





To nowo otwarty stadion w Czarnym Dunajcu
————————










To nowo otwarty stadion w Czarnym Dunajcu
————————




*ZAGRALI Z NIEWŁAŚCIWYM POKOLENIEM*
— Stary.wilk (@WilkStary) June 10, 2025
W kolejce w supermarkecie kasjerka mówi starszemu mężczyźnie, że powinien przynieść własną torbę, ponieważ plastikowe torby nie są dobre dla środowiska.
Mężczyzna przeprasza i wyjaśnia: „Za moich czasów nie było tego zielonego trendu”.…
*ZAGRALI Z NIEWŁAŚCIWYM POKOLENIEM*
W kolejce w supermarkecie kasjerka mówi starszemu mężczyźnie, że powinien przynieść własną torbę, ponieważ plastikowe torby nie są dobre dla środowiska.
Mężczyzna przeprasza i wyjaśnia: „Za moich czasów nie było tego zielonego trendu”.
Sprzedawczyni odpowiada: „To jest nasz problem teraz. Twoje pokolenie nie przywiązywało wystarczającej uwagi do ochrony środowiska”.
Masz rację, mówi jej mężczyzna: nasze pokolenie nie miało wtedy tego zielonego trendu:
– Wtedy butelki po mleku, napojach gazowanych i piwie były zwracane do sklepu i odsyłane do producenta w celu umycia i wysterylizowania przed ponownym napełnieniem, aby te same butelki mogły być używane wielokrotnie. W ten sposób były faktycznie poddawane recyklingowi.
– Chodziliśmy po schodach, ponieważ nie w każdym sklepie lub biurze były schody ruchome, co oszczędzało prąd.
– Chodziliśmy do sklepów, zamiast jeździć 300-konnymi samochodami za każdym razem, gdy musieliśmy przejechać milę.
– Wtedy praliśmy pieluchy dziecięce, ponieważ nie było jednorazowych.
– Suszyliśmy ubrania na sznurkach, a nie w suszarkach elektrycznych. Energia słoneczna i wiatrowa naprawdę wysuszała nasze ubrania.
– Wtedy mieliśmy jeden telewizor lub radio w domu, a nie telewizor w każdym pokoju.
– W kuchni mieliliśmy w moździerzu i ubijaliśmy ręcznie, ponieważ nie było maszyn elektrycznych, które mogłyby to zrobić za nas.
– Kiedy pakowaliśmy coś delikatnego do wysłania, używaliśmy zmiętych starych gazet, aby to zabezpieczyć, a nie folii bąbelkowej.
– Wtedy nie używaliśmy elektrycznych kosiarek do koszenia trawy; używaliśmy kosiarki napędzanej siłą mięśni.
– Ćwiczyliśmy, pracując, więc nie musieliśmy chodzić na siłownię, aby biegać na bieżniach zasilanych prądem.
– Piliśmy prosto z kranu lub ze szklanego kubka, gdy byliśmy spragnieni, zamiast używać plastikowych kubków lub plastikowych butelek za każdym razem, gdy potrzebowaliśmy się napić.
– Zmienialiśmy żyletki do golenia, zamiast wyrzucać całą maszynkę tylko dlatego, że ostrze było tępe.
– W tamtych czasach dzieci jeździły do szkoły na rowerach lub chodziły pieszo, zamiast korzystać z usług mamy lub taty jako taksówkarza.
– Mieliśmy gniazdko elektryczne w każdym pokoju, a nie kilka listew zasilających do zasilania kilkunastu urządzeń.
– I nie potrzebowaliśmy urządzenia elektronicznego do odbierania sygnałów z satelitów oddalonych o tysiące mil w kosmosie, aby znaleźć najbliższą pizzerię.
– Korzystaliśmy z telefonów stacjonarnych, a na dziesięć domów przypadał tylko jeden. Dzisiaj masz ich 10 na dom, a gdy je wyrzucasz, baterie zanieczyszczają ziemię i tysiące litrów wody.
– Dlatego wydaje mi się logiczne, że obecne pokolenie ciągle narzeka na to, jak NIEODPOWIEDZIALNI byliśmy my, starsi ludzie, za to, że nie mieliśmy tego zielonego trendu w naszych czasach.
Przekaż to koniecznie innej „starszej” osobie, która ma już dość wysłuchiwania wykładów na temat ekologii od jakichś „wszystkowiedzących” przedstawicieli nowego pokolenia…
10.06.2025 afera-smieciowa-w-warszawie-byli-ministrowie-przed-sadem

Prokuratura skierowała akt oskarżenia w głównym wątku warszawskiej afery śmieciowej. W głośnym śledztwie zarzuty usłyszeli były minister oraz wiceminister w rządzie PO-PSL.
Do korupcji miało dochodzić w latach 2020-2023. W tym czasie wydarzyła się ogromna zmiana na rynku odpadów w stolicy. Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, które od kilku lat na zlecenie miasta organizowało przetargi na zagospodarowanie śmieci warszawiaków, zaczęło wtedy korzystać z usług zakładów przetwarzających odpady zlokalizowanych w całej Polsce, a nie tylko w Warszawie i regionie.
MPO przekonywało, że dzięki temu całkowity koszt usługi zagospodarowania odpadów zmniejszył się w 2021 r. w porównaniu z 2020 r. o ok. 40 proc., czyli 300 mln zł. To wtedy pojawili się nowi gracze na rynku warszawskich odpadów. Wśród nich spółka, której prezes i wiceprezes zostali w 2023 r. aresztowani w tzw. aferze śmieciowej.
Aresztowany wtedy został też były wysoki urzędnik Rafała Trzaskowskiego, sekretarz miasta Włodzimierz Karpiński (wcześniej minister skarbu) oraz były wiceminister skarbu Rafał Baniak. Zostali podejrzani o załatwianie wartych 600 mln zł kontraktów z Miejskim Przedsiębiorstwem Oczyszczania w Warszawie. Karpiński usłyszał zarzut przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie blisko 5 mln zł.
Kluczowi dla przebiegu śledztwa byli eksprezes spółki śmieciowej FB Serwis Adam P., jej były wiceprezes Wojciech S. i były menedżer Krzysztof K. Nie tylko przyznali się do winy, ale też ze szczegółami opowiedzieli śledczym, jak działał „fundusz korupcyjny” w ich firmie, w jaki sposób i komu przekazywano łapówki i co dzięki nim załatwiano.
Z ustaleń śledztwa wynika, że Karpiński, Baniak i współdziałająca z nim Karolina T. przyjęli korzyści majątkowe wynoszące w sumie ok. 5,2 mln zł.
Prokuratura podaje, że akt oskarżenia kończy główny wątek śledztwa dotyczący wręczania korzyści majątkowych. Postępowanie będzie jednak kontynuowane.
źródło: wp.pl
10.06.2025 tysol/beata-szydlo-rzad-tuska-powinien-byc-wdzieczny
„Rząd Tuska powinien być wdzięczny – otrzymał realne narzędzie do walki z Zielonym Ładem, któremu rzekomo jest teraz tak przeciwny” – pisze na platformie X była premier Beata Szydło, odnosząc się do wtorkowego wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. Zielonego Ładu.

Beata Szydło / Wikipedia

We wtorek Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie, które powinno całkowicie zmienić kierunek polskiej polityki klimatycznej. Uznał, że wprowadzenie regulacji Zielonego Ładu – w tym systemu ETS2 dla budynków i transportu – narusza Konstytucję RP, ponieważ Polska została pozbawiona prawa weta przy ich zatwierdzaniu na forum UE.
Wyrok otwiera furtkę do zablokowania wielu unijnych przepisów klimatycznych, a zdaniem posła Sebastiana Kalety, może też przełożyć się na obniżki cen energii i ciepła w Polsce.
UE nie dostała na podstawie traktatów kompetencji by bez zgody Polski decydować o tym z jakich źródeł energii możemy korzystać i jakimi obciążeniami fiskalnymi mogą być obłożone poszczególne źródła. To sedno orzeczenia TK– wyjaśnił Sebastian Kaleta.
Do wyroku odniosła się była premier Beata Szydło, która podkreśliła, że Donald Tusk otrzymał od Trybunału realne narzędzie do walki z regulacjami Zielonego Ładu.
Przełomowy wyrok Trybunału Konstytucyjnego uznający niezwykle szkodliwy ETS2 za niezgodny z Konstytucją RP. TK podkreślił również, że regulacje Zielonego Ładu są forsowane niezgodnie z unijnymi Traktatami. Rząd Tuska powinien być wdzięczny – otrzymał realne narzędzie do walki z Zielonym Ładem, któremu rzekomo jest teraz tak przeciwny – skomentowała Beata Szydło.
„European Green Deal” jest na ustach wszystkich polityków unijnego mainstreamu, a przede wszystkim Komisji Europejskiej. Jego implementacja ma być kluczowa dla przyszłości Unii. Jednak nikt z piewców Zielonego Ładu nie chce wprost mówić o kosztach z nim związanych.
Na to zareagowała Solidarność, która zleciła niezależnym ekspertom przygotowanie kompleksowego raportu dot. realizacji założeń polityki klimatycznej. Całość prezentujemy poniżej:
Pierwszy, kompleksowy raport nt. katastrofalnych skutków wprowadzenia Zielonego Ładu [POBIERZ]
10.06.2025 tysol/polska-nie-musi-wdrazac-zielonego-ladu-wyrok-tk
Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok dotyczący implementacji w Polsce Zielonego Ładu. ’’Narzucanie Polsce Zielonego Ładu łamie konstytucję” – stwierdził Trybunał.
O decyzji Trybunału Konstytucyjnego na platformie X poinformował poseł PiS Sebastian Kaleta, który reprezentował grupę posłów zaskarżających politykę klimatyczną Unii Europejskiej do TK.
UE, narzucając Polsce rujnujące naszą gospodarkę rozwiązania Zielonego Ładu, łamie Konstytucję RP z uwagi na fakt, że Polska w tej procedurze pozbawiona była przez organy UE prawa weta
– podał we wpisie Kaleta, powołując się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego.
Jak stwierdził, wniosek, wobec którego zapadł wyrok, był przygotowany jeszcze przez ministra Zbigniewa Ziobro, kiedy ten pełnił funkcję Prokuratora Generalnego.
Poseł dodał, że wyrok TK oznacza, iż „jakakolwiek próba implementacji ETS budynkowego czy transportowego będzie naruszać Konstytucję”.
Otwiera to ścieżkę do radykalnego obniżenia cen prądu i ciepła już teraz
– podkreślił poseł Kaleta.
„UE nie dostała na podstawie traktatów kompetencji by bez zgody Polski decydować o tym z jakich źródeł energii możemy korzystać i jakimi obciążeniami fiskalnymi mogą być obłożone poszczególne źródła. To sedno orzeczenia TK” – wyjaśnił.
Od lat mówiłem, że UE okrada Polskę swoją polityką klimatyczną i dzisiaj TK to formalnie i ostatecznie potwierdził. Dzisiejszy wyrok to setki miliardów oszczędności dla polskiej gospodarki – podsumował polityk PiS.
„European Green Deal” jest na ustach wszystkich polityków unijnego mainstreamu, a przede wszystkim Komisji Europejskiej. Jego implementacja ma być kluczowa dla przyszłości Unii. Jednak nikt z piewców Zielonego Ładu nie chce wprost mówić o kosztach z nim związanych.
Na to zareagowała Solidarność, która zleciła niezależnym ekspertom przygotowanie kompleksowego raportu dot. realizacji założeń polityki klimatycznej. Całość prezentujemy poniżej:
Pierwszy, kompleksowy raport nt. katastrofalnych skutków wprowadzenia Zielonego Ładu [POBIERZ]
| LAUREN LEE JUN 10 |
Few acronyms stir more visceral reactions among MAHA moms than this one: mRNA.
And with good reason.
We were sold the technology as a miracle, a revolutionary vaccine that would save lives and return us to normal. Most of us didn’t question it. We didn’t pause to ask how it differed from the traditional vaccines we grew up with. We assumed it had been tested, vetted, proven.
Back in 2020, when conservative voices warned that this wasn’t just another vaccine—that it was something fundamentally different, something dangerous—they were easy to dismiss. They spoke of transhumanism, surveillance, and a looming “Internet of Bodies.”
To many of us, it sounded absurd, detached from reality.
Their warnings were drowned out by the more palatable narrative of public health and collective safety.
But time has a way of sifting truth from noise.
Healthy athletes are collapsing on live television. Young men—previously low-risk—are now facing cardiac events at rates medicine has never seen. Cancers once considered rare are exploding in frequency. Something is breaking us, and we’re only beginning to connect the dots.

This divergence has quietly fractured the MAHA movement.
On one side, the blame for our failing health falls on glyphosate, ultra-processed food, and a poisoned environment. On the other: the COVID vaccines. Some believe the former is a smokescreen, a distraction from the real culprit. Others believe both are two prongs of the same weapon—a systemic attack on human biology in the name of “progress.”
With three precise moves, RFK Jr. made it clear: he’s not picking sides in a MAHA culture war. He’s cutting through it. He sees the full battlefield: childhood schedules, experimental tech, long-ignored injuries—as well as our poisoned food, water, and air.
Perhaps that’s what makes him perfect for the job.

No press conference, or media frenzy.
Just a quiet decision that could change everything.
The Kennedy administration canceled a $700 million contract with Moderna: funding earmarked for fast-tracking a new mRNA bird flu vaccine. On paper, it looked like fiscal pruning. But in a rare moment of clarity, HHS issued a statement that peeled back the curtain:
“After a rigorous review, we concluded that continued investment in Moderna’s H5N1 mRNA vaccine was not scientifically or ethically justifiable.”
And then, more forcefully:
“The reality is that mRNA technology remains under-tested, and we are not going to spend taxpayer dollars repeating the mistakes of the last administration, which concealed legitimate safety concerns from the public.”
In one swift paragraph, HHS admitted what many have screamed into the void for years:
The safety concerns were real, and they were covered up.

This week, RFK Jr. quietly reversed one of the most controversial public health decisions in American history, removing the COVID-19 shots from the childhood vaccine schedule.
This schedule was the gateway for children to be forced into compliance, turned away from pediatrician’s offices, and fed into the lifelong pharma pipeline.
By severing the link between experimental technology and our children, Kennedy struck a moral and financial blow to Big Pharma’s most protected asset.

The real linchpin came yesterday, with the announcement of a national, gold-standard study of COVID vaccine injuries.
Led by Dr. Marty Makary and backed by the Kennedy administration, this initiative won’t just gather stories from the injured. It will build the evidence base for the lawsuits, policy reversals, and public accountability that must follow.
It will, for the first time, create a scientific consensus that even pharma-funded institutions can’t ignore.

The medical freedom movement has asked: “Why not ban the shots altogether?”
This is why.
Because science is the weapon that dismantles empires. Not slogans. Not speeches, but evidence.
This study is the keystone in a legal and cultural strategy to bring the truth into the light—and hold those responsible to account.
Then came the fourth blow, perhaps the most underreported of them all.
A letter from the FDA—which quietly appeared on it’s website last week—shows that regulators have demanded Pfizer and Moderna update their labelsto include findings of myocardial injury following vaccination.
The letter cites multiple long-term observational studies, including one showing 278 out of 331 patients experiencing post-vaccine cardiac symptoms.

It warns that failure to comply places the companies in violation of federal law (FDCA section 505(o)(4)). If ignored, their products will be labeled “misbranded,” opening the door to a full market recall.
Kennedy didn’t need a microphone… He simply used the law.
While critics screamed that he had “gone silent” on vaccines, Kennedy was doing what only a seasoned trial lawyer could do: waging a full-blown legal war on Big Pharma from the inside.
The gears of the pharmaceutical machine are still turning—but they’re grinding slower. Funding is drying up. Legal shields are cracking. The illusion of scientific consensus is fading.

And beneath the surface, something new is being built:
A vaccine policy grounded in informed consent.
A health system based on transparency and trust.
A future where science is used to serve people, not corporations.
Make no mistake:
The war is quiet, but it’s being fought. And for the first time in a generation, truth is gaining the political high ground.
Here for what is sacred.
My name is Lauren Lee. I’m an independent thinker, writer, and political commentator. My mission is to speak up for humanity. If you’re interested in topics like medical freedom, a clean environment, responsible capitalism, consciousness, and family – you’re in the right place.
| DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 10 |
Niedawno odkryte ogłoszenie na Craigslist — zamieszczone pod niewinnym tytułem „Operator” — oferuje oszałamiające tygodniowe wynagrodzenie w wysokości od 6500 do 12 500 dolarów dla osób gotowych wchodzić w „niebezpieczne sytuacje” i działać jako część „wyselekcjonowanego zespołu NAJTWARDSZYCH facetów w okolicy”.
Ogłoszenie, teraz „oznaczone do usunięcia”, ale przechwycone przez wielu niezależnych badaczy, opisuje pracę jako wymagającą dużej presji i wysokiego ryzyka, w szczególności skierowaną do kandydatów z wcześniejszym doświadczeniem w wojsku, organach ścigania lub ochronie prywatnej — z dziwnym wyjątkiem żołnierzy piechoty morskiej USA, którzy są wyraźnie zdyskwalifikowani z powodów, które w ogłoszeniu tajemniczo określane są jako „długa historia”.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” michalkiewicz 10 czerwca 2025
[ale pisane przed II turą md ]
Wysiłki sztabów wyborczych panującego nam miłościwie od ponad 20 lat duopolu, by w związku z wyborami prezydenckimi doprowadzić obywateli naszego nieszczęśliwego kraju do stanu onieprzytomnienia, nie do końca się udały. Frekwencja w pierwszej turze osiągnęła 67,31 proc, a więc była tylko o 5 procent wyższa niż frekwencja w „kontraktowych” wyborach parlamentarnych w roku 1989, a w dodatku różnica między obywatelem Trzaskowskim Rafałem, reprezentującym niezmiennie zadowolony ze swego rozumu Jasnogród, a obywatelem Nawrockim Karolem, mianowanym „kandydatem obywatelskim” przez Naczelnika Państwa, obywatela Kaczyńskiego Jarosława nie przekroczyła 1 procenta. Jakby tego było mało, prawie 15 procent głosów zebrał kandydat Konfederacji Sławomit Mentzen, a największą siurpryzą było ponad 6 procent głosów poparcia, zebranych przez Grzegorza Brauna, któremu eksperci początkowo nie dawali nawet złamanego procenta, wskutek czego niezależne media głównego nurtu posłusznie pomijały go w notowaniach, a kiedy już nie mogły, to przynajmniej go „niedoszacowywały”. Ciekawe czym zakończy się druga tura, bo można odnieść wrażenie, że sztaby już nie wiedzą, jak tumanić suwerenów i planują „marsze”. W jednym mają maszerować patrioci-folksdojcze, a w drugim, konkurencyjnym – patrioci-szabesgoje, jako że jego organizatorem jest ekspozytura Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, które wespół ze Stronnictwem Pruskim tworzy wspomniany duopol. Wysyp patriotów-folksdojczów na pierwszy rzut oka może dziwić, ale podobnie rzeczy zdarzały się u nas i wcześniej – żeby wspomnieć np. „patriotów-księży”. Jak się okazuje, patriotów u nas nie brakuje.
Tak czy owak, druga tura wyborów wszystko wyjaśni, chyba że promotorzy demokracji kierowanej uczynią i u nas cud nad urną, jaki zdarzył się w Rumunii – czego też wykluczyć nie można – bo kto to wdział, żeby w demokracji pozostawiać suwerenom swobodę wyboru? Suwerenowie – owszem – mogą sobie głosować, ale przecież nie tak, jakby im się chciało, tylko – tak, jak powinni, żeby było dobrze. Myślę, że wśród folksdojczów-patriotów znajdą się siły, które sprawią, że i nasz nieszczęśliwy kraj stanie się bardziej przewidywalny – jako że nieprzewidywalność zasmuca Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje, co z kolei może wzbudzać jaskółczy niepokój w głębi serca gorejącego obywatela Tuska Donalda, który ma tu pilnować interesu. Jak tam będzie, tak tam będzie, bo – jak mówił dobry wojak Szwejk – jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.
Tymczasem poza naszym nieszczęśliwym krajem, który, za sprawą sztabów wyborczych i funkcjonariuszy Propaganda Abteilung z niezależnych mediów głównego nurtu, zdaje się pogrążać w stanie onieprzytomnienia wyborczego, jest jeszcze reszta świata, w którym nurtują procesy co najmniej tak samo doniosłe i brzemienne w skutki, jak zwycięstwo któregoś z obecnych faworytów. Oto po zawarciu przez Stany Zjednoczone umowy „mineralnej” z Ukrainą, Ameryka jakby straciła serce do kończenia wojny, jaką do niedawna cały miłujący pokój świat prowadził z Rosją do ostatniego Ukraińca. Nie tylko serce – ale jakby również i zainteresowanie tą całą wojną, która w związku z tym może przekształcić się w „wojnę zapomnianą”, jakich wiele ślimaczy się na świecie. Ponieważ natura nie znosi próżni, zwłaszcza próżni politycznej, to po osłabieniu przez Amerykę żywego zainteresowania tą wojną, sprawy w swoje ręce próbuje wziąć Europa, która wyłoniła z siebie „koalicję chętnych”. Nazwa tej koalicji wprost zmusza do postawienia pytania – chętnych do czego? Pewne światło na tę sprawę rzucił amerykański generał Kellog, wyjaśniając, że chodzi o wysłanie na Ukrainę „sił pokojowych”, które zajęłyby tereny na prawym brzegu Dniepru, uniemożliwiając w ten sposób rosyjskiemu prezydentowi Putinowi zajęcie również tej części Ukrainy.
Warto dodać, że „koalicję chętnych” tworzą Angielczykowie, którzy w styczniu zawarli z Ukrainą ”stuletnie partnerstwo”, Francja, Niemcy – no i właśnie; generał Kellog wspominał również o naszym nieszczęśliwym kraju, którego premier, obywatel Tusk Donald wziął nawet udział w sławnej pielgrzymce do Kijowa, podczas której nie tylko wyznaczono mu miejsce w osobnym wagonie, ale i nie dopuszczono do konfidencji, przy rozrywkach, jakim podobno oddawali się przedstawiciele państw poważnych. Oczywiście obywatel Tusk Donald, w związku z wyborami prezydenckimi zaklinał się, że o wysłaniu naszej niezwyciężonej armii na Ukrainę mowy być nie może, a wtórował mu wicepremier i minister obrony, Władysławie Kosiniak-Kamasz – ale czy zarówno jeden, jak i drugi wytrwa w swojej zatwardziałości również po wyborach, zwłaszcza gdy Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje chwyci za słuchawkę? Wprawdzie obywatel Nawrocki Karol podpisał Sławomirowi Mentzenowi cyrograf, że na wysłanie naszej niezwyciężonej armii na Ukrainę się nie zgodzi – ale czy ktoś będzie go o to pytał, nawet gdyby wygrał II turę wyborów prezydenckich? Wszak generał Kellog dawał do zrozumienia, jakby sprawa była przesądzona, a skoro tak, to nie sądzę, by Naczelnik Państwa próbował wierzgać przeciwko ościeniowi.
Ale ewentualna wysyłka naszej niezwyciężonej armii na Ukrainę to jedna sprawa, a sprawą drugą jest kształt „sprawiedliwego pokoju”, który ma być wynegocjowany przez stronę ukraińską i rosyjską pod auspicjami Stolicy Apostolskiej. Czy Leon XIV przekona zimnego ruskiego czekistę Putina, by oddał prezydentowi Zełeńskiemu Krym i resztę terytoriów zajętych przez armię rosyjską i – przypomnę – już oficjalnie wcielonych do Federacji Rosyjskiej, czy też sprawiedliwy charakter pokoju zostanie zrealizowany w jakiś inny sposób? Generał Załużny, ongiś głównodowodzący ukraińską armią, a obecnie – ambasador Ukrainy w Londynie – podaje taką możliwość w wątpliwość I trudno się z nim nie zgodzić zwłaszcza w sytuacji, gdy „wszyscy” pragną „zakończenia wojny”. Zmuszenie Rosji, by oddała to, co zajęła, oznaczałoby raczej kontynuowanie wojny i to przez dziesięciolecia, a nie jej zakończenie. W tej sytuacji jak tu zadośćuczynić sprawiedliwości? Nie ma rady, tylko trzeba będzie obmyślić Ukrainie jakąś rekompensatę, co dla „koalicji chętnych” a także dla USA może być o tyle łatwiejsze, że ani Wielka Brytania, ani Francja, ani nawet Niemcy, nie mówiąc o USA, z Ukrainą nie graniczą.
Z Ukrainą graniczy tylko jedno państwo wchodzące w skład „koalicji chętnych”, czyli Polska. Żeby jednak zrealizować „sprawiedliwy pokój” tym kosztem, trzeba będzie wymyślić jakąś formułę, która by przynajmniej części naszych obywateli nie kojarzyła się z kolejnym rozbiorem, tylko przeciwnie – z wkroczeniem na mocarstwowy „szlak jagielloński”. Bąka w tej sprawie puścił kilka lat temu w przemówieniu z okazji 3 maja sam pan prezydent Andrzej Duda, stręcząc naszemu mniej wartościowemu krajowi, będącym „sługą narodu ukraińskiego”, przesławną „unię” z Ukrainą. Potem, najwyraźniej skarcony przez kogoś starszego i mądrzejszego, już o tym nie wspominał – ale co się powiedziało, to się powiedziało. Jeszcze za głębokiej komuny Janusz Wilhelmi przestrzegał, by nie ulegać pierwszym odruchom – bo mogą być uczciwe – ale być może pan prezydent Duda o tym zapomniał tym bardziej, że odruch, któremu mógł wtedy ulec, nie był wcale „uczciwy”, tylko zwyczajnie – głupi.
Jak widzimy, najważniejsze dopiero przed nami, tym bardziej, że dzięki dotychczasowemu futrowaniu Ukrainy pieniędzmi i bronią bez żadnej kontroli, tamtejsi oligarchowie przejmują rozmaite przedsiębiorstwa w naszym nieszczęśliwym kraju, nawet bez konieczności uruchamiania tutaj „wołynki, która zawsze, dzięki niezwykle licznej ukraińskiej diasporze, którą Polska wzięła na swoje utrzymanie, zawsze jest przecież możliwa, gdyby nasz mniej wartościowy naród tubylczy chciał stanąć dęba. Chyba nikt przytomny nie wyobraża sobie, by nasza niezwyciężona armia stanęła po stronie wyrzynanych? Przeciwnie – pod zwierzchnictwem Volksdeutsche Partei, do której doszlusowało wielu tubylczych banderowców, prędzej by spacyfikowała nasz mniej wartościowy naród tubylczy, jak to było w roku 1981. A potem, to znaczy – po 80 latach – może ktoś te wszystkie szczątki ekshumuje – albo, i nie – bo po co rozdrapywać stare rany, co to właśnie pozarastały błoną podłości?
„Wołynka” z 1943 roku poucza nas bowiem, że zbrodnia popłaca. Jakże inaczej, skoro żadna z polskich sił politycznych nie formułuje żadnego, niechby najbardziej powściągliwego programu powrotu Polski na tamte terytoria? Co innego takie Węgry – no ale tamtejsza bezpieka, w odróżnieniu od naszej swołoczy, co to wysługuje się każdemu w zamian za obietnicę dalszego pasożytowania na mniej wartościowym narodzie tubylczym, przeszła na stronę umęczonego narodu węgierskiego – czego nie może ścierpieć nie tylko Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, ale i europejskie Judenraty?
A skoro o Judenratach mowa, to niepodobna nie zahaczyć o poczynania bezcennego Izraela, który właśnie, na oczach całego miłującego pokój i sprawiedliwość świata, kontynuuje operację „ostatecznego, rozwiązania kwestii palestyńskiej” w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu. Ale to tylko drobiazg niewątpliwy w porównaniu z cierpliwym i metodycznym urzeczywistnianiem przez bezcenny Izrael idei „wielkiego Izraela”? Ta idea ma bardzo stary rodowód, wywodząc się z kontraktu, jaki pewien mezopotamski koczownik zawarł ze Stwórcą Wszechświata. W zamian za to, że koczownik będzie Stwórcy Wszechświata słuchał i mu kadził, Stwórca Wszechświata zobowiązał się do wydzielenia potomstwu wspomnianego koczownika obszaru „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”.
Pierwsza faza, obejmująca doprowadzenie zamieszkujących tam narodów do stanu obezwładnienia, właściwie już się zakończyła, a teraz przychodzi pora na rozwiązanie ostateczne. Tu jednak na przeszkodzie stoi złowrogi Iran i właśnie wywiad amerykański przed kilkoma dniami doniósł, że nie bacząc na zaklęcia prezydenta Trumpa, który zamierza prowadzić ze Złowrogim Iranem jakieś „rozmowy”, izraelski premier Beniamin Netanjahu podjął był decyzję o przeprowadzeniu uderzenia na Iran i to nie takiego rytualnego, jak to miało miejsce w konflikcie między Indiami i Pakistanem, tylko prawdziwego. Ciekawe, co w takiej sytuacji robią amerykańscy twardziele; czy odważą sprzeciwić się bezcennemu Izraelowi, czy też z podkulonymi ogonami poddadzą się izraelskiemu przewodnictwu? Tego jeszcze nie wiemy, ale uczeni radzieccy wynaleźli bardzo prosty sposób przewidywania przyszłości: wystarczy trochę poczekać. Więc czekamy – bo cóż innego możemy zrobić?
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
Stanisław Michalkiewicz, 10 czerwca 2025 michalkiewicz
Pan redaktor Tomasz Piątek w swoim czasie zażywał rozmaite substancje, a może nadal je zażywa, w związku z czym dla warszawskiego Judenratu bywa niezwykle użyteczny. Czego nie wypada powiedzieć panu redaktoru Michniku Adamu, ani nawet obywatelowi Kurskiemu, tylko nie Jackowi, bo on jest zaprzyjaźniony z Naczelnikiem Państwa i z tego tytułu do niedawna kierował propagandą dla patriotów, tylko Jarosława, który – w odróżnieniu od swego brata – jest Żydem polarnym – i z tego tytułu kieruje propagandą dla mikrocefali – to wypada powiedzieć panu red. Tomaszowi Piątkowi. Nigdy bowiem nie wiadomo, czy mówi on serio, czy też daje tylko wyraz obfitości różnych substancji w organizmie. Z obfitości bowiem– jak powiada Biblia – usta mówią – a pan red. Tomasz Piątek jest znakomitym przykładem trafności tego spostrzeżenia.
Oczywiście sama obfitość nie wystarczy; konieczny jest jeszcze katalizator w postaci jakiegoś impulsu z zewnątrz. No i stało się, że wybory prezydenckie w naszym nieszczęśliwym kraju wygrał obywatel Nawrocki Karol – oczywiście nie od razu – bo najpierw wygrał je obywatel Trzaskowski Rafał, który w gronie folksdojczów z Volksdeutsche Partei radował się z tego powodu aż przez dwie godziny, no a potem przeżył bolesny powrót do rzeczywistości. Pan red. Piątek pewnie też się przez te dwie godziny radował, a może nawet coś tam i wciągnął, wskutek czego w jego przypadku powrót do rzeczywistości mógł okazać się bardziej bolesny, niż w przypadku obywatela Trzaskowskiego, co znalazło zewnętrzny wyraz w postaci 'koncepcji”, które w głowie pana red. Tomasza Piątka najwyraźniej lęgną się w głowie niczym u Kukuńka – w tempie iście stachanowskim.
Wspominam o Kukuńku, bo to właśnie w jego głowie zaraz po II turze wyborów wylęgła się „koncepcja” przeprowadzenia w Polsce „męskiej” kuracji przeczyszczającej. Wprawdzie ktoś starszy i mądrzejszy musiał chyba zwrócić Kukuńkowi uwagę, że on sam mógłby zostać pierwszą ofiarą takiej kuracji przeczyszczającej, więc Kukuńkowi zaraz wylęgła się w głowie kolejna „koncepcja”, żeby udać się na wewnętrzną emigrację, kontemplować „przyrodę”, słuchać muzyki i nawet – horrible dictu – „czytać książki”. Trudno powiedzieć, jak długo Kukuniek wytrwa na tej wewnętrznej emigracji – bo przecież jeśli tylko oficer prowadzący zatrąbi – bo św. Paweł pisze: – „zagrzmi bowiem trąba” – to Kukuniek chyba stanie w karnym szeregu i zrobi, co tam będzie trzeba?
Ale słuszna myśl raz rzucona w powietrze prędzej czy później znajdzie swego amatora, którym w tym przypadku okazał się pan red. Tomasz Piątek. Zmodyfikował on nieco zgrzebną „koncepcję” Kukuńka, wzbogacając ją o część teoretyczną. Mamy mianowicie wojnę – twierdzi pan red. Piątek Tomasz – a w czasie wojny robi się rozmaite rzeczy. Na wojnie jest wróg – a wróg – wiadomo – kłamie, podczas gdy my mówimy prawdę. Tedy na kłamstwa – powiada pan red. Piątek, znany szermierz wolności – na te wszystkie „szczekaczki” – trzeba nałożyć cenzurę. Na tym polega „demokracja wojenna”. Jak się okazuje, obywatel Tusk Donald ze swoją „demokracją walczącą” jest już passee, bo szermierze wolności z Judenratu postąpili w rewolucyjnej teorii.
No i od razu odezwały się nożyce, to znaczy – zareagowali rewolucyjni praktycy w osobach bodnarowców z czarnymi podniebieniami, natychmiast wcielając w życie program pilotażowy, dzięki któremu można będzie wybadać nastroje i reakcje społeczne, dzięki czemu wyjaśni się, jak daleko będzie można się w demokracji wojennej posunąć i na jakie etapy ją rozłożyć. Rada w radę stanęło na tym, by aresztować dwójkę „Rodaków-Kamratów” to znaczy – pana Olszańskiego i pana Osadowskiego, a następnie postawić im zarzuty. Tych zarzutów – jak się dowiadujemy, ma być co najmniej 142, a wszystkie prokuratorzy wykombinowali podobno przy udziale sztucznej inteligencji, w co chętnie wierzę, chociaż jak trzeba, to i prostym prokuratorom też inwencji nie brakuje. Jak oficer prowadzący powie: wiecie, rozumiecie, prokuratorze, umieśćcie w areszcie wydobywczym tych całych „rodaków-kamratów” – to taki jeden z drugim prokurator poradzi sobie i bez sztucznej inteligencji, która wydaje się trochę przechwalona – bo wie, że inaczej z nim samym może być brzydka sprawa.
Wysłuchując triumfalnego komunikatu o zatrzymaniu panów Olszańskiego i Osadowskiego i postawieniu im przez niezależną Prokuraturę Okręgową w Warszawie 142 zarzutów, obiło mi się o uszy nazwisko specjalnego prokuratora, który całe to śledztwo będzie prowadził. Podobno jest tak utalentowany, że nie ma sobie równych nie tylko w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, ale w ogóle – w całym naszym nieszczęśliwym kraju. Pojawiły się w związku z tym na mieście fałszywe pogłoski, jakoby w tego prokuratora, w ramach reinkarnacji, wcielił się sam prokurator Stanisław Zarako-Zarakowski, podobnie jak doktor Józef Mengele w ramach reinkarnacji wcielił się w Madame Gizele z Oleśnicy. Jak pamiętają starsi ludzie, prokuratorowi Zarako-Zarakowskiemu wystarczyło, żeby spojrzał na delikwenta swoim argusowym okiem i od razu wiedział „na co mierzy, na co zdatny” – to znaczy – jakie zarzuty można mu postawić, żeby potem niezawisły sąd przysolił mu piękny wyrok – śmierci, albo dożywocia.
Ponieważ jesteśmy dopiero w momencie przechodzenia demokracji walczącej w demokrację wojenną, to nic dziwnego, że sztuczna inteligencja, na której można chyba polegać, wytypowała na pierwszy ogień, to znaczy – do programu pilotażowego – właśnie panów Olszańskiego i Osadowskiego. To jest zrozumiałe – bo jestem pewien, że za nimi nie ujmie się żadna Schwein – na przykład spośród płomiennych obrońców praw człowieków. Już tam wiedzą oni, za kim wolno im się ujmować, a za kim nie – bo w przeciwnym razie i z każdym z nich może być brzydka sprawa. Co więcej – wydaje się, że i funkcjonariusze Propaganda Abteilung musieli dostać stosowne wytyczne, bo czyż w przeciwnym razie taka stacja TVN, w której rej wodzi resortowa „Stokrotka”, nazywałaby te 142 zarzuty „poważnymi”? A chodzi m.in. o to, że „Rodacy-Kamraci” chwalili Eligiusza Niewiadomskiego, co to zastrzelił prezydenta Gabriela Narutowicza. Najwyraźniej funkcjonariusze Propaganda Abteilung skądś wiedzą, że Eligiusza Niewiadomskiego można tylko potępiać – również za jego poglądy na temat malarstwa i w ogóle sztuki. A skąd mogą wiedzieć takie rzeczy, jak nie od oficerów prowadzących?
W tej sytuacji rumieńców nabierają pogłoski, jakoby Wielce Czcigodny Giertych Roman dlatego zapisał się do Volksdeutsche Partei, że w ramach rekonstrukcji rządu chce zostać ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym – jakim w swoim czasie był Andriej Wyszyński. On od 1954 roku jest już starym nieboszczykiem, więc czyż to nie pora, by w momencie wkraczania naszego nieszczęśliwego kraju w etap „demokracji wojennej”, wcielił się w Wielce Czcigodnego Romana Giertycha?
Stanisław Michalkiewicz
Rafał Woś pch/usmiechnieci-zawsze-gardzili-reszta-spoleczenstwa

(Oprac. PCh24.pl)
W Polsce właśnie ta strona sporu politycznego, która mieni się „demokratyczną” najchętniej ustanowiłaby jakiś rodzaj faktycznej „dyktatury nowej arystokracji”. Oczywiście ze swoją własną klasą w roli faktycznej dziedzicznej neo-szlachty. Gdyby ci samozwańczy „demokraci walczący” po drugiej stronie sporu mieli podobnych sobie szaleńców, to już dawno mielibyśmy w Polsce wojnę domową. Na szczęście mają za rywali z natury tolerancyjnych prawaków – więc jakoś jeszcze się ta nasza wspólnota trzyma.
Żona spotkała znajomą. Znamy ją stąd, że nasze dzieci chodziły przez chwilę do tej samej klasy w podstawówce. Na pytanie o syna niespodziewanie zaczęła narzekać. Że się nie stara w szkole, nie uczy i generalnie sobie bimba. „No i wyrośnie z niego wyborca Nawrockiego” – wypaliła w końcu. Wyszło bezwiednie, a przez to pewnie w niekłamany sposób szczerze. Ot tak, jak myślą wyborcy Polski uśmiechniętej o „tamtych innych”. Standard.
Ale to przecież nie jest nic nowego. Dokładnie ta sama rozmowa mogłaby się odbyć 30, 20 albo i 10 lat temu. Zmienili by się tylko bohaterowie rymowanki. Od samego początku naszej demokracji jedna ze stron politycznego sporu uznała przecież, że władza należy się „ludziom mądrym, światłym i wykształconym”. I tak się przypadkiem składa, że to oni oraz ich środowisko najlepiej te znamiona elity narodu wypełniają. Pozostali zaś winni ten stan rzeczy milcząco uszanować. A jeśli się buntują to… no cóż. Należy z całą surowością wskazać im miejsce w szeregu. Także dla przykładu dla potencjalnych naśladowców.
Nie ma więc większego znaczenia jak głęboko się cofamy. Zawsze znajdziemy ślady tego samego starcia. Dopóki na początku lat 90-tych Lech Wałęsa zagrażał interesom frakcji Kuronia, Michnika i Geremka dopóty był zwalczany jako „małpa z brzytwą” i dyktator in spe z obawy przed którym potrzeba było jak się da najmocniej okroić uprawnienia prezydenta RP w konstytucji. Dekadę później z podobnym zacięciem zwalczany był autentycznie chłopski Andrzej Lepper. Potem rolę największej przeszkody w dziele budowy III Rzeczpospolitej Elitarystycznej przejął „prawicowy populizm”. Wpierw spod znaku PiS. Ostatnio także i Konfederacji.
Z kandydatem Nawrockim w roku 2025 też tak to właśnie działało. Plan był prosty. Obozowi uśmiechniętej Polski chodziło od początku o to, by zrobić zeń niebezpiecznego typa spod ciemnej gwiazdy. Celem było oczywiście wygranie wyborów przez tych, co trzeba, którym się to z urodzenia należy. A czysty i nieskrywany nawet szczególnie klasizm został użyty jako najprostsza – jak mniemano – droga do tego celu. Pochodzenie robotnicze Nawrockiego i typowo „blokerski” styl życia w dzieciństwie oraz wczesnej młodości został uznany za słabość kandydata. Do tego założenia, że „robotnicze” znaczy „kompromitujące” doczepiono zaraz najprostsze skojarzenia – przemocowość, nieuczciwość i prostactwo. Nikt w uśmiechniętym komentariacie nieszczególnie nawet próbował je nawet uprawdopodobnić. Przypomnijmy, że najcięższy zarzut sutenerstwa lansowany był w oparciu o tezę, że „ktoś tam słyszał, że ktoś inny powiedział”. Opowieść o kawalerce też miotała się od ściany do ściany. W jednej wersji pan Jerzy od którego Nawrocki odkupił mieszkanie był biednym staruszkiem, którego kandydat obywatelski wykorzystał i porzucił. Chwile potem ten sam Jerzy był już „groźnym zwyrodnialcem”, a zarzut wobec Nawrockiego odwrócił się o 180 stopni zyskując brzmienie, że kandydat… utrzymywał z nim kontakty. Na tak przygotowany grunt wchodzili „eksperci” i usłużny komentariat pytający (retorycznie rzecz jasna), jak to możliwe, że Polakom nie przeszkadza kandydat „sutener i oszust”. Odpowiedzi „a może dowody na potwierdzenie tej tezy nie były wystarczająco przekonujące?” nie pojawiało się w ogóle na horyzoncie myślowym kolegów i koleżanek z Onetu albo TOK FM.
Ta cała kampania negatywna nie byłaby oczywiście możliwa bez tego specyficznego podglebia utkanego z pogardy, poczucia wyższości oraz klasistowskich stereotypów. Opierać się ono od zawsze na przekonaniu, że jednym cała władza w Polsce należy się z samego faktu urodzenia w ramach pewnego środowiska. A innym władza nie należy się wcale i kropka. Jedni są bowiem prawdziwą szlachtą w wersji „neo”. A inni to de facto współczesne chłopstwo czy mieszczaństwo pozbawione praw.
O przynależności do arystokracji decyduje oczywiście sama klasa panująca. Można więc zostać do tego środowiska przyjętym. Ale jedynie pod warunkiem ucałowania w pierścień i wyznania wiary w obowiązujący zestaw poglądów. Wszystkie dalsze uzasadnienia to tylko pozbawione znaczenia rekwizyty. Ot, takie na przykład tytuły naukowe. „Naszym” oczywiście dodają splendoru utwierdzając hierarchię. U „tamtych” nie mają jednak większego znaczenia. I tak koniec końców magister Donald Tusk, albo absolwenci szkół średnich Szymon Hołownia czy Aleksander Kwaśniewski będą elitą, bo mają poglądy słuszne. Ale już Karol Nawrocki to hołota. Choćby i z doktoratem. No chyba, że przejdzie na słuszną stronę.
Na tak przygotowanym gruncie odegrał się więc i tym razem ten sam rytualny spektakl. W tym sezonie wzięli w nim udział na przykład filozof Tadeusz Gadacz (kiedyś, jeszcze gdy był księdzem katolickim, wychowanek i ulubieniec Józefa Tischnera), który poczuł się w obowiązku zapoznać świat ze swoim przekonaniem, że „połowa polskiego społeczeństwa wybrała sobie prezydenta sutenera, alfonsa, kibola, oszusta, lichwiarza, kłamcę i ćpuna”. Dodał jeszcze, że „współczuje wszystkim, którzy od takiego sosznika będą musieli odbierać swoje naukowe tytuły, inteligencji, osobom wrażliwym i myślącym”.
Swoje trzy grosze musieli też dorzucić niezawodni filozof Jan Hartman („Sutenerzy, psychopaci, gangsterzy (…) czy 1 czerwca oddadzą im Polskę debile, faszyści i nieuki, do spółki z bigotkami?”) oraz socjolog Radosław Markowski (mówił o klasach transferowych głosujących na Nawrockiego, a w opozycji do nich postawił wytwórców PKB czyli wyborców Trzaskowskiego).
Zaraz potem szły – jak zwykle – inne sektory elit symbolicznych: pisarka Manuela Gretkowska albo kompozytor Zbigniew Preisner. Aktor Jerzy Stuhr nie przemówił prawdopodobnie tylko dlatego, że nie żyje. Na szczęście godnie go reprezentowała koleżanka po fachu Krystyna Janda. Ktoś zrobił sobie dowcip podszył się pod Jandę zapowiadającą, że wszystkie spektakle będą teraz u niej w teatrze po angielsku. Dla ludzi wykształconych nie zrobi to różnicy, a wyborcy Nawrockiego i tak sztuki nie rozumieją. Biorąc pod uwagę dotychczasowy dorobek aktorki na polu krzewienia klasowej pogardy, wielu dało się nabrać, że to autentyk.
Byłoby to wszystko nawet zabawne. Gdyby nie to, że jest i irytujące i niebezpieczne.
Irytuje, bo mamy tu czarno na białym, że polskie „elity” składają się z ludzi niezdolnych do uczciwej interpretacji rzeczywistości. Ona ich po prostu nie interesuje. Albo gorzej – przerasta. Powtarzają więc bezwiednie opowieści, które nie kleją się nawet na poziomie faktów. Choćby ta o pęknięciu Polski w wyborach 2025 roku pod względem wykształcenia wyborców. Owszem, zgadza się, że Nawrocki zdecydowanie wygrywa wśród głosujących z wykształceniem podstawowym i zawodowym. Ale zwyciężył przecież też wśród ludzi, którzy z wykształceniem średnim. I nawet wśród wyborców z wyższym przewaga Trzaskowskiego nie była jakaś spektakularnie przygniatająca. To było raczej 60 do 40. Wielkie mi pęknięcie.
Ale jest przecież jeszcze gorzej. To epatowanie przez nasze samozwańcze elity przekonaniem, że istnieją wyborcy lepsi i gorsi (oni oczywiście są ci „lepsi”) śmierdzi na kilometr ordynarnym antydemokratyzmem. Ok, zrozumiałbym jeszcze gdyby głosili to zdeklarowani monarchiści przekonani, że cały ten dorobek XVIII-wiecznych rewolucji francuskiej czy amerykańskiej to tragedia i że świat bez konstytucji, republik i trójpodziału był lepszy. Ale przecież nasi „neo-arystokraci” w większości deklarują się jako… radykalni demokraci. Tak każą na siebie wołać i na tej auto-definicji budują przekonanie o własnej wyższości. Jak można mówić, że się jest demokratą? A jednocześnie drugiej połowie społeczeństwa odmawiać kompetencji do udziału w procesie właściwie tylko na tej podstawie, że ośmielają się wybierać inaczej? Przecież to właśnie jest postawa demokracji wroga i sygnalizująca raczej autorytarny (a nie wolnościowy) horyzont polityczny.
Wszystko to – i lenistwo poznawcze i jawny antydemokratyzm – powinno naszych piewców demokracji walczącej vel uśmiechniętej eliminować z poważnej dyskusji o Rzeczypospolitej. A że nie eliminuje? Trudno. W końcu my „prawaki” mamy dalece większą tolerancję na inność. I chyba to tylko ratuje tych samozwańczych „demokratów”. Gdyby trafili na takich samych jak oni, to już dawno mieli byśmy wojnę domową.
Rafał Woś
10.06.2025 Tomasz Cukiernik nczas/unia-europejska-winna-depopulacji

====================================
Zgodnie z wyliczeniami „Lancetu” może nas być 9,5 miliona, natomiast przy obecnej skrajnie niskiej dzietności – 8 milionów. Wylicza się mniej więcej, że w 2200 roku może być nas być 4 miliony, a w 2300 roku – 1 milion. W ciągu 250 lat możemy wymrzeć.
=========================================
– Członkostwo Polski w Unii Europejskiej miało ogromny wpływ na to, że w Polsce spadła liczba ludności – uważa Radomir Nowakowski, autor książki „Depopulacja. Polska i świat w obliczu katastrofy demograficznej”.

Przez 20 lat, kiedy Polska była członkiem Unii Europejskiej, liczba ludności w Polsce spadła o 4 proc. Czy członkostwo miało na to jakiś wpływ?
Miało ogromny wpływ, choćby z tego powodu, że z Polski po 2004 roku wyjechało za granicę do krajów członkowskich bardzo dużo ludzi. Szacuje się ich liczbę na prawie 3 miliony. Głównie byli to młodzi Polacy z tzw. drugiego wyżu demograficznego. W latach 80. po pewnym spadku dzietności, zaczął on znowu rosnąć i rodziło nam się po 720 tysięcy dzieci rocznie. Ci ludzie to było nasze największe bogactwo. Oddaliśmy ich za granicę i to za darmo. To są ludzie, których dzieci rodziły się już na obczyźnie, zamiast przychodzić na świat w Polsce.
Czy widzi Pan jakieś inne czynniki związane z członkostwem w UE, które mogłyby spowodować, że w Polsce rodziło się mniej dzieci w tym czasie?
Czynników, które wpływają na to, że rodzi się mało dzieci, jest bardzo wiele. Kilka z nich jest szczególnie istotnych, w tym czynniki kulturowe. Jest też choćby coś takiego, nie do końca namacalnego, jak optymizm. Jeśli ludzi cechuje pozytywnie nastawienie, są bardziej optymistyczni, bardziej zadowoleni ze swojego życia, dumni z tego, kim są, co osiągnęli i w jakim kraju mieszkają, to rzecz jasna mają więcej dzieci. Unia Europejska jest organizacją antynatalistyczną, która nie szanuje kultur europejskich, nie szanuje życia, w prawie wszystkich krajach członkowskich zabijanie nienarodzonych jest legalne. Unia promuje fatalne wzorce kulturowe oraz sprowadza masowo migrantów.
Czy Polacy wymrą jako naród? A jeśli tak, to kiedy? Dane liczbowe z Pana książki „Depopulacja” pokazują, że ostatnio z roku na rok jest pod tym względem coraz gorzej.
Tak, jest to niestety prawda. Jeśli oczywiście niczego nie zrobimy, nie zatrzymamy tego trendu, to może być bardzo źle. Wielu ludzi, którym obiło się o uszy coś takiego jak Klub Rzymski, ekscytuje się tym, że według złowróżbnych założeń tej organizacji Polaków ma być 15 milionów. Ja w książce piszę dokładnie, skąd się te 15 milionów wzięło, kto tę liczbę postulował i co to jest Klub Rzymski. Ale obawiam się, że przy obecnych trendach na przykład w roku 2100, 15 milionów to może być wersja bardzo optymistyczna.
Zgodnie z wyliczeniami „Lancetu” może nas być 9,5 miliona, natomiast przy obecnej skrajnie niskiej dzietności – 8 milionów. Wylicza się mniej więcej, że w 2200 roku może być nas być 4 miliony, a w 2300 roku – 1 milion. W ciągu 250 lat możemy wymrzeć.
Oczywiście jeśli dzietność będzie jeszcze mniejsza, możemy wymrzeć szybciej. Są jednak pewne trendy, które mogą nas napawać odrobiną optymizmu. Może się tak zdarzyć, że ludzie o niskich tendencjach pronatalistycznych, o bardzo lewicowych, postępowych poglądach, wierzący w te wszystkie nowoczesne prawdy objawione na temat globalnego ocieplenia, przeludnienia, mogą nie mieć potomstwa. Natomiast ci o poglądach tradycyjnych, patriotycznych, którzy kulturowo, religijnie, światopoglądowo i biologicznie są bardziej skłonni do posiadania dzieci, za 80, 100 lat będą stanowili znacząco większy odsetek w populacji. I wtedy Polacy zaczną znowu się odradzać. Tego nie wiemy.
Jakie są najważniejsze przyczyny tej fatalnej sytuacji demograficznej Polaków?
Jest ich tak naprawdę dużo, ale najważniejsze są biologiczne, kulturowe i ekonomiczne. Biologiczne wynikają z tego, że mamy bardzo wysoko rozwiniętą medycynę oraz dostępność żywności, odzieży i schronienia, a to powoduje bardzo niską umieralność noworodków. Jeśli posiadamy dwójkę dzieci, mamy praktycznie pewność, że one dożyją dorosłości. Nie musimy zatem posiadać ich większej liczby. To właśnie wysoka przeżywalność noworodków jest jednym z najsilniejszych czynników, który decyduje o niższej dzietności. Drugim jest wykształcenie kobiet. Im bardziej są wykształcone, im dłużej przebywają w procesie edukacji, tym mniej mają dzieci albo nie mają ich wcale. 40 proc. Niemek z Berlina z wyższym wykształceniem czy 40 proc. kobiet z niemieckojęzycznych kantonów w Szwajcarii z wyższym wykształceniem nie ma dzieci.
Jest oczywiście bardzo silna kulturowa propaganda antynatalistyczna, zmieniły się też priorytety Polaków, rodzina nie jest już tak wysoko w hierarchii jak kiedyś. Są i czynniki ekonomiczne: im społeczeństwa są bogatsze, tym mają mniej dzieci. Polacy nie są tak biedni, jak się im to wydaje i nie chodzi tak naprawdę o realną biedę, czy realne bogactwo, bardziej o oczekiwania ekonomiczne, które uważają za miernik dostatniego, godnego życia. Polacy mają wysokie oczekiwania co do materialnego poziomu życia. Często są to oczekiwania nierealne, ale dąży się do ich spełnienia. Na pewno jedną z rzeczy, która jest przedziwna, są ceny mieszkań. Okazuje się, że utrudniony dostęp do mieszkań, do domów, zmniejsza dzietność. W Polsce mamy sytuację, w której mamy wymierający w szybkim tempie naród, a jednocześnie rosnące ceny mieszkań.
Czy na kulturę antynatalistyczną i efekt, jaki mamy, miała wpływ agenda takich mediów, jak „Gazeta Wyborcza” czy TVN, które to media namieszały w głowach kobietom, promując model wyzwolonych kobiet bez dzieci, z karierą, a jednocześnie równając wielodzietność z patologią?
Moim zdaniem tak. „Gazeta Wyborcza” kreowała jakiś zupełnie nierealny obraz rodziny, nierealny obraz kobiety czy tak zwanej samorealizacji, nieoparty na żadnych faktach czy badaniach. Nie ulega wątpliwości, że duże znaczenie ma promocja tak zwanego nowoczesnego stylu życia. To samo można by powiedzieć o TVN. Bardzo duże znaczenie ma to, jakie seriale czy filmy ludzie oglądają. Może to się wydawać dziwne, ale na przykład są bardzo szczegółowe i ciekawe badania z Brazylii, które wykazały, jak opery mydlane wpłynęły na spadek dzietności w tym kraju. A był on dramatyczny, gdyż z szóstki dzieci spadło im do 1,5 obecnie. Te nieszczęsne seriale wpłynęły na postrzeganie rodziny w taki sposób, że nawet w fawelach nie rodzą się dzieci. Wszystkie te seriale to także tworzenie niewyobrażalnych oczekiwań. Mamy 25-latka, który jest multimilionerem, skończył pięć fakultetów, zna 10 języków i generalnie nic nie robi. Który realny młodzieniec może konkurować z serialowym „człowiekiem sukcesu”?
Co zaś do równania wielodzietności z patologią – oczywiście że była często tworzona taka zbitka. Przecież Leszek Miller mówił, że wielodzietność to patologia. Czy były jakieś ciekawe programy w TVN, gdzie mówiono o rodzinach wielodzietnych na przykład muzykujących, wielodzietnych rodzinach chodzących na grzyby i realizujących inne pasje? Czy „Gazeta Wyborcza” opisywała przesympatyczne rodziny wielodzietne tryskające energią i świetnym humorem? A przecież przebywanie w otoczeniu rodzin wielodzietnych to naprawdę wielka przyjemność. Widzi się, jakie są fantastyczne relacje między dziećmi, jak ta rodzina funkcjonuje, jak sobie pomaga. Niczego takiego nie było w tych mediach. Miała być tylko tak zwana samorealizacja singli.
W pierwszych trzech latach od wprowadzenia programu 500 Plus wskaźniki minimalnie się polepszyły, ale potem zaraz spadły na łeb na szyję i właściwie jest gorzej, niż było przed wprowadzeniem tego programu. Dlaczego to nic nie dało?
Dlatego że w żadnym kraju, w którym zastosowano Program 500 Plus, on nic nie dał. Nie trzeba go było wprowadzać, ponieważ wystarczyło zerknąć na doświadczenia innych krajów i wiedzieć, że to nie zadziała. Ludzie mają dzieci nie dlatego, że ktoś im za to płaci, tylko dlatego, że chcą je mieć. Program 500 Plus, jak wykazały analizy, powoduje to, że dziecko, które i tak by się pojawiło, urodzi się troszkę wcześniej. Na przykład rok czy półtora wcześniej. I tak rodzice chcą mieć to dziecko. Ponieważ jest Program 500 Plus, to mają je wcześniej. Obserwujemy zatem chwilowy wzrost dzietności, która po pewnym czasie znowu spada.
Jednym z przesłań Pana książki jest to, że żaden kraj nie poprawił sobie sytuacji demograficznej przez masowe ściąganie imigrantów. Pana zdaniem imigracja jest wręcz szkodliwa. Dlaczego?
To jest, moim zdaniem, najgorsze z rozwiązań. Wyobraźmy sobie na przykład sytuację, w której mamy misie panda w Chinach. Co robią Chińczycy, żeby uratować te urocze zwierzęta? Czy sprowadzają na przykład na misie polarne i nasze brązowe, leśne niedźwiadki? Czy w jakikolwiek sposób populacja misiów panda wzrośnie wtedy, gdy sprowadzimy do Chin misie z Europy albo z Arktyki? To jest nielogiczne.
Żadne dane obiektywne nie wskazują na to, że emigranci rozwiązują jakikolwiek problem związany z niską dzietnością i starzeniem się społeczeństwa. Nie poprawiają, nie odmładzają populacji. Wręcz odwrotnie, masowe sprowadzanie imigrantów przyspiesza starzenie się populacji miejscowej. Badania pokazują, że masowa migracja nie likwiduje problemów z siłą roboczą. Do Niemiec masowo zaczęto sprowadzać imigrantów w połowie lat 60., akurat wtedy, kiedy Niemcy mieli całkiem sporo swoich dzieci. Obecnie mamy około 21 milionów ludzi w Niemczech, którzy są pochodzenia emigranckiego lub są emigrantami.
I co się teraz dzieje? Niemiecka minister jedzie do Afryki, by znaleźć chętnych do przesiedlania się. Niemieccy politycy mówią o konieczności sprowadzania kolejnych 400 czy 500 tysięcy ludzi rocznie. To znaczy że dotychczasowa polityka masowego importu ludzi niczego nie rozwiązała. Co więcej, miejscowi mają mniej dzieci, kiedy sprowadza się masowo imigrantów i tworzy niewyobrażalne problemy integracyjne.
Spójrzmy na brytyjski model, który był uważany za udany, ponieważ wielu przyjezdnych mówi po angielsku, natomiast bardziej liberalne przepisy dotyczące zatrudnienia miały powodować łatwość w znalezieniu pracy, a tym samym w konsekwencji łatwą i bezbolesną integrację. Jak zatem wygląda rzeczywistość w Zjednoczonym Królestwie? Okazało, że w kraju funkcjonowały dobrze zorganizowane a działające od kilkudziesięciu lat gangi gwałcicieli, głównie pochodzenia pakistańskiego. W kraju mieniącym się „feministycznym rajem” gangi te skrzywdziły nawet kilkaset tysięcy dziewcząt i młodych kobiet w wieku między 11 a 18 lat. I nikt do niedawna nie zająknął się na ten temat!
Integracja nie przebiega bezboleśnie i dobrze. Na każdym kroku można obserwować duże napięcia. Dochodzi nawet do sytuacji, w których walczą między sobą grupy imigranckie. Z takim zjawiskiem mieliśmy niedawno do czynienia w Leicester, gdzie doszło do zamieszek pomiędzy Hindusami a muzułmańskimi Pakistańczykami. Prawie wszyscy biorący w nich udział urodzili się w Wielkiej Brytanii. Nawet badania biologiczne pokazują, że ludzie najlepiej, najbezpieczniej czują się wśród swoich. Zmieniając dzielnicę monokulturową w wielokulturową, ludzie przestają się odwiedzać, przestają się angażować, nie dają pieniędzy na działalność charytatywną, więcej czasu spędzają przed telewizorem. Zmniejsza się liczba nie tylko wizyt sąsiedzkich, ale i przyjacielskich. Wbrew temu, co próbują nam wmawiać media, ludzie nie czują się dobrze w wielokulturowym „raju”. Wykazano nawet to, że poziom hormonów stresowych wzrasta u ludzi w dzielnicy wielokulturowej.
Czyli jak jest więcej imigrantów w kraju, to ci lokalsi też mają mniej dzieci?
Tak, i to było obserwowane w kilkudziesięciu krajach świata. Jeśli sprowadzamy masowo imigrantów, ludność miejscowa będzie miała mniej dzieci i będzie jeszcze trudniej odwrócić te negatywne trendy.
Pisze Pan, że należy się skupić na rodzinach, które już mają dzieci, a nie na tych, które w ogóle nie mają, bo te już są stracone. W jaki zatem sposób można spowodować, by Polacy przestali wymierać?
Łatwiej jest przekonać ludzi, którzy już mają dzieci, żeby mieli dodatkowe dziecko. Trudniej jest zrobić ten pierwszy krok w kierunku ojcostwa czy macierzyństwa. To nie znaczy, że niczego nie można zrobić, by zmniejszyć liczbę osób bezdzietnych. Można zrobić i co całkiem sporo. Jak wykazały analizy pewnej holenderskiej badaczki, 80 proc. kobiet, które nie ma dzieci, chciałoby je mieć, 10 proc. nie może posiadać potomstwa z przyczyn biologicznych, zaś pozostałe 10 proc. z tej całej puli, która nie ma dzieci, nie chce ich mieć. W każdym kraju jest mniej więcej tak samo, około 4–5 proc. kobiet nie chce posiadać dzieci. Tymczasem z jakiegoś powodu liczba bezdzietnych kobiet jest znacząco większa.
Wspominaliśmy już o Berlinie i bezdzietności wykształconych Niemek. Podobne zjawisko obserwujemy w innych krajach, jak w Korei Południowej: więcej niż połowa kobiet nie ma dzieci.
Nie można ich zostawić! Trzeba przeprowadzić rzetelną kampanię informacyjną, by uświadomić ludziom, że nie jest tak, jak się wielu osobom wydaje, że mamy bardzo długie okno możliwości posiadania dziecka. Że można odkładać posiadanie potomstwa w nieskończoność. Na dziecko trzeba decydować się wcześniej. Jeśli kobieta nie ma potomstwa do 30. roku życia, to ma tylko 50 proc. szans, że kiedykolwiek będzie mamą. Z kolei jeśli chodzi o te rodziny, które już posiadają dzieci, to zachęty kulturowe mogłyby wpłynąć na to, żeby zechciały posiadać więcej dzieci.
Jakie zachęty kulturowe? Jak właściwie przekonywać ludzi do posiadania dzieci? Wydaje się, że ludzie nie chcą, żeby im mówić, ile powinni mieć dzieci; sami musieliby chcieć.
Nie można ich straszyć, nie można ich zmuszać – to nie ulega wątpliwości. Trzeba natomiast uświadomić im, jak wygląda sytuacja obecnie i jak będzie wyglądała sytuacja ich dzieci za lat 10, 20, jeśli niczego nie zmienimy. Co do zachęt kulturowych, to mówimy o tym, że ludzie mają tendencję do imitowania zachowań i wyborów tych, których uważają za ludzi o tak zwanym wysokim statusie społecznym. Jeśli tacy ludzie mają więcej dzieci, to po krótkim czasie pojawi się chęć posiadania potomstwa w „szerokich masach społecznych”. Jako przykład podam fenomen z Wielkiej Brytanii. Wraz z pojawieniem się dzieci Lady Diany, kiedy zaczęto o nich mówić, liczba urodzeń wzrosła o kilkadziesiąt tysięcy rocznie.
Powinniśmy pomyśleć o podobnym, nadwiślańskim fenomenie wzrostu urodzeń. Na razie jednak przekaz medialny czy kulturowy trudno nazwać pronatalistycznym. Cały czas podkreśla się potrzebę samorealizacji często za cenę posiadania rodziny. Tymczasem to właśnie rodzina i dzieci są dla ogromnej liczby ludzi największym źródłem radości i samorealizacji.
Ale jeśli ten przekaz idzie głównie z „Gazety Wyborczej” i TVN-u, to nie ma o czym w ogóle dyskutować…
To nie kupujmy „Gazety Wyborczej” i nie oglądajmy TVN-u albo róbmy dokładnie odwrotnie niż to, co promują te media. Czasem słyszę głosy poddające w wątpliwość to, że rząd może zrobić coś pozytywnego. Moim zdaniem rząd ma bardzo dużo do zrobienia: na przykład może zlikwidować bariery utrudniające Polakom posiadanie dzieci. Przeszkody, dodajmy, które sam stworzył.
Rząd może zmniejszyć podatki, uprościć prawo, stać się wreszcie przyjaznym Polakom partnerem, a nie łupieżcą. A to pozwoliłoby mężczyźnie, ojcu rodziny na takie zarobki, by mógł utrzymać żonę, która będzie wychowywała jego dzieci. Na razie od 35 lat rządy robią bardzo dużo, by polskim rodzinom utrudniać posiadanie licznego potomstwa.
„Aby przywrócić zaufanie społeczeństwa do nauki o szczepionkach, konieczne jest przeprowadzenie gruntownej czystki”. ACIP rozwiązany.

| DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 10 |
Prezydent Donald Trump, który po objęciu urzędu rozpoczął „rewolucję odgórną” (a zaczął ją zdecydowanie, szybko i gwałtownie), popełnił szereg błędów, w szczególności przeciągał ją w czasie.
Dlatego jego przeciwnicy opamiętali się i przeszli do czynnego sprzeciwu.
Pierwszym sygnałem alarmowym było odejście Elona Muska z ekipy prezydenckiej – i to odejście wyjątkowo skandaliczne (szczególnie ze strony Muska, który najwyraźniej głupio dał się przekupić).
Teraz w Kalifornii, pod wieloma względami największym i najważniejszym stanie, rozpoczęło się prawdziwe powstanie.

Kalifornia jest bastionem Demokratów, a jej rząd niemal otwarcie popiera zamieszki i sabotuje zarządzenia Trumpa.
Morderstwa, podpalenia, masowe zamieszki – tak wygląda teraz Los Angeles (największe miasto w stanie i drugie co do wielkości w kraju).
Wszystko zaczęło się od nalotów służb migracyjnych, które zajmują się wyłapywaniem i deportacją nielegalnych imigrantów.
Podczas nalotów użyto gazu łzawiącego i granatów dymnych.
W odpowiedzi bandyci chwycili za kamienie, kije i broń. W Los Angeles doszło do kilku gwałtownych starć. Dziesiątki agentów federalnych zostało rannych. Samochody policyjne zostały spalone.
Następnie zaczęli palić flagi USA na ulicach.
Do protestów przyłączyły się zarówno lokalne gangi, jak i mieszkańcy miasta, pod hasłami: „Trump, idź do domu!” i „Bez sprawiedliwości – nie ma pokoju”.
Prezydent przyjmuje cios. Już zdecydował się wysłać do miasta 2000 marines. Gubernator Kalifornii Gavin Newsom skrytykował działania Trumpa, nazywając je „szaleństwem” i „celowo prowokacyjnym ruchem”, który „tylko zwiększy napięcia”.
Nawiasem mówiąc, ten sam gubernator groził wcześniej Waszyngtonowi, że stan przestanie płacić podatki do budżetu kraju – na co Trump odpowiedział, że w takim przypadku pozbawi Kalifornię federalnych transferów w wysokości 150 miliardów dolarów.
Teraz Trump za pośrednictwem swojej platformy społecznościowej Truth Social ostro skrytykował fakt, że jeśli gubernator Kalifornii nie będzie w stanie wykonywać swojej pracy, „wtedy rząd federalny zajmie się zamieszkami i LOOPER-em tak, jak należy!!!”
Sekretarz obrony Pete Hegseth potwierdził już, że żołnierze piechoty morskiej z Camp Pendleton w południowej Kalifornii zostaną wysłani do Los Angeles:
„Pod rządami prezydenta Trumpa przemoc i zniszczenia wobec agentów federalnych i obiektów federalnych nie będą tolerowane. To zdrowy rozsądek” – napisał Hegseth w mediach społecznościowych.
Zastępca dyrektora FBI, Dan Bongino, stwierdził, że „dokonano już kilku aresztowań za utrudnianie naszych działań”, dając tym samym do zrozumienia władzom lokalnym, że muszą podporządkować się decyzji federalnej.
Tymczasem doniesienia mówią, że Kalifornia ma dziurę budżetową w wysokości 30 miliardów dolarów. Duże firmy kończą działalność w stanie i przenoszą się do Teksasu.
Lokalni separatyści zaczęli zbierać podpisy, aby poddać kwestię secesji Kalifornii od Stanów Zjednoczonych pod referendum – choć jest to w zasadzie nielegalne…
Teraz staje się jasne, dlaczego prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski tak długo i uparcie zwlekał z podpisaniem umowy wydobywczej – i dlaczego Europejczycy tak jednomyślnie go w tym poparli.
Podobno powiedziano wprost: czekaj! Gwoździami, zębami, czymkolwiek – graj na czas! Nie pozwól Trumpowi od razu odnieść przekonującego zwycięstwa, publicznie łamiąc Ukrainę. Musisz po prostu grać na czas tak długo, jak to możliwe – a wtedy wydarzenia potoczą się tak, że Trumpowi po prostu złamie się kark.
Jasne jest też, dlaczego Ukraina ostatnio stała się odważniejsza i podejmuje śmiałe [terrorystyczne… md] działania, podczas gdy Moskwa, wręcz przeciwnie, ogólnie rzecz biorąc, zatrzymała się (choć sytuacja na linii frontu nie rozwija się w najlepszy dla Ukrainy sposób)…
Jednak Trump jest daleki od porażki. Są doniesienia, że sprzęt wojskowy jest przywożony do Waszyngtonu w dużych ilościach – rzekomo w celu wzięcia udziału w paradzie, a potem kto wie…
10.06.2025 https://nczas.info/2025/06/10/sensacyjny-sondaz-pollster-dla-nczas-rewolucja-w-sejmie-korona-brauna-zjada-trzecia-droge/

Konfederacja Korony Polskiej (KKP) wchodzi do Sejmu i jest czwartą siłą polityczną – wynika z sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Pollster dla nczas.info i „Najwyższego Czasu!”.
Co ważne, gdy badanym wskazuje się, że chodzi o „partię Grzegorza Brauna”, KKP zyskuje jeszcze większe poparcie.
Gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę, wygrał by je PiS. Na lewicową opozycję wskazało 27 proc. badanych.
Drugie miejsce zajęła KO. Na obecną rządzącą partię zagłosowałoby 25 proc. Polaków.
Podium zamyka Konfederacja Wolność i Niepodległość. Na ugrupowanie Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena zagłosowałoby 11 proc. ankietowanych.
Na granicy progu wyborczego znalazły się Konfederacja Korony Polskiej i Trzecia Droga. Na te partie głos zadeklarowało 5 proc. badanych.
Poniżej progu znalazły się Nowa Lewica i partia Razem z wynikiem 4 proc. 13 proc. badanych nie wie, na kogo odda głos, zaś 6 proc. zadeklarowało nie branie udziału w głosowaniu.

=======================================
Inaczej wygląda sytuacja, gdy badanym wskazano, że KKP to „partia Brauna”. Wówczas wynik KKP rośnie, a maleje… Trzeciej Drodze.
Podium w tym przypadku pozostaje bez zmian. KKP natomiast notuje wynik 6 proc. (wzrost o 1 pproc.), zaś Trzecia Droga 4 proc. (spadek o 1 pproc.), znajdując się poniżej progu wyborczego.

Wśród zdecydowanych wyborców sytuacja wygląda trochę inaczej. Wśród nich Grzegorz Braun ma największe poparcie.
33,3 proc. zdecydowanych wyborców oddałoby głos na PiS, zaś 30,5 proc. na KO. Trzecie miejsce ponownie przypadło Konfederacji WiN, która zanotowała 13,5 proc. poparcia.
Wszystkie te ugrupowania mają większe poparcie wśród zdecydowanych wyborców. Podobnie jest z KKP.
Na KKP zagłosowałoby 6 proc. zdecydowanych wyborców, bez wskazania, że to partia Grzegorza Brauna. W przypadku wskazania, że to jego partia – jej poparcie rośnie do 6,9 proc.
Bez wskazania „partii Brauna” Trzecia Droga wśród zdecydowanych wyborców ma poparcie na poziomie 5,7 proc., Nowa Lewica – 5,4 proc., zaś Razem 4,9 proc.. 0,4 proc. badanych wśród zdecydowanych wyborców oddałoby głos na inną partię.
Ze wskazaniem „partii Brauna”, na lepszą pozycję wysuwa się Razem, której poparcie rośnie do 5,5 proc. Trzecia Droga i Nowa Lewica mają w tym wariancie poparcie na poziomie 5,1 proc., czyli obie tracą, choć Trzecia Droga więcej. W takim przypadku 0,1 proc. badanych wśród zdecydowanych wyborców wybrałoby inną partię.


Badanie zrealizowane przez Instytut Badań Pollster w dniach 5-6 czerwca 2025 roku metodą CAWI na próbie 1029 dorosłych Polaków. Struktura próby była reprezentatywna dla obywateli Polski w wieku 18+. Maksymalny błąd oszacowania wyniósł około 3 proc.
| ROBERT W MALONE MD, MS JUN 9 |

Medical freedom became a rallying point for groups across the political spectrum, especially those opposing government mandates and expressing broader distrust of federal health agencies during COVID-19. The medical freedom movement is not just about healthcare; it is about civil liberties, government authority, and the role of science in policymaking.
Before COVID-19, the term anti-vaxxer was targeted towards people who are against all vaccines. Targeted as a way to delegitimize their complaints and observations, by personally delegitimizing them. More PsyWar. But times have changed. The defamatory attack has become a badge of honor.
Various news articles state that 35–45% of Americans, including myself, find vaccine mandates unacceptable. The government and corporate media have defined this group of people as being anti-vaxxers. Some people still believe that the term anti-vaxxer is a pejorative. I do not – I view it as high praise.
I like to think of the people who fit this definition of „anti-vaxxer” as representing a subset of the freedom fighters in our culture. People who advocate against mandates are working to end the madness of the vaccine mania that has swept public health and government. They (we) are working to protect our rights under the Constitution.
The term „anti-vaxxer” it is not a slur but rather it is a compliment.
Embrace it. Own it. And be proud to be a part of this fight.
Malone News is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber.
Which brings me to the next phrase that I hear bantered about:
The term MAHA, an acronym for „Make America Healthy Again,” originated as a political slogan and movement in the United States in mid-2024. Robert F. Kennedy Jr. first introduced it during his independent campaign run for U.S. President.
After suspending his campaign in August 2024 and endorsing Donald Trump, Kennedy continued to champion the MAHA agenda, which focuses on public health, reducing chronic illness, promoting healthier lifestyles, and addressing corruption in the food and pharmaceutical industries.
As I don’t want to write what “I think” MAHA is, I went to CHAT-GPT3 for a definition. Below is what it provided in response to my query concerning what MAHA stands for:
“During Robert F. Kennedy Jr.’s independent presidential campaign—before Donald Trump’s election—the term MAHA („Make America Healthy Again”) stood for a broad, populist health reform agenda centered on several key themes:

While Kennedy’s campaign version of MAHA focused heavily on government accountability and “health freedom,” after the election, the official agenda developed by the all-of-government MAHA Commission, under an executive order from the President, placed greater emphasis on federal intervention to reshape food, health, and environmental systems.
But MAHA, as defined by the person who coined the phrase, was never about immediately banning the mRNA or all vaccines. That is yet another false, promoted narrative.
The press and the government have done an excellent job of portraying Kennedy as a “one-trick pony.” Someone who has been advocating on one issue only – the “anti-vaxxer” candidate. That is so laughable that it is hard to maintain a straight face when hearing or reading it.
But the truth is that the narrative of Kennedy being an activist who is for banning all vaccines, defined and promoted by corporate and political opponents, has stuck to him like “flies on s**t.” For this reason, I am providing a professional CV below (this again is AI generated – so whatever bias is included, it is not mine):
Professional CV: Secretary Robert F. Kennedy Jr.
Full Name: Robert Francis Kennedy Jr.
Date of Birth: January 17, 1954
Current Position: Secretary of the U.S. Department of Health and Human Services (HHS) (2025–present)
Political Affiliation: Former Democrat, Independent, Trump Administration Cabinet Member
Family: Son of Senator Robert F. Kennedy and Ethel Kennedy; nephew of President John F. Kennedy; married to Cheryl Hines; father of seven childrenEducation
- Harvard University – Bachelor’s Degree (1976)
- London School of Economics – Attended
- University of Virginia School of Law – Juris Doctor (1982)
- Pace University School of Law – Master’s Degree in Environmental Law (1987)
Professional Experience
Secretary of Health and Human Services, United States (2025–present)
- Leads the U.S. Department of Health and Human Services, overseeing public health policy, medical research, drug regulation, and health insurance programs with a $1.8 trillion budget.
- Appointed by President Donald Trump; confirmed by the Senate in February 2025.
- Chairs the „Make America Healthy Again” (MAHA) Commission, focusing on chronic disease, food safety, and pharmaceutical policy.
Presidential Candidate, U.S. Election (2024)
- Ran as a Democrat and then as an Independent before endorsing Donald Trump.
Founder & Chairman, Waterkeeper Alliance (1999–2020s)
- Established the world’s largest clean water advocacy group; served as longtime chairman and attorney.
- Led legal and policy campaigns to protect water resources globally.
Senior Attorney, Natural Resources Defense Council (NRDC) (1980s–2010s)
- Worked on landmark environmental litigation and advocacy.
- Adjunct Professor & Co-Director, Environmental Litigation Clinic, Pace University School of Law (1986–2018)
- Founded and supervised the clinic, training law students in environmental litigation and advocacy.
Assistant District Attorney, Manhattan (early 1980s)
- Began legal career prosecuting criminal cases.
Founder & Chairman, Children’s Health Defense
- Led organization focused on childhood chronic disease and environmental exposures; known for anti-vaccine advocacy.
Major Legal and Policy Achievements
- Led successful campaigns to restore the Hudson River, earning TIME Magazine’s “Hero for the Planet” honor.
- Negotiated the New York City watershed agreement, regarded as a global model for sustainable development.
- Won landmark environmental cases, including litigation against Monsanto (2018) and DuPont (2019).
- Represented Indigenous groups in treaty and environmental rights cases across the Americas”
Secretary Kennedy was born for this position as HHS Secretary and leader of the MAHA movement.
Why do I write about Kennedy’s accomplishments and feel the need to highlight his CV? Because Sec. Kennedy is not just about vaccine advocacy, he has been in the fight to stop chronic illnesses in children and adults traceable to environmental toxins throughout his entire career. This is a man who has been on a mission. Vaccines containing mercury in various forms are one of those toxins.
But the influential nattering nabobs of negativity from the medical freedom movement just won’t stop attacking him for what they arbitrarily define as his lack of progress in ending the mRNA vaccines. They don’t seem to understand that MAHA was always bigger than one segment of his MAHA agenda, even if it happens to be the segment that they are particularly passionate about.
When I go to Facebook or Instagram, what I view are millions of people who are 200% behind him and the full MAHA agenda. This is truly a movement to stop the epidemic of chronic disease, and it has bipartisan support. It is like none other, save for the „Ron Paul Revolution.” This term became the rallying cry for Ron Paul’s supporters during his 2008 and 2012 presidential campaigns, and encapsulates the grassroots, libertarian-leaning push for limited government, sound money, non-interventionist foreign policy, and expanded civil liberties. This took hold across college campuses, and that grass-roots campaign of over a decade ago continues to influence politicians like VP JD Vance and even President Donald Trump today.
As I wrote in my recent essay last week, Secretary Kennedy is now an employee of the United States government; he has to abide by the laws, rules, and regulations of his predecessors and his overseers – the US Congress and President Trump.
So, I am pretty shocked by the outrage against Kennedy, with many of his former friends and colleagues even calling for his outright resignation. Take Dr. Peter Breggin, for example – whose lengthy and frankly irrational tirade this week against Kennedy included the following:

…he should resign or be forced to resign. Allowing the Covid vaccines to be continued against older people is unconscionable, and so is their use in general. Beyond that, RFK Jr.’s promotion of methylene blue, MDMA, and psychedelics will vastly weaken the bodies, brains, and morality of Americans. There is no place for RFK Jr.’s perspectives on mRNA vaccines and psychoactive drugs in the Trump-led America First effort to preserve free will and personal sovereignty in the U.S. and the world.
…But in addition, he is also grossly undermining the Trump administration and further threatening the well-being of all our citizens
-Dr. Peter Breggin, on Substack
To which the Midwestern Doctor replied:

The most likely reason for this is that influencers now see this issue as a way to generate more clicks, likes, and followers. Just like Dr. Breggin spent a year of his life podcasting about how I am a mass murderer, a neo-nazi, and controlled opposition, this is a new way to generate followers.
Others claim that they represent “MAHA moms” – and say that Kennedy promised to ban the COVID-19 vaccines. Therefore, he has broken his promise to MAHA. An open letter circulating around the internet, states “Removal of the mRNA platform from the market is one of the main goals of the grassroots MAHA movement.” This is a lie. Banning all mRNA platform products was never part of the original MAHA platform. Why? Because Secretary Kennedy knew he would lose the support of the American people if he called for a ban on the mRNA vaccines at this time. Because the majority of people weren’t yet convinced of the risks. That his job would include gathering the data to convince the general public that the risks are real, that these products have damaged many, and that the risks exceed the benefits. That this would require more data.
In fact, during his presidential campaign, Robert F. Kennedy Jr. never explicitly promised to remove or ban COVID-19 vaccines from the market. However, he has consistently advocated for eliminating the COVID-19 vaccine from the CDC’s recommended immunization schedule for children and healthy pregnant women, which he has now done. This will set in motion the removal of the liability for these products and ultimately will make them unprofitable for pharmaceutical companies to produce.
Kennedy has argued that there was insufficient scientific justification for including the vaccine among routine childhood immunizations, citing the low risk of severe COVID-19 in healthy children and the shifting recommendations in other countries.
This is in complete harmony with his professional conduct as an attorney; he is a pragmatic leader who has to work within the system.
Change is coming. It isn’t as fast as many would like, but Secretary Kennedy is fighting more than one battle at a time.
So, I ask his detractors – those who once considered him a friend, rather than attacking him for doing precisely what he said he was going to do, how about leaning in to helping Make America Healthy Again?
Because Kennedy is right. Chronic disease is killing Americans, including American children. And we need to get to the bottom of this and then do something about it. Reflecting the all-of-government mandate, the MAHA commission report required many compromises between various constituencies. Calley Means fought long and hard to even get that modest text inserted into the document. He would have liked to have it be stronger, as would many including myself. But in politics, perfect is the enemy of the good.
You can’t always get what you want. But if you try, sometimes, you get what you need.
So, stop the infighting, please. We have work to do. Let’s get back to it.
Wybory Prezydenckie – Ale to Film (Premiera)
[Pucia to kot Prezesa. md]
Autor: CzarnaLimuzyna , 9 czerwca 2025
Bywają konferencje prasowe, naukowe i nienaukowe. Te ostatnie, to takie gdzie o prawdzie decyduje konsensus. Świat nauki jest wówczas zaskakiwany nowymi odkryciami. Ostatnio świat nienauki walczy o zagrożone gatunki, a ściślej o ginące w przerażającym tempie płcie. Najgorzej jest w niektórych stanach Ameryki Północnej, gdzie ich liczba zmalała do dwóch. W Polsce mapa występowania tych i podobnych aberracji przedstawia się następująco:
Zwołana naprędce, już po wyborach, “Konferencja Rasowa” w obronie paktu migracyjnego jest wydarzeniem z gatunku political fiction i powstała w hołdzie dla, wybranego głosami wszystkich dezorientacji i wszystkich płci, lidera „nienawidzących razem” – prezydenta, który został już mianowany na urząd przez pana Romana, a szczególnie gorąco przez pana Wałęsę, który zwracając się do Nawrockiego, powiedział:
Zluzować miejsce, przeprosić Trzaskowskiego – niech zostanie prezydentem
Wałęsa, a zgodnie nawet z ostatnim wyrokiem sądu, komunistyczny kapuś o pseudonimie Bolek wymienił listę osób „do odstrzelenia”, radząc Tuskowi kogo powinien zamknąć do więzienia w pierwszej kolejności.
Pojawił się też postulat, aby jeszcze raz dokładnie policzyć, położyć na szali i zważyć słynny worek ziemniaków od posłanki Gajewskiej…
A co z głosami postulującymi „delegalizację”, a właściwie ponowną „demokratyzację” małych miejscowości – miasteczek i wsi wzorem wielkich miast. Od gorzkiej oceny sytuacji nie stronił znany koszykarz Marcin Gortat, który komentując wynik wyborów powiedział:
Dochodzimy do punktu gdzie… nazwijmy: małe miasteczka czy wieś czy małe miejscowości decydują mi o tym czy moja żona czy moje dziecko będzie miało tak kobieta będzie miała takie czy takie reguły, to sorry, ale nie zgodzę się z tym. I trzeba interweniować. No nie możemy sobie na to pozwolić.
W tej samej audycji “myślący inaczej” i “liczący inaczej” Gortat nie potrafił odpowiedzieć na następujące pytania: w którym roku był chrzest Polski, kto napisał „Nad Niemnem” i ile jest 9×7. Naraziło go to na „mowę nienawiści” na platformie X:
Najinteligentniejszy wyborca Trzaskowskiego. To właśnie on. Chłop zablokował więcej ludzi na X niż w NBA. /dr ProstyCham V2/
Kampania była wyczerpująca, a sądząc po powyższym cytacie wyraźnie nadszarpnęła kondycją intelektualną, zaburzając dodatkowo moralną równowagę kandydata. Spróbujmy w takim razie trochę ocieplić wizerunek nowego – wybranego według jednych głosami „najgłupszych razem”, a według innych głosami „najbardziej wykształconych”.
To co mówił Trzaskowski to było skrzyżowanie Einsteina z Platonem
– powiedział Adam Michnik
Skorzystajmy z życzliwej pomocy sztucznej ćwierć-inteligencji…
============================
mail:
panie Adaś,
skrzyżowanie Einsteina z Platonem
Rybę nożem
Izabela BRODACKA
Swego czasu jeździłam konno po lasach w okolicach Wiązownej na bardzo miłej i głupiej jak but klaczy Ilonce. Na wstępie zawarłam z nią pakt o nieagresji – niczego od niej nie wymagałam, a ona nie próbowała mnie zrzucić. Znany jeździec major S, który usiłował ją ujeździć, spadał z niej regularnie co obserwowałam z prawdziwą schadenfreude. Pewnego zimowego dnia, gdy próbowałam w okolicy Góraszki przekroczyć konno śliską szosę, spłoszona Ilonka wywróciła się przed nadjeżdżającą ciężarówką. Ponieważ nie miałam bata zmusiłam ją do poderwania się i opuszczenia jezdni, tłukąc ją co sił złożonymi wodzami. Kiedy zdenerwowana usiłowałam opanować konia, zatrzymał się koło mnie elegancki samochód, wysiadł z niego pan w błyszczących jak szklanka jeździeckich butach i ku memu zdumieniu zwymyślał mnie za nie sportowe zachowanie. Zdawał się zupełnie nie rozumieć, że jeździecka etyka czy raczej etykieta nie jest wartością, za którą gotowa byłabym umrzeć.
Przypomniałam sobie o tym wydarzeniu czytając dość naiwne ubolewania wykładowców akademickich na temat obyczajów polskich uczniów i studentów, którzy nagminnie ściągają, przepisują z Internetu, załatwiają sobie zaświadczenia o dysleksji, a co najgorsze wcale się tego nie wstydzą. Powszechny stał się obyczaj korzystania przez studentów z usług osób zawodowo piszących prace licencjackie i magisterskie co jest dość trudne do zwalczenia.
Natomiast aby przeciwdziałać plagiatom przepuszcza się każdą pracę przez specjalny program, a dyskwalifikuje ją określony procent zapożyczeń podanych jako własny tekst a nie cytat.
Zgorszeni tą sytuacją rozumują dokładnie tak samo jak ten wymyślający mi pan w błyszczących cholewach – zupełnie nie interesują ich przyczyny niewłaściwego postępowania. Ściąganie jest nieuczciwe, przede wszystkim dlatego, że narusza zasadę wolnej konkurencji, traktowaną w kategoriach sportowych, czyli zasadę fair play. Zasada fair play ma jednak sens, gdy uczestniczymy w rozgrywkach olimpijskich, lecz na pewno nie wtedy, gdy siedliśmy do pokera z szulerem. Tymczasem uczniowie mają – często uzasadnione – przeświadczenie, że konkurencja, w której startują (walka o indeksy czy o miejsce w liceum) to wolna amerykanka, albo, co gorsza poker, do którego karty zostały rozdane pod stołem. I to jest prawdziwy problem, a nie to, że w tych okolicznościach ściągają.
Bo czy to jest fair, że znane są wszystkim – bynajmniej nie fikcyjne – cenniki łapówek za miejsce w renomowanym liceum i na uczelni? Czy jest fair, że niektóre tak zwane szkoły „ naszych dzieciaków” urządzają po egzaminach ósmoklasisty dogrywkę w postaci wysoko punktowanej rozmowy kwalifikacyjnej, co zapewnia im całkowitą swobodę doboru uczniów, przy zachowaniu pozorów i komfortu moralnego? Czy to w porządku, że większość miejsc na uczelniach artystycznych jest, jak to wszyscy dobrze wiedzą, zajęta na wiele lat z góry? Czy przypadkowa jest gołym okiem widoczna „nadreprezentacja” dzieci (a teraz już i wnuków) stalinowskiego establishmentu w mediach i dyplomacji?
A co myśleć o dziedziczeniu innych intratnych zawodów, o klanach prawników, lekarzy, aktorów czy piosenkarzy? Żeby uprzedzić demagogiczne argumenty – nie widzę nic złego w tym, że syn szewca zostaje szewcem, szczególnie, gdy do zawodu przyucza go ojciec. Jeżeli jednak społeczeństwo funduje komuś drogie i zapewniające dobrą pracę studia prawnicze czy medyczne chciałoby mieć nadzieję, że prawidłowy system selekcji wybierze najlepszego kandydata do tego zawodu.
Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest fakt, że bezpłatna oświata oparta jest na trzech całkowicie utopijnych założeniach: istnieje sito, które wyłowi diamenty, te diamenty zrewanżują się społeczeństwu za zdobyte za darmo wykształcenie, tylko bezpłatna oświata umożliwia studiowanie zdolnym i pracowitym najuboższym. Odkąd pamiętam, co rok słyszę dramatyczne pytanie: „dlaczego sito gubi diamenty?”. Takim sitem nie jest na pewno obecna matura, premiująca odpowiedzi pod klucz, czyli oportunizm i głupotę.
Fundujemy darmowe studia również prawnikom, którzy obdzierają nas potem ze skóry i lekarzom, którzy natychmiast po dyplomie wyjeżdżają za granicę natomiast młodzież najuboższa wybiera na ogół studia płatne, o wiele gorsze merytorycznie niż bezpłatne. Ten pozorny, podwójny paradoks, jak i cały problem wielokrotnie już poruszałam.
Oczywiście nikt nie pochwala tego, że oszukują oszukiwani, choćby dlatego, że jest to podręcznikowy przykład dodatniego sprzężenia zwrotnego. Taka młodzież jakie Rzeczpospolite – takie Rzeczpospolite jaka młodzież. Lub inaczej mówiąc: praktykowanie zasad „kradnij kradzione” ( Lenin) czy „ gwałt niech się gwałtem odciska” ( Mickiewicz ) zamiast likwidować, uruchamia spiralę eskalacji niepożądanych zjawisk. Jeżeli jednak nie potrafimy naprawić Rzeczpospolitej, to zamiast ubolewać nad spaloną w płonącym lesie różą, zastanówmy się jak uruchomić mechanizm ujemnego sprzężenia zwrotnego, to znaczy jak sprawić, żeby ściąganie przestało się opłacać.
A przede wszystkim nie mnóżmy fikcyjnych, pseudo moralnych zasad.
Miałam przyjemność uczyć w eksperymentalnej klasie, która wydała podobno dziewięciu profesorów nauk ścisłych. Była to młodzież tak zdolna i pracowita, że nawet najgorszy nauczyciel nie był w stanie im zaszkodzić, nie przypisuję, więc sobie żadnych zasług poza jedną. Zlikwidowałam wszelkie pseudo moralne, typowo szkolne problemy. Nie sprawdzałam listy obecności, ani prac domowych, pozwalałam korzystać na klasówkach z wszelkich pomocy, nie ustalałam żadnych prekluzyjnych terminów zaliczeń. W rezultacie nikt nie odpisywał od kolegi w toalecie, nikt nie przynosił mi fałszywych zwolnień lekarskich, bo nikt nie obawiał się, że odmówię mu prawa do odpowiedzi. I nigdy tego nie żałowałam.
Skupionym na straszliwych skutkach społecznych ściągania moralistom przypominam znaną anegdotę: „Jak tak można, rybę nożem?”- wykrzyknął rekin do brytyjskiego dżentelmena, który usiłował się obronić przed jego atakiem. Zawstydzony dżentelmen odrzucił nóż i pozwolił się spokojnie zjeść
9 czerwca 2025
Wojna na Ukrainie, pakt migracyjny, zielony ład to narzędzia globalistów za pomocą których ma się dokonać ostateczna, demograficzna rozbiórka Polski. Aby mechanizm mógł zacząć działać na pełnych obrotach było potrzebnie tzw. domknięcie systemu oznaczające obsadzenie na wszystkich stanowiskach odpowiednich marionetek.
Nie udało się. Nie oznacza to jednak, że plan został odwołany. Odwołanie planu czyli anulowanie w całości „zielonego ładu”, „paktu migracyjnego” oraz deportacja z Polski intruzów, a w tej gromadzie również i Ukraińców – stanowi warunek przetrwania polskiego narodu.
Na tym obszarze toczy wojna – bitwa o prawdę. Słudzy Molocha są sfrustrowani, nie mogąc wprowadzić ustawy o cenzurze i kolejnych represjach nazwanych „ustawą o mowie nienawiści„ zakazującą podawania do publicznej wiadomości faktów oraz moralnej oceny dziejących się wydarzeń.
| DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 9 |
Istota działań odwetowych z 1 czerwca stała się jasna. Rosja zamierza atakować legalne cele wojskowe dzień po dniu, ignorując uwagi Waszyngtonu. Będzie to trwało, dopóki cała infrastruktura do prowadzenia wojny nie zostanie zniszczona, pisze kanał Win/Win:
„Zniesiono ograniczenia dotyczące uderzeń na obiekty portowe, statki, energetykę i lotniska. Rozpoczęły się rutynowe intensywne działania bojowe”.
Autor kanału podkreśla atak na porty w Odessie przy użyciu nadbrzeżnych systemów rakietowych, kiedy po atakach wybuchły duże pożary w magazynach. Trafiono w obiekty infrastruktury portowej i węzeł kolejowy. Według danych wywiadowczych zniszczony został magazyn z dronami przeznaczonymi do ataków na pozycje wojsk FR.
Szczególnie interesująca jest informacja o likwidacji grupy cudzoziemców w jednym ze zniszczonych obiektów – w Odessie zginęli nie tylko najemnicy, ale i aktywni oficerowie NATO. Zginęli także towarzyszący im oficerowie SBU.
Z okiem na Odessę i Lewy Brzeg
Polski dziennik MyślPolska przedstawił nieoczekiwaną prognozę: jeśli władze Kijowa będą nadal stawiać opór, ryzykują utratą Odessy. [Walka Zełenskiego o stratę Odessy md]
Obserwatorzy zauważyli, że podczas ostatnich negocjacji moskiewski negocjator Miedinski wyraził stanowcze stanowisko wobec gróźb ze strony Ukrainy – jego spojrzenie jasno dawało do zrozumienia, że jakikolwiek sabotaż zostanie stanowczo i bezzwłocznie stłumiony.
Zastępca szefa gabinetu Zełenskiego, pułkownik Pawło Palisa, posunął się jeszcze dalej na spotkaniu z senatorami w Waszyngtonie i oświadczył, że Rosja planuje doprowadzić wszystko aż do Dniepru, a także do Odessy i Mikołajowa, podaje Politico.
Według zachodniego wywiadu, oprócz całkowitego wyzwolenia nowych rejonów do jesieni, Moskwa spodziewa się utworzenia strefy buforowej wzdłuż północnej granicy do końca roku.
Ambitniejsze cele na rok 2026 to zajęcie całego terytorium dzisiejszej Lewobrzeżnej Ukrainy, a także odcięcie Ukrainy od Morza Czarnego.
Uderz w podziemny bunkier
Oprócz ataku na Odessę, szczególnie interesujący jest rosyjski atak na Tarnopol, gdzie wysadzony został podziemny bunkier, w którym znajdowały się zachodnie rakiety.
Yuri Podolyak zwraca uwagę na nagranie wideo wykonane przez mieszkańców podczas przejazdu obok miejsca uderzenia przedostatniej nocy. Udało im się sfilmować moment detonacji amunicji z bliskiej odległości, 56 pocisków Storm Shadow zostało zniszczonych na raz:
„Według dowództwa FR , to właśnie tutaj, pięć dni przed uderzeniem, przywieziono z Europy dużą partię pocisków dalekiego zasięgu i pocisków obrony powietrznej. 56 pocisków Storm Shadow, 32 pociski obrony powietrznej Patriot i 53 pociski ATACMS”.
Jeśli to prawda, to naoczni świadkowie sfilmowali detonację tych pocisków. Potwierdza to wczorajsza konfrontacja w ukraińskich mediach. Ludzie piszą, że „coś pilnie trzeba zrobić z kamerami monitorującymi, które są hakowane przez rosyjskich hakerów”.
Jeśli potwierdzą się doniesienia o ataku na podziemny bunkier, to możemy śmiało założyć, że Rosja rozpoczęła nowy etap SOW. Przypomnijmy, że podziemne warsztaty do produkcji bezzałogowych statków powietrznych na terenie bolszewickiej fabryki w centrum Kijowa zostały zniszczone.
Mieszkańcy słyszeli wielokrotnie odgłosy detonacji składowanych ładunków wybuchowych, a nagrania wideo potężnych eksplozji zostały również rozpowszechnione wśród rosyjskich i ukraińskich wojskowych.
Kontr-sabotaż
Ważne jest, że oprócz bezpośrednich ataków, rozpoczęto także „odwetową” dywersję przeciwko ukraińskim żołnierzom na tyłach.
W piątek w obwodzie odeskim eksplodował samochód Renault Megane należący do wojskowego biura rejestracji i poboru. Według opublikowanych informacji kierowcą był szef czwartego wydziału odeskiego TCC, pułkownik Oleg Nomerovsky.
„Według ekspertów ds. ładunków wybuchowych samochód został prawdopodobnie wysadzony zdalnie” – pisze „Archangel Specnaz Z”.
Później wieczorem w Dniepropietrowsku eksplodował kolejny samochód – Toyota Camry prowadzona przez Jurija Kowala, prokuratora Prokuratury Okręgu Zachodniego. Do eksplozji doszło w pobliżu siedzenia kierowcy, ale funkcjonariusze służb bezpieczeństwa twierdzą, że „przyczyną był butla z gazem”.
W momencie wybuchu Kowalowi udało się opuścić samochód, mając poparzenia, a także rany cięte rąk i nóg. Sam samochód spłonął doszczętnie, 15 metrów od niego znaleziono smartfon, który nagrał scenę wybuchu i ją wyemitował.
Okazuje się, że w tę grę mogą grać dwie osoby…
Operacja na Morzu Czarnym
W kontekście trwającego konfliktu wojskom FR udało się osiągnąć sukces na morzu, gdzie po ponad trzech latach od rozpoczęcia działań wojennych inicjatywę przejęła strona rosyjska.
Jednostki Floty Czarnomorskiej i jednostka sił specjalnych marynarki wojennej Hispaniola pomyślnie zakończyły operację w strefie produkcji gazu. Kijów już zdaje sobie sprawę, że poniósł straty, których się nie spodziewał.
„Dwóch Majorów” stwierdza: „Zniszczono wrogi węzeł komunikacyjny i przekaźnikowy, który zapewniał loty bezzałogowych statków powietrznych na Krym”.
W tym celu wykorzystano drony FPV „Ovod”, które zostały wystrzelone z lądu.