Z niedawno przeprowadzonego sondażu United Surveys dla RMF FM i „DGP” wynika, że 56,6% Polaków poparłoby obowiązkowe certyfikaty covidowe potrzebne do tego by móc wchodzić do sklepów i galerii handlowych. Przeciwnego zdania jest 41,5%.
To świadczy o dość dobrej odporności Polaków na propagandę. Niezgodna z badaniami naukowymi narracja rządowych terrorystów wprowadzających wiele bezprawnych szykan w życiu codziennym jest wszechogarniająca. Wszystkie media głównego nurtu, wszystkie media rządowe, wszystkie media większości opozycji, prawie wszystkie partie – wszyscy oni mówią jednym totalitarnym głosem. Ta propaganda kosztuje krocie. Jedyna opozycja, która sprzeciwia się zamordystycznej polityce rządu PiS, to Konfederacja, mająca tylko 11 posłów. Głoszą swój sprzeciw małym kosztem – głównie poprzez konferencje prasowe. Więc siły oficjalnej propagandy w stosunku do krytyków opierających się na badaniach naukowych można ocenić jak 99 do 1. Mimo to tą oficjalną propagandą dało się zmanipulować tylko 56,6% Polaków, a 41,5% zgadza się z Konfederacją. To wielki sukces Konfederacji i nauki oraz totalna porażka rządowej propagandy i wspierających ją denialistów.
Dzięki temu około 40% dorosłych Polaków się nie zaszczepiło – i to wbrew powszechnej, nachalnej, natarczywej i wszechogarniającej oszukańczej propagandy. To wielki sukces Polaków. By być w tej grupie 40% mądrzejszych, nie wystarczyło tylko rozpoznać manipulacje oficjalnej propagandy – potrzebne było jeszcze upewnienie się, że szczepionki są zbędne, a zatem zapoznanie się z badaniami naukowymi, lub ich omówieniami, które to uzasadniają. Otumanionej reszcie wystarczył komunikat w TV. To, że jest aż 40% mądrych Polaków, wydaje się wręcz niewiarygodne. Jeśli oni wszyscy zagłosują na Konfederację, to może uda się wreszcie wyjść Polsce z tego socjalistycznego szamba i odzyskać niepodległość.
Ta mądrość Polaków jest szczególnie widoczna w porównaniu z wieloma innymi państwami czy regionami, w których poziom wyszczepienia wynosi 90% i więcej. Tam ludzie nie znają badań naukowych i bardziej ulegają propagandzie – skutkiem jest to, że u nich liczba zarażonych koronawirusem, chorujących i umierających drastycznie rośnie, rośnie bardziej niż w Polsce. Dzieje się tak dlatego, że tam nie ma żadnej parlamentarnej opozycji w stosunku do pandemicznej narracji rządów, a w Polsce mamy Konfederację. To pokazuje, że nawet 11 posłów może mieć duży pozytywny wpływ na cały kraj. No to wyobraźcie sobie, jaki będą mieć wpływ, mając 50 posłów, na co jest duża szansa, bo już bywają sondaże, gdzie Konfederacja dochodzi do 12% poparcia.
Dopóki mamy tylko 11 mądrych posłów możemy sami też być tylko mądrzy. Na szaleństwa rządu PiS większego wpływu nie mieliśmy, dlatego niestety ci bandyci swoimi działaniami doprowadzili do setek tysięcy nadmiarowych zgonów z innych powodów niż Covid-19. 50 posłów już dałoby radę to powstrzymać. Widać więc, że głosowanie na Konfederację to kwestia życia, a zaniechanie tego, to zwiększanie ryzyka śmierci.
Grzegorz GPS ŚwiderskiGPS, 11 grudnia 2021 https://www.ekspedyt.org/2021/12/11/madrosc-polakow/
III Rzesza miała być tysiącletnia. To było najkrótsze tysiąc lat w dziejach świata.
Znajdujemy więc barbarzyńców u bram cesarstwa, wojska barbarzyńskie trzymające przy nich straż, mizerne postacie na tronie, triumfującą biurokrację oraz ludność upadającą liczebnie i na duchu. I ludzie pytają się, dlaczego upadło imperium rzymskie! Raczej dlaczego jeszcze trwało? (T.R.Glover, Świat starożytny)
==============
Tapir gryzmolił na karteczce wszystkie podobieństwa z naszą rzeczywistością:
miliony imigrantów na socjalu
rosnące bezrobocie
korupcja na najwyższym szczeblu
rosnąca armia biurokratów
triumfująca zasada „więcej państwa w państwie”
masowa depopulacja
demoralizacja
zarazy
kryzys ekonomiczny
I sam siebie się pytał: Jakim cudem to jeszcze trwa?
Niemcy szykują się na czwartą turę szczepień. Akcja ma ruszyć latem, najpóźniej jesienią 2022.
Szczepienia przeciw Covid-19 miały być gwarantem powrotu do normalności. Tymczasem dotychczasowe doświadczenia wskazują, że rządy wciąż sięgają po lockdowny, a „normalnością” stają się… kolejne szczepienia.
W Niemczech eksperci już wieszczą, że trzecia tura szczepień, jaka ma teraz miejsce, nie będzie ostatnią, a przed kolejnym sezonem grypowym, potrzebne będą „dawki przypominające”.
Opinię taką przekazał Ulrich Weigeldt, szef niemieckiego Związku Lekarzy Rodzinnych. W jego ocenie, kolejne szczepienie konieczne będzie latem 2022 roku, lub najpóźniej jesienią. „Lekarz” prognozuje też, że być może czwarta dawka będzie mogła być podawana wraz ze szczepionką przeciwko grypie. Nie krył też, że celem jest to, by szczepienia przeciwko koronawirusowi weszły na stałe do kalendarza i stały się rutyną.
Przyspieszaczem szczepień jest wariant Omikron. Jeśli będzie się on nadal rozprzestrzeniał, to – jak uważają „eksperci” – kolejną (czwartą) dawkę szczepionki należałoby przyjmować już po trzech miesiącach od trzeciej!
Póki co nawet producent nie wie czy czwarta dawka będzie „dostosowana” do wariantu Omikron.
Dzisiaj trochę bardziej osobisty materiał, jednak z morałem skierowanym do wszystkich. Jak zmieniły nas wydarzenia ostatnich lat? Pokolenie ludzi, którzy nie pamiętają czasów PRL-u, a nawet jeśli pamiętają, lecz nie byli represjonowani, nie doświadczyli wielu trudności związanych z życiem w kraju socjalistycznym. Dla takich osób ten świat, mimo wszystko mógł się wydawać w miarę spokojnym, ogarniętym miejscem. Oczywiście było słychać tu i tam o różnych kryzysach, wojnach itd. Natomiast z mojej perspektywy życie na przełomie XX i XXI wieku to było życie dosyć spokojne. Doświadczenia mogą być różne, natomiast bardzo wielu, czy nawet większość Polaków z mojego pokolenia pamięta ten czas raczej jako w miarę spokojny.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Zasadniczo jest to stan dobry, jednak ma to bardzo poważne wady. Gdy człowiek przyzwyczaja się do pewnego spokoju, do pewnego komfortu, to nie wyrabia pewnych umiejętności, pewnych zdolności, które wyrabia wówczas, gdy musi się przeboksować, gdy musi pokonać jakieś przeciwności. Bez wątpienia są osoby, które za młodu doświadczyły większych trudności i poradziły sobie z nimi. Nie mam tu na myśli takich trudności, które miażdżą, które psychicznie człowieka niszczą, a raczej jakieś nieprzyjemne zewnętrzne środowisko, zewnętrznie nieprzyjemne doświadczenia, które nie są w granicach czegoś absolutnie patologicznego, ale jednak jakoś tam człowieka hartują. Moim zdaniem te ostatnie dwa lata z mojej perspektywy był to właśnie taki czas delikatnie nas zahartował.
Co konkretnie mam na myśli? Sam fakt istnienia tego kanału, jest spowodowany przez różnego rodzaju ograniczenia. Gdyby nie to, że były ograniczenia w sposobie poruszania się, ograniczenia w działaniu szkoły, gdyby nie cała ta sytuacja, nie doszłoby do powstania tego kanału (Szkoły Akwinaty – przyp. red.) Istnienie tego kanały ma dla mnie, na poziomie charakterologicznym, bardzo duże znaczenie. Wcześniej byłem zdecydowanie mniej pewny jeśli chodzi o prezentowanie swoich poglądów, zdecydowanie mniej pewny jeśli chodzi o prowadzenie dyskusji. Moim zdaniem będąc zmuszony do wycofania się, ale jednocześnie rozzłoszczony tym co się dzieje, zostałem sprowokowany, żeby zadziałać. To było to „agere contra”, żeby jednak powiedzieć coś do tego świata, to co myślę. I to faktycznie wyrobiło we mnie nowe umiejętności i sprawiło, że jestem teraz człowiekiem dużo spokojniej prezentującym swoje poglądy, z dużo większą pewnością. Jest to potrzebne. Ma to również związek z tym, że miałem tutaj również okazję konfrontować się z różnymi poglądami, miałem okazję doświadczyć różnych argumentów i doświadczyć tego, że moje argumenty są dobre, że nie jest wcale tak łatwo je zbić, że nie znalazł się do tej pory ktoś, kto przedstawiłby istotne argumenty jeśli chodzi o kryzys Kościoła czy w ogóle o wiarę, ktoś kto by mnie jakoś zaniepokoił swoimi odpowiedziami, swoimi argumentami. To są doświadczenia bardzo potrzebne.
Dlaczego w ogóle o takich osobistych rzeczach mówię? Dlatego, że uważam, że dla polskiego społeczeństwa może to być również takie doświadczenie. Zachęcam do tego, aby nie skupiać się tylko na negatywach obecnej sytuacji, ale też dostrzec, że coraz trudniejsze warunki mają na nas również pozytywny wpływ. I w ogóle nie chodzi o to, aby w tej chwili zlekceważyć, pomniejszyć zło różnych sytuacji, w których się obecnie znajdujemy. Nie… Jeśli chodzi o nasze swobody obywatelskie mamy obowiązek ich bronić. Zachęcam wszystkich, którzy mają coś do powiedzenia, mają jakieś kanały na youtubie czy inne media, którymi się posługują, do wyrażanie sprzeciwu wobec ograniczania swobód obywatelskich i pochwały tam, gdzie te swobody zostały przywrócone, czy nie są atakowane. Ważne jest żeby ten głos był słyszalny. Mam wrażenie, że tego w ostatnim czasie trochę brakowało. Brakowało w przestrzeni publicznej głosu tych, którzy po prostu wyrażają swoje zaniepokojenie, że jakieś swobody zostają ograniczone, albo wyrażają swoje zadowolenie, że nie zostały ograniczone. Jeśli chodzi o Europę, czy w ogóle świat, to nasza Ojczyzna wypada w obecnym czasie mimo wszystko dużo bardziej wolnościowo, dużo bardziej zdroworozsądkowo niż większość krajów europejskich czy innych krajów tzw. cywilizowanego świata…
Wróćmy jednak do naszego zasadniczego tematu, czyli do tego jak trudne okoliczności wpływają na nas, jak one nas zmieniają. Moim zdaniem powinniśmy je jak najbardziej wykorzystać, powinniśmy je potraktować jako takie delikatne szturchnięcie, jako coś co warto wykorzystać, żeby się zahartować. Naprawdę mogliśmy od razu być uderzeni czymś bardzo poważnym, mogliśmy być postawieni w takiej sytuacji, jak te pokolenia, których młodość przypadła na wybuch II wojny światowej, pokolenia, które żyły już w wolnej Polsce, zaborów i I wojny nie pamiętały, a później z pewnego spokoju i dobrobytu od razu zostali rzuceni w ryk bombowców i niemieckich czołgów. My mamy tutaj pewien strzał ostrzegawczy, mamy sytuacje, które najpierw były przerażające, później nieprzyjemne – ograniczenie różnych swobód. Mamy sytuacje, w których możemy się zahartować, w których możemy sobie poradzić z pewnym strachem, zostajemy skonfrontowani z różnymi trudnościami, chociażby z naporem mediów, które próbują w nas wlać strach. Mamy okazję poradzić sobie z tym, mamy okazję w sobie to przepracować, mamy okazję wyrobić w sobie pewność siebie w relacjach z najbliższymi czy po prostu w relacjach z ludźmi, bo dziś podejście do człowieka przez niektóre media jest traktowane jako jakiś rodzaj zbrodni. Chcąc zachować normalność wystawiamy się na pewne zagrożenia, wystawiamy się na ostracyzm, na okazywanie niechęci ze strony innych ludzi. Żyjemy w czasach trudniejszych niż jeszcze 3-4 lata temu. Oprócz wskazywania na błędy, wskazywania na to, co trzeba naprawić, bo to też trzeba robić, warto spojrzeć na to jak na okazję do zahartowanie się, do ćwiczenia się w walce ze strachem, z tym, co ludzie powiedzą. To jest okazja do tego, żeby praktykować prostą, zdrową miłość bliźniego w relacjach z najbliższymi, nawet wtedy, gdy ludzie uważają, że jest to coś złego, coś strasznego, wręcz zbrodniczego. Mamy okazję doświadczyć wielkiej, głębokiej pogardy, bo z czymś takim również się spotykamy na większą skalę niż wcześniej. Wystarczy, że wyrazisz się dzisiaj sceptycznie na przykład o wprowadzonych regulacjach, zaraz przez wielu będzie to uznane za swego rodzaju oszołomstwo, które ma nas pozbawić człowieczeństwa. Nawiązuję tutaj do materiału, który niedawno widziałem, w którym jakiś niemiecki policjant deklarował, że dla niego człowiek, który nie chce się zaszczepić, to nie jest człowiek – utracił on swoje człowieczeństwo dlatego, że jest gotów narażać innych na niebezpieczeństwo.
Takie postawy niestety występują, można je spotkać również w Polsce. Oprócz patologiczności wielu tych sytuacji warto świadomie wykorzystać je do zahartowania się, do wypracowywania w sobie dobrych nawyków np. niepoddawania się presji. „Agere contra” przeciwko tym ograniczeniom, jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Warto praktykować, świętować, celebrować te kontakty międzyludzkie, bo skoro widać ewidentnie taki antykulturowy atak na zwykłe międzyludzkie relacje, na spotkania, to warto im przeciwdziałać i celebrować nawet na przekór światu. Niech wiedzą, że nie dajmy się przez strach zapędzić do ciemnej komórki i nie będziemy tam siedzieć przed ekranem, tak jak „władcy tego świata” by tego chcieli. Nie! My jesteśmy wolnymi ludźmi i nie pozwolimy się traktować gorzej od niewolników. Nikt nie będzie decydował o tym z kim możemy się spotkać, a z kim nie. Nie pozwolimy na to, by władza państwowa decydowała o tym, jak mamy żyć.
W tym warto się ćwiczyć, warto to praktykować. Mogą nadejść jeszcze cięższe czasy i wtedy nam się bardzo przydadzą te umiejętności do stawiania zdrowego oporu, do bronienia swojej wolności, swojej godności. W ten sposób człowiek broni swojej godności wolnej jednostki. Świadomie wykorzystajmy te trudne czasy jako trening, jako moment do wypracowania dobrych nawyków, roztropnych nawyków, zgodnych z naszą wiarą.
Mamy też okazję, żeby zawalczyć o podstawowe prawa jeśli chodzi o cześć Bożą. Jak najbardziej mamy prawo Panu Bogu cześć oddawać. „Władcy tego świata” bardzo chętnie ograniczają nasze możliwości jeśli chodzi o służbę Bożą. W ostatnim czasie było lepiej, natomiast bywały czasy, kiedy było bardzo ciężko. W pierwszej chwili to był dla nas szok, to było coś niezwykłego. Teraz już potrafimy sobie jako tako z tym poradzić. I tutaj też praktykujmy, wyrabiajmy w sobie te nawyki, chociażby próbowali nas odciągnąć od kościołów, od Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Bądźmy świadomi, wolni i mężni. Nie ulegajmy tym, którzy nas straszą, którzy próbują nas od Pana Jezusa odciągnąć.
Jeśli dla kogoś strach i choroba są tak strasznymi wizjami, jeśli kogoś tak bardzo te rzeczy przerażają, że aż nie jest w stanie spełnić swojego podstawowego, fundamentalnego, kluczowego obowiązku – oddania Panu Bogu czci w niedzielnej Mszy Świętej, to nie wiem czy może się on nazywać wolnym człowiekiem, a już na pewno nie powinien się nazywać chrześcijaninem, katolikiem.
Praktykujmy zdroworozsądkowe zachowania, te które właśnie teraz są niepoprawne politycznie, te które właśnie teraz są przez wielu postrzegane jako niemalże zbrodnicze. Ćwiczmy się w walce o naszą wiarę, o zdrowy rozsądek, o tą zdrową, ludzką, naturalną wolność. Wykorzystajmy ten czas świadomie, ciesząc się, że mamy okazję na taki mały sparing po to, żeby przygotować się, czy to na czas pokoju, a wtedy nie zaszkodzą nam te umiejętności, czy też na prawdziwe zmagania.
Ks. Szymon Bańka (FSSPX). Wystąpienie księdza Szymona Bańki (Bractwo Kapłańskie św. Piusa X – FSSPX) wygłoszone na kanale internetowym Szkoły Akwinaty
Tusk stał się ostatnio politykiem niepoważnym. Zachowuje się jak nastolatka nękająca nielubiane koleżanki umieszczaniem w Internecie dyskredytujących je wpisów. Ostatnio przytoczył rozmowę z Kaczyńskim w której Kaczyński miał usprawiedliwiać rzekomą nadreprezentację nieuczciwych osób w szeregach PiS swoją filozofią władzy. Otóż podobno Kaczyński powiedział, że „sprzątać można nawet brudną szmatą”. Podobne wpisy świadczą, że Tusk do końca zdziecinniał.
Po pierwsze jeżeli nawet taka rozmowa miała miejsce Jarosław Kaczyński mógł po prostu dzielić się z Tuskiem filozofią władzy według Bismarcka. „Ludzie nie powinni wiedzieć, jak się robi kiełbasę i politykę” miał powiedzieć ponad półtora wieku temu Otto von Bismarck. Uważał uprawianie polityki za rzecz brudną lecz konieczną. Ta jego złota myśl jest nadal zadziwiająco aktualna.
Po drugie Tusk, który kłamał publicznie jak pies, obiecując ratowanie stoczni przez katarskich inwestorów (jak wynikło z dementi rządu katarskiego nigdy nie prowadził wiążących rozmów na ten temat), który w prywatnej rozmowie z synem przyznał się do pełnej świadomości oszukańczego charakteru Amber Gold, nie ma prawa wypowiadać się na tematy jakkolwiek rozumianej etyki w tym etyki władzy.
A poza tym Tusk powinien zrozumieć, że cytowanie prywatnych rozmów sprzed lat jest w bardzo złym tonie i kompromituje przede wszystkim jego samego.
Tak się składa, że znałam dobrze środowisko spółdzielni robót wysokościowych „Świetlik” przemianowanej potem na „Gdańsk,” która jak wiadomo była kuźnią gdańskich liberałów. Z wieloma osobami z tego środowiska byłam bardzo zaprzyjaźniona w czasach gdy daleko było im do politycznych stanowisk, z nielicznymi nadal utrzymuję stosunki. Nocowali u nas gdy prowadzili roboty w Warszawie ( na przykład naprawiali elewację gmachu Intraco) i przy różnych innych okazjach, wyjeżdżaliśmy razem w góry i nad Jeziorak.. Prowadziliśmy „długie nocne rodaków rozmowy”. Czy Tusk chciałby przeczytać na przykład na twitterze co mówili na jego temat koledzy, Maciek, Marek i Grzesiek? Czy byłoby w porządku gdybym ich zacytowała? Na pewno tego nie zrobię bo żaden z nich nie żyje. Jeden zginął w Smoleńsku, drugi od wybuchu kuchenki benzynowej, a trzeci też zginął tragicznie. Te rozmowy miały licznych świadków, którzy mogliby je potwierdzić. Jedna z rozmów miała miejsce przy ognisku nad Jeziorakiem. Nie przytoczę ich jednak przede wszystkim dlatego, że jak powiedział kiedyś Marek Nowakowski nie powinno się pluć pod wiatr. Tę metaforę rozumieją wszyscy, nie tylko żeglarze, z wyjątkiem Tuska. Poza tym nie odpowiada mi perspektywa dziurki od klucza.
W dwudziestopięciolecie powstania spółdzielni „Świetlik” została wydana książka wspomnieniowa: „Świetlik, życie zawieszone na linie”, w której mam swój rozdział jako osoba należąca do szeroko rozumianej otuliny tego środowiska. Łatwo zauważyć, że książka ta była napisana ad usum Delphini (jak dla dziecka) przy czym autorzy (w tym i ja) nie porozumiewali się ze sobą ani nic nie ustalali. O ile pamiętam skupiłam się na opisywaniu wspólnych wakacji w leśniczówce koło Lędyczka, w których uczestniczyliśmy z mężem i dziećmi, sylwestrów spędzanych w dzierżawionej kiedyś przez „Świetlik” bacówce pod Turbaczem, do której jeździmy do dziś dnia już na innych zasadach, wspólnych pobytów nad Jeziorakiem, licznych imprez w gdańskich i sopockich knajpach oraz wyjazdu turystycznego ( była to tak zwana turystyka kwalifikowana ) w Alpy Bawarskie. Wszystko ciepłe, miłe, przyjazne. Jak mówią Niemcy – gemütlich.
Pomimo miłej atmosfery patrzyliśmy z mężem na fenomen „Świetlika” dość podejrzliwie. Jak mawiał mąż spółdzielnia skupiająca większość trójmiejskiej opozycji pełniła rolę zagrody do której tę opozycję niejako zapędzono. Wprawdzie „ knucie” odbywało się na ogół w łazience przy szumie puszczanej wody ale zapewniam- każda jak ja postronna osoba mogła usłyszeć to czego nie powinna słyszeć. W atmosferze rozluźnienia, podczas biesiad i wspólnych wyjazdów mówiło się dużo, zdecydowanie za dużo. Nie była potrzebna cała armia ubeków do inwigilowania tak uprawianej opozycji, wystarczył jeden zaprzyjaźniony ubek. Był zresztą taki, który pomagał podobno chłopcom w uzyskiwaniu paszportów i wyciągał ich z kłopotów. Uprzywilejowana pozycja, prawie monopol „Świetlika” na rynku robót wysokościowych dowodnie świadczyły, że spółdzielnia jest prowadzona. Kto był oficerem prowadzącym nie wiem, na pewno nie ten nieszczęsny, ujawniony ubek, podobno sympatyczny. Nie znałam go osobiście. Polityczna kariera późniejszych „aferałów” dawała podstawy do różnych podejrzeń, ale ich ujawnianie byłoby też zupełnie nie na miejscu. Byłam kiedyś świadkiem kontroli skarbowej przeprowadzanej w lokalu firmy. Rozchichotana pani inspektor bez protestów akceptowała wyciąganie z przepastnego pudła po telewizorze niekompletnych i sprzecznych ze sobą dokumentów, na miejscu przy niej ustalano szczegóły dawno rozliczonych prac. Nigdy nie słyszałam o tak przeprowadzanej kontroli skarbowej, było dla mnie zupełnie jasne, że spółdzielnia jest pod szczególną ochroną. Chłopcy tłumaczyli zachowanie pani inspektor swoim wyjątkowym urokiem osobistym, ale miedzy bajki to włożę.
Tuska nie znałam osobiście, nie bywał u nas i nie wyjeżdżaliśmy razem. Raz tylko w towarzystwie (miedzy innymi) jego rodziny były na nartach moje dzieci. Ich obserwacje też zachowam dla siebie. Wyjazd na narty to miła impreza prywatna i jakiekolwiek jej komentowanie byłoby zwykłym chamstwem. Takim samym chamstwem jak przytaczanie przez Tuska w złych intencjach prywatnej rozmowy sprzed kilkudziesięciu lat.
Tusk powinien mieć świadomość, że jeżeli przesadzi w opluwaniu rządów dobrej zmiany i samego Kaczyńskiego ktoś może wreszcie stracić cierpliwość i zdradzić mediom różne dotyczące go ośmieszające anegdoty. Na przykład jak to było gdy urządził Markowi strajk podczas pracy w elektrociepłowni i jak ten problem Marek rozwiązał.
Gdy się chce psa uderzyć to jak mówi przysłowie kij się zawsze znajdzie.
Izabela Brodacka
================
[Dużo wspomnień kolesiów Donka, m.inn. ze Świetlika, nie tylko tych trzech tak tragicznie zmarłych, jest nagranych i spisanych – i chyba dobrze schowanych. M. Dakowski]
Treścią niniejszego dziełka jest teza, że prawo ma słuszność natenczas tylko, gdy wywodzi się z etyki, a zatem same zasady państwa muszą być zgodne z zasadami etyki. W cywilizacji łacińskiej nie ma dwoistości w etyce, te same zasady obowiązują w prawie prywatnym [i publicznym, w życiu domowym i na wielkim boisku państwa. Lecz osoby, związane bliżej z ustrojem państwowym, wyrażają się zwykle o moralności w polityce bardzo sceptycznie. Oświadczają, że w zasadzie zgadzają się na samą tezę„ więc tym bardziej żałują, że to są mrzonki niewykonalne. Ich zdaniem, polityka nie da się żadną miarą pogodzić z moralnością.
Przypuszczam, że tym razem upór godzien jest w sam raz tej sprawy. Nie odstępuję od swego twierdzenia. Narażony przeto jestem na wyzwanie, żebym konkretnie wykazał, jak pojmuję stosowanie moralności w sprawach państwowych, żeby nie poprzestać na wywodach, lecz wskazać przykłady praktyczne. Nie cofam się przed tą próbą. Przypuszczam, że zrobię dobry początek, zabierając się do sprawy całkiem po prostu i przyjmując miernik znany każdemu dziecku; Dziesięcioro Bożych przykazań.
Zaczynam od fundamentu. Przyjdą zapewne inni i gmach wykończą. A styl jego będzie i być musi religijnie katolicki i cywilizacyjnie łaciński.
Zadajmy sobie pytanie wstępne, czemu moralność w ostatnich czasach tak wielce upadła i czemu propaganda etyki staje się niemal beznadziejną? Zawodzą: kler, szkoła i dom rodzinny. Niemoralność rozszerzyła się tak dalece, iż gdyby chcieć umoralniać jednostkę po jednostce, aż z tych jednostek całość się złoży trzeba by na to setek lat. Ilość osób pozyskiwana tym sposobem jest stale zbyt mała. Słowem: szerzenie etyki indywidualnej okazało się niewystarczającym i utknęło.
Przyczyna w tym, że natrafiło się na mur niemoralności w życiu publicznym. Stosunki prywatne i publiczne pozostają bowiem w nieustannej styczności, oddziaływują na siebie i stają się wzajemnie od siebie zależnymi. Stan moralny (lub niemoralny), dążności w narodzie, społeczeństwie i w państwie wpływa, i to szybko, na moralność życia prywatnego. Zrozumieć więc łatwo, czemu moralność upada za naszych czasów. Postęp zaś jej możliwym jest obecnie tylko przez moralne odrodzenia życia publicznego. Inaczej mógłby przepaść cały nasz dorobek cywilizacyjny.
Np., jeżeli państwu wolno wszystko, a zatem wolno mu nie dotrzymywać zobowiązań. Zrobiono też tak niejeden raz. Dobra szkoła dla ludności! Jeżeli osoby z takimi zasadami będą rządzić przez czas dłuższy, wszelkie umowy staną się „świstkami papieru”, aż w końcu niemożliwymi staną się w ogóle stosunki między ludźmi Musiałby nastąpić zastój całego życia społecznego, a zatem rozluźnienie, a w końcu rozkład społeczny. Naród zamieniłby się w dziką hordę, gdyby uwierzył w wszechmoc państwa. Jeżeli zaś państwo nie uznaje moralności w stosunku do obywateli, jakimże cudem mają się brać u ludności przymioty moralne względem państwa? Doszło do tego, iż usłyszeliśmy z wysokiego miejsca oświadczenie, że polityka jest właściwie fałszywą grą. Skoro osoby zajmujące się polityką mogą być fałszywymi graczami, jakżeż tedy obywatel, nie politykujący, ma prowadzić uczciwą grę ze swymi politykami?
Przeciwko „fałszywej grze” występowano z naszej strony już z początkiem XIX w. Zabrał głos mąż jak najkompetentniejszy, dyplomata zawodowy, Adam Czartoryski. W r. 1823 napisał „Essai sur le diplomatie”. Ponieważ jednak ta książka mogła dotknąć nazbyt ówczesnych suwerenów, nie mogła być ogłoszona drukiem, aż w r. 1830. Przewidywał koniec panowania austriackiego we Włoszech; radził Anglii, żeby zlikwidować „kompanię wschodnio-indyjską” i żeby rząd sam sprawował bezpośrednio władzę w Indiach; zapowiadał wreszcie, że nie będzie w Europie ni spoczynku ni bezpieczeństwa, póki się nie naprawi bezprawia rozbiorów Polski. W r. 1864 wyszło wydanie drugie. Czartoryski uznaje wielkie postępy nauk „moralnych i politycznych”, zaprowadzenie równości wobec prawa, wolność osobistą, zniesienie tortur, jawność rozpraw sądowych i szereg udoskonaleń w przewodzie karnym; lecz wszystko to tyczy spraw wewnętrznych, więc tym bardziej biada nad zacofaniem moralnym, w jakim ciągle pogrążone jest zawiadywanie sprawami zewnętrznymi. Woła, że płonne są dzieła dyplomacji, jeżeli mieści się w nich pogwałcenie prawa słabych, jeżeli nie opierają się na poszanowaniu praw narodów i nie poddają się prawu moralności. Gorszy się, że wielka polityka nie ma żadnych zasad, a pomiata wskazówkami religii, sprawiedliwości i moralności. Państwa uważają to za dowód suwerenności, że mogą być niesprawiedliwe i szkodzić sobie wzajemnie, bez żadnej kontroli. „Polityka, ustalająca stosunki międzynarodowe, była na ogół zaciętą nieprzyjaciółką rodzaju ludzkiego i główną przyczyną jego nieszczęść”. Ale przemoc, choćby długotrwała, nie ma mocy prawa i nie może go usunąć. Litera traktatów podyktowanych przemocą nie stanowi powagi sumienia ludzkiego, gdy się w nim odezwie prawo moralności. Pisze wyraźnie, że do dyplomacji należy wprowadzić sprawiedliwość i moralność, żeby polityka była ludzka i dobroczynna. Czemużby chrześcijaństwo nie miało dotrzeć w sferę stosunków międzynarodowych, w sprawy zewnętrzne państw, skoro wkraczać poczęło w ich sprawy wewnętrzne. Mówi się, że byłoby to zbyt dobre i zbyt piękne, żeby miało być możliwym. Owszem, to jest możliwe. Najwyższa to z idei geniuszu ludzkiego. Sam Bóg objawił ją przez Chrystusa. Najwyższy to cel religijny i polityczny, jaki tylko może być dostępny ludziom na ziemi. Jeżeli nie można go osiągnąć, nie trzeba przynajmniej nigdy tracić go z oczu, nie zaprzestawać nigdy wznosić się ku jego spełnieniu”. Tyle Czartoryski.
Oświadczył więc publicznie wobec dyplomatów i polityków całej Europy (a był im wszystkim dobrze znany), że z metodami ich nie solidaryzuje się, a proponuje nawrót do religii. Czytając go dzisiaj, słyszy się mimo woli słowa stare, sprzed dwu tysięcy lat, a wiecznie młode, że trzeba słuchać praw Bożych bardziej, niż ludzkich. Wielce czcigodny mąż stał przy Ewangelii i wołał, że życie publiczne nie powinno się oddalać od niej. Snujmy dalej wątek jego myśli.
Wiemy, że rządzący stoją nader często pod względem umysłowym niżej przeciętności; nie pozwalajmyż im przynajmniej na niższość moralną! Szydercy, pochodzący z innych cywilizacji, wmówili w ogół, jakoby religijność była dobrą dla dzieci, że wyrażenia katechizmowe nie nadają się do poważnej dyskusji. Wmówiono w ogół, że im wyższy szczebel oświaty, tym bardziej wypada zapominać o katechizmie. Zorientujmy się nareszcie, że ci szydercy, to w naszej cywilizacji łacińskiej ciała obce, przyprawiające nasze życie publiczne o ciężkie niemoce. Nie wahajmy się użyć w momentach stanowczych wyrażenia 0 miłości Boga. Tacy, którym wydawałoby się to „nie na miejscu” w dyskusji o sprawach wielkich zrzeszeń, niechże wiedzą, że metodę tę uznawali już w starożytności Pitagorejczycy i Platon.
Mistrz zaś katolickiej syntezy, św. Tomasz z Akwinu, poucza, jako „wszelkie stworzenie, pragnąc się doskonalić, zmierza do podobieństwa z doskonałością i dobrocią Bożą”. Czemuż tedy ma się od tego wykluczać „stworzenie politykujące”. Wyznawajmy światło, że chcemy iść tą właśnie drogą! Mając zamiar powoływać się na dekalog, wkraczam niejako w dziedzinę religii, naruszam nieco granice inter sacra et prophana: trzeba od razu postawić jasno kwestię: jak, ile i jaką metodą? Nie może ulegać wątpliwości, że katolicy mają obowiązek zajmować się sprawami publicznymi i że obowiązek ten da się nawet oprzeć na wywodach teologicznych. Robiono to już od wieków, powtarzano i przypominano w każdym niemal pokoleniu; niedawno zrobił to również nasz ksiądz Prymas Hlond.
Katolicy muszą odrzucić zapatrywanie bizantyjskie, jakoby wszelką politykę należało uznać za monopol tych, którzy dzierżą władze, nie pytając, w jaki sposób ją osiągnęli. Powiedziano: „Gdzie są dwaj albo trzej zgromadzeni w imię Moje, tam jestem pośrodku nich”. Czy pod tym warunkiem, że będą się zgromadzać tylko dla spraw prywatnych? Czy może idea Chrystusowa, gdy chodzi o sprawy publiczne, przebywa tylko pomiędzy policjantami i biurokratami? Teologicznie rzeczy biorąc, nie można przystać na taki monopol. Na pytanie o wciąganie religii do polityki odpowiadam jasno, że ’ należy rozstrząsać sprawy publiczne ze stanowiska etyki katolickiej.
Stawiam wymagania jak najskromniejsze. Upraszam o niewiele, bo tylko o przestrzeganie dziesięciorga przykazań. Mógłbym równie dobrze powiedzieć, że nie wciągając religii, nie odwołując się do niej w niczym, chcę roztrząsać sprawy ze stanowiska etyki cywilizacji łacińskiej. Albowiem cywilizacja łacińska nie tworzyła nowej etyki, lecz katolicką przyjęła jako swoją. Tak oto oba punkty obserwacyjne: cywilizacyjny i religijny są w tym przypadku identyczne i stapiają się w jeden. Cywilizacja łacińska nie jest bezetyczna, nie jest amoralna, więc też i państwo w cywilizacji łacińskiej winno przestrzegać etyki. Z tym zastrzeżeniem i wyjaśnieniem rozpocznijmy polityczny przegląd dekalogu. Tak jest, polityczny! Polityka stanowi również dział cywilizacji i to jakżeż znamienny, nie tylko dla rodzaju, lecz dla szczebla w danej cywilizacji. Skoro do cywilizacji należy wszystko, co pozostaje w związku z ustrojem życia zbiorowego, a zatem cywilizacyjny że tak się wyrażę przegląd tego życia, musi dokonać także przeglądu politycznego.
W myśl takich poglądów rozważajmy kolejno przykazania dekalogu.
===================
[Umieszczę kolejne teksty Feliksa Konecznego z książki „Państwo i prawo”, wydanej parę razy w ostatnich dziesięcioleciach. Opieram się na wydaniu WAM, z 1997 roku. Poszczególne przykazania z tego cyklu były już tu publikowane – ale zniszczyła je agresja na twarde dyski w mych serwerach w październiku 2021.
Nie szkodzi, sił mamy sporo, „rękopisy nie płoną” , jak mawiał Mistrz [ a raczej mówiono Mistrzowi..] u Michaiła Bułhakowa.
Prace te stworzone były ok. 90 lat temu, czyta się jakby wczoraj napisane… Ich wdrożenie jest niezbędne dla przetrwania Polski. Mirosław Dakowski]
Portugalska Izba Lekarska jest przeciwna planowanemu szczepieniu na COVID-19 dzieci poniżej 12. roku życia.
Władze Izby lekarskiej (OM) Portugalii wyraziły w czwartek dezaprobatę dla planowanego na drugą połowę grudnia rozpoczęcia szczepień dzieci w wieku 5-11 lat przeciwko koronawirusowi. Szczepionki rekomendowane przez resort zdrowia mają być dostępne dla najmłodszych od połowy tego miesiąca.
„Nie ma uzasadnienia naukowego”
Jak poinformował Jorge Amil Dias z kierownictwa OM, szczepienia dzieci w tej kategorii wiekowej są zbędne, gdyż wśród „600 tys. Portugalczyków w wieku 5-11 lat odnotowano niewielką liczbę zachorowań i zaledwie cztery hospitalizacje na oddziałach intensywnej terapii”.
Dias stwierdził, że plan szczepienia dzieci poniżej 12. roku życia nie ma uzasadnienia naukowego i jest zbyteczny, gdyż w gronie najmłodszych dzieci występuje już w Portugalii odporność grupowa.
Żądają ujawnienia wyników badań
Z kolei przewodniczący Izby Lekarskiej Miguel Guimaraes wezwał w czwartek służby medyczne Portugalii do ujawnienia wyników badań nad „rzeczywistym wpływem” COVID-19 na organizm dzieci poniżej 11. roku życia, a także prezentacji argumentów o rzekomych korzyściach, jakie miałyby im przynieść szczepionki.
W czwartek także kilka ugrupowań opozycji parlamentarnej zażądało od ministerstwa zdrowia Portugalii upublicznienia tego dokumentu.
Tymczasem w popołudniowym oświadczeniu szefowa rządowej Generalnej Dyrekcji ds. Zdrowia (DGS) Graca Freitas wyjaśniła, że kierowana przez nią instytucja może udostępnić jedynie krótki komunikat dotyczący wpływu szczepionek na zdrowie najmłodszych. Dodała, że raport z badania dotyczącego konieczności szczepień dzieci w wieku 5-11 lat nie może zostać opublikowany, gdyż jest „wewnętrznym sprawozdaniem” państwowej służby zdrowia.
Tymczasem w budowanej IV RZESZY (co nie daj Boże):
dr Zbigniew Martyka, ordynator oddziału obserwacyjno-zakaźnego w Dąbrowie Tarnowskiej, odniósł się m.in. do narracji o zbawiennym działaniu szpryc. Wyjaśnił, co tak naprawdę wiemy.
Paweł Zdziarski dopytywał dr. Martykę, dlaczego państwa z „wzorcowym” poziomem zaszprycowania zanotowały następnie gwałtowny wzrost pozytywnych wyników testów. W ocenie lekarza wyjaśnienie tego zjawiska jest dość proste.
Przypomniał, że wiosną 2021 roku przestrzegał, że „wbrew propagandzie Covid-19 jest chorobą sezonową, wirus mutuje i szczepienia rozpoczęte po sezonie zachorowań prawdopodobnie nie dadzą rezultatu w nowym sezonie, czyli od października”. I wskazał, że właśnie tak się stało.
– Zastanawiające jest natomiast, dlaczego w społeczeństwach wysoko wyszczepionych ostatnia fala zachorowań jest niejednokrotnie wyższa, niż te sprzed okresu szczepień. Pozwala to wysnuć przypuszczenie, że po okresie względnej odporności, dawanej przez szczepionkę, następuje pogorszenie odporności w porównaniu do osób nieszczepionych. To tylko hipoteza, ale zdecydowanie uważam, że powinna być bardzo dokładnie zbadana – zaznaczył dr Martyka.
W odniesieniu do zapowiedzi czwartej dawki szprycy w Izraelu lekarz zgodził się, że jest to „błędne koło”. Jednocześnie podkreślił, że „nie jest to coś, czego się nie spodziewaliśmy”.
– Co więcej, nawet decydenci doskonale o tym wiedzieli na długo przed tym, kiedy został ten fakt oficjalnie ogłoszony opinii publicznej. Na początku maja tego roku, kiedy jeszcze wmawiano nam, że jesteśmy na ostatniej prostej, wystarczy się tylko zaszczepić – już wtedy władze wiedziały, że będą szczepić społeczeństwo co kilka miesięcy. Właśnie na początku maja został zaakceptowany przez Komisję Europejską nowy kontrakt z firmami Pfizer i BioNTech, przewidujący dostawę 1,8 miliarda dawek na lata 2021-2023. To jest umowa z jednym tylko producentem – wskazał dr Martyka. Jak dodał, na terenie Unii Europejskiej mieszka niemal 448 mln ludzi.
– Podkreślam, ta umowa była negocjowana w czasie, kiedy nam wmawiano, że wystarczy się 2 razy zaszczepić. Już wtedy rządy doskonale sobie zdawały sprawę z tego, że to kłamstwo – dodał.
Dr Martyka odniósł się też do powtarzanych sloganów propagandowych o tym, że dzięki szprycy duża liczba zachorowań nie przekłada się na zgony. – Niestety nie mamy na to żadnych dowodów – skwitował.
Dr Martyka podkreślił, że należałoby się dokładnie przyjrzeć m.in. Singapurowi, gdzie przed akcją szprycowania umierało dziennie 1-2 osoby, natomiast przy zaszprycowaniu społeczeństwa na poziomie 85 proc. w obecnej „fali” jest 10-17 zgonów dziennie.
– Z drugiej strony mamy przykład Niemiec, gdzie po zaszczepieniu 70% społeczeństwa liczba zachorowań dwukrotnie przebiła liczby sprzed szczepień, natomiast liczba zgonów wyraźnie spadła – dodał.
W ocenie lekarza „nie można z całą pewnością powiedzieć, że dzięki szczepieniom duża liczba zakażeń nie przekłada się na zgony”. – Nie można też stwierdzić, że szczepienia przyczyniają się do zwiększenia liczby zgonów. To jest bardzo ważna rzecz, którą należy dogłębnie zbadać – wskazał dr Martyka.
Szczepienia nie zatrzymują transmisji ale przyczyniają się do lżejszego przebiegu choroby i do mniejszej liczby zgonów: vide Hiszpania, Portugalia i Włochy, Niemcy, Francja,UK.
Zbigniew Ziobro nie ma wątpliwości, że drakońskie ograniczenia dotyczące emisji CO2 mocno uderzą w europejską gospodarkę, a zwłaszcza w Polskę. Minister chce więc, by premier Mateusz Morawiecki podjął zdecydowane kroki i dążył do zawieszenia aktualnego kształtu polityki unijnej.
Zdaniem ministra sprawiedliwości, nie możemy inwestować w nieracjonalną politykę, która uderza w bezpieczeństwo Polski i Europy. Stąd też Solidarna Polska chce podjęcia działań zmierzających do zawieszenia aktualnego kształtu polityki unijnej.
Zdaniem Ziobry, obecny kurs przyjęty przez Europę jedynie wzmacnia pozycję Putina. – Wprowadzenie drakońskich ograniczeń w produkcji CO2 uderza w gospodarkę unijną i krajów europejskich. Najbardziej uderza w Polskę, bo polska gospodarka w największym stopniu oparta jest na węglu – zwrócił uwagę minister Zbigniew Ziobro.
Zdaniem ministra obecna polityka emisyjna UE oznacza, że Polska będzie musiała na przestrzeni siedmiu lat dopłacić do uprawnień 170 mld zł. – Można realizować program ograniczeń CO2, ale jeżeli to się dzieje kosztem Polaków i kosztem naszej gospodarki, jeżeli cena tzw. uprawnień CO2 bije rekordy, (…) to oznacza, że później będziemy za to płacić, ponieważ są fanaberie Unii Europejskiej– ocenił Ziobro.
Sejm przyjął w czwartek uchwałę dotyczącą wezwania państw UE do zawieszenia unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2. Parlament zauważył potrzebę jego reform.
Fizyczny, w efekcie ekonomiczny brak podstaw stosowania samochodów elektrycznych.
Przy obecnym stanie techniki i technologii samochody elektryczne wykorzystują energię elektryczną zgromadzoną w akumulatorach. Jedynym prawdziwym i rzetelnym z punktu widzenia ekonomicznego i fizycznego porównaniem samochodu z silnikiem spalinowym i elektrycznym jest porównanie ich rzeczywistej sprawności energetycznej.
Sprawność energetyczną mierzy się za pomocą określenia stosunku energii uzyskanej do energii dostarczonej do określonego układu, w tym przypadku dla obu typów silnika. Dla dokładniejszego porównania wybieram sinik Diesla, ponieważ w elektrowniach produkujących energię elektryczną mogą pracować tego typu silniki, czy też turbiny. Współczesne turbiny parowe najczęściej stosowane w elektrowniach spalających paliwa kopalne mają podobne sprawności do silnika Diesla. Paliwem źródłowym dla obu samochodów jest więc paliwo kopalne czyli np. olej napędowy, tylko wtedy porównanie jest rzetelne. Przy zastosowaniu energetyki jądrowej będzie jeszcze gorzej, bo realne koszty wytwarzania energii tym sposobem są wyższe, o czym pisze w swojej książce „O energetyce dla użytkowników oraz sceptyków” specjalista od energetyki jądrowej prof. Mirosław Dakowski.
Do wyliczenia w/w sprawności potrzebne będą następujące dane składowe:
– sprawność silnika Diesla to ok. ssd=0,5,
– sprawność generatora prądu elektrycznego to ok. sge=0,96,
– sprawność transformacji i przesyłu energi elektrycznej do odbiorcy to ok. stp=0,85,
– sprawność ładowania akumulatora w samochodzie to ok. sla=0,9,
– sprawność odzyskania energi elektrycznej z akumulatora to ok. soe=0,95,
– sprawność silnika elektrycznego to ok. sse=0,9,
Dla samochodu z silnikiem spalinowym Diesla mamy sprawność energetyczną równą ssd=0,5.
Dla samochodu elektrycznego mamy sprawność energetyczną równą ssd x sge x stp x sla x soe x sse = 0,31. Wniosek jest prosty, samochodem z silnikiem Diesla na tej samej ilości paliwa żródłowego przejedziemy o prawie 40 % dłuższą drogę (1 – 0,31/0,5). Gdyby wziąć pod rozwagę samochód z silnkiem benzynowym, to jego sprawność wynosi ok. 0,36, a więc nadal góruje on pod względem sprawności nad samochodem z silnikiem elektrycznym.
Ponadto nasuwa się pytanie, dlaczego eliminuje się samochody z silnikami Diesla na rzecz samochodów z silnikami benzynowymi, biorąc pod rozwagę sprawność energetyczną? Twierdzenie, że silniki Diesla bardziej zanieczyszczają atmosferę jest nieprawdziwe, ponieważ współczesne silniki tego typu z różnorakimi udoskonaleniami i filtrami mniej emitują szkodliwych substancji niż silniki benzynowe, co można sprawdzić np. w dokumentacji producentów podających emisję CO2 tych silników. Silnik Diesla ma jeszcze następujące przewagi nad silnikiem benzyowym: jest dużo bardziej trwały, a paliwo do niego stanowi znacznie większą część ich żródla (ropy naftowej) niż to jest w przyadku silnika benzynowego. Ciśnie się na usta kolejne pytanie, tym razem o uzasadnienie różnicy w cenie oleju napędowego i benzyny. W sytuacji ekstremalnej silnik Diesla będzie pracował np. z olejem roślinnym, a benzynowy … ze spirytusem – to chyba ostateczny argument dla „czytelników”, bo czytwlnictwo w narodzie nie ginie.
Nie będę tutaj poruszał innych problemów jakie sprawiają samochody z silnikami elektrycznymi, np. zasięg oraz długi czas ładowania i uttylizacja akumulatorów.
Można zastanowić się nad eliminacją strat energi powstających na skutek dostarczenia energii elektrycznej do silnika elektrycznego w samochodzie i zastosować ogniwa paliwowe, które w samym samochodzie zamieniają paliwo w energię elektryczną. Sprawność takich ogniw to 0,4 – 0,6, no i jeszcze trzeba ją pomnożyć przez sprawność silnika elektrycznego (0,9). Ponadto jest to jednak technologia dalekiej przyszłości do skutecznego zastosowania w samochodzie elektrycznym. Ale i tutaj jak na dłoni widać problem z wytworzeniem paliwa do takich ogniw, bo nie ma ich w naturze. W rzetelnym rozliczeniu mależy wziąć pod uwagę energię i koszty potrzebne do wytworzenia np. wodoru.
Oczywiste wnioski nasuwają się same. Zastępowanie samochodów z silnikiem spalinowym samochodami z silnikiem elektrycznym to zabieg czysto marketingowy, podrzucany przez cwaniaków od tzw. geszeftu mało wykształconym ludziom, lub ludziom wykształconym w „akademiach gotowania na gazie” (jak mawia Stanisław Michalkiewicz).
No i jeszcze jedno oczywiste spostrzeżenie zawsze prawdziwe: Bóg jest stwórcą idealnym, perfekcyjnym pod każdym względem, a człowiek zawsze polegnie, jeżeli będzie chciał naprawiać to co On stworzył. Dostaliśmy od naszego Stwórcy wielkie dobra na ziemi i we wszechświecie, nie marnotrawmy ich (o zgrozo cała ta „ekologia” właśnie prowadzi do oczywistego marnotrawstwa). Człowiek może jedynie próbować ułatwiać sobie życie wykorzystując racjonalnie dzieło stworzenia, nigdy nie powinien próbować naprawiać tegoż dzieła, bo to zawsze kończy się porażką lub tragedią, a każde kłamstwo wcześniej czy później zostanie obnażone… ale ci kłamcy to chyba już nawet nie potrafią się wstydzić. Nie dość, że w tych kłamstwach są wyjątkowo bezczelni to jeszcze bezwstydni.
Wygląda na to, że ani prezydent Józio Biden, ani jego pierwszy minister Antoni Blinken z pierwszorzędnymi korzeniami białostockimi, ani też Nasz Nowy Złoty Pan z Berlina, nie mogą się zdecydować, co z tą Polską w końcu zrobić. Jedno wydaje się pewne – o czym poinformował nas pretendujący do stanowiska ambasadora USA w Warszawie pan Brzeziński – że USA będą pilnowały, by w Polsce nikt już się nie ośmielił sprzeciwić sodomitom. W Ameryce już tak jest, więc nic dziwnego, że tamtejsi aktywiści próbują podciągnąć do tego ideału wszystkie państwa sojusznicze. Tak, jakby nie mieli innych, większych zmartwień. Może zresztą nie mają, bo – jak to mówią Rosjanie – „ot żyru biesiatsia”, czyli od dobrobytu wariują. Esperons, że jednak nie jest aż tak tragicznie, bo poza komunistyczną awangardą, w Ameryce jest jeszcze całkiem sporo ludzi normalnych, którzy kontaktu z rzeczywistością nie utracili. Wprawdzie jest to założenie zuchwałe, ale może należy do nich również prezydent Józio Biden. Jak pamiętamy, w czerwcu oddał Naszej Złotej Pani Polskę w arendę, w związku z czym Donald Tusk dostał zadanie zagospodarowania w imieniu Rzeszy tego podarowanego Lebensraum. Sęk w tym, że nie do końca wiadomo, jaki jest jego zasięg. Oto bowiem do Kongresu USA nie został zaproszony Donald Tusk, tylko jego polityczny konkurent w obozie zdrady i zaprzaństwa, Rafał Trzaskowski. Obsrał on tam Polskę – bo po to właśnie go zaprosili – ale przecież Donald Tusk też potrafiłby Polskę obsrać. Nie o samo obsranie tutaj więc chodziło, tylko o wskazanie, że Donald Tusk nie jest Najukochańszą Duszeńką Naszego Najważniejszego Sojusznika. Najwyraźniej w Ameryce uważają, że Rafał Trzaskowski nie jest przez Niemców trzymany na takiej krótkiej smyczy, jak Donald Tusk. Czy to prawda – to rzecz do dyskusji – ale powiedzmy, że prawda.
Jeśli tak, to znaczy, że podarowane Naszej Złotej Pani Lebensraum nie jest nieograniczone i że mimo oddania jej Polski w arendę, Nasz Najważniejszy Sojusznik chciałby jednak jakieś przyczółki sobie w Polsce zostawić na wypadek, gdy formacji Naczelnika Państwa powinie się noga. Nawiasem mówiąc, Naczelnik Państwa, chociaż przecież gotów w podskokach spełniać, a nawet zgadywać amerykańskie życzenia – o czym przekonaliśmy się podczas prac nad ustawą nr 447 – musiał się już znudzić tamtejszym komunistom, którzy nie mogą się już doczekać, by cały świat, a jeśli nawet nie cały, to przynajmniej tę część, którą kontrolują, przerobić na jeden wielki darkroom. Jak wiadomo, jest to pozbawiona wszelkiego światła kanciapa, do której wchodzą sodomici i rżną się z kim popadnie, raz paciakując w popielnik, a zaraz potem – w otwór gębowy – co ponoć dostarcza im niezapomnianych przeżyć.
Jeśli tak byłoby rzeczywiście, to by znaczyło, że „senator wypadł łaski” i nie pomoże mu nawet organizowanie w Warszawie zjazdów partii przez jakieś nieporozumienie nazywanych „prawicowymi”, podczas gdy tak naprawdę chodzi o różne ugrupowania socjalistyczne, zarówno narodowe, jak i internacjonalne. Na przykład taki Front Narodowy. Kiedyś odwiedziłem jego główną siedzibę w Paryżu i poprosiłem o materiały programowe, które mi podarowano. Zorientowałem się, że FN jest ugrupowaniem narodowo-socjalistycznym, oczywiście bez żadnej niemieckiej demoniczności, bo pani Maryna przed Żydami skacze dziś z gałęzi na gałąź, a jego program można streścić w krótkich żołnierskich słowach: socjal tak – ale tylko dla Francuzów.
Taka to ci prawica, zresztą taka sama, jak Prawo i Sprawiedliwość, które nawet już nie ukrywa, że chce doprowadzić do całkowitego ekonomicznego uzależnienia obywateli od państwa. To już stopniowo się dokonuje, a kropkę nad „i” może postawić „Polski Ład”, w następstwie którego coraz większa część dochodów obywateli nie będzie brała się z pracy, tylko z rządowych zasiłków. Ukoronowaniem może być minimalny dochód gwarantowany, będący przecież marzeniem Lewicy.
Jeśli tedy Nasz Najważniejszy Sojusznik znajdzie sobie u nas nowe Najukochańsze Duszeńki, które namaści na Naszych Umiłowanych Przywódców, to musi odpowiednio rozdzielić zadania. Otóż pan Trzaskowski może dostać zadanie politycznego zagospodarowania „kobiet” i sodomitów, w czym ma już sporą eksperiencję, natomiast pan Hołownia, który też jest amerykańskim wynalazkiem, najwyraźniej dostał zadanie zagrodzenia Konfederacji drogi do władzy. Jak bowiem wiadomo, Konfederacja w polityce zagranicznej sprzeciwia się robieniu na życzenie Naszego Najważniejszego Sojusznika głupstw w rodzaju zabawy w mocarstwowość z udziałem pani Swietłany Cichanouskiej. Doprowadziła ona bowiem do wepchnięcia Aleksandra Łukaszenki wraz z całą Białorusią w objęcia Putina, który już ich z tych objęć nie wypuści, do spacyfikowania przeciwników Aleksandra Łukaszenki na oczach bezradnych kibiców z całego świata i do wyaresztowania na Białorusi polskich działaczy.
Konfederacja opowiada się w polityce międzynarodowej za elastycznością, by nie zostać zakładnikiem własnej propagandy, co niestety przytrafiło się Naczelnikowi Państwa. Nie chce on brać przykładu choćby z Wiktora Orbana, który w niewolę własnej propagandy nie popadł – i właśnie dlatego nie został zaproszony przez prezydenta Józia Bidena na demokratyczny sabat w Ameryce, w odróżnieniu od Polski, której prezydent nadskakuje Żydom w sposób budzący zażenowanie i niesmak obywateli, co to jeszcze nie stracili rozumu. Wreszcie Konfederacja w sprawach gospodarczych prezentuje program odmienny od „bandy czworga”, która licytuje się, ile to wyda pieniędzy. Konfederacja nie zamierza nikomu pieniędzy dawać, ale nie zamierza też ich odbierać, poza konieczność państwową. Linia Konfederacji w polityce międzynarodowej mogłaby położyć kres instrumentalnemu traktowaniu Polski przez naszych sojuszników, którym oczywiście nie może się to podobać, a linia tej partii w polityce wewnętrznej mogłaby doprowadzić do odblokowania w Polsce narodowego potencjału gospodarczego, zablokowanego przez kapitalizm kompradorski, którego najtwardszym jądrem jest bezpieka, przez postępującą biurokratyzację państwa i przez niemiecki projekt „MittelEuropa” z 1915 roku. To też nie może się nikomu podobać, bo po co pozwalać na odblokowanie w Polsce narodowego potencjału gospodarczego? Niech pozostanie chorym człowiekiem Europy i świata, dzięki czemu pomiatać nim będzie mogła nawet banda przebierańców z Luksemburga. Toteż panu Hołowni powierzone zostało zadanie przelicytowania Konfederacji, w związku z czym zaprezentował właśnie szalenie radykalny program fiskalny: zmniejszenie podatków i uproszczenie systemu fiskalnego. To bardzo ładnie – ale, o ile mi wiadomo, nie powiedział, czy utrzyma rozbudowany przez PiS socjal, czy go zlikwiduje, albo przynajmniej ograniczy. Jeśli nie – to nieomylny to znak, że jego rewolucję podatkową śmiało można włożyć między bajki. Jest tam m.in. zapowiedź obniżenia stawki VAT do 7 proc. Dokładnie taki sam warunek na mój wniosek postawiła w 1993 roku Unia Polityki Realnej rządowi panny Suchockiej, przeciwko któremu poseł Alojzy Pietrzyk zgłosił votum nieufności. Prof. Geremek ten warunek odrzucił, nawiasem mówiąc, nie informując o tym swego koalicjanta, czyli KL-D, wskutek czego rząd upadł. Po wielu miesiącach rozmawiałem o tym z panem prof. Modzelewskim, który powiedział mi, że stawka 7 procent byłaby za mała, bo w przypadku VAT 5 procent pochłaniają koszty jego poboru. Ale pan Hołownia nie musi tego wiedzieć, bo w roku 1993 miał zaledwie 17 lat, a chłopcy w tym wieku zdobywają pierwsze doświadczenia z panienkami i ani im w głowie jakieś podatki.
Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5084
Zimno, ciemno i niepewnie. Grudzień. Dawniej bywał w Polsce mroźny i pełen śniegu. 40 lat temu taki był. Jak to szybko minęło… Nie chce się wierzyć, że mijają cztery dekady, od kiedy obudziliśmy się w realiach stanu wojennego. Każdemu z nas, kto doświadczył tego czasu na własnej skórze, wrył się on głęboko w pamięć, choć wielu spośród dzisiejszych czytelników zna go tylko z przekazów. Bywają one zapewne różne. Najczęściej jednak są bolesne i smutne, a nielicznym tylko chce się do nich wracać. Mnie przecież także nie pozostawiły obojętnym i odcisnęły trwały ślad na moim życiu. Ale, poza wszelkimi ciemnymi stronami, zachowałem w pamięci jedno pozytywne zjawisko, jakże wówczas powszechne, którego brak chyba najbardziej dziś doskwiera. Solidarność. Nie tą pisaną z wielkiej litery, charakterystyczną czcionką, sierpniową i rok starszą. Tamtą grudniową, codzienną i wyczuwalnie obecną. Było w niej coś zarówno odruchowego i naturalnego, jak też podniosłego, budującego.
Tak się złożyło, że moje akurat pokolenie wchodziło wtedy w dorosłe życie. I zachłannie tego życia chciało się uczyć. Naukę wówczas zdobytą nosimy nadal w sercach… Dzięki wspólnocie biedy i upokorzenia, paradoksalnie poznawaliśmy, co znaczy więź i pomocna dłoń. Liczył się każdy, przyjazny gest. A były ich mnóstwo, nieustannych i codziennych. Bo jasno był zdefiniowany podział na „nas” i „nich”. Dziś też zaczyna się tworzyć, ale jakby jednak inny.
Niezapomniane, często z konieczności wymuszonej rygorami godziny milicyjnej, nocne Polaków rozmowy. Wiele takich godzin spędziłem z, jakże mi wtedy bliskimi, trochę zaledwie starszymi ode mnie, kolegami. Ich życie prywatne zdominowane było przez górskie wspinaczki i marzenia o podróżach, ale zarówno o nich, jak i o wszystkim, co ich otaczało, opowiadali przez pryzmat kamery filmowej, która wypełniała ich życie zawodowe. Jednym z nich był niezapomniany Piotr Sobociński[1], rewelacyjny, znany później na całym świecie, operator filmowy. Syn ikony polskiej sztuki operatorskiej, Witolda[2], z którym wspólnie robili zdjęcia do filmu „O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji”[3] Piotra Szulkina. Sam ciężko zapracował na nominację do Oscara, za zdjęcia do filmu „Trzy kolory. Czerwony”[4]Kieślowskiego. Po sukcesie tego obrazu Piotr rozpoczął pracę po drugiej stronie Atlantyku, robiąc zdjęcia między innymi do takich filmów, jak „Okup” z Melem Gibsonem w roli głównej, czy „Kraina wiecznego szczęścia” z genialnym Anthony Hopkinsem. Scott Hicks, reżyser tego ostatniego, zadedykował swój obraz właśnie Piotrowi, który zmarł w Vancouver na zawał serca, niedługo po zakończeniu nad nim prac, w roku 2001. Zmarł zresztą w tydzień po rozpoczęciu zdjęć do kolejnego filmu, zatytułowanego „24 godziny”, w którego obsadzie znaleźli się tak znani i lubiani aktorzy, jak Kevin Bacon, Charlize Theron, czy Courtney Love. Także ten film zadedykowano pośmiertnie polskiemu operatorowi.
Ale dzisiaj chciałbym przywołać zupełnie inny film, będący udziałem Piotra Sobocińskiego. Film, o którym mało kto pamięta, bo należy do gatunku mniej popularnego. Przypomniał o nim niedawno jeden z kanałów społecznościowych. To dokument, z roku 1986, trwający zaledwie 20 minut. Niezwykły film o zawodzie … szczurołapa. Taki też nosi tytuł. „Szczurołap”. Dokument doceniony, który zdobył nagrodę specjalną – Złotego Smoka na XXIII Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie, Grand Prix – Złotego Lajkonika, na XXVI Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych, także w Krakowie oraz nagrodę profesjonalną, za zdjęcia właśnie, na tym samym festiwalu. Zajął też I miejsce w kategorii filmów krótkometrażowych podczas III Ogólnopolskiego Przeglądu „Młode Kino Polskie” w Gdańsku, ale i za granicą – w Clermont-Ferrand i Mannheim.
Właściwie, film należy po prostu obejrzeć. Jest fascynujący nie tylko dla tematu, jaki podejmuje, ale przede wszystkim dla przejmujących zdjęć, których dziś, kiedy żywot zwierząt futerkowych zaprzęgnięto do polityki, umniejszając wartość życia ludzkiego, nie pozwolono by zrobić. Twórcom nikt zresztą nie dałby na to pieniędzy, a ich samych za sam pomysł wyrzucono by zapewne poza nawias sztuki filmowej. Z tego też powodu jest to obraz ważny, ponieważ ukazuje nam, jak przewartościowaliśmy w stosunkowo krótkim czasie, ogląd rzeczywistości. Ale jest także niezwykle istotny zwłaszcza dziś, tu i teraz, bo mówi o tym, czego staliśmy się, mniej lub bardziej świadomie, uczestnikami.
„Nie każdy może to robić. (…) one są za mądre i za inteligentne. A przy tym sprytne i nieufne, by dać się byle komu, na byle co oszukać. Trzeba do nich zabrać się z sercem, dokładnie i cierpliwie obserwować ich zachowanie. Wczuć się w psychikę. I dopiero wtedy jest szansa, że się z nimi wygra”.
„Najważniejszy punkt – wyniszczyć do nogi”.
„Najpierw (…) zjednać, przynęcić, zwabić. Ostra dawka trucizny daje efekt natychmiastowy. Ale niszczy, mniej więcej, ¾ populacji. Reszta, ostrzeżona, uchodzi cało. Co więcej, przekaże swoje doświadczenie następnym pokoleniom. Stąd wniosek, że najpierw – zjednywać.”
„Najważniejsze jest, żeby nie zrazić ich do siebie. Trzeba jednak najpierw zdobyć ich zaufanie. (…) Z tą nową przynętą nie jest tak łatwo, najpierw wysyłają straceńców (…), jeśli nic im się nie stało, to (…) reszta populacji rzuca się na tę przynętę. Nabierają zaufania, po prostu. Jak już zaufają, to nie myślą i można z nimi łatwo porządek zrobić”.
„Metody muszą być wysublimowane. Na przykład odciąć od wody. Odciąć, a później wodę struć”.
„Jednak myślą, są inteligentne, ale ja jestem od nich inteligentniejszy. W związku z tym, ich szanse… nie mają żadnych. Ja muszę wygrać (…) ja zawsze wygrywałem. Tylko, za jaką cenę?”
„Po prostu lubię być podziwiany, oceniany, wyceniany”.
„Tak mi ufają, że leżą trupy obok, zdychają, a następne (…) zaufały do końca. I nie przyjdzie im do głowy, że ja mogłem je oszukać, zdradzić”.
„W ten sposób ich wyniszczam. 80-90% populacji. Zostają przywódcy… tu zaczyna się najtrudniejszy moment w walce z nimi. Przywódcy chowają się coraz głębiej, do podziemia, nie przyjmują walki ze mną. Wtedy dałbym już im wszystko, najdroższe produkty. (…) Zorientowały się, że coś jest nie tak. I wtedy pozostają inne metody”.
„Kiedy zobaczę ostatniego, tego najmądrzejszego, przywódcę… przychodzi odprężenie, zadowolenie… koniec roboty!”
Opisy filmu wskazują, że jego bohaterem jest tytułowy szczurołap, który z brutalną szczerością, beznamiętnie opowiada o swoim rzemiośle. Taki był zapewne zamysł ludzi, którzy go realizowali.
A jednak, ta wspomniana przeze mnie wcześniej, przewartościowana dziś rzeczywistość, podpowiada, że to nie on już odgrywa główną rolę w tym dokumencie.
Zła wiadomość jest taka, że to się nie skończy. W rzeczywistości reszta świata może oczekiwać tego samego, ponieważ opinia publiczna jasno dała do zrozumienia, że nie ma wystarczająco złej tyranii, aby naprawdę się zbuntować.
−∗−
W menu na dziś danie litewskie. To, co jeszcze do niedawna było zaledwie niedorzecznym koszmarem, dziś objawia się w pełni swojej grozy. I to w kraju będącym naszym sąsiadem i jednocześnie członkiem ‘cywilizowanej’ Unii Europejskiej. Mając na uwadze sytuację w Australii, Nowej Zelandii, Austrii, a teraz również na Litwie, chyba czas najwyższy zadać sobie pytanie czy tego właśnie chcemy…
Zapraszam do lektury.
____________________***____________________
Skrajny covidowy faszyzm na Litwie uniemożliwia życie osobom niezaszczepionym
Nadbałtycka Litwa wkroczyła w ósmy tydzień bardzo restrykcyjnej tyranii „Paszportów Covidowych”, a tamtejszy faszyzm jest poza wyobrażeniami.
Według doniesień, niezaszczepieni w tym kraju spotykają się z rosnącym ostracyzmem i rugowaniem z normalnego społeczeństwa. Pozbawia się ich lekarstw, opału i żywności – w zasadzie wszystkiego, czego potrzebują do życia.
Ludzie, którzy nie przyjęli szczepień, są również nachodzeni przez tajnych funkcjonariuszy policji, publicznie zastraszani, otwarcie krytykowani i pogardzani przez media. Innymi słowy, Litwa stała się piekielną krainą dla niepodporządkowanych.
Obecnie mówi się, że ten kraj ma najbardziej rygorystyczny reżim Paszportów Covidowych w całej Europie. A końca nie widać, ponieważ z dnia na dzień jest coraz gorzej.
„Bez przepustki moja żona i ja możemy wejść tylko do małych sklepów, które sprzedają głównie żywność, produkty farmaceutyczne, optykę lub artykuły rolnicze / zoologiczne” – jak poinformował pewien Litwin. „Gdziekolwiek indziej mamy zakazy”.
W chwili pisania tego tekstu osobom bez Paszportów Covidowych na Litwie nie wolno wchodzić do centrów handlowych ani dużych supermarketów. Mają też zakaz wchodzenia do sklepów odzieżowych.
„Nawet sklepy z używanymi rzeczami muszą egzekwować ten zakaz”, jak czytamy w raportach. „Nikt nie może kupić ani sprzedać bez przepustki”.
“Sklepy ze sprzętem. Księgarnie. Zdrowie i uroda. Mnóstwo różnych sklepów. Bez przepustki nie wolno nam wejść. Zostaliśmy wygnani”.
Czy nadal sądzisz, że zastrzyki przeciw covid nie są częścią Znaku Bestii?
Do połowy października niezaszczepieni Litwini nadal mogli kupować żywność i lekarstwa. Jednak biurokraci rządowi uznali, że jest to zbyt pobłażliwe i zmienili zasady.
„Jeden klient na 30m2 to zbyt mało, aby znaczna część z tych sklepów mogła przetrwać” – ostrzegają.
„Przepisy biurokratów zmusiły sklepy do podjęcia decyzji: ratować własny biznes czy zabronić nam wstępu do nielicznych pozostałych placówek. Wiele sklepów – sieciowych i niezależnych – wybrało opcję zbanowania nas. Zabij lub zgiń”.
Teraz nawet mniejszym sklepom spożywczym nakazuje się egzekwowanie Paszportów Covidowych, w przeciwnym razie zostaną zamknięte. Właścicieli sklepów informuje się również, że muszą dopuszczać tylko jednego kupującego na każde 30 metrów kwadratowych powierzchni sklepowej, co sprawia, że wiele biznesów jest nierentownych.
Na przykład sieć sklepów spożywczych Lidl ogłosiła 20 października, że będzie obsługiwała tylko klientów „posiadających Przepustkę Możliwości” [Opportunity Pass]. Wszystkie sklepy Lidla na Litwie przestrzegają tego nowego ograniczenia.
„Rezultat: na wielu obszarach nie ma już gdzie kupić jedzenia bez przepustki”, jak ostrzegają raporty. „Supermarkety rugowały nas już od września. Teraz wyrzucają nas również małe sklepy. Jak więc kupić jedzenie? Online. Na stoiskach na świeżym powietrzu. Lub udać się do jednego z coraz bardziej malejącej liczby sklepów, które *jeszcze* nas nie wyrzucają.
Lokalne media wyjaśniły, że w większych miastach przed sklepami, które wciąż obsługiwały niezaszczepionych, tworzyły się długie kolejki. To było oczywiście zanim nowe nakazy zaczęły w pełni funkcjonować.
„Dla przestrzegających prawa obywateli, którzy nie posiadają Paszportu, pozostało niewiele możliwości robienia zakupów: zakupy online lub udanie się do kilku małych sklepów spożywczych z wejściami od strony ulicy, aptek lub targów na świeżym powietrzu”.
Prawie wszystkie apteki na Litwie prowadzą sprzedaż tylko z Paszportem, co oznacza, że nie wolno im obsługiwać niezaszczepionych. A to oznacza, że każda niezaszczepiona osoba, która potrzebuje leku, nie będzie mogła go już otrzymać.
Stacje benzynowe są nieco mniej uległe, i jedna na pięć nadal obsługuje osoby niezaszczepione. W bankach wprowadzono środki segregacji, aby utrudnić proces obsługi klientom niezaszczepionym.
Nawiasem mówiąc, litewska policja popiera ten skrajny faszyzm. Teraz rutynowo ubierają się w cywilne ubrania, udając zwykłych klientów, tylko po to, by złapać sklepy na niesprawdzaniu Paszportów Covidowych.
„Tajna policja w cywilu nachodzi teraz supermarkety i centra handlowe, zatrzymując ludzi by sprawdzić ich Paszporty Covidowe i dokumenty tożsamości, i potwierdzić czy dana przepustka jest ważna i należy do tej osoby” – jak możemy dowiedzieć się z raportów.
„Policja organizuje konferencje prasowe w tej sprawie. Rozmiary tych nalotów są oszałamiające. W zeszłym tygodniu ok. 200 funkcjonariuszy w cywilu dokonało nalotu na sklepy i centra handlowe. To 2,5% wszystkich oficerów w kraju. Przeprowadzili niespodziewane śledztwo na 11700 osobach. To 0,4% całej populacji”.
Gdzie to wszystko się skończy? Zła wiadomość jest taka, że to się nie skończy. W rzeczywistości reszta świata może oczekiwać tego samego, ponieważ opinia publiczna jasno dała do zrozumienia, że nie ma wystarczająco złej tyranii, aby naprawdę się zbuntować.
„To państwo policyjne”, ostrzegają raporty. „My kontra oni. Wyalienowanie. Zalegalizowana segregacja. Opinia, która jeszcze w 2019r była czymś odrażającym, w 2021r stała się głównym nurtem. Restrykcja za restrykcją, reżim Paszportów Covidowych zniszczył więzy, które łączą nas wszystkich w jedno społeczeństwo”.
Katolicka Litwa i kary dla niezaszczepionych Litwa, kraj głównie katolicki, zniewolony przez sowieckie gułagi i nazistowskie obozy koncentracyjne, prze do wprowadzenia ekstremalnych środków, by ‘ekskomunikować’ niezaszczepionych z normalnych zajęć życia codziennego. […]
__________________
Dlaczego odmawiamy walki Dla każdej walki, która wydaje się potencjalnie trudna lub nieprzyjemna, służalczy chrześcijanin jest gotów wymyślić szlachetnie brzmiącą wymówkę, by pozwolić złu triumfować. Wtedy po cichu czuje się dumny z siebie […]
__________________
Szczepionkowy apartheid? Stop szantażom! Media głównego nurtu, które we współpracy z rządami forsowały narrację opowiadającą się za szczepionkami, unikały doniesień o rezolucji. W menu na dziś danie dodatkowe. Artykuł w Church Militant opisujący dekret […]
__________________
Ulegnij albo umieraj! Te inteligentne dusze, które nadal odmawiają „szczepienia” – przygotujcie się na wykluczanie, denuncjacje, monitorowanie, groźby, wyrzucanie ze społeczeństwa, odmowę usług, nękanie i być może jeszcze coś gorszego, ale nie wycofujcie […]
__________________
Armia Nowej Normalności czyli dlaczego to robią (…) w despotycznym społeczeństwie ludzie, którzy są najbardziej pozbawieni honoru, są najbardziej nagradzani. Nie potrzebują zasług, osiągnięć, umiejętności, ani nawet mózgu. Wszystko, co muszą zrobić, to sprzedać swoje dusze i […] https://www.ekspedyt.org/2021/12/10/litwa-sanitaryzm-w-pelni/ AlterCabrio, 10 grudnia 2021
– Jason Morgan„Wydaje się jakby do tego doszło z dnia na dzień”
Jacob Gissane jest australijskim policjantem z jedenastoletnim stażem. Jego dziadek był detektywem w Sydney i przepracował w policji trzydzieści jeden lat. Jacob kontynuował rodzinną tradycję, pracując w tym samym mieście co dziadek. Jacob przez większość swojej kariery zawodowej pracował w jednostce ogólnej, a później w jednostce prewencji.
Powołanie Gissane’a jest szlachetne również w innym wymiarze. Jacob powiedział mi podczas wywiadu pod koniec listopada, że rozpoczął pracę w policji, aby uzyskać stabilność, dzięki której będzie mógł założyć dużą rodzinę. On i jego żona Sarah, są gorliwymi katolikami. Swoją czwórkę dzieci uczą w domu. W trakcie narzeczeństwa byli członkami parafii Novus Ordo, dopóki przyjaciel nie zapoznał ich z tradycyjną łacińską Mszą Świętą. Jacob i Sarah zawarli ślub w tradycyjnym rycie rzymskim. Obecnie uczęszczają na Mszę Tradycyjną w pobliżu swojego domu.
Jacob Gissane, jednak nie pracuje już jako policjant. Z przykrością zrezygnował 13 listopada 2021 roku. Polecenie wydane przez komisarza policji Nowej Południowej Walii postawiło Gissane’a w bezpośrednim konflikcie z własnym sumieniem. Mógł wstrzyknąć sobie eksperymentalne serum wykonane z komórek abortowanych dzieci, albo mógł odejść z pracy z czystym sumieniem.
Po bezskutecznych próbach skierowania sprawy do sądu, pozostawiono mu trzy wyjścia: zrezygnować na własną prośbę, przyjąć szczepionkę lub zostać zwolnionym. Jacob Gissane zdecydował się przedłożyć wolę Bożą nad swoją własną.
Przez wiele miesięcy przed tym wydarzeniem, Gissane również był nękany niepokojem. Pandemia koronawirusa oraz rządowe blokady i restrykcje, których uzasadnieniem była pandemia, postawiły Jacoba w pozycji nie do obrony.
„Praca w policji w stanie Nowa Południowa Walia zaczęła przeradzać się w egzekwowanie przepisów covidowych”- opowiada Jacob. „Zostałem przydzielony do patrolowania lotnisk, a dwa razy do kontroli granicznych. Nagle wszystko kręciło się wokół covid, a nie ścigania przestępców. Mam wrażenie, że doszło do tego z dnia na dzień”.
„Jacob ciężko pracował, starał się budować swoją karierę” – dodaje Sarah. „Chciał zostać detektywem. Był skupiony na swojej pracy. Był jednak wyraźnie zaniepokojony ograniczeniami dotyczącymi covid, które kazano mu egzekwować. Zasugerowałam, abyśmy pomodlili się o radę do Świętego Józefa.”
Ukojenie na wsi
Modlitwy Gissanów do Św. Józefa zostały wysłuchane.
„Poczułem radość w sercu na myśl o perspektywie przeprowadzki na wieś” – opowiada Jacob. „Poczułem powołanie do skupienia się na naszej rodzinie, zamiast na mojej karierze”.
Wkrótce zrobili coś, o czym nigdy nie myśleli: opuścili Sydney. Gissanowie przeprowadzili się do małego prowincjonalnego miasteczka w Nowej Południowej Walii.
„Przez jakiś czas wszystko było w porządku” – mówi Sarah. „Jacob mógł bywać w domu na rodzinnych obiadach i kolacjach. Wydawało nam się, że najgorsze jest za nami”.
„Przez pewien czas polityka policji była tu łagodniejsza”, dodaje Jacob. „W szczytowym okresie lokdałnów w wariancie Delta, policjanci byli zachęcani do egzekwowania nakazów Covidowych. Ale ja nigdy nie wystawiłem mandatu za Covid. Wyglądało na to, że uda nam się przetrwać burzę.”
„Terroryści” i „Ekstremiści” na celowniku australijskiego rządu
„Ale właśnie wtedy lokdałny przyszły także do nas,” mówi Sarah. „Nasz stan przechodził na gospodarkę opartą na szczepieniach, a niezaszczepieni stali się obywatelami drugiej kategorii.”
„Jeden z moich krewnych był właścicielem kawiarni. Miał wątpliwości co do przyjęcia szczepionki, więc z tego powodu został zmuszony przez rząd do zamknięcia kawiarni. Nie pozwolono mu prowadzić własnego biznesu, ponieważ znajdował się w 'ognisku Covidu’. Zamknął swój biznes i zastanawia się, co robić dalej”.
„Pracodawca mojej matki również wydał dyrektywę w sprawie szczepionek” kontynuuje Sarah. ” Została zwolniona z pracy za nieprzestrzeganie przepisów. Wiem o dwóch innych osobach, które są w trakcie zwolnienia z pracy, ponieważ ich pracodawcy nakazali im szczepienie.”
„Wielu katolickich biskupów w Australii przyjęło tę samą postawę co rząd” – mówi Jacob. „Pętla się zaciskała”.
Jacob mówi mi, że wprowadzono poprawki do ustawodawstwa dotyczącego inwigilacji (Surveillance Legislation Amendment Identify and Disrupt Bill 2021), które dają policji więcej uprawnień wobec terrorystów. Uprawnienia te obejmują zakłócanie danych i przejmowanie kontroli nad osobistymi kontami na platformach internetowych, nie tylko w celu gromadzenia dowodów, ale także w celu „gromadzenia danych wywiadowczych”.
Niestety, ci, którzy sprzeciwiają się nakazom, są obecnie określani przez australijski rząd jako „ekstremiści”, co sprawia, że wielu miłujących wolność Australijczyków obawia się tego, jak te uprawnienia mogą zostać wykorzystane przeciwko nim w przyszłości.
Retoryka towarzysząca próbom zachowania wolności wywołuje kolejne reakcje ze strony rządu. Na przykład, australijska senator Pauline Hanson próbowała wprowadzić ustawę Covid-19 Vaccination Status (Prevention of Discrimination) Bill 2021, aby „przywrócić wolność Australii”, jak to ujęli jej zwolennicy. W odpowiedzi, senator Hanson i jej zwolennicy zostali nazwani „ekstremistami” podczas debaty nad proponowaną przez nią ustawą.
„Komunizm” w Australii: Covidowe „Gry wojenne”, Aborygeni w obozach
Z zewnątrz sytuacja w Australii wygląda bardzo źle. Wiele amerykańskich serwisów informacyjnych, nawet mediów reżimowych, informuje o drakońskich warunkach narzuconych przez rząd australijski własnym obywatelom.
Wewnętrznie, jak się wydaje, sytuacja wygląda jeszcze gorzej.
„Na Terytorium Północnym”, mówi mi Sarah, „rząd zarządził, że ci, którzy są w bliskim kontakcie z zarażonymi i mają pozytywny wynik na obecność wirusa, zostaną przeniesieni do obozów kwarantanny”. Wielu ludzi żyjących w tych odległych zbiorowościach jest pochodzenia aborygeńskiego. Rząd nazywa takie obozy, „Centrum Narodowej Odporności”.
„W Australii Zachodniej, mówi Sarah, policja przeprowadza pięciotygodniową akcję, chodząc od drzwi do drzwi, co nazywają misją 'edukacyjną’, aby rozwiać błędne informacje i 'zachęcić’ ludzi do przyjęcia szczepionki. Akcja jest zarządzana przez koordynatora d/s szczepień w Australii Zachodniej i stanowego koordynatora ds. sytuacji kryzysowych, Chrisa Dawsona. Sydney było świadkiem podobnych scen oraz jednych z najsurowszych lokdałnów w tym roku, nawet z zaangażowaniem australijskich sił zbrojnych wspierających policję.
„Sprowadza się to do tego” – kontynuuje Sarah – „że rząd pierwotnie wyznaczył cel szczepień na poziomie siedemdziesięciu procent, ale tylko dziesięć procent ludzi zakasało rękawy, aby się zaszczepić. Rząd użył więc przemocy, aby osiągnąć swój limit. Następnie kontynuował przesuwanie tego limitu. Teraz wyznaczają cele na poziomie nawet dziewięćdziesięciu pięciu procent”.
Minister Pracy, Stuart Ayres oświadczył na konferencji prasowej, że „wszyscy są odpowiedzialni” za otrzymanie zastrzyku wzmacniającego, jeśli „chcą pozostać w pracy”.
„Myśleliśmy, że żyjemy w demokracji”, kontynuuje Sarah, „ale teraz widzimy, że jest to komunizm pod fasadą demokracji„.
Jacob powiedział mi, że wojsko jest zaangażowane w pomoc policji w transporcie ludzi do obozów na Terytorium Północnym. Jak można sobie wyobrazić, nie sprzyja to złagodzeniu obaw Australijczyków, że ich kraj zamienia się w państwo policyjne.
„Większość australijskich stanów przygotowuje obozy do kwarantanny” – mówi Sarah. „Obawiamy się, jak mogą one zostać wykorzystane w przyszłości. Premier Wiktorii, Daniel Andrews, wspomniał, że obozy budowane w Wiktorii mogą być w przyszłości wykorzystane dla osób nieszczepionych. Australia jest w tym momencie naprawdę przerażającym miejscem do życia„.
„Niestety”, dodaje Jacob, „nasz rząd nie przestrzegał praw człowieka przez ostatnie dwa lata, a wśród Australijczyków panuje poczucie strachu w związku z tym, jak sprawy mogą eskalować w nadchodzących miesiącach”.
„Wygląda na to, że wszystko to zostało zaplanowane” – mówi Sarah. „Zbudowali odpowiedni aparat i teraz tylko realizują plan. Od lat postępowcy i globaliści są umieszczani na kierowniczych stanowiskach, nie tylko w rządzie, ale w całym życiu społecznym.”
Pytam Gissanów, jak to tego doszło? Podobnie jak wielu Amerykanów, zawsze myślałem o Australii jako o kraju, mówiąc wprost, Krokodyla Dundee – radosnego i serdecznego ludu, który potrafi spojrzeć na każdą sytuację z dobrej strony. Znałem osobiście wielu Australijczyków i nie potrafię sobie przypomnieć żadnego, który nie byłby przyjazny, dobrze wychowany, otwarty i gotowy do pomocy przyjacielowi. Jak to się stało, że taki wspaniały kraj i ludzie znaleźli się w tak głębokim i ciemnym dole?
Jacob odpowiada, że przez lata Australia była podkopywana od wewnątrz przez rozpasaną moralność. Parady LGBT, ” Sodomicki karnawał” w Sydney, obsesja wielokulturowości, atakowanie twardego australijskiego ducha przez establishment, przygotowały naród do poddania się tyranii cowida.
Na krótką metę „gry wojenne” mogą dotyczyć tylko Covid, ale w dłuższej perspektywie jest już oczywiste, że globaliści stosują w Australii tę samą taktykę obłędu i dezorientacji, którą stosowali w wielu innych miejscach na świecie.
Żadnych wyjątków dla funkcjonariuszy policji i ANZACS (wojska australijskie i nowozelandzkie)
Rząd australijski, pod każdym względem, szybko umacnia swoją tyranię.
„To, co widzimy teraz, to całkowite lekceważenie przekonań religijnych i obaw dotyczących wpływu szczepionki na zdrowie.” – mówi mi Jacob.
„W Nowej Południowej Walii”, kontynuuje, „bardzo mała grupa z kilkunastu tysięcy policjantów otrzymała zwolnienie ze szczepionki. Wszystkie wnioski o zwolnienie oparte na przekonaniach religijnych lub etycznych otrzymały odpowiedzi odmowne. Wyglądało to tak, jakby władze nawet ich nie czytały.
„Kiedy wnioskodawcy dostarczali zaświadczenia lekarskie, poświadczające możliwe zagrożenie dla wnioskodawcy, gdyby miała lub miał przyjąć szczepionkę, biuro komisarza wysłało swoich własnych lekarzy do 'przeglądu’ tych wniosków. Według mojej wiedzy, nawet wnioski z załączonymi listami lekarzy były odrzucane.”
Nie jest też tak, że Australijczycy przyjmują to traktowanie bez sprzeciwu. Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, w Australii odbywają się wielkie protesty przeciwko temu, co wielu określa mianem totalitaryzmu, komunizmu i tyranii władzy. Ale – podobnie jak w Stanach Zjednoczonych – establishment medialny w dużej mierze milczy na temat tych protestów.
„Około stu tysięcy ludzi wyszło na ulice w Sydney 20 listopada, aby zaprotestować przeciwko obowiązkowym szczepieniom i ogólnemu zamachowi na wolność Australijczyków” – mówi Sarah. „Prasa głównego nurtu zminimalizowała te ogromne manifestacje. Używają pejoratywnych określeń, takich jak 'antyszczepionkowcy’ i 'antyrządowi’ manifestanci. Te określenia dzielą społeczeństwo i odwracają uwagę od prawdziwych problemów, czyli utraty naszych wolności.”
Jacob wspomina Monicę Smit, która, jak czytelnicy The Remnant pamiętają, została uwięziona w Australii za zorganizowanie protestu przeciwko obowiązkowi szczepień. Smit została również aresztowana za relacjonowanie działań policyjno-administracyjnych swojego rządu w ramach swojej pracy dziennikarskiej.
Jednak nie wszyscy protestujący byli traktowani jednakowo.
„Antifa zorganizowała kontr-protest w Melbourne” – mówi mi Jacob. „Zobaczyliśmy podwójne standardy. W poprzednich tygodniach widziano, jak policja używała gumowych kul wobec przeciwników szczepień. Kiedy w Melbourne tłumy Antify stały się agresywne wobec dziennikarza, kazano mu odejść, ponieważ zakłócał spokój. Protestującym z Antify pozwolono kontynuować protest pomimo ich agresywnego zachowania.„
To wszystko powoduje, że wielu Australijczyków z wielkim smutkiem patrzy na swój kraj. „Istnieje poczucie strachu przed publicznym wypowiadaniem się o tym, co się tutaj dzieje. Martwisz się o swoją rodzinę i o konsekwencje, jakie mogą wyniknąć z tego, co mówisz” – mówi Sarah.
„Zobaczyłam w Internecie zdjęcie z protestu, który odbył się 20 listopada w Sydney”, kontynuuje Sarah. „Był na nim weteran ANZAC, mężczyzna obwieszony medalami. Wyglądał jakby był weteranem wojny w Wietnamie”.
ANZACS to legendarni żołnierze z Australii i Nowej Zelandii, którzy walczyli z ogromnym męstwem w kampaniach pierwszej i drugiej wojny światowej, a także w innych konfliktach, w tym w Wietnamie.
„Bardzo mi było smutno, gdy go zobaczyłam” – powiedziała Sarah. „On i jemu podobni walczyli o wolność przeciwko nazistom i komunistom. Teraz, jako już starszy człowiek, wrócił do walki o uwolnienie swojej ojczyzny od tych samych sił, które zniewoliły tak wiele innych miejsc na świecie.”
Okrucieństwo Covidowego Porządku Świata
W końcu nadszedł dzień, w którym szef Jacoba postawił mu ultimatum. Komisarz policji Nowej Południowej Walii, Michael Fuller, dał wszystkim funkcjonariuszom do wyboru: albo poddanie się szczepieniu, albo rezygnację z pracy na własne żądanie, albo zwolnienie.. Jacob wyczerpał cały swój płatny urlop, walcząc z obowiązkiem szczepienia. Wraz z kilkuset kolegami policjantami, starał się o wniesienie pozwu zbiorowego. Nie powiodło to się jednak z powodu braku funduszy.
Po zasięgnięciu dalszej niezależnej porady prawnej i rozmowie ze związkiem zawodowym policjantów, funkcjonariusze zostali poinformowani, że zaskarżanie komisarza będzie daremne. Ich los był przesądzony.
„Funkcjonariuszom powiedziano, że będą mogli sami się reprezentować w sądach” – mówi Jacob. „Ale ja nie mam pojęcia, jak to zrobić, a jeśli nawet profesjonalni prawnicy nie wezmą naszych spraw, to jak my moglibyśmy to zrobić?”
Chaotyczne ograniczenia cowidowe mogą łatwo przerodzić się w okrucieństwo.
„Znam kilku policjantów, którzy podupadli na zdrowiu psychicznym z powodu tych przepisów”, kontynuuje Jacob, jego głos się obniża. „Niektórzy zostali zdiagnozowani z PTSD (zespół stresu pourazowego) z powodu tego, co widzieli na służbie. Potem nadszedł obowiązek szczepień i to doprowadziło ich na skraj wytrzymałości nerwowej. Oddali tej pracy swój umysł, teraz władza zażądała ich ciała.”
A także ich duszy, pomyślałem sobie.
„Nie chodzi tylko o policję, ale o wszystkich” – dodaje Jacob. „Znam ojca dziesięciorga dzieci, katolika, który żyje teraz z oszczędności, sprzedaje meble, aby zapłacić za prąd i nakarmić swoją rodzinę, oczekując, aż zakończy się ostatnia runda lokdałnu w połowie grudnia. Ma nadzieję, że wtedy będzie mógł poszukać jakiejś pracy.
„Na razie wszyscy ufamy Bogu”.
Nie wszyscy Australijczycy są jednak w tak tragicznym położeniu. Wydaje się, że wielu biskupów radzi sobie doskonale. Na przykład, w połowie grudnia mija termin, do którego arcybiskup Brisbane, Mark Coleridge zobowiązał księży, aby byli w pełni zaszczepieni. Księża, którzy nie zastosują się do tego wymogu, zostaną poproszeni o dobrowolne ustąpienie z obowiązków duszpasterskich. Księża, którzy nie ustąpią po tym jak zostaną o to poproszeni, mogą zostać suspendowani. „Nie będę brał pod uwagę sprzeciwu sumienia” – pisze abp Coleridge. Stanowisko pracy zaszczepionego arcybiskupa jest jak na razie bezpieczne.
„Słuchaj Boga, bez względu na koszta”
Gissanowie mieszkają w mieszkaniu służbowym. Być może będą mogli zostać tam do lutego, ale jeśli miejsce Jacoba zostanie szybko obsadzone, komendant ma prawo ich eksmitować z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Wydaje się to prawdopodobne, Gissanowie mówią mi, że kiedy tylko komendant znajdzie kogoś na miejsce Jacoba, tak właśnie zrobi.
„Nie wiemy, czy pozwolą nam tu zostać na Boże Narodzenie” – mówi Sarah. Wspomina o rodzinie Hancocków, przedstawionej w ostatniej odsłonie „Opowieści o dobrych policjantach” w The Remnant.
„Mój mąż i ja jesteśmy w podobnej sytuacji” – kontynuuje Sarah. „Myślimy o nich i modlimy się za nich. Oni nie są jedyni. My też mamy już pudła do przeprowadzki i też zaczynamy się pakować”.
Podobnie jak Hancockowie, Gissanowie też się przeprowadzają i również nie wiedzą, skąd odbiorą następną wypłatę.
„Poszedłem dzisiaj na rozmowę o pracę” – mówi mi Jacob. „Podejmę każdą pracę. Będę się uczył nowych umiejętności. Być może skończę jako traktorzysta na pobliskiej farmie. Farmerzy powiedzieli mi, że to będzie dobre miejsce na przetrwanie pandemii”.
Wciąż jednak pozostaje niepewność.
„Nigdy nie odmawialiśmy tak wielu nowenn” – mówi Sarah.
„Z całego serca wierzymy, że to Św. Józef wyprowadził nas z miasta, tuż przed najgorszymi restrykcjami covidowymi” – mówi Jacob. „Gdybyśmy zostali, byłbym bez pracy o wiele wcześniej, a także utknąłbym z kredytem hipotecznym i nie miałbym jak utrzymać rodziny”.
Droga przed nimi jest wyboista , ale Gissanowie są pewni, że Bóg ma plan na ich życie.
Jest to rodzaj „nauczania zdalnego”, uczymy się ufać Bogu.
Pytam Gissanów, czy mają coś, czym mogliby się podzielić z amerykańskimi czytelnikami The Remnant.
„Zaufajcie Bogu”, powtarza Sarah. „Podążajcie za Bogiem, bez względu na koszta. Zaufajcie Mu i temu, do czego Was wzywa”.
Jacob przytakuje.
„Wprowadzamy naszą wiarę w czyn” – mówi Jacob. „Bóg będzie nas utrzymywał i opiekował się nami, ale od kiedyż to wiara katolicka nie wiąże się z cierpieniem?
„Oto, co chcę powiedzieć Amerykanom: Reagujcie na tyranię zawczasu. Reagujcie z wyprzedzeniem. Nie poddawajcie się. Jeśli dasz tyranom cal, oni wezmą milę.„
Współautor ustawy mającej obarczyć pracodawców, przedsiębiorców czy… księży obowiązkiem segregacji osób na zaszczepione i niezaszczepione to… Czesław Hoc.
O pośle Prawa i Sprawiedliwości Czesławie Hocu stało się głośno gdy w telewizyjnym wywiadzie stwierdził, że policjanci będą przeprowadzać kontrole paszportów covidowych w świątyniach.
W programie stacji Polsat Hoc przybliżał szczegóły przygotowywanej przy jego udziale ustawy. Był między innymi pytany o to, kto miałby sprawdzać klientów hoteli czy restauracji. – W mojej ocenie oczywiście właściciele, ale będą posiłkować się służbami, strażą miejską czy policją – brzmiała odpowiedź.
Kolejne pytanie dotyczyło tego, czy do restauracji lub kościoła będzie mogła wejść policja w celu skontrolowania dopuszczalnej liczby osób znajdujących się wewnątrz: – Tak. W mojej ocenie tak – stwierdził poseł.
Te słowa spowodowały zrozumiałą falę krytyki. Trudno się dziwić, nawet w mrocznych komunistycznych czasach władze nie posuwały się raczej do zakłócania nabożeństw czy też Mszy świętych.
Dr. Włodzimierz Bodnar: Władza tej choroby nie chce leczyć. Amantadyna nie jest toksyczna.
O amantadynie znów jest głośno, a to za sprawą tego, że rząd PiS postanowił regulować jej sprzedaż. Dr Włodzimierz Bodnar, który ponad rok temu nagłośnił, że amantadyna może być skuteczna w leczeniu COVID-19, w rozmowie z radiem WNET przyznaje, że nie rozumie postępowania polityków.
Niektórzy lekarze zaczęli leczyć COVID-19 amantadyną. Większość z nich robi to anonimowo w obawie przed represjami urzędów, gdyż lek ten nie jest oficjalnie zatwierdzony.
Jako jeden z pierwszych głośno o skuteczności amantadyny w walce z wirusem zaczął mówić dr Włodzimierz Bodnar z Przemyśla. O jej skuteczności zapewniało wiele publicznych osób, w tym m.in. wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, poseł Konfederacji Robert Winnicki, były prezes PZPN i król strzelców MŚ’74 Grzegorz Lato czy ostatnio dziennikarz Jan Pospieszalski.
W Polsce badania nad amantadyną trwają od roku, ale póki co nie widać żadnego przełomu. Niedawno wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł publicznie wysnuł zarzut, że badania są blokowane.
Resort zdrowia nie zgadza się z zarzutami. Jednocześnie zadecydował o ograniczeniu dostępności leku. – Niestety w ostatnim czasie, zbyt dużo tego produktu było sprzedawane poza wskazaniami medycznymi – stwierdził rzecznik ministerstwa zdrowia, Wojciech Andrusiewicz.
Dr Bodnar o amantadynie
Dr Bodnar w rozmowie z radiem WNET zapewnił, że amantadyna jest bezpieczna, bo nie ma żadnych przesłanek mówiących o toksyczności leku.
– Jest tyle przesłanek ku temu, żeby ten lek wprowadzić, mając tyle doniesień o tym, że lek jest nietoksyczny. Nigdy nie widziałem żadnych opracowań, które mówiłyby o szkodach spowodowanych amantadyną – powiedział lekarz z Przemyśla.
– Nie miałem nigdy powikłań po amantadynie, a grypa się po niej pięknie cofa. Jak wyhamujemy wirusa, organizm zaczyna sobie radzić sam – wskazuje Bodnar.
Na antenie radia WNET dr Bodnar ubolewał też, że nie ma planu leczenia COVID-19 we wczesnej fazie choroby.
– Najgorsze co się stało, to fakt, że nikt tej choroby nie chce leczyć. Na tę chorobę nie działają żadne leki, poza ewentualnymi lekami przeciwwirusowymi. Dzisiaj w Polsce pacjent mający koronawirusa dostaje antybiotyk i czeka, aż sytuacja się pogorszy. Proszę prześledzić, co pacjent brał, kto go badał. Ci pacjenci przyjeżdżają do mnie i mówią, że nikt ich nie zbadał. Tu jest credo naszych problemów – opisuje rzeczywistość.
Dr Bodnar wypowiedział się też na temat szczepionek. Choć wielu próbuje go wrzucić do worka z napisem „antyszczepionkowiec”, to lekarz zdecydowanie się temu sprzeciwia.
– Możemy szczepić i proszę mnie nie wiązać z antyszczepionkowcami. My w naszej przychodni zaszczepiliśmy 65 proc. pacjentów – powiedział.
Jednocześnie przyznał, że szczepionki nie działają tak, jak początkowo przekonywano o ich skuteczności społeczeństwo.
– Powiedzmy sobie szczerze. Była gwarancja, że szczepionki będą działać na wszystko. Nie działają, to przyznajmy się do błędu. Niech to wszystko będzie jasne i klarowne, to wzrośnie zaufanie do służby zdrowia – powiedział w radiu WNET dr Bodnar.
Przeczytaj wywiady, które dr Bodnar udzielił „Najwyższemu Czasowi!”:
Pięć dni po opublikowaniu filmu lekarz został napadnięty i zamordowany, jak mówi nam jego żona. Zamordowany chemik Andreas Noack powiedział : wordpress.com/JhmvUJKM/wp-1638198950691.mp4
We wszystkich badanych zaszczepionych znaleziono wodorotlenek grafenu. Tlenek grafenu tworzy w krwiobiegu struktury o szerokości około 50 nm i grubości 0,1 nm. Są bardzo cienkie, ale bardzo mocne. Działają jak małe żyletki w krwiobiegu, które mogą przecinać naczynia krwionośne. Nie ulegają rozkładowi. Gdy znajdą się w krwiobiegu, pozostaną tam na zawsze ( chyba że osoba otrzyma transfuzję krwi w celu ich usunięcia ). Jego wpływ na naczynia krwionośne ma charakter kumulacyjny. Im dłużej pozostają w krwiobiegu, tym więcej uszkodzeń naczyń krwionośnych z biegiem czasu. Powoduje to problemy z krwawieniem w całym ciele.
Opowiada o badaniu dr Campry, stwierdzając, że nie jest to tlenek grafenu, ale wodorotlenek grafenu . W nanoskali można je opisać jako biologicznie nierozkładalne ostrza. To jak rosyjska ruletka, przecinają naczynia krwionośne. Jeśli wstrzykniesz szczepionkę do żyły, ostrza będą krążyć we krwi i przecinać nabłonek. Jeśli na ofiarach zostanie przeprowadzona sekcja zwłok, nic nie zostanie znalezione. Ostrza krążą we krwi, więc zdrowi sportowcy padają martwi. Ludzie zapadają się i mają drgawki po szczepieniu. Mieli pecha w rosyjskiej ruletce.
A teraz chcą zaszczepić dzieci. Szczepionka nie jest zatwierdzona i już ją wstrzykują. Czy uważasz, że pediatra wie, czym jest tlenek grafenu? Potrzebna jest debata naukowa. Teoria mRNA jest odchyleniem, rozproszeniem. Jako specjalista od węgla, ludzie nie mogą opaść z mRNA. Twierdzi, że wiedząc o tym, każdy, kto kontynuuje wstrzykiwanie, jest mordercą. Dr Noack był specjalistą od węgla aktywowanego. Stwierdza, że ostrza w skali nano, które pozostają w ciele na zawsze. Przecinają naczynia krwionośne. Dlatego zdarzają się wszystkie choroby sercowo-naczyniowe. I nie ulegają degradacji. Wszystkie zaszczepione osoby muszą podpisać, że biorą na siebie pełną odpowiedzialność. Lekarze nie znają się na chemii i dokonują masowych morderstw. Udostępnij film i wyślij go do polityków i lekarzy. Jeśli kontynuują szczepienie, są zabójcami.
Jego ciężarna żona mówi, że umarł za nas wszystkich i prosi nas o pomoc :
Napaść i aresztowanie dr. Andreas Noack w 2020 roku
Jak wtedy napisałem, w transmisji na żywo Andreas udzielał porad zdrowotnych dotyczących niechemicznych i niefarmakologicznych naturalnych terapii, kiedy policja włamała się, aby zakłócić transmisję na żywo i aresztowała go. To jest siła Big Pharma, która nie wspiera naturalnych zabiegów. wordpress.com/GB5vbDvU/wp-1638204675763.mp4
Film przedstawiający policję przeprowadzającą nalot SWAT na tego samego chemika. Najwyraźniej wolność wypowiedzi przeciwko oficjalnym obowiązkom jest uważana przez policję Gestapo za terroryzm. Film dr. Noacka został usunięty z Twitterahttps://twitter.com/JosDaz14287888/status/1465225552906887169 Kanał telegramu doktora Noacka na wypadek, gdyby mógł rzucić jakiekolwiek światło– NOMORELOOP?
Uszkodzenie DNA Ze względu na swój mały rozmiar, dużą powierzchnię i powierzchnię, tlenek grafenu (GO) może mieć znaczące właściwości genotoksyczne i poważne uszkodzenia DNA, na przykład fragmentację chromosomów, pęknięcia nici DNA, mutacje punktowe i addukty DNA oraz zmiany oksydacyjne.
HealthBest autorstwa Juan Zaragoza Po zamieszaniu spowodowanym wiadomościami, chcę wyjaśnić, że niektóre z wypowiedzi dr Andreasa Noacka w jego filmie są weryfikowalne, a także możliwe, zostały udokumentowane i powinny być dogłębnie przestudiowane jako realna możliwość.
Fizyczne zniszczenie Grafen jest unikalnym nanomateriałem w porównaniu z innymi sferycznymi lub jednowymiarowymi nanocząstkami ze względu na swoją dwuwymiarową strukturę z węglami sp2. Fizyczne oddziaływanie nanocząstek grafenu z błonami komórkowymi jest jedną z głównych przyczyn cytotoksyczności grafenu [7, 170, 171]. Grafen ma wysoką zdolność wiązania się ze strukturami α-helikalnymi peptydów dzięki korzystnej krzywiźnie powierzchni [172]. W stężeniu większym niż 75 µg/ml nieskazitelny grafen silnie przylegał do powierzchni komórek RAW 264,7 i powodował nieprawidłowe rozciąganie błony komórkowej [104]. Silne hydrofobowe oddziaływania GNF z błoną komórkową prowadzą do morfologicznego rozszerzenia filopodialnej F-aktyny i dysfunkcji cytoszkieletu. Co więcej,ostre krawędzie GNS mogą działać jak „ostrza”, wprowadzając i przecinając błony komórkowe bakterii [173]. Ponadto GO również uszkadzał bezpośrednio zewnętrzną błonę bakterii E. coli, powodując uwalnianie składników wewnątrzkomórkowych [173]. Jednak obrazy TEM ujawniły, że wstępne powlekanie GO FBS wyeliminowało zniszczenie błon komórkowych [166].
To prawda, że toksyczność grafenu zależy od dawki, wielkości cząstek, liczby jego warstw i rodzaju grafenu, o którym mówimy. Sama możliwość, że znajduje się ona w fiolkach i nie została zadeklarowana jako składnik, powinna prowadzić do niezależnych audytów zawartości szczepionek przez różne agencje leków, zarówno w kraju, jak i za granicą.
Zaskakujące jest to, że wszyscy ufamy temu, co sam producent powiedział o swoim produkcie, nawet jeśli nie ujawnił wszystkich składników (niektóre są tajne). Nie zapominajmy, że producenci tacy jak Pfizer zostali skazani za praktyki przestępcze i ukrywanie informacji.
Mówi się, że obecność grafenu wynika z „zanieczyszczenia”, więc powinni zadać sobie pytanie: w jaki sposób ta sama trucizna dostała się do fiolek różnych producentów, z różnych laboratoriów w różnych krajach?
Tlenek grafenu, jak udokumentowano w różnych badaniach naukowych, nie jest i nie może być „prostym zanieczyszczeniem”, nie jest to pył, który przedostał się w niejasny sposób do fiolek, a raczej wygląda jak cyjanek o cichym i wyrafinowanym mechanizmie działania.
Stosowanie tego produktu należy natychmiast przerwać. I jest rzeczą oczywistą, że fiolki niosą „śmieci” widoczne gołym okiem, co zweryfikowali dr Flemming (który nie zweryfikował ich natury) i dr Campra, który zweryfikował naturę niektórych z tych obiektów widocznych pod światło w mikroskopie. nih.gov/labs/pmc/articles/PMC5088662/
18 listopada 2020 r. znany niemiecki chemik i jeden z czołowych unijnych ekspertów od grafenu, dr Andreas Noack, został aresztowany przez uzbrojoną jednostkę policji w trakcie transmisji na żywo w YouTube .
26 listopada 2021 roku, zaledwie kilka godzin po opublikowaniu najnowszego filmu o tlenku grafenu i wodorotlenku grafenu, zmarł nagle.
W tym filmie ujawnia, że dr Pablo Campra z University of Almeria przeprowadził niedawno badanie metodą spektroskopii Micro-Raman nad szczepionką i odkrył, że grafen wykryty w szczepionce Vaxx nie był tlenkiem grafenu (GO), ale wodorotlenkiem grafenu (GHO). ), która jest niezwykle stabilną cząsteczką, która nie ulega biodegradacji, więc zasadniczo pozostaje w twoim systemie na zawsze.
To bardzo zła wiadomość dla biorców szczepionki, ponieważ opisuje on cząsteczki wodorotlenku grafenu jako „najostrzejsze obiekty, jakie można sobie wyobrazić, ponieważ mają grubość tylko jednego atomu… ogromną cząsteczkę, która jest niezwykle ostra”.
Innymi słowy, cząsteczki wodorotlenku grafenu w szczepionce vaxx zachowują się jak nano-brytki, które przecinają nabłonkową wyściółkę żył biorców, co jego zdaniem jest przyczyną zakrzepów krwi i nagłych zgonów obserwowanych ostatnio u tak wielu czołowych sportowców.
Uważa, że to przypadek „rosyjskiej ruletki”, w której strzykawka podająca domięśniowo nieumyślnie przebije żyłę, umożliwiając przedostanie się GHO do krwiobiegu, rozcinając nabłonek w naczyniach krwionośnych nieszczęsnych biorców.
Mówi tutaj: „Uderzasz w żyłę, czy nie? Czy pozostaje w mięśniu? Wtedy jest mniej toksyczny. Ale jeśli trafisz w żyłę, a partie zawierają różne ilości GHO, musisz wiedzieć, że tniesz ludzi od środka”.
Niestety, mówi, że większość lekarzy nie jest zaznajomiona z tymi nowymi nanomateriałami i nie ma pojęcia o szkodach, jakie mogą wyrządzić organizmowi ludzkiemu, a wodorotlenek grafenu nie pojawia się w testach toksykologicznych.
Mówi o Austrii: „Oni jako pierwsi narzucili mandat na szczepionkę. Zabijają cały naród austriacki. Za to odpowiedzialny jest pan Schallenberg. Potrzebuje odpowiednich konsultantów. Mieliśmy kiedyś Austriaka, który sprowadził cierpienie i śmierć na Europę. Apeluję o udostępnienie tego filmu na wszystkich kanałach.
„Pan Schallenberg potrzebuje tysięcy lub setek tysięcy listów. Musi wiedzieć, że to brzytwa, to sposób na zabicie. A jeśli o tym wie i kontynuuje, jest masowym mordercą. Podąży śladami Hitlera”.
Od tego czasu jego ciężarna partnerka opublikowała filmy, w których wyraża przekonanie, że mógł paść ofiarą ataku z użyciem jakiejś broni radiologicznej, ponieważ mówi, że mówił o tym, że „oni” mają tego rodzaju technologię.
***
TRANSKRYPCJA
Dr Noack: Na Uniwersytecie w Almerii jest profesor Pablo Campra. Badał szczepionki pod kątem obecności tlenku grafenu za pomocą spektroskopii Micro-Raman . Jest to nauka o częstotliwościach. Istnieją pasma częstotliwości. Dwa z tych zespołów są ważne. Pokazują, że nie jest to tlenek grafenu, a raczej wodorotlenek grafenu.
Chciałbym wyjaśnić, czym jest wodorotlenek grafenu. To jednowarstwowy węgiel aktywny. Są pierścienie C6. Znaleźli to we wszystkich próbkach. Każdy róg to próbka węgla. To jest w nanoskali. Trochę to zmniejszę. Jeśli ma długość 50 nm, to pod rząd jest 500 pierścieni.
Są to grupy hydroksylowe (OH). W tlenku grafenu mamy podwójnie związany tlen, a w wodorotlenku grafenu mamy grupę OH.
Elektrony są zdelokalizowane (w pełni mobilne).
Kawałek ma długość 50 nm, ale grubość tylko 0,1 nm. Te struktury C6 są niezwykle stabilne. Możesz zrobić z tego klocki hamulcowe. Nie ulega biodegradacji. Te struktury w nanoskali najlepiej można opisać jako żyletki.
Te żyletki są wstrzykiwane do ciała. Żyletki w skali nano, grubość tylko jednej warstwy atomowej. Stosunkowo szerokie i wysokie, są brzytwą, nie ulegają biodegradacji.
Grupy (OH) hydroksylowe mogą odszczepiać proton. Kiedy proton zostaje odszczepiony, GOH zyskuje ładunek ujemny, rozrzucony po całym układzie. Jest to w zasadzie kwas. Dobrze zawiesza się w wodzie ze względu na ładunek ujemny.
Są to więc żyletki rozprowadzone równomiernie w cieczy. To jest w zasadzie rosyjska ruletka.
W tej kobiecie widać bardzo wyraźnie, że przecina naczynia krwionośne. Naczynia krwionośne mają komórki nabłonkowe jako wewnętrzną wyściółkę. Nabłonek jest niezwykle gładki jak lustro i jest cięty przez te żyletki. To jest tak niebezpieczne. Jeśli wstrzykniesz szczepionkę do żyły, brzytwy będą krążyć we krwi i przecinać nabłonek.
Najważniejsze jest to, że testy toksykologiczne wykonuje się na szalkach Petriego i tam niczego nie znajdziesz.
Są to najostrzejsze obiekty, jakie można sobie wyobrazić, ponieważ mają grubość tylko jednego atomu. To ogromna cząsteczka, która jest niezwykle ostra.
Jestem ekspertem od węgla aktywnego. W swojej pracy doktorskiej przekształciłem tlenek grafenu w wodorotlenek grafenu. Dołączyłem do czołowego światowego producenta węgla aktywnego. Po roku zajmowałem się nowymi produktami z węglem aktywnym. Kupiliśmy małą firmę niedaleko Newcastle w Anglii. Byłem odpowiedzialny za „nowe produkty węglowe” w całej Europie.
Byłem w poszukiwaniu aplikacji. Jeśli przeprowadzisz autopsję ofiar, nic nie znajdziesz. Toksykolodzy przeprowadzają swoje testy na szalkach Petriego. Nie wyobrażają sobie, że istnieją struktury, które mogą rozcinać naczynia krwionośne. Są zdjęcia zakrzepłej krwi wychodzącej z nosa. Ludzie wykrwawiają się na śmierć wewnętrznie, zwłaszcza najlepsi sportowcy, którzy padają martwi, mają szybko płynącą krew. Im szybszy przepływ krwi, tym więcej szkód wyrządzą brzytwy.
Jako chemik, kiedy wstrzykujesz to do krwi, wiesz, że jesteś mordercą. To nowy materiał. Toksykolodzy jeszcze o tym nie wiedzą.
Nagle nabiera sensu, że pacjenci wyglądają tak i że najlepsi sportowcy z wysokim krążeniem krwi – całkowicie zdrowi – nagle umierają.
Widzisz, jak ludzie załamują się natychmiast po szczepieniu i mają atak. Ci ludzie mieli pecha w rosyjskiej ruletce. Bardzo prawdopodobne, że strzykawka trafiła w żyłę.
Pytanie, które musicie zadać politykom i lekarzom, pytanie, które lekarze powinni zadać firmie Pfizer, brzmi: Dlaczego te żyletki są w szczepionce?
Teraz chcą zmusić do szczepienia dzieci od 5 roku życia.
Ten facet to dr Szekeres, prezes Austriackiej Rady Lekarskiej.
(Odtwarza wideo dr Szekeresa)
Kotwica wiadomości: W Wiedniu jest już możliwe, dzięki promocji „poza etykietą”, aby zaszczepić dzieci w wieku od 5 do 11 lat.
Dr Noack: (Zatrzymuje wideo i komentarze) Ładne słowo, „uodparniać”.
Kotwica wiadomości: Tak więc będziemy mieli mandat vaxxine, ale nie jest jasne, jakie ograniczenia wiekowe mają zastosowanie. Jaki limit wiekowy byś zaproponował?
Dr Szekeres: Ogłosiłbym mandat na szczepionkę dla wszystkich kwalifikujących się do szczepienia i zatwierdzonych przez władze europejskie. Obecnie oznacza to młodzież w wieku 12 lat i więcej. Spodziewamy się, że w ciągu najbliższych kilku dni europejskie agencje zaczną udzielać szczepień dla dzieci w wieku 5 lat i starszych. Jak słusznie mówisz, obecne szczepienie jest „pozarejestrowane”.
Dr Noack: (Zatrzymuje wideo i komentuje) „Poza etykietą” oznacza, że szczepienie nie jest zatwierdzone, ale już je wstrzykują. W tym momencie można to nazwać tylko strzałem śmierci.
Dr Szekeres: Po szeroko zakrojonych konsultacjach z pediatrą to –
Dr Noack: (Zatrzymuje wideo i komentarze) Pediatra? Myślisz, że pediatra rozumie, czym jest tlenek grafenu? Jest inny wywiad, w którym mówi, że uważa, że z medycznego punktu widzenia „dobre” jest zaszczepienie ludności siłą. Ważnym pojęciem w nauce jest spór – debata naukowa.
Podstawą medycyny czy farmacji jest chemia. Ten lekarz nie ma pojęcia o chemii. Zupełnie nowe substancje nieznane naturze są wprowadzane (wraz ze szczepionkami). Wszyscy mówią o informacyjnym RNA, który ma złożone działanie. Teoria mRNA jest złożona, ale każdy chemik rozumie, do czego służy (tlenek grafenu).
Widzisz, że mRNA jest prawdopodobnie dywersją. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek był w stanie dać mi, jako specjaliście od węgla, właściwe wyjaśnienie, dlaczego te żyletki z włókna węglowego są w vaxxine.
To jest wojna.
Rozpraszają nas informacyjnym RNA. Ale ludzie nie mogą tak szybko paść z tego zaraz po wstrzyknięciu. Dzieje się coś innego i należy zbadać ten efekt.
Twierdzi, że jest specjalistą. Najwyraźniej austriaccy lekarze nie mają mądrzejszego faceta niż ten. Jest lekarzem, który nie rozumie chemii, albo jest przestępcą, albo masowym mordercą.
Po badaniu hiszpańskiego lekarza oficjalnie stwierdzono, że (wodoro)tlenek grafenu w nanoskali znajduje się w szczepionce. Jest więc jasne, że wstrzykiwane są żyletki. Więc prawdopodobnie jest niekompetentny.
Jeśli chcesz zaszczepić populację siłą, musisz bardzo ostrożnie odrobić pracę domową. Bo jeśli coś jest nie tak z zastrzykiem, zabijesz całą populację kraju.
Musisz zważyć ryzyko. Jak niebezpieczna jest korona? Jak niebezpieczny jest zastrzyk?
Ten facet zastanawia się, czy ludzie powinni być związani przed wstrzyknięciem. I jest najlepszym lekarzem!
Czy lekarze w Austrii są tak niekompetentni, że nie rozumieją podstawowej chemii, na której opiera się medycyna? W takim razie powinni zrzec się licencji!
Każdy lekarz w Austrii, który po tym, jak te informacje są już upublicznione i nadal je wstrzykuje, jest mordercą.
Nie jestem facetem w dziedzinie węgla. W tej dziedzinie mam doktorat. Pracowałem dla największego na świecie producenta węgla aktywnego w obszarze nowych produktów węglowych. Jestem prawie jedynym Europejczykiem, który odwiedził innych ekspertów w Pittsburghu.
Następnie założyłem własną firmę z węglem aktywnym. Żywicę papier i przerabiam na membrany z węgla aktywnego. Możesz skaleczyć sobie ręce tym zwęglonym papierem. Był niezwykle ostry. Mam dobry pomysł, co robi ten wodorotlenek grafenu.
To jest rosyjska ruletka. Trafiasz w żyłę, czy nie? Czy pozostaje w mięśniu? Wtedy jest mniej toksyczny. Ale jeśli trafisz w żyłę, a partie zawierają różne ilości GHO, to musisz wiedzieć, że tniesz ludzi od środka.
I jest to bardzo inteligentna trucizna, ponieważ normalny toksykolog pracujący z szalkami Petriego nie może jej znaleźć, ponieważ się nie porusza.
Toksykolodzy po prostu nie spodziewają się żadnych maszynek do golenia w nanoskali, ale jako chemik mogę powiedzieć, że jesteśmy absolutnie pewni, że jest tam wodorotlenek grafenu. Są to żyletki w nanoskali. Teraz chcą wstrzykiwać dzieciom te brzytwy w rozmiarze nano.
Chcę, żeby dr Szekeles wyjaśnił, co te żyletki robią w tych zastrzykach. Musi to również wyjaśnić swojemu szefowi, panu Schallenbergowi (kanclerz Austrii). Jest prawdopodobnie także konsultantem premiera Austrii, pana Schallenberga.
Pan Schallenberg, który jest prawnikiem, odpowiada za wybór odpowiednich konsultantów. Jeśli narzuci tę szczepionkę wszystkim Austriakom, MUSI wybrać odpowiednich konsultantów. Jest prawnikiem, nie zna się na medycynie, ale jego praca polega na wyborze konsultantów kompetentnych i odpowiada za wybór konsultantów niekompetentnych.
Jako chemik ręczę za to, że są to żyletki w nanoskali. Możesz zrobić klocki hamulcowe ze struktur węglowych, które trwają wiecznie. Ten materiał ma zerową biodegradowalność. Pozostaje w ciele na zawsze. Nawet jeśli ludzie nie padają martwi od razu, małe naczynia krwionośne są cięte, ale niewiele.
Niszczy serce. Wszystkie ataki serca, wszystkie udary. Jako lekarz musisz zadać sobie pytanie, skąd to się bierze?
Jeśli rozumiesz, że wstrzykiwane są nano żyletki, jasne jest, dlaczego pojawiają się wszystkie choroby sercowo-naczyniowe. Serce jest pocięte, mózg pocięty. Naczynia krwionośne są pocięte. Te struktury grafenowe (inaczej jednowarstwowy węgiel lub jednowarstwowy grafit) są tak stabilne. Każdy chemik to wie. Nie ulegają degradacji. Struktura ma długość 50 nm i grubość 0,1 nm. Oczywiście to brzytwa. Każdy chemik to wie.
Nie bez powodu komórki nabłonka są wyjątkowo gładkie, ale po pocięciu stają się szorstkie i przywierają do nich. Do tej pory każdy idiota może to wstrzyknąć i kiedy trafią do żyły. Dla mnie to rosyjska ruletka.
Oto szalka Petriego. Normalne testy toksykologiczne na szalce Petriego. Ten materiał nie bez powodu jest uznawany za „szczepionkę eksperymentalną”. Nie wiedzą, co się stanie.
Każdy zaszczepiony podmiot musi podpisać, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność. Upłynie 50 lat, zanim kontakty z Pfizerem zostaną opublikowane. Co jest w tych umowach? Dlaczego 50 lat?
W Niemczech czy Austrii nie ma nikogo z moim doświadczeniem. Wiodący niemiecki specjalista ds. węgla, dr Harmut von Kienle był moim mentorem przez rok. Napisałem swoją pracę magisterską z tego zakresu. Rozpocząłem swoją działalność w tej dziedzinie i wygrałem konkurs na biznesplan w Wolfsburgu. Wygrałem w konkursie 75 000 marek niemieckich (87 500 euro). Otrzymałem kapitał wysokiego ryzyka w wysokości 6 milionów marek (3 miliony euro). Miałem dziesięciu programistów do opracowania tych wszystkich nowych produktów węglowych. Wiem o czym mówię.
Każdy chemik na czacie jest proszony o odrzucenie mnie lub wyrażenie innej opinii. Wszyscy jesteście zaproszeni do powiedzenia mi, że się mylę.
Sir Karl Popper wyjaśnił podstawy nauki: Hipoteza, obalenie. Popper powiedział, że lepiej zabijać teorie niż zabijać ludzi. Cała populacja ma zostać wstrzyknięta. Dokładnie tak, jak mówi Popper, jeśli nadal będziesz ujeżdżać tę morderczą teorię, musisz być bardzo ostrożny.
Jako pierwsi narzucili mandat na szczepionkę. Zabijają cały naród austriacki. Za to odpowiedzialny jest pan Schallenberg. Potrzebuje odpowiednich konsultantów. Mieliśmy kiedyś Austriaka, który sprowadził cierpienie i śmierć na Europę. Apeluję o udostępnienie tego filmu na wszystkich kanałach.
Pan Schallenberg potrzebuje tysięcy lub setek tysięcy listów. Musi wiedzieć, że to brzytwa, to sposób na zabicie. A jeśli o tym wie i kontynuuje, jest masowym mordercą. Podąży śladami Hitlera.
To musi wyjść teraz! Jestem gotów porozmawiać o tym materiale z każdym. Jako chemik mówię, że to są żyletki i zauważam, jak mało lekarze wiedzą o chemii. Ale robią chemię w ciele. U małych dzieci, u kobiet w ciąży.
A teraz wy, lekarze, wiecie, co robicie i jeśli nadal wstrzykujecie, jesteście mordercami.
Wyjdź, wypisz to, daj to swojemu lekarzowi, daj to swoim politykom. A jeśli będziesz kontynuować, obiecuję ci, że żaden sąd na świecie cię nie uratuje.
To, co robisz, to masowe morderstwo. Austria ponosi odpowiedzialność. Rozpoczęli mandat szczepionek.
A pan, panie Schallenberg, potrzebujecie najlepszych konsultantów. A jeśli nie jesteś w stanie wyselekcjonować najlepszych konsultantów, jesteś niekompetentny i musisz zrezygnować. To samo z ministrem zdrowia. Jak kompetentny jesteś?
Czy jesteś gotowy, aby wstrzyknąć całej ludności Austrii żyletki, które nie ulegają biodegradacji?
Udostępnij film, zapisz go, włóż na pendrive’a i wyślij do polityków i lekarzy. Wyjaśnij im: jeśli nadal to robią, są mordercami.
Jak większość z Państwa wie, przed przyjęciem do większości szpitali należy stanąć w kolejce do wymazów i pobrać wymaz z nosogardzieli. Kolejki są długie.
W kolejkach mieszają się chorzy ze zdrowymi – na świeżym powietrzu, ryzyko transmisji niskie, za to marzną, ale to drobiazg, polski pacjent jest cierpliwy i nie narzeka, przecież przemarznięcie w godzinnej kolejce nie ma wpływu na zdrowie, wiadomo, że tylko wirus ma znaczenie.
Po odstaniu w 30-60 minutowym ogonku pacjent wchodzi do pomieszczenia, gdzie tego samego dnia miało miejsce 50 wymazów, z czego niech 5-10 będzie od osób zakażonych.
Jak wiadomo aerozol z dróg oddechowych unosi się w powietrzu w pomieszczeniu a także osadza na przedmiotach. Wiadomo też, że molekuły wirusowego RNA są tam z pewnością obecne. Nie wiadomo w jakim stężeniu, wystarczy, że są.
W tym pomieszczeniu pacjent ma dokonywany wymaz z nosogardzieli, a następnie przy pomocy ultraczułej metody detekcji, jaką jest RT-qPCR w laboratorium najdrobniejsza nanometrowa molekuła jest wykrywana i daje wynik “PLUS”.
Nie ma znaczenia do kogo należała nanometrowa molekuła i skąd się wzięła w roztworze – czy z nosogardzieli pacjenta, czy z bogatego w molekuły powietrza czy sąsiadujących przedmiotów, czy podczas procesu laboratoryjnego doszło do kontaminacji.
“PLUS” biegnie do elektronicznego systemu EWP, gdzie w sposób automatyczny na delikwenta nakładana jest izolacja, a SANEPID rozpoczyna śledztwo epidemiologiczne nakładając kwarantannę na kontakty.
Oczywiście nikt nie informuje pacjenta ani lekarza zlecającego test (hola, hola… jakiego lekarza zlecającego test, to teraz nikogo nie obchodzi, zlecanie jest fikcją). Tak, że nikt nie informuje jaki jest wynik ilościowy cykli (co ma kardynalne znaczenie).
Pacjent idzie do domu, zostaje zamknięty w areszcie domowym na 10 dni. Nie będzie miał wykonanej zaplanowanej kardiowersji elektrycznej, wykonanego zabiegu usunięcia raka pęcherza moczowego lub planowej angioplastyki pnia lewej tętnicy wieńcowej. Nie ma cech infekcji.
W domu ogląda telewizję, słucha radia i przegląda internet, gdzie z każdego kąta otrzymuje informację, że za chwile może umrzeć podłączony do respiratora.
Głusi na ostrzeżenia, przekonani o własnej wielkości ludzie z trudem akceptują prawdę o Bogu „Sędzim sprawiedliwym, który za dobro wynagradza a za złe karze”. Dlatego wielu z nas sugestia, że straszliwa hekatomba stolicy Polski, której 70. rocznicę właśnie obchodzimy, mogła być karą za grzechy przedwojennych mieszkańców Stolicy, może wydać się wręcz bluźnierstwem. Warto jednak pamiętać, że przedwojenna Warszawa była prawdziwą stolicą prostytucji i aborcji. I że kara za te grzechy była zapowiadana.
Rzadko pamięta się też, iż przedwojenna Warszawa była prawdziwym zagłębiem haniebnych praktyk aborcyjnych. Przepisy chroniące życie od poczęcia obowiązywały w odrodzonym państwie polskim do 1932 r, choć i wówczas istniało duże „podziemie aborcyjne”. W latach 20. ruszyła jednak szeroko zakrojona akcja na rzecz wprowadzenia zmian ułatwiających zabijanie dzieci nienarodzonych. Po stronie domagającej się legalizacji aborcji „z przyczyn społecznych” szczególną aktywnością wykazywali się m. in. mason Tadeusz Boy-Żeleński i jego partnerka, działaczka feministyczna Irena Krzywicka z domu Goldberg. Antynatalistyczne lobby odniosło wreszcie sukces i w 1932 r. rządząca Polską Sanacja zalegalizowała aborcję w Polsce artykułem 233 Kodeksu Karnego (wprowadzonego rozporządzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 11 lipca 1932 r.).
Milion zamordowanych nienarodzonych
Nowe przepisy tworzyły możliwość dokonania aborcji w dwóch przypadkach: z powodu ścisłych wskazań medycznych, oraz gdy ciąża zaistniała w wyniku gwałtu, kazirodztwa bądź współżycia z nieletnią poniżej lat 15. Kodeks wprowadzał wymóg, aby „zabieg” był dokonany przez lekarza. Co najbardziej przerażające, nie określono trybu stwierdzania przesłanek umożliwiających „legalną” aborcję. Nie określono także stadium zaawansowania ciąży, do jakiego wolno dokonać aborcji. Trzeba zauważyć, że wprowadzone przez władze II RP aborcyjne regulacje mogły śmiało stawać w śmiertelne szranki z przepisami obowiązującymi w latach 1920-1936 w ZSRR.
Tylko komunistyczne Sowiety mogły poszczycić się bardziej złowrogimi dla życia nienarodzonych przepisami.
Według różnych danych, w okresie międzywojennym przeciętna liczba zabójstw dokonywanych na dzieciach poczętych – zarówno w lekarskich gabinetach, jak i nielegalnie wynosiła od 100 do 130 tysięcy rocznie! Tylko w latach 1932-1939 mogło więc zostać zabitych nawet milion nienarodzonych Polaków! Zjawisko to nasiliło się jeszcze po 1939 roku: okupacyjne władze hitlerowskie śmiało wkroczyły w uchylone przez władze II RP bramy aborcyjnego koszmaru, wprowadzając w 1943 roku „aborcję na życzenie”. Znakomita część zbrodniczych „zabiegów” wykonywana była w Warszawie, możliwe więc, że do 1944 zabito w łonach warszawianek więcej dzieci, niż wyniosły straty w ludności cywilnej podczas samego Powstania Warszawskiego.
Znakomita część sanacyjnej elity II RP nie przykładała szczególnej wagi do nauczania Kościoła w zakresie nierozerwalności małżeństwa i etyki seksualnej. Przykłady można mnożyć: Józef Piłsudski, Rydz-Śmigły, Walery Sławek, Józef Beck. Obraz kondycji moralnej elit – choć z pewnością przerysowany – jaki odnajdujemy w „Karierze Nikodema Dyzmy” nie odbiegał zbytnio od rzeczywistości. Promowanie stylu życia pozbawionego moralności, nagłaśnianie skandali obyczajowych, lekceważący stosunek do dramatu, jakim jest rozwód, stały się chlebem powszednim obyczajowości międzywojennej Polski, a zwłaszcza stołecznej Warszawy.
Do największych problemów z jakim zmagali się stróże porządku przedwojennej Warszawy należała prostytucja. Pod tym względem Stolica była prawdziwym miastem grzechu. Korzystanie z „usług” panien lekkich obyczajów było zjawiskiem mocno egalitarnym. Gdzie znaleźć najbliższy lupanar wiedzieli zarówno biedni i bogaci, gimnazjaliści oraz panowie posunięci w latach.
To, co kiedyś szokowało, powoli stawało się „normalnością”; to, co wzbudzało odrazę okazywało się „dobrodziejstwem współczesności”. W taki sposób rewolucja wprowadzała w narodowy krwioobieg swój antyporzadek oparty na nihilizmie i skoncentrowany na człowieku.
Zapowiedź kary
Oddajmy głos ks. kard. Augustowi Hlondowi: „Fala wszelkiego rodzaju nowinkarstwa zabagnia dziedzinę obyczajów. Podkopuje nie tylko moralność chrześcijańską, ale godzi wprost w etykę naturalną, szerzy nieobyczajność wśród młodzieży i dorosłych. Celem tej propagandy jest zachwianie idei katolickiej, aby zastąpić naukę chrześcijańską masońskim naturalizmem”. Jakże zatem, w kontekście szerokiej fali demoralizacji płynącej zarówno w elitach społecznych jak i wśród warstw mniej wpływowych w przedwojennej Polsce, dramatycznie brzmią słowa skierowane przez Pana Jezusa do Sługi Bożej Rozalii Celakównej:
„Trzeba ofiary za Polskę, za grzeszny świat (…), straszne są grzechy Narodu Polskiego. Bóg chce go ukarać. Ratunek dla Polski jest tylko w moim Boskim Sercu”.
Ponieważ mimo wielu starań do intronizacji w Polsce nie dochodziło, na parę miesięcy przed wybuchem drugiej wojny światowej Rozalia otrzymuje następną wizję ukazującą ogrom nieszczęść, jakie spadną na Polskę, a zarazem zapewnienie, że jeśli Polska – z rządem na czele – dokona intronizacji, do zapowiadanej wojny nie dojdzie.
„Pod koniec lutego 1939 roku – pisze Rozalia – Pan Jezus przedstawił mej duszy następujący obraz w czasie, gdy Mu polecałam naszą Ojczyznę i wszystkie narody świata. Zobaczyłam w sposób duchowy granicę polsko-niemiecką, począwszy od Śląska, aż po Pomorze, całą w ogniu. Widok był to naprawdę przerażający, zdawało mi się, że ten ogień zniszczy całkowicie cały świat. Po pewnym czasie ogień ogarnął całe Niemcy niszcząc je tak, że ani śladu nie pozostało z dzisiejszej Trzeciej Rzeszy. Wtedy usłyszałam w głębi duszy głos i równocześnie odczułam pewność niezwykłą, że tak się stanie: Moje dziecko, będzie wojna straszna, która spowoduje takie zniszczenie (…). Wielkie i straszne grzechy i zbrodnie są Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten Naród za grzechy, zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności poprzez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów, a całkowitym zwrotem do Boga (…). Tylko we Mnie jest ratunek dla Polski”. (op. cit. rozalia.krakow.pl).
Zapowiedź wielkiego nieszczęścia i grożącej Polakom kary padła także w trakcie objawień w Siekierkach w 1943 r. Choć nie zostały one oficjalnie uznane przez Kościół, warto jednak przyglądnąć się ich treści, zwłaszcza w kontekście następujących po nich wydarzeń z sierpnia 1944 r. Matka Boża miała zwrócić się do 12-letniej Władzi Fronczak tymi słowami: „Módlcie się, bo idzie na was wielka kara, ciężki krzyż. Nie mogę powstrzymać gniewu Syna mojego, bo się lud nie nawraca”. Wśród słów skierowanych do dziewczynki szczególnie dramatycznie brzmią z 27 października 1943r: „Śmierć będzie dla was straszna. Krew będzie płynęła rynsztokami”.
Szczególnie tragicznie w kontekście dramatu Powstania Warszawskiego brzmią słowa zapowiadające „straszliwą śmierć”. Choć Kościół do dziś nie ustosunkował się oficjalnie do siekierkowskich objawień, nie trudno dostrzec w nich pewnego podobieństwa do treści objawień z Fatimy. Stałym motywem objawień maryjnych pozostaje konieczność nawrócenia i pokuty oraz ostrzeżenie przed indywidualnymi i społecznymi konsekwencjami popełnianych grzechów. Nie oszukujmy się, te wezwania są ciągle aktualne. Słowa, jakie skierował Bóg do Kaina o „krwi brata wołającej z ziemi”, znakomicie pasują do współczesnego świata. Głos mordowanych nienarodzonych dzieci, szaleństwo homorewolucji, planowa destrukcja rodziny – to dramaty wołające współcześnie z ziemi do naszego Stwórcy. A jest On Sędzią sprawiedliwym…
W latach 90-tych obserwowałem proces federalny w sali sądowej w Los Angeles. Oskarżonemu postawiono zarzut sprzedaży leków medycznych bez licencji. Oskarżony był przygotowany, aby argumentować, że a) sprzedawana przez niego substancja była naturalnie produkowana w organizmie i b) była skuteczna. Prokuratura wniosła o wykluczenie tych zeznań, uzasadniając to tym, że są one nieistotne. Sędzia się zgodził. Proces był więc paskudny, brutalny i krótki. Oskarżony został uznany za winnego i skazany na kilka lat więzienia. Tak właśnie działa biurokracja federalna. „Czy masz wydaną przez rząd licencję na uzdrawianie? Nie? Jesteś przestępcą.” Wierzę, że gdyby Jezus z Nazaretu chodził po ziemi dzisiaj, w Stanach Zjednoczonych, zostałby aresztowany na tej samej podstawie. Byłoby tak szczególnie, gdyby leczył COVID. (Oczywiście, jak udowadniam od ponad roku, wirus, SARS-CoV-2, nie istnieje. Dlatego też COVID nie istnieje. W większości przypadków, choroby grypopodobne i inne tradycyjne choroby płuc zostały przepakowane i przemianowane na „COVID”. Tak więc Jezus leczyłby te choroby płuc). Wyobraźmy sobie ten ekstremalny przypadek: na stadionie wypełnionym 50.000 chorych ludzi, u których zdiagnozowano COVID, Jezus macha ręką i leczy ich wszystkich w ciągu kilku sekund. Teraz zagraża on zyskom wielu firm, nie mówiąc już o władzy rządu, który wspiera monopol szczepionkowo-lekarski do granic możliwości. Jezus zostaje więc aresztowany. Zostaje postawiony przed sądem. Postanawia bronić się bez adwokata. Mówi sądowi, że wyleczenie z choroby nowotworowej nie jest przestępstwem. Prokurator sprzeciwia się. „Wysoki Sądzie,” mówi, „to czy ten człowiek wyleczył COVID czy nie, jest bez znaczenia. On nie ma licencji na praktykowanie medycyny. Dlatego właśnie jesteśmy tu dzisiaj. Po prostu ustalamy, że a) praktykował on medycynę i b) nie posiada żadnej licencji wydanej przez rząd. Taki jest zakres tego postępowania.” Sędzia zgadza się. Werdykt został ustalony. Winny. Oczywiście, na innym froncie, główne media, których istnienie uzależnione jest od reklam farmaceutyków, przejmują piłkę i biegną z nią. Sieci i główne gazety szukają „ekspertów”, którzy stanowczo stwierdzają, że to, co człowiek nazywający siebie Jezusem z Nazaretu „zrobił” na stadionie, było zwykłym hipnotyzmem. To wszystko było efektem placebo. Jakiekolwiek nagłe „remisje” mogły się pojawić, były tylko tymczasowe. Tragiczne jest to, że COVID powróci. Mało tego, te 50.000 osób zostało skutecznie odciągniętych od szukania „prawdziwej opieki u prawdziwych lekarzy”. Ze szczepionkami, z lekami przeciwwirusowymi, mieliby szansę na przeżycie i długie, normalne życie. Inni działacze medialni wysyłają w górę tę flagę: „Wielu z tych obecnych na stadionie to zgorzkniali wyznawcy swojej religii. Nie chcą zaakceptować nauki. Żyją w przeszłości. Przedkładają przesądy nad prawdziwą opiekę medyczną. W rzeczywistości zagrażają oni całej podstawie nowoczesnej medycyny, ponieważ inni zdezorientowani i oszukani Amerykanie mogą teraz odwrócić się od lekarzy i szukać uzdrowienia u sprzedawców oleju wężowego i kaznodziejów.” Z najwyższych szczebli władzy politycznej w tym kraju, słowo po cichu idzie do mediów: nie badajcie tych ludzi, którzy byli na stadionie; nie próbujcie ich śledzić; nie zestawiajcie statystyk na temat ich wskaźników przeżycia; nie badajcie czy zostali wyleczeni; przejdźcie do innych historii (rozpraszania uwagi); pozwólcie temu całemu szaleństwu umrzeć. Ale wśród obywateli rozprzestrzenia się świadomość, że poprzez wydawanie licencji rząd kontroluje uzdrawianie. W ten sposób rząd chroni w zasadzie jedną formę „uzdrawiania” i umożliwia jej przekształcenie się we wszechogarniający kartel. Co byłoby alternatywą lub uzupełnieniem dla licencji? Kontrakty. Kontrakty są umowami zawieranymi przez zgadzające się osoby dorosłe, które biorą odpowiedzialność za wynik. W przypadku uzdrawiania, umowa określałaby, że ludzie mają prawo się mylić. Załóżmy, że dwie dorosłe osoby wyrażające na to zgodę, Jim i Frank, zgadzają się, aby Frank leczył Jima na artretyzm wodą ze studni na ziemi Franka. Obaj mężczyźni zgadzają się, że wynik leczenia nie będzie wiązał się z żadną odpowiedzialnością. Innymi słowy, bez względu na to, czy Jim poczuje się lepiej, czy gorzej, nikt nie wniesie pozwu. Nikt nie zwróci się do rządu o zadośćuczynienie za krzywdy. Woda ze studni może być wspaniała lub zupełnie bezużyteczna. Obaj mężczyźni to rozumieją i przyznają. Ale korzystają z prawa do wypróbowania leczenia, ponieważ są wolni. Natychmiast ludzie mówią: „To jest niedorzeczne. Woda nie może wyleczyć artretyzmu”. Frank oszukuje Jima. Jim jest ofiarą. Powinien pójść do lekarza. Musi wziąć leki na artretyzm”. Nie, Jim nie musi nic robić. Jest wolny. Mówiąc inaczej, Jaś ma prawo mieć rację lub nie. To jego decyzja, która jest poza zasięgiem jakiejkolwiek władzy. Jeśli rząd próbuje odebrać to prawo nam wszystkim, to w gruncie rzeczy mówi, że wie, co jest właściwe, wie, co jest prawdą, wie, czego potrzebujemy i czego wymagamy, i da nam to, nawet jeśli będzie musiał wepchnąć nam to do gardła. Czy to brzmi dla ciebie jak wolność? Gdyby człowiek nazywajacy siebie Jezusem z Nazaretu żył dzisiaj w Stanach Zjednoczonych, i gdyby chodził i leczył chorych na COVID, zostałby aresztowany. Nie zostałby oskarżony o bluźnierstwo czy zdradę. Zostałby oskarżony o coś o wiele prostszego i bardziej prozaicznego: praktykowanie medycyny bez licencji. I zostałby skazany. Bo rząd, w swoim tronie korupcji, chce chronić swoje własnościowe i bezprawne oraz przestępcze interesy. „Jeśli zabijemy cię szczepionką COVID, to jest to w ramach naszego prawa, ponieważ JESTEŚMY praktykującymi lekarzami z licencją”. Jon Rappoport 8 grudnia 2021 r.