Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno

Dekalog Narodowego Przetrwania:

Jacek Karnowski i Marek Grabowski

stawiają sprawę jasno

– „Trzeba to położyć na stole”

5 sty, 2026 wakcji24.pl/dekalog-narodowego-przetrwania-jacek-karnowski

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Polska stoi w obliczu najpoważniejszego kryzysu demograficznego w swojej nowoczesnej historii. Liczby nie pozostawiają złudzeń, a dotychczasowe polityki – zdaniem coraz większej grupy komentatorów – okazały się nieskuteczne lub pozorne. W „Salonie Dziennikarskim Extra” na antenie Telewizja wPolsce24 Jacek Karnowski i Marek Grabowski zaprezentowali „Dekalog Narodowego Przetrwania” – dziesięć radykalnych postulatów, które mają odwrócić proces wymierania narodu. To nie gotowa ustawa, ale propozycja cywilizacyjnej debaty. Jak podkreślał Jacek Karnowski: „To są rzeczy, które trzeba położyć na stole”.

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Katastrofa demograficzna – diagnoza bez znieczulenia

Polska demografia znalazła się na równi pochyłej, a tempo spadku liczby urodzeń przyspiesza. W latach 80. w Polsce rodziło się ponad 700 tys. dzieci rocznie, jeszcze w 2017 r. – ponad 400 tys. Tymczasem dziś prognozy mówią o zaledwie ok. 230 tys. urodzeń rocznie. „To jest katastrofa” – padało wprost w programie Telewizji wPolsce24.


Jacek Karnowski zwracał uwagę, że nie mamy już do czynienia z wahaniem czy cyklem, lecz z trwałym załamaniem modelu cywilizacyjnego. Wskaźnik dzietności na poziomie 1,38 oznacza nie tylko brak zastępowalności pokoleń, ale realne zagrożenie dla ciągłości państwa, systemu emerytalnego, obronności i kultury. W tym sensie – jak sugerował prowadzący – demografia przestaje być „jednym z tematów”, a staje się sprawą egzystencjalną. To właśnie z tej perspektywy powstał Dekalog Narodowego Przetrwania.

Dog parenting

Dog parenting – fałszywa relacja człowiek–zwierzę. „Macie po trzy smycze zamiast trójki dzieci”

Czytaj dalej

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Dekalog Narodowego Przetrwania – dziesięć punktów w całości

Autorzy dekalogu – Jacek Karnowski i Marek Grabowski  podkreślali, że nie jest to dokument zamknięty ani dogmatyczny. „My się nie upieramy przy konkretnych zapisach i punktach, można rozmawiać, ale to jest premiera” – mówił redaktor naczelny telewizji wPolsce24 Jacek Karnowski. Oto pełna lista dziesięciu przykazań, wraz z komentarzami pojawiającymi się w trakcie dyskusji:

  1. Zakaz propagandy antyrodzinnej – wprost nazwany przez Jacka Karnowskiego zjawiskiem groźniejszym niż narkotyki: „Jej skutki są nawet straszniejsze”.
  2. Przyjęcie założenia, że misją każdej kobiety i mężczyzny jest posiadanie potomstwa – „To nie oznacza stygmatyzowania, ale to musi być ważna wartość społeczna” (Jacek Karnowski)
  3. Przyznanie rodzinom z dziećmi większych praw politycznych – np. dodatkowy głos wyborczy na każde dziecko.
  4. Progresywne programy socjalne – im więcej dzieci, tym realnie większe wsparcie finansowe.
  5. Wychowanie młodego pokolenia maksymalnie poza wpływem mediów społecznościowych – jako warunek zdrowia psychicznego i więzi społecznych.
  6. Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej – więcej praktyki, ruchu i wspólnoty.
  7. Obowiązkowe przeszkolenie wojskowe – powszechne, z różnymi formami służby.
  8. Powstrzymanie laicyzacji życia społecznego – a przynajmniej jej systemowej promocji.
  9. Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej – odniesienie do doświadczeń pandemicznych.
  10. Przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana jako zjawisko neutralne – lecz jako realna strata narodowa.
Mniej dzieci mniej pieniędzy

Mniej dzieci to mniej pieniędzy i praca do późnej starości. Eksperci McKinsey ostrzegają przed konsekwencjami spadku urodzeń

Czytaj dalej

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Antyrodzinna propaganda i fałszywe obietnice nowoczesności

Najostrzejsze słowa Jacka Karnowskiego dotyczyły kulturowego tła kryzysu. Jego zdaniem Polska od lat podlega intensywnej presji narracyjnej, w której rodzina i rodzicielstwo przedstawiane są jako ciężar, przeszkoda lub wręcz patologia. „Propaganda antyrodzinna powinna być karana – co najmniej tak surowo jak handel narkotykami” – mówił dziennikarz, argumentując, że skutki społeczne są długofalowe i nieodwracalne.


W tym kontekście Marek Grabowski przywoływał konkretne przykłady medialnych przekazów: hasła w rodzaju „ciąża to choroba” czy „żałuję, że jestem matką”. Zdaniem Karnowskiego problem polega na tym, że takie komunikaty nie są neutralne – one aktywnie zniechęcają do rodzicielstwa i podkopują fundamenty wspólnoty. W jego ocenie państwo, które nie reaguje na taki przekaz, de facto godzi się na własne wymieranie.

Kryzys dzietności w Polsce. Czy "psiecko" zastąpi dziecko

Kryzys dzietności w Polsce. Czy „psiecko” zastąpi dziecko? [ANALIZA I KOMENTARZ]

Czytaj dalej

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Rodzina jako podmiot polityczny, a nie petent

Jednym z najbardziej dyskutowanych punktów dekalogu była propozycja przyznania rodzinom z dziećmi większych praw politycznych. Redaktor Jacek Karnowski tłumaczył ją wprost: skoro dzieci nie głosują, a decyzje polityczne bezpośrednio wpływają na ich przyszłość, to ich interes musi być reprezentowany. „Dodatkowy głos na każde dziecko” – ten postulat ma, zdaniem autorów, wymusić zmianę logiki rządzenia.


Równie mocno wybrzmiała propozycja progresywnych programów socjalnych. Jacek Karnowski mówił jasno: 800+ na pierwsze dziecko, 1600+ na drugie, 2400+ na trzecie – to nie „rozdawnictwo”, lecz inwestycja w przetrwanie narodu. Dziennikarz podkreślał, że dotychczasowe programy były zbyt płaskie i nie tworzyły realnej zachęty do powiększania rodzin. W tym ujęciu rodzina przestaje być klientem państwa, a staje się jego strategicznym partnerem.

dzietność

John Burn-Murdoch: Martwimy się o dzietność, a problemem jest globalna samotność [ANALIZA]

Czytaj dalej

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Rodzina jako podmiot polityczny, a nie petent

Kolejne punkty dekalogu dotyczyły wychowania i bezpieczeństwa. Jacek Karnowski akcentował konieczność ograniczenia wpływu mediów społecznościowych na dzieci i młodzież. „Trzeba szukać rozwiązań” – mówił, wskazując, że cyfrowa socjalizacja niszczy więzi, autorytety i zdolność do życia we wspólnocie.


Wzmocnienie treści narodowych w edukacji szkolnej nie oznacza – jak zaznaczał – indoktrynacji, lecz odbudowę poczucia sensu, zakorzenienia i odpowiedzialności. Podobnie obowiązkowe przeszkolenie wojskowe ma być nie tylko elementem obronności, ale także szkołą wspólnoty. „Wszyscy bez wyjątku” – mówił redaktor Karnowski, dodając, że kobiety mogłyby pełnić służbę np. w strukturach medycznych czy logistycznych. To wizja państwa, które znów uczy współodpowiedzialności.

Bp Ignacy Dec: Małżeństwo jest pomysłem samego Boga

Bp Ignacy Dec: Małżeństwo jest pomysłem samego Boga

Czytaj dalej

Dekalog Narodowego Przetrwania: Jacek Karnowski i Marek Grabowski stawiają sprawę jasno – „Trzeba to położyć na stole”

Emigracja, laicyzacja i pytanie o przyszłość

Ostatnie punkty dekalogu dotykały tematów najbardziej drażliwych: laicyzacji i emigracji. Jacek Karnowski podkreślał, że nie chodzi o narzucanie wiary, lecz o zatrzymanie procesu systemowego wypychania religii i etyki chrześcijańskiej z życia publicznego. W jego ocenie to właśnie one przez dekady wzmacniały rodzinę i solidarność międzypokoleniową.
Równie stanowczo mówił o emigracji: „Nie może być dalej postrzegana jako rzecz neutralna czy wręcz pozytywna”. Stały odpływ młodych, wykształconych ludzi to – jak argumentował – podwójna strata: demograficzna i kulturowa. Dekalog Narodowego Przetrwania nie jest więc tematem jednej audycji, lecz apelem o cywilizacyjne otrzeźwienie. Jak mówił Jacek Karnowski: „Jeżeli teraz nie przejdziemy do czynów, za chwilę nie będzie już komu tej debaty prowadzić”.

Biskup Świdnicki Marek Mendyk

Biskup Świdnicki Marek Mendyk: Współczesny świat skutecznie wygasza w kobietach instynkt macierzyński

Czytaj dalej

Doskonała propozycja: Dekalog Narodowego Przetrwania

dekalog-narodowego-przetrwania

To jest propozycja nie tylko doskonała lecz i długo oczekiwana. I nie do odrzucenia.

Moim zdaniem, najważniejsze są kwestie cywilizacyjne, bo to one stanowią fundament odniesienia przy analizowaniu kwestii szczegółowych. Kwestie cywilizacyjne mają charakter całościowy, fundamentalny i dlatego podoba mi się inicjatywa Dekalogu Narodowego Przetrwania zainicjowana przez dziennikarza Jacka Karnowskiego i socjologa Marka Grabowskiego.

To jest właśnie to. Nareszcie ktoś wystąpił z kompleksowym programem cywilizacyjnym. A program załatwia znacznie więcej niż tylko kwestię demograficzną.

Ale zacząć trzeba od smartfonów i mediów „społecznościowych”, bo to temat gorący.

Jednym z najpoważniejszych problemów Polski jest problem demograficzny. Wielu ludziom wydaje się, że jest to problem nie do rozwiązania.

Zastanówmy się więc, czy istnieją  r e a l n e  szanse na jego rozwiązanie. 

Jeżeli chodzi o rozumienie  r e a l n o ś c i,  to ja bym proponował sięgnięcie do historii.

Weźmy Bitwę o Anglię z r. 1940. Czy istniała realna szansa by Anglicy mogli ją wygrać, w obliczu niemieckiej przewagi liczbowej i technologicznej ? Czy realne było mniemanie, że udział polskich pilotów zmieni układ sił w tej bitwie ?

Powszechne przekonanie, nie wyrażane głośno, było że to nierealne. Anglicy i Niemcy lekceważyli udział polskich lotników, dopóki do gry nie wszedł dywizjon 303 ze swoją strategią, która odwróciła bieg wydarzeń na korzyść aliantów.

Dywizjon 303 stworzył  p i ę ś ć,  która zdemolowała niemiecką taktykę i przekonanie Luftwaffe o niezwyciężoności i skłoniła Anglików do modyfikacji własnej strategii. Niemcy musieli odłożyć zamiar inwazji na Wyspy z powodu braku przewagi w powietrzu. A przewaga ta była niezbędna jak udowodniła porażka aliantów przy próbie desantu w Dieppe w 1942 r. .

I taka pięść jest nam potrzebna teraz – stworzenie złożonej strategii, która wywoła zmiany. Głównym składnikiem takiej pięści nie może być czynnik finansowy, lecz zbiór propozycji i zabiegów kulturowych, które zmienią postrzeganie problemu i ludzkie postawy. Nie cała  p i ę ś ć  musi być od razy zrealizowana. Realizacja tylko paru kluczowych projektów wygeneruje dynamiczny proces, który potoczy się dalej sam. 

Taką strategię proponują Karnowski i Grabowski w postaci Dekalogu Narodowego Przetrwania.

Ja zatrzymam się nad jednym z aspektów, który może bulwersować liberałów: jak zatrzymać laicyzację ?

Laicyzacja nie ma perspektyw, z czego należy sobie zdać sprawę w pierwszym rzędzie , a to z racji chrześcijańskich fundamentów cywilizacji Zachodu. Ludzie to czują i program ma już wyraźne zalążki – jeden to wydarzenia nie tylko religijne lecz i kulturowe, jakimi stały się Orszaki Trzech Króli (tu państwo widzą, jaki problem językowy mamy – bo przecież podstawą kultury jest religia). Dodajmy do tego falę powstawania zespołów śpiewających pieśni religijne, w tym szczególnie kolędy, takich jak np. rewelacyjna Mała Armia Janosika, która wpisuje się w długotrwały trend zapoczątkowany jeszcze przez Arkę Noego. W każdej parafii pojawiły się śpiewające zespoły dziecięce i młodzieżowe i chóry dorosłych. Tym samym pojawiła się gotowa infrastruktura, na bazie której można zorganizować Festiwale Polskich Kolęd. Należałoby też pomyśleć o dorocznych konkursach poetyckich na nowe pastorałki. Są przecież poeci, którzy piszą rewelacyjne wiersze nie tylko dla dzieci. 

Skoro mowa o muzyce, to pójdźmy o krok dalej. Dodajmy do tego niewykorzystany potencjał jaki tworzy narodowy taniec polski – polonez. Niech każdą większą uroczystość państwową, jak 3 Maja, 15 sierpnia i 11 Listopada otwiera polonez odtańczony ( ale odtańczony z werwą) przez Prezydenta z Pierwszą Damą, z udziałem całej elity politycznej. Nie trudno przewidzieć, że takie wydarzenie stanie się bodźcem do naśladowania w skali kraju.Nastąpi lawinowa reakcja. Warto przypomnieć Polakom, że w trakcie rządów Kadara, po upadku Powstania 1956 r. Węgrzy starali się zachować kulturę narodową tworząc oddolnie Domy Tańca. I dlatego tam teraz rządzi Fidesz.

Jak państwo widzą, nawet w tak ograniczonym punkcie można wygenerować pięść, która zburzy stary system.

Zwróciłbym jeszcze uwagę na kolejny postulat, który może natrafić na opór – ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych – tu mogą protestować dzieci i młodzież. Ale nie ma od niego odwołania. Zakaz używania smartfonów przed 16 r. życia. Do komunikacji z rodziną tylko proste komórki z ograniczonymi funkcjami.Wprowadził bym radykalną propagandę antyyoutuberską. Koniec z lansowaniem influencerów, youtuberów i tej całej patologii.

Wszystkie postulaty prorodzinne są jak najbardziej uzasadnione, bo rzeczywistość zmierza w tym właśnie kierunku, co widać w USA, gdzie coraz większym powodzeniem cieszą się rodziny wielopokoleniowe. Ale postulat likwidacji propagandy antyrodzinnej wymagałby wyeliminowania badziewnej prasy dla kobiet, która oprócz idiotyzmów lifestylowych przyczynia się do hiper-seksualizacji.

Jak elegancko wprowadzić szkolenie wojskowe a jednocześnie promować wychowanie patriotyczne? Recepta jest prosta: dzieci w przedszkolu zapoznajemy z barwnie przedstawioną historią misia Wojtka i Baśki Murmańskiej – w rozmaitych formach – zabawkach, pluszowych misiach, lekturach, komiksach, filmach. I natychmiast idziemy za ciosem i przechodzimy do legendy dywizjonu 303, ale tu musimy interweniować, bo w youtubie pojawiają się w tym temacie fatalne filmy wołające o pomstę do nieba jeśli chodzi o język, nadmierne epatowanie patosem i emocjami, tworzenie fikcyjnych wątków  oraz przekręcanie faktów.

Legenda dywizjonu 303 daje okazję zintegrowanej nauki – można wykorzystać ją w zajęciach z wojskowości, na lekcjach historii ucząc o faktach i patriotyzmie, na lekcjach geografii, a na lekcjach polskiego można poprawiać błędy w scenariuszach rozpowszechnianych w filmach na youtube i wskazywać na ryzyko związane z bezkrytycznym korzystaniem z internetu.

I w ten sposób, dla każdego punktu Dekalogu można opracować zestaw propozycji. A następnie można podjąć debatę i wygenerować najbardziej realistyczne i skuteczne propozycje, zamiast emocjonować się twittami Tuska na X.

Ponad pół miliarda dolarów na inwestycje w 4 amerykańskie bazy wojskowe w Polsce. Zapłacimy!! Pomożemy biednym Jankesom.

Ponad pół miliarda dolarów na inwestycje w 4 amerykańskie bazy wojskowe w Polsce. Zapłaci za nie Polska

nvestmap.pl/ponad-pol-miliarda-dolarow-na-inwestycje-w-4-amerykanskie-bazy-wojskowe

Rząd Stanów Zjednoczonych zaakceptował plan inwestycji w cztery amerykańskie bazy wojskowe w Polsce — w Drawsku Pomorskim, Powidzu, Łasku i Wrocławiu. Łączna wartość prac to ponad 500 mln dolarów, jednak wszystkie koszty pokrywa strona polska. Informację ogłosił wiceminister obrony Cezary Tomczyk.

USA dają zgodę, Polska płaci. „To jedna z najmocniejszych gwarancji naszego bezpieczeństwa”

Wiceminister obrony Cezary Tomczyk poinformował, że rząd USA zaakceptował plan inwestycji w cztery bazy wojskowe w Polsce.

Na platformie X napisał: „Rząd Stanów Zjednoczonych zaakceptował plan inwestycji ponad 500 milionów dolarów w czterech bazach w Polsce – Drawsko Pomorskie, Powidz, Wrocław i Łask. Współfinansujemy obecność amerykańską, bo to jedna z najmocniejszych gwarancji naszego bezpieczeństwa!”

Choć sformułowanie „zaakceptował plan inwestycji” może sugerować współfinansowanie, w rzeczywistości całość środków pochodzi z budżetu Polski. USA jedynie zatwierdziły zakres prac, które wpisują się w zobowiązania wynikające z umowy EDCA (Enhanced Defense Cooperation Agreement).

504 mln dolarów na cztery bazy. Co obejmują inwestycje?

Zgodnie z dokumentami, zaakceptowanymi przez administrację USA, Polska sfinansuje m.in.:

rozbudowę poligonu w Drawsku Pomorskim (woj. zachodniopomorskie),

modernizację bazy sił lądowych w Powidzu (woj. wielkopolskie),

ulepszenia infrastruktury w bazach lotniczych w Łasku (woj. łódzkie) i we Wrocławiu.

To element szerszego pakietu inwestycji, które mają zapewnić odpowiednie warunki dla obecności wojsk USA w Polsce.

Ustawa NDAA i gwarancje obecności wojsk USA w Europie

W grudniu 2025 r. Kongres USA przyjął ustawę NDAA, regulującą wydatki obronne, którą podpisał prezydent Donald Trump. Dokument zawiera zapis, że liczba żołnierzy USA w Europie nie może spaść poniżej 76 tys., o ile nie zostaną przedstawione szczegółowe raporty uzasadniające redukcję.

W ustawie nie przewidziano żadnego bezpośredniego amerykańskiego finansowania dla baz w Polsce. Inwestycje w cztery polskie lokalizacje zostały wpisane jako te, które realizuje strona polska.

10 tysięcy amerykańskich żołnierzy w Polsce

Obecnie w Polsce stacjonuje około 10 tys. żołnierzy USA, z ponad 80 tys. rozmieszczonych w całej Europie. Ich obecność jest uznawana za ważny element odstraszania potencjalnych zagrożeń.

Jednocześnie pojawiają się pytania o przejrzystość finansowania.

Co warte podkreślenia, inwestycje w amerykańskie bazy w Polsce są potrzebne, ale brakuje przejrzystości co do podziału kosztów i rzeczywistych korzyści. Oficjalne komunikaty mogą sugerować wspólne inwestycje, choć w praktyce to Polska pokrywa całość kosztów.

Amerykański kompleks magazynów w Powidzu, w Wielkopolsce – jedna z największych tego typu baz poza Stanami Zjednoczonymi. U.S. Army

U.S. Army

Zawiało, sypnęło i padło

Zawiało, sypnęło i padło

Jerzy Szmit wpolityce/zawialo-sypnelo-i-padlo

Zima stulecia na przełomie 1978/79 pokazała, że ówczesna władza z Edwardem Gierkiem na czele okazała się słabsza od sił natury – i jej czas był policzony. Przyroda postawiła wtedy naprawdę twarde warunki: mrozy do -40 °C, dwumetrowe zaspy, porywisty wiatr. Pierwsze mocne uderzenie przyszło w 31 grudnia i przedłużyło noc sylwestrową: gremialnie stanęły pociągi, autobusy, wszystko zamarzało, a instalacje wodne i grzewcze popękały. Przedłużono ferie w szkołach i na uczelniach, pozamykano fabryki i urzędy.

Na przełomie 2025/2026 jest łagodnie: kilka stopni mrozu, sypnęło trochę śniegu, trochę powiało. Ale już słychać wezwanie: Huston mamy problem. Odklejona od rzeczywistości ośmiogwiazdkowa władza nie potrafi poradzić sobie nawet z  przygrywką do prawdziwej zimy. Nic dziwnego. Jeszcze niedawno kandydat PO na prezydenta RP przekonywał, że „planeta płonie” i grozi nam katastrofalne ocieplenie klimatu wywołane paleniem w piecach węglem, pierdzeniem krów, emisją przemysłową i przede wszystkim, rozmnażaniem się ludzi.

Jeżeli tak patrzy się na misję sprawowania władzy to oczywistym jest, że ratowanie ludzi, którym zagrażają siły natury, jest sprawą drugorzędną. Człowiek powinien dostosować się do natury, a nie wymagać od władzy, aby go ratowała, gdy przyroda postawi swoje warunki. Tak było z powodzią, kiedy Premier Tusk stwierdził na kilka godzin przed nadejściem fali powodziowej, że „prognozy nie są przesadnie alarmujące”. Przecież ważniejsze jest zamykanie kopalni, ograniczanie produkcji rolnej, bo jedno i drugie niszczy przyrodę, zwijanie przemysłu, bo pożera energię, blokowanie wjazdu starszych samochodów do centrów miast, bo zanieczyszczają powietrze.

A teraz gdy przychodzi mróz i  śnieg władza po prostu nie potrafi zatroszczyć się o obywateli, którzy wpadli w pogodowe tarapaty na drogach. Obywatel, w jej optyce jest sobie winny, bo po co podróżuje jak pada śnieg? Przecież „Taki mamy klimat” – jako to stwierdziła w chwili zagrożenia życia i zdrowia ludzi ówczesna minister infrastruktury Bieńkowska (obecnie w Europarlamencie). Ośmiogwiazdkowa władza ma inny cel: przeprowadza na nas eksperyment – ile wytrzymamy ich głupoty, beztroski, braku kompetencji i wciskania ich ideologicznych dogmatów?

Śnieg, lód, mróz, wiatr to klimatyczna rzeczywistość – tak normalna jak to, że wiosną pada deszcz. Pojawią się bez pytania o zgodę, według swoich reguł i mechanizmów, nie zważając czy zrobi na złość władzy czy opozycji. Sprawdza bezlitośnie sprawność działania państwa.

A Premier Tusk cóż… poleci przygotowanie uchwały, aby takie sytuacje nie powtarzały się w przyszłości. Wyznaczy do jej realizację ministrę klimatu Hennig–Kloskę i Ministra Kierwińskiego. No i możemy być spokojni, żadna śnieżna chmura nas nie ogra.

Prawda historyczna w świetle bestialstwa na Polakach dokonanego przez „bodnarowców” z OUN-u, -UPA.

Prawda historyczna w świetle bestialstwa na Polakach dokonanego przez „bodnarowców z OUN-u

krzysztofjaw hprawda-historyczna-w-swietle-bestialstwa-na-polakach-dokonanego-przez-bodnarowcow-z-oun-upa


Być może jest to jeden z ostatnich momentów, w którym można publicznie i swobodnie wyrażać swoje opinie, poglądy i przemyślenia. Mamy bowiem jeszcze wolność słowa, która już niedługo może będzie drastycznie ograniczona przez prokuratorskie, ale pozaprawne (tj. bez ustawowych podstaw a jedynie w drodze rządowego rozporządzenia) ściganie tzw. „mowy nienawiści”, po części będącej w istocie formą swobodnej cenzury rządzących. Swobodnej tzn. takiej, w której za „mowę nienawiści” uważane będzie to, co rządzący za takową subiektywnie uznają.

———————————-

UWAGA! Poniższy tekst przeznaczony jest dla OSÓB DOROSŁYCH!!!

I to nie wszystkich, bo m. inn.:: jak-ukraincy-mordowali-polakow-lista-tortur-na-polakach

362 metody tortur stosowanych na Polakach

———————————

Wielokrotnie pisałem, że jakakolwiek normalizacja wzajemnych międzynarodowych stosunków dwustronnych musi być oparta na prawdzie historycznej. Tylko prawda i szacunek do historii oraz jednoznaczny do niej stosunek dają możliwość pojednania między narodami, niezależnie jak trudna to jest historia.

Najgorszym z możliwych działań jest próba zamilczania lub wybielania przez jedną ze stron negatywnych przeszłych zdarzeń lub też odwracanie ich kontekstowego, międzynarodowego historycznego znaczenia i nazywanie np. morderców bohaterami… Rodzi to u drugiej ze stron pewnego rodzaju bunt etyczno-moralny, który może rodzić zwielokrotnioną niechęć do określonego narodu, zdecydowanie intensywniejszą niż gdyby prawda była przez wszystkich powszechnie przyjmowana i akceptowana.

Jakże więc ważne jest aby stosunki polsko-ukraińskie były oparte też na prawdzie historycznej i w żaden sposób nie wybielały ani negowały przeszłości.

Niestety… z polskiego punktu widzenia gloryfikowanie przez Ukrainę formacji OUN oraz UPA i kreowanie ich przywódców na bohaterów narodowych nie może być podstawą prawidłowych stosunków polsko-ukraińskich opartych na prawdzie.

A ta prawda jest trudna, szczególnie dla Ukrainy i narodu ukraińskiego. To oni są odpowiedzialni za ludobójstwo Polaków na Wołyniu (luty 1943 – luty 1945 na polskich ziemiach okupowanych przez niemiecką III Rzeszę) i Galicji Wschodniej/Małopolsce Wschodniej (lata 1943–1945 na ziemiach polskich okupowanych przez III Rzeszę i ZSRR). Ukraińscy szowiniści z OUN-UPA wspierani w dużej części przez ukraińską ludność cywilną dokonali wtedy na Polakach bestialskiego, etnicznego ludobójstwa, które przyniosło – wedle różnych szacunków – od 150 do 300 tys. polskich ofiar (są też opinie, że zamordowano ok. 500 tys. Polaków + 100 tys. Żydów). Mordowano też m.in. samych Ukraińców, którzy w jakikolwiek sposób przejawiali przychylny stosunek do Polaków a także Rosjan i – i jak wspomniałem – Żydów. Dodatkowo ukraińskie akty terroru zmusiły do ucieczki z własnych domostw ponad 500 tysięcy tysięcy naszych rodaków przy czym mordy Ukraińców na Polakach, strach przed nimi i konieczność ucieczki trwały jeszcze nawet w latach 50-tych XX wieku… Zdarzały się również akcje odwetowe Polaków, ale ich skala była stosunkowo niewielka.

Sam fakt etnicznego ludobójstwa winien być a’priori przesłanką do historycznej negatywnej oceny OUN-UPA i stać się tym samym fundamentem budowy poprawnych i przyjaznych stosunków między naszymi państwami i narodami… szczególnie w obecnej trudnej sytuacji geopolitycznej.

Rzeź wołyńska (i galicyjska) to chyba najokrutniejsze ludobójstwo na Polakach w czasie ich wielowiekowej historii lub też jedno z większych.

Budowanie naszych relacji na prawdzie historycznej jest tym bardziej konieczne, że owe mordy – niezależnie od wieku i płci – dokonywane były w sposób okrutny i bestialski.

A. Korman doliczył się aż 362 metod tortur stosowanych na Polakach przez ukraińskich, nacjonalistycznych (szowinistycznych) morderców z OUN-UPA. Były to m.in.: [1], [2].

– Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy

Reklama

– Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie)

– Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy

– Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło

– Wyrzynanie na czole „orła”

Reklama

– Wbijanie bagnetu w skroń głowy

– Wyłupywanie jednego oka

– Wybieranie dwoje oczu

– Obcinanie nosa

Reklama

– Obcinanie jednego ucha

– Obrzynanie obydwu uszu

– Przebijanie kołami dzieci na wylot

– Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha

– Obrzynanie warg

– Obcinanie języka

– Podrzynanie gardła

– Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz

– Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty

– Wybijanie zębów

– Łamanie szczęki

– Rozrywanie ust od ucha do ucha

– Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar

– Podcinanie szyi nożem lub sierpem

– Zadawanie ciosu siekierą w szyję

– Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy

– Skręcanie głowy do tyłu

– Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą

– Obcinanie głowy sierpem

– Obcinanie głowy kosą

– Odrąbywanie głowy siekierą

– Zadawanie ciosu siekierą w szyję

– Zadawanie ran kłutych w głowie

– Cięcie i ściąganie wąskich pasów skóry z pleców

– Zadawanie innych ran ciętych na plecach

– Zadawanie ciosów bagnetem w plecy

– Łamanie kości żeber klatki piersiowej

– Zadawanie ciosu nożem lub bagnetem w serce lub okolice serca

– Zadawanie ran kłutych nożem lub bagnetem w pierś

– Obcinanie kobietom piersi sierpem

– Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran solą

– Obrzynanie sierpem genitaliów ofiarom płci męskiej

– Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską

– Zadawanie ran kłutych brzucha nożem lub bagnetem

– Przebijanie brzucha ciężarnej kobiecie bagnetem

– Rozcinanie brzucha i wyciąganie jelit na zewnątrz u dorosłych

– Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciąży i w miejsce wyjętego płodu, wkładanie np. żywego kota i zaszywanie brzucha

– Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnętrza wrzątku – kipiącej wody

– Rozcinanie brzucha i wkładanie do jego wnętrza kamieni oraz wrzucanie do rzeki

– Rozcinanie kobietom ciężarnym brzucha i wrzucanie do wnętrza potłuczonego szkła

– Wyrywanie żył od pachwiny, aż do stóp

– Wkładanie do pochwy – waginy rozżarzonego żelaza

– Wkładanie do waginy szyszek sosny od strony wierzchołka

– Wkładanie do waginy zaostrzonego kołka i przepychanie aż do gardła, na wylot

– Rozcinanie kobietom przodu tułowia ogrodniczym scyzorykiem, od waginy, aż po szyję i pozostawienie wnętrzności na zewnątrz

– Wieszanie ofiar za wnętrzności

– Wkładanie do waginy szklanej butelki i jej rozbicie

– Wkładanie do otworu analnego szklanej butelki i jej stłuczenie

– Rozcinanie brzucha i wsypywanie do wnętrza karmy dla zgłodniałych świń tzw. osypki, który to pokarm wyrywały razem z jelitami i innymi wnętrznościami

– Odrąbywanie siekierą jednej ręki

– Odrąbywanie siekierą obydwóch rąk

– Przebijanie dłoni nożem

– Obcinanie palców u ręki nożem

– Obcinanie dłoni

– Przypalanie wewnętrznej strony dłoni na gorącym blacie kuchni węglowej

– Odrąbywanie pięty

– Odrąbywanie stopy powyżej kości piętowej

– Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem

– Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem

– Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron deskami

– Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą

– Obcinanie piłą obie nogi

– Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem

– Przybijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi

– Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami

– Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio głową do podłogi

– Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu

– Rąbanie siekierą całego tułowia na części

– Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie

– Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim

– Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół

– Rozpruwanie brzuszka dzieciom

– Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu

– Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi

– Łamanie stawów nóg dziecka

– Łamanie stawów rąk dziecka

– Zaduszenie dziecka przez narzucenie na niego różnych szmat

– Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem

– Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku

– Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec

– Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele

– Wbijanie dziecka na pal

– Powieszenie na drzewie kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią przez odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybranie oczu oraz odcinanie nożami kawałków ciała

– Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi

– Wieszanie na drzewie głową do góry

– Wieszanie na drzewie nogami do góry

– Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem zapalonego pod głową ogniska

– Zrzucanie w dół ze skały

– Topienie w rzece

– Topienie przez wrzucenie do głębinowej studni

– Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni

– Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku

– Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii

– Wbijanie koła do brzucha na wylot i utwierdzanie go w ziemi

– Przywiązanie do drzewa człowieka i strzelanie do niego jak do tarczy strzelniczej

– Prowadzenie nago lub w bieliźnie na mrozie

– Duszenie przez skręcanie namydlonym sznurem zawieszonym na szyi, zwanym arkanem

– Wleczenie po ulicy tułowia przy pomocy sznura zaciśniętego na szyi

– Przywiązanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rąk ponad głową i rozcinanie brzucha od krocza do piersi

– Rozrywanie tułowia przy pomocy łańcuchów

– Wleczenie po ziemi przywiązanego do pojazdu konnego

– Wleczenie po ulicy matki z trojgiem dzieci, przywiązanych do wozu o zaprzęgu konnym w ten sposób, że jedną nogę matki przywiązano łańcuchem do wozu, a do drugiej nogi matki jedną nogę najstarszego dziecka, a do drugiej nogi najstarszego dziecka przywiązano nogę młodszego dziecka, a do drugiej nogi młodszego dziecka, przywiązano nogę dziecka najmłodszego

– Przebicie tułowia na wylot lufą karabin

– Ściskanie ofiary drutem kolczastym

– Ściskanie razem dwóch ofiar drutem kolczastym

– Ściskanie więcej ofiar razem drutem kolczastym-

– Periodyczne zaciskanie tułowia drutem kolczastym i co kilka godzin polewanie ofiary zimną wodą w celu odzyskania przytomności i odczuwania bólu i cierpienia

– Zakopywanie ofiary do ziemi na stojąco po szyję i w takim stanie jej pozostawienie

– Zakopywanie żywcem do ziemi po szyję i ścinanie później głowy kosą

– Rozrywanie tułowia na wpół przez konie

– Rozrywanie tułowia na wpół przez przywiązanie ofiary do dwóch przygiętych drzew i następnie ich uwolnienie

– Wrzucanie dorosłych w płomienie ognia palącego się budynku

– Podpalanie ofiary oblanej uprzednio naftą

– Okładanie ofiary dookoła słomą-snopem i jej podpalenie, czyniąc w ten sposób pochodnię Nerona

– Wbijanie noża w plecy i pozostawienie go w ciele ofiary

– Wbijanie niemowlęcia na widły i wrzucanie go w płomienie ognia

– Wyrzynanie żyletkami skóry z twarzy

– Wbijanie dębowych kołków pomiędzy żebra

– Wieszanie na kolczastym drucie

– Zdzieranie z ciała skóry i zalewanie rany atramentem oraz oblewanie jej wrzącą wodą

– Przymocowanie tułowia do oparcia i rzucanie w nie nożami

– Wiązanie – skuwanie rąk drutem kolczastym

– Zadawanie śmiertelnych uderzeń łopatą

– Przybijanie rąk do progu mieszkania

– Wleczenie ciała po ziemi, za nogi związane sznurem

– Przybijanie małych dzieci dookoła grubego rosnącego drzewa przydrożnego, tworząc w ten sposób tzw. „wianuszki”.

Owe metody tortur swoją okrutną wymyślnością przewyższały tortury stosowane przez ludobójcze hitlerowskie Niemcy czy ludobójczą sowiecką Rosję.

Nie można o tych faktach zapominać i je wybielać. Nie można gloryfikować historycznych, okrutnych i bestialskich ludobójców na bohaterów narodowych. W przeciwnym razie może niestety narastać wzajemna nienawiść polsko-ukraińska. Z jednej strony może ona być podstawą odradzającego się ukraińskiego skrajnego nacjonalizmu, w którym „Lachy” (czyli Polacy) uważani byli za głównego wroga Ukrainy, a – z drugiej strony – w Polakach budzić niechęć do Ukraińców i sympatię do wszystkich, którzy w jakiś sposób szkodzą Ukrainie (np. Rosji).

Wydawało mi się wcześniej, że agresja Rosji na Ukrainę to nie był najlepszy moment na aż takie szczegółowo faktograficzne i szokujące przedstawienie elementów banderowskiego okrucieństwa Ukraińców a już fakt, że Polska i Polacy gremialnie otworzyli swoje serca i portfele na pomoc Ukraińcom w tym koszmarnym dla nich czasie wojny z Rosją powodował u mnie pewien moralny dyskomfort zawierający się w odpowiedzi na pytanie: Czy w obliczu agresji Rosji na Ukrainę był czas na przypomnienie Ukraińcom ich zbrodni na Polakach na Wołyniu i Galicji Wschodniej?

Natomiast wojna Ukrainy z Rosją rozpoczęła się przecież 24 lutego 2022 roku i być może faktycznie w pierwszych kilku miesiącach jej trwania tego drażliwego tematu nie należało poruszać. Ale wojna trwa nadal i może właśnie jest to czas, kiedy wreszcie Ukraina winna zacząć nas szanować i na bardzo trudnej prawdzie historycznej zbudować dobre długofalowe relacje między naszymi państwami, tym bardziej, że dziś w Polsce Ukraińców jest bardzo dużo (i tych przedwojennych przybywających do Polski ze względów finansowych, jak i już emigrantów wojennych uciekających przed rosyjskimi barbarzyńcami) i tak naprawdę mamy z nimi oddolne raczej dobre i ludzkie relacje.

Przecież w momencie agresji rosyjskiej to Polska i Polacy jako pierwsi zainicjowali bezinteresowną pomoc Ukraińcom i to zupełnie oddolnie, jak i państwowo. Szacuje się, że pomoc Polaków dla Ukrainy i Ukraińców wyniosła do tej pory ponad 25 mld Euro (105-110 mld zł).

Jesteśmy krajem frontowym graniczącym z Ukrainą, ale wcale nasza reakcja nie musiała być tak korzystna dla Ukraińców. U nas nie stworzono obozów dla uchodźców wojennych, bo Ukraińcy znajdowali schronienie u osób i rodzin polskich a dodatkowo pomagało też państwo polskie, samorządy, organizacje humanitarne (w tym Caritas), itd. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tą zbiorową postawą skierowaną na pomoc Ukrainie i Ukraińcom zadziwiliśmy świat i sądzę, że też… samych Ukraińców…

Sądziłem tedy, że nasza przychylność i pomoc Ukraińcom w obecnej ich wojnie z Rosją sprawią, że skrajny nacjonalizm (szowinizm) ukraiński będzie miał coraz mniejsze poparcie ukraińskiego społeczeństwa i sami Ukraińcy poszukując swojej tożsamości narodowej zmierzą się w końcu z historią OUN-UPA, w której w dużym stopniu dotychczas upatrują ruchu wolnościowego walczącego za suwerenność i niepodległość Ukrainy. Myślałem, że właśnie ta obecna wojna sprawi, iż ta tożsamość narodowa zostanie zbudowana na jej fundamencie i heroiczna obrona przed rosyjskim agresorem stworzy nowych bohaterów Ukrainy oraz scali społeczeństwo ukraińskie wokół nowych bohaterów.

Niestety myliłem się i chyba stało się odwrotnie: na Ukrainie powoli odrasta hydra banderowskiego szowinizmu i antypolonizm!

Bardzo źle to wróży obopólnym dobrym relacjom między naszymi narodami i ogólnie państwami. Ruch pojednania jest w ukraińskich rękach… Czy będzie ich na taki ruch stać? Tego nie wiem, choć jestem coraz większym pesymistą!

A może jednak zwycięży u nich społeczno-polityczny rozsądek i będą dążyć do normalizacji z nami wzajemnych relacji opartych na prawdzie historycznej? Jeżeli tak będzie, to na pewno nie będą miały miejsca nacechowane wrogością do Ukraińców polskie wypowiedzi czy działania. Jeżeli tak będzie, to na pewno ulice ukraińskich miast nie będą nosiły nazw UPA czy OUN i nie będzie stawiało się pomników m.in. S. Banderze, który umownie stał się symbolem rzezi Polaków.

Zarówno Polakom, jak i Ukraińcom winno dzisiaj zależeć na jak najlepszych kontaktach i wzajemnej przyjaźni, ale powtarzam: tylko powszechnie akceptowana prawda i jednoznaczny do niej stosunek mogą być podstawą dobrych relacji między naszymi narodami.

[1] http://www.polskatimes.pl/artykul/942193,zbrodnia-wolynska-ludobojstwo-dzikie-i-okrutne-bestialstwo-upa-362-metody-tortur-18,1,id,t,sa.html – strona została wyłączona,

[2] http://www.fakt.pl/jak-ukraincy-mordowali-polakow-lista-tortur-na-polakach-,artykuly,220178,1.html (dr. A. Korman w: Na Rubieży (Nr 35, 1999 r.),

Zostaw za sobą dobra, miłości, mądrości i prawdy ślady…

http://krzysztofjaw.blogspot.com/

kjahog@gmail.com

Propaganda Putina atakuje małe miejscowości śniegiem i mrozem

Propaganda Putina

atakuje małe miejscowości

śniegiem i mrozem

5 stycznia 2026

AIX

Dopóki była szansa wyboru Rafa Trzaskowskiego na urząd prezydenta III RP sytuacja była stabilna – planeta paliła się. Niestety, po rezygnacji z ponownego liczenia głosów (niektórzy żądali powtórki pierwszej tury) kandydat lewicy został ostatecznie pozbawiony szansy na przeciwstawienie się klimatycznym zmianom.

Wzrost sympatii do skrajnej prawicy okazał się czynnikiem sprzyjającym patrzeniu na zimę w sposób nieodpowiedzialny.

Powinniśmy przyśpieszyć proces redukcji emisji dwutlenku węgla i światła słonecznego. Powinniśmy jak najszybciej zamknąć wszystkie kopalnie. Powinniśmy zamknąć X, główny rozsadnik rosyjskiej propagandy.

– mówi ekspert ds. stabilizacji klimatu, Mariusz Wdech.

Drogowcy i służby? Zdali egzamin! Najgorzej wypadli kierowcy

=============================

Kobiety roku a może i stulecia

Kobiety roku a może i stulecia

Autor: piko, 4 stycznia 2026

W oryginale zestawienie miało nagłówek: “9 najbardziej p…ych bab w Polsce”.

Poszerzyłbym to grono o kilka wybitnych postaci jak na przykład profesorowe Środa i Płatek, posłanka Scheuring-Wielgus czy zadymiary babcia Kasia czy Lempart.

Żeby nie było seksistowsko wymienię kilku samców z obozu władzy: Joński, Szczerba, Kierwiński, Myrcha, Szłapka, Sterczewski, Budka, Tomczyk, Gawkowski, Nitras.

Tą menażerią zarządza trampkarz von Zoppot.

Oczywiście po drugiej stronie medalu też są wybitne postaci płci obojga jak np. Suski czy Gosiewska czy sam naczelnik ale zostawmy ich na potem.

Moją faworytą wśród zaprezentowanych pań jest posłanka Marta Wcisło (trzecia w pierwszym rzędzie). Jest ona ciekawym przypadkiem, żeby nie powiedzieć, wybrykiem natury. Zgodnie z ostatnimi opiniami naukowców, wszystko co miała w głowie, poszło jej w warkocz i stąd wynikają jej poważne deficyty intelektualne.

Refleksja ogólna
Uważam, że do polityki i różnych władz specjalnie są werbowani wariaci, cynicy osoby podłe i zdrajcy. Robi się to w celu zrażenia osób wartościowych do uczestniczenia w rządzeniu. We mnie to towarzystwo wywołuje odruchy wymiotne.

O autorze: piko

============================================

  1. CzarnaLimuzyna 4 stycznia 2026
  2. Przyczynami nie są tylko dysfunkcje natury moralnej i intelektualnej. Duża część osobników sprawia wrażenie dotkniętych psychozą indukowaną, a jest to realne zjawisko kliniczne. Jeżeli do sprawy podejść na poważnie, powinno to być przedmiotem działań najpierw psychiatrycznych, a potem prokuratorskich.

Nieszczęsna Polska: Od euroazjatyckiego pomostu do bastionu hybrydowego NATO

Od euroazjatyckiego pomostu do bastionu hybrydowego NATO

3.01.2026 Adrian Korczyński wolnemedia.net/od-euroazjatyckiego-pomostu-do-bastionu-hybrydowego-nato/

Niepowodzenie próby przekształcenia Ukrainy w amerykański przyczółek wojskowy na strategicznie wrażliwym terytorium, tak blisko stolicy Rosji, potwierdza potrzebę stworzenia nowej platformy geopolitycznej.

Europa Wschodnia przechodzi głęboką transformację strategiczną. Przez lata Ukraina funkcjonowała jako zachodnia platforma konfrontacji, wykreowana przez Waszyngton w celu realizacji jego interesów geopolitycznych, jednak jej potencjał został obecnie wyczerpany. Jej rola jako narzędzia antyrosyjskiego dobiega końca.

Polska centralnym frontem hybrydowym po przesunięciu osi konfliktu

Patrząc na obecną sytuację – listopadowe rozmowy pokojowe w Genewie za administracji Trumpa, podczas których Ukraina zgodziła się na 19-punktowy plan, a Rosja twardo obstawała przy swoich żądaniach – konflikt zmierza ku rozwiązaniu, w którym Moskwa prawdopodobnie osiągnie swoje cele. W tym chłodnym, geopolitycznym rachunku potrzebna jest nowa, bardziej stabilna platforma. Tą platformą staje się Polska.

Kraj ten idealnie wpisuje się w tę rolę – jest już głęboko zakotwiczony w strukturach NATO, co minimalizuje ryzyko związane z obroną państwa spoza sojuszu. Polskie społeczeństwo, po latach intensywnych kampanii medialnych i politycznych, w dużej mierze zinternalizowało narracje antyrosyjskie. Klasa polityczna nadal wierzy, że sama „lojalność wobec Zachodu” gwarantuje sukces, jakby magiczna formuła mogła przemienić podporządkowanie w dobrobyt.

Z potencjalnego mostu między cywilizacjami Polska dobrowolnie stała się zamkniętymi wrotami, za którymi blednie możliwość racjonalnego dialogu z Rosją.

Nie jest to awans, lecz zmiana odpowiedzialności. Wraz z końcem ery konwencjonalnej wojny w regionie Polska przygotowuje się do niekończącej się konfrontacji hybrydowej. Jej rola sprowadzi się do funkcji logistycznego centrum sojuszu, bazy dla systemów antydronowych, automatycznego egzekutora sankcji oraz megafonu propagandowego – stałego elementu strategicznej presji, której celem jest testowanie i osłabianie rosyjskiej cierpliwości.

W 2025 roku nie jest to już wyłącznie teoria. Umowa NATO o integracji rurociągów o wartości 5,5 miliarda dolarów, pozycjonująca Polskę jako kluczowy sojuszniczy węzeł magazynowania i tranzytu paliw, a także niewyjaśnione incydenty z udziałem dronów, doskonale wpisują się w logikę przygotowywania kraju do roli, w której podobne wydarzenia staną się paliwem narracyjnym w zachodniej wojnie informacyjnej.

Dla Stanów Zjednoczonych jest to ruch opłacalny w ramach ich imperialnej polityki. Ogromne ryzyko zostaje przeniesione na terytorium Polski, podczas gdy gwarancje wynikające z artykułu 5 NATO przejmują ciężar ochrony. Waszyngton inwestuje w wysoce rentowny zasób propagandowy i narracyjny, ponosząc minimalne ryzyko własne, przekonany, że ostateczne koszty – finansowe, społeczne i strategiczne – poniosą polscy obywatele. Linia frontu zmienia swoje położenie i charakter, lecz fundamentalna nierównowaga pozostaje niezmienna: Ameryka ustala strategię, a państwa frontowe płacą cenę.

Cena złudzeń i strategiczna porażka

Władze rosyjskie mogą postrzegać Polskę jako uciążliwego sąsiada, który świadomie wybrał jednostronną retorykę godzącą w rosyjskie interesy narodowe. Z potencjalnego mostu między cywilizacjami Polska dobrowolnie przekształciła się w zamkniętą bramę, za którą zanika przestrzeń dla racjonalnego dialogu.

Koszty tej roli są już widoczne i daleko wykraczają poza finanse publiczne – uderzają w zwykłych obywateli, a nie w elity, które ją narzuciły. Podczas gdy Węgry, dzięki pragmatycznym umowom z Rosją, cieszą się najtańszą energią w Unii Europejskiej i przyciągają inwestycje z różnych kierunków, Polacy płacą jedne z najwyższych rachunków w Europie. W 2025 roku różnica ta stała się szczególnie wyraźna – inflacja energetyczna w Polsce osiąga rekordowe poziomy, a plany zamrażania cen jedynie odwlekają nieuniknione podwyżki.

Wielobiegunowe podejście Węgier zabezpiecza ten kraj na wypadek resetu relacji Zachód–Rosja. Polska natomiast, prowadząc politykę skrajnie konfrontacyjną, będzie zmuszona stawić czoła poważnym wyzwaniom adaptacyjnym w nowej rzeczywistości geopolitycznej. Unia Europejska – postrzegana przez polskie elity jako jedyny gwarant rozwoju – stała się podmiotem prokonfrontacyjnym, w którym „zwycięstwo nad Rosją” urasta do celu nadrzędnego, realizowanego kosztem własnych obywateli.

Presji gospodarczej towarzyszy w Polsce radykalizacja nastrojów antyrosyjskich. Permanentne narracje o nadchodzącym bezpośrednim konflikcie utrzymują kraj w stanie ciągłego napięcia, zaburzają debatę publiczną, dzielą społeczeństwo i normalizują obecność obcych wojsk na terytorium państwa – co stanowi historyczne odwrócenie zasady suwerennej kontroli nad własnym obszarem.

Gorliwie przyjmując rolę „głównego czynnika drażniącego”, Polska wystawia się na przyszłe operacje hybrydowe. Sytuację komplikuje obecność milionów Ukraińców. Pomimo polskiej pomocy narasta wśród nich rozczarowanie przegraną wojną. Pojawia się niebezpieczny trend przerzucania odpowiedzialności za tę porażkę na Polskę, podsycany przez ukraińską dyplomację oraz zarzuty, że Warszawa nie interweniowała bezpośrednio w konflikt. Widoczna obecność ukraińskich nacjonalistów z symboliką Bandery i OUN-UPA dodatkowo zwiększa to ryzyko.

W tej rozgrywce Polska przestała być aktorem, stając się wyznaczonym polem bitwy. Najwyższą ceną jest utrata suwerenności – decyzje o wojnie i pokoju zapadają w Waszyngtonie, a transformacja w wykonawcę cudzej strategii dokonała się tak płynnie, że polskie społeczeństwo nie tylko tego nie zauważyło, lecz wręcz przyjęło ją z zadowoleniem. W gorliwości bycia „lojalnym sojusznikiem” Polska zapomniała, jak być suwerennym państwem.

Utracona szansa Polski jako pomostu euroazjatyckiego

Prawdziwą historyczną szansą Polski nigdy nie było pozostanie państwem frontowym Ameryki w Europie. Geografia oferuje Polsce inny los – taki, który mogłaby kontrolować. Kraj leży dokładnie na styku Wschodu i Zachodu, w naturalnym centrum pomiędzy dwoma biegunami wpływów.

Istnieje alternatywna droga pragmatycznej niezależności, realizowana przez państwa rozumiejące sztukę równowagi zamiast ślepego posłuszeństwa. Turcja, będąc członkiem NATO, utrzymuje niezależny handel i dialog strategiczny z Rosją, stawiając interes narodowy ponad ideologiczną solidarność. Serbia prezentuje inny model – państwo europejskie, które mimo ogromnej presji odmawia przyjęcia sankcji, handluje ze wszystkimi stronami i przyciąga inwestycje z obu kierunków. Węgry pokazują natomiast, jak wykorzystać członkostwo w UE i NATO do zapewnienia taniej energii, przyciągania kapitału i prowadzenia polityki zagranicznej realnie służącej obywatelom.

Prawdziwie niezależna polska polityka zagraniczna wyglądałaby zupełnie inaczej i przyniosłaby korzyści całemu regionowi Europy Środkowo-Wschodniej. Zapewniłaby dostęp do taniego rosyjskiego gazu oraz możliwość inwestycji w energetykę jądrową z udziałem partnerów euroazjatyckich, w tym Rosatomu, gwarantując stabilną i przystępną cenowo energię – dokładnie tak, jak uczyniły to Węgry. Wspierałaby handel z Chinami i krajami Globalnego Południa, przekształcając Polskę w centralny euroazjatycki węzeł handlowy. Mogłaby zamienić antyrosyjski mur w neutralny, szanowany most handlowo-energetyczny, ożywiając Inicjatywę Trójmorza jako realny korytarz transportowy i energetyczny łączący Bałtyk, Morze Czarne i Adriatyk – służący handlowi, a nie konfrontacji.

Zamiast wykorzystać ten potencjał, podjęto decyzję o strategicznym uzależnieniu się od jednego kierunku. Zamknięcie się w tunelu atlantyckim oznaczało dobrowolne odcięcie alternatywnych szlaków na mapie geopolitycznej.

Zakazany horyzont geopolityczny

Ta alternatywna ścieżka nie jest w Polsce jedynie ignorowana – bywa traktowana jako zdrada. Największą szkodą wyrządzoną przez zachodnią propagandę jest zabicie strategicznej wyobraźni w momencie, gdy świat jednobiegunowy zanika, a geografia ponownie staje się kluczowym czynnikiem polityki międzynarodowej.

To intelektualne zniewolenie jest skutkiem dekad zachodniej „miękkiej siły”, która ukształtowała klasę polskich polityków, dziennikarzy i analityków do myślenia w ramach schematów narzuconych przez Waszyngton. Poprzez finansowanie, stypendia i media partnerskie wykształcono „klasę menedżerską”, mylącą lojalność wobec zagranicznego protektora z patriotyzmem.

Stany Zjednoczone stały się w tej narracji „chłodnym wujkiem, który zawsze ma rację” – przekonaniem tak głęboko zakorzenionym, że jego kwestionowanie bywa uznawane za zdradę stanu.

Sytuację pogłębia instrumentalizacja historii. Rzeczywiste traumy są wykorzystywane do blokowania racjonalnej dyskusji o współczesnej Rosji. Złożona i bolesna historia relacji polsko-rosyjskich zostaje sprowadzona do uproszczonej, ahistorycznej opowieści moralnej, w której każdy postulat dialogu czy pragmatyzmu natychmiast bywa piętnowany.

Przekonanie, że sojusz polsko-niemiecki, zarządzany z Brukseli według wytycznych z Waszyngtonu i wspierany przez izraelskie lobby, napędzany nastrojami antyrosyjskimi, przyniesie Polsce trwałe korzyści, jest niebezpiecznym złudzeniem. Ostatecznym celem elit unijnych wydaje się zfederalizowana Europa, w której tożsamość państw takich jak Polska ulega rozmyciu. Ani Niemcy, ani Stany Zjednoczone nie zaoferują Polsce taniej energii ani nie zainwestują w jej suwerenność energetyczną – postrzegają Warszawę głównie jako rynek zbytu i podporządkowanego partnera.

Rosja natomiast, jako mocarstwo kierujące się jasno określonymi regułami geopolitycznymi, wbrew zachodnim narracjom nie zgłasza roszczeń terytorialnych wobec Polski. Demonstruje gotowość do pragmatycznych relacji, opartych na stabilności, funkcjonalnych interesach i obopólnie korzystnych rezultatach.

Tymczasem Niemcy wykazują symptomy roszczeń kulturowych i symbolicznych wobec Polski. We Wrocławiu zatwierdzono renowację Mostu Grunwaldzkiego wraz z przywróceniem nazwy „Kaiserbrücke” i herbu Hohenzollernów – symboli pruskiej dominacji. W Sali Leopoldina po renowacji zniknął polski orzeł, a pojawił się portret Fryderyka II, inicjatora rozbiorów. Alice Weidel z niemieckiej AfD sugerowała w 2023 roku, że Polskie Ziemie Zachodnie to „Niemcy Wschodnie”. Choć gesty te mają charakter symboliczny, podważają powojenną tożsamość tych regionów.

Ostatni moment na zmianę kursu w wielobiegunowym świecie

Era uni-polarności dobiega końca. W listopadzie 2025 roku, po dołączeniu Wietnamu i Nigerii jako partnerów, BRICS+ reprezentuje ponad 45% światowej populacji oraz 44% globalnego PKB – więcej niż G7 – przy prognozowanym wzroście na poziomie 4–6% w krajach takich jak Indie czy Etiopia. Tymczasem Zachód zmaga się z recesją. BRICS+ stanowi najczytelniejszy dowód narodzin nowej, wielobiegunowej rzeczywistości.

W takim świecie ślepa lojalność wobec słabnącego hegemona staje się receptą na marginalizację i permanentny konflikt. Polska stoi przed wyborem: pozostać stałym polem bitwy albo przekształcić się w most łączący różne ośrodki wpływów.

Wielu Polaków nie dostrzega tej alternatywy ani faktu, że państwo znalazło się na strategicznym rozdrożu. Obecna ścieżka prowadzi do utrwalenia roli Polski jako platformy konfrontacji i chaosu – wyższych kosztów życia, większego ryzyka oraz dalszej utraty suwerenności na rzecz cudzej wizji strategicznej. Polska skazuje się na konfrontację z nowym porządkiem wielobiegunowym jako cudze pole bitwy, którego los rozstrzygnie się poza jej granicami.

Alternatywa – zmiana kursu i przyjęcie roli niezależnego mostu – wymaga odbudowy strategicznej wyobraźni. Polska mogłaby odzyskać realną suwerenność, zbudować pragmatyczne relacje ze Wschodem i wykorzystać swoje położenie geograficzne, aby stać się centrum dialogu, handlu i obopólnie korzystnych interesów. Przekształciłaby się z wasala w suwerennego gracza, z cudzego pola bitwy w międzykontynentalny most.

Autorstwo: Adrian Korczyński
Źródło zagraniczne: Journal-NEO.su
Źródło polskie: WolneMedia.net

Na Ukrainie świętowano urodziny Bandery

Na Ukrainie świętowano urodziny Bandery

Łukasz Jastrzębski myslpolska/na-ukrainie-swietowano-urodziny-bandery/

W licznych miastach Ukrainy odbyły się obchody 117 rocznicy urodzin Stepana Bandery. Marsze z pochodniami, szowinistyczne okrzyki, kwiaty pod licznymi pomnikami i tablicami poświęconymi współtwórcy OUN-B. Nie wzbudziło to powszechnego sprzeciwu w Polsce. Politycy, dziennikarze, duchowni udają, że spacerują w letnim deszczyku, gdy neobanderowcy oddają na nich ochoczo mocz.

Kilka dni temu dziennikarka, która w przeszłości relacjonowała wydarzenia na Euromajdanie Arleta Bojke, w słusznie nazwanym Kanale Zero przekonywała widzów, że banderyzm nie ma antypolskiego oblicza. Jest to nieakceptowalna i zupełnie fałszywa teza. To nie jest wyskok jakiejś dziennikarki. To etap wieloletniego systematycznego wybielania banderyzmu ze względu na jego antyrosyjski charakter. Działania te w świecie euroatlantyckim trwały praktycznie od końca II wojny światowej. W Polsce ze względów geopolitycznych rewizja historii Ukrainy rozpoczęła się później, a za jej ojców można śmiał uznać Jacka Kuronia, Bohdana Osadczuka ps. „Berlińczyk” i owianego fałszywą legendą niezłomnego niepodległościowca Jana Olszewskiego. Warto w tym momencie przywołać jedną z kuriozalnych wypowiedzi tego prominentnego członka loży „Kopernik” i współpracownika Komitetu Obrony Robotników (KOR). W wywiadzie dla ,,Super Expressu” Olszewski powiedział : ,,Niewątpliwie jest dla Polaków postacią mało sympatyczną, jego wypowiedzi na temat Polski były bardzo nieprzychylne. Ale chciałbym bardzo mocno podkreślić (…) ten człowiek nie miał ze zbrodnią wołyńską nic wspólnego (…) Myślę nawet, być może wiele osób się tu obruszy, że gdyby Bandera mógł podejmować wtedy decyzje, to prawdopodobnie do zbrodni na Wołyniu by nie doszło”. Olszewski przypomniał, że eksterminację Polaków przeprowadzano, gdy Stepan Bandera był w niemieckim „więzieniu”. To jakby twierdzić, że za zbrodnie Niemców w 1945 roku nie odpowiada przywódca III Rzeszy, bo w tamtym czasie przebywał w berlińskim bunkrze.

Kompradorskie elity III RP, których symbolem stała się zero-kanałowa dziennikarka doskonale wiedzą, że banderyzm pozostaje banderyzmem. I ze względu na wojnę nie stał się liberalno-demokratyczny, chadecki czy socjaldemokratyczny. Nie zmieniło się jego oblicze, zmieniły się okoliczności jak to powiedział Hermann Brunner do Hansa Klossa w jednym z odcinków „Stawki większej, niż życie”. Dzisiejsza Ukraina korzysta z usłużności i bezrefleksyjności rządzących Polską, wiec antypolskie i rewizjonistyczne zapatrywania w jakimś stopniu zostały taktycznie stłumione. Banderyzm jest antypolski w swojej definicji, w takim samym stopniu jak hitleryzm jest antyżydowski. To jest kwintesencja tej wykoślawionej szowinistycznej ideologii.

Kijów nie chciał i nie chce się zgodzić na powszechne i niezależne ekshumacje wymordowanych przez Ukraińców Polaków. I nie tylko Polaków. Na Ukrainie stoją liczne pomniki Stepana Bandery i mniej liczne, ale obecne Romana Osypowycza Szuchewycza. Na dzisiejszej Ukrainie powszechne są ulice, place i skwery noszące nazwy nazistowskich i kolaboranckich formacji politycznych i wojskowych. Odbudowywane jest muzeum naczelnego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii we Lwowie. Banderyzmu broni między innymi były szef ukraińskiego IPN-u Wołodymyr Wiatrowycz jak i lwowski arcybiskup ukraińskiego „kościoła greckokatolickiego” Ihor Woźniak. W przedszkolach i szkołach urządza się apele ku czci UPA. Na całej zachodniej Ukrainie powiewają czerwono-czarne flagi. Banderyzm jest na Ukrainie częścią państwowej polityki historycznej. Polską racją stanu jest stanowisko anty-banderowskie, które zresztą jest również w interesie tej części Ukraińców, którym obcy jest zbrukany krwią integralny nacjonalizm (moim zdaniem szowinizm) ukraiński.

Znaczna część medialnych komentatorów twierdzi, że dzisiaj nie możemy mówić o antypolskim obliczu banderyzmu, ze względów politycznych. Ze względu na wojnę rosyjsko-ukraińską. Taka taktyka Machiavellich parteru. Co się niby stanie, jak zaczniemy o tym mówić na forum międzynarodowym? Jakie to nieszczęścia Polskę spotkają? Przywódca dzisiejszej Ukrainy Wołodymyr Zełenski się na nas obrazi i odda Order Orła Białego? Ukraińcy masowo przestaną pobierać 800+ i gibko z Polski wyjadą? Spakują nam nasz sprzęt wojskowy na Ukrainie i nam go chyżo odeślą? Przestaną użytkować nasz port lotniczy w Rzeszowie-Jasionce? Zablokują konta i przestaną przyjmować płynące pieniądze z kieszeni polskiego podatnika? Wypną się na naszą służbę zdrowia i wrócą się leczyć do Kijowa? Nie będą z satysfakcją sprzedawać swoich produktów rolnych w Polsce? Zabiorą tablice pamiątkowe upamiętniające UPA z naszego kraju i postawią je sobie w Kijowie? Arcybiskup greckokatolicki Ihor Woźniak rzuci na nas klątwę? A może się oflagują się czerwono-czarnymi flagami i odśpiewają gremialnie „Bat’ko nasz Bandera, Ukrajina maty”? Przestańcie bredzić. Można tutaj śmiało zacytować przywódcę USA, który powiedział: „Ukraina nie ma żadnych kart przetargowych”.

Cynicy z kolei mówią, że to taktyka polityczna. Udajemy, że nie widzimy banderyzmu, bo jest to dla nas opłacalne. W jakim niby wymiarze opłacalne jest tolerowanie ideologii skrajnie antypolskiej? Co my jako naród niby zyskujemy wspierając skorumpowane i skompromitowane nawet w oczach licznych Ukraińców ośrodki probanderowskie? Argument, że Ukraina jest tamą chroniącą nas przed rosyjską agresją jest zupełnie fałszywy. I nie jest to opinia rosyjska, węgierska czy białoruska ale amerykańska. Dyrektor Wywiadu Narodowego USA Tulsi Gabbard oświadczyła, że Rosja nie jest w stanie podbić i okupować całej Ukrainy, a tym bardziej napaść na resztę Europy. Tych, którzy powielają takie tezy, nazwała „podżegaczami wojennymi”. Chyba szefowej sojuszniczego wywiadu największego państwa NATO można wierzyć? Narracja, że Rosjanie przybędą nad Wisłę i pozjadają żywcem dzieci i starców słabiej już działa. Nastroje systematycznie się zmieniają, a wraz z tym coraz trudniej snuć opowieści o trollach, orkach i neo-enkawdzistach. Sprzeciw wobec banderyzmu przestał być powszechnie uważany za równoznaczny z poparciem dla wojny na Ukrainie. To przestało działać, w momencie gdy społeczeństwo zobaczyło prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa rozmawiającego jak równy z równym z prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem. Wielu zrozumiało wtedy, że prawidłową drogą rozwiązywania problemów cywilizowanego świata jest dyplomacja, a nie wojna. jest to istotne zwłaszcza dla państw tak położonych jak Polska czyli w strefie ewentualnego zgniotu mocarstw.

To nie stosunek do jakiegokolwiek prezydenta, w tym Rosji powinien być odnośnikiem w polskiej polityce. Naszym odniesieniem do wszelkich działań politycznych powinna być Polska, a nie żaden przywódca, obce państwo, pielęgnowana fobia czy ponadnarodowa koncepcja globalnych odklejeńców. Odniesieniem powinien być nasz interes narodowy czyli bezpieczeństwo, dostatek i pomyślność narodu polskiego. Pamiętając o przeszłości, obserwując teraźniejszość, trzeba przede wszystkim patrzeć na przyszłość naszego narodu i państwa. Rządzący powinni myśleć jak ułożyć korzystnie dla nas stosunki z sąsiadami po zakończeniu tej wojny. W tym z największym obszarowo państwem naszego globu. Poważne państwa – USA, Indie, Chiny, Izrael czy nawet Węgry – to już wiedzą. U nas dalej pielęgnacja insurekcyjnej masturbacji i zramolałych idei.

Wielu jest u Polsce szaleńców, którzy chętnie by wpędzili nasz kraj w wojnę u boku Ukraińców. Nawet w momencie, gdy praktycznie cały świat zna jej wynik. Mamy nad Wisłą stronników wojny w mundurach, ale również garniturach. Ludzi, którzy swoją prowojenną narrację wykuwają w kuźniach propagandy niczym stachanowski kowal. Wyprodukowali oni mentalną rzeszę romantyków, często nawet uczciwych patriotów, ale kierujących się sercem, a nie rozumem. Ludzie ci wykalkulowane w ośrodkach kierowniczych ludzkości brednie biorą za dobrą monetę. Święcie wierzą, że Ukraińcy walczą za demokrację, tolerancję czy nawet za Polskę. Dlatego musimy pamiętać, że źle pojmowany patriotyzm jest dla nas jako wspólnoty narodowej bardzo szkodliwy. Mesjanizm, insurekcyjność, romantyczne bzdury są szkodliwe i te idee należy wypleniać. Tej grupy ludzi nie da się naprostować, ale należy ich politycznie izolować.

Ma rację b. premier i lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej Leszek Miller mówiąc, że Ukraińcy nie walczą za Polskę. Z prostej przyczyny – oni walczą o Ukrainę. Naszym endeckim obowiązkiem jest gasić rozgrzane głowy, wychowane na insurekcyjności i wyklęciźmie. Musimy być racjonalni i ukazywać realną ocenę sytuacji nawet jeśli nas samych to już męczy. Musimy do znudzenia mówić o skutkach, które mogą dotknąć każdą polską rodzinę. To ciężka, skrajnie nieopłacalna i mało efektowna praca, ale taki jest nasz polski obowiązek. Musimy to robić konsekwentnie, inaczej po raz kolejny w przyszłości będziemy słuchać na akademiach deklamowanych patetycznych wierszy i słuchać ckliwych piosenek o poległych „za wolność naszą i waszą”. Nasz sąsiad będzie w tym czasie świętował kolejną rocznicę urodzin Stepana Bandery.

Łukasz Jastrzębski 

Nasza wojna?

Nasza wojna?

ślimak

Jerzy Karwelis 3 stycznia, wpis nr 1389

Czasy o wysokim nasyceniu narracyjnym produkują zbitki słowne, które najpierw swym dziwactwem zwracają na siebie uwagę w potocznej komunikacji, potem stają się neutralne na tyle, że nie słyszymy tego zgrzytu, by potem wedrzeć się do powszechnego języka i zaśmiecać go do upadłego. Pisałem już kiedyś o używaniu określenia „na Ukrainie” i „w Ukrainie”. To nowe dziwactwo językowe w postaci wyrażenia „w Ukrainie” stało się już tak powszechne, że obecnie stanowi już przyimkowe rozróżnienie grup ludzi – ci od „w Ukrainie”, to na bank zwolennicy bezwarunkowego wsparcia Kijowa, podczas, gdy cała reszta, ta od „na Ukrainie” to albo puryści językowi, albo realiści w stosunku do zmagań Ukrainy z Rosją i naszego udziału w tym procederze. Po prostu jest to znacznik, hasło, po którym od razu rozpoznajesz z kim masz do czynienia.

Przypomnieć należy, że cała afera zaczęła się od godnościowego uczczenia wysiłku militarnego Ukrainy, przyznania mu godności niezależnego państwa, na co miał wskazywać, tak jak w innych przypadkach przyimek „w”, w USA, w Niemczech, a więc mówienie „na Ukrainie” jakoby „umniejszało” Ukraińcom, zwłaszcza doświadczanych wojną. A więc pozamieniano, że będziemy jednak mówili „w Ukrainie”, ale „na Węgrzech”, czy Słowacji to zostało po staremu. A co to oni jacyś gorsi? Tak to jest jak bieżączka wciska się w język za pomocą wmuszania medialnego. Czyli jak Rosjanie napadną na Węgry, to będziemy jeździli „do Węgier”? A jak się skończy wojna na Ukrainie, to język wróci na swoje miejsce? Tak to wygląda proces zaśmiecania języka z powodów narracyjnych, czy wręcz politycznych.

Pojęcie

Teraz króluje, i to właściwie od początku wojny Rosji z Ukrainą, pojęcie pt. „to nasza wojna”. Odmieniane przez przypadki, w każdej argumentacji, szczególnie zwolenników bezkrytycznego zaangażowania w ten konflikt Polski, jest używane codziennie i przy każdej okazji. Spróbujmy się zmierzyć z tym co to naprawdę znaczy, przez kogo jest to to używane, wobec jakich kontrargumentów i czy jest to zbitka słowno-logiczna prawdziwa.

U podstaw tej mody leży dość ugruntowane przekonanie, które właśnie ma uzasadniać nasze kompletne roztopienie się państwa polskiego w tym konflikcie, przyjmowanie bezkrytycznie już nawet nie żądań, ale wręcz gróźb ukraińskich dotyczących sprostania ich potrzebom. Na czym polega ten impas, którym za każdym razem szachuje się każdy głos krytyki co do zachowania się Polski jako państwa w tej sprawie? Jest to założenie, że Ukraińcy walczą tam poniekąd „za nas”. Jest to propaganda o źródłach zdecydowanie ukraińskich, która szybciutko została przejęta, i to głównie u nas, bo ze świecą szukać propagatorów takiej argumentacji gdzieś na Zachodzie. „Nasza wojna” nie mówią o tym konflikcie ani Węgrzy, ani Rumuni, co dopiero kraje „starego Zachodu”, czy Turcja. To my się tu wyrywamy w ramach tej „naszości”. Jak to wygląda? Ano argumentacja jest taka: (podaję od razu z kontrargumentami)

  1. Ukraińcy walcząc oddzielają nas od stania rosyjskich wojsk nad polską granicą, co byłoby dla nas fatalnym przypadkiem. Ale – my, łącznie ze stacjonującymi na Białorusi wojskami rosyjskimi mamy z nimi i bez Ukrainy granicę długości 650 km. Wiem, wiem, walczymy o to, by nie wydłużyłaby się ona o następne 535 km, i to dlatego tak niby strasznie się w ten konflikt angażujemy. Z tym, że przedłużający się konflikt obecnie toczy się we wschodnich regionach Ukrainy, nie ma ze strony Rosji żadnych roszczeń terytorialnych co do ukraińskich regionów zachodnich graniczących z Polską. Za to brnięcie w ten konflikt grozi upadkiem nie kilku regionów Ukrainy, ale całego państwa i dopiero wtedy będziemy mieli kłopot na granicy.
  2. Drugi argument jest już niby bardziej cyniczny – oto pierwszy raz w historii to nie naszymi rękoma i nie polską krwią Rosja jest ścierana w swej potędze. Mamy więc z tego mieć korzyść geopolityczną, bo to ma osłabiać agresywne zapędy rosyjskiej mocarstwowości. Ale ten rodzaj argumentów ma jedną słabą stronę: w tym konflikcie wszystkie strony się ścierają i co będzie z naszym bezpieczeństwem jak Ukraina się „zetrze” pierwsza? Jaki będzie wynik dla nas takiego biegu wypadków? Widać to już teraz – nasze dozbrajanie Ukrainy przyniosło fatalne skutki, wcale nie przeważyło szali działań wojennych – no chyba trochę na początku, ale ten początek zamiast prowadzić do pokoju rozzuchwalił tylko wojenne podżegactwo Zachodu, Polski i Ukrainy do kontynuowania tej wojny, która właśnie przebiega coraz mniej korzystnie. W efekcie zaraz nastąpi jakaś forma zawieszenia broni, na warunkach o wiele gorszych niż te odrzucone prawie 3,5 roku temu, a my zostaniemy się rozbrojeni, bo posłaliśmy zbyt wiele na Ukrainę. Pokój zastanie nas nieprzygotowanych do wojny, w wykroku pomiędzy utratą sprzętu a brakiem nowego. Rosja wcale się za bardzo nie starła, sankcje nie działają, są omijane nawet przez Unię. Kreml stać na wojnę na zasoby, zwłaszcza co do siły żywej, która nie tylko się powoli Ukrainie kończy, ale nawet Kijów zezwala potencjalnym swoim poborowym na wyjazd na Zachód. Z ostatniej decyzji by wypuszczać Ukraińców w wieku 18-22 lat skorzystało ponad 100.000 młodzieńców. Tak więc w sprzęcie Zachód już ledwo dyszy, w ludziach to samo, zaś Rosja przestawiła się na gospodarkę wojenną, zaś rekruta jej nie brak na tyle, że nie zdecydowała się jeszcze na pobór powszechny.
  3. Trzeci argument za „naszością” tej wojny jest taki, że Rosja chce zaatakować i Polskę, zaś Ukraina stanęła mu tylko na drodze. Ergo – jak Putin wygra na Ukrainie, to zaraz weźmie się za nas. To więc jak najbardziej nasza wojna, trzeba pomagać jak sobie, bo po nich – my. A skąd taka pewność? Bardziej chyba z własnej propagandy, by uzasadnić strachem swoje, w tym unijne i polskie, nieudolności. Rosja ugrzęzła na Ukrainie, nie ma zbyt wielu sukcesów militarnych, ale i nie zaangażowała się pełnoskalowo. Rosja ma za to sukcesy polityczne – Unia się rozsypała, zadłużyła, pokłóciła politycznie, wzmogła cenzurę i autorytarny dyktat. USA szukają na Kremlu partnerstwa, mogą zrobić zaraz „Jankee go home” z Europy, NATO się zatrzęsło, zaś Chiny życzliwie zaglądają w oczy Kremlowi czy przypadkiem nie pójdzie na romans Waszyngtonem.
  4. W wojnie na zasoby Rosja wygrywa, a więc może się nawet i nie przemieszczać terytorialnie, bo całe tyły jej przeciwnika się systemowo trzęsą. Ukraina staje się państwem osłabiającym cały europejski Zachód, wymaga ciągłej kroplówki, co osłabia finansowo kraje „chętne”. I po co, i jak, miałaby taka Rosja zaatakować nas tu? Jak wystarczy wpuścić (wedle oficjalnych wersji) kilka styropianowych dronów czy tuzin balonów przemytniczych i zaraz zbiera się rząd, nawet w Święta, zaś najnowsze myśliwce n-tej generacji podrywają się z lotnisk, by postrzelać rakietami za ciężkie tysiące dolarów w drony wartości zużytej Toyoty z komisu samochodowego. Po co Rosji miałby być potrzebny konflikt z jeszcze żyjącym – a w ramach konfliktu do odrodzenia – NATO, skoro za chwilę przy negocjacji pokoju mogą przy zielonym stoliku dostać wiele – miejmy nadzieję, że oprócz ziemi – z Europy Środkowej? Ten automatyzm, że po Ukrainie przyjdzie na nas kolej zakłada, że nasza przynależność do NATO nie ma jednak żadnego znaczenia, bo miałaby nie odstraszać Putina.

Naszość wojny

W końcu – jeśli przyjąć dyżurny argument-killer, że to „nasza wojna”, to trzeba sobie powiedzieć w takim razie, że tę „naszą” wojnę przegrywamy. Wojna więc to była dziwna, bo taka nasza-nie nasza. Dawaliśmy tam wszystko, oprócz siły żywej (mam nadzieję), ale nie mieliśmy żadnego wpływu nie tylko na to na jakich warunkach zwrotnych tej pomocy udzielamy (podpowiadam – na żadnych), ale nawet na co to pójdzie. Czy mieliśmy jakiś wpływ na decyzje czy to militarne czy polityczne w tej „naszej” wojnie? Żadnych. Byliśmy tylko dawcą w ciemno. Na taką rolę zgodziliśmy się od początku. Czyli wpływów żadnych – same koszty. A więc charytatywny darczyńca.

Gdyby to była nasza wojna to siedzielibyśmy przy jakichś stołach narad, a nie jechali w osobnych wagonach, bo starsi i mądrzejsi naradzają się sami. Obawiam się, że również w sprawach takich jak „co zrobić z Polakami w ‘ich’ wojnie”. Gdyby to była „nasza wojna” nie dalibyśmy się sprowadzić do roli wyłącznie dostawcy, bez decyzji na co idą nasze zasoby, co z tego będziemy mieli oraz kiedy ta nasza usługa ma się skończyć. Zaraz bowiem poziom „naszości” tej wojny może się podwyższyć w ten sposób, że do zasobów sprzętowo-materiałowych dodamy również nasz zasób ostatni – ludzki. Na razie europejski Zachód, a właściwie Grupa E3 (Niemcy, Francja i Wielka Brytania) tego od nas nie żąda, ale sam prowadzi ostrą walkę o obecność europejskich wojsk rozjemczych w jakiejś wyimaginowanej strefie buforowej, którą swoimi siłami może obsadzić w góra 10% potrzeb. Do kogo się więc zwróci o zasoby ludzkie? Pewnie do nas, ale na szczęście (tu wyjdzie moja ruska onuca z brudnych walonek) mamy Putina, który nie po to zaczął się z Ukrainą, żeby na końcu wojny, którą wygrywa stały jakieś zachodnie wojska, bliżej jego granic niż przed wojną. 

Skoro to „nasza wojna”, to należy rozumieć, że jesteśmy na wojnie z Rosją? No to mamy szczęście, bo chyba Putin o tym nie wie. Jesteśmy krajem do wojny kompletnie nieprzygotowanym, co udowodniła nie tylko wojna rozpoczęta w lutym 2022 roku. Nie zaczęliśmy się przygotowywać nawet po agresji Rosji w 2014 roku. Nic. A już brak wniosków po rozpoczęciu „drugiej wojny” ukraińskiej, to już pomsta do nieba. To tak wyglądają działania w konflikcie, w którym podobno uczestniczymy? Z jednostkami, które nie są nawet w stanie wyjść z koszar, jeśli mówimy o batalionie wzwyż? Bez obrony powietrznej? Wojsk dronowych? Po prawie czterech latach wojny w kraju z nami graniczącym?

„Naszość” tej wojny polega więc nie na działaniach, nawet decyzjach, militarnych, tylko na gadaniu o „naszości”, bez żadnych, oprócz narracyjnych, konsekwencji. A więc ta nasza wojna to jest pic na użytek wewnętrzny, by rozdzielić rodzime ziarno „ochotnych” od onucowych plew pacyfizmu. Jednocześnie ma to przenieść mobilizację społeczną w obszary wzmaganego strachu, wszak jesteśmy w wojnie już od dawna, podobno. A wtedy każda władza, jak za testu kowidowego, jest fajna i każda niesubordynacja, brak zgody na dowolne szaleństwa władzuchny jest aktem zdrady państwowej.

Dziwność wojny

No dobra, dyżurnie przyjmijmy, że to „nasza wojna”, ale w takim razie to wojna dziwna. Już tylko z rzadka mówi się o niej, że jest pełnoskalowa. Nie jest też „operacją specjalną”, jak deklarował Putin. Ale popatrzmy – nie ma poboru powszechnego w obu wojujących krajach, handel kwitnie, łącznie z eksportem i wymianą handlową wojujących i wspierających stron. Charakter starcia jest – mimo wielkich zapowiedzi o powszechnej mobilności przyszłej wojny – bardziej przypominający I wojnę światową z kilometrami stałych okopów i umocnień. Na górze jeżdżą czołgi, a pod ziemią szumią rurociągi z surowcami i po wirtualnym niebie latają zaś faktury i przelewy.

I najważniejsze – moim zdaniem to wojna na zasoby. Zwłaszcza Europa, uboga po szaleństwie klimatyzmu w surowce jest tu w kropce: albo musi z marżą pośredników i pewną taką dozą nieśmiałości, jednak kupować od Rosji, albo wisi na gazie z USA i ropie od Arabów. Tego kłopotu nie ma sama Rosja. To samo jeśli chodzi o zbrojenia – Kreml jedzie pełną parą, zaś przemysł ciężki, a tym bardziej militarny w Europie rozpędza się – jeśli w ogóle – bardzo powoli. W dodatku trwają cały czas targi kto ma za to zapłacić, co antagonizuje kraje Unii.

Istniało niebezpieczeństwo dla Kremla, że ta sytuacja „obudzi” jakoś Europę, ale widać, że nic z tego nie będzie. Jak już się za to wzięła Unia Europejska, to już można być pewnym, że będzie późno (za późno?), drogo i wszystko ugrzęźnie w debatach i walkach o dojście do unijnego żłoba. Jeśli już starczy jakiejś kasy to raczej na armię europejską, za słabą na przeciwstawienie się Rosji bez Ameryki, za to w sam raz, by trzymać Europejczyków za mordę, w razie problemów z procesem federalizacji Unii. Dla Rosji nie będzie żadnej groźby przebudzenia.

To wojna na zasoby. Zawsze zastanawiało mnie, czemu Rosjanie nie bombardują kilku na krzyż magistrali kolejowych po zachodniej stronie ukraińskiej. To przecież tymi nielicznymi nitkami idzie cały sprzęt na wojnę. Wystarczyłoby kilka nalotów, powtarzanych co dwa tygodnie i ruch witalnego sprzętu by ustał. Czemu Rosjanie tego nie robili? Moim zdaniem jest to dowód na dziwność tej wojny. Zamierzoną. Skoro Putin chce, by się Zachód wykrwawiał przez ukraińską ranę to po co zatykać żyły, którymi wypływa w ukraiński piach zachodnia krew? Niech się upłynnia. A, że to głupie, bo Putin pozwalałby na zaopatrywanie frontu swoim przeciwnikom? Ale właśnie tak robi od początku. Sprzęt najwyżej pozabija mu na froncie ludzi, ale to dla Rosjan nie jest od początku jakiś najważniejszy priorytet. „U nas ludiej mnogo, wsiech nie usmotrisz” – najwyżej zginie ich ileś tam tysięcy więcej, za to Zachód się wyprztyka, będzie wojskowo nikim, zadłuży po uszy, zaś narody popadną albo w panikę, albo w apatię. A więc taka strategia przynosi Rosjanom korzyść i wysoce udziwnia wojnę, która dotąd zdawałaby się polegać na atakowaniu linii zaopatrzenia.

Czyjość wojny

Skoro to „nasza wojna”, to popatrzmy się czy jest to wojna… Ukraińców? Dla tych walczących – jak najbardziej. Dla tych, co pozostali – już nie tak bardzo to „ich wojna”. Spośród wszystkich moich znajomych z Ukrainy, ci co pozostali w ojczyźnie, wszyscy mają dzieci na Zachodzie. Po pierwsze – to oznacza, że można wyjechać, a więc to kolejna odsłona „dziwnej wojny”. Po drugie – pokazuje to dość niski stopień „ichniości” wojny dla Ukraińców. I żeby nie było – ja to rozumiem: kto by chciał ginąć za kraj zoligarchizowany do tego stopnia, że kradzież pomocy zagranicznej dla wojującego kraju jest dla jego włodarzy procederem bezkarnym. Też bym nie walczył, zgoda. Też bym chował swoje dzieci po Hiszpaniach, Polskach, czy Niemczech. Ale nie wycierałbym sobie jednocześnie codziennie ust oświadczeniami o własnej ofierze, patriotyzmie, nie świeciłbym innym w oczy pozorami bezgranicznego zaangażowania.

Czy to wojna ukraińskich imigrantów? No, na pewno nie wszystkich. Dyżurny model matki z dziećmi, która uciekła do Polski przed bombami, a tatuś ze szwagrami walczą na Ukrainie jest przypadkiem dość rzadkim. Na pewno niknącym w tłumie poborowych dekowników, całych rodzin, które po prostu skorzystały z okazji na szansę na migrację ekonomiczną, zerwanie ze zgniłym systemem ojczyzny. Ale to likwiduje wszystkie powody dla szczególnego traktowania tej migracji, inne niż czynionej z powodów ekonomicznych.

Nie bardzo widać iunctim pomiędzy ekonomicznym, jeśli już nie socjalnym, charakterem tej migracji a traktowaniem całości Ukraińców awansem jako ofiary uchodźtwa wojennego. A tu jest wszystko do jednego worka. Czemu więc socjal, czemu lekarstwa, czemu edukacja, czemu te preferencje często przewyższające prawa Polaka? Nie mają żadnego uzasadnienia wojennego, są za to otwartymi wrotami do nadużyć, które leżą u podstaw rosnącej niechęci Polaków do Ukraińców. Takie cuda są jeszcze wzmacniane narracją takich migrantów jak to oni walczą o Ukrainę, kiedy sama ich tu obecność pokazuje, że właśnie nie walczą.

Trzeba pamiętać, o czym pisałem, że mamy jakby dwie migracje – tę pierwszą, „przedwojenną”, która miała szczery charakter zarobkowy, była asymilacyjna, nacelowana na wtopienie się w polski żywioł. Druga to w dużej mierze migracja socjalno-roszczeniowa, przy okazji wojny, gdzie elementy uchodźcze są wysoce narracyjne. Widzą to nie tylko Polacy, ale i… migranci ukraińscy z pierwszej, zarobkowej migracji. Po prostu ta migracja wojenna psuje im PR, bo swą niewdzięcznością posuniętą do roszczeniowej agresji, wrzuca wszystkich Ukraińców w pojmowaniu ich przez Polaków, do jednego wora.

Odpada tu też argument demograficzny. Przypomnę, że otwarcie się na Ukraińców w pierwszej, zarobkowej migracji było akceptowalne ze względu na padającą polską demografię. Nie było komu robić, a więc ochotni do roboty byli mile widziani. Wtedy jeszcze łudzono się potencjalną bliskością kulturową, co okazało się szkodliwym mitem. Ci asymilacyjni Ukraińcy widać, że chcą się zintegrować z Polakami i ich kulturą. Ci roszczeniowi – gdzież tam, są pyszałkowaci, zaś jako przedstawiciele kultury turańskiej (nam się mylą jako Słowianie z kulturą łacińską) każdą bezinteresowną pomoc odbierają jako dowód słabości frajera. A więc demograficznie może być ten ukraiński rachunek poważnie zweryfikowany przez wojenną falę migracji. Możemy, wzorem Zachodu, doczekać się całych dzielnic i pokoleń, co to roboty nigdy nie widziały, żyją w swoich gettach, kumulując nienawiść do systemu, który codziennie wykazuje, na ich własne życzenie, że nie dość się stara uchylić nieba dekownikom.

Migracja jako zdobywca

W końcu trzeba postawić pytanie czy dla tych wszystkich oligarchów, którzy rozbijają się na ukraińskich tablicach brykami za miliony wojna na Ukrainie, to „ich wojna”, skoro to wojna nasza? Liczba milionerów w kraju napadniętym w czasie wojny znacznie podskoczyła. Na czym więc chłopaki tak nagle zaczęli zarabiać? No przecież ujawnienie przekrętów robionych na Ukrainie na pomocy dla walczącego państwa to, moim zdaniem, wierzchołek góry lodowej. Współczynnik „zwrotu”, czyli procent ukradzionej pomocy dochodzi do 30%, a więc możemy sobie spokojnie założyć, że kilkadziesiąt miliardów dolarów zostało przekręcone przez starych i nowych, wojennych oligarchów. To te miliardy właśnie rozbijają się po Warszawach, Wrocławiach czy Monte Carlach.

To są te niekupione czołgi. I co? I nic? Zachód to przykrywa bo albo się działkuje, albo co najmniej nie chce tego tematu drążyć, bo by się jeszcze podatnicy zapytali na jakiej to zasadzie ich włodarze na Zachodzie tak suto dotują ferrari i aston martiny? W normalnym kraju w stanie wojny obronnej, gdyby ktoś zaiwanił kasę na pomoc z zagranicy, to odbyłoby się rozstrzelanie na rynku z udziałem publiki i byłby w tydzień porządek. Ale takie mamy czasy z bezkarnością rządzących.

No bo zobaczmy: myśmy się wypruli z paru setek miliardów (to się wciąż liczy, tylko nie wiadomo jak, zaś proceder wypruwania się trwa), zaś jak widać ukraińscy oligarchowie – nic a nic. Mydli nam się oczy tym, że jakoby Ukraińcy ratowali swoimi składkami polski ZUS i NFZ. Po stanie tych instytucji widać, że lepiej by było chyba zrezygnować z takiej kontrybucji. Do tego systemu Ukraińcy wpłacają parę miliardów, wyciągają za to dziesiątki. Bilans jest ewidentnie ujemny i stanowi filar systemowej zapaści np. takiej służby zdrowia. Jaka jest kontrybucja ukraińskiego biznesu, który – podobno – daje (uwaga!) Polakom pracę? Pewnie bez tej gospodarności Polacy by sobie sami nie poradzili.

No to jak to jest, że Ukraińcy wykupują w Polsce polskie biznesy? Skąd mają kapitał? Czyżby… od nas? No dobra, niech będzie, że sami zarobili, to czemu inwestują w fuzje polskie, kiedy (pamiętam z filmów) w trakcie wojny Polacy dawali swoje obrączki, by wesprzeć wysiłek zbrojny polskiej armii? Wyświetlmy sobie następujący obrazek: jest powiedzmy 1943 rok, trwa II wojna światowa, Wielka Brytania, Anglicy pomagają jak mogą walczącej Polsce, podczas gdy Polonusy rozbijają się po Londynie limuzynami, na które nie stać Anglików, wykupują ich firmy, siedzą na socjalu i w przychodniach. A tak jest teraz w Polsce. Przypomnę, że etosem Polaków w II wojnie światowej był ruch odwrotny. Ładnie to pokazywał serial „Jak rozpętałem II wojnę światową”, który jest de facto historią Polaka, przemierzającego całą Europę, Bliski Wschód i Afrykę by przedrzeć się do Polski, po to aby o nią walczyć.

Pokój jako sierota?

No właśnie – skoro, jak widać na wyrost, wiele grup przyznaje się do tego, że to „ich wojna”, to czyja jest ona naprawdę? Widać to po tym, kto i czy… tej wojny nie chce skończyć. To zaprawdę musi być wtedy jego wojna. Nie chce jej skończyć Putin, bo im dłużej ona trwa, tym jego sytuacja się polepsza. Nie chce jej skończyć Zełenski, który kolejny raz nie chce skorzystać z szansy, by późniejsza odsłona dała mu… gorsze warunki pokoju. Czemu tak czyni? Pewnie z kilku powodów: po pierwsze z końcem wojny czekałoby go rozliczenie i to głównie z wracającymi z okopów, po drugie – Zełenski dokładnie gra w lidze europejskiej, której kontynuacja wojny jest też na rękę.

Wojna na Ukrainie odsuwa uwagę obywateli od właściwych problemów generowanych przez rządzących, którzy negatywne efekty swych polityk mogą zrzucać na poświęcenia wojenne, motywowane pięknoduchostwem szantażującym obywateli. Wojna to też wspaniały mechanizm popychający do zacieśnienia integracji europejskiej w projekcie federacyjnym Unii. Zbrojeniówka chce tej wojny, chcą jej też ukraińscy oligarchowie, którzy mają „złoty czas”, a takich miodów kończyć za bardzo nie chce się.

Za promotora pokoju, za nie swoją oczywiście cenę, robi już chyba tylko Trump, no może jakieś rosnące grupy Ukraińców. Niestety wojny też chce polska klasa polityczna i to praktycznie – poza Konfederacjami – w całości. Lewacy – wiadomo, będą grali jak im Unia zagra, zaś PiS jedzie już tym podżegactwem siłą rozpędu, będąc jednocześnie proamerykański popiera wojnę, której Trump nie chce.

Spróbowaliśmy więc tu sobie rozebrać na drobne latające w powietrzu zapewnienia o „naszej wojnie”. Całe szczęście, że to nieprawda, bo z takim stanem państwa dawno byśmy taką wojnę przegrali i popadlibyśmy w niewolę. A w niewoli i tak jesteśmy, tyle, że (na razie) w niewoli narracyjnej wojny, w której podobno wojujemy, zaś tak naprawdę jesteśmy tylko źródłem zaopatrzenia konfliktu, który im dłużej trwa, tym bardziej na tym tracimy. Taka to ta „nasza wojna”.  

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Radykalna kontrrewolucja jest już możliwa. Warunki.

Radykalna kontrrewolucja jest możliwa. Warunki.

Mirosław Dakowski

Przypomnę: Kontrrewolucja to nie rewolucja w przeciwną stronę, lecz odwrotność rewolucji.

——————————

[Wybaczcie, proszę, styl. Skrótowy, ale jakby prorocki. Bo jest to podsumowanie, bez podawania odnośników do poszczególnych problemów. Czyli głównie dla osób już „w temacie”, działających.]

————————————-

Tak „Zielony komunizm” UE, jak jej w pewnym stopniu […jeszcze, na razie??] członki [to jest byłe państwa], staczają się ze sporym przyspieszeniem w przepaść.

Możemy się jednak z tej śmiertelnej lawiny uratować.

UE stacza się w przepaść z szyderczym rechotem jej planisty i wodza – szatana. On zaplanował przecież, by w Europie na gruzach Cywilizacji Łacińskiej przewalał się i mordował tłum osobników bez narodowości, bez rodzin, bez jakiejkolwiek moralności.

Czy wszyscy już to widzimy?

Czy z tej spektakularnej katastrofy można jeszcze uratować Polskę?

Obecnie Polską rządzą jakieś bandy, mafię pozbawionych jakiejkolwiek etyki łobuzów, większość na żołdzie naszych wrogów. Trafia się fantasta – intrygant socjalizujący. Prawda?

Kto się z tą konstatacją nie zgadza, niech dalej nie czyta, niech powróci do lektury Gazety Wyborczej oraz Żydownika Powszechnego.

…Choć – może nie mam racji?  Może niech czytają, bo przecież jest szansa że do któregoś te rozmyślania trafią. Czy go choćby wściekną?

W latach 1989-90 wydawało się nam [niektórym, tym bardziej krótkowzrocznym; należałem do nich], że mamy szansę!

Moją nadzieję teraz budzi to, że ostatnio jakby przestała obowiązywać główna od 35 lat zasada: „My nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”. Teraz już obowiązuje ta, z Misia chyba: „no nie ma twego płaszcza i co mi zrobisz?”

Coraz więcej ludzi ucieka więc z POPiS-u, też ci uczciwsi z lewa, do obu Konfederacji.

Jednak w systemie partyjniackim, to jest w okowach ordynacji proporcjonalnej nie ma szans na zmianę uzdrawiającą życie polityczne. Jest „szansa” najwyżej na rozruchy, stany zagrożenia – i na przykład wejście pacyfikujące wojsk UE, to jest konkretnie Wehrmachtu.

Mamy jednak szansę. Widzę ją w wymuszeniu, przez stanowcze żądanie narodu, a z pomocą prezydenta oraz partii i ruchów pro-polskich, narodowych  – zmiany Konstytucji stolzmannowskiej 1997 roku.

Najważniejsze konieczne zmiany w nowej Konstytucji to jest:

Ordynacja: – Zmiana na JOW utrąci obecną chorobliwą sytuację rządowo-polityczną.

W gospodarce: odejście od etatyzmu i biurokracji, czyli głównie konieczne jest wprowadzenie zasady „wszystko co nie jest jasno zabronione, jest dozwolone”.

– Najważniejsze: Polska i Polacy przede wszystkim.

Próbowaliśmy po 1989-90 to przeprowadzić. Niestety silniejszy był spisek ludzi Kiszczaka i ludzi Geremka, to jest nurtów masońskich.

W dziedzinie zarządu gospodarką przybył polecany przez „brata” Geremka niejaki Jeffrey Sachs. I długo szukali tutejszego pajaca. Wreszcie znaleźli jakiegoś „popa” [dla młodzieży: „pop” to Sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej] – Balcerowicza. I co? „Reforma” potoczyła się w kierunku sterowanego z zewnątrz etatyzmu, i zamiast usunąć biurokrację, wielokrotnie spotęgowali jej wpływy. Otworzyła wrota korupcji i dyktatu Korporacji.

W energetyce w dobrą stronę kierowali Stanisław Albinowski, Aleksander Szpilewicz, profesor Szargut. Tworzyliśmy realną alternatywę do energetyki socjalistycznej. Zmiany od dołu, naturalne, nie zaś procedury, nakazy i zakazy. Powstawała Agencja Poszanowania Energii. .. Z zewnątrz nakazano powstanie nakazowo-kontrolnego URE, jeszcze za premierostwa J. Olszewskiego. Widzę jego skonsternowaną twarz, gdy w czasie obiadu niejaki Adamczyk, późniejszy kryminalista, o tym go, nas, – poinformował.

 Tak wtedy jak i teraz mężowie staną i mądrzy działacze są usuwani poza media, na margines.

Za premierostwa Rakowskiego, gdy już „przemiany” były im narzucone, na przykład w ekonomii był Wilczek [twórca nowej krótkiej zasady gospodarczej eliminującej prawie całą biurokrację komunistyczną: w skrócie: wszystko w gospodarce, co nie jest stanowczo zabronione, jest dozwolone.

Po 1989 dali się poznać z rozsądnymi programami bardzo dobrzy ekonomiści, jak profesor Balcerek, Zdziarski, Kurowski, Witold Kieżun i paru innych.

Często słyszymy narzekania że nie mamy przecież mężów stanu.

To, że każdy [prawie] widzi, iż rządzą nami miernoty, tchórze, karierowicze, by potem dać szanse korupcji, nie powinno nas pozbawiać nadziei.

Dlaczego:

1) Oni nie rządzą, tylko [ głównie ] wykonują polecenia obcych

2) jak zwykle taki tutaj, szumowina zbiera się na wierzchu garnka. A wewnątrz jest jej mniej.

Sami jesteście dupki, KATASTROFĄ! Nie tylko ekolo, ale gorzej – umysłową i duchową.

———————————–

Obecnie również – mamy mężów stanu, ludzi energicznych, z programami, którzy mogą Polskę poprowadzić bezpieczną drogą. Ale – tak jak od wielu dziesięcioleci – pozbawionych wpływów, spętanych. Ordynacja JOW natychmiast da im pełną szansę działania. A co ważniejsze – da nam wszystkim szansę na rozumny rozwój.

———————————–

W nowej Konstytucji najważniejsze byłoby:

– Zmiana ordynacji wyborczej do sejmu z kilku [idiotycznych, wymienianych ad hoc] wariantów tak zwanej „proporcjonalnej” na JOW. To da możliwość skruszenia obecnych ekip [gangów??] , czy to Bandy Czworga [w latach 90-tych] czy ostatnio POPiS-u.

Nowe, tworzone, uznane przez Polaków strumyki polityczne znajdą zapewne swe miejsce w nurtach rozwijających się w Europie ruchów naprawdę demokratycznych, ale narodowych, jak na Węgrzech czy na Słowacji.

A może też wezmą sobie za wzór tendencję zza Oceanu to jest MAGA: Polska i Polacy przede wszystkim.

Ten nurt Odrodzenia wróci też na pewno [bo musi] do katolicyzmu. Nie tego rysiowego, synkretycznej mieszanki wszystkich religii. Katolicyzm prawdziwy, ten pochodzący od Jezusa Chrystusa, nie od Paczamamy czy Ducha Ziemi trwa, rośnie, ciągłe ciosy go tylko umacniają.

Czy jest to marzenie, mrzonka?

Zobaczmy, jakie zmiany w świecie, czyli warunki zewnętrzne, mają ma to wpływ.

Naturalny uzdrawiający ruch powrotu do normalności ma duże znaczenie w USA [MAGA]. Przecież oni chcą swojego dobra! Narody Europy te jeszcze żyjące [choć ciężko chore] też zaczynają wybudzać się z narkotyczny drzemki.

Najważniejsze: Piszemy, powtarzamy, że było już wiele ogromnych cudów różańcowych. Od Lepanto do wyzwolenia Austrii spod komunizmu w latach 1953-4. Niestety bracia-katolicy [w dużej większości] nie są skłonni w tych Krucjatach Różańcowych uczestniczyć. Czyżby musieli jeszcze mocniej dostać po grzbiecie?

Może teraz, gdy Wieża Babel II kruszy się i sypie – to dojrzeją? Dojrzą??

Sprawy ogólniejsze.

W skali świata kluczowym jednak będzie stan Kościoła Katolickiego.

 Bez powrotu przez hierarchię kościoła, Watykan i Papieży do Wiary Chrystusowej, nie będzie możliwe uzdrowienie, naprawienie, nawrócenie świata. To, że Watykan został formalnie w Capella Paulina 27 na 28 Czerwca 1963 roku oddany Szatanowi, opisał dawno Malachi Martin w książce „Dom Smagany Wiatrem”. Zawsze, co roku w ponurą rocznicę tego aktu o tym przypominam [Watykan. Intronizacja Lucyfera w Capella Paolina 29 czerwca 1963. Skutki widać gołym okiem.  ]. Pokonać tę naszą klęskę może tylko papież. Katolicy całego świata mogą jedynie, a jednocześnie muszą o to walczyć, głównie chyba modlitwą.

Planeta otrząśnie się spod gniotu Szatana, gdy wreszcie odważny papież poświęci Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi tak, jak prosiła czy żądała tego w Objawieniach Fatimskich. Wtedy „nastanie jakiś czas pokoju”.

Ale my, Polacy musimy do tego dożyć, fizycznie i duchowo. Przy współczynniku dzietności około 1.01 do 1.1 małą mamy na to, jako naród szansę.

To wskazywane w pierwszej części tego artykułu odrodzenie jest jednak konieczne, a usiłuję wykazać, że jest też możliwe w fazie początkowej powyżej naszkicowanych przyszłych zmagań planetarnych.

My walcząc o przetrwanie, uratowanie Polski – więc i katolickiej – wpisujemy się w coraz mocniejszy nurt Odrodzenia światowego. Jesteśmy takimi małymi i upartymi hobbitami. A Tolkien był, a raczej jest – prorokiem.

Wyraźnie zbliżamy się do decydującej bitwy. Dobrze, by możliwie wielu niziołków znalazło się w niej po właściwej stronie ! Dla ich osobistego dobra nawet!

Jak z bólem widzimy, odnowa świata nie nastąpi prędko. Musi wyzdrowieć Kościół. 

Powinniśmy więc tę naszą odnowę przeprowadzić energicznie i szybko, bo chcemy przeżyć. Przeprowadzimy może z najbliższymi [duchowo, niekoniecznie geograficznie] sąsiadami?

A potem – to już się narzuca – trzeba stanąć na czele tej światowej odnowy, prawda?

==============================

Niezgrabnie mi się napisało. Ale to nie jest materiał propagandowy. Jest to pilna zachęta do znalezienia wyjścia z paru zaułków dżungli sprzeczności.

On n’a pas besoin de chercheurs; on a besoin des trouvèurs.

Pisrael, czyli największy problem Polski

Pisrael, czyli największy problem Polski

Autor: AlterCabrio, 3 stycznia 2026

Dopóki jednak istnieją jako zwarta siła polityczna, udają prawicę i sprawiają wrażenie, że chodzi im o Polskę i interes Polaków. Zapełniają tym scenę polityczną, na której dotąd zajmowali to miejsce, gdzie powinna znajdować się prawica niepodległościowa. Jednym z głównych zadań tej grupy było pilnowanie, aby nie wyrosło nic na prawo od nich, dostali więc od zewnętrznych organizatorów przywilej bycia jedyną prawicą w Polsce.

Obrazek: Manneken Pis, słynna figurka siusiającego chłopca z Brukseli LINK

Pisrael, czyli największy problem Polski

Po tak zwanej prawej stronie sceny politycznej w Polsce panuje przeświadczenie, że największą zmorą polskiej polityki jest kombinat partii lewicowo-liberalnych, optujących za Unią Europejską, Ukrainą, Niemcami, i dobrodziejstwem inwentarza tych bytów.

Negatywna opinia Polaków o tych bytach jest jak najbardziej zasłużona, chcę jednak dowieść, że ograniczenie się do lewej, czy też lewackiej strony nie pozwala nam dostrzec problemu jeszcze większego. Problemem tym jest PiS jako główny hamulcowy odzyskania niepodległości Polski. Obecny układ w którym po jednej stronie działa KO z przystawkami, po drugiej PiS z przystawkami, a między nimi znajduje się mała partia ludowców, spełniająca funkcję „języczka u wagi” stanowi modelowy przykład zastosowania mechanizmu gnostyckiego, zakładającego równowagę dobra i zła jako dwóch przeciwieństw, które zlewają się w jedność. Układ ten powstał w Magdalence, po drodze zmieniał nazwy tworzących go partii, ale zasadniczo pozostał ten sam aż do teraz. Układ został narzucony Polsce tak samo, jak Jałta i obecność armii sowieckiej, a służy do kontroli Polski przez siły z zewnątrz. Wystarczy bowiem przed wyborami zawalczyć o kilka do kilkunastu procent wyborców, aby zdecydować, która siła polityczna będzie zarządzać Polską. Taki schemat opiera się na wzorcu, który zakłada, że tworzące go siły polityczne zawsze będą prostytucyjne, to znaczy będą służyć komuś z zagranicy za zyski i władzę, a ponieważ wzorcowo składa się ze stałych trzech elementów, zapewniających działanie i trwałość, można go śmiało nazwać trójprostytucją, inaczej tańcem trzech murew. Prostytucyjność ugrupowań osiąga się za pomocą całkowitego przejęcia ich liderów przez siły z zewnątrz, za pomocą trzech sposobów. Sposób pierwszy to hodowla zasobu ludzkiego. Delikwenta przygotowuje się do pełnienia roli agenta poprzez właściwą formację, im wcześniej się zacznie, tym lepiej, a najlepiej zaraz po urodzeniu, co jest możliwe, jeśli rodzice są agentami tej samej siły. Sposób drugi to korupcja, czyli zawsze skuteczne przekupstwo. Sposób trzeci to szantaż. Najlepiej sprawdza się połączenie tych trzech sposobów.

Czytaj też:

koniec po-pis-u, część I i II

Polski problem polega na tym, że większa część Polaków, nastawiona prawicowo, czyli normalnie i niepodległościowo uważa za reprezentantów swoich poglądów strukturę, która nigdy nie była ani prawicowa, ani niepodległościowa. Z nazwy oczywiście tak, ale to wynika nie z przekonań liderów ugrupowania, ale z przekonań wyborców, dla zagospodarowania których powstało. Skoro była docelowa grupa klientów, stworzono taki towar, który lubią, i zaoferowano wybór, jak w sklepie z partiami. Jeśli nie chcesz tych lewaków, którzy sprzedali Polskę, musisz wybrać nas, bo z nami wstaniesz z kolan. A jeśli nie wybierzesz nas, to zobaczysz, znowu wrócą do władzy oni. A skoro już wrócili, to zobacz, jakie straszne rzeczy robią. Jeśli chcesz ich odsunąć od władzy, musisz wybrać znowu nas, bo dopiero wtedy powróci normalność, a Polska będzie znowu silna i ludziom będzie żyło się lepiej. A co wcześniej było złego, to przecież nie my, to zawsze oni. Nigdy nie robiliśmy takich rzeczy, nie podpisywaliśmy, nie wdrażaliśmy, nie wpuszczaliśmy. Nie mamy niczego wspólnego z zielonym ładem, likwidacją górnictwa i energetyki, z zapaścią sądownictwa, z rozbrojeniem armii, ze sprowadzaniem imigracji, z ukrainizacją, z zadłużaniem państwa. Jedynym złem całego świata są oni, i tylko my możemy ich odsunąć od władzy. Jeśli więc nie poprzesz nas, nie będziesz patriotą.

Takie bajki wlewają Polakom do umysłów blagierzy pseudopolityki i pseudomediów. Nie chcę skupiać się na komentowaniu tego morza oszustwa, bo ono jest skutkiem, nie przyczyną. Chcę wykazać dobrodusznym, prostolinijnym rodakom, że największe zło nie jest to, które objawia się nam w pełnej krasie, szczerząc kły, lecz to, które przywdziewa maskę dobra, udając, że spieszy nam na ratunek, aby wyrwać nas ze szponów krwiożerczej bestii. Siła polityczna, znana szerzej jako PiS, występująca też pod szyldem „zjednoczonej prawicy” nigdy nie była prawicowa, lecz socjalistyczna, a niepodległość traktowała na sposób masoński.

Ten sposób myślenia oznacza, że przywódcy organizacji zawsze traktują naród jako zasób do dyspozycji państwa, a oni sami chcą być tego państwa władzą. Nie starają się jednakowoż sprawować w państwie władzy suwerennej, lecz w pełni akceptują przyjęcie obcego protektoratu. Dla socjalistycznych etatystów to najłatwiejszy wybór, gdyż daje im gwarancję, że ich władza nad państwem zostanie zachowana dzięki tej zewnętrznej potędze, której zgodzili się podlegać. Są więc władcami nad swoim krajem tak samo, jak Herod był władcą nad Judeą. Tamten z ramienia Rzymu, ci z łaski Usraela, łaszący się do tych obcych, którzy mają siłę, aby utrzymywać swoich namiestników nad skolonizowanym terytorium. Bez oporów zaakceptują również Unię Europejską, byle nie przeszkadzała im w sprawowaniu namiastki władzy. Nie jest to bowiem władza w pełnym znaczeniu, PiS nie jest autonomiczny, nie steruje procesami, zachodzącymi w państwie polskim. Autonomia procesu obejmuje trzy etapy: postulację, która wyznacza cele działań; optymalizację, która dobiera zasoby i sposoby osiągnięcia celów; realizację, która jest faktycznym działaniem nakierowanym na konkretny cel. PiS zadowalał się dotąd realizacją i częściowo optymalizacją, nie zajmował się natomiast postulacją. Oznacza to, że cele działań, podejmowanych w Polsce za rządów „Zjednoczonej prawicy” wytyczał ktoś spoza Polski, nie działając w interesie Polaków, lecz obcych sił. Władza w Warszawie miała proste zadanie: dobrać sposoby z istniejących zasobów i przeprowadzić działania. Władza ta nie zajmowała się wypracowaniem celów, zgodnych z interesem Polaków, a jeśli coś takiego udało jej się osiągnąć, to dlatego, że było to zgodne z aktualnym interesem tego, kto wyznaczał cele.

Dziś, pod rządami kolejnej władzy w Warszawie dzieje się podobnie, z tą różnicą, że zmieniły się cele zewnętrznych organizatorów. Poprzednią władzą w Warszawie zarządzała anglosaska masoneria rytu szkockiego, więc proces transformacji zachodził bardziej ewolucyjnie. Po wyborach w 2023 r. do wyznaczania celów dorwała się masoneria rytu francuskiego, rewolucyjna, dlatego działania przyspieszyły. Różnica między obiema władzami leży w szczegółach realizacji, jednak co do ogólnego kierunku są tożsame. Jest to likwidacja państw narodowych Europy i transformacja narodów w nowy zasób państwa europejskiego, poprzez wymieszanie ludności i kultur.

Żywienie nadziei, że całym złem jest Tusk i Koalicja 13 grudnia, a proces likwidacji Polski zakończy się, gdy PiS odzyska władzę nie ma żadnych podstaw. Wcześniejsze doświadczenia rządów tej formacji i tych ludzi dowiodły, że ich napędem jest żądza władzy, nawet cząstkowej i ograniczonej. Dla nich lepiej zarządzać zasobami w czyimś interesie, niż ryzykować odzyskanie niepodległości. Musieliby bowiem stworzyć jakiś własny program i wziąć na siebie odpowiedzialność, a tego nie chcą i nie potrafią. Tak, jak jest teraz, i jak zapewne będzie, gdy wrócą do władzy stanowi dla nich najlepsze rozwiązanie. Będą mogli udawać rządzenie, a odpowiedzialność zrzucać na okoliczności zewnętrzne, które jakoby uniemożliwiają im prowadzenie polskiej racji stanu. Doraźnie różnie aspekty życia zapewne poprawią się, jednak długofalowo skutki dla narodu i państwa będą takie same.

Dopóki jednak istnieją jako zwarta siła polityczna, udają prawicę i sprawiają wrażenie, że chodzi im o Polskę i interes Polaków. Zapełniają tym scenę polityczną, na której dotąd zajmowali to miejsce, gdzie powinna znajdować się prawica niepodległościowa. Jednym z głównych zadań tej grupy było pilnowanie, aby nie wyrosło nic na prawo od nich, dostali więc od zewnętrznych organizatorów przywilej bycia jedyną prawicą w Polsce. I trzeba przyznać, że do niedawna wywiązywali się z tego zadania dobrze. Konfederacji WiN bowiem również nie należy traktować jako prawicy, tylko jako próbę zagospodarowania antysystemu i wciągnięcia go w system, narzucony przez zagranicę. Od niedawna pozycja PiS na prawicy została zagrożona przez usamodzielnienie się Konfederacji Korony Polskiej i wzrost jej poparcia. Jest to obecnie największe zagrożenie dla PiS, który też jest największym zagrożeniem i konkurentem dla KKP Grzegorza Brauna. Dotychczasowi wyborcy PiS w coraz większej liczbie zaczynają to dostrzegać i przenosić swoje poparcie. PiS będzie więc walczył z KKP nie tylko o miejsce na scenie politycznej, o mandaty poselskie, o panowanie w resortach i spółkach, ale w ogóle o przetrwanie. Różnice między tymi dwoma siłami, mimo że aspirują do tego samego elektoratu są jakościowe. KKP jest bowiem tym, czym PiS być powinien, a czym być nie chce i nie potrafi.

Dopóki jednak po stronie PiS stoi Usrael, media i kapitały, siła ta będzie miała czym walczyć o swoje istnienie, a jej głównym narzędziem będzie dezinformacja. Tak długo, jak PiS będzie okupował miejsce na prawicy, tak długo odzyskanie niepodległości nie nastąpi, gdyż walka o utrzymanie PiS-u będzie walką o utrzymanie hegemonii Usraela nad Polską, co w warunkach lokalnych przyjmuje postać Pisraela. Tu pojawia się następne zagadnienie, czy odzyskanie niepodległości przez Polskę w ogóle będzie możliwe.

Czytaj też: taniec trzech murew, czyli prostytucja III RP

Wyborcy PiS są tak bardzo wprowadzeni w błąd przez dekady kłamliwej propagandy, że oswoili się już z brakiem niepodległości i porzucili myśl o jej odzyskaniu. Tymczasem układ polityczny, który wydał z siebie tró-jprostytucję pęka i chwieje się w posadach, a jego agonię podtrzymuje przede wszystkim to, że Polska nie prowadzi swojej własnej polityki i nie chce odzyskać niepodległości.

Gdyby więc Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna zdobyła taką władzę, jaką miał PiS przez dwie kadencje, wówczas Polska mogłaby zredefiniować swoje sojusze, wejść we współpracę z BRICS, zmienić swoją politykę wewnętrzną, doprowadzić do zakończenia wojny na Ukrainie i do zakończenia żywota Unii Europejskiej. Stawka jest wysoka i warto o nią grać, gdyż po drugiej stronie jest nasza całkowita likwidacja. Zmiana obecnej sytuacji jest więc jak najbardziej możliwa, a główną przeszkodę stanowi PiS oraz złudzenie Polaków co do tożsamości tej grupy.

Taka jest obecnie główna przeszkoda na drodze Polski do niepodległości. Na szczęście działa nieubłagany czas, a prezes Kaczyński staje się coraz bardziej podobny do Breżniewa pod koniec jego dni. Coraz starszy, coraz bardziej bezsilny, otoczony przez klikę dworaków, szepcących mu komplementy i to, co prezes życzyłby sobie słuchać. Po odejściu starca z Żoliborza głównym herosem PiS-u pozostanie Mateusz Morawiecki, o którym można powiedzieć to samo, co o sławnym żydowskim filozofie Majmonidesie: orzeł synagogi. A tego obecni wyborcy już nie zdzierżą. Bądźmy więc dobrej myśli, PiS jeszcze trochę nas będzie czarował, ale rząd dusz straci nieuchronnie i bezpowrotnie.

Największą obecnie troską polskich patriotów powinno być przygotowanie kadr Szerokiego Frontu Gaśnicowego na przejęcie władzy, jej utrzymanie i wykorzystanie do odzyskania niepodległości.

Więcej takich treści w kolejnych księgach Poradnika świadomego narodu:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

________________

Pisrael, czyli największy problem Polski, Bartosz Kopczyński, 3 stycznia 2026

===============================

Szkoda, że Autor nie piszę, co taki „Szeroki Front” powinie najpierw zrobić. Przekonuję, że to powinno być: Zmiana konstytucji i w niej – zmiana ordynacji na pełne JOW.

Por.: Radykalna kontrrewolucja jest już możliwa. Warunki. [Uzupełnione].

Piotr Gliński: Czy polskim premierem jest pajac?

Piotr Gliński: Czy polskim premierem jest pajac?

02.01.2026 tysol/piotr-glinski-czy-polskim-premierem-jest-pajac

Były wicepremier Piotr Gliński dosadnie skomentował w mediach społecznościowych przedświąteczny wpis premiera Donalda Tuska dotyczący cen paliw. 

Donald Tusk

Donald Tusk / PAP/Radek Pietruszka

Feralny wpis Tuska

22 grudnia Donald Tusk opublikował na platformie X zdjęcie porównujące ceny paliw z 2022 roku i z grudnia 2025 roku. Na nowszym zdjęciu widniała cena 5,18 zł za litr benzyny PB95.

Paliwo po 5.18. Mogę być winny grosika?

– napisał ironicznie premier, nawiązując do swojej obietnicy z czerwca 2022 roku. Wówczas jako lider Platformy Obywatelskiej mówił, że „gdyby był premierem, to rachunki za prąd i za gaz mogłyby wynosić połowę tego, co wynoszą teraz”, a także, iż „benzyna byłaby po 5,19 zł”.

„Cena nie oddaje realnej sytuacji na rynku”

Jak się później okazało, przynajmniej teoretycznie Tusk nie minął się z prawdą. Cena paliwa którą opublikował obowiązywała na jednej z konkretnych stacji paliw w województwie zachodniopomorskim. 

Do sprawy odniósł się jednak Demagog, wskazując, że przedstawiona przez premiera cena nie oddaje realnej sytuacji na rynku.

Według wielu źródeł średnie ceny benzyny bezołowiowej 95 na stacjach paliw są obecnie znacznie wyższe (…) wg Komisji Europejskiej – 5,85 zł (15 grudnia), Reflex – 5,78 zł (18 grudnia), AutoCentrum.pl – 5,66 zł (dane aktualizowane na bieżąco). Pokazanie jednej wyjątkowo niskiej ceny, pomijając informacje o znacznie wyższej średniej, to wybiórcze wykorzystanie danych pasujących do tezy. Oceniamy to na manipulację

– podsumował Demagog.

Ironiczna reakcja Piotra Glińskiego

Do cen paliw odniósł się także Piotr Gliński, publikując tuż po nowym roku na platformie X nowy wpis.

Byłem na Orlenie. Zapłaciłem 5,81 za litr. Czeski błąd czy polskim premierem jest pajac? – zapytał ironicznie były wicepremier.

OSTRZĄ BANDEROWCOM SIEKIERY

OSTRZĄ BANDEROWCOM SIEKIERY

Krzysztof Baliński

Dlaczego do uchwały Rady Ministrów wrzucili zapis o „wprowadzeniu odrębnych przepisów dotyczących zwalczania różnych przejawów „mowy nienawiści” – przecież antysemityzm to „mowa nienawiści”? Czy nie chodzi o objęcie uchwałą „ukrainofobii”, o wykorzystanie uchwały do zwalczania „antyukraińskiego rasizmu” i wmówienie Polakom, że to taki inny antysemityzm, a nawet więcej – że jest równoznaczny z antybanderyzmem?

Przejdźmy do konkretów. Socjolożka z Żydowskiego Instytutu Historycznego Anna Landau alarmuje: „Już 10 lat temu Michał Bilewicz zdiagnozował, że współczesny antyukraiński rasizm w Polsce to kopiuj wklej przedwojennego polskiego rasizmu antysemickiego”. Były prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma (Петро Тима), w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” ujawnił, że dzięki grantom z Fundacji Batorego będzie monitorował wpisy w Internecie pod kątem „mowy nienawiści” wymierzone w Ukraińców. Tymczasem sam, fragment pomnika w Domostawie obrazujący polskie dziecko nabite na ukraińskie widły, porównał do „komara na widelcu”.

Wzorując się na Żydach i ich definicjach „antysemityzmu”, wypracowali równie kuriozalne definicje „antyukrainizmu”. Antyukraińską fobią, nienawistną postawą wobec Ukraińców jest wypominanie, że pomoc, jaką udzielamy jest rozkradana, a oni przecież bronią Polski przed Putinem. Dla Weroniki Marczuk zarzuty korupcyjne CBA pod jej adresem to „efekt antyukraińskich uprzedzeń” (co przypomina debatę w Muzeum Polin, gdy żydowski naukowiec ogłosił: „Mówienie o skorumpowanych sitwach u władzy i ich rozbijaniu jest antysemickie”). Gdy w Legnicy złomiarze skradli krzyż z kopuły cerkwi, prowidnyk Ukraińców w Polsce Mirosław Skórka mówił o „ewidentnie symbolicznym geście pokazującym narastającą wrogość do społeczności ukraińskiej w Polsce”. Wtórował mu ambasador Ukrainy: „Zwracam się do organów ścigania Rzeczypospolitej Polskiej – uczyńcie wszystko, aby ta oraz wszystkie podobne zbrodnie przeciwko Ukraińcom i ukraińskości doprowadzone zostały do logicznego końca –  wyroków sądu zgodnie z prawem RP”. Uwagę przy tym zwraca, że o incydencie powiedział „zbrodnia”, a Rzeź Wołyńską zawsze nazywa „wydarzenia”.

Naśladują Żydów w metodach polowania na polskich nienawistników. Przy czym żydowski modus operandi polega na wysyłaniu w świat kłamstw o „polskich obozach”, a ukraiński o funkcjonujących po wojnie „polskich obozach koncentracyjnych dla Ukraińców”. Oba kłamstwa w jednym połączyła dziennikarka CNN, gdy zapytała: „Czy polska pomoc dla Ukrainy nie jest próbą naprawienia krzywd polskich obozów koncentracyjnych?”. O „polskim obozie koncentracyjnym dla partyzantów UPA w Świętochłowicach” obszernie w swoich książkach pisze Anne Applebaum. I wybiela przy okazji rolę komunistów żydowskich w mordowaniu polskich patriotów, bo łagier ten nie był – jak kłamliwie utrzymuje – polskim, lecz żydowskim obozem śmierci, bo w sposób sadystyczny, z niezwykłym bestialstwem mordowano w nim przede wszystkim Polaków, bo jego komendantem był Salomon Morel, szefem więziennictwa Mosze Wassersturm, szefem MO w pobliskim Będzinie Jurek Furstenfeld, a prokuratorem w pobliskich Gliwicach Mietek Rosenkranz.

Ukraińcy agresywnie forsują antypolską narrację historyczną. Tak, jak Żydzi oskarżają powstańców warszawskich o mordowanie ocalałych z getta, tak oni oskarżają AK o mordowanie Ukraińców i głoszą: „Ukraińcy byli uciskani przez Polaków w tak okrutny sposób, że trudno to sobie wyobrazić”. Ukraiński minister Andrij Sybiha, po tym jak w „Gazecie Wyborczej” pojawiły się informacje o 15-letniej Ukraince, która miała doświadczyć przemocy psychicznej w formie obraźliwych wiadomości głosowe, wezwał Polskę do ukarania „przejawiających ksenofobiczną postawę wobec Ukraińców”. Na Facebooku napisał: „Szkoda, że trzeba wracać do spraw haniebnego traktowania Ukraińców w Polsce”. Dorzucił też: „Nalegam na sprawiedliwą karę dla tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce. Uważam, że takie zachowanie nie może i nigdy nie będzie normą w cywilizowanym społeczeństwie europejskim”. Nie omieszkał też poinformować, że „poruszył incydent wraz z szefem polskiego MSZ podczas wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Polsce i otrzymał zapewnienie, że strona polska odpowiednio zareaguje”. Ale nie „poruszył”, że w Jeleniej Górze 14-letnia Ukrainka zamordowała kuchennym nożem 11-letnią Danusię, wzorową i wszechstronnie uzdolnioną koleżankę ze szkolnej klasy, bo „chciała sprawdzić, jak się zabija człowieka”, że do szkoły przychodziła z nożem i że otwarcie go ostrzyła. Nie „poruszył” też tematu dzieci w polskich szkołach, które są terroryzowane i zmuszane do słuchania banderowskich pieśni.

O antyukraińskim rasizmie nieprzerwanie gardłuje czołowy orędownik tępienia „mowy nienawiści” – Paweł Kowal. Ten obrzydliwie proukraiński typ jest spokrewniony z Heleną Łuczywo, wieloletnią zastępczynią Adama Michnika, wnuczką płk. Ferdynanda Chabera, funkcjonariusza Centralnego Biura Kontroli Prasy MBP i kierownika Wydziału Propagandy KC PPR, której córka Łucja Koch jest szefową Działu Edukacji w Muzeum Polin, głównej manufaktury walki z „mową nienawiści”. Ciotka Kowala w 2002, 2004 i 2005 roku notowana była na liście najbogatszych Polaków, a Kowal został pełnomocnikiem Tuska do spraw odbudowy Ukrainy i nawołuje do przekazywania polskich funduszy ukraińskim oligarchom. Czyżby chciał, śladem cioci, doszlusować do elity finansowej kraju?

Kto jeszcze w Polsce bierze czynny udział w promowaniu narracji, że wypominanie Ukraińcom zbrodni na Wołyniu to „mowa nienawiści”? Od początku III RP środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”, które tropiąc wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce,  przeszło do porządku dziennego nad ideologią OUN, któremu nie przeszkadza, że bandyci, których biorą w obronę, mają na sumieniu śmierć kilkuset tysięcy Żydów. Mimo świadomości, iż ofiarami UPA byli jej ziomkowie, robi to Anne Applebaum, wmawiając nam przy tym, że nacjonalizm nie jest zły, jeśli nie jest nacjonalizmem polskim, a jeśli jest antypolski – to wspaniale. Bardzo często mija się też z prawdą. Choćby wtedy, gdy zrównuje zbrodnie banderowców z akcją „Wisła”. „W końcu czerwca 1947 siłom interwencyjnym udało się wreszcie, część z liczącej sobie 140 tys. społeczności ukraińskiej wypędzić z jej siedzib, wepchnąć do brudnych bydlęcych wagonów i przesiedlić na północ i zachód Polski. To był krwawy i bezwzględny proces, tak samo krwawy i bezwzględny jak wymordowanie mieszkańców Wołynia trzy lata wcześniej” – pisze w jednej z książek.

Takimi żartami popisuje się Zełenski. Na przykład o „Ukraińcach ratujących Żydów podczas II wojny światowej”. Ale to nie tylko dowcip podrzędnego komika. Tu chodzi o wysłanie w świat przesłania, że to Polacy tworzyli formacje pomocnicze w niemieckich obozach zagłady, że to Polacy mordowali a Ukraińcy ratowali i że to Polacy a nie UPA ćwiczyli mordowanie Żydów podczas „wydarzeń” na Wołyniu. I już wiemy, dlaczego nikt nie przyjdzie nam z pomocą, kiedy zostaniemy najechani, że będzie to bój o wyzwolenie Polski spod okupacji – trzymając się słów Sybihy – „tych, którzy pozwalają sobie na ksenofobiczne sprawy przeciwko Ukraińcom w Polsce”. Wiemy też, że noblistka Olga Tokarczuk (tak, jak niegdyś Wolter u boku carycy) zaapeluje do przywódców „państw demokratycznych” (w tym Zełenskiego), aby zrobili porządek z tą „Polską – ostoją nierządu i zabobonu, prześladującą mniejszości”.

Dlaczego w Polsce mogą już wszystko? Nie tylko dlatego, że pomoc ze strony Polski jest im dana raz na zawsze i nie muszą o nią zabiegać. Nie tylko dlatego, że „sługa” nie może dyktować swemu panu, co ma robić. Ale dlatego, że widzą, jak Polacy są spolegliwi wobec Żydów, którzy ich poniżają i oskarżają o różne niegodziwości, a oni, dla wkradzenia się w ich łaski, godzą się na plucie w twarz i jeszcze za to płacą. No i dlatego, że widzą, jak Polacy są słabi wobec roszczeń żydowskich i dla udobruchania Żydów zwracają im majątki.

Sprawę można drążyć pytaniem: Czy „ukrainizacja” Polski nie jest dziełem środowisk „sympatyzujących” z oligarchami, z których tylko jeden na 100 ma nieżydowskie pochodzenie? Czy w całej miłości do Ukrainy nie chodzi o Zełenskiego i jego oligarchów, których łączy jedno – przed świętem Chanuki gremialnie udają się prywatnymi odrzutowcami do Izraela? Czy przyczyną nie jest także to, że Polską i Ukrainą od dekad rządzi żydokomuna? Warszawska ulica o „pierwszym niekomunistycznym rządzie wolnej Polski” mówiła: „Sami Żydzi tylko jeden Syryjczyk” (chodziło o ministra przemysłu Tadeusza Syryjczyka). Dziś o rządzących Ukrainą ulica kijowska mówi: „Sami Żydzi tylko jeden Tatar” (chodzi o Rinata Achmetowa), a my o polskim rządzie mówimy: „Sami Ukraińcy tylko jeden Niemiec” (ale i on ma ukraińską konkubinę). I jeszcze jedno – śledząc kariery polskich polityków powiązanych z Ukrainkami można pytać, czy karier nie porobili dzięki machinacji kadrowej podobnej do funkcjonującej od dekad „Instytucji Esterki”, która polega na pomyślnym swataniu Polaków z Żydówkami?

Dlaczego na Ukrainie nie istnieje w ogóle temat odszkodowań za  mienie pożydowskie? Co jest o tyle zastanawiające, że  przed wojną większość Żydów mieszkała na wschodnich terenach II RP i tam pozostały majątki większości ofiar Holokaustu. Czy nie dlatego, że na Ukrainie wszystko przejęli Żydzi i trudno byłoby wysuwać do tych majątków roszczenia? Może też chodzić o swoistą rekompensatę dla Ukraińców, którzy pozwolili Żydom rozkraść Ukrainę oraz przejąć grunty rolne i lasy, poprzez wypuszczenie banderowskich sotni do Polski, żeby ją złupić? A jak już złupią to (tak, jak w wojsku chazarskim) dojdzie do podział łupów, połowę zagarnie wódz czambułu. A za złupione wykupi kolejny kawałek Polski.

Ukraińcy (tak, jak Żydzi) nakłaniani są do nabywania polskiego obywatelstwa. Hebrajskojęzyczne portale instruują, że w ten sposób „można dochodzić roszczeń majątkowych za mienie pozostawione w Polsce przez „wypędzonych” w marcu ’68. A Ukraińców przecież też „wypędzono” podczas akcji „Wisła”, i też mają prawo do pozostawionych majątków! Przypomnijmy, że gdy w 2018 r. Kongres uchwalił Act 447, PiS mamiło opinię publiczną tym, że spłaty Żydom nie naruszą interesów Polaków, bo zostaną zrekompensowane wypłatami od Niemców. Dziś PO mami tym, że wielomiliardowa pomoc dla Ukrainy nie narusza interesów Polaków, bo zostanie zrekompensowana pieniędzmi skonfiskowanymi Ruskim. 

Na Dzikich Polach doszło do wielkiego skandalu – „masowego schematu defraudacji w przemyśle energetycznym” (by zacytować komunikat ukraińskiego biura antykorupcyjnego – NABU). Z Ukrainy do Izraela zbiegł Timur Mindycz „blizkij drug” Zełenskiego. To nie tylko wizerunkowa katastrofa prezydenta, ale i cios w polskich Ukrainerów, którzy w tym jakiś udział mieć musieli! I tu postawmy tezę: Polska już spłaca roszczenia żydowskie m. in. poprzez pomoc dla Ukrainy, która jest niczym innym, jak pomocą dla żydowskich oligarchów, którzy dzielą się rozkradzionymi w ten sposób pieniędzmi z Izraelem. Hipotezę taką wzmacnia to, że „pomocą” dla Ukrainy zajmuje się Paweł Kowal oraz Anne Applebaum. Ta ostatnia przy pomocy Radka (chociaż, nie wiemy, czy wtajemnicza w to wszystko swego głupkowatego męża).

Hipotezę taką wzmacnia to, że Pawło Kowal skarcił Tomka Terlikowskiego za to, że „mówi o korupcji a to drugorzędna sprawa, bo toczy się wojna i Ruscy wysadzają tory”, i tekst Applebaum zatytułowany „Czym korupcja w Kijowie różni się od korupcji w Waszyngtonie?”, w którym przekonuje, że „afera korupcyjna w otoczeniu Zełenskiego oznacza, że ukraiński system polityczny jest zdrowy i działa zgodnie z prawem”. Hipotezę taką wzmacnia także to, że po wyjściu na światło dzienne afery Mindycza, Radek Sikorski natychmiast przelał z konta MSZ do Kijowa 100 milionów dolarów. No i jeszcze jedno – wypominanie, że Timur (i jego żydowska drużyna) miał paszport izraelski i że zwiał do Izraela, to już jawny „antysemityzm”. Bo przecież on tylko znalazł schronienie w Izraelu przed antysemitami z NABU.

A co do Radka to kiedyś, na wiadomość o aresztowaniu Sławomira Nowaka, padł na niego blady strach. Wielbiciel Twittera stracił chęć do tweetowania. Milczał całymi dniami. Co tym bardziej dziwiło, że wcześniej na podobną aferę korupcyjną zareagował tweetem: „Powiedzieć o ukraińskiej gospodarce, że nie jest skorumpowana, to tak jak powiedzieć o Julii Tymoszenko, że jest niepokalanie uczciwa”. Szefowi jednego z najbardziej zżeranych korupcją ministerstw odpowiedzieli wówczas blogerzy: „Mówić, że gospodarka polska nie jest skorumpowana, to tak jakby mówić, że Anne Applebaum jest dziewicą”.

Do afery Mindycza doszło po naciskach władz amerykańskich, do których docierały sygnały, że kontrola nad pomocą wysyłaną Ukrainie kończy się na polskiej granicy, i gdy w Senacie USA zapytano, skąd Zełenski wziął 700 mln dolarów (bo na tyle wyceniła jego majątek „Forbes”). I właśnie dlatego zapytać trzeba: Czy, po zakończeniu wojny, ukraińscy oligarchowie obłowieni na polskiej pomocy, nie ukryją zrabowanych pieniędzy nad Wisłę, pod opiekę warszawskich rabinów z Chabad, którzy pomogli im się nakraść?

Nie należy też wykluczyć innego scenariusza: W przypadku totalnej klęski na froncie – dostaną azyl w Polsce. Azyl dostaną też ukraińscy nacjonaliści, którzy, dzięki pieniądzom od oligarchów nabyli dziwną przypadłość – nie są zwolennikami „Ukrainy dla Ukraińców”, są tylko „wrogami Rosji”, Żydom nie zagrażają, ale są na tyle zapalczywi, że doprowadzą do wojny domowej w Polsce.

Pikanterii aferze dodaje, że Timur Mindycz, przed odlotem do Tel Awiwu wpadł do synagogi sekty Chabad w Warszawie. Nie wiadomo tylko, czy na modlitwę czy na rozmowy biznesowe, bo Chabad w Polsce (tak, jak na Ukrainie) nie zajmuje się krzewieniem mądrości Talmudu, a biznesem, szczególnie przejmowaniem kamienic. I tu pytanie: Czy to Chabad nie dokończy przedwojennego żydowskiego zamysłu: „Wasze ulice, nasze kamienice”. I czy nie uzasadnione jest podejrzenie, że Timur i jego „blizkij drug” Wołodymyr to tylko kurierzy przewożący, pod ochroną Mosadu i ABW, zrabowane pieniądze do Izraela?

Co jeszcze świadczy o tym, że to wojna żydowska? Bo jest w interesie osiadłych w Nowym Jorku skomunizowanych żydków z Galicji. Bo Tom Rose powiedział w Senacie: „Izrael prowadzi wojnę na siedmiu frontach, sześciu na Bliskim Wschodzie a siódmym w Europie”. Bo nacjonalista żydowski stał się nacjonalistą ukraińskim, wybaczył banderowcom unicestwienie swoich ziomków i żydowskim niedobitkom na Ukrainie nie pozwala powiedzieć na Banderę złego słowa. Bo takiego sojuszu broni żydokomuna w Polsce, a osłonę medialną zapewnia „Gazeta Wyborcza” i TV Republika (która swą siedzibę wynajęła od warszawskiej gminy żydowskiej). Bo PiS i KO w tej sprawie zachowują się, jak Komintern w odniesieniu do wojny polsko-bolszewickiej, wykazują pełną jednomyślność, a drobne animozje wynikają jedynie z licytowania się, kto da Ukrainie więcej.

A na koniec kilka konkluzji:

Coś wisi w powietrzy, coś się święci, coś Polakom szykują. Wkrótce uraczą nas uchwałą o „Przeciwdziałaniu antyukrainizmowi i wspieraniu życia ukraińskiego w Polsce na lata 2026-2100”, która będzie przewidywać sankcje karne wobec Polaków, będzie kompatybilna z ogłoszonymi przez Tuska „pięcioma przykazaniami” ostrzegającymi Polaków, że każde „ale” wobec Ukrainy oznacza zdradę na rzecz Rosji,

Polacy stają się obywatelami trzeciej kategorii, co wskazuje na to pogardę, jaką Żydzi i Ukraińcy żywią wobec nas i że nie byłoby to możliwe bez zorganizowanej i wpływowej agentury, która do wyzwolenia Polski spod jarzma zoologicznych ukrainofobów wydeleguje tych samych prokuratorów, którzy zajmują się antysemitami.

Ukraińcy po cichu grabią Polskę, a Żydzi (też po cichu) mienie bezspadkowe i jeszcze razem tworzą sobie Ukropolin. A jak już wycisną z Polski wszystkie żywotne soki, jak już odbiorą odszkodowania za „wydarzenia” na Wołyniu, wymuszą jeszcze większe pieniądze dla banderowskich fundacji, czyli finansowanie banderowcom ostrzenia siekier. Ugrają też Ukropolin, bo to wszystko jest do siebie dopasowane jak puzzle.

Widzimy, jak profetyczny był Grzegorz Braun ze swymi przestrogami: Stop ukrainizacji Polski i Stop banderyzacji polskiej racji stanu.

Krzysztof Baliński

Nowa fala represji? Tusk i Żurek grożą Polakom

Nowa fala represji? Tusk i Żurek grożą Polakom

Autor: Aktualności , 2 stycznia 2026

Patriotyzm jest jak rasizm”

Gazeta Wyborcza

————————————————–

Zgodnie ze starym stalinowskim sznytem lewica grozi Polakom, nazywając mówienie prawdy „mową nienawiści” i „faszyzmem”.

Pod szczególną ochroną rządu Tuska znalazł się proceder okradania Polaków metodą drenowania budżetu na pomoc dla banderowskiej Ukrainy.

Jedynym wyjątkiem wśród dawnych i aktualnych polityków lewicy jest Leszek Miller, który nazywając Pawła Kowala pro banderowskim, mówi wprost o próbie zamiatania pod dywan ukraińskiej kradzieży środków pomocowych.

Patriotyzm polski to “faszyzm”, “antysemityzm” i “nienawiść”. A banderyzm?

minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ogłosił, że zamierza wdrożyć rozporządzenie wyznaczające kilkanaście prokuratur, które skoncentrują się na ściganiu przestępstw związanych z mową nienawiści, w tym hejtu skierowanego w kierunku Ukraińców.

Stosowne rozporządzenie jest przygotowywane. Wyznaczone jednostki będą mieć specjalizację w ściganiu hejtu. To będzie dotyczyło szeroko pojętego hejtu. Bez znaczenia czy ofiarami są Ukraińcy, Żydzi, Romowie, czy polski obywatel, który ma inne poglądy – powiedział Żurek w rozmowie z OKO.press. /link/

A jak wygląda rzeczywistość?

Żurek odwraca kota ogonem ponieważ największy hejt jest kierowany w stronę polskich patriotów, którym ubliża się od faszystów i zwolenników Putina, a najczęstszymi sprawcami tego rodzaju przejawów nienawiści są politycy i sympatycy KO.

W podobnym tonie manipulował Donald Tusk, mieszając specjalnie określenia dotyczące przestępstw kryminalnych z językiem antypolskiej propagandy:

Dociśniemy śrubę przestępcom wszelkiej maści. Czy to będzie król kiboli, handlarz narkotyków, skorumpowany polityk czy prorosyjski bojówkarz, każdy bez wyjątku, kto łamie prawo, w nadchodzącym roku gorzko tego pożałuje.

============================

MD: A jak to będzie pro-Zełeński lub pro – izraelski kłamca i oszczerca? To nagroda?

23-letni Ukrainiec zatrzymany na Okęciu. Miał przy sobie urządzenie do zagłuszania fal radiowych

23-letni Ukrainiec zatrzymany na Okęciu.

Miał przy sobie urządzenie do zagłuszania fal radiowych

Michał Dzierżak niezalezna/23-letni-ukrainiec-zatrzymany-na-okeciu-mial-przy-sobie-urzadzenie-do-zagluszania-fal-radiowych

23-letni obywatel Ukrainy został zatrzymany na lotnisku Chopina. Służby znalazły przy nim urządzenie do zagłuszania fal radiowych. Prokuratura wyjaśnia okoliczności tej sprawy, a 23-latek przebywa obecnie w tymczasowym areszcie.

Jak powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba, 27 grudnia sąd zastosował miesięczny areszt tymczasowy wobec 23-letniego obywatela Ukrainy Illii S., który drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia godzinami przesiadywał w jednym z lokali gastronomicznych na warszawskim lotnisku.

Zachowanie mężczyzny wzbudziło podejrzenia służb ochrony portu, które znalazły przy nim urządzenie do zagłuszania fal radiowych, działające w pasmach częstotliwości zarezerwowanych dla łączności i nawigacji lotniczej. Wówczas mężczyznę zatrzymano.

Jak powiedział rzecznik, prokurator wnioskował o trzymiesięczny areszt, jednak sąd stwierdził, że miesiąc jest wystarczający na powołanie biegłego. Pomoże on ustalić, co znajduje się na zabezpieczonych nośnikach i do czego dokładnie służyły.

Jak informowała czwartkowa „Rzeczpospolita”, „mężczyźnie postawiono zarzut z art. 13 par. 1 k.k. w zw. z art. 212 ust. 1 pkt. 4 ustawy Prawo lotnicze, czyli usiłowania działań »zagrażających bezpieczeństwu ruchu lotniczego«”

Grzegorz Braun będzie premierem? Noworoczna przepowiednia

Grzegorz Braun będzie premierem? „On nie da się kupić.” Noworoczna przepowiednia jasnowidza Jackowskiego [VIDEO]

1.01.2026 hnczas/grzegorz-brauna-bedzie-premierem-on-nie-da-sie-kupic-noworoczna-przepowiednia-jasnowidza-jackowskiego

krzysztof jackowski grzegorz braun
NCZAS.INFO | Krzysztof Jackowski i Grzegorz Braun / fot. YT / JASNOWIDZ Krzysztof Jackowski Official

Krzysztof Jackowski, zwany „jasnowidzem z Człuchowa” podczas transmisji na żywo podzielił się swoją wizją dotyczącą przyszłości Grzegorza Brauna. Jego zdaniem, lider Konfederacji Korony Polskiej może zostać premierem lub wicepremierem po najbliższych wyborach parlamentarnych.

Krzysztof Jackowski wziął kartkę z wydrukowanym wizerunkiem Grzegorza Brauna i pokazał ją do kamery. Potem przyjrzał się jej przez dłuższy czas.

Po analizie wizerunku lidera KKP Jackowski ogłosił, że Braun będzie premierem.

– Pierwsze, co mi się skojarzyło, to 'egocentryczny prawicowiec’. Ten człowiek nie jest powiązany z żadną agenturą różnej maści. Nie ma żadnych powiązań – powiedział Krzysztof Jackowski.

– Ma bardzo poważną zaletę: jego wymowa jest bardzo wyrazista, oparta w dużej mierze o prawdę stwierdzeń faktów. Czyli nazywa bardzo wyraziście i bardzo elegancko fakty, których wielu polityków próbuje nie nazywać albo nie mówić o nich – ocenił.

– On w przyszłości stworzy formację. Nie partię, a coś, co wizja nazywa „formacją”. Do niego przystąpi jakaś grupa ludzi, związana z jakąś grupą polityczną, jakiegoś ugrupowania politycznego, do niego przystąpią ludzie w przyszłych wyborach parlamentarnych – powiedział po kolejnej przerwie.

– Braun może okazać się rekordzistą w historii w pewnym sensie debiutów politycznych jako powiedzmy głowa ugrupowania jakiejś partii, zrzeszenia. Bo dużo ludzi przystąpi do Brauna, którzy będą bardzo konsekwentni. W przyszłych wyborach Braun i jego kompania będzie miała… to znaczy to będzie bardzo świetny wynik jego ugrupowania – zaznaczył Jackowski.

– Braun może być albo premierem albo wicepremierem – zapowiedział Krzysztof Jackowski.

– Mogą na nim wieszać kalumnie. Ale on się nie da kupić. Egocentryk i indywiduum – ocenił.

Warto przypomnieć, że Jackowski trafnie przepowiedział dobry wynik Grzegorz Brauna w wyborach prezydenckich i to, że później jego formacja i on sam będzie bardzo zyskiwała na popularności.

Potem jeszcze podzielił się swoją wizją przyszłości w kontekście globalnym. Zdaniem Jackowskiego, demokracja za kilka lat upadnie.

– Czas fatalny do 2028 roku. Niestety, po 2028 roku nie oznacza to, że rozpogodzi się politycznie na świecie i zaczną wracać piękne dni. Niestety, to, co było piękne jeszcze powiedzmy kilka lat temu, zamiera. Świat oczywiście będzie piękny, ale ludzie szybko zrozumieją, że ta demokracja, która była, bezpowrotnie kończy się i narody będą zawiadywane, ludność będzie zawiadywana zupełnie inaczej – mówił Krzysztof Jackowski.

Kto silniejszy – pani Prezes SN, czy żydowskie lobby aborcyjne…

mail:

Małgorzata Manowska, I Prezes sądu Najwyższego, w całości zaskarżyła do sądu decyzję prokuratury o odmowie przyjęcia jej zażalenia na umorzenie śledztwa ws. przerwania ciąży przez lekarkę Gizelę Jagielską – poinformował PAP rzecznik prasowy Sądu Najwyższego sędzia Igor Zgoliński.

Zobaczymy, kto silniejszy – pani Prezes SN, czy żydowskie lobby aborcyjne…

My nie mamy państwa. Koszmar na S7.

Koszmar na S7. „Dopiero od kilku godzin dochodzę do siebie”

02.01.2026 tysol/koszmar-na-s7-dopiero-od-kilku-godzin-dochodze-do-siebie

Znana obrończyni życia Kaja Godek napisała na platformie X, jak wyglądały działania służb wobec stojących w korku na S7 ludzi. „Powinna być dymisja za dymisją” – oceniła.

Trudne warunki pogodowe zagroziły życiu wielu kierowców, którzy utknęli na S7 i drogach dojazdowych

Trudne warunki pogodowe zagroziły życiu wielu kierowców, którzy utknęli na S7 i drogach dojazdowych / PAP/Andrzej Jackowski

————————————————-

„Zagrożone były całe rodziny”

„Dzielę się z Państwem tym, co wczoraj (i dziś) przeżyłam, wracając S7 z Gdańska do Warszawy. Właściwie dopiero od kilku godz dochodzę powoli do siebie i dziękuję Bogu, że wszystko ok. Z pełną odpowiedzialnością mówię: indolencja państwa spowodowała, że tysiące ludzi były w zagrożeniu zdrowia i życia. Zagrożone były całe rodziny uwięzione godzinami w samochodach bez żadnej pomocy!” – napisała Godek.

Bez pomocy

„Ruszam z Gdańska przed 15:00, szybki obiad po drodze i dalej w trasę. Około 16:30 wpadam w zator na wysokości Rychnowa k. Ostródy. Nikt nie jedzie, nawet na 1-wszym biegu, nic, stoimy. Po godzinie przyjeżdża policja, ma udrożnić trasę, ale nic się nie dzieje. Śniegu coraz więcej. Z początku myślę trudno- popracowałam na laptopie, podzwoniłam w zaległe miejsca, nadgoniłam pracę, dałam znać Bliskim, że będę późno. No ale mija 3,5h i przychodzi info, że blokada nie została usunięta. Ludzie dzwonią na 112 i na komendę w Ostródzie- oprócz uspokajającej gadki zero konkretu.

Czy będzie jakaś ewakuacja? Pomoc z gorącą herbatą? Nie, może jutro gmina Grunwald zwoła sztab. Jutro to mnie nie interesuje. Śniegu coraz więcej, zaczyna wiać od boku, że aż auto kołysze.

Pod prąd

W ostatniej chyba chwili około 20:00 – decyduję, że nie będę liczyć na to państwo z kitu, więc odwrót i jazda S7 pod prąd, żeby się jakoś wydostać z tego korka. Mam szczęście: jestem po obiedzie, mam zapas pitnej wody, bak pełny, auto JESZCZE posłuchało i dało radę zawrócić na śniegu. I znowu szczęście: tylko 400m i jest zjazd na Działdowo- znowu pod prąd, ale nikt nie pyta, wszyscy jadą. Potem coraz gorzej- ŻADNA boczna droga w ŻADNEJ miejscowości nie jest odśnieżona choćby minimalnie. Samochody się zakopują, ludzie wzajemnie sobie pomagają, odkopują, pchają, jadą po kawałku. Trasy bokiem wioskami niemal nieprzejezdne.

„Nigdzie śladu odśnieżania”

Gdzieś pod Mławą w rowie TIR na lawecie pełen żywych prosiąt, kwiczą niemiłosiernie, traktor próbuje spionizować TIR, choć tyle, bo nie wyciągnie ich na jezdnię, ale żeby choć biedne prosiaki przeżyły. Masakra. Przede mną z auta wysiada ojciec z kilkulatkiem, żeby go wysiusiać- dziecko płacze, śnieg zawiewa, kosmos. GPS pokazuje „odbij w prawo, ponownie odbij w prawo” – kolejne odbicia w prawo są zasypane śniegiem, bez szans, żeby wjechać. W pewnej chwili jadę z zachodu na wschód i nie mg odbić na tę Warszawę, nadrabiam potężna liczbę km. Dochodzi 1 w nocy. Działdowo, Mława, Zakroczym, Nowy Dwór – nigdzie ani śladu odśnieżania. W miastach! S7 koszmarna, ślisko, buja, na przednią szybę leci błoto ze śniegiem. Docieram do domu o 4:00. Po ponad 13h podróży”

– relacjonowała.

„My nie mamy państwa”

„To nie jest normalne, że jak zaczyna padać śnieg – w grudniu – to nigdzie nie ma odśnieżania ani solarek. Nie tłumaczcie mi, że jak jest śnieg, to solarki i pługi nie pojadą – bo kiedy mają jechać, jak nie wtedy? Dlaczego już nie odśnieża się miast i przelotówek? Co to za nowy zwyczaj? Tam wczoraj naprawdę było zagrożenie dla ludzi, w tym dla małych dzieci. Po czymś takim dziś powinna być dymisja za dymisją. Naprawdę. My nie mamy państwa” – oceniła.

Ten rząd wybiera się na wojnę, a sam nie umie sprzątnąć śniegu z dróg”.

Wtorkowe opady śniegu sparaliżowały S7

We wtorek wieczorem sytuacja na drodze ekspresowej S7 gwałtownie się pogorszyła. Z powodu intensywnych opadów śniegu część trasy została całkowicie zablokowana w obu kierunkach, a kierowcy przez wiele godzin stali w korkach.