

























| 21.05.2007. [grzebałem w czerwcu 2024 w Archiwum – szukałem pewnego mordercy Tadeusza P., – a znalazłem np. to md] | |
| O roli końskiej dupy w rozwoju cywilizacji Otrzymane z USA Czy oświadczenie „Zawsze tak to robimy” nie budzi w tobie jakiejś wątpliwości? 1. Amerykański standard szerokości torów kolejowych (odstępu szyn) wynosi 4 stopy, 8.5 cala. Prawda, że to dziwaczna liczba? A czy wiesz dlaczego taki właśnie standard się stosuje? 2. Ponieważ w ten sposób buduje się linie kolejowe w Anglii, a właśnie angielscy przybysze budowali amerykańskie linie kolejowe. Dlaczego jednak Anglicy budowali je właśnie tak? 3. Ponieważ pierwsze linie kolejowe, budowali ci sami ludzie, którzy budowali wcześniej linie tramwajowe, a tam właśnie stosowano ten standard. Dlaczego jednak stosowano tam ten standard? 4. Ponieważ ludzie, którzy budowali linie tramwajowe, używali tych samych szablonów i narzędzi, jakich używali przy budowie wagonów tramwajowych, które miały taki odstęp kół. W porządku! Ale dlaczego wagony miały taki właśnie dziwaczny odstęp kół? 5. No cóż, gdyby próbowali zastosować jakiś inny rozstęp, łamali by pewną starą zasadę budowy dalekobieżnych dróg angielskich, ponieważ mają one taki właśnie odstęp kolein na koła. Któż to budował te starodawne drogi z koleinami? 6. Pierwsze dalekobieżne drogi w Europie (i Anglii) zbudowało Imperium Rzymskie dla swoich legionów. Drogi te są w użyciu dotychczas. Ale skąd te koleiny? 7. Pierwotne koleiny uformowały rzymskie rydwany wojenne; każdy inny użytkownik tych dróg musiał się dostosować do nich, gdyż inaczej uszkodziłby koła swoich pojazdów. Ponieważ rydwany były wykonywane dla Imperium Rzymskiego, były one wszystkie do siebie podobne jeśli idzie o rozstęp kół. Jak widać amerykański standard odstępu szyn kolejowych: 4 stopy i 8.5 cala, pochodzi od parametrów technicznych rzymskich rydwanów bojowych. A biurokracja jest wieczna. A więc następnym razem, kiedy dostaniecie do ręki jakąś dokumentację techniczną i zaczniecie podejrzewać, że może ona mieć coś wspólnego z końską dupą, będziecie mieli całkowitą rację, ponieważ rzymskie rydwany wojenne były konstruowane tak, aby ich szerokość była dostosowana do sumarycznej szerokości zadów dwu koni bojowych. A teraz małe rozwinięcie tematu… Kiedy spoglądacie na kosmiczny wahadłowiec na stanowisku startowym, widzicie dwie duże rakiety startowe przymocowane po bokach głównego zbiornika paliwa. Są to rakiety na paliwo stałe, w skrócie: SRB, produkowane w firmie Thiokol, w Utah, w U.S.A. Inżynierowie, którzy projektowali SRB woleliby, aby były one nieco grubsze, ale… SRB transportuje się z wytwórni na stanowisko startowe koleją. Tak się złożyło, że linia kolejowa biegnie na pewnym odcinku przez tunel wydrążony w górze. Rakiety muszą się zmieścić w tym tunelu. Tunel jest tylko odrobinę szerszy niż linia kolejowa, a linia ta, jak już wiecie, ma szerokość dwu końskich tyłków. Tak więc jeden z głównych szczegółów konstrukcyjnych kosmicznego wahadłowca, być może najbardziej nowoczesnego systemu transportowego na świecie, został zdeterminowany ponad dwa tysiące lat temu przez szerokość końskiej dupy. A wy nadal myślicie, że nazwanie kogoś końską dupą jest dla niego ujmą… |
| Cud cudów (El Milagro) – książka V. Messori | |
| Wpisał: Mirosław Dakowski | |
| 22.12.2007. z Archiwum | |
| Z książki Vittorio Messori CUD (El milagro des los milagros) ze str. 31/32: Wydarzenie to może być w skrócie opisane w ten sposób: „Między dziesiątą a dziesiątą trzydzieści wieczorem, 29 marca 1640 roku, Miguelowi Juanowi Pellicerowi, dwudziestotrzyletniemu wieśniakowi, podczas gdy spał w swoim domu w Calandzie, w Kotlinie Aragońskiej, została «przywrócona» – natychmiastowo i ostatecznie – prawa noga. Noga ta, złamana kołem wozu, a później całkowicie zaatakowana przez gangrenę, została mu odcięta na wysokości czterech palców pod kolanem, pod koniec października 1637 roku (a zatem dwa lata i pięć miesięcy przed zadziwiającym «przywróceniem»), w publicznym szpitalu w Saragossie. Chirurdzy i pielęgniarze dokonali kauteryzacji kikuta gorącym żelazem. Z dochodzenia i procesu (otwartego już po 68 dniach, a trwającego wiele miesięcy pod przewodnictwem arcybiskupa, któremu towarzyszyło dziewięciu sędziów, z dziesiątkami świadków i zachowaniem wszystkich norm zapisanych w prawie kanonicznym), wynika, że przywrócona nagle noga była tą, która została odcięta, a później zakopana na cmentarzu szpitalnym w Saragossie, oddalonym o ponad sto kilometrów od Calandy. Wiarygodność wydarzenia została potwierdzona po trzech dniach, poza procesem, również przez notariusza królewskiego (który był obcy w wiosce, a zatem nie brał udziału w wydarzeniach), w dokumencie prawnym przypieczętowanym przysięgą wielu naocznych świadków, wśród których byli proboszcz oraz rodzice uzdrowionego. Na podstawie przebiegu wydarzeń oraz relacji głównego bohatera i innych świadków okazało się, że Cud zawdzięczamy wstawiennictwu Naszej Pani z Pilar, którą młodzieniec zawsze czcił w sposób szczególny, oddając się Jej zarówno przed, jak i po amputacji i w Jej sanktuarium w Saragossie prosząc o jałmużnę przez ponad dwa lata, jako żebrak posiadający oficjalne uprawnienia. Od chwili opuszczenia szpitala z jedną drewnianą nogą i dwiema kulami, każdego dnia namaszczał kikut oliwą z lampek zapalonych w Świętej Kaplicy Pilar. O tym śnił w Calandzie wieczorem 29 marca 1640 roku, kiedy zasnął z jedną tylko nogą, a kilka minut później obudzony został przez rodziców, mając znowu obie nogi. Co do prawdziwości faktów nie było żadnych wątpliwości i różnicy zdań ani wcześniej, ani później, ani w wiosce, ani w żadnym innym miejscu, gdzie Miguel Juan był dobrze znany zarówno przed, jak i po wypadku, który doprowadził do amputacji. Sam król Hiszpanii, Filip IV, po procesie zakończonym pozytywnym rezultatem, wezwał cudownie uzdrowionego do pałacu w Madrycie i klęknął przed nim, aby ucałować nogę cudownie «przywróconą»” . ZOLA, RENAN , TOWARZYSZE Powiedzmy szczerze: wobec opowiadania tego rodzaju pierwsza reakcja niedowierzania wydaje się nie tylko całkowicie zrozumiała, ale wręcz do pewnego stopnia nawet właściwa. I to nie tylko ze strony ateuszy, agnostyków, niedowiarków, deistów lub jeszcze innych, ale również ze strony chrześcijanina, czy też nawet samego katolika. …… [Dalej Messori pisze też o szoku ateistów i ich późniejszych kłamstwach] [Jedna z najbardziej wstrząsających książek, tak proste fakty… A „nasi milusińscy” wciskają nam od dziesięcioleci powiedzonko: „Cudów nie ma”. Adm. ] (wyd. Księg. św. Jacka, maile: wydawnictwo@jacek.katowice.pl ksj@ksj-arscath.com.pl, tel/fax: (032)2511959) | |
| Zmieniony ( 01.01.2008. ) |
Autor: AlterCabrio , 12 czerwca 2024
Pomimo gigantycznych budżetów na badania w ciągu ostatnich 100 lat, wskaźnik umieralności na raka stale rośnie. Czy choroba jest naprawdę nie do pokonania? A może po prostu każe się nam w to wierzyć? Dlaczego, na przykład, alternatywne wyniki badań i terapii raka są ukrywane przed opinią publiczną? Ten dokument nie tylko dostarcza faktów na temat badań nad rakiem, ale także rzuca światło na zrujnowane filary, na których opiera się nasz system opieki zdrowotnej.
−∗−
https://www.kla.tv/index.php?a=showembed&vidid=29358&lang=pl
[Tekst transkrypcji zachowany w tłumaczeniu automatycznym zgodnie ze stroną źródłową -AC]
Żadna inna choroba nie ma tak głębokiego wpływu na nasze społeczeństwo jak rak. Z pewnością każdy z nas zna kogoś w swoim najbliższym otoczeniu, u kogo zdiagnozowano raka lub kto na niego zmarł. Tylko w 2018 r., tj. przed koronawirusem, na całym świecie odnotowano 18 milionów nowych przypadków raka. W Niemczech rak był drugą najczęstszą przyczyną zgonów w 2022 roku. Statystyki z ostatnich 10 lat pokazują wzrost wskaźnika umieralności na raka o 1,5 procent. W 2019 r. Südkurier opublikował nagłówek: “120 miliardów euro na badania: dlaczego UE wypowiada wojnę rakowi”. W związku z tym wydatki na badania mają zostać zwiększone o kolejne 120 miliardów między rokiem 2021-2027. Na badania nad rakiem zawsze przeznaczano ogromne sumy pieniędzy. Dlaczego jednak wciąż nie ma znaczących postępów w walce z rakiem? Zacznijmy od krótkiego spojrzenia na historię badań nad rakiem ponad 100 lat temu.
Około roku 1900 odkryto coraz więcej patogenów odpowiedzialnych za różne choroby zakaźne. Naukowcy początkowo szukali również patogenu w nowotworze. Wyniki badań profesorów Roberta Kocha i M. Nevyadomsky’ego były bardzo pouczające. Oba niezależnie od siebie ustaliły, że komórki guza nowotworowego różnią się od normalnej tkanki. Wykazują one zachowania, które nie są znane komórkom ciała w ich normalnym stanie. Na przykład wykazują pozornie nieograniczony wzrost, poruszają się “jak ameby” i tworzą przerzuty w zupełnie innych częściach ciała. Koch i Nevyadomsky doszli zatem do wniosku, że rak jest powodowany przez mikro-pasożyty, tj. małe patogeny. Inni badacze opisali jednak rozwój raka z przyczyn “nieożywionych”, np. poprzez wpływ bodźców na komórki organizmu. Zgodnie z tym, komórka nowotworowa jest zmutowaną, tj. zdegenerowaną, endogenną komórką. Po zaciętych sporach zwyciężyła teoria zdegenerowanej komórki. Dzisiejsza onkologia opiera się na tej “degeneracji” Poszukiwania patogenu zostały oficjalnie anulowane. Inne wyniki badań nie były już potrzebne. Do tej pory oficjalne badania nad rakiem odniosły sukces, ignorując “alternatywne” wyniki badań lub walcząc z niewygodnymi badaczami. Oto krótki przegląd wyników badań, o których prawdopodobnie nigdy nie słyszałeś.
W 1967 r. niemiecki lekarz onkolog i badacz komórek, dr Alfons Weber, opublikował wyniki swoich badań. Dzięki temu mógł wykryć mikro-pasożyty w każdej tkance nowotworowej. Dr Alfons Weber był przekonany, że żadna z oficjalnie zatwierdzonych metod leczenia raka nie pomoże. Zamiast mikro-pasożytów powodujących raka – atakowana jest komórka tkanki. Jego badania zostały w dużej mierze zignorowane. Są to “artefakty, bańki wodne lub sztuczne twory”, a nawet “halucynacje szaleńca”. Jego skuteczna metoda leczenia raka za pomocą leków na malarię przyniosła mu lata spraw sądowych i cofnięcie licencji na wykonywanie zawodu lekarza. W 1972 r. został wepchnięty do szpitala psychiatrycznego, chociaż nie było dowodów na jakąkolwiek chorobę psychiczną.
Dr Helmut Keller, Niemcy Od 1972 r. Keller z powodzeniem leczył niektóre nowotwory wyciągiem z muchomora sromotnikowego. Jego lek “Carnivora” otrzymał tymczasowe pozwolenie na dopuszczenie do obrotu w Niemczech i był bardzo popularny wśród pacjentów. Cierń w boku przemysłu farmaceutycznego. W rezultacie Federalny Urząd Zdrowia został zmuszony do ponownego zakazania nowego leku w 1986 roku. Ponieważ dr Keller nadal leczył swoich pacjentów preparatem Carnivora, został skazany na zapłacenie grzywny w wysokości 10 000 DM.
Tamara Lebiediewa w 1989 roku rosyjska chemiczka i mikrobiolog była w stanie zidentyfikować starożytnego pasożyta Trichomonas jako przyczynę raka. Z jej doświadczenia wynika, że dla niewykwalifikowanego oka onkologa wiciowce wydają się być komórkami nowotworowymi. Trichomonas są “mistrzami oszustwa”. Na przykład, mogłyby zmienić swój wydłużony kształt z włóknami i wici w okrągły kształt ameby, który bardzo przypominałby ludzką komórkę. W formie ameby tworzą kolonie i w razie potrzeby zamykają się w kapsułkach. Lebedeva uznała rzęsistkowicę za pierwsze stadium raka. Jej wysiłki zmierzające do zwrócenia uwagi opinii publicznej na wyniki tych badań zakończyły się niepowodzeniem.
Lebedeva: “Każde pismo, każde zapytanie do Ministerstwa Zdrowia lub innych organów opieki zdrowotnej było ponownie wysyłane do Narodowego Centrum Onkologii w Moskwie, A stamtąd za każdym razem przychodzi druzgocąca odpowiedź, że odkrycie nie jest warte wysiłku testowania”. Drodzy widzowie: Przedstawione tutaj wyniki badań są reprezentatywne dla wielu innych. Dlaczego są one ukrywane przed opinią publiczną? Kto ma interes w tłumieniu, oczernianiu, a nawet kryminalizowaniu alternatywnych badań nad rakiem? Poniżej pokazujemy, w jaki sposób pewne kręgi wysokich finansów przejęły system opieki zdrowotnej dla własnych celów.
Przejdźmy do rodziny, która zapisała się w annałach historii jako “wielcy dobroczyńcy”, znani również jako filantropi: amerykańskiej rodziny Rockefellerów. Rockefeller Sr. kontrolował 90% całego amerykańskiego rynku ropy naftowej około 1880 roku. Około 1900 roku naukowcy odkryli “petrochemię”, czyli produkcję chemikaliów z ropy naftowej. Zaczęto syntetycznie produkować roślinne składniki aktywne. Mogły one zostać opatentowane i skomercjalizowane z dużym zyskiem. Plan Rockefellera polegał na stworzeniu rynku zbytu dla chemicznych produktów medycznych. Jednak preferencje Amerykanów dotyczące naturalnych i ziołowych leków stanęły mu na drodze. Ponadto prawie połowa lekarzy i szkół medycznych w USA praktykowała medycynę holistyczną. W jaki sposób Rockefeller Sr. zdołał podbić branżę medyczną? Raport Flexnera “Towarzyszem Rockefellera w lukratywnych interesach” zawsze był Andrew Carnegie.
Obaj byli przekonanymi eugenikami. Eugenicy inwestują w kontrolę populacji i powstrzymywanie tak zwanych “gorszych części populacji”, na przykład poprzez przymusową sterylizację Andrew Carnegie osiągnął wielkie bogactwo dzięki przemysłowi stalowemu i wcześnie zyskał sławę “wielkiego filantropa” dzięki hojnym darowiznom i zakładaniu instytucji. Na przykład Carnegie założył Carnegie Foundation for the Advancement of Teaching w 1905 roku Aby wdrożyć plan Rockefellera, Fundacja Carnegie zleciła teoretykowi edukacji Abrahamowi Flexnerowi przeprowadzenie badania amerykańskich studiów medycznych. Flexner opublikował swoje odkrycia w 1910 roku w tak zwanym “Raporcie Flexnera”. Raport ten skierował medycynę na ścieżkę pożądaną przez Rockefellera – z daleko idącymi konsekwencjami dla szkolenia lekarzy. W skrócie były to: Wszystkie szkoły, które nie nauczały “farmakologii”, tj. “medycyny naukowej”, straciły licencję i wszelkie wsparcie finansowe. Z dawnych 155 szkół medycznych w USA i Kanadzie w 1935 r. pozostało tylko 66. Pozostałe szkoły medyczne utraciły niezależność. Holistyczne podejście do zdrowia i profilaktyki zdrowotnej w dużej mierze zniknęło z nauczania i szkolenia. Leki chemiczne zostały podniesione do rangi nauki. Amerykanie ukuli slogan “pigułka na każdą chorobę”. Leki pochodzenia naturalnego zostały zniesławione. Zaledwie dwa lata później cała sytuacja powtórzyła się w Europie – z takimi samymi konsekwencjami. Egzekwowanie postanowień raportu Flexnera Raport Flexnera został wdrożony przez Radę Edukacji Ogólnej Seniorów Johna D. Rockefellera GEB jest fundacją założoną przez niego w 1902 roku. Dzięki temu fundusze trafiały do szkół wyższych, uniwersytetów i szkół medycznych. Miały one ułatwić im “restrukturyzację” w duchu rodziny Rockefellerów. Na pokładzie znajduje się również Abraham Flexner. W 1912 r. przeniósł się do GEB jako zastępca sekretarza. Flexner: “…W latach 1919-1928 Rada Edukacji Ogólnej… bezpośredniej i pośredniej wniosła co najmniej pół miliarda dolarów do zasobów i funduszy amerykańskiej edukacji medycznej”. Odpowiada to obecnej wartości 9,1 miliarda dolarów!
Dwie dekady po założeniu General Education Board, John D. Rockefeller Jr. założył International Education Board. Oprócz instytucji, IEB wspierał również indywidualnych naukowców na poziomie międzynarodowym. Przyznał setki stypendiów i grantów organizacjom w 39 różnych krajach. W sumie Rockefeller Jr. przekazał na rzecz IEB ponad 21 milionów dolarów. Dziś odpowiada to wartości 376 milionów dolarów. Fundacja Rockefellera przejęła zadania Międzynarodowej Rady Edukacji w 1938 roku i kontynuowała je. Kolejne fundacje Rockefellerów Jak widać, John D. Rockefeller Sr. był strategicznym myślicielem, który nie “wprowadził edukacji medycznej w nowoczesną erę” z czystego dobroczynności. W końcu stał się magnatem naftowym i najbogatszym człowiekiem na świecie w tamtym czasie dzięki nieuczciwym praktykom biznesowym. Zawsze wykorzystywał swoje pieniądze w celu maksymalizacji zysków. Restrukturyzując edukację medyczną i opiekę zdrowotną, stworzył gigantyczny rynek sprzedaży chemicznych produktów medycznych. Jednocześnie miał znaczący wpływ na badania naukowe. W tym celu Rockefellerowie założyli między innymi wpływowe uniwersytety, bardzo ważny szpital badawczy i elitarną szkołę medyczną: 1901, założenie Instytutu Badań Medycznych Rockefellera, dzisiejszego Uniwersytetu Rockefellera, prywatna organizacja zajmująca się badaniami biomedycznymi. 1910, założenie Szpitala Uniwersyteckiego Rockefellera, pierwszego szpitala badawczego w USA. Prowadzone są tam badania finansowane ze środków prywatnych. Problem polega na tym, że często prowadzą one do wyniku “przyjaznego dla sponsora”. 1910, fundacja Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health. Więcej informacji na temat wpływów i relacji całej rodziny Rockefellerów można znaleźć w programie “Dynastia Rockefellerów: o krok przed światowymi wydarzeniami?”. Przyjrzymy się również bliżej Rockefellerowi Jr. i jego wpływowi na organizację zdrowotną “American Cancer Society”.
W 1913 r. założono “Amerykańskie Towarzystwo Walki z Rakiem” lub w skrócie ACS. Strona linkedin.com wymienia nawet Rockefellera Jr. jako założyciela ACS. Zgodnie z jej własnym opisem, jest to “ponadregionalna, społeczna organizacja zajmująca się ochroną zdrowia, której celem jest wyeliminowanie raka jako głównego problemu zdrowotnego”. Ale jak wygląda rzeczywistość, pomimo miliardowego budżetu? Przyjrzyjmy się liczbom: W 1913 roku na raka zmarło 75 000 z około 96 milionów mieszkańców USA. Daje to wskaźnik umieralności na poziomie 78 na 100 000 mieszkańców. Obecnie każdego roku na raka umiera około 606 000 Amerykanów z 338 milionów mieszkańców (stan na 2022 r.). Wskaźnik śmiertelności wynosi 179 na 100 000. Po 110 latach pracy ACS, mamy ponad dwukrotnie wyższy wskaźnik umieralności na raka w USA. Szczegółowa książka “Murder by injection” autorstwa E. Mullinsa z 1988 roku dokumentuje, którzy dyrektorzy banków stali za tym Towarzystwem Walki z Rakiem i do czyich kieszeni płynęły pieniądze na walkę z rakiem: “Krytycy zauważyli w 1976 roku, że co najmniej osiemnastu członków zarządu American Cancer Society było dyrektorami banków. (…) Rzecznik ACS przyznał, że 70% budżetu na badania w 1976 r. trafiło do “osób lub instytucji”, z którymi powiązani byli członkowie zarządu”.
Wraz z założeniem Instytutu i Szpitala Rockefellera, rodzina Rockefellerów była w stanie wywierać bezpośredni wpływ na badania biomedyczne. Sama interpretacja wyników badań może skierować je w określonym, pożądanym kierunku. Obecnie najczęstszą formą leczenia raka jest chemioterapia. Miało to swoje początki podczas II wojny światowej. W 1942 r. w laboratorium Yale School of Medicine przeprowadzono badania nad wpływem chemicznego środka bojowego – gazu musztardowego – na chłoniaki.
Gaz musztardowy został po raz pierwszy użyty jako gaz trujący podczas I wojny światowej. Największym na świecie producentem toksycznych gazów był niemiecko-amerykański Frederick Zinsser – teść prezesa Banku Światowego Johna J. McCloya. Frederick Zinsser nauczył się produkować trujący gaz w Heidelbergu i wzbogacił się w USA. McCloy rozpoczął sprowadzanie niemieckich nazistowskich naukowców do USA w celu produkcji broni chemicznej i biologicznej jako zastępca sekretarza wojny USA. Zaangażowani są również japońscy eksperci od broni biologicznej z UNIT 731. McCloy przybył do Niemiec w 1949 r. z dyktatorskimi uprawnieniami i uczynił swojego szwagra Konrada Adenauera pierwszym kanclerzem federalnym. Heidelberg pozostawał centrum niemieckich badań nad bronią chemiczną i biologiczną zarówno pod rządami nazistów, jak i Adenauera. Niemiecki Instytut Badań nad Rakiem (DKFZ) znajduje się w Heidelbergu.
Ale wracając do USA: W 1957 r. w National Cancer Institute (NCI) po raz pierwszy zastosowano chemioterapię w leczeniu raka. Jak wszyscy wiedzą, stosowana obecnie chemioterapia jest obarczona poważnymi skutkami ubocznymi. Tak publikują ( Deutsche Wirtschaftsnachrichten), Niemieckie wiadomości gospodarcze cytuję: “Chemioterapia jest opłacana przez firmy ubezpieczeniowe, a przemysł farmaceutyczny sponsoruje badania, aby chemioterapia się sprzedawała. (…) W chemioterapii często nie chodzi o pacjenta, ale raczej o ogromne sumy pieniędzy, które można zarobić”. Każde leczenie chemioterapią kosztuje średnio od 10 000 do 20 000 euro, które fundusze ubezpieczeń zdrowotnych zwracają producentom leków ze stale rosnących składek wpłacanych przez płatników. Chemioterapia generuje zatem gigantyczne zyski dla przemysłu farmaceutycznego. W tym momencie nie należy zaprzeczać, że chemioterapia może osiągnąć pewne sukcesy w leczeniu raka i ratować życie. Ale jakim kosztem? Dlaczego alternatywne wyniki badań i alternatywne terapie są nadal zaciekle tłumione? Jakim prawem oficjalne badania nad rakiem masowo blokują alternatywy dla chemioterapii? I dlaczego nie słyszymy, że w Malezji praktycznie nie ma raka, ponieważ tamtejsi ludzie jedzą tak zwany owoc kraba? Albo przykład medycyny rosyjskiej: Ściśle powiązana z siecią terapeutka i piosenkarka Sara Bennet donosi, że dla wielu lekarzy w Rosji rak nie ma większego znaczenia niż przeziębienie. Dlaczego nie słyszymy nic o rosyjskiej medycynie, która obecnie czyni takie postępy w leczeniu raka? Dlaczego te środowiska, które osiągają tak słabe wyniki dzięki swoim metodom leczenia, że wskaźnik umieralności na raka wzrósł ponad dwukrotnie po 110 latach, wszystkie alternatywy są pod kluczem?
Czy wiesz, że w listopadzie 2023 r. Francja wprowadzi ustawę “mającą na celu wzmocnienie walki z niebezpiecznymi sekciarskimi wydarzeniami” i jest teraz na skraju utrwalenia jako prawo? Na pierwszy rzut oka pokazuje to, jak bezlitośnie Big Pharma chce zachować kontrolę nad rynkiem medycznym. Tekst prawny brzmi następująco: “Żądanie zaniechania lub powstrzymania się od terapeutycznego lub profilaktycznego leczenia jest zagrożone karą jednego roku pozbawienia wolności i grzywną w wysokości 15 000 euro, (…) Te same kary mają zastosowanie do prowokacji praktyk, które są przedstawiane jako terapeutyczne lub profilaktyczne dla zainteresowanych osób, mimo że zgodnie z obecnym stanem wiedzy medycznej oczywiste jest, że praktyki te narażają ich na bezpośrednie ryzyko śmierci lub obrażeń, co może prowadzić do trwałego okaleczenia lub niepełnosprawności. Jeśli zastosowano prowokację przewidzianą w pierwszych dwóch akapitach, kary są zwiększone do trzech lat pozbawienia wolności i grzywny w wysokości 45 000 euro”.
Nowe prawo jest uzasadnione następującymi słowami: “Biorąc pod uwagę entuzjazm opinii publicznej dla praktyk terapeutycznych, które nie zostały naukowo potwierdzone poszukiwanie dobrego samopoczucia i rozwoju osobistego oraz ze względu na wzrost liczby programów szkoleniowych, które przyznają dyplomy nieuznawane przez państwo, pacjenci mogą być wykorzystywani lub poddawani nadużyciom terapeutycznym, szczególnie o charakterze sekciarskim. Francuska gazeta L’Express również zwraca na to uwagę: Jest to wystarczająca odpowiedź na liczne przypadki, w których ludzie, którzy odnoszą się do spisków i różnych alternatywnych terapii, na przykład zalecając unikanie leczenia raka”. Uzasadnienie wyjaśnia rzeczywiste motywy francuskiego ustawodawcy: Ustawa ma na celu zapewnienie, że kompleks farmaceutyczny będzie mógł dalej rozszerzać swoją kontrolę. Każdy, kto proponuje inną terapię, która nie jest “potwierdzona naukowo” lub nie odpowiada “stanowi wiedzy medycznej”, ma zostać uciszony. Znamy już to podejście z Raportu Flexnera. Pytanie: Dlaczego Big Pharma chce dbać o “dobre samopoczucie” ludzi w sposób dyktatorski i, jeśli to konieczne, wbrew ich wolnej woli? Czy jest możliwe, że chodzi o dokładne przeciwieństwo “miłosierdzia i zdrowia” dla wszystkich?
Lekarz i oficer Heiko Schöning ujawnia w wywiadzie bardzo interesujący aspekt: Bezpośrednio łączy badania nad rakiem z badaniami nad bronią biologiczną. Teraz można obejrzeć krótkie fragmenty programu. “Ale jesteśmy teraz w erze broni biologicznej. Ten postęp techniczny jest możliwy. Jeśli cofniemy się wstecz, zobaczymy, że tak, w 1972 r. wprowadzono oficjalny zakaz broni biologicznej. Nie wolno było ich używać, produkować ani przechowywać. Co ciekawe, powiedział to prezydent USA Richard Nixon. Jedyną dobrze udokumentowaną rzeczą jest to, że Richard Nixon był najlepszym oszustem mafii globalnej przestępczości zorganizowanej. Jego oficjalnym pseudonimem był również Tricky Dick. Tak, a Nixon tak naprawdę tylko ukrył i zmienił nazwę badań nad bronią biologiczną w USA. Ponieważ jedną z głównych lokalizacji był Fort Detrick w USA. A co się stało z tymi wszystkimi badaczami broni biologicznej i obiektami i budynkami? Właśnie zmieniono ich nazwę. Pojawił się nowy znak. Na znaku widniał napis NCI [National Cancer Institute] – Narodowy Instytut Badań nad Rakiem. Naprawdę musi się to zrozumieć. Pozostali tam ci sami badacze, te same budynki, a teraz oficjalnie prowadzono tam badania nad rakiem”. Krótki postój: “Czystym zbiegiem okoliczności” w tym samym czasie, co zakaz badań nad bronią biologiczną, rząd USA przyjął National Cancer Act. Prezydent Nixon obiecał siedem miliardów dolarów do 1976 roku na “walkę z rakiem”. Za jednym zamachem Narodowy Instytut Raka (NCI) stał się największym i najbardziej wpływowym ze wszystkich amerykańskich instytutów zdrowia – a raczej “instytutem broni biologicznej”.
Schöning kontynuuje: “Czym jest broń biologiczna? Są to cytotoksyny. Czym są leki przeciwnowotworowe? Toksyny komórkowe. Jaka jest różnica między testem na broń biologiczną a badaniem nad rakiem? Inna pisownia. I dokładnie to zrobił Nixon. Właśnie umieścili znak wokół Fort Detrick, już nie Biological Weapons Research – National Cancer Research Institute”. Drodzy widzowie, jedna rzecz musi być dla nas jasna: Broń biologiczna zwykle ma na celu niepozorne zabijanie! Czego możemy oczekiwać od instytutów broni biologicznej – przepraszam, instytutów badań nad rakiem – w najbliższej przyszłości? Schöning kontynuuje: “Jedną z przykrywek był na przykład fakt, że ci badacze broni biologicznej nagle od dziesięcioleci prowadzili badania nad szczepionką przeciwko rakowi. Teraz znów o tym zapomniano. Wracając do miejsca, w którym skończyliśmy, dziś słyszymy, że szczepionki mRNA, tak, w rzeczywistości eksperymentalne terapie genowe przeciwko rakowi, są nam teraz sprzedawane”.
Voilà, po katastrofie z tak zwanymi szczepionkami mRNA Covida, szczepionki przeciwnowotworowe mRNA mają być teraz sprzedawane mężczyznom i kobietom. Przestępstwa związane ze szczepieniami przeciwko Covidowi, które mają niszczycielskie skutki, takie jak rozwój raka turbo, nie zostały jeszcze rozpatrzone. W programie “Eksplozja raka turbo po szczepieniu przeciwko koronie” Kla.TV wyjaśniła związek między szczepionką mRNA a niezwykle szybko rosnącymi nowotworami. A teraz dostępne są nowe szczepionki mRNA. Nic więc dziwnego, że zaufanie ludzi do medycyny opartej na farmaceutykach gwałtownie spada!
1. Pozbawieni skrupułów ludzie pieniądza i władzy, tacy jak Rockefeller & Co., położyli podwaliny pod nowoczesny przemysł farmaceutyczny i nasz system opieki zdrowotnej.
_
2. Od samego początku ich celem była absolutna kontrola edukacji medycznej i nauki.
_
3. Niezależne badania są również radykalnie odrzucane od samego początku, nawet jeśli są obiecujące.
_
4. “Dobroczynny wizerunek” fundacji i instytucji superbogatych służy ukryciu ich prawdziwych intencji: Mianowicie, ekspansji władzy i kontroli.
_
5. Pomimo ogromnych inwestycji, wskaźniki umieralności na raka stale rosną.
_
6. Istnieją dowody na to, że za badaniami nad rakiem kryją się również badania nad bronią biologiczną z dużym budżetem. Celem broni biologicznej jest zazwyczaj niepozorne i masowe zabijanie!
_
7. Obecnie znajdujemy się w punkcie, w którym istnieje zagrożenie dyktaturą zdrowotną i wysoce niebezpiecznymi środkami przymusu medycznego. Przemysł farmaceutyczny, kontrolowany przez Rockefellerów tego świata, okazuje się być prawdziwym rakiem.
Zadajemy sobie pytanie: Czy oficjalne oświadczenia dotyczące badań nad rakiem mogą być prawdziwe? Kiedy przez około 100 lat napływały ogromne sumy pieniędzy, a sukces był tak niewielki? Sukcesy w leczeniu wydają się tak małe, że wystarczają, aby utrzymać nadzieję przy życiu. Wieczna nadzieja na zwycięstwo nad rakiem nigdy nie pozwala wyschnąć gigantycznemu strumieniowi pieniędzy na wątpliwe badania. Coraz bardziej radykalno-dyktatorski kompleks farmaceutyczny okazuje się być prawdziwym rakiem. Nadszedł czas, aby rozpoznać prawdziwe przyczyny i aby odkryć sprawców stale rosnących wskaźników zachorowań na raka. Należy zbadać podmioty czerpiące zyski z toksyn w żywności, powietrzu, glebie, wodzie i produktach farmaceutycznych. Ponieważ jakikolwiek paternalizm ze strony kontrolowanej przez farmaceutyki WHO i jej wasali musi zostać powstrzymany!
_______________
Źródło: kla.tv
Wybory, które niedawno się odbyły we wszystkich krajach Unii, wskazują na zmiany w ocenie kierunku ewolucji jaki usiłowały, w ostatnich latach, nadać UE rządzące elity.
Najbardziej widać to w najważniejszych krajach UE, czyli we Francji I Niemczech. W tym pierwszym kraju okazało się, że kontestująca program budowy europejskiego państwa federalnego partia Mariny Le Pen zdobyła dwa razy więcej głosów (31 proc. do 15 proc.) niż rządząca obecnie formacja liberalna.
Podobnie ma się rzecz w Niemczech, gdzie partia SPD obecnego kanclerza Olafa Scholza także została zdublowana przez będącą w opozycji CDU.
W przypadku Niemiec nawet nie to jest najważniejsze ale fakt, że partia kanclerza została także wyprzedzona przez AfD, którą próbowano całkowicie wykluczyć z życia politycznego Niemiec, otaczając kordonem sanitarnym.
Pewnym dopełnieniem rozpadu mitu zjednoczonych Niemiec jest geograficzna dystrybucja poparcia dla tej partii. Okazuje się, że wyklęta AfD zwyciężyła na obszarze dawnej NRD, zaś CDU na terenie dawnej RFN. Granica wpływów tych partii pokrywa się dokładnie z granicami tych państw niemieckich. Dowodzi to, że wielkie, kosztowne i trwające już grubo ponad 30 lat wysiłki budowy zjednoczonego państwa niemieckiego niewiele dały i faktycznie Niemcy nadal są podzielone według takich granic co i poprzednio.
Tym samym nawet Niemcy dają zły przykład i są też złym prognostykiem dla budowy, forsowanego przez nie, państwa federalnego mającego objąć prawie całą Europę. Z tego nic nie wyjdzie.
Dla Polaków ważniejsze są oczywiście wyniki wyborów w Polsce. Ogłoszone początkowo, na podstawie sondażu exit polls, zwycięstwo formacji Tuska okazało się minimalne, a jego rozmiar jest mniejszy niż jeden procent i 106 tysięcy głosów, co w skali Polski, gdzie jest 30 milionów uprawnionych do głosowania, oznacza tyle co nic.
Jeśli zaś przypatrzeć się bliżej wynikom wszystkich partii to stwierdzić należy, że Tusk więcej ma powodów do zmartwień niż do zadowolenia. Okazało się, że niewielki wzrost notowań KO, pozwalający minimalnie przeskoczyć PiS, dokonał się wyłącznie na skutek kanibalizowania innych ugrupowań tworzących obecną koalicją rządową, głównie Trzeciej Drogi, których wyborców przejęło KO.
Jednak to zjadanie przez Tuska przystawek ma też silny efekt negatywny, wzmacniający napięcia w układzie koalicyjnym i go, w ten sposób, osłabiający.
Jeszcze bardziej niepokojącym dla Tuska efektem jest znaczny spadek łącznego poparcia dla partii koalicji. W wyborach 15 października zebrały one wszystkie razem 53,7 proc. głosów. W wyborach samorządowych, do sejmików wojewódzkich, było to już, o czym pisałem, wyraźnie mniej, bo 51,2 proc., zaś w tych wyborach nastąpiła dalsza degradacja ich wyborczego poparcia, które teraz wyniosło 50,3 proc.
Oznacza to, że średnio, w każdym miesiącu, to poparcie zmniejsza się w tempie 0,43 proc. To zaś oznacza, że za rok, kiedy mają odbywać się wybory prezydenckie, to łączne poparcie dla partii, które 13 grudnia powołały rząd, może być na poziomie 45 proc., co będzie skutkować tym, że nie zdołają one osadzić swojego kandydata w pałacu prezydenckim.
Już teraz, jeśli uwzględni się stan poparcia partii z obecnych wyborów do PE i przeliczy jakie to dałoby wyniki w wyborach do Sejmu to otrzymamy, że Tusk ze swoim układem straciłby rządy, gdyż PiS i Konfederacja uzyskałyby razem 242 mandaty. Zaś w przypadku gdyby Trzecia Droga startowała nadal jako koalicja, to nie pokonałaby progu wyborczego i nie weszłaby do Sejmu, i wtedy PiS i Konfederacja miałyby aż 251 mandatów.
W obu przepadkach łączny wynik PiS I Konfederacji oznaczałby, że te ugrupowania mają większość w Sejmie.
Nawet tak mocno kiedyś propagowane rozwiązanie z jedną listą dla wszystkich partii obecnej koalicji nie daje im stabilnej większości, gdyż w takim przypadku, gdyby KO, Trzecia Droga i Lewica startowały z jednej listy, to uzyskałyby tylko 237 mandatów.
Ale to jest tylko efekt przeliczenia zsumowanych wyników, natomiast realnie nigdy nie jest tak, że jak partie startują z jednej listy to wynik tej jednej listy jest sumą wyników partii składowych startujących osobno. Najczęściej jest niższy, o czym boleśnie przekonała się węgierska opozycja próbująca wysadzić Orbana z siodła w roku 2022.
Jakby zatem Tusk nie kombinował to utrzymanie przez niego władzy w następnych latach jest mocno niepewne. Rząd Tuska przypomina tu krowę wyprowadzaną na lód. Nie trzeba nawet nic robić, wystarczy trochę poczekać, a krowa sama się przewróci
Bieżącym problemem będą dla niego stosunki w koalicji, gdyż już teraz każdy widzi, że bezwzględnie zjada on mniejszych koalicjantów. Następnego dnia po wyborach do PE, poseł Suski z PiS, ponownie zaproponował dla PSL-u koalicję ze stanowiskiem premiera dla Kosiniaka-Kamysza. Co ciekawe, ważny polityk PSL-u, Marek Sawicki, w wywiedzie udzielonym radiu Wnet nie odrzucił całkowicie tej propozycji, a uzależnił ją od jakichś warunków i tłumaczył się obawą o złe traktowanie koalicjantów przez PiS. Natomiast pozycję Tuska określił następująco: „Donald Tusk może prężyć muskuły, ale tylko do czasu, dopóki cierpliwości starczy koalicjantom”. Inny polityk PSL, Jarosław Rzepa, wprost podważył celowość istnienia koalicji: „Jeżeli mamy być przystawką dla Tuska, to ja sensu nie widzę“.
Jeszcze trochę i Donald Tusk będzie się bał zasnąć, żeby się nie obudzić w sytuacji, gdy już nie będzie miał większości w Sejmie.
Z tymi koalicjantami to nie wiadomo do końca, kto traktuje ich gorzej – Kaczyński, czy Tusk. Przypadek Kaczyńskiego z Samoobroną i LPR-em jest znany, ale Tusk wcale nie wydaje się bardziej łaskawy. Wystarczy przypomnieć perypetie partii Nowoczesna, która przez długi okres, miedzy rokiem 2015 a 2017, miała lepsze notowania niż Platforma, ale na wskutek błędów swojego kierownictwa weszła w układy z Platformą i skończyło się tym, że obecnie Nowoczesna nic już nie znaczy, i teraz, z woli Tuska, ma tylko kilku posłów i ani jednego senatora, czy eurodeputowanego.
W ostatnich wyborach do PE, ich kandydaci zostali tak ustawieni na listach KO, że uzyskali razem tylko 7 tysięcy głosów, czyli tyle co nic.
Można powiedzieć, że partię, która jeszcze niedawno była silniejsza od Platformy, Tusk zamienił na swoje trofeum i nosi jak skalp przywiązany do pasa.
Czy taki los czeka obecnych koalicjantów Tuska? Jeśli się szybko nie zreflektują to zapewne podzielą dolę Nowoczesnej.
Zaś Kaczyński, podobno taki zły dla koalicjantów, jednak toleruje Suwerenną Polskę Ziobry, którego kandydaci uzyskali w obecnych wyborach łącznie 575 tysięcy głosów i dwa mandaty. Porównajmy to z 7 tysiącami głosów jakie uzyskali kandydaci Nowoczesnej u Tuska i mamy odpowiedź, kto jest bardziej nastawiony na zjadanie przystawek.
Stanisław Lewicki
==========================================
md: Zadziwia mnie, że nawet dla „konserwatysty” jest TABU:
Nie wspomina nawet – o naturalnym sposobie doboru ludzi do rządzenia, decydowania: Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. To można wywalczyć, to uzdrowi [na jakiś czas] t.zw. „demokrację”.

Dr. Li-Meng Yan Tue Jun 11 The Voice of Dr. Yan
Bioweapons, Health, International, Political, Top Stories

https://player.blubrry.com/?podcast_id=132815465&media_url=https%3A%2F%2Fmedia.blubrry.com%2Fdryan%2Fins.blubrry.com%2Fdryan%2FThe_new_lethal_Ebola-like_virus_made_by_CCP_s_bioweapon_experts.mp3&modern=1#mode-Light&border-000000&progress-000000
In early May, the Daily Mail reported a recent study published by Chinese researchers on a new chimeric Ebola-like virus. The shocking results of that study include:
> Syrian hamsters infected with the Ebola-like virus died within two to three days.
> The infected hamsters develop uveitis, multi-organ failure, and severe systemic diseases resembling symptoms of human Ebola patients.
Those researchers proudly state that the study was conducted in BSL-2 labs. However, the study didn’t mention whether the new viruses would infect or replicate in human cells before working under BSL-2 conditions, which poses a potential risk to lab security and public health.
Moreover, by analyzing the study, the hidden information demonstrates that the Ebola-like virus from China is definitely a new gain-of-function product of CCP-PLA’s bioweapon program, which MUST be investigated by international society ASAP!
First of all, PLA’s Bioweapon General Xia Xian-Zhu (https://baike.baidu.com/item/夏咸柱/5164608) is the principal scientist in charge of the whole study. General Xia always downplays his military identity by using positions in military-civil fusion institutes to publish articles now. For example, in this study, his position is in the “Key Laboratory of Jilin Province for Zoonosis Prevention and Control, Changchun Veterinary Research Institute, Chinese Academy of Agricultural Sciences”. Actually, he is a decorated expert on zoonosis diseases and immunology in the 11th Institute (Veterinary Research) of the Academy of Military Medical Sciences (AMMS).
Meanwhile, Xia is an academician of the Chinese Academy of Engineering (CAE), which is the highest-level military-civil fusion academy in China, like the Chinese Academy of Sciences (CAS). Evidence shows that General Xia and many academicians of CAS and CAS have been deeply involved in COVID-19 virus development and the related information war (esp. fake nature-origin narrative and falsified data). (https://m.thepaper.cn/newsDetail_forward_10766393)
What other chimeric viruses have been constructed in this study? Besides the Ebola-like virus, those researchers also tested new recombinant viruses using glycoproteins (GP) from the lethal Sudan virus and Lassa virus. Though the death rates of the other two new viruses in this study are not as high as the Ebola-like virus, it doesn’t mean that the CCP-PLA researchers would stop “improving” chimeric Sudan-like or Lassa-like viruses in other bioweapon projects.
Tips: Case fatality rates of these hemorrhagic fever viruses:
Ebola virus: 25-90%
Sudan virus: 53-100%
Lasso virus: 1-15%
> Establishment and application of a surrogate model for human Ebola virus disease in BSL-2 laboratory
Furthermore, the Ebola-GP engineered in the new lethal virus is the full-length GP (Genbank NO. AF086833.2), which was originally studied by Soviet Union bioweapon scientists in the 1990s! According to NIH GenBank records, the Ebola GP (NO. AF086833.2) was repeatedly studied by a group of scientists from an important USSR bioweapon institute “State Research Centre of Virology and Biotechnology Vector, Institute of Molecular Biology, Koltsovo, Novosibirsk Region, Russia.” in 1993 (https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/8482365/) and 1995 (https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/8553543/).
Former scientific leader of USSR bioweapon program (Biopreparat complex) Dr. Kenneth Alibek has confirmed that the Koltsovo vector lab is very dangerous, working on virus-bioweapons.
“Q: Does the Vector laboratory in Koltsovo (near Novosibirsk)—formerly part of the Biopreparat complex—intend to continue its research on pox viruses?
Alibek: Yes, and it’s very dangerous. Not because of Lev Sandakhchiev [the current director of Vector] but because of possible changes in the Russian government. When General Lebed was asked about the nuclear and biological capability of Russia, he replied that because the Russian Army is very weak, Russia needs these weapons to protect itself. So if General Lebed or somebody like him ever came to power, we would have a serious problem.”
> BIOLOGICAL WEAPONS IN THE FORMER SOVIET UNION: AN INTERVIEW WITH DR. KENNETH ALIBEK
Notably, after moving to a lab in Germany from the Koltsovo lab, the same bioweapon scientists (V E Volchkov, V A Volchkova, H D Klenk) continuously focused on functions of the same Ebola GP (Genbank NO. AF086833.2). In a paper titled “Processing of the Ebola virus glycoprotein by the proprotein convertase furin” in 1998, they were the first scientists to study Furin Cleavage Site (FCS) using the Ebola virus. Now, it’s well-known that the engineered FCS makes SARS-CoV-2 easily enter into human cells for infection.
“(Ebola) GP is cleaved by the proprotein convertase furin. This was indicated by the observation that cleavage did not occur when GP was expressed in furin-defective LoVo cells but that it was restored in these cells by vector-expressed furin … As a result of these observations, it should now be considered that proteolytic processing of GP may be an important determinant for the pathogenicity of Ebola virus.” (https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/9576958/)
Why would CCP-PLA bioweapon experts focus on the same Ebola GP as the USSR bioweapon scientists?
By the way, CCP-PLA researchers claim that the study is beneficial for antibody and vaccine evaluation against Ebola virus.” In fact, developing vaccines and other countermeasures is a common pretext for bioweapon programs in communist regimes.
The Voice of Dr. Yan can be heard on Saturday and Sunday at 4 pm. Listen on iHeart Radio, our world-class media player, or our free apps on Apple, Android, or Alexa. All episodes can be found on podcast networks worldwide the day after airing on talk radio.
pch/usa-rekordowe-straty-zrownowazony-rozwoj 12 czerwca 2024
Amerykanie nie dają się nabrać na fundusze, które inwestują w „zrównoważony rozwój”. „Wypłaty klientów z amerykańskich funduszy ukierunkowanych na cele środowiskowe, społeczne i związane z ładem korporacyjnym osiągnęły 8,8 miliarda dolarów w pierwszych trzech miesiącach 2024 r.” – podał Bloomberg.
„Fundusze giełdowe zajmujące się ochroną środowiska, społeczeństwem i ładem korporacyjnym odnotowały największe odpływy netto, jakie kiedykolwiek zarejestrowano w ciągu jednego miesiąca [kwietnia], na poziomie 4,6 miliarda dolarów” – można przeczytać na stronie Bloomberg Intelligence.
W Stanach Zjednoczonych zideologizowane fundusze ESG określane często mianem funduszy zrównoważonych, koncentrujących się na inwestycjach w firmy walczące ze „śladem węglowym” i propagujące ideologię gender przynoszą rekordowe straty w wysokości miliardów dolarów. Zwykli obywatele wycofują swoje środki.
Odpływ aktywów przyspiesza w miarę, jak coraz więcej Amerykanów zdaje sobie sprawę z kosztów finansowych tzw. zielonej gospodarki. Fundusze ESG, które są nastawione na lewicowy aktywizm powszechnie osiągają złe wyniki finansowe i odnotowują nawet dwucyfrowe straty procentowe w porównaniu ze funduszami inwestującymi w spółki politycznie neutralne w kwestiach społecznych.
Odsetek inwestorów prywatnych, którzy twierdzą, że biorą pod uwagę tzw. raportowanie pozafinansowe (ESG) spadł z dwóch trzecich (65%) w 2021 r. do 60% w 2022 r. i do około połowy (53%) w tym roku.
Wszystkie trzy elementy ESG – środowisko, społeczeństwo i ład korporacyjny – tracą na znaczeniu w USA, ale nie w Unii Europejskiej, gdzie odgórnie Bruksela narzuca raportowanie ESG dla coraz większej liczby podmiotów.
Odpływ środków z funduszy ESG w USA odnotowano w ciągu ostatnich ośmiu kwartałów. Zarządzający aktywami ESG coraz bardziej niechętnie przyznają się do finansowania branż, które służą radykalnemu programowi ideologicznemu, chociaż wciąż je finansują, tyle że bez rozgłosu.
Niektóre firmy przestały publicznie wypowiadać się na temat kroków, jakie podjęły w celu ograniczenia emisji dwutlenku węgla lub zmniejszenia swojego wpływu na środowisko – sugeruje Inside Climate News, cytując badanie dotyczące trendów w zakresie ekologicznego tłumienia emisji.
Termin „ESG” stał się na tyle toksyczny w Ameryce, że Larry Fink, dyrektor generalny gigantycznej firmy inwestycyjnej BlackRock oznajmił, że „nie będzie już o tym mówił” w obawie o odpływ klientów.
BlackRock usunął kilka odniesień do ESG ze swojej strony internetowej, ale wciąż wymaga od firm poszukujących kapitału zobowiązania się do zerowej emisji i innych inicjatyw dotyczących zwalczania „zmian klimatycznych”.
Coraz mniej jest też wzmianek na temat ESG w raportach spółek z indeksu S&P 500. W zideologizowanych formach próbuje się ukryć zaangażowanie na rzecz radykalnego programu lewicowego, zmieniając nazwy produktów, funkcji personelu i działów.
Jednocześnie część inwestorów przenosi się do Europy, gdzie można liczyć na sowite dopłaty do nierentownych przedsięwzięć w związku z narzucanym odgórnie przez Komisję Europejską Zielonym Ładem. W pierwszym kwartale tego roku do Europy napłynęło 10,9 miliarda dolarów netto.
Obecnie w Europie znajduje się przeważająca większość światowych „funduszy zrównoważonych” inwestujących w zrównoważony rozwój (Agenda 2030) o wartości 3 bilionów dolarów. To o 37% więcej niż w połowie 2021 r.
Jak wynika z raportu Morningstar Global Sustainable Fund Flows, do funduszy zrównoważonych w pierwszych trzech miesiącach 2024 r. napłynęło 900 mln dolarów na całym świecie, przy czym Europa posiada 84% aktywów w globalnych funduszach zrównoważonych o łącznej wartości 2,5 biliona dolarów, podczas gdy w USA jest ich 11% na poziomie 335 miliardów dolarów.
Hortense Bioy, globalny dyrektor ds. badań nad zrównoważonym rozwojem w Morningstar, zauważył, że „W ciągu ostatnich kilku lat fundusze zrównoważone musiały stawić czoła wielu przeciwnościom, w tym podwyższonym cenom energii, wysokim stopom procentowym i ostremu sprzeciwowi w zakresie ESG w USA. Skromne napływy do funduszy zrównoważonych w pierwszym kwartale 2024 r. odzwierciedlają ostrożność przed kluczowymi wyborami w USA i Europie, które określą tempo przyszłych zielonych polityk i zachęcą lub zniechęcą do bardziej zrównoważonych praktyk”.
Spadła także liczba uruchomień funduszy do 97 w pierwszym kwartale 2024 r. ze 176 w czwartym kwartale 2023 r.
Wśród funduszy europejskich aktywnie zarządzane portfele straciły w pierwszym kwartale tego roku 11 miliardów dolarów. Chociaż liczby pozostały ujemne, odpływ środków był mniejszy niż spadek z końca 2023 r., który wyniósł 17,5 mld dolarów.
W raporcie zauważono także, że „niewielkie napływy netto w pierwszym kwartale pokazują, że apetyt inwestorów na fundusze ESG i fundusze zrównoważone w Europie pozostaje słaby według standardów historycznych”.
„Niższy apetyt można częściowo przypisać wymagającemu otoczeniu makro, w tym wysokim stopom procentowym, inflacji i obawom przed recesją w niektórych częściach świata. Ponadto niektórzy inwestorzy przyjmują bardziej ostrożne podejście do inwestycji w ESG w następstwie słabych wyników strategii ESG i zrównoważonych działań w 2022 r., częściowo ze względu na ich typowe niedoważenie w tradycyjnych spółkach energetycznych oraz nadwagę w technologii i innych sektorach generujących wzrost”.
Źródło: mctv.org, axios.com, portfolio-adviser.com
AS
Minęło prawie 180 lat od pamiętnych wydarzeń w La Salette. 19 listopada 1846 r. dwoje dzieci – Melania Calvat i Maksymilian Giraud – usłyszało przesłanie Matki Bożej.
Treść orędzia sama Najświętsza Panna podzieliła na dwie części. Pierwsza z nich, tzw. Sekret, miała zostać ujawniona po 1858 r.; druga natomiast, obejmująca ogólne napomnienia, zachętę do modlitwy i naprawy obyczajów, rozgłaszana przez dzieci, stała się powszechnie znana już po kilku tygodniach. Po pięciu latach drobiazgowego dochodzenia, 16 listopada 1851 r., za zgodą Rzymu bp de Bruillard ogłosił dokument uznający objawienie za prawdziwe. Sekret spisany przez dzieci i zapieczętowany, przesłany został Piusowi IX w tym samym roku.
Zgodnie z wolą Matki Boskiej opublikowany został po raz pierwszy w 1873 r. z Imprimatur bpa Naples, a potem wkrótce z Imprimatur bpa Lecce, za osobistą aprobatą papieża. W 1879 r. Leon XIII wezwał Melanię Calvat do Rzymu aby usłyszeć treść przesłania z jej ust i otrzymać szczegółowe objaśnienia. Do końca ubiegłego wieku kierownik duchowy Melanii – ks. Rigaux naliczył 28 wydań Sekretu z Imprimatur biskupów i kardynałów. W 1915 r. w związku z nadużyciami interpretacji orędzia – Święte Oficjum wydało dekret zabraniający dodawania do niego jakichkolwiek komentarzy.
Dekret ten nie został zniesiony i obowiązuje do dziś. Niestety w XX w. zainteresowanie orędziem znacznie osłabło, a brak wznowień sprawił, że jest ono dziś, zwłaszcza wśród młodego pokolenia, prawie nieznane. Mając to na uwadze publikujemy treść Sekretu wg wydania francuskiego ks. Rigaux: „Sekret ten jest słowo w słowo podany przez naszą Czcigodną Matkę, w takiej postaci przekazałam go Jego świętobliwości Leonowi XIII w 1879 r.”. Kilka miesięcy później napisze:
Protestuję stanowczo przeciwko innym tekstom, które ludzie będą mieli czelność publikować po mojej śmierci. Protestuję przeciwko fałszywym oświadczeniom tych wszystkich, którzy ośmielą się mówić: po pierwsze, że upiększyłam Sekret; po drugie przeciw tym, którzy oświadczają, że nasza Matka i Królowa nie powiedziała, aby przekazać Sekret całemu jej ludowi.
Melania Calvat zmarła w tym samym roku przygotowując się do Mszy św., w której uczestniczyła codziennie.
Melanio: to, co powiem ci teraz nie musi pozostawać sekretem na zawsze, możesz to opublikować w 1858 r.
Kapłani – słudzy mojego Syna, kapłani – przez swoje złe życie, przez brak uszanowania i pobożności w celebrowaniu świętych tajemnic, przez miłość do pieniędzy, przez upodobanie w honorach i przyjemnościach; kapłani stali się naczyniami nieczystości.
Tak, stan kapłański woła o pomstę i pomsta jest nad ich głowami. Biada kapłanom i osobom poświęconym Bogu, którzy przez swoją niewierność i złe życie krzyżują mego Syna po raz wtóry! Grzechy osób poświęconych Bogu wołają o pomstę do Nieba i teraz pomsta stoi już w ich drzwiach. Nie ma już nikogo proszącego o miłosierdzie i przebaczenie dla ludzi, nie ma już szczodrych dusz, nie ma już nikogo godnego składania nieskalanej Ofiary Przedwiecznemu w imieniu świata.
Bóg uderzy w niespotykany sposób. Biada mieszkańcom Ziemi. Bóg wyleje swój gniew i nikt nie będzie w stanie uciec od tylu nieszczęść jednocześnie.
Kierownicy i przywódcy ludu Bożego zaniedbali modlitwę i pokutę, szatan zaćmił ich umysły; stali się oni tymi zbłąkanymi gwiazdami, które dawny diabeł pociągnie swoim ogonem na zagładę. Bóg pozwoli starożytnemu wężowi posiać rozłam pomiędzy władcami, we wszystkich społecznościach i rodzinach – będą cierpieć męki zarówno fizyczne, jak i moralne. Bóg pozostawi ludzi samymi sobie i będzie zsyłał kary jedną po drugiej przez ponad 35 lat. Ludzkość znajdzie się w przededniu najbardziej przerażających plag i wielkich wydarzeń; musi oczekiwać, że będzie rządzona rózgą żelazną i pić kielich Bożego gniewu.
Niech Wikariusz mojego Syna, papież Pius IX, nie opuszcza Rzymu po 1859 r., niech będzie nieugięty i wielkoduszny, niech walczy bronią wiary i miłości – ja będę z nim. Niech strzeże się Napoleona, jego serce jest dwoiste – będzie chciał być papieżem i cesarzem równocześnie. Bóg wkrótce go usunie. On jest tym orłem, który chcąc zawsze się wznosić padnie wkrótce pod mieczem, którego chciał użyć, by zmusić ludzi do uwielbienia siebie.
Włochy będą ukarane za swoją chęć zrzucenia jarzma Pana Panów i poddane wojnie, krew będzie płynąć ze wszystkich stron, kościoły będą zamknięte lub zbezczeszczone, kapłani i duchowni będą wywiezieni lub mordowani – i to w sposób okrutny. Wielu porzuci Wiarę, liczba księży i duchownych, którzy odłączą się od prawdziwej religii będzie wielka, między nimi znajdą się nawet biskupi.
Niech papież strzeże się cudotwórców, bo przyszedł czas na najbardziej zdumiewające cuda na ziemi i na niebie.
W roku 1864 Lucyfer razem z wielką liczbą diabłów zostanie uwolniony z piekła. Stopniowo niszczyć będą Wiarę, nawet osoby poświęcone Bogu tak oślepną, że bez specjalnej łaski osoby te przyjmą ducha tych złych aniołów. Wiele domów duchownych straci Wiarę zupełnie i spowoduje potępienie wielu dusz.
Złe książki będą rozprzestrzeniać się po Ziemi, a duchy ciemności będą wszędzie szerzyć rozprężenie w rzeczach dotyczących służby Bożej. Będą one miały wielką władzę nad naturą, będą też kościoły do służby tym duchom. Ludzie będą przenoszeni z miejsca na miejsce przez te złe duchy, nawet kapłani, ponieważ nie będą oni żyć zgodnie z duchem Ewangelii, który jest duchem pokory, miłosierdzia i gorliwości dla chwały Bożej. Zmarli i sprawiedliwi będą wskrzeszeni (to znaczy, że ciała te będą przybierać postać sprawiedliwych, którzy niedawno żyli na ziemi – aby łatwiej zwodzić ludzi. Ci tzw. zmartwychwstali zmarli, którzy nie będą niczym więcej niż diabłami pod ich postacią, będą głosić inną ewangelię, sprzeczną z prawem Jezusa Chrystusa, przecząc istnieniu Nieba; o ile nie będą oni de facto duszami potępionych. Wszystkie te dusze pojawią się łącząc się ze swymi ciałami – przyp. Melanii). Na każdym miejscu dziać się będą nadzwyczajne cuda, gdyż prawdziwa Wiara została stłumiona i fałszywa światłość oświetla świat.
Biada książętom Kościoła, którzy zajmować się będą wyłącznie dodawaniem bogactw do bogactw, zabezpieczaniem władzy i obnoszeniem swojej pychy.
Wikariusz mojego Syna będzie musiał wiele wycierpieć, bo przez pewien czas Kościół poddany będzie wielkim prześladowaniom; będzie to czas ciemności – Kościół będzie przechodził straszliwy kryzys.
Zapominając o Wierze świętej każdy człowiek będzie chciał sam sobą kierować i wynosić się ponad innych, równych sobie. Świeckie i kościelne władze będą obalone, wszelki porządek i sprawiedliwość będą zdeptane.Widać będzie jedynie morderstwa, nienawiść, zazdrość, kłamstwo i nieład, bez miłości ojczyzny i rodziny.
Ojciec Święty będzie bardzo cierpiał. Będę z nim aż do dopełnienia się jego ofiary. Źli będą wielokrotnie nastawać na jego życie; nie będą oni w stanie skrócić jego dni, ale ani on, ani jego następca nie zobaczą tryumfu Bożego Kościoła.
Wszystkie władze świeckie będą miały ten sam cel – obalić i doprowadzić do zaniku wszelkich zasad religijnych, torując drogę materializmowi, ateizmowi, spirytyzmowi i występkom wszelkiego rodzaju.
W roku 1865 obrzydliwość widziana będzie w świętych miejscach, w klasztorach kwiaty Kościoła zginą i diabeł stanie się królem wszystkich serc. Niech ci, którzy są kierownikami wspólnot zakonnych mają się na baczności odnośnie osób, które przyjmują. Diabeł użyje całej swej złości, aby wprowadzić do zakonów osoby oddane grzechowi, by nieporządek i zamiłowanie do cielesnych przyjemności rozprzestrzeniały się po całej Ziemi.
Francja, Włochy, Hiszpania i Anglia toczyć będą wojnę, krew płynąć będzie ulicami. Francuz będzie walczył z Francuzem, Włoch z Włochem, wybuchnie wojna powszechna, która będzie przerażająca. Przez pewien czas Bóg nie będzie pamiętał o Francji ani Italii, bo Ewangelia Jezusa Chrystusa nie jest już (tam) znana. Niegodziwi spuszczą ze smyczy całą swoją złość, nawet po domach będą morderstwa i wzajemne masakry.
Z pierwszym oślepiającym uderzeniem Bożego miecza z góry cała natura zadrży z przerażenia, gdyż zbrodnie i nieład ludzi przebiją sklepienie niebios. Paryż będzie zburzony i Marsylia pochłonięta, wiele dużych miast zostanie zburzonych i pochłoniętych przez trzęsienia ziemi, wszystkim będzie się zdawało, że to koniec, widać będzie jedynie morderstwa, starcia armii i bluźniercze serca. Prawi będą bardzo cierpieć – ich cierpienia, pokuty i łzy będą się wznosiły do Nieba. Cały lud Boży będzie prosił przebaczenia i miłosierdzia, będzie błagał o moją pomoc i wstawiennictwo. Potem Jezus Chrystus w swej sprawiedliwości i w swym wielkim miłosierdziu wobec wiernych, rozkaże swoim aniołom uśmiercić wszystkich swych wrogów. Od jednego uderzenia prześladowcy Kościoła Jezusa Chrystusa i wszyscy ludzie oddani grzechowi zginą i Ziemia stanie się jak pustynia.
Potem nastanie pokój i pojednanie Boga z ludźmi. Jezus Chrystus będzie czczony i chwalony, ludzie będą Mu znowu służyć. Miłosierdzie będzie kwitło wszędzie, nowi królowie będą prawym ramieniem Kościoła Świętego, który będzie silny, pokorny, pobożny, ubogi, gorliwy i naśladujący cnoty Jezusa Chrystusa.
Ewangelia będzie głoszona wszędzie i ludzie będą bardzo postępować w wierze, ponieważ będą stanowili jedność wokół pracowników Jezusa Chrystusa. Będą żyli w bojaźni Bożej.
Pokój pomiędzy ludami nie będzie trwał długo. 25 lat obfitych zbiorów sprawi, że zapomną, iż grzechy ludzkie są powodem wszystkich klęsk, jakie spotykają Ziemię.
Zwiastun Antychrysta ze swoim wojskiem zebranym z wielu narodów będzie prowadził wojnę z prawdziwym Chrystusem, jedynym Zbawicielem świata. Przeleje on wiele krwi i będzie chciał unicestwić kult Boga, aby sam został uznany bogiem. W Ziemię uderzą wszelkiego rodzaju plagi (poza zarazami i głodem, które będą się szerzyć – przyp. Melanii), będą wojny aż do wojny ostatniej, która będzie prowadzona przez dziesięciu królów Antychrysta; królów, którzy będą mieli wspólny znak i będą jedynymi władcami świata. Zanim to nastąpi, będzie panował na świecie rodzaj fałszywego pokoju. Ludzie będą myśleć jedynie o zabawie, źli będą oddawać się wszelkiego rodzaju grzechom; ale dzieci Kościoła Świętego, dzieci prawdziwej Wiary, moi prawdziwi naśladowcy -będą wzrastać w miłości Boga i w cnotach mi najdroższych. Szczęśliwe pokorne dusze prowadzone przez Ducha Świętego! Będę walczyła wraz z nimi aż osiągną pełną dojrzałość.
Natura woła o pomstę ze względu na ludzi, wzdryga się z przerażeniem czekając na to, co musi stać się ze splamioną zbrodniami Ziemią.
Drżyj Ziemio i wy, którzy głosicie się sługami Jezusa Chrystusa, podczas gdy w głębi duszy czcicie siebie. Drżyjcie, bo Bóg wyda was swoim wrogom, gdyż miejsca święte są miejscami zepsucia; wiele klasztorów nie jest już domami Boga, lecz pastwiskami Asmodeusza i jego własnością.
Stanie się w tym czasie, że narodzi się Antychryst z hebrajskiej zakonnicy, fałszywej dziewicy, która będzie w łączności ze starodawnym wężem – panem nieczystości. Jego ojcem będzie biskup, w chwili narodzin będzie wyrzucał z siebie bluźnierstwa, będzie miał zęby, jednym słowem – będzie to wcielony diabeł. Będzie wydawał przerażające krzyki, będzie czynił cuda, będzie żył tylko nieczystością. Będzie miał braci, którzy – choć nie wcielone diabły jak on – będą dziećmi zła. W wieku 12 lat będą znani z wielkich zwycięstw, jakie odniosą, wkrótce każdy z nich stanie na czele armii wspomaganych przez legiony z piekła.
Pory roku będą się zmieniać, a ziemia będzie wydawać tylko złe owoce. Ruch ciał niebieskich będzie tracił swoją regularność, Księżyc będzie odbijał tylko słabe czerwone światło. Woda i ogień spowodują konwulsje całej kuli ziemskiej, pochłaniając góry, miasta etc.
Rzym straci wiarę i stanie się siedzibą Antychrysta.
Demony powietrza razem z Antychrystem będą czynić wielkie cuda na Ziemi i na Niebie, a ludzie staną się coraz bardziej zepsuci. Bóg będzie opiekował się swymi wiernymi sługami i ludźmi dobrej woli; Ewangelia będzie głoszona wszędzie, a wszelkie ludy będą miały znajomość prawdy.
Zwracam się z usilnym wezwaniem do Ziemi; wzywam prawdziwych uczniów Boga żywego i królującego w Niebie; wzywam prawdziwych naśladowców Chrystusa, który stał się człowiekiem – jedynego prawdziwego Zbawiciela ludzi; wzywam moje dzieci, moich prawdziwych czcicieli, którzy oddali Mi się, abym ich prowadziła do Mojego Boskiego Syna; tych których niejako nosiłam w Moich ramionach; tych, którzy żyli w Moim duchu. Wzywam w końcu Apostołów Czasów Ostatecznych, wiernych uczniów Jezusa Chrystusa, którzy żyli z pogardą dla świata i siebie samych, w ubóstwie i skromności, w pogardzie i milczeniu, w modlitwie i umartwieniu, w czystości i zjednoczeniu z Bogiem, w cierpieniu; nieznanych światu. To jest ich czas, by wyszli z ukrycia i oświetlili Ziemię. Idźcie, okażcie, że jesteście Moimi drogimi dziećmi; jestem z wami i w was sprawiając, że wasza Wiara jest światłem oświetlającym was w tych złych czasach. Oby wasza gorliwość wywołała w was głód czci i chwały dla Jezusa Chrystusa. Toczcie walkę dzieci światłości; nieliczni, którzy widzicie, że czas czasu, koniec końców jest blisko.
Kościół będzie zaćmiony, świat będzie przerażony. Ale Enoch i Eliasz napełnieni duchem Bożym będą nauczać z Bożą pomocą, a ludzie dobrej woli uwierzą w Boga, wielka liczba dusz dozna pocieszenia. Będą one czynić wielkie postępy w cnotach mocą Ducha Świętego i potępią diabelskie błędy Antychrysta.
Biada mieszkańcom Ziemi. Będą krwawe wojny, głód, plagi i epidemie, będą przerażające deszcze zwierząt; pioruny, które niszczyć będą miasta, trzęsienia ziemi, które pochłoną całe państwa. Głosy słychać będzie w powietrzu; ludzie będą bić głowami o ściany, będą wzywać śmierci i śmierć dopełni ich cierpienia, krew będzie płynąć ze wszystkich stron. Kto miałby nie ulec, gdyby Bóg nie skrócił czasu próby? Łzy, krew i modlitwy prawych wzruszą Boga. Enoch i Eliasz umrą, pogański Rzym zniknie, ogień spadnie z nieba i pochłonie trzy miasta, cały świat pogrążony będzie w strachu i wielu pozwoli się uwieść, bo nie oddawali czci prawdziwemu Chrystusowi, żyjącemu na wieki. Oto czas; Słońce ciemnieje, tylko Wiara przetrwa.
Czas się zbliża, otchłań jest otwarta. Tam jest król królów ciemności. Tam jest bestia nazywająca siebie zbawcą świata – ze swoimi poddanymi. W swej pysze sięgnie Nieba, a św. Michał Archanioł zdusi ją tchnieniem swych ust. Upadnie, a Ziemia, która przez trzy dni będzie w ciągłej zmianie – otworzy swoje gorące wnętrze. Bestia upadnie na zawsze i razem ze swymi zwolennikami pogrąży się w wiecznej otchłani piekła. Potem woda i ogień oczyszczą Ziemię, pochłoną dzieła ludzkiej pychy i wszystko będzie odnowione.
12/06/2024przez antyk2013
13. dnia każdego miesiąca


Jak zawsze dnia 13. – o godz. 18 w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów i Matki Bożej Bolesnej będzie sprawowana Msza św. w intencji Ojczyzny, poprzedzona czuwaniem Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę od godz. 15, a po Mszy św. będzie jeszcze nabożeństwo fatimskie.
35 proc. uczniów wiedeńskich szkół podstawowych stanowią muzułmanie, tworząc największą grupę religijną w stolicy Austrii – wynika z badań lokalnych władz oświatowych. Władze samorządowe chcą zastąpienia lekcji religii obowiązkowym przedmiotem o nazwie „Życie w demokracji”.
Według badań Wydziału ds. Edukacji Urzędu Miejskiego w Wiedniu 35 proc. uczniów to muzułmanie, 21 proc. stanowią katolicy, 13 proc. uczniów wyznaje prawosławie, a 2 proc. to protestanci bądź osoby innego wyznania. Ponad jedna czwarta badanych uczniów (26 proc.) nie zadeklarowała przynależności do żadnej grupy religijnej.
Powołując się na wyniki ankiety, radny Christoph Wiederkehr z liberalnej partii NEOS po raz kolejny zaproponował, by lekcje religii w wiedeńskich szkołach podstawowych zastąpić przedmiotem o nazwie „Życie w demokracji”. Przedmiot ten miałby być obowiązkowy dla wszystkich uczniów już od pierwszej klasy, a jego główne zadanie polegałoby na przekazywaniu wiedzy o demokracji, wartościach i etyce, a także informacji o wszystkich uznawanych w Austrii wyznaniach religijnych. Wiederkehr chce również, by religia stała się przedmiotem nieobowiązkowym.
Obecnie lekcje etyki w austriackich szkołach rozpoczynają się dopiero w szkole średniej i tylko wtedy, gdy uczeń wcześniej zdecyduje się uczęszczać na lekcje religii. Proponowane w tej kwestii zmiany są regularnie odrzucane przez rządzącą w kraju koalicję, tworzoną przez konserwatywną partię OeVP i Zielonych.
Postulat zniesienia obowiązkowej nauki religii w szkołach podstawowych skrytykowała szefowa wydziału oświaty Archidiecezji Wiedeńskiej Andrea Pinz. W rozmowie z agencją Kathpress mówiła o wielkim znaczeniu edukacji religijnej dla demokracji, tolerancji i spójności społeczeństwa.
W podobnym tonie wypowiedział się austriacki minister edukacji Martin Polaschek. „W czasach rosnących napięć kulturowych myślenie o zniesieniu nauczania religii jest dla mnie po prostu dziwne” – powiedział w rozmowie z dziennikarzami. Dodał, że w jego ocenie wychowanie religijne odgrywa kluczową rolę w nauczaniu wartości i tolerancji w codziennym życiu szkolnym.
Poprzednie takie badanie przeprowadzono w Wiedniu w roku szkolnym 2016/2017. Wówczas 31 proc. uczniów zadeklarowało się jako katolicy, 28 proc. jako muzułmanie, zaś 17 proc. nie wyznawało żadnej religii. (PAP)

pch24.pl/inkluzywne-czyli-jakie

(Oprac. GS/PCh24.pl)
Chociaż niektórych może dziwić, że władze miast – zwłaszcza tych większych – podejmują działania mające służyć upowszechnieniu permisywnej edukacji seksualnej, aborcji czy promocji „tęczowej różnorodności”, to jednak w świetle programów, do których się odwołują, ów trend nie powinien zaskakiwać.
Zarówno Agenda 2030, jak i mniej znana Nowa Agenda Miejska z 2016 roku za kluczowe uznają tworzenie miast inkluzywnych i różnorodnych. Tymczasem, co pokazują badania i sondaże przeprowadzone wśród ludzi żyjących w miastach, ankietowani pragną by były one normalne, w tym przede wszystkim bezpieczne i niezideologizowane.
Agenda 2030 i Nowa Agenda Miejska
Podstawowym filarem polityki miejskiej zarysowanej w obu dokumentach ONZ jest „przezwyciężenie wszelkich form segregacji, marginalizacji i wykluczenia terytoriów oraz ludzi, nie pozostawiając nikogo lub jakiegokolwiek terytorium w tyle. Każde miasto ma promować zrównoważony rozwój społeczny, gospodarczy i kulturalny, przestrzenne i polityczne włączenie mieszkańców, bez rozróżnienia”.
Z danych statystycznych wiemy, że miasta – w szczególności te duże – są głównym celem migrantów i uchodźców, którzy wywierają presję na rynki nieruchomości. Ich obecność oraz dalszy napływ przyczynia się do znacznego podniesienia kosztów życia obywateli. Jednocześnie zaś generuje szereg niekorzystnych zjawisk, np. bezdomność, przestępczość, narkomanię, co bardzo dobrze widać na przykładzie metropolii amerykańskich.
Skądinąd migracja przynosi także niektórym pracodawcom korzyści w postaci taniej, czasami nawet dobrze wykwalifikowanej siły roboczej i nie tylko. Przybysze, którzy podejmują pracę w formalnej gospodarce, przyczyniają się do zwiększania lokalnych wpływów podatkowych.
Włodarze dużych aglomeracji – ze względu na napływ coraz większej liczby migrantów – muszą podejmować pilne działania, by zapewnić nie tylko odpowiednią, ale także dostępną dla wszystkich infrastrukturę i usługi.
Miasta, w których żyje ponad połowa ludności świata – w Europie nawet aż 80 procent populacji – stają się głównymi ośrodkami i newralgicznymi punktami wdrażania „postępowej” polityki. Dziś usiłuje się je przeprojektować i adaptować do zmian. Celem jest nie tylko inkluzywność („włączanie społeczne”), ale także „odporność” osiągana m.in. poprzez ścisły monitoring (smart cities).
Zgodnie z Nową Agendą Miejską (NAM), przyjętą podczas konferencji ONZ w 2016 roku w Quito, polityka miejska jest ważnym instrumentem realizacji celów zrównoważonego rozwoju w sposób zintegrowany i skoordynowany na wszystkich poziomach, od globalnego po lokalny.
Tak zwana lokalizacja Agendy ma ułatwić przekształcenia strukturalne miast, by stały się nie tylko zrównoważone, ale także inkluzywne pod każdym względem, bezpieczne i prężne. Jest to istotne w kontekście potencjalnego podwojenia liczby mieszkańców do 2050 roku.
Istotną rolę w realizacji celu 11 Agendy 2030 („uczynić miasta i osiedla ludzkie bezpiecznymi, stabilnymi, zrównoważonymi oraz sprzyjającymi włączeniu społecznemu”) odgrywa ideologia i kultura, przy czym ta ostatnia ma przede wszystkim propagować nowe wzorce produkcji i konsumpcji, aby zmieniać style życia (ograniczenie śladu węglowego i wodnego, produkcji śmieci itp.).
Agenda 2030 zakłada zmianę zasad planowania i zarządzania terenami miejskimi, by nie dopuścić do rozlewania się ich na zewnątrz. Dzielnice powinny być maksymalnie zagęszczane i różnorodne. Miasta mają być zwarte (powinny być zabudowane wszelkie luki), przy równoczesnym drastycznym ograniczaniu ruchu prywatnymi samochodami.
Z uwagi na ogólnie rosnącą liczbę mieszkańców miast, konieczna staje się rewitalizacja wielu obiektów biurowych i przemysłowych, a także slumsów. Należy również znacznie ograniczyć zużycie energii, wody, produkcję śmieci i wprowadzić system wielopoziomowego zarządzania za pomocą cyfryzacji.
Chociaż miasta na świecie zajmują zaledwie około 3 procent obszaru Ziemi, jak zaznacza Agenda 2030, jednocześnie zużywają 60 – 80 procent energii i wytwarzają 3/4 emisji dwutlenku węgla. Wyzwanie, przed którym stoją władze, polega nie tylko na zapewnieniu lokum, żywności, pracy i usług rosnącej liczbie mieszkańców stłoczonych na stosunkowo niewielkim obszarze. Należy jednocześnie sprawić, że będą oni pokojowo współżyć oraz zużywać mniej zasobów. Stąd ogromna koncentracja na kwestii zapewnienia inkluzji.
Zgodnie z 13. punktem deklaracji Nowej Agendy Miejskiej, miasta i osiedla ludzkie mają spełniać społeczne i ekologiczne funkcje; mają być partycypacyjne, wspierać społeczne i międzypokoleniowe interakcje, kulturową ekspresję, polityczne uczestnictwo, społeczną spójność i zapewniać bezpieczeństwo. Mają być pluralistyczne, różnorodne, egalitarne i niedyskryminacyjne. [ależ rewolucyjny bełkot md]
W NAM podkreśla się, że urbanizacja to dźwignia dla strukturalnej transformacji i pomaga m.in. w walce z nieformalną gospodarką (tzw. szara strefa). Włodarze miast zobowiązani będą do propagowania zrównoważonej mobilności, sprawnego zarządzania katastrofami, ochrony i przywracania ekosystemów, minimalizowania wpływu osiedli miejskich na środowisko, propagowania transformacji w stronę „zrównoważonych” wzorców konsumpcji i produkcji, „nikogo nie pozostawiając w tyle”.
W NAM mówi się o pracy na rzecz zmiany paradygmatu życia miejskiego. Chodzi o modyfikację podejścia do planowania, finansowania, rozwijania, zarządzania, uznając za kluczowy zintegrowany zrównoważony rozwój miejski.
Nowa Agenda Miejska to „wspólna wizja i wyraz politycznego zobowiązania do propagowania i realizacji zrównoważonego rozwoju obszaru miejskich oraz historyczna szansa wykorzystania kluczowej roli miast i osiedli ludzkich jako motoru zrównoważonego rozwoju w coraz bardziej zurbanizowanym świecie”. Zmiana paradygmatu miejskiego życia ma polegać na zintegrowaniu niepodzielnych wymiarów zrównoważonego rozwoju: społecznego, gospodarczego i środowiskowego.
Pkt 26. NAM stanowi o potrzebie „humanizacji miast”, co definiuje się jako upowszechnienie kultury różnorodności i walkę z wszelkimi przejawami dyskryminacji. Istotna w tym względzie jest „bezpieczna”, „uporządkowana” i legalna migracja (pkt 28).
Władze miasta mają pomagać w dostępie do mieszkań i domów o różnym standardzie, odnawialnych źródeł energii (OZE), komunikacji miejskiej, ale także mają zapewnić usługi w zakresie zdrowia i planowania rodziny.
Władze muszą pilnować, by miasta nie rozlewały się na zewnątrz, by były mocno zagęszczone (policentryczność, zapełnianie luk w zabudowie, rewitalizacja itp.).
W pkt. 55 kolejny raz akcentuje się kwestię inkluzji społecznej i zapewnienia dostępu do wysokiej jakości usług, z uwzględnieniem wytycznych opracowanych przez Światową Organizację Zdrowia, nie tylko w kwestii jakości powietrza, ale także „powszechnego dostępu do usług ochrony zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, aby zmniejszyć śmiertelność noworodków i matek”. Zapis ten wskazuje na upowszechnienie aborcji i antykoncepcji w różnej postaci, a nawet dostęp do usług tranzycji (tzw. operacje zmiany płci).
Miasta inkluzywne kontra nieinkluzywne
Mamy wiele prezentowanych w różnych dokumentach definicji miast inkluzywnych. Jednak na pierwszy plan niemal zawsze wysuwa się kwestia realizacji programów ideologicznych.
Przykładowo Seattle promuje się jako miasto włączające, ponieważ ponad 40 procent stanowisk legislacyjnych w mieście zajmują kobiety. Ponadto miasto organizuje wydarzenia związane z „tęczową dumą (pychą)” i podejmuje działania na rzecz tak zwanej różnorodności. Chętnie wita migrantów i uchodźców, którzy – jak stwierdzono w uchwale miasta – „wspierają naszą gospodarkę, wzrost gospodarczy i żywotność kulturalną”.
Inne „inkluzywne miasto”, Zurych – który zajmuje 4. miejsce w rankingu 20 najwybitniejszych tego rodzaju miast na świecie, a w niektórych zestawieniach nawet pierwszą lokatę – nie tylko zamieszkuje jedna trzecia obcokrajowców. Jest on też bardziej zróżnicowany kulturowo niż Londyn czy Berlin. Metropolię określa się jako postępową, otwartą i nastawioną przede wszystkim na obsługę korporacji. To „miasto globalne”, gdzie swoje siedziby mają: Google, Microsoft, IBM i Disney Research Lab. Roi się w nim od drogich butików i różnego rodzaju restauracji, z których chętnie korzysta w ciągu dnia dobrze opłacana kadra międzynarodowych przedsiębiorstw.
Poza propagowaniem wydarzeń związanych z „tęczową dumą (pychą – pride)”, w tym kilkudniowego Festiwalu Równości i tętniącym życiem nocnym, w pakiecie polityki miejskiej jest promocja „solidarności społecznej”, wyrażającej się w zapewnianiu tanich mieszkań.
Miasto promuje wycieczki połączone z uświadamianiem na temat społecznej odpowiedzialności biznesu (ESG), oprowadzając po wybranych ulicach i opowiadając o sposobach walki z bezdomnością. Przedstawia projekty rewitalizacji obszarów przemysłowych, na terenie których powstają nowe „zrównoważone osiedla” tanich mieszkań i domów.
Na przeciwległym biegunie są amerykańskie miasta takie, jak Nowy Jork i Chicago, które zajmują odpowiednio 121. i 103. miejsce w rankingu miast inkluzywnych ze względu na rosnącą przestępczość, brak spójności społecznej, spadek jakości nauczania w szkołach, zwijanie biznesu w wybranych dzielnicach i gettoizację. Coraz więcej osób ucieka stamtąd do mniejszych ośrodków i daleko na przedmieścia.
Jak definiuje się miasta inkluzywne?
Nie ma jednej definicji miasta inkluzywnego. Po raz pierwszy, gdy tego typu miasta zaczęło promować ONZ w 2001 roku, miasto inkluzywne zostało opisane jako miejsce, w którym każdy, bez względu na pochodzenie, płeć, status ekonomiczny, społeczny, rasę, religię i inne czynniki, może w pełni uczestniczyć w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym.
Azjatycki Bank Rozwoju (2022) rozszerzył tę koncepcję na poziom komfortu życia, definiując miasto włączające jako takie, które „tworzy bezpieczne środowisko, w którym żyje się, z niedrogim i sprawiedliwym dostępem do usług miejskich, usług socjalnych i możliwości utrzymania dla wszystkich mieszkańców oraz innych użytkowników miasta w celu promowania optymalnego rozwoju kapitału ludzkiego oraz zapewnienia poszanowania godności ludzkiej i równości”.
Bank Światowy (2015) akcentuje kwestię zintegrowanego zarządzania i cyfryzacji.
Nowa Agenda Miejska (UN-Habitat, 2016) opisuje miasta inkluzywne jako takie, które „traktują priorytetowo bezpieczne, włączające, dostępne, zielone i wysokiej jakości przestrzenie publiczne, przyjazne rodzinom, wzmacniające integrację społeczną i międzypokoleniową (…) i wspierające spójność społeczną, włączenie i bezpieczeństwo w pokojowych i pluralistycznych społeczeństwach”.
Środowisko akademickie odnosi inkluzję do wszechstronnego włączenia w wymiarze politycznym, społecznym, ekonomicznym, przestrzennym i środowiskowym.
Włączenie ekonomiczne zakłada likwidację tzw. szarej strefy gospodarki i niwelowanie nierówności materialnych oraz usuwanie barier strukturalnych dla grup marginalizowanych, głównie osób związanych z wszelkimi subkulturami seksualnymi.
Włączenie społeczne ma doprowadzić do tego, że wszystkie grupy w społeczeństwie, zwłaszcza osoby znajdujące się w niekorzystnej sytuacji ze względu na wiek, płeć, niepełnosprawność, rasę, pochodzenie etniczne, religię, „orientację seksualną” lub inny czynnik, będą czuć się bezpiecznie i zaangażują się społecznie.
Włączenie przestrzenne oznacza zapewnienie niedrogich gruntów i mieszkań w strategicznych miejscach oraz dostępnej infrastruktury publicznej i podstawowych usług (usługi medyczne, infrastruktura energetyczna, gospodarka odpadami, infrastruktura telekomunikacyjna itp.).
Włączenie środowiskowe oznacza ograniczenie produkcji i konsumpcji mieszkańców miasta, by chronić zasoby dla przyszłych pokoleń, zrównoważony transport i ochronę środowiska, stąd np. strefy czystego transportu i miasta 15-minutowe.
Włączenie polityczne przewiduje równe prawa i możliwości uczestniczenia w funkcjonowaniu instytucji i procesów demokratycznych (niektórzy wskazują, że tzw. demokracja deliberatywna jest nieodłączonym elementem miasta inkluzywnego, ponieważ wszyscy obywatele powinni zostać poddani procesowi facylitacji, by zaakceptowali proponowaną przez włodarzy miejskich politykę).
Akcent na „włączenie społeczne”, czyli uprzywilejowane traktowanie wybranych grup
Przyglądając się rankingom miast inkluzywnych można dojść do wniosku, że szczególnie akcentowane jest włączenie społeczne, a w ramach tego wymiaru istotną rolę odgrywa kwestia bezpieczeństwa i uprzywilejowanego traktowania „bezbronnych”, do których zalicza się grupy szczególnie wrażliwe ze względu na płeć (kobiety) i „orientację seksualną” (LGBTQ+), rasę (imigranci) i wiek (osoby starsze, dzieci).
Badanie pod tytułem Will the true inclusive city rise? Mapping the strengths and weaknesses of the city ranking systems opublikowane w grudniu 2023 r. wykazało, że bardzo często w rankingach miast inkluzywnych pomija się „inne grupy, które są równie podatne na wykluczenie, takie jak osoby niepełnosprawne, mniejszości religijne i polityczne oraz grupy o niskich dochodach (…)”, a nacisk kładzie się na tzw. mniejszości seksualne.
Niewątpliwie rankingi nie są obiektywne, ale według dostępnych ocen, Kopenhaga jest uznawana za najbardziej włączające miasto na świecie, a w dalszej kolejności sytuują się: Zurych, Oslo, Amsterdam czy Montreal.
Na przeciwległym biegunie mamy np. Manilę, Delhi i Limę.
Z perspektywy amerykańskiej, wielu uczonych zwraca uwagę na postępującą degradację miast w USA. Są tacy, którzy sugerują, by wprowadzać zmiany takie, jak w Kopenhadze czy innych metropoliach z ograniczonym ruchem samochodowym, ścieżkami rowerowymi i licznymi zielonymi deptakami, zrównoważonym transportem publicznym i budownictwem. Wielu ubolewa, że w Ameryce – w przeciwieństwie do Europy – ludzie preferują życie na podmiejskich osiedlach czy przedmieściach. Obserwuje się trend uciekania młodych ludzi z centrów wielkich aglomeracji.
Miasta amerykańskie takie jak Los Angeles czy Phoenix, mają emitować do atmosfery około sześciokrotnie więcej dwutlenku węgla w przeliczeniu na osobę niż przeciętny rezydent miasta europejskiego, nie mówiąc o mieszkańcach Singapuru, Tokio i Hongkongu.
Wynika to m. in. z odmiennego od kilkudziesięciu lat planowania w oparciu o preferowany model mobilności miejskiej. Układ ulic, sąsiedztwo i typologię budynków kształtuje się zgodnie z preferencją mobilności z udziałem własnego samochodu.
Jeszcze 100 lat temu nie było dużej różnicy między miastami amerykańskimi a europejskimi. Po I wojnie światowej pojawił się postępowy ruch projektowy, który zrywał z tradycyjnymi miastami, kojarzącymi się z wyzyskiem pracowników i miejscami powszechnej nędzy.
Za nowymi projektami stała filozofia propagująca oderwanie się od tradycji i dążenie do stworzenia swobody przepływu przestrzeni pomiędzy i wokół budynków. Kładziono nacisk na wolnostojące domy jednorodzinne i wieżowce.
Po drugiej wojnie światowej zarówno Europa, jak i Ameryka przyjęły nowoczesny projekt urbanistyczny. W imię „odnowy miast” tworzyły rozległe, otwarte przestrzenie.
W połowie lat 80., ze względu na ograniczoną przestrzeń, Europejczycy postawili na zwartość i zagęszczenie, wyłączanie ulic z ruchu samochodowego oraz nowoczesne budownictwo.
Miasta amerykańskie dzisiaj, zwłaszcza na południowym zachodzie, mierzą się z szeregiem narastających problemów – od zatorów komunikacyjnych po rosnące w szybkim tempie czynsze i koszty budowy, co przekłada się na wzrost bezdomności, przesiedlenia itp. Amerykańscy politycy coraz częściej mówią o potrzebie demotoryzacji. Podobnie, jak w Europie powoli przebudowuje się i modyfikuje ulice. Jednak, największym problemem staje się „efekt pączka” oraz związana z tym degradacja miast.
„Efekt pączka”
Termin ten został ukuty trzy lata temu przez ekonomistów ze Stanford – Arjuna Ramaniego i Nicholasa Blooma. Chodzi o „wydrążenie rdzenia miejskiego w wyniku ucieczki ludzi, miejsc pracy i sprzedawców detalicznych na przedmieścia oraz do mniejszych miast”. Dlatego eksperymentuje się z nowymi pomysłami ożywienia śródmieść.
Amerykanie uciekają na przedmieścia z powodu narastającej przestępczości, bezdomności, kradzieży w sklepach i plagi narkomanii.
Miejscy politycy proponują, by m.in. poprzez zachęty podatkowe zamieniać na mieszkania opustoszałe biurowce w Chicago, Bostonie, Pittsburghu i Waszyngtonie. Nowy Jork w czerwcu planował wprowadzić „opłaty za zatory komunikacyjne” na niektórych ulicach Manhattanu (około 15 dolarów za wjazd). Charlotte w Karolinie Północnej i Indianapolis chcą przyciągnąć nowych mieszkańców śródmieść dzięki budowie centrów rekreacyjnych.
Wiele metropolii amerykańskich wciąż chciałoby być „miastami globalnymi”, pełniąc funkcję ważnego węzła w ramach zglobalizowanego systemu gospodarczego. Na tym budowały swoją przewagę konkurencyjną niektóre duże ośrodki, centra w sieciach produkcji, finansów i telekomunikacji. Przyczyniło się to do osłabienia potencjału innych deindustrializowanych miast, a także do segmentacji rynku pracy i marginalizacji niektórych populacji oraz oderwania od rzeczywistego otoczenia terytorialnego, etnicznego czy kulturowego. Obecnie także pośród nich można zauważyć niekorzystny trend podupadania ze względu na skracanie łańcucha dostaw.
W momencie, gdy znaczna część wysoko opłacanych pracowników korporacji przeszła na tryb hybrydowy, a ludzie wyprowadzili się na przedmieścia czy do innych znacznie mniejszych miast, centralne dzielnice biznesowe, w których świetnie prosperowały sklepy i restauracje, zaczęły podupadać i przekształcać się w miejsca przestępcze. Ci, którzy do niedawna prowadzili tam swoje biznesy, zaczęli je zwijać. Śródmieścia zapełniają bezdomni i narkomani.
Koszty przekształcenia biznesowych pustostanów w mieszkania są wysokie ze względu na konieczność adaptacji wieżowców w taki sposób, by zapewniały odpowiednią ilość łazienek i kuchni. Deweloperzy mają problem z pozyskaniem pożyczek na adaptacje, na co wskazuje „The Wall Street Journal”.
Poza próbą przekształcenia biurowców na mieszkania, włodarze próbują sprawić, by ich miasta były bardziej przyjazne dla ruchu pieszego lub innej mobilności, poza samochodami np. Nowy Jork, Waszyngton. Mówi się również o potrzebie przyciągnięcia do śródmieść młodych ludzi i rodzin z dziećmi.
Jak doskonale pokazuje przykład Ameryki – tym, co przyciąga do osiedlenia się w śródmieściach wielkich metropolii, jest ich bezpieczeństwo. A to znacznie pogorszyło się od czasu tzw. pandemii i działalności ruchu Black Lives Matter.
Agnieszka Stelmach
Część drugą tekstu opublikujemy na łamach PCh24.pl już 14 czerwca 2024.
Rosja-zaatakuje-lotniska-w-polsce-?
Rosja zaatakuje lotniska w Polsce? Dowódca Sił Powietrznych Ukrainy, generał Serhij Hołubcow przekazał, że część samolotów F-16, które Ukraina otrzyma od zachodnich sojuszników, będzie “przechowywane poza terytorium państwa”. Samoloty F-16 wymagają bowiem pasów startowych o wysokim standardzie i wzmocnionych hangarów, aby chronić je przed atakami z ziemi. Nie ma takich lotnisk na Ukrainie, a nawet gdyby były, zostałyby szybko zniszczone przez rosyjskie rakiety.
Na deklaracje wysyłania misji bojowych F-16 z terytoriów krajów NATO, ostro zareagował przedstawiciel Kremla. Generał pułkownik Andriej Kartapołow, szef Komitetu Obrony Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej, powiedział państwowej agencji prasowej RIA Nowosti, że bazy NATO, w których będą umieszczone samoloty F-16 dla Ukrainy, staną się “uzasadnionymi celami” dla Moskwy.
Wcześniej do takiego pomysłu odniósł się sam Władimir Putin, który ostrzegł, że Moskwa może rozważyć przeprowadzenie ataków na obiekty w krajach NATO, jeśli będą tam stacjonować samoloty bojowe używane przez Ukrainę.
– Jeśli stacjonują w bazach lotniczych poza granicami Ukrainy i zostaną użyte w walce, będziemy musieli zobaczyć, jak i gdzie uderzyć w środki użyte w walce przeciwko nam. Stwarza to poważne niebezpieczeństwo dalszego wciągnięcia NATO w konflikt powiedział Putin w 2023 roku – powiedział.
„Proszę się nie bać, bo nie ma piekła ani czyśćca. Jest tylko niebo, w którym teraz jesteście, królestwo dzieciństwa, młodości, pełne marzeń„.

Roberto Benigni, włoski komik, skłamał na temat wieczności w obecności papieża Franciszka podczas pierwszego Światowego Dnia Dziecka w Watykanie 26 maja.
„Nie mogę kłamać przed Jego Świątobliwością”, udawał Benigni, „proszę nie zmuszać mnie do kłamania przed papieżem, ponieważ później, kiedy umrę, będę stał tam ze świętym Piotrem, a on powie mi: „Och, Benigni, skłamał pan przed papieżem. Teraz muszę wysłać pana do piekła lub czyśćca”: 50 lat! Mamma mia! Co za szok!”
„Ale zawsze myślę, że kiedy umrę, będę stał u bram nieba ze świętym Piotrem czekającym, by mnie osądzić i zawsze mam nadzieję, że da mi szansę i pozwoli mi odejść: Benigni, nie każ mi się więcej zastanawiać – idź! Zawsze mam taką nadzieję”.
„Ale proszę się nie bać, bo nie ma piekła ani czyśćca. Jest tylko niebo, w którym teraz jesteście, królestwo dzieciństwa, młodości, pełne marzeń„.






Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 11 czerwca 2024 judenrat
Niepodobna nie zauważyć, że Judenrat „Gazety Wyborczej” kontynuuje tradycje żydowskich arywistów, których Stalin wysłał do Polski, by tresowali nasz mniej wartościowy naród tubylczy do komunizmu. Józef Stalin uważał bowiem, że komunizm pasuje do Polaków, jak siodło do krowy, więc przysłani do Polski Żydowie mieli jedno z drugim dopasować. Toteż jedni kierowali Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, czyli tak zwanym „resortem”, a z kolei innym Stalin powierzył sprawowanie w Polsce rządu dusz. Jedni zostali postawieni na odcinku terroru, podczas gdy drudzy Żydowie – na odcinku duraczenia. Gwoli duraczenia powstała cała rozbudowana struktura, przy której Fundusz Sprawiedliwości, o którym dzisiaj tak głośno, to jest jakiś Liliput przy Guliwerze. Na czele aparatu duraczenia została postawiona Polska Akademia Nauk, która – mimo sławnej transformacji ustrojowej – nadal pozostaje wierna swemu pierwotnemu przeznaczeniu. Ważną rolę odgrywał też Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, czyli tak zwana „cenzura”, której obecnie już „nie ma”, podobnie jak Wojskowych Służb Informacyjnych, albo izraelskiej broni jądrowej. O ile PAN miała za zadanie przygotowanie rewolucyjnej teorii duraczenia, to „cenzura” była jej pasem transmisyjnym do bezpośrednio duraczących, czyli mediów głównego nurtu, które zajmowały się już rewolucyjną praktyką.
Rewolucyjna praktyka, zgodnie z przykazaniami Lenina („odchodząc od nas nakazał nam towarzysz Lenin umacniać organizacyjną funkcję prasy” – mówił Józef Stalin podczas pogrzebu Lenina i dodawał: przysięgamy ci towarzyszu Leninie, że wiernie wypełnimy również i to twoje przykazanie).
I właśnie w tej dziedzinie zaznacza się kontynuacja dzieła żydowskich arywistów w dziele duraczenia mniej wartościowego narodu tubylczego. Z tego powodu, zarówno wtedy, jak i teraz, Judenrat „Gazety Wyborczej” za swojego głównego przeciwnika uznaje „reakcyjny kler”, przeciwko któremu próbuje obracać opinię publiczną. Czyni to dość zręcznie, skrupulatnie ukrywając, o co chodzi mu naprawdę, toteż koncentruje się na przypisywaniu „reakcyjnemu klerowi” rozmaitych sprośnych łajdactw Niebu obrzydłych, wśród których na plan pierwszy wysuwa się molestowanie. Stanowiący publiczność Judenratu tubylczy mikrocefale, lubią bowiem ekscytować się tak zwanymi „momentami”, co sprawia, że tematyka dobrze się sprzedaje – ale te „momenty”, w ramach wychowawczej funkcji prasy – Judenrat zaprawia tak zwanym „smrodkiem dydaktycznym”, dzięki któremu mikrocefale odczuwają zarówno dreszczyki, jak i umacniają się w poczuciu wyższości nie tylko nad „reakcyjnym klerem”, ale jego logistycznym zapleczem, które przy okazji jest drenowane z pieniędzy przez prawdziwe lub urojone ofiary molestowania, co to nauczyły się, że „z wszystkiego można szmal wydostać, tak, jak za okupacji z Żyda”, przy pomocy zaangażowanych mecenasów i zblatowanych niezawisłych sądów, które potrafią puścić z torbami każdego, kogo nieubłaganym palcem wskażą im oficerowie prowadzący z watahy starych kiejkutów, lub jakiejś innej.
Ale przemysł molestowania, w którym Judenrat uczestniczy w charakterze naganiacza, organizuje gniew zagniewanego ludu, umiejętnie dodając dramatyzmu opowieściom rozmaitych ofiar, które na ogół nie wyglądają na specjalnie wiarygodne. Jeśli na przykład jakiś dorosły jegomość przypomina sobie, jak to przez kilka lat dzień w dzień nieprzerwanie był „gwałcony” dzięki temu że się gwałcicielowi swemu regularnie nadstawiał, albo że jakaś panienka była „więziona”, a jednocześnie regularnie chodziła do szkoły, mimo „złamania miednicy” podczas jakiegoś szczególnie intensywnego spółkowania, to bez „dramatyzmu” trudno w takie rzeczy uwierzyć, nie będąc mikrocefalem. Mikrocefale natomiast wierzą we wszystko, co tam Judenrat dla nich przygotuje i w ten sposób – jak to się mówiło przed wojną w sferach kupieckich – biznes sze kręczy.
Jednak organizatorskie ambicje Judenratu idą jeszcze dalej, w czym też dostrzegamy kontynuację. Kiedy za pierwszej komuny, nie udało się wytrzebić z mniej wartościowego narodu tubylczego zamiłowania do uroczystości religijnych, jak np, chrzest, bierzmowanie, czy zawarcie małżeństwa, ówczesny Judenrat, skupiony wokół „Trybuny Ludu” urządził przy KC PZPR specjalną komórkę do wymyślania obrzędowości świeckiej. Tam semiccy i aryjscy mełamedowie, viribus unitis wymyślali rytuały „nadania imienia” bądź „wręczania dowodziku osobistego”, jak i tak zwane „śluby cywilne”, czy świeckie pogrzeby. Wszystko to było rodzajem niezamierzonej parodii obrzędów religijnych, bo żydowscy handełesowie, nawet jeśli zajmują się akurat nie handlem śledziami, tylko obrzędowością świecką, nie są w stanie wyjść poza tandetę.
I oto Judenrat „Gazety Wyborczej” w ramach uprawiania organizacyjnej funkcji prasy, właśnie ogłosił nową inicjatywę w postaci namiastki religijnego obrzędu Pierwszej Komunii Świętej. Artyleryjskie przygotowanie do zniechęcenia mikrocefali do uczestnictwa w tych obrzędach zostało przeprowadzone już wcześniej, w postaci kampanii przeciwko pierwszej spowiedzi dzieci. Wyróżniła się tu para faworytów Judenratu w osobach pani prof. Katarzyny Popiołek i byłego jezuity, pana Stanisława Obirka. Dołączył tego grona przewielebny ksiądz Adam Boniecki z „Tygodnika Powszechnego”, w którym dzisiaj rej wodzą mikrocefale pobożni. To znaczy – pobożni są teraz, bo do 2007 roku „Tygodnik” był współwłasnością grupy ITI, założonej przez wywiad wojskowy za pieniądze ukradzione z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego jeszcze za komuny, gwoli stworzenia medialnego holdingu dla politycznych i – nazwijmy to – duchowych potrzeb starych kiejkutów i ich konfidentów. W 2007 roku stare kiejkuty najwyraźniej uznając, że świadoma dyscyplina zatriumfowała w „Tygodniku” na dobre, podarowały wszystkie swoje udziały spółce „Tygodnik Powszechny”, która już spółkuje na własną rękę.
Więc ostatnio Judenrat zaproponował, by zamiast Pierwszej Komunii, gdzie trzeba się spowiadać, wskutek czego dzieci cierpią niewymowne katiusze, urządzać „postrzyżyny-zapleciny”. Chodzi o to, by mikrocefalne dzieci nie też miały pretekst do otrzymania prezentów. A sam rytuał postrzyżyn-zaplecin? No, tego możemy się domyślać; dzieciom w pewnym wieku zaczynają wyrastać włosy, które w związku z tym trzeba rytualnie przystrzyc, a potem, w ramach „zaplecin” dosztukować je w postaci tresy do włosów na głowie. Z pozostałej reszty – jak to radzi popularna francuska piosenka – można zrobić szczotki.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.
10 czerwca 2024 pch24/zydowskie-ataki-na-chrzescijan

Pierwszy raz w historii przedłożono raport dokumentujący akty przemocy wobec chrześcijan… w Ziemi Świętej.
Od kilku lat sytuacja chrześcijan w Jerozolimie jest coraz gorsza. Agresywni ortodoksyjni żydzi lżą chrześcijan, opluwają ich albo atakują fizycznie. Niszczą też chrześcijańskie budowle, w tym mury kościołów. Żydzi nie wahają się podnieść ręki nawet na duchownych. Jak wielokrotnie zaświadczał opat benedyktynów w Jerozolimie, o. Nikodemus Schnabel, z przejawami nienawiści spotyka się niemal każdego dnia.
Raport na temat przemocy wobec chrześcijan przygotowała izraelska organizacja pozarządowa Rossing Center. Grupa zajmuje się dialog międzyreligijnym. Według oficjalnej narracji władz Izraela państwo robi bardzo dużo, by bronić chrześcijan. Z raportu Rossing Center wyłania się jednak inny obraz: izraelskie władze albo nie chcą, albo nie potrafią przeciwdziałać przemocy.
W raporcie Rossing Center ujęto w sumie 90 przypadków przemocy: 11 ataków słownych, 9 fizycznych, 32 ataki na kościoły i budynki kościelne, zniszczenie cmentarza i 30 przypadków opluwania księży, zakonników i pielgrzymów. Opisane 90 przypadków to według autorów raportu „tylko wierzchołek góry lodowej o wiele szerszego fenomenu”.
Większości aktów przemocy dopuszczają się przeważnie młodzi dorośli ortodoksyjni żydzi, którzy w społeczeństwie stanowią mniejszość; oficjalnie od ataków odcinają się nawet zwierzchnicy wspólnot, do których należą.
Źródło: Katholisches.info Pach
wawel, 10 czerwca 2024 ekspedyt/planeta-plonie-wszystko-zielone-staje-sie-czerwone
Planeta płonie ;).
Jutro w Polsce przeważnie kilkanaście stopni. Na Wyspach Brytyjskich dzisiaj 14 stopni. A na dokładkę lud w wyborach stopniowo odsuwa Zielonych na śmietnik historii (bez recyklingu).
Czarnoskórzy (binarni niebiali gwałtownicy) pasażerowie flotylli łodzi finansowanych przez setki fundacji Sorosa zmuszeni są opalać się na Adama. Gorący żar się z nieba leje, do ciężkich pięt się asfalt lepi i nawet lodziarz nie ma siły cię zaczepić.
Płoną akcje wartości dwóch miliardów, która zainwestował Soros 20 lat temu na rzecz technologii i modeli biznesowych związanych ze zmianami klimatu. U babci Rothschildowej pod łóżkiem termometr jednak wciąż pokazuje, że mamy najgorętszy czerwiec od czasu Wielkiego Wybuchu. Babcia czuje się jak w piekle. Jej odczucia powielają medialne córy Koryntu.
Płoną udziały firm walczących z energetyką węglową, miliony wyłożone dorodusznie i filantropijnie przez kompanię filantropijną o nazwie Arcadia Fund w Radzie Konsultacyjnej której zasiada sam Lord Jacob Rothschild. Topi się stal wieżowców Europejskiej Fundacji Klimatyczej. Istny Har-Magedon (miejsce zapowiadanej w Apokalipsie św. Jana ostatecznej bitwy między siłami dobra i zła).
Edward Goldsmith (z konkurencyjnego wobec Rothschildów, frankfurckiego rodu bankierów) zgodnie ze swoją teorią, że marksizm trzeba zastąpić teorią powrotu do stanu dzikości pierwotnych plemion – zalega na dachu swojego pałacu w stroju z liścia palmowego niepokojąco przyjmując zabarwienie murzynka Bambo.
Fizyk-teoretyk Hans Joachim “John” Schellnhuber, który stworzył (wyssał z palca) “podstawy „naukowe” dla dogmatu klimatycznego doznał pomieszania zmysłów (nie wiadomo czy z głodu, chłodu, czy gorąca) i siedząc na tronie przyszłego, zaprojektowanego przez siebie Trybunału Planetarnego wykrzykuje w kierunku ściany: “Płoniemy! Hades! Hades! Ratuj się, kto może! Marszałkowie do mnie!”. Morawiecki nie odbiera komórki…
Lud nie chce kupować samochodów walczących z klimatem. Fabryki produkujące “proklimatyczne auta niegasnące” zwalniają pracowników i likwidują wydziały. Zgroza! Faszyzm! Onucyzm!
Klaus Schwab z tego wszystkiego przebiera się w kobiece ciuszki (jak kiedyś senator i reżyser moralistyczny dekalogowy Piesiewicz).
Elity proklimatyczne i progenderowe (oraz militarystyczne) zużywają coraz większe ilości białego proszku. Nosy furczą. Od wciąganych ścieżek ku świetlistej przyszłości.
Wszystko co zielone zmienia się w czerwone. Gorąco wszędzie! Co to będzie, co to będzie?

Płonąca planeta na okładce książki “Samospalenie” papieża klimatycznego, Schellnhubera (książki, której nikt nie chce kupować oprócz sąsiadów Grety Thunberg).
Paweł Chmielewski kardynalowie-i-biskupi-na-sluzbie-rewolucji

Tak jak w spirali – pniemy się do góry stopniowo, krok po kroku. Nie można sięgać zbyt wysoko, idąc powoli – osiągnie się w końcu twarde rezultaty. Tak o swojej taktyce mówią dziś rewolucjoniści, reagując na kryzys wywołany przez Fiducia supplicans o błogosławieniu par LGBT. Rewolucja cały czas chce iść naprzód – ale potrzebuje chwilowego spowolnienia. Po to, by uśpić czujność…
Za pontyfikatu Franciszka Rewolucja osiągnęła bardzo wiele. Antychrześcijańska ideologia, która politycznie podbiła niemal cały świat Zachodu już lata temu, została z sukcesem przeszczepiona na grunt Kościoła. Toczą się jeszcze peryferyjne bitwy, ujarzmia się jakiejś lokalne bunty; zasadniczo jednak w świecie Zachodu umacnia się pax antichristiana. Do ostatecznego triumfu Rewolucji jednak wciąż daleko. Potrzebuje podbić cały świat, rozciągając kontrolę nad wszystkimi ludami, tak, aby skutecznie strawestować psalm: niechby wszystkie ludy zamiast wyśpiewywać chwałę Panu oddały pokłon diabłu.
Granice wpływów Rewolucji pokazała deklaracja Fiducia supplicans z 18 grudnia 2023 roku. Podczas gdy elity kościelne i polityczne świata Zachodu przyjęły ten dokument z entuzjazmem albo przynajmniej z milczącą akceptacją, w pozostałych częściach świata reakcja była zupełnie inna: krytyczna, niechętna, niekiedy po prostu wroga. W tej sytuacji dalsze umacnianie nienaturalnego i karykaturalnego porządku byłoby dla Rewolucji samobójcze. Nadeszła pora na szybką zmianę taktyki.
Mówił o tym niedawno zupełnie wprost jeden z czołowych rewolucjonistów kościelnych, kardynał Jean-Claude Hollerich, metropolita Luksemburga, relator generalny Synodu o Synodalności, jezuita i zaufany człowiek papieża. Hollerich udzielił wywiadu szwajcarskiej feministce, która walczy o wprowadzenie w Kościele kapłaństwa kobiet. Jeszcze w 2020 roku Luksemburczyk deklarował wprost, że jest „otwarty” na wprowadzenie w Kościele katolickim kapłaństwa kobiet. W kolejnych latach wypowiadał się coraz ostrożniej, by teraz, we wspomnianym wywiadzie, całkowicie odmówić wyrażenia swojego zdania na ten temat. Z dobrych powodów.
– Potrzeba czasu – powiedział. Gdyby się spieszyć powstałoby wrażenie, że kapłaństwo kobiet zostało „przepchnięte przez liberalnych katolików”. – Potrzeba taktu i cierpliwości, jeżeli chce się osiągnąć prawdziwe rezultaty. Kiedy sięga się zbyt wysoko, niewiele można osiągnąć. Trzeba być ostrożnym, iść do przodu krok po kroku i w ten sposób można zajść daleko. Musimy bardzo uważać, żeby nie wywołać wielkiej reakcji przeciwnej. Sądzę, że na innych kontynentach wybuchłaby burza, gdyby jutro wprowadzić kapłaństwo kobiet. Watykan musiałby się wycofać – mówił dalej.
Jako przykład wskazał właśnie Fiducia supplicans. – Przy Fiducia supplicans doszło do wielkiego wybuchu. A to niewielka sprawa – podkreślił.
Hollerich rozmawiał ze szwajcarską dziennikarką dość długo. Kobieta dociskała go, nieustannie zadawała to samo pytanie. Jest naprawdę zaangażowaną feministką i jak można sądzić, autentycznie chciała wyciągnąć z kardynała konkretną deklarację. Hollerich wiedział, że rozmawia z kimś, kto jest mu ideowo bliski, ale zarazem zbyt zapalczywy. Zdobył się na szczerość, jak gdyby mówiąc: Zrobimy wszystko, o czym marzysz. Daj nam tylko czas. W przeciwnym razie Afrykanie narobią dymu i jak będziemy z tym wszystkim wyglądać?…
Na początku pontyfikatu Franciszka rewolucjoniści nie mieli takich oporów. Dał temu wyraz jeden z głównych elektorów Jorge Mario Bergoglia, kardynał Walter Kasper. W 2014 roku, podczas pierwszego z synodów Franciszka, został nagrany bez swojej wiedzy. Mówił o planowanych reformach i Afryce. – Nie powinni mówić zbyt wiele na temat tego, co mamy robić – stwierdził o biskupach z Afryki. Nieco później kardynał Reinhard Marx deklarował, że Kościół w Niemczech „nie jest filią Rzymu”, więc nikt nie będzie mu rozkazywać. Cóż, tak to rzeczywiście działało: w 2016 roku mimo oporu Afrykanów czy Europejczyków ze wschodu przepchnięto komunię dla rozwodników, w 2018 roku w samych Niemczech komunię dla protestantów, ostatnio znowu błogosławienie par LGBT… Rewolucja doszła jednak do granicy; że się do niej zbliża wyczuwano już po Synodzie Amazońskim, który, wbrew pierwotnym założeniom, nie przesądził o zniesieniu celibatu.
Na konieczność ostrożnego postępowania naprzód zwracał wówczas uwagę bp Franz-Josef Bode, do 2023 roku biskup diecezji Osnabrück. To jeden z najodważniejszych wykonawców planu liberalnej podmiany katolicyzmu. Tuż przed swoim odejściem wprowadził w swojej diecezji oficjalną interkomunię z protestantami, zmieniając w ten sposób naukę na temat realnej obecności Pana Jezusa pod postaciami eucharystycznymi. Nie wywołało to żadnej reakcji, bo i Bode wiedział, jak działać: wprowadził stosowne rozwiązania najpierw tylko w katedrze, zalecając, by w pozostałych kościołach były implementowane stopniowo, krok po kroku, już po jego odejściu z urzędu…
Działał w ten sposób zgodnie z taktyką, o której powiedział publicznie w 2021 roku. Rozmawiał z protestanckimi dziennikarzami z Niemiec, chcącymi wiedzieć, kiedy wreszcie Kościół katolicki porzuci swoją naukę. Bode zdobył się na chwilę szczerości. Powiedział, że nie należy oczekiwać od Kościoła zbyt szybkich zmian, bo to wywołałoby negatywną reakcję. Trzeba działać z wyrachowaniem. – Tak jak w spirali – idziemy do celu powoli, ale cały czas coraz bliżej – tłumaczył zaniepokojonym protestantom. Przywołał na swoją obronę historię ostatnich 50 lat: jak wiele osiągnięto po II Soborze Watykańskim metodą małych kroków?…
Ktoś powie: redaktorze, nie odkrywasz Ameryki, przecież znamy tę metodę od lat. Sowiecka taktyka salami, syndrom gotowanej żaby… Cóż, tak, to prawda: znamy to wszystko. Problem w tym, że chociaż znamy – cały czas dajemy się nabierać. Gdy w kotle rośnie temperatura może chwile pokrzyczymy, ale zaraz się przyzwyczajamy. No tak, tak to już jest, udzielają tej komunii rozwodnikom i protestantom, błogosławią pary LGBT, przyjaźnią się z aborcjonistami… Co zrobić.
Właśnie po to, by nikt niczego nie robił – nadszedł czas spowolnienia. 2 kwietnia Dykasteria Nauki Wiary ogłosiła deklarację Dignitas infinita, która, choć jak każdy dokument za Franciszka wywołała pewne kontrowersje, została przyjęta na świecie zasadniczo dobrze. 17 maja ta sama Dykasteria ogłosiła nowe normy dotyczące domniemanych objawień i wydarzeń cudownych, bardzo wyważone. Kilka dni temu papież ogłosił, że we wrześniu ogłosi dokument poświęcony upowszechnianiu kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa. Czyżby zatem rok 2024 miał nieoczekiwanie zapisać się w historii Kościoła katolickiego jako rok zasadniczo… katolicki? Niewykluczone, że tak właśnie będzie; niech nas jednak ten spokój nie zmyli. To tylko cisza przed burzą: u władzy w Kościele są wciąż te same siły, które doprowadziły do wcześniejszych zmian. Nie porzuciły swoich celów. Chwilowo zmieniły tylko taktykę.
Trzeba iść powoli – żeby zajść daleko, powiada Jean-Claude Hollerich.
Paweł Chmielewski
cze 10, 2024 | Aktualności, Historia Antypartii

Wszystkim niezależnym środowiskom antysystemowym, którym leży na sercu los naszej Ojczyzny, proponujemy przystąpienie do procedury wyłonienia jednego, wspólnego kandydata na Prezydenta RP.
Czekamy na modyfikacje przedstawionych tu propozycji. Najnowsza historia Polski pokazała już niejednokrotnie, iż po uzyskaniu względnie dobrego wyniku w wyborach prezydenckich, powstawały formacje polityczne, które odrywały istotną rolę na polskiej scenie politycznej.
Czekamy na Wasze opinie dotyczące tej propozycji współpracy.
tel. 601 255 849
P.S.
W 2015 roku PODZIEMNA TV i stowarzyszeni OBURZENI zorganizowały debatę antysystemowych kandydatów na Prezydenta RP, która jednak niestety nie doprowadziła do wyłonienia jednego wspólnego kandydata. Oczywiście później wszyscy przegrali. Bądźmy Polakami mądrymi po szkodzie….
Patrz relacja filmowa z tej debaty: