Wspieraj Ukrainę. Nie myj się.

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/04/30/wspieraj-ukraine-nie-myj-sie/

Globalistyczni technokraci płynnie przekształcili program „Wielkiego Resetu” na rzecz obniżenia standardów życia w wezwanie do „wspierania Ukrainy”. (…) Za niekontrolowaną inflację, gwałtownie rosnące ceny żywności i gazu, które były ogromnym problemem jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę, teraz można obwiniać Putina, podczas gdy ludzie z Zachodu są wzywani do poświęceń w imię nowej religii, polegającej na wspieraniu „aktualnych kwestii”.

−∗−

W menu na dziś danie higieniczne. Wbrew tytułowi wpis nie jest ponurym żartem. Poniżej zestaw wypowiedzi przeróżnych polityków na szczeblu krajowym i unijnym namawiających do obniżenia standardów higieny osobistej i uzasadniających to w absurdalny sposób. Niestety, wszystko na poważnie. Jaki mają w tym cel?

Zapraszam do lektury.

____________***____________

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej mówi ludziom, aby „wspierali Ukrainę” poprzez branie mniejszej liczby pryszniców i zaprzestanie prania ubrań

Technokraci nadal ukrywają za rosyjskimi sankcjami program obniżenia standardów życia.

Europa Press News via Getty Images

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej zasugerował, aby ​​obywatele „wspierali Ukrainę” i embarga nałożone na Rosję poprzez rzadsze branie pryszniców, powstrzymanie się od jazdy samochodami i wietrzenie ubrań zamiast ich prania.

Tak, naprawdę.

Frans Timmermans, holenderski wiceprzewodniczący organu wykonawczego Unii, wygłosił swoje uwagi podczas posiedzenia Komisji Ochrony Środowiska Parlamentu Europejskiego.

Według Timmermansa Europejczycy muszą „mniej ogrzewać, więcej jeździć na rowerze i wietrzyć swoje ubrania zamiast je prać”, aby wesprzeć środki karne wobec Rosji, które dla setek milionów ludzi na Zachodzie zaostrzyły kryzys kosztów życia.

Technokrata, który osobiście nie musi się zbytnio martwić rosnącymi kosztami energii, biorąc pod uwagę jego pensję w wysokości 250 000 dolarów rocznie, przekonywał „współobywateli, że oni też mogą zrobić coś, aby przenieść mniej pieniędzy do kieszeni Putina”.

„Oczywiście mogą też nic nie robić, ale mogą też zdecydować się na zmniejszenie ogrzewania, jeżdżenie rowerem, a nie samochodem, krótsze branie prysznica lub wietrzenie ubrań zamiast ich prania” powiedział holenderski polityk.

Tymczasem Diederik Samsom, szef sztabu Fransa Timmermansa, zapewnił: „Od teraz energia będzie znacznie droższa. Energia była zbyt tania przez ostatnie 40 lat”.

Samsom, który zarabia ponad 200 000 dolarów rocznie, pouczał Europejczyków, w jaki sposób ich poprzednia jakość życia była zależna od „niezrównoważonej” kombinacji rosyjskich paliw kopalnych i dewastacji środowiska.

„Skorzystaliśmy z tego i stworzyliśmy ogromne bogactwo kosztem planety Ziemia i, jak teraz sobie uświadamiamy, kosztem nierównowagi geopolitycznej [przez zależność od Rosji]” – powiedział Samsom. „Obie te rzeczy muszą zostać naprawione. Ale aby je naprawić, musimy płacić więcej za energię – a także za żywność. Za dwie podstawowe potrzeby życiowe – żywność i energię – zapłaciliśmy zdecydowanie za mało w ciągu ostatnich 40 lat”.

Te zalecenia pojawiły się po tym jak Włochy przeszły na racjonowanie energii poprzez zakaz używania klimatyzacji poniżej 25 stopni Celsjusza i ogrzewania powyżej 19 stopni we wszystkich szkołach i budynkach użyteczności publicznej.

Ponieważ stopa inflacji w Niemczech osiągnęła najwyższy poziom od 30 lat, obywatelom tego kraju mówi się, aby brali mniej pryszniców, a jacyś wątpliwi „eksperci” twierdzą, że będą pachnieć lepiej po 3 tygodniach odpowiedniego mycia.

Minister w rządzie, Peter Hauk powiedział również Niemcom, że powinni poradzić sobie z rosnącymi kosztami energii, po prostu wyłączając ogrzewanie i zakładając cieplejsze swetry.

„W swetrze można wytrzymać 15 stopni [Celsjusza] zimą. Od tego nikt nie umiera. Ale ludzie umierają gdzie indziej” – powiedział.

Jak już wcześniej podkreślaliśmy, globalistyczni technokraci płynnie przekształcili program „Wielkiego Resetu” na rzecz obniżenia standardów życia w wezwanie do „wspierania Ukrainy”.

Za niekontrolowaną inflację, gwałtownie rosnące ceny żywności i gazu, które były ogromnym problemem jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę, teraz można obwiniać Putina, podczas gdy ludzie z Zachodu są wzywani do poświęceń w imię nowej religii, polegającej na wspieraniu „aktualnych kwestii” [the current thing].

Jakież to wygodne!

_____________

European Commission VP Tells People to ‘Support Ukraine’ by Taking Fewer Showers & Not Washing Their Clothes, Paul Joseph Watson, 29 April, 2022

◊ ◊ ◊

Wejdź w ubóstwo, aby „wspierać Ukrainę”

Zapomnijcie o Ukrainie, wielu ludzi nie stać już na utrzymanie własnej rodziny.

[Istnieje możliwość włączenia napisów i automatycznego tłumaczenia]

Miliony Brytyjczyków wpędzanych w ubóstwo energetyczne.

Spanikowani klienci gorączkowo dzwoniący do firm energetycznych, mówią, że nie mogą zapłacić rachunków.

Z powodu naszego „wsparcia” dla Ukrainy i sankcji, wielu ludzi nie stać już na utrzymanie własnych rodzin.

_____________

Enter Poverty to ‘Support Ukraine’, Paul Joseph Watson, 25 April, 2022

◊ ◊ ◊

Niemcom powiedziano, że mają brać mniej pryszniców, ponieważ koszty energii rujnują

Obniż swój poziom życia, aby „popierać Ukrainę”.

Adriana Duduleanu / EyeEm via Getty Images

Ponieważ koszty energii nadal dają się we znaki za sprawą sankcji nałożonych na Rosję, Niemcom mówi się, aby brali mniej pryszniców.

Tak, naprawdę.

Pośród dyskusji w kraju o potencjalnym całkowitym embargo na energię z Rosji, zaczęły pojawiać się artykuły o rzekomych korzyściach zdrowotnych wynikających z mniejszej liczby kąpieli pod prysznicem.

W artykule zatytułowanym „Wystarczy umyć TE cztery części ciała – dlaczego skóra się oczyszcza, jeśli na to pozwolisz”, niemiecka gazeta Bild cytuje porady ministra gospodarki Roberta Habecka, który wezwał obywateli do ograniczenia ogrzewania, wizyt w saunie i pryszniców, aby pomóc krajowi zmniejszyć jego zależność od rosyjskiej energii.

Artykuł mówi, że unikanie pryszniców daje szansę dobrym bakteriom na rozmnażanie się, wspomagając kondycję skóry, a także pochłaniać substancje odpowiedzialne za [często przykry] zapach ciała.

„W ten sposób [skóra] sama się oczyszcza”, stwierdza artykuł, z powątpiewaniem argumentując, czy unikanie mycia ciała rzeczywiście sprawi, że będziesz wydzielać lepszy zapach.

Artykuł cytuje dermatolog Yael Adler, która twierdzi, że unikanie prysznica przez trzy tygodnie sprawia, że ​​„nieprzyjemne zapachy znikają, a skóra rozpoczyna swoisty proces samooczyszczania”.

Według Adler, Niemcy mogą oszczędzać energię i zachować wystarczającą czystość, myjąc tylko cztery obszary ciała, pośladki, pachy, stopy i pachwiny.

W niektórych krajach jest to potocznie nazywane „whore’s wash” [higiena prostytutek].

Artykuł został opublikowany po tym, jak Klaus Mueller, szef niemieckiej Federalnej Agencji ds. Sieci [organ podlegający Ministerstwu Gospodarki i Ochrony Klimatu Niemiec -tłum.], zapytał swoich rodaków: „czy naprawdę musisz brać gorący prysznic siedem dni w tygodniu – z podgrzewaniem gazowym”.

Jak już wcześniej podkreślaliśmy, minister rządu Peter Hauk powiedział również Niemcom, że powinni poradzić sobie z rosnącymi kosztami energii, po prostu wyłączając ogrzewanie i nosząc cieplejsze swetry.

„W swetrze można wytrzymać 15 stopni [Celsjusza] zimą. Od tego nikt nie umiera. Ale ludzie umierają gdzie indziej” – powiedział.

Przed wybuchem wojny Niemcy importowały z Rosji 55 proc. gazu, jedną trzecią ropy i 45 proc. węgla.

Jestem pewien, że ministrowie rządu, niemieccy technokraci i cała reszta z pewnością przejmą inicjatywę w dobrowolnym obniżaniu własnego standardu życia w solidarności z tymi, których nie stać na to.

A może nie.

_____________Germans Told to Take Fewer Showers as Energy Costs Bite, Paul Joseph Watson, 19 April, 2022

Uzupełnienia:

Dżinsy? Pierz raz na miesiąc. To musi ci wystarczyć
Światowe Forum Ekonomiczne, któremu przewodniczy słynny architekt „Wielkiego Resetu” Klaus Schwab, rutynowo podkreśla, że obniżenie jakości życia przeciętnych obywateli jest sposobem na powstrzymanie zmian klimatycznych i rzekomej katastrofy. […]

_____________

Sankcje – prawdziwy cel
Tak więc zakrojone na szeroką skalę sankcje nałożone na Rosję przez Zachód, rzekomo w odpowiedzi na inwazję na Ukrainę, nie mają na celu zdemolowania rosyjskiej gospodarki, ale wywołują wzrost cen […]

_____________

Idiokracja – Wyuczona głupota
Wyuczona głupota wyjaśnia, jak i dlaczego wysoce inteligentni ludzie, stojąc przed wyborem, raz po raz wybierają głupią, jeśli nie najgłupszą opcję. […]

Prawda przeciw prawdzie.

Izabela BRODACKA 30 kwietnia 2022

W czasie dramatycznych wydarzeń takich jak obecna wojna na Ukrainie, a także przy okazji  sporów politycznych niesłychanie istotny staje się problem prawdy. Od lat notowałam sobie- trochę dla żartu-  wypowiedzi na temat prawdy różnych polityków. Dla żartu bo kuriozalne były postacie biorące udział w tych sporach a czasem kuriozalne okoliczności zdarzenia.

Na przykład gdy powszechnie znany z prawdomówności Donald Tusk zarzucał szefowi CBA Kamińskiemu zwykłe kłamstwo. Przypominam, że w tamtych czasach Tusk występował w żartach rysunkowych z długim nosem kłamliwego Pinokia. Wzajemnie zarzucali sobie również kłamstwo Pitera i Boni, osoby w oczach opinii publicznej równie wiarygodne. Czy warto przypominać te zabawne postacie i ich humorystyczne wypowiedzi? Uważam,  że warto bo to  część naszej najnowszej  historii. Bodajże w grudniu 2009 roku niejaki Sebastian Karpiniuk powiedział :  „Proponuje nam się różne ćwierć prawdy, a prawda leży tam gdzie leży”.

Karpiniuk zastosował tu klasyczną definicję idem per idem w wersji siermiężnej. Chłop to chłop, baba to baba, złodziej to złodziej, prawda to prawda. Był to bardziej przejaw bezradności intelektualnej niż poczucia rzeczywistości. Pan Karpiniuk zginął w  Smoleńsku, w sprawie którego do tej pory toczy się walka prawdy przeciw prawdzie.

Według antagonistów Karpiniuka prawda ( jak prawdopodobieństwo) jest liczbą z przedziału obustronnie domkniętego <0,1>. Jeżeli na przykład temu, co mówi pani Pitera przypiszemy liczbę 3/11 a temu, co mówi Boni 4/13 to rację ma Boni.

A przecież w naszej kulturze cały system prawny oparty jest jak dotąd na ocenie „zero-jedynkowej” , a prawników też uczy się na studiach wyłącznie logiki dwuwartościowej.

Jak zanotowałam w tym samym okresie inny polityk Stanisław  Żelichowski powiedział : „Będziemy głosować, która prawda jest bardziej prawdziwa”.

W demokratycznym społeczeństwie prawdę ustala się drogą glosowania. Jeżeli parlament przegłosuje, że aborcja w 8 miesiącu ciąży nie jest morderstwem, to znaczy, że nie jest, a przestępcą staje się ten, kto ośmiela się twierdzić inaczej. Jeżeli Akademia Nauk w demokratycznej procedurze ustali, że Ziemia jest płaskim krążkiem, który niosą na grzbietach trzy słonie, będziemy tego uczyć dzieci w szkołach. Prawda- jak zło- podlega również stopniowaniu. Nic dziwnego, jeżeli –jak wyżej- możemy przypisać jej pewien ułamek.

 Prezydent Komorowski jest jeszcze bardziej wnikliwy :„Prawda to jest to, co ma odbicie w dokumentach”

To też już znamy. Wałęsa ma papier na to, że nie jest Bolkiem, więc Bolkiem nie jest. Sąd nie dopuszczał dowodów, które chciał przedstawić Krzysztof Wyszkowski, bo po co tracić czas, gdy znamy prawdę. Gangster ma papier od lekarza, że jest chory, więc wędruje na wolność. A że lekarz też gangster? Nic nie szkodzi, ma przecież odpowiednie papiery , ma dyplom i  jest na liście biegłych sądowych. 

 Przypominam, że w sąsiednim kraju stosowana była kiedyś definicja prawdy wyjątkowo skuteczna i niezawodna. „ Prawda to jest po prostu to, co pisze Prawda”. Kiedy w tym znanym piśmie pojawiała się informacja, że pan X jest wrogiem ludu, odwiedzali go o świcie z gazetą w ręku smutni panowie, a sąd na podstawie artykułu w Prawdzie wysyłał go na białe niedźwiedzie.

Taką definicją posłużyła się wówczas to znaczy w 2009 roku pani Milewicz. Indagowana przez dziennikarza, dlaczego twierdzi, że podsłuchiwanie gangsterów i polityków jest niedopuszczalną praktyką CBA, jeżeli akceptuje nagrywanie Rywina przez swego szefa Adama Michnika odparła oburzona, że przecież Michnik nagrywał przestępcę. Nie przyszło jej do głowy, że o uznaniu Rywina za przestępcę zadecydowały właśnie taśmy Michnika. Dla pani Milewicz prawdą było to i tylko to, co pisała Prawda, czyli Gazeta Wyborcza.

Na marginesie- Rywin poszedł siedzieć za to, że usiłował ubić interes z nielojalnym kontrahentem. Ciekawe czy gdyby to Rywin nagrał Michnika i poleciał z donosem, poszedłby siedzieć Michnik?

Ciekawe też czy sądy skazują każdego Kowalskiego, który po pijanemu mówi, że zabije teściową? Michnik upozował się w tej sprawie na dziennikarskiego Katona, ale- twierdzę – bliżej mu było do zwykłego Kapuścińskiego. Nie znaczy to oczywiście, że znam czy bronię Rywina. 

Nie bez przyczyny wspominam Kapuścińskiego. W swojej słynnej powieści „ Cesarz” opisuje on lata panowania i upadek etiopskiego dyktatora Hajle Selasje. Duża część powieści poświęcona jest posuniętym do absurdu dworskim ceremoniałom i rytuałom oraz opisowi życia codziennego Hajle Selasje, który miał bardzo wiele służby, bo wykonywała ona drobiazgowe i absurdalne czynności, takie  jak podkładanie poduszek pod nogi cesarza, aby wydał się wyższy.  Zapamiętałam psy sikające na buty oficerów gwardii cesarza.

Jak się okazało były to opisy całkowicie zmyślone przez Kapuścińskiego lecz dobrze pasujące do idealnego studium tyranii. Gdyby „ Cesarz” był tylko powieścią Kapuściński mógłby sobie do woli zmyślać. Jednak „Cesarz” był przedstawiany i reklamowany jako reportaż a tu nie ma miejsca na kłamstwa zwane elegancko licentia poetica. 

Kilka lat temu uczestniczyłam w seminarium na temat kłamstwa w mediach zorganizowanym w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym. Najciekawszy dla mnie był wykład poświęcony współczesnym sposobom blokowania poszukiwań prawdy. O  wiele skuteczniejsze od ordynarnej cenzury są jak się okazuje  triki i manipulacje psychologiczne. Prowadzącym śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej zarzuca się na przykład nagminnie brak troski o uczucia rodzin zmarłych. Tymczasem jak wiadomo dla rodzin osób tragicznie zmarłych najtrudniejsza jest niewiedza.

50 lat temu oglądałam film „Rashonom- czyli prawda przeciw prawdzie”. Trzy wersje tego samego zdarzenia sprzed lat opowiadają w deszczowy dzień różni jego uczestnicy. Każda z tych wersji jest równie spójna, logiczna i przekonywująca. Jak pamiętam film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Dziś widać wyraźnie, że antycypował on postmodernistyczne rozumienie prawdy i jej relatywizację do odczuć jednostki.

„Jeden zdrajca mniej”: Zełenski nadzoruje kampanię zabójstw, porwań i tortur opozycji politycznej.

[Wyjaśniam mniej rozgarniętym: Nie jestem po żadnej z tych „stron”. Jestem, staram się być – po stronie prawdy. Czyli również po stronie uzyskującego samo-świadomość narodu Ukrainy, też nieszczęsnych Rosjan.

Ale naszym, Polaków obowiązkiem jest być zawsze, aktywnie, po stronie Polski. Mirosław Dakowski]

==============================

Max Blumenthal https://gloria.tv/post/UhmdSCLxScVR19JXdCAzSxhqW

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski określił wojnę swojego kraju przeciwko Rosji jako bitwę o samą demokrację. W starannie zaplanowanym przemówieniu do Kongresu USA 16 marca Zełenski stwierdził : W tej chwili rozstrzyga się los naszego kraju. Losy naszego narodu, czy Ukraińcy będą wolni, czy zdołają zachować swoją demokrację.

Amerykańskie media korporacyjne zareagowały, obsypując Zełenskiego przymilną prasą, prowadząc kampanię na rzecz jego nominacji do Pokojowej Nagrody Nobla i inspirując ekstrawagancki muzyczny hołd dla siebie i ukraińskiego wojska podczas ceremonii rozdania nagród Grammy w 2022 r. 3 kwietnia.

Zachodnie media spojrzały jednak w inną stronę, gdy Zełenski i najwyżsi urzędnicy w jego administracji usankcjonowali kampanię porwań, tortur i zabójstw lokalnych ukraińskich prawodawców oskarżonych o współpracę z Rosją. Kilku burmistrzów i innych ukraińskich urzędników zostało zabitych od wybuchu wojny, wielu podobno przez ukraińskich agentów państwowych po zaangażowaniu się w rozmowy na temat deeskalacji z Rosją.

Na Ukrainie jest o jednego zdrajcę mniej” – stwierdził doradca MSW Anton Geraschenko, aprobując zabójstwo ukraińskiego burmistrza oskarżonego o kolaborację z Rosją.
Zełenski dalej wykorzystał atmosferę wojny, aby zakazać szeregowi partii opozycyjnych i nakazać aresztowanie swoich czołowych rywali. Jego autorytarne dekrety spowodowały zniknięcie, tortury, a nawet morderstwa wielu działaczy na rzecz praw człowieka, komunistycznych i lewicowych organizatorów, dziennikarzy i urzędników rządowych oskarżonych o „prorosyjskie” sympatie. Ukraińskie służby bezpieczeństwa SBU służyły jako ramię wykonawcze oficjalnie zatwierdzonej kampanii represji. Dzięki szkoleniom prowadzonym przez CIA i ścisłej współpracy z wspieranymi przez państwo neonazistowskimi paramilitarnymi na Ukrainie, SBU spędziła ostatnie tygodnie wypełniając swój ogromny archipelag lochów tortur dysydentami politycznymi.

Tymczasem na polu bitwy ukraińskie wojsko zaangażowało się w serię okrucieństw przeciwko schwytanym wojskom rosyjskim i z dumą prezentowało swoje sadystyczne akty w mediach społecznościowych. Wydaje się, że również w tym przypadku sprawcy naruszeń praw człowieka uzyskali aprobatę wyższych szczebli ukraińskiego kierownictwa.

Podczas gdy Zełenski wylewa przemowy o obronie demokracji przed czcigodną zachodnią publicznością, wykorzystuje wojnę jako teatr do odegrania zakrwawionej czystki politycznych rywali, dysydentów i krytyków. „Wojna jest wykorzystywana do porywania, więzienia, a nawet zabijania członków opozycji, którzy wyrażają się krytycznie wobec rządu” – skomentował w kwietniu działacz lewicowy, bity i prześladowany przez ukraińskie służby bezpieczeństwa . Wszyscy musimy bać się o naszą wolność i nasze życie.

Powyżej: tortury lewicowego aktywisty Aleksandra Matjuszczenki 3 marca w Dnieprze, zarejestrowane przez członków Azowa. Poniżej: Prezydent Wołodymyr Zełenski pozuje podczas zaangażowania medialnego.

Tortury i wymuszone zaginięcia „powszechne praktyki” ukraińskiej SBU
Kiedy wspierany przez USA rząd przejął władzę w Kijowie po operacji zmiany reżimu Euromajdanu w latach 2013-14, rząd Ukrainy rozpoczął ogólnokrajową czystkę elementów politycznych uznanych za prorosyjskie lub niewystarczająco nacjonalistyczne. Uchwalenie przez ukraiński parlament ustaw o „dekomunizacji” dodatkowo złagodziło prześladowania elementów lewicowych i ściganie działaczy za wystąpienia polityczne.

Reżim po Majdanie skupił swój gniew na Ukraińcach, którzy opowiadali się za porozumieniem pokojowym z prorosyjskimi separatystami na wschodzie kraju, na tych, którzy dokumentowali łamanie praw człowieka przez ukraińskie wojsko, oraz na członkach organizacji komunistycznych. Elementy dysydenckie stanęły w obliczu ciągłego zagrożenia ultranacjonalistyczną przemocą, więzieniem, a nawet morderstwem. Ukraińska służba bezpieczeństwa, znana jako SBU, była głównym egzekutorem prowadzonej przez rząd po Majdanie kampanii wewnętrznych represji politycznych. Prozachodni obserwatorzy, w tym Biuro Wysokiej Komisji ONZ (UN OHCR) i Human Rights Watch , oskarżyli SBU o systematyczne torturowanie przeciwników politycznych i ukraińskich dysydentów z niemal całkowitą bezkarnością.

OHCR ONZ stwierdził w 2016 r., że „arbitralne zatrzymania, wymuszone zaginięcia, tortury i złe traktowanie takich zatrzymanych w związku z konfliktami były powszechną praktyką SBU… Były oficer SBU w Charkowie wyjaśnił: „Dla SBU prawo praktycznie nie istnieje wszystko, co jest nielegalne, można albo sklasyfikować, albo wyjaśnić, odwołując się do konieczności państwowej”. Yevhen Karas, założyciel niesławnej neonazistowskiej jednostki C14 , szczegółowo opisał bliskie relacje jego gangu i innych skrajnie prawicowych frakcji z SBU. SBU „informuje nie tylko nas, ale także Azowa, Prawy Sektor i tak dalej”, chwalił się Karas w wywiadzie z 2017 roku.

Kijów oficjalnie popiera zabójstwa ukraińskich burmistrzów za negocjacje z Rosją
Odkąd Rosja rozpoczęła swoją operację wojskową na Ukrainie, SBU ścigała lokalnych urzędników, którzy zdecydowali się przyjąć dostawy humanitarne z Rosji lub negocjowali z siłami rosyjskimi zorganizowanie korytarzy dla ewakuacji ludności. Na przykład 1 marca Wołodymyr Strok, burmistrz Kreminny we wschodniej części Ługańska, został porwany przez mężczyzn w wojskowych mundurach i postrzelony w serce . 3 marca pojawiły się zdjęcia widocznie torturowanego ciała Stroka. Dzień przed zabójstwem Struk podobno namawiał swoich ukraińskich kolegów do negocjacji z prorosyjskimi urzędnikami. Anton Gerashchenko, doradca ukraińskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, świętował zabójstwo burmistrza, deklarując na swoim telegramie (patrz niżej):
Na Ukrainie jest o jednego zdrajcę mniej. Zabity został mer Kreminny w obwodzie ługańskim, były deputowany ługańskiego parlamentu.

Według Geraschenko Strok został osądzony przez „sąd trybunału ludowego”. Ukraiński urzędnik wysłał zatem mrożącą krew w żyłach wiadomość każdemu, kto zdecyduje się na współpracę z Rosją: zrób to i trać życie. 7 marca burmistrz Gostomel Jurij Prylipko został znaleziony zamordowany. Prylipko podobno rozpoczął negocjacje z rosyjskim wojskiem w celu zorganizowania humanitarnego korytarza ewakuacji mieszkańców jego miasta – czerwonej linii dla ukraińskich ultranacjonalistów, którzy od dawna skonfliktowali się z biurem burmistrza.

Następnie 24 marca mer Kupjanska w północno-wschodniej Ukrainie Giennadij Matsegora opublikował nagranie wideo (poniżej) z apelem do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i jego administracji o uwolnienie córki, która była przetrzymywana przez agentów ukraińskiego wywiadu SBU agencja (Video na stronie)

Potem doszło do zabójstwa Denisa Kirejewa, czołowego członka ukraińskiego zespołu negocjacyjnego, który zginął w biały dzień w Kijowie po pierwszej rundzie rozmów z Rosją. Kirejew został następnie oskarżony w lokalnych ukraińskich mediach o „zdradę”. Oświadczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, że „są konsekwencje dla kolaborantów” wskazuje, że te okrucieństwa zostały usankcjonowane przez najwyższe szczeble władzy. (Video na stronie)

Na dzień dzisiejszy brakuje jedenastu burmistrzów z różnych miast Ukrainy. Zachodnie media bez wyjątku podążały za linią Kijowa, twierdząc , że wszyscy burmistrzowie zostali aresztowani przez rosyjskie wojsko. Rosyjskie Ministerstwo Obrony zaprzeczyło jednak oskarżeniu i istnieje niewiele dowodów potwierdzających stanowisko Kijowa w sprawie zaginionych burmistrzów.

Zełenski delegalizuje opozycję polityczną, zezwala na aresztowanie rywali i atak propagandy wojennej
Kiedy w lutym wybuchła wojna z Rosją, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wydał serię dekretów formalizujących kampanię Kijowa przeciwko opozycji politycznej i przemówieniom dysydenckim. W rozkazie wykonawczym z 19 marca Zełenski powołał się na stan wojenny, aby zakazać 11 partii opozycyjnych . Zakazane partie obejmowały całe spektrum lewicowe, socjalistyczne lub antynatowskie na Ukrainie. Były to: Partia Za Życie, Lewicowa Opozycja, Postępowa Socjalistyczna Partia Ukrainy, Socjalistyczna Partia Ukrainy, Związek Sił Lewicowych, Socjaliści, Partia Szarij, Nasz, Państwowy Blok Opozycyjny i Blok Wołodymyra Saldo.

Dekret prezydencki pozostawił jednak nietknięte partie otwarcie faszystowskie i pronazistowskie, takie jak Narodowy Korpus Azowski. „Działania tych polityków nakierowane na podział lub zmowę nie odniosą sukcesu, ale spotkają się z ostrą odpowiedzią” – stwierdził prezydent Zełenski Зеленський: РНБО призупиняє діяльність ОПЗЖ, Партії Шарія та інших Zlikwidował swoją opozycję, a Zełenski zarządził bezprecedensową inicjatywę propagandy krajowej, aby nacjonalizować wszystkie programy telewizyjne i połączyć wszystkie kanały w jeden 24-godzinny kanał o nazwie „United News”, aby „powiedzieć prawdę o wojnie”. Następnie 12 kwietnia Zełenski poinformował o aresztowaniu przez ukraińskie służby bezpieczeństwa SBU swojego głównego rywala politycznego Wiktora Medwedczuka. Dan Cohen on Twitter

Założyciel drugiej co do wielkości partii na Ukrainie, obecnie nielegalnej partii Patriots for Life, Medwedczuk jest de facto przedstawicielem etnicznej rosyjskiej ludności tego kraju. Chociaż Patriots for Life jest uważany za „prorosyjski”, po części ze względu na jego bliskie stosunki z Władimirem Putinem, nowy przewodniczący partii potępił „agresję” Rosji na Ukrainę.
Członkowie finansowanego przez państwo neonazistowskiego Korpusu Narodowego Batalionu Azowskiego zaatakowali dom Medwedczuka w marcu 2019 roku, oskarżając go o zdradę stanu i żądając aresztowania.

W sierpniu 2020 r. Korpus Narodowy Azowa otworzył ogień do autobusu wiozącego przedstawicieli partii Medwedczuka, raniąc kilku pokrytymi gumą stalowymi kulami. Administracja Zełenskiego eskalowała atak na jego największego przeciwnika w lutym 2021 r., kiedy zamknął kilka mediów kontrolowanych przez Medwedczuka. Departament Stanu USA otwarcie poparł posunięcie prezydenta, oświadczając , że Stany Zjednoczone „wspierają ukraińskie wysiłki na rzecz przeciwdziałania złowrogim wpływom Rosji…” Trzy miesiące później Kijów uwięził Medwedczuka i oskarżył go o zdradę stanu . Zełenski uzasadniał zamknięcie swojego głównego rywala tym, że musi „walczyć z niebezpieczeństwem rosyjskiej agresji na arenie informacyjnej”. Medwedczuk uciekł z aresztu domowego na początku wojny między Rosją a Ukrainą, ale ponownie jest jeńcem i może być wykorzystany jako zabezpieczenie powojennej wymiany jeńców z Rosją.

Pod okiem Zełenskiego „wojna jest wykorzystywana do porywania, więzienia, a nawet zabijania członków opozycji”
Od kiedy rosyjskie wojska wkroczyły na Ukrainę 24 lutego, ukraińskie służby bezpieczeństwa SBU szalały z wszelkimi wersjami wewnętrznej opozycji politycznej. Lewicowi działacze ukraińscy byli szczególnie brutalnie traktowani, w tym porwaniami i torturami. 3 marca br. w Dnieprze funkcjonariusze SBU w towarzystwie azowskich ultranacjonalistów wtargnęli do domu aktywistów z organizacji Livizja (Lewica), która zorganizowała się przeciwko cięciom wydatków socjalnych i prawicowej propagandzie medialnej. Podczas gdy jedna z aktywistek powiedziała, że członek Azowa „odciął mi włosy nożem”, agenci bezpieczeństwa państwowego zaczęli torturować jej męża Aleksandra Matjuszczenkę, przyciskając mu lufę pistoletu do głowy i zmuszając go do wielokrotnego wygłaszania nacjonalistycznego salutu: „Slava Ukraińsku!”

„Potem nałożyli nam worki na głowy, związali nam ręce taśmą i zawieźli samochodem do budynku SBU. Tam dalej nas przesłuchiwali i grozili, że odetną nam uszy” – powiedziała żona Matjuszczenki lewicowej niemieckiej publikacji Junge Welt .
Członkowie Azowa i agenci SBU nagrali sesję tortur i opublikowali w Internecie zdjęcia zakrwawionej twarzy Matjuszczenki. Matjuszczenko został osadzony w więzieniu za „prowadzenie agresywnej wojny lub operacji wojskowej”, a teraz grozi mu od 10 do 15 lat więzienia. Pomimo kilku złamanych żeber po pobiciu przez popieranych przez państwo ultranacjonalistów, odmówiono mu zwolnienia za kaucją. Tymczasem dziesiątki innych lewicowców trafiło do więzienia pod podobnymi zarzutami w Dnieprze. Wśród ofiar SBU byli Michaił i Aleksander Kononowiczowie, członkowie zdelegalizowanego Leninowskiego Związku Młodzieży Komunistycznej Ukrainy. Obaj zostali aresztowani i uwięzieni 6 marca i oskarżeni o „szerzenie poglądów prorosyjskich i probiałoruskich”.

W następnych dniach SBU aresztowała dziennikarza telewizyjnego Yana Taksyura i oskarżyła go o zdradę stanu; działaczka na rzecz praw człowieka Elena Berezhnaya; Elena Wiaczesławowa, obrończyni praw człowieka, której ojciec Michaił został spalony 2 maja 2014 r. podczas ultranacjonalistycznego ataku mafii na protestujących przeciwko Majdanowi przed Odeskim Domem Związków Zawodowych; niezależny dziennikarz Jurij Tkaczew, oskarżony o zdradę stanu, i niezliczona liczba innych; działacz na rzecz praw inwalidów Oleg Nowikow, który w kwietniu tego roku został skazany na trzy lata więzienia za popieranie „separatyzmu”.

Lista uwięzionych przez ukraińskie służby bezpieczeństwa od wybuchu wojny rośnie z dnia na dzień i jest zbyt obszerna, by ją tu odtworzyć.
Gonzalo Lira on Twitter

Być może najbardziej upiorny przypadek represji miał miejsce, kiedy neonaziści wspierani przez ukraiński rząd porwali Maksyma Ryndowskiego, zawodowego bojownika MMA, i brutalnie go torturowali za przestępstwo treningu z rosyjskimi bojownikami na siłowni w Czeczenii. Ryndovskiy również był Żydem, z wytatuowaną gwiazdą Dawida na nodze i wypowiadał się w mediach społecznościowych przeciwko wojnie na wschodzie Ukrainy. Maria Dubovikova on Twitter

Ukraińska SBU polowała nawet na opozycję poza granicami kraju. Jak donosił dziennikarz Dan Cohen , Anatolij Shariy z niedawno zakazanej Partii Shariy powiedział, że był celem niedawnej próby zamachu na SBU. Shariy był zagorzałym przeciwnikiem wspieranego przez USA reżimu Majdanu i został zmuszony do ucieczki na wygnanie po wielu latach nękania przez nacjonalistów.

W marcu tego roku libertariański polityk i ekspert internetowy otrzymał e-mail od przyjaciela „Igora”, który chciał umówić się na spotkanie. Później dowiedział się, że Igor był w tym czasie przetrzymywany przez SBU i wykorzystywany do zwabienia Shariy do ujawnienia jego lokalizacji. Ze swojej strony Shariy został umieszczony na znanej Myrotvorets publicznej czarnej liście „wrogów państwa”, założonej przez Antona Geraschenko – doradcę MSW, który poparł zabójstwo ukraińskich prawodawców oskarżonych o sympatie rosyjskie. Kilku dziennikarzy i ukraińskich dysydentów, w tym wybitny felietonista Oles Buzina , zostało zamordowanych przez wspierane przez państwo szwadrony śmierci po tym, jak ich nazwiska znalazły się na liście.

Zwykli obywatele Ukrainy również byli poddawani torturom od początku wojny w lutym br. W mediach społecznościowych pojawiły się pozornie niezliczone filmy przedstawiające cywilów przywiązanych do latarni, często z odsłoniętymi genitaliami lub pomalowanymi na zielono twarzami. Dokonywane przez wolontariuszy Obrony Terytorialnej, których zadaniem jest egzekwowanie prawa i porządku w czasie wojny, te akty upokorzenia i tortur były wymierzone w każdego, od oskarżonych sympatyków Rosji, przez Romów, porzekomych złodziei .

#BREAKING:Street View of Kiev: inna kobieta jest przywiązana do takiego postu. Jej twarz nie była pomalowana na zielono, ale spodnie zostały zdjęte. #RussiaUkraineWar #Ukraina #Ukraińcy #Zelensky Twitter / Account Suspended
— Głos sprawiedliwości ONZ (@TheUN_voice) 3 kwietnia 2022 r.

Ukraińska SBU a tortury i zabójstwa ze strony CIA
Wasilij Prozorow, były oficer SBU, który uciekł do Rosji po przewrocie na Euromajdanie, szczegółowo opisał systemowe poleganie pomajdanowych służb bezpieczeństwa na torturach w celu zmiażdżenia politycznej opozycji i zastraszenia obywateli oskarżonych o sympatie do Rosji. Według Prozorowa, byłego oficera SBU, ukraińskim służbom bezpieczeństwa od 2014 roku bezpośrednio doradzała CIA. „Pracownicy CIA są obecni w Kijowie od 2014 roku. Mieszkają w tajnych mieszkaniach i podmiejskich domach” – powiedział. „Jednak często przychodzą do centrali SBU na przykład na specjalne spotkania lub knucie tajnych operacji”.

Poniżej rosyjska RIA Novosti przedstawiła profil Prozorowa i uwzględniła jego ujawnienia w specjalnym wydaniu z 2019 roku (video na stronie)

Dziennikarz Dan Cohen przeprowadził wywiad z ukraińskim biznesmenem Igorem, który został aresztowany przez SBU za jego powiązania finansowe z rosyjskimi firmami i przetrzymywany w marcu br. w osławionej siedzibie służb bezpieczeństwa w centrum Kijowa. Igor powiedział, że podsłuchał bicie rosyjskich jeńców wojennych rurami przez wolontariuszy Obrony Terytorialnej trenowanych przez funkcjonariuszy SBU. Wołani przy dźwiękach ukraińskiego hymnu rosyjscy więźniowie byli brutalnie traktowani, dopóki nie przyznali się do nienawiści do Putina.

Potem przyszła kolej na Igora. „Użyli zapalniczki do podgrzania igły, a następnie włożyli ją pod moje paznokcie” – powiedział Cohenowi. „Najgorsze było, gdy założyli mi na głowę plastikową torbę i dusili mnie, a także gdy przyłożyli mi do głowy lufę kałasznikowa i zmusili do odpowiedzi na ich pytania”.
Walentyn Nalyvaichenko, pierwszy szef SBU po operacji zmiany reżimu Euromajdanu w latach 2013-2014, pielęgnował bliskie związki z Waszyngtonem, kiedy pełnił funkcję konsula generalnego w ambasadzie Ukrainy w USA za administracji George’a W. Busha. W tym czasie Nalyvaichenko został zwerbowany przez CIA , według jego poprzednika w SBU, Aleksandra Yakimenko, który służył w rządzie zorientowanym na Rosję obalonego prezydenta Wiktora Janukowycza. W 2021 r. Zełenski mianował jednego z najbardziej znanych ukraińskich agentów wywiadu, Ołeksandra Pokłada, na stanowisko szefa dywizji kontrwywiadu SBU. Poklad jest nazywany „Dusicielem”, co jest odniesieniem do jego reputacji za stosowanie tortur i różnych brudnych sztuczek do wrobienia politycznych rywali swoich szefów pod zarzutem zdrady.

W kwietniu tego roku dobitną ilustracją brutalności SBU było nagranie wideo (poniżej) pokazujące, jak jej agenci okładają w Dnieprze grupę mężczyzn oskarżonych o rosyjskie sympatie. Vera Van Horne on Twitter

„Nigdy nie weźmiemy do niewoli rosyjskich żołnierzy”: wojsko Ukrainy obnosi się ze swoimi zbrodniami wojennymi
Podczas gdy zachodnie media skupiły się wprost na domniemanych naruszeniach praw człowieka w Rosji od wybuchu wojny, ukraińscy żołnierze i proukraińskie media społecznościowe z dumą prezentowały sadystyczne zbrodnie wojenne, od egzekucji w terenie po tortury żołnierzy jeńców. W marcu tego roku proukraiński kanał Telegram o nazwie White Lives Matter opublikował nagranie wideo przedstawiające ukraińskiego żołnierza dzwoniącego do narzeczonej rosyjskiej jeńca wojennego, widocznego poniżej, i drwiącego z niej obietnicami wykastrowania jeńca. (video na stronie)

Powszechną praktyką wydaje się wykorzystywanie telefonów komórkowych zmarłych żołnierzy rosyjskich przez ukraińskich żołnierzy do wyśmiewania i nękania ich bliskich. W rzeczywistości ukraiński rząd zaczął używać notorycznie inwazyjnej technologii rozpoznawania twarzy amerykańskiej firmy technologicznej Clearview AI, aby identyfikować rosyjskie ofiary i drwić z ich krewnych w mediach społecznościowych. Lukasz Raczylo 🅨 (@raczylo) | Twitter

W kwietniu tego roku proukraiński kanał Telegram o nazwie fckrussia2022 opublikował wideo przedstawiające rosyjskiego żołnierza z zabandażowanym jednym okiem, sugerując, że zostało ono wydłubane podczas tortur, i szydziło z niego jako „jednookiego” świni.

Być może najbardziej makabrycznym obrazem, jaki pojawił się w mediach społecznościowych w ostatnich tygodniach, jest zdjęcie torturowanego rosyjskiego żołnierza, któremu wyłupiono jedno oko, zanim został zabity. Towarzyszący mu post był podpisany „szukam nazistów”.

W kwietniu tego roku pojawiło się również wideo pokazujące ukraińskich żołnierzy strzelających w nogi bezbronnych rosyjskich jeńców wojennych poza miastem Charków. Osobne wideo opublikowane przez żołnierzy Legionu Gruzińskiego wspieranych przez Ukraińców i USA ukazywało bojowników dokonujących polowych egzekucji rannych jeńców rosyjskich w pobliżu wsi pod Kijowem.

Jest prawdopodobne, że ci żołnierze zostali ośmieleni „błogosławieństwem” przełożonych. Mamula Mamulaszwili, dowódca Legionu Gruzińskiego, który brał udział w egzekucjach polowych rannych rosyjskich jeńców wojennych, chwalił się w kwietniu , że jego oddział swobodnie angażuje się w zbrodnie wojenne: „Tak, czasami wiążemy im ręce i nogi. Wypowiadam się w imieniu Legionu Gruzińskiego, nigdy nie weźmiemy do niewoli rosyjskich żołnierzy. Żaden z nich nie zostanie wzięty do niewoli. Podobnie Gennadiy Druzenko, szef ukraińskiej wojskowej służby medycznej, stwierdził w rozmowie z Ukrainą24, że „wydał rozkaz kastracji wszystkich rosyjskich mężczyzn, ponieważ byli podludzi i gorsi od karaluchów”.

Ukraińscy urzędnicy przedstawiają kobietę torturowaną i zabitą przez Azowa jako ofiarę Rosji
Podczas gdy zachodnie media skupiają się na rosyjskich naruszeniach praw człowieka w kraju i na Ukrainie, ukraiński rząd zezwolił na kampanię propagandową znaną jako „Wojna Totalna” , która obejmuje podrzucanie fałszywych obrazów i fałszywych historii w celu dalszego zamieszania Rosji. W jednym ze szczególnie cynicznych przykładów tej strategii, Ukraina 24 – kanał telewizyjny, w którym goście nawoływali do ludobójczej eksterminacji rosyjskich dzieci – opublikował w kwietniu zdjęcie przedstawiające zwłoki kobiety z zakrwawioną swastyką na brzuchu. Ukraina24 twierdziła, że znalazła tę kobietę w Gostumel, jednym z regionów w obwodzie kijowskim, który Rosjanie opróżnili 29 marca.
Ukraiński parlamentarzysta Łesia Wasylenko i główny doradca prezydenta Zełenskiego Ołeksij Arestowycz opublikowali w mediach społecznościowych zdjęcie zbezczeszczonego trupa kobiety. Podczas gdy Wasylenko pozostawił zdjęcie w Internecie, Arestowicz usunął je osiem godzin po opublikowaniu, gdy skonfrontował się z faktem, że opublikował fałszywkę. W rzeczywistości obraz został zaczerpnięty z materiału pierwotnie zarejestrowanego przez Patricka Lancastera, amerykańskiego dziennikarza z Doniecka, który sfilmował zwłoki kobiety torturowanej i zamordowanej przez członków ukraińskiego batalionu Azow w piwnicy szkoły w Mariupolu, którą przerobili na bazę .
2:31 na wideo Lancastera można wyraźnie zobaczyć zwłoki kobiety. Max Blumenthal on Twitter

Gdy na Ukrainę napływa broń z państw NATO, a wojna się nasila, okrucieństwa prawie na pewno się nasilą – i to z błogosławieństwem kierownictwa w Kijowie. Jak głosił Zełenski podczas wizyty w mieście Bucza w kwietniu tego roku: „jeśli nie znajdziemy cywilizowanego wyjścia, znacie nasz naród – znajdą niecywilizowane wyjście”.

Autor- Maxie Blumenthalu – Max Blumenthal jest wielokrotnie nagradzanym dziennikarzem i autorem kilku książek, w tym najlepiej sprzedających się Republican Gomorrah , Goliath , The Fifty One Day War , oraz The Management of Savagery . Wyprodukował artykuły drukowane do szeregu publikacji, wiele reportaży wideo i kilka filmów dokumentalnych, w tym Killing Gaza . Blumenthal założył The Grayzone w 2015 roku, aby rzucić dziennikarskie światło na stan ciągłej wojny Ameryki, i jej niebezpieczne wewnętrzne reperkusje. Na Twitterze pod adresem @MaxBlumenthal . “One less traitor”: Zelensky oversees campaign of assassination, kidnapping and torture of political opposition | MR Online

olek19801 Bestia sama się pożera.

Mózg czyli inteligentny projekt

AlterCabrio, 27 kwietnia 2022 https://www.ekspedyt.org/2022/04/27/mozg-czyli-inteligentny-projekt/

Mózg, jak i cała biologia, są oczywiście inteligentnie zaprojektowane. Od zgrabnej koordynacji aktywności neuronalnej między neuronami i regionami mózgu po niezwykłe, jakby rządzące się swoimi prawami zachowanie pojedynczych cząsteczek i atomów, które składają się na neurony i neuroprzekaźniki – mózg nosi niewątpliwy odcisk palca Projektanta.

−∗−

W menu na dziś danie naukowe. Artykuł z serwisu Mind Matters, w którym profesor neurochirurgii omawia dowody na to, że nasz mózg jest inteligentnym projektem. Materiał z pogranicza medycyny i filozofii.

Zapraszam do lektury.

____________***____________

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie dolbadarn_castle_ac.jpg

Castle

Tak! Istnieją dowody na inteligentny projekt mózgu

Gdyby nasze mózgi nie były inteligentnie zaprojektowane, nie mielibyśmy powodu, by wierzyć w cokolwiek, co mówią nam nasze zmysły

To oczywiście ogromny temat. Mózg, jak i cała biologia, są oczywiście inteligentnie zaprojektowane. Od zgrabnej koordynacji aktywności neuronalnej między neuronami i regionami mózgu po niezwykłe, jakby rządzące się swoimi prawami zachowanie pojedynczych cząsteczek i atomów, które składają się na neurony i neuroprzekaźniki – mózg nosi niewątpliwy odcisk palca Projektanta. Istnieje jednak inny zdroworozsądkowy sposób wywnioskowania projektu mózgu, który jest prosty i wydaje mi się całkiem przekonujący — opiera się na przekonaniu, że nasze postrzeganie i koncepcje są zgodne z prawdą.

Aby zobaczyć, w jaki sposób wskazuje to na inteligentny projekt mózgu, rozważ bardzo przekonujący argument na istnienie Boga, zaproponowany przez filozofa Richarda Taylora (1919–2003) w jego książce Metafizyka. Filozof tomista Edward Feser daje tutaj niezłe streszczenie i komentarz. Sparafrazuję argumentację Taylora:

Wyobraź sobie, że siedzisz w pociągu w Anglii i widzisz na zboczu wzgórza zbiór kamieni z napisem BRITISH RAILWAYS WITA CIĘ W WALII.

Teoretycznie byłyby dwa sposoby ułożenia kamieni w ten sposób. Jednym ze sposobów byłoby ich celowe ułożenie przez inteligentny czynnik, aby przekazać wiadomość, że wjeżdżasz do Walii. Innym sposobem byłoby to, że wiatr i deszcz losowo przesunęły kamienie, aby przypominały sensowną wiadomość, ale w rzeczywistości nie miało to inteligentnego źródła. Prawdopodobieństwo obu możliwości jest nieistotne dla argumentacji.

Teraz można albo uwierzyć, w oparciu o układ kamieni, że faktycznie wjeżdżasz do Walii, albo w to nie uwierzyć. W cokolwiek uwierzysz, jest również nieistotne dla argumentu. Chodzi o to, że nie można zasadnie uwierzyć, że kamienie powstały przypadkowo, a jednocześnie wierzyć, że przekazują wiadomość, że wjeżdżasz do Walii. Oznacza to, że wierzysz w treść semantyczną przekazywaną przez materię tylko wtedy, gdy uporządkowanie materii jest inteligentnie zaprojektowane.

Taylor przedstawia teraz analogię do procesów neurologicznych naszego mózgu. Wierzymy w wiadomości przekazywane przez naszą neurofizjologię — przez układ naszych neuroprzekaźników i naszych neuronów. Gdyby te funkcje mózgu wyewoluowały w wyniku ewolucji darwinowskiej — to znaczy powstały w wyniku nieinteligentnej, przypadkowej, dziedzicznej zmienności i doboru naturalnego — to nie moglibyście mieć uzasadnionego przekonania, że ​​spostrzeżenia i koncepcje generowane przez mózg mają prawdziwe znaczenie. Nieracjonalne byłoby przypisywanie treści semantycznej procesowi materialnemu, w którym brakuje inteligentnego projektanta.

Taylor używa tego rozumowania, aby argumentować za istnieniem Boga. Kiedy wierzymy, że nasze spostrzeżenia i koncepcje wskazują na prawdę, bezwarunkowo uznajemy istnienie Boga, który je zaprojektował. Gdyby neurofizjologia, która generuje nasze spostrzeżenia i koncepcje, nie była inteligentnie zaprojektowana, nie mielibyśmy uzasadnionych powodów, by wierzyć, że wskazują one na prawdę, tak samo jak nie mielibyśmy uzasadnionych powodów, by wierzyć, że nieinteligentny zlepek kamieni mówi nam, w którym miejscu Anglii jesteśmy. Jest to całkiem dobry argument za istnieniem Boga i oczywiście jest to również dobry argument za inteligentnym projektem mózgu.

Zauważ, że ten argument stawia tych, którzy zaprzeczają istnieniu Boga, w trudnej sytuacji retorycznej — jeśli zaprzeczają istnieniu Boga, to nie mogą wierzyć, że ich postrzeganie i koncepcje mają jakąkolwiek orientację na rzeczywistość.

Ed Feser w swoim komentarzu do argumentacji Taylora omawia szereg zarzutów, które można postawić analogii Taylora. Zaznacza, że ​​żaden z oczekiwanych wywodów nie kończy się sukcesem. Na przykład ateista może argumentować, że mamy uzasadnione indukcyjne powody, by ufać naszym zmysłom i pojęciom, nawet jeśli nasze mózgi nie są inteligentnie zaprojektowane, ponieważ codziennie doświadczamy, że nasze postrzeganie i koncepcje korelują z rzeczywistością. Ale to tylko błędne koło. Jeśli nasz mózg nie jest od początku inteligentnie zaprojektowany, to nie mamy uzasadnienia, by ufać naszemu procesowi rozumowania indukcyjnego lub percepcji.

Argumentacja Taylora za istnieniem Boga jest również dobrą argumentacją na rzecz inteligentnego projektu mózgu. Jak już zauważyłem, dowody na inteligentny projekt mózgu są ogromne i niezaprzeczalne, podobnie jak w przypadku wszystkich aspektów biologii. Zaletą wywodu Taylora jest to, że logicznie zmusza on ateistów i innych, którzy zaprzeczają inteligentnemu projektowi, do zaprzeczania również ich zdolności do poznania rzeczywistości i prawdy. Oczywiście brak zdolności do zrozumienia rzeczywistości i poznania prawdy jest cechą charakterystyczną ateizmu i zaprzeczania inteligentnemu projektowi, a argumentacja Taylora dostarcza jasnego i całkiem zmyślnego sposobu na to podkreślenie.

◊ ◊ ◊

Może cię także zainteresować: Moje wyzwanie rzucone dwóm ateistom, którzy zaprzeczają wolnej woli. W blogosferze naukowej jest aż nadto tych bzdur. Jeśli Pigliucci lub Coyne chcieliby dyskutować o wolnej woli, mogą uznać to za wyzwanie ode mnie. Wolna wola nie ma fizycznej przyczyny? Przynajmniej cztery kategorie zdarzeń w przyrodzie nie mają przyczyny fizycznej. Zaprzeczanie wolnej woli nie jest nauką, tylko ateizmem w fartuchu laboratoryjnym.

*******************
Michael R. Egnor, jest lekarzem, profesorem neurochirurgii i pediatrii na State University of New York, Stony Brook, był dyrektorem neurochirurgii dziecięcej i wielokrotnie nagradzanym neurochirurgiem. W 2005 roku New York Magazine uznał go za jednego z najlepszych lekarzy w Nowym Jorku. Wykształcenie medyczne otrzymał w Columbia University College of Physicians and Surgeons, a rezydenturę ukończył w Jackson Memorial Hospital.

*******************

______________

Yes! There Is Evidence For the Intelligent Design of the Brain, Michael Egnor, April 19, 2022

Propaganda. Postępy Postępu.

Mirosław Dakowski, 30 kwietnia 2022

Wiemy oczywiście, że prawda jest pierwszą ofiarą wojny. To wiemy od bardzo dawna.

Ale jednak różnica między propagandą n.p. w czasie II Wojny Światowej, a propagandą w czasie obecnej parodii, tak wojny jak i sprawozdań z jej przebiegu, jest ogromna.

W czasie drugiej wojny światowej pojawiły się, chyba najpierw w Wielkiej Brytanii, książki Arkadego Fiedlera Dywizjon 303, a także Janusza Meissnera Żądło Genowefy oraz L jak Lucy. Były to zbeletryzowane relacje, opowieści z walk polskich lotników w Bitwie o Anglię. Przez kilkadziesiąt lat po wydaniu tych książek nie znaleźli się, o ile wiem, krytycy, którzy by zarzucili autorom kłamstwo. W tamtych czasach pisanie kłamstw byłoby natychmiast zauważone i potępione.

Obecnie jednak po przeszło 80 latach, twórcy propagandy zbezczelnieli, uznają że można już pisać dowolne kłamstwa, które – tak przez tak zwaną opinię międzynarodową, jak i później przez czytelników, zostaną uznane za prawdę. Ściślej – wiedzą, że prawda i kłamstwo to pojęcia przestarzałe.

Takich przykładów w czasie obecnej wojny rosyjsko – ukraińskiej mamy tysiące, a może nawet dziesiątki tysięcy, i to po obu stronach konfliktu. Dlaczego jednak w Polsce nagłaśniane są jako prawda jedynie kłamstwa strony władz ukraińskich; o tym nie chciałbym to mówić. To jest osobna bolesna sprawa.

Jednak dlaczego spora część portali, które dotąd uważałem, uważaliśmy, za w miarę obiektywne, jak Polonia Christiana, Czas Najwyższy, stanęły odważnie po stronie kłamstwa, tego nie wiem i nie rozumiem.

Oczywiste jest, że kłamią patentowane tuby kłamstwa jak Jarek oraz Jacek Kurscy, z dobrej, nienawidzącej Polaków gałęzi rodu Bernsztajnów kłamią, może nie unisono, ale jeden na żółto drugi na niebiesko, to nas nie powinno dziwić. Por.: Mów mi wuju. Z Sommersteinów Bernstein, Namier – Kurski.Jarek i Jacek.

Podam przykład tak zwanego „Ducha Kijowa” czyli mitycznego lotnika ukraińskiego, który to w dwa czy trzy tygodnie, według propagandy ukraińskiej, zestrzelił 40 samolotów wroga. Według pilotów wojskowych przy obecnym stanie techniki, a również przy obecnym stanie lotnictwa czy to po stronie ukraińskiej czy rosyjskiej jest to ewidentne bzdura, brednia, czyli niemożliwe jest dokonanie czegoś takiego w warunkach współczesnej wojny.

Propaganda jednak nie bierze oczywistości pod uwagę. Zakłada, może i słusznie że ludzie bombardowani tysiąckrotnie jakąkolwiek bzdurą, czy to na temat Lotnika – ducha, czy na temat strasznych skutków pandemii, w takie brednie wreszcie uwierzą. Podaję te dwa przykłady: z drugiej wojny światowej oraz z obecnej parodii tak wojny, jak i informowania o niej, byśmy zdali sobie sprawę jak ogromne są postępy Postępu.

[Poniższe pisane 30 kwietnia, nie na Prima Aprilis. MD]

„Duch Kijowa” zginął w powietrznej bitwie. Wiadomo, kim był: Tarabalka.

https://nczas.com/2022/04/30/duch-kijowa-zginal-w-powietrznej-bitwie-wiadomo-kim-byl/

„Duch Kijowa”, czyli – wedle ukraińskiej propagandy – bohaterski pilot, który miał zestrzelić kilkadziesiąt rosyjskich samolotów, zginął w połowie marca podczas powietrznej bitwy – zdradził brytyjski dziennik „The Times”.

Brytyjska gazeta ujawniła też dane pilota, którego Ukraińcy uważają za bohatera wojennego. „Duchem Kijowa” był ponoć 29-letni major Stefan Tarabalka.

Tajemniczy ukraiński „mściciel” miał – od momentu wybuchu wojny – zestrzelić 40 rosyjskich samolotów. Według „The Times” pilot poległ 13 marca podczas powietrznego starcia „z przeważającymi siłami wroga”. [Czyli zestrzeliwał prawie półtora samolotu dziennie, nawet w łyk-endy… MD]

Tarabałka został pośmiertnie nagrodzony najwyższym ukraińskim odznaczeniem za odwagę w walce, Orderem Złotej Gwiazdy, oraz tytułem Bohatera Ukrainy.

Hełm i gogle pilota mają teraz trafić na aukcję w Londynie.

Tarabalka stał się „tajemniczą legendą”, gdy rząd ukraiński ogłosił, iż ów pilot zestrzelił sześć rosyjskich samolotów pierwszego dnia wojny. Został przy tym nazwany „Duchem Kijowa” i „koszmarem dla rosyjskich samolotów”.

Ukraiński pilot miał żonę i ośmioletniego synka.

Z danych przedstawionych przez sztab generalny ukraińskich sił zbrojnych wynika, że od początku wojny Rosjanie stracili 189 samolotów i 155 śmigłowców. [i srutu-tutu… MD]

NCzas/TVP Info

=============================

mail: Ot, jak NCz kłamie, cytują idiotyczną propagandę: „Mariupol od wielu tygodni jest oblężony i bombardowany przez rosyjskie wojska. W mieście panuje dramatyczna sytuacja humanitarna: brakuje żywności i wody, nie ma prądu ani łączności.”

A tymczasem – od ok 10 dni Mariupol jest wolny, sprząta, leczy się…

Kiedy urodzi się ostatni Polak?

Kiedy urodzi się ostatni Polak? Jan Pospieszalski ostrzega przed czyhającą na Polskę katastrofą.

29 kwietnia 2022 https://pch24.pl/jan-pospieszalski-demografia-to-powazna-sprawa-nie-zostawiajmy-jej-tylko-politykom/

Wskaźniki urodzeń i zgonów za rok 2021 rozjechały się jak nigdy dotąd. W ubiegłym roku umarło nas ponad pół miliona, a urodziło się zaledwie 331 tysięcy – alarmuje Jan Pospieszalski w swym najnowszym wideofelietonie „W Pośpiechu” na łamach naszego portalu.

Liczba urodzeń w Polsce spadła w stosunku do poprzedniego, czyli w tym przypadku 2020 roku, o 24 tysiące. Z kolei wskaźnik dzietności (liczba urodzeń przypadających na jedną kobietę w wieku prokreacyjnym) zredukował się z 1,42 do 1,38.

– Jeszcze 4 lata temu liczby urodzeń i zgonów oscylowały blisko siebie, wokół 400 tysięcy. Dzisiaj ta różnica wynosi 170 tysięcy. To tak jakby z powierzchni Polski zniknął Olsztyn, miasto wielkości Bielska-Białej czy Zabrza. Czy kogoś to obchodzi, czy ktoś się tym martwi? – zastanawia się publicysta. – Jakoś nie słyszę alarmistycznych informacji, debat, jakiejś refleksji i namysłu – dodaje.

Jak zauważa Jan Pospieszalski, jeżeli już pojawia się w publicznej debacie ten problem, to jedynie w kontekście rynku pracy albo ewentualnego upadku systemu emerytalnego, nie zaś w perspektywie przyszłości narodu bądź w aspekcie cywilizacyjnym.Czy pytanie nie powinno być postawione inaczej: czy nam w ogóle chce się żyć? I po co nam Polska?… (…) Brak poważnej dyskusji na ten temat jest czymś bardzo niepokojącym – podkreśla wieloletni twórca programu TVP „Warto Rozmawiać”.

Według różnych prognoz, utrzymanie się obecnych tendencji demograficznych przyniesie na koniec wieku rezultat w postaci skurczenia się populacji naszego kraju do 17 milionów, czy też nawet 13 milionów mieszkańców.

W manifestach poszczególnych partii trudno jednak doszukać się reakcji w postaci długofalowego programu zmierzającego do odwrócenia trendu, który może w końcu sprawić, że nasz naród nie będzie już zdolny powrócić do dzietności gwarantującej chociażby zastępowalność pokoleń, nie mówiąc już o trwałym wzroście liczby ludności. Jak wskazuje publicysta, ugrupowania polityczne patrzą naprzód w perspektywie bardzo krótkiej – tak, by wystarczyło do zachowania bądź wywalczenia oczekiwanej liczby miejsc w parlamencie.

Docenienie wartości rodzicielstwa znacznie rzadziej niż w przeszłości jest też obecne w duszpasterstwie Kościoła, który hołubi dziś na watykańskich pokojach nie obrońców życia, lecz eugeników i depopulatorów pokroju Jeffreya Sachsa.

Publicysta wskazał pozytywny przykład europejskiego przywódcy, który w ciągu dekady zdołał podnieść w swym kraju wskaźnik urodzeń z poziomu 1,25 do 1,6. Mowa o premierze Węgier Viktorze Orbanie. Jego strategia zakładała nie tylko ratowanie demografii poprzez świadczenia w rodzaju 500+. Również rabaty w cenach za energię, zasiłek macierzyński, płatny urlop wychowawczy, ulgi podatkowe i mieszkaniowe, zachęcające młodych ludzi do zawierania małżeństw. Rodzina z czwórką dzieci praktycznie nie płaci podatków. W trakcie rządów Fideszu zarobki wzrosły o ponad 60 procent.

Być może tutaj tkwi fenomen sukcesu wyborczego Orbana sprzed kilku tygodni – ocenia Jan Pospieszalski. Premier nie tylko wspiera węgierskie rodziny ekonomicznie, ale także wielokrotnie podkreśla, że są one prawdziwym skarbem. Zabiega o promowanie narodowej tożsamości, wzmacnianie patriotycznej dumy. Przepędził kosmopolityczne organizacje sorosowskie, zatruwające życie społeczne rozwadniającymi tożsamość ideami.

Był straszny wrzask w całej Europie, ale nie uląkł się. Patrząc na naszą politykę, na to, co dzieje się na polskich uczelniach, na ten mental młodych ludzi, na wzrost preferencji wyborczych w stronę skrajnej lewicy wśród młodzieży akademickiej, a szczególnie wśród wykładowców akademickich – tutaj jesteśmy daleko w tyle podkreśla felietonista.

Jak zauważa, nawet tak prosta rzecz jak postulowane przez  środowiska konserwatywne wypowiedzenie skrajnie lewicowej tzw. konwencji stambulskiej przez szereg lat rządów „prawicy” nie zostało zrealizowane.

Możemy uczyć się czegoś od tego powszechnie dzisiaj w Europie napiętnowanego Viktora Orbana, bo demografia to jest sprawa poważna. Moim zdaniem, powinniśmy o tym pamiętać – zbyt poważna by pozostawić ją tylko politykom – przestrzega Jan Pospieszalski.

Źródło: PCh24TV

Demograficzna BOMBA tyka. Czy POLACY znikną? || W Pośpiechu

Cenzura internetu w Polsce stała się faktem

[proszę o wiadomość, gdyby jakiś syn pani lekkiego prowadzenia zrobił takie kuku mojej stronie. Mirosław Dakowski]

@Bolxx454 wykop.pl https://www.wykop.pl/link/6638933/cenzura-internetu-w-polsce-stala-sie-faktem/

Na żądanie ABW, bez wyroku sądu blokowane są polskie portale – Jak donosi portal zaufanatrzeciastrona.pl w Polsce bez wyroku sądu na żądanie ABW operatorzy blokują polskie prywatne strony, zablokowano tak m.i. www.wolnemedia.net oraz www.wrealu24.tv

================================

[Sprawdziłem. Kuleje, ale można znaleźć: md]

Chyba wszystkie sieci blokują już „Wolne Media”!

Opublikowano: 28.04.2022 https://wolnemedia.net/siec-orange-blokuje-dostep-do-portalu-wolne-media/

Aktualizacja 1

Cenzurują nas: Orange, Play, Plus, T-Mobile, UPC, Multimedia, Vectra i prawdopodobnie inne sieci, o których nigdy nie słyszałem. Do cenzury właśnie dołączył mój dostawca internetu – firma Vectra. Mogłem wejść na portal przez VPN. Wygląda na to, że pracownicy Vectry nie są ocenzurowani, by zgrywać głupa przed klientami skarżącymi blokadę. Kiedy zadzwoniłem i zapytałem o blokadę mojego portalu wolnemedia.net, nagle zrobiła się cisza na kilka minut, a potem kobieta wróciła i powiedziała „Przepraszam, miałam chwilę przerwy”. Widocznie poszła zapytać szefa, jak ma ze mną rozmawiać. Kobieta na infolinii śmiała mi się do słuchawki i świetnie się bawiła, czytając mi artykuły na portalu po kliknięciu w nie. Kazała mi pisemko napisać do bok@vectra.pl. Czy chcę czy nie, będę musiał zaangażować w to prawnika, ponieważ chcą mnie pozbawić pieniędzy na życie. Spadnie liczba wejść do zera, spadną darowizny, a z czegoś trzeba jedzenie kupić, czynsz opłacić. Portal finansują wyłącznie czytelnicy, dla których istnieje. Proszę, mówcie wszystkim, jak mogą odzyskać dostęp do „Wolnych Mediów”.

Aktualizacja 2

Do cenzury używana jest lista stron antyhazardowych, ale w sposób utajony. Domeny blacklist.rpz, ns1.hazard.rpz i root.hazard.rpz mówią wszystko. oto, co wyskakuje po komendzie dig w jednej z sieci blokujących nasz portal:

[—-]

Istnieje w Polsce rejestr stron blokowanych z powodu hazardu, hakerstwa i ogólnie przekrętów. Lista stron jest jawna i dostępna pod adresem: https://hazard.mf.gov.pl/. Lista jest jawna, aby właściciele domen na tej liście mogli sprawdzić, czy są blokowani i mogli odwołać się od decyzji. Sprawdziłem nasza domenę.

Nie ma jej na liście! Oznacza to, że narzędzie do walki z nielegalnymi stronami organizacji przestępczych lub zagranicznych kasyn nie płacących w Polsce podatków, zostało użyte do prewencyjnej cenzury politycznej. Stało się więc dokładnie to, przed czym ostrzegali krytycy „Ustawy antyhazardowej”, że będzie nadużywana. Niewykluczone, że operatorzy mogą nie mieć pojęcia, że coś blokują, ponieważ serwery dns zaciągnęły dane z jakiegoś pliku z rządowego serwera, z którego aktualizują zabezpieczenia.

Krąży oddolna lista tworzona przez użytkowników z blokowanymi domenami. Wiadomo, że blokują rosyjskie media, jak agencje informacyjne Sputnik, RIA i RT (alternatywy naszego PAP, IAR i TVP Info), ale również strony należące do Polaków:

wolnemedia.net (cytujemy światowe media, w tym rosyjskie i ukraińskie, krytykujemy prorosyjską narrację smoleńską komisji Millera, antypolonizm, NWO, Wielki Reset, Bilderbergów, Wielką Farmację, nazizm, szkodliwe decyzje polityków wszystkich partii, cenzura nastąpiła po nagłośnieniu starych nagrań komisji śledczej z agentem CBA, które sugerują, że rząd i politycy mogą być szantażowani przez Ukrainę sekstaśmami – PiS wpadł w panikę, że to się rozejdzie?)

xportal.pl (blog z alternatywnymi informacjami, naraził się PiS-owi kopiowaniem newsów z Rosji)

dziennik-polityczny.com (nie mam pojęcia co to za strona)

myslpolska.info (stara polonijna gazeta powstała w Londynie w czasie II wojny światowej, aktualnie wydawana w Polsce, pisuje do niej Mateusz Piskorski, więzień polityczny PiS-u więziony 3 lata za szpiegostwo polegające na wpływaniu na opinię publiczną w Polsce działalnością publicystyczną, krytykował PiS i Kaczyńskiego)

neon24.info, neon24.pl, neon24.tv, neon24.info, nowyekran24.com (polscy blogerzy, często patrioci, stara nazwa „Nowy Ekran”, kiedyś się skrzyknęli i kandydowali do Sejmu robiąc konkurencję PiS-owi, głównym szefem jest Polak z Australii)

wrealu24.pl, wrealu24.tv (telewizja opozycyjna dla PiS-u)

wicipolskie.pl (strona Polki krytykującej szczepionki, NWO, Wielki Reset, Wielką Farmację i aktualną politykę PiS-u)

Jak więc widać, jest to lista politycznej opozycji PiS-u lub lista stron, które wg PiS-u sprzyjają Konfederacji.

Artykuł z wczoraj

Czy to cenzura polityczna „ku chwale Ukrainy”, aby ludzie nie wiedzieli zbyt wiele?

Domena jest opłacona, serwer jest opłacony, awarii serwera nie było, więc komunikat o problemie z połączeniem z naszą stroną wygląda na pretekst i przerzucenie na nas odpowiedzialności za niedostępność portalu.

Technicznie cenzura może polegać na usunięciu adresu wolnemedia.net z DNS-ów, które dostarczają Orange, Play, UPC, T-Mobile, Plus i być może inni operatorzy. Domena wolnemedia.net powinna wskazywać na 192.166.218.33 (poprawnie), a wskazuje w tych sieciach na 127.0.0.1 (niepoprawnie).

Otrzymałem kilkadziesiąt wiadomości od różnych użytkowników (emaile i wiadomości w komunikatorach), że od wczoraj po południu sieć Orange blokuje użytkownikom dostęp do naszego portalu. Później podobny problem zaczęli zgłaszać użytkownicy innych sieci.

Pierwsza wiadomość: „Dzień dobry, Państwa strona, tj. wolnemedia.net, jest blokowana w sieci Orange PL. Sprawdzałem i działa na komputerze stacjonarnym i w innych sieciach. Wszystkie osoby (sprawdziłem kilkoro znajomych) mające kartę Orange PL nie wejdą na ww. stronę. Sprawdzałem również różne przeglądarki internetowe na Androidzie Firefox, Firefox Nightfly i Chrome. Wychodzi na to, że to ewidentnie wina Orange. Dzisiaj idę do salonu Orange się dowiedzieć o co chodzi. Jak się przyznają do cenzury, to dzwonię do Rzecznika Praw Konsumentów. Wolałbym im zrobić koło gitary, np. pozew zbiorowy, niż tak od razu opuszczać ich sieć. To ich nie zaboli, większość się nie przejmie tym faktem, byle »Wyborcza« działa. Pozdrawiam i życzę szczęścia w rudnych czasach”.

Druga wiadomość: „Orange nie pozwala czytać wolnych mediów… Dziś od popołudnia. Da się wejść przez proxy (wchodziłem przez proxysite.com)”.

Trzecia wiadomość: „Admin, strona leży dla Polski”.

Czwarta wiadomość: „Ocenzurowali was, przez USA działa, przez Polskę nie działa”.

Piąta wiadomość: „Moi Kochani, widzę, że wolnemedia portal został zbanowany?”

Szósta wiadomość: „Orange – Polska – Brak dostępu”.

Ósma wiadomość: „Wolne Media wczoraj się wysypały na chwilę, a dzisiaj zniknęły całkowicie”

Dziewiąta wiadomość: „Jak zauważyłem portal WM jest blokowany przez krajowy net. Wejść się da na site jedynie przy użyciu jakiegoś szyfrującego VPN. Próbowałem tak i tak, przez 2 przeglądarki, i efekt zawsze ten sam – mobilny Orange blokuje”.

Dziesiąta wiadomość: „Szanowni Państwo, sytuacja w Play analogiczna jak w Orange”.

Jedenasta wiadomość: „Ja jestem w Play, ale też podobnie czy na stronie przeglądarki DuckDuckGo nie otwiera mi się. Czyli wygląda na to, że na ogół zablokowali”.

Nasza inicjatywa dla dzieci – JuniorFilm.pl – działa na tym samym adresie IP serwera co nasz portal. „Junior Film” działa, a to oznacza, że blokowany jest nie adres IP tylko domena wolnemedia.net. Oto wiadomość od czytelnika: „Chciałem tylko potwierdzić, że zarówno na internecie mobilnym Orange jak i stacjonarnym (bablowym – Neostrada) także nie da się wejść na Państwa portal. Sprawdzałem także portal juniorfilm.pl – ten działa, więc wygląda jakby blokowana była domena”.

Kolejna wiadomość to potwierdza: „Cześć. Sprawdziłem. T-mobile przesyłanie danych komórkowych działa strona w przeglądarce Chrome. A jak ustawię na PLAY to wychodzi że “Serwer wolnemedia.net używa nieobsługiwanego protokołu”. Przeglądarka Duck&Go też na PLAYu nie otwiera. Juniorfilm.pl na Duck&Go się otwiera. Na Chromie też. [na telefonie] na TORze działa strona wolnemedia.net przez PLAY. Czyli zapewne domenę zablokowali”.

To dowód cenzury – JuniorFilm.pl ma dokładnie ten sam certyfikat SSL i to samo IP serwera. Technicznie cenzura może polegać na usunięciu adresu wolnemedia.net z DNS-ów, które dostarczają telekomy. Dowód, że serwer działa – można wejść na niego przez bramkę proxy i VPN. Gdyby ustawienia serwera były błędne, wówczas nigdzie strona by nie działała.

Skontaktowałem się na czacie z Play i odpisali (pisownia oryginalna): „witam, nie blokujemy zewnętrznych stron” i „prosze spróbowac z innej przeglądarki jeśli nadal będzie kłopot proszę wyslac nam zdjęcie na mail ok@pomocplay.pl”. Cóż, w międzyczasie dostałem na Lurkerze potwierdzenie blokowania przez Play. Wysłałem link do zrzutu ekranu i otrzymałem odpowiedź: „Dzień dobry, na czacie nie weryfikujemy takich kwestii, zajmujemy się tu sprawami wyłącznie telekomunikacyjnymi. W tej sprawie należy napisać na ok@pomocplay.pl”.

Z Orange na czacie nie da się skontaktować, ponieważ bot głupieje. Na infolinii kazali mi się skontaktować z rzecznikiem prasowym Orange, co też uczyniłem. Wysłałem dzisiaj rano zapytanie o wyjaśnienie sprawy, domagając się przy okazji odblokowania naszego portalu. Wysłałem też wiadomości do pozostałych telekomów.

Widać również po naszych statystykach, że nastąpił wyraźny spadek wejść na nasz portal – dzisiaj jest to ok. 55% dotychczasowego ruchu, a jutro może być jeszcze gorzej, ponieważ niektóre sieci wprowadziły blokadę dzisiaj, w miarę upływu dnia.

Najprawdopodobniej politycy kompletnie przestali się przejmować przepisami prawa, ponieważ złamano nie tylko konstytucyjny zakaz cenzury prewencyjnej, ale również prawo użytkowników wszystkich blokujących nas sieci do pozyskiwania informacji.

Art. 54

1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. (…)”

Możliwe również, że telekomy podmieniając na swoich serwerach w DNS-ach adres IP dla portalu wolnemedia.net popełniły przestepstwo z Art. 287 § 1 Kk o treści: „Kto, w celu (…) wyrządzenia innej osobie szkody, bez upoważnienia, wpływa na automatyczne przetwarzanie, gromadzenie lub przekazywanie danych informatycznych lub zmienia, usuwa albo wprowadza nowy zapis danych informatycznych, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Dane teleinformatyczne zostały zmienione i wprowadzono nowy zapis danych w celu wyrządzenia szkody naszemu portalowi oraz użytkownikom, poprzez wprowadzanie ich w błąd w celu blokowania dostępu do informacji.

Użytkownicy z blokowaną stroną mogą dzwonić na infolinię do działu technicznego swojego telekomu, by wyjaśnili wam, jak odblokować na komórce dostęp do naszego portalu.

Aby rozmawiać z człowiekiem w Orange (bo włączy się sztuczna inteligencja) należy powiedzieć „chcę rozmawiać z człowiekiem” a z kolejnych pytań ukierunkować rozmowę z konsultantem pomocy technicznej. Możecie również wysłać maile z protestem.

Porada jednego z czytelników: możecie w przypadku wykrycia blokady portalu wolnemedia.net zgłosić awarię internetu objawiającą się niepoprawnie działającym DNS-em (podając jako przykład wolnemedia.net). Na koniec miesiąca należy złożyć reklamację i domagać się zwrotu abonamentu za dni, w których nie działał poprawnie DNS. Możliwe, że będziecie mieć internet za darmo – a z DNS-ów możecie korzystać jakiś innych. Niech się operator zastanowi czy mu się opłaca celowe psucie usługi – aby nie dostać kasy.

W każdym razie warto zgłaszać awarię i brak dostępu do wolnemedia.net. Nie dawajcie sobie wciskać kitów, że to wina właściciela serwera, bo coś źle skonfigurował.

Gdyby to była prawda, nie można byłoby wchodzić na stronę u innych dostawców (jeszcze nie blokujących dostępu), przez proxy, itd.

Porady, jak wejść na nasz portal poniżej – skopiuj je do pliku tekstowego, ponieważ w każdej chwili nasza strona może Ci zniknąć!

[Poniżej w oryginale MD]

=================

mail: to postawić własnego dns na vpn i moga latac , bo jak zablokuja porty to sami zrobia sobie kuku 

Ukraina – test z cywilizacji Polski

Prof. Anna Raźny https://www.bibula.com/?p=133698

Tocząca się na Ukrainie wojna odsłania prawdziwe oblicze tych, którzy decydują o losach Polski i postawach Polaków w czasie skrajnego zagrożenia naszego bytu państwowego i narodowego. Obnaża oblicze nie tylko ludzi polityki oraz podporządkowanych im mediów, kultury i nauki, ale również Kościoła.

Nigdy wcześniej nie było między nimi takiej jednomyślności w sprawie Ukrainy i Rosji, jaką reprezentują od 24 lutego bieżącego roku. Wszyscy zgodnie popierają wszelkie wcześniejsze oraz obecne działania Ukrainy– również zbrodnie dokonywane na mniejszości rosyjskiej zamieszkującej Donbas. Wszyscy zgodnie potępiają Rosję i odrzucają jej prawo do obrony tej mniejszości przed ukraińskim ludobójstwem. Poparcie dla Ukrainy osiągnęło niespotykany dotychczas w Polsce poziom  w  dwustronnych relacjach z innym państwem.

Jednostronna uległość

Taki kierunek polityki polskiej nie jednak wyrazem identyczności polskich i ukraińskich interesów narodowych. Te są bowiem rozbieżne w wielu kwestiach – nade wszystko jednak w sferze polityki historycznej i związanej z nią dyskryminacji mniejszości narodowych na Ukrainie. Również mniejszości polskiej, która nie miała i nadal nie ma takich praw, jakie ma mniejszość ukraińska w Polsce. Wiedza na ten temat jest w polskim społeczeństwie znikoma, gdyż jest wręcz reglamentowana przez elity polityczne i mainstreamowe media.

Nadal nie zna ono pełnej prawdy również o ludobójstwie ukraińskim dokonanym na polskiej ludności Wołynia i Galicji Wschodniej – m.in. dlatego, że w polskich podręcznikach w dalszym ciągu przekazywana jest na ten temat informacja o „konflikcie polsko-ukraińskim”. Przeinaczenia, fałsz, półprawdy – to instrumenty ukrainizacji polskiej polityki w szkolnictwie, nauce, mediach. Dzięki takim instrumentom propaganda wojenna osiągnęła w mediach apogeum niespotykane gdzie indziej. Jego dźwignią jest czarna manipulacja prawdą i faktami, której klasycznym przykładem jest ludobójstwo w Buczy. Jeszcze nie działa żadna międzynarodowa komisja, która by je badała, żaden zespół niezależnych biegłych śledczych, ale polscy politycy i wszystkie bez wyjątku upolitycznione media twierdzą za ukraińskimi mentorami, że winę za Buczę ponosi wyłącznie Rosja.

Zarówno zafałszowana polityka historyczna, jak i manipulacja prawdą w propagandzie wojennej służą kształtowaniu uległości polskiego społeczeństwa wobec transatlantycko-natowskiej polityki Warszawy. W polityce tej Polsce została wyznaczona przymusowa przyjaźń dla Ukrainy i jednoczesna wrogość wobec Rosji. Te przymusowe postawy są oderwane od polskiej racji stanu, w której ponad wszelką przyjaźń winny być postawione nasze  interesy narodowe określane przez wartości cywilizacji, z którą utożsamia się Polska. Żadna bowiem wojna nie unieważnia tożsamościowych kryteriów cywilizacyjnych danego narodu, również polskiego.

Jeśli chcemy twierdzić nadal, że pozostajemy w cywilizacji łacińskiej/chrześcijańskiej, to musimy pamiętać, że nie przewiduje ona wersji wojennej. Przewiduje, a raczej dopuszcza natomiast wojnę sprawiedliwą/słuszną. Jej warunkiem jest słuszność sprawy – causa iusta. Według zarówno św. Augustyna, jak i św. Tomasza – jest nią naprawienie wyrządzonych krzywd i zaprowadzenie sprawiedliwości. Celem słusznej wojny jest zawsze pokój. Czy wobec tych kryteriów cywilizacyjnych Polska znajduje się obecnie jeszcze w cywilizacji chrześcijańskiej, czy dominują w niej obce tej cywilizacji wartości oraz idee? Czy wskutek tego buduje jakąś mieszankę cywilizacyjną, która – w koncepcji Feliksa Konecznego jest zawsze „trująca”…

Świadectwem naszej łacińskości jest niewątpliwie wojenna „miłość” Polski do Ukrainy. W hierarchii wartości moralnych, a także psychologicznych postawie tej należy się wysoka ocena. Rodzi się ona bowiem z moralnego niepokoju o los cierpiących z powodu wojny szarych obywateli Ukrainy. Empatia, solidarność, ofiarna pomoc są tu przejawem wciąż żywego jeszcze polskiego etosu narodowego, ukształtowanego przez chrześcijańskie wartości.

Natomiast transport broni na Ukrainę, szkolenie najemników dla nazistowskich formacji, które od 2014 roku eksterminowały rosyjskojęzyczną ludność Donbasu,  przeczy tym wartościom Jest dowodem uzależnienia Polski od amerykańskich i natowskich ośrodków władzy, nie służy osiągnięciu pokoju i sprawiedliwości. Te dwa nastawienia  kształtują się na odmiennych wartościach moralnych i cywilizacyjnych; są na poziomie aksjologicznym sprzeczne. Mogą jednak rodzić postawę łączącą owe sprzeczności: fałszywą wojenną „miłość” do Ukrainy. Kieruje się ona zasadą: im bardziej nienawidzę Rosji, tym bardziej kocham Ukrainę – bądź regułą: wróg mojego wroga jest moim przyjacielem

Truizmem jest konstatacja, iż polski etos narodowy ukształtowany został na fundamencie chrześcijańskich wartości. Niestety, nie jest jeszcze truizmem stwierdzenie, iż ideologia transatlantycka oraz oparta na niej polityczna praktyka mają inny fundament – nie tylko areligijny, ale wręcz antychrześcijański. Wystarczy przywołać w tym miejscu tylko dwa świadectwa: Europa podporządkowana promotorowi transatlantyzmu – Stanom Zjednoczonym – odeszła od swych chrześcijańskich korzeni. Odciął ją od nich nie komunizm, lecz transatlantycki globalizm. Kierując się tym samym ideowym trendem,  USA i NATO nie tylko nie obroniły chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie, ale przyczyniły się do ludobójstwa jego wyznawców.

Dominanta wojny i sankcje

Czynnik wojny nie od dziś uwidacznia się w polskich programach polityki wewnętrznej i zewnętrznej. Można zaryzykować stwierdzenie, że pojawił się w momencie rozwiązania Układu Warszawskiego – w 1991 roku. W strachu przed konsekwencjami powstałego braku równowagi militarnej między Wschodem i Zachodem – rządzące Polską okrągłostołowe elity zdecydowały zapewnić jej bezpieczeństwo pod parasolem NATO.

Wstąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego 12 marca 1999 r. wiązało się z natychmiastowym zderzeniem z natowskim czynnikiem wojny. Kilkanaście dni później NATO rozpoczęło bombardowanie Serbii, które trwało 78 dni. Polska wprawdzie w nim nie uczestniczyła, ale dla członka rozwiązanego Układu Warszawskiego była to forma chrztu bojowego w Sojuszu. Gdy okrzepła w nowym układzie politycznym i militarnym, łatwo zapadła decyzja postsolidarnościowych władz Polski o udziale w zbrojnej agresji na Afganistan, a następnie jego dwudziestoletniej okupacji – na fali walki ze światowym terroryzmem. Jeszcze łatwiej podjęła Warszawa decyzję o współudziale w wojnie USA I NATO z Irakiem i okupacji tego kraju. Do dziś przebywają w nim polscy „specjaliści”. Nastąpił jeszcze udział w wojnie Ameryki i „obronnego” Sojuszu z Syrią, której legalna i  pokojowa władza Baszara Al Asada została obwołana przez  zachodnie media mianem groźnego reżimu.

Wobec takiego doświadczenia w  natowskich wojnach, nie powinna dziwić rola, jaką Polsce wyznaczyli  decydenci Sojuszu w przygotowywanej od 2014 roku wojnie z Rosją – podżegacza i propagandzisty. Obecnie okazuje się również, że jest to rola państwa frontowego, którego los zależy od dobrej lub złej roli Kremla. W najczarniejszym scenariuszu osławiona wschodnia flanka, o którą tyle lat walczyły polskie władze, może sprowokować Rosję  do działań dających „gwarancję jej bezpieczeństwa”, o których pisał prezydent Putin w swym grudniowym liście skierowanym do USA i państw Unii Europejskiej. Tą gwarancją miałoby być cofniecie NATO za Odrę. W obecnej sytuacji dla Polski byłby to wyrok śmierci.

Z cywilizacyjnego punktu widzenia los Polski byłby przykładem tego, iż czynnik wojny nigdy nie jest czynnikiem bezpieczeństwa, o którym tyle mówią ideologowie transatlantyzmu. W ich perspektywie owo kluczowe bezpieczeństwo oznacza jedynie bezpieczeństwo „swoich”. Jego przykładem jest słynna ucieczka z Kabulu. Po dwudziestu latach okupacji USA i NATO – z Polską włącznie – pozostawiły ten kraj na pastwę talibów, pogrążając go w chaosie, głodzie i nędzy. Co to ma wspólnego z cywilizacją łacińską/chrześcijańską, którą się tak bardzo chlubią jeszcze środowiska PiS i katolickie media? Obecność Polski w Afganistanie, Iraku, Syrii – to zaprzeczenie tej cywilizacji. Co więcej – to świadectwo degradującej niemożności, a raczej niezdolności do ustanawiania pokoju.

Na szkodę Polski

Obecna wojna na Ukrainie potwierdza tę indolentność, niezdatność w sferze pokoju. Daje ona o sobie znać również w działaniach Polski na rzecz kolejnych sankcji wobec Rosji i ostatnio wobec  Białorusi. Są to działania w trwającej od 2014 roku wojnie gospodarczej, wyniszczającej nie władzę, lecz społeczeństwo, szarych obywateli tych państw. Polacy powinni o tym pamiętać, bo przeżyli sankcje Zachodu nałożone na Polskę na prośby Solidarności. Z pustymi półkami zderzyli się zwykli ludzie, z którymi władza nie miała nic wspólnego. Jerzy Urban ujął te sytuację w słynnym powiedzeniu: rząd się wyżywi. Również  obecne władze doskonale wiedzą, że sankcje na Rosję i Białoruś uderzają także w Zachód i radykalnie obniżają poziom życia jego mieszkańców. Jeszcze bardziej odczuwa je o wiele biedniejsze polskie społeczeństwo, pogrążane w szalejącej inflacji i kryzysie gospodarczym.

Determinacja Polski w walce o sankcje jest tym bardziej niezrozumiała, gdy już wiadomo, ze nie powstrzymały one wojny na Ukrainie, a wręcz przeciwnie – nadały Rosji nowego dynamizmu. Czyżby Polska była skazana na wejście do historii w roli nie tylko podżegacza i awanturnika wojennego, ale również destruktora gospodarczego? W każdej z tych ról odcina się od kryteriów swej historycznej cywilizacji i jej głównych wektorów z pięciomianu Feliksa Konecznego. Okoliczności wojny nie zmieniają ich. Wie o tym premier Węgier Wiktor Orban, który nie zważając na natowską i unijną krytykę, nie przepuszcza na Ukrainę broni i nawołuje walczące strony do rozpoczęcia rozmów pokojowych. Oferuje Węgry jako ich miejsce. To jest klasyczny przykład ciągłości cywilizacyjnej, której nie unieważniają żadne kataklizmy – również dziejowe, również wojenne. W nich tylko cywilizacja się umacnia. Pod warunkiem, że władza i jej suweren pozostają wierne swemu narodowemu etosowi.

Można przypuszczać, że Węgry w roli pokojowego mediatora mają wizję przyszłej Ukrainy,   nie tylko odrodzonej po wojnie i odbudowanej, ale również zreformowanej jako jednolite państwo bądź jako federacja. Premier Orban wie, jaki problem dla obecnej Ukrainy stanowią mniejszości narodowe, z rosyjską na czele. Na jakie trudności napotyka mniejszość węgierska. Jako obrońca cywilizacji chrześcijańskiej będzie nadal walczył o jej prawa, również  po zakończonej wojnie. Można założyć, że dołoży wszelkich starań, aby sama Ukraina, niezależnie od Rosji, dobrowolnie odcięła się od banderyzmu. Temu umęczonemu wojną społeczeństwu niczego tak nie potrzeba, jak pokoju i oczyszczenia ze szkodzącej mu ideologii, która stała się inspiracją dla wytoczonej przez Kijów już w 2014 roku wojny ze zbuntowanymi republikami Doniecka i Ługańska. W 2022 roku stała się natomiast dla Rosji argumentem dla interwencji  zbrojnej na Ukrainie.

Polska nie ma żadnej własnej wizji przyszłej Ukrainy. Pochłonięta jest podtrzymywaniem trwającej na jej południu i wschodzie wojny. Nie ma żadnych dla niej propozycji cywilizacyjnych. jako gwarancji pokojowego i harmonijnego rozwoju. Nie ma, ponieważ sama utraciła cywilizacyjny kierunek.

Prof. Anna Raźny

Myśl Polska, nr 17-18 (24.04-1.05.2022)

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (29-05-2022) | https://myslpolska.info/2022/04/29/ukraina-test-z-cywilizacji-polski/

Wesprzyj naszą działalność

„Slava Ukraini” is the New „Heil Hitler”

Posted by The White Rose UK On https://thewhiterose.uk/slava-ukraini-is-the-new-heil-hitler/

When paying for petrol the other day, I was glad to see that none of the customers going in and out of the petrol station shop were wearing masks. It appears that as soon as the mandate was dropped, people stopped complying. (Although, sadly there are still a number of mask addicts that find it hard to let go of their habit or still truly believe they’re in danger of a virus.)

But I soon had to face reality: the nonsense is far from over. When I arrived at the cash desk, two women were serving behind plexiglass screens—yes, behind screens—and yet they were both wearing a face mask. Whether they wore it due to habit or because they were told to, I don’t know because I didn’t ask. It probably wouldn’t be worth asking, because even if you still believed there was a dangerous virus going around, wearing a mask behind a screen while serving unmasked customers makes zero sense. So, what answer could I expect?

Here’s another glimpse of the madness going on in our world. It was at the same petrol station, another day. A car drove up, and a woman got out to fill her tank. Nothing unusual about that until I spotted the bumper sticker on her vehicle.

It said: Glory to Ukraine.

If it had said Glory to God, I wouldn’t have seen an issue. But this sticker, glorifying Ukraine, is an expression of the newest ‘thing’ supported by the same sheeple that complied to nonsensical mask-wearing, social distancing and kept saying ‘stay safe’. It’s not just simple-minded folk, but also educated politicians. Parliamentarians are now uniformly wearing the Ukrainian flag badge to virtue signal their (fake) solidarity.

If I was once sick of seeing masks, today I feel sick of seeing the blue-yellow flag. And when I hear people saying ‘Slava Ukraine’ as a kind of farewell, like defence minister Ben Wallance did during this prank video or Meghan at the Invictus opening ceremony (and I could list numerous other examples), it gives me the creeps. In fact, it reminds me of a very dark chapter in history, when people used ‘Heil Hitler’ as a greeting and farewell to either show their loyalty to the dictator or to save their skin from persecution.

Zelensky and the Ukrainian army aren’t innocent. The military in Ukraine contains trained Nazis, the war in Ukraine is part of an agenda, and the strings are pulled by the same criminals who orchestrated the latest pseudo-pandemic.

Slava Ukraini is the new Heil Hitler.

VF


Prank Call to UK Defence Secretary Ben Wallace (Full Video):
https://odysee.com/$/embed/Prank_Call_Ben_Wallace/756bd52d1b403b5c9cac7d98301ecee543d76a29?r=GVnoSUG4ZMbGqx2a639iqJLd2qGicsHY

On March 17, 2022, Vovan and Lexus held a video conference with British Defense Minister Ben Wallace on behalf of Prime Minister of Ukraine Denis Shmyhal. UK Secretary of State for Defence Ben Wallace gave strategic information revealing behind scenes ukraine military partnership, some of which has been deleted because it is likely to affect the national security of the UK.

On the 22nd March the British Defense Ministry had demanded YouTube remove all videos of Wallace’s call with the pranksters. The country’s Defense Ministry has said the pranksters pose a significant risk to the UK’s national security.

On Mar 26, 2022 the YouTube channel of iconic Russian pranksters Vovan and Lexus (Vladimir Kuznetsov and Alexei Stolyarov) was blocked. Vovan has confirmed that the platform blocked the channel, he also added a link to their clips on the video hosting site RuTube. (Tyranny Exposed/Odysee)


Mask Phrenologic

Ten Organisations I Think the World would be Better Without

Posted By The White Rose UK On https://thewhiterose.uk/ten-organisations-i-think-the-world-would-be-better-without/

By Vernon Coleman

This is my personal list of the organisations which I believe to be the greatest threat to our freedom, democracy and humanity. (I have excluded governments from my list.)

  1. World Economic Forum: How did Klaus Schwab’s organisation stop being an annual joke and become a serious threat to life, hope and freedom? Schwab’s dream of a communist world run by a bunch of billionaires sounds like something out of a James Bond film. But it’s a greater threat than most people realise.
  2. United Nations: It was the UN which gave us the Agenda which is leading us towards Schwab’s inhuman Great Reset. And it was the UN which helped turn the pseudo-scientific myth of global warming into a bizarre but dangerous cult.
  3. World Health Organisation: The WHO is part of the UN’s plan to control the world. By spreading lies about the 2019 brand of the flu, it helped create global fear, paved the way for millions of people to be jabbed with an experimental product and brought into place policies which will result in hundreds of millions of deaths.
  4. Google/YouTube: It is laughable to remember that Google’s original motto was to do no evil. I believe Google and YouTube have done more to kill free speech, suppress the truth and help promote those sharing misinformation than any other corporation in world history.
  5. NATO: It was NATO which pushed Russia into invading Ukraine. Instead of being a force for peace, NATO has proved itself to be a force for evil. Hundreds of millions will die in Africa and Asia because of NATO.
  6. Pfizer: Pfizer is the poster child for the world’s multinational drug companies – endlessly promoting dangerous products such as the deadly, experimental covid-19 jab which I have long believed will kill far more people than the rebranded flu. I regret that Pfizer has been aided in its aims by the medical profession and in particular, I believe, by doctors’ organisations – such as the British Medical Association.
  7. National Institute of Allergy and Infectious Diseases: The director of NIAID is Dr Fauci – one of the world’s most visible promoters of the covid fraud.
  8. Wikipedia: By demonising the truth tellers, Wikipedia has been an essential and under-estimated tool in the suppression of the truth.
  9. Twitter: It is a joke to hear Twitter described as the world’s market place for discussion. Twitter has proved itself an enemy of free speech by banning truth-tellers and, thereby, suppressing the truth.
  10. BBC: I suspect that few, if any, media organisations have proved themselves to be as devoted to propaganda as the BBC. The BBC is supposed to provide licence fee payers with balanced news but it provides an unbalanced view on vaccination (surely one of the big issues of the last two years) by refusing to give air time to anyone questioning vaccination. The BBC has financial links to Bill Gates, a vaccine promoter and contact of Jeffrey Epstein the disgraced financier.

Visit Dr Vernon Coleman’s website: https://vernoncoleman.org/

Główną ofiara wojny jest Prawda.Rakiety spadły na Kijów. W mieście przebywali sekretarz generalny ONZ i premier Bułgarii.

Główną ofiara wojny jest Prawda. O bombardowaniu Kijowa.

[To relacja „miłującego prawdę ponad wszystko” – Czasu Najwyższego:]

Rakiety spadły na Kijów. W mieście przebywali sekretarz generalny ONZ i premier Bułgarii.

https://nczas.com/2022/04/29/rakiety-spadly-na-kijow-w-miescie-przebywali-sekretarz-generalny-onz-i-premier-bulgarii-foto-video/
Kijów znów bombardowany. W czwartek wieczorem na stolicę Ukrainy spadły dwie rakiety. Jedna uderzyła w tzw. punkt strategiczny, druga w blok mieszkalny. W tym czasie z wizytą w mieście przebywali sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres i premier Bułgarii Kirił Petkow.

Dwie rakiety trafiły w dzielnicę szewczenkowską w Kijowie. Jedna uderzyła w fabrykę zbrojeniową Artem, a druga w niższe piętra wieżowca.

Według informacji podawanych przez agencję Ukrinform, po trafieniu rakietą w blok rannych zostało 10 osób. Nikt nie zginął.

[powtarzają uparcie: md]

– Rosja uderzyła w Kijów rakietami podczas wizyty sekretarza generalnego NATO Antonio Guterresa i premiera Bułgarii Kiriła Petkowa. [—-]

=========================

A tak to opisują Rosjanie:

В ответ на очередную попытку атаки Белгорода нанесён ракетный удар по объекту в Киеве

https://topwar.ru/195627-v-otvet-na-ocherednuju-popytku-ataki-belgoroda-nanesen-raketnyj-udar-po-obektu-v-kieve.html
Продолжается российская военная спецоперация на Украине. Приходят сводки о том, что украинские войска в очередной раз направили беспилотник в воздушное пространство РФ над территорией Белгородской области, пытаясь атаковать Белгород. Беспилотник был сбит расчётом комплекса противовоздушной обороны. Угроза нейтрализована.

В ответ на это последовал ракетный удар по Киеву. Правда, не по центру принятия решений, как ранее было обещано... Однако по объектам в Киеве не „прилетало” давно, что привело даже к излишней самоуспокоенности киевского режима и к началу привычных выпадов и глумления из серии „никаких переговоров вести не будем”.
Из украинской столицы приходят сообщения о том, что целью ракетного удара стал один из объектов, который входит в структуру военно-промышленного объединения „Артём”. Это крупная украинская холдинговая компания, которая занимается созданием широкого спектра военной техники. Среди прочего в цехах „Артёма”, часть которых уже подвергалась ракетным ударам (в марте), производятся авиационные ракеты, ПТУР, оборудование для средств авиации, включая армейскую.
На территорию „Артёма” из стран Запада не так давно была осуществлена поставка очередной партии оружия и боеприпасов.

И час этого оружия сегодня пришёл… Но только не в том плане, как этого бы хотелось киевскому режиму. Натовские вооружения, а также вооружения украинские, на складах в Киеве были ликвидированы. Киевляне стали свидетелями ракетного прилёта и последовавшей детонации того, что хранилось на складе холдинговой военной-промышленной компании.

Długo oczekiwania Mutacja transsyberyjska?

Stanisław Michalkiewicz 29 kwietnia 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5169

Czyżby epidemia zbrodniczego koronawirusa została odwołana za wcześnie? Na to wygląda tym bardziej, że stało się to za przyczyną zbrodniarza wojennego, zimnego ruskiego czekisty Putina, który – gdyby oczywiście nie był zbrodniarzem wojennym – mógłby ubiegać się o nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny, właśnie za zlikwidowanie epidemii.

Była ona bowiem przedsięwzięciem przede wszystkim medialnym, pretekstem do przećwiczenia tresury miliardów ludzi do zachowań stadnych i – co tu ukrywać – narzędziem skutecznym. O umownym charakterze epidemii świadczy choćby sposób, w jaki została ona zakończona w naszym nieszczęśliwym kraju. Było to bardzo podobne do eksperymentu, jaki Michaił Gorbaczow przeprowadził kiedy w Związku Radzieckim. Oto któregoś dnia ogłosił, że nazajutrz wszyscy muszą myśleć po nowemu. I tak się stało. Miliony ludzi położyły się spać myśląc po staremu, a kiedy się obudziły – myślały już po nowemu.

Podobnie z zakończeniem epidemii. 27 marca jeszcze wszystkie obostrzenia, w rodzaju zakładania maseczek, czy odbywania kwarantanny były jeszcze bezwzględnie konieczne, a konieczność ta była naukowo uzasadniona przez najtęższe autorytety, a następnego dnia od samego rana żadne z tych obostrzeń nie było już konieczne. Co się stało w nocy? Czyżby zbrodniczy koronawirus przestał istnieć? Ależ skądże, wcale nie – tylko pojawił się nowy, wielokrotnie wypróbowany pretekst do tresowania ludzi do zachowań stadnych w postaci wojny na Ukrainie. Zresztą jak tu przekonywać ludzi do maseczek, czy kwarantanny, skoro każdego dnia ukraińsko-polską granicę przekraczało prawie 100 tysięcy ludzi, których nikt nie testował na obecność zbrodniczego koronawirusa, nikt nie karał ich mandatami za niemanie maseczek, ani nikt nie kierował ich na kwarantannę, tylko autobusy rozwoziły ich po całej Polsce? Żaden naukowy autorytet nie potrafiłby wyjaśnić takiej sprzeczności, więc nie było rady – trzeba było epidemię kończyć, A gdyby Putin nie dokonał inwazji na Ukrainę, wszystko mogłoby pozostać po staremu, a nauka święciłaby triumfy.

I kiedy wydawało się, że tamten etap tresury mamy już poza sobą, że teraz będziemy tresowani do zachowań stadnych pod pretekstem wojny – żeby każdy płonął świętym oburzeniem na Putina i żeby każdy wierzył we wszystko, co na temat wojny podają niezależne media głównego nurtu – zarówno te rządowe, jak i te nierządne – bo i jedne i drugie podają to samo, a jedyną różnicą między nimi jest ocena Donalda Tuska, który dla mediów rządowych pozostawał wrogiem publicznym numer dwa – zaraz po Putinie, który jest wrogiem publicznym numer jeden, podczas gdy w mediach nierządnych jedynym wrogiem całej postępowej ludzkości jest tylko Putin – ni stąd, ni zowąd okazało się, że w rządowych magazynach zalegają dziesiątki milionów szczepionek firmy Pfizer. Były one kupione na etapie poprzednim, kiedy się wydawało, że epidemia będzie trwała i trwała, jak długo będzie trzeba, a tymczasem wojna i miliony uchodźców wywróciły to wszystko do góry nogami.

To jeszcze nie było najgorsze, bo – jak powiadają zbrodniczy Rosjanie – gdie nasze nie prapadało, więc ten zapłacony ogromny zapas szczepionek byśmy odżałowali. Okazało się jednak, że z firmą Pfizer rząd podpisał kontrakty na następne dostawy, za które trzeba będzie zapłacić – a tymczasem epidemia została odwołana. W tej sytuacji pan minister Niedzielski butnie oświadczył, że żadnych dodatkowych dostaw Polska nie potrzebuje, że kontrakty unieważnia – i tak dalej.

Wydawało się, że sprawa jest prosta tym bardziej, że rząd spodziewał się, iż inne kraje członkowskie Unii Europejskiej pójdą za przykładem Polski i kontrakty z Pfizerem pounieważniają. Niestety z wojny na Ukrainie skorzystały również Stany Zjednoczone, które pod tym pretekstem mocno chwyciły Europę za twarz, więc ochota na zrywanie kontraktów z amerykańskim koncernem farmaceutycznym gwałtownie spadła. Może zresztą pewien wpływ na to miały doświadczenia Polski, która za próbę przeforsowania „lex TVN” została przez władze amerykańskie ostrzeżona, że ten kto w swoim kraju działa na szkodę amerykańskich przedsiębiorstw, nie może uważać się za sojusznika Stanów Zjednoczonych.

Takie ostrzeżenie brzmiało groźnie nawet w czasach pokoju, a cóż dopiero – w czasie wojny? Wprawdzie formalnie ani USA, ani NATO wojny z Rosją nie prowadzi, przeciwnie – wszyscy utrzymują z Rosją stosunki dyplomatyczne – ale z Irakiem też utrzymywały, jednak nie przeszkodziło to we wszczęciu przeciwko temu krajowi „operacji pokojowej”, więc oficjalne zachowania nie mają tu nic do rzeczy. NATO nie angażuje się tylko w bezpośrednie działania militarne, podczas gdy we wszystkie inne – jak najbardziej. Pod tym względem wojna na Ukrainie podobna jest do wojny wietnamskiej, którą Stany Zjednoczone prowadziły nie przeciwko Wietnamowi, tylko przeciwko całemu Układowi Warszawskiemu i Chinom na dodatek. Dlatego i w jednym i w drugim przypadku wojna okazała się trudna do wygrania, chociaż sekretarz stanu Antoni Blinken optymistycznie zakłada, że zakończy się ona do końca tego roku, czyli najpóźniej – w Sylwestra. Do tego jednak czasu, a może i dłużej, będzie obowiązywała wojenna dyscyplina, a skoro tak, to nie jest pora na zrywanie kontraktów z Pfizerem.

Dlatego pojawiają się nieśmiałe głosy, wsparte również autorytetem pana ministra Niedzielskiego, byśmy spodziewali się jakichś niespodzianek epidemicznych jeszcze we wrześniu. Może nie wszystkie obostrzenia zostaną ponownie wprowadzone, ale szczepionki – jak najbardziej. Przecież Pfizer nie będzie produkował szczepionek na magazyn, a skoro tak, to trzeba będzie je kupić, no a skoro już będą kupione – to trzeba je będzie wykorzystać, żeby ludzie nie mówili, że rząd wyrzucił tyle pieniędzy w błoto.

I tak już ludziska sarkają, że inflacja – ale rząd teraz ma komfortową sytuację; nie zaprzecza inflacji, tylko śmiało bierze byka za rogi mówiąc – a owszem, jest ona, ta inflacja, ale to dlatego, że przecież jest wojna! Gdyby nie ona, to żadnej inflacji by nie było, nawet w sytuacji, gdy rząd rozrzuca pieniądze na prawo i lewo – ale jakże ma ich nie rozrzucać, skoro jest wojna? Jak się okazuje, wojna może być dobra, może nie na wszystko, ale na niektóre rzeczy jest znakomita.

Jednak nie można przeciągać jej nazbyt długo, a w tej sytuacji powrót do tresury ludzi do zachowań stadnych pod pretekstem epidemii zbrodniczego koronawirusa jest jak najbardziej oczywisty, zwłaszcza że dostawy kolejnych partii szczepionek już są przygotowane. Poza tym epidemia jest pretekstem lepszym, bo obejmuje całą ludzkość, ponad politycznymi podziałami, podczas gdy wojna, jaką NATO prowadzi z Rosją na Ukrainie, ma zasięg zdecydowanie bardziej ograniczony. Najwyżej będzie można jeden pretekst powiązać z drugim w ten sposób, że we wrześniu pojawić się może długo oczekiwania transsyberyjska mutacja koronawirusa.

Radykalna lewica w walce o władzę nad dziećmi. Już tego nie ukrywają – działają przy otwartej kurtynie.

Aberracja indoktrynacja – Elżbieta Yore https://www.bibula.com/?p=133669

Uwaga – kolor włosów i kolczyki na twarzy to znak rozpoznawczy, sygnalizujący patologię.

Niestety, ci ideologiczni odmieńcy „uczą” małe dzieci. Gdy obserwuje się ich wściekłość, staje się oczywistym, że radykalna lewica angażuje się w walkę o władzę nad dziećmi. Już tego nie ukrywają – działają przy otwartej kurtynie.

Zabierają się już za maluchy.

Zabierają się za maluchy – nie po to, by uczyć je elementarza, ale by głosić im program nauczania perwersji, LGBTQIA+.

Radykalne lobby LGBTQIA++++etc. przeniknęło do przedszkoli i szkół podstawowych wyłącznie po to, by indoktrynować i uwodzić seksualnie bardzo małe dzieci. Nie ma żadnego innego powodu, dla wyjaśnienia tego upiornego zachowania.

Nadrzędnym celem jest zasilenie szeregów zaburzonego seksualnie ruchu LGBTQIA,  świeżymi, młodymi rekrutami. Chcą, by małe dzieci były tak samo zagubione i zdezorientowane jak oni. Starają się w pełni zapełnić i nieustannie uzupełniać swoje oddziały zradykalizowanymi, zindoktrynowanymi i bezbronnymi dziećmi – im młodszymi, tym lepiej.

Jak wskazuje na to skrót, chodzi tu o maniakalną obsesję seksualizowania dzieci i o nic więcej. Każda litera w tym ciągle rozwijającym się akronimie oznacza seks w najróżniejszych postaciach. Nie szukajcie tu żadnych filozoficznych podstaw. Jest to czysty, nieskażony, świadomy program opresji seksualnej, propagowany przez narcystycznych czubków, którzy dążą do zawłaszczenia małych dzieci.

Pożegnanie z niewinnością

Ich obsesyjna mania na punkcie dzieci ma na celu normalizację tego, co obłąkane, patologiczne i dziwaczne, poprzez niekończące się pranie mózgów, powszechne seksualizowanie i modelowanie programów nauczania przesiąkniętych seksem. Dlatego też w programach nauczania edukacji początkowej dominuje homoseksualna tabliczka mnożenia czy zadania matematyczne o podłożu seksualnym.

Jakie mogą być konsekwencje?

Z przerażeniem obserwujemy, jak najnowsza szalona rewolucja przypuszcza z pełnym rozmachem napaść na małe dzieci, by zaprzeczyć ich biologii, uzurpować sobie prawo do więzi rodzinnych i pozbawienia ich tak cennej niewinności na tym etapie rozwoju. To się dzieje na naszych oczach.

Ta radykalna agenda musi zostać natychmiast zdemaskowana i usunięta z edukacji i rozrywki. Pod pozorem programu edukacji seksualnej dla przedszkolaków kryje się nic innego, jak skrajna indoktrynacja i uwodzenie dzieci przez osoby trans-płciowe. Ale na tym nie koniec. Diabelskie mikstury rozmaitych specyfików powstrzymujących dojrzewanie i satanistyczne rytuały okaleczania narządów płciowych zapowiadają trwałe uszkodzenia fizyczne i urazy psychiczne.

Język odmieńców

Każdy ruch marksistowski wymyśla nowe słowa, zwroty i terminy, a następnie domaga się ich przestrzegania przez masy. Podobnie rewolucja LGBTQIA+++ dyktuje i wymyśla nowe, bzdurne słowa, w tym zaimki, które mają oznaczać zmianę porządku seksualnego. Lepiej używajcie ich nowych, wymyślonych dziwacznych zaimków, bo w przeciwnym razie pożałujecie.

Celem tego językowego bełkotu jest stworzenie masowej psychozy, która nakazuje obywatelom, korporacjom i mediom przyjęcie nowego języka… bo w przeciwnym razie. Co w przeciwnym razie? Wasi przełożeni z LGBTQIA, elita awangardy przebudzonych, nazwą cię NIENAWISTNIKIEM, zdeprecjonują, ukarzą lub zamkną w kryminale. 

Tyrani marksistowskiego ruchu genderowego najpierw domagają się przestrzegania języka, a następnie akceptacji i podporządkowania się ich kodeksowi postępowania. Nic dziwnego, że dzieci są w wysokim stopniu niezdolne do manewrowania na tym totalitarnym polu minowym.

Biblioteki i wydawnictwa włączyły się w kontrolę umysłów dyktowaną przez tych ludzi. Książki dla dzieci, kasety wideo, gry, filmy i kreskówki są obecnie wykorzystywane do wprowadzania w niewinne umysły nowych zaimków w celu promowania ideologii LGBTQIA++++.

Czy byliście ostatnio w dziale dziecięcym swojej lokalnej biblioteki? Nie sposób przeoczyć wystaw pełnych książek na temat sprawiedliwości społecznej/płynności płci. Jak można się spodziewać, książki dla dzieci nagrodzone Bluestem Award wspierają program „przebudzonej” sprawiedliwości społecznej/propagandy/gender. Co więcej, na dowód sojuszu marksistów i genderystów, Amerykańskie Stowarzyszenie Bibliotekarzy wybrało właśnie na swojego przewodniczącego marksistowską lesbijkę, której celem jest „de-hetero-normatyzacja bibliotek”. (w języku ludzkim oznacza to spedalenie bibliotek – dop. tłumacza)

Kierownictwo Disneya przyznaje, że jego programy dla dzieci zawierają podprogowe przekazy seksualne, jednak obecnie podejmowane są wspólne wysiłki w celu przyjęcia bardziej agresywnej postawy, aby cała działalność programowa opierała się na indoktrynacji i przedstawieniu jako zupełnie normalnej postawy, całego przekazu w zakresie gender-płynności płciowej/LGBTQIA.  Pojawiają się dowody na to, że ta ideologia „przebudzenia” drogo kosztuje Disneya. Wartość giełdowa akcji Disneya spadła o 50 miliardów dolarów, gdy firma zwiększyła swoją aktywność na rzecz programu LGBT, w tym sprzeciwiając się nowej ustawie przeciwko molestowaniu dzieci wprowadzonej na Florydzie.

Celem, jaki przyświeca marksistom w wymyślaniu i masowemu wprowadzaniu na rynek słów i terminów, jest śmierć starego paradygmatu. Nowe słowa sygnalizują zupełnie nowy sposób myślenia. Zmień język, a zmienisz myślenie. Zasłoń język, a ukryjesz prawdę.

Kiedyś społeczeństwo potępiało i cenzurowało przebierańców, ekshibicjonistów, drag queens, a teraz to dziwactwo jest celebrowane jako chlubna zasada ubioru ruchu LGBTQIA, teatrzyku  obdarzonego szacunkiem z tytułu ochrony praw człowieka. Wystarczy wybrać się na paradę gejów, by to zobaczyć.

Podczas gdy większość państw uznaje za przestępstwo okaleczanie żeńskich narządów płciowych, ohydną, ale powszechną praktykę muzułmańską, okaleczanie narządów płciowych staje się modne i jest praktykowane przez środowiska LGBTQIA. Zapowiada to i promuje przeformułowany, eufemistyczny termin „operacja zmiany płci”. Zmiana płci?

Zatem nienawistnicy, nadszedł czas, aby się spiąć i zaangażować w zakończenie tego szaleństwa. Nie możemy odwracać głowy.

Światło rzuca swój promień w ciemności i widzimy tam czeluści piekielne.

Ich celem są nasze dzieci.

Nie ma wątpliwości, że będzie to prawdziwy pojedynek o dusze naszych dzieci.

Elżbieta Yore

-Elżbieta Yore jest międzynarodowym prawnikiem specjalizującym się w prawach dziecka. Pełniła funkcję głównego radcy prawnego w Departamencie ds. Dzieci i Rodziny Stanu Illinois. Była głównym radcą prawnym i szefem wydziału międzynarodowego w Krajowym Centrum do Spraw Zaginionych i Wykorzystywanych Seksualnie Dzieci . Występuje w podcaście LifeSitenews, Faith and Reason, a także jest stałym współpracownikiem WarRoom Steve’a Bannona. Jej strona internetowa to YoreChildren.com.

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (April 27, 2022) Wesprzyj naszą działalność

May Day – czyli po naszemu majówka.

  Sławomir M. Kozak 2022-04-29 https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/may-day,p1841202413

Przed nami kolejny May Day, czyli po naszemu majówka.

Mnie, to określenie całe życie kojarzyło się jednak inaczej. Skrzywienie zawodowe. To mayday, zwrot, który u każdego pilota i kontrolera wycisza tło i zmusza wszystkie zmysły do koncentracji. Kontrolerzy noszą w sobie wspomnienia takich chwil najczęściej przez całe życie. Sam miałem kilka, których nigdy nie zapomnę. Dziś, kiedy na warszawskich kontrolerów lecą niezawinione gromy, za opóźnione rejsy i zawirowania w podróżach, chcę przypomnieć tym tekstem jedno z takich zdarzeń. Być może, świadomość, że moi koledzy walczą dziś o przywrócenie bezpieczeństwa w lotnictwie, sprawi, iż niektórzy spojrzą na wszystko inaczej. Przypomnę dzień 1 listopada 2011 roku, kiedy głośno zrobiło się w świecie o polskim lotnictwie cywilnym.

Stało się to za sprawą genialnego lądowania bez podwozia samolotu B767 lecącego z Newark do Warszawy. Jako, że w mediach pojawiło się już mnóstwo informacji na ten temat, ukazała się też na ten temat książka, ograniczę się tylko do przedstawienia sprawy z punktu widzenia szefa zmiany warszawskiej Kontroli Lotniska, ponieważ miałem wówczas dyżur.

Około godziny 13:20 wieża otrzymała informację o problemach z klapami w samolocie B767,  numer rejsu  LOT016, zmierzającym w locie rozkładowym z lotniska Newark w USA do Warszawy. Ogłosiłem tak zwaną fazę niepewności. Jest to, najkrócej rzecz ujmując, pierwszy etap alarmowy, kiedy wiadomo, iż załoga ma jakieś problemy, aczkolwiek nie ma podstaw do ogłoszenia rzeczywistego alarmu, po którym stawia się w stan gotowości nie tylko służby lotniskowe, ale i wsparcie z miasta. Warunki pogodowe były dobre, za oknami jeszcze jasno, w użyciu mieliśmy długi pas 33, urządzenia nawigacyjne i lotniskowe pracowały bez zarzutu. Nic nie zwiastowało żadnych niespodzianek. Jednak chwilę później załoga poinformowała o kłopotach z podwoziem. To także rzecz nie nadzwyczajna, na ogół w podobnych przypadkach, załoga nie ma wskazań wypuszczonego i właściwie zablokowanego podwozia, co nie oznacza wcale, że ono nie wyszło. Na ogół jest to sprawa wadliwie działającej elektroniki.

Jednakże, niezależnie od stopnia rzeczywistego zagrożenia, kontrola ruchu lotniczego stara się, w miarę możliwości pozyskać od załogi informacje niezbędne dla potencjalnej akcji ratowniczej, takie jak liczba osób na pokładzie i ilość paliwa, które przy ewentualnym pożarze trzeba będzie gasić. Jest to dobry moment, ponieważ załoga nie jest skoncentrowana na ostatnim etapie lotu, jakim jest podejście do lądowania, kiedy to w kokpicie dzieje się  mnóstwo rzeczy, a zadbać trzeba o właściwą konfigurację maszyny do lądowania i być gotowym zarówno do ewakuacji pasażerów, jak i własnej. Załogi wiedzą, że takie pytanie padnie, nie wykazują więc oznak zdenerwowania, bo jest to element zwykłej w takich przypadkach procedury. Zgodnie z nią, po pewnym czasie uzyskaliśmy informację zarówno o ilości osób na pokładzie, jak i zapasie paliwa. Załoga podała, że ma 230 osób i 7,7 tony paliwa, co wystarczało na ponad pół godziny lotu. 

Już chwilę potem, o 13:26 pilot zadeklarował jednak stan zagrożenia, co wymusiło przejście z fazy niepewności do fazy rzeczywistego alarmu. Zgodnie z wymogami nacisnąłem trzykrotnie czerwony przycisk alarmowy i od tej pory zaczęły się przygotowania do ratowania ludzi. Z budynku Lotniskowej Straży Pożarnej wypadły wozy bojowe na sygnałach, z lotniskowego ambulatorium i warszawskich szpitali, z wyjącymi syrenami ruszyły karetki pogotowia. O 13:37, jako ostatni przed spodziewanym podejściem samolotu w niebezpieczeństwie, wylądował samolot czeskich linii lotniczych – CSA28W. Biorąc pod uwagę, przy niekorzystnym rozwoju sytuacji, prawdopodobieństwo zablokowania skrzyżowania pasów podjęliśmy bowiem decyzję o całkowitym zamknięciu lotniska, zarówno dla ruchu przylotowego, jak i maszyn mogących szykować się do startu. Samochody LSP zajęły pozycje w wyznaczonych procedurami miejscach wzdłuż pasa.

O godzinie 13:40 rozpoczęliśmy koordynację z LSP, kolegami ze Zbliżania, pod których kontrolą znajdował się jeszcze samolot i samą załogą, w sprawie położenia na pasie piany mogącej zniwelować tarcie podczas przyziemienia. Było to innowacyjne działanie, nigdy dotąd nie stosowane na polskich lotniskach. Dwie minuty później dowiedzieliśmy się, że na skutek porozumienia ze stroną wojskową w kierunku B767 polecą dwa myśliwce F-16, by sprawdzić stan podwozia. Załoga twierdziła bowiem, że nadal nie ma żadnych oznak jego wypuszczenia.  Oczywiście, w takiej sytuacji cała armia ludzi wykonuje mnóstwo istotnych czynności, telefonuje, zbiera niezbędne dane, koordynuje z innymi organami przebieg akcji. Jest to masa działań, opisanych procedurami i trenowanych regularnie, jednak każda sytuacja alarmowa jest inna. Nie da się przecież nigdy przewidzieć wszystkich czynników, warunków pogodowych, stanu urządzeń.

Dlatego szef zmiany ma dopiero wtedy okazję wykazania się wiedzą i doświadczeniem, dopilnowania każdego szczegółu, ale przede wszystkim oddziaływania na zespół ludzi, który mu podlega. Oni muszą wiedzieć, że kiedy wypatrują oczy do bólu szukając samolotu daleko nad horyzontem, odbierają przychodzące dziesiątki zapytań telefonicznych i wymieniają uwagi przez radio, ktoś tam z tyłu czuwa nad całością. Pilnuje, żeby o niczym nie zapomnieć, zapewnić rozwiązanie dla każdego możliwego scenariusza, wesprzeć, gdy zajdzie konieczność.  W podobnych przypadkach, kiedy załoga ma wątpliwości dotyczące pozycji podwozia, na ogół samolot wykonuje niski przelot nad pasem, podczas którego obserwatorzy z ziemi starają się dostrzec rzeczywiste położenie kół, ale także specjalnych znaczników określających właściwe ich zablokowanie, dające pewność, że w trakcie przyziemienia wózki kół nie złożą się, co groziłoby poważnym ryzykiem wypadku, niekontrolowanego obrócenia maszyny wokół własnej osi, bądź wreszcie skapotowania czyli przewrócenia samolotu podwoziem do góry. Prawie zawsze skutkuje to poważnymi obrażeniami dla pasażerów i załogi, jest po prostu śmiertelnie niebezpieczne. Jeszcze gorsza jest sytuacja, w której tylko jeden wózek dotknie kołami podłoża, bo wówczas wypadnięcie samolotu z pasa i kapotaż są właściwie pewne. Kiedyś technicy obserwowali po prostu samolot z dołu przez lornetki, co oczywiście nie dawało zbyt dobrych efektów. Dziś używa się cyfrowych kamer, z których obraz w dużym zbliżeniu można natychmiast przejrzeć na laptopie. Jednak tego dnia ta cudowna technika nie okazała się być przydatną.

Mijała dwudziesta minuta od ogłoszenia alarmu. Samolot w tym czasie latał w pobliżu Warszawy na niezbyt dużej wysokości i wypalał paliwo, które przy lądowaniu bez podwozia było po prostu ogromnym zagrożeniem dla wszystkich na pokładzie. Wiedziałem, że tego paliwa zostało na kilkanaście minut lotu, licząc z zapasem, trochę ponad pół godziny. Był to newralgiczny moment całej akcji, ponieważ pytany przeze mnie dowódca LSP potwierdził moje obawy. Na położenie piany na pasie potrzebne będzie 15 minut. Wiedziałem jednak, że sama piana z każdą minutą od jej położenia będzie również traciła swe ochronne parametry. Należało bardzo dokładnie skalkulować czas rozpoczęcia tej operacji. Był to ostatni moment na podjęcie decyzji o dalszych działaniach załogi. O 13:51, za pośrednictwem kolegów ze Zbliżania, podjąłem próbę ustalenia z załogą momentu wykonania przelotu nad pasem, w kontekście owego limitu czasu potrzebnego strażakom. Zgodnie z moimi podejrzeniami, po krótkiej chwili załoga odpowiedziała, że priorytetem będzie jednak położenie piany, ponieważ ilość paliwa nie pozwoli na low pass (niski przelot), po którym dopiero można by wpuścić wozy LSP na drogę startową. Dla zachowania bezpieczeństwa, podczas takiego manewru pas musi być bowiem wolny od pojazdów. Decyzja zapadła, wozy strażackie zaczęły wylewać pianę na pas. Była 14:01.

Wiedząc już, że lądowanie odbędzie się na śliskiej nawierzchni, zatelefonowałem do Dyżurnego Operacyjnego Portu Lotniczego z sugestią zabezpieczenia przez policję alei  Krakowskiej, ulicy biegnącej bezpośrednio za progiem pasa. Chcieliśmy mieć pewność, że w przypadku nieudanego dobiegu z pełnym zatrzymaniem ewentualne straty nie powiększą się o kierowców ruchliwej, sześciopasmowej, wylotowej trasy, pieszych i żądnych sensacji gapiów. Tym bardziej, że wszystko działo się 1 listopada, w Dniu Wszystkich Świętych, kiedy tysiące ludzi odwiedza groby bliskich na cmentarzach położonych zarówno wokół stolicy, jak i w całej Polsce.

Tymczasem, o 14:02 do B767 doleciały dwa myśliwce F-16, których piloci potwierdzili najgorsze nasze obawy. Podwozie w samolocie pozostawało schowane. To zła informacja, choć z drugiej strony mogła napawać nadzieją, że dzięki temu, iż nie wysunęło się nawet na jotę z żadnej strony, nie dojdzie do kapotażu. Już o 14:10 policja zamknęła ruch w alei Krakowskiej. Trzeba przyznać, że policjanci z drogówki stanęli na wysokości zadania, działając w błyskawicznym tempie. Karetki z całej chyba Warszawy wlewały się przez bramę portu lotniczego pędząc do wyznaczonego przez Dyżurnego Portu, punktu koncentracji. Rozglądałem się po drogach kołowania i pasie, po którym majestatycznie sunęły dwa wozy strażackie zostawiając za sobą dwie strugi piany, które z wolna zlewały się ze sobą, tworząc dość szeroki dywan białej powłoki. Od Kierownika Kontroli Obszaru, koordynującego akcję ze służbami lotnictwa ratowniczo-poszukiwawczego otrzymałem zapewnienie o gotowości do natychmiastowego startu, gdyby zaszła taka konieczność, śmigłowców. Była 14:20.

Na stanowisku numer 33, które znajdowało się najbliżej miejsca, w którym zakładałem zatrzymanie maszyny po lądowaniu, stał samolot czeskich linii, który kilkanaście minut wcześniej, jako ostatni, „usiadł” na Okęciu. Wraz z kolegami uznaliśmy, że nie jest to najlepsze dla niego miejsce, gdyby B767 miał, nie daj Bóg, wypaść z pasa. Tym bardziej, że na pokładzie czeskiej maszyny nadal byli i pasażerowie, i załoga. Poprosiłem kolegów z Koordynacji PPL o zabranie go stamtąd w inne miejsce. Wkrótce samolot zmienił stanowisko postojowe.  Analizowaliśmy z resztą obecnych na wieży kolegów i koleżanek całą sytuację. Szukaliśmy słabych punktów, wyliczaliśmy te, które mogły wpłynąć dodatnio na sytuację, w jakiej znalazła się załoga i pasażerowie pechowego rejsu z Newark. Analiza bilansowała się korzystnie, acz z niewielkim plusem, co muszę przyznać uczciwie.

Było to jedno z tych zdarzeń, których nigdy wcześniej nie przerabialiśmy w żywym ruchu. Zarówno dla załogi, jak i dla nas miało to być całkiem nowe doświadczenie. Z tym, że oni tam w powietrzu, mieli prawo mieć większe wątpliwości, niż my. Wiedząc, że w przypadku iskrzenia, co mogło się zdarzyć przy tarciu samolotu o beton, może dojść do zapłonu paliwa, chcieliśmy jak najbardziej zniwelować i to ryzyko. Obawiałem się iskry z rozbitej, na przykład osłoną silnika, lampy na pasie. Szukając możliwości odcięcia napięcia w obwodach lamp skontaktowałem się z technikami Głównej Stacji Zasilania. Okazało się, że wyłączenia nie da się przeprowadzić w sposób, jaki byłby moim zdaniem najlepszy czyli całkowity. W związku z tym ustaliliśmy z kolegami, że to my dokonamy wyłączenia świateł pasa w użyciu, na krótko przed lądowaniem. W naszym przekonaniu miało to sens również dlatego, że w czasie ewakuacji pasażerowie zjeżdżają po trapach ratunkowych bez obuwia, które mogłoby dawać zabezpieczenie przed mokrą nawierzchnią pasa pod prądem. Należało więc ich chronić przed przypadkowym porażeniem.

O 14:30 załoga LOT016 podjęła decyzję o podchodzeniu do lądowania. Piloci starali się pozostać w powietrzu jak najdłużej, by wypalić w miarę dużo paliwa, które w przypadku zapłonu, w każdej większej ilości, zmniejszało szanse na wyjście z opresji cało. A może po prostu starali się odsunąć jak najdalej od siebie ten moment, po którym nie ma już odwrotu? Mieli świadomość, podobnie jak my, że podejście może być tylko jedno. Mając w zbiornikach resztki paliwa, musieli usiąść za pierwszym razem. Drugiej szansy nie było. Od tego podejścia zależało wszystko. Musieli czuć ogromną presję wiedząc, że zbyt mała lub duża prędkość, niewłaściwy kąt podejścia, złe ustawienie samolotu, gwałtowny podmuch wiatru, wszystko to razem i z osobna, może zniweczyć ich nadzieje. Czas ruszył, kurcząc się nieodwracalnie o mozolnie mijające sekundy..

Kolega prowadzący łączność z załogą, podał wartości wiatru, poinformował o zamiarze wyłączenia przez nas świateł pasa na krótko przed przyziemieniem i życzył pilotom powodzenia. Wstrzymaliśmy oddechy. Samolot podchodził równo, bez przechyłów, idealnie po ścieżce prowadzącej do pasa. Krótko nad nim wyrównał, wytrzymując lot niczym szybowiec w sekundach trwających wieczność, po czym zetknął się z betonowym pasem. Za nim, błyskając czerwienią i błękitem świateł,  ruszyły wozy strażackie, najpierw te najdalej stojące, zaraz przy progu, później, w miarę jak samolot pokonywał kolejne metry pasa, następne. Spod brzucha maszyny i silników wystrzeliły snopy iskier niczym z rozszalałej szlifierki. Boeing sunął dość krótko po zlanym pianą pasie, po czym stanął. Znieruchomiał, bardzo blisko stanowiska 33.

Była 14:39. Do samolotu dotarły samochody straży pożarnej, w jego kierunku ruszyły ambulanse i autobusy mające zabrać do portu ludzi, którzy tego dnia narodzili się na nowo. Rozpoczęła się ewakuacja samolotu. Powiadomiłem o sytuacji Kierownika Kontroli Obszaru i kolegów ze Zbliżania. O 14:41 poprosiłem Dyżurnego Portu o odblokowanie alei Krakowskiej. Pięć minut później alarm został odwołany. 

Mam nadzieję, że tegoroczne wypady majówkowe będą dla wszystkich udane, bo rozsądek weźmie górę nad emocjami, a ci, którzy doprowadzili do krytycznej sytuacji w naszym lotnictwie cywilnym, przestaną odwracać uwagę ludzi od rzeczywistych problemów, nie kierując jej dłużej na populistyczne koleiny tzw. walki o kasę. Pieniądze to nie wszystko.

Felieton ukazał się pierwotnie w wydaniu 17-18/2022 Warszawskiej Gazety

  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl

Dlaczego naziści z „Azova” walczą osamotnieni?

Prof. Bogusław Paź https://myslpolska.info/2022/04/28/dlaczego-nazisci-z-azova-walcza-osamotnieni/

To pytanie jest powtórzeniem pytania, jakie przez lata niektórzy Ukraińcy stawiali w kontekście wojny we wschodniej części Donbasu. Ukraina mająca 250 tys. żołnierzy regularnej armii nie była w stanie na swoim terytorium przez ponad siedem lat zwalczyć ok. 30 tys. donbaskich separatystów, z których tylko część miała jakieś pojęcie o rzemiośle wojennym.

Teraz mamy to samo – kraj (603 548 km²/ 45 mln mieszkańców) dwukrotnie większy od Polski (312 696 548 km²/ 38 mln mieszkańców), mający liczebną ok. dwukrotną przewagę w stosunku do armii rosyjskiego napastnika angażuje tylko część swego wysiłku wojennego na terenie, gdzie toczy się regularna wojna. A warunki obrony, wbrew temu, co podaje propaganda w Polsce, są korzystne dla wojska ukraińskiego, gdyż podręcznikowo przyjmuje się, że przy napaści wojsk agresora, aby atak był skuteczny, powinno być ok trzy razy więcej niż obrońców, a tu więcej jest obrońców. Pytania w tym kontekście są dwa: 1. dlaczego nie angażuje się w pełni? i 2. Czy w ogóle chce zachować wschodnie rejony w swoim posiadaniu?

Jak się zdaje, odpowiedź na pytanie (1) i (2) jest ta sama:

Dzieje się jakiś dziwny deal na poziomie ukraińskich oligarchów, który ma respektować ich interesy. – Duża część z nich, ta która w Donbasie ma swoje kopalnie i fabryki, nie może się zdecydować do dziś, jakie ma zdanie w kwestii wojny z Putinem.

Jeszcze ciekawsze jest pytanie: DLACZEGO NAZIŚCI Z AZOVA WALCZĄ SAMI W MARIUPOLU?

Wszak, ich herszt przed paroma tygodniami poprzez media wezwał Zełeńskiego do udzielenia im pomocy. Ten jednak nie zrobił dosłownie NIC, aby im pomóc… . Dlaczego?

Wszak parę tygodni temu przerzucenie jednostek wojska i uzbrojenia nie byłoby żadnym problemem, a tym czasem broń, w tym: wyposażenie, przekazana z Polski np. do Lwowa nie wyjeżdża ze Lwowa na wschód Ukrainy (…) .

Otóż, aby udzielić odpowiedzi, trzeba sięgnąć wstecz pamięcią. Jakieś półtora roku temu Zełeński miał ostry konflikt z nazistami z Azova. W tle były interesy Ihora Kołomojskiego [1]. Sami Azovcy tworzą na Ukrainie legalne struktury, które bez ograniczeń korumpują i kontroluję dosłownie całe państwo ukraińskie [2].

Kiedy Zełeński półtora roku temu wybrał się do Donbasu, gdzie stacjonowali Azovcy, aby przywołać ich do pionu, niespodziewanie przed kamerami został przez nich bezczelnie zrugany i publicznie poniżony (z internetu zniknęły w ostatnim czasie wszystkie relacje z tego zdarzenia). Dziś sytuacja się odwraca i to właściciele gustownych tatuaży ze swastykami i wilczymi hakami potrzebują Zeleńskiego, który publicznie ich chwali i wysoko ocenia heroiczna walkę, ale – tak się dziwnie składa – nie robi dosłownie niczego, aby ich uratować. Ponownie nasuwa się pytanie; dlaczego?

Otóż, powodów jest wiele:

Po pierwsze, Zełeński ma idealną okazję się odegrać. Jednak to jest jedynie powód psychologiczny, najmniej ważny. Ważniejsze są pozostałe.

Po drugie, kiedy Rosjanie zniszczą pułk Azov, wizerunek Ukrainy zostanie mocno odciążony brzemieniem nazistowskiej struktury, która nie za bardzo wpisuje się w profil państwa – kandydata do NATO i ma na koncie zbrodnie wojenne.

Po trzecie, likwidacja nazistów z Azova poważnie odciąży państwo ukraińskie od ich mafijnych wpływów w strukturach władzy.

Po czwarte, będzie korzystne dla Rosjan, którzy będą mieli „żywy” lub nie, ale fizyczny dowód obecności na Ukrainie nazistowskich formacji zbrojnych. Rosjanie zrobią im pokazowy proces i zadbają, aby tamci już Ukrainy w tym życiu już nie zobaczyli, co na Ukrainie dobrze przyjmie oligarchiczna konkurencja .

Po piąte, konsekwencja czwartego, Rosjanie stracą główny PR-owy pretekst do dalszego kontynuowania wojny na Ukrainie.

KONKLUDUJĄC, trzeba stwierdzić, że żadną miara nie ma dobrych wieści do chłopaków, którzy w czasie swej przysięgi modlą się do germańskiego (sic!) boga Wotana/ Wodana, gdyż ani on, tj. Wotan, ani Morawiecki, ani Zełeński im nie pomogą – każdy z innego powodu.

Tak się bowiem składa, że wykończenie ich przez Rosjan jest korzystne dla wszystkich stron tego wojennego konfliktu, a w szczególności tej w Kijowie. Miasto Mariupol jest zaś dawno w całości w rękach Rosjan i jakiekolwiek działania Azovców na obszarze ok. 4 km² są całkowicie bez znaczenia dla sytuacji miasta.

„Ostatnia Geremka”. NAJNOWSZA KSIĄŻKA HENRYKA JEZIERSKIEGO JUŻ W SPRZEDAŻY!

Ostatnia laska Geremka

Najnowsza książka Henryka Jezierskiego już w sprzedaży! „Ostatnia „laska” Geremka” to zbiór 50 felietonów, w których Autor w sposób bezkompromisowy demaskuje i komentuje polskie realia społeczno-polityczne w ostatnim trzydziestoleciu.

Oprócz felietonu tytułowego uwagę Czytelników powinni zwrócić m.in. na takie pozycje jak

Anatomia chama„,

POPiSowy przekręt kahału„,

Cel uświęca trupy„.

„Ostatnia „laska” Geremka” JUŻ W SPRZEDAŻY!

GIETRZWAŁD: SANKTUARIUM DO LIKWIDACJI?

28 kwietnia 2022

GIETRZWAŁD: SANKTUARIUM DO LIKWIDACJI?

Gietrzwałd jest jedynym w Polsce miejscem objawień Matki Boskiej, uznanym przez Stolicę Apostolską

Jeszcze trzydzieści lat temu zachodziłem w głowę jak to możliwe, aby Polacy wyznania rzymsko-katolickiego z większą ochotą pielgrzymowali do miejsc objawień Matki Boskiej w miejscowościach Lourdes (Francja), Fatima (Portugalia), a nawet Guadalupe (Meksyk) niż do znacznie bliższego, gdyż polskiego Gietrzwałdu. Moje zdziwienie było tym większe, że w okresie od 27 czerwca do 16 września 1877 roku Matka Boska ukazując się 13-letniej Justynie Szafryńskiej i 12-letniej Barbarze Samulowskiej przemawiała do dziewczynek w języku polskim, zapewniając je o oswobodzeniu naszego Kościoła i naszej Ojczyzny spod jarzma pruskiego, jeśli tylko ludzie zaczną gorliwie odmawiać różaniec.

W miarę upływu czasu i kolejnych wizyt w Gietrzwałdzie odczułem jednak rosnące zrozumienie dla tych spośród znajomych, którzy twierdzili, że akurat w tym sanktuarium – choć w Polsce jedynym spośród uznanych przez Watykan miejsc objawień Matki Boskiej – nie czują takiego ducha świętości miejsca, jak np. na Jasnej Górze w Częstochowie. Powoli lecz zadziwiająco konsekwentnie odzierano Gietrzwałd z jego wyjątkowego sacrum. Przykłady? Są ich dziesiątki. Poniżej kilka zauważonych przeze mnie, z istotnym zastrzeżeniem, że wcale nie muszą należeć do najbardziej bulwersujących:

1. Splugawienie miejsca objawień Matki Boskiej poprzez wmurowanie w 2007 roku pamiątkowej tablicy sygnowanej przez eks-prezydenta Lecha Kaczyńskiego, znanego m.in. z uroczystego wprowadzenia do Belwederu menory, symbolu judaizmu – religii najbardziej nienawistnej wobec katolicyzmu, a Matki Boskiej zwłaszcza.

Dodajmy, że w ślad za wyżej wymienionym ochoczo swoją tablicę w 2019 roku dołożył aktualny prezydent Andrzej Duda, równie konsekwentnie jak L. Kaczyński odpalający chanukowe świece i promujący talmudystów przy każdej możliwej okazji i w każdej formie.

=======================================

Tak jeszcze w 2007 roku wyglądał fronton gietrzwałdzkiej Bazyliki. Dzisiaj nie ma śladu zarówno po wierszu Marii Konopnickiej, jak i prośbie wiernych

2. Usunięcie z frontonu gietrzwałdzkiej bazyliki wiersza Marii Konopnickiej o treści następującej: „NIGDYM JA CIEBIE LUDU NIE RZUCIŁA, NIGDYM CI MEGO NIE ODJĘŁA LICA. JA PO DAWNEMU MOC TWOJA I SIŁA – BOGURODZICA”. Taki sam los spotkał inny napis z tego samego frontonu: „MATKO, BĄDŹ NASZĄ POMOCĄ I NASZYM RATUNKIEM”.

3. Zlikwidowanie niemal wszystkich tablic informacyjnych i porządkowych, co wręcz ośmiela spacerowiczów (nie mylić z pielgrzymami) do zaśmiecania alejek, a nawet wyprowadzania psów załatwiających swoje potrzeby na terenie Sanktuarium, włącznie z prowadzącą do cudownego źródełka Aleją Różańcową.

To zdjęcie pochodzi również z 2007 roku i dzisiaj już jest nieaktualne. Krzyż i napis znad ołtarza polowego zniknął bezpowrotnie. Na pierwszym planie Źródełko.

4. Pozbawienie ołtarza polowego górującego nad nim krzyża wraz z przesłaniem o treści: „PRZYPATRZMY SIĘ POWOŁANIU NASZEMU”.

Gospodarzom Sanktuarium przeszkadzał nawet stopień przed tym ołtarzem bocznym. Skuli go całkowicie nie bacząc na zabytkowy charakter Bazyliki.

5. Uruchomienie w 2010 roku tzw. Ośrodka Szkoleniowo-Wypoczynkowego z salą konferencyjną i 50 miejscami noclegowymi. Brak w nazwie tego obiektu jakichkolwiek – np. pielgrzymkowych – odniesień do miejsca w którym funkcjonuje oraz podkreślenie jego szkoleniowego i wypoczynkowego charakteru znajduje jednoznaczne potwierdzenie w faktach. Sam byłem świadkiem „ogniskowej” imprezy z udziałem kilkudziesięciu wyraźnie podchmielonych osób płci obojga donośnie wyśpiewujących piosenki bardziej pasujące do domu weselnego niż Sanktuarium. Nie mam też żadnych podstaw, aby nie wierzyć znajomemu, który podczas swojego pobytu w Gietrzwałdzie zauważył trzech meneli pozbywających się nadmiaru moczu pod murem budynku, w bezpośredniom sąsiedztwie kaplic różańcowych. Gdy zgłosił ten incydent kobiecie zawiadującej Domem Pielgrzyma (zarazem matce… jednego z księży), ta w odpowiedzi tylko trzasnęła drzwiami.

Pielgrzymi odwiedzający Gietrzwałd w ostatnich latach coraz częściej odnoszą wrażenie, że są tutaj najmniej pożądanymi gośćmi, wręcz uciążliwymi intruzami. Wygląda na to, iż prowadzący Sanktuarium członkowie tzw. Zakonu Kanoników Regularnych Laterańskich z centralą w Krakowie najchętniej widzieliby się w roli beneficjentów ograniczających swoją aktywność do inkasowania od wiernych odpisów podatkowych lub darowizn – oczywiście realizowanych zdalnie, czyli przelewami – na cele w nikłym bądź w żadnym stopniu nie związane z promowaniem kultu Matki Bożej.

Wymowna w tym kontekście wydaje się znana mi relacja małżeństwa, które w okresie tzw. pandemii przyjechało oddać hołd Królowej Polski aż z Podkarpacia licząc jednocześnie na spowiedź i przyjęcie komunii w tak świętym miejscu. Niestety, nie udało się. Para wiernych zachowała bowiem wszystkie covidowe restrykcje, włącznie z wizytą w specjalnie do tego celu postawionym „Namiocie Pojednania” lecz nie zgodziła się na założenie tekstylnego kagańca wychodząc ze słusznego założenia, że kapłanowi (?) w zupełności powinno wystarczyć zabezpieczenie w postaci solidnej maski na jego twarzy oraz dwumetrowego dystansu od spowiadanych. Nie pomogła wielominutowa dyskusja z użyciem racjonalnych argumentów, przedstawianych przez wiernego. W końcu poirytowany „kanonik regularny laterański” wypalił bezceremonialnie: „Bo wy tylko przyjeżdżacie tutaj nas zarażać!”. Piękne, nieprawdaż? I jakże kapłańsko miłosierne… Małżeństwo z Podkarpacia zostało obdarzone jasnym „błogosławieństwem” na powrotną, ponad 600-kilometrową drogę do domu.

Zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej. Dokładnie w środę, 27 kwietnia br. otrzymałem informację z wiarygodnego źródła, że na terenie Sanktuarium już rozpoczęły się prace przy budowie hotelu i restauracji o kubaturze daleko większej niż wspommiany wcześniej Ośrodek Szkoleniowo-Wypoczynkowy. Jeszcze w tym roku, gdy obchodzić powinniśmy jubileusz 145-lecia objawień gietrzwałdzkich (przypomnijmy: trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 roku) można spodziewać się m.in. rozkopanego i zniszczonego Błonia, utrudnienia lub wręcz całkowitego braku dostępu do cudownego Źródełka oraz Drogi Krzyżowej. O liczbie 80 tys. pielgrzymów, jacy uświetnili swoją obecnością główne uroczystości jubileuszu 140-lecia, przeprowadzone 9 września 2017 roku, będzie można tylko pomarzyć.

A co w dalszej perspektywie? Całkiem realnie rysuje się obraz motłochu popijającego drinki i oglądającego z balkonów hotelowych „ciemny lud” oddający modlitwą i nabożną kontemplacją hołd Królowej Polski, która właśnie w tym miejscu objawiła się dwójce dziewczynek i wyraziła w naszym języku swoje życzenia wobec Polaków.

Bez zdecydowanej reakcji wiernych na zabudowywanie terenu Sanktuarium kolejnym „ośrodkiem szkoleniowo-wypoczynkowym” takie obrazy bezpowrotnie odejdą w przeszłość

Tu nie wystarczy oburzenie. Trzeba działać na zasadzie pospolitego ruszenia. Bez czekania na liderów, czy – co jeszcze gorsze – partie i inne organizacje gotowe zbić polityczny kapitał na naiwności i zaufaniu wiernych. Protestować oraz interweniować może każdy z nas. Mamy ku temu wystarczająco dużo narzędzi; listy, e-maile, telefony, petycje itp. Gietrzwałd to Sanktuarium Narodu Polskiego, a nie członków jakiegoś marginalnego zakonu, którzy chcą tu realizować swoje geszefty, wyraźnie myląc służbę Bogu ze służbą mamonie, a habit z chałatem. Walczmy zatem o swoje bez żadnych kompromisów!

Tekst i zdjęcia:
Henryk Jezierski
(28.04.2022)

P.S.

Skoro trwają roboty, to znaczy że jest pozwolenie na budowę. Ktoś musiał o nie wystąpić i uzyskać akceptację swojego przełożonego w hierarchii kościelnej, ktoś inny je pozytywnie rozpatrzył. Rysuje się podstawowy trójkąt sprawczy: proboszcz parafii z tzw. biskupem miejsca, wójt gminy Gietrzwałd, starosta powiatu olsztyńskiego. Poniżej namiary, które wstępnie udało mi się ustalić, a które powinny okazać się przydatne dla protestujących:

Proboszcz parafii w Gietrzwałdzie (prawdopodobnie jest to ks. Marcin Chodorowski, nie wymieniony na stronie parafialnej):
e-mail: biuro@sanktuariummaryjne.pl telefony: 89 512 31 02, 89 512 34 07,adres: ul. Kościelna 4, 11-036 Gietrzwałd

Metropolita Warmiński, abp. Józef Górzyński:
e-mail: kanclerz@archwarmia.pl(do Kanclerza Kurii), tel. 515 149 279 (do Sekretarza Metropolity ks. Arkadiusza Suchowieckiego), adres: ul. Pieniężnego 22,10-006 Olsztyn

Wójt Gminy Gietrzwałd, Jan Kasprowicz:
e-mail: wojt@gietrzwald.pl tel. 89 524 19 00, adres: ul. Olsztyńska 2, 11-036 Gietrzwałd

Starosta Powiatu Olsztyńskiego, Andrzej Abako:
e-mail: starostwo@powiat-olsztynski.pl tel. 89 527 21 30, 89 521 05 19, adres: Plac Bema 5, 10-516 Olsztyn

H. Jez.

Grzegorz Braun o ś.p. Zbigniewie Hałacie w Sejmie. Cenzura w TVP.

Dostałam taką informację od znajomej:

Poseł Grzegorz Braun:
Świętej pamięci Zbigniew Hałat, lekarz, który nie
rozstał się z zasadami i z tradycyjnie pojmowaną ety-
ką swojego zawodu, w swoim czasie wiceminister
zdrowia, główny inspektor sanitarny. Świętej pamię-
ci Zbigniew Hałat. Świeć, Panie, nad jego duszą. Pro-
szę o westchnienie w modlitwie. Wieczny odpoczynek
racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj mu
świeci.
(Zebrani wstają)
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen.
3 maja we Wrocławiu marsz pamięci Zbigniewa
Hałata, który w grobie spoczął już parę dni temu.
3 maja wspomnimy go, maszerując ulicami Wrocła-
wia. Tam przybywajcie, tam upominajcie się o do –
brą pamięć dobrego lekarza, który był przeciwni –
kiem (Dzwonek) eksperymentowania na ludziach.

(Oklaski)

53. posiedzenie Sejmu w dniu 27 kwietnia 2022 r.

Sprawozdanie stenograficzne str. 6

======================================== 

I moja [Aliny] odpowiedź:

Dzięki!

Słuchałam przez chwilę obrad, a to dlatego, że pokazali w TVP Info obrady na żywo. Był wówczas Nitras ze swoim debilnym wystąpieniem, które dla zwolenników PO było wodą na ich młyn, czego pewnie nie rozumieją zwolennicy PiS z Kurwizji, ani sam Kurski.

Włączyłam transmisję w komputerze, czy to naprawdę na żywo i przez chwilę miałam dwóch Nitrasów i potem odpowiedź kogoś z PiS. Tu TVP przerwała przekaz z sejmu (red. Kłeczek relacjonował, temat gaz, gazoport, kto i co zrobił-nie zrobił) ale u mnie w komputerze leciał dalej. Okazało się, że przerwali dokładnie w momencie, kiedy na mównicę wszedł Bosak z Konfederacji. Miał baaardzo sensowne wystąpienie godne polityka wyższej klasy, o kilka roczników wyższej niż taki debil z PO  jak Nitras.

Gdyby to przemówienie poszło na wizję, to Konfederacja byłaby druga w sondażach, a po kilku takich kto wie czy nie pierwsza, a potem w wyborach. Dlatego przemówień Konfederatów w TVP nie ma, a jeśli jest, to że Braun fotografował się z jakimś Rosjaninem, albo, że JKM popiera Putina w jakiejś wypowiedzi publicznej, tj. w zdaniu wyrwanym z kontekstu. 

Tego wystąpienia Brauna nie słyszałam, ani nie słyszałam tam żadnej informacji o śmierci „antyszczepionkowca” Z. Hałata.

Już samo to zjawisko jest bardzo podejrzane w kontekście ostatnich żądań Hałata rozliczenia i osądzenia zbrodniarzy covidowych. Po co gawiedź ma szukać po internetach o co chodzi, myśleć i chcieć tego samego?  

Children’s risk of Death increases by 5100% following Covid-19 Vaccination compared to Unvaccinated Children

Children’s risk of Death increases by 5100% following Covid-19 Vaccination compared to Unvaccinated Children according to official ONS data

April 27, 2022 https://dailyexpose.uk/2022/04/27/kids-death-risk-increases-5100percent-covid-vaccination/

The Office for National Statistics has revealed without realising it that children are up to 52 times more likely to die following Covid-19 vaccination than children who have not had the Covid-19 vaccine.

Source Data

Back on 20th Dec 21, the Office for National Statistics (ONS) published a dataset containing details on ‘deaths by vaccination status in England’ between 1st Jan and 31st Oct 21.

The dataset contains various tables showing details such as, ‘Monthly age-standardised mortality rates by vaccination status for deaths involving COVID-19’, and ‘Monthly age-standardised mortality rates by vaccination status for non-COVID-19 deaths’.

What the dataset also includes is ‘age-standardised mortality rates by age-group and vaccination status for all deaths’, however they have conveniently left out the data for children, and only included data on age groups over the age of 18.

What they also did in the data they included is bunch all young adults together meaning the rates of death are calculated for 18-39 year-olds, a total of 22 years. But for every other age group the rates of death are calculated for a total of 10 years, with 40-49, 50-59 etc.

However, on table 9 of the ‘Deaths by Vaccination Status’ dataset, the ONS have inadvertently provided enough details on deaths among children and teenagers by vaccination status for us to calculate the mortality rates ourselves, and to put it bluntly, they are horrifying, and make it obvious as to why the ONS chose to exclude children from the mortality rates dataset.

What the ONS have done, as can be seen in the above table, is provide an age standardised mortality rate per 100,000 person-years, rather than per 100,000 population.

The reason for this is that the size of each vaccination status population has been changing all the time, due to the unvaccinated moving into the one-dose category, and the one-dose vaccinated moving into the two-dose vaccinated category throughout the year.

So by doing it this way it provides a much more accurate picture of the mortality rates because it accounts both the number of people and the amount of time a person has spent in each vaccination status.

And on table 9, the ONS have provided us with the number of deaths by vaccination status among children and teenagers, and have kindly also provided us with the person-years, meaning we can calculate the mortality rate per 100,000 person years for 10-14 year olds, and 15-19 year olds by vaccination status.

According to the ONS, between 2nd January and 31st October 2021 there were 96 deaths recorded among 10-14-year-olds who had not been vaccinated, and 160 deaths recorded among 15-19-year-olds who had not been vaccinated.

The ONS have calculated the person-years among unvaccinated 10-14 year-olds during this period to be 2,094,711, whilst they’ve calculated person-years among unvaccinated 15-19 year-olds during this period to be 1,587,072.

To work out the mortality-rate per 100,000 person years all we need to now do is divide the person-years by 100,000, and then divide the number of deaths by the answer to that equation.

So for 10-14 year-olds we perform the following calculation –

2,094,711 (person-years) / 100,000 = 20.94711

96 (deaths) / 20.94711 = 4.58

Therefore, the mortality rate per 100,000 person-years among unvaccinated 10-14-year-olds is 4.58 deaths per 100,000 person-years between 1st Jan and 31st Oct 21.

By using the same formula we find that the the mortality rate among unvaccinated 15-19-year-olds is 10.08 deaths per 100,000 person-years.

Now all we have to do is use the same formula to calculate the mortality rate among one-dose vaccinated and two dose vaccinated 10-14, and 15-19 year-olds, by using the person-years and number of deaths provided by the ONS in table 9 of their ‘Deaths by Vaccination Status’ report, which are as follows –

Source Data

Source Data

Here are the calculated mortality rates by vaccination status among 15-19-year-olds based on the ONS calculated person-years –

Source Data

And here are the calculated mortality rates by vaccination status among 10-14-year-olds based on the ONS calculated person-years –

Source Data

These figures are horrifying. The ONS data shows that between 1st Jan and 31st Oct 21, children aged 10-14 were statistically 10 times more likely to die than unvaccinated children, and teenagers aged 15-19 were statistically 2 times more likely to die than unvaccinated teenagers.

But it’s the double vaccinated figures that are truly frightening.

The ONS data shows that between 1st Jan and 31st Oct 21, teenagers aged 15-19 were statistically 3 times more likely to die than unvaccinated teenagers, but children aged 10-14 were statistically 52 times more likely to die than unvaccinated children, recording a death rate of 238.37 per 100,000 person years.

Source Data

But these figures are in fact even worse than they first appear, as if they weren’t already bad enough. This is because the unvaccinated mortality rate among 10-14-year-olds includes children aged 10 and 11 who are not eligible for vaccination.

Whereas the vaccinated mortality rates do not include 10 and 11 year olds because they were not eligible for vaccination at the time, with the JCVI only recently recommending on 22nd Dec 21 that 5 to 11-year-old children deemed to be high risk should be offered a Covid-19 vaccination.

Therefore, if the Covid-19 injections were not causing the untimely deaths of children then we would actually expect to see a mortality rate that is lower among the vaccinated population than the mortality rate among the unvaccinated population, not a mortality rate that is similar, and certainly not a mortality rate 52 times higher.

This jaw dropping and horrifying data should be national headline news.