Antychryst. Przegląd historyczny

Antychryst. Przegląd historyczny

Antychryst. Przegląd historyczny

https://sklep.antyk.org.pl/p,antychryst-przeglad-historyczny,7036.html

Wysyłka 2 dni robocze

Cena 65,00 zł

Nadzieją Wydawcy jest, by niniejsza książka choć trochę ochronić mogła polskiego czytelnika, a przede wszystkim katolika, przed protestancką egzegezą i mnożącymi się w mediach sensacyjnymi spekulacjami żurnalistów dotyczącymi Antychrysta. Wydaje się, że spośród katastroficznych wydarzeń ostatnich kilku dekad, charakter przełomowy przypisywany jest unicestwieniu nowojorskich wież w 2001 roku, konklawe roku 2013 i ogłoszeniu w 2020 roku pandemii, której celem nie było zwalczenie choroby, lecz raczej masowe szczepienia, przy czym nie starano się nawet ukryć faktu, że cała akcja została zaplanowana i jest początkiem tzw. Wielkiego Resetu, którego cel streszcza slogan „Nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy” Jedynym bowiem bezspornym skutkiem tych szczepień okazał się lawinowy wzrost liczby innych chorób i zgonów, zaś z dotychczasowych badań wynika, że „szczepionki” zawierające syntetyczne mRNA mogą nieodwracalnie zmienić ludzki genom.

Zarówno sprawcze, jak i celowe przyczyny tych wydarzeń zasługują na poważną dyskusję wspartą niepodważalnymi dowodami. Mamy tu bowiem do czynienia z supremacją Zła w świecie w wymiarze do tej pory nieznanym. Dlatego te i wiele innych zdarzeń, włączając katastrofy przyrodnicze, czy choćby wzbudzające sensację przygotowania Żydów do odbudowy Świątyni Jerozolimskiej, w których tle trwa rzeź Palestyńczyków w Gazie, skłaniają wielu do przypuszczeń lub twierdzenia wprost, iż weszliśmy w czas wydarzeń opisanych przez św. Jana Apostoła zarówno w Apokalipsie, jak i jego Listach, ostrzegających przed Antychrystem. Zaangażowanie zaś Franciszka w „walkę” o pokój, braterstwo, ochronę klimatu oraz stanowisko, jakie zajmuje wobec osób trwających w grzechach sodomskich i cudzołóstwie – dopełniają miary tych projekcji.


==========

polecamy

Antychryst - Pan świata [ Władca świata ]

Antychryst – Pan świata [ Władca świata ]

Cena 32,00 zł

Antychryst w walce z Kościołem!

Antychryst w walce z Kościołem!

Cena 29,05 zł

Garabandal. Objawienie Boże czy mamienie szatańskie?

Garabandal. Objawienie Boże czy mamienie szatańskie?

Cena 34,73 zł

Królestwo Ciemności - samozniszczenie świata i "wspaniała odnowa" Kościoła! Wywiad z ks. Malachi Martinem. O egzorcyzmach, opętaniu i działaniu Szatana we współczesnym świecie.

Królestwo Ciemności – samozniszczenie świata i „wspaniała odnowa” Kościoła! Wywiad z ks. Malachi Martinem. O egzorcyzmach, opętaniu i działaniu Szatana we współczesnym świecie.

Cena 34,00 zł

Masoneria zdemaskowana czyli walka Antychrysta z Kościołem i cywilizacją chrześcijańską

Masoneria zdemaskowana czyli walka Antychrysta z Kościołem i cywilizacją chrześcijańską

Cena 22,00 zł

Ostatnia bitwa Szatana

Ostatnia bitwa Szatana

Cena 64,00 zł

Poligon Szatana. Złoto dla Partii. (t. 1 Inwazja, t. 2 Okupacja, t.3 Ucieczka z łupem)

Poligon Szatana. Złoto dla Partii. (t. 1 Inwazja, t. 2 Okupacja, t.3 Ucieczka z łupem)

Cena 55,00 zł

Szatan w strukturach świata

Szatan w strukturach świata

Cena 32,00 zł

Zmagania Papieża i Antychrysta. Obecny kryzys Stolicy Apostolskiej w świetle proroctw Pisma Świętego

Zmagania Papieża i Antychrysta. Obecny kryzys Stolicy Apostolskiej w świetle proroctw Pisma Świętego

Cena 20,00 zł

Transporty wojska w POlsce – dla Deutsche Bahn Cargo. I Ukraińców.

Transporty wojska dla Deutsche Bahn Cargo https://wpolityce.pl/polityka/697782-andruszkiewicz-transporty-wojska-dla-deutsche-bahn-cargo

Obecny rząd idzie na skróty i prawdopodobnie będzie chciał PKP Cargo zaorać. A tę lukę wypełnią spółki zagraniczne” – mówi Adam Andruszkiewicz w rozmowie z portalem wPolityce.pl. Poseł Prawa i Sprawiedliwości komentuje sytuację PKP Cargo. Spółka ogłosiła, że dokona zbiorowych zwolnień. Pracę ma stracić ponad 4 tysiące osób. Okazuje się, że „część transportów Wojska Polskiego, które do tej pory realizowane były przez PKP Cargo, już tego lata ma zostać przejęta przez Deutsche Bahn Cargo”. To jednak nie wszystko. „Urząd Transportu Kolejowego wydał już zgodę i pozwolenie dla ukraińskiego przewoźnika cargo na wejście na polskie tory” – mówi portalowi wPolityce.pl poseł Andruszkiewicz.

CZYTAJ WIĘCEJ: Co oznaczają problemy PKP Cargo? Związkowiec ostrzega: Mogą wejść firmy prywatne, w tym Deutsche Bahn Cargo

Adam Andruszkiewicz odnosi się do informacji o tym, że w miejsce polskiej spółki na rynku pojawi się niemiecki odpowiednik.

Niestety jest to prawda. Takie informacje uzyskałem po działaniach w bezpośrednim porozumieniu ze związkowcami z „Solidarności”, którzy pokazali mi dowody na to, że część transportów Wojska Polskiego, które do tej pory realizowane były przez PKP Cargo, już tego lata ma zostać przejęta przez Deutsche Bahn Cargo. Urząd Transportu Kolejowego wydał już zgodę i pozwolenie dla ukraińskiego przewoźnika cargo na wejście na polskie tory. Oznaczałoby to, że obecna ekipa szykuje przejęcie polskiego rynku kolei towarowych przez zagraniczne firmy. Spółka PKP Cargo szykuje też zwolnienia grupowe. Dysponuję pismem w tej sprawie. Jest jasno wskazane, że nowy zarząd Spółki planuje objąć zwolnieniem łącznie 4142 pracowników. Oznacza to wprost zaoranie polskiej strategicznej spółki – mówi Andruszkiewicz w rozmowie z wPolityce.pl.

Dopytywany o to, czy potwierdzona jest informacja o przejęciu przez Deutsche Bahn Cargo części transportów sprzętu polskiej armii, odpowiada:

Taką informację uzyskałem od pracowników spółki, którzy chcą pozostać anonimowi. Obawiają się zemsty aparatu politycznego Donalda Tuska. A to, że UTK wydało zgodę na wejście ukraińskich przewoźników towarowych na polskie tory, jest faktem. Moim zdaniem, to wstęp do likwidacji lub sprzedaży spółki PKP Cargo.

Adam Andruszkiewicz przypomina też o działaniach podjętych ws. PKP Cargo przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

W ostatnim roku rządów Prawa i Sprawiedliwości spółka wypracowała solidny zysk. Podejmowaliśmy działania naprawcze. Można było tę spółkę wspierać. Państwo pod rządami PiS nie pozwoliłoby na to, by tak strategiczna spółka została zniszczona, sprzedana lub zlikwidowana. Obecny rząd idzie na skróty i prawdopodobnie będzie chciał PKP Cargo zaorać. A tę lukę wypełnią spółki zagraniczne – mówi Adam Andruszkiewicz w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zwolnienia w PKP Cargo. Spółka zamierza wyrzucić ponad cztery tysiące osób. Rozpoczęły się konsultacje ze związkami zawodowymi

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają

Rafał Drzewiecki 11 maja 2021, forsal/dzieci-pierdoly-hodujemy-zombie

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają. Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką czy wzięciem odpowiedzialności za innych.

Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają
ShutterStock

„Witam, czy wasze dzieci były na obozie harcerskim? Wszystko OK, tylko przerażają mnie te namioty w środku lasu. A co w sytuacji, jak jest burza?” – pyta Beata na internetowym forum pod hasłem „Obóz harcerski”. „Namioty namiotami. Moje dziecko zraziło się w zeszłym roku brakiem higieny. Syf, brud, kąpiele sporadyczne, wróciła totalnie brudna” – odpowiada jej Zofia. Tę bezradność rodziców i dzieci potęgują obecne przepisy. Rok temu sanepid chciał zamknąć obóz harcerski koło Ustki, bo nie było tam elektryczności. Dwa lata temu w Bieszczadach kazano organizatorom obozu survivalowego pociągnąć rurami wodę z ujęcia oddalonego o trzy kilometry. W sumie trudno się więc dziwić, że w styczniu tego roku wychowawca zimowiska koło Karpacza zorganizował zamiast ogniska „świecznisko” w świetlicy, bo na zewnątrz było minus 10 stopni i dzieciaki poskarżyły się rodzicom, że nie chcą marznąć, a ci zagrozili opiekunowi interwencją w kuratorium, jeśli nie odwoła „niebezpiecznej zabawy”.

– Jak zaczynałem przygodę z harcerstwem, wiele lat temu, obozy przygotowywaliśmy od zera. W las pierwsi jechali najbardziej sprawni i silni harcerze, cięli siekierkami drzewa, kopali latryny, myli się w górskim lodowatym strumieniu. Cały obóz budowaliśmy własnymi rękoma. Nikt się nie zastanawiał, czy jajka na jajecznicę zostały wyparzone w „wydzielonym, oznakowanym stanowisku wyparzania jaj”. Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości. Woli pozostać anonimowy, bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży.

– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy.

Z łezką w oku czyta dziś w necie wspomnienia ludzi z jego pokolenia, jak w latach 80. wcinali jagody bez strachu, że chory lis je obsikał. Teraz jest psychoza, więc na wszelki wypadek dzieci do lasu nie wysyła się w ogóle, dlatego przerażają je pająki, komary czy osy, a z grzybów znają tylko pieczarki. Z rozrzewnieniem przypomina sobie, jak ganiał w krótkim rękawku w deszcz, przeziębił się i babcia dała mu miód ze spirytusem, cytryną i czosnkiem, i nikt nie oskarżył babci o rozpijanie młodzieży, a on wstał następnego dnia zdrów jak ryba. Dziś na lekki ból gardła dzieciaki dostają antybiotyki, a po złamaniu palca zwolnienie na cały rok z WF. Nikt mu nie pomagał odrabiać lekcji, bo musiał się uczyć sam, a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś. Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił. A skakali do wody z wysokiego brzegu aż miło. Gdy rozbił nos na rowerze, ciężkim, stalowym składaku bez przerzutek i profilowanych opon, w szkole sińce pod oczyma nie zaalarmowały wychowawców i do rodziców nie przyjechała z interwencją opieka społeczna w obstawie policji. Teraz miałby rozmowę z psychologiem, która uświadomiłaby mu, że jest wrażliwym człowiekiem, z pełnymi prawami i nie wolno nikomu przekraczać jego prywatnej strefy, więc jeśli rodzice go biją, powinien to zgłosić.

– Gdy dostałem manto od silniejszego zabijaki z podwórka i wróciłem zapłakany do domu, ojciec powiedział, żebym się nie mazgaił, bo mężczyzna musi stawiać czoła przemocy. Siłą. Czasami przegram, czasami wygram, ale takie jest życie. A następnego dnia pojechaliśmy do klubu sportowego, gdzie zapisał mnie na boks – opowiada.

„Kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nas należy »dobrze« wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu” – takie wspomnienia w internecie młodzi czytają dziś jak bajkę o żelaznym wilku.

Ale dwie lewe ręce mają nie tylko najmłodsi. W domach gniją całe pokolenia niedorajdów, włącznie z trzydziestolatkami, przekonanymi, że guzika w koszuli nie da się przyszyć bez certyfikatu krojczego. I nie jest to pusta konstatacja autora tego tekstu w myśl przekonania każdego dorosłego, że „za moich czasów młodzież była bardziej zaradna”, tylko wyniki naukowych analiz. Gdziekolwiek spojrzeć, jest gorzej, niż było.

Jaka jest kondycja dzieci i młodzieży w Polsce?

Naukowcy Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie od wielu lat badają kondycję fizyczną polskiej młodzieży. Ich wnioski są zatrważające: 30 lat temu dzieciaki były znacznie bardziej sprawne niż ich rówieśnicy obecnie. Uczniowie szkół podstawowych z miejsca skakali w dal 129 cm, dzisiaj skoczą najwyżej metr. 600 m przebiegali dawniej średnio w 3 minuty i 5 sekund, teraz wloką się 40 sekund wolniej. Ale prawdziwy dramat widać w sile – kiedy nie było jeszcze internetu, uczeń potrafił w zwisie wytrzymać 17 sekund, teraz zaledwie 7. O załamaniu sportowych wyników mówią też trenerzy – mimo specjalistycznych planów wysiłkowych, nowoczesnego sprzętu i odzieży, ogólnodostępnych siłowni czy placów do ćwiczeń osiągnięcia sportowe są – delikatnie mówiąc – mizerne. I to mimo że sport uprawia dziś dwa razy więcej osób niż 20–30 lat temu. Tyle że to ćwiczenia tylko do pierwszego potu. Psycholodzy mówią o syndromie nadmiaru możliwości i wynikającego z tego braku wytrwałości. Młodzi rezygnują z doskonalenia się w danej dziedzinie, jeśli tylko napotkają pierwszą trudność. Od razu próbują nowych rzeczy. W konsekwencji mamy mnóstwo nowych dyscyplin, hobby czy możliwości spędzania wolnego czasu. Wszystko to jednak robią po łebkach, żeby tylko zaliczyć, żeby się pokazać na słitfoci w portalu społecznościowym. To powierzchowne próbowanie wszystkiego oznacza, że tak naprawdę nie potrafią niczego.

– Dziś żyjemy w świecie panoptykonu, o którym mówił Michel Foucault, więzienia, w którym wszyscy wszystkich obserwują. Dążymy więc do tego, by się pokazać z jak najlepszej strony. Cokolwiek zaczynamy robić, robimy już nie tyle dla siebie, co dla poklasku, dla pokazania innym. Nie biegamy już dla zdrowia, dla kondycji, tylko żeby pokonywać kolejne dystanse, bić kolejne rekordy, które od razu wrzucamy do internetu. Podobnie jak jazda na rowerze czy ćwiczenia w siłowni. Jednak ten imperatyw ciągłego zdobywania sukcesu powoduje, że zawsze jesteśmy przegrani. Bo jeśli tylko na tym budujemy system własnej wartości, wystarczy drobne potknięcie, żeby ta cała psychologiczna konstrukcja się zawaliła. I wtedy stajemy się bezradni – tłumaczy psycholog Małgorzata Osowiecka z SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego w Sopocie.

Podczas zeszłorocznych wykładów w The Royal Institution w Londynie prof. Danielle George z Uniwersytetu w Manchesterze przedstawiła badania, z których wynika, że młodzi, ale już dorośli ludzie stali się uzależnieni od gotowych rozwiązań technologicznych oferowanych przez rynek. W przypadku domowej awarii nawet nie próbują sami naprawić zepsutego kontaktu czy przerwanego kabla odkurzacza. Ba, większość z nich uważa, że urządzenia „po prostu działają”, i nie ma pojęcia, co robić, jak się coś z nimi stanie. Najczęstszymi rozwiązaniami są wezwanie na pomoc specjalistycznej firmy albo wymiana niedziałającego urządzenia na nowe. Kto bogatemu zabroni, ale problem polega na tym, że pytani przez badaczy, czy pomyśleli o naprawie, przylutowaniu zerwanego kabelka, nie zdawali sobie nawet sprawy, że tak można. Pochłonął ich świat jednorazówek.

Czy warto być supermanem?

Dla tego jednak, kto sądzi, że taka życiowa postawa pierdoły to domena osób niezbyt lotnych, kubłem zimnej wody niech będą słowa prof. Jonathana Droriego, który podczas konferencji naukowej TED (Technology, Entertainment and Design) w Kalifornii, organizowanej przez amerykańską organizację non profit Sapling Foundation, opowiedział o eksperymencie przeprowadzonym kilka lat temu w Instytucie Technologicznym w Massachusetts (MIT), uważanym za jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie. Naukowcy odwiedzili świeżo upieczonych inżynierów z MIT i zapytali, czy można zapalić żarówkę za pomocą baterii i drutu. – Zapytaliśmy: umiecie to zrobić? Powiedzieli, że to niemożliwe. I nie wyśmiewam tu Amerykanów. Tak samo jest w Imperial College w Londynie – opowiadał rozbawionym słuchaczom prof. Drori.

Lecz to śmiech przez łzy, bo to przecież ci młodzi ludzie niebawem przejmą, a nawet już przejmują stery rządów, gospodarek, bo to oni zaczynają decydować o kierunkach rozwoju świata. Tymczasem dochowaliśmy się, i nadal tak wychowujemy, rzeszy wydmuszek nasączonych wiedzą, z której nie potrafią skorzystać, o skorupkach tak słabych, że pękają od pierwszego niepowodzenia, ba – od niepochlebnej opinii czy krytyki. Inżynierowie z MIT z pewnością doskonale poradzą sobie z odczytaniem schematów silników rakietowych, ale mają problemy z wyzwaniami codziennego życia.

Już ponad 10 lat temu historyk literatury, eseista, profesor Uniwersytetu Gdańskiego Stefan Chwin alarmował, że błędem współczesnego modelu wychowawczego jest tyrania optymizmu, tyrania udawania, że wszystko będzie OK – tylko się starajcie i uczcie pilnie. Że wystarczy wiara, iż wszyscy mogą wszystko, że wystarczy chcieć, by móc. Jednak takie głosy rozsądku przegrały z przekonaniem, iż wszyscy są równi i mają takie same szanse, a szczęśliwy człowiek to człowiek sukcesu. – Zastąpiliśmy zasady i wartości hiperliberalizmem, który zaprowadził nas na manowce – wskazuje prof. Joanna Moczydłowska z Politechniki Białostockiej.

Przede wszystkim równość to fikcja. Są ludzie bardziej i mniej zdolni, inteligentni i gamonie. – Ludzie są po prostu różni. Jedni mają temperament flegmatyczny, inni choleryczny. To są cechy wrodzone, niezależne od oddziaływania rodziny, szkoły czy pracodawcy. To właśnie geny decydują, dlaczego tak rozbieżne potrafią być ścieżki kariery rodzeństwa, które wychowywane było w jednym domu, w tych samych warunkach, które miało taki sam start i potencjalne możliwości środowiskowe – tłumaczy prof. Moczydłowska.

Zdolnej, inteligentnej młodzieży nie przybędzie dlatego, że udało się wmówić młodym ludziom, że mogą sięgnąć po nieosiągalne. 20 lat temu do szkół z maturą szło najwyżej 30 proc. uczniów po podstawówce. Dziś wskaźnik ten sięgnął prawie 90 proc. Na rynku pojawiła się więc armia z dyplomami, niestety zbyt często bez zdolności, umiejętności i pasji. – Wielu ludziom robimy tym krzywdę. Tej nadprodukcji magistrów rynek nie przyjmuje, rodzi się za to frustracja z niespełnienia oczekiwań, którymi ładuje się ich od najmłodszych lat. Jeśli kibol, który się spełnia, ćwicząc z ciężarkami, pozostanie w dorosłym życiu na swoim poziomie i w swoim otoczeniu, będzie żył w zgodzie z samym sobą, to z punktu widzenia psychologii jest dla wszystkich korzystne. Jeśli ulegnie ułudzie i pójdzie na studia, którym intelektualnie nie jest w stanie sprostać, będzie to groźne dla jego psychiki i otoczenia, na którym może wyładować swoją późniejszą frustrację – zauważa ekspertka.

Społeczeństwo zachłysnęło się – jak to nazywają specjaliści – amerykanizacją oczekiwań, że każdy może wszystko, i napakowaniem energią do nieustannego odkrywania w sobie supermena. Sęk w tym, że imperatyw wzlatywania ponad poziomy nie ma poduszki bezpieczeństwa. W dzisiejszym świecie jest tylko jeden cel: osiągnięcie sukcesu, ale nie ma porażki. Jest tylko pochwała, ale nie ma krytyki. Jest tylko rozwiązywanie problemów, ale nie ma problemów.

Dzieciom zakłada się kaski, gdy jadą rowerem czy na nartach. Dodatkowo nakolanniki, nałokietniki i ochraniacze na dłonie – gdy zakładają rolki. Przy jeździe konnej modne stały się żółwiki, czyli ochraniacze na kręgosłup. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. Zapomina się jednak przy tym o najważniejszym – o zrozumieniu przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Jeśli postąpi nierozważnie, powinno zaboleć, bo ból ostrzega i uczy. Jeśli postąpi głupio, powinno zaboleć mocno i boleć długo, bo ból to najlepszy nauczyciel. Ale nie zaboli w ogóle, bo są środki ochronne. A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze plus nieuwaga są groźne i mogą wywołać ból, Jan nie zrozumie, że szybkość auta plus nieuwaga oznacza już śmierć.

– Mnożenie zakazów i nakazów sprawia, że młodzi ludzie nie potrafią sami sobie wyznaczać granic. Nie rozumieją konsekwencji swoich czynów, nie mają kontroli nad swoim zachowaniem i postępują bezrefleksyjnie. Dlatego nawet najbardziej agresywne reklamy społeczne przedstawiające skutki zażywania dopalaczy nie będą skuteczne, bo zadziała tu mechanizm obronny – nie damy sobie rady z taką hardkorową informacją, więc musimy ją odrzucić. I młodzi niemający własnych fatalnych doświadczeń taki przekaz odrzucają – zaznacza psycholog Małgorzata Osowiecka.

– I do tego ta nieustająca nadopiekuńczość. Ostatnie badania wskazują, że już 43 proc. Polaków mieszka razem z rodzicami, a w wielu przypadkach powodem nie są wcale problemy finansowe. Tak czują się bezpieczniej, wolą pozostać pod rodzicielskim parasolem. Gdy byli mali, rodzice mówili: nie biegaj, bo się wywrócisz i stłuczesz kolano, do szkoły nosili za nich ciężkie tornistry, a teraz mówią: nie pracuj, masz jeszcze czas, my ci pomożemy. Takie ograniczanie samodzielności u dorosłego człowieka to dramat, bo on nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie i innych. Rezygnuje z podejmowania wyzwań w imię trwania w sferze komfortu – przestrzega prof. Joanna Moczydłowska.

>>> Czytaj też: Życie na kreskę. Kiedyś było piętnem, dziś przepustką do prestiżu

Być to być widzianym

Szklany klosz, pod którym chowamy nasze dzieci, nie wystawiając ich na trudy życia i ryzyko porażki, powoduje, że zatracają umiejętności krytycznego postrzegania rzeczywistości. W USA według sondażu przeprowadzonego przez Columbia University aż 85 proc. rodziców wierzy, że trzeba wmawiać dzieciom, iż są inteligentne, i chwalić je na każdym kroku. Tymczasem – jak przekonuje psycholog Carol Dweck – to błąd wychowawczy. Przez 10 lat badała osiągnięcia uczniów kilkunastu szkół w Nowym Jorku. Z jej eksperymentów i analiz wynika, że dzieci, które po udanym rozwiązaniu testu były chwalone za mądrość i zdolności, szybciej osiadały na laurach i unikały kolejnych wyzwań, niż te, u których doceniano wysiłek i ciężką pracę w osiągnięcia sukcesu. Te „mądre z natury” bały się porażki przy trudniejszych zadaniach, bo podważałaby one ich wysoką samoocenę. Nie chciały się przekonać, że jednak nie są tak inteligentne, jak uważa otoczenie. A jak już podejmowały ryzyko i skończyło się to niepowodzeniem, rezygnowały z dalszych prób, by nie pogłębiać poczucia przegranej. Te zaś, których sukces był skomentowany jako efekt ciężkiej pracy, dużo chętniej sięgały po bardziej skomplikowane zadania, a niepowodzenie tylko motywowało je do dalszej pracy.

Amerykański psycholog społeczny, prof. Roy F. Baumeister z Uniwersytetu Stanowego Florydy, mówi wprost, że bezstresowe wychowanie prowadzi do spadku motywacji. Porównując zachowanie uczniów USA z rówieśnikami z Japonii i Chin, gdzie rodzice i nauczyciele stosują kary cielesne za złą naukę, doszedł do wniosku, że to właśnie stres i strach zwiększają szansę na osiągnięcie celów. Zaś sztuczne wzmacnianie u dzieci poczucia własnej wartości i puste pochwały powodują, że gdy dorastają, nie radzą sobie nawet z niewielkimi porażkami. Utożsamiają je z własnymi słabościami – przecież wszyscy są ponoć równi i każdego stać na wszystko – czują się oszukani i odreagowują niepowodzenia agresją.

Przez ostatnie lata – kontynuuje prof. Baumeister – tysiące naukowych prac rozwodziły się w samych superlatywach nad pozytywnymi skutkami wychowywania bez stresu, budowania w młodych poczucia własnej wartości i wysokiej samooceny, traktowanych jako lekarstwo na całe zło dojrzewania. Ograniczono, wręcz zlikwidowano krytykę, stawiając na piedestale pochwałę. Agresję dorastającej młodzieży odczytywano zaś jako próbę gwałtownego uzupełniania niskiej samooceny. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że jest odwrotnie. Przez te lata wyhodowaliśmy „praise junkie”, uzależnionych od pochwał, którzy w zderzeniu z rzeczywistością nie umieją sobie z tym poradzić i reagują agresją z powodu zbyt wysokiego mniemania o sobie. – Ta konkluzja to największe rozczarowanie nauki w mojej karierze – przyznaje profesor Baumeister.

Przeżywamy kryzys wartości – zaznacza prof. Joanna Moczydłowska. – Kiedyś oddzielało się „być” od „mieć”, jakość życia od jego poziomu. 20 lat rozpasania konsumpcjonizmu sprawiło, że dzisiaj zrównaliśmy te pojęcia. Nie tylko „być” utożsamia się z „mieć”, ale „być” oznacza być widzianym. Stąd tak gwałtowny wzrost popularności wszelkich talent show, stąd powiedzenie, że jak cię nie ma na Facebooku, to nie istniejesz. Stąd miarą wartości człowieka stały się internetowe lajki, a wzorem sukcesu życiowego kariera celebryty – wylicza psycholog.

Młodzi napompowani fantazjami, że są mądrzy, zdolni, wyjątkowi, karmią swoje ego pochwałami – ze strony rodziny, nauczycieli i głównie świata wirtualnego – oraz zarozumialstwem, uznając to za siłę, a skromność za słabość. Potem lądują na kasie w supermarkecie i trudno im to zaakceptować. Ale nawet ci, którzy mają szczęście i trafiają do lepszych z pozoru prac, zderzają się z trudnymi do pokonania różnicami pokoleniowymi. – Różnice między pokoleniami zawsze istniały, ale teraz to jest przepaść. To są już wrogie plemiona. Gdy młody człowiek trafia do firmy, jej szef ma co najmniej 40 lat. A z reguły więcej. I pojawia się trudność nawet na poziomie podstawowej komunikacji. Oni używają innego języka, te same słowa mają dla nich inne znaczenie. A co dopiero mówić o różnicach w aspiracjach, mentalności, postawach życiowych, kulturze – wskazuje psycholog z Politechniki Białostockiej.

Jak pokonać bezradność?

Niespełnione nadzieje i wzajemne nierozumienie w tak powszechnym rozmiarze czynią społeczeństwo słabym. Zamiast leczyć przyczyny, ludzie wybierają antydepresanty, zakładając kolejne kaski ochronne mające uchronić przed skutkami. Efekt? 40 proc. wrocławskich studentów przyznaje się do lęków i zaburzeń nastroju, co 20. cierpi na głęboką depresję, która wymaga leczenia – alarmują naukowcy z Katedry Psychiatrii Akademii Medycznej we Wrocławiu. Z raportu „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej” z 2012 r. wynika, że 2,5 mln Polaków ma zaburzenia lękowe, milion – depresje i manie, kolejny bierze narkotyki, a ponad 3 mln to alkoholicy. Nastąpił lawinowy wzrost przypadków lekomanii i uzależnień od psychotropów. Wśród ofiar największy odsetek to właśnie młodzi.

– Wzrost postaw roszczeniowych idzie w parze z wyuczoną bezradnością. Jedni biorą pastylki, inni ukrywają ją za drogim ciuchem, autem czy gadżetem. Lęk i bezsilność przykrywają tysiącami znajomych na portalach społecznościowych i kolekcjonowaniem lajków dla każdego swojego działania. Jeszcze inni korzystają z usług coachingu, gdzie płacą za odkrywanie ich własnego ja. To patologia – podsumowuje prof. Moczydłowska.

Obok kryzysu wartości psycholog wskazuje również na kryzys tożsamości. Poprawność polityczna obowiązująca w przestrzeni publicznej przeniknęła w sfery prywatne. Rozmyły się tradycyjne role społeczne obu płci, obowiązuje uniseksualność. – Jak dziś wygląda wychowanie mężczyzny? Bardzo często chłopca wychowuje samotna matka wspierana przez babcię lub nianię, a wychowawca w szkole to też najczęściej kobieta. Chłopak rozwija się w kobiecej sferze, gdzie dba się o paznokcie i ciało. On przejmuje te wzorce. Pomyliliśmy rozwój z absurdem, odeszliśmy od praw natury, gdzie każda płeć ma swoje uwarunkowane biologicznie i kulturowo miejsce. Doszło do tego, że w Szwecji na chłopcach wymusza się zabawę lalkami, by ich rozwój nie był zdefiniowany płcią. To sztuczne, a walka z naturą zawsze kończy się źle. Efekty już zresztą widać. Chłopcy zaczynają się gubić, nie rozumieją swoich predyspozycji, nie znają potencjału. To niestety promieniuje wyżej – na uczelniach pojawił się przedmiot: alternatywna rodzina. Skoro nie umiemy zdefiniować tak podstawowego bytu jak rodzina, nie dziwmy się, że młodzi nie wiedzą, kim są i dokąd zmierzają – zauważa prof. Joanna Moczydłowska.

Dodaje, że gdy swoich studentów poprosiła o podanie trzech cech, które są mocnymi i słabymi stronami ich osobowości, w większości nie potrafili tego zrobić. – A jak nie wiesz, dokąd idziesz, to nie wiesz, gdzie dojdziesz – konkluduje.

Rok 17-ty: Messalina. Do roku 1217… Rytm oddechu Lewiatana. Andrzej Sarwa. Cz. II

Andrzej SarwaOnufry Seweryn Krzycki

=============================

Diabelskie szyfry. Sekwencja dziejów świata. Kod roku 17 

wydałem pod pseudonimem Onufry Seweryn Krzycki

tak więc jeśli ktoś chciałby mieć tę książkę w formie papierowej to jej nie znajdzie pod moim nazwiskiem

a jest ona tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Diabelskie_szyfry_Sekwencja_dziejow_swiata_Kod_roku_17.html

=============================

Rok 2017 epoki Abrahama

Według Euzebiusza z Cezarei (264–340) epoka Abrahama, czyli epoka starotestamentalna licząca 2000 lat, rozpoczęła się w roku narodzin patriarchy, za który ów historyk przyjął rok 2016 przed Chrystusem, a zakończyła wraz z narodzinami Zbawiciela, co czyni rok 2017 po narodzinach Abrahama, Anno Abrahami, rokiem 1 Anno Domini. I te narodziny – narodziny Pana Jezusa – najwyraźniej będące nie w smak i nie po myśli „boga tego świata” – sprowokowały go, by systematycznie i konsekwentnie nasilać „postęp”.

Rok 17.

i kolejne – po narodzeniu Chrystusa

Za panowania sprośnego – według świadectwa Swetoniusza – Tyberiusza cesarza, za którego rządów, najpierw Jan Chrzciciel, a potem Jezus Chrystus rozpoczęli swoją działalność, ich wystąpienie uprzedziły inne może niezbyt wyjątkowe, ale za to niezwykle symboliczne wydarzenia:

Tegoż, 17 roku, zmarł Publius Ovidius Naso, zwany Owidiuszem, autor tych oto strof:

Płyną lata, płyną, płyną…

Piękność ciała szybko mija.

Z róż zostają jeno ciernie.

Więdnie fiołek i lilija…

Dziewice! Dopóki pora,

Żyjcie szczęściem i rozkoszą.

Kochankom się nie odmawia

Tego, o co grzecznie proszą1

…ale za to urodziła się Messalina, która znakomicie umiała wykorzystać instrukcje i rady, zawarte w dziele lubieżnego poety, praktykując je na swych/ze swymi ponad stu pięćdziesięcioma kochankami. Ale nie tylko rozpustą się wsławiła, bo była nie tylko plugawa, lecz także krwiożercza i pyszna. Za jej to poduszczeniem dokonano mordu na wielu znakomitościach tamtej epoki jak choćby na Julii Liwii, jej rówieśniczce, w tym samym co i ona roku zrodzonej, najmłodszej siostrze i zarazem kazirodczej kochance (wespół z dwiema pozostałymi siostrami) cesarza Kaliguli… A za co? Bo Julia Liwia zbyt nisko się jej nie kłaniała…

A więc urodziła się, Messalina, będąca całkowitym przeciwieństwem tegoż galilejskiego Jezusa, rozpustna żona cezara Klaudiusza2, po dziś dzień stanowiąca symbol rozwiązłości, wyuzdania i mordu – jedno z istotnych znamion pogańskiego cesarskiego Rzymu – świata zbrodni i rozpusty, który, bynajmniej nie został unicestwiony, a przepoczwarzył się tylko (uległ transformacji – jakby to dziś powiedziano). Jednakowoż tamten Rzym cesarski, za którego to ważny znak można uznać Messalinę, dobiegł swego kresu, wraz z ostatnim władcą Zachodu Romulusem Augustulusem, który wstąpił na tron w roku 475, a więc w 458 lat po narodzinach Messaliny, a władzę utracił w roku 476. Zsumujmy z czystej ciekawości liczby w owych datach: 4+5+8 = 17 i 4+7+6 = 17… Przypadek? Być może…

Ach! Nad wyraz postępowy był ówczesny świat! Ponieważ, jak się nam obecnie podaje do wierzenia, miarą i wyznacznikiem postępu jest pycha, zbrodnia, rozwiązłość i wszelkie zboczenie i bynajmniej nie wiara, ale wiedza. Lecz jak można zaobserwować, dziś już dorównujemy tamtym, do niedawna zdawało się niedościgłym, wzorcom postępu. Czyż bowiem każdy z nas nie jest bogiem dla samego siebie? A skoro jesteśmy bogami, to wszystko nam wolno… szkoda tylko, iż nie wszystko możemy… Ale to się zmieni, zmieni… Tak przynajmniej zapewniają nas autorytety – dęci ‘naukowcy’, pyszni duchowni i celebryci–półanalfabeci, znani z tego, że są znani…

Rok 117.

W tymże roku Rzym znalazł się u szczytu potęgi i osiągnął największy zasięg terytorialny. Panował wtedy cesarz Trajan3, który aż do końca swych dni nie ustawał w prześladowaniu chrześcijan. Zanim zmarł w dniu 9 sierpnia, zdążył jeszcze o śmierć przyprawić między innymi Hermionę, córkę Filipa ucznia Pańskiego, jednego z pierwszych siedmiu diakonów. Tego samego, który wodą chrztu obmył podskarbiego etiopskiej królowej Kandaki4, ale który ochrzcił też Szymona Maga, apostatę i ojca diabelskiego gnostycyzmu.5 Kimże był ów Szymon? Powiedzmy o tym pokrótce: Szymon Mag – gr. Σίμων ὁ μάγος, łac: Simon Magus – żył w I wieku po Chr. Głosił on, iż jest Najwyższą Mocą Bożą, która nie tylko ogarnia świat, lecz równocześnie przenika ludzkie dusze. Drugim z nadprzyrodzonych, niezbędnych światu i ludzkości istot, jest jego kochanka Ennoia, co oznacza pierwszą myśl bóstwa, a która w dziejach była m.in. Heleną Trojańską. Od Heleny wzięli początek aniołowie, eony i siły kosmiczne, lecz aniołowie, będąc wrogo usposobieni do niej, stali się przyczyną opuszczenia przez nią świata duchowego i zejścia do świata materii i przymusili ją do przyobleczenia się w ludzkie ciało i zamieszkania na Ziemi, gdzie dała początek rodzajowi ludzkiemu, który jako niedoskonały z samej swej natury podlega prawu śmierci. Widząc, co się stało z kochanką, Szymon jako Najwyższa Moc Boża, zwana Wielka, zstąpił za nią na Ziemię, przyjąwszy u Żydów postać Syna, u Samarytan Ojca, a u pogan Ducha Świętego, aby uwolniwszy partnerkę z więzów materii i konieczności umierania, na powrót zabrać ze sobą, a w tej powrotnej drodze mają im towarzyszyć niektórzy wybrani ludzie. Wybrańcami zaś „boskich” Szymona i Heleny mogli być jedynie ci, którzy ze wszystkich sił starali się zburzyć ustalony od zarania dziejów ład społeczny i porządek moralny przez dążenie do zrównania stanów, do równości i tak zwanej ‘sprawiedliwości społecznej’. Największą z zasług było przekraczanie wszelkich nakazów, zakazów, wszelkiej tradycji, hołdowanie lubieżności i niczym nieokiełznanej rozpuście. I to ich miało wyzwolić od wszelkich ograniczeń istot niedoskonałych. Natomiast ci z ludzi, którzy trzymaliby się praw moralnych nakazanych Dekalogiem, mieli – wespół ze strąconymi na Ziemię Aniołami – pozostawać w niezmienionym stanie istot podległych cierpieniom i konieczności umierania.6

* * *

9 sierpnia roku 117 w Selinusie, na łożu śmierci, cesarz Trajan na swojego następcę wyznaczył Hadriana7, który władzę objął w dniu 12 sierpnia. Rządził sprawnie, bo ostatecznie już jesienią zdławił żydowską rewoltą, znaną jako wojnę Kwietusa, która ciągnęła się dość długo, bo przez blisko dwa lata.

Najważniejszym jednak jego działaniem było rozpoczęcie odbudowy Panteonu w Rzymie, który miał być i symbolem i czynnikiem integrującym najrozmaitsze ludy, narody i języki, tradycje, religie i obyczaje na terytorium ówczesnego Imperium Romanum. Hadrian jako Pontifex Maximus8, czyli formalnie najwyższy kapłan, chciał stworzyć jedną symboliczną świątynię, w której cześć będą odbierali wszyscy bogowie imperium, co miało je scalać i poprowadzić do świetlanej przyszłości. A tak naprawdę każdy mógł sobie wierzyć, w co tam tylko chciał, byleby spalił kadzidło przed posągiem cesarza, uznając tym samym jego zwierzchność i jego boskość. Od tego obowiązku zwolnieni byli jedynie żydzi, ale już nie chrześcijanie, których za odmowę tej idolatrii bezlitośnie mordowano w okrutny i wyszukany sposób w licznych prześladowaniach na terenie całego państwa.

Gdy chrześcijaństwo z czasem stało się religią panującą i gdy ustał ucisk, tortury i morderstwa za odmowę okazania czci boskiej wizerunkowi cesarza, który z boga znów stał się człowiekiem, Panteon przebudowano na kościół i zadedykowano Najświętszej Maryi Pannie od Męczenników.

* * *

Tenże sam Hadrian na miejscu zburzonej świątyni jerozolimskiej w roku 136 po Chr. rozkazał wznieść świątynię dedykowaną bogu Jowiszowi Kapitolińskiemu, czyli Zeusowi, który dla chrześcijan był tożsamy z Szatanem, ostatecznie już profanując to miejsce i niejako symbolicznie zamykając okres starotestamentowy w dziejach świata, bo faktycznie jego kres nastał w chwili śmierci Pana Jezusa na Golgocie. Cesarz podjął taką decyzję po powstaniu Szymona bar Kochby – Syna Gwiazdy, jakie miało miejsce w latach 132–135 po Chr.

Od tego czasu żydzi nie mieli już żadnej nadziei na przywrócenie kultu świątynnego na sprofanowanym Wzgórzu Moria, gdzie miejsce JHWH9 zajął Jowisz–Zeus–Szatan.

A to, że Zeus był przez chrześcijan utożsamiany z Szatanem, wynika choćby z tekstu w formie listu, jaki zawarł św. Jan Apostoł w Apokalipsie, w rozdziale 2 wierszu 13. W liście owym, skierowanym do Kościoła w Pergamonie, stwierdza, że w tym właśnie mieście Szatan ma swój tron, a pisząc te słowa, musiał mieć na myśli, wielki ołtarz Zeusa tam zbudowany, ołtarz, który w XIX wieku przeniesiony został do Berlina i tu zrekonstruowany. W tym miejscu zapewne niejednemu z czytelników może przyjść na myśl pytanie: „Czy zatem to Berlin jest teraz ową stolicą Szatana?” Niechże już każdy sam się nad tym zastanawia.10

Co prawda wcześniej Antioch I Epifanes11 w świątyni jerozolimskiej zakazał oddawania czci Bogu żydów, a na to miejsce wprowadził kult Baala, również uważanego za tożsamego z Zeusem, któremu składano ofiary ze świń, niemniej ani miasta, ani samej świątyni nie zburzył i można je było później, po powstaniu Machabeuszy12, rytualnie oczyścić. Tym razem stało się inaczej… oczyszczać już nie było czego…

A na dodatek: wraz z upadkiem powstania Szymona bar Kochby13 Żydzi stracili cały Wielki Sanhedryn14 z ostatnim Rosz la–Hakhamim „Zwierzchnikiem Mędrców”, rabbim Akibą ben Josefem15, wybitnym tannaitą16, będącym jakby pierwszym i zarazem najistotniejszym redaktorem Miszny i halachy midraszowej17. Wraz z jego śmiercią, mimo iż Sanhedryn niby formalnie jeszcze istniał aż do IV wieku po Chr., to rzeczywistej władzy już nie posiadał.

Jak się uważa, wraz ze śmiercią Szymona, źródła pradawnej mądrości zostały zasypane. Przed oczami ludzkimi zakryte zostało to, co najważniejsze. I chociaż tannaici, którzy żyli jeszcze w późniejszym okresie, aż do ostatniego z nich Jehudy ha Nasi18 mieli sporą wiedzę, to jednakowoż nie dorównywali „Zwierzchnikowi Mędrców”, po którego śmierci, wedle tradycji, zapomniano, jak się prawidłowo wymawia imię Boże… Jedyne co od tego czasu wiadomo na pewno, to to, iż składa się ono z czterech liter: יהוה – JHWH – określanych przez Greków jako Τετραγράμματον – Tetragrammaton i pod taką nazwą znanych na Zachodzie, ale ponieważ zapis hebrajski nie zawiera samogłosek, jakie jest jego prawdziwe brzmienie – nikt od tamtej pory już nie wie. Forma Jahwe, Jehowa, Jahue to tylko przypuszczenia. I od tamtego czasu mędrcy żydowscy bez ustanku szukają „zaginionego słowa”, nad którym rozsnuł się mrok tajemnicy…

Imię Boże – po części przez szacunek, a po części z nazbyt rygorystycznego przestrzegania przykazania, iżby nie wymawiać tegoż Imienia Bożego nadaremno, było tylko raz w roku wypowiadane bez świadków przez Arcykapłana w najtajniejszym miejscu Świątyni Jerozolimskiej, zwanym Święte Świętych. A gdy w synagogach czytano teksty biblijne, w których owo Imię występowało (z wyjątkiem dwóch ksiąg – Estery i Pieśni nad Pieśniami gdzie go nie ma), zastępowano je określeniami Adonai (Pan), El, Eloah (Bóg), Hakadosh baruch hu (Niech będzie święty i błogosławiony), HaShem (Imię). Prócz tego używano około piętnastu epitetów na określenie Stwórcy, ale prawdziwe brzmienie Jego imienia przepadło na zawsze…

Ostatni z legalnych arcykapłanów żydowskich Pinchas ben Samuel19, potomek kapłana Sadoka20, wybrany w drodze losowania, który nie należał jednak do żadnego z tzw. rodów arcykapłańskich, był zwykłym prostym wiejskim robotnikiem, kamieniarzem, który nie miał pojęcia o kulcie świątynnym, a sprawując go, ubrany w szaty arcykapłańskie, czynił to, co mu podpowiadali asystujący przy obrzędach. I można powątpiewać, by znał on Imię Boga, a jeśli nawet to po nim już arcykapłanów nie było. Eleazar HaModa’i21, potomek Machabeuszy i wuj Szymona bar Kochby, mianowany przez tego ostatniego na stanowisko arcykapłana, był nim tylko z nazwy, świątynia bowiem nie istniała, a zatem i on, podobnie jak Pinchas ben Samuel, nie mógł wymawiać Imienia Boga. Pierwszy, bo z nieuctwa go nie znał, a do Świętego Świętych wejść mógł tylko on sam, bez suflera, który i tak zresztą nie mógłby owego Imienia podpowiedzieć, a drugi choćby i znał Imię Boże, to wymówić go nie mógł, ponieważ poza Świętym Świętych nie było to dozwolone, a Święte Świętych nie istniało… Tak więc – wraz ze śmiercią Jehudy ha Nasi istotnie poszło Ono w zapomnienie…

* * *

Chociaż opisany ciąg zdarzeń obejmuje wiele wieków, ale początek dał mu fakt objęcia władzy nad Imperium Romanum przez cesarza Hadriana w roku 117…

* * *

Na Zachodzie chrześcijaństwo prześladowali cesarze rzymscy, na Wschodzie zaś szachowie perscy, bo na terytorium ich imperium religią państwową był zaratusztrianizm, zwany również zoroastryzmem, albo mazdaizmem. Owa religia swą nazwę zawdzięcza Zaratustrze, czy też z grecka Zoroastrowi, wielkiemu prorokowi i reformatorowi religijnemu Medo–Persów, żyjącemu prawdopodobnie w okresie między 1400–1200 p.n.e. i głoszącemu dualistyczną naukę o istnieniu dwóch równorzędnych bogów dobrego Ahura Mazdy (Ormuzda) i złego Arymana, którzy toczą między sobą walkę, która po pewnym czasie zakończy się zwycięstwem dobra.

Sam Zoroaster, jak można by chyba domniemywać, nie bardzo interesował się ową kwestią, ale ci, którzy w późniejszym czasie badali jego naukę, dzieje świata podzielili na cztery periody, z których każdy ma liczyć po 3000 lat. My żyjemy w czwartym z nich, ostatnim, który można podzielić na jeszcze mniejsze okresy, na okresy tysiącletnie, z których pierwszy dobiegł końca w roku417 po Chrystusie, drugi obejmował lata 417–1417, trzeci i ostatni to czas pomiędzy rokiem 1417a rokiem2417.

Zatem – według tej nauki – ludzkość ma jeszcze szansę, aby porzucić szeregi zwolenników Zła i przejść na pozycje Dobra…

Zaratusztrianizm bynajmniej nie dowodzi (co już wiemy), iż Ahura Mazda jest Bogiem jedynym. Co prawda na końcu czasów ma zwyciężyć swego konkurenta, na razie jednak obydwaj, z jednakową mocą, mogą oddziaływać na całe stworzenie. W tym oczywiście i na ludzi. Dało to w późniejszych czasach magom, czyli kapłanom zoroastryjskim i nie tylko im, pole do spekulacji i przyczyniło się do powstania wszelkiej gnostyckiej herezji w najrozmaitszych jej odmianach, odsłonach i maskach: zurwanistycznej, manichejskiej, mazdakickiej, bogomilskiej, katarskiej i innych. Do tej nauki sięgali w późniejszych czasach również i członkowie tajnych ezoterycznych stowarzyszeń, a i dziś są tacy, którzy ją wyznają.22

Rok 217.

Dzień 8 kwietnia 2017 roku rozpoczął ciąg niepowodzeń – ba nieszczęść! – dla Rzymu, tego dnia bowiem cesarz Karakalla23 został zamordowany przez swoich żołnierzy, którzy jego następcą uczynili prefekta pretorianów Makrynusa, czyli Marcusa Opelliusa Macrinusa24, który nie dość, że nie był senatorem, to nawet i nie był Rzymianinem, a zlatynizowanym afrykańskim Berberem. Chociaż niektórzy mają odmienne zdanie, dowodząc iż jednak był etnicznym Rzymianinem, tyle że urodzonym i wychowanym w Afryce.

Karakalla zasłynął tym, iż dopełnił dzieła rozpoczętego przez swego ojca, Septymiusza Sewera25 i doprowadził do unifikacji wszystkich prowincji cesarstwa na płaszczyźnie politycznej i religijnej wraz z nadaniem obywatelstwa rzymskiego wszystkim wolnym ludziom zamieszkującym granice państwa, którzy odtąd posiedli prawa zastrzeżone wyłącznie dla wąskiej dość grupy ludności, ale odtąd już wszyscy obywatele mieli również obowiązek modlić się do swoich bogów w intencji aktualnie panującego cesarza, no i posiedli jeszcze jeden „przywilej” – płacenia podatków od spadków i darowizn. Cesarz ów uporządkował finanse i ustabilizował pieniądz, a wreszcie zasłynął również z budowy licznych nowych dróg i utrzymywania już istniejących. Gdyby pożył dłużej, być może wprowadziłby jeszcze jakieś inne ważne zmiany sprzyjające wzrostowi potęgi Rzymu, mimo iż powszechnie uznawano go za wyjątkowego despotę i okrutnika spośród wszystkich panujących w Rzymie.

Po śmierci Karakalli uwięziono jego matkę Julię Domnę, czcicielkę Apoloniusza z Tiany26, która nawet zleciła opisanie żywota tego gnostyka, a którą wedle jednej wersji zamordowano, według innej popełniła samobójstwo z własnej woli, a wedle jeszcze innej zmuszono ją do popełnienia samobójstwa. Tak czy inaczej, również i ona, wraz z synem, przeniosła się do krainy cieni.

Armia rzymska pod dowództwem nowego cesarza w bitwie pod Nisibis została doszczętnie rozbita przez walecznych Partów, a ich król Artaban V27 zgodził się na zawarcie pokoju dopiero po zapłaceniu przez pokonanych ogromnej kontrybucji w wysokości dwustu milionów sestercji. Za co można było wówczas nabyć około dwustu milionów bochenków chleba i dwustu milionów sextariusów28 wina… Ergo – nie była to bagatelna kwota. Dla przykładu Judasz za owe 30 srebrników, których zażądał, za wydanie na śmierć Pana Jezusa Chrystusa, mógł sobie co najwyżej kupić parę sandałów…

Ten rok pokazał, że w Rzymie najwięcej do powiedzenia ma już nie Senat, nie nobile, lecz armia… Zaczynała się nowa epoka, epoka coraz bardziej słabnącego cesarstwa…

Na dodatek jakby jakimś złowieszczym prognostykiem na nadchodzące coraz gorsze dla pogańskiego Rzymu czasy, było spalenie przez piorun Koloseum, na którego arenie przelano morze chrześcijańskiej krwi… był to jakby znak z nieba, że poczyna nadchodzić kres pogaństwa…

Niestety – tegoż samego, 217, roku w Kościele pojawił się pierwszy antypapież – chociaż gwoli sprawiedliwości dodać należy, że to późniejszy święty męczennik Hipolit… Na szczęście zmarł przed soborem trydenckim, który wszystkich heretyków i schizmatyków, a tym ostatnim Hipolit niewątpliwie był, nawet jeśli oddali życie za Jezusa, bezapelacyjnie wysyłał do piekła. W trzecim wieku po Chrystusie uważano jednak inaczej, uważano bowiem, że każdy męczennik za wiarę nie może trafić gdzie indziej, jak tylko do przybytków niebieskich. Tak czy inaczej, jedność chrześcijańska zaczęła pękać…

* * *

W 527 roku liczonym według księżycowego kalendarza ery Seleucydów, który według chrześcijańskiej rachuby czasu przypadał na lata 216/217 po Chrystusie na świat przyszedł Mani zwany też Manesem późniejszy twórca i prorok nowej, najbardziej chyba antychrześcijańskiej religii, manicheizmu, zwanego Religią Światłości. Z manicheizmu wyłonił się między innymi mazdakizm, bogomilizm, kataryzm, które przysporzyły ludzkości niebywałych i licznych problemów.29 Tyle że to późniejsze czasy…

Rok317.

Jak nam wiadomo ze starodawnych przekazów i legend, w tymże właśnie roku święty papież Sylwester uwięził w podziemiach papieskiej bazyliki katedralnej św. Jana na Lateranie30 demonicznego potwora Lewiatana, który być może nie jest niczym innym, jak tylko jedną z form, jaką przybiera sam Szatan – niszczyciel, usiłujący unicestwić ludzki rodzaj przez chaos, który zamiast ładu próbuje nam narzucić jako coś dobrego i pozytywnego. Magowie i czciciele diabła przypisują Lewiatanowi władzę nad odmętami morskimi, nad wodami, które jak wiadomo symbolizują narody, a szczególnie nad Zachodem… Skoro zatem papież go spętał i uwięził, co mogło symbolicznie oznaczać ni mniej, ni więcej tylko rzeczywiste – z Bożą pomocą – spętanie i pozbawienie go mocy, po to, by wolność dana chrześcijanom przez cesarza Konstantyna Edyktem Mediolańskim w 313 roku nie została im już nigdy więcej przez rzymskich cesarzy odebrana… aż do czasu przed końcem świata…

A spętać go nie było łatwo, wszak biblijny opis owej bardzo groźnej bestii, jaki znajdujemy w Księdze Hioba, naprawdę może wzbudzać lęk. Bez wątpienia nie jest to opis krokodyla, czy hipopotama jakby chcieli pozbawieni wyobraźni (o ile tylko wyobraźni) ‘racjonalni’ objaśniacze, a zdecydowanie niszczycielskiego potężnego potwora, którego opis pasowałby do jakiegoś dinozaura, jak uważają wyszydzani przez ewolucjonistów kreacjoniści.

Siła tego zwierza w lędźwiach, a moc w pępku brzucha. Podnosi ogon jak cyprys, a jego ścięgna mocno splecione. Jego żebra żebrami ze spiżu, jego grzbiet jakby ze stali odlany. (…) Sypia pod różnymi drzewami, także wśród papirusów trzcin i turzyc. Wysokie drzewa dostarczają mu cienia pod swymi konarami, a podobnie gałęzie wierzb. Jeśli nastaje powódź, nawet nie zauważa. Jest przekonany, że to Jordan napiera na jego paszczę. Czy ktoś może go podejść, gdy ma oczy otwarte, czy może go poprowadzić na postronku, przewierciwszy mu nozdrza? Czy dasz radę złowić smoka wodnego [tj. Lewiatana] na haki, czy nałożysz mu na pysk uździenicę? Czy wbijesz mu kółko w nozdrza, czy przewiercisz mu jego wargi? Czy myślisz, że będzie cię błagał, że przyjdzie do ciebie z gałązką oliwną, że zawrze z tobą przymierze, że będziesz w nim miał dozgonnego niewolnika? Że bawić się będziesz nim jak jakąś ptaszyną, że uwiążesz go dla dziecka jak wróbelka? Czy może pożywią się nim ludzie, czy poćwiartuje go ród Fenicjan? Nie wypłynie żadna łódź, by zabrać skórę zdartą z jego ogona, ani żaden rybacki kuter jego głowę. Jeżeli położysz na nim rękę, pomyśl o wojnie, w której musisz wziąć udział, bo już jej miał nie będziesz. (…) Kto odsłoni krój jego szaty? Kto wejdzie w głąb jego pancerza? Wrota jego paszczy kto rozewrze? Groza wieje z jego zębów. Jego łuski jak spiżowe tarcze, spinająca go skóra – jak kamień ścierny. Jego łuski są ze sobą sklejone jak jedna, wiatr przez nie nie przeniknie. Każda z sąsiednią jest spojona, trzymają się razem, nie da się ich oddzielić. Gdy parsknie, ogień się rozpryskuje, jego ślepia błyszczą niby Gwiazda Poranna. Z jego paszczy buchają gorące płomienie i wylatują ogniste drobiny. Z jego nozdrzy wydobywa się dym jakby z pieca pełnego rozżarzonych węgli. Jego wydech palącym żarem. Płomień bucha z jego paszczy. W jego karku ma siedzibę siła, przed nim podąża zguba. Członki jego ciała są spojone; gdy się go uderzy, on nawet nie drgnie. Serce ma twarde jak głaz, nieugięte jak kowadło. Kiedy on się poruszy, strach pada na czworonogi, które skaczą po ziemi. Choć ostrze oszczepu w niego ugodzi, szkody mu nie wyrządzi. Tak samo wymierzona w pancerz włócznia. Żelazo to dla niego miękkie plewy, twardy brąz – jak zmurszałe drewno. Nie zrani go strzała z brązu, za muśnięcie źdźbła uzna uderzenie rzuconego kamienia. Ugodzenie maczugą ma za głaskanie trzciną, drwi z potrząsania płonącą głownią. Jego legowisko jest usłane z ostrych prętów. Wszystkie skarby morza są dla niego jak wielkie bajoro. Do wrzenia doprowadza otchłań, jakby to był kocioł, morze jest w jego oczach jak mała czara, a samo dno otchłani jak łatwa zdobycz. Głębokie odmęty ma za miejsce spacerów. Nic na ziemi nie jest równe jemu. Stworzony jest dla zabawy moim aniołom. On ogląda z góry każdą wyżynę, a sam jest królem wszystkiego, co żyje w wodach.31

Oczywiście nie znaczy to, iż uważam, że papież spętał i uwięził tę konkretną i materialną bestię, a nie Szatana, którego ów potwor symbolizuje. Przytoczony wyżej opis ma wskazywać tylko na to, z jak potężną i złą siłą chrześcijanie musieli się zmagać i że wiele czasu musiało upłynąć, by chrześcijaństwo wyszło z tej walki zwycięsko. Czyli rok 317 może być symboliczną datą zwycięstwa chrześcijaństwa nad religiami demonicznymi, a za takie chrześcijanie uważali wszystkie kulty pogańskie.

Czy prawdą jest, jak głosi inna tradycja, iż ten święty papież uleczył również z trądu cesarza Konstantyna Wielkiego? Tego nie wiadomo, lecz przecież mogło tak się stać. Ale jeśli go rzeczywiście uzdrowił, nie mogło to pozostać bez wpływu na jego decyzje dotyczące chrześcijaństwa.

Sylwester w dziejach świata zapisał się i tym, że Dniem Pańskim, świątecznym, dniem odpoczynku, urzędowo ogłosił niedzielę, bo w niedzielę – wczesnym rankiem, w pierwszy dzień tygodnia Pan powstał z martwych i objawił się kobiecie, a potem apostołom. Nowy dzień odpoczynku został zatwierdzony cesarskim edyktem 7 marca 321. Musiał zatem ów papież cieszyć wielkim szacunkiem i poważaniem u władcy. Za pontyfikatu Sylwestra zaczęła się dla chrześcijaństwa era konstantyńska, która ostatecznie przeminęła wraz z bolszewickim komunizmem i niemieckim narodowym socjalizmem – dwiema stronami tej samej fałszywej monety…

* * *

W tymże 317 roku zmarł król Tiridates, który w roku 301 ogłosił w Armenii, jako pierwszy na świecie, chrześcijaństwo religią państwową. Ów władca, początkowo prześladujący chrześcijan, stawszy się wyznawcą Chrystusa, niejako przetarł szlak i dał przykład innym władcom, aby mogli pójść w jego ślady. I poszli, bardzo liczni.

1Owidiusz, Ars amandi (Sztuka kochania) w przekładzie Juliana Ejsmonda.

2Owidiusz (43 p.n.e–17 n.e.), Messalina (17–48), Swetoniusz (69–130), Tyberiusz (14–37), Klaudiusz (41–54).

353–117.

4Kandaki, kandake oznacza raczej tytuł królewski, niż jest imieniem własnym jakiejś władczyni.

5Gnostycyzm

[stgr. gnōstikós ‘poznawczy’]

oznacza „posiadanie wiedzy”. Gnostycyzm to zlepek idei, jak również i systemów religijnych, powstałych w I–III wieku naszej ery wśród żydowskich i chrześcijańskich heterodoksyjnych grup wyznaniowych, które zwracały uwagę na osobistą wiedzę duchową gnozę [stgr. γνῶσις – gnosis – poznanie, wiedza] stawiając ją ponad prawowiernymi naukami, tradycjami i autorytetami duchownymi. Uważali oni materię i życie w materialnym ciele i materialnym świecie za zło a Boga Stwórcę – Demiurga za istotę złą, bo to On pował do istnienia materię, przeciwstawiając mu dobre Najwyższe Bóstwo. Wg gnostyków człowiek dostępuje zbawienia nie za przyczyną wiary, czci oddawanej Bogu i tradycyjnych praktyk religijnych, lecz przez bezpośrednie poznanie i zdobycie wiedzy o Bóstwie Najwyższym na zasadzie doświadczenia mistycznego bądź ezoterycznych tajemnych praktyk.

6Więcej o Szmonie Magu jego życiu i nauce w Aneksie II.

776–138.

8Dosłownie: Najwyższy Budowniczy Mostów, tytuł używany przez najwyższych kapłanów pogańskiej religii rzymskiej, cesarzy, a potem również i papieży rzymskich.

9Tetragram będący hebrajskim zapisem imienia Boga, którego dziś nie umiemy poprawnie odczytać i dlatego nie wiemy, jak ono brzmi.

10Odnalezione przez niemieckiego archeologa Carla Humanna (1839–1896) elementy ołtarza Zeusa przetransportowano do Berlina i dokonano rekonstrukcji tego obiektu sakralnego w latach 1911–1930.

11Ok. 215–163 p.n.e.

12167–160 p.n.e. żydowskie powstanie, skierowane przeciwko Seleucydom.

13„Syn Gwiazdy” (?–135) przywódca powstania żydowskiego przeciwko Rzymianom, jakie miało miejsce w latach 132–135.

14Wysoka Rada – najwyższa żydowska władza religijna i sądownicza.

15ok. 50–135.

16Uczeni rabini, mędrcy, których opinie zebrano w Misznie, jednym z podstawowych tekstów judaizmu rabinicznego, zawierającym tzw. ustną Torę, czyli całą tradycję uzupełniającą jakoby prawo zapisane w Starym Testamencie.

17Rabiniczna metoda studiowania Tory, która wyjaśnia 613 micwot (przykazań), odnajdując ich źródła w Starym Testamencie i interpretując je jako dowody autentyczności danych praw.

18170–200.

19?–70.

20Najwyższy kapłan żydowski za panowania królów Dawida i Salomona był potomkiem Eleazara syna Aarona.

21Ok. 110–135.

22Więcej o Zoroastrze i jego nauce w Aneksie III.

23188–217.

24164–218.

25145-211.

26Wg różnych źródeł: ok. 15/40–100/120

27Panował latach 213–224.

28Sextarius – ½ litra.

29Więcej o Manim i jego religii w Aneksie IV.

30Bazylika św. Piotra nie jest kościołem katedralnym papieży, jest nim bazylika św. Jana na Lateranie.

31Hi, 40,16–32 i 41,5–26 – BPK.

=========================================

Rok 417.

Gdy w latach 409–410 skończyło się – wypędzeniem urzędników cesarskich – panowanie Rzymian w Brytanii, pozostała rzymska ludność ruszyła ich śladem, starając się uratować ze swych majątków jak najwięcej i wywieźć co się tylko dało, a tego, czego nie można było udźwignąć, czy zabrać, ukryć starannie bądź zakopać, z nadzieją, że może kiedyś po swe skarby wrócą. Ów exodus ostatecznie zakończył się w roku 417 i w roku 417 rzymska prowincja Brytanii, jako pierwsza, została ostatecznie i w całości utracona. Państwo rzymskie gnijące od wewnątrz teraz zaczęło na zewnątrz usychać. Zaczęła się agonia cesarstwa zachodniorzymskiego…

W tymże samym 417 roku na dawnych ziemiach cesarstwa powstało królestwo Wizygotów, założone przez króla Walię1 zmarłego rok później. Stary świat przemijał. I przemijał stary porządek.

Rzym osaczali germańscy barbarzyńcy, Pax Romana2 ostatecznie zamierał, państwo gasło, a Kościół był szarpany herezjami. Innocenty I3 w roku 417 wyklął Pelagiusza4, głoszącego, iż skutki grzechu pierworodnego nie przeszły z Prarodziców na ich potomstwo, oraz że człowiek bez łaski Bożej, sam może się zbawić…

Stary świat dogorywał, by ostatecznie odejść w niebyt w roku 476 wraz ze strąceniem z tronu ostatniego cesarza Zachodu Romulusa Augustulusa5 przez najemnego germańskiego żołdaka, Odoakra, który zajął jego miejsce, ogłaszając się królem…

Rok 517.

W roku 517 pojawia się pierwsza pisemna wzmianka dotycząca Słowian autorstwa Euzebiusza z Cezarei – co nie znaczy, że dopiero wówczas wkroczyli oni na widownię dziejów. Musieli być już wcześniej znakomicie zorganizowani, silni i bitni, skoro tegoż roku mocno spustoszyli Macedonię, Tesalię i Epir bardzo, bardzo głęboko raniąc tym cesarstwo wschodniorzymskie. I tak oto, hucznie, Słowianie wkroczyli w dzieje Europy i świata.

Tereny Bułgarii chrystianizowane dwa razy ostatecznie zeslawizowały się, gdy miejscowa ludność przejęła język i zwyczaje słowiańskie.

* * *

Tymczasem w Chinach, do których chrześcijaństwo miało dotrzeć dopiero ponad wiek później, na podstawie dekretów cesarza Liang Wudi6 umocnił się buddyzm. Otóż cesarz południowego państwa, który sam został mnichem buddyjskim, w roku 517 nakazał zniszczenie świątyń taoistycznych, oficjalnie zlikwidował taoizm, a poddanym nakazał praktykować buddyzm.7 Ostatecznie wyszła z tego dość dziwna mieszanka… ale… gdy na Zachodzie umocniło się chrześcijaństwo, na Wschodzie spotężniało pogaństwo…

* * *

W tymże to, 517, roku perski szachinszach Kawad I panujący między rokiem 488 a 531 zakończył wyczerpującą dziesięcioletnią wojnę z Heftalitami nazywanymi także Białymi Hunami i wreszcie miał więcej możliwości, aby zająć się robieniem porządków w kraju. A było co robić w Persji, gdzie panoszyli się mazdakici, którzy zburzyli ład moralny, religijny, państwowy usiłując unicestwić zastane struktury i tradycje, a na ich miejsce wprowadzić nowe. Otóż w Persji powstała herezja wywodząca się i z zaratusztrianizmu i manicheizmu odpowiednio przetransformowanych. Reformy religijnej dokonał naczelny kapłan zaratusztriański Mazdak, który był kryptomanichejczykiem, ale potem naukę Maniego wzbogacił o doktrynę społeczną, którą można streścić krótko: „wszystko należy porozdawać, a zwłaszcza kobiety”. I tak się działo. Ponieważ mazdakizm jest niezwykle ważny, bo utorował on ścieżkę idei komunistycznej, której zgubnych skutków doświadczamy do dziś, warto byłoby dowiedzieć się o nim więcej.8

Rok 617.

Tego roku wydarzyło się wiele. A to Persowie zakazali żydom mieszkać w promieniu około 5 km (według dzisiejszej miary) od Jerozolimy. Ci sami Persowie usiłowali tegoż roku zdobyć Konstantynopol, Awarowie zaś zwabić w zasadzkę bizantyjskiego cesarza Herakliusza, aby go pojmać. A to jacyś germańscy królikowie jedni umierali, inni obejmowali trony od Brytanii po Italię, lecz to wszystko nie miało większego znaczenia ani najmniejszego nawet wpływu na dalsze dzieje rodzaju ludzkiego. Taki wpływ i takie znaczenie można przypisać tylko jednemu zdarzeniu z tamtego, 617, roku. Było to najpierw bojkotowanie, a potem zaatakowanie przez plemię arabskich Kurajszytów Mahometa i jego zwolenników, co w końcu doprowadziło do krwawej wojny domowej. Co prawda w roku 617 część zwolenników arabskiego proroka ratowała się ucieczką do Etiopii, a ostatecznie, w roku 622, i on sam zmuszony był schronić się w Medynie, niemniej to właśnie rok 617 był tym przełomowym i tego to roku Mahomet zrozumiał, że jeśli chce przetrwać, musi na przeciwników uderzyć z mocą, rozgromić ich i zniewolić i tego to, 617 roku, podjął decyzję o rozpoczęciu podboju całego świata. Na jakiej podstawie? Na podstawie objawienia i nakazów, jakie otrzymał od anioła Dżibrila i boga Allaha.9

Rok 717.

Tego to, 717 roku, po raz pierwszy armia muzułmańska pod dowództwem Al–Hurra ibn Abd al–Rahmana al–Thaqafiego10, zdołała przekroczyć Pireneje i wtargnęła na terytorium Akwitanii i Septymanii na południu Francji. Na szczęście wyprawa zakończyła się niepowodzeniem. Gdyby się stało inaczej, gdyby muzułmanie okazali się wówczas silniejsi, to kto wie, jak by się to mogło skończyć dla chrześcijańskiej Europy wziętej w dwa ognie, od wschodu i od zachodu. Pan Bóg jednak pobłogosławił chrześcijanom i przepędzono muzułmanów z powrotem za Pireneje. Europa i chrześcijańska cywilizacja łacińska zostały ocalone… aż do XX wieku.

W tymże 717 roku cesarz bizantyjski Leon III Izauryjczyk, zwany też Leonem Syryjczykiem11, wstąpił na tron w Konstantynopolu i podczas swego panowania rozpoczął bezpardonową walkę z kultem świętych obrazów, dając początek, wyniszczającej Kościół, herezji ikonoklazmu.12 Uporano się jednak i z tym problemem, który co prawda co jakiś czas jeszcze dawał znać o sobie, ale w poważniejszy sposób nie zagrażał już jedności eklezjalnej.

Rok817.

Rok ten był bogaty w niezwykle ważne wydarzenia. 25 stycznia opat klasztoru św. Stefana w Rzymie Paschalis Massimi, zaledwie w dzień po śmierci Stefana IV13, swojego krewniaka, został obrany papieżem, przyjmując imię Paschalisa I.14 Tenże papież, w tymże 817 roku, zawarł porozumienie z cesarzem Ludwikiem Pobożnym15, znane jako (Pactum) Ludovicianum gwarantujące papiestwu wieczyste posiadanie terytoriów w środkowych Włoszech i całkowitą niezależność od Cesarstwa, otrzymując na dokładkę w darze od Ludwika, Sardynię i Korsykę. Wtedy to właśnie wyznaczono granice Państwa Kościelnego.16 Papież zatem był już odtąd nie nie tylko namiestnikiem Syna Bożego, ale i świeckim suwerennym władcą, mogącym nie tylko podejmować od nikogo niezależne i z nikim niekonsultowane decyzje, ale na dodatek, jako ten który władców namaszczał na cesarzy Zachodu, stawiający się tym samym ponad nimi. Stało się więc coś, o czym patriarcha Konstantynopola w cesarstwie wschodniorzymskim, w Bizancjum, nie odważyłby się nawet pomyśleć!

Otrzymawszy taką władzę, odwdzięczając się niejako cesarzowi, Paschalis I ogłosił niezwykle ważny dokument – Capitulare Monasticum, reformujący życie mnisze na Zachodzie, gdzie zobowiązano wszystkie wspólnoty zakonne do przyjęcia reguły benedyktyńskiej, co miało nakierować mnichów na modlitwę i pracę fizyczną raczej, kładąc mniejszy nacisk na ewangelizację oraz krzewienie nauki i kultury, co miało służyć duchowemu jednoczeniu się dopiero co odrodzonego cesarstwa Zachodu.17

W lipcu Ludwik Pobożny, jako cesarz Zachodu, pragnąc zachować jedność swojego państwa, ogłosił bardzo znaczący dokument – Ordinatio imperii – w którym spadkobiercą największej części imperium, jak również tytułu cesarskiego czynił najstarszego z synów, Lotara.18 Chociaż i pozostali synowie otrzymali swoje działy, zobowiązani byli okazywać posłuszeństwo Lotarowi, który został zaraz ogłoszony przez swojego ojca współcesarzem i koronowany w Akwizgranie.

Jak podają historycy – w tym i polski badacz owego zagadnienia Teodor Jeske–Choiński – Ludwik dokonał jeszcze czegoś nadzwyczaj istotnego, otóż obdarował żydów nader licznymi przywilejami, dał im pełną swobodę w handlu i niezależność od chrześcijańskiej władzy duchownej. Mało tego, zakazał chrzcić żydowskich niewolników, co by im automatycznie przywracało wolność, a ponadto wypuścił żydom w najem wszystkie cła i myta, przez co zyskali oni w gospodarce dominującą rolę, tym samym mogąc oddziaływać w niebagatelny sposób i na politykę.

Cesarstwo zachodniorzymskie, które później zostało nazwane Świętym Cesarstwem Rzymskim, przetrwało aż do roku 1803, kiedy to Franciszek II Habsburg19 zrzekł się tego tytułu, przybierając w roku 1804 tytuł dziedzicznego cesarza Austrii.

Rok 817 to również bardzo prawdopodobna data rozpoczęcia tworzenia przez kniazia Mojmira I20 zrębów Państwa Wielkomorawskiego, które formalnie powstało wraz z objęciem przez niego władzy książęcej, w roku 820. Otwarło to świat słowiański, na bardzo aktywną jego chrystianizację, w czym ogromną rolę odegrali Święci Równi Apostołom Cyryl i Metody21, przekładając na język słowiański księgi liturgiczne, głosząc ewangelię po słowiańsku i po słowiańsku ucząc czcić Jezusa Chrystusa, za co byli prześladowani przez niemieckich biskupów, a przez Rzym na zmianę – raz wspierani, innym razem znów potępiani.

Rok 917.

W roku tym bułgarski car Symeon I Wielki22 starł na proch armię bizantyjską i uzyskał dla Bułgarii niezależność kościelną. Ale i dla Bułgarii także nastał trudny czas. Oto bowiem zwycięstwo nad wojskami cesarstwa wschodniorzymskiego rozzuchwaliło miejscowych heretyckich bogomiłów wywodzących swe nauki z manicheizmu do tego stopnia, iż do połowy dziesiątego stulecia udało im się nie tylko opanować terytorium całej Bułgarii, i działać tam całkiem jawnie i bez skrępowania, ale zaczęli wypuszczać macki poza granice Bałkanów. I to nie tylko na obszary dawnego cesarstwa zachodniorzymskiego: do Italii i Galii, lecz także na terytoria zamieszkałe przez Germanów, jak również i na ziemie słowiańskich pobratymców, Morawian, Czechów, Wiślan, Lędzian, Sandomierzan, którzy, chociaż w zdecydowanej większości ciągle jeszcze byli poganami, to chrześcijaństwo w jego cyrylometodiańskiej odmianie, nie było im obce, a miejscami mocno nawet zakorzenione. Nauki bogomilskie zaś były bardzo atrakcyjne… no, może nie wszystkie, ale te na pewno tak: nie należy słuchać władzy świeckiej, ani respektować ustanowionych przez nią praw, nie trzeba płacić podatków, ni tym bardziej służyć w wojsku. Jak nietrudno się domyślić, wkrótce w Bułgarii nastał taki chaos, że nie miała ona siły oprzeć się węgierskim najeźdźcom z północy. Rok 917 otworzył wrota Europy na herezję manichejską w odsłonie bogomilskiej, która dała początek kataryzmowi, który może nie wprost, ale pośrednio utorował drogę tym ludziom, nurtom, ideom, które niszczą, a może nawet wręcz zniszczyły chrześcijańską europejską tradycję i kulturę.23

Rok1017.

Najpierwkalif Al–Hakim bi–Amr Allah w roku 1009 wydał polecenie, zrównania z ziemią Bazyliki Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Później zaś rozkazał, by Hamza ibn Ali ibn Ahmad, perski ismailita, w maju roku 1017 ogłosił rozpoczęcie nowej ery, w której wyznawać się będzie nową religię, al–MuwahhidunMonoteizm i że Al–Hakim jest Bogiem wcielonym, co zostało potwierdzone stosownym dekretem. Jej wyznawców nazwano druzami. Była to i jest wyznawana nadal religia tajna. Do czasów kalifa Al–Hakima chrześcijanie mogli bez najmniejszych przeszkód pielgrzymować do Grobu Pańskiego, ale ten czas się skończył. Nie dość, że muzułmańscy władcy już nie patrzyli przychylnym okiem na chrześcijańskich pątników z Europy, to na dodatek i tak nie było dokąd i po co wędrować, bo bazylika Grobu Pańskiego została zburzona… Nie było zatem innego wyjścia i trzeba było złu zaradzić. Nadchodziła epoka wojen krzyżowych24, a wraz z nimi przeszczepianie kabilistyczno–ezoterycznych idei (w tym i druzyjskich) z Bilskiego Wschodu do Europy, idei które powoli wytyczały szlaki nowym prądom duchowym i kulturowym, podkopując powoli, bo powoli, ale jednak fundamenty cywilizacji łacińskiej, której całkowity upadek możemy właśnie dziś obserwować.

Rok 1117.

W roku 1117 powstał zalążek drugiego, po joannitach, znaczącego zakonu rycerskiego, templariuszy, który postanowili powołać do istnienia francuscy rycerze Hugues des Paiens i Geoffrey Saint–Omer. W roku następnym, 1118, Hugo de Payens, wraz z towarzyszami: Godfrydem d’Eygorande, Jeanem de Meymac, Nicolasem de Neuvic, Pierre’m d’Orlean, Godfrydem de Saint–Omer i Jeanem d’Ussel stawili się przed Gormondem de Picquigny, łacińskim patriarchą Jerozolimy i na jego ręce złożyli śluby ubóstwa, posłuszeństwa, czystości i – dodatkowo – walki w obronie wiary świętej, dwa lata później zaś, 16 stycznia 1120 roku, na synodzie w Nablusie oficjalnie zatwierdzono zakon templariuszy, którzy odegrali ogromną rolę w dziejach nie tylko Królestwa Jerozolimskiego czy Europy, ale i całego świata, od nich bowiem bierze początek masoneria, chociaż tzw. naukowcy zdecydowanie temu zaprzeczają.25

Rok1217.

Nie nacieszyli się krzyżowcy długo sukcesami w Ziemi Świętej, tkwili tam bowiem niczym w oblężonej twierdzy. Bez naprawdę poważnego finansowego i wojskowego wsparcia z Zachodu raczej było mało prawdopodobne, by Królestwo Jerozolimskie przetrwało. Pod jesień 1217 roku rozpoczęła się więc kolejna, piąta, krucjata zakończona totalną klęską chrześcijan. Odbyły się co prawda jeszcze szósta i siódma wyprawy krzyżowe, które również zakończyły się sromotnymi porażkami, ale ostatnią, tę, która definitywnie zniweczyła wszelką nadzieję, na utrzymanie Jerozolimy i Ziemi Świętej oraz przygotowała świat do kolejnej epoki, była dokładnie ta z 1217 roku…

Tamtoczesna Europa nie miała bynajmniej tylko tego jednego problemu, jaki stanowili muzułmanie, oto bowiem na ogromnym jej obszarze żyli i działali ludzie nie mniej groźni i niebezpieczni dla władzy świeckiej i dla zbawienia dusz chrześcijańskich, od wyznawców Allaha. Średniowieczny Zachód, a w szczególności południowa Francja i północne Włochy, przyjmowały bowiem nader chętnie doktrynę gnostycką, dualistyczną i akceptowały etykę manichejską, która dotarła na te tereny za pośrednictwem bogomiłów i bujnie rozkwitała w okresie pomiędzy XI a XIII wiekiem. Nazywano ich katarami (z gr. czystymi) lub albigensami (od miasta Albi). Dopiero działalność Zakonu Kaznodziejskiego, bardziej znanego jako dominikanie, utworzonego przez Dominika Guzmana26, późniejszego świętego katolickiego, i krucjaty antykatarskie uwolniły Europę od owych groźnych heretyków. Pod koniec stycznia roku 1217 Honoriusz III bullą Nos attendentes zatwierdził nazwę nowego zakonu i wydał zgodę na prowadzenie przez Dominika i jego współbraci, pełnej działalności. Mimo nawracania, mimo zwalczania ich ogniem i mieczem przetrwali oni, w formie zorganizowanej, jeszcze stulecie. Ostatecznie jednak wysiłki św. Dominika i jego współbraci zakonnych wspierane przez ramię świeckie dały oczekiwany rezultat – kataryzm zlikwidowano.

Rok1317.

1?–418.

2Pokój Rzymski.

3?–417.

4Ok. 354 – ok. 418.

5Rzymscy cesarze nosili tytuły Augustów, ostatniego nazwano pogardliwie i szyderczo Augustulus, co znaczy Auguścik.

6464–549.

7Daniel C. Waugh, Chronology of the Early History of Buddhism in China, [Washington 2000], https://faculty.washington.edu/dwaugh/hist225/225chron/budchron.html, (dostęp: 10 lipca 2010).

8Szczegółowo o Mazdaku i mazdakizmie w Aneksie V.

9Więcej o Mahomecie oraz islamie w Aneksie VI.

10Sprawujący urząd waliego (gubernatora) Andaluzji w latach 716–719.

11Ok. 680/685–741 – od 717 r. pierwszy cesarz nowej dynastii, izauryjskiej.

12Ikonoklazm – obrazoburstwo.

13Ok. 770–817.

14?–824.

15778–840.

16Które przetrwało aż do roku 1870, a obecnym jego spadkobiercą jest Watykan.

1725 grudnia 800, w uroczystość Bożego Narodzenia, w Rzymie, król Franków i Longobardów, Karol Wielki, został koronowany na cesarza przez papieża Leona III, przywracając Zachodowi po trwającej 324 lata przerwie utraconą instytucję cesarstwa zachodniorzymskiego, które, jak wiemy, odeszło w niebyt, w chwili abdykacji, w dniu 4 września 476, Romulusa Augustulusa (ok. 460 – ok. 507), ostatniego rzymskiego cesarza Zachodu.

18795–885.

191768–1835.

20?–846

21Cyryl (ok. 827–869), Metody (ok. 815–885).

22893–927.

23Więcej o bogomiłach i katarach w Aneksie VII.

24Więcej o kalifie Al–Hakimie i druzach w Aneksie VIII.

25Więcej o templariuszach w Aneksie IX.

26Dominik Guzman, czyli św. Dominik żył w latach 1170–1221.

Żądni wiedzy – z Tanzanii, czy Papua- Nowej Gwinei. Studia są „szlakiem migracyjnym” na wielką skalę. Ponad 321 tysięcy…

Do Polski przez uczelnie. Studia okazały się „szlakiem migracyjnym” na wielką skalę – PCH24.pl

Przez ostatnie 10 lat przez uniwersytety [?? md] napłynęło do Polski łącznie ponad 321 tysięcy obcokrajowców,

Filip Adamus https://pch24.pl/do-polski-przez-uczelnie-studia-staly-sie-szlakiem-migracyjnym-na-wielka-skale


Przyjazd „na studia” stał się wygodnym wytrychem, zapewniającym gościom [tj. nachodźcom md] z nawet najdalszych zakątków globu prawo do pobytu w naszym kraju. Uczelnie masowo ściągają studentów obcego pochodzenia, z których wielu nie uzyskuje dyplomów. Znaczna część jest prawdopodobnie w ogóle niezainteresowana edukacją – ich dokumenty, mające potwierdzać kwalifikacje, nie podlegają żadnej weryfikacji. Znaczna część nie kończy pierwszego roku kształcenia.

„Wyniki rządowego audytu systemu wizowego MSZ i MSWiA nie pozostawiają złudzeń – cudzoziemcy „nadużywają zbyt łatwej rekrutacji na studia w Polsce a ich rzeczywistym celem wjazdu jest znalezienie pracy lub emigracja do innych państw strefy Schengen”, donosi portal rp.pl.

O wykorzystywaniu uniwersytetów do zagwarantowanie sobie pobytu w Polsce mówiło się od dawna – jednak dopiero po kilku latach temat uzyskał uwagę mediów i polityków. Jak świadczą wyniki audytu, mniej niż 60 proc. cudzoziemców przybywających nad Wisłę dociera do 2 roku studiów. „Ich rzeczywistym celem wjazdu jest świadczenie pracy lub emigracja do innych państw strefy Schengen” , czytamy w rządowych doniesieniach.

Od przybywających na studia cudzoziemców nie wymaga się nawet znajomości języka polskiego, w którym mają zdobywać wiedzę. Według autorów audytu najczęściej ściągają ich niepubliczne uczelnie, które weryfikują jedynie wpłacenie czesnego. Wystarczy sypnąć groszem i pobyt w kraju jako „student” zalegalizowany.

Choć audyt nie porusza tego problemu, również uczelnie publiczne na sporą skalę przyjmują obcych studentów. Ich kształcenie pozostaje bowiem bardziej opłacalne, niż edukacja Polaków. Wszystko z powodu większych państwowych dotacji dla uniwersytetów bardziej „umiędzynarodowionych”.

Skąd przybywają rwący się do nauki cudzoziemcy? Przez ostatnie 10 lat przez uniwersytety napłynęło do Polski łącznie ponad 321 tysięcy obcokrajowców, m.in z krajów takich jak Tanzania, czy Papua- Nowa Gwinea. Wśród nich znalazło się 45 tysięcy uczniów z Ukrainy, 12, 4 tysiąca z Białorusi, 4 tysiące z Zimbabwe i z Turcji, 3 tysiące z Indii itd.

W trakcie audytu zaproponowano również działania mające załagodzić problem. Za przyjmowanie obcokrajowców mogłaby zdaniem autorów dochodzenia odpowiadać jedna państwowa instytucja – która sprawdzi kwalifikacje potencjalnych studentów i znajomość języka, w jakim mają pobierać naukę. Wśród propozycji rozwiązań pojawił się także pomysł ograniczeń w zatrudnianiu „studentów” z zagranicy. Padł także postulat uzależnienia przyjęcia na studia od posiadania odłożonych środków na opłatę całości czesnego.

Źródło: rp.pl

Ministrzyca. O analfabetyzacji Polski. Córa zastępcy członka?

Ministrzyca. O analfabetyzacji Polski

kelkeszos https://www.salon24.pl/u/qqc1968/1385766,ministrzyca-o-analfabetyzacji-polski


Prawidłowe użycie określenia „analfabeta” jest o tyle trudne, że w dosłownym brzmieniu oznacza ono osobę nie potrafiącą się posługiwać alfabetem, czyli pismem greckim. Polacy jako „łacinnicy” powinni się zatem określać jako „abecadliści”, a ci nie umiejący pisać dis, albo nonabecadliści. Przy tym pamiętać musimy, że potocznie złączone w jedno umiejętności, czyli pisanie i czytanie, w istocie bardzo się od siebie różnią, a różnica przetrwała jeszcze w rzadko stosowanym, ale bardzo precyzyjnym słowie „niepiśmienny„. Zgodnie bowiem z przekazem pierwszego , a zarazem wiekopomnego Słownika Języka Polskiego, autorstwa Samuela Bogumiła Linde, czytać to nic innego jak „pisma, znaki zbierać i wyrozumiewać”. A zatem czytanie jest umiejętnością daleko szerszą niż składanie liter, przy tym nierozerwalnie związaną z „wyrozumiewaniem”. 

Samuel Bogumił Linde tworzył swoje dzieło w czasach dla narodu polskiego niemal śmiertelnie krytycznych i nic dziwnego, że otrzymał ogromne wsparcie od powstałego u schyłku 1800r. Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, którego pierwszym i nadrzędnym celem sformułowanym zaraz po upadku państwa, stało się uratowanie języka i wyrażonych w nim zasobów polskości, tak w sferze prawa, jak literatury i historii. Stąd tak silny impuls dla skatalogowania i opublikowania dorobku narodowego piśmiennictwa z różnych dziedzin, objawionego w aktywnej działalności wydawniczej ( np. tzw. „Edycja Mostowskiego” ukazująca się w Warszawie w latach 1803 – 1805 ). 

Historia pierwszej polskiej akademii nauk i zakresy jej podstawowych aktywności jest wielce pouczająca, zwłaszcza dla ludzi szczerze przejętych przeżywaniem swojej narodowości. To są ślady, po których musimy stąpać, bo mimo wszystkich możliwych różnic politycznych między sytuacją ówczesną, a dzisiejszą, wcale nie mamy pewności, czy byt narodowej kultury, a zatem i samego narodu nie są dziś mniej zagrożone, niż w tych ponurych pierwszych latach porozbiorowych. A wszystkiemu jest winna nieumiejętność czytania, w tym lindowskim, staropolskim znaczeniu. Cóż bowiem z tego, ze przytłaczająca większość społeczeństwa była wtedy niepiśmienna, a dostępność książek znikoma, skoro ludzie potrafili „zbierać i wyrozumiewać” inne znaki, czyli posiedli umiejętność czytania, a co za tym idzie ustalania związków przyczynowych, co po pierwsze sprzeciwia się naszym wyobrażeniom o kompetencjach przodków, a po drugie  obnaża naszą współczesną bezradność w ocenie rzeczywistości.

My czytać nie umiemy, bo poddani setkom sztucznych bodźców zatraciliśmy możliwość wyrozumiewania realnego znaczenia słów: wynik i skutek. To akurat efekty dwóch podstawowych czynności pierwotnie konstruujących ludzkie społeczności – szycia i kucia, ale o tym zapominamy, bo nie chcemy i nie umiemy wiązać nitek i ustalać ( też ciekawe słowo ) przyczyn. W efekcie nie umiemy też przewidywać skutków, co sprawia, że eliminując czas przeszły i przyszły, tkwimy w teraźniejszości, namalowanej sztucznie przez wydrwigroszy i oszustów. Nie umiemy czytać.

Wracając do działalności Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, trzeba zwrócić uwagę, że zajęło się ono bardzo silną promocją tłumaczenia, czy jak wtedy mówiono „przepolszczania” fundamentalnych dzieł literatury klasycznej, zwłaszcza greckiej. Zaczął od rewelacyjnego przekładu „Iliady” Franciszek Ksawery Dmochowski, za nim poszli inni, dając wiele tłumaczeń wybitnych wprowadzając kulturę polską do europejskiego uniwersum, a z drugiej strony przysposabiając Polakom dorobek antyku, tak aby mogli go traktować jak własny. Szczególne miejsce obok  wspomnianego Dmochowskiego zajął Bruno Kiciński ze swoim przekładem „Metamorfoz” Owidiusza, kto wie czy nie najbardziej „czytelnego” dzieła antyku. Oczywiście to wszystko nie miałoby sensu gdyby nie ogromna gałąź literackiej polszczyzny, o doniosłości kompletnie dziś zapomnianej, jaką był homiletyka, z całymi zastępami wybitnych kaznodziejów, jak choćby słynny niegdyś Patrycy Przeczytański, co ciekawe, autor pierwszego polskiego podręcznika do logiki. Mówimy o czasach, kiedy procent posługujących się „abecadłem” nie przekraczał dziesiątej części populacji i umiejętność czytania musiała się opierać na słowie żywym, głoszonym z ambon. Zresztą pewnie dlatego wszelkiej maści socjaliści i komuniści z taką zawziętością tę tradycję zwalczali i zwalczają.

I choć czasy się co do dekoracji zmieniły, to walka idzie o to samo. Ludzi potrafiących posługiwać się sprawnie „abecadłem”, czy też, niech już będzie „alfabetem” jest pewnie nadal nie więcej niż 10%,  a zatem przekazywanie bodźców musi polegać na odbiorze obrazków i kazań, choć tym razem z innych miejsc niż ambona. Są też już i inni kaznodzieje, zdolni do wygłoszenia dowolnej głupoty i dowolnego kłamstwa, byle za odpowiednią gażę. I aby dla nich zrobić przestrzeń, aby kompletnie oduczyć nas czytania, czyli „pisma, znaków zbierania i wyrozumiewania”, aby w całości zaprzeczyć temu, co jako cel wytyczyli sobie założyciele pierwszego polskiego towarzystwa naukowego ( w wielkiej zresztą części byli to katoliccy duchowni ), dano władzę nad polską edukacją ministrzycy. Jeśli koniecznie już trzeba używać tych żeńskich wyznaczników, to niech to właśnie będzie ministrzyca, jak wilczyca, lisica, niedźwiedzica, czy nie przymierzając oślica. Ministrzyca i jej nieodłączna zastępczyca o wyglądzie nieodwracalnie przejedzonego dziecka, postanowiły zlikwidować wszelkie umiejętności pozwalające człowiekowi na samodzielne myślenie, czyli zawiesić go w jakiejś przestrzeni nie mającej niczego wspólnego z przeszłością i nie dającej żadnych szans na wynik i skutek w przyszłości. To współczesność polskiej edukacji, z której systemowo ma być usunięte nie tylko wszystko co polskie, ale także wszystko co kojarzy się z prawdziwie europejskim uniwersalizmem, a zatem chrześcijaństwo trwale zakorzenione w antyku. Tak wychowani ludzie, którym wmówi się, że wszystko jest dla nich zbyt trudne, za długie, nieczytelne, stresujące i zbędne, zostaną sprowadzeni do roli uczestników koncertów katarynek, z odpowiednio spreparowanymi wkładami. Bez możliwości „pisma, znaków zbierania i wyrozumiewania”. Znów się pewnie wielki eksperyment nie uda, bo jak zauważyli starożytni Rzymianie nikt więcej innym nie da niż sam posiada, a zatem niedorozwinięta lewica niczego w realnym świecie zmienić nie może, ze względu na rażący brak zasobów, ale co krwi napsują to ich. A nam pozostanie nauka czytania, w wielu wypadkach od nowa, pytanie tylko w jakich okolicznościach i po jakiej terapii, bo tu o optymizm trudno.

===============================

mail:

Mistrzyca jest wnuczką prezesa PAN (1978-1980), zastępcy członka KC PZPR 
(1964-1970), członka KC PZPR (1980-1981).

„W klinice prof. Zimmera w latach 2014-2018 abortowano 118 dzieci. Podczas aborcji dzieci najczęściej umierają na skutek uduszenia.”

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie! Zapadł na mnie kolejny wyrok. Sąd Okręgowy we Wrocławiu trzykrotnie (!) podwyższył mi wymierzoną wcześniej przez sąd rejonowy karę z 5 000 zł do 15 000 zł, które jako zadośćuczynienie muszę przekazać ginekologowi popierającemu „prawo” do aborcji, Mariuszowi Zimmerowi. Łącznie z wymierzoną mi przez sąd grzywną jestem zobowiązany do zapłaty w sumie 20 000 zł kary. Wyrok jest prawomocny i nie mogę się już od niego odwołać.

Zdaniem sądów dwóch instancji, dopuściłem się przestępstwa polegającego na tym, iż za pomocą bilbordu zadałem Zimmerowi publiczne pytanie dotyczące moralnej oceny aborcji eugenicznych. Nasza Fundacja od lat stawia aborcjonistom publiczne pytania, których celem jest poruszenie ich sumień i wezwanie do nawrócenia. Sądy uznały jednak, że stawianie pytań o istotę procederu aborcji to przestępstwo.20 000 zł kary za pytanie o aborcję [foto]Sprawa dotyczy kampanii billboardowej, jaką nasza Fundacja zorganizowała we Wrocławiu w reakcji na medialne wypowiedzi Mariusza Zimmera, który w tamtym czasie pełnił funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, a wcześniej kierował kliniką ginekologii wrocławskiego szpitala. Zimmer sugerował w swoich wypowiedziach dla mediów, że zakaz aborcji oznacza odebranie lekarzom możliwości „niesienia pomocy” matkom. W związku z tym, dowiedzieliśmy się, ile aborcji wykonano w klinice Zimmera i zorganizowaliśmy akcję billboardową wywieszając transparenty ukazujące ofiarę aborcji, zdjęcie szpitala i pytanie: 

„Czy okrutne zabójstwo dziecka to pomoc matce doktorze Zimmer?”

Oprócz tego na plakacie znajdowała się informacja:

„W klinice kierowanej przez prof. Zimmera w latach 2014-2018 abortowano 118 dzieci. Podczas aborcji dzieci najczęściej umierają na skutek uduszenia.”

Liczba aborcji w klinice Zimmera została potwierdzona przez tę placówkę. Faktem jest również to, że dzieci w trakcie szpitalnych aborcji umierają na skutek uduszenia. Aborcję w polskich szpitalach najczęściej przeprowadza się poprzez sztuczne i przedwczesne wywołanie porodu. 

Cztery miesiące temu Sąd Rejonowy we Wrocławiu skazał mnie za wywieszenie tych billboardów. Sąd stwierdził, że Mariusz Zimmer to „wybitny lekarz ginekolog, nauczyciel akademicki z tytułem profesora”, w związku z czym tak „wybitnej” osobistości nie wolno publicznie zadawać niewygodnych dla niej pytań, bo to podważa jej autorytet. Usłyszałem wyrok: 5 000 zł zadośćuczynienia dla Zimmera oraz 5 000 zł grzywny i kosztów sądowych. W sumie 10 000 zł. 

Odwołałem się od tego wyroku. Jak podkreślał mój obrońca w apelacji, nasz billboard w ogóle nie zawierał zarzutu co do postępowania lub właściwości osoby Mariusza Zimmera. To nie jego osoba, ale kontrowersja w sprawie moralnej oceny aborcji – czy jest ona dobra, czy zła i czy można ją traktować jako pomoc kobietom, była przedmiotem naszej kampanii społecznej.

Sąd Okręgowy we Wrocławiu nie podzielił naszej argumentacji. Nie tylko utrzymał w mocy wyrok sądu rejonowego, ale również trzykrotnie zwiększył kwotę, jaką w ramach zadośćuczynienia mam zapłacić Zimmerowi – z 5 000 zł do 15 000 zł. Sąd Okręgowy podtrzymał mi także wyrok 5 000 zł grzywny i kosztów sądowych.

Muszę więc zapłacić 20 000 zł za publiczne stawianie pytań o to, czym jest aborcja. 

Na naszym billboardzie pokazaliśmy zdjęcie ofiary aborcji i zapytaliśmy – czy to pomoc matkom? Mariusz Zimmer w wypowiedziach medialnych twierdzi, że tak. W czym jest zatem problem?

Prawda o aborcji porusza sumienia. Zmusza do myślenia, do zastanowienia się, do refleksji, w tym również nad własnym życiem i postępowaniem. Przemyślenia powstałe w wyniku kontaktu z prawdą o aborcji mogą uratować czyjeś życie. Jakiś czas temu do naszych wolontariuszy, którzy trzymali na ulicy plakat pokazujący konsekwencje aborcji, podszedł starszy mężczyzna i powiedział: „dzięki takim zdjęciom mam dziś piątkę dzieci”. Widział je już kilkadziesiąt lat temu i wywarło to na nim trwałe wrażenie. 

Jednak kontakt z prawdą o aborcji może być również trudny i bolesny, tym bardziej, gdy ktoś sam zamordował własne dziecko, jako lekarz brał udział w procederze aborcji lub jako ojciec namówił matkę własnego dziecka do morderstwa. Stanięcie w prawdzie jest początkiem długiego procesu uzdrowienia i wybaczenia. Nie każdy jest jednak na to gotowy.

Stąd kolejne napady na naszych wolontariuszy na ulicach. To często oznaka głębokich wyrzutów sumienia powstałych na widok prawdy o aborcji. Mogłyby one posłużyć do przemiany człowieka na lepsze, ale pod wpływem medialnej propagandy przemieniają się w gniew, agresję i nienawiść, dla których to emocji ujściem jest atak na uczestników naszych akcji, najczęściej połączony ze znieważaniem wolontariuszy w wulgarnych słowach i gestach (tylko w ciągu ostatniego tygodnia w Oleśnicy, największym ośrodku aborcyjnym w Polsce, dwukrotnie doszło do dwóch ataków – mężczyzna z tasakiem zbił szybę w naszym samochodzie, a agresywny napastnik z nożem pociął jeden z naszych plakatów). 

Takie ataki to próba zagłuszenia własnego sumienia. Funkcję podobnej „zagłuszarki” sumień pełnią także procesy sądowe wytaczane nam za mówienie prawdy o aborcji.
„Wybitnym lekarzom ginekologom” nie wypada bić nas na ulicach. Pamiętam jak razem z wolontariuszami naszej Fundacji wzięliśmy udział w ogólnopolskim kongresie ginekologów, który odbywał się w katowickim Spodku. Luksusowe samochody, drogie garnitury. Dobrobyt uzyskany często za cenę popierania aborcji lub milczenia na jej temat, umożliwia wynajmowanie dobrych kancelarii prawniczych i pozywanie nas. 

Aktualnie przeciwko wolontariuszom naszej Fundacji toczy się ponad 80 spraw sądowych jednocześnie. Ich celem, podobnie jak ulicznych napadów i ataków, jest wykluczenie nas z udziału w debacie publicznej oraz sparaliżowanie pracy naszej Fundacji poprzez przesłuchania, procesy i grzywny. W styczniu tego roku zostałem prawomocnie skazany na 15 000 zł za cytowanie wyników badań naukowych dotyczących homoseksualizmu.
Teraz usłyszałem wyrok 20 000 zł za zadawanie publicznych pytań w sprawie aborcji. Również w styczniu nałożono na nas 66 000 zł kary za pokazywanie prawdy o skutkach aborcji pod szpitalem w Oleśnicy. W lutym nasz kierowca Jan został skazany na 30 000 zł za organizację kampanii furgonetkowej. Uliczna akcja informacyjna [foto]

Od początku tego roku zostaliśmy zmuszeni do zapłaty ponad 130 000 zł kar i grzywien za publiczne mówienie prawdy. Przed nami kolejne procesy. Nie możemy się ugiąć przed tymi represjami, musimy walczyć dalej.
Nasza walka toczy się o możliwość mówienia prawdy w przestrzeni publicznej.
 Prawdy, która budzi sumienia i kształtuje świadomość. W ostatnich dniach zorganizowaliśmy niezależne akcje informacyjne m.in. w Piekarach Śląskich, Rzeszowie, Katowicach, Łodzi, Krakowie, Oleśnicy i Warszawie. Na zdjęciu powyżej może Pan zobaczyć jak wyglądała jedna z ostatnich akcji w stolicy, przeprowadzona przez naszych wolontariuszy w ruchliwym miejscu pod Dworcem Wileńskim. Prawdę o aborcji zobaczyły tego dnia tłumy ludzi. Każda taka akcja to również okazja dla naszych wolontariuszy do rozmów z Polakami, często długich debat i dyskusji. Wiele osób podchodzi do nas zadając rozmaite pytania. Podczas jednej z ostatnich akcji podeszły do nas dwie dziewczyny i poprosiły o nasze materiały. Chciały przeczytać coś, o czym nie mówi się w mediach. 
Lekarze-aborcjoniści, aktywiści aborcyjni i usłużni im politycy usiłują to wszystko zagłuszyć, podobnie jak własne sumienia.
Dlatego potrzebujemy Pana pomocy, aby móc dalej działać i w sposób niezależny docierać do naszego społeczeństwa z prawdą o aborcji. W najbliższym czasie potrzebujemy ok. 27 000 zł, aby organizować kolejne kampanie i umożliwić naszym wolontariuszom obronę przed sądami w kolejnych procesach.
Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, jaka jest dla Pana w obecnej sytuacji możliwa, aby pomóc nam wytrwać w dalszej walce o życie i dotrzeć do kolejnych osób z prawdą o aborcji.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
=========
20 000 zł – to kolejna kara za mówienie o aborcji w przestrzeni publicznej. Nie pozwolimy się uciszyć, ale do dalszego działania potrzebna nam jest Pana pomoc.  
Z wyrazami szacunku

Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Odźwierni Prawdy z piekła rodem, czyli „dziennikarstwo” w dobie rozwiniętego globalizmu

Odźwierni Prawdy z piekła rodem

Czyli „dziennikarstwo” w dobie rozwiniętego globalizmu

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUL 4
READ IN APP
 

Nowy Porządek Świata, jak łatwo się domyśleć, ma globalny charakter.

Rządzący światem Globaliści robią wszystko, by nie tylko propagować swe idee do krańców świata, ale także by istoty ludzkie, od ich najmłodszych lat, poddawać nieustannej indoktrynacji.

Jak łatwo zgadnąć mechanizmy tumanienia są proste, niezawodne i jak zawsze oparte na pieniądzu.

Komiwojażerowie Hollywoodu oferują łapówki decydentom kulturowym i edukacyjnym we wszystkich prawie krajach świata, w zamian za odstąpienie od własnej produkcji kulturowej i zastąpienie jej hollywoodzkim łajnem.  Globalna sprzedaż tego łajna, z nawiązką pokrywa wstępne wydatki „lobbingowe” komiwojażerów, choć częściowo zaspakajając nigdy nie nasyconą żądze zysków. 

I tak to nasze dzieci miast oglądać Misia Uszatka, czy Bolka i Lolka, degenerują swój, Bogiem ustanowiony, dobry gust, na rzecz budzących odrazę przedpotopowych potworów. 

Potem już jest „z górki” i kolejne pokolenia deprawują się konsumując coraz to prymitywniejszą pseudokulturę globalistyczną, z apogeum w postaci zboczeń seksualnych, zmian płci, i innych podobnych wynaturzeń.

Ta formacja kulturowa stanowi fundament władzy globalistów nad światem. Człowiek, któremu obce są najnaturalniejsze odruchy człowieczeństwa, przestaje w istocie być człowiekiem.

I w tym momencie dominować zaczyna „światopogląd”  lansowany przez tzw. „media głównego nurtu”, będące w całości własnością najbogatszej „elity”, czyli apostołów szatana.

Przy czym, tak jak we wszystkich innych dziedzinach życia, idee są oferowane „z rozmachem”  w skali globalnej.

W porównaniu z tą skalą, mizernie wyglądają dziś nieśmiałe kłamstwa propagandy Goebbelsa, czy bolszewickiej „Prawdy”, usiłujących ukryć za listkiem figowym największe łajdactwa swych reżimów.

Współcześni „dziennikarze”, to wysoce wytresowani propagandziści, których zadaniem jest nieustanne faszerowanie opinii publicznej kłamstwami wyssanymi z palca wspomnianych już „apostołów szatana ”.

Ale nawet nie powyższe jest ich głównym zadaniem, a niedopuszczenie, nawet w minimalnym stopniu, „wycieku” PRAWDY na światło dzienne.

Nawrócony wieloletni zawodowy propagandzista, Tucker Carlson, określa powyższe zadaniem mianem funkcji „odźwiernego”, tylko jak na szatańską rzeczywistość przystało, zadaniem „odźwiernego” nie jest otwieranie drzwi dla PRAWDY, ale utrzymywanie ich nieustannie i całkowicie ZAMKNIĘTYCH!    

Maca dla kanclerza Scholza

Stanisław Michalkiewicz: Maca dla kanclerza Scholza maca-dla-kanclerza-scholza

…A kanclerz powiada: rachunek zapłacę, jeżeli z Kaczora przyślecie mi macę.

Tak by można dzisiaj strawestować fragment słynnego poematu Janusza Szpotańskiego “Ballada o Łupaszce”: “W marcowe wieczory pod wieszcza pomnikiem spotyka się Dajan z niejakim Michnikiem. Gdy Dajan szwargoce, to Michnik wciąż gęga i straszny się spisek pod wieszczem wylęga.(…) Już spisek jest gotów, już cieszy się Czajka i toast za Syjon wychyla już szajka. I śle do Rotszylda telegram: “Baronie, czekamy cię w wolnym nad Wisłą Syjonie!” A Rotszyld depeszę: “Rachunek zapłacę, jeżeli z Gomułki przyślecie mi macę.”

Że Rotszyld pragnął macy z Gomułki, to rzecz oczywista – ale może maca z Kaczyńskiego smakowałaby również kanclerzowi?  Wszystko to być może; skoro Żydowie z Niemcami  koordynują polityki historyczne, to dlaczego ta koordynacja nie miałaby obejmować również upodobań kulinarnych?

Niezależnie od tego możliwe jest również, że Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen zaczęła się niecierpliwić dotychczasowym, ślamazarnym tempem dintojry w Polsce. Miesiące płyną, a tu dopiero zaczynają odbierać immunitety i to nie wszystkim naraz, a pojedynczo. Gdyby tak miało być, to dintojra nie zakończyłaby się, a nawet na dobre nie rozpoczęła do końca dobrego fartu Donalda Tuska. A co potem? Więc gwoli podkręcenia szefa Volksdeutsche Partei Reichsfuhrerin nakazała Komisji Europejskiej wszcząć wobec Polski procedurę “nadmiernego deficytu”.

Jest to pierwsze poważne ostrzeżenie dla Donalda Tuska, żeby bardzo uważał, bo jeśli nadal będzie się wałkonił, to będzie z nim brzydka sprawa. Toteż  kolaborujący na tym etapie z Niemcami Judenrat “Gazety Wyborczej” zaraz “dotarł” do tajnego listu, jaki Naczelnik Państwa wysłał do swego ministra sprawiedliwości.

Ciekawe, że ton tego listu jest  bardzo podobny w treści do przemówienia generała Bagno z nieśmiertelnego poematu Janusza Szpotańskiego “Towarzysz Szmaciak”:

“W tym czasie Bagno, Polak szczery,

był pies straszliwy na afery

i z krzykiem: “Polskę Żyd rozkrada!”,

mnóstwo swym wrogom ciosów zadał. (…)

Zatem słuchajcie, dzieci moje:

wstrzymajcie wy się z tym rozbojem,

nim ostateczne rozwiązanie

nie da nam Polski we władanie!

Od dzisiaj żądam cnoty od was

i daję generalskie słowo,

że ten, kto zlekceważy rozkaz,

zapłaci, jak Wawrzecki, głową!”

Okazuje się, że literatura, jak zwykle wyprzedza życie, przynajmniej u nas. Mniejsza jednak o literaturę, bo Donald Tusk  oraz pełniący obowiązki jego psa łańcuchowego pan mecenas Roman Giertych, postanowili pójść za ciosem i wpakować Kaczora do turmy pod pretekstem, że “wiedział, a nie powiedział” – bo jako funkcjonariusz publiczny powinien o malwersacjach związanych z Funduszem Sprawiedliwości zawiadomić prokuraturę. Ale nie z Kaczorem takie numery!

Udał, że nie posiada się ze zdumienia, jak dalece Tusku Donaldu i Romanu Giertychu nienawiść do niego padła na mózg. Jakże oni chcą go oskarżać, że “wiedział, a nie powiedział”, skoro przecież powiedział – bo list był przecież adresowany do samego Prokuratora Generalnego! Wygląda na to, że cała para znowu pójdzie w gwizdek, chociaż pan Adam Bodnar już posłał policję do Krajowej Rady Sądownictwa – ale na razie nie wiadomo, czy żeby tych wszystkich niezawisłych sędziów spałowała i rozgoniła, czy żeby kilku zaczynszczikow wpakowała do aresztu wydobywczego.

A w takim areszcie wydobywczym możliwości oddziaływania na delikwentów są znacznie większe, niż na tak zwanej wolności. Ot – co wiem z własnego doświadczenia, kiedy to zostałem przymknięty w stanie wojennym –  wystarczy, że się delikwenta nie puści do kibelka razem ze wszystkimi, a potem – niech się dobija do drzwi, ile mu tylko dusza zapragnie. Nie mówię już nawet o cwelowaniu, o którym kiedyś, najwyraźniej dotknięty żarcikami jakiegoś komuszka w Sejmie, opowiadał Jacek Kuroń, a na sali plenarnej było cicho, jak makiem zasiał.

Skoro coś takiego przytrafiało się Jackowi Kuroniowi, to dlaczegóż by nie miało się przytrafić przewielebnemu księdzu Olszewskiemu? Wprawdzie Służba Więzienna energicznie dementuje fałszywe pogłoski i nawet daje do zrozumienia, że wobec tych, co je rozpuszczają, będzie “wyciągać konsekwencje”, ale skoro tak, do skąd się biorą niezdementowane opowieści, jak to współwięźniowie biorą w obroty pedofilów? Wszyscy przecież mówią  o tym jako o rzeczy zwyczajnej, a nie przypominam sobie, by ktokolwiek takie fałszywe pogłoski kiedykolwiek dementował.

Jak widzimy, dintojra, będąca prawdziwym i bodajże jedynym programem vaginetu Donalda Tuska, jakoś nie może rozwinąć skrzydeł. Najwyraźniej panu mecenasowi Giertychowi brakuje determinacji Feliksa Edmundowicza, czy Mikołaja Jeżowa, bo żaden z nich nie mdlał w obliczu prokuratora. Skąd jednak Donald Tusk ma wziąć bardziej odpowiednich ludzi? Gerard Palitzsch już dawno nie żyje, a inni się nie chwalą i w rezultacie dintojra kuśtyka,  budząc zrozumiałe zniecierpliwienie nie tylko Reichsfuhrerin, ale i kanclerza.

Przyjeżdżając z gospodarską wizytą do Warszawy, okazał Donaldu Tusku tylko tyle łaskawości, ile było trzeba i na pocieszenie powiedział, że Niemcy “będą się starały” jakoś wspierać tych, co to udało im się przeżyć okupację.  Nawet “Tygodnik Powszechny” dał wyraz swemu oburzeniu.

Wprawdzie sympatyzuje z Donaldem Tuskiem wedle rozkazu, ale najwyraźniej tamtejszy Judenrat musiał wiązać jakieś nadzieje z opowieściami Wielce Czcigodnego Arkadiusza Mularczyka, któremu Instytut Strat Wojennych (“Gdzie tu Wylizuch, Felczak gdzie tu?”) wyliczył należne od Niemiec reparacje na 1,3 biliona euro. Nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem, więc nic dziwnego, że jakieś nadzieje przecisnęły się również na “świętą ulicę Wiślną” w Krakowie.

A skoro już jesteśmy przy finansach, to wypada odnotować rewelacje ogłoszone przez angielski tygodnik “The Economist”, który poinformował, że 1 sierpnia Ukraina może… “zbankrutować”. My tu w Polsce  największe zagrożenie dla Ukrainy upatrujemy w zimnym ruskim czekiście Putinie, a tymczasem okazuje się, że “rewolucja podchodzi, jak księżyc pod płot – ale zupełnie inną drogą”.

Chodzi o wierzycieli, w tym również – posiadaczy ukraińskich obligacji, którzy udzielili Kijowowi moratorium – ale tylko do 1 sierpnia. Międzynarodowy Fundusz Walutowy chciałbym, żeby darowali Ukrainie 60 procent długu, ale oni utrzymują, że 22 procent to jedyna rozsądna propozycja.

Toteż zaraz kiedy Węgry objęły prezydencję Eurokołchozu, do Kijowa pojechał Wiktor Orban, proponując prezydentowi Zełeńskiemu, by ogłosił zawieszenie broni, jako wstęp do zakończenia wojny. Prezydent Zełeński udzielił mu na to “szczerej” odpowiedzi. Taka szczerość, to już jest coś – ale skąd wziąć szmalec?

Parę artykułów o Globalnym Ocipieniu.

Polscy naukowcy: Globalne ocieplenie minie. Klimat się …

KRYZYS PRZYWÓDZTWA NAUKI W ZARZĄDZANIU …

ZMIANY KLIMATU, EFEKT CIEPLARNIANY; CZY UDZIAŁ CZŁOWIEKA JEST ISTOTNY? I CZY JEST UDOKUMENTOWANY?

Prof. Ian Plimer: Cała prawda o rzekomym konsensusie ..

Często słyszymy twierdzenie, zgodnie z którym 97 proc. naukowców uważa, że to człowiek powoduje globalne ocieplenie. Czy tak jest naprawdę? Nie.

Czy globalne ocieplenie przyspieszyło? Eksperci nie są …

Amerykański naukowiec dr John Bates twierdzi, że spowolnienie ocieplenia klimatu jest faktem. Tym samym podważył prawidłowość metodologii i gromadzenia …

Naukowcy spierają się o globalne ocieplenie

Twierdzą oni, że po kompromitacji teorii globalnego ocieplenia naukowcy zrzeszeni w Międzyrządowym Panelu ds. Zmian Klimatu przy ONZ zaczęli lansować teorię …

Czy na środku Bałtyku stały knajpy? Mity o globalnym …

21 sty 2024 — Norwescy Wikingowie dotarli na Grenlandię i zastali tam zieloną, kwitnącą krainę, dlatego więc nadali jej taką nazwę.

Wir etykiet medycznych czyli długi marsz donikąd. [Raczej – do piekła]

Wir etykiet medycznych czyli długi marsz donikąd

Autor: AlterCabrio , 4 lipca 2024

Gdybym był chciwym młodym psychopatą, który dopiero zaczyna swoją przygodę ze światem, wybrałbym kierunek Komunikacja Społeczna na prestiżowej uczelni i napisał pracę magisterską zatytułowaną:

„100 sposobów na recykling śmierci i oznaczanie jej wieloma nazwami chorób”.

Mając takie ​​opracowanie w ręku, dostałbym bardzo dobrą posadę na początek w jednej z największych firm farmaceutycznych na świecie.

−∗−

Oprac. AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Populacje wciągnięte w wir… etykiet medycznych

Weźmy dla przykładu takie klęski jak: pestycydy, które zaburzają poziom hormonów, wszechobecne tworzywa sztuczne, substancje chemiczne w martwej, przetworzonej żywności, mleko modyfikowane zastępujące mleko matki, szczepionki, które zaburzają i niszczą układ odpornościowy.

WTEDY pojawiają się naukowcy.

Łączą objawy wywołane przez te nieszczęścia i przypisują im etykietę medyczną.

ADHD, depresja, choroba afektywna dwubiegunowa, dysforia płciowa…

Jeśli chodzi o zaburzenia układu odpornościowego spowodowane pestycydami, plastikiem, brakiem mleka matki, martwą przetworzoną żywnością itp., spójrz na tę zdumiewającą listę „chorób układu odpornościowego”, które wymyślił system medyczny:

Choroby autoimmunologiczne:

Reumatoidalne zapalenie stawów (RZS)
Toczeń rumieniowaty układowy (SLE)
Stwardnienie rozsiane (SM)
Cukrzyca typu 1
Zapalenie tarczycy (Hashimoto)
Choroba Gravesa-Basedowa
Łuszczyca
Nietolerancja glutenu (celiakia)
Zespół Sjogrena
Miastenia (myasthenia gravis)

Niedobory odporności:

Ciężki złożony niedobór odporności (SCID)
Pospolity zmienny niedobór odporności (CVID)
Przewlekła choroba ziarniniakowa (CGD)
Agammaglobulinemia sprzężona z chromosomem X (XLA)
Zespół Wiskotta-Aldricha (WAS)
Zespół hiper-IgM
Zespół DiGeorge’a
Wirus niedoboru odporności ludzkiej (HIV) prowadzący do zespołu nabytego niedoboru odporności (AIDS)

Nadwrażliwość:

Alergiczny nieżyt nosa (katar sienny)
Astma
Anafilaksja
Atopowe zapalenie skóry (wyprysk)
Alergie pokarmowe
Kontaktowe zapalenie skóry

Inne choroby:

Nieswoiste zapalenia jelit (IBD), w tym choroba Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejące zapalenie jelita grubego
Zespół Guillaina-Barrégo
Zapalenie skórno-mięśniowe
Twardzina

Ci ludzie naprawdę wiedzą, jak etykietować.

Są ekspertami.

Potrafią grupować i dzielić objawy, a następnie wymyślać nazwy medyczne aż po sam horyzont.

Potrafią opierać się wszelkim próbom udowodnienia, że ​​pestycydy, mleko modyfikowane i przetworzona żywność są rzeczywistością.

Teraz już wiesz dlaczego.

Za każdą nazwą choroby kryje się procedura medyczna. Leki.

Leczenie i leki=$$$.

A także kontrola nad życiem pacjentów.

Istnieje o wiele dłuższa lista niż ta, którą właśnie opublikowałem powyżej. To suma chorób w oparciu o…

Wirusy, które nie istnieją.

Prezentowana przez Mistrzów Etykietowania.

Gdybym był chciwym młodym psychopatą, który dopiero zaczyna swoją przygodę ze światem, wybrałbym kierunek Komunikacja Społeczna na prestiżowej uczelni i napisał pracę magisterską zatytułowaną:

100 sposobów na recykling śmierci i oznaczanie jej wieloma nazwami chorób”.

Mając takie ​​opracowanie w ręku, dostałbym bardzo dobrą posadę na początek w jednej z największych firm farmaceutycznych na świecie.

Od razu dostrzegliby moją wartość.

Teraz rozważmy punkt widzenia lekarza. Pacjent przychodzi z dolegliwościami. Lekarz może wysłuchać, zlecić kilka badań, przykleić etykietę danej choroby i przepisać lek, albo może też powiedzieć:

„Wygląda mi na to, że występuje u pana/pani zatrucie pestycydami. Nie wiem, co z tym zrobić. Nie mam lekarstwa, które usunie truciznę z pana/pani ciała”.

Nie powie TEGO, nawet gdybyś skuł go łańcuchami i tłukł pałką.

Gdyby reprezentował taki stopień uczciwości, szybko wypadłby z interesu. A ostatecznie znalazłby się przed państwową komisją lekarską, próbując (i nie mogąc) zachować licencji [prawa wykonywania zawodu].

Idioci z zarządu komisji i sprzedajni szarlatani zbesztaliby go. [1]

Więc dlaczego nie wybrać łatwiejszej drogi? Zamknąć oczy, rzucić wyimaginowaną lotką w wyimaginowaną tarczę i wymyślić nazwę choroby, o której pacjent nigdy nie słyszał.

„To jest właśnie to, co panu dolega” – mówi do pacjenta. „Mamy na to stosowne leczenie. Zaczynajmy”.

I tak też robią.

W długim marszu donikąd.

CODA: Aby zbadać fałszywą naukę, która doprowadziła do fałszywej pandemii, która z kolei doprowadziła do „szczepionek” przeciwko covid, przeczytaj książkę dr Marka Baileya i dr Sam Bailey. Tytuł: „The Final Pandemic”. Ten dynamiczny duet opisuje prawdziwą naukę. To potężne antidotum na mainstreamowe bzdury.

______________

Populations sucked into the vortex of… medical labels, Jon Rappoport, Jul 03, 2024

−∗−

Warto porównać:

‘Choroba bez przyczyny’ czyli skuteczny model biznesowy
Sto lat medycyny rockefellerowskiej „ustaliło”, że istnieją tysiące odmiennych, odrębnych i unikatowych chorób, zaburzeń i zespołów. I każde ma przyczynę. W przypadku wielu chorób przyczyna „nie została jeszcze odkryta”. Czytaj: […]

−∗−

Chcesz szybko i boleśnie umrzeć na zawał lub udar? Kupuj narkotyki w Darknecie

Produkowali narkotyki i handlowali nimi w Darknecie

3 lipca 2024: Halina Molka prawy-w-Darknecie

Narkotyki

Narkotyki / Pixabay

Funkcjonariusze Zarządu w Poznaniu Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości wraz z Wielkopolskim Wydziałem Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Poznaniu Prokuratury Krajowej rozbili grupę przestępczą zajmującą się przemytem, produkcją i handlem dużymi ilościami narkotyków w Darknecie. Funkcjonariusze zabezpieczyli m.in. 1770 kilogramów środków odurzających, psychoaktywnych i ich prekursorów oraz dwie linie produkcyjne.

Darknet to raj dla przestępców

W Darknecie kwitnie handel towarami, które wiele osób zna tylko z opowieści kryminalnych. Bo Darknet to ciemna strona Internetu, ukryta i niewidoczna  przed  zwykłymi jego użytkownikami. Aby uzyskać  dostęp do stron w Darknecie niezbędne jest  specjalne oprogramowanie, które zapewnia dostęp do sieci Tor, w której działa Darknet, potrzebna jest też odpowiednia konfiguracja  przeglądarki. Podczas gdy w normalnym Internecie komunikację można prześledzić, przeglądarka TOR zapewnia, że użytkownik Darknetu  pozostaje anonimowy. Jest to tzw. głęboka sieć, w większości zawierająca obszary, jak np.  bazy danych,  które nie są dostępne w zwykłych wyszukiwarkach. 

Anonimowość Darknetu  sprawia, że stron tych korzystają ci, którzy potrzebują wysokiej ochrony komunikacji. Strony te powszechnie wykorzystywane są też do różnych nielegalnych działań, np. znajdują się tam fora internetowe, sklepy i różne platformy handlowe nielegalnych usług i towarów oraz takich, które podlegają surowym regulacjom prawnym, jak np. nielegalny handel bronią, narkotykami, pirackimi kopiami, itp. 

Darknet pod lupą służb

Policjanci od dłuższego czasu zajmowali się rozpracowaniem jednego z takich darknetowych forów internetowych, które umożliwiało jego użytkownikom pozostanie anonimowym, między innymi dzięki używaniu szyfrowanych komunikatorów. Na forum oferowane były do sprzedaży przeciwbólowe leki narkotyczne, psychotropowe oraz bardzo duże ilości narkotyków tzw. kryształu w postaci 3-CMC i 4-CMC, które  są pochodnymi mefedronu. To bardzo niebezpieczne substancje psychoaktywne pobudzające układ nerwowy. Ich przedawkowanie prowadzi do zaburzeń sercowo-naczyniowych (tachykardii, zwiększenia ciśnienia tętniczego) i znacznego podniesienia temperatury ciała (hipertermii). Wywołują one również niepokoje i lęki, drgawki, zaburzenia świadomości oraz zaburzenia ze strony układów krążenia i oddechowego, w tym nagłego zatrzymania krążenia. O wzroście zgonów związanych z zażyciem tych syntetycznych specyfików ostrzegał w sierpniu 2023 roku Główny Inspektor Sanitarny. Według raportu GIS, tylko w ubiegłym  roku w Polsce zmarło z przedawkowania tych substancji 15 osób.

Policjanci ustalili tożsamość osób mających związek z produkcją i handlem narkotykami na terenie całej Polski. Pod koniec czerwca na terenie woj. wielkopolskiego i kujawsko-pomorskiego funkcjonariusze pojawili się jednocześnie w wytypowanych 8 lokalizacjach. W jednym z domów jednorodzinnych pod Koninem, podczas procesu wytwarzania narkotyków, zatrzymano m.in. dwóch mężczyzn w wieku 52 i 29 lat, jeden z nich jest  magistrem chemii. Ujawniono również miejsca, w których ukrywano  gotowe narkotyki, prekursory, dwie linie produkcyjne służące do ich wytwarzania, które pozwalały produkować tygodniowo 700 kg narkotyków. Ujawniono tez miejsca, w których znajdowały się dokumenty służące do legalizowania majątku pochodzącego z przestępczej działalności oraz ustalono sposób prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa.

Zabezpieczono także około 400.000 zł w gotówce, szereg nośników elektronicznych oraz 1770 kilogramów środków odurzających, psychoaktywnych i ich prekursorów. Z zabezpieczonych narkotyków można było wytworzyć kilka milionów porcji dilerskich.

Jest to dotychczas największa ilość narkotyków zabezpieczonych przez komórki zwalczające cyberprzestępczość w Europie. Czarnorynkowa wartość tych substancji to ponad 17 mln złotych.

Czynności na terenie nielegalnej fabryki trwały 4 dni i brali w nich udział funkcjonariusze laboratoriów kryminalistycznych z KWP w Łodzi i KWP w Bydgoszczy oraz trzech wyspecjalizowanych jednostek do zwalczania zagrożeń chemicznych Państwowej Straży Pożarnej.

Na wniosek prokuratora, Sąd Rejonowy w Poznaniu zastosował wobec zatrzymanych tymczasowy areszt. Za przemyt narkotyków, ich wytwarzanie i posiadanie oraz inne przestępstwa grozi im kara nawet 20 lat pozbawienia wolności.

Źródło: policja

Ukraińcy masowo uciekają z kraju. Atak maczetą na ukraińskiego strażnika granicznego ze strony uciekających rodaków. Wysokość łapówek wzrosła.

Czy był zbyt pazerny? Atak na ukraińskiego strażnika granicznego ze strony uciekających rodaków

30 czerwca 2024 Zdzisław Markowski prawy/Czy-byl-zbyt-pazerny-Atak-na-ukrainskiego-straznika

zdjęcie ilustracyjne

Ponad 90 procent ukraińskiego społeczeństwa chce się z tej wojny wymiksować, żeby nie użyźniać swoimi ciała okopów pod Donieckiem, Zaporożem i Charkowem.

Łapać frajerów w kamasze

Normalną standardową metodą, rzekłbym nawet że „taktyką ucieczkową” jest odpalić coś strażnikowi granicznemu i spier… to znaczy opuścić swoją słodką, ojczyznę, żeby z oddali na polskim, czy niemieckim socjalu wspierać walczących dobrym słowem i niezłomnie żądać pokonania wrażych sił. Gorzej, gdy się nie udało spi…ć, przepraszam opuścić swojej  ojczyzny, a pobór jest coraz bliżej. Ci głupsi i biedniejsi dalej siedzą w kraju i widzą, że ucieczka jest trudna, a czasami zgoła niemożliwa. Co nie oznacza, że to nie jest moment, żeby ową decyzję właśnie podjąć. Życie ma się tylko jedno, a pieniądze zawsze można zarobić.

Jednego dnia przez jedną granicę chciała uciec ponad setka

Kilka dni temu ukraińskie Państwowe Biuro Śledcze podało, że tylko jednego dnia ponad 100 mężczyzn „próbowało nielegalnie zbiec z Ukrainy i uniknąć poboru do wojska, korzystając z usług grupy przestępczej, która za wywiezienie jednej osoby pobierała opłatę w wysokości od 5 tysięcy do 18,5 tysięcy dolarów”.

Ewidentnie stawki wzrosły. Wcześniej za 5 tysięcy dolarów to ci strażnicy graniczni rozwijali czerwony dywan i wypuszczali do Polski. Do tego stopnia, że według niepublikowanych danych (do których jednak doszli ukraińscy dziennikarze) w pierwszych miesiącach wojny łapówki dla ukraińskiej straży granicznej wyniosły łącznie około miliarda dolarów! A potem się dziwić, że jeden z drugim funkcjonariusz Straży Granicznej z państwa ukraińskiego kupił sobie willę za milion, albo pięć milionów dolarów w Hiszpanii.

Ukraińcy masowo uciekają z kraju

Ukraińcy którzy zostali właśnie sobie uświadomili, że znaleźli się w czarnej… niewypowiedzianej i że jest to ostania szansa na to, żeby nie zostać nawozem na polach doniecczyzny, charkowszczyzny, biełgorodczyzny, czy chersońszczyzny. Zamiast bohatersko forsować Dniepr pod ogniem wroga, czy szturmować linię Surowikina. Przykładowo tylko dzisiaj ukraińska straż graniczna powiadomiła o zatrzymaniu na granicy z Węgrami busa, w którym jechało siedemnastu Ukraińców. Mężczyźni chcieli nielegalnie opuścić terytorium Ukrainy. Za usługę przekroczenia granicy mężczyźni mieli zapłacić przemytnikom od 3 tysięcy do nawet 12 tysięcy dolarów amerykańskich (USD).

Uciekali i zatrzymani użyli maczety

Rzecznik ukraińskiej straży granicznej Andrij Demczenko potwierdził w komentarzu dla mediów, a konkretnie w odpowiedzi na zapytanie ze strony „RBK-Ukraina”, że w sobotę 29 czerwca po godzinie 21-szej na granicy z Rumunią w obwodzie czerniowieckim doszło do zdarzenia w wyniku którego ucierpiał strażnik graniczny. Konkretnie całe zdarzenie miało taki przebieg, że: „ dwie osoby wyposażone w maczetę i gaz łzawiący napadły na funkcjonariusza straży granicznej na granicy z Rumunią. W celu obrony swojego życia wojskowy był zmuszony do użycia broni, w wyniku czego jeden napastnik został ranny, a drugi zmarł. Na miejsce wezwano służby medyczne. Poinformowano Państwowe Biuro Śledcze, policję i organy prokuratury”.

Potwierdza to dziennikarz Witalij Hłahoła, który jako jeden z pierwszych opisał wydarzenie wskazując, że doszło do „drastycznych chwil” na granicy. Gdzie strażnik został zaatakowany przez dwie osoby z maczetą na przejściu pomiędzy Rumunią a Ukrainą. Ponieważ jednak zrobili to nieprofesjonalnie to chociaż strażnik został ranny w zdarzeniu, to w odpowiedzi otworzył ogień i jeden z napastników został zastrzelony, a drugi postrzelony i pójdzie siedzieć. I to raczej na długo, no chyba że wprost z celi wyląduje na froncie, którego tak bardzo starał się uniknąć.

Jak widać Ukraińcy są coraz bardziej zdesperowani, żeby nie dać się zabić za swoje skorumpowane, upadłe państwo. To już początek akcji zatytułowanych „zabiję każdego, kto nie pozwoli mi uciec”. Dzisiaj to są jeszcze próby rozpaczliwe i niezorganizowane. Natomiast nie wiadomo, co się dalej wydarzy.

Zdzisław Markowski

Lewica zawsze była mistrzynią obłudy. Kłamali, kłamią i kłamać będą.

Internauci przy okazji zmiany definicji gwałtu „rozjechali” poślicę Nowicką

Marucha w dniu 2024-07-03 marucha/rozjechali-poslice-nowicka

Lewica zawsze była mistrzynią obłudy. Kłamali, kłamią i kłamać będą. Gdyby nie kłamali i cokolwiek umieli to nie byliby Lewicą. Cóż… poczekam na samo-zaoranie tej formacji politycznej. Ostatnie głosowanie w sprawie nowej definicji gwałtu jest gwałtem na logice.

Właśnie jedna z parlamentarzystek Lewicy, niejaka poślica Wanda Nowicka ogłosiła, że „Wspaniała wiadomość! Sejm przegłosował właśnie ustawę zmieniającą definicję gwałtu. Ustawa wprowadza zasadę, że TYLKO „TAK” OZNACZA ZGODĘ czyli SEKS BEZ ZGODY TO GWAŁT. Brawo posłanka @AnitaKDZG, która od lat walczyła o tę ustawę. Teraz kolej na #Senat i @prezydentpl”.

Kto chce może zobaczyć: https://x.com/WandaNowicka/status/1806590937671364636

Tymczasem internauci ją rozjechali jak żabę na autostradzie. Co do zmian to one same są gwałtem na logice, prawie i domniemaniu niewinności. W sumie to nawet mnie cieszy, że cała rewolucja seksualna roku 1968 została właśnie zaorana. I nie przez pruderyjne dziewice wyszydzane przez lewą stronę, lecz przez lewicowe aktywiszcza.

Nowicka i wyciszona afera mobbingowa

Tymczasem media już informowały o tym, że właśnie tę poślicę Lewicy asystenci oskarżyli o mobbing i wyzyskiwanie współpracowników. Oczywiście chodzi o Wandę Nowicką.

Byli pracownicy zarzucają jej między innymi: nakładanie kolejnych obowiązków przy jednoczesnych obniżkach pensji, problemy z wypłatami wynagrodzeń, roszczeniowość i wymaganie dostępności 24/7. Sama posłanka póki co nie odniosła się do zarzutów.

Na przykład jej asystent Kasper Piechatzek żalił się mediom: „Skończyło się tak, że przez dużą część tego czasu zarabiałem 1400 zł, byłem dostępny praktycznie ciągle pod telefonem, żyłem w permanentnym stresie, ledwo wiązałem koniec z końcem, a w międzyczasie próbowałem ogarniać studia. Było ciężko, szczególnie w pandemii, kiedy o inną pracę było ciężko. Po zakończeniu studiów pracowałem tam dalej, zadeklarowałem dostępność w godzinach popołudniowych, ponieważ po zakończeniu studiów znalazłem pracę na pełen etat”. I dalej: „Jak zepsuło mi się auto i nie musiałem już wozić swojej szefowej, ta obcięła mi pensję o 200 zł. Jednocześnie wydawała ogromne kwoty np. na wysyłkę ulotek i sfinansowanie swoich publikacji”.

Internauci przypomnieli co miała robić swoim pracownikom

Dlatego internauci jej przypomnieli zarzuty mobbingowe. „Kiedy ustosunkujesz się do zarzutów o Mobbing”? „To co tam z tym mobbingiem? Kiedy tobie upierdolą immunitet stara krowo”? „To teraz przed nami zmiana definicji mobbingu”, „Kobietki obronione, pora na mobbing wszystkich w biurze poselskim”, „Wspaniałą wiadomością będzie twój statement o mobbingu swoich pracowników”. „A może byście tak uchwalili ustawę antymobbingową? Czy ta już niewygodna”?

„Może jakiś komentarz w sprawie oskarżenia o mobbing jaki pada”? „Tylko tak oznacza zgodę na mobbing”. „Kiedy pani zajmie się definicją MOBBINGU”? „Dobrze że to nie ustawa antymobbingowa;p”. „Wanda mobingówo podaj się do dymisji gdyby takie coś jak ty odwalił . ktoś z PiS cała lewica by wrzeszczała. „To świetnie a co Pani myśli o mobbingu”? „Może jakaś ustawa o mobberach, że tylko „TAK” oznacza ZGODĘ NA NADGODZINY”? „A co z definicją mobbingu w miejscu pracy”? „Jak niby facet ma udowodnić, że było tak”? „Jak tam mobbing”?

Jak tam 180 tysięcy złotych na „koszty korespondencji”? „Ale ty jesteś stara, głupia i do tego mobbingowa”.

Jak widać internauci nie odpuszczają „polityczce”. Co prawda ta milczy i nic nie odpowiada, a nowy, uśmiechnięty marszałek rotacyjny i tak nic z tym nie zrobi (ponieważ ma do zrobienia ważniejsze rzeczy – na ten przykład rozgniecenie Putina, jak muchę na ścianie, czy karalucha na podłodze). Dlatego nie ma czasu sprawdzić, jak niektóre poślice mające hasła równości na ustach i sztandarach być może nieodpowiednio zachowują się wobec swoich pracowników?

I na dodatek mówi się, że ich niszczą– w sumie dotyczy to młodych lewaków i powinno być potraktowane, jako nauka i zdobywanie życiowego doświadczenia w pracy zawodowej, ale napiszę coś niepopularnego – traktujmy młodego lewaka, jak człowieka, może na starość zmądrzeje.

Zdzisław Markowski
https://prawy.pl/

У злых сил выбивают опору из-под ног. Борьба с сатанизмом в России вышла на новый уровень

У злых сил выбивают опору из-под ног. Борьба с сатанизмом в России вышла на новый уровень

tsargrad/u-zlyh-sil-vybivajut-oporu-iz-pod-nog-borba-s-satanizmom

=======================

Царьград продолжает настаивать, что специальная терминология в виде „трансгендеры”, „геи” не нужна. Подобные вещи следует называть своими именами. Речь идёт об извращениях.

============================

В Госдуме прошёл круглый стол, посвящённый противодействию „распространению сатанизма и других деструктивных явлений в медиакультурном пространстве России”. У злых сил выбивают опору из-под ног – в рамках обсуждения были перечислены формы деструктивного воздействия на умы граждан. Причём, констатировал иерей Фёдор Лукьянов, нередко сатанизм начинается с „незначительных” обрядов, например гадания о своём будущем.

В Госдуме обсудили борьбу с сатанизмом. В ходе круглого стола 1 июля, посвящённого этой теме, были затронуты различные формы проявления сатанизма.

Как отметил в ходе обсуждения руководитель лаборатории деструктологии МГЛУ имени Мориса Тореза Роман Силантьев, есть консолидированное мнение, что сатанистов надо запрещать.

„Это позволит в дальнейшем выходить на запрет более опасных движений, ваххабитов и марксистов”, – цитирует его слова „Московский комсомолец„.

В свою очередь глава думского комитета по развитию гражданского общества, вопросам общественных и религиозных объединений Ольга Тимофеева призвала собравшихся дать бой „фашистам, сатанистам и нацистам, которые опираются на силы зла”.

Руководитель отдела идеологии „Первого русского”, член Межсоборного присутствия Русской Православной Церкви Михаил Тюренков объясняет актуальность поднятой темы.

Михаил Тюренков. Фото: Царьград 

Необходимость запрета сатанизма назрела давно. Вообще, для любого верующего человека нет ничего страшнее сатанизма, являющегося прямой антитезой тех традиционных духовно-нравственных ценностей, которые объединяют представителей всех традиционных религий. Не говоря уже о том, что сатанисты всей своей деятельностью оскорбляют чувства верующих,

– подчеркнул он.

Кроме того, добавил Тюренков, нужно понимать, что не все сатанисты признают себя сатанистами.

„А потому нужно детальное определение этого явления и его идеологических оснований. Чтобы можно было чётко определить, какие именно из молодёжных, в том числе музыкальных, субкультур или что из той же „эзотерической” литературы, кинематографической и музыкальной продукции относится к сатанизму.

И здесь, конечно, очень важно, чтобы над законопроектом о запрете сатанизма работали представители Русской Православной Церкви и других традиционных религий нашей страны”, – пояснил он.

Скриншот: Патриаршая комиссия по вопросам семьи Telegram

Председатель Патриаршей комиссии по вопросам семьи, защиты материнства и детства иерей Фёдор Лукьянов в ходе круглого стола также отмечал: именно священнослужители находятся на острие борьбы с теми, кто пострадал от сатанинского движения и от оккультных практик.

Он отметил, что сейчас, в то время, когда пропаганда нетрадиционных отношений получила клеймо „экстремизм”, сатанинское движение не запрещено и информация об этом находится в открытом доступе.

Он напомнил дело „ведьмы” Алёны Полынь, которая ранее была арестована по обвинению в экстремизме и оскорблении религиозных чувств. Жительница Ивантеевки, по версии СК по региону, продавала и распространяла экстремистскую литературу, в которой содержались призывы к насилию в отношении священнослужителей Русской Православной Церкви. Помимо прочего, она публиковала в интернете видеозаписи, „в которых содержались высказывания, унижающие религиозные чувства верующих”, уточняли в ведомстве.

Однако, указал иерей Фёдор Лукьянов, изначально деятельность этой „ведьмы” в Сети начиналась с „незамысловатого” гадания. И от таких обрядов постепенно люди вовлекаются в сатанинские движения.

„Сегодня массовость оккультных групп, в интернете в частности, доказывает, что довольно большое количество людей увлекаются в эту сферу через распространённые практики, которые рекламируются как способы психологического комфорта. В интернете это доступно и никак не регулируется”, – заметил он.

По его словам, представители Церкви выступают в поддержку инициативы парламентариев Госдумы, согласно которой реклама оккультно-магических групп в России будет запрещена.

Кстати, добавил он, Россия не в первый раз сталкивается с таким засильем сатанинских практик и ритуалов. В начале XX века перед страшными и кровавыми событиями в нашей стране также было повальное увлечение оккультными практиками, спиритизмом… Не стоит повторять ошибок, призвал иерей Фёдор Лукьянов.

Он подчеркнул, что для предотвращения этого необходимо помнить, что Россия – страна с традиционными ценностями. А потому все проявления сатанизма следует искоренять.

К тому же, добавил он, корреляция между ЛГБТ*-движением и сатанизмом также есть.

Данные движения обладают общими признаками – субкультурность, контркультурность, популяризация греха и содомии, сексуального разврата, гедонизма, ненависть к семье и родителям.

ФОТО: SERG GLOVNY/GLOBALLOOKPRESS

На этом спикер сделал акцент: и представители нетрадиционной ориентации, и сатанисты едины в том, что приверженец их взглядов должен а) ненавидеть семью, родителей, б) ненавидеть детей.

Именно поэтому важно поддерживать инициативу Госдумы о запрете движения „чайлдфри”. Это пропаганда превосходства бездетной жизни. Однако своими корнями эта пропаганда уходит в ненависть к тому, что заповедал Господь: „плодитесь и размножайтесь”.

„Сам Бог велел в этой сфере навести порядок”, – подчеркнул председатель Патриаршей комиссии по вопросам семьи, защиты материнства и детства, добавив, что международное движение сатанистов определённо следует признать экстремистским.

* Движение ЛГБТ внесено Росфинмониторингом в список экстремистских и запрещено на территории России.

Царьград продолжает настаивать, что специальная терминология в виде „трансгендеры”, „геи” не нужна. Подобные вещи следует называть своими именами. Речь идёт об извращениях.

A Top Climatologist Says Hurricanes Are Not a Warning Sign for Global Climate Change

A Top Climatologist Says Hurricanes Are Not A Warning Sign for Global Climate Change

by Edwin Benson July 1, 2024 hurricanes-are-not-a-warning-sign-for-global-climate-change

A Top Climatologist Says Hurricanes Are Not A Warning Sign for Global Climate Change
A Top Climatologist Says Hurricanes Are Not A Warning Sign for Global Climate Change

One of the leftists’ favorite tactics is to refer to climate change as “settled science.” What, an observer might ask, settled the question? “Well,” comes the response, “there is an overwhelming consensus of climate scientists.”

An Un-Settled Scientist

Dr. David Legates is a climate scientist, although climatologist is a more accurate term. He earned his Ph.D. in that field at the University of Delaware in 1988 and subsequently served on its faculty. In 2020, the Trump Administration placed him in charge of “observation and prediction” at the National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA).

The consistently left-wing National Public Radio (NPR) expressed dismay at Dr. Legate’s appointment.

“His appointment to NOAA comes as Americans face profound threats stoked by climate change, from the vast, deadly wildfires in the West to an unusually active hurricane season in the South and East.”

However, was the hurricane season in 2020 “unusually active?”

Was 2020 Unusual?

It depends on the definition of unusual. In 2020, six hurricanes made landfall in the United States. That made it a rough year, but it set no records. There were also six in 1985 and 2005. Nor did it indicate a trend. Two storms made landfall the following year, followed by three in 2022 and one in 2023.

In fairness, these figures do not tell the whole story. Some named hurricanes never make landfall, and many hit countries other than the U.S., notably Cuba, Mexico, Haiti, and the Bahamas. However, given the notoriously capricious nature of weather, it is as fair a standard as any. Making the world of weather understandable to non-climatologists requires some simplification.

No Storm is “Typical”

Complicating the picture is that a few storms made landfall in the U.S. twice. In 1992, Hurricane Andrew clipped across South Florida as a “category five.”1 It then crossed the Gulf of Mexico before hitting rural Point Chevreuil, Louisiana, as a “category three.” Hurricane Katrina in 2005 followed a similar path, except it was an inconvenient “category one” when it hit Florida but picked up strength over the Gulf waters, becoming a far more destructive “category three” before flooding densely populated New Orleans.

As Louisiana can attest, a storm’s destructive power is not strictly based on wind speed. On the Gulf Coast, Andrew was far less destructive than Katrina. Although all hurricanes carry massive amounts of water, some are far “wetter” than others. Conceivably, a “wet” category two storm could do more damage than a faster-moving “dry” category four. Another variable is the place where the storm makes landfall. As Andrew and Katrina demonstrate, storms that blast sizeable coastal population centers will be more destructive than those that hit less populated areas.

Unique Reactions to Unique Storms

Other factors affect how humans react to hurricanes—or any other destructive natural event.

First, people tend to remember the storms that directly affected them. This author lived just north of Miami when Andrew hit and will never forget that night. On the other hand, the people of New Jersey are far more likely to reflect on 2012’s Hurricane Sandy, a category 12 storm that gummed up life in Greater New York City for several days. Indeed, Andrew is responsible for twenty-three deaths in the U.S., while Sandy’s U.S. toll was seventy-two.

Furthermore, human memory tends to be short. Today’s storm, especially if supplemented by a wide variety of dramatic photographs, always looks worse than the dim memory of one two decades ago, no matter how destructive the earlier storm may have been.

Climate Change Alarmists

Famously, the leftists who scream about the “global climate crisis” take advantage of these human frailties.

Part of the problem when comparing hurricanes is that no two storms are identical. Hysterical climate alarmists continuously proclaim that the “unprecedented” current storm proves the earth is fighting back against humanity. They have the luxury of only considering those aspects of the storm that make it appear especially ominous. On the other hand, scientists like Dr. Legates need to isolate and compare those few elements that are common to all storms.

In a recent interview, Dr. Legates told The Daily Signal that there are three ways that one could argue, from a scientific perspective, that hurricanes are getting worse. His plain language in describing them is refreshing.

“We can say that the hurricanes that happen are becoming more intense. We can say that the hurricanes that are happening are actually becoming larger and more powerful overall. Or we can say that they’re making landfall more often than not. And after all, landfall is the worst-case scenario.”

No Way to Predict Which Years will be Active or Peaceful

Then, the scientist uses data covering the period since 1971, when weather satellites began to provide far more information about hurricane activity.

During those decades, there have been active years and comparatively placid ones.

“[Y]ou see lots of variability over the years, but you see no long-term trend either in tropical storms or hurricanes. So we can’t really say that over the last 50 years that there’s been a dramatic increase in the number of tropical storms or hurricanes or has there been a drastic decrease. It looks just like there’s lots of variability, which we call year to year. Some years we get hit and some years we don’t. And so there’s no change there.”

Indeed, the charts show that the worst years were 1972, 1986, 1989, 1993, 1997 and 2021. Actually, 2021 was slightly—but not significantly less active than 1972. The least active years—1977, 1983, 1991, 2000, and 2011—are sandwiched between more turbulent times.

Accurate Climate Studies Must Consider Long Periods

In the search for truth about climate, using the greatest available timespan is crucial.

Consider a hurricane study beginning with the decade starting in 2011. As it happens, 2011 was one of the quietest years over the last half-century, and 2021 was the second-worst. Therefore, such a study could “prove” a massive upswing in the number of tropical storms. However, similar research beginning with the turbulent year 1997 and ending with the relatively placid 2007 would show precisely the opposite “trend.”

Such considerations are crucial because, unfortunately, the field of climatology includes many people with a foot in both the scientific world and that of the activist. For government bureaucrats, climate change is self-perpetuating. A compliant press amplifies dire predictions and ensures continuing funding. Thus, activists and bureaucrats promote the “research” that produces alarming conclusions.

“Stone the Messenger”

Fortunately for anyone seeking the truth, Dr. Legates does not play the game, insisting that the only accurate picture—or at least the most accurate available picture—is to look at the entire fifty-year period. That examination reveals no significant trend for better or worse. Neither government nor activists want to hear that message. Therefore, they must “stone the messenger.” They heap pseudo-intellectual ridicule, like that which NPR threw at David Legates in 2020. He denies one of the left’s favorite fantasies, and they will not forgive such heresy against their climate change religion.

Mówili zainstaluj fotowoltaikę, kup elektryka, ale o pożarach już nie powiedzieli

Foltyn: Mówili zainstaluj fotowoltaikę, kup elektryka, ale o pożarach już nie powiedzieli

3.07.2024 nczas/o-pozarach-juz-nie-powiedzieli

Samochód elektryczny Lucid Air płonie w Warszawie.
Samochód elektryczny Lucid Air płonie w Warszawie. / Fot. screen/Miejski Reporter

O tym w mediach głównego nurtu nie usłyszysz. Poseł Konfederacji Bronisław Foltyn w ramach interwencji poselskiej zadał kilka pytań wojewódzkim komendantom Państwowej Straży Pożarnej dotyczących pożarów instalacji fotowoltaicznych i samochodów elektrycznych. Odpowiedzi mogą wielu zszokować.

Kiedy w mediach mowa jest o pożarach to przede wszystkim w kontekście zmian klimatu i tzw. globalnego ocieplenia. Płoną góry, płoną lasy, morza się gotują a w ogóle to, jak powiedział Rafał Trzaskowski, planeta płonie. Strach się bać.

I mówią nam, że aby planeta nie płonęła musimy kupować samochody elektryczne i instalować panele fotowoltaiczne. A co jeśli okazuje się, że te panele i elektryki też płoną i to całkiem często?

Poseł Konfederacji Bronisław Foltyn zapytał komendantów wojewódzkich Państwowej Straży Pożarnej o pożary spowodowane przez fotowoltaikę i samochody elektryczne w 2023 roku.

„Mówili, zainstaluj sobie fotowoltaikę na dachu, elektryka sobie kup, mówili, ale o tym, że w ubiegłym roku było 148 pożarów domów spowodowanych przez instalacje fotowoltaiczne, już nie powiedzieli. O 45-ciu pożarach samochodów elektrycznych, też niewiele mówili” – napisał na portalu X poseł Foltyn.

„W 2023 roku w Polsce mieliśmy: – 148 pożarów fotowoltaiki na dachach; – 45 pożarów samochodów elektrycznych na parkingach, ulicach i w garażach” – wylicza poseł Konfederacji.

„Zapraszam serdecznie do przestudiowania wyników mojej interwencji poselskiej w tej sprawie. Czekam jeszcze na dane z dwóch województw, ale już teraz widać, że warto uświadomić sobie, iż część z nas sprowadza na swoją rodzinę i swoich bliskich spore zagrożenia, których chyba nikt do tej pory nie był świadomy. A to przecież dopiero początek Zielonego Ładu i problem z pewnością będzie narastał” – zakończył swój wpis poseł Foltyn załączając skany pism z komend wojewódzkich PSP.

Bronisław Foltyn @bronislawfoltyn

Mowili, zainstaluj sobie fotowoltaikę na dachu, elektryka sobie kup, mówili, ale o tym, że w ubiegłym roku było 148 pożarów domów spowodowanych przez instalacje fotowoltaiczne, już nie powiedzieli. O 45-ciu pożarach samochodów elektrycznych, też niewiele mówili Jeszcze raz W 2023 roku w Polsce mieliśmy: – 148 pożarów fotowoltaiki na dachach – 45 pożarów samochodów elektrycznych na parkingach, ulicach i w garażach Zapraszam serdecznie do przestudiowania wyników mojej interwencji poselskiej w tej sprawie. Czekam jeszcze na dane z dwóch województw, ale już teraz widać, że warto uświadomić sobie, iż część z nas sprowadza na swoją rodzinę i swoich bliskich spore zagrożenia, których chyba nikt do tej pory nie był świadomy. A to przecież dopiero początek Zielonego Ładu i problem z pewnością będzie narastał

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

Zdjęcie

3 920 Wyświetlenia

O pożarach samochodów elektrycznych i fotowoltaiki szeroko pisał śp. inżynier Marek Zadrożniak w „Kompendium wiedzy o elektrowniach”, którą można nabyć w naszej księgarni TUTAJ.

Bankructwo stręczycieli

Bankructwo stręczycieli

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    2 lipca 2024

1 maja br. minęło 20 lat od Anschlussu, to znaczy – od przyłączenia Polski do Wspólnot Europejskich – jako, że Unia Europejska, jako odrębny podmiot prawa międzynarodowego, proklamowana została dopiero 1 grudnia 2009 roku, po, ratyfikowaniu przez wszystkie członkowskie bantustany traktatu lizbońskiego, który teraz ma być właśnie nowelizowany. Jak pamiętamy, w imieniu Polski traktat ten ratyfikował 10 października 2009 roku prezydent Lech Kaczyński na podstawie ustawowego upoważnienia, którego udzielił mu Sejm ustawą z dnia 1 kwietnia 2008 roku. Ustawę tę poparł zarówno klub poselski PiS – chociaż nie w całości, bo część posłów się zbuntowała przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu – jak i klub poselski Platformy Obywatelskiej, oraz Lewica i Demokraci, no i naturalnie – PSL. Wcześniej jednak, to znaczy – w czerwcu 2003 roku – odbyło się w Polsce referendum w sprawie Anschlussu, to znaczy – ratyfikacji „traktatu ateńskiego”, który liczył 5000 stron, a dotyczył przyjęcia 10 bantustanów z Europy Środkowej. Frekwencja w tym referendum wyniosła 58 procent, a więc była zaledwie o 8 proc, wyższa od wymaganej do jego ważności. Za Anschlussem wypowiedziało się 77,45 proc. głosujących, a przeciwko – 22,55 procent.

Zanim jednak do tego doszło, przeprowadzona została kampania propagandowa za Anschlussem, w którą zaangażowane zostały wszystkie Moce, to znaczy – piekielne, ziemskie i niebieskie. Mówiąc o Mocach piekielnych mam oczywiście na myśli konfidentów, zarówno tajnie współpracujących ze starymi kiejkutami, jak i innymi bezpieczniackimi watahami oraz wszystkich tajnie współpracujących z zagranicznymi centralami bezpieczniackimi, do których zaliczała się przynajmniej część, jeśli nie całość starych kiejkutów.

Mówiąc o Mocach ziemskich mam na myśli przede wszystkim Judenrat „Gazety Wyborczej” („A my wszyscy za Anschlussem!”) oraz mikrocefali, chlipiących intelektualną zupę z michnikowszczyny, a mówiąc o Mocach niebieskich mam na myśli Przewielebne Duchowieństwo. Jeśli chodzi o tę ostatnią grupę, to w jej stosunku do Anschlussu można wyodrębnić dwa etapy. Na pierwszym etapie Przewielebne było Anschlussowi niechętne. Jednak po pielgrzymce delegacji Episkopatu do Brukseli w listopadzie 1997 roku, sytuacja zmieniła się o 180 stopni i Przewielebne w zasadzie już nic nie miało przeciwko Anschlussowi, a jeśli nawet ktoś tam i miał, to dostrajał się do mądrości nowego etapu.

A wyrazicielem tych mądrości był m.in. mój faworyt, Ekscelencja Józef Życiński. Skupiał on w sobie – o czym wtedy jeszcze prawie nikt nie wiedział – zarówno Moce piekielne, jak i Moce niebieskie i z tego tytułu przemawiał „jak ktoś, kto ma władzę”. Oto próbka argumentacji z „Rzeczypospolitej” z roku 2002: „Jedyną alternatywę dla obecności Polski w Unii Europejskiej stanowi przekształcenie Polski w drugą Białoruś.” „Euroentuzjastom” i „eurosceptykom” przeciwstawił „eurorealistów”, zdaniem których „dla zjednoczonej Europy nie ma alternatywy” – to po pierwsze – a po drugie, to w dodatku „katolickie narody Europy czekają, aby polscy katolicy wnieśli do Europy nowego ducha”.

Słowem – wobec Anschlussu nie ma alternatywy, bo „Białoruś” czyli obciach i jak tu się potem pokazać na oczy w Paryżu, a poza tym to chrześcijański obowiązek, żeby Polska nawróciła zlaicyzowaną Europę. Zwracałem co prawda uwagę, zresztą również na forum, że tak powiem – wojskowym – kiedy w pewnym, dość wysokim kręgu, odpowiadałem na pytanie, jak widzę „wschodnią politykę Watykanu” – że polski Kościół wykonuje wielką pracę nad rechrystianizacją Europy Wschodniej, a szczególnie owocne wydaje się to na terenach należących ongiś do Rzeczypospolitej – gdzie pojawia się ksiądz, tam – jak spod ziemi – odnajdują się Polacy. – I teraz ja was pytam, panowie oficerowie – czy Polska jest przygotowana by przyjąć to, co dostaje prawie za darmo, podczas gdy inne państwa czynią w tym kierunku wielkie wysiłki i nieraz – daremnie?

Odpowiadając zaś na argument o „chrześcijańskim obowiązku” zwracałem uwagę, że chociaż ewangelizacja spustoszonej religijnie Europy Wschodniej daje namacalne rezultaty, to nigdy nie słyszałem, byśmy gwoli sprawniejszemu ewangelizowaniu, przystąpili do Wspólnoty Niepodległych Państw – podczas gdy ewangelizowanie zlaicyzowanej Europy bez Anschlussu okazuje się niemożliwe.

Oczywiście głuche milczenie było mi odpowiedzią, no bo skoro jest rozkaz, że „nie ma alternatywy” – no to nie ma i Schluss. Czy mój faworyt Ekscelencja naprawdę tak myślał, czy też dostrajał się do tonu przyjętego przez Judenrat, bo nie był pewien, podobnie jak wielu innych – co właściwie pan red. Michnik znalazł w archiwach MSW w roku 1989 – tego już nigdy się nie dowiemy, jako że Ekscelencja nas osierocił, chociaż wcześniej mleko niestety zdążyło się rozlać, bo wiadomo, że co jeden człowiek pragnie zakryć, to drugi odkryje: „każdy grzech palcem wytknie, zademonstruje, święte pieczęcie złamie, powyskrobuje…

Minęło 20 lat od Anschlussu – i cóż widzimy? Z ambicji ewangelizowania zlaicyzowanej Europy nie pozostało nawet wspomnienie. Odkąd bowiem Judenrat, zorientowawszy się, że na Zachodzie już nie potrzebują certyfikatów przyzwoitości żyrowanych przez Kościół, natychmiast wznowił odwieczną wojnę przeciwko „ajatollahom”, którzy – jako się rzekło – niepewni, co tam pan red. Michnik zdybał w archiwach MSW – natychmiast podkulili pod siebie ogony, ciesząc się, że żywi-zdrowi, mogą oddawać się kultowi Świętego Spokoju, którego najważniejszym przykazaniem jest, by nikogo nie urazić, a już zwłaszcza – Judenratu. Poza tym sprawdziło się w całej rozciągłości spostrzeżenie starożytnych Rzymian, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem – nawet gdy tego złota wcale tak dużo nie ma, bo tylko niecałe 2 procent europejskiego PKB – ale na łapówki dla biurokratycznych gangów, okupujących poszczególne bantustany przecież go wystarczy – a czyż nie na ich korumpowaniu nie polega przypadkiem „pokojowe jednoczenie Europy”?

W ten oto sposób Niemcy, po dwóch nieudanych próbach podbicia Europy, wreszcie zbliżają się do celu, jakim będzie proklamowanie IV Rzeszy, po przeprowadzeniu udanej nowelizacji traktatu lizbońskiego. Ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego nie przyniosły przełomu, więc po wygaśnięciu przedśmiertnych drgawek historycznych europejskich narodów, ot takich, jak np. we Francji, zapadną one w letarg, a potem zostaną przez promotorów komunistycznej rewolucji – bo Rzesza – jak to Rzesza – musi spełnić swoje rewolucyjne przeznaczenie – przerobione na nawóz historii, która będzie już pisał zupełnie ktoś inny.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

======================

mail:

Autor w swoim artykule przypomina opinie Ks. Arcybiskupa Józefa Życińskiego.

Nie wspomina jednak, że ów Hierarcha realizował tylko wskazania swego Przełożonego.

19 maja 2003

Wejście w struktury Unii Europejskiej jest dla naszego Narodu wyrazem dziejowej sprawiedliwości – powiedział Jan Paweł II w przemówieniu wygłoszonym do Polaków uczestniczących w pielgrzymce narodowej do Rzymu. (..)

Europa potrzebuje Polski. Kościół w Europie potrzebuje Świadectwa wiary Polaków. Polska potrzebuje Europy. 

[Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej! To jest wielki skrót, ale bardzo wiele się w tym skrócie mieści wielorakiej treści. Polska potrzebuje Europy.] 

Jest to wyzwanie, które współczesność stawia przed nami i przed wszystkimi krajami, które na fali przemian politycznych w regionie tak zwanej Europy Środkowowschodniej wyszły z kręgu wpływów ateistycznego komunizmu.Przemówienie to skwitował obecny tam prezydent Kwaśniewski z właściwym sobie taktem:
słyszeliście, co wam powiedziano.

Diabelskie szyfry. Sekwencja dziejów świata. Andrzej Sarwa. Cz. I.

Andrzej Sarwa

=============================

Diabelskie szyfry. Sekwencja dziejów świata. Kod roku 17 

wydałem pod pseudonimem Onufry Seweryn Krzycki

tak więc jeśli ktoś chciałby mieć tę książkę w formie papierowej to jej nie znajdzie pod moim nazwiskiem

a jest ona tutaj:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Diabelskie_szyfry_Sekwencja_dziejow_swiata_Kod_roku_17.html

=============================

Diabelskie szyfry, sekwencja dziejów świata

KOD ROKU 17

-=-=-=-=-

Symbole i znaki…

Świat wokół nas to nie tylko to, co dostrzegamy niejako wprost, bez zawoalowania, ale także gąszcz znaków – nośników informacji – i symboli – niejednokrotnie nakładających się na siebie, wzajemnie przenikających, splecionych ze sobą, ale i takich, które są oddzielone od reszty i samotnie tkwią ponad orbis terrarum – okręgiem ziemi.

Część z nich rozpoznajemy intuicyjnie, części nie rozpoznajemy, nie znamy albo nie rozumiemy. Niektórych na odmianę nawet nie dostrzegamy, ponieważ są jakby wrosłe w naszą świadomość „od zawsze” – czytelne i oczywiste.

Wszystkie z owych symboli – znane i nieznane, zrozumiałe i niezrozumiałe, na pierwszy rzut oka oczywiste i te wymagające objaśnienia czy niekiedy wręcz rozkodowania są obecne dosłownie wszędzie, poumieszczane w naszej przestrzeni społecznej, kulturowej, duchowej bez wątpienia po coś, bo jeśli nie po coś, to dlaczego w niej tkwią niczym rodzynki w wielkanocnej babie?

Otóż rolą i funkcją symboli jest jakby skrótowe, nieopisowe informowanie nas o czymś, a także przedstawianie świata, doświadczeń, zdarzeń, wierzeń, idei, uczuć, wewnętrznych stanów świadomości czy tajemnic, przy pomocy znaków, którym nadano bądź to powszechne i jawne, bądź znane tylko wtajemniczonym znaczenie, odnoszące się do czegoś innego niż to, na co zdają się wskazywać wprost.

Bo każdy z tychże symboli zawsze posiada przynajmniej dwa znaczenia – jedno jawne, inne ukryte. A niekiedy miewa ich jeszcze więcej, bo bywa, że ten sam symbol w zależności od kontekstu, sposobu ujęcia lub położenia może mieć również przeciwstawne sobie znaczenia.

Symbol jest znakiem posiadającym szersze znaczenie niż tylko to, na które zdaje się bezpośrednio wskazywać wybrany nań jakiś przedmiot, roślina, zwierzę, figura, gest, kolor, dźwięk, zapach lub liczba i jest czymś, oznaczającym coś innego niż one, a jednocześnie jest sposobem uzewnętrzniania myśli, która nadaje mu i przypisuje znaczenie nie tylko konwencjonalne, bazując na podobieństwie, lecz także inne, niedosłowne, wyimaginowane i przez to nadające mu znaczenie specyficzne, ściśle z nim związane, z nim nierozerwalnie kojarzone. Należy jednak pamiętać, iż znak i symbol nie są tożsame, lecz różne, ponieważ, w przeciwieństwie do znaku, symbol posiada o wiele głębszy wymiar społeczny, kulturowy, a nawet duchowy. I często ma za zadanie oswajanie nas z czymś, co niekoniecznie jest dla nas dobre, czy pożądane. Chociaż może też być i odwrotnie.

Przy pomocy symboli wiele można klarownie opisać, ale także wiele można ukryć i zataić – przekazując w jasny sposób coś, co będzie oczywiste i czytelne dla wtajemniczonych, a jednocześnie zupełnie niezrozumiałe dla profanów. Symbol może więc o czymś zwyczajnie i wprost informować, lecz symbol może też przekazywać informacje zakodowane przy jego użyciu i ukryte, by nikt niepowołany nie dotarł do wiadomości przeznaczonych nie dla niego.

I jeszcze jedno. Symbol może być duchowo obojętny, ale może także realnie, wyraźnie i namacalnie oddziaływać na nas w wymiarze spirytualnym, niematerialnym, chociaż częstokroć nie zawsze musimy być tego świadomi. I nie będzie ważne czy w to wierzymy, czy nie.

Może na tym tak powierzchownym i przedstawionym w ogromnym skrócie i uproszczeniu tego, czym jest znak i symbol zakończmy.

Kto ciekaw i chciałby się dowiedzieć więcej i w sposób uporządkowany, może przecież sięgnąć do literatury i doczytać na temat symbolu, czym jest, jak go można rozumieć, jak definiować itp. W odniesieniu do omawianej tutaj kwestii chyba – jak mi się zdaje, wystarczy tyle, ile wyżej zostało powiedziane.

A reasumując: żyjemy w świecie symboli, symbole oddziałują na nas, a my się bez nich obejść nie możemy.

A teraz przyjrzyjmy się niektórym z nich.

Zobaczmy czy można któreś z nich zauważyć w czymś, w czym ich na ogół nie dostrzegamy i zerknijmy na ich utajone znaczenie, przynajmniej niektórych, w pewnym historycznym kontekście…

Sekwencja dziejów świata.

Jeśli zaczniemy się zastanawiać nad dziejami świata w okresie od umownej daty 1 roku nowej ery, a więc od umownej daty narodzin Jezusa z Nazaretu, czyli i nad współczesnymi dziejami ludzkości, to dostrzeżemy, iż można je analizować według jakiegoś klucza, notacji, czy też kodu, który co prawda nie tak łatwo i nie od razu rzuca się w oczy, niemniej kod taki można odnaleźć. Kod, który zdominowała liczba 17. Szczególnie interesująca jest liczba w datach rocznych powtarzająca się co sto lat. Liczba 100 zaś posiada również niebagatelne znaczenie symboliczne.

I dalej będzie o kodach właśnie, szyfrach, znakach i symbolach. Naturalnie nikt w przedstawione niżej próby interpretacji nie musi wierzyć, lecz sam temat jest na tyle interesujący, że absolutnie zasługuje na – choćby nie do końca nawet wyczerpujące, niemniej jednak jakieś – omówienie, czy choćby zasygnalizowanie.

Wróćmy jednak do przerwanego wątku. Zatem da się zauważyć, iż liczba 17 odgrywa w dziejach świata i ludzkości jakieś znaczenie. Czy można rzec, iż jest ono niebagatelne? Być może…

Dlaczego tak wolno przypuszczać?

O tym szczegółowej będzie na dalszych stronach. Nim jednakowoż do tego przyjdziemy, zastanówmy się najpierw nad samą ‘siedemnastką’.

Otóż z tej liczby zapisanej cyframi rzymskimi w formie XVII, da się utworzyć anagram VIXI, co zapisane małymi literami, aby łatwiej nam było to przeczytać, nie myląc z cyframi, przybiera formę łacińskiego słowa vixi, będący czasem przeszłym czasownika żyć, czyli żyłem, a w domyśle i uzupełnieniu: lecz teraz już nie żyję.

I na przykład z tego powodu dla Włochów, bezpośrednich spadkobierców Rzymian, najbardziej złowieszcza jest nie liczba 13, która przeraża inne narody naszego kręgu kulturowego, a 17 właśnie, szczególnie jeśli przypada ona w piątek, w dzień śmierci Jezusa, ale ci, którzy cierpią na heptakaidekafobię, czyli lęk przed tą liczbą, mogą nie wiedzieć, że wywodzi się on i z innych tradycji w tym i przeciwstawnych sobie – jak choćby biblijnej i pitagorejskiej.

Dla Włochów wszakże najistotniejsza będzie ta interpretacja wywodząca się ze starożytnego Rzymu. Na grobach Rzymian, ich przodków, pisano bowiem wcześniej już wspomniane słowo „vixi” – tłumaczone jako „żył” lub „żyłem”. W tym zaś zapisie dodatkowo na siedemnastkę wskazuje też zsumowanie pojedynczych cyfr rzymskich tworzących owo „VIXI”: V+I+X+I czyli 5+1+10+1=17.1

Tutaj uczyńmy – mimo wszystko, bo to ciekawe – małą wycieczkę w stronę tradycji biblijnej – i tak na przykład według niej 17 dnia ijar (kwiecień/maj), czyli drugiego miesiąca według żydowskiego kalendarza religijnego rozpoczął się Potop Noego, a na szczycie góry Ararat jego arka spoczęła 17 dnia tiszri (wrzesień/październik) będącego miesiącem siódmym…2 Pan Jezus zaś zmartwychwstał 17 nisan (marzec/kwiecień) pierwszego miesiąca w kalendarzu żydowskim.

Tak więc skoro Zbawiciel powstał z grobu 17 nisan i był to wielki dzień jego triumfu, bo „śmiercią podeptał śmierć”3, może owo wskazywać na fakt, że nic nie dzieje się przypadkiem, ale wszystko jest zaplanowane i celowe.

Patrząc na to w taki sposób i w kontekście do tego, co zawarliśmy w ostatnich zdaniach, opowiadając o liczbie 17, moglibyśmy rzec, iż jest ona symbolem przywrócenia ładu, porządku i doskonałości… Jezus, zmartwychwstając, ukazuje się jako zwycięzca śmierci, piekła i Szatana, a wcześniej Bóg oczyszcza Ziemię w wodach Wielkiego Potopu i przywraca jej nieskazitelność.

Jednak siedemnastka ma i w Biblii odniesienie do nieprawości, zła, grzechu, niegodziwości i zniszczenia, bo na przykład według Objawienia św. Jana Bestia, która się objawi przed końcem świata, będzie miała 7 głów i 10 rogów (liczby dziesięć i siedem oznaczają zupełność), więc mamy 7 + 10, co daje 17. W Biblii jest zatem powiedziane, że ostateczny system diabła będzie miał więc 7 głów i 10 rogów, więc widzimy, że 17 posiada również znaczenie negatywne.

A więc ‘siedemnastka’ coś kończy? Takie jej odczytanie zdaje się to sugerować.

A my załóżmy teraz, że to prawda.

Jednak przecie wcale nie tak się musi tę siedemnastkę interpretować, bo równie dobrze może ona oznaczać: żyłem, lecz w innym sensie – istniałem, a teraz już nie istnieję, skończyłem się – skończyłem się jako pewien period, pewien przedział czasowy, ale ponownie się odrodzę w nowej formie, nowym kształcie, zapoczątkowując nowy okres i mniej czy bardziej zaznaczając się w dziejach świata.

Takie rozumowanie zdaje się być widoczne u historyka Kościoła Euzebiusza z Cezarei4, który w swojej Kronice przyjął rachubę lat od narodzin Abrahama5, który to opuścił miasto Ur w Mezopotamii, aby ostatecznie osiąść w Betel nieopodal dzisiejszej Jerozolimy i jest pierwszym z patriarchów hebrajskich i to bezpośrednio od niego wywodzi się lud wybrany – pierwszy Izrael, a tym samym i nowy Izrael, czyli chrześcijaństwo.

Według Euzebiusza epoka Abrahama rozpoczęła się w roku jego narodzin, za który ów historyk przyjął rok 2016 przed Chrystusem, a zakończyła wraz z narodzinami Zbawiciela, co czyni rok 2017 po narodzinach Abrahama,Anno Abrahami, rokiem 1 Anno Domini.

A więc wyraźnie tu widać, że rok 2017 od narodzin Abrahama jest jednocześnie rokiem narodzin Chrystusa – ostatnim epoki starotestamentalnej i jednocześnie pierwszym w nowym porządku dziejów świata i historii świętej. Na podstawie czego i jakich wyliczeń Euzebiusz taką datę przyjął, nie należy do tego, czym się dalej będziemy zajmować, zatem nie będziemy rozwijać owej kwestii.

Zatem być może siedemnastka rzeczywiście coś takiego symbolizuje? I być może tak właśnie jest, że wskazuje ona – jeśli w końcówce daty rocznej występuje liczba 17 – na rozpoczynanie się co sto lat istotnych dla ludzkości wydarzeń. I to tylko takich wydarzeń, które można uznać za kluczowe, czy też w jakimś sensie przełomowe lub wieszcze, odnoszące się jednak ostatecznie do duchowej kondycji ludzkości i dziejów świata w czasach po narodzinach Pana Jezusa Chrystusa – tak w dobrym znaczeniu, jak i też w złym.

I odnosiłoby się to do cyklu dziejowego, który się tego roku kończył, ale i jednocześnie rozpoczynał nowy, a nie wyłącznie do Człowieka, bądź Zdarzenia, które w tym to roku pojawił/pojawiło się lub odegrał/odegrało jakąś ważką rolę tyle, że bez następstw w przyszłości. Ale takiego, które rozpoczynało pewien proces prowadzący do jakiegoś przełomu na płaszczyźnie (nawet jeśli początkowo politycznej, to ostatecznie i docelowo kończąc na duchowej), mimo iż ostatecznie zawsze z Człowiekiem było to związane. Chociaż ten ostatni mógł jedynie, jako jednostka, albo jakaś społeczność, poprzez działania albo też głoszone idee na owe cykle wpływać i odciskać na nich swe piętno, popychając dzieje świata do przodu i ku jego końcowi zarazem. Bo postęp w doczesności oznacza równocześnie podążanie w kierunku samozniszczenia, samozagłady. I nie ma w tym nic szczególnego, albowiem w obecnej rzeczywistości, w której teraz żyjemy, nic nie jest wieczne ani doskonałe. A jednocześnie… mógł być popychany też przez jakąś siłę, jakąś moc, której Człowiek en masse się poddawał, uważając to za słuszne lub nic nieznaczące (nie rozpoznając jej poprawnie), nie bacząc, że czyni to ze szkodą dla siebie.

Czy zatem liczba 17 w tym wypadku pokazuje, że może chodzić o Szatana?

Wiele zdawałoby się na to wskazywać.

No i miałoby to uzasadnienie, wszak Księciem (czy też wręcz bogiem) Tego Świata, świata doczesnego jest Szatan właśnie. I to on wpływa na jego losy i dzieje. Co Pan Bóg jedynie dopuszcza, bo Człowiek, a dokładniej Pierwsi Rodzice, sami tak wybrali, a Stwórca zawsze szanuje wolną wolę. W przeciwieństwie do Diabła, który zawsze chce każdą istotę jej pozbawić. Oczywiście nadejdzie kiedyś chwila, w której Szatan zniknie z widowni dziejów i, jak się zdaje, coraz bliżej do tego momentu…

Więc wciąż jego, Diabła, mniej czy bardziej jawni zwolennicy poważają tę mroczną liczbę, tym bardziej że sam Szatan jakby wskazywał na nią palcem, choćby i przez to, iż to liczba przedziwna, posiadająca niezwykłe właściwości…

Liczba przedziwna.

Liczba 17 jest liczbą pierwszą, stanowiącą sumę czterech liczb pierwszych (2,3,5,7) dzielących się wyłącznie przez 1 i same siebie. 4 zaś to liczba, która symbolizuje wolną wolę, ponieważ można ją graficznie przedstawić w formie krzyża, odnosząc go do skrzyżowania dróg, a stojąc w jego centrum, niejako w punkcie zerowym, pozbawionym wszelkiego ruchu i wszelkiej energii, albo lepiej – posiadającego energię zerową, można postąpić w przód, cofnąć się, podążyć na lewo, albo na prawo. Jest też symbolem czterech żywiołów: ziemi, wody, ognia i powietrza, punkt zaś przecięcia można odnieść do eteru – elementu piątego – kwintesencji, uważanego niekiedy (w ostatnich szczególnie czasach) za ciemną energię wypełniającą przestrzeń całego Universum, a mającą jednocześnie przeciwstawne sobie właściwości, bo jest ona zarówno dynamiczna, jak i statyczna.

Co bardzo ważne! Liczba 17 poprzedza liczbę apokaliptycznej Bestii, czyli 666, zawiera się bowiem w jej poprzedniczce, liczbie 665, która po zsumowaniu: 6+6+5 = 17.

A gdy tęż siedemnastkę trzykrotnie pomnożymy przez siedem, otrzymamy 4913, a po zsumowaniu poszczególnych cyfr tejże liczby znów otrzymamy… 17! Dlaczego trzykrotnie? Bo skoro pojedyncza liczba 17 symbolizuje Szatana – jakby Boga Ojca à rebours, to potrójna – jest bluźnierczą odwrotnością Trójcy Świętej – Ojca, Syna i Ducha Świętego, czyli symbolizuje Trójcę Nieświętą: Smoka (Szatana), Fałszywego Proroka (Przywódcę Duchowego) i Antychrysta (Władcę Świeckiego), a zsumowanie cyfr składowych liczby wyjściowej podniesionych do trzeciej potęgi… prowadzi nas na powrót do punktu wyjścia, do jej korzenia, czyli do Lucyfera – do 17!

W okultyzmie zaś jego, Szatana–Diabła–Lucyfera, symbolem jest planeta Saturn, planeta chaosu, trwającego nieustannie huraganu i zamętu, naznaczona na swej powierzchni niezbyt dawno odkrytym heksagramem, czyli geometryczną figurą sześcioramienną, symbolizującą w formie dwóch przenikających się, czy też wnikających w siebie trójkątów równobocznych (✡) akt seksualny, stanowiący, obok krwawych ofiar, jeden z głównych obrzędów kultów demonicznych. Ale symbolem tej złowrogiej planety jest również czarny sześcian, klatka bez wyjścia, w której my wszyscy, w doczesności, jesteśmy więzieni. Ów sześcian zaś można wpisać w heksagram.

A zatem symbolem liczbowym dla tej złowrogiej planety jest nie tylko jej niejako „podstawowa” 6, ale i 8, którą można uzyskać, sumując cyfry składające się na 17, czyli 1+7 = 8. A owa symbolizująca Saturna ósemka jest w numerologii, w okultyzmie liczbą uważaną za nieszczęśliwą, chociaż oznacza również coś innego, ale o tym będzie niżej.

W okultyzmie Saturn reprezentuje ograniczanie, spowalnianie, spętanie, cierpienie, śmierć i rozkład, ale także i odrodzenie.

Przemyślawszy to wszystko, można by chyba dzieje ludzkości i świata podzielić na stulecia, ale nie tak jak to się robi, ale w ten sposób, by za koniec/początek kolejnego cyklu/okresu brać zawsze rok z siedemnastką na końcu. A dlaczego nie tak jak się to czyni? Czy uprawnione jest przesunięcie o 17 lat początku kolejnego wieku/okresu/cyklu?

A dlaczegoż by nie? Wszak początek naszego kalendarza jest bardzo umowny i obarczony błędami. Przecież tak naprawdę to nie wiemy, kiedy narodził się Jezus Chrystus, a wedle obliczeń współczesnych uczonych nie w roku 1, a prawdopodobnie pomiędzy 6 a 4 rokiem przed naszą erą. Wypada również zauważyć, że w „konstruowaniu” obowiązującego kalendarza, nie uwzględniono roku zerowego, co jest jeszcze jednym i to nader poważnym błędem.

Zatem czy za rok 1 uznamy rok ustalony przez Dionizjusza Małego6 jako ten właśnie, w którym wedle tradycji narodził się Pan Jezus, czy 2017 ery Abrahama, to i tak będą to daty umowne ze wskazaniem, że ta druga jest bardziej prawdopodobna.

Zatem przyjęcie roku z 17 na końcu jako tego, który rozpoczyna każde nowe stulecie, nie musi być czymś nieakceptowalnym. Tym bardziej że wiele wskazuje na to, iż tak właśnie należałoby uznać.

Dla pewności dobrze byłoby prześledzić jednak i inne sekwencje: 4, 6, 7, 13, 33… Nic z nich jednak nie wynika. I tutaj czytelnik musi albo mi uwierzyć na słowo, albo samodzielnie zbadać tę kwestię.

Przyjrzyjmy się jeszcze również i najprostszej kombinacji, za koniec/początek cyklów w dziejach ludzkości biorąc liczbę 1, rzymskie I. A więc lata: 1, 101, 201, 301… 1201… 1301… &… &… &Co prawda jedynka symbolizuje, jako liczba Boga, pierwszą przyczynę wszystkiego, co zaistniało oraz początek, to nie ma żadnego odniesienia do późniejszych dziejów ludzkości i świata.

Siedemnastka natomiast nie, odwrotnie i całkiem inaczej, choć było między nimi pozorne podobieństwo. Siedemnastka oznacza, że co jakiś czas coś się kończy i coś się zaczyna. A właściwie kończy/zaczyna albo nawet kończy = zaczyna. Pokazuje jakiś ruch, jakąś ewolucję. Pokazuje, że coś, co powstawało we wcześniejszym okresie, ulegało zmianie, transformacji. Jedynka zaś oznacza wyłącznie początek i stabilne istnienie, miłą senność nieomal, rozkoszne trwanie… Jedynka nie ukazuje zatem rzeczywistego obrazu świata, jakim jest obecnie, ale obraz takiego świata, jaki Bóg, stwarzając go, zaplanował – doskonałego, szczęśliwego, poza czasem. 17 pokazuje świat w ruchu i wykoślawiony, 1 świat doskonały i niezmienny w swej doskonałości, ale przecież nasz świat taki nie jest! Zatem nie ma tu żadnego zastosowania i w związku z powyższym nie należy brać jej pod uwagę.

Ale… ale… zsumowanie składowych cyfr siedemnastki 1+7 daje 8, o czym już wcześniej wspomniano. ‘Ósemka’ natomiast symbolizuje rzeczy oraz idee sobie przeciwstawne, bo z jednej strony jest liczbą Saturna–Szatana i jako taka symbolizuje niedoskonałość, niedostatek, skończoność, ale wyłącznie w odniesieniu do doczesności. Natomiast w odniesieniu do życia przyszłego wieku (po powtórnym przybyciu Jezusa na Ziemię i końcu obecnego świata) doskonałość, obfitość i nieskończoność oraz Nowe Niebiosa i Nową Ziemię, jakie Pan Bóg obiecał sprawiedliwym, którzy będą na tej odnowionej Ziemi żyć w szczęściu, radości i błogostanie, odpoczywając po trudach doczesności i realizując swoje najskrytsze pragnienia: Nastanie nowe niebo i nowa ziemia, a poprzednich pamiętać nie będą. Nawet im one nie przyjdą na myśl. Przeciwnie: znajdować w niej będą radość i wesele…7

‘Ósemka’ więc oznacza tutaj koniec doczesności i szczęśliwe życie w wieczności, tam już czas nie będzie nikogo ograniczał, dlatego Kościół Wschodni ów okres po odnowieniu – palingenezie Wszechświata nazywa ósmym dniem tygodnia – dniem wiecznotrwałym, niemającym końca. Wciąż i wciąż trwającym i nigdy się niekończącym… Liczba 8 zatem odnosi się i do skończoności i do wieczności.

1Por.: Claudia Moschetti, Non solo il 17: numeri sfortunati e dove trovarli, [w:] „La Testata Magazine”, źródło: https://www.latestatamagazine.it/2019/08/17/non–solo–il–17–numeri–sfortunati–e–dove–trovarli/, [dostęp: 21 listopada 2019].

2O czasach sprzed Potopu Noego więcej w Aneksie I. Świat pierwszy przedpotopowy.

3Św. Jan z Damaszku, Kanon na dzień Zmartwychwstania Pańskiego, przeł. Łukasz Filc OP, [w:] Liturgia.pl – https://www.liturgia.pl/Kanon–paschalny/ (dostęp 7 stycznia 2018).

4Biskup Cezarei, pisarz i historyk (ur. 260/264 zm. 339/340).

5Patriarcha biblijny, który żył w II tysiącleciu p.n.e.

6Dionizjusz Mały lub Mniejszy, łac. Dionisius Exiguus (470–544) – pisarz chrześcijański.

7Proroctwo Izajasza, rozdział 65, wersy 17 i 18 – wg Septuaginty, BPK.