Berlin „eksportuje” migrantów nożowników do Polski. a „rząd” – dupa…

Maciej Bienert: Berlin „eksportuje” migrantów nożowników do Polski

https://www.fronda.pl/a/Maciej-Bienert-Berlin-eksportuje-migrantow-nozownikow-do-Polski,245211.html


W roku 2024 w Niemczech zarejestrowanych przez policję było ponad 29.000 przestępstw z użyciem noża. Większość z nich zakończyły się śmiercią lub ciężkimi i średnimi obrażeniami ciała. To oznacza średnio 80 ofiar dziennie.

W 2024 r. policja odnotowała atak z użyciem noża w około 29 000 przestępstw w Niemczech. W obszarze niebezpiecznych i ciężkich uszkodzeń ciała, dla których dostępne są dane z poprzedniego roku, liczba ta wzrosła o około 10,8 procent; z drugiej strony w przypadku przestępstw rabunkowych spadła o około 2,6 procent

Na co należy zwrócić uwagę w odniesieniu do tych danych?

Do celów rejestrowania przestępstw w policyjnych statystykach kryminalnych (PKS) „ataki z użyciem noża” to przestępstwa, w których atak z użyciem noża jest bezpośrednio zagrożony lub przeprowadzony przeciwko osobie. Samo noszenie noża nie jest jednak wystarczające, aby przestępstwo zostało zarejestrowane jako atak z użyciem noża. Do 2023 r. noże były zgłaszane jako środek przestępczy tylko w przypadku niektórych przestępstw; dane liczbowe nie odzwierciedlały zatem wszystkich „przestępstw z użyciem noża”. Oprócz ogólnokrajowych danych dotyczących ataków z użyciem noża z PKS, istnieją również dane liczbowe dla poszczególnych krajów związkowych, ale nie należy ich sumować ze względu na różne metody rejestracji

W szczególności ataki nożem motywowane islamizmem.

W Mannheim w dniu 31 maja 2024 r. i w Solingen w dniu 23 sierpnia 2024 r odbyły się publiczne debaty polityczne na temat bardziej rygorystycznych przepisów i kontroli noży. W rezultacie wprowadzono kategoryczny zakaz posiadania noży w przestrzeni publicznej.

Ataki z użyciem noża stają się coraz większym problemem.

Wraz ze wzrostem liczby ataków z użyciem noża, stały się one problemem dla całego społeczeństwa, nie tylko w Niemczech. Takie przestępstwa nasilają się w krajach o dużej liczbie migrantów.

Na przykład liczba ataków z użyciem noża w Anglii i Walii wzrosła ostatnio do ponad 50 000. Jako przedmioty codziennego użytku, noże są trudniejsze do rozpoznania niż inne potencjalne narzędzia przestępstwa, co zwiększa presję na zaostrzenie przepisów dotyczących broni i zapobiegania przemocy. Motywy sprawców są również niespójne: w niektórych przypadkach cierpią oni na choroby psychiczne, podczas gdy inni kierują się radykalnymi ideologiami. Można również założyć, że czynniki społeczne, takie jak brak integracji lub ubóstwo, prowadzą do izolacji społecznej i odgrywają rolę w powstawaniu przemocy. Długoterminowe środki zapobiegawcze mogłyby uwrażliwić społeczeństwo na wczesnym etapie, oferując środki wsparcia i zwalczając przyczyny tych czynników.

Niemieckie problemy są wypychane do Polski.

Fakty są następujące: Niemcy wpychają migrantów, których nie chcą u siebie przez zakazany przez kartę praw człowieka proceder push back. Nikt nie jest w stanie zweryfikować skąd te osoby przybyły do Niemiec.

Kolejnym faktem jest również istnienie niemieckich obozów koncentrujących emigrantów w pobliżu polskiej granicy. Do nich są przywożeni ludzie z całych Niemiec. Niemcy nie przedstawiają żadnych dowodów.

Teoretyczne procedura push back stosowana przez Niemców obowiązuje osoby znajdujące się do 60 km od granicy. Jednak nikt tego nie weryfikuje.

Rząd RFN przyznał, że w zeszłym roku wypchniętych z Niemiec zostało ponad 9000 imigrantów, a w tym [2025] już 3200.

MSWiA manipulowało opinią publiczną wskazując tylko na liczby dotyczące readmisji i rozporządzenia Dublin III.

Dlaczego polskie służby nie prowadzą statystyk liczby migrantów siłowo wepchniętych do naszego kraju? Zakazał tego rząd zbieraniny 13 grudnia.

To prowadzi do sytuacji, że Polacy nie mają pojęcia ilu nielegalnych migrantów wepchnęły do Polski niemieckie służby. Nie mamy również informacji kim są te osoby.

Zbieranina Tuska nie panuje na sytuacją w kraju.

Według danych ZUS, średnia emerytura netto w Polsce w marcu 2024 roku wynosiła około 2910 zł. z miesięcznie.

Utrzymanie nielegalnego migranta siłowo wyschniętego przez Niemców do Polski będzie kosztowało polskiego podatnika ponad 10.000 zł. Miesięcznie.

Maciej Bienert

Po co nam w Polsce🇵🇱 niepłacący podatków Niemcy🇩🇪 niezatrudniający Polaków a Kolumbijczyków

1. Właściciel hotelu gdzie zakwaterowani byli Kolumbijczycy🇨🇴 twierdzi, że pracowali w Zakładach Mięsnych pod Nowem.

2. Pod Nowem mamy Zakłady Mięsne Nove sp. z o.o.

3. Co roku otrzymują pomoc publiczną: 2025: 66,4 tys, 2024: 51,4 tys, 2023: 97,7 tys itd

4. Co roku udowadnia stratę! W związku z czym oczywiście podatek CIT zero.

5. Właściciel? TÖNNIES INTERNATIONAL HOLDING GMBH rodzinna firma niemiecka🇩🇪!

Do pełnego bingo brakuje jeszcze informacji o pośredniczącej Agencji Pracy i nazwisku właściciela, które – mogę się założyć – jest transkrybowane z ukraińskiego🇺🇦.

Zatem pytanie wprost: po co nam w Polsce🇵🇱 niepłacący podatków Niemcy🇩🇪 niezatrudniający Polaków a Kolumbijczyków🇨🇴 poniżej najniższej krajowej⁉️🤔

To jest ten cały gospodarczy cud i religia PKB? Dlatego „nie ma rąk do pracy”? Jaką wartość dla Polski wnoszą takie „biznesy”? Bo o stratach mógłby poopowiadać facet z Nowego, ale niestety nie żyje…🤬

Wpis od Ziemowit Przebitkowski

„Judaizującym” frondystom pod rozwagę

„Judaizującym” frondystom pod rozwagę , 7 lipca 2025

AIX

Tak więc Prawo nie odgrywa już żadnej roli, odkąd zaświtała Ewangelia, lud wybrany zeszedł już z widowni, odkąd zjawił się na niej Kościół. Rzeczy niegdyś czcigodne dziś już na cześć nie zasługują, jako że ich miejsce zajęła rzeczywistość naprawdę godna szacunku. Czcigodna była niegdyś ofiara z baranka, ale teraz, wobec żywego Pana, nie jest już taka; czcigodna była niegdyś śmierć baranka, ale teraz, wobec dzieła odkupienia Pańskiego, nie ma już wartości; czcigodny był niegdyś baranek bez zmazy, ale teraz, wobec niepokalanego Syna Bożego, nie jest już taki: czcigodna była niegdyś ziemska świątynia, ale teraz, wobec królującego w niebie Chrystusa, nie jest już czcigodna; czcigodne było niegdyś ziemskie Jeruzalem, ale teraz, wobec Jeruzalem niebiańskiego, nie ma już znaczenia; czcigodna była niegdyś przynależność do ludu posiadającego obietnice Boże, ale teraz, wobec rozległości łaski, nie jest już czcigodna. Teraz już bowiem nie w jednym tylko miejscu, ani w jednej tylko określonej formie, wznosi się chwała Boża, ale łaska Boża rozlewa się aż po krańce ziemi i wszędzie tam, gdzie jest Jezus Chrystus, mieszka Bóg wszechmogący, któremu chwała na wieki.

Wobec plagi judaizacji, przyjmowanej bezrozumnie, przypominamy zdanie na ten temat prof. Jacka Bartyzela

Niedawny incydent z obeliskiem w Jedwabnem – którego prowokacyjny charakter czuć na kilometr – dał publicystom Frondy: drowi Tomaszowi P. Terlikowskiemu oraz p. Łukaszowi Adamskiemu asumpt do wypowiedzi tyleż chaotycznie wielowątkowych, co zdumiewających. Choć pierwszy z autorów raczej się wstydzi i kaja (ostatecznie, wolno mu, wszakże poczucie wstydu to sprawa sumienia, byleby tylko pamiętał, że spowiadać się należy zawsze jedynie we własnym imieniu), drugi zaś raczej gromi („antysemitów”), to wspólnym mianownikiem ich wypowiedzi jest nieprawdopodobne pomieszanie płaszczyzn, od najbardziej doraźnie politycznych po teologiczne, w sosie mętnego i egzaltowanego filosemityzmu. Jeśli naraz, li tylko w celu dania jednocześnie świadectwa swojej własnej poprawności i napiętnowania poglądów „niesłusznych”, przywoływani są – jako reprezentanci tej samej sprawy – patriarcha Abraham i Szewach Weiss, prawosławny teolog Sergiusz Bułgakow i żydowski publicysta Konstanty Gebert – to z takiego pomieszania „grochu z kapustą” musi wyjść bełkot, a nawet coś znacznie gorszego, bo ewidentna (co zaraz pokażemy) herezja.

Obaj autorzy całkowicie bezkrytycznie przyjmują tę osobliwą – a jest to jedynie najłagodniejszy z możliwych eufemizm – wizję historii, którą z wielkim niestety powodzeniem wtłacza się od dziesięcioleci w mózgi pokoleń, wciąż jeszcze przecież przynajmniej formalnie chrześcijan, żyjących po II wojnie światowej, a która to wizja sprowadza się do obrazu irracjonalnej („swoista schizofrenia”, jak pisze p. Adamski) i wielowiekowej nienawiści chrześcijańskich Europejczyków do Żydów. Jako że ten obraz historii, w którym – jakkolwiek rozumiane, ale przede wszystkim w sensie rasistowskim – zjawisko antysemityzmu politycznego, należące bez wątpienia do świata zlaicyzowanej moderny, jest również ekstrapolowane na stosunki pomiędzy chrześcijanami a żydami (w sensie religijnym) w epoce Christianitas i na płaszczyźnie stricte teologicznej, takie oskarżenie z konieczności uderza właśnie po prostu w chrześcijaństwo – i autorzy tego ataku nawet tego nie ukrywają.

W tej totalnie zafałszowanej wizji historii nie ma miejsca na wielowiekową nienawiść, którą wyznawców Chrystusa ścigali spadkobiercy Sanhedrynu, który Jego samego skazał na śmierć. Jak przypomina wielki historyk – tak pełen szacunku dla religii Starego Testamentu – Warren H. Carroll, przez pierwszych kilka dziesięcioleci istnienia Kościoła (aż do 64 roku), wszystkie prześladowania, jakie cierpieli chrześcijanie, były skutkiem wrogości, jaką żywili do nich żydzi. Również i w późniejszych wiekach starali się oni szkodzić chrześcijaństwu wszystkimi możliwymi sposobami, przede wszystkim sprzymierzając się z jego wrogami zewnętrznymi, a niekiedy nawet inspirując ich najazdy. Zaprawdę, „znielubienie” ich przez chrześcijan miało mocne podstawy i uzasadnienie. A cóż dopiero powiedzieć o roli już zeświecczonych Żydów jako czynnych uczestników, a w dużej mierze inspiratorów i promotorów, wszystkich nowożytnych i współczesnych rewolucji religijnych, społecznych, politycznych i kulturalnych?

Judeomasoneria i żydokomuna nie są urojeniami „irracjonalnych” antysemitów, lecz twardymi faktami empirycznymi. Od Francji po Meksyk w jedną, a po Rosję w drugą stronę, wszędzie spotkamy też „Judejczyków” jako autorów ustaw i represji antykościelnych, separacji Kościoła od państwa, laicyzatorów prawa małżeńskiego i edukacji, promotorów prawa aborcyjnego, eutanazji, „małżeństw” jednopłciowych etc. Publicyści Frondy często dzielnie walczą ze skutkami tych działań, ale nie chcą widzieć ich sprawców. Wiem, powiedzą na to, że przecież „nie wszyscy Żydzi”, pokażą zaraz jakiegoś rabina – tradycjonalistę; zgoda, ale nie zmienia to faktu, że po przeciwnej stronie zawsze jest wyjątkowa „nadreprezentacja”.

P. Łukasz Adamski przy okazji postanowił zredefiniować w świetle owej judeocentrycznej i judofilskiej historiozofii pojęcie konserwatyzmu, orzekając kategorycznie, że „prawdziwy konserwatysta nie może być antysemitą”. Obawiam się, że przeprowadzona w świetle tak rozciągliwego rozumienia „antysemityzmu”, jakie prezentują obaj autorzy Frondy, „lustracja” konserwatystów w całej historii konserwatyzmu okazałaby się prawdziwym „holocaustem” intelektualno-politycznym. Być może po tej epuracji okazałoby się nawet, że jedynymi „prawdziwymi konserwatystami” są tzw. neokonserwatyści żydowsko-amerykańscy, którzy z filozofią polityczną konserwatyzmu mają tyle wspólnego, co byk pasący się na łące z gwiazdozbiorem Byka. Taki obraz rzeczy, w którym „prawdziwym” konserwatystą jest Norman Podhoretz, a „nieprawdziwym” na przykład Charles Maurras, jest tyleż ekstrawagancki, co absurdalny.

Dobrze jednak komponuje się ze stachanowskimi normami poparcia dla Izraela (określenie Pata Buchanana), które proponuje publicysta Frondy, bo to przecież standard polityki „neokoni” – szaleńców, którzy w interesie Wielkiego Izraela gotowi byliby zbombardować cały świat, a ich intelektualna sprawność wyczerpuje się w bredzeniu o „islamofaszyzmie”. Wyraźnie nimi zainspirowany, nasz autor orzeka, że „konserwatysta nie może być wrogiem Izraela”. Nie twierdzę, że „musi”, ale dlaczego właściwie „nie może”: czyżby obowiązywał jakiś zakaz? Często broniąc jakiegoś stanowiska można je wystawić na szwank, bo na przykład, jeśli śp. prezydent Lech Kaczyński naprawdę „inspirował się” dokonaniami takiego rzeźnika, jak Ariel Szaron, to ja na miejscu członków jego (Lecha Kaczyńskiego) „fanklubu” starałbym się raczej ten kompromitujący fakt ukryć, aniżeli się nim chlubić.

Wszystko to jednak „furda” w porównaniu z teologicznymi błędami obu autorów. Dr Terlikowski twierdzi, iż nas („konserwatywną prawicę”) „jednoczy tradycja judeochrześcijańska”. Konserwatywną prawicę, Panie Doktorze, jednoczy wiara w Chrystusa jako Syna Bożego, i w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, poza którym nie ma zbawienia.

„Judeochrześcijaństwo” zaś zostało odrzucone doktrynalnie już na pierwszym Soborze Jerozolimskim około 49 roku, kiedy to oddalono żądanie, aby narzucać nawróconym poganom przepisy prawa Mojżeszowego; praktycznie – gdy św. Paweł (żyd z „krwi i kości”) „stanął do oczu” samemu św. Piotrowi, ulegającemu w chwili słabości naciskom „judaizujących”, aby nie spożywać posiłków z gojami.

To Kościół jest Nowym Izraelem, do którego przeszło wszystko, co dobre i prawe ze Starego Izraela, a co nie przeszło, jest uschniętym figowcem. Dopiero w czasach ostatecznych możemy spodziewać się masowych nawróceń krnąbrnych potomków plemienia, którego znakomita większość sprzeniewierzyła się swojemu wybraństwu.

Już w II wieku po Chr. pisał o tym mocno i pięknie biskup Meliton z Sardes:

Tak więc Prawo nie odgrywa już żadnej roli, odkąd zaświtała Ewangelia, lud wybrany zeszedł już z widowni, odkąd zjawił się na niej Kościół. Rzeczy niegdyś czcigodne dziś już na cześć nie zasługują, jako że ich miejsce zajęła rzeczywistość naprawdę godna szacunku. Czcigodna była niegdyś ofiara z baranka, ale teraz, wobec żywego Pana, nie jest już taka; czcigodna była niegdyś śmierć baranka, ale teraz, wobec dzieła odkupienia Pańskiego, nie ma już wartości; czcigodny był niegdyś baranek bez zmazy, ale teraz, wobec niepokalanego Syna Bożego, nie jest już taki: czcigodna była niegdyś ziemska świątynia, ale teraz, wobec królującego w niebie Chrystusa, nie jest już czcigodna; czcigodne było niegdyś ziemskie Jeruzalem, ale teraz, wobec Jeruzalem niebiańskiego, nie ma już znaczenia; czcigodna była niegdyś przynależność do ludu posiadającego obietnice Boże, ale teraz, wobec rozległości łaski, nie jest już czcigodna. Teraz już bowiem nie w jednym tylko miejscu, ani w jednej tylko określonej formie, wznosi się chwała Boża, ale łaska Boża rozlewa się aż po krańce ziemi i wszędzie tam, gdzie jest Jezus Chrystus, mieszka Bóg wszechmogący, któremu chwała na wieki.

Doktora Terlikowskiego „przelicytował” jednak jeszcze p. Adamski pisząc te niesłychane słowa: „Czekamy zresztą na odbudowę Świątyni jerozolimskiej, by wypełniło się proroctwo. A to może zapewnić tylko istnienie państwa Izrael”. Czy autor naprawdę nigdy nie słyszał, że proroctwo o odbudowaniu Świątyni już dawno się spełniło – trzeciego dnia po Ukrzyżowaniu, wraz ze Zmartwychwstaniem? To Jezus Chrystus jest Świątynią, a w Nim i z Nim Jego Ciało Mistyczne – Kościół, i innej świątyni już ani nigdy nie będzie, ani być nie może. Rojenia, a nawet konkretne przymiarki, współczesnych wyznawców judaizmu, jak również tzw. chrześcijańskich syjonistów – obłąkanej sekty (skądinąd antysemickiej) protestanckiej, szykującej się do Armagedonu, o odbudowaniu w Jerozolimie materialnej świątyni na miejscu obu poprzednich, są jednoznacznie wymierzone w Kościół, w chrześcijaństwo, w Chrystusa – prawdziwą Świątynię.

to powiada, iż na tę odbudowę „czeka”, ten jednoznacznie deklaruje też apostazję od Kościoła, odstąpienie od Chrystusa; wyznaje, że nie wierzy, iż to Jezus jest Mesjaszem, oraz „czeka” na innego „mesjasza”, uwarunkowanego istnieniem państwa Izrael. Taka jest logika słów, i pozostaje tylko mieć nadzieję, że p. Adamski napisał to zdanie nie wiedząc, co mówi, bo tylko tak mogłoby to być mu odpuszczone.

Dodam jeszcze, że kreśliłem powyższe uwagi z prawdziwą przykrością. Mimo różnych ekscentryczności, ceniłem Frondę, jako żywy ośrodek myśli, a jej autorów jako bojowników spraw mi bliskich i – jak zawsze sądziłem – katolickich.

Jednak obecny kierunek tego pisma i środowiska budzi najwyższy niepokój. Stoicie na rozdrożu, Panowie, a taka sytuacja nie może trwać à la longue: nie można być jedną nogą z konserwatystami w obozie katolickiej Kontrrewolucji, a drugą z „neokonserwatystami” w „tradycji judeochrześcijańskiej”. Albo Kościół, albo synagoga: trzeba wybierać.

źródło

Co po politycznym GLOBALISTYCZNYM zatwardzeniu w III RP

Polityczne GLOBALISTYCZNE zatwardzenie w III RP przechodzi w biegunkę.

Wszystko wskazuje na to, że agentowi tuskowi grunt zaczyna się palić pod nogami, co może otworzyć drogę do sanacji państwa.

Dr Ignacy Nowopolski Jul 7, 2025 drignacynowopolsk/polityczne-globalistyczne-zatwardzenie

Rosnące problemy gauleitera (zarządcy) Tuska, nie oznaczają jeszcze sanacji Polski. Dają jedynie nadzieję na usunięcie tego najbardziej szkodliwego wroga Polski i agenta Berlina i Brukseli.

Jednakowoż, można zobaczyć przysłowiowe „światło w tunelu”. Z życzliwą pomocą węgierskiego Męża Stanu, Viktora Orbana, przy odrobinie szczęścia III RP przekształci się ponownie w POLSKĘ, a wśród kłębowiska „polityków” znajdzie się grupka, która autentycznie starać się będzie w interesie Ojczyzny, a nie swoim własnym.

Obecna sytuacja geopolityczna w Europie, powinna pomóc nawet oportunistycznym członkom „elit” w zrozumieniu, że problemy ZIK (zachodniego imperium kłamstwa) nie są przejściowymi trudnościami, ale „zejściem śmiertelnym” ze wszystkim tego faktu konsekwencjami.

Ci z „naszych polityków”, którzy nie mają zbyt wielu łajdactw na swym sumieniu i ludobójczej krwi z „PLANdemii covidowej” na swych rękach, mogą mieć nadzieję na „polityczny recykling” w ramach nadchodzącej NOWEJ RZECZYWISTOŚCI.

Ta rzeczywistość rychło nadejdzie, czy oni tego chcą, czy nie. Czemu więc nie zaryzykować i „załapać się” na nowy trend? Tym bardziej, że alternatywa jest dla nich nieciekawa. Jeśli unikną kryminału, to w najlepszym przypadku będą zmuszeni zacząć zarabiać na swe utrzymanie uczciwą pracą, co w przypadku osób które nigdy się tym nie skalały, czyli „polityków”, będzie zadaniem ponad siły. [No, te marne miliardy to sobie odłożyli. Czy będzie nas stać na odebranie/ MD]

W związku z tym, że obecny etap transformacji geopolitycznej jest we wstępnym stadium, sytuację polityczną w Kraju można określić mianem „rozwolnienia”, bo tak naprawdę nikt dokładnie nie wie jak potoczą się sprawy.

Należy jednak mieć nadzieję, że obywatele III RP wreszcie zrozumieją następujące FUNDAMENTALNE PRAWDY:

1. Nikt ich nie będzie bronił ani obsypywał bogactwem, ze względu na ich „szlachetność”;

2. Każdy (ZIK, ChRL, BRICS, etc.) będzie próbował ich oszwabić ze względu na ich głupotę i łatwowierność;

3. Obecne państwo polskie jest za małe, za słabe i całkowicie pozbawione autentycznych elit, by poradzić sobie w pojedynkę w dzisiejszych czasach, dlatego NATURALNY I RÓWNOPRAWNY SOJUSZ z państwami regionu, takimi jak WĘGRY jest nam egzystencjonalnie niezbędny;

4. W zglobalizowanym świecie, tylko państwa z solidną bazą rolniczą, przemysłową lub usługową (handlową, turystyczną, finansową) będą naprawdę się liczyć. W przypadku Polski to tradycyjnie: rolnictwo, przemysł lekki i zbrojeniowy, i te gałęzie w pierwszym rzędzie należy odbudować;

5. Państwo bez silnej armii i przemysłu zbrojeniowego, w mniejszym lub większym stopniu będzie narażone na agresję. W przypadku Polski potencjalnym agresorem nr 1 jawią się Niemcy;

6. III RP, czyli globalistyczna oligarchia połączona z ochlokracją, nigdy nie będzie zdrowym i silnym państwem, jeśli nie doprowadzi swej stajni Augiasza do ładu, nie zaprowadzi autentycznej praworządności, nie nauczy ponownie swych obywateli co to jest UCZCIWOŚĆ , PRAWDA i HONOR.

To tylko wierzchołek góry lodowej, ale od czegoś trzeba zacząć!

Depopulacja jako broń: jak totalitarne reżimy i radykalny islam [wykonują plany masońskie]

[Poprawiłem tytuł – treści nie mogę zmienić. Przecież od dawna t.zw. „Zachód” odszedł od Cywilizacji Łacińskie -rządzi nim Bestia, Loże , czy jak wolicie to nazwać. Biedny Autor chyba o tym nie słyszał, a może we Frondzie mu nie wolno? MD]

Depopulacja jako broń:

jak totalitarne reżimy i radykalny islam

wykorzystują Zachód

https://www.fronda.pl/a/Depopulacja-jako-bron-jak-totalitarne-rezimy-i-radykalny-islam-wykorzystuja-Zachod-w-wojnie-cywilizacyjnej,245178.html

Mariusz Paszko


Współczesna narracja o prawach człowieka, wolności osobistej i równości płci jest już powszechnie wykorzystywana przez reżimy autorytarne nie jako narzędzie do walki o równouprawnienie, lecz jako broń w wojnie demograficznej. Chiny, Rosja i niektóre kręgi niemieckiego establishmentu od lat wspierają – bezpośrednio lub pośrednio – globalne trendy, które w praktyce skutkują depopulacją. Wszystko to pod przykrywką nowoczesności, równości czy „zrównoważonego rozwoju”. W tej układance pojawia się także islam – który nie tylko unika depopulacyjnych skutków zachodnich ideologii, ale w krajach Europy Zachodniej już staje się ich beneficjentem i narzędziem destabilizacji.

Chińska polityka demograficzna: od przymusu do globalnej inżynierii

„Dezorganizujcie wszystko, cokolwiek jest dobrego u nieprzyjaciela, wciągajcie przedstawicieli warstw najwyższych do hańbiących występków, niegodnych ich stanowisk, potem zaś w miarę potrzeby odsłaniajcie ich przestępstwa. Nawiązujcie kontakty z najbardziej upadłymi ludźmi u waszych wrogów, przeszkadzajcie rządowi wroga, siejcie niezgodę, niezadowolenie wśród poddanych, młodszych rzućcie na starszych, dążcie, aby armia wrogów waszych zawsze miała braki w aprowizacji i umundurowaniu, wprowadzajcie muzykę rozmiękczającą obyczaje, dla ostatecznego rozkładu wroga posyłajcie rozpustnice i bądźcie szczodrzy w propozycjach, w prezentach, uprzejmościach, oszukujcie, jeśli zajdzie potrzeba, dla dowiedzenia się, co dzieje się u nieprzyjaciela, nie żałujcie pieniędzy, im więcej pieniędzy wydacie, tym większa będzie korzyść, są to pieniądze oddane na wielki procent, posiadajcie wszędzie szpiegów” – pisał w swoim traktacie, chiński pisarz wojskowy i mędrzec Sun Zi.

Chiny przez dekady były symbolem brutalnej kontroli urodzeń. Program jednego dziecka (1979–2015) pochłonął miliony ofiar przymusowych aborcji i sterylizacji. Choć polityka ta została formalnie zakończona, jej ideologiczne dziedzictwo trwa – dziś w bardziej wyrafinowanej formie. Państwo Środka aktywnie promuje tzw. „zdrowie reprodukcyjne kobiet” na całym świecie poprzez agendy ONZ i WHO, forsując powszechny dostęp do antykoncepcji i aborcji w krajach rozwijających się. W praktyce oznacza to wspieranie polityki depopulacyjnej w Afryce i Azji, a wszystko to odbywa się płaszczykiem walki z ubóstwem i nierównościami.

Rosja: konserwatyzm na pokaz, destabilizacja w praktyce

Kreml oficjalnie przedstawia się jako bastion konserwatywnych wartości – przeciwnik ideologii gender i obrońca rodziny. Jednak za tą fasadą kryje się strategia podszyta postsowieckimi metodami. Rosyjskie NGO-sy i struktury wpływu wspierają w Europie kampanie proaborcyjne, feministyczne i LGBT+, wykorzystując do tego zachodnie granty i fundusze. Celem nie jest emancypacja, lecz osłabienie struktur rodzinnych w krajach, które Moskwa uznaje za swoich geopolitycznych rywali. Takie działania przypominają czasy ZSRR, kiedy programy „wyzwalania kobiet” służyły dezintegracji więzi społecznych. Ma to w założeniu Kremla doprowadzić do rozpadu i rozbicia społeczeństw, które podzielone stałyby się łatwym militarnie celem dla Rosji.

Niemcy: ideologiczny motor „miękkiej depopulacji”

W Niemczech depopulacja nie wymaga przymusu – to efekt intensywnej promocji ideologii „równości” i „różnorodności”. Berlina nie trzeba zmuszać do wspierania gender, redefinicji płci czy liberalizacji aborcji – robi to z pełnym przekonaniem. Niemieckie fundacje, media i instytucje publiczne promują model życia singla, redefinicję macierzyństwa i zjawiska takie jak afirmacja anoreksji czy kult alienacji. Choć Belin alarmuje jednocześnie o zapaści demograficznej, nie podejmuje jednak żadnych działań wspierających stabilny model rodziny. Wręcz przeciwnie – tradycyjna rodzina traktowana jest tam już jak przeżytek.

Depopulacja pod płaszczykiem „wolności”

Wspólnym mianownikiem polityk Chin, Rosji i Niemiec jest pozornie atrakcyjna idea wolności jednostki, co jest neomową do znanej już ideologii marksistowskiej. Promuje się prawo do aborcji, zmiany płci czy odrzucenia ról rodzinnych, ale nie promuje się prawa do stabilnej rodziny, licznego potomstwa czy kulturowej ciągłości. Efektem jest rozpad społeczny i demograficzny. Formy depopulacji to dziś nie tylko sterylizacja i aborcja, ale też strategie:

  • Kulturowa: promowanie gender, kwestionowanie macierzyństwa i ojcostwa;
  • Psychologiczna: normalizacja zaburzeń (anoreksja, depresja, alienacja);
  • Społeczna: rozbijanie rodziny, chaos ról płciowych, odraczanie rodzicielstwa;
  • Medyczna: aborcja, antykoncepcja, eutanazja.

Islam jako cichy zwycięzca wojny depopulacyjnej

W tej globalnej układance wyrasta nowy aktor – ortodoksyjny islam. W odróżnieniu od Zachodu, islam nie ulega narracjom genderowym, nie akceptuje permisywizmu obyczajowego, nie wspiera aborcji ani ideologii LGBTQ+. Co więcej – zachowuje wysoką dzietność, konserwatywny model rodziny i silne więzi społeczne. To czyni go beneficjentem wojny demograficznej, którą Zachód obecnie przegrywa.

Muzułmańskie społeczności w Europie – zwłaszcza we Francji, Belgii, Szwecji i Niemczech – rosną dynamicznie. W wielu regionach dzieci migrantów stanowią większość populacji szkolnej. Problem polega jednak na tym, że te społeczności nie asymilują się, lecz tworzą równoległe struktury kulturowe – w zdecydowanej większości nieprzyjazne wobec wartości ich gospodarzy.

Islam jako narzędzie geopolityki państw totalitarnych

Radykalny islam nie tylko korzysta z bezbronnego i ideologicznie rozbrojonego Zachodu – bywa też aktywnie wykorzystywany przez państwa autorytarne jako narzędzie destabilizacji społecznej, politycznej i kulturowej. Dla takich mocarstw jak Rosja czy Chiny, ale też Niemcy, islamski radykalizm stanowi użyteczny instrument wpływu, który może być dozowany, inspirowany lub kontrolowany zależnie od potrzeb.

Rosja od lat prowadzi politykę balansowania między twardą ręką wobec własnych muzułmanów (np. Czeczenia czy Tatarstan), a bliskimi relacjami z radykalnymi reżimami islamskimi na Bliskim Wschodzie. Wspiera Iran, Syrię, Hezbollah, a w konflikcie izraelsko-palestyńskim często występuje jako pośrednik – podsycając napięcia i zarazem oferując „rozwiązania”. Równolegle w Europie wspiera organizacje i środowiska, które – pod pozorem walki o tolerancję religijną – promują islamizację europejskiej przestrzeni publicznej.

Warto też dodać, że zwłaszcza w początkach agresji przeciwko Ukrainę, na pierwszy front i na tak zwane mięso armatnie, szli rekruci z najuboższych zakątków Federacji Rosyjskiej, właśnie muzułmanie. Wszystko po to, aby moskiewska cerkiew, która jest w pełni zależna od Kremla, mogła bez ograniczeń sprawować „rząd dusz” na terenie Rosji.

Chiny z kolei – mimo brutalnych represji wobec Ujgurów i jawnej islamofobii wewnętrznej – grają podwójną grę. Współpracują gospodarczo z krajami arabskimi i oferują im inwestycje infrastrukturalne w zamian za dyplomatyczne wsparcie. W państwach Afryki wspierają reżimy islamskie w zamian za milczenie w kwestii łamania praw człowieka u siebie. W ten sposób reżim Xi Jinpinga buduje sojusze oparte na wspólnym interesie: tłumieniu chrześcijańskiego dziedzictwa i promowaniu „autorytarnego ładu”.

Niemcy, choć formalnie demokratyczne, uczestniczą w tej grze poprzez wspieranie masowej migracji z krajów muzułmańskich. W imię tolerancji i „multikulturowości” importują populacje, które nie tylko nie integrują się z miejscową kulturą, ale często żyją w jej jawnej opozycji. Niemiecka polityka migracyjna, sterowana ideologicznymi motywami, stała się paradoksalnie jednym z najskuteczniejszych narzędzi rozmontowywania tożsamości europejskiej – i tym samym ułatwia działanie zarówno islamistom, jak i państwom autorytarnym.

Islam kontra Zachód – asymetria strategiczna

Podczas gdy muzułmańskie rodziny mają średnio od 3 do 5 dzieci, średnia urodzin dla kobiety europejskiej wynosi dziś 1,4 dziecka. To statystyczny dramat, który przybiera realny wymiar społeczny – w klasach szkolnych Berlina, Paryża czy Malmö dzieci z rodzin imigranckich stanowią już większość. Nie stanowiłoby to problemu, gdyby wiązało się to z integracją i przyjęciem wartości gospodarzy. Niestety, islam – szczególnie w wersji ortodoksyjnej – odrzuca taką możliwość.

W wielu dzielnicach Europy Zachodniej powstają społeczeństwa równoległe: z własnymi szkołami, sądami szariackimi, sklepami, językiem, symboliką religijną i przekazem medialnym. Te enklawy stają się przestrzeniami kulturowej kolonizacji Zachodu – i to w tempie demograficznym, któremu Zachód nie jest w stanie sprostać. W efekcie mamy do czynienia z pełzającym przesunięciem cywilizacyjnym, które w najbliższych dekadach może przekształcić ustrój i wartości Europy nie do poznania.

To nie tylko kryzys tożsamości – to wojna o przetrwanie

Depopulacja, promowanie ideologii gender, rozpad tożsamości narodowej i rodzinnej – to nie tylko efekty uboczne postępu. To narzędzia walki. Kraje takie jak Chiny, Rosja, a także radykalne odłamy islamu, wykorzystują te procesy świadomie, by osłabić i ostatecznie przejąć kontrolę nad Zachodem. Zachód natomiast sam na naszych oczach rozbraja się demograficznie, kulturowo i duchowo – a jego wrogowie tylko na to czekają.

Jeśli Europa i Ameryka chcą przetrwać, muszą:

  • Odrzucić ideologie depopulacyjne, które czynią z rodziny przeszkodę zamiast fundamentu społeczeństwa.
  • Wspierać model rodziny, zarówno ekonomicznie, jak i symbolicznie – przez kulturę, edukację i instytucje.
  • Zrozumieć, że islam – choć nie jest złem samym w sobie – jest wykorzystywany jako narzędzie cywilizacyjnego podboju.
  • Rozpoznać wroga tam, gdzie naprawdę działa – nie w retoryce „postępu”, ale w skutkach kulturowych, społecznych i demograficznych.
  • Zbudować politykę opartą na prawdzie o człowieku, jego godności, rodzinie i potrzebie wspólnoty – zamiast ideologicznego chaosu, który służy tylko tym, którzy chcą Europę rozbić od środka.

To już nie jest jedynie naturalny konflikt cywilizacji. To walka o przetrwanie. I przetrwają tylko ci, którzy będą mieli dzieci – i ci, którzy będą potrafili je wychować w wartościach zdolnych stawić opór temu chaosowi.

Komu jest potrzebna depopulacja?

Depopulacja, o której mowa w tym tekście, nie jest efektem przypadku ani naturalnego biegu historii. Współczesne działania ideologiczne i legislacyjne, promowane przez wpływowe środowiska polityczne, medialne i akademickie, mają wyraźny cel geostrategiczny. Dla takich krajów jak Rosja i Chiny – które same borykają się z katastrofalnymi prognozami demograficznymi – osłabienie liczebne i moralne społeczeństw Zachodu to szansa na odwrócenie globalnego układu sił. W sytuacji, gdy populacja Rosji i Chin kurczy się w zawrotnym tempie (Rosji grozi spadek z ponad 140 do nawet 80 milionów mieszkańców do końca wieku, a Chiny mogą stracić kilkaset milionów obywateli), agresywna polityka depopulacyjna wobec konkurentów staje się rodzajem broni strategicznej. W tym kontekście Zachód – przekonany do aborcji, gender, relatywizmu i hedonizmu – staje się łatwym celem, ponieważ coraz bardziej przypomina cywilizację bez woli przetrwania. A dla Pekinu i Moskwy, z usłużną rolą Berlina, każdy ubytek w demografii ich wrogów to relatywne wzmocnienie ich pozycji. Nie muszą wygrywać liczebnie – wystarczy, że ich rywale przestaną się rozmnażać. To cicha, ale skuteczna wojna – wojna o przyszłość świata, toczona nie rakietami, lecz ideami, prawem i kulturą, z żelazną konsekwencją wojennego cynizmu.

Mariusz Paszko

Kobiecość bez macierzyństwa, męskość bez odpowiedzialności. Oto przepis na katastrofę. [A „manosfera” to bzdet md]

Kobiecość bez macierzyństwa,

męskość bez odpowiedzialności.

Oto przepis na katastrofę

Filip Adamus https://pch24.pl/kobiecosc-bez-macierzynstwa-meskosc-bez-odpowiedzialnosci-oto-przepis-na-katastrofe/

„Kobieta, która poddaje się obowiązkom narzuconym przez społeczeństwo, zobowiązania, rodzinę, karierę, zostaje z bardzo małym wpływem na kierunek własnego życia”. Na tyle przyzwyczailiśmy się już do feministycznych komunałów, że podobne słowa nikogo nie dziwią. Problem w tym, że to, co wiarygodnie przypomina wynurzenie wojującej feministki, to delikatnie zmieniony cytat z książki kluczowej dla popularnej „manosfery”. [Oczywiście nie wiedziałem, co to . Gugle piszą: Manosfera to sieć męskich społeczności internetowych przeciwko upodmiotowieniu kobiet i promujących poglądy antyfeministyczne i seksistowskie.]

Przekonania, ale i ideał życia, jaki zaproponował mężczyznom najbardziej chyba znany autorytet ruchu „czerwonej pigułki” – Rollo Tomassi – odpowiadają spojrzeniu dziewcząt spod znaku błyskawicy na klasycznie pojętą kobiecość. Przed manosferą rysuje się poważne ryzyko – zanegowania samego sedna męskiej tożsamości – ponoć w męskim interesie.

Rollo Tomassi – jak nisko potrafi upaść manosfera

Wspomniany cytat to fragment z książki „Mężczyzna racjonalny”, jednej z najpopularniejszych publikacji w świecie „czerwonej pigułki” (ang. red pill) – rosnącego w siłę środowiska intelektualnego skupionego na relacjach damsko-męskich. W oryginale fragment – jak nietrudno się domyślić – brzmi: „mężczyzna, który podaje się obowiązkom narzuconym przez społeczeństwo, zobowiązanie, rodzinę, karierę, czy wojsko zostaje z bardzo małym wpływem na kierunek własnego życia”.

Podobne stwierdzenia niektórych przedstawicieli ruchu „red pill” pokazują zbieżność ich sposobu myślenia z feminizmem. Takie spostrzeżenie natrafia często na opór komentatorów utożsamiających się z manosferą, jak inaczej nazywa się to środowisko. Porównanie ma być rzekomo nietrafne. Między innymi dlatego, że ich środowisko ponoć nie formułuje żadnych drogowskazów i modeli życia – a jest jedynie próbą obserwacji zachowań mężczyzn i kobiet na rynku matrymonialnym.

Być może niektórzy rzeczywiście tak rozumieją ten nurt i w ten sposób starają się myśleć w oparciu o jego refleksje. Byłoby jednak naiwnością powiedzieć, że jest tak w każdym wypadku.

Gdy sięgniemy do książki „Mężczyzna racjonalny” Tomassiego, znajdziemy w niej nie tylko oparte o psychologię ewolucyjną diagnozy, ale i wiele subiektywnych przekonań. Dużą rolę w jego myśleniu zdaje się odgrywać na przykład liberalne i płytkie rozumienie wolności. Autor wywodzi z niego ważny dla swojego myślenia wniosek. Władza nad własnym życiem ma być tam, gdzie nie ma zdefiniowanych obowiązków, a przede wszystkim – przywiązania do innych.

Kto namyśli się nad sprawą z łatwością dostrzeże problem. Zobowiązania tyle, co ograniczeniem, są obroną wolności. Wspomniana przez Tomassiego służba wojskowa wprawdzie krępuje samowolę, ale brak sprawnej armii i ryzyko utraty politycznego wpływu przez nadmierny wpływ zagranicznych ośrodków nie gwarantuje podmiotowej pozycji. Małżeństwo ogranicza poszukiwanie nowych i zmiennych relacji – ale ma jednocześnie zapewnić bezpieczną podstawę prokreacji i wzajemnego wsparcia, bez potrzeby wiecznego poszukiwania czasowych i niepewnych związków. Wieczne zobowiązanie daje jednocześnie obu stronom wysoką pozycję negocjacyjną w ustalaniu zasad wspólnego życia.

U Tomasiego świadomości starej zasady „wolność, by była posiadana, musi być ograniczana” w zasadzie nie widać. Pada ona ofiarą spojrzenia na świat, którego zręby streścić można – zdaje się – w taki sposób: Mężczyzna traktując poważnie swoje zobowiązania odbiera sobie wpływ na życie, traci atrakcyjność i jest na prostej drodze do zostania wykorzystanym. Zamiast aspirować do takiej odpowiedzialności, stroń od niej – skupiając się na prywatnych dążeniach i osobistych planach. Do wygrania masz hedonistycznie satysfakcjonujące i „niezależne” życie. Nie sposób nie widzieć tu analogii do feministycznych haseł wyzwolenia i awersji wobec obowiązków rodzinnych.  

Kryzys mężczyzn i sfeminizowane społeczeństwo

Po co w ogóle o tym pisać? Ruch „czerwonej pigułki” już dawno przestał być anonimowy. Manosfera nabiera na znaczeniu jako kompas, mający pomóc mężczyznom odnaleźć się w sfeminizowanym społeczeństwie. Nie sposób przejść obojętnie wobec „redpilla”, bo pretenduje on do roli remedium na problemy, które rzeczywiście widać na każdym kroku.  

Feministyczny sposób myślenia zakorzenił się na w społeczeństwie na tyle mocno, że determinuje oczekiwania wobec relacji – które nie przekładają się na wzajemność między kobietami i mężczyznami. Awersja do obowiązków rodzinnych odgrywa tu pierwsze skrzypce. Zostać w domu z dziećmi? W życiu! Nierozerwalne małżeństwo? Więzienie! Opieka nad ogniskiem domowym? Uwłaczająca. Dla wielu Pań, jakie przejęły się tym feministycznym spojrzeniem, w związku paradoksalnie nie chodzi o obie jego strony – ale o „ja” i samorealizację. Zobowiązania są w tym wypadku zdecydowanie nie na miejscu. Nie na miejscu w domu ma się rozumieć, wobec swojego męża. Wobec przełożonego w korporacji, albo klientów w biurze – to już jak najbardziej.

Ci mężczyźni, którzy w tej atmosferze poszukują trwałych związków, są rzeczywiście w trudnym położeniu. Nie czują się oni wolni od swoich zobowiązań wobec kobiet – ale zabrania się im wypełniać konsekwentnie ich rolę. Męskość klasycznie ujęta traktowana jest jako pretensjonalna i protekcjonalna. Opieki nad rodziną i kobietą już nie trzeba, bo ta ma zajmować się sama sobą. O wizji głowy rodziny nie ma mowy. Ciąża i dzieci – poza finansami – to kobieca sprawa…

Na miejsce tradycyjnej – toksycznej ponoć – męskości proponuje się dziś „pozytywną”. Gdy poświęcić tej kategorii więcej uwagi okazuje się, że akceptowany powszechne mężczyzna jest po prostu cieniem. Skupia się na szacunku do kobiet oraz uległości wobec ich dążeń, a nade wszystko stroni od przemocy. Nie sposób pomyśleć, by tak postrzegana rola w relacji mogła być nagradzająca. To ustawienie się na marginesie i traktowanie własnego potencjału do podejmowania odpowiedzialności za siebie i bliskich jako niebezpiecznego.

Nie tylko feminizm uszkadza jasność co do męskiej roli. Tradycyjnie przypisywane mężczyznom i przynoszące wiele satysfakcji zadanie opanowywania natury w olbrzymiej mierze przejęło państwo. Przestrzeń, którą trzeba „zdobyć” dla pożytku położonej pod swoją pieczą rodziny drastycznie zmniejsza się wraz z postępem technologicznym – ale i coraz bardziej „opiekuńczym” charakterem aparatu władzy.  

W tej atmosferze nie brak mężczyzn, którym w związkach i na etapie prób ich zbudowania brakuje kart. Niektórzy z zagubionych posuwają się nawet do przyjmowania upokarzających ról w relacjach. Skrajnym przykładem takiej postawy jest niesławny mit „rogacza” (ang. „cuckold”), o którym ruch czerwonej pigułki mówi bardzo wiele. Oznacza on relację, w której „pozytywnie” usposobiony mężczyzna zgadza się na pozamałżeńskie relacje romantyczne żony.  

„What is a man”?

Manosfera w nadziei jej praktyków ma dawać odpowiedzi na podobne zjawiska i potrafić je wyjaśnić, korzystając z aparatu psychologii ewolucyjnej. Wydaje się jednak, że – przy całej różnorodności tego nurtu – część obecnych w nim refleksji jest raczej zagrożeniem dla męskości, niż jej obroną.

Oczekiwania co do relacji i postaw mężczyzny formułowane przez Rollo Tomassiego w „mężczyźnie racjonalnym” są iluzorycznie podobne do porad, jakie dla kobiet miałaby stereotypowa feministka. Znajdujemy tam na przykład stwierdzenie, że męską siłę i panowanie nad własnym życiem – które z całą pewnością autor traktuje jako godne zabiegów – reprezentował Paul Gauguin: malarz, który porzucił swoją rodzinę we Francji, by wieść życie przygody na Polinezji. W swojej pracy Tommasi nie tłumaczy tej decyzji i nie opowiada nawet pełni historii o nieudanym małżeństwie malarza. Zwyczajnie afirmuje jego decyzję. 

Swego czasu dużą uwagę skupił również wiele mówiący wpis Tomassiego w mediach społecznościowych, w którym przekonywał, że najszybszą drogą do stania się atrakcyjnym mężczyzną jest wazektomia, brak dzieci i niezawieranie małżeństwa.

Porównanie części postulatów Tomassiego do feminizmu to nie przykra złośliwość – ale ważna przestroga. Szczególne znaczenie ma w tym względzie analogia do feminizmu trzeciej fali. Nowoczesne bojowniczki „praw kobiet”  w emancypacyjnym boju zdecydowały się rywalizować z mężczyznami o ich zadania, a za słabość uznały samą kobiecość – skoncentrowaną na macierzyńskim potencjale i opiece nad domem. By zdystansować się od klasycznego ideału, od dekad środowiska te szermują kategorią płci społeczno- kulturowej. Przykładem jest niesławna Judith Butler – której rola w ekspansji ruchu gender – kwestionującego związek zachowania z płcią biologiczną – jest nie do przecenienia…

W tym kontekście poparcie wielu feministek dla ruchów transpłciowych i przemianowanie proaborcyjnych manifestacji na strajk „osób z macicami” nie dziwą w ogóle. W walce z kategorią „słabszej płci” feminizm posunął się aż do dekonstrukcji tego, kim jest kobieta… na tyle, że czołowi przedstawiciele postępowości nie są już w stanie odpowiedzieć na pytanie „What is a woman”?

W książce Rollo Tommasiego zapisane są tymczasem idee, które sprawiają, że niedługo na pytanie „What is a man?” może nam być podobnie trudno odpowiedzieć. Oczywiście nie chodzi o awersję do biologicznego rozróżniania płci, której w „Mężczyźnie racjonalnym” nie znajdziemy. Ale jeśli mowa o tradycyjnej wizji męskości – to dla sławnego przedstawiciela ruchu „red pill” jest ona czymś, co trzeba zdekonstruować. Na tyle, że sensowne opowiedzenie o tym, co jest „męskie”, straci kluczowy element treści – odpowiedzialność.  

Dla autora „mężczyzny racjonalnego” strzeżenie zobowiązań wobec swojej kobiety i potomstwa – a więc patriarchalny porządek relacji – to element „kobiecego matrixu”. Tu zresztą spotykamy kolejną analogię do feminizmu, która oddala poważnie red pill od katolickiej wiary. Jak pisze Tomassi, przywiązanie do monogamii i dążenie do niej to poddanie się żeńskim dążeniom. Małżeństwo, w którym mężczyzna stawia na wierność i oddanie swojej rodzinie, jest w jego ujęciu sukcesem „kobiecego imperatywu”. Dla Tomasiego taki związek jest co do zasady damską instytucją. Według feministek patriarchalne małżeństwo to więzienie i klatka sformowana przez mężczyzn… W obu wypadkach związek małżeński pojmowany jest jako pole próby sił między sprzecznymi dążeniami dwojga płci.

Tymczasem w ujęciu katolickim małżeństwo jest daną przez samego twórcę natury zasadą wiązania się ludzi, przez Chrystusa Pana podniesiona do rangi sakramentu wraz z zadaniem nie tylko zrodzenia potomstwa, ale właśnie przymnożenia liczby chrześcijan. Cel męża i żony jest więc w nim zupełnie wspólny.

„Cuckserwatyzm”?

Środowiska „czerwonej pigułki” częstokroć nie rozumieją porównywania ich do założeń do feminizmu i oburzają się, gdy ono pada. Na krytykę ze strony zwolenników tradycyjnego spojrzenia na męskość manosfera odpowiada zarzutem „cuckserwatyzmu” (zlepka ang. słowa cuckold – „rogacz” i polskiego – konserwatyzm). To deprecjonujące określenie ma ułatwić merytoryczne starcie. Sugeruje, że dystansując się od założeń „redpilla” środowiska konserwatywne kierują się przywiązaniem do podrzędnej pozycji w związku – strategii mężczyzny „beta”. Jej sednem ma być przyjęcie na siebie licznych zobowiązań w związku w nadziei na zrekompensowanie braków „samczej energii”. Pożyteczność zamiast atrakcyjności. 

Zwolennicy „czerwonej pigułki” wykazują się tu sporą ignorancją. Klasycznie ujęte małżeńskie powinności nie mają ostatecznie na celu zadowalania kobiety, ale obiektywne i obustronne dobro. Upominając się o męskie zobowiązania i tradycyjne role płciowe konserwatyzm nie propaguje wizji, w której obowiązki leżą po stronie mężczyzny, ale broni związku opartego na wzajemnych zobowiązaniach. W chrześcijańskim małżeństwie to nie zdobycie kobiety jest głównym celem – ale właściwe życie. Dobra związku to wierność, potomstwo i sakrament.

Z tego powodu zarzuty zwolenników manosfery, według których konserwatysta staje w roli „białego rycerza” broniącego dam, są strzałem „kulą w płot”. Tradycyjny wzór relacji i męża i żonę stawia w roli służebnej względem po pierwsze celów związku, po drugie wobec siebie nawzajem. Nie ma tu triumfu kobiecych dążeń – zwycięstwo jest wspólne. 

Dobry, czy zły Redpill?

Gdy próbujemy zatem ocenić manosferę – przy całej jej różnorodności – warto jako kryterium postawić jedno pytanie. Czy podstawą „ruchu mężczyzn” ma być podkopanie samego kanonu męskości – w którym odpowiedzialność i służba bliskim odgrywa olbrzymią rolę?

Tak długo, jak dystansujemy się od odpowiedzi twierdzącej, różni twórcy ze spektrum manosfery mogą mieć nam do zaproponowania pożyteczne porady, czy obserwacje. Trzeba jednocześnie z ostrożnością podchodzić do każdej z nich. Ostatecznie czerpią z wizji człowieka, która dla katolika pozostaje nie do przyjęcia i ma w sobie fatalny rewolucyjny potencjał. 

Filip Adamus

Włoski minister ds. europejskich: Zielony Ład nie ma sensu.

Włoski minister ds. europejskich: Zielony Ład niszczy przemysł

https://pch24.pl/wloski-minister-ds-europejskich-zielony-lad-niszczy-przemysl

(Źródło: YouTube/serpentza)

Minister do spraw europejskich we włoskim rządzie Tommaso Foti powiedział w niedzielę, że unijny Zielony Ład nie ma sensu. „Jeśli zostaniemy na tej drodze staniemy się ogródkiem dla zamożnych seniorów”podkreślił.

W czasie forum zorganizowanego w Mandurii w regionie Apulia na południu kraju, Foti stwierdził: Płacimy za politykę Zielonego Ładu, który nie ma sensu. Zmierzamy w stronę deindustrializacji Europy. Tracimy konkurencyjność. Jeśli zostaniemy na tej drodze staniemy się ogródkiem dla zamożnych seniorów, ale dojdzie do deindustrializacji kraju ze wszystkimi konsekwencjami kryzysu socjalnego, jakie spowoduje.

Włoski minister dodał: Zakładany jest sznur na szyję włoskich firm, nie tylko przez Unię.

Unia nie powinna być machiną zakazów, ale narzędziem umożliwiającym rozwój systemu przedsiębiorstw na całym kontynencie – ocenił Tommaso Foti.

Minister zwrócił uwagę na destrukcyjny wpływ polityki Zielonego Ładu na sektor motoryzacyjny. Tak odniósł się do jej założeń, w tym przejścia na pojazdy elektryczne. Wyraził opinię, że wiele firm powiązanych z tą branżą będzie musiało „zniknąć”.

pap logo

Źródło: PAP

Nowa fala migracji, stare cele: Osłabić chrześcijaństwo, zająć Europę

Nowa fala migracji, stare cele: osłabić chrześcijaństwo, zmienić Europę

Nowa fala migracji, stare cele: osłabić chrześcijaństwo, zmienić Europę

Rafał Topolski | 23/05/2025 https://polskakatolicka.org/pl/artykuly/nowa-fala-migracji-stare-cele-oslabic-chrzescijanstwo-zmienic-europe

Europa na rozdrożu

Europa, kontynent o chrześcijańskich korzeniach, przechodzi obecnie dramatyczne przemiany. W imię „wartości europejskich” – takich jak równość, tolerancja czy prawa człowieka — forsuje się politykę otwartych granic, która w praktyce okazuje się narzędziem ideologicznej rewolucji. Kampania Polska Katolicka, nie laicka ostrzega przed tym procesem, ukazując, że niekontrolowana migracja prowadzi nie tylko do chaosu społecznego, lecz także do stopniowej dechrystianizacji i osłabienia kulturowej tożsamości katolickiej narodów.

Nielegalna migracja i jej realne skutki

Przykład Niemiec jest przestrogą dla całej Europy. Pomimo ustaleń koalicyjnych, czarterowe samoloty z migrantami wciąż przylatują do niemieckich miast. Samolot z 162 Afgańczykami, z których większość nie ma żadnych związków z Niemcami, to nie odosobniony przypadek. Świadczy on o ideologicznym uporze rządzących oraz lekceważeniu głosu obywateli. Koszty? Ponad 4 miliony euro na same kontrole bezpieczeństwa, które i tak okazują się nieskuteczne.

Zagrożenie dla bezpieczeństwa

Zarzuty wobec procesu selekcji są poważne: fałszywe dokumenty, brak weryfikacji tożsamości, przyjmowanie dyplomów wystawionych przez reżimy terrorystyczne. Policja niemiecka ostrzega: to nie tylko groźni przestępcy, ale i realne niebezpieczeństwo dla funkcjonariuszy. Wzrost przestępczości potwierdzają liczne przykłady: ataki nożem, brutalne napady, akty terroru. To nie incydenty — to nowa rzeczywistość.

Dlaczego islam pozostaje trwałym zagrożeniem

Islam — religia ekspansji

Analiza historii islamu pokazuje jasno, że od początku był on religią ekspansywną, podporządkowaną idei dżihadu. Łagodne sury mekkańskie to jedno, ale agresywna ideologia okresu medyńskiego, nawołująca do przemocy wobec niewiernych, to drugie. Praktyka „znoszenia” różnych sur sprawia, że każdy może interpretować Koran wedle własnych przekonań, co czyni z islamu narzędzie nieprzewidywalne i podatne na radykalizację.

Demograficzny dżihad i cicha ekspansja

Nie tylko przemoc jest metodą ekspansji. Wielu muzułmanów podejmuje tzw. pokojowy dżihad: zakładanie licznych rodzin, finansowanie meczetów, infiltrację instytucji. Arabia Saudyjska, choć nie zawsze otwarcie wspiera terroryzm, hojnie sponsoruje budowę meczetów w Europie. Tymczasem Europa zamyka kościoły. W Niemczech, Francji czy Holandii coraz częściej katolicy muszą ukrywać swoje przekonania, a tradycje chrześcijańskie są eliminowane z przestrzeni publicznej.

Polska – ostatni bastion?

W tej sytuacji Polska jawi się jako ostatni bastion chrześcijańskiej Europy. Jednak presja z zewnątrz jest ogromna: unijna polityka przymusowej relokacji migrantów, medialna propaganda tolerancji, krajowa dechrystianizacja wspierana przez lewicowe środowiska. Kampania Polska Katolicka, nie laicka wskazuje jasno: jesteśmy na rozdrożu. Czy zachowamy nasz katolicki charakter, czy staniemy się kolejną ofiarą wielokulturowej utopii?

Czas działania

Nie możemy dłużej milczeć. Trzeba jasno powiedzieć: nielegalna imigracja, szczególnie z krajów muzułmańskich, niesie zagrożenie nie tylko społeczne, ale i duchowe. To nie kwestia nienawiści, lecz przetrwania. Obrona naszej tożsamości jako katolików polskich to nie akt dyskryminacji, ale prawa do istnienia.

Zakończenie: powrót do źródeł

Europa, a w szczególności Polska, musi powrócić do korzeni — do Chrystusa. Tylko wierność Ewangelii, modlitwa, sakramenty i odwaga w świadectwie mogą nas ocalić. Historia zna momenty, gdy Bóg interweniował, bo ludzie otwierali serca. Czy i my otworzymy swoje?

Nielegalna migracja to nie tylko problem polityczny. To walka o duszę Europy.

Podpisz petycję przeciwko dechrystianizacji naszej Ojczyzny:

Na zawsze okupacja, ludobójstwo i zysk: Siły korporacyjne stojące za zniszczeniem Palestyny

Alfred de Zayas
www.alfreddezayas.com

https://dezayasalfred.wordpress.com

http://www.extempore.ch

Ludobójstwo Izraela przeciwko Palestyńczykom jest podtrzymywane przez system wyzyskującej okupacji i zysku, ostrzegł dziś ekspert ONZ w nowym raporcie dla Rady Praw Człowieka, który ujawnia, w jaki sposób korporacyjna finansjera i zyski pieniężne umożliwiły i legitymizowały nielegalną obecność i działania Izraela.

„W ciągu ostatnich 21 miesięcy, podczas gdy ludobójstwo w Izraelu zniszczyło palestyńskie życie i krajobraz, giełda w Tel Awiwie wzrosła o 213 procent (USD), gromadząc 225,7 miliarda dolarów zysków rynkowych – w tym 67,8 miliarda dolarów w ciągu ostatniego miesiąca. Dla niektórych ludobójstwo jest opłacalne” – powiedziała Francesca Albanese, specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. praw człowieka na terytorium palestyńskim okupowanym od 1967 roku.

Raport Albanese ujawnia korporacyjną infrastrukturę czerpaną z izraelskiej gospodarki okupacyjnej – i jej śmiercionośną transformację w gospodarkę ludobójstwa.

Raport podkreśla, w jaki sposób Palestyna stała się epicentrum globalnego rozrachunku, ujawniając niepowodzenie międzynarodowego biznesu i systemów prawnych w przestrzeganiu nawet najbardziej podstawowych praw jednego z najbardziej wywłaszczonych narodów na świecie.

„Aktorzy korporacyjni są głęboko spleceni z systemem okupacji, apartheidu i ludobójstwa na okupowanym terytorium palestyńskim” – powiedział specjalny sprawozdawca. Przez dziesięciolecia represje Izraela wobec narodu palestyńskiego były sterowane przez korporacje, w pełni świadome, a jednocześnie obojętne, na które łamie prawa człowieka, i zbrodnie międzynarodowe.

Czterdziestu ośmiu oddzielnych podmiotów korporacyjnych, wraz z ich rodzicami, spółkami zależnymi, franczyzobiorcami, licencjobiorcami i partnerami konsorcyjnymi z różnych sektorów, jest zidentyfikowanych w sprawozdaniu specjalnego sprawozdawcy, w tym producentów broni, korporacji technologicznych, instytucji finansowych oraz firm budowlanych i energetycznych.

Albanese stwierdził, że podmioty te nie wykorzystały swoich podstawowych obowiązków prawnych, aby skorzystać ze swojej dźwigni, aby położyć kres naruszeniu praw, lub zakończyć relacje i odłączyć się od niego. Zamiast tego traktowali nielegalne przedsiębiorstwo Izraela na okupowanym terytorium palestyńskim jako zwykłą działalność gospodarczą – ignorując udokumentowane, systemowe nadużycia, nawet gdy okrucieństwa nasiliły się po 7 października 2023 roku.

„Te podmioty zakorzeniły i rozszerzyły i rozszerzył izraelską logikę osadniczo-kolonialną osiedleńczą i zastępstwa – i nie jest to przypadkowe” – powiedział specjalny sprawozdawca. Jest to funkcja gospodarki zbudowanej do dominacji, wydziedzicza i wymazania Palestyńczyków z ich ziemi.

W raporcie wymieniono firmy dostarczające F-35, drony i ukierunkowane na technologię, które umożliwiły uwolnienie 85 000 ton bomb – sześć razy więcej Hiroszimy – w Strefie Gazy.

Podkreślono w nim gigantów technologicznych, którzy utworzyli centra badawczo-rozwojowe i centra danych w Izraelu, wykorzystując palestyńskie dane do wojny o sztuczną inteligencję, podsycając to, co Albanese nazywa „żywym ludobójstwem”. Raport wskazuje na gigantów energetycznych, którzy napędzali blokadę Izraela, podczas gdy firmy budowlane nadal dostarczały sprzęt, który zmienił Strefę Gazy w gruz i zapobiegł powrotowi i odbudowie palestyńskiego życia. Nawet pozornie neutralni aktorzy – miejsca turystyczne, supermarkety i uniwersytety normalizują apartheid i systematycznie wymazywały życie palestyńskie, stwierdzono w raporcie specjalnego sprawozdawcy.

„Ten raport pokazuje, dlaczego ludobójstwo Izraela trwa, ponieważ jest lukratywne dla wielu” – powiedział Albanese. Ostrzegła, że orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości 2024 i nakazy aresztowania MTK powinny były zostać przekazane – o tym wszystkim podmiotom – w tym korporacjom.

„Poważny, strukturalny i trwały charakter zbrodni i naruszeń Izraela spowodował, że prima facie oderwali się od zaangażowania – taką, którą wiele korporacji zignorowało” – powiedziała. „Współczesna fiksacja na wąskich technikach i odosobnionych naruszeniach, zamiast konfrontować się ze strukturalną nielegalnością ich powiązań z okupacją Izraela, jest nieszczera” – powiedziała.

Albanese wezwał państwa członkowskie do nałożenia pełnego embarga na broń, zawieszenia umów handlowych i inwestycyjnych oraz do pociągnięcia podmiotów korporacyjnych do odpowiedzialności za naruszenie prawa międzynarodowego.

Tymczasem korporacje nie mogą domagać się neutralności: są częścią machinacji wysiedlenia – lub częścią jej demontażu.

„Palestyna jest lustrem podsycanym moralnym i politycznym niepowodzeń świata” – powiedziała. Wspominając rachunki za współudział korporacji w apartheidzie w RPA i nazistowskich Niemczech, Albanese powiedziała, że stan Palestyny stanowi dziś decydujący moment, w którym światowe rynki mogą istnieć bez promowania i czerpania zysków z niesprawiedliwości i bezkarności.

„Przedstawienie tego ludobójstwa wymaga nie tylko oburzenia, ale także zerwania, rozliczenia i odwagi, aby rozmontować to, co w nim umożliwia zbrodnię.”

Behind the Curtain of the New CDC Panel on Vaccines. MALONE.

Behind the Curtain of the New CDC Panel on Vaccines

Dr. Robert Malone and Retsef Levi on American Thought Leaders – The Epoch Times

ROBERT W MALONE MD, MS JUL 6

American Thought Leaders – The Epoch Times

“Behind the Curtain of the New CDC Panel on Vaccines: Dr. Robert Malone and Retsef Levi”

After retiring the entire prior membership of the CDC Advisory Committee on Immunization Practices (ACIP) and appointing first eight, then seven (one could not resolve conflict of interest concerns) new ACIP members, a wave of coordinated media attacks on both Secretary Kennedy and those he appointed hit the internet, newsstands and corporate cable news broadcasts. This time, the approved narrative was that none of the newly appointed members were qualified or had any vaccine-related experience. Whether congratulations or condolences were due, I was one of those whom Secretary Kennedy appointed and passed the conflict of interest review. But what I actually am is a highly experienced academic and commercial vaccine developer, and all of my fellow appointees have deep, highly relevant experience and expertise. To the surprise of precisely no-one who has been paying attention to details or to how fake news media likes to spin up fear to advance the interests of their corporate sponsors.

The decisions made during the first meeting of the reconstituted ACIP were quite conservative (in the classical sense) and most definitely based on objective analysis of available data tempered with a focus on patients (and their children) rather than physician and corporate interests. However, after the meeting there was a lot of criticism of the decisions made. Criticism from all sides. It seems that no-one got exactly what they wanted, and they were mad as hell about it. The sense of entitlement ran strong in these ones.

I suggested that Epoch Times should be allowed to interview myself and Dr. Retsef Levi to discuss what just had happened during the meeting, and examine the logic, discussion and internal ACIP member dissent revolving around those decisions so that others can see for themselves how this new team approached these issues. Fortunately, the HHS Press Office agreed to this proposal, the resulting interview has now been released, and a copy is provided below in native Substack format so that you can view for free.

Hopefully this will demonstrate to all concerned that, in fact, the “new” ACIP committee is not a rubber stamp organization, that the members take their assigned tasks very seriously, and that they have the necessary knowledge, skills, and abilities to do the job and do it well. 

Yes, the interview gets a bit technical in places. We tried to avoid diving too deep into “The Science”. Please keep in mind that there are two general audiences being targeted here. First and most importantly, the citizens of the United States. Secondly, the nattering nabobs of the self-annointed vaccine expert caste. The deeper science discussions are targeting the latter, and demonstrate that these will continue to embarrass themselves if they persist with the false narrative that the new ACIP is inexperienced and incompetent. 

I hope that, at a minimum, each of you learn something from the interview. 

“This is the full version of Jan Jekielek’s interview with Dr. Robert Malone and Retsef Levi, released on July 5th, 2025. 

Recently, the CDC’s Advisory Committee on Immunization Practices (ACIP) met for the first time after Health Secretary Robert F. Kennedy Jr. replaced its entire membership with new picks. In this episode, I’m sitting down with two new ACIP members, Dr. Robert Malone and MIT professor Retsef Levi, for a deep dive into all things ACIP. 

“They basically impact billions of dollars of revenue for the pharmaceutical industry. So there’s big money at stake here. There’s big policy at stake,” 

Malone. 

“One of the problems that we had in the context of vaccines, and more broadly maybe pharmaceutical products, is that debate was considered confusing to patients and something that we should avoid,” 

Levi

We take a look at some key discussions during the recent meeting, from thimerosal in certain flu vaccines to RSV shots for children, and what may happen with this committee moving forward. 

“What you’re seeing here is a firm commitment on the part of these two volunteers, and I think the committee as a whole, in trying to be open and transparent to the general public” 

Malone 

CHAPTER TITLES 

0:00:00 – Introduction to ACIP and New Committee Members 

0:09:09 – Understanding ACIP’s Role and Influence 

0:09:59 – Retsef Levi’s Background and Approach to Public Health 

0:13:11 – Robert Malone’s Background 

0:18:16 – The Importance of Open Debate in Medical Decision-Making 

0:22:01 – Patient Empowerment and Personalized Healthcare 0:28:06 – Challenges in Public Health Data Analysis 

0:31:03 – Influenza Vaccines and Thimerosal Removal 

0:40:57 – Mercury Exposure and Vaccine Safety Concerns 

0:47:10 – Immunotoxicity and Long-Term Vaccine Effects 

0:55:07 – Efficacy vs. Harm: Data Collection Challenges 

1:11:46 – RSV Shot Debate: Nuanced Perspectives 

1:34:02 – Risk-Benefit Analysis for Infant Vaccination 

1:37:46 – Closing Thoughts on ACIP’s Future and Mission 💛 

Iran sensownie w dziedzinie odnawialnych źródeł energii; synergia energii słonecznej i wodnej

Solar-hydro-synergy

Iran przygotowuje się do radykalnej zmiany swojego krajobrazu energetycznego, realizując strategię mającą na celu rozbudowę potencjału energii odnawialnej, łącząc niezawodność energii wodnej z rosnącym potencjałem energii słonecznej.

W kraju, który od dawna opiera się na paliwach kopalnych, decyzja o zintegrowaniu energii słonecznej z istniejącą infrastrukturą zapór wyraźnie wskazuje na zwrot w stronę bardziej zrównoważonej przyszłości energetycznej.Najnowsza inicjatywa rządu, która zakłada budowę elektrowni słonecznych obok zapór wodnych, wykorzystuje zasoby naturalne Iranu i istniejącą infrastrukturę.

Projekt ten, łączący innowacyjne pomysły i praktyczne rozwiązania, ma poprawić stabilność sieci, ograniczyć emisję dwutlenku węgla i pomóc krajowi osiągnąć ambitne cele energetyczne. Strategia Iranu opiera się na prostej, ale potężnej koncepcji: synergii. Rząd niedawno podpisał Memorandum of Understanding (MoU) z Iranian Renewable Energy and Electricity Efficiency Organization (SATBA) w celu budowy elektrowni słonecznych w strategicznych miejscach zapór w całym kraju.

Przedstawiciele władz podkreślają, że łącząc energię słoneczną z energią hydroelektryczną, Iran może skutecznie włączyć odnawialne źródła energii do swojego miksu energetycznego, zmniejszając jednocześnie zależność od paliw kopalnych.

Irańska rewolucja w dziedzinie odnawialnych źródeł energii dzięki synergii energii słonecznej i wodnej

Pierwsza irańska pływająca elektrownia fotowoltaiczna została otwarta w zakładach petrochemicznych Mahabad w sierpniu 2020 r.Iran przygotowuje się do radykalnej zmiany swojego krajobrazu energetycznego, realizując strategię mającą na celu rozbudowę potencjału energii odnawialnej, łącząc niezawodność energii wodnej z rosnącym potencjałem energii słonecznej.

W kraju, który od dawna opiera się na paliwach kopalnych, decyzja o zintegrowaniu energii słonecznej z istniejącą infrastrukturą zapór wyraźnie wskazuje na zwrot w stronę bardziej zrównoważonej przyszłości energetycznej.Najnowsza inicjatywa rządu, która zakłada budowę elektrowni słonecznych obok zapór wodnych, wykorzystuje zasoby naturalne Iranu i istniejącą infrastrukturę.Projekt ten, łączący innowacyjne pomysły i praktyczne rozwiązania, ma poprawić stabilność sieci, ograniczyć emisję dwutlenku węgla i pomóc krajowi osiągnąć ambitne cele energetyczne.

Strategia Iranu opiera się na prostej, ale potężnej koncepcji: synergii. Rząd niedawno podpisał Memorandum of Understanding (MoU) z Iranian Renewable Energy and Electricity Efficiency Organization (SATBA) w celu budowy elektrowni słonecznych w strategicznych miejscach zapór w całym kraju. Przedstawiciele władz podkreślają, że łącząc energię słoneczną z energią hydroelektryczną, Iran może skutecznie włączyć odnawialne źródła energii do swojego miksu energetycznego, zmniejszając jednocześnie zależność od paliw kopalnych.

Rola odnawialnych źródeł energii w przyszłości dylematu energetycznego Iranu

Zasoby odnawialnych źródeł energii, takich jak energia słoneczna, wiatrowa, biomasa i energia geotermalna, w Iranie są tak duże, że ich rozwój i ekspansja są nieuniknione. Celem jest wygenerowanie 500 megawatów nowej mocy słonecznej, co stanowi istotny krok w kierunku osiągnięcia szerszych celów Iranu w zakresie energii odnawialnej. Biorąc pod uwagę dużą liczbę słonecznych dni w Iranie, energia słoneczna jest w wyjątkowej sytuacji i może zapewnić krajowi niezawodne i zrównoważone źródło energii. Jednakże być może najbardziej nowatorskim aspektem tej transformacji energetycznej jest przejście na pływające elektrownie słoneczne.

W obliczu gwałtownie rosnących cen gruntów w ośrodkach miejskich potrzeba alternatywnych lokalizacji dla farm słonecznych nigdy nie była bardziej pilna. Iran, który zmaga się z podobnymi ograniczeniami, zwraca się ku swojej rozległej sieci tam i zbiorników jako potencjalnym miejscom dla pływających systemów fotowoltaicznych (PV).Kraj uruchomił już pilotażowy projekt pływającej energii słonecznej w Mahabad Petrochemical Company, wykorzystując krajowe konstrukcje pływające. Ten początkowy sukces otwiera drogę do projektów na większą skalę i jest przykładem rosnącej wiedzy eksperckiej kraju w zakresie energii odnawialnej.

Pływający model solarny eliminuje potrzebę drogiego terenu w pobliżu ośrodków zaludnienia. Te elektrownie mogą być umieszczane na zbiornikach- pontonach, co zmniejsza potrzebę kosztownej infrastruktury przesyłowej i łagodzi problemy, takie jak gromadzenie się pyłu, które utrudnia wydajność farm słonecznych na pustyni. Korzyści środowiskowe płynące z pływającej energii słonecznej są znaczące, szczególnie dla kraju takiego jak Iran, który zmaga się zarówno z niedoborem wody, jak i surowym klimatem. Umieszczając panele słoneczne na zbiornikach wodnych, Iran może znacznie ograniczyć parowanie wody ze swoich zbiorników.Pomaga to nie tylko oszczędzać cenne zasoby wody, ale także zwiększa ogólną wydajność paneli słonecznych, ponieważ chłodzenie wodą może zwiększyć ich wydajność o 5–10%.

Z perspektywy ekonomicznej pływające ogniwa słoneczne mogą być bardziej opłacalnym rozwiązaniem dla rosnącego zapotrzebowania Iranu na energię. Dzięki swojej zdolności do zwiększania wydajności, zmniejszania parowania wody i oferowania bardziej zrównoważonego źródła energii, pływające ogniwa słoneczne mogą ostatecznie pomóc obniżyć koszty produkcji energii elektrycznej w dłuższej perspektywie, przyczyniając się do długoterminowej stabilności energetycznej kraju.Jednym z najbardziej przekonujących aspektów tej inicjatywy jest potencjalna synergia między energią słoneczną i energią hydroelektryczną.Iran ma długą historię wytwarzania energii wodnej. Irańska Spółka Rozwoju Wody i Energii odpowiada za ponad 70% elektrowni wodnych w kraju.Te elektrownie tradycyjnie zapewniały niezawodne i stałe źródło energii. Jednak rozwój nowych projektów hydroelektrycznych zwolnił w ostatnich latach z powodu ograniczeń finansowych i innych wyzwań, głównie suszy.

Łącząc energię słoneczną z energią hydroelektryczną, Iran mógłby zmniejszyć problemy z niestabilnością dostaw, które zwykle dotykają odnawialne źródła energii.Energia słoneczna jest generowana w ciągu dnia, podczas gdy energia wodna może zapewnić stały przepływ energii elektrycznej w nocy. Ta uzupełniająca się relacja może pomóc ustabilizować sieć, zapewnić bardziej spójne zasilanie i zwiększyć ogólną odporność systemu energetycznego. Ponadto w porze suchej, gdy poziom wody w zbiornikach hydroelektrycznych jest niski, produkcja energii słonecznej mogłaby pomóc zrekompensować zmniejszoną produkcję energii przez elektrownie wodne.

Z drugiej strony, w porze deszczowej, gdy produkcja energii słonecznej jest ograniczona, elektrownie wodne mogłyby przejąć pałeczkę. Ta synergia mogłaby zapewnić bardziej niezawodny miks energetyczny i zwiększyć zdolność Iranu do zaspokajania zapotrzebowania na energię elektryczną przez cały rok.Pomimo obiecującego potencjału, ambicje Iranu w zakresie energii odnawialnej nie są pozbawione wyzwań. Złożoność techniczna pływających systemów solarnych przy zmiennych poziomach wody stwarza przeszkody inżynieryjne.

Dodatkowo koszty finansowe takich projektów są wyższe niż w przypadku farm słonecznych na lądzie, ponieważ wymagają specjalistycznych materiałów i procesów instalacyjnych. Ponadto, podczas gdy Iran jest bogaty w zasoby naturalne, zabezpieczenie niezbędnego kapitału na projekty energii odnawialnej na dużą skalę pozostaje poważnym wyzwaniem. Lata międzynarodowych sankcji i krajowych nacisków finansowych ograniczyły dostęp Iranu do inwestycji, co może opóźnić tempo rozwoju.Jednakże światowy sukces pływających systemów solarnych, którego przykładem są duże projekty realizowane w Chinach, Indiach i Korei Południowej, dowodzi wykonalności tej technologii.

Biorąc pod uwagę rosnące koszty gruntów i coraz większą presję na oszczędzanie zasobów wodnych, pływające panele słoneczne stają się kluczowym elementem rozwiązań energii odnawialnej na całym świecie.W tym kontekście inicjatywa Iranu, aby zintegrować pływające panele słoneczne ze strategią energii odnawialnej, stawia go na czele nowego trendu. Wykorzystując swoje ogromne zasoby wody i obfite światło słoneczne, Iran jest w dobrej pozycji, aby poczynić znaczące postępy zarówno w produkcji energii, jak i oszczędzaniu wody.Dostęp do strony internetowej Press TV można uzyskać również pod następującymi adresami www.presstv.co.uk

Kościół na Białorusi zawierzony Niepokalanemu Sercu Maryi oraz Miłosierdziu Bożemu

Kościół na Białorusi zawierzony Niepokalanemu Sercu Maryi oraz Miłosierdziu Bożemu

https://pch24.pl/kosciol-na-bialorusi-zawierzony-niepokalanemu-sercu-maryi-oraz-milosierdziu-bozemu

(Matka Boża Fatimska. Our Lady of Fatima International Pilgr))

W Narodowym Sanktuarium Matki Bożej Budsławskiej odbyły się w sobotę główne obchody ku czci Patronki Białorusi, poprzedzone poświęceniem Kościoła w tym kraju Niepokalanemu Sercu Maryi, a następnie Miłosierdziu Bożemu.

Transmitowaną w internecie oraz na kanale 3 telewizji publicznej Mszę Świętą odprawił „przewodniczący” [cóż to za nowotwór? md] episkopatu, arcybiskup Józef Staniewski. W uroczystości uczestniczyli: nuncjusz apostolski abp Ignazio Ceffalia, wszyscy białoruscy biskupi, a także licznie zgromadzeni wierni. Przybyła również grupa wiernych z diecezji św. Klemensa w Saratowie (Rosja) wraz ze swoim biskupem Clemensem Pickelem. W uroczystościach wzięli udział przedstawiciele władz państwowych i instytucji państwowych, a także misji dyplomatycznych. Nad porządkiem czuwali białoruscy harcerze.

W słowie wprowadzającym abp Staniewski zapowiedział, że Eucharystię będzie sprawował za Białoruś, aby w jej społeczeństwie panowała „miłość, zgoda i spokojne niebo”.

Homilię wygłosił nuncjusz abp Ignazio Ceffalia. Przekazał „ojcowskie pozdrowienie i apostolskie błogosławieństwo naszego umiłowanego papieża Leona XIV, który zapewnia o swojej modlitwie „za ten ukochany i szanowany kraj i za każdego z was”. Przyznał, że było to jego pierwsze spotkanie z białoruskimi katolikami jako nuncjusza, na które czekał z niecierpliwością.

Przybywam do was nie jako obcy, ale jako brat pośród braci, jako pielgrzym pośród pielgrzymów. Przybywam ze szczerym pragnieniem poznania was, podążania wraz z wami i służenia wam – zapewnił. Wyraził nadzieję, że okres spędzony przezeń na Białorusi stanie się „czasem łaski i wzajemnego towarzyszenia”, a mieszkańcy tego kraju „jako wierny lud, wspierany nadzieją i kierowany czułością Maryi” będą go wspierali.

Nawiązując do hasła obecnego Roku Świętego – „pielgrzymi nadziei” nuncjusz stwierdził, że najbardziej ludzkim i trwałym obliczem tej nadziei jest Maryja. Nawiązując do odczytanego podczas Mszy Świętej fragmentu Ewangelii o Zwiastowaniu, arcybiskup Ceffalia podkreślił, że Ona „nie zamknęła się w sobie, ale pobiegła do swojej krewnej Elżbiety… a Jej serce przepełniła radość”. – Jakiż to cudowny obraz Kościoła pielgrzymującego! Jakiż żywy obraz was samych, drodzy pielgrzymi! — zawołał kaznodzieja zwracając się do obecnych.

Komentując słowa hymnu Magnificat wskazał, że ten styl Maryi Kościół winien ucieleśniać na całym świecie. Ona bowiem jest świadkiem nadziei. Zwrócił uwagę, że nasza cześć dla Matki Bożej jest konkretną podróżą wiary. Prowadzi nas do naśladowania Jej: w Jej aktywnej wierze, w Jej pokornej odwadze, w Jej bezgranicznej służbie.

Kończąc swą homilię arcybiskup Ceffalia raz jeszcze wyraził chęć towarzyszenia wiernym Białorusi jako ich „współ-pielgrzym”. Życzył im, aby macierzyńska obecność Maryi „inspirowała nas do kontynuowania naszej podróży jako lud w drodze, jako odważni uczniowie, jako Kościół, który ma nadzieję i wierzy”.

Pod koniec Mszy świętej arcybiskup Staniewski zwrócił się do młodzieży zachęcając ją, aby z entuzjazmem odpowiedziała na  zaproszenie do pracy w winnicy Pana. Podziękował starszemu pokoleniu za przykład wiary poprzez pielgrzymowanie, a także dzieciom, które śmiało wkraczają na tę drogę. Namawiał obecnych księży i ​​wiernych do kontynuowania modlitwy, w tym do odprawiania nabożeństw maryjnych w pierwszą sobotę każdego miesiąca.

Zawierzam życie Kościoła, całej ludzkości i naszego kraju Panu Jezusowi, prosząc o Jego miłosierdzie — powiedział arcybiskup mińsko-mohylewski.  

Zwracając się do nuncjusza apostolskiego przewodniczący białoruskiego episkopatu poprosił go o przekazanie Ojcu Świętemu serdecznego synowskiego pozdrowienia i zapewnienia o modlitewnej o nim pamięci. Dodał także: – Zapraszamy i z niecierpliwością oczekujemy papieża Leona XIV na Białorusi. Serdecznie go zapraszamy. Następnie, przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, odczytał Akt Poświęcenia Metropolii Mińsko-Mohylewskiej Miłosierdziu Bożemu.

Źródła: KAI/catholic.by RoM

Izraelskie media: Odbudowa zniszczeń po irańskich atakach zajmie lata

Odbudowa zniszczeń po irańskich atakach zajmie lata: izraelskie media

Z nowego raportu izraelskich mediów wynika, że ​​irańskie działania odwetowe przeciwko Izraelowi podczas 12-dniowej agresji sponsorowanej przez USA.

https://www.presstv.ir/Detail/2025/07/03/750537/Iran-US-Israel-Tel-Aviv-Ma-ariv-Erez-Ben-Eliezer-

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 6

Zniszczone budynki po irańskim ataku rakietowym na Beit Yam na terenach okupowanych, 15 czerwca. (Zdjęcie: Reuters)

Hebrajskojęzyczna gazeta Ma’ariv, cytując źródła, poinformowała w czwartek, że w rejonie Tel Awiwu odnotowano najwięcej zniszczeń budowlanych na skutek irańskich ataków rakietowych.

W raporcie wskazano również, że co najmniej 200 dużych budynków zostało poważnie uszkodzonych, a dziesiątki z nich trzeba będzie całkowicie zburzyć.

Poważne zniszczenia dotknęły takie dzielnice jak Ramat Gan, Bnei Brak, Givatim, Holon, Beit Yam, Ramat Hasharon i Herzliya.

W wyniku trafienia rakiet w Tel Awiw, obszary Ramat Gan, Beit Yam, Holon i Bene Berak doznały znacznych zniszczeń” – czytamy w raporcie.

Erez Ben-Eliezer, planista obszaru Tel Awiwu, potwierdził również, że gęsto zaludniony obszar Tel Awiwu doznał największych zniszczeń podczas wojny narzuconej przez USA i Izrael przeciwko Iranowi. Stwierdził, że odbudowa co najmniej 200 poważnie uszkodzonych budynków zajmie lata.

Według izraelskich mediów i raportów ekonomicznych, Izrael poniósł szacunkowe 12 miliardów dolarów bezpośrednich strat w wyniku 12-dniowej wojny agresywnej z Iranem, a łączna suma strat może wzrosnąć do 20 miliardów dolarów.

Instytut Weizmanna: Jak irańskie rakiety uderzyły w serce izraelskiego centrum naukowo-wojskowego

Instytut Weizmanna: Irańskie rakiety uderzyły w serce izraelskiego centrum naukowo-wojskowego

Irańskie ataki rakietowe zniszczyły Instytut Weizmanna, ważny ośrodek badawczy powiązany z wojskiem, niszcząc dziesięciolecia pracy naukowej i ujawniając jego tajną rolę wojskową.

Straty obejmują wydatki na cele wojskowe, szkody spowodowane atakami rakietowymi, wypłaty dla poszkodowanych osób i przedsiębiorstw oraz naprawy infrastruktury.

Eksperci ostrzegają, że ostateczna suma może wynieść 20 miliardów dolarów, gdy tylko zostaną w pełni uwzględnione pośrednie skutki ekonomiczne i roszczenia cywilne dotyczące odszkodowań.

Jak wynika z danych opublikowanych przez prawicową gazetę „Israel Hayom”, jak dotąd do funduszu odszkodowawczego reżimu wpłynęło ponad 41 000 wniosków, a liczba ta jest znacznie większa.

Izraelska gazeta „Jedi’ot Achronoth” podała wcześniej, że skarb państwa poniósł już straty w wysokości 22 miliardów szekli (6,46 miliarda dolarów).

Wojsko izraelskie stara się teraz o dodatkowe 40 miliardów szekli (11,7 miliardów dolarów) na uzupełnienie zapasów broni, zakup dodatkowych myśliwców przechwytujących i broni ofensywnej oraz utrzymanie jednostek rezerwowych. Przed wojną wnioskowano o 10 miliardów, a później o 30 miliardów szekli.

Izrael zmaga się ze skutkami irańskich ataków rakietowych

Izrael zmaga się ze skutkami irańskich ataków rakietowych

Teraz wychodzi na jaw prawdziwa skala zniszczeń spowodowanych odwetowymi atakami rakietowymi Iranu.

Analitycy ekonomiczni ostrzegali, że przedłużanie wojny może doprowadzić gospodarkę Izraela na skraj załamania.[Nic to.. Wujek SAM każe wam dopłacić.. md]

13 czerwca Izrael rozpoczął niesprowokowaną agresję przeciwko Iranowi, atakując obiekty nuklearne i mordując wysokich rangą dowódców wojskowych i naukowców, a także zwykłych cywilów.

W odpowiedzi Iran wystrzelił setki rakiet balistycznych i dronów, które uderzyły w wiele newralgicznych i strategicznych lokalizacji w Izraelu, co potwierdziły izraelskie media.

Izrael został zmuszony do jednostronnego zaakceptowania zaproponowanego przez USA zawieszenia broni po poniesieniu ciężkich strat i nieudanej próbie zniszczenia irańskiej infrastruktury nuklearnej.

Źródło: https://www.presstv.ir/Detail/2025/07/03/750537/Iran-US-Israel-Tel-Aviv-Ma-ariv-Erez-Ben-Eliezer-

Niemiecka Polizei próbowała zatrzymać polskich obrońców granicy na polskim terytorium: „Halt Polen!”

Niemiecka Polizei próbowała zatrzymać polskich obrońców granicy na polskim terytorium: „Halt Polen!”

06.07.2025 tysol/niemiecka-policja-probowala-zatrzymac-polskich-obroncow-granicy-na-polskim-terytorium-halt-polen

Lider Ruchu Obrony Granic Robert Bąkiewicz przekazał szokujące informacje. Według jego słów niemiecka policja miała próbować zatrzymać Polaków… na terytorium Polski.

„Halt Polen”

– Przed chwilą otrzymaliśmy informację, że doszło do próby zatrzymania polskich wolontariuszy Ruchu Obrony Granic przez Bundespolizei na polskim terytorium w Krzewinie Zgorzeleckiej. Niemcy krzyczeli „Halt, Polen!”.

Wygląda na to, że Niemcy nie trzymają ciśnienia. – przekazał lider Ruchu Obrony Granic Robert Bąkiewicz.

– W przypadku przekroczenia uprawnień przez niemieckiego funkcjonariusza na szkodę polskiego obywatela, śledztwo może prowadzić Prokuratura w Polsce. Posiadamy w tym zakresie jurysdykcję.- skomentował mec. Bartosz Lewandowski.

Sytuacja na granicy z Niemcami

To Niemcy w dużym stopniu wywołali kryzys migracyjny w Europie. Kanclerz Niemiec Angela Merkel zaprosiła migrantów do Niemiec i prowadziła politykę „Herzlich Willkomen”, a niemieckie ośrodki wpływu uderzały w kraje Unii Europejskiej, które nie chciały się tej polityce podporządkować.

Teraz trwa proceder podrzucania do Polski przez Niemców nielegalnych imigrantów przy bierności polskich służb. Nie ma wiarygodnych danych na temat liczby przerzucanych imigrantów. 

Polskiej granicy broni Ruch Obrony Granic Roberta Bąkiewicza i Jacka Wrony, oraz liczne ruchy obywatelskie. Rząd Donalda Tuska grozi obywatelom patrolującym polską granicę, a niemieckie media lamentują, że „Ruch Obrony Granic uderza w niemiecką politykę migracyjną”

=======================================

Robert Bąkiewicz @RBakiewicz

Przed chwilą otrzymaliśmy informację, że doszło do próby zatrzymania polskich wolontariuszy Ruchu Obrony Granic przez Bundespolizei na polskim terytorium w Krzewienie Zgorzeleckiej. Niemcy krzyczeli „Halt, Polen!”. Wygląda na to, że Niemcy nie trzymają ciśnienia. #RuchObronyGranic

212,1 tys. wyświetleń

=============================================

mail:

Jak to?
Białoruscy policjanci nie wchodzili na teren Polski, a płot zbudowano.

A tutaj przyjaciele mogą robić co chcą.