Haniebne milczenie Kościoła katolickiego w Polsce

Haniebne milczenie Kościoła katolickiego w Polsce

Andrzej Szlęzak

W debacie publicznej jednym z głównych problemów są relacje polsko-ukraińskie. To dobrze, że coraz głośniej i coraz więcej mówi się o ukraińskim ludobójstwie pod znakami OUN-UPA na Polakach. Polskie społeczeństwo cały czas wie o tym za mało. Czas również pomyśleć w szczególny sposób o dotarciu z tą wiedzą do Ukraińców będących w Polsce.

Widzę w tym jednak pewne niebezpieczeństwo. Możemy się w tym zapędzić czego efektem stanie się przekonanie, że odpowiedzialność za ludobójstwo spada na wszystkich Ukraińców. Tego zrobić nie wolno! Po pierwsze to nieprawda. Po drugie  nie można dopuścić, by w ten sposób zatruć stosunki polsko-ukraińskie, bo w przyszłości jakieś stosunki Polski z Ukariną muszą być i lepiej dla nas, by były one możliwie dobre. Droga do tego daleka, ale jak powiadają Chińczycy, kto chce przejść dwa tysiące mil, musi zrobić pierwszy krok.

Uważam, że w dyskusjach o ukraińskim ludobójstwie zbyt rzadko pojawiają się Ukraińcy, których rodacy zamordowali, ponieważ ostrzegali, ukrywali i w inny sposób pomagali przeżyć Polakom. Wiadomo, że tych Ukraińców były tysiące. Powstało o tym szereg publikacji, ale o ile mi wiadomo nikt nie zajmuje się tym od strony naukowej. To wielkie zaniedbanie polskiej historiografii.

Szczególnie trzeba zwrócić uwagę, że ci Ukraińcy będący symbolem i heroicznym przykładem chrześcijańskiego poświęcenia nie znajdują się w polu zainteresowania Kościoła katolickiego w Polsce ani ukraińskiej Cerkwi unickiej. Na skandal zakrawa sytuacja, w której świętym Kościoła katolickiego ma zostać ukraiński arcybiskup Andrzej Szeptycki, który co najmniej nie miał odwagi publicznie potępić ludobójstwa na Polakach, ale tenże Kościół katolicki w Polsce nie potrafił znaleźć ani jednego Ukraińca czy też ukraińskiej rodziny, którzy wzorem rodziny Ulmów chroniących Żydów, chronili Polaków przed zamordowaniem przez swoich rodaków i za to sami zostali okrutnie przez nich zamordowani.

To oni powinni być kandydatami na ołtarze, a nie Szeptycki. A już postawa ukraińskiej Cerkwi unickiej jest tu całkowicie haniebna. Z tej strony nie ma żadnej refleksji o wręcz zbrodniczej roli unickiego duchowieństwa w ludobójstwie na Polakach i tym bardziej ani słowa o Ukraińcach chroniących Polaków. Jak oni mają jeszcze czelność powtarzać, że chrześcijańską cnotą jest oddawanie życia za swoich bliźnich?

Na Ukrainie Cerkiew unicka jest cały czas jedną z najważniejszych instytucji krzewiących pamięć i kult ludobójczej OUN-UPA. W tej sprawie hierarchowie Kościoła katolickiego w Polsce wraz z hierarchami unickiej Cerkwi ukraińskiej powołują się na wizytę papieża Jana Pawła II we Lwowie i jego wezwaniu do wzajemnego wybaczenia i pojednania. Autorytet papieża Wojtyły ma tu zamykać sprawę. Tymczasem ten problem to jedna z głębszych rys na wizerunku Jana Pawła II. To, co zrobił ten papież świadczy o tym, że albo nie zrozumiał istoty tego, czym było to ukraińskie ludobójstwo, albo go to przerosło. Jak może być pojednanie, skoro nie było przyznania się do winy, szczerego żalu i woli chociaż moralnego zadośćuczynienia?

Ukraińcy chroniący Polaków i dlatego zamordowani przez swoich rodaków są szansą na autentyczne pojednanie obu narodów. Śmiem twierdzić, że jestem pierwszym w Polsce, który ośmielił się o tych Ukraińcach mówić publicznie. Powiedziałem o tym w czasie rekonstrukcji w Radymnie 21 lipca 2013 roku. W obecności kilkunastu tysięcy widzów powiedziałem między innymi, że ci Ukraińcy uratowali honor narodu ukraińskiego. Ten pogląd cały czas podtrzymuję.

Tak, jak rekonstrukcja w Radymnie była w skali ogólnopolskiej  przerwaniem tamy milczenia o ukraińskim ludobójstwie, tak nadanie odpowiedniej rangi sprawie Ukraińców pomordowanych w obronie Polaków jest szansą na ukazanie innej strony ukraińskiego ludobójstwa. Dlaczego polscy politycy nie mówią o tych Ukraińcach, przeciwstawiając im ludobójców. Powinni o tym mówić ukraińskim politykom i hierarchom kościelnym. Mamy w Polsce coraz więcej miejsc upamiętniających ukraińskie ludobójstwo. Pora byśmy zdobyli się na odwagę upamiętnienia tych Ukraińców, którzy bronili Polaków. W 2013 roku byłem prezydentem Stalowej Woli. Chciałem by w Stalowej Woli powstał pomnik będący symbolem polskiej wdzięczności dla Ukraińców, którzy oddali życie broniąc Polaków. Niestety nie udało mi się tego dokonać. Może uda się w przyszłości. Takie miejsca pamięci powinny powstać w wielu miejscach w Polsce. Zwłaszcza tam, gdzie licznie osiedli Ukraińcy. Niech pytają ukraińskie duchowieństwo o chrześcijański wymiar śmierci tych swoich rodaków. Niech pytają działaczy Związku Ukraińców w Polsce dlaczego sławią ludobójców, a milczą o ich ukraińskich ofiarach.

Za sensowne i potrzebne uważam ustanowienie polskiego odznaczenia dla tych Ukraińców, którzy bronili Polaków. Rozumiem, że zostało ich niewielu. Zdaję sobie sprawę, że ze względu na sytuację na Ukrainie i pleniący się banderyzm, pewnie bali by się takie odznaczenie przyjąć, ale przecież byłby to silny i bardzo wymowny akcent sprzeciwienia się temu banderyzmowi.

Uważam, że wszystko, co napisałem powyżej służy upowszechnianiu prawdy historycznej, ale również powinno stać się istotnym elementem polityki historycznej wobec Ukrainy. Dodajmy, że w odróżnieniu od różnych ośrodków na Ukrainie i w Polsce, polski rząd, partie polityczne oraz środowiska opiniotwórcze żadnej polskiej polityki historycznej w stosunku do relacji polsko-ukraińskich nie prowadzą. Na koniec chcę mocno zaakcentować, że pokazywanie tych zamordowanych Ukraińców przez swoich rodaków pogrąża moralnie bardziej ukraińskich ludobójców niż ich polskie ofiary.

Andrzej Szlęzak

Niezbędnik historyczno-dyplomatyczny

Niezbędnik historyczno-dyplomatyczny

Eugeniusz Zinkiewicz

Zbliżają się uroczystości sprowadzenia truchła Stiepana Bandery w celu ponownego pochówku w ukraińskim panteonie narodowym (Ukraiński Panteon Bohaterów to zatwierdzony w czerwcu 2026 roku, przez parlament Ukrainy projekt specjalnego kompleksu memorialnego), który ma służyć jako miejsce spoczynku i czci najwybitniejszych postaci w historii kraju. 

Przepisy ukraińskiej ustawy dopuszczają możliwość uhonorowania dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), co spotkało się z krytyką ze strony Polski w kontekście historycznej odpowiedzialności za zbrodnię wołyńską.

Wspólna walka?

Koniecznym jest stosowne przygotowanie gości z Polski na ten ponowny uroczysty pochówek Bandery. Ważnym jest zachowanie zasady kulturalnego zachowania, które obowiązują w relacjach z banderowcami. Do tego należy zachować daleko idącą ostrożność w powoływaniu się na tak zwaną wspólną walkę z bolszewikami, tak jak to czyni na Facebooku emerytowany generał dywizji Leon Komornicki: „Wspominałem często w swoich wywiadach, aby w budowaniu relacji polsko- ukraińskich sięgać po bohaterów wspólnej walki z bolszewikami w latach 1919 – 1920”.

Zdrada ryska?

Sojusz Piłsudski–Petlura (znany również jako układ lub umowa warszawska) to zawarte 21 kwietnia 1920 roku porozumienie polityczno-militarne pomiędzy Rzecząpospolitą Polską a Ukraińską Republiką Ludową (URL). Stanowił on próbę stworzenia wspólnego frontu przeciwko bolszewickiej Rosji. Sojusz ten okazał się tragiczny w pełnym słowa tego znaczeniu, o czym napisał ukraiński publicysta Iwan Kedryn-Rudnicki: „Było w dziejach świata wiele wypadków, że sojusznik porzucał sojusznika, układał z wrogiem separatystyczne układy pokojowe, starał się ratować dla siebie maksimum w nowo stworzonej sytuacji. Ale było tak zawsze w razie przegranej. Rozbiór Ukrainy w Rydze pomiędzy Polskę a Rosję nastąpił po wygranej polsko-ukraińskiej w wojnie przeciw Rosji Sowieckiej. Dlatego była to zdrada w klasycznym rozumieniu”. Najważniejsze jest to, że temat tego dramatycznego w skutkach dla Ukraińców, sojuszu z pełnym powodzeniem był wykorzystywany przez nacjonalistów ukraińskich do podburzania społeczeństwa ukraińskiego przeciwko Polakom w Małopolsce Wschodniej, jako uzasadnienie do popełniania mordów na Polakach.

Tragedia petlurowców

Przypomnę, że dla Ukraińców sojusz z Polską zakończył się tragicznie: klęską militarną, utratą szans na własne państwo oraz wygnaniem tysięcy żołnierzy. Na mocy umowy warszawskiej z 1920 roku, Ukraińska Republika Ludowa miała zyskać niepodległość, lecz w wyniku ustaleń traktatu ryskiego w 1921 roku ziemie ukraińskie zostały podzielone między ZSRR a Polskę, jednocześnie strona polska wycofała uznanie dla rządu atamana Siemiona Petlury. Dziesiątki tysięcy żołnierzy armii URL po zakończeniu działań wojennych zostało internowanych w obozach na terenie Polski. Żyli w skrajnie trudnych warunkach, zmagając się z głodem, chorobami i brakiem jakichkolwiek perspektyw. Petlura wraz z rządem URL zmuszony był udać się na emigrację. W 1926 roku został zamordowany w Paryżu przez nasłanego agenta.

Instrumentalnie

Wśród patriotów ukraińskich, którzy nie utożsamiają się z ideologią Bandery i Szuchewycza, powoływanie się na wspólną walkę z okresu międzywojennego XX wieku brzmi jak szyderstwo. Wiem to od moich ukraińskich przyjaciół, którzy pracowali w redakcji „Czas Piku” (odpowiednik polskiej „Polityki”), do którego przed laty przesyłałem moje artykuły, między innymi dotyczące perspektyw przyjęcia Ukrainy do UE. Traktowanie Ukraińców instrumentalnie i niepoważnie jest skrajnym brakiem odpowiedzialności, albowiem wielu z nich jest znakomicie wykształconych i posiadających rzetelną wiedzę historyczną.

Tania krew

Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla „Washington Post” z sierpnia 2023 roku, podczas rozmowy z publicystą Markiem Thiessenem został zapytany m. in. o to, dlaczego amerykańscy prawicowcy – których część sprzeciwia się pomocy Ukrainie – powinni poprzeć jej walkę. „To bardzo proste. W tej chwili rosyjski imperializm może zostać powstrzymany tanio, bo amerykańscy żołnierze nie giną” – odpowiedział prezydent. Jak dodał, Władimir Putin marzy o odzyskaniu terytorium Imperium Rosyjskiego i musi być powstrzymany teraz, „żeby nie stało się tak jak w I i II wojnie światowej, kiedy amerykańscy żołnierze musieli przelewać krew i poświęcać życie w Europie na rzecz przywrócenia pokoju i wolności światu”. Ergo, według Andrzeja Dudy ukraińska krew jest tania w porównaniu z ceną krwi innych nacji.

Kaczyński nawołuje do wojny

Polscy politycy, poczynając od Jarosława Kaczyńskiego, dawali złudną nadzieję, że Polska wesprze Ukrainę. W marcu 2022 roku Kaczyński zaproponował wprowadzenie misji pokojowej NATO na Ukrainie. „Potrzebna jest misja pokojowa NATO lub szerszego układu międzynarodowego, która będzie w stanie także się obronić i która będzie działała na terenie Ukrainy” – mówił wówczas prezes PiS. „To była propozycja misji pokojowej, oczywiście z udziałem armii amerykańskiej, która miała wkroczyć na tereny, gdzie nie toczyła się wojna, ale później rozwijać się i w ten sposób przekonywać Putina, że jego nadzieja na podbój Ukrainy jest całkowicie bezpodstawna. W ówczesnej sytuacji to by radykalnie poprawiło sytuację strategiczną wojsk ukraińskich” – ocenił prezes PiS.

Wojna zastępcza

Teren Ukrainy, jest miejscem toczącej się wojny zastępczej pomiędzy USA a Rosją. Tak zwanej wojny proxy. Amerykanie, ceniąc krew swoich żołnierzy, posługują się Ukraińcami. Jest taniej, co po kupiecku zauważył ówczesny prezydent RP Andrzej Duda, prywatnie mąż Agaty Kornhauser. W kwietniu 2023 roku z rąk Dudy Wołodymyr Zełenski otrzymał Order Orła Białego. Przyznano mu go w uznaniu za niezłomną postawę w obronie suwerenności Ukrainy po rozpoczęciu rosyjskiej Specjalnej Operacji Wojskowej na Ukrainie, zasługi dla bezpieczeństwa Europy oraz za wkład w zacieśnianie relacji polsko-ukraińskich

Grunt ideologiczny

Żeby mogła nastąpić bratobójcza wojna pomiędzy Rosją a Ukrainą, na Ukrainie musiała być reaktywowana stosowna ideologia, po tak zwanej Rewolucji Godności (zwana też Euromajdanem, były to trwające od listopada 2013 do lutego 2014 roku masowe protesty społeczne na Ukrainie). W lutym 2014 roku do sieci trafiła nielegalnie nagrana rozmowa telefoniczna między Victorią Nuland a ambasadorem USA w Kijowie, Geoffreyem Pyattem. Omawiała w niej ona preferowany skład przyszłego ukraińskiego rządu, rzucając dosadnym komentarzem „Fuck the EU” (wyrażając w ten sposób irytację powolną reakcją Unii Europejskiej na kryzys). Nota bene, Nuland (ówczesna asystent sekretarza stanu USA ds. Europy i Eurazji) była kluczową amerykańską dyplomatką zaangażowaną w wydarzenia na Ukrainie. W ramach wprowadzanej progresywnej „demokratyzacji”, w którą USA zainwestowało ponad 5 miliardów dolarów w celu rozwoju demokracji na Ukrainie (wypowiedź Nuland z grudnia 2013 roku).

Applebaum pochwała nacjonalizmu

Publicystka Anne Applebaum zauważyła, że Ukraina pilnie potrzebuje spajającej naród ideologii, którą definiuje jako „liberalny patriotyzm” lub „pozytywny nacjonalizm”. W jej przekonaniu brak silnego poczucia wspólnoty, lojalności wobec państwa i świadomości, że ojczyzna jest warta walki, był historycznie jej największą słabością. Swoje stanowisko autorka najpełniej wyłożyła w opublikowanym w 2014 roku artykule Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs(pol. Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina). W późniejszych latach, w obliczu nasilających się działań wojennych, historyczka rozwinęła tę myśl. Zauważa, że to właśnie ten nowoczesny, wolnościowy patriotyzm oraz silna tożsamość narodowa Ukraińców są największym zagrożeniem dla imperialnych planów Władimira Putina (Anne Applebaum on Ukraine: One Year into the War). Współczesny ukraiński nacjonalizm niesie na swoich sztandarach tradycje i obyczaje związane z ideologią Bandery i Szuchewycza. Jest to ideologia, która doprowadziła do potwornych zbrodni na Polakach, nie tylko w Małopolsce Wschodniej. Warto zauważyć, że jest to ideologia skrajnie rasistowska, w której immanentną cechą jest nienawiść do Polaków, Rosjan i Żydów, wraz z wezwaniem do fizycznej likwidacji tych nacji.

Groźby Kijowa

W odpowiedzi na decyzję Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych nazwy „bohaterów UPA” prezydent RP oraz Kapituła Orderu Orła Białego, podjęli działania zmierzające do odebrania orderu. Prezydent uznał ten krok za przekroczenie progu wrażliwości historycznej i przypomniał, że pamięć o ofiarach zbrodni wołyńskiej wymaga stawiania granic w relacjach polsko-ukraińskich. W czerwcu 2026 roku klaun z Krzywego Rogu przestał być posiadaczem tego odznaczenia. Wkrótce potem Zełenski sam poinformował, że odesłał odznaczenie z powrotem do Polski. W geście solidarności z Wołodymyrem Zełenskim (który odesłał swoje odznaczenie po tym, jak prezydent Karol Nawrocki pozbawił go tego orderu zrzeczenie się najwyższego polskiego odznaczenia – Orderu Orła Białego – ogłosiło trzech byłych prezydentów Ukrainy: Leonid Kuczma (prezydent w latach 1994–2005), Wiktor Juszczenko (prezydent w latach 2005–2010), Petro Poroszenko (prezydent w latach 2014–2019). Wszyscy trzej byli prezydenci podkreślili w swoich oświadczeniach, że decyzja polskich władz jest niesprawiedliwa, a podważanie aktu nadania orderu dla głowy państwa ukraińskiego godzi w cały naród walczący o niepodległość. Oddali je w geście pychy, buty i arogancji. Pogarda, z jaką zwrócił najwyższe polskie odznaczenie klaun z Krzywego Rogu – pianista penisista, prezydentowi Nawrockiemu zobowiązuje do refleksji. W odpowiedzi na odebranie wyróżnienia Zełenskiemu o rezygnacji z innych przyznanych im polskich odznaczeń państwowych poinformowali także: Andrij Sybiha (minister spraw zagranicznych Ukrainy), Andrij Jermak (szef Biura Prezydenta Ukrainy), Ihor Żowkwa (zastępca szefa Biura Prezydenta Ukrainy), Wasyl Bodnar (ambasador Ukrainy w Polsce). Minister spraw zagranicznych Ukrainy wprost zagroził Polsce: „Widzimy znaczny wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce. Jest bardzo dużo napadów na Ukraińców, poniżania ich, przemocy wobec dzieci. To stanowi zagrożenie życia dla Ukraińców. Mamy armię widzimy, jaka jest rola Ukrainy i będziemy tę rolę wypełniać”. Na podstawie analizy dalszych wypowiedzi Andrija Sybihy można wywieść, że mamy wypowiadane wprost groźby, pod adresem Polaki, i że należy spodziewać się prowokacji. Mówi on też o niemieckim wsparciu dla zbanderyzowanej Ukrainy, którego celem jest wspólne osłabienie Polski.

Order „obywatelski”

Po tych wydarzeniach w Polsce pewna grupa ludzi z polskim obywatelstwem, wśród których znajdują się między innymi, takie postacie jak Anne Applebaum, Adam Michnik, Natalia Panczenko, Jarosław Kurski, Seweryn Blumsztajn, Jerzy Borowczak, Agnieszka Holland, Krystyna Janda, Janina Ochojska, Eugeniusz Smolar, Róża Thun, Tomasz Lis i inni (pełna lista) postanowiła nadać Obywatelski Order Przyszłości prezydentowi Zełenskiemu oraz narodowi ukraińskiemu. W trakcie rozmowy z moimi ukraińskimi przyjaciółmi, których poznałem w trakcie współpracy z ukraińskim „Czas Pikiem”,dowiedziałem się, że najbardziej wiarygodni dla współczesnych wyznawców skrajnej nacjonalistycznej ukraińskiej ideologii byliby Volksdeutsche z Polski, przedstawiciele Jüdischer Ordnungsdienst lub ich potomstwo. Wszyscy ci, którzy mogliby wykazać się stosownymi korzeniami. Innymi słowy, właściwym pochodzeniem.

Ćwiczcie rzymski salut

Następna sprawa, którą omówiłem z nimi to prawidłowe wypowiadanie „Sława Ukrainie” (czym w polskim Sejmie wyróżnia się posłanka Klaudia Jachira, należąca do klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej) lub w trakcie wizyty polskiego przedstawiciela na Ukrainie, marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, który wygłosił przemówienie w ukraińskiej Wierchownej Radzie 24 lutego 2026 roku, zakończone słowami „Sława Ukrainie”. Wyjaśnili mi jak goście z polskim obywatelstwem, chcący tym zawołaniem zaimponować Ukraińcom, powinni czynić to poprawnie – donośnie, głośno wypowiadanemu „Sława Ukrainie”, powinien towarzyszyć tak zwany „salut rzymski”. Zalecany na tę okoliczność w instrukcjach przez nacjonalistów ukraińskich. Wcześniej powinni to przed lustrem poćwiczyć! A więc panie, dziewczęta, panowie i chłopcy, początkujący serwiliści i zawodowcy – do dzieła! Przed wyjazdem na Ukrainę znaleźć stosowne kwity, fotografie ze zbiorów rodzinnych, zabrać je w podróż. Koniecznie ćwiczcie przed lustrem „Sława Ukrainie”, przed przybyciem na zaplanowaną uroczystość ponownego pochówku Stiepana Bandery w Ukraińskim Panteonie Narodowym.

Niniejszy poradnik dedykuję wszystkim potrzebującym, nie wykluczając grupy trzymającej władzę, oraz tym, którzy przyznali klaunowi z Krzywego Rogu, słynnemu pianiście-penisiście order medalu, z żelaznego metalu z dębowymi liśćmi.

Eugeniusz Zinkiewicz

Wszystko co mamy, Ukrom oddamy?

Wszystko co mamy, Ukrom oddamy?

Zygmunt Białas zygmuntbialas/wszystko-co-mamy-ukrom-oddamy

Kilka dni temu Krzysztof Bosak przekazał informację, że ‚w marcu w tajemnicy przed Sejmem [i przed prezydentem] rząd oddał Ukrainie drogie i trudne do nabycia pociski przechwytujące do systemu Patriot’. Wywiązała się awantura między politykami partii koalicyjnych a opozycją. O szczegółach informują nas publicyści platformy  strajk.eu  – Maciej Wiśniowski i Kamili Łukaszek w podcaście zatytułowanym „Czy warto było oddać Ukrainie rakiety?” [w oryg. md]

„Nie igrajcie z ogniem”  powiedział Donald Tusk odnosząc się do wezwań opozycji do ograniczenia wsparcia dla Ukrainy. Stwierdził, że ‚wsparcie Kijowa w walce z Rosją leży w interesie Polski’. Jastrząb gen. Roman Polko powiedział, że należało oddać Ukrainie rakiety, bo „każdy pocisk, który leci w kierunku Rosji to nasz żywotny interes”. Paweł Kowal, który przebija wszystkich polityków III RP w nienawiści do Moskwy, informuje szczerze, że „Polska znajduje się w stanie wojny z Rosją”.

Przekazanie wkładów do systemu Patriot nastąpiło w marcu, w momencie wojny USA i Izraela z Iranem. Z ukraińskich informacji wynika, że przekazanie odbyło się na polecenie kanclerza Niemiec Friedricha Merza. Mielibyśmy więc do czynienia z naciskiem Berlina? W innym źródle czytamy, że był to prikaz  płynący z NATO.

Nasuwają się tu nieodparcie wątpliwości co do polityki zagranicznej III RP. W mainstreamie podają ciągle, że „hybrydowy atak Rosji na wschodnią flankę jest nieunikniony”, a my oddajemy Ukrainie podstawowe i deficytowe wyposażenie obronne. Na wkłady [pociski przechwytujące (rakiety)] do systemu wydaliśmy ‚grube’  pieniądze, a oddaliśmy je za friko. Były i są nam niepotrzebne w sytuacji, gdy „Rosja dyszy chęcią zaatakowania wschodniej flanki NATO”

===============================

pociski przechwytujące (rakiety)

Kijów po rosyjskim ataku

Kruche jest założenie, że Rosja nas zaatakuje, a my słyszymy ciągle jeden komunikat, że Ukraina jest teraz zagrożona, a więc powinniśmy działać w celu obniżenia zdolności bojowych Moskwy. Obdarowujemy kijowski reżim, oddajemy naszą żelazną rezerwę obronną i zapominamy, że bezpieczeństwo Polski powinno być na pierwszym miejscu.

I jak reaguje kijowska klika? – Umieściła szefa kancelarii prezydenta Zbigniewa Boguckiego na liście Myrotworca, liście ‚wrogów Ukrainy’. Być na tej liście nie jest bezpiecznie – można zginąć nieoczekiwanie. Jest na niej wielu Polaków, m.in. Grzegorz Braun, Sławomir Mentzen, Krzysztof Bosak, Mateusz Piskorski, Tomasz Jankowski, Jan Engelgard, Przemysław Piasta, Jacek Międlar czy Katarzyna Sokołowska. Rząd Tuska nie dostrzega jednak, nie widzi problemu. Nie reaguje na wzrastający szowinizm na Ukrainie, jak i zagrożenie życia Polaków, w tym czołowych polityków i publicystów III RP.

I dodam, że W. Kosiniak-Kamysz odtajnił informacje niejawne ogłaszając, że latach 2022 do połowy 2026 Polska przekazała Ukrainie broń o wartości 16,5 miliarda złotych. Mówi wicepremier: „Rząd nie ulegnie populistycznym krzykom i nie zejdzie z drogi wspierania Ukrainy”. Podkreślił, że „prawdziwy wróg jest na Kremlu. To Rosja najechała Ukrainę i dokonuje prowokacji wobec państw NATO”. – Takie bzdety opowiada lekarz z zawodu, minister obrony i wicepremier w jednej osobie. Jedno zdanie wydaje się jednak być prawdziwe: „Hipokryzja i zakłamanie polityków PiS nie znają granic”.

Zygmunt Białas

Preludium do wyborów

Preludium do wyborów

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl”  7 lipca 2026 michalkiewicz

Wszyscy wiemy, że w naszym bantustanie panuje demokracja, w związku z czym co pewien czas muszą odbywać się wybory. Z tymi wyborami jest sporo kłopotów, a najważniejszy polega na tym, że trzeba policzyć głosy. Jak mawiał klasyk demokracji, Ojciec Narodów, Chorąży Pokoju, czyli Józef Stalin, ważniejsze od tego, kto głosuje, jest to, kto liczy głosy. W naszym bantustanie głosy liczą komisje wyborcze. Te najniższe o prostu je zliczają, a potem przekazują do komisji wyższych. Te z kolei wyciągają ze zliczonej sumy pierwiastek kwadratowy, odejmują od tego roczną produkcję parasoli, a otrzymany wynik rozdzielają między poszczególne listy wyborcze, według rozdzielnika dostarczonego przez stare kiejkuty, które – jak wiadomo – są najtwardszym jądrem każdej demokracji.

Mogliśmy przekonać się o tym całkiem niedawno, kiedy z zagadkowych przyczyn nasi Umiłowani Przywódcy musieli wyjaśnić przyczynę, dla której burdele dwóch ukraińskich gangsterów, braci Rysiczów na Podkarpaciu, pozostawały przez długi czas pod ochroną policji, niezależnej prokuratury i nienawisłych sądów. Początkowo myśleliśmy, że panowie gangsterzy zwyczajnie korumpowali policję, prokuraturę i niezawisłe sądy, ale okazało się, że nie – że przyczyną życzliwości, jaka burdele braci Rysiczów otaczała, była okoliczność, że byli oni konfidentami tak zwanych „służb”, z którymi pewnie dzielili się zyskami – no bo jakże inaczej? Wynikało z tego, że policja, niezależna prokuratura i niezawisłe sądy rozpostarły parasol ochronny nad burdelami braci Rysiczów na polecenie starych kiejkutów. Jestem pewien, że nie tylko w tej sprawie, ale i w każdej innej stare kiejkuty mogą liczyć na policję, prokuraturę i niezawisłe sądy.

Przy okazji afery orderowej pan minister Tomasz Siemoniak bąknął, że ukraiński wywiad hula po Polsce jak tornado. Podejrzewam w związku z tym, że bracia Rysiczowie, co to mimo posiadania polskiego obywatelstwa wyjechali na Ukrainę, od samego początku byli agentami Służby Bezpieki Ukrainy, a konfidentami starych kiejkutów zostali w ramach zleconego zadania przeniknięcia do służb tubylczych. Skoro tedy ukraiński wywiad hula po Polsce, jak tornado, to czy istnieje jeszcze jakaś granica między nim, a starymi kiejkuty, które za pośrednictwem swojej agentury kręcą całym państwem? Obawiam się, że ta granica jest już zatarta, między innymi na życzenie niemieckiej BND, która ma u nas przecież swoje interesy i swoje plany.

Niedawno Sejm wybrał członków Krajowej Rady Sądownictwa, rekomendowanych przez dwie organizacje sędziowskie: Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” oraz drugie stowarzyszenie „Themis”. „Iustitia” została utworzona w roku 1990, zaraz jak tylko rozwiązana została PZPR, będąca pasem transmisyjnym bezpieki do środowiska sędziowskiego. Stowarzyszenie „Themis” zaś nawet w swojej nazwie nawiązuje do operacji „Temida”, jaką Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadziła we celu werbunku agentury w środowisku sędziowskim. No a teraz te dwie organizacje rekomendowały Sejmowi kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa, a Sejm te kandydatury posłusznie przyklepał, co jest kolejną poszlaką, iż organy naszego państwa nie działają samowolnie, tylko – zgodnie z myślą przewodnią. Jedynie jeden sędzia, pan sędzia Piebiak, nie należał do grona rekomendowanych przez te dwie organizacje sędziowskie, więc obywatel Żurek Waldemar sędziego Piebiaka „zawiesił”. Czy stare kiejkuty zadowolą się tym „zawieszeniem” – bo sędzia „zawieszony” nie będzie już mógł wkładać kija w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów – czy też nakażą obywatelu Żurku Waldemaru, by za pośrednictwem „silnych ludzi” przeprowadził jakieś rozwiązanie radykalne – wkrótce się przekonamy.

Tymczasem powstała kwestia, czy prezydent może powoływać sędziów Sądu Najwyższego bez kontrasygnaty premiera. Art. 144 ust 3 konstytucji w punkcie 17 stanowi, że akt urzędowy prezydenta dotyczący „powoływania sędziów” kontrasygnaty takiej nie wymaga, podobnie jak powoływanie Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego (pkt. 20) oraz prezesów SN (pkt.23). I tak właśnie orzekł Trybunał Konstytucyjny. Ale obywatel Żurek Waldemar powiedział, że on tego orzeczenia nie uznaje za „wyrok” i w ogóle – olewa je ciepłym moczem – w ramach nieubłaganej walki o praworządność socjalistyczną.

To może nie byłoby aż takie ważne, bo wiadomo, że jak stare kiejkuty postawią obywatelu Żurku Waldemaru jakieś zadanie, to wykona on je, choćby metodą „na rympał” – jak to już bywało. Jak rozwinie się sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym – zobaczymy, bo kandydaci na sędziów, co to złożyli ślubowanie „wobec” obywatela Czarzastego Włodzimierza, co zaprotokołował notariusz – jak-gdyby-nigdy-nic przychodzą na posiedzenia Trybunału i mimo wezwań prezesa Bogdana Święczkowskiego nie chcą opuścić sali posiedzeń, w następstwie czego wychodzi on – tylko czekają, aż prezes Święczkowski się przeziębi – żeby w imieniu starych kiejkutów opanować Trybunał. Jest to bardzo ważne z punktu widzenia przygotowań do przyszłorocznych wyborów. Bo – jak podkreślał Józef Stalin – jeszcze ważniejsze od tego, kto liczy głosy, jest przygotowanie suwerenom prawidłowej alternatywy na wybory., A kiedy jest ona prawidłowa? Wtedy, kiedy bez względu na to, kto wybory wygra – będą one wygrane.

Jak wiadomo, pan Ryszard Petru przystąpił do tworzenia nowej partii, Konfederacji-light – żeby zastopować obydwie Konfederacje. Ale jeszcze lepiej byłoby obydwie Konfederacje zdelegalizować – a to może zrobić Trybunał Konstytucyjny – oczywiście prawidłowo obsadzony. Dlatego właśnie wokół Trybunału Konstytucyjnego obywatel Żurek Waldemar robi takie podchody. On na swoim odcinku, a stare kiejkuty, co to w roku 2015 już stworzyły z panem Ryszardem na fasadzie partię „Nowoczesna” – będą stwarzały fakty dokonane na swoim odcinku.

Jeszcze tylko niezawisły sąd wpakuje pana Grzegorza Brauna do lochu, obsadzony prawidłowo Trybunał Konstytucyjny obydwie Konfederacje zdelegalizuje, niezawisły sąd rejestrowy tak będzie przeciągał rejestrację ewentualnych następczyń zdelegalizowanych Konfederacji, że nie będą one mogły wziąć udziału w wyborach, a w rezultacie na placu boju pozostanie Volksdeutsche Partei z satelitami oraz PiS – jeden i drugi – a między nimi – pan Ryszard ze swoją kolejną partią jednorazowego użytku. Jest to trochę wyścig z czasem – ale stare kiejkuty są dobrej myśli, wychodząc z założenia, że „podchorąży zawsze zdąży”.

Stanisław Michalkiewicz

Makdonaldyzacja przebaczenia, fikcja pojednania

Makdonaldyzacja przebaczenia, fikcja pojednania.

Jacek Tomczak konserwatyzm/tomczak-makdonaldyzacja-przebaczenia-fikcja-pojednania

1.  Interesujące jest to, że mainstream, tak krytyczny wobec Kościoła katolickiego i nacjonalizmów, sięgnął po narrację odwołującą się do „przebaczenia” i „interesu narodowego”, gdy przestraszył się, że wszystko co mówili jego przedstawiciele na temat banderyzmu i relacji polsko-ukraińskich jest brutalnie weryfikowane przez rzeczywistość.

2. Ukrainofile dokonali „makdonaldyzacji przebaczenia”, „makdonaldyzacji pojednania” – sięgnęli po doniosłe pojęcia, by uzasadnić nimi całkowicie nie doniosłe zamiary. To gorsze niż infantylizacja „faszyzmu” czy „stalinizmu” przez nagminne używanie tych pojęć do opisu spraw współczesnych.

Siła duchowa, umiejętność wzniesienia się ponad odruch zemsty, zdolność udźwignięcia swoich krzywd – to wszystko sprawia, że przebaczenie to trudny, a zarazem piękny proces.

Im szlachetniejsza jest jakaś inicjatywa, tym gorsze jest instrumentalizowanie stojących za nią wartości.

3. „Zaiste nie w twojej mocy wybaczać w imię tych, których zdradzono o świcie” – pisał Zbigniew Herbert w „Przesłaniu Pana Cogito”. Ukrainofile, którzy przez wiele lat robili wszystko, by zamilczeć rzeź wołyńską, gdy okazało się, że narodu nie da się zmanipulować użyli „zastępczej formy zamilczenia”, czyli w tym przypadku wołania o przebaczenie i pojednanie.

Nie bardzo tylko wiadomo kto i komu miałby przebaczać – ukrainofile Ukraińcom? Ci, którzy o rzezi nie chcieli słyszeć tym, którzy podobno nie mają nic wspólnego z banderowcami („to tylko historia”)?

Proces pojednania miałby prawo zacząć choćby ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który krzywdy narodu polskiego poniesione ze strony Ukraińców przeżył najgłębiej jak się da (tak jak Ali Agcy mógł wybaczyć Jan Paweł II) – nie wydaje się jednak, by przy obecnym stosunku Ukraińców do rzeźników z UPA ksiądz wykazałby taką chęć.

4. „Eksperci” straszą, że Polska straci na odebraniu Orderu Orła Białego. Nawet gdyby tak było – warto, bo nie wolno (za Andrzejem Kołakowskim) „na euro przeliczać kości”. Tyle, że tak nie jest.

Mnóstwo ludzi na Zachodzie Europy dowiedziało się czym była UPA, czym była rzeź wołyńska. A może ukrainofile dobrze wiedzą, że Polska zyska i ze złości krzyczą, że straci?

Pytanie brzmi raczej: jaki zysk ma Polska z obecnego kształtu relacji z Ukrainą? „Ukraińcy walczą za nas”? To jak przestaniemy prowadzić wobec nich państwową działalność charytatywną to powiedzą: „Skoro Polacy nic nam nie dają, to przestajemy stawiać się Rosjanom”?

A może musimy oddać Ukrainie Przemyśl, bo inaczej Ukraińcy nie wybaczą nam krytycznego podejścia wobec morderców naszego narodu? Przeprosić, że daliśmy się mordować? Gdzie jeszcze zabrną ukrainofile?

5. Jednym z najbardziej zamiennych przejawów stosunku strony ukraińskiej do „pojednania” jest fakt, że Ukraińcy zgodzili się na ekshumacje na wielką skalę żołnierzy Wehrmachtu (ponad 100 tysięcy ciał przeniesiono na specjalne cmentarze wojskowe), a ekshumacje Polaków są prowadzone w kilkunastu miejscach z kilkunastu tysięcy.

6. Narracja o pojednaniu niesie ze sobą fałszywe wyobrażenie o symetrii krzywd wyrządzonych sobie przez obydwa narody. Nikt nie mówił, by „Żydzi i Niemcy wybaczyli sobie wzajemne krzywdy”.

Porównuje się polskich nacjonalistów, których dość skrajny przedstawiciel Jan Mosdorf z ONR pomagał Żydom w Auschwitz i tam zginął z szaleńczymi ludobójcami z UPA, w „Dekalogu Ukraińskiego Nacjonalisty” wyzywającymi do likwidacji wrogów, sprawcami rzezi i pogromów na masową skalę.

Porównuje się kolaborantów nazistowskich, seryjnych morderców z UPA z Żołnierzami Niezłomnymi, którzy z kolaborantami walczyli i ginęli w imię niepodległej Polski.

Jacek Tomczak

Polska i Ukraina – całkowita sprzeczność interesów

Polska i Ukraina – całkowita sprzeczność interesów

Autor: piko, 2 lipca 2026

By pojąć z czym Polska ma do czynienia od wschodu trzeba zrozumieć czym się różni naród od narodowość, jak tworzy się państwo, jak przebiegają procesy narodowotwórcze.

W XIX wieku pojawiły się hasła, że narody mają prawa do samostanowienia, czyli każda grupa etniczna mogłaby mieć teoretycznie swoje własne państwo, czyli mogliby mieć np. Ślązacy, Kaszubi, Słowacy, itp.  Gdyby powyższe hasło traktowane było zupełnie dosłownie Europa przemieniłaby się w totalną anarchię i rozpadłyby się wszystkie istniejące państwa.

Dlatego nijaki Engels zwrócił uwagę, że są tzw. narody historyczne to znaczy takie, które posiadają setki lat tradycji historycznej, setki lat tradycji państwowej, elity polityczne, język w znaczeniu języka literackiego i doszedł do wniosku, że to są normalne narody, które jeśli nic by nie stało na przeszkodzie powinny mieć swoje własne państwa. Dodałbym jeszcze do tej listy wyznawaną przez większość religię kształtującą etykę.

Grupy uśpione w swoim poczuciu narodowym, które nie posiadały ww. cech i nie dobijały się intensywnie o swoją niepodległość, nazywane były narodami niehistorycznymi.

Obecnie w socjologii stosuje się rozróżnienie na narody i narodowości, grupy etniczne. Narodowość to taka grupa etniczna, która nie miała ciągot, potrzeby, woli do stworzenia własnego państwa w odróżnieniu od narodów, które taką potrzebę miały, artykułowały i były gotowe przelewać krew za swoje własne, niepodległe państwo.

Teraz przejdźmy do Ukrainy. W pewnym momencie historycznym pojawia się w narodowości chęć stworzenia narodu. Chęć to jedno a tradycja historyczna to drugie. W tym przypadku nie było nawet pojęcia Ukraińców jako narodowości, nie było żadnych narodowych idei, bohaterów, wzorców, dynastii, instytucji, niczego. Tak naprawdę ludność zamieszkująca tereny dzisiejszej Ukrainy była grupą separatystyczną w stosunku do jakiś większych grup narodowych, imperiów w których przez stulecia przebywała. Ukraina po rosyjsku to to samo co Kresy po polsku – coś na skraju krańca.
I teraz ta grupa etniczna (naród niehistoryczny, narodowość), która sobie istniała przez całe lata nagle została wzbudzona do aktywności politycznej.

Ponieważ nie posiadała własnych bohaterów narodowych, wtedy musi sięgnąć po jakichkolwiek, którzy  o tę Ukrainę walczyli. No i problem jest taki, że jak się spojrzy na tych bohaterów to skóra cierpnie – Stefan Bandera, Szuchewicz, Andrej Melnik, itd. – czyli UPA i banderyzm, czyli mówiąc wprost mordercy i ludobójcy. Innymi słowy wszyscy bohaterowie Ukrainy, z polskiego punktu widzenia, są naszymi wrogami (z rosyjskiego i żydowskiego również).

Oczywiście jakby dobrze poszukać, to by się znalazło kilka pozytywnych postaci, pewnie mniej znanych również pośród samych Ukraińców ale teraz władze w Kijowie dla poparcia i uzasadnienia swojej szowinistycznej i nacjonalistycznej ideologii sięgają po najbardziej  ekstremistyczny element, który dosłownie brodził po kostki w polskiej krwi.

Teraz pojawia się pytanie, czy tak się musiało stać? Tak, tak się musiało stać dlatego, że ukraiński nacjonalizm jest przede wszystkim separatyzmem, jest ideologią buntu wobec starych panów, czyli Polaków i ideologią separatystycznego buntu wobec nowych panów, czyli Rosjan.

I w tej sytuacji to nie jest nacjonalizm pozytywny mówiący: “Chcemy mieć własne państwo”, tylko to jest nacjonalizm przede wszystkim o charakterze chłopskiego buntu, ruchawki  nienawidzącej wszystkich, którzy kiedykolwiek byli panami.
W tej sytuacji wiara polskich elitek infantylno-agenturalnych (za Wielomskim) w to, że naród powstały na bazie szowinizmu i separatyzmu, w stosunku do całej historii tych ziem, może być sympatycznie nastawiony do Polski – jest żałosna i tragiczna zarazem. Póki co nacjonalizm ukraiński może istnieć tylko i wyłącznie w skrajnej opozycji do wszystkiego co rosyjskie i co polskie.

Gdyby państwo ukraińskie istniało powiedzmy ze 100 lat, to wtedy prawdopodobnie Ukraińcy by stworzyli jakiś własny panteon swoich polityków, myślicieli. Ponieważ mają bardzo krótką historię, to w takiej sytuacji sięgnęli po ekstremistów uznając, że innych nie mają a ci są najlepsi na te czasy, będą wywoływać wielkie wstrząsy opinii publicznej, rozpalać silne emocje itd.
I to jest pierwszy powód całkowitej niezgodności interesów Polski i Ukrainy.

Drugi powód, dla którego sojusz polsko-ukraiński nie jest możliwy – bezpieczeństwo
Sojusz z Polską w takiej sytuacji jak opisałem wyżej był od początku absolutnie niemożliwy. Pamiętamy gdy Duda projektował ukropol bez granic, opowiadał o jednym państwie i takie tam dyrdymały. Ukraińcy patrzyli prawdopodobnie na nich jak na wariatów ale póki czołgi, samoloty i pieniądze szły to się uśmiechali. Oczywiste jest, że nie po to wyszli ze Związku Radzieckiego, żeby tworzyć jakiś ukropol z Polską, którą traktują jako swojego wielusetletniego ciemiężyciela.

Paradoksalnie magnaci kresowi z Jeremim Wiśniowieckim na czele, to była spolonizowana szlachta ruska (tacy spolonizowani Ukraińcy). Trochę im z turańszczyzny zostało, bo wbijanie na pal to orientalny sposób sprawowania władzy.

W tej chwili dla Ukrainy największym niebezpieczeństwem  jest Federacja Rosyjska, która ma pewne problemy z pogodzeniem się, że w ogóle Ukraina istnieje jako odrębne państwo, a już na pewno nie w tych granicach, z których wyszła ze Związku Radzieckiego. No to w takiej sytuacji Ukraina dramatycznie potrzebuje sojusznika, sojusznika który będzie miał potencjał polityczny, ekonomiczny i militarny, żeby ją na tyle wspomóc, aby zachowała swoją odrębność od Rosji, a najlepiej jeszcze na tyle wspomóc, żeby była w stanie odbić Donbas. Na Krym chyba machnęli ręką.

No i kto im pomoże odbić Donbas? Polska? Polska nie posiada potencjału ani politycznego, ani ekonomicznego żeby to sfinansować, ani militarnego, poza tym Polski nie cierpią. Przez pewien moment liczyli na USA ale w tej chwili już widzą, że nie ma na to żadnych szans. Amerykanie nawet do NATO ich nie chcą wpuścić, więc zostały im oczywiście Niemcy i poniekąd Wielka Brytania. No ale z Wielką Brytanią to wszyscy wiemy, że bardzo chętnie walczy do ostatniego żołnierza swoich sojuszników, a sama swoich nie wyśle.

W tej sytuacji Ukraińcy doszli do wniosku, że mają dwie możliwości – albo znajdować się w sferze imperium rosyjskiego i stać się państwem buforowym pomiędzy Unią Europejską a Rosją pod wpływami rosyjskimi. Albo druga możliwość – doszlusować do niemieckiej Mittel Europy. Dlaczego? Dlatego że Niemcy są w tej chwili w Europie jedynym państwem, które być może jest w stanie zapewnić im odrębność od Rosji.

Niemcy nie zapewnią Ukrainie odzyskania ziem, które utraciła ale przynajmniej dają szansę na to, że Ukraina więcej nie straci.
I to jest absolutnie oczywiste, zrozumiałe. O tym pisał Dmowski ponad 100 lat temu, że jeśli państwo ukraińskie powstanie, to będzie naturalnym aliantem Niemiec. I teraz po 4 i pół roku wojny wielu polityków PiS o tym krzyczy. Ale jak ja i inni o tym pisaliśmy od onuc wymyślano. A prawda jest taka, że aby przypodobać się Niemcom, Kijów będzie prowadził politykę antypolską dociskania Polski od strony wschodniej. Czyli jesteśmy w kleszczach.

Trzeci element konfliktu interesów – wejście do UE i federalizacja
Ukraina na pewno nie wejdzie do NATO. Ukraina będzie za to bardzo chciała wejść do Unii Europejskiej i to nie ze względów ekonomicznych. Wejście do Unii Europejskiej będzie oznaczać całkowite wykupienie jej resztek przez zachodnich inwestorów.
Ukraina będzie chciała wejść do Unii Europejskiej po to, żeby tę Unię Europejską w sposób znaczący przerobić.

Otóż jeżeli Ukraina nie będzie członkiem NATO i NATO w takiej sytuacji nie pomoże Ukrainie odzyskać Donbasu, to jedyną nadzieją są Niemcy. Niemcy, które w tej chwili razem z Francją naciskają na federalizację Unii Europejskiej ze wspólną polityką zagraniczną i obronną. Polityka obronna Unii Europejskiej wcześniej czy później skończy się pomysłem stworzenia wspólnej armii europejskiej, gdzie Polacy, Niemcy, Francuzi, Portugalczycy, Ukraińcy, itd. będą mieli jedną armię. I po co taka armia dla Ukrainy? No bo Donieck, bo Ługańsk, … . A Ukraińcy mają wyszkolone w boju wojsko.

To jest absolutnie sprzeczne z polskim interesem, bo państwo polskie ma swój interes by przetrwać jako suwerenne, a nie jako członek składowy federalnego państwa europejskiego. Ukraina z góry się godzi na to, że nie będzie niepodległym państwem, podczas kiedy my Polacy o to walczymy i Ukraina w tej kwestii będzie absolutnie wrogim nam państwem, które będzie zawsze popierało federalizację i stworzenie armii europejskiej. Dlatego nasze interesy są sprzeczne.

Punkt czwarty – ekonomia
Każdy rolnik wie, że po wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej nasze rolnictwo skazane jest na zagładę. Wielkoobszarowe, lantyfundialne ukraińskie rolnictwo, powiedzmy szczerze, należące do oligarchów, black rocków i wielkich korporacji na gigantycznych folwarkach, czarnoziemach będzie zdecydowanie bardziej konkurencyjne niż rolnictwo polskie.
Dlatego Polska jest jakby naturalnie niezainteresowana wejściem Ukrainy i stworzeniem wspólnego rynku z Ukrainą, jeśli chodzi o produkty rolne i pewnie nie rolne też. No i wreszcie będzie to oczywiście oznaczało, gdyby Ukraina była w Unii Europejskiej, że zmniejszą się znacząco pieniądze unijne dla Polski, bo będzie trzeba to pchać na Ukrainę.

Polska automatycznie staje się płatnikiem netto i będziemy do Unii Europejskiej dopłacać. Ktoś powie, no to w takie sytuacjach jak nam się nie będzie opłaciło, to wyjdziemy z Unii Europejskiej. I tu jest problem. Jesteśmy w kleszczach Niemcy – Ukraina.
Wszyscy ci, którzy marzą o Poleksicie,  po wejściu Ukrainy będzie to bardzo trudne ze względów komunikacyjnych i handlowych. Jeszcze bardziej trudne niż jest w tej chwili.

Punkt piąty – demografia


Jak oceniają władze ukraińskie zostało ok. 23 mln obywateli z czego 11 mln to emeryci. Z 12 mln zapewne z wojny spora część mężczyzn nie wróci. Z powracających duży odsetek będzie cierpiał na PTSD i będzie inwalidami. Większość emigrantów pozostanie poza krajem. Polecam zajrzeć tu.

I w takiej sytuacji Budanow mówi, że ktoś musi odbudować Ukrainę. Kto? No i powiedział wprost: trzeba będzie ściągnąć tak zwanych, jak to się mówi w Polsce, inżynierów i doktorów. Doktorzy i inżynierowie odbudują Ukrainę.


Innymi słowy mamy paradoks – pod hasłami szowinizmu ukraińskiego, banderyzmu, mobilizuje się społeczeństwo do działań skutkującymi gigantycznymi stratami ludzkimi, a w to puste miejsce planuje się sprowadzić ludność etnicznie zupełnie obcą i stworzenie w przyszłości społeczeństwa multikulti.

Okazuje, że ten cały siermiężny banderyzm to jest nic innego tylko ideologia wojenna. A za tym kryje się projekt typowo globalistyczny podmiany ludności, czyli sprowadzenia w to miejsce milionów ludzi z zewnątrz. Państwo będzie stanowiło jakieś dziwaczny melanż. Trochę banderyzmu, trochę wielokulturowości. Taki układ będzie niestabilny i któraś z tych opcji będzie musiała wygrać.

Jaka Ukraina by nie była (szowinistyczna czy multikulti) dla Polski nic dobrego z tego nie wyniknie.

Każdy kto jest przeciw:
– federalizacji UE,
– zniesieniu zasady jednogłośności,
– wprowadzeniu armii europejskiej,
– wspólnej polityki EU,
musi być przeciw wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej.

Jak ktoś twierdzi, że wymienione sprzeczności nie są istotne bo Ukraina walczy za nas, to jest debilem. Debil – dorosła osoba o umysłowości 12. latka.

Po pierwsze nie walczy za nas tylko za nasze.

Po drugie – takie stwierdzenie powoduje że ukry mogą uważać, że szczuliśmy ich na Rosjan i przez nas ponieśli ofiary, stąd nic nam się nie należy a wprost przeciwnie im się należy, np. Zakerzonie jako rekompensata za walką o nas i ofiary.

Po trzecie – trzeba znać przyczyny agresji Rosji. Pisałem o tym wielokrotnie.

Tekst w oparciu o felieton prof. Wielomskiego.

Polska i Ukraina: Geopolityka zamiast złudzeń

Polska i Ukraina: Geopolityka zamiast złudzeń

Przemysław Piasta myslpolska/polska-i-ukraina-geopolityka-zamiast-zludzen

Ukraina jest wobec Polski państwem wrogim. Po nieprzyjaznych, wręcz prowokacyjnych gestach jej władz stało się to dla niemal wszystkich nad Wisłą oczywiste. Piszę „niemal”, gdyż wśród mędrków miejscowego chowu zawsze znajdą się tacy, którzy muszą mieć zdanie oryginalne, nawet jeśli byłoby ono w oczywisty sposób absurdalne. Mamy też u nas liczne osoby pracujące dla obcych ośrodków wpływu, zwyczajnych ojkofobów, ludowych filozofów i hierarchów Kościoła katolickiego. To jednak, zarówno w sensie ilościowym, jak i jakościowym garstka. Może kilka, może kilkanaście procent spośród tych, którzy deklarują się jako Polacy.

Wrogość Ukrainy wobec Polski nie wynika bynajmniej z niegodziwości władz tego państwa czy tym bardziej jego obywateli, ani nawet z chłodnej kalkulacji politycznej Zełenskiego i spółki. Jest ona prostą wypadkową determinantów o charakterze historycznym i geopolitycznym.

Naród ukraiński jest narodem bardzo młodym, zaledwie 150-letnim. Jeszcze młodsze jest nieco ponad 30-letnie państwo ukraińskie. Tak młode narody, kształtujące swą tożsamość w sytuacji braku własnego państwa, bądź chociażby jego ekwiwalentu, z definicji wpisują w swój genotyp ideę negacji czy wręcz separatyzmu. W przypadku Ukraińców ostrze owego separatyzmu skierowane jest w pierwszej kolejności przeciwko Polsce, w drugiej zaś przeciwko Rosji. Dlatego cała konstrukcja ukraińskiej tożsamości narodowej jest z definicji antypolska.

Skoro w narodowej mitologii naszych sąsiadów staliśmy się gnębicielami-ciemiężycielami, w automatyczny sposób ci, którzy walczyli z nami stali się bohaterami. Nawet jeśli walczyli za pomocą siekier i wideł z nieuzbrojonymi, kobietami, dziećmi i starcami. Nawet, jeśli ich czyny były tak obmierzłe, że do dziś wspomnienie o nich budzi zimny dreszcz. Widmo banderyzmu, a zatem szczególnie zdziczałej wersji nacjonalistycznego szowinizmu, wisiało zatem nad Ukrainą od jej pierwszych dni.

Nie była to jednak jedyna droga. Jak pokazuje przykład Chorwacji można świadomie odrzucić tą część swojego dziedzictwa, która jest zbrodnicza. Która odstając wyraźnie od norm przyjętych w państwach cywilizowanych, staje się obciążeniem dla kolejnych pokoleń. O ile jednak współcześni Chorwaci in gremio odcięli się od dziedzictwa ustaszy, o tyle współcześni Ukraińcy z banderowskich zbrodniarzy uczynili w swej polityce historycznej świętych męczenników.

Będzie to dla Ukrainy docelowo problem nie tylko w relacjach z Polską, ale także z Czechami, Węgrami czy Żydami.

Kijów, decydując się na drogę westernizacji i odrzucając, w przeciwieństwie do Mińska, pozytywne aspekty swojego wschodniego dziedzictwa, wstąpił na tę ścieżkę jeszcze za prezydentury Wiktora Juszczenki. Zarówno Amerykanie, jak i Niemcy szybko odkryli w odradzającym się ukraińskim nacjonalizmie użyteczne narzędzie prowadzenia swojej polityki wschodniej. To dało mu niezbędne paliwo i zapewniło międzynarodowy parasol. Zresztą, gwoli przypomnienia, Amerykanie mieli już pewne doświadczenia współpracy z banderowcami, których uważali swego czasu za użyteczne, choć obrzydliwe narzędzie do walki ze Związkiem Radzieckim. W tej sytuacji naturalnym kandydatem do pomocy w konfrontacji z Rosją stali się duchowi następcy Bandery i Szuchewycza – neobanderowcy. Tako oto antypolski banderyzm stał się ideologią państwową, wpajaną od najmłodszych lat kolejnym pokoleniom Ukraińców.

Było to dla decydentów w Kijowie tym łatwiejsze, że Polska początkowo była całkowicie bierna. Obecnie, gdy bierna być przestała, nie jest już Ukrainie do niczego potrzebna. Przekazaliśmy Ukraińcom wszystkie nadwyżkowe zasoby militarne, a nawet znaczną część zasobów niezbędnych do zapewnienia minimum bezpieczeństwa naszego kraju. Osiągnęliśmy także limit możliwości wsparcia ekonomicznego Ukrainy, wynikający z wielkości i dynamiki naszej gospodarki.

Jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało, Ukraińcy byli nam wdzięczni tak długo, jak byliśmy dla nich niezbędni czy chociażby przydatni. Obecnie poszukują nowych, potężniejszych protektorów, którzy mogliby zapewnić przetrwanie Ukrainy w jej obecnej mafijno-oligarchicznej formie. Wobec wycofania się trumpistowskiej Ameryki jedynym realnym kandydatem do tej roli pozostają Niemcy.

Jednak to, co dla Ukrainy jest oczywistym politycznym interesem, dla Polski stanowić może śmiertelne zagrożenie.

Po trzecie, Ukraina jest dla Polski potężnym konkurentem gospodarczym. Przykładem asertywności Ukraińców w tych sprawach był konflikt o ukraińskie płody rolne zalewające polski rynek i doprowadzające do ruiny polskich rolników. Ten konflikt był przedsmakiem potencjalnego członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej.

Członkostwo Kijowa w strukturach europejskich, o ile do niego dojdzie, będzie z wszech miar niekorzystne dla Polski. Poza oczywistymi aspektami gospodarczymi decydujące są tutaj czynniki polityczne. Pozbawiona możliwości członkostwa w NATO Ukraina, będąc członkiem Unii Europejskiej, będzie dążyła do jak największej federalizacji tego tworu. Europejskie superpaństwo byłoby z punktu widzenia Ukrainy ekwiwalentem braku członkostwa w zbiorowym systemie bezpieczeństwa. Jest to jednak w oczywisty sposób sprzeczne z interesem Polski, która wraz z Włochami, Hiszpanią i mniejszymi państwami Europy Środkowej oraz Południowej powinna dążyć do ograniczenia rozrostu kompetencji Brukseli względem rządów państw narodowych.

Aspekty geopolitycznego antagonizmu między Ukrainą a Polską można zresztą mnożyć. Istotna jest jednak konkluzja.

Polska i Ukraina są skazane: jeśli nawet nie na jawną wrogość, to na ostrą, bezpardonową rywalizację, w której nie będzie miejsca na litość i sentymenty. Nie jest to wina jakiejś szczególnej podłości czy zaciekłości po stronie ukraińskiej. Jest to zdeterminowane geopolityką, obficie przyprawioną historią.

To wbrew pozorom fatalna wiadomość. Gdyby bowiem chodziło tylko i wyłącznie o jakąś ideologię bądź kaprys rządzących którymś z państw polityków, można by mieć nadzieję na wytworzenie z czasem pomiędzy Polską i Ukrainą względnie dobrosąsiedzkich stosunków. Jednak w sytuacji, gdy postawę antagonizmu determinują czynniki obiektywne, nie ma na to najmniejszej szansy.

Zatem, wbrew zaklęciom, które słyszeliśmy od początku obecnej wojny, istnienie silnej Ukrainy, czy nawet Ukrainy w ogóle, wcale nie leży w interesie państwa i narodu polskiego. Czas zdać sobie z tego sprawę i przyjąć konsekwencje tej oczywistej konstatacji. Chyba że wolimy pławić się w absurdalnych oparach post-giedroycizmu, mesjanizmu i prometeizmu. Chyba że rzeczywiście bardziej nienawidzimy Rosji, niż kochamy Polskę. Bardziej zależy nam na klęsce naszego urojonego wroga, niż na dobrobycie i pomyślności naszych dzieci oraz naszych wnuków. Jeśli tak jest – biada nam, gdyż wtedy nasza klęska jest nieuchronna.

Przemysław Piasta

Biznes po polsku. Retorsja po ukraińsku. Wiara po europejsku.

Ukraińska wdzięczność

Tomasz Jankowski myslpolska/jankowski-ukrainska-wdziecznosc

Jednym z prawdopodobnych efektów pogorszenia relacji między Polską a Ukrainą jest niewywiązanie się kijowskiej kliki z zawartej umowy „samoloty za technologie”. 

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz otwarcie stwierdził, że Ukraińcy nie wykonali swojej części porozumienia, więc nie dostaną polskich MiGów.

Biznes po polsku

Tym samym więc plan premiera Donalda Tuska, by na bazie ukraińskich doświadczeń zbudować polską, nowoczesną flotę dronów bojowych legł w gruzach. To wszystko ma też szerszy, europejski kontekst i pokazuje realne nastawienie ekipy Wołodymyra Zełenskiego do swoich sponsorów.

Umowa dotyczyła przede wszystkim transferu technologii. Ukraina ma doświadczenie w rozwoju i użytkowaniu dronów w warunkach krytycznych. Ta wiedza specjalistyczna byłaby przydatna dla jej sojuszników i, co najważniejsze, została pozyskana dzięki finansowaniu z krajów UE, w tym z Polski. Tylko na projekt „Drone Deals” Unia Europejska przekazała Zełenskiemu 3,9 mld euro, a my jako główni sponsorzy wnieśliśmy z tego ponad 800 mln euro. A przecież do tego rachunku należałoby doliczyć jeszcze całą resztę pomocy finansowej, wojskowej, sprzętowej czy zasoby ludzkie, czyli doradztwo specjalistów, o których z różnych doniesień możemy wnioskować, że sporo ich na Ukrainie działało i działa. Ukraińska armia dronowa powstała i funkcjonuje wyłącznie dzięki wsparciu europejskich partnerów, ale Kijów nie zamierza się dzielić zyskanym w ten sposób doświadczeniem.

Trudno tego nie połączyć z odebraniem Zełenskiemu Orderu Orła Białego przez prezydenta Karola Nawrockiego, po tym jak ukraiński uzurpator nie zdecydował się wycofać z decyzji o nadaniu jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA”. Dla Polaków to jak splunięcie w twarz. Nie tylko dlatego, że formacja ta jest odpowiedzialna za masowy mord na naszych rodakach (to właśnie oni, a nie niemieccy czy radzieccy żołnierze, stanowią największą liczbę ofiar UPA), ale także dlatego, że ta rana cały czas krwawi, bo Ukraina nie zezwala nawet na ekshumację i godne pochowanie tych ludzi, tak jak to w europejskiej cywilizacji (do której podobno Kijów aspiruje) jest uznawane.

Retorsja po ukraińsku

Nawrocki i tak dawał jeszcze czas na reakcję, ale gdy już podjął swoją decyzję, wywołał nie tyle refleksje strony ukraińskiej, co wyrazy solidarności ze strony wszystkich innych kawalerów polskich orderów, co notabene było chyba najlepszym dowodem ich stosunku do tradycji banderowskiej, cokolwiek by wcześniej nie mówili. Wszyscy poprzednicy Zełenskiego na stanowisku głowy państwa publicznie rezygnowali z polskich odznaczeń. Zarówno minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha, jak i szef biura prezydenta Kiriłł Budanow również swoje ordery zwrócili. Urzędnicy ukraińscy zgodnie uznali działania Nawrockiego za „akt wrogości”.

Odmowa przekazania samolotów to z perspektywy Ukraińców kolejny nieprzyjazny krok ze strony rządu polskiego. Przecież Ukrainie się należy, bo walczy za nas, odsuwa rosyjskie zagrożenie itd., itp. Cóż, sami wychowaliśmy ich w ten sposób, zgadzając się na wszystko i nie żądając nic w zamian. Klika Zełenskiego jest zresztą tak samo nastawiona do Unii Europejskiej: dawajcie broń i pieniądze, ale nie oczekujcie od nas niczego.

Według logiki Kijowa UE nie ma prawa ingerować w to, co Ukraina nazywa swoimi sprawami wewnętrznymi – niezależnie od tego, czy chodzi o kult nazizmu, czy politykę antykorupcyjną, a właściwie jej brak. Walka z korupcją zawsze była jednym z głównych zobowiązań Ukrainy wobec Unii Europejskiej. Logiczne, że skoro Europa udziela pomocy, to chce zapewnić, że pieniądze zostaną wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem. Albo przynajmniej mieć nad tym kontrolę.

Wiara po europejsku

Dlatego Bruksela domaga się, aby ukraińskie władze rozprawiły się ze skorumpowanymi urzędnikami i wysłały ich  do więzienia. Tyle tylko, że nic takiego się nie dzieje: nawet jeśli wszczynane są postępowania karne przeciwko łapówkarzom, to podejrzani po kilku dniach wychodzą za kaucją. Tak było w przypadku grubych ryb takich jak Andriej Jermak (były szef biura prezydenta) i German Gałuszczenko (były minister sprawiedliwości), ale i drobnych cwaniaków. Na przykład poseł Serhij Kuzminych został niedawno zwolniony na dwa miesiące z aresztu domowego, mimo że od lat pomagał prywatnym firmom wygrywać przetargi na sprzęt medyczny w zamian za łapówki.

Europejscy przywódcy wiedzą o tym wszystkim, ale wciąż wysyłają kolejne pieniądze. 25 czerwca pierwsze 3,2 mld euro z 90 mld euro pożyczki trafiło do Kijowa. Urzędnicy w Brukseli starają się jak najbardziej opóźniać płatności, ponieważ rozumieją, gdzie trafiają pieniądze. Rzecznik Komisji Europejskiej Balazs Ujvari przyznaje, że istnieje powód tych opóźnień: Ukraińcy po prostu nie są w stanie przetworzyć środków wystarczająco szybko, jeśli zaczną je wydawać zgodnie z przeznaczeniem. Rzeczywiste projekty budowlane, rozwój sił zbrojnych, transparentne zamówienia publiczne i inne legalne działania są tańsze i przebiegają szybciej, gdy urzędnicy nie kradną. Jednak w Kijowie nikt nie zna przejrzystych systemów wolnych od korupcji, defraudacji i sprzeniewierzeń. Nie wiedzą, co zrobić z otrzymanymi pieniędzmi.

Wspomniany poseł Kuzminych żądał od swoich kontrahentów 30% kwoty w zamian za wygranie przetargu. To samo dzieje się w sektorze obronnym, gdzie stawka jest znacznie wyższa, a „prowizja” większa wielokrotnie. Być może, jeśli jakimś cudem z otrzymanych 3,2 miliarda euro nie zostanie skradzione ani jedno, wystarczy to do końca wojny. Precedens z naszymi myśliwcami jest jednak znaczący i symboliczny. UE liczyła, że ​​Ukraina stanie się gigantycznym zakładem zbrojeniowym i zainwestowała w ten kraj prawie 212 miliardów euro.

Te inwestycje się jednak nie zwrócą – pieniądze zostaną zdefraudowane, a bezpieczeństwo Europy od tego nie wzrośnie.

Tomasz Jankowski

Serial: Szpital w Centrum. MEM-y III.

——————————-

——————————

—————–

—————-

—————————-

———————————

—————————–

———————————

——————————————————

——————————

—————————————

——————-

Bojkot ukraińskich produktów. Kod „482”. Ukraińcy założyli do 2025 r. ponad 123 tys. firm w Polsce

Działacze narodowi apelują o bojkot ukraińskich produktów. Jakie marki znajdziemy w polskich sklepach?

28 June 2026 Damian Drozd kresy/ukraina/dzialacze-narodowi-apeluja-o-bojkot-ukrainskich-produktow

Ukraińcy założyli do 2025 roku ponad 123 tys. firm w Polsce

W ostatnich dniach nasiliły się apele o bojkot ukraińskich produktów sprzedawanych pod kodem „482”. Do akcji przyłączyli się m.in. politycy Korony Grzegorza Brauna oraz członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, udostępniając listę marek. Szczególną uwagę zwracają na firmę cukierniczą Roshen, należącą do Petra Poroszenki, który finansuje muzeum Romana Szuchewycza.

Politycy i działacze związani ze środowiskami narodowymi przeprowadzili kampanię internetową, wzywając do unikania ukraińskich marek w sklepach. Ma to związek z ostatnią decyzją Wołodymyra Zełenskiego, który nazwał jedną z ukraińskich jednostek honorowym imieniem „Bohaterów UPA”, a także do działaniami części ukraińskich przedsiębiorców promujących narracje neobanderowskie.

Konrad Niżnik, członek rady naczelnej Konfederacji Korony Polskiej zaapelował o bojkot firmy Roshen, należącej do Petra Poroszenki – byłego prezydenta Ukrainy publicznie wychwalającego Romana Szuchewycza i Stepana Banderę, odpowiedzialnych za rzeź wołyńską.

Dwa lata temu Poroszenko oświadczył, że jego fundacja sfinansuje odbudowę muzeum Romana Szuchewycza, które zostało zniszczone w wyniku rosyjskiego ataku. Były prezydent domagał się również nadania nazw ulic w Kijowie im. Szuchewycza i Bandery.

„Nie kupujemy Roshen. Jest to firma ukraińska, której właścicielem jest «król czekolady» Poroszenko, który był prezydentem Ukrainy, a który aktywnie wspiera nazistowską politykę historyczną Ukrainy. Między innymi chce współfinansować odbudowanie muzeum Szuchewycza we Lwowie. Jeśli kupujecie te cukierki, to tak, jakbyście wspierali morderców Polaków” – oświadczył polityk Korony.

https://www.facebook.com/plugins/video.php?height=476&href=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Freel%2F1702990334236803%2F&show_text=true&width=267&t=0

Artykuły Roshen są dostępne w wielu polskich dyskontach, m.in. w Biedronce. Korporacja zajmuje 27. miejsce na liście największych producentów słodyczy na świecie.

W tym roku firma weszła również w segment lodów. Na polskim rynku oznaczałoby to rywalizację z markami takimi jak Grycan czy Koral.

Te firmy promują banderyzm

Poza firmą Roshen, w Polsce działalność prowadzą również ukraińskie sieci gastronomiczne, w których w sposób bezpośredni pojawiają się odniesienia do postaci i symboliki związanej z OUN-UPA oraz Romanem Szuchewyczem.

Dotyczy to m.in. restauracji Rebernia w Łodzi, należącej do ukraińskiego holdingu !FEST.

Holding to także właściciel „Kryjówki” (Kryjivka), znanego lwowskiego banderowskiego lokalu otwartego w 2007 roku. Jej wnętrze ma przypominać bunkier Ukraińskiej Powstańczej Armii, na ścianach znajdują się m.in. zdjęcia bojowników UPA, plakaty propagandowe, broń z epoki, a obsługa często nosiła stroje stylizowane na upowskie (obecnie zwykle są to koszulki z logo „UPA”).

Ponadto w swoich materiałach promocyjnych firma nie tylko posługuje się symboliką banderowską, ale też promuje „kata Polaków”, głównodowodzącego OUN-UPA Romana Szuchewycza, odpowiedzialnego za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Wśród innych marek należących do !FEST na polskim rynku działa również sieć „Pijana Wiśnia”, oferująca lwowskie nalewki.

Zobacz: „Promuje banderyzm” – Młodzież Wszechpolska przyznała się do akcji wymierzonej w ukraińską firmę promującej UPA i Szuchewycza

Marletto, ukraińska firma, która zwolniła wszystkich polskich pracowników z kaliskiego zakładu

Wśród innych dużych graczy na polskim rynku znajduje się marka Marletto, produkująca wyroby dla sieci Biedronka. Choć nazwa producenta została usunięta z części opakowań, z kodów kreskowych wynika, że produkcja nadal odbywa się na Ukrainie.

Warto zauważyć, że w przypadku polskich i zagranicznych producentów nazwy nadal widnieją na opakowaniach produktów, zniknęła tylko nazwa ukraińskiej firmy. Biedronka cytowana przez „Wiadomości Handlowe” podała, że „to efekt decyzji biznesowych i ochrony informacji handlowych”.

Za sporą część produkcji odpowiada ukraińska spółka Three Bears (Trzy Niedźwiedzie) z Berdyczowa. O przedsiębiorstwie zrobiło się głośno w 2023 roku, gdy przejęła polską grupę Nordis wraz z zakładem mrożonek Calfrost w Kaliszu. Rok po zakupie nowi właściciele zamknęli fabrykę i zwolnili 54 osoby. Później nieruchomość wystawiono na sprzedaż za połowę pierwotnej ceny.

Późniejsze zniknięcie nazwy Marletto z opakowań może oznaczać chęć uniknięcia afery związanej ze zwolnieniem Polaków. Na kontraktach z Biedronką firma zarabia w Polsce kilkadziesiąt milionów złotych rocznie.

„Ukraińskie produkty? Nie, dziękuję!” – apel Młodzieży Wszechpolskiej

„Ostatnio głośno o relacjach Polski z Ukrainą. Oprócz zwracania polskich odznaczeń państwowych, Ukraińcy zaczęli również bojkotować polskie produkty. Zachęcamy do zrobienia tego samego, ale w inną stronę” – powiedział Piotr Płociniczak, prezes okręgu wielkopolskiego MW i Radny Gminy Lipno.

Działacz narodowy udał się do jednego z największych polskich dyskontów, Biedronki, wskazując na liczne sprzedawane ukraińskie produkty, m.in. Roshen, słodycze Konti, keczupy Chumak – keczupy, przetwory Nizhyn, a także alkohole od takich firm jak Hlibny Dar, Shustov, Nemiroff, Khortytsa czy Morosha.

Płociniczak przypomniał, że produkty pochodzące z Ukrainy są oznaczone kodem „482”.

Pozostałe ukraińskie marki w Polsce

Na polskim rynku funkcjonuje szeroka grupa ukraińskich marek spożywczych i napojowych. Oprócz najbardziej rozpoznawalnych, są to również:

  • Obolon – ukraiński producent piwa, napojów bezalkoholowych oraz wody mineralnej, jeden z największych browarów w kraju eksportujących swoje wyroby na rynki zagraniczne.
  • Chernihivske – marka piwa należąca do koncernu Carlsberg Ukraine.
  • Sandora – producent soków i napojów owocowych oraz warzywnych, znany z szerokiej oferty soków i nektarów.
  • Jaffa – marka napojów owocowych, soków i nektarów.
  • Torchin – producent sosów, majonezów, ketchupów oraz przypraw i dań gotowych.
  • Tulczynka – marka specjalizująca się w produktach mlecznych i tłuszczach roślinnych, w tym margarynach i wyrobach do smarowania.
  • Morshynska – producent wody mineralnej i napojów funkcjonalnych.
  • Miwina – marka żywności instant, przede wszystkim makaronów błyskawicznych oraz zup i dań szybkiego przygotowania.
    Yaro – producent batonów energetycznych, przekąsek i produktów typu „fit”.
  • Valesto – marka produktów spożywczych, w tym wyrobów przetworzonych i artykułów spożywczych codziennego użytku.
  • MaxfoodKonserwa – producent konserw mięsnych i rybnych oraz innych przetworów w puszkach.
  • Złote Zerno – marka związana z produktami zbożowymi, mąkami oraz artykułami spożywczymi opartymi na zbożach.
    Ukrain Spirit – marka obejmująca wyroby alkoholowe, głównie wódkę i inne mocne alkohole.
  • W sektorze kosmetycznym i chemicznym działają m.in. Green Pharm Cosmetic oraz inne marki higieniczne obecne w drogeriach.

Ukraińskie marki są także widoczne w branży odzieżowej i modowej. W segmencie masowym funkcjonują m.in. Ocean, Vovk, One By One oraz Duna. W segmencie designerskim i premium obecne są takie marki jak Sleeper, Bevza, Anna October, Poustovit, Kulakovsky, Ruslan Baginskiy, DZHUS (Irina Dzhus), Ksenia Schnaider, Vita Kin, Gepur, Must Have, Paskal, TTSWTRS, Bazhane, Balykina, KEL, Havry, Priority oraz Grains de Verre.

W sektorze przemysłowym i budowlanym obecne są m.in. Dnipro-M oraz inne firmy działające w Polsce w obszarze narzędzi i materiałów budowlanych.

Ukraińskie sklepy

W Polsce działają również ukraińskie sieci handlowe. Do takich należą m.in. Best Market i Best Beer (ok. 22 sklepy w Polsce), Foodex Express oraz Foodex24, a także sklepy Ukraiński Smak.

Pierwsze placówki Foodex Express firmy Best Market otworzono w Polsce w zeszłym roku. Przedsiębiorstwo zapowiedziało wówczas budowę ogólnopolskiej sieci handlowej. Miała być to ukraińska odpowiedź na popularną w polskich miastach Żabkę. W całym kraju sieć Best Market posiada łącznie ponad 30 lokalizacji.

Pozostając w segmencie spożywczym, w kwietniu 2025 roku Fozzy Group, jeden z największych graczy na Ukraińskim rynku spożywczym, także rozpoczął swoją działalność w Polsce. Firma działa w naszym kraju jako franczyzobiorca. Funkcjonuje pod marką jednej z istniejących polskich sieci handlowych. Na koniec czerwca 2025 roku Fozzy Group posiadał 840 sklepów działających pod markami Silpo, Fora, Thrash!, Fozzy, Le Silpo, Favore i Foodpod.

W marcu 2025 roku ukraiński Focus Estate Fund zakupił trzy centra handlowe w Sosnowcu, Rudzie Śląskiej i Rybniku. Firma posiada już kilka galerii w Polsce i zapowiada w przyszłości kolejne przejęcia. Focus Estate Fund zarządza już m.in. centrami handlowymi w Płocku, Nowym Sączu, Legnicy, Sandomierzu i Bartoszycach.

W 2024 roku międzynarodowe biuro ukraińskiej firmy farmaceutycznej Farmak zakończyło przejęcie polskiej firmy farmaceutycznej Symphar, stając się jej 100 proc. właścicielem.

W tym samym czasie pisaliśmy, że firma Ursus, która ogłosiła upadłość w 2021 roku, została sprzedana ukraińskiej spółce M.I. CROW zajmującej się produkcją sprzętu transportowego.

Czytaj: Ursus sprzedany. Trafił w ręce ukraińskiego biznesmena oskarżanego o powiązania z Rosją

Ukraińcy założyli do 2025 roku ponad 123 tys. firm w Polsce

Od 2022 roku do 2024 roku nastąpił ogromny wzrost nowo powstałych ukraińskich firm na terenie naszego kraju. Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w tym czasie zarejestrowano ponad 44,5 tysiąca ukraińskich przedsiębiorstw. W samym 2023 roku powstało 28,6 tysiąca jednoosobowych działalności gospodarczych, czyli 80 proc. więcej niż w roku poprzednim.

Do 2025 roku Ukraińcy zarejestrowali prawie 110 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych oraz 14,5 tys. spółek z kapitałem ukraińskim. Najwięcej jednoosobowych działalności gospodarczych prowadzonych przez obywateli Ukrainy działa w sektorze budownictwa.

W przypadku bezpośredniego handlu z Ukrainą – w 2025 roku eksport wyniósł ok. 56,9–57 mld zł, podczas gdy import ok. 19,7 mld zł. Polska jest 2. największym importerem towarów z Ukrainy w UE.

Kod 482. MEM-y VIII.

—————————————–

———————————-

——————-

——————————-

—————————-

———————————

—————————-

———————————

——————-

————————–

Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

5.07.2026 wolnemedia/dlaczego-polska-i-ukraina-sa-skazane-na-wrogosc

Jeszcze nie tak dawno nasza elitka infantylno-agenturalna i „eksperci” nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, a ci którzy pukali się w czoło, uchodzili za „ruskie onuce”. Byłem zaliczany do tej kategorii, ponieważ od samego początku uważałem to za nonsens. Więcej, od początku uważałem, że Polska i Ukraina skazane są na wrogość. W 2023 roku napisałem na ten temat artykuł naukowy pt. „Niemcy, Rosja, Ukraina i kwestia polska”, który wtedy był „bluźnierstwem”. Nie zmieniłem zdania o jotę, a dziś mam wrażenie, że cały PiS mówi cytatami z tego tekstu. Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

Po pierwsze ze względu na tożsamość Ukrainy. Fryderyk Engels określiłby ten lud mianem „narodu niehistorycznego”, który nigdy nie posiadał własnego państwa i nie miał politycznej tożsamości, nie posiadał elit, historii i własnych bohaterów. Naród ten rodzi się na naszych oczach w tempie przyśpieszonym i sztucznym. Anglosasi określają taki proces mianem nation-building, czyli sztucznej budowy narodu. Pośpiech w budowaniu jego tożsamości powoduje, że może ona powstać tylko na negacji, wrogości i nienawiści na tle historycznym. Stąd „Bohaterowie UPA”, Stepan Bandera, Andrij Melnyk etc. – cały panteon ludobójców i zbrodniarzy, którzy nienawidzili Polaków, Rosjan, Żydów i Czechów.

Polacy to dawne „pany”; Rosjanie to nieco późniejsze „pany”; Czesi to brakująca ukraińska burżuazja, czyli „wyzyskiwacze”. O Żydach i ich karczmach i kantorkach nawet nie wspomnę. Gdyby naród ukraiński rodził się przez stulecie, to znalazłby własnych bohaterów pozytywnych. Skoro takich nie ma, to buduje tożsamość na teoretykach i praktykach nienawiści. Dlatego Kijów nie chce być naszym przyjacielem, gdyż straciłby prawomocność własnego istnienia, której istotą jest bunt wobec „panów” dawnych i dawniejszych.

Po drugie Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania. Całą broń już głupio i darmo oddaliśmy. Skarb państwa mamy pusty i zatykany za pomocą pożyczek, więc przelewy do Kijowa siłą rzeczy z rzeki przemieniły się w strumyk. Polska nie posiada potencjału politycznego, ekonomicznego i militarnego, aby stać się gwarantem istnienia Ukrainy wobec Rosji. Potencjał taki posiadają Stany Zjednoczone, ale Donald Trump uważa tę wojnę za problem, jest zbyt daleko i nie chce już dawać darmo broni. W tej sytuacji pozostają państwa europejskie. Wielka Brytania jest cyniczna i chętnie rzuca swoich aliantów do wojny, ale sama swoich żołnierzy nie wyśle. W dodatku jest skąpa.

Zostają zatem Niemcy, którym wciąż marzy się Mitteleuropa, której Ukraina miałaby być wschodnią flanką. Niemcy wciąż nie mają armii, lecz mają potencjał ekonomiczny i pieniądze. Poza tym Moskwa zawsze się z nimi liczy. Dlatego są jedynym realnym sojusznikiem Kijowa. Potencjał Berlina jest kilka razy większy niż Warszawy, a poza tym napisana na nowo banderowska historia Ukrainy uczyniła z nich sojusznika (którym w praktyce nigdy nie były). Aby przypodobać się Niemcom, Kijów już wcześniej uderzał w Polskę, jawnie wspierał przed wyborami KO przeciw PiS. Słowem, za pomocą Ukrainy Niemcy biorą nas w obcęgi od wschodu i zachodu, zmuszając do posłuszeństwa.

Po trzecie Ukraina koniecznie chce wejść do NATO i Unii Europejskiej. Już dziś można powiedzieć, że do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju. Przecież wojna wybuchła w reakcji na publicznie ogłoszony przez Wołodymyra Zełenskiego zamiar akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego, wraz z równie publicznie wygłoszoną nadzieją, że NATO pomoże jego państwu w odzyskaniu Krymu i Donbasu. Amerykanie wiedzą, że bez spełnienia tego postulatu pokoju nie będzie, więc nie chcą słyszeć o akcesji i własnym zobowiązaniu do obrony tego państwa. W tej sytuacji pozostaje tylko nadzieja na wejście do Unii Europejskiej.

Siergiej Ławrow wielokrotnie deklarował, że Federacja Rosyjska nie ma nic przeciwko temu. Przyzwolenie potwierdził Putin, a poparł je Trump (gdyż obydwaj źle UE życzą i liczą na powiększenie panującego w niej chaosu i złodziejstwa). W tej sytuacji Ukrainie pozostaje tylko akcesja do Unii Europejskiej. Czy UE daje gwarancje bezpieczeństwa? Istniejąca nie. Ale gdyby przyjąć francusko-niemiecki plan federalizacji UE, ze zniesieniem prawa weta narodowego, wspólną polityką zagraniczną i obronną, a docelowo z armią europejską? W takiej sytuacji będąc „w Europie” w konflikcie z Rosją, można odwołać się o pomoc do Brukseli i do armii unijnej. O ile z punktu widzenia Kijowa poparcie federalizacji UE jest całkowicie racjonalne, to dla interesów Polski byłoby to zabójcze, gdyż oznaczałoby likwidację suwerennych państw i zastąpienie ich unijnym super-państwem. A tego nie chcemy!

Po czwarte interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon, gdyż musiałoby konkurować z latyfundiami na czarnoziemach, gdzie pracownikom płaci się groszowe pensje. W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich, gdy te szłyby na „odbudowę” Ukrainy, czyli na złote klozety kumpli Wołodymyra Zełenskiego. Wpuszczenie przez Warszawę Ukrainy do UE byłoby samobójstwem, na który KOPiS oczywiście jest gotowy (nie łudźmy się co do weta w tej sprawie, gdyby PiS był przy władzy). Każde nasze sprzeciwy w celu obrony polskich interesów ekonomicznych natychmiast zderzyłyby się ze skrajnie roszczeniową i bezczelną postawą rządu w Kijowie.

I na koniec pytanie: dlaczego skoro ja to wszystko wiedziałem już w 2023 roku, to nie wiedzieli tego Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek aż do czerwca 2026 roku? Albo nie wiedzieli, albo udawali, że nie wiedzą, gdyż realizowali polecenia z Departamentu Stanu. Jeśli nie wiedzieli, to nie nadają się na polityków rządzących krajem. Jeśli wiedzieli, ale realizowali zagraniczne wytyczne, to znaczy że nie nadają się na polityków rządzących Polską.

Autorstwo: Adam Wielomski Źródło: NCzas.info

Braun: Idziemy po udział we władzy, żeby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem

NASZ WYWIAD. Braun: Idziemy po udział we władzy, żeby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem

5.07.2026 nczas/braun-idziemy-po-udzial-we-wladzy-zeby-skonczyc-z-eksterytorialnoscia-i-obcym-wladztwem

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

„Idziemy po udział we władzy, aby skończyć z eksterytorialnością i obcym władztwem” – przekonuje Grzegorz Braun w rozmowie z Markiem Skalskim. Zdaniem lidera Korony w Polsce istnieją enklawy wyłączone spod faktycznej jurysdykcji państwa polskiego. To „obce lotniskowce w naszym akwenie”, takie jak Auschwitz-Birkenau czy POLIN w Warszawie. Razem z polskim delegatem do eurokołchozu zastanawiamy się także, co może skłonić mieszkańców dużych, postępowych miast – skazanych przez PiS na straty – do buntu i de facto powrotu do normalności.

Marek Skalski: Dzień dobry. Gdy rozmawiamy, jesteś w…

Grzegorz Braun: …Strasburgu. Przypominam, że tutaj w ramach, że tak powiem, ogólnego absurdu i aberracji systemowej raz w miesiącu cały ten interes przeprowadzany jest z Brukseli do Strasburga. Jadą kontenery, jadą lawety, samochody z szoferami, jadą asystenci z papierami i przylatują na dość, między nami mówiąc, prowincjonalne lotnisko strasburskie. Trudno się tu dostać i trudno wydostać. Przylatują CEP-y, MEP-y, czyli członkowie europarlamentu. Dlaczego? Dlatego że Republika Francuska też coś musi z tego mieć, musi zarobić. Wyobraźcie sobie firmę, która raz w miesiącu czy na tydzień przenosi swoją siedzibę, np. samo tylko skromne biuro zarządu do sąsiedniego województwa. To jest właśnie esencja eurokołchozu, to jest jego prawdziwa natura. Tu nie chodzi o jakikolwiek zdrowy rachunek strat, zysków, korzyści. Tu chodzi o ideologię, a tam, gdzie chodzi o różne oszukancze doktryny, pieniądze nie grają roli.

MS: Miałem taki epizod w swoim życiu zawodowym: pracowałem w koncernie górniczo-hutniczym KGHM. Oni mają centralę w Zagłębiu Miedziowym w Lubinie. W pewnym momencie ktoś uznał, zupełnie słusznie, że to jest koncern międzynarodowy, piąty co do wielkości producent miedzi na świecie, więc centrala powinna być w Warszawie. Oczywiście się nie udało, bo tradycja, bo Zagłębie Miedziowe, bo nie wolno, bo związki zawodowe… Ostatecznie utworzyli tylko małe biuro w Warszawie. Koszta oczywiście razy dwa, bo wiadomo – trzeba wszystko duplikować. Pieniądze nieważne…

GB: Wiesz, po namyśle może lepiej byłoby przeprowadzić na jakiś czas stolicę do Lubina, odchudzić, skrócić i wyrzucić, zredukować liczne resorty, agent, przeprowadzić cięcia budżetowe i kadrowe w administracji, która nam się mnoży, a jak się mnoży, to się sroży, prawda? To znaczy szuka sobie zajęcia, więc znajduje różne pomysły na to, jakby gnębić, nękać i uciskać obywatela. Tymczasem w Warszawie administracyjne śródmieście ogrodzić płotem z blachy falistej… Dam im fotowoltaikę, niech się ogrzewają, ale odłączyć prąd z sieci. My tymczasem przenieśmy się do Lubina i stamtąd może Polskę odwołujemy…

MS: Były pomysły, chyba w latach 90., żeby przenosić stolicę do Łodzi.

GB: Bo Warszawa była wtedy zrujnowana. Tak ją odbudowali, że zwęzili ulice ze względów ideologicznych po to, żeby np. w perspektywie marszałkowskiej nie było widać kościoła Zbawiciela – tam podobno sam Bierut przesuwał makietę MDM-u.

MS: Teraz widać, jak towarzysz (S)Trzaskowski, bo tak go chyba trzeba nazywać, kontynuuje te tradycje zwężania ulic. Nawet ci eurokołchoznicy warszawscy mają go już serdecznie dość. Ale, uwaga, nie odważył się wywiesić tęczowych flag, co pokazuje, że jednak jakiś delikatny niepokój jest.

GB: Chociaż, jak wykryłeś poprzez dziennikarskie śledztwo, rozesłał flagi do urzędów dzielnicowych. Słyszę, że np. mieszkańcy w rejonie ulicy Waszyngtona, która ma być zwężana, organizują się, są pikiety, manifestacje. Może jednak ten krakowski moment krytyczny i momentum dziejowe w Warszawie zadziała? Życzmy sobie, żeby się naród obudził. Jeżeli się nie budzi i nie ucieka z krzykiem na hasło Zielonego Ładu, paktu migracyjnego, ukrainizacji, covidy-zacji, to może obudzi go prześladowanie bezpośrednie, kiedy władza uniemożliwi po prostu zatrzymanie się własnym autem pod własnym domem. Bo w niektórych miejscach to ma być uniemożliwione, nawet nie utrudnione, tylko uniemożliwione. Może to otworzy oczy nawet tej warszawskiej, uśmiechniętej wspólnocie, wcześniej zadowolonych z życia eurofederastów, sodomitów zawodowych, etatowych. Może im to tak dopiecze, że zdecydują się zrzucić jarzmo Rafała „Planeta Płonie”-Trzaskowskiego.

MS: Całkiem niedawno prezydent Poznania pan Jaśkowiak dostał prezent w postaci tortu na twarzy…

GB: Tego akurat nie popieram. Niemniej liczę na to, że jakaś fala przez Polskę ruszy i zmiecie tych euro-sowieciarzy. Wydaje mi się, że osobiście Jaśkowiak i inni są na liście sygnatariuszy takiego haniebnego listu. Był to manifest prezydentów dużych miast w Polsce, że oni chętnie przyjmą migrantów, że oni są otwarci… Nie pamiętam, czy to było za drugiej, czy jeszcze za pierwszej okupacji PiS-u, ale oni w ramach walki wewnętrznej właśnie tak zamanifestowali. To była publiczna manifestacja, jakby to powiedzieć, sprzeciwu władzy samorządowej wobec władzy rządowej. Cokolwiek, w którymkolwiek układzie myślimy o władzy jednej i drugiej, to jednak nie chcemy rozwalania państwa, a to była manifestacja, można powiedzieć bojkot władzy centralnej przez władze samorządowe. Podsumowując, nie popieram ciskania tortami w prezydentów, bo jedna rzecz to jest osoba, a druga rzecz to jest urząd.

MS: Oczywiście też tego nie pochwalam. Zwracam jednak uwagę, że ten społeczny sprzeciw manifestuje się w różnych formach, czasami rzeczywiście nieprzyjemnych wobec osób sprawujących zaszczytne funkcje. Nie jest tak, że ludzie nie widzą, co się dzieje i nie będą reagować na wierchuszkę, która żyje w złotej klatce, na wysokiej wieży, na zamku…

GB: Tak, to jest reakcja na bierność, zaniechanie, także zresztą poprzedniego układu władzy, obozu zjednoczonej Łże-Prawicy. Ten obóz po prostu oddał walkowerem te wszystkie miasta. Oni nawet nie próbowali nawiązać walki. Kiedy był wakat w Gdańsku, wówczas premier Morawiecki z nadania PiS-u, a całkiem niedawno jeszcze doradca Tuska, nawet nie wysłał zarządcy komisarycznego do Trójmiasta… Jeśli nawet z góry się godził z przegraną w wyborach uzupełniających, mógł przynajmniej wysłać kogoś, kto by siedział przez ładnych paręnaście tygodni w papierach miasta Gdańska i ten układ gdański, też niemiecki, jakoś przetrzepał. Łże-Patrioci z góry frakturują duże miasta jako stracone i de facto eksterytorialne względem jurysdykcji państwa polskiego. To samo z rozległymi terytoriami, obcymi lotniskowcami w naszym akwenie, takimi jak Auschwitz-Birkenau czy POLIN w Warszawie. One już w ogóle są wyjęte spod jurysdykcji państwa polskiego.

MS: One są sprytnie zarządzane. Tam i państwo finansuje, i miasto, i jeszcze taka czy inna fundacja…

GB: Partnerstwo publiczno-prywatne, to znaczy Polak płaci, a Żydzi skorzystają i zarządzą. Dla Żydów zastrzeżone decyzje i programowe, i kadrowe, a dla nas dożywotni psi obowiązek łożenia na tę antypolską propagandę. Tu wspomnę, że idziemy – nie bójmy się tego słowa i nie owijajmy w bawełnę – po udział we władzy, żeby z tym skończyć, żeby skończyć z eksterytorialnością, żeby skończyć z obcym władztwem i w makro i w mikroskali na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej.

MS: Muzeum POLIN – dodam na marginesie – zajmuje się tępieniem swobody wypowiedzi w Polsce, zgłaszając filmy publikowane przez „NCz!” na platformach internetowych. W Muzeum POLIN działa specjalna komórka, która się tym zajmuje. To kuriozum, że instytucja muzealna angażuje się w ograniczanie wolności słowa w Polsce. Kończąc wątek PiS-u, który poddał walkowerem chociażby Warszawę, warto przypomnieć, że gdy Rada Warszawy uchwaliła strefę czystego transportu, partia Jarosława Kaczyńskiego miała swojego wojewodę. Mógł on powstrzymać tę uchwałę, choćby badając jej legalność. Nie zrobiono tego.

GB: Ale nie zrobiono tego, bo to były czasy, w których niektórzy z PiS chwalili się, że są autorami Zielonego Ładu Europejskiego, a Jarosław Kaczyński budował taką myśl, że temu nie można się przeciwstawić, bo gdybyśmy się przeciwstawili, to byśmy się postawili poza nawiasem – w domyśle – zdrowej demokracji eurokołchozowej.

Takie są tego konsekwencje…

Kowid a Ukraina, czyli apokaliptyczne paralele

Kowid a Ukraina, czyli apokaliptyczne paralele

Apoka

4 lipca, wpis nr 1415 dziennikzarazy/kowid-a-ukraina-czyli-apokaliptyczne-paralele

Publicystycznie uruchomiłem się w zasadzie dzięki kowidowi, albo też i przez kowida. Ale to był tylko impuls, iskra, która oświetliła zacienione fragmenty rzeczywistości, pozwoliła zobaczyć mnie, ale i całej świadomej społeczności wyrzutków denialistycznych, w jakim to świecie żyjemy. Po takim fleszu ciężko jest wrócić do starych ustawień – nie da się odzobaczyć raz ujrzanej istoty świata. Ale kowid już odszedł – zajął jego miejsce inny substytut strachu – wojna. Lecz mechanizmy pozostały te same, tyle, że intensywność bodźcowania ludzi strachem zwiększa się, powodując zaistnienie dwóch sprzecznych, lecz przemożnych biegunów ludzkich motywacji – strachu i obojętności. Wielu ląduje przyklejonych do jednego z tych biegunów, ale większość buja się jak opiłki metalu przy zmieniających się polaryzacjach magnesu. Stąd te pozory ruchu – jest nerwowo.

Jeźdźcy Apokalipsy

Stymulowanie strachem, któremu jesteśmy poddani powoduje zatem dwa zmienne ale sprzeczne stany – boimy się, lecz przy przeciążeniu strachem obojętniejemy na te bodźce. A to powoduje, że czasami nie rozróżniamy sygnałów – jesteśmy postrachani czymś nieistniejącym, zaś z drugiej strony możemy przyjąć postawę obojętności wobec realnych zagrożeń. Żyjemy w świecie drugiego jeźdźca Apokalipsy – przeżyliśmy (nie wszyscy) galop jeźdźca Zaraza, dziś jesteśmy wsadzani na siodło jeźdźca Wojna, za nami podążają pozostałe w kolejności: jeździec Głód i Śmierć.

Dziś spróbujemy przyjrzeć się im obu, by poszukać podobieństw, a są one nie tylko intelektualnie ciekawe, ale wskazują na pewną linię zdarzeń i narracji, której jesteśmy poddani. Widać bowiem pewien ciąg postępujący pomiędzy kowidem, a narracją wojenną. Tę ostatnią będę chciał pokazać na przykładzie zmiany, a właściwie przyspieszonej ewolucji naszego stosunku do wojny ukraińskiej. Nie chcę tu wskazywać na Ukrainę jako zarazę, broń Boże, chcę tylko wskazać na podobne procesy, zwłaszcza – jeśli są takie podobieństwa – to domknięcie tematu kowidowego wskazuje nam na prawdopodobne scenariusze domknięcia sprawy Ukrainy. Wydaje się to naciągane, ale tylko z pozoru. Bo zobaczmy:

W przypadku kowida mieliśmy do czynienia z bezwarunkowym narracyjnym namagnesowaniem całej światowej społeczności zagrożeniem pandemicznym, zaś każdy, kto powątpiewał, nawet prywatnie, w pewniki kowidowe był ostracyzmowany. Nie trudno zobaczyć dzisiejsze paralele pomiędzy ówczesnymi antyszczepionkowymi szurami a dzisiejszymi wojennymi onucami. Sanitarystyczny entuzjazm zrozumienia konieczności to przecież wypisz-wymaluj ta sama społeczna figura, jaką widzieliśmy w przypadku wojny i stosunku do Ukrainy. W obu przypadkach odstępstwa od głównego nurtu były nieliczne, karane natychmiast, przy pełnym zrozumieniu „odpowiedzialnej większości”.

Co ciekawe w przypadku kowida można było zauważyć powolną ewolucję, zmiękczanie kiedyś twardych stanowisk. Szury kowidowe zaczęły wyciągać jakieś nieprawomyślne badania, dowody, pojawili się jacyś eksperci, którzy zaludnili nisze mediów społecznościowych. Front sanitarystyczny zaczął topnieć coraz szybciej, zwłaszcza, że i bez dowodów brak logiki dnia codziennego i szastanie się od ściany do ściany władz sprzyjały temu trendowi. Szala społecznego przekonania zaczęła się powoli podnosić z akceptowania sanitaryzmu do jakiegoś poziomu równowagi. Doszliśmy już wtedy do policzalnych poziomów postaw społecznych względem oficjalnej narracji, czego wyrazem był ledwo 50-procentowy udział w szczepieniach i to pierwszej dawki oraz wyraźnej zapaści dalszych serii.

Ukraina w miejsce kowida

Tak samo było z Ukrainą – wcześniej złego słowa nie można było powiedzieć, bo i jak – oni tam walczą, uwidocznił się humanitarny, wcale nie rządowy, solidaryzm na poziomie ludzkim, a więc podstawowym. Ale w to wszystko wdała się zaraz polityka: polska łatwowierna i ukraińska – na początku proszalna (uwaga – nigdy wdzięczna), później zaskakująco wyższościowa i posłannicza. Okazało się, że Ukraina walczy za nas, co dla Polaków jest od razu weryfikowalną ściemą: nikt tu nam, Polakom, nie będzie świecił w oczy prometeizmem. My mamy, kochani Ukraińcy, za sobą ze sto lat bycia Chrystusem narodów, cierpieliśmy za cały świat, wadziliśmy się z królami i papieżami. I robiliśmy to kompletnie w pustkę, za darmoszkę, nie tak jak teraz wy – wyciągając rękę po zapłatę za realizację swojego posłannictwa. Tak że nie z nami te numery.

Ważne jest, że społeczność za kowida przeszła od zawierzenia do trudnego obudzenia się w prawdzie. Tak samo mamy z Ukrainą. Ważne jest też, że pokowidowe resentymenty są bardziej zaawansowane, można więc na ich podstawie przewidzieć co się stanie społecznie z tzw. sprawą ukraińską. Cóż się stało z ludźmi po kowidzie? Ano – poszło to w różne strony: jedni, przebudzeni, już nie zapomną, ale tych, jak to na świecie, jest nie tak dużo, choć – co optymistyczne, ich grono wzrosło, bo kowid był nie tylko testem na inteligencję, ale też i budzikiem, który dał szansę tym, co byli gotowi się wybudzić. Potrzebowali tylko wstrząśnięcia, którym był kowidowy reset. Ale to nie jest większość – większość poszła w zapomnienie. Powód tego aktu jest prosty – wielu z nas pogrzeszyło konformizmem, a to ciężki temat do powracania i przypominania sobie jak łatwo nam narażać integralność naszej tożsamości pod byle ciśnieniem. Dla wielu, zauważcie, temat kowida jest wyparty, albo wypierany, jak okres błędów młodości, z których nie narodził się dorosły człowiek, ale tylko jego gorzka świadomość własnych ograniczeń i słabości.

To samo z tematem ukraińskim, widać już pierwsze jaskółki – nuworyszowski zapał kiedyś bezwzględnych ukrainofili, którzy się nagle nawrócili na ukrainofobów, nadrabiając gorliwością swe przewiny, kiedy ścigali innych wtedy wątpiących za onucyzm. Tu też mamy wyparcie własnych, dziś niespecjalnie modnych, postaw. Co ciekawe, te postawy mają swoje odzwierciedlenie w polityce i to nie dlatego, że idą z dołu do góry. Nie. U nas polityka, a właściwie postpolityka działają odwrotnie: sfera polityczna ogląda społeczeństwo przez lupę badań i łowi trendy. Jedne, korzystne dla którejś z wybranych przez partie grup politycznych konsumentów, wzmacnia, inne osłabia lub atakuje.

Strach spaja POPiS

I popatrzmy – za kowida mieliśmy w tak manichejsko dwubiegunowej Polsce cud pandemicznego porozumienia ponad podziałami. Ba, nawet się licytowano – kto bardziej. Dwa wojujące obozy ścigały się w oskarżeniach o procent krwi na rękach, co w przypadku rządzącego w pandemii PiS-u było słabym jednak uzasadnieniem, dziś czasami przywoływanym, dla tego, że wstydliwy dziś zamordyzm był wynikiem reakcji na to, że Tusk dyszał nad uchem publiczności wskazując, że Kaczyński za mało się stara, z czego ludzie umierają po szpitalach i domach, zaś niezaszczepione tabuny dzieci szwendają się po świecie zakażając śmiertelnie niewinnych staruszków – podstawową grupę wyborców bezkompromisowych monopolistów na patriotyzm.

Czyż nie to samo mamy z wojną i Ukrainą? Wojna zastała nas w rozkroku zmiany władzy, ale w tej kwestii nic się nie zmieniło. Jak za kowida – zgoda ponad podziałami. Ba tam zgoda! Znowu – licytacja kto bardziej spoleruje Ukrainie. Padały przecież zarzuty w obie strony, licytowano się przecież z kim bardziej przytula się Zełenski – z pisowskim Dudą, czy pełowskim Tuskiem. Tu mamy jednak sporą różnicę – w przypadku Ukrainy z tego dyszla wyprzągł się ostatnio PiS. Z opisywaną tu nadgorliwością niegdysiejszego grzesznika w temacie. Ten żenujący powrót do prawdy syna marnotrawnego to jednak wyłom. Widać, że PiS chyba jednak poczytał prawdziwe badania, z których od dawna wynikało, że Polacy mają coraz bardziej dość tego cyrku ze służeniem Ukrainie i wyciągnięto z tego wnioski. Po prostu Kaczyński dopisał Ukrainę do całej listy zjadanych żab, czyli walenia głupa, że tematy, z którymi walczy PiS, to wcale nie PiS sprokurował. Obok wszystkich tym kamieni milowych, klimatycznych szaleństw, nadskakiwania Unii, co do których PiS udaje, że to nie on (tylko kto?) pojawił się po prostu bezwstydnie wątek ukraiński. Nastąpiło tu przełożenie wajchy, czego dowodem są wielkie dylematy redaktora telewizji Republika, pana Sakiewicza, który teraz biedaczek nie tyle musi połknąć żabę swoich wcześniejszych bezwzględnie egzekwowanych fascynacji Ukrainą, ale musi połknąć medal, który za swoją działalność otrzymał od Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa. Redaktor najpewniej pierwszy by go zwrócił do Kijowa, ale taki akt ujawniłby publicznie tego rodzaju casus pascudeus.

Ukraina dzieli

Tak jak politycznie temat kowida do dziś jest trzymany przez wojujące plemiona jako temat, do którego się nie wraca, tak kwestia Ukrainy podzieliła dwa bloki, do tej pory złączone cichym, acz ostentacyjnym porozumieniem. Co każe nam zwrócić się ku mediom i popatrzeć jak funkcjonowały w obu przypadkach. Za czasów kowidowych dęły przecież w jedną dudę – licytowanie się na sanitaryzm. Po uznaniu dogmatu pandemicznego pozostał już tylko wyścig kto bardziej się stara. A wyścig ten odbył się po bieżni strachu. To samo było w przypadku Ukrainy – też straszono na wyścigi jak to bardzo nam grozi Putin i jakąż to tarczą przed tym zagrożeniem jest Ukraina. Obecna wolta PiS medialnie objawia się na rozwarstwieniu w tym momencie. W optyce PiS-u Ukraina nas chroni dalej, Putin jest nawet jeszcze gorszy niż był, ale jedno jest pewne – w kwestii wdzięczności Ukraińcy okazali się przykrą niespodzianką. A więc konflikt z Ukrainą jest sprowadzany przez PiS tylko do wymiaru symbolicznego. Cała reszta się popisowo zgadza.

Ale Tuskowi nawet to nie wystarcza – atakuje PiS, a właściwie Kaczyńskiego zastępczego, czyli prezydenta, za to, że swymi działaniami o głupie symbole naraził nasze stosunki z Ukraińcami. Tak jakby nasze stosunki z Ukrainą nie polegały jedynie na jednostronnym przepływie świadczeń od strony „sług Ukrainy”. No bo co możemy stracić, co nam może Ukraina zabrać? No, wizerunek, ale to nie kwestia działań Ukrainy, tylko bezradności w budowaniu narracyjnej odporności polskich władz, która jest zerowa.

Co, nie dadzą nam zarobić na kontraktach przy odbudowie? Ale z tym jest już po zabawie od dawna, lata przed kompromitująca konferencją w Gdańsku. Od dawna nasza rola miała się skończyć w tym obszarze na prostym podwykonawstwie i logistyce. I dobrze, bo na tyle nas stać. Zarobimy, ale – jak nam zapłacą. Bo przy budowie polskich autostrad zarobiły zagraniczne koncerny, zaś niekoniecznie polscy podwykonawcy. Ukraina może nam też narobić kuku w sensie politycznym, ale tylko przez dealowanie się z Niemcami, co czyniła i czyni od dawna, przy zerowej reakcji każdej z wymieniających się ekip władców Polski. Może więc nam Ukraina naskoczyć, zaś tam gdzie może nam narobić kłopotów i tak jesteśmy bezradni. Nie mamy więc w tej wymianie żadnej równowagi – my możemy Ukrainie zaszkodzić w zamian bardziej. Tylko czy będziemy chcieli? Tu akurat – znowu – wszystkie plemiona są zgodne: o pamięć możemy się spierać (to PiS), ale wspieramy i wspierać będziemy we wszystkim innym (tu wszystkie partie mainstreamu).

Putin dobry na wszystko, Duda zły

Elementem łączącym obie epoki – kowidową i wojenno-ukraińską – jest element putinowski. Putin był i jest dobry na wszystko. Należy przypomnieć putinowską, a właściwie onucową narrację w pandemii. Szło to jakoś tak – Putin chce osłabić Polskę głównie poprzez osłabienie jej kapitału ludzkiego, który ma wyniszczyć śmiertelny wirus. Każdy więc kto powątpiewa w kowidowe dogmaty to świadomy lub naiwny poplecznik Kremla. Mieliśmy więc po stronie pandemicznych kontestatorów szaloną mieszaninę dogmatycznego foliarstwa połączoną ze stymulowanym przez Kreml szkodzeniem kondycji narodowej w postaci uśmiercania antypandemiczną dezynwolturą.

Reuctio at Putinum w przypadku wojny było już oczywistością. Tu nie trzeba było nic naciągać – Putin dybie i już. Tak jak w przypadku kowida licytowano się kto bardziej, tak przy wojnie ukraińskiej zaczęto naprzemiennie wyławiać ruskich szpiegów po każdej z plemiennych stron. Do tego doszła już wyższa faza onucyzmu, czyli mniej lub bardziej świadomi poplecznicy sprawy putinowskiej, których nie tylko tropiono, ale i eliminowano pałą ostracyzmu, i to w wykonaniu obu medialnych obozów. I dziś w sprawie Ukrainy (z wyjątkiem wątku symbolicznego w przypadku mediów pisowskich) narracyjne instrumenty nastrojone są wysoko i grają w jednej orkiestrze. Pała onucyzmu jest wyciągana przez oba plemiona za każdym razem kiedy ktoś wychodzi z nowej bańki symbolicznych niesnasek. Każdy kto zająknie się na temat skutków dla Polski ukraińskiej akcesji do Unii, powątpiewa w zbawczą rolę Ukrainy w nowej architekturze bezpieczeństwa w naszym regionie jest natychmiast medialnie i politycznie odziewany w ruskie onuce i wyganiany – nie wiadomo dlaczego – akurat na Białoruś. Toczka w toczkę (ups, rusycyzm, wydało się…), tak samo było za kowida – wtedy każdy wyrywny z badaniami w ręku, który kwestionował pandemiczne dogmaty był chrzczony onucą i – znowu – wyganiany na Białoruś, do zbiegłego sędziego Szmydta.

Ciekawą figurą, która spina te dwie epoki była postać prezydenta Dudy. W przypadku pandemii prezydent lawirował, choć jednak przeprowadzenie wyborów w trakcie śmiertelnej pandemii samo z siebie dowodziło narracyjnych tylko wymiarów zarazy. W przypadku wątku ukraińskiego mieliśmy do czynienia z już chorobliwą fascynacją. Myślę, że polegającą na kalkulacji, by w drugiej, czyli ostatnie kadencji, Duda wybudował się „na temacie” międzynarodowo. Jednak świat nie uznaje za wysokie kompetencji politycznych akwizytorów spraw obcych, jakim stał się prezydent Duda. Trzeba sobie przypomnieć, że w ten sam sposób chciał zrobić karierę prezydent Kwaśniewski, z takim samym skutkiem. Teraz, po całym załamaniu się oficjalnej fascynacji narodowej sprawą ukraińską Duda jest w tak smutnej pozycji, że aż byłoby mi szkoda, jeśli bym kiedykolwiek miał żałować jakiegoś polityka. Jest to jednak upostaciowienie pozycji i sytuacji Polski, której nie stać na realizacje nawet błędnej polityki racji stanu, gdyż jej państwo polskie nie posiada. Jedyne co ma, to robienie na złość plemieniu przeciwnemu, nawet kosztem pozycji Polski oraz prywatyzacja racji stanu w formułę indywidualnych karier.

Szury jako brat syna marnotrawnego

I na koniec my – szury. Tak, gdyż nie tylko narracyjnie, ale i indywidualnie i zbiorowo foliarze kowidowi w dniu 24 lutego 2022 roku zostali zapisani do onuc putinowskich. Przypomniała mi o tym mała dyskusja na profilu u pewnego klimatysty, który pewnie z powodu spadku zainteresowania publiki klimatyzmem, zabrał się za geopolityczne wynurzenia. Tam wypomniano mi, że z Ukrainą nie mam racji, gdyż byłem… przeciwny dogmatom pandemicznym. Jestem więc, tak jak i całe rzesze mych pobratymców w foliarstwie, na wieki wykluczony z dyskursu, jako wierzący w płaskość ziemi i skuteczność egzorcyzmów za pomocą salcesonu. W obu przypadkach – kowida i Ukrainy – my, czyli ci, którzy od początku stali przy trudnej prawdzie, ganiani przez większość, z radością – i za kowida, i teraz – widzimy powroty synów marnotrawnych. Uśmiechamy się tylko pod wąsem z tego ich zaangażowania, jakby chcieli odpokutować swe – dzisiaj źle oceniane – uczynki z przeszłości swego zaczadzenia. I tylko szczególnie odporni z nas – szurów – są w stanie tolerować pouczanie nas przez nowo nawróconych, że wszystko było jasne od początku. To zabawne, kiedy taki „nowy w klasie” z wypiekami na twarzy powtarza jako swoje prawdy, za które już parę lat temu garbowano nam skórę. Ale cóż – taka jest poetyka ojca syna marnotrawnego. Za to sytuacja brata syna marnotrawnego jest wciąż biblijnie najtrudniejsza.

Obie te epoki – kowidowa i wojenna –, następujące po sobie są rozdziałami tej samej książki. Akcja się rozwija, zbliżamy się do zakończenia. Obawiam się, że nie dowiemy się kto zabił. Za rozdziałami Zaraza i Wojna widać już cień kolejnych jeźdźców Apokalipsy: Głodu i Śmierci. Wciąż jest nam czytana ta księga, ale to nie my obracamy te kartki. Nawet nie wiadomo czy możemy to zatrzymać. 

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Ukraina puszcza Polsce bąki w nos

Ukraina puszcza Polsce bąki w nos

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    5 lipca 2026 michalkiewicz

Kto panu służy wiernie, ten mu za to pierdnie” – powiada ludowe przysłowie. I rzeczywiście, to prawda, zwłaszcza gdy pan ma niedostatki w zakresie kindersztuby. Ale tłumaczenie obecnego stanu stosunków ukraińsko-polskich tylko brakami w zakresie kindersztuby byłoby ślizganiem się po powierzchni zjawisk – chociaż nie da się ukryć, że w przypisywaniu Ukraińcom pewnej dzikości obyczajów niepodobna przesadzić. Ilustruje to choćby realistyczna scena uczty z filmu „Ogniem i mieczem” według powieści Henryka Sienkiewicza. Podczas tej uczty podpici kozaccy pułkownicy proponują swoim gościom poprzerzynanie gardeł, by im „prosta strawa kozacka” łatwiej przez gardło przechodziła. Dotknięty tymi niewybrednymi żartami wojewoda Kisiel, który dopiero co wręczył Bohdanowi Chmielnickiemu hetmańską buławę, pyta świeżo kreowanego hetmana, czy zaprosił ich na ucztę, czy na zniewagi. Ale – jak pamiętamy – wojewoda Kisiel sam był sobie winien – bo zachowywał się naiwnie, niczym dzisiaj Naczelnik Państwa, co to jeszcze niedawno wydawał na Majdanie kabotyńskie okrzyki „Sława Ukraini!” i „Herojam sława!” – a dzisiaj ogłasza, że odda order Jarosława Mądrego.

Tymczasem Jeremi Wiśniowiecki radził inaczej – że klemencję można okazać zwyciężonym, to wtedy – kto wie? – może nawet będą wdzięczni, natomiast w przeciwnym razie tylko się ich rozzuchwali. Dotychczasowe postępowanie – bo trudno nazwać to „polityką”, jako że polityce powinien przyświecać jakiś cel – władz warszawskich wobec Ukrainy było po prostu głupie i polegało na łaszeniu się do Ukraińców, a przede wszystkim – na futrowaniu tamtejszych oligarchów, czym się tylko dało. Oligarchowie zaś, z prezydentem Zełeńskim, który też jest przecież wynalazkiem oligarchy Igora Kołomojskiego, na czele, dopuszczali polskich lizusów do konfidencji, aż do proklamowania w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. Z tą chwilą Polska przestała być potrzebna zarówno Niemcom, które wróciły do polityki Cesarstwa Niemieckiego z roku 1917, kiedy to utworzyły Ukraińską Republikę Ludową, by szachować Rosję i trzymać w ryzach Polaków – jak i Ukraińcom, którzy marzą o następstwach tego strategicznego partnerstwa, jakich nie udało się im uzyskać za Adolfa Hitlera. Teraz Hitler już nie żyje, więc jest szansa, że te następstwa się pojawią. W tej sytuacji Kijów odrzucił wszelkie pozory kurtuazji wobec Polski i pokazał swoją prawdziwą naturę.

Właśnie prezydent Zeńłeński ogłosił, że wyda specjalny dekret o stworzeniu ukraińskiego panteonu, w którym Ukraińcy umieszczą takich herojów, jakich im się tylko będzie podobało – bo nikt – jak oznajmił prezydent Zełeński – nie będzie Ukraińcom dyktował, jaką mają pisać sobie historię, ani – jakich herojów mają kochać i czcić. Tymczasem Polacy nieśmiało popiskiwali, że niektórych herojów nie uznają, podczas gdy Ukraińcy akurat w nich sobie upodobali, akurat im stawiają pomniki i akurat ich nazwiskami nazywają ulice. Myślę, że zdania nie zmienią, bo każdy lubi co innego; jedni na przykład lubią szampana, a inni – jak im nogi śmierdzą. W związku z tym niedawni słudzy Ukrainy czują się dzisiaj zawiedzeni. Ale sami są sobie winni, bo głupota powinna być ukarana.

Tego domaga się rządząca światem zasada przyczynowości, według której określone przyczyny muszą rodzić określone skutki. No i właśnie ich doświadczamy – nie tylko banda idiotów, która Ukraińcom udostępniała za darmo zasoby całego państwa – ale również – wszyscy obywatele. Oni też ponoszą część winy, że durniów wysunęli do władzy, chociaż nieznaczna mniejszość, która doświadczała wyzwisk, że „ruskie onuce” i tak dalej – ostrzegała przed następstwami głupoty, między innymi w postaci konfliktu narodowościowego, który lekkomyślny naród polski sobie zafundował, a który prędzej, czy później i raczej prędzej, niż później – się objawi, może nawet w straszliwej postaci kolejnej „wołynki”.

Warto dodać, że prezydent Zełeński ogłosił swoją decyzję w sprawie „panteonu” następnego dnia po zakończeniu w Gdańsku konferencji, która teoretycznie była poświęcona „odbudowie Ukrainy” – ale sądząc na podstawie zawartych tam umów – znaczna ich część nie dotyczy żadnej „odbudowy”, tylko „wspierania wysiłku wojennego”, to znaczy – futrowania Ukrainy dostawami i pieniędzmi, z których – jak się szacuje – 30 procent jest rozkradane przez oligarchów, którzy dzięki temu wykupują sobie w Polsce przedsiębiorstwa. Obywatel Tusk Donald mało jaja nie zniósł, żeby zaprezentować to jako jeszcze jeden wielki sukces – chociaż – w odróżnieniu od Reichsfuhrerin Urszuli Wodęleje – prezydent Zełeński z nim chyba akurat niczym się nie dzielił, słusznie uważając, że tak czy owak zrobi on wszystko, co mu Reichsfuhrerin każe.

Podobnie z kawalerami ukraińskich orderów ze stajni Naczelnika Państwa, panem Błaszczakiem i innymi sojuźnikami Kijowa, chociaż im stosowne pouczenia chyba wydawali Amerykanie – i to cała różnica. Jeśli tedy wierzyć komunikatom z Gdańska, Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje przekazała Ukrainie 10 mld euro. Kto tę sumę pokryje? Teoretycznie ma być ona pokryta z ruskich reparacji, ale to zwykłe dzielenie skóry na niedźwiedziu, bo prawdopodobieństwo, że Rosja wypłaci Ukrainie jakieś reparacje, równa się zeru. Zatem mamy dwie możliwości: albo Unia wyłoży tę forsę ze składek unijnych bantustanów, albo – co jest najbardziej prawdopodobne – z pożyczki, którą zaciągnie Komisja Europejska na refundację wydatków poniesionych przez firmy na „odbudowę Ukrainy”. Krótko mówiąc – unijne bantustany tak czy owak same będą musiały zapłacić za radosny przywilej „odbudowy Ukrainy”, czyli – futrowania tamtejszych oligarchów, którzy każdą forsę przytulą.

Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj dodatkowo wstrząsany jest aferą szpitalną. Teoretycznie powinna uderzać ona w Volksdeutsche Partei, a w szczególności – w prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego – ale właśnie dlatego mamy do czynienia z totalną mobilizacją całej rządowej koalicji i aparatu propagandowego, żeby sprawę nie tyle może zamieść pod dywan – bo to już niemożliwe – ale żeby poukręcać łeb każdemu wątkowi śledztwa, bo każdy z nich może w każdej chwili eksplodować sprawami odpryskowymi, więc odpowiedni nadzór nad śledztwem nabiera zasadniczej wagi.

Nic tedy dziwnego, że obywatel Żurek Waldemar z całym stadem prokuratorów, dwoi się i troi, żeby wykazać, iż „sygnaliści”, to typy o zerowej wiarygodności, podczas gdy najbardziej wiarygodny jest obywatel Trzaskowski Rafał – oczywiście jeśli nie liczyć Wielce Czcigodnego obywatela Giertycha Romana, chociaż – o ile mi wiadomo – nie przeprowadził on jeszcze drobnej operacji chirurgicznej, która otworzyłaby mu drogę do powiększenia grona autorytetów moralnych.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Policja złożyła już ponad 20 wniosków o ukaranie obrońców życia. ABOTAK…

Policjanci złożyli już ponad 20 wniosków o ukaranie obrońców życia.

W kilkunastu sprawach sądy wydały już skandaliczne wyroki nakazowe (czyli zaoczne, jak sądy kapturowe – bez jakiejkolwiek możliwości obrony).

==========================

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Piszę do Pana z wielkim ciężarem na sercu. Mam złe wiadomości i powiem wprost: już dawno nie było tak źle jak teraz.

W Warszawie machina państwowa ruszyła przeciwko bezbronnym dzieciom i tym, którzy stają w ich obronie. Warszawska policja realizuje bezwzględne, polityczne zlecenie na obrońców życia, przekraczając przy tym granice bezprawia.

Mowa o nielegalnej, krwawej katowni aborcyjnej ABOTAK, którą feministki otworzyły w Warszawie, tuż pod oknami Sejmu, śmiejąc się wszystkim prosto w twarz.

Właśnie mija 17. miesiąc naszej nieustannej blokady tego miejsca – to już blisko półtora roku. Wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina trwają tam nieustannie – organizując protesty, pikiety i Publiczny Różaniec o zatrzymanie aborcji. Nie odpuszczamy ani na krok.

I właśnie dlatego uderzono w nas z wielką siłą.

Policja jako prywatna ochrona aborterek? Chyba tak, skoro zamiast ścigać przestępców, funkcjonariusze postawili sobie za punkt honoru przegonienie nas z Wiejskiej. Służby, które powinny chronić obywateli, zachowują się jak prywatna agencja ochroniarska tej rzeźni.

Feministki Aborcyjnego Dream Teamu – nieformalnej grupy polskojęzycznych aborterek finansowanej z zagranicznych funduszy – mają na swoim koncie porażające podłości:

  • Aborcję selektywną na bliźniaku,
  • Zaopatrywanie szpitali w sprzęt do aborcji próżniowej,
  • Instruktaże zabijania dzieci tabletkami – celowo kierowane do nastoletnich matek,
  • Przemyt nielegalnych środków poronnych na teren Polski przy pomocy francuskich europosłanek.

Środowisko Abotaku to bezwzględna siatka biznesowa nastawiona na depopulację i zabijanie polskich dzieci. Ostatnio te zdemoralizowane kobiety straciły grunt pod nogami – zagraniczny sponsor odciął im fundusze, a Facebook zablokował ich profile. A zatem nawet wielki biznes aborcyjny zauważył, że Polacy mają dość aborcyjnego barbarzyństwa.

Niestety, w tym samym momencie aborterki zyskały nowego, potężnego sojusznika – władzę i policję.

FESTIWAL ABSURDALNYCH ZARZUTÓW I NĘKANIA

Funkcjonariusze są obecni niemal na każdej naszej modlitwie. Czy myśli Pan, że wchodzą do środka, by powstrzymać zabijanie? Ależ skąd. Specjalnie patrzą w drugą stronę, gdy agresywni lewaccy bojówkarze plują na nas, krzyczą i próbują zakłócać modlitwę.

W zamian policjanci polują na… nas. Szukają jakichkolwiek haków na działaczy Fundacji.

Machina ruszyła. Policjanci złożyli już ponad 20 wniosków o ukaranie obrońców życia. W kilkunastu sprawach sądy wydały już skandaliczne wyroki nakazowe (czyli zaoczne, jak sądy kapturowe – bez jakiejkolwiek możliwości obrony).

Za co chcą skazywać ludzi? Za pokazywanie prawdy o aborcji, za Publiczny Różaniec, który w policyjnych protokołach nazywa się burzeniem spokoju i zakłócaniem porządku, za używanie legalnego nagłośnienia na zgłoszonych zgromadzeniach. To, co lewicowym aktywistom uchodzi na sucho, dla katolika i obrońcy życia staje się podstawą do ciągania po sądach.

To legalnie działająca klinika” – powtarzają policjanci, legitymując modlących się ludzi. Stosują celową politykę zastraszania. Naszych wolontariuszy wzywa się na komisariaty, nakazuje składać długie zeznania i zmusza do ciągłych przyjazdów do sądów. W ten sposób realizowana jest zaplanowana taktyka zmęczenia proliferów. Chcą nas zastraszyć, zniszczyć psychicznie, finansowo i zasiać paraliżujący lęk przed wyrokami z Kodeksu Karnego.

Pomóż nam, wpłać:

Wspieram

Gdy jesienią 2024 roku gruchnęła wiadomość, że w Warszawie ma powstać placówka śmierci, wiedzieliśmy, że nie możemy milczeć. Przez kolejne miesiące próbowano oswoić Polaków z myślą, że sto metrów od parlamentu będzie się masowo zabijało dzieci. 8 marca 2025 roku, gdy tylko otworzyli Abotak, Fundacja Życie i Rodzina ruszyła do natychmiastowego oblężenia.

Trwamy na posterunku do dziś. Ale koszty tej walki drastycznie wzrosły.

Jedno postępowanie – od przesłuchania na komendzie, przez pisanie pism procesowych, aż po wielomiesięczne (które mogą się przerodzić w wieloletnie) batalie sądowe – to koszt od 7 000 do 9 000 złotych.

Prawnicy Fundacji złożyli skuteczne odwołania od zaocznych wyroków, ale teraz musimy stawiać się w sądach karnych i walczyć o sprawiedliwość.

Bez Pańskiego pilnego wsparcia finansowego, koszty procesowe nas zmiażdżą, a Wolontariusze Fundacji zostaną sami na placu boju. Nie mogę na to pozwolić. Muszę obronić młodych działaczy przed tym przedziwnym sojuszem policji i lobby aborcyjnego.

Proszę Pana o pilną darowiznę już dziś. Proszę o pomoc nie dla siebie, ale by opłacić obronę prawną dla tych, którzy ryzykują własną wolnością, by ratować bezbronne dzieci. Poświęcają swój spokój, narażają się i… właśnie TERAZ potrzebują pomocy.

Koszty obrony prawnej w sprawach związanych z akcją „Stop ABOTAK” wyniosą finalnie kilkadziesiąt tysięcy złotych. W najbliższych dniach przede mną pierwsza duża faktura do zapłacenia: na niemal 16 tysięcy złotych.

Pomóż nam, wpłać:

Wspieram

Proszę o wsparcie.

Bardzo proszę o wpłatę – w wysokości, jaką uzna Pan za właściwą – może to być 50, 100, 150 złotych lub inna kwota, która jest dla Pana możliwa.

Dane do wpłaty:

Fundacja Życie i Rodzina

Numer konta:

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

Kod SWIFT dla przelewów transgranicznych: BIGBPLPW

Blik/płatności kartami/szybkie przelewy online:

www.RatujZycie.pl/wesprzyj

tytułem: STOP ABOTAK

Dziękuję Panu z góry na reakcję na moją prośbę. Nie mam kogo innego, aby prosić – muszę zwracać się wprost właśnie do Pana i to niniejszym czynię.

Nasza siła w jedności i odwadze.

Z wyrazami szacunku,

Kaja Godek
Kaja Godek

Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Proszę pomyśleć, jak czuje się wolontariusz, który przyszedł pod Abotak modlić się i protestować przeciw zabijaniu dzieci. I nagle skończył w sądzie. Tym dobrym ludziom naprawdę potrzebna jest pomoc. Dlatego proszę usilnie, by nie odkładał Pan decyzji o wsparciu.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Unia już gotowa do wojny. MEM-y IV.

——————————–

————————————

————————–

—————————————–

————————————–

—————————————————

—————————————————————–

—————————————

—————————————-

———————————————————