
———————————————-

———————————–

————————————-

————————————————–

——————————————————————-

—————————————————–

——————————————————

———————————————


———————————————-

———————————–

————————————-

————————————————–

——————————————————————-

—————————————————–

——————————————————

———————————————


——————————————————

——————————————-

—————————————————

———————————————

————————————–

———————————————————

———————————–

———————————————————–

—————————————————–


——————————————————–

——————————————–

——————————————————–

—————————————————

—————————————–

———————————————-

——————————–

————————————————

——————————————–


——————————————–

—————————————

————————————————

———————————————-

——————————

————————————————–

———————————————————–

———————————————————————–

———————————————–

15/05/2026 antyk2013
Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.
Serdecznie zapraszam, Tadeusz Rosiński
===================================================================

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

=================================================

ZAMOŚĆ – o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.
Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

[Jednak ścisłej – arcyrabin Ryś mówi „do Pana”. Tak, do ich Pana chyba obaj trafią. Mirosław Dakowski]
Autor: CzarnaLimuzyna , 14 maja 2026

Zmarł Abraham Foxman – dyrektor „Ligi Przeciw Zniesławianiu” (ADL) w latach 1987-2015.
Abraham Foxman stawał zawsze tam, gdzie podnosi głowę antysemityzm, ale także inne formy nienawiści w różnych częściach świata.
Gorąco wspierał prawa osób homoseksualnych i potępiał ataki na tę społeczność. Opowiadał się za prawami migrantów i uchodźców oraz osób wykluczanych. /Gazeta Wyborcza/
Foxman został uratowany przed zagładą przez Polaków – ochrzczony w obrządku katolickim i wychowany jako katolik w Wilnie w latach 1940–1944. Po wojnie wrócił do judaizmu.
W biogramie Polin można przeczytać: „Pod koniec 2003 r. skrytykował film Pasja i jej reżysera, Mela Gibsona za antysemicki wątek. W 2006 r. protestował przeciwko książce byłego prezydenta Jimmy’ego Cartera, Palestine: Peace Not Apartheid (Palestyna: pokój, nie apartheid), twierdząc, że zachęca ona do antysemityzmu”.
Próbką zdolności narracyjnych jest następująca wypowiedź Foxmana, w której porównuje Chanukę do katolickiej choinki, którą podpala ambasador Izraela w Polsce. W tej wypowiedzi brak sensu uzupełnia się z całkowitym brakiem analogii /link/
KAI: Jest Pan zszokowany faszystowskim aktem nienawiści Grzegorza Brauna?
Abraham Foxman: W przypadku tego indywiduum – nie dziwi nic. Dziwi jednak, że atak na żydowskie Święto Chanuki był możliwy w polskim parlamencie. Czy wyobraża pan sobie, żeby podczas tradycyjnego dzielenia się opłatkiem polskich hierarchów z polskimi posłami i senatorami, pojawił się nagle izraelski ambasador i podpalił sejmową choinkę?
Archidiecezja Krakowska opublikowała notę kondolencyjną Grzegorza Rysia – fragment:
Głęboko wierzę, że żyjąc już w pełni» w obecności Pana «, odnajduje – również w pełni – te wszystkie wartości, którym poświęcił życie: umiłowanie jedności, pokój, a zwłaszcza szacunek dla godności każdego człowieka. Czynię to z wdzięcznością za wszystko, co uczynił dla swojej pierwszej Ojczyzny, Polski, dla dialogu chrześcijańsko-żydowskiego; także dla mnie osobiście w ostatnim czasie. Modlę się za całą Jego Rodzinę i o prawdziwych kontynuatorów Jego dzieł”
Jak zawsze, w przypadku Grzegorza Rysia, pojawia się wiele pytań związanych z brakiem logiki – niejasnym sensem jego wypowiedzi lub publikacji.
Dzięki ignorancji i bierności, dożyliśmy czasów w których antykatolicki kardynał i antypolski polityk nie są rzadkością, a ich wkład w codzienne mieszanie trucizny spotyka się z cyklicznym aplauzem – przeznaczonego na ofiarę, obłąkanego tłumu.
[Zmieniłem tytuł z pytającego – na poprawny. Mirosław Dakowski]
========================================================
Paweł Chmielewski 14 maja 2026 pch24/czy-dokumenty-synodalne-z-watykanu-przecza-nauce-kosciola-analiza

Czy nauczanie Kościoła katolickiego dopuszcza możliwość nowej, pozytywnej oceny homoseksualizmu? Tak sugeruje synodalny raport z Watykanu. A jednak dokumenty nauczycielskie Kościoła mówią coś innego – i to w kategorycznym tonie.
5 maja Sekretariat Generalny Synodu Biskupów opublikował rewolucyjny raport na temat homoseksualizmu. Synodalna Komisja Studyjna nr 9 ogłosiła około 30-stronicowy tekst opatrzony dwoma aneksami, który prezentuje możliwość dokonania pozytywnej oceny teologiczno-moralnej aktów homoseksualnych.
Wśród katolików rozgorzała dyskusja, czy tego rodzaju raport jest zgodny z nauczaniem Kościoła katolickiego. Zwolennicy raportu twierdzą, że tak, bo nauczanie kościelne na temat homoseksualizmu miałoby być opatrzone skazą historyczności i uwarunkowań kulturowych.
Przeciwnicy wskazują, że nie, bo nauczanie Kościoła jest w tej kwestii niezmienne i oparte na podstawach biblijnych, co potwierdza wiele dokumentów i wypowiedzi nauczycielskich. Poniżej prezentujemy obszerny wybór takich wypowiedzi, których lektura – jak można sądzić – prowadzi do jasnego wniosku o głębokiej niezgodności raportu synodalnej Komisji Studyjnej nr 9 z autentycznym nauczaniem Kościoła katolickiego.
Zróbmy to razem!
Tradycyjne ujęcie przedmiotu
Stary Testament jednoznacznie potępia akty płciowe między osobami tej samej płci. Podobnie czyni Apostoł Narodów.
Stary Testament określa akty płciowe między mężczyznami między innymi mianem obrzydliwości, którą karać należy śmiercią (Kpł 18, 22; 20, 13); zob. także historię mieszkańców Sodomy (Rdz 19, 1-11).
Św. Paweł pisze z kolei: „Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie (Rz 1, 26-27); jak zapewnia, mężczyźni współżyjący z sobą nie odziedziczą Królestwa Bożego (1 Kor 6, 9-10), a ich zachowanie jest grzeszne (1Tm 1, 10).
Stąd nauczanie Kościoła katolickiego na temat homoseksualizmu ma bardzo mocne fundamenty. Dał temu wyraz św. Tomasz z Akwinu, wskazując, że akty jednopłciowe są jednym z najcięższych grzechów przeciwko naturze.
Św. Tomasz pisał, powołując się na św. Augustyna: „Porządek zdrowego rozumu jest pochodzenia ludzkiego, a porządek natury jest od samego Boga. Dlatego w grzechach przeciw naturze, w których gwałci się sam porządek natury, jest wyrządzana krzywda samemu Bogu, tego porządku Twórcy”. Jak wskazywał, spośród występków przeciw naturze „najcięższym […] jest grzech bestialstwa, jako stosunek z odmiennym gatunkiem. […] Po tym idzie grzech sodomski, w którym nie zważa się na właściwą płeć” (zob. Summa teologiczna, 2-2, zag. 154, art. 12).
W roku 1568 święty papież Pius V ogłosił bullę Horrendum illud scelus. W dokumencie tym przypomniał, że to właśnie z powodu grzechu homoseksualizmu Bóg zniszczył Sodomę i Gomorę. Grzech sodomski określił mianem ściągającego śmierć na duszę, a tych którzy go praktykują, nazwał przepadającymi w otchłani. Każdego katolickiego kapłana przyłapanego na podejmowaniu aktów płciowych z mężczyzną nakazał pozbawiać wszelkich duchownych przywilejów i godności i oddawać na śmierć w ręce świeckich urzędników.
Najnowsze Magisterium. Kongregacja Nauki Wiary za kard. Franjo Šepera
W naszych czasach występność aktów homoseksualizm podkreślała wiele razy sama Stolica Apostolska. W 1975 roku Kongregacja Nauki Wiary kierowana przez kard. Franjo Šepera potwierdziła nauczanie o grzesznym charakterze aktów jednopłciowych w deklaracji Persona humana.
Święte Oficjum odrzuciło twierdzenie, jakoby skłonność homoseksualistów miała być „tak bardzo naturalna, iż usprawiedliwia uprawianie przez nich stosunków homoseksualnych w ramach podobnej do małżeństwa szczerej wspólnoty życia i miłości, jeżeli wydaje się im, że nie są w stanie prowadzić życia samotnego” (pkt. 8).
Jak pouczyła według „obiektywnego porządku moralnego stosunki homoseksualne są pozbawione niezbędnego i istotnego uporządkowania”, dodając, że akty jednopłciowe „są wewnętrznie nieuporządkowane i w żadnym przypadku nie mogą zostać zaaprobowane” (pkt. 8).
Kongregacja Nauki Wiary za kard. Josepha Ratzingera
Już pod przewodnictwem kard. Józefa Ratzingera ta sama Kongregacja w 1986 roku poświęciła problemowi homoseksualizmu i właściwego podejścia duszpasterskiego do osób nim dotkniętych cały list „Homosexualitatis problema”.
Nawiązując do recepcji Persona humana stwierdzono tam między innymi:
„W dyskusji powstałej po ogłoszeniu Deklaracji zostały jednak zaproponowane interpretacje nadmiernie przychylne samej skłonności homoseksualnej, do tego stopnia, że niektórzy posunęli się do zdefiniowania jej jako obojętnej lub, co więcej, jako dobrej. Należy natomiast sprecyzować, że szczególna skłonność osoby homoseksualnej, chociaż sama w sobie nie jest grzechem, stanowi jednak słabszą bądź silniejszą skłonność do postępowania złego z moralnego punktu widzenia. Z tego powodu sama skłonność musi być uważana za obiektywnie nieuporządkowaną” (pkt. 3).
Święte Oficjum sprzeciwiło się poglądowi, jakoby nauczanie Pisma na temat homoseksualizmu było „tak uwarunkowane kulturowo i historycznie, że nie mogłyby być już stosowane do życia współczesnego” (pkt. 4).
Kongregacja pouczyła, że „osoba, która zachowuje się w sposób homoseksualny, działa niemoralnie”, a „wybór aktywności seksualnej z osobą tej samej płci jest równoznaczny z odrzuceniem bogatego symbolizmu i znaczenia, nie mówiąc już o celach i zamyśle Stwórcy odnośnie do rzeczywistości płciowej” (pkt. 7).
„Aktywność homoseksualna nie wyraża komplementarnej jedności, zdolnej do przekazywania życia, i dlatego zaprzecza powołaniu do istnienia przeżywanego w formie dawania siebie, które według Ewangelii stanowi istotę życia chrześcijańskiego” – dodawał urząd Ratzingera (pkt. 7).
Kongregacja stwierdzała, że „aktywność homoseksualna przeszkadza w realizacji siebie i szczęściu, ponieważ sprzeciwia się stwórczej mądrości Boga”, tak samo, jak ma to miejsce „w każdym innym przypadku nieporządku moralnego” (pkt. 7).
Praktyka homoseksualna „poważnie zagraża życiu i dobru wielu ludzi” – pisano dalej (pkt. 9).
Dokument zwracał też uwagę na „zwodniczą propagandę”, która wdziera się nawet do samego Kościoła, a która jest inspirowana przez ideologię materialistyczną i grupy spoza Kościoła dążące do zmiany jego nauczania (pkt. 8-9).
Dokument sprzeciwił się twierdzeniu, według którego „zachowanie homoseksualne osób homoseksualnych zawsze podlegałoby przymusowi i dlatego pozostawałoby bez winy” (pkt. 11). W tekście wskazuje się też, że istnieją różne okoliczności zmniejszające lub powiększające winę; trzeba w każdym razie uznawać „ową podstawową wolność, która charakteryzuje osobę ludzką i nadaje jej szczególną godność”, a która pozwala z łaską Bożą powstrzymać się człowiekowi od aktywności homoseksualnej (pkt. 11).
Wreszcie Kongregacja wezwała homoseksualistów, by naśladowali Chrystusa, biorąc swój krzyż. „Dla wierzącego krzyż jest owocną ofiarą, ponieważ z tej śmierci pochodzi życie i odkupienie. Nawet jeśli każde wezwanie do niesienia krzyża lub do takiego chrześcijańskiego rozumienia cierpienia stanie się prawdopodobnie przedmiotem szyderstwa, należałoby przypomnieć, że jest to droga zbawienia dla wszystkich, którzy idą za Chrystusem” – podkreślono (pkt. 12).
„Osoby homoseksualne, jak inni chrześcijanie, są powołane do życia w czystości” – konstatowała Kongregacja (pkt. 12).
Dokument zakazał też jakiegokolwiek rozmywania nauczania Kościoła przez nowinkarskie praktyki duszpasterskie, mogące stwarzać wrażenie aprobaty dla grzechu:
„Żaden autentyczny program duszpasterski nie powinien włączać organizacji, w których zrzeszają się osoby homoseksualne, bez jasnego określenia, że aktywność homoseksualna jest niemoralna” (pkt. 15).
Jeszcze raz Kongregacja Nauki Wiary za kard. Josepha Ratzingera
Kongregacja Nauki Wiary zajęła się tym samym tematem raz jeszcze, publikując w roku 1992 krótkie „Uwagi”. Urząd w części dotyczącej samego rozumienia problematyki homoseksualizmu powtórzył dosłownie nauczanie własnych dokumentów z lat 1975 i 1986.
Zaznaczył też, że dyskryminacja ze względu na skłonności homoseksualne jest sprawiedliwa, na przykład gdy idzie o „adopcję dziecka lub powierzenie go opiekunom, zatrudnienie nauczycieli lub trenerów sportowych, służbę wojskową” (pkt. 11). Choć zasadniczo wszyscy ludzie mają te same prawa, pisała Kongregacja, to mogą one zostać „słusznie ograniczone ze względu na obiektywne nieuporządkowane zachowania zewnętrzne”.
Katechizm Kościoła Katolickiego
Najważniejszym wszakże dla oceny fenomenu homoseksualizmu tekstem pozostaje oczywiście opublikowany w 1992 roku Katechizm Kościoła Katolickiego (paragrafy 2357-2359; 2396). Katechizm szedł tu wiernie za nauczaniem wyrażonym przez Kongregację. Katechizm wskazuje, że akty homoseksualne są „z samej swojej wewnętrznej natury nieuporządkowane” (par. 2357). KKK przypomina, że są „sprzeczne z prawem naturalnym” i „wykluczają z aktu płciowego dar życia” (par. 2357).
Stąd „nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej” (par. 2357). „W żadnym wypadku nie będą mogły być zaaprobowane”, dodaje Katechizm (par. 2357). Również samą skłonność homoseksualną KKK ocenia jako „obiektywnie nieuporządkowaną” (par. 2358). Wzywając do szacunku wobec osób dotkniętych tym fenomenem, Katechizm zachęca je do „złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji” (par. 2358) oraz wzywa je do czystości (par. 2359).
Potępienia Jana Pawła II
Akty homoseksualne potępił też osobiście św. Jan Paweł II w roku 1994, nawiązując do przyjętej nieco wcześniej przez Parlament Europejski rezolucji. „Wyrozumiałość wobec tych, którzy grzeszą i nie są w stanie uwolnić się od tej skłonności, nie jest przecież równoznaczna ze złagodzeniem wymogów normy moralnej. Parlament w sposób nieuprawniony nadał walor prawny zachowaniom dewiacyjnym, niezgodnym z zamysłem Bożym: wiemy, że człowiek ulega słabościom, ale parlament w ten sposób poparł ludzkie słabości” – mówił papież podczas modlitwy Anioł Pański z 20 lutego tamtego roku.
Z kolei w przemówieniu do uczestników zebrania Plenarnego Papieskiej Rady ds. Rodziny z 24 marca 1999 powiedział: „Związki faktyczne między homoseksualistami to godne ubolewania wypaczenie tego, czym powinna być komunia miłości i życia między mężczyzną i kobietą, prowadząca do wzajemnego oddania się otwartego na życie”.
Zakaz wyświęcania homoseksualistów na księży
W kolejnych latach Stolica Apostolska nie zajmowała się już szczegółowo tematem homoseksualizmu. Nie było po temu istotnego powodu, bo wszystko, co ważne, zostało już powiedziane.
Jedynym wyjątkiem jest kwestia wyświęcania homoseksualistów na księży. Przeciwko temu wystąpili konsekwentnie Benedykt XVI i Franciszek. 4 listopada 2005 roku Kongregacja Wychowania Katolickiego – kierowana przez Polaka, kard. Zenona Grocholewskiego – wydała instrukcję, w której zakazuje przyjmowania do seminariów homoseksualistów. Przypomniano tam o „głębokim nieuporządkowaniu” skłonności homoseksualnych i stwierdzono, że homoseksualiści „znajdują się w istocie w sytuacji, która poważnie utrudnia im nawiązywanie właściwych relacji z mężczyznami i kobietami” a ich wyświęcanie mogłoby mieć „negatywne konsekwencje”.
Zakaz dopuszczania homoseksualistów do seminariów i święceń podtrzymano w dokumencie Kongregacji ds. Duchowieństwa z 2016 roku za pontyfikatu Franciszka. Papież z Argentyny wypowiedział się krytycznie o związkach homoseksualnych w „Amoris laetitia”, pisząc w punkcie 251: „W trakcie dyskusji na temat godności i misji rodziny, Ojcowie synodalni zauważyli, że odnośnie do projektów zrównywania związków osób homoseksualnych z małżeństwem, nie istnieje żadna podstawa do porównywania czy zakładania analogii, nawet dalekiej, między związkami homoseksualnymi a planem Bożym dotyczącym małżeństwa i rodziny”.
Problem lat 2013 – 2025
Oczywiście, zarazem to ten sam papież szereg razy wypowiadał się w sposób dwuznaczny, sugerując na przykład lekką ocenę moralną aktów homoseksualnych, co uczynił już w 2013 roku, wypowiadając słynne słowa: „Kim jestem, żeby osądzać?”. Twierdził też, że grzechy seksualne mają drugorzędne znaczenie moralne, co uczynił na przykład w książkowym wywiadzie „Otwieranie drzwi” z 2019 roku. Szczególnym momentem stała się publikacja deklaracji „Fiducia supplicans” z 18 grudnia 2023 roku. W tekście Dykasterii Nauki Wiary, który sygnował prefekt kard. Victor Manuel Fernández, podtrzymano negatywną ocenę moralną aktów i związków homoseksualnych. Zgodzono się jednak na to, by błogosławić „pary jednopłciowe”, byleby spontanicznie i poza liturgią. Dokument podtrzymując tradycyjną naukę Kościoła stworzył nową praktykę duszpasterską, która łatwo może być mylnie rozumiana jako gest aprobaty dla związków jednopłciowych.
Konkluzja
W nauczaniu Kościoła katolickiego nie sposób znaleźć niczego, co w jakikolwiek sposób uprawniałoby do pozytywnej oceny moralnej aktów homoseksualnych.
Takie akty są grzeszne, co jest stałym nauczaniem Kościelnym, zakorzenionym w Piśmie Świętym, nauce Ojców i Doktorów Kościoła oraz w najnowszym Magisterium.
Dlatego jakiekolwiek próby podważenia tej nauki – takie jak te, które podjęto w dokumentach synodalnej watykańskiej Komisji Studyjnej nr 9 – trzeba ocenić jako par excellence rewolucyjne, czyli podważające ustaloną naukę kościelną.
Paweł Chmielewski
Rodzinny biznes Trumpa
Marek Wojcik 14.05.2026 r. world-scam/rodzinny-biznes-trumpa
Podczas pekińskiego spotkania na szczycie, w środę amerykański senat zatwierdził Kevina Warsha zięcia najstarszego przyjaciela Trumpa – Rona Laudera jako przewodniczącego Rezerwy Federalnej. W ten sposób Trump zapewnił sobie wpływ na przyszłe decyzje FED-u, który ma możliwość przedłużyć chwilowo życie lub przyspieszyć nieunikniony upadek amerykańskiego dolara.
Senat USA zatwierdził w środę Kevina Warsha na stanowisko przewodniczącego Rezerwy Federalnej stosunkiem głosów 54 do 45, co stanowi najwęższą przewagę w historii nowożytnej w przypadku zatwierdzenia przewodniczącego Rezerwy Federalnej. Głosowanie odbyło się dzień po tym, jak Senat zatwierdził Warsha do Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej stosunkiem głosów 51 do 45, kończąc pięciomiesięczny proces zatwierdzania, który zakończył się dopiero po umorzeniu przez Departament Sprawiedliwości śledztwa karnego przeciwko ustępującemu przewodniczącemu Rezerwy Federalnej Jerome’owi Powellowi. Warsh, były gubernator Rezerwy Federalnej za czasów Busha i Bernanke’a, obejmie urząd po zakończeniu kadencji Powella 15 maja.
Powyższy cytat pochodzi z dzisiejszego artykułu na ddgeopolitics.substack.com: Biznes rodzinny. Źródło.

Niewypowiedziana wojna między Chinami i USA trwa już od dawna. Rok temu Trump wymachiwał obosieczną maczugą celną, która była słusznie nazywana nieskuteczną wojną celną. Wojna USraela z Iranem jest w pierwszym rzędzie skierowana przeciwko Chinom. Znacie może jakiś przypadek w historii, kiedy szefowie państw prowadzących wojnę spotykali się w stolicy jednego z tych państw? Jaka wojna takie działania.

Świat widziany jako pole walki trzech największych mocarstw jest bardzo uproszczonym i niepełnym obrazem geopolitycznym. Istnieje jeszcze potężna czwarta ponadnarodowa siła. Możemy ją określić mianem globalistów, deep state, bagna, masonerii czy jak kto woli syjonistów.
Niezależnie od nazwy, ta siła nagromadziła przez setki lat swoją moc wpływania na losy świata. I wpływa. To dzięki niej otrzymaliśmy w prezencie plandemię, kilka wojen i wszelkie „dobrodziejstwa” Agendy 2030.
Czy dojdzie do zdrady Tajwanu przez USA? Jeśli moje przypuszczenia okażą się prawidłowe, a wskazuje na to sytuacja, dotychczasowe zdradzanie sojuszników przez Stany Zjednoczone i charakter Trumpa, to ta wyspa zostanie przejęta przez Chiny. Najbardziej prawdopodobny byłby wariant HongKongu. Wiem, nie było takiej umowy, jaką mieli Brytyjczycy z Chinami. Cóż stoi na przeszkodzie, by taki pakt podpisać? Może nawet w tych dniach. Dla Chin jest to sprawa prestiżowa, dla Trumpa sposób na przedłużenie bolesnej agonii dolara amerykańskiego.

A co się stanie z Tajpej? To samo co z południowym Wietnamem, z Afganistanem i teraz z krajami Zatoki Perskiej. Przestanie być strefą wpływów USA. Za to Kuba może zostać w miarę łatwym kąskiem dla Waszyngtonu. Przecież Trump odnosi same sukcesy, więc rzucą się na Hawanę. Koniecznie przed wyborami w listopadzie.

Rosyjska łódź podwodna z napędem atomowym zawinęła do portu w Hawanie na Kubie – zaledwie około 90 mil morskich od wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Według najnowszych doniesień łódź podwodna wpłynęła do portu w Hawanie, mijając przy tym historyczną kolonialną fortecę miasta. Podczas tego manewru rosyjscy marynarze mieli być wyraźnie widoczni na pokładzie.
Czy atak na Kubę nie będzie kolejną porażką Pentagonu?
Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com
Kowid – zbrodnia ludobójstwa. Statystyka wykazuje, że są trzy klasy ofiar.
[To nie „eksperyment” – to świadoma ZBRODNIA MD]
Marek Wójcik – blog 506. Światowy eksperyment medyczny
https://www.world-scam.com/archive/24043/506-swiatowy-eksperyment-medyczny/
Lądek Zdrój 4.7.2023
Cały blog jako bezpłatny eBook w formacie pdf.
W marcu 2023 r. opublikowano wynik naukowych badań na temat skutków ubocznych różnych serii preparatów mRNA (źródło) firmy Pfizer-BioNTech. Naukowcy odkryli trzy grupy partii preparatów, które znacznie różniły się w aspekcie zgłaszanych skutków ubocznych. Badanie dotyczy populacji Danii. [To ten artykuł: Zależne od partii bezpieczeństwo szczepionki BNT162b2 mRNA COVID-19
Maks Schmeling 1 | Vibeke Manniche 2 | Peter Riis Hansen 3
Investigation-Batch-dependent-safety md]
W Unii Europejskiej do 11 listopada 2022 r. podano 701 milionów dawek szczepionki mRNA BNT162b2 (Pfizer-BioNTech), co powiązano z 971 021 doniesieniami o podejrzewanych działaniach niepożądanych (SAE).

Każdy punkt na diagramie oznacza inną serię (partię) preparatów.
Na żółto zaznaczone na powyższym diagramie przypadki objęło około 30% wszystkich podanych w tym czasie „szczepionek”, nie wykazują praktycznie żadnych skutków ubocznych. Przypadki zielone stanowią 60% wszystkich badanych substancji. Niebieskie – te najgroźniejsze, to jedynie 5% preparatów mRNA. Z niebieskimi partiami „szczepionek” powiązane jest blisko 50% przypadków śmierci.
Wczoraj, 3 lipca 2023 r. ukazał się na austriackiej platformie Report24 artykuł: Analiza partii szczepionek: Jedna trzecia wszystkich szczepionek Covid tylko placebo? Źródło. Jeśli hipoteza postawiona w tytule tego artykułu okaże się prawdą, będzie to jednoznaczny dowód na prowadzenie eksperymentu medycznego na skalę światową. Eksperymentu, którego uczestnicy wprowadzeni zostali w błąd i nieświadomi sytuacji, ryzykowali własnym życiem. Jest to określane jako zbrodnia ludobójstwa.
W badaniach naukowych dotyczących skuteczności i bezpieczeństwa badanych leków zawsze tworzy się porównawczą grupę probantów, której podaje się placebo.

Oni nie dostali placebo.
Manchester Wielka Brytania. Źródło: Telegram 2.7.2023 r. 15:33
Takie listy zmarłych „nagle i nieoczekiwanie” można spotkać w wielu miastach w prawie każdym kraju na świecie.
============================================
mail:
Konieczne – i łatwe – jest sprawdzenie , jakie „klasy” ludzi dostały te różne zastrzyki.
===========================================
Czy znajda się uczciwi naukowcy w Polsce, by przeprowadzić podobne badania?
====================
mail od profesora: Można więc poznać, wg. jakich kryteriów dzielono ofiary.
Religia? Rasa? Znajomości? Partie? Tajne loże? Majętność? Wiek?
[Alarmowałem tu: Kowid – jednak świadoma zbrodnia ludobójstwa. Statystyka wykazuje, że są trzy klasy ofiar. KONIECZNE takie badania w Polsce.
ŻADEN z 10 „poważnych” publicystów nie zareagował ! Nie wiem dlaczego …
Oczywiście o żadnym „eksperymencie” mowy nie ma ! M. Dakowski]
———————————–
Niemieccy naukowcy znaleźli zaskakujące dowody na to, że znaczna część wprowadzonych do obrotu na terenie Unii Europejskiej partii szczepionki Pfizer-BioNTech przeciwko COVID-19 mogła stanowić placebo – o czym niemiecki organ regulacyjny wiedział i dlatego nie poddał tych partii testom kontroli jakości.
Gerald Dyker, profesor chemii organicznej na Uniwersytecie w Bochum, oraz Jörg Matysik, profesor chemii analitycznej na Uniwersytecie w Lipsku, należą do grupy pięciu niemieckojęzycznych naukowców, którzy przez ostatnie półtora roku publicznie podnosili kwestie jakości i bezpieczeństwa szczepionki BioNTech (pod taką nazwą jest ona znana w Niemczech).
Obaj panowie pojawili się niedawno w internetowym programie niemieckiej dziennikarki Mileny Preradovic, aby porozmawiać o różnicach w partiach szczepionki.
Ich punktem wyjścia było opublikowane niedawno duńskie badanie wykazujące ogromne różnice w reakcjach niepożądanych związanych z różnymi partiami szczepionki Pfizer-BioNTech (inaczej BNT162b2).

(https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/eci.13998)
Poniższa grafika, zaczerpnięta z duńskiego badania, ilustruje tę zmienność:

Grafika pokazuje, że partie używane w Danii, reprezentowane przez kropki na wykresie, zasadniczo dzielą się na trzy grupy:
Zielone partie zgrupowane wokół zielonej linii są związane z umiarkowanym lub umiarkowanie wysokim poziomem zdarzeń niepożądanych. W dyskusji z M. Preradovic Gerald Dyker posłużył się przykładem najbardziej wysuniętej na prawo zielonej kropki. Jak wyjaśnia – jest to partia, która była najczęściej stosowana w Danii i zawierała nieco ponad 800 000 dawek. Te 800 000 dawek wiąże się z około 2000 przypadków podejrzeń NOP-ów, co daje wskaźnik zgłaszania jednego NOP-u na każde 400 dawek. Według obliczeń G. Dykera, zielone partie stanowią ponad 60% duńskich próbek. Naukowiec stwierdza: „Nie jest to mało w porównaniu z tym, co wiemy o szczepionkach przeciw grypie”.
Następnie mamy zgrupowane wokół niebieskiej linii niebieskie partie, które są wyraźnie związane z wyjątkowo wysokim poziomem zdarzeń niepożądanych.
Jak zauważa G. Dyker, w Danii podano nie więcej niż 80 000 dawek jednej z niebieskich partii, co sugeruje, że te wyjątkowo szkodliwe partie mogły zostać po cichu wycofane z rynku przez organy zdrowia publicznego.
Niemniej jednak, partie te zostały powiązane z przynajmniej 8 000 przypadków NOP-ów. Osiem tysięcy dawek na 80 000 dawałoby wskaźnik zgłaszania jednego podejrzewanego działania niepożądanego na każde 10 dawek.
Według obliczeń G. Dykera, niebieskie partie stanowią mniej niż 5% całkowitej liczby dawek uwzględnionych w duńskim badaniu i są one powiązane z prawie 50% z 579 zgonów odnotowanych w próbie.
Pozostają żółte partie, zgrupowane wokół żółtej linii, która, jak widać powyżej, znajduje się tuż poza osią x. Według obliczeń G. Dykera, żółte partie stanowią około 30% całości. Naukowiec zauważa, że są to partie zawierające około 200 000 podanych dawek, z którymi nie powiązano żadnych NOP-ów. Cytując G. Dykera, „złośliwi” obserwatorzy mogliby stwierdzić, że tak właśnie wyglądałyby placebo”. I złośliwi obserwatorzy mogą mieć rację.
Rzeczywiście, G. Dyker i J. Matysik porównali numery partii z duńskiego badania z publicznie dostępnymi informacjami na temat partii, które zostały zatwierdzone do obrotu, i dokonali zaskakującego odkrycia – prawie żadna z nieszkodliwych partii, w przeciwieństwie do bardzo złych i niezbyt złych partii, nie została poddana testom kontroli jakości.
Niemiecka agencja regulacyjna, Instytut Paula Ehrlicha (PEI), jest zasadniczo odpowiedzialna za kontrolę jakości wszystkich szczepionek Pfizer-BioNTech dostarczanych do UE. Odzwierciedla to fakt, że rzeczywistym legalnym producentem szczepionki, a także posiadaczem pozwolenia na dopuszczenie do obrotu w UE, jest niemiecka firma BioNTech, a nie jej bardziej znany amerykański partner Pfizer.
G. Dyker i J. Matysik odkryli, że IPE przetestował i zatwierdził wszystkie bardzo szkodliwe niebieskie partie, przytłaczającą większość mniej szkodliwych zielonych partii, ale prawie żadnej z nieszkodliwych żółtych partii – tak jakby IPE wiedział z góry, że te partie nie stwarzają żadnych problemów. Pokazuje to zaczerpnięty z prezentacji G. Dykera podczas wywiadu z Preradovic poniższy slajd zatytułowany: „Które partie z duńskiego badania zostały przetestowane i zatwierdzone do obrotu przez Instytut Paula Ehrlicha?”.
W kolumnie PEI każdej z tabel ja oznacza, że partia została przetestowana, nein, że nie została. Należy zwrócić uwagę, że tylko pierwsza partia w żółtej tabeli została przetestowana:

Komentarz pod tabelą brzmi: „IPE nie uznał za konieczne testowanie nieszkodliwych żółtych partii”. Potwierdziłoby to początkowe podejrzenia, że w rzeczywistości mogą one być czymś w rodzaju placebo.
Podsumowując i parafrazując ustalenia niemieckich naukowców dotyczące zmienności partii Pfizer-BioNTech, wydaje się, że dobre były złe, złe były bardzo złe, a bardzo dobre były solą fizjologiczną.
Źródło: https://geopolitique-profonde.com/articles/scientifiques-vaccins-placebos
Anna Chrołowska
[Umieszczam, by nie zginęło. Sprawa trzechrodzajów szprycy jest gdzieś od połowy poniższego tekstu.
Obok będzie podobne doniesienie z Uniwersytetu w Danii. md]
==========================================
HSMC May 14, 2026

Today’s story takes us back to the madness of the “Corner Brook Virus” which hid around every corner, lurking, waiting, stalking it’s next victim! Muah hahahaha!
There were two possible story lines;
1, it was a bio weapon designed to destroy humanity, reduce human population, which escaped from the most secure bio weapons lab in the world.
a) If so, why was nobody caught and destroyed for crimes against humanity? NOT SO MUCH AS EVEN A FINE! WE GET FINES FOR PARKING IN THE WRONG PLACE FFS! BUT NOBODY IS CHARGED WITH CRIMES AGAINST HUMANITY!????
b) what makes the perpetrators certain that such weapon would not kill them or their loved ones? Maybe they had the antidote? lol Sounds like a children’s cartoon Pinky and the Brain.
2, a bat got sick in WOO MAN CHU CHINA and would certainly take out the whole world population UNLESS everyone succumbed to the Bill Gates Experimental Injections. Lettuce not forget how he said “there will be NO RETURN TO NORMAL until the vast majority of the population is injected!” What a psycho.

I looked for the above clip all over. You try typing in “Gates return to normal” or just “gates normal” in ANY search engine. The search terms have been wiped from the internet but I found a copy on Bitchute of this psycho homosexual satanic pedophile saying “you don’t get a choice!” and “there will be no return to normal until everyone in the world is vaccinated” with his experimental drugs.
As if there has never been a sick animal anywhere on earth before? but this SPECIAL BAT would take out the entire human race… ok then!
You see, getting a cold or a flu is not scary enough to get people to come forward to take experimental injections. No. It must be something far more formidable! Abominable! Like the Abominable snowman! Maybe they should have called it the Abominable Snowman Virus! Hey, there’s a good story. The virus came from the Abominable Snowman in the Asian Alps. Didn’t effect the Snowman because they are immune but to humans, it would be deadly Yeti didn’t mind (see what I did there? lol)
Gates awkward interview about him and Epstein. “Well, he’s dead.”
Gates “We’re taking genetically modified organisms and injecting them into little kids arms. We just SHOOTEM right into the vein! Melinda looks on in total fear! What did I marry!? – He’s a fucking psychopath!
Gates and Prince Andrew apologizing for being associated with satantic pedophiles. Of course we know Prince Andrew got kicked out of the castle and is now just “Andrew” although still above jail and the law apparently.
– Still think these “people” didn’t kill Diana? Still think it was an accident?
Gates wife left him because of Epstein ties at the end of this video Melinda Gates and ex wife of Bezos sent 40 million dollars to promote “gender equality” Guessin’ that includes all of the infinite number of genders then right?
They’re all like that. They have so much money, they think they are above the law. Nothing can touch them. Head Satanist Aleister Crowley in 1904 coined the phrase “Do as thou wilt”. If you “google” this, it puts this in a good light because Google is left, left is satanic. If you search it on Yandex however you can quickly see it’s Satanic background.
As I’ve said before, Satanists don’t believe in good vs evil, they only believe in “steps toward enlightenment.” Do as thou wilt – but they are careful to broadcast their intentions before hand to avoid karmic backlash;
One of the best examples of this was the 2012 Olympics in UK where they set out what would be forthcoming (plandemic)
This is the way youtube (google) wants to portray it. A lovely opening with the Queen of England and James Bond… (the LAST James Bond – first time in 60 years franchise that Bond is killed marking the end of what they want to call “Toxic Masculinity”)
https://www.youtube-nocookie.com/embed/1AS-dCdYZbo
This is how it really was. You won’t find this on Youtube… ⬇️
here’s a copy from Bitchute…. Lettuce never forget…

Reaper holding a syringe taking up the children ⬆️
Most have seen the Opening ceremonies but have you seen the Closing ceremonies?
Here’s Gates talkin about depopulation
“teddy bear” the homosexual head of World Health Organization saying there will be no return to normal in the foreseeable future.
Well today…..
The video below tells a story of mind control to fear people into not going on cruise ships or planes or trains or busses or streetcars or grocery stores or movie theatres or malls or even outside! People STILL wearin masks and taking multiple injections;

Watch the video. The ship is stock footage, the acting is VERY bad, media pushes it, people get scared, then BOOM the ANSWER TO OUR PRAYERS! PFIZER, MODERNA EMERGE LIKE THE ANGELS FROM ABOVE, LIKE THE PHOENIX RISING FROM THE ASHES! HERE TO SAVE US ALL WITH THE NEW VACCINATION TO MAKE YOU SAFE AND EFFECTIVE !
At 15 minutes, there’s a clip from X-Files where they expose the “HUNTER HAUNTER, HORROR Virus” (whatever) years in advance! Remember, Satanists don’t believe in “good vs evil” they only believe in KARMA. They HAVE TO BROADCAST their intentions before it happens, thereby absolving themselves from any wrong doing. (Satan is so honorable!) Like sayin “I told you so, so don’t blame me”
They also have a movie “VOYAGE OF TERROR” There’s clips of this here as well. Have a look. Passengers on a cruise ship get sick. SURPRISE.
Designed for low minded liberals to RUN not walk to the next injection site!
I’m not suggesting the people don’t get sick from the flu. The flu has been killing millions world wide for as long as we’ve been keeping records. No injections ever stopped it. Flu kills the old or weak. If the injections were safe and effective, nobody would still be dying from the flu or whatever they decide to rename it now.
Ever heard the saying “there’s no cure for the common cold”. There yu go.
Hunter Haunter Horror Virus! Whatever happened to crackhead Hunter anyway? He raped, stole millions of dollars, moved to another country to avoid prosecution. Got a pass from his dad’s “autopen”. Life is wonderful.
Hunter Haunter Horror Virus Theater Reminds me of Count Floyd’s Monster Chiller Horror Theatre!
It’s all theater folks.
https://www.youtube-nocookie.com/embed/N-3bGI7Mooc?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0
Stanley Kubrick put these subtle hints in his movies, trying to get the truth out.
“men on the moon? and men spinnin aroun the earth!? while there’s no attention paid to earthy law and order!?”
https://www.youtube-nocookie.com/embed/DLZi9wI1C0M?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0
The drunkie tried to point out that it’s all bullshit.
Kubrick was a 33rd degree mason. We know the masons are Satanists. When you reach the highest level the truth is revealed to a few they feel worthy of.
Masonic lodges are “prospecting camps” they claim to make great men out of good men. (except now they also allow woman). This is why there are 33 degrees. It takes that long to ascend the ranks and if they feel you are worthy of keeping secrets the truth is revealed. Here, X-Factor reveals masonry, (5hrs) (pro tip: break it into sections like Bing watching a series)
Kubrick had just made “2001: A Space Odyssey” premiered April 2nd 1968. Audiences were fascinated, believing man could actually fly around in space. The film was so realistic it is alleged that US government (masons) commissioned Kubrick to make a movie of people landing on the moon.
The Moon Landing “premiered” July 20, 1969

Masons are sworn to secrecy. They take an oath acknowledging that telling their secrets is punishable by death. They claim this is just old fashion theater but there have been many cases of masons dying mysteriously, like Kubrik who lasted only days after Eyes Wide Shut was wrapped January 31, 1999 which showed the inner world of the satanic pedophile cults. Kubrick “died” March 7, 1999. The film premiered July 13, 1999 but much was cut from it. The original film was over 3hrs long.
Put yourself in Kubrick’s position; They commission him, maybe even blackmail him to make the moon landing movie. So he uses his future movies to expose the truth such as the opening scene inA Clockwork Orange which premiered in New York City on December 19, 1971. The drunkie could have said anything. It was no coincidence. Kubrick chose his words carefully for that character.
Does it not seem like Kubrick thinking of himself? He sold himself out to make the greatest hoax in history so he portrays himself as a drunk that no one would believe, but he said his peace before getting beat up by the “droogs” – maybe what he felt the masons were gonna do to him but in the 70s, he couldn’t make anything like the violence we see on tv today. The beating was not a killing like we are so used to today. In fact the drunkie appears again later in the film, maybe to show the audience that he’s still ok. (Kubrick signaling his followers that he’s still ok).
[ ise’t it funny how they say “free with purchase” well then, it’s not free now is it!? ]
I never answer unknown numbers. They can leave a message if it’s important and if they do catch you, immediately block member. They will keep calling back with different numbers, keep blocking, don’t answer unless you know the number.
https://www.youtube-nocookie.com/embed
Sometimes the AI will keep going “hello? hello? this prompts you to say louder, HELLO so they can get your voice print loud and clear. Once you answer the AI goes into it’s script about what they want, what they’re selling. At this point, most hang up but they already know your voice and they know the number is live so even if you hang up, they still got your number Jenny! 867-5309!
Pro tip: If the foreigner does manage to get you on the phone, keep one of these next to the phone, say “just a minute I will get him for you” then blast them with this..

EVERY VACCINE BATCH HAD A DIFFERENT FORMULA. THE LOT NUMBERS JUST PROVED IT.
Not a theory. Not an interpretation. A dataset. 12,000 lot numbers. Cross-referenced with VAERS adverse event reports. The correlation is absolute.
A team of researchers — 4 statisticians, 2 pharmacologists, 1 former FDA regulator — published their findings on a decentralized server Wednesday. The paper is 147 pages. Peer review was impossible because no journal would touch it. So they released it directly to the public.
The finding: specific lot numbers produced 4,000% more adverse events than others. Not random variation. Not manufacturing inconsistency. A deliberate, systematic pattern.
⟁
Lot numbers ending in 20A through 20F: near-zero adverse events. Saline. Placebo. Water with a label.
Lot numbers ending in 21K through 21X: moderate adverse events. Fatigue. Myocarditis. Blood clots. Hospitalization rates 300% above baseline.
Lot numbers ending in 22R through 22Z: catastrophic. Stroke. Cardiac arrest. Neurological damage. Death rates 8,100% above the statistical norm for any pharmaceutical product in history.
Three tiers. Three formulas. Distributed in a pattern that ensured no single hospital, no single city, no single demographic received enough catastrophic doses to trigger an obvious statistical signal.
They spread the damage thin enough to call it “rare side effects.” But it wasn’t rare. It was targeted.
⟁
The distribution pattern wasn’t random. The catastrophic lots were sent disproportionately to specific zip codes. Zip codes with high concentrations of military veterans. First responders. Independent business owners. Communities with historically low compliance to federal mandates.
The people most likely to resist were given the most dangerous doses.
The moderate lots went to urban centers with high media consumption — populations that would report mild symptoms, be told it was “normal,” and return for boosters without question.
The placebo lots went to politicians, media figures, and pharmaceutical executives. The people who promoted it on camera. The people who told you it was “safe and effective” while receiving saline.
They took the same shot on television. They did not take the same formula.
⟁
The 12,000 lot numbers are now mapped. Every batch. Every destination. Every outcome. The data is on the blockchain. It cannot be retracted. It cannot be memory-holed. It cannot be fact-checked into oblivion.
The former FDA regulator on the team submitted the dataset to the military tribunal with a single statement: “This was not negligence. This was a weapons deployment protocol disguised as public health.”
The tribunal accepted it into evidence Thursday morning. Case number: GT-2026-0441.
Every lot number is a fingerprint. Every adverse event is a witness. Every death certificate is an indictment.
CODE: LOT-NUMBERS / 3-TIERS / ZIP-TARGETED / GT-2026-0441
They didn’t give everyone the same shot. They gave everyone the shot they were assigned. Now the assignment list is evidence.
♟
Someone you know got a different formula than they were told. Share this for them.
Mr Pool

14 Maggio 2026 babylonianempire/kazda-partia-szczepionki-anty-covid-inny-sklad
KAŻDA PARTIA SZCZEPIONKI MIAŁA INNY SKŁAD. NUMERY PARTII TYLKO TO POTWIERDZAŁY.
To nie teoria. To nie interpretacja. To zbiór danych. 12 000 numerów partii. Porównanych z zgłoszeniami niepożądanych zdarzeń w systemie VAERS. Korelacja jest bezsprzeczna.
Zespół naukowców — 4 statystyków, 2 farmakologów, 1 były urzędnik FDA — opublikował w środę swoje wyniki na zdecentralizowanym serwerze. Artykuł liczy 147 stron. Recenzja naukowa była niemożliwa, ponieważ żadne czasopismo nie chciało się tym zająć. Dlatego udostępnili go bezpośrednio opinii publicznej.
Wynik: konkretne numery partii spowodowały o 4000% więcej zdarzeń niepożądanych niż inne. Nie była to zmienność przypadkowa. Nie była to niespójność produkcyjna. Był to celowy, systematyczny schemat.
Numery partii kończące się na 20A–20F: praktycznie brak zdarzeń niepożądanych. Roztwór soli fizjologicznej. Placebo. Woda z etykietą.
Numery partii kończące się na 21K–21X: umiarkowane zdarzenia niepożądane. Zmęczenie. Zapalenie mięśnia sercowego. Zakrzepy krwi. Wskaźnik hospitalizacji o 300% wyższy od wartości wyjściowej.
Numery partii kończące się na 22R–22Z: katastrofalne. Udar mózgu. Zatrzymanie akcji serca. Uszkodzenia neurologiczne. Wskaźnik śmiertelności o 8100% wyższy od normy statystycznej dla jakiegokolwiek produktu farmaceutycznego w historii.
Trzy poziomy. Trzy formuły. Rozprowadzane w sposób, który gwarantował, że żaden szpital, żadne miasto, żadna grupa demograficzna nie otrzyma wystarczającej ilości katastrofalnych dawek, aby wywołać oczywisty sygnał statystyczny.
Rozłożyli szkody w sposób wystarczająco rozproszony, aby można je było nazwać „rzadkimi skutkami ubocznymi”. Ale to nie było rzadkie. To było działanie celowe.
Schemat dystrybucji nie był przypadkowy. Partie szczepionek o katastrofalnych skutkach trafiły w nieproporcjonalnie dużym stopniu do określonych obszarów o określonych kodach pocztowych. Były to obszary o wysokim odsetku weteranów wojskowych, ratowników oraz właścicieli niezależnych firm, a także społeczności, które historycznie wykazywały niską skłonność do przestrzegania nakazów federalnych.
Osoby, które najprawdopodobniej miały zamiar przeciwstawić się, otrzymały dawki najniebezpieczniejsze.
Partie o umiarkowanym ryzyku trafiły do ośrodków miejskich o wysokim poziomie konsumpcji mediów – do społeczności, które zgłaszałyby łagodne objawy, usłyszałyby, że to „normalne”, i bez zastrzeżeń wracałyby po dawki przypominające.
Partie placebo trafiły do polityków, osobistości medialnych i kadry kierowniczej firm farmaceutycznych. Do ludzi, którzy promowali szczepionkę przed kamerami. Do ludzi, którzy mówili, że jest „bezpieczna i skuteczna”, podczas gdy sami otrzymywali sól fizjologiczną.
W telewizji przyjęli ten sam zastrzyk. Nie przyjęli jednak tej samej formuły.
12 000 numerów partii zostało naniesionych na mapę. Każda partia. Każde miejsce przeznaczenia. Każdy wynik. Dane znajdują się w łańcuchu bloków. Nie można ich cofnąć. Nie można ich wymazać z pamięci. Nie można ich sfalsyfikować tak, aby zniknęły w zapomnieniu.
Były urzędnik FDA z naszego zespołu przedłożył zbiór danych przed trybunałem wojskowym, dołączając do niego oświadczenie: „To nie było zaniedbanie. Był to protokół rozmieszczenia broni zamaskowany jako działanie na rzecz zdrowia publicznego”.
W czwartek rano trybunał przyjął je jako dowód. Numer sprawy: GT-2026-0441.
Każdy numer partii to odcisk palca. Każdy skutek uboczny to świadek. Każdy akt zgonu to akt oskarżenia.
KOD: NUMERY PARTII / 3 POZIOMY / UKIERUNKOWANE KODY POCZTOWE / GT-2026-0441
Nie podali wszystkim tej samej szczepionki. Każdemu podali szczepionkę, która została mu przypisana. Teraz lista przypisanych szczepionek stanowi dowód…
INFO: ripfreedomattack-of-the-psycho-killer-hunter (przekład automat; w oryginale fajne filmiki)

Z rozmowy z Pepe Escobarem w programie Andrew Napolitano „Judging Freedom” wyłania się niezwykły obraz globalnej zmiany władzy. Podczas gdy Donald Trump spotyka się w Pekinie z dyplomatycznie chłodnym przyjęciem, Escobar mówi o historycznym punkcie zwrotnym: Chiny, Rosja i Iran od dawna koordynują swoje strategie na najwyższych szczeblach – podczas gdy, według niego, Waszyngton nadal myśli w kategoriach starych struktur władzy. Wywiad przeradza się w bezkompromisową analizę upadku dominacji Zachodu, przekształceń Eurazji i Białego Domu, który najwyraźniej przybył do Pekinu bez żadnej realnej strategii.
Według Escobara, nawet pierwsze minuty przybycia Donalda Trumpa do Pekinu były symbolicznym pokazem siły ze strony Chin. Prezydent Xi Jinping nie powitał Trumpa na lotnisku; powitał go jedynie urzędnik. Dla Chin nie był to przypadek, lecz celowy sygnał. Escobar opisuje chińską dyplomację jako mistrza symboliki i protokołu – i właśnie w ten sposób Pekin zademonstrował prezydentowi USA swoją nową pozycję w porządku światowym.
Bezpośrednie porównanie z poprzednimi gośćmi państwowymi było szczególnie uderzające. Na przykład, kiedy Kim Dzong Un odwiedził Chiny, został osobiście przyjęty przez Xi Jinpinga i eskortowany przez Pekin w dużej kolumnie. Nawet Władimir Putin został przyjęty na najwyższym szczeblu. Trump natomiast stał wyraźnie poirytowany na płycie lotniska – obraz, który według Escobara został natychmiast zrozumiany w Chinach.
Później Xi rzeczywiście okazywał wielką uprzejmość, zwłaszcza podczas bankietu państwowego w Wielkiej Hali Ludowej. Jednak Escobar nie zinterpretował tego jako przejaw uległości, lecz raczej jako wyraz tysiącletniej chińskiej dyplomacji: uprzejmej, opanowanej, a jednocześnie absolutnej dominacji. Delegacja amerykańska, jak twierdził, była nią wręcz „zahipnotyzowana”.
Wypowiedzi Xi Jinpinga podczas rozmów były szczególnie wybuchowe. Xi mówił o „transformacji, jakiej nie widziano od stulecia”, która przyspieszała na całym świecie. Dla Escobara było to niczym innym, jak tylko otwartym opisem końca zdominowanego przez Zachód porządku świata.
Xi stwierdził również, że sytuacja międzynarodowa jest „płynna i burzliwa”. Escobar interpretuje to jako dyplomatycznie elegancką krytykę wojen Waszyngtonu i chaotycznej polityki zagranicznej – zwłaszcza wojny z Iranem. Podczas gdy Chiny myślą strategicznie, argumentuje, amerykańskie imperium działa jedynie taktycznie i krótkoterminowo.
Szczególnie istotne było nowe określenie przyszłych relacji między Chinami a Stanami Zjednoczonymi, zaproponowane przez Xi Jinpinga: „konstruktywna stabilność strategiczna”. Escobar opisuje tę formułę jako prawdziwą istotę szczytu. Chiny chcą konkurować z USA – ale w jasno określonych granicach i w oparciu o wzajemną stabilność. Jednak zdaniem Escobara, Waszyngton strukturalnie nie jest już do tego zdolny.
Opisuje Stany Zjednoczone jako „imperium chaosu”: destrukcyjne zamiast konstruktywne, taktyczne zamiast strategiczne, destabilizujące zamiast stabilizujące. Właśnie dlatego Pekin wątpi, czy administracja Trumpa w ogóle jest w stanie zrozumieć tę chińską wizję.
Głównym powodem podróży Trumpa do Chin nie były interesy handlowe ani dyplomatyczne. Prawdziwym celem było wywarcie presji na Xi Jinpinga, aby ten wywarł presję na Iran. Waszyngton miał nadzieję, że Chiny zmuszą Teheran do zaakceptowania amerykańskich żądań – żądań, które Escobar otwarcie określił jako „kapitulację”.
Właśnie w tym miejscu Waszyngton nie zrozumiał geopolitycznej rzeczywistości. Relacje między Chinami, Rosją i Iranem od dawna stanowią niezwykle złożoną oś strategiczną. Wskazuje on na liczne spotkania czołowych polityków Iranu, Rosji i Chin. Minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi niedawno odwiedził Moskwę i Pekin, gdzie odbył rozmowy z Wang Yi i Siergiejem Ławrowem.
Escobar opisuje je jako powiązane partnerstwa strategiczne, których celem jest integracja Eurazji i budowa nowego porządku międzynarodowego – czyli coś zupełnie przeciwnego do tego, do czego dąży Waszyngton.
Jedno z najbardziej zaskakujących oświadczeń Escobara dotyczy Tajwanu. Chociaż Xi Jinping jednoznacznie dał Trumpowi do zrozumienia, że Tajwan jest wewnętrzną sprawą Chin i stanowi absolutną czerwoną linię, zdaniem Escobara Tajwan wcale nie jest największym zmartwieniem samego Pekinu.
Z rozmów z chińskim menedżerem ds. mediów, Li Bo z niezależnej platformy analitycznej Guancha, dowiedział się, że Chiny są szczególnie zaniepokojone remilitaryzacją Japonii. Podczas gdy zachodnie media skupiają się niemal wyłącznie na Tajwanie, Escobar twierdzi, że Pekin z największym zaniepokojeniem obserwuje rozwój sytuacji militarnej w Tokio.
Pamięć historyczna o japońskiej okupacji Chin i Azji Południowo-Wschodniej jest głęboko zakorzeniona. Chińskie elity postrzegają obecną militaryzację Japonii jako potencjalnie znacznie bardziej niebezpieczną niż amerykańskie dostawy broni na Tajwan. Nawet ewentualny amerykański pakiet zbrojeniowy o wartości ponad jedenastu miliardów dolarów dla Tajwanu jest postrzegany w Pekinie ze względnym spokojem.
Escobar jest szczególnie jasny w kwestii sytuacji militarnej Iranu. Chociaż Chiny i Rosja nie są zainteresowane posiadaniem przez Iran broni jądrowej, Pekin w pełni rozumie irańskie stanowisko.
Według Escobara Iran już udowodnił, że współczesne wojny rozstrzyga się inaczej: za pomocą dronów, pocisków balistycznych i potencjału asymetrycznego. Właśnie dlatego Teheran nie potrzebuje broni jądrowej.
Jednocześnie Escobar ostrzega, że jeśli ataki amerykańsko-izraelskie będą kontynuowane, stanowisko Iranu może ulec zmianie. W systemie irańskim istnieją siły, które mogą domagać się ponownej oceny strategii nuklearnej.
Jeden z najbardziej uderzających momentów wywiadu dotyczy delegacji biznesowej Trumpa. Prezydentowi w Chinach towarzyszyło szesnastu prezesów – korporacji o łącznej kapitalizacji rynkowej przekraczającej dziesięć bilionów dolarów. Wśród nich byli tacy giganci jak Elon Musk, Tim Cook i Jensen Huang.
Escobar przytacza historyczne porównanie: w przeszłości delegacje podróżowały do Chin, aby złożyć hołd cesarzowi. Dziś najpotężniejsze zachodnie firmy technologiczne przyjeżdżają do Pekinu, ponieważ są zależne od chińskich rynków, chińskich łańcuchów produkcyjnych, a przede wszystkim od chińskich pierwiastków ziem rzadkich.
Chiny mają teraz przewagę. Znaczna część zachodniej gospodarki high-tech nie mogłaby funkcjonować bez chińskich surowców i potencjału przemysłowego. Właśnie dlatego rozmowy o sankcjach i pierwiastkach ziem rzadkich toczyły się za zamkniętymi drzwiami.
Pomimo swojej geopolitycznej siły, Escobar opisuje sojusz BRICS zaskakująco krytycznie. Spotkanie ministrów spraw zagranicznych BRICS odbyło się w New Delhi w tym samym czasie, co szczyt Trump-Xi. Jednak zdaniem Escobara, wewnętrzne sprzeczności w sojuszu stały się ogromne.
Iran i Indie są w stanie napięcia z powodu relacji indyjsko-izraelskich. Zjednoczone Emiraty Arabskie są skutecznie nastawione przeciwko Iranowi. Escobar posuwa się nawet do stwierdzenia, że BRICS jest obecnie „w głębokiej śpiączce”.
Niemniej jednak Rosja pozostaje kluczowym mediatorem w tym bloku. Przede wszystkim Siergiej Ławrow musi teraz podjąć próbę pogodzenia konfliktów wewnętrznych.
Podczas gdy Zachód obsesyjnie skupia się na Trumpie, Chiny, według Escobara, są już zajęte zupełnie innymi sprawami. Biznesmeni w Szanghaju ledwo zauważyli wizytę Trumpa. Znacznie ważniejszy jest nowy pięcioletni plan Chin.
Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że Chiny planują do 2030 roku bezpośrednio zintegrować około 70 procent swojej gospodarki ze sztuczną inteligencją. Jednak, w przeciwieństwie do Zachodu, Chiny, według Escobara, dążą do otwartego, inkluzywnego modelu sztucznej inteligencji, który ma przynieść korzyści całemu społeczeństwu.
Jednocześnie Inicjatywa Pasa i Szlaku – Nowy Jedwabny Szlak – pozostaje centralnym projektem polityki zagranicznej Pekinu. Chiny myślą długoterminowo, globalnie i w kategoriach infrastruktury, podczas gdy Waszyngton, zdaniem Escobara, wciąż tkwi w wojnach i sankcjach.
Pod koniec rozmowy Escobar odwołuje się do artykułu znanego neokonserwatysty Roberta Kagana, który otwarcie mówi o strategicznej porażce USA i Izraela w starciu z Iranem. Dla Escobara ma to ogromne znaczenie.
Kiedy nawet architekci amerykańskiej polityki interwencjonistycznej przyznają, że Waszyngton stracił kontrolę nad konsekwencjami własnej wojny, pokazuje to, jak głęboka jest już zmiana geopolityczna. Escobar ostrzega jednak również, że takie artykuły mogą być próbą popchnięcia Netanjahu i Trumpa w stronę nowej eskalacji.
Według Escobara, sam Iran wychodzi z konfliktu silniejszy niż na początku wojny. Jedność wewnętrzna wzrosła, dowództwo wojskowe wyciągnęło wnioski ze swoich błędów, a strategiczna koordynacja z Rosją i Chinami jest bliższa niż kiedykolwiek.
Analiza Pepe Escobara maluje obraz świata w okresie transformacji: Chiny prezentują się jako cierpliwe, strategicznie nastawione supermocarstwo z tysiącletnią tradycją dyplomatyczną. Rosja i Iran, wraz z Pekinem, tworzą coraz ściślej skoordynowany trójkąt geopolityczny.
Z drugiej strony, Stany Zjednoczone jawi się w tym obrazie jako coraz bardziej izolowane, taktyczne i kierujące się krótkoterminowymi interesami.
Zdaniem Escobara prawdziwym szokiem wizyty w Pekinie nie był protokół dyplomatyczny, ale uświadomienie sobie, że Waszyngton nie może już decydować o tym, jak ma wyglądać porządek globalny, a jedynie na niego reagować.

Larry C. Johnson
Jeszcze zanim Trump wysiadł ze swojego prezydenckiego samolotu w Pekinie, Chińczycy wysłali subtelne, ale jasne sygnały, że postrzegają Trumpa jako przywódcę drugiej kategorii i że stosunki z nim pozostają chłodne.
Po pierwsze, gazeta „China Daily” zbagatelizowała zbliżające się spotkanie Xi z Trumpem, publikując zamiast tego nagłówek o rozmowach Xi z przywódcą Tadżykistanu. Spotkanie z Trumpem zostało przyćmione w artykule na marginesie zatytułowanym „Xi nawiguje relacje amerykańsko-chińskie w obliczu globalnej niepewności”.

Po drugie, do 12 maja 2026 r. strony internetowe CCTV i XINHUA nie opublikowały żadnych informacji na temat zbliżającego się spotkania z Trumpem.

Po trzecie, przed przybyciem Trumpa chińska ambasada w Waszyngtonie opublikowała listę czterech „czerwonych linii”, których „Waszyngton nie powinien kwestionować”. Są to:
– Kwestia Tajwanu,
– Demokracja i prawa człowieka w Chinach,
– System polityczny,
– Prawo Pekinu do rozwoju.
Chiński komunikat do Trumpa: Chiny nie zaakceptują żadnej krytyki ze strony Trumpa ani jego delegacji w tych kwestiach. Odniesienie się do któregokolwiek z tych punktów będzie uznane za obrazę Chin.
Po czwarte, po przylocie do Pekinu samolot Trumpa powitali wicepremier Chin (lub, według niektórych doniesień, wiceprezydent) i inni wysoko postawieni chińscy urzędnicy – ale nie sam prezydent Xi Jinping. Obecni byli również przedstawiciele dyplomacji USA i Chin oraz kompania honorowa. To była ta sama grupa, która powitała Trumpa podczas jego pierwszej podróży do Chin w listopadzie 2017 roku.
Dla porównania, Xi Jinping osobiście powitał Putina po jego przybyciu, zamiast pozostawić przyjęcie urzędnikom niższego szczebla. Doniesienia o wizytach państwowych Putina w 2024 roku i innych wizytach wskazują, że Xi przyjął go z pełnymi honorami – na przykład podczas oficjalnej ceremonii powitalnej lub przyjęcia w Wielkiej Hali Ludowej – i spotkał się z nim osobiście po jego przybyciu do Pekinu.
Xi Jinping powiedział następujące słowa w swoim pierwszym publicznym wystąpieniu na pierwszym spotkaniu obu delegacji:
▪️ Podstawą relacji między Chinami i USA powinny być wzajemne korzyści.
▪️ Konfrontacja doprowadzi do wzajemnej szkody – musimy być partnerami, a nie rywalami.
▪️ Chiny i USA powinny przezwyciężyć „pułapkę Tukidydesa” i zbudować nowy paradygmat relacji.
„Pułapka Tukidydesa” to koncepcja polityczna, zgodnie z którą rosnąca potęga zagraża państwu zajmującemu dominującą pozycję, czyniąc konflikt zbrojny między nimi niemal nieuniknionym. Jest ona często używana do opisu relacji między Chinami a Stanami Zjednoczonymi.
Odnosząc się do kwestii Tajwanu, Xi stwierdził:
„Niewłaściwe podejście do kwestii Tajwanu może doprowadzić do konfliktu między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Pokój w Cieśninie Tajwańskiej jest kluczowym czynnikiem w stosunkach między Chinami a Stanami Zjednoczonymi”.
Jednym z tematów prawdopodobnie omawianych prywatnie, poza kamerami, są sankcje. Tuż przed wyjazdem prezydenta Trumpa do Pekinu, 11 maja 2026 roku, Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC) Departamentu Skarbu USA ogłosiło sankcje wobec 12 osób i firm (3 osoby i 9 firm) za ułatwianie sprzedaży irańskiej ropy naftowej i jej dostaw do Chin.
Wcześniej, 24 kwietnia 2026 roku, Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na pięć głównych chińskich rafinerii teapot – w tym Hengli Petrochemical (Dalian) Refining Co. oraz mniejszych producentów z Szantungu i Hebei – za rzekomy zakup irańskiej ropy naftowej o wartości miliardów dolarów. To spowodowało pierwsze w historii Chin zastosowanie tzw. „zasad blokujących” (komunikat nr 21 z 2 maja), które zabraniają chińskim firmom przestrzegania amerykańskich sankcji.
Następnie, 8 maja 2026 r., administracja Trumpa ogłosiła dodatkowe sankcje przeciwko chińskim firmom – w tym firmom satelitarnym i technologicznym, takim jak MizarVision i Chang Guang – oskarżonym o wspieranie irańskich działań wojskowych i wywiadowczych.
Jestem pewien, że prezydent Xi odniesie się do tych środków bezpośrednio do Trumpa podczas zaplanowanego w piątek prywatnego spotkania. Choć Trump i jego zespół ds. bezpieczeństwa narodowego mieli nadzieję, że te kroki skłonią Chiny do złagodzenia wsparcia dla Iranu, nadzieje te zostaną rozwiane, a Chiny będą twierdzić, że takie środki są sprzeczne z przyjaźnią. Pozostaje pytanie, czy Trump zniesie te sankcje.
przez Thierry’ego Meyssana voltairenet
[Uwaga, to stanowisko europejskich lewicowców, może komunistów; piszą we Francji. Ale bardzo ciekawe. MD]
============================================
Po prostu nie rozumiemy postawy Iranu wobec Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników: Naród irański nie jest zaskoczony wojną. Biorąc pod uwagę ich antyimperialistyczne stanowisko, spodziewał się jej. Jest mniej zainteresowany negocjacjami w sprawie zakończenia działań wojennych niż nowym porządkiem międzynarodowym. Jest gotów zaakceptować cierpienie, aby realizować własne cele. Waszyngton może odnieść zwycięstwo militarne, ale politycznie to Teheran zyskuje na znaczeniu.
Sieć Voltaire | Paryż (Francja) |12 maja 2026 r.
عربيελληνικάangielskihiszpańskifrancuskiwłoskiHolenderskiportugalski

Prezydent Donald Trump – a wraz z nim wszyscy odpowiedzialni zachodni politycy i komentatorzy – uważa, że Irańczycy powinni skupić się wyłącznie na uniknięciu bomb Pentagonu i odzyskaniu akceptowalnego poziomu życia. Powinni zatem wstrzymać swój program nuklearny i otworzyć Cieśninę Ormuz.
Oczywiście, nie o to im chodzi. Ludzie [politycy] Zachodu po prostu nie rozumieją, czego chcą Irańczycy, których w ogóle nie znają. Nadal nie pojęli przesłania Mohammada Mossadegha i Ruhollaha Chomeiniego: Irańczycy mogą wyzwolić swój kraj spod anglosaskiej eksploatacji kolonialnej, a świat spod zachodnich rządów kolonialnych, czerpiąc siłę ze swojej religii niezbędną do przeprowadzenia tej rewolucji.
Mohammad Mossadegh udowodnił, że odzyskanie własności narodowej jest możliwe. Znacjonalizował ropę naftową i wynegocjował udziały, jakie jego kraj miał przyznać zagranicznym firmom. Chociaż został obalony przez CIA i MI6 z pomocą szacha, jego osiągnięć nie dało się cofnąć. Mossadegh odrodził wyzyskiwany naród.
Przez wiele lat Ruhollah Chomeini nieustannie marzył, że każdy muzułmanin mógłby pójść w ślady proroków Alego i Husajna i poświęcić swoje życie sprawiedliwości. Wyobrażał sobie, że Iran uwolni się od swojej dolorystycznej interpretacji złotej legendy islamu; że mógłby wyzwolić siebie i resztę świata, za co spotkała go ekskomunika ze strony wszystkich pozostałych ajatollahów… i wyborem Zbigniewa Brzezińskiego na następcę szacha.
Mimo że arogancki Chomeini walczył z Mossadeghiem, obaj byli zawsze zgodni w poglądach na suwerenność Iranu.
Pamiętamy jedynie ekscesy i szaleństwo rewolucji islamskiej. Każda rewolucja jest krwawa, ale nie potępiamy wszystkich jednakowo. Pamiętamy wyroki śmierci dla Irańczyków oskarżonych – słusznie lub niesłusznie – o bycie agentami mocarstw kolonialnych lub Iraku Saddama Husajna, ale nie pamiętamy wojny, którą te państwa narzuciły temu krajowi. Widzieliśmy brutalność policji moralności wobec kobiet, które odmawiały noszenia tradycyjnych strojów, ale nie wobec mężczyzn, którzy odmawiali zapuszczania brody.
We Francji doświadczyliśmy tego samego: nasi przodkowie skazywali na śmierć tych, którzy wspierali armie sprzymierzonych monarchii i dążyli do przywrócenia ustanowionego przez Boga porządku, posuwając się aż do masakry mieszkańców Wandei. Sankiuloci narzucili im mundury i prześladowali tych, którzy nadal nosili się tak, jak za czasów Ancien Régime. Wiemy jednak doskonale, że te okrucieństwa nie były rewolucją: były stworzeniem nowego porządku, opartego na wolności i równości.
Dzisiejszy Iran zdaje sobie sprawę, że dziesięcioletnia, straszliwa wojna (1980–1988) toczona przeciwko niemu przez Irak i Zachód była jedynie preludium do prawdziwego konfliktu. Celem było zapobieżenie powstaniu Republiki Islamskiej. Teraz celem jest realizacja marzenia Chomeiniego.
Na naszych oczach stary ajatollah Ruhollah Chomeini nie próbował odzyskać majątku skonfiskowanego przez szacha, ale natychmiast po przybyciu do Teheranu wezwał armię do opowiedzenia się po stronie ludu, a cały naród irański do opowiedzenia się po stronie uciśnionych.
Dokładnie to samo robi dzisiaj Iran.
Iran od samego początku zdawał sobie sprawę, że nie jest w stanie pokonać izraelsko-amerykańskich sił powietrznych. Choć jego siły zbrojne zestrzeliły kilka bombowców w locie, Iran postanowił zademonstrować swoim arabskim przyjaciołom w Zatoce Perskiej, że mocarstwa kolonialne go wykorzystują. Zaatakował amerykańskie bazy wojskowe w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Jordanii, Kuwejcie i Katarze. Oświadczył każdemu z tych państw, że jest współwinne agresji USA, ponieważ oddało część swojego terytorium Pentagonowi, który wykorzystywał je do własnych celów.
Przypadek Sułtanatu Omanu jest nieco inny. Jest to państwo neutralne, nieposiadające na swoim terytorium żadnych baz wojskowych. Jednak 12 i 13 marca zezwoliło ono amerykańskim bombowcom i dronom na przelot nad swoją przestrzenią powietrzną w celu zaatakowania Iranu. Po ostrej wymianie zdań z Teheranem, Maskat przerwał te przeloty. Z kolei pozostałe państwa Zatoki Perskiej nie były w stanie zmienić swojego stanowiska. Uparcie trzymały się rezolucji Rady Bezpieczeństwa nr 2817, która narusza prawo międzynarodowe i wzmacnia wyższość perspektywy Zachodu.
W tamtym momencie nikt nie rozumiał, co się dzieje. Międzynarodowi komentatorzy wyśmiewali głupotę Irańczyków atakujących własnych sojuszników. Z czasem jednak każde z tych sześciu państw zaczęło się zastanawiać, czy nie doprowadziło to do ich upadku; czy problem nie polegał na tym, że zaakceptowały amerykańskie bazy wojskowe dla swojej obrony, co w rzeczywistości uczyniło z nich najemników Zachodu i cele dla Irańczyków.
Aby jeszcze bardziej podkreślić swoje stanowisko, Teheran napisał do rządów Niemiec, Wielkiej Brytanii, Cypru, Rumunii i Bułgarii, aby jasno im dać do zrozumienia, że udzielając Pentagonowi pozwolenia na wykorzystanie swoich baz wojskowych do przeprowadzenia agresji, są współwinne i narażają się na represje.
Następnie Irańczycy mówili o współudziale większości państw świata – z wyjątkiem Rosji, Białorusi i Chin – w grabieży irańskich aktywów za granicą i blokadzie irańskich banków, z którymi nikt nie odważył się już nawiązać stosunków. W tamtym czasie nikt nie zwracał uwagi na te oskarżenia. Dlatego nikt nie rozumiał, kiedy Irańczycy mówili o administracyjnej procedurze przejścia przez Cieśninę Ormuz. Międzynarodowi komentatorzy wyśmiewali wręcz rzekomą głupotę Irańczyków, którzy chcieli nałożyć opłatę za przejazd przez naturalny szlak wodny.
Irańczycy oświadczyli, że zezwolą na przepływ przez cieśninę tylko statkom niebiorącym udziału w agresji, a od pozostałych będą wymagać gwarancji bankowych tylko w razie wypadku. Wywołało to panikę wśród armatorów: jak mogliby udzielić gwarancji bankowych irańskiemu systemowi bankowemu, który przez trzydzieści lat był wykluczony z globalnego systemu bankowego przez Departament Skarbu USA?
Tym razem Iran zwraca się do nas: jesteśmy współwinni polityki mającej na celu jego zagłodzenie, i nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Tak jak Niemcy, Arabia Saudyjska, Bahrajn, Bułgaria, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania, Kuwejt, Katar, Rumunia i Wielka Brytania są współwinne agresji militarnej, nigdy nie decydując się na udział.
Będziemy musieli podjąć decyzję: albo będziemy nadal głodzić Irańczyków i udawać, że nie jesteśmy tego świadomi, albo odłączymy się od Stanów Zjednoczonych.

Alastair Crooke
Amerykański lotniskowiec nie budzi już takiego strachu jak kiedyś; dziś emanuje wrażliwością [na ataki np. dronów md] .


Chociaż wojna w Iranie była w dużej mierze postrzegana przez pryzmat konwencjonalnej sztuki wojennej Zachodu, płynące z niej lekcje są dalekie od konwencjonalnych. W rzeczywistości są buntownicze, bulwersujące, odmieniające dotychczasowe strategie..
Powojenne podejście Zachodu (zwłaszcza w kontekście zimnej wojny) opierało się na zdolności do finansowego pokonania każdego przeciwnika militarnego poprzez pozyskanie wysoce zaawansowanych, zaawansowanych technologicznie i drogich samolotów załogowych oraz amunicji. Dominacja w przestrzeni powietrznej i silne uzależnienie od bombardowań z powietrza – czyli wojny powietrznej – stanowiły doktrynalny cel ostateczny.
Przewaga finansowa (oraz domniemana innowacyjność technologiczna) uznawana była za decydujący element w konfrontacji z ZSRR.
Podobnie, w wojnie morskiej impulsem było inwestowanie w coraz większe lotniskowce i związane z tym okręty wsparcia.
Podczas walk lądowych podczas operacji Pustynna Burza w Iraku nacisk położono na czołgi, które siłą „przebijały się” przez linie obronne wroga – podejście to zostało zarzucone na Ukrainie po tym, jak w XXI wieku upowszechniła się frontalna „wojna pozycyjna” z wykorzystaniem dronów.
Dążenie do przewagi finansowej sprzyjało zarówno amerykańskiemu kompleksowi militarno-przemysłowemu, jak i – wraz z hegemonią dolara amerykańskiego – wyjątkowej przewadze Ameryki, polegającej na możliwości efektywnego „drukowania” dodatkowych kosztów w zamian za zaawansowaną przewagę.
Następnie nadeszła wojna z Iranem w 2026 r., której asymetryczny model wywrócił do góry nogami konwencjonalne doktryny.
Zamiast dążyć do dominacji w przestrzeni powietrznej, Iran nie dążył do uzyskania przewagi w powietrzu, lecz do dominacji w tej przestrzeni za pomocą zaawansowanych pocisków rakietowych.
Zamiast naziemnej infrastruktury wojskowej, arsenały rakietowe, wyrzutnie i duża część produkcji rakietowej były rozproszone na rozległych obszarach geograficznych Iranu i ukryte głęboko pod ziemią w miastach rakietowych i pasmach górskich.
Decydującą transformacją podejścia asymetrycznego było jednak pojawienie się łatwo dostępnych i niedrogich komponentów technologicznych. Podczas gdy Zachód wydawał miliony dolarów na każdy pocisk przechwytujący, Iran i jego sojusznicy wydali na niego zaledwie setki.
W ten sposób utracono korzyści płynące z hegemonii dolara, które stały się obciążeniem – wysokie koszty amerykańskiej amunicji i jej wyrafinowana konstrukcja doprowadziły do skostnienia łańcuchów dostaw, długich cykli produkcyjnych i minimalnych zapasów broni.
Nawet domniemana wyższość technologiczna amerykańskiej broni jest obecnie przewyższana przez „garażowe” i „warsztatowe” rozwiązania wykorzystujące tanie komponenty technologiczne. Generują one innowacje, które są następnie wdrażane i rozwijane przez „władze wojskowe” po nieformalnych testach.
Tendencja ta jest szczególnie widoczna w armii rosyjskiej, gdzie początkowo testowano technologię „garażową”, a następnie wdrażano ją w strukturach wojskowych. Dotyczy to zarówno sprzętu technicznego, jak i internetowych innowacji w zakresie sztucznej inteligencji.
Podobnie innowacja Hezbollahu w postaci dronów naprowadzanych światłowodami zmieniła sytuację na froncie wschodnim, powodując ciężkie straty w izraelskich czołgach i żołnierzach. Do tego stopnia, że Siły Obronne Izraela mogą być zmuszone do wycofania się z południa.
Podobnie asymetria i innowacje na morzu wywracają do góry nogami tradycyjne uzależnienie Zachodu od dużych, ciężkich okrętów wojennych i lotniskowców. Te ostatnie stały się „białymi słoniami” w wojnie w Zatoce Perskiej, ponieważ roje dronów i zagrożenie ze strony pocisków przeciwokrętowych zmuszają je do operowania tak daleko od irańskiego wybrzeża, że ich myśliwce bazujące na lotniskowcach są ograniczone w swoich możliwościach ataku przez konieczność uzupełniania paliwa w powietrzu nad obszarem docelowym.
Sam widok prawdziwego „roju” kilkudziesięciu uzbrojonych motorówek zbliżających się do nieporęcznego, konwencjonalnego okrętu wojennego podkreśla jego podatność na ataki. Iran zresztą i tak posiada inną broń przeciwokrętową.
Krótko mówiąc: amerykański lotniskowiec nie budzi już takiego strachu jak kiedyś; dziś emanuje wrażliwością.
Nowa strategia wojny morskiej Iranu obejmuje również krążące, szybkie drony podwodne (lub torpedy), które mogą pozostawać w gotowości do czterech dni i są wyposażone w sztuczną inteligencję. Drony te mogą być wystrzeliwane z podwodnych tuneli biegnących pod powierzchnią Cieśniny Ormuz.
Trzeba przyznać, że irańska innowacja była planowana i rozwijana przez długi czas. Jej skuteczność została udowodniona w konflikcie z Izraelem i USA. Iran przetrwał izraelskie i amerykańskie naloty dywanowe (choć z dużymi zniszczeniami i stratami), a mimo to nadal kontroluje Cieśninę Ormuz, posiada duże zapasy rakiet i zniszczył lub unieruchomił amerykańskie bazy wojskowe w Zatoce Perskiej.
To jest lekcja wyciągnięta z wojny w Iranie. Ale ważniejszym punktem strategicznym jest to, że pokazała ona, iż zachodni „styl prowadzenia wojny” został zastąpiony tanią, innowacyjną technologią i starannym, asymetrycznym planowaniem.
Nie ma wątpliwości, że zachodni model może powodować ogromne zniszczenia, jednak jego brak chirurgicznej precyzji okazuje się mało skuteczny w dobie mediów masowych i fotografii robionych smartfonami, dokumentujących ofiary cywilne, zniszczenia i cierpienie.
Po drugie, Zachód pozostaje ociężałym gigantem, który nie zrozumiał – nie mówiąc już o przewidywaniu – nowej, asymetrycznej wojny. Innowacyjność została stłumiona przez koncentrację kompleksu militarno-przemysłowego w kilku biurokratycznych monopolach.
Zachodni styl prowadzenia wojny to model, który nie sprawdza się w walce z wysoce wyrafinowanym, asymetrycznym przeciwnikiem.
Ale inni z pewnością wyciągnęli wnioski z wojny w Iranie. Rosja jest jedną z nich; Chiny drugą. Więcej będzie ich naśladować. Zachód może spodziewać się, że te wnioski ujawnią się również w innych formach, w trakcie jego kolejnych wojen.
Europejskie elity mogą wkrótce odkryć, że ich poparcie dla ukraińskich ataków dronów głęboko na terytorium Rosji może wywołać inną (kinetyczną) reakcję. Wydano ostrzeżenia. Czy zostaną one wzięte pod uwagę?
rtnews-com/fuehrender-us-kriegstreiber-schachmatt
Zagorzały syjonista i czołowy myśliciel neokonserwatywnych amerykańskich podżegaczy wojennych w niezwykle realistycznym artykule w amerykańskim magazynie politycznym określił USA jako papierowego tygrysa, który nie potrafi ani odwrócić, ani kontrolować konsekwencji swojej porażki z Iranem.

Autorstwa Rainera Ruppa
Po raz drugi w ciągu zaledwie kilku miesięcy neokonserwatywny myśliciel Robert Kagan opublikował miażdżącą krytykę wojny prezydenta Trumpa z Iranem. W swoim najnowszym artykule, opublikowanym 10 maja w „The Atlantic” , amerykańskim magazynie politycznym, Kagan argumentuje, że krótka wojna z Iranem stanowi najgorszą klęskę militarną w historii USA – a pod kilkoma kluczowymi względami przewyższa nawet wojnę w Wietnamie. Twierdzi, że wcześniejsze konflikty o suboptymalnych rezultatach lub wyraźnych porażkach zostały ostatecznie złagodzone przez ich późniejsze umiejscowienie z dala od centralnych aren globalnej rywalizacji mocarstw. Przedstawia różnicę między tymi konfliktami a porażką USA z Iranem w następujący sposób:
„Obecna konfrontacja z Iranem ma zupełnie inny charakter. Szkód nie da się naprawić ani zignorować. Nie będzie powrotu do status quo ante, nie będzie ostatecznego amerykańskiego triumfu, który cofnąłby lub zniwelowałby wyrządzone szkody. Cieśnina Ormuz nie będzie już „otwarta” jak kiedyś”.

Bloomberg: Produkcja ropy naftowej w krajach OPEC spadła w kwietniu do najniższego poziomu od 36 lat
Kontrolując ten szlak, Iran dzierży klucz do całego regionu i tym samym staje się kluczowym graczem na arenie międzynarodowej. Rola Chin i Rosji jako sojuszników Iranu ulega wzmocnieniu; rola Stanów Zjednoczonych ulega znacznemu osłabieniu. Daleko mu do demonstracji amerykańskiej siły, jak wielokrotnie twierdzili zwolennicy wojny, konflikt ujawnił, że Ameryka jest zawodna i niezdolna do dokończenia tego, co zaczęła. To wywoła reakcję łańcuchową na całym świecie, ponieważ zarówno przyjaciele, jak i wrogowie przygotowują się na porażkę Ameryki.
Jednak już w następnym akapicie swojego artykułu w „Atlantic” Kagan popełnia poważne błędy. Przedstawia całą serię danych dotyczących strat Iranu, powołując się na mocno podkoloryzowane „oficjalne” dane Pentagonu dotyczące irańskich strat wojskowych, które są po prostu śmiesznie niedokładne. Irański minister spraw zagranicznych Araghchi przedstawił niedawno własną ocenę, która z pewnością jest również podkoloryzowana w przeciwnym kierunku, ale mimo to wydaje się znacznie bardziej wiarygodna niż pobożne życzenia Pentagonu.
Kagan następnie rekompensuje błędy liczbowe realistyczną i poprawną oceną historyczną panicznego wycofania się Trumpa po zbombardowaniu irańskich obiektów naftowych:
Punkt zwrotny nastąpił 18 marca, kiedy Izrael zbombardował irańskie złoże gazu Południowy Pars, a Iran odpowiedział atakiem na przemysłowe miasto Ras Laffan w Katarze, największy na świecie zakład eksportu gazu ziemnego, powodując szkody w jego zdolnościach produkcyjnych, których naprawa zajmie lata. Trump odpowiedział, wprowadzając moratorium na dalsze ataki na irańskie zakłady energetyczne, a następnie ogłaszając zawieszenie broni, mimo że Iran nie poczynił żadnych ustępstw.

Kagan trafnie identyfikuje beznadziejną sytuację Trumpa: Nawet gdyby Trump próbował uderzyć z pełną siłą, aby ratować reputację nadszarpniętej prestiżem armii USA, mogłoby to skończyć się jedynie katastrofą. Nawet gdyby Trump chciał zbombardować Iran w ramach strategii wyjścia – aby zademonstrować swój wizerunek „silnego człowieka” i ukryć wycofanie – nie mógłby tego zrobić bez ryzyka tej katastrofy. Jeśli to nie jest szach-mat, to jest bardzo blisko.
Następnie Kagan przedstawia, jak w praktyce będzie wyglądała porażka USA i słusznie zauważa, że po zakończeniu wojny Iran nie będzie miał żadnej motywacji, aby oddać kontrolę nad Cieśniną Ormuz:
Porażka Stanów Zjednoczonych jest zatem nie tylko możliwa, ale i prawdopodobna. Oto, jak to wygląda: Iran zachowuje kontrolę nad Cieśniną Ormuz. Powszechne założenie, że cieśnina będzie otwarta dla wszystkich, tak czy inaczej, po zakończeniu kryzysu, jest bezpodstawne. Iran nie jest zainteresowany powrotem do status quo ante. Ludzie (w USA) mówią o rozłamie między twardogłowymi a umiarkowanymi w Teheranie, ale nawet umiarkowani muszą zdać sobie sprawę, że Iran nie może sobie pozwolić na oddanie kontroli nad cieśniną, niezależnie od tego, jak atrakcyjna byłaby oferowana umowa.
Z drugiej strony, Teheran musi zadać sobie pytanie, jak wiarygodna jest umowa z Trumpem. Praktycznie chwalił się, że skopiował japoński atak z zaskoczenia na Pearl Harbor, autoryzując zabójstwo irańskich przywódców w trakcie negocjacji. Irańczycy nie mogą być pewni, że Trump nie zaatakuje ponownie w ciągu kilku miesięcy od zawarcia umowy. Wiedzą również, że Izraelczycy mogą zaatakować ponownie, ponieważ nigdy nie czują się ograniczeni w działaniu, gdy ich interesy są zagrożone.

Kagan słusznie zauważa, że Iran będzie odtąd na stałe nakładać cła na przepływanie przez cieśninę, a większość krajów będzie zmuszona podporządkować się irańskim nakazom. W końcu przekonali się na własne oczy, że Marynarka Wojenna USA nie była w stanie w żaden sposób zmienić sytuacji. Możliwość blokowania lub kontrolowania żeglugi przez cieśninę jest bardziej bezpośrednia i skuteczna niż teoretyczny potencjał irańskiego programu nuklearnego. Ta siła nacisku pozwala rządzącym w Teheranie zmusić inne państwa do zniesienia sankcji i normalizacji stosunków – lub poniesienia konsekwencji. A następnie czołowy syjonista, Kagan, ostrzega:
„Izrael znajdzie się w jeszcze większej izolacji niż kiedykolwiek, w miarę jak Iran będzie się bogacił, dozbrajał i zachowywał swoje możliwości nuklearnej przyszłości. Izrael może nawet nie być w stanie działać przeciwko irańskim sojusznikom (w Strefie Gazy i Libanie): w świecie, w którym Iran wywiera wpływ na zaopatrzenie energetyczne tak wielu krajów, Izrael może napotkać ogromną presję międzynarodową, by nie prowokować Teheranu, czy to w Libanie, Strefie Gazy, czy gdziekolwiek indziej ” – ubolewa Kagan.
Ostatni z wymienionych powyżej punktów jest szczególnie wymowny: Kagan skarży się, że Izrael jest niesprawiedliwie „wywierany nacisków”, aby nie kontynuował swojej ludobójczej polityki w Strefie Gazy i Libanie, ponieważ Iran stałby się wówczas zbyt potężny.
Kagan kończy swój artykuł ostrym potępieniem amerykańskiej porażki w starciu z „drugorzędnym mocarstwem” Iranem:
Amerykańska porażka w Zatoce Perskiej będzie miała również szersze, globalne reperkusje. Cały świat widzi, że zaledwie kilka tygodni wojny z drugorzędnym mocarstwem doprowadziło do redukcji amerykańskich zapasów broni do niebezpiecznie niskiego poziomu, bez perspektyw na szybkie rozwiązanie. Rodzące się w związku z tym pytania o gotowość Ameryki do kolejnego poważnego konfliktu mogą, ale nie muszą, skłonić Xi Jinpinga do ataku na Tajwan, a Władimira Putina do eskalacji agresji wobec Europy. Sojusznicy Ameryki w Azji Wschodniej i Europie muszą jednak rozważyć możliwość przetrwania Ameryki w przyszłych konfliktach.
Globalna adaptacja do post-amerykańskiego porządku świata gwałtownie przyspiesza. Niegdyś dominująca pozycja Ameryki w Zatoce Perskiej to dopiero pierwsza z wielu strat, jakie czekają Waszyngton. Pytanie postawione przez Kagana w artykule dotyczącym amerykańskiej „gotowości do wojny” już dawno doczekało się odpowiedzi: gotowość USA do walki z prawdziwymi mocarstwami światowymi, takimi jak Rosja czy Chiny, stwierdził 11 maja komentator wydarzeń geopolitycznych, piszący pod pseudonimem „Simplicius”, na swoim kanale Substack. Amerykańskie zapasy broni wyczerpałyby się w ciągu kilku dni, a nie ma bazy przemysłowej, która pozwoliłaby na produkcję kolejnych. To już nie jest kwestia otwarta, lecz jasny i jednoznaczny fakt.

Niemniej jednak pozostaje pytanie: jaki jest prawdziwy cel polemiki Kagana w „The Atlantic” ? Dlaczego maluje on tak ponury obraz upadku amerykańskiej hegemonii na Bliskim Wschodzie, do którego – jak twierdzi – przyczynił się prezydent Trump? W przeciwieństwie do poprzednich komentarzy, nie przedstawia żadnych rozwiązań, alternatyw ani własnych propozycji. Czy Kagan rzeczywiście czuje się zagubiony w obliczu chaosu, czy też za tym artykułem w „The Atlantic” kryje się inny, bardziej złowrogi motyw ?
Simplicius oferuje odpowiedź na to pytanie. Według niego Kagan najwyraźniej potępia trwającą wojnę, aby zdystansować się od największej katastrofy całego pokolenia. Chce opuścić tonący okręt w odpowiednim czasie, aby ocalić jak najwięcej wiarygodności w przyszłych ocenach historycznych. Dałoby to jemu i jego neokonserwatywnym podżegaczom wojennym – jak wynika z obliczeń – drugą szansę za kilka lat. Następnie, za pięć do dziesięciu lat, podczas kolejnego kryzysu, mogliby powiedzieć w telewizji:
„Byliśmy przeciwni katastrofalnej wojnie z Iranem, walczymy o pokój! Ale tym razem jest inaczej! Ameryka musi chronić swoje interesy i zbombardować ten okropny kraj «XXX» (jakkolwiek się nazywa).”
Stanisław Michalkiewicz 14 maja 2026 michalkiewicz
„Dziś moja moc się przesili. Dziś poznam, czym najwyższy, czylim tylko dumny” – powiada Konrad w III części „Dziadów” Adama Mickiewicza. Właśnie nadszedł taki moment dla naszego nieszczęśliwego kraju. Poznamy, czy jest on suwerenny, czy też jest popychadłem grona przebierańców ze Strasburga, które przybrało pretensjonalną nazwę „Europejskiego Trybunału Praw Człowieka”. Chodzi oczywiście o wyrok tego Trybunału, nakazujący wszystkim polskim władzom, by nie utrudniały obywatelom, których Sejm mianował kandydatami na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, dostępu do „orzekania”, a także – o czym wyrok taktownie już nie wspomina – do wynagrodzeń, których w przeciwnym razie by ci obywatele nie otrzymali. Dlaczego Sejm wybrał akurat tych obywateli, a nie innych – tajemnica to wielka. Można oczywiście dowodzić, że wybrał ich dlatego, że sobie w nich szczególnie upodobał – ale takie wyjaśnienie niewiele wyjaśnia, prowokując do postawienia kolejnego pytania, dlaczego właściwie Sejm, a konkretnie – Wielce Czcigodni posłowie należący do koalicji 13 grudnia – upodobali sobie akurat w tych obywatelach, a nie w jakichś innych, których kandydatury też były zgłaszane. Ja oczywiście tych przyczyn nie znam, bo jak wspomniałem – tajemnica to wielka, a podejrzewam – że nie tylko wielka, ale i państwowa.
Do takich podejrzeń skłoniła mnie reakcja nie tylko pana generała Marka Dukaczewskiego, ale i pana marszałka Czarzastego, a nawet – Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego na pomysł pana prezydenta Karola Nawrockiego, by opublikować „Aneks” do „Raportu o rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych”. Pan generał Dukaczewski uznał pomysł pana prezydenta za „antypaństwowy”, pan marszałek Czarzasty wyraził przypuszczenie, że pomysł ujawnienia treści „Aneksu” musiał panu prezydentowi przyjść do głowy podczas kąpieli, a Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński dał do zrozumienia, że w tym całym „Aneksie” jest tylko jakaś „publicystyka”, a żadnych godnych uwagi rewelacji nie ma.
Okazuje się, że wbrew pozorom istnieją u nas obszary, w których panuje całkowita jedność poglądów ponad podziałami i że jednym z tych obszarów jest zakres władztwa starych kiejkutów. Stare kiejkuty, czyli wywiad wojskowy, był najtwardszym jądrem systemu komunistycznego, a wiele wskazuje na to, iż pozostał tym najtwardszym jądrem systemu również za drugiej komuny. Stare kiejkuty bowiem nie tylko przeszły transformację ustrojową w szyku zwartym, ale jako WSI, kontrolowały prawidłowy jej przebieg, rozwiązując sobie przy okazji problemy socjalne poprzez rozkradanie majątku państwowego w ramach uwłaszczenia nomenklatury i odstępowaniu go po zaniżonej cenie przedstawicielom Naszych Nowych Sojuszników – a gwoli zabezpieczenia całego procederu i zachowania wpływu na funkcjonowanie państwa – werbowały agenturę, między innymi wśród niezawisłych sędziów.
Na przykład kiedy tylko w 1990 roku rozwiązana została PZPR, będąca transmisją bezpieki do niezawisłych sędziów, ci natychmiast utworzyli Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, które funkcjonuje do dziś i wysuwa kandydatury niezawisłych sędziów nie tylko do Krajowej Rady Sądownictwa, ale i do Trybunału Konstytucyjnego. Innym takim stowarzyszeniem sędziowskim jest „Themis”, które nawet w nazwie nawiązuje do operacji „Temida”, jaką prowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a której celem był werbunek agentury w środowisku niezawisłych sędziów. Sprawa ta – jak wielokrotnie wspominałem – wyszła przypadkowo na jaw podczas procesu sędziego Andrzeja Hurasa przez Sądem Okręgowym w Warszawie. Prowadzący tę sprawę pan sędzia Lipiński zażądał od ABW wyjaśnień – ale oczywiście głuche milczenie było mu odpowiedzią, bo ABW schroniła się za murami „tajności”.
Rzuca to pewne światło na tajemnicę, dlaczego koalicja 13 grudnia upodobała sobie akurat w tych kandydatach, a nie w innych, podobnie jak w ogóle – na funkcjonowanie naszego państwa, a nawet – życia publicznego, podszytego niewidzialnymi nićmi agentury. Dzięki temu lepiej rozumiemy zaangażowanie, jakie w tej sprawie wykazał vaginet obywatela Tuska Donalda, wzorem Archimedesa, który gotów były nawet podnieść Ziemię, byleby wcześniej znalazł punkt oparcia dla swojej dźwigni, znajdując punkt oparcia właśnie w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, do którego się zwrócił w ramach „Planu B”, obywatela Żurka Waldemara.
Toteż nic dziwnego, że obywatel Tusk Donald, którego Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje przysłała do naszego nieszczęśliwego kraju, by przepoczwarzył go w Generalną Gubernię w ramach IV Rzeszy, nie krył satysfakcji ze wspomnianego wyroku, retorycznie pytając zarówno pana prezydenta Karola Nawrockiego, który nie zaprosił czterech wybranych przez Sejm kandydatów do TK gwoli odebrania od nich ślubowania, jak i pana prezesa TK Bogdana Święczkowskiego, który nie przydzielił tej czwórce obywateli gabinetów i spraw do „orzekania”, oraz pensji – czy „dotarło”?
Ciekawe, co w tej sytuacji uczyni pan prezydent Karol Nawrocki? Czy z podkulonym ogonem wyśle panu prezesowi TK iskrówkę (wiecie, rozumiecie, prezesie; przydzielcie im te cholerne gabinety i sprawy oraz wypłaćcie forsę, bo inaczej i z wami i ze mną będzie brzydka sprawa), czy też – stojąc na nieubłaganym gruncie suwerenności politycznej naszego bantustanu, oleje wspomniany wyrok, jak i strasburskich przebierańców ciepłym moczem? Pamiętamy wszak, jak to Trybunał Konstytucyjny kilkakrotnie buńczucznie stwierdzał, że w dziedzinie praworządności nasz bantustan zachowuje całkowitą suwerenność i ani unijnym, ani europejskim przebierańcom żadne kompetencje stanowiące w tej dziedzinie nie przysługują. Z drugiej jednak strony tamtejsi przebierańcy też muszą się pilnować, by nie stracić prestiżu, więc pewnie obmyślają, albo nawet zawczasu obmyślili jakieś formy nacisku na władze naszego bantustanu, by akomodowały się do ich woli. Akurat obywatel Tusk Donald zamierza podpisać pożyczkę SAFE, która obarczona jest mechanizmem warunkującym, więc Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje miałaby okazję do wstrzymania przekazywania Polsce kolejnych transz pożyczki, która naturalnie trzeby by oddać, nawet gdyby pod pretekstem łamania przez nasz bantustan ludowej praworządności nie dostalibyśmy ani centa. Okazuje się, że ułożywszy odpowiednio traktaty, które – nawiasem mówiąc – obywatelu Tusku Donaldu i Księciu-Małżonku 13 grudnia 2007 roku pozwolono, (albo i nakazano?) w Lizbonie podpisać bez czytania, można praktycznie pozbawić „małe państwa” w Europie wszelkiego znaczenia, żeby nikt nie podskakiwał Niemcom, które jako jedyne potrafią prawidłowo zorganizować Europę – i to nawet bez Auszwicu, bez którego jeszcze nie mógł się obejść wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler.
Stanisław Michalkiewicz
Poświęcam ten artykuł schematowi myślowemu, który obowiązuje w ustroju obecnie dominującym na świecie. Poletkiem doświadczalnym będzie Republika Chin (nazwa nadal urzędowa), czyli Tajwan, ale wykroczę poza granice regionalne.
Chodzi mi bowiem o upór, motywowany interesami oraz obsesją ideologiczną globalizmu w jego typowej postaci. Upór nie tylko w działaniu, ale nade wszystko na płaszczyźnie intelektualnej, a zatem również propagandowej i edukacyjnej. W podobny sposób wypowiadają się politycy, rozmaici eksperci i pseudo-eksperci, zatrudnieni w tym celu naukowcy, a także publicyści.
To myślenie wypływa z przekonania (traktowanego jak aksjomat), iż jedynym doskonałym ustrojem jest demokracja liberalna. O tym, że zawiera ona w swej warstwie doktrynalnej liczne patologie, a w sferze praktycznej wypada jeszcze gorzej, nie wolno nie tylko pisać i mówić, ale- jak w żywej nadal wizji Orwella – przede wszystkim myśleć. Rozpoczynamy więc zawsze od zachwytu nad tym unikalnie światłym ustrojem, na nim też kończymy. Zachwytowi towarzyszy objaśnienie, że tylko dzięki temu ustrojowi „narody” (w definicji anglosaskiej) mogą korzystać z owoców gospodarki globalnej. Istotnie, są wtedy bezwzględnie skazane na wyssanie przez melanż oligarchii i molochów korporacyjnych. Według tego schematu alternatywy ustrojowe są wykluczone. Nie służą postępowi, tj. twardej, acz ukrytej władzy niewielu nad wieloma. Ze szczególną zajadłością piewcy demokracji liberalnej tropią nie resztkowe, choć w Azji groźne potencje komunistyczne (w swej genezie wszakże internacjonalistyczne), tylko nieliczne państwa walczące o niezależność narodową i broniące swej tożsamości. Każda specyfika ustrojowa, zawierająca jakieś elementy zachowawcze – tradycji, religii, zasad moralnych, obyczajów- budzi w globalistach nieopisany wstręt. Jednym słowem śmiertelnym wrogiem obowiązującej doktryny globalizmu nie jest bynajmniej totalitaryzm komunistyczny, tylko nacjonalizm czyli naturalne zróżnicowanie narodów całego świata.
W myśl globalistów świat ma być przymusowo scalony według jednego szablonu. Na próżno, acz z częściowymi efektami (rzezie i ruiny) starali się o to komuniści, teraz od kilku dekad to szczytne zadanie podjęli globaliści na służbie „wielkich podmiotów gospodarczych”. Nieustannym zadaniem wojskowych, polityków, agitatorów i wychowawców (pożal się Boże) jest misja jedynego dobrego ustroju (demokracji liberalnej). Jak się da- perswazją, przekupstwem, szantażem, przewrotem, presją ekonomiczną, młotkiem edukacyjnym. Jak się nie da – wojną. Wskazano klarowny cel działania: apostolat ustroju idealnego. Ten priorytet wypełnia całą naszą rzeczywistość w skali globalnej. Mętne gadanie Trumpa i jego świty w sprawie przywrócenia szacunku dla suwerenności państw i odmienności ustrojów jest kompletnie niewiarygodne w świetle przemocy i agresji, jakiej dopuszczają się Amerykanie. Apostolat skąpany w krwi, kłamstwie i pogardzie dla innych (tj. poza aksjomatem globalizmu) trwa.
Zapraszam na Tajwan
W tym miejscu zapraszam w podróż (wirtualną) na Tajwan. Schematy globalizmu w tym sektorze świata doskonale ilustruje niedawno wydana w Polsce (Kraków 2025), rok wcześniej napisana książka „Tajwan” Kerry’ego Browna, brytyjskiego sinologa, politologa, dyplomaty, obserwatora tamtejszego terenu od ponad trzydziestu lat. Autor doskonale wie, że ogłoszenie niepodległości Tajwanu jako rzekomo odrębnej wspólnoty narodowej pod parasolem USA wywoła najpierw inwazję ChRL (dysproporcja sił jest szokująca), a potem wojnę nuklearną między USA i ChRL, czyli zagładę. Przestrzega więc przed judzeniem, pochopnymi deklaracjami i tromtadracją. Zaleca przedłużanie chwiejnego status quo. Z książki przeziera autentyczny strach „Zachodu” przed potęgą komunistycznych Chin. Bardzo rozsądnie. Pragnąc jednak wytłumaczyć „tajwańską” rację stanu autor (wszak specjalista) gimnastykuje się z wysiłkiem, aby wykazać, że Tajwan właściwie nigdy chiński nie był, a zatem roszczenia Chin (niezależnie kto nimi rządzi) były i są bezpodstawne. Na następnych stronach jednak objaśnia, że osadnictwo, kultura, język… były chińskie. Skąd te wężowe piruety? A stąd, że najgorszym zagrożeniem (jak wszędzie) dla globalizmu marki demoliberalnej nie jest Komunistyczna Partia Chin (choć budzi uzasadniony lęk), lecz chiński nacjonalizm. Trzeba zatem pokracznie tłumaczyć, że tajwańska prowincja Chin to przecież nie Chiny, chociaż Chiny. Ot, dialektyka nowego typu.
Potrzeba nam odrobiny rzetelnej historii. Ludność tubylcza Tajwanu tzw. aborygeni, pochodząca z wysp Pacyfiku, nie sięga obecnie 5 % populacji liczącej 23 miliony. Już w 1349 r. odnotowano spontaniczne osadnictwo chińskie z kontynentu. Odkrycie wyspy przez Portugalczyków (1517 r. Ilha Formosa= Piękna Wyspa), kolonia hiszpańska na północy wyspy (1626-1642) i holenderska na południu (1624-1662, od 1642 r. na całej wyspie po wypędzeniu Hiszpanów) nie zmieniły chińskich tras migracyjnych przez cieśninę. Po wypędzeniu kolonistów i kupców holenderskich w latach 1662-1683 na Formozie (Tajwanie) istniało chińskie Królestwo Dongning, założone przez uciekinierów, zwolenników zdetronizowanej chińskiej dynastii Ming, zaś od 1683 r. wyspa została wcielona przez panującą dynastię mandżurską Tsing jako prefektura prowincji Fudżijan. Tajwan należał do Cesarstwa Chin od 1683 r. do 1895 r., przy czym od 1887 r. jako osobna prowincja. Licząc wspólnie okresy Dongning i Tsing mamy 233 lata nieprzerwanej państwowości chińskiej. Cały ten czas trwała imigracja chińskich rolników, kupców i rzemieślników. Funkcjonowały chińskie urzędy, szkoły, świątynie, implantowano konfucjanizm i taoizm. Jednym słowem – zwykłe, stare Chiny. W latach 1884-1885 mimo desantów morskich Francji nie udało się anektować Formozy. Dopiero wojna Chin z Japonią w 1895 r. odmieniła sytuację. Na 50 lat (1895-1945) wyspa stała się prowincją Cesarstwa Japonii. Panowanie japońskie zmieniło sytuację ludnościową. Na Formozie osiedliło się pół miliona Japończyków (wyjechali w 1945 r.). Władze japońskie systematycznie inwestowały w budowę kolei, portów, fabryk, miast, szkół i szpitali. Język japoński zyskał rangę urzędową, ograniczono używanie chińskiego w życiu publicznym.
Kuomintang na Tajwanie
Wyspa była ważną bazą morską i lotniczą Japonii, wykorzystaną w latach 30-tych XX w. do podboju Azji. W 1945 r. zgodnie z ustaleniami aliantów Tajwan został przywrócony legalnym władzom Republiki Chin, tj. rządowi Partii Narodowej (Kuomintang) marszałka Czang Kaj-szeka. Niestety rewolucja Komunistycznej Partii Chin Mao Tse-tunga, wsparta militarnie przez Związek Radziecki, spowodowała obalenie w 1949 r. rządu Partii Narodowej i wręcz koszmarną pacyfikację całego kraju. Do tego nieszczęścia walnie przyczyniła się notoryczna zdrada administracji USA za prezydentury Trumana, która ograniczyła pomoc wojskową dla Kuomintangu w decydującym momencie wojny domowej. Było to swoiście amerykańskie podziękowanie za olbrzymie ofiary sił zbrojnych nacjonalistów chińskich u boku USA w wojnie z Japonią w latach 1941-1945, przy czym chińska armia narodowa samotnie walczyła z Japończykami już od 1937 r. W 1949 r. kto mógł się ratować – uciekał przed czerwonymi. Oprócz rządu, kierownictwa Partii Narodowej i ocalonej części armii około 2 mln cywilnych uchodźców z Chin trafiło na Tajwan.

Po tym wydarzeniu zaczyna się tajwańska współczesność. Czang Kaj-szek przeniósł na wyspę nie tylko instytucje państwa, nie tylko uratowane skarby cywilizacji i sztuki chińskiej (w kilkudziesięciu tysiącach skrzyń), ale zarządził też kontynuację prawną republiki, w tym nomenklaturę urzędową. Od 1949 r. na Tajwanie urzędują władze Republiki Chin. Dla uchodźców chińskich, dla zwolenników Kuomintangu było to zawsze oczywiste. Tajwan to jedyna wolna prowincja niepodzielnych Chin. Początkowo tej wykładni prawnej sprzyjały USA, podpisując układy obronne z rządem narodowym w 1950 i 1954 r. i udzielając pomocy wojskowej (rychło w czas!). To stanowisko uzasadniał paniczny strach przed dalszą inwazją komunistów chińskich oraz krwawa jatka wojny koreańskiej. Kuomintang bardzo słusznie rządził na Tajwanie żelazną ręką [1].
Do 1987 r. obowiązywał stan wyjątkowy. Istniał system monopartyjny (Partii Narodowej), a kontrolowane wybory dopuszczano tylko na szczeblu lokalnym. Rząd narodowy stworzył natomiast alternatywę bytową, upowszechniając drobną prywatną własność gruntów rolnych, własność prywatną w przemyśle i handlu, wolny rynek oraz dopuszczając inwestycje zagraniczne. Nad dobrem publicznym, też w domenie gospodarczej, czuwało jednak silne państwo. Na tle upiornej nędzy komunistycznych Chin Mao Tse-tunga Republika Chin stała się tzw. „tygrysem” – krajem dynamicznego rozwoju i wzrostu zamożności. Czang Kaj-szek pokazał, że właściwy model gospodarczo-społeczny daje pomyślne efekty w ustroju autorytarnym. Konfrontacja z komunizmem, nie geopolityczna, ale ustrojowa, przyniosła sukces. Partia Narodowa ciągle jednak marzyła o powrocie na kontynent na skutek udanej kampanii antykomunistycznej.
Stawka na Pekin
Plany protektorów z USA były jednak całkiem odmienne. Postanowili wyzyskać głęboki konflikt w komunistycznej rodzinie między ZSRR a ChRL. Ten pierwszy uznali za większe wtedy niebezpieczeństwo. W początku lat 70-tych rozpoczęły się tajne negocjacje USA-ChRL. Mieszkałem wtedy blisko ambasady czerwonych Chin w Warszawie przy ul. Bonifraterskiej i nie zapomnę sznura limuzyn bez oznaczeń dyplomatycznych. Miejsc tych spotkań było kilka m.in. Bukareszt. W najważniejszych konszachtach brał udział grabarz armii USA i sił antykomunistycznych w Indochinach, cynik, pragmatyk i defetysta Henry Kissinger. Ofiarą tej zmowy mogła być w pierwszej linii Republika Chin na Tajwanie. W 1971 r. prawowity rząd Chin został wyrzucony ze stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, a potem w ogóle usunięty z ONZ. W 1979 r. USA zerwały stosunki dyplomatyczne z Chinami narodowymi na Tajwanie, a nawiązały z ChRL. Wzruszający przykład wierności dla słabszego sojusznika. Światowe represje izolacyjne wymierzone w Republikę Chin z biegiem lat ulegały pogłębieniu.
W oczach „Zachodu” znienacka jedyne Chiny to Chiny komunistów. Oczywiście nie z miłości. Magnaci kapitalizmu marzyli o dostępie do bogactw naturalnych, wykorzystaniu taniej siły roboczej i o zyskach handlowych w tym hiper-państwie komunistów. Ci zaś od lat 80-tych planowali już tzw. modernizację gospodarczą czyli wykorzystanie zdobyczy technologicznych i kapitałów „Zachodu”, ale pod czujną kontrolą aparatu partyjnego i pod warunkiem nieograniczonej sprzedaży produktów chińskich na rynkach zachodnich. „Zachód” odkrył sposób na zmniejszenie kosztów produkcji, ale się srodze zawiódł na płaszczyźnie politycznej. KP Chin nie dała się obłaskawić ani przekabacić na modłę demo-liberalną. Ani trochę. Z jednej strony owa żeniaczka komunizmu z kapitalizmem, z drugiej masowy wewnętrzny terror, prześladowania chrześcijan, eksterminacja Tybetańczyków i Ujgurów. Wszystko w jednym koktajlu.
Jak jednak wyszedł na tym Tajwan, podtrzymujący do 1988 r. model ustrojowy oraz ideologię Partii Narodowej? Kerry Brown pisze o tym otwartym tekstem. Pisze mniej więcej tak: jeśli by Tajwan utrzymał ustrój według modelu nacjonalistów chińskich, to „Zachód” nie byłby zainteresowany jego utrzymaniem. Skoro jednak wszedłby na szybką drogę reform w kierunku demokracji liberalnej… to zgoła co innego. No to wszedł. W 1987 r. zniesiono stan wyjątkowy i zalegalizowano „opozycyjną” Demokratyczną Partię Postępową (DPP). Od 2016 r. już stale wdraża ona swój postępowy program jako siła rządząca. W 1991 r. przeprowadzono pierwsze „demokratyczne” wybory do Zgromadzenia Ustawodawczego, od 1996 r. odbywają się powszechne wybory prezydenta, a od 2019 r. jako pierwszy kraj w Azji Tajwan usankcjonował tzw. małżeństwa jednopłciowe. Co na to powiedziałby Konfucjusz? W każdym razie „Zachód” cmoka z zachwytu. Jeśli dodać hit ostatniego ćwierćwiecza, czyli innowacyjną produkcję półprzewodników, umiejscowioną właśnie na tej wyspie, a sprzedawaną na całym świecie oraz kompletne zespolenie tego kraju z kapitalizmem globalnym- no, takiego bytu politycznego warto bronić rękoma i nogami.
Ale właśnie – jakiego bytu? I tu wytoczono działa aksjomatu ideologicznego. Ten kraj wyspiarski, idealnie wtopiony od 30 lat w globalną demokrację liberalną z jej dewiacjami wszelkiej maści, to nie mogą być Chiny, chociaż w 95 % zamieszkały jest przez Chińczyków z dziada-pradziada. Z tego powodu DPP zaprojektowała syntetycznego potworka: mówi się po chińsku, coś tam się jeszcze plącze z konfucjanizmu, ale to nie Chiny, tylko Tajwan, a naród – tajwański, który jest produktem młodszym i jeszcze bardziej sztucznym niż np. narody austriacki, mołdawski i macedoński. Taki produkt nadaje się do promocji. Chiny narodowe – w żadnym wypadku. Piewcy tych narodzin nie mogą przeboleć, że KP Chin posługując się retoryką nacjonalizmu (z którym do 1949 r. zażarcie walczyła) ciągle udowadnia, że ta wyspa to jednak integralna część Chin. A ponieważ CHRL na poparcie tej opinii ma nie tylko miliony żołnierzy, ale też pociski nuklearne, globalistyczny przeciwnik słucha tego uważnie, kryjąc wściekłość, ale nie kryjąc obaw.
Czy Tajwan jest chiński?
Szok zmian mentalnych, jakie ostatnio nastąpiły na Tajwanie, wprawiłby w osłupienie przywódców Partii Narodowej, prezydentów Republiki, Czang Kaj-szeka (zm. 1975) i jego syna Czang Czing-kuo (zm. 1988). To co zrobiono z narodem chińskim na tej wyspie nie jest dziełem obcym, choć z obcej inspiracji. Dokonały tego siły rodzimych „postępowych” działaczy. Na nowy sposób wychowano też młodzież tajwańską, zresztą identycznie, jak w każdym segmencie globalizmu. System ten działa jak wszędzie – permisywizm w codzienności, ale węzłowe decyzje dotyczące życia zbiorowego podejmują nieliczni z daleka. Jedynym elementem specyficznym jest fakt, że bogactwu wyspy towarzyszy stałe zagrożenie ze strony ChRL.
Czas na wniosek koronny. Ukochana demokracja liberalna jest konsekwentnym wrogiem narodów historycznych, ich kultur, odrębności, odmiennych tradycji ustrojowych itd. Jeśli nie może ich zniszczyć od wewnątrz, próbuje je osłabić, produkując takie syntetyczne organizmy jak obecny Tajwan, coraz mniej chiński, choć zaludniony przez Chińczyków. To ważna lekcja dla całego świata. Obecny „Zachód” nie podniesie nawet widelca w obronie niepodległości jakiegokolwiek narodu, natomiast zrobi wszystko, żeby go przerobić na swoje kopyto jako cząstkę globalnego ładu. Na naszych oczach ta fabryka przetwórcza ogarnia Węgry, ale spotkać może każdy kraj, pragnący żyć choć trochę inaczej. Kompromisy w tej operacji nie będą stosowane.
Tadeusz M. Trajdos
[1] Współcześni „postępowi” komentatorzy nazywają ten okres bezczelnie „białym terrorem”.
Myśl Polska, nr 19-20 (10-17.05.2026)

uncutnews-ch/der-kaiser-ist-nackt-und-hat-keine-karten-mehr
Pepe Escobar
Szanghajskie przedsiębiorstwa nie są specjalnie zachwycone przybyciem Cesarza Barbarzyństwa.
SZANGHAJ – Chińska potęga wciąż porusza się jak superszybki pojazd elektryczny. Atmosfera jest elektryzująca. Podczas biznesowego lunchu w słynnej kantońskiej restauracji, wizyta Trumpa w Chinach przynajmniej kieruje rozmowę w stronę czegoś bardziej namacalnego: kontrastujących ścieżek przyszłych pokoleń z Zachodu na Wschód.
Szanghajski biznes nie jest pod wrażeniem przybycia Cesarza Barbarzyństwa. Choć na tym prawdopodobnie najważniejszym spotkaniu dyplomatycznym roku wojny 2026 mogą paść wszystkie możliwe geopolityczne zmienne – z potencjalnymi decyzjami handlowymi i dotyczącymi bezpieczeństwa, które wpłyną na całe Globalne Południe.
Zacznijmy od typowych amerykańskich zmartwień. Trump, mistrz sztuki całkowitego braku empatii, przynajmniej głośno ujawnił całą grę: „Nie myślę o sytuacji finansowej Amerykanów. Nie myślę o nikim”.
A jednak to robi. Boi się, że po wyborach parlamentarnych stanie się grubym, kulawym kaczątkiem. Dlatego będzie naciskał na Pekin, by kupował więcej soi – by zadowolić swoją bazę na Środkowym Zachodzie – i więcej samolotów Boeinga. Będzie namawiał Pekin do eksportu pierwiastków ziem rzadkich – by zadowolić kompleks militarno-przemysłowy.
I oczywiście będzie wywierał maksymalną presję na Xi, aby skłonić Teheran do otwarcia Cieśniny Ormuz, co doprowadziłoby do spadku cen ropy, ograniczenia inflacji i obniżenia stóp procentowych przez Fed.
Nie ma żadnych kart, którymi mógłby przeforsować ten program. W wojnie technologicznej jego maksymalna presja doprowadziła jedynie do tego, że Chiny spektakularnie i wielokrotnie omijały dostawców z USA. W wojnie handlowej Chiny znacząco zdywersyfikowały swój eksport, a nawet osiągnęły rekordową nadwyżkę handlową.
Iran jest oczywiście kluczowy – nie tylko dlatego, że ujawnia całemu światu gigantyczne słabości strukturalne tego „niezbędnego państwa”. Co zrobi Trump? Zagrozi Xi, ponieważ Iran korzysta z chińskiego systemu satelitarnego BeiDou, który w efekcie zamienił całą Azję Zachodnią w przejrzystą szklarnię dla irańskich pocisków balistycznych?
Iran nigdy nie stracił swojego korytarza naftowego na rzecz Chin, gdy pojawił się cesarz barbarzyństwa z „blokadą”. Przepływ ropy trwa nadal – poprzez sieć tankowców-widmo na irańskich i pakistańskich wodach terytorialnych, przeładunki statek-statek, ukryte ładunki, a teraz także chińskie rafinerie, którym Pekin nakazał ponieść ryzyko sankcji.
To nie tylko bitwa na skalę talasokratyczną [panowanie na morzu md] , ale także bitwa lądowa w Eurazji – wzdłuż euroazjatyckiego korytarza kolejowego, z jego dwukierunkowymi pociągami między Xi’anem a Teheranem. Choć kolej może jeszcze nie osiągnąć wolumenu eksportu morskiego, strategicznie jest to absolutnie kluczowe i wyraźnie pokazuje, że presja morska to coś zupełnie innego niż gospodarcze duszenie się na lądzie.
„Genialny” amerykański pomysł zdławienia chińskiego łańcucha dostaw ropy naftowej – od Wenezueli po Ormuz – a dodatkowo nałożenia sankcji na chińskie rafinerie „czajniczków” doprowadził jedynie do tego, że Chiny stały się, obok Rosji, jednym z najważniejszych realnych mediatorów w czasie stale łamanego zawieszenia broni.
Cała gra o Hormuz, w którą Iran zagrał perfekcyjnie, miała jedynie minimalny wpływ na chiński import – podobnie jak ograniczenie eksportu Nvidii H100 i H200 w celu „kontroli” chińskiej sztucznej inteligencji praktycznie nie miało żadnego wpływu. W końcu Chiny skutecznie ignorują Nvidię. Model DeepSeek V4 wykorzystuje układy scalone pochodzące z lokalnych źródeł. A H200 i tak nie jest sprzedawany w Chinach.
Xi nie musi nawet mówić Trumpowi osobiście, że Pekin nie miałby żadnego problemu z rozpętaniem wojny gospodarczej na szeroką skalę, jeśli Waszyngton nadal będzie próbował prowadzić wojnę finansową, zamykając instytucje finansowe stojące za rafineriami „czajniczków”.
Tajwan to nie jedyna karta, która pozostała w grze. Tajwan nie jest nawet kartą. Dla Pekinu Tajwan jest kwestią bezpieczeństwa wewnętrznego. Wszystko inne to propaganda. Pekin mógłby spróbować przekonać Trumpa do cofnięcia sprzedaży broni Tajwanowi za 11 miliardów dolarów, w tym niszczycieli wyposażonych w system Aegis, myśliwców F-35, nieefektywnych pocisków Patriot i samolotów wczesnego ostrzegania E-2D Hawkeye. Ale nawet to jest sprawą drugorzędną.
Co więc pozostaje po całym – teraz już ograniczonym – przepychu i widowisku? W najlepszym razie obecny, skrajnie niepewny status quo.
Chiński plan wojny technologicznej
Krótko mówiąc: celem Trumpa jest zmuszenie Xi do wywarcia nacisku dyplomatycznego na Iran, aby ten przyjął barbarzyńskie warunki zakończenia wojny. To jest absolutnie wykluczone pod każdym względem.
Nawet gdyby tak się stało, Trump mógłby w zamian zaoferować „stabilne” stosunki handlowe między USA a Chinami, przedłużenie embarg handlowych i ustępstwa w zakresie kontroli technologii. Xi nie jest tym w najmniejszym stopniu zachwycony – tak jak nie wie, zgodnie z maksymą Ławrowa, że USA „nie potrafią zawierać umów”.
Poważnie nadszarpnięta marka BRICS może nawet nie odegrać roli w rozmowach. Chiny odniosą się do swoich poważnych wyzwań wewnętrznych osobno podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych w Indiach, które odbywa się niemal równocześnie ze szczytem Trump-Xi w Pekinie.
Xi może również podejrzewać, że prawdziwi zwolennicy Trumpa – feudalizm technologiczny, wielkie banki i różni przedstawiciele Zionism Inc. – rozpętali już stopniową, systemową wojnę światową, która ma trwać od teraz do około 2040 roku, wymierzoną w niezbędną globalną infrastrukturę, handel i energię, aby zniszczyć stary porządek i wprowadzić prawdziwy Wielki Reset na znacznie bardziej opłacalnych warunkach.
Stoi to w bezpośredniej, brutalnej sprzeczności z oficjalną polityką Chin, której celem jest budowanie wspólnoty ze wspólną przyszłością dla ludzkości. Xi nie odstąpi ani na jotę od tej polityki – swojej polityki – tylko po to, by zaspokoić przerośnięte ego patologicznego, psychopatycznego narcyza.
Xi skupia się już na 141-stronicowym pięcioletnim planie przedstawionym w marcu, w którym sztuczna inteligencja jest wspominana ponad 50 razy; w którym zakłada się, że do 2027 r. udział sztucznej inteligencji w chińskiej gospodarce będzie sięgał 70% ; a także zobowiązano się do stworzenia sieci komunikacji kwantowej między Ziemią a kosmosem, harmonogramu syntezy jądrowej oraz interfejsów mózg-komputer.
Pięcioletni plan przedstawia również „nadzwyczajne środki” mające na celu zapewnienie samowystarczalności w zakresie pierwiastków ziem rzadkich i półprzewodników – tzn. w zakresie łańcucha dostaw, bez którego armia amerykańska po prostu by zginęła.
Chiński plan zakłada wdrożenie sztucznej inteligencji w całej gospodarce, robotykę jako podstawę przemysłu, infrastrukturę kosmiczną, komputery kwantowe i całkowite wzmocnienie dominacji Chin w dziedzinie przetwarzania pierwiastków ziem rzadkich.
Nazwijmy to de facto chińskim planem wojennym – na poziomie priorytetów bezpieczeństwa narodowego – w bezpośredniej konfrontacji z USA. Wiara, że Trump może to wszystko zmienić za pomocą sterty pustych obietnic, jest naiwna.
Historia wyda wyrok. Już teraz wiadomo, że próba utrzymania globalnej dominacji poprzez zdławienie rosnącego supermocarstwa Chin poprzez „blokadę” irańskich portów i Cieśniny Ormuz, przy jednoczesnym podpaleniu całej Azji Zachodniej i zrujnowaniu własnej gospodarki, prawdopodobnie należy do trzech największych błędów popełnionych przez głęboko zaślepione, głębokie państwo USA.