele sami przeszli na CBDC.
Jednocześnie – na podstawie rozporządzenia z października 2022r. – BCN nałożył ograniczenia wypłat gotówkowych z oddziałów bankowych i bankomatów. Były one następujące:
– limit dzienny wypłat gotówkowych – 20.000 naira (około 45 USD),
– tygodniowy limit wypłat gotówkowych – 100.000 naira (około 225 USD),
– tygodniowy limit wypłat gotówkowych dla firm – 500.000 naira (około 1.125 USD).
Tak żałośnie niskie limity miały zmusić Nigeryjczyków do porzucenia gotówki i używania CBDC, bankowości elektronicznej i płatności bezgotówkowych. Co warte podkreślenia, aby utrudnić ludziom życie, bankomaty wypłacały tylko banknoty o nominale 200 naira.
Co istotne, Nigeryjczycy i liczne organizacje społeczne w tym kraju wniosły już wiele spraw do sądu, domagając się usunięcia Emefiele ze stanowiska i oskarżając go o naruszenie wielu przepisów ustawy o banku centralnym. Niestety okazało się, że osoba ta jest nietykalna. Z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca tego kraju, efekty jego kadencji na tym stanowisku są wręcz katastrofalne. Najpierw słaba naira, dwucyfrowa inflacja i olbrzymie zadłużenie kraju, a potem fatalne skutki ekonomiczne związane z jego „reformą walutową” i wprowadzaniem CBDC, wzrost bezrobocia, upadek wielu firm, a także tłumy protestujące na ulicach.
Emefiele to bankier, a nie ekonomista. Co warte podkreślenia, jest on uczestnikiem Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) kierowanego przez Klausa Schwaba, które co roku odbywa się w Davos.
I taka właśnie osoba pełni funkcję prezesa Centralnego Banku Nigerii już od 2014 roku, a ponadto (za „zasługi”) została powołana przez Prezydenta tego kraju na swoją drugą kadencję.
Kolejną osobą odpowiedzialną za obecną sytuację w tym kraju jest (były już) prezydent Nigerii – Muhammadu Buhari. Niedawno dobiegała do końca jego druga kadencja i wiadomo było, że nie będzie on już kandydował w kolejnych wyborach zaplanowanych na dzień 25 lutego 2023 roku, czyli w trakcie całego tego zamieszania związanego z wymianą pieniędzy starych na nowe.
Co istotne, „reformę” walutową zaplanowano w ten sposób, że całą winą za zamieszanie zostanie obciążony ustępujący prezydent, który ze względu na swój podeszły wiek odejdzie na emeryturę. Natomiast wybory prezydenckie wygrał Bola Tinubu – kandydat rządzącej Nigerią partii Kongres Wszystkich Postępowców (APC, All Progressives Congress), kolega partyjny Muhammadu Buhari. Warto dodać, że w trakcie wyborów doszło do znacznych nieprawidłowości, zaś opozycja twierdzi, że zostały one sfałszowane.
W tej sytuacji na ulicach pokazali się spekulanci. Wymieniali oni stare pieniądze na nowe, ale po bardzo niekorzystnym kursie. Zabrakło też benzyny na stacjach, a przecież Nigeria to ważny eksporter ropy naftowej. Choć ludzie już od świtu ustawiali się w kolejkach po paliwo, to ledwie dla kilku z nich wystarczyło benzyny.
Do protestów dołączyły się różne organizacje i związki zawodowe. I tak przykładowo, Nigeryjski Kongres Robotniczy zagroził ogólnokrajowym strajkiem, jeżeli Bank Centralny Nigerii nie dodrukuje więcej nowych banknotów. Na skutek tego BCN pozwolił bankom komercyjnym na otwarcie placówek w weekendy, aby te mogły rozdzielać nowe pieniądze obywatelom. Wkrótce jednak wyszło na jaw, że bank centralny ciągle ogranicza gotówkę.
Dlatego też sytuacja jeszcze bardziej zaostrzyła się. Cały naród wyszedł na ulicę i protestował. W wielu miejscowościach rozjuszone tłumy ludzi podpaliły placówki bankowe i niszczyły bankomaty. Doszło do walk na ulicy, zginęli ludzie. Zapanowała anarchia.
Z powodu braku dostępu do nowych banknotów tysiące małych przedsiębiorstw stało się niewypłacalne. Firmy handlujące szybko psującymi się towarami (np. żywnością, owocami), nie mogły ich sprzedać, bo społeczeństwo nie miało czym im za nie zapłacić. Z tego też powodu ich produkty zgniły i trzeba je było wyrzucić.
W kraju tym przeważa transport samochodowy. Także i ten sektor wpadł w poważne tarapaty finansowe. Z jednej strony klienci nie mieli czym zapłacić, a z drugiej – firmom brakowało benzyny.
Z powodu braku gotówki i paliwa doszło też do poważnych niedoborów w zaopatrzeniu w zakresie podstawowych produktów.
W całym państwie zapanował zamęt, zaś osoba, którą obciąża się za jego powstanie – prezydent Muhammadu Buhari, odszedł na „zasłużoną” emeryturę.
Na wysokości zadania stanął Sąd Najwyższy Nigerii, który orzeczeniem z dnia 3 marca 2023 roku nakazał Bankowi Centralnemu przedłużenie ważności starych banknotów do końca roku. W uzasadnieniu wskazał, że unieważnienie starych banknotów spowodowało niedobory gotówki, powszechne trudności w obrocie i olbrzymie niezadowolenie społeczne.
Niestety, nie zmieniło to specjalnie położenia Nigeryjczyków. Mimo pozytywnego orzeczenia Sądu Najwyższego, nowych banknotów ciągle brakuje, a społeczeństwo ciągle demonstruje na ulicy…
Nic bardziej mylnego. W kraju tym obecnie testuje się, jak sprawnie wyeliminować gotówkę i wdrożyć CBDC. W Polsce także stopniową likwidację pieniądza fizycznego uzasadnia się walką z korupcją i praniem pieniędzy.
Nie dajmy się więc na to nabrać.
Dziś eliminuje się gotówkę i narzuca CBDC w Nigerii, a w niedalekiej przyszłości może to spotkać także i nas. Nie możemy się na to zgodzić, w interesie naszym i przyszłych pokoleń.
W obronie gotówki nie wystąpią żadne korporacje i żaden wielki kapitał. Wręcz przeciwnie – będą one zachęcać do płatności elektronicznych. Obrona gotówki pozostaje więc w naszych rękach, czyli zwykłych ludzi.
Dlatego też jeden z członków Independent Trader Team napisał książkę, w której wyjaśnił, dlaczego warto bronić gotówki i ograniczać korzystanie z płatności elektronicznych.
Książkę o obronie gotówki będziecie mogli nabyć taniej w przedsprzedaży już w tę niedzielę (23.04.2023r.) od godziny 20.00. Przedsprzedaż potrwa do 12 maja do godz. 23.59 – więcej szczegółów pojawi się na blogu już w niedzielę. Mamy nadzieję, że ta publikacja pomoże dotrzeć z wartościową wiedzą do dużej liczby osób.
ESTRADA POLITYCZNA
Sławomir M. Kozak2023-04-21oficyna-aurora.pl/estrada-polityczna
U schyłku dawnych, dobrych lat, kiedy aktorzy rozpoczynali dopiero nieśmiało przygodę z telewizyjną propagandą, co w ich własnym środowisku było zrazu postrzegane, jako zajęcie mało przyzwoite, w ramach uposażenia bywali czasem obdarowywani przedmiotami swej agitacji. Ubierali się w modne stroje, obwozili promowanymi przez siebie samochodami, palili markowe cygara, popijali wysokogatunkowe trunki. Z czasem reklama spowszedniała, a dzisiejsi celebryci wdzięczą się stręcząc wyroby, których sami zapewne unikają.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na fakt, że popularyzowanie dóbr materialnych prowadzi często do lansowania nowych mód, stylu bycia, a co za tym idzie dalej, również poglądów. W tym, poglądów politycznych. Co ciekawe, do polityki trafiają aktorzy w chwilach przełomowych dla losów świata! Historia pokazuje, że nie są to co prawda komicy wybitni i mimo wszystko nigdy nie nagrodziła ich statuetką Oscara, mimo oczywistych umizgów samych zainteresowanych. Jednak, co trzeba przyznać uczciwie, na scenie politycznej okazują się być „nie do podrobienia”! Być może, pora przypomnieć wizerunek tego z nich, który ogromnej większości z nas kojarzy się zdecydowanie pozytywnie. Czy słusznie?
Ronald Reagan, którego Polacy zgodnie uważają za współtwórcę przemian społecznych i politycznych w naszym kraju, 40 prezydentem USA był dwukrotnie, w latach 1981-1989, mając u boku wiceprezydenta George H. W. Busha. Jak do tego doszedł?
W r. 1932 ukończył Eureka College i rozpoczął pracę, jako komentator radiowy. 5 lat później, przeniósł się do Los Angeles, gdzie znalazł zatrudnienie w agencji aktorskiej. W r. 1940 wykupił ją Music Corporation of America (MCA), koncern medialny, założony jeszcze w r. 1924 przez potomka żydowskich imigrantów z Litwy, niejakiego Julesa Steina, zaprzyjaźnionego z Al’em Capone, która to zażyłość pozwoliła mu szybko nawiązać relacje z kalifornijskim światem przestępczym. Firma błyskawicznie rosła w siłę, stając się w latach 40. najbardziej wpływową instytucją Hollywood. Stein kierował się w swych życiowych wyborach sentymentem plemiennym i jednym ze swych podwładnych uczynił Lew Wassermana, który z marszu został osobistym agentem Reagana. Wasserman dość szybko wynegocjował dla swego podopiecznego milionowy kontrakt z Warner Brothers. W r. 1946 Wasserman został prezesem MCA, a rok później Reagan, którego aktorska gwiazda zaczęła już gasnąć, został przez niego wypromowany na szefa Gildii Aktorów Ekranowych (SAG). W książce „Dark Victory: Ronald Reagan, MCA and Mob”, jej autor Dan Moldea pisze, w jaki sposób się to odbyło.
„Pod koniec lat 40. Hollywood przesunęło swoją uwagę z infiltracji przemysłu filmowego przez mafię na infiltrację przez komunistów (tj. inną grupę Żydów). Ronald Reagan, młody aktor, który był reprezentowany przez Wassermana i MCA, był gwiazdą podczas dochodzeń i przesłuchań prowadzonych przez U.S. House Un-American Activities Committee (HUAC), służąc zarówno, jako informator dla FBI, jak i przyjazny świadek dla komisji. Po swoich dokonaniach w wojnie z komunizmem… Reagan został nagrodzony wyborem na prezesa Gildii Aktorów Ekranowych, pełniąc tę funkcję przez pięć kolejnych jednorocznych kadencji”.
Jeszcze w 1960 uważał się za zdecydowanego demokratę, ale już dwa lata później wstąpił do Partii Republikańskiej. Jak zgodnie twierdzi kilkoro autorów różnych książek, to MCA i mafijni donatorzy doprowadzili w r. 1966, i ponownie w 1970, do wygranej Reagana w wyścigu o fotel gubernatora Kalifornii. Odwdzięczył się im wkrótce, przepychając przez zgromadzenie stanu Kalifornia przepisy dające studiom filmowym ogromne ulgi podatkowe, których wartość szacowano na około 3 mln dolarów. Szczegółowo opisuje to wszystko Karl Haemers, w jednym ze swych ostatnich artykułów, sugerując m.in., że nie inaczej miała się sprawa z wyborem Reagana na urząd prezydenta USA.
„W listopadzie 1979 roku Reagan rozpoczął swoją kampanię prezydencką przemówieniem w nowojorskim hotelu Hilton. Wcześniej, w tym samym roku senator z Nevady Paul Laxalt, mający rozległe powiązania mafijne z Las Vegas, w tym z mafią żydowską poprzez postać Moe Dalitza, utworzył komitet Reagan For President.(…) Dalitz i żydowska mafia przekazali duże sumy na kampanię Reagana. Programem Reagana było ograniczenie regulacji rządowych, niskie podatki i zmniejszenie wydatków rządowych. Głównym menadżerem kampanii Reagana był William Casey, skorumpowany biznesmen i prawnik, który był głównym doradcą w żydowskim banku inwestycyjnym Bear Stearns, gdzie przed jego bankructwem pracował również Jeffrey Epstein. Żyd Alan Greenberg, który zwerbował i awansował Epsteina, był prezesem Bear Stearns w czasie jego upadku. Casey został dyrektorem CIA u Reagana”. Autor w swoim tekście mówi wprost, że wybór Reagana w r. 1980 stanowił kamień milowy dla żydowskiego przejmowania władzy w Ameryce z rąk dominującej dotąd anglosaskiej elity protestanckiej (WASP).
„(…) Reagan manipulował prawem i polityką, która sprzyjała najpierw MCA w jej ekspansji bogactwa i władzy, przynosiła korzyści żydowskiemu syndykatowi przestępczości zorganizowanej, w tym odsuwała śledztwa i oskarżenia, a później błogosławiła całe żydowskie lobby w Ameryce zalewem polityki gospodarczej i wsparciem militarnym dla Izraela”.
Być może przywołany artykuł można uznać za jednostronny, bo każdy amerykański prezydent od początku działalności politycznej skazany jest na ośrodki wspierające kolejne kampanie, czyli ludzi mających pieniądze i dzierżących w garści media. Reagan nie miał żadnej możliwości, by urwać się z tej sieci zależności, przyznać należy jednak, że przy okazji walki z „Imperium Zła” zyskał sympatię Polaków zarówno w swych przemówieniach, kierowanych często bezpośrednio do nas i licznymi gestami solidarności z najweselszym barakiem za żelazną kurtyną. I, choć mam świadomość, że operację zwijania bloku wschodniego prowadził w ramach szerszego planu, którego beneficjentami nadal nie są moi rodacy, to przeprowadził ją skutecznie, a jego dwie kadencje prezydenckie cieszyły się ogromną popularnością, której już później nie udało się powtórzyć żadnemu jego następcy. Przygotowanie sceniczne z pewnością nie było mu przeszkodą.
Reasumując, uważam, że uczelnie przygotowujące przyszłych Hamletów do życiowej roli, powinny obok przedmiotów humanistycznych, aktorskich, psychologicznych, muzycznych (z naciskiem gry na pianinie), czy tanecznych, uwzględniać też nauki polityczne. Doradzałbym także zajęcia z podstaw meteorologii, by wiedzieć skąd wieje wiatr.
W przełomowym dla naszej historii roku 2010, w książce „Projekt Phoenix” przedstawiłem, a w nie mniej ważnym roku ubiegłym, w pozycji
„Rocznik sadystyczny 2020/2022”, przypomniałem swoją recenzję współczesnej sceny politycznej. Może warto się nad nią zastanowić?
„Obsada przedstawienia została dawno ustalona, aktorzy doskonale wyselekcjonowani, a rekwizyty dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Czasem dopuszcza się, na krótkotrwałe występy gościnne, aktorów objazdowych teatrzyków i oczywiście statystów, ale dyrekcja żegna się z nimi bez większego bólu zaraz po wygaśnięciu kontraktów. Sporadycznie zaprasza się kaskaderów. A kiedy zbytnio wczuwają się w rolę zarezerwowaną dla głównego aktora, dostają najgorsze z możliwych oświetlenie, kiepskie nagłośnienie i… nie ma bisów. Jeśli jednak któremuś wpadnie do głowy chęć przejęcia administracji tej trupy, obsadzenie jej własnymi księgowymi lub wymiana dyrekcji, urywa się pod nim zapadnia. W świetle kamer i na oczach zaproszonej publiczności. Ta ostatnia nie zawsze jest wyrobiona, nie wszystko rozumie, ale nadal chce bywać zapraszana na kolejne spektakle i spotkania do foyer, i na ogół nagradza pozostającego w cieniu reżysera długotrwałą owacją na stojąco. A potem walą na to przedstawienie zwabione tragedią tłumy, napychając dyrekcji kasę wpływami ze sprzedanych biletów, aż kolejni aktorzy się nie opatrzą i nie spadną… z afiszy. Wtedy dyrekcja zmienia odrobinę repertuar oraz, co zrozumiałe, kostiumy, wprowadza kilku aktorów drugiego planu, choć całość i tak trzyma grupa liderów. Klakierzy, hojnie opłacani, czekają już w blokach startowych, ponieważ
show must go on. A aktorzy tańczą, jak im orkiestra gra, bo żyją ciągłą nadzieją przyszłych występów na deskach West End’u, bądź Broadway’u. Tymczasem niektórzy mają już od dawna zapewnione lukratywne posady w moskiewskim Teatrze Bolszoj.”
Sławomir M. Kozak
Jeśli Cię jeszcze na to stać – postaw proszę Autorowi kawę https://buycoffee.to/s.m.kozak
Oczko mu się odlepiło, temu misiu. No, temu Oczko: „Czy Ania z Zielonego Wzgórza była… lesbijką”
To wszystko za pieniądze podatników… Biedna ta polska nauka…
„Czy Ania z Zielonego Wzgórza była lesbijką? Recepcje i interpretacje powieści L.M. Montgomery” – taki tytuł nosi zaplanowany na czwartek „wykład naukowy”, który odbędzie się na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Referat na temat rzekomych skłonności homoseksualnych głównej bohaterki „Ani z Zielonego Wzgórza” na Wydziale Polonistyki UJ ma wygłosić prof. Piotr Oczko. Wszystko w ramach zebrania Katedry Teorii Literatury Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Ośrodka Badań Literatury Dziecięcej i Młodzieżowej.
Na Twitterze Uniwersytetu Jagiellońskiego możemy przeczytać, że „podczas odczytu prof. Piotr Oczko (…) będzie mówił o recepcji książki L.M. Montgomery w Polsce i jej licznych przekładach”.
„Dodatkowo prelegent będzie relacjonował rozmaite współczesne interpretacje powieści w Kanadzie, prowadzone np. z perspektywy genologicznej, socjologicznej, historii dzieciństwa, kwestii wyznaniowych (…). Jeśli tytuł [prelekcji] sprawi, że czytelniczki i czytelnicy sięgną do powieści Montgomery ponownie, zdaniem prelegenta cel został osiągnięty”, stwierdzono.
Gdyby ktoś był złośliwy, to mógłby stwierdzić, że trochę mało postępowa ta najstarsza polska uczelnia. Dlaczego bowiem pracownik UJ z tytułem profesorskim będzie zastanawiał się nad tym, czy Ania z Zielonego była lesbijką, a nie przedstawicielką innej spośród 253 płci? Czyżby pracownicy UJ byli podświadomymi dyskryminatorami? Mało tego – dlaczego do dzisiaj nikt nie przygotował naukowej rozprawy, że tak naprawdę „Ania z Zielonego Wzgórza”, to opowieść o osobie, której w głębokim dzieciństwie zmieniono płeć i tak naprawdę była ona homoseksualistą, czego dowodzi jej ślub z mężczyzną, o czym czytamy w kolejnych częściach opowieści L.M. Montgomery?
Pisząc jednak poważnie: prosimy pamiętać, że to wszystko za pieniądze podatników… Biedna ta polska nauka…
=========================
mail:
Powinno być
<< Biedny jest naród, który finansuje taką naukę>>
========================
Jak tu zachować resztki dobrego wychowania: „nie śmiej się z nazwisk”… To już nie te czasy, Mamo !
No w końcu!!!! Znaleźli winowajcę zmian klimatu!!! Ryż wrogiem żółtej rasy!! I nas…
NaturalNews.com USA 2023-04-20
Kiedy myślałeś, że tak zwani „klimatyczni” naukawcy nie są w stanie wskazać kolejnych rzeczy poprzez które ludzie niszczą planetę, to nowe „badanie” opublikowane przez fanatyków religii klimatycznej twierdzi, że produkcja ryżu, który dosłownie żywi większość planety, niszczy Matkę Ziemię.
„Ryż jest odpowiedzialny za około 10% globalnej emisji metanu, gazu, który przez dwie dekady zatrzymuje około 80 razy więcej ciepła niż dwutlenek węgla. „Naukowcy” twierdzą, że jeśli świat chce zredukować emisje gazów cieplarnianych, to nie można ignorować ryżu” czytamy w tweecie zawierającym raport wideo z Agence France Presse, odwołującym się do „badania”.

Jak podaje Summit News, Organizacja ds. Wyżywienia i Rolnictwa zauważa, że „ryż jest jednym z najważniejszych podstawowych produktów żywnościowych na świecie. Ponad 50% światowej populacji jest uzależnione od ryżu w przypadku około 80% zapotrzebowania na żywność. Około 95% światowej produkcji ryżu jest produkowane i konsumowane w krajach rozwijających się”.[to eufemizm na kraje NIEDOROZWINIĘTE md]
„Ryż – główny artykuł spożywczy w Azji – jest odpowiedzialny za około 10% globalnej emisji metanu, gazu, który przez dwie dekady zatrzymuje około 80 razy więcej ciepła niż dwutlenek węgla” podał AFP w tym tygodniu. „Zwykle związany z bekaniem krów, wysoki poziom metanu jest również generowany przez bakterie, które rosną na zalanych polach ryżowych i rozwijają się, jeśli resztki słomy gniją na polach po zbiorach. Przesłanie naukowców brzmi: ryżu nie można ignorować w ograniczeniach emisji”.
Raport kontynuuje: „W przeciwieństwie do innych upraw, pola ryżowe mają warstwę stojącej wody, więc nie ma wymiany powietrza między glebą a atmosferą, wyjaśnił Bjoern Ole Sander, starszy naukowiec z IRRI w Hanoi. Warunki te oznaczają, że inne bakterie są aktywne na ryżu w porównaniu z polami pszenicy lub kukurydzy. „A te bakterie jedzą materię organiczną i produkują metan” stwierdzono.
Tak więc nagle produkcja ryżu stała się problemem dla planety, mimo, iż ludzie uprawiają go od wieków.
Link do oryginalnego artykułu: LINK
============================
mail:
Nigdy nie wątpiłem w ICH wiedzę naukową, jak dobrze ze ICH mamy…
heretyk-anglikanski-i-mason-msze-w-papieskiej-bazylice-na-lateranie/
Skandal wśród wiernych katolików wywołało pozwolenie na odprawienie anglikańskich obrzędów w rzymskiej bazylice św. Jana. Hersztem podczas tego gorszącego przedstawienia był niejaki Jonathan Baker, wieloletni członek sekty masońskiej, rozwodnik żyjący w nowym związku i „biskup” wspólnoty anglikańskiej.

18 kwietnia za pozwoleniem władz duchownych w Watykanie do słynnej bazyliki na Lateranie, nazywanej Matką i Głową Wszystkich Kościołów Miasta i Świata, wtargnęło trzydziestu anglikańskich heretyków pod wodzą wspomnianego Baker’a z jednostki administracyjnej wspólnoty anglikańskiej Fulham.
Pastorzy anglikańscy przebywają obecnie na „trzyletnich rekolekcjach”, organizowanych w ramach relacji „ekumenicznych”. Przebywają w Villa Palazzola, należącej do Kolegium Angielskiego, a więc katolickiego seminarium dla osób anglojęzycznych.
Nie jest jasne na jakich zasadach udzielono im zgody na sprawowanie heretyckich obrzędów imitujących Mszę Świętą. Serwis LifeSiteNews zwrócił się w tej sprawie do administracji watykańskiej, ale do momentu opublikowania artykułu nie uzyskał odpowiedzi.
W każdym razie, w ramach promowania posoborowej agendy ekumenicznej, w roku 2020 tzw. Papieska Rada ds. Popierania Jedności Chrześcijan wydała dokument, w którym zasugerowano, że „w przypadku gdy biskup diecezjalny uzna, że nie spowoduje to zgorszenia ani zamieszania wśród wiernych, może zaoferować innym wspólnotom chrześcijańskim korzystanie z kościoła”.
Przywódcą anglikanów korzystających w ten sposób z katolickiej bazyliki był wspomniany Jonathan Baker, rozwodnik żyjący w konkubinacie, który przez lata otwarcie mówił o swej przynależności do sekty masońskiej, a gdy został mianowany „biskupem” Fulham, ponoć zrezygnował z członkostwa, natomiast wciąż chwalił tę odpowiadającą za rozmontowanie chrześcijańskiej cywilizacji organizację [masonerię. md] , twierdząc, iż jest to „organizacja całkowicie wspierająca Kościół”.
Skandal komentuje dr Peter Kwasniewski. W żadnym wypadku nie jestem zaciekle „anty-anglikański”. Jedno z moich ulubionych pism to Parochial and Plain Sermons kardynała Newmana, o których będę mówił w tę sobotę. Ale jest absolutnie niewłaściwe, aby papież (lub ktoś działający za jego zgodą) zezwalał anglikanom na „odprawianie Mszy” w Bazylice Laterańskiej, katedrze Biskupa Rzymu, kiedy czcigodny ryt rzymski jest wypędzany z kościołów i wypierany z bocznych ołtarzy w bazylice św. Piotra. Czy ten absurd nigdy się nie skończy? – pisze.
Źródło: lifesitenews.com
Polska znów z sukcesem!! Transport bohaterskiego zboża z Ukrainy dopuszczony !
Tranzyt ukraińskiego zboża będzie, „ale konwojowany”
Minister rozwoju i technologii Waldemar Buda: „Nie będzie można ich wycofać się z tranzytu”
Krzysztof Sobczak import-zboza-z-ukrainy-utrzymany 19.04.2023
Po rozmowach z przedstawicielami rządu Ukrainy polski rząd zdecydował o dopuszczeniu tranzytu ukraińskiego zboża przez terytorium Polski. Transporty będą jednak specjalnie kontrolowane, plombowane elektronicznymi plombami z GPS a także objęte systemem SENT. Wprowadzony w sobotę zakaz importu towarów żywnościowych z Ukrainy jest utrzymany.
Z sukcesem zakończyliśmy rozmowy ze stroną ukraińską w sprawie tranzytu produktów z Ukrainy przez Polskę – powiedział minister rolnictwa Robert Telus po zakończeniu roboczego spotkania przedstawicieli rządu RP i Ukrainy w tej sprawie. Ze strony ukraińskiej w konferencji wzięli udział – pierwsza wicepremier Ukrainy, minister gospodarki Yuliia Svyrydenko oraz minister rolnictwa Mykoła Solski, a ze strony polskiej – obok ministra rolnictwa i rozwoju wsi Roberta Telusa, minister rozwoju i technologii Waldemar Buda.
– W wyniku naszych negocjacji, zdecydowaliśmy, że tranzyt ukraińskich towarów przez Polskę będzie odblokowany z czwartku na piątek – potwierdziła pierwsza wicepremier Ukrainy, minister gospodarki Yuliia Svyrydenko. Dodała, że polska strona poinformowała o technicznych aspektach tranzytu ukraińskich produktów przez teren Polski. – Jesteśmy pewni, że ukraińscy eksporterzy odpowiedzialnie będą podchodzić do tych wymagań – przekazała.
– Udało się doprowadzić do takich mechanizmów, które spowodują, że żadna tona zboża nie zostanie w Polsce, że towary będą przewożone tranzytem przez Polskę. Przede wszystkim przez pewien czas będzie konwój, konwój każdego transportu przez Polskę – powiedział szef MRiRW. Zapowiedział też, że do lipca, cała nadwyżka zbóż, czyli ok. 4 mln ton – wyjedzie z Polski, by zrobić miejsce dla zbóż z nowych żniw.
Minister rozwoju i technologii Waldemar Buda poinformował, że od piątku od północy zostanie uruchomiony przejazd produktów rolnych z Ukrainy przez Polskę. Dodał, że wprowadzony zostanie zapis, który zabezpieczy przed pozostawaniem tych towarów w Polsce; nie będzie można ich wycofać się z tranzytu [sic !! md] . – Uruchomimy przejazd przez Polskę tych towarów, które są w załączniku do rozporządzenia, od północy od piątku. Ten czas, do tego momentu, jest potrzebny na wydanie dwóch rozporządzeń ministra finansów i aktualizację mojego rozporządzenia. Wprowadzimy plomby elektroniczne i system SENT dla tych towarów. To będzie podstawą do zmiany mojego rozporządzenia – oświadczył.
Mirosław Dakowski. 19 kwietnia 2023
Właśnie dostałem maila o następującej treści:
=======================

Szanowny profesorku,
Teraz jest dobry interes do zrobienia. Powstał przecież Państwowy Bank Rolny, który ma świetnego Prezesa.
Można więc zrobić następującą transformację – i to – dla obniżenia kosztów – jedynie „w dokumentach”.
W magazynach w Polsce jest ok. 4 mln ton ukraińskiego zboża.
Dokumenty mówiące skąd zboże pochodzi, możemy łatwo dostać. I można je troszkę zmienić. To tanio wypada.
Mogę tam dostać po 1000 za tonę. Oczywiście – hurtem. Otóż szukam pilnie Wielkich Rolników, którzy kupią zboże po 1200 za tonę.
Oni już łatwo sprzedadzą to zboże, jako wyhodowane ciężką krwawicą Bartosza – do Banku Rolnego Prezesa Dyzmy, i zainkasują po 1400.
Dla zmniejszenia kosztów transportu będzie to tylko operacja na dokumentach. Zboże zostanie tam gdzie jest, a tylko trochę się usunie te trupki myszy i podobne. A pestycydy? Mam znajomego weterynarza, niedrogi.

A jak trafią się jakieś robale – to napiszemy, że to zgodnie z rekomendacjami Unii Europejskiej. Ku chwale Zielonej Rewolucji!!
Mamy już gotowe tabliczki do przybicia na magazynie, że to „zboże jest własnością Państwowego Banku Zbożowego”. Ku chwale Ojczyzny!!
No co, profesorku, git?
Dobrze pomyślane, no nie?
Z poważaniem
Leon Kunicki vel Leon Kunik [dla bliskich – Dmitruś Firtxxx]
=====================
Patrioci, pomożecie? !!! Ratujmy Polskę !! Ku chwale Ojczyzny!
============================
mail:
Minister Kowalczyk ewidentnie rozżalony dzień przed dymisją powiedział, że on wie, kto zarobił na tym nielegalnie wprowadzonym na polski rynek zbożu, ale że on tego nie powie, ponieważ to są takie delikatne sprawy – mówił Dziambor.
Stanisław Michalkiewicz stac-i-patrzec-w-dal
Okrągła, 80 rocznica powstania w getcie warszawskim obchodzona była wyjątkowo solennie. O godzinie 12 w poludnie zawyły syreny, niczym w Kijowie podczas wizyty ważnych osobistości, a którym wtórowały dzwony kościelne, dzwoniące na “Anioł Pański”. Na razie wszystko wygląda na to, że było w całkowitym porządku, chociaż trudno powiedzieć, czy ktoś z Judenratu “Gazety Wyborczej” nie podniesie zarzutu, że Kościół katolicki w swojej zachłanności pragnie zawłaszczyć również tę rocznicę, a w każdym razie – podłączyć się do niej, by wyleczyć się politycznie z pedofilii. A propos pedofilii, właśnie przeczytałem wzruszającą historię o ofiarach, molestowanych nawet nie przez księdza, tylko przez kościelnego. Główny ofiar zeznał, że ten kościelny molestował go co najmniej ze sto razy, czasami nawet kilka razy dziennie, a on, jak gdyby nigdy nic, przychodził służyć do mszy i przychodził. Ale to jeszcze nic, bo czytałem, że rekordzista został zgwałcony, co prawda nie przez kościelnego, tylko przez księdza co najmniej 500 razy. Można powiedzieć, że zarówno kościelny do molestowania, jak i ksiądz do gwałtów mieli prawdziwą zapamiętałość, niczym nieboszczyk Jacek Kuroń do wódki – ale czy ta zapamiętałość nie udzielała się stopniowo również molestowanym lub gwałconym?
Ja wiem, że każdy, kto próbuje stawiać takie pytania, dopuszcza się myślozbrodni, bo jest rozkaz, że opowieści ofiar żadnej weryfikacji nie podlegają, nawet, a właściwie zwłaszcza w niezawisłych sądach, które powinność swej służby rozumieją i reagują zgodnie z wytycznymi partii i mądrością etapu. W tej sytuacji Kościołowi dzwonienie nic nie pomoże, podobnie, jak umarłemu kadzidło. Niby wszyscy to wiedzą, ale jak trzeba, to przecież kadzą, jak gdyby nigdy nic. Zresztą nie tylko o kadzenie tu chodzi, bo pan Marian Turski wygłosił płomienny apel, wzywający do wzmożonej czujności w obliczu podnoszącej głowę nienawiści. Nie ma rady; z nienawistnikami trzeba będzie rozprawić się raz na zawsze, by nienawiść nie pojawiła się już nigdy więcej.
Akurat świetnie się składa, bo słychać, że w Ameryce Pan Nasz Miłościwy właśnie wezwał do ostatecznego rozwiązania kwestii antysemityzmu, więc tylko patrzeć, jak fala dotrze i do nas tym bardziej, że Kongres już kilka lat temu przyjął ustawę o zwalczaniu antysemityzmu w Europie. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że przechodnie, jeden przez drugiego, przypinali sobie do klap papierowe żonkile, bo – trawestując poetę – “jak mówiła żony ciotka; tych, co przypną – nic nie spotka!”
Tymczasem napięcie na odcinku ukraińskim, które gwałtownie wzrosło po niedawnym stachanowskim rozporządzeniu rządu “dobrej zmiany”, wprowadzającym embargo na import produktów rolniczych w Ukrainy – od zboża do miodu – właśnie zaczyna opadać. Początkowo rząd ukraiński zareagował na to embargo bardzo mocarstwowo, żądając natychmiastowego odblokowania granicy jako warunku sine qua non jakichkolwiek dalszych rozmów, ale widocznie ktoś starszy i mądrzejszy musiał tupnąć nogą i emocje po obydwu stronach natychmiast opadły.
Nie było to trudne, bo wprowadzenie embarga zarządził Naczelnik Państwa, zaniepokojony erozją poparcia dla rządu “dobrej zmiany” na wsi, które spadło do poziomu nędznych dwudziestu paru procent. Trzeba tedy było urządzić pokazuchę, by wszyscy zobaczyli, jak Naczelnik własną piersią zagradza dostęp wrażemu “zbożu technicznemu” [pan Redaktor nie wie, że to teraz już „czyściwo przemysłowe”.. md]
– bo każdy rozumie, że demokracja ma swoje prawa, nawet jeśli na pierwszy rzut oka sprawia to wrażenie kolaboracji ze złym Putinem.
Zauważył to już dawno Voltaire, pisząc, że “kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku” – ale z drugiej strony takiego wrażenia też nie można było przeciągać w nieskończoność. Toteż Padyszach przykazał, by wszystko zakończyło się wesołym oberkiem – i tak się stało. Rada w radę uradzono, że od 21 kwietnia nastąpi odblokowanie tranzytu, czyli wszystko wróci do punktu wyjścia, bo przecież – jak wielokrotnie zapewniał opinię publiczną rząd “dobrej zmiany” – to “zboże techniczne”, które teraz zasypało polskie magazyny, miało przemykać przez nasz nieszczęśliwy kraj właśnie tranzytem. Z tajemniczych powodów do żadnego tranzytu jednak nie doszło.
Tych powodów pewnie nigdy nie poznamy, bo kiedy Wielce Czcigodny poseł Krzysztof Bosak, podczas sejmowej debaty złożył wniosek, by powołać w tej sprawie parlamentarną komisję śledczą, nowy minister rolnictwa, pan Robert Telus, natychmiast go zgasił, oskarżając o “pomaganie Putinowi”. Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie; Naczelnik Państwa gwoli urządzenia pokazuchy może nawet stworzyć wrażenie, jakby robił Putinowi wielkanocny prezent, ale kto to widział, żeby od razu łamać i wyskrobywać święte pieczęcie tajemnicy? Jak śpiewała Alicja Majewska – “nasza rzecz – stać na brzegu, stać i wierzyć i patrzeć w dal”. “W dal”, to znaczy – w świetlaną przyszłość, którą może nam zagwarantować tylko Naczelnik Państwa ze swymi pretoriany – oczywiście w jedności z rządem Ukrainy.
Toteż tym razem tranzyt ma przebiegać bez zakłóceń, bo rząd ukraiński zapewnił, że już on tam przypilnuje przewoźników, żeby nie stawali po drodze, bo w przeciwnym razie nie dostaną pozwolenia na następny tranzyt. To oczywiście bardzo ładnie, chociaż myślę, że ukraińskim przewoźnikom nie pęknie z tego powodu serce. Po pierwsze, przewoźników tam mnogo, więc jak rząd zastopuje jednego, to na jego miejsce zgłoszą się inni, a jak ci inni “naruszą tranzyt”, to przyjdą następni – i tak, aż do ostatecznego zwycięstwa, które w proroczym uniesieniu objawił nam w Warszawie Pan Nasz z Waszyngtonu.
Żeby na tej drodze nikt nie sypał piasku w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, z inicjatywy Naczelnika Sejm uchwalił ustawę o powołaniu czerezwyczajki do spenetrowania ruskich wpływów w naszej polityce, dzięki czemu można by wymiksować z niej Donalda Tuska nawet na 10 lat. Nie wiadomo jednak czy pan prezydent Duda ośmieli się pójść na ten kozacki numer i ustawę podpisze, toteż na wszelki wypadek Naczelnik zaktywizował się na odcinku smoleńskim – konkretnie – “smoleńskiej zbrodni” – bo teraz taka nazwa obowiązuje. Toteż Wielce Czcigodny Antoni Macierewicz, po 13 latach od katastrofy, skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa zabójstwa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dodając 1500 stron dokumentów nie znanych opinii publicznej – a więc chyba i prokuraturze? Na tej podstawie prokuratura mogłaby skomplikować Donaldu Tusku sytuację, pakując go do aresztu wydobywczego – chyba że instynkt samozachowawczy jej podpowie, by raczej skoncentrować się na analizowaniu tych 1500 stron aż do wyborów, kiedy wyjaśni się, w jakim kierunku śledztwo powinno podążać.
24 minuty
Dariusz Matuszak wpolityce.pl/-fit-for-55-czyli-gotowosc-unii-na-glod
Polska nie może uczestniczyć w unijnych szaleństwach „Fit for 55”. Te nazwę należy tłumaczyć jako „szkieletowaty, zagłodzony w roku 2055”. Równie zmyślne co Hołownia 2050.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Rzońca: „Fit for 55” jest ideologiczny i nieoszacowany pod względem ekonomicznym. Będzie ściągał UE ku krajom Trzeciego Świata
Unia Europejska jest jedynym regionem świata, który jako całość niemal się nie rozwija. PKB takich krajów jak Francja, Hiszpania, Włochy, Grecja, Portugalia, Finlandia jest niższe niż w 2008 roku. 15 zmarnowanych lat. W 2007 roku PKB Szwajcarii było o 20 miliardów dolarów wyższe niż Belgii. Dziś jest o ponad 200 – 800,6 miliardów dolarów Szwajcarii vs 594 miliardy Belgii. Prawdziwą skalę zniszczeń jakich na gospodarce dokonuje Unia widać dopiero jak policzy się zakumulowane straty Belgów względem Szwajcarów na przestrzeni lat 2007-2021. Sięgają one astronomicznej kwoty 2,2 biliona dolarów. Podobnie Szwecja, w 2007 – PKB takie samo, co w Szwajcarii – 490 miliardów, a dziś o 165 miliardów dolarów niższe niż u Helwetów.
Przytaczam te statystyki, bo one pokazują, że przewidywane w Polsce koszty owego głodzenia się na rok 2055 – „Fit for 55”, to nie jest abstrakcja. W 2022 roku wydaliśmy ponad 30 miliardów złotych na zakup ETS za granicą. Bank Pekao obliczył, że Polska na głodowanie 2055 wyda 190 miliardów euro do 2030 roku. Zamiast sfinansować rozwój infrastruktury, edukację, zdrowie etc., to my zmarnujemy miliardy na handel ETS i na cła za importowane spoza Unii towary. Do tego trzeba doliczyć koszty spowolnienia rozwoju gospodarki, a może nawet zwijania się jej, jak w przypadku wielu krajów Unii. Wejście w szaleństwo oznacza, że nie osiągniemy dobrobytu. Zatrzymamy się na takim poziomie jakim jesteśmy, a potem z roku na rok, jak inne kraje Unii będziemy chudnąć do szkieletu.
Nie ma takich korzyści jakie byłaby w stanie dać nam Bruksela, które zrekompensowałyby koszty uczestnictwa w tym samobójstwie na raty. Określenie transformacja energetyczna jest całkowicie nietrafne, zakłamujące rzeczywistość. Istotą tego co chcą zafundować eurokraci jest transformacja życia. Obłożenie opłatami ETS choćby transportu nie oznacza tylko podrożenia wszystkich towarów, ale także to, że milionów Europejczyków nie będzie stać choćby na wyjazd na wakacje, na weekend. Uwięzienie ich w miastach i wioskach. To brednie, że mieszkaniec mazowieckiego Węgrowa pojedzie komunikacją zbiorową na weekend do Kadzidłowa na Mazurach, czy Ustrzyk Dolnych w Bieszczady. Dziesiątki tysięcy tych, którzy zbudowali całą infrastrukturę polskiej agroturystyki mogą zacząć pakować swe biznesy. Na wakacje też nie polecimy do taniej Tunezji, bo szaleńcy z Brukseli to uniemożliwią nakładając ETS na transport lotniczy.
Obszar Unii już jest najdroższą strefą życia na świecie. Darujmy sobie porównania do jakichś miejsc punktowych jak Genewa, Singapur, Tel Awiw. A będzie jeszcze drożej. Bo wszystko co wyprodukujemy, zbudujemy, każda usługa obciążone będą sztucznymi kosztami energii. Eufemistyczny zwrot „spadek konkurencyjności gospodarki Unii”, to nic innego jak wielkie bezrobocie – bo nie będzie opłacała się produkcja w Europie, i bieda.
Podobnie podrożeje to, co do Europy będzie importowane. Wyroby ze stali, aluminiowe, nawozy, energia elektryczna, wodór zostaną bowiem obłożone „cłem klimatycznym” tzw. CBAM –Carbon Border Adjustment Mechanism, co spowoduje wzrost cen kolejnych towarów jak choćby żywności. To co jest dziś dostępne dla przeciętnego Europejczyka, stanie się po obłożeniu cłami luksusem. Cłowy rewanż ze strony Chin, czy północnoamerykańskiej strefy UMSCA może też sprawić, że Unia wyląduje na peryferiach globalnego handlu.
Nawet pobieżne opisanie konsekwencji gospodarczych i społecznych zaprowadzenia reżimu „fit for 55” to praca na wielki raport. Nie będzie dziedziny gospodarki, ale też życia, która nie zostanie dotknięta szaleństwem klimatycznym. To będzie transformacja życia, kultury, obyczajów, edukacji, zdrowia, kuchni, a nie energetyczna. Osobnicy którzy nam to fundują doprowadzili do wielkiego kryzysu energetycznego, do tego, że Europa rzęzi, przestaje się globalnie liczyć, są jak narkoman, jak nałogowiec, który tkwi w destrukcyjnym szaleństwie i chce więcej, więcej. To są ludzie niebezpieczni, sfanatyzowani, albo oportunistyczne, bezmyślne miernoty jak ci z polskich wysłańców do Brukseli, którzy głodzenie 55 poparli. W większości nie mają nawet bladego pojęcia nad czym głosują i nie wiedzą choćby tego, że smog nie ma nic wspólnego z CO2. Silniki spalinowe niemal w ogóle nie przyczyniają się do jego powstawania i mają zupełnie pomijalny wpływ na ilość CO2 w atmosferze. A mimo to dziesiątkom, jeśli nie setkom milionów ludzi w Europie chce się je odebrać, choćby windując ceny paliw. Nie ma takiej możliwości, by 250 milionów samochodów w Unii zastąpiono elektrycznymi, zwłaszcza, że na świecie nie skonstruowano jeszcze ani jednej ciężarówki zdolnej na dużym dystansie, w rozsądnym czasie przewieźć tyle towaru co tradycyjny TIR.
W czwartek przyjeżdża do Polski eurokrata Virginijus Sinkeviczius, unijny komisarz ds. środowiska, by łzy nam otrzeć i bzdury opowiadać.
Oznacza to (rozmowy w Polsce) również omówienie stanu wdrażania Europejskiego Zielonego Ładu, naszego planu budowy silniejszej Europy (…). Nie mogę się doczekać bardziej szczegółowego omówienia naszych ambicji środowiskowych z polskim rządem i zainteresowanymi stronami, aby lepiej zrozumieć ich stanowisko imóc uwzględnić obawy. Zielony Ład przyniesie wiele korzyści polskiej gospodarce i całemu społeczeństwu.
To zwykły propagandowy bełkot jest, a my nawet nie mamy mocy, by go z bredni rozliczyć.
Jeśli wszystkie środki zaproponowane przez Komisję zostaną wdrożone przez UE, liczba przedwczesnych zgonów z powodu zanieczyszczenia powietrza spadnie w2030 roku o ponad 70 proc. w porównaniu z 2005 rokiem.
To są jakieś rojenia, on powtarza jakieś tam zmyślenia z raportów pod gotową tezę. Nie ma bladego pojęcia jaka w ogóle jest liczba tzw. przedwczesnych zgonów i jaka będzie i ile ludzi umrze od tego, że tacy jak on do nędzy Europę doprowadzą. Ile będzie przedwczesnych zgonów z powodu tego, że ludzie nie wypoczną na wakacjach, z biedy będą jedli tanie, więc podłe jedzenie, albo stres z powodu długów, niespłaconych rachunków ich zabije.
Tacy ludzie nie byli w stanie niczego przewidzieć, ale cały kontynent naprawią. Eurokraci są jak ci w Niemczech, którzy zamknęli elektrownie atomowe, by następnego dnia sprowadzać z Francji prąd z elektrowni atomowych. Trzeba sobie uwiadomić, że ma się do czynienia z zupełnymi ignorantami, którzy bzdury jak Stuhr o polskich dzieciach pod Cedynią, albo Joński o Powstaniu Warszawskim z 1989 roku opowiadają. Typ ludzi jak u nas niesławnej pamięci były minister klimatu Janusz Kurtyka, który karierę z SLD w Unii zaczynał, a potem wsławił się u nas promowaniem szwedzkiej idiotki Thunberg i ścieżkę do międzynarodowych instytucji sobie wydeptał.
Ludzie od „Fit for 55” niczego nie policzyli, niczego nie przewidzieli, tylko zmyślają, manipulują, okłamują nas swymi opowieściami. Litwin przyjeżdża do Polski też, by kombinować jak odebrać Polsce władztwo nad polskimi lasami i Brukseli je przekazać. Dokładnie to oznaczają jego słowa:
Zaproponujemy nową ustawę o monitoringu lasów, aby dostarczać szczegółowych i dokładnych informacji o lasach UE.
Ronald Reagan mawiał, że każdy rozsądny obywatel po spotkaniu z kimś z władzy sprawdza czy ma portfel i zegarek, a najlepiej to wcześniej je dobrze chowa. Tak powinna być traktowana każda unijna inicjatywa. Była premier Beata Szydło wychwala utworzenie w 2026 roku unijnego Społecznego Funduszu Klimatycznego. Ma on służyć „zapewnieniu sprawiedliwej i nastawionej na włączenie społeczne transformacji klimatycznej”.
Konieczne było stworzenie Społecznego Funduszu, który ma pomóc i wesprzeć przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe.
Pani premier w swej dobroci się myli. To szykowana pułapka, oszustwo, przynęta. Kolejne ogniwo łańcucha do pętania nas. Narzędzie do szantażowania, wymuszania posłuszeństwa, kreowania polityki w Polsce. Dokładnie tak jak KPO – czyli pożyczka na niby na odbudowę gospodarki po pandemii. Jak im się coś w tej Brukseli nie spodoba, to grosza z tego klimatycznego funduszu nie zobaczymy, choć wpłacimy na niego miliardy.
To część tajemnicy szaleństwa „fit for 55”. To dodatkowe ogromne pieniądze choćby z opłat ETS ale, też ceł klimatycznych. Środki z CBAM w całości trafią do brukselskich sejfów i może nam z nich łaskawie grosz do kapelusza wrzucą, a może nie, a my prosić się będziemy. I to kolejny cel owego „fit for 55”. Klimatyczny reżim ma służyć jeszcze większemu podporządkowaniu państw, odebraniu im kolejnych kompetencji, całkowitemu uzależnianiu ich gospodarek od Brukseli. Poddając się temu będziemy całkowicie ubezwłasnowolnieni. Każdy krok za unijnymi reżimowcami pogłębia nasze uzależnienie, ogranicza naszą suwerenność zdolność do stanowienia o sobie. Im bardziej będziemy uzależnieni, tym na większe szaleństwa za rok 5 lat będziemy musieli się zgodzić.
Po wyborach musi nastąpić wielkie otwarcie dyskusji o Unii i warunków naszej obecności w niej. Polska musi być gotowa na poprowadzenie europejskiej rebelii przeciwko Brukseli. Nie możemy oglądać się na inne państwa. Musimy być gotowi na samotną „wyprawę” jak bohater filmu Sidneya Luneta „12 gniewnych ludzi” – historii o mądrym ,odważnym przysięgłym sądu, który wbrew wszystkim miał rację i przekonując wrogo, sceptycznie nastawionych pozostałych 11, uratował niewinnego człowieka, którego chcieli skazać na śmierć. I tak nie mamy wyjścia. Unia to chory człowiek Europy. Ona umiera. Wystarczy tak jak lekarz, który czyta wyniki badań krwi pacjenta, sprawdzić roczniki statystyczne Eurostatu, by przekonać się w jak beznadziejnym jest stanie.
====================
Denker #10192
Jedyna rozsądna droga jaka nas czeka to wyjście z UE. UE nie da się reformować , jak nie dało się reformować socjalizmu. Ludzie muszą zrozumieć, ze to nie darmowa skarbonka, ale okupant o rasistowskich zapędach traktujący państwa Europy jak łatwy łup a ludzi w niej mieszkających jak pariasów mogących dostawać tylko ochłapy z pańskiego stołu. Tego nikt nie kryje. Trzeba sobie zadać pytanie czy o to chodziło. Dalsze pozostawanie w UE Polski to bieda, hamulec rozwoju i dyskryminacja. Czas na referendum. Czas na opamiętanie i walkę o naszą przyszłość bez UE.
[hiszpańskie min. rolnictwa zaprzecza.. Może to taki spóźnimy Prima Aprilis? MD]
Ewa Wysocka
800 milionów euro strat i szkody wyrządzone w 1400 gminach na łącznej powierzchni około miliona hektarów – to bilans zniszczeń, jakich dopuściły się w Hiszpanii dzikie króliki niewiadomego pochodzenia. Raport na ten temat opracowała organizacja rolnicza COAG, która zachęca resort rolnictwa do stworzenia narodowego planu walki ze szkodnikiem. Javier Fatás, odpowiedzialny w COAG za środowisko naturalne i dziką faunę, z którym rozmawiała Interia, przypuszcza, że ten gatunek królika ma sztucznie zmodyfikowane DNA.
Eksperci COAG przypuszczają, że zwierzę jest „ulepszoną” mieszanką królika hodowlanego i dzikiego królika. – Przypuszczamy, że nie jest to zwyczajna krzyżówka, tylko z DNA zmienionym w laboratorium. Dlatego zwróciliśmy się do administracji o przeprowadzenie szczegółowych badań genetycznych. Chcemy wiedzieć, z czym się mierzymy – argumentuje Javier Fatás.
Szkodnik nie ma nic wspólnego z dzikim gatunkiem, który żyje na Półwyspie Iberyjskim od tysięcy lat. Nie zgadza się też z tezą, że nowy, inwazyjny gatunek, to wynik naturalnej ewolucji. – W ciągu 20 lat nie ma takich skoków ewolucyjnych – zapewnia.
Zwierzę jest dwa razy większe od dzikiego królika, ma częstsze i liczniejsze mioty, jest bardziej żarłoczne i umie chodzić po drzewach. – Staliśmy się Parkiem Jurajskim królików na hiszpańskiej wsi – skarży się Javier Fatás.
Do niedawna na obecność tych zwierząt narzekali rolnicy w Kastylii La Manchy i okolicach Madrytu. Teraz królik stał się problemem narodowym. Według COAG plagą jest dotkniętych ponad 1400 gmin. Problem na razie nie dotknął tylko kilku regionów na północy i na zachodzie Hiszpanii. Ale zdaniem ekspertów, zwierzęta wkrótce mogą się rozprzestrzenić na całym Półwyspie Iberyjskim.
Dzięki inicjatywie COAG i Ministerstwa Rolnictwa, Rybołówstwa i Żywności, w Hiszpanii zostanie powołany „okrągły stół” dotyczący palącego problemu królików. – Chcemy opracować narodową strategię kontroli populacji królika. Lokalne władze nie wiedzą jak sobie z tym poradzić. Potrzebujemy jednolitych kryteriów dla całego kraju – informuje Interię Fatás. W prace nad nią, oprócz COAG i ministerstwa, zostaną zaangażowani przedstawiciele regionów i innych organizacji rolniczych.
Z obliczeń COAG wynika, że zniszczenia objęły już milion hektarów pól. Królicza plaga niszczy też winnice, bo zwierzęta bez trudu wspinają się po drzewach. Ich łupem padają też sady. – Widziałem zjedzone przez nie 100-letnie drzewa oliwne. Najpierw obgryzają korę na dole, a potem wspinają się na korony i jedzą młode gałązki, owoce i liście – wylicza rozmówca Interii.
Króliki coraz chętniej opuszczają wsie i przenoszą się na bardziej zaludnione obszary. Budują gniazda przy autostradach, torach kolejowych, na polach golfowych a nawet na lotniskach. – Ten królik nie tylko osłabia rolnictwo ale niszczy całe ekosystemy. Tam, gdzie żyje, zjada wszystko – uprawy, dzikie rośliny, kwiaty. Nie zostaje po nim nic tylko sucha ziemia – ubolewa Fatás.
W 2022 r. w Hiszpanii zabito około trzech milionów przedstawicieli problematycznego gatunku królików. Jednak – jak zapewnił rozmówca Interii – liczba ta nie wpłynęła na zmniejszenie plagi, z którą mierzą się mieszkańcy większości terytorium kraju.
[??? md]
===================================
Mail:
Dyć to rozwiązanie kłopotów żywieniowych UE: Zamknąć je w konc-lagrach, niech tam se jedzą – i jest mięso dla każdego Hiszpana – i na eksport!!
„Szkoły specjalne będą pełnić rolę centrów wsparcia placówek ogólnodostępnych”
rewolucja-komu-sluzy-produkcja-homo-debilis
W oświacie jest coraz mniej… oświaty. Oczywiście rozumianej jako proces kształcenia – przekazywanie wiedzy, wychowanie zakorzenione w systemie wartości naszej cywilizacji i tradycji, kształtowanie charakterów młodych ludzi – ku stawianym im wymaganiom i celom. Celom innym niż własny „dobrostan”, rodem z hodowli nowego homo debilis.
Jeśli mniej kształcenia – to czego jest więcej? Odpowiedź zawierają informacje płynące z Ministerstwa Edukacji i Nauki, głównie z Departamentu Wychowania i Edukacji Włączającej, o miliardach przeznaczonych na pedagogów i psychologów w szkołach, na zatrudnienie armii asystentów, nauczycieli wspierających, pedagogów specjalnych, pedagogów włączających, superwizorów. Są oni od: wspierania, opieki, wyciągania ręki do każdego, zapewnienia równych szans, zagwarantowania pełnego włączenia, poprawy komfortu, akceptacji. O paradoksie – nawet zwolennicy edukacji włączającej stwierdzają, iż nadmiar specjalistów wokół dziecka niepełnosprawnego wcale dobrze mu nie służy i wcale nie gwarantuje właściwej opieki, gdyż nie w ilości, a w osobistej relacji z uczniem, doświadczeniu, jakości i powołaniu do tej misji – jest klucz powodzenia.
W „języku inkluzji” zaskakuje kariera słowa wsparcie, wobec kompletnego zaniku wyrazu pomoc. Pomóc, pomagać to działać tak, by ktoś, komu pomagamy, w rezultacie naszej pomocy coś mógł np. samodzielnie zrobić, osiągnąć konkretny efekt działań na miarę swoich możliwości. Celem nie jest więc pomoc sama dla siebie, a otwarcie możliwości drugiej osoby. Natomiast w edukacji włączającej nie o pomoc i nie o moc chodzi oraz nie o postawienie jakichkolwiek celów przed uczniem, chodzi o permanentne uzależnienie go od wsparcia, asystowania, monitorowania i kontroli.
Departament Wychowania i Edukacji Włączającej MEiN, poprzez absorbcję 27 miliardów z UE do 2027 r., nakręca tę spiralę i zmienia funkcję szkoły z kształcącej na opiekuńczą w imię równości i dostępności, pod hasłem Edukacji dla wszystkich oraz wysokiej jakości. Rzecz jasna „jakości edukacji włączającej”, nie faktycznej, gdyż ta leci na łeb i na szyję. Sam kwalifikator „włączająca” sugeruje, iż edukacja ta ma dwuznaczny podtekst, jak „ekonomia socjalistyczna” czasach PRL i „zrównoważony rozwój” – obecnie.
Edukacja włączająca w pełni zasługuje na miano „totalnej rewolucji inkluzyjnej” o oczywistej neomarksistowskiej proweniencji, choć w Polsce nadal przedstawia się ją jako szansę dla dzieci pokrzywdzonych przez los, nie ujawniając istoty „równościowego” projektu. Poprzednio niepełnosprawni uczniowie, a ostatnio także uczniowie przybyli z Ukrainy służą uzasadnieniu implementacji tej ideologii w polskim systemie oświatowym.
Transformacja systemu edukacji w Polsce ostro przyspieszyła w ostatnim czasie. Polega ona na wdrażaniu założeń edukacji włączającej, która jest równoznaczna z największą ze znanych nam reformą szkolnictwa, tyle że dokonywaną bez wiedzy Polaków. Walec inkluzyjny przetacza się przez polskie szkoły, pomimo publicznych zapewnień ministra Przemysława Czarnka z grudnia 2022 r. [na antenie TV Trwam i Radia Maryja], iż pilotaż edukacji włączającej nie będzie miał swojej kontynuacji.
Nauczycieli szkoli się już tylko włączająco i myśli wyłącznie o włączaniu, temu służą masowo otwierane kierunki studiów na uczelniach wyższych i webinaria. Temu podporządkowują się wydawcy podręczników szkolnych.
Minister Marzena Machałek oświadczyła niedawno publicznie, iż powstanie 300 SCWEW [Specjalistyczne Centra Wspierania Edukacji Włączającej] – głównie poprzez przekształcenie w nie placówek szkolnictwa specjalnego – i że są na to zapewnione środki. Gdyby do tego doszło, byłoby to nieodwracalne tąpnięcie szkolnictwa specjalnego. W jego efekcie nastąpiłoby przekierowanie fali uczniów z wszelkimi niepełnosprawnościami do szkół ogólnodostępnych, czyli faktyczna realizacja ideologii inkluzyjnej.
Pomimo zaprzeczeń, jakoby placówki specjalne nie były zagrożone w ich istnieniu i statusie, raport NIK z 2021 r. nie pozostawia wątpliwości co do charakteru wdrażanych zmian „szkoły specjalne będą pełnić rolę centrów wsparcia placówek ogólnodostępnych”, s.13.
Likwidacja 500 placówek szkolnictwa specjalnego w latach 2016-2020 zapoczątkowała ten proces. Medialne hasła płynące ostatnio z MEiN o finansowaniu kilku szkół specjalnych za kilkadziesiąt milionów złotych oraz o stworzeniu enigmatycznego funduszu dla szkół specjalnych nikogo nie zmylą, wobec konkretnych podejmowanych działań oraz miliardów, a nie milionów złotych, przeznaczonych na projekt edukacji włączającej.
Obecnie trwają spotkania podsumowujące pilotaż 23 dotychczasowych SCWEW, będące przygotowaniem gruntu pod transformację wysokospecjalistycznego znakomitego szkolnictwa specjalnego w Polsce w „centra” wspierające inkluzję. Powtórzmy – Centra Wspierania Edukacji Włączającej, czyli ideologicznego założenia w postaci „edukacji włączającej”, a nie kształcenia i wsparcia uczniów niepełnosprawnych.
Uczestnicy pilotażu są przepytywani na okoliczność powodzenia centrów, ich roli, rangi, konieczności modyfikacji np. prawa czy podstaw programowych ku ulepszeniu tego modelu… Intencje tych sondaży i pytań są oczywiste. Odpowiedzi są przewidywalne, jako zadawane interesariuszom pilotaży, a nie zwykłym nauczycielom, rodzicom czy obiektywnym obserwatorom postępującej destrukcji oświaty. [Najbardziej znane wyrazy bliskoznaczne słowa z Nowomowy – „interesariusz” to: nabywca, konsument, petent, reflektant, kontrahent, kupujący, amator, zainteresowany, użytkownik, nowonabywca, spożywca, kandydat, klient, odbiorca, chętny, kupiec, … .
A miało – według grudniowych zapewnień ministra P. Czarnka – nie powstać już więcej SCWEW!
Czy wiedzą o tym rodzice szukający najlepszej szkoły dla swojego dziecka? Czy wiedzą o tym nauczyciele, zarówno szkół specjalnych, jak i ogólnodostępnych – co ich czeka już wkrótce i czego będzie się od nich wymagać?
Włączanie wszystkich uczniów ze skomplikowanymi problemami do zwykłych szkół i klas masowych w nieograniczonej liczbie wywołuje wiele niekorzystnych zjawisk lub znacznie je potęguje.
W szkołach pogłębia się brak dyscypliny pod wpływem pojawienia się uczniów niedostosowanych społecznie [oni także podlegają włączeniu, o czym nie mówi się wcale!], wzrasta poziom wzajemnej agresji uczniów i agresji wobec nauczycieli, pozbawionych narzędzi dyscyplinujących, szczególnie wobec uczniów z orzeczeniami o „specjalnych potrzebach edukacyjnych”. Wspomina się coraz częściej o likwidacji w ogóle tych orzeczeń, gdyż każdy ma „jakieś potrzeby specjalne” – każdy jest inny, a tę inność należy traktować ze zrozumieniem, szanować i obowiązkowo włączać, a nie „segregować”.
Kogo i gdzie będziemy za chwilę włączać, gdy równościowy projekt obejmie wszystkich i gdy normy przestaną obowiązywać, a tzw. projektowanie uniwersalne obejmie każdego ucznia? Uniwersalne, czyli bez ograniczeń, bez wyjątku, de facto płynne i dostosowujące się na bieżąco do zmiennych okoliczności. Transgresyjne do potęgi! Hasło transgresji, podobnie jak włączanie osób LGBT – dziś jeszcze źle widziane w Polsce – pojawia się w materiałach o edukacji włączającej z krajów, które dłużej wędrują w tym kierunku, o czym można było się przekonać podczas niedawnej konferencji UNICEF-MEiN na UW w Warszawie.
Dziesięć lat Franciszka: „Klęska, katastrofa”
ten-years-of-francis-a-disaster
„Buona Sera!”- „Dobry wieczór!”
Tym pospolitym pozdrowieniem, pozbawionym jakiejkolwiek powagi czy namaszczenia, Franciszek zwrócił się do tysięcy wiernych czekających na placu św. Piotra na swojego nowo wybranego papieża. Te słowa wyznaczyły styl jego pontyfikatu: nieformalność, rezygnacja z protokołu i pogarda dla ceremonii.
Dziesięć lat później, niedawno zmarły kardynał George Pell stwierdził, że ten pontyfikat „jest katastrofą pod wieloma lub większością względów; katastrofą”. Dodał: Zamiast „Roma locuta. Causa Finita est” (Rzym przemówił; sprawa załatwiona), „dziś jest: ’Roma loquitur. Confusio augetur” (Rzym przemówił; zamieszanie rośnie).
„[Bergoglio] mógłby zreformować Kościół w ciągu pięciu lat”.
1 października 2013 roku ówczesny kardynał Theodor McCarrick, emerytowany arcybiskup Waszyngtonu, w wykładzie na Uniwersytecie Villanova w Pensylwanii, mówił o kulisach wyboru nieznanego kardynała Jorge Mario Bergoglio na papieża.
Opowiadał, że przed konklawe „wpływowy włoski dżentelmen” znalazl go w rzymskim Kolegium Północnoamerykańskim, gdzie był zakwaterowany, i powiedział mu, że jeśli zostanie wybrany, Bergoglio „może zreformować Kościół”, do czego wystarczy „pięć lat”.
Niezależnie od tego, czy relacja skompromitowanego byłego arcybiskupa i byłego kardynała jest prawdziwa, czy nie, Franciszek z pewnością nie zrobił nic innego w ciągu tych dziesięciu lat, jak tylko „reformował” Kościół założony przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, aby stworzyć nowy „Kościół synodalny”, który zastąpić ma Kościół hierarchiczny.
Kościół jest społeczeństwem hierarchicznym
Nasz Pan Jezus Chrystus założył swój Kościół jako społeczeństwo hierarchiczne i ustanowił Najwyższego Papieża jako jego widzialną głowę. Jest to prawda wiary określona przez Sobór Watykański I, który rzucił anatemę na każdego, kto jej zaprzecza:
„Jeśliby więc ktoś mówił, że błogosławiony apostoł Piotr nie został ustanowiony przez Pana Chrystusa zwierzchnikiem wszystkich apostołów i widzialną głową całego Kościoła wojującego, albo, że tenże otrzymał wielką cześć, ale nie otrzymał od tegoż Pana naszego Jezusa Chrystusa bezpośrednio i natychmiast prymatu w prawdziwej i właściwej jurysdykcji: „niech będzie wyklęty”.
Ze swej strony św. Pius X podkreślał hierarchiczny charakter Kościoła:
„Pismo Święte uczy nas, a tradycja Ojców potwierdza tę naukę, że Kościół jest mistycznym ciałem Chrystusa, rządzonym przez Pasterzy i Doktorów (I Efez. iv. II) – społeczeństwem ludzi zawierającym w swoim gronie wodzów, którzy mają pełną i doskonałą władzę rządzenia, nauczania i sądzenia.
Wynika z tego, że Kościół jest zasadniczo społeczeństwem nierównym, to znaczy społeczeństwem składającym się z dwóch kategorii osób, Pasterzy i trzody, tych, którzy zajmują rangę w różnych stopniach hierarchii i rzeszy wiernych.”
Franciszek Kościół: „odwrócona piramida”
Wbrew Pismu Świętemu i Magisterium, Franciszek chce odwrócić porządek w Kościele, umieszczając u jego podstawy władzę nauczania i rządzenia, jak w „odwróconej piramidzie”.
Tak powiedział podczas uroczystości upamiętniającej pięćdziesiątą rocznicę ustanowienia Synodu Biskupów:
„Jezus założył Kościół, ustanawiając na jego czele kolegium apostolskie, w którym apostoł Piotr jest „skałą” (por. Mt 16, 18), tym, który musi utwierdzać swoich braci w wierze (por. Łk 22, 32). Ale w tym Kościele [Synodalnym], jak w odwróconej piramidzie, szczyt znajduje się pod podstawą „5.
W rezultacie ten nowy „Kościół synodalny” nie jest już Kościołem nauczającym, wypełniającym polecenie Pana naszego Jezusa Chrystusa skierowane do Apostołów: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16,15). Zamiast tego jest to Kościół, który „słucha” wiernych:
„Kościół synodalny to Kościół, który słucha, który zdaje sobie sprawę, że słuchanie 'to coś więcej niż zwykłe słyszenie’. Jest to wzajemne słuchanie, w którym każdy ma coś do nauczenia się. Lud wierny, kolegium biskupów, Biskup Rzymu: wszyscy słuchają siebie nawzajem i wszyscy słuchają Ducha Świętego, 'Ducha prawdy’ (J 14,17), aby wiedzieć, co On 'mówi do Kościołów’ (Ap 2,7).
Jest to zatem Kościół bez Magisterium, w którym Duch Święty „przemawia” do wszystkich jednakowo i bezpośrednio; Kościół charyzmatyczny, bez żadnej określonej struktury czy doktryny, jak to postulowali heretycy montanistyczni, Wiclef, Huss czy współcześni zielonoświątkowcy7.
Czy Bóg chce wszystkich religii?
Oprócz obalenia porządku hierarchicznego Kościoła i zniszczenia pojęcia Magisterium, Franciszek idzie dalej, zniekształcając naturę samego Boga.
Na przykład „Dokument o braterstwie ludzi”, który podpisał 4 lutego 2019 roku wraz z Wielkim Imamem Al-Azharu, Ahmadem Al-Tayyebem, w Abu Dhabi (Zjednoczone Emiraty Arabskie), stwierdza, że „to pluralizm i różnorodność religii… są zamierzone przez Boga w Jego mądrości „8.
Zmiana tego zdania na bezpośredni rozkaz, przykazanie: „W swojej mądrości Bóg chciał pluralizmu i różnorodności religii”.
Sugeruje to, że Bóg chce być czczony jako Bóg trynitarny przez chrześcijan; jako Bóg unitarny przez muzułmanów, którzy zaprzeczają i zwalczają Trójcę; oraz jako Bóg immanentny w stworzeniach przez buddystów i inne religie Wschodu, które nie akceptują Boga osobowego.
Taki „Bóg” byłby sprzeczną istotą, „Bogiem”, który akceptuje zarówno dobro jak i zło, błąd i prawdę. Sprzeczna istota nie może być Najwyższą Mądrością, dlatego nie może być żywym i prawdziwym Bogiem. Przyjęcie takiej koncepcji Boga jest równoznaczne z zaprzeczeniem istnienia Jedynego i Trójjedynego Boga, co prowadzi do ateizmu lub panteizmu.
Panteistyczny i ewolucyjny mistycyzm zainspirowany przez Teilharda de Chardin
To prowadzi nas do encykliki Laudato Si’, gdzie Franciszek przedstawia panteistyczny pogląd na Trójcę Świętą.
Rzeczywiście, zawiera ona takie stwierdzenia jak:
„Syn [tj. Słowo] (…) zjednoczył się z tą ziemią, gdy został ukształtowany w łonie Maryi (…) Duch Święty (…) jest intymnie obecny w samym sercu wszechświata, inspirując i sprowadzając nowe drogi „9.
„Ostateczne przeznaczenie wszechświata znajduje się w pełni Boga, która została już osiągnięta przez Chrystusa zmartwychwstałego, podstawa powszechnego dojrzewania” (nr 83).
Wizja ta przebiega zgodnie z linią panteistycznego i ewolucjonistycznego mistycyzmu o. Pierre’a Teilharda de Chardin, S.J., na którego powołuje się w przypisie w tym samym paragrafie:
„W tym horyzoncie możemy ustawić wkład o. Teilharda de Chardin” (nr 83, fn. 53).
„Moralność” bez pojęcia grzechu
Zniszczenie pewności Objawienia Bożego, Pisma Świętego i Tradycji jest kolejną konsekwencją stwierdzenia, że Bóg pragnie wszystkich religii, jakkolwiek byłyby one sprzeczne. Prowadzi ona do całkowitego subiektywizmu i pozbywa się uniwersalnych i niezmiennych zasad kierujących ludzkim myśleniem i działaniem.
Ten subiektywizm w sprawach wiary prowadzi do relatywizmu moralnego: Kościół nie powinien już dążyć do nawrócenia ludzi, do skłonienia ich do porzucenia błędu i zła, lecz jedynie „towarzyszyć im”, akceptując ich błędne przekonania i „różnorodność” ich stanu życia.
W imię tej „różnorodności” Franciszek otworzył cudzołożnikom bramę do przyjmowania Komunii Świętej;12 poparł „unię cywilną” dla par tej samej płci;13 zgodził się, aby belgijscy biskupi błogosławili pary tej samej płci;14 i skandalicznie (i wylewnie) przyjął pary homoseksualne i „transgenderowe „15.
Jeśli Bóg akceptuje grzech, nie ma piekła
Grzech jest wykroczeniem przeciwko Bogu, polegającym na odmowie wypełnienia Jego woli, wyrażonej w przykazaniach. Ciężkie i dobrowolne wykroczenie stanowi grzech śmiertelny, który pozbawia człowieka łaski uświęcającej i oddala go od przyjaźni z Bogiem, wprowadzając go na drogę do piekła. Święty Tomasz mówi, że „jakiekolwiek grzechy odwracają człowieka od Boga, tak że niszczą miłość, rozpatrywane same w sobie, zaciągają dług kary wiecznej „16.
W nowej koncepcji Boga i Kościoła nigdy nie ma kary za grzech, ponieważ Stwórca, przejawiający miłość bez mądrości, nie miałby nic przeciwko temu, aby być obrażanym; jego miłosierdzie nie uwzględniałoby jego sprawiedliwości. Tomasz stwierdza: „Miłosierdzie bez sprawiedliwości jest matką rozwiązłości; [a] sprawiedliwość bez miłosierdzia jest okrucieństwem „17.
Jeśli jednak nie ma kary dla grzesznika, który umiera bez winy, to piekło – miejsce wiecznej pokuty za wykroczenie przeciwko wiecznemu Bogu – nie istnieje.
W ostatnim wywiadzie, zgodnie ze swoją doktryną miłosierdzia bez sprawiedliwości, Franciszek zaprzeczył, że piekło jest miejscem: „Piekło nie jest miejscem (…) Piekło jest stanem, są ludzie, którzy żyją stale w piekle. (…) Piekło jest stanem, stanem serca, duszy, postawą wobec życia…” W tym „stanie” żyje się już tu na ziemi. Pyta: „A kto idzie do piekła, do tego piekła, do tego stanu?”. I odpowiada: „Już tutaj zaczyna się żyć [piekłem]”18.
Piekło jest miejscem
Jednak Pismo Święte, Tradycja i Magisterium Kościoła zawsze uważały piekło – tak samo jak niebo – nie tylko za stan, ale i za miejsce. Słowa naszego Pana dotyczące piekła, wzięte w ich zwykłym znaczeniu, nie mogłyby wyraźniej określić miejsca:
„Odejdźcie ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, który został przygotowany dla diabła i jego aniołów.” (Mt 25-41). „Syn człowieczy pośle aniołów swoich, a oni zbiorą z jego królestwa wszystkich skandalistów i tych, którzy dopuszczają się nieprawości. I wrzuci ich do pieca ognistego; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (id. 13,41-42). „Gdzie ich robak nie zginie, a ogień nie zgaśnie”. (Mk 9:43, 47).
Na ideę miejsca wskazuje usunięcie przez Chrystusa potępionych, wyrzucenie ich ze swego królestwa do pieca z palącym się ogniem, gdzie robak nieprawości nie umiera.
Takie było zawsze przekonanie Kościoła. Na przykład II Sobór Lyoński (1274) stwierdził, że ci, którzy umierają w grzechu śmiertelnym, „zstępują do piekła, aby tam spotkały ich różne kary „19. W 1341 roku, po zdefiniowaniu tej doktryny, papież Benedykt XII ostrzegł: „Kto by potem świadomie i uporczywie utrzymywał, twierdził, głosił, nauczał lub bronił słowem lub pismem czegoś przeciwnego naszym wyżej wymienionym definicjom lub ustaleniom, lub choćby jednej z nich, będzie przeciw niemu postępował w sposób należny heretykowi. … [I] naraża się na oburzenie Boga Wszechmogącego i jego błogosławionych Apostołów Piotra i Pawła „20.
Nawet Judasza nie ma w piekle?
W powyższym wywiadzie Franciszek sugeruje, że w piekle nie ma nikogo. Nawet Judasza.
Aby „udowodnić” tę teorię, przytacza rzeźbę w średniowiecznej bazylice św. Marii Magdaleny w Vézelay we Francji. Jeden z jej kapiteli przedstawia posąg Judasza wiszącego, a inny – posąg mężczyzny niosącego na plecach samobójczego zdrajcę. Franciszek bezpodstawnie21 interpretuje tego człowieka jako Jezusa, Dobrego Pasterza:
„Jeśli pyta mnie pan, ilu ludzi jest w piekle”, mówi dziennikarzowi, „odpowiadam słynną rzeźbą z katedry w Deslé [Vézelay]”. Kapitał pokazuje „Judasza powieszonego i diabła ciągnącego go w dół, a po drugiej stronie mają Dobrego Pasterza, Jezusa, który chwyta Judasza i z ironicznym uśmiechem bierze go na plecy.”
Dalej rozwija swoją teorię: „Co to oznacza? [Oznacza to], że zbawienie jest silniejsze niż potępienie. Ta stolica to katecheza, która powinna dać nam do myślenia. Miłosierdzie Boże jest zawsze po naszej stronie, a Bóg chce być zawsze ze swoim ludem, ze swoimi dziećmi i nie chce, aby go opuściły.”
Pomimo nieco żartobliwego tonu jego słów, wydaje się, że ma on na myśli to, że nawet osoba, która umarła w grzechu śmiertelnym, która w desperacji popełniła samobójstwo, nie potępiłaby się i nie poszła do piekła.
Tymczasem św. Tomasz mówi, że „sprawiedliwe jest, aby ten, kto zgrzeszył przeciwko Bogu w swojej własnej wieczności, został ukarany w wieczności Bożej „22.
„Nasz biedny brat Judasz…”
Papież Franciszek niezliczoną ilość razy wypowiadał się czule o Judaszu, sugerując, że zdrajca został uratowany, ale nie stwierdzając tego wyraźnie, jak to jest w jego zwyczaju. W tym sensie Franciszek zacytował również ks. Primo Mazzolariego (1890-1959), rewolucyjnego kapłana, który jest uważany za prekursora Vaticanum II.
Andrea Tornielli, obecnie dyrektor watykańskiej dykasterii ds. komunikacji, napisał w 2016 roku o przemówieniu papieża. „Papież mówił o starożytnej średniowiecznej stolicy przedstawiającej Judasza po jednej stronie i Jezusa niosącego martwego zdrajcę na swoich ramionach”. A Tornielli mówi, że „Papież Franciszek zacytował homilię na temat 'Judasza, zdrajcy’, wygłoszoną przez pioniera Soboru Watykańskiego II, Don Primo Mazzolariego, proboszcza z Bozzolo (północne Włochy), w Wielki Czwartek 1958 roku: 'Biedny Judasz – zaczyna ksiądz – tylko co działo się w jego duszy, nie wiem. Jest jedną z najbardziej tajemniczych postaci w Męce Pańskiej. Nie będę nawet próbował ci tego wyjaśnić, proszę tylko, abyś miał trochę miłosierdzia dla naszego biednego brata Judasza'”23.
Nie jest to jedyny przypadek, kiedy papież Franciszek przyjął przychylne spojrzenie ks. Mazzolariego na Judasza. Podczas kazania mszalnego 8 kwietnia 2020 r. stwierdził: „Na czym polega tajemnica Judasza? Nie wiem … Don Primo Mazzolari wyjaśnia ją lepiej niż ja „24.
Nieoficjalny dziennik Watykanu, L’Osservatore Romano, z 1 kwietnia 2021 roku, opublikował wypowiedź ks. Primo Mazzolariego, na którą powołuje się Franciszek. Mówi on między innymi:
„Biedny Judasz. (…) Gdy w Getsemani otrzymał pocałunek zdrady, Pan odpowiedział mu tymi słowami, których nie wolno nam zapomnieć: 'Przyjacielu, pocałunkiem zdradzasz Syna Człowieczego!’. Przyjacielu! To słowo, które pokazuje wam nieskończoną czułość miłości Pana, pozwala wam również zrozumieć, dlaczego w tej chwili nazwałem go bratem. „25.
Heretycy, kainici i Judasz
Starożytne herezje przedstawiają Judasza jako bohatera. Św. Ireneusz i inni Ojcowie Kościoła odnoszą się do gnostyckiej herezji z II wieku, znanej jako kainici. Podobnie jak gnostycy w ogóle, uważali oni Jehowę za złego Boga, który walczy z dobrym Bogiem, „Najwyższą Zasadą”. Jehowa rzekomo stworzył materię, którą uważają za zło. Dlatego kainici czcili wszystkie postacie potępione przez Jehowę, począwszy od Kaina.
Jeśli chodzi o Judasza, to głosili, że był on jedynym apostołem, który zrozumiał ukrytą doktrynę Jezusa i na prośbę Jezusa wydał go Sanhedrynowi, aby wraz z jego śmiercią nastąpiło odkupienie ludzi. Francuski teolog o. G. Bareille wyjaśnia doktrynę kainitów: „Wydając Jezusa, [Judasz] zapewnił sobie potępienie i tortury, a jednocześnie triumf dobrego Boga i zbawienie rodzaju ludzkiego „.
Dziesięć katastrofalnych lat
Nie sposób byłoby wymienić w prostym artykule (czy nawet książce) całego zamieszania, jakie Franciszek wprowadził do Kory Piotrowej. Wysiłek jest tym trudniejszy, że głosi on więcej przez swoje postawy, sposób bycia i działania oraz nieformalne rozmowy z dziennikarzami niż przez systematyczne i spójne nauczanie.
„Credo in Unam, Sanctam, Catholicam et Apostolicam Ecclesiam”
Jednak mimo całego zamieszania, Kościół Pana Naszego Jezusa Chrystusa pozostaje twardy w swojej doktrynie, świętości i tradycji. Potrzeba jednak światła wiary, aby zobaczyć go w całym jego blasku, pomimo spowijającego go „dymu szatana „27.
Czynimy własnymi słowa Plinio Corrêa de Oliveira na zakończenie jego arcydzieła Rewolucja i kontrrewolucja:
„Oto afirmacja niezmiennej ufności katolickiej duszy, która klęczy, ale pozostaje twarda pośród ogólnej konwulsji – twarda z całą stanowczością tych, którzy w czasie burzy i z siłą duszy jeszcze większą niż ona, nadal potwierdzają z głębi serca: „Credo in Unam, Sanctam, Catholicam et Apostolicam Ecclesiam”, to znaczy: wierzę w święty Kościół rzymskokatolicki i apostolski, przeciwko któremu, jak obiecał święty Piotr, bramy piekielne nigdy nie przemogą „28.
Zabijając się, Judasz wzgardził Bożym Miłosierdziem
Mimo że popełnił najgorszą ze zbrodni, wydając Jezusa na śmierć, Judasz mógł się uratować, gdyby okazał prawdziwą skruchę. Zamiast tego rozpaczał i popełnił kolejny grzech, popełniając samobójstwo. Czyniąc to, według św. Augustyna, wzgardził on Bożym miłosierdziem. Święty Doktor mówi: „Czy słusznie potępiamy czyn Judasza i czy sama prawda orzeka, że wieszając się, raczej pogłębił niż odpokutował winę tej najbardziej nikczemnej ponieważ, rozpaczając nad Bożym miłosierdziem w swoim smutku, który spowodował nie pozostawił sobie miejsca na uzdrawiającą pokutę? O ileż bardziej powinien powstrzymać się od nakładania gwałtownych rąk na siebie samego, który nie uczynił nic nie zasługuje na taką karę! Judasz bowiem, gdy się zabił, zabił człowieka niegodziwego. człowieka; ale odszedł z tego życia obciążony nie tylko śmiercią Chrystusa, ale i swoją własną. z jego własną: bo choć zabił się z powodu jego zbrodni, to jego zabicie sam był inną zbrodnią. Dlaczego więc człowiek, który nie uczynił nic złego, miałby uczynić coś złego dla siebie sam sobie i przez zabicie siebie zabija niewinnego, aby uniknąć cudzego czynu i popełnić na sobie własny grzech, aby grzech innego nie został popełnić na nim grzech? „29.
==========================================
15 kwietnia 2023 niezaszczepiony-czyli-niezdrowy-who
„WHO wprowadziła nową jednostkę chorobową. W międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10 pojawiła się nowa choroba: niemanie szczepionki”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Jerzy Karwelis.
Publicysta zwraca uwagę, że obecnie medycyna jest rozwinięta tak bardzo, że „ciężko znaleźć człowieka zdrowego”.
„A więc mnoży się chorych, nawet na choroby bezobjawowe (taki np. COVID), nawet się wymyśla nowe choroby, bo tego coraz częściej szuka się w laboratoriach, gdzie uzłośliwia się poczciwe wirusy, tak jak w Wuhan, gdzie ponoć, jak utrzymuje FBI, produkowano nieistniejące wirusy. Takie podejście skazuje na zapomnienie wszelką profilaktykę, bo nie masz człeka bez grzechu przed Bogiem i zdrowego przed Big Pharmą. Doszliśmy już do ściany, skoro brak poddania się (wątpliwej) terapii uznany jest za jednostkę chorobową”, podkreśla.
Nowa jednostka chorobowa ma dwa pod-warianty: „Z28.0 – szczepienie niewykonane z powodu przeciwwskazań, Z28.1 – szczepienie niewykonane z powodu odmowy pacjenta z przyczyn religijnych lub nacisku środowiskowego”.
„Pochylmy się z troską nad samą kwestią. To jak to jest (będzie/było)? Się nie szczepisz i musisz (?) zeznać, z jakiego powodu tego nie robisz? Komu? Osobie ze strzykawką? Policjantowi na wycieraczce twego domu? Kto to odnotowuje? Kto może się w ogóle pytać o przyczyny twojej decyzji o poddaniu się lub nie określonej terapii? A jak nie powiesz, dlaczego się nie szczepisz, to co? Dostaniesz burę? A może areszt? Grzywnę?”, pyta Jerzy Karwelis.
Źródło: tygodnik „Do Rzeczy”
TK