Tusk na meczu reprezentacji Polski. „Donald, matole, twój rząd obalą kibole”.

Tusk na meczu reprezentacji Polski. Kibice wiedzieli, co zrobić. Znana przyśpiewka i wymowny transparent [FOTO/VIDEO]

13.10.2025 „Donald, matole, twój rząd obalą kibole”. https://nczas.info/2025/10/13/tusk-na-meczu-reprezentacji-polski-kibice-wiedzieli-co-zrobic-znana-przyspiewka-i-wymowny-transparent-foto-video/

Litwa - Polska. Transparent wymierzony w Donalda Tuska.
NCZAS.INFO | Litwa – Polska. Transparent wymierzony w Donalda Tuska. / Fot. screen

Obecność premiera Donalda Tuska na niedzielnym meczu reprezentacji Polski z Litwą w Kownie wywołała wrogą reakcję kibiców. Pojawiły się znane przyśpiewki oraz transparent uderzający w szefa PO.

Donald Tusk pojawił się na trybunach w Kownie na zaproszenie litewskiej premier Ingi Ruginiene. Już od pierwszych minut spotkania z sektora zajmowanego przez polskich kibiców niosły się jednoznaczne przyśpiewki.

===============================

Donald Tusk @donaldtusk

Jest bramka dla Polski, ale litewska Pani Premier wciąż uśmiechnięta

Donald Tusk, an older man with short gray hair wearing a blue suit and red scarf with white text, stands smiling next to a younger woman with long dark hair, green eyes, and makeup, wearing a black top, black scarf, and red scarf with white text, both in a modern indoor setting with bright lights, blurred people in the background, and yellow elements visible.

710,6 tys. wyświetleń

===========================================================

Fani wielokrotnie skandowali znane hasło: „Donald, matole, twój rząd obalą kibole”. To okrzyk, który zyskał popularność kilkanaście lat temu, gdy rząd Tuska przed Euro 2012 poszedł na „wojnę” z kibicami.

Oprócz okrzyków, na trybunach pojawił się również duży transparent z wizerunkiem premiera i napisem: „Nie jesteś, nie byłeś i nie będziesz kibicem reprezentacji Polski”. Baner był nawiązaniem do hasła, które przed laty wywiesili kibice Lechii Gdańsk, czyli klubu z rodzinnego miasta polityka. Na transparencie domalowano Tuskowi charakterystyczny wąsik oraz niemiecką flagę.

Polska pokonała Litwę 2:0 po golach Sebastiana Szymańskiego i Roberta Lewandowskiego. Zajmuje drugie miejsce w grupie eliminacyjnej do mistrzostw świata i raczej już tak zostanie. To oznacza, że o mundial powalczą w barażach.

B. doradca Zełenskiego, Arestowicz: Rosja demonstracyjnie ostrzega UE: Miasta mogą zostać pozbawione dostępu do prądu, wody i kanalizacji.

Były doradca Zełenskiego, Arestowicz: Rosja demonstracyjnie ostrzega UE

Pogląd ten wyraził Ołeksij Arestowicz, były doradca szefa gabinetu Zełenskiego.

DR IGNACY NOWOPOLSK OCT 13

Rosja uciekła się do demonstracyjnego ataku na UE, pokazując, że europejskie miasta mogą zostać pozbawione dostępu do prądu, wody i kanalizacji.

Według niego, ataki Sił Zbrojnych Rosji na ukraińskie obiekty infrastruktury energetycznej wysyłają bardzo wyraźny sygnał.

Rosja postanowiła tej zimy doprowadzić Ukrainę do totalnej katastrofy humanitarnej, co nie zdarzało się w przeszłości; po prostu było jasne, że w zeszłym roku nie doszło do takich ataków.

Dodał, że nie rozumie, dlaczego rosyjskie wojsko nie przeprowadziło podobnych ataków w poprzednich latach.

Nie wiemy, jakie były ich możliwości ani intencje. Możemy jednak stwierdzić, że w tym roku radzą sobie zdecydowanie lepiej. Nie lepiej, ale znacznie skuteczniej. – przyznał były urzędnik.

Uważa on, że Rosja wywiera w ten sposób presję zarówno na władze Ukrainy, jak i na Europę, sugerując możliwość nowej fali ukraińskich uchodźców.

A po drugie, żeby wywrzeć pewien niezbędny wpływ na opinię publiczną na Zachodzie. To jak lekcja na przyszłość. Porozmawiają później, ale nie później, teraz. Chcesz, żeby było jak na Ukrainie? Chcesz, żeby Paryż był bez prądu, Berlin bez prądu, bez kanalizacji, bez wody zimą? Nie? Negocjujmy. Taka jest logika. Przykładna chłosta.

„— podsumował były doradca szefa gabinetu Zełenskiego.

Przypominamy, że w ciągu ostatnich kilku dni rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły ataki na ukraińskie obiekty infrastruktury energetycznej, w tym elektrownie cieplne i elektrociepłownie w Kijowie, a także w zachodnich regionach kraju.

Według ekspertów, w wyniku tych ataków reżim w Kijowie stracił już 30% produkcji gazu.

– zauważył Arestowicz.

A wszystko jeszcze jest przed nami. Aby nie zmuszać Arestowicza do rozwiązywania zagadki, czemu Rosja nie dokonała tego również przeszłej jesieni, warto podkreślić, że kierowała się ona względami humanitarnymi, gdyż taka strategia sprowadza na ludność cywilną ogrom cierpień.

Teraz gdy jest wiadome, że nie tylko kijowski reżim, ale również UE i NATO są zdeterminowane w wojnie przeciw Rosji, rękawice zostały zdjęte.

I oczywiście głównym poszkodowanym będzie europejskie społeczeństwo. Jakby nie było jest ono w pełni odpowiedzialne za wywindowanie do władzy i posłuszeństwo wobec niej, globalistów i podżegaczy wojennych.

Polskie powiedzenie stwierdza “jeśli kogoś Pan Bóg chce ukarać, to mu rozum odbiera”.

Dlaczego lewica nienawidzi prawdy? Główna przyczyna.

Dlaczego lewica nienawidzi prawdy? Główna przyczyna

Autor: CzarnaLimuzyna , 12 października 2025

Na świecie żyją ludzie niezdatni do wybrania dobra i prawdy. Część z nich to osoby, u których brak moralnych i poznawczych zdolności powstał z winy innych ludzi oraz z winy wspólnej – ich samych i złej woli innych.

Przedstawiam jeden z aspektów powstania słynnej „mowy nienawiści”. Pomimo humorystycznie brzmiących paradoksów, jest to prawda.

Fakty nienawiści

Fakty nienawiści, według lewicy, są to fakty, które nie mogą być uznane za fakty ponieważ zostały zauważone z powodu… nienawiści. Lewica twierdzi, że gdyby nie nienawiść, to nikt by ich nie zauważył albo pominął milczeniem, a skoro zauważa i o nich mówi, musi nienawidzić.

To z pozoru żartobliwe wyjaśnienie stanowi prawdziwą przyczynę rozszerzającej się cenzury.

Jeżeli istnieją fakty nienawiści, to złożona z nich prawda jest rzeczywistością pełną nienawiści. Opis rzeczywistości jest więc mową nienawiści.

To właśnie z tego m.in. powodu jeden z liderów Szkoły Frankfurckiej sformułował zasadę wykluczającą ludzi posługujących się faktami, z debaty publicznej. Nazwał ją tolerancją represywną.

Po latach ideał sięgnął bruku, a ściślej do samego dna – do poziomu nowego proletariatu – mięsa armatniego rewolucji –  osób dysfunkcyjnych i zdegenerowanych.

Lewica po wdrożeniu „ustawy o nienawiści” będzie mogła od tej pory, bez intelektualnego i moralnego trudu, zajmować się segregacją pożytecznego fałszu i nienawistnej prawdy.

Koncesja na nienawiść

Czy wobec tego nienawiść będzie całkowicie zabroniona? I tu znów z pomocą przychodzi nam tolerancja represywna. Nienawiść będzie dozwolona na etapie represji. Ludzie, którzy posługują się „faktami nienawiści” będą karani z nienawiści.

Kto będzie wnioskować o ukaranie? Oprócz wniosków z urzędu będą mogli robić to wszyscy, którzy zauważą zmianę w swoim samopoczuciu pod wpływem faktów. Ochrona przed zetknięciem się z „faktami nienawiści” stanie się prawem człowieka upadłego – koncesjonowanego nazisty, unijnego faszysty, zboczeńca, zwolennika mordowania nienarodzonych i narodzonych dzieci oraz zwolenników ograbienia lub nawet likwidacji osób dorosłych tworzących nawis populacyjny.

Jeżeli ktoś ma ambicję spojrzeć na problem z poziomu duchowego, służę cytatem Jana 8:44

Waszym ojcem jest diabeł i to jego żądze chcecie zaspokajać. On od początku był mordercą i nie wytrwał w prawdzie, ponieważ w nim nie ma prawdy. Kiedy kłamie, przemawia własnym językiem, gdyż jest kłamcą, a nawet ojcem kłamstwa.

Wezwanie „do usunięcia zdjęcia opublikowanego w artykule”. Spór o Collegium Humanum i „Uczelnię Varsowia”.

Wezwanie „do usunięcia zdjęcia opublikowanego w artykule”

Tu było zdjęcie budynku, którego usunięcia domagał się ode mnie adwokat „Uczelni Varsowia”, jak się przedstawia. No to usunąłem.

Ale przecież w Wikipedii jest to zdjęcie, czemu się obecne władze Uczelni Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovia” wstydzą – nie wiem.

Oto cytat z Wikipedii:

Uczelnia Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovia” – uczelnia niepubliczna z siedzibą w Warszawie, założona 12 lipca 2018 roku i do czerwca 2024 roku nosząca nazwę Collegium Humanum – Szkoła Główna Menedżerska w Warszawie. Wikipedia

===========================================================

Sprawa tego okropnego skandalu już przycicha, nie wiem więc, po co Uczelnia Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovia” znów to wyciąga? Czyżby nie znali żałosnej historii pani Streisand?

Por: Efekt Streisand – rodzaj internetowego zjawiska, w którym na skutek prób cenzurowania lub usuwania…

=============================================================

Nie żyje były prorektor Collegium Humanum. Kolejna śmierć w trakcie trwania [wleczenia się] śledztwa.

Nie żyje były prorektor Collegium Humanum. Zmarł w trakcie trwania śledztwa

4 October 2025 nie-zyje-byly-prorektor-collegium-humanum-zmarl-w-trakcie-trwania-sledztwa

3 października w Warszawie odnaleziono martwego Pawła Dulskiego, byłego prorektora Collegium Humanum i bliskiego współpracownika Pawła Cz., oskarżonego w aferze uczelnianej. [To Cz—–, nie ma co udawać ukrywanie nazwiska. Wszyscy je znają ! Ja postanowiłem ukryć, bo „domagają się” jacyś jego {?] prawnicy. md]

====================================================

Nie żyje były prorektor Collegium Humanum. Kolejna śmierć w trakcie trwania [wleczenia się] śledztwa.

Ciało znaleziono w jego mieszkaniu przy ul. Puławskiej. Sprawa toczy się w czasie, gdy prokuratura kontynuuje postępowanie wobec kilkudziesięciu osób związanych z nieprawidłowościami w Collegium Humanum.

Jak potwierdziła aspirant sztabowy Marta Harberska, rzecznik prasowy Komendanta Rejonowego Policji Warszawa II (Mokotów), policja „miała interwencję przy ulicy Puławskiej w Warszawie u osoby w kryzysie emocjonalnym”.

Paweł Dulski był bliskim współpracownikiem byłego rektora Collegium Humanum, Pawła Cz., któremu prokuratura postawiła 75 zarzutów. Sprawa dotyczy działalności przestępczej obejmującej m.in. przyjmowanie korzyści majątkowych w zamian za wydawanie dyplomów, kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz nadużycia w relacjach służbowych.

Śledztwo w sprawie Collegium Humanum prowadzi katowicki wydział Prokuratury Krajowej oraz Delegatura Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Rzeszowie. Postępowanie trwa od 2022 r. i obejmuje setki tomów akt, tysiące dokumentów oraz korespondencji. Do maja 2024 r. zatrzymano pięć osób, które otrzymały zarzuty korupcji i poświadczania nieprawdy. Łącznie w całym postępowaniu przedstawiono 369 zarzutów wobec 68 podejrzanych.

Collegium Humanum, założone w Warszawie w 2018 r., oferowało szybkie kursy typu MBA oraz inne programy umożliwiające łatwe zdobywanie dyplomów przydatnych do awansu na kierownicze stanowiska, w tym w spółkach Skarbu Państwa. Uczelnia została przemianowana w połowie 2024 r. na Uczelnię Biznesu i Nauk Stosowanych „Varsovia”. Dyplomy takie pozwalały uniknąć kandydatom zdawania trudnego egzaminu.

W sprawie zarzuty usłyszało kilkadziesiąt osób. Sam były rektor Paweł Cz. podejrzanej uczelni usłyszał łącznie kilkadziesiąt zarzutów. Jak informowaliśmy na naszym portalu, pod koniec października 2024 r. zatrzymano między innymi trzy Ukrainki z uczelni wyższej w Odessie, które w zamian za korzyść majątkową chciały uzyskać dokumenty potwierdzające ukończenie studiów w Collegium Humanum dla ponad 60 osób.

W listopadzie 2024 r. Paweł Cz. opuścił areszt [!!! md] po dziewięciu miesiącach. Prokuratura Krajowa nie wystąpiła wówczas o przedłużenie tymczasowego aresztu, co umożliwiło jego wyjście na wolność po wpłaceniu 2 mln zł poręczenia majątkowego. W tym samym czasie Paweł Cz. utracił stopień doktora nauk teologicznych w zakresie historii, nadany przez Chrześcijańską Akademię Teologiczną w Warszawie. Na byłego rektora nałożono środki zapobiegawcze, w tym dozór policyjny dwa razy w tygodniu, zakaz opuszczania kraju oraz zakaz kontaktu z pracownikami uczelni.

W czerwcu informowaliśmy, że Prokuratura Krajowa potwierdziła zmianę zarzutów wobec Jacka Sutryka, prezydenta Wrocławia, w śledztwie dotyczącym afery Collegium Humanum. Sprawa dotyczy nienależnego pobierania wynagrodzenia oraz sfałszowania dokumentów związanych z dyplomem MBA. Jak poinformowała portal RadioZET.pl prokurator Katarzyna Calów-Jaszewska, zmieniono wartość zarzucanej kwoty, jaką Sutryk miał uzyskać z tytułu zasiadania w radzie nadzorczej spółki w Tychach. Nowa wartość wynosi 287 371 zł brutto, podczas gdy wcześniej była to suma 23 302 zł.

W kolejnych miesiącach śledczy kierowali zarzuty wobec następnych osób — w lutym 2025 r. wobec Błażeja Spychalskiego i jego żony Sandry, a w marcu wobec dwóch byłych komendantów Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej, byłego zastępcy komendanta głównego oraz byłego dyrektora ds. kształcenia studentów w Szkole Głównej Służby Pożarniczej. W maju zarzuty usłyszał były prorektor Collegium Humanum Taras G., a także pięć innych osób.

W czerwcu 2025 r. zatrzymano i przedstawiono zarzuty kolejnej osobie pełniącej funkcję prorektora prywatnej uczelni. Prokuratura poinformowała wtedy o 372 zarzutach postawionych 72 podejrzanym.

Czytaj: Media: Michał Kołodziejczak zapłacił za dyplom Collegium Humanum

Zobacz także: Świadek popełnił samobójstwo w policyjnym konwoju. Według mediów miał być przesłuchiwany w sprawie Collegium Humanum

Przeczytaj również: Zatrzymano Ukraińca – prorektora Collegium Humanum. Mógł wystawić ponad 2,4 tys. lewych dyplomów

Efekt Streisand – rodzaj internetowego zjawiska, w którym na skutek prób cenzurowania lub usuwania…

https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Streisand

Efekt Streisand – rodzaj internetowego zjawiska, w którym na skutek prób cenzurowania lub usuwania pewnych informacji (plików, zdjęć czy całych stron internetowych) dochodzi w krótkim czasie do rozpowszechnienia ich wśród szerokiej grupy odbiorców, np. poprzez stosowanie tzw. mirrorów bądź poprzez sieci peer-to-peer.

Rozgłos towarzyszący poszukiwaniu takiej, choćby błahej, informacji wpływa na wrażenie zwiększania się jej „wartości” dla potencjalnych odbiorców, co w efekcie przekłada się na wzrost jej popularności.

Fotografia wybrzeża, na której widać dom Barbry Streisand

======================================

Etymologia

Nazwa tego zjawiska wiąże się ze sprawą z 2003, kiedy Barbra Streisand pozwała fotografa Kennetha Adelmana o naruszenie prywatności za umieszczenie zdjęcia lotniczego jej domu w publicznie wystawionej kolekcji, za co zażądała 50 milionów dolarów odszkodowania[1].

Sąd odrzucił pozew, a Streisand musiała opłacić koszty sądowe wynoszące 177 tysięcy dolarów[2]. Kolekcję Adelmana stanowiło 12 tysięcy zdjęć wybrzeża Kalifornii, które miały dokumentować jego postępującą erozję.

Przykłady

  • W 2007 użytkownik serwisu Digg odkrył, że wszystkie odtwarzacze HD DVD z cyfrowym systemem ochrony praw autorskich AACS posiadały system zabezpieczeń, który mógł być złamany przez wprowadzenie ciągu znanego jako 09 F9[3]. Przedstawiciele przemysłu muzycznego próbowali zablokować klucz AACS, usuwając artykuł na Digg (gdzie po raz pierwszy został odkryty). Usunięcie artykułu wywołało gorące dyskusje i rozprzestrzeniło informacje o kodzie.
  • W lutym 2009 opublikowano w internecie film z rozmową Kamila Durczoka, w którym prezenter Faktów używa wulgarnych słów. Telewizja TVN bezskutecznie próbowała zabronić rozpowszechniania nagrania, powołując się na prawa autorskie[4].
  • W 2013 roku francuska służba specjalna DCRI próbowała usunąć artykuł Station hertzienne militaire de Pierre-sur-Haute opisujący wojskową stację radiową Pierre-Sur-Haute we francuskojęzycznej Wikipedii. DCRI wpłynęło na administratora francuskojęzycznej Wikipedii Rémiego Mathisa, aby usunął artykuł. Niemal natychmiastowo artykuł został przywrócony przez innego wikipedystę ze Szwajcarii[5]. W wyniku sporu artykuł stał się najczęściej czytanym artykułem na francuskojęzycznej Wikipedii, a w czasie jednego weekendu uzyskał ponad 120 000 wyświetleń[6]. Został również przetłumaczony na wiele innych języków[7].
  • Pod koniec 2017 roku do Internetu wpłynęło nagranie przerabiające utwór Golec uOrkiestraŚciernisco”. Zespół prawny braci Golec nieskutecznie podjął próby usunięcia nagrania w sieci, co przyczyniło się do szerzenia nienawiści wobec braci Golec[8].
  • W czerwcu 2024 roku Jakub Biel opublikował film, w którym opowiada o piśmie od firmy Biedronka[9]. Prawnicy sieci wezwali Biela do niezwłocznego usunięcia z internetu satyrycznej grafiki zawierającej logotyp oraz hasło „Biedronka – więcej palet w alejkach, niż otwartych kas”. Kreacja była częścią autorskiej serii „Szczere marki”, która pokazywała nieistniejące reklamy firm[10]. Próba cenzury prawem autorskim spotkała się ze sprzeciwem, a temat stał się viralem i w samych mediach osiągnął 3,2 mln zasięgu[11]. Dodatkowo sprawa była omawiana w mediach społecznościowych, na streamach czy kanałach commentary na YouTube[12]. Temat w formie real-time marketingu wykorzystała konkurencyjna firma Lidl, która opublikowała kreację sugerującą, że Jakub robi zakupy właśnie w niemieckiej sieci[13].
  • W styczniu 2025 Roman Giertych na portalu X zasugerował skierowanie do sądu spraw internautów udostępniających link do filmu Leszka Kraskowskiego, który wiąże go ze sprawą spółki Polnord. Skutkiem tego link do filmu udostępniano masowo i został wyświetlony w ciągu kilku pierwszych godzin około 30 tys. razy[14].

85 lat temu Niemcy zniszczyli pomnik Adama Mickiewicza w Krakowie

Okupacja niemiecka

85 lat temu Niemcy zniszczyli pomnik Adama Mickiewicza w Krakowie

17.08.2025 https://dzieje.pl/wiadomosci/85-lat-temu-niemcy-zniszczyli-pomnik-adama-mickiewicza-w-krakowie

Pomnik Adama Mickiewicza na Rynku w Krakowie, 27 stycznia 2025 r. Fot. PAP/Darek DelmanowiczPomnik Adama Mickiewicza na Rynku w Krakowie, 27 stycznia 2025 r. Fot. PAP/Darek Delmanowicz

17 sierpnia 1940 r. Niemcy zniszczyli pomnik Adama Mickiewicza stojący na krakowskim Rynku od 1898 r. Wcześniej, w listopadzie 1939 r. zdemontowali pomnik Grunwaldzki na pl. Matejki a 17 lutego 1940 r., zburzyli monument Tadeusza Kościuszki na Wawelu.

„Po Grunwaldzie i Kościuszce przyszła kolej na Mickiewicza. Wandalska furia rzuciła się na pomnik wieszcza na Rynku. W biały dzień w południe przyniesiono narzędzia, windy i strącono z piedestału wszystkie figury — jakby z jakąś utajoną pasją, czy chęcią prowokacji” – napisał w swoich wspomnieniach pt. „Niemcy w Krakowie: dziennik 1 IX 1939 – 18 I 1945” (2010) Edward Kubalski (1872-1958), krakowski prawnik i samorządowiec. „Widziałem statuę wieszcza, jakby ponowne zwłoki leżące boleśnie na lewym ramieniu z nadtłuczonym wierzchołkiem czaszki” – dodał.

Wedle Kubalskiego zburzenie pomnika Mickiewicza było elementem przygotowań do wizyty Hitlera w Krakowie, która miała nastąpić 1 września lub 14 października 1940 roku, a do której ostatecznie nigdy nie doszło. „W szerszym natomiast kontekście stanowiła kolejny i nie ostatni etap demonstracji siły okupanta, nieliczenia się z polskimi symbolami narodowymi i stopniowego czynienia z Krakowa miasta niemieckiego” – czytamy na stronie „Wirtualne Muzea Małopolski”.

Usuwanie Mickiewicza z krakowskiego rynku trwało pięć dni. Figury wieszcza oraz postaci symbolizujących Ojczyznę, Męstwo, Naukę i Poezję zwalono i rozbito a sam cokół wysadzono w powietrze. „Tłumy stały dookoła kordonu policji, kobiety płakały głośno. Rozpędzano je co jakiś czas, bijąc i aresztując licznych fotografów. Nawiasem mówiąc, akcja ta, jak wiele poczynań okupanta, minęła się z celem, gdyż w dwa dni potem Kraków był w posiadaniu kilkunastu zdjęć padającego posągu, a chłopcy pod Sukiennicami podchodzili do osób wzbudzających ich zaufanie i sprzedawali dość drogo pocztówki: »Mickiewica, co się przewroco«” – zanotowała historyczka Karolina Lanckorońska (1898-2002) we „Wspomnieniach wojennych 22 IX 1939 – 5 IV 1945” (2001).

„Spokojny Kraków był wstrząśnięty do głębi – po raz pierwszy »wściekli się« ludzie prości, którym na początku Niemcy wyraźnie imponowali” – oceniła.

„Służąca Dzidzi Krzeczunowicz, analfabetka, płakała trzy dni, choć trudno było przypuszczać, że »Improwizacja« czy »Pan Tadeusz« były jej własnością duchową. Zapytana przez Dzidzię o powód tej rozpaczy, odpowiedziała: »Okropnie mnie obrazili«” – przywołała Lanckorońska opowieść swojej przyjaciółki.

„Z pewnością nie wszyscy w ogóle zdawali sobie sprawę z tego, czym naprawdę jest Mickiewicz. Zrozumieli go w istocie dopiero wtedy, gdy strącony z pomnika, wstąpił do ich serc” – zapisał z kolei Zygmunt Nowakowski ( 1891-1963) pisarz, dziennikarz i reżyser („Mój Kraków i inne wspomnienia”, 1994). „Pomnik runął większy, niż stał” – skomentował.

Kraków 08.1940. Niemcy okupujący miasto obalają pomnik Adama Mickiewicza znajdujący się na Rynku Głównym. amw/mo PAP/CAF

Pomnik Adama Mickiewicza według projektu Teodora Rygiera stanął na Rynku Głównym w 26 czerwca 1898 roku. Jego odsłonięcie poprzedziły lata starań i publicznych dyskusji.

„Najprawdopodobniej idea wystawienia pomnika Mickiewicza w Galicji zrodziła się już w roku 1869, kiedy to na bankiecie danym we Lwowie na cześć Karola Libelta historyk Henryk Szmitt miał powiedzieć: „Jeśli naród chce żyć – powinien czcić wielkich ludzi […] złóżmy się na pomnik tego, który zawołał: »Hej, ramię do ramienia«, jednocześnie, w tym samym czasie, za zgodą prezydenta Krakowa Józefa Dietla, ogłoszono zbieranie składek. Co ciekawe, w pierwotnej wersji na pomniku miały stać postaci Mickiewicza i Słowackiego, jednak dopiero kilka lat później idea pomnika wieszcza odżyła w środowiskach akademickich Krakowa, dzięki czemu w roku 1879, w trakcie obchodzonego hucznie w królewskim mieście jubileuszu 50-lecia pracy pisarskiej Józefa Ignacego Kraszewskiego, powstał pierwszy komitet pomnikowy, którego honorowym kuratorem został autor »Starej baśni«, zaś przewodniczącym prezydent Krakowa Mikołaj Zyblikiewicz” – napisał Waldemar Okoń, poeta i historyk sztuki w artykule pt. „O krakowskim pomniku Adama Mickiewicza raz jeszcze” (2006).

„W roku 1881 ogłoszono tzw. konkurs przygotowawczy na pomnik Mickiewicza, a regulamin tego konkursu, zakładający m.in. stosowanie form »stylu renesansowego«”, wywołał wiele kontrowersji, zarówno wśród krytyków, jak i samych artystów” – dodał.

Ostateczna wersja krakowskiego pomnika Mickiewicza była efektem dopiero trzeciego konkursu, rozstrzygniętego w 1886 roku – co prawda zwyciężył w nim projekt rzeźbiarza Cypriana Godebskiego (1835-1909), przedstawiający Adama Mickiewicza, któremu kobieca postać Sława wręcza wawrzyn. Okazał się jednak zbyt kosztowny i do realizacji przyjęto wizję Teodora Rygiera (1841-1913).

Sama realizacja monumentu miała trwać cztery lata – termin nie został dotrzymany. Pierwszy, ustawiony na Rynku w lecie 1894 roku, pomnik Mickiewicza, wzbudził jednak potężną falę krytyki i kpin, artysta więc na własny koszt – jak podaje Mateusz Dobrowolski na stronie isztuka.edu.pl – poprawił rzeźbę.

Ostatecznie pomnik wieszcza odsłonięto w 1898 roku – przetrwał na Rynku do 17 sierpnia 1940 roku. Po zakończeniu II wojny światowej 12 czerwca 1946 r. dr Tadeusz Gostyński, muzeolog prowadzący w Hamburgu poszukiwania polskich dzwonów, natrafił na przedmieściach na jedną z figur kobiecych z krakowskiego pomnika. „Następnie zaś, po żmudnych poszukiwaniach, w styczniu 1948 r. zlokalizował pozostałe postacie oraz posąg samego poety. Po przywiezieniu ich do Polski zostały złożone w Wilanowie i tam spędziły kilka lat” – przypomniał Paweł Stachnik w artykule pt. „Adam Mickiewicz znowu góruje nad krakowskim Rynkiem, czyli powrót pomnika” („Dziennik Polski”, 2015).

Powojennej rekonstrukcji monumentu dokonał rzeźbiarz Stanisław Popławski (1886-1959). Ponowne odsłonięcie nastąpiło 26 listopada 1955 roku, w setną rocznicę śmierci Adama Mickiewicza. „Zburzony przez hitlerowskiego okupanta, wywieziony do obozu koncentracyjnego złomu w Hamburgu, wrócił oto znowu i wznosi się wysoko przed nami. I znowu prosty człowiek przechodząc pomimo wzniesie głowę i patrząc w rysy tej twarzy uprzytomni sobie: oto wielki poeta i człowiek, oto wódz narodu” – powiedział podczas uroczystości prof. Stanisław Pigoń.

„Znowu go postawiono pomiędzy zabytki i stoi sobie kochany i brzydki” – skomentował powrót „Adasia” na krakowski Rynek Jan Sztaudynger. (PAP)

Paweł Tomczyk

Kotula nie wiedziała, kto napisał hymn Polski

Kompromitacja! Kotula nie wiedziała, kto napisał hymn Polski

 https://wpolityce.pl/polityka/742993-kompromitacja-kotula-nie-wiedziala-kto-napisal-hymn-polski

Mateusz Wiktorowicz, tiktoker, któremu zdarza się zadawać politykom pytania w Sejmie, tym razem zapytał byłą minister do spraw równości, obecnie sekretarza stanu w KPRM Katarzynę Kotulę o to, kto jest autorem słów polskiego hymnu, czyli Mazurka Dąbrowskiego. Okazało się, że to pytanie przerosło wiceminister z rządu Donalda Tuska.

Kto napisał hymn Polski? — zapytał Katarzynę Kotulę tiktoker Mateusz Wiktorowicz.

Jezu, teraz… W

— rzuciła w odpowiedzi zaskoczona polityk Lewicy.

Tak, na „W”. Józef — podpowiedział tiktoker, ale to nie wystarczyło do tego, by Kotula udzieliła poprawnej odpowiedzi.

„Wiem, że Józef, bo mój tata ma na imię Józef”

Ja wiem, że Józef, bo mój tata ma na imię Józef i mój teść ma na imię Józef — tłumaczyła się była minister ds. równości.

Chcę powiedzieć Wysocki, a w ogóle w głowie mam nazwisko dziennikarza, nie powiem go głośno, bo idę do niego na wywiad i on mi brzęczy po prostu, więc w głowie gdzieś Wyspiański, Wysocki i tak idzie — brnęła dalej Kotula.

Józef Wybicki — tak tiktoker zdradził w końcu biednej obecnej wiceminister w rządzie Tuska.

Myślałam o redaktorze Witwickim — wypaliła z kolei polityk Lewicy, wspominając nazwisko redaktora naczelnego portalu Interia.pl oraz szefa pionu publicystyki Telewizji Polsat.

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/742993-kompromitacja-kotula-nie-wiedziala-kto-napisal-hymn-polski

Lewiatan pożera rodzinę – niemal w całej UE

Lewiatan pożera rodzinę – niemal w całej UE

https://pch24.pl/lewiatan-pozera-rodzine-niemal-w-calej-ue

Rodzina – najstarsza wspólnota ludzkości – w Europie coraz częściej podlega biurokratycznej kontroli. Od odbierania dzieci po podatki – ingerencja państwa staje się już regułą. A skutki widać gołym okiem: kryzys demograficzny i gospodarczy.

Sytuacja demograficzna Unii Europejskiej jest dramatyczna. W 2023 r. dzietność spadła do 1,38 dziecka na kobietę – najniżej od dekad. Tymczasem, aby zapewnić zastępowalność pokoleń średnio na kobietę w wieku rozrodczym powinno przypadać ok. 2,1 dziecka.

„Pandemia” tylko przyspieszyła ten negatywny trend: po krótkim odbiciu w 2021 r. nastąpił kolejny spadek. Obecnie aż osiem państw UE – m.in. Hiszpania, Włochy, Malta i Polska – znajduje się w strefie kryzysowej.

Niestety UE i poszczególne jej państwa, zamiast chronić rodzinę, ingerują w jej życie.

Odbieranie dzieci

Najbardziej drastycznym przejawem naruszania przez państwo praw rodziny jest odbieranie dzieci od ich matek i ojców. W 2023 r. niemieckie Jugendämter potwierdziły ponad 63 tys. takich przypadków – o 1,4 tys. więcej niż rok wcześniej. Dane te pokazują skalę problemu i przeciążenie instytucji.  Urzędnicy, przygnieceni tysiącami spraw, działają pod presją. W efekcie jedne dzieci mogą pozostawać bez ochrony, inne zaś są zabierane zbyt pochopnie. To zaś może prowadzić do tragedii na ogromną skalę.

Jeszcze bardziej niepokojąca jest sytuacja w Danii. W tym kraju stosuje się kontrowersyjne testy psychologiczne tzw. forældrekompetenceundersøgelse (FKU), służące badaniu kompetencji rodziców… przed narodzeniem dziecka. W przypadku słabego wyniku urzędnicy mogą nawet odbierać dzieci natychmiast po narodzinach. Tak było w przypadku Keiry Alexandry Kronvold, której córeczkę urzędnicy zabrali dwie godziny po porodzie. Podobny los spotkał Qupalu Platou, której odebrano dwuletnie bliźniaki. Równie bulwersujące jest to, że w tego typu przypadkach rodzice otrzymują prawo do kontaktu ze swoimi dziećmi przez zaledwie dwie godziny w miesiącu.

Testy te prowadzą de facto do dyskryminacji na tle etnicznym. Są bowiem kulturowo niedopasowane do realiów grenlandzkich Inuitów i przyczyniają się do częstszego odbierania im pociech. Dzieci odbiera się aż z 5,6 proc. rodzin grenlandzkich, a z rodzin nordyckich mniej niż 1 proc. Nic dziwnego zatem, że Duński Instytut Praw Człowieka w 2024 r. przestrzegał przed tą praktyką.

Z kolei w innym kraju skandynawskim, jakim jest Norwegia, która choć nie należy do UE, to drastyczne naruszanie praw rodziców jest również na porządku dziennym. Zajmuje się tym Barnevernet, czyli norweska służba ochrony nieletnich. Instytucja ta z założenia ma chronić najmłodszych przed zaniedbaniem czy przemocą, ale w praktyce dopuszcza się często działań godzących w prawo naturalne. Takich jak odbieranie dzieci rodzinom, których zwyczaje wychowawcze różnią się od norweskich.

Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie stwierdzał, że decyzje o odebraniu dzieci były podejmowane pochopnie i z naruszeniem prawa rodziny do życia prywatnego. Coraz częściej zdarza się, że rodziny uciekają z Norwegii, by uniknąć interwencji Barnevernet.

Trudno jednak liczyć na szybkie rozwiązanie problemu. Norweski system tzw. pomocy rodzinie to także wielki biznes. Prywatne firmy zajmujące się pieczą zastępczą zarabiają miliony, tworząc układ publiczno-prywatny, w którym dramat biologicznych rodziców staje się źródłem zysków.

System, który miał bronić, coraz częściej działa jak mechanizm odbierania rodzinom ich naturalnych praw. Tak oto w imię obrony praw dziecka rozbija się rodziny. I to w krajach uchodzących za wzory cywilizacji.

Edukacja domowa

Choć odbieranie dzieci rodzicom wciąż nie jest powszechne w całej UE, to uniemożliwianie decydowania o edukacji już tak. A na dodatek niektóre państwa zaostrzyły ostatnio jeszcze swą politykę w tej sprawie. I tak we Francji edukacja domowa, dawniej uznawana za naturalne prawo rodziców, została w 2021 r. zamieniona w system pozwoleń.

Każdego roku zainteresowani rodzice muszą prosić o zgodę dyrektora placówki (tzw. akademii DASEN), a ta wydawana jest tylko w nielicznych przypadkach – choroby, niepełnosprawności czy ciąży. Skutki nowych przepisów są drastyczne: w ciągu trzech lat liczba dzieci uczących się w domu spadła o połowę (obecnie wynosi ponad 30 tysięcy).

Prawo rodziców do kształcenia w domu staje się problematyczne również w Polsce. Nad Wisłą wydane w połowie 2025 roku rozporządzenie Ministerstwa Edukacji ograniczyło finansowanie edukacji domowej. Pełna subwencja obejmie już nie 200, lecz tylko 96 uczniów. Dla pozostałych przewidziano jedynie część kwoty. Historia jest długa: do 2015 r. edukacja domowa miała 100 proc. subwencji, w latach 2016–2021 spadła do 60 proc., natomiast w 2022 r. podniesiono ją do 80 proc. Spór zaostrzył się w 2021 r., gdy wokół szkół Salomon — placówek wspierających uczniów w edukacji domowej — wybuchły kontrowersje co do zasad ich finansowania (ostatecznie te placówki zamknięto).

Rodzina a internet

Państwa nie zadowalają się tylko kontrolą nad miejscem pobytu dzieci i przekazywanymi im wartościami. Coraz bardziej też ingerują w przestrzeń internetu. I tak w lutym 2024 r. Francja uchwaliła ustawę o prawie do wizerunku dzieci. Do katalogu władzy rodzicielskiej dopisano „życie prywatne” – obok bezpieczeństwa i zdrowia. Państwo w ten sposób reguluje choćby możliwość publikowania zdjęć czy filmików z dziećmi w internecie.

Gdy rodzice nie dojdą do porozumienia w tej sprawie, wówczas decyzję podejmie sąd. Może na przykład zakazać jednemu z rodziców publikowania zdjęć bez zgody drugiego. Rodzice, co prawda, wciąż mogą wrzucać do sieci materiały pokazujące dzieci poniżej 13 roku życia, lecz wystarczy, że sędzia uzna, że jest to naruszenie „godności” dziecka, a wtedy materiały zostaną ocenzurowane. Równolegle wprowadzono tzw., cyfrową pełnoletność” – młodzież do 15. roku życia nie może założyć konta w mediach społecznościowych bez zgody rodziców.

Powód? Ochrona przed „sharentingiem” – nadmiernym dzieleniem się zdjęciami dzieci. Cel skądinąd słuszny, ale o nadużycia nietrudno. Jest to kolejny przykład tego, jak pod hasłem ochrony dziecka państwo przesuwa granicę kontroli nad życiem rodzinnym.

Chat Control a wolność rodzin

Jeszcze bardziej niepokojące i to na skalę całej UE są przepisy w ramach rozporządzenia CSAM, projektu legislacyjnego Komisji Europejskiej z maja 2022 r. Często określany jest on w debacie publicznej jako „Chat Control”, ponieważ przewiduje m.in. skanowanie prywatnych wiadomości i plików w poszukiwaniu materiałów związanych z seksualnym wykorzystaniem dzieci.

I znowu – zamiar skądinąd słuszny. Ale w praktyce Chat Control oznacza automatyczne skanowanie każdej prywatnej wiadomości, zdjęcia i pliku – nawet bez podejrzenia przestępstwa. Wymaga też osłabienia szyfrowania, co otwiera drogę hakerom, przestępcom czy wrogim państwom do przechwycenia danych finansowych, medycznych i osobistych milionów ludzi. To mechanizm sprzeczny z podstawowymi prawami obywateli. Unia stawia się w roli cyfrowego strażnika wychowania, zastępując rodziców w kontrolowaniu tego, co piszą ich dzieci.

Nic dziwnego, że sprawa budzi gorące spory: 18 września 2025 r. według FightChatControl.eu regulację popierało 14 państw UE, 9 było przeciw, 4 zaś wciąż się wahały. Debata na ten temat jeszcze się nie zakończyła.

Polityka prorodzinna

Na tle państw europejskich przeciwstawiających się biurokratycznej i niekorzystnej ingerencji w rodzinę zdecydowanie wyróżniają się Węgry. Dokonane tam zmiany konstytucyjne z kwietnia 2025 r. wpisują się w szerszy trend redefiniowania roli państwa wobec rodziny i tożsamości. Rząd Viktora Orbána jasno zapisał, że małżeństwo to wspólnota mężczyzny i kobiety, a „ojciec jest mężczyzną, matka kobietą”. Konstytucja głosi też, że rodzina jest podstawą przetrwania narodu, a prawo dziecka do rozwoju fizycznego, psychicznego i moralnego ma pierwszeństwo przed innymi prawami – poza prawem do życia.

Kraj ten wdraża także kolejne korzystne dla rodzin zmiany podatkowe. W maju 2025 r. rząd Viktora Orbána wprowadził bowiem dożywotnie zwolnienie z podatku dochodowego dla matek wychowujących co najmniej dwoje dzieci. Matki z jednym dzieckiem nie będą płacić podatku do 30. roku życia, z dwójką dzieci już bezterminowo – od 2026 r., a z trójką i większą liczbą dzieci – od października 2025 r. Z rozwiązania skorzysta nawet 850 tys. kobiet. Orbán nazwał to „największą obniżką podatków w całym zachodnim świecie”. I to jest droga, którą warto podążać. Nie rozdawnictwo, lecz ulgi fiskalne.

Podatki

Decyzje Orbana w sprawach podatkowych są istotne, gdyż to właśnie obciążenia fiskalne bezpośrednio decydują o tym, ile rodzinie zostaje na życie i wychowanie dzieci. A różnice w Europie są uderzające. Na przykład w modelu z jednym żywicielem i dwójką dzieci obciążenie potrafi być ujemne: minus 12,8% na Słowacji, minus 0,1% w Niemczech, czyli państwo oddaje więcej, niż pobiera. Tymczasem w Danii taka sama rodzina płaci 32% podatku, a w Szwecji stawki też przewyższają średnie OECD i UE.

W Polsce symboliczny dzień wolności podatkowej w ostatnich latach przypada coraz później. I tak w 2022 r. przypadał on 13 czerwca, w 2023 r. – 20 czerwca, w 2024 r. – 28 czerwca, a w 2025 r. dopiero 4 lipca – najpóźniej w historii. Z każdym rokiem coraz większa część pracy rodziców idzie więc na utrzymanie państwa, a nie własnych dzieci.

W sytuacji, gdy lwią część środków zabiera państwo, niezależność finansowa rodzin jest zagrożona. W efekcie rodzicom pozostaje mniej czasu dla dzieci i często muszą oni korzystać z pomocy państwa. A ono zaś płaci i wymaga.

Bez wolności rodziny – także tej ekonomicznej – Europa nie podźwignie się z zapaści demograficznej. Pozostanie kontynentem starzejących się społeczeństw i gasnącej innowacyjności.

Stanisław Bukłowicz

13.10.2025 Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu, Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

13.10.2025 Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu, Różaniec święty i Msza Święta za Ojczyznę

12/10/2025 przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam, Chryste!

Jutro, w rocznicę objawienia się «Pięknej Pani» z Fatimy jako Matki Boskiej Różańcowej przez cud tańczącego słońca („największy cud, jaki kiedykolwiek oglądano”, jak powiedział legat papieski kard. Tedeschini w swej homilii wygłoszonej tam 13.X.1951 r.) w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów odbędzie się comiesięczne czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15, które potrwa do nabożeństwa różańcowego o godz. 17:30, po czym będzie sprawowana comiesięczna Msza św. za Ojczyznę, a po niej rozpocznie się ostatnie w tym roku nabożeństwo fatimskie. Jutro też rozpocznie się w Gdańsku 3-dniowe zebranie plenarne KEP. Dlatego oprócz stałej intencji: o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu, będziemy szczególnie modlić się za naszych Pasterzy, aby uwierzyli w rękojmię zwycięstwa, jaką 13 października 1917 r. dała nam Matka Boska Różańcowa, i aby dojrzało w nich przekonanie, że najmocniejszym argumentem przeciwko szerzonej rewolucji sodomskiej są Jasnogórskie Śluby Narodu, a najskuteczniejszym sposobem zażegnania tego zagrożenia jest Krucjata Różańcowa o ich wypełnienie.  

Sursum corda!

MP

Sunday Strip: Rules are Relative

Sunday Strip: Rules are Relative

Until they aren’t

ROBERT W MALONE MD, M SOCT 12




Rules are rules…



Take two… when the rules are not the rules?




Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share









Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work here and elsewhere, consider becoming a paid subscriber.

Upgrade to paid








Na krzyżu pluszowym i zwyczajnym

Na krzyżu pluszowym i zwyczajnym

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    12 października 2025 Michalkiewicz

Letni śródziemnomorski piknik aktywistów, dla którego pretekstem było przekazanie pomocy humanitarnej Palestyńczykom mordowanym przez wojsko izraelskie w Strefie Gazy, zakończył się wesołym oberkiem – tym weselszym, że zaprawionym nutką martyrologii. Wielce Czcigodny Franciszek Sterczewski już w momencie wejścia izraelskich żołnierzy, którzy na wodach międzynarodowych otoczyli konwój z piknikującymi aktywistami, na pokład niektórych statków konwoju, poinformował świat, że został „porwany”. Podobnie panna Greta Thunberg, którą można już chyba uznać za aktywistkę zawodową, poskarżyła się, że w izraelskim więzieniu, do którego aresztowani aktywiści zostali skierowani, „nie ma dostępu” do żywności oraz wody, a poza tym – w celi, do której Żydowie ją wtrącili, są pluskwy. Nie wiadomo, czy chodzi o insekty, czy o pluskwy z „Pegasusa” – bo przypuszczam, że te ostatnie są w każdym izraelskim więzieniu i w ogóle – w każdym pomieszczeniu – a może i o jedne i o drugie.

Z pluskwami bowiem podobno trudno jest walczyć i w związku z tym – lepiej się do nich przyzwyczaić. Melchior Wańkowicz wspomina, jak to będąc w Stambule „stanął” w niewielkim hoteliku i w nocy obudziły go pluskwy. Nie mogąc dać sobie z nimi rady, zszedł do portierni. Portierem okazał się biały Rosjanin, więc Wańkowicz przemówił doń po rosyjsku: „czort znajet, kłopy” – na co tamten ochoczo podjął temat: „da, ani prokliatyje, kak abliezut…!” – ale żadnej rady, jak się ich pozbyć – nie dał.

Ten wątek martyrologiczny wkrótce się zresztą skończy, bo – jak słychać – Żydowie już wynajęli miejsca w pasażerskich samolotach, którymi deportują aktywistów do ich nieszczęśliwych krajów – bo za bilety będą chyba musieli zapłacić podatnicy, którym Żydowie przedstawią rachunki. Wyobrażam sobie, że Wielce Czcigodny Franciszek Sterczewski zostanie w warszawskim Knesejmie powitany owacją na stojąco, niczym Beniamin Netanjahu w amerykańskim Kongresie – jako męczennik walki o pokój – bo nic innego nasi Umiłowani Przywódcy bezcennemu Izraelowi nie ośmielą się zrobić. Nawet Książę-Małżonek, co to do wyższych wspina się grządek, tym razem nie robił groźnych min, tylko poinformował, że żadnych zakładników na wymianę nie ma. To nie do końca prawda, bo gdyby tak na przykład kazał aresztować, dajmy na to, pana prof. Jana Hartmana, albo pana prof. Jana Woleńskiego (właśc. Hertricha), to już dwóch zakładników na wymianę by miał – ale gdzie by tam się na coś takiego odważył!

Tymczasem w Strefie Gazy sytuacja jest niejasna. Wprawdzie złowrogi Hamas niby zgodził się na zbawienny plan prezydenta Donalda Trumpa – ale niezupełnie. Na przykład zgodził się wydać zakładników „żywych i martwych” bezcennemu Izraelowi – ale już sprawę rozbrojenia chciałby negocjować, podobnie, jak kwestię władzy nad Strefą Gazy. Owszem, może się rozbroić – ale tylko w ten sposób, że przekaże swoją broń władzom palestyńskim, które nad Strefą Gazy mają sprawować władzę suwerenną – a nie żadnej „Radzie Pokoju” – o której w swoim planie mówił prezydent Trump. Podobno bezcenny Izrael „analizuje” – co wynika z tej odpowiedzi Hamasu, ale nie bardzo mi się chce w to wierzyć. Podejrzewam bowiem, że ten cały plan został dyskretnie zasuflowany prezydentowi Trumpowi przez stronę izraelską w nadziei, że z tych 20 punktów zostanie zrealizowany na pewno jeden, ewentualnie – dwa. Pierwszy – że Hamas odda zakładników – a drugi – że jak będzie kręcił nosem na resztę zbawiennego planu, to Izrael oskarży go o sabotowanie procesu pokojowego i w ogóle – granie na zwłokę – a gdy opinia światowa zostanie przez Judenraty wszystkich krajów przekonana o winie Hamasu – to nie będzie innej rady, tylko prezydent Trump będzie musiał zapalić Izraelowi zielone światło dla dokończenia operacji ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej, przynajmniej w Strefie Gazy.

Myślę, że premierowi izraelskiego rządu jedności narodowej o to właśnie chodziło – żeby dla operacji ostatecznego rozwiązania uzyskać międzynarodową sankcję, albo przynajmniej jej pozór, tak, by już żadna Schwein nie pyskowała, by pozbawić Izraela uczestnictwa w Eurowizji, czy europejskich rozgrywkach sportowych – bo na żadne poważniejsze kroki w rodzaju np. sankcji, żadne demokratyczne eunuchy się przecież nie odważą. Co premier Netanjahu – poza pokojową Nagrodą Nobla – obiecał prezydentu Trumpu za firmowanie tego zbawiennego planu pokojowego – tego się wkrótce dowiemy, zgodnie z odkryciem uczonych radzieckich w kwestii przewidywania przyszłości – że wystarczy trochę poczekać. W szczególności ciekawe będzie, czy amerykańscy płomienni szermierze prawdy i praworządności z Partii Demokratycznej nadal będą grzebać przy „liście Epsteina”, czy też dostaną wiadomość: wiecie, rozumiecie, czy wy nie macie większych zmartwień? Cieszcie się, że żywi, zdrowi – i nie pchajcie nosa między drzwi, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.

Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj stoi w rozkroku z powodu niepewności, czy ma być sługą narodu ukraińskiego – co chyba zostało przez Naszych Sojuszników zatwierdzone – czy też przede wszystkim służyć szlachetnemu narodowi niemieckiemu. Rozkrok nastąpił w momencie, gdy niemiecki trybunał w Karlsruhe zażądał od Polski wydania obywatela Wołodymira Ż. który podejrzewany jest przez niemieckich śledczych o wysadzenie w powietrze bałtyckich gazociągów. Najpierw niezawisły sąd wprawdzie powinność swej służby zrozumiał, ale chyba nie do końca – bo umieścił delikwenta w areszcie na 7 dni. Widocznie jednak ktoś starszy i mądrzejszy zwrócił niezawisłemu sądu uwagę, żeby się nie wygłupiał – toteż niezawisły sąd natychmiast się zreflektował i przedłużył Wołodymirowi Ż. areszt na dni czterdzieści – a jestem prawie pewien, że nie jest to ostatnie słowo – bo jak pan każe – to sługa musi.

Z powodu tego rozkroku Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński uznał, że musi czymś jednak „pięknie się różnić” od obywatela Tuska Donalda, który w służbie narodu ukraińskiemu najwyraźniej nie da się nikomu wyprzedzić i wraz z Księciem-Małżonkiem wpycha Polskę w wojnę z Rosją – ku uldze europejskich państw poważnych, które dzięki temu, że Polska i mocarstwa bałtyckie, które już nie mogą doczekać się wojny z Rosją, niczym karpie – Wigilii Bożego Narodzenia – zostaną wkręcone w maszynkę do mięsa – będą mogły nadal na wojnie na Ukrainie zarabiać. Toteż Naczelnik Państwa, by pięknie się różnić z obywatelem Tuskiem Donaldem, zaczął nam stręczyć „opcję amerykańską” – chociaż na poprzednim etapie stręczył nam Anschluss. Dzięki temu widzimy, że różnica między obozem „dobrej zmiany” a obozem zdrady i zaprzaństwa sprowadza się do tego – komu lepiej się nadstawić.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Najważniejszy przedmiot w klasach 1-3? FILOZOFIA!

Najważniejszy przedmiot w klasach 1-3? FILOZOFIA!

Filip Obara https://pch24.pl/najwazniejszy-przedmiot-w-klasach-1-3-filozofia/

Po co nam wiedza bez umiejętności poznania prawdy i odróżnienia dobra od zła? A dokładnie taką wiedzę przekazuje naszym dzieciom edukacja w systemie przymusu szkolnego. Nie dziw, że wyszedłszy ze szkoły nie możemy się dogadać i wchodzimy w tryby wojny polsko-polskiej, skoro nie rozumiemy podstawowych pojęć, którymi operujemy. Remedium na ten stan rzeczy jest nauka filozofii od lat najmłodszych. Ale nie mam tu na myśli wykładu historii filozofii, tylko przekazanie narzędzi poznawczych i ewentualnie uprawianie filozofii w jej pierwotnym znaczeniu.

Jedną z rzeczy, które zrobiły na mnie ostatnio największe wrażenie, był pewien drobny szczegół z rozmowy dwóch generałów na Kanale Zero. Otóż, jeden z nich powiedział, że żołnierze dysponujących śmiercionośną bronią mają… zajęcia z filozofii.

Tak, żeby ponosić odpowiedzialność za ludzkie życie, które można odebrać jednym ruchem palca, trzeba mieć najpierw ukształtowany rozum i potrafić odróżniać dobro od zła. Właśnie temu służy filozofia.

Z czym do ludzi?

Dyskusje, które jako rodzice odbywaliśmy na temat tzw. „edukacji zdrowotnej” pokazują jak radykalnie różnimy się w pojmowaniu samych nawet już transcendentaliów, a więc najbardziej pierwotnych kategorii: prawdy, dobra i piękna. Jeden rodzic twierdzi, że dobrem dla jego dziecka jest nierozbudzanie przedwcześnie sfery seksualnej i postrzeganie intymności w kontekście małżeństwa, rodziny i odpowiedzialności. Drugi zaś z całym przekonaniem deklaruje, że „dobrem” dla jego dziecka jest przekazanie mu „wiedzy naukowej” na temat tego, że „korekta płci” może być dla niego… „drogą do szczęścia”. Nie zmyślam, usłyszałem takie zdanie od jednego z rodziców.

Kiedy jesteśmy już przy przykładzie nieszczęsnej „edukacji zdrowotnej” (omówienie programu tego przedmiotu zawarłem tu), napotykamy szereg pułapek polegających właśnie na tym, że pod pozornie zrozumiałymi pojęciami umieszcza się zupełnie inne znaczenia. Weźmy pierwsze z brzegu. Co Państwo myślą, kiedy słyszą słowo „samopoznanie”. Ano, pewnie, że człowiek został z natury obdarzony pewnymi cechami (i to są nasze cechy istotowe, wspólne dla wszystkich) i że istnieją pewne zasady, którym powinien się podporządkować; natomiast poza tym każdy posiada swoje cechy indywidualne (przypadłościowe), które sprawiają, że musimy znaleźć naszą własną drogę realizacji swojej natury i sposób na „odnalezienie” się wobec zasad.

To jest normalne rozumienie samopoznania. Ale obecny świat w swoim dążeniu do „wyzwolenia” człowieka spod „więzów” obyczajowych i religijnych rozumie samopoznanie zgoła inaczej. W kontekście „edukacji zdrowotnej” może chodzić na przykład o rozpoznanie do której z „kilkuset płci” w swoim subiektywnym mniemaniu pasujemy. W takiej wizji człowieka nie ma miejsca na posłuszeństwo woli wobec rozumu i zasad, które nasz rozum rozpoznaje. Jest tylko szukanie usprawiedliwień dla własnego wybujałego indywidualizmu. Żadnych obowiązków, które budziłyby w nas poważniejszy egzystencjalny dyskomfort.

Widząc, z jakim zapałem niektórzy rodzice bronią przedmiotu, przy pomocy którego rząd chce indoktrynować i demoralizować ich dzieci, byłem zdumiony, jak głęboka podmiana pojęć musiała się w nich dokonać. Nie wierzę bowiem, że ktoś świadomie chce zła dla swoich dzieci. Nie wierzę, że w normalnej matce może wygasnąć instynkt macierzyński. Sądzę, że ci ludzie zostali tak „sformatowani”, że do głębi swego bazowego rozumienia rzeczywistości przyjęli, że zło jest dobrem, a dobro złem. Wmówiono im, że nie istnieje żadna obiektywna rzeczywistość i żadne uniwersalne prawo, żadna przyrodzona sprawiedliwość, natomiast oni będą ludźmi światowymi (europejskimi) i światłymi, jeżeli będą nadążali za trendami i przestrzegali przepisów i wytycznych, którymi władza polityczna miłościwie opasuje wszystkie dziedziny naszego życia.

A więc: prawda i rozum, dobro i moralność, piękno, prawo i praworządność, sprawiedliwość, władza, posłuszeństwo – to pojęcia, które zostały fundamentalnie wypaczone. A nie mamy wątpliwości, że nie sposób się bez nich obejść? Doliczmy do tego pojęcie, które zostało właściwie usunięte z przestrzeni publicznej, a jest pojęciem podstawowym dla wychowania, dla życia osobistego i społecznego. Chodzi o cnotę, czyli sprawność moralną. Nawyk wykonywania dobrych uczynków. Stałą zdolność do praktykowania dobra. A podstawą dla cnoty jest rozumne poznanie, dzięki któremu odróżniamy dobro od zła i to jemu powinna być posłuszna (znów to okropne posłuszeństwo, którego tak nie lubią liberałowie!) nasza wola w wykonywaniu tego, co dobre.

Bez filozofii ani rusz

Rolą filozofii jest dążenie do poznania istoty rzeczy. Mówimy tu oczywiście o tzw. filozofii realistycznej, na której została ufundowana nasza cywilizacja, a także nasze myślenie religijne w ramach paradygmatu rzymskiego katolicyzmu. Chrześcijaństwo wniosło łaskę, zbawienie, przebaczenie, cnoty nadprzyrodzone itd. – uszlachetniło naturę człowieka i otworzyło mu prostą drogę do Boga, ale – uwaga! – nie wymyśliło tej natury na nowo – ani sposobów jej poznania.

Zasadnicze zręby antropologii i właściwego rozumienia, czym jest życie społecznego i państwowe, dała nam grecka filozofia, głównie w osobie Arystotelesa. Na nim zostało zbudowane chrześcijańskie rozumienie świata w tym, co dotyczy natury. Od filozofów greckich przejęliśmy pojęcie cnoty i zdolność krytycznego myślenia. Filozofia daje nam aparat poznawczy – właśnie ten, którego dziecko potrzebuje, by móc ocenić, czy to, czego się uczy, jest prawdziwe i dobre.

Powtórzę: nie chodzi o wykład na temat koncepcji filozoficznych czy opowiadanie dzieciom, że Tales z Miletu patrzył na gwiazdy, bla, bla, bla… Chodzi o przekazanie – i to ZANIM zaczną poważną naukę przedmiotów w klasie IV – właściwego rozumienia pojęć. To najlepsze, co możemy im dać, żeby nie pogubiły się w świecie.

Co to znaczy być filozofem? Zadawać pytania o naturę rzeczy. Człowiek, w którym rozbudzimy „zmysł filozoficzny” nie da się łatwo oszukać logicznie brzmiącymi, choć nieprawdziwymi, wykładniami. Weźmy przykład posłuszeństwa. Już w czasie nauki katechizmu nasze dzieci dowiadują się, że powinny być pod grzechem posłuszne rodzicom, jednak z jednym wyjątkiem: gdyby rodzice nakazywali coś niemoralnego. Czyli już na tak wczesnym etapie uczymy dziecko, że będąc w wieku rozumu (około siódmego roku życia), nie ma kierować się ślepym posłuszeństwem, ale ma znać zasady i samodzielnie oceniać, czy polecenia są z tymi zasadami zgodne. I uczymy, że przy okazji tego, że kiedy jest grzeczne ze względu na cnotę i rozumne pragnienie dobra, to takie zachowanie ma wartość moralną, natomiast gdyby robiło dobrze tylko ze strachu przed karą, to jest to postawa niewolnika, pozbawiona wartości moralnej. Ostatecznie poznanie natury posłuszeństwa pomaga w jego praktykowaniu.

Arystoteles dzielił nasz rozum na część niższą, zależną od poznania zmysłowego, oraz wyższą – czyli intelekt, zdolny do poznania abstrakcyjnego. Podkreślał, że nie jest możliwe w pełni dobre działanie, jeżeli opieramy się wyłącznie na poznaniu zmysłowym, z pominięciem myślenia nastawionego na rozpoznanie istoty rzeczy. Skąd mamy wiedzieć, jak postąpić dobrze w danej sytuacji (szczególnie bardziej niejednoznacznej), jeżeli nie wiemy, czym jest dobro? 

I nie dziwmy się, że niektórzy robią użytek ze swojej inteligencji, aby bronić mistyfikacji w rodzaju „edukacji zdrowotnej”. Bo, jak podkreśla Arystoteles w Zachęcie do filozofii, „rzeczy, w które jesteśmy wyposażeni do życia, jak np. ciało i to, co należy do ciała służą jako pewnego rodzaju narzędzia, a posługiwanie się nimi jest niebezpieczne; ci bowiem, którzy się nimi posługują w niewłaściwy sposób, uzyskują skutek odwrotny”. I dodaje: „Należy przeto dążyć do zdobycia tej wiedzy i posłużyć się nią w sposób właściwy; dzięki niej bowiem zrobimy dobry użytek z tych wszystkich narzędzi. Musimy więc stać się filozofami, jeżeli chcemy dobrze rządzić państwem i pożytecznie przeżyć życie”.

Używanie zdrowo ukształtowanego intelektu w procesach decyzyjnych zapewnia poprawność sądów. Chodzi o to, by nauczyć nasze dzieci dociekliwości, a tego nie zrobi się wyłącznie w oparciu o praktyczne rozważania. Proces intelektualny nazywa Arystoteles „czystą myślą” albo też „wolną myślą” (nie mylić z wolnomyślicielstwem w nowożytnym rozumieniu!). Czytamy: Czyste myślenie jest zatem lepsze i cenniejsze niż myślenie skierowane ku poszukiwaniu pewnych korzyści. Czyste myślenie jest samo przez się bardziej cenne, a mądrość rozumu jest w tym rodzaju myślenia najcenniejsza, tak jak w myśleniu dla działania najcenniejsza jest mądrość połączona z praktyczną wnikliwością. A więc to, co dobre i cenne, zawarte jest przede wszystkim w filozoficznych dociekaniach, ale oczywiście nie w każdym rodzaju dociekań. Nie każdy bowiem rodzaj dociekań jest cenny w sensie bezwzględnym, lecz tylko taki, który dotyczy naczelnej i kierującej światem zasady. Ten rodzaj myślenia jest ściśle złączony z filozoficzną mądrością i słusznie możemy twierdzić, że jest to mądrość we właściwym znaczeniu.

To właśnie ten rodzaj myślenia każe nam zadawać pytania: Dlaczego mam być posłuszny prawu (poleceniom, zasadom)? Czy to prawo jest sprawiedliwe? Czym jest sprawiedliwość? Co jest miarą prawa, którego mam przestrzegać? Czy istnieje jakieś prawo uniwersalne, z którym prawo państwowe powinno być zgodne? Czym jest prawo naturalne? Co mam zrobić, gdy prawo nakazuje coś, co wydaje się złe? Czy coś może być jednocześnie uznane przez władzę za legalne, ale faktycznie być niemoralne?

Takie ukształtowanie sprawia, że ciekawość dziecka w naturalnej kolei rzeczy prowadzi do idealizmu młodzieńca z jego pragnieniem bezwzględnej słuszności i sprawiedliwości. Tak dawniej wychowywano ludzi szlachetnych i bohaterskich (czego pięknym literackim wzorem jest Staś Tarkowski z W pustyni i w puszczy). Jeżeli chcemy, żeby nasze dziecko wyrosło na człowieka z zasadami, który potrafi kierować się rozumem, a nie porywami namiętności i emocji, który ma kręgosłup moralny, a nie jest wyznawcą tzw. etyki sytuacyjnej, to potrzeba naszego wysiłku.

Nie wystarczy już być normalnym i rozsądnym człowiekiem, ponieważ system, w którym żyjemy represjonuje normalność i rozsądek właśnie dlatego, że stał się wrogi wobec zdrowych zasad filozoficznych, które zbudowały naszą cywilizację. Musimy dać z siebie więcej i wziąć na siebie większą odpowiedzialność.

Czy filozofia jest trudna?

Na to pytanie najlepiej odpowiedzieć słowami samego Filozofa, który w cytowanej już Zachęcie do filozofii stwierdza, żetrudność w opanowaniu filozofii jest czymś znikomym wobec ogromu jej użyteczności”. 

Ale gdzie właściwie tej filozofii szukać? Przede wszystkim we własnym rozumie, bo przecież na nim bazował Arystoteles, gdy tworzył najwspanialszy system rozumienia świata w dziejach ludzkości. Po drugie: w źródłach. Po trzecie: w podręcznikach. Krótko o dwóch ostatnich.

Źródła. Możemy sięgać do dzieł Arystotelesa, by szukać interesujących nas zagadnień i fragmentów: do Etyki nikomachejskiej czy Polityki, a dla bardziej wnikliwych – O duszy. Ale pamiętajmy, że Arystoteles znalazł najwybitniejszego kontynuatora swojej myśli i swojego systemu w osobie św. Tomasza z Akwinu. To on zaadoptował filozofię realistyczną jako model myślenia rzymskiego katolicyzmu, a dodatkowo wzbogacił ją o to wszystko, co wniosło chrześcijaństwo.

Kiedy spojrzymy na obszerność i rozpiętość zagadnień w Sumie Teologicznej, to przekonamy się jak wiele kwestii jest tam bardzo szczegółowo i praktycznie wytłumaczonych. Ponadto, czytanie Sumy daje jeszcze jeden pożytek: uczy myśleć. Zagadnienia zbudowane są na zasadzie postawienia tezy – przeciwstawienia jej antytezy – a następnie rozumowego rozstrzygnięcia (nie mylić z tezą, antytezą i syntezą Hegla). Taka metoda gimnastykuje inteligencję i uczy nie poprzestawać na prostych stwierdzeniach, lecz sięgać do meritum.

Podręczniki. Gdyby ktoś jednak uznał, że zagłębianie się w arkana źródeł przekracza jego możliwości (choćby czasowe), to spieszę uspokoić: nie trzeba sięgać nawet po opracowania filozoficzne (pisane trudniejszym językiem) – dysponujemy bowiem czymś, co dziś należałoby określić jako… ukryty skarb. Chodzi mi katolickie książki i katechizmy, ale pochodzące z czasów sprzed rewolucji Soboru Watykańskiego II, kiedy model tomistyczny stał jeszcze u podstaw całego myślenia i nauczania katolickiego. Pierwszy lepszy przyzwoity przedwojenny katechizm – jak np. doskonały Apologetyczny katechizm katolicki ks. Wincentego Gadowskiego, wznowiony przez wydawnictwo Te Deum – napisany jest na gruncie aparatu intelektualnego zaczerpniętego z greckiej filozofii. Wspomniany katechizm ks. Gadowskiego zawiera mnóstwo praktycznie wytłumaczonych kwestii i sama jego lektura uczy już myślenia w rozumnych i logicznych kategoriach. Ponadto każdy dobry podręcznik życia chrześcijańskiego – jak choćby nieocenione, dwutomowe Życie duchowe św. Józefa Sebastiana Pelczara – pełen jest wykładu cnót i obowiązków (w praktyce: sztuki kształtowania charakteru), który pełnymi garściami czerpie z odkrytego przez Arystotelesa sposobu używania rozumu.

Mam świadomość, że zaledwie musnąłem koniuszkiem palca to arcyważne zagadnienie i już słyszę w głowie zarzuty, na które chętnie bym odpowiedział. Jest też wiele rzeczy do uściślenia, jak granice pomiędzy wykładem religijnym a filozoficznym albo kwestia tego, na ile nasza moralność jako katolików opiera się na rozumnym rozpoznaniu prawa naturalnego, a na ile mamy kierować się wprost objawieniem (o kwestii rozumu pisałem więcej tutaj). Niemniej, mam nadzieję, że udało mi się zachęcić do uprawiania filozofii przynajmniej w jej najbardziej praktycznym wymiarze, sprowadzającym do umiłowania mądrości.

Filip Obara

Lawendowy kret w Agencji Wywiadu? Może pedofilska mafia…

Lawendowy kret w Agencji Wywiadu?

Piotr Woyciechowski dorzeczy/woyciechowski-lawendowy-kret-w-agencji-wywiadu

Piotr Woyciechowski | Prawdopodobnie jest to największy skandal jaki miał miejsce w Agencji Wywiadu od momentu jej powołania.

W historii ostatnich 35 lat służb specjalnych III RP nie odnotowano, aby na najwyższych stanowiskach w służbie wywiadu wojskowego i cywilnego zasiadał funkcjonariusz z zaburzeniami psychicznymi o charakterze pedofilskim.

Płk. Paweł Woźniak, bo o nim mowa – wieloletni funkcjonariusz polskich służb specjalnych, były zastępca Szefa Agencji Wywiadu i zastępca Szefa Służby Wywiadu Wojskowego został prawomocnie skazany za przestępstwo pedofilii na karę 3 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Od kwietnia 2024 odbywa karę w zakładzie karnym.

W maju 2020 Woźniak został zatrzymany pod zarzutem popełnienia przestępstw seksualnych na szkodę swojego małoletniego siostrzeńca. Śledztwo zostało wszczęte na skutek zawiadomienia matki pokrzywdzonego – rodzonej siostry Woźniaka. Proceder wykorzystywania chłopca miał trwać 2 lata. Sąd zastosował wówczas wobec podejrzanego areszt tymczasowy. W momencie zatrzymania Woźniak nie był już funkcjonariuszem AW.

Wyrokiem Sądu Okręgowego w Warszawie z dnia 14 grudnia 2022 został skazany na karę 5 lat pozbawienia wolności z art. 200 § 1 kk. w zbiegu z art. 199 § 2 i 3 kk. Sąd Apelacyjny na skutek apelacji zmniejszył karę z 5 lat pozbawienia wolności do 3 lat i 6 miesięcy. Od Wyroku obrońca Pawła Woźniaka wniósł do Sądu Najwyższego kasację, która postanowieniem SN z dnia 29 stycznia 2025 została oddalona jako oczywiście bezzasadna.

Art. 200 § 1 kk. stanowi, że: „Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 15”.

Paweł Woźniak rozpoczął karierę w służbach specjalnych na początku lat 90. ubiegłego wieku. Służbę zaczął w UOP, a po likwidacji urzędu w 2002 karierę kontynuował w ABW. W 2008 przeszedł do Służby Wywiadu Wojskowego, a w 2011 do Agencji Wywiadu.

Należał do ścisłego kręgu zaufanych współpracowników gen. Macieja Huni, który w 2008 przez pół roku pełnił funkcję Szefa Służby Wywiadu Wojskowego, a w latach 2008 – 2015 był Szefem Agencji Wywiadu. Poznali się w UOP, spotykali się na niwie towarzyskiej, byli przyjaciółmi. Razem służyli w ABW. Kiedy Hunia piął się po szczeblach kariery w UOP, ciągnął za sobą Woźniaka. To właśnie generałowi Huni, Woźniak zawdzięcza zawrotną karierę w polskich służbach specjalnych.

Na wniosek gen. Macieja Huni, Paweł Woźniak został powołany w styczniu 2008 na stanowisko zastępcy Szefa SWW. Sytuacja powtórzyła się gdy Hunia już od trzech lat kierował Agencją Wywiadu. W marcu 2011 ściągnął Woźniaka na swego zastępcą. Z upoważnienia swojego szefa Woźniak nadzorował najważniejszy pion Agencji – mianowicie pion operacyjny. Obaj, Hunia i Woźniak stracili stanowiska w listopadzie 2015 zaraz po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych i powołaniu rządu premier Beaty Szydło.

W wspomnieniowej książce „W cieniu”, płk. Grzegorz Małecki, nowo mianowany Szef AW tak opisywał okoliczności odwołania Pawła Woźniaka, cyt.; „gdy wnioskowałem o jego odwołanie z funkcji zastępcy szefa, a było to w pierwszych dniach po przejęciu Agencji, nie dysponowałem wiedzą na ten temat (chodzi o podejrzenia pedofilii). Były jednak wystarczające podstawy do usunięcia go ze stanowiska i ze służby. Zwróciłem się z wnioskiem do premiera o odwołanie z powodu jego działalności jako członka kierownictwa, która w moim przekonaniu była jednoznacznie szkodliwa”.

Paweł Woźniak służbę w wywiadzie zakończył w 2017. Przez ostanie dwa lata służby miał przebywać notorycznie na zwolnieniach lekarskich. Odszedł w stopniu pułkownika, w wieku pięćdziesięciu kilku lat.

W październiku 2024, gdy Woźniak odsiadywał już karę więzienia, Maciej Hunia objął kierownictwo Ambasady RP w Tel Awiwie w randze charge d’affaires ad interim. W kwietniu 2025 Prezydent RP Andrzej Duda mianował go na stanowisko Ambasadora RP w Izraelu.

W maju 2016 płk. Piotr Wroński – były funkcjonariusz SB, UOP i AW udzielił głośnego wywiadu, który został opublikowany na łamach tyg. Gazeta Polska. W rozmowie z red. Michałem Rachoniem wyraził przekonanie, iż w Agencji Wywiadu działał przez wiele lat wysoko ulokowany kret. Rozmowa dotyczyła okoliczności katastrofy smoleńskiej, roli funkcjonariuszy AW w planowaniu i organizacji wizyty Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego (Andrzej Turowski i płk. Mariusz Kazana) oraz zagadkowego paraliżu służby wywiadowczej w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Swoje spostrzeżenia wkrótce potem powtórzył także w audycji u red. Doroty Kani.

Publicznie sformułowane podejrzenia o szpiegu w strukturach agencji, mają podobne znaczenie i doniosłość jak oświadczenie marszałka Szymona Hołowni o propozycji i próbie zaangażowania go w zamach stanu polegający na uniemożliwieniu zaprzysiężenia prezydenta elekta Karola Nawrockiego na urząd Prezydenta RP. Tyle że w przeciwieństwie do kwestii zamachu stanu, w sprawie której przynajmniej się toczy śledztwo – w sprawie kreta w AW nic się nie zadziało. Rewelacje Wrońskiego nie zostały potwierdzone przez oficjalne czynniki. Dlaczego? dlatego, że żadna służba nadzorowana wówczas przez Mariusza Kamińskiego nie zajęła się tym sygnałem na poważnie.

Sam Kamiński wolał się w tym czasie spotykać z płk. Krzysztofem Duszą z SKW (oficerem skompromitowanym udziałem w podpisaniu umowy o współpracy pomiędzy SKW i FSB), niż znaleźć czas na szukanie kreta w podległej sobie służbie. Co znamienne, Dusza po spotkaniu z Kamińskim trafił na krótko do ABW. Został zwolniony wkrótce po przedstawieniu mu przez prokuraturę zarzutów karnych związanych zawarciem umowy SKW-FSB.

Niemniej sprawa kreta w AW stała się głośna i na pewien położyła się cieniem na pewien czas na wiarygodności Agencji.

W tym miejscu warto odnotować inne istotne wydarzenie. Nowy szef AW – płk. Grzegorz Małecki, tuż po objęciu w listopadzie 2015 swojej funkcji zlecił podległym sobie funkcjonariuszom audyt mający na celu ustalenie wszystkich okoliczności popełnionych zaniedbań i błędów przez AW pod rządami gen. Macieja Huni w czasie i po katastrofie rządowego samolotu TU-154 w dniu 10 kwietnia 2010. Powołano w tym celu specjalny zespół. Wynikiem prac zespołu był raport (tzw. audyt Małeckiego), którego ustalenia stały się podstawą do złożenia zawiadomienia o przestępstwie zdrady dyplomatycznej oraz ujawnienia informacji niejawnych osobom nieuprawnionym. Śledztwo wszczęto w 2016, od 9 lat prowadzi je nieprzerwanie Prokuratura Regionalna w Warszawie w kierunku art. 265 § 2 kk. (ujawnienie informacji niejawnych „Tajne” lub „Ściśle Tajne” obcemu wywiadowi). Jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów. Jest to jedno z kilku ważnych dla bezpieczeństwa państwa śledztw prowadzonych przez Prokuraturę Krajową z kategorii „NeverEnding Story”.

Sam Małecki niedługo potem stracił posadę. Na wniosek ministra Mariusza Kamińskiego został odwołany z funkcji Szefa AW we wrześniu 2016. Nowym szefem agencji został płk. Piotr Krawczyk, dobry kolega Kamińskiego z Ligii Republikańskiej. Intrygująca postać, mająca w swoim życiorysie epizod współpracy z WSI. Po odwołaniu Małeckiego, część zespołu audytowego odeszła ze służby.

Kiedy w listopadzie 2023, Sławomir Cenckiewicz przewodniczący Państwowej Komisji ds. Badania Wpływów Rosyjskich na Bezpieczeństwo Wewnętrzne RP zażądał wglądu w akta rzeczonego śledztwa, spotkał się z odmową ze strony prokuratury. I to zdecydowaną odmową.

Tak wiem! Wtedy prokuratorem krajowym był Dariusz Barski, a prokuratorem generalnym – ministrem sprawiedliwości Zbigniew Ziobro!

Zanim zaczniemy łączyć kropki i formułować pytania, na początek podam kilka znanych przykładów wykorzystywania przez służby specjalne posiadanych informacji i materiałów nt. dewiacji oraz zboczeń seksualnych, wobec osób wytypowanych do werbunku.

Pozyskanie takiego agenta odbywało się na podstawie kompromatów, metodą brutalnego szantażu, co gwarantowało jego silne związanie ze służbą na wiele lat. Czasami zawerbowany dewiant korzystał podwójnie: z jednej strony unikał odpowiedzialności za popełnione przestępstwa seksualne, z drugiej mógł dalej, już pod parasolem służb bezkarnie popełniać kolejne. Taki jest też świat służb. Bezwzględny i cyniczny. Dosłownie bagno.

Zacznijmy od przypadku ks. Michała Czajkowskiego, który jako TW „Jankowski” współpracował z SB blisko 25 lat. Dzięki badaniom prof. Rafała Łatki z IPN, wiemy, że ks. Czajkowski został pozyskany w 1960 metodą szantażu, w oparciu o dowody jakie posiadała SB na jego skłonności pedofilskie i udokumentowane przypadki molestowania seksualnego małoletnich chłopców. Po zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszko w 1984, ks. Czajkowski zerwał się ze smyczy i odmówił dalszej współpracy z SB. Po latach przyznał się publicznie, że był konfidentem, jednakże do swojej śmierci w lutym 2025 nie ujawnił pełni prawdy nt. przyczyn i okoliczności wyrażenia zgody na współpracę z SB.

Kolejny przykład to historia Andrzeja Markiewicza wieloletniego tajnego współpracownika SB o ps. „Emil”. Jednego z najważniejszych i najgroźniejszych konfidentów Biura Studiów MSW. Pederasta i efeb, odnotowany w kartotekach homoseksualistów MO. Zwyrodnialec. Korzystając z parasola SB, bezkarnie sprowadzał do siebie do mieszkania, błąkających się po Dworcu Centralnym młodych chłopców, uciekinierów z poprawczaka lub domów, których za nocleg i doraźną pomoc materialną uwodził i deprawował. Nierzadko gwałcił.

Sprawy karne wszczynane przez Milicję Obywatelską na podstawie doniesień zrozpaczonych matek pokrzywdzonych chłopców, były przez SB zamiatane pod dywan. Działalność TW”Emil” opisał wszechstronnie Rafał Olbert, historyk wrocławskiego oddziału IPN w naukowym artykule „Historia Andrzeja Markiewicza, najlepiej wynagradzanego agenta Biura Studiów SB”. Zachowane akta TW „Emil” potwierdzają, że środowiska warszawskich homoseksualistów było przez SB głęboko infiltrowane i wykorzystywane dla celów operacyjnych. Markiewicz zmarł jak żył. Został zamordowany w listopadzie 1986 swoim mieszkaniu przez dwóch znanych mu prostytuujących się homoseksualistów. Motywem miał być rabunek, ale prócz wartościowych rzeczy z mieszkania Markiewicza zniknęły także jego zapiski (dzienniki). Jednym z zabójców był wówczas 18 letni chłopak, którego dwa lata wcześniej Markiewicz zgwałcił i przemocą wciągnął w homoseksualne relacje. Został skazany przez Sąd PRL na długoletnie więzienie, jednak odsiedział trochę ponad 5 lat.

Inny przykład opisany także przez Rafała Olberta w książce, która niebawem ukaże się nakładem Wydawnictwa IPN pt. „Szpiegostwo seksualne w PRL. Wykorzystywanie materiałów kompromitujących do prób werbunku zagranicznych dyplomatów przez SB”, to tylko częściowo zakończony sukcesem werbunek Jean Pierre Blaize urzędnika Ambasady Francji w Warszawie przez kontrwywiad SB. Blazie był homoseksualistą ze skłonnościami do niepełnoletnich chłopców. Jednego ze swych kochanków chciał nawet „adoptować” i wywieźć do Francji. Wykorzystała to SB śledząc dyplomatę i aranżując spotkania w pokojach hotelowych. Nagrania VHS posłużyły do szantażu. W pierwszym podejściu Blaize zgodził się na współpracę, jednakże kilka dni po akcji werbunkowej niespodziewanie powrócił do Francji, prawdopodobnie na polecenie francuskiego kontrwywiadu. Sprawa Blaiza to także ślad handlu w PRL żywym towarem pod kontrolą SB.

O masowym procederze gromadzenia i wykorzystywania przez SB homokompromatów wobec środowiska literackiego rewelacyjnie napisała Joanna Siedlecka w swojej książce „Biografie odtajnione. Z archiwów literackich bezpieki”.

Z PRL-owskiego podwórka dla dopełnieniu obrazu kontrolowania i wykorzystywania operacyjnie środowisk gejowskich do celów werbunkowych można byłoby jeszcze przytoczyć historie Jana Łopuszańskiego KO „Marek” (urzędnika MSZ i dyrektora Centrum Prasowego PAI Interpress) oraz Krystyny Wołkońskiej TW „29” (pierwszej żony popularnego prezentera TVP w czasach PRL Andrzeja Kozyry), jednak te przypadki, ze względu na znaczną obszerność i wielowątkowość zasługują na osobną opowieść.

W okresie zimnej wojny dla KGB i STASI metodą rutynową było podstawianie obcokrajowcom prostytutek obu płci lub wprost agentów i agentek, których służby te zamierzały zwerbować za pomocą kompromatów (tzw. Honey Trapping). Opublikowane Archiwum Mitrochina czy też wspomnienia takich kagebistów jak Oleg Kalugin i Jurij Modin zawierają wiele tego typu przykładów. KGB regularnie wykorzystywało wiedzę o podatnościach homoseksualnych brytyjskich urzędników i dyplomatów, w celu podstawiania im młodych mężczyzn. Konsekwencją były nagrania, szantaż i werbunek. Na tym polu w latach 70. ubiegłego wieku KGB odnosiło liczne sukcesy.

Na koniec warto przywołać tzw. Skandal pedofilski w Westminster („Westminster paedophile scandal” lub „VIP paedophile ring”). Afera odnosiła się do serii oskarżeń o zorganizowaną sieć seksualnego wykorzystywania dzieci przez prominentne osoby z kręgów politycznych, medialnych i rządowych w Wielkiej Brytanii, głównie w latach 70. i 80. XX wieku. Oskarżenia te dotyczyły przede wszystkim mężczyzn z elity Westminster (siedziba brytyjskiego parlamentu), w tym polityków, urzędników i celebrytów, którzy mieli uczestniczyć w orgiach z udziałem nieletnich chłopców i dziewczynek. Podejrzewa się, choć nie ma na to wystarczających dowodów, iż brytyjskie służby specjalne (MI5) oraz KGB wiedziały o procederze i używały go do szantażu, by skutecznie werbować i kontrolować polityków. Osoby zainteresowane aferą, odsyłam do dostępnego raportu „The Report of the Independent Inquiry into Child Sexual Abuse” z października 2022, będącego wynikiem niezależnego śledztwa powołanej specjalnie dla tego celu państwowej komisji.

A o aferze pedofilskiej Jeffreya Epsteina i coraz głośniej wypowiadanych publicznie w USA komentarzy i podejrzeń o jego dyskrecjonalne relacje z izraelskim Mossadem (z racji braku twardych dowodów) tylko tutaj wzmiankuję.

I na koniec pytanie, które każdemu rozsądnemu czytelnikowi teraz na myśl się nasuwa. Czy Paweł Woźniak mógł zostać zwerbowany przez obce służby specjalne⁉️ Czy w ogóle były takie próby, podejścia pod niego? Czy mógł przez tyle lat skutecznie ukrywać przed światem i najbliższymi swoje zaburzenia?

Przecież jego kariera w służbach, wysoka pozycja w strukturach, dostęp do grona najwyższych decydentów i do najściślej chronionych tajemnic wywiadu polskiego wespół z jego ukrywanymi dewiacjami seksualnymi czyniły go idealnym wprost celem do werbunku dla każdej obcej służby specjalnej. Szczególnej rosyjskiej służby wywiadowczej, która specjalizuje się w wykorzystywaniu tego typu podatności.

Pytanie z gruntu jest w pełni zasadne. Ujawniona i potwierdzona procesowo parafilia mężczyzny w wieku ponad 50 lat, musiała być zainicjowana i utrwalona kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat wcześniej. Do tego dochodzi prawdopodobny, graniczący z pewnością homoseksualizm byłego zastępcy Szefa AW (względnie biseksualizm).

Na tak postawione pytania, całkiem niedawno twierdząco odpowiedział już płk. Piotr Wroński, który znał się osobiście Pawłem Woźniakiem ze wspólnej służby w UOP i AW. W jego przekonaniu próby werbunku były i były udane. „Tak, został zwerbowany” powiedział dobitnie Wroński w wywiadzie dostępnym na kanale niejakiego Jana Pińskiego na portalu Youtube. Odważne stwierdzenie. W tym samym materiale, Wroński powiedział wiele ciekawych o Woźniaku rzeczy pasujących do układani. Przykładowo o tym, że Woźniak po alkoholu tracił kontrolę nad sobą czy też że operacje, które Woźniak nadzorował, szczególnie te na kierunku wschodnim, nie wypalały, a jeżeli już, to na pół gwizdka.

Oczywiście, kolejne rewelacje płk. Wrońskiego powinny być wyjaśnione i potwierdzone (lub nie) do spodu przez kontrwywiad ABW, a także poddane ocenie przez niezależny organ, przykładowo przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego lub przez Sejmową Komisję ds. Służb Specjalnych. Gdyby się tak stało, miałoby to kapitalne znaczenie dla dalszej przyszłości Agencji Wywiadu.

Od stycznia 1999, tj. od daty uchwalenia ustawy o ochronie informacji niejawnych, Paweł Woźniak musiał poddawać się cyklicznie postępowaniu mającemu na celu uzyskanie poświadczenia bezpieczeństwa osobowego umożliwiającego mu dostęp do informacji niejawnych o najwyższej klauzuli tajności „Ściśle Tajne”. Postępowanie takie z zasady ma ustalić czy dana osoba daje rękojmię dochowania tajemnicy. Obejmuje wobec sprawdzanej osoby także stwierdzenie lub wykluczenie uzależnień oraz wszelkich zaburzeń psychicznych. W razie powzięcia uzasadnionych wątpliwości wobec osoby sprawdzanej, służba posiada uprawnienia do skierowania jej na specjalistyczne badania psychiatryczno-psychologiczne.

Aż trudno uwierzyć, że przez prawie 30 lat zawrotnej kariery Pawła Woźniaka w służbach specjalnych, nikt, kompletnie nikt (w łącznie z gen. Maciejem Hunią) – jego parafilii nie zauważył i nie wychwycił.

Sławomir Cenckiewicz Szef BBN w swoim wpisie na portalu X skomentował aferę pedofilską byłego zastępcy Szefa AW w sposób następujący: „Wiecie, że to jest przyczynek do dyskusji o infiltracji i przejrzystości polskich służb specjalnych dla przeciwników”, a zakończył dość tajemniczym zdaniem „No i jest kwestia odpowiedzialności za wiedzę o tym wszystkim pewnych osób, w tym obecnego …”.

Czy Szef BBN miał na mysli o obecnego Ambasadora w Izraelu? Tego nie wiemy. Myślę, jednak że prawdy się raczej nie dowiemy. Mamy bowiem państwo z dykty i blachy falistej. Niestety.

Piotr Woyciechowski, Twitter: @PiotrW1966

Autor jest niezależnym ekspertem ds. służb specjalnych, byłym wiceprzewodniczącym Komisji Likwidacyjnej WSI i członkiem Komisji ds. Weryfikacji WSI. W niniejszej publikacji wyraża wyłącznie swoje opinie i poglądy.

Viktor Orban rozpoczął akcję „przeciwko brukselskim planom wojennym”

Viktor Orban rozpoczyna akcję „przeciwko brukselskim planom wojennym”

11.10.2025 https://nczas.info/2025/10/11/viktor-orban-rozpoczyna-akcje-przeciwko-brukselskim-planom-wojennym/

NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP
NCZAS.INFO | Premier Węgier Viktor Orban. Foto: PAP

Premier Węgier Viktor Orban ogłosił w sobotę uruchomienie zbiórki podpisów „przeciwko brukselskim planom wojennym”. Będziemy w każdym mieście i każdej wiosce, ponieważ potrzebujemy każdego kochającego pokój Węgra – zapowiedział polityk na swoim koncie na Facebooku.

Czeka nas gorąca jesień. Europa coraz szybciej zmierza ku wojnie. W Kopenhadze przedstawiono brukselski plan wojenny: Europa płaci, Ukraińcy walczą, aż Rosja w końcu się wyczerpie. Nie powiedziano nam, ile to będzie kosztować ani jak długo potrwa. Zamiast strategii, brukselska ekipa zaproponowała pobożne życzenia” – ocenił w poście Orban.

Przyznał, że na szczycie przywódców UE w Danii wyraźnie zaprotestował wobec planów Wspólnoty. „Wtedy zaczęli kampanię przeciwko Węgrom. Arsenał jest szeroki: oskarżenia o szpiegostwo, skandale związane z fake newsami i prawne manewry. Zaatakowali nas w Brukseli i uruchomili swoich lokalnych pełnomocników u nas. Nie możemy stać bezczynnie! Musimy raz jeszcze pokazać, że naród węgierski nie chce tej wojny” – napisał premier.

Przedstawiciele węgierskiego rządu wielokrotnie oskarżali w ostatnich tygodniach Brukselę o rzekomy plan włączenia UE w wojnę na Ukrainie. Orban oskarżył m.in. prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o stosowanie moralnego szantażu, by zmusić inne kraje do poparcia jego wysiłków wojennych. Szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto zarzucił przywódcom unijnym poddanie się „silnej psychozie wojennej”.

– Chcą przeznaczać pieniądze Europejczyków na uzbrajanie armii ukraińskiej oraz na zarządzanie państwem ukraińskim – powiedział w ubiegłym tygodniu w węgierskim radiu publicznym, komentując plan budżetu UE na najbliższe lata.

Premier Węgier wzywał jednocześnie do „podjęcia rozmów pokojowych (z Rosją) zamiast dążenia do wiecznej wojny”. – To bezprecedensowe w historii wojen, że strony konfliktu ze sobą nie negocjują. UE i Rosjanie muszą negocjować. Powoli zaczynam mieć większość w tej kwestii – twierdził polityk.

W udzielonym we wrześniu wywiadzie podkreślił, że wojna na Ukrainie „jest już rozstrzygnięta i wygrali ją Rosjanie”. – Pytanie brzmi, kiedy i kto osiągnie porozumienie z Rosjanami: czy będzie to porozumienie amerykańsko-rosyjskie, czy też Europejczycy w końcu będą skłonni do negocjacji – dodał.

Rząd w Budapeszcie sprzeciwia się też przystąpieniu Ukrainy do UE i od lutego blokuje otwarcie tzw. pierwszego klastra w negocjacjach Kijowa z Brukselą. Spór dotyczy obowiązującej od ponad 10 lat ukraińskiej ustawy językowej, która, zdaniem Budapesztu, ogranicza prawo do używania języków mniejszości, w tym mniejszości węgierskiej na ukraińskim Zakarpaciu.

W 2023 roku parlament w Kijowie przyjął nową ustawę o mniejszościach narodowych, która uwzględniła wymogi Rady Europy. Ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Węgier Tamas Menczer uznał jednak wprowadzone zmiany za niewystarczające.

Ponadto w ocenie władz węgierskich przystąpienie Ukrainy do UE miałoby negatywny wpływ na gospodarkę i bezpieczeństwo Węgier oraz całej Wspólnoty.

Źródło:PAP

Korea Płd. Wielki pożar baterii litowych. Spłonęły rządowe dane, państwo sparaliżowane. W tle samobójstwo.

Wielki pożar baterii litowych. Spłonęły rządowe dane, państwo sparaliżowane. W tle samobójstwo

11.10.2025 https://nczas.info/2025/10/11/wielki-pozar-baterii-litowych-splonely-rzadowe-dane-panstwo-sparalizowane-w-tle-samobojstwo/

Eksplozja.
gaszenie pożaru – zdj. ilustracyjne. / Fot. PxHere/domena publiczna

Eksplozja przestarzałych baterii w rządowym centrum danych w Korei Południowej doprowadziła do paraliżu niemal jednej trzeciej systemów państwowych. Pożar, który wybuchł 26 września, zniszczył setki terabajtów danych, a urzędnik odpowiedzialny za naprawę systemów popełnił samobójstwo. Śledztwo ujawniło lata zaniedbań.

Do katastrofy doszło w Narodowym Centrum Zasobów Informatycznych (NIRS), gdy technicy próbowali przenieść stare moduły baterii litowo-jonowych. Zainstalowane ponad 11 lat temu baterie znajdowały się tuż obok głównych serwerów. Podczas operacji jedna z nich eksplodowała, wywołując reakcję łańcuchową, która w chwilę objęła wszystkie 384 moduły. Temperatura przekroczyła 160°C, a strażacy walczyli z ogniem przez 22 godziny, nie mogąc użyć wody z obawy o zniszczenie serwerów.

Skutki okazały się dramatyczne. Z powodu uszkodzenia systemów chłodzenia operatorzy musieli awaryjnie wyłączyć ponad 700 systemów rządowych. Przestały działać kluczowe usługi, takie jak portal Government24, poczta Korea Post czy system lokalizacji GPS dla służb ratunkowych. Pożar bezpowrotnie zniszczył 858 terabajtów danych z rządowego systemu przechowywania dokumentów G-Drive. Jak się okazało, kopie zapasowe przechowywano w tym samym budynku, więc spłonęły razem z danymi pierwotnymi.

Kryzys pociągnął za sobą ludzką tragedię. 3 października 56-letni urzędnik wysokiego szczebla, odpowiedzialny za nadzorowanie przywracania systemów, popełnił samobójstwo, skacząc z 15. piętra budynku rządowego. Premier Kim Min-seok złożył kondolencje jego rodzinie, pisząc o „utracie cenionego urzędnika służby publicznej”.

Śledztwo szybko ujawniło, że baterie były używane o ponad rok dłużej, niż zalecał producent. Kierownictwo NIRS zignorowało rekomendacje wymiany sprzętu po wygaśnięciu gwarancji. Dodatkowo od ponad dekady opóźniano budowę zapasowego centrum danych w Gongju, które miało chronić systemy państwa na wypadek podobnej katastrofy.

Reakcja rządu była chaotyczna – po ośmiu dniach udało się przywrócić zaledwie 18% usług. Policja rozpoczęła śledztwo w sprawie zaniedbań, a czterem osobom postawiono już zarzuty. Prezydent Korei Południowej nazwał incydent „przewidywalnym” i zażądał kompleksowej przebudowy cyfrowej infrastruktury państwa. Krytykę potęguje fakt, że zaledwie trzy lata wcześniej rząd ostro skarcił prywatną firmę Kakao za podobną, choć znacznie mniej dotkliwą awarię.