Drepcemy wokół „Aneksu”

Drepcemy wokół „Aneksu”

Stanisław Michalkiewicz „Prawy.pl”   16 maja 2026 michalkiewicz

Wprawdzie Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński dawał do zrozumienia, że ten cały Aneks” do „Raportu o Rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych”, nie zawiera żadnych rewelacji, tylko jakąś kiepską „publicystykę” – ale pan generał Marek Dukaczewski, którego resortowa „Stokrotka”, czyli pani red. Monika Olejnik woła do TVN za każdym razem, gdy w naszym nieszczęśliwym kraju, albo nawet za granicą coś się dzieje, a pan generał mówi nie tylko – jak jest – ale i – jak będzie – przestrzegł, że ujawnienie „Aneksu” stanowi czyn „antypaństwowy”.

Tymczasem na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby „Aneks” miał „uderzać” w byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Coś może być na rzeczy, bo pamiętamy, że pan generał Marek Dukaczewski z Bronisławem Komorowskim musiał wiązać jakieś nadzieje, skoro podczas wyborów prezydenckich, w których Bronisław Komorowski kandydował, pan generał ogłosił, że jak ten kandydat wygra, to on z radości otworzy sobie szampana. Trudno o wyraźniejszą wskazówkę dla konfidentów WSI, na kogo mają głosować – a ponieważ podejrzewam, że WSI nawerbowały sobie taką masę konfidentów, że stanowią oni siłę polityczną nawet większą, niż Volksdeutsche Partei i Prawo i Sprawiedliwość razem wzięte – więc nic dziwnego, że Bronisław Komorowski te wybory wygrał w cuglach.

Ale może w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy? Dopóki „Aneks” nie zostanie opublikowany, żadnej pewności mieć nie możemy, więc musimy czekać, aż przeczyta go posągowa Małgorzata Kidawa-Błońska, do której pan prezydent Nawrocki wysłał ten blisko 1000-stronicowy dokument, by po przeczytaniu przedstawiła mu swoją opinię.

Po co panu prezydentowi opinia posągowej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej – trudno zgadnąć – skoro pamiętamy, jak podczas kampanii prezydenckiej kandydującej na to stanowisko posągowej pani Małgorzacie scenicznym szeptem musiał suflować prawidłowe odpowiedzi Wielce Czcigodny poseł Pupka? Wprawdzie pan prezydent Nawrocki chciałby przeprowadzić referendum w sprawie tak zwanego „Zielonego Wału”, który Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje kazała podpisać premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, ale wątpliwe jest, czy Senat wyrazi na to zgodę – a jest ona konieczna, bo konstytucja stanowi, że pan prezydent wprawdzie może zarządzić referendum – ale za zgodą Senatu.

Tymczasem o „znaku pokoju”, jaki przekazali sobie pan prezydent oraz obywatel Tusk Donald podczas nabożeństwa żałobnego z okazji pogrzebu Wielce Czcigodnego Łukasza Litewki, już wszyscy zapomnieli tym bardziej, że najwidoczniej uruchomiony w ramach „Planu B” obywatela Żurka Waldemara Europejski Trybunał Praw Człowieków w Strasburgu kazał „władzom” naszego bantustanu przydzielić czwórce obywateli, wybranych przez Sejm na kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, „gabinety”, sprawy do „orzekania”, no i oczywiście – forsę – bo kogóż wynagradzać w tych zepsutych czasach, jak nie ichmościów, co to pragną „służyć Polsce”? Tymczasem rzeczniczka TK powiedziała, że nic z tego nie będzie, bo wspomniany Trybunał nie ma prawa dyktować naszemu bantustanowi zasad organizacji wymiaru sprawiedliwości.

Na takie dictum wyszczekany wicepremier Krzysztof Gawkowski zagroził „wyłamaniem drzwi” do Trybunału Konstytucyjnego – żeby sprawiedliwości ludowej stało się zadość. Ta deklaracja wzbudza we mnie dwojakie podejrzenia: po pierwsze, że „plan B” obywatela Żurka sprowadzać się mógł do tego, by po cichu przekupić strasburskich przebierańców, by dostarczyli tubylczym siepaczom pozorów legalności, gdy będą „wyłamywać drzwi”. To się mogło zdarzyć tym bardziej, że przypadki comparare benevolentiam niezawisłych sądów mają starożytny rodowód.

Akurat dostałem w prezencie od pana Leszka Wysockiego, tłumacza literatury starożytnej, „Satyrikon” autorstwa Petroniusza Arbitra – tego samego, którego Henryk Sienkiewicz opisuje w „Quo vadis?”. Pan Wysocki przetłumaczył „Satyrikon” w sposób oryginalny, bo używając polskiego języka potocznego, a w niektórych, uzasadnionych momentach – nawet knajackiego – co nadaje dziełu Petroniusza Arbitra osobliwego kolorytu. Więc z jednej strony – „Plan B” – a z drugiej – determinacja, która może wskazywać na powiązania owej czwórki kandydatów na sędziów TK z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, albo z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Widać, że walka klasowa może się u nas wkrótce zaostrzyć, co by się zgadzało ze spiżową tezą Józefa Stalina, że jest to nieuchronne przy postępach socjalizmu. Właśnie Judenrat „Gazety Wyborczej” zastanawia się nad politycznymi korzyściami zlania się Volksdeutsche Partei z Lewicą. Gdyby do tego doszło, socjalizm w naszym bantustanie otrzymałby niezwykle silny impuls rozwojowy, więc i walka klasowa musiałaby się zaostrzyć – a w tej sytuacji drzwi byłyby wyłamywane nie tylko w Trybunale Konstytucyjnym, ale i w niezawisłych sądach drobniejszego płazu – bo z praworządnością ludową żartów nie ma.

Pamiętam o tym jeszcze od czasów młodości, kiedy to w 7 kołobrzeskim pułku zmechanizowanym składałem przysięgę wojskową. Jej rota kończyła się słowami: „a gdybym nie bacząc na tę uroczystą przysięgę, obowiązek wierności wobec ojczyzny złamał, niechaj mnie dosięgnie surowa ręka sprawiedliwości ludowej”. Z tą wiernością była niełatwa sprawa, bo dochować jej było wtedy można tylko „w sojuszu z Armią Radziecką i innymi sojuszniczymi armiami”. Ciekawe, jak jest teraz, kiedy nastąpiło odwrócenie sojuszy, a Polska stała się „sługą narodu ukraińskiego” – o czym w swoim czasie poinformował nas pan Łukasz Jasina? Mam nadzieję, że stare kiejkuty jakoś tę sprawę załatwiły tak, by składanie uroczystej przysięgi nie narażało żołnierzy naszej niezwyciężonej armii na jakieś poznawcze dysonanse, zwłaszcza przy założeniu, że traktują oni te wszystkie zaklęcia serio. Założenie przeciwne byłoby oczywiście niegrzeczne, chociaż nie od rzeczy będzie przypomnieć uwagę J. Em. Józefa kardynała Glempa z początków stanu wojennego, że „nieważne, co się podpisuje”. Wtedy chodziło o tzw. „lojalki” – ale widocznie wielu słuchaczy tych słów musiało to zrozumieć rozszerzająco – jako że potem pojawiła się słynna formuła: ”bez swojej wiedzy i zgody”.

Jak to wszystko będzie funkcjonowało w Generalnej Guberni – komu wtedy nasza niezwyciężona armia będzie przysięgała – o ile jeszcze zachowa odrębność, a nie zostanie zintegrowana z Bundeswehrą w postaci oddziałów tzw. „askarisów”? Tego oczywiście jeszcze nie wiemy, więc musimy odwołać się do odkrycia uczonych radzieckich odnośnie poznania przyszłości – że mianowicie wystarczy trochę poczekać. Toteż poczekamy, aż posągowa Małgorzata Kidawa-Błońska przeczyta ze zrozumieniem „Aneks”, a potem przekaże swoją opinię panu prezydentowi Nawrockiemu. Wtedy zobaczymy, czy są tam rewelacje, czy też – jak sugeruje zblazowany Naczelnik Państwa – tylko kiepska „publicystyka”.

Stanisław Michalkiewicz

Kolejna “Pachamama” w Watykanie: O sojuszu między Stolicą Apostolską a marksistami i poganami

Kolejna “Pachamama” w Watykanie: O sojuszu między Stolicą Apostolską i marksistami

Date: 16 Maggio 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/kolejna-pachamama-w-watykanie-o-sojuszu-miedzy-stolica-apostolska-i-marksistami

FOTO: 23 października 2025, audiencja w Watykanie: Przedstawicielka brazylijskiego marksistowskiego ruchu MST wręcza papieżowi Leonowi XIV flagę z wizerunkiem afro-brazylijskiego bóstwa Ossanha.

10 niepokojących spostrzeżeń wynikających z exposé Instytutu Lepanto na temat sojuszu między Watykanem a marksistami

Kryzys w Kościele nie ogranicza się już tylko do niejasności doktrynalnych czy nadużyć liturgicznych. Zachodzi głębsza przemiana ideologiczna.

Raport opublikowany 12 maja 2026 przez Instytut Lepanto lepantoin.org/wp/about-2

de.wikipedia.org/wiki/Lepanto_Institute, dotyczący sponsorowanego przez Watykan Światowego Spotkania Ruchów Ludowych, stanowi jedną z najbardziej druzgocących krytyk, jakie zostały w ostatnich latach skierowane pod adresem posoborowego Kościoła synodalnego. hlepantoin.org/WMPM-2025-Report-FINAL.pdf

Raport zatytułowany „Wspólna droga z rewolucjonistami: Spotkanie papieża Leona z marksistowskimi ruchami ludowymi w 2025 roku” dokumentuje coraz bliższe relacje Watykanu z organizacjami, które otwarcie popierają socjalizm, komunizm, aktywizm proaborcyjny i ideologię LGBT. epantoin.org/pope-leo-to-october-meeting-of-marxist-revolutionaries-i-am-here-i-am-with-you

Ta szczegółowa analiza przedstawia ponury obraz instytucjonalnego i duchowego upadku Watykanu. Oto dziesięć najbardziej niepokojących faktów:

1. Leon XIV publicznie oświadczył: „Jestem z wami” – adresując te słowa do grup, których ideologie są potępiane przez nauczanie katolickie i Pismo Święte

Prawdopodobnie najbardziej skandalicznym momentem opisanym w raporcie jest przemowa papieża Leona skierowana do zgromadzonych ruchów aktywistycznych. Zwracając się bezpośrednio do grup określanych w całym raporcie jako marksistowskie i rewolucyjne, papież oświadczył: „Jestem tutaj. Jestem z wami!”

Nie była to dyplomatyczna grzeczność wobec świeckich przywódców, ale wyraźne poparcie skierowane do organizacji, które otwarcie promują rewolucję socjalistyczną i lewicową agitację.

2. Watykan kontynuuje promowanie socjalistycznego hasła „ziemia, mieszkanie i praca”

Wyrażenie „ziemia, mieszkanie i praca”  pojawia się wielokrotnie podczas Światowego Spotkania Ruchów Ludowych i stało się w praktyce jego hasłem ideologicznym. Prevost określił je jako „święte prawa”.

Obserwatorzy z pewnością zauważyli, że właśnie to hasło regularnie pojawiało się w przemówieniach Prevosta w takiej czy innej formie.

Problem nie dotyczy troski o ubogich – która zawsze była częścią nauczania katolickiego – ale faktem pozostaje, że hasło to ma swoje źródło w ruchach zakorzenionych w marksistowskiej ideologii walki klasowej, a nie w katolickiej doktrynie społecznej.

3. Impreza watykańska odbyła się w jawnie marksistowskim “centrum społecznym”

Spotkanie w roku 2025 (od 21 do 24 października) zorganizowano w tzw. Spin Time Labs w Rzymie press.vatican.va/content/dam/salastampa/it/bollettino/documentazione-linkata , opisywanym w raporcie jako otwarcie marksistowskie i „trans-feministyczne” centrum społeczne, które znajduje się w budynku nielegalnie przejętym przez aktywistów. zero.eu/it/news/viaggio-al-centro-dello-spin-time-labs

https://spintime.net/

Według Instytutu Lepanto, w obiekcie tym odbywały się imprezy polityczne o charakterze komunistycznym, akcje na rzecz aborcji, festiwale queerowe oraz wulgarne spektakle obejmujące nagość publiczną.

Pomimo to Leon osobiście pochwalił to miejsce, stwierdzając, że uczestnicy przemaszerowali „z centrum społecznego – Spin Time – do Watykanu”.

Nie sposób zignorować symboliki sytuacji.

4. Watykan pozytywnie przyjął rewolucyjny ruch MST z Brazylii

Jedną z najważniejszych obecnych na spotkaniu organizacji był brazylijski Movimento dos Trabalhadores Sem Terra (MST)rewolucyjny ruch rolniczy o wyraźnie socjalistycznych ideałach. wikipedia.org/wiki/Landless_Worker/Movement

W raporcie cytowane są słowa wypowiedziane przez leaderkę MST, Ayalę Ferreirę: „Nie wstydzimy się opowiadać się za socjalizmem”. events.globallandscapesforum.org/speaker/ayala-ferreira/

Organizacja ta celebrowała Karola Marksa, propagowała retorykę rewolucyjną i otwarcie atakowała kapitalizm jako system opresyjny, który należy zastąpić.

5. Ta sama organizacja agresywnie promuje aborcję

Raport pokazuje, że MST nie jest jedynie organizacją socjalistyczną, ale jest głęboko zaangażowana w działalność na rzecz aborcji. W jednym z cytowanych przez Lepanto oświadczeń stwierdza się: „Dekryminalizacja aborcji to coś więcej niż tylko kwestia feministyczna”.

Inne hasło promowane przez MST brzmi: „Zalegalizować aborcję, prawo do naszych ciał!”

Jest nie do pomyślenia, aby taka szatańska organizacja otrzymała legitymizację Watykanu za czasów pontyfikatów przedsoborowych.

6. Ideologia LGBT jest głęboko zakorzeniona we wszystkich wspomnianych ruchach

Raport dokumentuje również zaangażowanie MST w działania na rzecz osób transpłciowych i społeczności LGBT. Organizacja ta świętowała „Dzień Widoczności Osób Transpłciowych”  i ogłosiła, że: „Jeśli istnieje seksizm i fobia wobec osób LGBT, nie ma mowy o reformie rolnej”.

Inne grupy uczestniczące w Światowym Spotkaniu również miały promować działania na rzecz homoseksualistów oraz idee „wyzwolenia queerowego”, które są rażąco niezgodne z moralnością katolicką.

7. Watykan wygodnie pominął rewolucyjną przeszłość Luca Casariniego jako marksisty

W raporcie poświęcono sporo uwagi włoskiemu aktywiście Luca Casariniemu, założycielowi organizacji „Mediterranea Saving Humans”  i jednej z czołowych postaci tego ruchu. wikipedia.org/wiki/Luca_Casarini

Casarini miał uczestniczyć w działalności radykalnych autonomistów, wypowiedział „wojnę” szczytowi G8 w Genui i publicznie stwierdził, że „Karol Marks miał rację”.

Pomimo tej przeszłości cieszył się wyjątkowym dostępem do Watykanu, a nawet otrzymał osobiste słowa zachęty od heretyka Bergoglio.

8. Leonowi podarowano pogański wizerunek

Szczególnie niepokojący incydent miał miejsce, gdy przedstawiciele MST wręczyli Leonowi XIV gobelin przedstawiający Ossanhę, afro-brazylijskie bóstwo pogańskie kojarzone z magią i roślinami rytualnymi.

…………..

Podczas audiencji przedstawicielka MST, Ayala Ferreira, podarowała papieżowi flagę z wizerunkiem bóstwa Ossanha, zwanego również Ossain, kojarzonego z medycyną naturalną w religiach afro-brazylijskich. estadao.com.br/politica/papa-leao-xiv-recebe-mst-no-vaticano-e-diz-que-terra-teto-e-trabalho-sao-direitos-sagrados-nprp

………….

Dla wiernych zaniepokojonych synkretyzmem i podważaniem Pierwszego Przykazania, incydent ten przypomniał skandal związany z Pachamamą z czasów pontyfikatu Franciszka – kolejny moment, w którym symbolika pogańska była mile widziana w środowisku katolickim.

9. Lokalne struktury kościelne są włączane do tych ruchów

W raporcie przytoczono materiały prasowe Watykanu, z których wynika, że delegacjom aktywistów towarzyszyli przedstawiciele diecezji oraz komisji ds. sprawiedliwości i pokoju.

Jest to prawdopodobnie największe zagrożenie ze wszystkich, ponieważ sugeruje, że wspomniane ruchy rewolucyjne nie są już więcej zewnętrznymi grupami nacisku, lecz są bezpośrednio wplatane w życie instytucjonalne Kościoła za pomocą terminów takich jak „synodalność” i „towarzyszenie”.

10. Raport ostrzega, że marksizm rozprzestrzenia się wewnątrz społeczności katolickich

Końcowy wniosek raportu jest druzgocący. Chociaż Instytut Lepanto starannie unika oskarżenia, że sam Leon jest komunistą, twierdzi on, iż Światowe Spotkanie Ruchów Ludowych pełni rolę narzędzia ideologicznej infiltracji.

Ostrzeżenie raportu jest surowe i zwięźle podsumowuje tragiczną sytuację w Kościele synodalnym: „Światowe Spotkanie Ruchów Ludowych… zostało zaprojektowane specjalnie w celu szerzenia ideologii marksistowskich w lokalnych wspólnotach katolickich”.

Podsumowując, raport, o którym mowa potwierdza to, o czym wielu świadomych katolików wie już od dawna: kryzys w Kościele nie ogranicza się już jedynie do niejasności doktrynalnych czy nadużyć liturgicznych. Odbywa się obecnie głębsza przemiana ideologiczna – w ramach której rewolucyjne ruchy polityczne są coraz częściej traktowane jako sojusznicy, podczas gdy tradycyjni katolicy są marginalizowani jako przeszkoda dla nowego „synodalnego” Kościoła.

Jest to tym bardziej tragiczne, gdy weźmie się pod uwagę, że Kościół Katolicki przez ponad sto lat potępiał socjalizm i komunizm jako zasadniczo niezgodne z chrześcijaństwem. Papieże wielokrotnie ostrzegali, że marksizm zniszczy religię, życie rodzinne, własność prywatną i porządek społeczny. Miliony katolików doświadczyły prześladowań i męczeństwa pod rządami reżimów komunistycznych w ciągu całego XX wieku.

A jednak dzisiaj, zgodnie z dowodami zebranymi przez Instytut Lepanto, organizacje otwarcie propagujące te same ideologie są przyjmowane z otwartymi ramionami w Watykanie, a fałszywy kościół, podszywający się pod Kościół Katolicki, aktywnie propaguje owe demoniczne błędy.

Właśnie kiedy wydawało nam się, że Kościół “synodalny” osiągnął maksymalny dystans dzielący go od zbawienia, udowadnia nam, że się mylimy.

INFO: integritymagazine/disturbing-takeaways-from-the-lepanto-institutes-expose-on-the-vatican-marxist-alliance

Kościół święty a synagoga szatana. Masoneria w nauczaniu i doświadczeniu katolickim

Kościół święty a synagoga szatana. Masoneria w nauczaniu i doświadczeniu katolickim

17 maja 2026 pch24/kosciol-swiety-a-synagoga-szatana-masoneria-w-nauczaniu-i-doswiadczeniu-katolickim

Synagogasz.jpg
ROSA MYSTICA

„Synagoga szatana” to określenie pochodzące z Księgi Apokalipsy (Ap 2,9 oraz 3,9). Odnosi się ono do Żydów ze Smyrny i Filadelfii, którzy w I wieku po Chrystusie zwalczali wczesnochrześcijańskie wspólnoty, sami określając się mianem ludu Bożego. Św. Jan oskarża ich o to, że „podają się za Żydów, a nimi nie są”. Poprzez odrzucenie jedynego i prawdziwego Mesjasza, prześladowanie Jego wyznawców oraz kolaborację z Rzymem, sprzeniewierzyli się prawdziwemu powołaniu Izraela. Wedle tej interpretacji, stali się narzędziem w rękach diabła.

W kontekście tajnych stowarzyszeń wyrażenia „synagoga szatana” użył bł. Pius IX w encyklice Etsi multa luctuosa z 21 listopada 1873 roku. Wikariusz Chrystusa napiętnował w ten sposób masonerię, którą obwiniał o trzy kampanie skierowane wówczas przeciw Kościołowi: Kulturkampf w Cesarstwie Niemieckim, zlikwidowanie Uniwersytetu Gregoriańskiego przez władze po zjednoczeniu Włoch oraz ruch antyklerykalny w Szwajcarii.

Tekst niniejszy jest skromną próbą prezentacji tradycyjnego nauczania Kościoła na temat „monstrualnej doktryny” i „zaraźliwej plagi”. Jeśli przy okazji uchyli on rąbka jej mrocznej tajemnicy, to mam nadzieję, że nie dla sensacji – ale ku przestrodze dusz.

Wstęp do książki

Kiedy w poważnej rozmowie na temat wpływu różnych sił na społeczeństwo, kulturę, gospodarkę czy moralność z ust jednego z dyskutantów pada określenie „masoneria”, na twarzach pozostałych zwykle pojawia się pobłażliwy uśmieszek. Jeśli zaś ów rozmówca doda przedrostek „żydo-”, spotka się z otwartym zażenowaniem otoczenia, a jego dalszych wywodów, bez względu na wysuwane argumenty, nikt już nie traktuje poważnie.

Jest to jednak nowość. Jeszcze kilka dekad temu słowo „masoneria” traktowano z powagą, a jeżeli rodziło jakieś emocje, to raczej niepokój. W przeszłości spośród naszych rodaków tak podchodził do tej kwestii choćby św. Maksymilian Maria Kolbe, zakładając do walki z nią Rycerstwo Niepokalanej. Nie inaczej sprawa się miała z Józefem Pelczarem, świętym biskupem i badaczem wolnomularstwa. Co zatem zaszło, że powszechny stosunek do owego zjawiska uległ tak radykalnej zmianie?

Pierwsza Wielka Loża została formalnie założona w 1717 roku w Londynie, a sześć lat później opublikowano słynne Konstytucje Wolnomularzy. Zjawisko szybko rozprzestrzeniło się po świecie zachodnim, przyciągając antyklerykalnych intelektualistów, przywódców politycznych i możnych. Ideałami promowanymi przez masonerię były – między innymi – „wolność, równość i braterstwo” i to one znalazły się na sztandarach rewolucji „antyfrancuskiej” z 1789 roku. Choć hasła te mają chrześcijańskie konotacje, zostały poddane reinterpretacji na modłę antykatolicką. Wolnomularze wykorzystywali symboliczny język, tajne przysięgi oraz nauki jawiące się jako uniwersalne i ponadreligijne. Ponadto tworzyli system moralny oparty nie na Bożym objawieniu, ale na ludzkim rozumie i nieskrępowanej wolności.

Jeżeli chodzi o związki Żydów z masonerią, to rzecz jest złożona. Teorię o żydowskim spisku w celu stworzenia masonerii (choć jest przedmiotem licznych spekulacji) trudno wykazać źródłowo. Początkowo Żydzi nie byli przyjmowani do lóż, co zmieniło się dopiero (albo już – w zależności od perspektywy) po kilkunastu latach. Choć i tak nie wszędzie. Niemniej ich liczba w lożach szybko wzrastała, a pseudohumanistyczną działalność wolnomyślicieli wykorzystywali oni w celach emancypacyjnych. Notabene, prawa przedstawicieli rzeczonego narodu w świecie chrześcijańskim były wówczas ograniczone.

Z czasem pojawiły się loże ściśle żydowskie lub takie, do których nie-Żydzi mieli dostęp, ale zwierzchnictwo należało do synów Izraela. Podczas gdy wielu z nich przystępowało do dużych, ogólnodostępnych lóż, powstawały również inne, nieformalne loże żydowskie (np. L’aurore naissante we Frankfurcie), omijające restrykcyjne zasady admisji.

Do lóż żydowskich (albo zdominowanych przez Żydów) należą dzisiaj między innymi: Barkai (Izrael), Bezalel (Izrael), Fidelity No. 120 (San Francisco), 7th Manhattan District (Nowy Jork), James W. Husted-Fiat Lux (Nowy Jork), Lodge of Judah (Australia) czy Srbija (Belgrad).

Nie można też nie wspomnieć o potężnej para-masońskiej organizacji B’nai B’rith (Synowie Przymierza) z siedzibą w Waszyngtonie. Chociaż oficjalnie nie jest organizacją wolnomularską, to została założona w 1843 roku przez żydowskich imigrantów (z których czterech było masonami) znajdujących się pod silnym wpływem struktury i ideałów masońskich. Charakter B’nai B’rith przechodził przeobrażenia, ale zdaniem wielu komentatorów jej działalność, symbolika i wymiar inicjacyjny wypełniają znamiona wolnomularstwa.

Loże istnieją niemal na całym świecie i gromadzą przedstawicieli wszystkich nacji. Sam fakt przynależności Żydów do nich nie jest zatem sednem sprawy. Stygmatyzujące określenie „żydomasoneria” wynika raczej z nadreprezentacji synów Izraela w lożach oraz ich dominacji. Innym punktem styku masonerii i żydostwa (zapewne równie istotnym) jest obszar duchowy.

Kabała, bo o niej mowa, to gnostycki system mistycyzmu żydowskiego, prawdopodobnie powstały w okresie Drugiej Świątyni. Obrzędy i symbole masonów często nawiązują do tej tradycji. Motyw odbudowy świątyni Salomona, gwiazda Dawida, Drzewo Życia, święte filary, symbolika liczbowa czy nazwy stopni wtajemniczenia to tylko niektóre z wielu przykładów. Chociaż badacze debatują nad bezpośrednim wpływem kabały na wczesną masonerię, to ogólne inspiracje kabalistyczne są bezsporne.

Trzeba jednak podkreślić, że stawianie znaku równości między wolnomularstwem a kabałą byłoby błędem. Masoneria jest niejednolitą organizacją o różnych wpływach, a elementy kabalistyczne bywają wykorzystywane przez jej członków symbolicznie, a nie zgodnie z tajemną żydowską doktryną.

Wikariusze Chrystusa wielokrotnie potępiali wolnomularstwo. Pierwsze oficjalne potępienie wyszło spod pióra papieża Klemensa XII w 1738 roku, za nim poszły kolejne, łącznie kilkadziesiąt. Kościół sprzeciwiał się w nich, inter alia, gnostyckim fundamentom, sekretnej działalności, indyferentyzmowi religijnemu oraz naturalizmowi masonerii. Wolnomularze mieli dążyć do usunięcia chrześcijaństwa z życia publicznego, osłabienia wpływów Kościoła i zastąpienia objawionej człowiekowi moralności etyką świecką. Z tego tytułu katolikom zabroniono przystępowania do lóż masońskich pod sankcją klątwy, najcięższej z kościelnych kar.

Osąd papieży znalazł wyraz w Kodeksie prawa kanonicznego z 1917 roku. Kanon 2335 stanowił, że katolicy wstępujący do sekty masońskiej lub podobnych stowarzyszeń w sporze z Kościołem lub legalnymi władzami cywilnymi zaciągali ipso facto (automatycznie) ekskomunikę, której zniesienie zastrzeżone było dla Stolicy Apostolskiej. Niemniej jednak, w erze Vaticanum Secundum sygnały wysyłane ze Stolicy Apostolskiej stały się cokolwiek… dwuznaczne.

Potępienie powtórzono w deklaracji Kongregacji Nauki Wiary z 26 listopada 1983 roku, sporządzonej przez kard. Ratzingera i zatwierdzonej przez Jana Pawła II. Deklaracja została publikowana w przededniu wejścia w życie nowego Kodeksu prawa kanonicznego. Potwierdziła ona, że katolicy zapisani do lóż masońskich są w stanie grzechu ciężkiego, ale o ekskomunice nie wspomniała. Ponadto opublikowany w tym samym roku Kodeks przeformułował dotychczasowe przepisy: „Kto zapisuje się do stowarzyszenia działającego w jakikolwiek sposób przeciw Kościołowi, powinien być ukarany sprawiedliwą karą; kto zaś popiera tego rodzaju stowarzyszenie lub nim kieruje, powinien być ukarany interdyktem” (kan. 1374).

Ostra definicja została zastąpiona luźniejszym sformułowaniem, a sankcję ekskomuniki wyparła niedookreślona „kara sprawiedliwa”, ewentualnie niezwykle rzadki interdykt. Czy korekta podyktowana była „medycyną miłości” – nowym otwarciem zaproponowanym przez Jana XXIII? Czy może chęcią objęcia „sprawiedliwą karą” większej liczby wrogich Kościołowi grup? Niewykluczone, że jedno i drugie. Być może też hierarchowie uznali, że historyczne potępienia nie mają już racji bytu ze względu na ewolucję myśli wolnomularskiej (i/lub katolickiej). Tak czy inaczej, „sekta masońska” oraz „ekskomunika” znikły z Kodeksu, a wolnomularze mają status jawnogrzeszników (podobnie jak np. konkubenci).

Bliżej naszych czasów zakaz przynależności do loży powtórzono w 2023 roku. Dykasteria Nauki Wiary zamieściła odpowiedź na zapytanie filipińskiego biskupa, którą, za aprobatą Franciszka, podpisał jej prefekt Victor Manuel Fernandéz. W piśmie czytamy, że „aktywne członkostwo w masonerii przez wiernych jest zabronione, ze względu na brak zgodności między doktryną katolicką a masonerią”. Widać w tym punkcie zachowanie względnej ciągłości.

Dużo bardziej zaskakująca (i niepokojąca) niż teoria wydaje się praktyka, a mianowicie działania ludzi Kościoła, którzy chcą budować pomosty między katolicyzmem a masonerią. Świetną ilustracją tegoż jest wydarzenie z 2024 roku z udziałem Franceska Antonia Soddu, ówczesnego biskupa diecezji Terni-Narni-Amelia we Włoszech. Hierarcha wziął udział w ceremonii otwarcia nowej siedziby domu masońskiego Wielkiego Wschodu Włoch, w której uczestniczył również wielki mistrz Stefano Bisi. Biskup Soddu mówił o dialogu i nadziei na przełamywanie stereotypów we wzajemnej współpracy. Niestety, nie został poddany sankcjom kościelnym, a obecnie piastuje urząd arcybiskupa metropolity (liczniejszej) diecezji Sassari.

To jednak nie biskup Soddu (jego przykład jest pierwszym z brzegu), ale sami Wikariusze Chrystusa od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku wytworzyli ów klimat braterstwa i dialogu.

Na synodzie rzymskim w 1960 roku Jan XXIII potwierdził, co prawda, dotychczasową doktrynę, ale w rozmowie z Edwardem Herriottem, lewicowym radykałem i masonem, oświadczył, że dzieliły ich tylko poglądy, a to w istocie niewiele… Czy aby na pewno? Na usta ciśnie się przecież pytanie, co mogłoby ich różnić bardziej – szczególnie że wolnomularstwo nie dokonało żadnej wolty ideologicznej w okolicach Vaticanum Secundum i nic nie pozwala sądzić, że zrobiło to później.

Za pontyfikatu Pawła VI Sobór przyjął stanowisko ekumeniczne i liberalne, forsowane przez masonów od 250 lat. Wolnomularze mogli się cieszyć z dwóch kluczowych dla ich doktryny dokumentów: dekretu o wolności religijnej Dignitatis humanae oraz deklaracji Nostra aetate o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich. Zdaniem krytyków Soboru oba dokumenty stanowią zerwanie z niezmienną nauką, a w najlepszym razie otwierają przestrzeń do niekatolickich interpretacji. Tradycyjna doktryna głosiła, że prawdziwa jest wyłącznie święta wiara katolicka, a fałszywym wierzeniom nie przysługują żadne prawa – z wyjątkiem tolerancji, w znaczeniu pierwotnym i w określonych okolicznościach. Zadekretowana wówczas wolność religijna – wraz ze skutkami, jakie za sobą niosła – znacząco przyczyniła się do późniejszej laicyzacji państw i narodów.

Ponadto w mowie zamykającej Sobór papież oświadczył: „Religia Boga, który stał się człowiekiem, spotkała się z religią – bo tak można ją nazwać – człowieka, który czyni siebie Bogiem. Cóż z tego wynikło? Starcie, walka, potępienie? To mogło się zdarzyć, ale się nie zdarzyło”. Ten fragment bywa interpretowany jako próba mariażu myśli katolickiej z masońską.

Śladem poprzedników podążał Jan Paweł II. Do członków B’nai B’rith przemawiał następującymi słowami: „Drodzy przyjaciele (…). Patrząc w przeszłość na lata poprzedzające Sobór Watykański II i jego deklarację »Nostra aetate« i usiłując pojąć wykonaną od owego czasu pracę, ma się nieodparte wrażenie, iż Pan uczynił dla nas wielkie rzeczy (Łk 1, 49). Jesteśmy zatem zaproszeni do złączenia się w szczerym akcie dziękczynienia Bogu. Początkowy fragment Psalmu 133 doskonale się do tego nadaje. »Oto, jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem«”.

Obdarzając Ojca świętego kredytem zaufania, moglibyśmy przyjąć, że adresował przemowę bardziej „do Żydów” niż „do masonów”. Moglibyśmy też przyjąć, że nie wiedział, z kim miał do czynienia. Niemniej jednak filozofia dialogu niemal z każdym i niemal na każdy temat przenikała jego umysł i serce. Dobrym tego przykładem były antropocentryczne i skupione na przyziemności przemówienia wygłaszane na forach kryptomasońskich organizacji pokroju UNESCO czy ONZ. Oto fragment jednego z nich:

„Wszyscy razem stanowicie olbrzymią siłę inteligencji i świadomości. (…) Zdecydujcie się dać dowód najszlachetniejszej solidarności z ludzkością, solidarności opartej na godności ludzkiej osoby. Budujcie pokój, zaczynając od fundamentów poszanowania wszystkich praw człowieka, praw związanych z materialnym i ekonomicznym wymiarem, jak również wymiarem duchowym i wewnętrznym jego ziemskiej egzystencji. Oby ta roztropność mogła wam dać natchnienie”.

Przy innej okazji papież Polak przyjął na publicznej audiencji wolnomularzy z Trilatèrale. W jej trakcie pominął postać Zbawiciela (co nie należało do rzadkości), zachęcając tylko, by „zrobili wszystko, aby służyć ludzkiej osobie”. Przemówienie zakończył błogosławieństwem, pod którym mógłby się podpisać przedstawiciel każdej wiary: „I niechaj Bóg, Stwórca ludzkiej osoby i Pan życia, uczyni skutecznym wasz wkład dla ludzkości oraz obdarzy wasze serca pokojem”.

Innym osobliwym wydarzeniem z czasów tego pontyfikatu było spotkanie w Tuluzie w 1987 roku na temat kontaktów między Kościołem a masonerią. „Wszystkie loże zostały zaproszone. (…) Przybył sam Wielki Mistrz Wielkiej Hiszpańskiej Loży Symbolicznej (La Grande Loge Symbolique d’Espagne). Wśród 200 uczestników odnotowano obecność 20 duchownych (arcybiskup Tuluzy wydelegował swojego wikariusza generalnego) i lekką przewagę wolnomularzy, głównie uniwersyteckich pracowników naukowych”.

Powyższe przykłady nie są pojedynczymi, tendencyjnie dobranymi zdarzeniami. Stanowią raczej części składowe długofalowego trendu ostatnich dekad. Potwierdzili to swoimi postawami również późniejsi papieże. Owe próby łączenia ognia z wodą (abstrahując od intencji poszczególnych hierarchów) musiały pogłębić nieporządek doktrynalny w rzeczonej materii.

Podsumowując, masoneria jest zjawiskiem złożonym i niejednorodnym, podzielonym na setki obediencji. Jest też trudna do uchwycenia intelektualnie, gdyż jej faktyczne cele – co potwierdzają nawróceni masoni – ujawniają się dopiero na wyższych stopniach wtajemniczenia. Podkreślam to, bo nie postawiłem sobie za cel syntezy fenomenu wolnomularstwa. Tekst niniejszy jest raczej skromną próbą prezentacji tradycyjnego nauczania Kościoła na temat „monstrualnej doktryny” i „zaraźliwej plagi”. Jeśli przy okazji uchyli on rąbka jej mrocznej tajemnicy, to mam nadzieję, że nie dla sensacji – ale ku przestrodze dusz.

Nawet jeśli publikacja dostarcza odpowiedzi na niektóre pytania, to wiele innych pozostawia w próżni (co niekoniecznie musi być jej wadą). Czytelników zainteresowanych systematycznym badaniem meandrów wolnomularstwa odsyłamy do, skądinąd, obfitej literatury przedmiotu.

Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio!

Synagoga sztana - okładka (002)

Redakcja i opracowanie: Konrad Czerski

Wydawca: ROSA MYSTICA

Według francuskich mediów Ukraińcy walczą u boku terrorystów w Afryce w interesie Francji

Thomas Röper anti-spiegel.ru/laut-franzoesischen-medien-kaempfen-in-afrika-ukrainer-zusammen-mit-terroristen-fuer-frankreichs-interessen

Brak „rosyjskiej propagandy”

Według francuskich mediów Ukraińcy walczą u boku terrorystów w Afryce w interesie Francji

RTL donosi, że ukraińscy żołnierze w Mali walczą u boku islamistycznych terrorystów przeciwko lokalnemu rządowi w interesie Francji. Niemieckie media ignorują ten fakt, ponieważ pokazuje to, że „rosyjska propaganda” po raz kolejny mówi prawdę.

Anti-Spiegel 16 maj 2026

==========================

Niemieckie media milczą na temat doniesień RTL, że Francja wspiera islamistycznych terrorystów w Afryce i wysyła ukraińskich żołnierzy u boku tych terrorystów do walki z rządem Mali, bo to w ogóle nie pasuje do ich narracji. W końcu zostało to uznane za „rosyjską propagandę” – a poza tym niemieckie media nigdy nie przyznałyby, że kraje europejskie współpracują z grupami terrorystycznymi, aby osiągnąć swoje cele polityczne w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

O co chodzi

RTL donosi, że Francja, pomimo wycofania swoich sił zbrojnych z Mali, zapewnia wsparcie lądowe ukraińskim żołnierzom walczącym razem z tuareskimi rebeliantami.

Możecie pamiętać, że przed zamachami stanu w 2020 i 2021 roku niemieckie siły zbrojne rzekomo walczyły ramię w ramię z francuskim wojskiem przeciwko terrorystom w Mali. Wśród tych terrorystów znajdują się tuarescy rebelianci, których, według RTL, Francja obecnie wspiera, wysyłając również ukraińskich żołnierzy.

Celowo piszę, że niemieckie siły zbrojne, wspólnie z armią francuską, „rzekomo” walczyły z terrorystami, ponieważ często donosiłem, że ta walka nigdy tak naprawdę nie została stoczona. Rzekoma pomoc w walce z terrorystami dała Francji pretekst do stacjonowania swoich wojsk w Mali i innych krajach Afryki Zachodniej – innymi słowy, do faktycznego okupowania i kontrolowania tych krajów, będących byłymi koloniami francuskimi.

Dzięki temu Francja zapewniła sobie nie tylko wpływy geopolityczne, ale przede wszystkim dostęp do zasobów naturalnych regionu, takich jak uran, który francuskie firmy mogły wydobywać bardzo tanio i którego Francja rozpaczliwie potrzebowała. Francja nie była zatem zainteresowana pokonaniem terrorystów, ponieważ wtedy pretekst do stacjonowania swoich wojsk w tych krajach zniknąłby.

Innymi słowy, rzekoma walka z terrorystami w Mali, do której również wysłano niemieckich żołnierzy, była jedynie pokazowa.

I po raz kolejny „rosyjska propaganda” miała rację

Teraz okazuje się, że to wszystko wcale nie była „rosyjska propaganda”, lecz prawda, ponieważ nagle we Francji otwarcie donosi się, że Paryż nie walczy z Tuaregami,, których niedawno nazwano „terrorystami” i rzekomo zwalczano,  lecz ich wspiera. Kiedyś byli narzędziem Francji, usprawiedliwiającym francuską okupację Mali i innych krajów Afryki Zachodniej, a teraz są narzędziem Francji w walce z nowymi rządami tych krajów, które wypędziły Francję.

RTL, powołując się na francuskie źródło w służbach bezpieczeństwa, donosi, że Francja jest szczególnie zależna od wielu francuskojęzycznych ukraińskich żołnierzy, którzy służyli w Legii Cudzoziemskiej, oraz od jednostek ukraińskiego wywiadu wojskowego GUR, które działają w Mali we współpracy z rebeliantami z Tuaregów, którzy dzięki sojuszowi z dżihadystami zdobyli kilka miast dwa tygodnie temu.

Próba zamachu stanu dwa tygodnie temu

Dwa tygodnie temu próba zamachu stanu w Mali trafiła na pierwsze strony gazet. Islamiści i rebelianci tuarescy – których w europejskich mediach określa się obecnie mianem „rebeliantów”, a nie „terrorystów” – próbowali zdobyć stolicę i obalić rząd. Zamach stanu został brutalnie stłumiony dzięki pomocy rosyjskiego Afrika Korps, z którym byłe kolonie francuskie współpracują od momentu wycofania się Francji.

Po zamachu stanu donosiłem, że został on przeprowadzony w interesie i z pomocą Francji, o czym oczywiście nie wspominały niemieckie media.

Teraz RTL mówi o tym całkiem otwarcie, ponieważ artykuł RTL ujawnia, że ​​rebelianci Tuaregów próbują osłabić „juntę” w Mali, podczas gdy Francja i Ukraina „chcą obalić rosyjskich popleczników junty, byłą milicję Wagnera (przemianowaną na Afrika Korps), która zrobiła wszystko, by wypędzić Francję z Afryki”. Według RTL Tuaregów i Francję łączy wspólny interes.

Francja pozwala Ukraińcom wykonywać brudną robotę

Ale to nie wszystko, ponieważ RTL otwarcie informuje również, że Francja wykorzystuje Ukraińców, aby uniknąć brudzenia sobie rąk poprzez bezpośredni kontakt z terrorystami. RTL twierdzi, że Francja początkowo odrzuciła propozycję Ukrainy dotyczącą udzielenia wsparcia wojskowego Paryżowi w regionie Sahelu.

Co więcej, niemieckie media nigdy nie donosiły o tym, że Ukraina zaoferowała Francji wsparcie w Afryce w formie współpracy z islamistycznymi terrorystami. Aby się o tym przekonać, trzeba przeczytać anty-Spiegla.

Według RTL Francja wycofała się z tego odrzucenia i zaakceptowała ukraińską propozycję, która dopuszcza „szereg strategii”, które „przyniosą korzyści dżihadystom”, obecnie sprzymierzonym z separatystami tuareskimi, którzy z kolei są wspierani przez siły ukraińskie.

RTL donosi ponadto, że ograniczając pomoc operacyjną do żołnierzy ukraińskich, Francja unika bezpośredniej współpracy z dżihadystami, którzy z kolei są powiązani z Al-Kaidą. Zapytane przez RTL Ministerstwo Obrony wyraziło się niejasno, wskazując, że Francja nie udzieli komentarza, gdyby ukraińscy żołnierze opuścili Legię Cudzoziemską, aby służyć Ukrainie w sposób, który uzna za korzystny.

Mówiąc wprost: Francja wykorzystuje Ukraińców do brudnej roboty w Afryce i, rękami Ukraińców, wspiera islamistów Al-Kaidy w Afryce. Muszę powtórzyć, że ten raport pochodzi z francuskiego wydania RTL, a nie z rzekomo złowrogiej „rosyjskiej propagandy”.

Czy niemieckie media o tym napiszą? [a „polskie”? md]

” Wojny o energię” a prawdziwa energetyka cywilizacji ludzi na Ziemi

” Wojny o energię” a prawdziwa energetyka cywilizacji ludzi na Ziemi

Mirosław Dakowski, 15 maj 2026

Ostatnio u siebie publikuję sporo analiz oraz ukrywanych wiadomości o agresji zbrodniarzy Netanjahu i jego „koalicji Epsteina” [USA] na Iran. Widzę, że to potrzebne, bo dzienna liczba otwarcia artykułów wzrosła do 50 – 60 000.

Jak zawsze przychodzące informacje są tendencyjne. Panujące w meRdiach szambo starannie filtruję, by być możliwie blisko prawdy. Są to jednak zawsze informacje cząstkowe.

Uderzył mnie artykuł Richarda Medhursta USA: Zbrojny rabunek światowych zasobów energetycznych wykazujący, jak na tych brutalnym światowym bałaganie zyskuje… USA.

Zauważyłem u niego, jak główne potęgi krótkowzrocznie czy głupio walczą – o ochłapy, o przynoszące zyski sprawy trzeciorzędne. Wygląda że rządzący nie widzą, nie chcą widzieć faktów podstawowych, decydujących o losach cywilizacji na planecie – na trochę dłuższym dystansie czasowym.

W tym momencie walka i dyskusja dotyczy ekonomicznej roli LNG i przewadze nad na przykład ropą w rozliczeniach międzynarodowych.

Widać że pisze to ekspert o bardzo wąskiej specjalizacji. A przecież politycy mają rozumki jeszcze bardziej ograniczona. I pokraczne.

==========================

Już trzy czy cztery dekady temu upowszechnialiśmy wiedzę, że Słońce dostarcza Ziemi 10 do 12 tysięcy razy więcej energii, niż ludzkość obecnie zużywa. Gdyby ta wiedza dotarła gdzie trzeba, to powinno to zastopować „wojny o energię” i skierować wysiłek na korzystanie z darów Pana Boga.

Tak się jednak nie dzieje.

W UE Zieloni komuniści każą przyczepiać nakrętki do plastikowych butelek, ale blokują energetykę węglową oraz zniekształcają okrutnie energetykę odnawialną, bo budują centralistyczne ” farmy fotowoltaiczne”. Powodują więc, durnie, black-outy, katastrofy i drożyzna energetyczną.

Zostawmy ich.

W książce „O energetyce dla użytkowników i sceptyków” już dwie dekady temu ukazałem, że można zaspokoić potrzeby energetyczne kontynentów budując na pustyniach każdego kontynentu, a używając do tego celu niewielkiego procentu pustyń – elektrownie fotowoltaiczne. One mogą, będą produkować elektryczność i/lub wodór dla wszystkich potrzeb energetycznych ludzi.

Pamiętam zabawny dla mnie wtedy wniosek speca od rurociągów dalekiego zasięgu Witolda Michałowskiego, że z Sahary taniej będzie transportować energię na przykład do Hamburga poprzez rurociągi wodorowe niż przez linie wysokiego napięcia. Po prostu mniejsze straty, mniejsze koszty.

Oczywiście przewidywaliśmy wtedy tak wielkie jak i małe magazyny wodoru; te mniejsze na przykład w kawernach po wydobyciu soli, po prostym uszczelnieniu.

Też oczywiście, że to centralistyczne administrowanie siecią elektryczną prowadzi do katastrof black-out, oraz kretyńskich, przez algorytmy prowadzonych wahań cen energii – aż do absurdalnych „cen ujemnych”, czyli wytwórca płaci a nie zarabia [!].

Zostawmy jednak rządzących się, zadufanych kretynów.

Moi koledzy, w fizyce plazmy (fuzja lub reakcja termojądrowa) od 6 czy 7 dziesięcioleci usiłują [ za dziesiątki miliardów !] zbudować „Słońce na Ziemi”. Nie widzą, nie wiedzą, że prawdziwe Słońce od około 5 miliardów lat z daleka [8 minut świetlnych], stabilnie, bezpiecznie działa…

I ślicznie wygląda.

Pomyślmy:

Gdyby Adam okazał się bardziej ostrożny czy bardziej podejrzliwy – i dyskretnie zobaczył, z kim się jego żona spotyka…. Wystarczyło wtedy wężowi dać mocno pałą po łbie, a potem żonie porządnie szerokim pasem po pupie – ale tak by nie zakrwawić. Jakby go potem z miłością po rękach całowała…

A my moglibyśmy się na słoneczku opalać, zamiast „wojować o energie”, czy przepłacać rachunki „” za energię” czy śmieci, co przecież futruje Ryżego i Ursulę co Wodęleje. Tfu, jednak na sam koniec musiałem takie cuchnące zdanie popełnić… Bo właśnie zobaczyłem te rachunki.

Spór o Tajwan i hipokryzja Zachodu

Thomas Röper  anti-spiegel.ru/der-streit-um-taiwan-und-die-verlogene-politik-des-westens

Spór o Tajwan i hipokrytyczna polityka Zachodu

Na Zachodzie przedstawia się to tak, jakby Zachód musiał bronić Tajwanu przed złymi Chinami, które rzekomo są gotowe do aneksji Tajwanu siłą, jeśli zajdzie taka potrzeba. Jednak żadne państwo zachodnie nie uznało Tajwanu, a cały Zachód oficjalnie popiera politykę Jednych Chin, która definiuje Tajwan jako część Chin.

Anti-Spiegel 16 maj 2026

W obliczu ponownego zdominowania nagłówków gazet po szczycie USA-Chiny, po odmowie prezydenta Trumpa zajęcia się kwestią Tajwanu w Chinach i późniejszym unieważnieniu przez niego wcześniej uzgodnionych umów zbrojeniowych o wartości 14 miliardów dolarów, warto przypomnieć tło sporu.

Zachodnie media i politycy propagują narrację, że Tajwan, rzekomo zachodnia demokracja zasługująca na ochronę, musi być chroniony przed złowrogimi Chinami, które rzekomo dążą do jego aneksji. Z tego powodu Stany Zjednoczone intensywnie zbroiły Tajwan w ciągu ostatnich kilku dekad, NATO pracuje nad rozszerzeniem swoich operacji na Pacyfik, a nawet niemieckie siły zbrojne wysyłają w ten region okręty wojenne, aby zademonstrować swój sprzeciw wobec Chin.

Problem polega na tym, że działania Zachodu wobec Tajwanu w żaden sposób nie są zgodne z międzynarodowymi zobowiązaniami prawnymi, które Zachód oficjalnie uznaje. Oficjalnie Zachód popiera politykę jednych Chin, która głosi, że istnieje tylko jedno państwo chińskie – Chińska Republika Ludowa, do której należą Hongkong i Tajwan. Żadne państwo zachodnie nie uznało Tajwanu na mocy dyplomacji, co po raz kolejny dobitnie pokazuje absurdalność polityki Zachodu.

Dlatego chciałbym skorzystać z okazji i przypomnieć tło konfliktu.

Tło

W XIX wieku Chiny były słabe i częściowo pod rządami zachodnich mocarstw kolonialnych. Nawet Niemcy miały w Chinach niewielką kolonię. Wielka Brytania toczyła w XIX wieku dwie wojny, których celem było otwarcie chińskiego rynku na opium, produkowane przez Brytyjską Kompanię Wschodnio-indyjską w ramach jej monopolu produkcyjnego w Bengalu.

Były to wojny wywoływane i podżegane przez kupców – dziś nazwalibyśmy ich korporacjami – w celu maksymalizacji zysków ze sprzedaży narkotyków. Już wtedy chwytliwym hasłem, którym brytyjska opinia publiczna zyskiwała poparcie dla wojen, było hasło, że należy chronić „wolność handlu”, wolność, której złowrogie Chiny sprzeciwiały się, zakazując importu narkotyków.

W Chinach ten okres i upokorzenia, jakich kraj doznał, są pamiętane do dziś. Niezliczeni Chińczycy padli ofiarą uzależnienia od opium, które stało się powszechną epidemią po tym, jak Londyn wymusił otwarcie chińskiego rynku na ten narkotyk.

W rezultacie w Chinach narastał opór przeciwko słabej dynastii cesarskiej. Siły napędowe tego ruchu pochodziły jednak z zagranicy, a także od wykształconych na Zachodzie intelektualistów z terytoriów kolonialnych, takich jak Hongkong, Kanton i Szanghaj, którzy skierowali ruch w pożądanym kierunku. W następstwie tzw. rewolucji Xinhai i późniejszej wymuszonej abdykacji sześcioletniego następcy tronu, Puyi, Imperium Chińskie upadło w 1911 roku, a 1 stycznia 1912 roku proklamowano Republikę Chińską, której tymczasowa konstytucja ustanowiła Chiny jako republikę wzorowaną na Stanach Zjednoczonych.

Jednak Republika Chińska wkrótce istniała tylko z nazwy, ponieważ po śmierci jej prezydenta, wysokiego rangą oficera wojskowego, w 1916 roku Chiny rozpadły się na terytoria kontrolowane przez regionalnych watażków. Wybuchła chińska wojna domowa, a w latach 30. XX wieku nastąpiła inwazja japońska. Wojna domowa ostatecznie zakończyła się dopiero w 1949 roku, gdy Czang Kaj-szek został zmuszony do wycofania się na wyspę Tajwan. Chociaż jego państwo było surową dyktaturą i obejmowało jedynie niewielką wyspę, Tajwan nadal nazywał się „Republiką Chińską” i był uznawany na arenie międzynarodowej za jedyne państwo chińskie. Chińska Republika Ludowa, proklamowana przez Mao Zedonga na kontynencie, była wówczas w dużej mierze odizolowana.

Chiny, Tajwan i ONZ

Ponieważ Chiny zostały uznane za zwycięskie mocarstwo w II wojnie światowej, gdy powstawała ONZ, Republika Chińska (niewielka wyspa Tajwan) otrzymała chińskie miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, podczas gdy znacznie większa Chińska Republika Ludowa nie była nawet członkiem ONZ.

Zmieniło się to dopiero w 1971 roku, kiedy Stany Zjednoczone, pod wodzą prezydenta Nixona, rozpoczęły zbliżenie z Chinami, licząc na pozyskanie ich jako przeciwnika Związku Radzieckiego w zimnej wojnie. W lipcu 1971 roku doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Nixona, Henry Kissinger, odwiedził Pekin, przygotowując tym samym wizytę państwową Nixona w 1972 roku. Mao Zedong zażądał międzynarodowego uznania Chin, a w październiku 1971 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję nr 2758, której kluczowy fragment brzmi:

„Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych […] postanawia przywrócić wszystkie prawa Chińskiej Republice Ludowej i uznać przedstawicieli jej rządu za jedynych prawowitych przedstawicieli Chin w Organizacji Narodów Zjednoczonych, a tym samym usunąć przedstawicieli Czang Kaj-szeka z miejsca, które niesłusznie zajmują w Organizacji Narodów Zjednoczonych i wszystkich jej organizacjach”.

W ten sposób Chińska Republika Ludowa stała się również członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, a Tajwan został wykluczony z ONZ.

Polityka Jednych Chin

Chińska Republika Ludowa realizuje politykę Jednych Chin, zgodnie z którą istnieją tylko jedne Chiny, a mianowicie Chińska Republika Ludowa, obejmująca również Hongkong i Tajwan. Chiny wymagają zatem, aby wszystkie państwa pragnące nawiązać stosunki dyplomatyczne z Chińską Republiką Ludową uznały tę przesłankę, tak jak uczyniła to ONZ w rezolucji Zgromadzenia Ogólnego nr 2758. Oznacza to, że każde państwo – w tym wszystkie państwa zachodnie – musi oficjalnie uznać tę politykę.

Nawiasem mówiąc, z tego właśnie powodu tajwańscy politycy nie składają wizyt państwowych na wysokim szczeblu w UE. Ponieważ na Tajwanie nie ma ambasad ani konsulatów europejskich, nie mogą oni nawet otrzymać wiz wjazdowych. Muszą się o nie ubiegać w konsulacie w Chinach.

Ale Stany Zjednoczone oczywiście nie chcą rezygnować ze swojego „lotniskowca” Tajwanu, dlatego w 1979 roku uchwaliły ustawę o stosunkach z Tajwanem, wyrażając poparcie dla „dalszego demokratycznego rozwoju Tajwanu”. Zawarta w niej deklaracja USA, która w razie potrzeby wyposażyłaby Tajwan w broń obronną, od tamtej pory trwale nadwyrężyła stosunki między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Stany Zjednoczone stworzyły w ten sposób potencjalny punkt zapalny, który mogą wykorzystać i w razie potrzeby eskalować konflikt przeciwko Chinom.

Widzieliśmy precedens na Ukrainie, gdzie pomimo protestów Rosji Stany Zjednoczone naciskały na członkostwo Ukrainy w NATO, dopóki Rosja nie widziała innego wyjścia, jak tylko uniemożliwić to militarnie. Podobnie Stany Zjednoczone mogłyby w każdej chwili przekroczyć wszystkie chińskie „czerwone linie” w odniesieniu do Tajwanu i tym samym sprowokować chińską interwencję wojskową, która mogłaby doprowadzić do poważnej wojny.

Według zachodnich mediów i polityków, w takim przypadku winne byłyby oczywiście Chiny, które prowadzą „nieuzasadnioną, agresywną wojnę przeciwko Tajwanowi”.

Stany Zjednoczone igrają z ogniem.

Stany Zjednoczone w ostatnich latach igrały tam z ogniem. Podczas gdy kraje europejskie, ze względu na oficjalnie uznaną politykę jednych Chin, nie wysyłają na Tajwan delegacji wysokiego szczebla ani nie przyjmują tajwańskich przedstawicieli w UE, wysocy rangą politycy amerykańscy praktycznie ustawiali się w kolejce, aby odwiedzić Tajwan za rządów Bidena. Na przykład prowokacyjna wizyta Nancy Pelosi na Tajwanie w 2022 roku pozostaje niezapomniana.

Tajwan jest coraz bardziej zbrojony przez Stany Zjednoczone, co Chiny naturalnie postrzegają jako prowokację. Stany Zjednoczone raczej nie zaryzykowałyby wojny z Chinami o Tajwan, a ustawa o stosunkach z Tajwanem nie przewiduje interwencji wojskowej USA. Jednak, podobnie jak w przypadku Ukrainy i Rosji, Stany Zjednoczone mogłyby naciskać na rząd Tajwanu, by ten prowokował Chiny, składając Tajwanowi wszelkiego rodzaju obietnice.

Fakt, że Stany Zjednoczone jednocześnie depczą politykę jednych Chin, do której, jak twierdzą, są zobowiązane we wszystkich oficjalnych deklaracjach, po raz kolejny dowodzi hipokryzji amerykańskiej polityki.

A UE nie jest w tym o wiele lepsza, o czym świadczy antychińska polityka Brukseli, przyjęta pod presją USA i uzasadniana w wielu oświadczeniach przez wysokich rangą urzędników UE powoływaniem się na chińską politykę wobec Tajwanu.

Ten przykład po raz kolejny ilustruje hipokryzję polityki Zachodu pod przewodnictwem USA, który swoją polityką wobec Tajwanu narusza prawo międzynarodowe, ignorując w istocie rezolucję ONZ nr 2758.

Zachód powinien podjąć decyzję: albo oficjalnie zdystansować się od polityki jednych Chin i uznać Tajwan, co również stanowiłoby jawne naruszenie prawa międzynarodowego i na co Chiny prawdopodobnie zareagowałyby bardzo ostro, albo ostatecznie poprzeć politykę jednych Chin i – podobnie jak w przypadku Hongkongu – poprzeć pokojowe zjednoczenie Chin i Tajwanu w ramach zasady „jeden kraj, dwa systemy”.

Wtedy jednak USA straciłyby swój „lotniskowiec”, Tajwan, czego oczywiście nie chcą. USA prowadzą politykę globalną, w której mogą wykorzystywać swoje wpływy do wywoływania kryzysów w dowolnym regionie świata, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba w walce z geopolitycznymi lub gospodarczymi rywalami. Tajwan nie jest tu wyjątkiem.

Nie chodzi o „oszczerstwo krwi” [mord rytualny], chodzi o kontrolę narracji

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone/its-not-about-blood-libel-its-about-narrative-control

Izrael zapowiada teraz pozew przeciwko The New York Times, ponieważ syjoniści od kilku dni nie przestają panikować po doniesieniach gazety na temat systematycznych gwałtów na palestyńskich więźniach w izraelskich więzieniach.

Apologeci Izraela nie krzyczą z powodu raportu „New York Timesa”, bo uważają, że Izrael został okłamany. Krzyczą, bo założyli, że zadaniem „Timesa” jest administrowanie propagandą na rzecz Izraela. Nie chodzi o „oszczerstwo rytualne”, ale o kontrolę narracji.

Wiemy, że to prawda, ponieważ raport Nicholasa Kristofa nie zawiera żadnych nowych informacji; każdy istotny punkt artykułu został już wcześniej poruszony przez inne, mniej wpływowe media i organizacje praw człowieka. Nie widzieliśmy takiego oburzenia, biorąc pod uwagę lawinę doniesień o seksualnych torturach palestyńskich więźniów, które pojawiały się na przestrzeni lat. Dostrzegliśmy je dopiero wtedy, gdy doniosła o tym bardziej wpływowa agencja informacyjna.

To pokazuje, że ich prawdziwy sprzeciw nie dotyczy samej treści artykułu, lecz informacji, które wpłynęły na większą liczbę osób niż wcześniejsze doniesienia. Nie chodzi o fakty, ale o liczby. Chodzi o to, aby jak najwięcej ludzi Zachodu pozytywnie myślało o państwie Izrael.

Każdy, kto dziś narzeka na dziennikarską rzetelność i niedbałość w relacjonowaniu, po prostu przyznaje się do bycia propagandzistą. Przyznaje, że jego zadaniem jest manipulowanie sposobem myślenia opinii publicznej o Izraelu i że uważa, że ​​powinno to być również zadaniem wszystkich głównych mediów.

A co najzabawniejsze w tym histerycznym załamaniu, to fakt, że „New York Times” w rzeczywistości był skrajnie stronniczy na korzyść Izraela. Jego stronnicze doniesienia , nierówny dobór słów i bierne nagłówki zostały dobrze udokumentowane. Jedyne, co się zmieniło, to to, że nadużycia Izraela stały się tak oczywiste i niezaprzeczalne, że jego redaktorzy nie mogli już dłużej usprawiedliwiać podkręcania dobrze udokumentowanego artykułu na ich temat. 

Izraelscy propagandyści przyzwyczaili się, że „New York Times” promuje ich ukochane państwo apartheidu, więc uważają to nie tylko za propagandę, ale także za zdradę.

W następstwie raportu New York Timesa media masowo zaczęły publikować artykuły o domniemanych nadużyciach seksualnych ze strony Hamasu, co jest co najmniej bardzo ciekawym zbiegiem okoliczności.

Izrael ogłosił, że pięciokrotnie zwiększa budżet na propagandę , a teraz jesteśmy świadkami aktywnej manipulacji cyklem informacyjnym w celu promowania izraelskich interesów informacyjnych. Oczekuje się od nas, że będziemy po prostu klaskać i udawać, że widzimy prawdziwe wiadomości o prawdziwych rzeczach.

Jedną z najdziwniejszych rzeczy w oburzeniu wywołanym raportem „New York Timesa” jest obsesja na punkcie wzmianki o psach wykorzystywanych do gwałcenia palestyńskich więźniów – dobrze udokumentowanego twierdzenia , o którym już wcześniej dyskutowaliśmy . Hasbaryści są oburzeni i wściekli w mediach społecznościowych, nazywając to jak zwykle „oszczerstwem rytualnym”, ale jednocześnie twierdzą, że dosłownie niemożliwe jest, aby wyszkolony pies kogoś zgwałcił.

„Nieprawdopodobne oskarżenie o gwałt na psach skierowany przeciwko Izraelowi staje się coraz powszechniejsze” – głosi nagłówek w „The Times of Israel” , w którym emerytowany porucznik policji stwierdza, że ​​„jest wysoce nieprawdopodobne, aby ktokolwiek był w stanie wytresować psa, aby skutecznie dopuścił się napaści seksualnej”.

„Nie ma dowodów naukowych ani behawioralnych na to, że psy można wytresować do napaści seksualnej. Eksperci i behawioryści wskazują na szereg barier biologicznych i poznawczych, które to uniemożliwiają” – pisze na Twitterze hasbaristka Eve Barlow.

Zbrodniarz wojenny David Frum pisze , że „misja o 'żydowskich psach gwałcących’ została obalona nie dlatego, że jest to obelga wobec Żydów, ale dlatego, że American Kennel Club potwierdza, że ​​w przypadku psów jest to niemożliwe”. Twierdzenie to zostało później obalone w oświadczeniu samego American Kennel Club, który stwierdził, że nie potwierdził niczego takiego.

„Psy nie mogą zgwałcić człowieka anatomicznie. Jako lekarz, pomyślałem, że po prostu to podkreślę. Dlaczego antysemici są takimi idiotami?” – czytamy w popularnym tweecie dr Sheili Nazarian.

To jest po prostu obiektywnie i bezdyskusyjnie fałszywe. W przeszłości istniały liczne przykłady tyrańskich reżimów wykorzystujących psy do gwałtów na więźniach, w tym w nazistowskich Niemczech i Chile pod rządami Pinocheta. Wiadomo, że seryjny morderca David Parker Ray gwałcił swoje ofiary, wykorzystując do tego psy. To dobrze udokumentowane nadużycie, które może mieć miejsce i ma miejsce, i jest tak izraelskie, że próbują propagować tak łatwe do obalenia kłamstwo o czymś tak przerażającym.

Wymyślali kłamstwa o okrucieństwach, aby móc usprawiedliwić ich popełnianie.

Wymyślali kłamstwa o gwałcie, aby móc go usprawiedliwić.

Wymyślali kłamstwa o martwych dzieciach, aby usprawiedliwić ich zabijanie.

Przedstawiali się jako ofiary, aby usprawiedliwić krzywdzenie innych.

W innych wiadomościach, zmilitaryzowane roboty są już w pełni sprawne i rozmieszczone na polu bitwy — wkrótce będą dostępne podczas protestu w Twojej okolicy.

Dziennik „Jerusalem Post” informuje , że izraelskie wojsko używa robotów podczas inwazji na Liban, pisząc: „Brygada Golani Sił Obronnych Izraela ogłosiła we wtorek, że niedawno dotarła aż do rzeki Litani, około 10 kilometrów od północnej granicy Izraela, i wykorzystała roboty w niektórych częściach operacji”.

Będziemy tego widzieć coraz więcej, ponieważ zautomatyzowane systemy uzbrojenia staną się coraz powszechniejsze. To kolejna rzecz, która może nam się śnić po nocach. 

Dobranoc, dobranoc.

Amnestia czy amnezja?

Amnestia czy amnezja?

Autor artykułu Marek Wójcik 16. maja 2026

W przeciwieństwie do niektórych innych krajów Szwajcaria nie przeprowadziła jeszcze żadnego poważnego rozliczenia z pandemią COVID-19. Ostatnio pokazała to debata wokół byłego trenera szwajcarskiej reprezentacji hokejowej, który w 2021 roku uzyskał sfałszowane zaświadczenie o szczepieniu przeciwko COVID-19, aby móc pojechać na Igrzyska Olimpijskie 2022 do Chin bez szczepienia.

Cytat z opublikowanego kilka dni temu artykułu na swprs.org: Szwajcaria w dobie koronawirusa: amnestia czy amnezja? Źródło.

Czy złodziej zorganizuje, mając taką możliwość, skuteczną akcję wyjaśniającą, kto jest sprawcą jego kradzieży? Równie dobrze można oczekiwać od sędziego prowadzącego sprawę dotyczącą zbrodni, której sam dokonał, że wyda sprawiedliwy wyrok.

Kilka krajów uznało to i w związku z tym wprowadziło amnestię dla „przestępstw związanych z COVID-19”, zwalniając, lub zwracając grzywny związane z lockdownami, nakazami noszenia maseczek i wymogami szczepień. Do krajów tych należą Hiszpania, Słowacja, Słowenia, Turcja, a także niektóre stany i miasta Australii i Ameryki (np. Nowy Jork).

Amnestia – (gr. ἀμνηστία amnēstía „zapomnienie”) – jednorazowe darowanie lub złagodzenie prawomocnie orzeczonych kar, lub środków karnych za popełnione przestępstwa, lub wykroczenia określonego rodzaju poprzez wydanie aktu prawnego. Źródło.

Darowano resztę kar, znów się można było śmiać – śpiewał w Autobiografii zespół Perfect. Dobrze pamiętam czasy jedynej słusznej „prawdy” płynącej z telewizora. Pewnie dlatego, w przeciwieństwie do urodzonych w relatywnie wolnym świecie, tak cenię tę wolność. Parafrazując Kochanowskiego, wolność jest jak zdrowie, które się ceni dopiero wtedy, gdy się straci.

Ukarano uczciwych ludzi, którzy odważnie okazywali swój opór wobec zbrodni zorganizowanej przez państwo i ponadpaństwowe kliki kryminalne. Jako rekompensatę w kilku krajach darowano i to nie wszystkim kary za ich uczciwe postępowanie. Nadal przebywają w więzieniu lekarze, którzy zgodnie z prawem wystawiali zaświadczenia zwalniające pacjentów z problemami płucnymi od noszenia chorobotwórczych masek.

Już po raz trzeci Reiner Füllmich spędził swoje urodziny w więzieniu.

Najbardziej znanym przykładem kowidowych restrykcji sądownictwa niemieckiego, jest historia znanego amerykańsko-niemieckiego prawnika doktora Reinera Füllmicha.

W poruszającym wywiadzie Inka Füllmich po raz pierwszy szczegółowo opowiada o dramatycznych wydarzeniach w Meksyku: o tym, jak jej mąż, Reiner Füllmich, został zwabiony w pułapkę pod fałszywym pretekstem, uprowadzony przez niemieckie władze i od tego czasu przebywa w więzieniu w Niemczech. Ona sama również została zatrzymana – spędziła ponad 24 godziny w zimnej celi w Tijuana. Od porwania minęły trzy lata. Reiner Füllmich nadal przebywa w więzieniu, mimo że pierwotne zarzuty w dużej mierze się rozpadły. Wywiad w języku angielskim.

Znany niemiecki lekarz, działacz przeciwko oszustwu kowidowemu, doktor Bodo Schiffman musiał opuścić Niemcy i przebywa na banicji w Tanzanii.

Moje zdjęcie z doktorem Bodo Schiffmannem (po prawej) na demonstracji w Wiedniu we wrześniu 2020 roku.

Rozliczenie sprawców plandemii musi jeszcze poczekać. Nie dlatego, żebym popierał tę zwłokę, ale dlatego, że muszą wcześniej zacząć znowu działać mechanizmy prawne, które zostały w bezprecedensowy sposób praktycznie na całym świecie zdeptane.

Jaskrawym tego przykładem, było zatrzymanie w Hyde Parku we wrześniu 2020 roku przez angielską policję niemieckiego lekarza Heiko Schöninga. Od tego czasu Hyde Park, będący dotychczas symbolem wolności wypowiedzi, stał się symbolem cenzury.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Koniec hegemonii USA nie jest ogłaszany – jest inscenizowany

Koniec hegemonii USA nie jest ogłaszany – jest inscenizowany

Zbigniew Jacniacki wolnemedia/koniec-hegemonii-usa-nie-jest-oglaszany-jest-inscenizowany

Można analizować wizytę Donalda Trumpa w Chinach jako znaczące wydarzenie dyplomatyczne transmitowane przez światowe media. Ale można też uważać, że była starannie wyreżyserowanym spektaklem politycznym, którego prawdziwym celem nie było ujawnienie rzeczywistych ustaleń między mocarstwami, lecz stworzenie narracji możliwej do zaakceptowania przez społeczeństwa. Kamery miały pokazać historię. Rzeczywista historia powstawała jednak poza obiektywem.

Współczesna geopolityka rzadko, jeżeli w ogóle, rozgrywa się publicznie. Najważniejsze decyzje nie zapadają podczas konferencji prasowych, uroczystych bankietów czy spacerów po pałacowych ogrodach. Są efektem wieloletnich analiz i negocjacji prowadzonych przez wąskie, zawodowe elity państwowe, wojskowe, finansowe i wywiadowcze. Media otrzymują końcowy spektakl — symboliczną inscenizację decyzji podjętych wcześniej. Społeczeństwa mają odnieść wrażenie uczestnictwa w wielkiej polityce.

W rzeczywistości uczestniczą głównie w procesie psychologicznego oswajania zmian. Trump doskonale rozumie logikę medialnej epoki. Wie również, że amerykańska świadomość polityczna przez dziesięciolecia była budowana wokół przekonania o naturalnej i trwałej hegemonii Stanów Zjednoczonych. Tymczasem świat wszedł w okres głębokiej transformacji. Waszyngton nie posiada już siły pozwalającej samodzielnie organizować globalny porządek tak jak po zakończeniu zimnej wojny. Nie można jednak powiedzieć tego wprost społeczeństwu wychowanemu w poczuciu imperialnej wyjątkowości. Dlatego potrzebna jest nowa opowieść. Nie o utracie dominacji,

lecz o odpowiedzialnym dopuszczeniu Chin do współzarządzania światem — w imię stabilności, pokoju i uniknięcia globalnego chaosu. W tym sensie wizyta Trumpa w Pekinie przypominała bardziej rytuał przekazania części odpowiedzialności za światowy porządek niż klasyczne spotkanie dwóch rywalizujących państw. Imperia bardzo rzadko ogłaszają własny schyłek. Znacznie częściej tworzą ceremonie przejścia, które mają nadać zmianie pozór ciągłości i kontroli. Społeczeństwa nie mogą odnieść wrażenia chaosu — muszą uwierzyć, że nowy układ został świadomie wybrany przez odpowiedzialnych przywódców.

To właśnie dlatego polityka wielkich mocarstw tak często przypomina teatr. Jednocześnie jest faktem, ze społeczeństwa epoki medialnej coraz rzadziej oczekują rzeczywistego uczestnictwa w procesach władzy. Znacznie bardziej potrzebują emocjonalnych obrazów podtrzymujących poczucie sensu, ciągłości i stabilności świata. Dlatego współczesna geopolityka oprócz decyzji politycznych, musi produkować również widzialne rytuały mające uspokajać zbiorową świadomość. Uściski dłoni, spacery po ogrodach, ceremonialne rozmowy i starannie wyreżyserowane kadry stają się częścią procesu zarządzania społeczną percepcją rzeczywistości. W epoce globalnych mediów imperia nie komunikują już wyłącznie siły — dbają także o psychologiczne poczucie porządku.

Nie oznacza to jednak końca rywalizacji. Stabilność między mocarstwami może trwać bardzo długo, jeśli główne elity uznają ją za korzystną. Część XIX wieku opierała się na podobnej równowadze. Również okres zimnej wojny, mimo lokalnych konfliktów, był w istocie próbą zarządzania napięciem między wielkimi centrami siły.

Dzisiejszy układ amerykańsko-chiński może więc przetrwać dziesięciolecia. Ale może również rozpaść się stosunkowo szybko.

Wystarczy pojawienie się bardziej agresywnych elit, nowych ambicji ideologicznych albo głębokiego kryzysu gospodarczego, by dotychczasowy kompromis został uznany za oznakę słabości. Historia wielokrotnie pokazywała, że kolejne pokolenia przywódców często niszczą ostrożny dorobek poprzedników, próbując odzyskać „utraconą wielkość”.

Dla Polski całe to widowisko może mieć również bardzo praktyczne znaczenie. Przez lata każda próba otwartego szukania współpracy gospodarczej z Chinami groziła oskarżeniami o „zdradę Zachodu” albo działanie przeciw interesom Stanów Zjednoczonych. Tymczasem jeśli sam amerykański hegemon zaczyna publicznie budować narrację partnerstwa i stabilizacji z Pekinem, wówczas także państwa zależne od amerykańskiego parasola politycznego otrzymują ograniczoną przestrzeń do bardziej pragmatycznej polityki. Mówiąc brutalnie: skoro Chiny stają się partnerem naszego politycznego seniora, to również wasale dostają częściowo uchyloną furtkę do „jedwabnego szlaku”.

Nie oznacza to pełnej samodzielności ani strategicznej niezależności. Oznacza jednak możliwość prowadzenia bardziej elastycznej gry gospodarczej bez natychmiastowego ryzyka politycznej stygmatyzacji. Dla państw średnich i peryferyjnych takie przesunięcia w globalnej narracji często mają większe znaczenie niż oficjalne traktaty.

Symboliczny charakter całej wizyty doskonale oddała scena związana ze zwiedzaniem ogrodów przy siedzibie Komunistycznej Partii Chin. Trump najwyraźniej oczekiwał potwierdzenia, że został potraktowany wyjątkowo — jako partner szczególny, wyróżniony wobec innych światowych liderów. Xi Jinping odpowiedział jednak z chłodnym, niemal konfucjańskim spokojem, że rzadko zwiedzają je głowy innych państw, ale dodał, że Władimir Putin zwiedzał te ogrody wielokrotnie.

Była to odpowiedź krótka, elegancka i bardzo chińska. Bez otwartego upokorzenia, ale również bez pozostawienia złudzeń. W kilku słowach Xi pokazał różnicę między cywilizacją myślącą w rytmie wielowiekowej ciągłości państwa a politykiem funkcjonującym w logice medialnego spektaklu i krótkiego cyklu wyborczego.

Dla Zachodu polityka coraz częściej staje się obrazem. Dla Chin pozostaje długim procesem historycznym. Właśnie dlatego obrazy z Pekinu należy analizować ostrożnie. Media widzą czerwone dywany, uściski dłoni i ceremonialne spacery. Prawdziwa geopolityka ukrywa się jednak w subtelnych gestach, pół-zdaniach i symbolach, które dla masowego odbiorcy pozostają niemal niewidoczne. W świecie schyłku hegemonii najważniejsze decyzje rzadko są ogłaszane. Najpierw są negocjowane w ciszy gabinetów, a dopiero później inscenizowane przed kamerami jako nowa opowieść o świecie.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

Jedenaste przykazanie

Jedenaste przykazanie

Izabela BRODACKA

Jedenaste przykazanie mogłoby moim zdaniem brzmieć: „nie obgaduj bliźniego swego”. Ósme przykazanie „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” mi nie wystarcza. Bez ważnej przyczyny nie należy również rozpowszechniać niekorzystnych, choć nawet prawdziwych, informacji na cudzy temat. Czy właściwe jest na przykład ujawnianie preferencji seksualnych osób nie afiszujących się swoimi upodobaniami i nie indoktrynujących innych w tej dziedzinie? Czy wolno ujawniać jakie ktoś przyjmuje leki albo jakie choroby go trapią? Oczywiście, takie informacje dotyczące osób publicznych mogą mieć wpływ na funkcjonowanie społeczności lecz na ogół są używane nie po to żeby stanąć w prawdzie lecz są traktowane jako broń w politycznej walce albo jako źródło satysfakcji czerpanej z upokorzenia kogoś.

Wiadomo, że nic tak nie zbliża ludzi jak znalezienie wspólnego wroga czy wspólnej ofiary. Nie ma to związku z pochodzeniem czy wychowaniem. Już w młodszych grupach przedszkolnych dzieci spontanicznie znajdują sobie ofiarę- dziecko rude, albo zbyt grube, albo źle ubrane żeby wykluczyć je z zabawy i z tego wykluczenia czerpać satysfakcję. Coś, co pojawia się nieuchronnie, niezależnie od epoki, kultury i szerokości geograficznej mamy prawo nazywać archetypem. To archetyp kozła ofiarnego. Prześladowanie wybranej ofiary cementuje grupę a czasami nawet ją stwarza. Ten sam archetypiczny mechanizm pojawia się w szkole w jednostce wojskowej i w więzieniu. Naiwnością jest twierdzenie, że „ fala” w komunistycznym wojsku to zjawisko prowokowane przez kadrę ( trepów) aby łatwiej kształtować pożądaną przez tych trepów żołnierską postawę. Fala jest zjawiskiem ponadczasowym i ponadustrojowym.

Rozwój środków komunikacji pogłębia ten problem. Dziecko prześladowane w jednej szkole nie znajdzie azylu w innej, odnajdą je internetowi łowcy głów i oberwie dodatkowo za ucieczkę. Jego hańba, jego naznaczenie, nie ogranicza się do niewielkiej grupy. Dzięki mediom społecznościowym staje się publiczną tajemnicą. Dziecko nie może zwrócić się ze swoim problemem do wychowawców bo automatycznie staje się „sześdziesioną” czyli kapusiem zasługującym na jeszcze cięższe prześladowania. Stąd między innymi ogromny i trudny do wyjaśnienia wzrost liczby samobójstw dziecięcych, jaki obecnie rejestrujemy.

Pozostaje pytanie dlaczego prześladowanie kogoś może być źródłem satysfakcji. Znany amerykański psycholog Eric Berne twierdzi, że ludzkość dzieli się dychotomicznie na tych, którzy czyją się gorzej gdy ktoś inny czuje się gorzej i na tych, którzy czują się wówczas lepiej. Ci, którzy czują się lepiej praktykują gry opisane przez Berne’a w książce „ W co grają ludzie”. Czerpanie satysfakcji z czyjegoś upokorzenia Berne traktuje jako formę neurozy. Przyczyną tej neurozy może być zbyt mała liczba „ głasków”, które dany osobnik otrzymał w dzieciństwie. Bo jak twierdzi analiza transakcyjna, trzon teorii Berne’a, dojrzałe relacje międzyludzkie sprowadzają się do wymiany głasków. To co często uważa się za zakłamanie i hipokryzję jest po prostu niepisaną transakcją. Jesteśmy dla siebie nawzajem mili, mówimy sobie komplementy, gdyż podtrzymujemy w ten sposób wzajemnie swoje dobre samopoczucie. Natomiast osoba, która uważa się za prawdomówną to najczęściej złośliwy weredyk, który każdemu wytknie jego słabości czerpiąc z tego neurotyczną satysfakcję, a „stanąć w prawdzie” najczęściej oznacza niepotrzebne osądzanie i rozliczanie bliźnich.

Do psychologii pojęcie archetypu wprowadził Carl Gustav Jung w oparciu o termin Jacoba Burckhardta : das Urbild – „obraz pierwotny”. Jung dowodził istnienia archetypów w oparciu o fakt występowania u ludzi i w dziełach, typowych i powtarzających się motywów. Chciałabym uściślić definicję Junga. Z archetypem mamy do czynienia gdy pewien wzorzec kulturowy powtarza się nieuchronnie, niezależnie od innych okoliczności. Jest to nieuchronność podobna do nieuchronności kształtu kryształu. Jeżeli w roztworze soli kuchennej zawiesimy nitkę z węzełkiem pojawi się kryształ o ściśle określonym kształcie i żadne starania ani inne okoliczności tego kształtu nie są w stanie zmienić. W innym chemicznie roztworze pojawi się kryształ o innym kształcie wynikającym z praw krystalografii. Nie pomoże zmiana naczynia w którym przechowujemy roztwór czy wywiezienie go do innego kraju.

Archetypem jest na przykład pojęcie „Trójcy Świętej”. Pojawia się ono w wielu religiach i kulturach niezależnie od współrzędnych geograficznych i czasowych. W Egipcie występuje triada Amon, Mut, Chonsu. W hinduizmie Brahma, Wiszu, Śiwa. W Babilonie Anu, Enlil, Ea. Jak mówią Rosjanie- „Бог любит Троицу”. Archetyp kozła ofiarnego to uniwersalny mechanizm kulturowy i psychologiczny, polegający na niesłusznym obarczeniu jednostki lub grupy winą za problemy społeczności w celu rozładowania napięcia i zjednoczenia grupy. Zainteresowanym polecam pozycję „Kozioł ofiarny” której autorem jest René Girard. Skąd jednak trzyletnie dzieci wiedzą, że wykluczając wybrane dziecko z grupy tworzą tę grupę albo ją cementują? Działają spontanicznie, a nagrodą (wypłatą) jest pierwotna satysfakcja z wykluczenia kogoś, stygmatyzowania go, upokarzania.

Zadawałam sobie pytanie czy warto wspominać tych wszystkich członków i zastępców członka, którzy kształtowali naszą rzeczywistość przez długie lata komunistycznego zniewolenia. Czy warto wypominać poetom wiersze które napisali, prawnikom wyroki które wydawali, funkcjonariuszom bezpieki zbrodnie które popełnili.

Rozliczanie jest konieczne gdy jest w interesie czy w obronie wspólnoty wyższego rzędu, rodziny, społeczeństwa, kraju i narodu. Wtedy nie ma miejsca na wymianę głasków i również na nadstawianie drugiego policzka. Ale właśnie wtedy trzeba stanąć w prawdzie. Rozlicznie innych powinno posługiwać się prawdą i tylko prawdą.

Porządkując piwnicę znalazłam zbiór kopii tekstów drukowanych w latach pięćdziesiątych, nazwanych przez mego kolegę z podziemia „staliniana”. Postanowiłam z tego znaleziska skorzystać.

Czy katolicyzm dopuszcza zwierzęta w niebie? CZĘŚĆ 3

CZĘŚĆ 3

Królestwo całego stworzenia

Czy w Królestwie Bożym jest miejsce dla zwierząt?

Stworzenie i wieczność

Czy w niebie będą zwierzęta?

Opracował Andrzej Juliusz Sarwa

Kościoły chrześcijańskie

i ich stanowisko w sprawie zwierząt

w życiu pozagrobowym


Kościół katolicki


Czy katolicyzm dopuszcza zwierzęta w niebie?


Teologowie katoliccy przez wieki snuli rozważania na temat tego, czy zwierzęta posiadają dusze, jakie dusze i czy mogą mieć udział w życiu wiecznym.

A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. (Rodz. 1: 26–27).

Teologia katolicka, choć tradycyjnie skupiona na godności i przeznaczeniu człowieka, nie pozostawała obojętna wobec kwestii zwierząt w Bożym planie. Już od czasów Ojców Kościoła zachodniego dostrzegano w świecie przyrody ślad obecności Stwórcy. Zwierzęta postrzegano przede wszystkim jako element Bożego ładu: narzędzia pouczające o cnotach, znaki Bożej troski o stworzenie oraz środki służące dobru człowieka, zarówno fizycznemu, jak i duchowemu. W pismach wielu teologów i świętych oraz w dokumentach papieskich pojawiały się jednak sugestie o możliwym uczestnictwie zwierząt w życiu pozagrobowym, choć zagadnienie ich duszy bywało przedmiotem sporów. Zachodni autorzy, rzadko formułując bezpośrednią wizję udziału zwierząt w eschatologii, traktowali je jako obrazowe nośniki duchowych prawd i moralnych nauk, jednocześnie wyrażając wrażliwość na ich piękno i mądrość zawartą w Bożym stworzeniu.

Święty Augustyn z Hippony (354–430)

Święty Augustyn, wybitny myśliciel Zachodu, przedstawia w swoich pismach przyrodę jako harmonijnie zaprojektowany przez Boga porządek, w którym każde stworzenie ma swoje miejsce: od minerałów i roślin, poprzez zwierzęta obdarzone życiem i zmysłami, aż po istoty rozumne i nieśmiertelne, czyli ludzi, aniołów i samego Stwórcę. W dziele „De Genesi ad litteram” zauważa, że w przyrodzie objawia się dwojaka działalność Opatrzności – naturalna, która daje wzrost drzewom i ziołom, oraz dobrowolna, realizowana przez dzieła aniołów i ludzi – a wszystkie ciała niebieskie i ziemskie porządkują się według Bożych praw, we właściwym rytmie dnia i nocy. W „Państwie Bożym” formułuje hierarchię: zwierzęta, choć stoją niżej niż ludzie i są pozbawione rozumu, przewyższają rośliny dzięki obdarzeniu ich życiem i zdolnością odczuwania. Ich cierpienie, jak słusznie podkreśla, nie jest karą za własne winy, lecz skutkiem upadku człowieka – „jęczeniem stworzenia” oczekującego odkupienia. Zarazem jednak zwierzęta ukazują niezwykłe piękno, będące świadectwem potęgi i mądrości Stwórcy. Choć ich rola jest przede wszystkim użytkowa – dostarczają pokarmu, pracują, pełnią funkcje dydaktyczne – to wierne wypełnianie własnej natury staje się dla człowieka lekcją pokory: jeśli one służą Bożemu zamysłowi, tym bardziej on, obdarzony rozumem, powinien uznać w przyrodzie głos Opatrzności. W ten sposób Augustyn, mimo że nie przewiduje zbawienia zwierząt w tym samym sensie co ludzi, ukazuje całe stworzenie jako integralną część kosmicznej liturgii, w której nawet najskromniejsze istoty manifestują chwałę Boga i oczekują w jedności z ludźmi ostatecznego odnowienia świata.

Święty Ambroży z Mediolanu (ok. 339–397)

Święty Ambroży z Mediolanu w swoim „Hexaëmeronie” (Komentarzu do sześciu dni stworzenia) rozwijał głęboką teologiczną refleksję nad całym stworzeniem, włączając w nią również zwierzęta. Uważał, że poznanie własnej natury człowieka wymaga zrozumienia natury wszystkich żywych istot: roślin, czworonożnych i pełzających zwierząt, ptaków i wszystkich „natur każdego rodzaju”, które pojawiają się w Księdze Rodzaju. Ich instynkty, zachowania i miejsce w „porządku Pisma” świadczą o Bożej mądrości i trosce, a ich życie stanowi pouczające lekcje cnót – wierności, pokory, czujności i prostoty. Zwierzęta w tej wizji nie są jedynie podporządkowanymi człowiekowi narzędziami; Ambroży traktuje je jak „księgę stworzenia”, z której każdy może uczyć się drogi do Boga. W ten sposób łączy wrażliwość wschodnich Ojców z intelektualną precyzją zachodniej teologii, pokazując, że całe stworzenie, w tym i zwierzęta, zostało powołane, by chwalić Stwórcę i prowadzić człowieka ku głębszemu uznaniu Bożej Opatrzności.

Święty Hieronim ze Strydonu (ok. 347–420)

W zachodniej tradycji patrystycznej święty Hieronim ze Strydonu zajmuje szczególne miejsce jako autor licznych komentarzy biblijnych i listów, w których z duchową głębią i wnikliwością odnosił się do świata przyrody, w tym zwierząt. Choć nie prowadził systematycznej refleksji teologicznej nad ich naturą czy eschatologicznym losem – jak czynili to niektórzy Ojcowie Kościoła Wschodniego – jego pisma obfitują w alegoryczne i moralne odniesienia do stworzeń, traktowanych jako żywe symbole rzeczywistości duchowej.

Zwierzęta w jego dziełach służą przede wszystkim jako obrazy pomocnicze w wyjaśnianiu prawd wiary i moralności. Lew, orzeł, wielka ryba, pszczoła, mrówka czy osioł – te stworzenia pojawiają się nie po to, by analizować ich istotę, ale by unaocznić duchowe zmagania, cnoty, grzechy, a także logikę Bożej opatrzności. Na przykład w swoich komentarzach do Pisma Świętego Hieronim zauważa, że „zwierzęta są posłuszne głosowi Pana, podczas gdy ludzie często są nieposłuszni”, co czyni z nich wzór naturalnej harmonii z wolą Bożą. Wskazuje również na pracowitość mrówek, przezorność pszczół i troskę ptaków o swoje młode jako przykłady godne naśladowania przez człowieka.

W Żywocie świętego Pawła z Tebaidy – dziele przypisywanym Hieronimowi – pojawia się scena, w której lew pomaga pochować ciało zmarłego pustelnika. Ten symboliczny epizod odczytywany był później jako wyraz głębokiej prawdy duchowej: że nawet dzikie stworzenia, gdy napotkają autentyczną świętość, mogą stać się uczestnikami Bożych dzieł.

Choć świat przyrody nie zajmuje u Hieronima pozycji centralnej, to jednak stale obecny jest jako tło i narzędzie duchowego pouczenia. Jego pisma ukazują stworzenia nie tylko jako istoty służące człowiekowi, ale także jako odblask Bożej mądrości i porządku – ciche, pokorne świadectwo większej, niewidzialnej rzeczywistości.

Hieronim interpretował przyrodę przede wszystkim w sposób alegoryczny. Zwierzęta stawały się dla niego znakami – obrazami pomagającymi wyrazić tajemnice duszy ludzkiej, duchowe zmagania oraz drogę wzrostu wewnętrznego. Każde stworzenie, nawet najmniejsze, mogło – w jego ujęciu – pouczać człowieka o Bożej opatrzności, cnotach niezbędnych w życiu duchowym czy wewnętrznej walce o świętość.

W jednym z krótkich, ale sugestywnych fragmentów Hieronim podkreślał, że zwierzęta są posłuszne głosowi Boga, podczas gdy ludzie często okazują się nieposłuszni. Uważał to za wyraz prostoty i naturalnego posłuszeństwa stworzeń wobec Bożej woli – kontrastujący z ludzką skłonnością do buntu.

Podziwiał również prostotę życia zwierząt. Wskazywał, jak dzikie bestie potrafią przetrwać w trudnych warunkach, jak ptaki gnieżdżą się w skałach, a zwierzęta leśne znajdują schronienie w norach – i wszystkie są zadowolone z tego, co mają. W jego oczach była to godna naśladowania postawa ascetyczna, oparta na ubóstwie i ufności w Bożą opiekę.

Zachęcał także do tego, by uczyć dzieci obserwacji natury: jak mrówki zbierają pożywienie, pszczoły budują barcie, a ptaki uczą swe pisklęta latać. W takich obrazach widział źródło nauki o pracowitości, przezorności i trosce o innych.

W całym swoim dorobku literackim Hieronim chętnie posługiwał się symbolicznymi przedstawieniami zwierząt. Lew, wielka ryba, orzeł – te i inne stworzenia służyły mu jako środki wyrazu duchowych treści: siły, wierności, duchowego wzlotu. Zwierzęta nie były dla niego jedynie elementem świata materialnego, lecz także niemymi świadkami większej, duchowej rzeczywistości.

Choć Hieronim nie spekulował o eschatologicznym losie zwierząt, w jego pismach wyraźnie wybrzmiewa przekonanie o ich miejscu w Bożym planie stworzenia. Zwierzęta nie były dla niego tylko pomocą dla człowieka; ich życie i zachowanie stanowiły przypomnienie o prostocie, pokorze i harmonii z naturą – wartościach, których człowiek, zagubiony w świecie własnych ambicji i nieuporządkowanych pragnień, powinien się od nich uczyć.

Podobne podejście odnajdujemy również u innych zachodnich Ojców Kościoła. Zwierzęta były obecne w homiliach i komentarzach jako obrazy moralne, świadectwa Bożej mądrości i przypomnienia o naturalnym porządku świata. Jednak w odróżnieniu od tradycji wschodniej, autorzy zachodni rzadziej rozważali możliwość dalszego istnienia zwierząt po śmierci, koncentrując się przede wszystkim na godności i nieśmiertelności duszy ludzkiej.

Podsumowując, nauczanie świętego Hieronima ukazuje świat zwierząt jako nieustanną lekcję pokory i prostoty. Zwierzęta, choć nie obdarzone nieśmiertelną duszą, niosą w sobie echo Bożej mądrości i dobroci. Ich obecność w świecie przypomina o harmonii stworzenia i o tym, że każdy element natury – nawet najmniejszy – istnieje z woli Boga i dla Jego chwały.


Święty Grzegorz Wielki (ok. 540–604)

W zachodniej tradycji patrystycznej święty Grzegorz Wielki, papież i doktor Kościoła, zajmuje szczególne miejsce dzięki pogłębionej refleksji nad duchowym znaczeniem stworzenia. W swoim monumentalnym dziele Moralia in Iob – komentarzu do Księgi Hioba – wielokrotnie odnosił się do świata przyrody, zwłaszcza zwierząt, dostrzegając w nim nie tylko świadectwo Bożej potęgi, ale również źródło głębokich pouczeń duchowych.

W interpretacji Grzegorza zwierzęta nie były traktowane jako istoty posiadające osobowość w sensie teologicznym ani zdolność do świadomej relacji z Bogiem. Nie podejmowano także spekulacji na temat ich losu po śmierci. Mimo to każde stworzenie, powołane do istnienia przez Boga, mogło zostać odczytane jako przypowieść – obraz odsłaniający rzeczywistości niebiańskie. W jego ujęciu nawet najbardziej zwyczajne zwierzę mogło stać się nośnikiem duchowego znaczenia, o ile zostało „rozważone mądrze”.

Dla Grzegorza natura nie była rzeczywistością odseparowaną od duchowości, lecz symbolicznym językiem, którym Stwórca przemawia do człowieka. Całość stworzenia – zarówno widzialna, jak i niewidzialna – służyła objawieniu prawdy o Bogu oraz o Jego planie zbawienia.

W Moralia in Iob pojawia się również refleksja nad Behemotem i Lewiatanem – potężnymi istotami wspomnianymi w Księdze Hioba. Grzegorz interpretował je jako uosobienie sił świata stworzonego, które choć budzą lęk, pozostają całkowicie poddane Bożemu panowaniu. Symbolizowały one moce natury, z pozoru nieokiełznane, lecz w istocie podporządkowane woli i mądrości Boga.

W wizji Grzegorza świat przyrody – zwłaszcza świat zwierząt – jawił się jako otwarta księga. Każda jej karta, właściwie odczytana, mogła ukazać prawdy duchowe dotyczące Boga, człowieka i stworzenia. Celem nie była kontemplacja natury samej w sobie, ale odkrywanie w niej obecności Boga i Jego działania.

Choć Grzegorz, podobnie jak inni zachodni Ojcowie, nie rozwijał rozbudowanej teologii zwierząt ani nie przypisywał im nieśmiertelnych dusz, jego podejście nacechowane było pokorą i duchową czujnością. Każde stworzenie – od najmniejszego ptaka po mitycznego Lewiatana – mogło stać się znakiem prowadzącym człowieka ku większym, niewidzialnym rzeczywistościom.

W ten sposób świat zwierząt został włączony w wielką opowieść o Bogu i Jego działaniu w stworzeniu. W ujęciu świętego Grzegorza przyroda, rozumiana symbolicznie i duchowo, miała prowadzić nie ku podziwowi dla niej samej, lecz ku kontemplacji Tego, który ją stworzył.

Święty Cyprian z Kartaginy (200–258)

W zachodniej tradycji patrystycznej święty Cyprian z Kartaginy jawi się jako ten, który z wrażliwością i duchową głębią przyglądał się światu natury, dostrzegając w nim źródło subtelnych, lecz istotnych nauk duchowych. W swoich pismach wskazywał na instynkty zwierząt i porządek wzrostu roślin jako na znaki przypominające człowiekowi o jego powołaniu. Zgodne z naturą zachowanie stworzeń odczytywane było jako ciche, lecz wymowne napomnienie: by także człowiek postępował zgodnie z prawem wpisanym w jego istotę – prawem prowadzącym ku życiu wiecznemu.

Dla Cypriana przyroda była symbolicznym odzwierciedleniem duchowych dążeń człowieka. Biskup Kartaginy w obrazach zwierząt odnajdywał wzorce chrześcijańskich cnót. Jego obserwacje natury stawały się sugestywnymi przypowieściami, uczącymi pokory, cierpliwości i wytrwałości, kluczowych w duchowym wzrastaniu.

Natura, według Cypriana, nie była jedynie tłem dla życia człowieka, lecz księgą objawienia – miejscem, w którym odczytywać można prawdy o kondycji ludzkiej i o Bogu. Cierpliwość i pokora, obecne w świecie stworzonym, ukazywały się jako cnoty wymagające naśladowania i kultywowania. Kontemplacja przyrody miała więc charakter nie tyle estetyczny, co moralny i duchowy – prowadziła do głębszego zrozumienia własnego życia i powołania do świętości.

W spojrzeniu świętego Cypriana świat przyrody uczył nie słowem, lecz przykładem. Stworzenia ukazywały wierność swojej naturze, podczas gdy człowiek – obdarzony wolnością – miał tendencję do błądzenia. Dlatego to właśnie stworzenia mogły stać się dla człowieka milczącymi nauczycielami, wskazującymi drogę ku większemu porządkowi i harmonii – tej, którą wyznacza prawo Boże wpisane w całe stworzenie.

Święty Hilary z Poitiers (ok. 315–367)

W pismach świętego Hilarego z Poitiers, biskupa i doktora Kościoła, odnaleźć można głęboką refleksję nad miejscem stworzenia w teologii chwały Bożej. Rozważając wzmiankę o palmach i cedrach Pańskich:

Sprawiedliwy zakwitnie jak palma,
rozrośnie się jak cedr na Libanie.
Zasadzeni w domu Pańskim
rozkwitną na dziedzińcach naszego Boga.
Wydadzą owoc nawet i w starości,
pełni soków i zawsze żywotni,
aby świadczyć, że Pan jest sprawiedliwy,
moja Skała, nie ma w Nim nieprawości.

(Ps. 92 (91): 13–16).

Hilary nie ograniczał się do alegorycznej interpretacji, w której rośliny symbolizują sprawiedliwych. W jego ujęciu każde stworzenie – zarówno rośliny, jak i zwierzęta – uczestniczy w oddawaniu chwały Bogu, wpisując się w kosmiczną liturgię. W obserwacji porządku natury i instynktownych zachowań zwierząt dostrzegał nie tylko mądrość stworzenia, lecz także odzwierciedlenie Bożego ładu: jeśli najmniejsze istoty znają swój bieg i miejsce, to człowiek, wyposażony w rozum, tym bardziej ma rozpoznać i uznać swego Stwórcę. Odwołując się do słów św. Pawła, podkreślał on, że „wszystko zostało stworzone i pojednane przez Chrystusa i w Chrystusie”, co świadczy o jedności mocy Ojca i Syna. Zwierzęta, wierne swemu przeznaczeniu i kierujące się wrodzonym instynktem, ukazują harmonijny porządek ustanowiony przez Boga – ład, który człowiek winien przyjąć z pokorą i wdzięcznością.

Odnosi się do tego komentując między innymi słowa tego psalmu:

Z Twoich komnat nawadniasz góry,

aby owocem Twych dzieł nasycić ziemię.

Każesz rosnąć trawie dla bydła

i roślinom, by człowiekowi służyły,

aby z roli dobywał chleb

i wino, co rozwesela serce ludzkie,

by rozpogadzać twarze oliwą,

by serce ludzkie chleb krzepił.

Drzewa Pana mają wody do syta,

cedry Libanu, które zasadził.

Tam ptactwo zakłada gniazda,

na cyprysach są domy bocianów.

Wysokie góry dla kozic,

a skały są kryjówką dla borsuków.

Tyś stworzył księżyc, aby czas wskazywał;

słońce poznało swój zachód.

Mrok sprowadzasz i noc nastaje,

w niej krąży wszelki zwierz leśny.

Lwiątka ryczą za łupem,

domagają się żeru od Boga.

Gdy słońce wzejdzie, wracają

i kładą się w swych legowiskach.

Człowiek wychodzi do swojej pracy,

do trudu swojego aż do wieczora.

Jak liczne są dzieła Twoje, Panie!

Ty wszystko mądrze uczyniłeś:

ziemia jest pełna Twych stworzeń.

Oto morze wielkie, długie i szerokie,

a w nim jest bez liku żyjątek

i zwierząt wielkich i małych.

Tamtędy wędrują okręty,

i Lewiatan, którego stworzyłeś na to,

aby w nim igrał.

Wszystko to czeka na Ciebie,

byś dał im pokarm w swym czasie.

Gdy im udzielasz, zbierają;

gdy rękę swą otwierasz, sycą się dobrami.

Gdy skryjesz swe oblicze, wpadają w niepokój;

gdy im oddech odbierasz, marnieją

i powracają do swojego prochu.

Stwarzasz je, gdy ślesz swego Ducha

i odnawiasz oblicze ziemi. (Ps 104, 13-30)

Dla Hilarego przyroda nie była jedynie przedmiotem estetycznej kontemplacji, lecz żywym znakiem duchowej rzeczywistości, wezwaniem do poznania Boga i życia zgodnego z Jego wolą.

Święty Izydor z Sewilli (ok. 560–636)

Święty Izydor z Sewilli, w swoim monumentalnym dziele Etymologiae, a zwłaszcza w Księdze XII poświęconej zwierzętom, ukazuje głębokie przekonanie o wewnętrznym porządku stworzenia, odzwierciedlającym mądrość Boga. Choć jego dzieło ma charakter przede wszystkim encyklopedyczny, gromadzący wiedzę starożytną i wczesnochrześcijańską, to w licznych opisach zwierząt pobrzmiewa również myśl symboliczna, zgodna z tradycją alegorycznego odczytywania rzeczywistości.

Dla Izydora każde stworzenie – zarówno rośliny, jak i zwierzęta – ma swoje miejsce i cel w Bożym planie. Nadając imiona istotom żywym, Adam – jak zauważa Izydor – nie kierował się przypadkiem, lecz określał je zgodnie z ich naturą i przeznaczeniem, w języku pierwotnym, który tradycja identyfikuje z hebrajskim. Analizy etymologiczne, jak ta dotycząca słowa animantia, wskazują na związek życia i ducha, co otwiera możliwość głębszej refleksji nad sensem istnienia stworzeń.

Izydor nie rozwinął jednak ani rozbudowanej teologii stworzenia, ani duchowego bestiariusza. Jego opisy opierają się na wiedzy naturalnej, etymologii oraz obserwacjach, które nierzadko przejęte są ze źródeł pogańskich. Niemniej, przypisywane niektórym zwierzętom cechy – jak odwaga lwa czy przebiegłość lisa – mogły być interpretowane moralnie, jako znaki i symbole pouczające człowieka.

W takim ujęciu przyroda nie tyle objawia Bożą wolę w sensie mistycznym, ile raczej ukazuje porządek i celowość stworzenia jako wyraz Boskiej mądrości. Dla Izydora świat stworzony jest uporządkowanym systemem, który człowiek może poznawać zarówno intelektem, jak i w świetle wiary. W tym sensie Etymologiae stają się nie tylko zbiorem wiedzy, lecz także świadectwem przekonania, że w stworzeniu można dostrzec odblask harmonii, jaką zamierzył Bóg.

Jego podejście do zwierząt jest skąpe, fragmentaryczne i podporządkowane encyklopedycznej strukturze Etymologiae. Dopiero późniejsi autorzy, korzystając z tych materiałów, rozwinęli pełniejsze, symboliczne i teologiczne ujęcia roślin i zwierząt jako elementów kosmicznej liturgii czy eschatologicznego odnowienia stworzenia.

Święty Tomasz z Akwinu (1224–1274)

Tomasz z Akwinu był jednym z najwybitniejszych filozofów i teologów katolickich, który w swojej pracy połączył filozofię Arystotelesa z nauką Kościoła. W swojej systematyce duszy, Akwinata wyróżniał trzy podstawowe rodzaje dusz, odpowiadające różnym formom życia: duszę wegetatywną, duszę wrażliwą i duszę rozumną.

Dusza wegetatywna, jak zauważył Akwinata, jest charakterystyczna dla roślin. Ta forma duszy odpowiada za podstawowe funkcje życiowe, takie jak wzrost, rozmnażanie i odżywianie. Rośliny, zgodnie z jego rozumowaniem, nie mają zdolności do odczuwania ani podejmowania świadomych decyzji, ponieważ ich dusza nie obejmuje zdolności do percepcji ani ruchu.

Z kolei dusza wrażliwa, jak zauważył Akwinata, jest obecna u zwierząt. To ona pozwala im poruszać się, reagować na bodźce zewnętrzne oraz odczuwać emocje, takie jak strach czy przyjemność. Zwierzęta są więc zdolne do odczuwania, ale ich dusza nie sięga wyżej, nie posiada bowiem zdolności do rozumowania czy podejmowania świadomych decyzji w sposób, w jaki robią to ludzie.

Najwyższą formą duszy w systematyce Akwinaty jest dusza rozumna, która jest przypisana człowiekowi. Dusza ta nie tylko pozwala na podstawowe czynności życiowe, jak wzrost czy rozmnażanie, ale również wyposażona jest w intelekt i wolną wolę. To właśnie ta zdolność do rozumowania i wybierania stanowi o wyjątkowości człowieka w stworzeniu. Dusza rozumna, zdaniem Akwinaty, jest również nieśmiertelna, co oznacza, że po śmierci ciała może trwać i doświadczyć zbawienia w niebie, w bezpośredniej obecności Boga.

Zgodnie z poglądami św. Tomasza z Akwinu, jedynie dusze rozumne – zdolne do intelektualnego poznania i duchowego rozwoju – są nieśmiertelne. Ponieważ zwierzęta nie dysponują racjonalnym umysłem, ich dusze zanikają wraz z ciałem po śmierci. Przez wiele wieków ta koncepcja stała się dominującym stanowiskiem katolickiej teologii: choć zwierzęta są częścią Bożego stworzenia, nie uczestniczą w życiu pozagrobowym tak jak ludzie. Współczesne rozważania teologiczne jednak coraz częściej otwierają przestrzeń dla ponownego przemyślenia tego zagadnienia.

Akwinata przyznawał jednakowoż, iż ostateczne przeznaczenie stworzenia nie zależy jedynie od ludzkiej racjonalności. I to jest bardzo ważne. Akwinata, będąc teologiem, zawsze podkreślał prymat Bożej woli i mocy. Uznawał, że Bóg jako Stwórca ma suwerenną władzę nad całym stworzeniem i Jego plany mogą wykraczać poza ludzkie rozumienie.

Podkreślał, że Bóg ma pełną wolność, by w swojej mądrości i miłości postanowić, czy zwierzęta będą częścią ostatecznego odnowienia, czy też nie. Chociaż ów teolog nie spekulował szeroko na temat zbawienia zwierząt, jego teocentryczne podejście otwierało teoretyczną możliwość, że Bóg w swojej nieskończonej dobroci może włączyć je w jakiś sposób w eschatologiczne odnowienie.

Należy zaakcentować, iż Akwinata dostrzegał, że zwierzęta są integralną częścią boskiego porządku, dlatego w swojej teologii stworzenia podkreślał harmonię i celowość całego wszechświata, w którym każde stworzenie, w tym zwierzęta, pełni określoną rolę i przyczynia się do chwały Bożej.

Chociaż sam nie twierdził jednoznacznie, że zwierzęta będą miały udział w życiu pozagrobowym, sugerował, że Bóg może w swojej łasce zdecydować się na włączenie ich do ostatecznego odnowienia stworzenia. To jest kluczowa interpretacja jego stanowiska. Akwinata nie wykluczał możliwości takiego działania ze strony Boga, choć nie czynił tego pewnikiem teologicznym. Jego argumentacja opierała się głównie na naturze duszy i jej zdolnościach, ale pozostawiał otwartą furtkę dla Bożej suwerenności.

Jego stanowisko wskazuje zatem na pewną elastyczność w rozumieniu roli zwierząt w planie Bożym. Chociaż jego filozoficzne argumenty prowadziły do wniosku o śmiertelności dusz zwierząt, jego teologiczna perspektywa uwzględniała Bożą wolę jako ostateczny czynnik.

Mimo że dominujące stanowisko w katolickiej teologii przez wieki uznawało, iż zwierzęta nie mają duszy nieśmiertelnej, teologiczne spekulacje na temat ich miejsca w ostatecznym odnowieniu stworzenia były otwarte i zarezerwowane dla Bożej decyzji. Choć doktryna o nieśmiertelności duszy odnosiła się głównie do człowieka, kwestia losu zwierząt w eschatologii nie była dogmatycznie zamknięta i pozostawiała przestrzeń dla teologicznych rozważań opartych na Bożej wszechmocy i miłosierdziu.

A zatem, jak z powyższego wynika można zauważyć złożoność poglądów św. Tomasza z Akwinu. Z jednej strony, jego filozofia duszy prowadziła go do wniosku o śmiertelności dusz zwierząt. Z drugiej strony, jego teocentryczna perspektywa i uznanie Bożej suwerenności otwierały teoretyczną możliwość, że Bóg w swoim planie zbawienia może uwzględnić również zwierzęta, choć nie było to centralnym elementem jego nauczania. Reasumując: Akwinata nie wykluczał tej możliwości, pozostawiając ostateczną decyzję w rękach Boga.

Święty Franciszek z Asyżu (1181/82–1226)


Święty Franciszek z Asyżu, w przeciwieństwie do bardziej filozoficznego podejścia Tomasza z Akwinu, przyjął znacznie bardziej duchowe i współczujące spojrzenie na zwierzęta, widząc w nich naszych braci i siostry w Bożym stworzeniu, a także nie tylko część boskiego porządku, lecz stworzenia równie cenne w oczach Stwórcy. Franciszek traktował zwierzęta z ogromnym szacunkiem, widząc w nich istoty, które również mają swoje miejsce w Bożym planie. Był przekonany, że wszystko stworzenie, w tym zwierzęta, posiada swoje wyjątkowe miejsce w sercu Boga.

Jego podejście do zwierząt było głęboko duchowe i pełne empatii. Święty Franciszek nazywał zwierzęta swoimi braćmi i siostrami, uznając je za równych sobie w Bożym planie stworzenia. Dla niego każdy element natury, w tym zwierzęta, miał swój duchowy sens i wartość. Jednym z najbardziej znanych przykładów jego miłości do stworzeń jest historia, która mówi o tym, jak Franciszek głosił kazanie ptakom. Podobno zwrócił się do zgromadzonych ptaków, mówiąc im o Bożej miłości i o tym, jak ważne jest, by dziękowały Bogu za dar życia. Historia ta ilustruje jego głębokie przekonanie, że zwierzęta mogą doświadczać Bożej miłości w taki sam sposób, jak ludzie, i są częścią Jego boskiego planu zbawienia.

Święty Franciszek z Asyżu postrzegał zwierzęta nie tylko jako element stworzenia, lecz jako pełnoprawnych współuczestników Bożego świata. Jego słynna „Pieśń stworzeń” (Cantico di Frate Sole) wychwala Boga za wszelkie elementy stworzenia – Słońce, Księżyc, Wiatr, Wodę, Ziemię, a także za „braci mniejszych”, czyli zwierzęta.

Chociaż święty Franciszek z Asyżu nie pisał wprost o życiu pozagrobowym zwierząt, jego nauki i sposób życia jednoznacznie wskazują, że postrzegał je jako integralną część Bożego królestwa. Franciszek wierzył, że wszystkie stworzenia, zarówno te ludzkie, jak i zwierzęce, mają swoje miejsce w Bożym planie i są obdarzone Bożą miłością. Jego szacunek i miłość do zwierząt, którym przypisywał szczególną wartość i godność, miały znaczący wpływ na późniejsze katolickie refleksje na temat miejsca zwierząt w życiu wiecznym.

Święci i zwierzęta w tradycji katolickiej

duchowa więź stworzenia z człowiekiem

Tradycja katolicka od wieków ukazuje głęboką więź między świętymi a światem stworzenia, w szczególności zwierzętami. Opowieści o świętych, mnichach, pustelnikach czy mistykach – takich jak św. Franciszek z Asyżu, św. Antoni Pustelnik czy św. Marcin de Porres – przepełnione są obrazami harmonii między człowiekiem a przyrodą. Zwierzęta pojawiające się u ich boku nie są jedynie elementem legendarnym, ale stanowią wyraz duchowej prawdy o jedności stworzenia, która – choć naruszona przez grzech – może zostać uzdrowiona dzięki świętości.

W relacjach ze świętymi zwierzęta często zdają się przekraczać swoje naturalne instynkty, okazując spokój, posłuszeństwo, a nawet czułość. W katolickiej interpretacji ich zachowanie jest nie tylko echem utraconej rajskiej harmonii, ale również znakiem przywracania porządku stworzenia w Chrystusie. Choć w teologii katolickiej zwierzęta nie posiadają nieśmiertelnej, rozumnej duszy tak jak człowiek, to ich obecność w życiu świętych traktowana jest jako przejaw działania łaski, jako milczące świadectwo Bożej obecności w całym stworzeniu.

To podejście jest bliskie duchowości prawosławnej, o której będzie na dalszych stronach tej książki, w której święci – szczególnie mnisi i starcy – również ukazywani są jako ci, którzy dzięki oczyszczeniu serca żyją w pokoju z całym stworzeniem. W prawosławiu jednak akcent kładzie się bardziej na przebóstwienie (theosis) człowieka i jego udział w Boskiej energii, która promieniuje także na świat materialny. Dlatego w hagiografii wschodniej często podkreśla się, że dzikie zwierzęta słuchają świętych nie tylko z powodu ich łagodności, ale dlatego, że rozpoznają w nich obecność przemieniającej energii Bożej.

W katolicyzmie z kolei relacja ta bywa częściej interpretowana w kontekście odkupienia i odnowy stworzenia dokonującej się przez Chrystusa. Świętość nie jest więc jedynie osobistym przebóstwieniem, lecz współuczestnictwem w dziele zbawienia świata. Mistyczna relacja świętych ze zwierzętami nabiera tu także wymiaru moralnego: troska o stworzenie, szacunek wobec życia i odpowiedzialność za świat są traktowane jako konkretne formy realizowania miłości bliźniego i życia w łasce.

W katolickim rozumieniu zwierzęta mogą być znakami symbolicznymi Bożych prawd, ale nie pośredniczą w łasce w sposób sakramentalny, tak jak chrzest, Eucharystia czy inne sakramenty – ich obecność przy świętych może być rozumiana jako znak Bożej opatrzności, harmonii, a czasem ostrzeżenia lub duchowego przesłania. W prawosławiu częściej mówi się o „duchowej wrażliwości” stworzenia, które instynktownie odpowiada na Bożą obecność – w katolicyzmie natomiast większy nacisk kładzie się na działanie Bożej łaski, która przez człowieka ogarnia także świat materialny.

Mimo tych różnic, oba podejścia łączy przekonanie, że stworzenie – choć zranione – nie zostało odrzucone, lecz może zostać przemienione i przywrócone do pierwotnej harmonii. Święci są w tym sensie nie tylko świadkami łaski, ale i jej pośrednikami wobec świata, który czeka na „objawienie się synów Bożych” (por. Rz 8,19).

Zwierzęta jako świadkowie świętości

Świadectwem tej duchowej więzi są liczne opowieści z życia katolickich świętych:

Święty Jan Ewangelista (ok. 6 – ok. 100 r. n.e.) – ukochany uczeń Jezusa, autor Ewangelii i Apokalipsy, ostatnie lata swego życia spędził w Efezie, gdzie tłumy przybywały, by słuchać jego pełnych mądrości słów. Choć wiek i obowiązki powstrzymywały niektórych przed podróżą, św. Jan nie zapominał o nich – przemierzał kraj, by osobiście głosić Ewangelię.

Podczas jednej z takich podróży, wracając do Efezu, natknął się na zranioną kuropatwę. Mały ptak z trudem poruszał się, ciągnąc za sobą uszkodzone skrzydełko i cicho kwiląc. Zamiast zobaczyć w niej zdobycz, jak uczyniłoby wielu, Jan wzruszony jej cierpieniem, ostrożnie podniósł ptaszynę, zaniósł do domu, opatrzył ranę i zatroszczył się o nią jak o najmniejszego brata.

Kuropatwa szybko odzyskała siły i odtąd wiernie towarzyszyła świętemu – siadała mu na ramieniu, radośnie latała wokół, gdy wracał do domu, i jadła z jego ręki. Święty Jan z czułością ją pieścił, a jej obecność była dla niego źródłem radości. Kiedy ptaszyna wreszcie zakończyła życie, starzec zapłakał po niej jak po przyjacielu, dając świadectwo głębokiego szacunku i miłości do stworzenia.

Święty Antoni Wielki (ok. 251–356) – pustelnik, cudotwórca i przyjaciel stworzeń. W jednej z legend o świętym Antonim, ojcu pustelników, opowiada się o niezwykłym cudzie, który ukazuje jego współczucie nie tylko wobec ludzi, lecz także zwierząt.

Pewnego razu potężny król Hiszpanii pogrążył się w rozpaczy – jego żona została opętana przez złe duchy, a żaden lekarz ani zaklinacz nie zdołał jej pomóc. W końcu wezwał świętego Antoniego, którego sława cudotwórcy rozchodziła się daleko poza granice pustyni, gdzie żył w odosobnieniu.

Antoni przybył na królewski dwór i po żarliwej modlitwie uwolnił królową od dręczących ją mocy. Dwór ogarnęła fala wdzięczności, lecz święty, nie szukając chwały, cicho opuścił pałac.

Na zamkowym dziedzińcu spotkał niespodziewanego posłańca – maciorę, która żałośnie kwicząc, ciągnęła go za habit. Z początku chciał ją zignorować, lecz kiedy zobaczył jej ślepe, pokraczne prosię, zrozumiał, że nawet stworzenie pozbawione mowy potrafi błagać o pomoc. Ulitował się, dotknął delikatnie zwierzątka – i stał się cud: prosię odzyskało wzrok i zdrowie.

Od tej pory nie odstępowało Antoniego ani na krok. Choć wielokrotnie próbowano je odgonić, pozostało przy świętym przez wiele lat jako jego wierny towarzysz. Dlatego na wielu ikonach i rzeźbach święty Antoni przedstawiany jest z małym prosiątkiem u boku – symbolem współczucia, jakie okazywał każdemu stworzeniu, bez względu na to, czy było królem, czy niemym zwierzęciem.

Chociaż św. Antoni Wielki żył w Egipcie i jest związany z początkami monastycyzmu na Wschodzie, jego kult rozprzestrzenił się na cały Kościół katolicki, w tym do Hiszpanii. Nie ma dowodów na to, by osobiście przebywał w Hiszpanii, ale jego wpływ jest tam widoczny w tradycjach ludowych i religijnych.

Święty Patryk (ok. 385–461), urodzony pod koniec IV wieku, znany jest przede wszystkim jako apostoł Irlandii, jego duchowa wrażliwość obejmowała również świat przyrody. Pochodzący z Galii (dzisiejsza Francja), młody Patryk trzykrotnie został porwany przez piratów i jako niewolnik pasł owce w Irlandii. To doświadczenie nie tylko ukształtowało jego wewnętrzne życie modlitwy, ale również pozwoliło mu poznać język i obyczaje mieszkańców wyspy. Po odzyskaniu wolności wstąpił do stanu duchownego, a później – z polecenia papieża – powrócił na Zieloną Wyspę jako misjonarz.

W jednej z opowieści o świętym Patryku uwydatnia się jego głęboka empatia wobec zwierząt. Gdy wraz z uczniami dotarł na wzgórze ofiarowane mu przez uzdrowionego króla, napotkał łanię z młodymi. Uczniowie chcieli je schwytać, sądząc, że to dar od Boga. Patryk jednak ich powstrzymał, mówiąc: „Te łagodne stworzenia witają nas w nowym domu – jak możecie myśleć o ich skrzywdzeniu?”

Z czułością wziął jedno z koźląt na ramiona i zaniósł je na szczyt wzgórza, niczym dobry pasterz. Łania, okazując niezwykłą ufność, podążyła za nim i odtąd pozostała przy nim – stała się jego niemym, wiernym towarzyszem. Ta scena nie tylko ukazuje jego łagodność, ale jest symbolem duchowego pokoju, który promieniował z jego osoby i przywracał harmonię między człowiekiem a stworzeniem.

Znany jest także epizod o wypędzeniu wszystkich węży z Irlandii – w tradycji odczytywany symbolicznie jako zwycięstwo dobra nad złem, światła nad ciemnością. Patryk kochał świat stworzony, ale stanowczo przeciwstawiał się temu, co budziło zagrożenie duchowe.

W ikonografii przedstawia się go często z pastorałem oplatanym przez węża oraz w towarzystwie łani – obraz ten przypomina, że świętość nie oznacza ucieczki od świata, lecz jego przemianę i uświęcenie przez miłość, łagodność i wiarę.

Święty Sulpicjusz Sewerus (IV w.) był pustelnikiem, który żył w IV wieku w Galii, w zachodniej części dzisiejszej Francji, w okolicach Wandei. Jego życie było pełne modlitwy, kontemplacji i prostoty, a jego pustelnia była mała i skromna, ledwie wystarczająca, by pomieścić go samego. Święty Sulpicjusz był przykładem ogromnej dobroci i współczucia, które objawiał zarówno w stosunku do ludzi, jak i zwierząt.

Jednym z najbardziej znanych wydarzeń z jego życia jest spotkanie z wilkiem. Pewnego wieczoru, kiedy Sulpicjusz spożywał swoją skromną wieczerzę, do jego chatki wszedł wilk. Zamiast się go przestraszyć, pustelnik podzielił się z nim posiłkiem, traktując go jak równego sobie towarzysza. Od tego dnia wilk codziennie przychodził, by zjeść razem z nim, a po posiłku lizał mu rękę w geście wdzięczności.

Pewnego dnia, gdy Sulpicjusz gościł przyjaciela, wilk, nie znajdując swojego gospodarza, ukradł chleb z chatki. Sulpicjusz, zauważając brak jednego bochenka, modlił się za wilka, zmartwiony jego zniknięciem. Po siedmiu dniach wilk wrócił, pełen skruchy, a Sulpicjusz przyjął go z miłością i ponownie podzielił się z nim posiłkiem, dając mu naukę o dobroci i skrusze.

Ta historia ukazuje, jak wielka moc ma dobroć – dzięki niej, nawet dzikie zwierzęta mogą znaleźć swoją drogę do moralności. Święty Sulpicjusz Sewerus żył w harmonii z naturą i dbał o jej stworzenia, traktując je z szacunkiem i współczuciem.

Święta Brygida z Kildare (ok. 451–525) – patronka Irlandii i orędowniczka zwierząt, jedna z największych świętych tego kraju – była córką pieśniarza i niewolnicy. Ochrzczona przez ucznia św. Patryka, od wczesnej młodości odznaczała się pokorą i głęboką miłością do Boga. Dzięki swej dobroci i cnotom odzyskała wolność, lecz odrzuciła światowe życie i udała się na pustkowie, aby w odosobnieniu służyć Panu.

Zamieszkała w dziupli starego dębu, gdzie prowadziła życie pustelnicze. Zwierzęta leśne, wyczuwając jej łagodność, zbliżały się bez lęku. Brygida dzieliła z nimi skromny posiłek, leczyła chore stworzenia i otaczała je opieką. Jej obecność przywracała harmonię – nawet dzikie zwierzęta znajdowały przy niej spokój.

Najbardziej znana jest opowieść o lisie: pewien wieśniak, który przypadkowo zabił oswojonego pupila króla, został skazany na śmierć. Mógł ocalić życie tylko wtedy, gdyby przyniósł równie łagodnego lisa. Jego żona zwróciła się o pomoc do św. Brygidy. Na jej wezwanie z lasu wyszedł lis, który, jak udomowione zwierzę, podążył za świętą aż do zamku. Poruszony jego zachowaniem król darował życie wieśniakowi i sam doznał duchowej przemiany. Lis, wypełniwszy swą misję, wrócił do ostępów leśnych.

W innym cudzie na klasztornym podwórzu pojawił się ścigany dzik. Zwierzęta w panice uciekały, myśliwi byli tuż za nim – Brygida wybiegła, uczyniła znak krzyża i przemówiła do dzika. Natychmiast się uspokoił, a myśliwi, świadomi cudu, porzucili pogoń. Dzik pozostał przy klasztorze jako łagodny towarzysz wspólnoty.

Jako przełożona klasztoru Brygida troszczyła się nie tylko o siostry i ubogich, lecz także o bezbronnych i bezradnych mieszkańców lasu, traktując je z miłością i czułością jako Boże stworzenia. W irlandzkiej tradycji czczona jest nie tylko jako patronka kraju, lecz także jako ta, która wprowadzała pokój i łagodność tam, gdzie się pojawiała – zarówno wśród ludzi, jak i w świecie przyrody.

Święty Benedykt (ok. 480–543) pochodził z bogatej rzymskiej rodziny i miał przed sobą świetlaną przyszłość. Zamiast jednak cieszyć się dostatnim życiem w mieście, wybrał samotność i modlitwę – osiadł na pustkowiu Subiaco, gdzie prowadził surowe życie pustelnika.

W jego odosobnieniu towarzyszył mu kruk – ptak, którego Benedykt przygarnął jako pisklę. Wychował go z troską i czułością. Choć w dawnych legendach kruki karmią świętych, tu role się odwróciły – to święty karmił ptaka. Kruk stał się jego wiernym przyjacielem i pozostał u jego boku na dobre i złe.

Z czasem do Benedykta zaczęli przybywać młodzi ludzie, zafascynowani jego mądrością i świętością. Założył dla nich klasztor, w którym zamieszkał razem z braćmi i… krukiem – ulubieńcem całej wspólnoty.

Pewnego dnia do klasztoru przyszedł zazdrosny człowiek, który próbował otruć Benedykta, przynosząc mu zatruty chleb. Święty, natchniony przez Boga, przejrzał podstęp. Podał chleb swojemu krukowi i rzekł: – „Weź ten chleb i zanieś tam, gdzie nikt go nie znajdzie.”

Posłuszny ptak uniósł niebezpieczny dar i ukrył go w bezpiecznym miejscu. Ocalił w ten sposób życie swego opiekuna.

Benedykt założył jeszcze słynny klasztor na Monte Cassino, który dał początek zakonowi benedyktynów. Zmarł w 543 roku, otoczony szacunkiem i miłością braci zakonnych. A kruk, który był z nim przez wszystkie lata samotności i wspólnoty, na zawsze pozostał symbolem jego mądrości, pokory i więzi ze stworzeniem.

Święty Kewin z Glendalough (VI wiek), irlandzki mnich i pustelnik, pozostaje jedną z najbardziej fascynujących postaci w duchowej tradycji chrześcijańskiej. Jego życie, pełne ascezy, modlitwy i kontemplacji, ukazuje, jak głęboka świętość może przywrócić pierwotną harmonię pomiędzy człowiekiem a światem natury.

Pewnego razu, podczas Wielkiego Postu, w trakcie modlitewnej kontemplacji ze złożonymi dłońmi, Kewin doświadczył niezwykłego wydarzenia: kos uwił w jego dłoniach gniazdo i złożył tam jajko. Święty, pełen cierpliwości i szacunku dla życia, pozostał nieruchomy, pozwalając ptakowi wysiedzieć jajko aż do momentu wyklucia się pisklęcia. Dopiero wtedy, gdy młode przyszło na świat, Kewin powrócił do klasztoru, by świętować radość Zmartwychwstania. Legenda głosi, że w tym czasie sam kos troszczył się o niego, przynosząc mu leśne jagody i orzechy.

Nie była to jedyna opowieść świadcząca o nadzwyczajnej relacji owego świętego z naturą. Zimą Kewin zanurzał się po szyję w lodowatej wodzie jeziora, oddając się modlitwie. Towarzyszyła mu wtedy wydra, która przynosiła świeże ryby, a pewnego razu wyłowiła z wody brewiarz, który święty nieopatrznie upuścił. W czasach głodu ta sama wydra dostarczała łososie mnichom z Glendalough, jednak gdy któryś z braci zaproponował, by ją zbić i wykorzystać jej futro na rękawiczki, zwierzę opuściło ich na zawsze.

Inna legenda opowiada o krowie, która zabłąkała się do pustelni Kewina. Zwierzę, wykazując niezwykłą łagodność, lizało jego stopy i szaty. Kiedy wróciło do swego właściciela, poganina imieniem Dima, dało tak obfitą ilość mleka, że wydało się to cudowne. Zaintrygowany Dima postanowił śledzić krowę i w ten sposób odkrył pustelnię świętego. Uznając cud za znak Boży, przyjął chrzest, a wkrótce potem powstała w Glendalough chrześcijańska wspólnota.

Z kolei król O’Toole z Glendalough, posiadający oswojoną gęś, prosił Kewina o jej uzdrowienie. Święty zgodził się pod warunkiem, że otrzyma ziemię tak rozległą, jak daleko poleci ta gęś. Po cudownym uleczeniu ptak przeleciał nad całą doliną, wyznaczając teren przyszłego klasztoru.

Jeszcze inna historia wspomina o łani, która codziennie dostarczała mleko dla dziecka oddanego pod opiekę mnichów. Po śmierci łani, zabitej przez wilka, święty nakazał drapieżnikowi, aby odtąd to on przynosił mleko, do czasu aż dziecko nie będzie go już potrzebować.

Podczas jednego z polowań dzik, uciekający przed psami, znalazł schronienie u stóp modlącego się świętego. Psy, zamiast zaatakować, położyły się spokojnie obok niego. Kiedy myśliwi ujrzeli nad świętym stado ptaków, uznali to za boski znak i odstąpili od zabicia zwierzęcia.

Opowieści o świętym Kewinie ukazują niezwykłą harmonię pomiędzy człowiekiem a stworzeniem. Świat zwierząt zdawał się rozpoznawać jego świętość i instynktownie szukał u niego schronienia. Szczególnie historia kosa budującego gniazdo w dłoniach świętego, stała się symbolem cierpliwości, pokory i głębokiej duchowości, a także znak harmonii człowieka z całym Bożym stworzeniem.

Duchowe znaczenie tych opowieści jest ogromne. Święty Kewin ukazuje, że prawdziwa świętość polega nie tylko na modlitwie i samotnej kontemplacji, lecz także na tworzeniu przestrzeni, w której możliwa jest pełna jedność człowieka z naturą. Zwierzęta, ufające świętemu, współistniały z nim w pokoju, a ich obecność przypominała o kosmicznej harmonii zamierzonej przez Boga. Modlitwa i świętość Kewina nie tylko kształtowały jego osobistą relację z Bogiem, ale miały moc przemiany całego otaczającego go świata w przestrzeń pokoju, wzajemnego zaufania i miłości.

Święty Malo, znany także jako Maklowiusz (ok. 520–621), urodził się w Brytanii w bogobojnej rodzinie. Już jako chłopiec wykazywał głęboką wrażliwość i pragnienie służby Bogu. Uczył się w szkole klasztornej, a gdy dorósł, został kapłanem i wyruszył z misją do Bretanii.

Już w czasie podróży wydarzył się cud – z powodu sztormu statek przybił do niewielkiej wyspy, gdzie święty odprawił wielkanocną mszę. Gdy wypowiedział słowa „Baranku Boży”, ziemia pod nimi zadrżała. Okazało się, że modlitwa odprawiona była nie na wyspie, lecz… na grzbiecie wieloryba! Zwierzę spokojnie zanurzyło się w morzu dopiero po zakończeniu mszy.

Święty Malo całe życie wędrował po lasach i odludziach, głosząc Ewangelię. Zawsze łagodny i cierpliwy, szczególną miłością otaczał zwierzęta. Karmił je, przemawiał do nich z czułością, a one odwzajemniały się mu zaufaniem.

Pewnego dnia spotkał wieśniaka, który rozpaczał po śmierci maciory z ośmioma prosiętami. Malo dotknął zwierzęcia swoją laską – i oto cud: maciora ożyła. Innym razem, gdy wilk pożarł osła klasztornego, święty skarcił go i polecił, by sam ciągnął wóz. Wilk posłusznie to uczynił i przez lata służył zakonnikom.

Dobroć Malo obejmowała nawet najmniejsze stworzenia. Gdy pewnego dnia zdjął habit podczas pracy w ogrodzie, ptaszek uwił gniazdo w jego kapturze. Święty przez wiele dni nie sięgał po ubranie, by nie przeszkadzać. Dopiero gdy pisklęta się wykluły i odleciały, odzyskał swój habit.

U schyłku życia został biskupem Aleth, gdzie kochali go zarówno ludzie, jak i zwierzęta. Zmarł w opinii świętości, a jego wspomnienie do dziś żyje w sercach mieszkańców Bretanii i wszystkich, którzy kochają przyrodę.

Święty Awentyn (VI w.) – przyjaciel dzikich zwierząt, zwany apostołem Gaskonii, żył w VI wieku i prowadził życie ciche, pełne modlitwy, prostoty i dobroci. Szczególnie umiłował samotność w pobliskim lesie, gdzie codziennie udawał się na modlitwę. To właśnie tam, pośród drzew i śpiewu ptaków, rozmawiał z Bogiem i wstawiał się za cierpiącymi ludźmi.

Pewnego dnia, podczas modlitwy, usłyszał ciężki oddech i szelest gałęzi. Z mroku lasu wyłonił się ranny niedźwiedź. Nie okazując strachu, święty patrzył spokojnie, jak zwierzę podchodzi coraz bliżej. Niedźwiedź uniósł łapę, w której tkwił głęboko cierń, i jęknął żałośnie. Awentyn, poruszony jego bólem, delikatnie wyjął kolec. Niedźwiedź zamruczał z ulgą, otarł się wdzięcznie o pustelnika i spokojnie oddalił się w las.

Ta niezwykła scena ukazuje nie tylko świętość Awentyna, ale i jego głęboki szacunek wobec wszystkich stworzeń. Zwierzęta wyczuwały jego łagodność i ufały mu bez lęku – nawet dziki, leśny niedźwiedź przyszedł do niego jak do przyjaciela.

Do dziś w kościele pod wezwaniem św. Awentyna znajduje się drewniana rzeźba przedstawiająca ten moment – święty wyciąga cierń z łapy zwierzęcia, które klęczy u jego stóp.

Święty Cainnech z Aghaboe (ok. 515–600), irlandzki opat, znany też jako św. Kenneth, był jednym z najbardziej czczonych mnichów wczesnośredniowiecznej Irlandii. Uczeń św. Finiana, przyjaciel św. Kolumbana, założyciel klasztorów i gorliwy kaznodzieja, szczególnie umiłował samotność i modlitwę w górskiej pustelni. Co roku, na czas Wielkiego Postu, udawał się do swojej leśnej pieczary, by w ciszy oddać się postowi i kontemplacji.

Z wiekiem, osłabiony, zabierał ze sobą młodszego współbrata – Damiana. Pewnej zimowej nocy, obudził ich śpiew ptaka. Okazało się, że był to drozd – samiec pocieszający swą partnerkę wysiadującą jaja. Święty Cainnech, poruszony tym przejawem troski i piękna stworzenia, postanowił otoczyć ptaki opieką. Gdy brat Damian odkrył gniazdo ukryte w bluszczu, opat zabronił je niepokoić, a codziennie przynosili ptakom resztki chleba.

Gdy pewnego dnia nadeszła gwałtowna burza, Cainnech bardzo zaniepokoił się o los drozdów. Wyszedł z pieczary i ujrzał niezwykły widok – anioła, który osłaniał skrzydłami ptasie gniazdo. Po burzy odnaleźli w nim matkę i trzy zdrowe pisklęta. Z wdzięcznością modlili się do Boga za ten znak Jego opieki nad najmniejszymi stworzeniami.

Do końca Wielkiego Postu zostawiali drozdom okruchy chleba, a w Wielką Sobotę święty Cainnech pobłogosławił gniazdo. Od tamtej pory ludzie nazywali drozda „ptaszkiem świętego Cainnecha” – symbolem Bożej troski i dobroci świętego opata wobec wszelkiego stworzenia.

Święty Cuthbert z Lindisfarne (VII wiek) to jedna z najbardziej poruszających postaci ukazujących duchową więź człowieka z przyrodą. Angielski biskup, znany ze swojej surowej ascezy i głębokiego oddania Bogu, często udawał się na samotne modlitwy nad morzem. Tradycja głosi, że spędzał tam nocą długie godziny, stojąc po pas w lodowatej wodzie, w modlitewnym skupieniu. Kiedy kończył modlitwę i wracał na brzeg, działo się coś niezwykłego – z wody wynurzały się dwie wydry, które delikatnie osuszały jego przemarznięte stopy swoim miękkim futrem, a następnie ogrzewały je oddechem.

Mnisi, świadkowie tego zdumiewającego zjawiska, nie postrzegali go jedynie jako osobliwości natury. Widzieli w nim wyraźny znak Bożej łaski i potwierdzenie świętości Cuthberta. Zachowanie wydr, które nie było jedynie instynktowne, odczytali jako świadectwo pierwotnej harmonii stworzenia – tej samej, którą utraciliśmy po upadku, lecz która w obecności świętości człowieka na nowo się ujawniała.

Opowieść o świętym Cuthbercie niesie duchowe przesłanie aktualne także dziś. Przypomina, że świat przyrody nie jest bezduszną masą, lecz częścią Bożego stworzenia, tęskniącą za odnowieniem i pokojem. Ukazuje, że świętość człowieka ma moc przywracania harmonii w otoczeniu, tak jak w czasach Edenu, gdy zwierzęta i ludzie żyli w zgodzie i wzajemnym szacunku. Choć zwierzęta nie wyrażają wiary słowami, potrafią rozpoznać świętość i odpowiedzieć na nią ufnością, bliskością, a nawet troską. Ta historia daje nadzieję, że wszelkie stworzenie, zgodnie z Bożą obietnicą, ma udział w Jego planie zbawienia.

Święta Melangell z Walii, znana też jako Monacella (VII wiek) zasłynęła jako orędowniczka zajęcy i drobnych zwierząt. Pochodząc z walijskiej rodziny królewskiej, porzuciła życie na dworze, by udać się na pustkowie i poświęcić modlitwie oraz samotności, całkowicie oddając się Bogu. Jej życie stało się świadectwem głębokiej miłości do stworzenia i szacunku dla wszelkich istot żywych.

Pewnego dnia, gdy myśliwy ścigał zające i zapędził jednego z nich do lasu, przestraszone zwierzę znalazło schronienie pod płaszczem Melangell. Widząc to niezwykłe zdarzenie i dostrzegając świętość młodej kobiety, myśliwy zrezygnował z zabicia zwierzęcia. W geście szacunku i uznania ofiarował Melangell ziemię, aby mogła stworzyć miejsce, w którym dzikie stworzenia mogłyby żyć w pokoju i bezpieczeństwie, z dala od przemocy.

Dziś Melangell czczona jest jako patronka zajęcy i wszystkich małych zwierząt. Jej historia niesie głębokie duchowe przesłanie: ukazuje, że świętość człowieka potrafi przywrócić harmonię między ludźmi a światem przyrody. Opowieść o Melangell podkreśla chrześcijański obowiązek troski o każde stworzenie, jako część Bożego dzieła. Zwierzęta, rozpoznając w niej obecność łaski, szukały u niej schronienia, co czyni z Melangell symbol szczególnej więzi między człowiekiem a światem natury. Jej życie uczy, że opieka nad słabszymi, także nad zwierzętami, jest integralnym elementem życia w zgodzie z Bożym zamysłem.

Święta Werburga (ok. 650 – ok. 700), księżniczka i ksieni, była władczynią hrabstwa Hampton w Anglii. Choć urodziła się w królewskim rodzie, prowadziła życie głęboko pobożne, pełne pokory i miłosierdzia – także wobec zwierząt.

Pewnego dnia doniesiono jej, że dzikie gęsi pustoszą pola uprawne. Zamiast nakazać ich zabicie, święta poleciła słudze… przyprowadzić je do zamku. Ten z niedowierzaniem, ale posłusznie udał się na pole i ku jego zdumieniu, ptaki posłusznie ruszyły za nim, jakby rozumiały wolę Werburgi. Noc spędziły zamknięte w zagrodzie.

Następnego ranka rozległo się potężne gęganie – ptaki domagały się wolności. Święta kazała je wypuścić i pobłogosławiła: „Niech was Bóg błogosławi, ptaki wędrowne!” Całe stado wzbiło się w niebo… ale zaraz zawróciło, krążąc niespokojnie nad zamkiem. Werburga, poruszona ich zachowaniem, domyśliła się prawdy – jedna z gęsi została skradziona. Po jej odzyskaniu, pogłaskała ją i odesłała do reszty stada ze słowami: „Leć, ptaku, w świat ze swymi braćmi i siostrami!”

Od tej pory dzikie gęsi już nigdy nie nawiedziły jej włości. Święta Werburga zapisała się w pamięci jako nie tylko opiekunka ludzi, ale i wrażliwa, pełna łagodności przyjaciółka wszystkich stworzeń Bożych.

Błogosławiona Genowefa z Brabantu (VIII w.) – opiekunka ludzi i zwierząt, córka szlachetnych i pobożnych rodziców, od najmłodszych lat odznaczała się łagodnością, pobożnością i miłosierdziem. Choć żyła w czasach, gdy kobiety rzadko bywały uczone, dzięki błaganiom i bystremu umysłowi nauczyła się czytać i pisać. Wyszła za mąż za rycerza Zygfryda, który zasłynął w boju z Maurami. Po ślubie osiedliła się w jego zamku, gdzie szybko zdobyła serca poddanych dobrocią i troską o chorych.

Kiedy Zygfryd ruszył ponownie na wojnę, Genowefa została sama pod opieką burgrabiego Golla. Ten, odrzucony w swych niegodziwych zamiarach, pomówił ją o zdradę. Zygfryd, zaślepiony gniewem, rozkazał uwięzić żonę. W lochu Genowefa urodziła syna i tylko dzięki pomocy córki strażnika, Berty, udało jej się przeżyć.

Skazana na śmierć, została wypędzona z dzieckiem do lasu. Tam, w dzikiej puszczy, znalazła schronienie w jaskini. Właśnie wtedy rozwinął się jej niezwykły, niemal święty związek ze światem zwierząt: łania, zesłana przez Bożą opatrzność, zaczęła ją karmić mlekiem i ogrzewać zimą. Zwierzęta nie tylko jej nie zagrażały – stały się jej towarzyszami i opiekunami. Jej syn wychowany w tym leśnym azylu, nauczył się nie czynić krzywdy żadnemu stworzeniu. Z zachwytem obserwował ptaki, motyle, a znalezione gniazda otaczał troską.

Przez sześć lat Genowefa żyła w ubóstwie i odosobnieniu, ale w harmonii z naturą i zwierzętami, które – jak łania – stawały się jej rodziną. Kiedy jej siły opadły, syn – pełen dziecięcej wiary – modlił się o zdrowie matki, i Genowefa, wbrew wszelkim nadziejom, wróciła do sił.

Zygfryd, dręczony wyrzutami sumienia i przekonany w końcu o jej niewinności, udał się na polowanie, gdzie natrafił na trop łani – tej samej, która przez lata karmiła jego żonę i syna. Trop zaprowadził go do jaskini, gdzie wreszcie odnalazł Genowefę i ich dziecko. Wzruszenie było ogromne. Matka, dziecko i ojciec zostali złączeni na nowo, a łania – cicha bohaterka tej historii – pozostała symbolem opieki, wierności i pokoju między człowiekiem a stworzeniem.

Genowefa została uznana za błogosławioną nie tylko za cierpliwość i przebaczenie, ale również za swoją głęboką, niemal mistyczną więź z naturą i miłość do wszelkiego Bożego stworzenia.

Święty Godryk z Finchale (ok. 1065 – 1170), angielski pustelnik i mistyk, zamieszkał w głębi lasów północnej Anglii, gdzie wiodąc życie modlitwy i ubóstwa, okazywał niezwykłą miłość do wszystkich stworzeń Bożych.

Pewnego dnia podczas wielkiego polowania okoliczni możni wraz z psami ścigali jelenia. Zwierzę, wyczerpane i przerażone, wpadło do chaty świętego, jakby instynktownie szukając ratunku. Godryk nie zawahał się – otoczył je opieką, ukrył w pustelni i wyszedł naprzeciw zbliżającym się myśliwym. Gdy pytali o trop, odpowiedział krótko: „Bóg to wie.” Jego świętość i powaga sprawiły, że zrezygnowali z dalszego pościgu.

Jeleń został u niego na noc, a potem wracał jeszcze wielokrotnie. Inne zwierzęta – sarny, daniele, ptaki – również znajdowały u Godryka schronienie, szczególnie w czasie polowań czy mrozów. Zimą jego pustelnia stawała się azylem: otwarte drzwi zapraszały ptaki, które przysiadały na jego rękach, karmione i ogrzewane.

Św. Godryk był nie tylko pustelnikiem, lecz także serdecznym przyjacielem zwierząt – cichym obrońcą tych, którzy nie mieli głosu. Jego życie świadczyło, że miłość do Boga wyraża się także w miłości do Jego stworzenia.

Święty Izydor Oracz (ok. 1070–1130) – patron rolników i przyjaciel stworzeń, patron Madrytu i rolników, żył na przełomie XI i XII wieku w Hiszpanii. Był prostym wieśniakiem – ubogim, lecz bogatym w łaskę Bożą. Pracował jako oracz w majątku ziemskim, a jego życie cechowała pokora, pobożność i niezwykła troska o stworzenia Boże.

Zawsze z szacunkiem traktował swoje woły – nigdy ich nie bił, nie poganiał krzykiem. Zwierzęta słuchały go jak przyjaciela, a on odpowiadał im spokojem i troską. Gdy w zimie woził zboże do młyna, zatrzymywał się na drodze i rzucał ptakom garści ziaren ze słowami: „Macie, ptaszyny – Pan Bóg daje zboże wszystkim stworzeniom.”

Choć dzielił się hojnie, jego worek nigdy się nie wyczerpywał – we młynie otrzymywał zawsze tyle mąki, ile inni.

Podczas siewu w jesieni Izydor rzucał ptakom ziarna ze słowami: „W imię Boże rzucam to ziarno na rolę. Niech ptaszki nie głodują, a Bóg błogosławi mojemu siewowi.” W ten sposób łączył codzienną pracę z wiarą i współczuciem dla najmniejszych istot.

Choć był oddanym pracownikiem, każdego ranka przerywał orkę, by udać się na mszę. Niektórzy donosili na niego, zarzucając lenistwo. Gdy pan majątku postanowił go sprawdzić, ujrzał cud – Izydor rzeczywiście modlił się w kościele, a na polu pracował anioł z parą białych wołów. Wzruszony pan poznał prawdę i odtąd traktował Izydora z wielkim szacunkiem.

Jego przykład poruszył serca wielu – współpracownicy uczyli się od niego łagodności i wdzięczności, a całe gospodarstwo zyskało opinię miejsca sprawiedliwości i pokoju. Święty Izydor zmarł ok. 1130 roku, pozostawiając po sobie legendę człowieka, który kochał Boga, ludzi i każde stworzenie.

Święty Norbert z Xanten (ok. 1080–1134), założyciel zakonu norbertanów, słynął z niezwykłej sprawiedliwości i dobroci – nie tylko wobec ludzi, ale także wobec zwierząt.

Pewnego dnia zakonnicy wracający z lasu przynieśli do klasztoru martwego kozła, odebranego wilkowi. Zwierzę, czując się pokrzywdzone, poszło za nimi aż pod klasztorną bramę i spokojnie tam usiadło, czekając. Gdy św. Norbert dowiedział się, co zaszło, nie wahał się ani chwili: „Oddajcie wilkowi to, co mu odebraliście – nie macie prawa do tej zdobyczy.” Zakłopotani bracia naprawili swój błąd, a wilk spokojnie odszedł i więcej się nie pojawił.

Innym razem ten sam wilk niespodziewanie pomógł jednemu z braci pilnować klasztornego bydła. Przez cały dzień jak wierny pies strzegł stada, a wieczorem zapukał do klasztornych drzwi łapą, domagając się zapłaty. Gdy bracia chcieli go odpędzić, św. Norbert rzekł: „Kto puka, ma powód. Jeśli pomógł w pracy, należy mu się wdzięczność.” Kazał natychmiast nakarmić zwierzę, uznając jego trud.

W postawie św. Norberta objawiła się głęboka mądrość i współczucie – uznawał prawa nawet dzikiego stworzenia, a każdemu, kto służył z dobrego serca, okazywał szacunek.

Święty Franciszek z Asyżu (1181/82–1226) – ‘brat wszystkich stworzeń’ był jednym z największych mistyków średniowiecza i wielkim miłośnikiem przyrody. Wszystkie stworzenia Boże nazywał swoimi braćmi i siostrami, widząc w nich odbicie dobroci Stwórcy. Zwierzęta nie tylko go słuchały – zdawały się go rozumieć i kochać.

Podczas jednego z kazań, które głosił, świergot jaskółek zagłuszył jego słowa. Zamiast się irytować, Franciszek zwrócił się do ptaków łagodnie: „Siostrzyczki jaskółki, proszę, uciszcie się na chwilę, bym mógł dokończyć kazania.” I ptaki umilkły natychmiast.

W innej sytuacji, widząc tłum ptaków na drzewach, zatrzymał się i przemówił:

„Bracia moi ptaszkowie, chwalcie Boga, który dał wam skrzydła, lekkie pióra i wolność nieba!”

Ptaki nie uciekły, lecz zgromadziły się wokół niego i zdawały się słuchać z uwagą, po czym otrzymały jego błogosławieństwo.

Podczas wędrówki spotkał młodzieńca niosącego synogarlice na sprzedaż. Franciszek, poruszony losem ptaków, poprosił o nie, a następnie zapewnił im schronienie w klasztorze. Ptaki szybko oswoiły się ze świętym – siadały mu na ramionach i latały wokół niego.

Najbardziej znana jest jednak opowieść o wilku z Gubbio, który terroryzował mieszkańców okolicy. Franciszek, wbrew ostrzeżeniom, poszedł do lasu i przemówił do zwierzęcia z odwagą i łagodnością: „Bracie wilku, w imię Chrystusa zakazuję ci krzywdzić ludzi i ich dobytek.”

Wilk położył się u jego stóp i zawarł „pokój” z mieszkańcami, którzy zobowiązali się go karmić. Od tej pory żył z nimi w zgodzie, a cud ten poruszył całe miasto.

Franciszek głosił nawet kazania rybom. Gdy ludzie nie chcieli słuchać jego słów, zwrócił się do stworzeń wodnych: „Skoro ludzie nie chcą słuchać, będę głosił Słowo Boże wam, siostry ryby”. Wtedy ryby podpłynęły do brzegu, wynurzyły głowy z wody i trwały w ciszy, jakby słuchały kazania. Po błogosławieństwie świętego odpłynęły spokojnie i był to to jeszcze jeden cudowny znak jedności stworzenia z Bogiem.

Franciszek często przebywał samotnie na górze Alwerno, gdzie oddawał się postom i modlitwie. Towarzyszył mu sokół, który codziennie budził go do modlitwy. To właśnie tam, w głębi duchowego uniesienia, otrzymał stygmaty – rany Chrystusa – które nosił do śmierci.

Zmarł w 1226 roku, mając zaledwie 45 lat. Gdy odchodził, niezliczone ptaki krążyły nad klasztorem, jakby żegnały swego brata, opiekuna i przyjaciela.

Błogosławiona Salomea (ok. 1211–1268) – polska księżniczka z rodu Piastów, szwagierka św. Kingi, żona węgierskiego księcia Kolomana Halickiego, a po jego śmierci – klaryska i założycielka życia zakonnego w Polsce. Niezwykłe połączenie królewskiej godności i głębokiej pokory uczyniło ją jedną z najbardziej charyzmatycznych postaci XIII wieku.

Po śmierci męża Salomea wstąpiła do zakonu klarysek, początkowo w Zawichoście, a następnie – po przeniesieniu wspólnoty – w podkrakowskiej Skałce. Tam oddała się surowemu życiu kontemplacyjnemu, pełnemu umartwień, modlitwy i ciszy. Otoczona naturą, żyła w głębokim zjednoczeniu nie tylko z Bogiem, ale i ze światem stworzonym.

W przekazach hagiograficznych zachowały się opowieści o tym, że dzikie zwierzęta z pobliskich lasów przychodziły do ogrodu klasztornego, gdy Salomea tam przebywała. Nie czyniły żadnych szkód – nie niszczyły roślin, nie płoszyły ptaków, nie wzbudzały lęku. Ich obecność w pobliżu błogosławionej była odczytywana przez współczesnych jako znak świętości i wewnętrznej harmonii, którą roztaczała wokół siebie.

Salomea uważana była za osobę głęboko wrażliwą na piękno stworzenia. W ciszy klasztoru potrafiła kontemplować Boga obecnego w każdym żywym istnieniu, a jej łagodność i czystość serca zbliżały ją do pierwotnej, rajskiej relacji człowieka ze światem natury.

Święta Kinga (1234–1292), węgierska królewna z dynastii Arpadów i żona Bolesława V Wstydliwego, już we wczesnej młodości wyróżniała się duchową wrażliwością i współczuciem dla stworzenia. Część swojego życia spędziła w Sandomierzu, gdzie – jeszcze przed zawarciem małżeństwa – przebywała pod opieką przyszłej teściowej Grzymisławy oraz wychowawcy Mikuły. Miasto to było wówczas istotnym ośrodkiem politycznym i duchowym Małopolski, a pobyt Kingi w tym miejscu odegrał ważną rolę w jej duchowej formacji i przygotowaniu do roli księżnej.

W 1241 roku, w obliczu najazdu tatarskiego, Kinga wraz z rodziną musiała opuścić Sandomierz. Po okresie uchodźstwa powróciła do Małopolski, lecz zrujnowane wojną zamki w Sandomierzu i Krakowie zmusiły ją do zamieszkania w Nowym Korczynie.

Choć wczesne źródła milczą o jej bezpośrednim kontakcie ze zwierzętami w tym czasie, życie Kingi jako klaryski w klasztorze w Starym Sączu – który sama ufundowała – ujawnia głębokie przywiązanie do stworzenia Bożego. Prowadziła proste, kontemplacyjne życie w otoczeniu przyrody, darząc miłością, współczuciem, a także opieką zwierzęta. Hagiografowie wspominają jej opiekuńczość wobec zwierząt gospodarskich oraz codzienne, ciche gesty życzliwości wobec wszelkich stworzeń. Współsiostry zauważały, że traktowała każde życie jako objaw Bożej obecności i opieki.

Chociaż najbardziej znana jest z legendy o pierścieniu wrzuconym do kopalni soli, prawdziwa duchowość św. Kingi przejawiała się również w jej harmonijnym, pełnym szacunku stosunku do natury – w tym do zwierząt, które obejmowała swoją modlitwą, czułością i troską.

Święty Roch (ok. 1295–1327) urodził się w Montpellier we Francji. Pochodził z bogatej i wpływowej rodziny – jego ojciec był gubernatorem miasta. Po śmierci rodziców młody Roch, inspirowany przykładem św. Franciszka z Asyżu, rozdał cały majątek ubogim i wstąpił do zakonu franciszkanów, jako tercjarz.

Gdy we Włoszech wybuchła epidemia dżumy, udał się tam jako pielgrzym, by służyć chorym. Modlitwą i czułą opieką przynosił ulgę i uzdrowienie – gdziekolwiek się pojawiał, zaraza ustępowała. Ludzie, widząc jego pokorę i cuda, jakie działy się za jego sprawą, otaczali go szacunkiem, traktując jak posłańca Bożego.

Jednak i on sam w końcu padł ofiarą choroby. Osłabiony, poraniony i opuszczony, został wypędzony z miasta przez tych samych ludzi, którym wcześniej pomagał. Skrył się w leśnej chacie, zdany wyłącznie na łaskę Boga. Tam dokonał się jeden z najbardziej wzruszających epizodów jego życia.

Z pomocą przyszedł mu pies. Zwierzę należało do bogatego pana imieniem Gotard. Codziennie pies wykradał z pańskiego stołu chleb i biegł do lasu, by zanieść go choremu Rochowi. Nie tylko przynosił pożywienie ale także, liżąc jego ręce, okazywał czułość i pocieszenie. Ten gest psiej wierności i dobroci był jak żywy znak Bożej opatrzności.

Gdy Gotard odkrył, dokąd biega jego ulubieniec, poszedł jego śladem i znalazł świętego w chacie, słabego, ale otoczonego miłością czworonożnego opiekuna. Wzruszony głęboko tym widokiem, otoczył Rocha opieką i zabrał go do swojego domu. Tam święty odzyskał zdrowie.

Wdzięczny Gotard nie tylko zawstydził tych, którzy wcześniej odrzucili Rocha, ale sam – poruszony jego świętością i prostotą – wstąpił do franciszkanów. Od tamtej pory św. Roch był wzywany jako patron w czasie zarazy, a wierni zaczęli przedstawiać go z psem u boku – wiernym towarzyszem, który zrozumiał cierpienie lepiej niż ludzie.

Święty Roch zmarł ok. 1327 roku. W ikonografii niemal zawsze towarzyszy mu pies z bochenkiem chleba w pysku – symbol miłosierdzia, jakie może objawić się przez najpokorniejsze stworzenia.

Święty Jan z Dukli (ok. 1414–1484) – franciszkanin, kaznodzieja, pustelnik, patron Polski i Lwowa. Jego życie, głęboko zakorzenione w duchowości franciszkańskiej, było przepełnione pokorą, umiłowaniem ciszy, modlitwy i bliskości natury.

W młodości Jan porzucił wygodne życie i udał się w głąb lasów w okolicach Krosna, gdzie zamieszkał jako pustelnik. Tam, w leśnej samotni, doświadczył niezwykłej harmonii z przyrodą. Tradycja głosi, że dzikie zwierzęta – wilki, jelenie, zające – nie tylko nie unikały jego obecności, ale wręcz jej szukały. Zwierzęta, które zwykle stroniły od człowieka, przychodziły do jego pustelni, jakby wyczuwając świętość i łagodność płynącą z jego serca.

Święty Jan karmił ptaki z ręki, a jego pustelnia stała się miejscem pokoju i ciszy, której nie zakłócała nawet dzika przyroda. Współcześni i potomni widzieli w tej szczególnej więzi z naturą znak głębokiej jedności człowieka ze stworzeniem, zgodnej z franciszkańskim ideałem braterstwa wszystkich istot.

Choć z czasem Jan powrócił do życia wspólnotowego i oddał się posłudze kaznodziejskiej, jego duch pozostał przesiąknięty prostotą pustelnika i szacunkiem dla świata przyrody.

Błogosławiony Władysław z Gielniowa (ok. 1440–1505) – bernardyn, wybitny kaznodzieja, poeta religijny, gorliwy czciciel Męki Pańskiej i jeden z najbardziej znanych mistyków XV–wiecznej Polski.

Choć jego hagiografie nie koncentrują się bezpośrednio na relacji ze zwierzętami, to przekazy i legendy związane z jego życiem wskazują na głęboki szacunek dla stworzenia i łagodność, która promieniowała także na świat przyrody. W tradycji bernardyńskiej, do której należał, ceniono pokorę wobec wszelkich istot żywych i uważano, że harmonia z naturą jest wyrazem wewnętrznego pokoju i bliskości z Bogiem.

Ludowe opowieści przypisują mu dar łagodzenia dzikich zwierząt. W jednym z podań miał spokojnie przejść przez las pełen dzikich bestii, które nie uczyniły mu krzywdy. Obecność błogosławionego działała uspokajająco – zwierzęta, nawet te drapieżne, jakby rozpoznawały w nim człowieka Bożego.

Władysław z Gielniowa prowadził życie surowe i pełne modlitwy, często przebywając samotnie w lesie lub ogrodach klasztornych, co sprzyjało kontemplacji i obcowaniu z naturą. W jego kazaniach i pieśniach, pełnych metafor biblijnych i obserwacji przyrody, przebija się duchowe postrzeganie świata jako odbicia Bożego piękna.

Święty Szymon z Lipnicy (ok. 1438–1482) – bernardyn, kaznodzieja, gorliwy sługa ubogich i chorych, który zmarł niosąc pomoc ofiarom zarazy w Krakowie.

Wychowany w duchu franciszkańskiej prostoty i miłości do całego stworzenia, św. Szymon żył w głębokim zjednoczeniu z Bogiem i światem przyrody. Choć większość zapisów z jego życia koncentruje się na jego posłudze kaznodziejskiej i heroicznej pomocy podczas epidemii, przekazy hagiograficzne oraz tradycja klasztorna wspominają o jego wrażliwości na cierpienie nie tylko ludzi, ale i zwierząt.

Legenda głosi, że ptaki gromadziły się wokół jego celi, przyciągane spokojem i duchowym światłem, które z niego emanowało. Święty miał umieć „rozpoznać smutek stworzeń” – szczególnie ptaków, które według relacji siadały na parapecie jego okna lub spoczywały przy nim w chwilach modlitwy. Jego współczucie obejmowało każde stworzenie, co zgodne było z duchem św. Franciszka z Asyżu, patrona zakonu, do którego należał.

Zmarł w 1482 roku, zaraziwszy się podczas opieki nad chorymi. Jego życie było świadectwem miłosierdzia i pokory – nie tylko wobec ludzi, ale również wobec stworzenia.

Błogosławiony Józef Anchieta (1534–1597) urodził się w 1534 roku na Wyspach Kanaryjskich. W wieku siedemnastu lat wstąpił do jezuitów, a niedługo później wyruszył na misję do dzikiej, nieznanej jeszcze Europie Brazylii. Tam przez ponad czterdzieści lat z oddaniem głosił Ewangelię tubylcom, pocieszał zniewolonych, i nieustannie żył w bliskiej więzi z przyrodą.

Anchieta miał niezwykły dar – zwierzęta lgnęły do niego jak do przyjaciela. Kiedy odmawiał modlitwy, ptaki siadały na jego ramionach i śpiewały nad głową, jakby modliły się z nim. Gdy podczas morskiej podróży na pokład statku opadła chmara papug, pasażerowie chcieli je łapać, lecz Józef powstrzymał ich, nakarmił ptaki i wziął je pod opiekę. Od tej chwili papugi nie odstępowały go ani na krok.

W Brazylii znana jest także historia małpy niszczącej trzcinę cukrową. Żadne sidła nie potrafiły jej schwytać, aż do chwili, gdy Józef przemówił do niej jak do rozumnej istoty. Upomniał ją łagodnie, zakazując kradzieży i zapraszając po jedzenie, jeśli będzie głodna. Zwierzę – jakby rozumiało słowa – zamilkło, odeszło i nigdy już nie szkodziło. Z czasem stało się ulubieńcem pracowników.

Anchieta rozumiał świat natury głębiej niż inni. Pewnej nocy, obozując w dżungli, zostawił przed namiotem pęk bananów. Rano wokół obozowiska odkryto ślady dzikich zwierząt, które przyszły, zjadły owoce i odeszły spokojnie. Józef wierzył, że nawet dzikie stworzenia mogą odpowiedzieć na gest miłości.

Zmarł w 1597 roku. Jego życie było świadectwem niezwykłej harmonii między człowiekiem a stworzeniem – harmonii płynącej z łagodności, wiary i głębokiego szacunku dla każdego życia.

Błogosławiony Marcin de Porres (1579–1639) – opiekun najmniejszych, także tych z ogonem urodził się w 1579 roku w Limie, stolicy Peru. Był synem hiszpańskiego szlachcica i czarnoskórej kobiety. Od dzieciństwa odznaczał się wielką pokorą, łagodnością i wrażliwością na cierpienie – zarówno ludzi, jak i zwierząt. Został bratem zakonnym w klasztorze dominikanów i poświęcił swoje życie pomocy ubogim, chorym oraz dzieciom porzuconym przez rodziców. Dzięki jego staraniom w Limie powstał przytułek dla sierot.

Jednak miłość Marcina obejmowała wszystkie stworzenia Boże, nawet te, które większość ludzi odtrącała. W klasztorze, gdzie mieszkał, pojawiła się plaga szczurów niszczących sprzęty i szaty liturgiczne. Zakrystian chciał je wytruć, lecz Marcin – nie chcąc, by stała się im krzywda – poprosił o pozwolenie na inne rozwiązanie.

Postawił koszyk na podłodze i z wielką cierpliwością, łagodnym głosem zaczął przywoływać szczury, zapraszając je do środka. Gdy kosz się zapełnił, wyniósł go do ogrodu klasztornego i tam zwierzętom wyjaśnił: mają nowe miejsce do życia i obiecał, że codziennie przyniesie im pożywienie, jeśli tylko przestaną wracać do klasztoru. I tak się stało – odtąd gryzonie nie zakłócały już życia wspólnoty, a brat Marcin wiernie je dokarmiał do końca swoich dni.

Ten prosty gest miłości wobec stworzeń, które zwykle wzbudzają odrazę, stał się symbolem jego świętości. Dlatego w Ameryce Południowej Marcin de Porres jest znany jako patron szczurów – tych najmniejszych, odrzuconych, ale przez Boga nie zapomnianych.

Zmarł w 1639 roku, a jego kult szybko rozprzestrzenił się wśród ludu, który widział w nim świętego bliskiego każdemu stworzeniu.

Te historie nie są jedynie opowieściami o cudach – są ilustracją katolickiej wizji świętości jako rzeczywistości, która przemienia nie tylko człowieka, ale i wszystko, co go otacza. W oczach świętych, każde stworzenie ma swoje miejsce w Bożym planie i uczestniczy, choćby milcząco, w wielkiej liturgii stworzenia.

Święty Jan Bosko (1815–1888), włoski kapłan i wychowawca młodzieży, całe swoje życie poświęcił trosce o opuszczone i ubogie dzieci, zwłaszcza w robotniczym Turynie XIX wieku. Kierując się wiarą i wielką miłością do młodych ludzi, założył Zgromadzenie Salezjańskie, którego misją stało się wspieranie rozwoju duchowego, intelektualnego i zawodowego młodzieży. Był niezwykle wrażliwy na potrzeby drugiego człowieka, ale również otwarty na świat przyrody. Jego życie pełne było wydarzeń mistycznych i głębokiego zjednoczenia z Bogiem, co znajdowało wyraz również w jego niezwykłej relacji z naturą — a szczególnie z tajemniczym, szarym psem, który wielokrotnie pojawiał się w chwilach niebezpieczeństwa, stając się dla niego nie tylko opiekunem, ale i znakiem Bożej Opatrzności.

A oto co sam napisał na temat owego zwierzęcia:

Szary pies był tematem wielu rozmów i domysłów. Niektórzy z was musieli go widzieć, a może nawet go pogłaskać. Teraz, pomijając dziwne opowieści, które krążą na jego temat, przedstawię wam to, co jest czystą prawdą.

Częste zaczepki i obelgi, których byłem ofiarą, sprawiły, że unikałem samotnych powrotów z Turynu. W tamtych czasach ostatnim budynkiem przed Oratorium był szpital psychiatryczny; dalej rozciągały się zarośla bukszpanu i akacji.

Pewnego ciemnego, dość późnego wieczoru wracałem sam do domu, nie bez obaw, gdy nagle obok mnie pojawił się duży pies. Na pierwszy rzut oka mnie przestraszył, lecz nie przejawiał wrogości — przeciwnie, łasił się, jakby był moim wiernym towarzyszem. Szybko zyskaliśmy wzajemne zaufanie, a on odprowadził mnie aż do Oratorium. To, co wydarzyło się tamtego wieczoru, powtarzało się później wielokrotnie. Mogę więc śmiało powiedzieć, że szary pies oddał mi wiele ważnych przysług. Opowiem o niektórych z nich.

Pod koniec listopada 1854 roku, w mglisty i deszczowy wieczór, wracałem z miasta. Aby uniknąć samotnej, długiej trasy, zszedłem na drogę prowadzącą z Consolata do Cottolengo. W pewnym momencie zauważyłem dwóch mężczyzn idących w niewielkiej odległości przede mną. Ich kroki przyspieszały lub zwalniały zależnie od mojego tempa. Kiedy próbowałem przejść na drugą stronę ulicy, aby ich minąć, zręcznie stawali mi na drodze. Chciałem zawrócić, lecz było już za późno — nagle, wykonując dwa skoki do tyłu, rzucili mi na twarz płaszcz i próbowali mnie obezwładnić. Jeden z nich wciskał mi w usta chustkę, próbując mnie uciszyć. Nie mogłem krzyczeć.

Wtedy pojawił się szary pies. Z rykiem przypominającym niedźwiedzia rzucił się na jednego z napastników, pazurami sięgając jego twarzy, drugiego zaatakował z otwartą paszczą. Napastnicy musieli się wycofać.

— Co to za pies?! — wołali, drżąc z przerażenia.

— Zawołam go — odpowiedziałem — ale zostawcie przechodniów w spokoju!

— Zawołaj go natychmiast! — krzyknęli.

Szary pies wciąż warczał jak rozwścieczony wilk. Napastnicy uciekli, a pies odprowadził mnie aż do Ośrodka Cottolengo. Tam, odzyskawszy spokój po całym zajściu i posiliwszy się napojem, który ofiarność tego miejsca potrafiła znaleźć w odpowiedniej chwili, wróciłem do domu w bezpiecznym towarzystwie.

Za każdym razem, gdy wieczorem nie towarzyszył mi żaden człowiek, widziałem, jak szary pies wyłania się zza budynków i podąża za mną. Wielu młodych z Oratorium go widywało. Pewnego razu stał się nawet bohaterem niewielkiego zamieszania. Gdy wszedł na dziedziniec, ktoś chciał go przepędzić, inny rzucał kamieniami.

— Nie róbcie tego — powiedział Giuseppe Buzzetti — to pies księdza Bosko!

Od tej chwili wszyscy zaczęli go głaskać i… towarzyszyć mi. Tego dnia byłem w refektarzu na kolacji z kilkoma klerykami, księżmi i moją matką. Gdy pies niespodziewanie wszedł do sali, wszyscy zamarli.

— Nie bójcie się — powiedziałem — to mój Szary. Pozwólcie mu podejść.

I rzeczywiście, zataczając szeroki łuk wokół stołu, podszedł do mnie radosny. Pogłaskałem go i podałem mu zupę, chleb — wszystko odrzucił. Nie chciał nawet powąchać tych dań.

— Więc czego chcesz? — zapytałem. Pies tylko machał ogonem i poruszał uszami. — Jedz, pij albo po prostu bądź wesoły — dodałem.

Opierając głowę o mój obrus, jakby chciał coś powiedzieć i życzyć mi dobrej nocy, dał znak pożegnania. Z radością i zdziwieniem został wyprowadzony przez młodzież za drzwi. Pamiętam, że tego wieczoru wróciłem do domu późno — znajomy podwiózł mnie swoim powozem.

Ostatni raz widziałem Szarego w 1866 roku, kiedy szedłem z Murialdo do Moncucco, do mojego przyjaciela, Luigiego Moglii. Proboszcz z Buttigliera odprowadził mnie kawałek, a zapadła już noc. Pomyślałem wtedy: Och, gdybym tylko miał przy sobie mojego Szarego! Jak bardzo by mi się przydał…

W tej samej chwili, gdy wszedłem na łąkę, by nacieszyć się ostatnim światłem dnia, pies nagle wybiegł mi naprzeciw, pełen radości. Towarzyszył mi przez pozostałe trzy kilometry.

Kiedy dotarliśmy do domu przyjaciela, poproszono mnie, byśmy weszli tylnym wejściem — obawiano się, że Szary może natknąć się na dwa duże psy domowe.

— Rozszarpałyby się nawzajem — powiedział Moglia.

Długo rozmawialiśmy z całą rodziną, potem zasiedliśmy do kolacji. Mój towarzysz odpoczywał spokojnie w kącie. Po posiłku przyjaciel powiedział:

— Trzeba dać kolację także Szaremu.

Wziął trochę jedzenia, ale… psa już nigdzie nie było. Przeszukano cały dom i ogród — drzwi i okna były zamknięte, a domowe psy nie wydały żadnego dźwięku. Przeszukano również piętro — wszystko na próżno. Szary pies zniknął bez śladu.

To ostatnia wiadomość, jaką miałem o Szarym Piesku, o którym tyle mówiono i którego tak wielu próbowało zrozumieć. Nigdy nie poznałem jego właściciela. Wiem tylko jedno: to zwierzę było dla mnie prawdziwą opatrznością — pojawiał się zawsze wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałem. (San Giovanni Bosco, Memorie dell’Oratorio di s. Francesco di Sales, Roma [1946], s. 251-254).

Księdza Bosko często pytano o jego związek z niezwykłym psem. On sam mówił: „Gdybym stwierdził, że był to anioł, dałbym powód do śmiechu, ale nie można powiedzieć, że był to pies pospolity”. Niektórzy nazywali tego psa „Szarym” i opowiadali o jego pojawieniu się w różnych miejscach i czasach. Widziano go w 1893 roku, kiedy dwie siostry salezjanki wracały z Asyżu do Cannary. Pojawił się również w 1930 roku w Barranquilli w Kolumbii, podczas budowy siedziby Córek Maryi Wspomożycielki. Był także obecny między 1898 a 1900 rokiem w Nawarrze, na pograniczu Hiszpanii i Francji, gdy siostry zbierały kasztany.

I mnie, autorowi niniejszego opracowania wydaje się, że także spotkałem Szarego w dniu śmierci mojej Mamy.

Ciąg dalszy nastąpi

ksiegarnia-armoryka.pl/stworzenie-i-wiecznosc-czy-w-niebie-beda-zwierzeta-andrzej-sarwa

Nieudana misja Trumpa w Chinach

Nieudana misja Trumpa w Chinach

Larry C. Johnson

Pekiński cyrk dobiegł końca, a rozmowy Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem nie przyniosły nic poza przyjemnymi sesjami zdjęciowymi i dyplomacją performatywną, nie przynosząc żadnych konkretnych rezultatów.

Po dwudniowym spotkaniu Trumpa z Xi Jinpingiem nie wydano wspólnego komunikatu. Zamiast tego pozostały nam jedynie oświadczenia obu administracji. Analiza tych dwóch oświadczeń ujawnia ich znaczne różnice, które są równie oczywiste, jak ich wzajemne nakładanie się. Porównanie deklarowanych przez obie strony rozmów ujawnia, co tak naprawdę wydarzyło się na szczycie.

Różnice między tymi dwoma relacjami są wyraźne i strategicznie przemyślane. Oto dokładna lista tego, na co położył nacisk Biały Dom, a co chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych całkowicie pominęło lub wspomniało jedynie w bardzo niejasnych słowach:

  1. Wojna z Iranem i broń nuklearna – pominięte przez Chiny

To jest luka o największych konsekwencjach. Oświadczenie Białego Domu wyraźnie stwierdza:

Obie strony zgodziły się, że Cieśnina Ormuz musi pozostać otwarta, aby zapewnić swobodny przepływ energii. Prezydent Xi wyraźnie zaznaczył również, że Chiny sprzeciwiają się militaryzacji cieśniny i wszelkim próbom pobierania opłat za jej użytkowanie, i wyraził zainteresowanie zakupem większej ilości amerykańskiej ropy, aby zmniejszyć przyszłe uzależnienie Chin od cieśniny. Oba kraje zgodziły się, że Iran nigdy nie może posiadać broni jądrowej. PBS

Jednakże chińskie sprawozdanie stwierdzało jedynie, że „obie strony rozmawiały o konflikcie na Bliskim Wschodzie”, bez dalszych szczegółów – nie wspominając o Cieśninie Ormuz, o opłatach za przejazd, o irańskim programie nuklearnym i nie potwierdzając żadnego wspólnego stanowiska w tych kwestiach. YouTube

Ta luka jest ogromna. Biały Dom twierdzi, że Chiny zgodziły się, że Iran nigdy nie powinien posiadać broni jądrowej i sprzeciwiały się irańskiemu systemowi opłat drogowych. Biały Dom przedstawia to jako znaczące chińskie ustępstwa, których Pekin najwyraźniej nie chciał publicznie uznać. Jednak według wiarygodnego źródła mającego dostęp do rozmów, Xi Jinping stanowczo odrzucił żądanie Trumpa, aby Chiny wywarły presję na Iran i pomogły w otwarciu Cieśniny Ormuz.

  1. Fentanyl — pominięty przez Chiny

W oświadczeniu Białego Domu wyraźnie wspomniano, że obie strony omawiały „ograniczenie napływu prekursorów fentanylu do Stanów Zjednoczonych” – co było od dawna żądaniem Waszyngtonu, aby Chiny ograniczyły eksport prekursorów chemicznych używanych do produkcji fentanylu. Chińskie oświadczenie w ogóle nie wspominało o fentanylu, co jest zgodne z długoletnim stanowiskiem Pekinu, że zrobił już wystarczająco dużo i nie uważa tej kwestii za problem dwustronny. Komo News

  1. Zakupy produktów rolnych – pominięte przez Chiny

Biały Dom oświadczył, że obaj prezydenci rozmawiali o „zwiększeniu zakupów amerykańskich produktów rolnych przez Chiny”. Chińskie sprawozdanie mówiło jednak jedynie ogólnie o wzajemnych korzyściach płynących z handlu, nie formułując żadnych konkretnych zobowiązań dotyczących zakupów rolnych. YouTube

  1. Dostęp do rynku dla firm amerykańskich – przedstawiony zupełnie inaczej

Biały Dom opisał spotkanie jako rozmowy o „zwiększeniu dostępu amerykańskich firm do rynku w Chinach i zwiększeniu chińskich inwestycji w amerykański przemysł”. Chińskie stanowisko przedstawiało zupełnie inną wersję – Chiny miały „jeszcze bardziej otworzyć swoje drzwi”, ale na własnych warunkach, a nie w odpowiedzi na amerykańskie żądania dostępu do rynku.

  1. Delegacja ekonomiczna — różne traktowanie

Biały Dom oświadczył, że „w części spotkania uczestniczyli dyrektorzy wielu największych amerykańskich firm”, przedstawiając to jako istotne zaangażowanie gospodarcze. Chińskie źródło odnotowało jednak, że Trump „poprosił każdego z towarzyszących mu liderów biznesowych o przedstawienie się prezydentowi Xi” – sugerując tym samym uprzejmą rundę przedstawień, a nie poważne rozmowy gospodarcze. YouTube

  1. Tajwan — problem odbicia lustrzanego

Najbardziej rzucająca się w oczy asymetria biegnie w przeciwnym kierunku w kwestii Tajwanu. Oświadczenie Białego Domu w ogóle nie wspomniało o Tajwanie, podczas gdy Chiny zbudowały całą swoją narrację wokół ostrzeżenia Xi dotyczącego Tajwanu. Trump odmówił odpowiedzi na pytanie reportera, czy on i Xi w ogóle rozmawiali o Tajwanie. Rubio powiedział w wywiadzie dla NBC News, że Stany Zjednoczone „nie zwrócą się do Chin o pomoc w Iranie” – oświadczenie to implicite przeczy wizerunkowi Białego Domu dotyczącemu współpracy Chin w tej sprawie. (The National Desk, Breitbart)

Wniosek

Obie strony wydały oświadczenia, w których podsumowano omawiane przez Trumpa i Xi tematy, ale ich wzajemne pokrywanie się jest ograniczone. Największe różnice dotyczą Iranu – gdzie Stany Zjednoczone deklarują konkretne chińskie zobowiązania, których Chiny odmawiają potwierdzenia – oraz Tajwanu, gdzie Chiny wydały wyraźne ostrzeżenia, o których Stany Zjednoczone nawet nie wspomniały. NPR

Ten schemat to klasyczna dyplomacja: każda ze stron publikowała wersję wydarzeń, która służyła jej wewnętrznym potrzebom politycznym i wzmacniała jej pozycję negocjacyjną. Chiny chciały pokazać światu, że Xi Jinping wydał surowe ostrzeżenia dotyczące Tajwanu. Waszyngton chciał pokazać światu, że Chiny zgodziły się, że Iran nigdy nie powinien posiadać broni jądrowej i że Chiny odrzuciły irański system opłat drogowych. To, czy te rzekome ustępstwa są prawdziwe, czy tylko deklarowane, sprawia, że ​​różnice między narracjami są tak wymowne.

Ramy strategiczne

Xi rozpoczął od dalekosiężnej oceny filozoficznej: „Transformacja, jakiej nie widziano od stulecia, przyspiesza na całym świecie, a sytuacja międzynarodowa jest płynna i burzliwa”. Następnie zadał Trumpowi trzy pytania: Czy Chiny i Stany Zjednoczone zdołają pokonać pułapkę Tukidydesa i ustanowić nowy paradygmat relacji między mocarstwami? Czy możemy wspólnie stawić czoła globalnym wyzwaniom i zapewnić światu większą stabilność? Czy możemy wspólnie budować świetlaną przyszłość dla naszych stosunków dwustronnych? (Wikipedia)

Xi Jinping oświadczył, że obaj przywódcy „uzgodnili nową wizję budowania konstruktywnych, strategicznie stabilnych relacji między Chinami a Stanami Zjednoczonymi”, definiując ją precyzyjnie w następujący sposób: „Konstruktywna stabilność strategiczna oznacza pozytywną stabilność, której głównym filarem jest współpraca, zdrową stabilność z konkurencją w rozsądnych granicach, trwałą stabilność z możliwymi do opanowania różnicami oraz trwałą stabilność z przewidywalnym pokojem”. Ramy te „zapewnią strategiczne wytyczne dla relacji chińsko-amerykańskich na najbliższe trzy lata i dłużej”. Podkreślił: „Budowanie konstruktywnych, strategicznie stabilnych relacji między Chinami a Stanami Zjednoczonymi to nie slogan. Oznacza to podejmowanie działań w tym samym kierunku”. (Wikipedia)

Handel i gospodarka

Xi oświadczył: „Relacje gospodarcze i handlowe Chin i Stanów Zjednoczonych są korzystne dla obu stron i przynoszą korzyści obu stronom. W przypadku różnic i tarć konsultacje na równych warunkach są jedynym właściwym wyborem”. Stwierdził, że zespoły ds. gospodarki i handlu osiągnęły „ogólnie zrównoważone i pozytywne rezultaty” w rozmowach przygotowawczych przeprowadzonych poprzedniego dnia i zadeklarował: „Chiny będą nadal otwierać swoje drzwi. Amerykańskie firmy są głęboko zintegrowane z chińską polityką reform i otwarcia”. Wikipedia

Kanały komunikacji wojskowej i dyplomatycznej

Xi wezwał obie strony do „lepszego wykorzystania kanałów komunikacji w sferze politycznej, dyplomatycznej i wojskowej” oraz do „rozszerzenia wymiany i współpracy w takich obszarach jak gospodarka i handel, zdrowie, rolnictwo, turystyka, stosunki międzyludzkie i egzekwowanie prawa”. Wikipedia

Tajwan — najsilniejszy język deklaracji

Xi Jinping stwierdził jednoznacznie: „Kwestia Tajwanu jest najważniejszą kwestią w stosunkach między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Jeśli zostanie ona właściwie potraktowana, stosunki dwustronne jako całość pozostaną stabilne. W przeciwnym razie oba kraje będą doświadczać starć, a nawet konfliktów, co narazi całe stosunki na poważne niebezpieczeństwo. „Niepodległość Tajwanu” i pokój po drugiej stronie Cieśniny Tajwańskiej są tak nie do pogodzenia jak ogień i woda. Utrzymanie pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej jest najważniejszym wspólnym mianownikiem Chin i Stanów Zjednoczonych. Strona amerykańska musi zachować szczególną ostrożność w podejściu do kwestii Tajwanu”. (Wikipedia)

Kwestie międzynarodowe

W oświadczeniu stwierdzono, że obaj prezydenci „wymienili poglądy na ważne kwestie międzynarodowe i regionalne, takie jak sytuacja na Bliskim Wschodzie, kryzys na Ukrainie i sytuacja na Półwyspie Koreańskim”, nie podając jednak dalszych szczegółów na te tematy w oficjalnym chińskim wydaniu. Wikipedia

APEC i G20

Obaj prezydenci zgodzili się wspierać się nawzajem w pomyślnej organizacji tegorocznego szczytu gospodarczego APEC i szczytu G20. Wikipedia

Ostateczna ocena Wang Yi — 15 maja

Minister spraw zagranicznych Wang Yi powiedział mediom państwowym: „To było ważne spotkanie, podczas którego obaj przywódcy przeprowadzili dogłębne rozmowy i osiągnęli znaczące rezultaty”, nazywając je „historycznym spotkaniem”. Szczególnie podkreślił postęp w kwestiach handlowych i gospodarczych. Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło również, że prezydent Xi Jinping odwiedzi Stany Zjednoczone jesienią tego roku na zaproszenie prezydenta Donalda Trumpa.

Jeśli chodzi o Iran, Chiny i Rosja pracują za kulisami – wykorzystując Pakistan jako pośrednika – nad nową architekturą bezpieczeństwa dla Zatoki Perskiej. Obecnie starają się przekonać Arabię ​​Saudyjską i Katar do faktycznego zerwania więzi wojskowych ze Stanami Zjednoczonymi i przystąpienia do strategicznego porozumienia, które byłoby gwarantowane przez Rosję i Chiny. Jeśli Arabia Saudyjska i Katar nadal będą zabraniać Stanom Zjednoczonym wykorzystywania swoich baz i przestrzeni powietrznej do nowych ataków na Iran, Stany Zjednoczone mogą zostać zmuszone do odwołania planowanych ataków.

Źródło: Nieudana misja Trumpa w Chinach

Tusk negocjował tajne porozumienie z Niemcami. Chodzi o kwestie obronności

Tusk negocjował tajne

porozumienie z Niemcami.

Chodzi o kwestie obronności

15 maja 2026 pch24.pl/pilne-tusk-negocjowal-tajne-porozumienie-z-niemcami-kwestie-obronnosci

tusk1.jpg
fot: Andreas Gora / ddp images / Forum

Strona polska prowadziła przez wiele miesięcy tajne negocjacje ze stroną niemiecką w sprawie umowy o bezpieczeństwie – informuje „Rzeczpospolita”. Temat ujawnił niechcący ambasador RFN w Polsce, Miguel Berger podczas konferencji Impact’26 w Poznaniu. 

Nic o tym nie wiedziałam. To musiało być negocjowane w bardzo wąskim gronie – ocenia cytowana przez portal Katarzyna Pisarska przewodnicząca Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

Jak podaje „Rz” powołując się na swoje źródła, umowa negocjowana była od wielu miesięcy. Jednak jej istnienie ujawnił dopiero w czwartek ambasador Niemiec w Warszawie Miguel Berger. Stało się to w trakcie konferencji Impact 26 w Poznaniu. Zdaniem jednego z rozmówców portalu, wiadomość „wymsknęła się” niemieckiemu dyplomacie.

Berger później potwierdził doniesienia oraz przekazał, że porozumienie ma zostać zawarte 17 czerwca w trakcie obchodów w Berlinie 35. rocznicy zawarcia polsko-niemieckiego traktatu o sąsiedztwie. Tę informację powtórzył później także wiceszef MON Paweł Zalewski.

Niemcy zapowiadają stworzenie do 2035 r. najpotężniejszej armii na kontynencie liczącej 280 tys. żołnierzy. Kanclerz Friedrich Merz uruchomił plan, według którego do końca dekady na ten cel ma pójść kwota 780 mld euro. Niemcy chcą wydawać 3,5 proc. PKB na obronę. Obecność niemieckich wojsk w Polsce pozostaje jednak śladowa. Inaczej jest np. na Litwie, gdzie stacjonować ma stała brygada Bundeswehry w sile 5 tys. żołnierzy.

Rząd Merza przywrócił powszechny pobór, choć obecnie armia stawia na dobrowolność. Wprawdzie wezwani do służby będą wszyscy, ale kto nie chce, nie musi jej pełnić. Władze zadbały też o poprawę położenia rekrutów, którzy mają otrzymywać wynagrodzenie do 2300 euro netto. Okazuje się jednak, że Niemcy mierzą się z potężnymi brakami kadrowymi. Mimo licznych zachęt, brakuje chętnych do służby w armii. Szef niemieckiego MON Boris Pistorius już wprowadził ograniczenie dla mężczyzn w wieku poborowym, nakładające obowiązek informowania Bundeswehry w przypadku planów wyjazdu z kraju na dłużej niż trzy miesiące. 

Źródło: rp.pl / własne PCh24.pl
PR

43211.jpg

Bundeswehra będzie większa. Przełomowa decyzja Berlina

Niemcy powiększą swoją armię – po raz pierwszy od 25 lat. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza Bundeswehra była coraz mniej liczna. Jednak w odpowiedzi na zagrożenie ze strony Rosji i kryzys uchodźczy niemiecki rząd zamierza poprawić swój potencjał obronny. Jak podały we wtorek niemiecka media, minister obrony narodowej Ursula von der Leyen zapowiedziała, że w ciągu siedmiu lat Bundeswe…Czytaj dalej

Niemiecki pakt wojenny z Ukrainą przeciwko Rosji

Niemiecki pakt wojenny z Ukrainą przeciwko Rosji

Rząd niemiecki jest głęboko przekonany, że może i musi pokonać Rosję. Deklarowanym celem jest zdecydowane zwycięstwo.

Minister obrony Boris Pistorius (SPD) po raz kolejny pojawił się w Kijowie 11 maja 2026 roku. Tym razem nacisk położono na podpisanie wspólnych kontraktów zbrojeniowych z Ukrainą na produkcję dronów zdolnych do ataków w zasięgu do 1500 kilometrów. „Niemcy opierają się na wspólnych przedsięwzięciach niemieckich i ukraińskich firm w zakresie produkcji dronów” – oświadczył minister obrony podczas wizyty w Kijowie. – Dotyczy to „w szczególności wspólnego rozwoju i produkcji dronów o zróżnicowanym zasięgu, od poniżej 100 do 1500 kilometrów”.

Krok po kroku wdrażana jest w życie dwustronna umowa z Ukrainą o strategicznym partnerstwie. Pistorius pozwolił się nawet zabrać na linię frontu. W retoryce z czasów II wojny światowej przeanalizował sytuację: „Rosja przechodzi okres słabości”. Rząd niemiecki ledwo kryje swoje uczestnictwo w prowadzeniu wojny na Ukrainie. Pod pretekstem pomocy Ukrainie w obronie własnej Berlin buduje kompleks militarno-przemysłowy, w którym niemieckie firmy zbrojeniowe konsekwentnie posiadają większościowy udział. Staje się coraz bardziej oczywiste, że stanowi to fundamentalną zmianę w niemieckiej polityce.

Ciągłość niemieckiej polityki wschodniej – od Brześcia Litewskiego do dziś

Niemcy w pełni przyjmują rolę wiodącej siły w walce z Rosją, wiążąc to z powrotem na geopolityczne linie frontu dawnego Cesarstwa Niemieckiego. Traktat brzeski z marca 1918 roku między państwami centralnymi, na czele z Niemcami, a Rosją Radziecką jest dziś w dużej mierze zapomniany w historii. Niemiecki historyk Fritz Fischer, analizując niemiecki imperializm, zwrócił uwagę na ciągłość niemieckiej polityki wschodniej (Ostpolitik) między traktatem brzeskim a atakiem III Rzeszy na Związek Radziecki. Brześć Litewski stworzył szereg państw buforowych kontrolowanych przez Niemcy, które stanowiły przyszłą trampolinę do wojny agresywnej przeciwko Rosji Radzieckiej.

Przyjazd Lwa Trockiego na czele sowieckiej delegacji pokojowej – dworzec kolejowy w Brześciu Litewskim. 08.01.1918. Źródło: Wikimedia Commons

Przyjazd Lwa Trockiego na czele radzieckiej delegacji pokojowej – dworzec kolejowy w Brześciu Litewskim. 08.01.1918.

W 2026 roku Berlin wydaje się reaktywować geopolityczne zasady Brześcia Litewskiego. Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych Ukraina jest finansowana niemal wyłącznie przez UE, a lwią część zapewniają Niemcy. Kijów staje się zatem coraz bardziej przedłużeniem Berlina, zarówno pod względem militarnym, jak i finansowym. Nawet decyzja o zakończeniu wojny nie wydaje się już zapadać na Ukrainie, lecz w Berlinie i Brukseli. Rząd niemiecki i przedstawicielka UE Kaja Kallas  szorstko odrzucili propozycję prezydenta Rosji Władimira Putina, aby powołać byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera lub polityka o podobnym profilu na mediatora.

Zniesienie niemieckich ograniczeń zbrojeniowych

Dalsze przedłużanie wojny wydaje się być celem rządu niemieckiego. Nawiasem mówiąc, spełnia to również marzenie Berlina o uwolnieniu się od ostatnich ograniczeń militarnych wynikających z upadku reżimu nazistowskiego. W odpowiedzi na ataki rakietowe V2 III Rzeszy na Londyn i Rotterdam, Republice Federalnej Niemiec zakazano opracowywania własnych pocisków rakietowych do czasu przezbrojenia w 1955 roku. Także potem niemieckie pociski manewrujące praktycznie nie powstały aż do końca zimnej wojny. Szwedzko-niemiecki pocisk manewrujący Taurus  został wprowadzony do Bundeswehry dopiero w 2005 roku. Głównym problemem Taurusa  jest to, że jego silniki zawierają komponenty amerykańskie, co oznacza, że Stany Zjednoczone roszczą sobie prawo do współdecydowania w przypadku eksportu na Ukrainę.

Rząd niemiecki gorączkowo pracuje nad zniesieniem tych ograniczeń. W związku z tym w zakresie produkcji Taurusa Neo  dąży do współpracy z japońskimi producentami. Podobnie w odniesieniu do dronów próbuje wykluczyć amerykańskich producentów, aby zapewnić sobie kontrolę nad rozmieszczeniem i eksportem tej broni dalekiego zasięgu.

Szukający oszczędności rząd Stanów Zjednoczonych zaostrzył podział obowiązków w NATO  i przekazał wojnę zastępczą na Ukrainie Unii Europejskiej pod niemieckim przywództwem. Rząd niemiecki w ten sposób uzurpuje sobie prawo do wojny na Ukrainie i stoi w obliczu dwóch głównych problemów: po pierwsze, podważa swoją bazę społeczną, likwidując państwo opiekuńcze, niezbędne do przygotowań do wojny. Po drugie, zachowuje się jak linoskoczek bez siatki, kwestionując rosyjską potęgę jądrową i nowe możliwości rakietowe – mając nadzieję ostatecznie zapewnić sobie miejsce pod amerykańskim parasolem nuklearnym.

Pokój poprzez dialog staje się zatem coraz mniej prawdopodobny. Każdy, kto – jak polityk SPD Rolf Mützenich – choćby zasugeruje rozpoczęcie rozmów rozbrojeniowych z Rosją po decyzji prezydenta USA Trumpa o tymczasowym wycofaniu amerykańskich rakiet z Niemiec, jest obecnie uważany za zdrajcę. Wśród niemieckich polityków szerzy się atmosfera podżegania do wojny, która nie toleruje już nawet sprzeciwu.

Napisała: Sevim Dagdelen

Opracował: Zygmunt Białas

Przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X uczy Prevosta religii katolickiej…

Przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X uczy Prevosta religii katolickiej…

Date: 15 Maggio 2026Author: Uczta Baltazara 0 Commenti

Podczas gdy kardynał Tucho Fernández grozi Bractwu, że wyświęcanie nowych biskupów bez zgody papieża pociąga za sobą ekskomunikę latae sententiae, ks. Pagliarani https://en.wikipedia.org/wiki/Davide_Pagliarani uczy Prevosta religii katolickiej… 🙂

Wyznanie wiary katolickiej skierowane do Jego Świątobliwości Papieża Leona XIV autorstwa ks. Davide Pagliarani’ego, przełożonego generalnego Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X

Ojcze Święty,

Od ponad pięćdziesięciu lat Bractwo św. Piusa X stara się przedstawić Stolicy Apostolskiej stanowisko własnego sumienia w obliczu błędów, które niszczą wiarę i moralność katolicką. Niestety, żadna z podjętych dyskusji nie przyniosła rezultatu, i na żadne z wyrażonych wątpliwości nie udzielono konkretnej odpowiedzi.

Od ponad pięćdziesięciu lat jedynym rozwiązaniem, które Stolica Apostolska wydaje się realnie brać pod uwagę, są sankcje kanoniczne. Ku naszemu wielkiemu ubolewaniu wydaje nam się, że prawo kanoniczne jest zatem wykorzystywane nie po to, by umacniać w wierze, ale by od niej oddalać.

W poniższym tekście, Bractwo św. Piusa X pragnie w obecnych okolicznościach wyrazić Jego Świątobliwości i Kościołowi powszechnemu swoje synowskie i szczere przywiązanie do wiary katolickiej, nie ukrywając niczego ani przed Jego Świątobliwością, ani przed Kościołem powszechnym.

Bractwo powierza to skromne Wyznanie Wiary w ręce Jego Świątobliwości. Wydaje nam się, że odpowiada ono minimalnym wymaganiom niezbędnym do pozostawania w komunii z Kościołem, do wyznawania, że jesteśmy katolikami, a zatem Jego dziećmi.

Nie mamy innego pragnienia, jak tylko żyć w wierze rzymskokatolickiej i być w niej umocnieni.

……………………..

A zatem, pozostając mocno zakorzenieni w prawdziwej wierze katolickiej, starajcie się zawsze być godnymi sługami ofiary Bożej i Kościoła Bożego, który jest Ciałem Chrystusa”.

Bo jak mówi Apostoł: «Wszystko, co nie pochodzi z wiary, jest grzechem 1», schizmatyckie i poza jednością Kościoła 2.”

………………………

WYZNANIE WIARY KATOLICKIEJ

W imię naszego Pana Jezusa Chrystusa, Boskiej Mądrości, Słowa Wcielonego, który zapragnął jednej religii, który na zawsze unieważnił Stare Przymierze, który założył jeden Kościół, który zatriumfował nad szatanem, który zwyciężył świat, który będzie z nami aż do końca czasów, który powróci, aby sądzić żywych i umarłych.

On, doskonały Obraz Ojca, Syn Boży, który stał się człowiekiem, został ustanowiony jedynym Odkupicielem i Zbawicielem świata poprzez Wcielenie oraz poprzez dobrowolną ofiarę krzyża. Nasz Pan zaspokaja boską sprawiedliwość, przelewając swoją Najświętszą Krew, i w swojej Krwi ustanawia Nowe i Wieczne Przymierze, znosząc Stare. Jest On zatem jedynym Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi i jedyną drogą, by dotrzeć do Ojca. Tylko ten, kto Go zna, zna Ojca.

Z mocy boskiego postanowienia Najświętsza Maryja Panna została bezpośrednio i głęboko włączona w całe dzieło Odkupienia; dlatego też zaprzeczanie temu udziałowi – w rozumieniu przekazanym przez Tradycję – oznacza wypaczenie samego pojęcia Odkupienia, takiego, jakim zaplanowała je Boska Opatrzność.

Istnieje tylko jedna wiara i tylko jeden Kościół, dzięki którym możemy osiągnąć zbawienie. Poza Kościołem Rzymskokatolickim i bez wyznawania wiary, której on zawsze nauczał, nie ma zbawienia ani odpuszczenia grzechów.

W związku z tym każdy człowiek do zbawienia swojej duszy potrzebuje być członkiem Kościoła Katolickiego, a jedyną drogą do włączenia się w niego jest chrzest. Wymóg ten dotyczy całej ludzkości bez wyjątku, a zatem obejmuje bez różnicy chrześcijan, żydów, muzułmanów, pogan i ateistów.

Misja powierzona apostołom, aby głosili Ewangelię wszystkim ludziom i nawracali ich na wiarę katolicką, obowiązuje aż do końca czasów i stanowi odpowiedź na najpilniejszą i najistotniejszą potrzebę, jaka istnieje na świecie. „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; kto nie uwierzy, będzie potępiony 3”. Dlatego rezygnacja z wypełnienia tej misji stanowi najpoważniejszą zbrodnię przeciwko ludzkości.

Kościół Rzymski jest jedynym, który posiada jednocześnie cztery cechy charakteryzujące Kościół założony przez Jezusa Chrystusa: jedność, świętość, powszechność i apostolskość.

Jego jedność wynika zasadniczo z wyznawania przez wszystkich jego członków jedynej prawdziwej wiary, wiernie strzeżonej, nauczanej i przekazywanej przez hierarchię katolicką na przestrzeni wieków.

Zaprzeczenie choćby jednej prawdzie wiary niszczy samą wiarę i sprawia, że jakakolwiek wspólnota z Kościołem Katolickim staje się całkowicie niemożliwa.

Jedyną możliwą drogą do przywrócenia jedności chrześcijan różnych wyznań jest pilne i pełne miłości wezwanie skierowane do niekatolików, aby wyznawali jedyną prawdziwą wiarę w łonie jedynego prawdziwego Kościoła.

W żadnym wypadku Kościół Katolicki nie może być traktowany na równi z fałszywym kultem lub fałszywym kościołem.

Papież Rzymski, Namiestnik Chrystusa, jest jedyną osobą sprawującą najwyższą władzę nad całym Kościołem. Tylko On bezpośrednio przyznaje innym członkom hierarchii katolickiej jurysdykcję nad duszami.

„Duch Święty nie został obiecany następcom Piotra po to, aby poprzez swoje natchnienie objawiał nową doktrynę, ale po to, aby skrupulatnie strzec i wiernie głosić, z Jego pomocą, objawienie przekazane przez Apostołów, to znaczy depozyt wiary 4.”

Jednej wierze odpowiada jeden kult, będący najwyższym, autentycznym i doskonałym wyrazeniem samej wiary.

Msza Święta jest kontynuacją ofiary krzyżowej w czasie, złożonej za wielu i odnawianej na ołtarzu. Chociaż ofiarowana jest w sposób bezkrwawy, Święta Ofiara Mszy Świętej ma zasadniczo charakter pokutny i przebłagalny. Żadna inna forma kultu nie stanowi doskonałego uwielbienia. Żadna inna forma kultu, która nie jest z nią powiązana, nie jest miła Bogu. Żadne inne środki nie są wystarczające do uświęcenia dusz.

Dlatego też w żadnym wypadku Święta Ofiara Mszy nie może być sprowadzona do czystej pamiątki, do duchowej wieczerzy, do świętego zgromadzenia celebrowanego przez lud, do celebracji tajemnicy paschalnej bez ofiary, bez zaspokojenia boskiej sprawiedliwości, bez odpokutowania za grzechy, bez przebłagania, bez Krzyża.

Wsparcie udzielane duszom poprzez sakramenty Kościoła Katolickiego jest wystarczające w każdej sytuacji i w każdym okresie historycznym, aby umożliwić wiernym życie w stanie łaski.

Prawo moralne zawarte w Dekalogu i udoskonalone w Kazaniu na Górze jest jedynym realnym sposobem na osiągnięcie zbawienia dusz. Każdy inny kodeks moralny, na przykład oparty na poszanowaniu stworzenia lub prawach człowieka, jest całkowicie niewystarczający, by uświęcić i zbawić duszę. W żadnym wypadku nie może on zastąpić jedynego prawdziwego prawa moralnego.

Na wzór św. Jana Chrzciciela prawdziwa miłość zobowiązuje nas do upominania grzeszników i do tego, by nigdy nie rezygnować z podejmowania niezbędnych środków w celu ocalenia ich dusz.

Kto spożywa Ciało Pana naszego i pije Jego Krew, będąc w stanie grzechu, ten spożywa i pije własne potępienie, a żadna władza nie może zmienić tego prawa zawartego w naukach św. Pawła i w Tradycji.

Grzech nieczysty i przeciw naturze jest tak poważny, że zawsze i w każdych okolicznościach woła o pomstę przed obliczem Boga i jest całkowicie nie do pogodzenia z jakąkolwiek formą prawdziwej i chrześcijańskiej miłości. Dlatego też taki „sposób życia” w żadnym wypadku nie może być uznany za dar Boży. Para, która praktykuje taki grzech, powinna otrzymać pomoc w uwolnieniu się od niego i w żadnym wypadku nie może być błogosławiona – formalnie ani nieformalnie – przez szafarzy Kościoła.

Podporządkowanie instytucji oraz narodów jako takich władzy naszego Pana Jezusa Chrystusa jest bezpośrednią konsekwencją Wcielenia i Odkupienia. Zatem świecki charakter instytucji i narodów stanowi domyślne zaprzeczenie boskości i powszechnego królestwa naszego Pana.

Chrześcijaństwo nie jest zwykłym zjawiskiem historycznym, lecz jedynym prawdziwym porządkiem, jaki Bóg zaplanował dla ludzi.

To nie Kościół powinien dostosowywać się do świata, ale świat powinien być przemieniany przez Kościół.

W tej wierze i według tych zasad prosimy o pouczenie i utwierdzenie przez Tego, który posiada charyzmat, by to uczynić. Z pomocą Pana naszego wolimy raczej śmierć, niż z nich zrezygnować. W tej niezmiennej wierze pragniemy żyć i umrzeć, oczekując, aż ustąpi ona miejsca bezpośredniemu kontemplowaniu niezmiennej Wiecznej Prawdy.

Menzingen, 14 maja 2026 roku, w święto Wniebowstąpienia Pańskiego.

Davide Pagliarani

INFO: fsspx.org/it/dichiarazione-di-fede-cattolica-rivolta-papa-leone-xiv

WARTO PRZYPOMNIEĆ: /babylonianempire.wordpress.com/?s=Tucho

Trzaskowski otworzył wrota piekła

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Ostrzegaliśmy od tygodni – i właśnie stało się to faktem. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski wpisał zagraniczny akt małżeństwa dwóch gejów do polskich rejestrów Urzędu Stanu Cywilnego. Jest to bezprecedensowy krok, który, jeśli pozostałby bez odpowiedzi, otworzy drogę do całkowitej zmiany istoty małżeństwa w polskim prawie.

Trzaskowski nie czekał na nową ustawę ani nawet na rozporządzenie – jednego z gejów wpisał w rubrykę „kobieta”. Tak wypełniony dokument wręczył parze homoseksualistów – z wielką pompą i w świetle kamer.

To kpina z normalnych małżeństw, kpina z Konstytucji i zdrowego rozsądku.

Wspieram

Polska Konstytucja jest jednoznaczna: małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny (art. 18). Decyzja Trzaskowskiego jest radykalnie sprzeczna z tym zapisem. Rafał Trzaskowski świadomie wypowiedział wojnę normalnej rodzinie.

Chciałabym także zwrócić Pańską uwagę na fakt, że rząd przygotowuje właśnie nowy wzór aktu małżeństwa. W obu rubrykach ma być nagłówek „mężczyzna/kobieta” – tak, aby można było zmieścić w nich zarówno dwie kobiety, jak i dwóch mężczyzn.

Ale – i to jest dzwonek alarmowy dla wszystkich – we wzorze jest miejsce na „dzieci zrodzone z tego małżeństwa” – tu w przypadku normalnych małżeństw złożonych z mężczyzny i kobiety wpisuje się dane dzieci, które poczną się i zrodzą z małżeństwa, ale także i tych, które zostaną adoptowane. Wydawanie takiego aktu małżeństwa parom gejów lub lesbijek jest preludium do legalizacji homoadopcji i surogacji, czyli wynajmowania kobiet, które zapłodni się in vitro i które urodzą gejom dziecko na mocy umowy podobnej do umowy handlowej. Polscy geje już organizowali się, aby jechać na targi dzieci do Berlina – o czym alarmowaliśmy w jednym z poprzednich listów.

Nikt tego nie zatrzymuje. Rząd Donalda Tuska stawia kolejne kroki na drodze do krzywdy dzieci.

FUNDACJA ODPOWIADA NA WSZYSTKICH FRONTACH

Fundacja Życie i Rodzina nie pozostaje bezczynna. Natychmiast uruchomiliśmy mechanizmy obrony i działamy na każdym możliwym polu:

  • Zawiadomienie do Prokuratury. Złożyłam do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa ściganego z urzędu. Chodzi o przekroczenie uprawnień przez organ administracji publicznej, a także o poświadczenie nieprawdy – poprzez wpisanie mężczyzny w rubrykę „kobieta” oraz wpisanie do rejestru małżeństw związku, który nie spełnia definicji małżeństwa. Zawiadomienie jest obszerne, gdyż zespół prawny Fundacji szczegółowo wykazał w nim, z których paragrafów należy ścigać sprawców transkrypcji oraz jakie kroki podjąć w toku postępowania. Wnieśliśmy m.in. o przesłuchanie samego Rafała Trzaskowskiego, aby ustalić jego faktyczną rolę w sprawie popełnionego czynu.
  • Front w Trybunale Konstytucyjnym. Fundacja Życie i Rodzina przystępuje jako tzw. przyjaciel sądu – amicus curiae – do poselskiego wniosku w Trybunale Konstytucyjnym, który kwestionuje zgodność takich transkrypcji z Konstytucją RP. W wielowątkowym stanowisku popieramy i rozszerzamy argumentację, którą w swoim wniosku podnieśli posłowie. Praktyka pokazuje, że gdy w postępowaniu biorą udział organizacje społeczne o celach zbieżnych z treścią rozpatrywanej sprawy, sędziowie łatwiej przychylają się do rozstrzygnięcia zgodnego z Konstytucją RP.
  • Zbiórka podpisów pod petycją do Trybunału Konstytucyjnego. W linku https://twojepetycje.pl/petycja/nie-dla-rejestracji-homoslubow-w-polsce zebraliśmy już przeszło 8 tysięcy podpisów z apelem, aby sędziowie TK jak najszybciej zajęli się sprawą nielegalnych transkrypcji. W obliczu nacisków, aby rejestrować kolejne homozwiązki, czas jest kluczowy.

Wspieram

STOP „TOLERANCJI” DLA LGBT W SZKOŁACH

To nie jest nasz pierwszy bój. Stoimy na pierwszej linii także w sprawie edukacji (pseudo)zdrowotnej – największej jak dotąd próby ideologicznego przejęcia polskiej szkoły przez MEN i jego szefową Barbarę Nowacką. Przedmiot, na który dobrowolnie chodzi mniej niż 30% uczniów, ma stać się od września obowiązkowy dla każdego dziecka od czwartej klasy aż po szkołę średnią. Na każdym poziomie nauczania EZ w programie zawarto nachalne pogadanki o tolerancji wobec „różnorodnych” związków, w tym homoseksualnych. Czyli to, co dzieje się w sferze prawno-administracyjnej, wchodzi też do szkół w postaci prania mózgu dzieciom i młodzieży.

Wspieram

W ubiegłym roku mobilizacja Dobrych Ludzi, masowe protesty i tysiące podpisów przyniosły efekt – MEN musiało odpuścić nieco ze swoimi planami. Teraz Nowacka wraca z tym samym projektem, stosując technikę zdartej płyty – „powtarzaj to samo, aż im się znudzi i ulegną”. Ale my nie odpuścimy ani kroku. Trwają intensywne zbiórki pod petycją, aby władza zobaczyła sprzeciw wobec przymuszania dzieci do ideologicznych lekcji.

BRONIMY NORMALNOŚCI DO KOŃCA

Działania rządu w sprawie transkrypcji i edukacji to nie przypadek. To elementy spójnego planu dekonstrukcji rodziny, realizowanego z zimną krwią. Każdy precedens, który nie spotka się z reakcją, stanie się fundamentem kolejnego zamachu na podstawowe wartości.

Stanęliśmy na pierwszej linii w sprawie edukacji, jesteśmy i będziemy na pierwszej linii także tu, gdzie lobby LGBT chce sobie wynegocjować fałszywe dokumenty z polskich USC. Walczymy pokazując prawdę, bo prawda jest naszą najsilniejszą bronią.

Nie damy się zastraszyć i nie ustąpimy. Ale potrzebujemy wsparcia – teraz bardziej niż kiedykolwiek, bo działania rządu i lewackich samorządów zaskoczyły wszystkich.

Jak można pomóc?

Dziękuję Panu za każdy rodzaj pomocy, jakiego zechce Pan udzielić w tym czasie. Nie mamy w tej chwili prawdziwie polskiego rządu. Zatem jedyna nadzieja w działaniach społecznych, bo tylko oddolnym masowym poruszeniem możemy postawić tamę sześciokolorowemu szaleństwu.

Z wyrazami szacunku,

Kaja Godek
Kaja Godek Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Właśnie wymusili transkrypcję dokumentów w USC. Teraz będą żądali, aby traktować ich jak normalne małżeństwa. Idą po adopcję dzieci. Zatrzymajmy ich. Koniecznie.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM:

https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

New York Times: Milczenie wobec gwałtów na Palestyńczykach

Nicholas Kristof

Milczenie wobec gwałtów na Palestyńczykach

The New York Times, 11 maja 2026 r.

nytimes/israel-palestinians-sexual-violence

To prosta zasada: niezależnie od naszych poglądów na konflikt na Bliskim Wschodzie, powinniśmy być zdolni zjednoczyć się w potępieniu gwałtu. Zwolennicy Izraela podkreślali to po brutalnych napaściach seksualnych na izraelskie kobiety podczas prowadzonego przez Hamas ataku na Izrael 7 października 2023 roku. Donald Trump, Joe Biden, Benjamin Netanjahu oraz wielu amerykańskich senatorów, w tym Marco Rubio, potępiło tę przemoc seksualną, a Netanjahu słusznie wezwał „wszystkich cywilizowanych przywódców”, by „zabrali głos”.

A jednak w przejmujących rozmowach Palestyńczycy opisywali mi schemat szeroko rozpowszechnionej izraelskiej przemocy seksualnej wobec mężczyzn, kobiet, a nawet dzieci – ze strony żołnierzy, osadników, przesłuchujących funkcjonariuszy agencji bezpieczeństwa wewnętrznego Szin Bet, a przede wszystkim strażników więziennych.

Nie ma dowodów na to, że izraelscy przywódcy wydają rozkazy dokonywania gwałtów. Jednak w ostatnich latach stworzyli aparat bezpieczeństwa, w którym przemoc seksualna stała się – jak ujęto to w raporcie Organizacji Narodów Zjednoczonych z ubiegłego roku – jednym ze „standardowych procedur operacyjnych” Izraela oraz „istotnym elementem złego traktowania Palestyńczyków”. Raport opublikowany w ubiegłym miesiącu przez Euro-Med Human Rights Monitor, genewską organizację rzeczniczą często krytyczną wobec Izraela, stwierdza, że Izrael stosuje „systematyczną przemoc seksualną”, która jest „powszechnie praktykowana jako część zorganizowanej polityki państwowej”.

Jak wygląda taka standardowa procedura operacyjna? Sami al-Sai, 46-letni niezależny dziennikarz, opowiada, że gdy po zatrzymaniu w 2024 roku prowadzono go do celi więziennej, grupa strażników rzuciła go na ziemię.

– Wszyscy mnie bili, a jeden nadepnął mi na głowę i szyję – powiedział. – Ktoś ściągnął mi spodnie. Ściągnęli mi bokserki. Następnie jeden ze strażników wyjął gumową pałkę używaną do bicia więźniów. – Próbowali wcisnąć ją do mojego odbytu, a ja napinałem się, żeby temu zapobiec, ale nie mogłem – powiedział, mówiąc z coraz większym niepokojem. – To było strasznie bolesne. Strażnicy śmiali się z niego – relacjonował.– Potem usłyszałem, jak ktoś mówi: „Podajcie marchewki” – wspominał, dodając, że następnie użyli marchewki. – To było niezwykle bolesne – powiedział. – Modliłem się o śmierć.

Al-Sai powiedział, że miał zawiązane oczy i usłyszał, jak ktoś mówi po hebrajsku – który rozumie – „Nie róbcie zdjęć”. To sugerowało mu, że ktoś wyciągnął aparat. Jednym ze strażników była kobieta, która – jak powiedział – chwyciła go za penisa i jądra, żartując: „To należy do mnie”, po czym ścisnęła tak mocno, że krzyczał z bólu. Strażnicy zostawili go skute­go kajdankami na ziemi, a on poczuł zapach dymu papierosowego. – Zrozumiałem, że mieli przerwę na papierosa – powiedział. Po wrzuceniu go do celi doszedł do wniosku, że pomieszczenie, w którym został zgwałcony, było już wcześniej wykorzystywane w ten sposób, ponieważ znalazł na sobie wciśnięte w skórę cudze wymiociny, krew i połamane zęby. Al-Sai powiedział, że proponowano mu współpracę jako informatorowi izraelskiego wywiadu i uważa, że celem jego aresztowania oraz uwięzienia w systemie aresztu administracyjnego było wywarcie presji, aby się zgodził. Ponieważ szczycił się swoją dziennikarską profesjonalnością, odmówił.

Przez całą moją karierę zajmowałem się relacjonowaniem wojen, ludobójstw i okrucieństw, w tym gwałtów, czasami w miejscach, gdzie skala przemocy seksualnej była znacznie większa niż wszystko, czego dopuścili się bojownicy Hamasu czy izraelscy strażnicy lub osadnicy. W konflikcie w Tigraju w Etiopii kilka lat temu mogło zostać zgwałconych nawet 100 tysięcy kobiet. Masowe gwałty mają obecnie miejsce w Sudanie. Jednak nasze amerykańskie pieniądze z podatków subsydiują izraelski aparat bezpieczeństwa, więc jest to przemoc seksualna, w której Stany Zjednoczone są współodpowiedzialne.

Zainteresowałem się relacjonowaniem napaści seksualnych na palestyńskich więźniów po tym, jak Issa Amro, pokojowy aktywista nazywany czasem „palestyńskim Gandhim”, powiedział mi podczas mojej wcześniejszej wizyty, że sam został napastowany seksualnie przez izraelskich żołnierzy i że uważa takie przypadki za powszechne, lecz niedostatecznie zgłaszane z powodu wstydu.

Według jednego z szacunków Izrael zatrzymał od ataków z 7 października około 20 tysięcy osób tylko na Zachodnim Brzegu, a ponad 9 tysięcy Palestyńczyków pozostawało w areszcie jeszcze w tym miesiącu. Wielu z nich nie postawiono zarzutów, lecz zatrzymano ich na podstawie niejasno określonych przesłanek bezpieczeństwa, a od 2023 roku większości odmawia się wizyt Czerwonego Krzyża oraz prawników.

„Izraelskie siły systematycznie stosują gwałty i tortury seksualne w celu upokorzenia palestyńskich więźniarek” – stwierdza raport Euro-Med. Cytuje on relację 42-letniej kobiety, która powiedziała, że została naga przykuta do metalowego stołu, podczas gdy izraelscy żołnierze przez dwa dni ją gwałcili, a inni żołnierze filmowali te gwałty. Następnie – jak twierdzi – pokazano jej zdjęcia z gwałtu i zagrożono ich publikacją, jeśli nie będzie współpracować z izraelskim wywiadem.

Nie sposób ustalić, jak powszechne są napaści seksualne na Palestyńczyków. Moje materiały do tego artykułu opierają się na rozmowach z 14 mężczyznami i kobietami, którzy twierdzili, że zostali napastowani seksualnie przez izraelskich osadników lub członków sił bezpieczeństwa. Rozmawiałem również z członkami rodzin, śledczymi, urzędnikami i innymi osobami.

Odnajdywałem te ofiary, wypytując prawników, organizacje praw człowieka, pracowników pomocy humanitarnej oraz samych Palestyńczyków. W wielu przypadkach możliwe było częściowe potwierdzenie ich relacji poprzez rozmowy ze świadkami lub — częściej – z osobami, którym ofiary zwierzyły się ze swoich doświadczeń, takimi jak członkowie rodzin, prawnicy czy pracownicy socjalni; w innych przypadkach nie było to możliwe, być może dlatego, że wstyd sprawiał, iż ludzie niechętnie przyznawali się do przemocy nawet przed bliskimi.

Organizacja Save the Children zleciła w ubiegłym roku badanie wśród dzieci w wieku od 12 do 17 lat, które przebywały w izraelskim areszcie; ponad połowa zgłosiła, że była świadkiem przemocy seksualnej lub sama jej doświadczyła. Save the Children stwierdziła, że rzeczywista liczba była prawdopodobnie wyższa, ponieważ stygmatyzacja powodowała, iż część dzieci nie chciała mówić o tym, co je spotkało.

Committee to Protect Journalists, szanowana amerykańska organizacja, przeprowadziła badanie wśród 59 palestyńskich dziennikarzy zwolnionych przez izraelskie władze po atakach z 7 października. Trzy procent respondentów stwierdziło, że zostali zgwałceni, a 29 procent podało, że doświadczyło innych form przemocy seksualnej.

My, dziennikarze, wiele wymagamy od naszych rozmówców – i rzadko jest to tak prawdziwe jak w przypadku tego artykułu. Być może trudno było Państwu czytać ten tekst, ale dla ofiar przemocy seksualnej opowiedzenie swoich historii było tysiąc razy trudniejsze. Prosiłem ich, aby mówili o najbardziej intymnych i rozdzierających doświadczeniach, jakie można sobie wyobrazić — takich, które już wcześniej powodowały u nich koszmary — a następnie podczas weryfikacji faktów musieliśmy przechodzić przez to wszystko ponownie.

Rząd Izraela odrzuca sugestie, jakoby dopuszczał się seksualnego wykorzystywania Palestyńczyków, podobnie jak Hamas zaprzeczał gwałtom na izraelskich kobietach. Izrael z zadowoleniem przyjął raport Organizacji Narodów Zjednoczonych dokumentujący napaści seksualne na izraelskie kobiety ze strony Palestyńczyków, ale odrzucił wezwanie zawarte w tym samym raporcie do zbadania izraelskich napaści na Palestyńczyków. Netanjahu potępił „bezpodstawne oskarżenia o przemoc seksualną” kierowane pod adresem Izraela.

Izraelskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Narodowego odmówiło komentarza do tego artykułu. Służba więzienna „kategorycznie odrzuca te zarzuty” dotyczące nadużyć seksualnych – powiedział rzecznik, który nie zgodził się na ujawnienie nazwiska, dodając, że skargi są „badane przez właściwe organy”. Rzecznik odmówił odpowiedzi na pytanie, czy jakikolwiek pracownik więzienia został kiedykolwiek zwolniony lub postawiony przed sądem za napaści seksualne.

Palestyńczycy, z którymi rozmawiałem, opisywali różne formy przemocy wykraczające poza gwałt. Wielu relacjonowało, że często szarpano ich za genitalia albo bito po nich. Ręczne wykrywacze metalu wykorzystywano do przeszukiwania przestrzeni między nagimi nogami mężczyzn, a następnie miażdzono nimi ich części intymne; według organizacji Euro-Med niektórym mężczyznom lekarze musieli amputować jądra po pobiciach.

Jednym z powodów, dla których te nadużycia nie spotykają się z większą uwagą, są groźby ze strony izraelskich władz, które – według zwolnionych Palestyńczyków – regularnie ostrzegają więźniów po wyjściu na wolność, by milczeli. Innym powodem, jak mówili mi palestyńscy ocaleni, jest to, że społeczeństwo arabskie zniechęca do poruszania tego tematu z obawy przed osłabieniem morale rodzin więźniów oraz podważeniem palestyńskiej narracji o nieugiętych i bohaterskich zatrzymanych.

Konserwatywne normy społeczne również utrudniają rozmowę o tym: dwie ofiary powiedziały mi, że więzień, który przyzna się do gwałtu, może zaszkodzić szansom swoich sióstr i córek na znalezienie męża.

Jeden z rolników początkowo zgodził się, bym użył jego nazwiska w tym artykule. Zwolniony na początku tego roku po wielu miesiącach aresztu administracyjnego – bez postawienia zarzutów – opisał wydarzenie, do którego, jak twierdzi, doszło w ubiegłym roku: pół tuzina strażników unieruchomiło go, trzymając za ręce i nogi, podczas gdy inni ściągnęli mu spodnie i bieliznę, a następnie włożyli metalową pałkę do odbytu. Gwałciciele śmiali się i wiwatowali – powiedział. Kilka godzin później, jak relacjonował, zemdlał i został zabrany do więziennej kliniki. Po odzyskaniu przytomności – powiedział – zgwałcono go ponownie, znów przy użyciu metalowej pałki. – Krwawiłem – wspominał. – Całkowicie się załamałem. Płakałem. Po powrocie do celi poprosił strażnika o papier i długopis, aby napisać skargę dotyczącą napaści. Odmówiono mu. Tego samego wieczoru grupa strażników weszła do celi.– Który to chce złożyć skargę? – szydził jeden ze strażników, jak relacjonował, a inny wskazał na niego.– Bicie zaczęło się natychmiast – wspominał. Następnie – jak powiedział – zgwałcili go pałką po raz trzeci tego samego dnia. Zapamiętał słowa jednego z nich – Teraz masz jeszcze więcej do napisania w swojej skardze.

Kilka dni po rozmowie ze mną rolnik zadzwonił, aby powiedzieć, że jednak nie chce, by używać jego nazwiska. Właśnie odwiedził go Szin Bet i ostrzegł, by nie sprawiał problemów, a ponadto obawiał się reakcji rodziny na rozgłos.

– Powszechne wykorzystywanie seksualne palestyńskich więźniów istnieje naprawdę; zostało znormalizowane – powiedziała Sari Bashi, izraelsko-amerykańska prawniczka zajmująca się prawami człowieka i dyrektorka wykonawcza Publicznego Komitetu Przeciwko Torturom w Izraelu. – Nie widzę dowodów, że zostało to nakazane odgórnie. Ale istnieją trwałe dowody na to, że władze wiedzą, iż to się dzieje, i tego nie powstrzymują.

Inny izraelski prawnik, Ben Marmarelli, powiedział mi, że na podstawie doświadczeń reprezentowanych przez niego palestyńskich więźniów gwałcenie więźniów przedmiotami „dzieje się wszędzie”.

Bashi stwierdziła, że jej organizacja złożyła setki skarg opisujących potworne nadużycia wobec palestyńskich zatrzymanych – i ani jedna z nich nie doprowadziła do postawienia zarzutów. Bezkarność – powiedziała – tworzy dla sprawców „zielone światło”.

Jeden z palestyńskich więźniów ze Strefy Gazy miał trafić do szpitala w lipcu 2024 roku z pęknięciem odbytnicy, połamanymi żebrami i przebitym płucem. Śledczy zdobyli nagranie więzienne, które rzekomo ukazywało nadużycia. Władze zatrzymały dziewięciu żołnierzy rezerwy – lecz izraelska prawica wybuchła oburzeniem, a tłum rozwścieczonych demonstrantów, w tym polityków, wtargnął do więzienia, by okazać poparcie strażnikom. Ostatnie zarzuty wobec żołnierzy wycofano w marcu, a w ubiegłym miesiącu wojsko zatwierdziło ich powrót do służby. Netanjahu nazwał wycofanie zarzutów końcem „krwawego oszczerstwa”. – Państwo Izrael musi ścigać swoich wrogów — a nie swoich bohaterskich żołnierzy – powiedział.

Bashi skomentowała wynik sprawy następująco – Powiedziałabym, że wycofanie zarzutów oznacza przyzwolenie na gwałt. Więzień ten – który po wszystkim musiał korzystać z worka stomijnego do odprowadzania odchodów – został odesłany do Gazy, a znajomy powiedział, że przez wiele miesięcy przebywał w szpitalu, dochodząc do siebie po obrażeniach wewnętrznych. Znajomy przekazał, że były więzień odmówił udzielenia wywiadu.

Postępowania karne i zainteresowanie opinii publicznej mogą ograniczać taką przemoc. W 1997 roku policjanci w Nowym Jorku zgwałcili haitańskiego imigranta Abnera Louimę pałką tak brutalnie, że wymagał hospitalizacji i operacji. Nowojorczycy byli oburzeni, burmistrz Rudy Giuliani odwiedził Louimę w szpitalu, a policjantów postawiono przed sądem w przełomowej sprawie. Wysłało to silny sygnał całej policji: ci, którzy napadają na zatrzymanych, mogą zostać ukarani. I taki właśnie sygnał należy wysłać izraelskim siłom bezpieczeństwa.

Gdyby administracja Trumpa nalegała na wznowienie wizyt Czerwonego Krzyża u więźniów, gdyby ambasador USA odwiedzał ofiary gwałtów w obecności kamer, gdybyśmy uzależnili transfer broni od zakończenia napaści seksualnych, moglibyśmy wysłać moralny i praktyczny sygnał, że przemoc seksualna jest niedopuszczalna, niezależnie od tożsamości ofiary. Na początek ambasador mógłby zadbać o to, by Palestyńczycy, którzy odważyli się wypowiedzieć dla tego artykułu, nie zostali ponownie brutalnie potraktowani za swoją odwagę.

Jak dochodzi do tego rodzaju przemocy? Dziesięciolecia relacjonowania konfliktów nauczyły mnie, że połączenie dehumanizacji i bezkarności może popchnąć ludzi do hobbesowskiego stanu natury. Spotykałem się z tym ześlizgiwaniem się ku barbarzyństwu na polach śmierci od Konga przez Sudan po Mjanmę i sądzę, że mniej więcej w ten sposób można wyjaśnić także to, jak amerykańscy żołnierze dopuszczali się seksualnego wykorzystywania więźniów w Abu Ghraib w Iraku.

Brutalna rzeczywistość jest taka, że gdy nie ma konsekwencji, my, ludzie, jesteśmy zdolni do ogromnej deprawacji wobec tych, których nauczono nas pogardzać jako istotami podludzkimi. Itamar Ben-Gwir, izraelski minister bezpieczeństwa narodowego, nazwał zatrzymanych „szumowinami” i „nazistami” oraz chwalił się zaostrzaniem warunków więziennych dla Palestyńczyków. Gdy takie postawy dominują, wykorzystywanie seksualne może stać się kolejnym narzędziem zadawania Palestyńczykom bólu i upokorzenia. Ben-Gwir, za pośrednictwem rzeczniczki, odmówił komentarza na temat napaści seksualnych dokonywanych przez służby bezpieczeństwa.

B’Tselem, izraelska organizacja praw człowieka, udokumentowała „poważny schemat przemocy seksualnej” wobec Palestyńczyków. Przytoczyła relację więźnia z Gazy, Tamera Qarmuta, który powiedział, że został zgwałcony pałką. Tortury – stwierdziła organizacja B’Tselem – „stały się akceptowaną normą”.

Były izraelski funkcjonariusz pracujący w więziennej izbie chorych opisał w zeznaniu dla izraelskiej organizacji Breaking the Silence, co takie przyzwolenie oznacza w praktyce – widzisz normalnych, całkiem zwyczajnych ludzi dochodzących do punktu, w którym znęcają się nad innymi dla własnej rozrywki, nawet nie podczas przesłuchań czy czegoś podobnego. Czynią to dla zabawy, żeby mieć co opowiadać kolegom, albo dla zemsty.

Większość gwałtów i innych form przemocy seksualnej była skierowana przeciwko mężczyznom, choćby dlatego, że ponad 90 procent palestyńskich więźniów stanowią mężczyźni. Rozmawiałem jednak także z jedną Palestynką, która została aresztowana w wieku 23 lat po ataku Hamasu w październiku 2023 roku. Powiedziała, że żołnierze, którzy ją zatrzymali, grozili gwałtem jej samej, jej matce i małej siostrzenicy. Jej więzienna gehenna rozpoczęła się od rewizji osobistej przeprowadzonej przez strażniczki. – Ale potem wszedł mężczyzna-żołnierz, kiedy byłam całkowicie naga – dodała.

Przez następne dni – jak powiedziała – była wielokrotnie rozbierana do naga, bita i przeszukiwana przez grupy strażników, zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety. Schemat zawsze wyglądał tak samo: kilku strażników, kobiety i mężczyźni razem, wchodziło do jej celi, siłą rozbierało ją do naga, zakładało kajdanki na ręce z tyłu i zginało ją wpół, czasem wciskając jej głowę do toalety. W tej pozycji była bita i obmacywana po całym ciele.– Ich ręce były wszędzie na moim ciele – powiedziała. – Szczerze mówiąc, nie wiem, czy mnie zgwałcili, bo czasami traciłam przytomność od bicia. Uważa ona, że celem przemocy było dwojakie działanie: złamanie jej ducha oraz umożliwienie izraelskim mężczyznom w sposób bezkarny molestowanie nagiej Palestynki. – Rozbierano mnie i bito kilka razy dziennie – powiedziała. – To było tak, jakby przedstawiali mnie wszystkim, którzy tam pracowali. Na początku każdej zmiany przyprowadzali nowych facetów, żeby mnie rozbierali.

Gdy miała zostać zwolniona z więzienia, jak powiedziała, wezwano ją do pokoju z sześcioma funkcjonariuszami i surowo ostrzeżono, by nigdy nie udzielała wywiadów. – Zagrozili, że jeśli się odezwę, zgwałcą mnie, zabiją mnie i zabiją mojego ojca – powiedziała. Nic dziwnego, że nie zgodziła się na ujawnienie nazwiska w tym artykule.

Niektóre z najgorszych form przemocy seksualnej wydają się być wymierzone w więźniów ze Strefy Gazy. Dziennikarz z Gazy podzielił się ze mną relacją o nadużyciach, których doświadczył po zatrzymaniu w 2024 roku. – Nikt nie uniknął napaści seksualnych – powiedział. – Nie wszyscy zostali zgwałceni, powiedziałbym, ale każdy przeszedł przez upokarzające, obrzydliwe napaści seksualne. Przy jednej z okazji – jak powiedział – strażnicy związali jego jądra i penisa plastikowymi opaskami zaciskowymi na wiele godzin, jednocześnie bijąc go po genitaliach. Przez kilka dni potem – powiedział – oddawał mocz z krwią. Innym razem został obezwładniony i rozebrany do naga, a gdy miał zasłonięte oczy i skute ręce, sprowadzono psa. Jak twierdzi, zachęcany po hebrajsku przez przewodnika pies wskoczył na niego. – Robili zdjęcia kamerami, słyszałem ich śmiechy i chichoty – powiedział. Próbował zrzucić z siebie psa, ale – jak relacjonował – zwierzę go penetrowało.

Inni palestyńscy więźniowie i organizacje praw człowieka również wspominały o przypadkach szkolenia psów policyjnych do gwałcenia więźniów. Dziennikarz powiedział, że po zwolnieniu izraelski funkcjonariusz ostrzegł go — jeśli chcesz pozostać przy życiu po powrocie, nie rozmawiaj z mediami.

Dlaczego więc zdecydował się mówić? – Są chwile, kiedy wspomnienia wydają się nie do zniesienia – powiedział. – Miałem wrażenie, że serce zatrzyma mi się podczas rozmowy z tobą o tym wszystkim. Ale pamiętam, że tam wciąż są ludzie. Dlatego zabieram głos.

Wiele relacji wskazuje, że przemoc seksualna była kierowana nawet przeciwko palestyńskim dzieciom, które zwykle trafiają do więzień za rzucanie kamieniami. Odszukałem i przeprowadziłem rozmowy z trzema chłopcami, którzy byli zatrzymani – i wszyscy opisywali wykorzystywanie seksualne. Jeden z nich, nieśmiały chłopiec w koszulce Hilfigera, który w chwili aresztowania miał 15 lat, odmówił odpowiedzi na pytanie, czy był świadkiem faktycznych gwałtów. Powiedział jednak, że groźby były czymś rutynowym – Mówili: „Zrób to, albo wsadzimy ci ten kij w tyłek”. Pozostali chłopcy opowiadali bardzo podobne historie o przemocy seksualnej jako części pobić i podkreślali, że groźby gwałtu kierowano nie tylko wobec nich, lecz także wobec ich matek i rodzeństwa.

Izraelscy osadnicy nie są oficjalnym ramieniem państwa w taki sam sposób jak system więziennictwa, lecz Siły Obronne Izraela coraz częściej chronią osadników podczas ataków na palestyńskich mieszkańców wiosek i wykorzystywania przemocy seksualnej do zmuszania Palestyńczyków do ucieczki. „Przemoc seksualna jest wykorzystywana do wywierania presji na społeczności”, aby opuszczały swoją ziemię – stwierdza nowy raport West Bank Protection Consortium, koalicji międzynarodowych organizacji pomocowych kierowanej przez Norwegian Refugee Council.

Konsorcjum przeprowadziło badanie wśród palestyńskich rolników i ustaliło, że ponad 70 procent wysiedlonych gospodarstw domowych wskazało groźby wobec kobiet i dzieci — szczególnie groźby przemocy seksualnej – jako decydujący powód opuszczenia domów.– Przemoc seksualna – powiedziała Allegra Pacheco z koalicji – jest jednym z mechanizmów wypędzania ludzi z ich ziemi.

W odległej beduińskiej osadzie rolników w Dolinie Jordanu spotkałem 29-letniego rolnika Suhaiba Abualkebasha, który opowiedział, jak banda około 20 osadników wtargnęła do domów jego rodziny, bijąc zarówno dorosłych, jak i dzieci oraz kradnąc biżuterię i 400 owiec. Rozcięto mu ubranie nożem myśliwskim, po czym ciasno zacisnęto plastikową opaskę na penisie szarpiąc nim. – Bałem się, że mi odetną przyrodzenie – powiedział mi Abualkebash. – Myślałem, że to mój koniec.

Niektórzy mogą się zastanawiać, czy Palestyńczycy nie sfabrykowali oskarżeń o napaści seksualne, aby oczernić Izrael. Dla mnie wydaje się to mało prawdopodobne, ponieważ żadna z osób, z którymi rozmawiałem, sama mnie nie odszukała ani nie wiedziała, z kim jeszcze rozmawiam, a wszyscy byli niechętni do udzielania świadectw. Istnieją jednak pewne dowody na to, że izraelskie nadużycia seksualne stały się tak częste, iż normy społeczne zaczynają się zmieniać i palestyńskie ofiary stają się nieco bardziej skłonne do zabierania głosu.

– Przez sześć miesięcy nie mogłem o tym mówić, nawet swojej rodzinie – powiedział Mohammad Matar, palestyński urzędnik, który opowiedział mi, że osadnicy rozebrali go, pobili i szturchali kijem w pośladki, mówiąc o zgwałceniu go. Podczas ataku napastnicy opublikowali w mediach społecznościowych zdjęcie przedstawiające go z zasłoniętymi oczami i rozebranego do bielizny. Z czasem Matar zdecydował się zabrać głos, próbując przełamać stygmatyzację. Obecnie trzyma powiększoną odbitkę zdjęcia wykonanego przez osadników na ścianie swojego biura.

Próbując zrozumieć to, co odkryłem, zadzwoniłem do Ehuda Olmerta, premiera Izraela w latach 2006–2009. Olmert powiedział mi, że niewiele wie o przemocy seksualnej wobec Palestyńczyków, ale relacje, które usłyszałem, go nie zaskoczyły.– Czy wierzę, że to się dzieje? – zapytał. – Zdecydowanie. – Na terytoriach okupowanych każdego dnia popełniane są zbrodnie wojenne – dodał.

Wracamy więc do kwestii, którą poruszyłem na początku tego felietonu: zwolennicy Izraela mieli rację w 2023 roku, twierdząc, że niezależnie od naszych poglądów na Bliski Wschód, powinniśmy być zdolni do potępienia gwałtu.

– Gdzie wy, do diabła, jesteście? – pytał wtedy Netanjahu społeczność międzynarodową, domagając się potępienia przemocy seksualnej popełnianej przez to, co izraelski rząd nazwał „gwałcicielskim reżimem Hamasu”.

Hamas rzeczywiście brutalnie narusza prawa człowieka. Izraelscy urzędnicy powinni jednak spojrzeć również na własne naruszenia – w szczególności na to, co 49-stronicowy raport Organizacji Narodów Zjednoczonych z ubiegłego roku określił jako „systematyczne” poddawanie Palestyńczyków „torturom seksualnym”, dokonywanym co najmniej „za milczącym przyzwoleniem najwyższego kierownictwa cywilnego i wojskowego” Izraela.

Pomyślmy o tym w ten sposób: straszliwe nadużycia zadane izraelskim kobietom 7 października dzieją się teraz Palestyńczykom dzień po dniu. Trwają z powodu milczenia, obojętności oraz niezdolności zarówno amerykańskich, jak i izraelskich urzędników do odpowiedzi na pytanie Netanjahu:

– Gdzie wy, do diabła, jesteście?

Kontynuacja antykatolickiej rewolucji Franciszka? Podsumowanie ostatniego roku Leona XIV

Kontynuacja antykatolickiej rewolucji Franciszka? Podsumowanie ostatniego roku Leona XIV

15 maja 2026

Paweł Chmielewski: Można powiedzieć, że rzeczywiście przez ten rok nie odnotowano chyba żadnego konserwatywnego działania Leona XIV,  no bo to, o czym się wszyscy zachwycają, to znaczy, że a to szaty bardziej papieskie i modus operandi trochę bardziej papieski, no to jednak jest konserwatyzm,  rzekłbym, dosyć niewiele kosztujący, prawda?  A gdy idzie o jakieś takie duże sprawy, naprawdę duże wydarzenia, to czegoś takiego kompletnie nie ma.

Myślę, że w najważniejszych kwestiach to, co nam Leon XIV ujawnił, wskazuje, że zamierza zdecydowanie kontynuować dziedzictwo Jorge Mario Bergoglia…

Paweł Lisicki: Są tylko trzy rzeczy nieodwołalne w dzisiejszym kościele. Sobór Watykański II, przymierze zawarte z Żydami i Amoris Laetitia.  Rozumiem, że to jest tak naprawdę najbardziej nieodwołalna, stała, niezmienna część obecnego nauczania, które może się tylko pogłębiać, czyli iść dalej…

Praktycznie we wszystkich tych punktach, kiedy wyraźnie było widać,  że Franciszek odchodzi od tradycyjnego nauczenia Kościoła, Leon to podtrzymywał. W stosunku do kary śmierci,… Poparcie dla synodalności, te wszystkiego rodzaju dziwaczne wybryki  synodalności, które teraz obserwujemy. Ostatnio parę dni temu raport nr 9 bodajże się tak chyba nazywał,  który to raport polega na tym, że tam są jakieś aneksy,  w ramach tych aneksów są jakieś świadectwa dwóch homoseksualistów,  którzy opowiadają o tym, jak to głęboko przeżywają  swój homoseksualizm.

Czyli pod tym względem nic się nie zmieniło. To znaczy to samo obłaskawianie i to samo oswajanie homoseksualizmu  jest systematycznie przez papieża Leona XIV wprowadzane. W jednej ze swoich wypowiedzi powiedział, że ważniejszą niż kwestia teorii jest kwestia praktyki, że najpierw musi nastąpić zmiana obyczajów, działania i praktyki, a za tym podąży teoria.

Wywiad USA nakazuje inspekcję 120 laboratoriów biologicznych finansowanych przez rząd USA za granicą

Thomas Röper anti-spiegel.ru/us-geheimdienst-ordnet-pruefung-von-120-von-der-us-regierung-finanzierten-biolaboren-im-ausland-an

Amerykańskie programy broni biologicznej

Wywiad USA nakazuje inspekcję 120 laboratoriów biologicznych finansowanych przez rząd USA za granicą

Dyrektor amerykańskiego wywiadu zapowiedział inspekcję ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach, finansowanych przez rząd USA od dziesięcioleci. Ponad 40 z tych laboratoriów znajduje się na Ukrainie. Dlaczego niemieckie media nie poinformowały o tym? [ a polskie?? md]

Anti-Spiegel 15 maj 2026

Są tematy, o których niemieckie media po prostu nie chcą mówić, tematy, które trzyma się w tajemnicy przed niemiecką opinią publiczną. Jednym z nich są laboratoria broni biologicznej, finansowane i prowadzone przez USA na całym świecie. Od czasu pandemii COVID-19 wszyscy wiemy, czym jest „wzmocnienie funkcji” (badania nad tym, jak sprawić, by patogeny, które są nieszkodliwe dla ludzi, stały się niebezpieczne dla ludzi). Badania te zostały zakazane w USA ze względu na ich niebezpieczny charakter, ale amerykańscy naukowcy mieli wyraźne pozwolenie na prowadzenie ich w laboratoriach za granicą.

Dokładnie to wydarzyło się na przykład w Wuhan, gdzie amerykański badacz Peter Daszak badał, jak sprawić, by koronawirusy przenosiły się z nietoperzy na ludzi. Badania te, nawiasem mówiąc, były finansowane przez rząd USA. Wszystko to jest teraz bezdyskusyjne i każdy może teraz zadać sobie pytanie, czy to był zbieg okoliczności, że wybuchła tam epidemia COVID-19.

Ale odbiorcy głównych niemieckich mediów nic o tym nie wiedzą, ponieważ milczą na ten temat, podobnie jak milczą na temat ponad 40 amerykańskich biolaboratoriów na Ukrainie, gdzie prowadzono badania nad niebezpiecznymi patogenami, takimi jak Ebola i inne.

To, że USA były bardzo aktywne w rozwijaniu niebezpiecznych patogenów, czyli broni biologicznej, szczególnie na Ukrainie, nie podlega dyskusji. Chronologię wraz z dowodami znajdziesz na końcu artykułu.

Dyrektor Wywiadu Narodowego zapowiedziała inspekcję ponad 120 laboratoriów biologicznych w ponad 30 krajach, finansowanych przez rząd USA od dziesięcioleci. Ponad 40 z tych laboratoriów znajduje się na Ukrainie. Uzasadniła inspekcję, stwierdzając, że niektóre z laboratoriów były finansowane przez Pentagon i że prowadzone tam badania budzą „poważne obawy etyczne, finansowe i dotyczące bezpieczeństwa”. Inspekcja pozwoli również ustalić, jakie patogeny są badane w tych laboratoriach.

Mówiąc wprost: Waszyngton najwyraźniej nie wie, jakie badania są prowadzone w tych laboratoriach – a raczej nie chce wiedzieć, bo to pozwoliłoby udawać głupka w razie wypadku. To dobrze znana strategia wywiadowcza, na którą istnieje nawet termin techniczny: „wiarygodne zaprzeczenie”.

11 maja, cztery dni temu, „New York Post” poinformował o przeglądzie laboratoriów biologicznych, a Tulsi Gabbard ani jej agencje wywiadowcze nie zaprzeczyły temu, co oznacza, że ​​doniesienia są prawdziwe, zwłaszcza że gazeta zacytowała fragment stosownego oświadczenia.

Mimo to amerykańskie media głównego nurtu o tym nie poinformowały. I oczywiście niemieckie media również, ponieważ tradycyjnie utrzymują temat amerykańskich laboratoriów broni biologicznej w całkowitej tajemnicy przed czytelnikami. I robią to od lat, ponieważ Niemcy nie powinni wiedzieć wszystkiego.

Tłumaczę teraz artykuł TASS o planowanym śledztwie amerykańskich agencji wywiadowczych, a następnie chronologię publikacji na temat amerykańskich laboratoriów broni biologicznej na Ukrainie i w innych krajach.

Początek tłumaczenia

Stany Zjednoczone rozpoczęły inspekcję biolaboratoriów: Czy dżina da się zamknąć z powrotem w butelce?

Andriej Surżański o obawach Białego Domu dotyczących laboratoriów w krajach sąsiadujących z Rosją i o tym, czy obawy te doprowadzą do podjęcia konkretnych kroków w kierunku ich zamknięcia.

12 maja dyrektor wywiadu USA, Tulsi Gabbard, ogłosiła rozpoczęcie inspekcji ponad 120 biolaboratoriów w ponad 30 krajach, finansowanych od dziesięcioleci przez amerykańskich podatników. Według Gabbard ponad 40 z tych laboratoriów znajduje się również na Ukrainie. „Pandemia COVID-19 ujawniła katastrofalne konsekwencje, jakie badania nad niebezpiecznymi patogenami w biolaboratoriach mogą mieć dla całego świata” – podkreśliła Gabbard. Urzędnicy administracji Trumpa wielokrotnie twierdzili wcześniej, że koronawirus pochodzi z chińskiego biolaboratorium, którego pracownicy eksperymentowali z wysoce niebezpiecznymi patogenami. Chiński rząd temu zaprzecza. Wypowiedź dyrektora wywiadu miała miejsce na krótko przed wizytą Trumpa w Chinach. Zbieg okoliczności? Wszystko jest możliwe.

Nie tylko kwestie etyczne

Warto zauważyć, że Gabbard złożyła swoje oświadczenie nie podczas przesłuchania w Kongresie ani konferencji prasowej, ale specjalnie dla konserwatywnej gazety „New York Post”. Choć gazeta ta uważana jest za tabloid, jest faworytem prezydenta USA Donalda Trumpa. To dość nietypowy format ukierunkowanego rozpowszechniania informacji. Co więcej, nowojorska gazeta nie jest znana z relacjonowania tak poważnych tematów, jak laboratoria biologiczne, patogeny czy broń biologiczna.

Według artykułu w „New York Post”, misją Narodowej Agencji Wywiadowczej jest „lokalizowanie laboratoriów, identyfikacja zawartych w nich patogenów i ustalenie prowadzonych tam badań”. Według gazety, niektóre z laboratoriów otrzymały finansowanie w ramach programu Pentagonu, realizowanego po zakończeniu zimnej wojny, mającego na celu eliminację broni masowego rażenia. W artykule stwierdzono, że prowadzone tam badania kliniczne „wzbudzają poważne obawy etyczne, finansowe i dotyczące bezpieczeństwa”.

W marcu 2022 roku, gdy Gabbard była jeszcze osobą prywatną, wezwała do natychmiastowego zamknięcia 25–30 finansowanych przez USA biolaboratoriów na Ukrainie i zniszczenia patogenów. Spotkało się to z krytyką wielu amerykańskich neokonserwatystów, w tym byłego republikańskiego senatora Mitta Romneya. Romney oskarżył Gabbard o „papkowanie rosyjskiej propagandy”. Tym razem Dyrektor Wywiadu Narodowego wyjaśnił, odnosząc się do około 40 laboratoriów na Ukrainie, które mają zostać poddane przeglądowi, że są one „narażone na kompromitację (tj. wyciek danych) w wyniku wojny rosyjsko-ukraińskiej”.

Przypomnijmy: w grudniu 2022 roku, przy okazji 9. Konferencji Przeglądowej Państw Stron Konwencji o Broni Biologicznej w Genewie, rosyjskie Ministerstwo Obrony przedstawiło przekonujące dowody na to, że Ukraina, przy wsparciu USA, prowadziła badania nad komponentami broni biologicznej. Badania koncentrowały się na patogenach wywołujących szczególnie niebezpieczne i istotne gospodarczo zakażenia.

Chociaż Gabbard nie wymienił żadnych innych krajów poza Ukrainą, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow stwierdził w tym samym roku, że finansowane przez USA laboratoria biologiczne istnieją w Armenii, Kazachstanie i krajach Azji Środkowej. Moskwa następnie omawiała tę kwestię z sąsiadami, zarówno dwustronnie, jak i w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ).

Praca nad błędami z przeszłości

The New York Post przypomina, że ​​administracja Bidena stanowczo zaprzeczyła istnieniu amerykańskich laboratoriów biologicznych na Ukrainie, określając takie twierdzenia jako chińską i rosyjską propagandę. Według gazety, zaprzeczenia te były częścią strategii „odporności informacyjnej”, mającej na celu wpływanie na opinię publiczną oraz „łagodzenie i przeciwdziałanie szkodliwym wpływom zagranicznym”, jednocześnie bagatelizując powiązania USA z tymi badaniami. Jednak podczas przesłuchania w Kongresie ówczesna zastępca sekretarza stanu Victoria Nuland musiała przyznać, że na Ukrainie rzeczywiście istnieją ośrodki badań biologicznych, ale podkreśliła, że ​​są to ośrodki badawcze, a nie laboratoria broni biologicznej. W tamtym czasie Amerykanie byli głęboko zaniepokojeni, że laboratoria te mogą wpaść w ręce rosyjskiego wojska.

W maju ubiegłego roku prezydent USA Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze zakazujące rządowego finansowania badań nad ulepszaniem patogenów w Chinach, Iranie i innych krajach bez odpowiedniego nadzoru. W rozporządzeniu stwierdzono: „Niebezpieczne badania nad wzmocnieniem funkcji wektorów biologicznych i patogenów mogą poważnie zagrozić życiu obywateli amerykańskich”.

Krytycy argumentowali, że słaby nadzór nad finansowaniem, które często trafia do odbiorców za pośrednictwem amerykańskich agencji, uniemożliwia poznanie potencjalnie niebezpiecznych eksperymentów. Według Departamentu Obrony USA, Stany Zjednoczone sfinansowały badania nad patogenami za granicą kwotą 1,4 miliarda dolarów w latach 2014–2023. Biuro Generalnego Inspektora Departamentu Obrony nie było jednak w stanie określić, w jakim stopniu fundusze te zostały wykorzystane na badania nad potencjalnymi patogenami pandemicznymi.

Tego samego dnia, w którym opublikowano oświadczenie Gabbard, Sekretarz Obrony USA Pete Hegseth opublikował podobny komentarz w tej sprawie w „Newsweeku”. „Poprzednia administracja finansowała niebezpieczne, zwiększające wirulencję badania i laboratoria biologiczne za granicą z pieniędzy amerykańskich podatników i celowo ukrywała to przed amerykańskim narodem” – powiedział, kontynuując: „Ujawnienie tych informacji pokazuje, jak źle nadzorowano tę pracę. Pod kierownictwem prezydenta Trumpa, dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard i cały gabinet naprawiają te historyczne błędy i przywracają sprawiedliwość naszym żołnierzom i tym, których chronią. Era kłamstw i zdrady dobiegła końca”.

Oczywiste jest, że oświadczenia Gabbard i Hegsetha dotyczące laboratoriów biologicznych były skoordynowanym działaniem. Pytanie brzmi: jaki był ich cel? Ciekawe jest również rozważenie ich docelowego odbiorcy: amerykańskiej opinii publicznej czy krajów zagranicznych? O ile wiadomo, reakcja w samych Stanach Zjednoczonych była niewielka. A media głównego nurtu w dużej mierze zignorowały raport „New York Post”. To dość nietypowe, że media powołują się na konkurencję, zwłaszcza tabloidy.

Czy Stany Zjednoczone mogą oskarżyć Zełenskiego?

Leonid Słucki, przewodniczący Komisji Spraw Międzynarodowych Dumy Państwowej i lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR), skomentował oświadczenie Gabbard, sugerując, że USA mogą oskarżyć Ukrainę o produkcję broni biologicznej. „Reżim Zełenskiego będzie musiał nieuchronnie odpowiedzieć nie tylko za korupcję na szeroką skalę – sprawa karna Jermaka-Mindicza liczy już 40 tomów – ale także za przestępcze utworzenie na terytorium Ukrainy poligonu doświadczalnego do produkcji śmiercionośnej broni biologicznej” – napisał Słucki na swoim kanale Max.

Deputowany przypomniał, że Duma Państwowa i Rada Federacji przeprowadziły w latach 2022/23 parlamentarne śledztwo, w którym uczestniczyło wielu rosyjskich i zagranicznych ekspertów. Jednym z ustaleń komisji było stwierdzenie, że na Ukrainie pod przykrywką „działalności biologicznej i medycznej” realizowane są projekty wojskowo-przemysłowe, co stanowi naruszenie Konwencji o zakazie broni biologicznej.

Eksperci uważają, że wyniki śledztwa Gabbard mogą mieć poważne konsekwencje nie tylko dla polityki zagranicznej USA, ale także dla międzynarodowej współpracy naukowej. Jeśli finansowanie zagranicznych ośrodków badawczych w dziedzinie biotechnologii zostanie znacząco ograniczone, państwa sojusznicze, w których znajdują się takie ośrodki, mogą zostać poddane surowszym kontrolom i przepisom.

Jeff Singer, starszy pracownik naukowy w Cato Institute, uważa, że ​​ogłoszenie Gabbard o wszczęciu śledztwa jest aktualne i uzasadnione. „Jeśli rząd dotuje laboratoria za granicą pieniędzmi podatników, ma obowiązek zapewnić, że badania te nie wyrządzą nam szkody” – powiedział magazynowi „Newsweek”.

Są jednak również głosy sprzeciwu, twierdzące, że śledztwo opiera się na zakrojonej na szeroką skalę kampanii dezinformacyjnej prowadzonej przez Rosję i Chiny. Nawet zakładając, że administracja Trumpa zamierza wykorzystać tę kwestię jako dodatkowy argument przeciwko Zełenskiemu, aby zmusić go do zaakceptowania warunków porozumienia w sprawie rozwiązania konfliktu, Waszyngton z pewnością zdaje sobie sprawę, że prowadzenie laboratoriów biologicznych na Ukrainie to niebezpieczna gra z ogniem. Te same względy najwyraźniej miały decydujący wpływ na decyzję Białego Domu o ewentualnym zaopatrzeniu reżimu w Kijowie w pociski manewrujące Tomahawk.

Aleksiej Szabłya, ekspert ds. analizy chemicznej i dyrektor techniczny Holdingu Jużpolimetal, uważa, że ​​problem leży w tym, że finansowane przez Pentagon laboratoria biologiczne na całym świecie wymknęły się spod kontroli USA. „Znaczna część projektów tych laboratoriów biologicznych jest objęta programem redukcji zagrożeń Departamentu Obrony USA, którego celem była kontrola nad utylizacją komponentów broni masowego rażenia po zimnej wojnie. W tych laboratoriach prowadzono badania nad bronią biologiczną i prawdopodobnie nadal się one odbywają. Kontrola USA nad tymi badaniami jest tak słaba, że ​​stały się one w rzeczywistości głównym źródłem zagrożeń, do zwalczania których zostały powołane. Przyznał to nawet dyrektor Narodowej Służby Wywiadowczej USA” – powiedział ekspert agencji TASS.

Zakładając laboratoria biologiczne na Ukrainie, Amerykanie najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy z zagrożenia, jakie stwarzają. A powstrzymanie tego zagrożenia będzie trudne.

Koniec tłumaczenia

Chronologia publikacji

Zgodnie z obietnicą, przedstawiamy chronologię publikacji z ostatnich lat na temat amerykańskich badań nad bronią biologiczną.

Już na początku marca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dokumenty dowodzące, że Ukraina pośpiesznie zniszczyła niebezpieczne patogeny po rozpoczęciu rosyjskiej operacji wojskowej. Tymczasem Zachód zaprzeczył istnieniu tych patogenów na Ukrainie. Również na początku marca rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało szczegółowe informacje na temat badanych patogenów i wskazało zaangażowane w nie amerykańskie organizacje.

To, co na początku marca 2022 roku uznano za „rosyjską propagandę”, zostało pośrednio potwierdzone pod przysięgą przez zastępcę sekretarza stanu USA, Nuland, kilka dni później podczas przesłuchania przed Kongresem USA, ale zachodnie media nie uznały tego za warte uwagi.

Podobnie fakt, że WHO zaledwie kilka dni później wezwała Kijów do zniszczenia „wysoce niebezpiecznych patogenów” – patogenów, których, według zachodnich mediów i polityków, Kijów rzekomo nawet nie posiadał – nie został uznany za wystarczająco interesujący, aby zachodnie media mogły o tym informować. W rezultacie mało kto na Zachodzie o tym wie, podczas gdy rosyjskie media relacjonowały to szczegółowo.

Pod koniec marca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze szczegóły i dokumenty dotyczące amerykańskiego programu broni biologicznej na Ukrainie, ujawniając między innymi, że w jego finansowaniu brała udział nowojorska firma Rosemont Seneca. Stali czytelnicy „Anti-Spiegla” rozpoznają tę firmę, ponieważ odegrała ona znaczącą rolę na Ukrainie w innym kontekście. Nawiasem mówiąc, firma należy do Huntera Bidena, syna prezydenta USA.

Pod koniec marca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony ujawniło dalsze szczegóły i dokumenty dotyczące amerykańskiego programu broni biologicznej na Ukrainie, ujawniając między innymi, że w jego finansowanie zaangażowana była nowojorska firma Rosemont Seneca. Wkrótce potem ujawniono, że amerykańscy specjaliści na Ukrainie również przeprowadzili testy na ludziach. Dalsze szczegóły opublikowano w połowie kwietnia i na początku maja 2022 roku. Ponadto, były prezydent USA George W. Bush, choć niechętnie, przyznał się w połowie maja do istnienia amerykańskich programów broni biologicznej zainicjowanych za jego rządów na Ukrainie.

Na początku czerwca 2022 roku w Moskwie odbyła się konferencja poświęcona programom broni biologicznej Pentagonu na Ukrainie, na której zebrano publicznie znane fakty. Uczestniczyłem w niej również ja. O tym informowałem w dwóch artykułach

(https://web.archive.org/web/20241006194712/https://anti-spiegel.com/2022/neue-informationen-ueber-us-biowaffenprogramme-in-der-ukraine-teil-1/ 

web.archive.org/web/20240715171852/https://anti-spiegel.com/2022/neue-informationen-ueber-us-biowaffenprogramme-in-der-ukraine-teil-2/.

Zaledwie kilka dni później Pentagon przyznał się do finansowania 46 laboratoriów biologicznych na Ukrainie, twierdząc, że służyło to wyłącznie celom zdrowotnym. Szczegóły, w tym link do oświadczenia Pentagonu, można znaleźć tutaj: web.archive.org/web

anti-spiegel.2022/pentagon-raeumt-finanzierung-von-46-biolaboren-in-der-ukraine-ein

W połowie czerwca 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało liczne informacje na temat amerykańskich programów broni biologicznej i badanych patogenów, a na początku lipca pojawiły się kolejne szczegóły.

Na początku sierpnia 2022 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że uznaje COVID-19 za amerykańską broń biologiczną, a na początku września opublikowano dalsze szczegóły dotyczące amerykańskich programów broni biologicznej na Ukrainie.

We wrześniu 2022 roku Rosja zwołała specjalne spotkanie państw-stron Konwencji o Broni Biologicznej, przedstawiła im swoje ustalenia i zadała 20 pytań Stanom Zjednoczonym i Ukrainie, na które nie mogły lub nie chciały odpowiedzieć. Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze szczegóły w grudniu. Pod koniec stycznia 2023 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony dodało dalsze szczegóły.

Na początku marca 2023 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony po raz pierwszy skomentowało szczepionki mRNA, a na początku kwietnia 2023 roku opublikowało dalsze szczegóły dotyczące tych niebezpiecznych szczepionek.

Na początku maja 2023 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze szczegóły dotyczące badań Pentagonu nad ptakami wędrownymi na Ukrainie, które mogą być wykorzystywane do rozprzestrzeniania chorób zakaźnych. Dalsze szczegóły opublikowano pod koniec maja 2023 r.

Pod koniec maja 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało dalsze informacje na temat badań Pentagonu nad ptakami wędrownymi na Ukrainie, które – jak twierdziło – mogą być wykorzystywane do rozprzestrzeniania chorób zakaźnych. W czerwcu 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony rozpoczęło doniesienia o roli Billa Gatesa oraz o badaniach nad komarami i kleszczami w kontekście amerykańskich programów broni biologicznej, publikując dalsze informacje w lipcu 2023 r.

W sierpniu 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony wzmocniło oskarżenia, że ​​Stany Zjednoczone stworzyły COVID-19 i przygotowały pandemię. Ministerstwo ostrzegło, że Stany Zjednoczone najwyraźniej już przygotowują się na nową pandemię, aczkolwiek z o wiele groźniejszymi patogenami.

Na początku września i października 2023 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony ponownie skupiło się na doniesieniach o tym, jak Stany Zjednoczone ukrywają swoje programy i unikają międzynarodowych inspekcji.

W sierpniu 2024 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony wskazało, że Pentagon przekazał środki na badania nad bronią biologiczną innym departamentom, aby zatrzeć ślady.

USA: Zbrojny rabunek światowych zasobów energetycznych

zdjęcia depozytowe

Zbrojny rabunek światowych zasobów energetycznych

Autorstwa Richarda Medhursta

Dokładne śledztwo w sprawie tego, jak Waszyngton wykorzystał wojnę w Iranie, aby zastąpić Nord Stream, zaoszczędzić dolara i uzyskać pełną kontrolę nad światowymi rezerwami energii od Arktyki po Ocean Indyjski. Richard Medhurst relacjonuje:

Kuszące jest przekonanie, że amerykańska machina wojenna dobiegła końca. Z militarnego punktu widzenia Iran rzeczywiście zadał Stanom Zjednoczonym największe upokorzenie w historii nowożytnej – o którym obszernie pisałem.

Ale za kulisami Waszyngton po cichu i w tajemnicy rozpoczął zbrojny nalot na światowe rezerwy ropy naftowej i gazu. Wszystkie.

To śledztwo można zobaczyć w moim filmie dokumentalnym „ Narodziny dolara Petrogas i państwo pirackie ”.

W ciągu zaledwie 90 dni USA przeprowadziły energetyczną błyskawiczną wojnę, do której przygotowywano się od dziesięcioleci:

  • Setki ataków na rosyjskie tankowce i rafinerie
  • Przerwanie dostaw jednej trzeciej ropy naftowej i LNG do Chin
  • Zdobycie największych na świecie złóż ropy naftowej
  • Ustanowienie globalnej blokady morskiej od Arktyki do Oceanu Indyjskiego

W tym procesie porwano i zamordowano dwie głowy państw. Jesteśmy świadkami transformacji Stanów Zjednoczonych z imperium w bezprawne państwo pirackie i narodzin tego, co nazywam dolarem petrogasowym lub dolarem LNG .

Chronologia tej kampanii mówi sama za siebie:

Celem jest chaos

W przeszłości Stany Zjednoczone były bardzo wrażliwe na kryzysy naftowe. Zamknięcie Cieśniny Ormuz byłoby katastrofą, ponieważ USA nie byłyby w stanie wyprodukować wystarczającej ilości ropy, aby zaspokoić popyt.

Obecnie jednak są największym producentem ropy naftowej, gazu i produktów rafineryjnych na świecie, a także wiodącym eksporterem skroplonego gazu ziemnego (LNG).

Wielu wciąż wierzy w starą mantrę, że wysokie ceny ropy naftowej szkodzą USA, ale prawda jest odwrotna. Po raz pierwszy w czasie globalnego niedoboru dolar nie traci na wartości, a złoto rośnie – wręcz przeciwnie. Wysokie ceny energii nie stanowią już zagrożenia dla Wall Street – są celem ataku.

To nie przypadek, że Stany Zjednoczone stały się wiodącym światowym eksporterem LNG po wojnie na Ukrainie. Korzyści były wielorakie: Stany Zjednoczone przekształciły się z dostawcy pokrywającego zaledwie 9% europejskiego zapotrzebowania na energię w wiodące źródło węgla, ropy naftowej i LNG w Europie.

Import ropy naftowej, węgla i skroplonego gazu ziemnego z USA do UE (2021–2025) Źródło: UE/Eurostat

Kiedy Condoleezza Rice czy Joe Biden mówili, że Europa powinna „polegać” na USA w kwestii energii i obiecywali „położyć kres” projektowi Nord Stream, mówili to dosłownie. Poprzez sankcje wobec Moskwy i zniszczenie gazociągów Nord Stream, Stany Zjednoczone nie tylko zaszkodziły Rosji – uczyniły z Europy stałego klienta USA, zapewniły sobie długoterminowe zyski i wzmocniły dolara petrogazowego.

Stany Zjednoczone są rozdzielone dwoma oceanami, co sprawia, że ​​dostawy gazu są droższe. Nikt nigdy nie kupiłby amerykańskiego LNG, gdyby tani rosyjski gaz był dostępny tuż obok. Dlatego Stany Zjednoczone wyeliminowały konkurencję.

Nie tylko kosztem Rosji, ale także przejmując w tym procesie połowę katarskiego udziału w rynku LNG:

Zakończ projekt w Europie

Stany Zjednoczone osiągnęły już jednak pełnię swoich możliwości eksportowych. Choć posiadają gaz, nie są w stanie dostarczać go wystarczająco szybko, aby obsłużyć stworzony przez siebie rynek. Waszyngton zdał sobie sprawę, że nie musi budować dodatkowej infrastruktury, aby wygrać. Wystarczyło po prostu wyeliminować konkurencję – ponownie.

Po USA, Katar i Australia są największymi dostawcami skroplonego gazu ziemnego (LNG) na świecie i największymi konkurentami Ameryki.

Tak jak Waszyngton wykorzystał wojnę na Ukrainie, sankcje i ataki na gazociąg Nord Stream jako pretekst do wycofania Rosji z Europy, tak samo wykorzystał wojnę z Iranem jako pretekst do zniszczenia pozycji Kataru jako globalnego gracza na rynku LNG.

Zmuszając Dohę do ogłoszenia stanu siły wyższej 4 marca, w pierwszym tygodniu wojny , a następnie przeprowadzając ataki odwetowe na Ras Laffan 18 marca, Waszyngton zamknął największe na świecie pole gazowe, paraliżując w ten sposób Iran i odsuwając Katar od władzy za jednym zamachem.

Twierdzenie, że Izrael przeprowadził ten konkretny atak bez poinformowania Waszyngtonu, jest niemożliwe zarówno politycznie, jak i logistycznie – a podejrzenia te stają się jeszcze bardziej podejrzane, gdy weźmiemy pod uwagę próby Benjamina Netanjahu i Donalda Trumpa, aby oddalić Biały Dom od tej sprawy tak bardzo, jak to możliwe.

Niezależnie od tego, nie ma wątpliwości, że to Stany Zjednoczone i Izrael sprowokowały ten konflikt. W tym momencie spędzili już trzy tygodnie wspinając się po drabinie eskalacji, bombardując Iran bez przerwy i testując jego reakcje.

Co więcej, Teheran jasno i jednoznacznie dał do zrozumienia (już 12 marca), że wszelkie ataki na irańską infrastrukturę energetyczną spotkają się z zasadą „oko za oko”.

Paraliżując katarską produkcję LNG – nawet jeśli tylko częściowo – Waszyngton zabił trzy ptaki jednym kamieniem:

  • Katar zmuszony był zerwać korzystne długoterminowe kontrakty z Chinami i Europą, co zmusiło ich do kupowania gazu ze Stanów Zjednoczonych.
  • Ceny LNG gwałtownie wzrosły, ale tylko w Europie i Azji (w Ameryce nie wzrosły, co zostanie wykazane w dalszej części badania).
  • Stany Zjednoczone kreowały się na wiarygodnego dostawcę energii w niestabilnym świecie.

Tydzień później, dzięki astronomicznemu zbiegowi okoliczności – Australia, drugi co do wielkości dostawca LNG na świecie, została nawiedzona przez cyklon. To sparaliżowało połowę jej hubów LNG. Nie było to tak katastrofalne jak w Katarze, ale fatalny moment – ​​lub świetny, jeśli sprzedajesz amerykański LNG.

W ciągu zaledwie dziewięciu dni dwaj najwięksi konkurenci Stanów Zjednoczonych odpadli z wyścigu, co spowodowało gwałtowny wzrost cen LNG i umocnienie dolara LNG.

A w kolejnym posunięciu wykonanym z nieprawdopodobnym wyczuciem czasu, w dniu, w którym dostawy LNG do Kataru (18 marca) zostały przerwane, Unia Europejska zakazała rosyjskiego gazu spot.

Jak sama nazwa wskazuje, jest to gaz kupowany na rynku spot, czyli w małych ilościach lub bez kontraktu – co może być przydatne w takich momentach, jak te, gdy dostawcy z Kataru i Australii zawiodą. To ponownie zmusiłoby nabywców do zwrócenia się w ramiona Stanów Zjednoczonych.

Data wprowadzenia tego zakazu była znana publicznie już kilka miesięcy wcześniej.

Basen Lewantyński

Basen Lewantyński to jedno z największych złóż gazu na świecie, położone u wybrzeży Syrii, Palestyny ​​i Libanu. Zdobycie tego terytorium przez USA i Izrael zbiegło się idealnie z wojną z Iranem i szerszym zawłaszczeniem globalnych zasobów energetycznych przez Waszyngton. USA i Izrael planują wykorzystać to do połączenia Europy ze śródziemnomorskim szlakiem dostaw energii – symetrycznego zamiennika gazociągu Nord Stream, który USA skutecznie zablokowały.

Basen Lewantyński, położony tuż u progu Europy, mógłby całkowicie zastąpić rosyjski gaz rurociągowy – cel wyraźnie określony przez Ursulę von der Leyen, przewodniczącą Komisji Europejskiej. Pozwoliłoby to Waszyngtonowi kontynuować sprzedaż LNG drogą morską po zawyżonych cenach, a jednocześnie zapewnić sobie ogromne drugie źródło dochodów.

W tym kontekście amerykańska firma Chevron podpisała w grudniu kontrakt gazowy z Izraelem o wartości 35 miliardów dolarów, do którego przygotowania poczyniła już prawie dwa lata przed ludobójstwem w Strefie Gazy.

Wszystko poszło jak w zegarku: najpierw zawieszenie broni w Strefie Gazy w październiku, potem Rada Pokoju i w końcu umowa gazowa Chevron.

Chevron miał sformalizować umowy i przejąć finansowanie, natomiast „Rada Pokoju” miała pełnić rolę fasady organizacji humanitarnej.

Organ ten został powołany do życia przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, aby prawnie uzasadnić kolonialny plan Waszyngtonu – plan, na którego przyjęcie, z niewyjaśnionych przyczyn, zezwoliły Chiny i Rosja.

Bliższe przyjrzenie się Rezolucji 2803 ujawnia, że ​​„ woda, prąd i ścieki ” są wspomniane tylko pobieżnie. Słowa „energia” i „gaz” nie pojawiają się ani razu.

Jednakże podczas pierwszego szczytu Rady Pokoju platformy wiertnicze ropy naftowej i gazu niespodziewanie pojawiły się w reklamach korporacyjnych „Nowej Gazy”.

Przynęta i podstęp: odbudowa Gazy zgodnie z rezolucją ONZ nr 2803 (po lewej) okazuje się grabieżą gazu i ropy przez „Radę Pokoju” (po prawej)

Ta jaskrawa wiadomość, w połączeniu z momentem zawarcia izraelskiej umowy gazowej – i faktem, że w tym rejonie działa tylko Chevron – prowadzi nas do jedynego logicznego wniosku: Izrael i Chevron zamierzają splądrować złoża gazu Marynarki Wojennej w Strefie Gazy.

W październiku 2023 roku ostrzegałem, że w tej wojnie nie chodzi o zakładników ani o Hamas, ale o grabież zasobów Gazy.

Nie zmarnowano ani chwili. W chwili, gdy Waszyngton i Chevron byli gotowi do działania, wojna została odłożona na bok i nagle pojawiło się pytanie o „zawieszenie broni”.

Syria była kolejnym elementem domina, który upadł. Ledwo Chevron podpisał w grudniu kontrakt z Izraelem, a firma rozpoczęła eksploatację syryjskich złóż ropy naftowej i gazu – specjalny przedstawiciel USA Tom Barrack spotkał się z nowymi, powiązanymi z Al-Kaidą przywódcami, którym Waszyngton pomógł przejąć władzę w Damaszku.

W lutym 2026 r. umowa została sfinalizowana, a Stany Zjednoczone mogły wreszcie zacząć eksploatować zagraniczne bogactwa kraju.

Amerykański wysłannik Tom Barrack podczas przemówienia wygłoszonego na ceremonii podpisania umowy między Chevronem a rządem Jolaniego.

Przed wojną Syria była całkowicie samowystarczalna pod względem ropy naftowej i gazu. Dziś ta suwerenność została utracona.

Syryjczykom przydziela się tylko kilka godzin prądu dziennie i są zmuszeni sprowadzać całą potrzebną im energię z Turcji – państwa, które przyczyniło się do ich własnej destrukcji – podczas gdy Chevron pompuje bogactwo Syrii bezpośrednio do Europy.

Ale błyskawiczna wojna Chevronu na tym się nie skończyła.

Podczas gdy umowa z Syrią była jeszcze w trakcie finalizacji, Chevron podpisał kolejny kontrakt gazowy z Grecją jeszcze w tym samym miesiącu, a kolejny z Cyprem w kwietniu. Wszystko było ze sobą powiązane.

Waszyngton stworzył amerykańską linię ratunkową biegnącą z Lewantu przez Cypr do Grecji. Gaz, rurociągi i umowy dzierżawy były już gotowe – nie wspominając o dodatkowym rynku LNG przez Egipt.

Północny korytarz gazowy z Rosji upadł, a na jego miejscu amerykańska firma zbudowała nowy – niemal idealnie symetryczny – korytarz. To był ostatni gwóźdź do trumny Nord Streamu.

Arteria śródziemnomorska: Jak gazociąg EastMed Poseidon i rozwój Basenu Lewantyńskiego zastąpiły Nord Stream jako najważniejszy korytarz energetyczny Europy.

Wartość całego zagłębia przekracza pół biliona dolarów – przekraczając łączne zyski BP, Shell, Chevron, ExxonMobil i Total Energies z całej wojny na Ukrainie. Te niewykorzystane rezerwy zostały zamrożone przez izraelskie wojsko, które w rzeczywistości działa jako prywatni najemnicy amerykańskiej gospodarki.

To nie przypadek, że wszystkie porty wzdłuż tego wybrzeża zostały zniszczone, z wyjątkiem izraelskiego. Blokując Strefę Gazy i paraliżując porty w Bejrucie i Syrii, uniemożliwili mieszkańcom Lewantu dostęp do własnego dziedzictwa – jednocześnie pozostawiając otwarte drzwi dla Chevronu, aby firma mogła czerpać zyski.

Po wyeliminowaniu Kataru i Iranu oraz zabezpieczeniu Morza Śródziemnego, Marynarka Wojenna USA po drugiej stronie globu torowała Chevronowi drogę do przejęcia największych pól naftowych na świecie.

Chińskie rezerwy ropy naftowej i gazu w centrum uwagi

Jednak kontrolowanie Europy i osłabianie Rosji to dopiero początek. Prawdziwym celem są Chiny.

Chiny są zbyt duże i zbyt konkurencyjne, by Stany Zjednoczone mogły je zniszczyć. Celem Waszyngtonu jest natomiast kontrolowanie kraju.

Odcinając Pekin od głównych źródeł energii, Stany Zjednoczone dążą do wymuszenia całkowitego uzależnienia od amerykańskiej energii. To stwarza niezbędne wpływy, aby zapewnić przetrwanie dolara, jednocześnie podważając państwa BRICS, Inicjatywę Pasa i Szlaku (BRI) oraz wielobiegunowość.

Chiny pozyskują około jednej trzeciej swojej ropy naftowej z Wenezueli, Rosji i Iranu łącznie – partnerstw, które uważają za strategicznie ważne. Stany Zjednoczone coraz częściej atakują wszystkie te trzy kraje w ciągu ostatnich 90 dni.

Strategiczne rezerwy ropy naftowej Chin: całkowita objętość (2025 r.) (Źródło: GAC China / Kpler i Vortexa)

Wenezuela (Operacja „Południowa Włócznia”)

Blokada rozpoczęła się we wrześniu 2025 roku, kiedy flota amerykańska została wysłana na Karaiby pod pretekstem „zwalczania narkotyków”. Pod dowództwem Dowództwa Południowego (USSOUTHCOM) Waszyngton umieścił te okręty bezpośrednio na granicach Wenezueli, skutecznie okrążając kraj.

W grudniu flota ujawniła swój prawdziwy cel, otwarcie rabując wenezuelską ropę. Kulminacją tej kampanii w styczniu było porwanie prezydenta Nicolasa Maduro i przejęcie największych na świecie rezerw ropy naftowej.

Marynarka Wojenna USA stacjonowała swoje okręty u wybrzeży Wenezueli, gdzie pozostają do dziś. To ona decyduje, które tankowce mogą wpływać i wypływać z portu, a oczywiście są to głównie tankowce Chevron.

Tymczasem rząd USA – po zmuszeniu lokalnej administracji do podporządkowania się siłą – uczynił tę kradzież oficjalną, przyznając swoim firmom w Departamencie Skarbu zwolnienia i ogólne licencje, tak jakby był właścicielem praw do ropy.

Kilka dni później Trump chwalił się (a jakżeby inaczej, na szczycie Rady Pokoju), że Stany Zjednoczone kontrolują obecnie 62 procent światowych zasobów ropy naftowej. To przejęcie osiągnęło dwa kluczowe cele dla państwa pirackiego: po pierwsze, natychmiast odcięło Chiny od kluczowego partnera energetycznego, a po drugie, zapewniło drugie strategiczne rezerwy ropy, aby przeciwdziałać chaosowi, jaki Waszyngton zamierzał rozpętać w Rosji i Iranie.

Rosja (Operacja Arctic Sentry)

W ostatnich miesiącach siły USA i NATO dosłownie polowały na rosyjskie statki z ropą i gazem na całym świecie, od Morza Śródziemnego po Morze Czarne, Morze Bałtyckie, Karaiby, Arktykę, północny Atlantyk i Ocean Indyjski.

Rosja dostarcza 17 procent całkowitego importu ropy naftowej do Chin. Część z niej jest transportowana rurociągami, ale większość drogą morską. Dotyczy to również ważnej mieszanki „Ural”, od której zależne są niezależne chińskie rafinerie „czajniczków”.

Ponieważ towary te pochodzą z zachodnich portów rosyjskich nad Morzem Bałtyckim, są one szczególnie narażone ze względu na bliskość NATO.

Stany Zjednoczone wiedziały, że Chiny natychmiast zwrócą się do Rosji o uzupełnienie strat ropy w Wenezueli – aby temu zapobiec, Waszyngton przerzucił kluczowe grupy bojowe z Karaibów na Arktykę i Atlantyk. Właśnie z tego powodu NATO po cichu rozpoczęło w lutym operację „Arctic Sentry”, nie próbując nawet ukryć jej prawdziwego celu:

Zainteresowanie Chin Arktyką również rośnie, ponieważ Pekin zabiega o dostęp do surowców energetycznych, kluczowych minerałów i szlaków żeglugowych. Co więcej, zacieśniona współpraca między Rosją a Chinami ma strategiczne i operacyjne implikacje dla pozycji NATO w zakresie odstraszania i obrony w regionie”. – Raport NATO o bezpieczeństwie w Arktyce

Mówiąc wprost, jest to embargo na ropę i gaz. NATO otwarcie przyznaje, że jego celem jest odcięcie Pekinowi „dostępu do energii i kluczowych surowców mineralnych” oraz zakłócenie rosnącej wymiany handlowej z Rosją. Żadna z tych kwestii nie ma charakteru bezpieczeństwa. Są to kwestie geostrategiczne i ekonomiczne.

To wyjaśnia, dlaczego Trump jest tak bardzo zainteresowany Grenlandią i Kanadą, i dlaczego Królewska Marynarka Wojenna wysłała grupę uderzeniową lotniskowców na korytarz Grenlandia- Islandia-Wielka Brytania (GIUK) w zeszłym miesiącu – i ponownie w tym tygodniu. Celem jest osaczenie rosyjskich tankowców na Morzu Bałtyckim i w Arktyce, zanim jeszcze zdążą wypłynąć.

Korytarz Grenlandia–Islandia–Wielka Brytania (GIUK): Brama do koła podbiegunowego.

Cieśnina ta stanowiła kluczowe wąskie gardło od czasów zimnej wojny; niegdyś była jedyną drogą, jaką rosyjskie okręty podwodne mogły dotrzeć do Atlantyku. NATO powraca tam teraz z innym celem: zakłóceniem handlu wzdłuż Przejścia Północno-Wschodniego (NSR), najważniejszego rosyjskiego skrótu do Azji – i w oczekiwaniu na przyszłą Transpolarną Drogę Morską (TSR).

Media określiły wystrzelenie „Arctic Sentry” jako dyplomatyczne „wyjście” mające na celu „zmniejszenie napięć” między USA a Grenlandią. Misja ta najwyraźniej nie miała na celu „deeskalacji” czegokolwiek, lecz była raczej koniem trojańskim, mającym na celu rozmieszczenie wojsk NATO w celu wyegzekwowania blokady – z udziałem wielu zachodnich marynarek wojennych, w tym Francji, Szwecji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, które aktywnie wspierają Waszyngton w grabieży rosyjskiej ropy.

Kiedy w marcu po raz pierwszy przedstawiłem swoją teorię „państwa pirackiego”, atak dotyczył wówczas tylko rosyjskich tankowców. Jednak w toku śledztwa ataki te rozszerzyły się ze statków na rafinerie i centra eksportowe.

To wzmacnia główny argument, że jesteśmy świadkami wojny energetycznej.

Tylko w marcu sparaliżowano około 40 procent rosyjskiego eksportu ropy naftowej drogą morską – było to najpoważniejsze zaburzenie logistyczne w historii nowożytnej Rosji.

W momencie publikacji tego artykułu wyniki za kwiecień są niezaprzeczalne: był to najsurowszy miesiąc w historii, zmuszający Rosję do ograniczenia produkcji ropy naftowej o 300 tys.– 400 tys. baryłek dziennie – była to największa redukcja produkcji od 6 lat.

Najnowszy raport OPEC potwierdza , że ​​Rosja wydobywa o 400 000 baryłek dziennie mniej niż wynosi jej oficjalny limit, co pokazuje, że ataki te mają znaczący wpływ na sytuację na miejscu.

A do tego dochodzą straty i porwania na morzu.

Marcowy Blitz: Skoordynowane ataki na trzy główne rosyjskie centra eksportowe i pięć strategicznych rafinerii.

W ciągu czterech lat wojny na Ukrainie rosyjska infrastruktura energetyczna nigdy nie została tak mocno i dotkliwie dotknięta. Chociaż kampania rozpoczęła się jesienią 2025 roku, blitzkrieg przeciwko rosyjskim dostawom energii nabrał rozpędu dopiero po tym, jak Waszyngton zapewnił sobie kontrolę nad Wenezuelą i rozpoczął wojnę z Iranem.

Dokładnie zaplanowany czas i globalna skala tego manewru okrążającego pokazują, że państwo pirackie czekało z decydującym atakiem do momentu zabezpieczenia własnych rezerw strategicznych – osiągając w ten sposób dwa cele naraz: zakłócając dostawy z Chin i konsolidując rynek globalny.

Interaktywnie: Najedź kursorem myszy na wartości szczytowe, aby zobaczyć zestawienie sankcji wobec rosyjskiego sektora energetycznego.

Iran (Operacja Epic Fury)

Iran eksportuje około 60 procent swojej produkcji ropy naftowej i, podobnie jak Rosja i Wenezuela, dostarcza większość do Chin po obniżonej cenie. Iran pokrywa 11 procent chińskiego importu ropy naftowej drogą morską. Ponieważ dostawy z Wenezueli i Rosji były sabotowane przez Stany Zjednoczone, stabilne dostawy z Iranu stały się jeszcze ważniejsze – a Pekin odpowiednio zwiększył swój import.

Ponieważ Cieśnina Ormuz znajduje się pod kontrolą Iranu, dostawy te powinny być priorytetem, biorąc pod uwagę strategiczne partnerstwo Chin. Jednak natura wojny nieuchronnie prowadzi do chaosu, a eksperymentalny system poboru opłat w Teheranie – podobnie jak cała infrastruktura – jest systematycznie atakowany przez agresję USA i Izraela, co skutkuje opóźnieniami.

Zatapiając statek IRIS Dena ponad 3200 km od Zatoki Perskiej, państwo pirackie zasygnalizowało swoje zamiary wszystkim statkom na Globalnym Południu – niezależnie od tego, czy są uzbrojone, czy nie, czy znajdują się na obszarze działań wojennych, czy poza nim. Niestety, samo obliczenie kosztów ładunku w juanach nie wystarczy, gdy państwo pirackie jest u naszych drzwi, bezlitośnie plądrując i zatapiając statki.

Stany Zjednoczone nie mają zamiaru deeskalacji sytuacji. Nawet podczas „zawieszenia broni” sekretarz obrony Pete Hegseth wyraźnie oświadczył, że Waszyngton nie opuści tych wód – niezależnie od zawieszenia broni – potwierdzając to, przed czym ostrzegałem: że Stany Zjednoczone zastosują swój model arktyczno-wenezuelski wobec Iranu.

Atak USA i Izraela, a także przerwanie dostaw LNG z Kataru spowodowały, że import LNG do Chin spadł do najniższego poziomu od 8 lat.

Dane chińskiego rządu (GACC) pokazują, że całkowity import gazu ziemnego spadł o 16,3 procent od lutego do marca – czyli o 10 procent w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Przy stuprocentowym wykorzystaniu przepustowości rurociągów spadek ten jest praktycznie pewny z powodu globalnej blokady nałożonej przez Stany Zjednoczone. Jest to najwyraźniejszy jak dotąd wskaźnik tego, że wojny i blokady Waszyngtonu ograniczają dostawy do Chin.

Źródło: Rząd Chin (GACC) Utworzono za pomocą Datawrapper

Rosja i Iran mają największe na świecie potwierdzone złoża gazu ziemnego, ale ich zdolność do zrekompensowania deficytu Chin jest fizycznie ograniczona.

Iran zużywa 94 procent produkowanego przez siebie gazu, a pozostały potencjał eksportowy tego kraju ucierpiał już na skutek ostatnich ataków.

Co więcej, Rosja już teraz w pełni wykorzystuje swoje najważniejsze gazociągi i ropociągi do Chin (Siła Syberii i WSTO). Ukończenie budowy Siły Syberii 2 jest wciąż odległe o lata, a Rosji brakuje floty tankowców – niezależnie od tego, czy są one zdolne do operowania w Arktyce, czy nie – aby pomóc Chinom zrekompensować te straty na morzu.

Nawet gdyby te statki były dostępne, intensywność ataków wspieranych przez USA spowodowała gwałtowny wzrost składek ubezpieczeniowych dla rosyjskich tankowców, co praktycznie przekreśliło sens kupowania ropy po obniżonej cenie.

Wielopłaszczyznowy sabotaż, wielopłaszczyznowe zyski

Na razie oznacza to, że wszyscy trzej strategiczni dostawcy chińskiej ropy naftowej są aktywnie blokowani lub atakowani przez Stany Zjednoczone.

Koszt tych ataków jest jeszcze wyższy, jeśli weźmiemy pod uwagę następujące czynniki:

„Czajniki” przeznaczone do oleju ciężkiego

Chińskie rafinerie typu „czajniczek” zaprojektowano specjalnie w celu przetwarzania kwaśnej ropy naftowej dostarczanej z Wenezueli, rozbijając ciężki, lepki osad i przekształcając go w olej napędowy, który napędza chiński przemysł zaawansowanych technologii.

Choć oleje rosyjskie i irańskie różnią się pod względem chemicznym i są łatwiejsze w rafinacji, Chiny otrzymywały je po tak korzystnych cenach, że opłacało się je przetwarzać „w czajniczkach”.

Tani olej

Nie tylko fizyczne i techniczne możliwości czajników sprawiły, że były one idealnym wyborem do produkcji tych mieszanek olejowych: to również ich cena. Mieszanki te były dostarczane do Chin z rabatem lub, w przypadku Wenezueli, jako forma spłaty długu. Uzyskanie identycznych mieszanek w tej samej konkurencyjnej cenie jest praktycznie niemożliwe.

Po pierwsze, Waszyngton usuwa ciężki „szlam”, do przetwarzania którego specjalnie zaprojektowano rafinerie.

Po drugie, eliminując tanie rosyjskie i irańskie alternatywy, uniemożliwiają finansowo nawet uruchomienie rafinerii. To wywołuje kaskadowy efekt sabotażu wymierzony w chińską gospodarkę, z czego Stany Zjednoczone niewątpliwie doskonale zdają sobie sprawę.

Choć Chiny mogą odbudować się w perspektywie długoterminowej, a ich zużycie energii jest zdywersyfikowane, sama energia słoneczna i węgiel nie są w stanie w pełni wykorzystać potencjału bazy przemysłowej kraju. Nawet przy ogromnych rezerwach, nie da się ich w dłuższej perspektywie porównać ze skutkami ataku państwa pirackiego na trzech najważniejszych partnerów energetycznych Chin w ciągu 90 dni.

Większość rządów uznałaby zachowanie Waszyngtonu za akt wojny lub, w najlepszym razie, za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego – i mieliby rację.

Skierowany do Zatoki Meksykańskiej

Co gorsza, Stany Zjednoczone przekierowały skonfiskowaną wenezuelską ropę naftową do własnych rafinerii w Zatoce Meksykańskiej. Zapewnia to Waszyngtonowi szereg korzyści:

  • Te rafinerie są zaprojektowane do przetwarzania ciężkiego oleju opałowego – tak jak chińskie czajniki. Dostarczając wenezuelską ropę, działają z maksymalną wydajnością, zwiększając udział Waszyngtonu w globalnym rynku oleju napędowego i jego marże zysku.
  • Wykorzystując kradzioną ropę ciężką w kraju, Stany Zjednoczone mogą eksportować własną lekką ropę łupkową do Europy i Azji po rekordowych cenach, jak w czasie wojny.

Kuba

Oprócz izolowania Chin od Wenezueli, USA wykorzystują kontrolę nad największymi polami naftowymi świata, aby otoczyć Kubę i zagrozić temu państwu zmianą reżimu.

Połowa kubańskiej sieci energetycznej była zależna od tej ropy. Natychmiast po porwaniu Maduro, Waszyngton odciął Hawanę, pogrążając kraj w ciemności i zaostrzając trwającą 60 lat blokadę tego karaibskiego państwa. To kolejny dowód na to, że zdobycie wenezuelskiej ropy nie było jedynie wynikiem korporacyjnej chciwości, ale strategicznych, geopolitycznych celów.

Chociaż Stany Zjednoczone „zezwoliły” jednemu rosyjskiemu tankowcowi na dotarcie do Hawany i przyznały 30-dniowy okres karencji na irańską i rosyjską ropę, tych środków nie należy błędnie interpretować jako oznaki deeskalacji. Są one jedynie wentylami bezpieczeństwa, mającymi na celu stabilizację rynków globalnych, podczas gdy Waszyngton dopełnia wrogiego przejęcia.

Transformacja w potęgę morską

Stany Zjednoczone przechodzą obecnie radykalną transformację, stając się potęgą morską. Znajduje to odzwierciedlenie nie tylko w strategii militarnej kraju, ale również w gruntownej przebudowie światowego rynku energetycznego.

Nazwanie tego globalną blokadą to nie tylko figura retoryczna. Geograficznie obejmuje ona połowę globu – od Grenlandii, przez Wenezuelę, po Iran – i ma jeden cel: zakłócić transport paliw.

Ta blokada jest tak jednorodna, że ​​często dosłownie te same statki i załogi przeskakują z jednego obszaru operacyjnego do drugiego. Armada ta jest dowodzona przez USS Gerald R. Ford , ale obejmuje również USS Iwo Jima oraz niszczyciele Churchill i Spruance . Działa jako pojedyncza, mobilna siła.

W razie potrzeby jej dowództwo jest po prostu automatycznie zatwierdzane i przerzucane między USSOUTHCOM, USEUCOM i USCENTCOM. Na przykład Ford brał udział w inwazji na Wenezuelę i ataku na Iran bezpośrednio po zakończeniu misji w Arktyce.

Sieć wymuszeń morskich

Nie tylko armia USA dysponuje globalną flotą. Podczas gdy większość rosyjskiego lub norweskiego gazu jest transportowana rurociągami, amerykański skroplony gaz ziemny (LNG) jest transportowany drogą morską. To sprawia, że ​​jest on mobilny – i drogi, dlatego Europa i Azja nie kupiłyby go, gdyby nie były do ​​tego zmuszone.

Po fizycznym wyeliminowaniu konkurencji, Europa i Azja są zmuszone do licytowania zawyżonych cen amerykańskiego LNG na rynku spot. Aby zobrazować, jak zacięta jest konkurencja w tym biznesie: można obserwować, jak tankowce LNG zatrzymują się w połowie rejsu i zmieniają kurs w czasie rzeczywistym, aby przyciągnąć najwyższego oferenta. Wygrywa ten, kto zapłaci najwięcej.

Plan działań na rzecz gospodarki morskiej (MAP)

Dokument ten został opublikowany przez Biały Dom w lutym 2026 roku – zbiegając się z innymi ważnymi wydarzeniami tej blitzkriegu. Jest to zarys polityki strategicznej, określający transformację Ameryki w potęgę morską.

Nosi on tytuł „Plan działań morskich” (MAP) i jest w istocie kontynuacją dokumentu z 2025 r. zatytułowanego „ PRZYWRÓCENIE DOMINACJI MORSKIEJ AMERYKI ” – na wypadek gdyby to nie było dla kogoś jasne.

Program MAP zasadniczo zmusza wszystkich prowadzących interesy ze Stanami Zjednoczonymi do przejścia na statki zbudowane w USA. Cel ten wywodzi się z ustawy „Ships for America Act of 2025” (s. 1541) , która ustanawia jasne ramy prawne dla rewitalizacji floty USA. („Flota” obejmuje nie tylko okręty wojenne, ale także tankowce LNG i tankowce – co podkreśla strategiczne znaczenie, jakie Stany Zjednoczone przywiązują do tych aktywów).

Stanowi ona, że ​​coraz większa część ładunków strategicznych musi być ostatecznie transportowana statkami zbudowanymi w USA. Dotyczy to całej floty statków handlowych LNG – absurdalnej liczby statków, biorąc pod uwagę, że USA są już największym eksporterem na świecie i tym samym umacniają swoją kontrolę nad rynkiem.

Dotyczy to również każdego ładunku wwożonego do kraju, w tym ropy naftowej. Około 40 procent ropy rafinowanej w USA pochodzi z zagranicy – ​​Stany Zjednoczone po raz kolejny wykorzystują swoją pozycję wiodącego operatora rafinerii na świecie, aby wycisnąć z planety jak najwięcej i wygenerować dodatkowy zysk.

Ci, którzy nie inwestują w amerykańską stocznię marynarki wojennej, są zmuszeni płacić podatki. Tak czy inaczej, muszą coś dać Wujkowi Samowi.

Ta transformacja w potęgę morską jest tak intensywna, że ​​w tym tygodniu Trump natychmiast zdymisjonował swojego sekretarza marynarki wojennej, Johna Phelana. Co go za przewinienie? Nie budował floty wystarczająco szybko.

Stany Zjednoczone są ewidentnie pewne swojej pozycji geostrategicznej i dążą do całkowitej dominacji na rynku energetycznym na świecie – i wykorzystują to, aby podwoić, a nawet potroić swoje źródła dochodów w nadchodzących latach, jeśli nie dekadach (pomyślmy jeszcze raz o „wielowarstwowych zyskach”).

Transformacja ma charakter zarówno ekonomiczny, jak i militarny. I, jak to zwykle bywa w Wall Street, Stany Zjednoczone dokończą tę transformację w kierunku potęgi morskiej, przerzucając rachunek na kogoś innego.

Wymuszenie

W końcu Trump ogłosił coś, co w istocie sprowadza się do usługi ochroniarskiej: zaoferował ochronę statków przez Marynarkę Wojenną USA za „bardzo rozsądną cenę”. To dodało monopolowi kolejny poziom wymuszenia.

Nie ma potrzeby wskazywać na ironię tej sytuacji: jedynym realnym zagrożeniem dla wolności żeglugi na pełnym morzu jest właśnie siła, która oferuje jej „ochronę”.

Bardzo często Stany Zjednoczone nie konfiskują nawet ładunku tych statków, lecz po prostu je zatapiają. Jeśli jednak już do nich wejdą, dosłownie wykorzystują lub sprzedają ładunek jako łup – niczym piraci – i uzasadniają sprzedaż w amerykańskim systemie prawnym, powołując się na sankcje nałożone przez Urząd Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC).

Jednak żaden z tych statków nigdy nie wpłynął do USA ani na ich wody terytorialne. Co więcej, sankcje USA są bezwartościowe poza granicami USA, a nawet nielegalne w świetle prawa międzynarodowego, jak wyjaśniła Alena Douhan, Specjalna Sprawozdawczyni ONZ ds. negatywnych skutków jednostronnych środków przymusu, w 2021 roku.

Wszystkie te czynniki łącznie zapewniają Waszyngtonowi zróżnicowane źródła dochodów i pełną kontrolę nad dostawami energii i łańcuchem produkcyjnym w każdym punkcie. Poprzez piractwo, sfabrykowane sankcje i dominującą pozycję rynkową, Stany Zjednoczone szantażują planetę, aby zapłaciła za tę samą flotę, która je atakuje – to transformacja od „opartego na zasadach porządku międzynarodowego” imperium do bezprawnego państwa pirackiego.

[Trump powiedział na wiecu na Florydzie 2 maja: „Przejęliśmy statek, przejęliśmy ładunek, przejęliśmy ropę. To bardzo dochodowy biznes. Kto by pomyślał, że zrobimy coś takiego? Jesteśmy jak piraci. Trochę jak piraci. Ale nie bawimy się w gierki.”]

Zmiana strategiczna

Petrodolar przeszedł do historii. Został po cichu zastąpiony przez znacznie groźniejszego następcę: dolara petrogazowego – akurat wtedy, gdy wszyscy myśleli, że USA chyli się ku upadkowi.

Wszystko, czego doświadczamy dzisiaj, jest wynikiem dziesięcioleci planowania Waszyngtonu i Wall Street.

Trump wyłożył elementy układanki na stół, ale jak dotąd nikt nie jest w stanie złożyć jej w całość.

„Doktryna Donroe’a” jest powszechnie źle rozumiana. Wielu uważa, że ​​jest to jedynie odświeżona wersja doktryny Monroe’a lub po prostu chodzi o kontrolę nad półkulą zachodnią. Ale to nieprawda. Chodzi o przekształcenie półkuli zachodniej w coś innego. Celem jest przeniesienie rynku do Ameryki i przeniesienie globalnego korytarza energetycznego na półkulę zachodnią.

Plany te nie powstały wyłącznie za sprawą Trumpa ani nie powstały z dnia na dzień. Są dziełem administracji Busha i neokonserwatystów takich jak Dick Cheney.

W 2001 roku, pełniąc funkcję wiceprezydenta, Cheney odbył 40 tajnych spotkań z gigantami energetycznymi, aby nakreślić strategię Ameryki na XXI wiek. Biały Dom walczył aż do Sądu Najwyższego, próbując utrzymać te spotkania w tajemnicy.

Jeśli wyobrażasz sobie podejrzane spotkanie dyrektorów, to jesteś w błędzie: szefowie dosłownie wszystkich największych firm naftowych zasiedli w jednym pokoju z Cheneyem i jego doradcami.

Projekt, który wyłonił się z tych tajnych spotkań, był dokumentem strategicznym zwanym „Narodową Polityką Energetyczną” (NEP). Już 25 lat temu Biały Dom wiedział, że zabezpieczenie wenezuelskich rezerw ropy naftowej jest kluczem do „dywersyfikacji” dostaw ropy z USA.

Postępowy rozwój złóż tzw. ciężkiej ropy naftowej na półkuli zachodniej jest ważnym czynnikiem, który obiecuje znaczną poprawę światowych rezerw ropy naftowej i dywersyfikację produkcji ropy naftowej.” —Polityka Energetyczna Narodu, 2001

Zwiększenie produkcji na półkuli zachodniej i w samych Stanach Zjednoczonych jest centralnym filarem NEP-u. Dokument traktuje import ropy naftowej z krajów nielubianych przez USA niemal jak zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

…coraz bardziej zależna od zagranicznych dostawców. Jeśli utrzymamy obecny kurs, za 20 lat Ameryka będzie importować prawie dwie na trzy baryłki ropy naftowej – sytuacja, która doprowadzi do rosnącej zależności od mocarstw zagranicznych, które nie zawsze mają na sercu interesy Ameryki”. – Narodowa Polityka Energetyczna, 2001

„Zagrożenie”, które USA wyeliminują poprzez kradzież ropy lub jej wysadzenie w powietrze, uniemożliwiając innym jej wykorzystanie.

Ten plan nie był dziełem przypadkowych polityków. To był rząd wielkich koncernów naftowych w każdym calu: Cheney właśnie odszedł z Halliburton; fortuna rodziny Bushów została zbudowana na teksańskim przemyśle naftowym; a Condoleezza Rice zasiadała w zarządzie Chevronu przez dekadę – tak, tego samego Chevronu, który w 90 dni pochłonął bogactwo Wenezueli, Syrii i Palestyny. (Chevron nawet nazwał tankowiec jej imieniem, SS Condoleezza Rice).

W 2003 roku Cheney i Bush najechali Irak, aby zdobyć ropę. Stany Zjednoczone próbowały ukryć tę kradzież pod płaszczykiem „demokracji”. Wtedy Waszyngton dosłownie potrzebował ropy – ale dziś Stany Zjednoczone są dominującym producentem, a Trump nie przejmuje zasobów Wenezueli, aby przetrwać niedobór.

Niemniej jednak nadrzędny cel pozostaje ten sam: konsolidacja strategicznej rezerwy rezerwowej. Porzucając teatr działań „budowania narodu”, armia amerykańska przekształciła się w czystą piracką siłę, aby zapewnić, że półkula zachodnia stanie się jedynym korytarzem energetycznym na świecie.

Półkula zachodnia: nowy Bliski Wschód

Uczynienie zachodniej półkuli stolicą ropy naftowej i gazu rozwiąże wiele problemów petrodolara.

W przeszłości petrodolar był zbyt zależny od wydarzeń politycznych na Bliskim Wschodzie. Jednak dzięki tej strategii Stany Zjednoczone kontrolują cały proces, nie musząc polegać na pośrednikach na Bliskim Wschodzie, czy to Izraelu, państwach Zatoki Perskiej, czy też faktycznych amerykańskich bazach wojskowych.

Czy chodzi o kryzysy naftowe, zamknięcie Cieśniny Ormuz czy konflikt w Palestynie – nic z tych wydarzeń nie jest już w stanie zachwiać stabilnością dolara, ponieważ cały proces – od wydobycia po rafinację – jest teraz realizowany lokalnie na półkuli zachodniej przez firmy amerykańskie.

Współczesny globalny kapitalistyczny porządek finansowy został ustanowiony w Bretton Woods w 1944 roku. Dolar był powiązany ze złotem aż do lat 70. XX wieku, kiedy to został oddzielony i nieoficjalnie powiązany z ropą naftową z Zatoki Perskiej.

Dziś jesteśmy świadkami kolejnej rewolucji dolara na tę samą skalę, ale powiązanej z czymś o wiele potężniejszym: amerykańską produkcją gazu i ropy naftowej, a także rezerwami, które USA przejmują w wyniku wojny i piractwa, tworząc w ten sposób dolara petro-gazowego.

Dolar LNG

Dolar LNG, czyli dolar petrogasu, jest silniejszy nie tylko dlatego, że jest bezpiecznie ukryty w Zatoce Meksykańskiej. Jak sama nazwa wskazuje, to właśnie dodatek LNG/gazu ziemnego sprawia, że ​​jest on bardziej zróżnicowany i stabilny.

Za pośrednictwem LNG Stany Zjednoczone uzależniły przetrwanie Europy od dolara, a zamknięty rynek, który powstał po 2022 r., to właśnie to, co uczyniło Waszyngton największym eksporterem na świecie.

A teraz, po wojnie z Iranem – niezależnie od tego, czy postrzegamy ją jako celową, czy po prostu wygodny efekt uboczny – faktem jest, że Stany Zjednoczone zdobędą jeszcze większy udział w światowym rynku LNG.

Stany Zjednoczone zajmują już tak dominującą pozycję na rynku gazu ziemnego, że ceny dla konsumentów w Ameryce prawie nie ulegają wahaniom, gdy wybuchają wojny – ale cena tego samego gazu w Europie i Azji gwałtownie rośnie i kosztuje konsumentów fortunę.

Jak pokazuje grafika, nie ma „globalnego” kryzysu energetycznego. Kryzys ogranicza się do konkurentów Ameryki.

Nawet jeśli ceny ropy wzrosną, Stany Zjednoczone unikną najgorszych skutków. Jako czołowi producenci i operatorzy rafinerii, amerykańscy giganci energetyczni tak naprawdę nie mogą stracić. Po prostu podnoszą ceny ropy i zgarniają wyższe zyski. Co najważniejsze, zyski te są generowane w dolarach amerykańskich i pozostają w gospodarce USA.

Ci giganci generują obecnie najwyższe zyski w historii – a wyceny ich akcji są rekordowo wysokie. Obecna wojna w Iranie jest w zasadzie ich najbardziej dochodowym okresem jak dotąd.

Po raz pierwszy od II wojny światowej Stany Zjednoczone sprzedają niemal więcej ropy naftowej niż importują. I, jak można się było spodziewać, ich głównymi odbiorcami (czytaj: ofiarami) są Europa i Azja.

Kolejny bezprecedensowy rekord padł w marcu, kiedy liczba transakcji SWIFT w dolarach amerykańskich osiągnęła rekordowy poziom 51,1% , w porównaniu z 49,25% w lutym. To potwierdza, że ​​świat jest fizycznie zmuszony do powrotu do dolara, aby płacić za jedyną energię, która wciąż jest dostępna na rynku.

Tradycyjni analitycy rynku naftowego i paliwowego nie dostrzegają strategicznej wartości tego, co się obecnie dzieje. Wierzą, że świat zaczyna się i kończy na wyborach parlamentarnych i niezadowolonych Amerykanach płacących podwójnie za dystrybutory.

To nie jest tak, jak myślą dyrektorzy z Wall Street. Jedyną „lekcją”, jaką wyciągnęli po wojnie w Iraku i 2008 roku, było to, że mogą sobie pozwolić na wszystko i nikt ich nie powstrzyma. To aroganccy drapieżcy.

Ogólnie rzecz biorąc, strategia USA zapewnia, że ​​wszyscy

  • jest zmuszony kupować amerykańskie produkty, ponieważ Wujek Sam sparaliżował innych dostawców
  • jest zmuszony płacić w dolarach amerykańskich, co osłabia jego własną walutę.
  • jest zmuszony płacić ceny wojenne, co sprawia, że ​​cała sytuacja jest jeszcze gorsza.

Co prowadzi do najbardziej śmiercionośnego punktu:

Deindustrializacja

Podnosząc ceny ropy naftowej i gazu w Europie i Azji, Stany Zjednoczone zmuszają firmy do wyboru między zamknięciem swoich operacji a przeniesieniem ich do Ameryki.

Proces ten został zapoczątkowany na Ukrainie, paraliżując wiele europejskich gałęzi przemysłu – od niemieckiego przemysłu stalowego po francuski szklarski – i będzie się tylko nasilać, jeśli Stany Zjednoczone dokończą wrogie przejęcie. W rzeczywistości ta strategia pożera zarówno przyjaciół, jak i wrogów, a Wall Street nie ma z tym problemu.

Ten exodus przemysłowy prowadzi również do masowej ucieczki kapitału. Wraz z fizycznym przenoszeniem fabryk i aktywów z Europy i Azji do USA, każda firma wycofuje swój kapitał – gotówkę, akcje, pożyczki – ze swojego kraju macierzystego i inwestuje go w amerykańską gospodarkę.

Przesuwa to ciężar światowej gospodarki w stronę Ameryki, co jeszcze bardziej wzmacnia dolara petrogasowego.

Według danych Departamentu Skarbu USA (TIC) fizyczna ilość dolarów napływających do kraju nie tylko wzrosła, ale wręcz drastycznie wzrosła równocześnie z rozszerzaniem się konfliktów energetycznych.

Między styczniem a lutym 2026 roku napływ kapitału netto do Stanów Zjednoczonych całkowicie się odwrócił. W styczniu kapitał opuścił USA z deficytem w wysokości 25 miliardów dolarów.

Ale miesiąc później, w lutym, pieniądze zaczęły napływać do USA – a nie wypływać z tego kraju – z nadwyżką w wysokości 184,5 miliarda dolarów – u szczytu chaosu, jaki USA wywołały w Rosji i na Bliskim Wschodzie.

To wahania rzędu 209,5 miliarda dolarów w ciągu jednego miesiąca – coś bezprecedensowego.

Jeszcze bardziej wymowny jest fakt, że większość tego kapitału pochodzi od prywatnych inwestorów zagranicznych, a nie od rządów państw czy banków centralnych.

Tylko w lutym napływ kapitału prywatnego netto osiągnął 166,5 miliarda dolarów. Oznacza to, że ludzie proaktywnie decydują się na lokowanie pieniędzy w USA, ponieważ pirackie państwo powoduje tak wielki chaos wszędzie indziej, że wydaje się to jedyną bezpieczną inwestycją.

Ta rekordowa wielkość kapitału prywatnego dzieli się na dwa strumienie:

  • Połowa z nich jest przeznaczana na zakup amerykańskiej ropy naftowej i gazu po cenach wojennych. Według amerykańskiego Biura Analiz Ekonomicznych (BEA), całkowity eksport USA wzrósł o 4,2% w lutym 2026 roku, osiągając rekordowy poziom 314,8 miliarda dolarów. Wzrost ten był napędzany niemal wyłącznie przez towary i materiały przetworzone, a sam eksport gazu ziemnego wzrósł o 1,3 miliarda dolarów w ciągu jednego miesiąca, ponieważ partnerzy starali się zastąpić zakłócone dostawy z Bliskiego Wschodu i Rosji.
  • Druga połowa jest inwestowana w obligacje rządowe, co świadczy o wyraźnym zaufaniu, jakim ludzie darzą dolara – nawet gdy Stany Zjednoczone ograniczają globalne dostawy energii. To dodatkowo ilustruje, jak bardzo Waszyngton jest odizolowany od chaosu, jaki spuszcza na wszystkich innych.

Firmy nie pakują walizek i nie przeprowadzają się każdego dnia – więc gdy już znajdą się w Stanach Zjednoczonych, jest bardzo mało prawdopodobne, że przeniosą się tam na dłużej. Ten kapitał pozostaje w gospodarce USA, a firmy te będą prowadzić działalność wyłącznie w dolarach – co dodatkowo wzmocni dolara.

W rzeczywistości Stany Zjednoczone nie tylko przesuwają korytarz energetyczny planety na półkulę zachodnią, ale także swoją bazę przemysłową. Jedno naturalnie prowadzi do drugiego; działa to jak efekt domina, wzmacniając dolara petrogazowego.

Podsumowując, strategia ta jest dość makiaweliczna i rozwija się kaskadowo.

  1. Po pierwsze, Stany Zjednoczone eliminują swoją zależność od innych, produkując tyle ropy i gazu, że są w stanie przetrwać burzę. Innymi słowy, mogą wszczynać wojny po drugiej stronie globu, nie odczuwając ich skutków.
  2. Następnie bezpośrednio lub pośrednio zniszczą infrastrukturę wszystkich pozostałych państw (np. Nord Stream, Ras Laffan), zmuszając je do kupowania energii ze Stanów Zjednoczonych.
  3. Kiedy ktoś próbuje sprzedać własną ropę i gaz, aby obejść sankcje Waszyngtonu, ładunek zostaje skradziony w trakcie transportu. To podnosi ceny na świecie i daje Stanom Zjednoczonym całkowity monopol na rynku.
  4. Kiedy energia staje się nieopłacalna gdziekolwiek indziej, amerykańska baza przemysłowa automatycznie staje się najbardziej konkurencyjna, zmuszając najsilniejsze firmy zagraniczne do przeniesienia się do Ameryki, podczas gdy reszta wymiera.
  5. Wszystkie te mechanizmy wzmacniają walutę amerykańską i zmuszają świat do prowadzenia interesów na wzór Waszyngtonu, sięgając głęboko do kieszeni.

W przeszłości Stany Zjednoczone obalały rządy, aby zdobyć ropę; dziś wykorzystują do tego celu własną ropę.

W wojnie na Ukrainie Stany Zjednoczone nie musiały przejmować kontroli nad rosyjskimi złożami ropy i gazu u źródła. Poprzez sankcje, sabotaż i piractwo udało im się wykluczyć Rosję z [zachodniego] rynku i zmusić gigantów przemysłowych do przeniesienia się do Ameryki. Jeśli to była próba, plan się powiódł, a Stany Zjednoczone obecnie go rozwijają i rozszerzają na skalę globalną.

Typowym przykładem jest dziwny los Kataru. ExxonMobil i QatarEnergy – partnerzy w rafinerii Ras Laffan, która została zamknięta w marcu – dokładnie wiedzieli, kiedy muszą wycofać swoje chipy z Bliskiego Wschodu i przenieść je do USA.

22 kwietnia firma świętowała swoją pierwszą dostawę LNG z Golden Pass w Teksasie, gdzie Katar posiada 70-procentowy pakiet większościowy. Można śmiało powiedzieć, że przy tych wojennych cenach firma wielokrotnie odzyska wszystko, co straciła w Zatoce Perskiej – a wszystko to, działając bezpiecznie w ramach amerykańskiego systemu gospodarczego.

https://youtube.com/watch?v=8t54dBNuN_w%3Ffeature%3Doembed

BRICS i dedolaryzacja

Co oznacza „dolar petrogazowy” dla Globalnego Południa?

Po atakach na gazociąg Nord Stream w 2022 roku i sankcjach wobec Rosji, z konieczności zaczęła rozwijać się wielobiegunowość. Rosja zwróciła się na wschód i sprzedawała ropę i gaz w rublach; obserwowaliśmy, jak gospodarki, systemy płatnicze (Mir, Szitab) i systemy bankowe (CIPS, SPFS, SEPAM) zostały połączone między Moskwą, Teheranem, Caracas i Pekinem .

W tym sensie Iran pobiera obecnie opłatę za bezpieczne przejście przez Cieśninę Ormuz, której cena jest ustalana w alternatywnych walutach, takich jak juan.

Z geopolitycznego punktu widzenia wszystkie te kroki są słuszne. Ale aby dedolaryzacja zadziałała, handel musi być fizycznie możliwy. Nie można pozwolić państwu pirackiemu atakować przewożony ładunek ani wysadzać w powietrze własnych zasobów naturalnych.

Strategia USA zmieniła się z jednostronnych sankcji na fizyczną wojnę oblężniczą. Waszyngton nie tylko wyklucza kraje z rynków zachodnich, ale wręcz fizycznie uniemożliwia im handel między sobą.

To oblężenie nie ogranicza się do piractwa morskiego; to również blokada rywalizujących korytarzy handlowych. Obalając rząd w Damaszku i niszcząc syryjskie porty Latakia i Tartus, Stany Zjednoczone zabiły kilka ptaków jednym kamieniem:

  • Zapewnili Chevronowi dostęp do lewantyńskiego basenu gazowego.
  • Zlikwidowali jedyne propalestyńskie państwo arabskie i
  • Fizycznie odcięli Nowy Jedwabny Szlak od Morza Śródziemnego, co szkodzi zarówno Chinom, jak i globalnemu Południu.

W ostatnich tygodniach iracki ruch oporu zdołał wyprzeć okupację NATO po ponad dwóch dekadach. Ma to kluczowe znaczenie dla Inicjatywy Pasa i Szlaku, ponieważ iracka linia kolejowa miała bezpośrednio połączyć Azję z Morzem Śródziemnym. Jednak pomimo postępów Iraku, wyzwanie jest dalekie od zakończenia.

Likwidacja baz lotniczych jest kluczowa, ale to nie wystarczy. Ruch oporu musi zdać sobie sprawę, że Waszyngton odchodzi od modelu okupacji lądowej w kierunku modelu globalnego piractwa i blokady morskiej.

W miarę jak Stany Zjednoczone coraz częściej polegają na nalotach, blokadach i zdalnie sterowanym chaosie, bazy lotnicze tracą na znaczeniu. Gdy bitwa przenosi się na wodę, strategia oporu musi się odpowiednio zmienić.

Co Iran musi zrobić, aby wygrać

Z czysto teoretycznego punktu widzenia Iran, Rosja i Chiny wciąż mają kilka możliwości strategicznych:

  • Rozwój alternatywnych źródeł paliwa, których nie da się fizycznie przejąć ani sabotować.
  • Próba zneutralizowania Marynarki Wojennej USA na obszarach jej działań (choć, jak widzieliśmy, blokada ma teraz charakter globalny).
  • Pokonać państwo pirackie jego własną bronią – rafineriami i tankowcami.

Zgodnie z trzeźwymi obliczeniami teorii gier, ostatnia opcja jest najskuteczniejszym posunięciem, ale też tym, które najprawdopodobniej wywoła III wojnę światową.

Przyjmujemy za pewnik, że wrogie działania przeciwko kontynentalnym Stanom Zjednoczonym automatycznie wyznaczają czerwoną linię. To sięga sedna głębokiej asymetrii strategicznej: jak to możliwe, że Waszyngton może podpalać rafinerie i atakować głowy państw, nie odczuwając jednocześnie strachu przed odwetem?

Z jakiegoś powodu Rosji, Chinom i Iranowi nie udało się stworzyć i utrzymać wiarygodnej siły odstraszającej przed agresją Zachodu.

Nie chodzi tu o ropę naftową ani walutę, ale o suwerenność. Arsenały nuklearne Chin i Rosji stają się praktycznie bezużyteczne z powodu bezczynności, co samo w sobie jest niezwykłym paradoksem.

Od początku tej wojny Oś Oporu walczyła znacznie ponad swoje możliwości. Choć zniszczyła majątek wart miliardy, Marynarka Wojenna USA już teraz zmierza w kierunku modelu całkowitej blokady morskiej.

Zniszczenie stacji radarowej lub pasa startowego jest zwycięstwem taktycznym, ale nie powstrzyma blokady morskiej Cieśniny Ormuz.

Waszyngton nie chce już, by obecne szlaki handlowe istniały, a tym bardziej funkcjonowały. Podważa je, aby przesunąć korytarz energetyczny planety na półkulę zachodnią – i tym samym określić morskie szlaki handlowe i politykę energetyczną na nadchodzące stulecie.

Lód jeszcze nie stopniał, a USA już blokują transpolarny szlak arktyczny.

Dla państwa pirackiego, które obiecało „spuszczać śmierć i zniszczenie z nieba przez cały dzień”, żaden koszt nie jest zbyt wysoki, aby realizować te cele – i właśnie dlatego Iran nie powinien lekceważyć potencjału przemocy ze strony Ameryki.

Zatem klęska militarna i klęska gospodarcza to nie to samo. Dopóki Iran i kraje Globalnego Południa będą kontynuować walkę z USA na własnym terytorium, nigdy nie pokonają państwa pirackiego.

Cała doktryna militarna USA opiera się na zasadzie nieprowadzenia wojny na terytorium kraju w celu ochrony narodu amerykańskiego i bazy przemysłowej. Ta sama logika leży u podstaw relokacji korytarza energetycznego.

Stany Zjednoczone przenoszą światowy kapitał ropy naftowej i gazu na półkulę zachodnią z tego samego powodu, dla którego prowadzą wojny na Bliskim Wschodzie: aby chronić siłę napędową imperium pomiędzy dwoma oceanami.

Upokorzenie Stanów Zjednoczonych tysiące mil od ich bazy przemysłowej miało już miejsce – w Wietnamie, Afganistanie, a teraz w Iranie – a jednak imperium wciąż istnieje, gotowe do kolejnej grabieży. Dopóki Wall Street będzie się czuło nietykalne, amerykański imperializm będzie trwał.

Jak widać w filmie dokumentalnym

„Pochodzenie dolara Petrogas i państwa pirackiego” autorstwa dziennikarza Richarda Medhursta.

[ YouTube | Rumble ]

https://youtube.com/watch?v=0nt1CgQsgpI%3Ffeature%3Doembed

Źródło: Zbrojny rabunek światowych zasobów energii

========================