Im nowsze, tym…

Im nowsze, tym… 11/2025(715)

     Na naszym podwórku piętrzą się odpady w postaci mebli i sprzętów domowych wszelakiego asortymentu. Służby porządkowe nie nadążają usuwać pralek i lodówek, których żywot kończy się po dwuletniej gwarancji. Nikt już ich nie reperuje, bo tak zostały skonstruowane, żeby naprawę uniemożliwić. Na tym właśnie polega nowoczesność: im nowsze, tym gorsze!
     Dewastacja środowiska naturalnego pod hasłem jego ochrony, to tylko jeden z przykładów jak się robi ludziom wodę z mózgów.

 Czy można temu zaradzić? Twórcy chaosu nie są zainteresowani ograniczaniem ich działalności, a ofiarom, czyli nam brak możliwości. W pojedynkę nie osiągniemy pożądanych skutków naszej pracy. Od czegoś trzeba jednak zacząć, na razie od uświadamiania ludziom co ich czeka pod rządami unijnych gangsterów. 

Pozdrawiam  

Małgorzata Todd

Umowa Watykanu z komunistycznymi Chinami: Zwycięstwo dyplomatyczne czy zdrada Chrystusa i wiernych?

Umowa Watykanu z komunistycznymi Chinami: Zwycięstwo dyplomatyczne czy zdrada Chrystusa i wiernych?

Umowa Watykanu z komunistycznymi Chinami: zwycięstwo dyplomatyczne czy zwiększenie prześladowań?

Vaticans-deal-with-communist-china-diplomatic-victory-or-launchpad-for-persecution

W 2018 roku Watykan podpisał dokument z komunistycznymi Chinami, który stał się jednym z najbardziej kontrowersyjnych aspektów pontyfikatu papieża Franciszka i doprowadził do „zdrady” katolików w Chinach.

Wysoce tajna chińsko-watykańska umowa ma już siedem lat, a została odnowiona po raz trzeci jesienią 2024 roku. Ale kto faktycznie ma większą władzę w ramach umowy i jakie były owoce?

2018: Nowa umowa dla nowego rozłamu?

22 września 2018 roku Watykan ogłosił, że podpisał umowę z chińskim rządem dotyczącą mianowania katolickich biskupów w Chinach. Watykan oświadczył, że od pewnego czasu trwały rozmowy, a ta nowa umowa była ich wynikiem. W komunikacie prasowym odnotowano:

„Wyżej wymienione Porozumienie Tymczasowe, będące owocem stopniowego i wzajemnego zbliżenia, zostało uzgodnione po długim procesie starannych negocjacji i przewiduje możliwość okresowych przeglądów jego stosowania. Dotyczy nominacji biskupów, kwestii wielkiego znaczenia dla życia Kościoła i stwarza warunki do większej współpracy na poziomie dwustronnym.

Watykan dodał, że ma „wspólną nadzieję” z Pekinem, że umowa „może sprzyjać owocnemu i przyszłościowemu procesowi dialogu instytucjonalnego i może pozytywnie przyczynić się do życia Kościoła katolickiego w Chinach, do wspólnego dobra narodu chińskiego i do pokoju na świecie”.

Kilka dni później papież Franciszek napisał list do chińskich katolików, w którym powiedział, że umowa „ograniczona do pewnych aspektów życia Kościoła i koniecznie zdolna do poprawy, może przyczynić się – ze swej strony – do napisania nowego rozdziału Kościoła katolickiego w Chinach”.

W końcu papież wyraził opinię, że Stolica Apostolska i komunistyczne Chiny będą mogły współpracować „w nadziei na zapewnienie wspólnocie katolickiej dobrych pasterzy”.

Treść umowy pozostała tajemnicą, bez żadnych stwierdzeń ani przez Watykan, ani władze komunistyczne w Pekinie, że jej zawartość zostanie ujawniona w najbliższym czasie. Watykański sekretarz stanu – i czołowy autor umowy – kardynał Pietro Parolin poświadczył w 2023 roku, że taka tajemnica była „ponieważ [umowa] nie została jeszcze ostatecznie zatwierdzona”.

Uważa się, że Umowa uznaje zatwierdzony przez państwo kościół w Chinach i pozwala Komunistycznej Partii Chin nominować biskupów w narodzie i angażować Watykan jedynie w „proces współpracy” zamiast wyboru biskupów.

Uważa się, że Stolica Apostolska, a mianowicie papież, ma formę władzy weta nad biskupami mianowanymi przez chiński rząd. Przypuszcza się również, że umowa pozwala na usunięcie biskupów, którzy są częścią „dziedzictwa kościoła” na rzecz biskupów lojalnych wobec chińskiego rządu, którzy są członkami chińskiego kościoła państwowego – Chińskiego Katolickiego Stowarzyszenia Patriotycznego (CCPA) – w tym, co zostało uznane za próbę osiągnięcia współpracy jedności między Rzymem a Pekinem.

Kardynał Parolin stwierdził w 2023 r., podczas wywiadu, który został przekazany do watykańskiego korpusu prasowego, że umowa chińsko-watykańska „obraca się wokół podstawowej zasady jednomyślności decyzji dotyczących biskupów” i jest nawiązywana przez „zaufanie do mądrości i dobrej woli wszystkich”.

Początkowo podpisana w 2018 roku, została odnowiona w 2020, 2022, a następnie w 2024 roku, tym razem na cztery lata. Zanim umowa „tymczasowa” zostanie odnowiona w 2028 roku, będzie to dekada, co wymusza pytania o oficjalny opis umowy jako „tymczasowe”.

Sukces dyplomatyczny czy ułatwienie prześladowań?

Ale jak pisze portalAsiaNews, które specjalizuje się w podkreślaniu prześladowań chrześcijan na Dalekim Wschodzie, donosi, że chińscy katolicy z Kościoła podziemnego czuli się zdradzeni. „Podziemni katolicy gorzko podejrzewają, że Watykan ich porzucił” – czytamy w artykule z listopada 2018 roku.

Przez wiele długich lat katolicy podziemnego kościoła w Chinach pozostali lojalni i wierni Rzymowi pomimo rosnących prześladowań nałożonych na nich przez chiński rząd, ponieważ wygląda na to, że katolicy [tj. Watykan md] zmuszają katolików do przyłączenia się do zatwierdzonej przez państwo i partii komunistycznej CCPA.

Cierpią prześladowania, które przechodzą z pragnienia pozostania oddanymi Chrystusowi, Ojcu Świętemu i Stolicy Apostolskiej, zamiast stać się poddanymi religii komunistycznej promowanej przez Pekin pod pozorem „chińskiego katolicyzmu”.

Właśnie z tego powodu emerytowany biskup Hongkongu, kardynał Joseph Zen, określił układ Stolicy Apostolskiej jako „niesamowitą zdradę”. „Oni oddają stado w paszcze wilków. To niesamowita zdrada” – powiedział agencji Reutera w wywiadzie ze swojego domu w Hongkongu w 2018 roku.

Kardynał Zen często wypowiadał się przeciwko niebezpieczeństwom tej „umowy”, ostrzega o trudnej sytuacji chińskich podziemnych katolików, choć w ostatnich latach musiał unikać tego tematu ze względu na „delikatność sytuacji”.

Ale nie jest sam. Wielu chińskich ekspertów i obserwatorów ostrzegło, że podpisując umowę z komunistycznymi Chinami, Stolica Apostolska rzeczywiście stała się otwarta na wykorzystywanie przez Pekin. Do ich głosów dołączyły przedstawiciele oficjalnych źródeł rządowych.

Krótko przed pierwszym dwuletnim odnowieniem umowy w 2020 roku, były Sekretarz Stanu USA Mike Pompeo ostrzegł, że „Watykan zagraża swojemu autorytetowi moralnemu, jeśli odnowi umowę”. Wskazał na artykuł, który napisał na ten temat, w którym stwierdził, że „jest jasne, że chińsko-watykańskie porozumienie nie chroniło katolików przed gwałtami i grabieżami partii”.

Nawet Stany Zjednoczone.

Komisja Kongresowo-Wykonawcza ds. Chin publicznie odnotowała bezpośredni związek między umową Apostolską a wzrostem prześladowań chrześcijan w Chinach. W swoim raporcie z 2020 r. Komisja stwierdziła, że takie prześladowania są „z intensywnością niespotykaną od czasów rewolucji kulturalnej”.

Następnie, w raporcie z 2023 r., Komisja napisała, że „Komunistyczna Partia Chin i rząd nadal starają się kontrolować hierarchię, przywództwo katolickie, życie społeczne i praktykę religijną”.

W rzeczywistości sam papież Franciszek przyznał, że bezpośrednim skutkiem zatwierdzonej przez niego umowy będzie wzrost cierpienia.

Przemawiając na pokładzie papieskiego samolotu w 2018 roku, stwierdził o Kościele podziemnym: „To prawda, będą cierpieć. Zawsze jest cierpienie w porozumieniu”.

Gdy Stolica Apostolska chwali swoje rosnące relacje z Chinami, księża, seminarzyści i wierni świeccy w Kościele Podziemnym są aresztowani, torturowani, karani grzywną i wciągani w nieujawnione miejsca ze względu na ich lojalność wobec Rzymu i odmowę przyłączenia się do komunistycznego, usankcjonowanego przez państwo „kościoła”.

Podziemni katolicy w Chinach są znacznie bardziej prześladowani, jak zawsze, a mianowicie prześladowani przez władze komunistyczne, z wyjątkiem tego, że teraz władze komunistyczne są do tego ośmielone poprzez ich układ ze Stolicą Świętą. Rzeczywiście, ośmielony tajnym porozumieniem, Pekin tylko zwiększył swoje prześladowania katolików.

Czy to zadziałało?

Obserwatorzy będą się zastanawiać, czy pomimo wzrostu prześladowań katolików, wynikających z umowy, mimo to przyniósł on owoce i przyniósł większą jedność między Rzymem a Pekinem, w rodzaju takiej, jakiej pragnie Stolica Apostolska. Z pewnością kard. Parolin i watykański sekretarz ds. stosunków z arcybiskupem Paulem Gallagherem przyłączyli się do głosu papieża Franciszka w obronie umowy i jego skuteczności.

„Umowa stanowi podróż – powolną i wymagającą podróż, która moim zdaniem zaczyna przynosić owoce” – powiedział kard. Parolin w styczniu, powtarzając komentarze do tego korespondenta w listopadzie ubiegłego roku. Ze swojej strony, Abp. Gallagher mówił niedawno o „większej znajomości teraz” między Pekinem a Rzymem, umożliwiając im „możliwość kontaktowania się ze sobą w bardziej zrelaksowany sposób”.

Ale wbrew takiej retoryce dowody sugerują, że Pekin uporczywie łamał nawet warunki umowy i zmusił Stolicę Apostolską do upokarzającej akceptacji jednostronnych decyzji Pekinu w sprawie mianowania biskupów. Zamiast natchnąć współpracę roboczą, Watykan został przestraszony i przechytrzony, zmuszony do grania drugich skrzypiec dla władz komunistycznych.

Seria nominacji biskupów do chińskich diecezji w ciągu ostatnich dwóch lat podkreśliła, kto naprawdę dzierży władzę. Pekin wielokrotnie mianował nominacje i dopiero potem informował o nich Watykan, czasami w dniu nowej instalacji biskupa.

Jednym z takich przykładów jest biskup Shen Bin, który został zainstalowany przez chińskie władze jako biskup Szanghaju w kwietniu 2023 r. – posunięcie, o którym Watykan nie został nawet poinformowany. Shen został uznanym w Watykanie biskupem Haimen, a uznany przez Watykan biskup Szanghaju był w rzeczywistości biskupem Thaddeusem Ma Daqinem.

Stolica Apostolska została zmuszona do kapitulacji wobec żądań Pekinu i „uznała” instalację Shena Bin jako biskupa Szanghaju dwa miesiące później. Jest to tylko najjaskrawszy przykład rzeczywistej realizacji umowy watykańskiej watykańskiej: Pekin działa później, informuje Stolicę Apostolską, a Rzym jest następnie zmuszony do zaakceptowania decyzji rządu komunistycznego.

Wiele przypadków sprawiło, że Watykan wydał notę prasową ogłaszającą instalację nowego biskupa w Chinach, podczas gdy oświadczenia wydane przez chiński kościół zatwierdzony przez państwo ujawniają, że biskup został już zainstalowany kilka miesięcy wcześniej. Zwyczajowo szczegóły podane przez chińską służbę państwową nie wspominają o papieżu Franciszku ani Stolicy Apostolskiej, a zatem, jak skomentował weteran watykański Sandro Magister:

Krótko mówiąc, lektura podobnych komunikatów prasowych wydanych przez Stolicę Apostolską i „Kościół katolicki w Chinach” z każdym nowym nominacją biskupią daje jasno do zrozumienia, że reżim w Pekinie jest tym, który prowadzi grę.

Niestety, ale nie nieoczekiwanie, dowody podkreślają, że nie tylko umowa chińsko-watykańska zdradziła podziemnych katolików i doprowadziła do nasilenia ich prześladowań, ale także nie powiodła się w tym samym punkcie, który oficjalnie starał się osiągnąć – instalację biskupów poprzez wspólny proces między Rzymem a Pekinem w celu budowania stosunków między obiema stronami.

Taka porażka nie powinna być zaskoczeniem. Rzeczywiście, nawet pomijając kontrowersyjny charakter i pochodzenie samej umowy, bystry obserwator ostrzegł, że nigdy nie można się spodziewać powodzenia takiej umowy.

„Dyplomacja ma swoje miejsce. Negocjacje są konieczne” – powiedział mi Benedict Rogers – współzałożyciel Hong Kong Watch. Pojednanie jest godne pochwały i zawsze powinno być celem Kościoła. Naiwność jest wybaczalna. Ale współudział i zaspokojenie [wroga] – do których podejście Watykanu jest niebezpiecznie bliskie – nie mają miejsca w katolickiej nauce.

===============================

Michael Haynes jest angielskim dziennikarzem mieszkającym w Rzymie w ramach Korpusu Prasowego Stolicy Apostolskiej, pisząc głównie w LifeSiteNews i PerMariam.

Król Julian na prezydenta

Izabela BRODACKA

Podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku byłam członkiem komisji wyborczej. Ku mojemu zdumieniu na kilkudziesięciu listach zostały wykreślone nazwiska obu kandydatów (Kaczyński i Komorowski ) i widniał dziwaczny dla mnie napis: „ Król Julian na prezydenta”. Dla wyjaśnienia wnuki pokazały mi film pod tytułem „ Madagaskar” w którym występuje to dość antypatyczne zwierzątko, bodajże lemur i wszystko stało się dla mnie jasne. Albo obaj kandydaci na prezydenta nie spełniali oczekiwań młodych ludzi, albo – co bardziej prawdopodobne – dowcip był dla nich bardziej znaczący od wyborów.

Po kolejnych wyborach, tym razem parlamentarnych, przepytywałam młodych ludzi dlaczego głosowali na Jachirę. Odpowiadali, że Jachira w jakimś programie telewizyjnym nakłuwała wściekle szpilką podobiznę Kaczyńskiego i to ich szczerze rozbawiło. Zawsze uważałam – jak widać mylnie – że ludyczny aspekt sprawowania władzy sprowadza się do celebrowania różnych uroczystości, królewskich ślubów, czy samej koronacji. Trudno mi zrozumieć dlaczego miotanie się jakiejś kobiety w tańcu św. Wita ma jej dawać kwalifikacje do rządzenia.

Do końca XIX wieku władcami byli na ogół ludzie poważni. Mogli być postaciami niesympatycznymi czy nawet złowrogimi jak kanclerz Bismarck lecz nie byli błaznami. Nawet prawdziwy błazen Stańczyk był intelektualistą i postacią tragiczną.

W XX wieku do władzy w dwóch największych systemach totalitarnych doszli psychopaci i zbrodniarze. W ich zbrodniczych ideologiach i działaniach nie było jednak nic zabawnego. Koncepcje eugeniczne, koncepcje czystości rasy, choć doprowadziły do śmierci milionów ludzi i uczyniły zbrodniarzy z milionów niemieckich obywateli były śmiertelnie poważne.

XXI wiek czyli czasy ponowoczesne rozchwiały i zrelatywizowały wszelkie prawdy. Prawda jest sprawą konwencji, umowy, w każdej chwili można ją odwołać i jej zaprzeczyć. Przywódcami politycznymi stają się więc kłamcy i błazny i z błaznów składa się praktycznie cała tak zwana klasa polityczna, a sam Parlament przypomina cyrk. To nic nowego. W 1970 roku, w 25 rocznicę powstania Sejmu, na ulicach Warszawy pojawiły się plakaty z tekstem „25 lat Cyrku Polskiego”. Na rozkaz rozjuszonej komunistycznej władzy specjalne grupy porządkowych zdzierały te plakaty, choć nie była to bynajmniej akcja opozycji, a tylko zwykły zbieg okoliczności.  

Sale różnych szacownych instytucji też niejedno w historii widziały. W październiku 1960 r. Nikita Chruszczow na Sali obrad ONZ walił butem w pulpit. W 2015 roku Bronisław Komorowski podczas wizyty w japońskim parlamencie najpierw wszedł w butach na fotel spikera, a później przywoływał generała Stanisława Kozieja słowami: „chodź, szogunie”. W 2000 roku Gabriel Janowski zatruty podstępnie podanymi mu narkotykami skakał po ławach sejmowych i został wyniesiony z sali obrad przez straż marszałkowską. Jednak takiego cyrku jakim jest obecny Sejm polski nigdy nie widzieliśmy.

W mediach nieustannie zabiera głos niejaki Ryszard Petru. Petru, który jak pamiętamy wsławił się stworzeniem całkowicie nowej algebry. Zgodnie z jej prawami 3=6. Gdy Petru ujawni pozostałe aksjomaty swojej algebry niewątpliwie zasłuży na nagrodę Nobla.

Marszałkiem Sejmu został Szymon Płaczliwy zwany odtąd Szymonem Rotacyjnym albo ze względu na szczególną urodę – laleczką Chucky. Jak mówią złośliwi ex-katolik i ex- talent. Wśród wicemarszałków jest Krzysztof Bosak ex- tańczący z wilkami. (przepraszam, ex-tańczący z gwiazdami) oraz pani Dorota Niedziela z KO. Jako priorytet swojej działalności pani Dorota postulowała wpuszczanie psów do budynku Sejmu i do ogrodów sejmowych. Pani Dorota będzie mogła się powołać na precedens Incitatusa – konia, którego cesarz rzymski Kaligula uczynił senatorem. Pies Pani Doroty ma więc przed sobą wielką przyszłość, a ona sama bardzo wiele do zrobienia dla społeczeństwa.

Wśród senatorów widzimy Rafała Grupińskiego z KO oraz Michała Kamińskiego. Rafał Grupiński to człowiek orkiestra. Był ministrem, wydawcą, pisarzem, członkiem licznych rad i fundacji. Wchodził w skład Rady Muzeum Historii Żydów Polskich Polin w Warszawie, lecz zasiadał również kiedyś w radzie nadzorczej Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Handlowego AGROPOL w Sokołowie. Michał Kamiński to taki Jaś Wędrowniczek polskiej sceny politycznej. Bardzo ciekawie wygląda droga życiowa i polityczna Włodzimierza Karpińskiego. Karpiński przebywający w więzieniu w związku z aferą śmieciową w Warszawie objął mandat europosła, który chroni go przed prokuratorem.

Mecenas Giertych ukrywający się przed prokuratorem za granicą też został posłem co daje mu chwilowo ochronę przed zbytnią dociekliwością śledczych. Mecenas Giertych z racji wykształcenia i praktyki kryminalnej ma najwyższe kwalifikacje aby zostać ministrem sprawiedliwości. Piroman byłby jak wiadomo najlepszym naczelnikiem Straży Pożarnej, a hakerów zatrudnia się do walki z przestępstwami komputerowymi. Do ustawowej walki z hejtem w Internecie powinien być zatem powołany Krzysztof Brejza – jak sam podaje – „zawód senator„.

W swoich szeregach Tusk zebrał jak widać sporą ekipę prawdziwych kryminalistów. Nowak, którego działalność przekroczyła cierpliwość nawet skorumpowanych służb Ukrainy, Karpiński, który wprost z kryminału przeniósł się na fotel europosła, Grodzki i Giertych, których przed prokuratorem broni tylko immunitet, specjalistka od kręcenia lodów niejaka Sawicka czy Kijowski, który okradał własną fundację. Oprócz nich popiera Tuska: stara wariatka znana jako „babcia Kasia”, wulgarna aborcjonistka Lempart, różne podstarzałe idiotki i byłe celebrytki Janda i Holland oraz głosujący na niego liczni złodzieje i mordercy przebywający w więziennych murach na przymusowych wczasach. Natomiast zachowania samego Tuska bardziej przypominają modus vivendi i modus operandi capo di tutti capi niż sposób bycia cywilizowanego polityka demokratycznego kraju.

Czy naprawdę chcemy aby nasz kraj reprezentowali na arenie międzynarodowej Tusk – patologiczny kłamca i Trzaskowski który sam siebie nazywa dupiarzem?

Administracja Trumpa wycofuje się z Agendy 2030.

14 marca 2025 pch24/administracja-trumpa-wycofuje-sie-z-agendy-2030

Administracja Trumpa wycofuje się z Agendy 2030. To „program miękkiego globalnego zarządzania”

Przedstawiciele amerykańskiej administracji przy ONZ poinformowali o zaprzestaniu realizacji celów Agendy 2030 na rzecz Zrównoważonego Rozwoju. W oświadczeniu agendę określono jako „program miękkiego globalnego zarządzania”, który zagraża amerykańskiej suwerenności i jest niezgodny z „prawami i interesem Amerykanów”.

Agenda 2030 to uchwalony w 2015 r. przez Organizację Narodów Zjednoczonych, 15-letni globalny program na rzecz osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju. Wyrażone w bardzo neutralny sposób, 17. Celów Zrównoważonego Rozwoju zakłada w istocie realizację programów o lewicowo-liberalnym charakterze w skali całego świata. Oenzetowski program wyznacza kierunki polityk klimatycznych, zdrowotnych czy edukacyjnych, które mają następnie zostać przeszczepione na grunt państw członkowskich.

Wątpliwości wzbudza nie tylko antywolnościowy  i niedemokratyczny sposób ich realizacji (poprzez wpływ organizacji międzynarodowych, globalnych instytucji finansowych czy gremiów doradczo-eksperckich), ale również sam charakter proponowanych celów.

Przykładowo, cel 5. ZR zakłada realizację na poziomie globalym powszechnego dostępu do „ochrony zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz korzystanie z praw reprodukcyjnych”, jak eufemistycznie określa się antykoncepcję, aborcję, in vitro czy usługi sterylizacyjne i surogacyjne.

Z kolei cel 3. znakłada konieczność włączenia „zdrowia reprodukcyjnego do krajowych strategii i programów”. Nietrudno zauważyć, że powyższe postulaty, rozumiane np. jako zapewnienie „praw” środowisku LGBT+, czy „prawa” do tzw. aborcji na życzenie, kłócą się nie tylko z moralną nauką Kościoła, ale i Konstytucją RP.

Administracja Donalda Trumpa, po wycofaniu się z dekarbonizacyjnych polityk klimatycznych, polityki zdrowotnej w myśl standardów WHO, a także systemowej promocji genderyzmu, uderza w samą istotę proponowanych zmian. Mianowicie, sprzeciwia się instrumentom globalnego „miękkiego zarządzania” organizacji międzynarodowych, gdzie decyzje zapadają ponad głowami demokratycznych przywódców. 

Na początku marca Edward Heartney, doradca ds. gospodarczych i społecznych (ECOSOC) w misji USA przy ONZ poinformował o odrzuceniu przez Stany Zjednoczone wiodącej roli Agendy 2030 w procesie decyzyjnym. Sprzeciwiając się rezolucji ustanawiającej 28 stycznia Międzynarodowym dniem na rzecz Pokojowego Współistnienia, stwierdził, że jej uchwalenie byłoby afirmacją celów agendy.

„Chociaż Agenda 2030 i cele zrównoważonego rozwoju są sformułowane w neutralnym języku, promują program miękkiego globalnego zarządzania, który zagraża suwerenności Stanów Zjednoczonych i jest niezgodny z prawami i interesem Amerykanów” – powiedział podczas 58. Zgromadzenia Generalnego ONZ w Nowym Jorku.

Swoją decyzję uzasadnił powołując się na przekonania samych Amerykanów. „W ostatnich wyborach w USA naród amerykański wyraził się jasno: rząd Stanów Zjednoczonych musi ponownie skupić się na interesach Amerykanów (…) to nasz moralny i obywatelski obowiązek. Prezydent Trump dokonał również wyraźnej korekty kursu w zakresie ideologii „gender” i klimatu, które przenikają cele zrównoważonego rozwoju” – podkreślił

„Mówiąc prościej, globalistyczne przedsięwzięcia, takie jak Agenda 2030 i cele zrównoważonego rozwoju, przegrały przy urnach wyborczych. Dlatego też Stany Zjednoczone odrzucają i potępiają Agendę na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030 oraz Cele Zrównoważonego Rozwoju i nie będą już potwierdzać ich jako oczywistości” – dodał.

Heartney wskazał również na pro-chińskie sympatie wyrażone w tekście rezolucji. „Tytułowe odniesienie do pokojowego współistnienia w rezolucji może zostać wykorzystane w celu zasugerowania poparcia ONZ dla Pięciu Zasad Pokojowego Współistnienia Chin, które nie są wynikiem uznanych przez ONZ negocjacji państw członkowskich i nie zostały zatwierdzone w ramach procesów ONZ” – stwierdził ambasador.

W jego ocenie wszelkie próby sugerowania takiego poparcia, mogłyby „podważyć niezależność ONZ” oraz storpedować wysiłki wzywające Chiny do przestrzegania praw człowieka. Podkreślił, że celem Pekinu na arenie międzynarodowej jest „przedefiniowanie podstawowych terminów takich jak demokracja, prawa człowieka i sprawiedliwość” aby odpowiadały interesom ChRL.

Źródło: lifesitenews.com / un.org.pl / usun.usmission.gov / bna.bhh

PR

Psychopatologia polskiej polityki – ukraińskie onuce

Psychopatologia polskiej polityki – ukraińskie onuce

Autor: CzarnaLimuzyna, 14 marca 2025 ekspedyt/psychopatologia-polskiej-polityki-ukrainskie-onuce

AIX

Życie polityczne w III RP, z nielicznymi wyjątkami, spowite jest trującym smrodem ukraińskich onuc. Cuchną sejmowe korytarze, cuchnie prawie każdy fotel w telewizyjnym studiu i prawie każdy radiowy mikrofon. Większość „dziwnikarzy” i większość „polityków” sprawia wrażenie naćpanych albo chorych psychicznie. Tę indukowaną psychozę można porównać tylko do jednej rzeczy – do paranoi z okresu „kaszlu numer 19”. Tak się niestety dzieje, dzień w dzień, wśród ludzi teoretycznie rozumnych.

Pod względem mentalnym ukraińskie onuce nie różnią się od swojego pierwowzoru – dawnych onuc rosyjskich, które swego czasu, po przeniesieniu z Moskwy do Brukseli insygniów władzy – kija i marchewki – stały się onucami brukselskimi. W tym stanie rzeczy, pozornie nowym, wszystkie dotychczasowe mechanizmy uprawiania polityki, sprzecznej z polską racją stanu, pozostały nienaruszone. Nową jakość osiągnął tylko jurgielt związany z nową grzędą synekur.

Onuce brukselskie mają cel podobny do tego jaki miał pierwszy eurokołchoz pod egidą Moskwy. Napisałem „podobny”, bo tym razem chodzi o coś gorszego niż okupacja pierwszej komuny. Chodzi o zniszczenie narodu czyli o coś czego nie udało się osiągnąć Moskwie. Poza tym podobieństwa są porażające. Hasło, że Polska nie poradzi sobie bez Związku Zdradzieckiego zostało zastąpione faszystowskim sloganem: Wszystko w Unii, nic bez Unii, nic przeciw Unii. Polska racja stanu nie przebija się w mediach, a uprawiana przez Brukselę i Berlin narracja nazywa ją “propagandą Putina”.

W czyim interesie?

Fakt, że dzisiejsza Rosja jest wrogiem naszych nieprzyjaciół: antypolskiej Unii i banderowskiej Ukrainy nie czyni z niej naszego przyjaciela i vice versa.  Gdyby antypolska Unia i antypolska Ukraina działały przeciw Rosji tylko na swój własny rachunek bez obciążania nas kosztami, nie byłoby to naszym zmartwieniem. Niestety, polityka „Bestii” wykorzystująca Unię i Ukrainę jest sprzęgnięta, nie pierwszy raz w historii, z chęcią osiągnięcia starego, lecz wciąż aktualnego priorytetu: likwidacji Polski. Jest to nie tylko pogląd, ale przede wszystkim wiedza pochodząca z bieżącej obserwacji wydarzeń. Mówił o tym Krzysztof Karoń, mówi o tym Marek Tomasz Chodorowski i wielu innych publicystów.

Na najwyższym czyli ponad politycznym poziomie, wygląda to tak: rozrzucone po całym świecie plemiona kainowe wśród których stworzono różne satanistyczne denominacje pod wezwaniem „religijnym” lub „ideologicznym” są wykorzystywane do niszczenia ostatnich bastionów zdrowej części ludzkości.

Jedną z ostatnich kurczących się enklaw jest broniąca się ostatkiem sił, Polska.

Grzegorz Braun zapowiada rozliczenia i apeluje do żołnierzy.

Braun zapowiada rozliczenia i apeluje do mundurowych. „Wzywam Was i żądam” [VIDEO]

14.03.2025 nczas/braun-apeluje-do-mundurowych-wzywam-was

grzegorz braun
Grzegorz Braun / fot. PAP / Paweł Supernak

Podczas piątkowej konferencji prasowej Grzegorz Braun, kandydat na prezydenta RP, przedstawił swoje stanowisko w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej. Poświęcił szczególną uwagę kwestii udziału polskich żołnierzy w konfliktach zbrojnych oraz wyjaśnieniu okoliczności śmierci Andrzeja Leppera.

Stanowcze „nie” dla wysyłania Polaków na obce wojny

– Nie poślę Polaków na wojnę ukraińską ani żadną inną, nie naszą wojnę rozpoczął swoje wystąpienie na konferencji Braun. Polityk skrytykował dotychczasową praktykę angażowania polskich sił zbrojnych w konflikty poza granicami NATO, podkreślając, że jest to niezgodne z literą traktatu waszyngtońskiego.

Traktat waszyngtoński bardzo ściśle określa zasięg terytorialny działania. Jak sama nazwa wskazuje, Pakt Północnoatlantycki, a więc Północny Atlantyk plus Morze Śródziemne. Czy Irak, czy Afganistan leżą nad Morzem Śródziemnym? Nie trzeba być prymusem z geografii ani studentem, żeby wiedzieć, że używanie wobec Polaków hasła zobowiązań sojuszniczych było oszukańczym frazesem, to była forma szantażu – argumentował kandydat.

Apel o wyjaśnienie śmierci Andrzeja Leppera

Braun zapowiedział również, że jako prezydent upomniałby się o wyjaśnienie okoliczności śmierci byłego wicepremiera Andrzeja Leppera.

Upomnę się o prawdę o śmierci świętej pamięci Andrzeja Leppera. To jest absolutnie niezbędne dla powagi państwa polskiego, żeby życie i śmierć wicepremiera, marszałka Sejmu, ministra Andrzeja Leppera nie pozostawało okryte mrokiem strasznej tajemnicy. I musi się o to upomnieć głowa państwa, skoro rządzący do tej pory, przedstawiciele tego kartelu okrągłostołowego, do którego włamał się, można powiedzieć, świętej pamięci Lepper i przez parę lat pokazał nam, że istnieje życie poza układem okrągłostołowym – stwierdził polityk.

Krytyka stanu przygotowania polskiej armii

Znaczną część wystąpienia Braun poświęcił krytyce obecnego stanu przygotowania polskiej armii. Przytoczył przykład mężczyzny, który po zaledwie sześciotygodniowym szkoleniu sprzed 20 lat, otrzymał przydział mobilizacyjny na stanowisko dowódcy kompanii saperów – bez dodatkowego przeszkolenia.

Mój rozmówca zapytał, czy to nie pomyłka? Nie, nie pomyłka. Zapytał, czy są przewidziane dla niego jakieś szkolenia, bo wprawdzie 20 lat temu szkolił się zaledwie 6 tygodni, ale wie, jak poważne to wyzwanie, być dowódcą kompanii, jeszcze w tak specjalistycznym fachu jak saper. Otóż powiedziano, że żadne szkolenia nie są przewidziane i tu puenta, cytat: „my łatamy dziury, my łatamy dziury” – relacjonował Braun.

Polityk nie szczędził ostrych słów pod adresem osób odpowiedzialnych za taki stan rzeczy. – Ludzie, którzy snują i realizują takie plany, dowódcy wojskowi powinni stanąć przed sądami wojennymi za zbrodnie. To jest przygotowanie do zbrodni. Taki przydział mobilizacyjny dla człowieka, który nie tylko prochu nie wąchał, ale po prostu nie miał kontaktu z wojskiem, z poligonem przez lata i dekady – grzmiał kandydat na prezydenta RP.

Zapowiedź działań prawnych i ułaskawień

Braun zapowiedział również działania, które podjąłby jako prezydent. – Rozważę oczywiście kierowanie do prokuratury wniosków przeciwko zdrajcom i łajdakom bez sumienia i bezrozumu, którzy noszą się z zamiarem wysłaniem, wysłania tak przygotowanego wojska z tak uzupełnionymi stanami jednostek na jakąkolwiek wojnę – mówił.

Jednocześnie zadeklarował gotowość do ułaskawiania osób, które mogłyby zostać ukarane za sprzeciw wobec takich działań.

Rozważę kierowanie wniosków do prokuratur, ale uwaga, rozważę także w każdym przypadku najpoważniej ułaskawienie każdego żołnierza czy cywila, który padnie ofiarą nękania, mobbingu, prześladowania i może nawet odciągania po sądach – dodał.

Apel do mundurowych

Na zakończenie swojego wystąpienia Braun zwrócił się bezpośrednio do wszystkich służb mundurowych.

Wzywam wszystkich mundurowych – zielonych, niebieskich żołnierzy, policjantów i funkcjonariuszy służb – wykonujcie swoje przysięgi. Przysięgaliście narodowi polskiemu, a nie ukraińskiemu, przysięgaliście bronić granic Rzeczpospolitej Polskiej, a nie jakichś innych granic, macie to w przysięgach, wzywam Was i żądam, wykonujcie swoje przysięgi – apelował.

Przeczytajcie, drodzy szanowni żołnierze, policjanci, funkcjonariusze trzyliterowej bezpieki, straży granicznej, straży więziennej, straży pożarnej, przeczytajcie roty przysiąg, które składaliście. Dziś jeszcze raz proponuję, zaraz, łatwo wygooglać, do poduszki, prześpijcie się z tym, wykonajcie swoje przysięgi – podsumował Braun.

Agent Zelensky, Ukraina na sprzedaż

Agent Zelensky, Ukraina na sprzedaż

Autor: Manlio Dinucci; https://www.globalresearch.ca/agent-zelensky-ukraine-sale/5881696

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAR 14
Agent Zelensky, Ukraina na sprzedaż

W 2021 roku Zełenski, przytłoczony ogromnymi problemami gospodarczymi, zmienił prawo umożliwiając sprzedaż ukraińskiej ziemi i zasobów zagranicznym firmom. Tak więc połowa cennych czarnoziemów i zasobów mineralnych Ukrainy trafiła w ręce Monsanto, Cargill, Dupont, kontrolowanych przez duże amerykańskie fundusze, w tym BlackRock, Vanguard i Blackstone.

Rozmawialiśmy o tym rok temu na Grandangolo w kontekście śledztwa Scotta Rittera „ Agent Zelensky ?”.

Scott Ritter, zawodowy amerykański marines i specjalista ds. wywiadu, wykazał się intelektualną uczciwością i odwagą, gdy jako szef inspektorów ONZ w Iraku w latach 1991–1998 doszedł do wniosku, że Irak nie posiada broni masowego rażenia i publicznie sprzeciwił się wojnie z 2003 r.

Jego dokument śledczy pokazuje spółki offshore zakładane przez Zełenskiego i jego współpracowników w rajach podatkowych.

„ Jego władcy marionetek zapewnili mu finansową poduszkę ” z początkową płatnością w wysokości 41 milionów dolarów. Pokazuje luksusowe wille, które Zełenski posiada w Miami (sama ta jest warta 34 miliony dolarów), Izraelu, Włoszech w Forte dei Marmi, Londynie, Gruzji, Grecji, a nawet Krymie (jedyna zła inwestycja, ponieważ Zełenski już jej nie posiada).

Śledztwo Scotta Rittera obala również fałszywą narrację, że Rosja niszczy ukraińskie zboże, a tym samym głodzi Afrykę. Prawda jest taka, że ​​Cargill i inne międzynarodowe agrobiznesy przejmują najlepsze ukraińskie ziemie i wykorzystują produkowane tu zboże do własnych strategii. Jest to część planu USA mającego na celu zmniejszenie bezpieczeństwa żywnościowego Europy w celu lepszej kontroli samych krajów sojuszniczych.

Ukraina – jak pokazuje śledztwo – nie tylko jest okradana ze swojej ziemi, sprzedawanej przez Zełenskiego i spółkę korporacjom międzynarodowym, ale także staje się coraz bardziej zadłużona. Ogromne dostawy wojskowe, które otrzymuje od amerykańskich i europejskich supermocarstw, nie są rozdawane, ale kredytowane. Ukraina już zgromadziła zagraniczny dług, którego spłata zajęłaby stulecia.

Ten dług będzie rósł wraz z „rekonstrukcją”, jaką Zełenski powierzył amerykańskiej firmie BlackRock, największej firmie inwestycyjnej na świecie.

To nie tylko jest rabowane z ziemi, sprzedawane korporacjom międzynarodowym przez Zełenskiego i jego wspólników, ale także pogrążane w coraz większym zadłużeniu. Ogromne dostawy wojskowe, które otrzymuje od Stanów Zjednoczonych i europejskich supermocarstw, nie są rozdawane, ale przyznawane na kredyt. Ukraina już zgromadziła zagraniczny dług, którego spłata zajęłaby stulecia. Ten dług będzie rósł wraz z „rekonstrukcją”, którą Zełenski powierzył amerykańskiej firmie BlackRock, największej firmie inwestycyjnej na świecie.

Artykuł został pierwotnie opublikowany w języku włoskim na kanale Grandangolo, Byoblu TV.

Manlio Dinucci, nagradzany autor, analityk geopolityczny i geograf, Piza, Włochy. Jest współpracownikiem naukowym Centrum Badań nad Globalizacją (CRG).

Nowe rozporządzenie MEN – od 1 września deprawacja w szkołach

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie Mirosławie! 
Minister edukacji Barbara Nowacka podpisała rozporządzenie o wprowadzeniu do polskich szkół „edukacji zdrowotnej” od 1 września tego roku. Z informacji opublikowanych przez MEN wynika, że każdy uczeń domyślnie będzie zapisany na ten przedmiot. Lekcje będą odbywały się w wymiarze 1 godziny tygodniowo.
Trzeba docierać do kolejnych Polaków i uświadamiać ich, że pod nazwą „edukacja zdrowotna” kryje się wulgarna seksualizacja, oswajająca uczniów z rozwiązłością, masturbacją, aborcją, LGBT i homoseksualnym stylem życia. Odparcie zamiarów deprawatorów wobec naszych dzieci jest możliwe, ale konieczna jest do tego mobilizacja społeczna, w szczególności mobilizacja rodziców.Kilka dni temu MEN podjęło formalną decyzję – „edukacja seksualna”, ukrywająca się pod nazwą „edukacja zdrowotna”, wchodzi do szkół od 1 września w wymiarze 1 godziny tygodniowo. 

Każdy uczeń od 4 klasy szkoły podstawowej ma być domyślnie zapisany na ten przedmiot, w związku z czym rodzice muszą napisać pismo do dyrekcji szkoły informujące, że nie wyrażają zgody na udział dziecka w lekcjach deprawacji. Najlepiej takie pismo złożyć już na samym początku roku szkolnego. 

Niech to jednak nie usypia naszej czujności. Wypisanie dziecka z „edukacji zdrowotnej” nie spowoduje, że naszą rodzinę ominie proces deprawacji. Zarówno politycy rządu Tuska jak i powiązani z nimi „edukatorzy seksualni” i aktywiści aborcyjni mówią otwarcie – deprawacja w szkołach będzie obowiązkowa, tyle tylko, że proces ten został rozłożony w czasie ze względu na wybory i opór społeczny.
Poza tym, wulgarna deprawacja oparta na ideologii LGBT w inny sposób wprowadzana jest do szkół. Np. do szkół w Poznaniu wysłano niedawno „pakiety edukacyjne” z zakresu „edukacji seksualnej”, zachęcając do organizacji już teraz takich lekcji. Podobne sytuacje mają miejsce w wielu innych miastach.
Poza tym, jak już informowaliśmy, jedna z największych w Polsce grup „edukatorów seksualnych” stworzyła niedawno konspekty deprawacyjnych lekcji, do organizacji których zachęca nauczycieli w ramach godzin wychowawczych, WDŻ, apeli, zajęć z psychologiem itp. Wiele szkół od lat wpuszcza rozmaitych „edukatorów seksualnych”, którzy organizują dla dzieci lekcje o „tolerancji” lub „dojrzewaniu”, za którymi ukrywa się oswajanie z rozwiązłością seksualną i homoseksualizmem. 

Innymi słowy – deprawacja seksualna wpycha się do polskich szkół na wszystkie możliwe sposoby, aby docelowo objąć WSZYSTKIE dzieci swoimi mackami. O tym również otwarcie mówią „edukatorzy seksualni”, którzy w swoich wypowiedziach sugerowali nawet, że władza polskich rodziców nad dziećmi powinna podlegać ograniczeniom właśnie z tego powodu – aby poprzez przymusową „edukację seksualną” indoktrynować dzieci wulgarnymi treściami, na kontakt z którymi dobrowolnie rodzice nigdy nie wyraziliby zgody. W ten sposób „edukacja seksualna” wygląda m.in. w Niemczech – jest obowiązkowa dla wszystkich uczniów, a rodziców, którzy odmawiają udziału dzieci w lekcjach deprawacji, karze się grzywnami i wtrąca do więzień. 
To właśnie w oparciu o niemieckie standardy ma być teraz prowadzona „edukacja seksualna” w Polsce. To jednak nie wszystko. 

Nasza Fundacja od wielu lat podkreśla, że (anty)moralna rewolucja, która uderza w Polskę, a szczególnie w polskie dzieci i młodzież, przeprowadzana jest przede wszystkim poprzez smartfony i internet. To właśnie nieograniczony, wielogodzinny kontakt dzieci i nastolatków z mediami elektronicznymi prowadzi do destabilizacji psychiki milionów młodych ludzi, oderwania ich od wiary, Kościoła i moralności oraz zaczadzenia umysłów radykalnymi ideologiami takimi jak LGBT i gender. Wedle licznych badań, prowadzonych na dużych grupach w całym kraju, codzienną praktykę oglądania pornografii deklaruje niemal co czwarty (!!) nastolatek w Polsce (23,9%). Co piąty nastolatek wskazuje, że jego kolega lub koleżanka ogląda pornografię w internecie kilka razy dziennie (20,6%) bądź kilka razy w tygodniu (20,9%). Co więcej, zjawisko sekstingu, czyli wysyłania innym swoich rozbieranych zdjęć, jest akceptowalne wśród młodych użytkowników internetu. Co piąty z nich (18,6%) nie widzi nic złego w takim zachowaniu. 

Jeszcze bardziej wstrząsające statystyki dotyczą społeczeństw Zachodu, które od dziesięcioleci są „edukowane seksualnie”. Wedle statystyk policji w Wielkiej Brytanii, w 2022 roku oficjalnie zaraportowano 107 000 przypadków przestępstw przemocy seksualnej wobec dzieci. Nieoficjalnie takich zbrodni ma być pięć razy więcej. 52% wszystkich zaraportowanych na policję przypadków pedofilii zostało zakwalifikowanych jako przemoc seksualna dziecka względem innego dziecka (child-on-child).
Trzy najczęstsze przestępstwa z tej kategorii to napaść seksualna, gwałt i tworzenie pornograficznych zdjęć. Najczęstszy wiek sprawcy przemocy seksualnej w tej grupie to 14 lat (sprawcy, nie ofiary!).
Lawinowo rośnie także zjawisko dziecięcej pornografii w internecie. Zdaniem brytyjskiej policji, dzieje się tak przede wszystkim z powodu pornografii samodzielnie tworzonej przez dzieci oraz coraz większej popularności smartfonów. Wedle danych ekspertów, już ponad 90% zamieszczonych w internecie treści o charakterze pedofilskim to materiały stworzone przez same dzieci (self-generated).
Tak właśnie wygląda „wyedukowana seksualnie” Europa Zachodnia… 

Panie Mirosławie, aby ratować polskie dzieci i młodzież przed deprawacją i ideologiami, konieczna jest odnowa moralna całego naszego narodu. Działania na rzecz tej odnowy podejmuje nasza Fundacja.

W całej Polsce organizujemy publiczne modlitwy różańcowe w intencji odnowy moralnej, powstrzymania aborcji i deprawacji. Różańcom towarzyszom akcje informacyjne, za pomocą których ostrzegamy społeczeństwo przed tymi zagrożeniami. W 2024 roku zorganizowaliśmy ok. 1 000 takich wydarzeń w całym kraju.

Za pomocą niezależnych akcji ulicznych oraz internetu docieramy do kolejnych rodziców również z naszą najnowszą broszurą ostrzegawczą na temat „edukacji zdrowotnej” w szkołach. W krótkim czasie rozdaliśmy już ponad 50 000 egzemplarzy tej publikacji. Podobna akcja miała miejsce w latach 2014 i 2015, kiedy to podjęto pierwszą próbę wprowadzenia deprawacji do polskich szkół. Wtedy w całej Polsce rozdaliśmy ponad 125 000 egzemplarzy poradnika „Jak powstrzymać pedofila?” oraz zainicjowaliśmy obywatelską inicjatywę ustawodawczą, pod którą zebraliśmy ponad 250 000 podpisów. Pomogło to zablokować działania deprawatorów na prawie 10 lat. 

W ciągu ostatnich lat wiele szkół odwołało deprawacyjne zajęcia, ukrywane często przed rodzicami pod płaszczykiem lekcji o „tolerancji” i „dojrzewaniu”. Stało się tak, gdyż świadomi rodzice, dyrektorzy i nauczyciele w porę reagowali na „edukatorów seksualnych” podstępem wchodzących do placówek edukacyjnych. Świadomość ta została zbudowana przez nasze akcje uliczne, poradniki i działania w internecie.

Nieustannie ostrzegamy rodziców przed tym, aby nie dawali swoim dzieciom smartfonów i innych urządzeń z nieograniczonym dostępem do internetu. Dzieci w wieku wczesnoszkolnym i młode nastolatki nie potrafią dokonać moralnej oceny treści, którymi bombardowane są poprzez internet. Nie potrafią również zweryfikować ich prawdziwości. Właśnie na tym żerują medialni celebryci, deprawatorzy i „edukatorzy seksualni” infekując młode umysły niemoralnymi ideologiami. Do używania narzędzi jakimi są smartfon i internet każde dziecko musi dorosnąć i dojrzeć pod nadzorem rodzica. Wielu rodziców podejmuje takie działania w swoich rodzinach po kontakcie z naszymi wolontariuszami i naszymi wskazówkami na ten temat. 

Wielu innym rodzicom pomogliśmy w wyborze odpowiedniej szkoły dla ich dzieci lub w przejściu na edukację domową, co pozwoliło ochronić dzieci przed wieloma zagrożeniami, umocniło relacje rodzinne i pomogło w procesie wychowania. W tych sprawach można się z nami kontaktować poprzez e-mail.
Nasza działalność wywołuje prześladowania. Nasi wolontariusze atakowani są na ulicach przez aktywistów radykalnej lewicy oraz osoby podjudzone do nienawiści przez media. Przeciwko nam wytaczane są także represje sądowo-policyjne. Jak informowaliśmy w środę, tylko w ciągu jednego tygodnia w dniach 27 lutego – 6 marca odbyło się przeciwko nam 12 rozpraw i przesłuchań. Zapadły także kolejne wyroki za organizację akcji publicznych.
Pomimo tych represji staramy się docierać do ludzi, kształtować ich świadomość i budzić ich sumienia. To zadanie trudne, wymagające poświęcenia, wyrzeczeń i znoszenia prześladowań. Ale właśnie to musimy robić. 
Nasza walka musi trwać dalej. 
Powstrzymanie deprawatorów jest możliwe, ale wymaga mobilizacji kolejnych osób, zwłaszcza rodziców, oraz kształtowania świadomości milionów Polaków. Na kolejne działania, takie jak uliczne akcje informacyjne, publiczne modlitwy różańcowe, druk poradników i broszur, oraz obronę przed sądami, potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 18 000 zł.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana obecnie możliwa, aby umożliwić nam organizację tych kampanii i dalszą walkę na rzecz odnowy moralnej Polski.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Elon Musk dobitnie o komunistycznych cechach Unii Europejskiej

Elon Musk dobitnie o komunistycznych cechach Unii Europejskiej

14.03.2025 nczas/elon-musk-dobitnie-o-komunistycznych-cechach-unii-europejskiej

Elon Musk.
Elon Musk. / Fot. PAP/EPA

Szef Departamentu Efektywności Rządu (DOGE) USA w niewybredny sposób skrytykował Unię Europejską zamieszczając grafikę, na której widnieją sierp i młot otoczone unijnymi gwiazdkami.

Podpis głosi: Wyobraź sobie tak kochać bycie rządzonym, że chcesz rządu rządzącego twoim rządem.

Relacje USA i UE znajdują się w fazie narastających napięć handlowych. USA, pod przywództwem Donalda Trumpa wprowadziły lub planują wprowadzić wysokie cła na europejskie towary, takie jak 25% taryfy na stal i aluminium, a potencjalnie także na szerszą gamę produktów, w tym samochody. Działania te są motywowane chęcią wyrównania deficytu handlowego USA z UE, który Trump szacuje na około 300 miliardów dolarów rocznie, oraz zarzutami o ograniczony dostęp amerykańskich produktów (np. samochodów i żywności) na rynek UE.

UE z kolei przygotowuje odpowiedź w postaci ceł odwetowych. Komisja Europejska zapowiedziała przywrócenie ceł na amerykańskie towary o wartości 8 miliardów euro (z 2018 roku, np. na bourbon, motocykle Harley-Davidson czy sok pomarańczowy) oraz nałożenie nowych taryf na kolejne towary warte 18 miliardów euro, aby zrównoważyć straty spowodowane amerykańskimi cłami. UE argumentuje, że jej rynek jest bardziej otwarty (średnie cła na produkty z USA to 0,9% wobec 1,4% w USA), choć w przypadku samochodów cła unijne są wyższe (10% wobec 2,5% w USA).

Te wzajemne działania grożą eskalacją wojny handlowej, która może zaszkodzić obu stronom – podnieść ceny, zakłócić łańcuchy dostaw i zahamować wzrost gospodarczy. UE ma nadwyżkę w handlu towarami z USA (ok. 150-200 miliardów euro rocznie), ale w usługach przewagę mają Stany Zjednoczone (deficyt UE wynosi ok. 100 miliardów euro). Obie strony deklarują gotowość do negocjacji, jednak bez kompromisu konflikt handlowy może się zaostrzyć, zwłaszcza po 1 kwietnia 2025, gdy planowane cła mają wejść w życie.

Nie mogą więc dziwić różne przytyki między przedstawicielami obu stron, choć przyznać należy, że uwaga Muska była, nomen omen, celna.

Czy hermeneutyka [interpretacja] Benedykta XVI była zgodna ze zdrowym rozsądkiem?

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237), czyli: https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3329

Adam Branicki

Czy hermeneutyka Benedykta XVI była zgodna ze zdrowym rozsądkiem?

„Benedykt XVI jest bez wątpienia Doktorem Kościoła, ale formalne nadanie mu tego tytułu będzie długim procesem i nastąpi dopiero po jego kanonizacji.” – Gerhard kard. Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary

„De mortuis aut bene, aut nihil”

O zmarłym albo dobrze, albo wcale – wydaje się, że tylko ta rzymska zasada mogłaby uzasadnić hurraoptymistyczne oceny myśli Josepha Ratzingera (1927–2023) podobne do tej przytoczonej na początku niniejszego tekstu. W przestrzeni publicznej padały bezpośrednio po jego śmierci takie określenia jak: „wielki nauczyciel wiary”, „mistrz teologii” tej rangi co św. Augustyn, kard. Newman, św. Tomasz lub św. Bonawentura1.

Ale czy słusznie?

Myśl śp. Josepha Ratzingera, studenta, księdza, profesora uniwersyteckiego, kardynała, a wreszcie papieża, z pewnością doczeka się bardziej systematycznej refleksji. Do jakiej konkluzji ta refleksja ostatecznie doprowadzi, czas pokaże2. Tymczasem miniona niedawno pierwsza rocznica jego śmierci (31 grudnia 2023 r.) skłania do zadania jednego, prostego pytania: co stało się z „hermeneutyką ciągłości” Benedykta XVI? Odpowiadając na nie, rozważymy, w czym należy upatrywać jej istotę, czy da się ją obronić i czy jest ona wciąż aktualna.

Filozofia wieczysta

Rozważania na temat hermeneutyki Benedykta XVI, rozumianej jako jego własny klucz do interpretacji wydarzeń i tekstów, należałoby poprzedzić pytaniem bardziej podstawowym: jaka jest rola filozofii w wyrażaniu zasad wiary i moralności? Odpowiedź jest prosta: filozofia pełni tu rolę służebną. Pozwala ona na lepsze, tj. bardziej precyzyjne, sformułowanie prawd wiary i nakazów moralnych. Jednakże nie każda filozofia nadaje się do tego celu. Jak podkreśla o. Réginald Garrigou-Lagrange, z jednej strony Kościół co do zasady nie jest związany żadnym konkretnym systemem filozoficznym, z drugiej zaś – w pewnym sensie ma swoją własną filozofię:

By być formą życia [une vie], Chrystianizm musi być doktryną […]. Wyrażona w pierwszym rzędzie przez pojęcia zdrowego rozsądku, doktryna ta jest wyjaśniana i stopniowo doprecyzowywana przez formuły dogmatyczne, które z coraz większą jasnością ukazują wzajemne powiązania dogmatów oraz ich związki z wielkimi prawdami porządku naturalnego. W tym miejscu należy stwierdzić, że istnieje coś, co można nazwać filozofią Kościoła, chrześcijańską filozofią. Będąc rozwinięciem zdrowego rozsądku w świetle wiary, nie jest ona systemem we właściwym znaczeniu. Tym niemniej dostarcza rozwiązań dla fundamentalnych problemów filozoficznych – dotyczących wiedzy zmysłowej i intelektualnej, Boga, ludzkiej duszy, substancji ludzkiego ciała3.

„Zdrowy rozsądek”, którego rozwinięciem w świetle wiary jest właściwa filozofia Kościoła, nie jest natomiast niczym innym jak tylko:

uzdolnieniem rozumu ludzkiego do widzenia w świetle oczywistości głównych prawd, do pożycia ludzkiego niezbędnych. Stąd pewność o tych prawdach jest wkorzeniona w sam rdzeń ludzkiej natury i tak powszechna i niezmienna, jak sama ludzka natura. Filozofia jest tylko wykształceniem, kwiatem natury ludzkiej. Rozum filozoficzny jest tylko dalszym rozwinięciem tej samej władzy poznawczej, którą w stanie rodzimym i odnośnie do prawd najoczywistszych zowiemy zdrowym rozsądkiem4.

Cytowany wyżej o. Garrigou-Lagrange używa na określenie zdrowego rozsądku terminów bardziej technicznych, nazywając go „podstawową ontologią”5, „filozofią bytu na jej poziomie podstawowym”6 lub też, stosując zapożyczenie od będącego na filozoficznych antypodach ewolucjonisty i panteisty Henriego Bergsona, „naturalną metafizyką ludzkiego umysłu”7. Na kartach swojego klasycznego dzieła z 1922 r. francuski dominikanin, podejmując polemikę m.in. z niektórymi modernistami początku XX w., wymienia sześć podstawowych zasad zdrowego rozsądku8. Są one łatwe do zrozumienia nawet dla osób nieobeznanych z naukową wykładnią filozofii:

1. Zasada tożsamości – każdy byt jest sobą, czymś określonym, każdy byt jest jednym i tym samym, „co jest – jest, co nie jest – nie jest”9.

2. Zasada niesprzeczności – „to samo nie może zarazem być i nie być pod tym samym względem”10.

3. Zasada substancji, czyli czegoś samoistnego, istniejącego samo w sobie i samo przez się (in se et per se). Substancję łatwo odróżnić od przypadłości, czyli przymiotów nieistotnych, niemogących istnieć same w sobie i przez się. Przykładowo: substancję stanowi osoba, a przypadłości – jej wzrost i waga.

4. Każdy byt ma rację, czyli uzasadnienie, swojego istnienia (fr. raison d’être).

5. Zasada przyczynowości i celowości – nie ma skutku bez przyczyny, a każdy byt kieruje się do celu czy to samodzielnie (jak człowiek obdarzony rozumem i wolną wolą), czy to na drodze naturalnego popędu lub innych zjawisk (jak byty pozbawione rozumu). Tłumacząc zasadę celowości, często dokonuje się podziału bytu na możność (potentia) i akt (actus), za pomocą którego wyjaśnia się zmiany zachodzące w obrębie bytów złożonych. Dla przykładu: bakteria na drodze mutacji nabiera nowych właściwości, a zmiana ta jest przejściem z możności do aktu.

6. Zasada indukcji – ta sama naturalna przyczyna w tych samych okolicznościach w sposób konieczny wywołuje ten sam skutek, np. ciepło rozszerza naczynia krwionośne.

Do powyższych sześciu zdroworozsądkowych zasad o. Réginald dodaje pierwszą fundamentalną zasadę praktycznego rozumu, podkreślając, że zdrowy rozsądek prowadzi nas prosto do podstawy moralności: „należy czynić dobro, a unikać zła”. Uzasadnia to w ten sposób, że możność nie tylko prowadzi do aktu – ona istnieje dla aktu, tak jak coś względnego jest podporządkowane absolutnemu. Dlatego też cel dla istoty rozumnej musi zawsze być dobrem, gdyż dobro nie jest niczym innym jak pożądanym udoskonaleniem bytu.

Biorąc pod uwagę powyższe rozważania, nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że św. Tomasz z Akwinu, budując swój perfekcyjny gmach teologiczny, musiał posłużyć się nie jakąkolwiek filozofią, lecz tylko filozofią zdrowego rozsądku, która jako jedyna zasługuje na miano wieczystej. Rozpatrując rzecz historycznie, nie miał w tym zakresie wielu opcji, a tak naprawdę posiadał tylko jedną. Jak zauważył ks. Dominique Bourmaud:

ponieważ Tomasz był przede wszystkim teologiem, musiał wybrać odpowiedni instrument filozoficzny. Prócz filozofii Arystotelesa żadna inna filozofia nie mogła spełnić tego zadania. Dlaczego? Ponieważ filozofia ta jako jedyna w pełni zasługuje na miano filozofii wieczystej dzięki jej realizmowi, ścisłej logice i wzlotowi ku pierwszym zasadom rzeczy. Arystotelizm jest pochwałą zdrowego rozsądku, jest jego filozoficznym usystematyzowaniem. Poza granicami tej arystotelesowskiej filozofii intelekt może tylko błądzić11.

Myliłby się jednak ten, kto uległby wrażeniu, że św. Tomasz dbał przede wszystkim o czystość filozofii realistycznej, którą zresztą udoskonalił i wzniósł na o wiele wyższy poziom niż Arystoteles. Przeciwnie – posługiwał się filozofią jako narzędziem służącym do wyjaśniania wiary objawionej, a w tej relacji filozofia musiała pełnić rolę służebną. Jak podkreślił Étienne Gilson w swoim wprowadzeniu do tomizmu, dla św. Tomasza istotą problemu było:

w jaki sposób można do nauki o świętych prawdach wprowadzić filozofię, tak aby ani ta nauka, ani filozofia nie utraciły przy tym nic ze swej istoty? Innymi słowy: w jaki sposób można włączyć do wiedzy o Objawieniu wiedzę rozumową, nie naruszając ani treści Objawienia, ani nie popadając w sprzeczność z rozumem?12

Czy Josephowi Ratzingerowi przyświecała taka sama zasada?

Wiara a „zabarwienie współczesnej epoki”

Wielu komentatorów myśli J. Ratzingera podkreśla, że metoda św. Tomasza nigdy nie była przedmiotem jego intelektualnych fascynacji. Paweł Lisicki cytuje tu samego młodego Ratzingera, studenta seminarium we Fryzyndze, za jego biografem Peterem Seewaldem:

Chciałem poznawać to, co nowe, a nie po prostu poruszać się po drogach odległej i gotowej już filozofii, ale rozumieć filozofię jako pytanie – czym jest rzeczywiście człowiek – i tym samym wkroczyć do nowożytnej filozofii13.

Biskup Bernard Tissier de Mallerais w swoim syntetycznym i przystępnym przewodniku po filozofii J. Ratzingera dwukrotnie cytuje ważne słowa, które ten wypowiedział do członków Kurii Rzymskiej 22 grudnia 2005 r., już jako papież Benedykt XVI:

Kiedy w XIII w., za sprawą filozofów żydowskich i arabskich, myśl arystotelesowska zetknęła się ze średniowiecznym chrześcijaństwem, ukształtowanym przez tradycję platońską, co mogło doprowadzić do nierozerwalnej sprzeczności między wiarą i rozumem, wówczas głównie dzięki Tomaszowi z Akwinu doszło do nowego spotkania wiary z filozofią, a w rezultacie do powstania pozytywnej relacji pomiędzy wiarą i dominującym w tamtej epoce sposobem rozumowania […]. Wraz z II Soborem Watykańskim nadszedł moment, w którym nowa refleksja tego typu stała się konieczna […]. Odczytujmy go i przyjmujmy zawsze w świetle prawidłowej hermeneutyki14.

Według Benedykta XVI zadaniem Soboru, a szerzej jego własną misją jako filozofa, teologa i kapłana, było zawsze pogodzenie wiary Kościoła z „dominującym sposobem rozumowania”, zdefiniowanie na nowo relacji pomiędzy wiarą a „pewnymi istotnymi elementami myśli nowożytnej”15. To dążenie dotyczyło również moralności. Jak podkreślił J. Ratzinger jako ekspert na Soborze:

Sformułowania etyki chrześcijańskiej muszą być w stanie dotrzeć do współczesnego człowieka, żyjącego w swojej epoce, i dlatego muszą też koniecznie przyjąć zabarwienie tej epoki. Podstawowy problem, polegający na tym, że prawdy nie da się sformułować w sposób niehistoryczny, przejawia się w etyce w sposób szczególnie wyraźny. Gdzie kończą się uwarunkowania historyczne, a zaczyna się niezmienny rdzeń, abyśmy mogli odciąć te pierwsze i zapewnić przestrzeń życiową temu drugiemu? Oto pytanie, na które nigdy nie sposób odpowiedzieć jednoznacznie z góry. W istocie, każda epoka może rozpoznać to, co trwałe, jedynie z jej własnego, chwilowego punktu widzenia. Aby ten trwały element był uznany i praktykowany, trzeba będzie prowadzić wciąż od nowa dyskusje16.

Pozostawiając na chwilę na boku cechę właściwą „zabarwienia” obecnej epoki, warto podkreślić, że dążenie do wyrażania dogmatów wiary i zasad moralności „zgodnie z potrzebami współczesnego człowieka” nie jest czymś szczególnie nowym. Myśl ta, niczym prawdziwa obsesja, towarzyszyła chociażby modernistom z początku XX w., którym o. Garrigou-Lagrange odpowiedział w następujący sposób:

Aby zrozumieć istotę dogmatu, powinniśmy badać sam dogmat, a nie obecne potrzeby dusz. Poprzez to badanie będziemy zdolni odkryć i wzbudzić w duszach o wiele głębsze i bardziej interesujące inspiracje niż owe współczesne potrzeby, które podnosi się dziś jako zarzuty przeciwko nam […]. Poprzez pewien rodzaj immanentyzmu czasem zapomina się o pierwszych zdaniach katechizmu, które mówią o naszych obowiązkach: współczesne dusze, tak jak i te żyjące w innych epokach, zostały stworzone i umieszczone w świecie w celu poznania i kochania, bardziej niż siebie i ponad wszystko inne, Bożej Prawdy, która jest przedmiotem wiary, zanim stanie się przedmiotem widzenia; zostały stworzone w celu podporządkowania się tej Prawdzie, a nie podporządkowania jej swoim rzeczywistym lub wydumanym potrzebom. Musimy służyć Bogu, a nie dążyć do tego, aby On nam służył17.

Filozoficzne fascynacje Josepha Ratzingera a zdrowy rozsądek

Pamiętając o rozprawie wielkiego dominikańskiego teologa z mitem „potrzeb współczesnego człowieka”, warto się przyjrzeć, na czym polega w istocie owo „zabarwienie współczesnej epoki” lub „dominujący sposób rozumowania”, który J. Ratzingerowi służył do lepszego w jego mniemaniu wyrażenia wiary, „wydobycia samego serca wiary spod zaskorupiałych warstw i dania temu sercu siły i dynamizmu”18. Aby to zagadnienie zgłębić, dobrze będzie pójść śladem filozoficznych inspiracji późniejszego papieża Benedykta XVI i choćby tylko wymienić kluczowych dla niego nowożytnych filozofów: agnostyk Immanuel Kant (1724–1804), fenomenolog Edmund Husserl (1859–1938) i jego uczeń, personalista chrześcijański Max Scheler (1874–1928), francuski personalista Gabriel Marcel (1889–1973), egzystencjalista Martin Heidegger (1889–1976), żydowski personalista Martin Buber (1878–1965), kolejny egzystencjalista i personalista Karl Jaspers (1883–1969) i wielu innych. Gwoli ścisłości trzeba przyznać, że J. Ratzingera bardzo fascynowała myśl św. Augustyna, ale jak się wydaje o tyle tylko, o ile biskup Hippony był „wzorem psychologicznym, egzystencjalnym, nie nauczycielem odsłaniającym drogę do wiecznej prawdy”19.

Nie trzeba być szczególnym znawcą nowożytnej filozofii, aby zauważyć, że większość, o ile nie wszystkie, z przywołanych postaci sprzeciwiała się realistycznej filozofii bytu, którą bp Tissier de Mallerais nazwał za o. Garrigou-Lagrange’em „naukowym wektorem zdrowego rozsądku”. Skoro tak, to ich myśl filozoficzna po prostu nie nadaje się do skutecznego wyrażania dogmatów katolickiej wiary i zasad moralności.

Biorąc chociażby pierwszego z wymienionych filozofów, Immanuela Kanta, ojca agnostycyzmu – odrzuca on możliwość poznania bytów takimi, jakimi są, „odmawia rozumowi dostępu do rzeczywistości zewnętrznej i tworzy nową definicję prawdy: zgodność umysłu z samym sobą”20, zamiast klasycznej „zgodności umysłu z rzeczywistością”. Umysł według Kanta poznaje własną myśl (fenomen), a nie obiektywnie istniejącą rzeczywistość zewnętrzną. Z kolei cała plejada ewolucjonistów, egzystencjalistów i immanentystów, czy to niemieckich (Hegel), czy to francuskich (Bergson, Blondel, Le Roy), mimo istniejących pomiędzy nimi różnic głosi filozofię „stawania się” – jak to określa ks. Bourmaud:

Kantowski schemat swój ostateczny kształt uzyskuje dzięki Heglowi i jego panteistycznemu ewolucjonizmowi, w którym wszystko staje się wszystkim. W następujących po sobie opozycjach i syntezach byt–niebyt przekształca się w ludzki umysł, który z kolei przeobraża się w Boga, uświadamiając sobie własną boskość21.

Immanentysta Blondel podaje nową definicję prawdy – zgodność pomiędzy myślą a życiem22.

Ojciec Garrigou-Lagrange, posługując się przykładami konkretnych katolickich dogmatów, obszernie dowodzi, że ani filo­zofie „fenomenów”, ani też „stawania się” nie nadają się do wyrażania prawd wiary. Przykładowo: te pierwsze są sprzeczne z dogmatem o transsubstancjacji, gdyż negują istnienie samej substancji, a dla filozofii bytu postacie Eucharystii istnieją realnie, nawet jeśli są zamknięte w tabernakulum i nie dają się uchwycić zmysłom23. W innym miejscu dominikański teolog cytuje też nieomylne orzeczenie I Soboru Watykańskiego z konstytucji Dei Filius, skierowane przeciwko „stawaniu się” Hegla i jemu podobnych: „[…] Bóg jest jedną i jedyną zupełnie niezłożoną i niezmienną duchową substancją” i jest „rzeczowo i istotowo różny od świata”24. Ostatecznie, jak podkreśla o. Garrigou-Lagrange, św. Pius X potępił w encyklice Pascendi dominici gregis filozofie „fenomenów” pod nazwą agnostycyzmu, a filozofie „stawania się” pod nazwą ewolucjonizmu.

Rewizja katolickich dogmatów

Za całą plejadą inspiratorów myśli przyszłego papieża Benedykta XVI zaprzeczających filozofii zdrowego rozsądku idą teologowie, najpierw jako jego nauczyciele, a później przyjaciele i współpracownicy. Myśliciele ci są lepiej znani Czytelnikom czasopisma „Zawsze Wierni”: Karl Rahner, Henri de Lubac, Hans Urs von Balthasar, Hans Küng, Yves Congar i wielu innych25. Biskup Tissier de Mallerais na konkretnych przykładach pokazuje, jak J. Ratzinger jako teolog zainspirowany myślą tych postaci dokonuje swoistej hermeneutyki głównych dogmatów chrześcijaństwa: Trójcy Świętej, który uzyskuje wymiar personalistyczny; Wcielenia – w wersji Heideggerowskiego egzystencjalizmu; oraz Odkupienia – w ujęciu egzystencjalizmu chrześcijańskiego26. Aby takie efekty osiągnąć, J. Ratzinger stale posługuje się rodzajem heglowskiej dialektyki, wykorzystując schemat teza–antyteza–synteza. Biskup Tissier ukazuje również, jak personalizm w ujęciu J. Ratzingera, inspirującego się Schelerem, Buberem i Wojtyłą, przeniknął do eklezjologii, a także wkroczył w sferę polityczną i społeczną, detronizując Chrystusa Króla i promując wolność religijną jako rzekome prawo wynikające z natury człowieka27. W tym ostatnim punkcie również dokonała się swego rodzaju synteza, dzięki której Kościół mógł rzekomo na nowo odkryć swe najgłębsze dziedzictwo, jak to ujął Benedykt XVI:

II Sobór Watykański definiując na nowo relację między wiarą Kościoła a pewnymi istotnymi elementami myśli nowożytnej, dokonał rewizji czy wręcz korekty pewnych decyzji z przeszłości, ale przy tej pozornej nieciągłości zachował i pogłębił rozumienie swej wewnętrznej natury i prawdziwej tożsamości […] II Sobór Watykański uznając tę fundamentalną zasadę nowoczesnego państwa i opowiadając się za nią w Deklaracji o wolności religijnej, powrócił do najgłębszego dziedzictwa Kościoła28.

Innymi słowy, papieże XIX w. tacy jak Pius IX i Leon XIII w pewnym sensie mieli rację, potępiając wolność religijną, bo jej adepci byli indyferentystami, ale Sobór też miał rację, proklamując wolność religijną, bo „zabarwienie współczesnej epoki” było personalistyczne i taki był wymóg czasów. Wystarczy zastosować właściwą hermeneutykę, a nieciągłość okaże się pozorna. Prawda była jednak zupełnie inna – papieże potępili wolność religijną samą w sobie, niezależnie od okoliczności historycznych, gdyż wolność wyznawania jakiejkolwiek religii nie należy do prawa naturalnego i żadna hermeneutyka nie zdoła tego zmienić.

„Żywa Tradycja”

Wydaje się również, że warto przyjrzeć się bliżej rozumieniu Tradycji i Objawienia przez J. Ratzingera, które, jak się wydaje, było rdzeniem jego nieprzejednanie wrogiej względem tradycyjnych katolików, z abp. Lefebvre’em na czele, postawy. Paweł Lisicki w swoim eseju o upadku rzymskiego katolicyzmu przytacza za P. Seewaldem ciekawy fakt – praca habilitacyjna J. Ratzingera była o krok od odrzucenia za sprawą jednego z jej recenzentów, prof. Schmausa29. Zarzucał on młodemu J. Ratzingerowi, że w jego ujęciu Objawienie nie zakończyło się wraz ze śmiercią ostatniego apostoła, lecz trwa nadal i będzie trwało aż do końca czasów, gdyż w przekazywaniu prawd Objawienia aktywną rolę odgrywa Kościół, który jest czynnikiem dynamizującym – kontynuując cały czas refleksję nad prawdami Objawienia, stale wydobywa z niego nowe znaczenia. Innymi słowy, według hermeneutyki J. Ratzingera istotną częścią Objawienia jest nie tylko jego przedmiot, ale podmiot (Kościół), który je przeżywa i pogłębia; jak to ujął: „pojęcie Objawienia zawsze implikuje podmiot, który je przyjmuje”30. Co ciekawe, w swojej habilitacji J. Ratzinger przypisał ten pogląd św. Bonawenturze, co m.in. miało wywołać energiczny protest prof. Schmausa. Stąd już tylko krok do święcącego triumfy w posoborowym Kościele pojęcia „żywej Tradycji”, która nie jest już i być nie może regułą wiary, bo nie jest niezmienna – nie jest np. regułą interpretacji Pisma Świętego, lecz w ujęciu J. Ratzingera lekturą Biblii dzisiaj, różną od jej lektury z wczoraj, która poddaje Pismo Święte „procesowi odczytania na nowo i wzbogacenia”31. Joseph Ratzinger inspiruje się tu w sposób oczywisty myślą żydowskiego personalisty Martina Bubera, dla którego relacja z Bogiem jest doświadczeniem spotkania wiecznego „Ty” z „ja”. W tym znaczeniu nie może być mowy o luterańskim sola scriptura, bo lektura wymaga kogoś, kto czyta i rozważa. Takie rozumienie Tradycji i Objawienia odbiło się echem w „potępieniu” abp. Lefebvre’a przez Jana Pawła II w motu proprio Ecclesia Dei – Arcybiskup miał zlekceważyć

żywy charakter Tradycji, która – jak z całą jasnością uczy Sobór Watykański II – wywodząc się od Apostołów, czyni w Kościele postępy pod opieką Ducha Świętego. Zrozumienie przekazanych rzeczy i słów wzrasta bowiem dzięki kontemplacji oraz dociekaniu wiernych, którzy je rozważają w swoim sercu, dzięki głębokiemu, doświadczalnemu pojmowaniu spraw duchowych oraz dzięki nauczaniu tych, którzy wraz z sukcesją biskupią otrzymali pewny charyzmat prawdy32.

Rzeczywiście, takie ujęcie Tradycji odrzucał abp Lefebvre, a wraz z nim cały Kościół ustami apostołów, papieży i prawowiernych teologów, ponieważ Tradycja nie jest „żywa”, lecz jest czymś niezmiennym, jest depozytem wiary przekazanym przez Chrystusa apostołom, który jest przechowywany w Kościele i przekazywany kolejnym pokoleniom przez ich następców. Żadne rozważanie czy dodatkowa refleksja nie jest już w stanie niczego nowego Tradycji przydać. Kościół jedynie doprecyzowuje formuły dogmatyczne, zmagając się z herezjami – przechodzi od implicite do explicite, stosując oczyszczone z różnych naleciałości formuły filozoficzne. Te ostatnie, wychodząc poza granice filozofii zdrowego rozsądku, czynią ostatecznie dogmaty precyzyjnie i perfekcyjnie wyrażonymi. Na tym polega rzeczywisty, organiczny rozwój doktryny katolickiej, opisany na wielu przykładach przez o. Garrigou-Lagrange’a33 oraz Louisa kard. Billota34.

Czym jest dzisiaj hermeneutyka Benedykta XVI?

Z przedstawionych powyżej rozważań wynika, że hermeneutyka J. Ratzingera, próbująca stwarzać coraz to nowe syntezy za pomocą aplikowania filozofii sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem do zasad wiary i moralności, była z góry skazana na niepowodzenie. Lekceważąc filozofię bytu, nie nadawała się po prostu do opisywania katolickich dogmatów i zasad moralnych. Próbowała pogodzić sprzeczności, których pogodzić się nie da. Według oceny bp. Tissiera de Mallerais ta hermeneutyka to nie tyle modernizm czy neomodernizm, to swego rodzaju „supermodernizm”:

Dziś, po stu latach, nie podkreśla się już immanentnego pochodzenia wszystkich Bożych tajemnic: bierze się je zwyczajnie w nawias, a szuka się tylko ich życiowego znaczenia – egzystencjalistycznego lub personalistycznego […]. Po prostu, dzięki narzędziu, jakim jest współczesna filozofia, dokonuje się rewizji rzeczywistej Trójcy, odcieleśnienia rzeczywistego Wcielenia, rozmycia rzeczywistego Odkupienia, relatywizacji rzeczywistego królowania Chrystusa. Czy w końcu nie zastąpi się rzeczywistego Boga?35

Biskup Tissier de Mallerais pisał powyższe słowa ponad dekadę temu. Czym jest hermeneutyka ciągłości dzisiaj, za pontyfikatu Franciszka? Pytanie wydaje się retoryczne, gdyż nikt już w Rzymie nie chce o niej pamiętać. Nikt nie sili się już na tworzenie karkołomnych syntez wiary i filozofii oświecenia, a zamiast tego głosi się same antytezy.

Przypisy

  1. tinyurl.com/vaticannews1 [dostęp: 18.01.2025].
  2. Szerokie tło historyczne, doświadczenia rodzinne J. Ratzingera, dominujące w różnych okresach jego życia prądy umysłowe, a wreszcie jego postawę filozoficzną i teologiczną na różnych etapach kariery uniwersyteckiej oraz posługi w Kościele, znajdującej kulminację w „przedefiniowaniu” urzędu papieskiego na skutek abdykacji, przybliżył polskiemu czytelnikowi Paweł Lisicki (Dogmat i tiara, Fronda, Warszawa 2020).
  3. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense. The Philosophy of Being and the Development of Doctrine, tłum. M.K. Minerd, Steubenville 2021, s. 297.
  4. ks. M. Morawski, cyt. za: ks. F. Kwiatkowski, Filozofia wieczysta w zarysie, t. 1, WAM, Kraków 1947, s. 36.
  5. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense…, s. 258.
  6. Tamże, s. 259.
  7. Tamże, s. 299.
  8. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense…, s. 99–107.
  9. ks. F. Kwiatkowski, Filozofia wieczysta…, t. 2, s. 17.
  10. Tamże.
  11. ks. D. Bourmaud FSSPX, Sto lat modernizmu. Źródła II Soboru Watykańskiego, przeł. M. Beściak, DeReggio, Warszawa 2021, s. 42.
  12. É. Gilson, Tomizm, przeł. J. Rybałt, IW Pax, Warszawa 1998, s. 19.
  13. P. Lisicki, Dogmat i tiara, s. 75.
  14. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny Josepha Ratzingera, Katolicki Instytut Apologetyczny im. św. Tomasza z Akwinu, tłum. M. Beściak, Warszawa 2018, s. 39 oraz 96–97.
  15. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny…, s. 35.
  16. Tamże, s. 33.
  17. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense…, s. 220.
  18. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny…, s. 34.
  19. P. Lisicki, Dogmat i tiara, s. 83.
  20. ks. D. Bourmaud FSSPX, Sto lat modernizmu…, s. 165.
  21. Tamże.
  22. Tamże, s. 181.
  23. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense…, s. 259.
  24. Dokumenty Soborów Powszechnych, t. 4, układ i oprac. ks. A. Baron i o. H. Pietras SI, tłum. ks. A. Baron i in., WAM – Księża Jezuici, Kraków 2004, s. 893.
  25. Istotny wkład tych teologów w neomodernizm został szczegółowo, lecz przystępnie przedstawiony przez ks. Dominique’a Bourmauda w Stu latach modernizmu.
  26. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny…, s. 113–144.
  27. Tamże, s. 147–165.
  28. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny…, s. 35–36.
  29. P. Lisicki, Dogmat i tiara, s. 132–138.
  30. bp B. Tissier de Mallerais, Portret filozoficzny…, s. 73.
  31. Tamże, s. 79.
  32. Jan Paweł II, list apostolski Ecclesia Dei, 18 lipca 1988.
  33. o. R. Garrigou-Lagrange OP, Thomistic Common Sense…
  34. L. kard. Billot SI, Tradycja kontra modernizm, przeł. M. Beściak, Katolicki Instytut Apologetyczny im. św. Tomasza z Akwinu, Warszawa 2017.
  35. bp B. Tissier de Mallerais FSSPX, Portret filozoficzny…, s. 193.

Czwarta Rewolucja Amerykańska

Czwarta Rewolucja Amerykańska

Autor: AlterCabrio , 13 marca 2025

Poczciwi łykacze mainstreamowej papki, wykształceni na wizji dziejów made by Hollywood nie mają pojęcia, że zupełnie inaczej wyglądała prawdziwa historia. A skoro tak, nie zdają sobie też sprawy z tego, jak współczesna narracja medialna różni się od stanu faktycznego. Ta dychotomia pomiędzy faktem a fenomenem, czyli jego projekcją w umysłach dotyczy wszystkich niemal ważnych spraw historycznych i teraźniejszych, mających wpływ na rzeczywistość. To, co ludzie myślą jest bowiem najsilniejszym sposobem kształtowania rzeczywistości i wpływania na przyszłość.

−∗−

Czwarta Rewolucja Amerykańska

Niniejszy artykuł stanowi jeden z rozdziałów Poradnika Świadomego Narodu, przygotowywanego do druku. Jednocześnie jest wstępem do mini-cyklu artykułów, objaśniających obecną sytuację geopolityczną. Jeśli Bóg pozwoli, ukażą się one w najbliższych dniach.

Poczciwi łykacze mainstreamowej papki, wykształceni na wizji dziejów made by Hollywood nie mają pojęcia, że zupełnie inaczej wyglądała prawdziwa historia. A skoro tak, nie zdają sobie też sprawy z tego, jak współczesna narracja medialna różni się od stanu faktycznego. Ta dychotomia pomiędzy faktem a fenomenem, czyli jego projekcją w umysłach dotyczy wszystkich niemal ważnych spraw historycznych i teraźniejszych, mających wpływ na rzeczywistość. To, co ludzie myślą jest bowiem najsilniejszym sposobem kształtowania rzeczywistości i wpływania na przyszłość. Jednym z największych fałszerstw historii są dzieje Stanów Zjednoczonych i ich roli w przeszłości i obecnie. Większość myśli, że USA od swojego początku i zawsze bronią wolności, demokracji i praw człowieka, wraz z innymi demokracjami Zachodu, z Wielką Brytanią na czele. W rzeczywistości trudno o ludzi bardziej wiarołomnych, niż Anglosasi, chyba tylko jedna nacja na świecie może z nimi iść w konkury, ta, która dała początek gnostykom, tyle, że nie można jej wymieniać z nazwy.

Czytaj też:

Zachód, jakiego nie znacie

Wschód, i czego o nim nie wiecie

Państwo amerykańskie założone zostało przez gnostyków, jak i starannie przez nich prowadzone, aż do początków 2025 roku, kiedy doszło do rewolucji. Nie nowość to, owo państwo powstało na skutek rewolucji, zwanej amerykańską, po to, aby służyć Rewolucji – lucyferycznej. Wpierw jednak, zanim ogłosiło secesję, było zlepkiem kolonii Korony Brytyjskiej, również rewolucyjnej z natury. Najpierw rewolucja Henryka VIII, który sam uczynił się papieżem kościoła Anglii, potem Rewolucja Angielska, gdzie Parlament ściął nie tylko osobę króla, ale w ogóle instytucję królestwa, potem Chwalebna Rewolucja, zmieniająca dynastię i wyznanie. Wszystko to konsekwentnie było kolejnymi odsłonami Rewolucji Lucyferycznej, mającej niezmiennie stały cel – ustanowienie państwa światowego – Imperium Lewiatana, jednego rządu – Światowego Mózgu, jednej religii – lucyferycznej, jednego, gnostyckiego porządku świata. Wymaga on podporządkowania wszystkich ludzi, wszystkich ich spraw, wszystkich procesów, które podlegają kontroli człowieka pod zarząd Światowego Mózgu, co wiąże się z tym, że wszystkie Organiczne Struktury Społeczne zostaną zamienione na Mechaniczne Struktury Społeczne. Organiczne nie podlegają zdalnej kontroli i zapewniają ludziom autonomię – rodzina, naród, państwo narodowe, własność, wiara, niezależna od władzy. W Imperium Lewiatana wszystko to ma zostać podporządkowane władzy i działać pod zdalną kontrolą. I to właśnie rewolucyjne państwo amerykańskie zostało wyznaczone do zaprowadzenia tego porządku.

Zostało do tego starannie przygotowane na dwóch poziomach – społecznym i politycznym. Społecznie zorganizowane przez purytanów, przybyłych z Anglii, dziedziców potrójnej rewolucji – protestanckiej Lutra, państwowej Henryka VIII i parlamentarnej, ścinającej króla. Politycznie określone zostało przez ojców – założycieli, czyli braci masonów, wykonujących kabalistyczny testament różokrzyżowców. W Polsce akt secesji kolonii amerykańskich od Korony znany jest jako uzyskanie niepodległości przez Stany Zjednoczone. Na świecie używa się też alternatywnej denominacji – Rewolucji Amerykańskiej, co wyraźnie określa, jaki był początek tego państwa. Propagandowo rewolucyjność USA wyczerpuje się na tym akcie, a dalej już tylko szacowne starania o pokój i demokrację. Tymczasem to nie koniec – Rewolucja jest cechą tego państwa, i to zarówno w znaczeniu wewnętrznym, jak i jego roli dla świata.

W wymiarze wewnętrznym możemy wymienić co najmniej trzy rewolucje polityczno – obyczajowe: nieudana próba secesji Południa i formalne zniesienie niewolnictwa; zmiana kultury z purytańskiej na konsumpcyjną, trwająca od lat 20-tych do końca XX wieku; rewolucja genderowa początku XXI wieku. Te rewolucyjne zmiany zostały już obszernie omówione w niniejszym poradniku. Miały i nadal mają doniosłe znaczenie dla całego świata. Rewolucja Lucyferyczna ma jednak wiele aspektów i frontów. W tej lekcji skupię się na rewolucjach politycznych, wzorem tej pierwszej, założycielskiej, które wyznaczyły Stanom Zjednoczonym nową rolę w świecie, kształtując jego losy. Rewolucje te nie miały jednego punktu, były bowiem etapami w ciągłej Rewolucji Lucyferycznej, zmieniając kierunek procesów. Można jednak wyznaczyć ich momenty brzegowe.

Druga Rewolucja Amerykańska rozpoczęła się 23 grudnia 1913 roku, gdy prezydent Woodrow Wilson złożył swój podpis na ustawie Kongresu, ustanawiającej Rezerwę Federalną, czyli prywatne konsorcjum, emitujące walutę. Od tego momentu gnostycy przejęli walutę i skarb USA, dzięki czemu bez przeszkód mogli prowadzić dwa równoległe procesy – wynosić USA na szczyty potęgi światowej, podbijając świat. Ten moment można również uznać za symboliczny początek stałego wektora syjonizmu w polityce USA. Za moment końcowy można uznać dwa wydarzenia, przebiegające w tym samym czasie – konferencję Wielkiej Trójki w Poczdamie, zakończoną 2 sierpnia 1945 roku i dwa ataki atomowe na Japonię – Hiroshima 6 sierpnia i Nagasaki 9 sierpnia.

Przed Drugą Rewolucją Amerykańską USA były zorientowane do wewnątrz, zgodnie z polityką izolacjonizmu, zajmowały się zagospodarowywaniem własnego obszaru. Po zakończeniu Drugiej Rewolucji USA były już światowym hegemonem i dyktowały warunki. Każdy zobaczył, jaką bronią dysponuje światowy hegemon, a wszyscy jego konkurenci zostali pokonani i upokorzeni. USA miały co prawda potężnego rywala – ZSRR, z którym dzieliły hegemonię nad światem, ale państwo to również było projektem gnostyckim, zdalnie nadzorowanym i sterowanym z terytorium USA jako gnostycki „zbiornik losu”, podobnie, jak komunistyczne państwo chińskie. Każde pozostałe państwo świata zostało więc zmuszone przyjąć jedną z dwóch protekcji – amerykańską lub sowiecką. Państwo amerykańskie wyrosło bardzo na szczyty potęgi, nie dla siebie jednak, lecz dla globalnego imperium gnostyków, w którym roztopić się miały wszystkie państwa i narody, także amerykański.

Trzecia Rewolucja Amerykańska zaczęła się 25 grudnia 1991 roku, gdy Rada Najwyższa ZSRR uchwaliła dekret o samorozwiązaniu. Odtąd był już tylko jeden hegemon. Ludność świata została uśpiona kojącą bajką o końcu historii, więc porzuciła wszelkie idee poza neoliberalizmem i skupiła się na konsumpcji. Polityka globalna, polegająca na budowie jednego światowego Imperium Lewiatana mogła bez przeszkód rozprzestrzenić się na cały świat. Wszędzie tradycyjne stosunki społeczne wypierane były przez kulturę korporacyjną, co przez armię zawodowych specjalistów zachwalane było jako największe szczęście i jedyna możliwa droga rozwoju. Kultura korporacyjna ma dla gnostyków tą zaletę, że wprowadza ich wzorce Mechanicznych Struktur Społecznych wszędzie tam, dokąd dociera, niszcząc tradycyjne społeczeństwa i zmieniając sposób myślenia i zachowania ludzi tak, że stają się golemami – biorobotami władzy Globalnego Kapitału Plemiennego, należącego do gnostyków. Za moment końcowy można uznać dzień 11 września 2001 roku, po którym zaczęła się tzw. globalna wojna z terroryzmem i gwałtowny zabór wolności i swobód obywatelskich przez deep state.

Odtąd działania kolejnych administracji USA skierowane były jednoznacznie na budowę państwa światowego, z udziałem ONZ i jej agend, Unii Europejskiej i globalnej finansjery. W okresie następującym po Trzeciej Rewolucji uruchomione zostały procesy kulturowe, polityczne i ekonomiczne, radykalnie zmieniające funkcjonalne społeczeństwa w bezkształtne zasoby ludzkie, gdzie jedynym łącznikiem jest władza. Kryzys finansowy, wzrost zadłużenia rządów, inflacja, demontaż gospodarek narodowych, niszczenie edukacji i wychowania, upadek demografii, imigracja, gender i tęczowość, szalone lewackie ideologie, Lewackie Struktury Organizacyjne, obalanie rządów, kolorowe rewolucje, niszczenie własnego społeczeństwa i wszelkich innych, syjonizm – tym zajmował się rząd rewolucyjnego państwa amerykańskiego. Rosja, Chiny i Europa uznały na pewien czas jego hegemonię. Bezpośrednia droga do ustanowienia jednego globalnego porządku stała otworem, tak się przynajmniej wydawało.

Problemy zaczęły się w Europie, w której po kolejnych falach akcesji unijnych projekt europejski zaczął zgrzytać. Wcześniej wszyscy z entuzjazmem i w amoku rzucali się w Unię na główkę, jednak po dużych akcesjach Europy Środkowo – Wschodniej okazało się, że kęs był zbyt wielki i utkwił w unijnym gardle. Integracja państw w jedną Paneuropę nie była dokończona, gdy zaczęto wdrażać samobójcze dla Europy pomysły klimatyczne, gospodarcze, imigracyjne i genderowe, co zaczęło budzić opór oddolny. Po kryzysie finansowym 2008 r. także władze Chin zaczęły wykazywać coraz większą rezerwę wobec projektu globalnego, tak samo Rosja, która pod rządami ekipy Putina zaczęła porządkować wielką smutę po dekadzie Jelcyna. Pomimo debilizacji i propagandy, odwracającej uwagę od rzeczywistych problemów, pomimo fałszywych autorytetów, zapraszanych do mediów, pomimo lewackich szaleństw nie dało się ukryć przed społeczeństwem, że nie jest dobrze i ma się ku gorszemu, a rządy mają na wszystkie problemy jedną uniwersalną odpowiedź – więcej tego samego. Elity gnostyckie były już jednak tak bardzo pewne swojej kontroli i ogłupienia społeczeństw, że straciły czujność.

Tymczasem na tle powszechnego niezadowolenia niespodziewanie Amerykanie wybrali na prezydenta Donalda Trumpa, człowieka co prawda z układu deep state, ale nie z Ligi Bluszczowej, skupiającej półtajną elitę absolwentów super-uczelni, czyli spoza ścisłego centrum lucyferycznego. Co prawda nie udało mu się wtedy naruszyć gnostyckich układów, były zbyt potężne, ale przynajmniej dokonał rozpoznania bojem. Gnostycy, postawieni wobec rosnącego gniewu ludu, który znalazł sobie liderów, oraz narastających tendencji narodowych i tożsamościowych zdecydowali się na rozwiązanie drastyczne – globalną operację pandemiczną, angażującą rządy, służby i media, paraliżującą całą ludzkość, aż do aresztów domowych i przymusowych szczepień włącznie. I stał się koszmar – ci bezczelni ludzie, zamiast się w pokorze poddać, zaczęli spiskować.

Na tablicy sterowniczej gnostyków znajdują się różne lampki kontrolne, suwaki, pokrętła i przyciski. Niektóre są czerwone, po wciśnięciu jednego z nich wybucha gdzieś wojna. Gdy niesforni profani zaczęli szeptać tak, że szept stał się głośny niczym wodospad, gnostycy, tracąc cierpliwość i coraz bardziej zdolność przewidywania zdecydowali się wcisnąć jeden z czerwonych przycisków z literą U, nie ten największy, ale wystarczająco duży, aby sparaliżować rozumy i wolę profanów. Na jakiś czas starczyło, jednak profani przejawiają taką irytującą cechę, że mają plastyczne umysły, a niektórzy z nich nawet zdolności analityczne. Szmer znów wezbrał na sile, i tym razem zaowocował miażdżącą wygraną stronnictwa Donalda Trumpa nad siłami gnostyków. Nagle wszystkie „zbiorniki losu” – Chiny, Rosja, Europa a nawet Ameryka zaczęły wymykać się z rąk.

Wszystko wskazuje na to, że grupa, zebrana wokół Donalda Trumpa postanowiła wystąpić w obronie swojego własnego państwa, wydaje się bowiem, że zorientowali się, do czego prowadzi projekt globalny. W efekcie mamy kolejną, Czwartą Rewolucję Amerykańską. Jej początek można wskazać na dzień 5 listopada 2024 roku, a moment końcowy jeszcze nie nastąpił, jesteśmy w samym jej środku. Pokazuje to rzeczywistą, ewolucyjną naturę rewolucji. Nie zachodzi ona w ramach jednego aktu, lecz całego szeregu przemian, odmieniających kierunek procesów. Poprzednie trzy Rewolucje, mimo, że da się wyznaczyć momenty początkowe i końcowe nie skonsumowały się w tych wyznaczonych ramach. One tylko określają przedział czasowy, w którym dokonano zmiany wektora procesów. Skutki Rewolucji trwały natomiast długo później, zmieniając życie społeczne, co zawsze ma wpływ na indywidualne losy ludzkie, i tak aż do kolejnej Rewolucji, zmieniającej wektory.

Obecna Rewolucja oznacza gwałtowny zwrot w polityce amerykańskiej, zarówno wewnętrznej, jak i globalnej. W polityce wewnętrznej administracja Trumpa przerwała niszczenie własnego społeczeństwa i państwa. Jeszcze donioślejsze zmiany zaszły w polityce międzynarodowej. Nagle USA przestały być motorem budowy państwa światowego, a stały się jego dekonstruktorem. Niemal z dnia na dzień zmieniły się priorytety polityczne w sposób zasadniczy i przełomowy. USA przestały budować państwo globalne i zaczęły zajmować się swoim własnym imperium amerykańskim, ograniczonym do zachodniej półkuli. Czy Czwarta Rewolucja dokona trwałej zmiany wektorów, zobaczymy. Z pewnością jednak różni się ona zasadniczo od wcześniejszych trzech. Tamte bowiem były starannie planowane długo wcześniej przez gnostyków, przez nich przeprowadzane i nadzorowane, dla ich własnych celów i korzyści. Natomiast Czwarta Rewolucja Amerykańska, nawet, jeśli biorą w niej udział ludzie z ramienia gnostyków, nie jest przez nich pożądana i nie została przez nich zaprojektowana.

Jest to więc pierwsza rewolucja oddolna, anty-gnostycka, będąca wyrazem zbiorowej woli oddolnych ludzi, którzy odnaleźli w sobie wspólne cele i wolę działania i postanowili przywrócić porządek organiczny w swoim państwie. Istotą Czwartej Rewolucji nie jest więc sama Rewolucja, ile raczej odejście od zmian rewolucyjnych i powrót do organicznych, co w tym państwie, zgodnie jego rewolucyjną tradycją też przyjęło postać rewolucji.

Trump i jego ekipa nie są więc wcale jej twórcami, lecz wykonawcami. Czas pokaże, czy wykonają wolę ludu amerykańskiego, czy tylko przejmą ten kapitał i zmarnotrawią do własnych celów. Polacy muszą pamiętać, że jakikolwiek obcy przywódca, również Donald Trump nie jest i nie powinien być przywódcą Polaków. Swoich przywódców powinniśmy wybierać sami, i tak samo powinniśmy świadomie wybierać z polityki każdego przywódcy to, co jest dla nas korzystne, a odrzucać to, co nam nie służy. Należy odrzucić osobiste sympatie i emocje i kierować się trzeźwym pragmatyzmem, zamiast rzucać się pod nogi w wiernopoddańczym hołdzie lennym, jak to ma we zwyczaju elitka infantylno – agenturalna.

Obecna polityka USA wydaje się mieć kilka priorytetów:

  • odtworzenie bazy przemysłowej Stanów Zjednoczonych;
  • zamiana Atlantyku w wewnętrzne morze amerykańskie, co wiąże się z opanowaniem kilku punktów i obszarów: Kanał Panamski, Kanał Sueski i Zatoka Perska, Grenlandia, Afryka Południowa, Europa Zachodnia;
  • zakończenie wojny z Rosją na Ukrainie na warunkach, najlepszych dla USA;
  • rozbicie wewnętrzne Unii Europejskiej jako jedynej centrali gnostyków i państwa światowego;
  • ułożenie relacji z Rosją i Chinami tak, aby te mocarstwa nie mogły oddziaływać na amerykańską strefę wpływów, ale żeby była możliwa współpraca między nimi a USA.

Nie jest jasna gra Trumpa wokół Bliskiego Wschodu. Jego zapowiedzi wysiedlenia Palestyńczyków ze strefy Gazy i zajęcia tego terenu przez US Army dają kilka możliwości interpretacji. Nie wiadomo, czy USA chcą służyć Izraelowi do realizacji planów izraelskich, czy odwrotnie – USA zmuszają Izrael do koncesji w Gazie. Pewna jest natomiast geografia – obszar ten znajduje się bardzo blisko Kanału Sueskiego i pozwala na jego kontrolę, czym USA bardzo są zainteresowane. Jeśli Ameryka zechce tam założyć swoją bazę i trzymać swoje wojska, nie będzie to z pewnością miłe syjonistom. Pomimo, że sojusznicy, to jednak goje, a chcą stać orężnie na ziemi, którą Izrael uważa za swoją.

Czwarta Rewolucja Amerykańska stwarza nowe możliwości strategiczne dla Polski. Jak każda zmiana, przynosi zagrożenia, głównie ze strony Krainy U, Nowej Chazarii, coraz bardziej niechętnej Polsce, która nie ma już czego przekazywać. Dodatkowy czynnik zagrożenia stanowi liczna diaspora, zamieszkująca Polskę, a także zapowiedź napływu nowych grup, agresywnych i wrogich. Polska zaś jest obecnie bezbronna, nie tylko z powodu braku sprzętu, lecz głównie z braku decyzyjności. To, co u nas urzęduje to Paneuropejski Rząd Ukropoliński (w skrócie PRUk). Pod wpływem euro-globalnych gnostyków PRUk nie będzie miał żadnych skrupułów wysłać siłę obronną narodu do maszyny wojennej, zadłużyć się, aby wspomóc sąsiednie państwo, wpuścić jego ludność, dać jej przywileje i pozwolić na wszystko.

Tymczasem rzeczywistość zaskakuje. Dzięki Czwartej Rewolucji Amerykańskiej może w Europie wytworzyć się próżnia strategiczna. Projekt globalny musiał ewakuować się z Ameryki do Europy, a Trump podąży jego tropem, aby zadać mu cios ostateczny, zanim globaliści będą w stanie zaatakować Trumpa i imperium amerykańskie. Ameryka walczy teraz o przetrwanie, jeśli tą walkę przegra, wrócą globaliści do rządów i przyspieszą proces likwidacji suwerennej Ameryki. Nie będzie miejsca na wolności dla ludzi pokroju Trumpa i jego grupy. W wyniku Czwartej Rewolucji został rozpoczęty proces odwrotny do tego, który unosił najpierw Zachód, a potem świat przez ostatnie 400 lat. Siły, które stoją naprzeciw są jednak potężne, i z pewnością użyją swoich wpływów, aby to powstrzymać i odwrócić, nawet, jeśliby mieli użyć środków drastycznych. Trump potrzebuje i poszukuje sojuszników w swojej walce. Logika podpowiada, że będzie zwalczał każdy rząd europejski, posłuszny Unii Europejskiej, aby zdestabilizować i rozbić Unię od środka. Jednym z bardziej skutecznych sposobów może być straszenie Zachodu Rosją, po tym, jak USA zmniejszą swoje zaangażowane w pilnowanie Europy. Unia Europejska nie ma jednak własnych wojsk, więc rozbudowa sił europejskich będzie polegała na rozbudowaniu armii narodowych. Narzucenie wygórowanych wydatków zbrojeniowych da efekt podobny do tego, jaki uzyskał prezydent Reagan w latach 80-tych XX w., a ramach programu tzw. „gwiezdnych wojen”. Związek radziecki nie był w stanie nadążyć ekonomicznie, co było jedną z przyczyn jego rozpadu. Podobnie może być teraz z Unią Europejską.

Polska mogłaby być jednym z ważniejszych sojuszników. Pojawia się możliwość podobna do tej z 1918 roku – wszyscy zaborcy przegrali. Teraz podobnie – okupacyjne globalne państwo amerykańskie zniknęło, a w jego miejscu pojawiło się państwo narodowe, chcące budować swoje imperium, a nie zmieniać cały świat; Unia Europejska się rozpada; UK przeżywa głęboki kryzys i jest ustawiane przez Trumpa; Rosja gotowa do ingerencji w Europie, ale też do współpracy. Dla Polski i Polaków powstały nagle nowe perspektywy, trzeba tylko chcieć tam podążyć. To wymaga odpowiednich przywódców, jednak nikt z Loży Okrągłego Stołu takich cech nie posiada. Trzeba więc czym prędzej o takich się postarać, i temu służy niniejszy poradnik. Właśnie na początku 2025 roku zaczęły się gwałtowne procesy, dzięki którym Polacy przy dużym wkładzie własnej pracy mogą wybić się na niepodległość i zająć pozycję, właściwą dla Polski – Mostu i Strażnicy Eurazji, co wiąże się z nawiązaniem stałej współpracy z Białorusią, Rosją i Chinami, a także z Ukrainą, ale już niegroźną dla Polski. Z drugiej strony strumień chińskich towarów mógłby z serca Polski rozchodzić się dalszymi drogami na półkulę zachodnią. USA rywalizują z Chinami, ale ich potrzebują, i vice versa. Na naszej ziemi mogą spotkać się globalne interesy, aby współdziałać, a nie aby walczyć na śmierć. Zagrożeniami są roszczenia Nowej Chazarii i uzbrojonych grup obcych ludzi, globalna Unia Europejska i imperialne Niemcy. Gnostycy na pewno nie odpuszczą i przeprowadzą jeszcze niejedną akcję, aby utrzymać projekt globalny, choćby w formie szczątkowej. Potencjalnymi sojusznikami są wszystkie państwa Europy, a także Rosja i Chiny, pod warunkiem wypracowania z nimi modus vivendi przez elity narodowe. Póki co, możemy jednak spodziewać się, że ludzie, tworzący PRUk, pochodzący z Loży Okrągłego Stołu nie będą umieli i chcieli walczyć o polskie interesy. Dlatego Elitę Organiczną Narodu należy konsolidować jak najszybciej, abyśmy nie przegapili przełomowych możliwości, i żebyśmy nie dali sobie zrobić depopulacji.

______________

Czwarta Rewolucja Amerykańska, Bartosz Kopczyński, 13 marca 2025

Nałóg – przywrócić słowom ich prawdziwy sens

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237) czyli: https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3332

Godeleine Lafargue

Nałóg – przywrócić słowom ich prawdziwy sens

Uzależnienie, nałóg, habitus… istnieje wiele terminów na określenie popadnięcia w zależność od różnych rzeczy, takich jak lekarstwa, komputery, muzyka, czekolada, tytoń etc.

Habitus jest terminem używanym przez etykę. Wywodzi się on ze scholastycznej łaciny1 i nie powinien być mylony ze słowem „nawyk” (ang. habit – przyp. tłum.), odnoszącym się do zachowania mechanicznego. Habitus jest aktywnością woli, podczas gdy w przypadku nawyku (habit) podmiot pozostaje bierny. Nawyk jest fizycznym automatyzmem, a habitus wymaga aktu ludzkiej woli.

W filozofii habitus definiowany jest jako cecha, który modyfikuje podmiot w sposób stały. Mówiąc prościej, poprzez habitus zachowanie człowieka modyfikowane jest trwale, przykładowo staje się on wielkoduszny lub roztropny. Modyfikacja ta nie może być łatwo zmieniona tak długo, jak długo pozostaje silnie zakorzeniona. Z tego powodu osobie, która nabyła habitus sprawiedliwości, trudno jest popełnić czyn niesprawiedliwy. Należy [przy okazji] zauważyć, że używanego przez filozofię słowa „cecha” nie należy rozumieć w potocznym sensie tego słowa, jak kiedy mówimy, że ktoś ma wiele cech. Jest to modyfikacja, atrybut dodany do osoby, jak gdy mówimy, że np. ktoś jest blady lub chory. Idźmy jednak dalej.

Człowiek posiada wiele zdolności – i każda z nich może być udoskonalana lub osłabiana poprzez akty jego woli. W tym wypadku mówimy zazwyczaj o cnotach oraz wadach. Człowiek używa swych zdolności w sposób uporządkowany lub nieuporządkowany, a powtarzając swe akty, rozwija w sobie cnoty albo wady. Kiedy jego zmysły podporządkowane są rozumowi, osoba staje się cnotliwa. I odwrotnie – człowiek, który często działa wbrew wszelkiemu rozsądkowi, podążając w sposób nieuporządkowany za swymi namiętnościami, rozwija u siebie wady. Nas interesuje tu kwestia, czy nałóg może być rozumiany jako habitus w moralnym sensie tego słowa.

Nałóg: habitus?

Nałóg jest nowym pojęciem i odnosi się do przypadków uzależnień, które są szkodliwe, a więc negatywne dla człowieka. Możemy zatem uznać habitus za synonim nałogu, ale jedynie w negatywnym sensie tego słowa, tj. za wadę. W sensie filozoficznym nałóg jest więc trwałą cechą, która w pewien sposób usposabia podmiot do postępowania w sposób sprzeczny z jego naturą. Dla oceny, czy podmiot jest dobrze czy źle usposobiony do postępowania zgodnie z nią, kluczowe znaczenie ma więc poznanie tej natury. Lekarze i psychologowie używają nowego terminu na określenie stanu, którzy przez dekady znany był jako „wada”. Jeśli jednak wymyślili ów termin, to z pewnością nie bez powodu. Termin ten zdaje się wyrażać zakwestionowanie wolności i wolnej woli, a więc całkowicie ignorować prawdziwą naturę osoby ludzkiej. Dzisiejsza psychologia ma tendencję do materializmu i nie postrzega już człowieka jako istoty posiadającej wolę, ale raczej ulegającej swym impulsom oraz uzależnieniom, starając się równoważyć je środkami takimi jak kozetka psychoanalityka, sporty lub sztuka.

Współcześni psychologowie nie używają już słów „wola” i „natura”, ponieważ przypominają nam one, że choć człowiek składa się z ciała, jest również istotą duchową, posiadającą bardzo specyficzną naturę, różną od natury innych zwierząt. Podobnie jak zwierzęta odczuwa on impulsy (które bardziej poprawnie należałoby nazwać namiętnościami), ale powinny być one podporządkowane jego rozumowi. Człowiek może ulec swym impulsom jedynie z własnej woli. A postępując wielokrotnie w sposób sprzeczny z porządkiem swej natury, ostatecznie człowiek rozwija w sobie – jak określają to psychologowie – uzależnienie. Uzależnienie to nie jest fizycznym automatyzmem – jest zachowaniem uprzednio wybranym i powtarzanym codziennie, aż stanie się nałogiem. Poprzez włączanie swego komputera z samego rana i nieustanne do niego wracanie człowiek popada w nieuporządkowanie, a jego komputer, który sam w sobie jest moralnie neutralny, staje się przedmiotem używanym nierozważnie, w sposób nadmierny i ze szkodą dla rodziny lub obowiązków stanu.

Uzależnienie nie jest więc jedynie automatycznym zachowaniem, jest aktem woli. I im częściej czynności te są powtarzane, tym głębiej zakorzenia się nałóg i tym trudniej będzie go przezwyciężyć, tak iż konieczna może być terapia, jak np. w przypadku narkotyków czy alkoholu. Niebawem będziemy zapewne świadkami pojawienia się instytucji przeprowadzających detoksykację od technologii, która także nie jest zła sama w sobie, ale jedynie wówczas, gdy używa się jej w sposób nieuporządkowany. Obecnie młodzi ludzie, choć nie tylko oni, używają swych telefonów praktycznie bez przerwy, z całkowitym lekceważeniem norm towarzyskich, zasad zwykłej uprzejmości, relacji rodzinnych etc. I niech nikt nie mówi, że nie da się z tym nic zrobić, ponieważ jest to uzależnienie. Wola jest narzędziem danym naszej naturze, aby się doskonalić, a więc poprawiać. Niestety cnota nie jest obecnie zbyt popularnym słowem, rodzi bowiem nieprzyjemne skojarzenia i implikuje definicję natury człowieka, która zaciekle atakowana jest przez nasze współczesne społeczeństwo (wystarczy pomyśleć o ideologii kryjącej się za terminem „teoria gender”).

Niech ciało będzie posłuszne woli oraz rozumowi

Poświęćmy parę chwil na rozważenie kilku podstawowych pojęć, niezbędnych do zrozumienia, czym jest uzależnienie, oraz do walki z nim.

Człowiek posiada naturę, którą posiadają również zwierzęta: jest istotą żywą, odczuwającą namiętności zmierzające do zaspokojenia pożądania zmysłowego i zdolny jest poznawać otaczający go świat na poziomie zmysłów. Różni się jednak od innych zwierząt tym, iż posiada duszę rozumną, która może pożądać nie tylko dóbr zmysłowych, ale też dóbr abstrakcyjnych, takich jak sprawiedliwość czy dobroć. Dziecko przyniesie swemu ojcu gazetę, aby sprawić mu przyjemność i zrobić dobry uczynek, podczas gdy pies nie będzie starał się być dobry, ale zrobi to samo za smakołyk albo pieszczotę swego pana – i w ten właśnie sposób jest tresowany.

Człowiek zdolny jest również do poznawania rzeczy abstrakcyjnych oraz tworzenia pojęć. Angażuje przy tym swój rozum oraz swoją wolę. Poza człowiekiem władz tych nie posiada żadna z istot żywych – i to właśnie czyni go najdoskonalszą istotą pośród całego [materialnego] stworzenia. Ze względu na ich doskonałość wszystkie inne jego władze muszą być ukierunkowane na rozum oraz wolę. Doskonalsze jest kochanie dobroci człowieka niż docenianie smakowitości ciastka czekoladowego. Jak wyjaśnia św. Tomasz, czymś naturalnym jest, aby mniej doskonałe podporządkowane było doskonalszemu.

Robotnik nie jest inżynierem; wiedza inżyniera jest doskonalsza od wiedzy robotnika – i pod tym względem robotnik jest od niego gorszy. W żaden sposób nie oznacza to, że praca robotnika jest bezwartościowa, ale jedynie, że porządek oraz nierówność są czymś naturalnym.

Nasze ciało jest więc podrzędne względem naszych władz duchowych i jest rzeczą właściwą, aby posłuszne było rozumowi oraz woli w celu zapewnienia całej osobie ludzkiej właściwej równowagi.

Człowiek posiada naturę, i z powodu tej natury ma do osiągnięcia cel, który zapewni mu szczęście. Nieunikniona jest więc jedna z dwóch rzeczy: albo człowiek jest dobrze dysponowany do osiągnięcia tego celu, a stan ten znany jest jako cnota; albo dysponowany jest źle – co znamy pod pojęciem wady. Należy przy tym pamiętać, że ani cnoty, ani wady nie nabywa się natychmiast. Czas i powtarzające się zachowania zmieniają naszą osobowość, czyniąc nas dobrymi albo złymi.

Uzależnienie jest zatem wadą, czyli negatywnym stanem w odniesieniu do dobra człowieka. Pochodzi z regularnie powtarzającego się zachowania, które dogłębnie zmienia naszą osobę, aż po przeobrażenie jej w… zwierzę. Słowa te nie są bynajmniej przesadą – wystarczy przyjrzeć się wszystkim tym ludziom z telefonami, reagującymi jedynie na bodźce w postaci dzwonków lub powiadomień.

Leczenie z uzależnienia?

Dalsze tłumaczenie pojęcia nałogu nie miałoby tu sensu. Ważny aspekt omawianej przez nas kwestii stanowi jednak leczenie z uzależnienia. Abstrahując od faktu, że pewne bardzo poważne uzależnienia mogą wymagać pomocy medycznej lub psychologicznej, ważne jest, aby wiedzieć, że człowiek posiada bardzo cenne narzędzie: wolną wolę. Jeśli, w przypadku wady, powtarzanie złych czynów może zmienić osobę, prawdą jest również, że powtarzanie czynów dobrych może rozwinąć się w cnotę. Wystarczy tego chcieć. I najbardziej kompetentna nauka medyczna na świecie nie jest w stanie nic zrobić na tym poziomie. Choć w przypadku alkoholizmu można zastosować kurację medyczną, przychodzi jednak moment, w którym kluczowe znaczenie ma dobra wola danej osoby – wszyscy lekarze są co do tego zgodni. A błąd2 współczesnego świata polega na tym, że rozmiękcza on naszą wolę. W miarę upływu czasu tak od dzieci, jak i od dorosłych wymaga się coraz mniejszego wysiłku. Czyni się wszystko, aby uczynić rzeczy łatwiejszymi, a starsze pokolenie nie uczy już młodszego ich sensu3. Kto będzie dziś mówił o cnocie? Teksty starożytnych autorów greckich o cnocie, szlachetności i honorze nie są już publikowane ani nawet znane.

Podsumowując: uzależnienie nie jest więc zwykłym nawykiem czy też automatyzmem – stanowi ono wyparcie się woli i natury człowieka. Jak pisze Arystoteles: „Człowiek stworzony jest po to, aby żył jak człowiek”, innymi słowy, aby żył w zgodzie z tym, co jest dobre i prawdziwe. Współcześni mówią o uzależnieniu jako o nabytym automatyzmie, jakbyśmy byli jedynie maszynami. Jeśli przyjrzymy się temu nieco bliżej, dostrzeżemy, że u podstaw tego leży cała filozofia: między innymi materialistyczny egzystencjalizm i psychoanaliza.

Egzystencjalizm odrzuca pojęcie natury. Człowiek nie posiada natury w chwili swych narodzin, ale ją wybiera – tworzy ją dzięki swej wolności. Psychoanaliza postrzega człowieka jako maszynę złożoną z impulsów, które muszą być równoważone np. przez sztukę. Dla Freuda sztuka jest jedynie sublimacją naszego libido. Filozofie te zapomniały jednak, że człowiek jest istotą duchową, posiadającą władze duchowe. Dowodem na to jest zdolność człowieka do kochania oraz myślenia, ale również niezdolność nauk medycznych do wyleczenia z uzależnień oraz niektórych chorób psychicznych. Gdybyśmy byli jedynie materią – dlaczego zwykłe lekarstwo nie mogłoby nas uleczyć, podobnie jak mechanik naprawia samochód? A gdybyśmy byli jedynie wolnością – co dobrego przyniosłaby nam bezgraniczna wolność? Rozpaczliwie potrzebujemy powrotu do pewnych prawd, prawd rzeczywistości i zdrowego rozsądku. Aby stać się człowiekiem, trzeba postępować jak człowiek. Powtarzanie czynności wynikających z uzależnienia jest po prostu zwierzęcym zachowaniem człowieka, który zapomniał o swej naturze. A technologia w żaden sposób nie promuje naszego człowieczeństwa. Życie w wirtualnym świecie sprawia, iż ludzie zapominają o rzeczywistości i zdrowym rozsądku. Psychologowie mogą wskazywać na rzeczywiste problemy, do których należy również uzależnienie, nie oferują jednak prawdziwych rozwiązań, zapominają bowiem o najważniejszym: o naszym człowieczeństwie. A kiedy wiemy, że człowieczeństwo to zostało odkupione, zmienia to dogłębnie sytuację – człowiek nie jest już sam. Łaska pomaga nam żyć nie tylko „jak ludzie”, ale także jako dzieci Boże. Tak więc ideą wartą rozważania jest leczenie z uzależnień nie na kozetce psychoanalityka, ale w konfesjonale.

Za „The Angelus”, listopad 2019, tłumaczył Tomasz Maszczyk4.

Przypisy

  1. Jest to łacina o charakterze specjalistycznym, wytworzona przez uczonych w średniowieczu – przyp. red.
  2. Uściślijmy, że to nie jest nieświadomy błąd, ale konkretnie ukierunkowany plan rozmiękczania – przyp. red.
  3. Innymi słowy: współczesne wychowanie i edukacja idzie w kierunku udoskonalenia środków przy zapomnieniu o celach – przyp. red.
  4. tinyurl.com/G-Lafargue [dostęp: 10.01.2025].

Jak katolicy wynaleźli naukę

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237), https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3326

ks. Paul Robinson FSSPX

Jak katolicy wynaleźli naukę

„Twierdzę nie tylko, że nie istnieje inherentny konflikt pomiędzy religią a nauką, ale również, że teologia chrześcijańska miała fundamentalne znaczenie dla narodzin nauki. Aby wykazać słuszność tego twierdzenia, powołam się w pierwszej kolejności na liczne współczesne prace historyczne – dowodzące, że religia nie była bynajmniej przyczyną tzw. wieków ciemnych, (…) a przekonanie, że po «upadku» Rzymu cała Europa pogrążyła się w długiej nocy ignorancji i przesądu, jest równie błędne, jak fikcyjna jest historia o jajku Kolumba. W rzeczywistości była to epoka gruntownego i gwałtownego rozwoju techniki, pod koniec której Europa prześcignęła całą resztę świata. Co więcej, tzw. rewolucja naukowa XVI wieku była naturalnym skutkiem rozwoju zapoczątkowanego przez uczonych scholastyków w wieku XI. Tak więc moja uwaga skupia się na tym, dlaczego scholastycy w ogóle interesowali się nauką. Dlaczego prawdziwa nauka rozwinęła się w Europie właśnie wówczas? Dlaczego nie rozwinęła się nigdzie indziej? A odpowiedzi na te pytania znajduję w unikatowych cechach teologii chrześcijańskiej”.

Nie są to słowa katolika, a nawet słowa apologety religii w ogólności. Wyszły one z ust socjologa oraz historyka Rodneya Starka i pojawiają się w książce napisanej przez niego dla Princeton University Press1. Co więcej, pisze on, iż „to chrześcijaństwo, a nie protestantyzm, podtrzymywało rozwój nauki” oraz że „niektóre z moich kluczowych tez stały się już wśród historyków nauki poglądami powszechnie akceptowanymi”.

W niniejszym artykule bronić będziemy twierdzeń Starka, wyjaśniając: po pierwsze – co było konieczne dla narodzin nauki, po drugie – dlaczego nie narodziła się ona przed średniowieczem, po trzecie zaś – dlaczego teologia katolicka ostatecznie dała początek nauce.

Warunki niezbędne do narodzin i rozwoju nauki

Nauka, jaką znamy obecnie, charakteryzuje się konkretną metodą badania rzeczywistości, która obejmuje: przeprowadzanie eksperymentów, dokonywanie pomiarów, analizowanie ich oraz formułowanie opartych na tych pomiarach teorii dotyczących praw natury. Powodem, dla którego możemy mówić o „narodzinach” nauki, jest fakt, iż metoda ta nie istniała przez większą część historii świata. Przez długi czas nikt nie widział potrzeby dokładnego badania materii i nie dostrzegał, jak pomocne mogą być pomiary i matematyka w zrozumieniu struktury Wszechświata. Odkąd metoda naukowa wynaleziona została przez katolickich uczonych epoki średniowiecza, z których większość stanowili duchowni, wykorzystywano ją z powodzeniem dla dalszego postępu ludzkiej wiedzy.

Wpływ światopoglądu

Zanim jednak przejdziemy do sukcesu, zastanowić się musimy nad przyczynami wcześniejszych niepowodzeń. Dlaczego potrzeba było tak wielu wieków, aby ludzie zaczęli w uporządkowany sposób kwantyfikować właściwości oraz ruchy ciał fizycznych? Krótka odpowiedź brzmi: nie posiadali oni właściwej idei dotyczącej rzeczywistości, właściwego „światopoglądu”.

Jeśli intelekt ludzki określa się często jako „oko umysłu”, światopogląd danej osoby uznać by można za okular jego umysłu. Jest on filtrem, poprzez który postrzega się rzeczywistość. I podobnie jak okular może wypaczyć wizję, sprawiając, iż przedmioty wydają się zbyt duże lub zbyt małe, zbyt ciemne lub posiadające wszystkie ten sam kolor, tak też światopogląd człowieka może zniekształcić to, co widzi on w rzeczywistości, a nawet uniemożliwić mu w ogóle dostrzeżenie pewnych rzeczy.

W swej książce Science and Creation o. Stanley L. Jaki drobiazgowo analizuje światopoglądy wielu cywilizacji, które okazały się niezdolne do stworzenia nauki empirycznej: Hindusów, Chińczyków, Majów, Inków, Greków, Egipcjan, Babilończyków oraz muzułmanów. I dochodzi do wniosku, że pewne elementy wspólne ich światopoglądów uniemożliwiały im po prostu wiarę w istnienie praw natury lub też przekonanie, iż powinni badać ilościowe właściwości ciał, aby prawa te odkryć. Dwie najbardziej destrukcyjne pod tym względem idee dotyczyły wiary w wieczność świata oraz w to, że odradza się on cyklicznie.

Wszystkie wielkie kultury, w których nauka utknęła w martwym punkcie, nie potrafiły sformułować idei prawa fizycznego czy też prawa natury. (…) Ich kosmologia odzwierciedlała panteistyczny i animistyczny pogląd na naturę skazaną na proces wiecznych, nieubłaganych powrotów2.

Nie mamy tu miejsca, aby wyjaśnić szczegółowo, dlaczego owe dwie idee dławią naukę – wystarczy powiedzieć, że sprawiają, iż rzeczywistość wydaje się cechować irracjonalną nieuchronnością zamiast rozumną celowością.

Ratunek ze strony teologii

Dlaczego katolickie średniowiecze odniosło sukces tam, gdzie wiele innych cywilizacji poniosło porażkę? Również z powodu światopoglądu, tym razem światopoglądu przenikającego do społeczeństwa dzięki posłudze świętej Matki, Kościoła. Dwie zwłaszcza idee wywarły wielki wpływ na narodziny nauki: stworzenie oraz Wcielenie.

Stworzenie

Przede wszystkim dla rozwoju nauki ważne było, aby kultura wierzyła, iż za tym, co dzieje się na świecie, stoi Intelekt, znajdujący się poza światem i mający moc wiązania go spójnymi, rozumnymi prawami. To właśnie tego uczeni są o Bogu katolicy. Są też pouczani, że Bóg stworzył ich na swój własny obraz, a konkretnie poprzez obdarzenie naszych nieśmiertelnych dusz władzami rozumu.

Tak więc kiedy katolik patrzy na rzeczywistość, wierzy, że istnieje w niej rozumny porządek, pochodzący z umysłu Boga; wierzy także, że ten sam Bóg jest stwórcą jego własnego umysłu. Ten pogląd na świat rodzi wielką ufność, że jesteśmy w stanie odkryć rządzące nim prawa.

Co więcej, scholastycy dojrzałego średniowiecza utrzymywali, w przeciwieństwie do scholastyków z okresu schyłkowego, który rozpoczął się w XIV wieku, że obraz Boży w człowieku widoczny jest nawet w hierarchii ludzkich władz. U ludzi pierwsze miejsce zajmuje intelekt, następnie zaś wola, tak więc musi to być prawdą również w wypadku Boga: Jego wola podążać musi za Jego intelektem. A ponieważ intelekt Boga jest najmądrzejszy, wola Jego nie może wybierać niczego w sposób arbitralny. We wszystkim, co czyni, kieruje się On rozumną mądrością.

To dalsze udoskonalenie koncepcji Boga nie jest bynajmniej bez znaczenia. Także muzułmanie wierzą w stworzenie i transcendentnego Boga, nie wierzą jednak w Boga uporządkowanego. Wola Allaha jest dla nich nadrzędna wobec Jego intelektu. W konsekwencji Allah postępuje arbitralnie, a to, co arbitralne, niemożliwe jest do zgłębienia rozumem. Dlatego właśnie światopogląd muzułmański nie doprowadził do narodzin nauki.

Wcielenie

Muzułmanie nie wierzyli także we Wcielenie, które również okazało się doktryną kluczową dla narodzin nauki. Jak już wspomnieliśmy, aby uprawiać naukę, konieczne jest eksperymentowanie z rzeczami materialnymi. Jednak w przeszłości rzeczy materialne nie wzbudzały zbytniego zaufania badaczy. Było tak, ponieważ podlegają one nieustannym zmianom. Jako takie zdawały się stanowić przeciwieństwo spójności i trwałości – przeciwieństwo prawa. Dlatego właśnie wiele ludów niekatolickich z okresu poprzedzającego Christianitas nie zastanawiało się zbytnio nad możliwością wykorzystania eksperymentów do zrozumienia rzeczywistości.

Katolicy natomiast musieli traktować materię poważnie. Nie tylko stworzył ją rozumny Bóg, ale też ten sam Bóg przybrał materialne ciało, poniósł śmierć, a następnie powstał z martwych w tym materialnym ciele, obecnie zaś w tym samym ciele króluje w niebie.

Wiara katolika w doktrynę o Wcieleniu sprawia, że postrzega on zarówno materię, jak i władze zmysłowe, dzięki którym ją poznajemy, w odmiennym świetle. Skłania nas to do większego szacunku dla faktów empirycznych, niż to miało miejsce kiedykolwiek w świecie starożytnym.

Jednym z faktów empirycznych, który pobudzać nas powinien do tego szacunku, jest to, że światopogląd katolicki doprowadził do sformułowania metody naukowej. Weźmy jako przykład pewnego średniowiecznego uczonego.

Prawdziwy naukowiec

Jedną z postaci, która uosabiała nowe, średniowieczne podejście do rozumienia natury, był biskup Lincoln w Anglii, Robert Grosseteste (1168–1253). Traktował on eksperymenty jako integralną część swych badań, podkreślając, że bez matematyki zdobycie dokładnej wiedzy na temat natury jest niemożliwe oraz że zadaniem naukowca jest formułowanie hipotezy dotyczącej przyczyny badanego zjawiska. Dopiero po wyeliminowaniu, na podstawie swych obserwacji, wszystkich innych możliwych wyjaśnień – wnioskować można, czy postawiona hipoteza była słuszna.

Owa metoda bp. Grosseteste’a jest praktycznie identyczna ze znaną nam współcześnie metodą naukową.

Podsumowanie

Metoda naukowa nie istniała przez większość historii świata, jako że nikt nie eksperymentował z obiektami materialnymi i nie kwantyfikował ich, aby odkryć prawa natury. Potrzeba było konkretnego światopoglądu teologicznego – światopoglądu katolickiego uosabianego przez średniowieczną Christianitas – aby natchnąć ludzi ufnością, że dokładne badanie ciał materialnych pozwoli prawa te odkryć. Ożywiani tą ufnością, naukowcy średniowiecza wprowadzili rodzaj ludzki na nowe terytorium badań, które od tego czasu ujawniły zdumiewające tajemnice dotyczące naszego cudownego Wszechświata, stworzonego przez najdoskonalszego Boga.

Ilekroć wobec Kościoła wysuwa się trywialne oskarżenia o rzekome hamowanie postępu nauki, przypominać należy zwłaszcza jeden fakt historyczny – to sama Matka Kościół dała początek współczesnej nauce.

Za „The Angelus”, wrzesień 2019, tłumaczył Tomasz Maszczyk3.

Przypisy

  1. For the Glory of God, Princeton 2003, s. 123. Te same wnioski napotkać można w wielu innych współczesnych pracach, zob. E. Grant, The Foundations of Modern Science in the Middle Ages; J. Hannam, The Genesis of Science.
  2. o. S.L. Jaki OSB, Science and Creation, Edinburgh 1974, s. 8. Piszę o tym w rozdz. IV mojej książki The Realist Guide to Religion and Science.
  3. tinyurl.com/P-Robinson [dostęp 15.03.2024].

Pułapki intelektu

Zawsze Wierni nr 2/2025 (237) https://piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3321

ks. Piotr Dzierżak FSSPX

Od Redakcji

Drodzy Czytelnicy, życie duchowe, polegające na świadomym zjednoczeniu z Bogiem w Jego łasce, w oczywisty sposób odznacza się bezwzględnym pierwszeństwem nad wszelką inną formą czy innym przejawem życia ludzkiego – zatem również góruje i nad życiem umysłowym. Wynika to z nadprzyrodzonego co do swej istoty celu człowieka, którym jest udział w wizji uszczęśliwiającej w niebie, oraz korespondujących z owym celem nadprzyrodzonych środków. Jednak z drugiej strony istnieje elementarna katolicka zasada, obecna explicite w dziełach św. Tomasza z Akwinu, która głosi, iż gratia non tollit naturam, sed perficit1, zatem że „łaska nie niszczy natury, lecz ją doskonali”.

Pod pojęciem natury kryje się tu przede wszystkim to, co człowieka zasadniczo stanowi – a więc dusza i ciało (forma i materia) wraz z władzami duszy: intelektem i wolą. I o ile wola, zdaniem Doktora Anielskiego, w większym stopniu zraniona została skazą grzechu pierworodnego, to jednak intelekt znajduje się wyżej w strukturze ontologicznej człowieka – jego przedmiot jest bowiem bardziej ogólny. Co więcej, szczęście, będące przecież celem naszych działań, ma charakter aktu intelektualnego, innymi słowy: jego istotą jest działanie umysłu polegające na kontemplacji prawdy.

Już samo to pokazuje, jak ważne jest zatem właściwe ukształtowanie intelektu w kontekście życia duchowego.

Na tym jednak nie kończy się rola intelektu w ludzkim życiu – poza teoretycznym oglądem prawdy jego zadaniem jest również kierowanie sferą praxis, tzn. wpływ na wolę w obszarze działalności praktycznej. I choć sam św. Tomasz (który notabene jak nikt inny spośród myślicieli katolickich bardzo podkreśla ogólną wyższość intelektu nad wolą) akurat w dziedzinie działań ludzkich pierwszeństwo przyznaje woli, to jednak podkreśla, że bez odpowiedniego uformowania umysłu wola nie będzie mogła właściwie spełnić swojego zadania, czyli zapewnić skutecznego dążenia człowieka ku dobru. Intelekt praktyczny jest zresztą bardzo podatny na błędy, skoro lekarstwem na ranę grzechu pierworodnego dotykającego umysł jest, zdaniem Akwinaty, cnota roztropności – dosłownie niejako „roz-trapiająca”, czyli szukająca tropów, a więc dróg do celu.

Wszystko to domaga się uwzględnienia w życiu duchowym, i stąd też wynika konieczność poruszenia na łamach czasopisma „Zawsze Wierni” kwestii konkretnych intelektualnych pułapek, zwłaszcza tych aktualnie nam zagrażających. Warto również zwrócić uwagę na to, że temat przewodni niniejszego numeru nie dotyczy jakiegoś konkretnego błędu, ponieważ te najgroźniejsze mają (zazwyczaj) rozległą podbudowę teoretyczną, więc wymagałyby poświęcenia im całej objętości naszego dwumiesięcznika.

Natomiast w codziennym życiu przeciętny katolik Tradycji styka się (bezpośrednio albo tylko pośrednio) z wieloma błędami drobniejszego kalibru, które jednak wcale nie są przez to mniej groźne. Owszem – same w sobie w mniejszym stopniu zdają się negować nadprzyrodzoną mądrość katolickiej religii, lecz przez to są jednocześnie trudniejsze do zauważenia czy zdefiniowania. Ponadto z racji mniejszego ciężaru gatunkowego nie przykuwają tak naszej uwagi. Występują przy tym w dużej liczbie, wzajemnie się uzupełniając i uwiarygadniając. Z tych wszystkich powodów nie wolno ich na dłuższą metę lekceważyć. Dlatego temu właśnie zagadnieniu zdecydowaliśmy się poświęcić kolejny numer periodyku „Zawsze Wierni”, a tematem przewodnim uczyniliśmy „pułapki intelektu”.

Przypisy

  1. ST I, q. 1, a. 8, ad 2.

Abp Hector Aguer surowo o pontyfikacie Franciszka: Humanistyczny globalizm zamiast Chrystusa

Abp Hector Aguer surowo o pontyfikacie Franciszka: Humanistyczny globalizm zamiast Chrystusa

pch24/o-pontyfikacie-franciszka-humanistyczny-globalizm-zamiast-chrystusa

(Abp Hector Aguer / fot. Archidiecezja La Plata)

Papież Franciszek jest wrogiem Tradycji i prześladowcą tych, którzy za nią idą. To pontyfikat pełen sprzeczności, nacechowany głoszeniem horyzontalnego humanizmu, właściwego dla agendy globalistycznej. Taką surową ocenę przedstawił argentyński arcybiskup Hector Aguer.

Z krytyką dotychczasowego przebiegu pontyfikatu papieża Franciszka wystąpił argentyński hierarcha, abp Hector Aguer, były metropolita La Platy. Jego artykuł został napisany jeszcze przed hospitalizacją Ojca Świętego; portal „Rorate Coeli” opublikował go 11 marca, kiedy Stolica Apostolska poinformowała o polepszeniu kondycji papieża.

Obecny pontyfikat wyróżnia się prawdziwą sprzecznością: papież jest wrogiem Tradycji, prześladowcą tych, którzy za nią podążają i się z nią identyfikują. Prześladowanie to odbywa się na wiele sposobów: marginalizuje dobrych biskupów, dokooptowując im koadiutorów; wynosi do episkopatu postępowców; nagradza kardynalatem tych, którzy popierają jego projekty reformy Kościoła; promuje postępowe instytuty zakonne; podkopuje lub eliminuje te przywiązane do Tradycji. Znamienne jest, że wybrał niezwykłe imię Franciszka – obce w historii papiestwa – prawdopodobnie myśląc o świętym z Asyżu, uważając go za kościelnego reformatora” – napisał hierarcha.

„Wszystko to wywołuje u wielu ludzi potrzebę udawania: chcą uniknąć stania się obiektem zainteresowania papieża. Wzbudzają w sobie przywiązanie do Franciszka, stając się formalistami. W dużej mierze obecną sytuację wyjaśnia jezuicka tożsamość papieża, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę wzloty i upadki Towarzystwa Jezusowego na przestrzeni dziejów” – dodał.

„Wszystkie te postawy wywołują w wielu ludziach potrzebę udawania, aby uniknąć bycia obiektem zainteresowania papieża, albo też wzbudzają przywiązanie do niego, stając się oficjalistami. Jezuicka kondycja Franciszka w dużej mierze wyjaśnia tę sytuację, jeśli weźmiemy pod uwagę historyczne wzloty i upadki Towarzystwa” – zaznaczył argentyński arcybiskup.

„Nowość obecnego pontyfikatu jest szczególnie zauważalna w sferze teologicznej i doktrynalnej. Jeśli jest coś, co charakteryzowało [zawsze] Stolicę Rzymską, to była to dbałość o zachowanie granic Tradycji. Wielcy papieże zawsze wyróżniali się tą cechą. Bliski jest nam zbiór encyklik Leona XIII i dzieło św. Piusa X przeciwko modernizmowi (encyklika „Pascendi Dominici gregis”). Jego następca Benedykt XV kontynuował dzieło swojego poprzednika („Ad beattisimi apostolorum”). Pius XI promował kult Najświętszego Serca Pana Jezusa i ustanowił jego święto liturgiczne oraz święto Chrystusa Króla. Jego nauka o komunizmie (encyklika „Divini Redemptoris”) naznaczyła postawę Kościoła w XX wieku. Następnie musimy wskazać na pracę Piusa XII, ostrzegającego przed niebezpieczeństwami nouvelle théologie (encyklika „Humani generis”, 1950). Paweł VI boleśnie doświadczył reakcji w odpowiedzi na zdefiniowanie niemoralności sztucznej antykoncepcji (encyklika „Humanae vitae”, 1968). Jan Paweł II i Benedykt XVI byli prawdziwymi nauczycielami wiary” – stwierdził.

Inaczej z papieżem Franciszkiem, zauważył.

„Z drugiej strony u Franciszka mnożą się błędy i niejasności. Wiele do myślenia dały wywiadu papieża dla Eugenia Scalfariego, założyciela „La Repubblica”. [Papież miał powiedzieć], że pokutujące dusze otrzymują przebaczenie, a te, które uparcie trwają w grzechu, znikają. Nie ma zatem piekła, tylko zniknięcie potępionych… Nauczał też, że piekło jest powiedzeniem Bogu: „nie potrzebuję Cię, poradzę sobie sam”. Podobnie jest w przypadku diabła, jedynego, co do którego mamy mieć pewność, iż jest w piekle. Mariologia [Franciszka] ma deficyty: papież odrzuca tytuł Współodkupicielki, ponieważ, jak twierdzi, [Maryja] „nie jest boska”. Nie przepowiada wiedzy i miłości Jezusa Chrystusa, ale promuje humanizm horyzontalny, zgodny z agendą globalistyczną. Chętnie nawołuje do pokoju, krytykując proliferację broni atomowej. To roztropna postawa, jednak trzeba pamiętać, iż wojna nie jest złem absolutnym: istnieją także wojny sprawiedliwe. Także w tej kwestii Franciszek odbiega od Tradycji Kościoła” – czytamy w artykule.

Jak podsumował, przedstawiona synteza wydaje się „dość wymowna”.

Źródło: rorate-caeli.blogspot.com Pach

Gen. Komornicki: pokój trzeba zawrzeć! Nie możemy wchodzić w konflikt z USA

13 marca 2025 pch24/gen-komornicki-pokoj-trzeba-zawrzec-nie-mozemy-wchodzic-w-konflikt-z-usa

Gen. Leon Komornicki: pokój trzeba zawrzeć! Nie możemy wchodzić w konflikt z USA

Ukraina nie ma szans wygrać. Trzeba kończyć wojnę, podpisywać pokój i dać sobie pauzę strategiczną – przekonuje gen. Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w rozmowie z Interią.

Generał przestrzega przed powielaniem narracji zachodnich polityków, których kraje znajdują się zupełnie innym położeniu niż Polska. Jak podkreślił, Warszawa nie ma żadnego interesu w pogarszaniu relacji ze Stanami Zjednoczonymi, których wsparcie w tej części świata jest kluczowe z perspektywy naszego bezpieczeństwa.

 – Nie możemy przyjmować narracji europejskiej i prowadzić polityki sprzecznej ze Stanami Zjednoczonymi. Powinniśmy popierać to, co robi Europa, ale nie oglądając się na nią (…) Trzeba konsolidować, pracować z Bałtami, Rumunią, Skandynawią i Turcją. W ślad za wypracowaniem strategii, zdefiniować nasze oczekiwania – przekonuje gen. Komornicki.

W ocenie wojskowego, dalsze osłabianie relacji europejsko-amerykańskich grozi sytuacją, gdy w przypadku ataku Rosji na kraje NATO, Stany Zjednoczone nie zadziałają zgodnie z art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. To znaczy nie przybędą z interwencją w obronie atakowanego.

Amerykanie, w obecnej sytuacji, nie są zainteresowani wojnami, które ich tylko osłabiają – podkreśla generał.

W ocenie Komornickiego, w najlepszym interesie Polski jak i całej Europy leży jak najszybsze zakończenie działań zbrojnych na Ukrainie.

Ukraina nie ma szans wygrać. Trzeba kończyć wojnę, podpisywać pokój i dać sobie pauzę strategiczną. Europa i USA dostaną czas, ale Kreml ma go nieustannie. Na zapleczu buduje masową armię. Jeśli nie dojdzie do zawarcia pokoju, a rozłam w NATO będzie postępował, Rosja zaatakuje kraje bałtyckie. To może stać się pod koniec tego roku albo na początku przyszłego. Inwazja jest w ich planie – konkluduje generał. [A skąd to wiesz, pikuś?? md]

Źródło: interia.pl PR

„Chodziły tu Niemce”… Słowa wiersza znów aktualne w Gietrzwałdzie

„Chodziły tu Niemce”… Słowa wiersza znów aktualne w Gietrzwałdzie

Adam Białous pch24/chodzily-tu-niemce-slowa-wiersza-znow-aktualne-w-gietrzwaldzie

(Oprac. PCh24.pl)

Konflikt w sprawie budowy centrum logistycznego Lidla w Gietrzwałdzie trwa już kilka lat. Niemiecka firma zdecydowała się wybudować ten obiekt w sąsiedztwie Sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, jedynego w Polsce, uznanego przez Rzym, miejsca objawień Maryi. Upór z jakim Lidl prze do realizacji swojej inwestycji przypomina upór Bismarcka, który podczas zaborów realizował antypolski i antykatolicki – kulturkampf. Co ciekawe, wkrótce po ostatnim objawieniu się Matki Bożej w Gietrzwałdzie, zakończył się on sromotną klęską, którą to zresztą podczas objawień Maryja zapowiedziała.  

Walka o ducha sanktuarium

Teren, na którym mają stanąć obiekty Lidla rozciąga się na obszarze ponad 40 hektarów. Są to ziemie byłego PGR-u Łajsy, obecnie należące do prywatnego właściciela. – Budowa się jeszcze nie zaczęła, więc można tę inwestycję zatrzymać. Magazyny Lidla maja stanąć bardzo blisko miejsca objawień. Widziałam specyfikację tej inwestycji, to prawdziwy moloch  – powiedziała PCh24.pl Agnieszka Żurek, autorka publikacji na temat konfliktu społecznego dotyczącego budowy hal magazynowych Lidla w Gietrzwałdzie.

Inwestycja spotkała się z ogromnym sprzeciwem społecznym, szczególnie katolików. Przeciw jej realizacji, w całej Polsce, odbyły się protesty. W sumie było ich aż 180.  Po raz pierwszy plany budowy magazynów Lidla zatrzymała decyzja wydana w lipcu 2023 roku przez Artura Chojeckiego, wojewodę warmińsko – mazurskiego, którą wstrzymał on pozwolenie udzielone na budowę przez wójta Gietrzwałdu. Obecnie rządzący zdjęli blokadę z pozwolenia wójta. Znów rozgorzał ostry spór, który intensyfikował się aż do 16 stycznia tego roku, kiedy to Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie cofnął pozwolenie wydane przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze na budowę magazynów Lidla w Gietrzwałdzie. Sąd stwierdził, że w pozwoleniu nie ma opinii na temat oddziaływania ogromnej inwestycji na środowisko. 

A zdaniem przeciwników budowy centrum logistycznego Lidla, wiele „towarów”, które ta niemiecka firma zamierza składować w Gietrzwałdzie, może bardzo zaszkodzić środowisku. „Istotną funkcją tego centrum logistyczno – dystrybucyjnego ma być funkcja magazynowania odpadów, które będą wytwarzane na miejscu oraz przywożone z innych placówek. Z dokumentacji dot. tej inwestycji wynika, że na terenie centrum (w hali, jak i na placach zewnętrznych) będą magazynowane odpady w ilości ok. 150 tys. ton rocznie, w tym odpady niebezpieczne ponad 3 tys. ton rocznie, w tym organiczne, baterie, odpady elektroniczne i lampy zawierające rtęć – czytamy na stronie internetowej społecznego Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Gietrzwałdu.

Decyzji o budowie mega magazynu Lidla w Gietrzwałdzie sprzeciwia się także Parlamentarny Zespół ds. Obrony Gietrzwałdu, który 3 lutego wystosował wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie postępowania sprawdzającego, czy działania wójta gminy Gietrzwałd były zgodne z prawem administracyjnym. Przeciwko tej budowie protestują też lokalne organizacje ekologiczne oraz osoby, które zanim powstał pomysł budowy magazynów Lidla, kupiły działki budowlane, jak się dziś okazuje w sąsiedztwie tej wielkoskalowej, przemysłowej inwestycji.

Niemal wszyscy, którzy mieszkają w Gietrzwałdzie są przerażeni wizją 800 tirów, które w ciągu doby, mają docierać wąską, kręconą, jednopasmową jezdnią (droga krajowa nr 53 Olsztyn – Szczytno) do centrum logistyczno – dystrybucyjnego Lidla. Łatwo sobie wyobrazić jak wielkim obciążeniem byłoby to dla mieszkańców. Już teraz ta droga jest bardzo niebezpieczna i dochodzi na niej do wielu, często śmiertelnych, wypadków. Policja poinformowała, że w minionym roku na tej drodze doszło do 8 wypadków, w których 3 osoby zginęły i 6 zostało rannych. Doszło też do 93 kolizji. Na tej właśnie drodze swego czasu, o mały włos, nie stracił życia Wiktor Węgrzyn, komandor Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. Jak się okazuje ta „krajówka” na pewno szybko nie zostanie przebudowana do standardu drogi ekspresowej. W styczniu br. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Olsztynie poinformowała, że jeśli nie pojawią się dodatkowe przeszkody, to rozbudowa DK53 ruszy dopiero w drugiej połowie 2026 roku i potrwa 4 lata. 

„Przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej” – C.K. Norwid

Gietrzwałd w swojej historii nie raz doznał gwałtu ze strony Niemców. Podczas zaborów  prowadzony był tu przez władze pruskie haniebny kulturkampf. Jego zadaniem było krzewienie niemieckości, niemczyzny, kultury i gospodarki niemieckiej, tępienie polskości i katolickości. Szczególnie brutalne restrykcje dotknęły mieszkańców Gietrzwałdu po objawieniach Maryjnych, które trwały tu od czerwca do września 1877 roku. Wówczas ze wszystkich stron Polski do Gietrzwałdu zaczęły ciągnąć tłumy wiernych. Tak się dziwne złożyło, że był to szczytowy okres kulturkampfu. Prusacy jak tylko mogli utrudniali pielgrzymom dotarcie na miejsce objawień, nakładali kary na kapłanów, którzy tam odprawiali Msze św. Zamknęli do aresztu w Olsztynie księdza Augustyna Weichsela, proboszcza parafii Narodzenia Najświętszej Marii Panny (dziś sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej), który był gorącym propagatorem objawień Maryi w Gietrzwałdzie.

Katolicy narodowości niemieckiej, licznie wówczas zamieszkujący Warmię, bardzo opornie przekonywali się do autentyczności objawień Maryi w Gietrzwałdzie. Byli pod silnym wpływem niemieckiej prasy, która jawnie podważała prawdę o objawieniach. Nawet niemieccy duchowni nie dawali wiary w nieziemskie wydarzenie, które miało miejsce w Gietrzwałdzie. Pruska, państwowa prasa polityczna urabiała wrogą opinię wobec gietrzwałdzkich objawień i od razu wystąpiła z fałszywymi zarzutami pod adresem wizjonerek, proboszcza gietrzwałdzkiego i w ogóle duchowieństwa katolickiego. Wydarzenia w Gietrzwałdzie określały jako „zabobon, oszustwo, skandal, obłudę, obłęd religijny”.

Podczas II wojny światowej niemiecki okupant czynił podobnie. Kiedy przychodził czas kolejnych rocznic objawień Maryi, celebrowanych przed gietrzwałdzkim kościołem, niemieccy żołnierze otaczali miejscowość i nie wpuszczali nikogo, do tego jeszcze bezczelnie kłamiąc, że tam jest epidemia. Co ciekawe, również Sowieci, kiedy zimą roku 1945 zajęli Gietrzwałd, wojskowym kordonem odcięli wiernym dostęp do sanktuarium. Sprofanowali kościół urządzając w prezbiterium szalety. W świątyni trzymali konie. Bardzo dotkliwie pobili księdza proboszcza. Zamordowali też ks. Bruno Weichsela, kuzyna dawnego proboszcza gietrzwałdzkiego kościoła.

W miejscu, w którym oddycha się duchową, narodową, religijną i historyczną polskością nie może być niemieckiej, symbolicznej i rzeczywistej ekspansji… nie pozwólmy zadeptać polskiego ducha i polskich serc w tym świętym miejscu, choćby wójt otrzymał rocznie za m/kw hal 30 PLN – mówi historyk dr Jarosław Kowalski, mocno zaangażowany w działania dążące do zablokowania giga inwestycji Lidla w Gietrzwałdzie.

Słysząc tę wypowiedź polskiego patrioty, przychodzą mi myśl słowa wiersza Marii Konopnickiej, które niestety znów są bardzo aktualne

Chodziły tu Niemce,
Chodziły odmieńce:
Sprzedaj, chłopie, rolę,
Będziesz miał czerwieńce!
Zapłacimy chatę,
Zapłacimy pole…
Będziesz miał talarów
Na caluśkim stole!

Nie traćmy jednak nadziei, tak nie stracił jej chłop z wiersza Konopnickiej, który jednak nie uległ pokusie mamony i ziemi nie sprzedał. A na dodatek pouczył Niemca co dla Polaka znaczy dewiza narodowa „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Nie sprzedam ci roli…
Weź, Niemcze, talary…
Kto ziemię przedaje,
Nie naszej ten wiary! 

Również dr Jarosław Kowalski w swojej odezwie do braci i sióstr w katolickiej wierze wskazał Tą, pod której sztandarem Polacy zawsze zwyciężali: „Tak jednak – Jedyną nadzieją na zwycięstwo w tej batalii jest Matka Boża Gietrzwałdzka, która objawiła się Polakom w najcięższym czasie kulturkampfu i pomogła go zwyciężyć”.

Adam Białous