Chcą postawić symbol zboczeń przed kościołem Najświętszego Zbawiciela. PROTESTUJEMY !


RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Chcą postawić symbol zboczeń tuż przed katolickim kościołem. Pseud-tęcza w kolorach LGBT ma wrócić na Plac Zbawiciela w Warszawie – tuż przed kościół pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela.

Ta wybrakowana tęcza jest symbolem:

  • zboczeń i perwersji,
  • wykorzystywania seksualnego dzieci,
  • demoralizacji dzieci i całego społeczeństwa,
  • ideologii homoseksualnej i transseksualnej, które są kpiną ze zdrowego rozsądku.

Plac Zbawiciela to reprezentacyjny punkt Stolicy. Poprzez swoją nazwę oraz obecność na nim katolickiej świątyni ma charakter nie tylko eleganckiej przestrzeni miejskiej, ale i miejsca głęboko związanego z wiarą katolicką.

Sześciokolorowa tęcza była już na nim obecna – zawsze spotykała się z oporem ludzi, a nawet była niszczona – bo terror ideologiczny zawsze rodzi naturalny, oddolny bunt.

Dziś musimy powiedzieć „NIE!” ideologicznej dyktaturze, dlatego przygotowaliśmy petycję o nieprzywracanie psuedo-tęczy na Plac Zbawiciela.

Petycja znajduje się pod linkiem:

https://twojepetycje.pl/petycja/nie-dla-teczy-na-placu-zbawiciela

Bardzo proszę o złożenie pod nią podpisu online – każdy podpis sprawia, że do władz Warszawy wysyłany jest kolejny mail z petycją.

Niech zobaczą, że jest nas wielu.

Gdy już podpisze Pan petycję, bardzo proszę podać ją dalej swoimi kanałami. Nie pozwólmy, aby sześć diabelskich kolorów ponownie wieńczyło ważny plac w Stolicy.

Na całym świecie można obecnie zaobserwować odejście od ideologii LGBT. Trend ten widoczny jest w USA, ale także w Europie, np. na Węgrzech czy na Litwie. Polska także nie chce dyktatu homo-środowisk, a ustawa #StopLGBT była podpisana przez 350 000 Polaków, którzy jasno powiedzieli: nie chcemy zgorszeń na ulicy.

Dziś władze Warszawy siłą przywracają symbol zboczeń i to na plac o wyjątkowej nazwie: Plac Zbawiciela.

Pokażmy, że na te działania nie ma zgody.

Z wyrazami szacunku,

Krzysztof Kasprzak
Krzysztof KasprzakKrzysztof Kasprzak
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Ponownie podaję link do petycji: https://twojepetycje.pl/petycja/nie-dla-teczy-na-placu-zbawiciela/. Bardzo proszę o poparcie petycji swoim podpisem.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

Bp Marian Eleganti: Skończcie z synodalnością, a zacznijcie głosić Chrystusa!

Bp Marian Eleganti:

Skończcie z synodalnością,

a zacznijcie głosić Chrystusa!

https://pch24.pl/bp-marian-eleganti-skonczcie-z-synodalnoscia-a-zacznijcie-glosic-chrystusa

Skończcie z synodalnością, a zacznijcie głosić światu Chrystusa – apeluje szwajcarski biskup, Marian Eleganti. Stolica Apostolska opublikowała kolejny dokument synodalny, czego duchowny ma serdecznie dość.

„Na miłość Boską, skończcie wreszcie z tym zalewem dokumentów synodalnych, kroków pośrednich, wskazówek na drogę dla dalszego procesu, zapowiedzi wyników, dokumentów finalnych, które wcale takimi nie są, przedłużania na kolejne fazy, powielania komisji a wreszcie organizacji zgromadzenia na kanonicznej ziemi niczyjej. Lud Boży ignoruje wasze dokumenty. Prawie żaden wierzący, o ile mi to wiadomo, tych dokumentów nie czyta ani o nich nie wie” – napisał biskup Marian Eleganti na niemieckim portalu Katholisches.info. 

Pasterz zareagował w ten sposób na nowe wieści z Watykanu. 7 lipca Stolica Apostolska ogłosiła nowy dokument synodalny i przedłużyła synodalne konsultacje aż do roku 2028.

Marian Eleganti to emerytowany bisup pomocniczy diecezji Chur w Szwajcarii. Jest jednym z najbardziej aktywnych uczestników debaty kościelnej w krajach niemieckojęzycznych. 

„Na miłość Boską, głoście Ewangelię! Głoście Chrystusa Europie, która się od Niego odwróciła! Głoście Chrystusa światu, który idzie w kierunku zagłady i prowadzi wciąż nowe wojny! Mówcie o Jezusie Chrystusie a nie o synodalności!” – wezwał.

„Słuszne w waszej synodalności jest tylko tradycyjne nauczanie o rozróżnianiu duchów, godne poszanowania wsłuchiwanie się w BOGA. Co jest jednak w tej nauce nowego? Słynne «Słuchaj, Izraelu» (Szema Jisrael) oraz reguła św. Benedykta (prolog) zaczynają się od słowa «Słuchaj!»” – wskazał. Iluzją jest jego zdaniem pomysł, że można to tradycyjne wezwanie odnowić razem z 1,4 mld katolików, z których wielu wyznaje całkowicie heterodoksyjne poglądy.

„Nie róbcie z Kościoła repozytorium heterodoksyjnych idei i wynalazków! Zróbcie coś, aby odnowić liturgię i katechezę w tych antychrześcijańskich czasach! Więcej misjonarzy, mniej specjalistów od PR” – wezwał biskup.

Zwrócił też uwagę na jeden z kluczowych problemów synodalności, czyli egalitaryzm.

„Synodalność stała się „hermeneutyką” w najróżniejszych dziedzinach, zwłaszcza w odniesieniu do uczestnictwa świeckich na wszystkich szczeblach. Sakramentalność posługi kościelnej (przywództwa) została mocno podważona przez egalitarną synodalność, która nie rozróżnia między duchownymi a nie-wyświęconymi! Jest to sprzeczne z nauczaniem Soboru i 2000-letnimi apostolskimi prawami Ciała Chrystusa!” – napisał Szwajcar.

„Podczas gdy w świeckich formach organizacyjnych hierarchie pozostają niepodważalne i niepodważalne, a decyzje podejmowane są przez kierownictwo lub prezesów, które mają być przestrzegane i wdrażane bez sprzeciwu przez osoby niżej w hierarchii, synodalność w Kościele stała się dla wielu hasłem czegoś wprost przeciwnego (płaskiej hierarchii; tak zwanych mechanizmów kontroli władzy; demokratycznych procesów kościelno-politycznych; funkcjonalnego pojmowania urzędu; zastąpienia Dobrego Pasterza kolektywami) i, co nie mniej ważne, dla alternatywnych, niekapłańskich form kultu. Pasterz podąża za owcami. Nauczyciel uczy się od ucznia. Działanie decyduje o tym, co należy zrobić. Większość tworzy prawdę. Kapłan słucha osoby świeckiej. Biskup siedzi obok nich. A ponad wszystkim unosi się Duch. Który?” – zakończył biskup.

Źródło: Katholisches.info Pach

Friday Funnies: Isn’t This Just a Pile of Shit? Your meal is served.

Friday Funnies: Isn’t This Just a Pile of …?

Your meal is served.

ROBERT W MALONE MD, MS JUL 11


According to a new book reviewed by the New York Post, the choice to pick Tim Walz as Kamala Harris’s running mate was based on a gut feeling by Kamala, that was rooted in Walz’s love for Diet Mountain Dew…

It turns out that the other candidates, Shapiro and Kelly, chose water, while Walz requested Diet Mountain Dew during the final interview for the VP position. 

Kamala believed that this demonstrated his Midwest credentials and would help her connect with rural voters. She thought Walz would appeal to the flyover states because… well, apparently, rural Americans prefer vice presidential candidates who eat junk food. 

Makes sense to me!

That disastrous and frankly bigoted decision cost her the election – right from the start of her campaign.

“He ordered a Mountain Dew, so the Coastal Elites thought he was an authentic midwesterner. They never met someone from the Midwest before, but had seen the Wizard of Oz, a film that takes place in Kansas.”

-Winnie Psaki, comment on NYP article

Can’t make this stuff up.



Musk’s America Party seems to have pretty much fizzled, before it even left the launch pad…

Musk’s fantasy:

Versus the reality:


“How’s the America Party working out now that we know the FEC filing was fake? 

As of the latest available information, Elon Musk has not officially filed with the FEC to create the America Party. While Musk announced the formation of the AmericaParty on X on July 5, 2025, following his public feud with President Donald Trump over the „One Big Beautiful Bill Act,” there is no evidence in FEC records or credible reports confirming that he has submitted formal paperwork to register the party. 

Multiple sources note that Musk’s plans appear conceptual at this stage, with no concrete steps toward legal formation, such as setting up a tax identification number, bank account, or treasurer, which are required for FEC registration.”

GrrrGraphics-Ben Garrison













Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.

Upgrade to paid



True story – I am directionally challenged.




The above was clearly written before the trans craze took over …



Thanks for reading Malone News! This post is public so feel free to share it.

Share



„Apogeum okrucieństwa zbrodniarzy z UPA” – Karol Nawrocki w rocznicę krwawej niedzieli

„Apogeum okrucieństwa zbrodniarzy z UPA” – Karol Nawrocki w rocznicę krwawej niedzieli

https://pch24.pl/apogeum-okrucienstwa-zbrodniarzy-z-upa-karol-nawrocki-w-rocznice-krwawej-niedzieli

(Karol Nawrocki / fot. Instytut Pamięci Narodowej / ipn.gov.pl)

11 lipca, jak co roku, wspominamy Polaków pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów w ramach Zbrodni Wołyńskiej – napisał na platformie X prezydent elekt Karol Nawrocki.

Przypomniał, że „krwawa niedziela, 11 lipca 1943 r. symbolizuje apogeum okrucieństwa zbrodniarzy z UPA”, podkreślając, że „dla nas Polaków ten dzień to czas refleksji i modlitwy, wspomnienia bestialsko zamordowanych dzieci, kobiet i starców”.

„To także wspomnienie polskich wsi, po których nie pozostał ślad. Czasem stoi tam dzisiaj samotny krzyż…” – dodał Nawrocki.

Prezydent elekt upomniał się również o sprawiedliwość ze strony Ukraińców, którzy uparcie odmawiają wzięcia odpowiedzialności za ludobójstwo na Polakach.

„Ofiary ludobójstwa na Wołyniu zasługują na godny pochówek, a ich żyjące rodziny mają prawo by pomodlić się na grobach swoich bliskich. Dlatego konsekwentnie domagam się systemowego rozwiązania przez władze Ukrainy sprawy zgód na poszukiwania i ekshumacje ofiar Ludobójstwa Wołyńskiego. Pojednanie może być oparte wyłącznie na prawdzie” – czytamy.

Źródło: X FO

„Iluzja zwycięstwa”: Izraelski dziennikarz ujawnia cenzurę w Tel Awiwie

„Iluzja zwycięstwa”:

izraelski dziennikarz ujawnia cenzurę w Tel Awiwie

podczas 12-dniowej wojny

Źródło: https://www.presstv.ir/Detail/2025/07/09/750882/Israeli-journalist-Raviv-Drucker-Iran-aggression-Israeli-Military-Censor

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 11
Scena zniszczonego budynku mieszkalnego w wyniku uderzenia irańskiej rakiety balistycznej w Bat Jam na okupowanych terytoriach, 15 czerwca 2025 r. (Zdjęcie izraelskich mediów)

Znany izraelski dziennikarz i komentator polityczny rzucił światło na wysoki poziom cenzury stosowanej przez izraelski reżim podczas niedawnej 12-dniowej wojny agresywnej przeciwko Republice Islamskiej, podkreślając, że izraelska policja groziła mu i uniemożliwiała mu filmowanie w miejscach, które były celem irańskich dronów i rakiet.

Raviv Drucker z izraelskiego Kanału 13 powiedział w programie telewizyjnym, że Izraelska Cenzura Wojskowa, czyli jednostka wywiadowcza izraelskiego wojska, której zadaniem jest przeprowadzanie cenzury prewencyjnej na okupowanych terytoriach, stała się narzędziem w rękach reżimu w Tel Awiwie, służącym do zniekształcania faktów.

Drucker podkreślił, że w pewnym przypadku izraelscy policjanci zabronili mu filmowania rozmiarów zniszczeń spowodowanych irańskimi atakami, mówiąc: „Kiedy pokazałem im moją legitymację prasową, ściszyli głos i powiedzieli: »Filmowanie jest tutaj zabronione, [izraelski cenzor wojskowy] tego nie pochwala«”.

Izraelski dziennikarz powiedział, że po przeczytaniu artykułu w The Telegraph o pięciu bazach wojskowych, które podczas wojny zostały zaatakowane przez irańskie rakiety, uświadomił sobie, że jedną z nich była ta sama baza, którą widział na własne oczy.

„Cenzura nie jest wprowadzana ze względów bezpieczeństwa, lecz po to, by chronić iluzję zwycięstwa. Celem nie jest uniemożliwienie dotarcia informacji do Irańczyków, ponieważ wiedzą oni dokładnie, gdzie ich celem są; celem jest raczej uniemożliwienie Izraelczykom poznania rozmiaru szkód, jakie ponieśliśmy” – powiedział Drucker.

Cenzura nie chroni tu ludzkiego życia, lecz narracje, i w tej sytuacji pojawia się poważne pytanie: czy dziennikarze powinni się podporządkować? Czy nadal jesteśmy strażnikami informacji, czy cichymi wspólnikami? Boimy się, że zostaniemy uznani za niepatriotów, dlatego wolimy być wspólnikami w kłamstwie. Ta cenzura uparcie ukrywa rzeczy, które są całkowicie jasne dla [prawie-] każdego dzięki dostępowi do internetu.

Izraelski komentator polityczny podkreślił, że cenzura nie będzie ukrywać informacji, które mogłyby zagrozić przyszłym działaniom reżimu, lecz raczej tuszować niepowodzenia, które już się wydarzyły.

„Sama cenzura [izraelskiego wojska] zdaje sobie sprawę, że jej historyczna rola uległa zmianie. Wcześniej chroniła życie żołnierzy, ale teraz chroni reputację polityków. W przeszłości ukrywała sekrety; teraz ukrywa rzeczy nagrane przez satelitę, opublikowane na Twitterze i przeanalizowane w Telegramie” – powiedział Drucker.

„Nie chodzi już o ochronę bezpieczeństwa, ale o propagandę. Nadal możemy to nazywać Izraelskim Cenzorem Wojskowym, ale między nami mówiąc, to po prostu kolejna grupa WhatsApp, do której kancelaria premiera wysyła polecenia”.

Izraelski urzędnik wojskowy przyznaje, że Iran uderzył w obiekty wojskowe podczas 12-dniowej wojny

Reżim izraelski rozpoczął w godzinach porannych 13 czerwca bezprecedensową falę agresji na irańską infrastrukturę wojskową i cywilną, w wyniku której zginęły setki osób, w tym kobiety i dzieci, a także kilkunastu wysokich rangą dowódców wojskowych.

W odpowiedzi irańskie siły zbrojne, dowodzone przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), rozpoczęły potężną i bezprecedensową kampanię odwetową pod nazwą Operacja Prawdziwa Obietnica III przeciwko reżimowi izraelskiemu. Zaatakowano główne placówki wojskowe, wywiadowcze, przemysłowe, energetyczne i badawczo-rozwojowe na okupowanych terytoriach.

Reżim izraelski został zmuszony 24 czerwca do jednostronnego ogłoszenia zaprzestania agresji, co w jego imieniu ogłosił prezydent USA Donald Trump.

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Imperium kłamstw musi upaść

The Empire of Lies Must Fall

A Call for Revolution of Consciousness for the New Dawn of Humanity

https://www.versesvisions.com/p/the-empire-of-lies-must-fall

Imperium kłamstw musi upaść

Frontier Man to amerykański poeta, pisarz, muzyk i artysta wizualny. Publikuje swoje prace pod pseudonimem, Można śledzić Frontier Mana na jego Substacku, Verses & Visions.

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 11

Prolog Edytora: zamieszczone poniżej rozważania, choć adresowane do Amerykanów w idealny sposób opisują stan intelektu i sumienia “zachodnich nadludzi” i to od wielu wieków. Nie, nie tylko niemieckiego Herrenvolku, ale wszystkich naszych “zachodnich przyjaciół”. Dopóki Polacy tego oczywistego faktu nie pojmą, do póty pozostaną w stanie dezorientacji, która uniemożliwi im prawidłowe rozróżnienie wrogów i zagrożeń od potencjalnych sojuszników i przyjaciół! 

==========================

uwaga MD: Diagnoza obecnego stanu sensowna. ALE: Ten poeta i marzyciel – NIC nie wspomina o Bogu, Stwórcy i Sędzi. Taki pięknoduch „humanista”. Ale miło się czyta. Oczywiście to Imperium padnie. Ale nie tak…

===============================

Kłamstwo zawsze jest pierwsze

Zanim spadną bomby, zanim sankcje ustaną, zanim atak drona zamieni wesele w krater — jest pewna historia.

Historia, która mówi: Jesteśmy dobrymi ludźmi.

Oto pierwsza zbrodnia Imperium: kłamstwo, które maskuje swoją przemoc cnotą. Nie chodzi tylko o samą przemoc – ale o łatwość, z jaką ją ukryto, o szybkość, z jaką zamienia się w rozrywkę. 

Imperium Amerykańskie to nie tylko machina wojenna. To fabryka mitów. Mitów tak uwodzicielskich, tak wciągających, że współudział w morderstwie przemieniają w dobro.

To nie tylko dominacja – to czary. Rodzaj psychicznego podboju, który zastępuje rzeczywistość rytuałem, a sumienie kostiumem. Imperium, którego potęga opiera się nie tylko na przewadze militarnej, ale na przewadze narracyjnej: umiejętności sprawiania, by niesprawiedliwość wydawała się porządkiem, wyzysk hojnością, a wojna bezpieczeństwem.

To Imperium nie tylko zabija.

Uczy swoich ludzi, aby cieszyli się z zabijania.

Machać flagami, podczas gdy dzieci w Strefie Gazy duszą się pod gruzami.

Publikować patriotyczne memy, podczas gdy jemeńskie rodziny w rozpaczliwej ciszy chowają swoich zmarłych.

Recytować hasła o wolności, jednocześnie oklaskując głodowanie całych narodów poprzez wojnę ekonomiczną.

Nie jest to po prostu propaganda, lecz konstrukcja moralnej architektury, w której okrucieństwo staje się akceptowalne, a następnie – nieuchronnie – niezauważalne.

To Imperium nie tylko dopuszcza się okrucieństw, ale i kreuje wspólników. Poprzez zasłony, które romantyzują wojnę. Poprzez hasła, które chowają ludobójstwo w eufemizmach. Poprzez ciszę, która zagłusza każdy krzyk uciśnionych. Imperium doprowadziło do perfekcji rodzaj przemocy, który nie potrzebuje kajdan – tylko wiary.

Najskuteczniejsze imperium to nie to, które zniewala ciała, lecz to, które kolonizuje umysły. 

Amerykański imperializm dokonał czegoś, co udało się niewielu imperiom w historii: nauczył ludzi identyfikować się z własną propagandą. Jego największy triumf ma charakter psychologiczny.

Przekonuje swoich obywateli, aby nie tylko tolerowali przemoc, ale wręcz jej żądali.

Nie tylko ignorować cierpienie, ale i je usprawiedliwiać.

Nie tylko wierzyć kłamstwom, ale także na nich polegać.

To warunkowanie zaczyna się w dzieciństwie – poprzez podręczniki, święta narodowe i opowieści o „wyjątkowości”.

Mit wyjątkowości i logika przemocy

„Wyjątkowość” to święty mit leżący u podstaw Imperium – przekonanie, że jeden naród, jeden lud, jeden styl życia jest z natury lepszy od wszystkich innych. To historia opowiadana nie jako aspiracja, lecz jako przeznaczenie. To przekonanie nie jest łagodne; to ideologiczny motor uzasadniający dominację i podporządkowanie. Bo jeśli jakiś naród jest wyjątkowy, to jego czyny nie podlegają tym samym standardom moralnym, co inne. Ich wojny nie są wojnami agresywnymi, lecz wyzwoleńczymi. Ich bogactwo nie jest wyzyskiem, lecz nagrodą. Ich władza nie jest tyranią, lecz zarządem.

Ale logika wyjątkowości zawsze prowadzi do morderstwa.

Tworzy hierarchię moralną, w której życie innych – tych, którzy nie należą do grupy „wyjątkowych” – jest mniej warte lub w ogóle nic. Inni stają się zbędni. Zbombardowane wioski stają się „stratami ubocznymi”. Dzieci pozbawione elementarnych rzeczy z powodu sankcji stają się „kosztami strategicznymi”. Każde przestępstwo staje się aktem sprawiedliwości, gdy zostaje popełnione przez „wyjątkowych”.

Ten mit pozbawia empatii. Przekształca cierpienie w statystyki, a tragedię w taktykę. Kiedy ludzie dowiadują się, że ich naród jest wyjątkowo cnotliwy, są mniej skłonni kwestionować jego działania, mniej skłonni słuchać tych, których krzywdzi, a bardziej skłonni postrzegać przemoc jako konieczną, a nawet szlachetną.

Wyjątkowość rodzi duchową ślepotę — przekonanie, że świat musi dostosować się do jednej wizji, a ci, którzy się jej sprzeciwiają, muszą zostać skorygowani, ukarani lub wymazani.

W ten sposób mit wyższości moralnej staje się psychologicznym fundamentem wojny. Nie tylko czyni zabijanie dozwolonym, ale wręcz usprawiedliwia je i czyni niewidzialnym. A co najgorsze, sprawia, że ​​zabijanie wydaje się cnotą.

Wzmacnia je posłuszna machina głównego nurtu medialnego, która zalewa społeczeństwo opowieściami o bohaterstwie, nigdy o horrorze.

Amerykańska opinia publiczna nie jest zła. Została jednak poddana intensywnej propagandzie i wyszkolona do posłuszeństwa – wyszkolona do odczuwania dumy zamiast poczucia winy, wyższości zamiast pokory i strachu zamiast miłości i współczucia. Imperia rozwijają się dzięki strachowi – strachowi przed niedostatkiem, przed nieistotnością, przed Innym.

W ten sposób Imperium utrzymuje się nie żelazną pięścią, lecz aksamitną rękawicą mitów. Mitów wystarczająco silnych, by podtrzymywać system globalnego okrucieństwa, bez konieczności nazywania go ani rozumienia.

Uwodzenie komfortu

Jest powód, dla którego amerykańskie imperium jest groźniejsze niż dyktatury, które potępia: ponieważ nie musi tłumić sprzeciwu siłą. Nauczyło się wmawiać ludziom, że ich milczenie jest szlachetne, ich apatia jest mądrością, a ich współudział patriotyzmem.

Uczy posłuszeństwa poprzez wygodę.

Z łatwością nagradza lojalność.

W ten sposób obywatele stają się opiekunami Imperium, nawet jeśli jednocześnie niszczą wszystko, co kiedyś sprawiało, że ich życie było warte przeżycia: ich miłość, empatię, ciekawość i więź z ludzkością.

Geniusz Imperium polega na tym, że sprawia, że ​​ludzie myślą, że są wolni, nawet jeśli pozostają skrępowani światopoglądem, który dla podtrzymania swojego istnienia wymaga nieustannej śmierci innych.

Ale żadne kłamstwo nie trwa wiecznie.

Historie, które usprawiedliwiały wieki wojen i grabieży, zaczynają pękać. Mit o moralnej wyższości nie ma już racji bytu w świecie, w którym aparaty w telefonach komórkowych są wszechobecne, a zmarli mogą mówić przez ekran telefonu. Prawda, długo pogrzebana pod hollywoodzkimi scenariuszami i wyidealizowaną historią, znów wypływa na powierzchnię. A kiedy to się dzieje, nie tylko zagraża dominacji Imperium, ale i ujawnia jego zepsutą i nieludzką duszę.

Bo kiedy ludzie budzą się z indoktrynacji, to, co umiera pierwsze, to iluzja cnoty. A ten upadek – ta utrata wyimaginowanej prawości – wstrząsa mocniej niż jakikolwiek kryzys gospodarczy czy klęska militarna.

Nowa rewolucja świadomości

Ale co powstanie z tych ruin?

Co będzie dalej, gdy Imperium Kłamstw upadnie – nie tylko jako system, ale także jako historia?

To, co nas czeka, to nie tylko polityczny przewrót, ale egzystencjalne rozliczenie ze zbrodniami Imperium i kulturą, która je umożliwiła. Zagrożenie nie tkwiło nigdy tylko w dronach czy dolarach, ale w głębokim psychicznym zaangażowaniu w narrację fałszywej dobroci. Kiedy ta historia pęka, znika również zasłona, która chroniła Imperium przed odpowiedzialnością.

Upadek takiego Imperium nie będzie widowiskiem ognia – będzie upadkiem pewności. Pęknięciem mitów, które ożywiały naród. Będzie to przebudzenie, bolesne i głębokie, w którym w końcu ujawni się prawdziwy koszt fałszywych przekonań. A w tym przebudzeniu świat może odkryć nie tylko sprawiedliwość, ale i jasność.

Ale co następuje po jasności? Co zastępuje kulturę zbudowaną na strachu, podboju i posłuszeństwie?

Odpowiedzią musi być nic innego, jak tylko nowe wyobrażenie ludzkiego projektu – nowa rewolucja świadomości. Społeczeństwo zbudowane nie na podboju i dominacji, lecz na miłości, współczuciu i godności. Nie na strachu przed Innym, lecz na szacunku dla naszego wspólnego człowieczeństwa.

Społeczeństwo, które uznaje, że siła nie tkwi w śmierci i zniszczeniu, lecz w zrozumieniu i pokojowej współpracy. Że prawdziwa wolność to nie licencja na dominację, ale zdolność do życia i kochania bez potrzeby. Ta radykalna, bezinteresowna miłość to nie sentymentalna słabość, lecz najodporniejsza siła, jaką kiedykolwiek znaliśmy.

Humanitarne społeczeństwo nie odwraca się od cierpienia, bo jest niewygodne lub odległe. Słucha. Opłakuje to, co należy opłakiwać, i chroni to, co należy chronić – nie dlatego, że jest to opłacalne, ale dlatego, że jest sprawiedliwe. Dostrzega piękne dziecko za każdą statystyką śmierci, rodzinę za każdym bombardowaniem, ludzką duszę za każdą granicą. Takie społeczeństwo postrzegałoby każdego człowieka nie jako obywatela Imperium, lecz jako członka globalnej rodziny ludzkiej. Zrozumiałoby, że siła tkwi w powściągliwości, a moc w uzdrawianiu, a nie w krzywdzie. Mówiłoby prawdę o historii, aby w końcu przestała się powtarzać.

To społeczeństwo nie myliłoby wojny ze sprawiedliwością ani podboju z cywilizacją. Nie głodziłoby dzieci jednego narodu, by pocieszać dorosłych innego. Nie używałoby języka jako broni i nie nazywałoby tego dyplomacją. Wiedziałoby, że aby zbudować pokój, musimy zburzyć mury w sobie.

To świat, w którym współpraca zastępuje przymus, współczucie góruje nad podbojem, a edukacja oświeca i wyzwala, a nie indoktrynuje. Świat, który naucza historii uczciwie, który pielęgnuje krytyczne myślenie i stawia człowieczeństwo ponad ideologią.

Taki świat nie jest fantazją ani utopią – to jedyna droga wyjścia z moralnej otchłani, w której się znajdujemy. Abyśmy mogli przetrwać i rozwijać się na tej planecie, potrzebujemy empatii, współpracy i zaangażowania w godność człowieka. Potrzebujemy społeczeństwa, które uczy swoje dzieci kwestionowania zamiast posłuszeństwa, słuchania zamiast dominowania, troszczenia się o innych nie dlatego, że jest to nagradzane, ale dlatego, że jest to słuszne.

Upadek Imperium Kłamstw to nowy świt ludzkości

Kiedy Imperium Kłamstw upadnie – a tak się stanie – nie będzie to oznaczać końca Ameryki ani żadnego narodu.

To będzie koniec kłamstwa, które skrywało swoją przemoc pod płaszczykiem cnoty. Ten upadek wstrząśnie światem. Ale oczyści też grunt pod rozwój czegoś uczciwego i pięknego. Po raz pierwszy od wieków ludzkość może mieć szansę budować nie na ruinach złudzeń, lecz na solidnym fundamencie prawdy.

A jeśli wybierzemy miłość zamiast strachu, zrozumienie zamiast ignorancji, współczucie zamiast uległości, pokój i współpracę zamiast podboju, wtedy coś naprawdę zdumiewającego stanie się możliwe:

Nie tylko koniec Imperium Kłamstw, ale nowy Świt Ludzkości.

„Pan Bóg nie pozwoli z siebie szydzić”. Biskup Strickland ostrzega kard. Fernandeza

„Pan Bóg nie pozwoli z siebie szydzić”.

Biskup Strickland ostrzega

kard. Fernandeza ws. „Fiducia Supplicans”

https://pch24.pl/pan-bog-nie-pozwoli-z-siebie-szydzic-biskup-strickland-ostrzega-kard-fernandeza-ws-fiducia-supplicans

(Źródło: YouTube/Bishop Joseph E. Strickland)

„Jego Eminencja powinien przynajmniej być uczciwy i jasno powiedzieć, że zdecydował, iż Kościół MOŻE błogosławić grzech” – w ten sposób bp Joseph Strickland zwrócił się do prefekta Dykasterii Nauki Wiary, kard. Victora Fernandeza, który podtrzymuje zasadność publikacji pro-homoseksualnej adhortacji Fiducia Supplicans. 

Amerykański biskup ostrzegł hierarchę, że Pan Bóg nie pozwala z siebie szydzić, przypominając historię Sodomy i Gomory.

Prefekt Dykasterii Nauki Wiary stwierdził niedawno, że franciszkowa adhortacja, zezwalająca na „pozaliturgiczne błogosławieństwo” par homoseksualnych pozostaje w mocy i w Watykanie nie ma planów wycofania jej postanowień.

https://pch24.pl/kardynal-fernandez-leon-xiv-nie-odwola-fiducia-supplicans/embed/#?secret=gGXl1iphsB#?secret=rJYhbARdqV

„W świetle niedawnego stwierdzenia kardynała Fernandeza, że Fiducia Suplicans pozostanie, ponownie zachęcam wszystkich do przeczytania 19. rozdziału Księgi Rodzaju” – skomentował słowa kard. Fernandeza, bp. Joseph Strickland.

Emerytowany biskup Tyler w Teksasie przypomniał, na przekór modernistycznym interpretacjom, że deszcz ognia i siarki nie spadł na Sodomę i Gomorę z braku gościnności.

„Grzech Sodomy nie dotyczył jedynie pożądania. Chodziło o pychę, odrzucenie Bożego planu i całkowite odwrócenie prawdy i dobra. Było to ostatnie stadium ludzi, którzy zapomnieli o Bogu i uczynili bożki ze swoich namiętności. I nie oszukujmy się: taki grzech wciąż woła o pomstę do Nieba” – napisał hierarcha.

Biskup Strickland podkreśla, że nasz świat znajduje się w podobnym miejscu. „Toniemy w kulturze, która celebruje nieczystość, szydzi z Bożego prawa i sprzeciwia się naturalnemu porządkowi. A jednak postępujemy tak, jakby nie było żadnego rozliczenia. Lekceważymy ostrzeżenia Nieba. Wahamy się” – zauważa.

Hierarcha przypomina, że ogień z nieba był nie tylko karą, ale i znakiem. „Znakiem, że Bóg nie kpi. Znakiem, że niegodziwość ma konsekwencje. Znakiem, że Boskie Miłosierdzie nie eliminuje Boskiej Sprawiedliwości” – wyjaśnił.

Zwracając się już bezpośrednio do prefekta Dykasterii Nauki Wiary, bp Strickland zaapelował, że „Jego Eminencja powinien przynajmniej być uczciwy i jasno powiedzieć, że zdecydował, iż Kościół MOŻE błogosławić grzech”.

„Być może w głębi duszy on i jego watykańscy zwolennicy obawiają się kolejnego epizodu siarczystego deszczu!” – wyraził nadzieję duchowny.

Źródło: X.com

PR

https://pch24.pl/kardynal-fernandez-leon-xiv-nie-odwola-fiducia-supplicans/embed/#?secret=hmye662XuD#?secret=LCoJdOBtRY

„Czas wilków w owczej skórze”. Bp Strickland MOCNO o epoce „Kościoła synodalnego”

„Czas wilków w owczej skórze”.

Bp Strickland MOCNO

o epoce „Kościoła synodalnego”

https://pch24.pl/czas-wilkow-w-owczej-skorze-bp-strickland-mocno-o-epoce-kosciola-synodalnego

(Bp Joseph Strickland, fot. youtube)

Wciąż mamy Krzyż. Eucharystia wciąż tu jest. Ale jesteśmy otoczeni przez najemników, którzy porzucają owce – lub, co gorsza, wprowadzają je w ciernie – w ten sposób epokę „Kościoła synodalnego” ocenia emerytowany biskup Tyler w Teksasie, Joseph Strickland.

W tym tygodniu papież Leon XIV potwierdził kontynuację polityki papieża Franciszka dotyczącej „synodalnej” przyszłości Kościoła. Z tej okazji bp Strickland opublikował na łamach LifeSite News obszerny felieton, uwypuklający zagrożenia płynące z procesu demokratyzacji ziemskich struktur Mistycznego Ciała Chrystusa. Amerykański duchowny podkreśla, że dzisiaj największe spustoszenie sieją w łonie Kościoła nie czynniki zewnętrzne, lecz zaprzedani światu hierarchowie.

Są takie momenty w historii Kościoła, kiedy owce muszą spojrzeć w górę – nie z powodu burz niesionych przez świat, ale dlatego, że sami pasterze zamilkli… lub, co gorsza, dołączyli do wilków – przekonuje. Cytując słowa św. Pawła z Listu do Efezjan, bp Strickland uważa, że „wilki drapieżne” już wdarły się do  wnętrza zagrody. I te wilki przyszły. Noszą szaty. Mówią o miłosierdziu, ale szydzą z prawdy. Głoszą integrację, ale wykluczają wierność depozytowi wiary. Błogosławią to, co Bóg nazwał grzechem – podkreślił.

Przeżywamy oblężenie – nie z zewnątrz, ale od wewnątrz. Jest to godzina zdrady, podobnie jak w ogrodzie Getsemani. Ale tym razem zdrajcy noszą mitry i noszą krzyże – przekonuje duchowny. Wciąz mamy Krzyż wciąż tu jest. Eucharystia wciąż tu jest. Ale jesteśmy otoczeni przez najemników, którzy porzucają owce – lub, co gorsza, wprowadzają je w ciernie – dodaje.

Biskup Strickland zauważa, że zamiast Chrystusa, jego odkupieńczej roli i konieczności uczestniczenia w misterium Jego krzyża, coraz częściej „słyszymy kazania o ekosystemach i ludzkim braterstwie. Dostajemy synodalne slogany, ale żadnego wezwania do pokuty. Przekazuje się nam dokumenty, a nie doktrynę – konsultacje, a nie przykazania”. Współczesny Kościół – jego zdaniem – jakby zapomniał o grzechu, nie wspominając o straszliwej rzeczywistości oddzielającej nas od Pana Boga.

Grzech nie jest już nawet wspominany. Został przemianowany. Kościół towarzyszy mu. Jest „pastoralnie błogosławiony”. Ale nigdy – potępiany – podkreśla. Ks. James Martin nadal błogosławi związki homoseksualne. Kardynał McElroy bagatelizuje grzech seksualny w imię „radykalnego włączenia”. Tradycyjna msza – msza świętych – jest tłumiona. A sam Depozyt Wiary jest traktowany jak eksponat muzealny, który należy przemodelować – dodaje.

Amerykański biskup nie ma wątpliwości, że kryzysy toczące Mistyczne Ciało Chrystusa przybierają dziś zorganizowaną formę synodalności. Wilki mają imiona. Ich taktyka też ma nazwę: Synodalność. Nie synodalność, jak Kościół zawsze ją rozumiał – kolegialne konsultacje pod zwierzchnictwem papieża. Dzisiaj pojęcie zredefiniowano jako „nowy sposób bycia Kościołem”. Ale powiedzmy sobie jasno: to, co proponuje się pod sztandarem synodalności, to nic innego jak dekonstrukcja hierarchicznego, sakramentalnego, apostolskiego Kościoła i powstanie czegoś nowego, niezdefiniowanego i niebezpiecznego – podkreśla.

Zgodnie z oficjalnym komunikatem Watykanu, Synod o Synodalności jest opisywany jako „proces słuchania i rozeznawania”. Według hierarchy synodalność słucha, ale wyłącznie uczuć, a to, co rozeznaje, to kompromis. Zamiast głosić Ewangelię, Synod ten stara się przerobić Ewangelię na obraz upadłego człowieka – wyjaśnia duchowny.

Biskup Strickland nie ma wątpliwości, że Synod o Synodalności zmierza ostatecznie w kierunku uznania związków jednopłciowych, akceptacji pozamałżeńskich relacji osób rozwiedzionych, inwersji kapłaństwa poprzez dopuszczenie kobiet do święceń diakonatu oraz stłumienia tradycyjnej liturgii pod pozorem troski o jedność Kościoła.

Szczególnie niebezpieczne, w ocenie hierarchy jest uciszenie głosów sprzeciwu poprzez narzucenie języka dialogu. Tymczasem choć synodalna ścieżka jest wybrukowana językiem inkluzji, prowadzi ostatecznie do wykluczenia – wykluczenia Tradycji, poświęcenia, obiektywnej prawdy.

Jego architekci powołują się na „duchowe rozeznanie”, ale odrzucają każdy moralny absolut, którego nauczał Chrystus. Jego apologeci wzywają do „jedności”, ale rozbijają trzodę, alienując wiernych katolików. Władze kościelne wmawiają nam, że Kościół musi bardziej słuchać ludzi niż im głosić; doktryna musi się rozwijać poprzez wchłanianie innych kultur, a liturgia musi ewoluować, aby dostosować się do ekologicznych i rdzennych form wyrazu. To nie jest katolicyzm. To sklerykalizowany relatywizm – nie ma wątpliwości kapłan.

Autor podkreśla, że nie możemy pozostać obojętni na tą rzeczywistość. Uzbrojeni w święty Różaniec i Eucharystię, jesteśmy wezwani do stanowczego i odważnego głoszenia Prawdy, nawet za cenę wykluczenia i marginalizacji. Nie ze względu na nienawiść czy niechęć wobec naszych przeciwników, ale mając zawsze na względzie miłość do Mistycznego Ciała Chrystusa. Nasza mowa, wzorem św. Tomasza z Akwinu powinna być jasna i klarowna, a wśród naszych praktyk religijnych na stałe powinny zagościć post i pokuta. Niezwykle pomocne, przekonuje duchowny, jest również poszukiwanie wiernych wspólnot, tak abyśmy umocnieni świadectwem innych, dawali odpór samotności i beznadziei.  

Pod żadnym pozorem jednak, błaga hierarcha, nie możemy porzucać Świętego Kościoła. Nie uciekajmy przed bitwą. Nieustannie się módlmy. Przemawiajmy bez strachu. Walczmy z miłością w sercu. Wilki są prawdziwe. Ale Baranek zasiada na tronie, i bramy piekielne Go nie przemogą. Pozostańcie wierni, bądźcie czujni. Znajdźcie ukojenie w Sercu Chrystusa – konkluduje apelem amerykański duchowny.

Źródło: lifesitenews.com

PR

https://pch24.pl/leon-xiv-kontynuuje-dzielo-franciszka-synodalnosc-trwa-dalej/embed/#?secret=sUAqAG5Gtb#?secret=ec24piXq1V

Pożar jednego budynku w Kairze sparaliżował cyfrową infrastrukturę Egiptu.

Tragiczny pożar w siedzibie Telecom Egypt

sparaliżował cyfrową infrastrukturę kraju

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/tragiczny-pozar-w-siedzibie-telecom-egypt-sparalizowal-cyfrowa-infrastrukture-kraju

Tragiczny pożar, który wybuchł w poniedziałek 7 lipca 2025 roku w siedzibie Telecom Egypt w centrum Kairu, nie tylko pochłonął życie czterech pracowników, ale także ujawnił krytyczną podatność egipskiej infrastruktury telekomunikacyjnej. Płomienie, które strawiły 10-piętrowy budynek Ramses Central, doprowadziły do bezprecedensowego paraliżu cyfrowych usług w całym kraju, zmuszając władze do podjęcia nadzwyczajnych środków zaradczych.

Pożar rozpoczął się na siódmym piętrze budynku około godziny 17-tej czasu lokalnego i szybko rozprzestrzenił się na kolejne kondygnacje. Czterej pracownicy firmy zginęli z powodu zatrucia dymem, pozostając na swoich stanowiskach do ostatnich chwil, próbując chronić kluczową infrastrukturę telekomunikacyjną. Dodatkowo 27 osób zostało rannych, w tym strażacy uczestniczący w akcji gaśniczej. Wstępne dochodzenie wskazuje na zwarcie elektryczne jako prawdopodobną przyczynę tragedii.

Konsekwencje pożaru okazały się katastrofalne dla egipskiej gospodarki. Budynek Ramses Central obsługuje około 40 procent ruchu telekomunikacyjnego w kraju, co spowodowało natychmiastowe zakłócenia w działaniu Internetu, telefonii komórkowej i stacjonarnej. Według organizacji NetBlocks, monitorującej globalną łączność internetową, krajowa przepustowość spadła do zaledwie 62 procent normalnego poziomu. Awaria dotknęła wszystkich głównych operatorów: Vodafone, Orange, WE oraz Etisalat.

Efekt domina szybko objął sektor finansowy. We wtorek rano Egipska Giełda Papierów Wartościowych (EGX) podjęła bezprecedensową decyzję o zawieszeniu handlu na cały dzień. Systemy elektroniczne giełdy nie były w stanie wyświetlać danych cenowych ani przetwarzać transakcji. Bankomaty przestały działać, a płatności kartami były niemożliwe. Bank Centralny Egiptu w trybie awaryjnym podwoił dzienny limit wypłat gotówkowych z 250 tysięcy do 500 tysięcy funtów egipskich, aby złagodzić chaos w systemie bankowym.

Minister telekomunikacji Amr Talaat zapewnił, że pełne przywrócenie usług nastąpi w ciągu 24 godzin poprzez przekierowanie ruchu przez alternatywne centrale. Podkreślił jednak, że sama centrala Ramses pozostanie wyłączona z użytku przez kilka dni. Incydent wywołał pilną debatę o konieczności decentralizacji i zwiększenia redundancji w egipskiej infrastrukturze telekomunikacyjnej, szczególnie w kontekście rosnącej cyfryzacji gospodarki kraju.

Źródła:

Sommer w Jedwabnem. „Pogoń za rabinem Schudrichem”

Sommer w Jedwabnem. „Pogoń za rabinem Schudrichem” [VIDEO+FOTO]

11.07.2025 https://nczas.info/2025/07/11/sommer-w-jedwabnem-pogon-za-rabinem-schudrichem-videofoto

jedwabne ekshumacje
Polacy chcą ekshumacji i prawdy o zbrodni w Jedwabnem / fot. X / Tomasz Sommer

Redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” dr Tomasz Sommer był w Jedwabnem, gdzie miały miejsce oficjalne obchody zbrodni na Żydach w czasie II wojny światowej. W trakcie ruszył w „pogoń za rabinem Schudrichem”.

„Nowy zestaw pomników w Jedwabnem z prawdziwą historią na tablicach” – napisał dr Tomasz Sommer, udostępniając ich zdjęcie.

Nowy zestaw pomników w Jedwabnem z prawdziwą historią na tablicach.

Zdjęcie

64,4 tys. wyświetlenia

„Oficjalny pomnik postawiony na miejscu po spalonej stodole od wschodu flankowany jest pomnikiem złożonym z 8 kamieni z tablicami przygotowany przez Wojciecha Sumlińskiego. Od zachodu jest działka wykupiona przez stronę społeczną, na której będą wyświetlane dziś filmy (o ile pogoda pozwoli). Tak więc sytuacja w Jedwabnem robi się ciekawa” – zrelacjonował w kolejnym wpisie.

Ludzi w Jedwabnem coraz więcej.

Zdjęcie

19,1 tys. wyświetleń

https://x.com/i/status/1943286668481483070

[poniższe w oryginale md]

Tomasz Sommer @1972tomek

Pogoń za rabinem Schudrichem, głównym interesariuszem kłamstwa jedwabieńskiego.

https://twitter.com/i/status/1943286668481483070

11,8 tys. wyświetlenia

Iran otrzymuje chińskie baterie rakiet ziemia-powietrze po porozumieniu o zawieszeniu broni z Izraelem

Iran otrzymuje chińskie baterie rakiet ziemia-powietrze

po porozumieniu o zawieszeniu broni z Izraelem

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 11
Pojazdy wojskowe przenoszące rakiety ziemia-powietrze HHQ-9B biorą udział w paradzie wojskowej na placu Tian’anmen w Pekinie, 1 października 2019 r., z okazji 70. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej.

Iran przejął chińskie baterie rakiet ziemia-powietrze, a Teheran szybko odbudowuje linie obronne zniszczone przez Izrael podczas ostatniego 12-dniowego konfliktu – poinformowały źródła Middle East Eye.

Dostawy chińskich baterii rakiet ziemia-powietrze nastąpiły po zawarciu 24 czerwca faktycznego rozejmu między Iranem a Izraelem, powiedział MEE arabski urzędnik mający wiedzę na temat informacji wywiadowczych.

Inny arabski urzędnik, który chciał zachować anonimowość ze względu na konieczność omówienia poufnych informacji wywiadowczych, stwierdził, że arabscy ​​sojusznicy USA wiedzą o wysiłkach Teheranu mających na celu „wsparcie i wzmocnienie” obrony powietrznej i że Biały Dom został poinformowany o postępach Iranu.

Urzędnicy nie podali, ile pocisków ziemia-powietrze (SAM) Iran otrzymał od Chin od zakończenia walk. Jeden z arabskich urzędników stwierdził jednak, że Iran płaci za SAM-y dostawami ropy naftowej.

Chiny są największym importerem irańskiej ropy naftowej. Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA) w raporcie z maja zasugerowała , że ​​prawie 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej i kondensatu trafia do Pekinu.

Od kilku lat Chiny importują rekordowe ilości irańskiej ropy naftowej, pomimo sankcji USA, wykorzystując takie kraje jak Malezja jako węzły przeładunkowe, aby ukryć pochodzenie surowca.

„Irańczycy stosują kreatywne metody handlu” – powiedział MEE drugi arabski urzędnik.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu i prezydent USA Donald Trump podczas spotkania w poniedziałek omówili kwestie Iranu i jego programu nuklearnego.

Pogłębianie relacji

Dostawy te oznaczają pogłębienie relacji Pekinu z Teheranem i następują w momencie, gdy niektórzy na Zachodzie zauważyli, że Chiny i Rosja zachowują dystans wobec Iranu w obliczu bezprecedensowych ataków Izraela.

Podczas konfliktu Izrael uzyskał przewagę powietrzną nad Iranem, niszcząc wyrzutnie rakiet balistycznych i mordując irańskich generałów i naukowców.

Mimo to rząd przetrwał ataki.

Udało mu się również kontynuować ostrzał rakietami balistycznymi Izraela, niszcząc multum newralgicznych miejsc w Tel Awiwie i Hajfie i innych miejscach, zanim Trump, w imieniu Izraela, poprosił Iran o zawieszenie broni.

Pod koniec lat 80. Iran otrzymał pociski manewrujące HY-2 Silkworm z Chin za pośrednictwem Korei Północnej, gdy ten prowadził wojnę z Irakiem.

Republika Islamska użyła tych pocisków do ataku na Kuwejt i tankowiec pływający pod banderą USA podczas tzw. wojen tankowców. W 2010 roku pojawiły się doniesienia, że ​​Iran otrzymał od Chin pociski przeciwlotnicze HQ9.

Uważa się, że Iran wykorzystuje rosyjski system S-300, który może zwalczać samoloty i bezzałogowe statki powietrzne, a także zapewniać pewną obronę przed pociskami manewrującymi i balistycznymi, a także starsze chińskie systemy i lokalnie produkowane baterie, takie jak seria Khordad i Bavar-373.

Kłamliwa zachodnia propaganda twierdzi, że systemy te mają ograniczoną zdolność zestrzelenia amerykańskiego samolotu bojowego F-35, którego operatorem jest Izrael, pomimo faktów zaprzeczających temu twierdzeniu i zademonstrowania pilota F-35 po wzięciu jego do niewoli w wyniku zestrzelenia tego “niezwyciężonego samolotu”.

Chiny sprzedają już Pakistanowi systemy obrony powietrznej HQ-9 i HQ-16. Według doniesień, chiński system HQ-9 ma również posiadać Egipt .

Nie Rosja, Iran otrzymuje ogromną nową dostawę rakiet od… | Objawienie pośród spotkania Netanjahu-Trump | Izrael

Hindustan Times – 9 lipca 2025 r.

Wołanie z Wołynia

Wołanie z Wołynia

https://pch24.pl/wolanie-z-wolynia

Żeby zrozumieć Wołyń, trzeba wiedzieć o rzezi wołyńskiej,

której z kolei nie można zrozumieć po ludzku.

Ludobójstwo na Wołyniu było nielogiczne, opętane.

Odbyła się czystka Polaków z tego terenu. Ale po co? W jakim celu?

Witold Józef Kowalów

=====================================

Och, jakże dzisiaj łatwo polityczne elity rozprawiają o tamtej rzezi. Z jakim przekonaniem o swojej dziejowej  wyjątkowości posłowie przegłosowują ustawę o pamięci ludobójstwa dokonanego na Polakach. Ileż zapału wykazują maszerujący po ulicach neofici wiedzy o kilkuset sposobach zabijania przez OUN-UPA… Tak, miał rację ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski mówiąc, że „Kresowian zabito dwukrotnie, raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie”. Dodawał jeszcze, że „ta druga śmierć jest gorsza od tej pierwszej”. Ale, jak mamy nazwać „trzecią śmierć” tych już dwa razy zabitych, śmierć zadawaną dzisiaj po równo: i przez kłamców plakatujących się polityczną poprawnością oraz wyrachowaniem, i przez tych przepełnionych „dobrymi intencjami”, którzy zgodzili się, aby zrównać Ukraińca z banderowcem?

Rodzina

W roku 2002 w pierwszej edycji Literackiej Nagrody im. Józefa Mackiewicza laureatami zostali Władysław Siemaszko i  jego córka Ewa za więcej niż ważną dla polskiej historiografii książkę – „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945”. Dwutomowe dzieło jest nie tylko fundamentalne, ale też „życiodajne”, bo przywróciło Polsce część jej zatraconej tożsamości. Poznałem autorów i – ku swemu zaskoczeniu – odnalazłem jakby własną rodzinę. Dokładnie rzecz ujmując losy tych, których nie tylko mordowano, ale ostatecznie wypędzono z własnych domów, z własnej ziemi, a również usiłowano odebrać im pomięć. W przypadku mojej rodziny (Górscy), jak i rodziny Siemaszków, chodzi o ten kawałek polskiej ziemi nad rzeką Ług przynależny historycznie do tzw. Grodów Czerwieńskich, gdzie z końcem wieku X powstał Włodzimierz Wołyński.

W domach Wypędzonych, w domach cudem ocalałych raczej nie mówiono o Zagładzie. Powody były dwa. Po pierwsze „wieczna przyjaźń” pomiędzy Polską Ludową i Związkiem Radzieckim skutecznie przez kilkadziesiąt lat zacierała prawdę o utraconych przez Rzeczpospolitą kresowych ziemiach, co działo się i w każdym urzędzie i oczywiście w szkole oraz w służalczej kulturze. No bo jakże można było cokolwiek negatywnego mówić czy nawet kojarzyć z naszym ówczesnym „wielkim bratem”, którego oficjalną granicą od roku 1945 była rzeka Bug, a Wołyń przecież za Bugiem?

Drugim powodem była – użyjmy skądinąd medycznego pojęcia – trauma. Jeżeli cokolwiek jako dziecko usłyszałem o wołyńskiej przeszłości swojej rodziny, to tyko od Babci. Moja Mama po prostu bała się tego tematu, bała się tych dziecięcych wspomnień, w których mordercy z UPA przychodzą nad ranem aby „riezać” Lachów. Z perspektywy czasu widzę, że temat „rzezi wołyńskiej” był dużo większym politycznym tabu, niż temat Katynia. I – co szokujące – znów jest na cenzurowanym od wiosny roku 2022, czyli  od rozpoczęcia gorącego zbrojnego konfliktu pomiędzy Ukrainą a Rosją… Chociaż jest jednak inaczej – o ile kiedyś przemilczano, to teraz równie bezczelnie się przekłamuje.

Przywołując rodziny wspomnijmy też o pochodzącym z Podola śp. Szczepanie Siekierce i jego synu Michale, kontynuującym działa ojca związane z Kresami. Pan Siekierka od roku 1990, w ramach utworzonego we Wrocławiu Stowarzyszenie Rodzin Ofiar Ukraińskich Nacjonalistów, dokumentował i w efekcie wydał parutomowe źródła poświęcone ludobójstwu ludności polskiej na terenie kresowych ziem II Rzeczpospolitej. Dzieło, będące niejako kontynuacją pracy Siemaszków, nosi ogólny tytuł – „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach” i dotyczy województw – lwowskiego i stanisławowskiego oraz dodatkowo jest swoistym przewodnikiem rejestrującym na terenie obecnej Polski pomniki, tablice pamięci i mogiły dotyczące pomordowanych przez OUN-UPA.

Siekierko senior był inicjatorem jednego z nielicznych w Polsce upamiętnień naszej Zagłady. Pomnik-mauzoleum pomordowanej ludności polskiej na Kresach Płd.-Wsch. przez OUN i UPA został odsłonięty we Wrocławiu w 1999 r. Cztery lata przed śmiercią Szczepan Siekierka, odbierając przyznaną jego Stowarzyszeniu nagrodę IPN „Kustosz Pamięci Narodowej”, powiedział m.in. te arcyważne słowa: „W minionych latach fałszywie zakładano, że prawda historyczna o ukraińskich zbrodniach miałaby szkodzić polskiej racji stanu”. Czy tezę o minionych latach powtórzył by i dzisiaj?

Autorytety

W październiku 2006 r. mój Teatr Nie Teraz był pomysłodawcą i organizatorem w Tarnowie sesji naukowej pt. „Zagłada. Ludobójstwo na polskich Kresach 1939 – 45”. Myślę, że było to pierwsze tej skali w kraju, a na pewno wyjątkowe spotkanie naukowców i osób dla tytułowego tematu najbardziej kompetentnych. Wyjątkowość wynikała z połączenia faktografii z teatrem, bowiem wypowiedzi prelegentów punktowane były działaniami artystycznymi (w tym także pieśniami). Wszystko odbywało się w wypełnionej po brzegi sali (ok. 400 uczestników, w większości młodzież), a cała przestrzeń została scenograficznie uteatralizowana na spaloną polską wieś z kulminującymi ruinami kościelnej wieży.

Wystąpienia zaproszonych gości uważam do dzisiaj za swoiste kompendium polskiego wołyńskiego holokaustu. Najpierw Ewa Siemaszko (prelekcja „Od walk i terroru do ludobójstwa. Jak doszło do >genocidium atrox< na Kresach?”) uświadomiła słuchaczy co do ideologicznej genezy nacjonalizmu ukraińskiego (a w zasadzie nazizmu) i co do rozmiaru fizycznej eksterminacji ludności polskiej.  Referat dr Lucyny Kulińskiej („Przebieg eksterminacji ludności polskiej na Kresach Wschodnich. Okres planowego ludobójstwa 1943-44„), data po dacie i zdarzenie po zdarzeniu, a wszystko z przypisami do źródeł, wpisuje w dzieje powszechne ten „epizod” II wojny światowej. Natomiast ks. prof. Józef Marecki („Kościół katolicki wobec ludobójstwa na wschodnich Kresach II Rzeczpospolitej. Zarys problematyki”) daje nam szansę na zrozumienie duchowej strony banderowskiego zła, które w jego rozumieniu i dalszych naukowych dociekaniach jest niczym innym jak zbiorowym opętaniem.

Wystąpienie Romualda Niedzielko, historyka z IPN, okazało się być niespodziewanie ważne, czego wtedy jeszcze do końca nie rozumieliśmy („Sprawiedliwi Ukraińcy. Na ratunek polskim sąsiadom skazanym na zagładę przez OUN-UPA”). Gospodarzy sesji reprezentował dr Paweł Juśko („Ludobójstwo ludności polskiej na Wołyniu i Galicji Wschodniej w opinii historiografii polskiej i ukraińskiej oraz na łamach współczesnych podręczników do nauczania historii. Zarys problematyki”) z tematem, który z każdym rokiem staje się ważniejszy, a szczególnie teraz wobec coraz liczniejszej obecności uczniów ukraińskich w polskich szkołach i zadekretowaną przez MEN dostępnością „ukraińskiego programu nauczania”. Ostatnim z prelegentów był ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski z więcej niż ważnym wykładem („Przemilczane ludobójstwo na Kresach. Polskie elity wobec prawdy historycznej o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów i ich ofiarach”). Jedynie słuszne, czyli bezkompromisowe traktowanie historii „rzezi wołyńskiej” przez ks. Tadeusza jest obowiązkiem polskich elit, które muszą się różnić od postawy Andrzeja Dudy, który ledwie dwa lata temu strofował ks. Isakowicza-Zaleskiego, upominającego się konsekwentnie od lat o prawdę i godne pochówki dla pomordowanych, mówiąc, iż „wolałby”, żeby ten „nie zajmował się polityką, tylko zajmował się tym, czym powinien zajmować się ksiądz”.

Racja stanu

Polskojęzyczni politycy i historycy robiący kariery na potakiwaniu chcą nas przekonać, żebyśmy uznali, iż państwowy kult banderowskich rezunów usankcjonowany przez kijowskie władze jest uzasadniony, bo wynika z braku tradycji niepodległościowej Ukrainy, a jedynymi którzy tam walczyli o niepodległość są jedynie takie indywidua jak Lebied, Szuchewycz czy główny ideolog zabijania – „batko Bandera”.

Krakowski profesor, Bronisław Łagowski, stwierdził kiedyś bardzo słusznie, że „dzisiejsza niepodległa Ukraina nie wyrosła z UPA, lecz z Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, która uzyskała niepodległość na mocy umowy białowieskiej. Jelcyn, a nie Bandera dał Ukrainie niepodległość”. Urojenia ukraińskie, wspierane przez interesy anglosaskie, począwszy od rządów Wiktora Juszczenki stały się podstawą ukraińskiej polityki, a nieszczęściem naszego kraju jest bezkrytyczne przyjęcie tej opcji przez rządzący tu na zmianę duopol PO i PiS.

W kontrze do tego mamy histeryczną opozycję, która w kontekście ukraińskim potrafi epatować jedynie nieszczęściem – tym przeszłym i tym, które wisi nad nami w związku z milionową imigracją do Polski ludzi od dwóch dekad indoktrynowanych, co do swoich dziejów. Dla przybyszy ze wschodu „polskie pany” odpowiadają za wszelkie ich nieszczęścia, czyli prawie jak u Żydów wykreowani polscy antysemici-faszyści.

Tymczasem mogło być zupełnie inaczej, czego doświadczyłem w ramach teatralnych peregrynacji po Ukrainie w pierwszych latach jej niepodległości. Nie było tam wtedy żadnych nazistowskich resentymentów, a gro spotykanych osób miało wobec Polaków naturalne poczucie wstydu i winy za  Wołyń. Wystarczyło wtedy oprzeć wzajemne relacje o honorowanie „ukraińskich sprawiedliwych”, co byłoby – swoją drogą – naturalnym przywołaniem faktów. I trudno byłoby o lepszy międzynarodowy tegoż wydźwięk, jak ukazanie tych prawdziwych bohaterów zza Buga, skądinąd również mordowanych przez banderowskich pobratymców. We wszystkich świadectwach i wspomnieniach jest bardzo wyraźnie podkreślany wątek ukraińskiego pomagania Polakom, ostrzegania, a także ukrywania przed rezunami. Tak ocaleli również moi Dziadkowie i ich córka, moja Mama.  

Jeszcze niedawno umieliśmy oddzielić zło od dobra i banderowca od Ukraińca. Dzisiaj te dwa słowa stały się synonimem eksponowanym na wiecach i marszach. Również publicyści epatują takimi emocjonalnymi skrótami, jak np. Jacek Międlar tytułujący swoje filmowe reportaże o „rzezi wołyńskiej” – „Sąsiedzi”. Dokładnie tego samego zabiegu (tytuł!) dokonał w swej antypolskiej książce osławiony Jan Tomasz Gross. Jeszcze niedawno ubolewaliśmy nad spychaniem polskiej pamięci do kościelnej kruchty (tylko tam było możliwym wyeksponowanie np. informacji o Katyniu czy o żołnierzach polskiego podziemia antykomunistycznego). A dzisiaj, po postawieniu w Domostawie „uwięzionego” przez lata pomnika „Rzeź Wołyńska” autorstwa Andrzeja Pityńskiego, są ludzie, którzy nawołują, aby na głównej nekropolii warszawskiej symbolicznie upamiętnić ofiary ludobójstwa na  Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Robią to pod jakże kalekim hasłem: „Wołyń na Powązki”. W czasie, kiedy neobanderowskie środowiska stawiają  na Ukrainie pomniki mordercom Polaków, a nawet żądają takich upamiętnień u nas, dlaczego nie od naszych władz nie żądamy symbolicznej pamięci dla ofiar ludobójstwa, ale w miejscach najważniejszych dla przestrzeni publicznej, np. pod hasłem: „Wołyń na Plac Defilad”.      

Sztuka

Sens budowania przyszłości na prawdzie i bez nienawiści widzę w historii młodego mężczyzny, poety z Krzemieńca. Niemal w przeddzień pamiętnej lipcowej niedzieli 1943 r., do wołyńskiego dowództwa UPA stacjonującego koło Kowla wysłani zostali parlamentariusze reprezentujący polskie władze podziemne. Byli to oficerowie AK – ppor. Krzysztof Markiewicz i por. Zygmunt Rumel oraz woźnica Witold Dobrowolski. Polskich posłów nie uszanowano. Banderowcy w okrutny sposób ich torturowali i ostatecznie rozerwali końmi.

Rumel w wierszu z 1941 r. pt. „Dwie matki” jednoznacznie pokazuje uczucia, które łączyły obie żyjące na tamtej ziemi nacje:

(…) Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy –

W warkocz krwisty plecionej jagodami ros –

Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy –

By serce rozdwojone płakało – jak głos…    

Od dawna uważam, że aby zrozumieć swą tożsamość potrzebujemy wyrażać ją poprzez dzieła artystyczne. Spłacamy wtedy swój dług wobec Pana Boga, który obdarował nas jakimś artystycznym  talentem. Spłacamy też dług wobec Ojczyny i wobec przodków. To bardzo konkretne i uzupełniające się zobowiązania. Tak też rozumiem swoje obowiązki stanu wobec tematyki wołyńskiej. W maju roku 2011 premierę miał spektakl Teatru Nie Teraz „Ballada o Wołyniu”. Niesamowitym jest to, że pomimo upływu lat mamy tutaj do czynienia z wciąż jedynym w Polsce przedstawieniem teatralnym, które prawdziwie opowiada o ludobójstwie popełnionym przez banderowców na Polakach, a jednocześnie, jak to recenzowała Temida Stankiewicz-Podhorecka, jest „wielkie i głębokie jak tragedia antyczna, jest wyjątkowym dziełem artystycznym”.

Wołyń krzyczy o swą mądrą obecność w świadomości Polaków. Jest równie ważny jak pamięć Powstania Warszawskiego, jak pamięć o pokoleniu Żołnierzy Wyklętych.

Tomasz A. Żak

Tytuł tego tekstu wziąłem od religijno-społecznego periodyku „Wołanie z Wołynia”, wydawanego od roku 1994 z różną częstotliwością w Ostrogu w diecezji łuckiej na Ukrainie (po polsku i ukraińsku) przez urodzonego w Zakopanem katolickiego księdza – Witolda Józefa Kowalów.

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ

by TFP.org July 4, 2025

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ
This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ

For the third year, America Needs Fatima’s Sacred Heart of Jesus billboard campaign has swept across America, boldly reminding the nation that June is dedicated to the devotion of the Sacred Heart of Jesus. What began as a grassroots effort with just four billboards in Central Florida—launched as a response to the increasingly dominant LGBTQ messaging during June—has grown steadily, while LGBTQ visibility appears to be waning.

The billboards feature iconic images of the Sacred Heart of Jesus and carry simple yet powerful messages: “June is devoted to the Sacred Heart of Jesus” and “Christ is King.” Strategically placed along busy highways, near tourist destinations, and in commercial centers, the billboards serve as a visible reminder of God’s boundless love for mankind.

Eternal and Natural Law: The Foundation of Morals and Law

Ruby and Domenick Galatolo, active supporters of the American Society for the Defense of Tradition, Family and Property (TFP) and its America Needs Fatima campaign, launched the effort in 2023 in Ocala, Fla. They wanted it to be a counterbalance to the pride symbols that seemed to dominate public spaces. Ruby recalls that when she was growing up, every Catholic home displayed an image of the Sacred Heart, and June was widely recognized as the month to honor the Sacred Heart. She believed that by making this sacred image public again, people would remember its meaning and reunite with Christ’s love. She was right and her simple idea sparked a national movement.

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ - Ocala, Fla.
June is devoted to the Sacred Heart of Jesus billboard in Ocala, Fla.

“I truly feel Our Blessed Mother put the idea for this campaign in my heart,” Ruby said. “When we started, there was a growing sense of disgust and fatigue at how LGBTQ activists were influencing our culture and our children. The time was right to rekindle the true meaning of June’s connection to the Sacred Heart.”

This early effort unexpectedly went viral on social media, even though both Ruby and Domenick had little online presence or experience. Their campaign drew widespread attention across the U.S. and even abroad, notably in countries such as Poland, Austria, Colombia, and Canada.

An anonymous priest from Rockford, Ill., was inspired to compose a prayer for the campaign’s benefactors: “During this month of Your Most Sacred Heart, I pray, O Lord, that all who look upon Your sacred image may be drawn into profound union with You.”

As the movement gained momentum, America Needs Fatima made it part of its call to action, by sending out emails with simple instructions encouraging individuals to raise funds and secure billboard space locally. These emails included contact information for billboard companies and direct links to approved artwork, streamlining the process.

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ - Worcester, Mass.
June is devoted to the Sacred Heart of Jesus billboard in Worcester, Mass.

Mark Fisher, one of the many inspired supporters, received an email and joined forces with a longtime friend to sponsor four billboards around Worcester, Mass.—the second-largest city in the state. Like the Galatolos, he had grown frustrated with the overwhelming LGBTQ presence in his community and was eager for a tangible way to redirect attention to God.

“We put billboards up along Highway 290 and Route 9, two extremely busy roads in Worcester where we know they’ll be seen,” Mark said. “A friend told me they were a refreshing sight in the midst of all the pride messages—a sign of hope for a return to God. I pray many others feel the same way.”

Mark is already planning to fund billboards closer to the heavily congested city of Boston next year in hopes of reaching even more people.

Others have followed suit this year, raising funds for billboards that have appeared in Times Square, Hollywood, downtown Houston, Sacramento, San Jose, Cincinnati, and countless towns and cities across the nation.

In Bridgeport, Conn., Michael Miller and his community came together to purchase a billboard along busy Route 8 South, just before it merges with I-95.

“The campaign was a great way to honor Our Lord and fight back against an atheistic society trying to replace God with grave sins,” he said. “These billboards are a powerful way to take action and help place Our Lord before every person who drives by.”

This June, “Christ is King” Conquers LGBTQ - Bridgeport, Conn.
June is devoted to the Sacred Heart of Jesus billboard in Bridgeport, Conn.

The Cincinnati Enquirer carried a feature article about the billboards and their impact on the metro area. Reporter Grace Tucker took note of the efforts of ANF supporters Patrick and Mary Ashcraft. She concluded that by the end of June, the couple’s billboards “will have attracted over 5.6 million potential views from the many drivers who use I-71 on a regular basis.”

As the number of Sacred Heart billboards grows, it’s noteworthy that LGBTQ messaging appears to be receding. Media outlets such as the Associated Press, USA Today, and Forbes have reported a notable drop in corporate sponsorships of pride events this year, which has led to scaled-back promotions. Forbes reported, “Gravity Research found a 60% decrease in pride engagement across major companies between 2023 and 2024—and that trend continues.”

That said, LGBTQ activism hasn’t disappeared. One group purchased a digital billboard in the same Ocala location as Ruby Galatolo’s Sacred Heart display. As the digital screen rotates, the LGBTQ message now appears immediately after Ruby’s billboard. While this placement is unfortunate, Ruby remains undeterred.

“This fight is not over,” she said. “But we know who wins.”

For those wanting more information about this campaign, please call 888-317-5571.

Norymberga 2.0 już się rozpoczęła.

ELITY GLOBALISTÓW NAZWISKAMI PRZED SĄDEM W HOLANDII

Jim Ferguson relacjonuje z Holandii —

Dzień po historycznej rozprawie sądowej w Leeuwarden, która może wywołać globalną burzę. Słyszałem to na własne uszy, będąc w sali sądowej: Billa Gatesa. Urszuli von der Leyen. Alberta Burlę. Klausa Schwaba. Marek Rutte. Wszyscy zostali oskarżeni o spisek, bioterroryzm i zbrodnie przeciwko ludzkości.

Próbowali powstrzymać tę sprawę.

Aresztowali głównego prawnika, Arno van Kessela, zawiązali mu oczy, skuli kajdankami i zamknęli w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Jednak dowody — blisko 200 dokumentów — dotarły do sądu.

Uzyskałem specjalny dostęp do środka. Wraz z szanowaną holenderską dziennikarką Djamilą le Pair byłem świadkiem momentu, w którym kłamstwa zaczęły się rozpadać. To nie było zwykłe przesłuchanie. To był początek czegoś monumentalnego. ‍

Wyrok ma zostać ogłoszony za sześć tygodni. Jeśli tak się stanie, może to skutkować wszczęciem postępowania karnego przeciwko światowym przywódcom.

Świat patrzy. A ludzie się buntują. Media o tym nie napiszą. Tak więc zrobimy: Udostępnij to. Oznacz wszystkich. Dajcie im znać – Norymberga 2.0 już się rozpoczęła.

The Bright Future of AI-powered America – is ours for the taking

The Bright Future of AI-powered America

is ours for the taking

ROBERT W MALONE MD, MS JUL 10
 
READ IN APP
 

Some basic facts about homelessness. The homeless population in the U.S. is growing. Recent data indicates a significant increase nationwide, with 2024 recording the highest number of homeless individuals since tracking began. Over 770,000 people were homeless in 2024, surpassing the previous year by more than 118,000. The homelessness rate increased from 1.75 per 1,000 in 2022 to 2.3 per 1,000 in 2024, representing a 30% rise over the two-year period. Overall, the homeless population increased by 18% from 2023 to 2024. Additionally, chronic homelessness, defined as individuals homeless for at least a year or experiencing repeated episodes, grew by nearly 30% between 2020 and 2023  12345

Under the Biden/Harris administration, the U.S experienced the largest increases in homelessness ever recorded, both in terms of the number of people and the percentage rise. Many experts believe that the federal spending and stimulus measures under the Biden administration contributed to inflation, which in turn drove up rents and home prices. Since 2019, rents have grown by more than 27% and home prices by nearly 50%. This forced many people to live on the streets.

Once people become homeless, it is very difficult to find employment and to lift themselves out of poverty. This leads to a spiral of dysfunctional behavior as people no longer have opportunities for a better future. 

This is our future, unless we change American culture right now.

This is a children’s playground in Oakland, California. Kamala Harris’ hometown It is now completely overrun with a homeless encampment, trash and needles. This is what Gavin Newsom and Democrats have done to California you don’t see reported on the news.

@WallStreetApes

=======================

Not all homeless individuals are without jobs. In the U.S., approximately 53% of those in homeless shelters and 40% of homeless people on the streets are employed in some capacity. 

Many homeless individuals are functionally unemployed. About 66 million Americans, or nearly one in four working-age adults, are functionally unemployed—meaning they are either jobless, unable to find full-time work, or earning less than $25,000 annually. That accounts for 24.3 percent of the workforce 7


Somehow, we have a situation whereby almost 25% of the workforce is functionally unemployed. Yet it is also argued by the experts and industry leaders that we have to import illegal aliens to do our “dirty” jobs. That Americans are incapable or unwilling to mow lawns, do landscaping, garden, do farm work, butcher, houseclean, and even complete basic construction tasks. The list of jobs we rely on illegal immigrants for goes on and on.

Of course, none of these are jobs that AI will replace anytime soon, which is why these “dirty jobs” are the jobs of the future.

But the situation gets worse. Dario Amodei, the CEO of Anthropic, one of the world’s leading creators of artificial intelligence, forecasts that over the next five years, AI could automate or eliminate between 10% and 25% of jobs in advanced economies, with certain sectors and entry-level roles facing even higher risks. The overall global job loss rate due to AI is projected to be between 9% and 14% by 2030, with the most rapid disruption expected between 2025 and 2028 7.

This is the future we all have to prepare for.

Work has become the enemy in the minds of many Americans. For many years now, the USA has been slowly drifting away from core elements of a functional industrialized society. There is a strong belief that a four-year college degree is the best route for most people to achieve success. Pop culture has celebrated the “corner office job,” overlooking the important roles played by the workers and jobs that helped create that office.

Moreover, the traditional and essential roles of maintaining a household and raising a family have been denigrated.

Because of this, many see other pathways to success, like trade schools, apprenticeships, and certification programs, as less valuable or just “alternatives.” Well-meaning parents and counselors often view apprenticeships and on-the-job training as suboptimal options, relegated only to individuals who aren’t suited for a college degree in some manner.

This focus on higher education is in part due to a decline in vocational programs and trades classes in high schools nationwide. Unfortunately, these trends have contributed to a growing skills gap. A gap for which the solution for many small and large businesses is to either hire illegal immigrants or export their labor needs overseas.

Last Monday, I was at an event in DC, speaking with a conservative who matter-of-factly told me that we have to import labor because Americans are not going to go out and cut their grass or clean their own houses anytime soon. 

However, here’s the thing: when things get bad enough, or the stigma is removed from such jobs, they will. And that is the future we have to plan for and enable.

On Sunday, we had dinner with a German family visiting the States. I was speaking to Julian, who is a German housewife. She and I were discussing the dire economic situation in Germany, primarily caused by the large influx of immigrants. The proportion of people in Germany who are immigrants, as well as their children (where both parents are immigrants), is almost 25%.

Juxtapose this with Poland. Immigrants in Poland represent about 7% of the population, and the vast majority of immigrants in Poland are from Europe. Poland’s economy is expanding at one of the fastest rates in the European Union. There is almost no unemployment. Why is this? One of the main reasons is that Poland has not taken on vast numbers of immigrants, unlike Germany. Germany is awash in immigrants who can not find work and are now relying on government services to live. [Nie słyszał o Zełanskim i Ukraińcach? md]

According to Julian, the economy in Germany is so bad that now some Polish people are actually hiring German women to clean their houses. This is an exact reversal of the situation a few years back, when Germans hired Polish women to clean their houses.

Another reason the Polish economy is thriving is that it has a highly skilled labor force. Poland has made significant, ongoing investments in teaching people the trades. This has been achieved through a combination of government funding, employer incentives, and curriculum modernization. The result is that in Poland, a more flexible and industry-aligned vocational education system has been established, equipping both youth and adults with the skills necessary for the modern economy. [fantazjuje… md]

There is a lesson to be learned from all of this for America. We must prepare for a future where trades, including manufacturing, play a significantly larger role in the economy. 

Work must become not an enemy of the middle class as it is now, but their savior. And this major shift in thinking must happen rapidly.

Unfortunately, our primary and secondary schools teach children that attending college is the path to success, implying that without a college education, one cannot achieve a successful career or true mental enlightenment. College has replaced religion as the citadel of knowledge. Teachers are teaching what they were taught in college, that the pathway to success and happiness lies in a “good education.” That the trades are something we hire “others” to do. That the domestic arts are not of value. This has to change. 

The Department of Education should start by creating educational materials for elementary schools that highlight the advantages of entrepreneurship, the requirements of trades careers, and the positive impact on families of such employment. These materials should emphasize that working in an industrialized setting or as a tradesperson offers stability and job security, along with opportunities for family and leisure time. That a career in the trades requires as much or more skill than a college degree. That such a career is desirable and a goal worthy of a young person’s consideration. Additionally, a vocational education system aligned with industry needs must be implemented in high schools immediately. This system should equip students with essential skills for the modern economy, taking into account the impact of AI on various industries. High schools need to stop hiring teachers with four-year degrees and instead hire skilled tradespeople.

The USA has a huge unmet need for tradespeople, and lots of high paying jobs are going begging for applicants/

To Make America Great Again, Make the Trades Great Again!

Of course, this will be implemented on a state-by-state level, as it should be. But as long as we have a Department of Education, it can be used constructively to facilitate these changes.

We can not afford to be like Germany, whereby we have a vast immigrant population and not enough jobs. In the USA, we already have almost 25% of our workforce as functionally unemployed, capped off by a growing illegal immigrant population. This imbalance is unsustainable. Without a strong economy and good jobs, our birth rates will continue to decline, and our nation will stagnate economically. Overnight what constitutes a “good job” has changed, and Americans must adapt to this new reality.

The golden future for America is work. Real work. Not bullshit make-work jobs. 

That means, good-paying jobs that have meaning, but that do not require a college degree. People have to be re-educated to view such jobs as worthy of their time and effort. This will require that our children learn to work again. This will require that many college-educated people be retrained for jobs in the trades. 

For our families, they must reorient to this new reality. Saturday morning chores, which require our children to perform real work, must become the norm again. Families must relearn that the risk-benefit ratio of being outside and playing will cause more injuries, but that is offset by strong, healthy bodies. That children learn that physical work is not to be avoided, but rather to be embraced. That parents set an example and work with their children to clean the house, teach organizational skills – the domestic arts as well as how to use a screw driver, how to mow their lawns, plant vegetables and keep chickens. These basic homesteading skills teach children how to move their bodies and teach muscle memory. A child who has spent their life on their cell phone is not equipped for the world that awaits them.

I had a little chuckle yesterday when someone commented that my homesteading posts seemed elitist because they thought most people couldn’t homestead. But that really isn’t the case at all! Even folks living in apartments can enjoy a vegetable garden or try their hand at hydroponics. Learning a craft like knitting or how to cook to feed a family is all part of the self-sustainability movement. This isn’t elitist; it looks towards a different future. His inability to understand this reality and message reveals that a certain mindset is at play, one that makes it seem like tradecraft and a lifestyle focused on self-sustainability are out of reach for most Americans. 

The cognitive dissonance that homesteading and prepping are elitist, while also viewing the domestic arts and trades as inferior uses of time, is a real phenomenon. This is a result of our educational system and media.

Teaching basic skills in our educational programs is critical to the well-being of society. Home economics must become a core curriculum, along with how to use tools. I took shop classes in high school – woodworking, metalworking, auto, drafting, at the same time I took advanced algebra, chemistry and biology and participated in the California gifted and talented high school training program. I would not have the skill sets I have needed throughout my life if I had not done this. That was California back in the 70s. All gone now, all gone woke.

Modernizing those old educational programs and making them the centerpiece of a model educational system is a critical step in shaping the American economy for the future. Those old-fashioned jobs in industry combined with modern training for skills involving robotics and artificial intelligence have to be elevated to the place in the hearts of Americans that they deserve.

BRUKSELA DOKRĘCA ŚRUBĘ. Komisja Europejska narzuca nowy cel redukcji gazów cieplarnianych – o 90% do 2040 roku!

BRUKSELA DOKRĘCA ŚRUBĘ

DOŁĄCZ DO PILNEJ PETYCJI W OBRONIE PRĄDU W NASZYCH DOMACH

Szanowny Panie Mirosławie

To jest wręcz NIEWYOBRAŻALNE…

Okazuje się, że coraz więcej Polaków rozumie niebezpieczeństwa, jakie do nas nadciągają, natomiast coraz więcej polityków nie tylko nie chce ich zrozumieć, ale wręcz przyspiesza katastrofę!!!

Z Panem akurat mogę być szczery, gdyż znamy się nie od dzisiaj. Należy Pan do grona naszych wspaniałych Darczyńców, wspiera Pan nasze akcje, o czym wiem i pamiętam. I raz jeszcze za to dziękuję.

I mówiąc szczerze, nie mogę ukryć własnego zdumienia, gdy czytam wiadomość sprzed dosłownie kilku dni: Komisja Europejska narzuca nam nowy cel redukcji gazów cieplarnianych – o 90% do 2040 roku!

To jeszcze większe zaostrzenie już drakońskich celów, jak np. zawarty w pakiecie Fit for 55 do Zielonego Ładu cel redukcji o 55% do 2030 roku. Kolejna dekada ma stanowić już totalne dokręcenie śruby nam wszystkim. Bo przecież to my za to zapłacimy cierpieniem, zubożeniem i być może nawet utratą własnego majątku…

Realizacja takiego scenariusza oznacza nie tylko likwidację polskiego górnictwa, ale właściwie dekarbonizację całej gospodarki – łącznie z transportem oraz z rolnictwem. Tego oczywiście nie wytrzyma nasz Krajowy System Elektroenergetyczny, bo jak miałby udźwignąć dostawy prądu do kolejnych milionów aut elektrycznych oraz mieszkań?!

 Przecież to obłęd, prosta droga do regularnych blackoutów i cofnięcia nas w rozwoju o stulecia!!

I dlatego postanowiłem Panu o tym napisać, gdyż my w naszym gronie dobrze wiemy, w jak wielkie kłopoty wpakowały nas w minionych kilku latach polskie władze, z obecnym rządem na czele.

Wskutek fatalnych decyzji, takich jak zasypania i wręcz zniszczenia czynnych kopalń posiadających jeszcze ogromne złoża węgla, jak również wobec braku remontów istniejących i zaniechania budowy nowych elektrowni, w najbliższych latach w Polsce może zacząć brakować prądu.

Dlatego też od kilku tygodni prowadzimy kampanię protestacyjną, w ramach której zbieramy podpisy pod petycją do premiera Donalda Tuska oraz liderów rządowej większości w Sejmie:

NIE dla likwidacji polskich elektrowni i zniszczenia górnictwa – wysyłam protest! 

Mamy też uruchomioną zrzutkę środków na promocję tej petycji i pomnożenie liczby sygnatariuszy. Serdecznie zachęcam Pana do włączenia się w tę zbiórkę: 

Wspieram protest w obronie polskiej energetyki, aby podpisało go więcej Polaków 

Powiem Panu, że naciskamy na polityków coraz mocniej, co zdaje się… przynosić pierwsze efekty. Mianowicie:

  1. Licznik naszej petycji przekroczył 10 000 sygnatariuszy! Z tej okazji postanowiliśmy złożyć dotychczas zebrane podpisy bezpośrednio w kancelarii premiera Donalda Tuska.Jak może Pan zobaczyć na powyższym zdjęciu, byłem w tym celu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i uzyskałem pisemne potwierdzenie przyjęcia petycji.
  2. Polski rząd wychodzi poza dotychczasowe puste obietnice wyborcze. Jak wiemy, rządzący do tej pory obiecywali ochronę polskiej gospodarki i interesów obywateli, a jednocześnie podpisywali niemal wszystko, co przedstawiono im w Brukseli. Czy zatem wobec skrajnie radykalnej propozycji Komisji Europejskiej ten scenariusz się powtórzy?Ministerstwo Klimatu i Środowiska stwierdza jednak (rychło w czas!), iż „propozycja celu redukcji emisji na poziomie 90 proc. nie odpowiada w ogóle na pytanie, jak ten cel miałby być zrealizowany. Komisja Europejska nie pokazuje ani drogi dojścia do takich redukcji, ani kosztów, ani nawet narzędzi. W naszej ocenie przedstawiony cel jest nierealistyczny i będziemy sprzeciwiać się jego przyjęciu w takim kształcie”.

Czy widzi to Pan? Tak, wiem, że takie pojedyncze oświadczenie niewiele jeszcze znaczy i jesteśmy obecnie daleko od sukcesu w naszej wspólnej sprawie, ale sam język, którym zaczął posługiwać się rząd, to niewątpliwie efekt presji społecznej, w tym inicjatyw takich, jak nasza kampania petycyjna oraz akcja informacyjna na rzecz uświadomienia Polakom, czym w rzeczywistości jest „Europejski Zielony Ład” i co w praktyce będzie dla nas oznaczać jego realizacja…

Jestem przekonany, że gdy pomnożymy naszą obecną liczbę podpisów – np. do 50 000 lub nawet 100 000 – a następnie nagłośnimy sam fakt ich zebrania, Donald Tusk nie będzie mógł kolejny raz schować głowy w piasek.

Dlatego bardzo Pana proszę o włączenie się jeszcze dziś w tę akcję poprzez wsparcie dowolnym datkiem naszego obywatelskiego apelu o pilne ratowanie polskich elektrowni węglowych i kopalń, aby wkrótce nie zabrakło nam prądu:

ZATRZYMAJMY TO SZALEŃSTWO! Wspieram protest w obronie polskiej energetyki 

A zabraknąć może, czego już nie ukrywa już nieliczne, ale wpływowe lobby klimatyczne, które forsuje wymuszenie ograniczeń w korzystaniu z prądu.

Nie możemy np. zakładać, że wszystkie jeżdżące obecnie po Polsce i po innych krajach samochody spalinowe zostaną jeden do jednego wymienione na elektryki. Byłoby to niezrównoważone ze względu na związane z tym ogromne potrzeby w zakresie pozyskiwania energii i surowców

– to są słowa przedstawicielki „Koalicji Klimatycznej”, które zacytował Business Insider, opisując nowe propozycje Komisji Europejskiej.

Czy widzi Pan ten obłęd?! Chcą nam zabrać to, co obecnie mamy i zamiast powrotu na ścieżkę rozwoju i bogacenia się, pogrążyć całe społeczeństwo – pozbawić własności, w tym osobistego transportu oraz limitować prąd przypadający na pojedynczą osobę.

NIGDY nie możemy się na to zgodzić!

Bardzo Pana proszę: uczyńmy tę inicjatywę kampanią ogólnonarodową – głosem społeczeństwa, które stanowczo sprzeciwia się nowej bolszewickiej nawałnicy, która coraz bardziej nieudolnie kryje się pod fasadą troski o planetę.

Nie pozbawiajmy się prądu z węgla! Dołączam do obywatelskiej petycji 

Poniższy link prowadzi do strony głównej naszej petycji – bardzo liczę na Pana udział w niej poprzez podpisanie, a jeśli to także możliwe – poprzez wpłatę choćby małego datku na jej rozpropagowanie (tutaj link do strony ze zrzutką).

Wiem, że nasz sukces w postaci zmobilizowania setek tysięcy Polaków i nagłośnienia sprawy na poziomie ogólnopolskim jest możliwy. Nie czekając na zebranie całej zakładanej kwoty, już uruchomiliśmy pewne działania płatne i widzimy pierwsze ich owoce, szczególnie w postaci dużej liczby osób dołączających do nas z Facebooka.

W praktyce oznacza to, że już za kwotę 40 zł możemy pozyskać od 50 do nawet 125 kolejnych osób, które podpiszą petycję. Jeśli wpłaci Pan np. 100 zł, przełoży się to odpowiednio na 125 -312 pozyskanych osób. To trudne do wyobrażenia, ale te mechanizmy naprawdę tak działają – Pana jeden datek naprawdę może sprawić, że kolejnych TRZYSTA osób zaprotestuje razem z nami. I oni zapewne też powiedzą o tej kampanii swoim znajomym…

Wybór kwoty pozostawiam Pana możliwościom i hojności.

Przy czym nie zapominam o jednym: o Pana dotychczasowym wsparciu, za które raz jeszcze dziękuję! Pragnę też podziękować za poświęcony czas i udział w naszych petycjach, które przecież w pełni realizujemy dzięki takim polskim patriotom jak Pan. Działamy bowiem bez pobierania jakichkolwiek środków publicznych, czy też grantów od dużych korporacji. Jesteśmy wyłącznie dla Was i stąd cieszy mnie każda kolejna możliwość kontaktu z Panem.

Proszę przyjąć moje pozdrowienia dla Pana oraz dla Pana bliskich.

Sławomir Skiba - zdjęcie

Sławomir Skiba
Fundacja Wolność i Własność

OPEC zawiesił udział WSJ, NYT, FT, Reuters i Bloomberga w konferencji naftowej

Bezprecedensowe środki,

czy pierwsze nieśmiałe próby walki z ZIK?;

OPEC zawiesił udział WSJ, NYT, FT, Reuters i Bloomberga

w konferencji naftowej

Najwyższy czas na powiedzenie ZIK (zachodniemu imperium kłamstwa) NIE!

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 10

Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) nie akredytowała agencji Bloomberg News pomimo wielokrotnych próśb i nie wyjaśniła swojej decyzji. Wykluczone zostały również „New York Times”, „Financial Times”, „Wall Street Journal” i „Reuters”, rozszerzając zakaz nałożony przez grupę dwa lata temu. Inne agencje informacyjne uzyskały dostęp do konferencji, która odbędzie się w środę i czwartek.

Większość spotkań odbywa się obecnie online, pozbawiając dziennikarzy tradycyjnej możliwości zadawania pytań ministrom przed i po decyzjach dotyczących produkcji.

Tegoroczne seminarium odbywa się w czasie, gdy grupa walczy o utrzymanie kontroli nad rynkiem ropy naftowej w czasie, gdy Wall Street jest niemal jednomyślnie pesymistycznie nastawiony do perspektyw cen ropy w drugiej połowie roku.

Minister ropy Arabii Saudyjskiej, książę Abdulaziz bin Salman, faktyczny przywódca OPEC, publicznie skrytykował dziennikarzy za „błędne” relacjonowanie wydarzeń w grupie. Dziennikarze i szefowie agencji prasowych byli bardzo rozczarowani tym podejściem, ponieważ spotkania sojuszu dostarczają cennych informacji do analizy krótkoterminowych perspektyw najważniejszego rynku surowcowego.



Zakaz działalności głównych agencji prasowych był bezprecedensowym krokiem mającym na celu cenzurowanie informacji pochodzących z głębi kierownictwa kartelu naftowego. Od teraz oczekuje się, że takie środki będą stosowane na stałe.

Europa w uścisku Nowej Chazarii, cz.3

Europa w uścisku nowej Chazarii, cz.3

Autor: AlterCabrio , 10 lipca 2025

Przedstawiamy trzecią część z minicyklu, wprowadzającego w obecną sytuację geopolityczną. Przyszłość każdego z nas zależy od zmian w geopolitycznej układance, a ta ostatnio układa się po nowemu. Nie można jednak dowiedzieć się z mediów głównego nurtu, jak przebiega przebudowa. Media niezależne też nie wszystkie stają na wysokości zadania. Staramy się te braki uzupełnić i dostarczyć kompleksową wiedzę.

−∗−

Obraz tytułowy: LINK

Europa w uścisku nowej Chazarii, cz.3

Przedstawiamy trzecią część z minicyklu, wprowadzającego w obecną sytuację geopolityczną. Przyszłość każdego z nas zależy od zmian w geopolitycznej układance, a ta ostatnio układa się po nowemu. Nie można jednak dowiedzieć się z mediów głównego nurtu, jak przebiega przebudowa. Media niezależne też nie wszystkie stają na wysokości zadania. Staramy się te braki uzupełnić i dostarczyć kompleksową wiedzę.

Wcześniejsze części:

Europa w uścisku nowej Chazarii-cz.I

Europa w uścisku nowej Chazarii-cz.II

Mówi się za Feliksem Konecznym, że bizantynizm zakorzenił się w niemieckich umysłach poprzez kontakty z Bizancjum, za pośrednictwem małżeństwa cesarza Ottona II z bizantyńską księżniczką Teophano, córką Konstantinosa Sklerosa. Nic dziwnego, że wraz z księżniczką przybyły do Cesarstwa wzorce kulturowe i ustrojowe. To jednak za mało, aby ukształtować charakter całego wielkiego państwa, jego władzy, elit i pojęć, motywujących uczucia ludu i decyzje możnych.

Musi tkwić coś głębiej, coś bardziej pierwotnego, uwodzącego umysły, przekazywanego w genach, w dziecięcych kołysankach, w bajkach i legendach, w pieśniach ludu, w historiach, opowiadanych przy ogniu, a nawet w krajobrazie. Drugie Cesarstwo, nazwane z czasem (nieoficjalnie) Sacrum Imperium Romanum – Święte Cesarstwo Rzymskie, było rzymskim tylko z nazwy. Faktyczną tożsamość tego tworu ujawnia inna jego nazwa – I Rzesza Niemiecka, Erstes Reich, którego trzonem było Królestwo Niemieckie – Reich der Deutschen. Było to więc państwo wielonarodowe, założone i zarządzane przez Teutonów, zwanych przez Rzymian Germanami, którymi przewodzili wówczas Sasi, bliscy sąsiedzi Jutów i Anglów.

Tytulatura Cesarstwa przywodziła wciąż żywą pamięć Cesarstwa Karola Wielkiego, które z kolei uznawało się za kontynuację Rzymu Cezarów, zarówno w swej warstwie politycznej, jak i kulturowej. Rzesza Niemiecka, zwana Cesarstwem z cesarskim Rzymem nie miała niczego wspólnego, poza tym, że przodkowie jej założycieli byli zwykle Rzymowi wrodzy. Cesarstwo Karolingów mogło rościć sobie pretensje do cesarskiej sukcesji, leżąc na terenach dawnego Imperium Romanum, a Frankowie Saliccy pod wodzą Meroweusza walczyli u boku Rzymian na Polach Katalaunijskich. 20 czerwca 451 r. w miejscu, zwanym Campi Catalaunici starły się dwie wielkie armie – rzymska pod dowództwem Flawiusza Aecjusza, zwanego ostatnim Rzymianinem, oraz huńska, pod wodzą Attyli, zwanego Biczem Bożym. Obydwie armie wsparte były przez sojusznicze plemiona, jednym z sojuszników rzymskich byli Frankowie Saliccy. Armia Hunów poniosła wtedy wielką klęskę, co złamało jej dotychczasową potęgę. Dwa lata później Bicz Boży zmarł podczas własnej nocy poślubnej, w łożu z germańską księżniczką Ildico. Historyk Jordanes podaje, że przyczyną bezpośrednią był krwotok z nosa, który zalał płuca, a pośrednią – pijaństwo i nadmierny wysiłek seksualny. Po śmierci Attyli jego imperium rozpadło się, a Hunowe zeszli z dziejowej sceny.

Bitwa na Polach Katalaunijskich była ostatnim przebłyskiem świetności Rzymu, a Frankowie wzięli w nim udział. Meroweusz założył dynastię Merowingów, która stanęła na czele państwa. Dynastia ta została zastąpiona przez Karolingów w wyniku zamachu stanu, uznanego jednak przez papieża Leona III. W Boże Narodzenie, 25 grudnia 800 roku w Bazylice św. Piotra w Rzymie papież Leon III nałożył Karolowi Wielkiemu na głowę cesarski diadem, a potem ukląkł przed władcą składając hołd. Znak był wiadomy – władza pochodzi od Boga, Cesarz jest pomazańcem Bożym, ale nie jest najwyższym kapłanem. Tym jest Papież, i bez jego aktu koronacji nikt nie może zostać Cesarzem. Obydwie władze zostały rozdzielone, a ich wzajemne relacje zdefiniowane jako współzależność.

Germańsko-saska Rzesza Niemiecka obejmowała część ziem dawnego Cesarstwa Karolingów. Sasi wykorzystali zarówno tytulaturę cesarską, jak i religię chrześcijańską do ugruntowania swej władzy. Na ile szczere były to intencje, Bóg to wie, z pewnością jednak było tam również instrumentalne wykorzystanie chrześcijańskich symboli i znaczeń, połączone ze skrytą wrogością wobec nich. Sasi, tak samo, jak znaczna część ziem Rzeszy Niemieckiej nie byli nigdy częścią Imperium Romanum. Żyjąc na ziemiach pradawnej Germanii, odziedziczyli wrogość Teutonów do Rzymu. W Cesarstwie Karola Wielkiego Sasi długo opierali się chrystianizacji, aż w końcu zostali w czasie wojen saskich w latach 799-800 brutalnie i krwawo zmuszeni do chrztu przez Karola. Mieli więc powody aby nienawidzić zarówno Rzymu, jak i chrześcijaństwa, tak samo, jak gnostycy. Połączyło ich coś jeszcze – zamiłowanie do mitu. Widać to w germańskich legendach, sagach, pieśniach, nordyckiej mitologii, choćby w Pieśni o Nibelungach, wspaniale sportretowanej przez Wagnera.

Istnieje źródło mocy i władzy – Złoto Renu, pozostające pod opieką Cór Renu. Wotan, wódz bogów zlecił dwóm braciom – olbrzymom Fafnerowi i Fasoltowi budowę nowej siedziby bogów – Walhalli. Jako honorarium zgodził się oddać im Freję, boginię miłości, radości i płodności. Olbrzymi zjawiają się po zapłatę, biorą Freję, pomimo protestów bogów i zgadzają się oddać ją za Złoto. Zostało ono jednak wcześniej wykradzione przez karła Mime, a później odebrane mu przez karła Alberyka, który, by skorzystać z jego mocy, wyrzekł się miłości. Jego karły wykuły hełm, pozwalający przybierać dowolną postać, oraz pierścień, dający władzę. Złoto zostało podstępem odebrane Alberykowi przez Wotana i Lokiego, nałogowego kłamcę i cynika, potrafiącego wykorzystać pychę Alberyka przeciwko niemu. Utraciwszy Złoto, Alberyk przeklął każdego posiadacza pierścienia, który odtąd musiał umrzeć. Bogowie oddali złoto olbrzymom, Freja została uwolniona, dwaj bracia pokłócili się o pierścień, Fafner zabił Fasolta, klątwa pokazała swoją moc. Bogowie triumfalnie wkroczyli do Walhalli po tęczowym moście Bifroście. Ta historia uruchomiła sekwencję zdarzeń, która prowadzi do Ragnarok – końca świata, w którym Walhalla wraz z bogami gorzeje w wielkim pożarze świata, który musi najpierw spłonąć, aby odrodzić się, świeży i zielony, bez wojen i cierpień. Współcześni Niemcy wciąż wierni są swoim mitom, do których powrócili po odrzuceniu chrześcijaństwa i powrocie do gnozy, co dokonało się dzięki Rewolucji Lutra. Od tamtej pory nienawidzą Rzymu jako tego, który próbował ich podbić, i tego, których ich ochrzcił. Mentalnie Niemcy od czasów Lutra są jednocześnie na tęczowym moście, wkraczając do Walhalli, oraz w mrocznym Lesie Teutoburskim, gdzie we wrześniu 9 roku plemienne hordy Arminiusza-Hermana wymordowały trzy rzymskie legiony, dowodzone przez Publiusza Kwinktyliusza Warusa. Tęczowa Walhalla, połączona z mordowaniem Rzymian – oto główny napęd okrętu o nazwie Niemcy.

Germanie, którzy pod wodzą Ottona I z saskiego rodu Ludolfingów w 962 r. uznali się za Cesarstwo, zarazem rzymskie, chrześcijańskie i niemieckie, połączyli w jedno żywioły, które mogły pozostać w pokoju tylko pod warunkiem zachowania wierności chrześcijaństwu. Było to możliwe, chrześcijaństwo udziela swojej siły każdemu, kto chce je przyjąć i w nim wytrwać. Neo-rzymscy Teutoni woleli jednak mit od wiary, władzę od dobra i gnozę od prawdy. Długo trwały wewnętrzne zmagania, w których Cesarz próbował, wzorem Bizancjum zostać zwierzchnikiem Papieża, kimś w rodzaju zastępczego Boga na ziemi, Papiestwo zaś stało na gruncie nadrzędności władzy duchowej nad świecką. Kulminacją rywalizacji był spór o inwestyturę i słynne upokorzenie cesarza Henryka IV, który w styczniu 1077 r. w Kanossie musiał ukorzyć się przed papieżem Grzegorzem VII. Co prawda później Cesarz wrócił do znaczenia, wygrywał bitwy, obalił nawet Papieża, a kolejni cesarze dalej potrafili odnosić świetne zwycięstwa i wznosić się na wyżyny potęgi, również wobec papiestwa. Jednak Kanossa zmieniła wszystko, cały świat ujrzał upokorzonego Cesarza, który dla odzyskania swej władzy zmuszony jest prosić Papieża o łaskę. Cesarz odtąd nie mógł już być bogiem. Papiestwo zadało potężny cios gnostyckiemu państwu, rosnącemu w sercu Europy. Ale nie tylko ono.

Ekspansja Imperium miała kilka wymiarów i kierunków. Najważniejszym był kierunek ideowy – przejście od katolicyzmu do gnozy, podporządkowanie i wchłonięcie papiestwa i Kościoła przez Imperium, po to, aby Imperium stało się kościołem, łączącym władzę świecką i religijną, a potem każdą inną. Były jeszcze dwa kierunku terytorialne – na zachód i na wschód. Ekspansja terytorialna na zachód została powstrzymana przez Franków, zwanych już wówczas Francuzami. Ich przywiązanie do narodowej monarchii i do wiary katolickiej zaowocowało stanowczą odmową uznania prerogatyw cesarskich względem królów Francji. Królowie mieli swoich legistów, badających prawo rzymskie i kanoniczne. Baldus de Ubaldis i Bartolous de Saxoferrato, ludzie dziś nieznani dali początek ideologii monarchii francuskiej, niezbędnej wówczas, tak samo przydatnej dzisiaj: rex est imperator in regno suo (król jest cesarzem w swoim królestwie), non ratione imperii, sed imperio rationis (nie z racji cesarza, lecz z nakazu rozumu). Drugi kierunek ekspansji terytorialnej prowadził na wschód – drang nach osten. To tam kolejne pokolenia kulturtregerów próbują zanieść wyższą cywilizację i wciąż okazują się cywilizacyjnie niżsi. Niemieckie parcie napotkało na krzepką przeszkodę – państwo polskie, rządzone przez Mieszka i Bolesława, rdzennych władców rodzimej dynastii. To państwo, jedno z najstarszych państw świata, które zatrzymało pochód gnozy ku ziemiom Chazarii, a stamtąd do panowania nad światową wyspą i nad światem. Niemcy nigdy nie zrozumieli, z czym się u nas spotykają, tak historycznie, jak i dzisiaj. Nie zdają sobie sprawy, że wyższa cywilizacja łacińska jest właśnie u nas, i zawsze była naszym naturalnym normotypem, a oni nieustannie szturmują nas gnozą, która zawsze musi użyć kłamstwa i przemocy. My też mieliśmy swoich legistów: Stanisława ze Skarbimierza i Pawła Włodkowica, a poza tym zastępy zbrojnych pod Cedynią, Głogowem, Wrocławiem, Płowcami, Grunwaldem, Koronowem, Świecinem, Byczyną, i na wielu innych polach bitew z niemieckim żywiołem, prącym na wschód.

Rzesza Niemiecka, zwana Świętym Cesarstwem Rzymskim okazała się niezdolna do wykonania zadania. Na zachodzie powstrzymana przez Francuzów, na wschodzie przez Polaków, ideowo przez katolicyzm i papiestwo. Spór papiestwa z cesarstwem nie był sporem o władzę, lecz o kształt władzy. Cesarstwo chciało jedności, prowadzącej w konsekwencji do totalitaryzmu, papiestwo chciało zachowania pluralizmu, umożliwiającego wolność polityczną, a z nią – każdą inną.

Z narzędzia, użytecznego do realizacji gnostyckich planów w Europie, Cesarstwo zmieniło się w przeszkodę, jako czynnik wzmacniający jedność polityczną, religijną i ideową Europy. Katolickie cesarstwo zostało przeznaczone do zniszczenia, tak samo, jak Kościół Katolicki i wszystkie inne państwa i narody, które ośmieliły się pozostać katolickie. Z jednością Kościoła i Europy postanowiono poradzić sobą za pomocą wypróbowanych metod fermentu religijnego. Tak zwana Reformacja, czyli bunt Lutra, oparta na starych gnostyckich wzorach, wzbogaconych o nową szatę pojęć powiódł się dlatego, że trafił na odpowiedni moment polityczny. Książęta Rzeszy chcieli zostać w swoich państwach i państewkach udzielnymi władcami równymi cesarzowi, a usłużny kapitał, już wówczas należący do gnostyków i penetrujący Europę tylko czekał, aby finansować rosnące potrzeby udzielnych władców. Potrzeby dworu władcy i jego możnych są znaczne, trzeba się przecież odpowiednio prezentować, każde państwo musi posiadać swoje atrybuty, a to kosztuje. Najlepszą inwestycją była i nadal jest wojna, można bowiem finansować obydwie strony konfliktu, albo ktoś wygra, albo wszyscy przegrają, i zawsze górą są bankierzy.

Reformacja przyniosła Europie kilka fal wojen politycznych, nazywanych dla niepoznaki religijnymi, rozbicie ideowe Europy na śmiertelnie skonfliktowane obozy, przebudowę zachodniej i środkowej części kontynentu. Największa transformacja o najdonioślejszych skutkach, trwających do dziś polega na zmianie treści pojęć. Świat protestancki inaczej niż katolicki postrzega tak fundamentalne kwestie, jak dobro i zło, prawda i fałsz, prawa i obowiązki, wolność i zniewolenie, zbawienie i potępienie. Gnostycy dokonali głębokiego podziału, działając pozornie sprzecznie ze swoimi ideami, dążącymi do jedności wszystkiego. Było to jednak podzielenie i skłócenie świata katolickiego, co jest jak najbardziej w interesie gnozy jako niezbędny warunek państwa światowego. Ordo ab chao, solve et coagula – tak brzmią zasady masońskie i alchemiczne.

Walka ideowa na polu religii i filozofii to najważniejszy front gnostyków, determinuje bowiem to, co ludzie myślą i co robią, a ludzie są najważniejszym zasobem planety. Pamiętajmy jednak, że treść potrzebuje formy, gnostycy potrzebują państw. Są to dla nich konieczne byty polityczne, zdatne do tego, aby przejąć nad nimi kontrolę z zewnątrz i realizować dalekosiężne cele. Można wówczas posługiwać się państwem, jego władzą, zasobami i mieszkańcami jakby zdalnie sterowanym pojazdem, mającym nawet załogę, która myśli, że wszystkim kieruje sama, a w rzeczywistości jest kierowana przez ukrytych nawigatorów. Pamiętano o przywiązaniu Teutonów do mitu, co jest warunkiem niezbędnym, aby wierzyć i słuchać gnozy. Posłużono się Rzeszą Niemiecką, w czasie, gdy wtajemniczeni mieli już świadomość, że nie spełni ona pierwotnego zadania, wciąż jednak nadawała się do realizacji celów pośrednich. Takim celem było wyemanowanie z Rzeszy nowej siły, która może stworzyć państwo i zarządzać nim. Użyto rycerskiego Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, zwanego u nas Krzyżakami, od czarnych emblematów w kształcie krzyża. Zakon nie miał wezwania Najświętszej Marii Panny, tylko szpitala pod tym wezwaniem. Oficjalnym celem Zakonu było krzewienie chrześcijaństwa i walka z pogaństwem.

To jedna z wielu mistyfikacji, w jakie obfituje historia, i to mistyfikacja tak gruba i bezczelna, że prawie nikt jej nie widzi. Zakon tworzyli w większości ministeriałowie z Rzeszy, podlegli większym feudałom, czyli średniozamożni rycerze, których status był niższy niż wolnych rycerzy Rzeszy, którzy podlegali samemu cesarzowi. W Polsce takie rozwiązania były prawie nieznane, u nas wszyscy byli formalnie równi, natomiast w Rzeszy ministeriał, który wywodził się z niewolników i jeńców wojennych, drogę do wyższych godności widział zwykle zamkniętą. Wykorzystano więc grupę ambitnych ludzi, ograniczanych przez porządek prawny, tworzących znaczną siłę społeczną. Krzyżaccy zakonnicy, będąc w Ziemi Świętej zetknęli się z ezoteryczną wiedzą, której wzbraniano wstępu do Europy. Swoje fascynacje przynieśli na kontynent, przedstawiając się jednocześnie jako bardzo prawowierni katolicy, mając stałe wsparcie cesarza, elit Rzeszy i Europy Zachodniej. Polaków bardzo dużo trudu kosztowało przekonanie Europy o niecnych celach Krzyżaków, lecz daliśmy radę i wygraliśmy europejską wojnę propagandową z Zakonem. Celem tej organizacji od początku jej bytności w Europie nie było to, co podawano do publicznej wiadomości, lecz coś innego. Krzyżacy po ich wyparciu z Ziemi Świętej dążyli konsekwentnie do budowy własnego państwa, zarządzanego według całkowicie nowych metod. Udało im się na ziemiach Polaków i Prusów, dzięki oszustwu i fałszerstwu. Cesarz Fryderyk II Hohenstauf, heretyk i świętokradca wydał w 1235 r. Złotą Bullę z Rimini, w której m.in. nadawał Krzyżakom na własność ziemie, należące do kogoś innego, również do Polski, uznawał się za lennego seniora Zakonu i całej Polski, a także za nadrzędnego władcę całej Europy. Stauf zachował się podobnie do Unii Europejskiej, podobnie uzurpatorsko i bezczelnie. Fryderyk był jeszcze lepszy, bo nie tylko, że fałszował nadanie Konrada Mazowieckiego, to jeszcze podrabiał sam siebie, cofając datę wydania dokumentu do 26 marca 1226 r. i rejestrując taką fałszywkę w kancelarii cesarskiej.

Państwo Zakonu Krzyżackiego było ewenementem, całkowicie sztucznie stworzonym bytem państwowym, zarządzanym technokratycznie. Początkowo Zakon stworzył bardzo atrakcyjne warunki dla osadników, ściągając ich z Rzeszy i zachodniej Francji. Potem jednak zaczęło się to, co zwykle – przykręcanie śruby, co też jako żywo przypomina UE. Państwo Zakonu było więc trzecią inwestycją państwową gnostyków, po Imperium Chazarów i Rzeszy Niemieckiej. Poza zdobywaniem doświadczeń twór ten miał trzy jeszcze cele. Celem pierwszym była kontynuacja parcia na wschód, czego Rzesza, mając na wschodzie państwo polskie nie mogła już prowadzić. Celem drugim była likwidacja tegoż niewygodnego polskiego państwa. Celem trzecim – uchwycenie przyczółka w okolicy głównej magistrali handlowej Eurazji, czyli światowej wyspy. Krzyże na płaszczach i tarczach były tylko przykrywką, tak samo, jak dziś przykrywką są wartości unijne, udające europejskie, oraz synodalny modernizm, udający Kościół Katolicki.

Państwo polskie stanęło w obliczu wielkiego zagrożenia swojego istnienia. Polska nie uległa Zakonowi, pokonała go w kilku wojnach, w czym dopomogła sama ludność państwa zakonnego, woląc władzę normalnych ludzi niż technokratów. Polacy nie wykorzystali jednak okazji do całkowitej likwidacji tego sztucznego tworu, a było ich kilka. To największa polska wina wobec świata – że w porę nie zdusiliśmy pruskiej hydry. Nie byłoby rozbiorów, wojen światowych, rewolucji w Rosji, komunizmu, Unii Europejskiej. Państwo krzyżackie bardzo długo służyło gnostykom za wygodne narzędzie do przebudowy Europy, i w pewnym sensie służy do dziś, duch pruski bowiem dokonał zjednoczenia Niemiec w 1871 roku, powołał II Rzeszę, potem III Rzeszę, a potem Unię Europejską. Po drodze państwo krzyżackie przeszło rebranding, bez wyrzutów sumienia zamieniając się w pierwsze luterańskie państwo świata w 1525 roku. Wielki Mistrz Zakonu Albrecht Hohenzollern pod namową Lutra zrzucił zakonny płaszcz, wyszedł z Kościoła, przyjął luteranizm i został świeckim władcą technokratycznego państwa, zwanego odtąd Prusami. Od tamtego momentu jego władcy mogli już knuć to, czego chcieli, i co szeptali im do ucha ich gnostyccy ukryci preceptorzy. W środku Europy powstało coś, co zaczęło pełnić tą samą rolę, którą odegrać miała Chazaria. Judaizm talmudyczny zastąpiony został przez luteranizm, co po odpowiedniej ewolucji daje ten sam efekt w postaci normatywizmu prawniczego, praworządności unijnej i tzw. wartości europejskich. Przewodnicząca Komisji Europejskiej oświadczyła, występując w 2022 roku na hebrajskim uniwersytecie Negev, że Europa to wartości Talmudu. Niczego więc nie trzeba się domyślać, wszystko wyraźnie zostało powiedziane. Prusy nie były jednak jedyną inwestycją państwową gnostyków. Najwyraźniej zdali sobie sprawę, że aby zapanować nad sercem Europy nie wystarczy być w tym sercu, bo są tu krzepkie państwa narodowe, trzymające się katolicyzmu – Francja, Austria i Polska. Aby pokonać ich siłę, trzeba było kompletnej przebudowy Europy, a do tego potrzebowano państwa morskiego, które może dopłynąć wszędzie, a którego jednocześnie nie można pokonać, bo jest za morzem. Wybór padł na Anglię, jako kolejny przyczółek gnostyckiej władzy w Europie i na świecie.

Ciąg dalszy nastąpi …

Na tym kończę publikację serii o Chazarii na tym portalu. Został już napisany ciąg dalszy, prowadzący do naszych czasów. Wszystko, co dotąd napisałem i opublikowałem na ten temat, oraz to, co zostało napisane i nieopublikowane znajdzie się w nowej książce, wydanej już niebawem przez Instytut Wiedzy Społecznej im., Krzysztofa Karonia. Proszę wyglądać tej książki. Jej roboczy tytuł na dzień dzisiejszy to „Uścisk Chazarii”.

A tymczasem polecam „Poradnik Świadomego Narodu”, księga I już dostępna.

„Poradnik świadomego narodu” dostępny tutaj: LINK

________________

Europa w uścisku nowej Chazarii, cz.3, Bartosz Kopczyński, 10 lipca 2025