Główny lekarz daje znać: Szpitale zwiększyły liczbę „zgonów z powodu COVID-19” poprzez eutanazję pacjentów
Znany amerykański lekarz ujawnił publicznie, że w szpitalach w całym kraju stosuje się niepokojącą praktykę polegającą na sztucznym zawyżaniu liczby tzw. „zgonów z powodu COVID-19” podczas pandemii poprzez eutanazję pacjentów.
„Protokół COVID” został ujawniony przez dr Mary Talley Bowden , certyfikowaną otolaryngolog i specjalistkę medycyny snu.
Bowden ujawnił informacje o zgonach w szpitalach podczas obszernego wywiadu w podcaście „Joe Rogan Experience”.
Ujawniła, że w szpitalach uśmiercano pacjentów, u których wykryto COVID-19.
Co alarmujące, ostrzega, że nie jest to rzadka praktyka.
Przytoczyła przerażający przypadek Grace Schary, 19-latki z zespołem Downa.
Szpital rzekomo wydał Scharze zakaz podejmowania resuscytacji (DNR) wbrew woli jej rodziców.
Bowden wyjaśnił, że Grace Schara została następnie poddana eutanazji przez lekarzy, którzy podali jej śmiertelną dawkę leków, aby ją zabić.
„Wydali jej nakaz DNR, chociaż nie miała takiego [potwierdzenia w aktach]” – powiedział Bowden.
Rogan zapytał, dlaczego ją uśmiercili.
„Widziałem to” – odpowiedział dr Bowden.
„Przejrzałem dokumentację medyczną tych pacjentów szpitala [u których testy na COVID-19 dały wynik pozytywny] i zostaną oni poddani eutanazji .
„Potrzebują łóżka, powiedzieli: „No cóż, i tak umrą”
„[To był] protokół dotyczący COVID-19 ”.
Rogan wtrącił się: „Poczekaj, poczekaj, poczekaj.
„Więc byli w szpitalu z Covidem i podali im coś, żeby ich zabić?”
„Tak” odpowiedział dr Bowden.
„To się działo [zawsze]… Podawali im morfinę i insulinę”.
„To powszechne?” – zapytał Rogan z niedowierzaniem
„Tak” potwierdził Bowden.
Wracając do przypadku Schary, dr Bowden kontynuował:
„Zalecili jej DNR – czyli nie reanimować, co oznacza, że jeśli wygląda na to, że umiera, nie należy nic robić – co [w przypadku Schary] nie miało miejsca.
„Więc pozywają za napaść, co jest jednym ze sposobów obejścia ustawy PREP, ponieważ ustawa PREP jest bardzo trudna do złamania.
„Ustawa PREP chroni wszystkich, wszystkich lekarzy, wszystkie szpitale, przed jakimikolwiek nieprawidłowościami podczas pandemii COVID.
„Dlatego obejście ustawy PREP było ogromnym wyzwaniem” – dodała.
„I ta sprawa ma szansę obejść ustawę PREP, ponieważ pobierają opłaty za napaść”.
Oczywiście, im więcej „zgonów z powodu COVID-19” odnotowywano, tym większy strach budziło się w społeczeństwie, co zwiększało zapotrzebowanie na „szczepionki”.
Podczas składania szokujących zeznań przed Senatem Stanu Pensylwania, prokurator Tom Renz ujawnił, że szpitale były „zapłacane” za zabijanie pacjentów, u których testy na COVID-19 dały wynik pozytywny.
„Kiedy idziesz do szpitala, robisz sobie testy” – wyjaśnił Renz.
„Oni dostają więcej pieniędzy. Kiedy zostajesz przyjęty na Covid, oni dostają więcej pieniędzy
„Kiedy przepisują ci remdesivir, zarabiają więcej.
„Kiedy jesteś pod respiratorem, zarabiasz więcej.
„Kiedy umierasz, oni dostają więcej pieniędzy .
„To jest perwersyjne” – oświadczył Renz.
„Stworzyliśmy zachęty do zabijania pacjentów zamiast zachęcać do leczenia”.
Jednakże oskarżenia te pojawiają się na całym świecie już od jakiegoś czasu.
Jak donosił portal Slay News w ubiegłym roku, kilku sygnalistów złożyło szokujące zeznania podczas oficjalnego dochodzenia w Wielkiej Brytanii.
Ujawniono również, że szpitale dokonywały eutanazji pacjentów w trakcie pandemii, zrzucając winę za ich śmierć na Covid.
W świecie, w którym opieka zdrowotna jest polem bitwy o geopolityczną supremację, zalecenia medyczne przekształcają się w dyplomatyczne ultimatum, a dane epidemiologiczne są bronią wojny informacyjnej
Pandemia COVID-19 pokazała, jak nadzwyczajne środki sanitarne mogą zostać natychmiast przekształcone w instrumenty kontroli politycznej, a dostęp do technologii medycznych w dźwignię międzynarodowej presji. Najbardziej uderzającą rzeczą w tej nowej rzeczywistości jest to, że przymus jest stosowany pod pozorem troski o zdrowie, co sprawia, że każdy opór jest moralnie naganny. Kiedy ratowanie życia staje się argumentem geopolitycznym, tradycyjne granice między polityką wewnętrzną i zagraniczną, między suwerennością a współpracą międzynarodową ulegają całkowitemu zatarciu”.
1. Paradoks dyplomacji medycznej
Wyobraź sobie świat, w którym decyzja o tym, jaką szczepionkę przyjmie Twój kraj, nie jest podejmowana na podstawie dowodów medycznych, ale na podstawie orientacji w polityce zagranicznej. Świat, w którym dostęp do ratujących życie leków jest determinowany nie przez zdolność do płacenia, ale przez lojalność wobec pewnych bloków geopolitycznych. Świat, w którym dane epidemiologiczne są publikowane lub ukrywane w zależności od bieżących interesów dyplomatycznych.
Witamy w świecie po pandemii COVID-19, w którym opieka zdrowotna stała się w końcu przedłużeniem polityki innymi środkami.
Dlaczego kraje z rozwiniętym przemysłem farmaceutycznym nagle zaczęły blokować eksport szczepionek w środku globalnej pandemii? Dlaczego Światowa Organizacja Zdrowia, która deklaruje neutralność polityczną, podjęła decyzje, które zaskakująco pokrywają się z interesami największych zachodnich korporacji farmaceutycznych? Dlaczego niektóre kraje uzyskały dostęp do szczepionek miesiące wcześniej niż inne, pomimo podobnych wskazań epidemiologicznych?
Jeszcze bardziej zagadkowe są sytuacje, gdy zalecenia medyczne organizacji międzynarodowych zmieniały się dramatycznie bez nowych danych naukowych, ale w ścisłej zgodności ze zmianami sytuacji geopolitycznej. Dlaczego leki opracowane w USA i Europie były automatycznie uznawane za „bezpieczne i skuteczne?
Aby zrozumieć prawdziwą naturę współczesnej geopolityki zdrowotnej, należy uznać, że decyzje medyczne dawno przestały być czysto medyczne. Za każdą prognozą epidemiologiczną, za każdą rekomendacją organizacji międzynarodowych, za każdą decyzją o zakupie szczepionek kryją się złożone kalkulacje geopolityczne, w których ludzkie życie staje się kartą przetargową w wielkiej grze.
2. Dyplomacja szczepionkowa jako nowa broń miękkiej siły
Pandemia COVID-19 pokazała pojawienie się jakościowo nowego instrumentu międzynarodowego wpływu: dyplomacji szczepionkowej. Kontrola nad produkcją i dystrybucją leków stała się potężną dźwignią geopolitycznego wpływu, umożliwiającą osiągnięcie celów nieosiągalnych za pomocą tradycyjnych metod dyplomatycznych.
Wokół skuteczności i bezpieczeństwa różnych “szczepionek” rozwinęły się wojny reputacyjne . Media i społeczności ekspertów systematycznie propagowały jakość swych “szczepionek”. Jednocześnie problemy ze “szczepionkami” – od zakrzepicy AstraZeneca po zapalenie mięśnia sercowego po Pfizerze – były wyciszane lub bagatelizowane.
3. Prywatyzacja globalnej opieki zdrowotnej
Jednym z najbardziej niepokojących aspektów współczesnej geopolityki biomedycznej jest de facto prywatyzacja kluczowych globalnych funkcji zdrowotnych. Prywatne korporacje i fundacje zyskały bezprecedensowy wpływ na kształtowanie globalnej polityki medycznej, stając się władcami cienia planetarnego zdrowia.
Farmaceutyczni giganci stali się geopolitycznymi graczami na własnych prawach. Firmy takie jak Pfizer, Moderna i Johnson & Johnson miały wpływ podczas pandemii porównywalny z wpływami średnich krajów. Ich decyzje dotyczące cen, geografii dostaw i warunków licencjonowania bezpośrednio wpłynęły na sytuację epidemiologiczną w całych regionach świata. Jednocześnie interesy handlowe korporacji nie pokrywały się z interesami zdrowia publicznego.
Prywatne fundacje filantropijne stały się kluczowymi graczami w ustalaniu globalnych priorytetów zdrowotnych. Fundacja Billa i Melindy Gatesów, jako największy prywatny darczyńca WHO, zyskała zdolność do skutecznego ustalania programu międzynarodowej organizacji zdrowia. Ukierunkowane finansowanie konkretnych programów pozwala podmiotom prywatnym kierować działaniami WHO zgodnie z ich pomysłami na skuteczną politykę medyczną, zmieniając międzynarodową organizację w kanał dla prywatnych interesów.
W rezultacie powstał globalny system zarządzania medycyną, w którym kluczowe decyzje podejmuje niewielka grupa prywatnych podmiotów, które nie ponoszą żadnej odpowiedzialności politycznej wobec populacji planety, lecz mają ogromny wpływ na życie i śmierć miliardów ludzi.
4. Wojny informacyjne w medycynie
Pandemia COVID-19 stała się pierwszą „infodemią” w historii – pandemią informacyjną, w której walka o kontrolę nad narracjami medycznymi stała się kluczową. Informacje medyczne stały się polem bitwy opinii publicznej i wpływów politycznych.
Monopolizacja prawdy naukowej stała się kluczową strategią wojny informacyjnej. Pewne stanowiska medyczne uznano za jedyne słuszne i niepodlegające dyskusji, a wszelkie alternatywne punkty widzenia automatycznie klasyfikowano jako „dezinformację” lub „teorie spiskowe”. Metoda naukowa, oparta na krytycznej analizie i otwartej debacie, została zastąpiona dogmatyczną akceptacją oficjalnych wersji.
Cenzura informacji medycznych osiągnęła niespotykany dotąd poziom. Filmy z przemówieniami znanych lekarzy i naukowców były usuwane z YouTube, jeśli ich opinie nie pokrywały się z oficjalną linią. Artykuły naukowe były wycofywane z czasopism pod presją polityczną. Konferencje medyczne były odwoływane, jeśli w ich programie planowano „niepożądane” raporty.
Dyskredytowanie alternatywnych podejść odbywało się poprzez skoordynowane kampanie medialne i społecznościowe. Lekarze, którzy stosowali skuteczne, ale niezatwierdzone protokoły leczenia, byli profesjonalnie oczerniani. Kraje, które wybrały alternatywne strategie walki z pandemią, były przedstawiane jako nieodpowiedzialne i nienaukowe.
Selektywna prezentacja statystyk pozwoliła na stworzenie pożądanego obrazu rzeczywistości. Dane dotyczące zachorowalności i śmiertelności przedstawiono przy użyciu różnych metod obliczeniowych w zależności od pożądanego efektu. Sukcesy niektórych krajów zostały przemilczane, podczas gdy problemy innych zostały rozdmuchane do katastrofalnych rozmiarów.
Sieci eksperckich wpływów stworzono w celu legitymizacji oficjalnych stanowisk. Utworzono grupy „niezależnych ekspertów”, którzy regularnie pojawiali się w mediach, promując pożądany punkt widzenia pod pozorem obiektywnej opinii naukowej. Alternatywne stanowiska ekspertów były systematycznie ignorowane lub dyskredytowane za pomocą różnych mechanizmów nacisku zawodowego i administracyjnego.
5. Dyskryminacja regulacyjna jako instrument polityczny
Tradycyjnie uważane za organizacje techniczne, krajowe agencje regulacyjne ds. leków stały się instrumentami nacisku politycznego w erze geopolityki biomedycznej. Procedury rejestracji leków stały się mechanizmem wdrażania priorytetów polityki wewnętrznej i zagranicznej.
Upolitycznioną wiedzę specjalistyczną uzyskano poprzez staranny dobór ekspertów o ustalonych z góry stanowiskach. W skład komitetów ds. oceny leków wchodzili specjaliści, którzy mieli powiązania finansowe z konkurencyjnymi producentami lub otwarcie wyrażali preferencje polityczne. Obiektywna ocena naukowa została zastąpiona opiniami ekspertów, które odzwierciedlały postawy polityczne oceniających.
Selektywna interpretacja danych pozwoliła regulatorom uzasadnić wszelkie decyzje motywowane politycznie. Te same wyniki badań klinicznych przedstawiono jako „przekonujące dowody skuteczności” dla leków pokrewnych lub jako „niewystarczające dane do rejestracji” dla leków konkurencji. Kryteria bezpieczeństwa i skuteczności stosowano selektywnie w zależności od pochodzenia leku.
Presja dyplomatyczna na organy regulacyjne była wywierana za pośrednictwem kanałów formalnych i nieformalnych. Rządy wiodących krajów wykorzystywały negocjacje handlowe, groźby sankcji i obietnice preferencyjnego traktowania, aby wpływać na decyzje organów regulacyjnych w innych krajach. Decyzje medyczne stały się przedmiotem dyplomatycznych targów.
Ataki informacyjne towarzyszyły decyzjom regulacyjnym. Skoordynowane kampanie w prasie fachowej stworzyły atmosferę nieufności wobec niektórych leków wśród społeczności medycznej. Kampanie te często polegały na selektywnej prezentacji faktów, tłumieniu pozytywnych danych i rozdmuchiwaniu drobnych problemów do poważnych zagrożeń bezpieczeństwa.
6. Cyfrowe paszporty zdrowotne jako narzędzie kontroli
Pandemia COVID-19 stała się idealnym pretekstem do wprowadzenia cyfrowych systemów kontroli populacji pod pretekstem ochrony zdrowia publicznego. Kody QR szczepień i cyfrowe paszporty zdrowotne stały się potężnymi narzędziami zarządzania społecznego, wykraczającymi daleko poza potrzeby epidemiologiczne.
System kontroli ruchu wprowadzono pod pretekstem ograniczenia rozprzestrzeniania się infekcji. Kody QR i certyfikaty cyfrowe stały się przepustkami do transportu, sklepów, restauracji i wydarzeń kulturalnych. Obywatele znaleźli się w sytuacji, w której ich podstawowe prawa – do podróżowania, pracy, życia towarzyskiego – stały się zależne od decyzji aparatu biurokratycznego dotyczących ich stanu zdrowia.
Identyfikacja biometryczna została zintegrowana z systemami opieki zdrowotnej pod pretekstem poprawy efektywności opieki medycznej. Dane medyczne zostały powiązane z parametrami biometrycznymi obywateli, tworząc kompleksowe bazy danych, które potencjalnie nadawały się do systemów całkowitej kontroli. Granice między opieką medyczną a nadzorem rządowym zostały całkowicie zatarte.
Społeczny kredyt dla zdrowia zaczął się kształtować poprzez integrację danych medycznych z systemami oceny „społecznej odpowiedzialności” obywateli. Przestrzeganie recept lekarskich, terminowe szczepienia i testy zaczęły wpływać na dostęp do usług publicznych, pożyczek i zatrudnienia.
Transgraniczna koordynacja cyfrowych systemów opieki zdrowotnej stworzyła warunki wstępne dla globalnej kontroli nad przepływem osób. Wzajemne uznawanie cyfrowych paszportów zdrowotnych między krajami stanowiło podstawę systemu, w którym podróże międzynarodowe stały się przywilejem, a nie prawem.
Komercyjne wykorzystanie danych medycznych przez korporacje technologiczne otworzyło nowe możliwości manipulowania zachowaniem obywateli. Osobiste informacje medyczne stały się towarem sprzedawanym reklamodawcom, firmom ubezpieczeniowym i pracodawcom, tworząc dodatkowe mechanizmy przymusu społecznego.
Najbardziej niepokojącym aspektem tych systemów była ich odporność na uchylenie. Nawet po zakończeniu “ostrej fazy pandemii” wiele elementów kontroli cyfrowej zostało zachowanych pod różnymi pretekstami, od zwalczania przyszłych pandemii po „optymalizację opieki zdrowotnej”.
7. Broń biologiczna i sieci laboratoryjne
Jednym z najciemniejszych aspektów współczesnej geopolityki biomedycznej jest militaryzacja badań biologicznych. Sieć laboratoriów biologicznych, formalnie zaangażowanych w „pokojowe badania”, stała się globalną infrastrukturą potencjalnie nadającą się do rozwoju i wykorzystania broni biologicznej.
Sieć amerykańskich biolabów na całym świecie, budzi poważne pytania o ich prawdziwy cel. Oficjalnie laboratoria te zajmują się „monitorowaniem chorób zakaźnych” i „zapewnianiem bezpieczeństwa biologicznego”, ale ich położenie geograficzne, poziom tajności i powiązania z amerykańskimi strukturami wojskowymi wskazują na możliwe alternatywne cele.
Badania podwójnego zastosowania rozwijają technologie, które mogą być używane zarówno do obrony przed zagrożeniami biologicznymi, jak i do ich tworzenia. Pod przykrywką pracy nad szczepionkami i lekami prowadzone są badania nad patogenami, które mogą być używane jako broń biologiczna. Cienka granica między badaniami defensywnymi i ofensywnymi jest celowo zacierana.
Mapowanie genetyczne populacji w różnych krajach pod przykrywką badań medycznych stwarza możliwości rozwoju etnicznie specyficznej broni biologicznej. Projekty na dużą skalę mające na celu zbieranie materiału genetycznego, zamaskowane jako spersonalizowane programy medyczne, mogą potencjalnie zostać wykorzystane do tworzenia patogenów atakujących określone grupy genetyczne.
Technologie edycji genomu, takie jak CRISPR, otwierają bezprecedensowe możliwości tworzenia sztucznych patogenów o określonych właściwościach. Możliwość precyzyjnej modyfikacji kodu genetycznego wirusów i bakterii może być wykorzystana do stworzenia nowej generacji broni biologicznej o zwiększonej zakaźności, śmiertelności lub selektywności działania.
Pochodzenie COVID-19 pozostaje przedmiotem intensywnej debaty, ale coraz więcej dowodów wskazuje na możliwe laboratoryjne pochodzenie wirusa. Niezależnie od tego, czy wirus był wynikiem przypadkowego uwolnienia, czy celowego działania, istnienie laboratoriów zdolnych do tworzenia lub modyfikowania takich patogenów stwarza bezprecedensowe ryzyko dla ludzkości.
Szczególne zaniepokojenie budzi brak skutecznej międzynarodowej kontroli nad badaniami biologicznymi. Konwencja o broni biologicznej z 1972 r. nie zapobiegła militaryzacji technologii biologicznych w erze inżynierii genetycznej i biologii syntetycznej.
8. Wnioski. Opieka zdrowotna jako pole bitwy geopolitycznej
“Plan-demia COVID-19” ostatecznie zniszczyła iluzję politycznej neutralności opieki zdrowotnej i pokazała, że medycyna stała się jednym z kluczowych pól współczesnej walki geopolitycznej.
Staliśmy się świadkami ukształtowania się nowej rzeczywistości, w której dostęp do kluczowych technologii medycznych nie jest determinowany przez wskazania medyczne lub wypłacalność, ale przez lojalność geopolityczną i orientację polityki zagranicznej krajów.
Magdalena S. z Love Island skazana. / Fot. Instagram
Magdalena S., uczestniczka trzeciej edycji polskiego programu „Love Island” emitowanego na Polsacie, została skazana na 14 lat więzienia za udział w międzynarodowym kartelu narkotykowym. Wyrok ogłoszono wczoraj w sądzie w Wielkiej Brytanii.
Prokuratura przedstawiła 30-letnią Magdalenę S. jako „mózg operacji” odpowiedzialny za zarządzanie finansami oraz logistyką gangu.
Współpracując z członkami kartelu przebywającymi w Dubaju, kobieta sporządzała precyzyjne dokumentacje dotyczące zysków, kosztów i poziomu zapasów narkotykowych.
Prokurator Tim Evans podkreślił przed sądem, że organizacje działające na tak dużą skalę nie byłyby w stanie funkcjonować bez osób takich jak oskarżona. „Nie tylko zarządza zyskami, kosztami i wydatkami, ale także poziomami zapasów. Dokumentuje, kto co wziął, za jaką cenę, z jakiej partii i jakie są związane z tym marże zysku” – wyjaśnił Evans.
Sąd ustalił, że celebrytka występująca w kryminalnych kręgach pod pseudonimem „Barbie”, była częścią wewnętrznego kręgu organizacji. Jak poinformował prokurator, oskarżona „siedziała przy najważniejszych stołach” i brała udział w strategicznych decyzjach dotyczących dystrybucji narkotyków na wielką skalę.
Magdalena S. oficjalnie pracowała w branży hotelarskiej w Dubaju, ale jej pobyt na Bliskim Wschodzie w rzeczywistości był związany z działaniami na rzecz kartelu.
Magdalena S. została zatrzymana przez brytyjską policję 13 lutego 2024 roku podczas przylotu z Dubaju do Wielkiej Brytanii. Podróżowała pierwszą klasą Emirates, przewożąc luksusowe przedmioty: zegarek Patek Philippe wart 130 tys. funtów, Rolexa za 30 tys. funtów oraz biżuterię marki Cartier.
Podczas przeszukania zabezpieczono również telefony i laptopy, które zawierały arkusze kalkulacyjne dokumentujące zyski z handlu kokainą, ketaminą i marihuaną. Funkcjonariusze odkryli także zaszyfrowane wiadomości, w których celebrytka omawiała szczegóły transakcji narkotykowych opiewających na miliony funtów.
Detektywi ujawnili, że Magdalena S. była świadoma ryzyka związanego z jej działalnością. W jej telefonie znaleziono wyszukiwania dotyczące kar śmierci za handel narkotykami w różnych krajach oraz frazy „50 kilogramów kokainy wiadomości z Wielkiej Brytanii”.
Podczas procesu Magdalena S. przyznała się do spiskowania w celu dostarczania kokainy, marihuany, ketaminy oraz do prania brudnych pieniędzy. Wcześniej skazano już 12 innych członków kartelu, którzy łącznie otrzymali wyroki na ponad 100 lat więzienia.
Iran przeprowadził w nocy potężny atak rakietowy na centralny kompleks wojskowy Kirya w Tel Awiwie, donosiły izraelskie i międzynarodowe media. Kompleks Kirya, znany również jako „izraelski Pentagon”, jest siedzibą sztabu generalnego armii izraelskiej, Ministerstwa Obrony i innych kluczowych struktur bezpieczeństwa, w tym agencji wywiadowczej Mossad.
Według doniesień Fox News, w tym miejscu wystrzelono trzy serie irańskich pocisków balistycznych. Reporter Trey Yingst, który relacjonował zdarzenie bezpośrednio z miejsca zdarzenia, opisał sytuację jako niezwykle napiętą:
„Irańczycy odpowiedzieli trzema falami pocisków balistycznych. To izraelska wersja Pentagonu — Kirya, a jeden z budynków wewnątrz tego kompleksu właśnie został trafiony” — powiedział Yingst, gdy kamera przesunęła się po uszkodzonych strukturach.
Gdy dziennikarz próbował sfilmować dotknięte budynki, izraelskie siły zbrojne przerwały filmowanie i wydaliły ekipę z miejsca zdarzenia „ze względów bezpieczeństwa”.
Uderzono w siedzibę wojskową i wywiadowczą, skala zniszczeń nieznana
Nagrania wideo z miejsca ataku pokazują rozległe szkody materialne. Lokalne źródła podają, że budynki mieszczące biura Ministerstwa Obrony, sekcje Mossadu i część kompleksu badawczego powiązanego z izraelskim programem nuklearnym zostały trafione.
Arabskie media podają również, że jednym z celów ataku mógł być podziemny bunkier, w którym – według ich źródeł – w momencie ataku przebywali najwyżsi rangą przedstawiciele władz wojskowo-politycznych kraju, w tym premier Beniamin Netanjahu.
Ryzyko dla systemu dowodzenia izraelskiej armii
Atak na Kiryę, jako kluczowe stanowisko dowodzenia, może poważnie zakłócić koordynację działań wojskowych, operacje wywiadowcze i procesy decyzyjne izraelskiego aparatu bezpieczeństwa.
Nie ma jeszcze oficjalnych informacji o ofiarach, ale można się spodziewać pilnego oświadczenia ze strony izraelskich przywódców wojskowych i politycznych w związku z atakiem, który wielu uważa za najbardziej bezpośredni irański atak na militarne serce Izraela w całej jego historii.
Wg niepotw info: – Kompleks wojskowy Kirya został trafiony. Nie wiadomo, czy Netanjahu był w środku. – Izrael twierdzi, że przechwycił 50 pocisków. – W pobliżu siedziby Ministerstwa Obrony w Tel Awiwie wybuchł pożar. – Irańskie pociski spadły na co najmniej 7 obszarów w centralnym Izraelu.
Instytut Naukowy Weizmanna w Rechowot, znany izraelski ośrodek badawczy, został uszkodzony w wyniku ostatniego ostrzału rakietowego Iranu
Początkowa euforia Izraela po piątkowych porannych atakach na irańskie cele słabnie, gdy mieszkańcy Izraela dostają smak własnego lekarstwa. Tak zachwalana przez Izrael Iron Dome to totalna klapa. Poniżej zamieściłem kilka filmów, które pokazują, jak irańskie rakiety docierają bez przeszkód.
W swoim najnowszym nagraniu wideo BORZZIKMAN informuje, że wczorajszy irański atak na izraelską wersję Pentagonu zniszczył system obrony powietrznej THAAD, który został rozmieszczony w celu „ochrony” budynku.
Izrael, z pomocą Zachodu, zaatakował Iran cyberatakiem wczesnym rankiem w piątek (czasu w Teheranie), który unieruchomił irański system obrony powietrznej. Izrael i Zachód przewidywali, że uniemożliwi to Iranowi śledzenie i atakowanie nadlatujących pocisków na kilka dni. Irańscy technicy uruchomili system w ciągu 10 godzin.
Propaganda Wioski Potiomkinowskiej generowana przez Izrael i rozpowszechniana przez zachodnie media rozpada się w szwach. Podczas gdy wielu na Zachodzie nadal wierzy, że Izrael zadał śmiertelny cios Iranowi i że Iran jest o kilka dni od upadku, irańskie siły rakietowe żyją i mają się dobrze, bombardując Izrael na potęgę. Podejrzewam, że Iran stosuje taktykę Huti, wystrzeliwując pociski balistyczne z mobilnych wyrzutni — tzn. zamiast polegać na stałych stanowiskach, Iran rozmieszcza swoje pociski w całym kraju na mobilnych wyrzutniach, których praktycznie nie da się wykryć i zniszczyć w odpowiednim czasie. Podczas gdy to piszę, Iran wystrzelił ósmą falę pocisków. Iran zamierza zaangażować Izrael w walkę odwetową, dopóki Izrael nie zaprzestanie ataków na Iran.
Inną rzeczywistością, z którą mierzy się Izrael, jest to, że Stany Zjednoczone nie mają nieograniczonych dostaw pocisków przeciwlotniczych i innej broni, które mogłyby wysłać do Izraela. Na przykład rozważmy ograniczenia systemów rakiet przeciwbalistycznych THAAD i SM-3… Stany Zjednoczone mogą wyprodukować tylko 50-75 pocisków THAAD i 60-84 pocisków przechwytujących SM-3 rocznie! Dziś przeczytałem inny raport — nie mogę go teraz znaleźć — że Stany Zjednoczone wysyłają do Izraela broń przeznaczoną dla Ukrainy. Jestem pewien, że Zełenski będzie zachwycony tą wiadomością. Jeśli ten raport jest prawdziwy, dni Ukrainy są policzone. Bez stałego wsparcia wojskowego i wywiadowczego USA Ukraina nie może kontynuować swoich operacji wojskowych przez całe lato.
Chcę przypomnieć o Umowie o Partnerstwie Strategicznym, którą Rosja i Iran podpisały 17 stycznia. Oto kluczowe sekcje dotyczące obecnej wojny z Izraelem:
Artykuł 3
3. W przypadku gdy jedna z Umawiających się Stron zostanie poddana agresji, druga Umawiająca się Strona nie udzieli agresorowi żadnej pomocy wojskowej lub innej, która mogłaby przyczynić się do dalszej agresji, i pomoże zapewnić, że powstałe różnice zostaną rozwiązane na podstawie Karty Narodów Zjednoczonych i innych stosownych norm prawa międzynarodowego.
Co to zatem oznacza? Prawo do samoobrony jest uznane w artykule 51 Karty Narodów Zjednoczonych , który pozwala krajom bronić się w przypadku zbrojnego ataku. Ta samoobrona musi być:
W odpowiedzi na rzeczywisty atak zbrojny
Natychmiastowe i konieczne
Proporcjonalnie do zagrożenia
Atak Izraela na irańskie obiekty nuklearne, zgodnie z warunkami tej umowy, oznacza, że Iran, przy wsparciu Rosji, będzie miał pełne prawo do odpowiedzi militarnej. Rosja wysłała Izraelowi i Stanom Zjednoczonym jasne ostrzeżenie… Rosja to plecy Iranu.
Artykuł 4 jest szczególnie wymowny, ponieważ przyznaje, że Rosja i Iran mają odrębne porozumienia regulujące współpracę między swoimi agencjami wywiadowczymi i bezpieczeństwa:
Artykuł 4
2. Służby wywiadowcze i bezpieczeństwa Umawiających się Stron współpracują w ramach odrębnych porozumień.
Artykuł 5 ujawnia, że Rosja i Iran zgodziły się na kompleksową współpracę wojskową obejmującą wszystko, od szkoleń i ćwiczeń wojskowych po reagowanie na ataki:
Artykuł 5
1. W celu rozwijania współpracy wojskowej pomiędzy właściwymi agencjami Umawiające się Strony będą prowadzić prace przygotowawcze i wdrażać stosowne porozumienia w ramach Grupy Roboczej ds. Współpracy Wojskowej.
2. Współpraca wojskowa między Umawiającymi się Stronami obejmuje szeroki zakres spraw, w tym wymianę delegacji wojskowych i ekspertów, zawinięcia do portów okrętów wojennych i statków Umawiających się Stron, szkolenie personelu wojskowego, wymianę podchorążych i instruktorów, udział – na podstawie porozumienia między Umawiającymi się Stronami – w międzynarodowych wystawach obronnych organizowanych przez Umawiające się Strony, przeprowadzanie wspólnych zawodów sportowych, imprez kulturalnych i innych, wspólnych morskich operacji ratunkowych i ratowniczych, a także zwalczanie piractwa i zbrojnego rozboju na morzu.
3. Umawiające się Strony będą ściśle współdziałać w zakresie przeprowadzania wspólnych ćwiczeń wojskowych na terytorium obu Umawiających się Stron i poza nim, za obopólną zgodą i z uwzględnieniem obowiązujących, powszechnie uznanych norm prawa międzynarodowego.
4. Umawiające się Strony będą się konsultować i współpracować w celu przeciwdziałania wspólnym zagrożeniom militarnym i zagrożeniom bezpieczeństwa o charakterze dwustronnym i regionalnym.
Donald Trump objął urząd z poparciem milionów wyborców, którzy uwierzyli w jego obietnicę nieangażowania USA w niepotrzebne wojny zagraniczne. Wygląda na to, że łamie tę obietnicę.
Najwyraźniej niczego nie nauczył się od George’a H.W. Busha, który obiecał „żadnych nowych podatków”, a potem złamał tę obietnicę. Wyborcy mu tego nie wybaczyli. Jeśli Trump interweniuje w imieniu Izraela, prawdopodobnie spotka go podobny los polityczny; tylko zamiast nie zostać ponownie wybranym, zobaczy, jak jego poparcie polityczne wśród kluczowego segmentu jego elektoratu się rozpada.
Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.
POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.
ZAMOŚĆ – o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.
Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00
Napięcia na Bliskim Wschodzie osiągnęły nowy, niebezpieczny poziom. W piątek 13 czerwca Iran przeprowadził bezprecedensowy atak na Izrael, wystrzeliwując falę pocisków balistycznych i hipersonicznych, które uderzyły w strategiczne cele w Hajfie i Tel Awiwie. Był to odwet za wcześniejsze izraelskie naloty na Iran, podczas których zniszczono m.in. kluczowe obiekty nuklearne i zabito wysokich rangą irańskich dowódców wojskowych.
Według doniesień z Iranu, w kierunku Izraela wystrzelono ponad 100 rakiet, w tym pociski hipersoniczne Fattah, które zdołały przełamać izraelską obronę powietrzną. Szczególnie niepokojące dla Izraela jest to, że część pocisków przeniknęła przez zaawansowane systemy obronne, takie jak Żelazna Kopuła, THAAD oraz amerykańskie systemy przeciwrakietowe.
Irańskie media przekazały, że ataki były “zdecydowaną i precyzyjną odpowiedzią przeciwko dziesiątkom celów, baz i infrastruktury wojskowej reżimu syjonistycznego”. Z kolei najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, oświadczył, że Izrael rozpoczął wojnę i nie może przeprowadzać ataków na zasadzie “uderz i uciekaj” bez poważnych konsekwencji.
W wyniku ataków w Izraelu zginęła co najmniej jedna osoba, a kilkadziesiąt zostało rannych. W Tel Awiwie odnotowano znaczne zniszczenia infrastruktury, w tym trafienie jednego z wieżowców. Izraelskie siły obronne twierdzą, że większość pocisków została przechwycona, jednak materiały wideo krążące w mediach społecznościowych zdają się pokazywać liczne eksplozje w izraelskich miastach.
Szczególnie niepokojącym aspektem ataku jest wykorzystanie przez Iran pocisków hipersonicznych Fattah, które według specjalistów są niezwykle trudne do przechwycenia ze względu na ich prędkość i zdolność do manewrowania. Pocisk Fattah, zaprezentowany przez Iran w czerwcu 2023 roku, może osiągać prędkość do 15 razy większą niż prędkość dźwięku (około 18 000 km/h) i ma zasięg do 1400 km. Nazwa “Fattah” w języku perskim oznacza “zdobywcę”, co ma symbolizować jego zdolność do przełamywania systemów obrony przeciwrakietowej.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu ostrzegł Iran, że może spodziewać się kolejnych ataków. “W ciągu ostatnich 24 godzin wyeliminowaliśmy najważniejszych dowódców wojskowych, czołowych naukowców nuklearnych, najważniejszy ośrodek wzbogacania uranu islamskiego reżimu i znaczną część arsenału pocisków balistycznych. To nie koniec” – zapowiedział.
Iran z kolei zapowiada dalszą eskalację. Wysoki rangą irański urzędnik ds. bezpieczeństwa przekazał, że “Teheran przygotowuje się do trwającej konfrontacji i zintensyfikuje ataki. Iran nie rozpoczął wojny, ale to on zadecyduje o zakończeniu tej agresji”. Dodał również, że “nigdzie w Izraelu nie będzie bezpiecznie”, a “zemsta będzie bolesna”.
Konflikt między Izraelem a Iranem wywołuje niepokój na całym świecie. Piątkowy atak doprowadził do znacznego wzrostu cen ropy, podbijając notowania Brent o ponad 8 proc., do około 75 dolarów za baryłkę. Istnieją obawy, że dalsza eskalacja może zakłócić globalne dostawy surowców energetycznych.
Szereg państw, w tym Chiny, Turcja, Japonia, Indonezja, Malezja, a także Arabia Saudyjska i inne arabskie kraje Bliskiego Wschodu, wyraziło zaniepokojenie sytuacją w regionie. Premier Kataru Mohammed bin Abdulrahman as-Sani stwierdził, że Izrael działa nierozważnie i niweczy możliwość zaprowadzenia pokoju w regionie.
Pentagon potwierdził, że Stany Zjednoczone pomagają Izraelowi w odpieraniu irańskich ataków rakietowych. To wsparcie obejmuje zarówno informacje wywiadowcze, jak i zasoby obrony powietrznej.
Obserwatorzy wskazują, że użycie przez Iran pocisków hipersonicznych Fattah może zmienić dynamikę konfliktu na Bliskim Wschodzie. Pociski te, ze względu na swoją prędkość i zdolność do manewrowania, stanowią poważne wyzwanie dla systemów obrony przeciwrakietowej, które do tej pory skutecznie chroniły Izrael.
Społeczność międzynarodowa apeluje o deeskalację konfliktu, jednak zarówno Iran, jak i Izrael zdają się być gotowe do dalszej konfrontacji. Najbliższe dni pokażą, czy uda się zapobiec całkowitej wojnie między tymi dwoma państwami, która mogłaby wciągnąć w konflikt cały region Bliskiego Wschodu.
Rząd Donalda Tuska zaprezentował założenia Społecznego Funduszu Klimatycznego (SFK). Program o wartości 65 mld zł ma załagodzić skutki transformacji energetycznej, w tym wprowadzenia tzw. unijnej dyrektywy budynkowej i podatku od emisji dwutlenku węgla ETS2. Jak się jednak okazuje, program jest pełen wad i nie poprawi sytuacji większości narażonych na ubóstwo energetyczne.
Aż 37,5 proc. pieniędzy SFK zostanie przeznaczonych na komponent osłonowy, czyli dopłaty (w formie bonów) dla osób dotkniętych ubóstwem energetycznym. To najwyższa pula na jaką pozwalają unijne przepisy.
Decyzja jest pokłosiem raportu ekspertów Instytutu Badań Strukturalnych (IBS), którzy ocenili, że inwestycje w termomodernizację – np. program „Czyste powietrze” – nie wystarczą by zabezpieczyć Polskę przed ubożeniem. Za półtora roku bowiem wchodzi w życie unijny system handlu emisjami ETS2, który obejmie część transportu i budownictwo. Esperci wyliczyli, że równolegle ze wdrażaniem ETS 2 konieczne jest uruchomienie dopłat do rachunków za energię, które powinny objąć początkowo 2,5 mln gospodarstw o najniższych dochodach.
Okazuje się jednak, że zaprezentowany przez ministra Jana Szyszkę program drastycznie ogranicza możliwość otrzymania odpowiedniego świadczenia. Oprócz kryterium dochodowego (odpowiednio 2500 zł w gospodarstwach jednoosobowych i 1700 zł na osobę w wieloosobowych) rząd proponuje dwa dodatkowe kryteria: wiek – 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, oraz źródło ciepła – „indywidualne lub lokalne źródło ciepła zasilane paliwami kopalnymi”.
„Według szacunków IBS efekt równoczesnego zastosowania wszystkich trzech kryteriów byłby, z punktu widzenia kosztu społecznego, piorunujący: zamiast ponad 90 proc. gospodarstw zidentyfikowanych jako ubogie energetycznie świadczenie trafiłoby do zaledwie 25 proc.” – ocenia DGP.
(Fot: Abraxham03, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons)
Kard. Raymond Leo Burke poinformował, że przekazał papieżowi Leonowi XIV swą prośbę dotyczącą Mszy świętej trydenckiej. Amerykański purpurat wyraził nadzieję, że papież przywróci możliwość powszechnego sprawowania Mszy świętej w klasycznym rycie rzymskim i będzie kontynuował w tym zakresie myśl Benedykta XVI.
Podczas konferencji Latin Mass Society odbywającej się w Londynie z ust kard. Raymonda Leo Burke padły zaskakujące słowa. Były prefekt Trybunału Sygnatury Apostolskiej oświadczył bowiem, że zdążył już przekazać papieżowi Leonowi XIV swoje stanowisko i prośbę w sprawie wiernych rozwijających swoją pobożność poprzez uczestnictwo w Mszach świętych trydenckich.
Purpurat podkreślił, że wyraził Ojcu Świętemu swoją nadzieję, że Leon XIV położy kres „prześladowaniom wewnątrz Kościoła” wobec „tych, którzy pragnęli oddawać cześć Bogu zgodnie z dawną tradycją rytu rzymskiego”.
„Z pewnością miałem już okazję wyrazić to Ojcu Świętemu” – powiedział kard. Raymond Leo Burke. „Mam nadzieję, że jak najszybciej zajmie się on tą kwestią i spróbuje przywrócić sytuację do stanu sprzed Summorum Pontificum, a nawet kontynuować to, co papież Benedykt XVI tak mądrze i z miłością ustanowił dla Kościoła” – wskazał purpurat.
Słowa kard. Raymonda Leo Burke padły podczas konferencji zorganizowanej przez środowisko Latin Mass Society z Wielkiej Brytanii. W wydarzeniu organizowanym w Londynie udział wziął również m.in. bp Athanasius Schneider, a także brytyjscy publicyści i eksperci: dr Tim Stanley, dr Joseph Shaw oraz James Gillick.
Za fraki i do rynsztoka – jedyna słuszna postawa wobec zielonych wariatów. Foto: PAP
Dwóch aktywistów klimatycznych z ruchu Ostatnie Pokolenie zostało przewiezionych do szpitala psychiatrycznego po proteście na Moście Siekierkowskim w Warszawie. Klimatyści są oczywiście oburzeni, ale policja – całkiem słusznie ! – ich przyklejanie się do ruchliwej ulicy zakwalifikowała jako próbę samobójczą.
Eko-wariaci z Ostatniego Pokolenia co i rusz blokują drogi w Warszawie. Ostatnio przykleili się do asfaltu na Moście Siekierkowskim. Dwóch „klimatystów” użyło mocniejszego kleju, aby nie dało się odkleić ich dłoni w kilkanaście minut.
Cała procedura trwała więc znacznie dłużej. Po odklejeniu protestujących policja nie miała podstaw prawnych do ich zatrzymania. Znaleziono jednak pewne rozwiązanie.
Policjanci zakwalifikowali działanie tych dwóch klimatystów jako próbę samobójczą. Wezwano więc pogotowie ratunkowe i zaczadzeni klimatyczną ideologią mężczyźni trafili prosto do Centrum Zdrowia Psychicznego przy ul. Szaserów.
Spędzili tam kilka godzin. Psychiatrzy ostatecznie uznali, że nie stwierdzono u nich niepokojących symptomów ani problemów ze zdrowiem psychicznym, więc mogą iść do domu.
Jeden z klimatystów poskarżył się, jakoby od policji usłyszał, że funkcjonariusze będą podejmować kolejne próby wysyłania ich do psychiatryka.
I być może to jest sposób na odklejonych aktywistów. Kary, które dotychczas zasądzano, są po prostu śmieszne.
GORZEJ, niż „nachodźca”. Gorzej — bo to z całą pewnością jeden z tych niby „legalnych”, których PiS wielu nawpuszczał — i którzy dalej są ściągani przez różnych-takich Kaźmierczaków z KPP, którzy „rąk do pracy” w Polsce znaleźć nie mogą (bo marnie płacą), biedacy.
Dlatego gorzej, że taki niby „legalny” to rzekomo „sprawdzony” — więc widać, jakie to sprawdzanie — a także dlatego, że tych porąbanych Latynosów ściągnięto całkiem sporo.
A przecież to nie tylko sami Latynosi! Hindusi, Pakistany, Banglijczycy…
Kaźmierczakom zaś, regularnie rozpaczającym, że „w Polsce brak rąk do pracy” można dać dobrą radę: „daj pan to samo ogłoszenie, ale z pensją podniesioną 2-3 razy”. Ręczę za pozytywny efekt!
„Ręce do pracy” w Polsce są — a nawet chętnie wrócą z UK i Holandii — ale na pewno nie po to, aby „zap…dalać za miseczkę ryżu” w myśl zaleceń mądrali Morawieckiego
PILNE: Fauci oskarżony o 107 357 przypadków nieumyślnego spowodowania śmierci — Nowa Zelandia uderza, gdy 14 krajów wydaje GLOBALNE NAKAZY ARESZTOWANIA!
Od naukowego „zbawcy” do międzynarodowego zbiega — dr Anthony Fauc i teraz staje w obliczu rozliczenia obejmującego kontynenty. Świat przestał udawać, że był niewinny. Dr Fauci został formalnie oskarżony o ponad 100 000 przypadków nieumyślnego spowodowania śmierci w Nowej Zelandii, a 14 krajów wydało nakazy aresztowania. Człowiek, który dyktował globalną reakcję na pandemię, w końcu został pociągnięty do odpowiedzialności.
UPADEK GLOBALNEGO SYMBOLU – I POCZĄTEK RZECZYWISTEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI
Historia zaczyna doganiać architekta globalnej dewastacji. Dr Anthony Fauci, niegdyś chroniony przez medialny kult i polityczną ochronę, jest teraz celem rosnącego międzynarodowego tsunami prawnego. Nowa Zelandia oficjalnie oskarżyła Fauciego o 107 357 przypadków nieumyślnego spowodowania śmierci w związku z możliwymi do uniknięcia zgonami związanymi z niewłaściwym zarządzaniem pandemią, tłumionymi metodami leczenia i wymuszonymi eksperymentalnymi zastrzykami.
Ale to nie jest odosobniony przypadek. Czternaście krajów połączyło siły, wydając globalne nakazy aresztowania Fauciego, co oznacza początek tego, co wielu nazywa Norymbergą 2.0. Oskarżenia nie są już szeptane na platformach alt – są wpisywane w dokumenty prawne, wspierane przez sygnalistów, naukowców i ocalałych.
Dr Anthony Fauci, niegdyś paradujący jako twarz globalnej „nauki” i wywyższony przez instytucje, które uciszyły wszelkie sprzeciwy, jest teraz formalnie oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci na skalę wcześniej nie do pomyślenia w nowoczesnej medycynie.
Rząd Nowej Zelandii wniósł oskarżenia w sprawie 107 357 zarzutów , co oznacza pierwsze poważne postępowanie prawne przeciwko człowiekowi powszechnie uważanemu za głównego architekta globalnej polityki COVID. Nie chodzi o zemstę polityczną — chodzi o sprawiedliwość, która została od dawna odroczona.
Za starannie wykreowanym wizerunkiem spokojnego autorytetu Fauci zorganizował politykę, która doprowadziła do katastrofalnej utraty życia , spustoszenia psychologicznego i załamania swobód obywatelskich na całym świecie. Teraz, gdy międzynarodowe nakazy aresztowania się piętrzą, a postępowania prawne nabierają kształtu, narracja ta się rozpada — a wraz z nią mit dobrotliwego doktora.
Konflikt Izraelsko-Irański, stymuluje pytania o jego globalne przyczyny i znaczenie.
Tak jak konflikt ukraiński, obecna wojna na Bliskim Wschodzie, w znacznym stopniu dotyczy Chin.
Amerykańska flota lotniskowców, w dobie hipersonicznych rakiet, jest praktycznie bezużyteczna w konflikcie zbrojnym, ponieważ na pełnym morzu nie ma możliwości ukrycia się, ani możliwości obrony przed wspomnianymi rakietami. Pomimo to ciągle nadaje się doskonale do kontroli i blokowania „niepożądanego handlu” państw postronnych, jak Chin.
Z tego też powodu ChRL wiele lat temu rozpoczęła projekt „nowego szlaku jedwabnego”. Początkowo, miał on wieść przez Rosję, Ukrainę do Europy. Jednakowoż, już 2014 roku, kiedy CIA zainstalowała swój marionetkowy reżim w Kijowie, plany się zmieniły.
Chiny rozpoczęły budowę linii kolejowej do Iranu, a stamtąd do Turcji, skąd już był „rzut beretem, do Grecji. Linia kolejowa została niedawno otwarta i Chiny importują nią z Iranu ropę naftową, a eksportują swe produkty.
Chińczycy kupili port w Pireusie i planowali pociągnąć linię kolejową do Gdańska, co umożliwiłoby im „rozdysponowywanie” na całej długości, towarów przeznaczonych na rynek europejski. Do tej pory dotarli oni do Budapesztu, czemu Węgry zawdzięczają wzrost chińskich inwestycji przemysłowych na swym terytorium.
Z tego więc powodu, dla ZIK (zachodniego imperium kłamstwa), zabrzmiał ostatni dzwonek alarmowy!
Należało natychmiast zablokować tą nową drogę transportową do Europy i dalej.
Izrael rozpoczął niesprowokowany atak na Iran i tak rozpoczął się kolejny niekończący się konflikt, na wzór ukraińskiego.
Tak jak w wojnie proxy ZIK z Rosją, również w przypadku konfliktu Izraela z Iranem, zwycięstwo nie leży po stronie zachodu, niemniej jednak skutecznie blokuje ostatnią chińską alternatywę transportu lądowego.
Cel został więc osiągnięty, a Chińczykom pozostaje jedynie droga militarnej konfrontacji z ZIK, która zapewne zakończy się nuklearną apokalipsą.
Co prawda USA nie są oficjalnie w ten nowy konflikt zaangażowane, ale wydaje się, że jest to moment, w którym administracja Trumpa okazała się całkowicie bezsilna, pozwalając Deep State (CIA, biurokracji), oraz globalnej oligarchii finansowej (apostołom szatana), przejąć całkowitą kontrolę na Stanami i ich systemem zarządzania.
W świetle powyższego, rokowania dla Świata stają się coraz bardziej ponure!
Czy jest jakieś poświęcenie, którego nie można by dokonać dla świętej sprawy praworządności? Takiego poświęcenia nie ma – bo dla praworządności, podobnie jak i dla demokracji nie tylko można, ale nawet trzeba poświęcić wszystko. Tak uważali nawet starożytni Rzymianie, którzy wprawdzie pogrążeni byli w sprośnych błędach Niebu obrzydłych, ale za to każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji. I właśnie na taką okoliczność dysponowali sentencją: pereat mundus, fiat iustitia – co się wykłada, że niech świat zginie, byle sprawiedliwości stało się zadość. Wynika z tego, że nawet zagłada świata nie powinna nikogo powstrzymywać przed wprowadzaniem sprawiedliwości.
Toteż muszę przyznać, że walkę o praworządność, jaką w Polsce rozpętała Nasza Złota Pani z Berlina, kiedy to po spaleniu na panewce “Ciamajdanu”, jaki 16 grudnia 2016 roku zorganizowała w Sejmie Volksdeutsche Partei, żeby nie dopuścić do uchwalenia ustawy budżetowej i w ten sposób wymusić na panu prezydencie Andrzeju Dudzie rozpisanie nowych wyborów, które folksdojczom przyniosłyby oczekiwane przez niemiecką BND , a kto wie, czy nawet nie zadatkowane zwycięstwo – przybyła 7 lutego 2017 roku do Warszawy – traktuję z coraz większą obawą. Może się bowiem okazać, że to nie globalne ocieplenie, ani nawet wojna, jaką bezcenny Izrael, chroniąc swego premiera Beniamina Netanjahu przed kryminałem, rozpęta przeciwko złowrogiemu Iranowi, obsypując go swoimi atomowymi kartaczami, których, jak wiadomo, “nie ma”- co z kolei może doprowadzić do III wojny światowej i nuklearnej zagłady życia na Ziemi – tylko właśnie walka o praworządność i sprawiedliwość, będzie przyczyną końca świata.
Oto opinią publiczną wstrząsnęła informacja o napadzie na Narodowy Bank Polski, której dokonał prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie, pan Andrzej Piaseczny w asyście trzech jegomościów w policyjnych uniformach. Jak pamiętamy, Narodowy Bank Polski zakupił ostatnio większą ilość złota, więc nic dziwnego, że wielu marzy o uszczknięciu chociażby części tych zasobów – tymczasem władze NBP informują, że pan Andrzej Piaseczny nie domagał się złota, tylko dokumentów z posiedzeń Rady Polityki Pieniężnej. Rada Polityki Pieniężnej decyduje, jak wiadomo, jakie będą stopy procentowe. W tym celu rzuca monetą i jeśli wypadnie orzeł, to podnosi stopy procentowe, jeśli wypadnie reszka – to obniża – a jak moneta stanie na sztorc – to ani nie podnosi, ani nie obniża. Są to sprawy powszechnie znane opinii publicznej, więc nawet nie wiem, czy z takich rzutów monetą sporządza się jakieś protokoły, a jeśli nawet – to po co takie protokoły miałyby być potrzebne panu Andrzejowi Piasecznemu?
Wreszcie – jeśli nawet przez ciekawość, co to jest pierwszym stopniem do piekła, nie mógłby bez nich wytrzymać, to przecież mógł napisać do pana prezesa Glapińskiego, żeby mu kopie takich protokołów dostarczył, a pan prezes z pewnością by tej prośbie uczynił zadość – bo niby dlaczego nie, skoro każde dziecko wie, jak przebiega procedura ustalania stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego?
W tej sytuacji trudno powstrzymać się od podejrzeń, że za napadem pana prokuratora i policjantów na Narodowy Bank Polski kryje się jakiś inny, zagadkowy motyw. Nie jest przecież tajemnicą, że gabinet obywatela Tuska Donalda już dawno chciał pojmać i umieścić w areszcie wydobywczym pana prezesa Glapińskiego, żeby już żadna przeszkoda nie utrudniała mu dostępu do zasobów złota zgromadzonego w piwnicach NBP.
Okoliczność, że do napadu doszło następnego dnia po uchwaleniu przez Sejm votum zaufania dla obywatela Tuska Donalda i jego gabinetu, tylko te podejrzenia wzmaga. Chodzi o to bowiem, że losy gabinetu– czy uzyska on votym zaufania, czy nie – zależały od Polskiego Stronnictwa Ludowego – czy będzie ono głosowało za zaufaniem dla obywatela Tuska Donalda, czy przeciwnie – do czego namawiało pana prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza PiS, kusząc go obietnicą powierzenia mu stanowiska premiera. Jak wiemy, pan prezes Władysław Kosiniak-Kamysz nie dał się skusić tymi obietnicami – ale to może znaczyć tylko tyle, że obywatel Tusk Donald za tę nieustępliwość zaoferował mu więcej – i to właśnie z zasobów NBP, bo – o ile mi wiadomo – członkowie zaplecza politycznego PSL zostali wynagrodzeni za wejście do koalicji 13 grudnia stanowiskami w spółkach Skarbu Państwa już wcześniej.
No dobrze – ale jak tu przelicytować ofertę PiS nie pozostawiając śladów w Ministerstwie Finansów, które, nota bene, ma same długi? Ano – trzeba było upozorować napad na Narodowy Bank Polski. A jak upozorować? Wiadomo, że najlepiej upozorować pod pozorem legalności. A cóż wygląda bardziej legalnie, jak nie prokurator w asyście policjantów?
Tak samo myślał wielki konstruktor Trurl i jego kolega Klapaucjusz, kiedy lekkomyślnie przyjęli ofertę króla Okrucyusza – o czym pisze Stanisław Lem w „Bajce o trzech maszynach opowiadających króla Genialona”. Jak pamiętamy król Okrucyusz został aresztowany przez umundurowanych policjantów i porwany w nieznane – by w ten sposób zmusić go do wypłacenia umówionego wynagrodzenia w postaci stu worów złota – co się dokonało.
Bardzo możliwe, że obywatel Tusk Donald czytał „Cyberiadę” Stanisława Lema i stąd zaczerpnął inspirację do napadu na Narodowy Bank Polski w wykonaniu prokuratora z Prokuratury Okręgowej w Warszawie i trzech policjantów. Dodatkową poszlaką, wskazującą, że tak właśnie mogło być, jest reakcja prezesa NBP, pana prof. Glapińskiego. Poinformował on, że – po pierwsze – wszystkie rzekomo interesujące pana prokuratora dokumenty były przygotowane i zostałyby udostępnione w ramach istniejących procedur, a po drugie – że o zaistniałej sytuacji poinformuje Europejski Bank Centralny.
Zwraca uwagę okoliczność, że pan prof. Glapiński ani słowem nie wspomina o złożeniu zawiadomienia do prokuratury. Jest to całkowicie zrozumiałe. Skoro w ramach przekształcania demokracji walczącej w demokrację wojenną, zgodnie z sugestią Judenratu, przekazaną za pośrednictwem pana red. Tomasza Piątka, który wystąpił tu jako postillon d`amour – prokuratura pod przewodnictwem pana ministra Adama Bodnara z czarnym podniebieniem, stała się rodzajem organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym, więc nie ma najmniejszego sensu zawiadamianie jej o czymś, o czym przecież nie może nie wiedzieć. A przecież to dopiero początek drugiego etapu funkcjonowania gabinetu obywatela Tuska Donalda. Czego jeszcze możemy spodziewać się w ciągu najbliższych dwóch lat?
Przejechali na motocyklach przez 15 krajów, aby dotrzeć do Iranu. Po powrocie do domów średni przebieg – zależnie od miasta zamieszkania – wynosił od 12 do 13 tysięcy kilometrów. Mowa o uczestnikach III Rajdu Pamięci Armii gen. Andersa, cyklicznym wydarzeniu zainicjowanym przez Stowarzyszenie Kocham Polskę, które podąża śladami Polaków ewakuowanych z Syberii podczas II wojny światowej.
W 1942 roku, w ówczesnej Persji, blisko 120 tysięcy naszych rodaków znalazło bezpieczną przystań. Wśród nich było wiele dzieci, także sierot i półsierot. Miałam okazję poznać część z nich – już jako seniorów. Iran wspominali jako prawdziwy raj na ziemi, gdzie spotkali się z ogromną życzliwością miejscowej ludności.
Niestety nie wszyscy rodacy przeżyli tułaczkę po wydostaniu się z ZSRR. Wycieńczeni, zmarli w drodze do ojczyzny. Irańczycy do dziś dbają o ich groby i polskie cmentarze. Uczestnicy motocyklowej wyprawy odwiedzili te miejsca i podziękowali Irańczykom za okazaną dobroć. W ten sposób Rajd stał się przykładem wzorowej postawy i budowania oddolnej dyplomacji.
WYPRAWA Z MISJĄ
Motocyklistom towarzyszyłam z kamerą, aby uwiecznić to historyczne wydarzenie w filmie dokumentalnym. W trakcie wyprawy regularnie zamieszczałam relacje w mediach społecznościowych, co wywołało sporą sensację wśród polskich odbiorców – udostępnienia, lajki i komentarze szybko podbijały ich popularność.
Publikowałam relacje z polskich cmentarzy w Iranie oraz krótkie filmiki z pogodnym przesłaniem. Na przykład zamieściłam wideo, na którym irańscy oficjele wręczali czerwone róże przybyszom z Polski. Te urocze gesty z kwiatami towarzyszyły nam niemal na każdym kroku w Iranie. Innym razem pokazałam, jak irańskie kobiety z małymi dziećmi spontanicznie siadały na motocykle naszych chłopaków i radośnie pozowały do zdjęć.
W Iranie najczęściej nosiłam ciemne okulary. Po pierwsze – z powodu rażącego słońca, po drugie – by ukryć wzruszenie. Wciąż miałam w pamięci poruszające rozmowy z Polakami, którzy kilkadziesiąt lat temu znaleźli tam schronienie. Wśród nich była Maria Gordziejko, która zaszczyciła nas swoją obecnością podczas uroczystości inaugurującej Rajd przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie.
Pani Maria podzieliła się z nami przejmującym świadectwem niezwykłej dobroci narodu perskiego, której osobiście doświadczyła w dzieciństwie. Ci ludzie, sami dotknięci wojenną biedą, z naturalną empatią dzielili się z wycieńczonymi Polakami owocami i chlebem. Dlatego kiedy i ja doświadczyłam irańskiej życzliwości, wzruszenie ogarniało mnie podwójnie.
Do tej pory zwiedziłam już wiele krajów, spotkałam mnóstwo ciekawych ludzi i relacjonowałam wyjątkowe wydarzenia, ale to, co zobaczyłam w Iranie, poruszyło mnie najmocniej. W czasie, gdy ten kraj jest demonizowany na arenie międzynarodowej, Irańczycy – najbardziej życzliwy naród, jaki znam – za pośrednictwem polskich motocyklistów zaapelowali do świata: „Nie chcemy wojny!”
Wideo z tym pokojowym przesłaniem, zwieńczone sceną, w której irańska dziewczynka w stroju ludowym wręcza bukiet kwiatów Michałowi Szelidze, prezesowi Stowarzyszenia Kocham Polskę, zamieściłam na Facebooku, X (Twitterze), Telegramie, TikToku i innych platformach. Euforii w komentarzach nie było końca.
Media głównego nurtu w Polsce, które przemilczały nasz rajd do Iranu, zazwyczaj serwują odbiorcom złe wiadomości. Gdy natomiast opublikowałam coś tak pięknego, jak serdeczne przyjęcie Polaków i wyrażane przez Irańczyków pragnienie pokoju, reakcje moich obserwatorów pokazały mi, że wielu ludzi ma dość przygnębiających informacji i pragnie zobaczyć coś pozytywnego.
Co znamienne, irańskie media niemal na okrągło relacjonowały naszą motocyklową ekspedycję z Polski. Wzbudzaliśmy tam ogromną sensację i autentyczny podziw za włożony trud w tę niełatwą wyprawę.
ŚLADAMI PAMIĘCI
Wzruszającym momentem było wręczenie darów sierocińcowi w Isfahanie. W ten symboliczny sposób nasi rajdowcy chcieli wyrazić wdzięczność za opiekę nad polskimi sierotami podczas II wojny światowej. Isfahan zapisał się w historii jako „Miasto Polskich Dzieci”.
Patrząc na postawę motocyklistów, ogarniała mnie duma. Wypełnili bowiem polskie obowiązki, o których nie zawsze pamiętają przedstawiciele państwowi. Pamiętam, jak w 2014 roku odsłonięto Tablicę Wdzięczności Narodowi Irańskiemu za pomoc uchodźcom armii gen. Andersa. Umieszczono ją na skwerze przy Ogrodzie Krasińskich w Warszawie, niedaleko pomnika upamiętniającego Bohaterów Bitwy o Monte Cassino.
Uroczystość zgromadziła ocalonych Polaków, kombatantów, duchowieństwo oraz przedstawicieli polskich władz. Stronę irańską reprezentował personel misji dyplomatycznej. Na tę wyjątkową okazję prosto z Iranu przyjechał także burmistrz miasta Bandar-e Anzali, dawniej Pahlawi.
Sęk w tym, że tablicę ufundowała osoba prywatna – Władysław Czapski, założyciel Stowarzyszenia „Dzieci Isfahanu”. Z jego inicjatywy powstał Komitet Organizacyjny Środowiska Ocalonych przez Naród Irański.
Wyprawa do Iranu, zorganizowana przez Stowarzyszenie Kocham Polskę, to kolejny przykład oddolnej inicjatywy, w której Polacy biorą sprawy w swoje ręce. To swoista sztafeta pokoleń. Nasi dzielni motocykliści poświęcili swój czas – rajd trwał ponad trzy tygodnie, z czego tydzień to przejazd przez Iran; przeznaczyli na to także spore środki – wyprawa przez tyle krajów to niemały wydatek.
I wreszcie, choć rajd był bogaty w duchowe przeżycia, okazał się bardzo trudny fizycznie. Trafialiśmy na skrajnie ciężkie warunki: trudne do pokonania góry, ulewne deszcze, palące słońce, potężny wiatr wytrącający z równowagi, burze z piorunami, a nawet burzę piaskową. Bywały momenty, gdy śmierć zaglądała nam w oczy.
Z jedną z grup utknęłam w górach Iranu – z powodu potężnej ulewy i burzy nie mogliśmy jechać dalej, a była już noc. Opiekujący się nami Irańczyk, Reza, spontanicznie zorganizował nocleg w przydrożnym barze. Dopiero rano, gdy zrobiło się jasno, dotarło do nas, jak wielkie niebezpieczeństwo nam groziło – tuż obok drogi były głębokie skarpy i przepaście. Jazda w takich warunkach nocą mogła skończyć się tragicznie.
W drodze do Iranu często spaliśmy w warunkach polowych, więc gdy padał deszcz, nie było jak wysuszyć ubrań. Nazajutrz rajdowcy wsiadali na motocykl w mokrych kombinezonach – to ogromne poświęcenie i obciążenie dla organizmu. Pragnienie pokonywania trudności zrozumie tylko ten, kto ma w życiu pasję i odwagę, by ją realizować.
Domyślam się, ile stresu przeżywają bliscy motocyklistów w swoich domach. Każdy, kto ma choć odrobinę wyobraźni, wie, że takie wyprawy to ogromny wysiłek i niemałe ryzyko. Z drugiej strony mają powody do dumy – ich mężowie i ojcowie godnie reprezentują Polskę.
WIELKIE PRZEDSIĘWZIĘCIE
Na szczęście organizatorzy wykazali się rozsądkiem, bo zabrali ze sobą najbardziej doświadczonych motocyklistów, którzy wcześniej szlifowali swoje umiejętności na Międzynarodowych Motocyklowych Rajdach Katyńskich.
Przy okazji warto wspomnieć, że wyprawa do Iranu wpisuje się w kontynuację dzieła śp. Wiktora Węgrzyna, założyciela i komandora Rajdów Katyńskich. Poznałam obie inicjatywy od środka, więc mam pewien ogląd tej sprawy. Poza tym dostrzegłam w Michale Szelidze, liderze naszej grupy, cechy, które również wyróżniały Wiktora.
Michał, mimo młodego wieku (był najmłodszym uczestnikiem rajdu), nie tylko okazał się świetnym organizatorem, lecz także dysponuje silną i stabilną osobowością, dzięki czemu inni go słuchają. To kluczowe na tego typu wyprawach, gdzie trzeba zachować hierarchię, porządek i dyscyplinę.
Na takich rajdach nie ma miejsca dla słabeuszy i mięczaków. Trzeba mieć odporność fizyczną i psychiczną. I wreszcie, należy rozumieć po co się jedzie i dla jakiej sprawy jest ten cały trud.
Wojciech Borzym, komandor III Rajdu Pamięci Armii Gen. Andersa, spisał się na medal. Nie opuszczał go przy tym humor ani dobre samopoczucie, co podbudowywało pozostałych uczestników. Komandor wyprawy do Iranu – na co dzień burmistrz Drohiczyna – potwierdził swoją postawą, że wielkie idee dodają skrzydeł.
Benek i Ania z firmy Verifis zadbali o wszelkie rajdowe gadżety dla motocyklistów. Przygotowali również bus Stowarzyszenia – jego wnętrze przystosowano m.in. do funkcji kuchni polowej, a z zewnątrz pojazd został oklejony polskimi symbolami w biało-czerwonych barwach oraz mapą naszej długiej trasy. Dzięki takiemu przygotowaniu byliśmy jeszcze bardziej zauważalni we wszystkich krajach, przez które przejeżdżaliśmy.
Całe przedsięwzięcie nie doszłoby do skutku z takim rozmachem, gdyby nie życzliwość i pomoc irańskiego korpusu dyplomatycznego. Dr Hossein Gharibi, ambasador Iranu w Polsce, od samego początku był nam bardzo przychylny, co zaowocowało sprawną współpracą.
Z rekomendacji pana ambasadora naszą wyprawą zaopiekowała się agencja turystyczna „Fotros”. Jeszcze w Warszawie, w siedzibie ambasady, odbyło się spotkanie z przedstawicielami irańskiej organizacji oraz kierownictwem Stowarzyszenia Kocham Polskę.
Niezawodna ekipa, którą kierował Hossein wraz Mehdim, była do naszej dyspozycji przez cały pobyt w Iranie. Ich pomoc okazała się nieoceniona: zapewnili sprawne przejście przez granicę, załatwili formalności, organizowali tankowanie, noclegi oraz zwiedzanie historycznych miejsc, itd.
Co najważniejsze, Irańczycy dołożyli wszelkich starań, abyśmy mogli odwiedzić ważne dla nas miejsca pamięci – polskie cmentarze, dawny polski sierociniec oraz historyczny port w Pahlawi, gdzie przypływały statki z ewakuowanymi z Syberii Polakami. Towarzyszyła nam przy tym godna oprawa, w tym uroczyste powitania przez dostojnych przedstawicieli Iranu, na przykład gubernatorów.
Pracę agencji wspierał Klub Turystyczny i Samochodowy Islamskiej Republiki Iranu (Touring & Automobile Club of the Islamic Republic of Iran) – którego głównym zadaniem było wysyłanie motocyklistów, aby witali nas przed wjazdem do każdego miasta.
RÓŻNE ŚWIATY
Szczególnie pomocna była eskorta przez irańskie miasta, do której obok lokalnych motocyklistów przyłączała się policja. Nie wiem co byśmy zrobili bez ich zaangażowania, gdyż na irańskich ulicach (kto pierwszy ten lepszy) panują zupełnie inne zasady niż w Europie. Z jednej strony jest tam wielki chaos, z drugiej strony jednak nie widziałam ani jednego wypadku czy stłuczki, więc jakoś to działa.
Wydawało się, że każdy tam jeździ jak chce, a jednocześnie nie zauważyłam między kierowcami żadnych kłótni czy agresji. W niektórych miastach nie było nawet sygnalizacji świetlnej – zamiast tego niezliczona ilość progów zwalniających.
Na polską kieszeń szczególnie cieszą irańskie ceny paliw. Podczas naszego pierwszego tankowania odnotowałam następujące przeliczniki: olej napędowy (ON) za około 0,27 zł/l, benzyna subsydiowana (do 60 l miesięcznie) za około 1,34 zł/l oraz benzyna niesubsydiowana (powyżej 60 l miesięcznie) za około 2,69 zł/l. Nasza ekipa miała jeszcze taniej, bo w sumie za 50 euro zatankowaliśmy wtedy do pełna wszystkie motocykle (30 sztuk) oraz 2 auta.
Nietrudno się domyślić, że przy tak korzystnym przeliczniku cen paliw, Irańczycy mogą liczyć również na wyjątkowo tanie taksówki zamawiane przez aplikacje, takie jak Snapp. Dla zobrazowania: przejazd z lotniska Teheran-Mehrabad, obsługującego loty krajowe, do centrum miasta – na trasie liczącej około 10 kilometrów – kosztuje niespełna 2 euro. Tradycyjne taksówki są wprawdzie nieco droższe, ale wciąż pozostają bardzo przystępne cenowo. Za kurs z centrum stolicy na najbliższe lotnisko międzynarodowe, oddalone o około 50 kilometrów, pasażer zapłaci mniej więcej 10 euro.
Oczywiście średnie zarobki Irańczyków są znacznie niższe niż w Europie. Niemniej jednak ceny w tym kraju zdecydowanie powinny zachęcać turystów do odwiedzin. Dla przykładu: każdy uczestnik rajdu zapłacił zaledwie 50 euro za obiadokolacje na cały tydzień, co w przeliczeniu daje około 7 euro dziennie. A jedliśmy – smacznie i do syta – w wykwintnych restauracjach, na najwyższym poziomie. W żadnym z pozostałych 14 krajów, które mijaliśmy po drodze, nie dało się zjeść równie dobrze za taką cenę.
Orientacja w irańskich pieniądzach była dużym wyzwaniem, gdyż trwa tam proces reformy walutowej, mający na celu zastąpienie riala nową jednostką – tomanem. Widziałam, że na jednym banknocie widnieją dwa nominały – stary i nowy. Oficjalną walutą są riale, ale w praktyce posługują się tomanami, czyli np. 10 milionów riali to 1 milion tomanów. 1 000 000 tomanów to ok. 10 euro, 100 000 tomanów (czyli 1 milion riali na banknocie) to ok. 1 euro. Jednak głowy nie dam, że dobrze to zrozumiałam.
Po powrocie do Polski zapytałam sztuczną inteligencję o komentarz w tej zagmatwanej sprawie. «W maju 2025 roku Bank Centralny Iranu ogłosił, że planuje usunięcie czterech zer z riala, co oznacza, że 1 nowy toman będzie równy 10 000 riali. Ta zmiana ma na celu uproszczenie transakcji finansowych i dostosowanie oficjalnego systemu walutowego do powszechnie stosowanej praktyki wśród Irańczyków, którzy od dawna używają terminu „toman” w codziennych transakcjach, mimo że oficjalną walutą pozostaje rial.»
Kwestie materialne i logistyczne odłóżmy na bok. Najważniejsze były spotkania z ludźmi. Irańczycy – od oficjeli po zwykłych przechodniów – reagowali na przybyszów z Polski nadzwyczaj serdecznie. Zagadywali nas z ogromną kulturą osobistą. Miałam wrażenie, jakby niemal każdy chciał zrobić sobie z nami zdjęcie – przy czym zarówno mężczyźni, jak i kobiety byli w tym bardzo taktowni, dalecy od nachalności. Po prostu byli nas ciekawi i okazywali to w niezwykle uprzejmy sposób.
ODKŁAMAĆ PROPAGANDĘ
Przy okazji pragnę zdementować pewne mity, powielane przez zakłamane media na Zachodzie. W Iranie chrześcijanie nie są prześladowani, o czym zapewniali nas Ormianie z Isfahanu, gdzie przyjął nas na poczęstunek sam biskup. W Teheranie odwiedziliśmy nuncjusza apostolskiego, co potwierdza istnienie oficjalnych stosunków dyplomatycznych Iranu z Watykanem.
Każdego dnia rajdowi kapelani odprawiali w Iranie Eucharystię dla polskich motocyklistów. Irańczycy widzieli te celebracje, a niekiedy byli tuż obok – na przykład podczas uroczystości na polskim cmentarzu, gdzie wspólnie z nami oddawali hołd spoczywającym tam Polakom.
Irańskie kobiety nie są gnębione ani tłamszone. Wręcz przeciwnie – pełnią ważne funkcje i cieszą się dużym poważaniem. Podczas wizyt na uniwersytetach mogliśmy się przekonać, że uczelnie wyższe są zdominowane przez kobiety, które posyłały w naszą stronę promienne uśmiechy. Wśród licznych dziennikarzy towarzyszących naszej wyprawie większość stanowiły właśnie kobiety.
Podczas całego pobytu w Iranie nie doświadczyłam ani jednej nieprzyjemnej czy niebezpiecznej sytuacji ze strony drugiego człowieka. Na każdym kroku spotykała nas życzliwość, która w najmniejszym stopniu nie była udawana (po moich doświadczeniach z ludźmi jestem wyczulona na ewentualny fałsz).
Irańczycy to ludzie pokojowo nastawieni, dumni ze swojej długiej historii, przebogatej kultury i silnej tożsamości. Przy tym są ciekawi świata i otwarci na innych. Bolączką pozostają bezduszne sankcje, które trzymają ten kraj w izolacji. Ogromnym utrudnieniem jest blokada bankowości – turysta z Europy nie może tam płacić kartą ani nawet wyjąć gotówki z bankomatu.
Ostatniej nocy w Iranie zatrzymaliśmy się w hotelu, w którym akurat odbywało się wesele. Natychmiast zostaliśmy zaproszeni na przyjęcie, przy czym zgodnie z irańskim zwyczajem kobiety i mężczyźni bawią się osobno. Oddzieliłam się od naszych motocyklistów i poszłam na kobiecą część imprezy. Iranki przyjęły mnie bardzo ciepło. Bawiły się fantastycznie – z tańcami włącznie – i to wszystko bez kropli alkoholu.
Zabawa i tańce na trzeźwo były też u panów. Nazajutrz Zbigniew Jarząbek, który przez cały rajd bezpiecznie przewoził mnie swoim autem, opowiedział, jak wyglądało wesele w części przeznaczonej dla mężczyzn. Najbardziej poruszyła mnie scena, w której wspomniał o rozmowie z młodym Irańczykiem – jednym z gości.
Mężczyzna zaczął mówić o groźbie wojny przeciwko Iranowi. Był wyraźnie przerażony. Perspektywa napaści na jego kraj nie jawiła mu się jako abstrakcyjna możliwość, lecz jako realne zagrożenie – bezpośredni skutek polityki państw dążących do unicestwienia Iranu.
To nie była zwykła rozmowa, lecz świadectwo lęku, który przenika codzienność ludzi żyjących pod presją obcych interesów i w cieniu nieustannej groźby zbrojnej interwencji. Nie powinno to być losem tak otwartego, gościnnego i pokojowo nastawionego narodu. Irańczycy absolutnie na to nie zasłużyli.
Konto ministra niesprawiedliwości na platformie X wypluwa regularnie coś, co można określić gadzią mową – pełną manipulacji zawierającej fałszywe połączenie sztucznych słów z nieadekwatnym desygnatem. Gadzi język ma mamić i straszyć mieszkańców Ukro-Polin czyli nowego tworu powstałego na terenie Polski, który jak pasożyt skolonizował arterie polskiego organizmu, kierując przepływem pieniądza.
Jednak tzw. lewo-rządność z którą mamy do czynienia narodziła się dużo wcześniej.
Jedną z głównych zasad na której opiera się dzisiejsza lewo-rządność i z której czerpie pożywkę jest następujące stwierdzenie oparte na mniemanologii Trybunału Konstytucyjnego III RP:
Prawda nie jest w naszym porządku konstytucyjnym najwyższą wartością.
Jeżeli nie prawda, to co? I tu wypada przypomnieć wszystkim katolikom – jeżeli sam Bóg mówi o sobie „ jestem prawdą” to należy się zastanowić co może stać wyżej od Boga? Co jest ważniejsze od prawdy o Bogu i od prawdy o człowieku? Każda konstrukcja filozoficzna – logiczna – prawna stawiająca ponad prawdę jakąkolwiek wartość jest przejawem diabelskiego fałszu.
Tymczasem zwolennicy lewo-rządności twierdzą:
Myśmy w swoich orzeczeniach powiedzieli, że najwyższą wartością jest godność, a nie prawda. […] Prawda nie jest w naszym porządku konstytucyjnym najwyższą wartością.
Nietrudno jest przewidzieć skutki tej lewicowej aberracji, która fałszuje i w końcu rujnuje system prawny w Polsce czego przykładem było ostatnie uchwalenie ustawy z nienawiści. Z nienawiści do prawdy. Ustawa była przedstawiana pod fałszywą, propagandową nazwą „ o mowie nienawiści”.
Uważam, że prócz aspektów filozoficznych i ideologicznych aspekt psychologiczny pełni ważną rolę w zrozumieniu dynamiki tej patologii.
Na koniec przytoczę zamieszczony już na naszych łamach fragment refleksji prof. Bogusława Wolniewicza na ten właśnie temat, wyjaśniający istotę problemu.
====================
“O pojęciu kłamstwa i zasadzie prawdomówności” Prof. Bogusław Wolniewicz
„Humanizm”
Czynione są herkulesowe wysiłki – jak chociażby narzucanie Europie tzw. Karty praw podstawowych proklamowanej na konferencji Rady Europejskiej w Nicei 7 grudnia 2000 r. – by przerobić chrześcijański normotyp [dziwoląg językowy; pewnie coś między zasadą a dogmatem?? md] cywilizacyjny na bezkonfliktowo „humanistyczny”. Ma być tylko jedna wartość naczelna, której służą wszystkie inne. Tym aksjologicznym supremum jest CZŁOWIEK. Pozostałe wartości, dotąd naczelne, stają się wobec tego absolutu instrumentalne, a wśród nich prawda i prawdomówność. Prawda ma być cenna tylko o tyle, o ile służy człowiekowi. To on rzuca na nią swój nieziemski blask, nie ona na niego.
Absolut CZŁOWIEK występuje zwykle pod postacią swoich awatarów, wcieleń bardziej przystępnych: jako „życie ludzkie”, jako „osobowość”, albo jako „osoba ludzka”, a ostatnimi laty także jako „godność”. Zawołanie, że „życie jest wartością najwyższą”, słychać w krąg, a „godność ludzka” stoi na samym czele owej Karty jako jej Artykuł 1. W tym samym roku ukazał się również Manifest humanistyczny 2000 promulgowany przez jakąś Międzynarodową Akademię Humanizmu przy prowincjonalnym uniwersytecie stanowym w Buffalo, USA – licha imitacja Manifestu Komunistycznego z 1848 roku. Wśród dziewięciu „kluczowych zasad etyki humanizmu” znajdujemy tam jako przykazanie pierwsze, że „wartością naczelną jest godność i autonomia jednostki” (s. 31 wydania polskiego przez „Książkę i Prasę”).
Prawda ma podlegać awatarowi „godności”, on nią zawiaduje. Polski Trybunał Konstytucyjny obwieścił w grudniu 2006 r. ustami swojego przewodniczącego, sędziego Jerzego Stępnia, taką oto zdumiewającą nowość: „Myśmy w swoich orzeczeniach powiedzieli, że najwyższą wartością jest godność, a nie prawda. […] Prawda nie jest w naszym porządku konstytucyjnym najwyższą wartością”. (Por. T. Sommer: Wolniewicz – Zdanie własne. Warszawa 2010, s. 207.) Animuszu przeciw prawdzie dodała sędziemu Stępniowi zapewne owa Karta, a może też ów Manifest, bo wątpliwe, by tę nową zasadę wymyślił sam; choć nie wątpimy, że faktycznie i on, i cały ten lewoskrętny Trybunał zasadę tę stale realizował i dalej realizuje. W wyjaśnieniu przewodniczącego TK RP znalazła wyraz nowa zasada: zasada „humanistycznej” prawdomówności. Jak widać, brzmi ona tak: (H) Należy mówić prawdę, chyba że nie służy to godności człowieka. Gdy więc nie służy, wolno mówić nieprawdę, albo prawdę tłumić – wedle uznania.
Pierwsza nasza obiekcja wobec zasady H jest taka: zasada H to hasło na krótką metę. Na dalszą tłumienie prawdy nie służy nigdy „człowiekowi”, tylko jakimś skrycie partykularnym interesom. Okupione zaś jest trwałą szkodą społeczną: zatruwa normotyp zgodą na kłamstwo jako powszechnie akceptowany styl życia. Olbrzymim przykładem jest tu kłamstwo reklamy, szczególnie drastyczne w przypadku reklamy leków. Inny przykład daje medycyna, gdy lekarz „z litości”pociesza pacjenta kłamstwem – doraźnie i na krótko, a trwale i na długo podcina tą pociechą zaufanie społeczne do medycyny w ogóle. W ten sposób wielkie dobro poświęcane jest dla małego. Trwoni się tzw. w dzisiejszym utylitarnym żargonie „kapitał społeczny”, czyli dobra moralne nagromadzone przez wieki w chrześcijańskim normotypie cywilizacyjnym.
Po drugie: zasada H stwarza sofistycznie pewien pozór logiczny. W zasadzie Z niewiadome si wskazywały, że wszelkie odejście od mówienia prawdy wymaga osobnej obrony i dyskusji nad sytuacją, która miałaby je usprawiedliwiać. Tymczasem zasada H załatwia sprawę na pozór za jednym zamachem, ustalając pojęcie sytuacji etycznie anormalnej jako takiej, w której powiedzenie prawdy uszkadzałoby czyjąś godność. Ta sofistyczna niby-precyzacja pełni dwie funkcje: (a) nadaje dyskusjom nad niewiadomymi si skręt z góry „humanistyczny”, w duchu owej Karty, której jest skrytą propagandą; (b) daje łatwą wymówkę godnościową – też jak owa Karta, przy całkowicie niesprecyzowanym pojęciu „godności” – arbitralnym decyzjom politycznym, jak to miało np. miejsce, gdy TK „bronił godności człowieka” utrącając z pomocą zasady H ustawę lustracyjną.
Wreszcie po trzecie i najważniejsze: zasada H miesza godność człowieka z jego reputacją – z jego wizerunkiem społecznym. Jak prawda miałaby szkodzić czyjejkolwiek godności? W przeciwieństwie do fałszu, prawda zgadza się logicznie z każdą inną prawdą. Zatem nie zgadzać się może tylko z jakimś fałszem, czyli tutaj z czyjąś podrabianą godnością. Szkodzi wtedy jedynie atrapie godności, jaką jest fałszywa reputacja takiego osobnika.
Promulgowanie przez Trybunał Konstytucyjny zasady H jest licencją na sądowe podtrzymywanie – jak w przypadku „Bolka” – takich atrap i podrabianych wizerunków. Jest też dźwignią dla coraz bujniej pleniącego się „godnościowego” pieniactwa, oraz dla idącego z nim dławienia społecznej krytyki. Wszelka bowiem ostrzejsza krytyka może zostać uznana za szkodliwą dla czyjejś reputacji. Godności żadna prawda nie szkodzi, ani kłamstwo nie pomaga, a reputacji owszem.
Jak najszybciej można odróżnić swoich od wrażych, przerzucając kanały telewizyjne? Nasz dziennikarz albo polityk powie, co wydarzyło się na Ukrainie, a ichni „w Ukrainie”. Gdyby udało się rozszerzyć tę zamianę z „na Mazowszu” „w Mazowszu”, selekcja byłaby jeszcze łatwiejsza, bo mogłaby dotyczyć również spraw krajowych.
Niestety, wymagałoby to konsekwencji, o którą TRZASKOPODOBNYCH nie podejrzewamy.
Natomiast rozróżniaczom pięćdziesięciu paru płci coś się jednak udało. Nie powiodło się wybudowanie w szkołach aż tylu toalet, ale mają inne osiągnięcie, z którego i feministki powinny być dumne. Zaczęto bowiem odróżniać Polki od Polaków i to po obydwu stronach barykady. Wzięło się to być może ze zwrotu: „Panie i Panowie”, który można zastąpić słowem „Państwo”, ale to zupełnie co innego, niż podział narodu.
Jeżeli wśród Polaków nie ma Polek, to dlaczego miałyby być kobiety wśród ludzi? Przez prostą analogię, wychodzi na to, że ktoś, kto zwraca się do Polek i Polaków, faktycznie kobiet do ludzi nie zalicza.
Poprawnie wygląda to tak: Panie + Panowie = Państwo; Polki + Polacy = Polacy; Ludzie + Kobiety = Ludzie.
Narażenie na działanie glifosatu nawet w dawce dotychczas uważanej za bezpieczną prowadzi do częstszego występowania nowotworów, także tych rzadkich – wynika z przełomowego badania przeprowadzonego przez naukowców ze Stanów Zjednoczonych oraz Europy.
W streszczeniu badania podkreślono, że herbicydy na bazie glifosatu „są najczęściej stosowanymi na świecie środkami do zwalczania chwastów”. Wskazano, że po doniesieniach o potencjalnie rakotwórczym wpływie glifosatu Instytut Ramazzini uruchomił globalne badanie.
W badaniu sam glifosat oraz dwa preparaty na jego bazie, czyli Roundup BioFlow stosowany w Unii Europejskiej oraz Ranger Pro używany w USA podawano szczurom. Badanie rozpoczęto w szóstym dniu ciąży poprzez narażenie matki, a zakończono w 104 tygodniu życia szczurów.
Glifosat serwowano gryzoniom w trzech dawkach, czyli: dopuszczalnego dziennego spożycia wynoszącego 0,5 mg/kg masy ciała/dzień, 5 mg/kg masy ciała/dzień oraz 50 mg/kg masy ciała/dzień. „Dawki te są obecnie uważane za bezpieczne przez agencje regulacyjne i odpowiadają dopuszczalnemu dziennemu spożyciu (ADI) w UE oraz poziomowi bez obserwowanego szkodliwego działania (NOAEL) w UE dla glifosatu” – podkreślono na stronie glyphosatestudy.org.
Co się okazało? W każdej z trzech badanych grup zauważono istotnie, zależnie od dawki, zwiększoną częstość występowania nowotworów, w tym tych rzadkich, w porównaniu z grupą kontrolną.
„Nowotwory te występowały w tkankach limfatycznych (białaczka), skórze, wątrobie, tarczycy, układzie nerwowym, jajnikach, gruczole sutkowym, nadnerczach, nerkach, pęcherzu moczowym, kościach, trzustce, macicy i śledzionie” – czytamy.
U obu płci wystąpiła zwiększona liczba zgonów zwierząt, a większość z nich dotyczyła rzadkich nowotworów wśród szczurów. – Warto zauważyć, że około połowa zgonów z powodu białaczki zaobserwowanych w grupach, którym podawano glifosat i GBH wystąpiła w wieku poniżej jednego roku, co jest porównywalne z wiekiem poniżej 35-40 lat u ludzi – powiedziała dr Daniele Mandrioli, dyrektor Centrum Badań nad Rakiem Cesare Maltoni w Instytucie Ramazzini.
We wnioskach z badania podkreślono, że glifosat powodował „zależny od dawki wzrost częstości występowania wielu łagodnych i złośliwych nowotworów u szczurów Sprague–Dawley obu płci”. „Wyniki te dostarczają solidnych dowodów potwierdzających wniosek IARC, że istnieją »wystarczające dowody rakotwórczości [glifosatu] u zwierząt doświadczalnych«” – wskazano.
Szkodliwy glifosat
To nie pierwsze badanie, które pokazuje szkodliwy wpływ glifosatu na zdrowie. W grudniu 2024 roku opisywaliśmy opublikowane w czasopiśmie „Journal of Neuroinflammation” badanie przeprowadzone przez naukowców z Arizona State University.
Wynikało z niego, że myszy narażone na działanie glifosatu nawet przez krótki czas rozwijały istotne i trwałe stany zapalne w mózgu, podobne do tych, jakie mają miejsce w chorobie Alzheimera i innych schorzeniach neurodegeneracyjnych.
– Nasza praca powiększa rosnącą pulę dowodów wskazujących na podatność mózgu na działanie glifosatu – zaznaczył prof. Ramon Velazquez, jeden z autorów badania. – Biorąc pod uwagę coraz większą częstość zaburzeń poznawczych w starzejącej się populacji, szczególnie na terenach wiejskich, gdzie glifosat jest powszechnie stosowany, istnieje pilna potrzeba dalszych badań nad skutkami tego herbicydu – dodał.
Pięć lat temu FoodRentgen i Fundacja Konsumentów przedstawiły raport, z którego wynikało, że w większości dostępnych produktów na sklepowych półkach w Polsce normy były przekroczone. W najgorszym przypadku aż 46-krotnie.
Raport obejmował dwa badania przeprowadzone w 2019 i 2020 roku. Według pierwszego z nich cztery kasze miały wyraźnie przekroczony poziom glifosatu, kolejne dwie miały natomiast wyniki na granicy dopuszczalnych norm. W drugim badaniu również sześć kasz miało przekroczone normy. Co jednak ciekawe nie był to dokładnie ten sam zestaw kasz, co w pierwszym przypadku.