Italski łącznik – antykorupcyjny

Italski łącznik antykorupcyjny

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    3 września 2024 jak/w/italii

Na Placu Katedralnym w Pistoi, we włoskiej Toskanii, wszystkie ważne gmachy stoją albo obok, albo naprzeciw siebie. Obok katedry, przed którą stoi wykładane marmurem baptysterium, jest ratusz, naprzeciw niego – niezawisły sąd. Z drugiej strony katedry mamy dawną rezydencję biskupa w której mieściła się również apteka, a po przeciwnej stronie – oczywiście bank. Plac jest bardzo ładny, podobno jeden z najładniejszych we Włoszech, gdzie ładnych placów – jak wiadomo – jest bez liku, a w dodatku urządzane są tam gonitwy konne. Powierzchnia zostaje wysypana grubą warstwą piasku, który po zakończeniu gonitwy jest uprzątany i znowu są tam tylko kamienne płyty.

Może nie opisywałbym tego placu w Pistoi, gdyby nie tak zwane „rozliczenia”, na których vaginet Donalda Tuska koncentruje swoją aktywność, najwyraźniej nie mając żadnego pomysłu na państwo. Pani Barbara Nowacka, której z jakichś zagadkowych powodów Donald Tusk w swoim vaginecie powierzył fuchę feministry od edukacji, właśnie osiągnęła próg niekompetencji w sprawie podręczników szkolnych, co nieubłaganym palcem wytyka jej nawet „Newsweek”, z zasady Donaldu Tusku życzliwy, a ona – jak ot ona – stara się zrzucić winę za własne bałaganiarstwo na wydawców podręczników.

Ale z komuną tak właśnie jest. Młodsi tego już nie pamiętają i dlatego dają się „lewicom” nabierać na piękne słówka, ale starsze pokolenie doskonale pamięta, że partia, która o wszystkim chciała decydować, nawet o tym, kto, gdzie i kiedy ma chodzić za potrzebą, nigdy nie była niczemu winna. Zawsze winni byli albo imperialiści, albo reakcja, albo wreszcie klimat, z powodu którego na ludową ojczyznę corocznie zwalały się dwie klęski i cztery kataklizmy. Pierwszą klęską była klęska nieurodzaju. Drugą – klęska urodzaju – zaś nasz nieszczęśliwy kraj corocznie nawiedzały ponadto cztery kataklizmy w postaci wiosny, lata, jesieni i zimy. Partia nic nie mogła na to poradzić, więc – podobnie jak teraz vaginet Donalda Tuska – urządzała rozmaite „igrzyska”, głównie w postaci piętnowania wrogów ludu pracującego miast i wsi, jak nie w postaci „reakcji”, to w postaci „kolesi”, których nieubłaganym palcem wytykał pułkownik Wiesław Górnicki, a wreszcie „warchołów”, przeciwko którym Edward Gierek kazał spędzać na stadiony lud pracujący miast i wsi, żeby pod przewodem partii, która w międzyczasie wpisała sobie do konstytucji „przewodnią rolę w budowie socjalizmu”, dawał „warchołom” tak zwany „odpór”.

Tylko patrzeć, jak Donald Tusk, dążąc do ukrycia bezradności swojego vaginetu wobec rzeczywistych problemów państwa, zacznie urządzać podobne spędy. Na razie trwają stosowne przygotowania z udziałem m.in. Wielce Czcigodnego Romana Giertycha, który został poszczuty na ojca Tadeusza Rydzyka. Nieubłaganym palcem wytyka mu „łamanie konkordatu” i inne sprośne błędy Niebu obrzydłe, najwyraźniej zapominając, że to właśnie ojciec Tadeusz Rydzyk zrobił niego człowieka, organizując mu Ligę Polskich Rodzin, dzięki której Wielce Czcigodny, z przywódcy grona młodych drapichrustów, awansował na wicepremiera rządu. Taka krótka pamięć zirytowała nawet życzliwych wobec Donalda Tuska dziennikarzy niemieckiego portalu „Onet”, który opublikowali stare fotografie, m.in. taką, na której pan Roman Giertych, w geście wdzięczności, końskim obyczajem kładzie łeb na ramieniu ojca dyrektora.

Więc, jak wspomniałem, może nie opisywałbym tego całego placu w Pistoi, gdyby nie te wszystkie „rozliczenia”, w których Donald Tusk, z braku lepszych pomysłów na państwo, wykazuje taką zapamiętałość, niczym nieboszczyk Jacek Kuroń do wódki. Jest bowiem na tym placu szczegół pokazujący, że już dawno, może nawet w Średniowieczu, które moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, szczęśliwie odstawiona z Ministerstwa Kultury do luksusowego przytułku dla „byłych ludzi” i rozmaitych niewydarzeńców w Parlamencie Europejskim, uważa za „ciemne”.

Tymczasem, w odróżnieniu od czasów dzisiejszych, gdzie aż roi się od osobników zadowolonych ze swego rozumu, w tamtych zamierzchłych czasach wiedziano, że lepiej jest zapobiegać, niż karać. Nikomu chyba nie przyszedłby wtedy do głowy pomysł ś.p. Ludwika Dorna, „trzeciego bliźniaka” braci Kaczyńskich, który zaproponował i ustawowo przeforsował pomysł finansowania partii politycznych z budżetu, bo w przeciwnym razie będą się korumpowały. Wprawdzie Volksdeutsche Partei Donalda Tuska oficjalnie zieje nienawiścią do PiS, a już zwłaszcza – do Zbigniewa Ziobry – ale pomysł finansowania partii politycznych z podatkowych pieniędzy szalenie się jej spodobał, podobnie jak wynaleziony przez ministra Ziobrę słynny „areszt wydobywczy”, do którego „bull-terrier” Donalda Tuska, czyli Wielce Czcigodny Roman Giertych ma zagonić wszystkich przeciwników Volksdeutsche Partei, a kiedy już tego dokona – pewnie również i on zostanie tam wtrącony, wzorem swoich wielkich poprzedników w osobie m.in. Mikołaja Jeżowa.

Okazuje się, że rajcy miejscy w Pistoi na czas urzędowania byli zamknięci w ratuszu, niczym w czasie epidemii zbrodniczego koronawirusa. Żeby jednak ich dusze nie doznały z tego powodu uszczerbku, między ratuszem a katedrą, na wysokości kilku pięter, zbudowany został łącznik, przez który rajcy mogli przejść do katedry by wysłuchać nabożeństwa, jednocześnie unikając wszelkiej okazji do korupcji. Teraz o dusze nikt specjalnie się nie troszczy, czemu trudno się dziwić, jako, że wielu ludzi, na przykład Aleksander Kwaśniewski, a nie jestem pewien, czy przypadkiem również i moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus twierdzi, że żadnej duszy nie ma. Kiedy tak mówią, to ja nawet im wierzę, bo któż może takie rzeczy wiedzieć lepiej od nich, a poza tym, wystarczy na nich popatrzeć, żeby nabrać co do tego wątpliwości. [hmmm.. może pewności? md ]

Nic tedy dziwnego, że dzisiaj wielu ludziom nie mieści się w głowach, że walka z korupcją powinna polegać na likwidowaniu okazji do korumpowania – co rozumiano już w średniowiecznych Włoszech – a nie na mnożeniu okazji, urządzaniu aresztów wydobywczych, organizowaniu band bodnarowców, wynajmowaniu na „bull-terriera” Wielce Czcigodnego Romana Giertycha, który zresztą – jak się okazuje – wcale nie został odcięty od stryczka w sprawie „Polnordu”, z którego – według fałszywych pogłosek – miał sprywatyzować sobie prawie 100 mln złotych. A dlaczego? A dlatego, że kolejne rządy, jeden po drugim mnożyły okazje do korupcji, a potem organizowały specjalne bezpieczniackie watahy i urządzały areszty wydobywcze, markując w ten sposób swój aktywizm i spierając się o różnicę łajdactwa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

——————–

Niedziela. Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe.

8.09.2024 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

02/09/2024 przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

https://youtube.com/watch?v=zL3tg863fSE%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=FA-B8j-Tgbk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl-PL%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

Share

Kategorie Biłgoraj, Pokuta, Pokutne Marsze Różańcowe, Warszawa Tagi Biłgoraj, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę, Warszawa

Kto sierpem i młotem wojuje, ten od sierpa i młota ginie

Kto sierpem i młotem wojuje, ten od sierpa i młota ginie

Autor: CzarnaLimuzyna , 2 września 2024

Ivan Khotenov “Crowd”

Bolszewickie kto kogo lub kto komu więcej zabierze z koryta jest nieprzemijającym modus vivendi, panującym w politycznym głównym ścieku. Największym poszkodowanym przez ten stan rzeczy, wbrew pozorom, nie są wcale politycy jednej lub drugiej koterii, lecz jest nim dojone ponad miarę, społeczeństwo.

Jarosław Cyniczny, wielu przydomków, zwany dobrym, genialnym, prawym i sprawiedliwym, a przeze mnie rozpoznanym jako gnom sromotnik (od sromoty i promila trucizny) „płaci frycowe” z powodu zaniedbania swoich obowiązków m. in. postawienia przed Sądem osobnika, którego rozpoznał swego czasu jako niemieckiego agenta.

Podobno nie mógł tego zrobić z powodu… sojuszniczych zobowiązań od czasu pamiętnej ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, a potem z powodu koalicji. Jakiej koalicji? – zapyta niejeden oburzony słomiany patriota. Jakiej? Chanukowej.

Antyrasistowski happening Grzegorza Brauna polegający na zgaszeniu gaśnicą świec chanukowych w Sejmie, po raz kolejny obnażył koalicyjną jedność ponad podziałami. Przemysław Czarnek nazwał wydarzenie skandalem i chwalił byłego Marszałka, panią Witek za czujność dzięki której żaden podobny, gorący patriotyczny incydent nie miał szans się wydarzyć.

Okazało się, że wrażliwym tolerastom z PiS i KO wcale nie przeszkadzają ani żydowska nietolerancja ani też rasistowskie poglądy niektórych rabinów w stylu: “Bóg jest stworzycielem Żydów i reszty ludzkości, która po to tylko została powołana do istnienia, by służyć Żydom”.

Dwa dni temu, wspomniany przeze mnie Czarnek zaczął biadolić nad zabranymi przez KO dotacjami i nad planem wstrzymania subwencji. To co mówił na swoim kanale filmowym o KO odnosiło się prawie w całości również do PiS.

Jedno trzeba im przyznać, są niesamowicie bezwzględni w łamaniu konstytucji, ustaw i w ogóle wszelkich reguł praworządności w Polsce. Odbije się to im czkawką już niebawem, ale dziś są bezwzględnie w tym skuteczni. Skuteczni w łamaniu prawa. Zabrali nam część dotacji i planują zabrać całą subwencję.

W dalszej części wywodu Czarnek zarzucając KO łamanie demokracji, konstytucji i praworządności,  zaapelował o wpłaty na konto PiS.

Raz sierpem, strzykawką i młotem, padają ludzie i kładą się paragrafy pokotem

Jednym z intelektualnych mentorów Jarosława Kaczyńskiego był żydowski komunista, specjalista od prawa i polityki, Stanisław Ehrlich, promotor pracy magisterskiej i doktorskiej prezesa PiS. Stanisław Ehrlich był postacią podobną pod względem życiorysu do Zygmunta Baumana.

Pewny swego Gnom Sromotnik zapomniał o jednym. Łaska ogłupionego ludu na pstrym koniu wierzga. Wiadomym było, że po bezprawiu i niesprawiedliwości, w tej sytuacji, może być tak samo lub gorzej.

Słomianym patriotom przypominam, być może na próżno, uniwersalną prawdę, że „mniejsze zło” zabija tak samo skutecznie jak „zło większe”.

Tagi:Bezprawie i niesprawiedliwość, Bolszewickie kto kogo, gnom sromotnik, Jarosław Cyniczny, koalicja Chanukowa, Kto sierpem i młotem wojuje…

O autorze: CzarnaLimuzyna Wpisy poważne i satyryczne

1 komentarz

  1. pokutujący łotr 2 września 2024
  2. Warto przypominać piosenkę – proroczą – dwóch braci K., gdy jeszcze byli “genialnymi dziećmi” w 1962 r. (film “O dwóch takich co ukradli księżyc”). Kto im napisał te słowa? Jakiś prorok (a dosłownie: Jan Brzechwa, prawdziwe nazwisko Lesman). No i wszędzie te małe czapeczki, jeśli tylko dobrze poskrobać… https://www.youtube.com/watch?v=cL2v0B0d3jE
  3. “Jam jest zuch i tyś jest zuch
    Jest nas razem zuchów dwóch.
    Mamy wielkie używanie
    przewidziane w naszym planie.
    Gdy złowimy Księżyc w sieć
    dużo złota będziem mieć.
    A że złoto jest dziś w cenie
    wzbogacimy się szalenie.Bo my jesteśmy tacy bliźniacy
    którzy szukają życia bez pracy.
    (…)
    Gdy ma się złoto wszystko się kupi
    Księżyc jest złoty więc się go złupi.(…)
    My jesteśmy tacy dwaj
    tacy dwaj na cały kraj.
    A odważnym dzielnym zuchom
    wszystko musi ujść na sucho”
    .
  4. I co, czy nie zostaliśmy już wtedy lojalnie ostrzeżeni, jaki desant na Polskę szykowany jest w postaci tej parki? Która wyskoczy w odpowiednim momencie, już dokładnie wyszkolona… Jak i tyle innych “wybitnie utalentowanych dzieciątek” szkolonych od kołyski do publicznych działań po linii i po myśli, jak już od zarania obecne w programach dla “dziecięcych geniuszy” małe Justynki Pochanke, Hanie Kedaj (po mężu Lis), Basie Nowackie czy małe Kraśki.
  5. A potem pobożna pani Mama opowiada nam bajdy w wywiadach, że “całkiem przypadkiem” wpadła na to, żeby swych synków zgłosić do filmu. I też “całkiem przypadkiem” wygrali casting wśród 70 par bliźniaków, które tam przybyły.

Tego MEN się boi. Mocna konferencja pod siedzibą resortu Nowackiej

2 września 2024 https://pch24.pl/jak-przetrwac-w-szkole-barbary-nowackiej-poradnik-dla-rodzicow-i-odpowiedzialnych-nauczycieli/embed/#?secret=uxrMU1GySr#?secret=zylXh3s7Yu

Tego MEN się boi. Mocna konferencja pod siedzibą resortu Nowackiej

Czy polska szkoła przetrwa minister Nowacką? Na wielkie problemy związane z moralnością, patriotyzmem i merytoryką nauki w szkołach zwracali uwagę uczestnicy pikiety przez siedzibą MEN. 

W poniedziałek przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej w Warszawie odbyła się konferencja prasowa Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły. Przedstawiciele szeregu organizacji wygłosili oświadczenia, w których wskazywali na fundamentalne bolączki resortu pod kierunkiem minister Barbary Nowackiej. Złożyli też petycję do MEN.

Żaden z urzędników resortu nie wyszedł do uczestników pikiety, pomimo skierowania zapytania o możliwość rozmowy.

W konferencji zabrali głos Marcin Perłowski z Centrum Życia i Rodziny; Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty, Marek Puzio z Ordo Iuris, Lucjan Sokołowski ze Światowego Związku Żołnierzy AK, Grażyna Lubszczyk ze Stowarzyszenia Nauczyciele dla Wolności, Bartosz Kopczyński z Towarzystwa Wiedzy Społecznej i Hanna Dobrowolska z Ruchu Ochrony Szkoły.

Marek Grabowski przedstawił treść petycji złożonej w MEN na temat zachowania w podstawie programowej dobrowolnego przedmiotu z elementami edukacji seksualnej przedstawianej w kontekście rodziny, czyli Wychowania do życia w rodzinie. Stanowczy sprzeciw budzi plan likwidacji tego przedmiotu i zastąpienia go obowiązkową tzw. edukacją zdrowotną z permisywną edukacją seksualną wg standardów WHO.

Z kolei Marek Puzio z Ordo Iuris zaprezentował aspekty prawnej ochrony uczniów przed zewnętrznymi podmiotami działającymi na terenie szkół. Ważną nowością opracowaną przez Instytut jest poradnik „zaimkowy”, który stanowi znakomitą pomoc prawną dla nauczycieli, na których wywierana jest presja w kwestii stosowania zaimków i imion dzieci niezgodnie z ich płcią biologiczną. Poradnik zawiera strategie postępowania, które wskazują, jak chronić dobro oraz zdrowie dziecka i zarazem prawa nauczyciela.

Ekspert Instytutu Ordo Iuris zwrócił też uwagę na plany wprowadzenia edukacji seksualnej, która ma być de facto obowiązkowa.

Przypomnijmy, że przedmiot wychowanie do życia w rodzinie jest przedmiotem dobrowolnym, natomiast edukacja zdrowotna, a w jej ramach edukacja seksualna według zapowiedzi ministerstwa ma być przedmiotem obowiązkowym. Tymczasem konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w dwóch artykułach przypomina zasadę, zgodnie z którą rodzice mają prawo do wychowania i nauczania moralnego i religijnego swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami – powiedział.

Dlatego z tego miejsca zwracamy się do minister edukacji Barbary Nowackiej, aby za pośrednictwem podległych sobie kuratorów oświaty miała na uwadze przestrzeganie przez dyrektorów szkół praw rodziców, które są wyrażone wspomnianymi przepisami prawa oświatowego. Niemniej nie tak dawno wspomniana minister pani Nowacka jeszcze jako poseł poprzedniej kadencji sejmu wyrażała niezadowolenie i ubolewanie, że oto niektórzy kuratorzy oświaty prowadzili w szkołach kontrolę, w tych szkołach, które zorganizowały u siebie akcję Tęczowy Piątek. Tymczasem w ramach takich akcji jak Tęczowy Piątek do szkół mogą chodzić wolontariusze, aktywiści pozarządowych organizacji promujących i rozpowszechniających hasła i postulaty środowisk LGBT – dodał Marek Puzio.

Lucjan Sokołowski podsumował niekorzystne – z perspektywy kształtowania tożsamości narodowej – zmiany podstaw programowych z zakresu j. polskiego i historii, czemu sprzeciwia się stanowczo Federacja.

Na narastające trudności w pracy nauczycieli zwróciła uwagę Grażyna Lubszczyk. Zwiększona ostatnio znacznie liczebność klas, zróżnicowanie poziomu nauczania spowodowane inkluzją i napływem emigrantów, ograniczenia w zadawaniu prac domowych i brak możliwości stawiania za nie uczniom ocen, cyberuzależnienia i brak ograniczeń używania smartfonów w szkołach, obniżają radykalnie poziom nauczania.

Bartosz Kopczyński wskazał, iż wypłukanie podstaw z treści narodowych i katolickich zrealizowane zostało pod dyktat spoza Polski i ma na celu uformować z uczniów przyszłych słabo wykształconych „unijczyków”, zamiast rzetelnie wykształcić i wychować polskich patriotów. Grożący utratą suwerenności oświatowej Europejski Obszar Edukacji przygotowywany jest stopniowo właśnie poprzez te destrukcyjne z polskiej perspektywy zmiany.

Hanna Dobrowolska podsumowała prowadzoną od tygodnia akcję pikiet i briefingów prasowych pod kuratoriami oświaty, które gromadziły rodziców i lokalnych działaczy społecznych w proteście wobec zmian forsowanych przez MEN i chaosu w szkołach. Do kuratoriów, w ramach działań Koalicji, złożono podczas lipca i sierpnia kilkadziesiąt petycji, wniosków i pism ze wskazaniami niezbędnych działań naprawczych oraz 2 petycje do MEN, w kwestii tzw. edukacji zdrowotnej oraz w dniu dzisiejszym – z listą koniecznych korekt polityki oświatowej państwa.

Konferencję zakończyło wezwanie rodziców do aktywności w ramach szkolnych struktur – Trójek Klasowych i Rad Rodziców po to, by zapobiegać obniżeniu poziomu wykształcenia, naruszaniu praw rodzicielskich do wychowania dzieci, deprawacji ukrytej w programie tzw. edukacji zdrowotnej, ograniczaniu swobód religijnych i dyskryminacji poprzez zmiany w nauczaniu religii oraz by sprzeciwić się presji w kwestii szczepień przeciw HPV na terenie szkół.

Źródło: PCh24.pl Pach

Freedom News Digest 

Monday, September 02, 2024 
Freedom News Digest 
Email preferences |  View articles on one page | Submit News Tip
 
MSNBC caught deceptively editing clip that made it seem Joe Rogan was praising Kamala Harris By Stephen Kokx
Leftist Brazilian judge orders complete ban of Elon Musk’s X By Stephen Kokx
 
Videos
Bishop Strickland: Jesus wasn’t afraid to ‘call out errors’ and bring others back to truth By LifeSiteNews.com
Bishop Strickland: Catholics cannot support Democrats because they are the ‘party of death’ By LifeSiteNews.com
(HEART)BREAKING: Trump’s IVF mandate By LifeSiteNews.com
 
Editor’s Picks
US, EU demand exceptions to criminalization of child pornography in UN treaty By Emily MangiaracinaPutin approves Russian visa for Westerners looking to flee ‘destructive neoliberal ideology’ By Stephen Kokx
Former teacher gets 5 years in prison after threatening judge over pro-parental rights ruling By Matt LambNew Hampshire Supreme Court sides with school district that hid student’s gender confusion from mom By Stephen Kokx
 
Top News
Trump threatens to jail Mark Zuckerberg if he illegally interferes in 2024 presidential race By Stephen Kokx
Wyoming Republican governor sued for firing doctor who supported ban on child ‘sex changes’ By Calvin Freiburger
Supreme Court of Canada refuses to hear high-profile cases against COVID mandates By Anthony Murdoch
Trump campaign adds ex-Democrats RFK Jr, Tulsi Gabbard to presidential transition team By Calvin Freiburger
British Columbia hospital distributing free crack pipes, snorting kits from vending machine By Clare Marie Merkowsky
Alberta ‘bill of rights’ proposal includes freedom to make personal health decisions, refuse vaccines By Anthony Murdoch
‘They are sending us missionaries of evil’: Clerics lament Western homosexual push in Africa By Emily Mangiaracina
Canadian agency unable to refute allegations of Chinese operatives posing as poll workers in 2021 By Anthony Murdoch
27-year-old Uruguayan soccer player Juan Izquierdo dies after collapsing on field during match By Stephen Kokx
Canadian veteran on trial for trying to guard war memorial during Freedom Convoy By Clare Marie Merkowsky
 
Opinion
Some people say they’ve been injured by neuroweapons. Should we believe them? By Robert L. Kinney III
Today in history: Christian slave turned commander defends Albania from Islamic takeover By Raymond Ibrahim
Dr. Malone: UN’s ‘Summit of the Future’ a repackaging of the globalist New World Order By Robert Malone M.D.
Keir Stasi? UK government wants to prosecute ‘non-crime hate speech’ By Frank Wright

Where Have All the Polar Bears Gone?

Where Have All the Polar Bears Gone?

by Gary Isbell August 29, 2024 tfp/where-have-all-the-polar-bears-gone

Where Have All the Polar Bears Gone?
Where Have All the Polar Bears Gone?

Polar bears used to dominate climate debates, with their images appearing everywhere. Fake scenes of polar bears in a zoo, not the Arctic, appeared in Al Gore’s dramatic 2006 film, An Inconvenient Truth. We were told the bears were on the road to extinction.

Today, we can no longer find them on posters, T-shirts, advertisements, milk cartons or headlines. In the 2010s, the focus shifted away from polar bears.

After years of blatant misrepresentation, global polar bear populations had significantly increased. From an estimate of 12,000 bears in the late sixties, there is now almost triple the number, with just over 32,000 in 2023. Eco-alarmists read the pawprint on the wall and threw the polar bears under the bus.

This is not the only case. In a piece in the Wall Street Journal, author Bjorn Lomborg notes a trend over the past two decades. Climate alarmists howl about developing climate catastrophes. When high-profile climate predictions fail to materialize, they abandon them quietly when the truth exposes their charade.

For example, activists once raised concerns about Australia’s Great Barrier Reef, claiming it was dying due to rising sea temperatures. However, a damaging hurricane in 2009 led to a record-low coral coverage in 2012. Media sensationalized the reef’s decline, predicting a further 50 percent reduction in coral cover by 2022, even prompting an “obituary” by The Guardian in 2014.

However, recent data paints an entirely different story. The Great Barrier Reef has seen increased coral cover in the last three years, achieving a new record in 2024. The eco-alarmists, however, are not reporting on the good news but hastening to the next fabricated crisis.

The chosen catastrophe was predictions about the sinking of the Maldives islands. These low-lying islands in the Indian Ocean supposedly faced imminent threats of disappearance due to rising sea levels caused by climate change.

However, recent studies indicate that the Maldives have not only survived but have grown in landmass over the last few decades. This unexpected resilience is primarily attributed to natural processes such as sediment deposition and the growth of coral reefs, allowing the islands to adapt and even thrive despite environmental changes.

The latest crisis that cannot go to waste is the “killer” heat waves, sensationalized as the new climate horror story. President Biden stated that extreme heat is the primary weather-related killer in the U.S.

Actually, cold-related deaths outnumbered heat-related deaths by twenty times, according to a Global Burden of Disease study. Research revealed that of the 7.7 percent of temperature-related deaths, 7.3 percent were linked to cold, while 0.4 percent were related to heat.

Even with rising temperatures, age-standardized extreme-heat deaths have decreased by nearly 10 percent in the U.S. due to increased prosperity, which allows better access to life-saving technologies—like electric-powered air conditioners!

However, this dramatic portrayal of extreme heat waves in the media often results in distorted policy decisions. Whether it’s heat or cold, affordable energy is a practical solution to prevent temperature-related fatalities. Environmentalists place obstacles to the development of clean energy in the name of climate change. They oppose energy projects, such as enhanced geothermal systems (EGS) and nuclear power, which help humans adapt to changing weather patterns with affordable energy.

Soon, extreme heat will join the other causes tossed by the wayside. The real threat to humanity is not extreme heat but extreme environmentalism.

Over $2 trillion is spent annually on climate policies globally. It’s time to reevaluate the current alarmist approach and prioritize sustainable solutions that benefit both people and the planet.

Scare tactics leave everyone confused, distressed and discouraged. Fear leads to poor policy choices that only further frustrate the public. Moreover, the virtue-signaling and ever-changing narrative of disasters has severely undermined public trust.

It’s time to “follow the real science” and not the fake news. The real story is that the polar bears are alive and well and living happily on ice flows that were not supposed to be there.

Połudn. Korea wymiera, wsp. dzietności 0.78: Birth rate is so low, the president wants to create a ministry to tackle it…

South Korea’s birth rate is so low, the president wants to create a ministry to tackle it

[W Polsce od 2012 r.mamy ubytek naturalny, zamiast przyrostu naturalnego. Mirosław Dakowski]

———————–

By Jessie Yeung, Alex Stambaugh and Yoonjung Seo, CNN

Published 2024 asia/south-korea-government-population-birth-rate

South Korea’s leader on Thursday said he plans to create a new government ministry to tackle the “national emergency” of the country’s infamously low birth rate as it grapples with a deepening demographic crisis.

In a televised address, President Yoon Suk Yeol said he would ask for parliament’s cooperation to establish the Ministry of Low Birth Rate Counter-planning.

“We will mobilize all of the nation’s capabilities to overcome the low birth rate, which can be considered a national emergency,” he said.

Speaking later in his first news conference since August 2022, held to mark two years in office, Yoon admitted his administration had fallen short in its efforts to improve people’s lives. He pledged to use the next three years of his term to improve the economy and address low births.

South Korean President Yoon Suk Yeol at a press conference in Seoul, South Korea, on, May 9, 2024.

South Korean President Yoon Suk Yeol at a press conference in Seoul, South Korea, on, May 9, 2024.Song Kyung-seok/AP

South Korea has the world’s lowest fertility rate, which indicates the average number of children a woman will have in her lifetime.

It recorded a rate of just 0.72 in 2023 – down from 0.78 the previous year, the latest drop in a long string of yearly declines.

Countries need a fertility rate of 2.1 to maintain a stable population, in the absence of immigration.

The data underscores the demographic time bomb that South Korea and other East Asian nations are facing as their societies rapidly age just a few decades after their rapid industrialization.

Many European nations also face aging populations, but the speed and impact of that change is mitigated by immigration. Countries like South Korea, Japan and China, however, have shied away from mass immigration to tackle the decline in their working age populations.

Experts say the reasons for these demographic shifts across the region include demanding work cultures, stagnating wages, rising costs of living, changing attitudes toward marriage and gender equality, and rising disillusionment among younger generations.

Related article South Korea spent $200 billion, but it can’t pay people enough to have a baby

But despite the economic factors at play, throwing money at the problem has proved ineffective. In 2022, Yoon admitted that more than $200 billion has been spent trying to boost the population over the past 16 years.

Initiatives like extending paid paternity leave, offering monetary “baby vouchers” to new parents, and social campaigns encouraging men to contribute to childcare and housework, have so far failed to reverse the trend.

Experts and residents have instead pointed to some deeper-rooted social issues – for instance, stigma against single parents, discrimination against non-traditional partnerships, and barriers for same-sex couples.

The Japanese government has tried a similar playbook to encourage couples to have children, to no avail – prompting the country’s leader to take urgent action in recent years.

In January 2023, Japanese Prime Minister Fumio Kishida warned that Japan was “on the brink of not being able to maintain social functions” due to the falling birth rate, and announced plans for a new government agency to focus on the issue.

That body, the Child and Families Agency, launched a few months later – intended to tackle a host of issues, from improving children’s health and welfare to supporting families and parents, according to its website.

These measures, ranging from boosting childcare services and providing places for children to play and live, aim to “overcome the declining birthrate” and create a society where people “feel hopeful about getting married, having children, and raising them,” the website says.

Czy zdesperowane „głębokie państwo” wpędzi cały świat w chaos, aby powstrzymać prezydenta Trumpa…

Tucker ostrzega: Zdesperowane głębokie państwo wpędzi cały świat w chaos, aby powstrzymać prezydenta Trumpa…

tucker-warning-desperate-deep-state-will-throw-entire-world-into-chaos-to-stop-president-trum

DR IGNACY NOWOPOLSKI SEP 2
 
READ IN APP
 

Prezydent Trump szykuje się do trzeciego zwycięstwa w wyborach prezydenckich, a jego obecność na karcie do głosowania doprowadza najpotężniejsze małpoludy Waszyngtonu do resztek utraty rozumu. W 2016 r. prezydent Trump wymknął się głębokiemu państwu i zapewnił sobie zwycięstwo, którego nigdy się nie spodziewali. Nigdy nie wyobrażali sobie, że ktoś z zewnątrz, taki jak on, może się tam dostać. Prawdopodobnie wierzyli, że ich operacje psychologiczne i propaganda wciąż działają na Amerykanów, a pomimo podekscytowania Trumpem, Hillary Clinton była pewniakiem. Ale nie poszło zgodnie z planem. Trump wygrał i wywrócił rząd cieni USA do góry nogami.

Dlatego w 2020 r. doświadczyliśmy wygodnie zaplanowanej „pandemii” podczas wyborów, która umożliwiła bezprecedensowy zalew niekontrolowanych głosów korespondencyjnych. To była kompletna wolna amerykanka, która zakończyła się tak zwanym „historycznym” zwycięstwem Joe Bidena. Podobno był tak popularny, że pobił rekordy Obamy i Trumpa w liczbie głosów razem wziętych!!!!

Czy naprawdę w to wierzysz? Jeśli tak, to prawdopodobnie jesteś lojalnym widzem CNN i nie ma dla ciebie nadziei.

I dlatego Amerykanie chodzą teraz po cienkim lodzie, zastanawiając się, co głębokie państwo ma w zanadrzu na 2024 rok. W końcu, wbrew wszelkim przeciwnościom, prezydent Trump przeżył próbę zamachu, więc co dalej? Jeśli posłuchasz Tuckera Carlsona i Alexa Jonesa, chaos na świecie jest następny na liście.

https://twitter.com/i/status/1828549222788141471

To, o czym Tucker i Alex rozmawiali w tym sensacyjnym wywiadzie, ma sens. W rzeczywistości niedawno opublikowaliśmy artykuł, w którym przedstawiono nowy dokument, który dowodzi, że prezydent Trump jest najbardziej prześladowaną postacią publiczną w historii USA.

Prezydent Trump był nieustannie prześladowany przez głębokie państwo, a mimo to nadal jest kochany przez ludzi — prawdziwy „prezydent ludu”. Bez względu na to, jak ciężko głębokie państwo i uniparty pracują nad rozmontowaniem jego ruchu, on tylko rośnie w siłę. Od prób zniszczenia jego imperium finansowego po sfingowane zarzuty karne, misterne oszustwa dotyczące Rosji, fałszywe impeachmenty, a nawet próbę zamachu, która chybiła o włos — ten człowiek został wciągnięty w błoto i nadal stoi wysoko.

Nie ma nikogo innego na ziemi, kto mógłby wytrzymać nienawiść, jad i wręcz złowrogie ataki, jak Donald J. Trump. Dlaczego więc nie wybrani biurokraci w tym kraju są tak zdesperowani, aby obalić człowieka tak kochanego przez ludzi? Odpowiedź jest jasna: nasz rząd stał się zbyt duży, zbyt potężny i zbyt skorumpowany. Jeśli nie jesteś częścią „klubu”, nie wolno ci grać w tę grę.

Prezydent Trump jest prawdziwym outsiderem, a im bardziej z nim walczą, tym bardziej staje się to oczywiste. Nawet przypadkowy obserwator zaczyna pytać: „Co do cholery tu się dzieje?”

Ci ludzie są zdesperowani, by powstrzymać prezydenta Trumpa. Jeśli wróci do Białego Domu, ich całe istnienie będzie zagrożone. Tucker ma rację. To walka ich życia; bądźcie przygotowani na najgorszy możliwy scenariusz.

Według Tuckera (patrz wideo): amerykański globalizm oparty jest na całkowicie bezwartościowych indywiduach, którzy są totalnie przerażeni perspektywą utraty stanowisk i prominencji. Dla przykładu; obecnie w Stanach wysoce wykwalifikowany hydraulik zarabia grosze, podczas gdy bezwartościowy osobnik zasiada w senacie, administracji amerykańskiej, lub wykłada na “prestiżowych uczelniach” i ma krocie! 

W poprzednich wyborach zorganizowano “plandemię covidową” by usprawiedliwić listowne głosowanie, w wyniku którego wprowadzono do systemu wyborczego setki tysięcy fałszywych głosów, głosów emigrantów i głosów nieboszczyków. Dało to “zwycięstwo” nieboszczykowi na dwu nogach Joe Bidenowi i jago zwyrodniałej pomocnicy Kamali Harris. 

W obecnych wyborach będzie to musiała być wojna na szeroką skalę, np. z Iranem, lub nuklearna z Rosją. Bezmózgowy deep state (głębokie państwo) jest zdolne do wszystkiego i nie cofnie się przed niczym, nawet zniszczeniem świata!

Jeśli Demokratom (deep state) nie uda się wystarczająco sfałszować obecnych wyborów i Trump wygra, to i tak nie uznają tego i zdecydują się nawet na wojnę domową by odwrócić koleje losu. Nastąpi to w okresie poprzedzającym oficjalną inaugurację nowej prezydentury.

Minister Kułeba pokazał kły

Minister Kułeba pokazał kły magnapolonia/michalkiewicz-minister-kuleba-pokazal

    Niedawno pan prezydent Andrzej Duda odbył pielgrzymkę do Kijowa z okazji rocznicy proklamowania niepodległości Ukrainy i oświadczył się tam prezydentowi Zełeńskiemy z bezwarunkową przyjaźnią. Te bezwarunkowe oświadczyny najwyraźniej musiały ukraińskiego prezydenta nieco rozbawić, bo pół żartem, ale pół serio rzucił uwagę, że jeśli pan prezydent Duda będzie do niego dzwonił, to jego telefon może być zajęty. Rzeczywiście; skoro pan prezydent Duda oświadcza się bezwarunkowo, to po co jeszcze podnosić słuchawkę?

   Wkrótce potem odbywał się cykliczny “Campus Polska Przyszłości”, jakie pan prezydent  Warszawy Rafał Trzaskowski, urządza w Polsce za niemieckie pieniądze. Do spędzonej tam młodzieży, która – jak to młodzież – chciałaby się bzykać, a ponieważ Niemcy wprawdzie płacą, ale i wymagają, więc dała wyraz swemu pragnieniu wybzykania PiS-u. To oczywiście tylko takie przechwałki, bo już znający się na rzeczy Tadeusz Boy-Żeleński przestrzegał przed takimi młodzieżowymi deklaracjami, ufundowanymi na mierzeniu siły (męskiej) na zamiary. “A młody? Głupie to, płoche. Tylko pobrudzi pończochę.”

Do tej młodzieży dowożeni są rozmaici dygnitarze, tubylczy i obcy. Tubylczy – żeby się jej podlizać, a obcy – żeby coś załatwić, a przynajmniej powiedzieć. Jednym z takich dygnitarzy był ukraiński minister spraw zagranicznych, pan Dmytro  Kułeba.  Został przez kogoś zapytany o “Wołyń”, to znaczy – zorganizowane przez OUN-UPA ludobójstwo ludności polskiej, żeby w ten sposób “oczyścić” teren pod niepodległą Ukrainę.

Teren został oczyszczony, polscy dygnitarze w swoich najdalej idących deklaracjach, milcząco się z tym oczyszczeniem godzą, a tylko dopraszają się u Ukraińców łaski w postaci pozwolenia na ekshumację ofiar i ich “godne upamiętnienie”. Ale nie z Ukraińcami takie numery!

Przez lata nauczyli się oni obcinania kuponów od prezentowania Ukrainy na arenie międzynarodowej, jako państwa specjalnej troski, na podobieństwo do upośledzonego w rozwoju dziecka, któremu lepiej się nie sprzeciwiać, bo albo sobie coś zrobi, albo kogoś zadźga nożem lub podpali dom – więc o żadnych ekshumacjach, a zwłaszcza – “upamiętnieniach” nie chcą w ogóle słyszeć. Gdyby bowiem takie “upamiętnienie” nastąpiło, po wsze czasy świadczyłoby o dokonanej tam zbrodni – co Ukraińcom jest potrzebne, jak psu piąta noga.

Im ciszej, tym lepiej; minie kilka pokoleń i wszyscy się przyzwyczają, że zbrodnia popłaca. O tym jednak nie trzeba głośno mówić, więc kiedy tylko strona polska wyjękuje swoje suplikacje, to strona ukraińska twardo odpowiada, że na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w roku 1943 trwała “wojna domowa”, więc suplikacje są nie na miejscu.

Jest to oczywiście argument fałszywy, bo żeby mówić o wojnie, niechby i domowej, to muszą być przynajmniej dwie strony wojujące. Tymczasem  w 1943 roku żadnych “stron wojujących” nie było. Po stronie ukraińskiej była strona mordująca, a po polskiej – strona mordowana.

   Pan minister Kułeba  zażył osobę pytającą z innej mańki. Najwyraźniej uznając, że najlepszą metodą obrony jest atak, zaapelował, by “nie gmerać” w historii”, bo w przeciwnym razie strona ukraińska zacznie dźgać stronę polską nieubłaganym palcem w chore z nienawiści oczy “operacją Wisła”. Że jak wy nam “wołyń”, to my wam “Wisłę”.

Rzecz jednak w tym, że jest to porównanie niesymetryczne. “Wołyń” oznaczał bezlitosne mordowanie “Lachów”, podczas gdy w ramach operacji “Wisła” Ukraińcy nie byli mordowani, a tylko przesiedlani na tereny poniemieckie, gdzie mogli – często po raz pierwszy w życiu – zapoznać się z dobrodziejstwami cywilizacji.

Nie to jednak było najważniejsze w wystąpieniu pana Kułeby. Z obfitości serca usta mówią – więc i on, jako o rzeczy oczywistej, powiedział en passant, że owo przesiedlenie nastąpiło “z terytoriów ukraińskich”.

Wprawdzie potem ukraińskie MSZ zdementowało opinię, jakoby Ukraina miała pod adresem Polski jakieś pretensje terytorialne, ale rosyjski minister spraw zagranicznych, książę Gorczakow mówił, że nie wierzy informacjom nie zdementowanym. Tymczasem ta nie tylko została zdementowana, ale znajduje dodatkowe potwierdzenie w deklaracji, jaką pod koniec roku 2006 przekazał ukraińskiemu prezydentowi Juszczence  Światowy Związek Ukraińców z siedzibą w Toronto.

Chodziło nie tylko o to, by prezydent Juszczenko uznał rok 2007 za rok upamiętnienia “operacji Wisła”, ale żeby główne obchody odbywały się na “ukraińskim terytorium etnicznym”, przez które autorzy odezwy rozumieli województwo podkarpackie, część województwa małopolskiego, mniej więcej do Nowego Sącza i część województwa lubelskiego.

Te tereny Światowy Związek Ukraińców, nawiasem mówiąc, całkowicie zdominowany przez banderowców, uznaje za ukraińskie, nawiązując w ten sposób do darowizny, jaką podczas I Wojny Światowej na rzecz Ukrainy uczyniła monarchia austro-węgierska. Ukraina została wyposażona w Małopolskę Wschodnią ze Lwowem i Przemyślem, część Małopolski i część Lubelszczyzny. Chodziło o to, by zatwierdzając państwo ukraińskie, państwa centralne mogły szachować bolszewicką Rosję i utrzymywać w ryzach Polaków.

Żeby było  śmieszniej, na tym całym Campusie, obok ministra Kułeby siedział nasz Książę-Małżonek, któremu premier Tusk w swoim vaginecie powierzył fuchę spraw zagranicznych. Książę-Małżonek skwapliwie skorzystał z okazji by siedzieć cicho i dopiero dziennikarze wydusili  z niego wyznanie, iż “ma nadzieję”, że Ukraina rozwiąże  problem ekshumacji “w duchu wdzięczności za pomoc, którą Polska jej świadczy.”

Obawiam się jednak, że nadzieje Księcia-Małżonka nie zostaną spełnione, a to dlatego, iż Ukraina do żadnej wdzięczności wobec Polski się nie poczuwa. Uważa ona, co niestety powtarzają nie tylko polskie dyplomatołki, ale za nimi, jak za panią matką, również  niezależni dziennikarze z mediów głównego nurtu, że Ukraina walczy o niepodległość Polski i Europy, więc to nie ona powinna być wdzięczna, tylko odwrotnie.

Tymczasem Ukraina wcale nie walczy o niepodległość Polski i Europy, tylko została wkręcona w maszynkę do mięsa przez Stany Zjednoczone, które  skapowały, że wojny per procura kosztują je pięciokrotnie mniej, niż “operacje pokojowe” i “misje stabilizacyjne” prowadzone przez nie bezpośrednio, więc szukają frajerów, którzy pozwoliliby się w takie maszynki do mięsa powkręcać.

Miejmy tedy nadzieję, że nie uda im się wkręcić w tę maszynkę również naszego nieszczęśliwego kraju, chociaż biorąc pod uwagę służalczość naszych dygnitarzy, nie jest to nadzieja specjalnie duża.

Globaliści próbują eskalować wojnę na Ukrainie do III wojny światowej przed wyborami w USA.

Globaliści próbują eskalować wojnę na Ukrainie do III wojny światowej przed wyborami w USA.

1 września, 2024 Brandon Smith, Alt-Market.us

https://alt-market.us/globalists-are-trying-to-escalate-the-ukraine-war-into-wwiii-before-the-us-election

Cel zaangażowania NATO w wojnę na Ukrainie zawsze wydawał mi się oczywisty.

Ukraina nie ma nic wspólnego z interesami zachodniej opinii publicznej, nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem Europy i nie ma nic wspólnego z postępem gospodarczym Stanów Zjednoczonych. Jednak NATO i globaliści ingerują politycznie w region od co najmniej 2014 roku i przygotowują grunt pod ewentualną wojnę z Rosją. Żeby było jasne, nie faworyzuję Rosji bardziej niż Ukrainy. Kreml od dawna ma swoje własne powiązania z globalistami, jak opisałem w wielu artykułach. To, jak głębokie są te więzi, jest przedmiotem debaty – może miesiąc miodowy się skończył, a Rosja naprawdę skończyła próby zajęcia miejsca przy globalistycznym stole.

Wiem tylko, że zachodnie elity chcą wojny światowej i zrobiły wszystko, co w ich mocy, aby ją rozpocząć.

Spójrz na to w ten sposób: co by było, gdybyś sporządził listę wszystkich tajnych i jawnych operacji NATO na Ukrainie, a następnie odwrócił scenariusz? Co by było, gdyby Rosja realizowała te same programy destabilizacji, kontroli i rozprzestrzeniania broni w Meksyku (jak Sowieci na Kubie w latach 60.)? Gdyby USA dokonały prewencyjnej inwazji na Meksyk, byłoby to całkowicie zrozumiałe. To, czy Putin działa w najlepszym interesie Rosji, tak naprawdę nie ma znaczenia. Wojna i tak była nieunikniona, ponieważ NATO upewniło się, że nie da się jej uniknąć.

Ale jakiemu celowi służy taka wojna zastępcza? Cóż, to wcale nie służy celowi … chyba że celem jest wszczęcie szerszej wojny światowej między Wschodem a Zachodem. W tym scenariuszu globaliści odnoszą ogromne korzyści. Dostają kozła ofiarnego za załamanie gospodarcze, które już wprawili w ruch. Mnożą globalny czynnik strachu i sprawiają, że opinia publiczna desperacko pragnie, aby elity polityczne wkroczyły i rozwiązały wszystkie swoje problemy. I mogą pozbyć się swoich krajowych wrogów (konserwatystów i patriotów), oskarżając ich o „współpracę z Rosją” w celu podważenia wysiłków wojennych, jeśli odważą się zbuntować przeciwko niekonstytucyjnym mandatom. Poza tym mają również okazję wysłać młodych mężczyzn (którzy mogliby się zbuntować) do maszynki do mięsa na Ukrainie, aby nie było nowej generacji bojowników o wolność, z którymi nie mogliby sobie poradzić. III wojna światowa jest korzystna dla tłumu w Davos, o ile nie przejdzie w pełni nuklearny Holokaust i nie zniszczy starannie przygotowanych państw pod ich nadzorem. Ale jak zamienić wojnę zastępczą w wojnę światową, nie wyglądając jak podżegacze wojenni? Na tym polega sztuczka, prawda?

Zastępczy przeciwnik (w tym przypadku Ukraina) musiałby podjąć działania, które sprowokują Rosję do reakcji wybuchowej. Rosja musiałaby wykorzystać taktykę lub broń, która naraziłaby ogromną liczbę cywilów na ryzyko, wymagając większego zaangażowania NATO, a może nawet interwencji ONZ. Potrzebują Rosji, aby zrównać z ziemią duże miasto zawierające setki tysięcy cywilów. Potrzebują Rosji, aby zrzucić Moaby lub bomby atomowe. Potrzebują dramatycznej zbrodni wojennej; w przeciwnym razie zachodnia opinia publiczna nie „wymusi” wysłania sił ekspedycyjnych ani nie zgodzi się na działania wojskowe. Powszechne poparcie dla pomocy finansowej i wojskowej dla Ukrainy szybko słabnie, a Ukraina wie, że wkrótce przegra.

Ofensywa Kurska wygląda jak akt desperacji wywołany tą właśnie rzeczywistością. Region Kurski nie ma prawie żadnej nowoczesnej wartości strategicznej. Jest to wiejski obszar rolniczy z ograniczoną bazą przemysłową. Ma gazociągi, które wysyłają energię do Europy, ale to nie pomaga Ukrainie. Mają już kłopoty z Niemcami za wysadzenie gazociągu Nordstream. W okolicy znajduje się również elektrownia jądrowa, ale jest zbyt daleko, aby wojska ukraińskie mogły ją przejąć (mogliby spróbować zniszczyć ją dronami i spowodować incydent nuklearny, ale musiałoby to zostać zrobione potajemnie, bez bezpośredniego wskazania na Ukrainę). Stratedzy głównego nurtu twierdzą, że operacja Kursk miała na celu zmuszenie Rosji do odsunięcia wojsk elitarnych od frontu Donbasu, gdzie osiągają imponujące zdobycze. To rzekomo spowolniłoby rosyjską ofensywę w oparciu o jej wyczerpanie i zmieniłoby kierunek wojny. Ale jeśli taki był plan, to nie powiodło się. Wojska ukraińskie w Kursku podobno zostały powstrzymane. Użycie taktyki manewrowej w stylu NATO do inwazji na Kursk również nie zrobiło nic, aby spowolnić postępy Rosji, ponieważ jest ona teraz przygotowana do zajęcia kluczowego miasta Toreck. Zbliżają się również do Pokrowska (głównego miejsca postoju sił Ukrainy na wschodzie). Obszary te są silnie bronione rozległymi umocnieniami, ale Rosja je zdobywa. Linie obrony poza tymi miastami są cienkie lub nieistniejące. Ukraina byłaby natychmiast zmuszona do wynegocjowania zawieszenia broni.

Rosja rozpoczęła również największe ataki rakietowe i dronowe tej wojny w piętnastu ukraińskich obwodach, powodując jeszcze większe zakłócenia w zakładach użyteczności publicznej. Dowodzi to dwóch rzeczy: rosyjskie wojsko nie zostało osłabione ani okaleczone i nadal ma wystarczającą amunicję dalekiego zasięgu, pomimo tego, co pierwotnie twierdzili urzędnicy NATO Jest powód, dla którego Kursk był tak lekko broniony przez Rosję – nie jest to nic warte dla Ukrainy, jeśli chodzi o zwycięstwo w wojnie. To mówi – chciałbym zaproponować alternatywną teorię – dlaczego Ukraina dokonała takiego posunięcia… W momencie, gdy Ukraina wkroczyła na rosyjską ziemię, zmieniły się media i narracja polityczna. Dzisiejsza narracja jest taka, że „czerwone linie” Kremla są bez znaczenia i że Ukraina udowodniła, że Putin „tylko mówi”, jeśli chodzi o broń nuklearną i uderzenia na terytorium Federacji Rosyjskiej. Dyskusja dotyczyła użycia amerykańskich i europejskich rakiet dalekiego zasięgu w głąb terytorium Rosji. Ukraiński rząd (wraz z NATO) domaga się, aby amerykańscy i europejscy urzędnicy pozwolili im na dostęp do tych „zabawek dużych chłopców”.

Ponownie Administracja Bidena musi przynajmniej wydawać się odporna na ten pomysł. Wiedzą, że jeśli otwarcie dadzą zielone światło ofensywnym atakom ATACM na rosyjską ziemię poza frontem, będzie to postrzegane jako przekroczenie linii logistycznego „wsparcia” i przejście w sferę bezpośredniej wojny z Rosjanami. Tak, doskonale zdaję sobie sprawę, że wywiad NATO i „doradcy” działali na Ukrainie jeszcze przed rozpoczęciem wojny. Chodzi o to, że nie jest to oficjalna polityka, ponieważ opinia publiczna by tego nie zaakceptowała. Wierzę, że uderzenia dalekiego zasięgu w Rosję uruchomią więcej rosyjskich ataków na główne miasta na zachodzie Ukrainy, w których mieszka większość ludności. Obszary te pozostały w dużej mierze nietknięte w czasie wojny. Putin, pomimo tego, co twierdzą media, ostrożnie ograniczał celowanie w większe ośrodki cywilne. To się skończy, jeśli pociski NATO uderzą w rosyjskie miasta. Kursk mógł być próbą sprowokowania Rosji do dzikich ataków na cele cywilne, dając tym samym NATO powód do interwencji. To jedna z teorii. Inna teoria głosi, że operacja Kurska ma na celu przekonanie zachodnich decydentów politycznych i opinii publicznej, że nie będzie żadnych reperkusji nuklearnych; że Putin jest oszołomiony i Ukraina powinna otrzymać bardziej zaawansowane narzędzia do bombardowania Moskwy.

Ta narracja jest w dużej mierze promowana przez Atlantic Council, globalistyczny think-tank związany ze Światowym Forum Ekonomicznym i ” inicjatywą Trójmorza.” Rada Atlantycka bezpośrednio doradza ukraińskiemu rządowi we wszystkich aspektach wojny, w tym strategii za pośrednictwem ich Centrum Eurazji. Doradzają również NATO za pośrednictwem swojego centrum Scowcroft. Jak zauważa ich strona internetowa: „Centrum Eurazji niestrudzenie pracowało nad odpowiedzią na inwazję Kremla na Ukrainę na pełną skalę, wykorzystując naszą szanowaną i dobrze widoczną platformę oraz wykorzystując relacje w rządzie, społeczeństwie obywatelskim i mediach, aby mieć wielki wpływ. Centrum Eurazji oferuje rekomendacje bezpośrednio Administracji i Kongresowi USA, wyższym urzędnikom ukraińskim, kierownictwu europejskiemu, międzynarodowym mediom i społeczeństwu obywatelskiemu. Centrum śledzi sytuację wojskową i polityczną na Ukrainie i opowiada się za silniejszymi, szybszymi środkami, aby zatrzymać i złagodzić szkody wojny Kremla z Ukrainą.”

Twierdzę, że Rada Atlantycka jest głównym globalistycznym „influencerem” w wojnie na Ukrainie – źródłem większości strategicznych decyzji i propagandy. Ich poparcie dla „Inicjatywy Trójmorza” od 2014 roku jest siłą napędową wysiłków na rzecz wprowadzenia Ukrainy do UE i NATO (główny powód, dla którego wojna się rozpoczęła). Lindsay Graham, Neo-Con i wściekły zwolennik wykorzystania Ukrainy jako pełnomocnika do rozpalenia wojny z Rosją, uczestniczy w projektach Atlantic Council co najmniej od 2010 roku. To Rada Atlantycka i ich kontakty medialne – moim zdaniem – naciskają na ataki rakietowe na dużą skalę w Rosji. Są również źródłem twierdzenia, że czerwone linie Putina są fałszywe. Podają na swojej stronie internetowej:

„Ofensywa Ukrainy stawia teraz poważne pytania o wiarygodność rosyjskiego potrząsania szablą i racjonalność stojącą za dużą ostrożnością Zachodu. W końcu obecna inwazja armii ukraińskiej na Rosję jest z pewnością najbardziej czerwoną ze wszystkich czerwonych linii. Gdyby Rosja w ogóle poważnie podchodziła do możliwej eskalacji nuklearnej, byłby to moment, aby zaradzić jej licznym zagrożeniom. W rzeczywistości Putin odpowiedział, starając się bagatelizować inwazję, udając, że wszystko idzie zgodnie z planem.” Jest to ta sama propaganda, która rozprzestrzeniła się na większość platform medialnych establishmentu w ostatnich tygodniach. (Na marginesie, Rada Atlantycka była również mocno zaangażowana w finansowanie mandatu covid i propagandy szczepionek podczas strachu przed pandemią).

Pomysł, że salwy balistyczne do Rosji przy użyciu pocisków dostarczonych przez NATO nie spowodują, że Putin użyje Moabów lub broni nuklearnej, jest naprawdę szalony. Należy pamiętać, że uderzenia dalekiego zasięgu w Rosję nie zrobią nic, aby zmienić warunki panujące na ziemi w Donbasie. Nawet jeśli globaliści nie są w stanie przekonać zachodnich populacji, by podniosły kciuki za balistyczne ataki na Rosję za pomocą broni opłacanej naszymi dolarami podatkowymi, władze mają plan awaryjny. Ukraina niedawno ogłosiła, że opracowała własny pocisk balistyczny dalekiego zasięgu, a broń ta podobno nie podlega nadzorowi USA i Europy. W końcu tego rodzaju uderzenia doprowadzą do rosyjskiej reakcji, która będzie wyglądać brutalnie; a zachodni podżegacze wojenni wycisną z tego wydarzenie wszystko, co się da. Pobiegną z tym prosto do Pentagonu i zażądają planu poboru do wojska w USA.

Jeśli taki jest ich plan będą musieli to zrobić przed wyborami w listopadzie. Donald Trump jest coraz bardziej prawdopodobnym zwycięzcą wyścigu prezydenckiego. Od dawna utrzymywałem, że globaliści zakończą załamanie gospodarcze lub wojnę światową i rzucą to na kolana Trumpa. Próbowali już zrobić to samo z pandemią covid i kryzysem inflacyjnym.

Termin ofensywy Kurskiej i wezwanie do ataków rakietowych na Rosję nie jest zbiegiem okoliczności. Trump twierdzi, że jego zamiarem jest jak najszybsze zakończenie wojny na Ukrainie po objęciu urzędu. Będzie to prawdopodobnie oznaczać lewarowane porozumienie pokojowe, które będzie wiązało się z oddaniem Rosji przez Ukrainę regionu Donbasu. Jeśli Trump jest szczery, to w Radzie Atlantyckiej, WEF i NATO jest wiele elit, które nie będą szczęśliwe. Muszą eskalować wojnę w coś większego, coś, czego nie można cofnąć.

W tej chwili wojnę można zakończyć – wystarczy trochę dyplomacji i zmuszenie Ukrainy do zrozumienia, że nie odzyskają Donbasu ani Krymu, bez względu na to, ile istnień poświęcą. Ale jeśli po obu stronach są ogromne ofiary wśród ludności cywilnej, sytuacja staje się nieodwracalna. Podejrzewam, że tego chcą globaliści.

1 września, 2024 Brandon Smith, Alt-Market.us

https://alt-market.us/globalists-are-trying-to-escalate-the-ukraine-war-into-wwiii-before-the-us-election

Czy Ukraina stała się wylęgarnią super-bakterii, wobec których wszelkie antybiotyki są bezsilne ?

Ukraina stała się wylęgarnią superbakterii, wobec których wszelkie antybiotyki są bezsilne!

Być może jest to efektem „wycieku” z wojskowych laboratoriów broni biologicznej zainstalowanych tam przez amerykanów?!

DR IGNACY NOWOPOLSKI SEP 2
 
READ IN APP
 

Problem jest na tyle poważny, że dziś, jak widać, trafił na pierwsze strony gazety „The Sunday Times”!

Tę informację wywołała amputacja nogi 35-letniego ukraińskiego żołnierza, który został przewieziony do najlepszego szpitala w Wielkiej Brytanii – St. George’s Hospital. Lekarze twierdzą, że nawet koktajl pięciu różnych antybiotyków nie jest w stanie pokonać infekcji rozprzestrzeniającej się po całym organizmie.

Gazeta twierdzi, że pochodzące z Ukrainy superbakterie o niewiarygodnej oporności na wszystkie leki przeciwdrobnoustrojowe przyprawiają o ból głowy szpitale w Europie, do których trafiają ranni żołnierze z frontu. Co więcej, lwia część zakażeń ma miejsce w przepełnionych ukraińskich szpitalach. W szczególności wojskowy, który przybył do Londynu, odwiedził wcześniej cztery ukraińskie szpitale, gdzie zaraził się tymi super-bakteriami.

Przytacza się opinię szwedzkiego profesora, który zbadał 141 ukraińskich pacjentów i stwierdził: „To najgorsza rzecz, jaką widziałem”. Co więcej, zarażony jest nie tylko personel wojskowy, ale także cywile przetrzymywani w tych samych potwornych szpitalach. Tak więc wśród tych przypadków jest, między innymi, 8 noworodków z zapaleniem płuc.

There are only 3 ways to extract the truth from doctors about the harms caused by the COVID vaccines

There are only 3 ways to extract the truth from doctors about the harms caused by the COVID vaccines

After 3 years of doing this, I’ve compiled a list of only the 3 methods to extract the truth about the safety and efficacy of the COVID shots. 

STEVE KIRSCH SEP 1
 
READ IN APP
 

Executive summary

Doctors have compelling stories. But fear and intimidation tactics keep them from speaking out. 

There are 3 ways to extract the truth:

  1. Under oath in Congress
  2. Under oath in a court of law
  3. Press interview where the media relations department has consented to the interview

The first two methods are the most likely to elicit the truth, but it’s not a guarantee. Compliance can be as low as single digits.

The third method is the least effective, but can occasionally work as well. Making this more complicated of course is that the mainstream media just isn’t going to ask any questions.

I’m certain that within the next 12 months, we’ll see the truth start to come out since there are court cases which will reach the deposition stage at that point and I know doctors who have said that they will only tell the truth if forced to testify under oath. Otherwise, they will remain silent.

The three methods

There are are only two ways to extract the truth from doctors:

  1. Ask them to testify under oath in Congress
  2. Get them under oath in a deposition in a court case

Both cases are protected speech and cannot legally be used to remove their credentials or fire them. 

However, these methods are not a guarantee. Even with those protections in place there are many people who will still lie because they are more afraid of the medical boards ending their careers than of being put in jail for perjury.

The third way which can also be used to extract the truth from a limited number of doctors is for the press to request an interview through the media relations department of the organization employing the doctor. The doctor still runs the risk of losing their medical license and board certifications by speaking the truth about what they observed.

About my earlier military doctor post

I had to remove my post about observations from the military doctor I talked to because he was worried he would be put in prison for the rest of his life for talking to me without authorization.

UCSF ER doctor example

Doctors have a story to tell, but they cannot tell the story for fear of loss of job, loss of medical license, loss of medical certifications, and court martial (for military doctors), 

So nearly everyone keeps quiet while people are being injured or killed. The medical system is basically set up to ensure the public never learns the truth and there is no accountability when the medical community is harming patients.

For example, a UCSF ER physician a friend of mine that he had ZERO cases of tachycardia, shortness of breath, and myocarditis for under 18 year-olds in the month before the COVID shots rolled out and 42 cases in the month after the shots rolled out for that age group. How is that a safe vaccine? Kids that age are nearly indestructible, yet these kids went to the EMERGENCY ROOM for care. How is that a safe vaccine?

But this physician will not speak out, even anonymously, for fear of losing his job and his license to practice medicine. For example, he refused to speak directly to me for fear his identity could be discovered through indirect means. He said the only way he’d tell the truth is if called to testify under oath in a court of law or in Congress.

Summary

If Trump wins in November, the truth will come out.

If the Republicans win the Senate, there will be investigations in Congress. The House isn’t going to investigate.

We will get testimony in court where physicians admit the vaccines are unsafe and that they were intimidated into not speaking out. We will get the videos of this out on the Internet when the depositions are taken and promote them, ideally in TV ads. This will further destroy confidence in the medical community, in Congress, in the HHS agencies, and in the mainstream media. This is so richly deserved.

There are a few doctors who will talk to the press, but we’ll never get the mainstream press to ask any questions. But I’m hopeful the Epoch Times will follow up on my suggestions.

Ukraina zwycięska!! Zielona Góra. Kilkunastu Ukraińców pobiło czterech chłopców, ale Polaków.

Zielona Góra. Kilkunastu Ukraińców pobiło czterech nowosolan. 17-latek musi być operowany

1 września 2024 poscigi.pl/zielona-gora-kilkunastu-ukraincow-pobilo-czterech-nowosolan-17-latek-musi-byc-operowany

Poważniej sytuacja wygląda ze złamaną szczęką. Lekarze ze szpital w Poznaniu powiedzieli , że złamanie jest niefortunne. Obawiają się, że podczas operacji może dojść do uszkodzenia nerwów twarzy.

Do pobicia doszło na zielonogórskim deptaku przy Stodole. – Syn musi być operowany. Ma połamany nos i szczękę – mówi ojciec pobitego 17-latka. Drugi 17-latek ma pękniętą błonę bębenkową i nie słyszy na jedno ucho. Sprawa pobicie został juz zgłoszona policji.

Wszystko wydarzyło się w środę, 28 sierpnia. W Stodole na kebabie było czterech chłopaków z Nowej Soli. – Kiedy jedli podszedł do nich młody Ukrainiec. Powiedział, że jego zdaniem patrzą na niego krzywo – mówi ojciec pobitego 17-latka. Na tym się jednak nie skończyło.

Kiedy chłopcy wyszli ze Stodoły tam już czekała duża grupa Ukraińców. Do Ukraińców, którzy byli na kebabie, dojechały jeszcze dwa auta. – W sumie było ich tam około 15 – mówi ojciec pobitego nowosolanina. Ukraińcy zaatakowali nowosolan.

Chłopcy próbowali się bronić, ale nie mieli żadnych szans. Na pomoc ruszył jakiś przypadkowy mężczyzna. – Został jednak bardzo mocno uderzony i upadł na ziemię – mówi ojciec 17-latka. Na pomoc mu ruszyły inne osoby.

czytaj też – Bulwersujące sceny w szpitalu w Zielonej Górze. Pijany Ukrainiec nasikał na dokumentację pacjentów

Po pobiciu Ukraińcy się rozbiegli. Pobici chłopcy pojechali do szpitala w Nowej Soli. – Syn ma połamany nos oraz złamaną szczękę – mówi ojciec 17-latka. Nos musi być operowany. Zabieg jest planowany na wtorek, 3 września, w zielonogórskim szpitalu. Poważniej sytuacja wygląda ze złamaną szczęką, która także musi być operowana. – Lekarze ze szpital w Poznaniu powiedzieli nam, że złamanie jest niefortunne. Obawiają się, że podczas operacji może dojść do uszkodzenia nerwów twarzy – mówi ojciec pobitego chłopaka. Na ta chwilę złamana szczęka został zadrutowana.

czytaj też – Naćpany kokainą Ukrainiec z nożem rzucił się na funkcjonariusza z Zielonej Góry. Wcześniej padły strzały (ZDJĘCIA)

Drugi 17-latek doznał pęknięcia błony bębenkowej. Nie słyszy na jedno ucho. Pozostali są dotkliwe pobici.

– Sprawę zgłosiliśmy policji w Nowej Soli. Powiedzieli, że zostanie ona przekazana zielonogórskiej policji – mówi ojciec 17-latka. Dodaje, że poważne pobicie zgłosi również w zielonogórskiej prokuraturze.

W Gietrzwałdzie rozstrzygnęła o losach świata siła bezsilnych [Maryja]

Wywiad

Grzegorz Braun: W Gietrzwałdzie rozstrzygnęła o losach świata siła bezsilnych

Przez Agnieszka Piwar 2024-09-01 piwar.info/grzegorz-braun-w-gietrzwaldzie-rozstrzygnela-o-losach-swiata-sila-bezsilnych

Agnieszka Piwar: W trakcie oglądana dokumentu „Gietrzwałd 1877. Wojna Światów”, przemknęła mi taka myśl, że jeśli Pana najnowszy film dotrze do odpowiednich osób, to może powstrzymać wybuch III wojny światowej, która wisi na włosku. Po prostu dopatrzyłam się wielu analogii do obecnych czasów.

Wtedy też miała wybuchnąć wojna wszystkich ze wszystkimi, ale z konkretnego powodu do niej nie doszło.

Grzegorz Braun: – Cieszę się, że te analogie są na tyle mocne i w filmie uwidocznione, że to natychmiast wywołuje taki – przeze mnie oczekiwany, wytęskniony – odzew. Chciałbym, żeby ten film był tak odbierany. Jednak proszę zwrócić uwagę, że jeśli Gietrzwałd w roku 1877 okazał się czarnym łabędziem polityki globalnej, wielkiej gry mocarstw i po prostu udaremnił realizację scenariusza eskalacji wojennej, to nie stało się tak dlatego, że przesłanie Gietrzwałdu dotarło w sposób skonkretyzowany do jakichś mężów stanu, królów, cesarzy, marszałków, generałów, sułtanów. Nic takiego się nie wydarzyło.

Sytuacja w tamtym roku miała już charakter tak wielowątkowej, zawikłanej, wielo-wektorowo nawarstwionej i wielostronnie prowadzonej operacji politycznej, dyplomatycznej – z akcentem coraz mocniejszym na rozwiązania militarne, wojenne – że tej sytuacji, tak zapętlonej, nie dawało się już rozwikłać.

Nie dawało się już wprowadzić rozwiązania pokojowego – które by wszystkich satysfakcjonowało – w trybie dyplomacji, negocjacji, decyzji politycznych i militarnych.

Dlaczego?

– Ponieważ została już uruchomiona logika eskalacji, która w sposób nieodzowny i nieodwracalny dyktowała pewne działania, nawet nie politykom tylko marszałkom i generałom. Z tej ścieżki nie było już odwrotu. I musiało zdarzyć się coś takiego jak Gietrzwałd.

Co zmieniło bieg wydarzeń…

– Nie chciałbym tu za wiele zdradzać, bo chciałbym Państwa gościć na kolejnych projekcjach mojego filmu. Jednak w sposób bynajmniej nie li tylko mistyczny, duchowy, religijny, ale w sposób bardzo praktyczny, militarny, geostrategiczny, a nawet i na poziomie techniki wojskowej, gietrzwałdzki game changer – czarny łabędź – pokrzyżował ten plan. Mam nadzieję, że to z filmu wynika. Naród polski i inne narody zastały uratowane przed zagładą wojenną.

Zmierzając do Gietrzwałdu ze wszystkich stron, z ziem wszystkich trzech zaborów, a nawet i z emigracji, naród polski – w sposób nieuświadomiony wtedy – oszczędził sobie koszmaru wojennego, który bardzo realnie groził i który widzimy jako pewien scenariusz alternatywny w wojnie na Bałkanach, która się wtedy toczy.

W Gietrzwałdzie rozstrzygnęła o losach Polski i świata siła bezsilnych. Nastąpiła tam wielka mobilizacja narodu. Na szczęście nie została ona zutylizowana w eskalacji wojennej i nie została skanalizowana w kolejnej prowokacji powstańczej.

Gietrzwałd w centrum opowieści, ale opowiada o zdarzeniach, które rozgrywają się na szerszej mapie, na mapie wielkiej gry imperiów. Ta wielka gra to jest termin fachowy, którego używa i historiografia anglosaska, i historiografia rosyjska, ale akurat polska historiografia w najmniejszym stopniu. Można nawet powiedzieć, że jeszcze niedostatecznie zaznajomiła się z tym terminem. A szkoda, wielka szkoda, dlatego że to jest istotny, kluczowy kontekst naszych nieszczęść, wojen, kolejnych prowokacji powstańczych w XVIII, XIX i XX wieku.

Na premierze prasowej powiedział Pan, że polscy historycy uważają ten okres za nudny.

– Po prostu w tym czasie nie dzieje się nic interesującego. Prawdę mówiąc polska historiografia ciągle funkcjonuje w tym paradygmacie od powstania do powstania, od rewolucji do wojny – a więc między rokiem 1863, a rokiem 1905, ulubionym przez historiografię o nastawieniu lewackim.

Tymczasem powinniśmy dowartościować rok 1877, skupiając na tym okresie większą uwagę. Bo to jest właśnie ten czas, kiedy naród polski odbudowuje się, odbudowuje swoją substancję i rośnie demograficznie. Na blisko cztery dekady zapada cisza na morzu i trwa pauza strategiczna – nieprzerwana, mimo prowokatorskich wysiłków w 1877 roku. Dzięki temu podwaja się liczba Polaków i możemy w ogóle stanąć w tych blokach startowych do niepodległości. I mimo zniszczeń pierwszej wojny światowej, mogliśmy po tę niepodległość sięgnąć.

Niesamowite, że o tak istotnym aspekcie nie uczono nas w szkołach…

– Tylko Stach Wokulski w pierwszym rozdziale „Lalki” wraca do Warszawy właśnie z tej wojny bałkańskiej, gdzie razem z kupcem Suzinem robili dobre interesy dorabiając się na dostawach dla wojska. Jednak w „Lalce” ta wojna jest synonimem czegoś kompletnie oderwanego od sprawy polskiej, to się dzieje za górami za lasami, daleko w Bułgarii. Nawet Bolesław Prus – tak przenikliwy przecież obserwator sceny politycznej i tak doskonale pojmujący mechanizmy życia politycznego, czego świadectwem jest chociażby wiwisekcja władzy w „Faraonie” – nawet on, wraz z całą polską inteligencją tamtej epoki nie dostrzegł Gietrzwałdu. Po prostu tego nie zauważył.

Jak można nie zauważyć słonia w menażerii? Jak można nie zauważyć tego, że w ciągu paru tygodni setki tysięcy naszych rodaków zmierzają do tego jednego punktu na mapie? To fenomenalne i my już więcej tego błędu – jakim było przeoczenie Gietrzwałdu – nie powtarzajmy.


Przecież ta historia ma swój ciąg dalszy. Jeśli lekceważy się takie rzeczy, to potem następuje chociażby zawłaszczenie zwycięstwa 1920 roku. Cud nad Wisłą zostaje przywłaszczony przez elitę piłsudczykowską, zarówno w wymiarze militarnym jak i świeckim. Rola generała Rozwadowskiego zostaje wymazana przez propagandę zwycięskiego obozu sanacji. Podobnie jak też i fenomen obecności Najświętszej Marii Panny na polach bitew tej wojny, czego światkami – o paradoksie – są bolszewicy, których w kategoriach fizykalnych trudne do ujęcia zjawiska, wprawiają w różnych miejscach w panikę latem tamtego roku.

To zostaje zawłaszczone. A ponieważ Pan Bóg szanuje wolną wolę, to w 1939 roku ta sama elita zostaje sam na sam z przeciwnikiem z obu stron. No ale to już jest taki pewien skrót myślowy.

Kto w filmie wypowiada się o historii z 1877 roku i dokąd dotarła ekipa filmowa?

– W moim filmie występują eksperci rosyjsko, angielsko, bułgarsto, turecko i niemieckojęzyczni. To historycy, badacze różnych dziedzin. Zdjęcia realizowane były już przed laty w kilku krajach europejskich, a nawet poza Europą, bo dotarliśmy na przyczółek Azji do Stambułu – dawniej Konstantynopola – oraz do Gwatemali, gdzie zmarła w opinii świętości młodsza z dwóch z wizjonerek gietrzwałdzkich.

Produkcja filmu przeciągnęła się aż o sześć lat, co wynikało z pewnych trudności jakich przysporzył nam czas walki z mniemaną pandemią. Po prostu zdjęcia zagraniczne nie mogły odbyć się w terminach wcześniej założonych. Ale też produkcja niewątpliwie wydłużyła się z powodu pewnych zobowiązań, których nabawiliśmy się wspólnie z producentem Włodzimierzem Skalikiem, dziś posłem na Sejm RP.

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Z jednej strony w filmie mogły znaleźć się pewne szczegóły, pewne klocki do tej układanki, które udało mi się znaleźć dopiero w ostatnich kwartałach, już w czasie montażu filmu. Z drugiej strony myślę, że film (co skądinąd nie powinno cieszyć, ale dokument powinien na tym zyskać) radykalnie zaktualizował się, przez zmieniający się – niestety w negatywnym sensie – kontekst międzynarodowy. Analogie sytuacji z roku 1877, analogie do współczesności, myślę że dla każdego świadomego odbiorcy będą aż nadto czytelne.

Jeszcze à propos analogii. W filmie zostało odnotowane używanie Polaków jako pionków w grze. Jaką ma Pan radę dla naszych rodaków w tej kwestii? Na co Polacy muszą szczególnie zwracać uwagę, żeby nie dać się tak rozgrywać?

– Myślę, że na dobry początek warto odrobić lekcję Gietrzwałdu. Problemem jest, jak wówczas, zrewolucjonizowanie elit. Elita narodowa polska w drugiej połowie XIX wieku była już do tego stopnia zaczadzona własną propagandą, ideologią demokratyczną, rewolucyjną, że niestety pełne pokrycie w rzeczywistości mała diagnoza postawiona w listach wymienianych między Marksem i Engelsem: „Na Polaków zawsze możemy liczyć”.

Wiedzieli co mówią, bo dla zwycięstwa rewolucji światowej potrzebna jest wojna światowa, a do jej rozpętania potrzebna jest jakaś dobra podpałka. Jak na podpałkę patrzyli na Polaków właśnie Marks z Engelsem i rewolucyjności. Tak samo patrzyli na nas wielcy imperialiści, mężowie stanu, szefowie sztabów i lichwiarze z kantorów bankowych, które jak zawsze traktowały wojnę i rewolucję jako okazję do spekulacji i dobrych interesów.

Co robić, żeby nas po raz kolejny nie posadzono na te same lewe sanki? Też się o to pytam i nie znajduję lepszej dzisiaj rady, niż gruntowne odrobienie lekcji historycznej na czele z lekcją Gietrzwałdu.

W moim odczuciu film ma przekaz antywojenny. W końcu dzięki wydarzeniom w Gietrzwałdzie nie doszło do Wielkiej Wojny, co ocaliło nasz naród. Jednak na pokazie prasowym powiedział Pan, że „Gietrzwałd to nie jest wezwanie do kapitulacji”. W takim razie, jeżeli nie kapitulacja, to co?

– Przepraszam za drastyczne sformułowanie, ale wojna też jest dla ludzi. Matka Boża nie jest pacyfistką bynajmniej, tylko jest – jako hetmanka narodu i wojska polskiego – dobrym wodzem, a więc rozważnym. W roku 1877 przez Gietrzwałd zrealizowana została przecież kardynalna zasada sztuki wojennej: nie przyjmować bitwy w czasie i miejscu wyznaczonym przez przeciwnika. Tylko i aż tyle.

W 1920 roku to już zupełnie inna para kaloszy. Właśnie na tej fali wychodzącej z Gietrzwałdu, przez Różaniec, przez odnowę rodzin, odnowę narodu dokonał się wcześniej cud demograficzny. Polaków przybyło, z blisko 10 milionów zrobiło się nas dwakroć tyle. Niepodległość w roku 1918 była do ugrania i wojna w roku 1920 była do wygrania, tylko dlatego, że wcześniej dokonał się ten cud.

Pytanie, czy obecnie nas stać na wydatki energetyczne na poziomie wojennym. Ja jestem zdania, że w żadnym wypadku nie wolno nam dzisiaj prowadzić narodu polskiego na wojnę, ponieważ naród polski nie wróci z tej wojny w jednym kawałku. Państwo polskie nie przetrwa wojny w kształcie integralnym. Dlatego dzisiejszą naszą sytuację traktuję jako bardzo silnie analogiczną do sytuacji z roku 1877.

Naprawdę warto do Gietrzwałdu wrócić, po to, żeby sprawę polską we wszystkich jej wymiarach na nowo przemyśleć, być może wyjść znowu na prostą i otworzyć jakiś nowy rozdział polskiej historii. Mam głębokie przekonanie, że naszym obowiązkiem, wyzwaniem – któremu obyśmy sprostali – jest rocznica 2027 roku.

Chciałbym, żeby ten film, w jakikolwiek najskromniejszy sposób, przyczyniał się do przygotowania się przez polskich patriotów na 150. rocznicę Gietrzwałdu, która oby obchodzona była godnie. Oby ten film nie pozostał jedynym, oby pojawiły się inne książki i opracowania, a może i scenariusze filmowe, teatralne i kompozycje muzyczne. Wszystko jest do przeorania.

Jeśli chodzi o historiografię, to na podstawie moich skromnych doświadczeń badawczych, gotów jestem założyć się z każdym, że w archiwach Berlina, Londynu, Moskwy, Wiednia i Rzymu, a może nawet Waszyngtonu, są raporty i dokumenty, po które nikt do tej pory nie sięgnął, które nigdy do tej pory nie były nawet przeglądane przez historyków, a które właśnie mogą rzucić nowe światło na historię tamtego roku.

Dlaczego jest Pan o tym przekonany?

– Dlatego, że wiem, że poważne państwa nie mają najmniejszego problemu w utajnianiu dokumentacji historycznej na kolejne stulecia. Ot, choćby zaledwie paręnaście lat temu ukazała się bardzo istotna książka brytyjskiej autorski, oparta na dokumentach, na tajnej korespondencji agentów brytyjskich doby napoleońskiej. Równo dwieście lat te rzeczy były zamknięte w archiwum i po dwóch stuleciach proszę bardzo – jest bomba. Na przykład sprawa spisku na życie cara Pawła I. Spisku, jak się okazuje, od początku do końca zaaranżowanego przez ambasadora brytyjskiego w Petersburgu.

Przez dwieście lat historiografia nie znała tych dokumentów
. Ba, nawet dzisiaj jeszcze rosyjscy historycy – w tym ci, z którymi miałem okazję rozmawiać na użytek tego filmu – traktują tę sprawę jak należącą do jakiejś teorii spiskowej, ponieważ właśnie stosunkowo świeże publikacje brytyjskie nie zostały przez nich jeszcze przyswojone. I myślę, że tak samo jest z rokiem 1877.

Jakbym miał takie możliwości, to nawet bym wystąpił z jakimś stypendium dla badacza, który wgryzie się w ten rok 1877 i dorzuci coś, co wzbogaci naszą widzę i rozszerzy zasób archiwalny. Myślę, że na podstawie białego wywiadu sporo jeszcze można by wyciągnąć z kwerendy prasowej, którą ja jakoś tam wstępnie podjąłem i ciekawe rzeczy znalazłem. Drobne elementy układanki pojawiają się w filmie, wyciągnięte właśnie z gazet tamtej epoki.

Gdyby znalazł się ktoś, np. na emigracji, kto zadałby sobie trud przewertowania prasy polskiej z USA z tamtych czasów, to czyż nie byłoby to piękne ofiarowanie na tę 150. rocznicę? Taki opis w postaci przyczynków historycznych, relacji właśnie z wyjazdów, pielgrzymek polskich emigrantów, którzy jeszcze latem 1877 zdążyli jakimś cudem – bez Facebooka, bez telefonu komórkowego – powziąć wiedzę o tym, co się dzieje w Gietrzwałdzie. Ale też zdążyli poczuć wolę bożą i razem ze swoim proboszczem wsiąść na parostatek do Europy i po wielkich trudach dotrzeć do Gietrzwałdu. To jest wszystko fenomen nieopisany.

Taka sensacyjna historia, a tymczasem zauważyłam, że na pokazach prasowych nie było dziennikarzy głównego nurtu. Dlaczego?

– Wolne żarty pani redaktor. Myśmy przecież z Włodzimierzem Skalikiem bardzo poważnie i solidnie wywiązali się z naszych obowiązków wobec mediów i wszystkich o tym poinformowaliśmy. Zaczęliśmy od konferencji prasowej w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej. Wszystkie media dostały informację o tym, że właśnie zrealizowaliśmy prace nad filmem i zapraszamy na pokazy.

Ciekawa rzecz, bo kiedy wcześniej trwały prace nad filmem, niektórzy nie wahali się insynuować, że to pic na wodę fotomontaż i ten film może w ogóle nigdy nie powstanie; że jakieś tam podejrzane tropy ruskiej agentury prowadzą do Moskwy. Pojawiały się nawet w druku, w prasie głównego ścieku, bardzo skonkretyzowane insynuacje defraudacji pieniędzy pochodzących ze zbiórki publicznej. I nikogo z tych – którzy wczesnej tak właśnie realizowali swoją misję dziennikarką – nie widziałem ani na konferencji prasowej, ani na pokazach dla dziennikarzy.

Skoro jest bojkot największych mediów, to jak chcecie dotrzeć z filmem do ludzi?

– Już dotarliśmy, dlatego że z pierwszych paru tuzinów pokazów zaplanowanych w różnych miastach Polski, część będzie już niedostępnych dla publiczności, ponieważ wyczerpał się limit miejsc. To jest dla nas wielka otucha i wspaniała nagroda, że na miesiąc przed tymi pokazami, w niektórych miastach zarezerwowane już zostały ostatnie miejsca.

Zapraszam na stronę gietrzwald1877.pl zakładka pokazy. Szukajcie tam Państwo pokazów już zaplanowanych, a może ktoś z Was zechce inicjować kolejne projekcje. Prosimy o rezerwowanie miejsc właśnie za pośrednictwem systemu, chociaż pokazy nie są biletowane i film będzie pokazywany nieodpłatnie.

Przy okazji dziękuję – i jeszcze nie raz zdążę podziękować – naszym fundatorom. Ten film został ufundowany przez 2085 naszych rodaków. Nikt kto nie miał takiej ochoty i woli nie został zmuszony do tego, żeby w takiej produkcji uczestniczyć za pośrednictwem jakichś instytucji państwowych. Z tego też jestem dumny.

Do zobaczenia na pokazach. Zapraszam! I do zobaczenia w Gietrzwałdzie, możliwie licznie, najpóźniej w roku 2027.

Dziękuję za rozmowę.

Niemcy od lat prowadzą masowo na Ukrainie ekshumacje żołnierzy Wehrmachtu i SS. Anty-polska Ukraina.

Niemcy od lat prowadzą masowo na Ukrainie ekshumacje żołnierzy Wehrmachtu i SS

Andrzej Kumor August 7, 2023 goniec/niemcy-od-lat-prowadza-masowo-na-ukrainie-ekshumacje-zolnierzy-wehrmachtu-i-ss

Tylko w ubiegłym roku na Ukrainie ekshumowano  szczątki 816 niemieckich żołnierzy poległych w II wojnie światowej, a ukraińskie władze nadal odmawiają ekshumacji pomordowanych na Wołyniu Polaków.

Niemiecki Związek Ludowy Opieki nad Grobami Wojennymi zdołał w ubiegłym roku wydobyć na Ukrainie szczątki 816 poległych Niemców z czasów II wojny światowej – informował w kwietniu portal Deutsche Welle. Ekshumacje były prowadzone także podczas [obecnej md] wojny – zwracały uwagę niemieckie media.

Niemiecki Związek Ludowy Opieki nad Grobami Wojennymi zdołał w ubiegłym roku wydobyć szczątki 816 poległych Niemców z czasów II wojny światowej – sprawców hitlerowskiej inwazji na Ukrainę, która wówczas należała do Związku Radzieckiego. Było to o połowę mniej niż w poprzednich latach, ale działo się to w środku nowej wojny. – czytamy w DW.

Niemiecki Związek Ludowy Opieki nad Grobami Wojennymi powstał jeszcze w Republice Weimarskiej – pierwszym demokratycznym państwie na ziemi niemieckiej – po I wojnie światowej. Początkowo w celu odnalezienia i pochowania zmarłych w bitwach pod Verdun i Ypres. Po II wojnie światowej stowarzyszenie kontynuowało swoją działalność najpierw w zachodnich Niemczech, a później w sąsiednich krajach Europy Zachodniej. Po upadku żelaznej kurtyny Związek rozszerzył działalność na kraje Europy Środkowej i Wschodniej oraz byłego Związku Radzieckiego – przede wszystkim na Polskę, Białoruś i Ukrainę, ale także na samą Rosję.

Miejsca, w których znaleziono kości, są sprawdzane z informacjami z niemieckiego Archiwum Federalnego. Potem szczątki są chowane na różnych cmentarzach Niemieckiego Związku Ludowego Opieki nad Grobami Wojennymi w całej Europie i często w obecności krewnych z Niemiec – także na Ukrainie.

Anton Drobowycz, szef Ukraińskiego IPN oświadczył w czerwcu, że dopóki strona polska nie odnowi obiektu ku czci OUN-UPA na Górze Monastyrz i nie zacznie odnawiać innych obiektów tego typu w Polsce, nie będzie zgody na poszukiwania i ekshumacje szczątków pomordowanych Polaków.

[oryginalne wypowiedzi – oczyw. w oryginale. md]

Argentyna chce, aby każdy, kto postrzega siebie tak, jak postrzega, nie wymagał, aby inni musieli to uznawać”. Zboczeńcy wyją.

Argentyna pod rządami Milei staje po stronie zdrowego rozsądku

2.09.2024 argentyna-po-stronie-zdrowego-rozsadku

Javier Milei.
Javier Milei. / Fot. PAP/EPA

Argentyński minister sprawiedliwości Mariano Cuneo Libarona stał się celem propagandy środowisk LGBT na całym świecie. Libarona podczas obrad komisji parlamentarnej ds. równego traktowania płci, oświadczył, że jest przeciwko „subiektywnym wynalazkom” w rodzaju „różnorodności tożsamości seksualnych”.

Odrzucamy różnorodność tożsamości seksualnych, które nie odpowiadają zasadom biologii i są subiektywnymi wymysłami” – powiedział Mariano Cuneo Libarona, czym ściągnął na siebie gniew lewicowych i „tęczowych” środowisk.

Minister wyjaśniając politykę rządu prawicowego prezydenta Javiera Milei, oświadczył: „dla nas wartością jest rodzina, która jest podstawą społeczeństwa i edukacja”. Libarona skrytykował także „hipokryzję” i „oszustwa” organizacji feministycznych i „tęczowych”.

Javier Milei, sprawujący władzę od grudnia 2023 roku, nie przejmuje się zbytnio propagandą „różnorodności płci” i feminizmu. Uważa te kwestie za rodzaj budowania przez lewicę swojego „politycznego kapitału”. Milei między innymi rozwiązał Ministerstwo ds. Kobiet, utworzony w 1995 roku Instytut Walki z Dyskryminacjami, a także zakazał używania „języka inkluzywnego” w wojsku i administracji państwowej.

Jego minister sprawiedliwości był w parlamencie ostro atakowany przez opozycję. „Masz obowiązek stosowania prawa” – grzmiała Carla Carizzo z rzekomo centroprawicowej UCR, a homoseksualny poseł Maximiliano Ferraro z opozycyjnej i podobno centrowej Koalicji Obywatelskiej (sic!) dodał, że Argentyna jest „chora”.

Opozycja ma tu wsparcie międzynarodowe. Słynna i użyteczna wobec lewicy organizacja Amnesty International natychmiast potępiła ministra, który „promuje przemoc i nienawiść wobec różnorodności”. Podobnie argentyńska Federacja LGBT+, czy lewicowe środowiska uniwersyteckie. Kontynent inny, ale metody działania te same.

Opozycja idzie dość daleko. Deputowany Partii Socjalistycznej i aktywista LGBT Esteban Paulon wezwał nawet do dymisji ministra. W obronie Libarona stanął jednak prezydent Milei. Jego rzecznik Manuel Adorni, oświadczył, że „Argentyna nie wprowadza żadnej dyskryminacji, ale prezydent chce, aby każdy, kto postrzega siebie tak, jak postrzega, nie wymagał zarazem, aby inni musieli to uznawać”.

 Opowiadanie zamiast rządzenia

 Opowiadanie zamiast rządzenia

 31 sierpnia, 2024r. wpis nr 1292 Jerzy Karwelis

Dziś będzie o post-polityce i o tym jak się opowiada zamiast rządzić. No, bo przyszły na nas czasy, które powodują, że jednocześnie większość ludzi jest zanurzona w polityce, dodajmy – na poziomie medialnej propedeutyki, pławi się w tym sosie, a równolegle polityka, tak wszechobecna, przynajmniej w jej zewnętrznych przejawach, dla widowni staje się jakimś serialem brazylijskim, i to w coraz gorszym stylu.
Brazylijski serial
Tak, serial to chyba dobre porównanie. Scenarzyści sceny politycznej muszą codziennie przygotować kolejne ciekawostki w odcinkach, by się toto nie opatrzyło, role są znane, od dawna obsadzone, wiadomo kto jest zły, a kto piękny. W tym sosie, dla utrzymania zaciekawienia poddaje się postaci różnym perypetiom, gdzie tylko mają potwierdzić swoje poprawne obsadzenie w roli.
Tak właśnie mamy z polityką. I tak samo jak seriale, tak i ta pokowidowa polityka ma nam zastąpić prawdziwe życie, wywołać suflowane podniety, byśmy się zajmowali sztucznym światem, nie widząc realnego.
Kiedyś moja koleżanka posiadająca matkę w dolnośląskim Lubinie opowiedziała o swojej z nią rozmowie, kiedy skarżyła się własnej marce na choroby, które ją wtedy dopadły. Matka powiedziała: to są problemy? Baśka z „Klanu”, ta to ma dopiero problemy. Rak z przerzutami, mąż ją rzucił, dzieci się odsunęły, a tym mi tu z jakąś trzustką wyjeżdżasz, wstyd!
I tak jest z nami, to znaczy – z większością.
Mijają nas rzeczy naprawdę ważne, tracimy szanse na budowanie relacji z innymi, czy choćby z przyrodą, ganiani fantasmagoriami podsuwanymi nam co dzień. Mającymi dowodzić nam, że powinniśmy się interesować, bo inaczej nie będziemy już nawet w tym sprawczy (tego nas pozbawił chyba wszystkich kowid), ale by wiedzieć co się wokół nas dzieje. No dobrze, ale co mamy z tą suflowaną wiedzą zrobić? To proste – jesteśmy trenowani w faktycznej bierności, by nas przygotować na jeden akt – wyborczy. To temu wszystko służy, żadnej tam podmiotowości.
Oczywiste są argumenty tożsamościowe, to znaczy medialnie jesteśmy trenowani do przynależności do grupy, która ma się nam wydawać aspiracyjna i nobilitująca. Musimy znać jej – jak najbardziej bieżące – sprawy a także, jak najbardziej ogłoszone – autorytety. Musimy zaglądać co chwila do naszych bańkowych mediów, by dowiedzieć się jaki jest aktualny zestaw dowodów na poprawne obsadzenie w rolach Czarnych Ludów i światłych idoli.
To jest ważniejsze, informacje z dnia to tylko pretekst do tych samych dowodów, mieszany, by się widz nie znudził, czy też nie zorientował. Z tym drugim to już rzadziej.
Bańki medialne tłumaczące nam świat stają się bańkami towarzyskimi, transportują do nas aktualne kody i hasła rozpoznawcze, które ostatnio zbiły się w jedno hasło, źródło wszystkiego: ***** ***. Już kiedyś o tym pisałem, ale spotkania bańkowiczów nie służą żadnej wymianie informacji – aktualny zestaw zna każdy członek i niczego się nie można dowiedzieć. Takie spotkania służą tylko wspomnianemu potwierdzeniu swej przynależności, są rytuałem deklaracji, powtarzalnym obrządkiem. I dzieje się tak w obu plemionach.
Wojna uwstecznia
Naiwni widzą w tej naprzemienności pewną nadzieję na sublimację polskiej polityki. Uważają oni, że jak jedno plemię przegra (a któreś musi), to czekając w poczekalni władzy na lepszy fart – wyciągnie wnioski z porażki. Nic podobnego – po pierwsze, i widać to w III RP coraz wyraźniej, w tym względzie mało jest samorefleksji. To nie my winni, tylko oni – kłamcy, oszuści, uwodzący wyborców. Ale – zauważcie – poziom refleksji znowu nie wychodzi poza błędy w narracji i nie ma nic wspólnego z jakością rządzenia państwem czy dowożenia obietnic.
Właśnie – skąd się to bierze, że obecnie, czego jesteśmy świadkami w czasach „uśmiechniętej Polski”, politycy mogą coś obiecać i bezczelnie, w biały dzień nie spełnić obietnicy złożonej wyborcom? Dzieje się tak z kilku powodów, przede wszystkim: plemienności. Tak, wiemy, że nie dowozisz obietnic, ale też wiemy, że nas kokietowałeś na tej randce. I tak zostałeś przez wcześniej nas wybrany i te twoje obietnice były by przyciągnąć wahających się. Nam możesz bezkarnie nawijać makaron na uszy, ale jak kłamiesz, to dla innych, tych, których trzeba oczarować, choćby i łgarstwem, po to by na naszym weselu ośmiu gwiazdek było jak najwięcej ludzi. Problem polega na tym, że tak myślą wszyscy w danym plemieniu, czyli godzą się na kłamstwa liderów dla innych, których… nie ma.
A co można w polityce, w której wyborca abdykuje od wymagania od polityka dowożenia obietnic? W takiej polityce można proszę Państwa wszystko. Można nie tylko gadać co się chce, ale i robić co się chce, a właściwie – nie robić nic. Nic oprócz opowiadania o tym jak się rządzi oczywiście. I mamy zaklęty krąg, który dziś wiruje jak koło w klatce chomika. Narracja napędza kolejną narrację, im szybciej popyla chomik przekazu, tym następny skok narracyjny musi być natychmiastowy i bardziej eskalujący. Chomik pędzi, męczy się, ma złudne poczucie dziania się, ba – wpływu, bo może przecież zwolnić. Zwolnić? ależ gdzież tam – jest jak Unia Europejska, która tłumaczyła swoje gnanie w przepaść, że jest z nią jak z jazdą na rowerze, czyli musi pedałować, bo im bardziej zwalnia tym większe ma kłopoty z utrzymaniem równowagi.
Jak się strzyże owieczki, to im się śpiewa bajeczki
A więc żyjemy w świecie serwowanych nam narracji. Ostatnio wpływowa dziennikarka „Gazety Wyborczej” zwróciła się do premiera, żeby wymyślił i przedstawił Polakom jakąś porywającą narrację, bo tego brakuje. To bardzo ciekawy przypadek z tą Wyborczą. Po pierwsze – widać wydatnie i są na to coraz częstsze dowody, że gazeta ta, jak i inne media wspierające tę opcję polityczną, staje się forpocztą politycznych zdarzeń. Tu się już nie komentuje i relacjonuje zdarzeń. Nie tylko się je zapowiada, wręcz wywołuje, ale steruje się sceną polityczną mówiąc politykom co mają robić. A więc pełne zaangażowanie. Ostatnio Wyborcza jednak traci cierpliwość, bo dochodzi do obrazy majestatu – Tusk się nie słucha. A to pech, bo to jedyna nadzieja białych, znaczy się – czerwonych. I nawet jak się myli, to nie można go bardziej dociskać, bo nie kopie się jedynego przewodnika po wąskiej ścieżce postępactwa.Po drugie – teza dziennikarki z Wyborczej pokazuje ten cały układ postpolityki. Nic o rządzeniu, nic o jakości państwa, budżecie, poziomie cen i życia. To było zarezerwowane na czasy PiS-u. Teraz, kiedy odzyskano władzę trzeba dbać wyłącznie o jej utrzymanie. Wyłącznie, a więc i za cenę państwa. A więc nic o sprawach dla Polaków istotnych, tylko błagania by wymyśleć jakąś bajeczkę, która zajmie lud w bańce, gdyby już paliwo ośmiu gwiazdek miało się wypalić. Po pierwsze – dla wielu ono się nie wypali nigdy, po drugie – to dowodzi dziwnej sytuacji postpolityki. Tego przeskoku nie rozumieją ci, którzy uważają, że jak ludziom za Tuska będzie materialnie spadać, to uśmiech zniknie z ust tej części Polski. Nic podobnego.
W czasach postpolityki, a właściwie postpostępactwa wydarzył się ciekawy fenomen. Wychodzi na to, że Marks nie miał racji uważając, że byt kształtuje świadomość, co się wykłada w naszym przypadku, że jak poziom życia spadnie, to się lud ruszy. Tak bywało może i wiek temu, ale nie teraz. Teraz wygrywa Gramsci, który twierdził, że nad bytem materialnym stoi jednak świadomość. To znaczy, że – znowu w naszym przypadku – wspierający koalicję 13 grudnia mniej zwracają uwagę na spadający poziom swego życia w uśmiechniętej Polsce, ale bardziej cenią rządzących za dostarczanie im rozrywki duchowej polegającej na spełnieniu jedynej dowożonej obietnicy Tuska – ***** ***. Za tę cenę są w stanie odwrócić głowę od realiów i zadowalać się emocjonalnymi poruszeniami antypisowskiej rekonkwisty. I tego dostarcza swoim obecna władza i media. Wymiana oczekiwań i dowożenia jest w tym wypadku równoważna, zwłaszcza, że spełnia się wywoływane przez lata oczekiwania.
Nie jest tak w sposób zero-jedynkowy. To znaczy, że jest gdzieś granica materialnej degradacji, która nie da się zatrzeć najlepszą nawet propagandą. Jak pisał Lem, nie da się najeść ułudą kotleta. Tak, jest gdzieś ta granica, ale w dzisiejszych czasach mocno się ona przesunęła. Po pierwsze jesteśmy zasobniejsi i na utrzymanie podstaw przeżycia można się już łatwiej wyrobić. Ale tu wchodzi diabełek nie sumy dóbr, tylko ich porównania. Ludzie nie robią rewolucji jak nie mają co do ust włożyć. Robią wtedy, jak czują, że im się, niesprawiedliwie, pogorszyło. A tu można takie odczucie wywołać z różnych poziomów, wcale nie poziomu podstaw egzystencji. Ot, wystarczy zabrać tylko jakiś przywilej i jest kłopot.
800-?
Przeprowadźmy pewne ćwiczenie. Powiedzmy, że Tusk zabiera 800+. Jak zareagują jego wyborcy? Czy uznają to za ujęcie im z budżetu, niespełnienie obietnic, czy – jak im się to dobrze wytłumaczy – ocenią ten krok jako konieczne cięcia po złodziejskim PiS-ie, bo w kasie nie staje? Co przeważy? Portfel czy ***** ***? Tu akurat odpowiedź padła, odkąd szef pracowni IBRiS wskazał, po dokładnym przebadaniu motywacji wyborców nowej władzy, że ci ludzie widzieli dobrodziejstwa pisowskiego rozdawnictwa, ale nie mogli PiS-owi wybaczyć, że zrównuje on tym ich z pisowskim plebsem, dając plebsowi środki na aspirowanie do ich – pseudoelit – poziomu. Zaludnia ich, elit, plaże, doprowadza do kupowania podobnych samochodów i spotykania się z plebsem w tych samych sklepach i szkołach. Ta frakcja, decydująca o wyniku wyborów, z chęcią by widziała nawet odcięcie ich samych od takiego 800+, byleby razem z plebsem. Bo plebsu nie będzie stać, a za PiS-u było, zaś elita sobie poradzi. A więc za łeb i na swoje miejsce.Z takim podejściem można się zgodzić na trwałe obniżenie swego poziomu życia, byleby za tę cenę móc widzieć pohańbienie wrogów swoich. Przyznacie państwo, że to dowodzi, że jednak świadomość kształtuje byt, że można w swym zacietrzewieniu przetrwać materialną degradację. Ale nie do końca – jest na bank, jak pisał Lem, jakaś granica rozminięcia się rzeczywistości realnej i wirtualnej, poza którą liczy się już tylko chlebek, nie zaś propaganda, że – choć go brakuje – to jest on posmarowany masełkiem, a jak już go rzeczywiście zabraknie, to dlatego, że wrogowie podkradli. I tu – jak uważają optymiści – człowiek oszukany budzi się. Pewnie i tak, ale jest jeden kłopot. Taka nierzeczywistość, gadania, zamiast rządzenia prowadzi do upadku państwa. Im dłużej odwlekany jest taki bilans, tym gorzej dla Polski. Uważam, że poziom, w którym jakiś tam lud ma się przebudzić jest tak niski, koszty trzeźwienia tak duże, że będą już ciężkie do spłacenia.
Po drugie – kto się ma obudzić, jak naród plemienny? Któreś z plemion musiałoby się przyznać do błędu. W innej wersji grozi nam bowiem rekonkwista plemienia obecnie przegranego. Czyli powrót do starej dwójpolówki, tyle, że w formie zaostrzonej. Bo po ostatnich wyczynach Tuska jasne jest, że złamano fundamentalną zasadę III RP „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”, została ona trwale zarzucona i jak PiS dojdzie do władzy, to będzie rympał co najmniej na poziomie bodnarowskim. Czy Polska od tego dozna wzmocnienia? Gdzieżby!Po trzecie, o czym mówiłem już wiele razy wcześniej, władza nie taka głupia. I to każda w III RP. Przecież oni jeszcze więcej o nas wiedzą, niż my. Jak się rządzi nie za pomocą państwa tylko narracji, to trzeba dużo wiedzieć o odbiorcach, bo to oni są podmiotem rządzenia, nie kraj. Ja się w wersji „przebudzenia” obawiam powtórki z Okrągłego Stołu. Czyli zainicjowania przez stary układ pozorów zmiany, przesilenia, by w sposób kontrolowany zmienić tak dużo, by wszystko zostało po staremu. Dowody takich działań mamy na co dzień – wystarczy tylko przeanalizować „spontaniczność” ataku ludu na pałac prezydencki w Brazylii czy trumpowców na Kapitol. Obecnie władza patrzy naprzód i sama sobie organizuje takie przeczyszczające (głównie narracyjnie) akcje pod publiczkę.
Jaki protest?
No, dobra – niech będzie, że naród nawet ten tuskowy, jak głód zajrzy (a zajrzy nieprędko) do chatki rybaka to się weźmie i ruszy. A w jakichż to zorganizowanych formach? Gdzie jest polska alternatywa dla plemiennej dwójpolówki III RP? Ja nic nie widzę – są partie jednorazowe, służące do utrzymania się układu, który trwa od Okrągłego Stołu i zmienia się tylko w obsadzie stanowisk a i to tylko wtedy jak ktoś umrze. Nic nowego. Nie ma żadnej „trzeciej drogi”, to znaczy jest i widać czemu służy. Ja widzę w publicystyce oczekiwania, ba – marzenia o przyjściu „kogoś nowego”, „spoza układu”, wyraziciela nadziei tych, którzy się zorientowali, że ta prokurowana wojna polsko-polska uwstecznia nasz kraj. Wypatruje się przyjścia jakiegoś nieznanego zbawiciela. Nieznanego, bo media znają tylko tych z plemiennej polityki, w związku z tym każdy kogo znają już gdzieś tam w tym układzie jest.A jak jest takie zapotrzebowanie, to się organizuje dowóz takowego. Ja bym na miejscu „układu” tak zrobił.
Zaserwowałbym kolejną nadzieję na zmianę. Przecież co wybory mamy takich bohaterów jednego sezonu. Reprezentują oni nadzieje na zmianę, potem – jak się załapią – przyłączają się i tak do któregoś z plemion. I nadzieje innej drogi okazują się płonne i ruch protestu może się rozejść do domów. Bo zobaczmy – po stronie kontestującej obecny naprzemienny układ mamy kompletny rozgardiasz. Tysiące inicjatyw, setki niekooperatywnych liderów, kłótnie o to ilu Tusków zmieści się na główce unijnej szpilki, wypominanie sobie zachowań dziadków na emigracji czy w Powstaniu. I żałosne, samo-kompromitujące się próby zaistnienia w kolejnych wyborach. A więc nie masz nadzieje, trzeba się gdzieś przyłączyć, do któregoś z plemion.Mamy więc dwie drogi. Powolnego gnicia w objęciach narracji oraz nadzieję na oczyszczający protest. O pierwszej mówiliśmy, zaś druga wersja, oprócz ewentualnej erupcji ulicznego niezadowolenia, nie rodzi nadziei na organizacyjną i ideową kontynuację. Prędzej już, że pod jakąś postacią nam to „ogranie” stary układ. Co więc robić? Jako, że nie widzę jakichś ruchów do zjednoczonej samoorganizacji poza układem plemiennym, to raczej doradzałbym… organicznikowski pozytywizm. Budowanie siebie i własnego otoczenia. Już samo „nie danie się zwariować” w dzisiejszych to czyn heroiczny. Niestety, odwlekana przez społeczną bierność, zmiana na lepsze może trwać tyle, że szkody będą gdzieniegdzie nieodwracalne. Ale trudno. Wychodzi, że trzeba mocno walnąć w dno, by przysypiający się jakoś przebudzili. Nie pierwszy to raz w historii Polski. Niektórzy czekali – jak w rozbiorach – 123 lata na tę okazję, a jak widać po dzisiejszych czasach – wnioski nie bardzo zostały wyciągnięte.
Układ domknięty
Dziś mamy mizerię. Układ zdaje się domknięty, brakuje tylko prezydenta i będzie już całość. Jak PiS to miał to nie tak szalał na swoją stronę, jak to zrobi uśmiechnięta (coraz bardziej przez zęby) Polska. I wszystkim marzycielom o alternatywie plemiennej warto pokazać ten moment. Mamy najłatwiejsze do wypromowania nowej postaci wybory, jakimi jest elekcja prezydenta. A prezydent spoza dwójpolówki byłby pierwszym krokiem do naprawy Rzeczpospolitej. I co po tej stronie alternatywnej? Nic. Żadnej postaci, ruchu, działania, alternatywy programowej. Wszystko rozegra się na podziale plemiennym i spekulacjach na kogo przerzuci swoje głosy w drugiej turze Konfederacja. Żałość. Ale, w tym ustroju, dostajemy co chcemy. Scena polityczna jest obrazem polskiego społeczeństwa i nie ma co zwalać wszystkiego na chorą ordynację, system finansowania partii i kodeks wyborczy.W mediach króluje już jeden, sterylny przekaz. Za jedyną alternatywę robi znowu przekaz a la Kurski, co tylko jest ciągłym przypominaniem dlaczego PiS przegrał, i że się niczego nie nauczyli. Ośmiogwiazdkowcy siedzą przed ekranami i już ósmy miesiąc nie gadają o państwie, tylko o tym, jaki ten PiS straszny był. Tam był! Jest! Poukrywany po instytucjach wymaga ciągłego tropienia, jest jak kułak sypiący piach w tryby nowego, skryty, zawzięty, podstępny. Trzeba go więc tropić, bo bez tego nam będzie zawsze źle szło. Formacja, która palcem wciąż wskazywała na przyszłość siedzi w przeszłości po szyję. Maszeruje wciąż patrząc w tył i wcale nie idzie do przodu, tylko się cofa. Jest w permanentnej narracji wyborczej, a tu krajem trzeba rządzić. A jak już dojdzie do konfrontacji jakichś poglądów, to z tamtej strony słychać już tylko ***** ***. I tak sobie tu gadamy o pszczołach. Nie o Polsce.
Świat się kręci
A świat ucieka. I przed sobą, i przed nami. A my tu ciągle w sporach, żeby chociaż o Polsce, ale gdzie tam! O kontrasygnacie neosędzi, kartach kredytowych szefa komitetu olimpijskiego, kto ukradł na granicy 6 litrów benzyny i czy Tusk znowu się wściekł.
Żyjemy w malignie i przebudzenie nie będzie okazją do odnowy, ale raczej będzie już po herbacie, na tyle, że zostanie nam tylko kac.
A więc wracajmy do siebie. Dbajmy o najbliższych, własne zdrowie, wiedząc, że nasza systemowa sprawczość to tylko pozory. Mamy jej tyle, ile sami sobie wywalczymy – nikt nie stoi na straży naszych praw, tym bardziej „społeczeństwo obywatelskie”. Trzeba dawać świadectwo, to prawda, ale świat został tak urządzony przez naszą bierność, że dzieje się bez nas. A nabieranie się na codzienne pozory aktywności, to tylko ersatz naszego zaangażowania. Wiemy coraz bardziej że nic nie możemy, w czym utwierdza nas całe otoczenie, media, znajomi, politycy. A to, że czynią to w oparach pozoru naszej podmiotowości, to już kolejna diabelska sztuczka walca postępu.

Napisał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

IHR. Te poprawki dają WHO uprawnienia do ogłaszania stanów wyjątkowych, obowiązkowych szczepień, zakazów podróży oraz zwiększenia nadzoru nad tobą .

Nasze zwycięstwo w walce z Traktatatem Pandemicznym podczas Światowego Zgromadzenia Zdrowia w maju, tego roku, było świadectwem naszej siły.

Jednak WHO, w ostatniej chwili, ominęło zasady i procedury, aby przeforsować zestaw nowych, budzących poważne obawy poprawek do Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych (IHR), które WHO uzna za przyjęte przez Polskę już za 10 miesięcy!

Te poprawki dają WHO uprawnienia do ogłaszania stanów wyjątkowych, wprowadzania obowiązkowych szczepień, nakładania zakazów podróży oraz zwiększenia nadzoru nad Tobą i Twoją rodziną.  

CitizenGO mobilizuje się, aby zmusić rząd do wycofania się z tych poprawek IHR.  

Nasze wspólne działania pokazały, że razem możemy osiągnąć znaczący wpływ. Dlatego teraz proszę Cię, abyś stanął do walki jeszcze silniejszy, aby chronić swoje prawa i wolności przed tymi opresyjnymi środkami.  

Wycofanie się z IHR ochroni suwerenność narodową Polski oraz nasze osobiste wolności. Twoje wsparcie jest kluczowe w tej walce.

Czy podpiszesz petycję „Odrzuć Międzynarodowe Przepisy Zdrowotne”, wzywającą Prezydenta RP Andrzeja Dudę do wycofania się Polski z IHR i ochrony Twoich wolności przed tymi skandalicznymi regulacjami? 

Jeśli już podpisałeś, proszę, podziel się tą petycją z rodziną i przyjaciółmi, aby wzmocnić jej wpływ i chronić nasze wolności. 

Dziękuję za Twoje niezłomne wsparcie w tej kluczowej walce o wolność. 

Sebastian Lukomski i cały zespół CitizenGO