O energetyce – dla zwykłych ludzi i dla „humanistów”. Zwolnić hamulce – samo pojedzie !

Mirosław Dakowski [powtarzam w czerwcu 2022, bo okazuje się, że w Szwecji, mimo socjalizmu – jednak można]

O energetyce – dla zwykłych ludzi i dla „humanistów”.

Zwolnić hamulce – samo pojedzie !

Czy głupota jest grzechem?
poprawna odpowiedź w : św. Tomasz z Akwinu,
Suma Teologiczna, tom 16 „O Miłości”, 46,2 (por. na końcu…)

Mirosław Dakowski 18.03.2007.

W potocznym mniemaniu energetyka to wielkie elektrownie, reaktory atomowe, linie wysokiego napięcia, kopalnie i rurociągi. Przywykliśmy też uważać, że energetyka to nasze wydatkowane miliardy, przepływające bez uczciwej kontroli. Wobec sił rządzących tymi mechanizmami my, zwykli ludzie, czujemy się bezradni. I tak to jest rzeczywiście. Umacnia nas w tym poglądzie patrzenie do telewizora na różne komisje, np. ds. Orlenu, odgłosy skandali wokół Wielkie Rury czy – ostatnio – łamańce logiczne z rosyjskimi „cenami gazu” dla Ukrainy (o tym pod koniec). Wielkie firmy elektro-energetyczne chcą nam sprzedać (wcisnąć) jak najwięcej swego towaru i na to są nastawione ich kampanie reklamowe. Więc poniżej opisane Energetyka Użytkownika (EU) i podobne (ER) to dla nich wróg.

Od 1989 r. byłem w gronie osób tworzących dwa ważne nurty gospodarcze:

1. Energetykę Rozproszoną oraz Energetykę Użytkownika.

Istniejąca już (w 2005r.) energetyka rozproszona to setki tysięcy kotłów grzejnych (C.O.) na odpadowe drewno, to tysiące małych agro-rafinerii i bio-gazowni. Te ilości przy aprobacie rządu można zwiększyć dziesięcio- czy stu-krotnie. Wystarczy aprobata, nie pieniądze. System rozproszony daje nam bezpieczeństwo, bo żaden Wania nie potrafi tu zakręcić kurka. Również fiskus, nawet złośliwy, miałby kłopoty z zadławieniem inicjatyw, bo bio-gazownie czy kotłownie na odpady drewna są naszą własnością, pracują dla właściciela, nie ma więc za co płacić podatków. Mali przedsiębiorcy korzystają z lokalnych surowców, dają ludziom na miejscu pracę i zarobek. A dużo z tych ludzi tak przemyślnie buduje swe domy, że nie potrzebują one kotłowni. Jeśli mieszkają w starych domach i są biedni, to zbierają gałęzie i makulaturę do pieco-kuchni, które grzeją kaloryfery i umożliwiają ugotowanie posiłków. Te urządzenia są tanie i mają wielką sprawność. To działa! Czyż to nie lepsze i bardziej wychowawcze, niż zaangażowane żądania w TV, by ktoś dał zapomogę (pieniądze) kobiecie na grzanie elektrycznością (bardzo przecież drogą!). Widać było, że kobieta nawet nie zatkała szpar w oknach starymi swetrami czy watą. Taki reportaż to pochwała bierności i anty-propaganda normalności.
W pierwszej dziedzinie (ER) obecnie główny (bo najtańszy !) nurt stanowi użytkowanie biomasy na wsi (drewno, słoma). Drugą (EU) dobrze oddaje hasło samoobrony energetycznej, szczególnie ludzi uboższych, a jeszcze nie zepchniętych w wyuczoną bierność. Wyartykułowałem ich podstawy tak w dyskusjach w Sejmie, jak i w czasie wykładów publicznych i na uczelniach oraz w prasie fachowej. Ostatnio – w książce „O Energetyce – dla użytkowników oraz sceptyków”.
Od strony merytorycznej głównymi składnikami tych nurtów są

2. Poszanowanie Energii oraz Energie Odnawialne.

Kilka przykładów:

  1. Kotły i kotłownie na biomasę: Wylansowane przez Grupę Poszanowania Energii (i następnie także przez konkurencję!) kotły na drewno, słomę, odpady z łuszczarni kasz (t.zw. biomasę) mają już sumaryczną moc przeszło 6 GW, t.j. odpowiednik mocy sześciu elektrowni jądrowych w Żarnowcu. Na szczęście EJ … nie zbudowanych. Oczywiście w kotłach jest to produkcja ciepła, a nie elektryczności, ale wieś i przedmieście mają zapewnione Tanie Ciepło.
  2. Małe tłocznie oleju i agro-rafinerie powstają na razie nielegalnie. Produkcja i możliwość legalnej sprzedaży biopaliw płynnych przez małe agro-rafinerie może być uruchomiona na dużą skalę przez zmiany przepisów, głównie w Ministerstwie Rolnictwa. Uczciwe projekty ustaw od lat są blokowane przez lobbystów ogromnych firm czy mafii, które chcą maksymalizować swe zyski poprzez obezwładnianie małych i rzutkich.
  3. Rydz! Olej rzepakowy i podobne mają dużą lepkość i łatwo zamarzają. By uzdatnić je jako paliwo do samochodów, potrzebne są proste procesy chemiczne. Ostatnio jednak Roman Kluska promuje użycie oleju z rośliny zwanej rydz (lnianka?), rosnącej również na glebach ubogich. Ten olej nie zamarza, może więc być stosowany bezpośrednio do silników diesla. Tanio, rewelacyjnie. Rozwój tej dziedziny jest o wiele tańszy dla budżetu i korzystniejszy dla rolnika, niż dopłaty do paliw rolniczych, o które toczą boje w sejmie rolnicy z Marszałkowskiej.
  4. Podobnie – małe gorzelnie, potrzebne tak do celów energetycznych, jak i spożywczych (obecne przepisy blokują nawet produkcję nalewek!),
  5. Tania utylizacja odpadów zwierzęcych. Obecnie odpady zwierzęce po cichu utylizuje się metodą Stokłosy: zakopywania padliny w gruncie, lub metodą nielegalnej produkcji mączek i dodawania ich do pasz treściwych. W Niemczech, a może w całej Unii, nielegalnie lecz realnie dodaje się mączki do zlewek z kuchni i skarmia w chlewniach. I dopiero potem wprowadza się drogie kwarantanny, gdy któreś bydlę jednak się tym zarazi. W Anglii odpadami zwierzęcymi skarmiane są ryby morskie i przez nie przenosi się BSE dalej. Wzory więc mamy, tylko nie warto na nich się wzorować. Świetne i tanie polskie reaktory do kompostowania odpadów ciągle czekają na wejście do szerokiego użycia (por. O Energii, str. 81).
  6. Domy zero-energetyczne. Obecnie przeszło połowa energii w Polsce idzie na grzanie budynków! Istnieją sprawdzone, polskie technologie budowy domów zero-energe-tycznych, t.j. takich, które zużywają 7 – 10 razy mniej energii na ogrzewanie od domów standardowych (np. E. Rylewski, jego domy w Warszawie). I nie są droższe w budowie. Przecież przy haśle wyborczym PiS-u trzy miliony mieszkań władze odpowiedzialne za tę dziedzinę powinny nas błagać o radę, o pomoc. Dotyczy to tak urzędników odpowiednich ministerstw, jak i firm deweloperskich… Przy realizacji tego programu jakiż zysk dla Polski (przepraszam – dla budżetu, bo Władze czy żurnaliści raczej w tych kategoriach dyskutują…)
  7. MEW (małe elektrownie wodne) – jest ich ok. 300, a można zbudować i powinno ich być 3-6 tysięcy. Należy jednak umniejszyć roszczenia monopolistyczne instytucji związanych z Ministerstwem Środowiska. Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej mają ustawowe zadania „zarządzania zasobami wodnymi w imieniu właściciela”. A tymczasem urządzenia piętrzące wodę, którymi zarządzają, uzurpują dla siebie, by (tu podejrzenie) z zyskiem (ale dla urzędnika) sprzedać je obcej firmie. W tej sprawie pomóc musi Ministerstwo Administracji.
  8. Plantacje energetyczne. W tej dziedzinie też pełno absurdów. W lutym 2005 premier i minister rolnictwa podpisali bardzo niemądre zarządzenia o ograniczeniu roślin energetycznych tylko do wierzby i róży bezkolcowej (?? sic!) oraz o wyłączeniu plantacji z dopłat rolniczych UE !! Uzyskiwanie na te cele dopłat należy wymusić na komórkach związanych z UE.Tak absurdalne i szkodliwe decyzje wskazują na pilną konieczność wprowadzenia innego sposobu doboru ekspertów.
  9. Lokalne źródła gazu (mamy ich ok. 260-ciu). Ich wykorzystanie umożliwi lokalny dobrobyt. N.p. ko-generacja ciepła i elektryczności oraz wytwarzanie gazu pod ciśnieniem (CNG) dla komunikacji, szczególnie autobusów i ciężarówek.
  10. Poszanowanie Energii od piętnastu lat napotyka na blokady w Ministerstwie Finansów. Obecnie NIKT w strukturach rządu tym Wielkim Motorem Aktywności nie kieruje. Tylko małe interesy robią urzędnicy (dla siebie). Małą przedsiębiorczość blokowały i blokują Agencja Techniki i Technologii i Państwowa Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości.


3. Jest nas legion!

W t.zw. terenie są tysiące ludzi, którzy, podobnie jek jak my w energetyce rozproszonej, nauczyli się pływać między rafami biurokracji i fiskusa. Co ważniejsze, poznali zasadzki i pułapki przepisów. Mogą doradzić, które przepisy należy usunąć lub złagodzić.Szybkie wykorzystanie ich doświadczeń pozwoli rządowi na udrożnienie wysiłków ludzi rzutkich i twórczych – i to małymi nakładami finansowymi. Zmniejszy to też szybko bezrobocie i beznadzieję wśród ludzi bierniejszych. Jak powtarza Karol Teliga, najbardziej nie-ekologiczna jest nędza. Wyzwolona ludzka aktywność przyniesie wkrótce dwojaki efekt: wzrost dobrobytu oraz zmniejszenie emisji CO2, SO2 i trucizn. Dwa w jednym, Panie Premierze!
W dziedzinie Poszanowania Energii oraz Energii Odnawialnej możliwe jest ułatwienie aktywności setek tysięcy, a z pracownikami najemnymi nawet milionów ludzi (sic!) bez nacisków na budżet ani na inne finanse. Wiemy jak to zrobić (Grupa Poszanowania Energii) w dziedzinach, o których piszę. A przykłady podałem szerzej w książce „O Energetyce”. Mamy w tym 15-letnie doświadczenie – i wyniki. Jednak w obu tych ostatnich dziedzinach kręgi urzędnicze w ministerstwach (ciągle niestety podejście resortowe!), sprawy hamowały, albo pchały w bok. Istnieje wiele twórczych kręgów specjalistów w innych dziedzinach. Udało się Energetykę Rozproszoną zrealizować (częściowo!) mimo niechętnej czy podejrzliwej postawy kolejnych rządów. Niestety, rozwiązania powstawały metodą BAU (Business as Usual), a więc powoli i przy aktywnym oporze części władz powiązanych z wielką energetyką. Energetyka Rozproszona oraz Energetyka Użytkownika to działy aktywności ludzi silnie blokowane przez Wielkie Grupy Nacisku (raczej: Grupy Wielkiego Nacisku).

4. Zwolnić hamulce – samo pojedzie

Użyjmy porównania z energetyki wodnej: Możliwe i konieczne jest otwarcie zapór i barier przepisów – i skierowanie nurtów inicjatyw ludzkich na młyn. Wodny oczywiście, a nie nowoczesny, elektryczny. Ze strony rządu potrzebne jest głównie zwolnienie hamulców biurokratyczno-urzędniczych, a nie fundusze z budżetu! Można oczekiwać protestów ze strony urzędników nagle pozbawionych łapówek. Ale oni chyba nie są zorganizowani w silne, sprawne mafie.
Omawiany i proponowany kierunek jest również realnym ukłonem w stronę liberalnych tendencji w PO. Niech za ich sloganami pójdą nasze czyny. Proponujemy rządowi PiS-u pomoc ze strony ludzi, którzy dotąd bez pomocy kolejnych rządów (a często przy aktywnym przeszkadzaniu) odnotowali sukcesy.
Przepisy hamujące rozwój małej przedsiębiorczości są wymyślane i (wybiórczo!) stosowane przez różne urzędy. Interesy wielkich (ilościowo) grup ludzi (wyborców) są formalnie poszufladkowane (i zwykle pomijane) w wielu ministerstwach. Pozatem decyzje zostawiono urzędnikom, którym przez dziesięciolecia tak ustawiano bodźce, by aktywność nie przynosiła chwały ani zysków, a bierność i utrudnianie – owszem.
Różne, szybko mnożone przepisy zwiększające kontrolę może są potrzebne (czy byłyby) dla kontroli Wielkich Firm czy ew. mafii. Ale te grupy łatwo je obejdą, bo w preliminarzu mają fundusze na różnych sobotków. Przepisy te, gdy stosowane do małych przedsiębiorstw i pojedynczych ludzi, są szkodliwe. Blokują ich aktywność gospodarczą – i/lub zmuszają do łapówkarstwa.
Zmniejszanie blokad urzędniczych, a w wyniku zwiększania nadziei na przyszłość powinna być w gestii premiera, a także w sferze zainteresowań PR (Public Relations rządu). Dla rozwoju tych dziedzin powinien powstać w Ministerstwie Gospodarki departament, powiązany ściśle z odpowiednimi departamentami w Ministerstwie Rolnictwa (tam konieczny jest departament Energetyki Rolniczej), Ministerstwem Finansów (konieczne racjonalne usuwanie zbędnych, blokujących rozwój zarządzeń), Ministerstwem Administracji i Ministerstwa Środowiska. Ta akcja ma wielkie znaczenie propagandowe: dla wzrostu poczucia zadowolenia ludzi, wyborców, a więc wpłynie na zwiększenie możliwości manewru rządu. Z drugiej strony dla jej sukcesu w skali Polski potrzebne jest życzliwe zrozumienie i pomoc rządu.
W początkach listopada 2005

5. Napisałem do Premiera :

„Obecny Pana rząd ma ogromną szansę w porównaniu z poprzednimi: jest gabinetem mniejszościowym. Urzędnicy różnych szczebli muszą więc podejmować kroki korzystne dla szerokiego grona wyborców – i kroki spektakularne. Nie mogą więc uznać się za podłączonych (z racji np. stanowiska dyrektora departamentu) do Rurociągu Wszechwiedzy, bez konieczności reagowania na realia ani na apele ekspertów, co było typowe dla dotychczasowych ekip.
Na skalę Polski potrzebne jest stanowcze a łagodne usuwanie barier i narastających absurdalnych przepisów. Co najmniej połowa takich przepisów może być usunięta przez zdeterminowany rząd od razu. Dalsze powinny być powoli łagodzone, by nie wywołać buntu ze strony tej części skorumpowanej klasy urzędniczej, która już jest połączona w sieć niejawnej współpracy. Dla przykładu: Ustawa o Zamówieniach Publicznych znacznie podwyższa koszty, głównie przez konieczne łapowe, wydłuża czas inwestycji. Często podnosi koszty o 30% (na uczelniach), a nawet 10-krotnie (sprzedaż drewna w znanych mi dzielnicach Warszawy) lub zupełnie uniemożliwia działanie. Zyski z usunięcia przepisów szkodliwych mogą być porównywalne do zysków z działania przyszłego Urzędu Antykorupcyjnego, a koszty na pewno będą znacznie niższe”.
Ogromna część wyborców zgadza się ze starym, a ciągle aktualnym powiedzeniem: Rząd chce naszego dobra, a my mamy go już tak mało…. W cytowaniu tego sloganu chodzi mi również o ukrócenie pokus wyzysku przez terenowych kacyków. Powtórzmy: Otóż TEN rząd ma rzadką szansę, by znacznie i zauważalnie zmniejszyć obciążenie szkodliwymi przepisami. Tym samym zwiększy wśród wyborców poparcie dla siebie. Zmniejszy to zależność od opozycji, jak i od chwilowych koalicjantów: Spełnić znaczącą część oczekiwań wyborców i aktualnych sympatyków partii (PiS) można metodami liberałów. Ku pożytkowi ogółu Polaków.

6. Dominacja Pośrednika

Rządy nazywające siebie liberalnymi doprowadziły w gospodarce do chorobliwej Dominacji Pośredników: naturalny i bliski związek wytwórca – konsument został brutalnie zerwany. Powstała bardzo słabo przepuszczalna warstwa Pośredników, formalnych i nieformalnych (mafijnych). Zatrzymuje ona dla siebie 80-90% zysków, co prowadzi do skrajnego i szybkiego zubożenia tak drobnego producenta (rolnik, rzemieślnik), jak i konsumenta. A tymczasem to te dwie grupy stanowią większość wyborców. Dla nich więc, dla ich zadowolenia warto włożyć wysiłek intelektualny prawników, którzy by znaleźli drogi obejścia Barier Pośrednika i znaleźli sposoby modyfikacji czy uchylania przepisów – absurdów. Powtarzam: Narosło dużo ustaw i przepisów, które są pętami dla milionów ludzi/wyborców. Możliwa jest taka modyfikacja tych przepisów, by pozwolić ludziom na aktywność gospodarczą na dostępną każdemu skalę. Zysk więc – dla wszystkich. Jeden ze znanych polityków powiedział mi z przekąsem, że to (np. ER) są małe sprawy np. w porównaniu z Orlenem. Tak, małe, ale dotyczą ogromnej ilości ludzi, a właśnie tym ludziom należy ulżyć.
Pojęcie ignorant może mieć co najmniej dwa znaczenia: – ten, kto nie wie, nie rozumie, oraz ten, kto ważne sygnały ignoruje, lekceważy, zajęty np. personalnymi intrygami. Dopiero połączenie tych postaw jest dla skuteczności działań zabójcze.

7. Logika w pogardzie

Przypomnę: Wszystkie media wmawiały nam na początku stycznia, że nastąpiła ugoda Rosji i Ukrainy, w wyniku której Gazprom dostanie swoje 230 $/1000m3 gazu, Ukraina zapłaci po $95, a różnice pokryje pośrednik (?) importujący gaz z Turkmenistanu. Unikano też jak ognia pytania, na jak długo zawarto te umowę? Każdy dwunastolatek o średnim IQ może policzyć, że jeśli by połowa gazu dla Ukrainy szła z Turkmenistanu za darmo, to pośrednik musiałby dopłacać do tego interesu po $40 za 1 tys.m3. Dopiero, gdyby Gazprom zmniejszył sprzedaż na Ukrainę 9-krotnie (a więc stracił dotychczasowe ogromne zyski!), to pośrednik miałby swoje 10-20% zysku. Gdzie tu sens, gdzie logika? A żurnaliści pisali o tym poważnie… Jakaż to pogarda dla słuchacza czy oglądacza. Nie przebija się też do me(.)diów oczywista prawda, że nie istnieje żaden związek ceny (np. ropy) ani z kosztem jej wydobycia, ani transportu. Tym bardziej nie ma racjonalnego powodu, by ze spekulacyjnego podniesienia cen ropy wynikło podnoszenie cen gazu, czyli w naszym regionie zwielokrotnienie zysków Gazpromu (nawet nie Rosji). Są to przykłady wykazujące jednoznacznie, że nie istnieje rynek ani ceny światowe. Istnieje jedynie dyktat – porozumienie monopolistów. I głównie dlatego tak trudno się przebić z tematyką propagowaną w mym artykule. Stanowimy dla tych rabusiów realną konkurencję.

8. Dla kogo piszemy?

Ten tekst przeznaczony jest równocześnie dla bardzo różnych czytelników:

  1. Dla zwykłych ludzi, by im pokazać, że zrobionojuż coś istotnego na dużą skalę, nawet w grząskim bagnie absurdalnych przepisów i utrudnień, by ludzi natchnąć nadzieją, oraz by z naszych osiągnięć skorzystali.
  2. Dla tych bardziej rzutkich, by budowali sobie i innym nowe biogazownie, agro-rafinerie , domy zero-energetyczne czy kotły na drewno itp.
  3. I dla tych od władzy (PR – pijarów), by zauważyli, jak można tanio zwiększyć dobrobyt i poczucie stabilności u ludzi, a przez to zwiększyć zaufanie do rządu. Przecież ten realny program powinien zainteresować speców od tworzenia obrazu rządu!
  4. Nasze apele do szefów PiS-u, do premiera, ministra gospodarki, oraz prywatne podchody u polityków o wykorzystanie istniejących tanich i sprawdzonych rozwiązań pozostają bez odpowiedzi. Może tytuł ich skusi? Może powyższe sprawy dla rządzących wyglądają szokująco, mgliście, nierealnie czy egzotycznie. Może nudno. Cóż, czas się douczyć, dowiedzieć. Warto trochę zmienić perspektywę. Punkt siedzenia…

Tytuł artykułu powstał z paru powodów:

  1. Napisałem z prof. St. Wiąckowskim książkę „O Energetyce – dla użytkowników i sceptyków”. Szerzej omawiamy w niej sprawy poruszone w tym artykule. Chodziłem po księgarniach oferując im tę książkę (bo hurtownie nie widzą swego zysku w sprzedaży tego). M. inn. w renomowanej księgarni na Wiejskiej trafiłem na panią intelektualistkę która, jedynie usłyszawszy tytuł, zdecydowała, że to nie dla humanistów. Żadne argumenty nie zmieniły jej spiżowej stanowczości. Na moje końcowe pytanie, czy wie, kto napisał: „dostaliśmy się w łapy humanistów”, łypnęła złym oczkiem. Gdy ją poinformowałem, że był to największy poeta XX wieku, Osip Mandelsztam, a mówił to ok. 1936 r. w Kałudze, ZSSR, to Pani się obraziła. Ale książki nie wzięła.
  2. Nie dopuśćmy, by pojęcie humanista stało się równoważnikiem narzekającego niedorajdy. Naszkicowane rozwiązania ułatwiają uzyskanie taniego ciepła w domu, taniego paliwa do samochodu i uczciwej pracy dla setek tysięcy ludzi. Głównie rzutkich, ale nie tylko! Zapewniają też miejsca pracy dla bierniejszych, dla wykonawców.

Kto usłyszy i skorzysta? Czemu takie przekazywanie wiedzy i doświadczenia idzie jak po grudzie?

Skrót odpowiedzi św. Tomasza na pytanie postawione w początkowym motto:Istnieje głupota wrodzona, tępota, ta nie jest grzechem, jeśli nie jest połączona z pychą; zaś głupota spowodowana wysokim mniemaniem o sobie, intryganctwem, chęcią dominacji itp.- grzechem jest. Ciężkim.

Redaktorze! Nie poprawiaj, proszę, kolokwializmów w rodzaju patrzenie do telewizora, czy me(r)dia, Duże Litery czy pewne Powtórzenia – one oddają atmosferę i ciężar naszej walki. Najwyżej możesz się od nich z niesmakiem odciąć.

Tekst pisany jest jednak nie żółcią, ale krwią.

Książkę można zamówić u mnie [ (22) 812 08 06 lub dakowy@tlen.pl ] za jedne 25 zł z przesyłką.[ Już nie.. 2022 .

Ale jest w ANTYK’u: https://sklep.antyk.org.pl/f/O+energetyce+dla,t/ md]

Cele, metody i skutki poprawnej polityki energetycznej. Apel – sprzed ćwierć wieku. Na razie BEZSKUTECZNY.

Cele, metody i skutki poprawnej polityki energetycznej

Przypominam kolejny apel do premiera – sprzed ćwierć wieku. BEZSKUTECZNY. https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=126&Itemid=44

————————-

Mirosław Dakowski
Grupa „Poszanowanie Energii”
grudzień 1997

Pro memoria
Cele, metody i skutki
poprawnej polityki energetycznej

1. Generalia

1.1. Celem polityki energetycznej jest (powinno być!) zaspokojenie potrzeb użytkowników. Energetyka musi więc mieć statut „użyteczności publicznej”. Musi być użyteczna dla konsumenta i dla Polski.
1.2. Termin „energetyka” obejmuje wszystkie nośniki, szczególnie węgiel, gaz, ciepło, elektryczność, energie odnawialne. Nadrzędną jest jednak energetyka użytkownika.
1.3. Zmniejszenie energochłonności jest warunkim koniecznym, choć nie dostatecznym konkurencyjności polskich towarów, a więc rozwoju gospodarki i zwiększenia dobrobytu ludzi.
4. Dywersyfikacja kierunków importu [gaz! – LNG*)] oraz rodzajów nośników jest warunkiem koniecznym niezawisłości Polski.
5. Mechanizmy umożliwiające osiągnięcie tych celów w skali Polski są znane, sprawdzone w działaniu w Europie i w świecie.

Obejmują spójne działania rządu:
– ministerstwa finansów (wybiórcze obniżenie podatków i opłat celnych, wybiórcze odpisy podatkowe)
– ministerstwa ochrony środowiska (n.p. zmniejszenie barier biurokratycznych przy wydawaniu pozwoleń wodno-prawnych i przy kontroli emisji zanieczyszczeń
– ministerstwa gospodarki (koordynacja działań, wybór kierunków).

2. Przykłady

2.1. Termorenowacja (t.j. termoizolacja budynków i automatyzacja sieci ciepłowniczych od źródła do kaloryfera) musi iść przed podnoszeniem cen. Czas zwrotu takich inwestycji wynosi 3-7 lat. „Uwolnienie cen ciepła” i jednoczesne podniesienie VAT jest przeciw-skuteczne: Ludzie przestaną płacić, kiedyś trzeba będzie te długi „umorzyć”, czyli kazać płacić innym za obecne błędne decyzje i wynikające z nich marnotrawstwo.
2.2. Świetlówki kompaktowe a polityka rządu. Przeszło połowa kosztu świetlówki to koszt „balastu elektronicznego”. Balast (mały falownik) może być „wieczny” – może pracować wiele dziesięcioleci. Należy więc umieszczać balasty w oprawach lamp, a wymieniać jedynie, i to rzadko, zużyte „rurki”. Ta zmiana technologiczna we współdziałaniu za zmianą podatkową: obniżenie VAT do zera i obniżenie opłat granicznych oraz promocja telewizyjna tych działań może spowodować dwudziestokrotny wzrost „nasycenia rynku” świetlówkami: z 1 % na 20 %. Mój magistrant (p. M. Spytek) pokazał ilościowo na tym przykładzie, że możliwa jest „gra o sumie niezerowej”: Wszyscy mogą wygrywać !
*) Obecnie Liquid Natural Gas (LNG) jest już loco Europa tańszy od gazu rurociągowego.

To zaś
a) zauważalnie zmniejszy rachunki konsumenta,
b) zwiększy dochody handlowców (przez zwiększony obrót!),
c) zwiększy dochody budżetu (tak drogie niektórym politykom),
d) uczyni niepotrzebnymi inwestycje w nowy turbozespół w Turoszowie, a więc
– odciąży wydatki państwa o ok. 1 mld. USD,
– odciąży powietrze od kwaśnych deszczów i
– poprawi krzywą dziennego obciążenia sieci elektrycznej (kłopotliwe garby zimowo-wieczorne).
2.3. Rolnictwo energetyczne (wierzba, trzcina) może zagospodarować tereny skażone i nieużytki, przy okazji doczyszczając ścieki komunalne. Z jednego hektara ziemi można uzyskać odpowiednik energetyczny 5-10 ton węgla rocznie (w cyklu trzyletnim). Podobne efekty daje leśnictwo energetyczne (cykl 20-letni, topole, modrzewie, akacjowce). Proponowane dziedziny są pracochłonne, zwiększają zatrudnienie ludzi mało wykształconych (dotyczy to też pkt. 2.4), nie wymagają wielkich inwestycji. Decyzje rządu korzystne dla tego kierunku zmniejszą napięcia społeczne związane np. ze zwalnianiem ludzi z górnictwa.
2.4. Turbiny dla małych elektrowni wodnych i dla elektrowni wiatrowych (obecnie VAT=22%), kotły na biomasę (VAT=7%), kolektory słoneczne c.w.u. (VAT=22%) powinny natychmiast uzyskać VAT=0. Powinno to być zagwarantowane na co najmniej 20 lat. Stworzy to – dotąd nie istniejący – rynek na takie urządzenia. I da mu szanse rozwoju. Podobnie powinny być zagwarantowane inne decyzje korzystne całościowo, a nie „resortowo”. Tak – bezinwestycyjnie ze strony rządu – powstaną nowe dziedziny produkcji i nowe źródła energii. Jeśli dodatkowo włączymy takie inwestycje do działu „odpisów od podstawy opodatkowania”, to uzyskamy zwiększenie dobrobytu ludzi i ożywienie gospodarki. Są przykłady w biednych krajach (np. Portugalia).
2.5. Taryfy elektryczne muszą być bardziej zróżnicowane (trzy taryfy dobowe). Bezwarunkowo musi to dotyczyć zakupu od niezależnych producentów. podniesie opłacalność a więc i szybki rozwój biogazowni przy oczyszczalniach ścieków, przy oborach z gnojowicą itp., rozwój małych elektrowni wodnych czy wiatrowych itp. To jednocześnie spowoduje poprawę (wygładzenie) krzywej zapotrzebowania dobowego na elektryczność. Jest to potencjał ogromny, lekceważony i przemilczany przez władze energetyki.
2.6. Działania spójne na przykładzie Warszawy:
Jednoczesne:
a) użycie kolejki dojazdowej jako szybkiej kolei miejskiej, zwiększenie częstości kursowania pociągów podmiejskich tak, by między Warszawą Wschodnią a Zachodnią pociągi jeździły co 4-6 min.,
b) radykalna poprawa ich bezpieczeństwa,
c) poprawa jakości połączeń faksowych i e-mail’owych w mieście,
d) budowa sieci bezpiecznych dróg rowerowych (por. Haga, Amsterdam, Kopenhaga itp.),
– zmniejszą korki komunikacyjne co najmniej o 40-50 %.
Koszty tych działań są znacznie niższe, niż koszty budowy parkingów piętrowych czy podziemnych, oraz niż koszty strat gospodarczych związanych z obecnymi „korkami”. Inni są też beneficjenci.
Przeprowadzono tu t.zw. „internalizację” kosztów środowiskowych, kosztów zdrowia i traconego czasu (włączono „external costs”).
Przy takim spojrzeniu stają się bardzo opłacalne szybkie budowy tras „siekierkowskiej” oraz mostu na autostradzie tranzytowej daleko od Warszawy (20-30 km).

3. Uwagi końcowe

Wg niezależnych ekspertów, oceny ministerstwa finansów dotyczące wpływu podnoszenia cen nośników energii na napięcie spirali inflacji były zaniżane w ciągu ostatnich siedmiu lat. Te oceny negują fakt, że mamy inflację kosztową oraz nie uwzględniają rachunku ciągnionego. Pozatem jest faktem, że radykalne podnoszenie cen nośników w ostatnich 7-miu latach nie zmniejszyło energochłonności. Sposoby jej zmniejszenia są znane i opisane.
Osłony socjalne, o których (w mediach) mówi rząd i związki zawodowe (i „negocjują” to!), to jedynie jałmużna skłaniająca ludzi do bierności.
Zastosowanie wyżej wymienionych mechanizmów stworzy na początku dziesiątki tysięcy nowych miejsc pracy. Z latami ta ilość wzrośnie. Sposoby te (tam, gdzie już zastosowane) dynamizują społeczeństwo, zwiększają poczucie sensu pracy i pomysłowości, poczucie wartości człowieka.
T.zw. „wolna gra sił rynkowych” zwiększa zyski firm czy osób już bogatych a powoduje obrabowywanie reszty narodu. Rozgoryczenie ludzi związane z niedotrzymywaniem obietnic i niespełnianiem programu przedwyborczego (np. niższe podatki) szybko zmiecie rząd z udziałem AWS-u i przygotuje warunki dla koalicji SLD-UW.

Jeśli postawimy dobrobyt ludzi przed dobrem budżetu, a w dodatku ucznimy to spektakularnie (współpraca TV i innych mediów), to możemy tym wszystkim niedobrym zjawiskom skutecznie przeciwdziałać. Dobrobyt naprawdę wzrośnie.

Poszanowanie Energii i Tania Energia – ale w Szwecji.

[Na początku „przemian”, za premiera J. Olszewskiego, byliśmy blisko stworzenia w Polsce Agencji Poszanowania Energii. Ale – „nieznani Ojcowie” przysłali nagle inne dyrektywy – i późniejszy kryminalista, Kazio A. stanął na czele Urzędu Regulacji Energii. Z całą możliwą biurokracja i głupotą.

A Szwedzi jednak taki dyktat przełamali!! Mirosław Dakowski]

=========================================

Odwrotnie niż Szwedzi marnujemy darmowy surowiec energetyczny. „Ta energia jest tańsza niż atomowa”

Jacek Frączyk https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/marnujemy-tani-surowiec-energetyczny-ta-energia-jest-tansza-niz-atomowa/ftsej4h

Za wywóz odpadów wcale nie trzeba płacić tak drogo jak u nas po ostatnich podwyżkach. Śmieci można bardzo efektywnie wykorzystać. Systemu nie trzeba wymyślać od początku, bo dobre rozwiązania na świecie już funkcjonują. Szwedzi połączyli schemat gospodarki odpadami z produkcją energii tak, że nie mają już praktycznie problemów ani środowiskowych, ani z ceną energii. Jest tanio i czysto. Odpady to przy tym najtańsze źródło energii – wskazuje Józef Neterowicz, prezes Radscan Intervex, od lat mieszkający w Szwecji.

  • Szwedzki system wykorzystuje odpady do maksimum. Produkuje się z nich tanią energię, z pozostałości po spaleniu robi się drogi, a z pozostałości z odzyskania biogazu nawozy
  • Frakcja bio w Szwecji obejmuje też odpady po mięsie. To cenny surowiec, z jego fermentacji powstaje gaz
  • Z jednej torebki śmieci bio produkuje się gaz wystarczający, by napędzić autobus komunikacji miejskiej na odległość 3 km

– Polska to bogaty kraj, skoro odpady bio zamienia na tani kompost kosztem energii – zaczyna rozmowę z Business Insiderem Józef Neterowicz, ekspert Stowarzyszenia Powiatów Polskich i prezes Radscan Intervex, który mieszka w Szwecji od ponad 40 lat. Jak mówi był „jednym z trybików budowy szwedzkiego systemu”. Wie o nim wszystko.

Czym szwedzki system wykorzystywania odpadów różni się od polskiego? Tam wykorzystuje się je maksymalnie. Po pierwsze, do produkcji energii zarówno ze spalania, jak i z biogazowni. Po drugie, żużel po spalonych w spalarniach śmieciach używa się do budowy dróg, zastępując kruszywo. Wreszcie, po trzecie, po odzyskaniu metanu w biogazowniach „odgazowaną” frakcję bio przerabia się na certyfikowane nawozy.

Ktoś może powiedzieć „bogaci Szwedzi, kto im zabroni? To na pewno wszystko kosztuje”. Budowa takiego wielopoziomowego systemu oczywiście kosztuje, ale przecież teraz są na to wielkie pieniądze z UE. Polska musi dopłacić 15 proc. inwestycji. A Szwedzi „za swoje” wybudowali sobie system wykorzystujący najtańszy surowiec z dostępnych. Tańszy od węgla i atomu. Tymczasem my obecnie angażujemy największe środki w jedną z najdroższych energii z morskich wiatraków – załamuje ręce Neterowicz.

Ile takie coś kosztuje? – Około 4 mln zł nakładów inwestycyjnych na 1 tys. ton odpadów rocznie – podaje ekspert.

Nie byłoby przy tym problemu ze znalezieniem wykonawcy. – W Szwecji spalarnie budują polskie firmy: Rafako, Sefako – jako zarówno dostawcy urządzeń, jak i wykonawcy – mówi Neterowicz.

Ciepło ze śmieci

Efektywność systemu energii i odpadów to, można powiedzieć, konik Szwedów. Wyspecjalizowali się w tym tak bardzo, że tylko 1 proc. odpadów trafia tam obecnie na wysypiska – można przeczytać w książce Neterowicza „Energia z odpadów – doświadczenia szwedzkie i realia polskie”.

Szwedzi zaczynali w 1975 r. Wtedy 62 proc. odpadów wyrzucano na „góry śmieci”. Ale błyskawiczne zmiany nastąpiły dopiero w tym wieku. W 2001 r. wysypiska przyjęły jeszcze połowę odpadów, by w 2012 r. już zaledwie 1 proc. Wszystko to dzięki precyzyjnej konstrukcji systemu.

| J. Neterowicz „Energia z odpadów – doświadczenia szwedzkie i realia polskie”

Efekt? Z danych statystycznych zebranych od sieciowych dostawców energii w Szwecji wynika, że w 2018 r. aż 45 proc. wygenerowanego przez nich ciepła pochodziło z ciepła wytworzonego z odpadów – podaje Krzysztof Karolczyk z Fortum.

Jak pisaliśmy ostatnio, odpady w naszych śmietnikach mają właściwości energetyczne porównywalne z… węglem kamiennym. Wartość opałowa węgla, podawana w MJ/kg (megadżulach na kilogram) waha się od około 10 MJ/kg dla węgla brunatnego przez 17–19 MJ/kg dla niskokalorycznego węgla kamiennego, 20–25 MJ/kg dla węgli średniokalorycznych aż po 25–30 MJ/kg dla wysokokalorycznych węgli kamiennych. A materiał przetworzony z odpadów, czyli tzw. RDF (Refuse Derived Fuel), składający się z płatków folii, drewna, zatłuszczonego papieru i tworzyw sztucznych pociętych na kawałki o wymiarach od 3 do ok. 8 cm ma wartość energetyczną od 10–22 MJ/kg.

Józef Neterowicz wskazuje, że nawet przerabianie na RDF nie jest potrzebne. W Szwecji rozwiązano to w inny sposób.

3 kilometry jazdy autobusu z jednej torebki odpadów

Schemat systemu wiąże ze sobą ściśle sposób segregacji śmieci z produkcją energii cieplnej i elektrycznej. Końcowym elementem jest zagospodarowanie resztek po spalaniu i fermentacji śmieci bio.

Wszystko zaczyna się od segregacji odpadów. Czym się różni od obecnych zasad w Polsce? Przede wszystkim do sekcji bio trafia więcej odpadów niż u nas. W Polsce kości i resztki z mięsa czy mięso surowe wrzucamy do śmieci zmieszanych podobnie jak papierowe ręczniki i serwetki. W Szwecji jest to frakcja bio. Dlaczego?

Bo z tych odpadów podobnie jak z innych u nas traktowanych jako bio, czyli obierek z owoców i warzyw, pieczywa, fusów z kawy i herbaty czy uschniętych kwiatów, da się wyprodukować energię. I to niemało energii.

W Szwecji sekcję bio wkłada się do specjalnych papierowych torebek o wymiarach 20 na 35 cm otrzymanych od gminy. Zapełnia się je do wyrysowanej na opakowaniu linii, potem trzeba torebkę zamknąć i dopiero wtedy wyrzucić do kontenera z frakcją bio. Zamykanie torebki jest o tyle ważne, że nie traci się w transporcie wytwarzanego w procesie gnicia metanu. Takie torebki po odebraniu z kontenera trafiają do biogazowni położonej odpowiednio daleko od skupisk ludzkich, ale i tak odpowiednio wyizolowanych, żeby jak najmniej gazów tracić.

Torebki ze śmieciami bio trafiają w biogazowni do specjalnego izolowanego pomieszczenia (bunkra), w którym będą leżeć jeszcze przez 20 dni. W tym czasie w procesie gnicia i fermentacji wydziela się metan, bardzo efektywny energetycznie gaz, z którego można produkować energię. 20-dniowe leżakowanie pozwala na odzyskanie go tyle, ile odpady bio są w stanie wyprodukować. Ten gaz niczym się nie różni od kupowanego w np. Rosji gazu ziemnego. To tak zwany SNG (z ang. substitute natural gas) – odpowiednik gazu ziemnego, ale pozyskany w biogazowniach z procesu gnicia żywności.

Jak mówi nam ekspert, z jednej torebki produkuje się tyle gazu, że wystarczy do napędzenia autobusu komunikacji miejskiej, który może dzięki temu paliwu przejechać aż 3 km. To przeliczenie jest zresztą używane w reklamach na billboardach zachęcających Szwedów do dobrego sortowania śmieci. Gdyby nie sortowali poprawnie, to ceny wywozu odpadów i energii by wzrosły.

Billboard informujący, że gaz z jednej torebki odpadów napędzi autobus na 3 km jazdy

Darmowe źródło energii

Fakt, że odpady mięsne wrzucane są do frakcji bio zmienia też cechy śmieci zmieszanych. Tu trafiają już głównie odpady, które można efektywnie spalać, a które praktycznie nie śmierdzą. W rezultacie nie ma problemu, by spalarnie instalować nawet w środku miast.

Wszelki smród jest eliminowany. Jeden z podobnych zakładów w Sztokholmie zainstalował nawet na dachu spalarni kawiarnię, żeby udowodnić, że brzydkiego zapachu nie ma. A położenie spalarni w mieście skraca drogę śmieciarek i zmniejsza koszty wywozu śmieci.

Co ważne, takie śmieci mają wysoką wartość energetyczną. Józef Neterowicz porównał wszystkie koszty i przychody kotłów na śmieci zmieszane, zawierające frakcję bio i bez tej fakcji, i węgiel w tym porównaniu kompletnie nie ma szans.

Nawet bez kosztów praw do emisji CO2 z jednej tony węgla daje się wyprodukować 281,60 zł dochodu przy standardowej 85 proc. sprawności kotła. 377,40 zł to przychód za energię elektryczną, 404,20 zł to sprzedaż ciepła. 500 zł to koszt kupna jednej tony węgla.

Po odliczeniu kosztu emisji CO2 270 zł od tony węgla rezultat to zaledwie 11,60 zł dochodu z produkcji energii z węgla. Neterowicz liczył to przy niższych cenach praw do emisji – teraz koszt emisji tony CO2 wynosi 38 euro za tonę, co przy spaleniu tony węgla oznacza koszt 372 zł na prawa do emisji (z jednej tony węgla powstaje 2,14 tony CO2), czyli koszt byłby wyższy o 100 zł więcej niż w obliczeniach. A kocioł na węgiel staje się nieopłacalny.

No i w tym miejscu przechodzimy do energii ze śmieci. Jak wspomnieliśmy wyżej, odpady są lepszym surowcem energetycznym niż węgiel brunatny, a gorszym niż węgiel kamienny. Ale w przeciwieństwie do węgla brunatnego czy kamiennego nie trzeba za nie płacić.

Nawet jeśli z odpadów zmieszanych nie zostanie oddzielona frakcja bio, to spalarnia z jednej tony odpadów może wykazać 740 zł dochodu. Z tego przychód z energii elektrycznej z kotła o sprawności 85 proc. to 175 zł, a z energii cieplnej to 265 zł. I tu dochodzimy do najważniejszego czynnika dającego zysk – śmieci nic nie kosztują, a gminy wręcz dopłacają, żeby je ktoś od nich zabrał i spalił.

Niektóre samorządy płacą nawet ponad 200 zł za tonę, żeby ktoś odpady energetyczne (frakcja energetyczna) od nich w ogóle odebrał i spalił. Szacuje się, że w Polsce mamy w tej chwili nadwyżkę ok. 3 mln ton rocznie odpadów palnych, a składowanie odpadów o wartości opałowej powyżej 6 MJ/kg jest zabronione.

Neterowicz podał kwotę 300 zł. Nawet jednak przy 200 zł dochód wynosi 640 zł ze spalenia tony odpadów. A gdyby śmieci energetyczne były tylko darmowe, a nie ich odbiór dawał przychód spalarni, to zysk wciąż wynosi 440 zł. Czyli wielokrotnie więcej niż kocioł węglowy.

Jeśli jeszcze wydzielimy frakcję bio z masy odpadów zmieszanych, wtedy dochód z jednej tony odpadów rośnie o 22 zł na tonie do 762 zł, z tego 574 zł na 700 kg spalonych odpadów bez frakcji bio i 188 zł z 300 kg frakcji bio, czyli z biogazowni.

Jak podaje Neterowicz, czas zwrotu z inwestycji w spalarnię to przy obecnych parametrach około 6 do 8 lat.

Ze spalania powstaje odpad, czyli żużel. Ten jednak Szwedzi zagospodarowują w całości do budowy dróg asfaltowych. To według Józefa Neterowicza materiał lepszy niż kruszywo.

Spalarnie przy tym budowane są tak, żeby nic złego nie trafiało do atmosfery. Jak opisuje Józef Neterowicz, początkowo Szwedzi mieli problem z tym, jak wyeliminować dioksyny ulatniające się ze spalanych tworzyw sztucznych. Ale wynaleziono technologię aktywnego węgla, która je wiąże, i problem znikł.

Z bio na nawozy

Ze spalania powstaje żużel, a z biogazowni po wykorzystaniu materiału bio – nawozy naturalne. Gdy już odpady oddadzą cały gaz, wtedy zaczyna się kolejny etap. Przerób na nawozy. Rozdziela się resztki na część stałą i ciekłą – pierwsza będzie wykorzystana jako nawozy fosforowe, a druga – azotowe.

W Szwecji jest 14 biogazowni i trzy kompostownie. I żeby przekonać rolników do korzystania z takich nawozów stworzono system ich certyfikacji. Kluczowe w certyfikacji było poświadczenie źródła pochodzenia odpadów.

Nie mogą to być ścieki. Mają to być „czyste i segregowane odpady organiczne, pochodzące tylko z: gospodarstw domowych, restauracji, parków, ogrodów, terenów zielonych, szklarni i centrów ogrodniczych” – pisze Neterowicz w swojej książce. Nawóz jest nawet bezpośrednio transportowany rurociągami z biogazowni na pobliskie pola, jak np. w biogazowni Jordberga w okolicy Trelleborga.

Osad z odpadów bio, już po odzyskaniu metanu, nie może zawierać więcej niż dwa żywe nasiona chwastów na litr oraz musi zawierać co najmniej 20 proc. substancji organicznej w przeliczeniu na suchą masę. Określone są maksymalne zawartości metali ciężkich, czynników chorobotwórczych oraz widocznych zanieczyszczeń (plastik, szkło, metale). Certyfikacja trwa rok, a potem wydawany jest zakładowi na pięć lat certyfikat i dalej tylko przedłużany.

Automaty na opakowania po napojach

Na końcu należy wspomnieć, że w Szwecji – podobnie jak u nas – nie trafiają do śmieci zmieszanych opakowania z tworzyw sztucznych i aluminium. Tyle że w Szwecji w tysiącach miejsc wrzuca się PET i puszki do automatu, zwykle w sklepach.

W sklepie płaci się za opakowanie, a potem przy zwrocie dostaje się kwitek, który odliczany jest od zakupu kolejnych produktów z opakowaniami. To, czy opakowanie jest ze Szwecji czy nie, rozpoznaje się po kodzie kreskowym.

Ciepło z serwerów

Jak bardzo Szwedzi są zdeterminowani, żeby nie marnować ani odrobiny wyprodukowanego ciepła, widać po planach wykorzystania ciepła emitowanego przez serwery. – Sztokholm, we współpracy z Invest Stockholm, Stockholm Exergi i Ellevio and Stokab, zainwestowało w przyciągnięcie inwestorów z sektora IT, tworząc przyjazny środowisku park technologiczny Stockholm Data Park. Ciepło wytwarzane przez serwerownie przedsiębiorstw, które mają w nim swoje siedziby, przekazywane jest do sieci ciepłowniczej miasta – opisuje Krzysztof Karolczyk z Fortum, międzynarodowej firmy energetycznej dostarczającej m.in. ciepło i prąd.

– Firmy przyciągane są do Parku ofertą taniej energii elektrycznej pochodzącej ze zrównoważonych źródeł oraz finansowanemu przez miasto systemowi odzysku ciepła odpadowego. Długofalowym celem projektu jest zaspokojenie w ten sposób 10 proc. zapotrzebowania Sztokholmu. To z kolei pomoże miastu uwolnić się od paliw kopalnych do 2040 r. – dodaje.

– Czy tak kosztowne rozwiązania mają jednak sens? Odpowiedź wydaje się oczywista – nie ma przed nimi ucieczki, jeśli chcemy efektywnie migrować w kierunku Gospodarki Obiegu Zamkniętego. Kluczową kwestią jest bowiem korzystanie z dostępnych zasobów, wykorzystując każdy odpad, który się do tego nadaje. O cieple rzadko myśli się w kategorii odpadu – częściej jak o stracie. A to duży błąd, bo wykorzystując odpady, także te energetyczne, możemy ograniczać straty czasami nawet do zera – przekonuje Krzysztof Karolczyk.

Energia ze skraplania wilgoci

A to wcale nie koniec pomysłów. Jeden z nich wdraża firma Józefa Neterowicza – Radscan Intervex.

– Moja firma odzyskała tyle energii, ile produkują dwa reaktory atomowe. Fortum ma już takie instalacje w Sztokholmie, mają go też wszystkie instalacje biomasowe w Szwecji – wskazuje. O czym mowa?

– Jeśli spalamy paliwa (kopalne) inne niż kopalny suchy węgiel kamienny, to w spalinach mamy dużo wilgoci. Wilgoć jest w postaci białej pary, ale ta para oznacza, że w obłoczku znajduje się potencjał energii utajonej, tzn. energii zmiany stanu skupienia w momencie, gdy zamienimy parę na wodę. Normalnie w systemach energetycznych to było liczone jako strata kominowa – opisuje Neterowicz.

Moja firma odzyskuje tę energię poprzez to, że powrót w sieci ciepłowniczej chłodzi spaliny i odzyskuje energię utajoną. Ten kondensat stanowi źródło miękkiej wody – ma ona takie same własności jak woda deszczowa, niemineralna. Paliwo o 50 proc. wilgotności posiada ok. 50 proc. energii utajonej. My wykorzystując tę energię, zwiększamy sprawność kotła o 25 proc. – zapewnia.

Jak informuje Neterowicz, dotąd przy spalaniu węgla kamiennego różnica między ciepłem spalania a kalorycznością była nieduża, bo około 10 proc. (poprawy efektywności kotła). Ale z racji tego, że buduje się spalarnie i wykorzystuje wilgotne paliwo, to korzyści są dużo większe.

– W przypadku paliw wilgotnych to połowa jest wodą. Nasza technologia powoduje między 25–30 proc. zwiększenie sprawności kotła. W ten sposób z np. 80 MW robi się na 105 MW mocy. W Białymstoku jest pierwsza taka instalacja – informuje.

Ile to kosztuje? 1 MW zwiększonej mocy to koszt 1,52 mln zł.

– EC Enea Białystok zapłaciła łącznie 30 mln zł. EC Rzeszów też to zainstalowała – wylicza ekspert.

Wskazuje na korzyści dla oczyszczalni ścieków. Te mają problem z osadami, które mają zwykle 80 proc. wody. Najpierw trzeba ją usunąć i osuszyć je i dopiero wtedy się je spala.

– Na osuszenie trzeba tyle energii, ile pozyskuje się ze spalenia. Wychodzi się prawie na zero – opisuje Neterowicz. Natomiast można je spalić z odpadami, stosując technologię skraplania spalin; woda z wilgotnego odpadu działa wręcz korzystnie na efektywność kotła.

Morskie drogie wiatraki

Tymczasem Polska inwestuje w relatywnie drogą energię z wiatraków morskich. Ekspert wskazuje, że nie dość, że produkcja energii z nich jest droga, to wyprodukowany na Bałtyku prąd trzeba będzie jakoś przesłać, a my główne rozbudowane sieci przesyłowe mamy na Śląsku.

– Przesyłanie energii z wiatraków morskich to dodatkowy koszt. Niemcy z północy przekazują na przykład do Bawarii przez Polskę – opisuje Neterowicz.

– W Polsce wiatraki dostały już pozwolenia na 5 tys. MWh z wiatru, a możliwości przesyłowe są na 1,5 tys. MWh – mówi. – Trzeba najpierw zwiększyć możliwość przesyłu energii elektrycznej z morza w głąb Polski, a to nie takie proste.

Wskazuje też, że budowane w Polsce biogazownie, choć potrzebne, to w większości nastawione są na odzyskanie metanu z płynnego nawozu krów lub świń. W takich odchodach średnia ilość metanu to 14–18 m sześc. na tonę, podczas gdy w odpadach warzywnych i owocowych to aż 95 m sześc.

I teraz, co dalej? [WHO, GMO, HGW, NWO]

  Sławomir M. Kozak 2022-7-8 https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/i-teraz-co-dalej,p1709794745

Weszliśmy w sezon ogórkowy, dziś zatem trochę o roślinach, niestety – wcale nie w lekkiej formie. Dla przypomnienia, że temat nie spadł z nieba wczoraj, przywołuję swoje słowa sprzed blisko 15 lat.

Propaganda przemysłu spożywczego o wykarmieniu ludności świata dzięki zwiększeniu wydajności przestaje być wiarygodna. Genetycznie manipulowane rośliny tworzy się nie dlatego, że są bardziej wydajne, ale dlatego, by korporacje mogły je opatentować. 
Amerykańscy farmerzy uprawiają na milionach akrów rośliny GMO dlatego, że jest to subsydiowane przez władze ogromnymi kwotami. Te pieniądze pochodzą naturalnie z kieszeni podatników. Im więcej farmer wysieje takich roślin, tym więcej tych pieniędzy dostanie. Jest to zresztą swego rodzaju błędne koło, ponieważ dotacje te, powodując wzrost uprawy roślin modyfikowanych, zalewają nimi rynek, co przekłada się na obniżkę cen uzyskiwanych z ich sprzedaży. To, z kolei, skłania farmerów do zwiększania upraw. Natomiast farmy ekologiczne nie dostają oczywiście od rządu żadnych pieniędzy. 

1 stycznia 1995 roku powołano do życia Światową Organizację Handlu (WTO), która zrzesza już ponad 150 państw, a jej wytyczne tworzą międzynarodowe korporacje, jak Monsanto, Cargill, Du Pont, ADM i europejskie Nestle oraz Unilever. WTO stała się swoistym żandarmem pilnującym realizacji zadań postawionych przez wymienione wyżej giganty, które budują „wolny i zintegrowany globalny rynek” dla swych produktów. Są wśród nich te modyfikowane genetycznie, które prezydent Bush określił, jako „w zasadzie identyczne” ze zwykłymi nasionami i nie wymagające regulacji rządowych. Administracja wspiera te przedsięwzięcia z całą mocą. Tupet korporacji jest typowy dla wszystkiego, co robią. Firma Rice Tec z Teksasu opatentowała właśnie długoziarnisty ryż, który był przez tysiące lat głównym składnikiem pożywienia krajów azjatyckich. To prawo dała jej decyzja Sądu Najwyższego USA z roku 2001, która „usankcjonowała zasadę udzielania patentu na formy roślin oraz inne rodzaje życia”. Oznacza to, że firmy takie mają nie tylko prawo patentowania wszelkich gatunków, ale co istotniejsze, rząd USA jest zobowiązany do udzielania im wszelkiej pomocy w tym zakresie! (…)

U nas również lobby GMO próbuje swych sił. O tym, jak wielkie ma możliwości, świadczy fakt, że potrafiło zaangażować po swojej stronie libertyńskiego arcybiskupa Życińskiego. Ogłosił on, że „medycyna nie ma żadnej wiedzy, by żywność zmieniona genetycznie niosła jakieś zagrożenia”. Stwierdził też, że obawy przed GMO są rozprzestrzeniane przez radykalnych ekologów, a ich poglądy są odosobnione.

A przecież Jan Paweł II w roku 2000 mówił:

rolnicy powinni oprzeć się pokusie zwiększenia produktywności i zysków ze szkodą dla natury (…) gdy rolnicy stają się tyranami ziemi, a nie jej opiekunami, prędzej czy później ziemia zemści się”.

Kościół zaatakowano w 2003 roku, kiedy Papież był już bardzo słaby. W tym samym czasie, dziwnym zbiegiem okoliczności, Bush zaangażował się w promocję GMO. Arcybiskup Renato Martino przygotował wówczas „Konferencję Pontyfikalną dla Pokoju i Sprawiedliwości” z udziałem pracowników koncernu Monsanto. Zebrani chwalili „wynalezione” przez tę firmę zmutowane odmiany batatów i kassawy udając, że wierzą w to, iż będzie to rozwiązanie dla głodujących w Trzecim Świecie.

Niestety, ryba zawsze psuje się od głowy. Z chwilą, kiedy zabrakło Papieża Polaka, w jednym z nielicznych bastionów, jakie zdołał przez lata swego pontyfikatu zachować, zrobiono wyłom. W 2005 roku, amerykański ambasador w Watykanie, Francis Rooney, podjął działania dyplomatyczne mające na celu zmianę stanowiska Watykanu w sprawie żywności modyfikowanej genetycznie. W ich efekcie nastąpiła rewizja interpretacji teologicznej modyfikacji genetycznej roślin. Przestano mówić słowami Jana Pawła II o unikaniu „zabawy w Boga”. Zaczęło się „korzystanie z dobrodziejstw natury, by żywić ludzi”.

—————————-

Wiele osób sądzi, że nas ten temat nie dotyczy.

Polska zawsze słynęła ze zdrowej, nieskażonej żywności. Jakże wielu moich rodaków nie docenia niestety tych darów od Boga, jakimi są życiodajne wody, pola i lasy z bogactwem zwierzyny oraz naturalnej żywności. W to wszystko obfituje nadal jeszcze polska wieś. Tym większe budzi zdziwienie zaangażowanie w jej obronę człowieka, który z niej nie wyrósł, a który mimo to polską wieś umiłował, dostrzegł w niej szansę dla ocalenia rolnictwa w ogóle i podjął się próby ratowania tej części naszego dziedzictwa. Tym człowiekiem jest Brytyjczyk, Sir Julian Rose, ekolog, właściciel gospodarstwa ekologicznego Hardwick Estate, wieloletni członek Zarządu stowarzyszenia „Soil”, współzałożyciel Stowarzyszenia Konsumentów i Producentów Niepasteryzowanego Mleka, ekspert Brytyjskiej Agencji Rozwoju Wsi. Wraz z panią Jadwigą Łopatą, pomysłodawczynią przedsięwzięcia, Prezesem Stowarzyszenia ECEAT-Poland (European Center for Ecological Agriculture and Tourism), członkinią organizacji Innowatorów dla Dobra Publicznego – Ashoka i właścicielką gospodarstwa ekologicznego, powołali do życia ICPPC – Międzynarodową Koalicję dla Ochrony Polskiej Wsi”. Koalicja funkcjonuje nadal, walczy w obronie tradycyjnych nasion i zdrowia Polaków. Pośród osób z nią związanych, o czym nie wiedziałem, był zaprzyjaźniony z redakcją Warszawskiej Gazety i Telewizją PL1 odważny przeciwnik eksperymentów na Polakach, prowadzonych przez koncerny, którym zamarzyło się modyfikowanie również ludzkiego DNA.

Z dużym opóźnieniem dotarłem do informacji, że w marcu br., pod patronatem prezydenta Siemianowic Śląskich Rafała Piecha, odbyła się w tym mieście konferencja „Koncepcja jednego zdrowia”, podczas której wystąpił z referatem dr Zbigniew Hałat. Miesiąc później wstrząsnęła nami informacja o Jego śmierci, a kolejne, majowe spotkanie Koalicji odbyło się pod hasłem „Nasza współpraca z dr Zbigniewem Hałatem i teraz co dalej?”. Nie miałem okazji, by wziąć w niej udział i nie wiem, czy uczestnicy wypracowali odpowiedź na postawione sobie pytanie, ale jestem przekonany, że gdyby dr Hałat był pośród nas, walczyłby nadal.

Ten mój dzisiejszy tekst kieruję do Państwa dla przypomnienia wagi tego zagadnienia, któremu wciąż poświęcamy zbyt mało uwagi, a przecież chodzi o zdrowie i życie nasze, i następnych pokoleń.

Felieton ukazał się w 27 numerze Warszawskiej Gazety

Czy Morawiecki reaktywuje PRL-owską Państwową Komisję Cen?

Rząd PiS wyspecjalizował się w przeróżnych tarczach, działaniach osłonowych, rekompensatach i dopłatach. Pod tym względem coraz mniej różni się od działań Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W czasach PRL powołano nawet Państwową Komisję Cen, która na bieżąco analizowała sytuację „na rynku”.

Morawiecki nie kryje swoich socjalistycznych ciągotek, choć słowo „socjalizm” zastąpił sloganem „strategia zrównoważonego rozwoju”.

Rząd dopłaci do opału, do benzyny, do paneli, do auta elektrycznego, a nawet do dekodera tv. Choć Morawiecki pozuje na dobrodzieja, tak naprawdę jest zwykłym Janosikiem, a kim był Janosik nie trzeba przypominać. Chętnie obdarowywał ubogich, jednak nie z tego, co wypracował, lecz z tego, co zrabował innym. No, chyba że działalność grabieżczą nazwiemy pracą. Ale to już byłaby dewiacja. Morawiecki robi podobnie – rozdaje to, co wcześniej komuś zabrał. Obdarowuje nas więc naszymi własnymi pieniędzmi, bądź długiem, który kiedyś trzeba będzie spłacić. Współczesny Janosik rabuje więc nie tylko, tu i teraz, nas, nasze dzieci i wnuki, ale nawet tych, którzy jeszcze się nie urodzili.

W swoim archiwum znalazłem dokument Państwowej Komisji Cen, której w 1981 roku przewodniczył słynny minister prof. dr hab. Zdzisław Krasiński, ten od „chrupiących bułeczek”. Poniżej tylko dwa zrzuty tego dokumentu (jest zbyt obszerny, by publikować go tu w całości). Jak myślicie, kto w dzisiejszym rządzie Morawieckiego mógłby pełnić rolę ówczesnego Krasińskiego? A może sam Morawiecki?

Zdzisław Krasiński

Daliśmy się ponieść efektownej ustawce w postaci partyjnej wojenki, całkowicie gubiąc po drodze to co istotne.

W potrzasku – Przemysław Piasta https://www.bibula.com/?p=135078

Powoli, choć wyraźnie opada proukraiński amok, który tej wiosny masowo opętał Polaków. Składają się na to dwie przyczyny. Po pierwsze emocje, jak to z emocjami zwykle bywa, stosunkowo szybko wypaliły się.

Po drugie mamy wakacje, zatem ci z mieszkańców naszego pięknego kraju, którzy posiadają umysły skonstruowane do zajmowania się co najwyżej jedną czynnością na raz, skupili się na spożywaniu grillowanej kiełbasy obficie podlewanej napojami. Zatem chwilowo utracili zdolność do dzielenia się z ludzkością perłami swych geostrategicznych analiz. Wobec przycichnięcia patriotyczno-histerycznego jazgotu, coraz wyraźniej słychać krytyczne analizy. Do niedawna pojedyncze i silnie zakłócane przez ośrodki rządowe.

Tym, co łączy większość z nich jest pytanie o przyszłość Polski.

Co ciekawe jest to pytanie w znacznej mierze bezzasadne. Bowiem czas, kiedy w jakimś godnym odnotowania obszarze mogliśmy samodzielnie decydować o naszym losie, zwyczajnie minął. Zadowoleni z ciepłej wody w kranie i okazjonalnych wakacji w Turcji oderwaliśmy się od rzeczywistości. Daliśmy się ponieść efektownej ustawce w postaci partyjnej wojenki, całkowicie gubiąc po drodze to co istotne. Skupieni na sobie nawet nie zauważyliśmy, że nasze państwo z dnia na dzień traci kolejne atrybuty suwerenności.

Dlatego rozważanie geopolitycznych scenariuszy w rodzaju sojuszu z blokiem euroazjatyckim (jeśli takowy powstanie) czy nawet wyboru pomiędzy blokiem anglosaskim a kontynentalnym europejskim jest dzisiaj niczym innym jak fantazjowaniem. Snuciem scenariuszy political-fiction, które ziścić się mogą jedynie na papierze.
O miejscu w świecie, które zajmuje dziś Polska zdecydowały już bowiem potężne siły zewnętrzne. Zaś wdrożeniem tych ustaleń ochoczo zajęły się lokalne kompradorskie „elity”.

Sprzymierzeńcy

Od 1999 r. Polska jest formalnie stroną Traktatu Północnoatlantyckiego i członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Członkostwo w NATO cieszy się poparciem przytłaczającej większości Polaków, którzy upatrują w nim gwarancji militarnego bezpieczeństwa. Co ciekawe przez ostatnie dwie dekady odsetek zwolenników sojuszu wzrósł z nieco ponad 60 do 90% populacji. Tym samym przebija nawet poparcie dla członkostwa Polski w UE szacowane obecnie na ok 82%.

Paradoksalnie polski entuzjazm wobec członkostwa w atlantyckich strukturach militarnych jest naszą słabością. Nie jesteśmy traktowani jako mniejszy, lecz liczący się partner, a raczej jako „sprzymierzeniec”. W znaczeniu antycznym. Jeśli nie uważaliście Państwo na lekcjach historii służę małym repetytorium. Sprzymierzeńcami republiki rzymskiej były plemiona lub organizmy państwowe, początkowo z terenu Italii, później nawet znacząco oddalone. Rzym zawierał z nimi porozumienia nakładające na nie obowiązek dostarczenia posiłków wojskowych. Stopniowo były one coraz bardziej uzależniane politycznie, militarnie i ekonomicznie od Rzymu. A z czasem zupełnie mu podporządkowane. Nic dodać nic ująć.

Niezależnie od tego jak bardzo, pomimo entuzjazmu naszych rodaków, nie podoba nam się taka rola dla Polski, chwilowo jesteśmy na nią skazani. Głównie dlatego, że jako naród nie byliśmy wystarczająco mądrzy by temu zapobiec. Co jest tym bardziej przykre, że jak pokazuje przykład Węgier czy Czech, było to całkowicie w naszym zasięgu.

Gdzie jest Polska, a gdzie być powinna?

Wszystkie niekorzystne aspekty międzynarodowego położenia Polski uwypukliły się wraz z narastaniem kryzysu ukraińskiego. Jego przejście z fazy politycznej w militarną ostatecznie zdefiniowało naszą dzisiejszą geopolityczna rolę. Jesteśmy zatem obecnie peryferyjnym państwem bloku atlantyckiego, pełniącym rolę zaplecza ekonomicznego dla toczącego się na obszarze Ukrainy konfliktu. Zła wiadomość jest taka, że ta „zaszczytna” funkcja kosztuje. I to słono. W znacznej mierze już teraz odczuwacie to Państwo w swoich portfelach.

Paradoksalnie jednak mogło być gorzej. Póki co Polska nie została wyznaczona do roli państwa frontowego. Zatem tracimy już dziś zasoby, jednak nie tracimy ludzi. Póki co.

„Póki co” jest w tym przypadku sformułowaniem kluczowym. Bowiem nie wiemy jakie są dalekosiężne plany Anglosasów zarządzających blokiem atlantyckim. Przypominam jednak nieco już zakurzoną aferę z przekazaniem Ukrainie polskich MiG-ów. Byliśmy wtedy o symboliczny krok od wplątania się w bezpośrednie starcie z Rosją.
To co znamienne, w przedmiotowym konflikcie Polska przejawia znaczącą aktywność. Tak jakby w naszym interesie leżała jego eskalacja. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Zgadzam się w tym obszarze z diagnozą Piotra Panasiuka, który napisał niedawno:

„Będąc słabszą i stale zagrożoną – aby przetrwać – Polska musi prowadzić politykę balansowania pomiędzy silniejszymi podmiotami i zmuszona jest dążyć do utrzymywania stanu pokoju w naszej części Europy. Dla naszych przodków Druga Wojna Światowa stanowiła wystarczającą lekcję, która potwierdziła naszą słabość militarną i przemysłową względem sąsiadów. To krwawe doświadczenie okupione zostało hekatombą 20% narodu i dewastacją naszych ziem. Dlatego po roku 1945 Polska, pomna niedawnych klęsk, zawsze była forpocztą wszelkich inicjatyw pokojowych na kontynencie.

Ukształtowanie terenu i położenie Polski w samym centrum Europy sprawia, że przez nasze ziemie przebiegają najważniejsze szlaki kontynentalne Wschód- Zachód łączące Zachód kontynentu z Rosją i dalej z Chinami i całą Azją. To sprawia, że jesteśmy naturalnymi pośrednikami w wielkiej wymianie towarowej i możemy czerpać z tego faktu olbrzymie korzyści. Ponadto będąc bliżej źródeł surowców z Rosji, jak i sami dysponując olbrzymimi zasobami minerałów możemy być podwykonawcami wielkiej gospodarki niemieckiej i z tego tytułu rozwijać nasze zaplecze przemysłowe. Dzięki temu jesteśmy niewątpliwie bardziej konkurencyjni ekonomicznie niż państwa południa i zachodu Europy. Dlatego też w warunkach spokoju i równowagi na kontynencie, Polsce nie zagrozi nigdy ani głód ani bezrobocie.” (Piotr Panasiuk, Wybieram Europę, myslpolska.info)

Jaki jest nasz cel?

Przyjęcie postawy realistycznej skłania nas do postrzegania rzeczywistości taką jaka jest. Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy owa rzeczywistość daleka jest od naszych wyobrażeń. Realizm nie zmusza nas jednak do godzenia się z zaistniałą sytuacją. Nie jest usprawiedliwianiem dla bierności. Wymaga jedynie takiego doboru instrumentów naszego działania, by były one adekwatne do naszych możliwości i stwarzały perspektywę skuteczności. Realizacji naszych celów.

Przed każdym pokoleniem rysują się inne wyzwania, szanse i zagrożenia. Determinują one cele, które powinnyśmy definiować jako narodowe. Podstawowym z nich jest utrzymanie Polski jako niepodległego bytu państwowego i obrona jej narodowego charakteru. Zarówno przed czynnikami zewnętrznymi jak i wewnętrznymi. Posiadanie przez naród własnego państwa jest nieodzownym warunkiem jego zdrowego rozwoju, powiększania potencjału ekonomicznego, demograficznego i politycznego. Należy więc traktować je jako punkt wyjściowy wszelkich politycznych planów i poczynań. Wszystkie czynniki zewnętrzne dążące do likwidacji państwa narodowego należy zatem rozpatrywać jako potencjalnie wrogie. Zaś dążenia wewnętrzne o analogicznym charakterze, z narodowego punktu widzenia stanowią zdradę.

Celem dalekosiężnym jest natomiast przywrócenie Polsce roli podmiotu w stosunkach międzynarodowych. Osiągnięcie takiej pozycji jest jedynym realnym gwarantem bezpieczeństwa i stabilności rozwoju. Ogranicza też prawdopodobieństwo skuteczności niekorzystnych dla nas ingerencji zewnętrznych. Choć zatem nie stanowi warunku sine qua non przetrwania i rozwoju narodu w znaczący sposób zwiększa prawdopodobieństwo obu zdarzeń. Jest zatem z punktu widzenia interesu narodowego więcej niż pożądane.

Żadnych złudzeń Panowie

Wskazane cele wydają się tak odległe, że niemal nieosiągalne. I w istocie takimi są. Działamy w niekorzystnej sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej. Z jednej strony stanowiąc peryferyjne państwo agresywnego bloku polityczno-miltarnego. Z drugiej będąc wewnętrznie sparaliżowani przez monopolizujące masowy przekaz kompradorskie „elity”.
Dlatego nie stać nas na trwonienie potencjału. Nie stać nas na złudzenia, fobie ani dogmaty. Nie stać nas na spoglądanie na rzeczywistość poprzez pryzmat własnego chciejstwa. Obserwuję jak wielu komentatorów, krytycznie nastawionych wobec rzeczywistości, idealizuje jako potencjalną alternatywę wobec bloku atlantyckiego np. Chiny, Rosję a nawet Unię Europejską. Równie wielu w swoich poglądach kieruje się np. antyamerykańskimi, antyrosyjskimi czy antyniemieckimi fobiami.

Tymczasem jest to postawa całkowicie bezproduktywna. Jeśli nasza praca ma być czymś więcej niż przyjemną, acz czczą, intelektualną rozrywką, jeśli ma przynieść pożytek naszej wspólnocie, powinniśmy opierać nasze prognozy i analizy na stanie faktycznym a nie postulowanym czy idealizowanym. By zmienić „tu i teraz” nie wystarczy wskazać kierunek. Należy także wytyczyć ścieżkę i postawić na niej pierwsze kroki. Zachowując świadomość, że może czekać nas bardzo długa droga.

Jeśli wyruszymy w nią we właściwym momencie i po drodze nie zmylimy szlaku być może uda nam się uniknąć geopolitycznego potrzasku, w który sami się wpakowaliśmy. Jeśli nie, biada nam.

Przemysław Piast

W potrzasku – Przemysław Piasta

Powoli, choć wyraźnie opada proukraiński amok, który tej wiosny masowo opętał Polaków. Składają się na to dwie przyczyny. Po pierwsze emocje, jak to z emocjami zwykle bywa, stosunkowo szybko wypaliły się.

Po drugie mamy wakacje, zatem ci z mieszkańców naszego pięknego kraju, którzy posiadają umysły skonstruowane do zajmowania się co najwyżej jedną czynnością na raz, skupili się na spożywaniu grillowanej kiełbasy obficie podlewanej napojami. Zatem chwilowo utracili zdolność do dzielenia się z ludzkością perłami swych geostrategicznych analiz. Wobec przycichnięcia patriotyczno-histerycznego jazgotu, coraz wyraźniej słychać krytyczne analizy. Do niedawna pojedyncze i silnie zakłócane przez ośrodki rządowe.

Tym, co łączy większość z nich jest pytanie o przyszłość Polski. Co ciekawe jest to pytanie w znacznej mierze bezzasadne. Bowiem czas, kiedy w jakimś godnym odnotowania obszarze mogliśmy samodzielnie decydować o naszym losie, zwyczajnie minął. Zadowoleni z ciepłej wody w kranie i okazjonalnych wakacji w Turcji oderwaliśmy się od rzeczywistości. Daliśmy się ponieść efektownej ustawce w postaci partyjnej wojenki, całkowicie gubiąc po drodze to co istotne. Skupieni na sobie nawet nie zauważyliśmy, że nasze państwo z dnia na dzień traci kolejne atrybuty suwerenności.

Dlatego rozważanie geopolitycznych scenariuszy w rodzaju sojuszu z blokiem euroazjatyckim (jeśli takowy powstanie) czy nawet wyboru pomiędzy blokiem anglosaskim a kontynentalnym europejskim jest dzisiaj niczym innym jak fantazjowaniem. Snuciem scenariuszy political-fiction, które ziścić się mogą jedynie na papierze.
O miejscu w świecie, które zajmuje dziś Polska zdecydowały już bowiem potężne siły zewnętrzne. Zaś wdrożeniem tych ustaleń ochoczo zajęły się lokalne kompradorskie „elity”.

Sprzymierzeńcy

Od 12 marca1999 r. Polska jest formalnie stroną Traktatu Północnoatlantyckiego i członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Członkostwo w NATO cieszy się poparciem przytłaczającej większości Polaków, którzy upatrują w nim gwarancji militarnego bezpieczeństwa. Co ciekawe przez ostatnie dwie dekady odsetek zwolenników sojuszu wzrósł z nieco ponad 60 do 90% populacji. Tym samym przebija nawet poparcie dla członkostwa Polski w UE szacowane obecnie na ok 82%.

Paradoksalnie polski entuzjazm wobec członkostwa w atlantyckich strukturach militarnych jest naszą słabością. Nie jesteśmy traktowani jako mniejszy, lecz liczący się partner, a raczej jako „sprzymierzeniec”. W znaczeniu antycznym. Jeśli nie uważaliście Państwo na lekcjach historii służę małym repetytorium. Sprzymierzeńcami republiki rzymskiej były plemiona lub organizmy państwowe, początkowo z terenu Italii, później nawet znacząco oddalone. Rzym zawierał z nimi porozumienia nakładające na nie obowiązek dostarczenia posiłków wojskowych. Stopniowo były one coraz bardziej uzależniane politycznie, militarnie i ekonomicznie od Rzymu. A z czasem zupełnie mu podporządkowane. Nic dodać nic ująć.

Niezależnie od tego jak bardzo, pomimo entuzjazmu naszych rodaków, nie podoba nam się taka rola dla Polski, chwilowo jesteśmy na nią skazani. Głównie dlatego, że jako naród nie byliśmy wystarczająco mądrzy by temu zapobiec. Co jest tym bardziej przykre, że jak pokazuje przykład Węgier czy Czech, było to całkowicie w naszym zasięgu.

Gdzie jest Polska, a gdzie być powinna?

Wszystkie niekorzystne aspekty międzynarodowego położenia Polski uwypukliły się wraz z narastaniem kryzysu ukraińskiego. Jego przejście z fazy politycznej w militarną ostatecznie zdefiniowało naszą dzisiejszą geopolityczna rolę. Jesteśmy zatem obecnie peryferyjnym państwem bloku atlantyckiego, pełniącym rolę zaplecza ekonomicznego dla toczącego się na obszarze Ukrainy konfliktu. Zła wiadomość jest taka, że ta „zaszczytna” funkcja kosztuje. I to słono. W znacznej mierze już teraz odczuwacie to Państwo w swoich portfelach. Paradoksalnie jednak mogło być gorzej. Póki co Polska nie została wyznaczona do roli państwa frontowego. Zatem tracimy już dziś zasoby, jednak nie tracimy ludzi. Póki co.

„Póki co” jest w tym przypadku sformułowaniem kluczowym. Bowiem nie wiemy jakie są dalekosiężne plany Anglosasów zarządzających blokiem atlantyckim. Przypominam jednak nieco już zakurzoną aferę z przekazaniem Ukrainie polskich MiG-ów. Byliśmy wtedy o symboliczny krok od wplątania się w bezpośrednie starcie z Rosją.
To co znamienne, w przedmiotowym konflikcie Polska przejawia znaczącą aktywność. Tak jakby w naszym interesie leżała jego eskalacja. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Zgadzam się w tym obszarze z diagnozą Piotra Panasiuka, który napisał niedawno:

„Będąc słabszą i stale zagrożoną – aby przetrwać – Polska musi prowadzić politykę balansowania pomiędzy silniejszymi podmiotami i zmuszona jest dążyć do utrzymywania stanu pokoju w naszej części Europy. Dla naszych przodków Druga Wojna Światowa stanowiła wystarczającą lekcję, która potwierdziła naszą słabość militarną i przemysłową względem sąsiadów. To krwawe doświadczenie okupione zostało hekatombą 20% narodu i dewastacją naszych ziem. Dlatego po roku 1945 Polska, pomna niedawnych klęsk, zawsze była forpocztą wszelkich inicjatyw pokojowych na kontynencie.

Ukształtowanie terenu i położenie Polski w samym centrum Europy sprawia, że przez nasze ziemie przebiegają najważniejsze szlaki kontynentalne Wschód- Zachód łączące Zachód kontynentu z Rosją i dalej z Chinami i całą Azją. To sprawia, że jesteśmy naturalnymi pośrednikami w wielkiej wymianie towarowej i możemy czerpać z tego faktu olbrzymie korzyści. Ponadto będąc bliżej źródeł surowców z Rosji, jak i sami dysponując olbrzymimi zasobami minerałów możemy być podwykonawcami wielkiej gospodarki niemieckiej i z tego tytułu rozwijać nasze zaplecze przemysłowe. Dzięki temu jesteśmy niewątpliwie bardziej konkurencyjni ekonomicznie niż państwa południa i zachodu Europy. Dlatego też w warunkach spokoju i równowagi na kontynencie, Polsce nie zagrozi nigdy ani głód ani bezrobocie.” (Piotr Panasiuk, Wybieram Europę, myslpolska.info)

Jaki jest nasz cel?

Przyjęcie postawy realistycznej skłania nas do postrzegania rzeczywistości taką jaka jest. Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy owa rzeczywistość daleka jest od naszych wyobrażeń. Realizm nie zmusza nas jednak do godzenia się z zaistniałą sytuacją. Nie jest usprawiedliwianiem dla bierności. Wymaga jedynie takiego doboru instrumentów naszego działania, by były one adekwatne do naszych możliwości i stwarzały perspektywę skuteczności. Realizacji naszych celów.

Przed każdym pokoleniem rysują się inne wyzwania, szanse i zagrożenia. Determinują one cele, które powinnyśmy definiować jako narodowe. Podstawowym z nich jest utrzymanie Polski jako niepodległego bytu państwowego i obrona jej narodowego charakteru. Zarówno przed czynnikami zewnętrznymi jak i wewnętrznymi. Posiadanie przez naród własnego państwa jest nieodzownym warunkiem jego zdrowego rozwoju, powiększania potencjału ekonomicznego, demograficznego i politycznego. Należy więc traktować je jako punkt wyjściowy wszelkich politycznych planów i poczynań. Wszystkie czynniki zewnętrzne dążące do likwidacji państwa narodowego należy zatem rozpatrywać jako potencjalnie wrogie. Zaś dążenia wewnętrzne o analogicznym charakterze, z narodowego punktu widzenia stanowią zdradę.

Celem dalekosiężnym jest natomiast przywrócenie Polsce roli podmiotu w stosunkach międzynarodowych. Osiągnięcie takiej pozycji jest jedynym realnym gwarantem bezpieczeństwa i stabilności rozwoju. Ogranicza też prawdopodobieństwo skuteczności niekorzystnych dla nas ingerencji zewnętrznych. Choć zatem nie stanowi warunku sine qua non przetrwania i rozwoju narodu w znaczący sposób zwiększa prawdopodobieństwo obu zdarzeń. Jest zatem z punktu widzenia interesu narodowego więcej niż pożądane.

Żadnych złudzeń Panowie

Wskazane cele wydają się tak odległe, że niemal nieosiągalne. I w istocie takimi są. Działamy w niekorzystnej sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej. Z jednej strony stanowiąc peryferyjne państwo agresywnego bloku polityczno-miltarnego. Z drugiej będąc wewnętrznie sparaliżowani przez monopolizujące masowy przekaz kompradorskie „elity”.
Dlatego nie stać nas na trwonienie potencjału. Nie stać nas na złudzenia, fobie ani dogmaty. Nie stać nas na spoglądanie na rzeczywistość poprzez pryzmat własnego chciejstwa. Obserwuję jak wielu komentatorów, krytycznie nastawionych wobec rzeczywistości, idealizuje jako potencjalną alternatywę wobec bloku atlantyckiego np. Chiny, Rosję a nawet Unię Europejską. Równie wielu w swoich poglądach kieruje się np. antyamerykańskimi, antyrosyjskimi czy antyniemieckimi fobiami.

Tymczasem jest to postawa całkowicie bezproduktywna. Jeśli nasza praca ma być czymś więcej niż przyjemną, acz czczą, intelektualną rozrywką, jeśli ma przynieść pożytek naszej wspólnocie, powinniśmy opierać nasze prognozy i analizy na stanie faktycznym a nie postulowanym czy idealizowanym. By zmienić „tu i teraz” nie wystarczy wskazać kierunek. Należy także wytyczyć ścieżkę i postawić na niej pierwsze kroki. Zachowując świadomość, że może czekać nas bardzo długa droga.

Jeśli wyruszymy w nią we właściwym momencie i po drodze nie zmylimy szlaku być może uda nam się uniknąć geopolitycznego potrzasku, w który sami się wpakowaliśmy. Jeśli nie, biada nam.

Przemysław Piasta

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (7-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/06/w-potrzasku/

Wesprzyj naszą działalność

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (7-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/06/w-potrzasku/

Wesprzyj naszą działalność

Pope Francis’s Warm Welcome to Nancy Pelosi: A (not so) Subtle Message of Support for Abortionists

https://www.tfp.org/pope-franciss-warm-welcome-to-nancy-pelosi-a-not-so-subtle-message-of-support-for-abortionists/?PKG=TFPE22238

July 6, 2022 | Luiz Sérgio Solimeo  Pope Francis’s Warm Welcome to Nancy Pelosi: A (not so) Subtle Message of Support for Abortionists

Pope Francis’s Warm Welcome to Nancy Pelosi: A (not so) Subtle Message of Support for Abortionists

Pope Francis remained silent as anti-abortion Catholics (and non-Catholics) around the world joyfully celebrated the Supreme Court’s landmark decision overturning Roe v. Wade, giving the impression he was at least uncomfortable if not displeased with it.

Pope Francis’s Warm Welcome for Nancy Pelosi . . .

Then, on June 29, the Solemnity of the Holy Apostles Peter and Paul, he broke his silence not with words but with a symbolic gesture: he greeted and blessed the pro-abortion representative Nancy Pelosi in St. Peter’s Basilica. After that brief meeting, the House Speaker attended Mass and received Communion.1

Although the pope did not give her Holy Communion (due to health reasons, he did not celebrate Mass but attended next to the altar), he must have known Mrs. Pelosi was going to receive Holy Communion, as she normally does.

And the Vatican protocol office gave her a place of honor.

Indeed, Nicole Winfield writing for the Associated Press reports that at the Mass, “She was seated in a VIP diplomatic section of the basilica and received communion along with the rest of the congregants, according to two people who witnessed the moment.”2

. . . Sends a Message of Support to Abortionists

Pope Francis showed no sign of contentment with the pro-life movement’s great victory with the Supreme Court’s Dobbs ruling, which drastically restricts the crime (and sin) of abortion.

On the contrary, he welcomed a politician who publicly criticized that ruling and who is an outspoken supporter of abortion.

How not to interpret his attitude as support for pro-abortion Catholics?

“Worthiness to Receive Holy Communion”

It must be recalled that, after numerous private warnings, Most Rev. Salvatore Cordileone, Archbishop of San Francisco, published a notice forbidding abortionist leader Nancy Pelosi to receive Holy Communion in his archdiocese “until such time as you publicly repudiate your advocacy for the legitimacy of abortion and confess and receive absolution of this grave sin in the sacrament of Penance.”3

Nancy Pelosi, who insists on calling herself Catholic, ignored her pastor’s serious communication founded on Church doctrine, Canon Law, and the Worthiness to Receive Holy Communion Memorandum (2004) by Joseph Cardinal Ratzinger. In it, the then-Prefect of the Congregation for the Doctrine of the Faith reaffirmed the principle of refusing Communion to pro-abortion Catholic politicians.4

She has not “publicly repudiated” her abortionist activism. On the contrary, the very day of the Supreme Court ruling, the Speaker of the House gave an impassioned speech, saying, among other things:

“Today, the Republican-controlled Supreme Court has achieved the GOP’s dark and extreme goal of ripping away women’s right to make their own reproductive health decisions. . . . A woman’s fundamental health decisions are her own to make, in consultation with her doctor and her loved ones – not to be dictated by far-right politicians. While Republicans seek to punish and control women, Democrats will keep fighting ferociously to enshrine Roe v. Wade into law.5

Abortion and Homosexuality Go Hand in Hand

Pelosi not only expressed her contempt for the Church’s teaching on abortion, but she also took a scandalous stance on the sin of homosexuality.

The next day, June 25, she spoke at San Francisco’s Pride Brunch 2022, where she again attacked the victory against abortion and championed same-sex “marriage.”6 On Sunday, the 26th, she participated in the San Francisco Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender Pride Parade.7 That was not the first time she supported the homosexual movement. She always votes in their favor.8 Several days earlier, on June 10, she participated in a “Drag Queen” show during which she stated, “Your freedom of expression, of yourselves in drag, is what America is all about. I say that all the time to my friends in drag.”9

Despite all this, Pope Francis greeted the Speaker of the House with a smile, as shown in a photo released by the Vatican. She said he gave her a blessing before she attended Mass at St. Peter’s and received Communion.10

An Innocuous Statement

The Vatican statement on Dobbs came from a well-known liberal close to the homosexual movement, Archbishop Vincenzo Paglia, president of the Pontifical Academy for Life.

The Pontifical Academy’s communique stated, among other things, that it is “important to reopen the non-ideological debate” on protecting life “without falling into a priori ideological positions.” It goes on to recommend “adequate sexual education,” guaranteed “health care accessible to all,” and “legislative measures to protect the family and motherhood, overcoming existing inequalities.”11

What does the Pontifical Academy mean by avoiding “a priori ideological positions” in the fight against abortion? It is unclear. Could it be abandoning Catholic morals and the principles of natural law, which “a priori” forbid exterminating the innocent in their mother’s womb?

The least that can be said is that this innocuous statement shows not the slightest joy and gratitude to God for having allowed this ruling, which prevents numerous sins that transgress both the Divine and natural law.

The Pope Should Show Gratitude

With this great victory, Pope Francis should express joy and thank the American pro-life movement. It kept the flame of morals and natural law alive for many decades. Year after year, the March for Life brings together huge crowds in the dead of winter, while dedicated pro-lifers pray in front of abortion clinics and convince poor disoriented mothers not to sacrifice their children. How many have been arrested in this heroic struggle, but they were never discouraged and never withdrew from the fight!

In addition, the pontiff should also thank the Supreme Court Justices who, facing abortionists’ furious threats, have ruled according to law and justice, fulfilling their duty to their country.

The fight against abortion has not ended with the Supreme Court’s decision. The struggle for morality, a sense of good and evil, and the natural law continues with the grace of God and the protection of the Virgo Potens.

The TFP participated in every March for Life in Washington and many others around the country with its ruby red standards unfurled in the wind and crimson capes. To the sound of their marching band, the TFP members distributed literature highlighting the reasons to fight abortion.

TFP Student Action has been tireless in its campaigns against abortion on universities, facing the fury of disheveled feminists and receiving support from students of both sexes.

Supported by Catholic enthusiasts across the country, TFP and America Needs Fatima have promoted thousands of Public Square Rosary Rallies to end abortion.

Post-Scriptum

This article was already written when the Argentine pontiff’s interview with journalist Philip Pullella came to light.

In it, Pope Francis reiterated his condemnation of abortion. However, when asked about the Supreme Court’s decision overturning Roe v. Wade, “Francis said he respected the decision but did not have enough information to speak about it from a juridical point of view.”12

Regarding the Archbishop of San Francisco banning Nancy Pelosi from receiving Communion in the archdiocese until she changes her pro-abortion stance, Pope Francis had strong criticism for the zealous prelate and not for the obstinate Speaker of the House. He said:

“When the Church loses its pastoral nature, when a bishop loses his pastoral nature, it causes a political problem,” the pope said. “That’s all I can say.”13

Despite his criticism of abortion, the interview reinforces the impression that he was at least uncomfortable if not displeased with the Supreme Court’s ruling. And his criticism about the barring of Nancy Pelosi from Communion constitutes yet another message of support for the abortion movement.

Saint Paul warns:

“[A]nd so anyone who eats the bread or drinks the cup of the Lord unworthily will be behaving unworthily towards the body and blood of the Lord.
Everyone is to recollect himself before eating this bread and drinking this cup;
because a person who eats and drinks without recognizing the Body is eating and drinking his own condemnation.”14

https://www.facebook.com/v11.0/plugins/page.php?adapt_container_width=true&app_id=&channel=https%3A%2F%2Fstaticxx.facebook.com%2Fx%2Fconnect%2Fxd_arbiter%2F%3Fversion%3D46%23cb%3Df1ea193a4ea6e2%26domain%3Dwww.tfp.org%26is_canvas%3Dfalse%26origin%3Dhttps%253A%252F%252Fwww.tfp.org%252Ffabc2307148864%26relation%3Dparent.parent&container_width=0&height=130&hide_cover=true&hide_cta=false&href=https%3A%2F%2Ffacebook.com%2FTradition.Family.Property.TFP%2F&locale=nl_NL&sdk=joey&show_facepile=false&small_header=true&width=400

Photo Credit:  Maria Grazia Picciarella / Alamy Stock Photo

Footnotes

  1. Nicole Winfield, “Pelosi receives Communion in Vatican amid abortion debate,” AP News, June 29, 2022, https://apnews.com/article/abortion-pope-francis-politics-religion-nancy-pelosi-249a32b2af9de647f1bae94aacb60c6e, accessed June 30, 2022; John L. Allen, Jr., “Communion for Pelosi at the Vatican no surprise, but possibly a harbinger,” Crux, June 30, 2022, https://cruxnow.com/news-analysis/2022/06/communion-for-pelosi-at-the-vatican-no-surprise-but-possibly-a-harbinger, accessed July 1, 2022.
  2. Nicole Winfield, “Pelosi,” Ibid.
  3. Archbishop Salvatore Cordileone, “Full Text: Archbishop Cordileone’s Letter to Nancy Pelosi Banning Her From Holy Communion,” National Catholic Register, May 20, 2022, https://www.ncregister.com/news/full-text-archbishop-cordileone-s-letter-to-nancy-pelosi-banning-her-from-holy-communion , accessed June 30, 2022.
  4. Joseph Cardinal Ratzinger, Prefect of the Congregation for the Doctrine of the Faith, “Worthiness to Receive Holy Communion: General Principles,” July 1, 2004, available at https://www.priestsforlife.org/library/749-worthiness-to-receive-holy-communion, accessed July 1, 2022.
  5. Nancy Pelosi, Speaker of The House, “Pelosi Statement on Supreme Court Overturning Roe v. Wade,” Press Release, June 24, 2022, https://www.speaker.gov/newsroom/62422-1, accessed June30, 2022.
  6. “Speaker Nancy Pelosi at Pride Brunch 2022,” San Francisco Bay Times, https://sfbaytimes.com/speaker-nancy-pelosi-at-pride-brunch-2022/, accessed June 29, 2022.
  7. Douglas Zimmerman, “Speaker of the House Nancy Pelosi on her parade float at San Francisco Pride on June 26, 2022,” SFGATE, https://www.sfgate.com/local/article/best-photos-from-San-Francisco-Pride-2022-17263710.php, accessed June 30, 2022.
  8. Chris Johnson and Joey DiGuglielmo, “12 times Nancy Pelosi was there for LGBT community,” Washington Blade, January 10, 2019, https://www.washingtonblade.com/2019/01/10/12-times-nancy-pelosi-was-there-for-lgbt-community/, accessed June 30, 2022.
  9. Ryan Foley, “Nancy Pelosi claims drag queens are ‘what America is all about’ on RuPaul’s ‘Drag Race,’” The Christian Post, June 14, 2022, https://www.christianpost.com/news/nancy-pelosi-drag-queens-are-what-america-is-all-about.html, accessed July 1, 2022.
  10. Nicole Winfield, “Pelosi,” supra.
  11. Pontifical Academy for Life statement, Vatican City, June 24, 2022, via Twitter, https://twitter.com/PontAcadLife/status/1540373646786678784, accessed July 1, 2022.
  12. Philip Pullella, “Pope Francis denies he is planning to resign soon,” Reuters, July 4, 2022, https://www.aol.com/news/exclusive-pope-francis-denies-planning-080456572-113832897.html, accessed July 4, 2022.
  13. Ibid.
  14. 1 Cor. 11:27-29, The Jerusalem Bible.

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej. Zniknął trójząb z nabitym na niego chłopcem oraz płot z główkami dzieci

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej. Zniknął trójząb z nabitym na niego chłopcem oraz płot z główkami dzieci. Jaki jest powód? Cenzura [ZDJĘCIA]

Jaka ”cenzura”?! To jest zniszczenie mienia łącznie z kradzieżą!

Osoby odpowiedzialne za ten pomnik powinny natychmiast złożyć zawiadomienie do prokuratury. Mamy nadzieję, że podczas Upamiętnienia 11 lipca w całej Polsce demonstranci będą mieli ze sobą takie rekwizyty: widły i dziecko wbite na sztorc.

Cenzura Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej. Zniknął trójząb z nabitym na niego chłopcem oraz płot z główkami dzieci. Jaki jest powód? [ZDJĘCIA] - Zdjęcie główne

Red. Gazeta Warszawska https://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/8012-cenzura-pomnikarzezi-wolynskiej

======================
Autor: Grzegorz Lipiec 

Podkarpacie Kolejne problemy inicjatorów ustawienia Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Domostawie na Podkarpaciu. Tym razem z monumentu zniknęło kilka elementów, które przypominają o brutalnych sposobach mordowania dzieci przez ukraińskich nacjonalistów z Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). 

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej to dzieło Andrzeja Pityńskiego. Wybitnego rzeźbiarza rodem z Ulanowa, który zmarł 18 września 2020 roku. Monument w 2017 roku został zaprojektowany na zamówienie Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Po odlaniu w brązie w Gliwickim Zakładzie Urządzeń Technicznych nadal tam czeka na to, żeby został przetransportowany do gminy Jarocin. Monument stanie w Domostawie.

Pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej przy S19. Kolejne kłopoty z odsłonięciem tego monumentu. – Pomimo różnych trudności stanie pod „polskim niebem” – mówi tarnobrzeski historyk sztuki Witold Zych [ZDJĘCIA]

Pomnik ma 14 metrów wysokości i kształt orła. Waży 10 ton.

W jego środku znajduje się wycięty krzyż, ze wbudowanym trójzębem, na który nabite jest dziecko. Znajduje się tam stojąca w płomieniach rodzina i odcięte głowy, które są osadzone na sztachetach płotu. W górnej części pomnika, na skrzydłach orła umieszczone zostały nazwy miejscowości, w których doszło do mordów Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) na Polakach. Kilka dni temu pisaliśmy o kłopotach jakie mają przedstawiciele Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska”.

SZABLON

11 lipca na pewno nie odbędzie się uroczyste odsłonięcie pomnika.

– Kilka dni temu, gdy  poprosiłem dyrektora Gliwickiego Zakładu Urządzeń Technicznych Jerzego Trzoska o przesłanie nam szablonu, który jest niezbędny do tego aby projektant odpowiednio zaplanował w podstawie fundamentowej śruby do przykręcenia pomnika wyraził na to zgodę. Potem w rozmowie telefonicznej odmówił wysłania tego szablonu, uzasadniając to  obecną sytuacją geopolityczną. Umówiłem się więc, że sam przyjadę do Gliwic i odwzoruję sobie szablon na przygotowanym kartonie. W przeddzień wyjazdu pan dyrektor zadzwonił do mnie i oznajmił, żebym  nie przyjeżdżał, bo on i tak nie udostępni szablonu. Dyrektor odlewni wycofał się także z obietnicy przewiezienia i zamontowania pomnika w najbliższej przyszłości. Kazał mi poszukać sobie firmy, która to uczyni. O powyższym zawiadomiłem Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce – mówi Zbigniew Walczak, wójt gminy Jarocin oraz prezes Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” w Domostawie.

CENZURA

To jednak nie jest koniec. Do Gliwic wybrali się historyk sztuki z Tarnobrzega – doktor Witold Zych oraz wójt gminy Jarocin i prezes zarządu Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” w Domostawie – Zbigniew Walczak.

Okazało się, że z pomnika zniknęło kilka elementów. – Smutny widok. Pomnik „Rzeź Wołyńska” śp. Mistrza Andrzeja Pityńskiego stojący od pięciu lat w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych, gdzie odlano go w brązie został „tymczasowo ocenzurowany” z powodów których można się domyślać. Usunięto ciało polskiego chłopca nabitego na trójzębne widły oraz płot z nabitymi na sztachety główkami dzieci. Dobrze, że wkrótce pomnik zostanie zdemontowany i przewieziony do Jarocina na Podkarpaciu, by docelowo w całości ze wszystkimi jego elementami stanąć w Domostawie przy trasie Via Carpatia.- zaznacza Witold Zych.

Mamy zapewnienie, że pomnik przy S19 będzie miał wszystkie elementy. 10 lipca w Domostawie ma odbyć się wmurowanie Aktu Erekcyjnego oraz urny z prochami z miejsc kaźni na Wołyniu.

UROCZYSTOŚCI

Uroczyste poświęcenie i wmurowanie aktu erekcyjnego oraz urny z prochami pobranymi z miejsc kaźni na Wołyniu odbędzie się 10 lipca w Domostawie. Początek: godzina 15 – nabożeństwo polowe.

=================

Mail: grzegorz.lipiec@korso.pl / twitter.com/grzegorzlipiec

KAMIENNE TABLICE ZŁA

Sławomir M. Kozak 2021-10-08 https://www.oficyna-aurora.pl/o-firmie/varia/kamienne-tablice-zla,p1442203107

Na dalekim odludziu stanu Georgia, w miejscowości Elberton, stoi monument złożony z sześciu kamiennych bloków. Znany jest pod nazwą „The Georgia Guidestones”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Kamienne Wskazówki z Georgii”. Te kamienne tablice pokryte są inskrypcjami w ośmiu językach współczesnych i czterech starożytnych. Centralny blok otoczono czterema innymi, a na każdym z nich, w innym języku, umieszczono swego rodzaju dziesięć przykazań. Te języki, to: angielski, hiszpański, rosyjski, chiński, arabski, hebrajski, hindi i suahili. Tablice mówią:

•          Utrzymujcie populację poniżej 500 milionów, w równowadze z przyrodą,

•          Kontrolujcie mądrze reprodukcję, umacniając sprawność i zróżnicowanie,

•          Zjednoczcie ludzkość jednym, żywym językiem,

•          Utrzymujcie z umiarkowaniem pasję, wiarę i tradycję,

•          Chrońcie ludzi i narody dobrymi prawami i prawymi sądami,

•          Pozwólcie rządzić się narodom, a spory niech rozstrzyga sąd światowy,

•          Unikajcie zbędnych praw i urzędników,

•          Utrzymujcie równowagę między prawami jednostek, a ich obowiązkami społecznymi,

•          Ceńcie prawdę, piękno i miłość, poszukując harmonii z nieskończonością,

•          Nie bądźcie rakiem dla Ziemi, zostawcie miejsce dla natury, zostawcie miejsce dla natury.

Owych pięć monumentalnych bloków przykryto szóstym, na którym zapisano sentencję w babilońskim piśmie klinowym, starożytnej grece, sanskrycie i egipskich hieroglifach, mówiącą: „niech to będą wskazówki dla Wieku Rozumu”.

Obelisk, ważący w sumie 120 ton, wykonano na zamówienie człowieka, który w czerwcu 1979 roku pojawił się w firmie Elberton Granite Finishing Company i przedstawił, jako R. C. Christian. Nazwisko było z pewnością fałszywe, a jego dobór świadczy o wyjątkowym tupecie przybysza. Wyłożył pieniądze i nikt nie dochodził, kim są ludzie, w imieniu których przybył. Mówił o nich, jako o grupie, „która chce wyznaczyć drogę ludzkości”. 

Tablicę erekcyjną wmurowano 22 marca 1980 roku. To dzień po wiosennej równonocy. Raczej nieprzypadkowo, bo w monumencie wiele jest odniesień do astronomii. Jego cztery zewnętrzne bloki oraz szczelina w kamieniu centralnym, wskazują właśnie na wschody i zachody Słońca w dniach przesileń. Kanał w jednym z głazów wyznacza dokładną pozycję Gwiazdy Północnej. Natomiast przez otwór w kamieniu leżącym na szczycie, każdego dnia w południe wpadają promienie Słońca, wyznaczając na bloku środkowym bieżący dzień roku. Jest to więc, swego rodzaju, słoneczny kalendarz. O rzeczywistych fundatorach tych tablic, z wyjątkiem bankierów miasteczka Elberton, nikt nic nie wie. Ci jednak wytrwale milczą. Co szczególnego jest w owych przesłaniach?

Z pewnością najważniejsze wydaje się wezwanie do ograniczenia liczby ludności na Ziemi. I to znacznego. Nie sposób nie zauważyć korelacji z ideami współczesnych eugeników i twórców Rządu Światowego. Pamiętajmy, że właśnie w roku 1980 powstała pierwsza partia „zielonych”. Poszukiwanie harmonii z nieskończonością, to już ewidentne dążenie do wyeliminowania wiary chrześcijańskiej i zastąpienie jej całkowicie nową „wiarą”. Wiarą w erę „Rozumu”. Ludzkość już to przerabiała. W czasach tak zwanego „Oświecenia”. Ono również określane było „Wiekiem Rozumu”. To wtedy miała miejsce rewolucja francuska, która stała się początkiem zmian w Europie. Francja spłynęła wówczas krwią. Potem nadszedł czas kolejnych rewolucji. Idea republiki i parlamentaryzmu stała się zaczynem dla konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki. 

W Elberton jest biblioteka. Znajduje się tam podobno książka sygnowana przez owego tajemniczego Christian’a. Napisano w niej, że obelisk powstał na bazie filozofii Thomasa Paine’a. Paine, to był brytyjski pisarz, uczestnik rewolucji amerykańskiej, jeden z tak zwanych „ojców założycieli”. Na jego pogrzebie pojawiło się podobno zaledwie sześć osób, był bowiem zaciekłym wrogiem chrześcijaństwa. Współcześni Amerykanie, mający ciągły kompleks swojej krótkiej historii, wybudowali więc sobie nowy obelisk, mający odwoływać się do starożytnych, ale i rewolucyjnych przesłań. Mają swój amerykański „Stonehenge”. 

Kamienie stoją w miejscu, które Indianie plemienia Czirokezów, nazywają Al-jeh-li a lo-hi – co oznacza centrum świata. W wieku XVIII Czirokezi byli sojusznikami Brytyjczyków, w czasie rewolucji amerykańskiej te relacje zostały przez Indian zerwane.

Przez 40 lat zastanawiano się, cóż to za grupa, która „chce wyznaczyć drogę ludzkości”? Wiele wskazuje na to, że chodzi o tak zwany Klub Rzymu.  Klub Rzymski, założony w 1968 r., jest jedną z wielu organizacji finansowanych przez Davida Rockefellera w celu wspierania sprawy rządu światowego, w tym Organizacji Narodów Zjednoczonych – każdy, kto ma wątpliwości, że Organizacja Narodów Zjednoczonych jest projektem globalistycznym, powinien zwrócić uwagę na to, jakie organizacje są przez nią finansowane.

Członkami Klubu Rzymskiego byli niektórzy z najbogatszych i najpotężniejszych ludzi na świecie, np. założyciel CNN Ted Turner, Bill Gates, królowa Holandii Beatrix oraz, przywoływany przeze mnie również w książce „Covidowe Jeże”, książę Edynburga i patron Światowego Funduszu na rzecz Przyrody – Filip, który mówił „Gdybym mógł się zreinkarnować, chciałbym wrócić, jako śmiertelny wirus, by rozwiązać problem przeludnienia”. Na całe szczęście, ma już taką możliwość, bo od niedawna leży dwa metry pod powierzchnią tej „przeludnionej” ziemi. Pewnie powróci w wariancie „Epsilon” wirusa wykreowanego przez jemu podobnych, psychicznie zwichrowanych eugeników.

Wszystkie spotkania tego Klubu odbywają się za zamkniętymi drzwiami. Klub opracowuje jednak wiele „raportów z dyskusji”, które można znaleźć na jego stronie internetowej. Organizacja Narodów Zjednoczonych zleca Klubowi Rzymskiemu przygotowanie „wytycznych polityki”, które wykorzystuje później przy formułowaniu swoich programów. Na stronie UNESCO odnaleźć można bez trudu 250 takich dokumentów, przygotowanych przez Klub Rzymu. Jest tam też wiele innych dokumentów, których autorami są jego członkowie występujący w innych rolach. Rozliczne organizacje ONZ organizują również wspólne konferencje z Klubem Rzymu.

Najważniejsze dzieło Klubu, to publikacja z roku 1972, „The Limits to Growth, czyli „Ograniczenie wzrostu”, która jest uważana za najważniejszą pozycję dotyczącą ochrony środowiska, jaka kiedykolwiek powstała i która wyniosła Klub Rzymski na obecną pozycję lidera myśli ekologicznej oraz głównego konsultanta Organizacji Narodów Zjednoczonych. Została  przetłumaczona na ponad 40 języków i sprzedana w ponad 30 milionach egzemplarzy. W latach 70. i 80. koncepcja, że ludzkość nieodwracalnie niszczy Ziemię, zyskała na popularności i ułatwiła powstawanie, popularnych w mediach, grup aktywistów ekologicznych.

Już 50 lat temu przerażała ich liczba ludzi żyjących na naszej planecie. Koncepcja zrównoważonego środowiska i obawy o zmiany klimatyczne zrodziły się w ich umysłach już wtedy. 

Dwadzieścia lat po publikacji swego bestsellerowego dzieła Klub opublikował kolejny duży raport, który stał się w kręgach światowej elity następnym bestsellerem. Nazwali go „Pierwsza globalna rewolucja” i ogłosili w nim, że nadszedł już czas działania. Teraz, albo nigdy, ponieważ opóźnienie w rozpoczęciu działań naprawczych zwiększyłoby szkody w światowym systemie ekologicznym. Stwierdzili też, że rządy demokratyczne są zbyt krótkowzroczne, aby poradzić sobie z tą problematyką i niezbędne są nowe formy zarządzania.

Kto znajduje się w tym gremium, które ponoć zdecydowało, że populacja Polski ma docelowo wynosić 15 milionów ludzi? Lista jest długa. Część z nich wymieniłem w swoim programie z cyklu „Po prostej”, do którego obejrzenia wszystkich zachęcam.

To nie jest jakiś niegroźny, mały klub emerytowanych polityków. To są żarliwi wyznawcy kultu, którego cel zawarty jest w ich najważniejszej, tak zwanej Zielonej  Agendzie:

Wspólnym wrogiem ludzkości jest człowiek. Szukając nowego wroga, który by nas zjednoczył, wpadliśmy na pomysł, że zanieczyszczenie środowiska, groźba globalnego ocieplenia, niedobór wody, głód i tym podobne, będą pasowały do tego projektu. Wszystkie te zagrożenia są spowodowane interwencją człowieka i tylko dzięki zmianie postaw i zachowań można je przezwyciężyć. Prawdziwym wrogiem jest więc sama ludzkość”.

Warto przy tym pamiętać o najnowszej inicjatywie naszych liderów, czyli Europejskim Zielonym Ładzie, jako planie działania na rzecz zrównoważonej gospodarki Unii Europejskiej.

Klub Rzymu powołał do życia dwa kolejne kluby – Klub Budapesztu i Klub Madrytu. Na swojej stronie internetowej ten drugi głosi, że ma na celu wprowadzanie zmian na rzecz wzmocnienia instytucjonalnego, rozwoju i dobrobytu obywateli!

Z takimi wyzwaniami mierzą się w nim również tuzy naszej, tubylczej polityki, obecne w tym gronie. Jakże często obaj pojawiali się w telewizjach różnej maści, jako wszechstronni eksperci od wszystkich bolączek tego świata. Dlaczego nigdy nie poświęcili nam czasu, by opowiedzieć o tak wspaniałym towarzystwie, w jakim się spotykają i z jakimi problemami na skalę globalną muszą się mierzyć? Zyskaliby zapewne jeszcze większe poparcie społeczne i powszechne zrozumienie.

Zapewne niewielu z nas pamięta o istnieniu tak zwanego Dnia Ziemi. Po raz pierwszy ludzkość  obchodziła to nowe, świeckie święto, 22 kwietnia 1970 roku, w dniu przesilenia, czyli oficjalnie – pierwszym dniu wiosny. Święto upamiętnił prezydent USA – Richard Nixon, który posadził tego dnia na trawniku Białego Domu, drzewko.

A ja przypomnę, jak sprawy potoczyły się dalej z tą nową, świecką tradycją. Otóż, 20 lat później, nasi klubowicze, nie będący jeszcze wtedy wszyscy emerytami, wymyślili sobie, tak zwaną Kartę Ziemi. Inicjatywa Karty Ziemi została zapoczątkowana w 1993 roku przez Maurice Strong’a jako szefa Rady Ziemi i Michaiła Gorbaczowa, będącego wówczas prezesem Międzynarodowego Zielonego Krzyża. Nawiasem mówiąc, do roku 2017 mieliśmy również polski oddział tej organizacji. Z kolei, Komisja Karty Ziemi została utworzona w 1997 roku ze Stevenem C. Rockefellerem, profesorem religioznawstwa i powiernikiem Funduszu Braci Rockefellerów, jako wiceprzewodniczącym.

Zarówno Strong, jak i Gorbaczow wyrazili życzenie, aby Karta była postrzegana, jako nowoczesne 10 przykazań.  W nawiązaniu do tego pomysłu, skonstruowano Arkę Nadziei, która miała nieść kopię Karty Ziemi, naśladując Arkę Przymierza, w której Izraelici nieśli oryginalne kamienne tablice dane Mojżeszowi.

9.09.2001 roku w Shelburne Farms miały miejsce obchody „z miłości do ziemi”, w których wzięło udział 2000 osób. Pogańskie uroczystości zakończono „modlitwą do ziemi” i Arki Nadziei.  Arka została następnie przewieziona do Nowego Jorku, gdzie spoczęła w tak zwanym Centrum Międzywyznaniowym, należącym do organizacji ekumenicznej Nowej Ery.

Zaraz po tym, z „matką ziemią” zrównano pół Manhattanu. 

Tekst ukazał się pierwotnie w tygodniku „Warszawska Gazeta” (08.10.2021)

10.07.2022 – Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe.

10.07.2022 – Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe.

07/07/2022 przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

===========================

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie). https://www.youtube.com/embed/zL3tg863fSE?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=pl-PL&autohide=2&wmode=transparent https://www.youtube.com/embed/FA-B8j-Tgbk?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=pl-PL&autohide=2&wmode=transparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

W Niemczech wprowadzają reglamentację ciepłej wody – jak za PRL i DDR.

Kąpiel możliwa jest od godz. 4 do 8 rano, potem pomiędzy 11 a 13 i od 17 do 21.

https://zmianynaziemi.pl/bezcenzury/niemcy-wprowadzaja-reglamentacje-cieplej-wody-jak-za-prl

W Niemczech wprowadzono pilotaż Zielonego Ładu i wdrożono reglamentację ciepłej wody, zupełnie jak w PRL gdy królował czerwony, a nie zielony komunizm. Koło historii się zakręciło i wróciliśmy do czasów minionych, ale dla Niemców (przynajmniej tych z zachodu) będzie to coś nowego.

Regres cywilizacyjny w Unii Europejskiej już jest faktem. Jednak większość ludzi nawet w najgorszych snach nie wyobraża sobie tego co nadchodzi z powodu zielonego komunizmu narzuconego na poziomie UE. Już wiadomo, że wesoło podążmy w kierunku przyszłości w której nic nie będziemy posiadać, samochody spalinowe będą zabronione – przynajmniej dla plebsu – koniec z lotami na wakacje – w zimie będzie chłodno bo nie będzie stać ludzi na ogrzanie i cofniemy się w rozwoju w dziwnym zbiorowym samobójstwie energetycznym, które zamierza popełnić Europa.

Chińczycy, Hindusi, Rosjanie patrzą się na to i pukają się w czoło, ale unijna wierchuszka wydaje się być zdeterminowana, aby zniszczyć kraje członkowskie unijne szalonymi regulacjami, bredząc jakieś nonsensy o ratowaniu planety. Przedsmak tego co nadchodzi jest w Saksonii. A konkretnie w Dippoldiswalde. Tamtejsza spółdzielnia mieszkaniowa ogranicza swoim lokatorom dostęp do ciepłej wody. Kąpiel możliwa jest od godz. 4 do 8 rano, potem pomiędzy 11 a 13 i od 17 do 21.

Oto część ceny zielonego szaleństwa, czeka nas dużo więcej nieprzyjemności. To jednak wygląda jak 'program pilotażowy’ dla żyjących w blokowiskach.

Solą w oku klimatystów są posiadacze domów jednorodzinnych i toczy się obecnie w Niemczech debata aby zakazać posiadania własnychdomów z powodów „klimatycznych”. Nie ma wątpliwości, że tak jak zieloni komuniści spróbują wyrugować samochody spalinowe wysokimi podatkami, cenami paliw a ostatecznie zakazami, tak samo wezmą się za kułaków posiadających domy zmuszając ich do ich sprzedaży albo rujnując ich opłatami za powietrze tak samo jak fabryki czy elektrownie obecnie, albo dożynając katastrem.

Nie ma złudzeń. Polaków też to wszystko czeka, a rząd PiS grzecznie przyjmuje do wiadomości i implementuje w sposób dla plebsu niezauważalny, co tylko szalona UE wymyśli na polu ideologii klimatycznej. Dowodem na to są ceny węgla w Polsce, gdzie go po prostu zabrakło! Ta nieszczęsna władza ma taki plan, żeby zrzucać winę na Putina, podczas gdy to oni sami nałożyli sankcje na węgiel windując tym samym ceny, bo przecież wcześniej na rozkaz UE zaczęli likwidować kopalnie – początkowo metodą na Covidka – teraz już na pełnej kurtyzanie. To wiązało się z redukcją wydobycia i z niedoborem, któy teraz zaspokajamy oczekując na mityczny statek z węglem z Kolumbii. Teraz ci zasrańcy proponują propagandowy program dopłat do węgla, który jest medialnym żartem i żaden skład węgla nie chce w tym patrycypować. No ale dzięki temu, rząd może mówić, że obniżył cenę węgla co jest oczywistym nonsensem. 

Przyszłość rysuje się w mrocznych zielonych barwach, a bierność ludzi w obliczu katastrofalnych poczynań rządzących nie nastraja optymistycznie i ludzie gotowi są uwierzyć, że marzną i nie mają ciepłej wody, ani samochodu, bo trzeba ratować planetę, albo bo kacapy biją się z banderowcami…ludzie są tak głupi, że to niestety działa.

Gen. Pacek: Ukraina przegrywa. Problem: nie chcemy o tym słyszeć.

https://www.wnp.pl/przemysl-obronny/ukraina-niestety-przegrywa-problem-nie-chcemy-o-tym-slyszec,599178.html

O sytuacji militarnej na Ukrainie, celach wojsk rosyjskich, o tym, co się musi stać, by Ukraina nie przegrała. Jaka może być rola Polski w najbliższych latach – mniej lub bardziej gorącej wojny. O tym WNP.PL rozmawia z gen. prof. Bogusławem Packiem, byłym rektorem Akademii Obrony Narodowej i doradcą NATO ds. Ukrainy, prezesem Fundacji – Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego.

  • – Przekaz z wojny na Ukrainie, jaki otrzymujemy, jest mocno podkoloryzowany. Znacznie przesadzony w stosunku do tego, jak wygląda rzeczywistość – twierdzi gen. Pacek.
  • – Rosja przewyższa Ukrainę wielkością armii i liczbą ciężkiego uzbrojenia, nawet jeśli jest ono czasem wyjątkowo stare. Dlatego może dokonywać dalszych, powolnych zdobyczy terytorialnych – podkreśla.
  • – Dotychczasowe obietnice Zachodu znacznie przewyższają realną pomoc – uważa. Trzeba, jego zdaniem, rewolucyjnych zmian w skali pomocy, by zrównoważyć siły obrońców z potencjałem agresora.
  •  Jestem przeciwnikiem panikowania oraz straszenia – podkreśla gen. Pacek. – Dzisiaj nie można jednak bez obaw patrzeć w przyszłość. Trzeba się do wojny przygotowywać po to właśnie, by nigdy ona nie nastąpiła. 

Jak obecnie wygląda sytuacja na Ukrainie? Jedni eksperci uważają, że Ukraina już tę wojnę wygrała, drudzy, że Putin robi swoje i nie spocznie, dopóki nie zajmie Kijowa. Armia rosyjska jest w znacznym stopniu osłabiona bohaterskim oporem Ukraińców, ale wciąż mozolnie posuwa się do przodu. Nie wygląda na to, by Ukraina wygrywała tę wojnę, choć wszyscy jej tego życzymy.

– Przyczyny tego są dość jasne. Większość ekspertów, analityków i dziennikarzy od czterech miesięcy podąża głównie za ukraińską narracją wojny. Nie korzysta – z sympatii dla broniących się mężnie przed rosyjskim agresorem – z innych źródeł informacji.

Chcąc pomóc Ukrainie, świadomie powtarzają to, co mówią Ukraińcy i Kijów, którzy przedstawiają obraz toczonych walk jako wojnę hybrydową z Rosją – obraz budowany dla pokrzepienia serc, pocieszania i podtrzymywania na duchu społeczeństwa.

To obraz mocno podkoloryzowany. Brutalnie rzecz nazywając, znacznie przesadzony w stosunku do tego, jak wygląda rzeczywistość. Ukraina, chociaż wciąż wygrywa wojnę propagandową, przegrywa w działaniach bojowych. Prawda jest taka, że obecnie przebieg wojny nie jest dla Ukrainy optymistyczny.

Już od wielu tygodni ponosi duże straty w ludziach i sprzęcie. Rosja ma wyraźną przewagę. Wprawdzie wolniej, niż spodziewano się, ale zdobywa kolejne cele.

Zwłaszcza na wschodzie Ukrainy.

– Wojska rosyjskie zajęły cały obwód ługański, a po wycofaniu resztek wojsk broniących Siewierodoniecka prowadzą działania na dużą skalę w obwodzie donieckim. Zajęli już ponad 50 proc. terytorium tego obwodu. Teraz zdobyli Lisiczańsk i sforsowali rzekę Doniec.

W obwodach zaporoskim i chersońskim – to dwa bardzo istotne obwody – sytuacja jest bardziej umiarkowana. Rosjanie nie prowadzą tam żadnych intensywnych walk. Jest tam jednak prowadzona duża rosyjska kampania, która przygotowuje te obwody do referendum.

Rosjanie chcą, tak jak było to na Krymie, by mieszkańcy tych obwodów zagłosowali za „samostanowieniem”, czyli – bo tak to należy czytać – za przyłączeniem się do Krymu.

Dzisiaj trudno powiedzieć, jak się rozwinie sytuacja. Obydwa te obwody są inne niż prorosyjski Donbas, ale wciąż narodowościowo niejednolite. Część tamtejszej ludności jest za Rosją.

[dalej w oryg.: ]

Ukraina wyraźnie przegrywa wojnę

Obietnice Zachodu mocno przewyższają realną pomoc dla Ukrainy

Georgia Guidestones explosion: Blast has 'destroyed a large portion’ of monument. [ZOBACZ]

Georgia Guidestones explosion: Blast has 'destroyed a large portion’ of monument, police say

Georgia says monument known as 'America’s Stonehenge’

https://www.foxnews.com/us/georgia-guidestones-explosion-elbert-county

„Known as America’s Stonehenge, this 19-foot-high monument displays a 10-part message espousing the conservation of mankind and future generations in 12 languages,” according to a description on the state of Georgia’s tourism website.  

https://twitter.com/i/status/1544799281835646976

===================================================

The site is about 7 miles north of Elberton, near the South Carolina state line. Granite quarrying is a top local industry.

The roadside attraction received renewed attention during Georgia’s May 24 gubernatorial primary when third-place Republican candidate Kandiss Taylor claimed the guidestones are satanic and made demolishing them part of her platform.

„The Guidestones also serve as an astronomical calendar, and every day at noon the sun shines through a narrow hole in the structure and illuminates the day’s date on an engraving,” the tourism website also said. 

„The names of four ancient languages are inscribed on the sides near the top: Babylonian cuneiform, Classical Greek, Sanskrit, and Egyptian Hieroglyphics, it added.

„The Guidestones are mysterious in origin, for no one knows the identity of a group of sponsors who provided its specifications. [hi, hi, hi… md]

Dlaczego tajemnicze zapisy na Georgia Guidestones w ogóle powstały? /123RF/PICSEL

==================

Całość przykryta jest [była] kolejną granitową płytą zawierającą krótką sentencję w językach wymarłych: babilońskim piśmie klinowym, starożytnej grece, sanskrycie i w egipskich hieroglifach:

Let these be guidestones to an Age of Reason [ 2 ]

(Niech będą to wskazania prowadzące ku Wiekowi Rozumu)

A shorter message appears on the four vertical surfaces of the capstone, again in a different language and script on each face. The explanatory tablet near the Guidestones identifies these languages/scripts as Babylonian Cuneiform (north), Classical Greek (east), Sanskrit (south), and Egyptian Hieroglyphics (west), and provides what is presumably an English translation: „Let these be guidestones to an age of reason.”

Kamienny monument złowrogich przykazań okultystów w Georgii.

Na podst.:

https://www.tygodnikpolonijny.com/kamienny-monument-z-georgii/

Na jednym z najwyższych wzgórz w Elbert Country (Georgia) wznosi się potężny granitowy monument. Na czterech wielkich kamieniach stanowiących wsparcie dla piątego – mniejszego, wyryte jest dziesięć rad (przykazań), w ośmiu różnych językach.

The Georgia Guidestones tworzy sześć kamiennych płyt o łącznej wadze 120 ton. Centralny blok otoczony jest czterema monolitami, z których każdy zawiera ten sam tekst składający się z nowej, racjonalistycznej wersji „dziesięciorga przykazań” — w języku angielskim, hiszpańskim, rosyjskim, chińskim, arabskim, hebrajskim, hindi i suahili:

  • Maintain humanity under 500,000,000 in perpetual balance with nature
  • Guide reproduction wisely — improving fitness and diversity
  • Unite humanity with a living new language
  • Rule passion — faith — tradition — and all things with tempered reason
  • Protect people and nations with fair laws and just courts
  • Let all nations rule internally resolving external disputes in a world court
  • Avoid petty laws and useless officials
  • Balance personal rights with social duties
  • Prize truth — beauty — love — seeking harmony with the Infinite
  • Be not a cancer on the Earth — leave room for nature — leave room for nature

Nazywany jest różnie – Amerykańskie Stonehenge czy Georgia Guidestone.

Jednakże większości ludzi nie jest znany fakt, iż ma on ważny związek z okultystycznymi władzami jakie zaczynają dominować nad światem.

Niech będą to wskazania prowadzące ku Wiekowi Rozumu

  • szczelina wykuta w środkowym bloku wskazują na wschody i zachody Słońca w dni przesileń wiosennych i zimowych
  • kanał biegnący przez jeden z bloków wyznacza pozycję Gwiazdy Północnej
  • otwór wykuty w kamiennym zadaszeniu stanowi rodzaj kalendarza słonecznego — w każde południe promienie Słońca wpadając przez niego oświetlają centralny kamień na określonej wysokości, co pozwala określić aktualny dzień roku, stąd też pomnik nazywany jest przez wielu „amerykańskim Stonehenge”
Georgia Guidestones, nazywany również "amerykańskim Stonehenge" /123RF/PICSEL

Początki tego dziwnego pomnika okryte są tajemnicą, gdyż nikt nie zna tożsamości człowieka, bądź ludzi, którzy zlecili jego budowę. Niewątpliwym jest fakt, że w czerwcu 1979 roku dobrze ubrany, elokwentny człowiek odwiedził biuro firmy kamieniarskiej Elberton Granite Finishing Company i oświadczył, że chce zbudować rzecz stanowiącą przesłanie dla rodzaju ludzkiego. Przedstawił się jako R. C. Christian, ale wkrótce stało się jasne, że nie jest to jego prawdziwe imię. Powiedział, że reprezentuje grupę ludzi chcących ‚dać wskazówkę ludzkości’, lecz do dziś, trzy dekady później, nikt naprawdę nie wie kim był R. C. Christian, ani kogo reprezentował. [to symboliczny Wódz Różokrzyżowców.. md]

Kilka rzeczy jest oczywistych. Przesłania wyryte na kamieniach mają związek z czterema ważnymi kwestiami: rządu światowego, kontroli populacji, związku człowieka z naturą i duchowości.

W bibliotece publicznej w Elberton, znalazłem książkę napisaną przez człowieka nazywającego siebie R. C. Christian. Odkryłem, że monument przez niego zamówiony, został wzniesiony w uznaniu Thomasa Paine’a i filozofii okultystycznej za jaką się on opowiadał.

Amerykańskie Stonehenge jest używane do ceremonii okultystycznych i tajemniczych świąt po dziś dzień. Niestety tylko jeden religijny lider tego rejonu miał odwagę wypowiedzieć się przeciwko budowli i został przeniesiony.

Dlaczego tajemnicze zapisy na Georgia Guidestones w ogóle powstały? /123RF/PICSEL

PRZESŁANIE ZAPISANE NA KAMIENIACH

1. Utrzymajcie ludzkość poniżej 500.000.000, w nieustannej równowadze z naturą.

2. Mądrze kierujcie reprodukcją

3. Jednoczcie ludzkość.

4. Kierujcie namiętnością – wiarą – tradycją – i innymi rzeczami z ważnych powodów.

5. Chrońcie ludzi i narody sprawiedliwym prawem i słusznymi sądami.

6. Pozwólcie wszystkim narodom rządzić i rozwiązujcie problemy na forum światowym.

7. Unikajcie nieistotnych praw i bezużytecznych urzędników.

8. Balansujcie prawa prywatne z obowiązkami socjalnymi.

9. Nagradzajcie prawdę – piękno – miłość – szukajcie harmonii w nieskończoności.

10. Nie bądźcie rakiem dla Ziemi – zostawcie miejsce dla natury.

Limitowanie populacji Ziemi do 500 milionów będzie wymagało eksterminacji dziewięciu dziesiątych liczby wszystkich ludzi. Wzmianka o ustanowieniu światowego sądu zapowiada obecne starania o stworzenie Międzynarodowego Sądu Kryminalnego (International Criminal Court) i rządu światowego. Nacisk na utrzymanie środowiska naturalnego oddaje idee ruchu ‚Zielonych’ w latach 1990, a odniesienie do szukania harmonii w nieskończoności odzwierciedla dzisiejsze wysiłki zmierzające do zastąpienia wierzeń judeo-chrześcijańskich nową duchowością.

Przesłanie zapowiada również działania zmierzające do ‚podtrzymywanego rozwoju’. Zawsze kiedy słyszysz określenie ‚podtrzymywany rozwój’ powinieneś zastępować go słowem ‚socjalizm’, by zrozumieć do czego ono zmierza. Później przeczytasz tutaj pełny tekst dokumentu ‚Earth Charter’ opracowany pod kierunkiem Michaiła Gorbaczowa i Mauricea Stronga. Znajdziesz w nim nacisk na te same podstawowe kwestie: kontrolę populacji, rządy światowe, znaczenie środowiska naturalnego i nową duchowość. Podobieństwo tych dwóch idei (z Georgii i ‚Earth Charter’), odzwierciedla wspólne ich pochodzenie.

Yoko Ono, wdowa po Lennonie, niedawno wspominała o American Stonehenge:
„Chcę, by ludzie dowiedzieli się o kamieniach… Zmierzamy bezpośrednio do świata, w którym możemy się sami wysadzić i być może planeta przestanie istnieć… to dobry czas na zmiany w nas samych, znając piękno naszego kraju. I właśnie Kamienie z Georgii to symbolizują.”

Jakie jest prawdziwe znaczenie kamieni i dlaczego ich ukryte znaczenie jest tak ważne? Ponieważ potwierdza ono istnienie ukrytej grupy skupionej na:

1. Drastycznej redukcji populacji.
2. Promowaniu ekologii.
3. Założeniu rządu światowego.
4. Propagowaniu nowej duchowości.

Oczywiste jest, że grupa ta jest jedną z wielu podobnych grup pracujących razem na rzecz ‚Nowego Porządku Świata’, nowego światowego systemu ekonomicznego i nowej duchowości. Jednakże za tymi grupami stoją ciemne moce. Bez zrozumienia natury tych złych mocy jest niemożliwością zrozumieć rozwój wydarzeń na świecie.

Fakt, iż większość Amerykan nigdy nie słyszała o Amerykańskim Stonehenge i o jego przesłaniu, odzwierciedla stopień istniejącej dzisiaj kontroli umysłów ludzkich. Ignorujemy to przesłanie na naszą zgubę.

Źródło: www.publicdisorder.wordpress.com

Napisane przez Amon Kwiecień – 14 – 2016

Źródło: http://strefa44.pl/kamienny-monument-georgii/

Szokujące wnioski z raportu światowej organizacji. Chodzi o bezpieczeństwo szczepionek.

Szokujące wnioski z raportu światowej organizacji. „Mamy kłopoty, jeśli chodzi o bezpieczeństwo szczepionek”

https://nczas.com/2022/07/06/szokujace-wnioski-z-raportu-swiatowej-organizacji-mamy-klopoty-jesli-chodzi-o-bezpieczenstwo-szczepionek-video/

27 czerwca 2022 roku w Senacie stanu Teksas podczas posiedzenia senackiej komisji zdrowia i usług społecznych głos zabrał kardiolog Peter McCullough. W swoim wystąpieniu odniósł się do raportu Światowej Rady Zdrowia, w której zawarto szokujące wnioski dotyczące szprycy.

– W tym miesiącu Światowa Rada Zdrowia, która reprezentuje 70 podmiotów z całego świata, wezwała do globalnego wycofania wszystkich szczepionek, ponieważ na całym świecie odnotowano 40 tys. zgonów w bazach danych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. 40 tys. w tych dużych (bazach): VAERS, Yellow Card System, VIGI Safe i EUDRA System – wskazał lekarz.

– 40 tys. zgonów po szczepionce. Niedopuszczalnie dużo – podkreślił.

– Typowy standard dla każdego produktu biologicznego to 50 zgonów – i wycofanie z rynku. Koniec. 50 – nie 40 tys. – zaznaczył kardiolog.

– Jeśli więc mamy do czynienia z globalnym apelem ze strony międzynarodowej organizacji, ta komisja powinna zwołać posiedzenie nadzwyczajne. Co zrobimy? Światowy organ wezwał do ściągnięcia ich z rynku – a nadal nimi szczepią – podkreślał.

Jak zaznaczył, skoro pojawia się apel światowej organizacji, powinna się zebrać komisja i wycofać szprycę.

– Widać, że coś tu nie działa jak trzeba, mamy kłopoty, jeśli chodzi o bezpieczeństwo szczepionek – ocenił.

– Dr Malone przedstawił skuteczność szczepionek, która w dużej mierze zanika. Powiem wam tylko tyle, że CDC nam oznajmiła 10 grudnia 2021, a propos Omikrona, że 79 proc. osób z Omikronem było w pełni zaszczepionych –relacjonował.

– To jest pierwszy z brzegu dowód, że szczepionki kompletnie zawiodły przeciw Omikronowi – skwitował McCullough.

Całe posiedzenie komisji można obejrzeć TUTAJ.

Na początku czerwca Światowa Rada Zdrowia na swojej stronie opublikowała raport dotyczący Niepożądanych Odczynów Poszczepiennych, w tym zgonów, po szprycach.

„We wszystkich bazach danych stwierdzono, że zgłoszenia dotyczące działań niepożądanych (ADR) związanych z zastrzykami Covid-19 są liczniejsze niż w przypadku innych podobnych produktów o współczynnik od 10 do 169” – czytamy.

„Wiele zgłoszeń ADR ma poważny charakter, a w tych bazach danych istnieją wystarczające dowody na związaną z tym szkodę, aby wskazać na konieczność wycofania produktu” – dodano.

Jak podkreślono, przeanalizowano tylko oficjalne bazy danych, co doprowadziło do odkrycia przeszło 40 tys. zgonów powiązanych ze szprycą.

Przypomniano także słowa dr June Raine, szefowej brytyjskiej Medicines and Healthcare products Regulatory Agency z 2006 roku. – Nie ma potrzeby udowadniania, że lek spowodował działanie niepożądane, wystarczy samo podejrzenie – powiedziała wówczas.

– To niepokojące, że oddolna organizacja musiała wykonać tę pracę i wskazać, że żadna z tych eksperymentalnych szczepionek nie jest bezpieczna według publicznie dostępnych oficjalnych danych. Dlaczego organy regulacyjne nie wykonały swojej pracy i nie ochroniły nas? – pytała współzałożycielka Światowej Rady Zdrowia, dr Tess Lawrie.

Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

Urugwajski wymiar sprawiedliwości żąda dowodów na bezpieczeństwo szczepień przeciw Covid-19

https://psnlin.pl/news,urugwajski-wymiar-sprawiedliwosci-zada-dowodow-na-bezpieczenstwo-szczepien-przeciw-covid-19,157.html

Urugwajski wymiar sprawiedliwości zwraca się do rządu i firmy Pfizer o ujawnienie składników szczepionek przeciwwirusowych. Rząd Urugwaju i firma farmaceutyczna Pfizer mają 48 godzin na przedstawienie sądom szczegółowych informacji na temat podawanych w tym kraju szczepionek antywirusowych – wynika z ujawnionego postanowienia sądu.

Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

==============

Donoszą liczne źródła na całym świecie. Media w Polsce milczą. Wymiar sprawiedliwości w Polsce takich pytań nie zadaje…

https://www.france24.com/es/minuto-a-minuto/20220703-justicia-uruguaya-pide-al-gobierno-y-a-pfizer-aclarar-componentes-de-vacunas-anticovid

Sędzia sądu administracyjnego Alejandro Recarey złożył wniosek w odpowiedzi na prośbę o nakaz wstrzymania podawania dzieciom szczepionki, która jest planowana w kraju od piątego roku życia, choć na zasadzie dobrowolności.

Zgodnie z decyzją, rząd i amerykańskie laboratorium muszą dostarczyć dokumentację dotyczącą składu szczepionek, w tym ewentualnej obecności „tlenku grafenu” lub „elementów nanotechnologicznych”. Żąda też danych wykazujących „nieszkodliwość” „substancji zwanej messenger RNA” oraz o badania amerykańskiej agencji, FDA, potwierdzające „eksperymentalny charakter” szczepionek.

Magistrat poprosił władze o „wyjaśnienie, czy zbadano alternatywne terapie anty-covid-19″, a „jeśli nie, o wyjaśnienie, dlaczego nie zbadano tych alternatyw”.

Kontroli poddawane są także umowy podpisane między rządem a Pfizerem, by sprawdzić, czy nie zawierają m.in. klauzul „o odszkodowaniach lub może bezkarności dostawców w związku z wystąpieniem ewentualnych działań niepożądanych”.

Decyzja sądu wymaga również wyjaśnień, czy przeprowadzono badania „w celu wyjaśnienia notorycznego wzrostu liczby zgonów z powodu kowida-19 od marca 2021 r. w porównaniu z rokiem poprzednim”.

„W szczególności Pfizer jest poproszony o podanie w ciągu 48 godzin – z dostarczeniem w razie potrzeby danych dokumentacyjnych – czy firma przyznała się (…) do weryfikacji niepożądanych skutków szczepionek przeciwko tzw. Covid-19. Ogólnie, a także szczegółowo w odniesieniu do populacji dziecięcej” – czytamy w dokumencie.

Dekret sądowy wyznaczył rozprawę na środę 6 lipca 2022, na której mają się pojawić przedstawiciele prezydencji i Ministerstwa Zdrowia, a także amerykańskiej firmy.

Ani władze Urugwaju, ani firma nie zareagowały w niedzielę na wezwanie.

Od początku pandemii w internecie krążyło wiele informacji o rzekomej szkodliwej zawartości szczepionek, wymieniając takie składniki jak magnesy (grafen) i mikrochipy.

Sędzia nakazuje rządowi i Pfizerowi złożenie raportu na temat szczepionek Covid-19

Sędzia Sądu Administracyjnego Alejandro Recarey wezwał Prezydencję Republiki, Ministerstwo Zdrowia Publicznego i Laboratorium.

Wiadomość została opublikowana przez Tv Ciudad i potwierdzona przez Subrayado. Zgodnie z uchwałą magistratu, do której dotarł Subrayado, muszą oni przedstawić wszystkie umowy dotyczące zakupu lub negocjacji nabytych dawek, klauzule dotyczące odszkodowań lub niekaralności, skład biochemiczny szczepionek, przeznaczonych głównie dla nieletnich, oraz sposób dystrybucji partii.

Wśród 16 punktów zawartych w dokumencie, żąda się podania nazw szczepionek, które mają substancję o nazwie Messenger RNA, a także informacji o ewentualnej obecności tlenku grafenu. Ponadto wymagane są informacje dotyczące zakażeń, zgonów z powodu Covid-19, skuteczności szczepionek oraz negatywnych lub pozytywnych zachorowań.

Orzeczenie sędziego Recareya precyzuje, że na wszystkie wnioski należy odpowiedzieć w ciągu 48 godzin lub przed przesłuchaniem w środę. Gustavo Giachetto, jak również odpowiedzialne kierownictwo i personel naukowy Laboratorium Pfizer, zostali w pozwie wezwani jako świadkowie.

Uchwała sędziego Trybunału Sporów Administracyjnych (TCA) Alejandro Recarey, do której dostęp uzyskał El País, jest wynikiem skargi złożonej w celu zawieszenia stosowania szczepionek przeciwnowotworowych u dzieci.

W dokumencie określono listę 16 konsultacji i wniosków. Chodzi m.in. o przedstawienie umów zakupu szczepionek, informacji o ewentualnych klauzulach immunitetu cywilnego lub karnego, składu biochemicznego szczepionek, wyjaśnienia czym jest messenger RNA, informacji o ewentualnej obecności tlenku grafenu w szczepionkach, wśród innych żądań wyszczególnionych poniżej:

16 zapytań, które sąd kieruje do rządu i firmy Pfizer

1) Przedłożyć uwierzytelnioną kopię każdej z umów zakupu (a także wszelkich innych umów negocjacyjnych lub pokrewnych), tzw. szczepionek antynowotworowych, które podpisał, posiada lub które po prostu są w jego zasięgu. W wersjach pełnych i niesprawdzonych.

2) Czy instrumenty te zawierały klauzule dotyczące odszkodowań cywilnych i/lub bezkarności karnej dla dostawców w odniesieniu do wystąpienia ewentualnych skutków ubocznych zakupionych leków (wszystkie leki przeznaczone do zwalczania SarsCov-2, Covid 19 i warianty, niezależnie od tego, czy technicznie są one zdefiniowane jako szczepionka, czy nie). W razie potrzeby należy przepisać dosłownie wszystkie klauzule, o których mowa.

3) Podanie pełnych danych dotyczących składu biochemicznego tzw. szczepionek SarsCov-2 (Covid 19); w dostawie dla populacji krajowej. Dla każdego z nich (rodzaje i marki). W szczególności tej przeznaczonej dla nieletnich.

4) Wyjaśnić, czy dawki są dystrybuowane w zróżnicowanych (odrębnych) seriach lub partiach. A jeśli tak, to wyjaśnić: z jakiego powodu i na podstawie jakich kryteriów każdy z nich byłby dostarczany do różnych grup ludności; czy leki w każdej partii różnią się zawartością (lub z jakiegokolwiek powodu); oraz w jaki sposób i dla kogo byłyby one rozróżnialne. W przypadku stwierdzenia faktycznego istnienia różnych partii ustala się, że do badania przez biegłego sądowego żąda się wystarczających dawek z każdej partii. Należycie oddzielony.

5) Podać, czy tzw. szczepionki (lub które z nich) zawierają substancję zwaną „messenger RNA”. Jeśli tak, to proszę o wyjaśnienie, co to oznacza. A przede wszystkim, jakie konsekwencje terapeutyczne lub nieterapeutyczne – niekorzystne lub nie – mogą mieć dla osoby nim zaszczepionej. W odniesieniu do tej ostatniej kwestii, a także w przypadku negatywnej hipotezy w zakresie rzekomej szkodliwości, należy sprecyzować, czy ewentualna nieszkodliwość „posłańczego” RNA jest rzeczywiście ustalona – z zachowaniem rygoru naukowego – czy też po prostu brakuje informacji w tym zakresie.

6) W taki sam sposób jak wyżej, z identyczną szczegółowością indywidualnych lub zbiorowych implikacji biologicznych, informować o możliwej obecności tlenku grafenu w tzw. szczepionkach dostępnych dla ludności. Należy podkreślić, czy faktycznie dostępne są jakiekolwiek dane na ten temat. Dokładnie w taki sam sposób, jak to było kwestionowane w odniesieniu do „posłańczego” RNA.

7) Dodatkowo, bardzo konkretnie i poza tym, o co już pytano, prosi się o stwierdzenie, czy wiadomo, że te oznaczone jako szczepionki zawierają lub mogą zawierać elementy nanotechnologiczne. Jeśli nie, to proszę o wyjaśnienie, czy jest to wynik faktycznego stwierdzenia ich braku, czy też zwykłej niewiedzy na temat składników danych substancji „szczepionkowych”.

Zaświadczyć, czy substancje zawarte w tzw. szczepionkach dostarczanych w Urugwaju są eksperymentalne czy nie. Oznacza to, że należy podać szczegółowo, czy są one zatwierdzone przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA) lub równoważny organ, zgodnie ze zwykłymi protokołami. Albo czy mają jakiś inny rodzaj zezwolenia na wypadek awarii. A jeśli tak, to przez kogo i z jakimi gwarancjami. I na podstawie jakich przepisów. Krótko mówiąc, należy również odpowiedzieć, czy wiadomo Panu, że producent i/lub dostawca, albo jakakolwiek instytucja akademicka lub rządowa (krajowa lub zagraniczna), przyznały – w jakikolwiek akredytowany sposób – eksperymentalny charakter wspomnianych „szczepionek”.

9) Przedstawienie kompletnych i aktualnych informacji na temat tego, co naukowo wiadomo – i czego nie wiadomo – na temat skuteczności szczepionek oznaczonych jako szczepionki; oraz ich możliwych krótko-, średnio- i długoterminowych skutków ubocznych (w tym możliwych skutków niepożądanych).

10) Podanie oficjalnych danych liczbowych pokazujących negatywny lub pozytywny wpływ tzw. szczepień na liczbę zakażeń i zgonów zdiagnozowanych jako Covid. Od początku kampanii do dziś.

11) Podać, czy przeprowadzono jakiekolwiek badania, które wyjaśniłyby wyraźny wzrost liczby zgonów z powodu Covid 19 od marca 2021 roku (w porównaniu z rokiem poprzednim). Albo czy jest pan w posiadaniu jakichkolwiek informacji – o wystarczającym wsparciu naukowym i dowodowym – w tym zakresie. 12. podać, w odniesieniu do całkowitej liczby zgonów w Urugwaju zdiagnozowanych z powodu Covid 19 od czasu trwania tzw. pandemii, ogólną średnią wieku; a ponadto ile było zgonów „z powodu” Covid 19 (w odniesieniu do wyłącznej przyczynowości), a ile zgonów „z” Covid 19 (tj. z obecnością wirusa, ale nie absolutną lub centralną, główną przyczyną zgonu).

13) Wykazać naukowo (dowodami z przeprowadzonych badań krajowych lub międzynarodowych), czy stan nieszczepienia pociąga za sobą ryzyko zdrowotne dla całej populacji (dla osób trzecich, nie dla siebie). Albo jeśli tak nie jest. Jeśli tak, to wymagane są jeszcze dwie rzeczy: określenie i wykazanie stopnia zagrożenia oraz podanie przyczyny, dla której, gdyby tak było, nie zarządzono by przymusowo szczepień. Dodając, czy zarówno zaszczepieni, jak i niezaszczepieni są tak samo zakaźni. A jeśli uznać, że robią to w różnym natężeniu, to wyjaśnić, jak to miałoby wyglądać i w jakich proporcjach. Wszystko to powinno być należycie uzupełnione o dowody potwierdzające twierdzenia.

14) Wyjaśnić przyczyny braku świadomej zgody w odniesieniu do aktów składowych tego, co rząd przedstawia jako „kampanię szczepień”.

15) Wymienić, z podaniem imion i nazwisk, dane techników zawodowych, którzy kierowali i kierują w/w kampanią. Albo udzielali porad na każdym poziomie. Podać również odpowiednie dane dotyczące ich lokalizacji w celu przesłuchania w sądzie (wezwanie do sądu). Dodając do żądanych informacji szczegóły dotyczące tego, czy którykolwiek z nich jest członkiem jakiejkolwiek zagranicznej organizacji rządowej lub para-rządowej. Albo pracował dla któregokolwiek z nich w jakimkolwiek charakterze. Lub, jeśli ma to zastosowanie, jest członkiem międzynarodowej firmy zajmującej się ochroną zdrowia (lub pracuje w jej imieniu w jakimkolwiek charakterze). Jeśli tak, proszę podać szczegóły dotyczące nazwisk i organizacji lub firm, których to dotyczy.

16) Podać, czy badano alternatywne terapie anty-Covid 19 (dla któregokolwiek z jego wariantów). Jeśli nie, proszę wyjaśnić, dlaczego nie zbadano tych terapii. Jeśli tak, podaj wyniki badań; czy były one stosowane w Urugwaju, czy nie. A w przypadku tej drugiej opcji podaj powody, które posłużyłyby do ich wykluczenia. Dodając, czy masz świadomość, że w innych krajach stosowano je z powodzeniem, nawet względnym, czy nie.

W pozostałym zakresie żądane strony określają, że:

(a) Wszystkie wnioski o udzielenie informacji powinny być realizowane w sposób kompletny i integralny oraz z całkowitą niezależnością od odpowiedzi pozostałych. To znaczy, że globalne wezwanie oznacza, że nie można rozumieć, iż spełnienie jednego z nakazów pozostawia bez skutku jakikolwiek inny. Nie można zakładać, że odpowiedź jednego może zawierać odpowiedź drugiego.

b) W przypadku trudności ze sporządzeniem odpowiednich odpowiedzi, prosi się o wyjaśnienie w tym samym terminie, jakie to mogą być trudności. Z dużą ilością szczegółów. Ma to na celu sądową ocenę tegoż. W takim przypadku prosi się o chronologiczną prognozę możliwej skutecznej reakcji. Należy w tym miejscu zwrócić uwagę, nawet jeśli jest to oczywiste, na szybkość, jaką sumaryczna struktura amparo nakłada na decydenta; oraz na rygorystyczne obowiązki współpracy – zarówno prywatnej, jak i państwowej – z sądami.

c) W razie odpowiedzi bezpośrednio negatywnej wymagane jest odpowiednie uzasadnienie faktyczne i prawne.

Minister „klimatu” Anna Moskwa – „zdrajca bez kręgosłupa”.

Sośnierz OSTRO do minister klimatu: „Jak to jest być zdrajcą własnego narodu?”

https://nczas.com/2022/07/06/sosnierz-ostro-do-minister-klimatu-jak-to-jest-byc-zdrajca-wlasnego-narodu-video/

Mocne wystąpienie posła Konfederacji Dobromira Sośnierza. Polityk zwrócił się w nim do minister klimatu Anny Moskwy, nazywając ją „zdrajcą bez kręgosłupa”.

Sośnierz wyszedł na mównicę sejmową, by złożyć „wniosek o zmianę porządku obrad”.

– Chcielibyśmy umożliwić pani minister Moskwie pochwalenie się przebiegiem negocjacji ws. pakietu klimatycznego, w ramach którego zgodziliśmy się już – w imieniu Polski – porzucić samochody spalinowe rozpoczął poseł Konfederacji.

– Przypomnijmy, że jeszcze dzień wcześniej pani minister zapowiadała nasz stanowczy sprzeciw: „Ani rynek ani społeczeństwo nie jest na to gotowe” – grzmiała pani minister – wskazał Sośnierz.

– „Dopóki nie będziemy mieli na rynku aut, które mogą przejechać przykładowo tysiąc kilometrów bez konieczności zatrzymywania się po drodze na dwie godziny, żeby doładować akumulatory, społeczeństwo nie zaakceptuje takich pomysłów” – cytował dalej słowa minister klimatu.

– A potem przyszły negocjacje w Radzie Unii Europejskiej, pani minister przyszła, walnęła pięścią w stół i cała Europa usłyszała nasze stanowcze „no dobra, niech wam będzie” ironizował Sośnierz.

Najmocniejsze słowa zostawił jednak na koniec. – I teraz o tym, za ile nas sprzedano, za jakie bezcenne zyski Rzeczpospolita zgodziła się znowu upokorzyć, o tym, jak to jest być zdrajcą własnego narodu, bez kręgosłupa – mam nadzieję opowie nam teraz pani minister Anna Moskwa. Zapraszamy – zakończył.

Nie obyło się bez komentarza ze strony prowadzącej obrady Elżbiety Witek. – Panie pośle, oczywiście tego w katalogu wniosków formalnych nie ma i pan doskonale o tym wie – powiedziała marszałek Sejmu.

Pelosi otrzymała zakaz przystępowania do Komunii świętej – ale dali jej podczas papieskiej Mszy świętej w Watykanie. Świętokradztwo.

Bp Athanasius Schneider: Trzeba wynagrodzić Panu za świętokradztwo Nancy Pelosi i winę władz Watykanu

https://pch24.pl/bp-athanasius-schneider-trzeba-wynagrodzic-panu-za-swietokradztwo-nancy-pelosi-i-wine-wladz-watykanu/

Bp Athanasius Schneider zajął jasne stanowisko w sprawie spiker Izby Reprezentantów USA, Nancy Pelosi. Jak wskazał, idzie ona drogą ku ewentualności wiecznego potępiania, a władze Watykanu jej na to pozwalają.

Pelosi otrzymała zakaz przystępowania do Komunii świętej na terenie swojej diecezji, San Francisco, gdzie rządzi abp Salvatore Cordileone. Pomimo tego regularnie przystępuje do Komunii świętej – ostatnio zrobiła to nawet podczas papieskiej Mszy świętej w Watykanie.

Nancy Pelosi, choć jest katoliczką, popiera legalność mordowania dzieci nienarodzonych. Według Pelosi możliwość zabijania dzieci poczętych jest prawem kobiet i nauczanie Kościoła może kształtować w tej sprawie jedynie osobiste decyzje, ale nie może wpływać na prawo państwowe.

Bp Athanasius Schneider stwierdził, że Nancy Pelosi przyjmuje Komunię świętą świętokradczo, co jest drogą do wiecznego potępienia. Wezwał do przeprowadzenia aktów wynagradzających zarówno za czyny Pelosi, jak i tych, którzy jej na to pozwalają, jak choćby papież Franciszek.

Według bp. Schneidera trzeba żałować Nancy Pelosi, która ze względu na poparcie zabijania dzieci znajduje się w stanie grzechu śmiertelnego – i przyjmując Komunię świętą spożywa swój własny wyrok (1 Kor 11, 27-29).

Zdaniem kazachskiego hierarchy konieczne jest wynagrodzenie Panu Jezusowi za to, co robi Pelosi, postępując obiektywnie świętokradczo – i to w dodatku  najświętszym miejscu chrześcijaństwa, w Bazylice św. Piotra, w obecności papieża. Jak zauważył biskup, wprawdzie Franciszek nie udzielił Nancy Pelosi Komunii świętej osobiście, ale był na miejscu. – To bluźnierstwo i świętokradztwo może wzbudzić w nas tylko cierpienie, bo wierzymy i kochamy Jezusa Chrystusa w Eucharystii – powiedział.

Według bp. Athanasiusa Schneidera władze Watykanu są współwinne świętokradztwu, bo nie wydano żadnego oświadczenia, które potępiałoby czyn Nancy Pelosi. Biskup podkreślił, że władze Watykanu są winne oddalania Pelosi od Boga i przybliżenia jej do ewentualności wiecznego potępienia, czyniąc straszniejszym jej osobisty sąd przed Chrystusem. Winny jest również papież, który „nic w tej sprawie nie robi”, powiedział bp Schneider.

Widzi, że ta dusza idzie świadomie i publicznie ku swojej zatracie, ku swojemu potępieniu – stwierdził. Poprzez swoje milczenie i zgodę de facto Watykan, Stolica Apostolska i papież „akceptują ten akt”. – To bardzo poważne – stwierdził. – Dlatego musimy przeprowadzić akty zadośćuczynienia, nie tylko za Pelosi, ale również za tych w Watykanie, którzy na to pozwalają – dodał.

Źródło: LifeSiteNews.com

600 mld dolarów na eksport komunizmu. „Czarni bywają czerwoni, bo są jeszcze zieloni”.

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” 6 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5208

„Czarni są czerwoni, bo są jeszcze zieloni”.

Timeo Danaos et dona ferentes – boję się Greków nawet gdy przychodzą z darami. Te słowa włożył Wergiliusz w usta trojańskiego kapłana Laokoona, kiedy ten zobaczył słynnego konia trojańskiego.

W niedzielę, 26 czerwca, w jednym z bawarskich zamków zebrali się dostojni dzielce świata, czyli reprezentanci państw uchodzących za najbogatsze: Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, Stany Zjednoczone, Japonia i Kanada oraz przewodniczący Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej. Do niedawna w tych posiedzeniach brała udział również Rosja, ale teraz już nie, bo odkąd Putin został przez Senat USA uznany za zbrodniarza wojennego, prezydent Biden ani myśli siadać z nim przy jednym stole, być może z obawy, by się nie strefić, co – jak wiadomo – gorsze jest od śmierci.

Ale Putin zdążył już wcześniej pocieszyć się uczestnictwem w szczycie BRICS w Pekinie, w którym brały udział państwa nie mające takiej reputacji, jak np. Włochy, ale za to reprezentujące ponad 3 mld ludzi. Chodzi oczywiście o Brazylię, Rosję, Indie, Chiny i Republikę Południowej Afryki. Ponad 3 miliardy ludzi, to całkiem spory rynek, pozwalający Rosji nie tylko utrzymać eksport surowców energetycznych i innych towarów, m.in. broni, tym bardziej, że również kraje nie uczestniczące w BRICS, ale też zamożne, jak np. Arabia Saudyjska, ani myślą o przyłączaniu się do wymierzonych w Rosję sankcji. W rezultacie Putin może je spokojnie obchodzić, tym bardziej, że pekiński szczyt BRICS-u wprawdzie opowiedział się za negocjacjami pokojowymi między Rosją i Ukrainą, ale kto wie, czy do takich negocjacji w ogóle dojdzie. Po pierwsze – Stany Zjednoczone chcą wojować na Ukrainie w Rosją do ostatniego Ukraińca, by – jak to szczerze przyznał podczas swej kijowskiej pielgrzymki sekretarz obrony Lloyd Austin – „osłabić” Rosję. Co to konkretnie znaczy, to wyznał – esperons, że po trzeźwemu – ukraiński minister obrony – że mianowicie chodzi o demilitaryzację europejskiej części Rosji. Po drugie – Putin nawet nie ukrywa zamiaru rozbioru Ukrainy w postaci odcięcia jej uprzemysłowionych, wschodnich obwodów oraz wybrzeża Morza Czarnego, które zajął już prawie całe dzięki inwazji. Tedy – po trzecie – prezydent Zełeński chyba nie może wdawać się w negocjacje na temat „dopuszczalnego” rozbioru Ukrainy, bez ściągnięcia na swoją głowę i na swoje otoczenie politycznej katastrofy.

W tej sytuacji wojna wchodzi w fazę przewlekłą i Bóg jeden wie, jak długo potrwa. Skoro my to wiemy, to trudno, by nie zdawali sobie z tego sprawy uczestnicy BRICS, którzy najwyraźniej opowiedzenie się za negocjacjami potraktowali jako listek figowy, za zasłoną którego udzielili Rosji poparcia, czego dowodem było przyjęcie za Chinami diagnozy o przyczynie tej wojny. Zdaniem Chińczyków było nią forsowanie rozszerzania sojuszy wojskowych, bez liczenia się z zastrzeżeniami innych państw.

Warto tedy przypomnieć, że już po rozszerzeniu NATO w roku 1999 na obszar Europy Środkowej, Kondoliza zadeklarowała, iż USA nie będą forsowały przyjęcia do NATO Ukrainy i Gruzji, a tylko pilnowały tam „demokracji” – bo na tamtym etapie Stany Zjednoczone były jeszcze eksporterem demokracji. Ciekawe, że podobną do chińskiej diagnozę przyczyny wojny na Ukrainie przedstawił papież Franciszek, co tak wzburzyło pana red. Tomasza Terlikowskiego, ponieważ nic tak nie gorszy, jak prawda – co zauważył Stefan Kisielewski.

Jak można się zorientować, Chiny, które są wiodącą gospodarką świata i mają do zaoferowania innym państwom znacznie więcej, niż Rosja, zyskały duże wpływy w Afryce i Ameryce Południowej, która na Stany Zjednoczone tradycyjnie patrzy podejrzliwie. Ale i Stany Zjednoczone, nie mówiąc o pozostałych uczestnikach szczytu G 7, robią co mogą, by się tej ekspansji chińskiej przeciwstawić, najlepiej przy pomocy przekupstwa. Jak oni tak – to my tak. W związku z tym prezydent Józio Biden proklamował „Partnerstwo Na Rzecz Globalnej Infrastruktury” i obiecał, że uczestnicy grupy G 7 sypną złotem wartości 600 mld dolarów, z czego USA wyłożą 200 mld, a reszta – resztę. Z pozoru wygląda to szalenie obiecująco i wyobrażam sobie, jak biurokratyczne gangi państw „rozwijających się” oczyma duszy już widzą, jakie fortuny wykroją sobie z samego kurzu, jaki powstaje przy liczeniu takich pieniędzy. Jednak wiadomo, że kto płaci – ten wymaga – i prezydent Biden przy okazji proklamowania tego „Partnerstwa” wyznał, że nie będzie państw rozwijających się obsypywał złotem na chybił-trafił, tylko przeznaczy forsę na z góry ustalone cele. Przy tym oczywiście też się można obłowić, więc to nie byłoby przyczyną zaniepokojenia i powściągliwości ze strony obsypywanych. Sęk jednak w tym, co to są za cele. Chodzi mianowicie o tzw. krytyczne elementy globalnej stabilizacji: zdrowie, bezpieczeństwo zdrowotne, równość płci i cyfryzacja.

Zdrowie, wiadomo; któż nie chciałby być bogatym i zdrowym? Ale zdrowotna deklaracja prezydenta Bidena zbiega się z zapowiedzią przejmowania ogromnego zakresu władzy nad ludźmi przez biurokratyczny gang nazywany Światową Organizacją Zdrowia. Ostatnie dwa lata pokazały całemu światu, czym grozi poddanie się władzy tego gangu. Dlaczego w takim razie prezydent Biden zdrowie stawia na pierwszym miejscu? Dlatego, że stawiając na instynkt samozachowawczy, Światowa Organizacja Zdrowia już na samym początku przyczyniła się do osiągnięcia dwóch, a może nawet trzech celów. Pierwszym jest przejęcie rzez rządy władzy dyktatorskiej, bez oglądania sie na żadne konstytucyjne dyrdymały, których nawet nikt nie fatygował się „uchylać”, ani choćby „zawieszać”. Drugim celem, jaki przy tej okazji został bez trudu osiągnięty, było przejęcie przez rządy ręcznego sterowania gospodarkami, bez oglądania się na prawo własności. Jak wiadomo, przyznaje ono właścicielowi, z wyłączeniem innych osób, uprawnienie do suwerennego zarządzania przedmiotem swojej własności. Tymczasem rządy, przechodząc nad własnością do porządku, z dnia na dzień wyłączały całe segmenty gospodarki. I jedno i drugie, to znaczy – dyktatura biurokratycznego gangu oraz przejęcie ręcznego sterowania gospodarkami, są identyczne z celami, jakie stawiają sobie promotorzy rewolucji komunistycznej. Z kolei „bezpieczeństwo zdrowotne” to nic innego jak wprowadzenie powszechnych i przymusowych ubezpieczeń zdrowotnych, czyli socjalistycznej służby zdrowia, w ramach której to biurokratyczne gangi będą decydowały, komu pozwolą żyć, a komu nie. Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy przypadkiem nie chodzi tutaj o forsowanie rewolucji komunistycznej w skali światowej, to zostają one rozwiane przez zapowiedź, że forsa przekazywana w ramach „Partnerstwa Na Rzecz Globalnej Infrastruktury”, będzie przeznaczona na finansowanie „równości płci”. Jak wiadomo, dotychczas genderologia, która jest gałęzią wynalezionej jeszcze przez Józefa Stalina „nauki przodującej”, odkryła 77 płci – a nie jest to oczywiście ostatnie w tej dziedzinie słowo. Za 200 mld dolarów znajdą się odkrywcy, gotowi odkrywać nowe płcie każdego dnia, podobnie jak płomienni szermierze równości, którzy będą pilnowali równania, to znaczy – małych naciągali, dużych obcinali, grubych uciskali, a chudych nadymali. W ten sposób osiągnięta zostanie słynna „urawniłowka” , a gwarantem, że nie będzie już od tego wszystkiego odwrotu, będzie „cyfryzacja”, która jest elegancką nazwą totalnej inwigilacji.

Na tym przykładzie widać, jak na dłoni, że Stany Zjednoczone stały się na naszych oczach eksporterem rewolucji komunistycznej. Próbują uszczęśliwić nią Murzynów, czyli czarnych, którzy – jak powiadają ludzie spostrzegawczy – są czerwoni, bo są jeszcze zieloni. Ciekawe, czy zorientują się w porę z jakimi darami dzisiaj do nich przychodzą, czy się nie zorientują, no a potem będzie już za późno.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.