W latach 90-tych obserwowałem proces federalny w sali sądowej w Los Angeles. Oskarżonemu postawiono zarzut sprzedaży leków medycznych bez licencji.
Oskarżony był przygotowany, aby argumentować, że a) sprzedawana przez niego substancja była naturalnie produkowana w organizmie i b) była skuteczna.
Prokuratura wniosła o wykluczenie tych zeznań, uzasadniając to tym, że są one nieistotne.
Sędzia się zgodził. Proces był więc paskudny, brutalny i krótki. Oskarżony został uznany za winnego i skazany na kilka lat więzienia.
Tak właśnie działa biurokracja federalna. „Czy masz wydaną przez rząd licencję na uzdrawianie? Nie? Jesteś przestępcą.”
Wierzę, że gdyby Jezus z Nazaretu chodził po ziemi dzisiaj, w Stanach Zjednoczonych, zostałby aresztowany na tej samej podstawie.
Byłoby tak szczególnie, gdyby leczył COVID.
(Oczywiście, jak udowadniam od ponad roku, wirus, SARS-CoV-2, nie istnieje. Dlatego też COVID nie istnieje. W większości przypadków, choroby grypopodobne i inne tradycyjne choroby płuc zostały przepakowane i przemianowane na „COVID”. Tak więc Jezus leczyłby te choroby płuc).
Wyobraźmy sobie ten ekstremalny przypadek: na stadionie wypełnionym 50.000 chorych ludzi, u których zdiagnozowano COVID, Jezus macha ręką i leczy ich wszystkich w ciągu kilku sekund.
Teraz zagraża on zyskom wielu firm, nie mówiąc już o władzy rządu, który wspiera monopol szczepionkowo-lekarski do granic możliwości.
Jezus zostaje więc aresztowany. Zostaje postawiony przed sądem. Postanawia bronić się bez adwokata. Mówi sądowi, że wyleczenie z choroby nowotworowej nie jest przestępstwem.
Prokurator sprzeciwia się. „Wysoki Sądzie,” mówi, „to czy ten człowiek wyleczył COVID czy nie, jest bez znaczenia. On nie ma licencji na praktykowanie medycyny. Dlatego właśnie jesteśmy tu dzisiaj. Po prostu ustalamy, że a) praktykował on medycynę i b) nie posiada żadnej licencji wydanej przez rząd. Taki jest zakres tego postępowania.”
Sędzia zgadza się. Werdykt został ustalony. Winny.
Oczywiście, na innym froncie, główne media, których istnienie uzależnione jest od reklam farmaceutyków, przejmują piłkę i biegną z nią. Sieci i główne gazety szukają „ekspertów”, którzy stanowczo stwierdzają, że to, co człowiek nazywający siebie Jezusem z Nazaretu „zrobił” na stadionie, było zwykłym hipnotyzmem. To wszystko było efektem placebo. Jakiekolwiek nagłe „remisje” mogły się pojawić, były tylko tymczasowe. Tragiczne jest to, że COVID powróci.
Mało tego, te 50.000 osób zostało skutecznie odciągniętych od szukania „prawdziwej opieki u prawdziwych lekarzy”. Ze szczepionkami, z lekami przeciwwirusowymi, mieliby szansę na przeżycie i długie, normalne życie.
Inni działacze medialni wysyłają w górę tę flagę: „Wielu z tych obecnych na stadionie to zgorzkniali wyznawcy swojej religii. Nie chcą zaakceptować nauki. Żyją w przeszłości. Przedkładają przesądy nad prawdziwą opiekę medyczną. W rzeczywistości zagrażają oni całej podstawie nowoczesnej medycyny, ponieważ inni zdezorientowani i oszukani Amerykanie mogą teraz odwrócić się od lekarzy i szukać uzdrowienia u sprzedawców oleju wężowego i kaznodziejów.”
Z najwyższych szczebli władzy politycznej w tym kraju, słowo po cichu idzie do mediów: nie badajcie tych ludzi, którzy byli na stadionie; nie próbujcie ich śledzić; nie zestawiajcie statystyk na temat ich wskaźników przeżycia; nie badajcie czy zostali wyleczeni; przejdźcie do innych historii (rozpraszania uwagi); pozwólcie temu całemu szaleństwu umrzeć.
Ale wśród obywateli rozprzestrzenia się świadomość, że poprzez wydawanie licencji rząd kontroluje uzdrawianie. W ten sposób rząd chroni w zasadzie jedną formę „uzdrawiania” i umożliwia jej przekształcenie się we wszechogarniający kartel.
Co byłoby alternatywą lub uzupełnieniem dla licencji?
Kontrakty.
Kontrakty są umowami zawieranymi przez zgadzające się osoby dorosłe, które biorą odpowiedzialność za wynik. W przypadku uzdrawiania, umowa określałaby, że ludzie mają prawo się mylić.
Załóżmy, że dwie dorosłe osoby wyrażające na to zgodę, Jim i Frank, zgadzają się, aby Frank leczył Jima na artretyzm wodą ze studni na ziemi Franka.
Obaj mężczyźni zgadzają się, że wynik leczenia nie będzie wiązał się z żadną odpowiedzialnością. Innymi słowy, bez względu na to, czy Jim poczuje się lepiej, czy gorzej, nikt nie wniesie pozwu. Nikt nie zwróci się do rządu o zadośćuczynienie za krzywdy.
Woda ze studni może być wspaniała lub zupełnie bezużyteczna. Obaj mężczyźni to rozumieją i przyznają. Ale korzystają z prawa do wypróbowania leczenia, ponieważ są wolni.
Natychmiast ludzie mówią: „To jest niedorzeczne. Woda nie może wyleczyć artretyzmu”. Frank oszukuje Jima. Jim jest ofiarą. Powinien pójść do lekarza. Musi wziąć leki na artretyzm”.
Nie, Jim nie musi nic robić. Jest wolny.
Mówiąc inaczej, Jaś ma prawo mieć rację lub nie. To jego decyzja, która jest poza zasięgiem jakiejkolwiek władzy.
Jeśli rząd próbuje odebrać to prawo nam wszystkim, to w gruncie rzeczy mówi, że wie, co jest właściwe, wie, co jest prawdą, wie, czego potrzebujemy i czego wymagamy, i da nam to, nawet jeśli będzie musiał wepchnąć nam to do gardła. Czy to brzmi dla ciebie jak wolność?
Gdyby człowiek nazywajacy siebie Jezusem z Nazaretu żył dzisiaj w Stanach Zjednoczonych, i gdyby chodził i leczył chorych na COVID, zostałby aresztowany. Nie zostałby oskarżony o bluźnierstwo czy zdradę. Zostałby oskarżony o coś o wiele prostszego i bardziej prozaicznego: praktykowanie medycyny bez licencji.
I zostałby skazany.
Bo rząd, w swoim tronie korupcji, chce chronić swoje własnościowe i bezprawne oraz przestępcze interesy.
„Jeśli zabijemy cię szczepionką COVID, to jest to w ramach naszego prawa, ponieważ JESTEŚMY praktykującymi lekarzami z licencją”. Jon Rappoport 8 grudnia 2021 r.
Archiwum autora: Mirosław Dakowski
Sport. Mafia zna się na pieniądzach.
Piłka nożna: gdzie pieniądze wygrywają z „wirusem”
Zwykle nie pisałbym o piłce nożnej, ale ten sport ilustruje, jak zawistni urzędnicy zdrowia publicznego patrzą w drugą stronę, kiedy powinni. Mają tyle uczciwości, co złodzieje w nocy. Tylko idioci zwracaliby uwagę na wszystko, co mówią, twierdzą lub żądają.
Zgodnie z rządową narracją, w pełni zaszczepieni ludzie nadal rozprzestrzeniają „wirusa”. Dlatego w wielu miejscach mają nosić maski.
Ostatnio, rozgrywający Green Bay Aaron Rodgers był bezlitośnie atakowany za twierdzenie, że był szczepiony, podczas gdy nie był; i za swobodne spotykanie się z graczami przeciwnej drużyny po meczach i występowanie przed reporterami bez maski.
Oczywiście nikt nie wspomniał o tym, że W TRAKCIE GRY wszyscy gracze chwytają się, oddychają, plują, krwawią, nabijają na siebie, drapią i obmacują się nawzajem. Jest to dozwolone, ponieważ jest to źródło PIENIĘDZY. Dużo pieniędzy.
I zarówno w college’u, jak i na meczach zawodowych w całym kraju, stadiony wypełniają się od 40 000 do 100 000 krzyczących, kaszlących, plujących, pijących, przeklinających fanów, którzy siedzą jeden przy drugim. Ale to też jest w porządku, bo to są PIENIĄDZE.
Ta sytuacja przypomina południową granicę USA, gdzie tysiące (miliony?) imigrantów wjeżdżają do USA „z wirusem”.
Ale to też jest w porządku, bo, cóż, to polityka, której jednym z aspektów jest witanie narkotyków w Ameryce. Narkotyki to PIENIĄDZE. Wielkie pieniądze.
„Dziennikarze” sportowi nie dyskutują o tym, o czym piszę w tym artykule. Nie powinni. To może wyłączyć publiczność. I tak, znowu, ich publiczność to PIENIĄDZE.
„Hej, Jim. Czy widziałeś, co właśnie stało się na boisku podczas ostatniej gry? Wielki ofensywny lewy tackle ugryzł ramię linebacker Rams. Krew płynie. Zastanawiam się, jak wiele wirusów jest przenoszonych.”
„Tona, Frank. Powinniśmy mieć grafikę, która to ilustruje. Na całym boisku jest pełno plwocin. Więc kiedy gracz upada, dostaje w twarz 100% czystego, pochodzącego z płuc SARS-CoV-2”.
„Ty i ja siedzimy w istnej mgle wirusa ogarniającej stadion.”
„To dlatego twoja była chce, żebyś wykupił większą polisę na życie, wskazując ją jako beneficjenta.”
Gdzie są te małe, pruderyjne demony zdrowia publicznego? Nigdzie.
Ale powiedzą ci, żebyś wziął wysoce niszczycielską szczepionkę, a potem założył maskę i przygotował się na dawki przypominające co sześć miesięcy oraz zamknął się i odizolował, kiedy tylko uznają to za konieczne.
Będą współpracować z politykami, aby zniszczyć wszystkie rodzaje biznesu i życia za pomocą tych blokad.
Ale nie biznes piłkarski.
Pomimo jego biadolenia, marudzenia i jęczenia na temat tłumów na dużych imprezach, zapewniam was, że gdyby mały Anthony Fauci nagle awansował na stanowisko komisarza Narodowej Ligi Futbolowej, znalazłby sposób, aby utrzymać grę i stadiony pełne kibiców. Zmieniłby swoją melodię.
Jest szefem mafii zajmującej się zdrowiem publicznym, a mafia zna się na pieniądzach. Jon Rappoport (blog.nomorefakenews.com)
26 listopada 2021 r.
LUKRATYWNY PRZEMYSŁ ŚMIERCI
W czasach nazistowskich praktyką „unicestwienia bezwartościowego życia” objęto co najmniej 100 tys. osób, w tym chorych psychicznie. Pojęcie eutanazji pojawiło się w tym kontekście w procesach norymberskich.
Obecnie po wpisaniu słowa „eutanazja” w necie pojawia się;
Czy Polak może poddać się eutanazji w Holandii
Pigułka ostatniej woli gdzie kupić
Jak załatwić eutanazję w Holandii
Czy polak może poddać się eutanazji w Szwajcarii
W ciągu ostatnich 20 lat powstało kilkanaście takich organizacji jak Exit International, m.in. Death with Dignity National Center (USA), Dignitas (Szwajcaria), Dignity in Dying (Wielka Brytania), Exit (Szkocja) czy międzynarodowe Final Exit Network lub World Federation of Right to Die Societies. Wszystkie walczą o prawo do eutanazji i wspomaganego samobójstwa, oferując zainteresowanym pomoc, a czasem dostęp do konkretnych rozwiązań mających zakończyć ich żywot. Kliniki komfortowego umierania natomiast rywalizują o klientów, reklamując swoje usługi niczym wyjazd na wymarzone wakacje. Kilka lat temu po Holandii jeździły nawet karetki eutanazyjne, oferujące śmierć na życzenie. Samobójstwo stało się nową usługą cywilizacji XXI w. https://www.wiz.pl/czlowiek/2105639,1,eutanazja-w-cenie.read
Kapsuła śmierci jest drukowana techniką 3D, przenośna, a umierać się w niej będzie „bez duszenia i stresu” – tak prezentuje się zalegalizowane w Szwajcarii urządzenie Sacro, które posłuży do przeprowadzania samobójstw wspomaganych. Jest to projekt dr. Philipa Nitschkego – lekarza, któremu odebrano prawo do wykonywania zawodu.
Kapsuła sterowana jest od wewnątrz. Po aktywowaniu do środka urządzenia pompowany jest azot, osoba znajdująca się w środku traci przytomność i umiera. Jak zapewnia projektant, ma to nastąpić bez uczucia duszenia czy paniki. Dr Nitschke szacuje, że koszty wyniosą od 4 do 8 tys. dolarów -do tego należy doliczyć cenę azotu.
W większości państw ani eutanazja, ani wspomagane samobójstwo nie są legalne, a pomoc w tym akcie jest dopuszczalna pod pewnymi warunkami jedynie w Holandii, Belgii, Luksemburgu, Szwajcarii, Niemczech, Kolumbii, Japonii oraz amerykańskich stanach Waszyngton, Oregon, Vermont, Nowy Meksyk, Montana i Kalifornia. Niedawno zalegalizowano ją także w Kanadzie.
Zdecydowana większość obywateli RFN opowiada się za dostępnością usług takich stowarzyszeń jak Sterbehilfe Deutschland. Do 2015 r. udzieliło ono „pomocy” co najmniej 250 osobom. – Nie wziąłem ani jednego euro z kasy stowarzyszenia – zapewnia Roger Kusch, jego założyciel i były senator Hamburga ds. sprawiedliwości. Ta organizacja nie jest jedyną działającą w Niemczech. Wielu obywateli Niemiec korzysta np. ze szwajcarskiego Dignitas. Niemcy stanowią tam najliczniejszą grupę klientów. W roku ubiegłym było to 87 osób, w porównaniu do 24 osób z Wielkiej Brytanii czy 31 z Francji. Dignitas ma zresztą filię w Niemczech. Podobną ofertę mają instytucje działające w Belgii, gdzie obowiązują najbardziej liberalne w Europie w sprawie eutanazji. Możliwe jest tam udzielenie aktywnej pomocy w śmierci (a więc na żądanie) osobie, która nie jest w stanie samodzielnie dokonać samobójstwa. Od pięciu lat obejmuje to także nieletnich.
Dignitas – szwajcarska organizacja – pobiera od swoich klientów 4000 euro za przygotowania i asystę w samobójstwie oraz 7000 euro w przypadku poniesienia kosztów medycznych oraz przejęcia wszystkich powinności związanych z organizacją pogrzebu, włączając w to publiczne opłaty stanowione prawem.
W 2007 działanie organizacji wywołało falę oburzenia, gdy zaczęła przeprowadzać wspomagane samobójstwa w hotelach i na parkingach. Pacjenci, głównie Niemcy, wypijali śmiertelne dawki pentobarbitalu w samochodach.
W listopadzie 2007 główna siedziba została przeniesiona do byłej fabryki kabli w strefie przemysłowej gminy Schwerzenbach, tuż obok największego domu publicznego w Szwajcarii, co wzbudziło mocny sprzeciw zarówno gminy, jak i miejscowej ludności
.W 2008 okazało się, że organizacja pozbywa się ciał klientów, wrzucając ich prochy wraz z urnami do jeziora, choć większość z nich słono zapłaciła za godną śmierć i pogrzeb.
Jak widać, Niemcy, Belgowie czy Holendrzy – czyli narody wsławione swego czasu ludobójstwem czy/i tworzeniem obozów zagłady – nie zamierzają zrezygnować z zysków, jakie im daje przemysł śmierci. Tylko teraz każą za to ofierze słono płacić. A Szwajcaria – też jak zawsze – nie zamierza pozwolić, aby te zyski ją ominęły.
Sigma
Szkocja – zaszczepieni 6 na 10 przypadków zakażeń C19, 7 na 10 hospitalizacji z powodu C19
Szkocja populacja zaszczepionych odpowiadała za 6 na każde 10 przypadków C19, 7 na każde 10 hospitalizacji związanych z C19 i 9 na każde 10 zgonów związanych z C19
Dane dotyczące zdrowia publicznego (Szkocja PHS), które pokazują, że w ciągu ostatnich czterech miesięcy populacja podwójnie / potrójnie zaszczepionych odpowiadała za 6 na każde 10 przypadków Covid-19, 7 na każde 10 hospitalizacji związanych z Covid-19 i 9 na każde 10 zgonów związanych z Covid-19.
Najnowszy raport potwierdza, że w ciągu ostatnich czterech tygodni odnotowano 76 677 przypadków Covid-19, 1735 hospitalizacji z powodu Covid-19 i 435 zgonów związanych z Covid-19.
Spośród nich populacja zaszczepiona stanowiła 47 835 przypadków (62%), 1226 hospitalizacji (71%) i 371 zgonów (85%).
Tabela 13 najnowszego raportu pokazuje liczbę przypadków Covid-19 według stanu szczepień w Szkocji. Tabela mogła mieć przypisaną inną liczbę w poprzednich raportach opublikowanych przez PHS, ale poniższa tabela przedstawia przypadki według statusu szczepienia w okresie 16 tygodni od 14 sierpnia 2021 do 3 grudnia 2021.
Same te dane kładą kres mitowi, że nieszczepienie się jest samolubne, ponieważ jasne jest, że szczepienie nie zapobiega infekcji ani przenoszeniu. Co nasuwa pytanie, dlaczego Szkocja wprowadziła paszporty szczepionek i dlaczego Boris Johnson ma zamiar wprowadzić je w Anglii.
Z powyższego widać, że do tygodnia rozpoczynającego się 9 października większość przypadków stanowiły osoby nieszczepione, jednak od tego tygodnia nastąpiła zmiana, w której w pełni zaszczepieni przejęli prowadzenie i do grudnia dotarli do 181 580 potwierdzonych przypadków.
Po uwzględnieniu 37 383 potwierdzonych przypadków wśród częściowo zaszczepionych w tym okresie, całkowita liczba przypadków wśród zaszczepionej populacji wzrasta do 218 963. Podczas gdy liczba zachorowań wśród nieszczepionej populacji w tym okresie 16 tygodni wyniosła 156 282, pomimo tego, że grupa ta obejmuje dzieci, które nie kwalifikują się do szczepienia i które stanowiły ogromną część przypadków od początku rzekomej pandemii.
Tabela 14 najnowszego raportu pokazuje liczbę hospitalizacji z powodu Covid-19 według stanu szczepień w Szkocji. Tabela mogła mieć przypisaną inną liczbę we wcześniejszych raportach publikowanych przez PHS, ale poniższy wykres przedstawia hospitalizacje według statusu szczepienia w okresie 16 tygodni od 14 sierpnia 2021 do 3 grudnia 2021.
Źródło
https://dailyexpose.uk/2021/12/09/distracted-by-christmas-party-data-shows-9-in-10-covid-deaths-vaccinated/
Jeśli chcesz przeczytać więcej ciekawych wpisów kliknij linki poniżej
https://polskawliczbach.blogspot.com/2021/12/nie-mina-jeszcze-rok-juz-mamy-rekord.html
https://polskawliczbach.blogspot.com/2021/12/fajzer-ej6795-seria-specjalna.html
https://polskawliczbach.blogspot.com/2021/12/ponad-50-nopow-spowodowanych-przez.html
Oleje, mięso, nabiał, warzywa. Wzrost cen w sklepach znacznie przebija oficjalną inflację.
Analitycy: Ceny będą nadal rosły
W listopadzie br. w sklepach było drożej średnio o blisko 11 proc. w ujęciu rocznym – wynika z najnowszego „Indeksu cen w sklepach detalicznych”. Najbardziej zdrożały olej, cukier i cebula.
Z cyklicznej ogólnopolskiej analizy cen detalicznych, prowadzonej przez UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupę AdRetail wynika, że w listopadzie br. na 12 stale obserwowanych kategorii 9 zdrożało, a tylko 3 potaniały.
Dla porównania, w październiku wzrosty cen dotyczyły 8 kategorii, a zakupy kosztowały średnio o 4,4 proc. więcej rdr.
Co najbardziej podrożało w sklepach?
Według Julity Pryzmont z Hiper-Com Poland, drożeje coraz więcej grup towarowych, bo często są one ze sobą powiązane i jedna reaguje na drugą.
„Dla przykładu, ogromny wzrost cen olejów przełożył się na większe koszty produkcji artykułów na bazie oleju” – powiedziała.
W jej ocenie, kategorie, które do tej pory opierały się podwyżkom, prędzej czy później również zareagują na ogólną sytuację na rynku.
Analityczka wskazała, że w ujęciu rocznym produkty tłuszczowe zdrożały średnio o ponad 60 proc.
„Najwięcej olej, który odnotował skok cenowy o 79,4 proc., margaryna do pieczenia zdrożała o 36 proc., a masło poszło w górę o 34,1 proc.” – wskazuje.
Zdaniem Karola Kamińskiego z Centrum Analiz Grupy AdRetail, o tanim oleju Polacy mogą na długo zapomnieć. „Produkty tłuszczowe od kilku miesięcy drożeją, bo rosną ceny olejów pochodzenia roślinnego na światowych rynkach, co ma też związek z popytem na biopaliwa” – wskazał.
Mięso wśród najszybciej drożejących towarów
Z analizy wynika, że na drugim miejscu zestawienia obejmującego największe podwyżki znajdują się tzw. produkty inne – 32 proc. Wśród nich przede wszystkim zdrożały karmy dla psów i kotów – odpowiednio o 33,2 proc. i 32 proc. Podium wśród najszybciej drożejących kategorii produktów zamyka mięso z podwyżką o 20 proc. rdr., przy czy wołowina zdrożała o 27,7 proc., cielęcina o 23,6 proc., drób o 19 proc. za to wieprzowina staniała o 2 proc.
W ocenie Kamińskiego, wzrost cen mięsa jest po części pochodną spadku jego spożycia przez Polaków.
„Co więcej, w czasie pandemii branża mocno odczuła wygaszenie turystyczne i zamykanie restauracji, a skutki tego firmy odczuwają do dziś” – zaznaczył. Dodał, że na to wszystko nakłada się inflacja, a prawdziwy wzrost cen mięsa jest dopiero przed nami.
Drogi nabiał
Z analizy wynika, że solidny wzrost cen notował również nabiał – 16,2 proc. rdr. W tej kategorii liderem był ser żółty, za który płacimy o 24,7 proc. więcej niż przed rokiem. Na drugim biegunie znalazła się śmietana, która staniała o 1,5 proc. rdr.
Kolejną grupą produktów, która notowała wzrost cenowy są warzywa. Średnio zdrożały o 11,2 proc. rdr, przy czym cebula zaliczyła skok w górę o prawie 40 proc., ogórki zdrożały o 28,6 proc., a ziemniaki – o 26,3 proc. Tańsza była za to papryka, z którą w tym roku płaciliśmy o 10,4 proc. mniej niż przed rokiem.
Według autorów analizy, w przypadku czterech kategorii notowane wzrosty były jednocyfrowe. Napoje zdrożały o 6,8 proc., chemia gospodarcza poszła w górę o 5,7 proc. Za pieczywo trzeba było zapłacić więcej o 1,7 proc., natomiast owoce podrożały o 0,08 proc.
„Obecny wzrost może zatem świadczyć o tym, że zaczynają one zbliżać się do ogólnego wzrostu inflacji. Mniej więcej podobna sytuacja jest z chemią gospodarczą, która we wrześniu zdrożała o 0,7 proc. w relacji rocznej, ale już w październiku była droższa o 6,6 proc.” – zaznaczył Kamiński.
Ceny będą nadal rosły
Z analizy ponadto wynika, że choć produkty sypkie potaniały w listopadzie o 0,8 proc., to cena samego cukru poszybowała o 58,9 proc. Zdaniem analityków, cukier to kolejny produkt po oleju, który negatywnie nakręca drożyznę w sklepach. Wskazali, że drożyzna wynika zarówno z międzynarodowego kryzysu surowcowego, jak i problemów największego na świecie eksportera cukru, czyli dotkniętej suszą i przymrozkami Brazylii.
Według Kamińskiego, ceny w sklepach nadal będą rosły, podbijane przez kolejne czynniki, w tym zakłócenia łańcuchów dostaw czy rosnące koszty wytwórcze i pracownicze. „Natomiast branża retailowa będzie chciała zrekompensować sobie te straty, co oczywiście nie poprawi sytuacji” – zaznaczył.
Ekspert prognozuje, że w grudniu średni wzrost cen w sklepach też będzie dwucyfrowy.
W „Indeksie cen w sklepach detalicznych” przedmiotem analizy było 12 kategorii (pieczywo, nabiał, mięso, owoce, warzywa, produkty sypkie, produkty tłuszczowe, dodatki spożywcze, używki, napoje, chemia gospodarcza i inne art.) oraz 45 produktów. Do porównania łącznie zestawiono blisko 1100 marek, w tym prawie 36 tys. cen detalicznych. Analizą objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry, działające w 16 województwach.===================== [Jak za Gomułki: „Ale lokomotywy potaniały!! MD]
https://nczas.com/2021/12/10/trzymajcie-sie-za-portfele-nowe-taryfy-za-prad-i-gaz-tanio-nie-bedzie/
Herpes [opryszczki] virus ORF10 protein encoded in SARS-CoV-2 and in Pfizer–BioNTech and Moderna COVID-19 mRNA vaccines cause of all new cases of COVID-19
Within SARS-CoV-2 and COVID-19 mRNA vaccines is a protein called ORF10 protein. Studies have concluded that ORF10 acts as a precursor of additional RNAs in roles concerning gene expression, controlling cellular antiviral pathways, or within viral replication (Taiaroa et al., 2020). ORF10 of SARS-CoV-2 is the last predicted coding sequence upstream of the poly-A tail and is the shortest predicted coding sequence, composed of 38 a.a. (Taiaroa et al., 2020). ORF10 is predicted to harbor a long helix and a pair of ϐ-strands. ORF10 is not found within the SARS-CoV-1 proteome (Taiaroa et al., 2020).
ORF10 is the only protein that is present exclusively/only in SARS-CoV-2 and not in SARS-CoV or any other human coronaviruses.
The WHO reported that the severity of COVID-19 is enhanced by the ORF10 protein.
“These findings of uniqueness of ORF10 and predicted intrinsic characteristics support possible involvement of ORF10 protein in giving COVID-19 its specific characteristics like spread and virulence.” World Heath Organization
Virulence is a pathogen’s or microorganism’s ability to cause damage to a host. In most contexts virulence refers to the degree of damage caused by a microbe to its host. The pathogenicity of an organism — its ability to cause disease — is determined by its virulence factors.
=============
Dalej – dla zainteresowanych lekarzy. Nas nie ma co straszyć… Władze straszą wystarczająco!
Apel do anty-szczepionkowców
| Jako głęboko wierzący proszczepionkowiec apeluję do antyszczepionkowców żeby się dobrze zastanowili nad szczepieniami na kowida (Covid-19). Czy można sobie bowiem wyobrazić coś lepszego od tego, aby dzięki powszechnym szczepieniom zatrzymać w kilka miesięcy wszelką epidemię, bo każdy zaszczepiony nie tylko że sam nie zachoruje, to jeszcze nie będzie zakażać innych. Drobne działania uboczne takiej szczepionki nie powinny nikomu zaszkodzić. Tak to widziałem pod koniec roku 2020, kiedy nie było jeszcze szczepionek, kowid już szalał, jacyć prowincjonalni lekarze próbowali leczyć przestarzałymi lekami, oczywiście bez skutku, bo tylko respiratory pomagały. Aż wreszcie przyszły długo oczekiwane i zaraz rozchwytywane: mRNA, wektory. Komu przeszkadzało, że właściwie to nie były one w pełni dopuszczone, że każdy mógł je dostać tylko na swoje własne ryzyko i nikt za nie nie odpowiada, bo to przecież preparaty eksperymentalne. Jak zlikwidują pandemię, no to można sobie te drobne wady darować. Zresztą kto mówił o wadach? A co mamy dzisiaj, po masowych „szczepieniach” tymi eksperymentalnymi koktajlami, co do których nawet do końca nie wiadomo co jest w środku? Więcej zgonów po „szczepieniach” niż z powodu zachorowań na kowida, ludzie się dalej zarażają, chorują i to na potęgę. A władcy nadal zabraniają skutecznego leczenia kowida znanymi lekami i posuwają się już coraz bardziej do tego, żeby wprowadzić obowiązkowe szczepienia czy to bezpośrednio, czy przez ograniczenia. Jako głęboko wierzący proszczepionkowiec jestem gotów poprzeć taką politykę. No bo jak sie wszyscy zaszczepią, to będzie po kowidzie i wszystko fajnie. Jak można być zatem antyszczepionkowcem? To niepoważne i nieodpowiedzialne wobec bliźnich i całego społeczeństwa, no bo przecież jak się zaszczepimy, to sami się nie zarazimy i innych nie zarazimy. Zatem jak nam nasi umiłowani władcy każą się koniecznie szczepić, to niech owi władcy nam zabezpieczą szczepionkę. No bo szczepionki na kowida nie ma. Są tylko niezbadane i niebezpieczne preparaty eksperymentalne, które nie zapobiegają ani zakażeniu siebie ani innych. Ponadto są zabójcze i nikt za nie nie odpowiada. I coś takiego mam sobie pozwolić znowu wstrzyknąć? Jako zdecydowany i głęboko wierzący proszczepionkowiec domagam się od władców aby w ramach obowiązku szczepienia przeciw kowidowi zapewnili mi prawdziwą szczepionkę, która hamuje koronawirusa całego, a nie tylko zmienne białko kolczaste, szczepionkę, która eliminuje kompletnie ryzyko zakażenia, która nie powoduje powstawania skrzepów i innych niebezpiecznych działań ubocznych, jest w pełni zbadana z wiadomym skłądem i dopuszczona do stosowania w pełni, zaś w przypadku gdy nastąpi w wyniku jej stosowania uszczerbek na zdrowiu, producent i władcy poniosą za to konsekwencje i to nie tylko finansowe. Dopóki takiej szczepionki nie ma, niech nikt nie próbuje mi wciskać następnej dawki bezwartościowego i niebezpiecznego badziewia mRNA czy wektorowego. Żądamy szczepionek na kowida! To musi być na transparentach i na salach sądowych. A przede wszystkim niech mnie i wszystkich, którzy podzielają moje zdanie, nikt nie obraża mówiąc, że jestem antyszczepionkowcem! Dopóki prawdziwych szczepionek nie ma, trzeba dać każdemu do domu za darmo 10 tabletek amantadyny i 10 tabletek iwermektyny. Wyjdzie dużo taniej od kombinacji mRNA z respiratorami. I pożyjemy trochę dłużej niż tego chcą „szczepionkowi” naganiacze. |
| 9 grudzień 2021 |
| Leszek Śmieszek http://zaprasza.net/a.php?article_id=37337 |
Jak to jest z tymi zgonami wśród niezaszczepionych? Czemu tylu ich umiera?
Wojciech Sumliński tłumaczy.
Kto jest zaliczany wg Ministerstwa Śmierci do „zaszczepionych”? Aaa. Dopiero w dwa tygodnie po drugiej dawce!
Kto ma zakrzep, wylew, czy trafi go szlag np. parę dni po drugiej – to statystyk zalicza go do NIEZASZCZEPIONYCH.
Przekupili uczniów pizzą i zaszprycowali
Miejsce akcji USA Los Angeles. Zabrali dzieci na pizze , zaszprycowali i namawiali by nie mówić rodzicom.
Uwaga UwagaJak się nazywa ta szkoła (mówi o tym matką zaszprycowanego 13 latka)
BARACK OBAMA GLOBAL PREPARATION ACADEMY
„HOME OF THE EAGLES”
link do szkoły:
https://obamaprepacademy-lausd-ca.schoolloop.com/
Nazwa mówi sama za siebie
„Siewca śmierci” Poseł Kulesza z KORONAWIRUS-em, wariant OC43 czy 229E, w MASECZCE – w SEJMIE !!
8 grudnia Kulesza opublikował na Twitterze następujący wpis:
„Dzisiaj wyjątkowo w maseczce. Jestem chory i wszystko wskazuje na to, że to KORONAWIRUS, więc założyłem maseczkę. Nie wiem tylko który to wariant – OC43 czy 229E” – napisał. Dołączył zdjęcie, na którym widać, jak siedzi na sali plenarnej wśród innych posłów w maseczce.
Po wpisie w internecie rozpętała się prawdziwa burza. Gros osób zarzucało Kuleszy nieodpowiedzialność, głupotę, a ci bardziej wrażliwi nazywali go siewcą śmierci.
Niewielu zadało sobie jednak trud, by sprawdzić, o co chodzi z wariantami OC43 czy 229E. Koronawirusy istnieją z nami bowiem wiele dziesiątek lat (pierwsze odkryto w latach 60. XX wieku), a SARS-CoV-2, po którym ogłoszono trwającą pandemię, jest jednym z wielu. W przypadku posła nie chodziło o wirusa, o którym od niemal dwóch lat trąbią wszyscy na około.
Na trolling (żart) Kuleszy nabrało się wielu posłów (m.in. Maciej Gdula, Agnieszka Pomaska, Robert Biedroń), dziennikarzy (m.in. Samuel Perreira, Agnieszka Gozdyra) czy nawet lekarz Bartosz Fiałek, który podczas ogłoszonej pandemii stał się znany z telewizyjnych wystąpień. Niektórzy potem swoje wpisy usunęli.
Poseł Kulesza w swej akcji szedł w zaparte i początkowo nie zdradzał, że swą akcją chce pokazać bezmyślność sanitarnych przepisów. Sugerował natomiast, że ma maskę, więc przecież wszyscy powinni być bezpieczni.
Kulesza zakpił z sanitarystów, a oni to łyknęli. Poseł ujawnia kulisy i zdradza, jaki był cel akcji
OC43 i 229E nie ma oczywiście na liście chorób zakaźnych, a ich popularniejsza nazwa to po prostu przeziębienie. Kulesza później poinformował, że przed pojawieniem się w Sejmie wykonał test na COVID-19 i wynik był negatywny.
Kulesza wyjaśnia akcję z koronawirusami OC43 i 229E
Dzień później Kulesza wytłumaczył, jaki był cel akcji, którą wielu niewłaściwie odczytało.
„Czy będąc politykiem można trollować? A można, jak najbardziej, jeszcze jak. Pod warunkiem, że za trolligiem kryje się jakiś cel. Moim celem jest przebicie się w debacie publicznej z ważnym postulatem, zwrócenie uwagi na podnoszone argumenty i wykazanie braku wiedzy, hipokryzji czy zwykłego oderwania od rzeczywistości moich kontrdyskutantów” – napisał Kulesza.
Zdradził, że zasięg wpisu przekroczył milion wyświetleń.
„Celem było pokazanie, że politycy pouczający nas w kwestii pandemii, obostrzeń, lockdownu i przymusu szczepień nie mają nawet podstawowej wiedzy i nie wiedzą, że koronawirusy to nie tylko SARS-CoV-2 wywołujący covid-19, ale także np. HCoV-OC43 wywołujący zwykle przeziębienie” – tłumaczy Kulesza.
Liczba osób, która „złapała się” na żart przeszedł oczekiwania samego Kuleszy. Poza politykami wspomniał o dziennikarzach, a nawet epidemiologach (np. Rafał Halik nie odróżnił SARS-CoV-2 od OC43 i 229E, potem wpis usunął).
„Nie każdy musi znać się na koronawirusach, ale wypadałoby żeby politycy domagające się przymusu szczepień, obostrzeń i lockdownu mieli jakąkolwiek podstawową wiedzę w tym temacie” – podsumował Kulesza.
Cały wpis, z linkami oraz screenami „skalpów” – w oryginale. MD
9 grudnia 2021 https://nczas.com/2021/12/09/kulesza-zakpil-z-sanitarystow-a-oni-to-lykneli-posel-ujawnia-kulisy-i-zdradza-jaki-byl-cel-akcji-foto
O mnie
Wyróżnione
Dotychczasowa wersja zachowała się w dużej części tu:
https://web.archive.org/web/20211021004954/https://dakowski.pl/
A kontakt do mnie: dakowy@o2.pl
Tel: 501 044 516

Profesurę „belwederską” uzyskałem w 1997 r. za prace z fizyki jądrowej (rozszczepienie i zderzenia ciężkich jonów). Ok. 70-ciu prac naukowych recenzowanych, ciągle cytowanych. Większość z tak zwanej „listy filadelfijskiej”.
W latach 1959 – ok. 1989 pracowałem w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku (mimo „wyrzucenia” z IBJ ok. 1983r). Osiem lat pracowałem jako fizyk za granicą (Dubna w ZSSR, Saclay i Orsay Francja, Darmstadt Niemcy). W latach 90-tych pracowałem na Uniwersytecie Warszawskim, w Państwowej Agencji Atomistyki, w Centralnym Urzędzie Planowania, Agencji Techniki i Technologii oraz w Wyższej Szkole Rolniczo-Pedagogicznej w Siedlcach.
Obecnie (od 1995r.) wykładam na Akademii Podlaskiej w Siedlcach oraz mam tam Zakład Energii Odnawialnych. Od ok. 1985 r. buduję w Polsce Ruch Poszanowania Energii i Energetyki Użytkownika. Od 1990 r. jestem animatorem Grupy Poszanowania Energii. Byłem (1990) projektodawcą Agencji Poszanowania Energii podległej premierowi. Byłem w Radzie Programowej kwartalnika „Rurociągi”. Genug…
W latach 80-tych pracowałem dla Wydawnictwa Krąg, potem (chyba od 1983r) z Andrzejem Urbańskim prowadziłem własne wydawnictwo podziemne „Wydawnictwo„. Wydaliśmy kilkadziesiąt pozycji z ekonomii i najnowszej historii, głównie dla młodych robotników oraz studentów.
Książki:
1) wraz z prof. Jerzym Przystawą „Via bank i FOZZ, o rabunku finansów Polski” (1992) [ciągle – już 13 lat – mamy cywilny proces sądowy za strony dawno zbankrutowanego Uniwersalu oraz ściganego międzynarodowym listem gończym skazanego w procesie karnym FOZZ Dariusza Tytusa Przywieczerskiego]. (proces skończył się naszym zwycięstwem w 2006r…)
2) wraz z prof. St. Wiąckowskim „O Energetyce – dla użytkowników oraz sceptyków” (2005 i 2007 ). Zawarliśmy tu też podstawy Poszanowania Energii i Energii Odnawialnych dla Polski.
[Dodaję w 2019r: Ten dorobek jest starannie niszczony przez władze, proroków smogu i sługi UE i klimatystów.. ]
3) Cztery tygodnie super- obniżki cen na moje książki – z okazji Bożego Narodzenia. [Tu o następnej książce]
===================
Patrz pod Książki!
Żeglarz. Najlepszy żeglarz wśród fizyków jądrowych trzech ostatnich dekad XX wieku (w Polsce). Niestety – „w drugą stronę” to nie działa…
Zaczynam pisać wspomnienia w dziale Społeczeństwo. Już czas…
=============================
W roku 2019 odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności, por.:
groteskowe Ministerstwo Klimatu ośmiesza rząd, a gwałci logikę
oraz Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, por.:
Krzyżowanie komsomołek z małpą bonobo a „Zielony Ład” UE
———-
W powstającej anty-cywilizacji „laickiej” utrwala się tendencja anonimowości człowieka (osobnika), lekceważenia korzeni. A bez naszej znajomości przeszłości, też bez znajomości losów rodu, będzie łatwo z nas uczynić anonimowy tłum. Brońmy się. Zachęcajmy Starych do pisania pamiętników.
Poniższe drzewo genealogiczne zachęciło drugą, przedtem nam nieznaną gałąź rodu do spisania własnej Księgi Rodu. I przy tym poznaliśmy się.
Z historii rodzinnych:
- Mójdziad Piotr(zob. drzewo genealog.!) ur. 1829r, brał udział w bitwach Powstania Wielkopolskiego 1848r. Nagrobek w Sannikach z napisem Weteran spod Wrześni i Miłosławia zniszczyli Niemcy w czasie II wojny światowej. Zbudowali z takich nagrobków mostek przez strugę. Ci mieli poczucie Historii! [i humoru]
- O nieostrożności Stryja Mikołaja mówił mi mój Ojciec: Mikołaj pojechał do powstania styczniowego.. na ukochanej bułance!! Dopadli Go w nocy kozacy – i zarąbali. Unikaj w powstaniach bułanych koni, chłopcze!
Tenże dziad Piotr już chadzał dzierżawami. Głównie w Koronie, lecz czasem też w Wielkim Księstwie Litewskim. Jego druga żona, a moja babcia Klementyna była z domu Bajenkiewicz, z Litwy.
Ks. Aleksander Dakowski (1838-1914) był proboszczem w parafii Parzymiechy (między Wieluniem a Częstochową) w latach 1875-1914. Jego dziełem była rozbudowa tamtejszego kościoła – przebudowa nawy i dobudowanie wieży-dzwonnicy. Pozostał po tym napis z jego imieniem w pobliżu sklepienia nawy. Na cmentarzu parafialnym jest nagrobek ks. Aleksandra Dakowskiego. Można zobaczyć go (t.j. nagrobek) w zestawie fotografii na stronie www.parzymiechy.pl. Osobiście spotkałem się z zapisami w księgach parafialnych czynionymi odręcznie przez ks. Dakowskiego. Jedna z relacji pisemnych mówi zaś o tym, że był on w dobrej komitywie z hr. Potockimi, którzy od 1891 byli właścicielami dóbr parzymieskich.
Pozdrowienia Jarosław Jędrysiak z Chersonia (Ukraina)
zdjęcia nagrobka szukać pod Fotografie – współczesne, dalej : pamiątki przeszłości (na dole)
===================
Matka Franciszka z pomorskiego rodu Salamowiczów. Mieli dużą stolarnię w Brodnicy (Strassburg).
A babcia, „szefowa” stolarni, też Franciszka, w wieku dojrzałym mawiała: „Gęś to głupi ptak: na raz – za dużo, a na dwa za mało”.
W 1918-tym panna Frania, później moja Matka, jakoś dużo jeździła „w interesach” firmy. Chełmża, Grudziądz, Berlin, Poznań, Toruń. Woziła amunicję dla Powstania Wielkopolskiego. Jeszcze po 40-tu latach nie mówiła, od kogo i dla kogo. „eech, zostawmy.... ” zbywała.
Poniżej przytaczam wstęp z Księgi Rodu Dakowskich. autor: Halina Dakowska
RYS HISTORYCZNY RODU
Herb Leszczyc czyli Bróg jest jednym z najstarszych herbów polskich. Nadany został przez Bolesława Chrobrego (Paprocki) . Pieczętował się nim wielkopolsko – kujawski ród Leszczyców, w Liber Beneficiorum zwany też Wyszami, w innych źródłach Brożynami od Broga. Długosz określa go, jako rdzennie polski.
W Herbarzu Rycerstwa W.X. Litewskiego zwanego Compendium, Leszczyc pojawia się także pod nazwą Laski.
Było kilka gałęzi tego rodu. Każda próbowała narzucić swój przydomek jako miano całego rodu (stąd Leszczyce, Brożyny, Laski, Kościelce itd.). Pieczętowało się nim ok. 70 rodzin.
Opis herbu.
Herbarze Piekocińskiego, Niesieckiego, Paprockiego i in. Podają w opisie herbu: … „Ma być w polu czerwonym, bróg żółty na czterech białych laskach czyli brożynach. W klejnocie pawi ogon, na nim bróg pochylony”…
Inne źródła podają inne barwy – „w polu czerwonym, bróg złoty, wsparty na czterech srebrnych żerdziach” (Kuligowski).
Najstarszy wizerunek herbu z 1343 zamieszczony jest na pieczęci Wojciecha wojewody brzeskiego. Kolejne wersje (ewolucje) herbu znajdują się w Herbarzu Arsenalskim w Muzeum XX Czartoryskich w Krakowie.
Historia Rodu.
Ród Leszczyców miał czasy swej świetności. Pieczętowali się nimi biskupi poznańscy (Gerward zm. 1177, Piotr zm. 1414); kasztelanowie poznańscy (Jarosz zm. 1232); kasztelanowie kaliscy (Jędrzej zm. 1190, Adam zm.1380). W czasach panowania Władysława Łokietka, biskup włocławski z rodu Leszczyców dwukrotnie posłował do papieża w Awinionie, (podczas drugiej wizyty zmarł i tam został pochowany).
Nazwiska szlacheckie w różnych aktach nie zawsze pisano jednakowo. Najstarsze źródła informacji o rodach lub ich poszczególnych członkach pochodzą z archiwów sądowych, dokumentów parafialnych etc. W różnych źródłach pojawiają się rozbieżności pisowni nazwiska DAKOWSKI lub DOKOWSKI, czy DAKOWO lub DOKÓW-. Wszystkie źródła są jednak zgodne, że chodzi o wieś w woj. poznańskim, pow. kościański zapewne więc chodzi w nich o tą samą rodzinę.
1. Najstarsze z dostępnych źródeł z 1389 (wg. Herbarza Bonieckiego) przedstaw informacje o rodzinie D AKOWSKICH herbu Leszczyc z Dakowa w woj. poznańskim: „Florian i Jan świadczą w Poznaniu – 1389” „Florian – kanonik poznański” – 1399 „Gerward i Tworzan na sądach w Kościanie – 1394” „Dziedzice Dakowa – 1398: Wilk, Floryan, Jan i Grzymko (Leksz) „Piotr Szymon – rotmistrz królewski – 1612” (DW. 40)**
Ministerstwo Zdrowia znów odbiera Polakom szanse na leczenie amantadyną. Tego nie da się zrozumieć w kategoriach LOGIKI.
Ministerstwo Zdrowia, podobnie jak rok temu, postanowiło ograniczyć Polakom dostęp do amantadyny. Wszystko dzieje się w przeddzień ogłoszenia wyników badania klinicznego i po tym, gdy kolejne światowe ośrodki badawcze potwierdzają potencjał amantadyny w leczeniu Covid-19. To niezrozumiała decyzja.
Ograniczamy dostępność amantadyny poza wskazaniami medycznymi do jej stosowania – powiedział PAP we środę rzecznik resortu zdrowia Andrusiewicz.
Resort Zdrowia opublikował obwieszczenie, z którego wynika, że od 10 grudnia ilość wydawanego na jednego pacjenta w aptece ogólnodostępnej lub punkcie aptecznym produktu leczniczego Viregyt-K (Amantadini hydrochloridum) zostanie ograniczona do nie więcej niż 3 opakowań po 50 kapsułek na 30 dni. Zaznaczono także, że Viregyt-K, może być ordynowany i wydawany wyłącznie w następujących wskazaniach objętych refundacją: choroba i zespół Parkinsona oraz dyskineza późna u osób dorosłych – leczenie. Ograniczenie nie dotyczy leku Amantix, także zawierającego amantadynę.
Rzecznik resortu pytany przez PAP o uzasadnienie tych działań wyjaśnił, że chodzi o ograniczenie dostępności amantadyny poza wskazaniami medycznymi do jej stosowania.
Chcemy w pełni zabezpieczyć produkt dla pacjentów ze wskazaniami, czyli chorobą Parkinsona i dyskinezą późną u osób dorosłych. Niestety w ostatnim czasie, zbyt dużo tego produktu było sprzedawane poza wskazaniami medycznymi – powiedział rzecznik MZ.
Podobną decyzję Ministerstwo Zdrowia wydało rok temu, po kilku miesiącach się z niej wycofano i lek znów stał się dostępny. Pewnie dlatego oficjalna sprzedaż amantadyny w 2021 roku już przekroczyła 400 tys. opakowań podczas gdy w całym roku 2019 w Polsce sprzedano łącznie niecałe 118 tys. opakowań tego leku. Ile opakowań medykamentu sprowadzono z zagranicy – dokładnie nie wiadomo. Na lek jest duży popyt, choć nie ma jeszcze wyniku badania klinicznego.
Jednak Polacy mają swoje własne badanie kliniczne, prowadzone w rodzinach, wśród znajomych i wysoki popyt na lek jest wynikiem tego badania. Decyzja ministerstwa zapadła tuż po kolejnych doniesieniach ze świata o możliwym potencjale amantadyny w leczeniu COVID-19 i w chwilę po tym, gdy prof. Rejdak zapowiedział w rozmowie z Wp.pl, że badania kliniczne nad skutecznością amantadyny w leczeniu COVID-19 zmierzają do finału.
Jak poinformował WP prof. Konrad Rejdak z Lublina, zespół wkrótce wykona wstępne analizy efektów leczenia u setki pacjentów, która wzięła udział w badaniu – donosiła Wp.pl.
Bardzo się cieszę, że badania nad amantadyną trwają i właśnie nasi partnerzy z międzynarodowego konsorcjum, w którym uczestniczymy, opublikowali wyniki swoich prac. W tym roku jest to już druga publikacja z Danii, która wykazała, że amantadyna i jej analogi hamują mechanizm zakażania komórek przez wirusa SARS-COV-2. Autorzy cytują naszą – pierwszą na świecie – publikację z opisem serii przypadków, wykazującą, że lek może wywierać działanie ochronne u pacjentów zakażonych wirusem – poinformował WP prof. Rejdak .
Chodzi o publikację czasopisma naukowego „Communications Biology”. Naukowcy z Danii, Niemiec i Grecji, napisali, że proponują amantadynę „jako nowy, tani, łatwo dostępny i skuteczny sposób leczenia COVID-19”. W badaniu laboratoryjnym wykazali, że amantadyna i heksametylenoamiloryd (HMA) „blokują aktywność kanału jonowego białka E z wirusa SARS-CoV-2 ”. Ma to wpływ na ograniczenie tworzenia się nowych komórek wirusa.
Czytaj także: Ministerstwo Zdrowia wreszcie zareagowało na fakt, że osoby zaszczepione także chorują na COVID-19!
Oburzenia decyzją Ministerstwa Zdrowia nie kryje Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości, który w niedawnym liście do ministra zdrowia Adama Niedzielskiego pisał:
Dziś z niepokojem odbieram informacje, że te badania są blokowane. Część ośrodków naukowych nawet nie rozpoczęła rekrutacji pacjentów do badań, 13 z nich zrekrutowało zaledwie 8 proc. i tylko koordynujący badania Uniwersytet Medyczny w Katowicach zrekrutował pacjentów ponad plan.
Zapytałam wiceministra sprawiedliwości jak rozumie taką decyzję Ministerstwa Zdrowia:
To jest decyzja nieprzemyślana. Ten kto ją podejmował nie wziął pod uwagę, że według medialnych doniesień, w tym roku ponad 400 tys. Polaków skorzystało z amantadyny. Wielu z nich – tego nie przesądzam – ten lek mógł uratować zdrowie i życie. W świetle kolejnych badań, które potwierdzają możliwość skuteczności amantadyny w leczeniu COVID-19, to tym bardziej dziwi. Mamy badania i publikację Instytu Maxa Planca, mamy analizę z ekspertów z Uniwersytetu w Cambridge, którzy przestudiowali dokumentację medyczną 13 tys. seniorów leczonych na choroby Parkinsona i Alzheimera i badacze doszli do podobnych wniosków, jak prof. Rejdak w swojej pracy naukowej z kwietnia 2020. W obliczu tych faktów decyzja MZ jest zdumiewająca – mówi mi Marcin Warchoł.
Ministerstwo miało rok, żeby zabezpieczyć ten lek dla osób chorych na Parkinsona. Rok! Przecież urzędnicy doskonale widzieli, że lekarze ordynują lek poza wskazaniami, na co zresztą pozwoliło samo Mnisterstwo Zdrowia w piśmie wiceministra Macieja Miłkowskiego z 16 grudnia 2020. Wyrażono zgodę na stosowanie amantadyny poza wskazaniami rejestracyjnymi. I słusznie. Bo to lekarz bierze odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjenta, na podstawie swojej wiedzy i doświadczenia. Liczba wypisanych recept świadczy o tym, że lekarze ze swojego uprawnienia skorzystali, świadczy także o tym, że Polacy widzą skuteczność leku, a ministerstwo zignorowało ten fakt. – dodał wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.
Nie chciałbym być w skórze osoby, która podjęła taką decyzję, jeśli okaże się, że badanie kliniczne potwierdzi skuteczność i potencjał amantadyny w leczeniu COVID-19. Przecież dostęp do tego leku może ratować ludzkie zdrowie i życie. Nawet gdyby lek miał uratować tylko jedną osobę już byłoby warto, by pacjenci wciąż mieli do niego dostęp. Zwłaszcza, że umiera bardzo wielu Polaków. Życie jest bezcenne. Dlatego decyzję Ministerstwa Zdrowia przyjmuję ze zdumieniem. Jest ona nie do pogodzenia z interesem pacjentów. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem rzecznika MZ, że politycy nie powinni się zajmować leczeniem Polaków. Politycy mają obowiązek zajmować się bezpieczeństwem Polaków, a kwestią bezpieczeństwa jest zabezpieczenie aptek w lek, który może być skuteczny. Sprawą polityków jest też pilnowanie badań, które mają przesądzić o skuteczności lub nieskuteczności amantadyny w leczeniu COVID-19. Ale prawie pół miliona Polaków leczyło się tym lekiem mimo braku wyniku badań. Tymczasem cześć polskiego środowiska naukowego wydała wyrok na amantadynę przed ogłoszeniem wyników badań. Rolą ministra jest branie odpowiedzialność za bezpieczeństwo zdrowotne Polaków. Dlatego MZ powinno było zabezpieczyć odpowiednią ilość leku, tak by nie trzeba było wybierać czy leczyć pacjentów chorych na Parkinsona czy chorych na COVID-19. Zgadzam się z tym, co pani ostatnio napisała, że szczepienie to kamizelka kuloodporna. Nie jestem przeciw szczepieniom, szczepienia redukują ryzyko powikłań i redukują ryzyko śmierci. Nie można jednak, promując szczepienia, zapominać o leku, bo także zaszczepieni chorują – dodaje wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.
Decyzja MZ dziwi tym bardziej, że już od sierpnia wiemy z pewnością, że amantadyna, wbrew histerii niektórych ekspertów, jest lekiem bezpiecznym. W badaniu klinicznym stwierdzono „bezpieczeństwo procedury”. Padł mit o toksyczności leku.
Czytaj także:
Amantadyna jest bezpieczna. Są pierwsze wnioski z badania klinicznego nad lekiemh
Dorota Łosiewicz https://wpolityce.pl/polityka/577383-mz-znow-ogranicza-dostep-do-amantadyny-dlaczego
bielik:
p.Doroto,czy pani wie,że 12 z 17 osob Rady Med.,która za nic nie ponosi odpowiedzialności ma powiązania z firmami farmaceutycznymi,jak mówi poseł Siarkowska?https://www.youtube.com/watch?v=hGU51D0Ronc
@Rybak
Przecież nie chodzi o zdrowie Polaków, tylko o wyszprycowanie ich jakimś świństwem. Może jakimiś nano czipami, a może jeszcze czymś innym. Przecież jasno widać przy tej okazji, że światem rządzi jakiś piekielny ośrodek, którego jakoś grzecznie słuchają wszystkie rządy. No a że ludzie umierają? Przecież piekielnicy już od dawna narzekają, że ludzi na świecie jest za dużo.
Wiadomo
To się da zrozumieć, jeśli weźmie sie pod uwagę jakim zagrożeniem dla pandemistów jest skuteczny lek. Kto po wyleczeniu pójdzie po n-tą dawkę eksperymentalnego preparatu będącego w stadium badań.
popcorn
Amantadyna daje niebezpieczną [dla decydentów- zbrodniarzy MD] pewność przejścia C-19 bez kichnięcia, a przynajmniej ograniczyłaby pandemie do poziomu lokalnego zatrucia. Kto wtedy miałby wykupić te miliardy szczepionek?
Dlaczego zamknięto cmentarze? KPRM. -Bareja by sikał na leżąco, bo by ze śmiechu na nogach się nie utrzymał.
Odtworzenie procesu myślowego jest niemożliwe
Sieć Obywatelska Watchdog Polska zapytała Kancelarię Premiera o powody decyzji o zamknięciu cmentarzy na Wszystkich Świętych w listopadzie 2020 roku.
Odpowiedź może zaskakiwać. [Czyżby?? Toż to są idioci do sześcianu. Ale bezczelni do wyższej potęgi. MD]
- Dlaczego zamknięto cmentarze?
Kancelaria w odpowiedzi informuje, że „nie posiada listy ekspertów, których ustna opinia lub głos doradczy przyczynił się do podjęcia decyzji o zamknięciu cmentarzy w listopadzie 2020 r.”.
Dalej czytamy, że „odtworzenie procesu myślowego, który towarzyszył Prezesowi Rady Ministrów w podjęciu tej konkretnej decyzji oraz wskazanie, który głos doradczy był pomocny lub kluczowy w jej podjęciu, jest z praktycznego punktu widzenia niemożliwe i wymagałoby zainicjowania działań tworzących nowe informacje, które mogłyby później okazać się nierzetelne lub nieścisłe”.
Dowiadujemy się również, że „konsultacje nie miały charakteru formalnego i nie były protokołowane„.
„Zmiany na Ziemi” precyzują:
Konsultacje w tej sprawie nie miały charakteru formalnego i nie były protokołowane. Zasadnicze pytania, jakie należy w tym miejscu postawić brzmią: Jak wiele decyzji w związku z pandemią COVID-19 premier Morawiecki podejmował bez jakichkolwiek oznak konsultacji? Jak wielu decyzji nie jest on w stanie wytłumaczyć z perspektywy czasu? Czy to przypadkiem nie oznacza, że lockdowny i obostrzenia nie miały prawa się wydarzyć? Czy fakt, że szef rządu nie jest w stanie wytłumaczyć tego, co robił, nie wskazuje na ryzyko, że wszystko, co się działo i dzieje, jest wynikiem całego zespołu kompletnie nieprzemyślanych ruchów, które skomplikowały życie wszystkich Polaków?
Czy „polski” rząd na pewno wie, co robi?
AUSTRIA. Wielu lekarzy odmawia szprycowania w punktach szczepień.
Panie Profesorze !
Narody się bronią jak mogą przed nagonką i faszyzmem. Reakcje naturalne, nawet media głównego nurtu podają.
Tam przeczytałem:
https://www.meinbezirk.at/c-politik/aerzte-in-impfstrassen-haben-sicherheitsbedenken_a5054605
Oto tłumaczenie:
W Austrii obowiązkowe szczepienia przeciwkoronowe wejdą w życie w lutym. Wtedy będzie musiało zostać zaszczepionych więcej osób, które są sceptycznie lub negatywnie nastawione do szczepienia przeciwko koronawirusowi.
Ze względu na rosnące obawy o bezpieczeństwo, wielu lekarzy odmawia wykonania obowiązków w punktach szczepień, poinformowała w dzienniku stacja „Ö1” w czwartek.
Wzrost agresji.
Wbrew naukowym stwierdzeniom dotyczącym ich stosowania, wiele osób jest sceptycznie nastawionych do szczepień. Inni dostrzegają korzyści ze szczepień, ale sprzeciwiają się obowiązkowym szczepieniom. Zwiększa to agresję w tym kraju.
Stąd lekarze w punktach szczepień są coraz częściej obrażani i czasem nie chcą tam
już więcej pracować, podała w czwartek w dzienniku południowym stacja „Ö1”.
Groźne sytuacje z powodu przymusowych szczepień.
Ponieważ ludzie nie przychodzą już z własnej woli, odnotowano również znaczny wzrost agresywności wobec lekarzy. Jest nie do wytrzymania dla lekarzy poddawanie ludzi procedurze medycznej, której nie chcą, wyjaśnił pewien lekarz. Częściowo może z tego powodu także dojść do sytuacji niebezpiecznych, jak mówi lekarz.
Lekarzom drżą kolana po wykonaniu szczepienia na niektórych pacjentach i cieszą się, gdy takowi już wyjdą.
Pozdrawiam L.
Czy islam jest autentyczny?
Poniższy artykuł jest opracowaniem z dziedziny krytyki historycznej. W swoich zasadniczych tezach podważa on autentyczność islamskiej tradycji, stanowiąc nowe, inspirujące spojrzenie na fenomen rzekomej „religii Mahometa”. Autor niniejszego studium, tradycyjny katolik i uczony, pragnął zachować anonimowość z powodów osobistych
Wprowadzenie
Czy islam jest autentyczny? ?atwo postawić podobne pytanie, lecz odpowiedź na nie jest daleko trudniejsza i to nie tylko dlatego, że zależy od osoby, która jej udziela. Będzie to rzecz jasna uderzające dla czytelnika, gdyż problem wydaje się analogiczny do tych dotyczących judaizmu i katolicyzmu i jako taki zdaje się wykraczać poza sferę zasadniczo subiektywnych odpowiedzi.
Jednakże pytanie o autentyczność islamu nie doczeka się obiektywnej odpowiedzi w poniższym artykule. Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że islam jest jednocześnie rzeczywistością i iluzją – sprzecznością, która w trakcie niniejszego studium ukaże swój paradoksalny charakter o olbrzymich konsekwencjach nie tylko dla Kościoła katolickiego, lecz również dla każdego co szóstego mieszkańca ziemi nazywającego siebie muzułmaninem.
W ubiegłych wiekach niektórzy żydowscy teologowie uważali islam za judaistyczną herezję, podobnie jak wiarę w Jezusa Chrystusa. Trzeba jednak powiedzieć, że niejednokrotnie żydostwo uważało za możliwą współpracę z muzułmanami, nie dopuszczając jednocześnie możliwości współpracy z chrześcijaństwem. Pozostaje kwestią do dyskusji, czy wynikało to z historycznych okoliczności i wyobrażeń, czy też może z uwarunkowań czysto psychologicznych – niemniej jednak istnieją podstawy do uznania a priori, że u samej istoty chrześcijaństwa znajduje się coś, czego strasznie obawiają się żydzi, a co nie występuje w islamie. Niektóre fakty przytoczone w niniejszym artykule mogą dodatkowo świadczyć na rzecz prawdziwości tego wyobrażenia.
W Kościele katolickim teologowie tacy jak św. Tomasz z Akwinu oraz pisarze świeccy, jak Hilaire Belloc, uważali islam za herezję chrześcijańską. Zaskoczy to wielu czytelników, którzy zostali wychowani myśląc, że islam jest czymś całkiem odmiennym od wiary katolickiej, jednak wbrew pozorom pogląd o islamie jako herezji chrześcijańskiej ma uzasadnienie. Przykładowo, Belloc pisze, że „mahometanizm był herezją: należy zdać sobie sprawę z tej fundamentalnej prawdy zanim pójdzie się dalej w rozważaniach. Rozpoczął się jako herezja, niejako nowa religia. Nie był pogańskim przeciwieństwem Kościoła, całkowicie obcym wrogiem. Był wypaczeniem doktryny chrześcijańskiej. Jego żywotność i długi okres trwania szybko nadały mu zewnętrzne pozory nowej religii. lecz jego współcześni, ci którzy byli świadkami jego pojawienia się, jasno widzieli czym był naprawdę – nie zaprzeczeniem, lecz dostosowaniem i nadużyciem zasady chrześcijańskiej” (Wielkie herezje, 1938). Ks. Sheehan, arcybiskup Germii, w swojej Apologetyce i doktrynie katolickiej (1944) napisał o islamie: „Fragmenty objawionej prawdy zawarte w tej religii zostały zaczerpnięte z judaizmu i chrześcijaństwa„. Innymi słowy, jeśli islam czerpie z obu tych doktryn, to jest pewna doza prawdy w stwierdzeniu, że jest on jednocześnie herezją żydowską i chrześcijańską.
Oficjalna wersja
Popatrzmy na to, co świat w ogólności, a muzułmanie w szczególności rozumieją pod pojęciem autentycznego islamu. Dowiadujemy się, że jest to nowa religia założona przez proroka Mahome ta, urodzonego w 570 r. w Mekce w zachodniej Arabii – dużym i ważnym centrum handlowym oraz miejscu pielgrzymek pogańskich religii. Pakistański autor Dilip Hiro mówi nam w swoim Islamskim fundamentalizmie (1988), że słowo „islam” oznacza ’poddanie się’ (woli Bożej – przyp. red. Zawsze Wierni). Profesor Edward Hulmes z uniwersytetów w Durham i Princeton twierdzi w swojej wydanej w 1986 r. przez Towarzystwo Prawdy Katolickiej ulotce pt. Mahomet, że „islam” znaczy tyle, co 'pokój osiągany dzięki poddaniu się objawionej woli Bożej’. Twierdzi się, że Mahomet inspirowany przez Archanioła Gabriela napisał świętą księgę islamu, Qur’an (Koran), a księga ta, pełna subtelności, mądrości i wnikliwości stanowi jasny dowód proroczych zdolności Mahometa, który jako człowiek niewykształcony – pasterz bądź kupiec nie umiał czytać ani pisać. Fakt, że Koran jest napisany klasycznym arabskim i nie posiada żadnego wcześniejszego literackiego odpowiednika nadaje dodatkowej powagi stwierdzeniu, że Mahomet był natchniony przez Boga. Mówi się, że poświęcił się on głoszeniu islamskiej doktryny wśród pogan z Mekki, lecz został wygnany i zmuszony, aby szukać schronienia w Medynie (a właściwie w Jatribie, które to miasto nazwano później na jego cześć Madinat an-nabi czyli 'miastem proroka’ przyp. red. Zawsze Wierni); oba te miasta znajdują się w zachodniej części dzisiejszej Arabii Saudyjskiej. Jednakże nie ustawał, nawracając ludzi tu i tam dzięki sile swego słowa i przykładu. Z uwagi na gwałtowny charakter ówczesnych społeczeństw, popadł w konflikt z otaczającymi go siłami pogańskimi, a w roku 624 wygrał decydującą bitwę pod Badrem. Kilka lat później Mekka przyjęła prawdę islamu, a Ka’ba, dom do tej pory mieszczący w sobie kamienne pogańskie bałwany (był tam święty kamień czczony w całej Arabii, który rzekomo Abraham otrzymał od anioła Gabriela – przyp. red. Zawsze Wierni), przekształcił się w Dom Boży. Ka’ba stała się centrum islamskiego świata, pierwszą świątynią, do której każdy muzułmanin musi udać się z pielgrzymką przynajmniej raz w życiu.
Oto w skrócie odpowiedź na pytanie o autentyczność islamu. Jest to standardowa informacja, którą znajdujemy w książkach napisanych przez katolików, muzułmańskich duchownych, świeckich akademików i zachodnich islamologów. Jedyny problem związany z powyższym opisem da się zamknąć w jednym zdaniu: właściwie nic z tego nie jest prawdą! Dla wielu będzie to szokujące, ale to tylko dlatego, że przyjęli na wiarę przekazywane im niesprawdzone informacje. W tym przypadku sprawa ma się dokładnie tak samo, jak z przekonaniem wielu soborowych katolików, że abp Lefebvre został ekskomunikowany jako schizmatyk – nie jest to coś, o czym przekonali się poprzez lekturę, badania czy analizy, lecz coś, co po prostu wzięli za prawdę tylko dlatego, że powtarzano im to z każdej strony jednym chórem. Jednakże samo powtarzanie, czy to przez akademików, czy to przez ignorantów, nie jest probierzem prawdy. Dlatego też, aby dotrzeć do prawdy o islamie, aby odnaleźć prawdziwie obiektywny i historyczny „klucz” do islamu, zamierzamy zbadać to zagadnienie bardziej wnikliwie. Nie mamy przy tym intencji atakowania lub znieważania muzułmanów – oni również są stworzeniami Bożymi, uczynionymi na obraz i podobieństwo Boże – towarzyszy nam jedynie ta intencja, aby przynieść światło, które rozproszy panujący mrok, tak aby prawda mogła zajaśnieć i uwolnić tych, którzy są usposobieni do przyjęcia ?aski Bożej.
Pycha i uprzedzenie
We wczesnych latach osiemdziesiątych dr Maurice Bucaille opublikował książkę zatytułowaną Biblia. Koran i nauka: Święte Księgi w świetle współczesnej wiedzy (w wydawnictwie Seghers z Paryża). W swojej pracy Bucaille z naciskiem podkreśla, że porównując chrześcijańską Biblię z Koranem działa w sposób czysto obiektywny. Przyrównuje się do chirurga uformowanego w duchu zachodniego obiektywizmu naukowego. podkreślając jednocześnie. że nie miał sprecyzowanych wniosków już przed rozpoczęciem pracy. Niedługo po rozpoczęciu lektury czytelnik odkrywa. że jedynym celem książki jest ukazanie niższości Biblii w stosunku do Koranu. i to w imię „badania naukowego”. Na samym początku książki (s. 6) okazuje się. że „obecnie niemożliwe jest zaprzeczanie twierdzeniu. iż Biblia zawiera błędy naukowe”. Autor konkluduje. że Koran nie zawiera błędów naukowych i dlatego stanowi prawdziwe objawione Słowo Boże.
Dla naszych rozważań równie istotne jest inne stwierdzenie autora: „Na Zachodzie krytyczna analiza Pisma jest czymś stosunkowo nowym. Przez setki lat ludzie zadowalali się przyjmowaniem Biblii taką. jaką jest. Najmniejsza krytyka wysuwana pod jej adresem była traktowana jako grzech” (ibidem. s. 16).
Wyczuwa się lekko kpiący ton w tym „naukowym” spojrzeniu na masy wierzące w biblijne „przesądy”. Rozprawa Bucaile jest napisana w duchu XVłłł i XIX-wiecznych racjonalistów „podważających” Biblię – z tą różnicą. że ukazuje się w wieku XX. Rzecz jasna. ze wspomnianych wywodów wynika pośrednio. że inaczej ma się rzecz z Koranem – ten został zweryfikowany i sprawdzony zgodnie z wymogami nauki. Nie dajmy się zwieść. „Naukowe” podejście dr. Bucaille jest kłamstwem pierwszego rzędu, charakterystycznym dla tak wielu islamskich apologetów, czy to będących praktykującymi muzułmanami, czy to nazywających siebie świeckimi i agnostykami!
Oczywiście jest prawdą, że systematyczne krytyczne studium Starego i Nowego Testamentu ze strony chrześcijan, znajdujące wyraz w wielu dyscyplinach takich jak krytyka tekstu, archeologia, epigrafia, historia, teologia, etc. – rozpoczęło się na początku bieżącego stulecia (niestety, fałszywe i kierowane pychą studium krytyczne stało się bronią modernistów stosowaną dla podważania wiarygodności Biblii – przyp. red. „Angelus”). Natomiast pozostaje brutalną prawdą, że muzułmanie nawet nie rozpoczęli podobnych studiów w odniesieniu do swoich ksiąg religijnych! I tak u o. (almela OP czytamy: „Muzułmanie nigdy nie poddali krytyce swoich ksiąg religijnych. W ich mniemaniu uczyniwszy to, uczyniliby siebie winnymi profanacji i świętokradztwa. Od momentu, kiedy jedna z ich ksiąg została uznana za objawioną przez Boga, niedopuszczalnym stało się jej zgłębianie przez historyczną myśl człowieka. My ze swej strony nie zwykliśmy patrzeć na sprawy w taki sposób – dla katolika niezrozumiałe jest założenie o rozdziale Bożej wiary od historycznego lub filozoficznego wnioskowania” (Islam: przedsięwzięcie żydowskie, 1961).
Na wypadek gdyby ktoś pomyślał. że o. Calmel jest stronniczy, należy zwrócić uwagę, że wielu zachodnich islam 0logów, nie będących przyjaciółmi chrześcijaństwa, mówi dokładnie to samo. Powiedzieli to chociażby Regis Blachere i Denise Masson. autorzy (nieudanych) prób spójnego tłumaczenia Koranu. Masson pisze: „Historyczna i tekstowa krytyka. oparta na epigrafii i archeologii wciąż nie została zastosowana w odniesieniu do Koranu z wykorzystaniem normalnych metod” (wstęp do jej tłumaczenia Koranu, Pleiade 1967). Gdy Denise Masson usiłowała zasugerować, że „niektóre wersy” Koranu są niejasne”, Najwyższa Rada Islamu, do której się zwróciła, zakazała jej rozpowszechniania podobnych sugestii.
Gdy Jerozolimska Szkoła Biblijna rozpoczynała na początku obecnego stulecia krytyczne studium Starego i Nowego Testamentu, znalazło się również kilku uczonych, którzy podjęli badania nad tradycją islamską. Należy zdać sobie sprawę, że obok Koranu istnieją trzy inne dzieła, które składają się na tradycję islamską. Pierwszym z nich jest Hadith czyli Mowy proroka Mahometa, zebrane dwieście lat po jego śmierci, co do których uważa się, że zostały poświadczone przez towarzyszy i świadków proroka, którzy przekazali zawarte w nich informacje z pokolenia na pokolenie. Drugim jest Sunna, stanowiąca właściwe islamowi prawodawstwo, trzecim zaś Sira – Życie Mahometa (w islamie są jednak odłamy, które różnią się stosunkiem do tych źródeł przyp. red. Zawsze Wierni). Wszystkie trzy księgi miały być złożone – rzekomo przez Ibn Hisama żyjącego w dziewiątym wieku – w znaną współcześnie jedną całość. O człowieku tym wiemy bardzo niewiele lub prawie nic, oprócz tego, że również utrzymywał. iż informacje zawarte w Sira są autentyczne jako przekazane z pokolenia na pokolenie przez towarzyszy i świadków proroka.
Odkrywanie prawdy
Pierwszym człowiekiem, który zaczął odkrywać niepewny charakter źródeł islamu był o. Lammens, jezuita pracujący na Uniwersytecie Św. Józefa w Bejrucie (Liban) na początku obecnego stulecia. Wykorzystując opracowania wielu uczonych, w tym de Weila z 1843 r. i Caetaniego z 1905 r. wykazał on, że naoczni świadkowie gwarantujący autentyczność ksiąg Hadith i Sira to czysta fikcja, a wspomniane księgi są niczym więcej, jak tylko parafrazami i upiększeniami twierdzeń zawartych w Koranie. O. Lammens pisze: ,Twierdzenia zawarte w świętych pismach muzułmańskiej tradycji ani nie tworzą prawa, ani też nie są źródłem dalszych informacji, jak uważano do tej pory; są natomiast przedmiotem fantastycznej ewolucji. Na bazie koranicznego tekstu Hadith tworzy legendy, z zadowoleniem wymyśla imiona bohaterów wydarzeń i w ten sposób wypełnia treścią koraniczne schematy” (Koran a Tradycja, 1910).
Francuski mnich, br. Bruno Bonnet-Eymard, o którym wspomnimy jeszcze w dalszej części artykułu, w taki oto sposób streszcza stanowisko o. Lammensa: „Tradycja wyjaśnia Koran, a sam Koran jest fundamentem tradycji”. Innymi słowy jest to błędne koło, którego nie są w stanie zauważyć „naukowe” rozprawy w rodzaju tej autorstwa Bucaille.
Czy o. Lammens nie był po prostu uprzedzonym księdzem? W odpowiedzi możemy zacytować prof. Goldzihera, Żyda, który w swoich Studiach mahometańskich (1989) pisze o „głęboko tendencyjnym charakterze islamskiej Tradycji”. Zaś w Kościelnym Słowniku Historii i Geografii autorstwa Rene Aigraina (1924) pod hasłem „Arabia” czytamy: „W takich okolicznościach nie można już badać życia Mahometa przyjmując za podstawowe źródło księgę Sira, jak czyniło to wielu biografów proroka”.
Caetani w swoim dziele Annali dell’Islam pisze między innymi: „W Tradycji nie odnajdujemy prawie niczego prawdziwego na temat Mahometa; wszystkie tradycyjne materiały jakie posiadamy możemy odrzucić jako apokryficzne”. Maxime Robinson w książce pt. Mahomet (1974) donosi, że „nie istnieje nic, co pozwalałoby nam chociażby na stwierdzenie: to i to pochodzi bez wątpienia z czasów Mahometa”. Nawet ci autorzy, którzy nie są w stanie odsunąć dzieł Sira i Hadith jako fikcyjnych (m.in. Gaudefroy-Demombynes, Noldeke i inni) nie czynią tego ze względu na nieodparte dowody na historyczność tych ksiąg, lecz jedynie ze względu na alternatywę, którą jest powrót do punktu wyjścia. Przykładowo, Noldeke stwierdza po prostu, że pozostawia na boku „tajemnice otaczające osobę Mahometa” (cyt. za O. Lammens, Koran a Tradycja).
Nie da się przecenić pracy Lammensa, gdyż obraca ona w ruinę „islam”, który znaliśmy do tej pory – z chwilą, kiedy wyeliminujemy księgi Hadith i Sira nie ma ani jednego, pozytywnego źródła świadczącego o samym nawet istnieniu Mahometa! Nie do wiary, gdy weźmie się pod uwagę ogromne zbiory manuskryptów, pergaminów, pomników, rzeźb, grobowców i dedykacji pochodzących z antycznego świata, które przetrwały do dnia dzisiejszego. Diłip Hiro mógł opisać Mahometa następującymi słowami: „Wyrósł na krzepkiego mężczyznę średniego wzrostu, o zakrzywionym nosie, dużych oczach, zmysłowych ustach i gęstych, lekko kręconych włosach”. Jednakże bez księgi Sira nie ma niczego na poparcie tego skądinąd rozsądnego opisu. Rzadko się o tym słyszy, a czytelnik może sam wyrobić sobie zdanie na temat przyczyn takiego stanu rzeczy. W żaden sposób nie umniejsza to jednak istnienia faktu (braku wiarygodnych źródełświadczących o autentyczności islamu – przyp. tłum.).
Głębsze poszukiwania
O. Lammens nie ukazał nam całej drogi do prawdy. Rozpoczął jedynie pewien proces, który miafbyć podjęty i kontynuowany 50 lat później przez dominikanina o. Thery, piszącego pod pseudonimem Hanna Zakarias.
O. Thery był w swoich czasach słynnym mediewistą i cieszył się wielkim uznaniem w środowisku naukowym. Uważany jest za twórcę naukowej egzegezy Koranu, chociaż nie czytał po arabsku i hebrajsku, opierając się na różnych tłumaczeniach. Jego intuicja, która w dużym stopniu przyczyniła się do postępu w badaniach nad Koranem, wynikała ze zrozumienia tekstów i znajomości procesów ich powstawania. Podstawowy krytyczny wkład o. Thery w analizę Koranu stanowiła konkluzja jego dzieła pt. Ocena islamu (1957), wedle której Koran wcale nie powstał w Arabii, a jego autorem był „erudyta spoza Arabii, twórca arabskiego języka religijnego„. Jest to bardzo istotne, gdyż według irackich „egzegetów” z dziewiątego stulecia fakt, że Kora nie miał żadnych wcześniejszych literackich odpowiedników był sam w sobie „cudem”. O. Thery będąc dalekim od uznania Koranu za bezużyteczny stwierdza fakt. że dzieło to posiada samo w sobie pewną rzeczywistą wartość, której na próżno szukać w innych elementach islamskiej tradycji. W opracowaniu zatytułowanym Koran nie jest arabski (1957) o. Thery porównując tekst Koranu z księgą Sira dochodzi do wniosku, że ta ostatnia jest jedynie głupią dziecięcą paplaniną, której nierówny tekst w zadziwiający sposób zarówno w poszczególnych elementach jak i całościowej wymowie odznacza się niespójnością, nieprawdopodobieństwem i prymitywizmem legend z życia Proroka”. Niech poniższy przykład zilustruje, co miał na myśli o. Thery. Otóż jak pokazał o. Lammens, wszystko co znajduje się w [islamskiej] tradycji zostało zaczerpnięte z Koranu i upiększone. I tak koraniczny tekst „wysyłamy wam światło” (będący w rzeczywistości niepoprawnym tłumaczeniem), został rozwinięty w księgach Sira i Hadith w taki sposób, że odnosi się tam bezpośrednio do samej postaci proroka. Dlatego według islamskiej tradycji Mahomet faktycznie wysyłał fale świetlne, będąc widocznym nawet w najgłębszej ciemności. Światło jakie dawał miało być tak intensywne, że pozwalało odnaleźć w ciemności zagubioną igłę!
O. Thery porównując Koran z hebrajską Biblią i rabinackim Midraszem dochodzi do wniosku, że Koran był jedynie „Biblią dostosowaną do mentalności Arabów„. Wyodrębnia przy tym jednakże pewną część. która dzięki zawartym w niej aluzjom do wydarzeń współczesnych autorowi Koranu nie daje się wyjaśnić w podobny sposób. Tę pozostałość o. Thery nazywa Aktami islamu (nazwa ma być analogią do Akt Apostolskich), przedstawiając ją tym samym jako rodzaj dokumentacji rabinackich wysiłków podejmowanych w kierunku nawrócenia Arabów na judaizm………….. ……..
Chociaż o. Thery nie stworzył całkiem zamkniętej, satysfakcjonującej teorii, posunął jednak do przodu studia nad islamem stwierdzając, że kluczem do dalszych odkryć będzie systematyczne, naukowe tłumaczenie Koranu jako jedynego pewnego dokumentu. Sądził przy tym. że Koran będzie wyjaśniał się sam, podobnie jak Biblia. Jednakże językowe braki o. Thery uniemożliwiły mu podjęcie się tego zadania. Ogromne zaawansowanie tego dzieła w czasach nam współczesnych zawdzięczamy bratu Bruno Bonnet-Eymard. Jest on nie tylko zdolnym teologiem podejmującym głębokie studia nad chrześcijaństwem, judaizmem i islamem, lecz również utalentowanym językoznawcą władającym hebrajskim, aramejskim, greką, łaciną i arabskim.
Należy przede wszystkim zdać sobie sprawę, że to systematyczne tłumaczenie Koranu jest tym bardziej konieczne, że nikt do tej pory nie zdołał go dokonać w sposób satysfakcjonujący. Powód jest taki, że tłumacze zamiast trzymać się rzeczywistego znaczenia tekstu brali pod uwagę przede wszystkim jego „ogólnie przyjęty sens„. W rzeczywistości nie istnieje zgodne tłumaczenie Koranu! Mogliśmy przyzwyczaić się do zmian w uwypukleniu poszczególnych zdań oraz do różnic frazeologicznych istniejących pomiędzy różnymi wydaniami Biblii, lecz nikt przy tym nie dyskutował o zasadniczym znaczeniu. W przypadku Koranu jest całkiem przeciwnie. Jeden pisarz będzie tłumaczył dane wyrażenie w jeden sposób, drugi zrobi to zupełnie inaczej, a jeden i drugi będzie mówił o lukach w znaczeniu, interpolacjach, poprawkach i adaptacjach w celu ukrycia zasadniczej bezużyteczności swego dzieła. O. de Nantes, przyjaciel br. Bruno, w następujący sposób podsumowuje podobne tłumaczenia: „Nonsens, fantastyczne wymysły, sprzeczności, niespójność, nie wspominając już o niezliczonych opuszczeniach kłopotliwych słów i źle umiejscowionych dodatkach – oto metoda tradycyjnego tłumaczenia od trzynastu stuleci”. I tak kiedy koraniczny tekst (sura III, w. 14) mówi jasno o „złocie i złocie oczyszczonym„, tłumacze w rodzaju Blachere i Masson piszą o „złocie i srebrze„, gdyż nie rozumieją odniesienia. Tworzą słowo „srebro”, które nie występuje w tekście, chociaż odniesienie w oczywisty sposób zostało zaczerpnięte z Psalmów – „Cenniejsze niż złoto, niż złoto naj czystsze , a słodsze od miodu płynącego z plastra” (Ps 19, 11).
Jest to przykład wymysłów, od których roi się w podobnych tłumaczeniach. Z kolei sprzeczności można wykazać na przykładzie słowa mitlayhim (sura III, w. 13). Według Blachere słowo to znaczy tyle co ’w równej liczbie’, podczas gdy Masson podaje, że oznacza ono ’dwukrotnie większą liczbę’. Które z tłumaczeń jest właściwe? Idąc dalej, istnieje problem dowolnego znaczenia, kiedy to temu samemu słowu przypisuje się całkowicie odmienne znaczenie w zależności od kontekstu, w którym jest używane. I tak tekst (sura m, w. 25) zawiera słowo wuffiyat, tłumaczone jako 'wiernie zachowywać przymierze’, podczas gdy gdzie indziej (sura II) to samo słowo ma znaczyć tyle co ’otrzymać sprawiedliwą nagrodę’.
Ograniczone ramy niniejszego opracowania nie pozwalają w tej chwili na dalsze rozważania – dość powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia ze swoistymi językowymi ruchomymi piaskami; z problemem który domaga się rozwiązania zanim będzie możliwa jakakolwiek poważna odpowiedź na pytanie o autentyczność islamu. Oto historyczne zadanie, które stało i stoi przed br. Bruno. Do tej pory opublikował on trzy tomy tłumaczenia (około 1000 stron drobnym drukiem) i bardzo dogłębnego wyjaśnienia pierwszych pięciu sur (rozdziałów) Koranu. Jego badania pokazują, że Koran nie tylko nie jest nielogiczną, pogmatwaną pracą teologiczną o wątpliwej wartości, jak można było sądzić na podstawie dotychczasowych tłumaczeń, lecz nawet można go uznać za kopalnię spójnych i interesujących informacji; dzieło prawdziwie uczonego człowieka. Chociaż do przetłumaczenia pozostało następne 109 sur, prace br. Bruno zrewolucjonizowały badania nad Koranem do tego stopnia, że można już powiedzieć, iż islam, jaki do tej pory znaliśmy, był fatalną pomyłką.
Br. Bruno rozpoczyna od stwierdzenia: ,,O ile pozostaje niepewność co do pochodzenia arabskiego rękopisu, o tyle jest niekwestionowanym faktem, że system alfabetyczny został ściśle ustalony dla osiągnięcia tylko jednego celu: opublikowania Koranu„. Kontynuując br. Bruno stwierdza: „nasza egzegeza jasno wykaże, iż alfabet zastosowany w Koranie jest czystym i prostym przekształceniem alfabetu hebrajskiego w arabski.”
Tak więc intuicja o. Thery, według której autor Koranu miał być rabinem, mimo że nie znalazła jeszcze absolutnego potwierdzenia, jednak w znaczący sposób nie chybiła celu. Jak przekonaliśmy się na początku niniejszego artykułu, słowo „islam” jest tradycyjnie tłumaczone jako ’poddanie się’. Według br. Bruno takie tłumaczenie jest w oczywisty sposób błędne i całkowicie niezwiązane z tekstem. Hebrajski źródłosłów, slm, można również odnaleźć w aramejskim i oznacza po arabsku po prostu ’aslim, czyli ’doskonały’ – po aramejsku, hawei selim znaczy tyle co: ’Bądź doskonały!. W swoim czasie dowiemy się, dlaczego tak powinno wyglądać właściwe tłumaczenie.
Historia i geografia
Podążanie w ślad za całym tłumaczeniem br. Bruno nie jest rzecz jasna celem niniejszego opracowania. Dlatego też musimy ograniczyć się do pobieżnego przeglądu tekstu, który ukaże prawdziwe znaczenie Koranu, jak również do spojrzenia na pewne słowa kluczowe. Zanim jednak to uczynimy, musimy dokonać krótkiej powtórki z historii, tak, aby czytelnik w pełni zrozumiał znaczenie dokonanych odkryć.
Po zburzeniu świątyni jerozolimskiej w r. 70, Żydzi ulegli rozproszeniu. Dokąd się udali? Historycy tacy jak Torrey uważają, że wielu z nich poszło do Teimy, oazy w południowej Palestynie, wierząc i żywiąc nadzieję, że pewnego dnia dane im będzie powrócić. To, co nie podlega dyskusji, to fakt, że Półwysep Arabski ma niezwykle długą historię, która dopiero w dniu dzisiejszym jest odkrywana. a w której zasadniczą rolę odgrywali Żydzi. Dla tych, którzy wyobrażali sobie Arabię jedynie jako kilometry piasku, po których bez celu podróżowali na wielbłądach Arabowie, poniższe fakty będą zaskakujące.
Otóż z zapisków pochodzących z 280 r. wiemy, ze mieszkańcy Sheby i Jemenu czcili Athar, czyli boginię Venus, jednakże do 378 r. owo pogaństwo zanikło i zostało zastąpione monoteizmem, który wzywał „Pana nieba i ziemi„, określanego mianem „miłosiernego„. Od historyków takich jak Jamme i Danielou wiemy, że południowa Arabia odgrywała od końca czwartego wieku dominującą rolę w historii Półwyspu Arabskiego. Wiemy również, że Jemen był nie tylko krainą urodzajną i prosperującą, lecz również widownią rzeczywistych prób bezprecedensowej, całkowitej judaizacji.
Naturalnie możemy zastanawiać się dlaczego i jak do tego doszło. Pierwszą rzeczą, z której należy zdać sobie sprawę to fakt, że dzisiejszy judaizm od dawna już aktywnie nie poszukuje konwertytów; byłoby jednak błędem sądzić, że tak było zawsze. U początków chrześcijaństwa żydostwo długo i zawzięcie walczyło przeciwko chrześcijańskim misjonarzom gdziekolwiek się oni pojawili, używając wszystkich dostępnych metod, a wśród nich prób pozyskiwania ludzi dla judaizmu. Po drugie należy pamiętać, że judaizm rozprzestrzenił się łatwo na Półwyspie Arabskim z uwagi na to, że wśród Arabów powszechne było obrzezanie. Po trzecie wreszcie należy wiedzieć, że na terenach Himarytów (dzisiejszego Jemenu) było wielu Żydów – fakt ten został potwierdzony przez Filostorgiusza (greckiego historyka Kościoła, heretyka – przyp. red. Zawsze Wierni),który donosi o napotkaniu w roku 356 ariańskiej misji kierowanej przez Teofila z Dibous. Od Filostorgiusza dowiadujemy się, że podczas gdy większość populacji w owym czasie była pogańska, Teofil dokonywał wielkich najazdów, nawracając króla i budując wszędzie kościoły. Tego rodzaju doniesienia pokazują skalę ekspansji rzymskiej i chrześcijańskiej, lecz ukazują również, że ekspansja ta napotykała na dobrze utwierdzoną na tych terenach społeczność żydowską.
W 378 r. król Jemenu zwrócił się przeciwko Imperium Rzymskiemu, sprzymierzając się z Imperium Perskim. Zmiana ta została przeprowadzona przy udziale Żydów, którzy stanowili jedyną intelektualną i społeczną elitę w kraju. Oznaczało to głęboki kryzys rzymskich wysiłków podejmowanych w kierunku kolonizacji półwyspu, a również niekorzystną aurę dla misjonarskich wysiłków chrześcijan, gdyż Persowie byli dalecy od okazywania sympatii wobec religii ich imperialnego rywala. W ten sposób od piątego wieku region zaczął już na zawsze zyskiwać perspektywę hebrajską.
Od Jana z Efezu wiemy, że na początku szóstego stulecia wybuchła wojna pomiędzy Aidogiem, księciem Etiopii a Dimionem, królem Jemenu. Ten ostatni był bardzo wyraźnie pro-żydowski – do tego stopnia, że nakazał aresztować wszystkich rzymskich kupców, którzy przekroczyli granice Jemenu, z uwagi na rzymskie prześladowania Żydów. Niemniej jednak etiopski książę odniósł zwycięstwo, nawrócił się na chrześcijaństwo i wszędzie zbudował kościoły. Ta chrześcijańska ekspansja została uznana przez społeczność żydowską za prowokację. Simon de Beth Arsham, perski biskup donosi, że ..Żydzi tyberiadzcy (główna ówczesna szkoła żydowska) wysyłali swych kapłanów z roku na rok i z sezonu na sezon, po to, aby prowokować kłopoty wśród chrześcijańskich Himarytów”. Ruchem anty-etiopskim i anty-chrześcijańskim kierował Żyd Du Nuwas, który szybko sprzymierzył się z Persami. Również i on został pokonany przez siły chrześcijańskie. Z zapisków pochodzących z 618 r. dowiadujemy się, że król Jemenu był monofizyckim (ariańskim) chrześcijaninem imieniem Abramus, a jego dedykacja, napisana stylizowaną na pismo arabskie kursywą brzmiała: „Z władzy, łaski i miłosierdzia Najmiłosierniejszego, jego Mesjasza i Ducha Świętego”.
W północnej Arabii rozwinęła się inna sytuacja. Imperialny konflikt między Bizancjum i Persją zmusił pewne arabskie plemiona do zjednoczenia – niektóre z nich opowiedziały się za pierwszym, inne za drugim imperium. Wiadomo jednak, że Arabowie nawróceni na chrześcijaństwo nie pozostawali w Al-Hijaz, gdzie ma znajdować się współczesna Mekka, lecz emigrowali do Syrii, Palestyny i Egiptu. Negatywny wynik tego był taki, że do roku 582 AIHijaz jawiła się oczom całego świata już jako prowincja żydowska. Obfite literackie i epigraficzne dowody na żydowską obecność w Al-Hijaz w pierwszych wiekach chrześcijaństwa można znaleźć np. w artykule Josepha Horowitza zatytułowanym Arabia, opublikowanym w Encyclopedia Judaica w roku 1929.
Francois Nau w swoim dziele pt. Chrześcijańscy Arabowie Mezopotamii i Syrii w siódmym i ósmym stuleciu (1933) pisze, że „na początku siódmego wieku wszyscy Arabowie Mezopotamii i Syrii byli do pewnego stopnia chrześcijanami, przynajmniej jeśli chodzi o atmosferę życia. Wszędzie widziano jakichś pustelników i ascetów, wszyscy jadali w progach klasztorów, wszyscy byli obecni w sporach pomiędzy monofizytami i duofizytami„. O. Henri Charles w swoim Chrześcijaństwie wśród koczowniczych Arabów z Limes i pustyni syryjsko mezopotamskiej w regionie Hegira (Le Roux, 1936) twierdzi. że „silna osobowość słynnego pustelnika św. Eutychesa naznaczyła początek bardzo owocnej misji, tak, że do roku 570 terytorium Gessanidów obfitowało w arabskie, monofizyckie klasztory.
Tak więc Półwysep Arabski był przez wieki nie tylko terenem działań wojennych, lecz również sceną walki teologicznej: walki pomiędzy żydami i chrześcijanami oraz między rozmaitymi chrześcijańskimi, heretyckimi sektami nawróconych oraz nauczyli je czytać i pisać. Tak zwany klasyczny arabski nie jest wyjątkiem. Jego alfabet należy przypisać chrześcijanom, gdyż to właśnie u chrześcijańskich Arabów z Syrii znaleziono najstarsze przykłady tego pisma”.
Miejsce i czas powstania oraz autorstwo Koranu
Naszkicowawszy historyczne tło powstania Koranu, możemy teraz umieścić to dzieło wraz z jego przesłaniem w odpowiednim kontekście. Koran nie jest dziełem spontanicznym, objawieniem spływającym z niebios; jest pracą o głębokich korzeniach, antycznym rodowodzie oraz „zacięciu” pasującym do tamtych czasów.
Nawet po krótkim przejrzeniu Koranu można się przekonać, że postacią centralną dla islamu jest Abraham, a już w początkowej modlitwie można zauważyć wyraźny brak „islamskiego kolorytu”: „W imię Boga Miłosiernego, Dawcy Miłosierdzia, chwała niech będzie Bogu, Panu Wszechświata, Miłosiernemu i Dawcy Miłosierdzia! Władco w dniu sądu! Ciebie czcimy i u Ciebie szukamy pomocy. Prowadź nas drogą prostą, drogą tych, którym sprzyjasz, drogą tych, którzy nie są przyczyną Twego gniewu; tych, którzy nie idą na zatracenie” (Koran w tłumaczeniu Thomasa Ballantine Irvinga, Islamic Foundation, Anglia, 1979). Można z łatwością zauważyć, że w modlitwie powyższej nie ma nic specyficznie islamskiego. Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka mogłaby być modlitwą o rodowodzie za- ze równo żydowskim, jak i chrześcijańskim. Jeśli się nad tym zastanowić, to et z pewnością okaże się to dziwnym zjawiskiem w przypadku islamu, rzekomo nowej religii. Jednakże br. Bruno wykazał, że w rzeczywistości modlitwa ta jest m bardzo starą modlitwą żydowską o subtelnym nastawieniu anty-trynitarnym, a tłumaczenie Irvingajest nieścisłe i nie oddaje całej subtelności oraz finezji koranicznego oryginału. W miarę jak br. Bruno postępował naprzód w tłumaczeniu pierwszych dwóch sur Koranu, jaśniejszym stawał się właściwy temat tego dzieła oraz pojawiły się wskazówki co do autora Koranu i jego formacji.
Jest oczywistym, że autor Koranu, stanąwszy w obliczu gwałtownych, niekończących się konfliktów między żydami i chrześcijanami na terenie półwyspu, zmuszony był do refleksji nad przyczynami tak żałosnego końca owego sojuszu, jaki stanowiło przymierze z Bogiem. Zauważa, że znakiem przymierza z Bogiem jest obrzezanie, a przymierze zostało zawarte z Abrahamem. Jednak zwraca również uwagę na to, że pierwszym synem Abrahama poddanym obrzezaniu nie miał być Izaak, lecz Izmael, jego syn z niewolnicy Hagar. Przypomnijmy, że Bóg okazał swą moc wobec Abrahama dając syna Izaaka jego starej żonie, Sarze. Wiemy również, że wskutek nalegań Sary, Hagar i Izmael zostali odprawieni, a Izmael stał się ojcem narodu arabskiego. W ten sposób zostało zawarte przymierze z Abrahamem, który nie był ani żydem, ani chrześcijaninem, lecz poganinem który stał się „doskonały” – pierwszym muzułmaninem. Abraham i jego syn Izmael zostali uczynieni „doskonałymi” muslimayn. Mieli oni poświęcić Bogu swych następców w celu uczynienia ich „narodem doskonałym” – muslimat. To wezwanie do doskonałości jest „sprawiedliwością”, która stała się udziałem Abrahama i Izmaela (albowiem Bóg, według autora Koranu nigdy nie przestał wysłuchiwać modlitw Hagar i jej syna), a również Izaaka, Jakuba oraz wszystkich proroków bez różnicy, nie wyłączając Mojżesza i Jezusa. Innymi słowy, nie ma różnicy między Starym a Nowym Testamentem, gdyż według autora Pięcioksiąg żydów i Ewangelie chrześcijan zostały źle wykorzystane dla wprowadzenia podziału wśród Narodów Księgi. Żydzi odpadli od Prawa, a chrześcijanie wykrzywili proroctwo Jezusa uczyniwszy Bogiem zwykłego człowieka i w ten sposób popadli w apostazję. Ostatecznie autor Koranu wzywa do ponownego zjednoczenia Narodów Księgi. Bazuje przy tym na rasowej linii Żydów. istniejącej dzięki obrzezaniu, i dodaje do tego wezwanie do doskonałości pochodzące z Ewangelii. przez cały czas podkreślając. że zerwanie przymierza z Bogiem przez żydów i chrześcijan nie unieważnia przymierza zawartego z Abrahamem i Izmaelem. Mamy tutaj do czynienia z inną wizją islamu, postrzeganego jako „wezwanie do doskonałości„. W pewnym sensie musimy zauważyć w tej teologicznej argumentacji odbłysk geniuszu autora Koranu; coś, co pasowało do burzliwej atmosfery teologicznej półwyspu. Br. Bruno stwierdza: „Zamiarem autora Koranu nie było stworzenie trzeciej religii, lecz obalenie dwóch poprzednich – żydowskiej i chrześcijańskiej – poprzez przywrócenie tego, co w jego mniemaniu było jedyną «tradycją» (giblat), czyli prawdziwym dziedzictwem Abrahama”. Podczas gdy pierwsza sura Koranu jest bardzo stara i czysto żydowska, sury druga i trzeca koncentrują się odpowiednio na przypomnieniu ludziom wymagań żydowskiej Tory i chrześcijańskich Ewangelii. Dlatego też sura II kończy się modlitwą stworzoną przez autora, Panie Nasz, Dawco Obrzezania, która sytuuje się pomiędzy Yahweh żydów i Pater Noster chrześcijan.
Przywrócenie prawdy - po islamsku
W jaki sposób, według autora Koranu, można odbudować prawdziwą religię Abrahama? Po prostu poprzez powrót do Jerozolimy, przez powrót do miejsca, gdzie stoi dom Abrahama oraz przez zjednoczenie z prawdziwymi wyznawcami, potomstwem Izmaela. Tradycja mówi nam, że dom Abrahama ma się znajdować w ruinach Świątyni Jerozolimskiej, to zaś ze względu na to, że według przekazów świątynia miała być położona w tym miejscu na górze Moria, gdzie Abraham został wezwany do złożenia ofiary z Izaaka. Dom nosi nazwę Bakka, a najczystszą formą wierności przymierzu jest „pielgrzymka do domu” (hiju l’bayti) Bakka. Pielgrzymka przedstawiana jest jako nieograniczone błogosławieństwo i „droga” do Boga. Autor Koranu silnie podkreślając jej konieczność atakuje tym samym żydów, którzy przed wiekami przerwali swą pielgrzymkę do ruin świątyni, a także chrześcijan, którzy zabronili jej w imię Ewangelii, gdyż to nie prawo lecz duch jest tym, który zbawia.
Jednocześnie widzimy, że autor Koranu, mając nastawienie anty-chrześcijańskie, nie postrzega wszystkich chrześcijan w jednakowym świetle, ale czyni rozróżnienia. W surze III (w. 113) mówi o tych chrześcijanach, „którzy stoją recytując słowa Boże pośród nocy„, zaś w innym miejscu tej samej sury (w. 114) stwierdza: „mówią z łagodnością i pozostają cisi, są dalecy wobec tego co poboczne i dobrowolnie oddają samych siebie. Są wśród tych, którzy cieszą się szczęściem”. Są to jasne odniesienia do mnichów-pustelników, a Airgrain pod hasłem „Arabia” w Kościelnym słowniku historii i geografii (1924) wspomina, że „mnisi, ze swoją siłą nawracania cieszyli się wysokim prestiżem wśród Arabów”. Tak więc nie powinno nikogo zaskakiwać, że autor Koranu, człowiek wielkiego intelektu i subtelności, również podziwiał chrześcijański fenomen, który bezpośrednio znał. Co więcej, br. Bruno wykazuje, że autor dysponował imponującą wiedzą na temat kultury chrześcijańskiej, głęboko analizował Ewangelie i inne księgi chrześcijańskiego Objawienia. Wszystko to znalazło swój wyraz w odniesieniach i precyzji koranicznego tekstu. Autor Koranu był erudytą pierwszej klasy.
Celem autora i „wiernych” jest więc pielgrzymka i powrót do domu Abrahama (Bakka). IV i V sura Koranu koncentruje się na środkach wiodących do tego celu.
Historia mówi nam, że Jerozolima upadła w 614 r., kiedy to armie cesarza Herakliusza z Bizancjum zostały zmiażdżone przez Persów. Krauss w swojej Historii żydowskiej donosi, że Żydzi z południowej Palestyny sprzymierzyli się z Persami – być może byli to Żydzi ze wspominanej przez Torreya oazy Teima; mogły to być również bandy arabskie. Po przybyciu do Jerozolimy Żydzi z wściekłością zwrócili się przeciwko ludowi chrześcijańskiemu i jego świątyniom, w tym naturalnie przeciwko Grobowi Pańskiemu. Zanotowano jednak, że z największą furią Żydzi uderzyli w kościół Matki Bożej, Nea, którego znaczenie podkreślimy jeszcze w dalszej części artykułu.
Według Kraussa w 617 r. Żydzi „zażądali określonych praw do autonomii w Świętym Mieście”. Persowie już od trzech lat żyli w obecności chrześcijan z Jerozolimy i postrzegali ich jako ze wszech miar przychylnych i kompromisowych, toteż po pojawieniu się żydowskich żądań autonomii doszli do wniosku, że miara się przebrała. Postanowili wygnać Żydów do Persji. Z pism historyków takich jak Krauss i Graetz wynika, że jeszcze przedtem arabskie bandy zostały rozbite (przez Persów przyp. tłum.) na skutek zdrady Żydów, a sura III Koranu w tłumaczeniu br. Bruno (w. 118-119, 122) zawiera skargi na zdradę i perfidię fałszywych braci, synów Izraela.
Sura III Koranu traktuje o tej porażce Arabów; autor mówi tam o swojej „kalwarii”, lecz ostatecznie doprowadza własne rozważania Ewangelii do pozytywnego wniosku stwierdzając, że porażka ta nie jest klęska absolutną, lecz tylko oczyszczeniem. W tym miejscu pojawia się wspominany wcześniej historyczny mit o bitwie pod Badrem.
Badr jest obecnie małym miasteczkiem położonym na południowy zachód od Medyny, jednakże żadna z map starożytności nic nie mówi o jego istnieniu. Co więcej, słowo badr nie występuje w żadnym miejscu w Koranie – ani w surze Vłłł, w którym wszyscy poprzedni tłumacze uparcie wspominają o bitwie pod Badrem, ani w surze m, gdzie słowo bi-badrin jest nieprawidłowo przetłumaczone jako ’pod Badrem’. W surze IV (w. 6) pokrewne słowo bidaran jest właściwie przetłumaczone przez Blachere i Masson jako ’rozszczepienie’ lub ’rozproszenie’ i jest prostym zapożyczeniem z rabinistycznego, hebrajskiego słowa bidder, tzn. ’rozpraszać’. Tak więc bi-badrin oznacza ’przez rozproszenie’ albo ’dzięki rozproszeniu’. Islamolodzy tłumaczą to słowo jako 'Badr’, gdyż nie biorą pod uwagę ani całościowego, ani też częściowego znaczenia tekstu. Z drugiej strony, tłumaczenie br. Bruno tworzy logiczną całość. Autor Koranu mówi o „cudzie” ocalenia owych arabskich band „poprzez rozproszenie” spowodowane przez Persów w 617 r. Jest to jeden z wielu przykładów, kiedy to tekst zachowuje jasny sens lingwistyczny i historyczny, podczas gdy tłumacze wprowadzają jedynie zamieszanie i sprzeczności.
CZY prawdziwy „Mahomet” zechce ukazać swoje oblicze?
Do tej pory ciągle mówiliśmy o „autorze Koranu” zamiast o Mahomecie, któremu wszędzie przypisywane jest autorstwo tego dzieła. Dlaczego? Z prostego powodu: człowiek zwany Mahometem nie napisał Koranu.
Wspomnieliśmy powyżej, że jeśli odłożyć na bok fantastyczne mity ksiąg Hadith i Sira, nie ma niezbitego dowodu na istnienie Mahometa. Jednakże historycznie muzułmanie twierdzą, że w koranicznym tekście autor sam nazywa siebie Mahometem, toteż nie może być żadnych wątpliwości co do jego tożsamości. Czy tak jest naprawdę?
Oczywiście jest prawdą, że w Koranie autor czyni szereg odniesień do samego siebie, nie mniej jednak daje się poznać jako człowiek oszczędny, jeśli chodzi o szczegóły dotyczące swej własnej osoby. W surze III (w. 144) nazywa siebie muhammadun, a określenie to zostało wzięte przez wspomnianego wcześniej Ibn Hisama za rzeczywiste imię założyciela islamu. Br. Bruno twierdzi, że zabieg taki nie ma uzasadnienia i podaje szczegółowe dowody. Ciekawe, że twierdzenie o nieistnieniu Mahometa nie spotkało się z prostym odparciem ze strony ks. Michela Lagarde, który nie tylko sam jest ekspertem w tej dziedzinie, lecz również głęboko poświęcił się dla dialogu islamsko-chrześcijańskiego.
Br. Bruno tłumaczy słowo muhammadun jako 'umiłowany’. Twierdzi, że jako takie słowo to nie jest imieniem, lecz tytułem nadawanym jakiejś osobie – trochę tak, jakby powiedzieć np. o własnym dziecku „światło mego życia”, co rzecz jasna nie może być interpretowane jako właściwe imię dziecka. Według br. Bruno słowo muhammadun pochodzi od słowa źródłowego hmd, które jest arabskim zapożyczeniem biblijnego, źródłowego słowa hómad, czyli ’pożądać’ lub ’pragnąć’. W surze l (w. 2) br. Bruno wykazał, że pokrewne słowo ’al hamdu oznacza miłość, jaką każdy powinien żywić wobec „Boga, Pana wieków”. Z kolei południowo-arabskie zapisy z Jamme zawierają słowo mhmd, używane na określenie 'Boga żydów’, tak więc oczywisty sens wyrażenia muhammadun sprowadza się do znaczenia 'ten, który jest przedmiotem miłości’ ’umiłowany’ – najwyższe imię Boże. To zaś powinno wywołać w pamięci czytelnika słowa Ewangelii: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie” (Mt 17, 5). Nie jest to jedyny raz, kiedy Jezus jest nazywany „umiłowanym” (muhammadun) Boga. W relacji ze spotkania Naszego Pana ze św. Janem Chrzcicielem nad rzeką Jordan czytamy: „A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie»” (Mt 3, 16-17). Koraniczny tekst nie wskazuje na to, jakoby autor przedstawiał się lub myślał o sobie jako o Bogu. W pierwszym rozdziale przedstawia raczej siebie i Naszego Pana Jezusa Chrystusa jako rasulun, czyli wyrocznie, proroków; w obu przypadkach chodzi tu o ludzi, o „umiłowanych” Boga. W Księdze Proroka Daniela prorok nazywany jest „człowiekiem upodobanym„, czyli is hamudót. Rzeczownik is znaczy 'człowiek’ i jest w biblijnym wyrażeniu zastąpiony arabskim przedrostkiem „m” – czyli mhamudót, ’mahomet’. Dla tych z nas, którzy nie są uczonymi-lingwistami może się to wydać nieco skomplikowane, lecz dzięki odrobinie wytrwałości przekonamy się, że jest do doskonale zrozumiałe w określonym kontekście.
Z tekstu Koranu w sposób oczywisty wynika, że autor znał pisma św. Pawła i wykorzystał je do osiągnięcia pożądanego przez siebie celu, to jest do przypisania Bożego przymierza synom Izmaela, ludowi doskonałemu, musliymat. Ks. de Nantes, kolega br. Bruno, idzie dalej – uważa on, że w całej l surze Koranu podobieństwa do Ewangelii są tak bliskie i liczne, iż należy sądzić, że intencją autora było nie tylko naśladowanie podejścia św. Pawła, lecz postawienie siebie w miejsce Chrystusa. Ten ostatni wniosek może nie by tak daleko idący, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. „Porażka” Chrystusa prowadząca na Kalwarię porównywana jest do „niepowodzenia” autora Koranu polegającego na niemożności dotarcia do „domu Bakka” w Jerozolimie w 614 r.Jego wierni zostali rozproszeni – oto jego „kalwaria”. Używa przy tym terminu qarhun, oznaczającego „kalwarię”, specjalnie dla podkreślenia paraleli. Daje jednak do zrozumienia, że „porażka” nie zdołała go zmusić do zaniechania realizacji wytyczonego celu.
Spójrzmy teraz na słowo „Mekka„, o którym mówi się, że jest tłumaczeniem wyrazu Bakka. Od Hiro dowiadujemy się, że Mekka była miejscem urodzin Mahometa, centrum handlowym skupiającym około 5000 ludzi i miejscem, w którym Mahomet rozpoczął swój apostolat. Pojawiają się tutaj dwa problemy: po pierwsze, słowo Mekka wcale nie występuje w Koranie. To raczej słowo Bakka pojawia się raz i jest błędnie tłumaczone jako Mekka. Po drugie, wszystkie mapy starożytności dowodzą ponad wszelka wątpliwość, że miasto Mekka nie istniało w siódmym stuleciu. Znakomity kartograf XIX wieku, Vidal de la Blanche był ekspertem w dziedzinie wielkich szlaków handlowych starożytności. Wykorzystując Geografię Ptolemeusza wykazał on, że Mekka nie istniała (w siódmym stuleciu przyp. tłum.). Nie kwestionują tego ani ks. Lagarde, który w 1990 r. w publikacji Islamo Christiana dokonał przeglądu pierwszego tomu tłumaczenia Koranu autorstwa br. Bruno, ani nawet Blachere. Rzeczywiście, biorąc pod uwagę dążenie Blachere do promocji islamu kosztem chrześcijaństwa, jego świadectwo nabiera tu jeszcze większej wartości: „Bez wątpienia bizantyjscy pisarze dostarczyli nam cennych informacji na temat arabskich emirów panujących na stepach Syrii za przyzwoleniem cesarza. Dzięki tym autorom dysponujemy rozsądnymi danymi na temat konfliktów wspomnianych emirów z ich babilońskimi odpowiednikami pozostającymi w służbie perskich Sasanidów. Możemy również ustalić religijną przynależność zarówno koczowniczych, jak i osiadłych arabskich plemion w Jordanii i ze stepów na zachód od Eufratu. Nawet tajemniczy Jemen dostarcza nam strzępów informacji o swej przeszłości i pozwala nam zrozumieć obce trendy – niektóre z nich zawędrowały tu z Etiopii współistniejąc z jej prastarym pogaństwem. Lecz o kołysce islamu Al-Hijaz i o Mekce, jego świętym mieście, nie mamy nic ponad przykłady islamskich «kartografów»” (Problem Mahometa, 1952).
Innymi słowy, nie istnieje przed-islamska mapa świata, która wskazywałaby na istnienie Mekki. Próby wykazania, że Mekka istniała pod inną nazwą, Macoraba, zawsze były czystymi spekulacjami, a na ich poparcie nie istniały poważne dowody.
Tak więc jeśli nie istnieje Mekka, jakie jest znaczenie słowa Bakka? Słowo to pojawia się tylko raz w całym tekście Koranu (sura III, w. 96), w tym samym rozdziale, który mówi o powrocie wiernych do jerozolimy. W surze II (w. 125 i 127) autor mówi o domu – al bayt i przypisuje jego założenie Abrahamowi. Dlatego też jest absolutnie oczywiste, że „dom” znajduje się w Jerozolimie, a dokładnie wśród ruin Świątyni. Właśnie tak się składa, że słowo Bakka użyte jest w rozdziale w związku z domem, a może być jedynie odniesieniem do „doliny Baka”, która znajduje się na północ od doliny Hinnom i na zachód od Jerozolimy. W rzeczywistości znaczenie tego słowa jest tak jasne, że aż dziw bierze, dlaczego żaden z naukowych informatorów nie zasugerował go nawet jako jednej z możliwości. Ale to nie wszystko.
Koran nie daje nam żadnego pojęcia co do położenia i układu Mekki, dostarcza za to szczegółowych informacji o Jerozolimie, co dodatkowo świadczy na korzyść faktu, że do tej pory zasadniczy temat Koranu koncentruje się wokół powrotu do Jerozolimy, do tej kolebki przymierza zawartego przez Boga z Abrahamem i jego synem, Izmaelem.
W surze II, w. 158, autor używa terminu as-safii, który jest hebrajskim zapożyczeniem słowa ha-sóphim, oznaczającego 'wartownię’. Tak się składa, że na północ od Jerozolimy znajduje się wzgórze połączone z Górą Oliwną, określane po grecku jako skopos. Można znaleźć o nim wzmianki w literaturze rabinistycznej; jest to punkt, z którego można obserwować Jerozolimę niczym z wartowni. Skopos oznacza po grecku ’wartownię’.
Następnie, autor Koranu obiecując wiernym w surze IV w. 13 i gdzie indziej, że „wejdą do ogrodów – janna gdzie płyną podziemne rzeki -min tahtiha” nie stosuje wcale figur literackich. Przeciwnie, dokładnie opisuje system nawadniania ówczesnej Jerozolimy! W okresie bizantyjskim, obszar położony na północny zachód od murów Jerozolimy był znany jako ..Ogrody”. Chrześcijanie mówiący po aramejsku określali je słowem Pordesaya. Grecy nazywali je Phordesa, a Żydzi Pardesaya. Wszystkie te słowa oznaczają ..raj”. Nietrudno dostrzec uzasadnienie dla takiej nazwy. Jerozolima, położona na trudnym terenie, zawsze narzekała na suszę trwającą od maja aż do października. Sytuację pogarszał wiatr, przeważnie wschodni. W celu zapobieżenia tym problemom zbudowano podziemny system zbiorników, który łączył się z powierzchnią poprzez wąski wylot. Zbiorniki te napełniały się w okresie od listopada do marca dzięki ciągłym opadom deszczu i w ten sposób umożliwiały pomyślne zbiory. J. T. Milik w swojej książce Św. Tomasz z Phordesa pisze, że był to „kompletny, złożony system irygacyjny”. Oto wasze „podziemne rzeki”,
Jeszcze inny przykład. Słowo „Gehenna” pojawia się jednokrotnie w surze II, trzykrotnie w surze III i siedmiokrotnie w surze IV. W języku arabskim słowo to brzmi jahannam i jest używane na określenie „doliny gniewu”. Gehenna jest doliną położoną na południe od Jerozolimy, wychodzącą na zachód z doliny Baka. Było to opustoszałe publiczne miejsce, w którym nieustannie płonął ogień spalający śmieci. Ognie Gehenny są symbolem wiecznego potępienia, lub, jeśli ktoś woli, wiecznego gniewu. Tekst jest szczególnie poruszający, gdyż przemieszczając się z doliny Baka w kierunku doliny Gehenna podróżujemy z raju do piekła – fizyczna rzeczywistość ze składową teologiczną.
Ka’ba, Kawa’iba, Kubos
Zajmijmy się w końcu problemem kamiennej świątyni lub Domu Bożego zwanego Ka’ba, mającego znajdować się w środku meczetu w Mekce, a będącego najważniejszym sanktuarium islamskiego świata. Ponieważ Mekka nie istniała w siódmym stuleciu. Musimy zadać sobie pytanie co znaczyło słowo Ka’ba dla autora Koranu.
Po raz pierwszy słowo to zostało użyte w surze IV, w. 6. Oznacza ono ’sześcian’ (kostkę) – po grecku kubos – i odnosi się do fundamentu kamiennego domu. Ks. Jomier w swoim artykule Ka’ba twierdzi, że wyraz ten pochodzi od „mniej więcej «sześciennej» formy tego sanktuarium”. Jego zdaniem „słowo to było już wcześniej używane na określenie specyficznych sanktuariów o tym samym kształcie„. Br. Bruno zdołał zidentyfikować dwa takie sanktuaria: pierwsze w Petrze, skąd autor Koranu wraz ze swymi wiernymi wyruszyli w drogę powrotną do Jerozolimy, drugie zaś u wrót samej Jerozolimy. Ważne jest, aby zwrócić uwagę, iż słowo Ka’ba pojawia się po raz czwarty i ostatni w surze LXXVIII, w. 33 w całkiem innym znaczeniu: 'dziewice’ – kawa’iba. Te dwa znaczenia są tak radykalnie odmienne, że uzasadnionym będzie pytanie: czy Ka’ba to określenie 'domu’, czy też 'dziewicy’?
Wiemy, że określenie Ka’ba było zwykle powiązane (w tekście Koranu przyp. tłum.) z promenadą (maqam) Abrahama, a zarówno jedno jak i drugie było związane z „domem” – ’al bayta. „Dom” jest Świątynią jerozolimską, a maqam to dziedziniec świątyni – czyli, można powiedzieć, święta Skała Góry Moria. Dlatego też, jeśli chcemy znaleźć rzeczywiste źródło określenia Ka’ba, musimy znów zwrócić nasze spojrzenie w stronę Jerozolimy.
Z homilii św. Germana z Konstantynopola (634-733), poświęconej zaśnięciu Matki Bożej i przeniesieniu jej ciała z domu w Świętym Syjonie do „grobowca” w Gethsemani dowiadujemy się, że po drodze znajduje się monument znany w języku greckim jako Kubas. Św. German mówi: „Na szlaku orszaku pogrzebowego prowadzącego w dół doliny Jozafata ma znajdować się monument w kształcie sześcianu… W centrum tego pomnika znajduje się czcigodna kolumna wzniesiona na pamiątkę cudu uleczenia bezbożnego żyda„. Wiemy również o mnichu imieniem Epifaniusz, który odbywając w siódmym stuleciu pielgrzymkę do Ziemi Świętej opisuje ten monument słowem tetrakiinin. Epifaniusz stwierdza, że była to „sześcienna budowla z czterema kolumnami zwieńczona kopułą”. O. Daniel (1099-1185) jest nawet bardziej precyzyjny: ,,100 jardów od wrót miasta Jerozolimy) znajduje się miejsce, w którym Jofoniasz (najwyższy kapłan) próbował zrzucić ciało Matki Bożej niesionej przez apostołów na noszach do Getsemani. Pojawił się anioł i mieczem odciął obie ręce Jofoniasza, które pozostały przytwierdzone do noszy”. O. Daniel dodaje: „Od tego miejsca do grobowca Matki Bożej pozostaje 200 jardów„. Pozwala to precyzyjnie usytuować monument położony u wschodnich wrót świętego miasta. Cud wspomniany przez św. Germana polegał na tym, że „bezbożny żyd” Jofoniasz odzyskał swe ręce i nawrócił się do Kościoła katolickiego. W tej chwili zagadka jest już łatwa do rozwiązania.
W celu zadośćuczynienia za atak na Matkę Bożą, chrześcijanie Jerozolimy wznieśli pomnik ku Jej czci. Najwyższy kapłan Jofoniasz przybył tam i został cudownie uzdrowiony. Jest prawdopodobne, że w siódmym stuleciu, w czasach Epifaniusza, muzułmanie ciągle żywili szacunek i cześć wobec tego świętego miejsca (kubas) poświęconego Dziewicy (ka’ba) i splamionego bezbożnym działaniem Jofoniasza. W ten sposób widzimy, jak łatwo (na poziomie lingwistycznym – przyp. tłum.) sześcian mógł stać się dziewicą. Na obecnym etapie badań hipoteza dobrego mnicha br. Bruno sprowadza się do tego, że muzułmanie wzięli Kubos za symbol domu Abrahama i przenieśli go (lub tylko jego podstawę) w inne miejsce z nieznanych powodów. Oczywiście jest możliwe, że Ka’ba w Mekce ma zupełnie inne pochodzenie, nie mające związku z czymkolwiek, co występuje w Koranie.
Jedynym celem tego artykułu była próba przekazania niektórych spektakularnych odkryć dokonanych przede wszystkim przez br. Bruno – z nadzieją, że zachęcą one zainteresowanych do głębszych poszukiwań. Badania są dalekie od ukończenia. Pozostaje do przetłumaczenia dalsze 109 sur, z których każda niesie ze sobą istotne, odkrywcze informacje na temat początków i rozwoju islamu naszkicowanych przez autora Koranu. Z pewnością istotnych informacji dostarczą również eksperci zaangażowani w prace archeologiczne nad rozległym chrześcijańskim opactwem odkrytym w piaskach Al Oosour (1990) datowanym aż na koniec szóstego, a być może na siódmy wiek. To wszystko w przyszłości.
Dzięki poważnej, autentycznej naukowej analizie, prawdziwość islamskiej tradycji spod znaku ksiąg Hadith i Sira została zakwestionowana. Można wykazać, że ani Mekka, ani Badr nie istniały w owych czasach, a wraz z tym wszystkie historie o proroctwach i militarnych zwycięstwach Mahometa są jedynie jednym wielkim wymysłem. W rzeczywistości można wykazać, że postać taka nigdy nie istniała. Dzięki systematycznemu tłumaczeniu Koranu okazało się, że nawet samo znaczenie słowa „islam” zostało przekręcone. Tłumaczenie ukazało za to podłoże teologiczne i historyczne, dzięki któremu możliwe było pojawienie się Koranu. Istotna rola, którą odegrała w tym teologiczno-historycznym rozwoju społeczność żydowska, skierowała badaczy ku poszukiwaniom prawdziwej tożsamości autora Koranu, człowieka niewątpliwie o wyjątkowym talencie, energii i przenikliwości. W rzeczywistości badania br. Bruno to inspirujące dzieło wskazujące na to, że islam jest faktem – gdyż islam wyłaniający się z Koranu rzeczywiście jest faktem. Jednocześnie jednak staje się coraz bardziej oczywistym, że islam dnia dzisiejszego jest iluzją, która tak naprawdę z wybitnym geniuszem autora Koranu ma wspólną jedynie nazwę religii, bo nawet nie jego potężną księgę, którą rozumie opacznie. Oto sprzeczność stająca się paradoksem, o której wspomniano na początku artykułu.
„The Angelus”, grudzień 1998. Tłumaczenie: Adam Branicki.[poniższy artykuł wzięty z dwumiesięcznika Zawsze Wierni, nr. 31, 1999. Tam też zobacz piękne ilustracje, których nie potrafię kopiować. MD]
Janczarzy, „styl życia” a KRUCJATY czyli głowy Rigby, Gordona i Konstantyna XI
U dziennikarzy portalu Fronda.pl, obcięta głowa dobosza Rigbiego, brytyjskiego żołnierza zarżniętego tępym rzeźnickim nożem na jednej z ulic Londynu (tępym, bo w końcu okazało się, że wyznawca miłującej pokój religii, który się tej zbrodni dopuścił, nie zdołał nieszczęsnego dobosza skutecznie zdekapitować) wywołała skojarzenie z obciętą i zatkniętą na palu głową brytyjskiego generała-majora Charlesa Gordona, poległego w 1885 r. podczas obrony Chartumu przed wojskami islamskich mahdystów. Skojarzenie słuszne, choć mam inne, jak mi się wydaje jeszcze trafniejsze.
Dziś mija 560 rocznica upadku Konstantynopola zdobytego przez sułtana i kalifa Mehmeda II – najwyższego wówczas religijnego przywódcę muzułmanów. To właśnie Mehmed kazał pozbawić głowy ciało cesarza Konstantyna XI Paleologa i osadzić ją na kolumnie na placu Augusteum, a później zakonserwowaną w miodzie obwozić po muzułmańskich dworach („Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi”, Koran 47,4).
Islamska agresja była bezpośrednią przyczyną upadku Cesarstwa Wschodniego, ale najpewniej nie doszłoby do niego, gdyby nie przyczyny, których należy szukać w samym Bizancjum. Można je znakomicie opisać cytatem ze słów Chrystusa Pana, który mówił do faryzeuszów, że „dom, jeśliby przeciw sobie był rozdzielony, taki dom nie może się ostać” (Mk 3,25). I nie chodzi tylko o to, że historia bizantyjskiego dworu przypomina krwawą szekspirowską pięcioaktówkę Tytus Andronikus, o której znawcy teatru mówią, że gdyby miała akt szósty, to wówczas mordowano by już widzów w pierwszych rzędach.
Idzie również o rolę Zachodu, który w decydującej chwili nie kiwnął palcem w obronie Konstantynopola (choć nie należy zapominać o poświęceniu garstki śmiałków z Wenecji, Genui i Katalonii), a 250 lat wcześniej, w wyniku niesławnej IV krucjaty, doprowadził Bizancjum do upadku, z którego Cesarstwo już się nie podniosło. To wówczas rycerze z Zachodu zmienili cel swojej pielgrzymki, którym nie był już Grób Pański, ale groby cesarzy Bizancjum.
Różnica była taka, że Grób Pański był pusty, a groby cesarskie pełne kosztowności (od bizantyjskiego historyka Niketasa Choniatesa wiemy, że nie oszczędzono nawet grobu Justyniana Wielkiego, którego zwłoki ograbiono – na Zachodzie powiemy zwłoki, ale dla prawosławnych były to relikwie, bo Justynian, czego by o nim nie sądzić, czczony jest przez nich jako święty).
Tymi, którzy jako pierwsi wdarli się do upadającego Drugiego Rzymu byli janczarzy – oddziały formowane z porwanych chrześcijańskich chłopców zmuszanych do przyjęcia islamu i wychowywanych na religijnych fanatyków gotowych zginąć w imię religii, która ich uciemiężyła.
Kim innym, jeśli nie współczesnym janczarem był morderca dobosza Rigbiego, Michael Adebolajo? Urodził się przecież w praktykującej chrześcijańskiej rodzinie w Wielkiej Brytanii. I to na Wyspach, a nie w Nigerii, skąd pochodzą jego rodzice, dostał się pod wpływ muzułmańskich imamów i jako nastolatek przeszedł na islam.
Brytania jest dziś przeżarta polityczną poprawnością (o czym świadczą kolejne aresztowania internautów dających upust swej bezsilnej złości) i tak finansowo zależna od kapitału spod znaku półksiężyca, jak Bizancjum było przeżarte korupcją, a w całej Europie Zachodniej nie ma dziś żadnej wspólnej idei, która byłaby w stanie zjednoczyć jej mieszkańców w walce przeciwko muzułmańskiemu zagrożeniu. „Będziemy bronić naszego stylu życia” – mówią politycy, ale przecież nikt nie będzie umierać za „styl życia”.
Jedyną receptą wydaje się poważne potraktowanie przez Europejczyków możliwości powrotu do ich chrześcijańskiej wiary. I tutaj ujawnia się kolejne podobieństwo do sytuacji Bizancjum. Kiedy szukając obrony dla swego kraju cesarz Konstantyn XI zawarł unię z Rzymem, wówczas usłyszał od swych wzburzonych poddanych, że „woleliby zobaczyć w środku miasta turecki turban, niż papieską tiarę”.
Wygląda więc na to, że historia się powtórzy, bo nie sądzę by Brytyjczycy byli w stanie powtórzyć nad Tamizą zwycięstwo lorda Kitchenera spod Omdurmanu, albo Polacy – zarówno na ci Wyspach, jak i ci na Kontynencie – potrafili dokonać dzieła podobnego temu, którego dokonał król Jana III (swoją drogą w tym roku mija również 330 rocznica Wiktorii Wiedeńskiej, kiedy to na jakiś czas – na jaki, to się dopiero okaże – powstrzymano islam w jego marszu przez Europę).
Cóż, muszę się pospieszyć ze zwiedzaniem angielskiej prowincji, zanim widoki zostaną zeszpecone przez wieże minaretów.
[dedykuję Polakom – mamy w Polsce Krucjaty Różańcowe ! MD]
Jacques Blutoir Za: Pod mitrą – nie tylko kościelne safari (29.05.2013)
Jacques Blutoir 2013-05-30 http://www.bibula.com/?p=68618
Obfite nowe powołania duchowne
Bractwo Kapłańskie św. Piusa X posiada pięć seminariów na czterech kontynentach, przygotowujących młodych mężczyzn do kapłaństwa. Od 1969 r., kiedy to abp Marceli Lefebvre podjął się opieki nad kilkoma klerykami, by w kolejnym roku założyć Międzynarodowe Seminarium św. Piusa X w szwajcarskim Ecône, liczba kandydatur powoli lecz stabilnie rosła. W tym roku osiągnęła rekordowy pułap: oto do domów formacyjnych Bractwa zgłosiło się aż 117 kandydatów.
Wiosną 2021 r. do Seminarium Matki Bożej Współodkupicielki w La Reja w Argentynie przybyło 14 seminarzystów, sześciu przedseminarzystów i dwóch postulantów.
Przedseminarzyści w Dillwyn
Pozostałe seminaria otwierały swoje bramy dla nowych seminarzystów jesienią. Na początku września w Seminarium św. Tomasza z Akwinu w Dillwyn w Stanach Zjednoczonych 25 seminarzystów rozpoczęło rok duchowości, podczas gdy miesiąc później aż 36 młodych mężczyzn przybyło do przedseminarium. Z kolei nowicjat w Winona (mieszczący się w dawnym seminarium) powitał dwóch kandydatów na braci zakonnych.
Flavigny: nowi seminarzyści i postulanci
W sobotę 9 października do Seminarium św. Proboszcza z Ars we Flavigny we Francji wstąpiło 14 seminarzystów: siedmiu Francuzów, dwóch Włochów, dwóch Kenijczyków, jeden Luksemburczyk, jeden Polak i jeden Szwajcar. Ponadto pięciu Francuzów rozpoczęło postulat, aby sprawdzić swoje powołanie do życia zakonnego.
Nauka w seminarium rozpoczyna się od udziału w rekolekcjach ignacjańskich
Tego samego dnia Seminarium Najświętszego Serca Jezusowego w bawarskim Zaitzkofen przyjęło dziewięciu kandydatów: pięciu z Polski, trzech z terenu niemieckiego i jeden z Holandii. W kolejnych tygodniach ma do nich dołączyć jeszcze postulant z Bractwa św. Jozafata z Ukrainy, który latem 2022 r. otrzyma święcenia diakonatu oraz Australijczyk, który przeniesie się z Seminarium Krzyża Świętego w Goulburn. Niewiele wcześniej do grona postulantów zakonnych dołączyło dwu nowych braci (Niemiec i Szwajcar).
Oprócz tego 17 kandydatów przygotowuje się do rozpoczęcia nauki seminaryjnej w Zaitzkofen: 13 Polaków w przedseminariach w Polsce (w przeoratach w Warszawie i Gdyni), Węgier i Łotysz w Jaidhof (siedzibie dystryktu austriackiego), Duńczyk w Saarbrücken w Niemczech oraz Niemiec w Wangs w Szwajcarii.
Uczestnicy rekolekcji podczas porannej Mszy św.
We wszystkich seminariach duchownych Bractwa św. Piusa X do święceń kapłańskich przygotowuje się obecnie – nie licząc nowoprzyjętych – 268 kleryków.
Przytoczone wyżej liczby pokazują, że w czasach, kiedy seminaria diecezjalne i zakonne na całym świecie – także w Polsce – coraz bardziej pustoszeją, katolicka Tradycja jest żywa i rodzi dobre owoce. Te liczby dają nadzieję i dowodzą, że gorące modlitwy zostały wysłuchane; wołajmy zatem wytrwale: Panie, daj nam wielu świętych kapłanów! Panie, daj nam wiele świętych powołań zakonnych!
Źródła
- Erfreulich viele Neueintritte für das Studienjahr 2021/22
- Jahr für Jahr entscheiden sich mehr junge Männer in ein Seminar der FSSPX einzutreten
- Society of Saint Pius X: The 2021 Seminarians
Tagi:bracia FSSPXSeminarium Matki Bożej WspółodkupicielkiSeminarium Najświętszego Serca Pana JezusaSeminarium św. Proboszcza z ArsSeminarium św. Tomasza z Akwinu
Podśmiewajki



prof. Horban o Amantadynie – pare lat temu
Komunikat nr. 2 z dnia 20.11.2009 dotyczący zasad stosowania leków antywirusowych w leczeniu przyczynowym grypy

UWAGA : „pacjentom o ciężkim lub postępującym przebiegu należy rozważyć podawanie ponadto dodatkowo jednego z dwóch inhibitorów M2 (amantadyna lub rimantadyna)”
Porodziła ich ladacznica.
Szanowny Panie Profesorze,
Cieszę się, że i Pan i wraz Panem strona powracacie do zdrowia.
W listopadzie i ja, zdaje się, przechodziłem wuhankę. Leczyłem się amantadyną, trzymając od publicznej służby zdrowia z daleka.
Staram się nie używać wulgaryzmów, ale czytając decyzję o ograniczeniu dostępu do Viregytu K, najłagodniejsze określenie „tych panów” co tego zakazują, jakie mi się nasuwa implikuje, że porodziła ich ladacznica.
Przyznaję: głosowałem na PIS, widząc po drugiej stronie – jako alternatywę – zdradliwą mordę Tuska w otoczeniu „brukselczyków” i post-komuchów.
Ale jak mógłbym kiedykolwiek ponownie zagłosować na morderców?!
Maski opadają, i tylko odruch niedowierzania może nas powstrzymać przed konstatacją faktu, że ONI naprawdę robią wszystko co w ich mocy, by nas zabić.
Kończę, bo tylko jeszcze dziś sprzedają Viregyt, może jeszcze rano uda się kupić?
Życzę zdrowia, siły, wytrwałości i dziękuje za wszystko co Pan robi.
PZ