Abp Viganò; Boże Narodzenie, Chrystus Król Narodów i Wielki Reset.

Abp Viganò; Boże Narodzenie, Chrystus Król Narodów i Wielki Reset.

Doktryna o królewskości Chrystusa stanowi podział między Kościołem katolickim a „Kościołem soborowym”.

https://gloria.tv/post/26N2ncJW8fVUAq9w1wwRXmt7v
DESIDERATUS CUNCTIS GENTIBUS: Wcielenie Słowa Bożego inauguruje panowanie Chrystusa nad Kościołem i narodami

Discite justitiam moniti, et non strach divos.
Venditit hic auro patriam, dominumque potentem
imposuit, fixit leges pretio atque refixit;
hic thalamum atakuje natæ vetitosque hymenæos;
ausi omnes immane nefas ausoque potiti.

Tyranom inni sprzedają swój kraj,
narzucając obcych panów, za obce złoto;
Niektórzy uchylają stare prawa i tworzą nowe,
Nie tak jak ludzie chcieli, ale jak im zapłacili.
– An.
, VI, 620-624

I. Wstęp

Doktryna o królewskości Chrystusa stanowi podział między Kościołem katolickim a „Kościołem soborowym”; w rzeczywistości jest to punkt rozdziału między ortodoksją katolicką a neomodernistyczną heterodoksją, ponieważ zwolennicy sekularyzmu i liberalnego laicyzmu nie mogą zaakceptować, że panowanie naszego Pana powinno być rozszerzone na sferę cywilną, usuwając ją w ten sposób spod arbitralności możnych lub woli manipulowalnego ludu. Jednak sama idea, że władza ma swój fundament w transcendentnej zasadzie, nie narodziła się wraz z chrześcijaństwem, ale jest częścią naszego grecko-rzymskiego dziedzictwa. Samo greckie słowo ἱεραρχία wskazuje z jednej strony na „administrowanie rzeczami świętymi”, ale z drugiej strony odnosi się także do „świętej władzy”, jaką jest autorytet, gdzie zobowiązania z nim związane w istotny sposób stanowią λειτουργία, czyli urząd publiczny, za który odpowiada państwo.

Podobnie negacja tej zasady jest prerogatywą myślenia heretyckiego i ideologii masońskiej. Świeckość państwa stanowi główny postulat Rewolucji Francuskiej, [1] dla której protestantyzm dostarczył teologicznych podstaw, przekształconych później w filozoficzny błąd wraz z nadejściem liberalizmu i ateistycznego materializmu. Ta wizja całkowicie spójnej i harmonijnej całości, która przemierza upływ czasu i przekracza granice przestrzeni. Prowadząc ludzkość do pełni Chrystusowego Objawienia, było właściwe tej Cywilizacji, której stłumienie i unieważnienie pragnie się w imię dystopii, która jest nieludzka, ponieważ jest wewnętrznie bezbożna, gdyż wywodzi się z nieugaszonej nienawiści do Adwersarza, pozbawiając się Najwyższego Wiecznego Dobra przez pychę i bunt przeciwko Woli Boga.

Nic dziwnego, że nasi współcześni nie rozumieją przyczyn obecnego kryzysu: pozwolili się ograbić z dziedzictwa mądrości i pamięci, zbudowanego na przestrzeni dziejów dzięki pedagogicznej interwencji Opatrzności, która wypisała w sercu każdego człowieka odwieczne zasady, jakimi powinien kierować się w każdym aspekcie swojego życia. Ta cudowna παιδεία sprawiła, że ludy oddalone od Boga i pogrążone w ciemnościach pogaństwa zostały predysponowane, naturalnymi środkami, do wybuchu nadprzyrodzonego wymiaru w historii, czyli do przyjścia Chrystusa, w którym wszystko się streszcza i ukazuje jako część boskiego κόσμος.

Kiedy August nakazał wydanie Eneidy – którą Wergiliusz kazał zniszczyć w swoim testamencie jako niekompletną – w całym Imperium rozpoczął się właśnie „Pax Romana”; Pax przyznany światu na powitanie Wcielenia Syna Bożego i wyrwanie ludzkości z niewoli szatana. Echa tego uroczystego i świętego pokoju rozbrzmiewają do dziś w pełnych rozmachu słowach rzymskiego martyrologium, które ponownie usłyszymy w wigilijny poranek:
Ab urbe Roma condita anno septingentesimo pięćdziesiąt sekund, anno imperii Octaviani Augusti quadragesimo secundo, toto orbe in pace composito… Jesus Christus æternus Deus æternique patris Filius, mundum volens adventu suo piissimo consecrare, de Spiritu Sancto conceptus, …in Bethlehem Judæ Maria Virgine nascitur factus homo.

W siedemset pięćdziesiątym drugim roku od założenia miasta Rzym, w czterdziestym drugim roku panowania cesarza Oktawiana Augusta, cały świat był w pokoju, …. Jezus Chrystus, Bóg Przedwieczny i Syn Ojca Przedwiecznego, pragnąc uświęcić świat swoją najbardziej miłującą obecnością, został poczęty przez Ducha Świętego (…) i Narodził się z Maryi Dziewicy w Betlejem Judzkim, stając się człowiekiem.

Zaledwie czterdzieści lat przed narodzinami Zbawiciela, Wergiliusz miał okazję związać się z synami Heroda, którzy przybyli do Rzymu na studia. Od nich nauczył się mesjańskich proroctw Starego Testamentu i zapowiedzi rychłych narodzin Puer, które opiewane są w jego Czwartej Eklodze:
Jam redit et Virgo, redeunt Saturna regna, jam nova progenies cœlo demittitur alto. Tu modo nascenti Puero, quo ferrea primum desinet, ac toto surget gens aurea mundo, casta fave Lucina: tuus jam regnat Apollo. [2]

W tym żarliwym oczekiwaniu na nadejście Chrystusa August uratował poemat Wergiliusza przed zniszczeniem, widząc w nim owo dążenie do świata, w którym panuje pokój, po stuleciu wojen domowych. W Eneaszu widział wzór tego, który uznaje wolę Bożą i wynikające z niej więzi wobec Ojczyzny i rodziny, włożone przez Opatrzność w warunkowe wydarzenia Historii, uczestnik do woli Bożej utrwalonej w wieczności. Łatwo możemy zrozumieć, dlaczego dusza człowieka sprawiedliwego i uczciwego, chociaż pozbawiona Wiary, może czuć się zepchnięta w stronę szlachetnego przeznaczenia, przed którym milczą fałszywi i kłamliwi bogowie, milczy Sybilla i przechodzi na emeryturę wyrocznia Arakulesa. Następnie widzimy w fato [los] – po łacinie fas – odniesienie do czasownika fari , co oznacza „mówić” i odnosi się do Słowa Bożego, odwiecznego Słowa wypowiedzianego przez Ojca. Chrześcijanin jest w zachwycie nad taką ojcowską dobrocią, nad tą opatrznościową ręką, która towarzyszy ludzkości zagubionej w ciemnościach ku Światłu Chrystusa, Odkupiciela ludzkiego gatunku.

W tej wizji Historii i Bożej interwencji w nią jest coś wybrał z nieuchwytnego, co porusza i popycha ku Dobru, co budzi w duszach nadzieję na czyny heroiczne, na ideały, o które trzeba walczyć i dać życie. To właśnie na tej doskonałej kompozycji doczesności i wieczności, natury i łaski, świat mógł przyjąć i rozpoznać obiecanego Mesjasza, Księcia Pokoju, Rex pacificus zwyciężającego nad grzechem i śmiercią, Desideratus cunctis gentibus .

Od Wieczernika po katakumby, od wspólnot pierwszych chrześcijan po romańskie bazyliki nawrócone na kult prawdziwego Boga, wznosi się modlitwa, której Pan nauczył Apostołów: Adveniat regnum tuum, fiat voluntas tua sicut in coelo et in terra . Mimo to, pogańskie Imperium stało się kolebką chrześcijaństwa i z własnymi prawami oraz wpływami cywilnymi i społecznymi, możliwe stało rozprzestrzenianie się Ewangelii i nawrócenie dusz do Chrystusa. Dusze proste, oczywiście; ale także dusze uczonych, rzymskich arystokratów, urzędników cesarskich, dyplomowanych i intelektualistów, którzy uznali się – podobnie jak pius Æneas – za zaangażowanych w plan Opatrzności, powołanych do nadania znaczenia tym cnotom obywatelskim, temu dążeniu do sprawiedliwości i pokoju, które bez Odkupienia pozostałoby niepełne i jałowe.

II. „Opatrznościowa” rola państwa

Ekonomia Zbawienia, w tej „średniowiecznej” i chrześcijańskiej wizji wydarzeń, uznaje, że jednostki mają przywilej bycia częścią tego wielkiego planu Boskiej Opatrzności: an
actuosa participatio – człowieka w Bożej interwencji w historię, w której wolność każdej jednostki zostaje skonfrontowana z moralnym, a więc decydującym o jej wiecznym losie, wyborem między Dobrem a Złem, między podporządkowaniem się woli Boga – fiat voluntas tua – a pójściem za własną wolą – non serviam – przez nieposłuszeństwo wobec Niego. .
Jednak właśnie w przylgnięciu jednostek do działania Opatrzności rozumiemy, w jaki sposób społeczeństwo ziemskie, które składa się z tych jednostek, z kolei bierze udział w planie Bożym, pozwalając, aby działaniami jego członków skuteczniej kierował władzy władców wobec
bonum commune , która łączy ich w dążeniu do tego samego celu.
Państwo jako społeczeństwo doskonałe, to znaczy posiadające w sobie wszystkie niezbędne środki do osiągnięcia
quid unum perficiendum– ma więc swoją własną funkcję, skierowaną głównie na dobro obywateli, na ochronę ich słusznych interesów, na ochronę Ojczyzny przed wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi, na utrzymanie ładu społecznego. Jest rzeczą oczywistą, że doświadczając prób i niepowodzeń tych, którzy byli przed nami – podążając za wybitnie chrześcijańską wizją Giambattisty Vico – narody cywilizowane były w stanie pojąć wagę studiowania historii, pozwalając na prawdziwy postęp i uznając ważność Myśl Arystotelesowska -Tomistyczna właśnie dlatego, że rozwijała się na podstawie poznania rzeczywistości, a nie na tworzeniu abstrakcyjnych teorii filozoficznych.

Tę wizję
dobrego rządu symbolicznie przedstawiają freski Ambrogio Lorenzettiego w Palazzo Pubblico w Sienie, co potwierdza głęboką religijność średniowiecznego społeczeństwa; z pewnością religijność instytucji, ale podzielana i przyswojona przez tych, którzy pełniąc funkcje publiczne, uważali swoją rolę za spójny wyraz z boskim porządkiem – dokładnie κόσμος – odciśniętym przez Stwórcę w ciele społecznym. Mamy przykład tej historycznej roli Cesarstwa Rzymskiego w Eneidzie (VI, 850-853):
Tu regere imperio populos Romane memento
hæ tibi erunt artes, pacisque imponere morem,
parcere subjectis et debellare superbos.

Świadomość tej opatrznościowej misji uczyniła Rzym wielkim; to zdrada tego zadania przez zepsucie moralności zadecydowała o jego upadku.

III. Pojęcie sekularyzmu i sekularyzacji władzy
Nie mogło być też inaczej, ponieważ koncepcja „sekularyzmu państwa” była całkowicie nie do pomyślenia zarówno dla władców, jak i poddanych narodów zachodnich w jakiejkolwiek epoce poprzedzającej protestancką pseudoreformację. Dopiero od końca renesansu teoretyzowanie ateizmu pozwoliło na sformułowanie myśli filozoficznej, która zwalniała jednostkę z obowiązku uznania i publicznego kultu bóstwa; a od Oświecenia zasady masońskie szerzyły się poprzez przymusową sekularyzację społeczeństwa obywatelskiego po Rewolucji Francuskiej, obalenie monarchii prawa boskiego i zaciekłe prześladowania Kościoła katolickiego.

Współczesny świat uważa dziś za zasługę domaganie się własnego sekularyzmu, podczas gdy w świecie grecko-rzymskim bunt przeciwko bogom uznano za znak bezbożności i znak buntu przeciwko państwu, którego władza była wyrazem władzy usankcjonowanej i ratyfikowany od góry
Discite justitiam moniti, et non temnere divos – Uczcie się sprawiedliwości i uważajcie, by nie gardzić bogami – ostrzega Flegiasz, który został wtrącony do „Tartaru” i skazany na wykrzykiwanie tego ostrzeżenia bez wytchnienia ( Æn. , VI, 620). Kultura klasyczna, którą odziedziczyliśmy jako naturalny warunek szerzenia się chrześcijaństwa i którą uznawało i ceniło średniowiecze, opiera się zatem na obowiązku nie gardzenia bogami , pokazując, jak brak Religia jest przyczyną ruiny Narodu, od zdrady Ojczyzny do ustanowienia tyranii, od ogłaszania lub uchylania praw w imię interesu ekonomicznego, aż po pogwałcenie najświętszych zasad życia obywatelskiego. [3]Jako dowód na to, jak uzasadnione były te obawy, ośmielamy się kontemplować ruiny naszego współczesnego społeczeństwa, zdolnego do legitymizacji bezprecedensowych okropności, takich jak zabijanie niewinnych dzieci w łonie matki, korupcja dzieci poprzez teorię płci i seksualizację dzieciństwa oraz jego wykorzystywanie w piekielnych rytuałach lobby pedofilskiego, którego niesławni członkowie zajmują stanowiska władzy i którego do tej pory nikt nie odważył się osądzić i potępić. Współczesnym światem rządzi sekta sług diabła, oddających się złu i śmierci. Ci, którzy milczą, zamykając oczy na takie potworności, są współsprawcami tych straszliwych zbrodni, które wołają o zemstę przed Bogiem.

IV. Świętość władzy
Aż do Rewolucji Francuskiej rządzący znajdowali swoją legitymację w sprawowaniu władzy w imię Boga, a jednocześnie rządzeni widzieli ochronę swoich praw przed nadużyciami władzy, ponieważ całe ciało społeczne było hierarchicznie uporządkowane pod władzą najwyższą. jedynego Pana, który został uznany za
Rex tremendæ majestatis właśnie dlatego, że jest sędzią nawet królów i książąt, papieży i prałatów. Korony, tiary i mitry zdobią obrazy piekła w scenach Sądu Ostatecznego namalowanych w naszych kościołach.
Ta świętość władzy nie jest koncepcją dodaną po fakcie do władzy, która pierwotnie zrodziła się jako neutralna. Wręcz przeciwnie, wszelka władza zawsze znajdowała swoje źródło w odniesieniu do boskości, zarówno w Izraelu, jak i w narodach pogańskich, które później uzyskały w świecie zachodnim pełnię nadprzyrodzonej inwestytury wraz z nadejściem chrześcijaństwa i uznaniem go za religię państwową. przez cesarza Teodozjusza. Tak więc Cesarz Wschodu był
Cezarem na dworze, który w Bizancjum mówił po łacinie; car Rosji i car Bułgarów byli jednakowo cezarami, a na końcu istniało Święte Cesarstwo Rzymskie, którego ostatni władca, błogosławiony Karol Habsburg, został obalony przez masonerię w I wojnie światowej. Edukacja przyszłych władców, szlachty i duchowieństwa była wysoko ceniona i nie ograniczała się do wykształcenia intelektualnego i praktycznego, ale koniecznie dawała określoną formację moralną i duchową, zapewniającą solidne zasady, nawyk dyscypliny, umiejętność kontrolować własne namiętności i praktykować cnoty rządzenia. Cały system społeczny uświadomił sprawującym władzę ich odpowiedzialność przed Chrystusem Królem, jedynym posiadaczem doczesnego i duchowego panowania, które jego ministrowie na ziemi mieli sprawować w sposób ściśle zastępczy .. Z tego powodu, jak to miało miejsce np. w przypadku Fryderyka II Szwabskiego, wyższość duchowej władzy Kościoła nad doczesną władzą władców pozwoliła papieżowi rzymskiemu uwolnić z więzów „posłuszeństwa” poddanych króla, który nadużywał swojej władzy.

V. Sekularyzacja rozszerzona na każdą władzę
Po sekularyzacji władzy świeckiej nastąpiła ostatnio sekularyzacja władzy religijnej, która wraz z Soborem Watykańskim II została w znacznym stopniu pozbawiona – i to nie tylko zewnętrznie – świętości na rzecz świeckiej (i rewolucyjnej) wizji, w której władza kościelna pochodzi z dołu, tylko na mocy chrztu i jest delegowana przez „lud kapłański” swoim przedstawicielom, którym powierzane są różne zadania „przewodnictwa”, jak w sektach kalwińskich. Paradoks jest tutaj jeszcze bardziej widoczny, ponieważ wprowadza on do Kościoła – wypaczając w ten sposób jego naturę – dynamikę tolerancji w społeczeństwie obywatelskim, które nie uznaje praw prawdziwej religii i ostatecznie legitymizuje je, czyniąc je swoimi. W tej perspektywie bardzo poważne odstępstwa głoszone dziś przez Synod w sprawie synodalności w tonie demokratycznym i parlamentarnym są niczym innym jak wprowadzeniem w życie zasad sformułowanych teoretycznie przez Sobór, dla których sekularyzm, czyli zerwanie związku między ziemska władza i jej nadprzyrodzona legitymacja – powinny zostać rozciągnięte na każde społeczeństwo ludzkie, a jednocześnie wykluczyć wszelkie „teokratyczne” pokusy jako przestarzałe i nieodpowiednie.
Nieuchronnie nie było żadnej władzy, która byłaby poza zakresem tego procesu, od
rodzica do nauczyciela, od sędziego pokoju do urzędnika państwowego. Obowiązek tych, którzy podlegali władzy, by być jej posłusznym, a tych, którzy ją sprawują, by nią zarządzać z mądrością i roztropnością, przypominał o boskim ojcostwie Boga. Jako taki musiał być zdelegitymizowany, ponieważ bunt jest skierowany przede wszystkim przeciwko autorytetowi Boga Ojca. Rewolucja „Sześćdziesiąta ósma” była niczym innym jak odgałęzieniem Rewolucji, w której wszystko, co zachował liberalizm w imię utylitaryzmu lub wygody zagwarantowania minimum porządku społecznego, zostało ostatecznie zburzone, doprowadzając narody zachodnie do anarchii .

VI. Wywrotowa akcja tajnych stowarzyszeń
Niesławna sekta, świadoma potęgi sojuszu między Tronem a Ołtarzem, spiskowała za kulisami, by skorumpować władców i przyciągnąć do swoich szeregów szlachtę, poczynając od dynastii Kapetyngów. W rzeczywistości już w niemieckich księstwach z protestancką herezją, a później w Anglii Henryka VIII z anglikańską schizmą, istniały aktywne sabaty wtajemniczonych pochodzenia gnostyckiego, które sprzeciwiały się papiestwu i prawowitym władcom lojalnym wobec niego. Jednak prawdą jest i jest to udokumentowane, że rewolucja stanowiła główne narzędzie, za pomocą którego tajne stowarzyszenia biły narody katolickie, aby oderwać je od wiary i zniewolić dla ich celów ideologicznych i ekonomicznych, i gdziekolwiek masoneria zdołała działać, zawsze uciekali się do tych samych narzędzi i tej samej propagandy, w celu uzyskania sekularyzacji instytucji publicznych, zniesienia religii państwowej, zniesienia przywilejów kościelnych i nauczania katolickiego, legitymizacji rozwodów, dekryminalizacji cudzołóstwa oraz rozpowszechniania pornografii i innych form występku. Ponieważ ten chrześcijański świat we wszystkich aspektach codziennego życia musiał zostać wymazany i zastąpiony bezbożnym społeczeństwem, oddanym zaspokajaniu najniższych przyjemności, szydzącym z cnoty, uczciwości i prawości: oto „osiągnięcia” ideologii liberalnej, które najnikczemniejszy antyklerykalizm nazywa „postępem” i „wolnością”. Niezliczone potępienia Magisterium dla tajnych sekt były dostatecznie usprawiedliwione zagrożeniem dla pokoju narodów i wiecznego zbawienia dusz. Podczas gdy Kościół miał ważnego sojusznika we władzy cywilnej, akcja masonerii postępowała powoli i była zmuszona ukrywać swoje zbrodnicze zamiary. Tylko przy korupcji władzy kościelnej, kontynuowanej cierpliwą pracą infiltracji i zakończonej pod koniec XIX wieku dzięki modernizmowi, masoneria mogła liczyć na współudział zbuntowanych i cudzołożnych duchownych, wykolejonych w intelekcie i woli, którzy byli w ten sposób łatwo zniewolony i szantażowany. Jego awans w hierarchii kościelnej, powstrzymywany przez dalekowzroczną czujność św. Piusa X, wznowił się spokojnie w ostatnich latach pontyfikatu osłabionego Piusa XII i otrzymał wsparcie za czasów Jana XXIII. Po raz kolejny widzimy, jak korupcja jednostek przyczynia się do rozpadu instytucji, do której należą.

VII. Rewolucja obywatelska, społeczna i gospodarcza
Rewolucja, która rozpoczęła się we Francji w 1789 r., miała te same sposoby realizacji: po pierwsze, zepsucie arystokracji i duchowieństwa; następnie działania tajnych stowarzyszeń, które przenikały wszędzie; następnie propagandę medialną przeciwko monarchii i Kościołowi, a jednocześnie organizowanie i finansowanie zamieszek i protestów ulicznych w celu podburzania zubożałego i opodatkowanego ludu spekulacjami międzynarodowej wielkiej finansjery i nieadekwatnością reakcji państwa na zmiany. w europejskim systemie gospodarczym. Również w tym przypadku główna dźwignia, która pozwoliła przełożyć wywrotową teorię masonerii na prawdziwą rewolucję, była reprezentowana przez klasę, która miała największy interes w przywłaszczeniu majątku szlachty i Kościoła, nie tylko sprzedać nieocenioną wartość nieruchomości, mebli i dzieł sztuki, ale także radykalnie zmienić tradycyjną tkankę społeczno-ekonomiczną, poczynając od eksploatacji latyfundiów, które do tej pory pozwalały na produkcję plonów zgodnie z naturalnymi rytmami i systemy archaiczne. W rzeczywistości po Rewolucji Francuskiej mieliśmy pierwszą rewolucję przemysłową, która wraz z wynalezieniem silnika parowego i mechanizacją produkcji wymusiła masową migrację robotników i chłopów ze wsi do metropolii w celu przekształcenia ich w tanią siłę roboczą. po pozbawieniu ich możliwości samodzielnego utrzymania i doprowadzeniu ich do nędzy nowymi podatkami i opłatami. ale także do radykalnego przekształcenia tradycyjnej struktury społeczno-ekonomicznej, poczynając od eksploatacji latyfundiów, którym do tej pory pozwolono produkować plony zgodnie z naturalnymi rytmami i archaicznymi systemami. W rzeczywistości po Rewolucji Francuskiej mieliśmy pierwszą rewolucję przemysłową, która wraz z wynalezieniem silnika parowego i mechanizacją produkcji wymusiła masową migrację robotników i chłopów ze wsi do metropolii w celu przekształcenia ich w tanią siłę roboczą. po pozbawieniu ich możliwości samodzielnego utrzymania i doprowadzeniu ich do nędzy nowymi podatkami i opłatami. ale także do radykalnego przekształcenia tradycyjnej struktury społeczno-ekonomicznej, poczynając od eksploatacji latyfundiów, którym do tej pory pozwolono produkować plony zgodnie z naturalnymi rytmami i archaicznymi systemami. W rzeczywistości po Rewolucji Francuskiej mieliśmy pierwszą rewolucję przemysłową, która wraz z wynalezieniem silnika parowego i mechanizacją produkcji wymusiła masową migrację robotników i chłopów ze wsi do metropolii w celu przekształcenia ich w tanią siłę roboczą. po pozbawieniu ich możliwości samodzielnego utrzymania i doprowadzeniu ich do nędzy nowymi podatkami i opłatami. że do tej pory pozwalali sobie w większości na produkcję plonów zgodnie z naturalnymi rytmami i archaicznymi systemami.
Druga rewolucja przemysłowa miała miejsce w okresie między kongresem paryskim (1856) a kongresem berlińskim (1878), angażując głównie Europę, Stany Zjednoczone i Japonię w wymuszone nowe postępy technologiczne, takie jak elektryczność i masowa produkcja. Trzecia rewolucja przemysłowa rozpoczęła się w latach pięćdziesiątych XX wieku i rozprzestrzeniła się na Chiny i Indie, skupiając się głównie na innowacjach technologicznych, informatyce i telematyce, a następnie rozszerzyła się na
nową gospodarkę , zieloną gospodarkę .i kontroli informacji. Miało to stworzyć kulturowy klimat neopozytywistycznej wiary w możliwości zapewnienia materialnego dobrobytu ludzkości przez naukę i technologię. Akcja manipulowania masami dała dużo miejsca wyobraźni tego, czym może stać się społeczeństwo, sugerując to poprzez kinematograficzny motyw science fiction.
Od 2011 roku wreszcie rozpoczęła się czwarta rewolucja przemysłowa, która polega na coraz większym przenikaniu się świata fizycznego, cyfrowego i biologicznego. Jest to połączenie postępów w sztucznej inteligencji (AI), robotyce, Internecie rzeczy (IoT), druku 3D, inżynierii genetycznej, komputerach kwantowych i innych technologiach. Teoretykiem tego dystopijnego procesu jest niesławny Klaus Schwab, założyciel i dyrektor generalny
Światowego Forum Ekonomicznego .

VIII. Sekularyzacja władzy jako przesłanka totalitaryzmu
Sztuczne oddzielanie harmonii i hierarchicznej komplementarności między władzą duchową a władzą doczesną było niefortunną operacją, która za każdym razem tworzyła przesłankę dla tyranii lub anarchii. Powód jest aż nazbyt oczywisty: Chrystus jest Królem zarówno Kościoła, jak i Narodów, ponieważ wszelka władza pochodzi od Boga (Rz 13,1). Zaprzeczanie, że rządzący mają obowiązek poddania się panowaniu Chrystusa, jest bardzo poważnym błędem, ponieważ w przypadku braku prawa moralnego państwo może narzucić własną wolę niezależnie od woli Bożej, a tym samym podważyć boskie κόσμος
Civitas Dei , zastępując ją arbitralnością i piekielnym χάος civitas diaboli .
Dzisiaj narody zachodnie są zakładnikami potentatów, którzy za swoje decyzje nie odpowiadają ani przed Bogiem, ani przed ludem, ponieważ ich prawomocność nie pochodzi ani z góry, ani z dołu. Zamach stanu, który został przygotowany i przeprowadzony przez wywrotowe lobby
Światowego Forum Ekonomicznego , skutecznie obalił rządy ich niezależnego statusu poprzez zewnętrzne naciski i pozbawił państwa suwerenności. Ale ten proces rozpadu został teraz ujawniony przez arogancję, z jaką satrapowie Nowego Porządku Świata – wszystko jest nowe tam, gdzie ich to dotyczy, i wszystko jest stare .kiedy ma zostać obalony, ujawnili swoje plany, wierząc, że są teraz bliscy ostatecznego zwycięstwa. Do tego stopnia, że nawet intelektualiści z pewnością nie oskarżeni o konserwatyzm zaczynają potępiać niedopuszczalną ingerencję Klausa Schwaba i jego popleczników w rządy narodów. Kilka dni temu prof. Franco Cardini oświadczył: „Siły zarządzające gospodarką i finansami teraz wybierają, korumpują i determinują klasę polityczną, która w ten sposób staje się komitetem biznesowym” ( tutaj ).

A dobrze wiemy, że za tym „komitetem biznesowym” stoi ślepy zysk ze szkodą dla gospodarki państw, ale też niepokojące projekty skrupulatnej kontroli ludności, przymusowego wyludniania i chronienia chorób w obliczu totalnej prywatyzacji służb publicznych. Mentalność, która panuje nad tym
Wielkim Resetem , jest taka sama, jaka sprzyjała burżuazji i lichwiarzom minionych stuleci, którzy martwili się eksploatacją wielkich majątków, których szlachta i duchowieństwo nie uważali za źródło zysku. Nienawidzę go za to, że jest chrześcijaninem, ale za to, z niską prostotą , pożycza pieniądze za darmo i obniża zwyczajową opłatę tutaj u nas w Wenecji. [4] Dla tych ludzi ludzkość jest nieznośną utrapieniem, którą należy zracjonalizować i zinstrumentalizować dla swoich zbrodniczych celów, a chrześcijańska moralność jest nienawistną przeszkodą na drodze do ustanowienia rządu, który jest w rękach finansów. Jeśli jest to dzisiaj możliwe, to dlatego, że nie ma transcendentnego odniesienia moralnego, które położyłoby kres ich złudzeniom, ani siły, która wymknęłaby się tej nikczemnej niewoli prywatnych interesów. I tutaj rozumiemy, że obecna sytuacja jest zasadniczo kryzysem władzy, wykraczającym poza zrozumienie przez jednostki zagrożenia, jakie stanowi globalny zamach stanu dokonany przez lichwiarskie elity.
IX. Narodzenia Chrystusa
Narodziny Zbawiciela symbolizowały wtargnięcie wieczności w czas i historię, wraz z Wcieleniem Drugiej Osoby Trójcy Świętej w dziewiczym łonie Najświętszej Maryi Panny. W osobie Naszego Pana, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, autorytet Boga zostaje dodany do autorytetu potomka królewskiego rodu Dawida, a Odkupienie rodzaju ludzkiego przez Ofiarę Krzyża zostaje przywrócone w ekonomii Łaska Boskiego porządku złamanego przez grzech pierworodny natchniony przez Węża.
Dzieciątko-Król leżące w żłobie przedstawiane jest na pokłon pasterzom i Mędrcom, owinięte w pieluszki, zgodnie z prerogatywą władców:
et hoc vobis signum (Łk 2, 6). [5] Porusza gwiazdy i jest czczony przez Aniołów, ale wybiera żłóbek na swój tron, biedną betlejemską chatę na swój ziemski pałac, tak jak na Golgocie – a także w wizji Apokalipsy – jest Krzyżem, który jest tronem chwały. Nasz Pan przyjmuje hołd od mędrców Wschodu w uznaniu Jego tytułów Króla, Kapłana i Proroka; ale teraz musi uciekać przed tymi, którzy postrzegają go jako zagrożenie dla jego władzy. Herod głupi i okrutny, który nie rozumie, że non eripit mortalia, qui regna dat coelestia – Nie odbiera królestw ziemskich, kto daje niebieskie. [6] Głupcy i okrutni są dzisiejsi potężni, którzy chcą utrwalić swoją tyranię śmierci w masakrze milionów niewinnych ludzi – masakrze dokonanej zarówno na ich ciałach, jak i na ich duszach – i odnowić swój bunt w niewoli narodów przeciwko Król królów i Pan panów, który odkupił te dusze Swoją własną Krwią.
Ale to w pokornej afirmacji Jego Wysokości Dzieciątko z Betlejem objawia boskość Syna Bożego w hipostatycznej jedności Człowieka-Boga. Bóstwo, które łączy wszechmoc Pantokratora z kruchością noworodka, potężny osąd Najwyższego Sędziego z płaczem noworodka, niezmienną wieczność Słowa Bożego z ciszą niemowlęcia, blask chwały Boskiego Majestatu z nędzą schroniska dla zwierząt w zimną noc Palestyny.
W tej pozornej sprzeczności, która cudownie łączy boskość z człowieczeństwem, siłę ze słabością, bogactwo z ubóstwem, znajdujemy również lekcję, którą każdy z nas, a zwłaszcza ci z nas, którzy sprawują władzę, musimy wyciągnąć dla naszego życia duchowego i dla siebie. bardzo przetrwanie. Władca, Książę, Papież, Biskup, Urzędnik, Nauczyciel, Doktor i Ojciec korzystają również z władzy, która pochodzi z królestwa wieczności, z Boskiej Królewskości Syna Bożego, ponieważ sprawując swoją władzą działają w imieniu Tego, który ją legitymizuje, dopóki pozostaje ona wierna temu, czemu została przeznaczona.
Kto słucha ciebie, słucha mnie. A kto mną gardzi, gardzi tym, który mnie posłał.(Łk 10,16). Dlatego posłuszeństwo wobec władzy świeckiej i kościelnej jest posłuszeństwem wobec Boga w porządku hierarchicznym, który On ustanowił.
Dlatego tak samo konieczne jest nieposłuszeństwo tym, którzy nadużywają swojej władzy, aby strzec tego porządku, który ma swoje centrum w Bogu, a nie w ziemskiej władzy, która jest jego zastępcą. W przeciwnym razie skończymy na czczeniu tego, który ma władzę, składając mu hołd, do którego tylko on ma
prawoo ile on z kolei podlega Bogu. Dziś jednak hołd złożony tym, którzy sprawują władzę, nie tylko nie ma węzła należnego podporządkowania się Chrystusowi Królowi i Papieżowi, ale jest także jego wrogiem. A także, gdzie rzekoma suwerenność ludu propagowana przez chimerę demokracji okazała się kolosalnym oszustwem wobec tych ludzi, którzy nie mają się do kogo zwrócić o ochronę swoich praw. Z drugiej strony, jakich „praw” mogliby się domagać ci, którzy tolerowali uzurpowanie sobie prawa do Boga? Jak można się dziwić, że władza przeradza się w tyranię, skoro uznajemy, że nie ma ona już żadnego związku z transcendencją, że jest jedyną gwarancją sprawiedliwości dla biednych, wygnańców, sierot i wdów?
X. Instaurare omnia in Christo
Pozorny triumf niegodziwców – przestępców
Światowego Forum Ekonomicznego, heretykom „drogi synodalnej” – konfrontuje nas z brutalną rzeczywistością Zła, skazanego na ostateczną klęskę, ale też dopuszczonego przez Opatrzność jako narzędzie kary dla zbłąkanej ludzkości. Ponieważ bieda, epidemie, nędza spowodowana planowanymi kryzysami, bezwzględne wojny motywowane interesami ekonomicznymi, zepsucie obyczajów, masakra niewinnych uznana za „prawo człowieka”, rozpad rodziny, upadek władzy, rozpad cywilizacji, barbaryzacja kultury i sztuki, unicestwienie wszelkich dążeń do cnoty i Dobra, wszystko to są tylko koniecznymi konsekwencjami zdrady dokonującej się stopniowo, ale zawsze w tym samym kierunku, i są zawsze tylko wstępem do najgorsze, co ma nadejść: pogarda dla Boga, non serviam przeciwko Boskiemu Majestatowi, który staje się tym bardziej bezwzględny i wściekły, im bardziej rośnie szatańska zarozumiałość, że jest w stanie wygrać bitwę, w której szatan zostanie na zawsze pokonany.
Zrekapitulowanie wszystkiego w Chrystusie (Ef 1,10) oznacza przywrócenie zepsutego przez grzech porządku, zarówno w porządku naturalnym, jak i nadprzyrodzonym, zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej, zwrócenie korony królewskiej Królowi królów, z którego w delirium ὕβρις rewolucja porwała go; a nawet wcześniej, aby przywrócić potrójną koronę Papieżowi, wykorzenionemu przez ideologię Soboru Watykańskiego II i apostazję tego „pontyfikatu”.
Papieże i królowie, prałaci i władcy narodów, wierni Kościoła i obywatele państw – wszyscy muszą powrócić w palingenezie poruszeni łaską do Chrystusa, do Chrystusa Króla i Papieża, do jedynego Obrońcy prawdziwych praw Jego ludu, do jedynego Obrońcy słabych i uciśnionych, do jedynego Pogromcy śmierci i grzechu. I na tej drodze powrotnej do Chrystusa pokora poprowadzi nas, abyśmy wiedzieli, jak wrócić z łatwej drogi zatracenia, którą podjęliśmy, porzucając ścieżkę Kalwarii, którą wyznaczył nam Pan. Jest to droga, którą przebył jako pierwszy i na której towarzyszy nam dzięki łasce sakramentów, która prowadzi do krzyża jako jedynego warunku chwały zmartwychwstania.
Kto wierzy, że idąc tą drogą można coś zmienić; że można położyć kres ideologii śmierci i grzechu Nowego Porządku Świata; że można powstrzymać złoczyńców przed szerzeniem okropności pedofilii, perwersji, anulowania płci, zabijania dzieci, osób słabych i starszych, jest iluzją. Jeśli świat stał się piekłem dzięki Rewolucji, tylko dzięki kontr-rewolucyjnej akcji może ponownie stać się mniej zły i śmiercionośny. Jeśli Hierarchia stała się siedliskiem heretyków, zepsutych i rozpustników dzięki Soborowi Watykańskiemu II i zreformowanej liturgii, to może powrócić do bycia obrazem niebieskiego Jeruzalem jedynie poprzez powrót do tego, co Apostołowie, Ojcowie i Doktorowie, Święci, Papieże a biskupi robili to aż do soboru.
Im szybciej każdy z nas będzie w stanie umocnić swoją przynależność do Chrystusa, tym szybciej społeczeństwo rozpocznie swój powrót do Pana. I ta bezwarunkowa przynależność do Boga, który wcielił się, aby nas odkupić, musi rozpocząć się od pokornej adoracji Dzieciątka-Króla u stóp żłóbka wraz z pasterzami i Mędrcami.

Śpij, Niebiańskie Dziecię:
Narody nie wiedzą,
Kto się narodził;
Ale nadejdzie dzień, kiedy
staną się waszym szlachetnym dziedzictwem;
Ty, który śpisz tak pokornie,
Ty, który jesteś ukryty w prochu:
poznają Cię jako Króla.
[8]

Niech błogosławiony moment nadejdzie dla nas wszystkich, kiedy dotknięci Łaską i poruszeni zbawienną wizją piekła na ziemi, które jest przygotowywane, jeśli pozostaniemy obojętni, gdy ogarnia globalistyczna dystopia. I w którym, rozpoznając Go, możemy stoczyć pod Jego świętymi insygniami wraz z potężną Pogromczynią Szatana – Niepokalaną – epokową walkę z Nieprzyjacielem ludzkości. Będzie to istota – Niewiasta, Dziewica, Matka – która zmiażdży głowę starożytnego Węża, a wraz z nią głowę jego przeklętych wyznawców. I niech tak będzie.
+ Carlo Maria Viganò,
Arcybiskup
17 grudnia 202
Sabbato Quattuor Temporum Adventus
————————————-
[1] Pierwszy artykuł francuskiej konstytucji wyraźnie stwierdza, że republika będzie „niepodzielna, laicka , demokratyczna i socjalna”.
[2] Wergiliusz, Ekloga IV , 6-10.
[3] Wergiliusz, Eneida , VI, 620–624.
[4] Szekspir, Kupiec wenecki, akt I, scena III (słowa Shylocka).
[5] W tym względzie zob. studium egzegetyczne biskupa Francesco Spadafora w Dizionario Bíblico , Studium, 1963.
[6] Crudelis Herodes , hymn na pierwsze nieszpory Objawienia Pańskiego.
[7] A. Manzoni, Il Natale , wiersze 99–105.
[8] A. Manzoni, Il Natale , wersety 106–112.

Śladowe zainteresowanie covidowym preparatem dla dzieci. Na 2 000 000 skierowań wykonano 157 szpryc.

Śladowe zainteresowanie covidowym preparatem dla dzieci. Na 2 000 000 skierowań wykonano 157 szpryc. Brednie „eksperta

Brednie eksperta: „To są szczepienia rodziców najbardziej światłych”. Pycha i ego na poziomie niebywałym.

https://nczas.com/2022/12/18/sladowe-zainteresowanie-covidowym

Garstka rodziców – i to dosłownie – w skali kraju zainteresowana jest zaszczepieniem najmłodszych pociech przeciwko covidowi. Skierowań wystawiono prawie 2 miliony, ale zastrzyków wykonano dokładnie 157.

Covidowe szczepienia dzieci w wieku od sześciu miesięcy do czterech lat w Polsce rozpoczęły się 12 grudnia. Systemowo uprawnionych do przyjęcia preparatu jest 1,9 mln maluchów – i tyle skierowań wystawiło ministerstwo zdrowia.

Rodzice jednak nie kwapią się do zaszczepienia przeciwko covidowi najmłodszych dzieci. Jak podaje rmf24.pl, do piątku w całym kraju preparat przyjęło 157 dzieci.

Cóż, najwyraźniej rodzice doszli do wniosku, że covid nie taki straszny, jak go początkowo malowano, a szczepionki nie są tak wspaniałe i skuteczne, jak próbowano wmawiać na początku kampanii.

Tymczasem dość osobliwe wytłumaczenie dla nikłego zainteresowania szczepieniami dzieci znalazł sanitarysta prof. Ernest Kuchar.

Te szczepienia nie będą powszechne, przynajmniej na początku, nie będą masowe. To są szczepienia rodziców najbardziej światłych – wypalił i najpewniej nie poczuł zażenowania. Pycha i ego na poziomie niebywałym.

Próba mnicha. Ten przeklęty Gaufridi. – Nastała wówczas moda na „kabałę chrześcijańską”. WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (24)

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (24)

Próba mnicha. Ten przeklęty Gaufridi. Nastała wówczas moda na „kabałę chrześcijańską”

Ojciec Jean-Baptiste Gaufridi1, mnich benedyktyński z opactwa Saint-Victor w Marsylii, a zarazem proboszcz w marsylskiej dzielnicy Accoules, żarłocznie wpatrywał się w czternaście lat liczącą Madeleine de Demandolx de la Palud2, którą nie tak dawno przygotował do przyjęcia pierwszej Komunii świętej i sam jej zresztą udzielił. Jej niewinna, uduchowiona twarzyczka bardzo go podniecała. I ta kibić, gibka i wcięta…

Dziewczynka, jak na swój wiek, wyglądała dość poważnie i śmiało można ją było wziąć za nieco starszą, ale to, ile lat sobie liczyła, było akurat dla ojca Luisa sprawą nawet nie drugo – ale wręcz trzeciorzędną….

* * *

Louis Jean-Baptiste Gaufridi, prostak, ale bystry, syn pasterza, lecz także i szczęściarz, bo miał wuja księdza, a ten, dostrzegłszy w chłopaku potencjał, postanowił nim pokierować, mógł dziękować losowi, iż ów – czy to wuj, czy to los – wyrwał go z krzaczastych wygonów, na których pasał kozy. I gdyby nie ów wuj, to pasałby je tam aż do śmierci.

Wuj zainstalował go u siebie na plebanii, poduczył czytać, pisać, łaciny, kręcić się koło ołtarza, co by się lepiej zapoznał, przyglądając się im z bliska, kościelnym nabożeństwom i inszym obrzędom. Dał mu też dostęp do swojej skromnej, bo skromnej, niemniej liczącej nieco woluminów, biblioteki…

I tu Gaufridi dokonał odkrycia, które zmieniło całe jego życie. Znalazł bowiem pomiędzy innymi księgami przekłady z hebrajskiego na łacinę autorstwa niejakiego Guillaume’a Postela3, Zohar, Sefer Yetzirah i Sefer ha-Bahir, fundamentalnych dzieł żydowskiej kabały i zaczął się w nich rozczytywać. Skąd się tam wzięły? Ano stąd, że nastała wówczas moda na „kabałę chrześcijańską”, ta jednak z powietrza wziąć się nie mogła, dlatego trzeba było wyjść od żydowskiej. Ot, i cała tajemnica.

Kiedy w roku 1590 Gaufridi podjął studia teologiczne w Arles, przygotowując się do święceń kapłańskich, nie oddawał się wyłącznie nauce i modlitwom, ale wręcz pochłaniał z wypiekami na twarzy pozostałe dzieła Postela i innych kabalistów, do których – mimo iż były potępiane przez władze kościelne – to jednak, z trudem, bo z trudem, jednakowoż zyskał dostęp. A tym bardziej je chłonął i żył nimi, bo były zakazane, a to, co zakazane, wzbudza przecie dreszczyk emocji. Przy okazji otarł się też o starodawną gnozę i czysty okultyzm.

Zresztą o Postelu głośno było w Europie, a szczególnie o głoszonych przez niego naukach, które rozpowszechniał po spotkaniu słynnej mniszki padewskiej, z którą się poznał w Wenecji, gdy tam zawiadywała zaopatrzeniem kuchni szpitala San Giovanni e Paolo, zwanej matką Johanną, ale bardziej znanej pod przydomkiem Zuana, słynącej z dobroczynności i zakładającej hospicja dla najuboższych, co bez wątpienia było nader chwalebne.

Ale… Zuana uważała się też za mistyczkę, doświadczającą niebiańskich wizji, a i Postel za takąż ją uznał. I od owej pory, jeśli tylko Postel nie udawał się w którąś ze swych licznych podróży, byli już razem. On – jako kierownik duchowy natchnionej niewiasty, ona – jako dar dla ludzkości zesłany przez Boga, ba! jako wcielenie samego Bóstwa… a przynajmniej tak się Guillaume’owi wydawało. Cel, jaki przyświecał ich wspólnemu działaniu, cel, który ukazano jej w owych nieziemskich wizjach, był taki, iżby doprowadzić do zjednoczenia wszystkich religii, jakie tylko są na świecie w jedną, którą każda istota ludzka mogłaby i chciałaby przyjąć za własną.

Mistrz Postel, zauroczony ową, niemłodą przecie kobietą, poświęcił jej nawet dwa dzieła: Les Très Merveilleuses Victoire des Femmes du Nouveau Monde, czyli Najwspanialsze zwycięstwo niewiasty Nowego Świata i La Vergine Venetiana, czyli Dziewica wenecka. I bynajmniej nie o Nowy Świat, nie o Nową Hiszpanię, odkrytą przez Kolumba za Oceanem chodziło, ale o Nowy Świat w znaczeniu Novus Ordo Mundi – Nowy Porządek Świata, a może nawet Novus Ordo Seclorum – Nowy Porządek Wieków…

W końcu, jako badacz i wyznawca kabały, dla niepoznaki nazwanej chrześcijańską, uznał Zuanę za nową Ewę, za pramatkę owego, mającego rychło nadejść, Nowego Porządku Świata, co wcale nie kolidowało z naukami Zoharu, z którego można było wykoncypować, że prócz męskiego, ma zaistnieć też coś na kształt Mesjasza Niewieściego, Bóstwo bowiem raz jeszcze winno się wcielić, lecz tym razem w kobietę.

Ów zaś pogląd, jakby ideowo pokrewny kabalistyce Izaaka Lurii, przez Postela został doprecyzowany i w duchu chrześcijańskim przemieniony. Ogłosił on bowiem, iż grzech Ewy nie został odkupiony przez Chrystusa, i że może on być odkupiony dopiero przez wcielenie się Bóstwa w Mesjasza-Kobietę, która stanie się Sophią-Mądrością i Anima Mundi-Duszą Świata, a może wręcz, jak byśmy mogli się domyślać, wcielonym Duchem Świętym? No i dopiero wówczas skalany świat miałby szansę nareszcie powrócić do stanu idealnego.

Nie będzie trudno zgadnąć, kogo za tę Sophię i Duszę Świata nasz chrześcijański kabalista uznał. Oczywiście! Zuanę!

Gdzieś chyba wszakże popełnił pomyłkę, bo i on umarł i Zuana umarła, a na starym świecie wszystko trwało tak, jak trwało, a może wręcz było coraz gorzej…

Dało to do myślenia Gaufridiemu. Z całą ową ideą oczywiście się zgadzał, bo, roztrząsnąwszy ją na wszystkie strony i sposoby, nabrał pewności, iż na świecie musi się pojawić także i Żeński Mesjasz

Przyszło mu też do głowy, że Postel bynajmniej nie był pierwszym, który głosił to, co głosił. Byli i inni mędrcy, którzy krzewili te same idee… A może… może jednak każdy z nich miał odrobinę racji? Może była jakaś jedna niewiasta, która musiała przejść cały cykl inkarnacji, wcielając się po śmierci w coraz nowe ciała, aż dojdzie do doskonałości i wtenczas dopiero będzie mogła – na końcu owego łańcucha awatarów – osiągnąć zdolność, by stać się Duszą Świata i przywrócić pierwotny i doskonały ład na Ziemi?

Louis zamyślił się… Sięgnął pamięcią do tego, czego się nauczył, starając sobie przypomnieć, kto też głosił po śmierci Jezusa podobne myśli. Plasnął się w czoło. Ależ tak, no przecież, nikt inny, tylko sam wielki Szymon zwany Magiem4!

Poznawszy pewną młodziuchną i piękną dziewczynę, noszącą imię Helena, Szymon całkowicie zanurzył się w rozpuście, w niej upatrując sposobu na zdobycie jeszcze większej wiedzy i mocy niż ta, którą dysponował wcześniej.

A czego uczył? Ano tego, iż to on sam jest Najwyższą Mocą Bożą, która nie tylko ogarnia świat, lecz równocześnie przenika ludzkie dusze.

Powiadał jeszcze, że drugim z nadprzyrodzonych, niezbędnych światu i ludzkości bytów, jest jego kochanka, którą nazwał greckim mianem Ennoia, co oznacza Pierwszą Myśl bóstwa.

Według Szymona od Heleny wzięli początek aniołowie, eony i moce kosmiczne. Lecz aniołowie, będąc wrogo usposobieni do niej, stali się przyczyną opuszczenia przez nią świata duchowego i zejścia do świata materii i przymusili ją do przyobleczenia się w ludzkie zniszczalne ciało i zamieszkania poniżej sfery gwiazd – właśnie na naszej Ziemi, gdzie dała początek rodzajowi ludzkiemu, który, jako niedoskonały z samej swej natury, podlega bezwzględnemu prawu śmierci.

Widząc, co się stało z kochanką, Szymon, jako Najwyższa Moc Boża, zwana Wielka, rychło zstąpił tutaj za nią, przyjąwszy u Żydów postać Syna, u Samarytan Ojca, a u pogan Ducha Świętego, aby uwolniwszy partnerkę z więzów materialnego ciała i konieczności umierania, na powrót zabrać ze sobą ponad niebieską powałę do swego królestwa, a w tej powrotnej drodze mają im towarzyszyć niektórzy wybrani przez nich ludzie.

Wybrańcami zaś boskich Szymona i Heleny mogli być jedynie ci, którzy ze wszystkich sił starali się zburzyć ustalony od zarania dziejów ład społeczny i porządek moralny.

A jak mieli to robić? Ano, przez dążenie do zrównania stanów, do równości i sprawiedliwości społecznej. Największą z zasług zaś było niszczenie wszelkich nakazów, zakazów, wszelkiej tradycji, hołdowanie lubieżności i niczym nieokiełznanej rozpuście, co ich miało wyzwolić i uwolnić od wszelkich ograniczeń istot niedoskonałych.

Natomiast ci z ludzi, którzy trzymaliby się dawnych praw moralnych nakazanych Dekalogiem, a potwierdzonych i wzbogaconych przez Jezusa z Nazaretu, mieli – wespół ze strąconymi na Ziemię Aniołami – pozostawać w niezmienionym stanie istot podległych cierpieniom i konieczności umierania.

Przyszedł jednak czas, iż umarł Szymon i umarła jego kochanka Helena. Czy odradzali się potem w nowych ciałach? Gaufridi uznał, że tak, że bez wątpienia. Na pewno Postel i Zuana znaleźli się w tym długim szeregu inkarnowanych, w nieustającym – obejmującym nawet tysiąc pokoleń – procesie zwanym przez żydów guilgoul – ponownego zagnieżdżania się dusz w nowych, kolejnych ciałach, co na płaszczyźnie fizycznej przebiegałorównolegle z ciążą.

Lecz kto przyszedł na ich miejsce? Musiała to być para – mężczyzna, dojrzały i mądry oraz młoda piękna dziewczyna…

Tylko tego był pewny i niczego więcej.

I wtedy to właśnie spojrzał na swoją córkę duchową… na Madeleine de Demandolx de la Palud… I wtedy to właśnie jasna niczym błyskawica i paląca niczym grom myśl przemknęła mu przez głowę: To oni byli kolejnymi w owym łańcuchu inkarnacji…

* * *

– Nie lękaj się Madeleine, wszak jestem z tobą – Gaufridi mocno ściskał drobną, delikatną dłoń dziewczynki. – Jeszcze trochę, jeszcze kawałek. Musimy dotrzeć do tamtego wzniesienia, do tych białożółtawych nagich obłych skał.

– Których, ojcze?

– Do tego wzgórka, na którego szczycie samotnie rośnie ten potężny, stareńki jałowiec fenicki5, wiekiem pochylony, ale wciąż jeszcze dość krzepki, by przetrwać burze i nawałnice. Widzisz?

– Tak, widzę.

Przedzierali się dalej wąziuchną ścieżką przez wydychające upojne wonie gęste i niskie zarośla, zwane przez miejscowych garrigue.

Nierówne, zwietrzałe, postrzępione przez czas, wiatry i niepogodę wapienne skałki podłoża, poprzecinane tajemniczymi, skrytymi w cieniu parowami, porośnięte były odurzająco pachnącymi tymiankami, macierzankami, licznymi gatunkami mięty, rozmarynem, szałwią… Gdzieniegdzie strzelał wyżej nich krzak jałowca, żółto kwitnącego jaśminu, dzikiej oliwki, czy skalnego dębu oplecionego ciasno giętkimi pędami sarsaparilli6, z której witek zwieszały się dojrzewające już, zebrane w kiście ciemnowiśniowe, podługowate i ostrokończyste owoce.

– Ojcze…

– Cóż tam, moja córko?

– Opadam z sił, nogi mnie bolą – Madeleine wygięła buzię w podkówkę i widać było, że zbiera się jej na płacz.

– Dobrze, odpocznijmy zatem. Pamiętaj jednak, że w samo południe musimy znaleźć się u stóp tamtego samotnego jałowca.

Dziewczynka skinęła głową na znak zgody.

– Masz, pij – Gaufridi odpiął skórzaną butlę od pasa i podał ją swojej podopiecznej.

Upiła łyk i skrzywiła się.

– Co to takiego?

– Woda z odrobiną armaniaku, żebyś się wzmocniła. Poza tym lepiej gasi pragnienie.

Upiła jeszcze kilka łyków, a potem usiadłszy w cieniu starego wawrzynu, przymknęła oczy i odpoczywała.

Po kwadransie Gaufridi kazał jej jednak wstawać i znów ruszyli w kierunku obłej skały wyrastającej wysoko ponad okoliczne zarośla.

– Madeleine, czy pamiętasz, czego cię uczyłem, zanim przystąpiłaś do pierwszej Komunii?

– Pamiętam ojcze.

– Zatem wiedz, że to wszystko to były bajki dla profanów.

– Bajki? Dlaczego tak mówisz, ojcze?

– Właśnie, bajki… ale dziś ci powierzę wiedzę tajemną, skrytą, wiedzę, której nikomu niewtajemniczonemu nie wolno ujawniać i zdradzę ci prawdę o świecie i Bogu… wtajemniczę cię w prawdę o świecie i Bogu…

– To ten, w którego kazaliście mi wierzyć, nie jest prawdziwy?

– Poniekąd… jest…

– A zatem nie jest jedyny? Wszak tak mnie, do tej pory, nauczaliście. To wszystko było kłamstwem?

– I tak i nie. Aby to zrozumieć, posłuchaj teraz tego, co jest utajone przed profanami.

– Zatem mówcie, ojcze. Słucham.

– Bóg Świetlisty Ojciec, Bóg Pierwotny, Odwieczny i Starodawny zrodził dwóch synów – pierworodnego Satanaela i młodszego Logosa…

I popłynęła opowieść o Świetlistym Ojcu i jego dwóch synach, o światłości i ciemności, o dobru i złu, o walce pomiędzy nimi i o ludzkiej w tym starciu roli…

I wyszło na to, że ów dobry bóg jest złem, a ów zły bóg jest dobrem… tyle z tego zrozumiała dziewczynka. A skoro tak, to należy grzeszyć, bo grzech jest zasługą, a zasługa grzechem. Aż zakręciło się jej od tego w głowie, ale poczuła się wyróżniona. I była dumna z tego… bo posiadła wiedzę.

A więc całe nasze postępowanie trzeba podporządkować temu, co przybliża zwycięstwo dobrego/złego boga. I to jest ta wiedza ukryta. Ale sposoby na przyśpieszenie powrotu Porządku Pierwotnego są bardzo różne… niektóre mogą wprawić w zdumienie… niektóre w grozę i przerażenie… liczy się jednak ostateczny efekt. Zapamiętaj jeszcze – dopowiadał Gaufridi – że Dobro należy wspierać, całkowicie mu się oddać i prowadzić określony tryb życia… nie dziwując się niczemu… niczemu – podkreślił.

– Jaki, ojcze?

– Tego dowiesz się później.

– Dziś tylko chcę, abyś dobrowolnie ofiarowała się Dobru. Temu dobru, które przyniosło ludzkości światło wiedzy. Temu, który, to światło wciąż dzierży i udziela tylko swoim najwierniejszym sługom.

– Czy jesteś gotowa oddać mu się cała i na zawsze?

– Cóż to znaczy, ojcze?

– To, że zawsze i bez względu na jakiekolwiek okoliczności będziesz bez szemrania spełniać jego wolę.

– Czy ten Bóg to… Jezus?

– Nie, Madeleine.

– Zatem kto?

– Wszak ci mówiłem, Bóg Pierwotny, Świetlisty…

– Kim on jest?

– Olśniewającym światłem setek świec i oślepiającym światłem Słońca, łagodnym światłem lampki oliwnej, rozedrganym światłem płomieni ogniska, kropelką czerwonawo skrzącego się żaru dogorywających węgli i światłem tak ciemnym niczym noc najczarniejsza, którego ludzkie oko nie dostrzeże, światłem-ciemnością, najdoskonalszym światłem, które dostrzega się tylko oczyma duszy…

– Czy ma on jakieś imię?

– Ma…

– Jakie?

– Znasz je, lecz będę je mógł wypowiedzieć wówczas dopiero, gdy tam, na skale, oddasz mu się cała – do końca i bez reszty. Tam na skale, na której ja mu cię ofiaruję… Jako jego kapłan…

– Przerażasz mnie, ojcze, gdybyś nie był moim mistrzem i nauczycielem, mogłabym mniemać, że chcesz mi wyrządzić jakąś straszną krzywdę… może nawet zabić?…

– Nie. Ja nie chce cię zabijać. Ja chcę cię wskrzesić do życia. Do pełni życia, bo teraz martwa jesteś…

– Jakże? Wszak jem, piję, oddycham…

– To zbyt mało…

Umilkli, bo wreszcie dotarli do podnóża obłego wzniesienia uformowanego z wapienia białożółtawej barwy, które wiatr, deszcz, mgły niesione od Oceanu i drobny piach gnany tu od Maghrebu i Sahary, wypolerowały tak, iż trudno było wspinać się po śliskich ścianach ku niewielkiej płaszczyźnie szczytu, na której samotnie rósł prastary, okazały, pokaleczony przez czas, ale ciągle żywy, potężny jałowiec fenicki, o pochylonym pniu i pokrzywionych konarach, z których niejeden grom pozdzierał kawały kory…

* * *

Madeleine leżała naga na gładkiej kamiennej powierzchni. Słońce prażyło niemiłosiernie. Madeleine miała zamknięte oczy. Gaufridi klęczał przy niej, również nagi, i rozłożywszy szeroko ręce, wznosząc twarz ku słońcu, szeptał coś niezrozumiale. Nie wiadomo, modlitwy?… Ewokacje?…

* * *

Zmierzchało, gdy Gaufridi i Madeleine nieludzko zmęczeni na powrót stanęli na progu domu jej rodziców.

* * *

– Droga pani – Gaufridi z najwyższym szacunkiem skłonił głowę przed matką swej duchowej córki i pupilki zarazem, Madeleine. – Droga pani. Sądzę, że na tyle udało mi się poznać to słodkie, niewinne dziewczę, iż z czystym sumieniem będę mógł służyć radą w sprawie jej przyszłości.

– I jakaż to rada? – zapytała pani de Demandolx de la Palud.

– Odkrywszy, iż Madeleine ma powołanie, iżby służyć Bogu, pomyślałem, żeby przekonać was, abyście ją oddali do klasztoru.

– To fakt. Nie jest trudno zauważyć, że dziewczyna jest raczej marzycielką, jakby nawet nieco zaburzoną emocjonalnie, niż osobą twardo stąpającą po ziemi. Może więc, wielebny ojcze, istotnie macie rację? Może właśnie tam jest jej miejsce, a nie w świecie, gdzie musiałby być żoną i matką… Kto wie?…

– Jestem przekonany o tym… przemodliłem to… odbyłem wiele rozmów z dziewczęciem… wszak rychło skończy ona czternasty rok życia, więc… albo trzeba by się rozejrzeć dla niej za narzeczonym, albo… oddać ją na wieczność najdoskonalszemu Oblubieńcowi…

– A czy jakiś konkretny klasztor macie, ojcze na myśli?

– I owszem.

– Zatem któryż?

– Urszulanek. To niedaleko…

– Czy to zaleta?

– Ba!

– I czemuż?

– Stęsknicie się za tą słodką ptaszyną, to będziecie mogli ją odwiedzić.

– A ty, Madeleine, co ty o tym sądzisz?

Dziewczyna skromnie opuściła oczy, zarumieniła się aż po samo czoło i dopiero po dłuższym milczeniu, ledwo słyszalnym szeptem powiedziała:

– Niechże będzie tak, jak ojciec wielebny rzekł.

– Czyli chcesz do klasztoru? – upewniała się matka.

– Tak… chcę… tak… niech będzie… do klasztoru…

– Ale chyba nie zaraz?

– A na cóż tu czekać? – mnich wtrącił się do rozmowy. – Jak już rzekłem wkrótce mieć będzie lat piętnaście. Najwyższa zatem to pora. Byłbym zdania, iżby jak najrychlej rozpoczęła nowicjat. No, ale rodzina może mieć inną opinię na ten temat…

– Trzeba cię zatem spakować, Madeleine. Pomyśleć o jakimś wianie… – powiedziała matka.

* * *

Ojciec Louis Jean-Baptiste Gaufridi osobiście odwiózł Madeleine do urszulanek i przy owych urszulankach… już pozostał. Przełożona nawet się ucieszyła, że doświadczony i pobożny kapłan, za miskę zupy i Komunię świętą, podjął się niełatwej przecież pracy formowania dusz młodych nowicjuszek, a było ich podówczas nieco.

Miał w tym nowicjacie swoją grupę duchowych córek, których był spowiednikiem i kierownikiem duchowym, z którymi prowadził budujące rozmowy, chociaż… może nie zawsze budujące… a przynajmniej nie ze wszystkimi… aczkolwiek na ogół rozmowy owe obracały się wokół spraw nadprzyrodzonych, to niektóre dla postronnego słuchacza mogłyby się zdać bezwstydne, a nawet gorszące…

* * *

Nadszedł rok 1609, kiedy to nieco niezrównoważona emocjonalnie nowicjuszka skończyła właśnie siedemnasty rok życia, a jej probacja dobiegała końca… Właśnie… dobiegała… ale…

– Ojcze…

– Cóż takiego, moja córko?

– Ojcze… – Madeleine patrzyła ze smutkiem w oczy Gaufridiego. – Lęk mnie jakiś ogarnia. Pożerający. Straszliwy. Umysł mi się mąci. Nie ma już we mnie żadnej radości. Skoro tylko niebo szarzeje, nim zacznie świtać, kiedy nawet ptaki śpią jeszcze, ja szeroko otwartymi oczami wpatruję się w ciemność, a ta ciemność jest zarazem i pustką… czy wiesz, co to jest pustka? Taka bezdenna. Czy wiesz, co się czuje, gdy w tę pustkę się zapada, gdy leci niczym rozpędzony kamień wrzucony do studni, ale wie się, że będzie się tak lecieć w nieskończoność i nigdy nie usłyszy plusku toni, że nigdy nie dotrze się do głębi i że ten plusk z czeluści studni nie powróci echem…

– Madeleine!

– Tak, ojcze…

– Masz mnie…

– A cóż ty możesz?

– Być twoim wsparciem… twoją nadzieją… twoim obrońcą… na zawsze…

– Ty?! Ty moim wsparciem?! Moją nadzieją?! Nadzieją na co? Że i dzisiejszej nocy zakradniesz się chyłkiem, wśliźniesz przez okno, wpełzniesz do mojego łóżka?…

– Madeleine!

– Tak, ojcze?

– Zamilcz, bo jeszcze ktoś usłyszy…

– I cóż z tego? Niech słucha… czego się obawiasz? Wszak zawsze twierdziłeś, że masz potężnego nadludzkiego protektora! Czyżby to było łgarstwo? Czyś mi opowiadał takie bajki, żeby się dobrać do mnie, żeby wejść we mnie, gdym była jeszcze dzieckiem? – oczy uciekły jej w głąb czaszki i widać było tylko ich białka, a z ust dziewczyny wydobył się chrapliwy nieludzko brzmiący, ewidentnie męski głos – żeby ją zerżnąć, plugawy klecho?

* * *

– Wielebna matko – Gaufridi umykał wzrokiem przed spojrzeniem przełożonej marsylskich urszulanek.

– Cóż takiego, ojcze?

– Wielebna matko, zdaje mi się, iż mojej protegowanej nowicjuszce, Madeleine, zdałoby się odrobinę oddechu…

– A cóż takiego masz na myśli?

– Może krótki pobyt przy rodzinie?

– Nie jesteś pewny jej powołania?

– Nie, to nie to…. Ale wyraźnie przechodzi teraz pewien kryzys…

– Kryzys wiary?

– Nie, nie wiary, ale jakiś… duchowy bez wątpienia, a może tylko nerwowy? Nerwy ma bowiem delikatne…

– Zatem?

– Jeszcze przecie nie złożyła ślubów. Jakiś czas spędzony w domu rodzinnym może ją wyleczyć.

– Cóż. To ty jesteś jej kierownikiem duchowym. Jej spowiednikiem. Niechże tak i będzie.

* * *

Madeleine z ulgą spoglądała na zatrzaskującą się za nią klasztorną furtę. Nogi same ją niosły po wyboistym bruku w stronę rodzinnych pieleszy.

Gdy stanęła w progu obszernej sieni, z lubością wciągnęła w nozdrza od dzieciństwa znane jej zapachy. Objęła matkę i zaniosła się łkaniem.

– Już dobrze, dobrze córeczko, już dobrze – matka gładziła jej włosy. – Już teraz wszystko będzie dobrze. Jeśli nie zechcesz, nie wrócisz za klasztorne kraty. Nikt cię do niczego nie będzie przymuszał.

Madeleine bez słowa skinęła głową i wytarła łzy rąbkiem rękawa matczynej sukni, tak samo, jak to robiła, gdy miała trzy-cztery latka.

* * *

Pierwsza noc w rodzinnym domu to była ulga i wytchnienie. Spała głębokim spokojnym snem, bez żadnych majaków. Obudziła się późno, gdy słońce już wtoczyło się na niebo wysoko, prawie do połowy firmamentu.

Przeciągnęła się rozkosznie w miękkiej puchowej pościeli, ale około południa głód przymusił ją, aby wstała. Wcześniej nikt jej ani nie budził, ani nie zaglądał do sypialni. Cierpliwie czekano, aż sama się przecknie.

Obiad zjadła ze smakiem. Nawet poprosiła o dokładkę pieczonego jagnięcego udźca. Od lat nie czuła się tak wolna, spokojna i szczęśliwa. Spokojna…

* * *

Zaczynało zmierzchać. Wieczorny chłód orosił trawy rosnące w niewielkim ogrodzie za domem. Cichły ostatnie ptasie szczebioty, krwawiące słońce skryło się za horyzontem, zostawiając tylko jarzące się czerwienią plamy posoki na gładkiej, bez jednej chmurki, powierzchni nieboskłonu.

Madeleine na nowo ogarnął smutek. Dopadł ją nagle. Straszny, zagnieżdżający się nie tylko w sercu, ale w każdym włókienku jej ciała. I ogarnęła ją tęsknota, taka, że aż chciało się jej wyć.

Pomyślała, że bez Gaufridiego zaraz skona… Och, ojcze Luisie! Jakże pragnęła mocnego uścisku jego ramion, tych ognistych pocałunków i tej słodkobolesnej rozkoszy…

* * *

Madeleine wróciła do klasztoru…

Madeleine na powrót odesłano do rodziny…

Madeleine znowu była w klasztorze…

Gaufridi… ciągle obok… nigdy bez niego… te spowiedzi trwające godzinami w jej skromnej celi zamkniętej na głucho… Te jęki jakby od smagnięć zadawanych pokutnym biczem, ale bynajmniej nie bolesne, a jakby przesycone niezdrową zmysłową rozkoszą…

* * *

Przełożona urszulanek, przerażona tym, co się działo z nowicjuszką, sama mająca znikomą wiedzę, a może nawet i żadnej, na temat ludzkiej duszy, zawezwała na pomoc specjalistów w owej dziedzinie – egzorcystów.

Kiedy przybyli, przyjrzeli się Madeleine i przepytali ją. Zbadali dokładnie. I zdało się im, iż poza tym, że przejawia pewną nerwowość i marzycielstwo, czasami przybierające formę kryzysów lękowych, nie mogli przecież ponad wszelką wątpliwość stwierdzić diabelskiego possessio.

– Matko wielebna – jeden z egzorcystów zwrócił się do przeoryszy. Zdaje nam się, że dziewczyna po prostu zadurzyła się w swoim kierowniku duchowym i wymyśla niestworzone historie, żeby zwrócić na siebie uwagę. Zdarza się to, w takiej formie jak u niej może niezbyt często, niemniej się zdarza.

– Co zatem, ojcowie zalecacie?

Egzorcyści, po naradzie, zdecydowali, iżby natychmiast przerwać wszelki kontakt pomiędzy ojcem Gaufridim a Madeleine i odizolować ją w ścisłej klauzurze bezpośrednio pod czujnym okiem Matki de Gaumer.

Niewiele to jednak dało, objawy szaleństwa nie ustępowały. Postanowiono tedy przenieść nowicjuszkę naznaczoną ową przedziwną chorobą do innego klasztoru.

Co też i uczyniono.

Madeleine zamieszkała w oddalonym o nieco ponad trzydzieści kilometrów od Marsylii klasztorze urszulanek w Aix-en-Provence.

Jednakowoż i to lekarstwo zawiodło….

* * *

Któregoś późnowiosennego dnia, gdy podczas południowego posiłku siostry, ze skromnie opuszczonymi oczyma, powoli, nie łapczywie, posilały się niewyszukanym obiadem, słuchając jednocześnie żywotów tych świętych Pańskich, których pamiątka na ów dzień przypadała i jedynie owo monotonne czytanie zakłócało panującą w klasztorze martwą, nieomal grobową ciszę, a poza tym trwała jakaś zamglona powszedniość upływającego czasu, chwil nijakich, godzin, które odchodziły bezbarwne, nużące, szare i nudne… i nic nie wskazywało, iż ów dzień czymkolwiek będzie się różnił od innych podobnych mu dni, wydarzyło się coś nieoczekiwanego.

Oto bowiem naraz siostra Madeleine, gwałtownie odsunąwszy od siebie talerz, na melodię jednej z popularnych gminnych piosenek, zaśpiewała:

Urszulanka ci ja, bardzo pragnę kija!

I księżowskiej pyty, by i on był syty!

W refektarzu zapadło milczenie… Mniszki zdumione popatrywały spod oka jedna na drugą, a lektorka, zaniechawszy czytania, z otwartymi ze zdumienia ustami, okrągłymi oczami wpatrywała się w Madeleine.

Ta ostatnia zaś odrzuciwszy głowę, zaczęła chrumkać niczym świnia, potem zaszczekała, zawyła, by na koniec błyskawicznie wysuwając i wciągając język zasyczeć raz, drugi, trzeci niczym rozdrażniony wąż.

Zakonnice jedna po drugiej z trwogą w oczach żegnały się i nie zważając na regułę posłuszeństwa, jedna po drugiej, nie czekając na pozwolenie, odchodziły od stołu, uciekając do kaplicy…

* * *

Wielebna Matka Catherine de Gaumer, przełożona marsylskich urszulanek, która specjalnie przybyła do Aix-en-Provence przeprowadzić badanie, siedziała tak blisko siostry Madeleine, że bliżej się już nie dało, dotykając kolanami jej kolan i z całych sił trzymając ją za nadgarstki, tak, ażeby uniemożliwić jej ewentualną próbę ucieczki.

– Mów! – rozkazała przeorysza.

– Co mam mówić, matko?

– Wszystko, od początku do końca.

– Lecz o czym?

– Ty wiesz!

Madeleine spojrzała rozmarzonymi oczyma w szeroko otwarte okno, na drżące gałązki i połyskujące liście korkowego dębu, które delikatnie poruszały się w łagodnym tchnieniu wietrzyku, budząc rozdygotane zielonkawe cienie, przez które przenikały słoneczne złociste cętki, pstrząc trawę u podnóża pnia.

– Pamiętam tamto słońce… i niemiłosierny upał… odurzający zapach szałwi, tymianku, macierzanek, wawrzynu i rozmarynów… jego słowa… niczym najpiękniejsza muzyka… jego słowa… przelewały się z jego umysłu wprost do mojej głowy… stareńki pień o spękanej i łuszczącej się korze jałowcowego drzewa… powietrze rozedrgane nad rozgrzaną skałą… ból… straszny i rozkoszny… i te cienie, które wraz z nim wniknęły we mnie i wespół z jego tłocznią wibrowały… i pociekły niby świeży sok winny te rubinowe krople mojej krwi, które zrosiły niepokalaną biel skalnego podłoża… w końcu on wyszedł ze mnie, lecz cienie pozostały…

Przełożonej ciarki przeszły po skórze.

– O kim mówisz, córko?

– O moim ojcu i kochanku…

– O ojcu?!

– Tak, o ojcu Gaufridim…

– A owe cienie? Co to za cienie, które w ciebie wniknęły? Co to za cienie?

Madeleine przymrużyła powieki i zimnym, stalowym wzrokiem przewiercała na wylot twarz przeoryszy, aż ta poczuła nieomal fizyczny ból.

– A cóż ci do tego stara macioro? Ty zgęstku smarków, ty śmieciu, ty zapleśniałe łajno…

Przeorysza, choć przerażona, nie straciła jednak przytomności umysłu. Błyskawicznie zakryła dłonią usta młodej mniszki i jęła w głos odmawiać modlitwę do świętego Michała Archanioła, pogromcy Złego.

Nic to jednak nie dało. Madeleine ugryzła ją do krwi i zaniosła się szalonym, niepohamowanym śmiechem.

– Rozdziewiczył mnie, gdy miałam czternaście lat, a gdym doszła do siedemnastu, rżnie mnie regularnie, gdy tylko sposobność się nadarzy! I nocą i za dnia! A coś myślała, parchata suko? Już wiesz i pewnie mi zazdrościsz! Pewnie byś sama przed nim nogi rozłożyła!

Zamilkła. Ukryła twarz w dłoniach i na długą, bardzo długą chwilę zastygła w bezruchu. Bardziej przypominała kamienny posąg niż żywą istotę. A potem spomiędzy palców zaczęły się jej przesączać łzy…

– Matko… matko… pomóż mi… to katusze, męki straszne, których opisać się nie da… skrzywdził mnie straszliwie… wprowadził we mnie demony…

– Ojciec Gaufridi?

– Tak, on sam… I zmuszał mnie do niewyrażalnych bezeceństw…

– Kopulował z tobą?

– Och, stale to robi… znieprawił mnie… do bezwstydu pociągnął, do wszeteczeństwa, rozpasania, wyuzdanych sprośności, o których wstydzę się nawet myśleć, a czynić muszę…

– I czemuż to?

– Bo ma władzę nade mną przez demony, które we mnie za jego przyczyną zamieszkały.

– To jest ich wielu?

Madeleine potwierdziła, skinąwszy głową.

– Ilu?

Madeleine jednak zamilkła i nie odpowiedziała już na to pytanie.

Przeorysza przeżegnała się kilkakroć, raz za razem i tyłem wyszła celi dziewczyny, zamykając drzwi na klucz. Goniły ją słowa ohydne, wulgarne, pełne nienawiści i szaleństwa, a zaraz po nich skomlenie żałosne i prośby o pomoc… o ratunek…

* * *

W nowym miejscu cierpienia Madeleine stały się wręcz nie do zniesienia. Co gorsza, przybrały formę rzeczywistego opętania demonicznego. Czy to za dnia, czy nocą, doznawała wizji przerażających, kryzysów duchowych i diabelskich ataków, a najczęściej działo się tak podczas wspólnych modlitw.

Tego nie można już było traktować lekko…

* * *

Kiedy przybyli egzorcyści, atmosfera w klasztorze zgęstniała tak, że aż dusiła. Wyczuwało się straszliwe napięcie i oczekiwanie na coś, co się musi wydarzyć, ale nie wiadomo kiedy i nie wiadomo, co.

I zaczęło się na dobre. Ciało Madeleine wiło się i skręcało. Miewała tak straszliwe napady wściekłości, iż trudno ją było poskromić. Dopuszczała się bluźnierstw i profanacji. Potrzaskała krucyfiks, łamiąc go i ciskając szczątki na posadzkę. Czego więcej było trzeba? To, to się działo z dziewczyną, było oczywiste…

Przez rok bezskutecznie egzorcyzmował ją dominikanin Jean-Baptiste Bomillon, ale nie tylko, że nie podołał zadaniu, to z przerażeniem spostrzegł, iż zaraza zdemonizowania rozszerza się na inne mniszki. Najpierw złe duchy weszły w trzy, a potem w następne – w sumie ofiarą Szatana padło osiem urszulanek.

Za najsilniej opętaną uznano siostrę Louise Capeau, którą posiadło trzy demony: Verin, Sonilon i Gresil, kiedy Madeleine tylko dwa – Belzebub i Astaroth.

Ojcu Bomillonowi przyszedł w sukurs sam Wielki Inkwizytor7 i inni egzorcyści. Efektów, pozytywnych efektów, zaklinania złych duchów wszelako nadal nie było.

Demony zniewalające mniszki zgodnie oskarżały ojca Gaufridiego, iż to on sprowadził na nie to nieszczęście, że jest sługą Szatana, że je Szatanowi ofiarował, że kopulował z Madeleine. Demon Verin obsiedlający ciało siostry Louise oświadczył egzorcystom wprost, iż Gaufridi jest czarownikiem!

Do tej pory uważano benedyktyna za zwyczajnego, rozwiązłego mnicha, jakich było, jest i będzie wielu, ale teraz sam demon oskarżył go o czary. A to już była poważna sprawa! To nie było jakieś tam pospolite uwiedzenie młodej i ładniutkiej zakonnej nowicjuszki.

Duch nieczysty Verin ustami siostry Louise Capeau w zasadzie wydał wyrok na Gaufridiego, kiedy nie dość, że potwierdził, iż w Madeleine siedzi sześćset sześćdziesiąt sześć diabłów, co odkrył jeden z egzorcystów, ks. Domptius, to na dodatek oświadczył, iż Gaufridi jest czarownikiem. Ba! Ludożercą nawet!

Co prawda były nieścisłości i sprzeczności w zeznaniach, bowiem Verin twierdził, w przeciwieństwie do tego, co zeznała Madeleine, iż ojciec Gaufridi uwiódł i rozdziewiczył ją w pewnej pieczarze, czemu asystowały przyjazne mu demony, a potem nakłonił dziewczynę do podpisania cyrografu krwią pochodzącą z defloracji, a owo sprawiło, że stawszy się przez to Królową Sabatów, nie miała już najmniejszych nawet szans, by wyrwać się ze szponów złych mocy.

A potem były orgie na zlotach czarownic, sabaty odbywane pośród pustkowi, skał i zarośli, podczas których zabijano niemowlęta, aby je Złemu ofiarować, a Madeleine parzyła się z samym Szatanem…

Gdyby nie to, iż benedyktyn postanowił oczyścić się z owych zarzutów i oskarżeń, zamiast machnąć na nie ręką, może wszystko potoczyłoby się inaczej, ale on nie chciał żadnych plam na swoim życiorysie. I to był błąd…

Zaczęło się tak, jak chciał, lecz skończyło bynajmniej nie tak, jak by sobie tego życzył…

Gdy rewelacje Verina wykpił oskarżany przez niego mnich, śmiejąc się, że gdyby rzeczywiście był czarownikiem, to nie zadowoliłaby go liczba sześciuset sześćdziesięciu sześciu demonów, ale posłałby ich co najmniej tysiąc, sędziowie uznali to za przyznanie się do winy.

I tym, wedle jego mniemania, niewinnym żarcikiem, przypieczętował swój los…

Bo potem już poszło gładko…

Proces… przesłuchania… zeznania…

Przegrał… uznano go za winnego uprawiania czarnej magii, połamania ślubów zakonnych, rozpusty…

A gdy na dodatek na jego ciele znaleziono signum diaboli,8nie było już dlań ratunku.

Wyrok… wiadomo, jaki…

30 kwietnia 1611 roku, przez pięć godzin przed zawleczeniem go na stos, w asystencji straży oprowadzano go po mieście. Nim jednak podłożono ogień pod wiązki suchego chrustu i drew, okazując wyjątkową łaskę, Gaufridiego uduszono…

Lecz gdy kat zakładał mu garotę, zza jego pleców wyłoniła się owa androgyniczna istota, którą przed laty ujrzał tronującą w Jaskini Salamanki i szepnęła mu do ucha:

– Nie zdałeś egzaminu. Byłeś tylko nędznym rozpustnym klechą, który oddał mi tyle dusz niewinnych dziewcząt… tyle dusz… Sam przez to niczego nie zyskując… Zatem kończysz, jak kończysz. Tyś je opętywał płciowo, a ja pożerałem im dusze – zaśmiał się chrapliwie i, rozpłynąwszy, zniknął.

I w tej samej chwili siostra Madeleine oślepła i ogłuchła. Popadła w tak straszną rozpacz, iż nie była w stanie przełknąć nawet kęsa strawy. Zdaje się, iż ona naprawdę kochała Gaufridiego…

A potem ją i Louise Capeau przepędzono z klasztoru…

Nie był to jednak kres całej sprawy, gdy bowiem prochy spalonego na stosie ciała ojca Louisa Jeana-Baptiste Gaufridiego rozsypano na wietrze, a ów wiatr rozniósł je po okolicy, to jakby wraz z nimi rozsnuły się i bakcyle opętania.

Alarmujące wieści dochodziły z różnych miejsc i rozmaitych klasztorów Prowansji, w których mniszki doznawały ataków konwulsji, spazmów i wpadały w jakiś obłęd erotyczny, w jakieś wyuzdanie niebywałe, w obsceniczną histerię, w bezwstydną lubieżność…

Niejeden egzorcysta był świadkiem orgiastycznych scen… Niejedna mniszka usiłowała go uwieść… Niejeden demon chichotał skrycie, widząc, że jego wysiłki nie poszły na marne, że zastępy rozszalałych kobiet bluźnierstwem, wymazanych krwią i śluzem, służą mu i cześć oddają…

A przecież się zdawało, że po polowaniu Pierre’a de Lancre na wiedźmy z Labourd 1609 roku już nic podobnego we Francji zdarzyć się nie może…

Ale jednak później były trzy wiedźmy w Cassis, a jeszcze potem opętane mniszki w Loudun i Louviers… a jeszcze potem konwulsjoniści z Cmentarza św. Medarda w Paryżu…

Ale to już inne czasy i inne dzieje…

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

1Louis Jean Gaufridi (1572-1611).

2Madeleine de Demandolx de la Palud (1592-1670).

3Guillaume Postel (1510-1581) francuski językoznawca, astronom, kabalista i okultysta.

4Według wierzeń starożytnej sekty gnostyckiej symonitów był on bogiem w ludzkiej postaci. Według Dziejów Apostolskich usiłował kupić od apostołów moc udzielania darów Ducha Świętego.

5 Juniperus phoenicea.

6 Smilax officinalis.

7 Sébastien Michaëlis (1543-1618) – inkwizytor i przeor zakonu dominikanów. Jego dzieło Histoire admirable de la possession d’une penitente (1612) zawiera klasyfikację demonów, która powszechnie jest używana w literaturze ezoterycznej.

8 Znak szatana.

Podwyżka podatku VAT: – Unia nakazuje podatek VAT 5 %, a polski rząd chce zdzierać 23%.

Podwyżka podatku VAT: – Unia nakazuje podatek VAT 5 %, a polski rząd chce zdzierać 23%.

Na podst.: https://nczas.com/2022/12/17/nawet-niby-antypisowskie-media

Ustawa [—] była żywiołowo dyskutowana w studio. Poseł Bosak zasugerował, by zmienić temat na równie ważny, o którym jest bardzo cicho. Mianowicie

o podniesieniu od nowego roku stawek VAT na paliwa.

Przypomnijmy, że rząd tłumaczy to nakazem unijnym, tymczasem – jak kilkanaście dni temu ujawnił sam Bosak – Unia nakazuje podatek VAT 5 proc., a polski rząd chce zdzierać 23 proc.

Podwyższacie o 18 pp. podatek VAT na gaz, prąd i ciepło. Na przykład na gaz UE wymaga, by VAT był 5 proc. Poniżej 10 proc. podatek będzie zarówno w państwach bałtyckich, jak i w Niemczech czy Austrii– mówił Bosak.

To nie jest błaha sprawa. My powinniśmy o tym rozmawiać przez większość programu, a nikt tego nie porusza – podkreślał poseł Konfederacji.

Prowadzący debatę red. Andrzej Stankiewicz stwierdził, że do tego tematu „można wrócić w styczniu, gdy będą znane ceny”.

Realnie mamy jedne z najwyższych cen paliw w UE, bo rząd ma wpływ na koncerny paliwowe, którymi zdominowany jest nasz rynek, i wyciska Polaków jak cytrynę – wskazywał na skutki braku konkurencyjności.

Rząd kłamał w tej sprawie, jakoby musiał ze względu na naciski UE podnieść stawkę podatku VAT do 23 proc., gdzie zgodnie z prawem unijnym musi podnieść do 5 proc. Dopóki tych kłamstw nie zaczęliśmy nagłaśniać, to oni je rozpowszechniali przez wszystkie media – także tzw. „antypisowskie” media, które nie weryfikowały informacji płynących z rządu, tylko puszczały je dalej – podsumował Bosak.

Rzymianie mogli połączyć grecką matematykę i fizykę – abstrakty – z własną inżynierią. Perspektywy.

Rzymianie mogli połączyć grecką matematykę i fizykę – abstrakty – z własną inżynierią. Perspektywy.

Mirosław Dakowski. 17 grudnia.

W starożytnym Babilonie i Egipcie bardzo wysoko rozwinięte były arytmetyczne pomiary powierzchni pól, potrzebne na przykład do wymiaru podatków. Piramidy są dowodem na wysoko rozwinięte umiejętności rachunkowych i astronomicznych tamtejszych inżynierów, kapłanów. Ale w tych cywilizacjach wiedza matematyczna ujęta była w tabele a nie we wzory abstrakcyjne. W Chinach dawno temu wynaleziono proch, rakiety, kompas. Ale nie znaleziono, bo nie szukano, praw nimi rządzących.

W Atenach i innych miastach-państwach Grecji, potem w Bibliotece Aleksandryjskiej rozwinięto myślenie abstrakcyjne, matematykę, na przykład trygonometrię, algebrę. Ale filozofowie, czyli miłośnicy nauki, przechadzali się, dyskutowali, myśleli pod drzewami. Prace ręczne zostawiono niewolnikom. W Atenach nie przyjęto się zupełnie wykładami Pawła, przyszłego Świętego o Jedynym Bogu, – przecież Paweł był… rzemieślnikiem, wytwórcą namiotów. Powiedzieli mu szyderczo „wysłuchamy cię innym razem” i poszli sobie z agory.

Nie było tam przekładni do wykorzystywania osiągnięć teoretycznych w sposób praktyczny. Znano przecież na przykład teorię różnych przekrojów stożka, zwierciadła paraboliczne, soczewki a również, co ważniejsze, równania optyki. Ale lunety ani teleskopu nie wynaleźli.

Dopiero Grek z Syrakuz, Archimedes, genialnie łączył wiedzę ścisłą z inżynierią. Maszyny proste, zwierciadła do palenia słońcem statków przeciwnika. „Każde ciało zanurzone w cieczy”… Pamiętamy ze szkoły.

Rzymianie mieli już pięknie rozwiniętą inżynierię. Wspomnę, łącznie z ich późniejszymi osiągnięciami: Budowali trwające tysiąclecia drogi [por.: O roli końskiej dupy w rozwoju cywilizacji , akwedukty, mosty [na przykład na Dunaju], pałace. Rzymianie znali i poważali uczonych greckich, w tym znali Archimedesa. Ale zamordował go rzymski żołdak szukający… złota. Pomyślimy, co by było, gdyby rzymski dowódca zdobywający Syrakuzy był człowiekiem światłym i mądrym. Wydałby wojsku rozkaz bezwzględnej ochrony uczonych, szczególnie Archimedesa.

Archimedes był wymarzonym łącznikiem. Rzymianie mogli wtedy stworzyć uczelnię, gdzie osiągnięcia teoretyczne, abstrakcyjne Greków połączono by z rzetelną inżynierią Rzymian. „Jego Magnificencją” mógłby być Archimedes, który by szybko przekazał to piękne stanowisko jakiemuś dobremu administratorowi, sam by kształcił uczonych i badał przyrodę.

Przecież już wtedy [Biblioteka Aleksandryjska] zmierzono promień kulistej Ziemi z dokładnością 5%, odległość do Księżyca i Słońca. Zaproponowano model heliocentryczny. Uczeni graccy mogli stwierdzić, była już wystarczająca dokładność pomiarów i obserwacji, że planety krążą po elipsach. Tego nie uwzględniał nawet Kopernik, choć miał tabele pomiarów o tym świadczących.

Stąd niedaleko do sformułowania trzech kluczowych zasad ruchu planet teraz zwanych Prawami Keplera.

Jakiś młody, bezczelny z Akademii Archimedesa mógł i powinien obalić bajeczkę Arystotelesa [uznaną przez tysiąc lat za aksjomat], że kamień leci, bo popycha go powietrze z tyłu a wciąga próżnia z przodu. Zasada zachowania pędu była łatwa do odkrycia, choć sformułował ją dopiero w XIV wieku Buridan i potwierdził Nicolas d’Oresme, przyszły biskup Lisieux i doradca króla Karola V Mądrego. Buridan wiedział, że Ziemia obraca się wokół swojej osi, a zjawiska ruchu stałego i przyspieszonego objaśniał za pomocą koncepcji impetu [pędu].

[ Mój Stały Korespondent, RW zwrócił mi uwagę na prace Jana Filopona. Nie znałem, dołączam: Jan Filopon, filozof, teolog, filolog, lekarz i matematyk bizantyński z VI wieku. Wśród wielu osiągnięć z wszystkich powyższych dziedzin – sformułował zasadę impetu – prekursora prawa zachowania pędu, tak samo na świecie pod-Księżycowym, jak i w sferach niebieskich. To było rewolucyjne.

Czyżby proste prawa były tak trudne do przebicie się przez dotychczasowe „pewniki”, że zdarza się to tylko co kilka stuleci? I potem jest znów zapominane?]

———————–

Drogę do kitajców rzymianie znali. Gdyby ktoś przywiózł rakietę, pewnie by się znaleźli matematycy, którzy by napisali równanie ruchu ciała o zmiennej masie i pędzie [Ciołkowski herbu Jastrzębiec]. Niestety, to są niezrealizowane możliwości, więc fantazje.

————————-

Takie połączenie myślenia abstrakcyjnego Greków z myśleniem inżynierskim Rzymian byłoby przyspieszeniem całej cywilizacji materialnej o dobre tysiąclecie. Perspektywy – przeogromne.

Czemu to nie nastąpiło?

Sierakowski, Bartosiak, Błaszczak – w kamasze! „Dobić Rosję!”

Sierakowski, Bartosiak, Błaszczak – w kamasze! „Dobić Rosję!”

Mięso armatnie na Ukrainę? – Agnieszka Piwar

https://www.bibula.com/?p=137544

Po ogłoszeniu przez MON nowego projektu ustawy o ćwiczeniach wojskowych i podkręceniu tego przez media, w polskim internecie nastąpiło wielkie poruszenie.

Niektórzy zaczęli panikować, zaś inni mają niezły ubaw. Bawi ich to, że wkrótce wszelkiej maści krzykacze wołający: „za wolną Ukrainę!” i „dobić Rosję!”, będą mogli wykazać się w praktyce na froncie. Internetowi prześmiewcy najchętniej widzieliby w kamaszach Sławomira Sierakowskiego z „Krytyki Politycznej” oraz Jacka Bartosiaka z „Strategy&Future”.

Ten pierwszy od lat żyje sobie wygodnie w lewackiej bańce, a ostatnio zasłynął z tego, że naciągnął naiwnych Polaków na grube miliony, by sprezentować drona dla Ukraińców. Ten drugi to wykreowany przez mainstream „ekspert” od geopolityki i geostrategii. Kilka miesięcy temu powiedział on w rozmowie z PAP, że w interesie Polski i państw Międzymorza jest „wykończenie Rosji”. Zdaniem Bartosiaka „to największa szansa od czasów panowania cara Piotra Wielkiego do zniszczenia rosyjskiego projektu imperialnego”.

Niektórzy internauci z pewną ulgą przypomnieli też deklarację ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka, który w 2021 roku obwieścił na Twitterze: «Antyszczepionkowi terroryści nie mogą udawać żołnierzy Wojska Polskiego. Zakończyliśmy prace nad przepisami, które jednoznacznie zakażą noszenia mundurów przez tego rodzaju grupy i wprowadzą sankcje. Stosowne rozporządzenie kierujemy do uzgodnień międzyresortowych.».

To akurat całkiem dobra wiadomość. Dlaczego? Otóż, jeśli zdrowy mężczyzna w sile wieku – zakładam, że właśnie takich biorą do wojska – nie uległ pandemicznej histerii nakręcanej przez polityków i media, to znaczy, że jest odważny i kieruje się własnym rozumem. Szkoda więc by było, aby taki żołnierz miał pójść na zmarnowanie w walce za banderowską Ukrainę, gdyż wiele wskazuje na to, że polskojęzyczni decydenci szykują się właśnie na wojnę przeciw Rosji. Takie przypuszczenia nie wzięły się znikąd. Wystarczy przytoczyć niedawne słowa wiceszefa MON. Marcin Ociepa powiedział wprost, że „prawdopodobieństwo wojny, w której będziemy brać udział, jest bardzo wysokie”. Pozostaje więc mieć nadzieję, że Błaszczak dotrzyma słowa w kwestii „antyszczepionkowych terrorystów”. Lepiej niech samodzielnie myślący Polacy pozostaną w kraju i przysłużą się Polsce, zamiast ginąć na froncie w imię obcych interesów.

 Nobel dla Putina

W czasach apogeum szczepionkowego szaleństwa w mediach społecznościowych krążył wymowny mem. Przełożony pyta: – Poddasz się szczepieniu, żołnierzu? Podwładny odpowiada: – Nie poddam! Przełożony dopytuje: – Dlaczego? Podwładny wyjaśnia: – Żołnierz nigdy się nie poddaje!

Mem ten powstał w oparciu o Deklarację, która również krążyła w polskim internecie. Na świstku papieru mundurowy miał się określić czy podda się szczepieniu w momencie rozpoczęcia dobrowolnych szczepień żołnierzy Wojska Polskiego w ramach I etapu Narodowego Programu Szczepień. Należy przy tym wyjaśnić, że de facto nie chodziło tu o prawdziwe szczepionki, które są wielkim osiągnięciem medycyny, lecz o eksperyment z preparatami genetycznymi mRNA.

I pewien odważny oraz kumaty przedstawiciel polskiej armii zadeklarował, że nie podda się szczepieniu, a w uzasadnieniu wyjaśnił odręcznym pismem: ŻOŁNIERZ NIGDY SIĘ NIE PODDAJE !!!

Wygląda więc na to, że Błaszczakowi pozostaje uformować armię przeciwko Rosji z uległych mięczaków, którzy nie mają własnego zdania i rozumu. Przecież nie wyśle na Ukrainę twardzieli, którzy nie nabrali się na medialne kłamstwa o rzekomym dobrodziejstwie eksperymentalnych szpryc, jakże nachalnie wciskanych przez globalne koncerny farmaceutyczne, które zbijały na tym fortunę. No bo skoro ktoś nie nabrał się na tamtą ściemę, to znaczy, że w przypadku wojny na Ukrainie również może mieć własne zdanie. A to jest już zbyt ryzykowne dla polskojęzycznych decydentów wykonujących wolę Wuja Sama z Ameryki, by na Ukrainę mieli wysłać żołnierzy myślących trzeźwo.

Przyszło nam żyć w czasach kultury obrazkowej, więc przytoczę kolejne dwa memy, które w polskim internecie zrobiły furorę po 24 lutego 2022 roku. Pierwsza grafika, to rysunek z podobizną słynnego majsterkowicza Adama Słodowego, który pokazuje, jak covidową maseczkę przerobić na flagę Ukrainy. Mem ten idealnie oddał nastroje polskiego społeczeństwa, gdzie w zaledwie kilka godzin jedna histeria została zastąpiona przez inne szaleństwo.

Drugi obrazek, to rysunkowa scenka dziennikarki rozmawiającej z ministrem zdrowia. Przedstawicielka mediów mówi: „Możemy już chodzić bez masek. Czyżby to koniec pandemii?”. Adam Niedzielski odpowiada: „Nie. Chodzi o naszych gości z Ukrainy, którzy masek nie używają. Nie chcemy, aby czuli się niekomfortowo”. Mem ten obrazuje obłudę decydentów terroryzujących Polaków pandemicznymi obostrzeniami, bo jak się okazało, covidowe maski były psu na budę.

Uściślając. Kiedy w lutym 2022 roku rozpoczęła się specjalna operacja wojskowa Rosji na Ukrainie (przypominam: wojna trwa tam od 2014 roku), władze RP rozpoczęły zorganizowaną akcję przesiedleńczą. Zaczęto wpuszczać do Polski miliony przybyszów z Ukrainy, z których zaledwie garstka ma status uchodźcy. Co znamienne, wielu Ukraińców przybyło do Polski z terenów nieobjętych działaniami zbrojnymi. Uchodźcy z takich miejsc, gdzie toczą się najcięższe walki – np. z Mariupola – najczęściej zostali ewakuowani do Rosji.

Warto mieć świadomość, że obywatele Ukrainy nie garnęli się w swoim kraju do masowych szczepień przeciw COVID-19 (co osobiście pochwalam), a wielu z nich kupowało fałszywe zaświadczenia o przyjęciu szprycy, tylko po to, by móc pracować zagranicą. Tymczasem po 24 lutego miliony Ukraińców przybyło do Polski bez kwarantanny, bez ważnych paszportów covidowych, bez przymusu szczepień, bez testów, bez masek. A jeszcze chwilę wcześniej obywateli Polski terroryzowano tymi wszystkimi bezsensownymi nakazami.

Nie bez przyczyny zaczęły więc krążyć po internecie dowcipy o tym, że Władimir Putin powinien otrzymać Nagrodę Nobla z dziedziny medycyny, bo zlikwidował w ciągu jednego dnia pandemię. Dlatego jeśli przy okazji uruchomienia akcji przesiedleńczej komuś w Polsce nie otworzyły się jeszcze oczy, to nie ma już raczej nadziei dla tych ogłupionych naiwniaków. A jest ich niestety bardzo dużo. Łatwo ich rozpoznać na portalach społecznościowych, szczególnie po profilowym zdjęciu. W czasach rzekomej pandemii wklejali sobie nakładki ze strzykawką i maską, a od czasu odpalenia „operacji specjalnej”, zamieścili na profilówce flagę Ukrainy.

 Na pewną śmierć

Memy i dowcipy okazują się być czasem pomocne w rozładowaniu napięcia. Jednak sytuacja jest już na tyle poważna, że żarty odłóżmy na bok. Wiele bowiem wskazuje na to, że rządzący Polską szaleńcy szykują naszym Rodakom niewyobrażalną rzeź, gdyż zamarzyło im się włączenie Polski do wojny przeciwko Rosji. Nie dziwi więc poruszenie Polaków, kiedy media podgrzały temat, że resort obrony przygotował projekt ustawy, według którego w 2023 r. przewiduje się powołanie do 200 tysięcy osób na ćwiczenia wojskowe, które mają trwać 30 dni.

Każdy myślący wie, że nie da się dobrze wyszkolić żołnierza na łapu-capu, w tak krótkim czasie. Warto też mieć na uwadze fakt, że obecne pokolenie Polaków w wieku poborowym, dorastało w zdecydowanie bardziej beztroskich czasach w porównaniu do naszych dziadów, pradziadów. Nie chcąc nikogo obrażać, muszę odnotować, że dzisiejsi młodzi mężczyźni, to niestety często tak naprawdę zniewieściali chłopcy. O ile same ćwiczenia wojskowe dobrze by im zrobiły, o tyle mam podstawy żywić obawę, że owi nieszczęśnicy z łapanki, którzy wcześniej potulnie zakładali maseczki, teraz mogą być szykowani na mięso armatnie.

Tymczasem trzeba mieć świadomość, że prawdziwa wojna to nie zrzutki w internecie na drona, flagi na profilówkach, wpisy na portalach społecznościowych czy szumne deklaracje w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Sierakowski, Bartosiak czy Błaszczak nie mają najmniejszego pojęcia co to znaczy iść na wojnę. I zapewne nigdy się o tym nie przekonają, bo nie przypuszczam, aby mieli odwagę zmienić swoje ustawione i wygodne życie na okopy pod ostrzałem.

Mój kolega, korespondent wojenny red. Piotr Jastrzębski, napisał kiedyś: «Wojna, to nie romantyczny zapach prochu. To swąd palonych ciał i wszechobecny pył, tak nieznośny i charakterystyczny, że nie da się go pomylić z innym. Wiele razy widziałem różne wojny, konflikty, rebelie. Zwykle ci, którzy strzelają słowami i prężą muskuły – uciekają pierwsi, a ci których nikt o bohaterstwo nie podejrzewa, zbierają rannych. Bo herosi dawno uciekli.»

Gdyby, nie daj Boże, doszło do sytuacji, że rządzący Polską szaleńcy wyślą polskich żołnierzy na ukraiński front, to oni żywi z tego nie wrócą. Zmuszeni do walki na cudzej wojnie nie mają szans na przetrwanie, ponieważ w przeciwieństwie do Ukraińców (którzy i tak masowo giną), polscy żołnierze nie będą mieli motywacji do walki. Bo czyż może być coś bardziej upokarzającego od zmuszania ludzi do walki w obronie cudzej ideologii? W tym przypadku ideologii banderowskiej, jakże wrogiej Polakom.

Oczywiście mówiąc o polskich żołnierzach – WP, WOT, etc. – nie mam na myśli obywateli Polski, którzy już poszli walczyć na Ukrainę jako płatni najemnicy. Skoro motywacją tych drugich są korzyści materialne i/lub zwyrodniała potrzeba zabijania, to niech sobie giną na cudzej wojnie. Zresztą, niedawno zginął kolejny z nich.

Uderzyły mnie nagłówki medialne po śmierci tego najemnika: «Przyjaciel polskiego ochotnika zabitego na Ukrainie: nigdy nie usłyszałem z jego ust, że się boi». W ten sposób z płatnego najemnika polskojęzyczne media chciały zrobić bohatera. Tymczasem trzeba być świadomym, że każdy normalny człowiek odczuwa czasem lęk i strach, a na wojnie to już szczególnie. Jest jednak pewna grupa osób, która nigdy się nie boi – są to psychopaci. Oto jacy ludzie dobrowolnie poszli walczyć na Ukrainę za grubą kasę.

Tymczasem to nie jest nasza wojna! Jedynie – i aż – czym Polska mogłaby się tutaj przysłużyć, to podjęcie się roli mediatora i wzywanie do rozmów pokojowych. Jednak aby mogło dojść do tego historycznego aktu, trzeba najpierw obalić polityczną sitwę rządzącą Polską nieprzerwanie od czasów Okrągłego Stołu.

Agnieszka Piwar Źródło: Myśl Polska, nr 51-52 (18-25.12.2022)

Na dodatki covidowe dla lekarzy oraz personelu medycznego przekazano 10 mld.

Gigantyczne covidowe złodziejstwo! Pieniądze podatników płynęły strumieniami. Niedzielski MUSI za to odpowiedzieć.

Na dodatki covidowe dla lekarzy oraz personelu medycznego przekazano 10,3 mld zł.

https://nczas.com/2022/05/21/gigantyczne-covidowe-zlodziejstwo
W czasach, nie tak dawnego, covidowego szaleństwa kasa od podatników dla medyków z racji dodatków płynęła strumieniami. Wydano ponad 10 miliardów złotych. Rekordziści kasowali po kilka tysięcy złotych za pół godziny pracy. Tak wygląda koronawirusowe złodziejstwo, które zapewne nigdy nie zostanie rozliczone. A winni – z Niedzielskim na czele – powinni ponieść odpowiedzialność.

Media głównego nurtu dopiero teraz zaczęły się przyglądać, jak wydawano pieniądze w ramach tzw. dodatków covidowych podczas ogłoszonej pandemii koronawirusa. Reportaż na ten temat opublikował portal wp.pl.

Resort Niedzielskiego ustalił, że maksymalna kwota dodatku mogła wynieść 15 tys. zł za miesiąc. Lekarze brali więc dyżury w kilku szpitalach i w ten sposób omijali górne limity. Oczywiście mowa o dodatkach, bo pensja podstawowa i tak wpływała na konto.

Jak się okazuje, w szpitalach obowiązywały także różne reguły w kwestii wypłaty dodatków covidowych.

To efekt fatalnej konstrukcji przepisów i braku jakiejkolwiek weryfikacji– zgodnie konkluduje dziewięciu lekarzy, z którymi rozmawiał portal wp.pl.

W związku z tym zdarzało się, że ktoś miał jeden dyżur w miesiącu w danym szpitalu i kasował za to dodatek covidowy. Cały, a nie proporcjonalny do aktywności w danej placówce.

NIK alarmował niedawno, że system ten sprawiał, iż można było zarobić nawet 15 tys. zł za pół godziny pracy w miesiącu. Według wp.pl rekordzista wyciągnął „tylko” 8 tys. zł za pół godziny.

Dochodziło też do sytuacji, gdy lekarze w dokumentacji wykazywali, iż w danym miesiącu pracowali wyłącznie z pacjentami covidowymi. W praktyce wiadomo, że wykonywali też inne obowiązki (np. zarządzenie administracyjne szpitalem, wykłady na uczelniach itp.), ale rozliczali to jako pracę z pacjentem covidowym, bo tak się bardziej opłacało finansowo. Jeden z lekarzy za miesiąc pracy wystawił rachunek w sumie na 110 tys. zł. Z dokumentacji wynikało, że dzień w dzień po 14h leczył pacjentów covidowych.

„Wielu dyrektorom szpitali wypłacanie dodatku przychodziło lekko. Powód? Oni podejmowali decyzje, ale pieniądze pochodziły z państwowego Funduszu Przeciwdziałania COVID-19. Innymi słowy: szef placówki nie wydawał pieniędzy szpitala” – czytamy.

W ten sposób narodziła się lekarska turystyka covidowa. Medycy chętniej pracowali w placówkach, które przyjęły korzystniejsze zasady obliczania wysokości dodatku. To z jednej strony zrozumiałe. Z drugiej, szpitale, które początkowo nie chciały szastać pieniędzmi, musiały w końcu to zrobić, bo personel uciekał i groziło ryzyko, że w tym szpitalu lekarzy w ogóle zabraknie. I tak pieniądze płynęły strumieniami, bo taki system stworzył resort dowodzony przez Adama Niedzielskiego. Inni korzystali, bo mieli taką możliwość.

Podobne wnioski w kwestii wydawania publicznych pieniędzy jako dodatków za pracę z pacjentami covidowymi płyną z kontroli NIK w czterech placówkach w województwie zachodniopomorskim. Więcej na ten temat pisaliśmy w tym miejscu.

Na dodatki covidowe dla lekarzy oraz personelu medycznego w trakcie ogłoszonej pandemii przekazano łącznie 10,3 mld zł.

Patryk Słowik, autor artykułu, zapytał o nieprawidłowości zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i Narodowy Fundusz Zdrowia. Co ciekawe, obie instytucje odpowiedziały bliźniaczo podobnie, całe akapity wyglądały kropka w kropkę tak samo. Podpisały się tylko inne osoby. Dlatego tych odpowiedzi, jakiekolwiek by nie były, nie można traktować poważnie.

Bulwersującą sprawę skomentował Krzysztof Bosak z Konfederacji.

„Wszystkie partie głosowały za tym poza jedną – Konfederacją. Za naszą ostrożność dwa lata kpin i wyzwisk. A teraz zdziwienie, że kasa szła bokami. A czego się spodziewaliście, pozwalając im na wszystko bez żadnej kontroli?” – napisał Bosak.

Elity globalne i polska miękka eksterminacja

Elity globalne i polska miękka eksterminacja

https://konserwatyzm.pl/jastrzebski-elity-globalne-i-polska-eksterminacja/

Globaliści jasno pokazali, że dla nich ludzie są równi i równiejsi. Są kasty uprzywilejowane, wartościowsze, uważane przez siebie za nosicieli cywilizacji, tolerancji i kultury. Są również wybrane państwa i narody oraz takie ,którym wmawia się wyjątkowość by wykorzystać je w swoich celach.
Najbardziej krnąbrnych się morduje, tych mniej poddaje stopniowemu wyniszczeniu. Musimy pamiętać że my, Polacy (i ogólnie Słowianie) jesteśmy w większości narodów przeznaczonych w przyszłości do miękkiej eksterminacji.

„Elitom” zależy na tym abyśmy nie mieli dostępu do rzetelnej wiedzy, stałej i pewnej pracy, realnej własności, moralnych zasad, tradycji, rodziny i ojczyzny.
Trzeba sobie uświadomić rzecz najważniejszą i najbardziej przerażającą, którą wielu nazwie teorią spiskową – globalizm i jego elity świadomie i strategicznie zakładają regres ludzkości. System ten i jego wierni wyznawcy planowo zmierzają do radykalnego zmniejszenia „mniej wartościowej” ludności świata. Traktują większość ludzi jak bydło, które się hoduje i czerpie z niego zyski.
Otwarcie i bezkarnie głosi się rasizm i ksenofobię wobec tych, którzy odrzucają zachodni styl życia. Oficjalnie się mówi, że nie ma dla nich miejsca na ziemi. Czyni się to mediach obrośniętych w legendy „postępowych i liberalnych”.
Wpływowe kręgi „elit” w Ameryce i całym świecie atlantyckim są głównym nośnikiem globalizmu i liberalnego kapitalizmu. Kasta ta narzuca swoje wartości innym. Gardzi państwami, narodami, religiami i kulturami. Dla ludzi normalnych ta ich cywilizacja w znacznej części jest chora, wykoślawiona i obrzydliwa. Czynią to poprzez ekspansje kulturową i ekonomiczną, a tak gdzie napotykają na radykalny opór poprzez najazdy rozbójnicze pod pretekstem obrony praw człowieka. Kasta ta prowokuje i wznieca wojny bo w nich ma intratny interes.
Czasem Przeciwnikowi militarny podbój jest zbędny. Wystarczy swój plan wdrażać za pomocą usłużnych rządów w danych państwa – tak jest w przypadku Polski. Wroga ideologia jest pompowana pod flagą narodową, pod godłem, w dymie kadzideł i ryku pieśni patriotycznych. Rząd i opozycja robią to pod rękę z Episkopatem Polski. Poprzez ich działania Polak stał się obywatelem drugiej kategorii.
W obecnym ustroju – globalnym liberalizmie – nie chodzi już nawet o rozwój kosztem ludzi pracy, ponieważ ogólnie nie chodzi o pracę, ani o rozwój. Jesteśmy ofiarami i świadkami ustroju, który pracuje na rzecz globalnej oligarchii, i jej przyszłych pokoleń – gdyż to one mają być dziedzicami i przyszłymi władcami świata.

Celem globalistów jest depopulacja i dezindustrializacja świata, tak aby ziemi starczyło tylko dla wybrańców. Dlatego główne ostrze globalizmu jest skierowane przeciwko Azji, Afryce i społeczności muzułmańskiej. Przeciwnik chce złamać ten jeszcze nieuchwycony przez niego świat ideologicznie i demograficznie. Bo wie, że tam jest główny ośrodek sprzeciwu.
Żyjemy w świecie absurdów. Dziś przedstawia się kobietę z zasłoniętą twarzą lub prawosławnego duchownego jako kogoś nienormalnego, normalnością jest styl Sama Brintona.

[Por.:Niebinarna katastrofa jądrowa w USA… Minister – pedał – złodziejaszek. Jądra ma na piersi [foto].

==================================
Ale nie przemogą!

Łukasz Marcin Jastrzębski

Ten bój już był! 2100 lat temu – w Rzymie. Teraz kolejna runda.

Feliks Koneczny, Cywilizacja Bizantyńska, rozdz. VI

Na Wschodzie boski władca raczy czynić wyjątki na rzecz prawa prywatnego; tu w Rzymie populus romanus czyni wyjątki na rzecz prawa publicznego. Tu prawo publiczne może w danym razie wchłonąć w siebie prawo prywatne. Nastaje w takim razie monizm prawny, lecz monizm prawa publicznego, a więc przeciwnie niż na Wschodzie.

W praktyce mogło to być to samo, zwłaszcza pod terrorem. Torem dziejowym rządzą jednak abstrakty, a ten abstrakt rzymski stanowić mógł zawsze punkt zaczepienia, do reakcji ze strony cywilizacji rzymskiej. Pozostawała w Rzymie zasada dualizmu prawnego a zatem nastawała rozterka myśli i nastały walki, gdyż odtąd cała przyszłość państwa rzymskiego będzie się obracać w zakresie walki tego dualizmu z zakusami monizmu prawa publicznego Cybeli, ale rodzima cywilizacja była na tyle silną, iż stać ją było na opór przeciw Orientowi.

Historyk musi oddać Rzymowi tę sprawiedliwość, że opór ten nigdy nie ustał, że walka z duchem Wschodu trwała bez ustanku, mimo to, że toczona była ze szczęściem bardzo zmiennym.

Skąd w Rzymie tyle siły? Po tylu triumfach Cybeli zdołaż ocalić swa cywilizację? Ocaliła się ta. cywilizacja dzięki temu iż opartą była na personaliźmie, a skutkiem tego zdatna była. do wytwarzania organizmów. Jakiż wspaniały organizm kwitnał był w Rzymie, zanim go nie poderwały wpływy wschodnie! Orientalizm uderzył w samą, więź spo- leczeństwa i państwa rzymskiego, którą stanowiły chłop i wojsko. Te dwa zawody łączyły się najściślej i ci sami ludzie byli na zmianę, jako chłopi więzią społeczeństwa, jako żołnierze więzią państwa., Wytworzył się z tego organizm życia zbiorowego, jeden z najwspanialszych, jakie zna historia powszechna.

„Cybela” przystąpiła do zniszczenia; uderzyła w chłopa i wojsko, przeinaczyła ten stosunek, w3prowadziła rozkład, rozprzężenie, rozluźniła czynniki wspólnego interesu, wreszcie zniszczyła wszelkie poczucie wspólności, wytrzebiła tradycję & nadzieje co do przyszłości skierowała na odrębne a przeciwne sobie tory. Rozkład wszystkiego?

Organizm przestawał funkcjonować. Głowy zorientalizowane nie spostrzegały, co się dzieje ze społeczeństwem, a na ogół nie zdawały sobie sprawy z istoty i znaczenia społeczeństwa, przejęte myślą wyłącznie o państwie. Nigdzie na Wschodzie nie dbano o społeczeństwo i nigdzie państwa nie opierano o nie. Oto zasadnicza. różnica organizmu a, mechanizmu.

„Cybela” zmieniała organizm rzymski na mechanizm i wyprowadzała go z kolein cywilizacji rzymskiej. Organizm rodzi się z. personalizmu i tym samym polega na jedności w rozmaitości a w życiu zbiorowym trzyma się dualizmu prawniczego, gdy tymczasem mechanizm wywodzi się z gromadności, wymaga jednostajności a w życie zbiorowe wprowadza monizm prawny, mianowicie wyłączność prawa publicznego .

Tak się zderzały nie tylko dwa te stronnictwa rzymskie, lecz prądy dziejowe, w których te stronnictwa były lokalnymi i czasowymi wykładnikami. Uchwała powzięta na forum w r. 43 [przed Chrystusem] stanowi moment przesilenia. Tego rodzaju postanowienie „ludowa” musiało wreszcie przywieźć do opamiętania każdego myślącego obywatela. Wzrosła. opozycja „republikańska”, a choć pokonana pod Philippi (w r. 42) wywołała jednak pewien czynnik, niegdyś w Rzymie bardzo wpływowy, potem zamarły, obecnie niespodzianie ożywiony, mianowicie opinią, publiczną.

Młody Octavian dojrzewał na. tym tle i ostatecznie odwrócił się od orientalizmu, akcentując coraz mocniej swoją rzymskość w przeciwieństwie do całkowitej obojętności narodowej Antoniusa.

==============================

Dostałem parę mail’i typu: „O co chodzi?? Nie rozumiem!”

Ten artykuł – i podobne – są przeznaczone dla oczytanego czytelnika. Braki można i należy uzupełnić. MD

Groteskowe sukcesy

Stanisław Michalkiewicz 16.12.2022 https://prawy.pl/123327-stanislaw-michalkiewicz-groteskowe-sukcesy

Coraz więcej sukcesów rządu “dobrej zmiany” zaczyna ocierać się o niezamierzone efekty komiczne, a ściślej – groteskowe. Groteska, jak wiadomo, zawiera w sobie pomieszane elementy komiczne i tragiczne – i taką właśnie naturę mają sukcesy rządu “dobrej zmiany”.

Żeby nie zagłębiać się zbyt daleko w mroki historii, popatrzmy tylko na sukces ostatni w postaci “wynegocjowania” przez pana ministra Szynkowskiego (vel Sęka) odblokowania środków dla Polski z tzw. funduszu odbudowy. Treść “porozumienia” dowodzi, że Komisja Europejska po prostu podyktowała panu ministrowi formułę bezwarunkowej kapitulacji Polski, a on zwyczajnie przyjął ją do wiadomości, chyba nawet nie zdając sobie sprawy, że niektóre żądania Komisji Europejskiej są ewidentnie sprzeczne z konstytucją naszego bantustanu.

Ale takie są skutki, gdy stanowiska ministerialne obejmują ludzie, może nie dosłownie z ulicy, ale bez przygotowania do pracy w służbie zagranicznej państwa. Inna sprawa, że jeśli negocjacyjnym partnerem pana ministra ze strony unijnej była pani Vera Jurova, to można powiedzieć, że trafił swój na swego, bo – o ile pamiętam – w jej życiorysie poczesne miejsce zajmuje epizod kryminalny, natury podobnej do tego, o który została oskarżona zastępczyni przewodniczącej Parlamentu Europejskiego.

Ale panu premierowi Morawieckiemu, któremu pan red. Szymowski właśnie wyciągnął casus pascudeus w postaci tajnej współpracy z NRD-owską STASI, której aktywa po zjednoczeniu Niemiec przejęła BND, sukces był potrzebny bez względu na koszty. Ponieważ Naczelnik Państwa ostatnio zakochał się – oczywiście politycznie, to chyba jasne – w premierze Morawieckim, pani kierowniczka Sejmu dostała rozkaz, żeby sukces przekuć w żelazne ramy ustawy jeszcze przed świętami, a więc – w tempie stachanowskim – co w podskokach wykonała.

“Lecz tymczasem na mieście inne były już treście”, a konkretnie okazało się, że ośmieszony został pan prezydent Andrzej Duda. On też robi różne dziwne rzeczy, ale mniejsza w tej chwili o to. Rzecz w tym, że panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi) Komisja Europejska przykazała surowo, żeby w podyktowanej Sejmowi regulacji znalazło się też tak zwane “testowanie niezawisłości”. Polega ono na tym, że jedni niezawiśli sędziowie mieliby prawo podważania legalność innych niezawisłych sędziów, co pośrednio skutkowałoby chyba koniecznością uchylania orzeczeń zapadłych z ich udziałem.

Solidarna Polska zwróciła uwagę, że doprowadziłoby to do całkowitej anarchizacji wymiaru sprawiedliwości, który zamieniłby się w zwyczajny “burdel i serdel” – jak mawiał marszałek Piłsudski. Myślę, że wielu niezawisłym sędziom, zwłaszcza zwerbowanym w charakterze konfidentów jeszcze przez WSI, albo przez ABW w ramach “operacji Temida”, taka sytuacja bardzo by odpowiadała, bo stwarzałaby znakomitą okazję do korumpowania się na cały regulator.

Muszą być bowiem jakieś przyczyny, dla których niezawisły sąd we Wrocławiu skazuje sprawców podpalenia kukły “podobnej do Żyda” (ciekaw jestem, w jakimi sposobami tamtejszy niezawisły sąd dopatrzył się takiego podobieństwa?) na więzienie, podczas gdy niezawisły sąd w znanym na całym świecie z niezawisłości Poznaniu, puszcza wolno jegomościa z rozdziwaczoną płcią, który kukle opatrzonej zdjęciem abpa Jędraszewskiego przed kamerami poderżnął gardło. Wyobrażam sobie, że gdyby abp. Jędraszewski był rabinem, to Judenrat “Gazety Wyborczej” podniósłby klangor aż pod sam nos Najwyższego, a wtedy niezawisły poznański sąd, na samą myśl o uniewinnieniu owego jegomościa, ze strachu splamiłby togę.

“Stąd nauka jest dla żuka”, że konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa, podobnie jak inne konstytucyjne zasady, możemy śmiało włożyć między bajki. Pan prezydent Duda, który sprawuje swój urząd już drugą kadencję, nie może o tym nie wiedzieć, w czym nie byłoby nic dziwnego, bo jaki pan – taki kram – ale tym razem nieugięcie stanął na nieubłaganym gruncie porządku konstytucyjnego, bo przyjęty do wiadomości przez ministra Szynkowskiego (vel Sęka) unijny dyktat ośmieszał go bezpośrednio. Chodzi o to, że wszystkich tych sędziów, również tych, którzy w tamach “testowania” mogliby zostać uznani za “nielegalnych”, przecież mianował on osobiście. Krótko mówiąc, uznał się za bezczelnie wydymanego zarówno przez pana ministra Szynkowskiego (vel Sęka), pana premiera Morawieckiego i wreszcie – przez Naczelnika Państwa – w związku z czym postanowił pokazać im wszystkim “gest Kozakiewicza”, stwierdzając, że będzie nieugięcie stał na nieubłaganym gruncie porządku konstytucyjnego, co wymaga szerokich konsultacji, w związku z czym o żadnym stachanowskim tempie mowy być nie może. Na takie dictum pani kierowniczka Sejmu uzyskała zgodę Naczelnika Państwa na zdjęcie w podskokach projektu ustawy o Sądzie Najwyższym z porządku dziennego i teraz wszyscy przez parę tygodni będą nad nim wydziwiali. No dobrze – ale co będzie, jak pani Jurova i pani Urszula von der Layen powiedzą, że albo Sejm przyjmie ustawę w brzmieniu podyktowanym panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi), albo prędzej Polska zobaczy ucho od śledzia, niż chociaż centa z funduszu odbudowy? Co wtedy zrobimy, to znaczy – co zrobi pan prezydent – i co wtedy swoim wyznawcom powie Naczelnik Państwa? Przedstawienie bohaterskiej obrony suwerenności będzie musiało się przecież kiedyś skończyć i nastąpi bolesny powrót do rzeczywistości.

Tymczasem, jakby było mało tragedii w Przewodowie, to omal nie doszło do nieszczęścia w Komendzie Głównej Policji. Oto pan komendant dostał od swojego ukraińskiego przyjaciela w prezencie granatnik załadowany ostrą amunicją. I kiedy tak się w swoim gabinecie tym prezentem bawił, granatnik wystrzelił, “naruszając strop” i wyrządzając inne szkody, ale ofiar w ludziach na ołtarzu przyjaźni polsko-ukraińskiej tym razem na szczęście udało się cudem uniknąć.

Czy jednak nie należałoby potraktować tego wydarzenia, jako kolejnego poważnego ostrzeżenia ze strony Pana Boga, żeby z tą całą przyjaźnią polsko-ukraińską jednak nie przesadzać? “Timeo Danaos et dona ferentes” – pisał Wergiliusz w “Eneidzie” – co się wykłada, że boję się Greków nawet jak przychodzą z darami. Okazuje się, że ukraińskie podarunki niekoniecznie muszą wychodzić nam na zdrowie, w odróżnieniu od Ukraińców. Świat wyłazi ze skóry by podsyłać im i pieczone i smażone, w związku z czym z Paryża dobiegają fałszywe pogłoski, że pani Ołena Zełeńska w luksusowym sklepie przy Avenue Montaigne w ciągu godziny wydała na dobry początek 40 tysięcy euro.

“Korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny” – twierdzą militaryści i okazuje się, że mają trochę racji.

Niezatapialny padł przez granatnik. Wkrótce nie będzie już komendantem.

Niezatapialny padł przez granatnik. Wkrótce nie będzie już komendantem.

https://www.salon24.pl/newsroom/1271117,b-policjant-niezatapialny-padl

Przede wszystkim jak się otrzymuje tego typu prezenty, to się je zgłasza na granicy. Należało też sprawdzić sprzęt pirotechnicznie. Nie ma co zrzucać czegoś na Rosjan, czy kogokolwiek innego, skoro po prostu widać, że w sposób rażący nie dopełniono procedur – mówi Salonowi 24 nadkomisarz Dariusz Loranty, były oficer policji, negocjator, dowódca zespołu negocjatorów policyjnych.

Nie milkną echa wybuchu w Komendzie Głównej Policji. Po strzale z granatnika ranny został Komendant Główny. Co się stało, kto jest odpowiedzialny?

Nadkom. Dariusz Loranty: Ten incydent w Komendzie Głównej Policji jednoznacznie świadczy o niezastosowaniu procedur, zlekceważeniu sytuacyjnym i niedopełnieniu zasad bezpieczeństwa. Całkowitym zlekceważeniu tych zasad.

Przeczytaj też: Wybuch w Komendzie Głównej Policji – nowe informacje

MSWiA po zdarzeniu informowało, że eksplodował prezent od strony ukraińskiej. Jak to jest, że najważniejszy człowiek w polskiej policji otrzymuje broń od szefa innych służb, a potem okazuje się, że broń nie jest repliką?

Żeby państwo mieli świadomość – dawanie sobie nawzajem broni przez policjantów jest dość częstą praktyką. Komendant policji daje swojemu odpowiednikowi takie prezenty, sam je dostaje. Zazwyczaj są to repliki broni, także hełmy, kamizelki, pałki, czasem i oryginalna broń. Jeśli jest to replika, to jest zewnętrznie identyczna, ale w środku nie posiada żadnego mechanizmu broni. W przypadku oryginału to prawdziwa broń, ale zagwożdżona. Czyli niemogąca wystrzelić. Zapewne nasz komendant pomyślał sobie, że skoro dostał taki sprzęt, to prawdopodobnie dostał sprzęt niedziałający. Nie wziął pod uwagę, że był to oryginał niezagwożdżony. W jaki sposób – trzymając się tezy, że był to prezent – taki sprzęt wjechał w ogóle do Polski?

Tu były oczywiste błędy proceduralne. Wjazd bez stosownej dokumentacji, która powinna być wykonana przez służbę celną. Ale także sam sposób obchodzenia się. Oczywiście nie wiemy jak dokładnie to było, ale wg mojej wersji kryminalistycznej, komendant w swoim gabinecie po prostu nacisnął na spust. Całe szczęście, że broń skierowana była w dół, więc przebiła „tylko” strop.

Proszę państwa! Ten strop miał 40 centymetrów grubości, jest to solidna żelbetonowa konstrukcja. A mimo to są uszkodzenia, zrobił się otwór. Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby to wystrzeliło w okno. Przebiłoby szybę, trafiło w sąsiedni budynek, niszcząc pomieszczenie w w nim się znajdujące. Tego typu granatnik przebija bez problemu pancerz czołgowy! A więc i tak szczęśliwie wszystko się skończyło.

Co do przyczyn pojawiły się doniesienia medialne mówiące, że to robota Rosji, nawet zamach na komendanta?Gdyby wierzyć, że tu było działanie jakichś służb rosyjskich, czy mafii, to musiałby zadziałać mechanizm czasowy, nastawiony na konkretną godzinę wybuchu, na przykład 72 godziny po wręczeniu. Ewentualnie musiałby ten ładunek zostać odpalony zdalnie, przy  pomocy specjalistycznego sprzętu. Ale o żadnych śladach  tego typu mechanizmów nie słyszymy. Jeśli zaś był to zwyczajny ładunek działający na skutek wstrząsu, to przekazywanie go byłoby niezasadne z punktu widzenia zamachowca.

Proszę zwrócić uwagę, że ten granatnik był wieziony luzem samochodem zza granicy do Warszawy. Mógłby eksplodować gdziekolwiek po drodze. Nie, nie ma sensu mnożyć teorii spiskowych. Tu widzimy raczej rażący przykład niedochowania procedur. Przede wszystkim jak się otrzymuje tego typu prezenty, to się zgłasza je na granicy.  Należało też sprawdzić sprzęt pirotechnicznie. Policja  ma najlepszych pirotechników w kraju na Szczęśliwicach. Ale jeśli nawet im komendant nie ufał, mógł poprosić o sprawdzenie granatnika specjalistów ze Służby Ochrony Państwa.

Oni są dostępni 24 godziny na dobę. I wykorzystywani właśnie do sprawdzania tego typu zagrożeń. Więc nie ma co zrzucać czegoś na Rosjan, skoro po prostu widać, że w sposób rażący nie dopełniono procedur.

Czy będą jakieś konsekwencje dyscyplinarne tego wydarzenia?

No cóż, pan komendant był niezatapialnym szefem policji. Bo nie było chyba drugiego komendanta głównego, który przetrwałby dwóch ministrów spraw wewnętrznych. W czasie swojej kadencji był pod ostrzałem i frakcji rządowych i opozycji, po protestach feministek. Przeciwko niemu protestowało też wielu policjantów. Mimo to komendant był niezatapialny. Do  tej pory, bo teraz chyba padnie w wyniku strzału z granatnika. Pamiętajmy, że i tak może mówić o wielkim szczęściu. Broń, która wystrzeliła nie może być używana w pomieszczeniach zamkniętych. Siła jej rażenia jest ogromna. I nim na pewno rzuciło o ścianę, zdemolowało wszystkie meble, na pewno jest solidnie poobijany, może i poparzony.

Złamanie procedur jest jednak rażące, spowodowanie zagrożenia olbrzymie. Natomiast na pewno politycznie, z punktu widzenia władzy nie byłoby zasadne wyciąganie konsekwencji teraz. Sądzę, że w najbliższych dniach powstaną kolejne teorie spiskowe, mówiące o zamachu.

Potem będą święta, sprawa troszkę przycichnie. A na początku roku komendant sam poda się do dymisji. Jeżeli opozycja będzie w tej sprawie mocna i aktywna, a temat będzie głośny, przejdzie na emeryturę. Jeśli zaś sprawa trochę przycichnie, trafi gdzieś na oficera łącznikowego. Ale szefem policji już nie będzie.

Rozmawiał Przemysław Harczuk

=========================

Zniszczenia po wybuchu są na trzech kondygnacjach budynku – od parteru do drugiego piętra, a wyrwy w podłogach „mają okrągły kształt” i „wielkość talerza”.

=========================

20. XII. Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych [Ukrainy md] wyraziła nadzieję, że ten incydent nie będzie miał negatywnego wpływu na wysoki poziom współpracy między organami ścigania Ukrainy i Polski, a wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej wzmocni współpracę w celu przybliżenia wspólnego zwycięstwa nad Rosją i ustanowienia pokoju w Ukrainie zgodnie z prawem międzynarodowym.

Z Wartą NAPRAWDĘ nie warto? Czy to pytanie pozostanie bez odpowiedzi?

Z Wartą NAPRAWDĘ nie warto? Czy to pytanie pozostanie bez odpowiedzi?

Izabela Brodacka 17 grudnia 2022

Kilka razy przywoływałam  w swoich felietonach perypetie pani Pauli Powązka, która od 22 lat nie dostała od Warty odszkodowania za utratę zdrowia wynikającą z wypadku komunikacyjnego, pomimo, że ubezpieczony w Warcie sprawca wypadku Wiesław Pszczółkowski został skazany prawomocnym wyrokiem na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Pani Paula ze względu na liczne, spowodowane wypadkiem dolegliwości jest niezdolna do pracy, utrzymuje ją matka z niewielkiej emerytury. Nie ma również ubezpieczenia zdrowotnego więc kosztowną niezbędną rehabilitację musi opłacać z pożyczonych pieniędzy. Jedynym rezultatem walki pani Powązka o należne jej odszkodowanie z Warty jest prowadzona obecnie absurdalna sądowa sprawa o jej ubezwłasnowolnienie. Absurdalna ze względu na wysoką inteligencję pani Powązka. Ubezwłasnowolnienie pani Pauli, a więc utrata przez nią praw obywatelskich, jest w interesie Warty. Pani Paula nie mogłaby już niczego dochodzić.

  Jak się dowiedziałam z wyśmienitego programu śledczego pani Anity Gargas emitowanego w dniu 29.11.2022 roku Paula Powązka nie jest jedyną ofiarą specyficznego modus operandi tej firmy ubezpieczeniowej. Otóż w Warcie była ubezpieczona na blisko 15 milionów firma „Pol Truck Service” mieszcząca się w Płotach koło Zielonej Góry, a należąca do  pana Waldemara Kosa. W nocy z 30 na 31 stycznia 2017 roku w zakładzie wybuchł pożar. Zakład został prawie całkowicie zniszczony. Policja, prokuratura oraz biegli z zakresu pożarnictwa jednomyślnie orzekli, że pożar powstał w wyniku samozapłonu instalacji elektrycznej jednej z ciężarówek. Spłonęła hala warsztatowa ze specjalistycznym sprzętem i samochodami wewnątrz, magazyn części do samochodów ciężarowych oraz  budynek administracyjny. O rozmiarze pożaru świadczy fakt, że gasiło go 21 jednostek straży pożarnej. Właściciel zakładu pan Kos ocenił straty na minimum 3-4 miliony. Podobnie wycenił te straty rzeczoznawca Warty Zdzisław Rasiński jednak w protokole końcowym obniżył swoją pierwotną wycenę o blisko 2 miliony ( do 999 945,31 złotych). Oprócz tego w swoim orzeczeniu wskazał inne miejsce powstania pożaru niż wskazały je straż pożarna i prokuratura. Jako przyczynę pożaru podał zbyt długie ładowanie akumulatora. Dla potrzeb obrony swojej tezy urządził sobie wręcz sesję zdjęciową. Przestawił prostownik, położył kable do ładowania z krokodylkami  na oponie wraku spalonego samochodu i to obfotografował  przedstawiając jako dowody w sprawie.

W swoim raporcie przesunął również pojazd w którym rozpoczął się pożar. Biegły sądowy z zakresu pożarnictwa Tomasz Lewandowski stwierdził, że takie fabrykowanie dowodów jest niedopuszczalne. Stwierdził  również, że w zakładzie wbrew opinii rzeczoznawcy Warty nic nie było włączone do prądu ani ładowane. Rzeczoznawca Warty nie uznał poza tym za szkodę  większości spalonych części samochodów ciężarowych o wartości kilkuset tysięcy złotych. Ocenił te szkody na około 17 tysięcy  (dokładnie 16838,51 złotych) a resztę skierował do  wyczyszczenia i sprzedaży. Zaproponował na przykład tak absurdalne rozwiązanie jak wymycie, wyczyszczenie i wystawienie na sprzedaż całkowicie stopionych tachografów. Nikt przecież nie kupi spalonego czy nadtopionego sprzętu.

Właściciel spalonego zakładu pan Kos skierował sprawę fałszowania dowodów do prokuratury w Zielonej Górze. Pisma i dokumenty krążyły przez jakiś czas pomiędzy prokuraturą i sądami z których żaden nie okazał się właściwy dla rozpatrzenia tej sprawy w trybie karnym. Najpierw sprawa  trafiła do Sadu Rejonowego w Warszawie, który skierował ją do Stołecznego Sądu Okręgowego,  ten do Sądu Okręgowego w Zielonej Górze a ten z powrotem do prokuratury.  Ostatecznie prokuratura w Zielonej Górze sprawę umorzyła. Rzecznik prokuratury pani Ewa Antonowicz oświadczyła, że rzeczoznawca miał prawo przestawiać przedmioty i aranżować zdjęcia dla potrzeb swego orzeczenia i nie ma to znamion czynu karalnego. Pan Waldemar Kruk nie mając innego wyjścia pozwał zatem Wartę o odszkodowanie w procesie cywilnym. Choć biegli z instytutu badań i ekspertyz naukowych w Gorzowie Wielkopolskim w pełni potwierdzili zasadność roszczeń pana Kruka sąd nie uznał tych roszczeń i powołał kolejnych biegłych. Sprawa o odszkodowanie ciągnie się w sądzie w Poznaniu  już prawie sześć lat. Firma przestała istnieć budynki do końca niszczeją, właściciel firmy nie doczekał się odszkodowania, kilkanaście osób straciło pracę.

Łatwo sprawdzić jak oceniają firmę Warta inni klienci. Nie mogę cytować tych opinii gdyż nie mam możliwości zweryfikowania podawanych faktów. Poza tym większość z tych wpisów nie nadaje się do przytoczenia w druku z przyczyn – nazwijmy to – obyczajowych. Gorąco polecam jednak wpisanie w wyszukiwarkę hasła „opinie o Warcie” i zapoznanie się z tym materiałem.

Działania pracowników Warty na niekorzyść klientów choć nie są godne pochwały można ostatecznie tłumaczyć grą interesów. Na przykład likwidator Warty Tomasz Kaczorowski  wysyłał do firmy „Pol Truck Service” żądania przesłania kolejnych dokumentów na nieistniejący adres mailowy choć przedtem wiele razy używał w korespondencji prawidłowego adresu. Teraz Warta zarzuca panu Kosowi, że nie dostarczał w terminie odpowiednich dokumentów uniemożliwiając w ten sposób wypłatę odszkodowania.

Trudno natomiast zrozumieć rolę sądów i prokuratur w sprawach przeciwko Warcie. Dlaczego prokuratura w Zielonej Górze umorzyła śledztwo przeciwko autorowi ewidentnie sfałszowanego raportu a sprawa cywilna w sądzie ciągnie się już niemal sześć lat?. Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców pan Cezary Kazimierczak twierdzi że przewlekłość postępowania sądowego ma na celu doprowadzenie przedsiębiorcy do ostatecznego bankructwa co przesądza sprawę na korzyść Warty, bo przedsiębiorca nie jest w stanie się dłużej bronić.

Ale jaki w tym interes może mieć sąd? Podobnie ubezwłasnowolnienie pani Pauli Powązka jest w interesie TUiR WARTA S.A. ale jaki interes mogą w tym mieć biegli psychiatrzy sądowi? T

Czy te pytania pozostaną bez odpowiedzi?

Instrukcja obsługi granatnika RGW-90. MEM-y.

===========================

Po lewej stronie założyciel Światowego Forum Ekonomicznego, Klaus Schwab, a po prawej jego ojciec, bliski Hitlerowi przemysłowiec i faszysta, Eugen Schwab

========================

Zniszczenia po wybuchu są na trzech kondygnacjach budynku – od parteru do drugiego piętra, a wyrwy w podłogach „mają okrągły kształt” i „wielkość talerza”.

Co zabawne prokuratura uznaje go za pokrzywdzonego. Każdy policjant za taki czyn miałby nie tylko proces, ale i dyscyplinarkę i o emeryturze mógłby zapomnieć.

==============================

Kwestia odpowiedzialności zwykłych Europejczyków za to, co dzieje.

Kwestia odpowiedzialności zwykłych Europejczyków za to, co dzieje.

tłum. Sławomir Soja Андрей Раевский  (Andrei Raevsky, urodzony w Zurich) 

https://thesaker.is/do-the-europeans-deserve-what-is-coming-to-them-next/

Przyjaciele,
Urodziłem się w Szwajcarii, prawdopodobnie w sercu Europy, i jako Europejczyk z urodzenia, jeśli nie z kultury, czuję, że powinienem zająć się kwestią odpowiedzialności zwykłych Europejczyków za to, co dzieje się zarówno na Ukrainie, jak i w Serbii.

Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem odpowiedzialności zbiorowej.
Wierzę jednak w konsekwencje popełnianych czynów i wierzę w Bożą Sprawiedliwość (i Miłość, oczywiście!). Innymi słowy, nie uważam, że można popełniać złe uczynki i ujść z tym na sucho. Prędzej czy później trzeba będzie za nie zapłacić, zwłaszcza jeśli nie żałuje się za swoje złe czyny.

Ponadto, zdaję sobie sprawę, że UE jest kolonią /protektoratem USA, podobnie jak duża część świata.

Dlaczego w Ameryce Łacińskiej czy Afryce może istnieć prawdziwy opór wobec Imperium, a w UE żadnego? Czy Kuba powinna zacząć wysyłać żołnierzy, lekarzy i inżynierów do UE (tylko żartuję!)?

 Pamiętam z czasów dzieciństwa, różne ruchy protestu i oporu, jakie mieliśmy w Europie. Obejmowały one (w większości) pokojowe antynuklearne ruchy ekologiczne, strajki, RAF w Niemczech, IRA w Ulsterze, ETA w Hiszpanii, a nawet różne kurdyjskie, ormiańskie, palestyńskie i inne grupy etniczne angażujące się w różnym stopniu w gwałtowny opór przeciwko państwu. Nawet w maleńkiej Szwajcarii mieliśmy autonomistów z Jury, którzy stosowali pewne kreatywne metody oporu!  Nie oznacza to, że wszystkie popieram, ale że pamiętam czasy, kiedy w Europie istniał prawdziwy opór. Czy współcześni Europejczycy są zdolni do jakiegokolwiek sensownego oporu wobec *czegokolwiek*?  Bardzo w to wątpię.
Myślę, że śmiało można powiedzieć, że UE jest najbardziej potulną, tchórzliwą i lojalną kolonią Imperium.  Dlaczego?  Prawdopodobnie dlatego, że wszystkie inne kolonie *wiedziały*, że ich status kolonialny nigdy się nie zmieni pod rządami Anglo-Syjonistów, podczas gdy Europejczycy mieli nadzieję, że w jakiś sposób „podniosą swoją rangę” będąc „pudlami” Wujka Szmula. Poza tym, imperializm narodził się w Europie, a nie w Nowym Świecie.

Nie jest to nic nowego.

Kiedy Anglo-Syjonizm rozpoczął CAŁKOWICIE NIELEGALNĄ  agresję przeciwko narodowi serbskiemu i Jugosławii, która była członkiem – założycielem ruchu Państw Niezaangażowanych, dumni Europejczycy zasłonili oczy.
W identyczny sposób, Europejczycy zdradzili Serbów podczas II wojny światowej i robią to nadal; patrz groźby UE wobec Serbii, dotyczące Kosowa.
Bez wątpienia, przez te wszystkie lata, terroryzm KLA w Kosowie był w pełni wspierany, a nawet wspomagany przez KFOR i EULEX (ten ostatni podmiot skromnie nazywany „Misją Unii Europejskiej w zakresie praworządności w Kosowie”.
Teraz znów ze Starego Kontynentu słyszymy tylko głuchą ciszę albo groźby.

Dawno zapomniano o mądrym napomnieniu Yehudy Bauera:

Nie będziesz ofiarą.
Nie będziesz sprawcą.
A przede wszystkim,
nie możesz być obojętnym obserwatorem.

Czyniąc UE wspólnikiem amerykańskiej agresji na Serbię, USA w zasadzie zapewniły sobie lojalność Europejczyków na zawsze, ponieważ teraz nie są oni związani jedynie więzami kulturowymi czy kolonialnymi, ale są również współwinni gwałtu na Serbii, Maghrebie i Maszreku [arabskie: region Bliskiego Wschodu md], Afganistanie i innych krajach, które cierpią pod jarzmem Hegemonii.
Anglo-syjonistyczny atak na Jugosławię był Kryształową Nocą prawa międzynarodowego, był wydarzeniem, z którego wyrosły wszystkie okropności, które widzimy dzisiaj.  A jednak, dalecy od zrozumienia (a nawet przyznania się!) do zbrodni agresji (najgorszej zbrodni w prawie międzynarodowym, przewyższającej nawet ludobójstwo czy zbrodnie przeciwko ludzkości!) i okazania skruchy, europejscy przywódcy utrzymali ten kurs, a „zwykli” Europejczycy po prostu zignorowali to wszystko, niczym małe, dobre pudelki, którymi rzeczywiście się stali.

I proszę nie wysuwać mi argumentu, że „mieliśmy do czynienia ze zbyt groźnym przeciwnikiem” albo „nie mogliśmy nic zrobić”.  Każdy Europejczyk mógł przynajmniej zastosować się do apelu Sołżenicyna i „nie żyć w kłamstwie”.  Ale nawet tego nie mogli zrobić.  1000 lat antychrześcijańskiej propagandy i herezji doprowadziło do powstania społeczeństwa, które nie wierzy nawet w samo pojęcie „prawdy”.  Nic dziwnego, że nie mogą już przestać kłamać…

 Truizmem jest, iż jeśli nie ma się szacunku dla samego siebie, nie uzyska się również szacunku od innych.  Uważam również, że można uczciwie powiedzieć, iż UE stała się najbardziej pogardzanym społeczeństwem na naszej planecie. Nie tylko Putin nazywa UE „wycieraczką USA” – taka sama opinia panuje w dużej części strefy B.

Oto, jak sądzę, prawidłowa odpowiedź na pytanie, które zadałem powyżej: czy Europejczycy zasłużyli sobie na to, co ich czeka?  Biorąc pod uwagę, że to, co ich czeka, jest całkowicie zawinione przez nich samych, myślę, że niepodważalną odpowiedzią jest głośne „TAK!”.
Jeśli nie oni, to kto jest winien?  Rosja?  USA?  Putin?  „Żydzi”?  Imigracja?  Muzułmanie?
A propos USA – przynajmniej Amerykanie głosowali na Trumpa (dwukrotnie).  Fakt, że nie spowodowało to (prawie) żadnej różnicy jest mniej istotny, przynajmniej obywatele USA próbowali się sprzeciwić!  W rzeczywistości, nawet przy obecnych represjach wobec dysydentów, nadal uważam, że istnieje znacznie większy odsetek Amerykanów zdolnych i chętnych do oporu niż Europejczyków.
I dlatego dziś chcę zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie robiłem. Po raz kolejny zamieszczę coś, co już raz zamieściłem: wywiad z płk. Douglasem Macgregorem przeprowadzony przez dr Michaela Vlahosa. Oceniam tę rozmowę jako tak ważną, że zasługuje na drugi post.( tłumacz tego artykułu jest w trakcie przekładu rozmowy płk. Macgregora z M. Vlahosem. Rozmowa trwa ponad 2 h, a siły tłumacza ograniczone i na wyczerpaniu). Zanim zostawię was z tymi dwoma Panami, chcę tylko dodać co następuje:
Ci dwaj panowie należą do pokolenia, które było profesorami podczas moich studiów w amerykańskich college’ach (1986-1991) i dla których wciąż mam najwyższy szacunek. Nie oznacza to, że koniecznie zgadzam się ze wszystkim, co robili lub pisali, wcale nie. Ale takich ludzi mogę szanować nie tylko za ich olbrzymi intelekt, ale także za to, że byli ludźmi honoru i prawdy oraz prawdziwymi (w przeciwieństwie do tych wymaCHUJących flagami) patriotami swojego kraju.

To pokolenie ludzi takich jak David Glantz czy Lester W. Grau – amerykańskich oficerów, którzy naprawdę uważnie studiowali radziecką doktrynę wojenną (autorów takich jak Rezniczenko, Garejew czy Ogarkow) i którzy dzięki swoim studiom wcale nie znienawidzili Rosji czy Rosjan, ale widzieli w nich kolegów po fachu i patriotów. Mając zaszczyt spędzić trochę czasu z ludźmi, którzy uczyli w Akademii Wojskowej im. Frunzego (nawet z jednym z nich byłem współautorem małej książeczki), mogę zaświadczyć, że najlepsi rosyjscy stratedzy również mieli wiele szacunku dla swoich amerykańskich kolegów.
To ogromny kontrast wobec neokońskich maniaków.

Szczerze uważam, że w poniższej rozmowie, każdy temat i każde zdanie jest ważne, ponieważ pokazuje, co to pokolenie kompetentnych i honorowych Amerykanów myśli o (wielu) obrzydliwościach, których jesteśmy dziś świadkami.  Mogę szczerze powiedzieć, że życzę im i ich sprawie pełnego sukcesu.
Jak dla mnie, mamy wspólnego wroga.
Niech przykład ich oporu (bo jest to opór) zainspiruje (jest już kilku) Europejczyków do pójścia za ich przykładem.

Andriej Martianow tłum. Sławomir Soja

Reakcja bidnej spanikowanej kobiecinki [Marszałek Witek] wskazuje, że agenturalna przeszłość Morawieckiego jest prawdą. Poseł Braun zawiadamia służby.

Reakcja bidnej spanikowanej kobiecinki [marszałek Witek] wskazuje, że agenturalna przeszłość Morawieckiego jest prawdą.

Braun zawiadamia służby o możliwej współpracy Morawieckiego ze STASI!

Marszałek Sejmu nerwowo przerywa wystąpienie, a polska bezpieka żenująco komentuje sprawę!

https://wprawo.pl/braun-zawiadamia-sluzby-o-mozliwej-wspolpracy-morawieckiego-ze-stasi

Dziś (15.12.2022) z mównicy sejmowej poseł Grzegorz Braun (Konfederacja) poruszył sprawę doniesień dziennikarza śledczego Leszka Szymowskiego o możliwej współpracy premiera Mateusza Morawieckiego z komunistyczną, niemiecką bezpieką STASI. Marszałek Witek nerwowo przerwała posłowi wystąpienie, a dzień wcześniej w żenujący sposób zarzuty skomentował Stanisław Żaryn, rzecznik bezpieki w Polsce.

– Minął tydzień od upublicznienia przez dziennikarza śledczego Leszka Szymowskiego informacji o podwójnej rejestracji Mateusza Jakuba Morawieckiego jako tajnego współpracownika sowiecko-niemieckiej tajnej służby STASI. Pseudonimy “Jakob” i “Student”. Cisza w eterze utrzymywana przez władzę i służby skłania mnie do złożenia wniosku formalnego w zgodzie z regulaminem o zarządzenie przerwy, zwołanie konwentu seniorów, tak aby pani marszałek mogła skonsultować sposób przedstawienia Wysokiej Izbie informacji o tej sprawie, a z ostrożności procesowej proszę traktować tę moją wypowiedź jako publiczne zawiadomienie szefa służb, ministra sprawiedliwości… – dziś z mównicy sejmowej mówił Grzegorz Braun.

Przemówienie przerwała Marszałek Sejmu Elżbieta Witek: – Proszę zawiadomić, proszę zawiadomić, no właśnie kogo, proszę zawiadomić no właśnie kogo nerwowo odpowiadała Witek.

================================

W sprawie potencjalnej współpracy Morawieckiego ze STASI wypowiedział się także Stanisław Żaryn, zastępca Ministra Koordynatora Służb Specjalnych. Zamiast informacji o wszczętym postępowaniu weryfikującym informacje podane przez Szymowskiego, Żaryn pokusił się o komentarz redukujący poważne doniesienia dziennikarza śledczego do rangi… rosyjskiej propagandy.
W polskiej przestrzeni informacyjnej odnotowano próbę zdezawuowania i podważenia wiarygodności Premiera RP poprzez insynuowanie jego związków ze służbami NRD. Te pomówienia, jednoznacznie zbieżne z celami informacyjnymi FR, padły na podatny grunt cz. klasy politycznej w Polsce – na Twitterze napisał Żaryn.

To pierwsza i ostatnia reakcja obozu rządzącego na poważne zarzuty, wysunięte przez dziennikarza śledczego. Co więcej, jak wskazuje zam Szymowski, sprawą o dziwo nie zajmuje się nie tylko polska władza, ale także media głównego ścieku.
Gdyby w kraju z dobrze funkcjonującą demokracją znany dziennikarz śledczy (prawie 20 lat pracy) ogłosił, że prezydent albo premier został zarejestrowany przez obcy wywiad kilkadziesiąt lat temu, wywołałoby to polityczne trzęsienie ziemi. Gdyby dziennikarz mówił prawdę, dostałby Pulitzera a polityk zakończyłby karierę. Gdyby okazało się, że dziennikarz kłamie, szybko zmieniłby zawód. To, że nasze media w ogóle tej sprawy nie zauważyły, nasi dziennikarze przeszli nad tym do porządku dziennego a premier i jego otoczenie udają, że sprawy nie ma – to wszystko świadczy o tym w jak głębokim paraliżu pogrążony jest nasz kraj – na Facebook’u sprawę skomentował Szymowski.

Córka. Śmierć hrabiego. WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (23)

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (23)

Śmierć hrabiego

Ponury listopadowy poranek mżył drobnym deszczem. A właściwie to trudno byłoby ten wodny pył, miotany podmuchami zimnego wiatru, deszczem nazwać. Stromą, oślizgłą od wilgoci ścieżką ku szczytowi wzniesienia, zwieńczonego rozwalinami zamku, spomiędzy których strzelała w niebo tylko jedna niezrujnowana wieża, mozolnie wspinała się trójka wędrowców: mężczyzna odziany w doktorską togę i biret uszyte z zacnego materiału oraz piękna młodziutka blondynka o harmonijnych rysach twarzy i nadzwyczaj proporcjonalnej budowie ciała, wskazujących na przynależność do szlachetnego rodu, podtrzymywana przez pannę służebną, iżby nie straciła równowagi i broń Boże się nie przewróciła.

Musieli iść na piechotę, bo w te rejony nie dało się dotrzeć powozem. Była tu co prawda kiedyś bardzo przyzwoita brukowana droga, która poprzednim właścicielom zamczyska umożliwiała wszelką komunikację – i pieszą, i konną i na wozach, ale poszła w ruinę i rozsypkę. Może latem, przy suszy i ładnej pogodzie, jakiś doświadczony woźnica zaryzykowałby dotarcie do zamku solidną i stabilną bryką, ale nie w taki dzień i nie przy takiej pogodzie.

Wlekli się tedy noga za nogą, bacząc, aby sobie tych nóg na nierównościach nie poskręcać.

Nikt nic nie mówił, jeden tylko doktor Cadaver Illuminatus od czasu do czasu wzdychał ciężko, bo takiej sytuacji nie przewidział.

Otóż był pewny, że stary hrabia dawno już oczy zamknął, tymczasem alkad mieściny leżącej u podnóża góry zamkowej oświadczył im, że pan Sancho d’Urgel y d’Osona nie tylko, że żyje, ale i w miarę nieźle się miewa. A liczył sobie…. doktor szybko porachował w pamięci… jakieś dziewięćdziesiąt siedem-osiem lat! A może nawet i rok więcej.

Cała okolica już wiedziała, iż właśnie zjechała do niego córka, która ojca po raz pierwszy w życiu zobaczy na oczy, a ojciec ją.

Illuminatus był mocno wystraszony spotkaniem ze starym hrabią, bo jego pierwotny plan załatwienia spraw – ujawnienia córki, przejęcia spadku, potwierdzenia tożsamości dziewczyny na podstawie metryki, którą kiedyś wycyganił od miejscowego plebana, obrócił się wniwecz.

Co prawda może nie do końca, bo z nowym proboszczem urzędowe potwierdzenie posiadanego dokumentu, stwierdzenie oryginalności podpisu jego poprzednika i pieczęci parafialnej, pomyślnie załatwił, ale ostatnie słowo dotyczące dziewczyny i tak należało do hrabiego. A co będzie, jeśli się jej wyprze. I to przy świadkach? Gdyby dziadyga nie żył, całą sprawę prościej byłoby przeprowadzić. Pokazałoby się papiery stosownym urzędnikom i po kłopocie. A tak?… Drapał się tedy doktor w głowę, pomrukiwał, wzdychał i szedł jak na ścięcie…

* * *

Hrabia Sancho d’Urgel y d’Osona wsparł się na łokciu i pilnie wpatrywał w przybyłych. Mimo sędziwego wieku doktora poznał od razu i nawet ucieszył się na jego widok. Później jął lustrować Kasię i jej służebną, wytężając wzrok, ale na koniec tylko pokręcił głową.

– Kimże są owe młode niewiasty, doktorze, jakże ci tam, Illuminatusie?

– To twoja córka, panie hrabio, Valérie Catherine Marguerite d’Urgel y d’Osona, zrodzona w tym zamku…

– Hm… tak twierdzisz? A ta druga?

– To jej służebna.

– A co z jej matką?

– Czyją? Służebnej?

– Idiota!

– Ach! Pańskiej córki!

– Tego nie stwierdzę. Nie znam tej panny.

– Panie hrabio, ponad wszelką wątpliwość! Oto tu są dokumenty.

Cadaver podał starcowi oryginalną metrykę sprzed kilkunastu lat i aktualne potwierdzenie jej prawdziwości, jakie uzyskał przed kilkoma dniami.

Hrabia zagłębił się w lekturę. Ku zdumieniu doktora czytał bez okularów, i to bez najmniejszych trudności, mimo półmroku panującego w izbie.

– Hm… Autentyczne. Zatem i ty, dziecko, musisz być autentyczna. Zbliż no się do mnie, a pan doktorze, zapal świecę… Tak… znakomicie… bliżej… bliżej… poświeć jej na twarz. Mój Boże! Wykapana matka. Ta mleczna cera, te błękitne oczy, te włosy złociste… Dłonie… pokaż dłonie…

Kasia wyciągnęła je przed siebie, a starzec dokładnie je obejrzał.

– Nie ma wątpliwości… arystokratyczne… takie wysmukłe, zgrabne, rasowe… nieskalane…

Opadł na poduszki, przymknął powieki i odpoczywał.

Widać było, iż się wzruszył.

– Nie spodziewałem się… że dożyję… moja krew… cóż, nie syn… ale i tak… niechże będzie… Żal… żal…

– Czego panu żal, panie hrabio?

– Nie miałem jej przy sobie, nie widziałem, jak dorastała…

– Jeszcze się nią pan nacieszy, panie hrabio – wesołym głosem powiedział uradowany z obrotu spraw Cadaver Illuminatus.

– Nie… już się nie nacieszę… Powiedz, doktorze, co z jej matką, jak się jej powodzi?

– Tego, niestety, nie wiem. Gdy ją pan hrabia oddalił, wyjechała do Nowej Hiszpanii.

– Kto zatem wychowywał moją córkę?

Na takie pytanie Cadaver nie był przygotowany. Zapadło ciężkie milczenie.

– No? Kto? – ponownie zapytał starzec.

– Zakonnice.

– Jakie.

– Benedyktynki.

– Gdzie?

– W Polsce.

– W Polsce? A skądże się tam ona wzięła?

– Wracając do kraju, zabrałem dziecko ze sobą. A com się umęczył z nią w drodze, to opowiedzieć trudno! Kiedym dotarł do ojczyzny, podrzuciłem dzieciątko na progu klasztornej furty z listem, że pochodzi ze szlachetnego rodu i kiedy dojdzie do lat, zgłoszę się po nią, a potem rodzina pokryje wszelkie zobowiązania.

– Bajki jakieś opowiadasz, doktorze. I pewnie żeś to dziecię własną piersią karmił? Czyż nie?

– Panie hrabio, pozwolę sobie zaprotestować…

– Bajdurzysz, ot co. Czy masz mnie za idiotę?

– Ależ! Gdzież bym śmiał!

– Tedy mów prawdę.

– Ale ta prawda…

– Jaka by nie była, zawsze prawda najlepsza, choć nie zawsze smakuje jak marcepan.

Głowa doktora pracowała bez wytchnienia, a nie umiał niczego sensownego wymyślić na poczekaniu. Milczał.

– No?… – odezwał się starzec. – Wcale nie wyjechała do Nowej Hiszpanii, czyż nie tak?

– Tak, panie.

– Więc gdzie jest.

– Nie ma jej… Zamieszkała w Paryżu… Miała kilku kochanków… Żyła wystawnie i wesoło…

– I?

– I w końcu… umarła…

– A na co?

– Na… Syphilis sive morbus italicus1

– Nie rozumiem. Cóż to za choroba?

Grande vérole… mal de Naples…2

– Ach! Teraz wiem! Cóż… liczni kochankowie… nie dziwota… No nic, przynajmniej użyła, nim zgasła. Nie to, co ja…

Hrabia znów wyczerpany opadł na poduszkę, ostatecznie kończąc temat żony.

– Mam nadzieję, że moja córka nie poszła w ślady matki…

– Panie hrabio! – gwałtownie zareagował Cadaver. – Panie hrabio! Jak możesz nawet tak myśleć! To czysta, słodka, święta istota!

– Mam nadzieję – westchnął hrabia i ponownie uniósł się nieco, wspierając na łokciu. – A powiedz mi pan, doktorze, po co tak właściwie tutaj przybyliście?

– Cóż… córka chciała poznać ojca… albo przynajmniej zobaczyć miejsce, w którym przyszła na świat…

– A na jakiej podstawie przypuszczała, że zastanie mnie przy życiu? I czyż wcześniej nie mogła o tym pomyśleć?

– Przecie mówiłem, że pewności nie miała, pan hrabia raczył mnie nie zrozumieć… A wcześniej nie mogła przybyć, bo matka jej nie pozwalała.

Cadaver zebrał się na odwagę i przymknąwszy oczy, bowiem nie był pewny reakcji starca, wypalił:

– Skoro jednak zastaliśmy pana hrabiego przy życiu, to panna mogłaby skorzystać z okazji i poprosić o pańską zgodę na zamążpójście.

– O?! – strzec wyraźnie się ożywił i przywołał stojącą w kącie izby milczącą Kasię. – Podejdź do mnie dziecko.

A kiedy Kasia podeszła, ciągnął:

– Zatem masz adoratora… To pięknie, pięknie. Stary, młody?

– Mój równolatek…

– Równolatek? Dziwne, dziwne… I któż to taki?

– Polski szlachcic, Jerzy Białecki.

– Polski?

– Od czasów nieboszczyka króla Henryka III sporo Polaków można spotkać we Francji i sporo Francuzów w Polsce – wtrącił się do rozmowy doktor, aby pannę wybawić z kłopotu, bo ta absolutnie kłamać nie umiała.

– No dobrze, rozumiem. I chce cię? Przecież ty nie masz posagu? Groszem nie śmierdzisz!

– Ale, panie…

Stary wbił wzrok w oczy Kasi i sprostował:

– … ojcze. Tak się do mnie zwracaj.

Kasia się zaczerwieniła po samo czoło, natomiast doktorowi aż serce szybciej zabiło z radości.

– Trudno mi… tak od razu… pierwszy raz…

Hrabia uśmiechnął się.

– To jakże? Chce cię bez posagu?

– Kochamy się, a on jest bogaty… i… starożytnego rodu, chociaż nie magnat…

– Skoro tak… to raczej nie mam wyjścia – roześmiał się starzec – i muszę ci dać moją zgodę i błogosławieństwo.

Cadaver dyskretnie szturchnął Kasię w plecy, a ona, wczuwszy się już w rolę, uklękła przy posłaniu hrabiego i ze czcią pocałowała go w rękę. On delikatnie pogładził jej włosy i przymknął powieki, spod których po zwiędłych policzkach popłynęły łzy…

– Doktorze… tam… w sekretarzyku… papier… inkaust…

Doktor sięgnął we wskazane miejsce.

– Zredaguj moją zgodę na to małżeństwo… ale pośpiesz się, bo dziwnie jakoś słabnę…

Cadaver, jako człowiek i w pisaniu i w redagowaniu dokumentów wprawiony, w chwil parę nakreślił ową zgodę po łacinie, ale mając świadomość, iż znajomość tego języka u hrabiego jest, delikatnie mówiąc, skromna, napisał to samo także i po francusku.

Ale hrabia dokumentu nie czytał. Złożył swój podpis we wskazanym mu miejscu, po czym postukał palcem obok. Doktor zrozumiał. Pogrzebał raz jeszcze w sekretarzyku i wydobył laskę czerwonego laku, rozgrzał go od świecy i nakapał na dokument, wówczas hrabia podał mu sygnet ze swoim herbem, który zsunął z palca, a Cadaver zmoczywszy wpierw sygnet w wodzie, odcisnął go w miękkim laku.

– Dobrze… bardzo dobrze… – uśmiechnął się hrabia. – Masz także i moje błogosławieństwo. Szkoda tylko, iż nie poznam twojego narzeczonego, bo nie ma nadziei, bym dotrwał żywy do jego przyjazdu z Polski… A może dotrwam? Bo może on jest w Paryżu?

– Nie, ojcze. Nie ma go w Paryżu.

– Trudno…

Zapadło milczenie zakłócane tylko przez skrobanie myszy gdzieś w najmroczniejszym kącie izby.

– Córko – po upływie dłuższej chwili starzec zwrócił się do Kasi. – Córko. Nie zostawię cię bez posagu. Przyślijcie mi z rana alkada i księdza z Wiatykiem. A teraz idźcie już, idźcie, jestem wyczerpany…

– Panie hrabio! Co też pan opowiada? Jaki ksiądz z Wiatykiem? Po co? Jeszcze musicie się, dostojny panie, nacieszyć wnukami…

Starzec przerwał mu machnięciem reki.

– Daj spokój, doktorze, wypaliłem się już do cna. A to, że jeszcze mogłem ucieszyć oczy córką, zanim je ostatni raz zamknę, to cud jakowyś i łaska Boga. Mój płomyk dogasa. Ja tego nie przeczuwam, ja to wiem… Idźcie, już idźcie… ja naprawdę muszę odpocząć…

* * *

Skoro nastał ranek następnego dnia, stawili się – zarówno pleban z Panem Bogiem i Olejami Świętymi, jak i alkad w asyście pachołków miejskich.

Najpierw hrabia pojednał się ze Stwórcą, a potem zwrócił do alkada:

– Każ swoim ludziom wziąć się za szpadle i we wschodnim kącie izby, tuż przy murze zdjąć kilka płyt posadzkowych i zacząć kopać dół.

W całkowitym milczeniu spełniono to polecenie. Obecni drżeli z ciekawości i niecierpliwości, co też pachołkowie z wykopanej dziury wyciągną.

A wyciągnęli szkatułę dębową, okutą żelazem i zabezpieczoną solidną kłódką.

Chociaż hrabia dał klucz do niej, to nie szło jej nijak otworzyć, tak była pordzewiała. Nie mając wyjścia, ostatecznie w końcu ją utrącono, a w tejże samej chwili odskoczyło wieko.

Alkad drżącą dłonią uniósł wysoko zapaloną świecę i jako pierwszy zajrzał do środka. Szkatuła pełna była złotych monet i najwyraźniej bardzo starożytnej biżuterii, pierścieni z igrającymi świetlistymi refleksami różnobarwnymi kamieniami, brosz, bransolet, kolczyków, łańcuchów…

Wyglądało na to, iż są to dobra rodowe gromadzone od pokoleń. I te oto dobra, ów wielki majątek, miał teraz trafić w ręce Kasi, jako jej wiano.

Stary hrabia zwrócił się do alkada:

– Przeliczcie wszystko, co się znajduje w szkatule i sporządźcie spis. Następnie zabezpieczcie owe dobra w skarbcu miejskim, a gdy panna wyjdzie za mąż, nie zwlekając, dostarczycie jej to wszystko do miejsca zamieszkania. Chociaż zaraz… chwileczkę… Odliczcie z tego piątą część na Kościół, pod warunkiem, że przez czterdzieści lat będą się odprawiały Msze za spokój mojej duszy w każdą rocznicę mojego zgonu. Z reszty oddzielcie piątą część dla alkada, jako należność za wykonanie powierzonej mu pracy, i kolejną piątą część dla obecnego tutaj doktora Cadavera Illuminatusa, dzięki któremu nie tylko to moje dziecko mogło przyjść na świat, ale i przywiódł je tu do mnie, w godzinę mojej śmierci. To com tu i teraz powiedział, spiszcie w formie testamentu, a ja ów dokument podpiszę, przy was, jako świadkach…

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

1Syfilis albo choroba włoska.

2Wielka ospa… choroba neapolitańska…

Dr Chris Shoemaker: „Szczepionki” przeciw covid są prawdziwym powodem, dla którego ludzie tej zimy chorują i trafiają do szpitali

Dr Chris Shoemaker: „Szczepionki” przeciw covid są prawdziwym powodem, dla którego ludzie tej zimy chorują i trafiają do szpitali

„To osłabia odporność każdego, kto wciąż żyje” – dr Chris Shoemaker (wywiad)

AlterCabrio

Jeśli masz znacznie uszkodzony układ odpornościowy, to bardziej prawdopodobne jest, że będziesz cierpieć z powodu dziwnych lub kłopotliwych lub zbyt częstych infekcji. Ale w rzeczywistości to całe społeczeństwo jest dotknięte, gdy 80 do 85% populacji otrzymało już ten czynnik uszkadzający układ odpornościowy.

−∗−

Omówienie wywiadu z dr Chrisem Shoemakerem dla serwisu RAIR Foundation USA na temat możliwych skutków szczepień przeciwko c19 oraz wpływu na osoby niezaszczepione. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

______________***______________ 

Dr Chris Shoemaker: „szczepionki” przeciw covid są prawdziwym powodem, dla którego ludzie tej zimy chorują i trafiają do szpitali (wywiad)

„Iwermektyna jest jedynym lekiem o pięciogwiazdkowym złotym standardzie skuteczności na świecie”.

Późną jesienią prawdomówni lekarze na całym świecie przewidywali, że ten sezon grypowy będzie prawdopodobnie trudny. Przyczyn jest wiele, między innymi układ odpornościowy miliardów ludzi na całym świecie, osłabiony dzięki eksperymentalnemu zastrzykowi na covid. Następnie są dzieci, których układ odpornościowy, dzięki lockdownom i maseczkom, a także „szczepionce”, nie jest w stanie poradzić sobie z powodu braku narażenia na powszechne patogeny dziecięce. To zniszczyło zbiorową odporność. Dr Chris Alan Shoemaker, klinicysta i lekarz z Toronto, był jednym z pierwszych głosicieli prawdy w całej historii Covid-19.

„Jeśli masz znacznie uszkodzony układ odpornościowy, to bardziej prawdopodobne jest, że będziesz cierpieć z powodu dziwnych lub kłopotliwych lub zbyt częstych infekcji. Ale w rzeczywistości to całe społeczeństwo jest dotknięte, gdy 80 do 85% populacji otrzymało już ten czynnik uszkadzający układ odpornościowy. Tak więc, bez względu na to, czy jesteś zaszczepiony czy nie, wszyscy ucierpią, ponieważ 80% z nas ma uszkodzoną odporność” – powiedział dr Shoemaker w ekskluzywnym wywiadzie dla RAIR Foundation USA. „I to właśnie doprowadziło do tego, że będzie to najgorsza zima pod względem problemów z grypą, problemów z syncytialnym wirusem oddechowym (RSV) i innych uogólnionych problemów immunologicznych, które szczególnie wywołują zachorowania wśród dzieci we wschodniej części Kanady. Szczepionka uszkodziła układ odpornościowy. To osłabia odporność każdego, kto wciąż żyje”.

Niszczące układ odpornościowy właściwości szczepionki na covid, wytworzyły w społeczeństwie przeciwieństwo odporności grupowej. Obecnie tylko około 15% kanadyjskiej populacji – tych, którzy oparli się rządowej propagandzie i skrajnej presji społecznej, by się zaszczepić – jest tą małą grupą, która korzysta z tego zjawiska. To samo dotyczy w większym lub mniejszym stopniu całego świata, w zależności od poziomu szczepień. 

Iwermektyna

W czasie pandemii rosnąca liczba medyków zaufała Iwermektynie jako bezpiecznemu i skutecznemu lekowi na covid, zarówno w funkcji prewencyjnej, jak i na każdym etapie rozwoju choroby. „Badanie po badaniu – nawet rok temu – wykazywało, że iwermektyna była niezwykle skuteczna we wczesnym i średnim stadium przebiegu choroby. A badania, nawet nowsze, pokazują jego fantastyczną zdolność wspomagającą w późnej fazie covid” – mówi dr Shoemaker. „W rzeczywistości nowe badanie, które właśnie dzisiaj recenzowałem, wykazało 75% poprawę poziomu tlenu na OIOM-ach w ciągu czterech godzin od podania iwermektyny. Czyli to, co wiele osób opisywało rok temu, co było pewnym anegdotycznym dowodem na to, że niektórzy pacjenci wspaniale sobie radzili w szpitalu, jeśli ich rodziny przemycały iwermektynę. Teraz mamy oficjalnych naukowców, którzy faktycznie to robią i rejestrują”.

Iwermektyna, jak wyjaśnia dr Shoemaker, zatrzymuje tworzenie rulonów przez krwinki czerwone [rouleaux formation], co oznacza, że ​​powstrzymuje czerwone krwinki przed zwijaniem się i przekształcaniem w rurki, które są faktycznie małymi blokadami dla serca i naczyń płucnych. Kiedy tworzenie rulonów zostanie rozbite przez iwermektynę, trudności z oddychaniem zmniejszają się. Pomaga również w przypadku poważniejszych zakrzepów krwi w większych naczyniach. „To jedyny na świecie lek o pięciogwiazdkowym złotym standardzie skuteczności” — mówi dr Shoemaker. „Hydroksychlorochina ma czteroipółgwiazdkową skuteczność. To też jest potwornie dobre. Nie jest już tak dobra w późnych stadiach covid. Jedyną rzeczą, która z pewnością zaszkodzi ci na OIOM-ie, jest Remdesivir. Jest to praktycznie śmiercionośny lek podawany pacjentom z covid-19.

Jednak iwermektyna jest nadal niezwykle trudna do zdobycia w wielu krajach – między innymi w Kanadzie – gdzie została w tajemniczy sposób usunięta z półek, gdy jej skuteczność stała się oczywista. „Nie ma wątpliwości, dlaczego jest to trudne [do zdobycia]. Jest to trudne, ponieważ College of Pharmacy oraz College of Physicians and Surgeons ugięły się przed tym, co nakazał im Health Canada i Agencja Zdrowia Publicznego Kanady” – mówi dr Shoemaker. „I tu jesteśmy w głębokim lesie. Przez 40 czy 45 lat udowodniono, że zarówno iwermektyna, jak i hydroksychlorochina są całkowicie bezpieczne dla ludzi. Oba są cudownymi lekami. To się nigdy nie zdarzyło przed 2019 rokiem. Nawet agencje zewnętrzne potrafiły powstrzymywać indywidualnego lekarza przed wyborem leku, który już się znajduje na medycznej liście zatwierdzonych bezpiecznych leków. Tu chodzi o coś innego. Na pewno.

Rozprzestrzenianie

Dla osób niezaszczepionych kwestia rozprzestrzeniania [shedding] jest coraz bardziej zagmatwana. Czy ci, którzy zdecydowali się nie przyjmować eksperymentalnego zastrzyku mRNA, są skażeni przez tych, którzy to zrobili? Odbyło się wiele dyskusji na ten temat.

Dr Shoemaker woli używać słowa wydzielanie [exuding]. Jest to termin używany wcześniej w odniesieniu do pacjentów z nowotworem i po chemioterapii, zgodnie z którym członkom rodziny zalecano zachowanie środków ostrożności w pobliżu pacjentów w ciągu pierwszych 48 godzin po leczeniu. „Trzeba nam wiedzieć, że chemikalia mogą być nieznacznie wydzielane z ciała, w oddechu, moczu itp. Czy więc z białkiem kolczastym może być tak samo? Tak, to możliwe”.

Białko kolczaste

Dr Shoemaker nie widzi jednak w tym wielkiego zagrożenia. „Myślę, że to najmniej niebezpieczny sposób narażenia się na białko kolczaste” — mówi. „Nieco poważniejszym sposobem narażenia na białko kolczaste jest uzyskanie prawdziwej, masowej infekcji koronawirusem.

Najpoważniejszym sposobem narażenia na działanie białka kolczastego jest wstrzyknięcie 40 000 miliardów [40,000 billion] tych kolców w ramię. I dlatego nasze przesłanie musi być skierowane do wszystkich. Teraz wyraźnie to widać – czas zatrzymać szczepienia”.

Ale co ze szkodami, jakie białko kolczaste wyrządza organizmowi? Kieruje się do najbardziej wrażliwych obszarów. „Trzy obszary, do których (białka kolczaste) docierają najłatwiej, to układ odpornościowy poprzez śledzionę i szpik kostny, układ jajników i układ mózgowy. Z pewnością może dostać się również do serca, powodując zapalenie mięśnia sercowego” – mówi dr Shoemaker. „Dziedziczymy więc płodność, wpływamy na naszą odporność i szansę na normalne życie, a także wpływamy na nasze funkcje poznawcze, sposób, w jaki możemy być normalnymi, etycznymi, myślącymi spójnie ludźmi”.

Dr Shoemaker sugeruje, że w najbliższej przyszłości infekcje wirusowe wrócą do bardziej normalnego poziomu w ciągu trzech do czterech miesięcy. A jeśli kanadyjskie agencje rządowe naprawdę zajmują się ratowaniem życia, chciałby również, aby iwermektyna była szeroko dostępna w aptekach jako lek bez recepty. „Ci z nas, którzy są po stronie nauki, ci z nas, którzy chcieli spojrzeć na wszystkie strony, my chcemy ratować życie Kanadyjczyków” – mówi.

________________

Dr. Chris Shoemaker: Covid ‘Vaccines’ Are The Real Reason People Are Sick and Hospitalized this Winter (Interview), Miranda Sellick, December 12, 2022

−∗−

Powiązane tematycznie:

Czwarta porcja czyli co obraca się w pył
Były członek zespołu ds. reagowania na covid we wschodnim Ontario, dr Chris Alan Shoemaker, wygłosił przemówienie do setek osób na Wzgórzu Parlamentarnym w Ottawie na temat bezpieczeństwa związanego z preparatami […]

________________

Tsunami zgonów czyli trzy krótkie filmy o…
Prokuratura Europejska (EPPO) wszczęła dochodzenie w sprawie zakupów szczepionek przeciwko koronawirusowi przez UE, co prawdopodobnie zwróci uwagę na rolę w tej sprawie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. […]

________________

Komórki nie kłamią: mRNA działa!
„Białko kolczaste jest toksyną”, mówi patolog dr Ryan Cole, i prawie na pewno powoduje raka w wielu przypadkach. “Wiemy, że białko kolczaste może indukować szlaki nowotworowe. I to się dzieje. […]

________________

Dwadzieścia milionów i nie koniec na tym
Harrison Smith z American Journal omawia wypowiedź doktora Rogera Hodkinsona, szanowanego kanadyjskiego patologa, który szacuje, że obecna globalna liczba zgonów bezpośrednio przypisywanych szczepionce wynosi około 20 milionów, z około 2 […]

 Tagi: amantadyna, białko kolca, białko kolczaste, białko szczytowe, c19, covid, dr Chris Shoemaker, hydroksychlorochina, iwermektyna, Kanada, mRNA, NOP, powikłania poszczepienne, protein S, RSV, szczepienia, zgony poszczepienne

Pokutny Marsz Różańcowy – Łomża, niedziela. Mocami Chrystusa odnowić możemy Polskę

Mocami Chrystusa odnowić Polskę – taką myśl sformułował przed 13 laty ks. prof. Jerzy Bajda i głęboko to uzasadnił, wskazał kierunek.

Mocami Chrystusa odnowić możemy Polskę – taką wiarą i nadzieją i miłością mają kierować się dzieci Boże w czasach kolejnego rozbioru Polski i gnicia Kościoła. 

Mocami Chrystusa! Odnowić Polskę!

Więc mają głęboki sens nasze Pokutne Marsze Różańcowe pod figurę Chrystusa Króla, aby oddać Jemu pokłon i zawierzyć wszystko, co ważne.

Bo lepiej oddać życie w walce o Królestwo Chrystusa na ziemi, niż mieć życie gnijąc i będąc karmionym przez masonów.

Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!

W Komendzie Głównej Policji eksplodował prezent [z granatnika p-panc…] od jednego z szefów ukraińskich służb. Komendant Główny Policji w szpitalu [na obserwacji]. [Uzupełniane].

==================================

W Komendzie Głównej Policji eksplodował prezent [z granatnika-panc…] od jednego z szefów ukraińskich służb. Komendant Główny Policji w szpitalu [na obserwacji].

Jak już informowaliśmy, w budynku Komendy Głównej Policji miała miejsce eksplozja. Ranny został Komendant Głównej Policji gen. insp. Jarosław Szymczyk, który przebywa na obserwacji w szpitalu. Komunikat w tej sprawie wydało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji:

Wczoraj o godz. 7:50 w pomieszczeniu sąsiadującym z gabinetem Komendanta Głównego Policji doszło do eksplozji. Eksplodował jeden z prezentów, które Komendant otrzymał podczas swojej roboczej wizyty na Ukrainie w dn. 11-12 grudnia br., gdzie spotkał się z kierownictwami ukraińskiej Policji i Służby ds. sytuacji nadzwyczajnych. Prezent był podarunkiem od jednego z szefów ukraińskich służb. W wyniku eksplozji Komendant doznał lekkich obrażeń i od wczoraj przebywa na obserwacji w szpitalu. Lekkich obrażeń nie wymagających hospitalizacji doznał też pracownik cywilny Komendy Głównej Policji. Strona polska zwróciła się do strony ukraińskiej o złożenie stosownych wyjaśnień. Sprawą od początku zajmuje się prokuratura i odpowiednie służby.

W czwartek Radio ZET podało, że w budynku Komendy Głównej Policji w Warszawie doszło do eksplozji. Rzecznik Komendanta Głównego Policji insp. Mariusz Ciarka przekazał, że do uszkodzenia stropu doszło w „pomieszczeniu służby ochronnej”. Później radio RMF podało, że w wyniku zdarzenia do szpitala trafił Komendant Główny Policji gen. insp. Jarosław Szymczyk.

====================

Nieoficjalna informacja głosi, że przyczyną wybuchu na komendzie było wystrzelenie pocisku z granatnika, który trafił do Polski z Ukrainy. Pocisk miał uderzyć w ścianę gabinetu komendanta.

—————————

O tej samej porze, o której doszło do wybuchu (ok. godz. 8 w środę), przed gmachem komendy interweniowało pogotowie. 50-letni robotnik, który prowadził tam prace remontowe, trafił do Szpitala Południowego. „Prawdopodobnie coś spadło mu na głowę” –

[ Komendant Główny] Szymczyk doznał zadrapań i skaleczeń, był opatrywany. Bezpośrednio po wybuchu miał też stracić słuch, były podejrzenia, że na stałe. Ale po kilku godzinach odzyskał go.

=================================

„Prezent” przywiózł z Ukrainy sam komendant

========================

Rosyjski portal obiektywnie to relacjonuj, tu wyjątki:

В Штаб-квартире польской полиции в Варшаве взорвался подарок, полученный комендантом от украинских спецслужб

https://topwar.ru/206868-v-shtab-kvartire-polskoj-policii-v-varshave-vzorvalsja-podarok-poluchennyj-komendantom-ot-ukrainskih-specsluzhb.html

В Штаб-квартире польской полиции в Варшаве взорвался подарок, полученный комендантом от украинских спецслужб

Bзрывоопасным подарком оказался боевой гранатомет, подаренный коменданту польской полиции на Украине. Именно его поместили в „секретное помещении, где находятся устройства, связанные с обеспечением охраны объектов главной комендатуры полиции”.

========================

Mail. Od oficera.

Nigdy nie przewozi się, nie przekazuje broni naładowanej [ani się jej nie „darowuje”]. Pierwszym przykazaniem każdego myśliwego jest rozładowanie broni po użyciu. Gdzieś sugerowano, że oficerowie w tym tajnym pomieszczeniu Komendy Główniej Policji „bawili się granatnikiem”. Nie jest to możliwe, bo ponieważ zawalił się duży fragment sufitu, to odpalenie granatnika i wybuch granatu w takim pomieszczeniu musiałby ich zabić. Ponieważ nie mamy doniesień o ofiarach śmiertelnych, a na pewno nie odważyliby się ich zataić, wskazuje to, że było to odpalenie albo sterowane z zewnątrz, albo na skutek zadziałania mechanizmu zegarowego. „Argument nie do odrzucenia”?

Zdjęcie

RGW 90 – uniwersalny w każdej sytuacji. Koncern Dynamit Nobel Defence [DND]: Broń stworzono w wyniku kooperacji DND, a także izraelskiego koncernu Rafael i singapurskich sił zbrojnych.

==============================

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/nieoficjalnie-to-komendant-odpalil-granatnik-w-swoim-gabinecie/cr9ffl3

To sam Jarosław Szymczyk, komendant główny policji, miał odpalić granatnik w swoim gabinecie – dowiedział się nieoficjalnie Onet z kilku niezależnych od siebie źródeł w służbach. Z naszych ustaleń wynika, że nie spodziewał się, iż broń jest załadowana. Granat miał przebić podłogę w pomieszczeniu socjalnym obok gabinetu, dlatego posypał się strop w pokoju ochrony znajdującym się pod nim.

Rząd wywiesił białą flagę, przyjmując dyktat Komisji Europejskiej ws. praworządności. Ewidentnie sprzeczne z Konstytucją.

Rząd wywiesił białą flagę, przyjmując dyktat Komisji Europejskiej ws. praworządności. Ewidentnie sprzeczne z Konstytucją.

Michalkiewicz: Jesteśmy świadkami przełomowego momentu w dziejach naszego Bantustanu

https://nczas.com/2022/12/15/michalkiewicz-jestesmy-swiadkami-przelomowego-momentu-w-dziejach-naszego-bantustanu/

Stanisław Michalkiewicz w felietonie wyemitowanym na kanale TV ASME na YouTube odniósł się do nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. Jest to jeden z warunków podyktowanych nam przez Brukselę w związku z KPO.

– Jesteśmy świadkami przełomowego momentu w dziejach III Rzeczpospolitej, naszego Bantustanu. Właśnie rząd wywiesił białą flagę, przyjmując dyktat Komisji Europejskiej ws. praworządności mówił Stanisław Michalkiewicz, odnosząc się do projektu nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym.

Nowelizacja ustawy o SN

Projekt zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym, który ma wypełnić kluczowy kamień milowy wskazany przez Komisję Europejską ws. KPO, wpłynął do Sejmu i został opublikowany w nocy z wtorku na środę na sejmowej stronie internetowej.

We wtorek wieczorem podczas konferencji prasowej o projekcie tym mówili minister ds. europejskich Szymon Szynkowski vel Sęk i rzecznik rządu warszawskiego Piotr Müller.

Z satysfakcją przyjmujemy informacje z dzisiejszego posiedzenia komisarzy (KE), którzy przyjęli wynegocjowane założenia jako rozwiązujące. Jeżeli zostaną przyjęte przez polski parlament wypełnią kamień milowy dotyczący wymiaru sprawiedliwości, który jest najbardziej kluczowy z punktu widzenia spełnienia warunków dla uzyskania środków z KPO powiedział we wtorek Szynkowski vel Sęk.

Minister ds. UE zaznaczył, że pierwszą fundamentalną propozycją zmian, będzie to, aby sądem rozstrzygającym sprawy dyscyplinarne sędziów był Naczelny Sąd Administracyjny w miejsce dzisiejszej Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego. Doprecyzował, że Izba Odpowiedzialności Zawodowej będzie zajmowała się sprawami dotyczącymi odpowiedzialności zawodowej adwokatów i radców prawnych.

Minister zapewnił, że prezydent Andrzej Duda w trakcie negocjacji ws. KPO był na bieżąco konsultowany i został poinformowany „o zarysie tych finalnych ustaleń”.

– Druga istotna zmiana to doprecyzowanie zastosowania testu niezależności. Z jednej strony, tak by mógł być stosowany również przez składy sędziowskie, z drugiej strony by za nie tylko stosowanie testu niezależności, ale też ewentualne wykorzystanie innych ścieżek ustalania statusu sędziego nie groziła odpowiedzialność dyscyplinarna – powiedział.

KE na początku czerwca zaakceptowała polski KPO, co było krokiem w kierunku wypłaty przez UE 23,9 mld euro dotacji i 11,5 mld euro pożyczek w ramach Funduszu Odbudowy, jednak pieniądze nie zostały wypłacone. Komisja zaznaczyła, że polski KPO „zawiera kamienie milowe związane z ważnymi aspektami niezależności sądownictwa, które mają szczególne znaczenie dla poprawy klimatu inwestycyjnego i stworzenia warunków dla skutecznej realizacji” i że „Polska musi wykazać, że te kamienie milowe zostały osiągnięte przed dokonaniem jakichkolwiek wypłat w ramach Funduszu Odbudowy”.

Rozwiązanie sprzeczne z polską Konstytucją

Mówiąc o zapisach zawartych w nowelizacji, Michalkiewicz stwierdził, że „tego właśnie dowiedział się w Brukseli pan minister Szynkowski vel Sęk, który tam negocjował te wszystkie dyrdymały”.

– Bardzo ciekawe jest, mówiąc nawiasem, to rozwiązanie, dlatego że ono jest ewidentnie sprzeczne z polską Konstytucją. Otóż Konstytucja przewiduje, że owszem, Naczelny Sąd Administracyjny zajmuje się badaniem legalności, czy prawidłowości decyzji administracji publicznej, natomiast ani słowem nie wspomina, że on się ma zajmować sędziami sądów powszechnych i tam prowadzić jakieś postępowania dyscyplinarne – wskazał publicysta.

W ocenie Michalkiewicza „być może – co zresztą jest przypuszczeniem uprzejmym – że pan minister Szynkowski vel Sęk też nie zdawał sobie z tego sprawy, przyjmując ten dyktat Komisji Europejskiej ws. Naczelnego Sądu Administracyjnego”.

– Ciekawe, co w tej sytuacji zrobią płomienni obrońcy Konstytucji z kukuńkiem na czele, któremu ta koszulka z napisem KONSTYTUCJI już pewnie zdążyła przyrosnąć do ciała. (…) Mogą udać, że tego słonia w menażerii nie zauważają, ale mogą też przyjąć, żeby zmienić Konstytucję tak, żeby dostosować ją do życzeń Komisji Europejskiej – zaznaczył.

– Tu precedens już jest, dlatego że tak właśnie się zdarzyło w przypadku europejskiego nakazu aresztowania przypomniał Michalkiewicz.