Arden, Marin i Trudeau. No, przecież Greta!! „Młodzi” z Davos jednak jeszcze sobie nie radzą. Ale „Wielka Kariera” i tak ich czeka. Wpadki? Przecież to urocze!

Jakub Majewski 30 stycznia 2023 https://m.pch24.pl/arden-marin-i-trudeau-mlodzi-z-davos-jednakWjeszcze-sobie-nie-radza/

Nowa Zelandia jest małym krajem liczącym zaledwie pięć milionów mieszkańców, który praktycznie nie ma znaczenia w międzynarodowej polityce. Czy powinien nas więc obchodzić fakt rezygnacji Jacindy Ardern ze stanowiska i przekazanie w ubiegłym tygodniu teki premiera innemu politykowi? Pozornie nie. Ale jednocześnie, jak to – miałbym nie pisać o kobiecie, którą w 2021 r. magazyn Fortune umieścił na samym szczycie listy największych przywódców świata, wskazując ją całemu światu jako osobę godną podziwu, jeśli nie wręcz ubóstwiania? No, nie, to by po prostu nie wypadało…

Tu nie chodzi wcale o Jacindę Ardern, kobietę która znikąd wyrosła na pozycję premiera odległej Nowej Zelandii. Z chwilą bowiem jej upadku, utraciła ona dla nas znaczenie – choć ostrzegam, że „zużyci” premierzy często potem niespodzianie wyrastają na ważne figury w międzynarodowych organizacjach, więc panią Ardern niewątpliwie jeszcze spotkamy. Niemniej, to nie Jacinda Ardern ma tu znaczenie, ale dwie tendencje które w niej się spotkały, i których stała się wręcz symbolem. Po pierwsze: feminizacja polityki, polegająca na wmawianiu wyborcom, że jeśli stosunkowo młoda kobieta raczy kandydować na wysoki urząd, to tylko nienawistny mizogin mógłby na nią nie głosować, niezależnie od braku kwalifikacji.

Ta feminizacja, jak pokazuje przykład pani Ardern w czasach pandemii, miewa nadzwyczaj bolesne konsekwencje. Po drugie zaś: pani Ardern łączy specyficzna więź z szeregiem innych globalnych notabli. Jest ona bowiem jednym z „młodych globalnych przywódców” Światowego Forum Ekonomicznego (WEF). Razem wzięte, te dwie sprawy zachęcają nas aby spojrzeć na panią Ardern uważniej, jako na pewien wzorzec, sztampę, według której możni tego świata chcieliby „wykuwać” kolejnych kandydatów na świecznik, i niekoniecznie w odległej Nowej Zelandii.

Przyszłość jest (młodą) kobietą?

Więc porozmawiajmy o wielkiej, wspaniałej Jacindzie Ardern, premier małego kraju na krańcu świata, która jakimś cudem została ogłoszona największym światowym przywódcą. Nie zapominajmy przy tym o jej koleżance, Sannie Marin z Finlandii. Jakkolwiek lista składająca się z zaledwie dwóch nazwisk może wydawać się osobliwym materiałem do wysnuwania wniosków na przyszłość, ale jednak: coś tu jest na rzeczy, gdy przyjrzymy się jak były one traktowane przez media, w jaki sposób urabiano opinię publiczną nie tylko u nich w kraju, ale na świecie, aby wskazać nam że przyszłość należy właśnie do takich postaci. Sanna Marin i Jacinda Ardern były prezentowane w mediach w sposób porównywalny tylko chyba do „świętej” Grety Thunberg. Nota bene: a kto powiedział, że w przyszłości panienka Thunberg pozostanie tylko aktywistką, a nie, dajmy na to, premierem zielonego rządu Szwecji, albo… sekretarzem generalnym ONZ? Cóż z tego, że nie miałaby ku temu kompetencji? Właśnie rzecz w tym, że media dbają aby (nie)kompetencje takich postaci nie wchodziły im w drogę.

Premierka Finlandii Sanna Marin na imprezie

Gdy trzydziestokilkuletni mężczyzna ubiegający się o władzę w kraju zostałby zwykle skrytykowany za młodość i brak doświadczenia, przy tychże niewiastach media mówiły o świeżości, o uroku, o sympatyczności. Media bezkrytycznie papugowały narrację obu kobiet o tym, jakoby ich młodość jest atutem, i w ogóle jakie to wspaniałe że – na modłę małej Grety – te kobiety deklarują że muszą iść po władzę, bo „starzy nie dają rady”. Nie mogąc wskazać jakichś szczególnych kwalifikacji kandydatek przed wyborami, media rozpływały się nad „tęczowymi” rodzicami Sanny Marin i frazesy Ardern o „życzliwości” i „współczuciu”. Podziwiały „odwagę” obydwóch kobiet, które „unowocześniały” swoje kraje przez sam fakt ubiegania się o władzę żyjąc bez ślubu z „partnerami”. Wiadomość o narodzinach dziecka Ardern rozgłoszono na cały świat, zupełnie tak, jakby w Europie czy w Ameryce kogokolwiek to obchodziło. Ale miało nas obchodzić. Bo przecież gdy dzierżą władzę kobiety, to my mamy podziwiać! Nic dziwnego, że również na błędy i wpadki obydwóch pań znajdywało się zawsze usprawiedliwienie.

Wpadki? Przecież to urocze!

Trudno byłoby powiedzieć że Ardern i Marin mocno wyróżniają się na tle reszty świata swoimi regularnymi pokazami niekompetencji – jest to cecha aż nazbyt częsta w polityce. Również w kwestii rozmaitych wpadek, obydwie kobiety nie górują jakoś ilościowo nad innymi przywódcami. Różnica jest jednak w traktowaniu. Niejeden polityk płci męskiej został zmuszony do rezygnacji, gdy ujawniono zdjęcia niestosownych imprez z jego udziałem, a media zwykle podkręcały atmosferę skandalu. W przypadku fińskiej premier Sanny Marin, rzucał się w oczy zgoła odmienny mechanizm. Gdy w sierpniu 2022 r. wyciekły nagrania z jej imprez – w tym jedno na którym dwie półnagie kobiety całowały się w oficjalnej rezydencji premiera – to właśnie media rzuciły się do obrony, tłumacząc swoim widzom i czytelnikom że przecież Sanna Marin jest zwykłą młodą kobietą, i też ma prawo poimprezować. Nie sposób dziś powiedzieć czy ta obrona odniosła skutek – politolodzy mówią, że raczej jej partia utraci władzę w tym roku, i te nagrania się do tego przyczynią – pewne jest, że media aktywnie dążyły do przekucia skandalicznej wpadki w kolejny atut dla „fajnej” premier. W tym celu nagłaśniano wypowiedzi innych prominentnych kobiet, a także bardzo jednostronnie prezentowano fińską opinię publiczną, wyrywając akcje w stylu „tańczę dla premier”. Głosy oburzenia ignorowano, bądź też przedstawiano w krzywym zwierciadle, twierdząc, że mężczyźnie by tego za złe nie poczytano, co w oczywisty sposób jest fałszem. Tak samo działano przy innych skandalach dotykających premier Marin – od afery z nadmiernymi wydatkami, po imprezowanie w klubach nocnych z naruszeniem protokołów pandemicznych wprowadzonych przez jej własny rząd.

Ardern nie miała wpadek „imprezowych”. Zamiast tego, jej wpadkami było tragiczne w skutkach zarządzanie Nową Zelandią. Mówimy o kobiecie która zdecydowała się ponownie zamknąć swój kraj w lockdownie po wykryciu jednego przypadku koronawirusa. Mówimy też o kobiecie, która pod koniec 2021 r. wprowadziła obowiązek szczepień na koronawirusa. Obowiązek ten byłby czymś złym w dowolnych okolicznościach, ale w kontekście dawno już wypalonej w tamtym czasie pandemii koronawirusa, nakaz szczepień był nie tylko zły, lecz również ordynarnie głupi. W tamtym bowiem czasie nikt z decydentów nie miał już wątpliwości, że szczepionki nie powstrzymują choroby, i tylko najzacieklejsi ideologowie tacy jak Ardern czy Justin Trudeau w Kanadzie (no, cóż, i pan Niedzielski w Polsce…) uporczywie powtarzali mantry o konieczności szczepień. Toteż na Nowej Zelandii wybuchły ostre, narastające z każdym tygodniem protesty. Reakcja mediów była do przewidzenia – miast rozważyć sensowność polityki Ardern, podkreślały „obcość”, „skandaliczność” i przede wszystkim „mizoginizm” protestów. O samej zaś Ardern, przypominano że przecież nie dość, że sama mówiła iż stara się być „współczująca”, to przecież za jej wielkie „współczucie” magazyn Fortune w maju 2021 umieścił ją właśnie na szczycie listy największych przywódców świata. Biorąc pod uwagę jej niedawną rezygnację, i przeświadczenie politologów że klęska jej partii w nadchodzących wyborach wydaje się nieunikniona – można by odnieść wrażenie że Nowozelandczycy nie zgadzają się co do „wielkości” swojej pani premier.

Koryfeusze „przyszłości”

Można by długo dyskutować nad psychopatyczną polityką Ardern w sprawie pandemii – polityką, która zaszła znacznie, znacznie dalej niż w innych częściach zachodniego świata. Polityką, która uświadamia nam, że jest więcej niż ziarno prawdy w twierdzeniach psychologa Jordana Petersona o tym, że gdy kobieta nie potrafi przestać „matkować” swoim dzieciom, nie potrafi dać im wolności od samej siebie, staje się potworem – z czego logicznie wynika, że kobieta-tyran będzie się zachowywać właśnie tak jak Ardern, traktując cały swój naród jak nieporadne dzieci, których życiem trzeba zarządzać w każdym szczególe dla ich własnego dobra. Problem w tym, że Ardern w swojej polityce pandemicznej, jak również szerzej, w podejściu do wielu tematów od ochrony środowiska po wygaszanie rolnictwa, wpisuje się idealnie w działania innych polityków, takich jak Justin Trudeau z Kanady – idealnie pokrywających się z agendą którą przedstawia Światowe Forum Ekonomiczne, i to bynajmniej nie w ukryciu, „spiskowo”, lecz przecież zupełnie otwarcie.

Doświadczenia ostatnich lat sugerują, że najlepszymi, najwierniejszymi sługami tej agendy są politycy których zwabiono do Davos w młodym wieku, rozpływając się z zachwytem nad nimi jako „młodymi globalnymi przywódcami”, a potem – dyskretnie i bardzo skutecznie ich promując. Właśnie wśród tych „młodych” z Davos znajdziemy Jacindę Ardern, Sannę Marin, i Justina Trudeau. O „osiągnięciach’ Ardern i Trudeau już wiemy. Jeśli chodzi o Sannę Marin, trzeba uczciwie przyznać iż wyróżnia się ona na ich tle nadzwyczaj pozytywnie… tym, że nie wyróżnia się właściwie niczym, i trudno wskazać jakiekolwiek znaczące działania jej rządu poza ewentualnym dołączeniem do NATO. Nierobienie niczego nie jest jednak osiągnięciem w przypadku polityka Unii Europejskiej, gdzie wystarczy aby na poziomie narodowym nie robić nic, aby tę agendę wdrażała brukselska biurokracja.

Rezygnacja Jacindy Ardern, przewidywana (ale nie pewna) przegrana Sanny Marin, ale także prawdopodobna porażka Justina Trudeau – choć dopiero za dwa lata – to sygnały że „młodzi” z Davos jednak jeszcze aż tak dobrze sobie nie radzą, a wyborcy jednak potrafią ukarać ideologicznych radykałów, nawet gdy media prezentują ich jako przyszłość świata. Ale przecież na tym nie koniec. Obserwujmy uważnie więc którzy politycy skłaniają się w stronę agendy rodem z Davos – szczególnie gdy chodzi o młode, „fajne” kobiety. Skuteczność promowania tych postaci jest imponująca – Ardern została premierem zaledwie piętnaście lat po studiach, a Sanna Marin pobiła już wszelkie rekordy, gdyż zakończyła studia magisterskie… trzy lata przed objęciem stanowiska premiera. Ochocze wspieranie takich postaci przez media, zachwalanie ich „świeżości” powinno nas niepokoić, bo jak świat stary – jeszcze nigdy brak doświadczenia i kompetencji nie był atutem przywódcy. A proszę mi wierzyć, będziemy takie osoby widywać coraz częściej, również w Polsce.

Kultowe koszulki: „Z28.310”. Dumny i zdrowy!

Z28.310 – Dumny i zdrowy!

Prowadzona przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) tzw. Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób (ICD) po raz kolejny zaktualizowała kody, m.in. dla statusu zaszczepienia.

Stosowane w całym świecie medycznym kody klasyfikujące choroby i procedury medyczne, uzyskały 27 stycznia br. aktualizację w zakresie statusu zaszczepienia tzw. szczepionką przeciwko Covid-19.

I tak, osobom niezaszczepionym, które nie otrzymały nawet jednej dawki jakiegokolwiek preparatu „przeciwko koronawirusowi”, przypisano kod Z28.310

Osoby częściowo zaszczepione, czyli te które otrzymały co najmniej jedną dawkę wielodawkowego schematu COVID-19, ale nie otrzymały pełnego zestawu dawek spełniających według amerykańskiej agencji CDC definicję „w pełni zaszczepionego” – uzyskują kod Z28.311.

Ogólnie, osoby „niedostatecznie zaszczepione” produktami medycznymi mającymi działać przeciwko innego rodzaju chorobom, zaklasyfikowane zostały pod kodem Z28.3 („underimmunization status“).

Po raz pierwszy w historii, w tym generalnym kodzie wyodrębniono osoby „niedostateczne zaszczepione” przeciwko konkretnej chorobie, czyli „COVID-19”. Nigdy wcześniej, w odniesieniu do żadnej szczepionki czy jakiejkolwiek choroby nie stworzono podkategorii według statusu zaszczepienia.

Jak widać, tyrania WHO i świata medycznego trwa w najlepsze, pomimo chwilowego odprężenia.

W tym przejściowym okresie, tu i ówdzie pojawiają się kontrolowane (i mniej kontrolowane) przecieki o szkodliwości i dyskredytacji dotychczasowych preparatów szczepionkowych, lecz ta gra prowadzona jest w jednym celu: „nowe, lepsze, doskonalsze, łatwiejsze w aplikowaniu, bezpieczniejsze i skuteczniejsze produkty” są już opracowywane i należy zawczasu opracować schemat rozprawiania się z niepokornymi odmawiającymi uczestnictwa w tej diabolicznej libacji.

W międzyczasie, polecamy zafundowanie sobie kultowej koszulki z dumnym napisem Z28.310.

Z28.310

Dumny i zdrowy!

 

Oprac. www.bibula.com
2023-01-30

Jaja coraz droższe. Kolejny ogromny pożar strawił trzecią największą fermę w USA . „Żryj robaki !!”.

Jaja coraz droższe. Kryzys jajeczny pogłębia się. Kolejny ogromny pożar strawił trzecią największą fermę w USA . „Żryj robaki !!”.

https://nczas.com/2023/01/31/kryzys-jajeczny-poglebia-sie-ogromny-pozar-strawil-trzecia-najwieksza-ferme-w-usa-

Gigantyczny pożar spowodował duże straty w trzeciej największej fermie jaj w USA. Żywcem spłonęło nawet sto tysięcy kurczaków.

Drożejące w błyskawicznym tempie jaja będą jeszcze droższe.

Strażacy otrzymali zgłoszenie w sobotę po południu. Płonęła ferma Hillandale w miejscowości Bozrah w stanie Connecticut. W akcji gaszenia pożaru uczestniczyło w sumie 21 jednostek straży pożarnej. Walka z żywiołem trwała osiem godzin. Doszczętnie spłonął wielki, dwupiętrowy kurnik.

Właściciele i pracownicy fermy odmawiają na razie komentarza.

Ferma Hillandale jest trzecią największą fermą jaj w USA. Hoduje ponad 20 milionów kurcząt.

Przyczyny pożaru nie są na razie znane. Władze stanu Connecticut zapowiadają śledztwo.

Czterech pancernych i Ukraina

Czterech pancernych i Ukraina

Konrad Rękas https://konserwatyzm.pl/rekas-czterech-pancernych-i-ukraina/

Stany Zjednoczone zdeterminowane są walczyć z Rosją nie tylko do ostatniego ukraińskiego żołnierza, ale także do ostatniego czołgu. Byle tylko pochodził on z UK i Niemiec, no i najlepiej był przekazany za pośrednictwem Polski. Oczywiście, czym innym jest sprzęt amerykański, którego przecież nie ma co narażać i którego obsługa jest zdaniem Waszyngtonu widocznie zbyt skomplikowana dla słowiańskiej hołoty. Dlatego właśnie wspierać kijowską juntę pojadą czołgi ze znakami polskimi, brytyjskimi i zapewne niemieckimi, jednak nie amerykańskimi. I to w takich tylko ilościach, by walki na Ukrainie podtrzymywać, ale żeby – broń nas Hobbes! – nie dopuścić do żadnego w nich przełomu.

Polska stacja przepakowywania broni dla Kijowa

Polityczne tańce wokół zaopatrywania Kijowa w broń pancerną NATO są niebezpieczne nie tyle zresztą dla armii rosyjskiej, co dla wciąganych coraz głębiej w zaangażowanie w wojnę państw europejskich, ze szczególnym uwzględnieniem Polski. Wbrew bowiem mocarstwowym opowieściom kadry zarządzającej III RP – nasz kraj bynajmniej się nie zbroi. Przeciwnie, my tylko ko przepakowujemy (i finansujemy) zbrojeniowe prezenty dla Ukrainy. Kolejne deklaracje (jak ta prezydenta Andrzeja Dudy, złożona niedawno we Lwowie i powtórzona potem parokrotnie, m.in., w Davos) na temat oddania Ukrainie naszych (?) Leopardów – potwierdzają jedynie, że Polska wcale nie staje się taką militarną potęgą, jak przedstawiają to polscy politycy.

Przeciwnie – Polska to tylko stacja przeładunkowa broni, sprzętu wojskowego i najemników dla Ukrainy. Transporty z taką zawartością są przekazywane do Polski, przemalowywane (albo i nie…) w polskie barwy i natychmiast przesyłane dalej, do Kijowa. Czołgi, rakiety, amunicja, finansowane z polskich podatków nie służą bynajmniej Polsce, ale wyłącznie przedłużaniu wojny przez ukraińską juntę. Takie działania szkodzą zarówno interesom polskim, jak i ukraińskim przedłużając tę niepotrzebną, szkodliwą i destrukcyjną dla obu naszych nacji konfrontację z Moskwą.

Pójdziemy w bój bez broni?

Nawet bowiem przyjmując absurdalne założenie, że „lepiej żeby polski czołgi walczyły nad Dnieprem niż nad Bugiem” – jego zwolennicy nie zbliżają się do odpowiedzi na pytanie co miałyby począć Siły Zbrojne RP w sytuacji, gdyby Rosjanie faktycznie znaleźli się bezpośrednio na naszej południowo-wschodniej granicy? My stalibyśmy wobec nich całkowicie rozbrojeni, mając warunkowe deklaracje sojuszników do (być może…) podjęcia działań po upływie 48 godzin – za to nadchodzące siły rosyjskie miałyby zapewne w takiej sytuacji szereg pytań o używany przeciw nim polski sprzęt, jak i o walczących z nimi polskich najemników. I co wtedy?! – należałoby zapytać wszystkich zwolenników oddawania Ukraińcom ostatniego polskiego naboju. Jasne, będziemy wydawać więc, kupimy jeszcze więcej sprzętu. Po co? Żeby też „lepiej walczył nad Dnieprem”? Albo już może nad Zbruczem, wreszcie Bugiem? I żebyśmy tak czy inaczej – byli bez broni, bez amunicji i jeszcze bez pieniędzy?

Maszynka do mielenia Słowian

Z drugiej strony, jak trafnie zauważają eksperci, ilości sprzętu, o który obecnie toczy się międzynarodowy spór między Anglosasami a „Starą Europą” – to dla polski maksimum naszego dotychczasowego wysiłku zbrojeniowego, tymczasem na froncie rosyjsko-ukraińskim jest to przerób mniej więcej tygodniowy. Tyle samo trwa zużycie batalionu ukraińskich żołnierzy, wypuszczanych co trzy miesiące z amerykańskich obozów szkoleniowych NATO. Ani kompania polskich/niemieckich Leopardów 2, ani 14 brytyjskich Challengerów 2 tej wojny nie rozstrzygną. Nawet zebrane tak wielkim wysiłkiem politycznym maksymalnie 140 czołgów – to przedłużenie wojny o mniej niż kwartał.

O co więc naprawdę chodziło w całym tym sporze? Oczywiście, w dużej mierze o oswajanie zachodniej opinii publicznej z jawnym już angażowanie się NATO w ukraińskie działania kontrofensywne. Przesuwa to okno debaty dalej, zapewne docelowo w stronę użycia w charakterze rezerw i uzupełnień frontu ukraińskiego wojsk polskich czy rumuńskich. Oczywiście nadal przy politycznym jedynie i być może zaopatrzeniowym wsparciu Anglosasów – znowu jednak, nie by wygrać, nie by stworzyć „regionalne mocarstwa” (jak może śnią niektórzy nad Wisłą i Dunajem), ale by wielka maszynka do mięsa rozkręcona na Ukrainie nie zatrzymała się w nieustającym przerobie niepotrzebnych nikomu nacji środkowo- i wschodnio-europejskich.

Amerykańsko-brytyjsko-niemiecki rozbiór Polski?

Można też założyć, że odmawiając Ukrainie własnych Abramsów, a jednocześnie pozwalając na rozpętanie burzy propagandowej wokół niemieckiej pancernej wstrzemięźliwości – Waszyngton i Londyn mają własne cele w rozgrywce o przywrócenie własnych porządków w Unii Europejskiej. To „zły Berlin” miał zostać zdyscyplinowany tak, by nie tylko podporządkować się całkowicie geopolityce i celom militarnym Anglosasów, ale przede wszystkim by partycypować w pełni w realizowanej przez stolice globalnej finansjery transformacji kapitalizmu. I nie ma się co cieszyć, że ujawniona po raz kolejny różnica zdań między naszym głównym hegemonem politycznym (USA), a hegemonem gospodarczym (Niemcami) może przynieść nam jakąś korzyść, np. osłabienie którejś z tych zależności. Przeciwnie, bardziej prawdopodobne jest, że docelową cenę za kompromis anglosasko-niemiecki – również zapłaci… Polska.

Albo bowiem Niemcy w zamian za zwiększenie swego zaangażowania w podtrzymywanie wojny na Ukrainy uzyskają podtrzymanie carte blanche dla dalszego eksploatowania naszego kraju jako źródła taniej siły roboczej i ośrodka konsumowania resztek – albo wykrojenie z Unii Europejskiej bezpośredniej strefy wpływów amerykańsko -brytyjskich zostanie opłacone oddaniem Niemcom interesujących ich części Rzeczypospolitej w zupełnie już oficjalne władanie. Czy zatem naprawdę, przyjemność wysłania na zniszczenie 14 Leopardów warta jest potencjalnej utraty Wrocławia? I czy chcemy dalej prowadzić politykę konfliktu z Rosją pozbywając się jednocześnie uzbrojenia?

Przecież to prosta droga do narodowej katastrofy.

Czy naprawdę jesteś przeciwny paliwom kopalnym? Przeczytaj to, zanim odpowiesz.

Czy naprawdę jesteś przeciwny paliwom kopalnym? Przeczytaj to, zanim odpowiesz.

Kopaliny dla opornych czyli skąd się to wszystko bierze

AlterCabrio

Od szczoteczki do zębów po oponę samochodową, większość rzeczy, których używasz dzisiaj, jest możliwa dzięki paliwom kopalnym. Buty, lodówki, pralki, ekspresy do kawy, meble, długopisy, sztućce, okulary, komody, sprzęt medyczny, sprzęt kempingowy, a lista jest długa.

Czy naprawdę jesteś przeciwny paliwom kopalnym? Przeczytaj to, zanim odpowiesz

Każdemu łatwo mówić, że jest przeciwny paliwom kopalnym. Sprzeciw wobec węgla, ropy i gazu ziemnego jest modny i w większości miejsc skłania głowy do potakiwania, a ręce do oklasków.

Ale czy ludzie są świadomi, w jakim stopniu ich życie zależy od paliw kopalnych? Czy wiedzą, że ponad 90 procent rzeczy używanych w ich codziennym życiu pochodzi z kopalin?

Od szczoteczki do zębów po oponę samochodową, większość rzeczy, których używasz dzisiaj, jest możliwa dzięki paliwom kopalnym. Buty, lodówki, pralki, ekspresy do kawy, meble, długopisy, sztućce, okulary, komody, sprzęt medyczny, sprzęt kempingowy, a lista jest długa.

Weźmy pod uwagę komputer lub telefon, z którego czytasz ten artykuł. Są wykonane ze szkła, metalu, plastiku, litu i krzemu – a wszystko to wymaga paliw kopalnych do wydobycia, przetworzenia lub produkcji. Chociaż niektóre są chemicznymi pochodnymi paliw kopalnych, wszystkie w taki czy inny sposób zależą od ich spalania w celu wytworzenia energii elektrycznej, ciepła procesowego [technologicznego] lub transportu.

Bez paliw kopalnych nie miałbyś iPhone’a, Androida ani MacBooka. Wyobraź sobie ironię pisania „koniec z ropą” z telefonu wykonanego z paliw kopalnych! Lub wspieranie aktywizmu klimatycznego poprzez przekazywanie wideo nagranego kamerą wykonaną z paliw kopalnych! Oczywiście tego rodzaju ironia jest regularnie demonstrowana i stale pomijana.

Krótko mówiąc, najbardziej podstawowymi potrzebami – i najbardziej cenionymi udogodnieniami – codziennego życia są produkty uzależnione od wykorzystania paliw kopalnych.

Elektryczność i transport

Era przemysłowa była okresem wielkich przemian, a wykorzystanie paliw kopalnych odegrało w tym dużą rolę. Od początku XIX wieku do połowy XX wieku węgiel był głównym źródłem paliwa dla przemysłu i transportu. Ropa naftowa i gaz ziemny zyskały na znaczeniu dopiero w drugiej połowie XX wieku.

Samochody, ciężarówki, samoloty, statki i pociągi zużywają ropę. Jeśli zdecydujesz się na samochód elektryczny, energia dla pojazdu będzie ponownie wytwarzana głównie z węgla lub gazu. Nawet energia wiatrowa, słoneczna, jądrowa i wodna są uzależnione od procesów produkcyjnych i wydobywczych opartych na paliwach kopalnych. Jeśli zamierzasz rozpocząć nowe życie na Marsie lub Księżycu, rakiety, których użyjesz, potrzebują paliw kopalnych.

Podczas gdy wykorzystanie paliw kopalnych jako źródła energii elektrycznej i paliwa transportowego było szeroko dyskutowane, rzadko podkreśla się ich rolę w sektorach wytwórczym i rolniczym.

Cement, stal i tworzywa sztuczne

Cement, stal i tworzywa sztuczne to podstawowe materiały wykorzystywane w budownictwie, transporcie i przemyśle wytwórczym, odgrywające kluczową rolę w rozwoju współczesnej cywilizacji.

Będąc podstawowym składnikiem betonu, cement jest najczęściej stosowanym materiałem budowlanym w XXI wieku. Jest używany do budowy domów, dróg, mostów, budynków komercyjnych i pozostałej infrastruktury. Produkcja cementu jest jednym z najbardziej energochłonnych procesów, wymagającym wydobycia wapienia i innych minerałów, które ostatecznie są podgrzewane w piecach do temperatury 2700 stopni Fahrenheita.

Innym powszechnym materiałem konstrukcyjnym jest stal, która jest preferowana ze względu na swoją ogromną wytrzymałość w porównaniu do swojej objętości i wagi – cecha pożądana w przypadku ram konstrukcyjnych wysokich budynków, obiektów przemysłowych i mostów. Stal jest również wykorzystywana do żelbeton do dróg oraz do produkcji pojazdów, maszyn, narzędzi i urządzeń.

Farby, żywice, włókno szklane, powłoki, lakiery, kleje i tysiące innych materiałów są wytwarzane z paliw kopalnych. Prawdopodobnie ubrania, które teraz nosisz, zostały wykonane przy użyciu paliw kopalnych. W rzeczywistości większość dywanów, tkanin, powłok, poduszek, tapicerki, zasłon, spandeksu i innych tekstyliów jest wytwarzana przy pomocy paliw kopalnych.

Paliwa kopalne są wykorzystywane jako surowce do produkcji wielu chemikaliów i tworzyw sztucznych. Lekkie, trwałe i wszechstronne tworzywa sztuczne są wykorzystywane w szerokiej gamie produktów, od opakowań i towarów konsumpcyjnych po części samochodowe i urządzenia medyczne.

Produkcja żywności

Nawozy – produkowane przy pomocy paliw kopalnych – uzupełniają glebę w niezbędne składniki odżywcze, takie jak azot, fosfor i potas, poprawiając strukturę i żyzność gleby. Nawozy odegrały kluczową rolę w zaspokojeniu światowego zapotrzebowania na żywność, zwiększając plony nawet o 50 procent.

Według portalu OurWorldInData, który zbiera informacje od Organizacji Narodów Zjednoczonych i Banku Światowego, „od 1961 do 2014 roku światowa produkcja zbóż wzrosła o 280 procent. Jeśli porównamy ten wzrost z całkowitą liczbą ludności (która w tym samym okresie wzrosła tylko o 136 procent), zobaczymy, że światowa produkcja zbóż wzrosła w znacznie szybszym tempie niż liczba ludności”.

Paliwa kopalne nie tylko umożliwiają nam zaspokojenie podstawowych potrzeb naszego codziennego życia, ale są również przyczyną światowej poprawy jakości życia od lat pięćdziesiątych XX wieku.

Kampania przeciwko paliwom kopalnym koncentruje się na ich wykorzystaniu do wytwarzania energii elektrycznej. Jednak każda część naszego życia materialnego jest ulepszana dzięki pochodnym paliw kopalnych. Pomagają nam żyć wydajniej, bezpieczniej i w sposób przyjazny dla środowiska, zmniejszając ubóstwo i pomagając miliardom cieszyć się godnym i bezpiecznym życiem.

________________

Are You Really Against Fossil Fuels? Read This Before You Answer, Vijay Jayaraj, January 24, 2023

−∗−

Powiązane tematycznie:

Z biedaszybów do salonów czyli jazda z prądem
„Jeśli pracownik umiera, firmy nie zgłaszają tego rządowi. Chowają taką osobę, ukrywają zwłoki i przekupują rodzinę, aby milczała”. „To twój samochód elektryczny, który zabija ludzi, zanim jeszcze wyjedzie na drogę. […]

===========================

O AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

KOMENTARZE

AlterCabrio29 stycznia 2023 godz. 21:17

Autor nie wspomina o udziale kopalin w przemyśle farmaceutycznym…

______________

Ropa naftowa w prawdziwym życiu: pigułki

Czy wiesz, że aspiryna i leki w kapsułkach o przedłużonym uwalnianiu są możliwe dzięki petrochemikaliom na bazie ropy naftowej i gazu ziemnego?

LINK

AlterCabrio29 stycznia 2023 godz. 21:19

Ropa naftowa w prawdziwym życiu: smartfony

Urządzenia mobilne stały się wszechobecną częścią naszego codziennego życia: gdzie by były bez ropy i gazu?

Jeśli jest jedna rzecz, która stała się praktycznie wszechobecną częścią życia ludzi, to smartfon. Nosimy je wszędzie — są ciągle w zasięgu ręki, nawet gdy śpimy. I jest to zjawisko na skalę światową. Ponad 3,5 miliarda z 7,7 miliarda obywateli świata — czyli 45 procent — posiada smartfony. W niedawnym badaniu przeprowadzonym przez Pew Research Center, podczas gdy własność/posiadanie w gospodarkach rozwiniętych i wschodzących różni się – odpowiednio 76 procent i 45 procent (mediana) – liczba posiadaczy smartfonów na całym świecie wciąż rośnie, ponieważ użytkownicy zastępują starzejące się technologie mobilne urządzeniami inteligentnymi [smart devices].

Pandemia COVID-19 jeszcze bardziej ugruntowała przewagę smartfonów. Dzięki ograniczeniom w bezpośrednich interakcjach stały się kołem ratunkowym w komunikacji, wiadomościach i rozrywce.

Do produkcji smartfona wykorzystuje się różne materiały w różnych ilościach, w tym szkło i metal na zewnątrz, lit do baterii i krzem do układów scalonych. Jedynym stałym elementem jest tu znaczenie ropy naftowej i gazu ziemnego. Plastik i/lub włókno szklane są potrzebne do płytek drukowanych i okablowania. W konstrukcji obudowy często stosuje się tworzywa sztuczne. Według serwisu Statista jest to drugi po krzemie najczęściej używany materiał w smartfonach. I oczywiście gaz ziemny i ropa zasilają procesy przemysłowe potrzebne do generowania innych materiałów, takich jak aluminium, żelazo i metale ziem rzadkich, które są wykorzystywane do produkcji smartfonów.

Więcej:

Ropa naftowa w prawdziwym życiu: smartfony

________________

Ropa naftowa w prawdziwym życiu: buty do biegania

Ropa naftowa w prawdziwym życiu: pieniądze

Ropa naftowa w prawdziwym życiu: soczewki kontaktowe

Sztuka dla Mugoli?

Sztuka dla Mugoli?*

Anna Witowska

Czy można oddzielić artystę od jego twórczości? Czy istnieje zależność pomiędzy moralnością artysty a wartością jego dzieła? Św. Tomasz napisał, że od sztuki nie wymaga się, aby artysta był moralny, lecz aby tworzył dobre dzieła. To prawda. Źli ludzie potrafią tworzyć wielką sztukę. Wielki malarz Caravaggio był pożądliwym, gwałtownym człowiekiem (przypisuje mu się nawet zabójstwa), a jednak tworzył imponujące religijne malowidła poruszające siłą swojego przekazu. Karol Dickens – w życiu prywatnym okrutny człowiek zdradzający żonę i zaniedbujący rodzinę, w swoich dziełach był pełen empatii i jak nikt inny umiał pokazać ludzką krzywdę. Przykłady można by mnożyć. Warto przytoczyć słowa św. Pawła: ” Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię właśnie zło, którego nie chcę”. Być może w przypadku tych artystów twórczość stanowiła manifestację dobra, które w nich jednak było obecne i za którym tęsknili, a którego jednak nie potrafili realizować w swoim prywatnym życiu.

Trudno więc się nie zgodzić ze słowami św. Tomasza. Jak jednak odnieść się do przypadku, gdy artysta przenosi, świadomie bądź nie, elementy swojego mrocznego wewnętrznego świata do tworzonej przez siebie sztuki? Gdy sztuka staje się formą manifestacji zła, w które jest uwikłany?

Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie, tak chętnie nawiedzane przez wiernych i turystów z całego świata, kryje w sobie niepokojącą tajemnicę. Kościół nawiązuje swoją formą do wczesno-chrześcijańskich świątyń planowanych na rzucie centralnym – przywodzi na myśl pochodzącą z VI wieku bazylikę św. Witalisa w Rawennie, będącą jednym z najważniejszych obiektów sztuki bizantyńskiej i powszechnie znaną z zachwycających mozaik. Podobieństwo nie kończy się na zewnętrznej bryle, również wnętrze tzw. kościoła górnego sanktuarium ozdobione jest mozaikami w stylu bizantyńskim. Uwagę przykuwa mozaika znajdująca się na głównej ścianie prezbiterium za ołtarzem. Podzielona jest na trzy części. Najniższa część trójdzielnej mozaiki przedstawia scenę zstąpienia Chrystusa do otchłani.

Motyw zstąpienia do piekieł (otchłani) obecny jest w Składzie Apostolskim. Jest jednak bardzo rzadki w ikonografii katolickiej, natomiast niezwykle popularny w prawosławiu i nazywany powszechnie ikoną Anastasis (co tłumaczy się zazwyczaj jako Zmartwychwstanie, choć właściwsza nazwa to Zstąpienie do Otchłani). Bodaj najbardziej znanym i rozpowszechnionym wyobrażeniem tej sceny jest zachwycający fresk, który znajduje się w kościele świętego Zbawiciela na Chorze (Kariye Camii) w Konstantynopolu (Istambuł).

Anastasis, fresk z Kościoła Zbawiciela na Chorze w Stambule ...

W centralnej scenie tego przedstawienia widzimy Chrystusa otoczonego mandorlą (aureolą) stanowiącą zapowiedź chwały Zmartwychwstania, depczącego stopami rozbite, strzaskane wrota piekieł. Na uwagę zasługuje fakt, że wrota piekieł przedstawiane są w Anastasis często w postaci dwóch skrzyżowanych desek nawiązujących do symboliki krzyża. Na dole w czarnej czeluści widoczny jest skuty kajdanami szatan. Wokół niego znajdują się rozrzucone zwyciężone moce piekielne, przedstawione w postaci rozerwanych łańcuchów, kajdanów, połamanych kłódek, zamków i gwoździ. Chrystus zdecydowanym ruchem wyciąga z otchłani Adama i Ewę.

Do tego motywu nawiązuje przedstawiona w sanktuarium św. Jana Pawła II mozaika (link). Nawiązuje pozornie, bo kiedy przyjrzymy się jej bliżej, rzekome wrota piekieł pod stopami Jezusa okazują się być w rzeczywistości fragmentami krzyża, którego pionowa belka widoczna jest za Jego plecami. Krzyż ten jest odwrócony do góry nogami (!) i przekrzywiony, klinując paszczę smoka symbolizującego czeluście piekieł, z których wydobywani są Adam i Ewa.

Krzyż w tym przedstawieniu przestaje być chwalebnym symbolem Zmartwychwstania, Zbawienia i Odkupienia, jest już tylko poręcznym narzędziem służącym do walki z siłami zła. Notabene to siły zła, w postaci smoka, zdają się dominować tę scenę. Postać Jezusa zaś, co jest zaskakujące, pozbawiona jest mandorli symbolizującej Jego Boską naturę i zapowiadającej Zmartwychwstanie.

W całym tym przedstawieniu najbardziej niepokoi jednak odwrócenie krzyża, które bezpośrednio nasuwa myśl o nawiązaniu do symboliki satanistycznej. Czy mamy tu do czynienia z ukrytym przekazem? Niepokój narasta, kiedy przyjrzymy się oczom Chrystusa i wszystkich innych postaci przedstawionych na mozaikach w tej świątyni. Oczy te są olbrzymie i czarne, pozbawione tęczówek, co nadaje im wyraz posępny i mroczny, może nawet demoniczny. Jest w ich spojrzeniu jakaś wzbudzająca niepokój tajemnica i udręka.

Być może wyjaśnieniem tej tajemnicy będzie fakt, że mozaiki w sanktuarium św. Jana Pawła II to dzieło słoweńskiego artysty, jezuity o. Marko Ivana Rupnika. Ojciec Rupnik to niezwykle popularny twórca mozaik m.in. w krypcie nowego kościoła w San Giovanni Rotondo we Włoszech (gdzie notabene mamy do czynienia z bardzo podobnym motywem Anastasis i odwróconego krzyża) oraz wielu innych obiektów sakralnych na świecie.

O ojcu Rupniku stało się ostatnio bardzo głośno i to nie za przyczyną jego działalności artystycznej. Artysta oskarżany jest o wieloletnie seksualne napastowanie i wykorzystywanie wielu sióstr zakonnych ze wspólnoty „Loyola”, której notabene jest współzałożycielem. Dokładna liczba jego ofiar nie jest znana. Pierwsze skargi o znęcanie się psychiczne i przemoc seksualną pod jego adresem pojawiły się już na początku lat 90-tych, jednak nie przeszkodziło to w rozwoju dalszej kariery ojca Rupnika.

W ostatnich latach przybywały kolejne dowody jego dewiacyjnych czynów, a sam papież Franciszek był adresatem listów pisanych przez kolejne ofiary. Mimo to kariera znanego księdza – artysty i rekolekcjonisty pozostała niezakłócona.

==============================

Co jezuici wiedzieli o księdzu Rupniku?

Wcześniej ekskomunikowany, o. Rupnik wygłosił kazanie wielkopostne dla papieża i Kurii Rzymskiej. Żyjący i działający siewca rozpusty i zgorszenia w kościele posoborowym.

Sekta Bergoglian prześladuje księdza Pavone, obrońcę dzieci. Czy takie prześladowanie nie ujawnia prześladowczego umysłu, który za tym stoi.

—————————

Dopiero w grudniu ubiegłego roku Towarzystwo Jezusowe wydało komunikat, w którym wyjaśnia, że podjęło zapobiegawcze środki administracyjne wobec o. Marka Ivana Rupnika. Najwyraźniej nie ma to jednak żadnego wpływu na działalność ojca Rupnika, który już niebawem w lutym tego roku w sanktuarium Świętego Domku w Loreto poprowadzi ćwiczenia duchowe dla księży i zakonników (sic!).

Powraca więc pytanie, czy dzieło artysty można rozpatrywać w całkowitym oderwaniu od jego osoby. Czy w przypadku ojca Rupnika osobiste uwikłanie artysty w niemoralne i dewiacyjne zachowania znajduje odbicie w jego twórczości? Czy, jeszcze szerzej, ma to dla nas duchowe konsekwencje, szczególnie że chodzi przecież o sztukę sakralną – o dzieła umieszczane w świątyni, która jest miejscem modlitwy i spotkania z Bogiem?

Anna Witowska , architekt OOIA RP

—————————

* Mugol (z ang. Muggle)

  1. człowiek niemający zdolności magicznych i nieświadomy istnienia magii (w świecie wykreowanym przez J. K. Rowling w serii książek o Harrym Potterze)
  2. slang. osoba ciemna, głupia

„Szubienice wolności” znikną z Olsztyna.

„Szubienice wolności” znikną z Olsztyna.

MD, [na podst. m.inn. RMF]

———————

Odsłonięty w 1954 r. pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej został wzniesiony w centrum Olsztyna. Na początku lat dziewięćdziesiąt jego oficjalną nazwę zmieniono na pomnik „Wyzwolenia Ziemi Warmińskiej i Mazurskiej”, a obiekt – wykonany według projektu Xawerego Dunikowskiego – wpisano do rejestru zabytków. [sic???!! md]

Pomnik "Wyzwolenia" Ziemi Warmińskiej i Mazurskiej w Olsztynie - październik 2022 r. / 	Tomasz Waszczuk    /PAP

[stan- – październik 2022 r. / Tomasz Waszczuk /PAP]

Pomnik nazywany jest potocznie „szubienicami” z powodu charakterystycznego kształtu: dwóch granitowych pylonów symbolizujących otwarty łuk tryumfalny. Poza postacią czerwonoarmisty ze sztandarem, na pomniku wykute są sceny walki. Zakazane prawnie symbole totalitaryzmu komunistycznego, takie jak sierp i młot, zostały niedawno usunięte z pomnika. Według historyków IPN to jednak nie zmienia wydźwięku całego monumentu.

Działacze opozycji antykomunistycznej apelują do prezydenta ...

=========================

Była to jedna z najbardziej plugawych prac Xawerego Dunikowskiego, nadwornego rzeźbiarza komuchów w Polsce. Popularne „Szubienice komunizmu” zmieniają teraz położenie.

W Olsztynie, okrutne więzienie polityczne stało na Placu Wolności 1. Niedaleko, na ulicy Stalina był drewniany płot, na którym którejś nocy pojawił się napis: Panie Truman, rzuć ta bania, bo już nie do wytrzymania”. Przez parę dni cieszyłem się tym w drodze do szkoły napisem.

A 14-letnią harcereczkę od takich napisów wypuścili z więzienia na Wolności 1 w ciąży. Moje koleżanki z klasy znały tę grupę harcerzy z ul. Jagiellońskiej. Oczywiście – przed ich aresztowaniem.

Ciekawe, czemu to i obecnie wśród rzeźbiarzy jest tyle nadwornych szuj, produkujących czy to Paczamamy, czy „Lolki”. Rzeźbiarze Dźwigaj, Mitoraj:

Golgota Beskidów. Masońska profanacja trwa…

[Masońska, a …] jednak… „po-błogosławiona i po-święcona”

Czemu tylu rzeźbiarzy, architektów i urbanistów promuje satanizm i bluźnierstwa masońskie?

W warsztacie jednego z nich jego czeladnicy taśmowo wykonywali „Lolki” według nadchodzących zamówień. A to całującego ziemię, a to Koran. Ciekawe, czy tak dynamicznie rozwijający się i przedsiębiorczy warsztat teraz produkuje Paczamamy.

Niemiec: O tolerowanej politycznie i w mediach przestępczości migrantów.

Niemiec: O tolerowanej politycznie i w mediach przestępczości migrantów.

https://www.alexander-wallasch.de/gastbeitraege/nach-gruen-roter-rassenlehre-sind-weisse-eine-minderwertige-rasse

DrMaaßen w poniedziałkowej rozmowie o tolerowanej politycznie i w mediach przestępczości migrantów mówi o tym, co tak naprawdę się za nią kryje.

Alexander Wallasch:

Spoglądając dwa tygodnie później: wróćmy do zamieszek sylwestrowych. To, co uważam za wyraźnie niedostatecznie reprezentowane, to związek z mundialem w Katarze. Zamieszki po zwycięstwach marokańskiej drużyny piłkarskiej nie są poruszane nigdzie w mediach ani w polityce. Ale te sylwestrowe zamieszki, moim zdaniem, bezpośrednio następują po tym, co wydarzyło się we Francji, Belgii, Holandii i innych krajach europejskich. Berlin wydaje mi się odpowiedzią miejscowych niezintegrowanych migrantów: my też tak potrafimy!

Hans-Georg Maaßen:

Wszyscy wiemy, że sylwestrowe zamieszki migrantów nie były odosobnionymi przypadkami. Wszyscy wciąż pamiętamy zamieszki na Placu Katedralnym w Kolonii w sylwestra 2015/2016 oraz zamieszki migrantów we Francji, Belgii i innych krajach zachodnich. Czasami wystarczy błahy powód, na przykład przegrany mecz piłki nożnej, by doszło do wybuchu przemocy migrantów wobec policji i miejscowej ludności. Lewicowy establishment polityczny i medialny raz po raz próbuje zatuszować te akty przemocy, a kiedy nie jest to już możliwe – bagatelizować je jako „pojedyncze przypadki” lub udawać, że nie ma to nic wspólnego z polityką migracyjną.

A jeśli to już nie pomaga, ci, którzy wyrażają się krytycznie, są zniesławiani i marginalizowani. To powinno uniemożliwić jakąkolwiek rzeczową debatę. A to nic innego jak klasyczna socjalistyczna walka z wrogiem. Uzasadniona krytyka merytoryczna lub zwykłe kwestionowanie decyzji partyjnych były również zniesławiane jako kontrrewolucyjne, jako imperialistyczne. Albo krytyków oskarżano o posługiwanie się argumentami wroga klasowego lub o popieranie wroga klasowego poprzez wyrażanie krytyki.

Alexander Wallasch:

Temat zbrodni klanowych stopniowo pojawiał się w uznanych mediach i polityce. Czy istnieją podobieństwa między zamieszkami sylwestrowymi a zachowaniem tych przestępczych klanów? Jakie są tu powiązania?

Hans-Georg Maaßen:

Istnieją oczywiste podobieństwa. Z jednej strony sprawcy sylwestrowych zamieszek ulicznych, podobnie jak sprawcy tzw. zbrodni klanowej, pochodzą z niektórych krajów. To nie rodowici Niemcy ani obywatele krajów UE popełniają te zbrodnie. Sprawcami prawie zawsze są migranci z państw islamskich, którzy mają zupełnie inne rozumienie społeczeństwa, prawa i porządku oraz używania przemocy do rozwiązywania konfliktów. Łączy ich także to, że dziennikarze i politycy ukrywają i ukrywają fakt, że są migrantami. Scena imprezy i wydarzenia z jednej strony oraz klanowa zbrodnia z drugiej są przemilczane, jakby to były także niemieckie klany.

W rzeczywistości są to mafijne rodziny migrantów, które popełniają poważne przestępstwa na dużą skalę. Są to mafijne rodziny migrantów, które zbierają pieniądze poprzez przestępczość zorganizowaną w Niemczech i inwestują tutaj, czasami wykupując całe ulice w dużych miastach. A co jest też wielokrotnie ignorowane przez media i polityków, to fakt, że istnieje również polityczna odpowiedzialność za działalność rodzin mafijnych i za zamieszki migrantów.

Wspólnikami w sensie politycznym są także politycy i dziennikarze, którzy przez lata napędzali rozwój tej sytuacji, którzy zniesławiali wszystkich krytyków polityki migracyjnej i którzy teraz po sylwestrze – można powiedzieć niemal jak pretorianie – stoją po stronie tych ludzi i dalej zachowują się tak, jakby nic się nie stało. Próbuje się tu zamieść te problemy jak kurz pod dywan i powiedzieć: ludzie, nic się nie stało, to była tylko impreza, a większość sprawców to Niemcy. A kiedy tych problemów nie da się już zamiatać pod dywan, zbrodnie prawicowych ekstremistów są fabrykowane, aby odwrócić uwagę od przestępstw migrantów, tak jak próbowano sfabrykować zbrodnie prawicowych ekstremistów w sylwestra. Politycy i dziennikarze propagujący tę dezinformację ponoszą polityczny współudział w zbrodniach popełnionych przez tych migrantów. Kolejną cechą wspólną migracyjnych zamieszek i mafijnej przestępczości migracyjnej jest z pewnością pogarda dla naszego państwa, jego instytucji i organów bezpieczeństwa.

Gardzą tym państwem, które się nie broni, ale pozwala, by wszystko się działo. Gardzą państwem, które pozwala migrantom organizować świadczenia socjalne przez oszustwa, państwem, które pozwala na handel narkotykami i brutalną przestępczością, państwem, które nęka i karze Niemców, jeśli nie noszą maski FFP2 w autobusie, ale migrantów, którzy podpalają autobus, zwalnia się z aresztu już następnego dnia, jak to miało miejsce w Berlinie. Gardzą państwem, które używa armatek wodnych przeciwko własnym obywatelom, kiedy nie noszą masek na demonstracjach, ale pozwala na zamieszki migrantów, i gardzą państwem, którego odpowiedzialni politycy próbują wybielić te poważne akty przemocy i obwiniają za nie własnych obywateli Niemiec . Ci migranci głęboko gardzą naszym państwem, instytucjami i Niemcami. I nie można obwiniać migrantów po części, ponieważ nasi czołowi politycy i dziennikarze również gardzą Niemcami i narodem niemieckim, o czym zawsze mówią. Z ich perspektywy jesteśmy „ziemniakami” i „białym pieczywem”, które są mniej wartościowe i powinny wymrzeć.

Alexander Wallasch:

Jeśli wezmę pogardę, którą właśnie opisałeś, nienawiść do państwa, a także zamieszki, to możesz pomyśleć, że mówimy o Hamburg-Hafenstrasse…

Hans-Georg Maaßen:

Skala przemocy jest porównywalna, podobnie jak nienawiść i pogarda dla naszego państwa i narodu niemieckiego. A według doniesień medialnych w sylwestra doszło do zamieszek ze strony lewicowej sceny ekstremistycznej w Lipsku-Connewitz.

Alexander Wallasch:

To niesamowite, że te dwie sceny jeszcze się nie połączyły.

Hans-Georg Maaßen: Już się zjednoczyli, ponieważ lewicowi ekstremiści i lewica polityczna działają jak tarcze ochronne dla migrantów, którzy chcą używać przemocy. Zbrodnie popełniane przez migrantów na Niemcach są tuszowane przez lewicowych ekstremistów i lewicę polityczną. Następuje odwrócenie ról sprawca-ofiara. Sprawcy są uznawani za ofiary przez lewicę polityczną. Ofiary Niemców, ofiary niemieckiej kultury, ofiary niemieckiego szkolnictwa, ofiary niemieckiej polityki migracyjnej. Tymczasem niemieckie ofiary zostają uznane za sprawców. Jest to klasyczne socjalistyczne odwrócenie relacji sprawca-ofiara, które jest tutaj praktykowane, podobnie jak było to widoczne w faszyźmie.

Alexander Wallasch:

Gdybyśmy byli zdrowym krajem, nie zjedzonym przez nienawiść do siebie, co powinniśmy teraz zrobić?

Hans-Georg Maaßen:

Zanim coś zrobisz, musisz zrozumieć, co się dzieje. To jest bardzo trudne dla wielu ludzi w tym kraju. Nie rozumieją, co się wokół nich dzieje. I nawet nie rozumieją, że nie wiedzą czego nie wiedzą.

Ta ignorancja musi zostać wyeliminowana. Ludzi trzeba oświecić. Dlatego każdy rodzaj mediów alternatywnych ma ogromne znaczenie. Dobrzy dziennikarze głównego nurtu są również bardzo ważni w oświecaniu ludzi. Po oświeceniu musi nastąpić mobilizacja, aby następnie działać na rzecz normalizacji sytuacji politycznej w celu zakończenia eksperymentu ekosocjalistycznego.

Alexander Wallasch:

Minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser powiedziała teraz, cytuję: „W dużych niemieckich miastach mamy poważny problem z niektórymi młodymi mężczyznami ze środowisk migracyjnych, którzy gardzą naszym państwem, dopuszczają się aktów przemocy i z trudem docierają do nich programy edukacyjne i integracyjne.” Czy pani Faeser zmieniła strony?

Hans-Georg Maaßen:

Nie, na pewno nie zmieniła stron. Przyznała tylko to, co już dawno zostało udowodnione. Zachowuje się jednak sprytniej niż inni socjalistyczni politycy i publicyści, którzy do dziś zaprzeczają migracyjnej przemocy w sylwestra, choć już dawno okazało się że mówili nieprawdę, i swobodnie wymyślają prawicowe ekstremistyczne zamieszki, by odwrócić uwagę od przestępstw popełnionych przez migrantów, za które są oni odpowiedzialni politycznie.

Z pewnością dużym problemem są agresywni migranci lub mafijne rodziny migrantów. Ale problem można dość łatwo rozwiązać w zakresie prawa policyjnego i imigracyjnego, jeśli naprawdę chce się go rozwiązać. Ale najwyraźniej nie chce go się rozwiązać. I to prowadzi nas do prawdziwego problemu: to odpowiedzialni politycy i nasi dziennikarze chcą jeszcze większej migracji ludzi, którzy nie potrzebują ochrony przed prześladowaniami i którzy w ogóle nie mają z nami nic wspólnego.

Konsekwencją sylwestra nie jest deportacja zagranicznych przestępców stosujących przemoc i ostateczne ograniczenie wjazdu migrantów, ale umożliwienie wjazdu do kraju jeszcze bardziej brutalnym obcokrajowcom i ich naturalizacja zgodnie z nowym prawem tak szybko, jak to możliwe. Nie jest też tak, że nasi politycy nie widzą powiązań: widzą, dokąd prowadzi niekontrolowana imigracja młodych, skłonnych do przemocy cudzoziemców.

Widzieliście to w sylwestra w Kolonii w 2015 roku i wiele poważnych przestępstw popełnionych przez tych ludzi, czy to tutaj, w Brukseli, czy w Paryżu. Nasza polityka integracyjna, podobnie jak polityka każdego innego kraju Europy Zachodniej, zawiodła, ponieważ ci młodzi imigranci, skłonni do przemocy, nie są zdolni do integracji. Niemniej jednak ta fatalna w skutkach polityka migracyjna nie została zarzucona i jest kontynuowana w jeszcze szybszym tempie.

Alexander Wallasch:

A dlaczego ta polityka migracyjna jest kontynuowana, mimo że wszyscy widzą szkody, jakie wyrządza?

Hans-Georg Maaßen:

Odpowiedź jest prosta, nawet jeśli przyprawia nas to o dreszcze. Ci odpowiedzialni politycy i dziennikarze pragną konsekwencji polityki migracyjnej. Chcą masowej imigracji, ponieważ chcą realizować swoją ideologię i ponieważ nienawidzą Niemiec i narodu niemieckiego. Teraz przyznają już całkiem otwarcie, o co toczy się gra. Niemieckie „białe pieczywo” czy „ziemniaki” – przez co rozumiemy się my, Niemcy – nie będzie już istniał za pięćdziesiąt, sto lat i dobrze, że przybywają do nas migranci, żeby te „białe pieczywo” już nie istniało.

To rasizm praktykowany wobec rodowitych Niemców. W każdym innym kraju na świecie konwencja genewska z 1953 r. w sprawie uchodźców chroniłaby nas przed takim rasizmem. Jeśli politycy i dziennikarze twierdzą, że nie ma rasizmu ani przeciwko białym, ani przeciwko Niemcom, to oznacza to, że prześladowania polityczne białych z powodów rasowych są dozwolone, a to nic innego jak zaprzeczanie nam, że jesteśmy przeciwko migrantom, że jesteśmy równymi ludźmi. Ten sposób myślenia jest wyrazem zielono-czerwonej teorii rasowej, zgodnie z którą biali są uważani za rasę niższą i dlatego należy sprowadzić do kraju Arabów i Afrykanów. Ta zielono-czerwona teoria rasowa zrodziła się w umysłach tak zwanych antyniemców, lewicowej ekstremistycznej sekty politycznej, do której należy obecnie wielu zielonych i socjaldemokratycznych polityków.

Alexander Wallasch:

Teraz na jednej z istotnych platform komentarzy do Ustawy Zasadniczej komentuje pan również przepisy o prawie do azylu. Wyjaśnia Pan tam, co należy rozumieć jako prześladowanie polityczne zgodnie z Ustawą Zasadniczą oraz kiedy ktoś jest prześladowany politycznie z powodu przekonań politycznych, rasy lub pochodzenia. W pewnym momencie mówi Pan, że ten przepis, który właściwie ma na celu jedynie ochronę cudzoziemców przed prześladowaniami w naszym kraju, wyraża również fakt, że w Niemczech nie powinno być prześladowań Niemców.

Teraz wydawnictwo C.H.Beck, które publikuje komentarze, i współautorzy są pod presją lewicowych ekstremistów, aby Pana zwolnić jako autora. Korelacja czasowa z debatą na temat rasizmu przeciwko białym jest zdumiewająca. Czy uważa Pan, że ma to również coś wspólnego z Pana jasnym zajęciem stanowiska i czy również groziłoby Panu wyrzucenie, gdyby Pan komentował przepisy finansowe Ustawy Zasadniczej zamiast na przykład prawa do azylu?

Hans-Georg Maaßen:

Kampania przeciwko mnie z powodu moich komentarzy do Ustawy Zasadniczej ma trzy cele:

Po pierwsze, jako osoba nie powinienem już mieć możliwości wypowiadania się w jednym z najbardziej renomowanych pletform na temat prawa do azylu i kwestii prześladowań politycznych. Lewica nazywa to „deplatformowaniem”. Ma to na celu niedopuszczenie do tego, aby osoby identyfikowane jako wrogowie polityczni były dostrzegane jako zajmujące stanowiska, które z lewicowego punktu widzenia ideologicznego są „fałszywymi naukami”.

Gdybym zrezygnował z komentowania, z pewnością zostałbym zastąpiony przez wykwalifikowanego kolegę, który jednak nie będzie podpadał politycznie. To naprawdę makabryczne, że ludzie chcą uniemożliwić mi wypowiadanie się na temat prawa do azylu metodami, które opisałem w komentarzu i w moich publikacjach jako prześladowania polityczne.

Po drugie, chodzi też o to, żeby mnie skrzywdzić ekonomicznie. Jak wiemy, socjalistyczna walka z wrogiem, rozwinięta w Związku Sowieckim, miała również na celu pozbawienie wroga środków do życia i wycieńczenie psychiczne.

I po trzecie, moja eksmisja jako komentatora znaczącego komentarza do Ustawy Zasadniczej to wyraźny sygnał: autorzy, którzy w podobny sposób nie podporządkują się lewicowej ideologii, również stracą pracę. W przyszłości komentatorzy prawa muszą uważać, aby nie stać się celem podobnych kampanii. I dotyczy to nie tylko prawa konstytucyjnego, ale z pewnością także prawa pracy, prawa najmu czy prawa ochrony środowiska, by wymienić tylko kilka przykładów. Dla wydawcy oznaczać to będzie, że w przyszłości będzie podpisywał kontrakty tylko z osobami wykazującymi się lojalnością wobec linii politycznej, by nie mieć problemów z lewicowymi kampaniami medialnymi.

Alexander Wallasch:

Moje ostatnie pytanie dotyczy Berlina: Heinz Buschkowsky, były burmistrz Neukölln z SPD, wyraził teraz nadzieję „światu”, że wydarzenia sylwestrowe zostaną uwzględnione w wyborach berlińskich. Czy to pobożne życzenie?

Hans-Georg Maaßen:

Może mieć rację, ale mam wątpliwości. Wątpię, czy większość obywateli będzie jeszcze pamiętać zamieszki migrantów w sylwestrową noc w dniu wyborów. Już teraz widać, że temat w dużej mierze zniknął z mediów. Niezadowolenie obywateli z polityki gospodarczej i energetycznej, wysokich cen oraz upadku i rozkładu infrastruktury oraz edukacji prawdopodobnie będzie miało trwalszy wpływ na decyzje wyborcze.

Jednak coraz więcej obywateli ma poczucie, że decyzja wyborcza nie ma prawie żadnego wpływu na politykę. Widzieliśmy to w wyborach landowych w Nadrenii Północnej-Westfalii i Dolnej Saksonii, gdzie odsetek niegłosujących wynosił ponad 40 procent. Na kogo obywatele powinni głosować, jeśli chcą innej polityki? Jeśli zagłosują na zielono, otrzymają tę samą politykę. Jeśli zagłosują na czerwono, otrzymają również tę politykę. Jeśli zagłosujeą na żółto, też otrzymają tę politykę. A jeśli zagłosują na berlińską CDU, to CDU zawiąże koalicję z prowadzącymi tę politykę Zielonymi lub SPD. A kiedy obywatele zagłosują na AfD, to zagłosują na partię, która zasiada w parlamencie, ale nie za rządowym stołem, bo nikt nie chce z nimi koalicji.

Ale zmiany polityczne można osiągnąć tylko poprzez rządzenie. Oznacza to, że jeśli pójdziesz do urn w Berlinie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że otrzymasz taką samą politykę, jak obecnie. I to frustruje wielu ludzi, którzy chcą innej polityki i zmiany w polityce.

Będę pracować na rzecz politycznego zwrotu w przyszłości.

Alexander Wallasch: Bardzo dziękuję za rozmowę!

======================================

mail: W Niemczech rozwija się rasizm przeciwko białym.

=================================

 dr Hans-Georg Maaßen, który zabiera głos:


Był on prezydentem niemieckiej służby bezpieczeństwa(Verfassungsschutz) od roku 2012 do chwili gdy naraził się mówiąc prawdę w roku 2018 na temat wydarzeń w Chemnitz,które media głównego ścieku określiły jako polowanie na cudzoziemców na tle rasistowskim. Dr Hans-Georg Maaßen zaprzeczył temu i musiał pożegnać się z urzędem.
Prowadził on potem działalność publicystyczną komentującym. in. Ustawę Zasadniczą mówiąc całą prawdę o sytuacji w jakiej są Niemcy w wyniku inwazji nielegalnych i szkodliwych imigrantów.
Ostatnio został wyrzucony z wydawnictwa C.H. Beck, ma być wkrótce wydalony z CDU, choć został dopiero co wybrany na przewodniczącego frakcji pod nazwą „Werteunion” („Unia Wartości”) większością ponad 95% głosów.

Gdy Eros stał się erotyczny

Eros stał się erotyczny

https://gloria.tv/post/aMztf8Vc8bvD44irHUhskwoKA

Przez Freuda eros stał się erotyczny, a miłość zaczęto utożsamiać z seksem.

Lub, dokładniej rzecz ujmując, mieliśmy odtąd seks bez miłości. Mianem „erotycznego” zaczęto określać jedynie to, co dawało przyjemność. Pijesz wodę, zapominając o szklance. Nie ma już miejsca na komunikację między osobami.

Prawdziwa miłość zakłada niezastąpioność osób. Nikt nie może zastąpić miejsca ojca lub matki, brata lub siostry i tak dalej. Lecz w seksie możliwe jest zastąpienie jednej osoby przez drugą. W naszym amerykańskim życiu seks zakorzenił się w umyśle. Nie jest on wyłącznie zjawiskiem dotyczącym sfery ciała.

Jest to jeden z powodów, dla których [ludzie mają] upodobanie w pornografii. Pornografia jest miłością czegoś abstrakcyjnego, gdy zapomnieniu ulega konkretne zastosowanie danej rzeczy. Kiedyś spotkałem pewną kobietę, która powiedziała mi, że zapłaciła 250 dolarów za młynek do kawy. Zapłaciła tę kwotę, aby posiadać ów konkretny młynek, lecz nie zamierzała nigdy mielić w nim kawy. Jej zachowanie można by nazwać kawową pornografią.

Podobnie, gdy zapomina się o konkretnym celu seksu, i gdy jest on używany do celów reklamowych, do wywołania podniecenia i tak dalej, wówczas staje się on pornografią.
Arcybiskup Fulton J. Sheen

Akceleracja: „Zielona” agresja na półkach Żabki. Będą batony z insektów i wegańskie lody z łubinu.

Akceleracja: „Zielona” agresja na półkach Żabki. Będą batony z owadów i wegańskie lody z łubinu.

https://www.dlahandlu.pl/detal-hurt/wiadomosci/innowacje-na-polkach-zabki-beda-batony-z-owadow-i-weganskie-lody,115073.html

Wegańskie lody i sery, przekąski z insektów oraz roślinny kefir – te produkty mogą wkrótce wejść do oferty Żabki.

Sieć Żabka ogłosiła zwycięzców programu Foodtech Lab. Do programu akceleracyjnego zgłosiło się ponad 140 startupów z 20 krajów i 4 kontynentów. Firma szukała rozwiązań, które w innowacyjny sposób podchodzą do tego jak się odżywiamy i wpływu, jaki ma to na planetę.

W skład jury weszli członkowie zarządu [—]

Jakie innowacje produktowe pojawią się w sklepach Żabka?

Kogo [nawet nie wiedza, że po polsku mówi się CO MD]. wybrano? To: SERio Roślinny ser – wegańskie sery z łubinu; BIO COOLS – kriogeniczne, wegańskie lody; New Granny – funkcjonalne napoje kawowe z wysoką zwartością białka, Small Giants – proteinowe, zdrowe przekąski z insektów oraz Fermentful – roślinny kefir .

Na Ukrainie podano schemat przemycania mężczyzn uchylających się od poboru. „Na kalectwo”.

Na Ukrainie podano schemat przemycania mężczyzn uchylających się od poboru. „Na kalectwo”.

https://legaartis.pl/blog/2023/01/29/na-ukrainie-ujawniono-schemat

Ukraińska straż graniczna odkryła kanał nielegalnego transportu mężczyzn w wieku poborowym do Mołdawii na fikcyjnych orzeczeniach o niepełnosprawności – poinformowała służba prasowa ukraińskiej państwowej służby granicznej.

Wcześniej Rada Najwyższa Ukrainy przedłużyła stan wojenny i powszechną mobilizację na Ukrainie o 90 dni, do 19 lutego, na wniosek Zełenskiego. Mężczyźni w wieku 18-60 lat nie mogą opuszczać Ukrainy w czasie stanu wojennego.

POLECAMY: Ukraińcy zawierają fikcyjne małżeństwa w celu wyjazdu za granicę – donoszą media

„Strażnicy graniczni zdemaskowali organizatora przerzutu poborowych do Mołdawii. Mieszkaniec Odessy szukał w sieciach społecznościowych mężczyzn, którzy planowali założyć „nowe życie” za granicą. Uchylający się od pracy mieli zapłacić 6 tys. dolarów i podając się za osoby niepełnosprawne, udać się do sąsiedniego kraju” – poinformował kanał agencji na Telegramie.

Coraz częstszy „Zespół nagłej śmierci”. Ukrywane przyczyny. Zasłabł podczas meczu. Nie udało się go uratować

Coraz częstszy „Zespół nagłej śmierci”. Ukrywane przyczyny. Dariusz Szczepaniak zasłabł podczas meczu. Nie udało się go uratować

https://legaartis.pl/blog/2023/01/29/fala-naglej-smierci-dariusz-szczepaniak-zaslabl-podczas-meczu-nie-udalo-sie-go-uratowac/

29 stycznia zmarł nagle w wieku 46 lat Dariusz Szczepaniak – menadżer sportu, trener, nauczyciel, założyciel Akademii Piłkarskiej Ostrzeszów.

Zespół nagłej śmierci w Polsce, jak i na całym świecie od pewnego czasu jest popularną jednostką statystyczną w kartotekach zgonu.

Oczywiście służby medyczne z powodu utrzymywanej narracji nie wiążą tego z pewnym specyfikiem [stosowanie którego wymuszano w miliardach razy md], jednak świadomi ludzie, zdają sobie z tego sprawę.

===========================

Tragedia podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zmarł trener.

=============================

mail:

27 listopada w wieku 51 lat zmarła nagle na atak serca wicedyrektorka Muzeum Warszawy Anna Sienkiewicz-Rogowska. Wcześniej kierowała działem..[—]

=====================================================


Pandemia? Tak, ale zaszczepionych

pandemia

Jak podaje Washington Post, po raz pierwszy większość Amerykanów umierających na koronawirusa otrzymała przynajmniej pierwszą serię szczepionki.

POLECAMY: Ilość nagłych zgonów w Australii przewyższa możliwości organizacji pochówku

Według analizy przeprowadzonej dla The Health 202 przez Cynthię Cox, wiceprezes Kaiser Family Foundation, pięćdziesiąt osiem procent zgonów z powodu koronawirusa w sierpniu to ludzie, którzy zostali zaszczepieni lub otrzymali dawki przypominające.

POLECAMY: ZeroCovid i wysokie wskaźniki szczepień prowadzą do wysokiej nadumieralności w Nowej Zelandii i Australii

To kontynuacja niepokojącego trendu, który pojawił się w ciągu ostatniego roku. Wraz ze wzrostem wskaźników szczepień i pojawieniem się nowych wariantów odsetek zgonów osób zaszczepionych stale rośnie

Ukraina – mobilizacja na wzór mongolski. Ciekawe propozycje pro-putinowca.

Ukraina – mobilizacja na wzór mongolski. Ciekawe propozycje pro-putinowca.

  • Joanna M.Wiórkiewicz
https://niemcy.neon24.org/post/170708,ukraina-mobilizacja-na-wzor-mongolski
Igor Mojsiejew


Na Ukrainie trwa  obecnie mobilizacja nowego typu. Czym zasadniczo różni się od poprzednich fal mobilizacyjnych? Podąża ona za scenariuszem mongolskim. Trzeba przyznać Anglosasom – wykazali się dobrą znajomością historii Rosji skoro podpowiedzieli Zelenskiemu, w jaki sposób powinien w tej materii postępować. 

Mongołowie również tracili  ludzi podczas swoich masowych najazdów. Wiele ludów (w tym Rosjanie) stawiało im zacięty opór. Najeźdźcy ponosili  straty. Trzeba było je uzupełnić. Z jakiego źródła?

Do rodzimej Mongolii z Rosji, Iranu czy Europy jest daleko. A dzieci nie jest tam tak dużo, można by wszystkie jurty wywrócić do góry nogami. Trzeba więc zawczasu uzyskać  przyszłych  żołnierzy od miejscowych. Najlepiej wziąć młodych ludzi, żeby łatwiej było zmienić ich  nastawienie. Mieszkańcy, oczywiście, stawiali opór. Kto oddałby swoje dzieci tym barbarzyńcom? Wtedy „poborowych” trzeba było wziąć siłą. 
Część Mongołów otaczała konno miasto lub wieś – tak, aby nikt nie mógł wymknąć się żadnymi tajnymi ścieżkami. Do miasta wchodziła  kolejna część armii – rekruterzy władzy. I przeszukiwali chaty, wyciągając młodych mężczyzn w odpowiednim wieku, którzy mieli zostać „mongolskimi mamelukami”- janczarami.
Dokładnie taki sam sposób, „mongolski sposób”,  odbywa  się teraz na Ukrainie. Zasada jest następująca. Raz w tygodniu na ofiarę wybierane jest duże miasto – Charków, Dniepropietrowsk, Zaporoże. Ogłoszona zostaje tam fikcyjna operacja antyterrorystyczna. To tak jakby rosyjscy dywersanci wdarli się do miasta i trzeba ich odnaleźć i zneutralizować. Rozwiązuje  to ręce władzom i służbom specjalnym. Mogą zrobić z ludnością co chcą, pojmać kogo chcą, zamknąć kogo chcą, zmobilizować kogo chcą. Miasto jest otoczone oddziałami (Mongolczycy nazywają ich „morjtons” – jeźdźcy), na drogach ustawione są blokady (po mongolsku „otolt”).

Do miasta wchodzą specsaszniki i policjanci („bejtadżi”). Zaczynają chodzić od drzwi do drzwi i przeprowadzają totalną weryfikację dokumentów.

Ukraińscy „Bejtadżii”, oprócz mieszkań, pracują także na ulicach, w domach towarowych, w metrze i w pociągach elektrycznych. W efekcie niektórzy mężczyźni mają sprawdzane dokumenty dziesięć razy dziennie. Zgromadzeni w ten sposób więźniowie trafiają do koszar wojskowych, których również pilnują „moritony” w otolitach. Następnie „horigdoli” uzbraja się, wysyła pod eskortą na linię frontu i zmusza do walki z Rosją pod groźbą rozstrzelania.
Czyli „Złota Orda”, klasyka gatunku.

Na rozkaz Waszyngtonu, Zelensky ma do wiosny zwerbować trzy korpusy po siedemdziesiąt pięć tysięcy ludzi ze swoimi „Moretonami”. Ma to być „pełnowartościowa armia państwa europejskiego”.

Tej wiosny dowództwo NATO i USA przygotowuje nowy atak na pozycje naszej armii. I ta nowa ukraińska armia do kwietnia będzie bardzo dobrze wyposażona. Zdaniem Władysława Szurygina, eksperta wojskowego, tym razem główną siłą atakującą nie będą oddziały czołgowe (jak to bywało do tej pory), ale artyleria. W przeważającej części będą to jednostki artylerii samobieżnej.

„Przez wszystkie ostatnie jedenaście miesięcy Amerykanie i NATO bardzo uważnie obserwowali i analizowali przebieg operacji wojskowych” – uważa ekspert. – Nasze rosyjskie know-how, dzięki któremu nasze wojska rozbiły ukraińskie twierdze – ofensywa artyleryjska, wał ognia, kiedy setki dział po prostu dzień po dniu zmiatały ukraińskie pozycje – zostało przez nich uznane za niezwykle udane i skuteczne. A teraz podobna taktyka w ulepszonej formie zostanie zastosowana przeciwko nam samym. Ale – co charakterystyczne – planowane jest jego zastosowanie na zasadniczo nowym poziomie technologicznym.

Amerykański sztab szacuje, że w początkowej fazie USS tylko 1,5 proc. pocisków trafiało w cel. Reszta albo nie trafiła w swoje cele, albo nie mogła trafić ze względu na obronę. Odsetek chybień wahał się od 70 do 80%. Wojskowi opiekunowie armii ukraińskiej postanowili więc dokonać rewolucji w wojsku. Mają teraz wyraźną przewagę w środkach rozpoznawczych. Mają bardzo precyzyjną artylerię. A teraz będą maksymalnie zaostrzać algorytm jego stosowania. W tym celu wdrożą w nowym korpusie systemy automatycznego sterowania taktycznego, specjalnie przystosowane dla AFU na bazie   satelitów StarLink. Z tego powodu planują osiągnąć nad nami całkowitą przewagę ogniową, wykonując precyzyjne uderzenia artyleryjskie na całą głębokość obrony. A  Leopard  to bardzo zwrotna maszyna i nie będzie tak łatwo w nią trafić.

Tak właśnie planują walczyć na wiosnę. A teraz gorączkowo szkolą co najmniej trzy brygady w Anglii, Niemczech i Polsce. Plus cała armia „chorigdałów”, którą teraz zgarniają.

Czy to wszystko może doprowadzić do nowej fali mobilizacji także w Rosji? Może. Pod warunkiem, że nadal będziemy chodzić według wzorów, które ułożyli nam Brytyjczycy i Amerykanie. Jak na razie wszystko przebiega według ich scenariusza. O ile mają inicjatywę strategiczną. A my jesteśmy zmuszeni wejść w korytarz możliwości, w którym nas  trzymają.
=============================================
Czy możemy przerwać ten scenariusz? Możemy.
Jest wiele możliwości. Czy mamy je wymienić?

Po pierwsze
Szybkie stworzenie potężnej globalnej koalicji antyimperialistycznej i antykolonialnej. Dziennikarz telewizyjny Władimir Sołowjow wielokrotnie mówił o tym w swoim programie. „W walce ze światowymi satanistami na Ukrainie chcę widzieć obok naszych bojowników bataliony muzułmańskie, afrykańskie, wenezuelskie i inne latynoamerykańskie” – powiedział w jednym z ostatnich programów Sołowjow. – Do walki ze złem tego świata potrzebujemy globalnej koalicji anty-satanistycznej.

Dodam od  siebie – musimy pilnie otworzyć własne centra rekrutacyjne na całym świecie – tak jak to robi brytyjska agencja rekrutacyjna G4S – największa brytyjska wielonarodowa prywatna firma wojskowa z siedzibą w Londynie. Jest to zdecydowanie największy prywatny pracodawca w Europie i Afryce.
Faktem jest, że przez jedenaście miesięcy funkcjonowania G4S nikt nie zrobił nic w tej dziedzinie na poziomie międzynarodowym. I mamy wszelkie środki, aby to zrobić. Mamy na przykład wyjątkową agencję federalną Rossotrudniczestvo, która odpowiada za tzw. soft power. Z tą „soft power” nigdy nic nie wyszło. Dlaczego, to temat na osobną dyskusję. Istnieje wiele obiektywnych i subiektywnych przyczyn tej globalnej porażki. Mimo to, agencja ma ponad sto głównych oddziałów na całym świecie. Nazywane są one domami rosyjskimi. Niektóre domy znajdują się w ogromnych starożytnych zamkach, przed którymi rozciąga się obszar kilkudziesięciu hektarów. Zarówno ten teren, jak i same domy często stoją puste, bez większego zastosowania.

Od pierwszych dni Specjalnej Operacji te „rosyjskie domy” gdzieś się „zagubiły”. Ale ogromna liczba ludzi na całym świecie była gotowa udzielić nam pomocy humanitarnej, od ciepłych ubrań po datki finansowe. Po prostu trzeba było je zorganizować. Wydawałoby się – szczęście idzie do kierownictwa agencji i dyrektorów „rosyjskich domów” na miejscu. Ale nawet tego nie udało się zrobić. W efekcie zaczęto po cichu „optymalizować” działania agencji.
Obecnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych za zamkniętymi drzwiami toczy się aktywna dyskusja na temat tego, jak można bardziej produktywnie wykorzystać te aktywa. Zamieńmy więc biura naszej „soft power” w biura rekrutacji wolontariuszy!

Po drugie
Politolog Sergiey Mikjeev wielokrotnie stawiał pytanie: dlaczego wróg robi na naszym terytorium co chce – zatapia statki, wysadza mosty, terroryzuje naszych ludzi – podczas gdy my na jego terytorium nie stwarzamy mu żadnych trudności? Gdzie jest nasz wywiad zagraniczny z jego unikalnymi możliwościami?

Powinniśmy ich pokonać na ich terenie. Amerykanie mają ponad sto ambasad i setki baz wojskowych na całym świecie. Czy to nie są cele?

I wtedy, w ostateczności, możemy przeprosić. Podobnie jak legendarny hokeista Aleksander Ragulin. „Trzeba traktować przeciwnika w sposób kulturalny” – zapewniał Aleksander Pawłowicz. – „Przewracasz go, podnosisz, przepraszasz i znowu go przewracasz. Podnosisz go ponownie, a on nie chce wstać”.

… Czy to nie jest przepis?

Józefa Stalina zwycięstwo zza grobu

Józefa Stalina zwycięstwo zza grobu

Stanisław Michalkiewicz: 28.1.2023 https://prawy.pl/123851-stanislaw-michalkiewicz-jozefa-stalina-zwyciestwo-zza-grobu-felieton/

Ileż to żartów powstało na temat językoznawczych zainteresowań Józefa Stalina! Wydawało się, że został on skutecznie ośmieszony, ale dzisiaj okazuje się, że to nie śmieszkowie mieli rację, tylko Ojciec Narodów. Nie tylko zresztą w zakresie językoznawstwa, do którego za chwilę wrócimy, ale przede wszystkim w dziedzinie demokracji.

Bez żadnej przesady możemy dzisiaj uważać Józefa Stalina nie tylko za klasyka demokracji, ale nawet – za najwybitniejszego wśród klasyków. Przyczyna jest taka, że Józef Stalin nie miał co do demokracji złudzeń, podczas gdy inni klasycy je mieli, wskutek czego stawali się ich zakładnikami. Najbardziej podobny do Józefa Stalina klasykiem demokracji jest Karol Ludwik de Montesquieu, potocznie zwany “Monteskiuszem”. Spenentrował on naturę władzy, zauważając, że ma ona nieuleczalną skłonność do ekspansji. I na tej skłonności – zdawałoby się, skrajnie niesprzyjającej ludzkiej wolności – postanowił zbudować gwarancje jej ochrony. Nie są to oczywiście gwarancje absolutne, ale nie bądźmy zbyt wymagający, bo dobra psu i mucha. Otóż Monteskiusz doszedł do wniosku, że w tej sytuacji najlepiej będzie napuścić jedną władzę na drugą, a najlepiej – zgodnie z zasadą omne trinum perfectum – jeszcze trzecią, na te dwie. Ponieważ wszystkie one mają nieuleczalną zdolność do ekspansji, będą się nawzajem blokowały i to nie ze względu na znękaną ludzkość, tylko ze względu na swoją drapieżność. Ale nie intencje się tu liczą, tylko skutek, a dzięki temu, że poszczególne władze trzymają się nawzajem za klapy, to nie mają już wolnych rąk, żeby dusić nimi ludzi od nich zależnych. Dlatego przypisywana Monteskiuszowi doktryna trójpodziału władz do dnia dzisiejszego jest uważana za fundament demokracji przez naiwniaków, co to myślą, że z tą demokracją to wszystko naprawdę.

Mamy nawet przykład z życia naszego bantustanu. Oto rząd “dobrej zmiany” widząc, jak niezawiśli sędziowie przez ostatnie 30 lat się rozdokazywali, postanowił przejść na ręczne sterowanie sądami. Na takie dictum sędziowska mafia, strzegąca swojej bezkarności, rozpoczęła walkę o “praworządność”, to znaczy – o powstrzymanie ekspansywnych skłonności władzy wykonawczej. Za skutek rozmaitych intryg, z wykorzystaniem sędziowwskiej międzynarodówki, znalazła sposób na rząd “dobrej zmiany” w postaci szantażu finansowego ze strony Komisji Europejskiej. Rząd temu szantażowi właśnie ulega, forsując nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, dzięki czemu do polskiego ustawodawstwa zostanie wpisana instytucja “testowania niezawisłości” polegająca na tym, że jeden sędzia, albo nawet uczestnik postępowania, będzie mógł skutecznie podważyć autentyczność innego sędziego i doprowadzić do uchylenia orzeczeń zapadłych z jego udziałem. W tej sposób, niezależnie od intencji rządu, ani od intencji sędziowskiej mafii, w organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, jaką stanowi III Rzeczpospolita, może pojawić się niewielka przestrzeń wolności.

Wróćmy jednak do Józefa Stalina jako klasyka demokracji i do jego zainteresowań językoznawczych. Jedną ze spiżowych tez Ojca Narodów było spostrzeżenie, że mniej ważne od tego, kto głosuje, jest to, kto liczy głosy. I słusznie – bo oto na naszych oczach rząd “dobrej zmiany” forsuje właśnie zmianę kodeksu wyborczego, polegającą na znacznym zwiększeniu liczby komisji wyborczych, które – jak wiadomo – właśnie liczą głosy. Potem te głosy trafiają do komisji wyższych rangą, gdzie poddawane są kolejnej obróbie, a na kończy specjaliści wyciągają z naliczonej liczby pierwiastek kwadratowy, od którego odejmują roczną produkcję parasoli i w ten sposób wszystko ostatecznie jest rozliczone.

To radykalne zwiększenie liczby komisji sprawi – a w każdym razie takie są oczekiwania – że obóz zdrady i zaprzaństwa oraz inne formacje konkurencyjne, nie zdążą już ich wszystkich obsadzić, co oczywiście przybliży zwycięstwo obozu “dobrej zmiany”.

Ale to jeszcze nic w porównaniu z wyborami prezydenckimi w USA, gdzie liczenie głosów nabiera coraz większego ciężaru gatunkowego tym bardziej, że nawet najbieglejszym rachmistrzom trudno jest ich wszystkich się doliczyć, w związku z czym pojawiają się podejrzenia, że do sprawy musiał wmieszać się zły Putin. Ale skoro Putin ustawia amerykańską demokrację, to jej wartość wydaje się coraz bardziej podejrzana, nieprawdaż?

O ile dotychczas podkreślaliśmy spostrzegawczość Józefa Stalina, to teraz przejdziemy do językoznawstwa. Jak wiemy, Józef Stalin rywalizował z innym wybitnym przywódcą socjalistycznym, Adolfem Hitlerem. Ale Hitler preferował inny model retoryczny, niż Józef Stalin. Jak zauważył w nieśmiertelnym poemacie “Caryca i zwierciadło” Janusz Szpotański, “Gitler” – jak nazywała go Caryca Leonida – “przechwalał się zbrodnią swoją”. Tymczasem “mudriec”, czyli właśnie Ojciec Narodów, podchodził do tej sprawy całkiem inaczej. Jak ognia unikał nazywania rzeczy po imieniu, tylko całą energię wkładał w tzw. “duraczenie”, w czym pomagali mu pierwszorzędni żydowscy fachowcy, zaprawieni w duraczeniu na Talmudzie. Dzięki temu udało się przekonać opinię światową, że Hitlera trzeba rozgromić, a jednym, a nawet głównym rozgromicielem został właśnie Ojciec Narodów Józef Stalin.

Dzięki temu, o ile idee głoszone przez Adolfa Hitlera zostały potępione i zepchnięte do podziemia, o tyle idee głoszone przez Józefa Stalina nie tylko go przeżyły, ale znajdują coraz większą liczbę kontynuatorów i entuzjastów. Jednym z nich jest stary, żydowski grandziarz finansowy Jerzy Soros. Zaangażował się on, również finansowo, w budowanie tzw. “społeczeństwa otwartego”, pod którą to przyjazną nazwą ukrywa się totalniacki model ujęcia ludzkich umysłów w obcęgi. W tym celu Soros narzucił mediom społecznościowym, z którymi wiązano nadzieje, że staną się strefą wolności słowa, tak zwanych “weryfikatorów treści”, czyli – jak to się kiedyś mówiło – cenzorów. W narzucaniu mediom społecznościowym cenzury, przodują kontrolowane przez cukerbergów Google i Facebook, które – podobnie jak Youtube, kierowane przez panią Wóycicki z pierwszorzędnymi korzeniami, wymuszają oczekiwane przez nich zachowania przy pomocy mechanizmów rynkowych. Całość koordynuje finansowana przez grandziarza “Konferencja Przywództwa do spraw Praw Obywatelskich”, która tylko w ciągu ostatnich 4 lat dostała od niego ponad 30 mln dolarów.

Węgrzy, których przywódca Wiktor Orban ośmielił się wygonić Sorosa, ujawnili, że z 11 zatwierdzonych przez Facebooka organizacji skupiających “weryfikatorów treści” dla Europy Środkowej i Wschodniej, aż osiem jest finansowanych przez Sorosa. Ponieważ izraelskie lobby mocno trzyma za twarz amerykańskich twardzieli, to nie dziwimy się, że rząd “dobrej zmiany”, którego istnienie zależy do dobrej woli Naszego Najważniejszego Sojusznika, nie ośmiela się sprzeciwić cenzurowaniu mediów społecznościowych, chociaż konstytucja naszego bantustanu surowo tego zabrania.

W rezultacie “duraczenie” postępuje, nie napotykając na żadne przeszkody, dzięki czemu np. dzieciobójstwo zostało awansowane do rangi podstawowego prawa człowieków, zwłaszcza tych zaliczonych do którejś z płci żeńskich, a publiczne powiedzenie prawdy nie zatwierdzonej uprzednio przez Sanhedryn, zostało potępione i poddane represji, jako “mowa nienawiści”. Wprawdzie Józef Stalin nie wierzył w życie pozagrobowe, a przynajmniej tak mówił, chociaż diabli wiedzą, co myślał naprawdę. W końcu był w seminarium duchownym, a poza tym, kiedy podczas II wojny Winston Churchill prezentował mu propozycje powojennego urządzenia Europy, Ojciec Narodów, który wtedy już namawiał się z Rooseveltem, jakby tu wymiksować Anglików, wymijająco odpowiedział, że “wszystko w ręku Boga”. Tak czy owak, na widok tego, co się dzieje, jak jego dzieło jest kontynuowane i twórczo rozwijane, zacierałby ręce.

Bogu co Boskie, a diabłu co diabelskie?

Bogu co Boskie, a diabłu co diabelskie?

CzarnaLimuzyna

Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga

Do władzy państwowej należy tylko mała część z tego co ludzkie, m.in. podatki. W sytuacji, gdy jakakolwiek władza chce od nas więcej, człowiek ma prawo odmówić. Nie chodzi tylko o daninę materialną (pieniężną), lecz również o daninę wolności oraz o równie cenną – daninę czasu. Dzisiejsza władza już dawno przekroczyła wszystkie granice. Pisząc o władzy mam na myśli władzę, która przyszła do naszego kraju z zewnątrz, lecz w głębszym sensie pochodzi ona z naszych serc i gnieżdżąc się w pustych głowach codziennie składa hołd “zwierzchnościom tego świata” (1).

Jezus: “Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota”.

Najbardziej wiernym elektoratem złej władzy są zapalczywi grzesznicy

Niestety, wydaje się, że nie tylko. Ostatnio miałem okazję rozmawiać z osobą, którą z wielu względów cenię. Osoba ta będąc katoliczką jest równocześnie zwolenniczką antynarodowych socjalistów na których nie pozwoli powiedzieć ”złego słowa” w sensie oceny ich działalności. Podczas naszej dyskusji na mój argument, że przecież chodzi o prawdę powiedziała: Prawdą jest Chrystus, a potem dodała: Cezarowi to co cesarskie, a Bogu to, co Boskie. Cesarskie oznacza w tym kontekście „polityczne”. Moim zdaniem “cesarskie” już dawno przekroczyło swoją miarę stając się „diabelskim”.

Władza, którą popierają o zgrozo, całkiem licznie, nasi katoliccy adwersarze, podpisuje za zgodą rzekomej opozycji, jak leci, każdy kolejny cyrograf na mocy których w majestacie cyfrowego niewolnictwa mamy utracić wszystko w formie dobrowolnego zrzeczenia się lub grabieży. Chodzi również o wolność sumienia i związane z tym prawo wyboru.

„Polityka” od której odżegnują się nasi rozmówcy w geście ostatecznej samoobrony przed prawdą lub jak kto woli – uciekając przed poznawczym dysonansem, wiąże się  ściśle ze znajomością krzywdy wyrządzanej ludziom przez tę władzę.

Na koniec, dla wszystkich katolików popierających akolitów “nowego porządku”, mających na sumieniu życie ponad 200 tys. Polaków:

„Ludzie dobrzy mają znosić złych w tym znaczeniu, że winni cierpliwie znieść doznane od nich osobiste krzywdy, ale w miarę jak to jest godziwe. Nie mogą natomiast pozwolić na wyrządzanie krzywdy Bogu i bliźnim, gdyż, jak mówi św. Jan Chryzostom: „Należy być cierpliwym, gdy chodzi o osobiste krzywdy; natomiast obojętność na krzywdy wymierzone przeciw Bogu byłaby zbyt bezbożna.”“ Tomasz z Akwinu

  1. Kłamca, wróg i przeklętnik ma nad nami władzę tylko wówczas, gdy odwracamy się od Boga.

KOMENTARZE do artykułu

Krzysztof 28 stycznia 2023 godz. 21:03

Trzeba być idiotą i mówić ,że jest dobrze, kiedy jest zupełnie na odwrót.Brak nam Polakom prawdziwych elit , które poprowadziłyby to stado baranów tak jak należy tam gdzie należy.Bez ludzi światłych będących patryjotami słabo widzę przyszłość Polski i Polaków.

CzarnaLimuzyna 28 stycznia 2023 godz. 21:26   – w odpowiedzi do: Krzysztof 21:03

W ostatnim swoim ostatnim felietonie Izabela Falzmann napisała:

Skuteczność zainstalowania w społeczeństwie zarówno psychozy globalnego ocieplenia jak i leku przed pandemią wymaga jednak istnienia w tym społeczeństwie pożytecznych idiotów. Termin pożyteczny idiota (полезный идиот) przypisuje się Leninowi, który określał tym mianem zachodnich dziennikarzy i intelektualistów rozpływających się w zachwytach nad ZSRR. Pożytecznych dla nowych totalitaryzmów idiotów w naszym społeczeństwie też nie brakuje.

Osoba z którą rozmawiałem jest inna. Nie zna pewnych faktów oraz, odniosłem takie wrażenie, boi się je poznać. Gdyby znała, to najprawdopodobniej zmieniłaby zdanie w kwestiach politycznych. Różni się jednak zdecydowanie od ludzi, których cechuje bardzo często poparcie wielu innych patologii i totalna ślepota.

Różnica dotyczy tylko kwestii politycznej. Kwestii pozornie politycznej, bo jak napisałem chodzi o budowę “Global Order of Satan”. Temu służą akceptowane przez PiS cyrografy począwszy od Agendy 2030 “zrównoważonego rozwoju” zaakceptowanego w 2016 roku po ostatnie ustalenia z Davos nazywane już jawnie “nowym porządkiem świata”.

Konkrety w następnym komentarzu

Arcybiskup Viganò:

…byłoby głupotą wierzyć, że antychrześcijańska ideologia, która napędzała tajne sekty i grupy masońskie w XVIII wieku, nie ma nic wspólnego z antychrześcijańską ideologią, która dziś napędza ludzi takich jak Klaus Schwab, George Soros i Bill Gates. Zasady napędzające tę ideologię są takie same: bunt przeciwko Bogu, nienawiść do Kościoła i ludzkości oraz destrukcyjna furia skierowana przeciwko Stworzeniu, a zwłaszcza przeciwko człowiekowi, ponieważ został on stworzony na obraz i podobieństwo Boga.

Jeśli skupimy się na tych dowodach, zrozumiemy, że nie można udawać, że to, co dzieje się na naszych oczach, jest wyłącznie wynikiem pogoni za zyskiem lub władzą. Z pewnością nie można pominąć elementu ekonomicznego, biorąc pod uwagę, jak wiele osób współpracowało ze Światowym Forum Ekonomicznym. A jednak, poza zyskiem, istnieją niewypowiedziane cele, które wynikają z wizji „teologicznej”, która choć postawiona na głowie, ciągle jest wizją teologiczną i widzi dwie przeciwstawne strony: stronę Chrystusa i stronę Antychrysta.

Grzegorz Braun na straży dobrych obyczajów i powagi Sądu

Grzegorz Braun na straży dobrych obyczajów i powagi Sądu

Redakcja https://ekspedyt.org/2023/01/29/grzegorz-braun-na-strazy-dobrych-obyczajow-i-powagi-sadu/

https://ekspedyt.org/wp-content/uploads/2023/01/choinka_sad23.jpg

Poseł Grzegorz Braun reprezentujący w Sejmie III RP polską mniejszość narodową wyrzucił do śmietnika symbol unijnej praworządności – choinkę udekorowaną m.in. ozdobami Lgbt (-)

(-)

https://youtube.com/watch?v=XPeOyJ33DHY%3Ffeature%3Doembed

Przeciwko polskiemu posłowi rozpoczął akcję Ośrodek

Przeciwko polskiemu posłowi rozpoczął akcję Ośrodek „monitorowania zachowań normalnych i patriotycznych” .

________________________________________________________________________________

Batkiwszczyna i Tłusta Julia [niegdyś: „piękna”] dzielnie walczą… w tajnej misji na plaży w Dubaju.

Batkiwszczyna i Tłusta Julia dzielnie walczą …w Dubaju.

Na Ukrainie naloty rakietowe, a Tymoszenko plażuje w Dubaju

Julia Tymoszenko w Dubaju Źródło: YouTube / Frontline News

Serwis Ukraińska Prawda opublikował nagranie pokazujące egzotyczny wypoczynek Julii Tymoszenko. Portal podaje, że liderka opozycyjnej partii Batkiwszczyna początek nowego roku spędziła w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Tymoszenko przebywała w pięciogwiazdkowym hotelu, na słynnej sztucznej wyspie Palma Dżamira w Dubaju.

Według źródeł Ukraińskiej Prawdy w Dubaju, Julia Tymoszenko prowadziła „ostrożny tryb życia”. Nie pojawiała się na ogólnodostępnych plażach, a do samochodu wsiadała nie na ulicach, a korzystając z podziemnych parkingów. Wszystko po to, aby nikt jej nie zobaczył i nie nagrał. To się jednak nie udało, ponieważ wideo z Dubaju z byłą premier w roli głównej wyciekło do sieci.

Julia Tymoshenko, the head of the Batkivshchyna party, was spotted in Dubai. / Źródło: YouTube

https://youtu.be/jCbNZImZmBQ

Mamy nominację na supermocarstwo !

Mamy nominację na supermocarstwo !

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  29 stycznia 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5328

No, nareszcie doczekaliśmy się! I wcześniej mieliśmy powody do satysfakcji, bo na przykład w 1939 i 1940 roku Polska była „natchnieniem narodów” – oczywiście aż do odwołania, to znaczy – do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 roku, bo odtąd zaczęła być coraz bardziej uciążliwym balastem, którego w roku 1945 nasi sojusznicy z ulgą się pozbyli, cofając uznanie rządowi Rzeczypospolitej, a nawet nie dopuszczając polskich żołnierzy na defiladę zwycięstwa, żeby nie drażnić sojusznika naszych sojuszników. Nie ma jednak rzeczy doskonałych, więc pretensji do nich mieć nie możemy tym bardziej, że wystarczy trochę poczekać, by wreszcie się doczekać.

No i doczekaliśmy się! Oto były oficer brytyjskiej piechoty morskiej, pan Ryszard Kemp napisał w „The Telegraph”, że Niemcy zostały „upokorzone” przez Polskę, która na naszych oczach staje się „supermocarstwem”. Chodzi oczywiście o sprawę przekazania Ukrainie czołgów marki „Leopard”. Polska zadeklarowała, że przekaże całą ich kompanię, to znaczy – 14 sztuk, ale nie od razu, bo najpierw musi powstać „międzynarodowa koalicja”, która po uzyskaniu zgodny Niemiec, jako producenta tych maszyn, przekaże Ukrainie czołgi. Na takie dictum naszych Umiłowanych Przywódców jakby ktoś na sto koni wsadził, więc z tego wrażenia zapomnieli zwrócić się do Niemiec o pozwolenie. Dopiero kiedy niemiecka ministressa obrony powiedziała, że żadne pismo z Polski do nich jeszcze nie wpłynęło, a kiedy wpłynie, to oni się zastanowią, pan minister Rau się zreflektował i stosowne pismo wysłał – o czym triumfalnie poinformował pan wicepremier i minister obrony Mariusz Błaszczak.

Ale to rzecz bez znaczenia, bo supermocarstwo może sobie pozwolić na pewną nonszalancję w stosunkach międzynarodowych tym bardziej, że recenzja pana Kempa wcale nie jest gołosłowna. Twierdzi on, że Polska zrobiła dokładnie to, co powinni zrobić Niemcy. A co powinni zrobić Niemcy? Niemcy powinni zrobić to co Polska, to znaczy – mieć więcej czołgów i haubic niż Niemcy, no i 300 tysięcy żołnierzy, a nie 170 tysięcy. Co prawda Polska chyba tylu czołgów nie ma, bo – jak ujawnił w Davos pan prezydent Andrzej Duda – ponad 200 swoich czołgów przekazała Ukrainie i to nie z żadnych rezerw, bo tych Polska nie ma, tylko zwyczajnie – zabierając je, podobnie jak i wspomniane przez pana Kempa haubice – z polskich jednostek liniowych. Wprawdzie kupiła w Korei Południowej bodajże 1000 czołgów, ale na razie trafiło do Polski bodajże 10, a reszta – najwcześniej za rok.

Na szczęście w naszym fachu nie ma strachu, bo przez ten rok będzie broniła Polski świeżo uzyskana reputacja supermocarstwa. Niemcy, to co innego; przy okazji wojny na Ukrainie ogłosiły, że zwiększają wydatki na Bundeswehrę o 100 mld euro rocznie. Myślę, że w ten sposób przygotowują się do utworzenia niezależnych od NATO europejskich sił zbrojnych, o których marzą od od najmniej 33 lat. Skoro tak, to nie będą przecież pakowały forsy w zakupy uzbrojenia, by potem wysłać je na Ukrainę, gdzie mogą zostać zniszczone przez Putina, tylko trzymać je u siebie. Dlatego postawiły Amerykanom warunek, że owszem – przekażą Ukrainie „Leopardy”, ale dopiero, jak Ameryka przekaże jej swoje „Abramsy” – na co amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin zareagował w Ramstein ledwie skrywanym oburzeniem. Amerykanie bowiem nie życzą sobie żadnych niezależnych od NATO europejskich sił zbrojnych, ale Niemcy uważają akurat odwrotnie. Tedy nie zaczyna się budowania armii od tego, że się państwo rozbraja, tylko że się je uzbraja. Polska, to co innego, Polska jest supermocarstwem, więc może jednocześnie i budować armię i rozbrajać państwo na rzecz Ukrainy – za co zachwycony pan Kemp nie może się nas nachwalić, podobnie jak brytyjska prasa w 1939 roku, że to nie oni, tylko Polska dała się wkręcić w niemiecką maszynkę do mięsa.

Najciekawsze jest to, że ani nasi Umiłowani Przywódcy, ani publicyści, na przykład – z prorządowego, „poświęconego” portalu „Fronda”, nie dostrzegają w tych pochwałach pana Kempa ukrytej ironii, tylko chyba myślą, że to wszystko naprawdę.

Na razie jednak, jak przystało na supermocarstwo, Polska wstrzymuje oddech przed przyjęciem ostatecznej wersji ustawy o Sądzie Najwyższym – czy Senat wniesie jakieś „poprawki”, które trzeba będzie w Sejmie odrzucić, ale wtedy nie jest pewne, czy obóz zdrady i zaprzaństwa znów taktownie wstrzyma się od głosu, czy też stanie dęba, co szalenie skomplikowałoby sytuację. A przecież jest jeszcze pan prezydent Duda, który deklarował, że nieugięcie stanie na nieubłaganym gruncie porządku konstytucyjnego, a także stabilności nominacji sędziowskich. Tymczasem – jak zapewnił nas pan premier Morawiecki i pan minister Szynkowski (vel Sęk), któremu Komisja Europejska podyktowała formułę bezwarunkowej kapitulacji Polski, żadnych poprawek być tu nie powinno, bo inaczej forsa nie zostanie odblokowana. A rząd czeka na to odblokowanie, niczym kania dżdżu, bo prawdopodobnie na to konto wcześniej się zapożyczył u lichwiarzy, a forsę wydał nie tylko na programy rozrzutnościowe, ale również – na pomoc dla Ukrainy. Okazało się, że tylko na socjal dla ukraińskich uchodźców rząd wydał co najmniej 3 mld złotych, nie licząc wydatków poniesionych przez samorządy, zwłaszcza w okresie euforii, który na szczęście już minął. Tymczasem wydatki na pomoc wojskową w uzbrojeniu, amunicji, dostawach paliw i energii elektrycznej są wielokrotnie większe, Jeszcze we wrześniu rząd przechwalał się, że wartość dotychczasowej pomocy sięgnęła 1 procenta PKB, czyli około 30 mld złotych, więc od tamtej pory mogła dojść już do 50 mld.

Ile warta jest konkretnie – tego opinia publiczna w Polsce nie wie, podobnie jak nie wie nawet tego, czy świadczona jest ona przez Polskę Ukrainie za darmo, czy też może Polska ma jakieś, niechby i bezwartościowe, ukraińskie weksle tytułem zabezpieczenia zwrotu tej pożyczki. Ciekawe, że nawet nieprzejednana opozycja nigdy rządu o to nie zapytała, a jedynie poseł Krzysztof Bosak w Konfederacji ośmiela się tę sprawę poruszać, jednak nie w postaci formalnej interpelacji, tylko w wypowiedziach dla mediów, na które oczywiście nikt nie reaguje, a jeśli już, to najwyżej w postaci inwektyw, że „ruskie onuce” – i tak dalej. Gorliwość ormowców politycznej poprawności idzie tak daleko, że interpelowali niedawno pana Stanisława Żaryna z bezpieki, kiedy wreszcie bezpieka po swojemu zrobi porządek z ruskimi onucami, żeby już nikt nie zadawał kłopotliwych pytań. Pan Żaryn udzielał odpowiedzi wymijających, bo widocznie bezpieka ma dziś większe zmartwienia, na przykład – z hiszpańskimi nurkami, którzy zabłąkali się aż do Zatoki Gdańskiej.

Tymczasem zbliżają się wybory, a wraz z nimi nabiera aktualności sprawa list; czy nieprzejednana opozycja wystawi jedną listę, podporządkowując się w ten sposób politycznemu kierownictwu Volksdeutsche Partei Donalda Tuska, czy każdy będzie próbował pokonać Naczelnika Państwa na własną rękę. Na razie z koncepcji wspólnej listy wyłamał się pan Szymon Hołownia, co nikogo nie powinno dziwić, bo pan Hołownia jest na scenie politycznej naszego bantustanu wynalazkiem amerykańskim na wypadek, gdyby PiS się zaśmierdziało. Toteż nic dziwnego, że ani mu w głowie iść pod komendę niemiecką, a tymczasem PiS, czując memento w osobie pana Hołowni, bohatersko walczy, by Nasz Najważniejszy Sojusznik się do niego nie zniechęcił i w podskokach spełnia nie tylko jego pragnienia, ale nawet je odgaduje, więc na razie nie ma powodów, by na scenie politycznej naszego bantustanu dokonywać jakichś podmianek. Dzięki temu pan Kemp może bez obaw sadzić nam komplementy, że oto stajemy się supermocarstwem, a nasi Umiłowani Przywódcy aż mruczą z zadowolenia.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).