Lucyferyczny sojusz tronu z ołtarzem. O biskupach, którzy zdradzili Chrystusa i Polskę

Lucyferyczny sojusz tronu z ołtarzem. O biskupach, którzy zdradzili Chrystusa i Polskę

Autor: AlterCabrio, 29 września 2026

Kapłani, ja wracam się teraz do kapłanów, bo wiem, że oglądają nas niektórzy. Kapłani, nie łudźcie się. Nie łudźcie się. Zmuszą was do najpodlejszych rzeczy. Ci, którzy udają katolickich biskupów, którzy są oficerami obcych sił na Polskę, zmuszą was do najgorszych rzeczy, których sobie jeszcze nie wyobrażacie, bo to jest napisane w ich dokumentach. Ja je czytałem, one są jawne. Wy tego nie czytacie albo nie rozumiecie. Każą wam robić rzeczy tak podłe, tak ohydne, że lepiej, lepiej żebyście nie poszli w to. Będziecie musieli wy wszyscy dokonać wyboru albo udawać, że jesteście katolikami i robić rzeczy podłe i ohydne, mając nadzieję, że może coś uratujecie. Niczego nie uratujecie. Zmuszą was do zaprzaństwa, zmuszą was do lucyferyzmu.

◊

Gdyby biskupi głosili prawdę, to ludzie by za nimi poszli, a tak uciekają od nich. Dlatego kościoły pustoszeją, bo za biskupami idą też kapłani. Więc kościół pustoszeje. Ale to duża wina w tym jest złych pasterzy, którzy nie chcą mówić prawdy, tylko głoszą fałsz, kłamstwa i robią to świadomie.

◊

Lucyferyczny sojusz tronu z ołtarzem. O biskupach, którzy zdradzili Chrystusa i Polskę.

Dzisiaj jest program specjalny, ponieważ nagrywamy go we wtorek 29 września i dzisiaj będzie emitowany. Nagrywamy go o 11:59, a będzie emitowany za kilka godzin, jak najszybciej. Dlaczego tak? Dlatego, że pojawiły się te dokumenty Kościoła polskiego dotyczące uchodźców. Pojawiły się zaraz po zbrodni w Jarosławiu i warto na ten temat porozmawiać.

◊

Wspominane dokumenty [także w komentarzach]:

Tajny i jawny: dwa skandaliczne dokumenty Episkopatu o uchodźcach po morderstwie w Jarosławiu

*

Warto porównać:

Zabójstwo kapłana podczas Sakramentu Św. i postawa Episkopatu w tej sprawie

Na babski rozum

Joanna Zinkiewicz: Na babski rozum

Na mój babski rozum wychodzi, że jesteśmy oszukiwani. Nie daję wiary w to, że rządzący mówią nam prawdę, że chcą naszego dobra. Sposób w jaki jesteśmy straszeni rzekomo nadchodzącą rosyjską agresją, która spowoduje nieuniknione uczestnictwo Polski w wojnie, wywołuje we mnie szereg wątpliwości. 

Zapowiedź konieczności ucieczki z miejsca zamieszkania w siną dal, donikąd, z plecakiem ucieczkowym, promowanym przez ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, budzi negatywne wspomnienia z mojego dzieciństwa. 

Wspomnienia z wojny

Przypominają mi opowieść mojej śp. Mamy, Haliny Wójcikiewicz, która po zdaniu matury w 1939 roku, zamiast na studia medyczne, została wysiedlona z Gdyni przez Niemców. Kazano opuścić mieszkanie. Wyznaczono bardzo krótki termin do jego opuszczenia. Zakazano wywiezienia czegokolwiek z opuszczanego zagospodarowanego w pełni mieszkania. Jedynie wolno było wziąć ze sobą bagaż podręczny, mieszczący się w jednej niewielkiej walizce na całą rodzinę! Okupant żądał też pozostawienia klucza w drzwiach opuszczanego mieszkania. Za niezastosowanie się do tego niemieckiego żądania groziły poważne konsekwencje. 

Zapasy mirabelek i szczawiu 

W tym miejscu chciałabym zapytać pana ministra, czy mamy też zostawić klucz w drzwiach opuszczanego mieszkania? Czy przed jego opuszczeniem mamy zgromadzić w nim zapasy żywności, wody itd.? Śmieszą mnie przechwałki innego ministra, którego śmiech przypomina rżenie kopulującego osła, mówiącego, iż zgromadził już stosowne zapasy ryżu, soli, domowych przetworów sporządzonych z owoców, z posiadanego sadu i przydomowej grządki (zapewne zaprawy z mirabelek i szczawiu). Dopingował w ten sposób Polaków do podobnych przygotowań, gromadzenia żywności. 

Inwestorzy nie panikują 

Całe moje życie przemieszkałam początkowo w Gdyni, a z początkiem XXI wieku zamieszkałam w Gdańsku. Od wejścia Polski do Unii Europejskiej zauważam w Trójmieście dynamiczny rozwój budownictwa. Budowane są całe osiedla apartamentowców, nowoczesne hotele i biurowce. Tajemnicą poliszynela jest to, że inwestorami są zachodnie firmy posiadające znaczący kapitał. Zadaję sobie pytanie, czy ci inwestorzy też wierzą w nadciągającą wojnę, skoro tu inwestują? Czy oni są jakimiś ryzykantami, których stać na budowanie w strefie potencjalnego konfliktu?

Myślę, że zachodni inwestorzy są ludźmi trzeźwo myślącymi, posiadającymi rozlegle kontakty. W tym kontakty z Mossadem i nie tylko z Mossadem. Inwestują na podstawie pewnych ustaleń z których wynika, że inwestycje w Trójmieście nie są inwestycjami w strefie ryzyka. Więc nie obawiają się, że z obwodu kaliningradzkiego nadlecą rakiety typu Iskander i zmiotą z powierzchni ziemi ich luksusowe hotele, apartamentowce itd., w których część z nich po przylocie z Bliskiego Wschodu zamieszka na stałe w Trójmieście. Do miejsca oddalonego od państwa okładanego irańskimi rakietami.

Troska o wybory

Skoro już jestem w bliskowschodnich klimatach, na babski rozum przekładam troskę o nas, Polaków, wyrażaną w obawach o wynik nadchodzących wyborów parlamentarnych w zbliżającym się 2027 roku. Troskę polegającą na ostrzeganiu nas Polaków przed Grzegorzem Braunem i jego Szerokim Frontem Gaśnicowym. Pierwszą osobą zatroskaną okazał się ambasador USA w Warszawie Thomas A. Rose. Drugą jest naczelny rabin RP, trzecią – Radosław Sikorski, no i oczywiście „Gazeta Wyborcza”! Ponadto komuniści ze Strajku.eu.

Procesy polityczne 

Polityka nie jest moją pasją, w TV co dzień oglądam prognozę pogody. Lubię program „Taniec z Gwiazdami”, wszystkie wersje popularnego formatu telewizyjnego „The Voice”, które skupiają się na uczestnikach w różnym wieku: The Voice of Poland, The Voice Senior i The Voice Kids.

Lecz na mój babski rozum, kobiety nie interesującej się przesadnie polityką, wywodzę, że skoro starsi bracia w wierze i komuniści przed kimś, przed czymś ostrzegają Polaków, to akurat należy zrobić odwrotnie, niż by sobie oni tego życzyli…

Tym bardziej, że w sukurs nam „życzliwych” przyszły tak zwane polskie sądy, w których odbywa się pokazowy proces polityczny Grzegorza Brauna, groteskowy kafkowski proces polityczny Mateusza Piskorskiego, a ostatnio „rękę sprawiedliwości” wyciągnięto po wybitnego polskiego intelektualistę Konrada Rękasa, przybyłego z emigracji do Polski, gdyż odważył się dołączyć do Szerokiego Frontu Gaśnicowego Grzegorza Brauna i wspiera go błyskotliwymi, porywającymi przemówieniami. 

Joanna Zinkiewicz

Władza reaguje ! MEM-y II.

Podwójne Standardy

—————–

—————————-


—————————–

——————-

———————————-

———————————

————————————-

———————————————

Nienawiść odbierająca rozum

Nienawiść odbierająca rozum

Eugeniusz Zinkiewicz

Wystąpienie prezydenta RP podczas debaty generalnej 81. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ odebrałem jak kazanie wsiowego wikarego niosące nowatorski, odkrywczy przekaz historyczny. Oratora, który przypadkowo znalazł się na mównicy ONZ w Nowym Jorku. 

Motywem przewodnim tego wystąpienia był banał mówiący o tym, że moglibyśmy w tym pięknym domu żyć tak, jak Pan Bóg przykazał. W tym jednak przeszkadza, odwieczny wróg i ciemiężyciel Polski – imperialna Rosja.

Zaprzeczenie dyplomacji

Dowiedziałem się, że nie kto inny jak Rosja ponosi odpowiedzialność za sztuczne wywołanie kryzysu migracyjnego (od 8 minuty 39 sekundy)! Dowiedziałem się też, że imperialna pycha Rosji w przeszłości prowadziła do niewyobrażalnych cierpień oraz tragedii dwóch wojen światowych (od 4 minuty 55 sekundy)! Karol Nawrocki posiada doktorat z nauk humanistycznych w zakresie historii. Jest człowiekiem bystrym i inteligentnym. Pełnym władz umysłowych. Skoro trywialnie wygłasza poglądy sprzeczne ze stanem faktycznym, mimo posiadanej wiedzy i inteligencji, to te jego wypowiedzi dowodzą stanu jego emocji: absurdalnej, skrajnej nienawiści do Rosji!

Ubolewam nad tym, że prezydent mojego kraju i mojej ojczyzny, Polski, nie potrafi zapanować nad emocjami. Albowiem kiedy nienawiść przejmuje kontrolę, systemy emocjonalne dominują nad systemami analitycznymi, co prowadzi do zachowań, które z boku wyglądają na całkowicie pozbawione sensu. Ponadto mówienie „z obfitości serca” na forum międzynarodowym, jest zaprzeczeniem podstawowych zasad dyplomacji (sic!). 

Szkoła dyplomacji

Twórca nowoczesnej dyplomacji Charles-Maurice de Talleyrand słynął z przekonania, że mowa służy człowiekowi do ukrywania, a nie do wyrażania myśli. „Człowiek obdarowany został mową po to, aby ukryć swoje myśli” (fr. „Le langage a été donné à l’homme pour dissimuler sa pensée lub La parole a été donnée à l’homme pour déguiser sa pensée”) – mawiał. Jako wybitny i przebiegły dyplomata, Talleyrand traktował język i słowa nie jako narzędzie szczerej komunikacji, lecz jako zasłonę dymną. W polityce międzynarodowej otwartość bywa błędem, a kontrolowane, zawoalowane słowa pozwalają chronić prawdziwe intencje i manewrować między wrogimi siłami. W przeszłości de Talleyrand stwierdził: „Bardzo trudno zrobić coś dla Polski, gdyż jest ona stale owładnięta manią samobójczą”. 

Przestrogi Studnickiego aktualne

Władysław Studnicki (autor książki Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej) przytaczał ten cytat jako komentarz do fatalnych błędów, jakie polskie władze popełniły podczas II wojny światowej:

1) wpakowanie się w 1939 roku w konflikt na dwa fronty z Niemcami i Sowietami;

2) sabotażowe akcje podziemia, które prowokowały krwawe niemieckie masakry odwetowe na polskiej ludności cywilnej;

3) pomaganie bolszewikom w ramach akcji „Burza”;

4) krwawa łaźnia Powstania Warszawskiego.

Studnicki przeciwko temu protestował, ale – nikt go nie słuchał

Skutki nienawiści dla rozumu

Ad rem: silne emocje, takie jak nienawiść, mogą dosłownie „odebrać rozum”, drastycznie upośledzając zdolność logicznego myślenia i podejmowania racjonalnych decyzji. Z perspektywy neurologii i psychologii zjawisko to wiąże się z konkretnymi mechanizmami w ludzkim mózgu, takimi jak:

  • porwanie emocjonalne (tzw. amygdala hijack): gdy odczuwasz intensywną nienawiść, do głosu dochodzi ciało migdałowate – pierwotna struktura odpowiedzialna za emocje i przetrwanie. Potrafi ona „odciąć” sygnały idące do kory przedczołowej, czyli ewolucyjnie najmłodszej części mózgu odpowiedzialnej za logikę, planowanie i hamowanie impulsów;
  • tunelowe widzenie: silna nienawiść zawęża pole widzenia rzeczywistości. Człowiek przestaje dostrzegać niuanse, ignoruje fakty przeczące jego teorii i dzieli świat wyłącznie na czarno-biały;
  • zniekształcenie oceny ryzyka: pod wpływem nienawiści ludzie często podejmują działania autodestrukcyjne – są w stanie zaszkodzić samemu sobie, byle tylko uderzyć w obiekt swojej niechęci.

Eugeniusz Zinkiewicz

Ależ zęby mają tupet… MEM-y III.

——————————————-

———————————————–

————————————

z lewej: odrzucić dół. Z prawej: odrzucić górę

———————–

——————————————————-

—————

Uśśś … Dobrze, że nie wszystkie wymienił…

————————–

—————————————–

—————————

Screenshot

—————————-

Mamy piątą kolumnę ukraińską w Polsce – Krzysztof Baliński CZĘŚĆ II DYSKUSJA

Mamy piątą kolumnę ukraińską w Polsce

– Krzysztof Baliński CZĘŚĆ II DYSKUSJA

wpisał: AlterCabrio , 28 września 2026

Dyskusja z Czytelnikami po wystąpieniu wprowadzającym. W jej trakcie poruszono wiele ważnych i aktualnych problemów relacji polsko-ukraińskich.

◊

Mamy piątą kolumnę ukraińską w Polsce – Krzysztof Baliński CZĘŚĆ II DYSKUSJA

◊

Prelekcja wprowadzająca:

Ilu Ukraińców ma polski paszport? A ilu będzie go miało już niebawem? – Krzysztof Baliński
W swoim wystąpieniu podczas wieczoru promującego najnowszą książkę “Ukropolin od A do Z” Krzysztof Baliński skupił się na bardzo niebezpiecznym, masowym zdobywaniu polskiego obywatelstwa.. ◊ Ilu Ukraińców ma polski paszport? […]

Jeszcze o zbrodni w Jarosławiu. I w Swiatogorskiej Ławrze Zaśnięcia Matki Bożej.

Jeszcze o zbrodni w Jarosławiu

Jeszcze o zbrodni w Jarosławiu

Kilka dni temu Ukrainiec zaatakował na terenie klasztoru sióstr benedyktynek w miejscowości Jarosław na Podkarpaciu. Pięć osób zostało rannych – w tym trzech księży i kobieta. Zamordowany został polski ksiądz z archidiecezji przemyskiej Stanisław Zbojnowicz. Walczy w szpitalu o życie ks. Marek Pieńkowski, który jest szefem Rady Fundacji Duszpasterskiej Troski o Rodzinę – Pastoral Family Care Foundation, która zajmuje się pomocą dla Ukraińców. Dwa dni później trzeci z poszkodowanych w ataku Ukraińca duchownych ks. Adrian (nie podaje swojego nazwiska) publicznie wybaczył sprawcy. W swoim imieniu jak również w imieniu zabitego i ranionego księdza.

Ksiądz Adrian wygłosił homilię w której powiedział miedzy innymi: „Jako uczeń Jezusa Chrystusa pragnę w swoim imieniu, w imieniu księdza Marka i w imieniu księdza Stanisława powiedzieć bardzo dobitnie, że wybaczamy! I prosimy o modlitwę za nas. Za modlitwę za księdza Stanisława, o spokój jego duszy, o zdrowie dla księdza Marka, który ciągle walczy o życie w szpitalu (…) Ale w sposób szczególny proszę was o modlitwę za naszego oprawcę i o łaskę nawrócenia dla niego (…) Chciałbym też was prosić, abyście nie winili narodu, z którego jest oprawca”. Dodał również, że Ukraińcy po 2022 roku zawsze mogli liczyć na pomoc ze strony opactwa.

Słabo się znam na sprawach wiary, komentuje i analizuje wydarzenia z punktu widzenia osoby świeckiej. Moje patrzenie na sprawę jest pozbawione metafizyki i opiera się na zdrowym egoizmie narodowym i tradycji myślenia narodowodemokratycznego. Być może z punktu widzenia nauki Kościoła katolickiego słowa księdza Adriana są akceptowalne, ale z punktu widzenia narodu – naszej wspólnoty narodowej – zupełnie szkodliwe, nieodpowiedzialne, nieprzemyślane i z całą pewnością przedwczesne.

Z tego co pamiętam z katechezy w szkole podstawowej przebaczenie poprzedza: rachunek sumienia, żal za grzechy, postanowienie poprawy, szczera spowiedź i zadośćuczynienie. Kiedy to wszystko miało miejsce zdaniem księdza Adriana? Jakaś przyśpieszona wersja do przybyłego z zbrodniarza? Czy ksiądz Adrian tak mocno zidentyfikował się z słowami byłego rzecznika MSZ Łukasza Jasiny o sługach?

Największy polski polityk XX wieku Roman Dmowski w swojej pracy „Polityka polska i odbudowanie państwa” napisał: „Polska nie jest własnością tego czy innego Polaka, tego czy innego obozu ani nawet jednego pokolenia. Należy ona do całego łańcucha pokoleń, wszystkich tych, które były i które będą. Człowiek, który ryzykuje byt narodu, jest jak gracz, który siada do zielonego stołu z cudzymi pieniędzmi”. Temu kapłanowi wolno było wybaczyć – może nawet wybrać się z pielgrzymką do arcybiskupa Światosława Szewczuka by wspólnie z nim złożyć hołd arcybiskupowi Andrzejowi Szeptyckiemu. To sprawa jego rozumu i sumienia. Ale nie powinien apelować do wiernych by go naśladowali. Nie powinien oczekiwać takiej postawy w tej chwili od swoich owieczek. Ksiądz Adrian usypia czujność Polaków i naraża ich bezpieczeństwo. Pochopne namawianie do przebaczenia i ignorowanie zagrożeń jest postawą nieodpowiedzialną i szkodliwą społecznie.

Postawa tego księdza, moze wynikać z różnorakich powodów. Odrzucam plotki i nie będę o nich dyskutował. Moim zdaniem, że ksiądz Adrian postanowił po prostu pogwiazdorzyć. Zapragnął być nową wersją Jana Pawła II, którzy publicznie przebaczył Ali Agcy. Doskonale ks. Adrian przecież wiedział, że zostanie gwiazdą liberalnych i lewackich mediów, które będą go w nieskończoność cytować. Tych samych mediów, które wręcz w fanatyczny sposób codziennie linczują kapłanów Kościoła katolickiego. Zapewne odwiedzi wszelakie studia telewizyjne, radiowe a wywiady z nim ukażą się na licznych portalach internetowych. To będą te same same studia i portale, które z lubością przeprowadzają zorganizowana akcję zohydzania Kościoła katolickiego. Budzi to mój niesmak.

W ramach świeckiej pokuty polecam księdzu Adrianowi obejrzenie filmu z 1997 roku „Adwokat Diabła”. Johna Miltona czyli samego Lucyfera gra tam znakomity Al Pacino. Milton/Szatan obserwując gwiazdorzenie prowincjonalnego adwokata Kevina Lomaxa, który był przekonany o racjach po swojej stronie podkreślił – „Próżność to zdecydowanie mój ulubiony grzech”.

PS. 23 sierpnia 2026 roku w Swiatogorskiej Ławrze Zaśnięcia Matki Bożej Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi /UPC/ grupa uzbrojonych neobanderowców brutalnie zamordowała mnicha Warsonowiusza i ciężko raniła dwóch innych: mnicha Grzegorza i nowicjusza Andrija. Agresja wobec duchownych tego wyznania nie jest żadną nowością na Ukrainie. Ale hierarchowie w Polsce są w tym wypadku zupełnie ślepi.

Łukasz Jastrzębski 

Rzeźnik [praw] dziecka. MEM-y VI.

———————-

————————————

———————————————-

————————–

—————————————–

[dla naiwnych: to „czarna wołga”]

———————-

————————–

————————————–

——————–

—————————–

Czy Białoruś i Polska przyniosą odwilż w nowej zimnej wojnie?

Czy Białoruś i Polska przyniosą odwilż w nowej zimnej wojnie?

27 września 2026 r. Andrzej Korybko tkp-at/bringen-belarus-und-polen-tauwetter-im-neuen-kalten-krieg


Nowa „dyplomacja przebiśniegów” między Białorusią a Polską może doprowadzić do większego odprężenia między Wschodem a Zachodem . Minister spraw zagranicznych Polski Radek Sikorski spotkał się w zeszłym tygodniu ze swoim białoruskim odpowiednikiem na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. To więcej niż godne uwagi.

Historyczne spotkanie Sikorskiego z jego białoruskim odpowiednikiem, a zwłaszcza jego stwierdzenie, że „odbywają się również spotkania z innymi ministerstwami i na innych szczeblach”, sugeruje, że na zachodnim skrzydle „kordonu sanitarnego” dzieje się więcej za kulisami, niż donosi opinia publiczna.

Polski minister spraw zagranicznych Radek Sikorski spotkał się w zeszłym tygodniu ze swoim białoruskim odpowiednikiem na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ – było to pierwsze spotkanie najwyższych rangą dyplomatów obu krajów od dekady. Wyjaśnił, że stało się to możliwe dzięki względnej normalizacji sytuacji na granicy oraz niedawnemu uwolnieniu przez Białoruś Andrzeja Poczobuta, którego Warszawa uznała za więźnia politycznego. Dodał, że obecnie odbywają się spotkania między innymi ministerstwami i że „ przebiśnieg może zakwitnąć przy sprzyjającej pogodzie”.

Białoruskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych napisało wkrótce potem na X, że „dyplomacja przebiśniegów to miły, nowy początek. Ale interesują nas plony. Zasadźmy sad – trzeba go pielęgnować co roku, a nie tylko raz na dekadę. Mińsk jest gotowy na rozmowy”. Dla tych, którzy nie wiedzą, przebiśniegi symbolizują wiosenną odwilż. Dlatego, jeśli odniesie sukces, nowa białorusko-polska „dyplomacja przebiśniegów” może doprowadzić do odwilży w Nowej Zimnej Wojnie. Potrzebne są pewne informacje, aby pobieżnie zorientować się w sytuacji.

Trump 2.0 zainicjował zbliżenie z Białorusią w formie stopniowego znoszenia sankcji w zamian za uwolnienie osób uznanych przez Waszyngton za więźniów politycznych. Obie strony są obecnie o krok od zawarcia ogromnej umowy potasowej. Polska jest najważniejszym sojusznikiem USA w Europie Środkowo-Wschodniej, więc z perspektywy czasu włączenie Warszawy do sojuszu było tylko kwestią czasu. Niedawno Sikorski ostrzegł przed rosyjskim atakiem na NATO, co wywołało spekulacje na temat ukraińskiej operacji pod fałszywą flagą.

Aby zapobiec potencjalnie niekontrolowanej eskalacji, sugerowano, że białorusko-amerykańskie zbliżenie mogłoby doprowadzić do porozumienia, zgodnie z którym po rzekomo planowanej redukcji wojsk amerykańskich w państwach bałtyckich nastąpiłaby redukcja wojsk rosyjskich na Białorusi. Gdyby to połączyć z kanałem kontroli kryzysowej między Trumpem, Putinem i prezydentem Polski Karolem Nawrockim, napięcia między NATO a Rosją stałyby się możliwe do opanowania, kładąc podwaliny pod nową architekturę bezpieczeństwa.

Z rosyjskiej perspektywy, gdyby trzeba było wybierać między zdominowaną przez Niemcy, zmilitaryzowaną Unią Europejską na zachodniej flance nowego „kordonu sanitarnego” wokół Rosji, a wspieranym przez USA, kierowanym przez Polskę Międzymorzem, ta druga opcja byłaby prawdopodobnie lepsza, ponieważ stanowi stosunkowo mniejsze zagrożenie. Aby ta przyszłość mogła się zmaterializować, konieczne byłoby zawarcie wspomnianego porozumienia. To z kolei zakłada sukces nowej białorusko-polskiej „dyplomacji przebiśniegów”, która jest po części efektem ubocznym dyplomacji rosyjsko-amerykańskiej.

Tak jak Rosja zaczęła na nowo interpretować swoje rozumienie Polski – co główny doradca Putina Nikołaj Patruszew uznał za kluczową rolę Polski w rodzącej się architekturze bezpieczeństwa – tak samo Polska zaczęła na nowo interpretować swoje rozumienie Rosji, czego dowodem jest nowa „dyplomacja przebiśniegów” Sikorskiego z Białorusią. Choć jest za wcześnie, by przewidywać, jak daleko może sięgnąć ta potencjalna odwilż w Nowej Zimnej Wojnie, a wspomniana propozycja może z łatwością upaść, obecnie nie można jej wykluczyć.

Historyczne spotkanie Sikorskiego z jego białoruskim odpowiednikiem, a zwłaszcza jego stwierdzenie, że „odbywają się również spotkania z innymi ministerstwami i na innych szczeblach”, sugeruje, że na zachodnim skrzydle „kordonu sanitarnego” dzieje się więcej, niż jest publicznie znane. Nie oznacza to, że przełom jest bliski lub nieunikniony, nawet jeśli zajmie to trochę czasu. Oznacza to po prostu, że coś wyraźnie zmieniło się na lepsze. Czy te nowe „przebiśniegi” zakwitną, czy zwiędną, dopiero się okaże.


========================

Andrew Korybko  jest amerykańskim analitykiem politycznym mieszkającym w Moskwie, specjalizującym się w globalnej transformacji systemowej do wielobiegunowości. Publikuje po angielsku na swoim  blogu Substack.  Jego niemieckojęzyczne treści są dostępne wyłącznie w TKP.


Przeszłość tworzą nieliczne obrazy

Przeszłość tworzą nieliczne obrazy

prof. Witold Modzelewski

Przypomniana w tytule myśl uwypukla tezę ogólną, że obiektywnie istnieje tylko czas teraźniejszy, w którym również istnieje to, co nazywamy przeszłością i przyszłością.

Są to na wskroś współczesne obrazy tego, co uważamy za byłe albo przyszłe. Wydawałoby się również, że istnieje wyraźna cezura między tym, co dziś uważamy, a przeszłością i aktualnymi wizjami przyszłości. Owa cenzura nie zawsze jest, a nawet nie jest regułą. Ci, którzy „żyją przeszłością”, a w zasadzie jej cząstką, którą zapamiętali, często łączą ją z wyobrażeniem o przyszłości. Powtarzają, że „historia lubi się powtarzać”, albo „wszystko już było”. Często ich wizje przeszłości istnieją głównie po to, aby uzasadniać prognozy czy też przepowiednie, czyli nasze aktualne wyobrażenia o przyszłości.

Ktoś kiedyś powiedział, że są dwie grupy narodów: pierwsza, do której się ponoć zaliczamy, na co dzień używa wizji przeszłości, aby odgadnąć przyszłość (zanim się stanie częścią teraźniejszości); druga, która używa wizji przyszłości głównie po to, aby ustalić, co dziś jest przeszłością. Ci drudzy chcą lub umieją zapominać, a zwłaszcza umieją unieważnić część przeszłości. Ani jedna ani druga grupa nie ustrzeże się od popełnianych błędów – jak zawsze – w czasie teraźniejszym: obie jednakowo prowadzą do sukcesów jak i do klęsk.

Nam się wydaje, a przynajmniej tym, którzy „wiedzą lepiej”, że musimy skrzętnie pamiętać wszystko co złe z przeszłości polsko-rosyjskiej (bo tu „historia musi się powtórzyć”) oraz szybko zapomnieć zło wyrządzone nam przez Niemcy, a zwłaszcza przez inne państwa zwane dziś popularnie Zachodem. Tu jest przeszłość unieważniona, której przypomnienie jest już „dezinformacją” (albo niedługo będzie). Jest to również ciągiem dalszej wizji stworzonych przez „wolne media” lat 1945-1989, a zwłaszcza monachijską stację amerykańską pod nazwą „Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa” – mam już swoje lata; słuchałem i dobrze pamiętam. Była to na wskroś przeciwna wizja do koncepcji propagandowej władz Polski Ludowej, która umniejszała lub pomijała złą przeszłość w relacjach polsko-rosyjskich lub polsko-radzieckich i kazała pamiętać zło wyrządzone nam przez Niemców. „Zachód” też był wtedy obecny: on nas notorycznie „zdradzał”, a przede wszystkim nie należały do niego Niemcy.

Teraz jest inaczej: Zachód to przede wszystkim Niemcy, które w dodatku mają nas bronić przed „nieuchronną agresją” ze strony Rosji. To jest „prawda” obowiązująca na przyszłość. Czyli jednak należy również do drugiej grupy narodów, które poprzez wizję przyszłości „meblują” to, co uważają za swoją przeszłość.

Utrapieniem w tej wizji jest współczesna Ukraina. Mamy ją wspierać, bo (jakoby) broni nas przez ową „nieuchronną agresją”, ale wbrew „Giedroyciowym” teoriom współcześnie jest jawnie antypolska i wystawia nam (i jeszcze wystawi) przysłowiową fakturę za tę obronę („nasza wojna”). Także przyszłość wygląda tu raczej ponuro: co będzie, jak Ukraina w wersji banderowskiej, zdemoralizowana darmowym finansowaniem i korupcją, wygra tę wojnę? Przecież to będzie nasza klęska, bo z tym państwem po prostu przegramy, w dodatku goszcząc u siebie kilkumilionową diasporę ukraińską. Nie mamy więc wyjścia – ta wojna musi trwać dalej, bo jest bezpieczniejsza od pokoju.

Przyszłość (jak i przeszłość) są jednakowo nieprzewidywalne. Różnica ta głównie polega tylko na tym, że nieprzewidywalność przyszłości potwierdza mijający czas – gdy stanie się już teraźniejszością. Wtedy szybko zapomnimy nasze błędne prognozy i rozpamiętywanie naszych pomyłek. Z nieprzewidywalnością przeszłości jest trochę inaczej: z czasem dowiadujemy się, że kiedyś było „zupełnie inaczej”, np. wielcy „szermierze niepodległości” okazywali się wieloletnimi konfidentami zaborców. Wtedy stajemy przed dylematem: który (poprzedni albo zdemaskowany) obraz przeszłości ma być częścią teraźniejszości? Tu mogą żyć obok siebie oba obrazy, może „zwyciężyć” jeden z nich, albo jeden i drugi umrze przez zapomnienie. W przypadku przeszłości polsko-rosyjskiej jesteśmy (przynajmniej na razie) skazani na jedną, czarną legendę. Na straży jej wyłączności stoi władza i jej służby oraz „słudzy narodu ukraińskiego”. Jakiekolwiek odkrycia zaprzeczające tej legendzie są „dezinformacją”. Nie traćmy nadziei: w przyszłości naszej to przeszłość może się zmienić. Nawet bardzo. Sprawcą tej zmiany może być nasz „strategiczny sojusznik” i protektor, który może (musi?) znaleźć proporcjonalnego partnera. Po co? Aby pomógł mu wybrnąć z przegranych wojen. Możemy być kosztem tego „dealu”, albo nawet beneficjentem: w tym drugim przypadku będziemy musieli szybko zapomnieć „złą przeszłość” i zmienić ją na dużo lepszą.

prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 39-40 (27.09-4.10.2026)

Objawy a rzeczywistość

Objawy i rzeczywistość

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  27 września 2026 michalkiewicz

No i w końcu doszło do tego, do czego dojść musiało. A przecież nie tylko poeci, ale również trzeźwi politycy przestrzegali, by nie wierzyć we własną propagandę. Propagandę – wiadomo – trzeba uprawiać, ale wierzyć w nią mają ci, dla których jest przegotowywana, to znaczy – inni – ale nie my. Podobnie poeta Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” pisał: „kto w szpony dostał się hipostaz, rzeczywistości już nie sprosta” – a hipostaza oznacza przypisywanie realnego istnienia pojęciom abstrakcyjnym.

Taką hipostazą jest na przykład „lud” Tymczasem żadnego „ludu” nie ma; są tylko ludzie. Tymczasem wielu ludzi myśli, że „lud” nie tylko istnieje, ale ma wyraźne opinie na różne tematy – tak, jak ludzie. Ta skłonność wykorzystywana jest przez rozmaitych demagogów, którzy terroryzują ludzi, wmawiając im, że „lud” chce tego, czy tamtego. Prowodyrzy rewolucji francuskiej nawet mordowali pod tym pretekstem swoich prawdziwych, bądź urojonych przeciwników – że niby „lud” tego właśnie się domaga. Józef Stalin zresztą też – chociaż wolał powoływać się na „ludzi sowieckich” – że to oni chcą tego, czy tamtego, że to wychwalają, a tamto – potępiają – i tak dalej

Ale chodzi tu przede wszystkim o obywatela Tuska Donalda, który najwyraźniej zaczął mieć objawy. Oto w tubylczej propagandzie pojawiły się opinie, że Rosja jest już passe, jako mocarstwo, skoro nie może dać sobie radcy z Ukrainą. Takie rzeczy mogą głosić ludzie nie znający historii. Na przykład w latach 60-tych i 70-tych USA prowadziły wojnę w Wietnamie, którą przegrały. Ale nie prowadziły wojny z Wietnamem, bo z nim by sobie poradziły – tylko z całym Układem Warszawskim i Chinami na dodatek. To była dla Ameryki bardzo ciężka wojna i nie pomogło nawet zaangażowanie w niej pół miliona amerykańskich żołnierzy. USA w końcu się z Wietnamu wycofały – ale przecież nie przestały być mocarstwem. Bo mocarstwowość oznacza, że jakieś państwo jest zdolne do ustanawiania własnych praw poza swoimi granicami. USA taką zdolność mają, podobnie, jak Chiny, czy Rosja, chociaż oczywiście mogą też ponosić porażki – ale jedna, czy druga porażka takiej zdolności nie musi wcale usuwać.

Wracając tedy do obywatela Tuska Donalda, to zaczął on zdradzać objawy wkrótce po publikacji tej opinii i rozgromieniu Rosji przez Księcia-Małżonka, który podczas swego pobytu w Kijowie zrobił minę tak straszną, że na jej widok Putin podobno struchlał, a Książę-Małżonek zaczął się przechwalać, że NATO by Rosję pokonało w trymiga. Objawy jednak polegały na tym, że obywatel Tusk ogłosił, jakoby otrzymał „raport” od samej amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej. Wcześniej szef CIA rzeczywiście był w Moskwie i prawdopodobnie pod tym pretekstem obywatel Tusk dopuścił dobie do głowy, że musiał tam spenetrować prawdę, że Rosja, jako mocarstwo jest już passe. No dobrze – ale skoro Rosja jest już passe, to jakie państwo zajęło jej miejsce? Ano – jakież by, jak nie Polska?

W takiej sytuacji doszło do tego, do czego dojść musiało i obywatel Tusk wyobraził sobie, że teraz to on, jako szef tubylczego vaginetu, będzie otrzymywał z CIA raporty. Nie tylko sobie to wyobraził, ale nawet ogłosił to z trybuny sejmowej. Zrobiło to kolosalne wrażenie na jego wyznawcach, ale pojawił się też pewien rys niepokojący – że nie przedstawił on tego raportu nikomu, nawet swojemu zastępcy Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi, który w jego vaginecie ma fuchę ministra obrony narodowej. Tymczasem poeta przestrzega, że „nie jest światło, by pod korcem stało”, więc pojawiły się podejrzenia, czy ten raport jest rzeczywiście, czy może go nie ma. Wreszcie przyciśnięty do ściany Wielce Czcigodny minister-koordynator od bezpieczniaków, Siemoniak Tomasz puścił farbę, że żadnego raportu nie było. Wywołało to kolejną falę spekulacji, jakie jeszcze objawy mogły wystąpić u obywatela Tuska i od kiedy. Nic pewnego na ten temat nikt nie może niestety powiedzieć, bo między obywatelem Tuskiem i jego vaginetem, a środowiskiem medycznym występują napięcia na tle reform, które najpierw z wielkim przytupem zapowiadała Wielce Czcigodna Jolanta Sobierajska-Grenda, piastująca w vaginecie obywatela Tuska fuchę ministra zdrowia. Wprawdzie teraz się z nich wycofała co najmniej na rok – powiadają, że pod pretekstem, jakoby przekraczały one możliwości umysłu ludzkiego – ale nieufność i wynikające z niej napięcia pozostały. Inna sprawa, że z jakichś zagadkowych powodów środowisko medyczne ma poczucie siły, o czym świadczy odpowiedź pana doktora Dawida Kasprzyka na pytanie, jak się czuje po aferze w Szpitalu Południowym, od której wszystkie te zawirowania wokół systemu ochrony zdrowia się zaczęły. Pan Kasprzyk, nie wiedząc, że jest nagrywany ukrytą kamerą, oświadczył, że „ma to w d…” . I słuszna jego racja, bo przecież muszą być jakieś ważne powody, dla których obywatel Żurek Waldemar, co to stawia „zarzuty” na prawo i lewo, co to co i rusz, za pośrednictwem niezawisłych sądów, wtrąca kogoś do aresztu wydobywczego, pana doktora Kasprzyka na razie nie ośmielił się nawet przesłuchać. Czyżby dostał od starych kiejkutów telefon: wy Żurek, wy u nas bardzo uważajcie, bo inaczej z wami będzie brzydka sprawa?

Coś może być na rzeczy, bo właśnie Sejm wprawdzie wyraził zgodę na „zatrzymanie”, a nawet – na „tymczasowe aresztowanie” Wielce Czcigodnego posła Koalicji Obywatelskiej Wojciecha Króla – czego domagała się „prokuratura europejska” pod pretekstem „korupcji” – ale niezawisły sąd nie chciał nawet słyszeć o żadnym areszcie. Bo powiedzmy sami – kto to widział, żeby Króla wtrącać aresztu? Może gdzieś w Europie, w której zdarzały się nawet przypadki królobójstwa, panuje taka moda – ale na szczęście nie u nas. Czy niezawisłemu sądowi musiały o tym przypomnieć stare kiejkuty, czy też niezawisły sąd sam powinność swej służby zrozumiał – tak czy owak Wielce Czcigodny Wojciech Król jest wolny, wolność ubezpieczający.

Tymczasem rzeczywistość właśnie upomniała się o swoje prawa. Oto Agencja Ratingowa Moody’s, po raz pierwszy od 24 lat, a więc niemal od sławnej transformacji ustrojowej, na której wprawdzie stare kiejkuty się obłowiły – ale nie wiedząc, co z tym dalej robić, spuściły łup za grosze naszym nowym sojusznikom – obniżyła tzw. „rating” dla Polski z drugiego na trzeci stopień z powodu nadmiernego zadłużenia naszego bantustanu i rosnących kosztów jego obsługi. Wprawdzie ponury pan minister finansów Andrzej Domański zapewnia, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, bo gospodarka „wzrasta” i jest „stabilna” – ale za Edwarda Gierka też tak było, a nawet lepiej, bo Polska była na 10, a nie – jak dzisiaj – dopiero na 20 miejscu światowej gospodarki – aż do momentu, kiedy wszystko się skawaliło i nie było innej rady, jak wprowadzić stan wojenny.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Powstaje ośrodek ukraińskiego Korpusu Weteranów. W Warszawie.

Powstaje ośrodek ukraińskiego Korpusu Weteranów

Łukasz Jastrzębski .

Z nieoficjalnych informacji Radia Eska wynika, że Ihor M., Ukrainiec, który zabił polskiego księdza w Jarosławiu, a także zranił cztery inne osoby, miał być wcześniej żołnierzem Ukrainy i walczyć na froncie z Rosją. Miał posiadać nie tylko paszport ukraiński i niemiecki ale także polski numer PESEL. Ambasador Ukrainy zaprzecza informacji Radia Eska, że mężczyzna służył w wojsku i brał udział w wojnie.

W Warszawie właśnie otwiera się pierwszy w Europie ośrodek ukraińskiego Korpusu Weteranów. Ukraińscy żołnierze, którzy walczyli z Rosjanami i powracają z frontu to ludzie straumatyzowani z ogromnym bagażem problemów. Bardzo często to żołnierze z objawami stresu pourazowego, którzy wymagają specjalistycznego leczenia. Tym jednak powinna zajmować się Ukraina a nie Polska.

Cały czas obserwuję w mediach zbiórki rodziców na leczenie swoich dzieci. Ciągle żebranie o pieniądze, by nie umierały polskie dzieci. W naszym kraju nie mamy praktycznie usług stomatologicznych w ramach opłacanego przez nas wszystkich funduszu zdrowia. A pamiętam czasy, gdy dentysta był w każdej szkole. Na łopatkach leży coraz bardziej potrzebna starzejącemu się społeczeństwu geriatria. Ciągle w służbie zdrowia na wszystko brakuje pieniędzy.

Ja wiem, ze znaczna część elit w tym polityków i biskupów w naszym kraju odczuwa niepohamowaną sympatię do Ukrainy. Oczywiście im wolno. Ale ich odczucia nie mogą powodować zagrożeń dla ogółu Polaków. Jarosławska tragedia nie powinna się już nigdy więcej powtórzyć. To powinna być straszna lekcja dla nas wszystkich.

Wielu się oburzyło na posła do Parlamentu Europejskiego Sławomira Tyszkę, który skierował do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen pytanie w sprawie zamknięcia strefy Schengen dla ukraińskich weteranów. Ale on ma całkowitą rację. Egoizm narodowy czasem nas po prostu ratuje. Realne życie to nie jest scenariusz „Troskliwych misiów”, o czym przekonali się Polacy w jarosławskim opactwie sióstr benedyktynek.

Jestem przekonany, że entuzjastyczne poparcie liberałów i lewaków w stosunku do budowy ukraińskiego ośrodka Korpusu Weteranów skończyłaby się gdyby miał on powstać na ich zamkniętym ekskluzywnym osiedlu. Jeśli imperatyw moralny zmusza ich do zaoferowania ukraińskim weteranom miejsca w Polsce to proponuję w ich zapewne dobrze wyposażonych mieszkaniach. Robert Kropiwnicki (KO) ma ich 11, Małgorzata Niemczyk (KO) 10, Krzysztof Śmiszek (Lewica) i Dariusz Wieczorek (Lewica) po 6, zaś Robert Biedroń (Lewica) 4. Resztę można umieścić w pałacach biskupich zatroskanych członków Konferencji Episkopatu Polski.

Łukasz Jastrzębski