Mieszanka firmowa. MEM-y IV.

[to dupku zapłacisz za trzy..]

——————————————————-

[nie czytałeś, gnojku, kto zaplanował i wykonał 9/11 ?? ]

===================================================

—————————————————–

——————————————————

—————————————-

—————————————————————-

—————————————–

—————————————————————

———————————————————–

Czy Polska znów uklęknie przed Bogiem… czy ulegnie fałszywej ideologii?


Rafał Topolski <rafaltopolski@polskakatolicka.org>
Drogi Mirosławie,  piszę do Ciebie w wyjątkowym dniu, który niesie ze sobą ważne przesłanie dla każdego, komu leży na sercu przyszłość Polski – szczególnie dziś, gdy ponownie stajemy wobec poważnego zagrożenia dla naszych wartości i wychowania młodego pokolenia.

Dlatego najpierw proszę Cię o jedną, bardzo konkretną rzecz: poświęć kilka minut i przeczytaj artykuł, który przygotowaliśmy z okazji rocznicy Ślubów Lwowskich. Znajdziesz w nim nie tylko historię, ale przede wszystkim klucz do zrozumienia tego, co dzieje się dziś w naszej Ojczyźnie.

Kliknij tutaj i przeczytaj cały artykuł: > PRZECZYTAJ CAŁOŚĆ <

Mirosławie, Polska już raz znalazła się na krawędzi upadku – i wtedy to nie siła militarna, lecz powrót do Boga stał się początkiem jej odrodzenia.

1 kwietnia 1656 roku król Jan Kazimierz, w obliczu zniszczenia państwa przez potop szwedzki, uklęknął w katedrze lwowskiej i oddał Rzeczpospolitą pod opiekę Najświętszej Maryi Panny, ogłaszając Ją Królową Polski. Ten akt nie był jedynie religijnym symbolem, lecz konkretną decyzją, która miała wpływ na los całego narodu. W ślad za nim przyszła mobilizacja społeczeństwa, odrodzenie ducha i ostateczne zwycięstwo.
Dla ludzi tamtej epoki było jasne, że momentem przełomowym nie była bitwa, ale akt zawierzenia.

Mirosławie, trudno oprzeć się wrażeniu, że dziś Polska znów stoi w momencie próby, choć zagrożenie przybiera inną formę. Nie są to już obce wojska, ale działania podejmowane przez własne instytucje państwowe, które coraz wyraźniej zmierzają w kierunku narzucenia diabelskich ideologii sprzecznej z naszą świętą Wiarą i naturalnym porządkiem moralnym.

Mirosławie, Ministerstwo Edukacji Narodowej wciąż unika jasnych decyzji w sprawie obowiązkowej „Edukacji zdrowotnej”, jednocześnie przygotowując grunt pod jej wprowadzenie. To milczenie nie jest przypadkowe – jest elementem strategii, która ma uśpić czujność rodziców i przeczekać społeczny opór.

Jednocześnie dane z całej Polski pokazują coś niezwykle ważnego: rodzice nie zgadzają się na tę drogę. Masowy bojkot tych zajęć i 15 733 podpisów pod naszą petycją to wyraźny sygnał sprzeciwu wobec treści, które podważają fundament wychowania opartego na wierze i odpowiedzialności.
Właśnie w tym miejscu spotykają się historia i teraźniejszość.

Śluby Lwowskie przypominają nam, że prawdziwe odrodzenie narodu zaczyna się od decyzji – od uznania świętości, których nie wolno poświęcić, nawet pod presją polityczną czy społeczną. 

Historia pokazała, że Polacy potrafią się zjednoczyć wokół tego, co najważniejsze – wtedy głos każdego z nas staje się siłą zdolną zmieniać bieg wydarzeń.

Dlatego nasza kampania „Polska Katolicka, nie laicka” nie jest tylko reakcją na jeden projekt ministerialny. Jest odpowiedzią na głębszy proces, który próbuje wyrugować chrześcijańskie fundamenty z życia publicznego i wychowania dzieci.
Mirosławie, Twoje wsparcie w tym momencie ma realne znaczenie. Dzięki niemu możemy docierać do kolejnych tysięcy rodziców, nagłaśniać fakty, które są przemilczane, oraz wywierać presję na decydentów, którzy liczą na naszą bierność.

Dlatego proszę, przeczytaj najnowszy artykuł na naszej stronie internetowej i zobacz, jak bardzo istotna jest odważna obrona naszej świętej Wiary:

> Przeczytaj artykuł…

Mirosławie, historia Polski uczy nas, że w momentach największego kryzysu nie decydowała siła przeciwnika, lecz postawa samych Polaków. Dziś również to od naszej determinacji, odwagi i wierności zależy, w jakim kierunku pójdzie nasza Ojczyzna.
Z wyrazami szacunku i modlitwą,
Rafał Topolski
Polska Katolicka

Wciągają Polskę w nie-naszą, szkodzącą nam wojnę

[—] …wahałam się, czy przekładać kolejny tekst o udostępnianiu przestrzeni powietrznej ukraińskim dronom, ale dziś w serwisie informacyjnym MP pojawił się następujący wpis (więc coś jest na rzeczy):  

„Federacja Rosyjska.  Moskwa ostrzega, że podejmie radykalne działania, jeśli Ukraina wykorzysta terytorium innych państw do przeprowadzania ataków na rosyjskie porty bałtyckie. W ostatnich dniach rosyjskie media rozpowszechniają informację, że  Warszawa, Wilno, Ryga i Tallin udostępniały swoją przestrzeń powietrzną ukraińskim dronom, które miałyby atakować cele w Rosji. Polska, Litwa, Łotwa i Estonia zgodnie zaprzeczają takim informacjom. Poseł Konfederacji Korony Polskiej  Włodzimierz Skalik  na swoim profilu w serwisie X zasugerował, że  ustanowienie strefy EP R130 wzdłuż wschodniej granicy Polski miało umożliwić Ukrainie przeprowadzenie ataków dronami na rosyjską infrastrukturę naftową w obwodzie leningradzkim  oraz na porty Ust-Ługa i Primorsk. Informacji tej zaprzeczył Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni  Maciej Klisz.”

=======

Thomas Röper anti-spiegel.ru/estland-laesst-offiziell-ukrainische-angriffe-auf-russland-ueber-sein-gebiet-zu

To już jest wojna.

Estonia oficjalnie zezwala na ukraińskie ataki na Rosję nad swoim terytorium.

Wczoraj wieczorem rosyjski region Sankt Petersburga został ponownie zaatakowany przez ukraińskie drony, które nadleciały z przestrzeni powietrznej państw bałtyckich. Estońskie wojsko poinformowało, że drony zostały dostrzeżone, ale nie zestrzelone.

Anti-Spiegel  31 marca 2026

Od kilku dni donoszę, że Ukraina atakuje dronami cele w regionie Sankt Petersburga w Rosji, wykorzystując przestrzeń powietrzną państw członkowskich UE i NATO: Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, za ich wyraźną zgodą. Chociaż nie wyraziły one publicznie tej zgody, fakt, że pozwalają na ataki na Rosję z wykorzystaniem swojej przestrzeni powietrznej bez choćby cienia protestu, potwierdza ich współudział.

Estońskie wojsko wydało następujące oświadczenie w sprawie wydarzeń z nocy 31 marca:

„W nocy 31 marca, w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę, w niektórych rejonach Estonii wykryto zagrożenia powietrzne, podczas których potencjalnie niebezpieczne statki powietrzne mogły wlecieć w estońską przestrzeń powietrzną. Estońskie Siły Zbrojne wykryły potencjalnie niebezpieczną aktywność lotniczą zarówno w przestrzeni powietrznej Estonii, jak i poza nią, i wydały ostrzeżenie o zagrożeniu. Po ustąpieniu zagrożenia wydano oddzielne powiadomienie. Nie były to ćwiczenia. Sytuacja potencjalnego zagrożenia zakończyła się. Proszę wznowić normalną działalność. Wszelkie zmiany sytuacji będą zgłaszane.”

Jak już wskazywałem w moich artykułach z ostatnich dni, nie jest niczym nowym, że Polska i państwa bałtyckie zezwalają na ataki ukraińskich dronów na Rosję nad swoim terytorium. Podejrzenie to jest uzasadnione co najmniej od zeszłego lata i zostało de facto udowodnione od sierpnia ubiegłego roku.

Różnica polega na tym, że państwa bałtyckie otwarcie się do tego przyznają. Oficjalnie deklarują, że ukraińskie drony wykorzystują ich przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję, ale w przeciwieństwie do Finlandii nie protestują przeciwko temu w Kijowie. Oświadczają również, że nie podejmują żadnych działań przeciwko wtargnięciu ukraińskich dronów z materiałami wybuchowymi, co, mówiąc wprost, oznacza, że ​​zezwalają na te ataki i przynajmniej pośrednio je wspierają. To już stanowi de facto udział w wojnie.

I nie mówimy tu o małych dronach, które nie powodują znaczących zniszczeń. Mówimy o dronach bojowych An-196 o zasięgu ponad 2000 kilometrów i głowicy o masie co najmniej 75 kilogramów, tak potężnych, że poważnie uszkodziły dwie rafinerie i co najmniej jeden port handlowy w rejonie Sankt Petersburga. Ponadto drony atakują również rosyjską bazę morską w Kronsztadzie, choć nie wiadomo, czy doszło tam do jakichkolwiek zniszczeń.

Jak dotąd Rosja nie odpowiedziała militarnie na te ataki, mimo że byłaby do tego uprawniona na mocy prawa międzynarodowego. Pomimo ciągłych prowokacji ze strony państw NATO i UE, Rosja zachowuje umiar, a oficjalne rosyjskie media i główne rosyjskie media nie odniosły się do tej kwestii. Przynajmniej na razie.

Wydaje się, że sytuacja się zmienia. Ukraińskie ataki, otwarcie wspierane przez państwa europejskie, były tematem cotygodniowego przeglądu wiadomości w rosyjskiej telewizji w niedzielę, a coraz więcej rosyjskich mediów teraz o nich donosi.

A zachodnie media, które wcześniej całkowicie ignorowały ten problem, teraz otwarcie donoszą o ukraińskich dronach latających nad państwami bałtyckimi. Oczywiście nie wspominają, że stanowi to jawny udział w wojnie, ale sam fakt, że niemieckie media, takie jak „Der Spiegel”, donoszą o tym od kilku dni, wskazuje, że coś się zmieniło. Obie strony przestały milczeć.

To nowa sytuacja. I moim zdaniem bardzo niepokojąca, ponieważ wywiera presję na Rosję, a presja na rząd, by podjął działania, będzie rosła. Jedynym sposobem na przeciwdziałanie temu jest militarne działanie, ponieważ Europejczycy odrzucają jakiekolwiek negocjacje z Rosją, a miłe słowa są bezużyteczne.

Byłem dziś u fryzjera i rozmawiałem z przypadkowymi przechodniami – w salonie, kawiarni, taksówce czy na ulicy. Nie jest to reprezentatywne, ale niemal jednomyślna opinia była taka, że ​​Rosja powinna przestać pozwalać Europejczykom traktować się „jak wycieraczkę” i w końcu zademonstrować swoją determinację zdecydowanym ciosem, pokazując, że nie będzie dłużej tolerować takich rzeczy.

Nigdy wcześniej nie spotkałem się z takim poziomem konsensusu w luźnych rozmowach.

Spichlerz okrakiem na Przedmurzu

Spichlerz okrakiem na Przedmurzu

prof. Jarosław Bratkiewicz myslpolska/spichlerz-okrakiem-na-przedmurzu

[W wielu mie4jscach zdecydowanie nie zgadzam się z wnioskami prof. Bratkiewicza. Uważam, że upraszcza. Ale umieszczam, by co rozważniejsi, światlejsi Polacy mogli dyskutować. md]

Orsza

===========================

W dworach XIX-wiecznych uczono tańca, za punkt wyjścia biorąc jakiś znaczący element w wystroju sali, na przykład piec kaflowy. Od niego zaczynano taniec, czyli sekwencję wyszukanych kroków i figur.

Owa zasada choreograficzna nie mogła przyuczanych tancerzy nie konfundować – odtąd przed tańcami w nowej sali balowej pierwej wyszukiwali jakikolwiek piec, od którego z ulgą poczynali dygać, przytupywać i ciąć hołubce. Takaż metodyka przyświecała PiSowskim ministrom spraw zagranicznych, którzy w rokrocznych exposés w Sejmie opowieść swą wysnuwali od tego samego pieca – zagrożeń dla bezpieczeństwa Polski. Zaborcza Rosja, konszachtujące Niemcy, pazerna UE – wszystko to nakazywało, żeby całą Polskę stawiać na nogi do alertu. I konsolidować naród polski wokół cnót patriotyzmu i niepodległości, przeplatających się niczym dwa węże na kaduceuszu dzierżonym przez PiS. A przy tym budować system autorytarny wokół władzy PiSowskiej, która środkami nadzwyczajnymi gromiła zdradę wewnętrzną i dumnie odpierała podchody z zewnątrz.

Jednak i rządząca obecnie PO trąbi ile sił na alarm: Rosja kołoszmaci Ukrainę i niczym gigantyczny jaszczur pełznie ku Polsce, by i tutaj zaspokoić swą żarłoczność. Rząd Donalda Tuska adoruje kwestię bezpieczeństwa jako metacel, jako „bezpieczeństwo ponad wszystko”. Tu się znów zawiązuje POPiS-owa spójnia. Minister SZ Radosław Sikorski powiedział w swym wystąpieniu w Sejmie 26 lutego: „bezpieczeństwo jest warunkiem realizacji wszystkich innych celów państwa”. Myśl to niby niezaprzeczalna, choć równie jałowa jak skandowanie o patriotyzmie i niepodległości.

Czczość tych zawołań na tym polega, że ani bezpieczeństwa, ani niepodległości nie zapewni się bez czynników pierwiastkowych, jakimi dla państwa są materialne zasoby oraz kultura organizacji i zarządzania. Czyli bez dynamiki rozwojowej. Rozwój inwestuje w bezpieczeństwo, ono zaś ułatwia dalszy rozwój. Bez niego w obronie ojczyzny ostaje się tylko modlitewne chlipanie, chorał patriotyczny i bohaterszczyzna.

Czynnik rozwoju pulsował w Polsce za ostatnich Piastów. Za Jagiellonów zaś potencjał modernizacyjny, który Polska zakumulowała za panowania Kazimierza Wielkiego, transferowano w znacznej mierze na obszary rusko-litewskie, słabiej rozwinięte i nadto spustoszone przez Mongołów i Tatarów. W tym uwyraźniła się płytkość geostrategiczna obcej w końcu, mentalnie eurazjatyckiej – polecam tu fundamentalną pracę Karola Szajnochy Jadwiga i Jagiełło – polityki Jagiellonów. Kiedy nurt piastowski zmierzał ku temu, żeby odwojować ziemie należące do Polski za pierwszych Piastów oraz podporządkować sobie Zakon Krzyżacki, a zapewne i włączyć tereny państwa zakonnego do Polski, Jagiellonowie z wykorzystaniem polskiego potencjału ludzkiego i po-piastowskiej schedy materialnej pasowali się z Moskwą o dziedzictwo Rurykowiczów. Co wessało Polskę cywilizacyjnie w bajora, stepy i ostępy Eurazji Przedniej.

Uzyskanie rozległych obszarów rolnych na Rusi negatywnie odcisnęło się na logice rozwoju socjoekonomicznego w Koronie. Nadwyżka ludności wiejskiej, która z reguły szukała w miastach azylu przed uciskiem feudalnym, podążyła teraz na ruski wschód. Dopływ ludności polskojęzycznej do miast w czasach jagiellońskich gwałtownie się skurczył, powodując z czasem ich uwiąd. Bujnie rozkwitła natomiast na Kresach gospodarka rolna, wskutek czego w XVI wieku – kiedy Europę Zachodnią ogarnęła gorączka handlu zamorskiego i podbojów kolonialnych, na czym stopniowo osadzała się nowoczesność industrialna – Pierwsza Rzeczpospolita uwsteczniała się, reaktywując pańszczyznę i wtórny feudalizm. Przeistoczywszy się w „demokrację szlachecką”, sekowała miasta jako siedliska sromoty kupiecko-lichwiarskiej. I wyistotniła swoje „objawione przeznaczenie” jako europejskie Przedmurze i Spichlerz. Jako Przedmurze haratała się z Tatarami i Turkami, kozactwem siczowym i państwem moskiewskim, ze zmiennym szczęściem. Atoli idea Przedmurza posypała się, gdy Rosja z eurazjatyckiej Moskwy przeistoczyła się, dzięki reformom modernizacyjnym Piotra I, w potężny, orientujący się na Europę, Petersburg. Wyrąbawszy w wojnach ze Szwecją bałtyckie „okno na Europę”, imperium rosyjskie uznało za celowe wyważyć „drzwi do Europy” poprzez Rzeczpospolitą, od końca XVII wieku zacofaną, bigoteryjną i kulturowo bardziej eurazjatycką niż sama Rosja petersburska.

Wszczynając w XVIII i XIX wieku samobójcze powstania, Polacy kultywowali rytuał Przedmurza; z kolei zbawienia ekonomicznego upatrywali w agraryzmie, czyli w idealizacji Spichlerza. Wobec uprzemysłowionego Zachodu pozycjonowali się jako kompradorzy wyprzedający surowiec. Oba te podejścia obsuwały potencjał polski: Spichlerz nie dostarczał nowoczesnych mocy do walki (skoro brakowało zasobów przemysłowych, zwłaszcza industrii zbrojeniowej), a to z kolei rzutowało na mierne wykonawstwo Przedmurza, skoro przeciw karabinom wystawiano kosynierów, a później przeciw czołgom – kawalerię. Przedmurze i Spichlerz uśredniowieczniły Polskę na trzy nowożytne stulecia.

Sarmackie mitologemy nadal kołyszą polskie poczucie dostatniości i siły. Obfitość kiełbas i szynek (których deficyt w czasach PRL-u zwiastował rychłą społeczną ruchawkę) oraz innych towarów masowej konsumpcji w dzisiejszej Polsce nie wyczula Polaków na fakt, że za tym może się kryć pułapka tzw. średniego dochodu w skali rozwojowej. Czyli rozwoju spowolnionego, gdzie zasobność konsumpcyjna Polski będzie trwała, ale nie wykiełkuje w niej postindustrialny przełom ku mocarstwowości, co się dokonać może tylko za sprawą polskiej informatyki, nanotechnologii, sztucznej inteligencji. Przełomu na pewno nie wyrychtują popłuczyny z idei Przedmurza i Spichlerza, ani nie wyczaruje wzmożenie patriotyczne, o które gorliwie modli się Jarosław Kaczyński. Wygenerować go może jedynie gigantyczny zastrzyk środków na badania naukowe, na szybkie ścieżki dla nowatorstwa, na kult innowacyjności.

Polskie mesjańskie Przedmurze dawno wykruszyło się do miary okopów niewydolności zbrojeniowej i organizacyjnej armii polskiej (nie mówiąc już o powstańcach), która nie tylko Europy, ale i własnego kraju nie była w stanie obronić w roku 1792, 1794, 1813, 1831, w latach 1863-1864. Powie ktoś, że w 1920 roku przedmurze warszawskie odparło nacisk Armii Czerwonej, warto jednak pamiętać, że Wojsko Polskie mało przeciw sobie zanarchizowane hordy nihilistów i przestępców – czyli ówczesną Robotniczo-Chłopską Armię Czerwoną. Natomiast 19 lat później inna armia, niemiecka, wysoce profesjonalna i znakomicie wyposażona, szybko obezwładniła Polskę, zadając jej klęskę zgoła cywilizacyjną.

W walkach we wrześniu 1939 roku wojskom polskim nie brakło wzmożenia patriotycznego i ofiarności, nie starczało natomiast broni najnowszej generacji, zawiodło też wyszkolenie do działań na nowoczesnym polu walki. Spichlerzem – a Druga RP pozostawała krajem głęboko agrarnym – niepodobna było mierzyć się z potęgą modernizacji i uprzemysłowienia w Niemczech (i całym świecie zachodnim, do którego Rzeczpospolita nieszczególnie przystawała). Zbożem i wieprzowiną nie ufortyfikuje się Przedmurza tak, by się oparło nowoczesności.

Droga dziejowa zwiodła Polskę na manowce przed-nowoczesności, w której pięćset lat temu ugrzęzły pierwociny polskiego myślenia merkantylistycznego. W zaściankach i pałacach magnackich nikomu nawet nie przychodziło do głów (z reguły zapijaczonych), by myśleć o handlu zamorskim, o rozwoju manufaktur i przemysłu, o budowaniu siły państwa w oparciu o pomnażanie przedsiębiorczością, zapobiegliwością i pracą bogactwa narodowego. Dzisiejszemu pokoleniu Polaków przyjdzie się tedy zmierzyć z gigantycznym zaniedbaniem dziejów Polski – jej poronioną nowoczesnością.

prof. Jarosław Bratkiewicz

Myśl Polska, nr 13-14 (29.03-5.04.2026)

Wielkanoc w Polsce przedwojennej. MEM-y II.

—————————————————

——————————-

——————————————-

—————————————-

—————————————-

—————————————————

———————————————-

———————————————-

———————–

——————————————————–

Wielkanoc w przedwojennej Polsce. MEM-y I.

——————————-

——————————————————-

————————————-

———————————–

—————————————————-

——————————————————-

———————————————————————————-

—————————————–

————————————————–

———————————————-

———————————————

Polska – raj nierobów. 20 lat nie pracuje. Blisko 3 mln zł z budżetu

20 lat nie pracuje. Blisko 3 mln zł z budżetu państwa

Barbara Helena Bączkowska salon24/20-lat-nie-pracuje-blisko-3-mln-zl-z-budzetu

Ponad 20 lat bez pracy, a co miesiąc na konto trafia ponad 20 tysięcy złotych brutto, niecałe 20 tysięcy netto. Zawieszony prokurator od dwóch dekad pobiera wysokie wynagrodzenie z publicznych pieniędzy, choć sprawa, która doprowadziła do jego odsunięcia, wciąż nie doczekała się jasnego finału. Tymczasem zbliża się moment, w którym będzie mógł przejść w stan spoczynku i dalej otrzymywać wysokie świadczenia.

Nie pracuje ponad 20 lat, a dostaje ponad 20 tys. miesięcznie  9 marca 2026 roku minęło dokładnie 20 lat od chwili, gdy prokurator został zawieszony w obowiązkach. Od tego czasu nie wykonuje swojej pracy, ale wynagrodzenie nadal regularnie trafia na jego konto. I to niemałe. W lutym 2026 roku jego pensja wynosi:

19 703,99 zł netto,
24 524,16 zł brutto miesięcznie.

Dla porównania – to kwoty, które dla wielu pracujących Polaków pozostają poza zasięgiem nawet przy kilku etatach.

20 lat zawieszenia. Sprawa wciąż trwa. Zawieszenie trwa nieprzerwanie od 2006 roku i związane  jest ze sprawą karną o sygnaturze II K 441/19, prowadzoną przed Sądem Rejonowym w Koszalinie. Mijają lata, a sprawa nadal nie została prawomocnie zakończona.

Co więcej – pojawiają się informacje, że prokuratura nie posiada aktualnych danych o stanie postępowania, a mimo to wynagrodzenie wciąż jest wypłacane. System płaci. Bez względu na wszystko  Mechanizm jest prosty: prokurator jest zawieszony,

nie pracuje, ale nadal otrzymuje znaczną część wynagrodzenia.I tak miesiąc po miesiącu. Rok po roku. Przez ponad dwie dekady.

Bez względu na to, jak długo trwa postępowanie. Bez względu na to, czy ktoś w ogóle kontroluje jego przebieg.

Kolejny krok: stan spoczynku

Najbardziej kontrowersyjne dopiero przed nami. Już 28 maja 2027 roku prokurator będzie mógł przejść w stan spoczynku – czyli odpowiednik uprzywilejowanej emerytury. To oznacza, że: ponad 20 lat pozostawał zawieszony, przez cały ten czas pobierał wysokie wynagrodzenie, a na końcu może otrzymywać kolejne wysokie świadczenie – również z publicznych pieniędzy.

Pytania, które zadaje sobie każdy. Ta sprawa nie jest tylko historią jednej osoby. To test dla całego systemu. Bo trudno nie zapytać:

  • jak to możliwe, że zawieszenie trwa ponad 20 lat?
  • dlaczego postępowanie ciągnie się tak długo?
  • kto za to odpowiada?
  • i dlaczego podatnicy nadal za to płacą?
  • 20 lat. I dalej nic się nie zmienia

Dla wielu ludzi to symbol systemu, który nie działa tak, jak powinien. Bo gdy jedni codziennie pracują i liczą każdy grosz, inni przez lata otrzymują dziesiątki tysięcy złotych – bez wykonywania obowiązków.

20 lat minęło.

I wszystko wskazuje na to, że rachunek nadal będzie płacony.

Co dalej? Jest propozycja zmian

Ta sprawa budzi ogromne emocje – i trudno się dziwić. Ponad 20 lat zawieszenia, brak rozstrzygnięcia i stałe wynagrodzenie z publicznych pieniędzy to sytuacja, która dla wielu osób jest po prostu nie do zaakceptowania. 

Dlatego każdy, kogo bulwersuje ten przypadek, powinien zainteresować się propozycjami zmian systemowych. Jedną z nich jest projekt autorstwa Barbary Heleny Bączkowskiej – „Jak ukrócić bezprawie”, dostępny w Internecie.

Projekt ten dotyka problemu odpowiedzialności instytucji państwowych i pokazuje możliwe kierunki reform, które mogłyby zapobiegać podobnym sytuacjom w przyszłości. Bo pytanie nie brzmi już tylko „jak to możliwe?”, ale:

  • co zrobić, żeby nigdy więcej do tego nie doszło?

Z danych uzyskanych w trybie dostępu do informacji publicznej wynika, że łączna kwota wypłat wynosi  blisko 3 mln zł z budżetu państwa. A to przecież jeszcze nie koniec tej historii. 

Pieniądze, które wciąż płyną

Z udostępnionej informacji publicznej wynika jasno: od 2007 roku do lutego 2026 roku wypłacono łącznie miliony złotych. W tabeli znajdują się również dodatkowe świadczenia, w tym nagrody jubileuszowe sięgające blisko 100 tysięcy złotych.

To jednak nie jest pełny obraz. W zestawieniu brakuje wynagrodzenia z pierwszego okresu zawieszenia – wszak od 9 marca 2006 roku do 10 stycznia 2007 roku — kiedy wypłacano 100% pensji. Po doliczeniu tego okresu, całkowita kwota wynagrodzeń sięga blisko 3 milionów złotych. Blisko 3 miliony złotych z publicznych pieniędzy. Za ponad 20 lat bez wykonywania pracy.

I co dalej?

To już nie jest tylko jedna sprawa. To pytanie o to, czy państwo działa tak, jak powinno. Bo jeśli system pozwala na:

  • wieloletnie zawieszenia bez końca,
  • brak kontroli nad postępowaniami,
  • wypłaty liczone w milionach złotych bez pracy,
  • to problem nie dotyczy jednej osoby — tylko całego mechanizmu.

Jest propozycja zmian

Dlatego każdy, kogo bulwersuje ta sytuacja, powinien zainteresować się konkretnymi rozwiązaniami.

Jednym z nich jest mój projekt Barbary Heleny Bączkowskiej – „Jak ukrócić bezprawie”, dostępny publicznie w Internecie.

Projekt ten zakłada m.in.:

  • realną odpowiedzialność instytucji za przewlekłość postępowań,
  • ograniczenie wieloletnich zawieszeń,
  • mechanizmy kontroli wypłat z publicznych pieniędzy.

Czas na reakcję

Największe pytanie brzmi dziś nie „jak do tego doszło?”, ale: dlaczego nikt z decydentów wciąż tego nie zmienił?

Bo jeśli przez 20 lat można wypłacić blisko 3 miliony złotych bez pracy, to bez zmian – takie historie będą się powtarzać.

Masz dość takich historii?

Udostępnij. Niech zobaczą to ci, którzy mogą zmienić prawo. Tutaj warto podkreślić, że człowiek  nie pracuje tyle lat i z okresu niepracowania nalicza mu się nagrody jubileuszowe, co już w ogóle jest jakimś kuriozum. Nie pracuje 20 lat i naliczono mu z tego tytułu niepracowania nagrody jubileuszowe, przy czym przy do nabycia tych trzech nagród w latach 2013, 2019 i 2023 nabył prawo na skutek niepracowania, gdyż na nagrodę, którą otrzymał w 2008 roku jubileuszową, już nie pracując, częściowo pracował.

Nagrody za… niepracowanie

Na tym jednak nie koniec. Z udostępnionych danych wynika, że w okresie zawieszenia wypłacano nie tylko wynagrodzenie, ale również nagrody jubileuszowe — świadczenia, które co do zasady przysługują za wieloletnią pracę. W tym przypadku sytuacja jest jednak wyjątkowa. Prokurator od ponad 20 lat nie wykonuje obowiązków służbowych, a mimo to:

  • w 2008 roku otrzymał nagrodę jubileuszową (częściowo jeszcze za okres wcześniejszej pracy),

kolejne nagrody przyznano w latach:

  • 2013,
  • 2019,
  • 2023.

Co to oznacza w praktyce? Że prawo do tych świadczeń było naliczane także za okres, w którym nie świadczył pracy. Innymi słowy:

lata zawieszenia zostały potraktowane jak lata pracy. Absurd, który trudno wytłumaczyć 

Efekt?

Osoba, która od dwóch dekad nie pracuje, nie tylko otrzymuje wynagrodzenie, ale również nabywa kolejne uprawnienia pracownicze — tak, jakby normalnie wykonywała swoje obowiązki. Dla wielu osób to już nie tylko kontrowersja. To przykład systemu, który całkowicie traci kontakt z poczuciem sprawiedliwości.

Ponad rok temu

Ponad rok temu opublikowałam artykuł na swoim blogu i w innych mediach społecznościowych o tej sprawi salon24./prokurator-na-urlopie-zycia-blisko-19-lat-nie-pracuje-zgarnia-miliony-a-ty-liczysz-kazdy-grosz-na-chleb  .Jedyne co się zmieniło to konto zawieszonego. Politycy i posłowie milczą. Ty nie milcz, bo to Twoje pieniądze i Twoi posłowie. Wybrałeś to wymagaj. 

Poniżej informacja publiczna 

Na załączonym zdjęciu z informacji publicznej (dane zakryte) jest informacja publiczna (2007–2026) + trzeba doliczyć brakujący okres 2006–2007 , gdy to zawieszony od 9 marca 2006 r otrzymywał także wynagrodzenie nie pracując (100% wynagrodzenia)

Iran, atom, ropa, gaz, Polska

Iran, atom, ropa, gaz, Polska


Andrzej Szczęśniak myslpolska/iran-atom-ropa-gaz-polska

Jesteśmy świadkami najpoważniejszego kryzysu energetyczne obecnego wieku. Trwa kolejna wojna o najnowocześniejsze źródło energii współczesnej cywilizacji – atom.

Ale skutki odczujemy przede wszystkim w paliwach. Polska i Europa zapłacą także słony rachunek za gaz ziemny. Dzisiejsze bezpieczeństwo energetyczne Polski jest iluzoryczne i bardzo kosztowne. 28 lutego dokonał się kolejny akt nuklearnego terroryzmu (myslpolska/nuklearny-terroryzm/ – dwa państwa posiadające broń atomową napadły na kraj, oskarżany o chęć, powtarzam – chęć – uzyskania tej broni. To było uzasadnienie tej militarnej agresji, choć całkowicie niewiarygodne – nawet kontrolowana przez USA Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej zapewnia, że Iran nie pracuje nad bronią atomową.

Pomimo tego Stany Zjednoczone i Izrael użyły swej potęgi wywiadowczej, militarnej, gospodarczej i technologicznej, by wdeptać w ziemię Iran. Dzisiaj to państwo może gorzko pożałować, że nie weszło w posiadanie tej broni. Wtedy do agresji po prostu by nie doszło. Przykład Korei Północnej, pokazuje, że Zachód nie napada nawet dużo mniejszego państwa, gdy to ma jądrowy potencjał odwetu. A jest też i przykład Libii, która chcąc się pogodzić z dawnymi wrogami, zrezygnowała w 2003 r. z tworzenia arsenału atomowego. A już w 2011 roku Zachód przez osiem miesięcy bombardował ten kraj, Muammar Kadafi, został okrutnie zamordowany, a państwo na długie lata pogrążyło się w wojnie domowej, chaosie i nędzy.

USA i Izrael już drugi raz w ciągu roku próbują zniszczyć Iran. Niedawna próba (13 – 24 czerwca 2025 r.) także uzasadniana była zagrożeniem nuklearnym ze strony Iranu. Cynizm tego uzasadnienia polega na tym, że jak dość powszechnie wiadomo – Izrael to takie ciche, nielegalne, ale wyjątkowo agresywne mocarstwo nuklearne (myslpolska/ciche-mocarstwo-nuklearne). Dla świata najważniejsze jest jednak, że USA i Izrael zaatakowały samo serce światowych zasobów węglowodorów – Zatoka Perska to co trzecia wydobyta na świecie baryłka ropy, której ogromna większość przeznaczona jest na eksport. W efekcie mamy najpoważniejszy kryzys energetyczny w nowoczesnej historii ropy i gazu. Nawet przy arabskim embargo naftowym z 1973 r. (myslpolska/szczesniak-piecdziesiat-lat-pozniej ) nie zabrakło aż tyle ropy naftowej, co dzisiaj. Około 16 procent globalnych potrzeb – to 2-krotnie więcej niż przy największych wcześniejszych kryzysach naftowych lat 70- i 80-tych.

Równie ważny dla nas, świata jest gaz skroplony z Zatoki Perskiej. Katar to 20% światowej produkcji LNG, Oman i ZEA dodatkowe 4%. I już dzisiaj widać konsekwencje, choć koszty tej agresji są bardzo nierówno rozłożone. Dla USA są one zerowe, nie odczuły one żadnych perturbacji – ceny gazu nie drgnęły od początku konfliktu, a eksport wciąż rośnie. Dla Azji (JKM) i Europy (TTF) skutki są katastrofalne. Europejskie ceny gazu od początku wojny wybiły w górę o 90%. To cios dla gospodarki i odbiorców, podobny do kryzysu roku 2022.

Dla Polski pewność dostaw ropy i gazu jest realnie zagrożona. Saudowie dostarczają ponad połowę surowca dla polskich rafinerii, prawie cały eksport prowadząc przez dziś zablokowaną Cieśninę Ormuz. Katar jest kluczowym dostawcą LNG dla Polski, w ubiegłym roku importowaliśmy 1,5 mln ton, zniszczenie jego instalacji to ubytek ponad 10% naszego zaopatrzenia, i to na wiele lat.

Nasi politycy, wciąż klepiące zaklęcia o „bezpieczeństwie energetycznym”, doczekały się brutalnego „sprawdzam”. Gdy tylko sami odcięliśmy się od ropy i gazu z Rosji, nasi sojusznicy przez wojnę w Zatoce Perskiej, zacisnęli garotę na wąskim gardle (myslpolska/waskie-gardlo-polskiego-bezpieczenstwa-energetycznego ) naszego łańcucha dostaw węglowodorów. Ale zanim urwą się fizyczne dostawy, już dziś płacimy bardzo drogo za paliwa, to taki „haracz energetyczny” (myslpolska/szczesniak-kontrybucja-energetyczna).

Spekulacyjnie wywindowane ceny ropy i marże rafineryjne w dieslu, niezwykle mocno obciążają tak kierowców, jak i gospodarkę. Przy wzroście cen ON  od początku konfliktu o 3 złote, dziennym zużyciu w Polsce 60 mln litrów, kierowcy muszą każdego dnia płacić 180 mln zł więcej za diesla niż przed wojną.

Płacimy przy dystrybutorze za złą politykę energetyczną naszego państwa. Za posłuszne spełnianie żądań silniejszych od nas – czy to Stanów, czy Brukseli. Oczywiście, część tego haraczu inkasują producenci ropy, ale większość idzie do budżetu państwa i quasi-państwowego monopolisty. Więc w tym finansowym wymiarze nasz fiskus jest po stronie profitentów tej napaści. My po stronie płatników.

Andrzej Szczęśniak

Myśl Polska, nr `13-14 (29.03-5.04.2026)

Prawdziwa zapamiętałość

Prawdziwa zapamiętałość

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Nasza Polska”    24 marca 2026 michalkiewicz

Jeden z rosyjskich pisarzy – czy nie Sałtykow-Szczedrin? – charakteryzował bohatera jednej ze swoich opowieści, że do wódki miał on już nie tyle nawet skłonność, co prawdziwą zapamiętałość. Coś takiego można było powiedzieć i o nieboszczyku Jacku Kuroniu, oczywiście w okresie dobrego fartu, gdy był ministrem pracy. A książce „Wyjść z socjalizmu”, którą – jako ostatnią i już oficjalnie – wydaliśmy w wydawnictwie „Kurs”, które było wydawnictwem „drugoobiegowym”-Guy Sorman pisze, że Kuroń jest „krzykliwy” i „dziwny” i jednocześnie odkrywa przyczynę tej osobliwości. Chodzi oczywiście o wódkę, w której Kuroń – jak twierdzi autor książki – się „nurza”.

Podobne wrażenie zapamiętałości można odnieść na widok reakcji obywatela Tuska Donalda na każdą propozycję, która miałaby charakter alternatywy wobec programu SAFE. Vaginet obywatela Tuska Donalda bardzo ostrożnie dozował informacje na temat tej pożyczki w wysokości prawie 44 mld euro na dozbrojenie naszej niezwyciężonej armii. Początkowo wiadomo było tylko, że to wielki sukces vaginetu obywatela Tuska Donalda.

Potem do wiadomości publicznej zaczęły przedostawać się również inne szczegóły. Że ta pożyczka – co ujawnił ponad wszelką wątpliwość pan Jacek Saryusz-Wolski – obwarowana będzie mechanizmem warunkującym, znanym jak zły szeląg z Krajowego Planu Odbudowy. Oznacza to, że Komisja Europejska, czyli Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, albo – jeśli na czele Komisji Europejskiej będzie stał jakiś inny Reichsfuhrer, co jest nieuchronne, jako, że pożyczka ma być rozłożona na całe lata – w każdej chwili, pod byle pretekstem – na przykład, że polskiemu rządowi śmierdzi z gęby – może wstrzymać przekazanie kolejnych transz pieniędzy.

Po drugie – że wprawdzie ma być ona oprocentowana „korzystnie” – a co to konkretnie znaczy, to jest otoczone mgłą tajemnicy i to mgłą w najlepszym gatunku – ale minister z Kancelarii Prezydenta, pan Bogucki, na konferencji prasowej po spotkaniu u pana prezydenta Nawrockiego we wtorek 10 marca stwierdził, że z uwagi na długi okres spłaty, Polska musiałaby zwrócić dług prawie w podwójnej wysokości, niż pożyczka.

Wreszcie – Wielce Czcigodna vaginessa Sobkowiak-Czarnecka, która w vaginecie obywatela Tuska Donalda ma fuchę pełnomocnicy dla SAFE, w niepojętym przypływie szczerości wychlapała, że „cztery do pięciu procent” z tych prawie 44 mld euro, od razu, na „dzieńdobry”, trafi na Ukrainę. Podejrzewam, że zataiła prawdę, że nie żadne 5 procent, tylko co najmniej 15, a może nawet 50 procent trafiłoby na Ukrainę.

Po pierwsze dlatego, że Polska nie uchyliła umowy z Ukrainą z 2 grudnia 2016 roku, na podstawie której nasz nieszczęśliwy kraj zobowiązał się do „nieodpłatnego” udostępniania Ukrainie zasobów całego państwa – również i finansowych – a po drugie – że właśnie w związku z operacją „Epicka furia”, którą Ameryka na polecenie Izraela rozpętała przeciwko Iranowi, prezydent Trump poprosił Ukraińców, żeby pomogli Stanom Zjednoczonym w walce z irańskimi dronami.

Rzecz w tym, że te irańskie drony są stosunkowo tanie w produkcji, że Iran ma ich całą chmarę, a tymczasem Amerykanie owszem – zestrzeliwują je, jak najbardziej – ale rakietami kosztującymi bajońskie sumy. Prezydent Zełeński nie mówi „nie”, ale żąda w zamian amerykańskich pocisków do wyrzutni HIMARS. Ponieważ prezydent Trump zaklął się, że nie da Ukrainie „ani centa”, to musimy postawić pytanie, kto za te pociski dla Ukrainy zapłaci?

A któż, jak nie Polska? Przecież trudno nawet ze świecą znaleźć w Europie rząd podobnie głupi, jak aktualny vaginet obywatela Tuska Donalda, a po drugie – 27 lutego Sejm przyjął uchwałę stwierdzającą, ze Polska jest sługą narodu ukraińskiego – i pozostanie nim tak długo, jak długo będzie to konieczne. Warto dodać, że na nieubłaganym gruncie tej uchwały nieugięcie stoi namaszczony niedawno przez Naczelnika Państwa Kaczyńskiego Jarosława Polskęzbawa na kandydata PiS na premiera, Wielce Czcigodny pan prof. Przemysław Czarnek. Jego wkład do tej rewolucyjnej praktyki polega na tym, że w zamian za czynności służebne ze strony Polski, oczekuje od Ukrainy „szacunku” i „partnerstwa”. Ale dlaczego właściwie Ukraina miałaby Polsce okazywać szacunek, a zwłaszcza – traktować ją po partnersku, skoro przecież Polska tak czy owak jest i pozostanie sługą narodu ukraińskiego? Tego pan prof. Czarnek już nie wyjaśnia, prawdopodobnie dlatego, iż wie, że skoro tak mówi, to nie dlatego, żeby naprawdę w to wierzył – bo uprzejmie zakładam, że aż taki głupi nie jest – tylko żeby uwodzić w ten sposób wyznawców Naczelnika Państwa, którzy łykną wszystko. Zresztą zaraz po namaszczeniu na kandydata na premiera Wielce Czcigodny pan prof. Przemysław Czarnek zadeklarował posłuszeństwo Naczelnikowi, który z kolei – zgodnie z kolejnością dziobania – słucha pana ambasadora Tomasza Róży z amerykańskiej ambasady. Pan Tomasz Róża jest nie tylko amerykańskim ambasadorem, ale i Żydem, więc w ten sposób za jednym zamachem realizuje się podległość nie tylko Ameryce, ale i Izraelowi.

Toteż pan prof. Czarnek posłusznie wykluczył wszelką koalicję z Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna – bo pan ambasador Róża powiedział, że ani prezydent Trump, ani on osobiście „nigdy nie zapomni” Grzegorzowi Braunowi jego odwiedzin w ambasadzie Iranu w Warszawie. Ponieważ i Sławomir Mentzen zakpił sobie niedawno z pana prof. Czarnka, naigrawając się z jego „expose” („kaucje-sraucje”, „wiatraki-sraki”, „eko-sreko” , „elektryki-sryki” i „panele-srele”), a wicemarszałek Bosak wypowiedział się o panu prof. Czarnku z wielką rezerwą, powstaje pytanie, w jaki sposób pan prof. Przemysław Czarnek miałby zostać premierem w sytuacji, gdy PiS szoruje na poziomie 22 procent w sondażach?

Tajemnica to wielka, chyba, że stare kiejkuty, za pośrednictwem pana Róży, albo i bezpośrednio z CIA dostaną rozkaz utworzenia kolejnej partii jednorazowego użytku, podobnie jak wcześniej – Ruchu Palikota, Nowoczesnej, Kukiz-15, czy wreszcie – Polski 2050 – która pod nazwą „Róbmy Sobie Na Rękę” zleje się w koalicję z PiS-em. To jest możliwe. Skoro w roku 2015 Nowoczesna, zanim jeszcze pan Ryszard Petru otworzył usta, by nam powiedzieć, jak będzie przychylał nam nieba, dostała od wdzięcznego narodu aż 11 procent zaufania, to od tamtej pory konfidentów musi być znacznie więcej, więc jeśli stare kiejkuty wydadzą komendę: w prawo zwrot! Do Naczelnika Państwa marsz! – to w takiej koalicji pan prof. Przemysław Czarnek ma szanse.

Wracając do zapamiętałości obywatela Tuska Donalda, to podczas spotkania u pana prezydenta nie chciał on słuchać o żadnej alternatywie dla SAFE, tylko domagał się forsy od prezesa NBP pana Adama Glapińskiego. Najwyraźniej obywatel Tusk Donald wie, że MUSI wziąć tę pożyczkę od Komisji Europejskiej, bo w przeciwnym razie Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje powyrywa z tyłka nogi nie tylko jemu, ale również – Księciu-Małżonku, więc nic dziwnego, że nie tylko w vaginecie obywatela Tuska Donalda pojawiła się taka zapamiętałość, ale również – w środowisku mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co, to rozpoznają się po zapachu.

Obywatel Tusk wezwał pana prezydenta Nawrockiego do natychmiastowego podpisania ustawy o SAFE, jako że nasza niezwyciężona armia nie może czekać. To bardzo ciekawy argument, podobny do tego, jakiego użył jeszcze przed I wojną światową Antoni Lange, który zaproponował armii rosyjskiej dostawę miliona krzeseł dowodząc, że taka duża armia nie może stać. Dołączył nawet rysunek modela, wzorowany na składanych krzesełkach, używanych przez bywalców wyścigów konnych. Ku jego zdumieniu w Ministrostwie Wojny w Sankt Petersburgu potraktowano projekt poważnie, bo widocznie jacyś funkcjonariusze przewąchali w tym możliwość zarobków. Niestety wybuchła wojna i projekt diabli wzięli – ale co to szkodzi powtórzyć go teraz?

Pan prezydent Nawrocki skierował do Sejmu projekt ustawy o funduszu militarnym – bo i u nas nie może być tak, by biurokracji cywilnej i wojskowej przy tej okazji nie stworzyć możliwości umaczania pysków w melasie – ale pan marszałek Czarzasty pokazał mu gest Kozakiewicza oświadczając, że ten jego projekt nie będzie poddany pod obrady dopóki pan prezydent nie podpisze ustawy o SAFE. Nieomylny to znak, że nie tylko Volksdeutsche Partei jest ekspozyturą Stronnictwa Pruskiego, ale i Lewica. Mogliśmy przekonać się o tym zresztą już w czerwcu 2012 roku, kiedy to Naczelnik Państwa, wobec sprzeciwu części własnego klubu, właśnie przy pomocy Lewicy przeforsował w Sejmie ratyfikację ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej – na podstawie której Komisja Europejska, zaciągnąwszy w imieniu całej Unii pożyczkę, stręczy nam dzisiaj dar Danaów w postaci programu SAFE.

Jak wyjaśnił prezes NBP Adam Glapiński w środę 11 marca, alternatywna propozycja, funkcjonująca pod nazwą „Polski SAFE zero procent” ma być sfinansowana z rezerw Narodowego Banku Polskiego. Jak to będzie wyglądało technicznie – tego jeszcze nie wiem, ale możliwe, że tak samo, jak dotychczas. Bank Gospodarstwa Krajowego wypuści obligacje na 180 mld złotych – bo tyle podobno potrzebuje nasza niezwyciężona armia – NBP, w ramach „inwestowania”, kupi te obligacje i w ten sposób forsa zostanie wygenerowana. Ale ani obywatela Tuska Donalda, ani Księcia-Małżonka, ani pana prof. Balcerowicza, ani wybitnego ekonomisty Ryszarda Petru, nic nie jest w stanie odciągnąć od programu SAFE. To bardzo zagadkowa sprawa, bo im chyba Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje nie groziła powyrywaniem nóg z tyłka? Czyżby byli na jakimś procencie od SAFE – o co podejrzewam Judenrat „Gazety Wyborczej” – bo za darmo by tak nie gardłował? Aj waj!

A tu, jakby tego było mało, rysuje się nowy front wojny, na odcinku Trybunału Konstytucyjnego. Jest tam sześć wakatów do obsadzenia. Marszałek Czarzasty Włodzimierz właśnie zarządził przyklepanie przez Sejm sześciu kandydatów na sędziów TK – bo periculum in mora w związku z koniecznością zdelegalizowania Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, o której mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu, od pewnego czasu rozprawiają. Z tego, co z czeluści Sejmu można wydedukować, kandydatów zgłosiły organizacje nienawistnych sędziów: „Iustitia” i „Themis” , które podejrzewam iż zostały założone albo z inicjatywy starych kiejkutów („Iustitia”), albo z inicjatywy ABW („Themis”).

Jednak posłowie PiS złożyli do TK wniosek o zabezpieczenie, by wstrzymać wybór tych sześciu kandydatów do 17 marca, kiedy to TK będzie badał legalność ustawy uchwalonej za czasów PiS. Ponieważ jednak vaginet obywatela Tuska nie uznaje obecnego składu TK, to wszystko może rozstrzygnąć się tak, że kandydaci zostaną wprowadzeni do siedziby TK przez policję i bezpieczniaków. Pozostali sędziowie zostaną przez bezpieczniaków wyrzuceni na zbity łeb, a szóstka nominatów rozpocznie urzędowanie, chociaż pan prezydent Nawrocki nie wręczy im nominacji. W ten sposób o ostatecznym kształcie praworządności w naszym bantustanie będą decydowali sierżanci policji i Służby Bezpieczeństwa, a nienawistni sędziowie będą skakali przed nimi z gałęzi na gałąź, aż im będą się podwiewały togi, odsłaniając rozmaite niedyskrecje.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Wydał 100–letnią książkę, został oskarżony o nazizm. [W Polsce!!]

Wydał 100–letnią książkę, został oskarżony o nazizm

21.03.2026 Julia Gubalska nczas/wydal-100-letnia-ksiazke-zostal-oskarzony-o-nazizm

Ocenzurowana książka.
NCZAS.INFO | Ocenzurowana książka – zdj. ilustracyjne. / Fot. wygenerowana przy użyciu Nano Banana

Skala cenzury w naszym państwie zatacza coraz szersze kręgi. Kontroli systemowej podlegają już nie tylko autorskie publikacje czy niezależna działalność naukowa. Przeciwko Prezesowi Wydawnictwa Magna Polonia Przemysławowi Holocherowi wpłynął akt oskarżenia za wydanie XX-wiecznego dzieła. Publikacja książki napisanej w 1918 r. spotkała się z zarzutami o szerzenie nazizmu.

Chce go system, chcą go… Niemcy

Prezes Magna Polonia otrzymał oprócz aktu oskarżenia również wiadomość z Niemiec. Deutsche National Bibliothek wysłała pismo o treści:

„Szanowny Panie Przemysławie Holocher, Niemiecka Biblioteka Narodowa ze swoimi siedzibami w Lipsku i Frankfurcie nad Menem ma ustawowy obowiązek gromadzenia (oprócz dzieł wydawanych w Niemczech w formie drukowanej, wizualnej, dźwiękowej) publikacji ukazujących się za granicą. A mianowicie publikacji w języku niemieckim, tłumaczeń dzieł niemieckojęzycznych na inne języki, publikacji obcojęzycznych dotyczących Niemiec itd., a następnie ich trwałego archiwizowania, rejestrowania bibliograficznego oraz udostępniania społeczeństwu. Zauważyliśmy, że wydał Pan następujące dzieło, którego niestety nie posiadamy jeszcze w naszych zbiorach. Brakuje nam następujących publikacji: Paul Bang, „Księga Win Judy” (…). Prosimy o przesłanie nam jednego bezpłatnego egzemplarza – tej, oraz wszystkich przyszłych publikacji do naszych zbiorów. W ten sposób wspierają Państwo Niemiecką Bibliotekę Narodową w realizacji jej zadania polegającego na kompletowaniu niemieckich i niemieckojęzycznych publikacji i tłumaczeń wydawanych za granicą (…). Państwo niemieckie dba o swoje zbiory i elementy kultury”.

Jak słusznie zauważył gość „Najwyższego Czasu!”, wiadomo, że w Niemczech ze względów historycznych propagowanie nazizmu jest surowo zabronione. Niemiecka instytucja państwowa realistycznie postrzega wydanie wspomnianego dzieła wyłącznie w kategorii publikacji kulturowych i domaga się go w swoich zbiorach historycznych.

A w Polsce? „Pod pretekstem rzekomej promocji nazizmu pani prokurator Ewa Halińska ma ochotę palić książki na stosach. To jest coś niesłychanego. Pani prokurator zabrakło umiejętności czytania albo umiejętności czytania ze zrozumieniem” – tłumaczy Holocher.

„Biegły, pan Paweł Nowak jest powoływany do analogicznych spraw w całej Polsce. To jest zawodowy, poszalały z jakichś uprzedzeń lewicowy wariat. I mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowa, bo już pomijając to, że zainkasował za te brednie 45 tysięcy złotych; pomijając to, że znaczna część jego opinii, to są po prostu treści skopiowane z Wikipedii. Hasło »Czołem Wielkiej Polsce« jest według wspomnianego biegłego hasłem nazistowskim.

Jednym z patronów części książek, które zostały zarekwirowane, był portal średniowieczny.pl. Logo tego portalu było pisane czcionką gotycką. Pan biegły posługuje się metodologią, według której skądś wie, że dla większości ludzi, z pewnością to będzie czcionka faszystowsko-nazistowska. Ja bym chciał pokazać komuś napis średniowieczny czy inny i znaleźć chociaż jedną osobę, która powie, że mu się to kojarzy z hitlerowcami. Stare księgi są pisane gotykiem. Biblia Gutenberga była wydana tym pismem. Proszę Państwa, to się dzieje. Ten człowiek naprawdę to napisał” – punktuje absurdy sformułowane w akcie oskarżenia.

Książka starsza od III Rzeszy

Ideologia nazistowska powstała w XX w., jednak już po pierwszym wydaniu „Księgi Win Judy”. Ponadto prezes wydawnictwa podkreśla w rozmowie dla „Najwyższego Czasu!”, że wydając książkę, nie trzeba się w 100 procentach zgadzać z jej autorem.

Przytacza też postać samego autora i szkicuje ciąg przyczynowo-skutkowy opisany w książce, w której jednak nie znajdujemy żadnych konkretnych propozycji zmian ustrojowych: „Autor oczywiście żył w czasach III Rzeszy, natomiast bardzo szybko wycofał się z życia politycznego. Jeździł za granicę, próbował zapobiec wojnie, za co był oskarżony w III Rzeszy. Tę książkę napisał dużo wcześniej. Trudno jest mówić o propagowaniu nazizmu w książce, która została napisana dużo wcześniej, niż się ukuła ideologia nazistowska. Ponadto nie jest to książka ideologiczna, lecz książka faktograficzna, która jest istotnym elementem układanki historycznej dotyczącej także tego, co wyprawiali górale ze Wzgórz Golan, Eskimosi i cała reszta ferajny w państwie pruskim.

Autor książki daje na to odpowiedź, dlaczego społeczeństwo niemieckie było do nich uprzedzone. Pozwolę przeczytać sobie fragment książki: »Zepsucie smaku u Niemców i ich otępienia (…) ma swój powód w ogarnięciu dziedziny wychowania artystycznego przez Judę, który nas wychował w muzyce kawiarnianej, w tańcach murzyńskich, w chińskich operetkach, w farsach burdelowych i innych deprawacjach. Najokropniejszym rozdziałem jest (…) zaraza filmowa, wypędzająca filmami uświadamiającymi resztę wstydliwości niemieckiej, za pomocą której narodowi niemieckiemu umacnia się zboczenia seksualne. Lekarz Żyd, doktor Hirschfeld wraz z Komitetem Naukowym (…) podaje młodzieży niemieckiej występki przeciwko naturze. Już zagranica nazywa rozpustę przeciwko naturze niemieckiej The German Evil«.

Doktor Hirschfeld, którego autor tu przytacza, był protoplastą genderyzmu. On jako pierwszy chyba stworzył ideę lotności, płynności płci, zresztą zajmował się transami i całą resztą. Generalnie był to deprawator i grasował w Berlinie. Czy autorowi książki mogło się to nie podobać? Mogło się to nie podobać” – komentuje Przemysław Holocher.

„Słowa na temat deprawacji społeczeństwa, które Pan przytoczył to niemalże kopia tego, co w przestrzeni publicznej widzimy obecnie” – zauważyłam w naszej rozmowie.
„Dokładnie, takich fragmentów w książce jest bardzo wiele” – stwierdza Holocher. „Oczywiście według biegłych, według prokurator, autorowi nie miało prawa się to nie podobać. Ale co jest ciekawsze, w Polsce jestem ścigany za to, że wydałem książkę rzekomo propagującą nazistowski ustrój państwa, choć próżno szukać tam jakichś rozwiązań ustrojowych, bo nawet ludobójczych nie znajdziemy” – tłumaczy „Najwyższemu Czasowi!”.

Akt oskarżenia przeciwko Przemysławowi Holocherowi, który wpłynął do Sądu to początek prześladowań niezależnych wydawnictw i publikacji. Jak twierdzi sam oskarżony, może to generować problemy nawet dla całego środowiska, które wydają książki bez cenzury. Jest to akt przeciwko świadomości historycznej, wymierzony w prawdę historyczną.

To samo widzimy zresztą również po procesie pana Brauna, który nie jest zwykłym procesem karnym. Wnikliwie ukazuje nam patologię działania systemu i instytucji prowadzących działania wymierzone w polskich obywateli.

Dziś. Bielsko-Biała – Msza Święta i Różańcowy szturm do Nieba za Ojczyznę

19.03.25 Bielsko-Biała –

Msza Święta i Różańcowy szturm

do Nieba za Ojczyznę

18/03/2026 antyk2013

Nasze Różańce święte uratują Polskę!

Zapraszamy w czwartek do różańcowego szturmu modlitewnego za Kościół, naszą Ojczyznę i nasze rodziny – Msza Święta za Ojczyznę godz.17-tej parafii p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika (Głównego Patrona Polski). Po Mszy Świętej adoracja Najświętszego Sakramentu i Różaniec święty za Ojczyznę.

Tylko modląc się na Różańcu Świętym i poprzez POKUTĘ możemy wybłagać tryumf Niepokalanego Serca Maryi Panny w Kościele, w Polsce, w naszych rodzinach i na całym świecie.

Aktualności: Gnomiada

Gnomiada

Janusz SZPOTAŃSKI  https://literat.ug.edu.pl/szpot/gnomiad.htm

[ok. 1970]

Wstęp

O czym tu dumać na warszawskim bruku,

jak żuk po uszy siedząc w muchotłuku

(patrz: Dostojewski, Biesy, rozdział czwarty)?

 Jakiż tu temat jest dumania warty,

gdy wokół nuda, nędza i głupota,

w których masz reszty dokonać żywota?

Już po raz drugi wchodzę w ten kołowrót

zim i odwilży, napraw i wypaczeń,

znów długie listy pisują Gęgacze,

Czerwoni strasznie srożą się na powrót,

gdy o milimetr choć masz dłuższy jęzor,

zaraz go chlasta nożycami cenzor,

w parnym powietrzu jakiś łomot wisi,

coraz głośniejsi znów się stają Cisi

i będą wsadzać synów pokolenia

do miejsc nie tylko znanych im z imienia.

Może przeżycie jest to nadzwyczajne,

gdy po raz pierwszy wpadniesz w beczkę z łajnem.

Wyszedłszy, będziesz wspominał przez lata,

jakie tam były fetory, miazmata…

Lecz tak wciąż siedzieć w niej po dziurki w nosie —

to by świętemu nawet sprzykrzyło się.

O czym tu dumać? Przed wiekiem w Paryżu

wieszcz nasz pod wpływem psychicznego niżu

uciekał myślą w krainę dzieciństwa.

Ty w swym dzieciństwie same widzisz świństwa —

mordy, grabieże, pożogi i dymy,

to Oświęcimia, to znowu Kołymy.

Jak grób masowy obrzydliwym zielskiem

porasta twoje dzieciństwo anielskie.

A młodość twoja? Nie górna i chmurna,

lecz przede wszystkim ponura i durna.

Jeszcze cię teraz chwytają wymioty,

gdy ZMP-owskie wspominasz bełkoty.

Wysoko świeci stalinowskie słonko,

wciąż na trybunę straszne typy włażą,

z owadzim okiem i pryszczatą twarzą,

krzyczą, byś walczył z kułakiem i stonką.

Wtem cię za serce straszna chwyta trwoga,

bo wiesz, że wyraz twarzy masz nieszczery,

że pod tą maską klasowego wroga

ktoś wnet rozpozna i skopią ci nery.

Więc patrzysz trwożnie, czy czujny towarzysz

nie obserwuje bacznie twojej twarzy.

O czym tu dumać? Czy o dawnym lęku,

dawnej głupocie, dzikiej nudzie biura,

gdy ci na głowę snu spadała chmura?

Ach, te dumania są całkiem bez wdzięku!

A może sławny wspominać Październik,

gdy nas skołował chytry stary piernik,

i jak byliśmy wtedy zachwyceni,

że się coś w Polsce na lepsze odmieni?

O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły!

Albowiem w kraju tym zaczarowanym,

gdzie — jak w złej bajce — ludźmi rządzą osły,

jakież tu mogą być właściwie zmiany?

Tu tylko szpiclom coraz większe uszy

rosną, milicji — coraz dłuższe pałki,

i coraz bardziej pustka rośnie w duszy,

i coraz bardziej mózg się staje miałki.

Tu tylko może prosperować gnida,

cwaniak i kurwa, łotr i donosiciel —

niewielki wybór, jak sami widzicie,

choć niejednemu kuszącym się wyda.

Ach, prawda, można być Gęgaczem jeszcze,

lecz ja w tym gronie nie bardzo się mieszczę.

Gdybym był Gęgacz, Gęgacz, jak się patrzy,

z małpią zręcznością wdrapałbym się na krzyż,

ale pluszowy, bo to ważne przecie

wisieć na krzyżu, który cię nie gniecie.

Z krzyża okrzyki rzucałbym rozpaczy,

tak jak to bywa w zwyczaju Gęgaczy.

Niestety nie mam tych zdolności wcale!

Może winne tu moje nadpsute morale,

może w mózgu mam inne niż Gęgacze zwoje —

nie, ja nie będę gęgał! Dziękuję, postoję!

O, ty mój wieku męski — wieku klęski! Bo czym

właściwie jestem? Jakimś soc-Villonem,

który miewa pomysły całkiem poronione,

podejrzanym facetem, co ku zgubie kroczy.

Wychlana wóda zżera mi wątrobę,

białe myszki niedługo mi przelecą drogę,

lecz nim z ulgą westchniecie, że mnie wreszcie nie ma,

zafunduję wam nowy o Gnomie poemat!

Gnom — to jest właśnie temat moich dumań godny!

Gnom tupiący nogami, to znowu pogodny,

Gnom liczący wytrwale komy i procenty,

Gnom swą misją dziejową ogromnie przejęty,

Gnom — gospodarz wspaniały, Gnom — narodu ociec,

Gnom — mąż stanu, Gnom — mędrzec, trudno zresztą dociec

ogromu zasług tego niezwykłego męża,

którego nawet czasu ząb nie nadweręża!

Spójrz na władców dzisiejszych. Cóż to za miernoty!

W powieści łotrzykowskiej każdy ma prototyp.

Wszystko to typy wzięte z komedii dell’arte:

bufon, szarlatan, nędznik — poezji nie warte!

Ale gdybyś zapragnął w symbolu genialnym

zawrzeć naszego państwa absurd monstrualny

z jego przytłaczającym jednostkę ogromem,

to czym by musiał symbol ten być? Tylko Gnomem!

Czy nasi potomkowie będą chcieli spłacać nasze długi?

Czy nasi potomkowie będą chcieli spłacać nasze długi?

prof. Witold Modzelewski

Wysłane przez: Marucha w dniu 2026-03-16 marucha/czy-nasi-potomkowie-beda-chcieli-splacac-nasze-dlugi

Mamy się zbroić na potęgę w dodatku na koszt następnych pokoleń. Może więc warto poinformować dzieci w szkołach (przedszkolach?) i licealistów, że gdy już będą pracować, to kilkadziesiąt lat ich życia będzie znaczone obowiązkiem spłaty państwowych długów, które dziś zaciągamy.

Być może (zgodnie z nieoficjalnymi zapowiedziami), będą oni również płacić podatek wojenny, który ma sfinansować nie tylko ten dług, lecz również wysokie bieżące wydatki na zbrojenia, które – przypomnę – wynosić będą co najmniej 5% PKB rocznie.

Warto może uzmysłowić dzieciom i młodzieży, że być może przywrócona zostanie obowiązkowa służba wojskowa, bo musimy być gotowi na „rosyjską agresję”, która jest (jakoby) nieuchronna. Sądzę, że wypadałoby zapytać przynajmniej młodzież o zdanie na ten temat, a przede wszystkim, czy gotowi są na takie wyrzeczenia. Może przy okazji warto im wytłumaczyć, dlaczego czeka ich tak czarny scenariusz, bo to będzie już ich a nie nasze życie.

Przy okazji trzeba przygotować się na trudne pytania. Pierwsze z brzegu brzmi: dlaczego tak musi być? Dlaczego polityka „odstraszania” oraz gigantyczne i bezzwrotne wsparcie dla obecnych władz w Kijowie doprowadziły do zwiększenia, a nie zmniejszenia zagrożenia „agresją rosyjską”? Dlaczego utrzymywana również na nasz koszt milionowa armia ukraińska nie może dać sobie rady ze „słoniem na glinianych nogach”, który jest od ponad 10 lat „miażdżony” którymś tam pakietem sankcji? Dlaczego nikt nie dąży do pokoju, który zapewne będzie kosztować mniej niż wartość darmowego wspierania „walczącej Ukrainy”, bieżących zbrojeń i spłaty dziś zaciągniętych pożyczek.

Jeżeli w czasie tych spotkań zostanie (przy okazji) rozdany poradnik o „plecaczku”, z którym mamy uciekać przed „nieuchronną agresją”, to efekt tych działań może być zaskakujący: młodzież spakuje swoje manatki i profilaktycznie wyjedzie uciekając przed złym losem, który ich tu czeka. Gdzie wyjadą? Nie wiem, ale prawdopodobnie do państw, które nie będą zagrożone „rosyjską agresją”.

Tu wybór jest (i będzie) raczej niewielki. Cała zjednoczona Europa pod wodzą Pani Ursuli jest wroga wobec Rosji i musi finansować tę wojnę, wydając na to pieniądze w USA. To nasz wielki protektor i sojusznik, którego prezydent przyjaźni się z Władimirem Putinem, wyznaczył tę rolę „zjednoczonej Europie”, która już nie ma ruchu: musi być wrogiem Rosji aż do końca. USA i Rosja już zdecydowały, że Ukraina dwa lata po zakończeniu tej wojny przystąpi do… Unii Europejskiej. Ciekawe, czy zapytali o zdanie na ten temat Panią Ursulę.

Mamy już więc „naszą wojnę”, którą również możemy albo przegrać szybko, albo później, gdy już zabraknie pieniędzy na jej finansowanie. Bezspornie to będzie już tylko „nasza wojna”. Kolejne pokolenia być może nie zechcą spłacać naszych długów.

Na pytanie czy nasz świat popadł w samobójcze szaleństwo, odpowiedź może być tylko jedna: pogarda i nienawiść wobec kogokolwiek (w tym Rosji) jest najgorszym doradcą. Przecież warto zrobić bilans dotychczasowej polityki wschodniej i jej prognozę finansową na przyszłość. Ile już na tym straciliśmy? O zyski nie pytam, bo ich nie ma. Ile będziemy musieli jeszcze wydać? Czy coś zyskamy? Na to ostatnie pytanie pada niekiedy odpowiedź, że lepiej, aby za nasze pieniądze ginęli Ukraińcy niż Polacy.

Nie wiadomo dlaczego mamy ginąć na tej wojnie, ale być może przeoczyłem jakieś wydarzenie polityczne w postaci inkorporacji naszego kraju do Ukrainy (albo odwrotnie): w końcu to ponoć „nasza wojna” (czyja?).

Gdy poznamy prognozy przyszłych wydatków na tę wojnę na najbliższe 40 lat, to zastanowimy się, czy będą chętni, aby ponosić ten ciężar.

prof. Witold Modzelewski
https://myslpolska.info

=========================

Swarożyc said

2026-03-16 (Poniedziałek) @ 15:05:47

Nikt się ich nie będzie pytać czy będą chcieli, czy nie ! Będą płacić!
Mnie też nikt nie pytał czy czy dobrze Się czuję jako ofiara konsekwencji utraty państwa w roku 1795, zafundowanej mi przez moich przodków..

====================

Frajerze leniwy !! Przecież Pan Profesor po to wypisuje swoje racje, by cię wkurwić, byś przestał się mazać – i walczył. Tamci przodkowie mówili: „Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa”. Cały wiek XVIII to był zjazd po równi, dobrze wysmarowanej tłuszczykiem.

Gdyby oni się obudzili..

No to my się obudźmy !

Sojusz Polski z satanistami

Sojusz Polski z satanistami

Autor: AlterCabrio, 16 marca 2026

Polacy jednak wciąż jeszcze łykają poliniacką propagandę, i póki co nie przeszkadza im, że pomału są wypierani z własnej ziemi. Wzrost kosztów energii, kosztów życia, bandyterka, straszenie wojną, panoszenie się antypolskiej władzy, bezczelność Ukraińców i Żydów. Żadna rządząca siła polityczna nie chce niczego zmieniać, wszyscy oni szabesgoje, z pocałowaniem tyłka pozwalają satanistom na wszystko w Polsce.

Zdjęcie tytułowe: LINK

Sojusz Polski z satanistami

A więc wojna! Tymi słowy oznajmił Józef Małgorzewski, spiker Polskiego Radia, 1 września 1939 roku napaść Niemiec na Polskę. Tych słów mogli użyć spikerzy radia irańskiego, a także izraelskiego i amerykańskiego w dniu 28 lutego 2026 roku. A więc znów wojna, i wiele wskazuje na to, że światowa. Tej ukraińskiej jeszcze nie zakończyli, a zaczęli irańską, a w kolejce już czeka kubańska.

Cóż to może jednak obchodzić przeciętnego Polaka, nadwiślańskiego konsumenta kebaba, pizzy tudzież diety pudełkowej? Micha jest, rozrywa na ekranie jest, na kwadracie można się nadal zamelinować, na wczasy wciąż wypuszczają, Dubaj przecież można zamienić na Kanary, i wszystko po staremu. Całkiem wielu takich w Polsce, nie myślących zbyt wiele, zaaferowanych produkcją osobistego nawozu. Skoro micha jest, nieważne, kto ją wydaje, a martwić się będą, jak michy nie będzie. Niestety, motłochu ci u nas dostatek.

Czytaj też:

Usrael: czy wielkie królestwo upadnie

Nowa żelazna kurtyna, czyli granica Mordoru

Dla tych jednak, którzy wciąż zachowali elementarne odruchy Homo Sapiens, kieruję tą wiedzę. Nasi wielcy sojusznicy, którzy nas zapewniają, że mają zamiary wyłącznie pokojowe, i że dadzą nam bezpieczeństwo są wojennymi podżegaczami i agresorami, Polaków zaś mają za nic, a Polskę traktują jak kolonię, kraj Trzeciego Świata, strefę zgniotu, poligon. Zróbmy więc krótki przegląd wspaniałych inwestycji obronnych, którymi tak lubią chwalić się politykierzy w Polsce:

  • Baza w Radzikowie, zapewniająca osłonę przeciwrakietową terytorium USA.
  • Tajne więzienie CIA w Starych Kiejkutach, gdzie służby USA przetrzymywały i torturowały ludzi, których uznały za wrogów, z pogwałceniem wszelkich praw i zasad.
  • Nadmiarowe zgony około 250 tys., co zrównuje plandemię z Wołyniem.
  • Nieformalne przystąpienie Polski do wojny z Federacją Rosyjską po stronie Ukrainy, określone w umowach między rządem III RP a Ukrainą z grudnia 2016 r. i z lipca 2024 r. Na ich mocy Ukraina otrzymała nieodpłatny dostęp do wszystkich zasobów państwa polskiego, w tym do terytorium i do uzbrojenia. Od lutego 2022 r. państwo polskie oddaje Ukrainie wszystko za darmo, szkoli armię tego państwa, leczy żołnierzy ukraińskich, udostępnia wielką bazę logistyczną w Rzeszowie-Jasionce, udostępnia terytorium i infrastrukturę dla produkcji ukraińskiego uzbrojenia, m.in. dronów i haubic.
  • Państwo polskie daje Rosji wiele powodów do ataku, a Polacy nie mają świadomości, myśląc, że Polska pomaga napadniętemu narodowi. W zamian Ukraina zaatakowała Polskę rakietą w Przewodowie, zabijając dwóch Polaków, twierdząc, że to Rosja, aby wciągnąć Polskę do wojny.
  • Rozbrojenie polskiej armii ze sprzętu, znanego i zgranego, przekazanego za darmo Ukrainie. W zamian rząd III RP zakupił duże ilości broni zagranicznej, w tym koreańskie samoloty bez uzbrojenia i czołgi z zatartymi silnikami. Silniki do amerykańskich Abramsów trzeba zaś remontować w Stanach.
  • Wpuszczenie na terytorium RP nieznanej ilości nieznanych ludzi z Ukrainy i Niemiec. Dzięki temu bardzo wzrosła przestępczość zwykła i zorganizowana, zagrożenie siatkami szpiegowskimi i dywersyjnymi, zagrożenie konfliktami etnicznymi, pojawiło się dużo pożarów i aktów sabotażu. Służby zawsze łapią Ukraińców, ale media zawsze mówią, że oni pracują dla Rosji.
  • Europejska Unia Obrony, koncept unijno-brytyjski, powstały na mocy rezolucji Parlamentu Europejskiego z 12 marca 2025 r. Wszystkie zasoby militarne państw członkowskich, w tym Polski mają znaleźć się pod jednolitym dowództwem unijnego Sztabu Generalnego. Ów Sztab ma decydować o zakupach zbrojeniowych, dowodzić wojskami, zarządzać przemysłem. Europa ma wygenerować nowe kredyty i podatki i zainwestować to na na Ukrainie, aby rozwijać tamtejszy przemysł. Ludność cywilna i majątki prywatne też mają znaleźć się pod tym zarządem, co oznacza powszechną militaryzację i uwspólnotowienie wszystkiego, w tym ludzi i prywatnych majątków. EUO nie zapewni bezpieczeństwa, ale za to zastosuje taktykę „spalonej ziemi” i wysiedli rdzenną ludność wedle potrzeb, określonych przez względy bezpieczeństwa Unii Europejskiej, narzucone przez Sztab Generalny.
  • Koalicja Chętnych, czyli nieformalny sojusz wojskowo-polityczny, zawiązany przez Francję, Wielką Brytanię i Niemcy w celu wspierania Ukrainy. Rząd Tuska dołączył do niego Polskę, niezgodnie z prawem.
  • Przygotowania do ewakuacji ludności z Polski, prowadzone przez rząd w Warszawie, połączone z przygotowaniami do powszechnej mobilizacji mężczyzn do armii. Coś takiego już było: bieżeństwo w 1915 r., czyli wielka ewakuacja ludności z zachodnich guberni Imperium Rosyjskiego pod naporem wojsk niemieckich. Przesiedlono między 2 a 3 miliony ludności cywilnej w głąb Rosji, nie przeżyła tego około 1/3 bieżeńców.
  • SAFE / SEJF, czy jak to inaczej nazwą. Są dwie odmiany: unijna polega na zaciągnięciu wielkiego długu, za który Polska zapłaci za broń, której głównym producentem będą Niemcy. Już na wstępnie wiadomo, że część od razu pójdzie na Ukrainę, a znając dotychczasową praktykę, będzie to większość. Póki co, prezydent Nawrocki szczęśliwie zawetował. Wersja amerykańska to zakupy broni w Ameryce, finansowane oficjalnie z zysków NBP. Te zyski to kreatywna księgowość, polegająca na zmianie zapisów i przeksięgowaniu wartości złota, będącego rezerwą NBP. Faktycznie złoto polskie znajduje się poza Polską, więc możemy się domyślać, że zostanie ono już tam, gdzie obecnie jest, i nigdy do Polski nie trafi. My natomiast dostaniemy być może kiedyś to, co USA będą nam mogły przekazać. Nie będzie tego wiele, bo teraz priorytetem jest wojna irańska i uzupełnienie zapasów. Jeśli więc Polska coś dostanie, to być może będą to utylizowane zapasy Gwardii Narodowej. Oba pomysły nie są strategią wzmocnienia Polski, ale grabieży Polski, a ewentualne uzbrojenie kompletowane jest bez ładu, składu i sensu.
  • Francuski parasol atomowy nad Polską, tzw. „nuclear sharing”. Francja, która ma broń atomową i środki przenoszenia, przeniosłaby na terytorium Polski pewną ilość wyrzutni i głowić. Polska wybudowałaby infrastrukturę i poniosłaby koszty. Dowodzenie i decyzyjność użycia tej broni nadal znajdowałaby się poza Polską, jeśli więc Koalicja Chętnych czy europejski Sztab Generalny zechciałyby wystrzelić atomówki na Rosję, to mogliby zrobić to z terytorium Polski i spokojnie czekać na odwet, który spadłby na nasze głowy.
  • Plany NATO ataku na Rosję, wedle których zniszczeniu ma ulec Królewiec, a w którym armia i terytorium Polski odgrywa zasadniczą rolę.
  • Wycofanie się USA z dostarczania bezpieczeństwa w Europie w zakresie broni konwencjonalnej do 2027 r., opisane w strategiach Białego Domu i Pentagonu z listopada i lutego 2026 r.
  • Unia Europejska wciąż formuje wszystkie cele klimatyczne oraz umowę MERCOSUR.
  • Polska wciąż zamknięta jest na tanie węglowodory z Rosji.
  • Niemcy i Ukraińcy mają do Polski roszczenia terytorialne, ich zbliżenie może spowodować kolejny rozbiór ziem polskich.
  • Głównym łącznikiem tożsamościowym Ukraińców jest banderyzm.

To w skrócie przegląd najważniejszych inwestycji obronnych Polski i naszych sojuszników w nasze bezpieczeństwo. Nie ma co, wspaniałe sojusze, jak bardzo w ciągu dekady zwiększyliśmy nasze bezpieczeństwo, jak teraz jesteśmy spokojni o naszą przyszłość, o pokój, o dobrobyt, o los naszych dzieci. Rządowy Poradnik Bezpieczeństwa na pewno wszystkich ukoił. Te przedziwne decyzje, jakie podejmuje rząd w Warszawie wynikają jednak z pewnych fundamentalnych założeń geopolitycznych, które mają charakter dogmatów, to znaczy nie wolno o nich dyskutować, a kto próbuje, ten jest zły i agent Putina. Są one bardzo proste:

  • Rosja chce napaść na Polskę i na pewno to zrobi, jeśli nie zostanie odstraszona.
  • Sojusze Zachodu chcą i potrafią odstraszyć Rosję od ataku na Polskę.

I na tych dwóch założeniach dogmatycznych wisi cała polityka III RP. Nie są one w ogóle dyskutowane, gdyż prawie wszyscy w Polsce przyjęli to za dogmatyczny pewnik: politykierzy, pseudospecjaliści i dziennikarzełki. Za nimi łyknęła to opinia publiczna. Skoro wszyscy się na to godzą i nikt nie dyskutuje, to można na tym budować wszystko, co się chce, a raczej czego chcą nasi sojusznicy. Tyle, że to kompletnie bzdury: ani Rosja nie chce napaść na Polskę, ani Zachód nie chce i nie nie potrafi Polski obronić.

Cała ta hucpa służy tylko temu, aby Polacy robili sami ze sobą rzeczy szalone, i aby pozwolili sojusznikom na własną likwidację. Bo nasi sojusznicy chcą naszej ziemi i zasobów, ale nie nas. Szczególnie Żydzi czują wielki sentyment do tego miejsca i chcą mieć tu Polin, bo jest to miejsce strategicznie położone, z dużymi zasobami naturalnymi i przyjemnym klimatem. Dla Żydów jak znalazł, ich nowe Kanaan. Wszystkim decydentom na Zachodzie przeszkadzają więc Polacy, i chętnie zrobiliby coś takiego, aby tu nas nie było. Już zresztą zaczęli, przesiedlając na nasze terytorium ludność ukraińską za polskie pieniądze. Dalej będą chcieli skierować do nas strumień ludności afrykańskiej. Problemem jednak wciąż są Polacy.

Naturalne wymieranie demograficzne idzie zbyt wolno, wyszczepiło się zbyt mało, plecak ucieczkowy nie chwycił, prowokacje dronowe nie nabrały. Być może szykują coś grubszego po fałszywą flagą, aby sprowokować jakieś uderzenie odwetowe Rosji, lub aby chociaż ogłosić stan wojenny. Wówczas nasi sojusznicy mogliby ogłosić upragnioną dla nas ewakuację. Ileż to daje możliwości: mężczyzn można oddzielić od rodzin i gdzieś wysłać, zagarnąć kobiety dla muzułmanów, dzieci przejąć na janczarów. Opuszczona własność jako mienie bezspadkowe w całości mogłaby zostać zagospodarowana przez Sztab Generalny i udostępniona nowym osadnikom, oczywiście po rozliczeniu roszczeń z tytułu 447. W krótkim czasie wszystkie stare marzenia o Polin, Ukropolin, Judeopolonii, General Plan Ost, masońskim Wielkim Resecie, kabalistycznym Tikkun ha-Olam, przebudowie świata mogłyby się dokonać za jednym posunięciem. Trzeba by tylko zawczasu spacyfikować tych, co za dużo myślą, za dużo mówią, za dużo robią. Nasi wspaniali sojusznicy czuwają, patrzą i badają, na ile mogą sobie pozwolić.

Mamy obecnie dwie główne grupy sojusznicze: europejską i amerykańską. Grupa europejska, czyli euro-sataniści to Unia Europejska i Wielka Brytania. Reprezentują oni tożsamość masońską o przeważającej obediencji Wielkiego Wschodu, czyli rewolucyjnej. Grupa amerykańska, czyli amero-sataniści to USA wraz z ich administracją i Deep State. Dzięki Iranowi okazało się jawnym, że USA dowodzone są przez Żydów i realizują ich plany mesjańskie, co jest zgodne z wiarą tzw. „chrześcijańskiego syjonizmu”. Jest to herezja purytańska, zgodnie z którą współczesny Izrael jest tym starożytnym, biblijnym Izraelem, więc pobożny wyznawca musi wspierać to państwo i jego wojny, bo inaczej Bóg nie będzie błogosławił. Wyznawcy czekają na Paruzję, czyli ponowne nadejście Chrystusa. Wpierw jednak nastanie Armagedon, czyli wielka wojna sił dobra, prowadzonych przez Boga i jego ludzi z siłami zła, prowadzonymi przez szatana i jego ludzi.

Trump i jego sojusznicy są dobrzy i stanowią armię Boga, ich przeciwnicy są źli i należą do szatana. Im szybciej więc nastąpi Armagedon, tym szybciej przyjdzie Zbawiciel. W otoczeniu prezydenta Trumpa pełno jest charyzmatycznych pastorów, wyznających tą herezję, łatwo wpadających w religijny amok i wpływających na prezydenta. Dodatkowo cały establishment USA głęboko jest umoczony w ohydne praktyki Wyspy Epsteina, łącznie z gwałtami, mordami, szatańskimi rytuałami ofiarnymi, kanibalizmem. Najpierw ludzie ci uwierzyli, że są bogami i wolno im wszystko, dlatego mogą się zabawiać tak, jak im to podsunęły służby małego państwa. Po tych zbrodniach pozostały nagrania w małym państwie, i szantaże. Następnie decydenci tego państwa uwierzyli, że mają boskie posłannictwo, więc wszystko, co robią, jest święte i od Boga pochodzi.

To się spotkało z potrzebą, jaką odczuwają Żydzi w związku z mesjaszem. Po tym, jak odrzucili mesjasza prawdziwego, Jezusa Chrystusa, sami siebie mianowali mesjaszem zbiorowym, i od niemal 2000 lat dążą do jego przyjścia, które ma polegać na tym, że oni zdobędą władzę nad światem. Mesjańscy syjoniści oczekują więc takiej wojny, która da im takie panowanie, i konsekwentnie do tego dążą, destabilizując cały Bliski Wschód, odkąd powstało ich państwo. Dążą przy tym do odbudowy III Świątyni w Jerozolimie, a do tego muszą zburzyć dwa święte meczety na Wzgórzu Świątynnym.

Poza tym potrzebują Iranu dla jego złóż i położenia geograficznego. Zmusili więc Amerykanów, aby rozpoczęli wojnę – Armagedon, która dla Żydów jest wojną mesjańską. Widzimy tam ludzi, którzy nie tylko są szaleni tym, co robili na Wyspie Epsteina i w Gazie, ale również obłąkani religijnie, czy raczej opętani przez demony. Tak więc cały wysiłek USA to realizacja celów żydowskich panowania nad światem, zaś Unia Europejska to wartości Talmudu, jak trzy lata temu powiedziała pani von der Leyen na Uniwersytecie Ben Guriona w Negev. Okazuje się oto, że nasi sojusznicy są w amoku, zrobią wszystko dla Żydów, i układają nam przyszłość, w której nie ma Słowian, jak to opisał rabin Menachem Schneerson.

A Polacy zajmują się wciąż głupotkami i żyją dogmatami zachodnich satanistów, że całym złem świata jest Rosja, a oni są samym dobrem i uratują nas przed Rosją. Wedle dogmatów zachodnich satanistów dążenie Rosji do podboju zachodniego świata jest głównym napędem dziejów. Jednak rzeczywistość jest bardziej złożona, imperialne dążenia Rosji są tylko jednym z wielu procesów, tak samo, jak germański Drang nach Osten, o którym się dziś nie pamięta, a który wcale nie wygasł, a bardzo jest krwiożerczy.

Wszystkie opisy historii i współczesności cierpią na podstawową przypadłość: nie dostrzegają tego, co jest rzeczywistym napędem dziejów od niemal 2000 lat, a jest to Tikkun ha-Olam, czyli żydowska przebudowa świata. Według nich Bóg stworzył świat, ale mu nie wyszło, więc Żydzi będą go naprawiać. W tym celu muszą stać się „światłością świata” i „przewodnikami ludzkości”, aby dokonać zbawienia, a zbawienie to nastąpi, gdy przyjdzie ich mesjasz, a on przyjdzie, gdy oni będą panować nad światem.

Ten cel religijny został jednak ubrany w konkretną wiedzę geopolityczną, która współcześnie jawi się jako Teoria Heartlandu Halforda Mackindera. Dostrzega się tam, że Afryka, Europa i Azja stanowią największy na planecie obszar lądów, kto więc nim zawładnie, ten będzie rządził światem. Aby zawładnąć Heartlandem, obszarem rdzeniowym, należy władać jego centrum, które znajduje się w okolicach Morza Kaspijskiego. To umożliwi panowanie nad główną magistralą handlową świata, łączącą Wschód z Zachodem, zwaną od starożytności Jedwabnym Szlakiem. Współcześnie stracił on na znaczeniu dzięki temu, że od XVII w. większość handlu światowego przeniesiono na morza, co umożliwiło mocarstwom morskim: najpierw Holandii, potem Wielkiej Brytanii, w końcu USA zdobyć status hegemona globalnego. Procesowi temu towarzyszy wzrost roli pieniądza fiducjarnego, czyli pustego, dzięki czemu lichwiarze rządzą mocarstwem amerykańskim, a poprzez nie – światem. Wciąż jednak szlak ten może odżyć, i dać jego dysponentom wielką władzę kontroli nad przepływami wszystkiego.

Odkąd stracili wybraństwo i Świątynię, mają Żydzi dwa główne dążenia: przejąć władzę nad pieniądzem, i zdobyć władzę nad Wyspą Światową. Ich zabiegi wokół pieniądza i władza nad dolarem są już dość dobrze znane, natomiast pęd do władzy terytorialnej umyka uwadze. Dążeniem do opanowania Heartlandu niewątpliwie było nawrócenie na judaizm elit Chazarii pod koniec IX wieku, a po jej upadku – skierowanie strumienia osadnictwa na tereny obecnej Ukrainy i Polski. Tak należy rozumieć stałe dążenia Żydów do skolonizowania ziem polskich, uzyskania autonomii, a docelowo pełnej kontroli. Współczesne państwo ukraińskie również pasuje do tego wzorca, jako Nowa Chazaria, narzędzie w ręku władzy USA, które są pod władzą Żydów.

Te cele strategiczne Żydów jak ulał pasują do wszystkich inwestycji w bezpieczeństwo Polski i Polaków, które wymieniłem powyżej. Oznacza to, że zarówno nasi zachodni sojusznicy, jak i zarządcy III RP, jak i szeroka opinia publiczna w Polsce realizuje długofalowy plan żydowski. Powinno to powodować jakąś reakcję wśród miejscowych, zwłaszcza gdy zważy się, że istotną częścią tego planu jest usunięcie Słowian, w tym Polaków z odwiecznych siedzib, no ale czego tu wymagać, jeśli naszymi sojusznikami są sataniści. Nam też coś udzieliło się z ich opętania i teraz jako dobrowolni samobójcy pędzimy wprost w szeroko otwarte ramiona Żydów, którymi chcą nas objąć serdecznie w miłosnym uścisku Talmudu. Tym bardziej, że wojna irańska nie idzie po myśli amero-satanistów. Do powyższych inwestycji w bezpieczeństwo Polski należy więc doliczyć hipotetyczną operację Most-2, czyli przerzut Żydów z Izraela do Polski.

Mamy więc sytuację zarazem bardzo niewesołą i bardzo szczęśliwą. Niewesołość opisałem powyżej, co można streścić w zdaniu, że największym zagrożeniem dla Polski są nasi sojusznicy-okupanci, władze w Warszawie, które są im wierne, oraz zbiorowa samobójcza nieświadomość i gnuśność Polaków. Natomiast szczęśliwość tej sytuacji polega na tym, że nie jest ona raz na zawsze, a nasi sojusznicy-okupanci-sataniści wyraźnie tracą siłę i rezon. Atak Usraela na Iran pokazuje, że cele religijne przeważyły tam nad realistycznymi, tracą więc kontrolę nad sytuacją. Dotąd podstawą Pax Americana było przeświadczenie sojuszników USA, że są one tak potężne, iż mogą zapewnić bezpieczeństwo każdemu sojusznikowi na świecie, a kto się nie zgodzi na protekcję, tego zniszczą. Jak dotąd Usrael robił tak wielokrotnie, maskując to haggadą o wyższych celach, wartościach, demokracji, prawach człowieka. Zwykle wywoływał wojny i rewolucje, prowadząc do rzezi i nędzy, ale większość świata chciała znaleźć się pod okupacją Usraela, bo tam była stabilność i konsumpcjonizm.

Czytaj też:

Magia Brauna i strach szabesgojów

Kiedy Polacy się obudzą?

To na naszych oczach spalili fanatycy Trumpa w atakach na Iran, a właściwie spaliło się w skutecznym oporze napadniętego państwa. Nie udało się obalić reżimu, tylko wymieniono przywódcę na młodszego i bardziej radykalnego. Scalono wewnętrznie Iran wokół władzy i islam wokół Iranu. Ataki odwetowe Iranu na bazy USA w krajach Bliskiego Wschodu pokazały, że USA nie potrafią zapewnić bezpieczeństwa. Blokada Cieśniny Ormuz, zagrożenie dla Morza Czerwonego, wydobycia, przetwórstwa i transportu ropy uderzyło nie w Iran, ale w cały porządek Zachodu, wiszący na ropie i petrodolarze. Dopóki było bezpiecznie i bogato, cały świat uznawał władzę Usraela. Gdy jednak Usrael sam to podpalił i nie potrafi ugasić, stopniowo będzie tracił sojuszników. Wygrywają na tym Rosja i Chiny, którym wystarczy tylko czekać, Iran zaś może sobie spokojnie wystrzeliwać tanie drony i rakiety, na które Usrael wystrzeliwuje najdroższą technikę, której nie potrafi uzupełnić. Oto cała potęga Usraela zredukowała się do kwestii, kiedy im zabraknie rakiet, i na jakie ustępstwa będą zmuszeni iść. Chyba, że użyją atomu, co byłoby jednak ich łabędzim krzykiem. Po czymś takim, jeśli ludzkość wciąż będzie istnieć, nie bardzo wyobrażam sobie, kto będzie chciał mieć z nimi coś wspólnego.

Polacy jednak wciąż jeszcze łykają poliniacką propagandę, i póki co nie przeszkadza im, że pomału są wypierani z własnej ziemi. Wzrost kosztów energii, kosztów życia, bandyterka, straszenie wojną, panoszenie się antypolskiej władzy, bezczelność Ukraińców i Żydów. Żadna rządząca siła polityczna nie chce niczego zmieniać, wszyscy oni szabesgoje, z pocałowaniem tyłka pozwalają satanistom na wszystko w Polsce. Jest jednak na szczęście jedna siła społeczno-polityczna w Polsce, która chce uratować Polaków przed zgubą, a siłą tą jest Konfederacja Korony Polskiej i Szeroki Front Gaśnicowy. Póki co, sami Polacy w większości nie chcą ratunku dla siebie samych, są bowiem w prozachodnim amoku, który prowadzi Polskę i Polaków do likwidacji. Otóż rozwiązanie polskich problemów, choć wielowątkowe i złożone, zaczyna się od rzeczy prostej: od normalizacji stosunków Polski z Białorusią i Rosją, dalej z Chinami i innymi państwami BRICS, dalej zakończenie wspierania państwa ukraińskiego i rozpoczęcie rozliczeń wszystkiego, co Ukraina winna jest Polsce. To początek długiej, acz wspaniałej drogi Polaków. Jeśli na nią wstąpimy, przed nami droga pełna możliwości, pokoju, dobrobytu i potęgi. Jeśli pozostaniemy bierni i nie wejdziemy na drogę współpracy ze Wschodem, zastąpią nas Żydzi, a oni będą już współpracować z kim będą chcieli bez żadnych uprzedzeń.

A więcej o tych rzeczach znajdą Czytelnicy w Poradniku świadomego narodu.

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

________________

Sojusz polski z satanistami, Bartosz Kopczyński, 16 marca 2026

Więcej: Bartosz Kopczyński

Ze wspomnień niebieskiego mundurka

Ze wspomnień niebieskiego mundurka.

ElMalchico


salon24.pl/wolnyseba/ze-wspomnien-niebieskiego-mundurka

Kiedy wy, naiwni, sterczeliście na mrozie i śpiewaliście „Mury”, myśmy w ciepełku u notariusza przepisywali na siebie majątek państwowy.

Ech, młodzi… Wy to czytacie te swoje podręczniki do historii, oglądacie rocznicowe akademie i naprawdę wierzycie, że w osiemdziesiątym dziewiątym to jakiś system „upadł”. Jaki upadek, ja się pytam? Toż to była najlepsza restrukturyzacja korporacyjna w dziejach! Siadajcie, posłuchajcie starego psa. Zaczynałem niewinnie, z czerwoną opaską ORMO na ramieniu. Potem w ZOMO trochę się człowiek namachał pałą w imię ludowej sprawiedliwości, aż w końcu docenili zaangażowanie i przenieśli do ciepełka – do Służby Bezpieczeństwa. Znam ten aparat od podszewki. I powiem wam jedno: ten cały wasz „koniec komuny” to był dopiero początek naszych prawdziwych karier.

Wy myślicie, że partyjna nomenklatura w PRL-u to miała raj na ziemi? Śmiać mi się chce z tej legendy! Co myśmy mieli za te straszne „przywileje”? Talon na Malucha bez dziesięcioletniej kolejki, trochę szynki Krakusa ze sklepu „za żółtymi firankami”, darmowe wczasy w Bułgarii i daczę nad Śniardwami zrobioną z płyt wiórowych. To było to legendarne uprzywilejowanie? Przecież to była bieda z nędzą, tylko odrobinę lepiej przypudrowana niż to, co miał robotnik w Ursusie! Prawdziwy oddech złapaliśmy dopiero, jak system „upadł”. Uwłaszczenie nomenklatury – to dopiero brzmi dumnie. Wczoraj dyrektor państwowego zjednoczenia, jutro prezes i główny udziałowiec prywatnego holdingu. Fortuny, panie dziejku, rodziły się w cieniu okrągłego stołu.

Kiedy wy, naiwni, sterczeliście na mrozie i śpiewaliście „Mury”, myśmy w ciepełku u notariusza przepisywali na siebie majątek państwowy.

A to całe dzisiejsze kumoterstwo? Nepotyzm? Gdzie nam z naszymi PRL-owskimi standardami do dzisiejszej władzy! Wtedy, jak bratanek pierwszego sekretarza partii dostawał po znajomości posadę kierownika Gminnej Spółdzielni w Pcimiu, to był szczyt układów. A dzisiaj? Dzisiaj to jest dopiero rozmach! Odprawy w spółkach skarbu państwa liczone w milionach za dwa miesiące „pracy”, krewni i znajomi królika poupychani w radach nadzorczych fundacji, agencji i instytutów. Kiedyś załatwiało się synowi etat referenta w urzędzie, dziś synalek bez matury dostaje pensję, jakiej ja w resorcie przez dwadzieścia lat nie naoglądałem.

I co najważniejsze – wtedy mieliśmy luksus, o którym dzisiejsi aparatczycy mogą tylko pomarzyć: absolutną ciszę! Nie było tych waszych internetów, smartfonów ani lokalnych portali śledczych. Była „Trybuna Ludu” i telewizyjny Dziennik. Cenzura z ulicy Mysiej dbała o higienę umysłową narodu. Jak towarzysz dyrektor po pijaku wjechał służbową Wołgą w przystanek, to następnego dnia rano przystanku nie było, a Wołga lśniła nowym lakierem z zaprzyjaźnionego warsztatu milicyjnego. Nikt o tym nie pisał.

A dziś? Każdy wójt, każdy radny ma na karku jakiegoś redaktorka z dyktafonem, który zaraz wrzuci do sieci, że szwagier burmistrza wygrał przetarg na wywóz śmieci. Myśmy się dziennikarzami nie przejmowali – myśmy ich po prostu mieli w teczkach, jako Tajnych Współpracowników.

Dlatego, jak tak patrzę na to wszystko z perspektywy mojego bujanego fotela, to uśmiecham się pod wąsem. Zmiany wyszły nam wszystkim na dobre. Wam, bo możecie sobie narzekać w internecie na kogo chcecie, i nam, bo wreszcie mamy pieniądze, żeby żyć jak biali ludzie. A zwłaszcza cieszy mnie to dzisiaj, kiedy poczta przyniosła pismo z ZUS-u. Przywrócili mi tę moją wypracowaną w pocie czoła (i na plecach opozycji) esbecką emeryturkę. Z wyrównaniem! Sprawiedliwości dziejowej po latach tak zwanej „dezubekizacji” w końcu stało się zadość. Wy macie swoją demokrację, a my mamy swoje wille i pełne konta. I kto tu, panie dziejku, wygrał ten cały kapitalizm?

No, to po maluchu. Za wolną Polskę!

Dylematy optymisty: Czy III RP przetrwa?

Dylematy optymisty: czy III RP przetrwa?

Jarosław Luma konserwatyzm.pl/luma-dylematy-optymisty-czy-iii-rp-przetrwa/

Tytuł trochę prowokacyjny, zważywszy na fakt, że obecne państwo polskie istnieje i ma się dobrze (cokolwiek by to znaczyło). Urzędy działają, policja i sądy też, oświata kuleje ale jakoś funkcjonuje, a inwestycje publiczne postępują. W oficjalnych mediach słyszymy o dobrych wynikach makroekonomicznych, o wzrostach, o dużym potencjale gospodarczym Polski, o uznaniu, jakim cieszymy się na świecie. Niby wszystko jest w porządku z obecną magdalenkowo -okrągłostołową Polską ale patrząc na dość ,,gorące”  przetasowania na arenie międzynarodowej, czego objawem są liczne wojny i w Europie i poza nią, na tąpnięcia gospodarcze, spowodowane tymi wojnami, to sądzę, że… III RP w obecnym stanie nie przetrwa.

Na dowód podam tylko dwa poważne argumenty, które opisują słabość systemu społeczno-politycznego, w którym żyjemy, słabość, która jest wynikiem konstruktu zwanego III Rzeczpospolitą. Z założenia więc państwo polskie w obecnej konfiguracji jest produktem, na który gwarancja już wygasła. Dalsze użytkowanie nie jest zalecane – jak mawiają czasem napisy na niektórych produktach.

Jednym z powodów obecnego kryzysu jest fakt, że III RP powstała jako plan obcych służb (Zachodu, globalistów, etc.). To państwo, które zorganizowano na bazie ,,przegniłej” PRL czyli wcześniejszego projektu Związku Radzieckiego. Projekt ,,realnego socjalizmu” właściwie dobiegał końca już na początku lat osiemdziesiątych, kiedy to już po stanie wojennym zapadła decyzja o końcu porządku jałtańskiego. Takim oficjalnym wyrazem zmian było ogłoszenie pieriestrojki w Związku Radzieckim i spotkania Gorbaczowa z Reaganem (Genewa, Reykjavik, Waszyngton), a o nadchodzących losie Polski dowiedział się gen. W. Jaruzelski na spotkaniu z D. Rockefellerem, co było pokłosiem tego, co zaplanowano w kręgach globalistycznych i finansowych świata.

Polska po ’89 roku nie była przypadkiem, nie wyłoniła się z niczego, nie odzyskała swojej niepodległości ani pokojowo ani w wyniku wysiłku zbrojnego ale zmieniła swojego protektora. (Uważam, że Polska Rzeczpospolita Ludowa była państwem polskim. Innego państwa po prostu nie mieliśmy). Oczywiście społeczeństwo polskie musiało otrzymać jakieś ,,optymistyczne” sygnały, jakże miło pasujące do naszej mentalności, typu podziemne struktury Solidarności (Państwo Podziemne?), rozmowy Wałęsy z oficjelami PRL-u, ,,okrągły stół”, wybory ,,czerwcowe”, dostęp do mediów. Właściwie to taki oddech wolności, który krył już w sobie zalążki kolejnego zniewolenia, bo był sterowany z zewnątrz.

Był to początek tego projektu zwanego III Rzeczpospolitą, w której przeżyłem całe swoje dorosłe życie i, mam nadzieję, dożyję jej końca. Wszystko na to wskazuje, że mam duże szanse na to, by tak się stało. Swój optymizm czerpię z faktu, że ci, co przejęli Polskę w latach osiemdziesiątych i ją starannie zaplanowali (nie, to nie było niechlujstwo, seria pomyłek czy przypisywana nam nieudolność w działaniu), sami są obecnie w olbrzymim kryzysie. Widocznie globalizacja weszła już w taką fazę, po której następuje już tylko domknięcie systemu, które zamienia się w chaotyczne porzucanie swoich aktywów. Był kryzys 2008 roku, była pandemia, jest wojna na Ukrainie, wojna z Iranem, tzw. zielony ład, wszechobecna cenzura. W rezultacie cały globalny plan zaczyna się zwyczajnie sypać, a wraz z nim projekt III RP traci swojego protektora.

I drugi argument za upadkiem III RP to w zasadzie jej przegniłe struktury państwowe, to ogromna korupcja, olbrzymie zadłużenie, biurokracja przewyższająca znacząco czasy przed ’89 rokiem. To wreszcie chaos w sądownictwie, którego skutkiem jest brak wiary Polaków w system prawny, upadająca służba zdrowia, oświata, której skutkiem jest ,,debilizacja” (słowo spopularyzowane przez p. B. Kopczyńskiego) dzieci i młodzieży. Wprawne oko obserwatora-amatora ale politycznego ,,fachowca” zauważa, że III RP nie nadaje się do jakiejkolwiek naprawy. Niektórzy się łudzą, że istnieje możliwość przeprowadzenia stopniowych zmian drogą parlamentarną: zmieniać prawo tak, by po kolei każda dziedzina naszego państwa była usprawniona i działała w służbie obywateli. Tak myślą zwolennicy Konfederacji Mentzena i Bosaka.

Moim zdaniem jest to niemożliwe, ponieważ III RP jest ogromną budowlą, złożoną z wielu (zbyt wielu) elementów, które są spójne ze sobą, składane latami w jedną konstrukcję (PRL plus III RP) ale w sumie powodują bardzo złe działanie całego systemu. Każde wyjęcie choćby jednego elementu (zmiana ustawy), powoduje konieczność zmian w szeregu innych. Przykładem niech będzie podział terytorialny kraju. Obecnie mamy trzystopniową strukturę podziału terytorialnego. Są gminy, powiaty, województwa. Narzekamy na biurokrację centralną ale to, co się dzieje w administracji lokalnej, to rodzaj potężnego pasożyta, żerującego na ciele Polski prowincjonalnej. Czy jakiekolwiek niewielkie zmiany poprawią sytuację?

III RP nie jest oczywiście bezbronna. Ma kilka milionów beneficjentów, którzy doskonale odnajdują się w taki właśnie przegniłym i źle zorganizowanym systemie. Są dodatkowo jeszcze inne państwa, które są zainteresowane właśnie taką słabą Polską.

Na naszych oczach jednak widzimy dalsze osłabianie się protektorów obecnej Polski, a dodatkowo sytuacja społeczno-gospodarcza będzie stale się pogarszała i Polacy wreszcie zauważą, że winą nie są liczne ,,błędy i wypaczenia” ustroju ale źle zaplanowana konstrukcja tego pookrągłostołowego państwa.

Jarosław Luma

Odpryskowe furie psychiatryczne

michalkiewicz

Odpryskowe furie psychiatryczne

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    15 marca 2026

Epicka furia już dziesiąty dzień przewala się nad Bliskim Wschodem, a końca nie widać. Nawet najtwardsi amerykańscy twardziele chyba zaczynają odczuwać jaskółczy niepokój, bo właśnie zapytali prezydenta Donald Trumpa, kiedy skończy się wojna. Prezydent Trump, zamiast odpowiedzieć im wymijająco, że żadnej wojny nie ma – co wyjaśnił już ponad wszelką wątpliwość amerykański sekretarz do spraw wojny – że USA „nie są w stanie wojny z Iranem” – a „Epicka furia” jest jedną z form walki o pokój, która – jak wiadomo – nie skończy się nigdy – w niepojętym przypływie szczerości powiedział, że musi najpierw zasięgnąć opinii premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela, Beniamina Netanjahu. I słusznie – bo skoro Beniamin Netanjahu z zagadkowych przyczyn nie tylko tę „Epicką furię” rozpętał, ale w dodatku nakazał prezydentu Trumpu wziąć na siebie główny ciężar furii – no to jasne jest, że tylko on wie, kiedy skończy.

Warto w związku z tym przypomnieć, że w bezcennym Izraelu w październiku mają odbyć się wybory do Knesetu, w których premier Beniamin Netanahu „wystartuje i je wygra”. Nie tylko wygra – bo jego popularność wśród Żydów jest podobna do popularności Adolfa Hitlera wśród Niemców po pokonaniu Francji w 1940 roku, a nawet większa – bo uporczywie krążą fałszywe pogłoski, jakoby Chabad Lubawicz miała go obwołać Mesjaszem – co szalenie skomplikowałoby dialog z judaszyzmem – więc „Epicka furia” powinna utrzymać się aż do tego czasu – a potem się zobaczy. Co prawda w USA w listopadzie też są uzupełniające wybory do Kongresu – ale jestem pewien, że prezydent Trump w sprawie zakończenia „Epickiej furii” będzie słuchał rozkazów Beniamina Netanjahu, bo w przeciwnym razie mógłby mieć piekło w Białym Domu – co, jak wiadomo, gorsze jest od śmierci.

Ponieważ dwukrotnie wydymani przez Amerykanów Kurdowie nie chcieli się dać wydymać po raz trzeci, prezydent Trump rozmyśla o wysłaniu do Iranu komandosów, a jak to nie wystarczy – to i regularnych wojsk. Jak tam będzie – tak tam będzie – bo przecież i prezydent Trump nie wie, co postanowi Beniamin Netanjahu ze swoimi kolaborantami – więc na wszelki wypadek przedstawia Amerykanom rozmaite „koncepcje” – jak powiedziałby Kukuniek.

A skoro już o Kukuńku mowa, to pora wrócić na teren naszego nieszczęśliwego kraju. Przez ostatni tydzień nie tylko cały nasz nieszczęśliwy kraj, ale i połowa miłującego pokój świata, wstrzymywała oddech w oczekiwaniu na ogłoszenie przez Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego swojego faworyta na przyszłego premiera. Pojawiały się rozmaite „koncepcje” – ale w ubiegłą sobotę, 7 marca wszystko się wyjaśniło. Kandydatem Naczelnika Państwa na przyszłego premiera jest pan prof. Przemysław Czarnek, reprezentujący w PiS frakcję „maślarzy”. W jaki sposób zostanie on tym przyszłym premierem – tego na razie nie wiadomo, bo notowania PiS szorują na poziomie 22 procent, a w dodatku Mateusz Morawiecki przebąkuje o jakimści „stowarzyszeniu”, do którego wyprowadziłby z PiS swoich „harcerzy”, a wreszcie zdolność koalicyjna PiS jest znacznie mniejsza od zdolności koalicyjnej PSL, które ma zdolność stuprocentową, a w patriotycznych porywach – nawet większą.

Tymczasem ambasador USA w Warszawie, pan Tomasz Róża już po raz kolejny przestrzegł Naczelnika Państwa i jego wyznawców przed Grzegorzem Braunem. Jak pamiętamy, po raz pierwszy pan Róża powiedział, że każdy rząd w Polsce z udziałem Grzegorza Brauna byłby dla USA „problemem” – ale to jeszcze nic w porównaniu do jego reakcji na wizytę prezesa Konfederacji Korony Polskiej w ambasadzie Iranu w Warszawie. Powiedział pan Róża, że ani prezydent Trump, ani też on, Braunowi tego nie zapomni.

Nawiasem mówiąc, ja byłem pewien, że w Warszawie odkąd wybuchła „Epicka furia”, żadnej ambasady Iranu już nie ma, że budynek został wysadzony w powietrze, a personel wylądował w dole z wapnem – ale nie. Ambasada istnieje sobie jakby-nigdy-nic – bo przecież nie tylko Ameryka, ale i nasz nieszczęśliwy kraj nie jest w stanie wojny z Iranem – ale to jedna rzecz – a druga rzecz – że chociaż nie jesteśmy w stanie wojny, to do tej ambasady nie wolno chodzić pod rygorem strefienia. Toteż nic dziwnego, że pan Róża nie może ochłonąć ze zgrozy na widok strefionego Grzegorza Brauna, który w związku z tym ma przechlapane w ewentualnych kombinacjach na temat przyszłego rządu z premierem Czarnkiem na czele.

Nie wiadomo, czy Naczelnikowi Państwa wolno będzie zawrzeć koalicję i z Konfederacją – bo przecież Grzegorz Braun tam też był i nieźle musiał ją politycznie zakazić. W jaki zatem sposób pan prof. Przemysław Czarnek miałby zostać premierem – tajemnica to wielka, chyba, że stare kiejkuty dostaną od CIA rozkaz stworzenia kolejnej partii jednorazowego użytku – ale oczywiście większej od „Nowoczesnej” . PiS zawrze z nią koalicję i w ten sposób wybory zakończą się prawidłowo. Światło zostanie wyraźnie oddzielone od ciemności.

Tymczasem już 10 marca ma odbyć się u pana prezydenta Karola Nawrockiego spotkanie obywatela Tuska Donalda, obywatela Władysława Kosiniaka-Kamysza i prezesa NBP, Adama Glapińskiego w sprawie alternatywy dla SAFE. Stosowna ustawa została ostatecznie uchwalona przez Sejm 27 lutego i nie tylko vaginet obywatela Tuska Donalda, ale wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, a także prześwietna Generalicja naszej niezwyciężonej armii, zaczęli, jeden przez drugiego, nie tylko nawoływać pana prezydenta Nawrockiego do jej „niezwłocznego” podpisania, ale i grozić, że w przeciwnym razie, jako „zdrajca”, zostanie zaciągnięty przed Trybunał Stanu.

Kombinacja teoretycznie jest poprawna, bo w przypadku postawienia prezydenta przed Trybunałem, pełnienie przezeń urzędu zostaje „zawieszone”, a w tej sytuacji obowiązki prezydenta pełniłby Wielce Czcigodny Czarzasty Włodzimierz – ale w praktyce jest jeden point faible. Chodzi o to, że prezydenta przed Trybunałem Stanu może postawić dwie trzecie Zgromadzenia Narodowego, czyli Sejmu i Senatu – a nie wiadomo, czy obywatelu Tusku Donaldu udałoby się taką większość zmobilizować.

Na wszelki jednak wypadek pan prezydent uznał, że nie powinien ot tak, po prostu, ustawy o SAFE nie podpisać, tylko przedstawić korzystniejszą alternatywę. Rzecz w tym, że pożyczka SAFE jest oprocentowana „korzystnie”, niemniej jednak…. Po drugie – że jest obwarowana „mechanizmem warunkującym” co oznacza, że Komisja Europejska może pod byle pretekstem wstrzymać przekazywanie kolejnych transz pieniędzy i wreszcie po, trzecie, że – jak wychlapała pani Sobkowiak z vaginetu obywatela Tuska – cztery albo pięć procent kwoty 44 mld euro od razu zostanie przekazane Ukrainie. Obawiam się, że nie 5 a 15, a może nawet 50 procent trafiłoby na Ukrainę, gdzie oligarchowie zaczynają się już niecierpliwić.

Tymczasem pan prezydent wykombinował, że Bank Gospodarstwa Krajowego wyemituje obligacje na sumę 180 mld złotych, NBP kupi te obligacje i będzie forsa na niezwyciężoną armię bez żadnego oprocentowania. Taka kombinacja jest konieczna ze względu na konstytucję, zakazującą finansowania deficytu budżetowego bezpośrednim kredytem NBP – ale ona jest już legalna. Forsa na wojsko zatem jest – ale obywatele Tusk i Kosiniak-Kamysz twierdzą, że jeśli nawet, to pożyczka SAFE MUSI być wzięta. Od razu widać, że nie chodzi o pieniądze, tylko o wkręcenie Polski w mechanizm przepoczwarzania jej w Generalną Gubernię w ramach IV Rzeszy.

Tymczasem 8 marca odbywały się w Polsce skromniutkie „manify” feministek domagających się realizacji „praw kobiet” Jedna z „ekspertek” powiedziała, że zaległości są tak wielkie iż na całkowite zrównanie w prawach musimy poczekać 266 lat.

O co tu chodzi? Wyjaśnia to Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Bania w Paryżu” – „żeby Książę także zachodzić musiał w ciążę”. To rzeczywiście trudna sprawa, więc w tej sytuacji rozumiemy, iż musi to trochę potrwać.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Szokujące dane Straży Granicznej: Setki tysięcy „uchodźców” wracają na urlop na Ukrainę

Jan Cichocki gloria/Szokujące dane

Szokujące dane Straży Granicznej! Setki tysięcy „uchodźców” wracają na urlop na Ukrainę 

Szokujące dane Straży Granicznej: pół miliona Ukraińców wraca do strefy wojny, a Polska otwiera drzwi na oścież? 

Gdzie jest kontrola rządu? 

Pełna analiza w filmie! Czy widzieliście te liczby? Od 1 grudnia 2025 r. do 7 stycznia 2026 r. aż 887 346 obywateli Ukrainy wyjechało z Polski z powrotem na Ukrainę – kraj wciąż trawiony wojną, ostrzałami i niepewnością.

A potem? Tylko w styczniu ponad 606 tysięcy z nich wróciło do Polski, wlewając się przez granice jak fala bez końca. To nie przypadek. To system pełen luk, a polskie władze udają, że wszystko gra. Film ujawnia prawdę, której rząd Tuska nie chce widzieć:

Wyobraźcie sobie: ludzie uciekający przed „rakietami Putina” masowo wracają do strefy konfliktu… Po co? Na wakacje? Do rodziny?

A może to karuzela, w której Ukraińcy testują granice polskiej gościnności, wielokrotnie wjeżdżając i wyjeżdżając, by przedłużyć status uchodźcy? Dane Straży Granicznej nie kłamią – to oficjalne statystyki, które władze próbują zamieść pod dywan. Gdzie są weryfikacje? Dlaczego nie ma rygorystycznych kontroli: kto naprawdę ucieka przed wojną, a kto nadużywa systemu?

Ta graniczna karuzela to nie tylko marnotrawstwo miliardów złotych z naszych podatków na pomoc „uchodźcom” – to luka bezpieczeństwa wielkości szopy. Ilu z nich naprawdę potrzebuje ochrony? A ilu wykorzystuje Polskę jako bazę wypadową, krążąc między wojną a socjalem? Rząd PiS obiecywał szczelną granicę, Tusk obiecywał „humanitaryzm z głową” – a co mamy? Chaos, brak kontroli i pytania, czy system w ogóle istnieje.
Dodatkowo: przekroczenia granicy na kierunkach związanych z Rosją i Białorusią – „państwem agresorem” i jego sojusznikiem!

Ukraińcy wyjeżdżający z Polski nie tylko wracają na Ukrainę – wielu przekracza granice w stronę Rosji i Białorusi! Czy polskie służby mają pełną kontrolę nad tymi ruchami? Ilu „uchodźców” kontaktuje się z wrogiem, testując słabości naszej granicy? Władze milczą o tych alarmujących danych, ignorując ryzyko szpiegostwa i infiltracji. Gdzie są inwestycje w monitoring? Państwo jest dziurawe jak sito – a my płacimy cenę w postaci zagrożeń bezpieczeństwa narodowego.

Rozbijamy mit „solidarności z Ukrainą” na kawałki.

Pokazujemy, jak brak kontroli nad uchodźcami zagraża bezpieczeństwu narodowemu, polityce migracyjnej i naszym portfelom. Rząd ignoruje alarmy Straży Granicznej, bo polityka jest ważniejsza niż prawda. Czas na dyskusję – zanim będzie za późno! Obejrzyj teraz, skomentuj, udostępnij i zasubskrybuj kanał! Twoja reakcja to głos przeciwko niekompetencji władz.