Muchy bzyczą: „Klimatyczna” ofensywa rządu Tuska. Ministerstwo Edukacji chce propagandy w „każdym przedmiocie”

„Klimatyczna” ofensywa rządu Tuska. Ministerstwo Edukacji chce propagandy w „każdym przedmiocie”

https://pch24.pl/klimatyczna-ofensywa-rzadu-tuska-ministerstwo-edukacji-chce-propagandy-w-kazdym-przedmiocie

(fot. PAP/Radek Pietruszka)

Rząd Tuska dał kolejny sygnał, że propaganda ideologiczna jest stałym, o ile nie najważniejszym, elementem jego programu. Wiceminister edukacji, Joanna Mucha stwierdziła podczas konferencji prasowej, że antynaukowa ideologia ekologizmu „ma” być implementowana do wszystkich przedmiotów.

Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej wiceminister poinformowała, że w grudniu za pieniądze polskich podatników powołano w tym celu specjalny zespół, jednak w „trybie roboczym” pracuje od lata ubiegłego roku.

Edukacja klimatyczna jest nam wszystkim niezwykle potrzebna – przekonywała Mucha. – Wciąż powtarzam, że ta zmiana, która wiąże się z trendem klimatycznym, zdefiniuje nasze życie na kolejne dekady, jeśli nie setki lat, więc naszym obowiązkiem jest przygotowanie uczniów do tego, że by żyli w tym zmieniającym się świecie, żeby odnajdywali się na zmieniającym się rynku pracy (…), gdzie „zielone kompetencje” będą niezwykle istotne, być może będą kluczowe – powiedziała.

Jednak na tworzeniu dziwotworów słownych w rodzaju „zielonych kompetencji” sprawa się nie skończyła, gdyż polityk dodała, że zespół ma stanowić wsparcie dla Ministerstwa Edukacji Narodowej przy tworzeniu podstawy programowej, przy wprowadzaniu propagandy „klimatyczno-środowiskowej” do szkół oraz do edukacji, która będzie odbywała się w każdym wieku i na każdym etapie życia.

Nie chcemy tworzyć oddzielnego przedmiotu edukacja klimatyczna; chcemy, by pojawiała się na każdym przedmiocie, w określonym oczywiście zakresie – zaznaczyła Mucha.

Oświadczyła, że edukacja klimatyczno-środowiskowa ma być holistyczna i interdyscyplinarna (cokolwiek to oznacza), ponadprzedmiotowa, a jednocześnie lokalna oraz by dawała uczniom poczucie sprawczości (uwaga – j.w.). Ma chodzić o to, by dzieci rozejrzały się „w swojej małej ojczyźnie i z niej czerpały zasoby edukacyjne związane z klimatem”.

Mucha przekazała, że w skład zespołu wchodzi 36 rzekomych „specjalistów” z różnych dziedzin. Są wśród nich przedstawiciele organizacji pozarządowych, środowisk akademickich i nauczycielki uczące w szkole, popularyzatorzy i aktywiści, a także tzw. „edukatorzy ekologiczni”. To m.in. prof. Szymon Malinowski, Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego, Mirosław Proppe z WWF Polska czy aktywistka Dominika Lasota.

Zgodnie z zapowiedziami MEN, 1 września 2026 r. nowa podstawa programowa wejdzie do klas I i IV szkół podstawowych oraz do przedszkoli, a rok później – 1 września 2027 r. – do szkół ponadpodstawowych.

Źródło: PAP

Kolejny mord księdza. Ksiądz z Kłobucka został napadnięty, skrępowany i zamordowany.

Ksiądz z Kłobucka został napadnięty, skrępowany i zamordowany

https://pch24.pl/ksiadz-z-klobucka-zostal-napadniety-i-zamordowany

W czwartkowy wieczór miał miejsce brutalny napad na księdza z plebanii parafii Matki Boskiej Fatimskiej w Kłobucku. 59-letni duchowny został skrępowany i zamordowany. Nieoficjalne informacje, które dotarły do mediów, mówią o prawdopodobnym motywie rabunkowym zbrodni.

Według lokalnego portalu klobucka.pl, posługujący w miejscowej parafii ksiądz wjechał wieczorem do garażu położonego przy plebanii. Na podwórzu sprawca bądź sprawcy napadli, skrępowali i zamordowali go w piwnicy.

„Na plebanii parafii obecnie pracują policyjni technicy. Z nieoficjalnych informacji wynika, że morderstwo może mieć charakter rabunkowy” – czytamy w informacji zamieszczonej przez DziennikZachodni.pl. Śledczy podejrzewają to gdyż podczas Mszy świętej ksiądz poinformował o sumie zebranej łącznie podczas tegorocznej kolędy.

Aspirant Michał Tomanek z zespołu prasowego śląskiej policji powiedział PAP, że policjanci w jednym z budynków mieszkalnych przy ul. Kochanowskiego w Kłobucku ujawnili zwłoki 59-letniego mężczyzny. [Nie piszą, że zamordowano KSIĘDZA md]

Wstępne ustalenia wskazują, że to zdarzenie ma charakter kryminalny. Do sprawy na ten moment został zatrzymany jeden mężczyzna. Na miejscu trwają czynności pod nadzorem prokuratora – dodał. [Już przesądza przyczynę.. md]

Piotr Wróblewski z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie przekazał PAP, że w czwartek wieczorem osoba przechodząca ulicą zgłosiła policji, że słyszy odgłosy awantury, krzyki – jakby ktoś potrzebował pomocy. – Policja w ciągu kilku minut była na miejscu, ujawniono uciekającego mężczyznę, który po pościgu został zatrzymany. W budynku parafii zostały ujawnione zwłoki księdza – zrelacjonował prok. Wróblewski.

Prawdopodobnie w piątek zostanie wydane formalnie postanowienie o wszczęciu śledztwa.

Śledczy nie przesądzają [sic!!! md] tego jaką rolę w morderstwie odegrał 52-latek, którego policja zatrzymała po bezpośrednim pościgu. Próbował on zbiec z miejsca zbrodni.

Koniec USAID. Pomór lewicy w Polsce?

Koniec USAID. Pomór lewicy w Polsce?

https://pch24.pl/koniec-usaid-pomor-lewicy-w-polsce

Organizacje lewicowe w Polsce od kilku dni są na skraju załamania nerwowego. Trudno się dziwić: prezydent USA Donald Trump podjął decyzję o skutkach dla wielu tych organizacji po prostu druzgocących. Wstrzymał pomoc finansową udzielaną im w ramach programu USAID. Cierpią lewicowe media, cierpią grupy promigracyjne i „progejowskie”.

Część z nich znalazła się w sytuacji bez wyjścia – bez pomocy z rządu USA grozi im po prostu likwidacja.  

Tysiące, setki tysięcy, miliony dolarów…

Lista organizacji zależnych od amerykańskiego programu pomocowego robi wrażenie. Stowarzyszenie na rzecz osób LGBT Tolerado (49,7 tys. dol.), Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę (48,5 tys. dol., na program LGBT Plus Me); Federacja Znaki Równości (30 tys. dol.), Fundacja Herstory (39,7 tys. dol.); Fundacja Wspomagania Wsi (ok. 100 tys. dol., w tym na budowę społeczności LGBT na obszarach wiejskich)… To tylko drobny element dużego lewicowego środowiska, które dostawało amerykańskie pieniądze, wybrałem grupy otwarcie progejowskie. Kwoty, ktoś powie, nie są wcale takie duże. Znany aktywista LGBT „Bart” Staszewski napisał w serwisie „X”, że robienie wokół tego afery jest niepotrzebne, bo chodzi w sumie o „drobne” pieniądze.

UWAGA! DŁUGĄ LISTĘ ORGANIZACJI, KTÓRE OTRZYMYWAŁY WSPARCIE Z USA, ZAMIESZCZAMY NA DOLE TEKSTU

Czy na pewno? Kiedy zsumuje się wszystkie dotacje, jakie popłynęły w ostatnich latach z USAID dla tylko dla organizacji pro-gejowskich, kwota zrobi się wcale niebagatelna: mówimy w końcu o dolarach, trzeba to wszystko jeszcze czterokrotnie zwiększyć, żeby otrzymać wynik w złotówkach… Tymczasem każde kilka, kilkanaście tysięcy to sfinansowanie miesięcznej pracy jakiegoś lewicowego aktywisty. Zaangażowany w krzewienie wywrotowych tęczowych idei człowiek przez miesiąc może zrobić nie mało. Proszę to teraz przełożyć na wszystkich opłacanych przez miesiące i lata aktywistów…

Jakie te pieniądze dawały rezultaty, nie da się stwierdzić jednoznacznie; ale przecież nie trafiały w próżnię. Wystarczy jednak eksperyment myślowy: ilu ludziom namieszano w głowach w polskich wsiach, wspierając budowę wiejskich społeczności LGBT? To konkrety: ktoś mógłby w ogóle nie przejmować się tematyką rewolucji seksualnej, ale w swojej własnej wsi „do ręki” wciśnięto mu jakieś materiały. Zainteresował się, poczytał, zaczął zmieniać myślenie… Kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym padaniem. Nierzadko nie chodziło zresztą tylko o „krople”. Przykładowo organizacja „Kampania Przeciw Homofobii” miała obiecane 350 tysięcy złotych na kampanię społeczną o związkach partnerskich. Tych już całkiem konkretnych pieniędzy jednak nie otrzyma. W efekcie nie powstanie szereg publikacji wspierających ideę związków jednopłciowych, nie pojawią się też być może jakieś billboardy i tak dalej. Gdyby Trump USAID nie zatrzymał – to wszystko by zaistniało. Jest różnica, prawda?

Problem z wyborami

Pomoc z USA mogła też pośrednio wpływać na wynik wyborów. Przykładem „Latarnik Wyborczy” – znana inicjatywa, która ma podpowiadać wyborcom, na jaką partię powinni głosować w związku ze swoimi poglądami. „Latarnik” był finansowany częściowo ze środków unijnych, częściowo właśnie z USAID (za pośrednictwem „The German Marshall Fund of the United States”. „Latarnik” jest bardzo promowany w mediach lewicowych i centrowych. Co ciekawe, nawet część dziennikarzy z tych mediów uważała, że inicjatywa jest „lewoskrętna” – takie głosy pojawiały się w „TOK FM” czy na Oko.press”. Lewoskrętność miałaby polegać na takim ustawieniu pytań, że klikanie odpowiedzi „tak” – co miałoby być w internecie typowe – promuje partie lewicowe. Rzeczywiście, jeżeli tak podejść do „Latarnika”, choćby wersja przed wyborami do PE w 2024 roku sugerowała głosowanie na KO czy Lewicę niż na PiS albo Konfederację. Z drugiej strony gdy ja sam wykonałem ten „test” dla wyborów do PE, wynik był jednoznacznie „prawicowy”. Lewicowy krytycy „Latarnika” wskazywali, że projekt miał być adresowany głównie do niezdecydowanych wyborców, a co za tym idzie – mógł w ich ocenie po prostu premiować centrum i lewicę, w efekcie stanowiąc formę finansowanego z zagranicy wpływu na polskie wybory. To też zupełnie namacalny konkret – a przecież ewentualna „lewoskrętność” Latarnika to tylko drobiazg. Prawdziwym problemem dla polskiej polityki są poglądy szerzone przez aktywistów i dziennikarzy zupełnie wprost agitujących za partiami lewicowymi, właśnie na podstawie zagranicznego wsparcia…

Problem z mediami

Pieniądze straciły też takie media jak „Krytyka Polityczna”, „Tygodnik Powszechny” czy „Kultura Liberalna”. Każde „kilka stów” to jakiś artykuł. Lewicowa propaganda może albo zatruwać infosferę, albo nie – to zależy tylko od pieniędzy, które teraz przestają płynąć…  W sieci pisze się też dużo o „Gazecie Wyborczej”, która miałaby otrzymać 20 mln zł z USAID; jednak portal „Niezależna.pl”, który podał tę informację, artykuł później usunął. Chodziłoby o nieprecyzyjne informacje dotyczące faktycznego adresata pomocy; dziennikarze śledczy pewnie wkrótce to ustalą. Wiadomo jednak na przykład, że „Gazeta Wyborca” współpracowała z podmiotami zrzeszającymi reporterów przedstawiających się jako „niezależni”, a otrzymujących wsparcie właśnie z USAID. Ta praca się teraz po prostu skończy, bo dla pieniędzy z Ameryki – nie ma alternatywy.

Pozbawieni wsparcia dziennikarze piszą o tym wprost. Na łamach „Wyborczej” już siódmego lutego ukazał się artykuł pt. „Trump tnie, bigtechy zmieniają front. Czy Unia podoła wyzwaniu”, który napisali Wojciech Cieśla i Anna Gielewska z „Fundacji Reporterów”. Przyznali, że kilka lat temu świadomie zdecydowali się na ubieganie się o zagraniczne granty. Teraz, bez wsparcia z USA, są w kropce: w Unii Europejskiej nie ma analogicznych programów wsparcia. Cieśla i Gielewska przytaczają przykłady swojej działalności i trudno zaprzeczyć, że część z niej mogła być wartościowa (to na przykład opisywanie potencjalnych skandali finansowych z udziałem polityków z obozu PiS). Z drugiej strony pisali też na przykład o „rosnących wpływach Ordo Iuris”, oczywiście w ujęciu alarmistycznym. Teraz z tym wszystkim koniec.

Zamrażając USAID administracja Donalda Trumpa zadała lewicowym organizacjom w Polsce naprawdę bolesny cios. W debacie, która rozpętała się po tej decyzji, często wskazuje się na całkowity szok: w przeszłości środki z Ameryki płynęły do tych grup regularnie, nie tylko za Bidena, ale również za „poprzedniego Trumpa”. Lewicowcy wprawdzie nie kwestionują prawa Waszyngtonu do tego, by wsparcie zatrzymać, ale twierdzą, że zaszkodzi to demokracji.

Takie twierdzenie trzeba zdywersyfikować. Środki z USAID płynęły w Polsce na wiele inicjatyw jednoznacznie ideologicznych i lewackich. Do tej grupy należą organizacje LGBT czy na przykład różne grupy działające na obszarze migracji, również otrzymujące środki (np. Polskie Forum Migracyjne). Odcięcie im finansowania jest jednoznacznie pozytywne. Myślę, że zgodzi się z tym nawet wielu Polaków, którzy nie są wcale przekonanymi konserwatystami. Ostatecznie mało kto uważa, że finansowanie przez obce mocarstwo określonego projektu ideologicznego jest rzeczą chwalebną – a z tym mieliśmy do czynienia.

Osobnym problemem są media czy jakieś w ogóle „ośrodki dziennikarskie”. Na pozór wydaje się, że krytycy Donalda Trumpa mają rację: dobre dziennikarstwo trudno utrzymać na gruncie czysto komercyjnym. Ludzie nie chcą płacić za rzetelne treści, woląc klikać w darmowy kontent niskiej jakości.  Na przestrzeni ostatnich lat widać zresztą dramatyczny upadek internetowej „prasy”. W tej perspektywie tylko „demokratyczna pomoc” z USA czy innych krajów mogłaby ratować rzetelne dziennikarstwo. Tak jednak nie jest. Nikt nie kwestionuje, że trzeba patrzeć rządowi na ręce i ujawniać afery finansowe. Tym między innymi zajmowali się na przykład wzmiankowani wyżej dziennikarze z „Fundacji Reporterów”. Jednak już po przejęciu władzy przez Donalda Tuska pisali o… Marcinie Romanowskim czy Danielu Obajtku. Komu patrzy się na tu na ręce? Jasne, te sprawy też należy wyjaśniać, ale z perspektywy interesu publicznego o wiele ważniejsze jest przyglądanie się temu, co robią ministrowie rządu Tuska, a nie ludzie związani z dawnym obozem władzy. Wsparcie od liberalnej administracji Bidena najwyraźniej wiązało się jednak z innym kierunkiem zainteresowania. W ten sposób dziennikarstwo zależne od zagranicznych grantów pozwalało się nierzadko sprowadzić do bycia narzędziem w sporze politycznym, po jednej stronie.

Z oczywistych względów dyskutujemy w ostatnich dniach o finansowaniu organizacji i mediów przez rząd Stanów Zjednoczonych. Trzeba jednak pamiętać, że USAID to przecież tylko jeden z elementów całej układanki. W grze są jeszcze pieniądze z wielu innych krajów, od Niemiec po Norwegię. Do tego dochodzą duże pieniądze przekazywane polskim podmiotom przez ośrodki prywatne ze sztandarową Open Society Sorosa na czele.

Zależność – tylko od czytelników

Cała ta afera, sądzę, powinna prowadzić do jednego wniosku: warto postawić na inny model. Na przykład taki, w jakim funkcjonuje PCh24.pl. Nasz portal jest wydawany przez Stowarzyszenie ks. Piotra Skargi. To polska organizacja – wspierana wyłącznie przez polskich darczyńców. Żadnych dotacji od rządu w Warszawie, żadnych od rządu w Waszyngtonie – ani grosza od jakichkolwiek zorganizowanych podmiotów. PCh24.pl działa dlatego, że chcą tego czytelnicy portalu i widzowie kanału PCh24 TV oraz wszyscy ci, którzy wspierają dzieła Stowarzyszenia ks. Skargi. Wydaje się, że tego rodzaju model funkcjonowania jest autentyczną gwarancją niezależności: jedyną naszą zależnością jest podleganie wierze Kościoła katolickiego i sympatii tych, którzy chcą z naszych dzieł korzystać. Pewnie, nasza działalność może się wielu ludziom nie podobać: zbyt konserwatywna, za mało ekumeniczna, niesynodalna… Piszemy i mówimy to, w co wierzymy i co uważamy za obiektywnie prawdziwe – a nie to, do czego „zachęca” finansowa sugestia zagranicznych ośrodków.

Można mieć tylko nadzieję, że w ten sposób będzie chciało funkcjonować coraz więcej organizacji i mediów, stawiając na Polaków i własnych czytelników, a nie na obce granty.

To, uważam, po prostu kwestia elementarnej uczciwości.

Paweł Chmielewski

LISTA ORGANIZACJI

Listę – bynajmniej niepełną – opublikował portal „Money.pl”. Jak podali autorzy, nazwy projektów zostały zaczerpnięte bezpośrednio z bazy USAspending.gov. Prezentujemy tutaj te elementy listy, które mają wydźwięk wyraźnie ideologiczny.

  1. Fundacja Kulawa Warszawa (75 tys. dol.). Autorski projekt teatralny – warsztaty i spektakl finałowy z polską młodzieżą z niepełnosprawnościami. Wrzesień 2023-luty 2025;
  2. Stowarzyszenie na rzecz osób LGBT Tolerado (49,7 tys. dol.) M.in. organizacja VI Kongresu Miast Maszerujących. Wrzesień 2023-listopad 2024;
  3. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę (48,5 tys. dol.). LGBT Plus Me: wzmacnianie polskiej młodzieży jako sojuszników LGBT+. Wrzesień 2023 – listopad 2024;
  4. Federacja Znaki Równości (30 tys. dol.). Wzmocnienie pozycji członków społeczności LGBTQI+ wchodzących na rynek pracy. Promowanie certyfikatu DEI. Wrzesień 2023-2024;
  5. Fundacja Herstory (20 + 19,7 tys. dol.). Budowanie potencjału aktywistów i usługodawców pracujących ze społecznością LGBTQI+ w Polsce poprzez programy edukacyjne, warsztaty, sesje mentorskie dla terapeutów, personelu medycznego edukatorów. Dodatkowo projekt edukacyjny Rainbow Empowerment;
  6. My, rodzice – Stowarzyszenie matek i ojców sojuszników osób LGBTQIA (16,5 tys. dol.). Projekt dot. różnorodności w rodzinie. Wrzesień 2021-lipiec 2022;
  7. Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego (17,8 tys. dol.). Wsparcie projektu prawa osób LGBTI w praktyce – szkolenia dla prawników. Wrzesień 2021-grudzień 2022;
  8. Kampania Przeciw Homofobii (14,9 tys. dol.). Warsztaty korporacyjne sojuszników LGBTQIA. Lipiec 2022-październik 2023;
  9. Fundacja Wspomagania Wsi (84,1 tys. + 18,9 tys. dol.). Organizacja warsztatów liderskich i mentoringu dla 24 uczestników oraz budowanie wspierających społeczności dla osób LGBT+ na obszarach wiejskich;
  10. Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu (80 tys.). Prowadzenie szkoleń i wspierania rozwoju treści przez polskich dziennikarzy w celu poprawy jakości relacjonowania kwestii związanych z sytuacją Ukraińców, w tym powrotu uchodźców i odbudowy ich kraju (trwa do maja 2025). Wrzesień 2024-grudzień 2025;
  11. Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego (74,8 tys. dol.). Budowanie potencjału i zdolności kształtowania polityki międzynarodowego centrum zwycięstwa Ukrainy oraz wspieranie ukraińskich działaczy społeczeństwa obywatelskiego z siedzibą w Polsce. Czerwiec 2022–czerwiec 2023;
  12. Stowarzyszenie Demagog (40 tys. dol.). Pokrycie kosztów organizacji całorocznego programu dotyczącego umiejętności korzystania z mediów/sprawdzania faktów. Wrzesień 2024-czerwiec 2025;
  13. Europejska Fundacja Kosmiczna (40 tys. dol.). Częściowe koszty projektu Artemis Day, który jest częścią European Rover Challenge 2023 Inspiration Zone. Kwiecień 2023-grudzień 2025;
  14. Fundacja New Space (39,8 tys. dol.). Organizacja programu Splot Artemis Generation. Celem projektu jest zaangażowanie młodych entuzjastów eksploracji kosmosu. Sierpień 2024-sierpień 2025;
  15. Fundacja Pro Futuro (20 tys. dol.). Program edukacyjny dla ukraińskich uchodźców: pracuj w swojej dziedzinie. Wrzesień 2023-styczeń 2024;
  16. Fundacja Owiro (20 tys. dol.). Pokrycie kosztów projektu: Pomoc psychologiczna dla społeczności niesłyszących w Polsce. Sierpień 2023-grudzień 2024;
  17. BoMiasto (17 tys. dol.). Częściowe koszty związane z projektem: Śląsk – region węglowy w transformacji – integracyjny dialog na rzecz przejścia na czyste źródła energii. Sierpień 2021-sierpień 2022;
  18. Fundacja Galicia Jewish Heritage Institute (150 tys. dol.). Na wsparcie trzyletniego projektu edukacyjnego: Edukacja, pamięć, działanie. Budowanie sieci nauczycieli i edukatorów w całej Polsce. Wrzesień 2024-czerwiec 2027;
  19. Muzeum Historii Żydów Polskich Polin (60,3 tys. dol.). Rekrutacja i podróż 12 nauczycieli uczestniczących w programie szkoleniowym dla nauczycieli holokaustu w USA w latach 2020-2021. Program przedłużany. Marzec 2020 – grudzień 2026;
  20. Fundacja Zapomniane (20 tys. dol.). Projekt: Przyszłość naszej przeszłości. Przywrócenie zapomnianego dziedzictwa polskich Żydów. Wrzesień 2023-maj 2024;
  21. Fundacja Szkoła z Klasą (137,5 tys. dol.). Młodzież projektuje dla społeczeństwa („Impuls. Szkolny Warsztat Zmian”). Wrzesień 2024-maj 2027;
  22. Fundacja Centrum Edukacji Obywatelskiej (ok. 177 tys. dol.) na pokrycie kosztów organizacji 9-dniowej akademii obywatelskiej 2023 dla uczniów szkół średnich (marzec 2023-luty 2025) oraz na pokrycie kosztów programu Szkoła Demokracji dla przedstawicieli samorządów uczniowskich w polskich szkołach (sierpień 2024-czerwiec 2025);
  23. Kraków miastem startupów (18,1 tys. dol.). Organizacja dwóch hackatonów. Wrzesień 2024-styczeń 2025;
  24. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty (35 tys. dol.). Wsparcie American Film Festival. Sierpień 2023 – styczeń 2026;
  25. Fundacja „Tygodnika Powszechnego” (10 tys. dol.). Częściowe koszty organizacji „Lekcji czytania” w projekcie literatura amerykańska. Czerwiec 2022-marzec 2023;
  26. Helsińska Fundacja Praw Człowieka (9,2 tys. dol.). Dokumenty Stanów: pokaz amerykańskich filmów dokumentalnych o prawach człowieka na 24. MFF Watch Docs. Sierpien-grudzień 2024;
  27. Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu (3 tys. dol.). Programy i warsztaty dotyczące kultury, społeczeństwa i nauki amerykańskiej oraz zakup książek i płyt DVD w programie America@Your Library. Wrzesień 2024-grudzień 2025).

Wolność polska jako kult działań pozornych

Wolność polska jako kult działań pozornych

Autor: CzarnaLimuzyna , 13 lutego 2025 https://ekspedyt.org/2025/02/13/wolnosc-polska-jako-kult-dzialan-pozornych/

“Wrogowie symetrii”  – Awatary Tuska i Kaczyńskiego nad mapą Polski 2025/ AIX

Tytułową myśl przytoczył niedawno, nie pierwszy już raz, Stanisław Michalkiewicz. W oryginale autorem tej refleksji był Otto Magnus von Stackelberg pełniący funkcję rosyjskiego ambasadora w I Rzeczpospolitej.

Wolność polska ujawniała się zawsze w sferze imaginacji i przyzwyczaiła ten naród do kultu działań pozornych.

Otto Magnus von Stackelberg wiedział co mówi. To on osobiście położył solidne podwaliny pod czymś co wyrosło i w wybujałej formie należy do podstawowych insygniów władzy dzisiejszej demokracji europejskiej: kija i marchewki. Zjawisko dawniej znane jako jurgielt, dziś nazywane jest, w nielicznych porywach szczerości, demokracją sponsorowaną.

Stackelberg decydował m.in. o jurgielcie dla członków tzw. Rady Nieustającej.

“Rada Nieustająca (łac. Consilium Permanens) – Powołanie Rady Nieustającej odbyło się pod wpływem  Katarzyny II i stanowiło jedną z decyzji działającego w latach 1773–1775 Sejmu Rozbiorowego. Projekt Rady opracował ambasador rosyjski Otto Magnus von Stackelberg. Nazywano ją „Zdradą Nieustającą”. /na podstawie historiabeztajemnic.pl/

Jednym z pięciu departamentów Rady był: “Departament Interesów Cudzoziemskich”. A dziś?

Złośliwi twierdzą, że  jedną z najbardziej charakterystycznych różnic pomiędzy krajami rozwiniętymi a krajami rozwijającymi się jest różnica w rozwinięciu metod korupcji. Niezliczona liczba stypendiów, grantów i synekur jest jedną z największych zdobyczy demokracji liberalnej. Sponsorowanie piątej kolumny w Polsce przez USAID jest jednym z wielu przykładów.

Wolność polska jako kult działań pozornych. Tajemnice i pomówienia Poliszynela

Czy porównanie obfitego Unijnego Ciała opiniotwórczo- ustawodawczego do wdzięków ladacznicy jest pomówieniem Poliszynela czy jego tajemnicą? „Mądrej głowie dość dwie słowie”.

Wracając do tematu działań pozornych. Podam jeden, lecz jakże dobitny przykład.

Słowo “idioci” aż ciśnie się na usta. Idioci albo coś ponadto. Reforma narzędzia ideologicznego za pomocą którego dokonuje się zrównoważonego rozboju?

– Reforma?

Przypomina to reformę w czasach Absolutnej Dystopii, gdy zarządzeniem “Ministerstwa Miłości” zmniejszono liczbę przydziału magazynków do karabinów plutonu egzekucyjnego albo zmniejszono liczbę dronów bombardujących o 10%.

W dzisiejszych czasach w skład „Rady Nieustającej” wchodzą prawie wszystkie partie polityczne. Rodzaj i zakres działań pozornych ustawiony jest w zależności od inteligencji i stopnia zbydlęcenia poszczególnych elektoratów.

Apel otwarty Ruchu JOW do Prezydenta RP i kandydatów na Urząd Prezydenta

Apel otwarty do Prezydenta RP i kandydatów na Urząd Prezydenta

7 lutego 2025 http://jow.pl/apel-otwarty-do-prezydenta-rp-i-kandydatow-na-urzad-prezydenta/

Apel otwarty do Prezydenta RP i kandydatów na Urząd Prezydenta

APEL OTWARTY
do Prezydenta RP Andrzeja Dudy

oraz kandydatów na prezydenta RP –
Magdaleny Biejat,
Grzegorza Brauna,
Szymona Hołowni,
Marka Jakubiaka,
Wiesława Lewickiego,
Macieja Maciaka,
Sławomira Mentzena,
Karola Nawrockiego,
Rafała Trzaskowskiego,
Marka Wocha,
Adriana Zandberga

o podjęcie kwestii zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu i wprowadzenia ordynacji większościowej
opartej o regułę jednomandatowych okręgów wyborczych.

My, niżej podpisani uczestnicy Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, zwracamy się z apelem otwartym do Prezydenta RP i kandydatów na prezydenta RP, o rozpoczęcie działań politycznych na rzecz wprowadzenia ordynacji wyborczej do Sejmu RP opartej o regułę jednomandatowych okręgów wyborczych JOW.

Obecny głęboki kryzys polityczny polskiego państwa, z łamaniem Konstytucji RP oraz poszczególnych ustaw przez władzę wykonawczą za akceptacją władzy ustawodawczej, a przy narastającym chaosie władzy sądowniczej, drastycznie odsłonił fundamentalną wadę ustrojową polskiego państwa. Jest nią proporcjonalna, oparta na listach partyjnych, ordynacja wyborcza do Sejmu. Jej ostatecznym efektem jest trwająca już ponad 30 lat negatywna selekcja polskich polityków i ich narastające poczucie wyższości, buty i bezkarności.

Proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu odbiera obywatelom ich bierne prawo wyborcze, gdyż nie mogą kandydować do Sejmu jako obywatele. Mogą kandydować jedynie z partyjnych list wyborczych za zgodą i po akceptacji kierownictw poszczególnych partii. Ta ordynacja czyni równocześnie fikcję z czynnego prawa wyborczego, gdyż obywatele mogą głosować jedynie na kandydatów już wybranych przez partyjne oligarchie na ich listy wyborcze. W konsekwencji wybory stały się quasi demokratyczną fasadą ustroju oligarchii partyjnych, a formalny ustrój demokracji politycznej jest w rzeczywistości ustrojem partyjnej oligarchii.

Najgroźniejszym skutkiem proporcjonalnej ordynacji do Sejmu jest brak bezpośredniej zależności posłów, a w konsekwencji polityków, od wyborców, czyli ogółu społeczeństwa. Posłowie, a co za tym idzie polscy politycy, są bowiem bezpośrednio zależni od kierownictw swych partii, gdyż to one decydują o ich możliwości kandydowania. Acz również określają ich szanse wyborcze, decydując o kolejności na liście. Wybierani w ten sposób politycy nie są i nie czują się bezpośrednio zależni od wyborców, co tworzy ich poczucie wyższości w stosunku do społeczeństwa, a w rezultacie buty i bezkarności, z efektami w postaci korupcji i niekompetencji, aż po autorytarne, a nawet totalitarne skłonności.

To bowiem nie indywidualne i grupowe cechy aktualnie rządzącej koalicji partyjnej są przyczyną bezprawnych jej działań. One je co najwyżej wzmacniają i rozszerzają. Przyczyna jest ustrojowa. A dowodem na to było łamanie Konstytucji i poszczególnych ustaw przez poprzedni rząd, i to z poparciem ówczesnej opozycji, w trakcie tzw. pandemii Covid-19. Złamano Konstytucję wprowadzając na masową skalę okresowe zakazy działalności gospodarczej, powszechne zakazy zgromadzeń czy wręcz nieprzewidziane w prawie karnym swoiste areszty domowe na podstawie decyzji urzędników powiatowych, aż po totalitarne praktyki przymusu zaszczepień w MON eksperymentalnymi preparatami. I stało za tym również poczucie wyższości, buty i bezkarności ówcześnie rządzących oraz ta sama przyczyna – brak bezpośredniej zależności od wyborców i społeczeństwa, przez proporcjonalną ordynację wyborczą do Sejmu. Nigdy wszak nie zbadano przyczyn prawie 200 tys. nadmiarowych zgonów w Polsce w latach 2020-22, ponad 6 tys. na milion mieszkańców (0,6% ludności kraju), co jest najwyższym wskaźnikiem w Europie.

Założony w 1993 roku we Wrocławiu przez śp. prof. Jerzego Przystawę Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, zdiagnozował patologiczną rolę proporcjonalnej ordynacji wyborczej do Sejmu i wysunął postulat naprawy III RP w postaci zmiany ordynacji i wprowadzenia ordynacji większościowej, opartej na regule jednomandatowych okręgów wyborczych. Mimo bezwzględnej medialnej i politycznej oraz naukowej cenzury, postulat wprowadzenia JOW stał się po ponad 30 latach działalności Ruchu postulatem znaczącej części społeczeństwa polskiego. W ogólnopolskim sondażu dla portalu w Polityce.pl z lipca 2022 roku, w odpowiedzi na pytanie jaka ordynacja wyborcza w wyborach parlamentarnych powinna obowiązywać w Polsce, aż 33 proc. respondentów wskazało na ordynację większościową JOW, 16 proc. na ordynację proporcjonalną, 11 proc. na ordynację mieszaną, a 40 proc. nie miało zdania.

Wprowadzenie ordynacji JOW jest wszakże niemożliwe drogą parlamentarną, gdyż jej przeciwnikiem są wszystkie parlamentarne partie polityczne oraz panujący establishment polityczny, medialny i naukowy. Usunięcie zaś tych partii z parlamentu jest praktycznie niemożliwe właśnie przez ordynację proporcjonalną, wzmocnioną ich dotowaniem z budżetu państwa. Jedyną drogą demokratyczną jest odwołanie się do bezpośredniej woli społeczeństwa i wprowadzenie zmiany ordynacji poprzez ogólnokrajowe referendum, dzięki odpowiedzi „Tak” na pytanie:

Czy jest Pani/Pan za zmianą ordynacji wyborczej do Sejmu i wyborem 460 posłów w 460 jednomandatowych okręgach wyborczych o porównywalnej wielkości, z jedną turą głosowania, równą dla wszystkich uprawnionych obywateli swobodą kandydowania, z równym limitem wydatków na kampanię wyborczą i publicznym liczeniem głosów w okręgowych komisjach wyborczych?

Wymaga to politycznej mobilizacji polskiego społeczeństwa. A tę mobilizację ktoś zawsze musi zacząć.

Panie Prezydencie RP!

Zwracamy się do Pana z apelem o ogłoszenie ogólnokrajowego referendum w kwestii wprowadzenia większościowej ordynacji wyborczej do Sejmu opartej na regule jednomandatowych okręgów wyborczych, z jednoznacznym pytaniem referendalnym i ogłoszenia daty referendum na dzień I tury wyborów prezydenckich. Apelujemy równocześnie o uniemożliwienie lub co najmniej zasadnicze utrudnienie bojkotu tego referendum przez instytucje polskiego państwa, jaki zdarzył się przy referendum w 2015 roku – od Państwowej Komisji Wyborczej, przez media publiczne, a na samorządach terytorialnych kończąc.

Państwo kandydaci na Prezydenta RP!

Zwracamy się do Państwa z apelem o podjęcie w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej kwestii zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu i wprowadzenia ordynacji większościowej opartej o regułę jednomandatowych okręgów wyborczych.

Polska, styczeń 2025

Podpisy:
Agnieszka Białek, nauczycielka, przedsiębiorca, uczestniczka Ruchu JOW od 2015
Józef Białek, publicysta, wydawca, uczestnik Ruchu JOW od początku
Piotr Biliński, architekt, uczestnik Ruchu JOW od 2015, organizator konferencji JOW
Wojciech Błasiak, dr n. społecznych, Krajowy Koordynator Ruchu JOW 1996-2006
Krzysztof Bukiel, lekarz, prezes OZZL 1991-2022, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Krzysztof Cena, profesor, uczestnik Ruchu JOW od jego założenia
Mirosław Dakowski, profesor, Krajowy Koordynator Ruchu JOW
Robert Grzeszczyk, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Elżbieta Hibner, dr n. tech., uczestnik Ruchu JOW od 2015, działacz samorządowy i rządowy
Jan Jagielski, były koordynator Ruchu JOW w woj. Świętokrzyskim
Antoni Kamiński, profesor, uczestnik Ruchu JOW od jego założenia
Tomasz J. Kaźmierski, profesor, Rektor PUNO w Londynie, Prezes Stowarzyszenia JOW
Ryszard Kijak, członek Zarządu Krajowego OZZL, uczestnik Ruchu JOW od 25 lat
Wojciech Kocik, uczestnik Ruchu JOW od 2012 roku
Krzysztof Końca, uczestnik Ruchu JOW od 2007
Andrzej Kostka, optymista JOW od początku
Henryk Kula, mgr inż., członek Stowarzyszenia Solidarność Walcząca, uczestnik Ruchu JOW
Bogdan Lewicki, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Aleksander Matwiejszyn, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Tomasz Mianowicz, publicysta i historyk, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Paweł Olewiński, uczestnik Ruchu JOW od 2012 r.
Grzegorz Osowski, uczestnik Ruchu JOW od wielu lat
Agnieszka Przystawa, uczestnik Ruchu JOW od 1993 r.
Stanisław Sauć, uczestnik Ruchu JOW od 1993 r.
Dariusz Skarżyński, uczestnik Ruchu na rzecz JOW
Maciej Skwara, uczestnik Ruchu JOW od 2012 r.
Piotr Smoter, Radny Rady Miejskiej w Nysie, uczestnik Ruchu JOW
Jan Staniek, uczestnik ruchu JOW od 2000 r.
Włodzimierz Urbańczak, uczestnik Ruchu JOW od 1998 r.
Piotr Wojtasik, prezes Nyskiego TSK, działacz Ruchu na rzecz JOW, radny Nysy 2014-2018
Marek Wolf, w JOW od początku tj. od marca 1993 r.
Edward Wóltański, woJOWnik antykomunistyczny SW, uczestnik Ruchu JOW od 1994 r.
Antoni Wysocki, uczestnik Ruchu JOW od początku

Zaszufladkowano do kategorii O JOW | Otagowano

Ramię “Bestii” sięgnie głębiej. Tusk podpisał kolejny cyrograf. Cyberniebezpieczeństwo.

Ramię “Bestii” sięgnie głębiej. Tusk podpisał kolejny cyrograf

Autor: CzarnaLimuzyna , 13 lutego 2025

Sundar Pichai; Donald Tusk/AIX

Dostęp do danych wrażliwych oraz tworzenie i kontrola algorytmów zarządzających przepływem informacji oraz możliwość kontroli umysłów (zarządzanie percepcją danej populacji) to łakomy kąsek.

Niestety, dwie ostanie ekipy (PiS i KO) kontrolę nad tym fragmentem rzeczywistości powierzają ośrodkom o najwyższym stopniu niewiarygodności. Przedtem Izraelowi, a teraz Google.

Premier Donald Tusk i szef Google Sundar Pichai podpisali memorandum ws. wykorzystania sztucznej inteligencji w dziedzinach energetyki, cyberbezpieczeństwa i innych /Polsatnews.pl/

Słowa klucze to „CYBERBEZPIECZEŃSTWO i innych”. Inne obszary to podobno „ochrona zdrowia”.  W kontekście ostatnich doświadczeń z big farmą należy zapytać: Ochrona czy niszczenie?

Cyberniebezpieczeństwo

Prezes Google Sundar Pichai, powiedział, że rozmawiał z Tuskiem o “ogromnych szansach dla Polski w dziedzinie sztucznej inteligencji”.

Proponuję spojrzeć na to z perspektywy ogromnej, ostatniej klęski w dziedzinie inteligencji naturalnej.

Tam gdzie nie działają moralność i inteligencja naturalna, sztuczna niewiele pomoże tym bardziej, że nie jest inteligencją, lecz zbiorem programów korzystających z ocenzurowanej i zideologizowanej bazy danych. Będzie udoskonalonym  narzędziem inwigilacji, cenzury i represji.

Dlaczego Google a nie polscy naukowcy?

Najchętniej czytane są MEMy…

Od strony admina widać, że MEMy są prawie dwa razy częściej czytane, niż artykuły polityczne. A prawie pięć razy – niż apele Krucjaty Różańcowej.

Tymczasem – jestem pewien, że Polskę można uratować jedynie, czy głównie, przez zwrócenie się do Pana Boga w Trójcy świętej – oraz do Królowej Nieba i ziemi.

Ale – ponieważ dużo czytelników wybiera MEMy, to będę je dawał dalej. Niech służą…

W Monachium zaatakował „uchodźca” z Afganistanu, znany policji, m.in. z handlu narkotykami.

W Monachium zaatakował „uchodźca” z Afganistanu

13.02.2025 https://nczas.info/2025/02/13/w-monachium-zaatakowal-uchodzca-z-afganistanu/

Atak samochodowy w Monachium na ludzi przeprowadził kierowcą, którym jest 24-letni afgański azylant. Samochód potrącił wielu pieszych, a kierowca został aresztowany. Niemieckie media podały, że rannych zostało około 28 osób.

Do tego zamachu typowego dla terroryzmu islamskiego doszło w czwartek 13 lutego w stolicy Bawarii, Monachium. Burmistrz Monachium w oświadczeniu stwierdza, że ​​jest „głęboko wstrząśnięty” atakiem na przechodniów.

Atak nastąpił tuż przed rozpoczęciem Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, na której spotykają się przedstawiciele światowej dyplomacji. Rozpędzony samochód prowadzony przez Afgańczyka wjechał w tłum.

Dieter Reiter, burmistrz Monachium związany z SPD, informował, że wśród rannych są dzieci. Do ataku doszło zaledwie kilka tygodni po podobnym, tragicznym ataku samochodowym w Magdeburgu, który wstrząsnął Niemcami.

Sprawcą staranowania samochodem tłumu jest 24-letni Afgańczyk ubiegający się o azyl, o czym poinformował wiceprezes monachijskiej policji Christian Huber. Bawarski minister spraw wewnętrznych Joachim Herrmann poinformował, że sprawca przebywa w Niemczech legalnie, chociaż jego wniosek o azyl został odrzucony. Był znany policji, m.in. z handlu narkotykami.

Stolica Bawarii przygotowuje się również na przyjęcie do niedzieli czołowych polityków z całego świata, w tym wiceprezydenta USA J.D. Vance’a, na tradycyjnej konferencji, której jednym z głównych tematów będzie wojna rozpętana przez Rosję na Ukrainie.

Wokół „Księgi win Judy”

Wokół „Księgi win Judy”

Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia”    13 lutego 2025 http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5771

Starożytni Rzymianie, którzy każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji, mawiali, że „habent sua fata libelli” – co się wykłada, że książki mają swoje losy. I oto na naszych oczach, za sprawą pana profesora Rafała Pankowskiego sprawdza się trafność tego spostrzeżenia. Ten pan Pankowski to osobliwa postać w ruchu robotniczym, bo pod pewnym względem podobny jest do ciotki felietonisty warszawskiej „Kultury” „Hamiltona”. Otóż ten Hamilton, który pozował na przestarego starca, tak naprawdę nazywał się Jan Zbigniew Słojewski i wolne chwile spędzał w winiarni „U Hopfera”, dzisiaj już nieistniejącej. Była tam jedna ława i jeden duży stół, za którym przeważnie siedział właśnie Hamilton, a reszta towarzystwa lokowała się, gdzie kto mógł – przeważnie na pustych kartonach po winie – zaś pani Stasia nalewała każdemu, ile kto chciał.

Otóż ten Hamilton napisał kiedyś o swojej ciotce, która miała takie dziwne natręctwo, że nie mogła wziąć na kolana kota, żeby mu zaraz nie szukać pcheł. Pan Rafał Pankowski jest do niej podobny, ale przy tym podobieństwie są i różnice. Pan Pankowski nie szuka żadnych pcheł, tylko antysemitników i ma takie natręctwo, że nie tylko widzi antysemitnika pod każdym krzakiem, ale w dodatku – zaraz go demaskuje przed surową ręką sprawiedliwości ludowej. Na tym uciułał sobie rozmaite naukowe tytuły a także inne wyrazy uznania, wśród których, niczym perła w koronie, błyszczy nagroda od żydowskiej Ligi Antydefamacyjnej z Nowego Jorku, którą wręczył mu – niestety nie „sam główny Srul” – tylko delegat Ligi na Europę, pan Srulewicz. No cóż; jak to mówią, dobra psu i mucha.

Więc tym razem pan Pankowski i różni inni tropiciele – bo jak w jakiejś branży jest koniunktura, to zaraz pojawiają się entreprenerzy – a tak się składa, że koniunktura w branży tropienia antysemitników jest dziś wyjątkowo dobra – wytropił książkę pod tytułem Księga win Judy, którą wznowił pan Przemysław Holocher w wydawnictwie Magna Polonia. Tytuł jest mylący, bo sugeruje, że chodzi o wina, produkowane przez Judejczyków w Izraelu – a tymczasem książka skupia się na rozmaitych łajdactwach, których sprawcami mają być Żydowie.

Tropiciele antysemitników twierdzą, że to wszystko nieprawda, że niemiecki autor Wilhelm Meister, który tak naprawdę nazywał się Paul Bang, wszystko to sobie wyssał z brudnego palca. Skąd wiedzą, skąd on to sobie wyssał – tajemnica to wielka, bo autor, znaczy się – Wilhelm Meister napisał tę książkę w roku 1919, kiedy pana Rafała Pankowskiego jeszcze nie było na świecie (i komu to przeszkadzało?). Najwyraźniej jednak wspomniane natręctwo zmusza go, by karmił się takimi lekturami, a potem odkryte rewelacje tak go rozpierają, że w dyrdy biegnie do najbliższego posterunku Milicji Obywatelskiej i składa stosowne doniesienie. W związku z tym pan Przemysła Holocher właśnie dostał powiestkę z komisariatu, by złożył zeznania w sprawie myślozbrodni, znaczy – żeby przyznał się do wszystkiego, a zwłaszcza – propagowania „faszystowskiego ustroju państwa” – chociaż w roku 1919 to nawet Mussolini dopiero zaczynał eksperymentować z faszyzmem, a o Hitlerze nikt jeszcze nie słyszał. Ale to bez znaczenia, bo jak niezależny prokurator, a potem niezawisły sędzia odbierze telefon: wiecie rozumiecie, wy z tego całego Holochera to zróbcie marmoladę, taką, wiecie – pokazuchę – to chyba nikt nie ma wątpliwości, że posypią się piękne wyroki.

Ale co robi przewidujący i niezależność prokuratury i niezawisłość sądów i potrzeby pana Rafała Pankowskiego, który musi przecież zarobić na bułeczkę i masełko – Stwórca Wszechświata? Stwórca Wszechświata dopuszcza tak zwane przypadki. Oto premier bezcennego Izraela, Beniamin Netanjahu, wykonując manewr ucieczki do przodu przed więzieniem, sprowokował przy pomocy Mosadu „niespodziewany” atak rakietowy złowrogiego Hamasu na Izrael ze Strefy Gazy. W części dna morskiego należącego do Strefy Gazy, odkryto bowiem bogate złoża gazu i ropy, więc bezcenny Izrael bez wahania uderzył na Strefę Gazy, rozpoczynając w ten sposób operację ostatecznego rozwiązania kwestii palestyńskiej. Oczywiście o żadnym więzieniu nie było już od tej chwili mowy, a Beniamin Netanjahu, jako mąż opatrznościowy, stanął na czele izraelskiego rządu jedności narodowej. Wprawdzie ta cała Gaza została zrównania z ziemią, niczym warszawskie getto po stłumieniu powstania przez generała SS Jurgena Stroopa – ale złowrogiego Hamasu nie udało się wybić, ani nawet – odebrać z jego szponów izraelskich zakładników. Poza tym w USA zmieniła się ekipa, więc bezcenny Izrael zawarł ze znienawidzonym Hamasem zawieszenie broni, w ramach którego zakładnicy stopniowo są wypuszczani, podobnie jak palestyńscy więźniowie – w proporcjach 30 Palestyńczyków za jednego Żyda.

Tymczasem prezydent Trump przyjął premiera Netanjahu, jako pierwszego zagranicznego gościa w Białym domu i po dwustronnych rozmowach poinformował opinię międzynarodową, że USA chcą przejąć Strefę Gazy, uprzątnąć gruz i urządzić tam śródziemnomorski kurort – ale przedtem zamierzają przesiedlić 2 miliony tamtejszych Palestyńczyków. Na razie nie wiadomo dokąd, bo ani Egipt, ani Jordania, gdzie ci Palestyńczykowie mieliby – oczywiście dla własnego dobra, jakże by inaczej? – zostać przesiedleni, nie chcą o niczym słszeć, podobnie jak Palestyńczykowie – ale już wiadomo, jaki jest rozkaz. Premiera Netanjahu, który się temu przysłuchiwał, jakby ktoś na sto koni wsadził. Nic dziwnego, skoro Lebensraum tak się zaczyna poszerzać, to jakże się nie radować? Radowałby się z tego nawet wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, a przecież premier Beniamin Netajnahu nie jest od niego gorszy.

No dobrze – ale gdzie tych Palestyńczyków przesiedlić? Gdyby żył Heinrich Himmler, Reinhardt Heydrich i Adolf Eichmann, to można by rozważyć ewentualne przesiedlenie ich „na Wschód” – ale żaden z tych specjalistów już nie żyje. W tej sytuacji muszę złożyć pomysł racjonalizatorski, by wykorzystać do tego doświadczenia zdobyte podczas kolektywizacji w ZSRR. Otóż pewien kontyngent chłopów wywieziono na Wyspę Zajęczą na Oceanie Lodowatym i tam zostawiono, tak, jak stali. Po roku komisja, która przybyła zobaczyć, co i jak, nie zastała już nikogo żywego, tylko białe kości, starannie oczyszczone przez morskie ptactwo. Dokonał się recykling, w dodatku nie tylko nieszkodliwy dla planety, tylko przeciwnie – pożyteczny. Dzięki temu lepiej rozumiemy przyczyny dla których prezydent Trump chciałby przyłączyć do USA Grenlandię, a także Kanadę. Moim zdaniem Kanada jest nawet lepsza, bo na kanadyjskim terytorium Nunawut jest sporo wysp na Oceanie Lodowatym, chyba nawet bezludnych, albo w najgorszym razie zasiedlonych przez jakąś stację badawczą, którą przecież można by zawsze przenieść gdzie indziej – i sprawa załatwiona. I pomyśleć, że w czasie, gdy starsi i mądrzejsi właśnie kreują nową postać świata, naszym przeznaczeniem jest zajmowanie się myślo-zbrodniami. Co za hańba, co za wstyd!

Stanisław Michalkiewicz

Odwrót! Disney rezygnuje z tęczowej propagandy.

Odwrót! Disney rezygnuje z tęczowej propagandy. Oto zmiany, jakie zachodzą

13.02.2025 https://nczas.info/2025/02/13/odwrot-disney-rezygnuje-z-teczowej-propagandy-oto-zmiany-jakie-zachodza/

Disney i LGBT.
Produkt Disney’a w barwach LGBT. / Fot. PAP/Abaca

Gigant medialny Disney wycofuje się ze swoich działań w ramach lewackiego programu DEI, czyli różnorodności, równości i inkluzji. To kolejna z dużych firm, która przestaje kłaniać się w pas LGBT.

Koniec z promocją LGBT

Jak podaje „New York Post”, Disney już nie bawi się w „Reimagine Tomorrow”, czyli program, który zakładał między innymi, że 50% regularnych i powracających postaci w produkcjach Disneya będzie pochodzić z grup „niedostatecznie reprezentowanych”.

Chodziło o przedstawianie wyłącznie w pozytywnym świetle społeczności LGBT czy czarnoskórych i obsadzanie ich w głównych rolach.

W 2022 roku wyciekło nagranie z firmowej wideokonferencji, podczas której komuś się wymsknęło, że „niedostatecznie reprezentowanych” trzeba sztucznie promować w produkcjach filmowych. Inną formą działań na tym polu było np. ograniczanie do minimum zwrotów „panie i panowie, chłopcy i dziewczęta”, aby nie obrażać osób transseksualnych. Robiono to całkiem na poważnie, to nie jest żart.

Znów trzeba ubierać się normalnie

Ponadto Disney podjął decyzję, że wycofuje się z ostatniej „aktualizacji” „The Disney Look”, czyli wytycznych dotyczących wyglądu i ubioru pracowników.

Od teraz firma nie będzie zachęcać, by ludzie „celebrowali autentyczne przejawy przynależności do danych grup społecznych”, a także by „wyrażali swoją kulturę i indywidualność”. W ostatnich latach robiono to w celu „stworzenia bardziej inkluzywnego środowiska pracy”. Tłumacząc na język zrozumiały, chodziło o zezwalanie i promowanie dziwactwa, by ludzie zaczęli uznawać to za coś normalnego.

Napisy „ostrzegające” wycofane

To nie koniec zmian. Przed kreskówkami „Dumbo” i „Piotruś Pan” a także innymi starszymi produkcjami, w których doszukano się np. rasizmu, nie będą wyświetlać się „ostrzegające” napisy.

„Ten program zawiera negatywne obrazy i/lub złe traktowanie ludzi lub kultur. Te stereotypy były błędne wtedy i są błędne teraz. Zamiast usuwać te treści, chcemy przyznać się do ich szkodliwego wpływu, wyciągnąć z nich wnioski i zainicjować dyskusję, aby wspólnie stworzyć bardziej inkluzywną przyszłość. Disney jest zaangażowany w tworzenie historii o inspirujących i aspiracyjnych tematach, które odzwierciedlają bogatą różnorodność ludzkich doświadczeń na całym świecie” – takie „ostrzeżenie” wyświetlało się przed „niewłaściwymi” treściami. Niewłaściwymi z punktu widzenia niedawnego, lewackiego, etapu mądrości.

Od teraz wyświetlany będzie jedynie krótki komunikat: „Ten program jest prezentowany w oryginalnej formie i może zawierać stereotypy lub negatywne przedstawienia”.

Odwrót od DEI

Komentatorzy sugerują, że decyzja Disney’a może być związana z szerszym trendem w amerykańskim biznesie. Firmy obawiają się odpływu klientów, ale i potencjalnych procesów sądowych chociażby za dyskryminację osób nienależących do mniejszości.

Z programów różnorodności i równości zdążyły się się wycofać m.in. Walmart, Meta, Google, Microsoft, Zoom, Boeing, Ford, Toyota, Harley-Davidson, Jack Daniels czy John Deere.

Pewne działania podjął też nowy prezydent USA. Trump niedawno nakazał zakończenie programów DEI w administracji federalnej i u jej kontrahentów. Disney jest najwyraźniej kolejną firmą, która ma dość elastyczny kręgosłup i szybko dostosowuje się do nowej rzeczywistości. Po promocji LGBT niebawem nie będzie śladu, bo wielu firmom nigdy nie zależało na żadnej różnorodności czy równości (w złym znaczeniu), ale robili to, bo takie były trendy. Tak się jednak złożyło, że nowe trendy wyznacza Trump, który środowiskom LGBT, BLM i tym podobnym kłaniał się nie będzie.

Trump zadba o mądrość Amerykanów. Zamierza zlikwidować Departament Edukacji. „To wielkie oszustwo”

Trump zadba o mądrość Amerykanów. Zamierza zlikwidować Departament Edukacji. „To wielkie oszustwo”

13.02.2025 https://nczas.info/2025/02/13/trump-zadba-o-madrosc-amerykanow-zamierza-zlikwidowac-departament-edukacji-to-wielkie-oszustwo/

Donald Trump, prezydent, USA

Prezydent USA Donald Trump oświadczył w środę, że chciałby natychmiast zlikwidować Departament Edukacji (DOE). Nazwał ten resort „wielkim oszustwem”.

– Chciałbym, żeby został zamknięty natychmiast. Departament Edukacji to wielkie oszustwo – stwierdził prezydent Donald Trump.

Jak dodał, chce podzielić DOE na różne sekcje, które miałyby być zarządzane przez poszczególne stany. Krytykował pracowników resortu za pracę zdalną oraz pełnienie wielu stanowisk jednocześnie. Wyraził frustrację obecną strukturą departamentu.

W ubiegłym tygodniu Trump mówił, że chciałby zamknąć DOE za pomocą rozporządzenia wykonawczego. Jak przyznał, będzie potrzebował poparcia Kongresu oraz związków zawodowych nauczycieli, aby spełnić swoją obietnicę wyborczą.

Plany zamknięcia resortu edukacji wzbudziły obawy lewicy dotyczące wpływu tej decyzji na ochronę uczniów, pomoc finansową dla szkół oraz nadzór nad prawami edukacyjnymi dzieci niepełnosprawnych. Przeciwnicy projektu zwracają uwagę, że likwidacja DOE mogłaby zakłócić przepływ miliardów dolarów federalnego finansowania, które wspiera edukację w placówkach od przedszkoli po 12. klasę oraz pomaga w opłacaniu czesnego.

AP wskazuje, że zapowiedź zamknięcia departamentu koliduje z obecnym stanem rzeczy. Większością wydatków DOE i jego działalnością zarządza Kongres USA.

Planowane przez Trumpa rozporządzenie nakazałoby szefowej resortu rozpoczęcie jego likwidacji. Naciskał on także na Kongres, aby uchwalił odpowiednie przepisy w celu rozwiązania DOE.

W Białym Domu Trump zażartował niedawno na temat pierwszego zadania dla Lindy McMahon, jego kandydatki na sekretarza Departamentu Edukacji.

Chcę, żeby Linda sama pozbawiła się pracy – stwierdził Donald Trump, cytowany przez AP.

Już w kampanii wyborczej Republikanin obiecywał zamknięcie resortu. Deklarował, że został zinfiltrowany przez „radykałów, fanatyków i marksistów”.

Tusk z niemieckim nożem w plecach

Tusk z niemieckim nożem w plecach

12.02.2025 https://www.tysol.pl/a135406-tusk-z-niemieckim-nozem-w-plecach

Każdego dnia pojawia się kolejne potwierdzenie tego, że przed polską opinią publiczną celowo ukrywane są istotne informacje dotyczące przyszłości polityki migracyjnej.

Powód jest prosty – trwa kampania wyborcza, a koalicja rządząca w Polsce chce za wszelką cenę „domknąć system” za pomocą swojego prezydenta i wtedy wszystko to, o czym dziś mówić wyborcom nie chce, będzie mogło zostać bez problemów wprowadzone w życie.

Donald Tusk Tusk z niemieckim nożem w plecach

Donald Tusk / (aldg) PAP/Albert Zawada

Wbrew tym oczekiwaniom zaczynają powoli wychodzić na jaw szczegóły planów dotyczących relokacji migrantów do Polski, mimo iż władze starają się unikać tematu albo przy pomocy nowych wrzutek kreować kolejne, zastępcze.

Kampania w Niemczech

Nie pomagają w tym Niemcy, którzy sami są na finiszu kampanii parlamentarnej, więc politycy pod presją opinii publicznej – pokazują jak twardą prowadzą politykę wobec… no właśnie, Polski. Tym samym muszą trochę zepsuć narrację swoim sojusznikom w Warszawie, bo waży się ich osobisty, polityczny los. I tak Republika Federalna Niemiec, która jednostronnie przedłużyła kontrole na wszystkich swoich granicach do września 2025 roku, oficjalnie argumentuje swoje działania koniecznością ochrony przed nielegalną migracją i przemytnikami ludzi. MSW Niemiec podkreśla, że skutecznie ogranicza liczbę wniosków azylowych oraz deportuje nielegalnych migrantów. W praktyce jednak oznacza to wzmocnienie granic niemieckich i jednoczesne zrzucenie problemu migracyjnego na sąsiadów, w tym Polskę.

Jak relacjonuje na łamach portalu Tysol.pl dziennikarka zajmująca się tematyką polityki niemieckiej i relacji między naszymi krajami, Aleksandra Fedorska – tamtejsza policja federalna, która pełni w Niemczech obowiązki służby granicznej, będzie po marcu dalej przeprowadzać kontrole na wszystkich granicach Niemiec, wstępnie do września 2025 roku. Co więcej, niemiecki rząd, wnioskując w Brukseli o przedłużenie kontroli granicznych, przedstawia migrację jako poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa i stabilności kraju.

Polska pod ścianą

Tymczasem w Parlamencie Europejskim politycy związani z obozem rządzącym w naszym kraju spotykają się z jednoznacznym przekazem od przedstawicieli sojuszniczych frakcji: Polska nie zostanie zwolniona z realizacji paktu migracyjnego. Hiszpański eurodeputowany Juan Fernando López Aguilar mówi wprost – wszystkie państwa członkowskie muszą się podporządkować i wdrożyć obowiązki wynikające z przepisów migracyjnych.

Obecny rząd, który w kampanii wyborczej przekonywał Polaków, że kraj nie zostanie objęty przymusową relokacją migrantów, a jeszcze w maju premier twierdził, że będziemy jego „beneficjentami”, dziś milczy na temat realnych konsekwencji polityki unijnej. Wydaje się, że temat ten jest niewygodny dla rządzących, zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich, gdzie przyznanie się, że Polska będzie musiała,  nawet już przyjmuje narzucone kwoty migrantów, mogłoby poważnie zaszkodzić ich notowaniom.

Czy po wyborach temat zostanie brutalnie odsłonięty i Polska, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, zostanie zmuszona do przyjęcia relokowanych migrantów? Wszystko wskazuje na to, że tak. Pozostaje pytanie, czy opinia publiczna jeszcze zanim dojdzie do głosowania dowie się tego, co miało zostać ukryte. Tylko w ten sposób wybór, jakiego dokonamy 18 maja i pewnie również 1 czerwca (II tura) będzie prawdziwie demokratyczny.

Polonistka w randze Ministra Zdrowia (Leszczyna) i prawnik w randze Rzecznika Praw Pacjenta (Chmielowiec) żonglują projektem ustawy zabraniającej sensownych terapii.

Jerzy Zięba

Wysłane przez: Marucha w dniu 2025-02-12

Z wykształcenia polonistka w randze Ministra Zdrowia (Izabela Leszczyna) i prawnik w randze Rzecznika Praw Pacjenta (Bartłomiej Chmielowiec) żonglują projektem ustawy zabraniającej jakichkolwiek terapii oprócz tych, które są stosowane w szpitalach.

Chcą zamknąć wszystkie gabinety, gdzie np. stosuje się ozonoterapię, wlewy różnego rodzaju, pijawki, pszczoły, klawiterapię, biorezonans itd…

Minister Zdrowia Izabela Leszczyna w tym swoim szale, nie mając bladego pojęcia ani wiedzy na temat zdrowia człowieka, ośmiela się nam odebrać wolność do dysponowania naszym ciałem.

Na przykład, taki urzędas Chmielowiec, za pieniądze podatników, uzurpuje sobie prawo do nakładania kar na właścicieli takich gabinetów w wysokości nawet 1 000 000 zł.

Oczywiście, w takim przypadku tysiące ludzi straciłoby pracę, ale to jest przysłowiowy pikuś. Tych dwoje ignorantów, nie mających wiedzy na temat tych terapii, nie wie o tym, że dziesiątki może setki tysięcy Polaków odzyskało zdrowie, a wielokrotnie i życie.

Polska stanie się chyba jedynym takim państwem na świecie. Polacy będą tracić zdrowie jak również, jak praktyka wskazuje, będą tracić życie. Czy za to, tych dwoje urzędasów kiedykolwiek odpowie? Nigdy. Jak niektórzy z Państwa wiedzą, w tym momencie, trwa wściekła nagonka na naturoterapię jakiej nie robi, tak jak wcześniej wyżej wspomniałem, żadne państwo na świecie.

Z obłędem w tych swoich oczach, jak w jakimś amoku, wrzucili wszystkie naturoterapeutyczne terapie do jednego worka. Mówią, że to jest pod pretekstem szarlatańskich metod jakie są stosowane przez naturoterapeutów.

Po części mają niestety rację. Ostatnio, zostali opisani w mediach naprawdę prawdziwy szarlatani stosujący rzeczywiście metody szarlatańskie. Do tego samego worka jednak wrzucili metody naturoterapeutyczne, które są stosowane od setek, a niektóre od tysięcy lat. Dzięki nim, wiele osób po prostu odzyskało zdrowie, a wielokrotnie życie.

Od 1 stycznia 2025 lekarze są zobowiązani przestrzegać zasad tak zwanej „terapii daremnej”. Czyli jeśli „oni” uznają, że pacjent nie „rokuje”, to nawet nie założą mu respiratora. Nie dadzą jeść stosując karmienie poprzez sondę. A przecież to już tak się dzieje. Za ujawnienie tego procederu dostałem wyrok skazujący.

Ten proceder jest nie do opisania. Dlatego bardzo proszę o zapoznanie się z tym przerażającym materiałem :

O. dr. Jacek Norkowski:

Jerzy Zięba

Koncentrycznych kręgi Franciszka

Nieudany atak: Franciszek potyka się o własne sprzeczności

https://gloria.tv/post/GXk1VUvr81FH2FEDRHaQwanfo

W swoim liście otwartym do amerykańskich biskupów Franciszek w wielu słowach wezwał ich do przeciwstawienia się wysiłkom administracji Trumpa zmierzającym do egzekwowania amerykańskich przepisów imigracyjnych, które są mniej restrykcyjne niż te obowiązujące w Watykanie.

Nie wymieniając go z nazwiska, Franciszek bezpośrednio i histerycznie zaatakował wiceprezydenta JD Vance’a, konwertytę.

Vance w zeszłym miesiącu wyjaśnił „ordo caritatis” – hierarchię miłosierdzia – napisaną przez św. Tomasza z Akwinu: „Kochasz swoją rodzinę, a następnie kochasz bliźniego, a następnie kochasz swoją społeczność, a następnie kochasz swoich współobywateli we własnym kraju, a następnie możesz skupić się i nadać priorytet reszcie świata” – powiedział.

Franciszek myśli, że jest mądrzejszy od św. Tomasza z Akwinu [i Vance’a]: „Prawdziwe ordo amoris, które należy promować, to to, które odkrywamy poprzez ciągłe medytowanie nad przypowieścią o „dobrym Samarytaninie”, to znaczy poprzez medytowanie nad miłością, która buduje braterstwo otwarte dla wszystkich bez wyjątku” – napisał Franciszek, dodając: „Chrześcijańska miłość nie jest koncentrycznym rozszerzeniem interesów, stopniowo rozszerzanym na inne osoby i grupy”.

Przewidywalną ironią jest to, że Franciszek zaprzeczył sam sobie, jak to często robi. Przy kilku okazjach Franciszek powiedział, że miłość rzeczywiście rozszerza się w koncentrycznych kręgach – co jest zdrowym rozsądkiem.

We wrześniu 2021 roku Franciszek pochwalił ruch Focolare za jego poczucie jedności: „Jedność w Kościele, jedność między wszystkimi wiernymi i jedność na całym świecie – w koncentrycznych kręgach„.

W czerwcu 2019 r. Franciszek zastosował koncepcję koncentrycznych kręgów do pojednania, mówiąc franciszkanom: „Pojednanie z samym sobą, z Bogiem, z innymi i ze wszystkimi stworzeniami […]. Jest to pojednanie, które przybiera formę koncentrycznych kręgów, zaczynając od serca i sięgając do wszechświata”.

Nic więc dziwnego, że nikt już nie słucha Franciszka, ponieważ swoimi słowami próbuje manipulować, a nie przekazywać prawdę.

Milczał o aborcji, grzmi o migrantach. Dlaczego?!

12 lutego 2025

Milczał o aborcji, grzmi o migrantach. Dlaczego?!

Paweł Chmielewski pch24.pl/milczal-o-aborcji-grzmi-o-migrantach-dlaczego

(Fot: Eric/ABACA / Abaca Press / Forum)

Mam szczęście bycia polskim katolikiem, a nie – amerykańskim. Gdybym mieszkał w USA, musiałbym teraz wstydzić się za papieża. Jak to możliwe, że robi wielką aferę wokół migracji, a przez całe lata milczał, kiedy promowano masową aborcję?

[Mnie przeraża jego gorszenie katolików, i paskudzenie jasnej doktryny Bożej, a mieszkam w Polsce… md]

Papieża listowna ofensywa

Problem masowej migracji do Stanów Zjednoczonych jest skomplikowany – nikt temu nie zaprzeczy. Nawet papież Franciszek przyznaje, że coś trzeba zrobić. 10 lutego papież Franciszek skierował list do episkopatu USA, komentując politykę migracyjną administracji Trumpa. W liście są trzy zasadnicze punkty.

Po pierwsze – Franciszek akceptuje deportację przestępców.

Po drugie – uznaje możliwość regulowania migracji.

Po trzecie – sprzeciwia się deportowaniu ludzi wyłącznie za nielegalne przekroczenie

Przestępcy, sprawa jasna; a co z legalną migracją?

Pierwszy punkt nie wydaje się wzbudzać żadnych kontrowersji. Każdy rozumny człowiek – niezależnie od poglądów politycznych – popiera wyrzucanie z kraju ludzi, którzy są kradną, mordują, gwałcą czy handlują narkotykami. Są też, oczywiście, lewaccy ekstremiści, którzy chcą znosić granice w ogóle, ale podkreślam – rozumni ludzie nie mają z tym problemu.

Sytuacja jest już nieco trudniejsza gdy idzie o tworzenie polityki dotyczącej uporządkowanej i legalnej migracji. Zasadniczo żaden Amerykanin – podobnie jak Europejczyk – nie chce całkowicie zamykać granic i uważa, że ludzie powinni móc przemieszczać się między krajami, o ile ma to właściwe podstawy. Dyskusja zaczyna się na etapie o skalę otwartości granic. Można zaryzykować tezę, że większość prawicowców zgodziłaby się z następującą polityką: do danego kraju należy wpuszczać na dłuższy okres generalnie tylko wykwalifikowaną siłę roboczą oraz ludzi, którzy uciekają przed wojną lub poważnymi prześladowaniami; bardziej otwarte zasady można zastosować wobec ludzi z bliskiego nam kręgu kulturowego, co do których panuje powszechne domniemanie, że po przyjeździe będą pracować i błyskawicznie dostosują się do naszego kodu kulturowego.

W praktyce prawicowy Amerykanin nie ma problemu z rodziną Kanadyjczyków albo Niemców, którzy chcą zamieszkać w USA i prowadzić tam zwykłe życie; podobnie nie ma problemu z przyjęciem jakiejś rodziny z Meksyku, która ucieka zagrożona brutalną przemocą kartelu narkotykowego. Podobnie Polacy chętnie widzą nad Wisłą imigrantów z Włoch albo Francji i akceptują też przybyszów z Ukrainy, o ile tylko ci chcą pracować. Można zaryzykować twierdzenie, że prawicowe ujęcie problemy migracji wynika z ekstrapolowania na cały naród obrazu domu. Wpuścimy do domu ogrodnika, jeżeli potrzebujemy jego pracy. Wpuścimy też sąsiadów, jeżeli dom im spłonął i nie mają się gdzie podziać. W innych sytuacjach otwartość domu ma jednak swoje ograniczenia. Prawicowcy – a może po prostu większość ludzi – w podobnej perspektywie patrzy na swój kraj.

Papież Franciszek ma inną optykę. W swoim liście nie pisze tego wprost, ale poprzez różne sugestie w sumie bardzo wyraźnie opowiada się za polityką otwartych granic, wyłączającą tylko tych, którzy są przestępcami. Pisze o „prawdziwym dobru wspólnym” społeczeństwa, które miałoby istnieć tylko wtedy, kiedy kraj będzie „przyjmować, chronić, promować oraz integrować” ludzi „najbardziej wrażliwych, bezbronnych i narażonych na krzywdę”. Jak definiuje ich papież? W liście pisze o ludziach uciekających z kraju z powodu „skrajnego ubóstwa, braku bezpieczeństwa, wykorzystywania, prześladowań albo poważnej degradacji środowiska naturalnego”. W praktyce jest oczywiste, że w jednej z tych kategorii znajdzie się dosłownie każdy człowiek mieszkający w takich państwach jak Wenezuela, Kolumbia, Nigeria czy Pakistan. Nigdzie tam nie jest bezpiecznie, wszędzie panuje bieda, wszędzie niszczone jest środowisko naturalne. Można zatem zaryzykować tezę, że w optyce papieża właściwą polityką migracyjną byłaby ta, którą prowadzą niektóre państwa europejskie, zwłaszcza Niemcy: przyjmuje się zasadniczo każdego.

Niewłaściwy argument religijny

Problem polega na tym, że Ojciec Święty stosuje argumentację religijną. Porównuje imigrantów do Świętej Rodziny, która schroniła się w Egipcie przed Herodem; odwołuje się do obrazu miłosiernego Samarytanina; pisze, że Jezus Chrystus jest z każdym imigrantem i uchodźcą. Trudno oprzeć się przekonaniu, że mamy tu do czynienia z sakralizacją polityki. Papież ma prawo apelować o miłosierdzie, ale nie może ignorować realnych konsekwencji. Święta Rodzina nie emigrowała do Egiptu, by żyć na koszt jego obywateli. Samarytanin pomógł rannemu – ale nie sprowadził mu tysięcy krewnych i nie wymagał od innych, by ich utrzymywali.

Kościół katolicki na przestrzeni wieków nie był nigdy wspólnotą idealistycznych pięknoduchów, którzy sugerują rozwiązania polityczne oderwane od rzeczywistości. Przez wiele, wiele stuleci Kościół akceptował na przykład niewolnictwo: bynajmniej nie dlatego, żeby je aprobował jako takie, ale z tej przyczyny, iż rozumiał jego naturę. Niewolnictwo było instytucją rozpowszechnioną na całym świecie, wynikającą nie z prawa Bożego, ale z ius gentium – prawa narodów. Kościół radykalnie walczy z grzechem w życiu każdego człowieka, ale nie może domagać się rewolucyjnej polityki, której realizacji groziłaby wywróceniem do góry nogami jakiegoś ustabilizowanego porządku cywilizacyjnego. Pełne otwarcie granic do tego tymczasem prowadzi. Franciszek pisze w swoim liście krytycznie o tych, którzy chcą bardzo mocno ograniczać migrację w obawie o tożsamość własnego kraju. Czy jakakolwiek wspólnota może jednak rozwijać się bez tożsamości, z wieloma sprzecznościami kulturowymi? Oczywiście, że nie.

Optyka Franciszka zdaje się być pozbawiona cnoty długomyślności politycznej; zdaje się być motywowana raczej emocjonalnym stosunkiem do losu migrantów niż poważnym i racjonalnym namysłem. Spór jest nierozwiązywalny, bo papież wychodzi z całkowicie innych założeń, niż większość ludzi o prawicowym nastawieniu. Wydaje się jednak, że nie ma w nauce Kościoła katolickiego takiego punktu, który sankcjonowałby próbę argumentowania religijnego za szeroką otwartością granic. Sugerując taką otwartość papież wchodzi w czystą politykę – zupełnie niepotrzebnie.

Problem deportacji

Szczególnym problemem jest los tych, którzy już zostali do kraju przyjęci. Przestępców można deportować w ramach obrony własnego kraju, pisze papież; nie zgadza się jednak – i to nie zgadza się kategorycznie – z tymi, którzy przyjechali do Stanów Zjednoczonych nielegalnie, nie popełnili jednak żadnego przestępstwa. Można byłoby argumentować, że ma rację. Czym jest tak właściwie nielegalny przyjazd? W przypadku Stanów Zjednoczonych sprawa jest bardzo skomplikowana. Jest prawo pisane, ale przez wiele dekad kolejne administracje prowadziły politykę, która to pisane prawo ignorowała. Za prezydentury Joe Bidena aparat państwowy był de facto zaangażowany we wspieranie pozaprawnej migracji. Z perspektywy migranta, który przekracza „nielegalnie” granicę, ale otrzymuje od nowego państwa wielopostaciowy komunikat o „faktycznej” legalności znajduje się w specyficznej sytuacji. Jest oczywiste, że jeżeli władca ustanawia prawo, ale później go nie egzekwuje albo nawet zachęca do jego lekceważenia – to właśnie ten władca ponosi winę za to, że prawo jest łamane. W tej sytuacji można pewnie o wielu migrantach, którzy zostali „zaproszeni” do Stanów Zjednoczonych – nielegalnie, ale jednak de facto przez politykę rządu. Można byłoby nawet mówić o zawarciu między tym rządem a „nielegalnymi” migrantami pewnej niepisanej umowy. W tym ujęciu ich deportacja mogłaby być wewnętrzną sprzecznością. Być może właściwym rozwiązaniem byłoby rozróżnianie na tych migrantów, którzy przybyli do USA w sposób nie tylko nielegalny, ale jeszcze głęboko skryty, ukrywając się przed władzami – a tych, którzy przyjechali w ramach faktycznej „nielegalnej” współpracy z demokratycznymi władzami. Tych drugich należałoby potraktować inaczej. [A po co rozdzielać włos na czworo? md]

Problem tylko w tym, że Franciszek ani tego nie proponuje, ani nawet nie używa argumentów tego rodzaju. Odmawia po prostu władzom USA prawa do deportowania nielegalnych migrantów z powodu nielegalności, nie siląc się na żadne rozróżnienia. Ponownie wydaje się to nieprzemyślane i motywowane emocjami, a nie poważną refleksją.

[Ależ skądże !!! To należy do jego stałej ideologii. md]

Dlaczego papież milczał w innych sprawach?

Na tym nie koniec problemów. Z mojej perspektywy – widziałem zresztą, że wiele jest podobnych komentarzy wśród katolików w USA – największym zgorszeniem jest już sam fakt, że Franciszek zdecydował się na tak zdecydowaną krytykę obecnych władz Ameryki, chociaż uparcie milczał, kiedy poprzednia ekipa budowała antychrześcijańską „cywilizację śmierci”.

Gdy w USA legalizowano zabijanie dzieci do dziewiątego miesiąca ciąży – Franciszek milczał. Gdy Biden przeznaczał miliardy na propagandę transgender – Franciszek nie napisał ani słowa. Ale gdy deportuje się nielegalnych migrantów – wtedy nagle z Watykanu przychodzi list pełen wątpliwego moralizatorstwa.

Dlaczego papież zachował się w ten sposób? Z perspektywy nauczania Kościoła trudno to uzasadnić: prawo do życia jest absolutnie pierwszorzędnym prawem i jeżeli głos Kościoła jest w polityce konieczny i niezbędny, to właśnie w tej sprawie. Amerykańscy biskupi, owszem, ostatecznie Bidena nierzadko krytykowali. Franciszek jednak – nie. Zupełnie, jakby dobrostan migrantów był ważniejszy od życia dzieci poczętych. To całkowity absurd, który bardzo mocno podważa wiarygodność nauczania Franciszka.

Wydaje się, że papieża motywuje raczej polityczna ideologia lewicy, a nie nauczanie Kościoła. Za to rzeczywiście należałoby się po prostu wstydzić.

Paweł Chmielewski

13. dnia każdego miesiąca. Piątek: Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu i Msza Święta za Ojczyznę

13.02.2025 Wałbrzych – Adoracja Najświętszego Sakramentu i Msza Święta za Ojczyznę

12/02/2025 przez antyk2013

13. dnia każdego miesiąca

Króluj nam, Chryste!

Jutro, jak zawsze dnia 13., w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów będzie sprawowana Msza św. za Ojczyznę, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15.

To nasze czuwanie wypadnie w XX rocznicę śmierci s. Łucji dos Santos OCD, portugalskiej mistyczki, która przekazała światu orędzie z Fatimy; będzie też miało związek z wczorajszym wspomnieniem Matki Bożej z Lourdes i XXXIII Światowym Dniem Chorego, jak również z przypadającym pojutrze świętem św. Cyryla i Metodego, Apostołów Słowian i Patronów Europy, które w Polsce po raz pierwszy obchodzone będzie także jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Armii Krajowej.

Gorąco zapraszam do zjednoczenia umysłów i serc na wspólnotowej modlitwie o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu, oraz w wielu pilnych intencjach, które łączą pomyślność tej ziemi z tryumfem Niepokalanego Serca «Pięknej Pani» z Fatimy!

MP

Pope Francis Minimizes Chastity, Tolerates Homosexuality and Adultery

Pope Francis Minimizes Chastity, Tolerates Homosexuality and Adultery

[Gdy ktoś prześle dobre tłumaczenie, wkleję. Bo warto. md]

by Luiz Sérgio SolimeoFebruary 12, 2025 https://www.tfp.org/pope-francis-minimizes-chastity-tolerates-homosexuality-and-adultery/?PKG=TFPE3540

Pope Francis Minimizes Chastity, Tolerates Homosexuality and Adultery
Pope Francis Minimizes Chastity, Tolerates Homosexuality and Adultery

In his new book, Hope: The Autobiography,1 Pope Francis repeats facts about his life and family and makes doctrinal statements against traditional Church teaching.

Don’t Sins of the Flesh Matter?

Speaking about homosexuality, Pope Francis says that it is not a crime but “a human fact” and “God the Father loves them with the same unconditional love, He loves them as they are.”2

To say that God loves homosexuals “as they are” suggests that God loves them as sinners, which is absurd.3 Saint Thomas explains, after quoting the Psalmist, Thou hatest all the workers of iniquity”4 (5:7), that God loves all men as his creatures, but as sinners, “under this aspect, they are hated by Him.5

Pope Francis’s statements are all the more serious because he considers that sins against chastity have little gravity.

Sexual sins,” he says, “tend to cause more of an outcry from some people. But they are really not the most serious. They are human sins, of the flesh.” For him, “the most serious…are the sins that have more ‘angelicity,’ that dress themselves in another guise: pride, hatred, falsehood, fraud, abuse of power.”6

However, whether of the spirit or the flesh, according to traditional doctrine, every mortal sin deprives the soul of sanctifying grace and makes it deserving of hell.7 Therefore, even though there is a gradation in mortal sins, with more serious and less severe, all equally lead to eternal damnation, and every consummated act of lust is mortal.8

Every grave sin is a revolt against God and thus somehow participates in the revolt of the demons, the evil angels. This is why St. John says, “[h]e that committeth sin is of the devil.9

Downplaying the Virtue of Chastity

By considering the sin of impurity as not that serious, Pope Francis indirectly diminishes the importance of the so-called angelic virtue of chastity. For if impurity is not important, neither will the opposite virtue have the importance the Church and the saints have always attributed to it, which has led so many virgins to prefer martyrdom rather than losing it.

Pope Francis’s minimizing of the virtue of chastity becomes more evident in his answers to Portuguese Jesuits during his 2023 trip to Portugal.

In one response, he spoke of the preoccupation with chastity as something outdated:

“When I was a novice, they used to talk to us about chastity, holy chastity. They used to ask us not to be looking at pictures that were a little bit racy…I mean, those were other times.”10

He made his disinterest in the practice of chastity even clearer to another Jesuit who asked about homosexuality.

“It is clear that today, the issue of homosexuality is very strong, and the sensitivity in this regard changes according to historical circumstances. But what I don’t like at all, in general, is that we look at the so-called ‘sin of the flesh’ with a magnifying glass, just as we have done for so long for the sixth commandment. If you exploited workers, if you lied or cheated, it didn’t matter, and instead sins below the waist were relevant.”11

Wasn’t this change in mentality on the importance of the virtue of chastity what led to the sexual scandals afflicting the Church today?

In addition, this change of mindset is what made possible for Pope Francis to approve the blessing of homosexual “couples” and adulterous unions in Fiducia supplicans.12

The Consequences of Lust

Because of its vehemence, the sin of lust influences the whole of man, darkens his mind, distances him from holy things and the desire for heaven, and causes many other sins. For this reason, the Fathers of the Church have included it among the capital sins, which are serious faults that provoke others.

Traditionally, the sins derived from impurity are spiritual blindness, rashness, inconsideration, inconstancy, inordinate self-love, hatred of God, attachment to this life and horror of the next.13

The Apostle Saint Paul is very clear about the impure person’s eternal damnation:

“Know you not that the unjust shall not possess the kingdom of God? Do not err: neither fornicators, nor idolaters, nor adulterers, nor the effeminate, nor liers with mankind, nor thieves, nor covetous, nor drunkards, nor railers, nor extortioners, shall possess the kingdom of God.14

“Blessed are the clean of heart: for they shall see God”

On the contrary, Sacred Scripture praises those who keep chastity: “O how beautiful is the chaste generation with glory: for the memory thereof is immortal: because it is known both with God and with men.15

The prize for those who love and guard their purity is the greatest one can receive: to see God for all eternity, as Our Lord says in the Sermon on the Mount—“Blessed are the clean of heart: for they shall see God.16

This perennial Church doctrine has always been the path to eternal bliss: seeing God is the greatest happiness one can possess.

By minimizing or implicitly denying the seriousness of sins against chastity—the angelic virtue—Pope Francis is not leading the flock to happiness but eternal damnation because, as mentioned earlier, “[h]e that committeth sin is of the devil.17

Sąd skazał obrońców życia, puścił wolno demoralizatora.


Skazali obrońców życia, puścili wolno demoralizatora
RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Sąd skazał dwóch działaczy Fundacji Życie i Rodzina na grzywny po 1000 złotych każdy, a do tego koszty sądowe.

Obaj proliferzy pokojowo protestowali w Wodzisławiu Śląskim przeciw ohydnej paradzie LGBT, a jedyną ich „winą” była chęć ochrony dzieci przed gorszącymi scenami na ulicy.

W czasie, gdy nowy prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ułaskawia obrońców życia, w Polsce kasta sędziowska nakłada kary za sprzeciw wobec publicznej demoralizacji. Nasi Działacze zostali obciążeni karami i kosztami na łączną kwotę 3000 złotych.

WSPIERAM OBRONĘ ŻYCIA WSPIERAM

To nie wszystko.

Także w Wodzisławiu koordynator ŻiR-u zgłosił Policji, że uczestnik parady chodzi roznegliżowany po chodniku, m.in. w pobliżu małych dzieci. Wulgarny mężczyzna przebrany za kobietę, w podartych kabaretkach i z obnażonymi pośladkami przechadzał się po wodzisławskim rynku i wywoływał publiczne zgorszenie. 

Policja odesłała naszemu koordynatorowi pismo, w którym stwierdziła, że nie będzie wniosku o ukaranie, bo… „strój Szymona S. zasłaniał wszystkie intymne części ciała”.

A tak wyglądał Szymon S. Czy według Pana zachowywał się przyzwoicie?

WSPIERAM OBRONĘ ŻYCIAWSPIERAM

Szanowny Panie,

Od lat spotykamy się z podobnym brakiem symetrii w traktowaniu środowiska LGBT i nas, obrońców życia i rodziny. Mimo to mam świadomość, że nie można się poddawać, bo Prawda i Dobro są po naszej stronie.

Chcę też przekazać Panu dobre wiadomości. W poprzednich mailach pisałam o licznych prześladowaniach za obronę Jasnej Góry przed LGBT. Wszystkie sprawy mamy w tej chwili pod kontrolą i są już pierwsze dobre rozstrzygnięcia. Z 25 ściganych osób postępowanie wobec jednej zostało umorzone przez sąd już po złożeniu sprzeciwu od wyroku nakazowego. Dwie inne osoby, po udzieleniu pomocy prawnej na etapie postępowania przygotowawczego, otrzymały z sądu odmowę wszczęcia postępowania. Zatem 3 osoby są już wolne od szykan, kolejne 22 sprawy są w toku.

Troje naszych działaczy zostało także uniewinnionych za pokojowy protest przeciw LGBT w Pile.

Kolejna wolontariuszka (22-letnia dziewczyna) ma już umorzoną sprawę za kontrę w Kielcach, gdzie akcja Fundacji Życie i Rodzina zapobiegła wdarciu się homoseksualistów na plac zabaw dla dzieci.

Nie odpuścimy także Wodzisławia Śląskiego. Chcemy zaskarżyć niesprawiedliwy wyrok i uwolnić obrońców życia od absurdalnych zarzutów. Jednak będziemy mogli poprowadzić sprawę w II instancji tylko wówczas, gdy wesprą nas finansowo Dobrzy Ludzie – tacy jak Pan.

Czy może Pan pomóc w sprawie z Wodzisławia?

Czy może Pan przekazać kwotę, o jakiej sam Pan zdecyduje, na obronę działaczy prolife w sądzie?

Bardzo proszę o pomoc, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, w której zostawiamy ich bez pomocy prawnej. A koszt postępowania i apelacji za dwie osoby wyniesie powyżej 8 000 złotych.

Czy może Pan przekazać wpłatę na konto Fundacji Życie i Rodzina: 

47 1160 2202 0000 0004 7838 2230

Kod SWIFT: BIGBPLPW. 

Można też skorzystać z Blika i kart kredytowych na stronie www.RatujZycie.pl/wesprzyj. Bardzo proszę o dopisek „Wodzisław”.

Dla wielu obrońców życia postępowanie w sądzie to silny stres. W takich chwilach informacja, że ktoś dowiedział się i wpłacił pieniądze na pomoc prawną, jest ulgą i pocieszeniem. Pomóżmy im, aby wiedzieli, że nie są sami.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja GodekKaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Pańska hojność pomaga bronić ludzi, którzy aktywnie sprzeciwiają się złu. Bez tego sprzeciwu lobby LGBT zrobiłoby z Polską to, czego już dokonało w innych krajach. Nie można im na to pozwolić…

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA

LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

A co by się stało, gdyby Franciszek potwierdził katolickie dogmaty?

„A co by się stało, gdyby Franciszek ponownie ogłosił katolickie dogmaty?”

https://pch24.pl/a-co-by-sie-stalo-gdyby-franciszek-ponownie-oglosil-katolickie-dogmaty

Co by się stało, gdyby Ojciec Święty ponownie przedstawił pewne istotne artykuły z katolickich dogmatów?

Przede wszystkim myślę o tym dogmacie: Extra Ecclesiam nulla salus. Definiowany jest on następująco: „Oznajmiamy, mówimy, określamy i ogłaszamy, że dla zbawienia każdego ludzkiego stworzenia kategorycznie potrzebne jest mu poddanie się biskupowi Rzymu” (papież Bonifacy VIII, bulla Unam sanctam, 1302). Gdyby papież Franciszek to powtórzył, można tylko się domyślać, co by się mogło wydarzyć. Co najmniej całkowicie zniszczyłby 60 lat dialogu ekumenicznego i wywołał masowy wewnętrzny rozdźwięk w Kościele katolickim. Być może nawet musiałby się ukrywać?

Jednak to właśnie dogmat Extra Ecclesiam był w centrum działalności misyjnej Kościoła od 2000 lat i stanowił nadrzędną zasadę pobudzającą większość męczenników, z których część była gotowa zginąć straszliwą śmiercią w jego obronie. Dziś bardzo niewielu katolików w ogóle marzyłoby o ponownym przedstawieniu tego „przestarzałego” poglądu. Albo by go kwestionowali, albo też uściślali tak, że straciłby swój sens – to drugie byłoby pewnie preferowaną opcją. Jednakże taki krok nie usuwa przecież tego „potknięcia” w nauce Kościoła, starając się go tylko schować – a istnieje groźba, że wyskoczy ze swojego ukrycia, by znowu nas dręczyć.

Ta nauka musi tymczasem ponownie ożyć w całej swojej chwale, gdyż jest to jedyny powód do nawrócenia na wiarę katolicką. Inaczej: po co starać się w ogóle być katolikiem?

Inną szokującą rzeczywistością nauczania Watykanu w ostatnich czasach jest kategoryczne potępienie wszelkich prób nawrócenia kogoś – prozelityzmu – przez kilku nowożytnych papieży. Papież Franciszek powiedział, że „Kościół rośnie dzięki naszemu świadectwu: słowami i uczynkami – a nie przez prozelityzm” (Przemówienie do katechetów, 27 kwietnia 2013 r.). Te nieliczne dusze, które faktycznie się nawracają, często robią to z drugorzędnych powodów, takich jak: „Moi katoliccy przyjaciele to takie miłe osoby” albo nawet: „Szukałem pewności w swoim życiu”. Św. Edmund Campion w swojej „przechwałce” z 1580 r. napisał rzecz następującą: „Wiara jest zdecydowanie zadawalająca dla umysłu, angażując całą wiedzę i rozum w swojej sprawie, tak że jest całkowicie nie do odparcia dla każdego, kto daje jej neutralny i cichy posłuch”.

Jest to punkt wyjścia dla wszelkiego „prozelityzmu” i niewygodna prawda. Porzuca się obecnie katolicką apologetykę na rzecz mętnych rekomendacji papieża Franciszka w postaci „świadectwa słowami i uczynkami”. Podstawą tradycyjnej nauki Kościoła jest pogląd, że Kościół katolicki jest powszechny w czasie i przestrzeni i każdy musi się nawrócić do niego po to, aby uzyskać zbawienie. Musisz być katolikiem! O matko! Jakie to niewygodne! Niemożliwe jest głoszenie tego dzisiaj bez bycia postrzeganym, jako ten, który popełnia przestępstwo nienawiści, a więc nic dziwnego, że posoborowi papieże zachowywali milczenie. Jak w ogóle mogliby przemówić?

Przejdźmy teraz do innej dziedziny katolickiego nauczania: sodomia jest grzechem wołającym o pomstę do nieba. Wyobraźmy sobie: gdyby Ojciec Święty to ponownie ogłosił? Kolejne przestępstwo nienawiści! Byłoby gorzej, niż gdyby musiał się ukrywać – zamknęliby go na klucz, a potem ten klucz wyrzucili. Zatem co mówią przywódcy Kościoła? Po prostu coś takiego: że homoseksualiści są mile widziani w kształceniu księży pod warunkiem, że nie są „czynni”. Jednak wszyscy przecież wiemy, że nieczyste myśli czy pragnienia, jeśli się nad nimi zastanawiać i w nich rozsmakowywać, są grzeszne i mogą w końcu prowadzić do grzesznych uczynków. W każdym razie, jeśli człowiek o skłonnościach homoseksualnych jest przepytywany przez rektora seminarium, dlaczego u licha miałby przyznawać się do takich skłonności, jeśliby nie planowałby działania pod ich wpływem albo już to zrobił? Aby dostosować się do ustawodawstwa wspierającego LGBT, Kościół mógłby równie dobrze znieść grzech sodomii… Nie widzę sposobu obejścia tego problemu, gdyż to tylko kwestia czasu, zanim czynnemu homoseksualiście odmówią wstępu do seminarium, a on wejdzie na drogę sądową i wygra sprawę. A jeśli hierarchia katolicka nie będzie gotowa pójść do więzienia za mówienie prawdy, będzie to oznaczać całkowity upadek katolickiej nauki moralnej.

Innym dogmatem Kościoła jest to, że Jezus Chrystus jest Królem. Oznacza to, że ma on zwierzchnictwo nie tylko nad naszymi sercami i umysłami, ale także nad narodami i rządami. Jesteśmy dzisiaj tak przyzwyczajeni do rozdziału Kościoła i państwa, że ta zasadnicza część nauki Kościoła jest ponownie albo ignorowana, omijana albo zawężana tak, że przestaje istnieć. Kilka lat temu odwiedziłem z moimi dziećmi miejsce męczeństwa św. Tomasza Becketa w katedrze w Canterbury. Gdy wyszeptaliśmy kilka modlitw o wstawiennictwo do tego wielkiego obrońcy wolności Kościoła katolickiego przed ingerencją państwa w postaci Henryka II, katedralny kanonik podszedł do nas i ogłosił uroczystym tonem: „Oto, co się dzieje, kiedy łączy się Kościół z państwem!”

Rozdział Kościoła i państwa powinien być rzeczą wyklętą dla prawdziwego porządku świeckiego i duchowego, a więc ponownie: wspólnie z Extra Ecclesiam nulla salus i problemem LGBT pogląd o królewskiej godności Chrystusa powraca i nie chce dać nam spokoju. Skoro zaakceptowaliśmy rozdział Kościoła i państwa, państwo musi teraz wymyślić swoją własną moralność, która zostaje przełożona na prawa oparte na ucisku. Ingerencja rządów w życie moralne swoich obywateli, poprzednio zarezerwowana dla Kościoła, jest teraz tak powszechna, że wielu ludzi bezkrytycznie to akceptuje. Cała masa środków, które promują prawa LGBT, są frapującym przykładem tej postawionej na głowie ingerencji polityków w społeczne królowanie Jezusa Chrystusa. A żeby dopełnić tej inwersji, Kościół po Soborze Watykańskim II przyjmuje świeckie wartości rządów, takie jak zmiany klimatyczne, sprawiedliwość społeczną i wolność religijną. Czy potrafimy sobie wyobrazić, co stałoby się, gdyby papież ponownie przedstawił doktrynę o społecznym królowaniu Jezusa Chrystusa? Spodziewam się, że zostałby zdetronizowany – i to szybko!

Głoszenie niektórych doktryn katolickich prosiłoby się o wyroki więzienia różnej długości i tak oto elementy życia katolickiego są także poddawane zmianom po to, by uzgodnić je z publiczną opinią, która utrzymuje, że wszystkie religie są równie ważne. Ten popularny pogląd powoduje, że władze Kościoła się boją się; jest też podstawą obecnych ataków na Mszę łacińską. Wyobraźmy sobie, że obowiązkowo przywróciliby tę Mszę. Jest to niemożliwością, ponieważ dałoby to Kościołowi wyjątkowość i fizyczną tożsamość całkowicie przeciwną duchowi współczesnego świata. Jesteśmy obecnie świadkami ataku nawet na tych katolików, którzy po prostu „lubią” Mszę łacińską i są gotowi zgadzać się z nowymi kierunkami. Nie, oni muszą zmiażdżyć tę Mszę i ma to nadzieję zrobić Ojciec Święty ośmieszając jej zwolenników w swojej najnowszej książce pt. Nadzieja. Ta książka to pierwsza salwa, być może zwiastująca całkowity zakaz Mszy łacińskiej.

Kiedy Ojciec Święty promuje wartości świeckie, wie, że jest bezpieczny, gdyż ruch sedewakantystów nie stanowi dla niego znaczącego zagrożenia. Z drugiej strony, gdyby przedstawił na nowo katolicką doktrynę w jej odwiecznej czystości, jego pozycja byłaby co najmniej niepewna, gdyż większość biskupów i wiernych prawdopodobnie by go porzuciło. Pytanie jest takie: Czy są wśród katolickiej hierarchii tacy, którzy w obliczu wrogich rządów odzwierciedlających opinię publiczną są gotowi cierpieć dla wiary tak, jak św. Tomasz Becket? Wydaje się, że nie. Możemy tylko mieć nadzieję i modlić się o to, by sam Bóg rozwiązał ten problem, być może posyłając nam drugą św. Teresę z Avila. Z czysto ludzkiego punktu widzenia ten kryzys jest nierozwiązalny. Wymaga Bożej ingerencji, o którą musimy prosić codziennie, modląc się na różańcu.

Joseph Bevan

Źródło: rorate-caeli.blogspot.com Tłum. Jan J. Franczak