
———————————–

———————————————————

——————————————————————————————–

——————————————————————

————————————————–

—————————————


———————————–

———————————————————

——————————————————————————————–

——————————————————————

————————————————–

—————————————


——————————

—————————————

———————————

——————————————————-

—————————

—————————————————

—————————-

Przemysław Czarnek @CzarnekP Czeka-nas-najdrozsza-zima-stulecia
Polacy zapłacą za tę zimę fortunę! Pod KPRM pokazaliśmy, z jakimi kosztami zmierzą się polskie rodziny.
Problem dotyczy nie tylko ogrzewania.
Drożeje niemal wszystko!
Węgiel: +30% Pellet: +64% Prąd: +23% Diesel: +48% Benzyna Pb95: +38%
To nie są abstrakcyjne procenty, ale realne obciążenia dla domowych budżetów. Przed nami miesiące ogrzewania domów i wysokich rachunków. Coraz więcej Polaków będzie musiało liczyć każdą złotówkę, zastanawiając się, jak poradzić sobie z rosnącymi kosztami życia. Donald Tusk musi odpowiedzieć: jak Polacy mają za to wszystko zapłacić?
magnapolonia/ukroamok-trwa-w-najlepsze-146-mln-zl-dla-kijowa
W Warszawie ukro-amok trwa w najlepsze. Nowe środki wrzucane do studni bez dna jaką jest Ukraina, mają zostać wykorzystane na rehabilitację żołnierzy, pomoc psychologiczną, wsparcie rodzin oraz ułatwianie byłym wojskowym powrotu do życia cywilnego. Wśród organizacji, którym przyznano dofinansowanie, znalazły się m.in. Fundacja Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej z kwotą blisko 2,2 mln zł, Fundacja Inicjatyw Menedżerskich, której przyznano niemal 2 mln zł, oraz Fundacja HumanDoc, z kwotą 1,2 mln zł. Wymienione dotacje stanowią tylko część pakietu, którego całkowita wartość przekracza 14,6 mln zł.
Nie ma wątpliwości, że ranni żołnierze i ich rodziny mogą potrzebować pomocy. Nie oznacza to jednak, że to polski podatnik powinien finansować takie przedsięwzięcia na rzecz Ukrainy, zwłaszcza gdy państwo nie przedstawia obywatelom pełnego bilansu takich wydatków, a dodatkowo ma poważne problemy z utrzymaniem naszej służby zdrowia. Pomoc humanitarna to jedno, a prowadzenie polityki, w której kolejne zobowiązania wobec Ukrainy stają się automatycznie priorytetem, to zupełnie inna sprawa. Właśnie w tym miejscu potrzebna jest publiczna dyskusja o granicach solidarności i odpowiedzialności za własne państwo.
Polacy również mają liczne problemy wymagające nakładów finansowych. Chodzi między innymi o dostęp do świadczeń zdrowotnych, sytuację osób starszych, koszty życia, potrzeby rodzin oraz kondycję usług publicznych. Każda złotówka wydana przez państwo powinna być oceniana w kontekście konkretnych potrzeb i możliwych alternatyw. Tymczasem w debacie dotyczącej Ukrainy często dominuje przekaz, że kolejne formy wsparcia są oczywistą koniecznością, a pytania o ich zasadność można zbyć odwołaniem do solidarności i straszeniem „ruskimi agentami”. Takie podejście nie zastępuje rzetelnej analizy wydatków.
Dodatkowe wątpliwości budzi argument rządu warszawskiego, że wspieranie ukraińskich weteranów rzekomo leży w interesie Polski, ponieważ po zakończeniu wojny część byłych żołnierzy może przyjechać do naszego kraju, gdzie mieszkają ich bliscy. Przedstawiciele organizacji zaangażowanych w projekty wskazują w ten sposób na możliwe przyszłe „korzyści” związane z udzielaną pomocą.
Nie zmienia to jednak podstawowego pytania: dlaczego polski budżet ma finansować te zadania i jakie konkretne korzyści ma z tego odnieść polskie społeczeństwo? Samo powołanie się na przyszłe wyzwania nie zwalnia władz z obowiązku wykazania celowości wydatków, określenia ich rezultatów i zapewnienia skutecznej kontroli nad przekazanymi pieniędzmi.
Co więcej, weterani okrutnych wojen często mają objawy PTSD, a także skłonność do przemocy. Po co w ogóle ich tu ściągać i narażać własnych obywateli na ich agresję? No i przede wszystkim – o co ci ludzie walczą, skoro po zakończeniu wojny mają wyjeżdżać do Polski? Po co im Ukraina, za którą teraz narażają życie?
Problemem nie jest wyłącznie ta jedna, omawiana wyżej dotacja. Chodzi o szerszy model polityki, w którym Polska angażuje środki, zasoby i instytucje we wspieranie Ukrainy, a jednocześnie obywatele coraz częściej widzą, że ich własne potrzeby są spychane na dalszy plan. Solidarność międzynarodowa nie powinna oznaczać rezygnacji z pilnowania narodowego interesu. Państwo ma obowiązek pomagać w sposób przemyślany i w granicach rozsądku, a nie traktować każdej kolejnej inicjatywy pomocowej jako decyzji, której nie wypada kwestionować.
W przypadku programu finansowanego przez MSZ w stanie ukro-amoku należy domagać się jasnych informacji o beneficjentach, wysokości dotacji, kryteriach ich przyznawania oraz sposobie rozliczenia projektów. Opinia publiczna powinna wiedzieć, jakie rezultaty osiągnięto za miliony złotych i czy wydatki rzeczywiście odpowiadają deklarowanym celom. Bez takiej przejrzystości trudno ocenić, czy mamy do czynienia z działaniami pozorowanymi, na których zarobili „swoi”, dodatkowo ściągając niebezpieczeństwo na zwykłych Polaków. Frontowiec z PTSD to nie zwykły chuligan. To człowiek, który potrafi obsługiwać broń i zabijać.

————————–

———————————–

——————————————

————————————-

—————————————————————–

—————————————————

——————————————-

————————————-


———————————

——————————————————————–

———————————————–

—————————————

——————————–

——————————————

——————–

————————————————

——————————————————–

————————————————–
———————————————

——————————————–

——————————————

————————————————

———————————————

—————————————–

[Jednak to przez Internet idzie ta fala zachęty do zbrodni ! MD]
————————————————

———————————

———————————

——————————————————

Posted by Marucha 2026-10-11 marucha/patologia-rzadzenia-w-polsce
W monografii „Dobro wspólne a rzeczywistość polska. Patologia rządzenia” autorstwa prof. Zdzisławy Janowskiej autorka wykazuje zniszczenia naszej gospodarki po 1989 roku, wyprzedaż Polski.
Nikt nie poniósł z tego tytułu konsekwencji. Zdzisława Janowska przytacza dowody korupcji, grę interesów przy stanowieniu prawa i dowody łamania etyki przez parlamentarzystów.
Słusznie ostro krytykuje prawne zezwolenie na lobbing, a przede wszystkim nieobecność troski o dobro wspólne w działaniach władzy rozmaitych szczebli. Jednoznacznie stwierdza, że są to patologiczne przejawy władzy.
Zostało przypomniane w książce, że przemiany w roku 1989 miały doprowadzić do poprawy rozwiązań socjalistycznych, zgodnie z programem Solidarności.
Nieoczekiwanie dla społeczeństwa został wprowadzony neoliberalizm ekonomiczny, czyli neokapitalizm. Charakteryzuje go patologia rządzenia, brak szacunku dla człowieka, oddziaływanie niskich wartości, które funkcjonują zamiast wyższych wartości oraz manipulowanie obrazem Polski Ludowej w taki sposób, by nikt nie próbował powrócić do tamtych rozwiązań społecznych i gospodarczych.
Przenika to dzieło patriotyzm wyrażający się w głębokiej trosce o przyszłość Polski. Zdzisława Janowska domaga się kształtowania postaw etycznych od okresu dzieciństwa, oskarżając trafnie edukację za niewyrabianie troski o dobro wspólne. Czytamy w tej książce o niegodnych zachowaniach przedstawicieli wielu grup zawodowych, w tym polityków. Autorka odwołuje się do faktów.
Istotne znaczenie ma troska wyrażona w tym dziele o przyszłość Polski. Zdzisława Janowska uważa, że drogowskazem niezbędnych przemian powinna stać się etyka niezależna sformułowana przez Tadeusza Kotarbińskiego. Świat można inaczej ukształtować. Zależy to od świadomości i charakteru rządzących. Niestety w procesach prywatyzacji gospodarki dobro Polski nie było brane pod uwagę.
[Dlaczego nie etyka chrześcijańska? – admin]
Wprowadzenie własności prywatnej jako jedynej formy własności – a wyrugowanie własności spółdzielczej i dalece ograniczenie własności państwowej – pozwala na nadużywanie tego, co posiada się na własność. Wzgląd na dobro społeczne, czyli dobro wspólne, nie jest brane pod uwagę. Obecnie brakuje społeczników i ich cennej roli.
Autorka rozprawy „Dobro wspólne a rzeczywistość polska” jest wyjątkowym uczonym. Obiektywizm wywodów, niestety, przestał być powszechną właściwością uczonych w naszych czasach. A ponadto prof. Janowska domaga się przestrzegania etyki w każdej sferze życia publicznego, nie bacząc na wyrugowanie filozofii i etyki jako przedmiotów obowiązkowych z nauczania na poszczególnych Wydziałach. Na przykład przyszli sędziowie, notariusze, radcy prawni, prokuratorzy, adwokaci nie mają już wykładu obowiązkowego jakim była filozofia prawa.
W omawianej książce czytamy o niegodnych zachowaniach nauczycieli akademickich, o zachowaniach patologicznych pracowników służby zdrowia i kadr kierowniczych w rozmaitych sferach działalności. Zdzisława Janowska podaje także fakty bezkarnego naruszania godności człowieka w wybranych instytucjach.
Z omawianej rozprawy wynika niezbędność podjęcia debaty o przyszłości Polski we wszystkich dziedzinach, o potrzebie gruntownych przemian. Wymaga to odwagi. Książkę Zdzisławy Janowskiej powinno przeczytać i przemyśleć możliwie najszersze grono osób, a w tym przede wszystkim politycy, dziennikarze a także osoby zaangażowane w działalność publiczną.
Przedmiotem rozważań w monografii są etyczne i moralne zachowania polityków w sytuacji rozwiązywania problemów o wielkiej doniosłości, ważnych dla rozwoju społeczno gospodarczego gminy, regionu i kraju. U podstaw formułowanych treści tkwi teza mówiąca, że różnorodność polityczna w procesie sprawowania władzy nie może przeszkadzać w realizacji idei dobra wspólnego.
Równościowy udział społeczeństwa w procesie podejmowania decyzji w każdej sferze życia, a szczególnie politycznej, jest gwarantem demokracji, a tym samym pokojowego rozwiązywania problemów społeczno gospodarczych. Pokojowe rozwiązywanie przeciwstawnych sobie racji społeczno politycznych, prowadzenie racjonalnej dyskusji i poszukiwanie kompromisu staje się niezbędne do osiągania porozumienia i realizacji idei dobra wspólnego.
Mowa jest o konieczności przestrzegania uniwersalnych norm moralnych, które muszą być jednakowe dla wszystkich. Należy zatem zgodzić się z rozumieniem polityki traktowanej w kategoriach świadomej działalności zmierzającej do określonego celu, jakim jest dobro publiczne. Współczesnego polityka powinny obowiązywać uniwersalne zasady moralne, takie jak: uczciwość, odpowiedzialność, altruizm, obiektywizm, a także wizja dobra publicznego, wyrażona w idei praw człowieka.
W polityce określa się cele ze względu na obronę szeroko rozumianych interesów. Powinny to być interesy o charakterze ogólnonarodowym, dotyczące dobra wspólnego, takie jak: utrzymanie pokoju, dotrzymanie międzynarodowych umów, nakreślanie głównych kierunków rozwoju społeczno-gospodarczego.
Polityk decyduje zatem o sprawach wielkiej doniosłości i musi z tego tytułu ponosić odpowiedzialność. Akceptacja różnorodności politycznej, potrzeba prezentacji różnych poglądów, prowadzenie krytycznej dyskusji stanowi o sile przywódców politycznych sprawujących władzę.
Rzeczywistość polityczna daleka jest jednak od przedstawianych powyżej ideałów. Sięgając do genezy przewrotu politycznego w Polsce należy się zgodzić, że u jego podstaw leżał sprzeciw wobec „podeptanych” uniwersalnych wartości etycznych, takich jak prawda, sprawiedliwość, uczciwość, wolność.
Niestety, zbyt szybko elita solidarnościowa moralnego przełomu zaczęła ewaluować od elity moralności do elity interesu. Chodzi tu o postrzeganie w kategoriach »zła« działań politycznych, wynikających z przedkładania dobra własnego nad dobro wspólne, co prowadzi do wykorzystywania przez polityków dobra publicznego w celu pomnażania dobra własnego. Postawy ludzi nowej władzy degenerują niepostrzeżenie i powoli życie społeczne.
Powszechnie wiadomo, że partie zawłaszczają państwo i lokalną samorządność, a także administrację publiczną oraz gospodarkę. Jeśli działania polityków nie są zakorzenione w rzeczywistych wartościach moralnych, to nadzieje na postęp i ład społeczny, na sprawiedliwość by w życiu zbiorowym było coraz więcej najzwyklejszej ludzkiej przyzwoitości mogą okazać się płonne. Wielu przywódców partii zachowuje się niemal jak udzielni książęta. Uważają, że tylko oni i ich partie mają rację. Tymczasem dobro Polski jest zaniedbywane.
Prowadzone przez autorkę badania tematyczne w Polsce oraz doświadczenia z obserwacji uczestniczącej w życiu społecznym i publicznym pozwalają także na próbę dokonania oceny funkcjonowania samorządu terytorialnego. Stworzone dogodności ustawowe dla decentralizacji władzy w Polsce niestety w wielu przypadkach nie przyniosły oczekiwanych rezultatów społeczno-ekonomicznych. Zarówno władza ustawodawcza (rada gminy) jak i wykonawcza (wójt, burmistrz, prezydent) zbyt często dopuszczają się czynów, nie mających wiele wspólnego z ochroną i dobrem wspólnoty samorządowej. Przedstawione zostały przykłady, dowodzące bezkarności urzędników i radnych w procesie sprawowania władzy i zarządzania majątkiem gminy.
O strategicznym sukcesie gminy decydują kadry: pracownicy urzędów, radni z wyboru, ale przede wszystkim główni decydenci tj. wójt, burmistrz i prezydent. Ich kompetencje i otoczenie w którym działają (wpływy pozytywne i negatywne) oraz walory etyczne mogą kreować (lub nie) odpowiedni klimat dla pożądanego rozwoju gminy.
Niestety w ciągu minionych lat władzy samorządowej w Polsce coraz częściej opinia społeczna jest informowana o patologicznym funkcjonowaniu gminy, zarówno jej organów ustawodawczych jak i wykonawczych. Patologia dotyczy m.in. wykorzystywania posiadanej władzy do zaspokajania partykularnych interesów partii politycznych, a także prywatnych interesów urzędników, radnych i często najwyższych organów wykonawczych.
Władza przestaje być przejrzysta, bowiem dostęp do jawnych źródeł informacji bywa często utrudniany tj. np. do protokołów z posiedzenia rady, komisji tematycznych czy komisji przetargowych. Nie respektuje się postanowień ustawowych takich jak: konieczności odbywania konsultacji społecznych, upubliczniania konkursów kadrowych i ich wyników, jak i informowania społeczeństwa o planach zagospodarowania przestrzennego.
Nagminnym staje się prowadzenie polityki kadrowej (konkursów) pod kątem „swoich” kandydatów. Stąd też nic dziwnego, że upolitycznienie i dysfunkcjonalność samorządu zarówno w sferze doboru kadr i podejmowania kluczowych decyzji (często niweczących rozwój gminy) rodzi uzasadnioną niechęć społeczeństwa do uczestnictwa w wyborach, w których frekwencja niekiedy osiąga zaledwie 30%.
Badania prowadzone w ostatnim dziesięcioleciu dowodzą ponoszenie potężnych strat przez budżet państwa z tytułu korupcji, towarzyszącej życiu publicznemu. Omijanie prawa, łapownictwo, funkcjonowanie grup interesów, łączących przedsiębiorców z urzędnikami to tylko niektóre przykłady działań patologicznych.
Jak wynika z badań inicjowanych przez Bank Światowy, w efekcie korupcji dochodzi do wielkiego marnotrawstwa środków, a w rezultacie ograniczenia zdolności rozwojowych kraju. Często koszty inwestycji przyjmowane do realizacji przez instytucje publiczne przekraczają w 20–30% wartość realną. Choć prowadzi się dochodzenia prokuratorskie i kontrole NIK-u w sprawach korupcyjnych, to tylko część jest rozpatrywana w sądach i ostatecznie karze podlega znikomy procent (tylko 8%).
Polem do działań korupcyjnych w gminach jest proces związany z realizacją inwestycji budowlanych. Sprzyja temu brak planów zagospodarowania przestrzennego i związana z tym potrzeba przyśpieszenia starań np. o pozwolenie na budowę, odrolnienie gruntów itp.
Niepokojącym jest fakt, że w społeczeństwie dominuje przekonanie o łapownictwie jako zakorzenionym obyczaju, niezbędnym dla realizowania własnych spraw i interesów. Badani źle oceniają pracę radnych (38%). Wśród tej grupy aż 54% osobiście zna skorumpowanych radnych. 31% badanych uważa, że w zamian za łapówki radni są gotowi naginać i łamać przepisy prawa, a 58% twierdzi, że radni głównie dbają o interesy partii i ugrupowań, dzięki którym zdobyli mandaty.
Opisując sytuację łapówkową z udziałem radnych, badani wskazywali najczęściej: przydzielanie stanowisk, awansów, dawanie zatrudnienia (18%), wydawanie zezwoleń na różne budowy (17%), przydział mieszkań, gruntów, sprzedaż mienia komunalnego (16%), przetargi (8%).
Badani wystawili ocenę także urzędnikom. I tak blisko 30% badanych wystawiło ocenę złą. Wśród tej grupy 29% twierdzi, że urzędnicy są przekupni i wręczenie im prezentu lub łapówki przyśpiesza załatwienie spraw, 49% uważa, że w załatwieniu sprawy pomagają znajomość i protekcja a 23% sądzi, że świadomie się przewleka i opóźnia załatwienie sprawy wymuszając łapówkę. Sytuacja łapówkowa dotyczy m.in. przyjmowania do pracy (20%), przyśpieszania załatwienia spraw (17%), wydawania pozwoleń na budowę, zmianę warunków zabudowy (11%), przetargów (8%).
Demaskacja nieuczciwych, niemoralnych praktyk korupcyjnych, występujących w miejscu pracy i powiadomienie o nich właściwych organów ma szansę zatrzymać postępujący proces patologizacji. Demaskowanie nieprawidłowości jest właściwym naturze ludzkiej, samorodnym i samodzielnym zjawiskiem społecznym. Jest to „demaskacja w dobrej wierze”, która zatrzymuje procesy prowadzące do często olbrzymich strat w organizacji, a nawet jej upadku.
Rzeczywistość dowodzi, że demaskatorzy działający ze wszech miar słusznie bywają szykanowani, zastraszani i narażeni na różnego rodzaju działania odwetowe. Są oni pozbawieni faktycznej pomocy prawnej. W Polsce przyzwolenie dla działań korupcjogennych sprawia, że instytucja demaskacji społecznej nie cieszy się należytym prestiżem i nie znajduje właściwego miejsca w procesie wychowawczym społeczeństwa.
Inaczej dzieje się np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie propagowanie postaw demaskacyjnych, ochrona prawna demaskatorów oraz system bodźców (nagród), premiujących odwagę przynosi pożądane rezultaty. To właśnie dzięki demaskacji społecznej (np. dotyczącej oszustw podatkowych) wzrastają znacząco przychody rządu.
Niestety tego rodzaju działania nie są popularne w Polsce, a przyświecające im szczytne cele często traktowane są jako czyny donosicielskie burzące ład i spokój społeczny. Również nie prowadzi się odpowiednich statystyk dowodzących zachodzenia korelacji między zgłoszeniem nieprawidłowości a wszczęciem odpowiednich działań kontrolnych w instytucjach publicznych. Instytucja demaskacji społecznej nie znajduje właściwego miejsca w polskim ustawodawstwie. W rezultacie osoby spełniające swoją powinność obywatelską są narażane na szykany i działania odwetowe.
Szerząca się patologia życia gospodarczego, politycznego w naszym kraju sięga coraz częściej do instytucji administracji publicznej. Przykłady patologii budzą zrozumiałą niechęć społeczeństwa do aktywnego włączenia się w życie społeczne gminy i kraju.
Szansy na odzyskanie zaufania społecznego upatrywać się winno w:
– nagłaśnianiu i karaniu działań patologicznych, dowodzących „obiektywizmu” władzy prokuratorskiej i sądowniczej;
– upowszechnianiu praktyk i konkursów na „przejrzystą gminę;”
– prowadzeniu ustawicznej powszechnej edukacji na temat zachowań etycznych;
– nadaniu właściwej rangi instytucji demaskacji społecznej.
dr Stanisław Tujaka https://chrobryszlak.pl/
Marucha w dniu 2026-10-11 marucha/nadchodza-porywaczki-dzieci

Monika Horna-Cieślak
Sprawa Moniki Horny-Cieślak, odpowiedzialnej za urzędowe uprowadzenie dwojga dzieci, szybko ulegnie zapomnieniu. Skoro działo się tak właściwie z każdą bulwersującą aferą, dlaczego tym razem miałoby być inaczej?
Jednak – mówiąc Kisielem – „to nie kryzys, to rezultat”. Cała sprawa pokazała bowiem coś znacznie groźniejszego niż pojedyncze nadużycie władzy: w świadomości postępowej części społeczeństwa instytucjonalny kidnapping przestaje być „ostateczną ostatecznością”, a staje się uzasadnionym środkiem profilaktycznym.
Największym błędem byłoby myślenie, że mamy tu do czynienia ze spontanicznym „glitchem” w dobrze działającym systemie. Nie. Fanatyczna aktywistka, wypruwająca sobie żyły, żeby odbierać rodzicom dzieci na podstawie własnych histerycznych odczuć, jest produktem określonej ideologii. A fakt, że znalazła się na tak odpowiedzialnym stanowisku jak rzecznik praw dziecka, jest efektem określonego politycznego dealu. Świadczą o tym zresztą reakcje obronne na aferę, których motywacje można z grubsza podzielić na trzy kategorie.
Pierwsza to oczywiście obrona ludzi władzy za wszelką cenę. Nie jest chyba zaskoczeniem, że przodują w tym osoby odpowiedzialne za linię TVP Info. Wystarczy przypomnieć „cieplarniany” wywiad, jaki Aleksandra Pawlicka przeprowadziła z rzeczniczką. Tutaj właściwie nie ma o czym rozmawiać – jaki jest koń, każdy widzi. Druga, częściowo pokrywająca się z pierwszą, to wręcz patologiczna nienawiść salonu do Kanału Zero, który w jego oczach jest po prostu „ukrytą opcją pisowską” (trudno o większą głupotę).
Trzecia jest jednak najbardziej niepokojąca. To motywacja wynikająca z przekonania, że rodzina jest w gruncie rzeczy systemem opresyjnym. W takim ujęciu ingerencja państwa może więc być traktowana jako „profilaktyka” – i to bez wielkiej straty. Przecież nawet w razie błędu odebranie dziecka ze środowiska uznanego za złe „samo w sobie” nie jest żadną wielką tragedią. Ten sposób myślenia ujawnia się u wszystkich, którzy podnoszą argument o „uniknięciu czegoś gorszego” i wskazują na zamierzchłe, pojedyncze incydenty jako usprawiedliwienie dla tego, co wydarzyło się teraz.
U wszystkich tych, którzy krytykom instytucjonalnego kidnappingu zarzucają prawicowe tendencje do przemocy w rodzinie (Magdalena Biejat), mizoginię (Agnieszka Gozdyra) albo wykorzystywanie dzieci (Janusz Schwertner). Co inteligentniejsi publicyści zdobyli się na bardziej zakamuflowane działania osłonowe. Jak choćby Tomasz Terlikowski, który wytykał „medialny lincz”na rzeczniczce (tak, ten sam Tomasz Terlikowski, który wraz z TVN-owskimi zakapiorami uprawiał pośmiertny lincz na Janie Pawle II).
Zmora Jugendamtu w Polsce
I właśnie te osoby pokazują, jak prawdziwa jest zgrana do bólu fraza: „idee mają konsekwencje”. Jeżeli setki dzieł popkultury, intelektualne wydaliny „zaangażowanych społecznie badaczy”, aktywistki-obsesjonatki, feministki i nieświadome własnego zindoktrynowania „psycholożki” od rana do wieczora wmawiają ludziom, jak straszna i traumatogenna jest rodzina, nic dziwnego, że zmiana postrzegania tej instytucji musi prowadzić do coraz większego przyzwolenia na „ratowanie” dzieci z „rodzinnego piekła”.
Jeśli dodamy do tego bezkrytyczny zachwyt Zachodem, gdzie szaleją zmory w rodzaju Jugendamtu czy Barnevernetu oraz absurdalne rozciągnięcie pojęcia „przemocy” tak, by mieściło się w nim właściwie wszystko, co związane jest z hierarchią i ograniczeniem swobody dziecka, nic dziwnego, że pojawiają się tabuny bojowniczek gotowych przeniknąć do urzędów i stamtąd prowadzić swoją „wychowawczą” rewolucję.
A jaka to rewolucja? Oczywiście „ekspercka”. Opiera się na przekonaniu, że istnieje jakaś „wiedza obiektywna” na temat wychowania dzieci, do której dostęp mają oczywiście tylko wspomniane urzędniczki-aktywistki i współpracujące z nimi „ekspertki”.
I choć trudno odmówić wielu z nich licznych lektur i szkoleń na ten temat, często nie rozumieją one rzeczy zasadniczej: konkretne trendy wychowawcze są przecież także emanacją idei panującego ustroju. Ustrój, jeśli chce się reprodukować, musi wychowywać młodych kapitalistycznych demoliberałów. Najlepiej zaś robić to, przedstawiając własne założenia jako bezstronną wiedzę naukową (bo słowo „ideologia” przecież śmierdzi).
Tym samym NGO-sowe działaczki, urzędniczki i „ekspertki” często nawet nie zdają sobie sprawy, że dysponują zaledwie wycinkiem wiedzy – starannie wyselekcjonowanym pod kątem wymogu „odtwarzania się” systemu kapitałowo-kulturowego. Elementy niewygodne można przecież skrzętnie pominąć.
W systemie liberalnym rozumiany na wszelkie sposoby „autorytaryzm” (również w wychowaniu) jest jednym z najgorszych grzechów. Szkoda tylko, że równie gorliwie nie traktuje się zaniedbywania dzieci przez rodziców pochłoniętych dorobkiewiczostwem, karierą i samorealizacją. To również może być potężne źródło patologii: od uzależnień po zaburzenia psychiczne. Ale nie. To z jakiejś przyczyny jest „mniejsze zło”.
Podział łupów
Jeśli komuś mało dowodów na wpływ „ducha ustroju” na kształtowanie się wyobrażenia o „naukowym wychowaniu”, przypomnijmy, że „libkowa Polska” była gotowa zabierać dzieci rodzicom nie tylko za prawdziwą lub wydumaną przemocowość, lecz również za zbyt ubogie warunki materialne. Proceder ten przerwał dopiero „znienawidzony Zbigniew Ziobro”.
To znakomity przykład priorytetów systemu: status materialny może okazać się ważniejszy niż więzi rodzinne. Jak przystało na system oparty na dyskretnym klasizmie – rodziny ubogie były (i są!) zagrożone odebraniem dzieci właśnie dlatego, że były ubogie. Szczęśliwie nie był to proceder szczególnie rozpowszechniony, ale być może bardziej dzięki rozsądkowi samych starych urzędników niż dlatego, że prawo stawiało tu mocną tamę.
Warto zresztą zadać pytanie: czy ktoś naprawdę ośmieliłby się odebrać dzieci rodzicom wpływowym, posiadającym kontakty, pieniądze i wysoką pozycję społeczną? To chyba pytanie retoryczne.
Wspomnieliśmy wcześniej o politycznym dealu, który sprawił, że osoby pokroju Hornej-Cieślak w ogóle dostały się na tego rodzaju urzędy. Wyjaśnienie wydaje się proste. Otóż w sojuszu lewicowo-liberalnym, przy podziale łupów władzy, liberałom przypadła ekonomia, zaś lewactwu – pola władzy „miękkiej”, kulturowej, które dla liberałów były raczej drugorzędne. Stąd łatwość przyzwalania na pełzającą rewolucję kulturową.
Mechanizm jest banalny: skoro musimy połączyć siły w walce z prawicą, a nas interesuje kasa, trzeba nasycić lewactwo szkołą, uczelniami, polityką seksualną, przepisami rodzinnymi i całą resztą kulturowego frontu. Nas to specjalnie nie interesuje, oni będą zachwyceni, a sojusz jakoś przetrwa.
I dlatego właśnie Barbara Nowacka dostaje posadę „ministry” edukacji, Katarzyna Kotula zostaje pełnomocniczką ds. równości, a Monika Horna-Cieślak – rzecznikiem praw dziecka. Liberałowie (w tym przypadku Donald Tusk) po prostu spłacają swoich sojuszników kosztem dzieci i rodziców. Widać więc, jak toksyczny, a w dłuższej perspektywie zabójczy, jest sojusz lewicy z liberałami.
Pora kopać fosy
Wszystko to pokazuje nam, że zbliżamy się do pewnego rodzaju krawędzi. Procesy, które na Zachodzie doprowadziły do podporządkowania rodziców postępackim modom, a także do normalizacji urzędowego kidnappingu, toczą się również w Polsce. I należy się obawiać, że wychowawcza „ekspertoza” oświeconych działaczek, rosnąca niechęć do instytucji rodziny oraz patosojusz kulturowych rewolucjonistów z białymi kołnierzykami doprowadzą w końcu do ośmielenia urzędowych porywaczy. A co jeszcze bardziej przerażające – do rosnącego społecznego przyzwolenia na ich działalność.
Dlatego stawka społecznej reakcji na uprowadzenie dzieci pary z warszawskiej Białołęki jest tak duża. Ospałość, brak zainteresowania czy aksamitne wybielanie rzecznik to kolejny krok w stronę samowoli „fanatyczek i fanatyków”, którym rodzina kojarzy się raczej z czymś podejrzanym i potencjalnie niebezpiecznym niż z dobrem, bezpieczeństwem i odpowiedzialnością.
Szczęśliwie tym razem emocja społeczna była po stronie rodziców i Kanału Zero, a otwarcie przeciwstawić się jej gotowi byli raczej nieliczni. Nie możemy jednak zakładać, że za każdym razem będzie podobnie.
Jeżeli naprawdę zdajemy sobie sprawę z kierunku, w którym zmierzają przemiany społeczne, potrzeba czegoś więcej niż jednorazowego oburzenia. Potrzebne są trwałe, profesjonalne komórki zdolne przeciwdziałać podobnym przypadkom w przyszłości. Potrzebna jest pomoc prawna, medialna i organizacyjna dla rodziców, zanim jeszcze urzędnik-porywacz zapuka do ich drzwi. A przede wszystkim potrzebna jest kulturowa ofensywa na rzecz „empowermentu” środowiska rodzinnego.
To więc nie koniec walki. To dopiero ostrzeżenie. Pora kopać fosy, wznosić mury, rozciągać zasieki i stawiać wieże strażnicze. Bo tu kończą się abstrakcje. Tu zaczyna się nasze być albo nie być.
Ludwik Pęzioł https://tysol.pl

————————————–

———————————————-

…Tych pojebów hodowali, uczyli, i w odpowiednim momencie wypuścili
————————————-

———————————-

————————————————————-

———————–

—————————————

——————————————————–

——————–

———————-

================================================
bonus:


——————-

——————————–

————————————————————

—————————————

——————————————

————————————

———————————————————–

——————————————

—————————————————

——————————————————-


————————————–

———————————-

————————————

——————————–

————————–

Israeli – Gaza
==========================

———————————————–

———————————

———————————————

——————————————–


Jakto… Izrael z Takimi milionami na pewno przyjmie….
—————————

—————————

————————————–

————————–


——————–

———————————————-

————————————————

———————————

———————————–

—————————————————


———————————————————

————————————

—————————————————-

———————————-

————————————

———————-

————————————–

————————————————-

———————————————————————

————————————————————-

ruska ruletka…
——————————————————

———————————

————————————

—————————————

Charakterystykę rzeczywistego stanu, w jakim obecnie znajduje się Polska i prowadzona przez nasze państwo polityka, trzeba rozpocząć od krótkiego rozpoznania i podsumowania tego, czego doświadczyliśmy na przestrzeni kilkudziesięciu lat.
Od zakończenia II wojny światowej, Polacy byli skazani na poruszanie się w niewielkiej przestrzeni, jaką pozostawiły nam zwycięskie mocarstwa, które przy okazji uzgodnienia podziału wpływów w Europie, ustaliły nowe granice Polski i zdecydowały o jej bezalternatywnej przynależności do sowieckiej strefy wpływów. W polityce rzadko mamy do czynienia z prostymi i jednoznacznymi sytuacjami, dlatego również w tym przypadku, empiryczna ocena postępowania stron współtworzących nowy porządek światowy nie jest taka, jak przedstawia się ją obecnie w propagandowej, czarno-białej tonacji.
Sojusznicy Polski – w tym miejscu mam na myśli przede wszystkim Wielką Brytanię, ponieważ Francja w 1945 roku miała niewiele do powiedzenia – którzy najpierw zachęcili Polskę do zbrojnego przeciwstawienia się ekspansywnej polityce Niemiec ze wszystkimi skutkami przegranej wojny obronnej w 1939 roku, w 1945 roku jednostronnie uznali, że zawarty z Polską układ nie obowiązuje już ani de iure, ani de facto, ani literalnie, ani co do istoty. Nie tylko zaakceptowali nową granicę wschodnią Polski, ale ponadto przeciwstawiali się zbytniemu rozszerzeniu granic państwa polskiego na zachodzie. Natomiast Związek Sowiecki, choć z jednej strony narzucił Polsce swoje zwierzchnictwo i wcielił do republik litewskiej, białoruskiej i ukraińskiej polskie kresy wschodnie z Wilnem i Lwowem, z drugiej jednak przeforsował korzystniejszy dla Polski wariant granicy zachodniej. Po kilkudziesięciu latach, relatywnie korzystna dla nas granica na Odrze i Nysie, jakkolwiek ustalona arbitralnie, jest utrwalona i pozostaje obecnie granicą państwa polskiego.
W ramach porządku jałtańskiego, w długofalowo pojmowanym interesie polskim było konserwowanie bytu Polski Ludowej, czyli niesuwerennego państwa polskiego, a więc unikanie gwałtownych wystąpień społecznych i nie podejmowanie radykalnych działań zmierzających do wyrwania się z sowieckiej strefy wpływów. Taką linię postępowania zastosował w praktyce prymas Stefan Wyszyński i taką postawę „samoograniczającej się rewolucji” zachowywała większość opozycji antykomunistycznej działającej od połowy lat 70. Trzeba w tym miejscu dodać, że w miarę upływu czasu państwo zwane Polską Ludową ewoluowało od stalinowskiej wersji państwa totalitarnego ku państwu o charakterze narodowym i autorytarnym. W takim państwie istniejącym w ramach porządku powojennego, naród polski posiadał względną swobodę trwania i rozwoju, w oczekiwaniu na zmianę sytuacji geopolitycznej, czyli rozpad imperium komunistycznego i unieważnienie podziału Europy.
Najważniejsza dla zrozumienia naszej dzisiejszej sytuacji zmiana, nastąpiła w 1989 roku wraz z unieważnieniem podziału Europy i zakończeniem sowieckiej okupacji wschodnich Niemiec i państw Europy środkowej, w tym Polski. Od tego momentu Polacy otrzymali większą swobodę wyboru własnej formy rządu i modelu gospodarczego. Zainicjowany odgórnie proces demokratyzacji oznaczał, że w Polsce mogła rozpocząć się cyrkulacja elit, uwzględniająca w większym stopniu dynamikę społeczną. Taka była istota wydarzeń, których symbolem stały się porozumienia zawarte przy tzw. „okrągłym stole”.
Polityka polska po 1989 roku koncentrowała się na realizacji dwóch powiązanych ze sobą strategicznych celów: przezwyciężaniu podziału jałtańskiego i dziedzictwa komunistycznego oraz radykalnej przebudowie gospodarczej, czyli zintegrowaniu polskiej gospodarki ze światem i z zachodnim modelem gospodarczym. Strategiczny cel polskiej polityki został osiągnięty na przełomie XX i XXI wieku wraz z przyjęciem Polski do paktu NATO (1997) oraz członkostwem w Unii Europejskiej (2004). Żelazna kurtyna została zlikwidowana, a państwa Europy środkowej zostały zintegrowane z państwami zachodnimi. Trzeba jednak zaznaczyć, że zniesienie barier i aplikacja liberalno-demokratycznego modelu ustrojowo-gospodarczego nie oznaczały, że automatycznie nastąpił zanik odrębności społecznych czy różnic w poziomie życia pomiędzy zachodnią i wschodnią Europą.
Niestety, wraz z formalną integracją Polski ze strukturami europejskimi i północno-atlantyckimi, nie zostały określone nowe wyzwania i nowe cele strategiczne. W XXI wieku Polska z własnej winy czy też przez zaniechanie, straciła busolę wytyczającą kierunek polityki państwa i wskazującą społeczeństwu pożądany kierunek rozwojowy. Powtórzmy: po 1945 roku było to cierpliwe dążenie do ewolucyjnego przekształcania komunistycznej Polski Ludowej w niepodległe państwo narodu polskiego. Po 1989 roku było to trudne i bolesne podążanie drogą reform ustrojowo-gospodarczych, prowadzącą do integracji niepodległej Polski z Europą zachodnią i zachodnim modelem ustrojowo-gospodarczym. Natomiast mniej więcej od roku 2004 powinien otworzyć się nowy etap, w którym Polacy mogliby skupić się wokół nowych strategicznych wyzwań, wynikających z naszej obecności w strukturach atlantyckich i europejskich i doniosłych zmian dokonujących się na świecie. Niestety, nie otworzył się, ponieważ w nowych okolicznościach, rządzące Polską elity nie potrafiły sformułować nowej wizji polskiej polityki.
=======================================
Zamiast tego mogliśmy obserwować proces utraty przez państwo polskie statusu państwa niepodległego i postępującej wasalizacji polskiej polityki oraz gospodarki, podporządkowanych decydentom w Berlinie i/lub Waszyngtonie. Jednym z przejawów tej wasalizacji było uwikłanie debaty publicznej w Polsce w wewnętrzne spory i animozje między dwoma zwaśnionymi obozami, czy też „plemionami”. Nastąpił regres jeśli chodzi o poziom dyskursu politycznego: racjonalną wymianę poglądów zastąpiły propagandowe prezentacje, niezwykle popularne w social mediach, ale szkodliwe i zaciemniające rzeczywistą sytuację Polski. Innym, niezwykle znaczącym przejawem wasalizacji jest tendencja do stosowania przez rządzących, niezależnie od opcji politycznej, polityki obrazowo opisanej przez Wojciecha Wasiutyńskiego jako „kult kolorowego ułana”. W tym miejscu przypomnę, że nieprzemijającą zasługą Romana Dmowskiego i jego uczniów, było wykazanie zagranicznego, agenturalnego zaplecza hurra patriotycznych działań i emocjonalnych uniesień zastępujących racjonalną i realistyczną analizę polityczną.
Rzeczywistej, niebezpiecznej dla przyszłości Polski sytuacji, charakteryzującej się zanikiem realistycznego i długofalowego myślenia i działania politycznego, nie zmieniło pojawienie się na scenie politycznej Grzegorza Brauna i Konfederacji Korony Polskiej – z postulatem odwrotu od wasalizmu i zastosowania zasady prymatu interesu narodowego także w polityce wewnętrznej.
Nie zmieniło, ponieważ zarówno Braun oraz jego zwolennicy nie zostali do chwili obecnej dopuszczeni do stanowienia o czymkolwiek, nawet do uczestniczenia w debacie publicznej.
Tak więc obecnie dominujące środowiska polityczne, wymazały z pamięci i publicznego dyskursu nie tylko doświadczenia kilkudziesięciu lat, w tym również niemałe własne dokonania na przestrzeni minionych dekad, ale jednocześnie cofnęły polską myśl polityczną do czasów poprzedzających narodziny nowoczesnych ruchów politycznych i ukształtowanie się szkoły realizmu politycznego, której najwybitniejszym przedstawicielem był Dmowski. Przywódcy nowoczesnych ruchów politycznych w XX wieku, notabene nie tylko z obozu narodowego, rozumieli, że działalność polityczna nie polega na bezmyślnym powtarzaniu efektownych i chwytliwych formułek, że patriotyzm nie polega na prowadzeniu narodu od klęski do klęski, że polityków rozlicza się nie z obietnic, ale z efektów ich pracy.
Nade wszystko zdawali sobie sprawę, że wyznacznikiem ich działalności są spójne programy polityczne, a nie zdobywanie władzy wszelkimi dostępnymi sposobami. Największą, dziejową zasługą Romana Dmowskiego było wzniesienie poziomu refleksji politycznej elity polskiej – obnażenie miałkości i tragicznych skutków działalności powstańczej w XIX wieku. Działalności nierzadko inspirowanej z zewnątrz a zawsze przynoszącej Polakom – obok niewątpliwej chwały – bolesne i trudne do odrobienia straty.
Z tych wszystkich umiejętności, opisanych powyżej, elita rządząca Polską zrezygnowała w XXI wieku. Kierując się nową i nadrzędną w stosunku do wszystkiego, zasadą skuteczności w zdobywaniu władzy, zaczęła ograniczać się do sterowania nastrojami społecznymi i odwoływania się do emocji, które są ważne dla wzmocnienia poczucia wspólnotowości i mogą być wykorzystywane w celach propagandowych, ale niekontrolowane przez rozum są zawsze złym doradcą w polityce. Wspomniany „kult kolorowego ułana” stał się aktualnym wyznacznikiem polskiego patriotyzmu. Emocjonalne reagowanie i programowa antyrosyjskość są sterownikami, przy pomocy których siły zewnętrzne mogą realizować w Polsce swoje własne cele. Oczywiście nie można wykluczyć, że interes sił zewnętrznych może być chwilowo i w pewnym zakresie zbieżny z polskim interesem narodowym, ale nie da się tego ustalić bez przeprowadzenia dogłębnej i racjonalnej analizy sytuacji geopolitycznej. Niestety, takich analiz, debat, dyskursów w Polsce nie ma. Z odstającymi od mainstreamu poglądami głoszonymi przez Brauna nie polemizuje się, tylko je histerycznie zwalcza.
Emocjonalny stosunek do świata i aksjomatyczna antyrosyjskość stanowią fundament nie tylko mainstreamowego przekazu medialnego, ale również szeroko pojętej pedagogiki, propagowanej przez system oświatowy. Wzorem postawy nie tyle obywatelskiej, bo to pojęcie w ogóle nie funkcjonuje, co patriotycznej jest tzw. „żołnierz wyklęty”, czyli ten, który wypowiedział wojnę komunistycznej Rosji i jej sługusom „na śmierć i życie” i w tej walce bohatersko wytrwał, wzorem XIX wiecznych powstańców – usque ad finem. W narracji historycznej dominuje apoteoza militaryzmu, czyli skoncentrowanie uwagi na wojsku i walczących żołnierzach lub powstańcach. Nic dziwnego, że dzieło prymasa Stefana Wyszyńskiego czy niezłomna postawa i dorobek intelektualny powojennej emigracji politycznej zostały odsunięte w cień. Nawet „Solidarność”, jej program i dokonania, nie są godne uwagi, za wyjątkiem życiorysów obecnych przedstawicieli elity, którzy swoją karierę polityczną rozpoczynali jako działacze opozycji antykomunistycznej lub działacze związkowi.
W takich okolicznościach nie dziwi, że w oficjalnej narracji stawia się znak równości między komunistycznym Związkiem Sowieckim a współczesną Rosją. Wcześniej ten sam zabieg niwelacji przeprowadzono na Polsce Ludowej, tak jakby nie było różnicy między okresem stalinowskim i Polską po przełomie w październiku 1956 roku. Podobne propagandowe fałszowanie rzeczywistości miało miejsce w okresie komunistycznym, gdy w urzędowym przekazie stawiano znak równości między przedwojennymi i powojennymi Niemcami albo między ruchami faszystowskimi i polskim obozem narodowym.
Zastosowanie czarno-białego szablonu i optyki jednowymiarowej, zdecydowanie ułatwiają sterowanie opinią publiczną. Zadziwia, choć nie powinno, ponieważ tutaj nie mówimy o racjonalnym postrzeganiu rzeczywistości, że ci sami ludzie, którzy obecnie pielęgnują kult „żołnierzy wyklętych” są oburzeni kultem Stepana Bandery i UPA na Ukrainie. Przecież to są dwie, narodowe w treści, odsłony tego samego uniwersalnego schematu: połączenia emocjonalnego oglądu świata z aksjomatyczną antyrosyjskością, która wybiela i usprawiedliwia wszystko, co antyrosyjskie i potępia wszystkich, którzy usiłują spojrzeć na Rosję przez pryzmat rzeczywistych faktów, a nie urojeń.
W jakim zatem kierunku powinna pójść odradzająca się realistyczna i racjonalna polska myśl polityczna, jakie obecnie stoją przed Polską nowe wyzwania? O pierwszym celu i niejako warunku sine qua non jakiegokolwiek odrodzenia, była mowa powyżej. Polska musi odzyskać niepodległość, czyli możliwość stanowienia przez jej elitę rządzącą polityki służącej naszym krótko i długofalowym interesom.
Bez tego, nie ma i nie będzie w ogóle mowy o w pełni realistycznym rozpoznaniu stanu rzeczy. Niestety, nie ma pomiędzy nami nowego, współczesnego następcy Dmowskiego, ponieważ tacy ludzie jak on pojawiają się raz na sto lat a nawet jeszcze rzadziej. Do wzniesienia refleksji politycznej na odpowiedni poziom, możemy dojść jedynie pracą zespołową i obsadzając najważniejsze stanowiska w państwie odpowiednimi i kompetentnymi ludźmi. Instytucje państwowe muszą zacząć pracować dla Polski i w jej interesie.
Na tym właściwie należałoby poprzestać, jednak na zakończenie spróbuję opisać pokrótce sytuację w jakiej, w mojej ocenie, obecnie znajdujemy się. Jesteśmy częścią Zachodu, skolonizowaną przez Stany Zjednoczone i Niemcy. Nie znam całościowego bilansu naszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, jednak polska polityka zagraniczna jest ewidentnie podporządkowana ambasadorowi amerykańskiemu w Warszawie, podobnie jak pod koniec XVIII wieku rzeczywisty ośrodek władzy w Warszawie znajdował się w ambasadzie rosyjskiej. Istnieją natomiast i są łatwo dostępne opracowania wykazujące kolonialny charakter relacji polsko-niemieckich – Polska stanowi zaplecze taniej siły roboczej i logistyki dla gospodarki niemieckiej i bilans relacji pozostaje dla nas zdecydowanie niekorzystny. Dopiero w tym kontekście należy oceniać często przywoływane w debacie publicznej saldo relacji Polska – Unia Europejska, które obejmuje jedynie część faktycznych relacji polityczno-gospodarczych Polski z państwami europejskimi. Mówiąc w skrócie, o ile przystąpienie Polski do Unii Europejskiej w minionych latach przyniosło Polsce szereg korzyści, o tyle obecnie, prawdopodobnie sytuacja uległa zmianie na naszą niekorzyść.
Trzeba jednak mieć świadomość, że Polska nie leży na pustyni, ale – jak wspomniano – stanowi część Zachodu w świecie wielobiegunowym, w którym liczą się jedynie wielkie mocarstwa czy też organizmy ponadnarodowe, takie jak Unia Europejska. Choćbyśmy chcieli, nawet po odzyskaniu suwerenności we własnym państwie, nie będziemy mieli wielkiego pola manewru. Możemy poruszać się w takiej przestrzeni, jaką będziemy potrafili sobie wypracować.
Największym naszym atutem jest, paradoksalnie, położenie geograficzne, które w warunkach wojny było (i będzie jeśli obecna wojna nie zakończy się) dla nas przekleństwem, jednak w warunkach pokoju, zważywszy rywalizację chińsko-amerykańską, sprawia, że możemy stać się częścią szlaku handlowego, tzw. „jedwabnego szlaku”. W tym miejscu, interesy amerykańskie nie pokrywają się z naszymi, ponieważ Stany Zjednoczone (także Wielka Brytania) usiłują zastopować rozwój szlaku łączącego Europę przez Rosję z Chinami.
Polska nie ma powodów by pozostawać w konflikcie z Chinami (także z Rosją). Mamy natomiast powód by obawiać się reperkusji w przypadku dążenia do uniezależnienia się od Niemiec (i od Stanów Zjednoczonych, oczywiście). Paradoksalnie, ewentualne zwycięstwo prawicowej AfD w Niemczech, zmniejszy nacisk na niepodległą Polskę ze strony Niemiec, ponieważ nowa polityka niemiecka zastopuje proces centralizacji Unii Europejskiej, tym samym zmniejszając możliwości Niemiec wpływania na Polskę za pośrednictwem instytucji unijnych. Ponadto, nowe Niemcy mogą zacząć wspierać dążenie Polski do uniezależnienia się od Stanów Zjednoczonych.
Największym lokalnym wyzwaniem, stojącym przed niepodległą Polską w XXI wieku jest nasza polityka wobec najbliższych sąsiadów na wschodzie.
Bezdyskusyjna jest konieczność unormowania stosunków z Białorusią. Sytuacja na Ukrainie wymaga skomentowania. Fantasmagorią są zgłaszane przez wpływowe osoby projekty bliskich relacji międzypaństwowych polsko-ukraińskich (symboliczna zapowiedź zniesienia granic zgłoszona przez Prezydenta RP). Pojednanie polsko-ukraińskie, na wzór pojednania francusko-niemieckiego po II wojnie światowej, będzie możliwe w odległej przyszłości, ale musi być poprzedzone pojednaniem polsko-niemieckim, które dotychczas nie nastąpiło. Polska nie jest dla Niemiec równorzędnym partnerem. Polska, aby zabezpieczyć swą wschodnią granicę, musi wyegzekwować od Ukrainy dokonanie radykalnych zmian i koncesji.
Nie sądzę aby to było realne, co oznacza, że pesymistycznie oceniam perspektywę relacji polsko-ukraińskich. Dlatego też uważam, że – paradoksalnie – dalsze sukcesy wojsk rosyjskich w wojnie na wschodniej Ukrainie leżą w długofalowym polskim interesie, ponieważ osłabiają Ukrainę demograficznie, militarnie, gospodarczo i geostrategicznie.
Polska będzie mogła wyegzekwować cokolwiek jedynie od Ukrainy słabej. Zrozumienie tego paradoksu całkowicie zmienia nasze postrzeganie aktualnej polityki Polski wobec Ukrainy i Rosji. Stosunek Polski do Ukrainy powinien być następujący: wspieramy słabą Ukrainę, gdy przeciwstawia się Rosji, natomiast absolutnie nie wspieramy budowy „Wielkiej Ukrainy”. Eskalacja czy przedłużanie konfliktu ukraińsko-rosyjskiego nie leży w długofalowym interesie Polski, ponieważ utrudnia rozwój tzw. „jedwabnego szlaku”.
Dyskusja na temat wyzwań stojących przed Polską w XXI wieku jest dopiero przed nami. Najpierw musimy odzyskać niepodległe państwo.
Wojciech Turek
Historyk i publicysta, mieszka w Gdańsku
Myśl Polska, nr 41-42 (11-18.10.2026)
Współczesna wędrówka ludów
Izabela BRODACKA
Opiszę Państwu co robię gdy znajdę w swoim pokoju zabłąkanego pająka. Przykrywam go szklanką nie dlatego, że się pająków brzydzę czy boję. Tylko dlatego, żeby łapiąc go nie uszkodzić go niechcący. Potem podkładam pod szklankę tekturkę i wynoszę pająka. W lecie do ogródka a w zimie na kwiatki, które jakaś dobra dusza hoduje na parapetach klatki schodowej mojej wielkomiejskiej kamienicy. Sąsiedzi uważają moje zachowanie za idiotyczne i z całego serca radzą mi potraktować kolejnego pajączka kapciem. Ale to moja sprawa co robię z pająkami w swoim mieszkaniu.
Gdyby jednak kilkadziesiąt pająków zechciało zająć moje mieszkanie musiałabym rozpocząć z nimi wojnę. Jeszcze lepszym przykładem są mrówki. Podziwiamy ich organizację społeczną ich ofiarność i pracowitość. Nigdy w życiu nie rozgrzebałabym mrowiska a zbierając grzyby staram się przeskakiwać przez drogi transportowe, którymi mrówki w lesie taszczą swoje ciężary.
A jednak kiedy moje mieszkanie chciały zająć mrówki faraona zmuszona byłam podjąć zdecydowane kroki aby się ich pozbyć. Są ładne, pracowite, przebojowe lecz nie chcę ich w swoim mieszkaniu.
Ten przydługi wstęp umieszczam dlatego, że coraz częściej spotykam się z poglądem, że chęć ograniczenia obecnej tragicznej w skutkach wędrówki ludów sprowokowanej przez lewacką ideologię jest związana z naszym polskim rasizmem, ksenofobią a w najlepszym przypadku lękiem przed nieznaną kulturą, czy też z uprzedzeniami wobec innego koloru skóry.
Ostatnio znajoma, osoba dobra i życzliwa, która dokarmia cudze dzieci, oraz ofiarnie płaci za leczenie bezdomnych psów i kotów powiedziała, że hasło „Polska dla Polaków” budzi jej odrazę bo Polska powinna być dostępna dla wszystkich chętnych, co jej zdaniem wynika wprost z zasad chrześcijaństwa.
W jej deklaracjach jest sporo hipokryzji – jakoś nie przychodzi jej do głowy żeby zaofiarować swój piękny dom pod lasem wszystkim chętnym.
Ale nie chodzi o wytykanie Polakom kolejnej wady narodowej czyli tym razem hipokryzji. Gdy rozpoczęła się wojna rosyjsko ukraińska wielu Polaków szlachetnie zaofiarowało swoje domy i mieszkania uciekinierom. Było to równie szlachetne co mało rozsądne. Musieli po pewnym czasie wymówić gościnę przybyszom co nieuchronnie wywoływało wzajemne pretensje.
Polscy uciekinierzy przed stanem wojennym mieszkali na ogół we Włoszech czy we Francji w obozach, nikt nie ofiarowywał im obywatelstwa ani prawa pracy i pobytu. Musieli o te przywileje długo się starać i na nie naprawdę zasłużyć. Moja miła i dobra koleżanka nie czytuje Warszawskiej Gazety a ja nikogo na siłę nie indoktrynuję politycznie ani nie nawracam. Gdyby czytała znałaby słowa kardynała Stefana Wyszyńskiego umieszczane w każdym numerze tej gazety na szczycie drugiej strony. „Każdy Naród pracuje przede wszystkim dla siebie. a nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny”. Kardynał Wyszyński jest dla niej, jak dla wszystkich niekwestionowanym autorytetem i może zmieniłaby poglądy.
To co mówi koleżanka i ważniejsze – to co mówi wielu młodych ludzi jest moim zdaniem wynikiem -jak nazywa to Stanisław Michalkiewicz -„ duraczenia” społeczeństwa czyli wieloletniego jego ogłupiania. To wynika nie tylko z propagandy prowadzonej przez tak zwane media głównego nurtu, to wynika przede wszystkim z powszechnej wśród ludzi chęci dostosowania się do swego środowiska, bycia- jak to się kiedyś mówiło – comme il faut czyli jak trzeba.
Takim skrajnie zdemoralizowanym środowiskiem jest obecnie środowisko naukowe. Trudno sobie wyobrazić jakie brednie są w stanie formułować i popierać ludzie, którzy teoretycznie rzecz biorąc powinni opowiadać się po stronie prawdy i jej poszukiwać. Prowadzą badania i pozyskują granty na temat rzekomo istniejących kilkudziesięciu płci, czy na temat globalnego ocieplenia. Studenci i młodzi pracownicy naukowi z konieczności muszą się do nich dostosować. Wróciły czasy przypominające czasy stalinowskie gdy nikt nie ośmielał się kwestionować poglądów wielkiego językoznawcy, jak nazywano Stalina, ani tez diamatu. Diamat – przypominam – był to katechizm marksizmu i leninizmu, od którego odstępstwo groziło śmiercią lub kalectwem.
Obecnie grozi śmiercią cywilną, bo przecież dla naukowca tym właśnie jest wykluczenie ze środowiska.
Kolejnym zawodem społecznego zaufania, który prawie całkowicie stracił to zaufanie jest zawód lekarza. Jak uczciwy lekarz może wspierać tranzycję przeprowadzaną bez zgody rodziców jeżeli dobrze wie, że nie wolno mu bez zgody rodziców podać dziecku nawet aspiryny?
Jak uczciwy lekarz może stosować definicję śmierci mózgowej umożliwiającą rozebranie na części zapasowe chorego w stanie śpiączki jeżeli istnieje przynajmniej kilkaset dobrze udokumentowanych przypadków wyprowadzenia chorego z tego stanu i przywrócenia go do życia.
Podobnie do czasów stalinowskich, kiedy nikt nie ośmielał się kwestionować bredni diamatu, a przyjaźń ze Związkiem Radzieckim była dogmatem, prawie nikt ze współczesnych polityków i ekonomistów nie ośmiela się kwestionować konieczności przynależności do upadającej Unii Europejskiej.
Współcześni młodzi ludzie realizują swoją potrzebę naprawiania świata angażowaniem się w wątpliwe akcje takie jak BLM (Black Lives Matter), który powstał w 2013 roku i skupia się na walce z rasizmem. Nikt nie neguje, że handel niewolnictwem był czymś nieludzkim i potwornym lecz rewindykacje są bardzo trudne a nawet najczęściej niemożliwe. Dobrze pokazuje to historia Australii.
W 1788 roku na teren Australii dotarła First Fleet (Pierwsza Flota) pod dowództwem Arthura Phillipa. Brytyjczycy, uznając kontynent za terra nullius (ziemię niczyją), założyli Port Jackson – czyli dzisiejsze Sydney. Z czasem powstały Melbourne, Brisbane, Adelaide. Czy władze Australii powinny oddać Aborygenom domy, szpitale i fabryki powstałe na ich terenach?
Łatwo zrozumieć, że chęć poprawy swego losu jest rzeczą ludzką. Trzeba jednak również zrozumieć, że każda wędrówka ludów niesie ze sobą wojny rzezie, przemoc i nienawiść.
Publicysta Łukasz Warzecha oraz Forum Obywatelskiego Rozwoju zwrócili uwagę na przyjęte w czwartek przez Sejm ustawy, które radykalnie ograniczają wolność Polaków.
„8 października był czarnym dniem w historii polskiego Sejmu i polskiej wolności” – ocenił Warzecha.
W czwartek opinia publiczna była skupiona na atakach z użyciem noża, do których doszło w polskich szkołach. W Leszczydole-Nowinach zamordowana została 37-letnia woźna. W czwartek wieczorem pojawiły się też doniesienia o rzekomym „krwawym piątku”. W piątek rano doszło natomiast do serii zatrzymań nastolatków w całej Polsce.
Tymczasem, jak zwracają uwagę publicyści oraz organizacje pozarządowe w czwartek Sejm przyjął szereg skrajnie antywolnościowych ustaw, które w tych okolicznościach rzecz jasna przeszły bez większego echa.
„8 października był czarnym dniem w historii polskiego Sejmu i polskiej wolności. Chyba nigdy jednego dnia nie przyjęto czterech tak fatalnych, skrajnie populistycznych ustaw” – napisał w swoich mediach społecznościowych Łukasz Warzecha.
Jak wskazał, chodzi mu o ustawy, które nazwał: „prohibicyjną”, „cenzorską”, „o dopłatach dla biednych artystów”, „wprowadzającą drakońskie kary za złamanie przepisów na przejeździe kolejowym”.
Na bardzo podobny zestaw ustaw, z jedną tylko różnicą, zwróciło uwagę Forum Obywatelskiego Rozwoju. Według FOR „chyba nie było takiego dnia jak wczoraj, w którym tak wyraźnie widać, że rząd Tuska ma niewiele wspólnego z liberalizmem”. Organizacja również wymieniła cztery ustawy, ale jedna z nich nie znalazła się w katalogu Warzechy.
Po pierwsze FOR wskazało na ustawę wprowadzającą cenzurę w sieci. „Nikt nie sympatyzuje tu z przestępcami, ale natychmiastowa wykonalność blokad i szeroki katalog naruszeń to gotowy mechanizm arbitralnego wpływania na obieg informacji” – podkreślono.
Po drugie wymieniono wprowadzenie ogólnopolskiej prohibicji. Po trzecie wskazano na ustawę dającą „prawo samorządom (i wspólnotom) do zakazywania najmu krótkoterminowego w wybranych strefach”, co w ocenie FOR jest „jawną nadregulacją i łamaniem swobody gospodarczej”.
Po czwarte wreszcie wymieniono ustawę wprowadzającą dopłaty do składek dla artystów. „Płaci podatnik – w tym fryzjer czy mechanik o identycznych dochodach, którzy żadnych dopłat nie dostaną, bo komisja nie uznała ich za »artystów«” – wskazano.
„Wszystko to sprowadza się do traktowania obywateli jak niespełna rozumu dzieci, które trzeba odciągać od internetu, półki z piwem czy dysponowania własnym mieszkaniem i portfelem” – podkreślono.
W ocenie FOR nie jest to przypadek, ale konsekwentny kierunek w polityce uśmiechniętej koalicji. Rząd Tuska zamiast odwracać antyliberalne pomysły wprowadzone za czasów poprzedników część z nich zakonserwował, a do tego dokłada swoje.
Wychowanie w trzeźwości
Sejm przyjął w czwartek wieczorem nowelizację ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Przepisy przewidują wprowadzenie nocnej prohibicji w całym kraju w godz. 22.00 – 6.00. Z zakazu wyłączone będę m.in. lokale gastronomiczne.
Za przyjęciem ustawy głosowało aż 400 posłów. Poparła ją większość posłów KO, PiS-u oraz Rozwoju Plus, a w przypadku PSL, Lewicy, Polski 2050, Centrum oraz Razem wszyscy. Przeciwko było m.in. 3 posłów Konfederacji Korony Polskiej oraz 14 posłów Konfederacji Wolność i Niepodległość. Od głosu wstrzymało się 4 posłów, a wśród nich znalazł się Konrad Berkowicz.
Cenzura w sieci
Sejm uchwalił w czwartek ustawę pozwalającą na blokowanie nielegalnych treści w internecie, która pod pretekstem bezpieczeństwa wprowadza cenzurę w sieci. Pierwsza wersja przepisów w tej sprawie została zablokowana w styczniu przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Projektu ustawy nie było w porządku obrad obecnego posiedzenia Sejmu. Jego drugie czytanie odbyło się w Sejmie na początku września i czekał na dalsze procedowanie — bez terminu głosowania. Do bloku głosowań trafił w czwartek po południu, po słowach premiera Donalda Tuska o rzekomej konieczności procedowania przepisów pozwalających na blokowanie mowy nienawiści w sieci.
Za przyjęciem ustawy głosowało 242 posłów, 61 było przeciw, a 136 wstrzymało się od głosu. Poparli ją rzecz jasna posłowie uśmiechniętej koalicji oraz Razem. Wstrzymali się od głosu w większości przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. Przeciw były Konfederacja WiN, Konfederacja KP, Demokracja oraz większość klubu Rozwój Plus.
Dopłaty dla artystów
Sejm uchwalił w czwartek ustawę o zabezpieczeniu społecznym osób wykonujących zawód artystyczny. Najważniejszym elementem ustawy jest mechanizm dopłat do składek, który jest skierowany do artystów o dochodach poniżej określonego progu. O dopłatę będzie mogło się ubiegać ok. 21 tys. twórców o najniższych dochodach.
Za ustawą głosowało 232 posłów, 197 było przeciw, 4 wstrzymało się od głosu. Poparli ją w zdecydowanej większości posłowie uśmiechniętej koalicji, choć większość klubu Centrum głosowało przeciwko. Za była partia Razem oraz kilku przedstawicieli PiS-u. Przeciwko opowiedziała się reszta tego klubu, Rozwój Plus, Demokracja, a także dwie Konfederacje.
Kary na przejazdach kolejowych
Sejm uchwalił w czwartek nowelizację ustawy, przewidującą trzymiesięczną utratę prawa jazdy za wjazd na przejazd kolejowy na czerwonym świetle. W przypadku skazania za katastrofę na przejeździe kierowca otrzyma co najmniej trzyletni obligatoryjny zakaz prowadzenia pojazdów.
Za nowelizacją ustawy Prawo o ruchu drogowym zagłosował niemal cały Sejm. Ustawę poparło 422 posłów, w tym niemal cała Konfederacja WiN. Przeciwko było tylko 5 posłów, wśród których znalazł się Berkowicz, a 2 wstrzymało się od głosu. Przedstawiciele Konfederacji KP nie brali udziału w tym głosowaniu.
Najem krótkoterminowy
Sejm uchwalił w czwartek nowelizację wprowadzającą regulacje rynku najmu krótkoterminowego. Ustawa umożliwia wprowadzenie przez samorządy, wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe zakazu świadczenia takich usług w określonych strefach i nieruchomościach.
Za ustawą głosowało 407 posłów, przeciw było 24, a 9 wstrzymało się od głosu. Ustawę poparli niemal wszyscy posłowie uśmiechniętej koalicji, ale także PiS-u, Rozwoju Plus i Razem. Przeciwko byli przedstawiciele dwóch Konfederacji oraz Demokracji.

———————————-

————————————————–

————————————-

——————————

—————————————-

———————————–

—————————————————-

——————————————

———————————-
