Płacimy 20 tys. zł za malowanie gęby i fryzjerkę dla Kidawy-Błońskiej.

Płacimy 20 tys. zł za kosmetyczkę

i fryzjerkę dla Kidawy-Błońskiej.

Skandaliczna umowa

Kancelarii Senatu

22.07.2026 nczas/placimy-20-tys-zl-za-kosmetyczke-i-fryzjerke-dla-kidawy-blonskiej

Kancelaria Senatu zawarła umowę na ponad 20 tys. zł, za co marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska ma być przygotowana do wystąpień publicznych i medialnych. Prościej mówiąc, rząd zabiera nam pieniądze na kosmetyczkę i fryzjerkę dla Kidawy-Błońskiej.

„Trzymajcie mnie. Okazuje się, że płacimy za fryzury i makijaż Małgorzaty Kidawy-Błońskiej” – napisał na X chrzanik.

Jak podkreślił, Kancelaria Senatu „zawarła umowę z makijażystką i fryzjerką na kwotę ponad 20 tysięcy złotych”. Zadaniem makijażystki za tę kwotę jest „przygotowanie Marszałka Senatu do wystąpień publicznych i medialnych”.

„Żeby Marszałek Senatu nie mogła sobie sama za fryzury płacić i sama się malować i obciążała podatnika to już przerasta ludzkie pojęcie” – podsumował.

Kwota dotyczy obsługi przez 215 dni. Daje to prawie 100 zł dziennie zabieranych nam pieniędzy na makijaż i fryzjera dla marszałek Kidawy-Błońskiej.

Polskie prawo nie precyzuje w żaden sposób, ile rząd z zagrabionych nam pieniędzy może wydać na wizerunek polityków. Kancelaria Senatu ma jedynie obowiązek zapewnić marszałkowi odpowiednie warunki do wykonywania mandatu. Co to oznacza – tu panuje dowolna interpretacja.

W efekcie, rządzący dodatkowo na nasz koszt zapewniają sobie kosmetyczki i fryzjerów, podczas gdy w legalny sposób okradani przez nich Polacy muszą finansować sobie takie usługi samodzielnie ze swoich wypłat, które są przecież wielokrotnie niższe, niż osób z rządu.

Podżeganie do wszczęcia wojny napastniczej. W Polsce!!

Zakazany pogląd. Kolejna amunicja w wojnie polsko-polskiej

22.07.2026 Autor:Leszek Szymowski nczas/zakazany-poglad-kolejna-amunicja-w-wojnie-polsko-polskiej

NCZAS.INFO | Sędzia podczas rozprawy sądowe. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: PAP
NCZAS.INFO | Sędzia podczas rozprawy sądowej. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: PAP

Przepis penalizujący podżeganie do wojny i pochwalanie wojny napastniczej stają się kolejną amunicją w politycznej wojnie polsko-polskiej.

Konfederacja Korony Polskiej piórem Piotra Heszena zawiadomiła Prokuraturę Okręgową w Warszawie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Stanisława Żaryna – byłego rzecznika Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Mariusza Kamińskiego. Z zawiadomienia wynika, że Żaryn miał naruszyć jeden artykuł Kodeksu Karnego penalizujący sprowadzanie powszechnego niebezpieczeństwa (art. 163 kk) i drugi (art. 117 kk) przewidujący karę za podżeganie do wszczęcia wojny napastniczej. Jedynym sensownym skutkiem tego może być dyskusja o konieczności wykreślenia tego artykułu z kodeksu karnego.

Odpowiedzieć Rosji

Poszło o wpisy Żaryna w mediach społecznościowych, głównie na portalu społecznościowym X (dawny Twitter). Żaryn pisał, że Polska powinna odpowiedzieć Rosji wojną hybrydową. „Polska powinna przenosić wojnę hybrydową na terytorium Rosji” – napisał Żaryn. Potem dodał: „W RP powinno powstać Centrum Operacji Psychologicznych zajmujące się (…) także destabilizowaniem naszych przeciwników, głównie Rosji”. I potem trzeci wpis. Tutaj Żaryn uznał, że głównym celem państw Zachodu winno być zniszczenie Federacji Rosyjskiej.

Zawiadomienie zostało oficjalną drogą wysłane na ulicę Chocimską w Warszawie, gdzie mieści się siedziba Prokuratury Okręgowej. Jaki będzie dalszy scenariusz? Zgodnie z przepisami Kodeksu Postępowania Karnego prokurator będzie miał miesiąc na wydanie decyzji odmawiającej wszczęcia śledztwa lub na wszczęcie. Trudno sobie wyobrazić, żeby Stanisław Żaryn (bądź co bądź prominenta postać duopolu PiS-PO) usłyszał zarzuty za swoje niezbyt mądre wypowiedzi. Prokuratura więc sprawę umorzy, co da pretekst politycznym mocodawcom Żaryna do ataków na KKP z użyciem argumentu o rosyjskich powiązaniach. W przyszłości za to wzajemne donoszenie na siebie polityków skłóconych ze sobą opcji może właśnie się opierać na twórczym wykorzystaniu wspomnianych artykułów z Kodeksu karnego. Wszystko to nie ma żadnego sensu.

Głupawe wypowiedzi

Z punktu widzenia polityki realnej, pomysły Żaryna to oczywisty nonsens. Polska nie powinna się angażować w żadną wojnę hybrydową, bo nie ma na to sił i środków. Wskutek rządów opcji, której Stanisław Żaryn był jedną z twarzy, polskie wojsko nadaje się do operetki, a nie do walki zbrojnej. Pomysł powołania w Polsce antyrosyjskiego Centrum Operacji Psychologicznych może u fachowców z Kremla wywoływać uśmiech politowania. A już pomysł, aby kraje Zachodu zjednoczyły się w celu zniszczenia Rosji to science fiction. Akurat teraz kraje Zachodu (zwłaszcza Niemcy) szykują się do odbudowy relacji handlowych z Moskwą. Stanisław Żaryn domaga się więc rzeczy nierealnych. Z drugiej jednak strony: Konstytucja RP gwarantuje każdemu wolność słowa, czyli swobodnego wyrażania myśli i poglądów. Wolność słowa to też wolność gadania bzdur.

Same zaś wypowiedzi Żaryna nie mają ani żadnego skutku ani żadnego znaczenia. Żaryn nie jest już przecież rzecznikiem ministra, nie pełni żadnej funkcji państwowej i nie ma żadnej mocy sprawczej. Czy jego wypowiedzi można więc zakwalifikować jako podżeganie do wojny napastniczej?

Gdyby Stanisław Żaryn był obywatelem USA i pisał takie rzeczy po angielsku, nikomu za Oceanem nie przyszłoby do głowy, aby wszczynać przeciwko niemu postępowanie karne. W każdej napiętej sytuacji międzynarodowej, kwestia zbrojnego zaangażowania USA jest tematem podnoszonym w mediach i szeroko dyskutowanym. Gdy w ramach „wojny z terroryzmem” George W. Bush rozważał atak na Irak, nie brakowało takich, którzy w przestrzeni publicznej się tego domagali. Wszyscy oni mogli spokojnie ten pogląd głosić w mediach, bez ryzyka jakichkolwiek konsekwencji karnych. Dlaczego w Polsce ma być inaczej?

Złe przepisy

Tymczasem artykuł 117 Kodeksu Karnego to jeden z największych prawnych bubli. Sankcjonuje on bowiem podżeganie do wojny i chwalenie wojny napastniczej. Tyle tylko, że podżeganie do wojny to definicja, w której zmieścić może się wszystko. Czy nawoływanie do powszechnego poboru może być uznane za nawoływanie do wojny? Oczywiście, że tak, bo przecież poborowi mogą być wykorzystani do działań wojennych. A czy sprzeciw wobec powszechnego poboru może być uznany za podżeganie do wojny? Oczywiście. Przecież jest to nawoływanie do osłabiania potencjału obronnego Polski, z którego skorzystać może napastnik. Czy zatem namawianie do pomocy wojskowej i finansowej dla Ukrainy może być karalne? Namawiamy wszakże do wojny?

Największym paradoksem jest jednak co innego: cytowany przepis nie mówi tylko o pochwalanie wojny napastniczej toczącej się obecnie.

Wyobraźmy sobie więc sytuację, że student historii bada wojnę toczoną przez Rzeczpospolitą z Zakonem Krzyżackim w XV wieku, w czasach Kazimierza Jagiellończyka. Student kończy swoje naukowe dociekania konstatacją, że król Polski słusznie zrobił, najeżdżając ziemię krzyżackie. Czy sformułowanie takiego wniosku stanie się podstawą do ścigania karnego studenta? Mamy przecież ewidentne pochwalanie wojny napastniczej.

Wszystko to ukazuje bezsens artykułu 117 kk. Artykuł ten winien być jak najszybciej wykasowany z Kodeksu Karnego. Inaczej stanie się bublem prawnym wykorzystywanym do głupich wojen politycznych.

Niedziela. Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

26.07.26 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

22/07/2026przez antyk2013

Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica.
       Zapraszamy 26 lipca , niedziela, na 117 Pokutny Marsz Różańcowy w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Tym razem zaczynamy o godzinie 16:00, pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy w katedrze siedleckiej Mszą Świętą , która rozpocznie się o godzinie 18:00. Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego, modlimy się razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

FacebookTwitter

Czy Jankesi wolą neobanderowców i neonazistów niż POPiS?

Czy Jankesi wolą neobanderowców i neonazistów niż POPiS?

Media polskojęzyczne opisują Kiriłła Budanowa jako człowieka Zełenskiego, który głosi swoje poglądy. Z Budanowem stale spotykają się polskojęzyczni politycy. Jak zawsze polskojęzyczni dziennikarze wychodzą na manipulatorów i ignorantów. 

Budanow nie jest człowiekiem Zełenskiego, a człowiekiem Jankesów (podobnie jak Karol Nawrocki i jego „konkurent” Donald Tusk, jak i cały kureń nadwiślańskich politykierów – był szkolony przez Jankesów).

Budanow to zdeklarowany neobanderowiec, terrorysta i zbrodniarz. Kiriłł Budanow od 5 sierpnia 2020 roku do 2 stycznia 2026 kierował Głównym Zarządem Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, a od 2 stycznia jest szefem gabinetu Zełenskiego. Nadal de facto kontroluje instytucję, którą do niedawna kierował. 

Zamach na negocjatora 

Politycy POPiS nieustannie mówią o różnych cywilizacjach, tkwią w urojonej wyższości cywilizacyjnej kolektywnego Zachodu nad Federacją Rosyjską. Tymczasem 6 lutego 2026 roku doszło w Moskwie do próby zamachu na generała Władimira Aleksiejewa (Aleksiejew to pierwszy zastępca szefa Głównej Dyrekcji Wywiadu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej). Parę dni wcześniej bezpośredni przełożony Aleksiejewa, Igor Kostiukow uczestniczył w negocjacjach ze stroną ukraińską, którą reprezentował m. in. Budanow. Rozmowy odbyły się przy udziale Amerykanów jako „mediatorów”. Budanow wyznacza zatem nowe standardy cywilizacyjne.

Terroryzm międzynarodowy Budanowa 

Ukraiński oligarcha Wadim Jermołajew wspierał reżim Zełenskiego. Jednak jak przystało na nie jednego oligarchę, zaczął dywersyfikować swoje kontakty polityczne. Jermołajew zaczął wspierać byłego Naczelnego Wodza Sił Zbrojnych Ukrainy Walerija Załużnego (Załużny jest ambasadorem Ukrainy w Wielkiej Brytanii, wspiera go Londyn, jest potencjalnym przeciwnikiem dla Zełenskiego i jego kliki). 29 czerwca 2026 roku w Monako, w mieszkaniu Jermołajewa eksplodował ładunek wybuchowy. Monakijskie służby jako potencjalną sprawczynię zamachu na ukraińskiego oligarchę wskazały Anastasię Bieriezowską – obywatelkę Ukrainy. 7 lipca 2026 roku Bieriezowska została  znaleziona martwa na terytorium Ukrainy.  Do zabójstwa początkowo przyznał się  Władisław Rojt, funkcjonariusz wywiadu ukraińskiego. W sprawę zamieszany jest także Witalij Żykowicz, siepacz z SBU. Jak widzimy, terrorystyczny charakter instytucji kierowanych przez Budanowa wychodzi daleko poza granicę Federacji Rosyjskiej i Ukrainy. 

Neobanderowiec z błogosławieństwem zza oceanu

Budanow parę dni temu mówił, że Polska nie będzie rozmawiać z Ukrainą z pozycji siły. Dodał też, że Moskwa próbowała tak rozmawiać z Kijowem, a Moskwa jest jednak silniejsza od Warszawy. Kiriłł Budanow powiedział, że Kijów w żaden sposób nie ustąpi Warszawie w kwestiach historycznych. Neobanderowiec Budanow nie mógłby sobie na to wszystko pozwolić, gdyby nie wsparcie ze strony Waszyngtonu. Pokazuje to w jaki sposób Jankesi traktują marionetki nadwiślańskie. Gdyby Jankesi liczyli się w jakiejkolwiek mierze z nadwiślańskimi politykierami, ukraińscy politycy działaliby zgoła inaczej. Banderowscy zbrodniarze nie mieliby tylu ulic swojego na Ukrainie (nieliczne ulice banderowskich patronów miałby w małych miejscowościach).

Wszelkie inicjatywy upamiętniające zwyrodnialców z UPA miałby charakter lokalny, a nie państwowy. Władze Ukrainy promowałyby bulbowców, petlurowców (kolega Konrad Rękas wykonuje tutaj wspaniałą pracę, pokazując prawdziwe oblicze rzekomych przyjaciół Polaków – bulbowców i petlurowców), niemniej wielu Polaków jest nie uświadomionych i mogliby się na to nabrać. 

Wojna amerykańskich oligarchów 

Polskojęzyczni politykierzy sami gubią się w swoich kłamstwach. Z jednej strony polskojęzyczne media, polskojęzyczni politykierzy straszą, że Federacją Rosyjska ma zaraz zaatakować Polskę, by za chwilę oddawać całą broń kijowskiemu reżimowi. Ostatnia afera z oddaniem przez Warszawę pocisków do systemu Patriot kijowskiemu reżimowi obnażyła nie tylko tą manipulację.  Brak reakcji ze strony  otoczenia jankeskiego oligarchy i prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Donalda Trumpa wskazuje na to, przed czym od dawna ostrzegałem: Jankesi będą dozbrajać kijowski reżim i będą wysyłać broń. Wielu naiwnych wielowektorowców wierzyło, że Trump doprowadzi do pokoju. Tymczasem Alex Karp, Elon Musk, Peter Thiel – jankescy oligarchowie związani z Trumpem – dostarczają broń i technologie dla kijowskiego reżimu. 

Szkodnik Kaczyński 

Politycy PiS po raz kolejny gdy są w opozycji postanowili sprawdzić pamięć moich rodaków. Najwięksi słudzy Ukrainy z PiS zaczęli dostrzegać neobanderyzm na Ukrainie, polakożerstwo przedstawicieli kijowskiego reżimu. Promowany przez PiS jako kandydat na premiera Przemysław Czarnek zaczął nawet mówić o niewspieraniu militarnym kijowskiego reżimu (bez nawet groźby wykonania telefonu do Moskwy są to nic nie warte oświadczenia). Jak widać, nawet to wywołało przerażenie wśród ludzi faktycznie rządzącym naszym krajem. 14 lipca 2026 roku Jarosław Kaczyński zaczął odcinać się od Czarnka i zapewniał o dalszym wsparciu dla kijowskiego reżimu. Kaczyński to obok Zbigniewa Ziobry największy szkodnik w polskiej polityce. Na Majdanie wznosił banderowskie okrzyki. Nietrudno się domyśleć, że kierownictwo PiS zaczęło się wycofywać z pewnych deklaracji po naciskach ze strony ambasady Stanów Zjednoczonych Ameryki. 

Ambasada bez dyplomatów 

Parę dni temu media pisały o tym, że pełniąca obowiązki prezydent Wenezueli Delcy Rodríguez konsultuje swoje decyzje (łącznie z tym co publikuje w mediach społecznościowych) z neokonserwatywnym sekretarzem stanu Stanów Zjednoczonych Ameryki Marco Rubio. Rubio jest formalnie trzecią co do ważności osobą w strukturach władzy Stanów Zjednoczonych. Tymczasem instrukcje, rozkazy nadwiślańskim politykierom wydaje jankeski namiestnik Thomas Rose. Poziom upokorzenia naszego kraju ilustruje fakt, że prezydent Trump na stanowisko ambasadora Stanów Zjednoczonych Ameryki w Polsce mianuje wyjątkowo bezczelnych i niepoważnych ludzi, którzy z profesjonalną dyplomacją nie mają nic wspólnego (w sumie nie muszą, skoro w naszym kraju są politykierzy patologicznie kochający Stany Zjednoczone). 

Przyzwolenie na terror z Waszyngtonu

Waszyngton w sporze między Polską a Ukrainą stoi po stronie Ukrainy. Możemy spodziewać się w najbliższym czasie kolejnego plucia w twarz Polakom ze strony kijowskiego reżimu. Bardzo prawdopodobne jest, że jeszcze w czasie trwania swojej pierwszej kadencji na stanowisku prezydenta Polski Karol Nawrocki znajdzie się na liście Myrotworca . Jednocześnie Nawrocki będzie stale ubliżał politykom Federacji Rosyjskiej, mimo że Moskwa w żaden sposób nie zagraża Polsce (wypowiedzi polityków Federacji Rosyjskiej stanowią zawsze odpowiedź na wypowiedzi polskojęzycznych polityków).

Póki kijowski reżim dostaje ze strony Polski broń i pieniądze, wszystkie oświadczenia, potępienia są tyle warte co zużyte prezerwatywy. Póki Warszawa będzie wysyłała broń i pieniądze kijowskiemu reżimowi na życzenie Jankesów, nasza ojczyzna będzie dalej upokarzana. Bez normalizacji relacji z Moskwą i prowadzenia polityki suwerennej, asertywnej wobec Stanów Zjednoczonych nic się nie zmieni. Administracja Trumpa będzie prowadziła różne konflikty, w tym ten na Ukrainie. Kijowski reżim przyjmuje już coraz bardziej zdegenerowaną formę, czego przejawem są zamachy przeprowadzane na całym świecie. Na terror ma przyzwolenie ze strony Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Kamil Waćkowski 

HAJDAMAK, KAŁMUK, CHAZAR i POMNIKI CZYNGIS-CHANA. Baliński.

HAJDAMAK, KAŁMUK, CHAZAR i POMNIKI CZYNGIS-CHANA

Krzysztof Baliński

Gdy Zełenski wyciął Polakom numer z „Bohaterami UPA”, mówili o wszystkim tylko nie o tym, że za akcją nie stali czciciele UPA, lecz otoczenie żydowskiego żula z Krzywego Rogu. Tu przypomnijmy, że Majdan został wywołany przez światowe żydostwo, które nie zwracało uwagi na to, że w przewrocie biorą udział neonazistowskie oddziały szturmowe, którymi przewodził syn Romana Szuchewycza, mordercy Żydów, i że wyśpiewywali: „Smert’ moskowsko-żidiwskij mafii”.

Gdy do rangi bohaterów wynieśli rezunów z UPA, którzy wyrzynali Żydów i byli najokrutniejszymi strażnikami w niemieckich obozach zagłady, milczeli Żydzi i milczał Izrael. Z bojcami neonazistowskich sotni spotkali się kongresmeni, mimo iż ci noszą niemieckie mundury i hełmy oraz witają się ‘Sieg Heil’, a powołał je autor manifestu głoszącego: „Przesłaniem Ukrainy jest przewodzić Białym Ludziom na całym świecie w ostatecznej krucjacie przeciw podludziom, na czele których stoją Semici”.

Gdy z okazji rocznicy śmierci Romana Szuchewycza ulicami Lwowa przeszedł marsz, lobby żydowskie milczało. A był to marsz ku czci składającej się z ukraińskich ochotników dywizji SS Galizien, która podlegała Waffen SS i mordowała Żydów. Milczał też konsul RP we Lwowie, a dywizja ta spaliła żywcem tysiąc kobiet i dzieci w Hucie Pieniackiej. Gdy parlament ukraiński uczcił minutą ciszy odpowiedzialnego za wymordowanie 50 tysięcy Żydów Symona Petlurę, naczelny rabin Ukrainy oświadczył: „Mianowanie na premiera ukraińskiego Żyda jest dowodem na to, że antysemityzmu na Ukrainie nie ma”, a Ukraiński Kongres Żydów wydał oświadczenie: „Na Ukrainie nie ma antysemityzmu”.

Gdy premierem został Wołodymyr Grojsman, podkreślali: „Przeszedł do historii. Jest pierwszym żydowskim premierem Ukrainy dotychczas mocno tkwiącej w psyche Żydów, jako kraj antysemitów i pogromów”. Gdy w mediach amerykańskich ukazały się zdjęcia ukraińskich żołnierzy z nazistowskimi naszywkami na mundurach, szef Ligi Antydefamacyjnej ripostował: „Mimo iż niektórzy Ukraińcy używają symboli nazistowskich i mimo ich podziwu dla Bandery, nie obawiam się, że kraj przejmą antysemici. W wyborach zwyciężył Zełenski, jako pierwszy w tym kraju żydowski prezydent”.

Z pomocą pospieszyła matka Wołodymyra Grojsmana – wymyśliła termin „Żydobanderowcy”. A miała na myśli nacjonalistów żydowskich, którzy wybaczyli nacjonalistami ukraińskimi unicestwienie swoich ziomków, którym nie przeszkadzają czciciele Bandery, byle tylko nie rzucali hasła „Ukraina dla Ukraińców” i zamiast nienawidzić Żydów nienawidzili Rosjan i Polaków. No i żydowskim niedobitkom na Ukrainie nie pozwalają powiedzieć o banderowcach złego słowa, bo wiedzą, że są znakomitym materiałem na potrzeby dywersji wobec Rosji.

Jest jeszcze inny powód popierania tych, których do niedawna winili za nazistowskie okropieństwa. Gdy chodzi o geszeft (czyli bezlitosny rabunek tego, co jeszcze na Ukrainie do zrabowania pozostało), nie mają żadnych skrupułów i gotowi są na najbardziej plugawe postępki, w tym kolaborację ze swoimi katami. Chodzi także o strach przed bojcami z nacbatów, którzy w razie klęski na froncie będą chcieli skrócić ich o głowę.

Podsumujmy zatem: Ukrainą nie rządzą banderowcy, ale żydobanderowcy. Ukraiński nacjonalizm to ideologia na czas wojny i globalistyczny zamysł. I nie ważne, komu stawiają pomniki. Ważne, że Ukraina ma żydowskiego prezydenta.

Polakom napluł w twarz nie tylko Zełenski. On wie, że może z Polakami robić, co mu się żywnie podoba, bo ma w Polsce potężne żydobanderowskie lobby i wpływową V kolumnę, która korzysta z każdej okazji, by Polsce zaszkodzić i która w pluciu na Polaków prześciga nawet jego samego. Wie też, że w Polsce ma prożydowski i proukraiński rząd i równocześnie prożydowską i proukraińską opozycję.

Gdy na antenie żydowskiego radia dla Polaków łgał Andrzej Szeptycki: „UPA to była formacja, która walczyła o niepodległość Ukrainy. To byli tacy trochę ukraińscy żołnierze niezłomni”, i gdy ostro zareagowała Dorota Gawryluk z Polsat News, w obronie Szeptyckiego stanął dr Kazimierz Wóycicki – przekonywał, że „Polacy na Wołyniu też nabijali Ukraińców na widły” i że „podczas II wojny światowej Polacy wymordowali 300 tysięcy Żydów”. Wóycicki to autor tendencyjnych publikacji na tematy polsko-niemiecko-żydowskie, utrzymywany przez niemieckie fundacje, nagrody i krzyże zasługi. Działa w sponsorowanym przez Fundację Adenauera Centrum Studiów Międzynarodowych, założonym przez Eugeniusza Smolara, brata prezesa Fundacji Batorego założonej przez George’a Sorosa. Smolarowie podchodzą z żydokomunistycznej rodziny: Ojciec Hersz był hersztem żydowskiej sekcji PPR i zarzucał Gomułce opór wobec repatriacji Żydów z ZSRR i upieranie się przy monolityczności etnicznej Polski.

Na stronie Fundacji ukazało się „Wspólne oświadczenie polskich i ukraińskich organizacji, działaczy i działaczek społecznych”. Samo oświadczenie jest monotonne i nudne. Niezwykle natomiast ciekawa jest lista sygnatariuszy. Oprócz kilkudziesięciu organizacji żydowskich, mamy na niej Związek Ukraińców w Polsce i kilkanaście innych organizacji ukraińskich. Nawiasem mówiąc, z czymś podobnym mieliśmy do czynienia, gdy żądali wycofania ze sprzedaży książki Wojciecha Sumlińskiego – do protestu 100 organizacji żydowskich dołączyło kilkanaście organizacji ukraińskich.

Zapowiadając  w TVP Info odcinek programu „Niebezpieczne związki”, Dorota Wysocka-Schnepf zestawiła ukraińskie ludobójstwa na Polakach z nacjonalizmem polskim: „Dziś krewcy nacjonaliści po obu stronach granic znów rwą się do zwarcia. Też nacjonalizm – polski – wzniecał czystki na naszych sąsiadach”. Już sam dobór gości programu był dowodem na jego antypolski wydźwięk: Jarosław Kurski (były naczelny „Gazety Wyborczej”), Jacek Czaputowicz (były szef MSZ)  i Michał Bilewicz (kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami). Wszystkich połączyło wsparcie dla prezydenta Ukrainy w sporze z prezydentem Polski.

Michał Bilewicz z troską pochylił się nad traumą bandytów z UPA: „Na pewno ta cała debata jest w bardzo dużym stopniu ukształtowana przez takie polskie przekonanie o tym, że jesteśmy narodem ofiar, dostrzegającym wyłącznie swoje własne cierpienia. Nie zostaje jakby tej przestrzeni na uznanie tego, że inne narody mogły doświadczyć podobnych zbrodni”. Stanął też po stronie Szeptyckiego: „Wiecie co? Chcę żyć w Polsce ministra Szeptyckiego, a nie Doroty Gawryluk”. Stanął też po stronie  „ministry” kultury, bo przekazała 50 mln zł na projekt „Żydowskie Dziedzictwo Kulturowe”.

Wśród gości Schnepficy wyróżniał się Jarosław Kurski. To autor „listu” do Zełenskiego, kwintesencji tego, co nazywamy zaprzaństwem. „Bracie, piszę do ciebie jako obywatel i jako Polak. Robię to w rozpaczy, w poczuciu, że reprezentujący mój kraj politycy cynicznie nakręcają spiralę nienawiści między naszymi narodami. Relacje z naszymi bratnimi narodami stały się zakładnikiem skrajnych nacjonalistów, małych figur szafujących wielkimi słowami, jak: „Polska”, „honor” czy „godność”. Musisz wiedzieć, że urzędujący w Polsce prezydent reprezentuje środowiska narodowe i ultraprawicowe. A te budują swoją polityczną agendę na ksenofobii, na pogardzie wobec obcych, na sianiu nienawiści. Wobec imigrantów, wobec Niemców, wobec Ukraińców () Polakom i Ukraińcom potrzebny jest sojusz wojskowy, do którego powinni także dołączyć Niemcy. Sława Ukrajini! Herojom sława!”.

Jacek Czaputowicz całą winę zwalił na Polskę. „Były też inne aspekty działania tej formacji i w związku z tym po prostu Ukraina uznała, że może to zrealizować, bo Polska prowadzi politykę i tak już nieprzyjazną. (…) prezydent sam jeszcze przez rok nie był w Kijowie. Ciągle nakręca te nastroje antyukraińskie, ciągle coś wygraża, ciągle mówi, że nie zgodzi się na członkostwo Ukrainy w UE. Ukraina powiedziała: dość, nie życzymy sobie tego typu działań. Więc podjęła taką decyzję. Okazało się, że z jej perspektywy słuszna, bo nas po prostu ośmieszyła”. Gdy został ministrem, portal TVN24 pisał: „O takich jak on zwykło się mówić, że ma w życiorysie piękną, opozycyjną kartę z czasów komunizmu”. Tymczasem na studiach (zaocznych) był pod opieką Jana Lityńskiego z KOR. Działał w Ruchu Wolność i Pokój, w którym roiło się od działaczy „lewicy laickiej”. Do swych dyplomatycznych sukcesów zaliczył „wyciągnięcie z głębokiego kryzysu stosunków z Ukrainą” – poddając się naciskom Kijowa zablokował pokaz filmu „Wołyń”. Przerażały towarzyszące temu słowa: „Starałem się unikać prymatu interesu narodowego”. Polazł też do mediów Michnika tylko po to, żeby powiedzieć: „Polska prowadzi wobec Ukrainy politykę hien i szakali”.

W ukraińskojęzycznym kanale Slava TV głos zabrał Michał Broniatowski: „Każdy polski polityk, który podważa prawo Ukrainy do tworzenia patriotycznych mitów, które pomagają żołnierzom, to wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Ukrainy”. To sługa wielu panów. Dziś dyrektor TVP World. W 1985 r. pracownik agencji Reuters i dyrektor jej przedstawicielstwa w Moskwie. Był też wiceprezesem rosyjskiej agencji informacyjnej Interfax i członkiem Rady Nadzorczej Onet oraz TVN. Dyrygował polską edycją amerykańskiego miesięcznika „Forbes” oraz tygodnikiem „Newsweek” (wchodzącym w skład koncernu medialnego Axel Springer). To modelowy przedstawiciel rodu o bogatych żydokomunistycznych tradycjach. Jego ojciec, funk Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy przywędrował do Polski w taborach dywizji NKWD, został dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi, a następnie szefem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Warszawie. I jeszcze jedno – to on zatrudnił Natalię Panczenko, która zasłynęła z pogróżek, że „na terytorium Polski zaczną się walki, podpalenia sklepów, domów”.

Prawdziwą żydobanderowską gwiazdą w Polsce jest Paweł Kowal. Jako eurodeputowany, głosował przeciw rezolucji potępiającej nadanie Banderze tytułu „Bohatera Ukrainy” i rezolucji uznającej zbrodnie UPA za akt ludobójstwa. Gdy sprzeciwił się podobnej uchwale Sejmu, uzasadnił to: „Ukraińcy muszą dojrzeć do samooceny tak, jak Polacy dojrzeli do samooceny w Jedwabnem”. Karierę rozpoczął w Kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Później przerzucono go do MSZ, które już za Geremka dostało się w łapy dzieci i wnuków działaczy Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy oraz potomków ukraińskich rezunów. Gdy okazało się, że WSI nadała mu pseudonim „Pallad”, wycofał się dyskretnie z MSZ i z PiS, a najbardziej przerażało, że w nowym Sejmie został przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych, i oświadczył: „Dla mnie nie ma, jeśli chodzi o kwestie wojskowe, różnicy pomiędzy interesem Polski i Ukrainy” oraz zaproponował: „Powinna powstać ustawa, która zmusi Polaków do tego, żeby pojechali na front na Ukrainę”. Kowal jest spokrewniony z Heleną Łuczywo, wieloletnią zastępczynią Adama Michnika, wnuczką płk. Ferdynanda Chabera (funkcjonariusza Centralnego Biura Kontroli Prasy MBP i kierownika Wydziału Propagandy KC PPR), której córka Łucja Koch jest szefową Działu Edukacji w Muzeum Polin.

Ciotka Kowala w roku 2002, 2004 i 2005 notowana była na liście najbogatszych Polaków. A jaki to ma związek z Żydobanderowcami? Otóż, gdy z Dzikich Pól do Tel Awiwu tranzytem przez Warszawę zbiegł (ze 100 milionami dolarów) Timur Mindycz, pojawiło się podejrzenie, że nasi Żydobanderowcy, w tym Kowal musieli w tym mieć jakiś udział, bo zajmuje się „pomocą” dla Ukrainy, która jest niczym innym, jak pomocą dla żydowskich oligarchów, dzielących się ukradzionymi pieniędzmi z Izraelem. Ale nie tylko – także z darczyńcami z Polski. Hipotezę taką wzmacnia to, że gdy Timur ukradł 100 milionów, Radek Sikorski natychmiast przelał z konta MSZ do Kijowa też 100 milionów. I tu pytanie: Czy Kowal nie dlatego został pełnomocnikiem do spraw odbudowy Ukrainy, bo chce – śladem cioci – doszlusować do elity finansowej kraju?

Przepytywany na okoliczność sytuacji na Bliskim Wschodzie, Konstanty Gebert (od kilku lat obywatel Izraela) obiektywizm udawał niezdarnie. Gdy dziennikarz skonstatował, że „obecnie wielu ludzi na świecie podziela pogląd, że będący krajem postkolonialnym Izrael nie ma prawa bytu w obecnej formie”, odparł: „Większość państw ma dokładnie taką samą genezę. Na przykład Polska w drodze militarnej agresji przyswoiła sobie 1/3 swojego obecnego terytorium, wypędzając 3 miliony Niemców i 500 tysięcy Ukraińców”.

„Ukraińcy mają prawo do swojej tożsamości, mają prawo do swoich grzechów, tak jak i my mamy do tego prawo” – to słowa Adama Michnika z wygłoszonej w Paryżu prelekcji o tytule „Dziś wszyscy jesteśmy Ukraińcami”. Żydobanderowcem nie jest tylko Michnik, ale cała „Gazeta Wyborcza”, która od lat zapewnia banderowcom osłonę medialną, która przeszła do porządku dziennego nad ideologią OUN, a równocześnie tropi wszelkie przejawy nacjonalizmu w Polsce. Powód jest prozaiczny – polityczne zadanie przyłączenia się do Majdanu, postawione przez Sorosa, wymagało „marginalizacji konfliktów historycznych” i partnera po stronie ukraińskiej. Zostali nimi żydobanderowcy.

Żydobanderowcem nie wydaje się być Radek Sikorski, mimo że wrzeszczał w Sejmie: „Nie upokarzajmy Ukraińców. Słowa o ludobójstwie mogą utrudnić zabiegi Ukrainy o przyjęcie do UE, co ma epokowe znaczenie, także dla Polski”. Podejrzenia wzbudzają jednak rodzinne koneksje Radka: Jeden stryj był funkcjonariusz naszpikowanego sowieckimi oficerami i założonego przez Sowietów do walki z antykomunistycznym podziemiem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Drugi był politrukiem w tymże „wojsku polskim”. A to, w połączeniu z kałmuckimi rysami twarzy Radka, upoważnia do pytania: Skąd jego przodkowie przyszwędali się do Polski?

Zasadność pytania wzmacnia wypowiedź, w której zrównał gloryfikację Bandery na Ukrainie z czczeniem Czyngis-chana w Mongolii – Skoro Mongołowie mają swojego wielkiego wodza, to powinniśmy pozwolić Ukraińcom na kult ich wielkiego wodza i na włączenie Bandery do ukraińskiego panteonu narodowego. I mamy wszystko w jednym: Chazara, Kałmuka i hajdamaków Czyngis-chan. I czas też najwyższy powiedzieć: Dość – Polska nie może mieć ministra, który przebacza ludobójcom tylko dlatego, że w Mongolii są pomniki Czyngis-chana.

To dobrze, że zabierają głos. Bo bez tego trudniej byłoby nam zrozumieć, jak wielkie jest zagrożenie i jak mało dzieli nas od katastrofy. I dlatego pytajmy: Jak to jest, że pojawiają się wszędzie tam, gdzie pojawia się interes Ukrainy i naruszany jest interes Polski? Jak to jest, że ostentacyjnie i bezczelnie, zawsze i wszędzie reprezentują punkt widzenia wrogów Polski? I wreszcie: Czy to przypadek, że wszyscy są Żydami?

Krzysztof Baliński

================

Żółte firanki

Żółte firanki

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    21 lipca 2026 michalkiewicz

Jak zauważył Jerzy Orwell w „Folwarku zwierzęcym”, wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych. Dlatego właśnie z Związku Radzieckim tacy na przykład pisarze mieli specjalne przydziały – co nawet znalazło wyraz w ówczesnej, postępowej literaturze, a konkretnie – w wierszu Włodzimierza Majakowskiego. Opisuje on panującą mizerię, w następstwie której jego własna narzeczona zapadła na chorobę oczu i poszła do doktora.

Oddajmy mu głos: „Wracz nabołtał: cztob głaza gladieli, nużna tiepłota, nużna zieleń”. (Doktor jej nagadał: żeby oczy patrzyły, trzeba ciepła, trzeba zieleniny). Więc Majakowski pisze dalej: „Mnie legcze, czem drugim. Ja Majakowski. Siżu i jem kusok konskij” (Mnie lżej, niż innym. Ja Majakowski. Siedzę i jem kawałek koniny). A co dla narzeczonej? „A k’liubimoj w gosti dwie markowieńki niesu za zielonyj chwostik”. (A idąc w gości do ukochanej, niosę jej dwie marcheweczki, trzymając je za zieloną natkę).

Słonimski wspomina, jak to przed wojną PEN Club wydał w „Bristolu” przyjęcie na cześć Majakowskiego. Ten, gwoli zademonstrowania lekceważenia dla burżuazyjnych konwenansów, sięgnął ręką do salaterki z kiszonymi ogórkami i ostentacyjnie zakąsił. W odpowiedzi Słonimski z drugiej salaterki nabrał pełną garścią majonezową sałatkę. Widząc tę demonstrację Majakowski odłożył ogórek na talerzyk i już nie epatował polskich burżujów lekceważeniem tutejszych konwenansów.

No a kiedy, za sprawą dziejowych ustaleń naszych sojuszników z naszym sojusznikiem w Jałcie, socjalizm zawitał i do nas, zaraz objawiły się typowe dla tego ustroju niedobory. Typowe – bo jak pisze Józef Mackiewicz w „Drodze donikąd” – jak tylko Armia Czerwona w 1939 roku „wkroczyła” na Kresy Wschodnie, zaraz wszystkiego zabrakło. Stwarzało to pewne kłopoty agitatorom, ale wybrnęli z nich obietnicą, że teraz, owszem, są trudności, ale już wkrótce wszystko „podwiozą”. Jednak na pewnym wiecu pewien uczestnik zapytał, czy w Związku Radzieckim jest dużo nędzy. Użył jednak polskiego słowa „nędza”, a nie rosyjskiego: „niszczeta”. Agitator odparł, że owszem, nędzy jest pod dostatkiem i wkrótce „podwiozą”. Wywołało to huragan śmiechu, ale kiedy panowie z NKWD skapowali, w czym rzecz, zaraz zainteresowali się pytającym. „Co z nim się stało – nie wiem, nie spotkaliśmy się” – śpiewał Maciej Zembaty w „piosence polskiej o charakterze rosyjskim”: „A potem przekazałem na punkt NKWD. Co z nim się stało – nie wiem, nie spotkaliśmy się”.

Z powodu tych niedoborów, partia zaraz utworzyła sklepy za żółtymi firankami, w których zwierzęta równiejsze od innych mogły zaspokajać różne swoje potrzeby. Ciekawe, że chociaż od tamtej pory minęły dziesięciolecia, a podobno nawet zmieniło się oblicze świata, potomstwo zwierząt równiejszych od innych nadal uważa, że jest równiejsze. Weźmy na przykład taką panią reżyserową Holland Agnieszkę. Nie waha się ona pouczać mniej wartościowy naród tubylczy, co ma myśleć i jak się powinien zachowywać – a czyni to z poczuciem takiej wyższości, jakby odziedziczyła ją po królu, swoim ojcu. Jednak sklepy za żółtymi firankami zostały na VIII Plenum w październiku 1956 roku pryncypialnie skrytykowane i zniknęły, przynajmniej oficjalnie. Jednak w miarę rozwoju socjalizmu coraz częściej pojawiały się tak zwane „trudności wzrostu”, czyli – mówiąc wprost – chroniczne niedobory, toteż partia postanowiła odświeżyć tradycję sklepów za żółtymi firankami – ale ożenić ją z elementami gospodarki rynkowej.

Tak pojawiły się „peweksy”, w których można było kupić towary niedostępne na zwykłym rynku – jednak albo za „cenne dewizy”, albo tak zwane ”bony”, których wartość wyrażana była w amerykańskich dolarach. Wprawdzie handel dewizami był zakazany pod groźbą kary, ale „bonami” – już nie – toteż stosowne ogłoszenia pojawiały się nawet w gazetach. Inną formą sklepów za żółtymi firankami były tak zwane „sklepy komercyjne”, w których można było kupić np. mięso poza przydziałami kartkowymi – ale po wyższej cenie. Nawiasem mówiąc, te wynalazki wprowadzały osobliwości językowe, bo na przykład „peweksy” nazywały się oficjalnie „przedsiębiorstwami eksportu wewnętrznego”. Eksport wewnętrzny, to nic innego, jak wydalanie do środka, podobnie, jak sklepy komercyjne, czyli – mówiąc wprost – handlowe. Była w tym osobliwa logika, bo zwykłe sklepy z handlem miały rzeczywiście coraz mniej wspólnego. Był to raczej rodzaj rozdzielni, w których pieniądze nie miały znaczenia, jeśli nie były wsparte przydziałem, czyli „kartką”. Pociągało to za sobą pewne skutki społeczne, bo osoby rozdzielające dobra były uważane, a co ciekawsze – same też się uważały za przedstawicieli władzy.

Dzisiaj, za sprawą zbrodniczego liberalizmu, będącego też „herezją wszechczasów”, przejściowe trudności wzrostu na odcinku zaopatrzenia w mięso i w jego przetwory przestały nam już dokuczać – ale socjalizm nie były socjalizmem, gdyby nie wytwarzał niedoborów. Skoro na odcinku zaopatrzenia w mięso i jego przetwory ustrój socjalistyczny jakby przestał obowiązywać, ale przecież zlikwidowany w ogóle nie został, więc nic dziwnego, że niedobory dały znać o sobie w dziedzinie, w której socjalizm zatriumfował, to znaczy – w sektorze ochrony zdrowia. I co Państwo powiecie? Zaraz też pojawiły się na tym odcinku sklepy za żółtymi firankami, oczywiście znacznie wytworniejsze, niż ich zgrzebni protoplaści z czasów stalinowskich.

Nawiasem mówiąc Józef Stalin w kwestii ustroju socjalistycznego bywał czasami bardzo elastyczny. Tak było na przykład w roku 1940, podczas tak zwanej „wojny zimowej” z Finlandią”. Pojawiła się mianowicie konieczność zbudowania linii kolejowej na bezludnych obszarach Karelii. Stalin wezwał Naftalego Aronowicza Frenkla, twórcę „systemu kotłów” w sowieckich łagrach, który pociągnął za sobą co najmniej tyle samo, o ile nie więcej ofiar, niż „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”. Warto o tym pamiętać, kiedy Żydowie próbują narzucić światu swój monopol na martyrologię – a tymczasem okazuje się, że owszem – bywali ofiarami – ale też znakomicie sprawdzali się w roli katów. Wracając do Frenkla, to Stalin zapytał go, czy nie podjąłby się wybudowania wspomnianej linii kolejowej w trzy miesiące. Frenkiel poprosił o jeden dzień do namysłu, a potem powiedział Stalinowi, że owszem – ale pod warunkiem, że na tej budowie nie będą obowiązywały zasady ustroju socjalistycznego. I Ojciec Narodów, Chorąży Pokoju się zgodził!

Ustrój socjalistyczny ze wszystkimi przypadłościami objawił się nam ostatnio najpierw w warszawskim Szpitalu Południowym – ale zaczynają dobiegać skrzydlate wieści, że podobnie jest gdzie indziej. Działacze Volksdeutsche Partei próbują podważać objawione fakty, w czym pomaga im, jak tylko może, niezależna prokuratura, a tylko patrzeć, jak włączą się do operacji nienawistne sądy. Beneficjenci ustroju socjalistycznego próbują kierować ostrze nienawiści opinii publicznej w stronę lekarzy – ale ich wina jest tu stosunkowo niewielka, w porównaniu z hałastrą korzystającą z synekur związanych z ochroną zdrowia. Lekarze – owszem – korzystają z możliwości jakich dostarcza im żerowisko – ale przynajmniej leczą ludzi, podczas gdy reszta uczestników żerowiska nawet nie udaje, że to robi.

Przypomnijmy tedy, jak doszło do tej sytuacji, jaka jest natura „systemu”, na który Volksdeutsche Partei i vaginet obywatela Tuska Donalda zamierza swalić odpowiedzielność. To jest sprytny wybieg, bo „systemu” nie można wpakować do lochu, nawet jeśli mądrale z prokuratury i nienawistnych sądów czarno na białym udowodnią, że skoro winien jest „system”, to ludzi krzywdzić nam nie wolno. Musimy tedy cofnąć się w czasie do roku 1997, kiedy to rządy nad naszym nieszczęśliwym krajem objęła koalicja AW”S” – UW, a premierem został charyzmatyczny Jerzy Buzek, kawaler dwojga pseudonimów operacyjnych SB. Poprzedni rząd SLD-PSL oskarżany był, całkiem zresztą słusznie, że „zawłaszczył państwo”, to znaczy – obsadził swoimi zaufańcami wszystkie synekury w sektorze publicznym i w dodatku obwarował je gwarancjami prawnymi, że nawet zmiana rządu niczego tu nie zmieniała. Toteż charyzmatyczny premier Buzek postanowił wprowadzić cztery wiekopomne reformy, których celem było stworzenie nowych synekur w sektorze publicznym, żeby stworzyć żerowisko dla zaufańców dla nowej koalicji AW”S”-UW.

Jedną z nich była reforma ochrony zdrowia, która polegała na tym, że utworzone zostały Kasy Chorych: 16 terenowych i siedemnasta – mundurowa. Hasłem reformy było, by pieniądze „szły za pacjentem”. Może i szły, ale prawie natychmiast, wszelki kontakt, nie tylko wzrokowy, między pieniędzmi i pacjentem został zerwany – za to powstało żerowisko. Dla kogo? Beneficjentów żerowiska stworzyła nowa wiekopomna reforma – reforma samorządowa. Polegała ona na dodaniu do istniejących samorządów gminnych, dwóch dodatkowych szczebli samorządowych – samorządów powiatowych i sejmików wojewódzkich. Tu już nawet nikt się nie krył, że chodzi o żerowisko – bo najpierw zostały powołane te dodatkowe samorządy, a dopiero potem zaczęto się zastanawiać, jakie by tu kompetencje im poprzydzielać – bo przecież pozory musiały być zachowane. Cztery wiekopomne reformy przyniosły skokowy wzrost liczby synekur w sektorze publicznym i skokowy wzrost kosztów funkcjonowania państwa – na początek o 100 mld złotych rocznie.

Aliści w roku 2001 AW”S” i UW zostały zastąpione przez koalicję SLD-PSL, która znowu chciała „zawłaszczyć państwo”. Okazało się wszelako, ze charyzmatyczny premier Buzek swoim zaufańcom też stworzył gwarancje prawne, że nawet zmiana rządu – i tak dalej. Toteż premier Miller nie miał innego wyjścia, jak rozgonić Kasy Chorych, a na ich miejsce zainstalować nowy biurokratyczny gniot w postaci Narodowego Funduszu Zdrowia, który można by już obsadzić prawidłowo. I tak jest do dnia dzisiejszego.

Skoro stworzone zostało żerowisko, w którym, niczym w „czarnej dziurze” znikają coraz większe pieniądze, to dlaczego tu się dziwić, że ci, którzy wydrążyli sobie nisze ekologiczne w radach nadzorczych i zarządach – bo jużci – czymś przecież „zarządzać” muszą, no nie? Tymczasem szczucie nie idzie nawet w ich kierunku, a jeśli nawet – to wybiórcze, wedle barw politycznych. Nikt przecież nie mówi, że . samorządy powiatowe i sejmiki wojewódzkie trzeba by rozpędzić – i nikt nie zauważyłby różnicy.

I na koniec przypomnę, jak to w roku 1995 w Centrum im. Adama Smitha zrobiliśmy badania, jaką część dochodu rodziny pracowników najemnych spoza rolnictwa państwo konfiskuje nie tylko w podatkach, ale również innych przymusowych świadczeniach finansowych, np. składkach na ubezpieczenie społeczne czy zdrowotne. Okazało się, że aż 83 procent! W tej sytuacji ci ludzie już samo poradzić sobie nie mogą i skazani są na tzw. konsumpcję zbiorową, m.in. postaci ochrony zdrowia. Gdyby jednak zreformować system finansowy państwa tak, by nie konfiskowało ono tej rodzinie więcej, jak 20 procent dochodu, to ci ludzie sami poradziliby sobie z ochroną zdrowia i edukacją dzieci bez niczyjej łaski. Wtedy pieniądze nie szłyby ZA pacjentem, tylko RAZEM Z NIM – bo nikt by ich mu nie odebrał. W takiej sytuacji pacjent byłby przez doktorów noszony na rękach – i tylko zniknęłoby żerowisko dla Naszych Umiłowanych Przywódców. Czy jednak do tego dojdzie? Wątpię – bo Nasi Umiłowani Przywódcy nie po to zblatowali sobie telewizje, by mówiły one ludziom prawdę – tylko po to, by wmawiały im, ze żerowisko musi być, że inaczej nie można, bo wtedy nastałaby Sodomia i Gomoria. I dopóki ludzie w to wierzą, dopóty będą bezlitośnie eksploatowani, jak nie przez Volksdeutsche Partei, to przez wyznawców Naczelnika Państwa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Nieudany zamach w Domostawie

Nieudany zamach w Domostawie

Jak co roku, w Domostawie z inicjatywy Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska”, 11 lipca, w Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, odbyły się uroczystości uczczenia pamięci Polaków pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów.

Pomnik w Domostawie, przy drodze ekspresowej S19 prowadzącej do Rzeszowa i dalej na Ukrainę, odsłonięty został już dwa lata temu. Podobnie jak z okazji poprzednich rocznic, pojawiły się przed nim tysiące Polaków (i nie tylko, bo w tym roku można było spotkać również na przykład gości z Czech). Słowem – można by uznać, że mieliśmy do czynienia z tradycyjną już formą uroczystego upamiętnienia naszych rodaków pomordowanych na dawnych Kresach, która wpisała się już w kalendarz wydarzeń tożsamościowych nie tylko Podkarpacia czy sąsiedniej Lubelszczyzny, ale całego naszego kraju (uczestnicy uroczystości przyjechali nawet z najdalszych zakątków Polski). Gdyby nie jeden fakt: w tym roku doszło do próby zamachu na pamięć ze strony tych, którzy nie tylko nie pomagali w powstaniu pomnika, ale robili wszystko, by rozgrzeszać banderowskich zbrodniarzy sprzed lat, ale także wspierać ich współczesnych pogrobowców w Kijowie.

Chodzi oczywiście o przybyłą do Domostawy delegację Prawa i Sprawiedliwości, najbardziej bezkrytycznie wspierającej Ukrainę formacji politycznej w Polsce. Na jej czele stanął były minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, lansowany uparcie przez Jarosława Kaczyńskiego jako kandydat na przyszłego premiera. Jego promowanie ma w istocie jasny cel: Czarnek miał reprezentować „patriotyczną” twarz PiS, stanowić antidotum na rosnące notowania Konfederacji oraz Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Miał też sprawdzać się na odcinku kresowo-ukraińskim, jako ten z polityków ugrupowania Kaczyńskiego, któremu już wcześniej zdarzały się wypowiedzi nie do końca wobec polityki historycznej Kijowa entuzjastyczne.

Obecność delegacji PiS-owskiej pod pomnikiem w Domostawie miała stanowić nową odsłonę w kampanii tej partii, która przeszła do aktywnej krytyki nie tylko banderyzmu, ale wręcz wszystkich Ukraińców, wyjątkowo prymitywnej, czasem wprost wulgarnej, a niewątpliwie spłycającej problem. Triumfalny pochód niedawnych „sług Ukrainy” pod polskimi sztandarami pamięci zakłócił jednak niespodziewanie znany z naszych łamów Tomasz Jankowski. Zadał on podczas celebrowanej przez Czarnka u stóp pomnika konferencji prasowej niewygodne pytania. Pytał o wspieranie Kijowa przez rząd PiS, po lutym 2022 roku, ale też w latach wybuch obecnej fazy wojny poprzedzających. Słusznie zauważył, że pomnik poświęcony ofiarom ludobójstwa w Domostawie powstał nie dzięki PiS, ale wbrew niemu. Istotnie – cała inicjatywa pochodziła od środowisk samorządowych (gmina Jarocin) oraz organizacji społecznych; państwo pod rządami PiS nie raczyło nawet przekazać działki pod to miejsce pamięci.

Obowiązywała bowiem doktryna „służenia Ukrainie” nakreślona przez PiSowskiego rzecznika ministerstwa spraw zagranicznych Łukasza Jasinę. Czarnek na pytania Jankowskiego właściwie nie odpowiedział, wspominając jedynie o swoich zasługach w postaci rozmowy z autorem projektu pomnika, nieżyjącym już Andrzejem Pityńskim (szkoda, że ten rzeźbiarz spotkania z ówczesnym PiS-owskiem, notablem nam już nie opisze). Związane z PiS media zaczęły z miejsca kolportować wersję o rzekomym „zaatakowaniu” byłego wojewody lubelskiego przez Tomasza Jankowskiego. Tymczasem ten ostatni zadawał jedynie pytania, na które nie uzyskał żadnej konkretnej odpowiedzi. Przede wszystkim zaś nie doczekał się wyjaśnienia Czarnka w sprawie fundamentalnej: bezrefleksyjnego, bezapelacyjnego i kosztującego nas miliardy złotych wspierania Kijowa po lutym 2022 roku. Nie usłyszał też słów tłumaczących jakoś Jarosława Kaczyńskiego wykrzykującego przed laty na Ukrainie banderowskie pozdrowienie „Sława Ukrainie!” (internet pamięta). Nie dowiedział się niczego o przyczynach nagłej zmiany stanowiska PiS wobec banderyzacji tożsamościowej Ukrainy. Zrobił jednak dużo więcej od tych, którzy buńczucznie zapowiadali, że nie dopuszczą delegacji od Kaczyńskiego pod pomnik w Domostawie (takie krewkie deklaracje padały z wielu ust). Udaremnił zamach hipokryzji na ważne dla nas wszystkich miejsce pamięci.

W dobie memizacji polityki i coraz krótszej pamięci zbiorowej powinniśmy robić to wszyscy. W miarę naszych możliwości i zdolności do pokonania obrzydzenia chadzać powinniśmy na publiczne spotkania z politykami PiS i zadawać utrzymane w podobnym tonie pytania, przypominać nie tylko słowa, ale też głosowania i decyzje polityczne najbardziej zbanderyzowanej formacji politycznej w Polsce. Musimy bowiem zrobić wszystko, by Polska nie weszła po raz kolejny do tej samej rzeki, a właściwie kanału ściekowego antypolskiej polityki prowadzonej przez żerujące na krótkiej pamięci PiS z jego pełnym hipokryzji i kłamstwa prezesem na czele.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2026)

=====================================

mail:

Piskorski jest po naszej stronie – kałolicję i wszystkie przystawki widzi tak, jak trzeba.
Weryfikacja incydent z Czarnkiem: 
https://www.youtube.com/watch?v=R5mrJEm_fcQ  (6 min.)

Kim są rodzimi ,,wykorzenieni”?

Kim są rodzimi ,,wykorzenieni”?

Jacek Tomczak konserwatyzm.pl/tomczak-kim-sa-rodzimi-wykorzenieni

W tytule poprzedniego tekstu zawarłem parafrazę cytatu Marszałka Józefa Piłsudskiego. Ktoś mnie zapytał- a kto to ta „elita”?

Ludzie, dla których albo wszystkie poglądy (w tym ukrainofilia) są funkcją wykorzenienia z polskości i niechęci do państwa narodowego albo – jak w przypadku części pisowskiej (jeśli chodzi o odlot ukrainofilski to są dwie strony tego samego medalu) – karykaturalny romantyzm (czyli „umierajmy za tych, którzy nas zabijali”) i „bardziej nienawidzę Rosji niż kocham Polskę” to aksjomaty polityczne i geopolityczne.

To depozytariusze fałszywych miar, wyrzuceni pracownicy kantoru, którzy za złotego płacili mniej niż za włoskiego lira. Ci, którzy oburzają się (słusznie) kilkoma słowami za dużo do ukraińskiego dziecka, ale zupełnie nie oburza ich nadawanie imienia seryjnych morderców Polaków ukraińskim jednostkom wojskowym (na poziomie państwowym, nie przez faceta w autobusie!).

Ci, którzy od 100 lat tropią „faszyzm” (niezastąpiony Adaś wspominał o tym w ostatnio udzielonym wywiadzie), a gdy widzą promocję nazizmu na Ukrainie, mówią, że „przecież to jak Niezłomni”, „przecież to ich bohaterowie”.

Ci, którzy straszą „wojną z Rosją”, więc z tej okazji rozbrajają polską armię.

Ci, którzy prowadzą politykę strachu, tą którą imputują „faszystom” i „ksenofobom” – i całą narrację sprowadzają do tego, że armia, która nie radzi sobie na Ukrainie napadnie na Polskę (wpadłem na pomysł, że w przypadku braku rosyjskiej agresji obywatele powinni składać pozwy o zadośćuczynienie z powodu stresu wywołanego obawą agresji).

Ci, którzy zamilczali masakrę wołyńską, a przepraszali za ponad 100 razy mniej zabitych w Jedwabnem.

Ci, którzy „historię zostawiają historykom”, ale tylko wtedy, gdy to historia krzywd Polaków (kapitanem „Burym” i insynuacjami pod jego adresem mogliby zajmować się przez cały czas wolny od oglądania TVN).

Ci, którzy uprawiają negacjonizm wołyński. Jak Sierakowski, przemianowany przez samego siebie z lewaka w mainstreamowego chat-bota od „onuc” i „szampanów na Kremlu”, kapłana poprawniactwa, uznającego punkt 1 pewnej księgi: „uznałem, że jestem bezsilny wobec posiadania własnych poglądów”. On i jemu podobni domagają się, w typowym dla siebie stylu łączącym moralistę i galaretę, restrykcyjnego egzekwowania kar za negacjonizm oświęcimski.

Ci, którym „lewicowa wrażliwość” leczy sumienie, a jedynym ich stosunkiem do narodu jest pouczanie go i rysowanie jego karykatur. Ci, którzy zawsze poprą deweloperów, którzy spalili Jolantę Brzeską- jak przyjdzie co do czego.

Ci z manią wyższościową, którzy uznają, że naród omamiony przez „populistów” nie dorósł do jaśniepaństwa – a naród okazał się od jaśniepaństwa mądrzejszy.

Ci od układania krzyży z piwa Lech.

Ci od wpychania się w kolejki w szpitalach, wciąż tkwiący w hamletowskim rozdarciu między „lewicową wrażliwością” a arystokratycznymi nawykami.

Ci, którym ta wynoszona na sztandar wrażliwość nie przeszkadza w kpiarskim przyrównywaniu odpowiedzialności za Wołyń do odpowiedzialności za Grunwald – bo nigdy, przenigdy nie chcieli wsłuchać się we wspomnienia żyjących świadków gehenny Polaków.

Ci, którzy uznają, że powierzchowna grzeczność i dyplom uczelni dają przynależność do lepszej rasy – budują przewagę nad „kibolem co jeździł na ustawki”. Lubią ładnie pachnieć, polityka to dla nich moralistyka i perfumeria – niestety, nie lubią samodzielnie myśleć. Głosują jak „wypada”. Mówią „obrzydliwe”, „straszne”, „przerażające”, bo konkrety i fakty ich przerażają.

W kwestii Wołynia bohaterami, takimi prawdziwymi, choć z tylnych rzędów okazali się kibole i raperzy – nie trzeba ładnie składać zdań, by czuć związek z narodem. Nie trzeba mieć dyplomu, wystarczy mieć duszę.

Mieli szansę się wycofać, powiedzieć, że się mylili.

Powiedzieć, że to skandal, że fan UPA miał order, a ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski przypłacił niezłomność krótszym życiem. Odciąć się od swojego guru (przyznam, że wiele poziomów wyżej niż aktualni guru) Bronisława Geremka, który osobiście dopilnował, by rzeź wołyńska nie została nazwana ludobójstwem.

Mogliby nawet troszkę zmanipulować, wykazując odrobinę poczucia wstydu – powiedzieć, że nie wiedzieli, powiedzieć, że infekowali toksynami polską duszę, bo nie znali historii. Że morderstwo z powodu antysemityzmu nie jest znowu tak dużo gorsze od zabójstwa z powodu nienawiści do Polaków.

Zaakceptowałbym nawet taki wybieg, jeśli miałby on służyć uznaniu zła, własnego grzechu zaniechania, własnego doktrynalnego przyjęcia, że życie Polaka dużo mniej znaczy.

Co zrobili? Chcieli dać order fanowi nazistowskich rzezimieszków, patronowi korupcji na nieprawdopodobną skalę, człowiekowi, który Polaków ostentacyjnie spycha do tylnego rzędu.

Bezczelność Zełenskiego to wina Polaków- tu „elita” ma rację. Tyle że ta wina nie polega na odebraniu orderu, lecz na pomyśle, by go kiedykolwiek przyznać.

I myślałem, która część ich osobowości przeważy- ukrainofilsko-mesjanistyczna czy manipulancko-cyniczna. Niespełniony i niedoceniony „przewodnik moralny” narodu reaguje wściekłością na niewdzięczny naród: jest w stanie jedynie kipieć w moralistycznym nadąsaniu.

Nienawiść „Europejczyków” do Nawrockiego w pewnym sensie pięknie pomogła Polsce. Bo była nienawiścią do polskiej podmiotowości, do zakończenia polityki charytatywnej. Ujawniła dużo wyraźniej niż wcześniejsze zachowania postawę „elity”, której z polskiego punktu widzenia nie da się obronić. Nie da się obronić nawet „interesem narodowym” i innymi „faszystowskimi” pojęciami, po które „elita” sięgnęła, jak zdała sobie sprawę, że tonie.

Nawet walcząc z rekinami jak Rafał, nawet haj lajfem zastępując maj lajf, nawet radząc sobie z pracą w 50 szpitalach jednocześnie.

Jacek Tomczak

Narodowe powstanie z kanapy

Narodowe powstanie z kanapy

20.07.2026 Autor:Marek Skalski nczas/narodowe-powstanie-z-kanapy

NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Grzegorz Braun. Foto: PAP

„Proszę nie rozsiadać się wygodnie w żadnym fotelu. Proszę Państwa o powstanie z kanapy, narodowe powstanie z kanapy, po to żeby w roku 2027 dobre sondaże nie tylko się potwierdziły, ale po to, żebyśmy naszym dobrym wynikiem zaskoczyli przede wszystkim samych siebie” – apeluje Grzegorz Braun, komentując kolejny już, dwucyfrowy dla „Korony…” wynik badania opinii publicznej.

W rozmowie z Markiem Skalskim polityk odniósł się także do perturbacji wokół aktualizacji nazwy swojej formacji oraz „nawrócenia” (oby na stałe i szczerze!) i urealnienia podejścia polityków PiS i Konfederacji do banderowskiej Ukrainy.

Marek Skalski: Szczęść Boże, Grzegorzu. Możemy powiedzieć Czytelnikom, że jesteś przewodniczącym Konfederacji Korony Polskiej – i tutaj nowość – Grzegorza Brauna.

Grzegorz Braun: Daj Boże! Potwierdzam, chociaż jest tu pewien niuans. Mianowicie odebraliśmy korespondencję z sądu, który z jakichś przyczyn nie chce zarejestrować zmienionej i przegłosowanej przez kongres rozszerzonej nazwy naszej partii. Przypominam, że wcześniej była to Konfederacja Korony Polskiej, a teraz, żeby uniknąć brzemiennych w wyborczych skutkach pomyłek, kongres przegłosował, że będzie to Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

Tej delikatnej, rozszerzającej korekty z jakiegoś powodu sąd nie chce wpisać do rejestru. Czekamy na uzasadnienie tej decyzji. Może ono być ciekawe, bo już nam się to zdarzyło w życiu naszej partii. Mniej więcej 5 lat temu wystąpiliśmy do sądu z nie tak znowu szeroką gamą skrótów, które przysługiwać by miały w dokumentacji urzędowej partii. Konfederacja Korony Polskiej chciała mieć formalne prawo do posługiwania się skrótem „Korona”. Wówczas sąd zatrudnił biegłego językoznawcę, który napisał ekspertyzę wykluczającą zarejestrowanie Konfederacji Korony Polskiej z formalnym prawem do rzeczonego skrótu. Zobaczymy więc, czy jacyś biegli językoznawcy wejdą do akcji także i na tym etapie. To są takie drobne potyczki, które musimy staczać w drodze, co tu dużo mówić, po odzyskanie niepodległości.

Oby ta mitręga była tylko natury biurokratycznej. Wiemy bowiem, że sędziowie mają swoje poglądy i mogą sypać piachem w oczy, ale miejmy nadzieję, że to jest akurat bardziej ta pierwsza opcja…

Pół biedy, jeśli to są ludzie, ale – cytując klasyka – bywa, że to nie ludzie, to wilki. Zobaczymy, na kogo trafiliśmy w tym przypadku.

Decyzja o zmianie nazwy umotywowana jest tym, że być może części wyborców łatwiej będzie zidentyfikować formację i łatwiej będzie zdecydować się na oddanie głosów. Jest o co i o kogo walczyć! Z sondażu IBRIS dla Rzeczpospolitej wynika, że w tej chwili obie Konfederacje mają już około 26 proc., natomiast PiS niecałe 25 proc. To pokazuje potęgę partii prawicowych, a zwłaszcza „Korony…”, która blisko 2 proc. zyskała względem poprzedniego notowania tej pracowni. Ciekawe jest także to, że zanim Ty i Twoje środowisko zostało wyrzucone z Konfederacji, oceniano siłę ważoną tej partii (wówczas zjednoczonej) na jakieś 20 proc.

Nie chcę być akurat tym, który będzie się najbardziej małostkowo skupiał na zaszłościach z przeszłości i nie chcę czerpać niskiej satysfakcji z tego, że czas ujawnia, urealnia i pokazuje, jaki jest rozkład sił i jakie są bardziej właściwe proporcje polskiego patriotyzmu na prawej stronie sceny politycznej, bo Czytelnicy sami to widzą i sami mogą oceniać. Co do sondaży, to jest oczywiście miła rzecz, że już nie są Państwo zwodzeni, oszukiwani co do zdolności wyborczej Konfederacji Korony Polskiej. Warto przypomnieć, że jeszcze rok temu o tej porze nie mieliśmy nawet stałego miejsca w sondażach. Zaczęliśmy być uwzględniani w badaniach dopiero opinii po wyborach prezydenckich, nie wcześniej.

Wcześniej, przez pół roku ja się czasem pojawiałem w sondażach, ale jakimś tajemniczym zrządzeniem badający redakcje jak ognia unikały wymieniania nazwy partii Konfederacja Korony Polskiej. Nazwa formacji była też jakoś tam przekręcana, redukowana. Często była to albo sama „Korona…” bez mojego nazwiska, albo pojawiała się jako partia Brauna. Konfederacja Korony Polskiej jest ważona i mierzona systematycznie od lata ubiegłego roku.

Cieszę się, że nie jesteśmy spychani pod próg wyborczy, poniżej tej poprzeczki 5 proc. i że dość się znormalizowało to, że przysługują nam wyniki dwucyfrowe. Cieszę się, ale zawsze zastrzegam, że sondaż to nie jest gwarancja, to jest zaledwie promesa, po którą musimy sięgnąć. Szeroki front gaśnicowy, by odzyskać niepodległość, musi sięgnąć po egzekutywę, po jakieś istotne przyczółki niepodległości. Musi sięgnąć po władzę, a to znaczy po odpowiedzialność za bieg spraw państwowych. Proszę nie rozsiadać się wygodnie w żadnym fotelu. Proszę Państwa o powstanie z kanapy, powstanie narodowe z kanapy, po to, żeby w roku 2027 te sondaże nie tylko się potwierdziły, ale żebyśmy naszym dobrym wynikiem zaskoczyli przede wszystkim samych siebie.

To, co będzie wypisane na drukach wyborczych – czy sąd ostatecznie łaskawie pozwoli, by Państwowa Komisja Wyborcza wymieniała naszą nazwę rozszerzoną o moje imię i nazwisko – nie jest wykwitem jakiejś mojej megalomanii, tylko po prostu pewną potrzebą. Ujawnił to zresztą sondaż zamówiony i wydrukowany przez NCz! Rozszerzona nazwa to jest może procent, może nawet i dwa, więcej. To jest nie do pogardzenia. Wchodzimy na poziom wyraźnie niebalansujący na progu wyborczym, tylko już mówimy o perspektywach tego, w ilu dziesiątkach będzie się liczyło posłów klubu Konfederacji Korony Polskiej. W tym kontekście rozszerzenie Konfederacji Korony Polskiej o Grzegorza Brauna może dla niektórych wyborców mieć takie wyjaśniające znaczenie.

Też mam rezerwę wobec sondaży, bo tak naprawdę prawdziwy sondaż jest w dniu wyborów i dobrze wiem, jaka jest „kuchnia” części badań. Bywa, że ma znaczenie, kto zamawia sondaż, jakie ma oczekiwania i tak dalej… Natomiast tendencja jest na pewno wzrostowa i myślę, że to jest jednak zasługa obecnej koalicji rządowej, bo dzień bez afery w ostatnich tygodniach to jest dzień stracony. Mam też wrażenie, że wielu polityków szeroko rozumianego obozu centroprawicy – polityków Konfederacji Wolność i Niepodległość, ale również Prawa i Sprawiedliwości – wchodzi regularnie w buty „Korony…”. Ostatnio na sali plenarnej Parlamentu Europejskiego pani posłanka Ewa Zajączkowska-Hernik w sposób powiedziałbym bardzo symboliczny i dramatyczny porwała flagę banderowską…

A dzień po tym wydarzeniu głosowane było stanowisko zaproponowane przez Komisję Spraw Zagranicznych w sprawie ewentualnej akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej i w sprawie dalszego bezalternatywnego wspierania Ukrainy w jej polityce wojennej. Władze kijowskie z powodzeniem realizują bowiem koncepcję uczynienia wojny przemysłem narodowym Ukrainy i nawet podstawowym towarem eksportowym, bo to eksport broni, eksport także ludzi, kadr, ostrzelanych fachowców, psów wojny na różne kontynenty.

To jest w tej chwili przemysł narodowy Ukrainy i Eurokołchoz to zaakceptował. Eurokołchoz właśnie na poziomie tej Komisji Spraw Zagranicznych, w której obradach mam nieprzyjemność systematycznie uczestniczyć i na poziomie Komisji Europejskiej traktuje to bezalternatywnie. Ukraina ma być filarem systemu bezpieczeństwa europejskiego.

Przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej to jest rzecz opcjonalna, względna, to jest raczej retoryka. Ważne, że Bruksela postawiła na banderowski Kijów, bo postawił Berlin, bo postawiły też inne zachodnie stolice, np. Londyn. Choć jest on już poza Eurokołchozem, ale w tym temacie występuje jako głównym „szczwacz” i podżegacz wojenny. Natomiast do tej debaty wreszcie wprowadzona została sprawa promocji banderyzmu, bo to jest nie tylko akceptacja, przyzwolenie przez zaniechanie, ale to jest – na Ukrainie – aktywna promocja banderyzmu. Więcej będzie radości z jednego nawróconego pisiora niż ze stu sprawiedliwych konfederatów…

Wreszcie wprowadzono do debaty publicznej kwestię potępienia kultu ludobójców ukraińskich i wynoszenia na piedestał i na afisz UPA – Ukraińskiej Powstańczej Ludobójczej Armii, która najbardziej zasłużyła się bojami z widłami i siekierami na bezbronne dzieci, kobiety i cywilów w dowolnym wieku. Więc te tematy weszły do debaty także w PE w postaci szeregu poprawek, z których większość została niestety odrzucona w kontekście wspomnianego stanowiska Komisji Spraw Zagranicznych w sprawie akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Gdzieś tam dodano w dokumentach i deklaracjach jakieś wyrazy ubolewania. Póki co jednak Ukraina nie schodzi z drogi akcesji do Eurokołchozu, a on nie schodzi z drogi bezalternatywnego wspierania kijowskiego reżimu. Ale powtórzę: dobrze, że się niektórzy obudzili i z PiS-u, i z NeoKonfederacji.

Pamiętam nie tylko przemilczenie tematu, ale także aktywne wyszydzanie i dyskredytowanie tych, którzy – jak Konfederacja Korony Polskiej – podnieśli hasło: stop ukrainizacji Polski, stop banderyzacji polskiej racji stanu. Myśmy byli odsądzani od czci i wiary. Więc teraz jest lekko groteskowy ten wysyp robotników ostatniej czy przedostatniej godziny, ale kierując się właśnie ewangelicznym wskazaniem absolutnie przecież nie odrzucamy tych potępień banderyzmu. Lepiej późno niż wcale. Oczywiście polityka historyczna jest bardzo ważna, ale to jest metapolityka, to nie jest polityka bieżąca, twarda. Natomiast niejako za zasłoną tych sporów metapolitycznych w Eurokołchozie zachodzą rzeczy bardzo twarde. Zostało np. przegłosowane zalecenie przyspieszonego zaprowadzania systemowej cenzury w Internecie, czyli Chat Control. I tutaj większość posłów z Polski te regulacje poparła.

Co było pretekstem? Czy jak zwykle…

…oczywiście jak zwykle jest dorobiona do tego taka teoria, że to w obronie dzieci przed zboczeńcami w Internecie. No tak, tylko jak zwykle u totalniaków, jak zwykle u eurokomuny, u eurofederastów, dorobiona jest zbożna, odwołująca się do pozytywnych sentymentów teoria.

Co to oznacza w praktyce? To oznacza że po to, żeby zapobiec przestępstwom, które realnie zachodzą, trzeba wszystkich postawić w stan podejrzenia o to, że są przestępcami. Wszyscy muszą być nominowani na przestępców i czy to właśnie w systemie cenzury Internetu czy w systemie podatkowym; pod pretekstem walki z mafiami VAT-owskimi, pod pretekstem walki z praniem brudnych pieniędzy. W kontekście tego ostatniego, tzw. money laundering, przyjęto dyrektywę, która ma ograniczyć drastycznie prawo do posługiwania się gotówką. Powiem o tym w konkretach, dlatego że lepszy przykład niż wykład.

Transakcje gotówkowe na sumy przewyższające 10 tysięcy euro mają być w ogóle zabronione. Czyli nie będą mieli Państwo prawa kupić za gotówkę ruchomości czy szczątkowej nieruchomości, jeśli ona ma kosztować więcej niż 10 tysięcy euro… Przy kwotach od 3 do 10 tysięcy euro transakcja będzie musiała być udokumentowana. Czyli ktoś, komu Państwo przyniosą plik banknotów, będzie zobowiązany Was wylegitymować, zidentyfikować, sporządzić dokument z tej transakcji i będzie zobligowany prawem do przechowywania tego dokumentu. Czyli każdy, w każdej chwili będzie mógł być oskarżony o to, że właśnie bezprawnie posłużył się własnymi ciężko zarobionymi pieniędzmi.

To jest, szanowni Państwo, Unia Europejska w praktycznym działaniu. Macie Chat Control, czyli odbieranie wolności poprzez odbieranie prawa do prywatności pod pretekstem obrony dzieci przed pedofilami. Każdy jest podejrzany o to, że jest zboczeńcem, że jest przestępcą, zbrodniarzem w sieci… Ograniczone zostanie do już coraz mniej znaczącego minimum nasze prawo do posługiwania się Waszymi zarobkami, Waszymi własnymi pieniędzmi.

To jest Eurokołchoz w praktyce! Do tego ujawnili się tu, w Eurokołchozie, po prostu naziści. Naziści, to znaczy ci, którym przeszkadza potępienie ukraińskiego nazizmu, banderyzmu. Z tego powodu jedynym logicznym wnioskiem jest POLEXIT. POLEXIT, albo też wypierzpol, trzeba Polskę wyprowadzić z tej organizacji, a wpływy tej organizacji wyrugować z polskiej ziemi. Trzeba odsunąć od wpływu na życie, zdrowie, mienie Polaków Reichsführerin von der Leyen i jej cenzorski, fiskalistyczny i banderowski w preferencjach i sympatiach reżim.

Precz z Eurokołchozem!

Dziękuję za rozmowę.

Lobby ukraińskie, chińskie, izraelskie, rosyjskie, niemieckie, amerykańskie – itd… Polskiego brak. MEM-y VII.

——————————–

———————————————-

——————————-

————————-

—————————————

————————————-

———————————–

————————————-

————————————————————————–

——————————————————————–

————————————————-

——————————————-

Dej, dej, dej… MEM-y VI.

———————————————————–

—————————–

——————————————————

——————————————————–

——————————————————

—————————————-

———————————

——————————————————–

————————————————

————————————–

Centrum Lotów Kosmicznych im. Donalda Tuska. MEM-y V.

———————————-

—————————————–

———————————————–

———————————-

———————————–

——————————-

————————————————–

————————————-

————————————–

————————————————–

————————————————————-

Wojny Trojańskiej nie będzie. MEM-y III.

—————————————-

————————————–

————————————————————-

————————————-

———————————

——————————-

————————————-

——————————————————-

——————————–

[Snape – to z Harry Pottera… md]

——————————————–

——————————-

————————————

————————————————–

——————————–

—————————-

———————————-

——————————

—————————

————————————

Płeć to zawód. MEM-y II.

——————–

——————————————

———————————–

———————————–

——————

——————————————

————————————

—————————————

—————————————

Skazani na wrogość

Skazani na wrogość

Adam Wielomski konserwatyzm.pl/wielomski-skazani-na-wrogosc

Jeszcze nie tak dawno nasza elitka infantylno-agenturalna i „eksperci” nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, a ci którzy pukali się w czoło uchodzili za „ruskie onuce”. Byłem zaliczany do tej kategorii, ponieważ od samego początku uważałem to za nonsens. więcej, od początku uważałem, że Polska i Ukraina skazane są na wrogość. W 2023 roku napisałem na ten temat artykuł naukowy  Niemcy, Rosja, Ukraina i kwestia polska, który wtedy był „bluźnierstwem”.

Nie zmieniłem zdania o jotę, a dziś mam wrażenie, że cały PiS mówi cytatami z tego tekstu. Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?

Po pierwsze, ze względu na tożsamość Ukrainy. Fryderyk Engels określiłby ten lud mianem „narodu niehistorycznego”, który nigdy nie posiadał własnego państwa i nie miał politycznej tożsamości, nie posiadał elit, historii i własnych bohaterów. Naród ten rodzi się na naszych oczach w tempie przyśpieszonym i sztucznym. Anglosasi określają taki proces mianem nation-building, czyli sztucznej budowy narodu. Pośpiech w budowaniu jego tożsamości powoduje, że może ona powstać tylko na negacji, wrogości i nienawiści na tle historycznym. Stąd „Bohaterowie UPA”, Stepan Bandera, Andrij Melnyk, etc. – cały panteon ludobójców i zbrodniarzy, którzy nienawidzili Polaków, Rosjan, Żydów i Czechów. Polacy to dawne „pany”; Rosjanie to nieco późniejsze „pany”; Czesi to brakująca ukraińska burżuazja, czyli „wyzyskiwacze”. O Żydach i ich karczmach i kantorkach nawet nie wspomnę. Gdyby naród ukraiński rodził się przez stulecie, to znalazłby własnych bohaterów pozytywnych. Skoro takich nie ma, to buduje tożsamość na teoretykach i praktykach nienawiści. Dlatego Kijów nie chce być naszym przyjacielem, gdyż straciłby prawomocność własnego istnienia, której istotą jest bunt wobec „panów” dawnych i dawniejszych.

Po drugie, Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania. Całą broń już głupio i darmo oddaliśmy. Skarb państwa mamy pusty i zatykany za pomocą pożyczek, więc przelewy do Kijowa siłą rzeczy z rzeki przemieniły się w strumyk. Polska nie posiada potencjału politycznego, ekonomicznego i militarnego, aby stać się gwarantem istnienia Ukrainy wobec Rosji. Potencjał taki posiadają Stany Zjednoczone, ale Donald Trump uważa tę wojnę za problem, jest zbyt daleko i nie chce już dawać darmo broni.

W tej sytuacji pozostają państwa europejskie. Wielka Brytania jest cyniczna i chętnie rzuca swoich aliantów do wojny, ale sama swoich żołnierzy nie wyśle. W dodatku jest skąpa. Zostają zatem Niemcy, którym wciąż marzy się Mitteleuropa, której Ukraina miałaby być wschodnią flanką. Niemcy wciąż nie mają armii, lecz mają potencjał ekonomiczny i pieniądze. Poza tym Moskwa zawsze się z nimi liczy. Dlatego są jedynym realnym sojusznikiem Kijowa. Potencjał Berlina jest kilka razy większy niż Warszawy, a poza tym napisana na nowo banderowska historia Ukrainy uczyniła z nich sojusznika (którym w praktyce nigdy nie były). Aby przypodobać się Niemcom Kijów już wcześniej uderzał w Polskę, jawnie wspierał przed wyborami KO przeciw PiS. Słowem, za pomocą Ukrainy Niemcy biorą nas w obcęgi od wschodu i zachodu, zmuszając do posłuszeństwa.

Po trzecie, Ukraina koniecznie chce wejść do NATO i Unii Europejskiej. Już dziś można powiedzieć, że do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju. Przecież wojna wybuchła w reakcji na publicznie ogłoszony przez Wołodymira Żeleńskiego zamiar akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego, wraz z równie publicznie wygłoszoną nadzieją, że NATO pomoże jego państwu w odzyskaniu Krymu i Donbasu. Amerykanie wiedzą, że bez spełnienia tego postulatu pokoju nie będzie, więc nie chcą słyszeć o akcesji i własnym zobowiązaniu do obrony tego państwa. W tej sytuacji pozostaje tylko nadzieja na wejście do Unii Europejskiej. Siergiej Ławrow wielokrotnie deklarował, że Federacja Rosyjska nie ma nic przeciwko temu. Przyzwolenie potwierdził Putin, a poparł je Trump (gdyż obydwaj źle UE życzą i liczą na powiększenie panującego w niej chaosu i złodziejstwa). W tej sytuacji Ukrainie pozostaje tylko akcesja do Unii Europejskiej.

Czy UE daje gwarancje bezpieczeństwa? Istniejąca nie. Ale gdyby przyjąć francusko-niemiecki plan federalizacji UE, ze zniesieniem prawa weta narodowego, wspólną polityką zagraniczną i obronną, a docelowo z armią europejską? W takiej sytuacji będąc „w Europie” w konflikcie z Rosją można odwołać się o pomoc do Brukseli i do armii unijnej. O ile z punktu widzenia Kijowa poparcie federalizacji UE jest całkowicie racjonalne, to dla interesów Polski byłoby to zabójcze, gdyż oznaczałoby likwidację suwerennych państw i zastąpienie ich unijnym super-państwem. A tego nie chcemy!

Po czwarte, interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon, gdyż musiałoby konkurować z latyfundiami na czarnoziemach, gdzie pracownikom płaci się groszowe pensje. W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich, gdy te szłyby na „odbudowę” Ukrainy, czyli na złote klozety kumpli Wołodymira Żeleńskiego. Wpuszczenie przez Warszawę Ukrainy do UE byłoby samobójstwem, na który KOPiS oczywiście jest gotowy (nie łudźmy się co do weta w tej sprawie, gdyby PiS był przy władzy). Każde nasze sprzeciwy w celu obrony polskich interesów ekonomicznych natychmiast zderzyłyby się ze skrajnie roszczeniową i bezczelną postawą rządu w Kijowie.

I na koniec pytanie: Dlaczego skoro ja to wszystko wiedziałem już w 2023 roku, to nie wiedzieli tego Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek aż do czerwca 2026 roku?

Albo nie wiedzieli, albo udawali, że nie wiedzą, gdyż realizowali polecenia z Departamentu Stanu. Jeśli nie wiedzieli, to nie nadają się na polityków rządzących krajem. Jeśli wiedzieli, ale realizowali zagraniczne wytyczne, to znaczy, że nie nadają się na polityków rządzących Polską.

Adam Wielomski

Popisowa Ukraina

Popisowa Ukraina

fe855013-6e7f-4f65-ad91-da82427dec05

12 lipca, wpis nr 1416

Kurcze, nie opublikowałem wczoraj gotowego wpisu. Pierwszy raz od 2020 roku. Sorki, ale zaganianym. Szykuję się do emerytury… Ale jedziemy:

Wydaje mi się, że jesteśmy robieni w konia. Przez Ukrainę, i zaraz do tego dojdziemy, to jasne, ale czy przypadkiem nie jesteśmy robieni w konia przez naszych władców i to z każdego zdawałoby się śmiertelnie wrogiego plemienia?

Zacznijmy od Ukraińców. Polska wyraźnie została wybrana za kozła ofiarnego ewentualnych porażek Ukrainy. To na użytek wewnętrzny. W ukraińskiej propagandzie powoli doganiamy we wrogości Rosjan, zresztą sygnalizował nam to w 2023 toku na forum ONZ sam Zełenski, na co jedyna reakcją obecnego wtedy prezydenta Dudy było smutne zdziwienie.

Za to w trakcie przemówienia Dudy, Zełenski demonstracyjnie wyszedł z Sali obrad. Wysyłał więc wyraźne niewerbalne sygnały ku czemu podąża przyjaźni polsko-ukraińska. Polska już wtedy była w saku, lejku, w który weszła od początku tej wojny i służenia Ukrainie. No bo co miała biedaczka zrobić? Tyle, łącznie z akwizycyjnym kapitałem Dudy, się nagadało po świecie o kluczowej roli Ukrainy przed powstrzymanie agresji Putina na Polskę, Europę i świat cały… A tu wyszło, że co? Mamy się obrazić z tak ważna pomocą za jakieś gesty? Symbolikę? Byliśmy więc pod ścianą, pod którą sami siebie postawiliśmy i zamurowaliśmy swa pozycje na stałe deklaracjami o przyjaźni i rzeczywistą pomocą. Zakiwaliśmy się.

Doginani przez państwo upadłe

A Ukraińcom, wodzom państw w sumie upadłego, tylko w to graj. Takie ciamcia-ramcia, to dla nich najpiękniejsza piosenka. Kiedy Kijów zorientował się po Przewodowie, że nasza sprawczość to mit, a właściwie tylko odbicie interesów USA, to przestał się z nami liczyć. Polacy czekali aż się obudzi Biden, żeby wiedzieć jak zareagować. Dla Ukraińców to jasne – po co gadać z lokajem, jak można z panem? A więc pomijano nas na każdym kroku. Kiedy USA się wycofało i pośrednio zmienił się pan z amerykańskiego na niemieckiego – Ukraińcy zaczęli gadać z Niemcami. Po co mamy się gdzieś tam pchać do jakichś stołów negocjacji, skoro i tak nam Berlin powie co mamy o tym myśleć i jak zareagować? Wie o tym też i Ukraina, więc może sobie zrobić inny numer.

Jesteśmy przez Ukraińców hodowani na winowajcę zastępczego. Winowajcę za fiasko wojny, ale już na pewno winowajcę nie wejścia do Unii i NATO. Widać to w ukraińskiej propagandzie. I widać te, że tam iskra padł na gotowe prochy niechęci do „panów Lachów”. Jak dawali, to brali, jak już nie mają co dać, to mamy powrót do strategii turańskiej o której już wspominałem: „Masz frajera to go duś, jak się zesra – to go puść”. No to nas puścili, bośmy się… Dla nich to prościzna, bez skrupułów.

Dialogi na cztery nogi

Popatrzmy na przykłady. Mamy szczyt NATO w Atenach. Prezydent Nawrocki rozmawia z prezydentem Zełenskim. Rozmowa ma charakter kurtuazyjny, a więc niezobowiązujący, nieformalny. Jak ją relacjonuje Nawrocki? Ano tak, że nasz prezydent odśpiewał zwyczajowa mantrę o bezwzględnym popieraniu Ukrainy pieniądzem i sprzętem, ale zastrzegł, że z kwestii pamięci i ofiar UPA nie ustąpi.

Panowie, podobno, umówili się na następny dzień, że pogadają, ale ja wiem jak ta rozmowa pójdzie. Mówię to w jej przeddzień, ale profetycznie znam jej treść:

Karol Nawrocki (PKN): Wołodia, zrozum, mamy badania. Polacy nie odpuszczą tego tematu

Wołodymyr Zelenski (WZ): Karolu, zrozum. Ja mam tak samo z naszym ludem. Nie odpuszczą.

PKN: Ale musisz coś z tym zrobić, bo sprawy eskalują

WZ: Nic nie muszę, radź sobie z tym sam

PKN: Ale ja ci przytnę wtedy pomoc, na stole leży po 70 miliardów euro dla was rocznie od NATO.

WZ: I co zrobisz? Zabierzesz mi je? Jak? Mam zadzwonić do Mertza? Do Donka? Wyjdziecie na gamoni, że się prujecie o jakieś doły śmierci i truchła, a tu Putin u bram…

PKN: Ale narobimy wam bigosu wizerunkowego, żeście jednak faszyści

WZ: I co z tego wyjdzie? Że Putin miał rację, że chciał w Kijowie zdenazyfikowac władze? Ty uważaj, bo u nas już włączyli wątki, że to wy jesteście naziści. Zacytuje tu Kyryłę (Budanowa): radzimy sobie z Rosją, to i z wami sobie poradzimy. Sam to mu napisałem, dobre, nie?

PKN: To my zaostrzymy politykę migracyjna dla was i socjal

WZ: Naprawdę chcesz tego? Mało masz pożarów? My się dopiero rozkręcamy i nie daj ci Boże zaczynać z naszą diasporą. Czy ty Karol wiesz co to jest operacja pod fałszywa flagą? Zrobię ci dziesięć Przewodowów, powiem – jak wtedy Dudzie – że to Rosjanie i będziesz latał do NATO po piąty artykuł jak kot z pęcherzem. Jesteście dla nas jak na talerzu i nie fikajcie.

PKW: Nie strasz, nie strasz… ale Wołynia nie odpuścimy. Cześć, to znaczy „cześć wolnej Polsce”!

WZ: Sława Ukrainu.

Symbole zamiast konkretów

Tak to mniej więcej wyglądać może. To znaczy tak by wyglądało, gdyby nasz prezydent miał cohones, tyle, że pewnie wszystko byłoby obleczone dyplomatyczne frazesy. Taka jest mniej więcej sytuacja Polski względem Ukrainy. Ukraina tak naprawdę liczy się tylko z twardymi rzeczami i trzeba sobie policzyć które z nich mamy w sowich rękach. Możemy sporo, i właśnie dlatego Zełenski będzie nasz konflikt utrzymywał w bańce symboliczno-historycznej, byśmy się nie zabrali za konkretne rzeczy, które mogą Kijowowi zaszkodzić. Jeśli bowiem cała polska ekipa, A do Ankary pojechali i Nawrocki, i Kosiniak, i Kamysz, i Sikorski i robią tak, jak Nawrocki, że nie popuścimy w kwestia zasadniczych (czyli symbolicznych), zaś drugą ręką podpisujemy dziesiątki miliardów euro dla Ukrainy do lata do przodu, to w interesie Ukrainy będzie nie tylko trzymanie sporu s Polska w graniach symboli, ale i… eskalowanie bitki na historyczne śnieżki.

I tak właśnie robią. Nadchodzi druga fala, po-orderowa, ataku ukraińskich trolli. Zarzuty są kuriozalne, a więc będą wpływać na ochotę do kontrreakcji. Teraz, uwaga, uwaga!, jesteśmy mianowani przez propagandę ukraińską, na… faszystów. Tak, na faszystów. Przez naród, który otwarcie odwołuje się do swoich bohaterów narodowych, którzy byli zdeklarowanymi faszystami, ba – nazistami, dbającymi o czystość etniczną na „odwiecznie świętych ziemiach ukraińskich”, państwa istniejącego od ledwie ponad trzydziestu lat. To – uwaga! – ładnie i kompatybilnie zespaja się z narracją… żydowską. Może to tłumaczy dziwne żydowskie milczenie w sprawie UPA dla jednostki i innych harców? W końcu naród wybrany jest najmocniej na świecie przewrażliwiony na punkcie śledzenia swoich holokaustowych oprawców, a tu taka abolicja? Czyli znowu wszyscy na nas, biedaków?

Bezradność

Ostatnio okazało się, że polskie służby zadeklarowały głosem swoich szefów, że Polska zobowiązała się do nieszpiegowania swoich sojuszników, ba – zobowiązała się do niepodejmowania działań kontrwywiadowczych wobec nich. Nic nie słyszałem o podobnych deklaracjach ze strony sojuszników naszych. Czyli – jak zwykle była to deklaracja dobrych chęci ze strony Polski, jednostronna. Jedno jest pewne – rządzą nami albo pięknoduchy, albo idioci, albo agenci. W polskiej pożal się Boże strategii obronności jako nasi wrogowie, których pewnie i szpiegujemy, i kontrwywiadowczo ścigamy, znaleźli się Rosjanie, Białorusini i Chińczycy. Za to ostatnio w jednym z blogerskich wywiadów, ekspert od służb stwierdził, że mamy do czynienia z zagrożeniem wywiadowczym ze strony Ukrainy, na co nie reagujemy kontrwywiadowczo. Wiadomo – toz to nasz sojusznik. Leżymy na łopatkach, w geopolitycznym rozwarciu. Prosimy bardzo, zapraszamy.

Dla takiej Ukrainy – uwaga! państwa upadłego – toż to spacerek po bułeczki. Nawet się z tym za bardzo nie kryją, przyzwyczajając nawet prosty lud, że tak można i państwo nic z tym nie zrobi. Panią Panczenko, która straszy – jak widać słusznie – pożarami w zamian za fikanie do Ukrów nic nie możemy zrobić (bo nie chcemy?), za to walczymy deportacjami z gośćmi co złowili karpia albo wjechali lux bryka na Morskie Oko. Ot tak – wystawiamy się tym asymetryzmem działań na pośmiewisko, również ze strony Ukraińców.

Kto jeszcze popamięta?

Polakom pozostaje słaba satysfakcja ze świadomości, że Ukraińcy zostaną przez Zachód wyrolowani i tak. To przecież nasza gorzka lekcja z historii, której nie rozumieją w Kijowie, a którą my się napawamy, że oni jeszcze tam w Kojowi zobaczą. No zobaczą i co z tego? W czym ich ta gorzka lekcja ma nam pomóc? Po pierwsze w trakcie jej trwania wydarzyć się może (może? musi!) wiele złych rzeczy dla nas: znajdziemy się w imadle geopolitycznym, a jeśli Niemcy znowu (na co się zanosi) dogadają z Rosją, to znajdziemy się w geopolitycznym okrążeniu. Ukraina w zaprojektowanym przez Niemców przedpokoju do Unii, zbudowanym z przywilejów i braku obowiązków, przepatroszy resztki polskiej gospodarki. I zanim mleko się wyleje i Ukraina przyjmie rękoma oligarchów nowa normalność, to nie zapłacze. Ludowi ukraińskiemu zafunduje się wroga znanego, bliskiego, obstrzelanego argumentami – Polskę. Polskę, która uprawiała swój faszyzm jeszcze za czasów Chmielnickiego, ciemiężyła naród, który dopiero pod koniec osiemnastego wieku spisał swój język, zaś granice wytyczył 35 lat temu.

Początek języka literackiego dla Ukraińców to okres przypadający na czasy naszego Mickiewicza, byliśmy już dawno po Kochanowskim i Reju, kiedy tam po ukraińsku, czyli małorusku rozmawiało się w chutorach i lasach. Nasz Adam napisał swoją epopeję „Pan Tadeusz”, sentymentalną opowieść o polskich swarach i godzeniu się, o wojowaniu z Rosją. W tym samym czasie wieszcz ukraiński Szewczenko  ……    

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Nowy wynalazek starych kiejkutów

Nowy wynalazek starych kiejkutów

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    19 lipca 2026

Afery, jakie wybuchły w ostatnich tygodniach, w każdym normalnym państwie doprowadziłyby do politycznego trzęsienia ziemi, które zmiotłoby nie tylko rząd, ale – być może – nawet całą tak zwaną „klasę polityczną”, czyli współczesny odpowiednik dawnej komunistycznej nomenklatury. Skąd jednak w dzisiejszych czasach wziąć normalne państwo? Takich państw jest coraz mniej, a być może nie ma już ich wcale. Mamy bowiem do czynienia albo z państwami będącymi własnością jakiejś rodziny – jak np. Korea Północna, czy Turkmenistan – albo z państwami stanowiącymi żerowiska dla występujących tam „klas politycznych”, które zazdrośnie strzegą swego monopolu. Właśnie otwartym tekstem potwierdziła nam to pani Helena Germain, która w administracji prezydenta Trumpa zajmuje się holokaustem. Potwierdziła ona stanowisko amerykańskiego ambasadora w Warszawie, pana Róży, który „nie wyobraża sobie” polskiego rządu z udziałem Grzegorza Brauna i jego Konfederacji Korony Polskiej.

Gdyby coś takiego powiedział w roku 1981 Leonid Breżniew, to w Waszyngtonie i w „Wolnej Europie” podniósłby się straszliwy klangor, że to „gewałt” na zasadzie samostanowienia narodów, demokracji i prawach człowieków”. Tymczasem teraz nikt przeciwko temu nie protestuje, zwłaszcza – Książę-Małżonek – który wie, przeciwko komu wolno mu wypisywać androny na Twitterze, a przeciwko komu – nie. Najwyraźniej mamy do czynienia z solidarnością międzynarodowej nomenklatury, która nie tylko zazdrośnie strzeże swojego monopolu w dostępie do żerowiska, ale do tej rewolucyjnej praktyki próbuje dorabiać rewolucyjną teorię, że to wszystko dla dobra Ludzkości – żeby nie została sprowadzona na manowce. Nad tym z kolei czuwają funkcjonariusze Propaganda Abteilung, no i oczywiście – „gestapo” – bo – jak jeszcze przed wojną zauważył Konstanty Ildefons Gałczyński w nieśmiertelnym poemacie „Tatuś” – „każdy kraj ma gestapo”. „Każdy” – a więc i te kraje, które uważają się za uprawnione do pouczania narodów mniej wartościowych, kogo mają dopuszczać do władzy, a kogo nie.

Dlatego nie tylko u nas nie ma żadnej normalności, ale również – w Unii Europejskiej. Otwartym tekstem mówi się tam o „kordonie sanitarnym”, który ma powstrzymać w Niemczech AfD, a we Francji – Marynę Le Pen – oczywiście w imię „demokracji”. U nas, za sprawą Judenratu, hunwejbini idą nawet krok dalej, mówiąc o powstrzymywaniu „faszyzmu” – chociaż trudno wyobrazić sobie lepszą postać faszyzmu, niż właśnie ów spisek nomenklaturowy. Najzabawniejsze jest to, że dzisiejsi faszyści nie zdają sobie sprawy, że są faszystami. Na początku lat 90-tych zostaliśmy z kol. Korwinem-Mikke zaproszeni do dyskusji z jegomościami z Unii Demokratycznej. Rozpoczęliśmy od próby uzgodnienia znaczenia pojęcia wolności – ale to nam się nie udało. Udało się natomiast uzyskać zgodę naszych partnerów na temat granic wolności – że wyznaczają je prawa i wolności innych. Wtedy kol. Mikke zapytał, czyje prawa i wolności narusza, gdy nie chce ubezpieczyć się pod przymusem? Odpowiedzieli, że niczyich praw ani wolności w ten sposób nie narusza, ale „tak nie można”. Na takie dictum wstaliśmy oświadczając, że z faszystami nie chcemy mieć nic wspólnego i na tym dyskusja się zakończyła.

Wspominam o tym między innymi dlatego, że w dniach ostatnich na politycznym firmamencie naszego bantustanu objawiła się nowa partia pod nazwą „Unia Centrum”. Na fasadzie nowej partii jest madame Paulina Hening-Kloska i pan Michał Kobosko, który w swoim czasie stręczył tubylcom ojczyka Szymona Hołownię. Ale wśród ojców założycieli „Unii Centrum” zauważyłem też pana Janusza Onyszkiewicza, co to brylował w latach 90-tych w resorcie obrony narodowej, no i jako autorytet moralny. W takim charakterze trafił do rządu charyzmatycznego premiera Buzka, co to rozbudował nomenklaturowe żerowisko do rozmiarów monstrualnych – ale z jakichś powodów stare kiejkuty położyły krzyżyk na Unii Demokratycznej i pozostających w jej orbicie zaśmierdziałymi autorytetami moralnymi i powołały Platformę Obywatelską w której brylował już obywatel Tusk Donald i pan dr Andrzej Olechowski, który z niejednego komina wygartywał m.in. jako „agent wywiadu gospodarczego” o pseudonimie operacyjnym „Must”. Kiedy Nasza Złota Pani z Berlina położyła swą Mocną Rękę na Platformie Obywatelskiej, stare kiejkuty postawiły na dyskrecję i w ten sposób jedynym wodzem Platformy został obywatel Tusk Donald. Teraz jednak najwyraźniej postanowiono wesprzeć go wyciągniętymi z naftaliny autorytetami moralnymi rodzaju pana Janusza Onyszkiewicza, który w tak zwanym międzyczasie kontakty podtrzymywał, działając w Komitecie Obrony Demokracji.

Widać, że mobilizowane są najgłębsze rezerwy – a w tej sytuacji trzeba postawić pytanie o przyszłość inicjatywy pana Ryszarda Petru, co to niedawno ogłosił zamiar utworzenia „Konfederacji-Light”. Już myślałem, że stare kiejkuty powtórzą eksperyment z roku 2015, kiedy to – dążąc, by Amerykanie wciągnęli ich na listę „naszych sukinsynów” uwinęli się szparko i nie tylko utworzyli partię „Nowoczesna” z panem Ryszardem na fasadzie – ale i zadbali, by wdzięczny naród obdarzył ją zaufaniem na poziomie 11 procent i to zanim jeszcze pan Ryszard otworzył usta, by oznajmić, jak będzie rodakom przychylał nieba – ale chyba nic z tego nie będzie. Skoro w partii Unia Centrum jest pan Michał Kobosko i pan Janusz Onyszkiewicz, to podejrzewam, że w międzyczasie padły nowe rozkazy. Nie eksperymentujmy z panem Ryszardem, tylko od razu montujmy fołksfront, który „faszystom” zrobi „no pasaran”. Skoro pan ambasador Róża zaporowo wszedł na polską scenę polityczną i wyjaśnił, czego nam nie wolno, to nie ma co podszywać się pod Konfederację, tylko trzeba od razu chwycić byka za rogi. Pan Michał Kobosko bowiem, zanim zaczął stręczyć nam ojczyka Szymona Hołownię, uczestniczył w amerykańskim think-tanku Radzie Atlantyckiej, gdzie są generały z Pentagonu, bezpieczniaki z CIA, Goldmany-Sachsy z Wall Street, pan Daniel Fried, co to wraz z Władimirem Kriuczkowem zaprojektował transformację ustrojową w naszym bantustanie – a między nimi – pan Kobosko.

Znaczy – że nowa inicjatywa nie tylko ma imprimatur Waszyngtonu – oczywiście pod warunkiem, że do spółdzielni zostaną podłączone, wyciągnięte z naftaliny, jak to było w przypadku Cyrusa Rezy Pahlaviego, rezerwy demokratyczne, które godnie reprezentuje pan Janusz Onyszkiewicz. Myślę, że nie będą mieć nic przeciwko temu również Niemcy, bo przecież od kwietnia pozostają w strategicznym partnerstwie z Ukrainą, które dla naszego tutaj bantustanu stwarza całkiem nową sytuację. Tedy z jednej strony będziemy mieli obywatela Tuska Donalda, a z drugiej – pana Janusza Onyszkiewicza, który będzie pilnował interesu od drugiej strony. I dlatego żadne afery vaginetowi zaszkodzić nie mogą, nawet gdyby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Ambasada Ukrainy: nagrywajcie Polaków

Ambasada Ukrainy: nagrywajcie Polaków

magnapolonia/ambasada-ukrainy-nagrywajcie-polakow

Ambasada Ukrainy w Polsce opublikowała poradnik skierowany do obywateli Ukrainy przebywających na terytorium Polski, zawierający wskazówki dotyczące postępowania w przypadku konfliktów i przejawów dyskryminacji. Dokument zaleca m.in. zachowanie spokoju, wezwanie policji w razie zagrożenia, zapisanie danych świadków oraz – jeśli jest to bezpieczne – nagrywanie przebiegu zdarzenia telefonem komórkowym w celu zabezpieczenia materiału dowodowego. W poradniku wskazano również numery alarmowe oraz kontakty do placówek dyplomatycznych Ukrainy i organizacji udzielających pomocy prawnej.

Decyzja Ambasady Ukrainy wywołała zrozumiałe kontrowersje. Choć oficjalnym celem dokumentu ma być ochrona praw tzw. „uchodźców wojennych” z Ukrainy oraz pomoc w dokumentowaniu przypadków agresji, trudno nie postawić pytania, czy taka forma komunikacji nie przyniesie skutków odwrotnych od deklarowanych.

Dyplomacja powinna przede wszystkim łagodzić napięcia między społeczeństwami. Tymczasem publikowanie instrukcji dotyczących rejestrowania konfrontacji z Polakami w teoretycznie naszym kraju została oczywiście odebrana jako sygnał, że należy przygotowywać się na konflikty i ukraińskie prowokacje. W obecnej sytuacji, gdy emocje wokół relacji polsko-ukraińskich są wysokie, każda inicjatywa wymagająca szczególnej ostrożności powinna być przedstawiana w sposób jednoznacznie nastawiony na deeskalację.

Można zrozumieć potrzebę zabezpieczania dowodów w przypadku przestępstw czy aktów przemocy. Takie rozwiązania funkcjonują w wielu państwach. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy przekaz koncentruje się na dokumentowaniu konfliktów, zamiast przede wszystkim zachęcać do ich unikania, uspokajania sytuacji oraz niezwłocznego wezwania odpowiednich służb.

Rolą ambasadora normalnego kraju jest budowanie dobrych relacji między narodami. Dlatego można krytycznie ocenić fakt, że ambasada nie położyła znacznie większego nacisku na apel o niewchodzenie w spory, unikanie prowokacji oraz poszanowanie polskich zwyczajów i prawa. Taki przekaz mógłby skuteczniej ograniczać napięcia niż instrukcje dotyczące rejestrowania przebiegu konfliktów, co oczywiście przełoży się na sporą liczbę zaplanowanych prowokacji.

Wyrwane z kontekstu nagrania mogą być wykorzystywane w mediach społecznościowych do wzajemnego podsycania niechęci. W dobie krótkich filmów publikowanych na platformach internetowych nawet kilkunastosekundowy materiał może wywołać lawinę emocjonalnych komentarzy, zanim ktokolwiek pozna pełny przebieg zdarzenia. To właśnie do tego zachęca ambasador Ukrainy w Polsce.

Polska od początku wojny udzieliła Ukrainie ogromnej pomocy humanitarnej, militarnej i społecznej. Zamiast podziękowań i załatwienia kilku kluczowych z polskiego punktu widzenia spraw przez Ukrainę, spotykamy się z nienawiścią, kultem morderców Polaków i zapowiedzią masowych prowokacji na terytorium Polski.

Zachować ostrożność

Zachować ostrożność

Łukasz Jastrzębski

Moim zdaniem w najbliższym czasie czeka nas lawina informacji w mediach tradycyjnych i internetowych dotyczących różnorakich konfliktów z udziałem Ukraińców i Polaków. Będą to zapewne sprawy realne, jak i urojone. W znacznej części zdarzenia te będą przejaskrawione i pokazane w jednostronny sposób sugerujący powszechne prześladowanie Ukraińców w naszym kraju. Ambasada Ukrainy w Polsce już opublikowała ukraińskojęzyczną instrukcję dla swoich obywateli, dającą między innymi wskazówki dotyczące nagrywania konfrontacji w Polsce. Jednocześnie będziemy obserwować liczne próby umniejszania problemów związanych z przestępstwami popełnianymi przez Ukraińców w Polsce.

Warto zachować spokój i nie pozwolić się prowokować. Pamiętajmy, że głównonurtowe media w znacznym stopniu są w rękach ludzi sorosowskiego chowu. Ludzie ci mają interes w tym by wykreować Ukraińców jako prześladowaną w Polsce zbiorowość. Nie ma szans w mediach głównego nurtu na to, by uczciwe przedstawić sprawy i realne wyjaśnić zaistniałe sytuacje. W całym kraju działają liczne organizacje lobbujące na rzecz współczesnej Ukrainy.

Ambasador Wasyl Bodnar poinformował, że strona ukraińska współpracuje w tej sprawie z instytucjami wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Podkreślił, że tworzenie wyspecjalizowanych komórek w prokuraturach zajmujących się przestępstwami z nienawiści jest adekwatną odpowiedzią na obserwowane w Polsce zjawiska.

Należy zachować więc nie tylko szczególną ostrożność w kontaktach interpersonalnych, ale również dystans do podawanych w mediach informacji dotyczących stosunków polsko-ukraińskich i zdarzeń, które mają dotykać Ukraińców przebywających w naszym kraju.

Bezrozumna proukraińska narracja zupełnie nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Zmieniają się radykalnie nastroje a społeczeństwo staje się bardziej krytyczne. Powoli, ale idzie normalność, która pozwala odejść od szaleńczej polityki bycia „sługą narodu ukraińskiego”. Ukraińca należy traktować dokładnie tak samo jak każdego innego obcokrajowca. Ani lepiej, ani gorzej.

Łukasz Jastrzębski