Strach się bać? WHO w „walce” z małpą ospą. A 98 % wykrytych przypadków dotyczy pedryli !

Strach się bać? WHO rozpoczyna „walkę” z małpą ospą

26.08.2024 nczas/strach-sie-bac-who-rozpoczyna-walke-z-malpa-ospa

Małpia ospa.
Małpia ospa. / Fot. Pixabay

================================

– Chociaż 98 proc. dotychczas wykrytych przypadków dotyczy homoseksualnych mężczyzn, każdy narażony może zachorować na małpią ospę, dlatego WHO zaleca... [to bełkot oficjalny. MD]

—————————————————–

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uruchomiła w poniedziałek sześciomiesięczny program walki z epidemią małpiej ospy (mpox). Oceniła przy tym, że ogniska choroby w krajach afrykańskich mogą zostać skutecznie opanowane.

Program zakłada zwiększenie liczby pracowników w dotkniętych chorobą krajach, wzmocnienie strategii nadzoru, prewencji i odpowiedzi na epidemię. Według WHO od września do lutego przyszłego roku działania te będą kosztowały 135 mln dolarów.

W planach jest między innymi ułatwienie dostępu do szczepionek, zwłaszcza w krajach afrykańskich, które w największym stopniu cierpią z powodu mpox.

„Ogniska mpox w Demokratycznej Republice Konga i sąsiednich krajach mogą zostać opanowane i powstrzymane” – oświadczył szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus.

Rzecznik rządu Niemiec Steffen Hebestreit ogłosił w poniedziałek, że jego kraj przekaże 100 tys. dawek szczepionek przeciw mpox z zapasów niemieckiego wojska dotkniętym chorobą państwom.

Mpox to choroba wirusowa, która może przenosić się ze zwierząt na ludzi, ale także z człowieka na człowieka poprzez kontakt seksualny lub bliski kontakt fizyczny. Towarzyszą jej gorączka, bóle mięśni i przypominające czyraki zmiany skórne. W połowie sierpnia WHO ogłosiła w związku z mpox „stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym”.

Od początku roku do czwartku w 12 państwach afrykańskich odnotowano ponad 21,3 tys. potwierdzonych i podejrzewanych zakażeń oraz 590 zgonów na mpox – podano w najnowszym sprawozdaniu Afrykańskich Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom, które są agencją Unii Afrykańskiej.

LGBT w szkole? Zabezpiecz dziecko i siebie

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Już za kilka dni początek nowego roku szkolnego.

Lobby LGBT jest ośmielone działaniami władzy i będzie się rozpędzać.

Dzieci w szkołach są łakomym kąskiem dla działaczy LGBT. Nauczyciele także, bo wykorzystując ich podległość służbową – wobec dyrekcji, kuratorium i MEN – homolobby próbuje wymusić na pracownikach szkół stosowanie rozwiązań ideologicznych w pracy z dziećmi.

Wychodząc naprzeciw potrzebom uczniów i nauczycieli Fundacja Życie i Rodzina przygotowała oświadczenia:

– dla rodziców, którzy chcą zabezpieczyć dziecko przed ideologią gender w szkole,

– dla pracowników szkół, którzy są zmuszani do uznawania płci społeczno-kulturowej w pracy z dziećmi i młodzieżą.

Oba oświadczenia – wraz z ekspertyzą prawną dotyczącą genderowania uczniów – znajdzie Pan w poniższym linku. Należy je wydrukować, wypełnić, złożyć w sekretariacie szkoły, a na kopii wziąć potwierdzenie złożenia.

https://ratujzycie.pl/lgbt-w-szkole-zabezpiecz-dziecko-i-siebie

Czy przyda się Panu któryś z dokumentów? A może zna Pan kogoś, komu warto podesłać oświadczenia, by z nich skorzystał? Wielu rodziców szuka w tej chwili pomocy dla swoich dzieci. Wielu nauczycieli nie wie, że nikomu nie wolno ich zmuszać do genderowania.

Szanowny Panie,

Jeśli jeszcze nie wie Pan, czym jest genderowanie dzieci, przesyłam link do nagrania, w którym tłumaczę, z jak niebezpiecznym zjawiskiem mamy do czynienia.

Brońmy dzieci przed środowiskami, które chcą zrobić im krzywdę. Choćby te środowiska zakładały maski tolerancji, równości i niedyskryminacji.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja Godek
Kaja GodekKaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Jeszcze raz podaję link, pod którym można pobrać wszystkie dokumenty do szkoły, zarówno dla rodziców, jak i dla nauczycieli: https://ratujzycie.pl/lgbt-w-szkole-zabezpiecz-dziecko-i-siebie/. Proszę korzystać lub wysłać osobom, które takiej pomocy potrzebują.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

RatujŻycie.pl

BESTIA się rozbestwiła: Teraz czas na DZIESIĄTY zastrzyk Covid !!

Teraz czas na DZIESIĄTY zastrzyk Covid

„Szczepionka Covid” to tylko drobna część programu, teraz już wszystkie „szczepionki”, w tym dla dzieci, zawierają zabójczy mRNA!

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 26
https://uncutnews.ch/jetzt-ist-es-zeit-fuer-ihre-zehnte-covid-spritze/
 
READ IN APP
 
  • Jest mało prawdopodobne, że szczepienia przeciwko Covidowi zakończą się kiedykolwiek, ponieważ obecnie określa się je jako „roczne”, tak jak przewidywał Alex Jones w roku 2020.
  • Bez łatwo dostępnego systemu liczenia, jak daleko zaszliśmy, społeczeństwo może rzadziej kwestionować, dlaczego obecnie w programie szczepień przeciwko Covid-19 osiągamy dwucyfrowe wyniki.

Centra Kontroli Chorób (CDC) zaczęły niedawno zalecać kolejną szczepionkę przeciwko Covid-19 , zwiększając całkowitą liczbę zastrzyków do 10.

Po wstępnych deklaracjach z 2020 r., że ludzie będą potrzebować tylko jednego leku na Covid, w momencie jego wprowadzenia w grudniu tego roku były już dwa. W 2021 r. liczba ta wzrosła do trzech wraz z wprowadzeniem pierwszej dawki przypominającej. Od tego czasu nastąpił pozornie niekończący się strumień szczepień przypominających.

Chociaż niewiele zasobów publicznych przeznacza się na zliczanie, ile zastrzyków otrzymała osoba stosująca się do zaleceń rządu trzy lub więcej lat po wprowadzeniu egzotycznej technologii terapii genowej, znany analityk ekonomiczny i ds. pandemii Edward Dowd poinformował, że najnowsze zalecenie jest dziesiątym zastrzykiem, jaki może wykonać dana osoba. 

Należy zaznaczyć, że CDC regularnie usuwa stare strony z rekomendacjami i przenosi aktualne rekomendacje na nowe adresy URL, co uniemożliwia łatwe zliczanie. Dostarczyli listę, ale lista ta nie będzie już liczona od 2022 r.

Ogłoszenie publiczne dla wszystkich zwolenników szczepionek w DNC: Nie zapomnij ustawić się w kolejce po DZIESIĄTE szczepienie, właśnie zatwierdzone! Bo wiadomo, zostały dwa tygodnie na spłaszczenie krzywej. To będzie ostatnia szczepionka, którą musisz przyjąć, obiecuję! Przynajmniej do czasu 11-tego szczepienia…

Nawet artykuły prasowe, takie jak ten z 2023 r., podają liczbę dawek Covid-19 jako „pięć lub więcej”, co oznacza, że ​​całkowita liczba dawek może wynosić osiem lub dziewięć.

Trudność w zliczeniu całkowitej liczby dawek Covid-10 otrzymanych dotychczas przez osobę, która zastosowała się do wszystkich zaleceń CDC, może wynikać z celu, jakim jest ograniczenie „zmęczenia szczepionką”, czyli poczucia przytłoczenia ciągłymi zastrzykami, które mają zostać podane.

Bez łatwo dostępnego systemu liczenia, jak daleko zaszliśmy, społeczeństwo może rzadziej zastanawiać się, dlaczego obecnie w programie szczepień przeciwko Covid-19 osiągamy dwucyfrowe wyniki.

W 2020 roku mówił Alex Jones – zastrzykom nigdy nie będzie końca.

Podczas gdy Dowd podaje bieżący zastrzyk przypominający jako numer 10, CDC podaje harmonogram na stronie 3 swojego dokumentu o zastrzykach przypominających. Jeśli policzysz razem dwie pierwsze dawki i ostatnią dawkę przypominającą, otrzymasz w sumie osiem dawek, chociaż harmonogram CDC nie jest kompletny. Na przykład w kwietniu 2024 r. „eksperci” zalecają kolejną szczepionkę przypominającą, zwiększając liczbę do dziewięciu lub nawet więcej, jeśli nie można jeszcze udowodnić zastosowania wcześniejszej dawki przypominającej.

W czwartkowym artykule dziennik „The New York Times” nazwał najnowszy zastrzyk przypominający „corocznym zastrzykiem Covid”. 

Oznacza to, że co roku otrzymamy zaktualizowaną szczepionkę na Covid, która ochroni nas przed mutacjami i spadkiem odporności, tak samo jak w przypadku corocznej szczepionki przeciw grypie” – podało w środę NBC News.

Biuro prasowe CDC jest dostępne od poniedziałku do piątku w godzinach 9:00–18:00. Dziennikarz Infowars, Sean Miller, skontaktował się z biurem prasowym o godzinie 11:08 czasu wschodniego, ale otrzymał jedynie wiadomość głosową z informacją, że wydział jest zajęty innymi telefonami. Nie było kolejki oczekujących.

Zamiast tego Miller zostawił wiadomość głosową z pytaniem, ile dawek szczepionki na Covid-19 otrzymałaby w sumie osoba stosująca się do wszystkich zaleceń rządu, w tym ostatnią dawkę przypominającą i numer oddzwonienia.

Następnie Miller zadzwonił do centrali CDC i rozmawiał z Eve z CDC. Nie potrafiła ona odpowiedzieć na to pytanie, ale przekazała je kierownictwu. Artykuł ten zostanie zaktualizowany o odpowiedź CDC, o ile zostanie ona kiedykolwiek dana!.

https://uncutnews.ch/jetzt-ist-es-zeit-fuer-ihre-zehnte-covid-spritze

W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Dane GUS. Zapaść demograficzna

W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Dramatyczne dane GUS dorzeczy/dramatyczne-dane-gus-nt-liczby-urodzen

Główny Urząd Statyczny podał liczbę urodzonych w czerwcu 2024 r. dzieci. Dane są zatrważające.

Jak przekazał GUS, w czerwcu w Polsce urodziło się zaledwie 19 tysięcy dzieci. To jeden z najgorszych wyników w ostatnich latach. W porównaniu z czerwcem 2023 roku narodzin było mniej o 2,7 tys. Suma urodzeń z 12 miesięcy wyniosła 259,7 tys. To najmniej od czasów II wojny światowej.

Zapaść demograficzna

Czerwcowe dane potwierdzają pesymistyczną tezę o pogłębiającej się zapaści demograficznej w Polsce. Jeszcze w październiku 2017 roku liczba urodzeń wynosiła 403,7 tys. Jednak od tego czasu wskaźnik systematycznie spada. Co gorsza, kiedy liczba nowo narodzonych dzieci jest z roku na rok coraz mniejsza, w tym samym czasie liczba zgonów w Polsce rośnie.

Jak wskazali w swoim raporcie eksperci OECD, wśród czynników zmniejszających dzietność znalazły się m.in. wzrost poziomu wykształcenia kobiet, poprawa dostępu do skutecznej antykoncepcji czy rosnąca dominacja modelu rodziny z dwojgiem pracujących rodziców. Z kolei pronatalistycznie oddziałują płatne urlopy rodzicielskie, dostęp do opieki nad dziećmi zaraz po urodzeniu oraz rozwiązania ułatwiające godzenie pracy z obowiązkami rodzinnymi.

Analitycy nie mają wątpliwości, że decyzję o posiadania dziecka łatwiej podejmują pary, które mają zapewnione bezpieczeństwo ekonomiczne i zdrowotne.

„OECD zwraca też uwagę na Problem z dostępnością mieszkań przekłada się na coraz późniejsze usamodzielnianie się młodych Polaków. Według danych Eurostatu, aż 47,5 proc. osób w wieku 25-34 lata w Polsce wciąż mieszka z rodzicami. To jeden z najwyższych odsetków w UE” – czytamy na portalu 300gospodarka.pl.

W lipcu GUS podał, że w 2024 r. w porównaniu z 2023 r. liczba ludności w Polsce zmniejszyła się o 129 tys. Największy spadek ludności nastąpił w woj. śląskim (-26 572 osoby), a najmniejszy w woj. mazowieckim (-85 osób). Spadek liczby ludności odnotowano w 14 województwach.

Robert Kennedy Jr. wycofuje się z wyborów, popiera Trumpa, poprowadzi zespół, który będzie rozliczał zbrodniarzy z Big Pharma

Robert Kennedy Jr. wycofuje się z wyborów, popiera Trumpa, poprowadzi zespół, który będzie rozliczał zbrodniarzy z Big Pharma

Czas pokaże czy uda się uratować Ludzkość

DR IGNACY NOWOPOLSKI AUG 26
 
READ IN APP
 

W prawdziwie historycznym przemówieniu RFK Jr. wykazał się rzadkim przywództwem politycznym i odwagą, popierając prezydenta Trumpa, usuwając swoje nazwisko z kart do głosowania w 10 kluczowych stanach i obiecując radykalną reformę amerykańskiego przemysłu chorób, który utrzymuje Ludzkość w permanentnych chorobach dla uzyskania zysku korporacji.

RFK Jr. wycofuje swoje nazwisko z kart do głosowania w 10 kluczowych stanach, aby pomóc #Trumpowi pokonać neokomunistów Demokratów, powołując się na lewicową cenzurę, prowojenne stanowisko, ataki na zdrowie dzieci, walkę prawną i inne formy lewicowej tyranii. Demokraci sami sprowadzili na siebie tę decyzję.

W momencie, który przejdzie do historii Ameryki, prezydent Donald Trump wszedł na scenę w Glendale w Arizonie i przedstawił tłumowi liczącemu tysiące osób samą osobę, Roberta F. Kennedy’ego Jr.

Atmosfera była elektryzująca, gdy Trump i Kennedy, dwaj tytani amerykańskiej polityki wywodzący się z zupełnie różnych środowisk, stanęli ramię w ramię w czymś, co można określić wyłącznie jako mrożący krew w żyłach, monumentalny sojusz.

Warto przypomnieć, że sztab wyborczy Trumpa zapowiedział, że podczas przemówienia na temat polityki „America First” prezydentowi Trumpowi będzie towarzyszył specjalny gość.

Dziś rano Robert F. Kennedy Jr. oficjalnie poparł byłego prezydenta Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w 2024 roku.

Kennedy w swoim oświadczeniu przedstawił trzy główne przyczyny, które skłoniły go do podjęcia tej decyzji: wolność słowa, wojna na Ukrainie i to, co określił jako „wojna z naszymi dziećmi”.

Wyjaśnił, że kwestie te miały kluczowe znaczenie dla jego pierwotnej decyzji o opuszczeniu Partii Demokratycznej i kandydowaniu jako kandydat niezależny, a teraz zmusiły go do poparcia kandydatury Trumpa.

Według RFK Jr. „decyzja o poparciu Trumpa jest dla niego sprawą duchową”.

RFK pozostanie na kartach do głosowania w stanach, w których jego obecność zaszkodziłaby Kamali, a wycofa się z kart do głosowania w stanach, w których jego obecność zaszkodziłaby Trumpowi.

„W około 10 stanach, w których moja obecność byłaby spoilerem, usunę swoje nazwisko. I już rozpocząłem ten proces i namawiam wyborców, aby na mnie nie głosowali”.

W piątkowy wieczór tłum wybuchł ogłuszającymi wiwatami, gdy Trump, z charakterystycznym dla siebie wdziękiem, powitał Kennedy’ego na scenie.

„Myślę, że niewielu z was o nim słyszało. Jest bardzo skromny. To bardzo skromny człowiek, ale bardzo szanowany. To wspaniały człowiek. Znam go od tak dawna. Przez ostatnie 16 miesięcy Robert F. Kennedy Jr.!” – ogłosił Trump.

https://kolozeg.org/historic-robert-kennedy-jr-withdraws-from-election-endorses-trump-will-lead-a-team-to-reign-in-the-big-pharma-industry-that-poisons-the-mankind

Zeznania dość naiwnego masona: Masoneria, iluminaci i ich bogowie.

Masoneria, iluminaci i ich bogowie

Posted by Marucha w dniu 2024-08-26 marucha/masoneria-iluminaci-i-ich-bogowie

„Nikt nie będzie mógł wejść do Nowego Porządku Świata, jeśli nie pokłoni się Niosącemu Światło. Nikt nie wejdzie do Nowego Wieku, jeśli nie przejdzie lucyferiańskiej inicjacji.” /David Spangler.

„Nad społeczeństwem dominować będzie elita, która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją.”|
/Zbigniew Brzeziński w książce: „Between Two Ages”, 1970 rok.

Kandydat Masoński, adept i uczeń związany jest przysięgą w obecności Mistrza. Jest również związany wieczną tajemnicą. Spotyka współbraci w opasce na oczach, zdąża tedy do zakonu w ciemno.

Następnie uczy się symboli i obrządku wolnomularstwa. Oczekują go trzy wielkie światła: po pierwsze: „Światło Świętego Słowa” niekoniecznie Biblii, po drugie: „Zgłębienie Tajemnicy Kwadratu” symbolizującego doskonałość duszy i po trzecie: „Powzięcie nowego kierunku życia” w formie akceptacji Kompasu, który jest duchem duszy.

Jaką religią jest Masoneria? Przede wszystkim masoneria jest okultyzmem, wiedzą tajemną i ukrytą przed światem. Klasyczne wierzenia spokrewnione z masonerią są ściśle związane z okultyzmem i sektami Unitaryzmu oraz Mormonizmu.

Masoneria posiada ustaloną domenę szatana, według niej naucza się, że przez moc wiedzy można posiąść tajemnice natury a nawet śmierci. Ważniejszymi doktrynami masonerii są także: „Braterstwo Duszy” oraz pewnego rodzaju nakaz, aby nie wierzyć w Jezusa Chrystusa, ponieważ życie wieczne otrzymuje się bez Jego udziału.

Ricinal C. Haupt w swojej książce: „Bogowie Loży” zgromadził zaskakujący materiał. Przez sześć miesięcy studiował dane dotyczące masonerii w Bibliotece Kongresu, po czym doszedł do wniosku, że masoneria w swoim obrządku jest ilustracją symboli zapożyczonych z pogaństwa egipskiego i średniowiecznego okultyzmu. Ponadto Ricinal utrzymuje, że droga oświecenia przebiegająca po przez inicjację składającą się z trzydziestu trzech poziomów, prowadzi bezpośrednio do Lucyferianizmu.

Drodzy Czytelnicy, z pewnością spotkaliście się z określeniem Katolicy, Protestanci czy z jeszcze innymi określeniami nazywającymi wyznawców poszczególnych religii. Ronald Bernard, ekonomista pracujący dla światowej elity wyznaje, że przytłaczająca większość ludzi znajdujących się u szczytów władzy wyznaje pewną niszową religię, otóż są oni Lucyferianami i wyznają Lucyferianizm.

Ronald wyznaje, że uczestniczył w czarnych mszach, opowiada o satanizmie, jednak początkowo to było dla niego śmieszne, zabawne. To byli jego klienci, potężni ludzie i nic więcej, przynajmniej tak sobie wmawiał. Dla niego była to rozrywka i nic więcej, ponieważ od zawsze uważał, że prawdziwa ciemność i zło są jedynie w samym człowieku i nie ma czegoś takiego jak zło osobowe.

Wszystko się zmieniło w momencie, w którym otrzymał zaproszenie do uczestnictwa w ceremonii składania ofiar.

„Składanie ofiar miało miejsce za granicą i to był mój punkt zwrotny. Składano ofiary z dzieci a ja nie mogłem tego zrobić, nie byłem w stanie. Po tym zdarzeniu powoli zacząłem się łamać, sam przeszedłem wiele jako dziecko i naprawdę głęboko to mnie dotknęło. Wszystko się nagle zmieniło. Ale to jest świat, do którego wszedłem i wtedy zacząłem odmawiać wykonywania zleceń w ramach mojej pracy, nie byłem już w stanie tego robić, z tych powodów stałem się zagrożeniem.

To dzieje się także w polityce, i jeżeli wygooglujecie ten temat, to znajdziecie zeznania ludzi z całego świata, że to się dzieje wszędzie, że ten świat nie jest bajką. Niestety prawda jest taka, że na całym świecie oni to robią od tysięcy lat. Zgłębiałem kiedyś Teologię i wyczytałem nawet w Biblii, że takie rzeczy miały miejsce tysiące lat temu. Rytuały związane ze składaniem ofiar z dzieci były powodem wygnania Izraelitów do Babilonu.

Przez te przeżycia stałem się osobą wierzącą, ponieważ zrozumiałem, że jest coś, co umyka ludzkiemu oku, że istnieje też świat niematerialny. Oni postrzegają społeczeństwo jak stado owiec, wystarczy postawić kilka psów pasterskich by prowadzić stado w dowolnym kierunku i szczerze mówiąc wciąż widzę jak to się dzieje wokół, ludzie wciąż są sterowani przy użyciu tych samych systemów i metod, których my używaliśmy.

Ludzie wciąż nie rozumieją jak ten świat działa, wciąż są na poziomie, na którym ważne jest tylko by mieć na stole piwo, są całkowicie pochłonięci sobą. To, co jest negatywne to zło, lucyferianie i sataniści, jakkolwiek chcesz to nazywać, ale zło jest bytem rzeczywistym, odkryłem, że to, co jest zapisane w Biblii, ale i nie tylko tam, znajdziecie to w wielu książkach, że był pewien moment, w którym nastąpiła separacja manifestacji światła, w którym pewna grupa się oddzieliła.

Ta grupa jest przepełniona nienawiścią i gniewem. Z całych sił nienawidzą i niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Zło jest siłą, która nieustannie dąży do zagłady. Zło nas nienawidzi bez końca. Lucyfer nienawidzi stworzenia, nienawidzi życia i zrobi on wszystko aby nas kompletnie unicestwić a sposobem na to jest podział ludzkości, «dziel i rządź» oto ich prawda.” /Ronald Bernard.

Niezaprzeczalnym faktem w dyskusji nad doktrynami masonerii jest wpływ ich nauki oraz religii na świadomość wielu amerykańskich intelektualistów, a nawet w ostatnich czasach oddziaływanie na poglądy przeciętnego Amerykanina, podobna sytuacja ma miejsce również w Europie. Wyrazem tego jest silna liberalizacja zasad moralnych i bunt przeciw wierze ewangelicznej. Badacze studiujący zagadnienie masonerii są przekonani, co do istnienia bytu stojącego za kurtyną. Bytu stojącego za kurtyną ideologii masonerii.

Otóż jeszcze w Edenie Szatan zaoferował Ewie wiedzę tajemną i zrównanie z Bogiem. Mądrość człowieka, aby sprawdziła się tutaj na ziemi i tam w wieczności musi pochodzić od Boga, a nie wypływać z przekonań człowieka.

Obserwujemy, że wiele tradycji wschodnich przyjęło praktyki starożytnego Babilonu. Tymczasem Bóg nawołuje: Wyjdźcie z Babilonu, odejdźcie od nich, oddzielcie się, nie dotykajcie tego, co nieczyste.

https://globalna.info

Sunday Strip for today: The Meme Police. Totalitarian frogs enforcing the new world order.

Sunday Strip: The Meme Police.

Totalitarian frogs enforcing the new world order

Robert W Malone MD, MS Aug 25, 2024







Doe – the female of animals such as the deer or rabbit

————————————–



https://www.youtube-nocookie.com/embed/HSRieuzms24?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0










We can not comply, but the path back to freedom for this country is going to be difficult.




PsyWar

(Pre-orders available now at Amazon)

·

Liberation. Old Sunday Strip II.

Sunday Strip

Liberation

Robert W Malone MD, MS







https://www.youtube-nocookie.com/embed/GQChw_Rk1Kk?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0






Finally, for the Russell Brand fans – this video isn’t exactly roll on the floor funny but it does raise good points about what is going on in these messed up times…(and Brand is always entertaining).

”So, I’m Right-Wing Now?”

https://www.youtube-nocookie.com/embed/h4e8lSQy64c?rel=0&autoplay=0&showinfo=0&enablejsapi=0

Zaszufladkowano do kategorii Śmichy | Otagowano

„Profesor Śmierć” – Fritz Haber – żydowski psychopata, który dostał Nobla.[uzup.]

„Profesor Śmierć” – psychopata, który dostał Nobla. Mocna rozmowa z Andrzejem Pilipiukiem pch24.pl/profesor-smierc-czyli-zydowski-psychopata-ktory-dostal-nobla

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Sam prof. Fritz Haber („Profesor Śmierć” -red.) był obrzydliwą, ale jednocześnie na swój sposób trochę fascynującą postacią. Prawdopodobnie był to kompletny psychopata. Jest jedna relacja z okolic nieopodal Bolimowa: po ataku gazowym Prusacy poszli na zdobyte linie rosyjskie. Był wśród nich prof. Haber. Pruscy oficerowie stojąc nad trupami Rosjan zasalutowali z szacunku dla pokonanego wroga, a tym czasem on zupełnie obojętnie badał skutki swojego dzieła. Skrupulatnie notował w kajeciku i tłumaczył oficerom, że martwi Rosjanie mają posiniałe na niebiesko białka oczu, po czym wyjaśniał, jaki mechanizm chemiczny przy zatruciu chlorem spowodował ten efekt. Było to zupełnie zimne, nieludzkie podejście kata. Naukowca, ale kata. Żadnych ludzkich uczuć. Oficerowie, którzy przeprowadzili ten atak gazem, byli głęboko wstrząśnięci i zniesmaczeni jego postawą. 

Drugie jego odkrycie to cyklon B.

Trzecie zaś to dla odmiany coś wspaniałego: syntetyzowanie amoniaku z azotu atmosferycznego. Metoda genialna, umożliwiająca bardzo tanią i łatwą produkcję dużych ilości sztucznych nawozów. To w głodującej Europie po I Wojnie Światowej pozwoliło radykalnie zwiększyć plenność zbóż, a jemu przyniosło …nagrodę Nobla. Psychopata, masowy morderca, dobroczyńca ludzkości, noblista… Do tego wszystkiego jeszcze Żyd z pochodzenia, którego niemieccy naziści, mimo jego ogromnych zasług dla pruskiej armii i rolnictwa III Rzeszy, zmusili w końcu lat 30-tych do ucieczki z kraju – mówi w rozmowie z Pch24.pl Andrzej Pilipiuk, pisarz, publicysta, autor książki „Czasy, które nadejdą” (Fabryka Słów, 2024).

Wielka Wojna to w zbiorowej pamięci przede wszystkim, czy może raczej jedynie, bitwa pod Verdun, bitwa pod Sommą – dwie wielkie i jakże krwawe walki na Zachodzie. Jeśli zaś chodzi o działania wojenne na Wschodzie, to pamięta się co najwyżej bitwę pod Tannenbergiem i obronę Twierdzy Przemyśl. Ogólnie jednak to, co działo się w tamtym strasznym czasie na Wschodzie, jest pomijane bądź zapomniane. Dlaczego?

Dla Rosji Sowieckiej przypominanie I Wojny Światowej było niewygodne. Dominowała i nadal dominuje narracja, że nieudolny car przegrał z Niemcami, a potem doszło do rewolucji. Gdyby jednak przeanalizować na zimno to, co się wówczas działo, to okazałoby się, że historia I Wojny Światowej na Wschodzie zaczęła się odwracać w momencie, kiedy car zdjął ze stanowiska naczelnego wodza swojego kuzyna – Wielkiego Księcia Mikołaja Mikołajewicza i sam objął dowództwo. W tamtej chwili sytuacja na froncie zaczęła się zmieniać na korzyść Rosji.

W związku z tym stawiam tezę, że bolszewikom, komunistom, sowietom – jak zwał tak zwał – pamięć o tamtej wojnie nie była jakoś szczególnie potrzebna, bo pisząc o niej musieliby jednak oddać trochę honoru carskiej armii, która stawiała bohaterski opór i dokonywała spektakularnych czynów, jak podejście pod Kraków czy przełom Brusiłowa. Lepiej było to pominąć i skwitować krótkim hasłem „Nieudolność cara i przegrana wojna utorowały drogę rewolucji”.

Z kolei dla państw zachodnich odległy front wschodni był i nadal jest niewygodny propagandowo. Prosty przykład: Prusacy wysłali przeciw Rosji setki tysięcy żołnierzy. A mimo to Francuzi i Brytyjczycy nie byli w stanie szkopów pokonać? Może lepiej w związku z tym milczeć i nie przypominać, że na Wschodzie również toczyła się wojna.

Inna kwestia: Dziś Niemcy odżegnują się od swoich odwiecznych planów podboju Europy Środkowo-Wschodniej. Podczas I Wojny Światowej Prusacy zalali Polskę, opanowali szmat Białorusi, zajęli ziemie litewskie i łotewskie, głęboko wkroczyli na Ukrainę. Trzy dekady później hitlerowcy ponownie podbili Polskę, zajęli republiki nadbałtyckie, chapnęli Białoruś i całą Ukrainę, wyrwali kawał Rosji i zagrozili Kaukazowi. Moim zdaniem przywoływanie tych epizodów z I wojny światowej natychmiast budzi „niewygodne skojarzenia” z tym co działo się podczas drugiej… Lepiej skupić się na opisywaniu tego, co się działo w innych częściach świata.

A dla Polaków, który front był ważniejszy w czasie Wielkiej Wojny?

Dla nas siłą rzeczy ważniejszy był front wschodni. Wojna przetaczała się przez nasze ziemie jak przysłowiowy walec.

Proszę jednak zwrócić uwagę na jedno: TO NIE BYŁA NASZA WOJNA! Braliśmy w niej udział, nie jako państwo, ale jako naród i tylko dlatego że zostaliśmy do tego zmuszeni. Ogłoszono mobilizację, cesarze posłali swoich poddanych na rzeź i koniec.

Polacy walczyli w armiach wszystkich zaborców. Co gorsza, często walczyli przeciwko sobie. Nie dość więc, że była to dla nas wojna obca, to jeszcze wojna bratobójcza. Moim zdaniem właśnie to spowodowało, że prawdę o tej wojnie chcieliśmy jak najszybciej wyprzeć z naszej świadomości. Ludzie wykształceni w szkołach oficerskich zaborców budowali wojsko niepodległej Rzeczpospolitej. Lata służby obcym wliczano im do kariery. Zarazem w wolnej Polsce nikt nie nosił na mundurze odznaczeń, choćby najbardziej zaszczytnych, otrzymanych od cara czy cesarza.

Poza tym I Wojna Światowa była niezwykle niszczycielska. Istnieje wiele map pokazujących stopień zniszczenia kraju w miejscach, gdzie front stał dłużej. To też była pewna trauma. Ludzie chcieli o tym wszystkim zapomnieć, chcieli odbudowywać ojczyznę.

I najważniejsza kwestia, z której niewielu zdaje sobie dzisiaj sprawę. Na Zachodzie wojna skończyła się w 1918 roku. W Polsce trwała ona do 1921 roku…

W zasadzie, żeby tę wojnę jakoś oswoić, ubrać w literaturę, wydać wspomnienia uczestników etc., potrzeba było czasu i dystansu.

Nam jednak tego czasu i dystansu nie dano, ponieważ 19 lat później – w 1939 roku wybuchła kolejna wielka wojna – II Wojna Światowa. To, co powstało – nie zaistniało w szerszym odbiorze. Nie zdążyło, bo okupacja hitlerowska oznaczała zniszczenie większości bibliotek państwowych oraz niezliczonej liczby prywatnych księgozbiorów. Okupacja komunistyczna ten stan jeszcze utrwaliła – „nieprawomyślne” dzieła bezwzględnie usuwano z bibliotek i niszczono. Przy okazji rozmaitych rewizji zdarzały się konfiskaty „literatury antypaństwowej”. Ergo: w okresie PRL-u dotarcie do źródeł opisujących wielką wojnę, walki o niepodległość i wojnę polsko-bolszewicką było bardzo utrudnione. Na liście prohibitów znalazł się nawet „Uśmiech Lwowa” pióra K. Makuszyńskiego.

W dodatku okrucieństwa i zniszczenia I Wojny Światowej zostały całkowicie przykryte i zepchnięte w niepamięć niewyobrażalnymi bestialstwami II Wojny Światowej.

Musimy ponadto pamiętać, że w I Wojnie Światowej ginęli przede wszystkim żołnierze na froncie. Cywile byli oczywiście na okupowanych terenach bezlitośnie eksploatowani ekonomicznie i fizycznie, ale nie wywożono ich hurtowo do obozów koncentracyjnych. Nie miały miejsca masowe zbrodnie na ludności cywilnej. Nie było zbiorowych publicznych egzekucji przypadkowych ludzi ani łapanek. Ludność okupowanych terenów nie doświadczała tego wszystkiego, co znamy z II Wojny Światowej.

W I Wojnie Światowej zniszczenie Kalisza, o którym wspomina na końcu „Nocy i dni” Maria Dąbrowska, jawiło się straszną zbrodnią. We wrześniu 1939 roku tego typu zbrodni były setki. Wystarczy wspomnieć bombardowania Wielunia czy Frampola, dziesiątki nalotów na Warszawę i inne miasta… Ostrzeliwanie i bombardowanie kolumn uchodźców czy budynków oznakowanych symbolem czerwonego krzyża! II Wojna Światowa była więc wojną totalną, prowadzoną przeciw cywilom, przeciw całym narodom.

Dlatego wydaje mi się, że I Wojna Światowa nie funkcjonuje w naszej pamięci historycznej tak, jak widzimy to na Zachodzie. Powtórzę: okrucieństwa II Wojny Światowej całkowicie przykryły dramat Wielkiej Wojny, wymazały go z pamięci zbiorowej, nie mówiąc już o tym, że w czasie II Wojny Światowej zginęła cała masa ludzi, którzy mogliby być swego rodzaju łącznikiem pamięci o poprzedniej wojnie! Mężczyźni: dziadkowie i ojcowie – zostali straszliwie przetrzebieni. Dziś już o tym nie pamiętamy: pierwsze miesiące PRL-u to zakładanie setek burs i przytułków dla sierot. Wujowie, stryjowie, dalsi krewni, którzy powinni przejąć opiekę nad dziećmi, często nie żyli, albo też wojenne losy rozrzuciły ich po świecie…

W Pańskiej nowej książce pt. „Czasy, które nadejdą”, możemy przeczytać opowiadanie „Profesor Śmierć”, którego akcja dzieje się właśnie w czasie I Wojny Światowej na Wschodzie. Dwukrotnie padają w nim słowa, że przecież Niemcy, tudzież Szwaby, są cywilizowanymi ludźmi i nie będą popełniać zbrodni, tylko będą przestrzegać konwencji i zachowywać się honorowo…

W I Wojnie Światowej jeszcze się Niemcom zachowania honorowe zdarzały; z naciskiem na słowo «zdarzały». Podczas walk z Prusakami zakładano, że, owszem, to przeciwnik, ale walka będzie honorowa. Te nadzieje rozwiały się boleśnie… Miałem okazję sięgnąć do gazet z 1915 roku. Opisano tam niejedno: np. Niemcy na okupowanym terytorium Francji zastrzelili 8-letniego chłopca, który stał za płotem z drewnianym karabinem. W innym tekście opisano historię ranionego Niemca, który został opatrzony przez francuskiego sanitariusza, po czym tegoż sanitariusza …zastrzelił. Tego typu zdarzenia prasa przytaczała regularnie i zakładam, że większość z nich faktycznie miała miejsce. Pod Verdun zdarzało się dobijanie rannych wrogów w zdobytych okopach. Jednak przeważnie przestrzegano konwencji.

Zupełnie inaczej było w czasie II Wojny Światowej. Dziadek opowiadał mi, że gdy bronił Twierdzy Modlin, załoga jednego z sąsiednich fortów poddała się, po czym została wymordowana przez Niemców. W 2004r. IPN  przygotował wystawę objazdową „Z największą bezwzględnością – zbrodnie Wermachtu w Polsce, wrzesień październik 1939”. Widziałem ją w Muzeum Ziemi Chełmskiej. Mało kto sobie zdaje sprawę, że Niemcy zamordowali wówczas kilkadziesiąt tysięcy Polaków wziętych do niewoli. Krąży mit, że Wermacht nie popełniał takich zbrodni jak SS. Przepraszam za wyrażenie: G…. prawda!

W opowiadaniu „Profesor Śmierć” zwraca Pan uwagę jak bardzo, mówiąc najdelikatniej, bezsensowna była I Wojna Światowa. Dzisiaj walczymy, żeby przesunąć linię frontu 100 metrów na wschód, a jutro cofniemy się 200 metrów. Pojutrze znowu przesuniemy się 500 metrów na wschód, a kolejnego dnia będziemy musieli cofnąć się 700 metrów. I tak wkoło… Tak to wyglądało zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie…

Dla Rosji carskiej była to wojna o utrzymanie terytorium Kraju Przywiślańskiego. Dla Rosjan było to w pewien sposób racjonalne. Poprzednie pokolenia wylały wiadra krwi gromiąc Napoleona, tłumiąc polskie powstania etc. Łup zdobyty przez przodków, okupiony ich krwią, musiał zostać obroniony, nie mogli dać go sobie wydrzeć. Królestwo Polskie wchodziło w skład imperium carów ponad 100 lat. Zaborcy się tu zadomowili. W samej Warszawie postawili 47 cerkwi i kaplic prawosławnych. Na polskich cmentarzach leżeli ich generałowie, uczeni, profesorowie, artyści… W kraju stały pomniki carów, były też pomniki w miejscach zwycięskich bitew. Rosjanie już traktowali nasz kraj jako swój.

Z kolei z punktu widzenia pruskiego militaryzmu, już nie mówiąc o Austro-Węgrzech, podbój tych ziem nie miał absolutnie żadnego sensu. Były to dla nich tereny obce etnicznie, których w dodatku w dłuższej perspektywie nie byliby w stanie utrzymać.

Jedyny sens tej wojny polegał na „wklepaniu ruskim”. Rozbiciu carskiej armii, zneutralizowaniu jej, po czym przerzuceniu wojsk na zachód by zgnieść Francję. Co pruscy sztabowcy planowali po zajęciu ziem Polski? Moim zdaniem oni sami nie wiedzieli, co dalej… Deklaracje państw zaborczych kierowane do Polaków, mające zachęcić ich do poparcia tego a nie innego cesarza, zawierały nader mgliste i niekonkretne obietnice.    

Rosjanie, na co również wskazuje Pan w opowiadaniu „Profesor Śmierć”, mimo że przegrywali, to walczyli i cały czas dostawali nowe posiłki zza Uralu…

Około roku 1916 wojna była już przez Rosję wygrana. Niedobory pierwszych miesięcy zaspokojono. Wojsko było coraz lepiej wyekwipowane, poprawiło się wyżywienie. Przewaga artyleryjska Prus i Austrii topniała. Na niebie obok pruskich zeppelinów pojawiły się ścigające je rosyjskie samoloty. Ba! Carscy inżynierowie zaprojektowali pierwszy bombowiec z prawdziwego zdarzenia.

Kiedy Niemcy wysyłali Lenina do Rosji w zaplombowanym pociągu, żeby zrobił tam rewolucję, to był to ostatni moment, żeby Rosję podpalić i żeby jakoś wykręcić się z wojny na Wschodzie. Moim zdaniem w dłuższej perspektywie Rosja by wygrała i Niemcy też musieli zdawać sobie z tego sprawę. Rosja miała wojnę na jednym froncie, a Niemcy na dwóch. Do tego Rosja dysponowała ogromnym zapleczem surowcowym. Miała też ogromne zasoby złota i mogła kupować wszystko, czego potrzebowała. Nie dało się jej zablokować flotą. Niemcy natomiast dusili się ekonomicznie i surowcowo. 

W czasie obu wojen światowych powtórzył się ten sam schemat – na podbitym terenie Niemcy wyznaczali kontyngenty na dostarczanie metali kolorowych. Kto nie zrobił tego w porę miał, mówiąc najdelikatniej, nieprzyjemności.  

Gdy Prusacy w 1915 roku zajęli Warszawę, to jedną z pierwszych rzeczy, które zrobili, było zerwanie całej miedzianej kopuły z Soboru Aleksandra Newskiego na Placu Saskim. Zdobyli w ten sposób kilkanaście ton miedzi na zapalniki. W I Wojnie Światowej konfiskowano dzwony kościelne. W Warszawie łupem Prusaków padł np. 12-tonowy główny dzwon wspomnianego soboru św. Aleksandra. Zabierano jednak głównie dzwony cerkiewne – ich nikt nie bronił.

Natomiast w czasie II Wojny Światowej nastąpił systematyczny i metodyczny rabunek absolutnie wszystkich dzwonów kościelnych. To pokazuje, jak bardzo Niemcy potrzebowali metali kolorowych na zapalniki, łuski, naboje etc.

W swoich zbiorach mam kserokopię ulotki, która była rozplakatowana w Wojsławicach przez Niemców. Czytamy w niej, że każde gospodarstwo ma dostarczyć miesięcznie tyle i tyle złomu żelaznego, tyle i tyle metali kolorowych i makulatury, tyle i tyle stłuczki szklanej, tyle i tyle odpadów gumowych (!). Pokazuje to, że około roku 1943 Niemcy do tego stopnia robili w gacie, że na podbitym terenie nakładali na ludność obowiązek dostarczania absolutnie wszystkiego. Ogród Saski w Warszawie obiega niewysoki murek. Z dzieciństwa pamiętam sterczące z niego krótko ścięte resztki prętów parkanu. „Zniknął” w czasie wojny. Kilka – kilkanaście ton żelaza. Pewnie akurat na jeden hitlerowski czołg… Widzimy, jaki panował wówczas w Rzeszy potworny głód jakichkolwiek surowców. Jeszcze jedno: mam w kolekcji kilka drobnych monet hitlerowskich. Te z połowy lat 30-tych są mosiężne. Te z okresu wojny – aluminiowe. To i tak nieźle, bo dla Generalnej Guberni monety bito z cynku. Mało kto wie, że II Wojna Światowa to konflikt, z którego Polska wyszła praktycznie bez miedzianych rynien i mosiężnych klamek. Były konfiskowane i przetapiane.

Czy opisana przez Pana bitwa w opowiadaniu „Profesor Śmierć” naprawdę miała miejsce?

Tak. Rozegrała się w lipcu 1915 roku. Carska armia Wojsławic jako takich nie broniła, ponieważ stwierdzono, że miasteczko leżące w dolinie jest nie do obrony. Żołnierze cofnęli się na wzgórza na północ od Wojsławic, gdzie przygotowali okopy i stamtąd odpierali ataki jednostek pruskich.

W pierwszych dniach starcia, gdy Prusacy dopiero się rozlokowywali na tamtym terenie, armia carska dokonała „wypadu”, zdobyła kilka armat i karabinów maszynowych, a w zagajniku przy szosie do Uhań wzięła jeńców i zlikwidowała wielu wrogów. Potem jednak Prusacy przeszli do natarcia i stopniowo wykurzali Rosjan z ich pozycji, niszcząc jednocześnie wszystko, co napotkali na swej drodze. Wojsławice znajdujące się pod krzyżowym ogniem artylerii uległy niemal całkowitemu zniszczeniu.

Udało mi się znaleźć w starej pruskiej książce zdjęcie rynku w Wojsławicach wykonane po przejściu frontu. Osada została praktycznie unicestwiona. Wojsławice, które ja pamiętam z dzieciństwa, te zbudowane w latach 20-tych na pogorzelisku, to najczęściej budynki z murowaną ścianą frontową na parterze, a cała reszta, łącznie z piętrem, jest w drewnie.

Wspomniane zdjęcie pokazuje ruiny murowanych piętrowych kamieniczek. Na innym widać wypalone mury monumentalnego ratusza. Wojsławic, takich jak przed I Wojną Światową nie udało się odbudować. Dopiero w latach 70. i 80. przy rynku powstały pierwsze piętrowe, murowane budynki. 60-70 lat po niemieckim ataku… Ratusz pośrodku rynku wzniesiono dopiero u progu XXI wieku i jest …mniejszy niż przez I wojną.

W imię czego Wojsławice zostały zniszczone?

Nie było to celowe zniszczenie, tylko „zwykła” wymiana ognia artyleryjskiego przez obie strony. Gdy Prusacy wchodzili do Wojsławic, to Rosjanie do nich strzelali, tak, żeby ich pozabijać, a przy okazji zmielili budynki w gruzowisko.

Tamta wojna – dwa tygodnie na linii frontu, konfiskaty żywności i rabunki – była to dla naszej okolicy totalna katastrofa. Gdy moja prababka z małoletnim dziadkiem i jego ojczymem wrócili z bieżeństwa w głąb Rosji, na szczęście wiedzieli, gdzie jest zakopane trochę złota po pradziadku. Wykopali to i zaraz przyszli do nich żydzi, którzy myśleli: „Jest ktoś nowy, może ma pieniądze, jest szansa, że ubijemy interes”. Przyprowadzili krowę na sprzedaż. Moja rodzina ją kupiła. Zwierzę było czarne, niewielkie i wyglądało na zabiedzone. Ale okazało się że była to bardzo dobra krowa, dawała dużo mleka. Najważniejsze w tej opowieści jest jednak, że to była jedna z CZTERECH krów w całej gminie.

W całej gminie?!

Tak. W całej gminie ocalały CZTERY krowy. Przepraszam: nie wiemy, czy żydzi nie przyprowadzili jej z sąsiedniej gminy… To pokazuje skalę wyniszczenia okolicy na skutek przejścia frontu i późniejszej okupacji. Takich gmin, takich miasteczek, zmielonych ogniem artyleryjskim, unicestwionych pożarami i obrabowanych do cna, były setki. Dodajmy: bitwa rozegrała się w połowie lipca na rozległych polach na północ od osady. Po walkach na takich polach można było zebrać różności: trupy ludzkie i końskie, odłamki pocisków, fragmenty oporządzenia, drut kolczasty, manierki, łuski… Ale nie zboże. 

Fritz Haber, tytułowy „Profesor Śmierć”, rzeczywiście był w tamtych okolicach w 1915 roku?

Jego obecność została odnotowana w Krasnymstawie i Hrubieszowie. W opowiadaniu założyłem więc, że mógł być on również w Wojsławicach, bo znajdowały się one na jednej linii frontu. Co więcej trafiłem na wzmiankę, że w pałacu górującym nad naszym miasteczkiem rezydował sztab generała von Lisingena – dowódcy Armii Bug, architekta całej tej ofensywy. 

I faktycznie Fritz Haber przyjechał tam, aby wypróbować gaz bojowy?

Gaz bojowy został wypróbowany 2 tygodnie wcześniej pod Bolimowem. „Profesor Śmierć” moim zdaniem jeździł wzdłuż frontu i nadzorował ataki gazowe na poszczególnych odcinkach, tłumaczył, jak je trzeba przeprowadzić, pokazywał jak obsługiwać sprzęt, zbierał doświadczenia etc.

Wiadomo, że pod Wojsławicami Prusacy użyli chloru. Tę informację znalazłem w rosyjskojęzycznej części Internetu. W jednym z artykułów wspomniano żołnierza carskiego, który jako pierwszy poczuł woń chloru, rozpoznał z czym ma do czynienia i zaalarmował pozostałych. Ci, którzy mieli maski gazowe, natychmiast je założyli, a reszta uciekła w las na wysoczyznę, dzięki czemu ten atak nie był tak niszczycielski. Większość zdążyła się albo zabezpieczyć, albo ewakuować. Sam żołnierz został za to odznaczony Krzyżem Świętego Jerzego, czyli bardzo wysokim odznaczeniem carskim za zasługi bojowe.

Chlor działa tak, jak Pan to opisał?

Tak.

Przerażające… Aż dziwne, że dr. Skórzewskiemu – głównemu bohaterowi opowiadania – udało się przeżyć… Wiadomo, że musiał przeżyć, ale wie Pan…

Mój bohater niewiele się tego nawdychał, ale to silna trucizna, więc trochę uległ zatruciu. Był na pagórku, chlor jest cięższy od powietrza, ściele się po ziemi… Potem dostał maskę. Chlor zabija wszystko co żywe, nawet roślinność.

Sam prof. Fritz Haber był obrzydliwą, ale jednocześnie na swój sposób trochę fascynującą postacią. Prawdopodobnie był to kompletny psychopata. Jest jedna relacja z okolic nieopodal Bolimowa: po ataku gazowym Prusacy poszli na zdobyte linie rosyjskie. Był wśród nich prof. Haber. Pruscy oficerowie stojąc nad trupami Rosjan zasalutowali z szacunku dla pokonanego wroga, a tym czasem on zupełnie obojętnie badał skutki swojego dzieła. Skrupulatnie notował w kajeciku i tłumaczył oficerom, że martwi Rosjanie mają posiniałe na niebiesko białka oczu, po czym wyjaśniał, jaki mechanizm chemiczny przy zatruciu chlorem spowodował ten efekt. Było to zupełnie zimne, nieludzkie podejście kata. Naukowca, ale kata. Żadnych ludzkich uczuć.

Oficerowie, którzy przeprowadzili ten atak gazem, byli głęboko wstrząśnięci i zniesmaczeni jego postawą.

Drugie jego odkrycie to cyklon B. Trzecie zaś to dla odmiany coś wspaniałego: syntetyzowanie amoniaku z azotu atmosferycznego. Metoda genialna, umożliwiająca bardzo tanią i łatwą produkcję dużych ilości sztucznych nawozów. To w głodującej Europie po I Wojnie Światowej pozwoliło radykalnie zwiększyć plenność zbóż, a jemu przyniosło …nagrodę Nobla.

Psychopata, masowy morderca, dobroczyńca ludzkości, noblista… Do tego wszystkiego jeszcze Żyd z pochodzenia, którego niemieccy naziści, mimo jego ogromnych zasług dla pruskiej armii i rolnictwa III Rzeszy, zmusili w końcu lat 30-tych do ucieczki z kraju.

W opowiadaniu pojawia się scena z roku 1933. Cyklon B wykorzystany został do tępienia szczurów. Zginęło przy tym siedmiu niemieckich robotników. Prasa podała, że była to ich wina, bo nie zachowali norm BHP. W małych ilościach cyklon B miał nikomu nie zaszkodzić. Powiem krótko: jedzie mi tu czołg?

Cóż więcej dodać… Może tyle, że to upiorny chichot demonów historii: Żydzi mordowani w komorach gazowych, ginęli od wynalazku swego rodaka…

Dr Skórzewski zastanawia się w opowiadaniu „Profesor Śmierć”, co byłoby dla Niemców w 1933 roku gorsze – naziści Hitlera, czy tamtejsi komuniści, którzy się nie dogadali…

Historii uczy się w Polsce w bardzo dziwny sposób. Mówi się o tym, że hitlerowcy doszli do władzy, ale niewiele mówi się o tym, jak oni doszli do tej władzy. A to przecież najważniejsze! W zasadzie wybory, które dały Hitlerowi urząd kanclerza, NSDAP przegrała. Owszem, byli najsilniejszym ugrupowaniem, ale koalicja komunistów i socjaldemokratów miała bezwzględną większość. Mogli hitlerowców nawet zdelegalizować. NSDAP była też potwornie zadłużona. Nazizm był w tym momencie skończony jako siła polityczna a kierownictwu groziła odsiadka za długi. Przyszedł jednak rozkaz z Moskwy dla niemieckich komunistów. Stalin zabronił im sojuszu z socjaldemokratami. Koalicja, która mogła zatrzymać hitlerowców demokratycznymi metodami, rozpadła się zanim powstała. Tylko dzięki temu Hitler mógł objąć tekę kanclerza i stworzyć rząd mniejszościowy.

Natomiast dr Skórzewski w 1933 roku o nazistach wie niewiele, a dokładnie rzecz biorąc tyle, co wszyscy: kretyński program, na czele partii jakiś frustrat z zaczesaną grzywką, kretyńskim wąsikiem. Dr Skórzewski przeżył rewolucję w sowieckiej Rosji i generalnie wie, czym śmierdzi komunizm. Z kolei nazizm na początku lat 30-tych był wielką niewiadomą. Mądrzy ludzie czuli, że z tego będzie nieszczęście, ale wielu zachwycało się tym systemem. W pismach z tamtego okresu znajdziemy pochwały nazizmu i faszyzmu. Niemcy wprowadzili wczasy pracownicze, działał tam program taniego budownictwa, budowali autostrady. W państwie Mussoliniego rozwijano szkolnictwo zawodowe, szkolono kadry agrotechniczne by zagospodarować kolonię, którą była Libia, walczono bardzo ostro z wyzyskiem, inspekcja pracy dbała o godne warunki dla każdego robotnika. Te ustroje miały zęby jadowe, tylko mało kto je dostrzegał, bo większość publicystów zachłysnęła się postępem, nowoczesnością i rozwojem ekonomiczno-gospodarczym.

Jest taka książka pt. „Z kraju czarnych koszul” autorstwa przedwojennego endeckiego dziennikarza Stefana Niebudka. Pojechał do Włoch Mussoliniego i opisał, jak fajnie jest tam wszystko urządzone. Książka jest jednym wielkim peanem na cześć faszyzmu. Pojechał, popatrzył, zachwycił się tym, że jest fajnie, a nie dostrzegł tego, że dzieje się też zło i to wszystko, co na pierwszy rzut oka tak pięknie wygląda, skrywa demony. To smutny paradoks – piewca wspaniałości faszyzmu kilka lat po publikacji swojej książki skończył w Auschwitz.

Nie tylko Stefan Niebudek, ale również inny wielki Polak, Ferdynand Goettel, zachwycał się faszyzmem. Jego książka „Pod znakiem faszyzmu” to jedno wielkie wezwanie, aby wprowadzić faszyzm, bo to jedyny ratunek dla kraju, Europy, świata…

Faszyzm włoski na pewno był ustrojem mniej zbrodniczym niż nazizm niemiecki. Nie mniej jednak nie możemy zapomnieć o jednym: Hitler Mussoliniego bardzo podziwiał.

Hitler, jeszcze jako bezrobotny, nieznaczący człowiek. poszedł do ambasady Włoch i zapytał, czy mógłby dostać zdjęcie Mussoliniego. Ten podziw, ta niemal synowska miłość Hitlera do Mussoliniego, trwała do samego końca. Ilekroć Włosi w swoich idiotycznych podbojach dostawali baty, hitlerowcy rzucali im koło ratunkowe w postaci swoich wojsk. Gdy Włosi poszli po rozum do głowy i w 1943 roku uwięzili swego wodza, Hitler posłał Otto Skorzenego, żeby Mussoliniego odbił i uwolnił.

Jeszcze jeden mało znany epizod. Wszyscy wiemy o Sonderaktion Krakau, czyli m.in. aresztowaniu profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uczeni trafili do obozów koncentracyjnych. Mało kto jednak wie, jak zdołano ich uratować. A było to tak: Uruchomiono przez szereg znajomości włoską hrabinę zaprzyjaźnioną z Mussolinim. Ona polobbowała u Duce. Mussolini zadzwonił do swojego serdecznego przyjaciela Adolfa Hitlera i wynegocjował to, że polskich profesorów z obozów wypuszczono.

Gdyby nie ta iście synowska miłość, profesorowie UJ skończyliby jak profesorowie lwowscy. To pokazuje stosunki tych dwóch ludzi. Hitler kochał i szanował Mussoliniego, bo ten pokazał mu drogę. Dla obu ta droga skończyła się śmiercią…

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek

========================

mail:

Clara Immerwahr po mężu Haber (1870-1915), chemiczka, 
2 maja 1915 popełniła samobójstwo, strzelając sobie w pierś z wykradzionego mężowi pistoletu. Opinia głosi, że uczyniła to pod wpływem wieści o skutkach użycia gazów bojowych wyprodukowanych przez jej męża. 

Szczepienie dzieci mRNA powoduje upośledzenie układu odpornościowego, zaszczepione przeciwko Covid są podatne na szereg śmiertelnych chorób, w tym raka.

============================

Szczepienie dzieci mRNA powoduje upośledzenie układu odpornościowego

22 sierpnia 2024 przez dr. Petera F. Mayera https://tkp.at/2024/08/22/kinder-impfung-mrna-verursacht-gestoertes-immunsystem/

Nowe, duże badanie wykazało, że u wszystkich dzieci zaszczepionych preparatami mRNA występuje znacznie zwiększone ryzyko śmiertelnych chorób, takich jak nowotwór. Zastrzyki mRNA powodują również „zmieniony układ odpornościowy” u dzieci. Jak wcześniej wykazano w badaniach na dorosłych, już dwie dawki mRNA powodują rozwój przeciwciał IgG4, które trwale zakłócają działanie układu odpornościowego.

Zespół niemieckich badaczy przeprowadził długoterminowe badanie na grupie zdrowych dzieci przed i po szczepieniu mRNA na Covid. W badaniu wzięło udział 14 dzieci w wieku od 5 do 11 lat. Naukowcy pobrali próbki krwi i zbadali dzieci w dniu, w którym otrzymały pierwszą dawkę zastrzyków mRNA firmy Pfizer, miesiąc później, gdy otrzymały drugą dawkę, i ponownie rok po drugiej dawce.

Odkryli, że każde dziecko w grupie miało podwyższony poziom przeciwciał IgG podtypu 4 rok po „szczepieniu”. Ten zwiększony poziom przeciwciał wskazuje, że u dzieci występuje zmieniona odpowiedź układu odpornościowego. IgG4 spowalniają odpowiedź immunologiczną i same są odpowiedzialne za wiele chorób, w tym choroby autoimmunologiczne.

Zespołem badawczym kierował dr hab. Robin Kobbe z Instytutu Badań nad Zakażeniami i Rozwoju Szczepionek Szpitala Uniwersyteckiego Hamburg-Eppendorf w Niemczech.  Badanie zatytułowane „ Opóźniona indukcja niezapalnych przeciwciał IgG4 specyficznych dla SARS-CoV-2 wykrytych 1 rok po szczepieniu BNT162b2 u dzieci” ukazało się w czasopiśmie The Pediatric Infections Disease Journal .

W badaniu naukowcy wyjaśniają, że stwierdzili podwyższony poziom przeciwciał IgG4 we krwi dzieci:

„ Humoralna odpowiedź immunologiczna po szczepieniu BNT162b2 składa się głównie z przeciwciał z podklas immunoglobulin (Ig) G1 i IgG3. Jak opisano wcześniej u dorosłych, poziomy IgG4 specyficzne dla S1 i domeny wiążącej receptor znacząco wzrastają 1 rok po drugim szczepieniu BNT162b2 u dzieci w wieku 5-11 lat. Zrozumienie odpowiedzi IgG4 specyficznych dla szczepionki mRNA we wszystkich grupach wiekowych ma kluczowe znaczenie, ponieważ w nadchodzących latach zostanie zatwierdzonych więcej szczepionek mRNA”.

Naukowcy zauważają, że pokazuje to, że układ odpornościowy dzieci zmienił sposób, w jaki reaguje. Jak wcześniej informowaliśmy, IgG4 jest jedną z czterech podklas immunoglobin , czyli przeciwciał wytwarzanych przez komórki plazmatyczne we krwi. Poprzednie badania wykazały podwyższony poziom IgG4 po wielokrotnym podaniu zastrzyków mRNA Covid u dorosłych.

Grafika przedstawia dominujący rozwój IgG4 (ciemnobrązowy) w czasie:

Podłużny skład podklas IgG przeciwciał swoistych dla kolców po szczepieniu BNT162b2 u dzieci. A i B: Skład podklas podklas IgG specyficznych dla (A) S1 i (B) RBD na początku badania (V1D0), 4 tygodnie (V2D35) i 1 rok (V2M12) po drugim szczepieniu. Wykresy pudełkowe pokazują medianę, IQR i zakres min-max. Punkty reprezentują poszczególnych uczestników badania.

Nigdy nie sprawdzano tego w badaniach zatwierdzających szczepionki, chociaż określenie podtypów jest wymogiem przy każdym zatwierdzaniu leków immunoglobulinowych. Ale IgG4 są również szkodliwe, ponieważ, niezależnie od tego, skąd pochodzą, mogą powodować choroby autoimmunologiczne i nowotwory turbo. W sierpniu 2022 roku po raz pierwszy opublikowano badanie, w którym wykazano wytwarzanie tych szkodliwych przeciwciał już od drugiego wstrzyknięcia. Chociaż szkody są oczywiste i ponad wszelką wątpliwość udowodniono w innych badaniach, władze, odpowiedzialni medycy nadal zalecali jak najwięcej boosterów i „odświeżaczy”. Na przykład w swojej ówczesnej publikacji WHO, jak donoszono, określiła pogrubionym drukiem „ urzeczywistnienie  szczepień przez całe życie ” jako swój cel. 

Zatem wymuszanie szczepień przez całe życie była i jest jasno określonym celem WHO i oczywiście także przywódców UE i eurokratów.

Jednakże badanie przeprowadzone przez Kobbe i jego zespół jako pierwsze wykazało, że dzieje się tak również u dzieci, czego należało się spodziewać . „Reakcjom IgG4 należy poświęcić więcej uwagi w przypadku zdrowia i choroby, szczególnie w kontekście szczepień mRNA” – piszą naukowcy w swoim badaniu.

„ Zrozumienie niezwykłego mechanizmu wyzwalającego produkcję IgG4 ma kluczowe znaczenie, ponieważ obecnie opracowywane są dodatkowe szczepionki mRNA, które mogą wkrótce wejść na rynek światowy” – ostrzegają.

Ta zmiana w układzie odpornościowym organizmu sprawia, że dzieci zaszczepione przeciwko Covid-19 są podatne na szereg śmiertelnych chorób, w tym raka. Kiedy układ odpornościowy jest zdominowany przez przeciwciała IgG4, organizm może być mniej zdolny do walki z rakiem.

Prezydent Duda z wizytą w Kijowie. U aktora Zełenskiego.

25.08.2024. – Prezydent Duda z wizytą w Kijowie

Zygmunt Białas zygmuntbialas.wordpress

W Kijowie trwają obchody 33. rocznicy niepodległości Ukrainy. Z tej okazji prezydent III RP złożył wiernopoddańczy hołd quasi prezydentowi Ukrainy, faktycznie od 21 maja br. aktorowi Wołodymyrowi Zełenskiemu. Tego właśnie dnia wygasł mu mandat prezydencki; nie został przedłużony w wyniku wyborów lub nawet przez Wierchowną Radę, której zresztą w najbliższych dniach też kończy się kadencja.

Tak więc Zełenski oraz prezydent Polski i premier Litwy (niewielu gości przybyło!) wystąpili na wspólnej konferencji prasowej w Kijowie. Andrzej Duda zapewnił, że „Polska wspiera i będzie wspierać Ukrainę. Militarnie – przesyłając wsparcie, szkoląc ukraińskich żołnierzy i funkcjonariuszy. Politycznie – w jej drodze do członkostwa w Sojuszu Północnoatlantyckim, w największym sojuszu obronnym świata, jak i na jej drodze do Unii Europejskiej, która mam nadzieję wkrótce zakończy się pełnym członkostwem”.

Duda ‚nie odpuścił’ oczywiście Rosji, mówiąc że „24 lutego 2022 roku, tj. w momencie rozpoczęcia rosyjskiej agresji, Rosja pokazała imperialne ambicje, pokazała, że w istocie jest żarłoczną bestią, która chce zniszczyć państwa i narody”.

Oczywiście prezydent III RP potrafi dyć wspaniałomyślnym i wybaczyć ‚złoczyńcom’. Mówi m.in.: „Jeżeli będzie tak, że wojska ukraińskie będą atakowały wycofujące się wojska rosyjskie, to pierwszy wezmę za telefon i zadzwonię do pana prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i powiem: Nie bombardujcie ich, kiedy się wycofują, zostawcie ich, niech wracają do domu”.

Nie tylko dziwić, ale szokować może postawa Andrzeja Dudy. Kto każe mu bronić interesów upadającej Ukrainy, która zresztą nigdy nie była przyjaźnie nastawiona do Polski i Polaków? I czy prezydent nie ma rzeczywistych danych o aktualnej sytuacji sąsiada ze wchodu?

Przytoczę tu zdanie, które wypowiedział płk Douglas MacGregor: „To, co pozostaje Rosji, to zakończyć istnienie Ukrainy jako samodzielnego państwa”. I zapewne tak Rosja uczyni. Przypomnę, że płk MacGregor był współpracownikiem D. Trumpa. W czasie jego kadencji pełnił (krótko) funkcję starszego doradcy sekretarza obrony USA.

Napisał: Zygmunt Białas

Dodatnie i ujemne plusy profesji służebnej

Dodatnie i ujemne plusy profesji służebnej

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Goniec” (Toronto)    25 sierpnia 2024 micha

Kanikuła ma swoje plusy ujemne, ale ma też i plusy dodatnie. W tym okresie, kiedy kto żyw wyjeżdża ad aquas, w mediach panuje chudość tematyczna, a przecież zarówno czas nadawania, jak i łamy dzienników, trzeba czymś wypełnić. W związku z tym do publikacji trafiają nawet takie teksty, które w innym czasie nie miałyby najmniejszych szans na ujrzenie światła dziennego. Tymczasem ze względu na chudość tematyczną przed kilkoma dniami przeczytałem na niemieckim, polskojęzycznym portalu „Onet”, jak to rekruci, złapani podczas ulicznych łapanek na Ukrainie przez tamtejszych wojskowych i wcieleni do armii, muszą sobie sami kupić wyposażenie; obejmujące nie tylko obuwie i portki, ale również – kamizelki kuloodporne, a nawet hełmy. Rozumiem, że ktoś im te wszystkie rzeczy sprzedaje i inkasuje forsę. Dlatego bez zdziwienia dowiedziałem się właśnie, że w tej części Toskanii, w której akurat jestem, ukraiński prezydent Zełeński ma posiadłość. Nie wiem, czy dużą, czy małą, ale przypuszczam, że nie jest to jego jedyna posiadłość, więc przynajmniej jemu sprawdza się hasło militarystów: „korzystajcie z wojny, bo pokój będzie straszny”. Toteż kiedy przeczytałem, że wiceminister energetyki w ukraińskim rządzie został przed tygodniem zatrzymany pod zarzutem przyjęcia łapówki w wysokości 500 tys. dolarów, to od razu się domyśliłem, że to dlatego, że nie podzielił się, z kim trzeba. Apetyt wzrasta w miarę jedzenia, toteż nic dziwnego, że apele o dostarczanie Ukrainie pieniędzy mnożą się jak króliki. Kto wie, jak długo potrwa wojna, w związku z czym trzeba już teraz pomyśleć o zabezpieczeniu się na czas pokoju, który może być „straszny”.

Tymczasem ukraińska ofensywa na Kursk brnie od sukcesu do sukcesu. Wyzwalane są coraz to nowe 2 -3 kilometry kwadratowe, a przynajmniej w takim tonie informuje o tych sukcesach rozradowanego prezydenta Zełeńskiego naczelny dowódca niezwyciężonej ukraińskiej amii, rosyjskiego pochodzenia generał Aleksander Syrski. Tymczasem Putin, który wije się z upokorzenia, jak-gdyby-nigdy-nic naciera na Pokrowskoje w obwodzie donieckim, skąd ewakuuje się, kto tylko może, bo gdyby ruskim szachistom udało się opanować tę miejscowość, to odcięliby w ten sposób ukraińskiej niezwyciężonej armii drogi zaopatrzenia. Do listopadowych amerykańskich wyborów jeszcze ponad dwa miesiące, więc trzeba je nie tylko jakoś przetrwać, ale zgromadzić tyle forsy, ile się tylko da, odpowiednio ją schować i zawczasu załatwić sobie jakieś miejsce do lądowania na wypadek, gdyby zagniewany ukraiński lud chciał powystawiać swoim Umiłowanym Przywódcom rachunki za wojnę.

Tymczasem nasza niezwyciężona armia, to znaczy – nie tyle może armia, co rząd Volksdeutsche Partei, kupił od Amerykanów ponad 80 śmigłowców „Apacz”, które zaczną sukcesywnie trafiać do naszego nieszczęśliwego kraju, Czy zostaną zaraz przekazane za darmo Ukrainie na podstawie cały czas obowiązującej umowy z 2 grudnia 2016 roku, czy trochę w Polsce pobędą, żebyśmy i my się nimi też nacieszyli – tego nikt nie wie, bo decyzja w tej sprawie należy do Naszego Najważniejszego Sojusznika, a nie do rządu tubylczego, który ma tylko za to wszystko zapłacić. „Wygrał pan sprawę; trzeba tylko zapłacić i odsiedzieć” – zakomunikował swojemu klientowi pewien adwokat. W przemówieniach, jakie tuż przed defiladą wojskową z okazji 15 sierpnia wygłosili trzej dygnitarze: minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, premier Donald Tusk i pan prezydent Andrzej Duda, każdy z nich podkreślał, że w sprawach bezpieczeństwa przemawiają ”jednym głosem”, a to chyba znaczy tyle – że ostatnie słowo należy do Waszyngtonu.

Natomiast w innych sprawach zarówno vaginet Donalda Tuska, jak i opozycja, dysponuje już większym marginesem samodzielności, chociaż i tu musi trzymać się ramowych dyrektyw Naszego Złotego Pana z Berlina. Jak wiadomo, przykazał on przyspieszyć dintojrę, czyli tak zwane „rozliczenia”, a premier Tusk tak się tym przejął, że z rozpędu zapragnął porozliczać bezpieczniaków, którzy jeszcze w czasach pierwszej komuny urządzili sobie nisze ekologiczne w związkach sportowych. Narwany pan minister Nitras, ten sam, co został kiedyś przyłapany, jak na sali plenarnej Sejmu przeglądał zawartość damskich torebek pozostawionych na fotelach przez posłanki, zażądał od przewodniczącego Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosława Piesiewicza, żeby wydał mu wszystkie dokumenty i w ogóle – wyspowiadał się z obrotów finansowych, a tamten, najwyraźniej nie spłoszony, nie tylko pokazał mu gest Kozakiewicza, ale w dodatku wyraził zainteresowanie, od kiedy pan minister ma te objawy. W tej sytuacji może powtórzyć się sytuacja z roku 2008, kiedy to Donald Tusk też nastąpił bezpieczniakom na odciski, a ci w odwecie sprokurowali mu aferę hazardową. Teraz też mogą przypomnieć mu, skąd wyrastają mu nogi, bo wiadomo przecież, że „nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara”.

Podobnie upały musiały jakoś wpłynąć na pana – oczywiście Wielce Czcigodnego – Romana Giertycha, który rzucił się na przewielebnego ojca Tadeusza Rydzyka – żeby odebrać mu koncesję dla Radia Maryja i w ogóle – puścić go z torbami, jako „beneficjenta” rządu „dobrej zmiany”. Konkretnie chodzi mu o to, że ojciec Rydzyk „łamie konkordat”, bo „wtrąca się w sprawy polityczne”. Pan mecenas – oczywiście Wielce Czcigodny” – ma wprawdzie dobrą pamięć, ale krótką. Zapomniał bowiem, jak to przewielebny ojciec Tadeusz Rydzyk również z niego zrobił człowieka, organizując mu Ligę Polskich Rodzin, z ramienia której został wystrugany z banana od razu na wicepremiera. Złośliwi dziennikarze „Onetu” przypomnieli mu to w postaci fotografii, na której Roman Giertych, wtedy jeszcze nie „Wielce Czcigodny”, końskim obyczajem składa łeb na ramieniu przewielebnego ojca Rydzyka w geście pokory. Kto by pomyślał, że również pan – oczywiście Wielce Czcigodny – Roman Giertych okaże się aż takim niewdzięcznikiem? Ja rozumiem, że próbuje przeczołgać się na jasną stronę Mocy i zasłużyć u pana red. Michnika na awans na autorytet moralny, ale nawet i takie rzczy powinno się robić w granicach przyzwoitości. Z drugiej strony nie wiadomo, do jakich wniosków dojdzie prokuratura w Lublinie, która jak-gdyby-nigdy-nic prowadzi śledztwo w sprawie PolNord, z której – według fałszywych pogłosek – pan mecenas miał sobie sprywatyzować około 100 mln złotych.

Tymczasem zbliża się początek roku szkolnego i zgodnie z rozkazem pani Barbary Nowackiej od edukacji, ukraińscy uczniowie w polskich szkołach będą uczyć się różnych przedmiotów, m.in. historii, w wersji przygotowanej przez stronę ukraińską. W związku z tym pan marszałek Zgorzelski z PSL demonstruje wzruszające obawy, że w polskich szkołach, za pieniądze polskiego podatnika, będzie krzewiony kult Stefana Bandery i innych banderowców. No naturalnie, jakże by inaczej! Przecież na Ukrainie, podobnie jak w ukraińskiej diasporze, banderyzm jest, jeśli nie jedyną ideologią, to z pewnością ideologią dominującą – oczywiście poza kultem Złotego Cielca, który jednak jest zastrzeżony dla wybranych. Skoro jednak Polsce wyznaczona została rola „sługi narodu ukraińskiego”, to pan marszałek Zgorzelski, który nie tylko jest dużym chłopczykiem, a nawet – można powiedzieć – chłopczykiem wyrośniętym – nie powinien udawać dziewica.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Reformacja Franciszka, cz. I

Reformacja Papieża Franciszka, cz. I

Autor: AlterCabrio, 23 sierpnia 2024 https://ekspedyt.org/2024/08/23/reformacja-papieza-franciszka-cz-i/

Publikujemy omówienie słynnej deklaracji Fiducia Supplicans. Poruszamy w niej wszystkie znaczenia i skutki, jakie zdołaliśmy dostrzec. Następstwa stosowania tego dokumentu mogą być bardzo poważne, nie tylko dla Kościoła, ale w ogóle dla życia społecznego. To jednak będziemy mogli obserwować w dłuższym okresie czasu. Już teraz próbujemy Państwu dowieść, czego tak naprawdę dokonał Papież Franciszek wraz z arcybiskupem Fernandezem.

−∗−

Obraz tytułowy: reformator postmodernistyczny zapatrzony w reformatora renesansowego LINK, LINK

Reformacja papieża Franciszka, cz. I

Publikujemy omówienie słynnej deklaracji Fiducia Supplicans. Poruszamy w niej wszystkie znaczenia i skutki, jakie zdołaliśmy dostrzec. Następstwa stosowania tego dokumentu mogą być bardzo poważne, nie tylko dla Kościoła, ale w ogóle dla życia społecznego. To jednak będziemy mogli obserwować w dłuższym okresie czasu. Już teraz próbujemy Państwu dowieść, czego tak naprawdę dokonał Papież Franciszek wraz z arcybiskupem Fernandezem.

Tekst niniejszy jest fragmentem dłuższej pracy, opisującej proces synodalny, dociekającej, czym ma stać się Kościół katolicki po Synodzie o synodalności.

Autorzy Deklaracji dogmatycznej Fiducia supplicans twierdzą, że „Deklaracja ta pozostaje niezachwiana w tradycyjnej doktrynie Kościoła dotyczącej małżeństwa, nie dopuszczając żadnego rodzaju obrzędu liturgicznego lub błogosławieństw podobnych do obrzędu liturgicznego, które mogłyby powodować zamieszanie.

Jednocześnie ustanawia nowy rodzaj duszpasterskich błogosławieństw, mających znaczenie liturgiczne. Dokument ten ma postać „deklaracji”, a nie jakiejś wiążącej formuły. Jednak nowe podejście oparte jest na duszpasterskiej wizji Papieża Franciszka, która twierdzi, że jest rzeczywistym rozwojem koncepcji błogosławieństw, zawartej w Magisterium i oficjalnych tekstach Kościoła.

Oznacza to, że Franciszek używa dokumentów, regulujących kwestie duszpasterskie w celu zmiany Magisterium. Możliwość błogosławienia par w sytuacjach nieregularnych i par tej samej płci, wedle tekstu Deklaracji co prawda nie jest ich oficjalnym potwierdzeniem ani zmianą odwiecznego nauczania w kwestii małżeństwa, jednakże tą możliwość należy rozumieć w kontekście nieoficjalnej zmiany Magisterium, dokonywanej przez Franciszka.

Deklaracja została wydana, aby rozwiać wątpliwości tych, którzy je dotąd mieli, czy należy błogosławić pary tej samej płci. Zaproponowano wizję, która łączy aspekty doktrynalne z duszpasterskimi. Stwierdzono, iż „Niedopuszczalne są zatem obrzędy i modlitwy, które mogłyby powodować zamieszanie między tym, co jest konstytutywne dla małżeństwa jako ‘wyłącznego, trwałego i nierozerwalnego związku między mężczyzną i kobietą, naturalnie otwartego na rodzenie dzieci’, a tym, co temu zaprzecza”, więc „Kościół nie ma uprawnień do udzielania błogosławieństw związkom osób tej samej płci”. Potwierdzono też, że błogosławieństwo małżeństwa jest zastrzeżone dla wyświęconego szafarza, więc błogosławieństwo udzielane jakiemuś innemu związkowi, niż małżeństwo mogłoby powoduje ryzyko mylenia tych innych związków z małżeństwem.

Jednakże Franciszek zachęca do poszerzania i wzbogacenia znaczenia błogosławieństw. Związki nieregularne nie mogą być błogosławione błogosławieństwem liturgicznym, gdyż, jak słusznie przyznaje Deklaracja byłoby to niezgodne z wolą Bożą wyrażoną w nauczaniu Kościoła. Tak więc Kościół może udzielać błogosławieństwa liturgicznego jedynie małżeństwom.

Jednakże te ograniczenia nie dotyczą błogosławieństw duszpasterskich. „Błogosławieństwo, udzielone przez Boga ludziom i przekazane przez nich bliźnim, przekształca się w inkluzywność, solidarność i budowanie pokoju. Jest to pozytywne przesłanie pocieszenia, troski i zachęty”.

Deklaracja twierdzi dalej, że poza liturgią znajdujemy się w obszarze większej spontaniczności i wolności nabożeństw ludowych. Pobożność ludowa jest wielka, a błogosławieństwa stają się bogactwem duszpasterskim do wykorzystania. Nabożeństwa pobożności ludowej nie mają charakteru celebracji liturgicznej. Kościół nie może opierać swojej praktyki duszpasterskiej na pewnej doktrynie i sztywnej dyscyplinie, bo to prowadzi do „narcystycznego i autorytarnego elitaryzmu”.

Ludzie, którzy spontanicznie przychodzą prosić o błogosławieństwo, okazują przez tę prośbę swoją szczerą otwartość na transcendencję, ufność ich serca, które nie polega wyłącznie na własnych siłach, ich potrzebę Boga i pragnienie wyjścia z ciasnych ram tego świata zamkniętego w swych ograniczeniach”. Gdy więc zwracają się o błogosławieństwo, kapłan nie powinien wyczerpująco analizować ich sytuacji moralnej, lecz wydać wstępną zgodę. Nie należy traktować „jako «grzeszników» innych ludzi, których wina lub odpowiedzialność może być złagodzona przez różne czynniki, które wpływają na subiektywną obciążalność”.

Papież Franciszek zaproponował więc takie błogosławieństwa, których można udzielać wszystkim, nie pytając o nic. „Nikogo nie można pozbawić tego dziękczynienia, a każdy, nawet jeśli żyje w sytuacjach niezgodnych z planem Stwórcy, posiada dobre cechy, za które można chwalić Pana”.

Tak więc kapłan może przyłączyć się do „modlitwy tych osób, które, chociaż są w związku, którego w żaden sposób nie można porównać do małżeństwa, pragną powierzyć się Panu i Jego miłosierdziu, wzywać Jego pomocy, być prowadzonym do lepszego zrozumienia Jego planu miłości i prawdy”.

Taki jest więc horyzont możliwości błogosławienia par tej samej płci i w sytuacjach nieregularnych. Dotyczy to takich związków, których uczestnicy „uznając się za niegodnych i potrzebujących Jego pomocy, nie domagają się uprawomocnienia własnego statusu, ale błagają, aby wszystko, co jest prawdziwe, dobre i po ludzku ważne w ich życiu i relacjach, zostało przeniknięte, uzdrowione i wzmocnione obecnością Ducha Świętego”. Udzielone przez kapłana błogosławieństwo nie powinno mieć żadnej formy liturgicznej czy obrzędowej, ale ma służyć temu, „aby ludzkie relacje mogły dojrzewać i wzrastać w wierności przesłaniu Ewangelii, uwalniać się od swoich niedoskonałości i słabości oraz wyrażać się w coraz większym wymiarze Bożej miłości”. Bóg nigdy nie oddala nikogo, kto się pokornie zbliża do niego z prośbą o błogosławieństwo. Taka prośba wyraża otwartość na transcendencję, pobożność i bliskość Boga.

Kapłani mają więc udzielać spontanicznych błogosławieństw, których nie ma w Księdze Błogosławieństw, każdemu, kto przyjdzie, bez sprawdzania, kto zacz i do czego mu to potrzebne. Mają to być proste gesty pobożności ludowej. Kapłan ma tylko zadbać, aby te spontaniczne błogosławieństwa nie stały się aktem liturgicznym lub paraliturgicznym, podobnym do sakramentu. Papież Franciszek zachęca do tworzenia nowych formuł, nieznanych prawu kanonicznemu i nieautoryzowanych przez żadne struktury kościelne. Formuły te mają być efektem rozeznania praktycznego, a ponieważ nie będą normami, pozostaną więc poza jakąkolwiek kontrolą. Jednocześnie wszelkie struktury kościelne powinny powstrzymać się od kontroli swobodnej działalności błogosławczej kapłanów, gdyż byłaby to „nieznośna kazuistyka”.

W Deklaracji stoi wyraźnie, że nie przewiduje się rytuału błogosławieństwa par w sytuacji nieregularnej. Jednocześnie Deklaracja taki rytuał określa: przed udzieleniem „spontanicznego” błogosławieństwa kapłan ma odmówić krótką modlitwę, w której poprosi o „pokój, zdrowie, ducha cierpliwości, dialog i wzajemną pomoc, a także o Boże światło i siłę, aby mogli w pełni wypełniać Jego wolę”.

Jest zastrzeżenie – „spontaniczne” błogosławieństwo nie może być udzielane związkom nieregularnym oraz jednopłciowym w kontekście cywilnych obrzędów zawarcia związku, ani w okolicznościach słów, gestów i strojów, właściwych dla małżeństwa. Jednocześnie Deklaracja wylicza sytuacje, w których jest możliwe błogosławieństwo związków nieregularnych i jednopłciowych: nawiedzenie sanktuarium, spotkanie z kapłanem, modlitwa odmawiana w grupie lub podczas pielgrzymki. Nie będzie to jednak legitymizacją tego związku.

Deklaracja Fiducia supplicans jest dokumentem bardzo zwodniczym i bałamutnym. Wielokrotnie zaprzecza sama sobie. Koniec kłóci się z początkiem. Dzięki takim zabiegom autorzy dokumentu mogą zwodzić czytelników i udawać, że nie twierdzą tego, co twierdzą, i nie robią tego, co robią. Tak, jak wszystkie wypowiedzi Franciszka i jego grupy jest to tekst gnostycki. Zawiera bowiem ukryte treści, maskowane różnymi technikami. Żeby zrozumieć teksty gnostyckie, trzeba znać klucze do ich odczytania. Są one następujące: autorzy mają złe intencje w stosunku do Kościoła; efekt finalny jest zsynchronizowany z globalnym wielkim resetem, którego celem jest powstanie nowego globalnego porządku; Deklaracja jest częścią rewolucji komunistycznej w Kościele, znanej jako Droga Synodalna.

Franciszek nie wydaje konkretnych dokumentów doktrynalnych, ale szereg wypowiedzi i dokumentów niższej rangi, a także wspiera i toleruje liczne naruszenia doktryny katolickiej, dokonywane przez samych członków Kościoła, i w ten sposób zmienia doktrynę katolicką. W ten sposób może powoływać się na swoje własne dokumenty, przedstawiając to jako Magisterium Kościoła.

W tekście Fiducia supplicans zostało zawartych kilka doniosłych zmian doktrynalnych i prawnych:

  • Został unieważniony grzech jako taki, w rozumieniu Dekalogu.
  • Zrezygnowano z oceniania sytuacji moralnych.
  • Przyjęto luterańskie rozumienie usprawiedliwienia przez wiarę.
  • Przyjęto anarchiczną definicję wolności.
  • Uznano, że Kościół jest sakramentem nieskończonej miłości Boga.
  • Zmianie uległa katolicka moralność seksualna. Dotychczasowe grzechy – sodomia i cudzołóstwo otrzymały przywileje i stały się nowymi cnotami.
  • Złamana została jedność doktrynalna Kościoła.
  • Ustanowiony został antysakrament – antymałżeństwo sodomickie / cudzołożne.
  • Zalegalizowano lokalny zwyczaj jako prawo precedensowe, konkurencyjne wobec prawa kanonicznego.

Rytuał:

Według Deklaracji kapłan może i powinien błogosławić związki sodomickie i cudzołożne pod kilkoma warunkami. Błogosławieństwo sodomicko – cudzołożne ma posiadać następujące cechy:

  • nie będzie częścią obecnie znanej liturgii. Oficjalnie nie będzie błogosławieństwem liturgicznym, tylko duszpasterskim, traktowanym jako akt pobożności ludowej.
  • Błogosławieństwo ma być spontaniczne, nieprzewidziane przez istniejące przepisy i zasady, tworzone ad hoc do konkretnej sytuacji, pozostające poza kontrolą struktur Kościoła.
  • Nie ma mieć oficjalnego rytuału, ale ma określoną formułę. Najpierw prośba o błogosławieństwo od zainteresowanych, rytualnie motywowana pragnieniem pobożności i bycia bliżej Boga. Warunkami udzielenia błogosławieństwa jest obecność zainteresowanej pary i subiektywny brak przekonania o własnym stanie grzechu.
  • Stająca przed kapłanem para ma prawo do jednoczesnych: życia w stanie grzechu ciężkiego, braku zamiaru przerwania tego stanu, subiektywnego przekonania o braku własnego grzechu. Nosi to znamiona herezji: luterańskiego samousprawiedliwienia przez wiarę oraz semipelagianizmu.
  • Następnie kapłan odmawia krótką modlitwę, w której prosi o o pokój, zdrowie, ducha cierpliwości, dialog i wzajemną pomoc, a także o Boże światło i siłę, aby ludzie, których ma błogosławić mogli w pełni wypełniać Jego wolę. Następnie udziela błogosławieństwa, zawierającego niezbędną treść.
  • Treść powinien zawierać wezwanie: „aby wszystko, co jest prawdziwe, dobre i po ludzku ważne w ich życiu i relacjach, zostało przeniknięte, uzdrowione i wzmocnione obecnością Ducha Świętego. Te formy błogosławieństwa wyrażają błaganie do Boga, aby udzielał tych pomocy, które pochodzą z impulsów Jego Ducha – które klasyczna teologia nazywa „łaskami aktualnymi” – aby ludzkie relacje mogły dojrzewać i wzrastać w wierności przesłaniu Ewangelii, uwalniać się od swoich niedoskonałości i słabości oraz wyrażać się w coraz większym wymiarze Bożej miłości”.
  • Ma być udzielane w następujących okolicznościach: nawiedzenie sanktuarium, spotkanie z kapłanem, modlitwa odmawiana w grupie lub podczas pielgrzymki. Dzięki temu będzie możliwe urządzanie grupowych pielgrzymek sodomitów i cudzołożników do takich sanktuariów, w których postępowi kapłani będą błogosławić nieregularne związki,

Antymałżeństwo:

Związek jednopłciowy lub cudzołożny nie ma być traktowany jak małżeństwo ani stać się małżeństwem. Powstaje zupełnie nowa kategoria związku ludzi, nie występująca dotąd w praktyce Kościoła. Nowe błogosławieństwo wykracza nawet poza konkubinat, obejmując dowolny związek dowolnej pary ludzi z dowolna intencją dotyczącą trwałości tego związku. Nie musi im przyświecać nawet zamiar wspólnego życia, wystarczy fakt bytowania razem, przy czym możliwe są nawet sytuacje krótkotrwałe, spontaniczne, wielokrotne i zmienne co do osób partnerów. Na mocy Fiducia Supplicans błogosławiona przez Kościół staje się sytuacja, będąca zaprzeczeniem małżeństwa, a jednocześnie na tyle do niego podobna, że można ją traktować jako antymałżeństwo sodomalne / cudzołożne. Jest to forma konkurencyjna wobec małżeństwa i zasadniczo mu wroga, szczególne w wersji sodomalnej. Ma wiele cech małżeństwa: związek dwojga ludzi, połączonych współżyciem, błogosławiony przez kapłana, z zastosowaniem formuły rytualnej. Zawiera ona cele antymałżeństwa: pokój, zdrowie, duch cierpliwości, dialog i wzajemna pomoc. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 r. (kan. 1013 § 1) wymienia następujące cele małżeństwa: cel pierwszorzędny: zrodzenie i wychowanie potomstwa, cel drugorzędny: wzajemną pomoc małżonków i uśmierzenie pożądliwości. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. (kan. 1055 § 1) odwraca porządek celów, ale zasadniczo nadal je zachowuje. Celami są: dobro małżonków oraz zrodzenie i wychowanie potomstwa.

Cele antymałżeństwa są spójne z drugim celem KPK z 1917 r. i z pierwszym celem KPK z 1983 r. Jednak antymałżeństwo nie zawiera pozostałego celu: zrodzenia i wychowania potomstwa. Nie ma również cechy trwałości. Jako, że nie jest małżeństwem, nie jest też sakramentem. Skoro nie jest formalne i nie będzie legitymizowane, nie jest nierozerwalne, nie wyłącza też dalszych związków tych samych osób. Jednak antymałżeństwo zostało uznane i pobłogosławione przez Kościół. Główną cechą odróżniającą go od małżeństwa jest całkowity brak zobowiązań. Antymałżonkowie nie mają żadnych obowiązków zarówno wobec Kościoła, jak i wobec siebie nawzajem. Dopóki trwa związek, trwa błogosławieństwo.

Określanie błogosławieństw sodomalno – cudzołożnych pobożnością ludową musi budzić wesołość. Trudno bowiem wyobrazić sobie jakąkolwiek ludową obyczajowość, która akceptuje zarówno homoseksualizm, jak i błogosławienie tego rodzaju ansambli. Zrobiono jednak rzecz znacznie gorszą. Podparto antymałżeństwo autorytetem Boga, twierdząc wprost, że jest ono wypełnieniem woli Bożej. To już zakrawa na bluźnierstwo.

Omawiana deklaracja jest częścią większego programu Kościoła synodalnego, który z kolei jest częścią jeszcze większego projektu państwa globalnego. Cele synodalistów i globalistów są zbieżne, a działania skoordynowane. Na drugiej Sesji Synodu o synodalności mają zapaść kwestie stanowcze. Trwają pracę nad zniesieniem wszystkich obecnych sakramentów i zastąpienia ich jednym – Kościołem synodalnym, który będzie celem samym dla siebie, W rzeczywistości Kościół synodalny będzie strukturą władzy i kontroli w ręku globalistów. A dla nich najgroźniejszym wrogiem jest funkcjonalna, sakramentalna rodzina. Dlatego Sprawozdanie Podsumowujące włącza do wspólnot kościelnych wszystkich, także mniejszości seksualne. Ten sam dokument przyznaje „potrzebującym” bardzo szerokie uprawnienia, a na wiernych nakłada liczne obowiązki. Wspólnoty kościelne mają monitorować rodziny sakramentalne, zachowujące tradycyjną etykę seksualną. A teraz Fiducia supplicans, która awansuje związki sodomalne i cudzołożne, stawia je ponad prawem i obyczajem. Mało tego, wyróżnia te grupy i zwalnia z wszelkich obowiązków.

Tekst Deklaracji i okoliczności towarzyszące wskazują, że w przyszłości tradycyjna rodzina będzie atakowana nie tylko przez świat i globalistów, ale również ze środka Kościoła. Będzie się to odbywać pod hasłami: wsparcie rodzin, wsparcie dzieci i młodzieży w kryzysie psychicznym, wsparcie uchodźców, walka z przemocą. Związki sodomalne i cudzołożne charakteryzują się większą płynnością i podatnością na dysfunkcje psychiczne i społeczne. Im więcej dysfunkcji, tym silniejsza jest presja globalistów, aby wprowadzić system wsparcia, czyli kontroli i nadzoru. Do tego celu ma służyć Edukacja Włączająca, taki też będzie cel Kościoła synodalnego. – globalne, kolektywne państwo komunistyczne.

Tak mocne twierdzenia wymagają uzasadnień. Należy sobie więc uświadomić, o jakim charakterze związku tu mowa. Zarówno małżeństwa, jak i związki nieregularne i homoseksualne mają cechę wspólną, a jest nią współżycie. Zawiera ono przynajmniej tymczasowy stan wspólnego funkcjonowania oraz relację seksualną. Te pary, o których mowa w Deklaracji przychodzą do Kościoła po błogosławieństwo, znajdując się w takich właśnie relacjach.

Obrońcy Fiducia supplicans przedstawiają określone w dokumencie stany faktyczne następująco: są osoby, żyjące w nieregularnych związkach, o których wiedzą, że są grzeszne. Te osoby pragną jednak transcendencji, być blisko z Bogiem i Kościołem. Proszą więc o błogosławieństwo dla siebie, aby Kościół życzył im natchnienia Ducha Świętego w celu doprowadzenia ich do tej bliskości. Według obrońców tej tezy błogosławieństwo takiej pary nie jest błogosławieństwem ich związku i ich grzesznej relacji, tylko ich osób. Kapłan natomiast nie powinien odmawiać im możliwości nawrócenia, duchowego rozwoju i zbliżenia z Bogiem i Kościołem. Tłumaczenie to jest jednak fałszywe.

Każdy człowiek o przeciętnej inteligencji zdaje sobie sprawę, że kto żyje w związku niesakramentalnym, a tym bardziej homoseksualnym znajduje się w stanie grzechu ciężkiego. Sam siebie odłącza od Kościoła, Boga i Jego łaski. Jedyną drogą zbliżenia się do nich jest nawrócenie, czyli zaprzestanie grzesznej praktyki życiowej, spowiedź i pokuta, i służy temu stosowny sakrament. Obrońcy Deklaracji twierdzą, że pary, o których mowa przychodzą właśnie po to, aby być bliżej Boga i Kościoła, co może wyprostować ich ścieżki życiowe i doprowadzić ich do nawrócenia. Kapłan powinien więc im błogosławieństwa udzielić. To atrakcyjne wytłumaczenie, jednak pozostające w sferze marzeń i fantazji. Ludzie, żyjący w takich związkach chcą, aby się im dobrze w nich żyło, i dopóki się im razem układa, nie będą życzyć sobie zakończenia tej relacji. Błogosławieństwo nie ma co prawda ścisłej formuły, ale ma wyraźnie określoną treść. Kapłan ma im życzyć m.in. aby wszystko, co jest po ludzku ważne w ich relacjach, zostało wzmocnione obecnością Ducha Świętego. Mają też otrzymać łaskę aktualną, aby ich ludzka relacja mogła dojrzewać i wzrastać w wierności przesłaniu Ewangelii. Dla Franciszka to przesłanie znaczy, by ludzie zobaczyli Chrystusa, który przychodzi do każdego, i każdego bezwarunkowo słucha. To wszystko, co po ludzku jest ważne w ich relacji jest tym, co ich łączy, więc emocje, uczucia i pożycie seksualne, i to ma się dzięki nowemu błogosławieństwu wzmocnić. Łaski aktualne są udzielane w danej sytuacji, w celu nawrócenia lub uświęcenia. Jeśli dzięki tej łasce ma się wzmocnić ich ludzka relacja seksualna, a nie dążenie do jej przerwania, oznacza to, że łaska, wypływająca z błogosławieństwa ma tą parę uświęcić. Nie można więc mówić, że Fiducia supplicans oferuje środki, służące naprawie życia i nawróceniu, jest bowiem odwrotnie. Błogosławieństwo ma wzmocnić ich aktualne życie, utwierdzić grzeszne praktyki seksualne i uświęcić ludzi, żyjących w grzechu ciężkim. I tego ma dokonać Duch Święty. Jest to więc bluźnierstwo i antysakrament.

Warto przypomnieć sobie, z jakiego powodu relacje seksualne, o jakich mowa są grzeszne. Nauka Kościoła Katolickiego głosi, że właściwe są stosunki seksualne w sakramentalnym związku małżeńskim pomiędzy kobietą i mężczyzną. Przyczyną jest rola, jaką Bóg wyznaczył ludziom, aby rozmnażali się i czynili Ziemię sobie poddaną. Dlatego Bóg stworzył ludzi obdarzonych dwupłciowością, płodnością i seksualnością. Zrodzenie i wychowanie potomstwa jest wysiłkiem długotrwałym i potrzebuje zgodnego współdziałania obojga rodziców. Potrzebni są swoim dzieciom i sobie nawzajem. Jest bardzo niedobrze zarówno dla samych małżonków, jak i ich dzieci, jeśli małżeństwo się rozpada, zawsze bowiem dzieje się szkoda nie tylko dla życia społecznego i materialnego, ale także dla życia duchowego. Kościół nie może popierać rozpadu małżeństw, dlatego domaga się, aby małżeństwo było wierne i wyłączne, czyli trwało jedno aż do śmierci jednego z małżonków. Błogosławienie ponownych związków osób, które już znajdują się w innych małżeństwach sakramentalnych, albo osób, które pomimo możliwości nie chcą małżeństwa, poprzestając tylko na współżyciu seksualnym byłoby popieraniem cudzołóstwa i grzechu przeciwko szóstemu przykazaniu. Z kolei związek homoseksualny poza cudzołóstwem posiada jeszcze jedną wadę. Stosunki tego typu są przeciwne naturze, stworzonej przez Boga. Po to ludzie otrzymali płciowość i seksualność, aby wypełniać zamysł Boży, którym jest prokreacja. Przyjemność zmysłowa jest nagrodą i zachętą, mającą prowadzić ludzi do aktów seksualnych, które ze swej natury mogą doprowadzić do prokreacji. Akty homoseksualne to wykluczają, są więc Bogu obmierzłe. Ludzie, którzy wybierają tą drogę uzyskania przyjemności zmysłowej sprzeciwiają się więc prawu naturalnemu, nadanemu przez Boga, i stwarzają swoje własne prawo naturalne, czysto ludzkie. Ich relacja seksualna jest więc wykroczenie przeciw pierwszemu przykazaniu, i do wzmocnienia tej właśnie relacji wzywa Ducha Świętego błogosławieństwo, będące treścią Fiducia supplicans. Jest więc ono nie tylko namawianiem do grzechu, popieraniem grzechu i zezwalaniem na grzech, ale jest grzechem samym w sobie, bluźni bowiem Trójcy Świętej, stawiając Ducha Świętego przeciwko Bogu Ojcu.

Poważnych zarzutów jest jednak więcej. Nauka katolicka wyraźnie rozróżnia dobro i zło. Dobrem jest to, co Bóg ustanowił jako dobre, a złem jest to, co Bóg ustanowił jako złe. Dlatego to, co jest dobre służy człowiekowi i cieszy Boga, a to, co złe szkodzi człowiekowi i obraża Boga. Najwyższym dobrem człowieka jest zbawienie jego duszy, i wszelkie inne dobra, także materialne, zmysłowe i cielesne powinny być temu dobru podporządkowane. Trzeba teraz sposobu, aby rozeznać dobro i zło, postępować dobrze, a unikać zła. Temu służą wyższe władze duszy – rozum i wola. Rozum rozeznaje, wola nakazuje człowiekowi działać lub zaniechać. Tym wyższym władzom powinny być podporządkowane niższe – afekty, popędy, instynkty. Niższe władze są jednak człowiekowi potrzebne jako organizmowi żywemu do zaspokajania swoich żywotnych potrzeb. Jedną z nich jest rozmnażanie. Potrzebie tej towarzyszą bardzo silne uczucia i doznania zmysłowe. To wszystko jest naturalnym wyposażeniem człowieka, nadanym przez Boga. Człowiek powinien więc czynić ze swojej natury właściwy użytek. Musi jednak wiedzieć, co jest użytkiem właściwym, co niewłaściwym. Sama natura częściowo podpowiada, wzbudzając w człowieku pożądanie tych rzeczy, które przynoszą mu korzyść. Ponieważ jednak człowiek jest bytem złożonym z ciała i duszy nieśmiertelnej, musi więc wciąż podejmować wybory. Musi więc mieć zdolność i umiejętność odróżniania dobra od zła. Tam, gdzie natura sama nie wystarczy w tym rozeznaniu, tam musi działać rozum, a ten potrzebuje norm i reguł. Służy temu prawo moralne, nadane przez Boga i przekazane w Objawieniu. Prawo to zostało ujęte w przystępnej formie w katolickiej nauce moralnej. Została ona dana ludziom nie po to, aby utrudnić im życie, lecz odwrotnie – by ułatwiać wybory, dzięki czemu mogą pewniej dążyć do realizacji prawdziwego i słusznego dobra. Wybory to podejmowanie decyzji, a te wymagają oceny. Każdy człowiek musi więc wciąż oceniać – zjawiska, sytuacje, zachowania – zarówno swoje własne, jak również innych ludzi.

Tymczasem Fiducia supplicans nakazuje, aby nie dokonywać ocen moralnych. Kapłan nie powinien analizować sytuacji osób, których zachowanie ma błogosławić pod kątem moralnym. Nikt w ogóle nie powinien nikogo oceniać, ale doceniać to, co jest w innym dobre. Tak samo kapłana, który błogosławi grzech nie powinny oceniać żadne instancje kościelne. Dzięki Fiducia supplicans mamy więc pełną wolność seksualną w Kościele. To istna rewolucja seksualna, od teraz wolno robić wszystko, Kościół ani nikt inny nie powinien tego oceniać, ale doceniać i błogosławić. Ludzie, przychodzący do Kościoła po błogosławieństwo mogą sami wyłączyć swoją odpowiedzialność za grzech, uznając, że jakieś czynniki wpływają na ich subiektywną obciążalność, co prowadzi do luterańskiego samousprawiedliwienia przez wiarę. Skoro się nie wierzy w swoją winę, to winy nie ma. Nie są już więc potrzebne takie artefakty przeszłości, jak wyznanie win, pokuta, przebaczenie, pojednanie. Można więc już nie trudzić się rozumowym rozeznaniem dobra i zła, nie trzeba już uzdalniać woli, aby przeciwstawiała się pokusom. Dzięki Franciszkowi i abp. Fernandezowi można teraz podążać za pragnieniem, puścić wodze fantazji i w pełni oddać się instynktom i popędom. Synodalny Kościół prowadzony przez takich sterników nie będzie tego oceniał, tylko inkluzywnie pobłogosławi i przyjmie do komunii.

Niestety, ofiar tego procederu nie informuje się, jakie będą konsekwencje. Jeśli Kościół nie ocenia moralności, wówczas człowiek, mający nieuporządkowane przywiązania nie ma skali porównawczej i może nie wiedzieć, że żyje w grzechu ciężkim. Nie będzie więc dążył do nawrócenia i stanu łaski uświęcającej. Jeśli tak umrze, zagrożone są jego szanse na zbawienie duszy. Stanie bowiem przed sądem swoich czynów. Co prawda współcześni modni księża głoszą, że nie będzie sądu, wszyscy ludzie zostali już zbawieni raz na zawsze, można więc grzeszyć bezkarnie. Oni jednak są w błędzie lub kłamią. Zwiedziony człowiek nie będzie mógł zasłaniać się okolicznością, że nie wiedział o grzechu, ponieważ miał możliwość się o nim dowiedzieć, natomiast z niej nie skorzystał. Argument, że Kościół Franciszka nie mówił mu o grzechu, będzie okolicznością zaledwie łagodzącą, ale nie wyłączającą odpowiedzialność. Na gruncie Deklaracji mamy jednak sytuacje dalej idącą. Kościół nie tylko nie naucza o grzechu, nie tylko nie ocenia grzechu, ale wręcz namawia do grzechu, błogosławiąc sodomię i cudzołóstwo, wmawiając jeszcze, że będzie za to łaska, wspierająca uświęcenie. Dla błogosławiących kapłanów i wszystkich, którzy są w to zamieszani czynnie lub biernie rodzi to odpowiedzialność za grzechy cudze. Dla samych grzeszników to zachęta, by siedli na zjeżdżalni wprost do samego piekła.

To jednak nie koniec. Mamy oto ustanowiony antysakrament antymałżeństwa sodomalno – cudzołożnego. Nadal jednak pozostaje w mocy katolickie małżeństwo sakramentalne. Przed narzeczonymi, udzielającymi sobie nawzajem sakramentu małżeństwa będzie stał kapłan, który udzieli im błogosławieństwa. Może być tak, że ten sam kapłan chwilę wcześniej udzielał błogosławieństwa parze gejów, lesbijek, rozwodników, konkubentów, wiarołomnych małżonków w trakcie adulterium lub nawet przygodnych kochanków, którzy rozstaną się po upojnej nocy. Wszystkie ustawienia pseudomałżeńskie będą możliwe i dopuszczone do błogosławieństwa. Sakramentalne małżeństwo stanie się więc jedną z wielu form współżycia, błogosławionych przez Kościół. Za pewien czas zwolennicy drogi synodalnej będą zapewne z dumą wykazywać owoce tych błogosławieństw. Będą chwalić się bogactwem różnorodności pożycia w Kościele synodalnym, gdzie każdy może pobłogosławić i uświęcić swój związek. Przecież miłość jest najważniejsza, a gdzie jest miłość, tam jest Chrystus. Takie jest życie Ludu Bożego, a ponieważ Lud Boży ma sensus fidei, w ten sposób odczytuje, czego Duch Święty chce od Kościoła. Tak zapewne będą mówić synodaliści. Po cóż tedy komu będzie sakramentalne małżeństwo, które jest jedno na całe życie. Ludzie żyjący w małżeństwie nie mogą uprawiać poliamorii, nie mogą wiązać się z różnymi nowymi partnerami, nie mogą uprawiać swobodnego seksu. To są daleko idące ograniczenia.

Współczesny człowiek, kuszony różnorodnym światem pornografii, portali randkowych, mediów społecznościowych, celebryckich historyjek miłosnych ma silną pokusę, aby zamiast wymagającego ślubu rzymskokatolickiego zawrzeć lada jaki związek, byle zmienny, byle nie na zawsze, ale w kościele i z księdzem. Ci, którzy z jakiegoś powodu jednak zdecydują się na klasyczne małżeństwo, będą mieli pokusę zerwania związku, skoro z nowym wybrankiem czy wybranką znów będą mogli pójść do tego samego kościoła i tego samego księdza i dostać prawie to samo. Watykan pozwolił. Z pewnością nie wzrośnie dzięki temu ilość ślubów, trwałych małżeństw i dzieci.

Zmieniła się również koncepcja wolności człowieka, co ma znaczenie dla antropologii, a w konsekwencji dla całej doktryny katolickiej. Wolność katolicka polega na tym, aby móc wybierać dobro, czyli to, co Bóg określił jako dobre, oraz móc unikać zła, czyli tego, co Bóg określił jako złe. Człowiek nie może więc czynić wszystkiego, na co ma tylko ochotę, bo to jest swawolą, prowadzącą do anarchii i grzechu. Od teraz jednak panuje tu pełna wolność, nie tylko w sferze seksualnej. Kapłan ma udzielać błogosławieństwa, nie badając sytuacji moralnej pary, oczekującej na błogosławieństwo. Mogą więc być to oszuści, wprowadzający siebie nawzajem w błąd, mogą być socjopaci, planujący coś złego dla drugiej osoby, mogą być przestępcy, obciążeni grzechami. Nie ma to jednak znaczenia, bo z jednej strony wystarczy, aby oni w swoim uznaniu nie obciążali się swoimi grzechami, a kapłan i tak nie ma tego badać. Jest to wykroczenie nawet poza wolność liberalną, ta ma bowiem przynajmniej ograniczenie, aby nie czynić innemu tego, czego nie chciało by doznać od innych. W nowym błogosławieństwie nie ma żadnego limitu, błogosławiona jest wolność absolutna, czyli anarchia.

Ciąg dalszy w części drugiej.

_______________

Reformacja Papieża Franciszka, cz. I z II, Bartosz Kopczyński, 23 sierpnia 2024

−∗−

Warto porównać:

Fiducia supplicans – to nie jest bluźnierstwo, to już apostazja
Został unieważniony grzech jako taki w rozumieniu Dekalogu. Co to znaczy? Nie ma już grzechu? Nie. Są ludzkie zachowania. Ale nie można już ich nazywać grzesznymi, ponieważ zrezygnowano z oceniania […]

_______________

Błogosławić grzechy wołające o pomstę do nieba? To nie przejdzie! [20 grudnia 2023]
U nas w Polsce wśród kapłanów będzie opór i księża na to nie pójdą. Tam jest to tak ustawione, że wolno błogosławić człowieka. No, dobrze. A jak przyjdzie dwóch? Żeby […]

Hipokratesową kulturę naturalnej odporności i obywatelską kulturą prawną opartą na logice można bronić przed praktykami kowidowych globalistów 

Szef GIS i tysiące polskich lekarzy na liście płac Pfizera? Ujawniono porażające dane 

Właśnie gruchnęła wieść, że biurokratyczny gang, noszący pretensjonalną nazwę “Światowej Organizacji Zdrowia” przygotował kolejną epidemię

Lekarze i naukowcy domagają się dymisji dr. Grzesiowskiego. „Brak racjonalizmu i konflikt interesów”.

Polska pospiesznie doszlusowała do “krajów ochotników” wprowadzenia “szczepionkowych paszportów”

Covid-19, największy skandal sanitarny w historii – dlaczego (najprawdopodobniej) nigdy nie poznamy prawdy?

Przygotowania propagandowe pod nową falę szczepień.

Grzesiowski szerzy propagandę covidowa nie mając szczegółowych danych

Szpital w Gnieźnie wprowadza niezgodne z prawem restrykcje covidowe na podstawie zaleceń skorumpowanego Grzesiowskiego

Grzesiowski korzystał z transferów pieniędzy od Pfizera. A minister Leszczyna milczy

Pfizer opłaca lobbbystów pandemicznych

Arbitraż uznał prawa zwolnionych pracowników szpitala William Osler Health System

Preparaty przeciw Covid`19 to broń biologiczna – twierdzi syn założyciela

Ordo Medicus » Ordo Medicus

NEWSY PSNLiN | Polskie Stowarzyszenie Niezależnych Lekarzy Naukowc

MAFIA IZB LEKARSKICH – Prof. dr hab. n. med. Andrzej Frydrychowski

Zabawa w „dobrego i złego policjanta”? Prof. Horban uspokaja ws. pandemii

Tylko bez „coming outu”. Geje i lesbijki w narodzie. Wywiad z profesorem Ireneuszem Krzemińskim.

Wywiady Repliki: Ireneusz Krzemiński archive.is/V9E0#selection

„Tylko bez coming outu” Geje i lesbijki w narodzie.
Wywiad z profesorem Ireneuszem Krzemińskim

Panie Profesorze, coming out już był. „New York Times” cytując Pana w lipcowym artykule o EuroPride w Warszawie, dodał, że jest Pan gejem. Wiedział Pan o tym?
Oczywiście, że wiedziałem.

W „Naznaczonych” – raporcie z badania polskich mniejszości seksualnych w 2008 r. pisze Pan, że ujawnianie homoseksualnej orientacji przez osoby publiczne ma wpływ na zmianę negatywnych stereotypów dotyczących osób LGBT.
Tak. Tak było na Zachodzie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, i chyba to się dzieje również u nas. Gdy pytaliśmy o coming out naszych respondentów – młodych bywalców gejowskich, wielkomiejskich klubów, bardzo zaskoczyły mnie odpowiedzi. Okazało się, że komunikowanie swej orientacji przyjaciołom, rówieśnikom i przynajmniej części rodziny jest właściwie na porządku dziennym w tej grupie. Mówienie o tym bez ogródek staje się coraz bardziej powszechne. To jest chyba największa różnica pomiędzy młodym a starszym pokoleniem osób homoseksualnych. Ja jestem właśnie z tego starszego pokolenia, więc proponuję, byśmy w tym miejscu postawili kropkę, jeśli chodzi o mnie samego.

Opierając się na badaniach CBOS stwierdza Pan też, że akceptacja postulatów gejowsko-lesbijskich jest dużo większa wśród tych osób hetero, które znają jakiegoś geja czy lesbijkę.
Tak. A z drugiej strony siła uprzedzeń, szczególnie w małych społecznościach, jest na tyle duża, że ujawnienie się zakrawa na akt właściwie samonapiętnowania. Dlatego namawiałbym organizacje LGBT do pracy nad poszerzaniem bazy tak, by stanowić znaczącą polityczną siłę. Ale tu z kolei wchodzi inny problem: ogólna niechęć Polaków i Polek do zrzeszania się, do obywatelskiej postawy. Geje i lesbijki są pod tym względem tacy sami, jak reszta społeczeństwa.

Niedawno podpisał Pan list otwarty do premiera Tuska wzywający do dymisji minister Radziszewskiej. Ostatecznie Pani minister pozostała jednak na stanowisku.
Jestem rozczarowany decyzją premiera tym bardziej, że pamiętamy decyzję premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, w pewnym sensie mistrza politycznego obecnego szefa rządu, który wywalił swego wiceministra zdrowia Kazimierza Kaperę natychmiast po jego homofobicznych wypowiedziach. A było to …   ( Pozostało znaków: 10112 )

Kasa Misiu, kasa !! Odżyła Pędząca Glizda.  Życie na linie 22

Życie na linie 22

Odżyła Pędząca Glizda. 

Kasa Misiu, kasa !!

Głównym tematem rozmów pracowników spółdzielni robót wysokościowych „ Okienko” była kasa. We wspomnieniach publikowanych w prasie, a także w poświęconej im książce wszyscy „ Okienni” ( jak ich nazywano) oczywiście twierdzą, że rozmawiali wyłącznie o tym jak naprawić nasz nieszczęsny kraj. Podobnie wspomina „ Okienko” znany polski socjolog nazywany złośliwie Ciotką Irenką. Podpierając się w swoich dywagacjach rozważaniami Hannah Arendt na temat szlachetnej solidarności młodych mężczyzn połączonych jakimś trudnym zadaniem oraz doszukując się w „ Okiennych” niezwykłego uczucia „ szczęścia publicznego” związanego z knuciem przeciw władzy ludowej, wprowadzał do relacji z ich rozmów całkowicie nierealistyczny, tromtadracki ton.

To wszystko bujda – łatwo się domyślić o czym mogą rozmawiać młodzi, dość prymitywni mężczyźni należący do hermetycznej grupy. Wbrew pozorom nad rozmowami o dupie Maryni ( jest to w sensie logiki forma zdaniowa – zamiast przysłowiowej Maryni można podstawiać różne imiona) przeważały rozmowy o kasie. Ile dostaną za konkretne zlecenie, ile przepili w ostatnim tygodniu, z kim przepili i co z tego mieli.

Chłopcy zarabiali bardzo dużo, przepijali równie wiele w lokalnych knajpach szastając napiwkami, ale pozostał w nich plebejski obyczaj ciągłego rozmawiania o pieniądzach. Z całą pewnością nie byli dżentelmenami. Dla ich obserwatorów i wielbicieli pewne tematy finansowe też były ciekawe i pozostały do dziś niewyjaśnione.

Jak już wcześniej wspominałam, jeden z nich zwany Drogą miał w bankach kilka milionów niespłacanych kredytów. Jak te kredyty uzyskiwał, dlaczego nie znalazł się w rejestrze niesolidnych kredytobiorców, skąd dyrekcje konkretnych banków wiedziały, że nie należy od niego tych spłat się domagać pozostaje zagadką. Gdyby Ciotka Irenka nie był tak zafiksowany na ich uroku osobistym, może sformułowałby jakąś adekwatną hipotezę. Zamiast tego wolał ich podziwiać ze szkodą dla swojej socjologicznej rzetelności.

Łatwa kasa na starcie, zagraniczna kasa w wieku dojrzałym i sposoby spłacania tej kasy – to tematy do wzięcia dla historyków i dziennikarzy śledzących niezwykłą karierę Chyżego. Jakoś jednak nie mają na to ochoty.

C D N

Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko”

Rzecz o narodobójstwie. Jak zabija się naród i tworzy na jego miejsce atrapę.

Rzecz o narodobójstwie. Jak zabija się naród i tworzy na jego miejsce – nowy

[chyba spisane z wypowiedzi. Stąd mówiony styl. MD]

Autor: CzarnaLimuzyna , 24 sierpnia 2024

Proces zabijania narodu polskiego Magdalena Wielomska nazwała niedawno „Narodobójstwem w białych rękawiczkach”.

Na czym to polega?

Inżynieria społeczna na naszych oczach usiłuje zgrać ze sobą dwa dokonujące się równolegle procesy:

  • tworzenia nowego – sztucznego narodu unijnego
  • niszczenia dotychczasowych narodowych tożsamości

„Nowi Europejczycy” już na etapie tworzenia (programowania) są podżegani do wojny z normalnością, kulturą i religią, podszczuwani do ataków na ludzi normalnych czujących narodową przynależność. Środowiska antypolskie co chwila organizują dywersję przeciw patriotyzmowi i ksenofobii (rzecz pożyteczna występująca w normalnych wspólnotach) łącząc to z kampaniami przeciw antysemityzmowi, faszyzmowi i homofobii.

Bombą z opóźnionym zapłonem jest również przemyt nachodźców połączony z oficjalną polityką zalewania Polski przesiedleńcami z Ukrainy.

Narodobójstwo w białych rękawiczkach

Magdalena Wielomska: Niedawno w rozmowie z kolegami użyłam takiego określenia, że mamy do czynienia z narodobójstwem, autentycznie z narodobójstwem, ale dokonywanym w białych rękawiczkach, autentycznie w białych rękawiczkach, w sposób całkowicie zamaskowany i niewidoczny. I prawdę powiedziawszy, ja nie wiem, czy jeszcze w ogóle jest coś porównywalnego w historii. Oczywiście ten walec przez Europę się toczy i to z czym mamy do czynienia w Polsce, to też oczywiście jest już na zachodzie od lat, ale tak galopującego i tak perfidnego procesu chyba jeszcze nigdzie nie było…

To można by sobie tak to wyobrazić, że mamy komputer i do tego komputera gdzieś tam się nam zakradł jakiś wirus, ale ten wirus działa tak, że go właściwie nie widać, ale tak po cichu, po cichu,  czy tak wykasowuje nam pamięć, wykasowuje nam jakieś oprogramowanie, wykasowuje nam różne umiejętności. I tak po cichu, po cichu czyści. My nawet tego nie widzimy i nagle się okazuje, że zostaje nam tylko i wyłącznie  jakaś taka wydmuszka, maszyna do pisania, która już nie jest w stanie przeprowadzić bardziej skomplikowanych operacji.

… ideą, której hołdują elity rzeczywiście rządzące światem zachodnim to jest tak zwana idea konstruktywizmu, czyli idea, że tożsamości można za pomocą inżynierii społecznej konstruować i dekonstruować.

Evgenij Kungur “They Are Among Us”

Jak popatrzymy na też tożsamości narodowe w naszym regionie, czy właśnie ukraińską, czy litewską, łotewska, estońska, nawet gdzieś tam trochę chyba na Białorusi też trochę, to się okaże, że te tożsamości one były tworzone w XIX wieku w sposób celowy i zamierzony i głównie przez Niemców. (…) nawet niedawno jeden z czytelników przesłał mi doktorat napisany na Litwie po litewsku, ale w czasach translatora to już nie jest problem, właśnie na temat tego –

Jak masoneria tworzyła narody

Jak niemiecka, pruska masoneria tworzyła w XIX wieku właśnie cały naród litewski, ale ten nowoczesny naród litewski i to tworzyła go masoneria.

To podkreślam właśnie, że masoneria, która nam się kojarzy tylko i wyłącznie z kosmopolityzmem to tak nie jest. Masoneria jedną ręką konstruowała, a konstruowała w szczególności po to, żeby te nowo skonstruowane narody były w jakiś sposób związane z Niemcami i z niemiecką kulturą, a jednocześnie żeby były antyrosyjskie i antypolskie. Więc jedna ręka tutaj właśnie tworzyła różne nowoczesne narody, jednocześnie wpisując tam kod bardzo silnej antypolskości i antyrosyjskości i jednocześnie właśnie takiej proniemieckości i to dotyczyło i Litwinów i Ukraińców, Łotyszy, Estonii, to widać dość wyraźnie.

Natomiast w tej chwili mamy do czynienia jakby z inną mądrością etapu i w przypadku właśnie Europy w tej chwili mamy do czynienia z dekonstrukcją tożsamości narodowych i skonstruowaniem nowej tożsamości europejskiej. Właśnie nasza książka, którą tutaj prezentujemy dotyczy planów utworzenia narodu europejskiego.

No i jak popatrzymy teraz właśnie na Polskę, to widać tą galopującą dekonstrukcję tożsamości narodowej po to, żeby Polska mogła stać się taką prowincją tego nowego imperium Unii Europejskiej, prawda? Czyli żeby mogła, żeby Unia Europejska mogła zostać przekształcona w imperium, musi zostać podmieniona, zamieniona tożsamość Europejczyków, tak by tym pierwszym punktem lojalności nie była Polska, Francja, Niemcy, tylko żeby była to Europa, prawda? A żeby ta tożsamość polska to była tylko i wyłącznie taka tożsamość regionalna, taka tożsamość wtórna, prawda? Że jestem Polakiem w sensie, że mówię po polsku, ale czuję się obywatelem imperium, prawda? Imperium jest tutaj dla mnie tym punktem odniesienia.

Resetowanie polskiej tożsamości

Więc tutaj właśnie to jest to, że to resetowanie tej polskiej tożsamości zaczęło się wraz z resetowaniem polskiej gospodarki, zalewaniem nas przez obcy kapitał, obce produkty i de facto ustawieniem nas przy taśmach w obcych fabrykach, w obcych zakładach po to, żebyśmy produkowali obce marki, gdzie chociażby te niemieckie samochody, one w dużej mierze produkowane są w Polsce rękami Polaków, ale one potem wyjeżdżają do Niemiec jako made in Germany, jako niemiecka marka i to jest właśnie to, co się w literaturze określa jako naród proletariacki, że my już nie wytwarzamy tej własnej kultury, my już nie mamy tych własnych produktów, własnych rzeczywiście artystów, artyści, którzy słuchamy jakieś piosenki, jak Czesław Niemen, kiedy my go słuchamy to czujemy, że to jest Polak, że to jest polskość, gdzieś tam od razu się ta łezka zakręci, to jest gra na naszej duszy. Ale, a teraz gdzie mamy takich artystów? Mamy po prostu jakiś, jakiś produkt, który niedługo zostanie zastąpiony przez sztuczną inteligencję i pewnie ta sztuczna inteligencja będzie nawet robić to lepiej niż teraz robią się ci pseudo artyści, prawda? I to jest właśnie reset tożsamości narodowej, bo to jest tożsamość, za tożsamością idzie kultura właśnie, idzie i kultura ta duchowa i artystyczna i materialna i pamięć i jakaś taka można powiedzieć właśnie codzienność.

I za pomocą europeizacji właśnie resetuje się tożsamość narodową.

Czyli tutaj ta europeizacja jest narzędziem wynaradawiania i tworzenia nowej właśnie takiej kosmo-europejskiej tożsamości. I z punktu widzenia Polski i z punktu widzenia tego, kto się w największym stopniu przyczynia i co się, jakie procesy w największym stopniu przyczyniają właśnie do niszczenia tej tożsamości narodowej, no po prostu ewidentnie ten niemiecki kod i ten niemiecki program, który wynika z ich historii jest absolutnie kluczowy. I jakby tutaj właśnie też odwołujemy się do myśli Romana Dmowskiego, który mówił to samo, co jakby my tutaj się wpisujemy w to jego diagnozę, że Rosja jest dużo mniejszym zagrożeniem dla Polski w tym znaczeniu, że Polacy czują jakąś swoją wyższość cywilizacyjną i kulturową w stosunku do Rosjan i rusyfikacja nam nie grozi, albo w dużo mniejszym stopniu nam grozi.

***

… przyszedł Donald Tusk i powiedział, no to wyciągamy korek z szamba. I szambo wybuchło. Ale szambo było tam już zgromadzone wcześniej i korek już był, tak bym powiedział, dokręcany na siłę.






Google i Microsoft zużywają więcej energii niż np. Azerbejdżan.

Google i Microsoft zużywają więcej energii niż ponad 100 krajów

Data: 3 agosto 2024 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/google-i-microsoft-zuzywaja-wiecej-energii-niz

W roku 2023, giganci technologiczni Google i Microsoft zużyli więcej energii niż każde z ponad 100 krajów, w tym Islandia, Ghana i Tunezja.

Ogólnie rzecz biorąc, według analizy przeprowadzonej przez stronę internetową Tom’s Hardware, potrzeby dwóch amerykańskich firm można porównać do Azerbejdżanu, który ma ponad 10 milionów mieszkańców, czyli 24 terawatogodzin (TWh). Pozycjonując międzynarodowe koncerny w rankingu zużycia energii elektrycznej, znalazłyby się one tuż za Słowacją i Libią. Aby zmniejszyć swój wpływ na środowisko, obaj giganci technologiczni planowali zmniejszyć zużycie energii do roku 2030, ale nie liczyli się z pojawieniem się generatywnej sztucznej inteligencji (AI), która jest bardzo energochłonna, zwłaszcza w fazach uczenia się.

Sztuczna inteligencja szybko przekształca się w bardzo dochodowy biznes, do tego stopnia, że sukces ekonomiczny i finansowy Microsoftu analitycy przypisują jego wczesnym inwestycjom w tym sektorze, które pozwoliły firmie stać się jednym z najwyżej cenionych gigantów na świecie z wyceną rynkową przekraczającą trzy biliony dolarów. Dyrektor generalny Microsoft, Satya Nadella, przypisał wzrost przychodów, dochodu operacyjnego i dochodu netto “nowej erze transformacji AI”.

Nowa technologia nie jest jednak pozbawiona poważnych reperkusji energetycznych i środowiskowych: Elon Musk stwierdził, że jesteśmy u progu największego przełomu technologicznego związanego ze sztuczną inteligencją, ale jednocześnie do roku 2025 nie będzie wystarczającej ilości energii, aby go utrzymać. Dlatego giganci technologiczni szukają alternatywnych źródeł energii, aby kontynuować rozwój i pracę nad sztuczną inteligencją.

OpenAI, na przykład, chciałoby wykorzystać fuzję jądrową do zaspokojenia potrzeb energetycznych swoich serwerów danych. Microsoft również poszukuje mniej energochłonnych i szkodliwych alternatyw i w tym celu zawarł umowę z Helionem w celu produkcji energii jądrowej poprzez fuzję jądrową do roku 2028.

[ To jakiś propagandowy bełkot – fuzję jądrowa, tak, jak i 60 lat temu, nie daje energii, czystej czy brudnej, ale pożarła już setki tysięcy miliardów dolarów. M. Dakowski]

Big Tech dąży zatem do zminimalizowania swojego wpływu na środowisko, ale dopóki nie osiągnie tego celu, ich działalność pozostanie jedną z najbardziej szkodliwych dla środowiska. Paradoks, jeśli weźmiemy pod uwagę, że to właśnie niektórzy z założycieli tych firm są głównymi orędownikami transformacji energetycznej i mistrzami walki o klimat, takimi jak Bill Gates.

Mimo to, nie mają oni żadnych skrupułów w stosowaniu technologii, która jest wysoce szkodliwa dla środowiska, nie tylko ze względu na wykorzystanie energii elektrycznej wytwarzanej z nieodnawialnych źródeł, ale także ze względu na zużycie milionów litrów słodkiej wody potrzebnej do chłodzenia komponentów elektronicznych w centrach danych. Niektóre z tych ostatnich znajdują się ponadto na obszarach dotkniętych suszą, gdzie woda używana do chłodzenia jest tą samą wodą, której ludność potrzebuje do zaspokojenia pragnienia i nie tylko. [Przecież chłodzenie można zapewnić tą samą wodą – w recyklingu. Jest jedynie nośnikiem.. M. Dakowski]

Tak więc, podczas gdy filantro-kapitalizm naciska na transformację energetyczną i żywnościową oraz zrównoważony rozwój w celu ograniczenia skutków zmian klimatycznych, jednocześnie nie waha się czerpać zysków z jednej z najbardziej rozrzutnych i negatywnie oddziałujących na środowisko technologii.

Według Międzynarodowej Agencji Energii, w roku 2022, globalne zużycie energii elektrycznej przez centra danych wyniosło około 460 TWh, a liczba ta ma wzrosnąć ponad dwukrotnie do 1000 TWh do roku 2026. Jednocześnie raport ONZ wykazał, że szacowane zużycie energii elektrycznej przez 13 największych operatorów centrów danych – w tym Amazon, Alphabet, Microsoft oraz Meta – w latach 2018-2022 wzrosło ponad dwukrotnie.

INFO: https://www.lindipendente.online/2024/07/18/google-e-microsoft-nel-2023-hanno-consumato-piu-energia-di-oltre-100-nazioni/ https://www.corriere.it/tecnologia/24_luglio_21/intelligenza-artificiale-ed-elettricita-ora-google-e-microsoft-consumano-piu-di-100-paesi-nel-mondo-1237b2cc-130e-46b0-9256-4032f08d5xlk.shtml