Błąd bazy danych WordPressa: [Duplicate entry '8388607' for key 'wp_visitors_stat.id'] INSERT INTO `wp_visitors_stat` (`time`, `ip`) VALUES ('1791987261', '216.73.216.198')
Piekło wybrukowane jest ponoć dobrymi chęciami, a internet od czasu do czasu dobrymi radami. Można więc wykorzystać wiedzę tam zawartą, o tym jak się zdrowo odżywiać, a jakiego jedzenia unikać. Naukowcy mają szerokie, jak nigdy dotąd, pole do działania. Jednak w dobie powszechnej tolerancji kłamstwa, „doktorem” może być każdy i nikt nie docieka skąd taki osobnik czerpie wiedzę.
Równie trudne jest przewidywanie mody, ponieważ odbiega ona na tyle od dobrego gustu, że nie można polegać na własnym poczuciu piękna, no chyba, że się ma wrodzony pociąg do brzydoty. Bywa przecież i tak.
Dobre rady polityków są najłatwiejsze do zweryfikowania. Miłośnicy Szwabów myślą, że ich Führer oszwabia innych po to, by ich obsypać ukradzionym złotem. Nie chcą wierzyć w oczywistą oczywistość, że jego zadaniem jest doprowadzenie do powszechnej, ogólnopolskiej nędzy. Po to został tu przysłany, żeby zniszczyć wszystko, czego nie da się ukraść. Taki jakby dywersant na Titanicu.
Spróbujmy pozatykać dziury w statku, którym jeszcze dryfujemy. Każdy może znaleźć jakieś małe poletko naprawy w państwie polskim „zarządzanym” obecnie przez jego wrogów. Może wszystkiego sknocić się nie da. To taka moja dobra rada.
===============================================
Demoniczna powinność
–Jaką korzyść mają rządzący z tego, że niszczą wszystko co popadnie?–spytała Małgorzata
–A konkretnie? –spytał DUCH CZASU.
–Od klimatu począwszy, a na zdrowiu kończąc. Czy umiesz wytłumaczyć dlaczego oni to robią?
–Pewne poczynania zdają się mieć sens z ich punktu widzenia.
–Jak wywołanie tej niby pandemii?
–Chociażby. Tu przetestowano praktycznie ludność całego globu na odporność propagandy siejącej strach.
–A co sieją „klimatolodzy”? Rozumiem, że niszczą polski przemysł, żeby nie był konkurencją dla niemieckiego, ale przy okazji niszczą i ten własny.
–Tu należałoby odwołać się do doświadczeń egzorcystów. –Powiało grozą.
–Bo dotykamy zła w najczystszej postaci. Demony zostały wysłane na ziemię, żeby zaprowadzić tu piekło. Robią co mogą, bo jak się nie sprawdzają muszą wracać skąd przyszły.
–A piekło zaprowadzane przez nich na ziemi jest jednak nieco lżejsze od ich rodzimego? – upewniła się Małgorzata.
Robert Bąkiewicz przerwał milczenie po tym, jak niemiecka policja brutalnie pobiła członków Ruchu Obrony Granic (ROG), którzy chcieli uczcić ofiary zbrodni hitlerowskich w Berlinie.
Po skandalicznej interwencji niemieckich funkcjonariuszy, którzy próbowali wyrwać Polakom krzyż, po czym brutalnie pobili ich i zatrzymali, milczenie przerwał Robert Bąkiewicz. Działacz wystąpił w wywiadzie dla Telewizji Republika.
– Słabo mi się robi, bo tam nas przyduszali, po prostu śmiali się Niemcy. Zamknęli mnie w takiej klatce bez tlenu. Jeszcze jestem mocno pobity. Tak więc metody widać mają cały czas te same – ocenia.
– To są Niemcy cały czas. Nic się tutaj po prostu nie zmienia, ta brutalność ich interwencji. To tylko pokazuje, w jakim poważaniu mają Polskę i Polaków. I ten kamień pogardy, który postawili rok temu, to nie jest przypadek po prostu, bo to co dzisiaj zrobili, to po prostu przekracza wszelkie wszelkie granice. Mówię szczerze, że pobili nas strasznie – dodaje Bąkiewicz.
Lider ROG twierdzi, że funkcjonariusze „wsadzali mu palce do oczu, do nosa” oraz bili go i dusili. Wcześniej jego córka opublikowała w mediach społecznościowych post, wedle którego miał mieć złamane żebro.
– Pięściami i kolanami zaczął mnie bić jeden policjant, potem rzucili, bili dalej nogami, przyduszali. No i tyle, to są bandyci po prostu– relacjonuje Robert Bąkiewicz.
W Niemczech toczy się proces 55-letniego mężczyzny przedstawiającego się jako „Maja S.”. Transseksualista został oskarżony o gwałt na 15-letniej dziewczynie. Mężczyzna jest byłym policjantem, wcześniej wydalonym ze służby za publikację materiałów pedofilskich i zoofilskich.
Opisywana przez niemieckie media „Maja” to tak naprawdę mężczyzna, Heiko Schmid. 10 lat temu przeszedł proces tzw. korekty płci. Zgodnie z niemieckim prawem Maja S. jest… kobietą i w taki sposób jest opisywana(y) w postępowaniu.
Jak wynika z relacji medialnych, Schmid/Maja S. zaprosił 15-latkę na przejażdżkę motorem do restauracji McDonald’s. Kiedy dziewczyna weszła do toalety, rosły i potężny mężczyzna (184 cm wzrostu) uniemożliwił jej ucieczkę i tam zgwałcił. Sprawę zgłosiła 23-letnia „narzeczona” [??? md] S., zaniepokojona wiadomościami w telefonie partnera. Oskarżony przyznał się do winy.
Od 2024 r. wobec Schmida/S. toczyło się inne postępowanie w związku z publikacją materiałów o charakterze pornograficznym i pedofilskim. Podczas przeszukania w jego domu znaleziono ok. 2 tys. materiałów dokumentujących m.in. krzywdę na dzieciach do lat 3 oraz czynności seksualne ze zwierzętami. Mężczyzna otrzymał karę w wysokości 13 tys. euro i został wydalony ze służby.
Oskarżony jest byłym policjantem. Jeszcze przed tzw. tranzycją, Schmid rozpoczął szkolenie do elitarnej jednostki policji GSG 9. Po przerwaniu kursu został oddelegowany z policji federalnej do Federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i wysłany do Afganistanu jako funkcjonariusz ochrony.
Źródło: X / fakt.pl / welt.de PR
===================
mail:
O, Heiko Schmid, to dobry partner dla pana Marka Minakowskiego !
„Bydlęciem jestem i nic, co ohydne, nie jest mi obce”
Jak to się stało, że formacja ideologiczna zwana potocznie lewicą uległa w okresie ostatnich lat gwałtownej degeneracji aż do zaniku człowieczeństwa? Myślę, że tak postawione pytanie może niektórych wywieść na manowce. Każda lewicowość od samego początku, niezależnie od epoki, była skażona błędem lub celowym fałszem mającym w porywach pozór prawdy, a dziś – w ostatniej dziejowej odsłonie – jest już jawną diabelską kpiną z rozumu.
Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce
Powyższa sentencja jest cytatem z komedii Terencjusza powstałej ponad 160 lat p.n.e. Cytat z Terencjusza powrócił do obiegu w okresie „Odrodzenia”, stając się jedną z bardziej znanych myśli przewodnich Renesansu inspirując nurty humanizmu i antropocentryzmu.
Koncentrując się na człowieku i sprawach istotnych z ludzkiej perspektywy zaczęto systematycznie odsuwać na plan dalszy perspektywę wynikającą z Bożego Objawienia, tracąc właściwą proporcję pomiędzy tym, co doczesne, a tym co wieczne.
O ile renesansowy humanizm był specyficzną mieszanką mniej lub bardziej słusznych refleksji, to humanitaryzm biorący początek od rewolucji antyfrancuskiej był aberracją. „W naszej mocy jest stworzyć świat od nowa” mawiał Thomas Paine, deista, zwolennik rewolucji antyfrancuskiej, prekursor liberalizmu i nowożytnego demokratyzmu.
Według słowników humanitaryzm to:
«postawa, którą cechuje szacunek dla człowieka i troska o jego dobro»
W rzeczywistości jest całkowicie odwrotnie.
«postawa poszanowania, wyrozumiałości i życzliwości wobec wszystkich istot żywych»
Oprócz człowieka.
W praktyce coraz częściej można przeczytać o przedstawicielach lewicy, którzy nie stronią od pedofilii i zoofilii, a co najgorsze od mordowania dzieci – przed urodzeniem, w trakcie lub po urodzeniu. Żabi skrzek, ptasie jaja okazują się w lewicowej hierarchii czymś ważniejszym od ludzkiego życia. Niedawno podczas jednej z lewicowych batalii mającej na celu zakaz używania koni w góralskich zaprzęgach, jedna z uczestniczek bez żenady prezentowała swój tatuaż „kocham zwierzęta ludzi niekoniecznie”. Z takim samym napisem są sprzedawane koszulki i kubki.
Ustąpmy dzikom miejsca!
Dziki atakują. Niedawno z powodu ataku dzików poroniła kobieta. Inna podczas podobnego ataku doznała złamania biodra. „Ludzie też atakujom” brzmi tak samo absurdalnie jak reakcja na gwałty i zabójstwa popełniane przez migrantów – Polacy też gwałcom, Polacy też zabijajom.
Nagłówki gazet w ostatnich dniach krzyczą wszem i wobec, że zaatakowanej dotkliwie przez jemeńskich Huti Arabii Saudyjskiej, czego efektem było zniszczenie rurociągu wschód-zachód, prezydent Donald Trump odmówił pomocy. Niektórzy eksperci przypominają, że kiedy kilka lat temu Huti zablokowali żeglugę na Morzu Czerwonym, Trump wysłał w ten rejon grupę bojową z lotniskowcem. Aliści, w wyniku kontrataków rakietowych Huti, po tygodniach walk i licznych nalotach Amerykanie stracili kilka samolotów i wiele dronów typu Reaper, co zmusiło ich do wycofania się z tego przedsięwzięcia. Tym też wielu tłumaczy dzisiejszą wstrzemięźliwość prezydenta Stanów Zjednoczonych.
A o czym to ja pisałem już sześć lat (!) temu? Tekst, którego urywek przypominam poniżej, ukazał się pierwotnie pod tytułem „gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie karczmy babińskie?” w „Warszawskiej Gazecie” w roku 2020, chwilę później na stronie profesora Dakowskiego, a w roku 2022 umieściłem go w książce „Rocznik sadystyczny 2020/2022”. Nie tylko nie stracił na aktualności, a wręcz zaczyna ją zyskiwać. Polecam zatem tę lekturę dla przypomnienia tym, którzy już o nim zapomnieli, jak też tym, którzy nigdy nie mieli okazji się z nim zapoznać.
Tekst zaczynałem przypomnieniem konferencji jałtańskiej, która odbyła się w lutym 1945 roku na Krymie, jej znaczeniu dla powojennych losów Polski i reszty świata. Przywołałem istotę Karty Atlantyckiej, która „mówiła, iż określa ‘cele polityki Wielkiej Brytanii i USA w okresie II Wojny Światowej i po jej zakończeniu oraz zasady powojennych stosunków międzynarodowych’. Jej zapisy stanowiły co prawda, że sygnatariusze nie życzą sobie zmian terytorialnych, które nie zgadzałyby się z wolno wypowiedzianymi życzeniami narodów, których te zmiany dotyczą oraz że ‘uznają prawo wszystkich narodów do wyboru formy własnego rządu’, ale opinię społeczną, bo przecież nie własne sumienia, uspokoili na Krymie, przyjmując za dobrą monetę zobowiązanie Stalina do przeprowadzenia w naszym kraju ‘wolnych, nieskrępowanych wyborów na zasadzie powszechnego głosowania’. Z efektu tych wyborów nie możemy się podźwignąć do dziś. Porozumienie zawarli na tym samym Krymie, od którego rozpoczęło się tlić kilka lat temu zarzewie wojny kolejnej. Wtedy, w 1945, podjęli również decyzję o wspólnym udziale, w późniejszej o dwa miesiące, konferencji założycielskiej ONZ. Wszystko wskazuje na to, że po III wojnie światowej, przyszli sygnatariusze traktatu pokojowego, umówią się na udział w konferencji założycielskiej nowego, światowego rządu.
(…) Roosevelt, w drodze powrotnej z Krymu, 14 lutego, spotkał się na pokładzie krążownika USS Quincy, stojącego w bezpiecznym Kanale Sueskim, z królem Abdul Azizem Ibn Saudem, założycielem Królestwa Arabii Saudyjskiej. Rozmawiali, między innymi, o żydowskim osadnictwie w Palestynie, przy czym Roosevelt próbował uzyskać poparcie króla dla utworzenia tam żydowskiej ojczyzny, na co król zareagował kategoryczna odmową. Dyskutowano także o niepodległości Syrii i Libanu, ale przede wszystkim skupiono się na przyszłości dynastii saudyjskiej w oparciu o arabską ropę naftową. Efektem tych rozmów był tak zwany Pakt Quincy, który miał gwarantować monarchii amerykańską ochronę wojskową, właśnie w zamian za dostęp do ropy. Pakt określał, że ‘stabilność Arabii Saudyjskiej jest częścią żywotnych interesów’ Stanów Zjednoczonych, które w zamian zapewniają bezwarunkową ochronę rodzinie Saudów i Królestwu, przed wszelkimi, możliwymi zagrożeniami zewnętrznymi’.
Ustalono, że przywództwo Arabii Saudyjskiej w tym regionie leży również w interesie amerykańskim. Powołany do życia jeszcze w r. 1933, koncern Aramco (Arabian-American Oil Company), w ramach którego zezwolenie na poszukiwanie i eksploatację zasobów saudyjskich uzyskał Standard Oil of California (SoCal), dzisiejszy Chevron, a później dołączono doń Texas Oil Company (Texaco), Standard Oil of New Jersey (Esso) i Standard Oil of New York (Socony), uzyskał monopol na eksploatację pól naftowych na okres 60 lat. USA zgodzić się miały, w ramach paktu, na nieingerowanie w wewnętrzną politykę Saudów. Warto nadmienić, że ropa miała służyć głównie amerykańskim siłom zbrojnym. Oczywiście, zgodnie z amerykańskim rytuałem politycznym, obietnice Roosevelta dotyczące Palestyny, złamał już jego następca, czyli Truman, który dał tym samym zielone światło dla budowy państwa Izrael. Jednak wydobycie ropy szło przez kolejne lata, zgodnie z umową, a koncern jest światowym liderem w jej produkcji. Współpraca przebiegała przez wszystkie te lata poprawnie, z małymi zgrzytami, kiedy USA nie weszły do Syrii w roku 2010 i w 2013, kiedy nastąpiło zbliżenie amerykańsko-irańskie. Ale, jak wiemy, już w roku 2011, w Syrii wybuchła ‘wojna domowa’, a w 2020 Amerykanie zlikwidowali irańskiego generała Solejmaniego, rujnując wzajemne relacje, więc sytuacja między naftowymi partnerami zdawała się pozostawać niezakłócona.
Arabia Saudyjska, wspólnie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, pod wpływem usilnych starań Pentagonu, toczy od dłuższego czasu wojnę z Jemenem, wspierana dostawami amerykańskiej broni, w tym samolotów i dronów. Jednym z głównych założeń USA, było niedopuszczenie, by cieśnina Bab-al-Mandab (pomiędzy Jemenem, Dżibuti i Erytreą), łącząca Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim, dostała się pod wpływy irańskie. Jest to bowiem istotny punkt żeglugowy na trasie Europa-Daleki Wschód.
Nawiasem mówiąc, Tarek Bin Laden, brat Osamy, właściciel firmy Middle East Development, planował przerzucić nad cieśniną najdłuższy na świecie most, a po stronie Dżibuti grupa Saudi Binladen miała budować miasto Noor, mające być pierwszym z projektowanych, tak zwanych setek „miast światła”. Ale, w związku z realizacją Nowego Ładu, następca prezydenta Trumpa znowu, zgodnie z tradycją amerykańskiej polityki resetów wcześniejszych umów, postanowił powywracać figury na szachownicy i oskarżył saudyjskiego księcia Muhammada Bin Salmana o morderstwo dziennikarza Jamala Chaszukdżi (bratanka wielokrotnie przeze mnie opisywanego międzynarodowego handlarza bronią, Adnana), a Arabię Saudyjską nazwał wyrzutkiem.
Równocześnie, Joe Biden wznowił rozmowy z Iranem, wstrzymał sprzedaż broni dla Saudyjczyków i usunął bojowników jemeńskich z amerykańskiej listy organizacji terrorystycznych. Pod koniec kwietnia, desygnował na stanowisko ambasadora w Arabii Saudyjskiej, Michaela Ratney, co monarchia odebrała, jako dowód braku woli współpracy ze strony Waszyngtonu twierdząc, że Ratney, jako urzędnik cywilny nie spełnia oczekiwań w zakresie umowy o ochronie wojskowej wynikającej z Paktu Quincy, a co za tym idzie, wzbudza obawy dotyczące dalszej kooperacji w zakresie produkcji ropy naftowej. Jakby tego było mało, na początku maja, na polecenie Bidena, FBI upubliczniła dokumenty wskazujące na przekazywanie ‘porywaczom samolotów’ 9/11 pieniędzy w czasie, kiedy przebywali na terenie USA, przez obywatela Arabii Saudyjskiej, Omara al-Bayoumi, powiązanego z saudyjskim wywiadem. Dokumenty, o których wspominałem już w którejś ze swoich książek, nie są niczym nowym i ten wątek pojawiał się znacznie wcześniej, ale obecnie robi się z tego niesamowitą sensację, podpierając te zarzuty kartką papieru, pozyskaną w trakcie przeszukania rzeczy Bayoumi’ego przez wywiad brytyjski (!), na której widoczne są wyliczenia dotyczące ‘wysokości samolotu dla osiągnięcia celu’.
Są one, moim skromnym zdaniem człowieka związanego z lotnictwem, równie poważne, jak odnaleziony u stóp WTC, nietknięty paszport jednego z porywaczy. Dla równowagi, odcinając się od działań prezydenta, Sekretarz Skarbu, Janet Yellen, podkreśliła znaczenie dwustronnych stosunków amerykańsko-saudyjskich. Obserwując szopkę dla naiwnych, wokół saudyjskiego wątku 9/11 i słuchając diametralnie różnych wypowiedzi amerykańskich urzędników, a także mając na uwadze fakt, że Ratney pełnił do niedawna funkcję Konsula Generalnego USA w Jerozolimie, a szczególnie czytając wypowiedź byłego szefa wywiadu Arabii Saudyjskiej, Turki al-Faisala, według której ‘jego kraj czuje się opuszczony przez amerykańskiego sojusznika’, możemy spodziewać się niezwykle ciekawych zwrotów akcji w rejonie arabskim.
Tym bardziej, że Senat USA zagłosował właśnie za poparciem ustawy NOPEC (No Oil Producing and Exporting Cartels Act) wymierzonej w Organizację Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), a jeśli Biden ją podpisze, to uderzy ona w sektor naftowy i gazowy na całym świecie. W marcu tego roku, Arabia Saudyjska oświadczyła, że będzie sprzedawała swoją ropę w chińskich juanach, Rosja zrobiła podobny ruch ze swoim rublem, a następnie powiązała swą walutę ze złotem, co zamierzają zrobić również Chiny. Widmo diabelskie na dnie kielicha rośnie coraz szybciej”.
Jak zatem widzimy, na Bliskim Wschodzie nie dzieje się nic nieprzewidywalnego. Wręcz przeciwnie, mimo pozornego chaosu i udawanego zdziwienia „rządów” państw, które dawno utraciły prawo do tej nazwy, plany światowej oligarchii są konsekwentnie realizowane.
Sławomir M. Kozak
jeśli uważasz, że moja praca pozwala lepiej zrozumieć świat, nie wahaj się
„Mój tata jest teraz moją mamą” – pod takim tytułem Dzień Dobry TVN przedstawiło historię osoby, która przeszła tranzycję w dojrzałym wieku. Program wyemitowano 13 września 2026 roku, a jego bohaterką była Maria Jadwiga Minakowska, która wystąpiła w studiu wraz z córką Sarą. Sam materiał został przez TVN przedstawiony jako opowieść o tranzycji i odkrywaniu własnej tożsamości.
==========================
Muszę sprostować:
Żonaty, ojciec dzieciom, więc na pewno ma gen męski YX – Marek Minakowski pod starość obciął sobie jaja i pisiaka. Jest więc eunuchem, kastratem, i to w skrajnej wersji, jaką stosowano jedynie do „czarnych”. Bo tak okrutnie okaleczalisułtani, jak i cesarze Bizancjum – tylko murzynów. A majaki o tym, że jest się Napoleonem, czy Mona Lizą – dobrzy psychiatrzy, choć z trudem, ale leczą. MD]
======================================
TVN promuje antynaukowy genderyzm.
Problem nie polega na tym, że telewizja pokazuje tzw. „osobę transpłciową”. Polega na tym, że historia dotycząca niezwykle kontrowersyjnych i psychiatrycznie podejrzanych kwestii przedstawiana jest jako inspirująca opowieść obyczajowa, a widz nie otrzymuje równolegle informacji o sporach naukowych, ograniczeniach dostępnych badań oraz możliwych konsekwencjach medycznych poszczególnych procedur.
Kiedy media przedstawiają zmianę sposobu funkcjonowania człowieka w społeczeństwie jako „zmianę płci”, nie wyjaśniają jednocześnie czy jest to opis biologiczny, medyczny, prawny czy społeczny. Tymczasem odpowiedź zależy od tego, o którym aspekcie mówimy.
Jeszcze bardziej problematyczna staje się sytuacja, gdy z pojedynczej historii osobistej tworzy się argument dotyczący całej populacji. Historia konkretnego człowieka może być prawdziwa i autentyczna, ale sama w sobie nie rozstrzyga kwestii medycznych dotyczących wszystkich osób doświadczających dysforii płciowej.
Jednym z kluczowych elementów ideologii gender jest rozróżnienie pomiędzy płcią biologiczną, tzw. „tożsamością płciową” oraz społecznymi rolami związanymi z płcią. W debacie publicznej pojęcia te są często (celowo) mieszane, choć nie oznaczają tego samego. W ten sposób dochodzimy do sedna problemu, czyli sporu o rolę mediów. Czy ich zadaniem jest ideologiczne kształtowanie i „oswajanie” widzów ze skrajnie lewicowym sposobem postrzegania płci, czy raczej przedstawianie pełnego obrazu naukowego – włącznie z argumentami krytycznymi i wskazaniem podejrzenia choroby psychicznej u danego genderysty?
To, że starzy dewianci z problemami psychicznymi bawią się w autokastracje, to tylko jedna część problemu. Największe kontrowersje dotyczą bowiem sytuacji osób małoletnich, do których również trafia propaganda gender/neołysenkizmu. W międzynarodowych standardach opieki przepycha się już całe procedury obejmujące m.in. blokowanie dojrzewania za pomocą sztucznie podawanych hormonów. Jednocześnie, fachowa literatura medyczna wskazuje na konieczność omawiania potencjalnych skutków ubocznych, m.in. dotyczących gęstości kości, płodności i długoterminowych konsekwencji zdrowotnych.
Jeżeli telewizja pokazuje osobę, która dokonała głębokich zmian w swoim ciele, jako bohatera pozytywnej historii o „odnalezieniu siebie”, widz otrzymuje wyłącznie emocjonalną narrację. Znacznie rzadziej słyszy o nieodwracalności niektórych procedur, możliwych powikłaniach, kwestiach płodności czy sporach dotyczących leczenia osób małoletnich.
Absolutnie nie jest prawdą, że można sprowadzić ten temat do prostego komunikatu: „tranzycja jest zdrowa” i „normalna”. Rzeczywistość medyczna jest bardziej skomplikowana, a poszczególne procedury mają różny stopień odwracalności. Tym bardziej media powinny przedstawiać widzom pełną informację a tego nie robią. Przede wszystkim w ogóle nie pokazują problemów osób, które dokonały tzw. detranzycji w momencie, gdy zdały sobie sprawę, że zostały oszukane przez ideologów. Osobista historia tego czy innego dewianta nie jest żadnym dowodem naukowym na „normalność” „tranzycji”.
Jeżeli telewizja przedstawia kontrowersyjną procedurę medyczną, powinna zaprosić również lekarzy i badaczy prezentujących różne stanowiska, omówić jakość dostępnych badań i poinformować o ryzyku. Szczególnie dotyczy to materiałów, które mogą być oglądane przez młodzież.
NASZ KOMENTARZ: Prawdziwe dziennikarstwo nie powinno ograniczać się do oswajania odbiorcy z określoną, „jedynie słuszną” wizją świata. Jego rolą powinno być przede wszystkim stawianie pytań i przedstawianie faktów. Niestety, widz TVN zamiast pełnej informacji o medycznych i naukowych kontrowersjach związanych z „tranzycją”, otrzymał wyłącznie propagandową papkę, w której została ona znormalizowana i wręcz gloryfikowana.
Śledztwo CNN utrzymuje , że Rosja wysłała „14 satelitów” nad Bliski Wschód, co zdaniem funkcjonariuszy wywiadu dało Iranowi bezprecedensowe możliwości namierzania celów w przededniu dużych precyzyjnych ataków na bazy amerykańskie, które miały miejsce na początku tego roku:
CNN bada: Iran poprawił namierzanie amerykańskich aktywów. Oto, jak rosyjskie satelity prawdopodobnie pomogły
Czternaście rosyjskich satelitów szpiegowskich przeleciało nad amerykańską bazą wojskową w Arabii Saudyjskiej dwa dni przed niszczycielskim atakiem Iranu. Czas i kolejność lotów satelitów dały im dostęp do szerokiego spektrum danych, które, jak twierdzą przedstawiciele władz USA i międzynarodowe źródła wywiadowcze, pomogły Teheranowi przeprowadzić jedne z najprecyzyjniejszych ataków na amerykańskie aktywa. Relacjonuje Tamara Qiblawi z CNN.
Wciąż trudno uwierzyć, że to zaskoczenie dla Zachodu. Zaledwie wczoraj NATO RQ-4D – wariant niesławnego Global Hawk – został zauważony zaledwie kilka kilometrów od Krymu, prawdopodobnie obserwując cele naziemne w oczekiwaniu na nadchodzący atak ze strony Ukrainy:
W górnej części karty danych powyżej widnieje kod 7600 zapisany na czerwono. To międzynarodowy sygnał alarmowy informujący o utracie łączności. Wiele relacji twierdziło, że RQ-4 doznał awarii łączności i został zmuszony do szybkiej ucieczki z tego miejsca.
————————————–
Ale wracając do artykułu CNN, pojawia się jedno ważne pytanie: co mówią teraz wszyscy ci, którzy twierdzą, że Rosja z obojętnością dopuszcza do przekraczania wszystkich swoich czerwonych linii, nie reagując na uzbrajanie Ukrainy przez USA i pomoc udzielaną przez USA w gromadzeniu danych do ataków na Ukrainę? Kto ostatecznie zapłacił wyższą cenę – Rosja czy USA?
Ukraina wyrządziła Rosji szkody, ale nie strategicznie, biorąc pod uwagę, że Rosja nadal posuwa się naprzód na polu bitwy i jest w stanie wykorzystać wszystkie swoje zasoby tak jak przed wojną. Z drugiej strony, Stany Zjednoczone praktycznie straciły swoją bliskowschodnią pozycję, częściowo dzięki atakom na Iran – przynajmniej jeśli wierzyć tym doniesieniom. Mogłoby się wydawać, że Rosja wyszła z tej wymiany o wiele lepiej, biorąc pod uwagę, że straty USA na Bliskim Wschodzie miały charakter strategiczny i zależą od dalszego rozwoju sytuacji.
Iran zepchnął USA w coraz bardziej niepewną sytuację, a USA obawiają się teraz rozgniewania Iranu, biorąc pod uwagę fakt, że potężne ataki Persów stały się niemożliwe do powstrzymania z powodu wyczerpywania się zapasów pocisków przechwytujących.
Era amerykańska, która nastąpiła po II wojnie światowej, musiała się kiedyś skończyć. Szokujące jest to, jak nagle ten moment nadszedł. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy potęga Ameryki – od dawna uosabiana najlepszym na świecie sprzętem bojowym i najlepiej wyszkolonym personelem wojskowym, globalną siecią baz i systemów logistycznych oraz partnerstwami wojskowymi i dyplomatycznymi ze wszystkimi zakątkami świata – okazała się niewystarczająca, by pokonać Iran, represyjny, pogrążony w stagnacji gospodarczej reżim, uzbrojony w tanie pociski i drony.
O’Brien przyznaje, że zniszczenie przez Iran kluczowych regionalnych baz USA doprowadziło do natychmiastowego sprzeciwu wobec agresji ze strony USA. Teza ta była początkowo wyśmiewana przez działaczy establishmentu, dopóki rzeczywistość nie zaczęła powoli dawać o sobie znać:
Wpływ tych strat na operacje USA był niemal natychmiastowy. Kluczowym powodem, dla którego administracja Trumpa nie zaostrzyła działań militarnych wobec Iranu latem, pomimo wszelkich gróźb, była utrata bazy w Bahrajnie – bazy, z której Marynarka Wojenna przez dekady korzystała w celu zaopatrywania okrętów na Bliskim Wschodzie. Zamiast tego, tak zwane zaplecze logistyczne operacji morskich USA musiało rozciągać sięaż do Diego Garcia, kontrolowanej przez Brytyjczyków wyspy na Oceanie Indyjskim, oddalonej o ponad 3200 kilometrów od Cieśniny Ormuz.
Wrażliwość amerykańskich obiektów w pobliżu Iranu jest tak duża, a przewidywane koszty naprawy tak wysokie, że – jak donosił w zeszłym miesiącu„Washington Post”– urzędnicy administracji mogą w ogóle nie chcieć ich odbudowywać. Jednym ze sposobów przedstawienia tej sytuacji jest przedstawienie jej jako „wyjątkowej szansy dla Pentagonu na ponowne rozważenie swojej obecności” w regionie Zatoki Perskiej, jak ujął to „WashingtonPost” .Prawda jest jednak taka, że obrona kluczowych obiektów przed nawet mniej zaawansowanym technologicznie przeciwnikiem, takim jak Iran, nie jest obecnie możliwa dla armii USA.
Kluczowy jest jednak akapit, w którym O’Brien wyjaśnia, w jaki sposób Chiny przyćmiły Stany Zjednoczone we wszystkich najważniejszych współczesnych czynnikach umożliwiających prawdziwą potęgę militarną i gospodarczą:
Erozja amerykańskiej przewagi produkcyjnej to stara historia, ale kluczowa dla zrozumienia końca ery amerykańskiej. Stany Zjednoczone mogły kiedyś prześcignąć inne potęgi, czerpiąc z produkcji cywilnej. Podczas II wojny światowej Amerykanie przebudowali przemysł motoryzacyjny, aby budować samoloty. Obecnie, w porównaniu z resztą świata, Stany Zjednoczone prawie nie budują cywilnych statków. Dla porównania, Chiny produkują około 50 procent światowych statków i kontrolują około 80 procent światowej produkcji dronów. Po zbudowaniu swojej armii, która ma przetrwać w zrywie intensywnych walk, Stany Zjednoczone po prostu nie mają wystarczającego sprzętu, zapasów i wypoczętych sił, aby walczyć z Chinami przez dłuższy czas.
Kończy bez typowych dla niego podstępnych dwuznaczności, co pozostawia otwarte drzwi do fantazji o odrodzeniu Ameryki. Jego determinacja jest ostateczna – Ameryka jest skończona:
Wszystkie poprzednie supermocarstwa w historii ostatecznie upadły. Pojawienie się Azji Wschodniej jako centrum światowej produkcji gospodarczej miało z pewnością osłabić amerykańskie wpływy. Przejście z jednej globalnej ery do następnej rzadko jest widoczne w danej chwili. Kiedy Rosja najechała Ukrainę cztery i pół roku temu, potencjał masowo produkowanych dronów nie był jeszcze oczywisty.Jeszcze w lutym niewielu ekspertów przewidywało, że Stany Zjednoczone – globalny kolos przez ponad 80 lat – zostaną tak sparaliżowane przez Iran.Konflikt ujawnia jednak coś ważnego:era amerykańska dobiegła końca. Globalna dominacja USA nie może trwać bez źródeł energii, które ją zapoczątkowały.
Ciekawe, że zauważa, iż „niewielu ekspertów przewidziałoby” lanie, jakie Iran wyrządzi USA. Właściwie każdy, kto ma trochę rozumu, z łatwością to przewidział, w tym nasz skromny blog, od samego początku.
W tej rzadkiej chwili samouwielbienia, Wasz skromny autor zwrócił się z prośbą do Grok AI, aby w trybie eksperckim przeczytał wszystkie nasze istotne artykuły w Substacku i ustalił, jakie przewidywania dotyczące konfliktu z Iranem poczyniono od samego początku:
Konkretne cytaty przewidywań z pierwszych dni konfliktu:
Co ważniejsze, podczas gdy cały świat wpadał w furię z powodu zmniejszenia się „rozmiarów salw” Iranu w pierwszych tygodniach wojny, byliśmy jednym z nielicznych blogów, którzy śmiało argumentowali coś przeciwnego:
Cóż więc możemy powiedzieć? Może „analitycy” tacy jak Phillips P. O’Brien dobrze by zrobili, gdyby przestali słuchać mainstreamowych manipulatorów i zamiast tego zwrócili się ku źródłom o ugruntowanej reputacji.
Według doniesień Trump powiedział portalowi Axios, że znajduje się w punkcie zwrotnym w stosunkach z Iranem:
Prezydent Trump powiedział w czwartek portalowi Axios, że zbliża się do decydującego momentu w wojnie z Iranem, w którym nie wiadomo, czy należy wznowić masowe ataki w celu zakończenia konfliktu.
„Muszę podjąć ważną decyzję. Czy chcę ich [irański reżim] unicestwić, czy nie? To ważna decyzja. Wszystko może się ze mną wydarzyć”.
To tylko kolejna bzdura od zarozumiałego przegranego – nadmierna rekompensata za brak opcji poprzez udawanie władzy, której nigdy nie posiadał. W tym momencie Stany Zjednoczone nie mogą niczego unicestwić i nie zrobią tego; ten dzień już dawno minął. Jak ustaliliśmy w poprzednim artykule, Iran gra na całego , a Stany Zjednoczone nie mają już morale, by poradzić sobie z presją, jaką regionalne supermocarstwo jest teraz w stanie wywrzeć.
Jako ostatnią aktualizację, nowe zdjęcia satelitarne pokazują tajne prace prowadzone przy saudyjskim rurociągu Wschód-Zachód. Najwyraźniej Saudyjczycy próbują teraz ominąć uszkodzone stacje pomp, przekierowując awaryjny rurociąg, który dosłownie okrąża stację:
Nowe zdjęcia satelitarne Vantor z 16 września zdają się pokazywać, jak saudyjskie ekipy szybko budują tymczasową obwodnicę wokół jednej ze stacji pomp uszkodzonych w zeszłotygodniowym ataku.
Podobno widać robotników układających i spawających dwa nowe odcinki rurociągu, co potencjalnie umożliwi przepływ ropy naftowej z pominięciem uszkodzonego obiektu.
Agencja Reuters potwierdziła oddzielnie, że trzy stacje pomp wzdłuż krytycznego rurociągu Wschód-Zachód zostały uszkodzone i Arabia Saudyjska pracuje nad przywróceniem przepływu. Pełna naprawa może potrwać 5–6 tygodni, chociaż częściowe operacje mogą zostać wznowione wcześniej.
Jeśli obwodnica zostanie ukończona pomyślnie, może znacznie skrócić czas zakłóceń na jednym z najważniejszych alternatywnych szlaków eksportu ropy naftowej na świecie.
To oczywiście oznacza, że szkody są o wiele poważniejsze, niż sądzono wcześniej, biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowano się na przekierowanie prac wokół stacji, zamiast od razu je odbudować.
Eksperci będą musieli się wypowiedzieć, ale teoretycznie i logicznie rzecz biorąc, przekierowanie przepływu wokół stacji pomp powinno oznaczać, że przepływ ropy przez rurociąg będzie znacznie wolniejszy, biorąc pod uwagę, że stacja nie zwiększa wymaganego ciśnienia. Oznaczałoby to, że to „szybkie rozwiązanie” nie jest rozwiązaniem kompletnym.
Zobaczymy, czy atak był jedynie chwilowym ostrzeżeniem, czy też początkiem systematycznej kampanii mającej na celu dalszą degradację rurociągu w nieskończoność. Najnowsze doniesienia wskazują, że Arabia Saudyjska błaga Chiny o interwencję i zmuszenie Iranu do zaprzestania działań przeciwko saudyjskim aktywom, ale Chiny rzekomo jedynie „przekazały Iranowi wiadomość”, nie prosząc o żadne przysługi ani nie udzielając żadnych bezpośrednich wskazówek.
Z powodu wzrostu płacy minimalnej od Nowego Roku wzrośnie bezpośrednio związane z tym kary. Chodzi o brak przymusowego ubezpieczenia OC oraz spóźnienie się z deklaracją PCC-3.
„W górę pójdą m.in. opłaty za brak obowiązkowego ubezpieczenia OC oraz sankcje za spóźnienie z deklaracją PCC-3” – czytamy na autokult.pl.
Wysokość kary za brak przymusowego OC dla posiadacza samochodu jest powiązana z wysokością płacy minimalnej. Maksymalna kara w przypadku samochodów osobowych wynosić będzie dwukrotność minimalnego wynagrodzenia, czyli 9,9 tys. zł.
Taka kara zostanie nałożona na właściciela pojazdu, jeśli spóźni się z opłaceniem OC o 14 lub więcej dni.
To wyraźny wzrost. W tym roku maksymalna kara wynosi 9612 zł. W 2021 roku zaś wynosiła 5,6 tys. zł.
Za przerwę do trzech dni kara wyniesie 1980 zł. W przypadku 4-14 dni – 4950 zł.
„Wyższa płaca minimalna przełoży się również na wysokość kar za niezłożenie w terminie deklaracji PCC-3. Dotyczy to m.in. osób kupujących używany samochód, które są zobowiązane do zapłaty podatku od czynności cywilnoprawnych” – wskazuje redakcja.
Deklarację PCC-3 państwo nakazuje złożyć w ciągu 14 dni od zawarcia umowy. Stawka haraczu przy zakupie samochodu wynosi 2 proc. jego wartości.
Kara za spóźnienie może być jednak potwornie wyższa. Od przyszłego roku będzie wynosiła od 495 zł do nawet 99 tys. zł i jest powiązana z płacą minimalną. Jej dolna granica to 10 proc. płacy minimalnej, a najwyższa to jej dwudziestokrotność.
Uznanie Novus Ordo Missae za jedyny uprawniony porządek Mszy świętej stał fundamentalną zasadą nowoczesnego katolicyzmu. Ten stan rzeczy nie zostanie szybko przezwyciężony.
Dlaczego progresiści tak bardzo nienawidzą Mszy trydenckiej? Kardynał Robert Sarah, były prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, uważa tę nienawiść za cechę pokoleniową. W rozmowie z dziennikiem „Il Giornale” powiedział, że kiedy przeminie czas generacji ’68, w Kościele ustanie też antyłaciński resentyment. Jak stwierdził, wrogość wobec liturgii trydenckiej miałaby swoje podłoże psychologiczne. Innymi słowy, w Kościele mieliby dziś sprawować rządy ludzie, którzy z powodu swojego kulturowego bagażu nie są w stanie podejść do dawnej liturgii bez uprzedzeń. Zamiast piękna, widzą w niej tylko problem. Purpurat zakłada optymistycznie, że przyszłość będzie bardziej przychylna wobec starożytnej liturgii.
Przypadek kardynała Arthura Roche’a
Wydaje się, że mówiąc o pokoleniu ’68, hierarcha mógł mieć na myśli przede wszystkim jedną osobę: swojego następcę na urzędzie. W 2021 roku rządy w Kongregacji ds. Kultu Bożego objął angielski duchowny, Arthur Roche. Urodził się w 1950 roku, jest zatem par excellence przedstawicielem pokolenia ’68 – formował się kulturowo i intelektualnie w czasie, w którym przez Zachód przetaczała się wielka liberalna rewolucja społeczna. Jako dziecko i nastolatek uczestniczył jeszcze w liturgii tradycyjnej, ale formację kapłańską rozpoczął w 1969 roku – czyli w roku promulgowania przez papieża Pawła VI Novus Ordo Missae. Wyświęcony na kapłana sześć lat później, Roche jest, można rzec, owocem czasu największego entuzjazmu reformistycznego. Przecież właśnie w tamtym okresie w Kościele zadekretowano narrację o nadchodzącej epoce wiosny i odrodzenia, której nowa liturgia miała być wyrazem. Dla ludzi ukształtowanych w tym okresie Novus Ordo Missae nie był po prostu zastaną rzeczywistością, do której można mieć taki albo inny stosunek; nowy ryt stał się dla nich obietnicą, wielkim doświadczeniem nadziei, esencją tego, co uważali za odnowę Kościoła. W takiej optyce nie ma miejsca na zniuansowaną krytykę. Odrzucenie NOM może jawić się jako odrzucenie tego, co uchodzi za autentyczny i niepodważalny głos Ducha Świętego. Kardynał Roche uważa, że Novus Ordo Missae wyraża soborową przemianę Kościoła, która polega na nadaniu mu bardziej „misyjnego” charakteru, co wiąże się też z podkreśleniem znaczenia wiernych świeckich w dziele ewangelizacji. Dlatego nie widzi w Mszy trydenckiej żadnej uprawnionej alternatywy dla zreformowanego obrzędu.
Grillo, czyli tradycjonalizm jako „prywatyzacja” Kościoła
Te nadzieje i ścisłe powiązanie Novus Ordo Missae z samą istotą odnowy Kościoła chcianej przez Ducha Świętego znakomicie ilustruje działalność często cytowanego w PCh24.pl Andrei Grilla, profesora Papieskiego Uniwersytetu św. Anzelma w Rzymie. Grillo urodził się w 1961 roku; wykształcenie akademickie otrzymał od tych, którzy konstytuowali triumfalną drużynę zwycięzców soborowych. Dał się porwać temu nurtowi i dziś reprezentuje najostrzejszy kurs.
Sympatię względem Mszy trydenckiej Włoch uważa za irracjonalną tęsknotę za przeszłością; za przejaw bezpodstawnego oporu wobec najświętszej woli Boga, która miałaby się wyrazić w kursie obranym na Vaticanum II i ubranym w konkretną formę właśnie poprzez Novus Ordo Missae. Grillo kategorycznie odrzuca nie tylko sprzeciw wobec Novus Ordo Missae, ale samą ideę, by w Kościele dawać jakąkolwiek przestrzeń Mszy trydenckiej. Ludzi, którzy chcieliby pozwolić na swobodę odprawiania Mszy świętej w dwóch formach rytu rzymskiego, liturgista z Anselmianum traktuje jak schizmatyków. Jest głęboko przekonany, że Kościół katolicki na Zachodzie musi mieć tylko i wyłącznie jedną formę Mszy świętej, a pomysły dania wiernym wyboru to „prywatyzacja” kultu, a co za tym idzie – „prywatyzacja” Kościoła i schizma.
W „Traditionis custodes” papież Franciszek napisał, że nowe księgi liturgiczne są „jedynym wyrazem lex orandi Rytu Rzymskiego”. To oznacza, że Msza trydencka nie istnieje jako żywa rzeczywistość – jest już tylko reliktem przeszłości, z perspektywy Grilla jakimś groźnym upiorem. Kategoryczna formuła Franciszka doskonale wyraża usposobienie tego wpływowego liturgisty: Msza trydencka nie istnieje. To tylko groźny upiór dawnych wieków, a jego „wyznawcy” niszczą Kościół… W tym skrajnie ideologicznym zacietrzewieniu, które tak ściśle wiąże Novus Ordo Missae z samą istotą Kościoła, widać dokładnie to, o czym mówił kardynał Robert Sarah: psychologicznie uwarunkowany resentyment antyłaciński pokolenia ’68.
Wyznanie jezuity: „Nienawidzę Mszy trydenckiej”
Innym przykładem tego dziwacznego resentymentu jest jezuita Thomas Reese, były redaktor naczelny jezuickiego progresywnego magazynu „America”. Na łamach portalu „Religion News Service” Reese opublikował niedawno krótki artykuł zatytułowany „Dlaczego nienawidzę starej łacińskiej Mszy: spowiedź”. Przyznał, że w młodości kochał Mszę trydencką – urodził się w 1945 roku i przez wiele lat był przekonany, że tradycyjna liturgia nigdy nie zostanie zmieniona. Jednak przeprowadzona została reforma liturgiczna, bez szemrania zaakceptował Novus Ordo Missae, bo kierował się jednym względem – posłuszeństwem. Z czasem pokochał jednak również nową Mszę.
W artykule podaje szereg argumentów „za” zreformowaną liturgią i „przeciw” dawnej, ale to argumenty wyjątkowo wydumane, podawane na siłę – można byłoby równie dobrze je odwrócić i przeprowadzić dokładnie przeciwną operację apologetyczno-krytyczną. W sumie, Reese nie ma żadnego dobrego powodu, by piętnować Mszę trydencką jako taką i domagać się wyłączności nowej – poza wspomnianą decyzją woli, by bezkrytycznie podporządkować się autorytetowi władzy, która wprowadziła nowy porządek mszalny.
W całym jego artykule pojawia się tylko jeden poważniejszy argument. „Nienawidzę ideologów, którzy mówią, że nowa Msza jest bluźniercza i którzy odrzucają nauczanie II Soboru Watykańskiego w takich kwestiach jak ekumenizm, sprawiedliwość społeczna i rola świeckich w Kościele” – wskazuje Reese. W tym właśnie rzecz: sprzyjanie Mszy trydenckiej jest tu ściśle związane z ogólną postawą „antysoborową”. W efekcie ten, kto ceni dawną liturgię, staje się generalnym „przeciwnikiem odnowy”. Posoborowa przebudowa Kościoła zostaje utożsamiona z całym dobrem, a ci, którzy cenią dawną liturgię, zostają zakwalifikowani jako jej przeciwnicy – i zasługują na nienawiść.
Leon XIV, dziecko triumfu reformy
Papież Leon XIV urodził się w 1955 roku. Kiedy wstępował do seminarium, Novus Ordo Missae miał już w Stanach Zjednoczonych wyłączność. Przełom lat 70. i 80. pozostawał czasem niekwestionowanego optymizmu wobec reformy liturgicznej. Przyszły pontyfeks mógł zatem nasycić się tym samym duchem, którym karmiono Reese’a, Roche’a i Grilla. Jako papież Robert Prevost wypowiada się w sposób bardzo stonowany i dyplomatyczny. Niemniej jednak w sferze idei pokutuje u niego dokładnie to samo przekonanie, co u wymienionej trójki: reforma liturgiczna była chciana przez Ducha Świętego, to konstytutywny element soborowej odnowy Kościoła, nie ma od niej żadnego odwrotu, bo odwrót oznaczałby zaprzeczenie kursu, jaki z woli Bożej obrał katolicyzm.
Leon XIV regularnie piętnuje nadużycia liturgiczne, do których dochodziło i wciąż dochodzi po wprowadzeniu NOM; przed ponad rok pontyfikatu nie wyraził jednak nawet jednym słowem zrozumienia dla wiernych, którzy uczestniczą w Mszy trydenckiej. Mówił o liturgii w mediach, wygłosił na jej temat szereg katechez – ale wspomniał o choćby najmniejszej korekcie kursu, jaki obrał papież Franciszek. Bergogliański koncept „likwidacji” tradycyjnego rytu poprzez ogłoszenie jedyności Novus Ordo Missae pozostaje całkowicie nienaruszony. Nie ma u Leona XIV choćby śladu intencji sięgnięcia do myśli i decyzji Benedykta XIV. Wydaje się zatem, że nawet jeżeli Robert Prevost nie cechuje się „aktywnym” resentymentem antyłacińskim, to z racji na swoje kulturowe ukształtowanie znajduje się intelektualnie i duchowo w przestrzeni oddziaływania tego resentymentu.
To coś więcej niż pokolenie, to paradygmat
Czy kardynał Robert Sarah ma rację, że problem minie wraz z odejściem pokolenia ’68? To optymistyczna wizja, być może prawdziwa. Jednak sam Robert Sarah urodził się w 1945 roku, jest zatem równolatkiem Thomasa Reese’a. Pomimo tego ma zupełnie inną perspektywę na sprawy liturgiczne. Tak samo jest z innymi. To nie rok urodzenia determinuje zapatrywania liturgiczne, ale otrzymane wykształcenie – i decyzja woli. Z tego powodu wiązanie nadziei na szersze udostępnienie Kościołowi Mszy trydenckiej na skutek prostej zmiany pokoleniowej może być nieco złudne. Apologetyczna soborowa formacja, która nie pozwala na żadną krytykę Vaticanum II trwa dalej.
Papież Franciszek rządził Kościołem kilkanaście lat i nie brakuje dziś wśród światowego duchowieństwa i laikatu ludzi, którzy uważają go za proroka. Jeżeli Leon XIV będzie konsekwentnie kontynuować obecną linię, to prawdopodobnie znacząco utrwali krytyczne podejście do Mszy trydenckiej jako „reliktu przeszłości”, czyniąc z tego po prostu normę kultury eklezjalnej XXI stulecia. Kardynał Robert Sarah słusznie przewiduje, że wygaśnie wkrótce antyłaciński resentyment, to znaczy krytyka liturgii trydenckiej napędzana emocjami. Nie oznacza to jednak, że wygaśnie antyłacińska postawa. Odniesienie, które zbudowano do przeszłości po II Soborze Watykańskim, może być znacznie trwalsze.
Jak pisałem w osobnym tekście na początku tego roku, „paradygmat soborowy” może utrzymywać się jeszcze bardzo długo. Przyjąłem symboliczną liczbę 341 lat, po szczegóły odsyłam do tekstu, bo nie o konkretne daty chodzi – ale o skalę. Kościelna hierarchia to szczelny system, który przepuszcza wyżej tylko ludzi akceptujących pewne wyjściowe zasady. Dziś, jak pokazuje Leon XIV, należy do nich również absolutyzacja Novus Ordo Missae jako jedynego właściwego wyrazu lex orandi Rytu Rzymskiego. Tradycjonaliści istnieją i będą istnieć dalej, ale na uznanie ze strony kościelnej hierarchii nie ma chyba co liczyć.
Paweł Chmielewski
=======
Autor nie bierze pod uwagę działań Ducha Świętego. On na pewno nie będzie czekał 341 lat . M. Dakowski
Dlaczego Trump odmówił pomocy Arabii Saudyjskiej we wznowionej przez nią wojnie z Jemenem? Dlaczego Rosja wstrzymała eksport diesla i USA rozważa podobny krok? Można tłumaczyć takie zachowanie Trumpa zbliżającymi się wyborami połówkowymi w USA. Jasne, że w takiej sytuacji nie będzie się angażował w kolejną awanturę. Z drugiej strony wysokie ceny ropy też nie przekonają wyborców, by oddali głos na jego partię. Ograniczenia eksportu paliw można tłumaczyć względami strategicznymi, jednak Rosja jest eksporterem ropy i cena tego produktu jest ważnym elementem rosyjskiej gospodarki. Przez dłuższy czas trwania wojny na Ukrainie Rosja dostarczała tam ropę do sprezentowanych Ukrainie przez Zachód czołgów.
Wygląda to na nielegalne porozumienie krajów wydobywających ropę. W dużym uproszczeniu: światowy kartel producentów ropy uzgodnił działania w celu maksymalizacji zysków. A Arabia Saudyjska? Stała się ofiarą własnej polityki opartej na sojuszu z USA. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby powtórzyła się historia Saddama Husejna i cichego wsparcia przez CIA jego ataku na Kuwejt, który się zakończył inwazją Stanów Zjednoczonych w Iraku. Tym razem USA nie potrzebuje nawet swojej armii – załatwią to za nich Jemeńczycy. Tak kończy się ignorowanie historii praktycznie wszystkich dotychczasowych sojuszników USA.
Cena ropy jest sztucznie zawyżana przez propagowanie teorii niedoborów tego surowca. Pisałem o tym w artykule Mit paliw kopalnych.
Od miesięcy rosną ceny paliw, a wielu obwinia za to przede wszystkim konflikt wokół Cieśniny Ormuz w kontekście wojny z Iranem. Czy jednak to naprawdę cała prawda? Często pomija się przy tym jeden kluczowy czynnik. Od dziesięcioleci ostrzega się, że światowe rezerwy ropy naftowej się wyczerpują. A co, jeśli to założenie nigdy nie odpowiadało rzeczywistości? Ten film dokumentalny podważa utrwalone przekonania i oddaje głos ekspertom, którzy zasadniczo kwestionują powszechny pogląd na temat powstawania i dostępności ropy naftowej. Czy ceny ropy są sztucznie zawyżane i czy istnieją ustalenia, które w debacie publicznej nie spotykają się z większym zainteresowaniem? Film dokumentalny, który podważa podstawy jednego z najważniejszych pytań naszych czasów: czy energia naprawdę jest dobrem deficytowym – czy też jej niedobór został po prostu wymyślony? Źródło.
Tak popularnie określa się Islandię ze względu na wulkaniczno-lodowcowy krajobraz oraz występowanie licznych gejzerów. To wyspiarskie, europejskie państwo zaliczane do krajów nordyckich, ma około 400 tysięcy mieszkańców – tyle, co Szczecin.
29 sierpnia odbyło się referendum w Islandii w sprawie wznowienia negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. 52,8% głosujących (przy frekwencji wynoszącej 82,5%), powiedziało nie dla przystąpienia do scentralizowanej i prowojennej Unii.
Kampania anty-UE okazała się w Islandii skuteczna.
Do kolejnej próby przekonania Islandczyków do „dobrodziejstw” skorumpowanej Unii już nie dojdzie, ponieważ ten totalitarno-biurokratyczny stwór opanowany praktycznie w całości przez globalistów zdąży wcześniej doprowadzić siebie do samounicestwienia.
Unijne centra władzy znajdują się poza unijnym terytorium. Decyzje o kierunku i sposobach unijnej degradacji zapadają w City of London i w Davos.
Podobnie wymuszona przez Jemen decyzja Riadu o wstrzymaniu dostaw ropy do UE także nie pochodzi z Brukseli. W związku z tym Europejski Bank Centralny zainicjował projekt wdrożenia nowej, po upadku euro, waluty cyfrowej.
Pod przewodnictwem przewodniczącej Komisji Ursuli von der Leyen Unia Europejska coraz bardziej staje się niedemokratyczną, autorytarną, nieprzejrzystą i centralistyczną strukturą władzy. Taki kierunek narzucił jej globalizm.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia” 17 września 2026 michalkiewicz
Jak pamiętamy, władze izraelskie, a wraz z nimi wszyscy żydofile, w 2023 roku lamentowali, że rakietowy atak Hamasu na Izrael przeprowadzony 7 października był całkowicie „zaskakujący” i dlatego pociągnął za sobą tyle ofiar, a także – tylu zakładników.
Od samego początku wydawało mi się to bardzo wątpliwe i to z kilku powodów. Po pierwsze – wywiad izraelski, czyli Mosad, uchodzi za jeden z najlepszych, a może nawet najlepszy na świecie. Jest to między innymi skutkiem tego, że Żydowie żyją w diasporze, w związku z tym Mosad w każdym kraju, a jeśli nie w „każdym” to w takim, gdzie ta diaspora żydowska się znajduje, może mieć swoją agenturę. Po drugie – że co jak co, ale Strefa Gazy, z której Hamas wyprowadził swój „zaskakujący” atak, z całą pewnością jest naszpikowana izraelskimi agentami, niczym wielkanocna baba rodzynkami. Jeśli zatem – po trzecie – do przeprowadzenia tego „zaskakującego” ataku użyte były tysiące rakiet domowej roboty, to jest rzeczą niemożliwą, żeby argusowemu oku Mosadu umknęła taka masowa produkcja. W takiej sytuacji – po czwarte – jeśli Izrael stworzył wrażenie, jakby mu umknęła, to możliwe to było tylko dlatego, że ktoś nałożył Mosadowi czarne okulary, a uszy zalepił woskiem , niczym Odyseusz swoim marynarzom, kiedy chciał posłuchać śpiewu Syren.
Jedynym człowiekiem, który coś takiego mógł zrobić, by Beniamin Netanjahu, nad którym wtedy wisiała groźba wtrącenia do turmy – czego domagali się liczni demonstranci. Kierując się tedy – po piąte – starożytną, pełną mądrości rzymską sentencją: „is fecit, cui prodest” – co się wykłada, że ten zrobił, kto skorzystał, nieubłagany palec wskazuje nie tylko na premiera Beniamina Netanjahu, który dzięki temu nie tylko uniknął turmy, ale wkrótce stanął na czele „rządu jedności narodowej” bezcennego Izraela i nawet prezydent Józio Biden, który wcześniej kręcił nad nim nosem, po „zaskakującym” ataku Hamasu nie tylko przestał nosem kręcić, ale pogalopował do Izraela, by swojej umiłowanej duszeńce okazać „pełną solidarność”. Czegóż chcieć więcej? W takiej sytuacji – po szóste – wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że tak naprawdę to nie żaden Hamas, tylko bezcenny Izrael, za pośrednictwem swojej agentury w Strefie Gazy doprowadził do tego uderzenia po to, by je następnie wykorzystać jako pretekst do aneksji tego terytorium.
No i właśnie w dniach ostatnich dziennik „Haaretz” doniósł, że premier Beniamin Netanjahu „wiedział” z góry o tym „zaskakującym” ataku Hamasu. Czy tylko „wiedział”, czy dlatego „wiedział” – bo go przygotował i zainicjował? Oczywiście sam zainteresowany temu zaprzecza, chociaż nie bardzo energicznie, a poza tym na taką możliwość wskazuje szczere niewątpliwie wyznanie Beniamina Netanjahu, że „czuje się związany” ideą „wielkiego Izraela”. Idea ta ma stary rodowód, z głębokiej starożytności, kiedy to jeszcze bogowie, a nawet sam Stwórca Wszechświata, układali się z różnymi ciekawymi ludźmi i zawierali z nimi przymierza. Opis takiego bliskiego spotkania III stopnia został zapisany w zbiorze żydowskich sag, zwanym Biblią. Czytam tam m.in. jak to Stwórca Wszechświata upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku i ułożył się z nim, że jeśli ów koczownik będzie Go słuchał i wychwalał, to On, w nagrodę, uczyni go „ojcem wielkiego narodu”, któremu odda w arendę obszar „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”. Na tej podstawie Żydowie uważają się za faworytów Stwórcy Wszechświata i w ogóle – prawdziwych ludzi wśród istot człekopodobnych, wyciągają stąd wniosek, że ta wyjątkowa pozycja we Wszechświecie powinna kiedyś przełożyć się na panowanie, jeśli już nie nad Wszechświatem, to przynajmniej – nad Ziemią. Wstępem do tego – przynajmniej według premiera Beniamina Netanjahu – miałaby być realizacja idei „Wielkiego Izraela” – zgodnie z obietnicą nakreśloną przez Stwórcę Wszechświata.
Trzeba przyznać, że idea ta jest już całkiem zaawansowana. Dzięki wykorzystaniu siły amerykańskich twardzieli, którzy przed Żydami skaczą z gałęzi na gałąź, kraje leżące na tym obszarze został już w znacznym stopniu politycznie obezwładnione, więc następnym etapem powinna być aneksja. Jest atoli szkopuł w postaci złowrogiego Iranu, który realizowanie idei Wielkiego Izraela uważa za zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla całego regionu. Toteż Beniamin Netanjahu nie byłby sobą, gdyby nie wpadł na pomysł wykorzystania w tym celu największego amerykańskiego twardziela w osobie prezydenta Donalda Trumpa.
Jak pamiętamy, wkręcił amerykańskiego prezydenta, chyba nawet „bez jego wiedzy i zgody” w tę wojnę, z której następnie zręcznie się wycofał, pozostawiając jej kontynuowanie Stanom Zjednoczonym. Prezydent Trump chyba już się zorientował, w jaką kabałę został wpakowany, ale sęk w tym, że nie bardzo wie, jak się z niej wymiksować. Ogranicza się więc do ogłaszania triumfalnych komunikatów, że złowrogi Iran już jest passe – ale cóż z tego, kiedy onże Iran nie tylko się odgrywa, obrzucając amerykańskie bazy w rejonie Bliskiego Wschodu swoimi ponaddźwiękowymi dzidami, ale w dodatku się odgraża, że zrobi coś jeszcze gorszego.
Wprawdzie Stany Zjednoczone mogłyby zniszczyć złowrogi Iran na tej samej zasadzie, co Feliks Dzierżyński, który każdego mógł aresztować – ale nie wiedzą, co na takie dictum powiedziałaby reszta świata. Wprawdzie w obronie demokracji można użyć nawet broni atomowej, ale w tym cały jest ambaras, że tą bronią dysponują nie tylko demokracji, ale również – wrogowie demokracji. Jak wrogowie demokracji i pokoju zareagowaliby na unicestwienie złowrogiego Iranu – tego nikt, łącznie z prezydentem Trumpem nie wie, więc rozsądek w tej sytuacji nakazuje zachowanie umiaru w niszczeniu. W rezultacie złowrogi Iran wykorzystuje swój atut w postaci blokady cieśniny Ormuz, w następstwie czego cena baryłki ropy naftowej znowu przekroczyła 100 dolarów, a z pewnością nie jest to ostatnie słowo.
W ten oto sposób, za sprawą sprytnego i co tu ukrywać – obrotnego premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu, cały świat został zmuszony do płacenia haraczu z tytułu „związania się” izraelskiego premiera z ideą „Wielkiego Izraela”. Czyż to nie początek żydowskiej władzy nad światem? A co będzie później? Strach pomyśleć.